Passus z 583 tys. zł zysku netto po 3 kw. 2020 r.

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podsumowuje 9 miesięcy 2020 r. W minionym okresie spółka wypracowała dobre wyniki: przychody wyniosły 20,4 mln zł (+36 proc. rdr.), zysk operacyjny, podobnie jak zysk netto, wzrósł wobec straty w zeszłym roku odpowiednio do poziomu 1,2 mln zł i 583 tys. zł. W III kw. Passus konsekwentnie rozwijał produkty własne, a także kontynuował działania związane z ekspansją zagraniczną – powołując irlandzką spółkę Sycope Limited.

Przychody w III kw. są przede wszystkim efektem podpisanej w IV kw. 2019 r. długofalowej umowy z jednostka publiczną, na rzecz której Passus świadczy usługi serwisu pogwarancyjnego systemu do monitorowania ruchu i wydajności aplikacji. Dodatkowe środki spółce zapewniła również realizacja mniejszych projektów wdrożeniowych.

Uważamy, że wyniki w III kw. br. są dobre. Warto podkreślić, że nasza działalność jest mocno projektowa, co oznacza, że prezentowane dane należy analizować w perspektywie dłużej niż kwartalna. Jak dotąd sytuacja związana z pandemią COVID-19 nie wpłynęła negatywnie na naszą działalność operacyjną. Jesteśmy spółką technologiczną i tam, gdzie jest to możliwe korzystamy z narzędzi pracy zdalnej. – komentuje Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus.

W minionym kwartale została powołana spółka Sycope Limited z siedzibą w Dublinie. Będzie ona odpowiedzialna za sprzedaż autorskich produktów Passus na rynkach zagranicznych. Spółka kontynuowała rozmowy z międzynarodowym dystrybutorem rozwiązań IT specjalizującym się w dystrybucji rozwiązań APM, NPM i cybersecurity dla przedsiębiorstw.

– Konsekwentnie pracujemy nad tym, aby wprowadzić nasze produkty na rynki zagraniczne.
W pierwszej kolejności planujemy ekspansję na rynek DACH. Dlatego kluczowe jest dla nas podpisanie finalnej umowy z międzynarodowym dystrybutorem. W minionym kwartale uzgodniliśmy kluczowe warunki współpracy, powołana została też spółka w Irlandii, która odpowiadać będzie za sprzedaż naszych rozwiązań. Głęboko wierzę, że w najbliższym czasie uda się nam sfinalizować umowę.
– dodaje Tadeusz Dudek.

Passus w III kw. kontynuował rozwój produktów własnych. Autorski system FlowControl XN (rozwiązanie do monitorowania przepustowości sieci i analizy ruchu sieciowego) został wzbogacony o kolejne reguły bezpieczeństwa oraz nowe scenariusze, które krok po kroku pozwalają prowadzić analizę ataków. Kontynuowano także prace nad modułem do mitygacji ataków DDoS. Dodatkowo zakończono prace nad implementacją autorskiego silnika do ekstrakcji, przekształcania i ładowania danych do warstwy analitycznej, który znacznie zwiększył możliwości oraz przyśpieszył pracę całego systemu. Kontynuowano również prace nad nową wersją autorskiego sytemu nDiagram.

Na koniec lipca br. Passus zakończył prace R&D rozpoczęte w 2017 r. nad projektem StressTester. System będzie umożliwiał prowadzenie automatycznych testów wydajnościowych i obciążeniowych aplikacji z wykorzystaniem rzeczywistych, pochodzących z ruchu sieciowego, danych generowanych przez użytkowników. Obecnie trwają prace nad komercjalizacją produktu.

Zadłużenie emerytów w ciągu ostatnich 5 lat niemal się podwoiło. Epidemia może pogłębić ten wzrost

Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że całkowite zadłużenie osób na emeryturze wynosi obecnie ponad 5,8 mld zł. Jeszcze 5 lat temu było to o niemal 3 mld zł mniej. Dwukrotnie też w ciągu 5 lat wzrosło średnie zadłużenie seniorów. Eksperci prognozują, że pandemia może pogłębić wzrost tych zobowiązań, ponieważ starsze pokolenie będzie wspierać finansowo młodych, których sytuacja w ostatnim roku uległa pogorszeniu.

Kwota zadłużenia emerytów w ciągu 5 lat niemal się podwoiła, ale liczba dłużników wzrosła nieznacznie, bo z 317 tys. osób w listopadzie 2015 r. do 322 tys. osób w tym roku. Oznacza to, że wzrósł średni dług pojedynczego seniora, który obecnie wynosi ponad 18 tys. zł na osobę. Pięć lat temu ta kwota była o połowę niższa.

Wydawałoby się, że seniorzy mają ustabilizowaną sytuację życiową, nawet w czasie kryzysu. Ich emerytura, dzięki waloryzacji, utrzymuje swoją wartość na przestrzeni lat. Okazuje się jednak, że są momenty, kiedy suma wydatków może przewyższać posiadany budżet. Zwłaszcza gdy konieczne staje się wykupienie zabiegów czy leków lub gdy pomocy potrzebuje młodsze pokolenie. W efekcie seniorzy udają się po pożyczki do banków. Ze względu na stały dochód emeryci są wiarygodni dla instytucji finansowych, w przeciwieństwie do osób młodych, które bardzo często pracują na umowach cywilnoprawnych, straciły pracę na skutek epidemii lub wykonują zawody w branżach uznanych przez bank za ryzykowne – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Z danych GUS wynika, że od marca do września tego roku pracę w Polsce straciło już ponad 114 tys. osób. Biorąc pod uwagę fakt, że banki przy decyzjach kredytowych uwzględniają źródło dochodu, takie osoby nie mają szans na kredyt. Podobnie jak osoby pracujące w gastronomii, branży eventowej i branży fitness, zwłaszcza jeśli zatrudnione są na umowie cywilnoprawnej lub same prowadzą działalność gospodarczą. Dla takich osób wsparcie ze strony babci lub dziadka, którzy mają zdolność kredytową, może być nieocenione w momencie, gdy zaistnieje potrzeba pożyczki. To natomiast może doprowadzić do pogorszenia sytuacji finansowej emerytów, których teoretycznie kryzys na rynku pracy nie powinien dotknąć.

Stabilność ze znakiem zapytania

Zadłużenie seniorów wynosi obecnie ponad 5,8 mld zł. Jeszcze w 2015 r. było to 2,9 mld zł. Największy wzrost nastąpił w 2016 r., gdy dług urósł do ponad 4,2 mld zł. Jednak łączne zadłużenie emerytów swój rekord osiągnęło w 2018 r. Wynosiło wtedy aż 6,3 mld zł. Następnie w 2019 r. suma długów spadła poniżej 6 mld zł, by na koniec minionego roku osiągnąć poziom 5,9 mld zł.

W porównaniu do końcówki 2019 roku zadłużenie seniorów nieco spadło. To dobra informacja, biorąc pod uwagę zawirowania w gospodarce związane z pandemią. Sytuacja emerytów w naszym kraju jest w miarę stabilna, ale wciąż nie mogą oni pozwolić sobie na spłatę większości zobowiązań. Niepokoi również tak duży wzrost średniego zadłużenia seniora, które obecnie wynosi ponad 18 tys. zł. W dodatku w tym gronie są też milionowi rekordziści, jak na przykład 81-letni dłużnik z województwa śląskiego, który ma do oddania niemal 8,4 mln zł – mówi Adam Łącki.

Kobiety zadłużają się bardziej

O ile wśród młodszej części społeczeństwa dłużnikami częściej są mężczyźni, to na emeryturze role się odwracają. Kobiety statystycznie żyją dłużej i to one jesień życia spędzają z większym bagażem niespłaconych zobowiązań. Dlatego wśród zadłużonych emerytów mężczyzn jest ponad 131 tys. i mają do spłacenia niemal 2,5 mld zł, a kobiet ponad 191 tys. z łączną kwotą do spłaty wynoszącą nieco więcej niż 3,3 mld zł.

Największą część długu mają do oddania osoby na emeryturze mieszkające w miastach. To aż 4,8 mld zł, czyli 83% całej kwoty, którą zalegają seniorzy. Starsze osoby mieszkające na wsiach mniej chętnie decydują się na kredyty.

Patrząc na zadłużenie przez pryzmat mapy Polski, najwięcej dłużników-emerytów mieszka w województwach śląskim i mazowieckim, w których suma zobowiązań wynosi odpowiednio 993 mln zł i 785 mln zł. Sporo do spłaty mają również seniorzy z dolnośląskiego, gdzie dług wynosi już 561 mln zł oraz z wielkopolskiego, gdzie suma do oddania przekracza nieco 476 mln zł. Najmniejszy problem z zadłużeniem mają z kolei mieszkańcy województw podlaskiego i świętokrzyskiego. Spłacić muszą odpowiednio 86 mln zł i 123 mln zł.

Emeryci najchętniej zadłużają się w bankach i to im muszą oddać największą część całej kwoty. Gro wszystkich zobowiązań to również długi wobec funduszy sekurytyzacyjnych.

PKN ORLEN rozpoczął kolejny etap przygotowań do budowy morskiej farmy wiatrowej

Koncern rozpoczął lądowe badania geologiczne na trasie przyłącza morskiej farmy wiatrowej. Prowadzone prace pozwolą na wytyczenie podziemnej trasy kablowej wyprowadzającej moc z morza do stacji elektroenergetycznej, zlokalizowanej na lądzie. Pomiary zostaną wykonane w gminie Choczewo, na której terenie powstanie infrastruktura przesyłowa.

Moc z farmy wiatrowej na Bałtyku będzie wyprowadzana całkowicie pod ziemią, zarówno na morskim, jak i lądowym odcinku przyłącza. Prowadzone na lądzie badania geologiczne pozwolą na określenie optymalnej trasy kablowej przyłącza. Na pierwszym etapie prac wykonane zostaną badania geofizyczne w technologii tomografii elektrooporowej. Ich wyniki pozwolą na wstępne rozpoznanie warunków gruntowych. W kolejnej fazie przy pomocy specjalistycznego sprzętu wykonane zostaną odwierty o głębokości do kilkudziesięciu metrów, z których pobrane zostaną próbki do analizy parametrów geotechnicznych. Równolegle prowadzone będą też badania geofizyczne na wodach płytkich Bałtyku.

Budowa farmy wiatrowej na Bałtyku jest jedną z kluczowych inwestycji przybliżających nas do  strategicznego celu, osiągnięcia neutralności klimatycznej. Mimo trudnych warunków epidemicznych nie zwalniamy tempa i trzymamy się założonego harmonogramu. Do 2030 roku zainwestujemy ponad 25 mld zł w projekty, które umożliwią nam redukcję oddziaływania na środowisko i otwarcie na nowe modele biznesowe. Inwestując w zieloną energię budujemy również pozycję Orlenu jako lidera transformacji energetycznej w Europie Środkowej – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. 

Prace nad przygotowaniem trasy przyłącza kablowego na zlecenie PKN ORLEN prowadzi firma ENPROM, która odpowiada za prace projektowe i uzyskanie pozwolenia na budowę dla niezbędnej infrastruktury. Kontrakt obejmuje, przygotowanie przyłącza zarówno na odcinku morskim: od farmy do brzegu, jak i na lądowym: od brzegu do stacji elektroenergetycznej skąd dalej zielona energia trafi do krajowego systemu elektroenergetycznego.

W ramach prac przygotowawczych PKN ORLEN zrealizował m.in. wstępne pomiary dna morskiego i badania środowiskowe dla obszaru farmy. Na ich podstawie koncern złożył już raport środowiskowy i obecnie oczekuje na decyzję środowiskową dla morskiego obszaru inwestycji. To dokument, który stanowi podstawę to rozpoczęcia procedury ubiegania się o pozwolenie na budowę. Na Bałtyku prowadzone są wciąż dodatkowe badania i niezbędne pomiary wietrzności, które zostaną wykorzystane przez projektanta farmy. Dokumentacja powstająca z jego udziałem będzie zawierała m.in. analizy rozmieszczenia turbin na morzu oraz założenia dotyczące przewidywanej produktywności farmy. Pomoże także doprecyzować kosztorys inwestycji i jej harmonogram.

PKN ORLEN prowadzi prace nad rozwojem morskiej energetyki wiatrowej poprzez spółkę Baltic Power, która posiada koncesję na budowę farm wiatrowych o maksymalnej łącznej mocy do 1,2 GW. Jej obszar, o łącznej powierzchni ok. 131 km2, zlokalizowany jest ok. 22 km na północ od linii brzegowej Morza Bałtyckiego, na wysokości Łeby i Choczewa.

Banki centralne nie zamierzają porzucać dotychczasowej strategii

Głównym motorem zmian na rynku w ostatnich godzinach pozostają obawy o rozprzestrzenianie się COVID-19. Awersja do ryzyka pozostaje umiarkowana przy niewielkich zmianach na rynku walutowym i spokojnym odliczaniu do weekendu.

Tegoroczne forum bankierów centralnych w portugalskiej Sintrze zaoferowało wczoraj interesujący (wirtualny) panel z udziałem szefowej EBC Lagarde, prezesa Fed Powella i prezesa Banku Anglii Baileya. Choć dyskusja nie przyniosła wskazówek odnośnie konkretnych posunięć banków w kolejnych miesiącach, generalny przekaz wzmocnił przekonanie, że olbrzymie wsparcie monetarne i koordynacja działań pozostaną utrzymane. Z takiego stanowiska czołowych bankierów świat płyną dwa wnioski. Po pierwsze, banki centralne nie zamierzają porzucać dotychczasowej strategii pomimo rewelacji o postępach w pracach nad szczepionką na COVID-19. I dobrze. Być może i przyszłość jawi się teraz w bardziej optymistycznych barwach niż jeszcze dwa tygodnie temu, ale pewności co do diametralnej poprawy perspektyw ożywienia nie ma. Zwłaszcza Lagarde była bezpośrednia i stwierdziła, że „nie żywi entuzjazmu” co do nowej szczepionki, powołując się na obawy dotyczące przechowywania, transportu i dystrybucji, a także szerszego harmonogramu zatwierdzenia i wprowadzenia szczepionki do obiegu. Niepewność była wielokrotnie powtarzana przez całą trójkę, choć jednocześnie podkreślono, że reakcja i koordynacja na polu monetarnym i fiskalnym jest lepsza niż w trakcie Wielkiego Kryzysu Finansowego.

Po drugie bankierzy centralni nie wyrazili zaniepokojenia silnym skokiem rynkowych stóp procentowych wywołanym kombinacją oczekiwań silnej ekspansji fiskalnej w USA i rewaluacją perspektyw ożywienia globalnego. Pierwsze wiązało się z przewidywaniami błękitnej fali po wyborach w USA i fiskalnej ofensywy Demokratów, co jednak przy niezdobytym Senacie szanse wyraźnie spadły. Drugie bezpośrednio wynika z informacji o szczepionce, ale ponownie należy zwrócić uwagę na silny czynnik niepewności. Choć bankom centralnym zależy na utrzymywaniu rynkowych stóp procentowych nisko, nierozsądnym byłoby gorączkowo reagować na wstępne skoki rentowności. Banki centralny będą podtrzymywać gołębie nastawienie, ale jeśli rewaluacja rynkowych stóp procentowych nie bierze się ze strachu (np. o niewypłacalność emitenta), a z nadziei, czemu bank centralny miałby interweniować?

Ogólnie oczekiwania wobec polityki EBC, Fed i BoE nie uległy zmianie. Ekspansja monetarna będzie dalej się odbywać, ale w oparciu o dotychczasowe założenia wsparcia ożywienia. Bank Anglii już przedłużył swój program skupu aktywów. W grudniu EBC najprawdopodobniej powiększy program kryzysowy PEPP o kolejne 500 mld EUR, a Fed cały czas pozostaje w gotowości zwiększyć zakupy, jeśli będzie to konieczne. Pod tym kątem dla rynku walutowego wszystkie trzy banki centralne realizują porównywalne działania. Co się liczy dla FX, to perspektywy dla polityki stóp procentowych. Fed zdaje się być najdalej od sprowadzenia stóp poniżej zera, stąd nawet nasilenie drugiej fali pandemii w USA nie uderza istotnie w USD. EBC już jest poniżej zera ze stopą depozytową (-0,50 proc.), ale liczba zachorowań w Europie zdaje się mijać już swój szczyt, co powinno stłumić spekulacje o obniżce. Wreszcie Bank Anglii na razie oddalił temat ujemnych stóp procentowych do wiosny, ale jeśli brexitowe przejście wystąpi z problemami, presja na BoE wzrośnie. Jeśli mamy szukać argumentów za istotną zmiana relacji między USD, EUR i GBP, to nie w najbliższych decyzjach banków.

Na rynku złotego bez zmian. EUR/PLN utrzymuje płaski dryf w przedziale 4,47-4,51. Polski rząd zdaje się być coraz dalej decyzji o narodowej kwarantannie, za czym przemawiać ma pierwszy do kilku miesięcy spadek liczby zakażeń koronawirusem. W opinii premiera Morawickiego ma to być dowód skuteczności dotychczasowej strategii i obostrzeń. Otwartym pytaniem pozostaje, czy liczba zakażeń zdoła spaść wystarczająco nisko, by nie obawiać się jej ponownego wzrostu po świętach Bożego Narodzenia i Sylwestrze, kiedy zgromadzenia rodzinne i ze znajomymi ponownie podbiją statyki zachorowań. Z perspektywy PLN liczy się jednak tu i teraz i brak ryzyka kwarantanny, zatem trend boczny na EUR/PLN powinien zostać utrzymany. Publikowany dziś wstępny szacunek PKB za III kw. powinien dowodzić silnego odbicia (prog. 8,0 proc. k/k), choć dla polskich aktywów już liczą się perspektywy spadku PKB w IV kw.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Plast-Box na sporym plusie

W ciągu 9 miesięcy 2020 roku giełdowy producent opakowań z tworzyw sztucznych Grupa Plast-Box, odnotował dwucyfrową poprawę kluczowych wskaźników w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku mimo, iż przychody ze sprzedaży  po trzech kwartałach br. spadły r/r o -5,9% i wyniosły 157,4 mln zł. Na poziomie skonsolidowanym Plast-Box wygenerował 11,7 mln zysku netto, co oznacza wzrost o 48,1% wobec tego samego okresu 2019 roku. Wynik EBITDA wzrósł r/r o 49% do 28,8 mln zł. Marża EBITDA umocniła się o 6,7 p.p. i wyniosła 18,3%.

– Analizując uzyskane wyniki musimy brać pod uwagę szczególny czas pandemii i jej wpływ na gospodarkę. Jak na okres zupełnego rozchwiania wielu rynków jesteśmy zadowoleni z osiągniętych rezultatów, mając świadomość, że w normalnych warunkach mogłyby być one jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że jesteśmy beneficjentem korzystnej sytuacji na rynku surowców – stwierdza Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Podstawowym filarem realizowanego przez Grupę modelu biznesowego jest strategia wielowymiarowej dywersyfikacji, co pozwala na zrównoważone i efektywne funkcjonowanie Grupy nawet w bardzo niestabilnym okresie pandemii.

Na poziomie jednostkowym spółka matka Grupy – Plast-Box S.A., od stycznia do września 2020 roku, uzyskała lepszy o 4,7 mln zł wynik EBITDA w porównaniu z 2019 rokiem. Rentowność EBITDA podniosła się o 5 p.p. i wyniosła 15,8%, a zysk netto sięgnął 6,1 mln zł rosnąc r/r o 9,3%. Tak dobre rezultaty spółka wypracowała przy niższych o 7,8 mln zł r/r przychodach.

W okresie minionych 9 miesięcy Grupa zanotowała niższy spadek wpływów z kraju niż ze sprzedaży na rynkach zagranicznych, a struktura przychodów ze sprzedaży w poszczególnych regionach nie uległa znaczącym zmianom w stosunku do poprzedniego okresu. Na koniec września 2020 roku ponad połowa produkcji była przeznaczona na eksport, a największy udział w przychodach na tym rynku miała sprzedaż do Europy Wschodniej tj. 25,6%. Największymi odbiorcami produktów w Europie Zachodniej były Francja (ponad 4,2% udział w sprzedaży wartościowej) oraz Wielka Brytania (4%).

Zareagowaliśmy szybko na gospodarcze skutki pandemii, a dodatkowo efekty przyniosła realizacja inicjatyw podjętych jeszcze przed lockdownem, w szczególności w obszarze usprawniania procesów produkcji i sprzedaży. W rezultacie ograniczyliśmy skutki spowolnienia, a reakcja po stronie kosztowej i elastyczność operacyjna pozwoliły na podniesienie rentowności Grupy. Stale monitorujemy sytuację i tendencje na strategicznych rynkach pod kątem realizacji naszych celów biznesowych – podsumowuje G. Pawlak.

Grupa Plast-Box to znana w Europie i jedna z kluczowych grup kapitałowych branży przetwórstwa tworzyw sztucznych w Polsce. Grupa intensywnie rozwija się poza granicami kraju, ale również umacnia swoją pozycję w kraju. Istotnym krokiem w tym kierunku było przejęcie pod koniec 2018 roku polskiego producenta opakowań Stark Partner, co umożliwiło dywersyfikację działalności biznesowej  i zwiększenie udziału Grupy na rynku opakowaniowym.

Rekordowy kwartał Inteliwise

O ponad 44 proc. wzrosły przychody grupy kapitałowej Inteliwise w trzecim kwartale 2020r. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. To efekt zwiększających się zamówień na oprogramowanie do automatyzacji obsługi klienta opartej na AI i jedocześnie rosnącego udziału e-commerce w przychodach spółki.

– W trzecim kwartale, zwykle trudnym dla spółki ze względu na okres wakacyjny, kontynuowaliśmy silne wzrosty przychodów. Firmy i instytucje wciąż zwiększają zamówienia na boty, oprogramowanie do obsługi klienta czy rozwiązania wideo dla sklepów. Konsekwentnie budowaliśmy pozycję lidera w obszarze tych rozwiązań i teraz zbieramy tego rezultaty- komentuje Marcin Strzałkowski, prezes Inteliwise.

Po trzech kwartałach bieżącego roku grupa kapitałowa Inteliwise wypracowała historycznie rekordowe przychody a poziomie 3,53 ml zł. To o 42% więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. W samym trzecim kwartale, Grupa osiągnęła sprzedaż na poziomie 1,17 mln zł o 44% więcej niż rok temu. W obu przypadkach to historycznie najlepszy wynik od początku działalności firmy.

– Zwiększające się przychody potwierdzają stabilność obecnej bazy klientów i są solidną podstawą do dalszej ekspansji. Uważamy jednak, że okres wzrostu popytu na nasze usługi jest dopiero przed nami. W ostatnich miesiącach mocno inwestowaliśmy zarówno w zasoby IT jak i marketing i sprzedaż, a ogólnoświatowa sytuacja dodatkowo sprzyja firmom działającym w naszym sektorze i bez względu na rozwój sytuacji, uważam, że trend ten zostanie już z nami na stałe- przewiduje Marcin Strzałkowski.

Inwestycje sprawiły, że rekordowe przychody nie idą jeszcze w parze z zyskami. Narastająco zysk netto Grupy na koniec października wyniósł niecałe 45 tys. zł wobec 153 tys. zł straty rok temu. – Nie martwi nas to. Długofalowo skalowalność sprzedaży produktów własnych opierać będzie się na sieci partnerów wdrażających nasze rozwiązania u klientów klasy Enterprise. Uruchomienie programu partnerskiego przyczyni się do zwiększenia zasięgu i szybkości wdrożeń, a co za tym idzie zwiększenia zysków- podsumowuje Strzałkowski.

SimFabric notuje 920% wzrost zysków r/r

Raport za trzeci kwartał 2020 roku pokazuje kolejne dynamiczne wzrosty zysków i przychodów spółki SimFabric S.A. – notowanego na NewConnect wydawcy i producenta gier wideo. Zgodnie z dokumentem, skonsolidowane przychody spółki ze sprzedaży produktów w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 roku wyniosły 5,92 mln złotych i  przekroczyły ponad dwukrotnie łączne przychody za cały rok 2019. Przychody netto ze sprzedaży w okresie od stycznia do września 2020 roku były wyższe o 137,8 % w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W omawianym kwartale spółka wypracowała ponad 1,6 mln zł przychodów. Zysk netto wzrósł 9,2 krotnie i wyniósł 666 tys. zł.  W przedostatnim kwartale roku spółka wzmocniła strategię rozwoju o dwa filary: produkcję gier mobilnych na urządzenia z systemami Android i iOS, realizowaną przez spółkę zależną MobileFabric S.A. oraz produkcję gier na gogle wirtualnej rzeczywistości, realizowaną przez spółkę zależną VRFabric S.A.

Z przyjemnością i dumą przekazaliśmy dziś naszym inwestorom raport, prezentujący podjęte przez SimFabric S.A. działania w trzecim kwartale bieżącego roku. Był to pierwszy pełny kwartał po udanym debiucie na giełdzie NewConnect i możemy powiedzieć, że był on wyjątkowy w historii SimFabric S.A., a także bardzo udany dla całej grupy kapitałowej SimFabric, w skład której wchodzą już 3 spółki zależne: Blind Warrior Sp. z o.o., MobileFabric S.A. oraz VRFabric S.A. – informuje Julia Leszczyńska, Prezes Zarządu SimFabric S.A. Dalej wyjaśnia: W trzecim kwartale kontynuowaliśmy realizację Strategii Zrównoważonego Rozwoju, opartej na trzech filarach: produkcji gier własnych, portowaniu i wydawaniu gier studiów zewnętrznych oraz działalności badawczo-rozwojowej. Dodatkowo wzmocniliśmy ją o dwa kolejne obszary działalności: produkcję gier mobilnych i na gogle wirtualnej rzeczywistości, którymi zajmują się nowe spółki zależne, kolejno: MobileFabric S.A. i VRFabric S.A.

Spółka w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2020 roku wypracowała przychody ze sprzedaży produktów na poziomie 5,92 mln zł, co stanowi przeszło dwukrotnie większe przychody niż za cały rok 2019. Spółka w trzecim kwartale osiągnęła skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży o wartości 1,6 mln zł, a więc 137,8 % więcej niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Zysk netto wyniósł 666 tys. zł, co wobec 72,3 tys. zł oznacza 9,2-krotny wzrost. W ujęciu narastającym przychody netto po 9 miesiącach 2020 roku wyniosły 4,8 mln zł i były ponad 3,5-krotnie wyższe niż rok wcześniej. Zysk wzrósł niemal 6-krotnie, ze 165,4 tys. zł na 982,6 tys. zł. W ujęciu jednostkowym przychody spółki w trzecim kwartale były 138,71 % wyższe niż wypracowane w analogicznym okresie roku 2019. Natomiast zysk był ponad 6 razy większy i wyniósł 681,9 tys. zł. Narastająco, czyli od początku 2020 r., spółka osiągnęła przychody netto ze sprzedaży równe 4,8 mln zł, co wobec 1,3 mln zł z 2019 roku świadczy o ponad 3,5-krotnym wzroście r/r. Zysk netto spółki po dziewięciu miesiącach 2020 r. wniósł 1 mln zł tj. 6 razy więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Julia Leszczyńska, komentuje: Do tak dobrych wyników przyczyniła się zarówno wzmożona działalność związana z usługami badawczo-rozwojowymi, jak i portowanie i wydawanie gier na konsole, w tym dwa tytułu wydane w wersji pudełkowej na konsolę Nintendo Switch oraz produkcja gier własnych w oparciu o znaczącą umowę z globalnym wydawcą. Z raportu dowiadujemy się też, że na koniec III kwartału spółce udało się wypracować ponad 3,5 mln wolnych środków pieniężnych, dzięki którym może planować kolejne inwestycje. SimFabric planuje aktywne działania w obszarze produkcji gier własnych w oparciu o pozyskiwanie umów z globalnymi wydawcami. Posunięcie to pozwoli spółce na obniżenie ryzyka inwestycyjnego, a także pozyskanie dodatkowych środków na rozwój gier spod szyldu SimFabric S.A., produkowanych na wiele platform równocześnie, w tym na platformy najnowszej generacji.

Julia Leszczyńska zdradza więcej szczegółów dotyczących projektowanych działań spółki: Stale staramy się rozszerzać portfolio oferowanych przez nas produktów, dlatego też zdecydowaliśmy o rozpoczęciu produkcji dwóch kolejnych gier. Młodszych fanów symulatorów zabierzemy w baśniowy świat za sprawą gry Garden of Magic Mushroom. Będzie to także idealna produkcja dla nieco starszych graczy, którzy choć na chwilę chcą wrócić do czasów takich klasyków jak Super Mario 3D World czy Minecraft. Dla miłośników gier przygodowych, w klimacie Indiana Jones czy Tomb Raider szykujemy grę The Artifact Hunter, której akcja toczyć się będzie na początku XX wieku.

Oprócz rozbudowywania oferty gier strategia rozwoju SimFabric S.A. przewiduje też zróżnicowanie platform, na których produkcje spod szyldu spółki będą dostępne. Dlatego do grona spółek zależnych dołączyła spółka VRFabric S.A., której zadaniem będzie produkcja gier na urządzenia wirtualnej rzeczywistości. Pierwszym tytułem, jaki stworzy i wyda będzie popularny i znany z komputerów stacjonarnych symulator Train Mechanic Simulator. Kolejne to już tytuły znane z portfolio SimFabric S.A., czyli symulatory Moon Village VR, Flipper Mechanic Simulator VR, Mushrooms: Forest Walker VR oraz horror psychologiczny Cthulhu: Books of Ancients VR.

Wśród planów spółki, przedstawionych w raporcie, znajduje się też ekspansja na rynki zagraniczne. Spółka otrzymała od Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu grant na działania eksportowe zwrócone w kierunku największego i najszybciej rozwijającego się rynku sprzedaży gier komputerowych – Chin.  Cała kwota grantu zostanie przeznaczona na uruchomienie współpracy z czołowym światowym koncernem wydawniczym – Tencent.

Joe Biden zapowiada zwrot w polityce zagranicznej USA. Najpoważniejsze wyzwania czekają go jednak na krajowym podwórku

– Mimo zapowiedzi Joe Bidena Stany Zjednoczone na razie raczej nie wrócą do roli strażnika międzynarodowego porządku. Poważne problemy wewnętrzne zdominują politykę – ocenia Piotr Buras, dyrektor Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR). Jak podkreśla, dla nowego prezydenta elekta wyzwaniem będzie nie tylko polityka zagraniczna i odbudowanie zaufania sojuszników, nadszarpniętego w trakcie prezydentury Trumpa. Joe Biden będzie musiał też uzyskać w Senacie i Izbie Reprezentantów poparcie dla swojego programu, postrzeganego przez część Amerykanów jako kontrowersyjny.

– Myślę, że Amerykanie potrzebują dzisiaj prezydentury, którą trudno będzie im dostać. Prezydentury próbującej przerzucić most między dwiema częściami amerykańskiego społeczeństwa, które jest mocno skonfliktowane i podzielone. Prezydentury, która będzie w stanie zaprowadzić jakiś rodzaj spokoju społecznego w Stanach Zjednoczonych, jednocześnie realizując bardzo ambitny program gospodarczy i społeczny, który zapowiada Biden, czyli program dużych inwestycji infrastrukturalnych i program społeczny, polegający na wprowadzeniu ważnych zmian dotyczących np. urlopu macierzyńskiego, podniesienia płacy minimalnej czy wreszcie dużych inwestycji w zieloną energię. Przez część amerykańskiego społeczeństwa, zwłaszcza najbardziej zagorzałych wyborców Trumpa, ten plan jest odrzucany – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Buras.

Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych odbyły się 3 listopada, ale w kilku stanach wciąż trwa liczenie głosów oddanych korespondencyjnie. Mimo to po wygranej w Pensylwanii i przekroczeniu progu 270 głosów elektorskich kandydat Partii Demokratycznej Joe Biden został, choć jeszcze nieoficjalnie, 46. prezydentem elektem. W Białym Domu zastąpi Donalda Trumpa, który od kilku dni zapowiada pozwy w sprawie rzekomego fałszowania wyborów i domaga się ponownego przeliczenia głosów. Jednak do tej pory obecny prezydent USA, który pełni funkcję do stycznia, nie przedstawił w sprawie żadnych dowodów, a jego tweety dotyczące fałszerstw wyborczych zaczęły być przez Twittera konsekwentnie oznaczane jako dezinformacja.

Mimo wątpliwości Trumpa zgodnie z ustawą o przekazaniu prezydentury w USA lada moment powinien rozpocząć się proces przekazywania władzy na ręce nowej administracji. Pierwszą w historii kobietą, która zajmie stanowisko wiceprezydenta USA, zostanie dotychczasowa senator Kamala Harris. Program Joe Bidena, zgodnie z zapowiedziami, ma skupić się m.in. na walce z koronawirusem i odbudowie gospodarki wyniszczonej pandemią.

– Stany Zjednoczone są dzisiaj krajem, który ma poważne problemy i polityczne, i ekonomiczne, i społeczne. Program Bidena jest próbą zaadresowania tych problemów, ale zbudowanie wokół niego konsensusu będzie niezwykle trudnym przedsięwzięciem. Powodzenie będzie zależeć nie tylko od wygranej Bidena, ale również od tego, czy uzyska on większość w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie, który w tej chwili jest w rękach republikanów. Jeżeli w nich pozostanie, czego nie można wykluczyć, to będzie sytuacja politycznego pata – mówi dyrektor Warszawskiego Biura ECFR.

Jak ocenia, jednym z głównych wyzwań dla przyszłego prezydenta, oprócz zbudowania konsensusu politycznego wokół swojego programu, będzie też polityka zagraniczna, w tym odbudowa współpracy z Europą i głównymi sojusznikami USA, którzy stracili wiarę w ten sojusz w trakcie prezydentury Trumpa.

– Dzisiaj obraz Stanów Zjednoczonych w świecie, zwłaszcza wśród sojuszników, jest fatalny. To pokazują dane z sondaży opinii publicznej, wypowiedzi polityków, ale też nastrój w debacie europejskiej i międzynarodowej – mówi Piotr Buras. – Dla Bidena odbudowa relacji z Europą będzie tylko środkiem do celu, czyli rozwiązania szeregu poważnych problemów globalnych. Z perspektywy USA najważniejszym problemem jest rywalizacja z Chinami, która na pewno będzie dla niego absolutnym priorytetem. Jednak w przeciwieństwie do Trumpa, który działał na własną rękę, bez porozumienia z sojusznikami, a nawet ich obrażając i zniechęcając, Biden będzie szukał koalicji do konfrontacji z Chinami, by pokojowo, ale jednak sprzeciwiać się ich praktykom handlowym i ofensywie politycznej. 

Ekspert ds. międzynarodowych wskazuje też, że mimo zapowiedzi Joe Bidena Stany Zjednoczone na razie raczej nie wrócą do roli strażnika międzynarodowego porządku i gwaranta pokoju. Kraj, który jest jednym z najbardziej dotkniętych epidemią COVID-19, a chwilę wcześniej borykał się z falą antyrasistowskich protestów HASHBlackLivesMatter, ma w tej chwili poważne społeczno-gospodarcze problemy wewnętrzne i skupi się raczej na ich rozwiązywaniu, ograniczając aktywność w innych rejonach świata.

 Biden zapowiada odbudowę roli Stanów Zjednoczonych jako strażnika porządku międzynarodowego, roli Ameryki jako nośnika ważnych pomysłów na uzdrowienie instytucji międzynarodowych, np. porozumienia paryskiego dotyczącego klimatu czy reformę Światowej Organizacji Handlu. USA mają wrócić do roli filara multilateralizmu, ale nie miejmy złudzeń, przeszłość nie wróci w takim kształcie, jak pewnie wielu by chciało, by Stany Zjednoczone były dobrym, światowym hegemonem. Oczekiwanie dużej części społeczeństwa amerykańskiego jest takie, aby przede wszystkim zadbać o interesy wewnętrzne – mówi Piotr Buras.

Chorzy na cukrzycę często bagatelizują ryzyko groźnych dla życia powikłań. Edukacja i wsparcie pielęgniarek diabetologicznych kluczowe w terapii

Na cukrzycę choruje ponad 460 mln ludzi, w tym 3 mln osób w Polsce. WHO ocenia, że cukrzyca stanie się do 2030 roku jedną z siedmiu głównych przyczyn śmierci pacjentów. Już dziś jest częstą przyczyną udaru mózgu, zawału serca, utraty wzroku, niewydolności nerek czy amputacji dolnych kończyn. Z tego powodu w leczeniu ogromne znaczenie ma edukacja dotycząca choćby odpowiednich nawyków żywieniowych czy aktywności fizycznej. Istotną rolę w opiece odgrywają pielęgniarki diabetologiczne, które wspierają pacjentów w chorobie i są ich łącznikami z lekarzami. Dlatego też tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, obchodzony 14 listopada, odbywa się pod hasłem „Pielęgniarki diabetologiczne Twoim wsparciem w leczeniu cukrzycy”.

– Edukacja jest bardzo ważna w leczeniu cukrzycy. Nawet jeżeli pacjent ma najlepsze leki, nie będzie w stanie bez edukacji prawidłowo kontrolować swojej choroby. Zarówno on, jak i jego rodzina muszą wiedzieć bardzo dużo o cukrzycy, bo większość decyzji terapeutycznych, jakie podejmuje się na co dzień, leży w gestii pacjenta. Lekarz ustawia odpowiednią terapię, ale to chory musi dbać na co dzień o przebieg cukrzycy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Śliwińska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Organizacja Narodów Zjednoczonych określa cukrzycę jako pierwszą niezakaźną epidemię XXI wieku. Według Światowej Organizacji Zdrowia wynika to z rosnącej zapadalności na tę chorobę, a także skali możliwych powikłań. Szacunki WHO mówią o tym, że do 2030 roku cukrzyca stanie się jedną z siedmiu głównych przyczyn śmierci pacjentów. Powodem są groźne powikłania, jakie może powodować. Wśród nich są udar mózgu, zawał serca, utrata wzroku, niewydolność nerek czy amputacja dolnych kończyn.

– Pacjentom i ich rodzinom bardzo często brakuje wiedzy o powikłaniach cukrzycy. Niektóre osoby, zwłaszcza po diagnozie, myślą, że wystarczy przestać jeść słodycze albo słodzić napoje, i to już będzie kontrolowanie cukrzycy. Nie wiedzą natomiast, że choroba ta, jeżeli nie jest wystarczająco zadbana, niesie za sobą katastrofalne powikłania – przekonuje Anna Śliwińska.

Eksperci określają cukrzycę mianem „konia trojańskiego” – zabija powoli, ale skutecznie, często bez wiedzy samego chorego i jego bliskich. Dlatego to właśnie edukacja pełni istotną rolę w prawidłowym leczeniu cukrzycy. Pomagają w tym takie kampanie jak „Dłuższe życie z cukrzycą”. We wszystkich aspektach choroby – od momentu diagnozy aż po wdrożenie terapii i stosowanie się do zaleceń – chorzy mogą liczyć na wsparcie pielęgniarek diabetologicznych. O wzajemnej współpracy na linii pacjent – pielęgniarka i o wspólnej walce z cukrzycą opowiada film „Kontakt”, który powstał w ramach kampanii „Dłuższe życie z cukrzycą” i jest dostępny na jej stronie na Facebooku.

– Pielęgniarka diabetologiczna ma nie tylko kontakt z osobą chorą na cukrzycę, ale również z jej bliskimi. Mówimy w pielęgniarstwie diabetologicznym o holistycznej edukacji, dlatego że cukrzyca wymaga współpracy całego zespołu, nie tylko z pacjentem, jego rodziną i środowiskiem, ale również ze specjalistami różnych dziedzin. Bardzo często pielęgniarka diabetologiczna jest łącznikiem pomiędzy pacjentem i jego rodziną a lekarzem prowadzącym – wyjaśnia dr n. o zdr. Beata Stepanow, dyrektor Centrum Edukacji Specjalistycznej Opieki Medycznej, prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej.

W leczeniu cukrzycy konieczna jest samokontrola, a ta jest możliwa tylko wówczas, gdy chory ma pełną wiedzę na temat choroby i objawów, które powinny go zaniepokoić. Taką wiedzę najczęściej przekazuje właśnie pielęgniarka diabetologiczna. Uczy przede wszystkim rozpoznawać objawy hipoglikemii i hiperglikemii, czyli zbyt niskich i zbyt wysokich poziomów glukozy we krwi, wykonywać pomiary glukozy we krwi za pomocą glukometru czy wstrzykiwać insulinę i modyfikować jej dawki w zależności od wyniku pomiaru.

– Największym wyzwaniem jest umiejętność interpretacji wyniku poziomu glukozy. Rolą pielęgniarki jest nie tylko zbudowanie poczucia bezpieczeństwa pacjenta podczas całego procesu edukacji, lecz także nauczenie go rozumienia pewnych zależności, które mają wpływ na zbyt wysoki poziom glukozy – mówi Beata Stepanow. – Cukrzyca jednak to nie tylko poziom glukozy. Mówimy o całym wyrównaniu metabolicznym, pojawia się ciśnienie tętnicze, obserwujemy pracę nerek, wzrok, mówimy o kwestiach związanych z zaburzeniami lipidowymi.

Pielęgniarki diabetologiczne pełnią więc także funkcje dietetyka i psychologa – motywują do przestrzegania zaleceń i dają wsparcie emocjonalne. To wszystko przekłada się na coraz większe zaufanie chorych. Jak wskazuje raport „Polska rodzina z cukrzycą”, dla pacjentów najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy jest lekarz diabetolog oraz pielęgniarka diabetologiczna. Ufa im odpowiednio 93 proc. i 95 proc. badanych. To właśnie z tego powodu tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, który przypada 14 listopada, obchodzimy pod hasłem „Pielęgniarki diabetologiczne Twoim wsparciem w leczeniu cukrzycy”.

– Z wielką nadzieją czekamy na ten moment, kiedy edukacja diabetologiczna stanie się priorytetem w systemie opieki zdrowotnej – wskazuje prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej. – To, co jest największym wyzwaniem, to znaleźć pielęgniarkę dla pacjentów z cukrzycą typu 1, gdy przechodzą oni z opieki pediatrycznej do opieki dla dorosłych. 

W przypadku wielu chorych pandemia koronawirusa znacznie utrudniła kontakt z lekarzami i pielęgniarkami. Pacjenci boją się wizyt w przychodniach i ze strachu odkładają je w czasie. Dlatego też Stowarzyszenie Edukacji Diabetologicznej utworzyło specjalną infolinię „Diabetofon”, przez którą pielęgniarki zdalnie pomagają chorym.

– W związku z tym, że jest coraz więcej takich telefonów, postanowiliśmy przygotować tzw. mapę aktywnych edukatorów, czyli pielęgniarek, które są gotowe do prowadzenia edukacji. Stworzenie takiej mapy ogłosimy 14 listopada, w Światowym Dniu Cukrzycy – zapowiada Beata Stepanow.

Sądy ogłaszają coraz więcej upadłości konsumenckich. Do końca tego roku niewypłacalność ogłosi ponad 12 tys. osób

Rośnie liczba firm, które wkraczają na ścieżkę restrukturyzacji. W ciągu dziewięciu miesięcy w Polsce wszczęto 457 postępowań restrukturyzacyjnych. Problemy spowodowane pandemią COVID-19 mają jednak nie tylko przedsiębiorcy, ale i osoby fizyczne. Tylko we wrześniu upadłość konsumencką ogłoszono w stosunku do 1366 osób, a ich łączna liczba ma przekroczyć 12 tys. do końca tego roku. Koronawirus zmienił też realia pracy sądów i prawników, ale również i ich klientów, którzy w obliczu przedłużających się terminów rozpraw coraz częściej dążą do ugody z drugą stroną.

– Wskutek pandemii mamy zdecydowanie więcej spraw dotyczących upadłości konsumenckiej, co statystyki powoli już zaczynają potwierdzać. Ludzie po prostu nie wytrzymywali lockdownu, nie mieli tylu oszczędności. To samo dotyczy przedsiębiorstw – upadłości bądź zawieszanie działalności też są niestety coraz bardziej powszechne – mówi agencji Newseria Biznes Anna Stasiak-Apelska, radca prawny w Kancelarii Cioch & Partnerzy.

Jak wynika z danych KUKE, upadłość we wrześniu ogłosiły 32 firmy, co oznacza wzrost o 33 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem, ale w ujęciu rocznym spadek o 35 proc. Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 124, a więc była wyższa o 35 proc. niż w sierpniu i o 23 proc. większa niż przed rokiem.

Statystyki pokazują, że liczba firm w restrukturyzacji istotnie wzrasta od początku pandemii. We wrześniu liczba nowo ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 92, notując wzrost o 35 proc. w skali miesiąca i aż o 77 proc. w ujęciu rocznym. Około 70 proc. takich postępowań to uproszczona restrukturyzacja, z której na mocy nowych przepisów przedsiębiorcy mogą korzystać od czerwca tego roku. Pierwszy rekord padł już w lipcu, kiedy liczba ogłoszonych restrukturyzacji (71) była najwyższa w historii badań KUKE i zwiększyła się o prawie 100 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że łącznie – od początku tego roku do końca września – w Polsce wszczęto 457 postępowań restrukturyzacyjnych. Problemy spowodowane pandemią mają jednak nie tylko firmy, ale i osoby fizyczne. COIG podaje, że do końca września br. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 8030 upadłości konsumenckich. To oznacza, że po dziewięciu miesiącach było ich więcej niż w całym ubiegłym roku. Tylko we wrześniu ogłoszono upadłość w stosunku do 1366 osób, a według prognoz ich łączna liczba przekroczy 12 tys. do końca tego roku.

Natężenie spraw spowodowanych trudną sytuacją finansową firm lub konsumentów to niejedyne obserwacje środowiska prawników w związku z sytuacją epidemiologiczną.

– Realia pracy sądów w czasie pandemii COVID-19 musiały się zmienić. Przez ponad dwa miesiące nie były wyznaczane terminy rozpraw, co spowodowało bardzo duże opóźnienia w sprawach wszelkiego rodzaju – mówi Anna Stasiak-Apelska. – W tej chwili kluczową kwestią jest nadrobienie tych terminów, bo przez ten czas sprawy się piętrzyły. Mamy ich coraz więcej, a przepustowość sądów też jest ograniczona. Tym bardziej że już wcześniej mieliśmy dość duże zatory, więc sytuacja wymaga uporządkowania.

Jak podkreśla, tempo prowadzenia spraw w dużej mierze zależy także od przygotowania zarówno pełnomocników, jak i klientów, ale też gotowości do kompromisu i chęci jak najszybszego załatwienia sprawy.

– Pandemia spowodowała wśród wielu klientów – obecnych bądź nowych – taką sytuację, że zastanawiają się, jak mogliby przyspieszyć rozwiązanie sporu, ponieważ droga sądowa jest w tej chwili wydłużona z oczywistych powodów. Często starają się w sposób ugodowy zawrzeć porozumienie z drugą stroną – mówi radca prawny w Kancelarii Cioch & Partnerzy.

Jak wskazuje, rozstrzygnięcie sporu sądowego można przyspieszyć, przychodząc na rozprawę dobrze przygotowanym, z pełną dokumentacją. Przed rozprawą warto też porozmawiać z pełnomocnikiem drugiej strony i spróbować wspólnie wypracować kompromis, ponieważ ugoda pozasądowa jest zdecydowanie szybsza i tańsza dla klienta.

Koronawirus miał też duże przełożenie na model pracy prawników i radców prawnych. Ci – podobnie jak wiele innych grup zawodowych – w związku z pandemią musieli przestawić się na pracę zdalną i kontakty online.

– Klienci też już wiedzą, że w niektórych sprawach mogą napisać maila lub zadzwonić, porozmawiać albo dostać pisemną odpowiedź i nie muszą w tym celu przychodzić do kancelarii. Oczywiście wszystko robimy z uwzględnieniem reżimu sanitarnego, czego przykładem jest choćby obieg dokumentów. Mamy wyznaczone specjalne godziny i umawiamy się z klientami tak, żeby w konkretnych porach przynosili dokumenty do sprawy albo odbierali te przygotowane dla nich. Podobnie jest w sądach – musimy dezynfekować ręce, nosić maseczki i zachowywać bezpieczne odstępy, tak samo jak w innych miejscach – mówi Anna Stasiak-Apelska.

Firmy i gospodarstwa domowe coraz bardziej zainteresowane produkcją zielonej energii. Transformacja energetyczna wymaga jednak większych inwestycji

0

Zielonych inwestycji przybywa w Polsce w szybkim tempie. Wciąż jednak nasz kraj wytwarza tyle samo energii elektrycznej z węgla, co pozostałe 25 państw UE łącznie, bez Niemiec. Choć ponad 80 proc. Polaków uważa odnawialne źródła za przyszłość energetyki, brakuje konkretnej wiedzy o możliwościach ich wykorzystania. Kojarzą im się z kosztownymi i dużymi inwestycjami. – Zielona transformacja kraju uzależniona jest jednak nie tylko od mikroinstalacji na potrzeby obywateli i małych firm, lecz również dużych inwestycji instytucjonalnych – przekonuje Grzegorz Biliński, dyrektor zarządzający Axpo Polska.

 Widzimy teraz gigantyczny boom w mikroinstalacjach. Polacy budują je nawet w czasach pandemii, co jest fantastycznym znakiem, który pozwala patrzeć z optymizmem w przyszłość – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Grzegorz Biliński.

Przykładem mogą być instalacje paneli fotowoltaicznych. Z danych przekazanych do Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) wynika, że moc zainstalowanej fotowoltaiki w Polsce zwiększyła się o 154,33 MW i na początku października wyniosła 2,6 GW. Oznacza to wzrost o ponad 166 proc. r/r. Tylko przez cały wrzesień 2020 roku przyrost mocy instalacji fotowoltaicznych wyniósł 6,1 proc. Polacy w większości są zdania, że OZE to przyszłość energii i doceniają ich pozytywny wpływ na środowisko.

– Nie są to puste słowa. W ostatnich dwóch latach w Polsce wybudowano ponad 2 tys. MW mikroinstalacji, co oznacza, że mamy ok. 200 tys. mikroinstalacji, np. u małych przedsiębiorców, którzy postanowili zainwestować w energię odnawialną. To pozytywny sygnał, który pokazuje, że świadomość korzyści się zwiększa – tłumaczy dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Widać to również w opiniach użytkowników indywidualnych. Raport „Zielony potencjał społeczny. Polska i Europa Środkowo-Wschodnia” Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych wskazuje, że zdaniem 87 proc. Polaków odnawialne źródła energii mogą przynieść realne korzyści. Zdaniem 76 proc. OZE dzięki lokalnemu wytwarzaniu zwiększą bezpieczeństwo energetyczne kraju. Tyle samo osób uważa, że zdecydowana większość wytwarzanej energii powinna pochodzić właśnie z OZE, zwłaszcza że przynosi to wymierne korzyści finansowe.

– Zamontowanie panelu fotowoltaicznego na dachu to inwestycja, która przyniesie korzyści przez 20–30 lat, bo taka jest żywotność tych instalacji. Sama jej spłata zajmuje siedem lat, czyli mamy od 13 do 23 lat benefitów w postaci oszczędności energii elektrycznej. Nie wszyscy są tego świadomi, nie wszyscy tym informacjom jeszcze do końca ufają. Świadomość społeczna to jest bariera, która musi jeszcze zostać przełamana – ocenia dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Pomagają w tym m.in. pieniądze z programu Mój Prąd, którego budżet wynosi 1 mld zł. Do wykorzystania na budowę instalacji fotowoltaicznej o mocy 2–10 kW na cele mieszkaniowe jest jeszcze ponad 540 mln zł. Jak informuje NFOŚiGW, do tej pory dzięki programowi udało się sfinansować ponad 91 tys. projektów.

Jak podkreśla ekspert, obecny kryzys gospodarczy nie sprzyja planowaniu inwestycji energetycznych – zarówno wśród obywateli, jak i mikro-, małych i średnich firm. Przekonać mogą ich do tego potencjalne oszczędności, a także fakt, że ceny energii – z powodu spowolnienia w gospodarce – ponownie mogą spaść, co sprzyja ograniczaniu kosztów stałych.

– W czasach pandemii tylko część z 2 mln przedsiębiorców jest w stanie w tym momencie myśleć o takich inwestycjach, bo to czas niepokoju o naszą przyszłość – mówi Grzegorz Biliński.

Zachęcenie przedsiębiorców do inwestycji to tym trudniejsze zadanie, że w Polsce zdecydowanie dominuje węgiel i tak też ma być przez kolejne lata. Think tank Ember w raporcie za I połowę 2020 roku podaje, że w całej Unii Europejskiej OZE wytworzyły 40 proc. energii elektrycznej, zaś paliwa kopalne – 34 proc. W zdecydowanej większości krajów produkcja węgla systematycznie spada, np. w Niemczech o 39 proc. Polska wytwarza teraz tyle samo energii elektrycznej z węgla, co pozostałe 25 krajów UE łącznie, bez Niemiec.

 Transformacja naszego sektora energetycznego nie jest uzależniona tylko od mikroinstalacji, ale potrzeba też dużych inwestycji instytucjonalnych, wybudowania dużych źródeł energii. Budowanie odnawialnych źródeł energii jest opłacalne dla inwestorów. Potrzebują tylko jasnych drogowskazów od rządu, jeśli chodzi o energetykę morską czy wiatrową lądową. Wiemy, że rząd intensywnie pracuje nad takim drogowskazem, który pomoże osiągnąć unijne cele w zakresie zielonej energetyki – mówi dyrektor zarządzający Axpo Polska.

Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami rządu ustawa o morskich farmach wiatrowych ma trafić do Sejmu w grudniu, tak by mogła zacząć obowiązywać od przyszłego roku. Branża wskazywała, że inwestorzy czekają na nowe przepisy.

Zdaniem eksperta do odnawialnych źródeł energii inwestorów w Polsce zachęci także Europejski Zielony Ład i fundusze, jakie przewiduje na zieloną transformację.

– Potrzebujemy funduszy na przemianę energetyczną i wymianę sieci przesyłowych. Nie wszystko w tej przemianie jest ekonomicznie uzasadnione, dlatego jest Zielony Ład. Wytwarzanie energii i gospodarowanie nią wiąże się z kosztami, które trzeba uwzględnić, stąd też te fundusze unijne – tłumaczy Grzegorz Biliński.

Inteligentne e-skutery będą komunikować się między sobą i z otoczeniem. Pozwolą m.in. uniknąć czerwonych świateł w mieście

Inżynierowie z firmy Voi podjęli współpracę z zespołem NXP Semiconductors w celu stworzenia małego pojazdu elektrycznego przystosowanego do funkcjonowania w ramach sieci urządzeń połączonych inteligentnego miasta. Skuter elektryczny Voi może komunikować się z innymi pojazdami uczestniczącymi w ruchu drogowym oraz optymalizować prędkość przemieszczania się, aby uniknąć zatrzymywania się na czerwonym  świetle.

Sercem prototypowego pojazdu od Voi jest system inteligentny podobny do tego, jaki montuje się w samochodach osobowych oraz ciężarowych klasy premium. Oprogramowanie wykorzystuje technologię V2X od NXP, aby w czasie rzeczywistym komunikować się z innymi pojazdami w ruchu oraz zbierać i przetwarzać dane z czujników wchodzących w skład infrastruktury inteligentnego miasta.

– Komunikacja między pojazdami za pośrednictwem sieci WLANp (bezprzewodowa sieć w standardzie  IEEE 802.11p – przyp. red.) umożliwia kierowcom wysyłanie w czasie rzeczywistym zarówno ostrzeżeń o kolizjach, jak również przesyłanie zaleceń dotyczących prędkości za pośrednictwem interfejsów z sygnalizacją świetlną. Dzięki temu użytkownicy dróg dojeżdżając do skrzyżowania, będą wiedzieć, czy mogą utrzymać stałą prędkość, bo przejadą na zielonym świetle, czy mają ją zmniejszyć odpowiednio wcześnie, gdyż i tak nie zdążą przejechać skrzyżowania – tłumaczy Matthias Wilkens z NXP Semicoductors.

Dogłębna analiza zasobów Big Data umożliwia optymalizację prędkości pojazdu, dzięki czemu kierowca może uniknąć czerwonych świateł w ruchu miejskim. Skuter wyposażono także w system ostrzegania przed kolizją – jeśli czujniki wykryją ryzyko zderzenia, na wyświetlaczu pokładowym zaświeci się czerwona lampka ostrzegawcza informująca o konieczności rozpoczęcia manewru hamowania.

Pomysłodawcy tego zintegrowanego systemu komunikacji między pojazdami liczą na to, że jego wdrożenie na szeroką skalę pozwoli zwiększyć bezpieczeństwo oraz komfort jazdy w mieście wyposażonym w gęstą sieć internetu rzeczy.

– Wyposażyliśmy skutery Voi w technologię V2X opartą na standardzie ETSI C-ITS G5 – wskazuje Matthias Wilkens. – To pozwoli ich użytkownikom komunikować się z infrastrukturą TAVF (droga testowa dla autonomicznych i połączonych z siecią pojazdów w Hamburgu – przyp. red.) i innymi użytkownikami dróg.

Prototypowy skuter testowany na hamburskich drogach ma być dowodem na to, że automatyzacja ruchu drogowego nie musi ograniczać się wyłącznie do samochodów osobowych, ciężarowych oraz pojazdów komunikacji miejskiej. Sieć połączonych urządzeń transportowych można wzbogacić również o małe pojazdy elektryczne korzystające z technologii V2X umożliwiającej miniaturyzację  systemów inteligentnych.

Według firmy badawczej Meticulous Research wartość globalnego rynku inteligentnych miast do 2025 roku wzrośnie do 545,7 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 23 proc. w skali roku.

WHO: Wiadomości o szczepionce należy traktować z pewną dozą ostrożności. Pojawi się ona na początku lub w połowie przyszłego roku

Szczepionki zwykle wymagają lat badań i testów, zanim mogą zacząć być stosowane. W przypadku koronawirusa naukowcy ścigają się, aby do przyszłego roku wyprodukować bezpieczną i skuteczną szczepionkę. Obecnie testowane są 52 w badaniach klinicznych na ludziach, ok. 10 znajduje się w ostatniej fazie badań. Niedawno okazało się, że szczepionka firmy Pfizer ma nawet 90-proc. skuteczność  i już na wiosnę może być podawana Europejczykom. Nowa szczepionka nie oznacza jednak końca walki z koronawirusem. Według WHO do pełnego wyeliminowania go ze społeczeństwa potrzebnych może być kilka różnych szczepionek.

– Każdy krok w kierunku znalezienia szczepionki, czy będzie to szczepionka firmy Pfizer, czy jakiejkolwiek innej, to z pewnością bardzo dobre wieści. Wiadomości te należy jednak traktować z pewną dozą ostrożności. Wiemy, że obecnie trwa trzecia faza badań klinicznych nad szczepionką, co oznacza, że okazała się ona bezpieczna i skuteczna. Posiadanie szczepionki lub kilku szczepionek, ponieważ może okazać się potrzebna więcej niż jedna, z pewnością całkowicie zmienia sytuację związaną z walką z pandemią – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Paloma Cuchi, przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Szczepionki zwykle wymagają lat badań i testów, zanim mogą być stosowane. W przypadku koronawirusa trwa jednak wyścig z czasem. Obecnie naukowcy testują 52 szczepionki w badaniach klinicznych na ludziach, a co najmniej 87 szczepionek przedklinicznych jest aktywnie badanych na zwierzętach. Prace nad rozszyfrowaniem genomu SARS-CoV-2 ruszyły w styczniu. Pierwsze testy bezpieczeństwa szczepionek na ludziach rozpoczęły się w marcu, a 10 osiągnęło już końcowe etapy testów.

Na początku listopada firma Pfizer z siedzibą w Nowym Jorku i niemiecka firma BioNTech przedstawiły wstępne dane wskazujące, że ich szczepionka przeciwko koronawirusowi jest skuteczna w ponad 90 proc. W maju obie firmy rozpoczęły badanie na dwóch wersjach szczepionki mRNA. Jedna z nich, BNT162b2, wywoływała znacznie mniej skutków ubocznych, takich jak gorączka i zmęczenie, i to właśnie ona pomyślnie przeszła badania.

–  Mamy jedną szczepionkę, jednak są inne opierające swoje działanie na tej samej zasadzie co szczepionka Pfizera – na przykład Moderna, AstraZeneca. Najprawdopodobniej ich wyniki badań będą podobne. Potrzebujemy różnych szczepionek w zależności od sytuacji. Są szczepionki zapobiegające infekcjom lub pozwalające na uniknięcie poważnych konsekwencji COVID-19. Jest miejsce na więcej niż jedną szczepionkę – przekonuje dr Paloma Cuchi.

Eksperci duże nadzieje wiążą też ze szczepionką opartą na DNA, dostarczaną przez plaster na skórę. W lipcu indyjski producent szczepionek Zydus Cadila rozpoczął jej testowanie, w grudniu ma rozpocząć się trzecia faza badań.

Jak podkreśla przedstawicielka WHO w Polsce, istotne, by każda szczepionka, zanim zacznie być stosowana na szeroką skalę, przeszła przez wszystkie fazy badań. Na początku naukowcy testują nową szczepionkę na komórkach, a następnie podają ją zwierzętom, np. myszom, aby sprawdzić, czy wywołuje odpowiedź immunologiczną. Dotychczas potwierdzono aktywny rozwój 87 szczepionek przedklinicznych. Następna faza to faza bezpieczeństwa – naukowcy podają szczepionkę niewielkiej liczbie osób, aby przetestować bezpieczeństwo i potwierdzić, że stymuluje ona układ odpornościowy. W kolejnej fazie naukowcy podają szczepionkę setkom osób podzielonych na grupy, aby sprawdzić, czy w nich działa inaczej. Te badania dodatkowo sprawdzają jej bezpieczeństwo. W trzeciej fazie szczepionka trafia do tysięcy ludzi, a naukowcy sprawdzają, ile z nich zostanie zarażonych w porównaniu z ochotnikami, którzy otrzymali placebo.

– Bardzo ważne, aby nie pomijać żadnego z etapów, ponieważ najistotniejsze jest bezpieczeństwo stosowania szczepionki i jej skuteczność – tylko wtedy jest sens jej przyjmowania. Na podstawie posiadanych informacji najprawdopodobniej możemy zacząć myśleć o pojawieniu się szczepionki na początku lub w połowie przyszłego roku, jednak trudno podać konkretną datę, zanim nie będziemy mieli wszystkich danych. Nie chcemy wprowadzać szczepionki przed upewnieniem się, że jest ona całkowicie bezpieczna i skuteczna – wskazuje przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Chiny i Rosja zatwierdziły już szczepionki bez czekania na wyniki badań trzeciej fazy. Przyspieszony proces wiąże się jednak z poważnymi zagrożeniami, nie wiadomo bowiem, jak poszczególne organizmy zareagują na dany lek. Szczepionki mogą też wywoływać szereg skutków ubocznych, a część z nich może być widoczna dopiero po kilku latach. W mediach zaczęły się już pojawiać informacje, że pomimo przyjmowania rosyjskiej szczepionki część osób zachorowała na COVID-19.

– Najważniejsze podczas pierwszych trzech faz badań jest potwierdzenie bezpieczeństwa stosowania. Po dopuszczeniu do obrotu rozpoczyna się podawanie szczepionki dużej liczbie pacjentów. Na tym etapie bardzo istotne jest monitorowanie jej działania i odnotowanie oraz analiza wszystkich działań niepożądanych zgłaszanych przez pacjentów, aby możliwe było bardzo wczesne wykrycie wszelkich niepokojących objawów wynikających ze stosowania szczepionki – zaznacza dr Paloma Cuchi.

Choć szczepionka na koronawirusa jest coraz bliżej, wojna z SARS-CoV-2 ciągle trwa. Dlatego istotne jest, by nie zapominać o podstawowych kwestiach bezpieczeństwa – dystansie, stosowaniu maseczek i dezynfekcji.

– W opracowaniu jest szczepionka, nowe testy laboratoryjne wykrywające infekcję na wcześniejszym etapie – te działania poprawią sytuację. Zyskanie choćby jednego elementu, który wzbogaci nasze zasoby, pozwoli nam posuwać się naprzód. Na tę chwilę musimy się skupić na tym, czy mamy wszystkie niezbędne narzędzia i czy je stosujemy, aby wpłynąć na poprawę sytuacji związanej z COVID-19 – podsumowuje przedstawicielka WHO w Polsce.

MC: mPrawo Jazdy za niecały miesiąc

Ponad półtora miliona osób korzysta już z aplikacji mObywatel, w której za niecały miesiąc pojawi się mPrawo Jazdy. Stale ją rozwijamy. Sprawdź, dlaczego już dziś warto ją mieć w swoim telefonie.

5 grudnia – na ten dzień czeka wielu polskich kierowców. To właśnie wtedy zniknie obowiązek wożenia ze sobą prawa jazdy. I to właśnie wtedy w naszej aplikacji mObywatel pojawi się mPrawo Jazdy.

Dobre powody

Z pobraniem mObywatela nie warto jednak czekać do 5 grudnia. Już dziś bardzo się przyda. Oto tylko kilka powodów, dla których zawsze warto mieć tę aplikację pod ręką, czyli w swoim telefonie.

Pierwszy powód to mTożsamość, czyli odzwierciedlenie danych z dowodu osobistego. Dzięki profilowi zaufanemu (jest potrzebny do zalogowania się do aplikacji) mTożsamość korzysta z danych z Rejestru Dowodów Osobistych. Po uruchomieniu aplikacji znajdziecie tam wszystkie te informacje, które macie w dowodzie, nawet swoje zdjęcie.

– Możemy z niej korzystać wszędzie tam, gdzie nie jesteśmy wprost zobowiązani do okazania dowodu osobistego lub paszportu, np. podczas kontroli biletów w pociągu lub przy odbiorze przesyłki poleconej na poczcie – przypomina Marek Zagórski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Drugi powód to mPojazd, czyli odzwierciedlenie danych z dowodu rejestracyjnego, polisy OC i karty pojazdu.

– Z tego rozwiązania mogą korzystać właściciele i współwłaściciele pojazdów. A więc wszyscy ci, którzy są zarejestrowani w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP) jako posiadacze samochodów, motorów, skuterów, itd. – mówi minister Marek Zagórski.

Usługa pokazuje informacje o obowiązkowym ubezpieczeniu OC pojazdu – w tym nazwę ubezpieczenia, serię i numer polisy, okres ubezpieczenia oraz jego wariant. Mało tego, jeśli nie pamiętacie o terminach ważności posiadanego ubezpieczenia lub zbliżającego się przeglądu pojazdu – aplikacja na 30 dni przed terminem wygaśnięcia OC lub przed końcem ważności badania wyświetli Wam komunikat z przypomnieniem.W mPojeździe znajdziecie także dane pojazdu: markę i model, rok produkcji, numer rejestracyjny, numer VIN, termin badania technicznego.

Wirtualny portfel

To nie wszystko, co czeka na Was w tym wirtualnym portfelu, bo tak nazywamy mObywatela.

Znajdziecie tam także eRecepty! Dzięki nim będąc w aptece, wystarczy tylko wybrać w telefonie, którą e-receptę chcecie zrealizować i pokazać farmaceucie ekran telefonu z wyświetlonym kodem QR.

Jeśli nie chcecie pokazywać ekranu telefonu, możecie podać numer PESEL (swój lub osoby, na którą recepta jest wystawiona) oraz kod spod e-recepty. Gotowe, recepta zrealizowana!

To nadal nie wszystko, co włożyliśmy do mObywatela. Nieco młodsi użytkownicy znajdą tam także mLegitymację szkolną i mLegitymację studencką. To tak samo ważne dokumenty jak tradycyjne legitymacje – upoważniają do zniżkowych przejazdów, wejść do kin, czy teatrów.

Jeśli dana szkoła lub uczelnia, chce aby jej uczniowie lub studenci mogli korzystać z mLegitymacji, wystarczy, że się do nas zgłosi, wypełniając prosty formularz (formularz dla szkół, formularz dla uczelni).

Ważne – z wydawaniem mLegitymacji nie wiążą się żadne koszty. Uczelnie i szkoły nie muszą kupować nowego sprzętu, czy oprogramowania.

Polak za granicą – to kolejna część naszej aplikacji. Podpowie, co zrobić w razie kłopotów podczas wyjazdu, czy jak zadbać o własne bezpieczeństwo w różnych zakątkach świata.

Nowości!

Tak jak wspominaliśmy – stale udoskonalamy naszą aplikację. Jakie udogodnienia wprowadziliśmy ostatnio?

– Uprościliśmy uwierzytelnianie się podczas pobierania dokumentów z rejestrów państwowych. Teraz, by złożyć wniosek o dokument (np. mTożsamość), wystarczy potwierdzić swoje dane profilem zaufanym logując się raz, a nie jak dotąd dwa razy;

– Tożsamość można potwierdzać korzystając z profilu zaufanego lub jednego z ponad 200 banków;

– Wprowadziliśmy też możliwość odblokowywania aplikacji za pomocą biometrycznego skanu twarzy (w telefonach z systemem Android, na telefonach z system iOS – ta funkcjonalność była już wcześniej dostępna). Dotarło do nas sporo pytań o tę funkcjonalność, dlatego – korzystając z okazji – wyjaśniamy: biometryczny skan nie jest tym samym, co odblokowanie telefonu po odczytaniu wizerunku ze zdjęcia zrobionego aparatem telefonu. Skany biometryczne to te z wykorzystaniem np. modelu 3D twarzy, skanu tęczówki oka lub inne, które są uwzględnione przez Google w najnowszych wydaniach systemu Android. Skan twarzy – jak każde odblokowanie biometryczne – należy potwierdzić nadanym wcześniej PIN-em. Dlaczego? Bo biometria nadal nie zapewnia najwyższego poziomu bezpieczeństwa;

– Na prośbę studentów – w mLegitymacji ułatwiliśmy dostęp do numeru albumu i kodu do zeskanowania numeru. Wcześniej, by go wyświetlić trzeba było wejść w menu i wybrać odpowiednią funkcję – teraz wystarczy kliknąć ikonę pod mLegitymacją. Nowa funkcjonalność jest dostępna zarówno w urządzeniach z system Android, jak i iOS.

A jakich – poza mPrawem Jazdy – dokumentów można spodziewać się w kolejnych aktualizacjach mObywatela?

– Na przełomie roku – dzięki współpracy z Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej – dostępna będzie mKDR, czyli mobilna wersja Karty Dużej Rodziny – zapowiada Marek Zagórski, sekretarz stanu w KPRM.

Czy Polska ma szansę zostać nowym Hollywood?

Savills: pandemia covid-19 przyspiesza globalizację branży medialnej. Pojawią się nowe lokalizacje, które będą rywalizowały z Hollywood.Hollywood

  • Pierwsze trzy miejsca w nowych rankingach opracowanych przez firmę doradczą Savills zajmują miasta o ugruntowanej pozycji w branży medialnej: Los Angeles, Nowy Jork i Londyn.
  • Dynamicznie rozwijają się rynki takie jak Atlanta, Montreal i Paryż.
  • Wzrost popularności platform streamingowych, który przyspieszył wskutek pandemii Covid-19, sprawia, że branże medialne w coraz większym stopniu polegają na nowych technologiach; spowodował także wzrost zainteresowania treściami produkowanymi wcześniej w bardziej niszowych lokalizacjach takich jak Seul w Korei Południowej czy Lagos w Nigerii („Nollywood”).
  • Popyt na hale zdjęciowe i produkcyjne z pewnością wzrośnie, ponieważ coraz więcej platform jest zainteresowanych posiadaniem własnej powierzchni, a podaż studiów i powierzchni biurowej będzie nadal miała ogromne znaczenie dla rozwoju największych rynków branży medialnej.

Los Angeles, Nowy Jork i Londyn znalazły się w czołówce rankingu „Miast Przemysłu Mediowego” sporządzonego przez firmę doradczą Savills. Uwzględnia on najważniejsze miasta na świecie, w których odbywa się produkcja, montaż i konsumpcja filmów, programów telewizyjnych i muzyki. Tuż za podium uplasowały się Atlanta, Pekin, Mumbaj (siedziba Bollywood) i Paryż, ale w siłę rosną szybko także nowe lokalizacje. Czy Polska ma szansę znaleźć się wśród nich?

Zdaniem ekspertów firmy Savills, w najbliższych latach w rankingu mogą awansować m.in. Dublin, ale również Lagos czy Buenos Aires, m.in. ze względu na otwartość odbiorców na treści powstające w językach obcych oraz postępującą globalizację branży dzięki wykorzystywaniu nowych technologii. Według Savills, w dłuższej perspektywie w zestawieniu mogą znaleźć się także takie lokalizacje jak Singapur, Kapsztad, Albuquerque w USA, Manchester w Wielkiej Brytanii oraz Changsha, Hengdian i Xiangshan w Chinach.

Jak podaje Savills, z powodu utrzymujących się ograniczeń związanych z Covid-19, które utrudniają konsumpcję mediów i kultury na żywo, konsumenci coraz częściej korzystają z usług streamingowych, co przekłada się na przyspieszenie trendu obserwowanego już od dawna. W związku z tym produkcje regionalne, dotychczas uważane za zbyt niszowe, stają się dostępne dla coraz szerszego grona odbiorców na całym świecie. Przykładem są seriale koreańskie („K-Dramas”) obecnie emitowane na wielu niekoreańskich wersjach platformy Netflix. Według Savills, przyczyni się to do rozwoju produkcji w lokalizacjach spoza grupy głównych miast światowego przemysłu mediowego.

„Zmiany w branży produkcji filmowej następowały jeszcze przed wybuchem pandemii, ale gwałtowny wzrost popytu na treści cyfrowe w tym roku ma ogromny wpływ na to, jak i gdzie powstają produkcje medialne. Każdy ośrodek o ugruntowanej pozycji i każde aspirujące miasto z naszego rankingu ma swoje atuty. Tradycyjne lokalizacje nadal pozostają liderami, ale w wyniku postępującej globalizacji tego sektora powstaną liczne nowe ośrodki, które umożliwią rozwój branży medialnej, tworzenie nowych treści dla konsumentów i zabezpieczenie się przed niepewnością jutra” – komentuje Sophie Chick, dyrektor w dziale badań globalnych w Savills.

Według Savills, firmy z branży mediowej, podejmując decyzje o lokalizacji swoich biur i miejsc produkcji, biorą pod uwagę koszty i dostępność studiów, wysokość stawek czynszowych za najlepsze powierzchnie biurowe oraz koszty życia dla pracowników. Producenci medialni muszą znaleźć złoty środek pomiędzy jakością a kosztami życia oferowanymi przez daną lokalizację. Spośród pierwszej dwudziestki rankingu Miast Przemysłu Mediowego, najwyższe koszty życia są w Nowym Jorku, a najniższe – w Mumbaju (Bollywood). Pekin, Montreal i Madryt mogą awansować w rankingu, jeżeli koszt życia dla twórców zyska na znaczeniu w najbliższych latach.

„Branża medialna jest coraz bardziej zainteresowana posiadaniem hal zdjęciowych i produkcyjnych, niż ich wynajmem na czas realizacji danego przedsięwzięcia. Na przykład Netflix podpisał umowę z brytyjską wytwórnią filmową Shepperton Studios w celu utworzenia bazy produkcyjnej oraz przejął studio filmowe ABQ Studios w stanie Nowy Meksyk w ramach zwiększania swoich mocy produkcyjnych. W Los Angeles obserwujemy niedobór nowej powierzchni studyjnej, co zmusza wiele firm produkcyjnych do poszukiwań w bardziej odległych lokalizacjach, natomiast w Londynie, Nowym Jorku, Atlancie oraz w Nowej Zelandii na te cele adaptowane są opuszczone obiekty magazynowe. Najbliższa dekada w branży mediowej upłynie pod znakiem innowacyjności oraz ekspansji w rejony, które charakteryzują się niskimi kosztami nieruchomości, ale jednocześnie zapewniają dostęp do utalentowanych twórców i specjalistów z obszaru nowych technologii” – dodaje Joshua Gorin, wiceprezes i dyrektor biura Savills w Los Angeles.

„Produkcje filmowe i telewizyjne realizuje się w Polsce póki co niemal wyłącznie na potrzeby lokalnego rynku. Nie pozwala nam to konkurować ze światowymi stolicami przemysłu mediowego. Oprócz nadawców telewizyjnych i producentów filmów fabularnych funkcjonują u nas liczne mniejsze studia, w których kręcone są produkcje reklamowe, nagrania czołowych twórców internetowych, czy ostatnio coraz popularniejsze profesjonalne webinary. Wraz z rozwojem platform streamingowych nie można wykluczyć, że będą one poszukiwały miejsc, gdzie mogłyby zlokalizować swoje międzynarodowe centra usług wspólnych, a na tym polu Polska od lat jest bardzo ceniona wśród firm technologicznych” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor w dziale powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.

Kolejna edycja HackYeah już w listopadzie – na celowniku tym razem zdrowie i zero waste

HackYeah 2020  to szósta edycja największego stacjonarnego hackathonu w Europie. Najbliższa edycja odbędzie się w sieci, w dniach 27-29 listopada 2020. Bilety są darmowe, a pula nagród w tym momencie wynosi 355 000 PLN!

Hackathon zrzesza osoby wyspecjalizowane w przeróżnych językach programowania, a jego celem jest poszukiwanie rozwiązań oraz narzędzi, które usprawnią codzienność zwykłych ludzi. Podczas każdej edycji, event skupia wokół siebie kreatywne umysły – osoby biorące udział w HackYeah! noszą w sobie prawdziwą chęć działania i faktycznej zmiany. Dzięki nieocenionym umiejętnościom i błyskotliwym pomysłom uczestników, każda kolejna edycja HackYeah! owocuje nieszablonowymi i praktycznymi rozwiązaniami, które wykorzystują najnowsze technologie do osiągania zamierzonych rezultatów.

Jakie zadania staną przed uczestnikami?

Podczas najbliższej edycji HackYeah! uczestnicy będą szukać rozwiązań w wielu kategoriach. Wśród nich pojawią się kategorie otwarte, w których można zgłaszać wszelkie pomysły związane z daną tematyką oraz zadania partnerskie, które będą dotyczyć konkretnych zagadnień, ustalonych przez Partnera danego zadania. Podczas HackYeah 2020 kategoriami otwartymi będą:

  • Zero Waste – kategoria wspierana merytorycznie przez WWF Polska, w której pula nagród wynosi 10 000 PLN
  • Zdrowie – kategoria wspierana merytorycznie przez Fundację Rak’n’Roll Wygraj Życie!, w której pula sięga 10 000 PLN

Wśród licznych zadań partnerskich pojawią się:

  • BGK Application Information Center – zadanie autorstwa Głównego Partnera, Banku Gospodarstwa Krajowego, w którym pula nagród wynosi 65 000 PLN
  • The platform for ESG applications – zadanie autorstwa Głównego Partnera, Banku Gospodarstwa Krajowego, w którym pula nagród osiągnęła 35 000 PLN
  • Innovation@Amazon Competition | Alexa Skills Kit Partners – zadanie Partnera Technologicznego, Amazon Development Center Poland, gdzie pula nagród to 30 000 PLN
  • Map of reported wild boar sightings – zadanie Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, pula nagród wynosi 40 000 PLN
  • Follow the river to reach the sea”: increased risk offers detector – zadanie od Ministerstwa Finansów, pula nagród sięga 35 000 PLN
  • “Treasury of the Taxpayer”: app for taxpayers – zadanie od Ministerstwa Finansów, pula nagród wynosi 35 000 PLN
  • “Digital Tax”: text to digital data converter – zadanie od Ministerstwa Finansów, pula nagród to 35 000 PLN

Partnerzy hackathonu wciąż pracują nad kolejnymi zadaniami, natomiast łączna pula nagród w tym momencie wynosi 355 000 PLN. Wszelkie nowości dotyczące hackathonu są na bieżąco publikowane na stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych:

WWW: https://hackyeah.pl/

Facebook: https://www.facebook.com/HackYeahPL/

HackYeah! – dla kogo?

Udział w wydarzeniu jest otwarty dla wszystkich chętnych: studentów, programistów, UXowców, project managerów, inżynierów, ekspertów baz danych, analityków czy gamerów. Uczestnicy w ciągu łącznie 40 godzin będą intensywnie pracować nad rozwiązaniami z zakresu szeroko pojętej ekologii, zero waste, zdrowia, finansów i innych. Niepodważalną zachętą dla uczestników jest szansa dalszego rozwoju swojego pomysłu i wdrożenia go w życie. Projekty biorące udział w konkursie mogą być zgłaszane indywidualnie lub w kilkuosobowych zespołach. Komunikacja pomiędzy uczestnikami, organizatorami, mentorami i jurorami odbywać się będzie na kanale Discord, do którego można dołączyć już dziś: https://discord.com/invite/6fUb38V. Każdy biorący udział w hackathonie może liczyć na wsparcie od wyspecjalizowanych mentorów – dotyczy ono zarówno kwestii technicznych, jak i sposobów wdrażania pomysłów na rozwiązania poszczególnych zadań.

Organizujemy HackYeah, ponieważ wierzymy, że to właśnie formuła hackathonu eksploruje w całości ogromny potencjał innowacyjnych pomysłów, który drzemie w społecznościach ze świata IT. Zachęcamy do udziału wszystkich tych, którzy mają pomysły oraz chęć i odwagę, by się nimi dzielić oraz wspólnie tworzyć wartościowe rozwiązania. Historia niejednokrotnie pokazała, że hackathon może zmieniać rzeczywistość na lepsze i to jest naszym celem. – Jakub Kozioł, prezes PROIDEA Sp. z o.o.

Cieszę się, że sektor publiczny po raz kolejny zaprasza programistów do współpracy przy rozwiązywaniu wyzwań wagi państwowej. Każdy hackathon to czas, kiedy administracja i innowatorzy uczą się wiele od siebie nawzajem pracując nad pożytecznymi dla obywateli rozwiązaniami. HackYeah już wielokrotnie udowodniło, że podczas największego maratonu programowania w Europie ten efekt jest zwielokrotniony.Justyna Orłowska – Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech

Coś więcej niż hackathon

Organizatorzy przekonują, że HackYeah! to więcej niż hackathon – to także wielki festiwal IT.

Poza kodowaniem:

  • to również niepowtarzalna okazja do wzięcia udziału w licznych i różnorodnych pod względem tematyki webinariach, które będą streamowane na żywo na Facebookowym profilu HackYeah! od 23 do 27 listopada;
  • pojawi się nowość: HackYeahTV! – internetowa transmisja, podczas której będą emitowane najświeższe wiadomości dotyczące hackathonu, wywiady z partnerami i uczestnikami poprzednich edycji, webinaria tematyczne i playlisty;
  • organizatorzy zadbają o utrzymanie festiwalowej atmosfery znanej z pięciu poprzednich edycji hackathonu, tym razem przeniesionego do świata wirtualnego. Możecie spodziewać się rozgrywek online, wielu różnorodnych aktywności i konkursów, dzięki którym miło spędzicie czas podczas tego produktywnego weekendu;
  • uczestnicy będą mogli wziąć udział w turnieju gamingowym;
  • spodziewajcie się niekończących dyskusji z setkami mentorów i uczestników. Można zawrzeć nowe przyjaźnie lub znaleźć partnerów biznesowych;
  • to idealne miejsce na znalezienie pracy. Wystarczy rozpocząć rozmowę z wybranym Partnerem na jego wirtualnym stoisku lub kanale Discord, by otrzymać komplet informacji odnośnie aktualnie prowadzonych rekrutacji w firmie.

Kto stoi za kulisami?

Organizatorem wydarzenia jest PROIDEA – firma, która od lat organizuje wydarzenia skierowane do branży IT, pomysłodawca i producent HackYeah. Wydarzenie wspiera GovTech Polska – program funkcjonujący w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów mający na celu angażowanie społeczności we wprowadzanie innowacji do sektora publicznego. Współpracuje z firmami technologicznymi, oraz obywatelami, aby wspólnie unowocześnić administrację publiczną oraz znaleźć sposoby na użycie technologii w realizacji zadań podejmowanych przez Państwo. Głównym Partnerem wydarzenia jest Bank Gospodarstwa Krajowego. Ta edycja HackYeah jest także główną częścią cyklu wydarzeń GovTech Festiwal.

Do inicjatywy dołączyło już wiele publicznych i prywatnych instytucji, zarówno polskich jak i międzynarodowych, które dostarczają wiedzę i mentorów do pomocy uczestnikom. Organizatorzy zapraszają do współpracy media, firmy i organizacje, które mają pomysły na to, jak technologia może usprawnić szeroko pojętą ekologię, zdrowie i finanse.

OMNIOXY – polski producent komór hiperbarycznych, wystartował z emisją akcji

Zaledwie rok od powstania, ambitny start-up przerodził się w świetnie prosperującą firmę i lidera w branży. Pomimo szalejącej pandemii, spółka osiąga swoje najlepsze wyniki finansowe.

Zapisy ruszyły 11 listopada, już po pierwszym dniu spółka zebrała zapisy na ponad 500 000 PLN. Środki pozyskane dzięki akcjonariuszom spółka przeznaczy na dalszy rozwój, w tym uruchomienie produkcji nowych modeli w Polsce, a także na ekspansję na kraje europejskie.

Wschodzący rynek

Rynek komór hiperbarycznych na świecie ma obecnie ogromny potencjał, a ich zastosowanie komercyjne jest powszechne w terapii wielu schorzeń. W 2018 roku tylko amerykański rynek komór hiperbarycznych wart był ponad 173 miliony dolarów. Rynek europejski dopiero nabiera rozpędu.

Komory hiperbaryczne produkowane komercyjnie to tzw. łagodne komory, które operują na ciśnieniach do 1.5 ATA i wykorzystywane są przy zabiegach rehabilitacji i regeneracji organizmu. Ostatnim odkryciem zastosowania komór hiperbarycznych jest ich użycie w leczeniu pacjentów chorych na COVID-19 – terapia została wymieniona w dokumencie WHO dotyczącym sposobów eksperymentalnego leczenia skutków niedotlenienia spowodowanego koronawirusem.

Tlenoterapia hiperbaryczna to metoda regeneracyjna polegająca na oddychaniu tlenem o zwiększonym stężeniu w warunkach ciśnienia wyższego niż atmosferyczne. Lepsze dotlenienie organizmu oraz dystrybucja tlenu do wszystkich (nawet tych uszkodzonych) tkanek, przyśpiesza regenerację i pobudza odnowę całego ciała. – wyjaśnia prezes spółki Adam Cegielski.

Polski rynek jest na etapie budowania świadomości tego typu zabiegów, a co za tym idzie, sprzedaż komór hiperbarycznych dopiero wchodzi w skalę wzrostu. Obecnie szacuje się, że w Polsce na jedną łagodną komorę hiperbaryczną przypada aż 151 tys. osób, a więc do nasycenia rynku jeszcze daleko. W USA, kraju posiadającym najbardziej rozwinięty rynek, funkcjonuje obecnie około 12 000 komór hiperbarycznych.

Rodzinna firma

Twórcy OMNIOXY: Adam, Marcin i Zygmunt Cegielscy zainteresowali się możliwościami, jakie dają łagodne komory hiperbaryczne, z powodów osobistych. Okazało się jednak, że rynek takich komór hiperbarycznych w Polsce dopiero raczkuje. Tak narodził się pomysł na rozpoczęcie działań w tej branży. Dziś spółka ma na koncie 117 sprzedanych komór hiperbarycznych. Jej obrót z ostatnich 12 miesięcy wyniósł 4 821 797 PLN, w tym zysk 606 452 PLN. Tylko w sierpniu tego roku firma zanotowała swój rekordowy przychód na poziomie 599 000 PLN, a w październiku przyjęła rekordową liczbę zamówień – 18 komór.

Sportowcy w służbie szerzenia wiedzy

Poza samą sprzedażą komór, firma świadczy także usługi serwisowe i marketingowe swoim klientom, pozostając z nimi w stałym kontakcie. Taka relacja pozwala na ciągle zbieranie informacji zwrotnych i doskonalenie produktu. Z uwagi na wciąż małą świadomość społeczną, firma prowadzi także działania edukacyjne pod szyldem Akademii OMNIOXY. Gabinety, z którymi nawiązujemy współpracę, traktujemy jak część rodziny Omnioxy. Zapewniamy im nie tylko przeszkolenie, ale także kompleksowe wsparcie marketingowe, know-how i wszelką pomoc w prowadzeniu dochodowego biznesu — mówi Cegielski.

Do rozpowszechnienia pozytywnych skutków terapii hiperbarycznej przyczyniają się także profesjonalni sportowcy, którzy otwarcie mówią o ogromnym jej znaczeniu w procesie rehabilitacji i wychodzeniu z kontuzji. Wśród nich są m.in. Grzegorz Zengota (żużlowiec), Marcin Świerc (biegacz górski), Agnieszka Rynkiewicz (mistrzyni biegów przeszkodowych), a także Arkadiusz Lindner, któremu komora towarzyszyła na Rajdzie Dakar.

Cel zbiórki

Celem zbiórki OMNIOXY jest wprowadzenie firmy na nowy poziom i zdobycie pozycji lidera na rynku europejskim. Dlatego ponad połowa środków pozyskanych z emisji, przeznaczona zostanie na badania i rozwój, a jedna czwarta na ekspansję zagraniczną. Jako rozwój firma rozumie uruchomienie własnej linii produkcyjnej kolejnych modeli łagodnych komór hiperbarycznych oraz generatorów.

Założyciele OMNIOXY podpisali umowę lock-up, w której zobowiązują się do niezbywania akcji przez 3 lata od zakończenia emisji lub 6 miesięcy po wejściu spółki na giełdę. Zapisy na akcje można składać do 11 grudnia 2020 poprzez stronę: https://emisja.omnioxy.com/

Ile zapłacisz za nowe mieszkanie w Warszawie? [RAPORT]

Stołeczny rynek deweloperski bez wątpienia jest najważniejszy w skali całego kraju. To tutaj sprzedaje się co czwarte nowe mieszkanie w Polsce, a średnie ceny ofertowe metrażu od dawna budzą spore emocje. Sprawdziliśmy jak w III kwartale 2020 roku przedstawiała się sytuacja na warszawskim rynku mieszkaniowym.

Już na wstępie warto zaznaczyć, że w III kwartale 2020 r. liczba inwestycji deweloperskich w stolicy zwiększyła się i wyniosła 333 projekty. Obecnie wg raportu ekspertów portalu RynekPierwotny.pl pt „Rynek mieszkaniowy w Warszawie – III kw. 2020” najwięcej z nich powstało na terenie Białołęki i Mokotowa, natomiast najmniej na Żoliborzu, Ochocie, w Wesołej i Rembertowie.

Jeśli chodzi o ilość dostępnych mieszkań na terenie całej Warszawy, zaobserwowano niewielki, wynoszący zaledwie 2 proc., wzrost podaży z 16 913 ofert (w II kw. 2020 roku) do 17 242 ofert (w III kw. 2020 roku). Bez wątpienia ogólny wzrost wystawionych na sprzedaż lokali miał związek z rosnącą liczbą mieszkań w takich dzielnicach jak Białołęka, Praga-Południe i Wola.

O zróżnicowaniu oferty stołecznych deweloperów mogą świadczyć oferowane metraże oraz średnie ceny mieszkań. W III kwartale 2020 roku największą średnią powierzchnię odnotowano na Wilanowie – 105 mkw, a najmniejszą na Pradze-Południe – 44 mkw. Natomiast najdroższe mieszkania można było kupić jak zwykle w Śródmieściu średnio za ok. 1 371 605 zł, natomiast najtańsze na Rembertowie za nieco ponad 346 000 zł.

Ceny w warszawskich dzielnicach

Wiele osób marzących o zakupie wymarzonych czterech kątów liczyło, że wprowadzony w marcu lockdown wpłynie na znaczne obniżki cen. Niestety tych w dalszym ciągu nie widać i jak na razie nic nie wskazuje na to, że ta sytuacja ulegnie zmianie.

W porównaniu z poprzednim kwartałem ceny nowych mieszkań uległy niewielkiemu wzrostowi, wynoszącemu zaledwie 0,2 proc. Choć obecnie możemy mówić o stabilizacji na stołecznym rynku mieszkaniowym, to warto wspomnieć, że w ciągu roku średnia cena ofertowa 1 mkw. w stolicy wzrosła aż o 7,9 proc. (z 9 600 zł/mkw w III kw. 2019 r. do 10 365 zł/mkw. w III kw. 2020 r.).

W okresie lipiec – październik, największa podwyżka cen widoczna była na Bielanach (+4,9 proc.), które pod względem stawek – ponad 12 000 zł/mkw. możemy zaliczyć już do prestiżowych lokalizacji. Warto pamiętać, że ta określana mianem “zielonych płuc” stolicy dzielnica jest mocno zróżnicowana cenowo. Na koszty, jakie będziemy musieli ponieść za zakup nowego lokum, wpływa m.in. odległość inwestycji od stacji metra. Czy w III kwartale kupujący mogli liczyć na znaczne obniżki? Niestety, w żadnej z dzielnic nie odnotowano spadku cen ofertowych mieszkań o więcej niż 0,6 proc. Wpływ na to miał m.in. wzrost sprzedaży lokali o ok. 40 proc. jaki stołeczni deweloperzy odnotowali w okresie IV – VI 2020.

Najdroższe i najtańsze dzielnice

Już od kilku kwartałów dzielnicą, która systematycznie zwiększa swoje znaczenie na rynku mieszkaniowym w Warszawie jest Wawer.Ile zapłacisz za nowe mieszkanie w Warszawie

Bez wątpienia na wzrost znaczenia tańszych dzielnic, ma wpływ bardziej restrykcyjna polityka banków. Dla przypomnienia chodzi zarówno o wzrost wymagań dotyczących wysokości wkładu własnego, w niektórych instytucjach nawet do 30 procent depozytu, a także wykluczenie niektórych branż uznawanych za ryzykowne, jak np. turystyka czy branża eventowa.

Osoby szukające tańszego mieszkania powinny przygotować się na to, że w Warszawie najniższa średnia cena ofertowa wynosi już ponad 7 tys. zł/mkw. Do najbardziej atrakcyjnych cenowo dzielnic należą Wesoła (7172 zł/mkw.), Białołęka (7715 zł/mkw.), Rembertów (7706 zł/mkw.) oraz wspomniany wyżej Wawer (7939 zł/mkw.).

Najdroższą stołeczną dzielnicą bez zmian pozostaje Śródmieście (17 654  zł/mkw.). Na podium znalazły się również Wola (14 299 zł/mkw.) i Ochota (13 933 zł/mkw.).

Oferta stołecznych deweloperów

Deweloperzy starają się dostosować ofertę do gustów i potrzeb swoich klientów, dlatego na stołecznym rynku mieszkaniowym niezmiennie dominują mieszkania dwu- i trzypokojowe o powierzchni do 60 mkw.Średnia cena i metra mieszkania

Osoby szukające swojego pierwszego lokum oraz inwestorzy powinni zainteresować się ofertą kawalerek i małych mieszkań dwupokojowych na Rembertowie oraz Pradze-Północ, gdzie ich ilość zdecydowanie wyróżnia się na tle całej oferty stołecznych deweloperów. Najmniejsza ich oferta znajduje się z kolei na Żoliborzu, Ochocie i Wilanowie, gdzie zwłaszcza w ostatniej wspomnianej dzielnicy dominują duże metraże.

Co warto odnotować, średni metraż różni się w zależności od dzielnicy. Największe mieszkania mają do dyspozycji osoby chcące zamieszkać na Wilanowie – ok. 105 mkw., z kolei nabywcy poszukujący mniejszych nieruchomości z pewnością znajdą idealne lokum na Pradze-Północ i w Rembertowie, gdzie średnia powierzchnia wynosi kolejno 44 mkw. i 46 mkw.

Informacja prasowa przygotowana na podstawie raportu eksperckiego “Rynek mieszkaniowy w Warszawie — III kw. 2020 r.” udostępnionego przez analityków portalu RynekPierwotny.pl.

Zużywamy 1,7 razy więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie odtworzyć

Jak wynika z szacunków Global Footprint Network, 7,8 miliarda ludzi zużywa znacznie więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie w naturalny sposób odnowić i emituje znacznie więcej odpadów, niż może wchłonąć. Szacuje się, że na obecnym poziomie konsumpcji zużywamy ekwiwalent 1,7 zasobów planety[1]. Nadmierna eksploatacja Ziemi prowadzona przez ludzi poważnie osłabia zdolność przyrody do podtrzymywania życia, funkcjonowania społeczeństw i gospodarek. Postępująca urbanizacja, a także dotychczasowe modele produkcji i konsumpcji powodują, że przyroda ulega degradacji w tempie szybszym niż kiedykolwiek wcześniej. Aby odwrócić ten trend potrzeba pilnych działań ze strony nas wszystkich.

W tym roku dzień długu ekologicznego przypadł na 22 sierpnia, podczas gdy 30 lat temu wypadał 19 grudnia. Jest to data, w której zapotrzebowanie i zużycie przez ludzkość surowców naturalnych przekracza zdolność ich dostarczenia lub odtworzenia w ciągu roku przez Ziemię i wylicza się go dzieląc ogół zasobów naturalnych biosfery przez światowy ślad ekologiczny, a następnie mnożąc przez liczbę dni w roku. W ten sposób wiemy, że światowa konsumpcja jest na wysokim poziomie wynoszącym 1,7 zasobów planety. Jak podaje Eurostat, Polacy nie odbiegają znacząco od średniej unijnej. Jak wynika z raportu „Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego”, kupujemy dużo za dużo, nie licząc się z kosztami ekologicznymi. A przecież nasze codzienne nawyki i wybory konsumenckie mają istotny wpływ na środowisko i walkę ze zmianami klimatu, które stają się coraz bardziej odczuwalne także w Polsce.

Czym jest konsumpcja?

Termin konsumpcjonizm pochodzi od łacińskiego słowa „consumptio” oznaczającego „spożycie” i jest pojęciem określającym postawę człowieka, polegającą na nadmiernym i nieusprawiedliwionym zdobywaniu dóbr materialnych oraz usług, przy jednoczesnym ignorowaniu kosztów społecznych, ekologicznych i indywidualnych. Taka konsumpcja zaspokaja potrzeby wtórne, do których zaliczamy pragnienia związane z pożądaniem władzy, prestiżu, dominacji, wpływów i wyższej pozycji społecznej[2]. Często sprowadza się ona do stylu życia, który nastawiony jest w głównej mierze na konsumowanie i posiadanie.

– Człowiek wytwarzając produkty wpływa na środowisko – bezpośrednio i pośrednio – na wiele sposobów: poprzez zużywanie zasobów środowiska przyrodniczego, takich jak woda, minerały, gleba, ale też emisje zanieczyszczeń do wody, gleby, powietrza oraz zakłócenie struktur i procesów przyrodniczych, wreszcie wytwarzanie ścieków i odpadów. Uświadomienie sobie wszelkich wpływów związanych z konsumpcją jednego produktu powinno skłaniać do nabywania dóbr rzeczywiście potrzebnych oraz tych, których wytworzenie jest możliwie neutralne dla środowiska – komentuje dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, realizującego projekt Klimada 2.0.

Marnotrawstwo odbija się nie tylko na domowym budżecie, ale ma swoje konsekwencje ekonomiczne, społeczne i ekologiczne wykraczające poza wymiar indywidualny.

W Europie jedna osoba wyrzuca średnio ok. 179 kg żywności rocznie. Szacuje się, że w Polsce ilość ta wynosi aż 235 kg, a do kosza najczęściej trafia 1/2 kupionego pieczywa oraz 1/3 warzyw i wędlin.

Produkcja żywności stanowi obciążenie dla środowiska, między innymi poprzez nakłady wody i energii, które są marnotrawione wraz z wyrzuconą żywnością. Wyrzucenie do kosza 1 kg wieprzowiny wiąże się ze zmarnowaniem ok. 6 000 litrów wody użytej do jej wyprodukowania, a 1 kg wyrzuconego chleba to 1 600 litrów wody.

Co możemy zrobić jako konsumenci?

Zmiana sposobu myślenia i naszych przyzwyczajeń wymaga wysiłku, jednak dla naszej planety jest to niezwykle istotne. Coraz większą popularnością cieszy się idea „zero waste”, co dosłownie oznacza „zero odpadów”. Jej najważniejszą zasadą jest 5R:

  1. Refuse – Odmawiaj
  2. Reduce – Redukuj
  3. Reuse – Użyj ponownie
  4. Recycle – Przetwarzaj i przerabiaj
  5. Rot – Kompostuj

Życie według zasad 5R ma na celu zmniejszenie ilości odpadów wytwarzanych przez gospodarstwa domowe, ograniczenie konsumpcji, zmniejszenie liczby nieprzemyślanych zakupów i marnowania żywności. Konsekwentne wdrożenie wszystkich 5 zasad do codziennego życia nie jest łatwe. Wymaga od nas zmiany przyzwyczajeń oraz rezygnacji z wielu udogodnień, z których korzystamy każdego dnia. Dlatego wielu stosuje zasadę „less waste”, czyli stopniowo ogranicza wytwarzania odpadów. Już samo wyhamowywanie konsumpcji istotnie wpływa na ilość wytwarzanych odpadów. Obecnie zaledwie 43% z nas decyduje się na naprawę popsutej elektroniki i 37% na serwis sprzętu AGD[3]. Optymizmem napawa fakt, że coraz częściej decydujemy się przekazywać niepotrzebne już nam sprzęty innym osobom. Danie produktom drugiego życia bądź zakup ich z drugiej ręki, realnie przyczynia się do zmniejszenia wpływu naszych decyzji zakupowych na środowisko.

[1] https://www.earthovershoot.org/what-we-do/footprint.html

[2] Jasiulewicz, A. (2015). Konsumpcjonizm i  dekonsumpcja jako  współczesne trendy rynkowe. Zachowania  polskich konsumentów,J. Agribus. Rural Dev., 3(37), 417–425

[3] ARC Rynek i Opinia, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Konsumenci a gospodarka obiegu zamkniętego, wrzesień 2019

Lira turecka odbija. Powrót znad przepaści?

Od początku stycznia do historycznego szczytu, osiągniętego pod koniec zeszłego tygodnia, kurs USD/TRY wzrósł o ponad 40%. Po okresie silnej deprecjacji, w ostatnich dniach lira jednak gwałtownie zyskuje na wartości – od początku tygodnia kurs USD/TRY spadł o ok. 10%. Możliwe, że tym razem mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko krótkotrwałym odbiciem tureckiej waluty.

Ostatnie umocnienie liry tureckiej można po części powiązać z globalną poprawą sentymentu do ryzyka, jednak największy wpływ na walutę zdają się mieć informacje z kraju.

W miniony weekend pracę stracił prezes Centralnego Banku Republiki Turcji (CBRT), Murat Uysal, do dymisji podał się również minister finansów (a zarazem zięć urzędującego prezydenta Erdoğana), Berat Albayrak. Zmiany te nie zostały odebrane negatywnie przez inwestorów, gdyż dają szansę na powrót do bardziej „ortodoksyjnej” polityki makroekonomicznej w kraju, który w ostatnich latach stawiał na niestandardowe i często zaskakujące uczestników rynku działania.

Lirze ciążą fundamenty

W 2020 roku tureckiej walucie nie sprzyjał odwrót inwestorów na całym świecie od aktywów ryzykownych w obliczu pandemii. Warto jednak przypomnieć, że od wielu lat lirze ciążą kwestie fundamentalne, szczególnie wysokie krótkoterminowe zadłużenie zagraniczne i zwykle duży deficyt na rachunku obrotów bieżących, które sprawiają, że jest ona też bardziej wrażliwa na szoki zewnętrzne. Wspomnianego deficytu po raz pierwszy od blisko dwóch dekad udało się uniknąć w 2019 roku, jednak pod jego koniec problem powrócił. Przepływy były ujemne w każdym z pierwszych dziewięciu miesięcy obecnego roku, czyli w całym okresie, za który dostępne są dane. W kontekście Turcji warto też pamiętać o relatywnie wysokim ryzyku geopolitycznym. Zaangażowanie kraju w militarne konflikty w regionie zdecydowanie nie zaskarbiło sobie przychylności inwestorów.

Turcja próbowała wspierać walutę na różne sposoby. Szczególnie istotne kroki podjął bank centralny, który angażując się w transakcje z państwowymi bankami wyprzedawał rezerwy walutowe (których poziom obecnie nie spełnia ogólnie uznawanych „norm bezpieczeństwa”) oraz prowadził inne niestandardowe działania, starając się uniknąć istotniejszych podwyżek głównych stóp procentowych. Patrząc na to, jak lira zachowywała się przez większą część roku, działania tureckich decydentów trudno jednak określić mianem skutecznych. Brak „ortodoksyjnej” i przewidywalnej polityki monetarnej to w naszej ocenie jeden z głównych powodów stojących za deprecjacją waluty i uniemożliwiających jej trwałe odbicie.

Turcja zmienia kierunek?

Zmiana na stanowisku prezesa banku centralnego i ministra finansów oraz ostatnie pojednawcze wypowiedzi prezydenta Erdoğana kierowane do międzynarodowych inwestorów sugerują, że w Turcji obecnie może zachodzić istotna zmiana podejścia do polityki makroekonomicznej, co budzi nadzieję na odrobienie przez lirę przynajmniej części strat.

W tym kontekście kluczowe będzie najbliższe posiedzenie banku centralnego Turcji: oczekuje się, że 19 listopada CBRT ogłosi podwyżki stóp, których skala może wynieść nawet kilka punktów procentowych. Powrót do bardziej standardowych działań w polityce monetarnej to nie tylko szansa na ograniczenie uporczywie wysokiej inflacji, która pomimo pandemicznej recesji wynosi ok. 12%, ale też pierwszy krok, który mógłby pomóc tureckiej walucie powrócić znad przepaści, nad którą ponownie znalazła się w tym roku.

Autor: Roman Ziruk, analityk Ebury

ACARTUS SA poprawił rentowność w III kwartale, pomimo spadku przychodów

Pomimo spadku obrotów w III kwartale o 135,9 tys. zł w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r., Grupa Kapitałowa ACARTUS SA odnotowuje wyższy zysk netto ze sprzedaży o 116 tys. zł – wynika z raportu spółki za III kwartał 2020.

W III kwartale 2020 przychody Grupy Kapitałowej Acartus SA wyniosły 906,5 tys. zł i są niższe o 135,9 tys. zł od porównywalnego okresu (1.042,4 tys. zł).  Po trzech kwartałach bieżącego roku, Grupa Kapitałowa Acartus SA odnotowuje 319,3 tys. zł zysku netto ze sprzedaży, w porównaniu do 203,3 tys. zł w 2019 r. To o 116 tys. zł więcej niż po trzech kwartałach 2019 r.

– Spadek przychodów jest wynikiem zakończenia współpracy z jednym z większych klientów, a z drugiej strony restrukturyzacją biura w Gdyni. Na koniec III kwartału 2020 r. o 159,8 tys. zł wzrosły należności krótkoterminowe Grupy Kapitałowej w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wynika to głównie z faktu trudności płynnościowych klientów powodowane przez pandemię – wyjaśnia Piotr Piekarski, prezes zarządu ACARTUS SA, który jednocześnie podkreśla wyższy zysk ze sprzedaży netto: – Pomimo spadku obrotów o 135,9 tys. zł, zysk ze sprzedaży jest na wyższym poziomie do okresu porównywalnego w 2019 r. o 116 tys. zł i wynosi 319,3 tys. zł – dodaje prezes Piekarski.

Grupa Kapitałowa ACARTUS SA to spółki: Acartus SA, która prowadzi biura rachunkowe w Jastrzębiu-Zdroju i w Raciborzu oraz Acartus Sp. z o.o. prowadząca biuro rachunkowe w Gdyni. Spółki ACARTUS zapewniają kompleksową obsługę księgową, kadrowo-płacową i podatkową dla firm, specjalizując się w rozliczeniach zagranicznych – dla firm zagranicznych działających na rynku polskim oraz dla osób prywatnych pracujących za granicą i cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. W 2011 r. Grupa Kapitałowa ACARTUS SA zadebiutowała na rynku NewConnect zarządzanym przez Giełdę Papierów Wartościowych SA w Warszawie.

Enterprise Investors większościowym udziałowcem w Anwim S.A.

Polish Enterprise Fund VIII stanie się większościowym akcjonariuszem Anwim S.A. Jest to kolejny krok w rozwoju największego niezależnego operatora stacji paliw w Polsce. Fundusz private equity zarządzany przez Enterprise Investors jest związany z Anwim S.A. od 2018 r., kiedy nabył pakiet 35% akcji spółki. Transakcja zostanie sfinalizowana po wydaniu zgody przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.

Zwiększenie zaangażowania funduszu Enterprise Investors w naszą spółkę jest kolejnym krokiem w realizacji ambitnej strategii rozwoju, jaką przyjęliśmy kilka lat temu. Jesteśmy dziś najdynamiczniej rosnącą siecią stacji paliw w Polsce, a zwiększenie zaangażowania kapitałowego Enterprise Investors pozwoli nam kontynuować ekspansję na rynku  – mówi Rafał Pietrasina, prezes zarządu Anwim S.A.

Marka MOYA, której właścicielem jest Anwim S.A., kontynuuje dynamiczny rozwój. Po niedawnym przejęciu stacji paliw eMILA, jako jedyna w Polsce sieć dysponuje tak kompleksową ofertą. Klienci mogą skorzystać z tradycyjnych stacji obsługowych ze sklepem i konceptem gastronomicznym Caffe MOYA, stacji automatycznych (wyłącznie dla flot) oraz samoobsługowych dla klientów biznesowych oraz indywidualnych. Na koniec bieżącego roku liczba stacji działających pod marką MOYA przekroczy 300.

Kobiety w Polsce stawiają na aktywność zawodową, ale do pełnego sukcesu jeszcze daleko

Z badania „Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?” przeprowadzonego przez Mobile Institute wynika, że tylko 41% kobiet w naszym kraju czuje się spełnionymi w pracy. Jednocześnie, Polki chcą, a wręcz uważają, że aktywność zawodowa to ich obowiązek. 38% ma ambicje, aby piąć się na stanowiska kierownicze, przy czym nie zawsze są w tym skuteczne, np. ubiegając się o należną podwyżkę, czy awans. Na swoich ścieżkach zawodowych Polki nie czują wsparcia innych kobiet – aż 38% internautek jest zdania, że praca to miejsce kobiecej rywalizacji. Kobiety w dużej mierze nie dostrzegają też dyskryminacji płacowej ze względu na płeć.

 “Polki nie chcą wybierać między karierą a rodziną. Są zdania, że jeden i drugi obszar życia jest dla nich bardzo ważny, a 43% wręcz zastanawia się, dlaczego miałyby wybierać. Ta chęć pogodzenia obu sfer – prywatnej i zawodowej – jest silna niezależnie od wieku badanych Polek, jak i osiąganych zarobków, czy formy zatrudnienia. Wyniki badania pokazują wyraźnie, że nawet najlepiej zarabiające kobiety (7000+ zł/m-c) wciąż nie stawiają wyłącznie na karierę (jedynie 9%), ale chcą harmonii pomiędzy rozwojem zawodowym i spełnieniem w sferze osobistej.” – mówi Katarzyna Czuchaj-Łagód, dyrektorka zarządzająca Mobile Institute.

Stereotyp „kobieta w domu, mężczyzna w pracy” odchodzi do lamusa

Najnowsze badanie Mobile Institute potwierdza, że utarta opinia, zgodnie z którą miejsce kobiety jest w domu, a aktywność zawodowa to domena mężczyzn, przestała mieć odzwierciedlenie w rzeczywistości. Aż 79% Polek, mając taką możliwość, nie zamieniłaby swojej pracy na opiekę nad domem i rodziną, a dla 65% utrzymywanie rodziny, to wręcz powinność i obowiązek. Jednocześnie, na aktywność zawodową kobiet coraz bardziej otwarci są mężczyźni. Choć istnieją różnice między pokoleniami, a grupa zwolenników bardzo tradycyjnego postrzegania ról społecznych nadal istnieje (szczególnie – co ciekawe – wśród millenialsów), to ok. 2/3 panów nie miałoby problemu, gdyby ich partnerka zarabiała więcej od nich. Kobiety, które pełnią odpowiedzialne i dobrze płatne funkcje (np. prezeska, prawniczka, właścicielka firmy) cieszą się uznaniem 68% mężczyzn, szczególnie tych w okolicach 40-stki i starszych.

Według Polek i Polaków raczej nie ma zawodów zarezerwowanych tylko dla mężczyzn, przy czym uważa tak więcej mężczyzn (87%) niż kobiet (80%). Co bardzo optymistyczne, wśród zawodów „męskich” ani mężczyźni, ani kobiety nie wymieniają stanowisk związanych z kompetencjami kierowniczymi, zdolnościami analitycznymi czy umiejętnościami technicznymi.

W połowie polskich rodzin partnerzy mają jasno ustalony podział obowiązków i aż 91% kobiet uważa, że jest on sprawiedliwy. Nie zmienia to faktu, że łączenie wielu ról jest dla kobiet trudne i męczące. Na ewentualną rezygnację z pracy zawodowej na rzecz domu najbardziej otwarte byłyby kobiety w wieku 25-30, 31-36 i 37-45, a więc pokolenia, które obecnie wychowują dzieci.

Kobiety nie starają się o niezależność finansową

Pomimo swojej aktywności zawodowej, kobiety nie przestają polegać finansowo na mężczyznach. 21% Polek wprost wskazuje, że to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę, a kolejne 46% nie sądzi, że niezależność finansowa to kluczowa kwestia. Najmocniej na niezależność finansową stawiają dziewczyny z najmłodszego pokolenia oraz kobiety w wieku 46-55 lat, przede wszystkim mieszkające w dużych i bardzo dużych miastach.

Wydaje się, że właśnie brak determinacji, aby być niezależną finansowo, jest jedną z przyczyn problemów kobiet z egzekwowaniem w miejscu pracy tego, co im się należy, np. podwyżki. Aż 38% pracujących kobiet przyznało, że nigdy nie ubiega się o należne uznanie dla swojej pracy, gdyż jest to dla nich zbyt krępujące. Najbardziej dbają o swoje interesy kobiety z pokolenia 46-55 lat (tzw. Pokolenie X) – 82% robi lub stara się to robić, nawet jeśli przychodzi im to z trudem. Młodsze pokolenia nie mają już takiej determinacji i pewności siebie. O „swoje” nigdy nie upomina się aż 36% kobiet w wieku do 24 lat, 38% kobiet w wieku 25-30 lat, tyle samo w wieku 31-36 lat i aż 44% kobiet w wieku 37-45 lat.

Dlaczego kobiety nie wspinają się wyżej?

Tylko część kobiet jest zainteresowana, aby znaleźć się na najwyższych szczeblach struktur organizacyjnych. Na stanowiskach kierowniczych chce pracować 48% kobiet, z czego 10% już takie stanowisko ma. Co naturalne, najwięcej szefowych  jest w grupie wiekowej 46-55 lat (37%), a najmniej w grupie najmłodszych dziewczyn.

Nie wszystkie Polki chcą zajmować kierownicze stanowiska, ale prawie połowa tak. 39% zdecydowanie odrzuca taką opcję. Z drugiej strony, im młodsze są badane internautki, tym częściej wskazują, że taką pozycją kierowniczki czy menedżerki są zainteresowane. I to nie są puste słowa. Polki, w szczególności z pokoleń Z, Millennials i Xennials, czyli w wieku 18-45 lat, czują potrzebę dokształcania się, rozwijania własnych możliwości i kompetencji zawodowych, a 48% deklaruje, że są w stanie zmienić całkowicie branżę, jeśli będzie tego wymagał rynek.” – komentuje Katarzyna Czuchaj-Łagód, dyrektorka zarządzająca Mobile Institute.

34% zapytanych internautek chce prowadzić własne firmy, z czego 9% już to robi. Prawdziwymi przedsiębiorczyniami są matki-Polki, bo w tej grupie badanych „na swoim” chce być aż 42%.

Co kobiety widzą, a czego nie widzą w miejscu pracy?

Są także inne przeszkody na drodze kobiet do większej niezależności finansowej oraz wzmocnienia ich pozycji zawodowej.

Nadal zbyt wiele kobiet nie ma świadomości, że na polskim rynku pracy istnieje tzw. luka płacowa. Aż 30% Polek uważa, że płeć nie ma wpływu na zarobki, a kolejne 26% uważa, że różnica na korzyść mężczyzn to maksymalnie 5%. Tymczasem – jak wyliczył Forbes Women – dyskryminacja kobiet w kontekście zarobków to fakt, a skala zjawiska jest niemała, bo kobiety zarabiają średnio aż o 20% mniej niż mężczyźni.

Jednocześnie, Polki uważają, że środowisko pracy nie jest miejscem, w którym mogą liczyć na wsparcie innych kobiet. Tylko 18% ma przekonanie, że kobiety pomagają sobie w rozwijaniu karier. 38% Polek ma zdanie zupełnie przeciwne i uważa, że kobiety wcale się nie wspierają, a rywalizują.

***

O badaniu „Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?”

Raport „Siła Kobiet” powstał na podstawie szerokiego badania, w którym zebrano opinie ponad 1600 internautów, z czego ponad 1000 stanowiły kobiety. W ramach badania zostało zadanych ponad 170 różnorodnych pytań. Przy tworzeniu kwestionariusza badawczego oraz analizie wyników brały udział Ambasadorki projektu, eksperci, ale również internautki, które zgłosiły swoje propozycje w ramach akcji #kobietypytająkobiety.

Raport jest dostępny do pobrania bezpłatnie na stronie: https://mobileinstitute.eu/kobiety

Już 17 listopada 2020 odbędzie się kolejny z cyklu webinarów towarzyszących premierze raportu “Siła Kobiet. Jakie są współczesne Polki?”. Podczas webinaru “Polki w swoim ciele” porozmawiamy o samoakceptacji, dbaniu o siebie oraz podejściu do wyglądu i mody. Panel ekspercki poprowadzi Iwona Kutyna (Prowadząca Onet Rano), a w dyskusji wezmą udział ekspertki Dorota Minta (psycholożka, prezeska zarządu fundacji STOMAlife), Joanna Nojszewska (zastępczyni redaktora naczelnego Twojego Stylu), Daria Sulgostowska (rzeczniczka prasowa i kierowniczka zespołu ds. komunikacji i zrównoważonego rozwoju w CCC oraz Julia Izmałkowa (psycholożka, założycielka i CEO IZMAŁKOWA, pierwszej w Europie agencji badawczej specjalizującej się w wykorzystywaniu psychologii kłamstwa oraz etnografii dla marketingu i biznesu).

Link do rejestracji: https://app.livewebinar.com/663-420-871/de7398e8a3e847665d2aea58cb1287dc

Odpady komunalne to wartościowy surowiec

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2017 roku w całej Unii Europejskiej poddano recyklingowi 41,9% odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. Co ważne, unijnym celem w obszarze gospodarki odpadami do 2030 roku jest zwiększenie recyklingu odpadów komunalnych do poziomu 60%, zaś opakowaniowych do 70%. Dlaczego jest to tak ważne?

Większość materiałów, z których składają się odpady, nadaje się do przetworzenia na nowe produkty. Szkło oraz aluminium podlegają recyklingowi w 100% i co ważne, można przetwarzać je wiele razy. W przypadku aluminium jest to o tyle istotne, że jego produkcja z rud jest relatywnie droga, a złoża boksytu nie odnawiają się. Tymczasem wystarczy 600 puszek aluminiowych, by powstała rama do roweru, a z 3 puszek zrobimy oprawki okularów.

Selektywna zbiórka odpadów połączona z odzyskiem surowców wtórnych pozwala nie tylko na racjonalne wykorzystanie posiadanych już zasobów, lecz również pozytywnie wpływa na środowisko naturalne. Właściwa segregacja odpadów i poddawanie ich recyklingowi to też istotny element w budowaniu gospodarki o obiegu zamkniętym. Ta koncepcja gospodarcza skupia się na ograniczeniu negatywnego oddziaływania na środowisko wytwarzanych produktów, które – podobnie jak materiały oraz surowce – powinny pozostawać w gospodarce tak długo, jak jest to możliwe, a wytwarzanie odpadów powinno być jak najbardziej zminimalizowane. Zamknięty obieg surowców to nie tylko szansa na poprawę stanu środowiska naturalnego, ale również dodatkowy stymulant wzrostu gospodarczego poprzez np. wzrost PKB. Szacuje się, że może przyczynić się do zwiększenia PKB Unii o dodatkowe 0,5 proc. do roku 2030, tworząc około 700 tys. nowych miejsc pracy – komentuje Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska.

Dzięki recyklingowi szkła możemy ograniczyć zużycie piasku, dolomitu i sody. Wprowadzając tylko jedną szklaną butelkę do wtórnego obiegu, ograniczamy zużycie energii równe 4 godzinom pracy 100-watowej żarówki! Niestety, statystyczny mieszkaniec Polski nieprawidłowo wyrzuca do pojemników na odpady zmieszane aż 56 szklanych opakowań rocznie.

Kolejną, istotną pod względem segregacji frakcją są tworzywa sztuczne. Powstają one z pochodnych ropy naftowej, której zasoby są ograniczone, zaś wydobycie coraz bardziej kosztowne. Z 35 popularnych butelek PET można wyprodukować bluzę z polaru, a energia odzyskana z przetworzenia jednej torby plastikowej pozwala przez 10 minut oświetlać pokój 60-watową żarówką. Plastik może być też przetwarzany na innego rodzaju ubrania specjalistyczne lub sportowe, powstają z niego także namioty, plecaki czy buty.

Jeszcze cenniejsze okazują się odpady ze sprzętu elektronicznego i AGD. Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych wynika, że każdego roku na całym świecie powstaje średnio 50 mln ton zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Co ciekawe, wartość surowców, które występują w tych odpadach, liczona jest na poziomie ponad 48 mld euro. Z miliona samych telefonów komórkowych oddanych do punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych można uzyskać nawet 15,87 ton miedzi, około 350 kilogramów srebra, 34 kilogramy złota czy prawie 15 kilogramów palladu.

Odpady realnie wpływają na środowisko

Wielka Pacyficzna Plama Śmieci (waży kilkadziesiąt ton i zajmuje powierzchnię 1,6 mln km2, czyli jest pięć razy większa niż Polska) jest jednym z najbardziej ekstremalnych przykładów wpływu odpadów na planetę. Powtórne ich wykorzystanie to jedyny skuteczny sposób, aby ograniczyć ilość odpadów zalegających na składowiskach i w konsekwencji ograniczyć ich negatywny wpływ na środowisko.

Około 2 milionów ptaków i ssaków wodnych ginie na świecie każdego roku na skutek połknięcia plastikowych odpadów wrzucanych do mórz i oceanów. Ilość nagromadzonych na planecie odpadów zwiększyła się trzykrotnie przez ostatnie 20 lat. Zajmowana przez nie powierzchnia zwiększyła się dwukrotnie. Jako społeczeństwo nie możemy pozwolić dłużej na takie podejście względem tego cennego surowca wtórnego.

Jeżeli mamy wątpliwości dotyczące segregacji odpadów, możemy sięgnąć po ogólne wytyczne publikowane na stronie Ministerstwa Klimatu i Środowiska: www.naszesmieci.pl.

Passus podpisał umowę o wartości blisko 12,5 mln zł z podmiotem należącym do Skarbu Państwa

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę z podmiotem należącym do Skarbu Państwa. Kontrakt zakłada m.in. dostawę zintegrowanego oprogramowania do zarządzania komputerami i urządzeniami przenośnymi. Podstawową część zamówienia, o łącznej wartości 6,15 mln zł, Passus dostarczy do 24 grudnia br. Płatność nastąpi w ciągu 30 dni od zakończenia zlecenia.

Zmówienie zostało podzielone na część podstawową, o wartości 6,15 mln zł, oraz część opcjonalną, oszacowaną na kwotę 6,34 mln zł. Z kolei zamówienie podstawowe będzie składało się z dwóch etapów. Etap pierwszy o wartości 5,98 mln zł zakłada realizację części zamówienia do 26 listopada br. Z kolei etap drugi oszacowany na kwotę 172,2 tys. zrealizowany ma być do 24 grudnia br. W obu przypadkach płatność nastąpi w ciągu 30 dni.

W ostatnich dniach podpisaliśmy umowy o łącznej wartości 26,5 mln zł.  To jedne z największych kontraktów w historii naszej firmy. Chciałbym  zauważyć, iż podobnie jak w latach ubiegłych największe kontrakty zawierane przez naszą firmę są w IV kwartale. – komentuje Tadeusz Dudek, Prezes Zarządu Passus.

W ramach zamówienia opcjonalnego podmiot zamawiający, należący do Skarbu Państwa przewiduje usługi asysty technicznej oraz dostarczenie licencji dla maksymalnie 30 tys. dodatkowych urządzeń wraz z rozszerzoną gwarancją. Zamawiający może skorzystać z prawa opcji w terminie 36 miesięcy liczonych od daty dostarczenia licencji w zamówieniu podstawowym (protokołu odbioru licencji).

Samolot C-27J Spartan poszerza swoje zdolności realizacji misji wojskowych i cywilnych

Firma Leonardo rozpoczęła końcowe testy samolotu nowej generacji: C-27J Next Generation, który charakteryzuje się nowym wyposażeniem, nowym systemem awioniki oraz zaawansowanymi urządzeniami aerodynamicznymi, które poprawiają obecne parametry użytkowe samolotu. Pierwsza maszyna C-27J w nowej konfiguracji zostanie dostarczona nieujawnionemu klientowi w roku 2021.

  • Bazując na swojej sprawdzonej w służbie niezawodności w zakresie niesienia pomocy w trakcie klęsk żywiołowych oraz misji wojskowych, C-27J Next Generation poszerzy swoje zdolności w realizacji różnego rodzaju misji
  • Pierwszy ulepszony samolot zostanie dostarczony klientowi w roku 2021
  • Sprawdzony w misjach we wszystkich warunkach geograficznych i podczas najbardziej wymagających zadań operacyjnych, samolot C-27J stanowi idealną platformę dla ciągłego wprowadzania nowych zdolności

Osiągi i niezawodność samolotu C-27J Spartan cały czas ewoluują w reakcji na zmieniające się potrzeby klientów. Bazując na wszechstronności i elastyczności, w realizacji szerokiej gamy misji, C-27J oferuje nieustannie poszerzający się zakres rozwiązań w zakresie misji, który dostosowywany jest do nowych wyzwań stających przed operatorami. Stanowiąc prawdziwe wsparcie każdej floty powietrznej, dzięki niezrównanym zdolnościom w zakresie wykonywania szerokiej gamy misji, samolot Spartan to wydajne kosztowo rozwiązanie i dobra inwestycja dla krajów wybierających tę maszynę zarówno dla zastosowań wojskowych jak i dla zadań w zakresie obrony cywilnej.

Marco Zoff, dyrektor zarządzający pionu lotniczego w koncernie Leonardo, powiedział: – Ulepszony C-27J przenosi niezrównaną jakość i zdolności maszyn Spartan na następny, wyższy poziom. Jego operatorzy uzyskają nowe możliwości dzięki nowoczesnej awionice, lepszym osiągom i wydajności. Spartan to uosobienie istoty bezpieczeństwa narodowego, dowodząc, że jest najlepszym aktywem dla działań obronnych sił zbrojnych oraz ich zasadniczego wkładu we wsparcie ludności i zwalczanie skutków klęsk żywiołowych.”

W świecie dotkniętym w tym roku pandemią COVID-19 oraz innymi sytuacjami wyjątkowymi, międzynarodowe media obszernie donosiły o nieustannym i skutecznym wsparciu ze strony maszyn C-27J na rzecz znajdujących się w potrzebie społeczności. Pan Zoff dodał jeszcze: „Nasi klienci odkryli w tej maszynie pewien element procesu integracji społecznej, ponieważ jest to jedyny samolot zdolny dotrzeć do ludzi w najodleglejszych wiejskich rejonach ich krajów.”

Koncern Leonardo jest oddany sprawie służenia i ochraniania społeczności na całym świecie, przyczyniając się do ich zrównoważonego rozwoju dzięki pozycji lidera w zakresie technologii następnej generacji. Zawieranie partnerstw z rządami, organizacjami prywatnymi i przemysłami dla uzyskania najlepszych zdolności w zakresie bezpieczeństwa stanowi fundament planu strategicznego koncernu Leonardo pod nazwą BeTomorrow2030.

Uznany już za najskuteczniejszy wielozadaniowy wojskowy samolot transportowy w swojej klasie, obecny C-27J Next Generation cechuje nowa awionika oraz nowe opracowania w zakresie aerodynamiki dzięki nowym wingletom (rozpraszaczom), co daje lepszą wydajność operacyjną oraz jeszcze lepsze osiągi.

Sprawdzony w różnych misjach na wszystkich kontynentach, w szeregu najważniejszych sił powietrznych, samolot Spartan jest używany w najbardziej wymagających środowiskach operacyjnych na świecie – od Andów po Afganistan – dla transportu wojskowego, zrzutów ładunków i spadochroniarzy, ostatniego etapu wsparcia taktycznego wojsk, operacji specjalnych, pomocy humanitarnej oraz zwalczania skutków klęsk żywiołowych.

Zupełnie nowy system awioniki maszyn C-27J Next Generation jest zaprojektowany tak, aby spełniał wymogi Next Generation Air Traffic Control (Kontroli ruchu lotniczego następnej generacji), włączywszy w to łącze danych FANS 1/A+; TCAS 7.1; ILS Cat.II; ulepszone wideo TAWS. Nowe wyświetlacze kokpitu; nowy radar pogodowy; nowa nawigacja radiowa; ulepszona komunikacja satelitarna oraz ulepszone zdolności komunikacji radiowej; nowy system komunikacji wewnętrznej; nowe panele kokpitu i ładunkowe; wojskowy system bezpiecznej zakodowanej transmisji Mode 5 IFF/ADS-B out, a także taktyczna nawigacja pionowa VNAV oraz Search and Rescue (poszukiwawczo-ratownicza); w maszynach umieszczono także system oświetlenia w technologii LED. Ponadto poprzednie skrzynki interfejsów awioniki i systemów ogólnych zostały zastąpione nowym sprzętem produkowanym przez pion Elektroniki koncernu Leonardo. Ponadto nowa konfiguracja podstawowa jest oferowana jako rozwiązania modernizacyjne dla obecnych operatorów pragnących zmodernizować zdolności swojej floty maszyn C-27J.

Dzięki wyjątkowej wytrzymałości strukturalnej oraz zdublowaniu systemów, samolot C-27J oferuje wyjątkową jakość pod względem wytrzymałości, niezawodności, znakomitej przeżywalności i manewrowości. Jego zdolność do działania z najprymitywniejszych lądowisk, poprzez wykonywanie krótkich startów i lądowań (STOL) w ekstremalnych warunkach środowiskowych została poprawiona dzięki nowym wingletom (rozpraszaczom), a zasilacz pomocniczy (Auxiliary Power Unit – APU) zapewnia niezależne źródło zasilania umożliwiające ponowne uruchomienie silników w locie, i zapewnia maszynie autonomiczność i samowystarczalność podczas wykonywania misji na zaimprowizowanych lądowiskach.

Samolot może zostać wyposażony w podsystem obronny (Defensive Aids Sub-Systems suite), bezpieczny system komunikacji oraz ochrony balistycznej, co umożliwi mu działanie w środowiskach o wysokim zagrożeniu.

Dzięki wielu zestawom i systemów do wykonywania misji w systemie roll-on / roll-off (ro-ro), C-27J mogą zostać szybko skonfigurowane i przekonfigurowane dla realizacji szerokiej gamy zadań, włączywszy w to transport taktyczny, patrole morskie, a nawet zadania w zakresie zwalczania okrętów podwodnych (ASW) czy dowodzenia, kontroli, komunikacji, gromadzenia informacji, śledzenia i obserwacji (C3ISR). Zdolności maszyny jako samolotu transportu taktycznego obejmują transport żołnierzy, ładunków, zrzut spadochroniarzy i ładunków, ewakuacje medyczną i ewakuację rannych (Medevac/Casevac), transport VIP-ów. Maszyny te, mogą także prowadzić działania w zakresie pomocy humanitarnej, zwalczania skutków klęsk żywiołowych oraz gaszenia pożarów, dzięki możliwości szybkiej rekonfiguracji operacyjnej.

NSA piętnuje nadużywanie prawa przez organy podatkowe

NSA mówi stop instrumentalnemu wykorzystaniu prawa w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Organy podatkowe nie mają uprawnienia do swobodnego i niczym nieograniczonego wszczynania postępowań karnych skarbowych, jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

W ostatnim czasie opublikowano pisemne uzasadnienia wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego (dalej – NSA), które mają ogromne znaczenie dla wszystkich przedsiębiorców w Polsce. Te korzystne orzeczenia powinny ostudzić zapał urzędników skarbowych w podejmowaniu działań nakierowanych wyłącznie na doprowadzenie do zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Urzędnicy prowadzący postępowania podatkowe nie powinni już więcej naprawiać swojej opieszałości, próbując  uczynić z podatników fikcyjnych przestępców skarbowych.

Zdaniem NSA, zawieszenie biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego w związku z instrumentalnym wszczęciem postępowania karnego skarbowego stanowi nadużycie prawa, naruszenie zasady zaufania do organów podatkowych i zasady uzasadnionych oczekiwań.

NSA przeciwny instrumentalnemu wszczynaniu postępowania karnego skarbowego wyłącznie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego

NSA w wyrokach z 30 lipca br.[1] potwierdził, że sąd administracyjny jest uprawniony do zbadania, czy w danej sprawie wystąpił skutek w postaci  zawieszenia biegu terminu przedawnienia w związku z wszczęciem postępowania karnego skarbowego.
Co istotne z perspektywy wszystkich podatników, NSA przyjął, że organy podatkowe nie mają uprawnienia do swobodnego, niczym nieograniczonego wszczynania postępowań karnych skarbowych, jedynie w celu zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego. Ponadto sądy administracyjne posiadają uprawnienia do badania, czy doszło do zawieszenia biegu terminu przedawnienia na skutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego. Możliwa  jest bowiem sytuacja, w której pomimo spełnienia warunków formalnych, tj. mimo formalnego wszczęcia postępowania karnego skarbowego i poprawnego zawiadomienia o tym fakcie podatnika, nie doszło do wystąpienia materialnego skutku w postaci zawieszenia biegu terminu przedawnienia. Dlatego, w przypadku, gdy może zachodzić podejrzenie o instrumentalne wykorzystanie instytucji zawieszenia biegu terminu przedawnienia, organ podatkowy powinien odpowiednio uzasadnić swoje stanowisko. Musi wykazać , że w danym przypadku wszczęcie postępowania karnoskarbowego nie miało jedynie „instrumentalnego” charakteru, a było uzasadnione w aspekcie podejrzenia popełnienia czynu zabronionego przez podatnika, którego postępowanie podatkowe (kontrola podatkowa) dotyczy. Powinien ponadto wskazać, że wszczęcie postępowania in rem dawało podstawy do jego przekształcenia w postępowanie ad personam w stosunku do podatnika, z uwzględnieniem przesłanki uprawdopodobnienia jego winy w popełnieniu czynu zabronionego.

W konsekwencji nie jest dopuszczalne przyjęcie automatyzmu w tym zakresie, który wywołuje korzystne skutki dla wierzyciela podatkowego (w postaci zawieszenia biegu przedawnienia) i jednocześnie – niekorzystne skutki dla podatnika, który ma prawo oczekiwać, że po upływie terminu przedawnienia jego zobowiązanie podatkowe wygaśnie. Ta naganna praktyka organów podatkowych jest niestety stosowana często. Szczególnie widoczna jest w sprawach, w których postępowanie karne skarbowe zostało wszczęte tuż przed upływem ustawowego terminu przedawnienia, a następnie w sprawie karnej skarbowej nie dochodzi do podjęcia jakichkolwiek czynności mających na celu ustalenie czy przestępstwo skarbowe zostało rzeczywiście popełnione. Wielokrotnie zdarza się, że postępowanie karne skarbowe w ciągu kilku kolejnych miesięcy nie zostaje przekształcone z fazy postępowania in rem w fazę ad personam. Oznacza to,  że organ procesowy nie jest nawet zainteresowany przedstawieniem zarzutów konkretnym osobom. W takich sytuacjach jest bardzo widoczne, że z perspektywy organu podatkowego istotne było wyłącznie formalne dopełnienie czynności po to, by ten korzystny dla fiskusa skutek wystąpił.

NSA piętnuje nadużywanie prawa przez organy administracji publicznej

Stanowisko przyjęte przez NSA zasługuje na uznanie i aprobatę, ponieważ sąd administracyjny powinien przeciwdziałać nadużywaniu prawa przez organy administracji publicznej, w tym przez organy podatkowe. W obecnej rzeczywistości jest to o tyle istotne, że w odczuciu społecznym tego typu działania przywracają obywatelom wiarę w wymiar sprawiedliwości oraz pokazują, do czego w istocie władza sądownicza, a w tym przypadku pion sądownictwa administracyjnego, została ustanowiona. Rolą sądów administracyjnych jest sprawowanie wymiaru sprawiedliwości, w szczególności poprzez kontrolę działalności administracji publicznej pod względem zgodności z prawem. Należy pamiętać, że podatnicy mają określone prawa, które powinny być przestrzegane. W przypadku kiedy tak się jednak nie dzieje, podatnicy powinni móc uzyskać ochronę prawną udzieloną im przez sąd administracyjny,  jak to miało miejsce w komentowanych sprawach.

Andrzej Wapowski, Radca prawny, Senior Associate w ENODO Advisors.

[1] Wyroki NSA z dnia 30 lipca 2020 r., sygn. akt I FSK 128/20 i I FSK 42/20).

„Estoński” CIT – szansa dla przedsiębiorców czy niewykorzystany potencjał?

W ostatnich dniach października Sejm uchwalił nowelizację ustawy o CIT wprowadzającą do polskiego systemu podatkowego ryczałt od dochodów spółek kapitałowych – czyli tzw. estoński CIT. Podstawowym założeniem estońskiego CIT jest odroczenie opodatkowania podatkiem dochodowym aż do momentu wypłaty zysku. Niestety, zaproponowane przez Ministerstwo rozwiązania tylko z nazwy przypominają estoński CIT, a w praktyce mogą okazać dla podatników nieatrakcyjne.

Zaproponowany mechanizm wzorowany jest na rozwiązaniu estońskim, w którym to opodatkowanie dochodu następuje w momencie wypłaty zysku, a nie na bieżąco (jak w przypadku „klasycznego” podatku dochodowego). Mechanizm ten jest powszechną formą opodatkowania CIT w Estonii, a estońskie spółki nie muszą spełniać specjalnych warunków, aby korzystać z takiej formy opodatkowania.

Polska wersja tzw. estońskiego CIT, podobnie jak jego pierwowzór, co do zasady przewiduje opodatkowanie jedynie przy wypłacie zysku. Poprzez „wypłatę zysku” rozumie się jednak nie tylko wypłatę dywidendy, lecz w praktyce wszelkie świadczenia spółki na rzecz wspólników, np. odsetki od pożyczki, wynagrodzenie z tytułu umorzenia udziału, darowizny, prezenty i ofiary wszelkiego rodzaju czy też wydatki na reprezentację.

Dodatkową korzyścią dla podatników jest również brak obowiązku prowadzenia odrębnej rachunkowości podatkowej i konieczności składania deklaracji CIT.

Estoński CIT w polskim wydaniu

Odmiennie niż w Estonii, w Polsce uprawnione do skorzystania z systemu estońskiego będą jedynie spółki spełniające określone warunki wejścia. Mają one na celu skierowanie estońskich zasad opodatkowania do grupy mniejszych przedsiębiorców, najbardziej potrzebującej wsparcia, o prostej strukturze udziałowej i rzeczywistej działalności prowadzonej w Polsce.

Z nowego systemu będą mogły skorzystać wyłącznie spółki kapitałowe, które spełniają szereg warunków, w tym m.in. osiąganie rocznych przychodów w wysokości maksymalnie 100 mln PLN brutto oraz brak posiadania udziałów w innych podmiotach. Spółki te powinny również m.in. zatrudniać co najmniej 3 pracowników oraz zwiększać nakłady inwestycyjne.

Bez względu na powyższe kryteria „wejścia”, ryczałt od dochodów spółek kapitałowych nie będzie dostępny m.in. dla przedsiębiorstw finansowych oraz spółek korzystających ze zwolnienia z CIT w specjalnych strefach ekonomicznych.

Ryczałt ma być wybierany przez spółkę na 4 lata z możliwością przedłużenia na kolejne 4-letnie okresy (pod warunkiem, że po 4 latach spółka nadal będzie spełniać warunki uprawniające ją do korzystania z ryczałtu). Natomiast przekroczenie progu „przychodowego” nie będzie powodować automatycznego zakończenia stosowania tego rozwiązania do końca 4-letniego okresu, lecz będzie się wiązało z koniecznością ustalenia domiaru zobowiązania podatkowego (jeżeli podatnik zdecyduje się na kontynuację stosowania ryczałtu).

Ocena planowanych rozwiązań

Pomysł wprowadzenia tzw. estońskiego CIT-u niewątpliwie można ocenić pozytywnie. Rozwiązanie to może być korzystniejszym reżimem opodatkowania dla mniejszych podmiotów działających w mało skomplikowanych grupach kapitałowych. Tzw. estoński CIT teoretycznie zmniejsza również obciążenie spółek obowiązkami sprawozdawczymi. Ustawodawca zapewnił także znaczące ułatwienia dla małych podatników w zakresie spełnienia warunków do opodatkowania ryczałtem – zwłaszcza na samym początku.

Niestety, rządzący zdecydowali się na wprowadzenie znaczących ograniczeń co do podmiotów, które będą mogły skorzystać z tzw. estońskiego CIT-u. Warunki „wejścia” są skomplikowane i często trudne do spełnienia, co raczej nie przysporzy temu rozwiązaniu popularności. Polska wersja tzw. estońskiego CIT-u nie przewiduje również możliwości samodzielnej rezygnacji z ryczałtu przez pierwsze cztery lata bez dodatkowych sankcji (domiar, konieczność korekty wstecz).

Uchwaloną ustawą zajmie się teraz Senat. Estoński CIT ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2021 r., czas pokaże, czy przedsiębiorcy faktycznie skorzystają z tego nowego rozwiązania. Należy mieć nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów zaproponowane regulacje mają charakter pilotażowy i w niedalekiej przyszłości mechanizm estońskiego CIT zostanie uproszczony i upowszechniony.

Jarosław Józefowski, radca prawny, senior associate w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z CIT, szczególnie z opodatkowaniem międzynarodowym. Posiada doświadczenie w projektach realizowanych m.in. dla podmiotów z branży energetycznej, farmaceutycznej oraz finansowej.

Jakub Walczak, analyst w Enodo Advisors. Jakub w swojej bieżącej pracy uczestniczy w postępowaniach przed organami podatkowymi i sądami administracyjnymi. Zajmuje się również ogólnym doradztwem podatkowym w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatków pośrednich.

Sektor mediów i rozrywki w Polsce skurczy się o 5,4% r/r

Przychody polskiego sektora mediów i rozrywki zmniejszą się w 2020 r. o 560 mln dol. w porównaniu z poprzednim rokiem.

W porównaniu do 2019 roku sektor mediów i rozrywki w Polsce skurczy się o 5,4%. Oznacza to spadek łącznych przychodów z 10,24 mld do 9,68 mld dol., czyli o 560 mln dol. Wskutek pandemii najbardziej spośród badanych segmentów ucierpią kina – ich przychody będą mniejsze aż o 58%, z kolei 30% spadek dotknie rynek reklamy zewnętrznej – wynika z raportu PwC „Entertainment & Media Outlook 2020 – 2024”. Globalnie branża mediów i rozrywki straci w tym roku 120 mld dol. Rośnie za to udział części digital w przychodach tego sektora i obecnie wynosi on już ponad 61%.

Branża mediów i rozrywki nie jest wyjątkiem – także tu widzimy duży negatywny wpływ COVID-19. Pandemia oddziałuje nie tylko na wyniki poszczególnych firm, ale także na funkcjonowanie całego rynku. Jak mogą wyglądać kolejne lata? Nasze prognozy wskazują, że są powody do optymizmu. Kolejny rok powinien być okresem wzrostu sektora mediów i rozrywki na świecie o 6,4%. To przełoży się na łączne przychody na poziomie 2,15 mld dol. Taki wynik będzie oznaczać nieznaczne przekroczenie poziomu z 2019 roku. Oczywiście, sytuacja w poszczególnych sektorach będzie zróżnicowana. Jeżeli chodzi o rynek polski, wartość sektora mediów i rozrywki ma sięgnąć w przyszłym roku 10,32 mld dolarów, wobec 9,68 mld w 2020 i 10,24 mld w 2019 roku. – Marcin Sidelnik, partner PwC, lider sektora TMT

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC „Entertainment & Media Outlook” w porównaniu do 2019 roku przychody sektora mediów i rozrywki w Polsce spadną z 10,24 mld do 9,68 mld dol. Choć sytuacja nadal jest niepewna. Szacunki ekspertów PwC wskazują, że kolejne lata będą charakteryzować się ponownym wzrostem – w 2024 r. przychody analizowanej branży mają osiągnąć poziom 12,43 mln dol.

Jak radzą sobie poszczególne segmenty mediów i rozrywki w Polsce?

Reklama internetowa

W 2019 roku wartość rynku reklamy internetowej wyniosła 1,19 mld dol., spadek związany z pandemią koronawirusa będzie według prognoz relatywnie łagodny i sięgnie 1,1%, co przełoży się na wynik 1,18 mld dol. pod koniec 2020 roku. Średnioroczna stopa rozwoju do 2024 roku wyniesie w latach 2020-2024 3,4%.

Szczególne znaczenie ma rozwój formatów związanych z urządzeniami przenośnymi. W związku z tym lwia część wzrostu obejmie właśnie segment mobilny – średnioroczna stopa rozwoju wyniesie 6,9% do 2024, ten sam parametr w przypadku urządzeń stacjonarnych osiągnie poziom 1,7%. Pod wpływem przywołanego trendu, udział reklam mobilnych w przychodach sięgnie 35,7% w 2024 roku.

Reklama telewizyjna

Reklama telewizyjna pozostaje kluczowym segmentem rynku reklamowego. Jej wartość w 2019 roku wyniosła 1 mld dolarów, w związku z pandemią eksperci PwC przewidują jednak 9,5% spadek do poziomu 905 mln dolarów. Warto podkreślić, że w porównaniu z rynkami reklamy telewizyjnej w Europie, polski segment wykaże się sporą odpornością. Przykładowo, spadek w porównaniu z 2019 rokiem przekroczy 17%, we Włoszech 14%, zaś w Danii i Niemczech o ponad 14%.

Średnioroczna stopa wzrostu do 2024 roku wyniesie 1,6%. Większość, bo aż 62% wydatków będzie wiązała się z segmentem telewizji naziemnej. Najdynamiczniej rozwijać się będzie segment telewizyjnej reklamy internetowej. Jego udział w łącznych wydatkach na reklamę telewizyjną wzrośnie z 9% w 2019 roku do 16% w 2024 roku.

Telewizja i wideo

Polski rynek dostawców usług telewizyjnych jest największy pod względem przychodów w Europie Środkowej i Wschodniej. Nie ulegnie to zmianie, mimo nasilającego się zjawiska cord-cuttingu, czyli rezygnacji z tego rodzaju usług. W 2019 roku penetracja rynku płatnej telewizji wynosiła 74,5%. Współczynnik ten w najbliższych latach spadnie do 66,9%, głównie za sprawą większego zainteresowanie usługami OTT wśród młodszych odbiorców.

OTT

Polska jest największym rynkiem usług OTT w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Wielkość tego segmentu wyniosła w 2019 roku 472 mln dol., zaś prognozowany wynik na koniec 2020 roku to 596 mln dol. Oznacza to przyrost o ponad 26%. Co więcej, silny trend rozwojowy będziemy obserwowali także w kolejnych latach. Jak wskazują prognozy PwC, średnioroczna stopa wzrostu wyniesie 13,4% do 2024 roku i tym samym na koniec analizowanego okresu wartość sektora sięgnie 884 mln dol. Rynek niemal w całości będzie zdominowany przez SVOD – subskrypcje treści wideo będą odpowiadały za 95,2% przychodów w 2024 roku.

Jeszcze kilka lat temu segment usług OTT w Polsce był jednym z najmniejszych w sektorze mediów i rozrywki. W 2015 roku jego wartość wynosiła 79 mln dol., zaś w 2024 ma sięgnąć 884 mln. To oznacza ponad 11-krotny wzrost na przestrzeni dekady. Siłą serwisów SVOD jest to, co jest słabością pakietów telewizyjnych – możliwość selekcjonowania oglądanych treści, wyboru pory, a nawet oglądanie całych sezonów seriali, bez konieczności oczekiwania na kolejny odcinek. Czas pandemii i znacznego ograniczenia aktywności społeczno-gospodarczej wyjątkowo sprzyja rozwojowi platform streamingowych. – Paweł Wesołowski, partner PwC

Prasa

Rynek gazet i czasopism w dużym stopniu zostanie dotknięty przez kryzys związany z rozprzestrzenianiem

się COVID-19. Jego wartość w 2019 roku wyniosła 722 mln dol., jednak ten rok, zgodnie z prognozami, zamknie się wynikiem słabszym o ponad 11%. Łączna wartość segmentu sięgnie zatem 638 mln dol. Chodź w 2021 roku najpewniej nastąpi odbicie, sprzedaż będzie się kurczyć na przestrzeni najbliższych lat. Jedną z podstawowych przyczyn spadków jest pogłębiający się trend cyfryzacji, stąd liczne działania wydawców, którzy robią wiele, aby pozyskiwać prenumeratorów cyfrowych.

Jeżeli chodzi o czasopisma, to pomimo tego, że wartość wydań i reklam elektronicznych będzie rosła w średniorocznym tempie 3,3% do 2024 roku, nie będzie ona w stanie zrównoważyć spadków sprzedaży wydań papierowych. Dlatego też, segment czasopism będzie się kurczył w tempie 3,2% rocznie do 2024 roku.

Od pewnego czasu obserwujemy spadek rozpowszechnienia płatnego zarówno gazet ogólnokrajowych, jak i lokalnych. Choć trwająca pandemia nie spowodowała zamknięcia punktów, gdzie kolportowana jest prasa, jednak wielu czytelników coraz chętniej spogląda na wydania elektroniczne. Warto też odnotować, że z uwagi na dużą ilość czasu jaką Polacy spędzają teraz w domach, wielu wydawców przygotowało promocje i zachęty dla prenumeratorów. – Małgorzata Górna, dyrektor w zespole usług dla sektora telekomunikacji, mediów i rozrywki w PwC

Jak długo statystyczny Polak pracuje na nowy samochód?

W styczniu br. statystyczny Kowalski musiał przeznaczyć na zakup nowego samochodu 30 średnich miesięcznych pensji. Dziś musi dołożyć jeszcze dodatkowe dwie pensje. W Top 10 modeli z największym wzrostem średniej ceny sprzedaży pierwsze miejsca zajmują Smart Forfour i Skoda Citigo.

Eksperci rankomat.pl przyjrzeli się danym Samar dotyczącym sprzedaży nowych samochodów w Polsce. W okresie od stycznia do września 2020 roku Polacy zarejestrowali o 28% mniej nowych samochodów osobowych niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Mniejsze zainteresowanie zakupem aut prosto z salonu może być związane m.in. ze wzrostem ich cen, nieproporcjonalnym do podwyżek wynagrodzeń. We wrześniu 2020 roku średnia cena sprzedaży nowego samochodu osobowego była wyższa niż w styczniu br. o 8 tysięcy złotych. Średnia pensja netto w naszym kraju wzrosła w tym okresie (styczeń 2020 vs wrzesień 2020) zaledwie o 63 zł.

Coraz dłużej pracujemy na nowy samochód

Z analizy Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar wynika, że we wrześniu 2020 roku średnia cena sprzedaży nowego samochodu osobowego wynosiła 123 555 złotych (średnia ważona wyliczona na podstawie cen katalogowych). Przy przeciętnym średnim wynagrodzeniu netto 3875,97 zł (wg GUS), na samochód z salonu trzeba było pracować aż dwa lata i osiem miesięcy (32 miesiące).Ile średnich pensji trzeba przeznaczyć na zakup nowego auta_v1

W styczniu 2020 r. średnia ważona cena sprzedaży nowego samochodu osobowego wynosiła 115 540 złotych. Przy średnim wynagrodzeniu 3813,20 zł netto, na pojazd trzeba było pracować o dwa miesiące krócej niż we wrześniu br.

Czy Covid-19 miał wpływ na ceny nowych aut osobowych?Ceny sprzedazy nowych samochodów 2019 i 2020

Największy wzrost cen nowych samochodów zbiegł się w czasie z momentem niepewności gospodarczej, związanej z pandemią koronawirusa. Spekulowano wówczas, że COVID-19 wpędzi świat w największe załamanie gospodarcze od czasu Wielkiego Kryzysu lat 30 XX wieku.

Pierwsza fala epidemii faktycznie pozostawiła spory ślad w motoryzacji. W okresie marzec-maj 2020 r. odnotowano m.in. znaczny spadek w sprzedaży nowych pojazdów (-53,6%), a także w liczbie aut sprowadzonych z zagranicy (-46%), w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego. Jednak COVID-19 nie jest wyłączną przyczyną wzrostu średnich cen nowych samochodów osobowych.

Dlaczego ceny nowych samochodów osobowych rosną?

Zdaniem specjalistów Samar średnia cena sprzedaży nowych samochodów osobowych wzrosła głównie z powodu zwiększania restrykcji dotyczących emisji CO2.

Komisja Europejska zachęca producentów samochodów osobowych do tego, aby podwoili wysiłki mające na celu obniżenie średniej emisji dwutlenku węgla w sprzedawanej flocie, jak również zwiększyli produkcję pojazdów niskoemisyjnych i bezemisyjnych. W związku z tym, coraz więcej koncernów zwiększa ofertę pojazdów elektrycznych i hybryd typu plug-in. Ceny takich samochodów są znacznie wyższe niż spalinowych, co ostatecznie wpływa na średnią ważoną cenę sprzedaży.

Która marka jest najdroższa w sprzedaży nowych aut?

Na pierwszym miejscu listy Top 10 samochodów z największym wzrostem cen sprzedaży w 2020 r. opracowanej przez Samar znalazł się Smart, którego cena wzrosła aż o 80,8%. Okazuje się jednak, że winę za to ponosi wycofanie z oferty silników spalinowych i zastąpienie ich elektrycznymi. Podobną zależność można zauważyć w przypadku Subaru (5 lokata na liście, +12,7%), którego producent wprowadził do oferty popularnych modeli droższe wersje hybrydowe.TOP 10 marek samochodów z największym wzrostem cen sprzedaży w 2020 r_v3

Oczywiście zwiększona produkcja drogich samochodów elektrycznych i hybryd nie jest jedynym czynnikiem wpływającym na średnie ceny nowych pojazdów. Zawyżają je również m.in. wysokie ceny niektórych modeli, np. Porsche 718 (+17,8%) oraz 911 (+9,8%) czy Lamborghini (+14,2%). W ostatnim przypadku zdecydowała sprzedaż zaledwie 5. sztuk najdroższego modelu Aventador, kosztującego blisko 2 mln zł.

Listę Samar Top 10 modeli samochodów o największej dynamice wzrostu średniej ceny sprzedaży również otwierają te, w których wyeliminowano napęd spalinowy na rzecz elektrycznego. Do pierwszej trójki należą: Skoda Citigo (+120,2%), Smart Forfour (+93,3%) oraz Smart Fortwo (+71,4%). Kolejne miejsce także przypadło w udziale autom z napędem ekologicznym – Subaru Impreza z układem hybrydowym.TOP 10 modeli samochodo╠üw z najwie╠Ększym wzrostem cen sprzedaz╠çy w 2020 r_v2

Ceny nowych samochodów rosną. A co z cenami ubezpieczeń?

Nabywcy aut osobowych prosto z salonu nie muszą obawiać się wysokich cen ubezpieczenia auta. Niezmiennie od kilku lat towarzystwa oferują im OC w bardzo atrakcyjnej cenie. Z kalkulacji użytkowników naszej porównywarki wynika, że w okresie od stycznia do września 2020 r. średnie ceny polis OC dla właścicieli najnowszych pojazdów (rok produkcji 2020 oraz 2019) obniżyły się o 5% – mówi Tomasz Kroplewski kierownik ds. rozwoju sprzedaży rankomat.pl.

Wyższa cena sprzedaży nowego samochodu może jednak wiązać się ze wzrostem kosztów ubezpieczenia autocasco. Ubezpieczyciele podczas wyceny składki AC biorą pod uwagę m.in. wartość auta (sumę ubezpieczenia) i koszt jego ewentualnej naprawy. Im droższy będzie pojazd, jego części zamienne czy skomplikowany proces likwidacji szkody, tym większe prawdopodobieństwo, że ubezpieczyciel przedstawi nam wygórowaną cenowo ofertę.

Ropa zyskuje po informacjach o szczepionce Pfizera. Złoty bez zmian

11 listopada to święto w Polsce, ale rynki działały tego dnia normalnie. Z powodu mniejszej obecności polskich inwestorów nie mieliśmy większych zawirowań na walutach.

Dzień wolny spokojny dla złotego

Wczorajszy Dzień Niepodległości nie spowodował większych zmian na polskiej walucie. Święta w jednym kraju bardzo często powodują, że podczas mniejszej obecności inwestorów na rynku mają miejsce większe ruchy. Tym razem nie miało to akurat większego wpływu na notowania złotego, który na początku dnia lekko tracił, by potem odrobić to z nawiązką, ponownie trafiając w okolice, w których za euro płacimy 4,48-4,50 zł.

Górki na ropie

Wczoraj byliśmy świadkami dotarcia przez ropę naftową pierwszy raz od września do poziomu 45 dolarów za baryłkę. Mowa o notowaniach londyńskich, aczkolwiek ruch w górę widać również na giełdzie amerykańskiej. Wzrost cen ropy odbierany jest jako korzystny dla gospodarki, skoro rośnie cena, to znaczy, że oczekiwany popyt jest coraz wyższy. Powodem są deklaracje firmy Pfizer o wysokiej skuteczności podczas prób szczepionki. Inwestorzy uważają, że może to pozwolić szybciej zakończyć lockdowny, a tym samym przywrócić gospodarkę na przedpandemiczne potrzeby.

Słabsze perspektywy Niemiec

Jeszcze we wtorek poznaliśmy indeks Instytutu ZEW. Pod tym hasłem kryją się badania ankietowe managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Im wyższy wynik indeksu, tym lepiej ankietowani oceniają perspektywy rozwoju gospodarki. Obecny wynik wynosi jednak zaledwie 39 punktów. Dla porównania miesiąc temu było to 56, a dwa miesiące temu 77 punktów. Widać wyraźnie, że gospodarka niemiecka ma problemy i jest to jeden z elementów, który ostatnio ciągnie euro trochę w dół.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
17:00 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polacy nie lubią ryzyka: większość wybiera inwestycje, które gwarantują bezpieczeństwo kapitału, a nie zyski

  • Decyzje Polaków, dotyczące lokowania oszczędności, są podyktowane przede wszystkim poszukiwaniem pełnego bezpieczeństwa.
  • W ubiegłym roku Polacy na lokatach bankowych trzymali prawie ¾ swoich oszczędności – to blisko dwa razy więcej niż średnia europejska. W funduszach inwestycyjnych i akcjach posiadaliśmy jedynie 12 proc. swoich aktywów[1].
  • Najbardziej zyskownymi inwestycjami są zdaniem Polaków nieruchomości. Aż 65 proc. badanych uważa, że mogą one przynieść wysokie albo bardzo wysokie zyski.

Zdaniem Polaków, jeśli lokować swoje oszczędności, to bezpiecznie. Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wynika, że większość z nas preferuje bezpieczne sposoby zarządzania nadwyżkami finansowymi. Zazwyczaj wolimy nisko oprocentowaną lokatę niż instrumenty obarczone jakimkolwiek ryzykiem, jak akcje czy fundusze inwestycyjne. Jak dotąd przyzwyczajeń tych nie zmieniły rekordowo niskie stopy procentowe, w tym roku już trzykrotnie obniżane przez Radę Polityki Pieniężnej.Udział aktywów finansowych

Na koniec ubiegłego roku depozyty stanowiły aż 72 proc. aktywów finansowych gospodarstw domowych w Polsce, podczas gdy średnia europejska wynosiła 37 proc. Wyższy udział lokat w aktywach posiadali jedynie mieszkańcy Grecji i Cypru. Wysoki udział depozytów jest charakterystyczny dla krajów byłego Bloku Wschodniego. Z kolei w funduszach, w tym emerytalnych oraz akcjach, Polacy posiadali w 2019 roku 28 proc. swoich aktywów, podczas gdy średnia europejska wynosi ponad dwukrotnie więcej – 63 proc.

Polacy na tle mieszkańców Europy Zachodniej są bardziej ostrożni i mniej chętnie akceptują jakiekolwiek ryzyko inwestycyjne. Świadczy o tym dużo wyższy udział lokat oraz niższy udział akcji i jednostek funduszy w posiadanych aktywach, w porównaniu z innymi nacjami. W krajach Europy Zachodniej udział innych niż depozyty aktywów finansowych jest mocno zróżnicowany, co zależy przede wszystkim od rozwoju rynku funduszy emerytalnych. W Wielkiej Brytanii i Niderlandach aktywa w nich zgromadzone stanowią ponad 50 procent oszczędności mieszkańców. W Skandynawii akcje ma średnio kilkanaście procent społeczeństwa – mówi Monika Szlosek, odpowiedzialna za ofertę inwestycyjno-oszczędnościową w Santander Bank Polska.

Na czym najwięcej się zarabia?

Nieruchomości to, zdaniem Polaków, niezmiennie, od wielu lat najbardziej zyskowne inwestycje. Aż 65 proc. badanych uważa, że mogą przynieść wysokie albo bardzo wysokie zyski. Grupą najsilniej przekonaną o dużych zyskach z takiej inwestycji są osoby w wieku 40-49 lat (77 proc. wskazań w tej grupie). Na kolejnych miejscach pod względem potencjalnie wysokiej stopy zwrotu zdaniem Polaków znalazły się inne aktywa materialne, jak złoto, diamenty i dzieła sztuki. Za zyskowne lub bardzo zyskowne uznała je około połowa respondentów.

Młodzi są bardziej skłonni do ryzyka

Z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020” wynika, że znacznie mniej osób uznaje za zyskowne inwestycje w waluty (27 proc.), kryptowaluty (21 proc.), oraz inwestycje na giełdzie (20 proc.). W przypadku ostatniej kategorii uwagę zwraca fakt, że przekonanie o zyskowności takich aktywów z wiekiem maleje. Za najbardziej zyskowne uważają je badani w wieku 18-29 lat, około 30 proc. z nich, a za najmniej – w wieku powyżej 70 lat – tylko 6 proc. badanych z tej grupy. Także inwestowanie w kryptowaluty jest szczególnie dobrze postrzegane wśród osób w młodym wieku (18-29 lat). Aż 79 proc. z nich uznało je za inwestycję z dużym potencjałem zysku.

Wyniki pochodzą z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu br. przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska. Raport z badania powstał we współpracy z firmą analityczną Analizy Online SA. Badanie ogólnopolskie zrealizowano na pełnoletnich mieszkańcach Polski metodą (CATI). Próba wyniosła 1002 osób.

[1] Dane dotyczące udziału aktywów finansowych gospodarstw domowych w 2019 roku pochodzą z Europejskiego Banku Centralnego.

Jak szybko i sprawnie przeprowadzić proces upadłości firmy

Każdy przedsiębiorca zakładając firmę, musi się liczyć z tym, że może dojść do sytuacji, w której w razie kłopotów finansowych, będzie zmuszony rozważyć możliwość ogłoszenia upadłości. Przejściowa niewypłacalność może zdarzyć się każdemu, wiele osób wyjdzie z kłopotów, ale będą też takie, które sobie z nimi nie poradzą. W obecnej sytuacji, w kryzysie związanym z pandemią koronawirusa, coraz więcej osób staje przed tą trudną decyzją. Warto pamiętać, że upadłość przeprowadzona we właściwy sposób, przy pomocy specjalistów, może uchronić część majątku firmy i w krótkim czasie wznowić działalność. Przedstawiamy krótki poradnik dla przedsiębiorców, w którym krok po kroku wyjaśniamy proces postępowania upadłościowego. Na każdym etapie wskazujemy najczęstsze błędy i trudności.

Krok 1. Wniosek o ogłoszenie upadłości

Po analizie sytuacji finansowej i podjęciu decyzji o ogłoszeniu upadłości należy złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości. Jeżeli upadłość ogłasza osoba prawna, wniosek może złożyć każdy, kto jest uprawniony do reprezentowania jej interesów. Na tym etapie należy pamiętać o obowiązujących terminach. Wniosek o ogłoszenie upadłości należy złożyć najpóźniej w ciągu 2 tygodni od dnia wystąpienia podstawy do ogłoszenia upadłości. Przekroczenie tego terminu jest jednym z częstszych błędów. W takim przypadku przedsiębiorcy narażają się na odpowiedzialność odszkodowawczą, a w skrajnych przypadkach również karną. Trzeba również pamiętać, że wniosek o ogłoszenie upadłości należy złożyć w sądzie gospodarczym właściwym dla przedsiębiorstwa.

Krok 2. Sposób przeprowadzenia upadłości

Na tym etapie należy zdecydować w jaki sposób zostanie przeprowadzone postępowanie upadłościowe. Do wyboru są dwie możliwości; z możliwością zawarcia układu z wierzycielami, czy upadłości wraz z likwidacją majątku. Określenie typu postępowania jest podstawą wniosku o ogłoszenie upadłości, jest również kluczowe z punktu widzenia przyszłości dłużnika i jego majątku.  Przesłanką do zaakceptowania układu naprawczego przez sąd będzie przede wszystkim wykazanie prawdopodobieństwa, że kontynuacja działania przedsiębiorstwa pozwoli na zaspokojenie wierzycieli w wyższym wymiarze niż jego likwidacja. Układ może zostać zaproponowany zarówno przez dłużnika, jak i przez wierzyciela w zależności od tego, który z nich występuje do sądu z wnioskiem o ogłoszenie upadłości.

Krok 3. Zabezpieczenie majątku dłużnika

Na tym etapie właściwy sąd zabezpiecza majątek dłużnika lub stosuje inne sposoby zabezpieczenia majątku. Celem postępowania zabezpieczającego jest ochrona interesów stron postępowania sądowego. W przypadku zgody na układ naprawczy zarządzanie majątkiem pozostaje w rękach dłużnika, którego jednak poczynania kontrolowane są przez nadzorcę sądowego. Jeżeli natomiast dochodzi do upadłości likwidacyjnej dłużnik traci prawo do gospodarowania swoim majątkiem na rzecz syndyka.

Krok 4. Zgromadzenie wierzycieli

Po stwierdzeniu przez sąd zaistnienia podstaw od ogłoszenia upadłości należy zwołać pierwsze zgromadzenia wierzycieli. Służy ono między innymi do przyznania zadań i uprawnień do rozstrzygania przeznaczenia upadłego majątku. Nie ma potrzeby zwoływania zgromadzenia, jeśli jest oczywiste, że dalsze postępowanie będzie przeprowadzane w trybie likwidacji upadłego majątku, lub gdyby wiązało się to z nadmiernymi kosztami. Przesłanką do niezwoływania wstępnego zgromadzenia wierzycieli jest sytuacja, w której suma spornych wierzytelności przekracza 15% ogólnej sumy wierzytelności.

W czasie zebrania wierzycieli następuje spis wierzytelności, po jego zakończeniu mogą oni na drodze uchwały podjąć decyzje o sposobie postępowania upadłościowego oraz dokonać wyboru rady wierzycieli. Na tym etapie możliwe jest również zawarcie układu.

Krok 5. Decyzja o upadłości

Sąd ogłasza upadłość dłużnika z możliwością zawarcia układu, jeżeli zostanie uprawdopodobnione, że w ten sposób wierzyciele zostaną zaspokojeni w wyższym stopniu, niż w razie przeprowadzenia postępowania upadłościowego obejmującego likwidację majątku dłużnika. Jeżeli nie ma pewności, co do możliwości zawarcia układu, ogłaszana jest upadłości likwidacyjna. Jeżeli majątek dłużnika nie wystarczy na pokrycie zobowiązań, wniosek o upadłość zostanie przez sąd oddalony.  W momencie ogłoszenia upadłości wierzyciele mają możliwość dochodzenia swoich roszczeń wobec dłużnika już jedynie w trybie postępowania upadłościowego. Majątek dłużnika, w tym także ten nabyty przez upadłego w trakcie trwania postępowania upadłościowego, staje się majątkową masą upadłościową, której celem jest zaspokojenie wierzycieli.

Na koniec należy wspomnieć, iż w praktyce nie każdy przedsiębiorca może ogłosić upadłość. O tym bowiem decyduje sąd, a ten odrzuci wniosek, jeżeli majątek dłużnika jest zbyt mały, by mógł zaspokoić koszty postępowania sądowego. Celem ogłoszenia upadłości jest bowiem przede wszystkim zaspokojenie wierzycieli, a fakt posiadania nikłego majątku z góry przesądza o braku takiej możliwości.

Autor: Bartosz Kaczmarczyk, ekspert Fundacji Centurion

Ceny OC w październiku 2020 r.

Koniec trzeciego kwartału 2020 r. przyniósł kierowcom kolejną podwyżkę średnich cen obowiązkowego OC. Warto sprawdzić, czy wieści z października są lepsze.

Dane porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl wskazują, że obowiązkowe polisy OC dla kierowców podrożały przeciętnie między lipcem a wrześniem 2020 r. o 4%. Taka zmiana wydaje się całkiem spora nawet w warunkach obecnej inflacji.

Dzięki najnowszemu barometrowi porównywarki Ubea.pl można sprawdzić, czy początek nowego kwartału przyniósł kontynuację składkowych podwyżek. Byłaby to zła wiadomość dla kierowców, którzy coraz mocniej odczuwają skutki kryzysu.

Poziom barometru cenowego z października 2020 r. = 99↘ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 100↗)

Ceny OC w październiku 2020 rIle kosztuje OC w październiku?

Średnia cena OC w październiku była bliska styczniowemu wynikowi. Wyniosła ona bowiem 99% analogicznej składki obliczonej w styczniu 2020 r.

Można więc zauważyć względną stabilizację cen polis OC. Na ograniczenie skali podwyżek mogły wpłynąć dobre wyniki zakładów ubezpieczeń po pierwszym półroczu. Towarzystwa ubezpieczeniowe zarobiły bowiem na OC w pierwszych 6 miesiącach roku około 495 mln zł.

Istnieje jednak obawa, że niedługo ubezpieczyciele odczują bardziej zaległości składkowe kierowców, a to może ich skłonić do podwyżek składek OC – zauważa Paweł Kuczyński, prezes Ubea.pl. – Warto więc porównywać ceny OC, aby zawsze znaleźć dla siebie najkorzystniejszą ofertę.

Metodologia tworzenia barometru cenowego Ubea.pl: analizowany poziom średniej składki za OC (bez produktów pakietowych – np. NNW) wynika ze wszystkich kalkulacji, jakie użytkownicy Ubea.pl wykonali w ciągu miesiąca. Średnia składka ze stycznia 2020 r. (1345 zł) jest punktem odniesienia (wartość indeksu cenowego = 100). Analiza uwzględnia polisy tych ubezpieczycieli, którzy byli obecni na rynku w styczniu 2020 r. i do tej pory oferują ubezpieczenia OC.

Wspólny apel najemców i wynajmujących o przywrócenie pełnego funkcjonowania centrów handlowych nie później niż od 30 listopada

Polska Rada Centrów Handlowych, Związek Pracodawców Polskich Obiektów Handlowych i Partnerów oraz Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług – organizacje reprezentujące właścicieli i zarządców nieruchomości handlowych, najemców, w tym ponad sto polskich firm związanych z handlem detalicznym i branżą centrów handlowych – wspólnie apelują do Rządu o pełne przywrócenie działalności galerii handlowych nie później niż od 30 listopada br., aby umożliwić Polakom bezpieczne i spokojne przygotowanie się do Świąt Bożego Narodzenia. Centra handlowe były i są przygotowane do bezpiecznej obsługi klientów będąc jednymi z najbezpieczniejszych miejsc publicznych w czasach pandemii. Przedłużenie restrykcji dla handlu doprowadzi do bankructw wielu firm oraz likwidacji tysięcy miejsc pracy.

Podczas pierwszego lockdownu branża centrów handlowych w Polsce tylko w miesiącach marzec-maj 2020 r. odnotowała spadek obrotów netto o ponad 17,5 mld zł. Jednocześnie zarówno wynajmujący, jak i najemcy przygotowali się do spodziewanej drugiej fali zakażeń i do prowadzenia operacji w wysokim reżimie sanitarnym. Przeprowadzono szereg inwestycji w środki bezpieczeństwa (regularna dezynfekcja miejsc dotykanych przez ludzi, rękawiczki lub dyspensery z płynem dezynfekującym oraz bezpłatne maseczki dla klientów), prowadzony jest stały monitoring odwiedzalności oraz istnieje możliwość bieżącego ograniczania liczby osób przebywających w obiektach handlowych, a także egzekwowanie zgodnych z regulacjami i rekomendacjami zachowań klientów.

Zgromadzone przez PRCH dane wskazują również, że skala zakażeń wśród pracowników centrów handlowych od maja nie przekroczyła 1 promila. Co ważne, nie odnotowano przypadków z transmisją wirusa na współpracowników i klientów. Zastosowane środki bezpieczeństwa są dostrzegane przez klientów – większość z nich – 77 proc. czuje się bezpiecznie w centrach handlowych – potwierdzają to opublikowane 10 listopada br. badania agencji badawczej Inquiry.

Od przywrócenia działalności centrów handlowych 4 maja br., kolejne tygodniowe wyniki odwiedzalności kształtowały się poniżej poziomów z ubiegłego roku. W październiku br. wraz ze wzrostem zakażeń nastąpiły znaczne spadki odwiedzalności do poziomu 50-60 % sprzed pandemii (w zależności od wielkości miasta, wielkości obiektu oraz kategorii sklepów). W najtrudniejszej sytuacji obok rozrywki i gastronomii są branża modowa, usługi oraz fitness.

Badania konsumenckie oraz dane dotyczące obrotów i odwiedzalności wskazują także, że klienci zmienili sposób korzystania z centrów handlowych – odwiedzają galerie rzadziej, ale w bardzo konkretnych celach konsumenckich, szybko realizując swoje potrzeby. Zmienił się też profil klienta galerii handlowych – w czasach pandemii zakupy robią pojedyncze osoby, a nie całe rodziny, czy grupy młodzieży. Zjawisko to dostrzegalne jest od początku epidemii, czyli od marca.

Świadome i rozłożone w czasie zakupy na  4 tygodnie pozwolą polskim rodzinom przygotować się do tak ważnych w polskiej tradycji Świąt Bożego Narodzenia w bezpieczny i spokojny sposób.

 Odwiedzalność na poziomie 70 % r/r oznacza, że w centrach nie ma tłumów, zachowywana jest odległość między osobami oraz wymóg 1 osoby na 15 mkw. Jednocześnie daje ona możliwość utrzymania miejsc pracy oraz szansy na choćby częściowe odrobienie strat. Nie wyobrażamy sobie kontynuowania ograniczeń w grudniu – zwłaszcza, że w pełni dochowujemy wszelkich wymogów sanitarnych i zapewniamy stosowanie się na terenie obiektów handlowych do najważniejszej zasady zapobiegania zakażeniom – DDM – dezynfekcji, dystansu społecznego i noszenia maseczek– powiedział Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH.

Ograniczenie działalności obiektów handlowych w najważniejszym dla handlu okresie jest dla branży ciosem, który może doprowadzić do bankructw wielu firm, w tym polskich marek, oraz likwidacji tysięcy miejsc pracy. Ostatni kwartał roku jest najważniejszy dla sektora – to czas zakupów dóbr takich jak odzież i obuwie oraz oczywiście zakupów związanych ze Świętami Bożego Narodzenia – stwierdza Zarząd ZPPHiU

Przedłużenie zamknięcia centów handlowych po 29 listopada pozbawi Polaków możliwości zrobienia zakupów przedświątecznych. Nie da się tego zrobić wyłącznie poprzez e-commerce, bo ten kanał stanowi tylko 20% średniej sprzedaży. Ponadto handel przyuliczny praktycznie nie istnieje, gdyż polski rynek był budowany od podstaw na bazie galerii handlowych. Zakupy w centrach handlowych przy stosownym reżimie sanitarnym są bezpieczne – dodaje Zarząd ZPPHiU.

Ograniczenie handlu tylko w samym listopadzie to dla branży strata obrotów w wysokości około 8 mld zł. Wydłużenie lockdownu na grudzień to kolejne nawet 12 miliardów utraconych obrotów. Takiej straty nie udźwignie wiele firm, nie tylko handlowych, ale także usługowych powiązanych z branżą.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, Polska Rada Centrów Handlowych oraz Związek Pracodawców Polskich Obiektów Handlowych i Partnerów mając na uwadze dramatyczną sytuację branży oraz uzasadnione obawy o miejsca pracy i niemożność ponoszenia kosztów kolejnego lockdownu, postulują pełne otwarcie centrów handlowych nie później niż od poniedziałku, 30 listopada br., w warunkach wysokiego reżimu sanitarnego. Możliwe jest też wydłużenie godzin funkcjonowania centrów handlowych, aby jeszcze bardziej rozłożyć w czasie ruch odwiedzających.

Zmiana w składzie zarządu ING Banku Śląskiego

Od 1 stycznia 2021 r. Michał Bolesławski obejmie stanowisko szefa Business Banking Holandii, Belgii i Luksemburga w Grupie ING. W związku z awansem złożył rezygnację z funkcji wiceprezesa Zarządu ING Banku Śląskiego ze skutkiem na dzień 31 grudnia 2020 roku.

Michał Bolesławski na stanowisku wiceprezesa Zarządu ING Banku Śląskiego nadzoruje Pion Klientów Biznesowych oraz spółki: ING Commercial Finance, ING Lease (Polska), ING Usługi dla Biznesu. Jest Przewodniczącym Rady Fundacji Sztuki Polskiej ING.

– Chciałbym podziękować Michałowi Bolesławskiemu za jego pracę oraz wkład wniesiony w osiągnięcia i rozwój banku. Od 14 lat z powodzeniem kieruje Pionem Klientów Biznesowych – początkowo jako dyrektor, a następnie od 2008 roku, jako wiceprezes Zarządu. O skali wyzwań i osiągniętych sukcesów w czasie jego kadencji w Zarządzie może świadczyć sześciokrotny wzrost liczby średnich i dużych firm obsługiwanych przez bank oraz blisko sześciokrotny wzrost finansowania tych podmiotów – mówi Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. Dodaje, że nadzorem Michała Bolesławskiego dokonała się transformacja cyfrowa bankowości dla firm. – Jego podejście do biznesu zaowocowało wieloma innowacjami – wraz z zespołem wdrożył system bankowości elektronicznej, jest twórcą Aleo, ING Księgowość, podjął decyzję o inwestycji w Twisto oferującej odroczone płatności. Jestem przekonany, że Michał dzięki posiadanej wiedzy i doświadczeniu wspomoże obszar Business Banking, czyli małych, średnich i dużych firm, w osiąganiu kolejnych poziomów rozwoju, wprowadzając cyfryzację i innowacyjność na jeszcze szerszą, globalną skalę – podsumowuje Brunon Bartkiewicz.

Michał Bolesławski związany jest z sektorem bankowym od początku swojej kariery zawodowej. Pracę w ING rozpoczął w 2000 roku. W 2006 roku objął stanowisko dyrektora banku kierującego Pionem Klientów Biznesowych, a od 2008 roku jest wiceprezesem zarządu ING Banku Śląskiego nadzorującym ten obszar działalności banku.

Michał Bolesławski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej oraz Uniwersytetu Harvarda. Studiował również na Kennedy School of Government oraz ESADE – Escuela Superior de Administracion y Direccion de Empresas.

3 na 4 Polaków płaci wszystkie raty w terminie

Coraz lepiej radzimy sobie z zarządzaniem domowym budżetem, rachunkami oraz spłatami rat – wynika z Barometru Providenta. Już 75 proc. Polaków deklaruje, że nie spóźnia się z żadnymi opłatami.

17 listopada obchodzony jest Dzień bez Długów. Jak co roku z tej okazji Provident Polska zlecił swoje cykliczne badanie na temat podejścia Polaków do zadłużania. Według tegorocznej edycji Barometru Providenta, odsetek osób, które terminowo regulują wszystkie zobowiązania wzrósł r/r o niemal o 5 p.p., a w porównaniu do 2017 roku o nieco ponad 20 p.p.

Seniorzy najsolidniejsi

Najpoważniej do kwestii związanych z regulowaniem rachunków podchodzą najstarsi respondenci – w wieku 55 lat lub starsi. Wśród nich udział osób, które pilnują wszystkich opłat przekroczył 80 proc. Najgorzej radzą sobie natomiast badani w wieku 25 – 44 lata. Niemal 30 proc. z nich czasami zalega z płatnościami.

– Choć możemy zauważyć pewien związek pomiędzy miesięcznymi dochodami, a terminowym regulowaniem zobowiązań, to nie jest on tak oczywisty – podkreśla Karolina Łuczak, Rzeczniczka Provident Polska. – Największe problemy z płynnością finansową rzeczywiście mają osoby o najniższych dochodach. Jednak z drugiej strony najlepiej zarabiający wcale nie są najbardziej solidni w pilnowaniu terminów opłat – dodaje Karolina Łuczak.

Tylko racjonalne decyzje

Polacy wystrzegają się podejmowania decyzji dotyczących finansów pod wpływem chwili. Aż 85 proc. badanych deklaruje, że nie zdarza im się impulsywnie zaciągać kredytów czy pożyczek. Mężczyźni częściej przyznają się do nieplanowanych wcześniej zobowiązań finansowych. Wśród panów zadeklarowało tak 17 proc. badanych, zaś wśród pań niecałe 13 proc.

– Kredyt lub pożyczka pod wpływem impulsu nigdy nie jest dobrym pomysłem – podkreśla Karolina Łuczak. – Każdą decyzję o nowym zobowiązaniu powinna poprzedzić dokładna analiza naszego budżetu oraz kosztów pożyczki. Należy upewnić się, czy będzie nas stać na spłatę rat – dodaje.

Jak można wnioskować na podstawie wyników Barometru Providenta, nierozważne decyzje finansowe mogą prowadzić do kolejnych trudności. 16 proc. respondentów przyznaje, że zdarza im się spłacać stare kredyty, posiłkując się pożyczonymi pieniędzmi.

Niestety, mimo że staramy się racjonalnie podejść do decyzji o zaciągnięciu zobowiązania, wciąż wielu z nas ma problem z czytaniem umów. Niemal połowa badanych przyznaje, że czasami nie czyta dokładnie dokumentu przed podpisaniem.

Tylko sprawdzeni pożyczkodawcy

– Zanim podejmiemy decyzję o kredycie czy pożyczce, powinniśmy zweryfikować wiarygodność pożyczkodawcy. Najlepiej sprawdźmy, czy znajduje się w rejestrze instytucji pożyczkowych prowadzonym przez KNF. Wpisywane są do niego legalnie działające firmy – podkreśla Karolina Łuczak.

Niestety, co 10. Polakowi wciąż zdarza się zaciągnąć zobowiązanie w firmie lub u osoby, której nie zna dobrze. Zdecydowaną skłonność do ryzyka mają młodzi. Wśród osób poniżej 35 roku życia do takich zachowań przyznawał się co 5. respondent. Co może wydawać się zastanawiające, co 10. badany stwierdził, że zdarzyło mu się brać pożyczkę w imieniu kogoś innego. W grupie wiekowej 25-34 lata przyznało się do tego niemal 24 proc. respondentów.

– W ostatnich latach edukacja finansowa często skupia się na seniorach. To oczywiście bardzo ważny aspekt. Jednak tegoroczny Barometr Providenta pokazuje, że edukować powinniśmy także młodszych konsumentów, którzy mają większą skłonność do ryzykownym zachowań – podkreśla Karolina Łuczak.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze zrozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae Sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1000 dorosłych Polaków, w październiku 2020 roku.

Prowadzisz biznes? Sprawdź, jakie rozwiązania mogą wesprzeć Twoją firmę podczas pandemii

Ostatnie miesiące to dla przedsiębiorców wyjątkowo trudny okres. W związku z pandemią koronawirusa, właściciele firm sukcesywnie ograniczają zbędne koszty i ostrożnie podchodzą do inwestycji. Z drugiej strony, wśród przedsiębiorców wzrasta świadomość, że kosztów nie można ciąć w nieskończoność, a dla utrzymania jakości konieczne są nowe, innowacyjne rozwiązania, które pozwolą przetrwać trudny czas. Jeśli prowadzisz biznes, sprawdź, jakie propozycje cieszą się obecnie zainteresowaniem przedsiębiorców.

Rozwiązania poprawiające płynność finansową firmy

Czas kryzysu wywołanego pandemią oznacza dla wielu firm problemy z utrzymaniem płynności finansowej. Co prawda do dyspozycji przedsiębiorców przygotowano narzędzia mogące poprawić cash-flow (m.in. modyfikacja ulgi na złe długi, odliczenie straty z 2020 r. w rozliczeniu CIT za 2019 r., odroczenie płatności podatków, zwolnienie ze składek ZUS), jednak nie wszyscy wiedzą, jak skorzystać z dostępnych form wsparcia. Istotne jest bowiem chociażby to, aby wiedzieć, jakie źródła finansowania będą adekwatne dla naszego biznesu, czy też jak poprawnie przygotować wnioski o odroczenie zapłaty składek ZUS.

Propozycją, na jaką decyduje się obecnie coraz więcej przedsiębiorców, są usługi specjalistów z zakresu rozwiązań wspierających kluczowe obszary działalności firm, jak te na stronie https://kpmgspot.pl/. Fachowcy pomogą Ci zatem zidentyfikować adekwatne źródła dofinansowania, opracują strategię wykorzystania dostępnych narzędzi, czy też wesprą działalność podatkowo-księgową Twojego biznesu.

Usprawnienia w zakresie pracy zdalnej

Ciekawym rozwiązaniem, na jakie trafiliśmy na kpmgspot.pl są propozycje usprawniające proces pracy zdalnej, który dla wielu firm stał się w czasie pandemii codziennością. Przedsiębiorcy nie zawsze zdają sobie sprawę z tego, że skuteczna praca zdalna to znacznie więcej niż wyposażenie pracowników w laptopy. Na właścicieli firm czekają bowiem wyzwania w obszarze kultury organizacji, prawa pracy, wewnętrznej komunikacji, zarządzania oraz oczywiście bezpiecznej, wydajnej i sprawnej infrastruktury informatycznej.

Usprawnienie oferowane w tym zakresie to m.in. tworzenie map praktycznych inicjatyw, dostosowanych do specyfiki biznesowej danej firmy. Chodzi tutaj przede wszystkim o to, aby obszar pracy zdalnej był efektywny pod względem kosztów (np. ograniczenie kosztów związanych z dzierżawą powierzchni biurowej). Pomoc specjalistów obejmuje także budowę wydajnej infrastruktury oraz działania mające na celu poprawę przepływu informacji w firmie.​

Renegocjowanie umów, których firma nie jest w stanie wykonać

Brak możliwości wykonania umowy lub jej wykonania terminowego to w obecnej sytuacji całkiem częste zjawisko. Wpływ na pojawienie się takich trudności w działalności firm mają m.in. zaburzenia łańcuchów dostaw, nadzwyczajne zarządzenia i restrykcje władz, czy chociażby ograniczenia w swobodnych przemieszczaniu się osób. Możliwość renegocjowania warunków umowy, czy też zmiana harmonogramu jej realizacji pozwala na drodze polubownej rozwiązać problem i ustrzec się następstw finansowych takiej sytuacji.

Specjaliści oferują obecnie szereg narzędzi wpierających proces renegocjowania umów na korzystanych warunkach, przygotowywania stosownych aneksów i porozumień. W sytuacji, gdy polubowne załatwienie sporu jest niemożliwe, firma może skorzystać z pomocy np. w przygotowaniu strategii procesowej.

Europejski rynek leasingu hamuje

Europejski rynek leasingu w 2019r. osiągnął 6 proc. wzrost dynamiki w zakresie wartości nowych umów leasingowych, jednak najnowsze dane z połowy tego roku pokazują 24,5 proc. spadek finansowania leasingiem w Europie. Polska branża leasingowa zarówno na koniec 2019r. jak i w połowie 2020r. zajmowała 6. pozycję w Europie.   

Europejska federacja leasingowa Leaseurope, na podstawie danych zebranych od krajowych stowarzyszeń podała, że w 2019r. całkowita wartość nowych umów leasingowych zawartych w Europie, wyniosła 415 mld euro[1]. Był to wynik o 6 proc. lepszy niż rok wcześniej. Jednak najnowsze dane opublikowane po pierwszej połowie tego roku pokazują 24,5 proc. spadek (r/r) dynamiki europejskiego rynku leasingu, przy wartości nowych umów na poziomie 121,9 mld euro[2]. Polska branża leasingowa, której dane do Leaseurope raportuje Związek Polskiego Leasingu, zarówno na koniec 2019 jak i po pierwszej połowie 2020r. zajmowała 6. pozycję w Europie.

Wyniki na koniec 2019r. i po pierwszej połowie 2020r.

Analiza danych Leaseurope za 2019r. pokazuje, że w Europie wszystkie segmenty rynku leasingu odnotowały dodatnie dynamiki. Wartość nowych kontraktów dotyczących leasingu pojazdów osobowych (mających 52,9 proc. udział w ruchomościach) wzrosła o 6,6% r/r, dynamika drugiego najważniejszego segmentu europejskiego rynku tj. samochodów dostawczych była wyższa o 7,6% niż przed rokiem, a maszyny i urządzenia przemysłowe odnotowały 3,3 proc. wzrost r/r. Warto dodać, że leasing komputerów i maszyn biurowych zanotował 3,8 proc. dynamikę r/r, wartość umów leasingowych dotyczących takich aktywów jak statki, samoloty, czy tabor kolejowy była wyższa o 1,4% r/r, podczas gdy obszar finansowania nieruchomości odnotował 8,6 proc. wzrost na koniec 2019r.

Sytuacja na rynku leasingu istotnie zmieniła się w pierwszej połowie 2020r. Wartość nowych umów zawartych przez europejskich leasingodawców w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020r. wyniosła 121,9 mld euro, co oznacza ujemną, 24,5 proc. dynamikę rynku r/r. Dane Leaseurope pokazują też, że w pierwszej połowie 2020r. dynamika finansowania pojazdów była niższa o 28,1% r/r. Pozostałe ruchomości zanotowały wynik o 17,1% niższy niż przed rokiem, podczas gdy finansowanie nieruchomości spadło o blisko 35% r/r.

„Wpływ kryzysu związanego z pandemią COVID-19 na krajowe gospodarki był widoczny w wynikach większości europejskich rynków leasingu. Obok Polski, która w połowie roku zanotowała ujemną, 24 proc. dynamikę rynku leasingu, spadki odnotowały m.in. rynek brytyjski (-33,4% r/r), niemiecki (-17,3% r/r), włoski (-32,5% r/r) czy rosyjski (-21,9% r/r). Leasing jest tym instrumentem, który finansuje inwestycje przedsiębiorstw. W tym okresie nie tylko spowolnieniu uległy inwestycje przedsiębiorców, ale również sama branża koncentrowała się na zapewnieniu wsparcia dla klientów, którzy na dużą skalę korzystali z tzw. wakacji kredytowych i zapewnieniu ciągłości operacyjnej. Wyniki europejskiego sektora leasingowego, uznawanego za barometr gospodarki pokazują, że także ten sektor rynku zmaga się z konsekwencjami pandemii COVID-19” – powiedział Marcin Balicki, Wiceprzewodniczący KW ZPL, który od początku listopada br. reprezentuje polską branżę leasingową w Radzie Dyrektorów Leaseurope.

[1] Dane Leaseurope: Leaseurope Annual Survey 2019.

[2] Dane Leaseurope: Leaseurope Biannual Statistical Enquiry 2020.

Pandemia wymusza kolejne zmiany w legalizacji pobytu cudzoziemców

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji postanowiło przygotować pakiet kolejnych zmian dotyczących legalizacji pobytu cudzoziemców. Zmiany można podzielić na te związane bezpośrednio z sytuacją epidemiologiczną jak i te, które mają kształtować nowy model postępowania administracyjnego. Jak wskazano w uzasadnieniu: „ma na celu przede wszystkim usprawnienie postępowań dotyczących udzielania cudzoziemcom zezwoleń na pobyt czasowy na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności zezwoleń na pobyt czasowy i pracę, które są najczęściej udzielanym rodzajem zezwoleń na pobyt czasowy w Polsce”. Według prawników z JP Business Law Firm, niektóre z planowanych zmian mogą znacznie przyspieszyć i ułatwić proces zatrudniania cudzoziemców w Polsce.

„Niestety, nie został jeszcze przedstawiony szczegółowy projekt, a jedynie hasłowo wskazano obszary, które potencjalnie mogą zostać zmienione. Na przykład, rezygnacja z wymogu posiadania zapewnionego miejsca zamieszkania oraz wymogu posiadania źródła stabilnego i regularnego dochodu dla udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy i pracę na rzecz wymogu wynagrodzenia nie niższego niż określone w nowym rozporządzeniu wydanym przez właściwego ministra. Z ostateczną oceną warto poczekać na publikację projektu i finalnie przyjętą ustawę. Ostatecznie też wiele będzie zależało od praktyki urzędów. Natomiast przynajmniej część zapisów sugeruje chęć znacznego uproszczenia procesu zatrudniania cudzoziemców. To o tyle ważne, że pandemia potencjalnie stworzyła nowe bariery, ingerujące w ciągłość życia gospodarczego i utrudniające niektóre z podstawowych procesów biznesowych takich jak chociażby rekrutacja pracowników zagranicznych. Uproszczenie tego procesu to na pewno rozwiązanie dobrze korespondujące z oczekiwaniami rynkowymi” – mówi Valeria Jeleńska, Prezes JP Business Law Firm w Warszawie.

Prawdziwą rewolucję zapowiada wprowadzenie nowego trybu zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę w sytuacji zmiany podmiotu powierzającego wykonywanie pracy lub w warunkach zwolnienia z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę oraz poszerzenie katalogu okoliczności nie wymagających zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę.
Ustawodawca zapowiada również wprowadzenie rozwiązania ułatwiającego uzyskanie zezwolenia na pobyt czasowy i pracę przez cudzoziemców zamierzających wykonywać pracę w podmiotach o szczególnym znaczeniu strategicznym dla polskiej gospodarki. Ponadto założenia do projektu przewidują wprowadzenie terminów szczególnych na rozpatrzenie sprawy o udzielnie zezwolenia na pobyt czasowy. Ma to być 60 dni na rozpatrzenie sprawy w celu udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy.

Projekt zakłada też kolejne doraźne zmiany związane bezpośrednio ze stanem epidemii. Przewiduje on zniesienie konieczności osobistego stawiennictwa cudzoziemców w sprawie o udzielenie im zezwoleń. Jest to bardzo istotne w kontekście ograniczonej obsługi bezpośredniej w urzędach.