Mobile gaming w służbie brand safety – pod względem bezpieczeństwa gry biją na głowę aplikacje

Wycofanie się z płatnych kampanii największych reklamodawców znanej platformy społecznościowej spowodowało stratę rzędu 7 mld. dolarów w ciągu zaledwie jednego dnia. Z kolei bojkot reklamowy w popularnym serwisie streamingowym skutkował wycofaniem działań na tej platformie ponad 250 firm i utratą setek milionów dolarów. Głośna kilka lat temu akcja aktywistów Sleeping Giants względem serwisu Breitbart sprawiła, że ponad 4 tys. reklamodawców (90 proc.) umieściło tę witrynę na czarnej liście reklamowej. To pokazuje skalę problemu związanego z brand safety, a jednocześnie, jak ważne jest bezpieczeństwo marek. Niestety white i blacklisty, wykluczenia, ustawienia na platformach programatycznych czy zewnętrzne narzędzia monitorujące nie dają stuprocentowej pewności i mają swoje wady. Co zatem robić? W poszukiwaniu najbezpieczniejszego środowiska dla reklamy warto spojrzeć w stronę mobile gamingu, który jest ponad 3-krotnie bezpieczniejszy, niż media społecznościowe, zajmujące niechlubne pierwsze miejsce w dostarczaniu użytkownikom fałszywych czy obraźliwych treści[1].

Brand safety spędza sen z powiek marketerom i brand menadżerom, którzy czuwają nad kampaniami w digitalu, a to dlatego, że często o ewentualnych kryzysach dowiadują się dopiero od konsumentów. W dobie cyfrowej rewolucji dzielenie się informacją odbywa się na przestrzeni nanosekund, a od małej wpadki do gigantycznego kryzysu wizerunkowego marki dzieli zazwyczaj niewielki krok. Szczególnie, jeśli firma zostanie dostrzeżona przez organizację, taką jak Sleeping Giants, która na swoim popularnym profilu niejednokrotnie pokazywała, jak wielkie koncerny swoimi budżetami wspierały witryny z fałszywymi, niebezpiecznymi czy obraźliwymi treściami.

Nie możemy zapominać, że odbiorcy bardziej niż kiedykolwiek są wyczuleni na przejrzystość czy wiarygodność marki i jeśli dostrzegą niespójność w tym obszarze, bardzo szybko ją wychwytują i publicznie piętnują. To sprawia, że zapewnienie bezpieczeństwa staje się sporym wyzwaniem, a zarazem priorytetem. Blisko połowa uczestników badania Brand Safety Survey przyznała, że obecność reklamy znanego brandu w kontrowersyjnym otoczeniu wpłynęłaby negatywnie na sposób postrzegania marki do tego stopnia, że mogliby z niej zrezygnować. Dostrzegamy znacznie większe ryzyko w przypadku platform społecznościowych – to tutaj tak naprawdę mamy najmniejszą kontrolę nad otoczeniem reklamowym, a jednocześnie możemy spotkać najwięcej treści niedozwolonych. Co ważne, od tych kanałów 3-krotnie bezpieczniejszy jest mobile gaming, którego potencjał właśnie teraz dostrzegają marki – mówi Michał Pietruszka, Head of Mobile Product z agencji Mobiem.

W planowaniu działań reklamowych nie pomaga również fakt, że dostępne narzędzia wspierające brand safety nie dają gwarancji uchronienia firmy przed kryzysem, a dodatkowo, nierzadko mają znaczący wpływ na ograniczenie zasięgu prowadzonych kampanii i ich końcowy koszt.

Z badania firmy CHEQ, zajmującej się bezpieczeństwem cybernetycznym oraz Digiday, przeprowadzonego na ponad 300 podmiotach wynika, że aż 96 proc. marek korzysta z narzędzi do monitorowania bezpieczeństwa od roku lub dłużej. Jednocześnie marketerzy dostrzegli, że dostępne rozwiązania nie radzą sobie w odpowiedni sposób z problemem brand safety. Aż 99 proc. chciałoby otrzymać narzędzie, które zapewni bezpieczeństwo bez ograniczania zasięgu, a co za tym idzie bez zwiększania kosztów przeprowadzania takiej kampanii. Zgodni są również wydawcy – 8 na 10 uważa, że dostępne narzędzia kontrolowania reklam nadmiernie ograniczają treści, co negatywnie odbija się również na ich biznesie.[2]

W AdColony jedną z najistotniejszych kwestii jest bezpieczeństwo reklamowanych marek, a także to – w jakim kontekście pojawiają się brandy. Jako pierwsi na rynku jesteśmy w pełni zintegrowani z systemami Moat, Integral Ad Science i DoubleVerify, wykorzystywanymi do potrzeb pomiarów w aplikacjach, które zapewniają bezpieczeństwo marki. Reklamy wideo w aplikacjach inicjowane przez użytkownika okazują się najskuteczniejszym formatem reklamowym, dostępnym w mediach cyfrowych. W przeprowadzanych badaniach zauważyliśmy, że taka forma reklamy jest bardziej przyjazna użytkownikowi, ale przede wszystkim przynosi lepsze rezultaty, w porównaniu z promocją w Internecie mobilnym. Chcemy, aby reklama w aplikacjach była w 100% przejrzysta, tak aby marketerzy mogli rzetelnie porównywać efektywność kampanii w aplikacjach z innymi formatami reklamowymi, aby mogli angażować wymierne budżety i mieć pewność co do słuszności wydania każdej złotówkimówi Warrick Billingham, VP Sales EMEA & LATAM, AdColony.

Narzędzia w służbie brand safety

Najczęściej wykorzystywane mechanizmy dla zapewnienia bezpieczeństwa marki, to white i blacklisty, targetowanie po słowach kluczowych czy zewnętrzne systemy monitoringu i blokowania odsłon reklam, jak Double Verify, MOAT lub Gemius. Niestety praktyka pokazuje, że żadna z tych metod nie jest w 100 procentach skuteczna. W przypadku list – klienci bardzo często umieszczają na nich nawet 300 tys. witryn i 1,5 tys. aplikacji[3]. To w naturalny sposób ogranicza możliwości kampanii i zwiększa ich koszt. Słowa kluczowe dobrane nieodpowiednio, również mogą wpłynąć na zasięg kampanii. Przykładem jest słowo „strzelanie”, które może być użyte w różnych kontekstach, niekoniecznie związanych z przemocą.

– Znacznie większą kontrolę mamy nad reklamami wyświetlanymi w grach mobilnych. Wybierając do współpracy największe platformy reklamowe, jak np. AdColony, z którymi współpracujemy, możemy zadbać o jakość i bezpieczeństwo prowadzonych kampanii. Ta zaawansowana platforma posiada rozbudowane systemy antyfraudowe i podchodzi rygorystycznie do selekcji wydawców. Dodatkowo ma również zaawansowane możliwości w zakresie analizy danych, a bezpośrednie integracje poprzez SDK z aplikacjami pozwalają na prowadzenie analiz behawioralnych graczy. Umożliwia to precyzyjne targetowanie właściwych użytkowników. Dzięki temu, przekaz zawsze jest dostosowany do wieku odbiorców i kontekstowo umieszczany w bezpiecznym dla marek otoczeniu – tłumaczy Radosław Włoda, Dyrektor Handlowy Mobiem.

Po pierwsze nie szkodzić: reklama w mobile gamingu a brand safety

W badaniu Brand Safety Survey 2019 wykazano, że w grach mobilnych ryzyko natrafienia na fake newsy jest 6-krotnie mniejsze niż na popularnej niebieskiej platformie, a styczność z obraźliwym contentem 3-krotnie mniejsza, niż we wspomnianym kanale. Reklama za pośrednictwem mobile gamingu wygrywa również z mediami społecznościowymi i serwisami streamingowymi. Co istotne – blisko 70 proc. graczy uznaje gry mobilne za bezpieczne i zaufane, a 8 na 10 chce oglądać reklamy w zamian za dodatkowe bonusy w grze.[4] Jakie jeszcze powody przemawiają za tym, aby włączyć gry mobilne do strategii bezpieczeństwa marki?

  • aplikacje gier mobilnych są praktycznie wolne od nieodpowiednich treści – reklamy są emitowane w ramach sesji gry, a programiści zazwyczaj nie dają możliwości generowania treści przez użytkowników,
  • w mobile gamingu mamy większą kontrolę nad tym, w jakim otoczeniu wyświetlane są reklamy, eliminując jednocześnie strach przed reklamą w otwartych kanałach społecznościowych,
  • technologie w mobile gamingu pozwalają precyzyjnie mierzyć skuteczność kampanii w czasie rzeczywistym, analizować czas ekspozycji reklamy, jej widoczność,
  • środowisko graczy stanowi zróżnicowaną grupę odbiorców – przedział wiekowy 16-45+, z czego 47,5 proc. stanowią mężczyźni, a 52,5 proc. kobiety – reklama może być targetowana pod realnych użytkowników,
  • formaty reklam natywnych zapewniają dodatkową warstwę bezpieczeństwa – w szczególności pełnoekranowe formaty statyczne i wideo gwarantują, że obok grafiki nie pojawi się nic innego,
  • gry mobilne gwarantują wzbogacone wrażenia reklamowe, dostarczając interaktywne, angażujące i nienachalne formaty, które są oglądane z większą świadomością i zaangażowaniem,
  • Brand Suitability (przydatność marki) w obszarze mobile gamingu – mamy kontrolę nie tylko nad tym, czy reklamy są umieszczane w otoczeniu szkodliwych treści, ale także w otoczeniu niezgodnym z wartościami danej marki, choć lokowane w odpowiednim kontekście.

[1] AdColony, Brand Safety Survey 2019

[2] https://www.cheq.ai/digidaybrandsafety

[3] IAB, Brand Safety, lipiec 2020

[4] Dane źródłowe_Agencja marketingu mobilnego Mobiem

Commander ’85 – dreszczowiec sci-fi od Gaming Factory zadebiutuje na PC i konsoli Microsoftu 30 września

Gaming Factory, producent i wydawca gier komputerowych na PC i konsole, ogłasza datę premiery Commander ’85. Gra z portfolio wydawniczego spółki 30 września zadebiutuje jednocześnie w wersji na komputery stacjonarne oraz konsole XboxOne. Wraz z ogłoszeniem daty premiery, na platformie Steam, zamieszczony został zwiastun zapowiadający tytuł. Producentem gry jest studio The Moonwalls. Rolę współwydawcy pełni Ultimata Games.

Commander ‘85 to dreszczowiec science fiction, który pozwoli graczom decydować o losach świata dzięki zaawansowanemu systemowi komunikowania się człowieka z maszyną. W tym celu będą musieli zdobyć zaufanie komputera wyposażonego w sztuczną inteligencję i upewnić się, że jego nastawienie będzie pozytywne. – Gra rozpoczyna się niewinnie. Bohater dostaje na urodziny pozornie zwykły prezent – supernowoczesny komputer, wyposażony w sztuczna inteligencję. Szybko okaże się, że mądra maszyna na zawsze zmieni życie bohaterów i zburzy spokój sennych przedmieść Chicago. Wojskowe eksperymenty wymkną się spod kontroli, a świat stanie na progu wojny nuklearnej. Razem z paczką przyjaciół i z pomocą szalonego naukowca gracz spróbuje doprowadzić do zakończenia Zimnej Wojny, a jednocześnie odkryć tajemnice komputerów marki Commander i sekretu incydentu w Roswell – mówi Mateusz Adamkiewicz, prezes zarządu Gaming Factory S.A.

Przedstawiona w grze historia inspirowana jest kulturą i technologią lat 80. XX wieku. Dzięki setkom możliwości i losowym zdarzeniom fabularnym każda rozgrywka będzie inna, a podjęte w grze decyzje doprowadzą graczy do jednego z trzech możliwych zakończeń. – Losowo generowane elementy otoczenia i fabuły sprawią, że każda przygoda będzie ekscytująca i ciekawa. Dodatkowym urozmaiceniem rozgrywki będą liczne zadania dodatkowe i opcjonalne aktywności. Na potrzeby gry stworzono stacje radiowe, z audycjami, reklamami i muzyką, dzięki którym jeszcze lepiej będzie można wczuć się klimat lat 80. Grafika przedstawiona w grze inspirowana jest nagraniami z kaset VHS – dodaje Mateusz Adamkiewicz.

Commander ’85 będzie dostępny w wersji na PC i konsoli Microsoftu 30 września.  Producentem tytułu  jest studio The Moonwalls. Za wydanie projektu odpowiadają Gaming Factory oraz Ultimate Games.

We wrześniu Gaming Factory udostępniło pierwszy zwiastun zapowiadający Big Battle: Defend the Wall. Gra z gatunku tower defense umożliwi graczom przygotowanie strategii wojennej, w tym m.in. zarządzania obroną, dowodzeniem żołnierzami, czy niesieniem pomocy lokalnej społeczności. PC- towa wersja projektu trafi do sprzedaży jesienią 2021 roku. Docelowo tytuł ukaże się także na konsolach Xbox One, PlayStation oraz Nintendo Switch.

W sierpniu na platformie Steam Spółka zaprezentowała projekt ze swojego portfolio produkcyjno-wydawniczego – Pizza Simulator. Tytuł zadebiutuje w wersji na PC oraz konsole Sony i Microsoftu w 2021 roku. Docelowo gra będzie dostępna w kilku wersjach językowych: polskim, angielskim, hiszpańskim, francuskim, niemieckim, włoskim, portugalskim i rosyjskim.

Gaming Factory jednocześnie pracuje nad nowymi projektami. Premiery kilku z nich zaplanowane są jeszcze w tym roku, chodzi m.in. Bakery Simulator, Farming Life, czy Castle Flipper.

DRAGO entertainment realizuje kolejny etap w drodze na NewConnect

W najbliższy poniedziałek, 14 września rozpocznie się pierwsza runda kampanii crowdinwestingowej w ramach pierwszej transzy emisji, dedykowanej większym inwestorom. Zapisy będą prowadzone przez tydzień. Ich celem będzie pozyskanie kapitału, który pozwoli osiągnąć próg dojścia emisji do skutku (1 mln zł). 22 września przeprowadzimy kolejną transzę, również o wartości 1 mln zł, która zostanie zaprezentowana na CrowdConnect.pl. Cena emisyjna w obu transzach będzie taka sama. Naszym celem jest pozyskanie łącznie 2 mln zł  – informuje Joanna Tynor, prezes zarządu DRAGO entertainment. – Środki z emisji przeznaczymy na stworzenie trzech, zupełnie nowych autorskich projektów oraz realizację projektów realizowanych w ramach umowy inwestycyjnej z 2019 roku, zgodnie z ogłoszoną wówczas strategią.  Część kwoty posłuży nam także na sfinalizowanie prac przy grze Red Frost oraz wsparcie marketingowe zapowiedzianych na 2021 rok symulatorów – dodaje Joanna Tynor.

Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji będzie Dom Maklerski INC S.A.

Studio niedawno rozpoczęło pracę nad nową produkcją – Winter Survival Simulator. Tytuł inspirowany jest wyprawami znanego podróżnika, Marka Kamińskiego – pierwszego zdobywcy obu biegunów Ziemi. Podróżnik pełni rolę konsultanta na etapie tworzenia projektu. – WSS to nasz nowy projekt, który podobnie jak Red Frost, będzie utrzymany w survivalowej konwencji. Aby ta górska przygoda jak najbardziej odzwierciedlała prawdziwą wyprawę, przy tworzeniu gry konsultujemy się z Markiem Kamińskim, znanym podróżnikiem i pierwszym na świecie zdobywcą obu biegunów. Inspirujemy się jego licznymi wyprawami i korzystamy z jego doświadczeń. Liczymy, że zimowa odsłona survivalu, zyska szerokie grono fanów – dodaje Joanna Tynor.

Gracz będzie wędrował po parku stanowym w USA wśród wzgórz Mount Washington. Niespodziewanie jego wyprawa przeobrazi się w pełną grozy i niepewności walkę o przetrwanie. W czasie rozgrywki będzie można doświadczyć zimna, pragnienia, głodu i skrajnego wyczerpania. Projekt zostanie wzbogacony dynamicznym systemem zmiany pogody, a sama fabuła będzie bardzo realistyczna. Premiera Winter Survival Simulator, planowana jest na pierwszą połowę 2021 roku. Wcześniej studio udostępni darmowe demo gry. Prace nad tytułem wspiera Movie Games, które pełni rolę wydawcy projektu.

DRAGO entertainment obecnie buduje silną wishlistę autorskich tytułów. Wśród nich jest m.in. Gas Station Simulator, Food Truck Simulator, Airport Contraband i Detective Simulator, na produkcje których Studio pozyskało środki w ramach przeprowadzonej w grudniu ub. roku kampanii crowdfundingowej. – Warto podkreślić, że wciąż jeszcze dysponujemy kapitałem z zeszłorocznej kampanii na dokończenie produkcji, które wówczas zapowiedzieliśmy. Podjęliśmy decyzję, że chcemy jeszcze mocniej wesprzeć ich promocję i podjąć dedykowane temu działania marketingowe, na co przeznaczymy niewielką część pozyskanej kwoty– informuje Joanna Tynor.

Spółka obecnie przygotowuje się do konsolowego wydania autorskiej gry Treasure Hunter Simulator, która obecnie jest dostępna w wersji na PC. Portem tytułu w wersji na Xbox One oraz PlayStation zajmuje się spółka MD Games, portem na konsole Nintendo Switch – spółka UF Games.

Po zakończeniu emisji, DRAGO entertainment planuje debiut na rynku NewConnect.

Korporacyjny wynajem mieszkań dla rozproszonych zespołów

Rozproszone środowisko pracy z systemem biur satelickich, które przynosi COVID, tworzy znakomitą perspektywę dla korporacyjnego wynajmu mieszkań i apartamentów.

Nieopłacalne lokaty bankowe są dziś masowo likwidowane, a wycofywane z nich miliardy od wielu tygodni trafiają na rynek mieszkaniowy. Osoby poszukujące bezpiecznej przystani inwestycyjnej wybierają nieruchomości, by chronić swoje oszczędności. Jeśli ich zakup jest przemyślany, wartość inwestycji w dłuższej perspektywie rośnie. Wiadomo też, że nieruchomość przeznaczona pod wynajem staje się również źródłem regularnego dochodu. Może przynieść nawet 6 proc. zwrotu rocznie. Trzeba jednak umiejętnie zainwestować i przygotować lokal pod konkretnego najemcę.

Perspektywa nauki i pracy zdalnej spowodowała, że z rynku najmu odpłynęła część studentów i najemców pracujących poza miejscem zamieszkania. Studenci stanowią jednak niedużą grupę najemców, w zależności od miasta około 10-25 proc. Te lukę na rynku najmu wypełnią teraz osoby, które mają dziś kłopot z uzyskaniem kredytu na mieszkanie. A nie jest ich mało, bo banki bardzo skrupulatnie analizują obecnie sytuację ubiegających się o finansowanie, całkowicie wykluczając wnioskodawców, którzy reprezentują niektóre branże. Kredyty są droższe, a do tego trzeba mieć dwa razy większy wkład własny niż wcześniej. Osobom, które będą musiały zrezygnować z kupna mieszkania pozostaje więc wynajem.

Firmy poszukują nowego rodzaju biur

Dla inwestujących w nieruchomości najbardziej optymistyczne sygnały płyną natomiast z przechodzącego dziś szybką transformację rynku biur. Sytuacja związana z epidemią wymaga bowiem od firm wdrożenia zupełnie nowych rozwiązań i tworzenia innych środowisk pracy niż dotychczasowe. Wirus zmienił sposób myślenia o przestrzeni biurowej i miejscu pracy oraz oczekiwania pracowników, którzy wymagają dziś od pracodawców większej elastyczności. Chcą mieć swobodę w decydowaniu o tym, gdzie będą pracować. Firmy wprowadzają więc zmiany dla ich większej wygody.

Praca przestała być zogniskowana w siedzibach usytuowanych w największych zagłębiach biurowych. Po wprowadzeniu systemu pracy rotacyjnej, dzielonej pomiędzy pracę zdalną i w biurze, firmy przygotowują się teraz do wdrażania rozproszonych środowisk pracy, opartych na siatkach biur satelickich i systemach hybrydowych. Elastyczność w podejściu do sposobu świadczenia pracy nie wiąże się z rezygnacją z biur, ale ze zmianą ich formy. Nie wszystkie procesy w przedsiębiorstwach można przecież przeprowadzać zdalnie. Okazało się też, że ludzie potrzebują kontaktu ze współpracownikami, poza tym nie wszyscy mogą na stałe pracować z domu. Za tworzeniem systemów biur satelickich przemawia również bezpieczeństwo pracy.

Miejsca pracy dla rozproszonych zespołów

Dla efektywnego działania konieczne jest zabezpieczenie miejsc do pracy w rozproszonych zespołach. Firmy zaczynają doceniać lokalizacje poza centrum. Rezygnują z części powierzchni w dużych obiektach biurowych na rzecz mniejszych przestrzeni. Składają się na nie powierzchnie do pracy rozlokowane w różnych częściach miasta. W lokalizacjach, do których pracownicy mieszkający w poszczególnych dzielnicach mogą łatwo dotrzeć. W nowych schematach pracy firmy łączą home office z pracą w siedzibie i licznych mniejszych biurach, z których pracownicy mogą korzystać w zależności od potrzeb.

Biuro „idzie” za pracownikiem do jego miejsca zamieszkania. A to otwiera znacznie większe niż dotąd możliwości dla rozwoju wynajmu korporacyjnego. Wszystko wskazuje na to, że firmy coraz liczniej będą zmieniać model działania ze skonsolidowanego na rozproszony, zapewniając w ten sposób pracownikom odpowiednią infrastrukturę, by móc przyciągnąć jak najwięcej najzdolniejszych ludzi. Mniejsze biura zlokalizowane będą także na terenie inwestycji mieszkaniowych, w tym również w miejscach znacznie oddalonych od centrum oraz w miejscowościach pod miastem.

Podkręcony trend

Ewolucja środowiska pracy, stwarzająca w największych ośrodkach miejskich w Polsce szersze perspektywy dla wynajmu apartamentów i mieszkań na biura to świetna wiadomość dla inwestorów. Firma jest bowiem najbardziej stabilnym i solidnym najemcą, zabezpieczającym właścicielowi długoterminowy, regularny dochód. Ale to przecież nie nowość, w rzeczywistości covidowej trend związany z lokowaniem biur w apartamentach przybierze jednak znacznie na sile.

Z wynajmu korporacyjnego korzystają już od lat firmy, które wolą pracować w kamienicach i dobrze zlokalizowanych budynkach mieszkalnych. Ten rodzaj najmu najbardziej rozwinął się w Warszawie. Największym powodzeniem wśród firm cieszą się budynki położone m.in. przy ulicy Kruczej, Świętokrzyskiej, Grzybowskiej, alejach Jerozolimskich, czy kamienice w okolicy placu Zbawiciela i placu Trzech Krzyży. Często wszystkie lokale w budynkach znajdujących się w tym rejonie wynajmowane są na cele firmowe.

W Trójmieście wynajem korporacyjny rozwijał się dotychczas głównie w pobliżu skupisk biznesowych. W Gdańsku najatrakcyjniejsze dla firm były nieruchomości usytuowane w pobliżu Olivia Business Centre i na Przymorzu oraz nowe obiekty mieszkaniowe położone w pobliżu Starego Miasta. Przede wszystkim w budynkach znajdujących się na linii jednej z głównych arterii komunikacyjnych Gdańska, alei Grunwaldzkiej oraz w centralnej części miasta na terenie tzw. Młodego Miasta. W Gdyni największym powodzeniem cieszyły się Śródmieście i Orłowo, w Sopocie natomiast bardziej popularna jest górna część kurortu.

Potencjał trójmiejskiego biznesu

Nie bez znaczenia jest też fakt, że przed locdownem w Trójmieście, w którym LBC INVEST  ma swoją siedzibę, notowany był najniższy poziom pustostanów biurowych w kraju. Brakowało biur do wynajęcia. Trójmiasto jest czwartym ośrodkiem biznesowym w Polsce. Powierzchni pod biura poszukują tu firmy z sektora bankowego, transportowego, z segmentu nowoczesnych usług dla biznesu i nowych technologii, centra produkcyjne, ośrodki badań i rozwoju, a także firmy związane z obrotem towarów drogą morską, które korzystają z morskiego węzła przeładunkowego. O stabilności trójmiejskiego rynku wynajmu może świadczyć też fakt, że podczas gdy w czasie minionych wakacji w całym kraju stawki najmu spadały, w Gdyni wzrosły o około 8 proc.

Większość apartamentów, których do tej pory poszukiwaliśmy dla naszych kontrahentów przeznaczona była dla zamiejscowych pracowników firm na cele mieszkaniowe. Teraz przewagę zyskuje wynajem pod biura. W ostatnich tygodniach zwróciło się do nas kilka firm chcących podpisać umowy na wynajem apartamentów sprofilowanych do pracy. Spływają również zapytania od osób zainteresowanych inwestowaniem w nieruchomości pod wynajem korporacyjny. Finalizujemy teraz więcej takich transakcji niż wcześniej.

Poszukujemy też nieruchomości dla jednego z norweskich kontrahentów, który planuje jeszcze w tym roku zakup pierwszej transzy kilkudziesięciu mieszkań z rynku deweloperskiego w Gdyni. Zamierza przeznaczyć je na biura dla swoich pracowników. Mieszkania zostaną wykończone pod klucz i zaaranżowane pod home office. Podobnym rozwiązaniem w różnych lokalizacjach zainteresowani są też inni skandynawscy przedsiębiorcy, z którymi współpracujemy.

LBC INVEST specjalizuje się w wynajmie korporacyjnym, który obejmuje kompleksową obsługę, zarówno firm, jak i właścicieli nieruchomości. Na zlecenie nabywcy nasza firma zajmuje się, nie tylko wszystkimi formalnościami związanymi z wyborem i zakupem nieruchomości, ale również całościowym przygotowaniem apartamentu pod wynajem, przeprowadzeniem selekcji i weryfikacji potencjalnych najemców, dostarczeniem inwestorowi klienta, obsługą najmu oraz późniejszą, ewentualną sprzedażą lokalu.

Wynajem krótkoterminowy w defensywie

Jeśli mówimy o trójmiejskim rynku najmu nie sposób nie wspomnieć również o wynajmie krótkoterminowym, który właśnie w Trójmieście rozwijał się dotychczas niezwykle szybko. Najwięcej condohoteli i obiektów z apartamentami na wynajem otwierało się w Gdańsku. W 2019 roku uruchomiony został m.in. budynek apartamentowy w projekcie Granaria na Wyspie Spichrzów, oferujący ponad 130 lokali, apartamentowiec w inwestycji Deo Plaza z 120 lokalami na wynajem, czy Baltica Towers z przeszło 130 apartamentami.

Jeśli nie wybuchłaby pandemia ten segment rynku w Trójmieście szybko zwiększałby swój potencjał, choć jego oferta już wcześniej była na tyle duża, że niektórzy inwestorzy ponosili nawet straty z tytułu wynajmu sezonowego. W obliczu blokady turystycznej i połączeń komunikacyjnych, szczególnie drogą lotniczą prognozy dla krótkoterminowego wynajmu diametralnie się zmieniły. Inwestorzy, którzy nabyli lokale w condohotelach i jednostki mieszkalne w obiektach z apartamentami wypoczynkowymi nie mogą teraz liczyć na zysk, ani zmienić formy najmu, bo układy funkcjonalne mieszkań przeznaczonych pod wynajem krótkoterminowy nie są odpowiednie pod długoterminowy wynajem korporacyjny. Deweloperzy natomiast wstrzymają tego typu projekty.

Autor: Agata Karolina Lasota, dyrektor zarządzająca LBC Invest

Marczuk o tarczy antykryzysowej: państwo stanęło na wysokości zadania

Przedsiębiorcy, korzystając z rozwiązań tarczy antykryzysowej uwierzyli, że państwo stanęło na wysokości zadania w tym najtrudniejszym dla nich momencie – ocenił na Forum Ekonomicznym w Karpaczu wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju Bartosz Marczuk.

W trakcie panelu dotyczącego Tarczy Antykryzysowej i Tarczy Finansowej Marczuk odniósł się do pytania o wnioski z ich wprowadzenia. Jak ocenił, przede wszystkim sprawdziło się e-państwo, natomiast należy kontynuować cyfryzację.

Zwrócił też uwagę na element współpracy w ramach administracji. „To, co udało się w czasie pandemii Covid-19, to dobra współpraca pomiędzy różnymi instytucjami i ministerstwami. +Silosowość+, która doskwierała w administracji, stopniowo odchodzi w przeszłość” – ocenił.

Zdaniem wiceszefa PFR, tarcze pokazały też, że warto być uczciwym i uczciwie zatrudniać, ponieważ przedsiębiorcy, którzy opłacali za swoich pracowników składki do ZUS, otrzymali wsparcie.

Według niego tarcze dały fundament do budowania dobrych relacji pomiędzy państwem i przedsiębiorcami.

„Przedsiębiorcy, korzystając z rozwiązań tarczy, czy to nie płacąc ZUS-u, czy otrzymując wsparcie z Polskiego Funduszu Rozwoju, uwierzyli, że państwo stanęło na wysokości zadania, że rzeczywiście im pomogło w tym najtrudniejszym dla nich momencie” – przekonywał.

Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Gertruda Uścińska zauważała, że w ostatnich latach zmianie uległ wizerunek ZUS, co wynika z kluczowych reform, jak elektroniczne zwolnienia czy e-składka.

„Gdyby nie determinacja i profesjonalizm wprowadzenia (…) elektronicznych zwolnień, to w 2020 r., kiedy w marcu zostało wystawionych prawie 3,3 mln zwolnień, zatopilibyśmy się w papierach (..) czyli procesy wcześniej wcale nie projektowane na to, że będzie pandemia, tylko na to, żeby usprawnić działanie ZUS (…) zostały przez nas świetnie wykorzystane w tym okresie kryzysowym” – podkreśliła.

Według wiceministra rozwoju Roberta Nowickiego gospodarka oparta na wiedzy i na danych pokazuje, że w chwilach kryzysu można zarządzać państwem, posiadając te dane, co stanowi przewagę nad innymi krajami w zakresie szybkości reagowania.

Podobnie jest z biznesem, stąd – w ocenie wiceministra – zmiany legislacyjne, które mają pobudzić inwestycje.

Estoński CIT (proinwestycyjny system opodatkowania) ma wyjść naprzeciw przedsiębiorcom, podobnie jak ulga na robotyzację. Potrzebujemy w tej chwili procesów automatyzacji” – podkreślił.

Członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego Tomasz Robaczyński wyraził nadzieję, że wchodzimy obecnie w trzeci, „pocovidowy” etap wsparcia przedsiębiorstw.

„Etap pierwszy to tak naprawdę było ratowanie przedsiębiorców, etap drugi to zapewnienie im płynności finansowej, teraz wchodzimy – mam nadzieję – już w ten trzeci etap, w którym zwiększa się rola Banku Gospodarstwa Krajowego, jako tego banku państwowego, wpierającego rozwój, jak również banków komercyjnych, całego systemu bankowego” – zauważył Robaczyński.

Jego zdaniem konieczne jest dostarczenie finansowania przedsiębiorcom, zarówno do zapewnienia płynności finansowej jak i do realizacji nowych inwestycji.

„Dlatego Bank Gospodarstwa Krajowego zarówno kontynuuje dystrybucję produktów, które już miał, a które zostały zmienione w czasie +covidu+, jak również wchodzi z nowym i produktami, chociażby z gwarancjami faktoringowymi” – zauważył.

Prezes Instytutu Myśli Schumana prof. Zbigniew Krysiak ocenił z kolei, że na kryzysach również się zarabia, powstaje też potencjał do silniejszego rozwoju gospodarczego. „Mamy taką możliwość, taką sytuację w Polsce. Model gospodarki bardziej odporny na pandemie czy kryzysy” – ocenił.

Prof. Krysiak mówił o stworzeniu tarczy rozwojowej, „tarczy 590”, opartej o patriotyzm gospodarczy, zakładającej jak największy eksport i jak najmniejszy import.

„Na import różnych towarów wydajemy 700 mld rocznie, czyli to jest około 50 mld miesięcznie (…) i to trafia do przedsiębiorstw za granicą. W mojej opinii można by zatrzymać ok. 10 mld miesięcznie, to oznacza ok. 120 mld rocznie” – szacował.

Trwające do czwartku trzydniowe Forum Ekonomiczne to jedna z najważniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej konferencji o tematyce politycznej, gospodarczej i społecznej. Podczas tegorocznego forum odbywa się około 150 wydarzeń, w których uczestniczy kilka tysięcy gości: polityków, samorządowców, naukowców, dziennikarzy i działaczy społecznych.

Pandemia szansą rozwoju czy upadkiem polskiego lotnictwa

Epidemia koronawirusa, która wstrzymała ruch lotniczy na świecie, zmusiła branżę do wypracowania nowych procedur. Jeśli zostanie odbudowane zaufanie ludzi do podróżowania, jest szansa, że polski sektor lotniczy wyjdzie z kryzysu obronną ręka – takie wnioski płyną z panelu „Ekonomiczne skutki COVID-19 dla lotnictwa cywilnego”, który miał miejsce podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

„Każdy kryzys to szansa na rozwój” – stwierdził na początku spotkania Marcin Horała, wiceminister infrastruktury, pełnomocnik rządu ds. CPK. „Można to zdefiniować tak: rozwijaj się albo giń. Ci, którzy przetrwają, będą mieli szanse wejść na przeczyszczone pole” – mówił wiceminister. Przywołał tu strategię stosowaną przez niemiecki rząd względem Lufthansy, w którą są pompowane potężne pieniądze, praktycznie bez ograniczeń.

Stwierdził jednocześnie, że Polska znajduje się w trudnej sytuacji, bo jest średnim państwem ze średniej wielkości sektorem lotniczym. Za dużym, żeby upaść, za małym żeby wygrać bez walki.

„Za parę lat zobaczymy, jak ten rynek wygląda, pewnie sporo podmiotów z niego wypadnie, ale może się okazać, że te polskie zostaną i łatwiej im się będzie rozwijać. Nie możemy być za mali, bo mali nie przetrwają, tylko wejście na większy, wyższy poziom da nam szansę rozwoju” – powiedział wiceminister. Według niego stąd tak ważna jest inwestycja związana z powstaniem Centralnego Portu Komunikacyjnego, który już w 2027 roku pozwoli Polsce dołączyć do pierwszej ligi lotniczej w Europie.

Epidemia koronawirusa całkowicie zmieniła obraz polskiego i światowego lotnictwa, wstrzymany został ruch lotniczy. „Oczywiście krakowskie lotnisko jako lotnisko wojskowe, lotnisko, na którym funkcjonuje lotnicze pogotowie ratunkowe cały czas funkcjonowało, bo zapewnialiśmy bezpieczeństwo Rzeczpospolitej, ale ruch cywilny zamarł. Dzisiaj, po kilku miesiącach zamknięcia ruchu lotniczego i granic, powoli, ale systematycznie wracamy do życia” – mówił w trakcie panelu Radosław Włoszek, prezes Kraków Airport.

Zwrócił jednocześnie uwagę, że koronakryzys nie jest jedynym takim kryzysem, jaki na przestrzeni ostatnich kilku dekad dotknął lotnictwo na świecie. Były np. wybuchy wulkanu (2010 r.) czy zamachy (2001 r.).

Każdy taki kryzys udało się pokonać, bo zaufanie do latania zostało odbudowane. „To obecnie nasze największe wyzwanie, przekonać ludzi, by ponownie zaczęli podróżować przy pomocy samolotów” – powiedział prezes Włoszek. Najważniejsze jest także utrzymanie miejsc pracy nie tylko na krakowskim lotnisku, które wciąż pozostaje bramą gospodarczą i turystyczną dla Krakowa i Małopolski, ale dla całego regionu.

Aktualna sytuacja powrotu do normalności to duże zagrożenie, ale i gigantyczna szansa na ucieczkę do przodu i rozwój. „Z jednej strony przenieśliśmy się do roku 2005, 2006, bo poziom ruchu na polskim niebie jest taki, jak był 15, 16 lat temu. Ale musimy uciekać do przodu, jak powiedział pan minister Horała. PAŻP przygotowuje się do cyfryzacji, automatyzacji i informatyzacji zarządzania ruchem lotniczym nie tylko w przestrzeni powietrznej Polski, ale i przestrzeni europejskiej” – powiedział Janusz Janiszewski, prezes Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Jednym z kluczowych działań w tym zakresie będzie budowa nowoczesnego systemu zarządzania ruchem lotniczym oraz budowa centrum przetwarzania danych lotniczych. Inwestycje te mają zostać zrealizowane do 2024 roku.

W podobnym duchu wypowiadał się Grzegorz Biedroń, prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej. „Chciałbym w tym wszystkim widzieć szansę. Tak jak było w czasie kryzysu z lat 2008-2009, który przyniósł umocnienie pozycji Polski we wszystkich wymiarach, jeśli chodzi o gospodarkę, w tym również w turystyce. Zmniejszyliśmy wtedy dystans do najwyżej rozwiniętych państw europejskich i świata” – powiedział prezes Biedroń.

Według niego, z kryzysu obronną ręka wyjdą ci, którzy pamiętają, że każdy kryzys się kiedyś kończy. Ci, którzy nie wierzą w katastroficzne przepowiednie.

Komentarz ZPP ws. konieczności wprowadzenia przepisów umożliwiających personelowi odmowę wpuszczenia do lokalu i obsługi klienta bez maseczki

Rozporządzenie Rady Ministrów z 7 sierpnia 2020 roku w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii wprowadza obowiązek zakrywania nosa i ust w przestrzeniach zamkniętych, w tym m.in. lokalach gastronomicznych (do momentu zajęcia miejsca przy stoliku), czy w sklepach. Niestety, w obrocie prawnym nie funkcjonuje norma wprost umożliwiająca przedsiębiorcy bądź personelowi odmówienie wstępu do lokalu klientowi nie stosującemu się do wskazanego obowiązku. Ta niejasna sytuacja generuje liczne konflikty – zarówno pomiędzy obsługą lokali i klientami, jak i pomiędzy przedsiębiorcami a personelem. Uważamy wobec tego za zasadne, by zmodyfikować przepisy przedmiotowego rozporządzenia w taki sposób, aby uwzględnić w nim regulację wprost uprawniającą przedsiębiorców i ich personel do odmowy wpuszczenia do lokalu i odmowy obsługi klientów nie stosujących się do nakazu zakrywania nosa i ust.

Opisywany problem nie jest nowy i biznes musi się z nim mierzyć w zasadzie od momentu wprowadzenia obowiązku zakrywania ust i nosa. Jeszcze na początku sierpnia Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zwrócił się do Ministra Zdrowia z prośbą o wykładnię obowiązujących przepisów w zakresie noszenia masek w sklepach. Zgodnie z przedstawioną przez resort interpretacją, konieczność zakrycia ust i nosa w lokalu powinna być rozumiana jako warunek początkowy dla skutecznego skorzystania z oferty sprzedaży przez kupującego. Opierając się na klauzulach generalnych zawartych w Kodeksie cywilnym oraz przywołując orzecznictwo Sądu Najwyższego, Ministerstwo wywodziło, że już na gruncie obowiązujących przepisów pracownik obiektu handlowego ma możliwość odmowy dokonania sprzedaży w przypadku, w którym klient sklepu, wbrew obowiązkowi, nie zakrywa ust i nosa.

Mimo oficjalnie zaprezentowanej przez Ministerstwo interpretacji, problem nie przestał być aktualny, a przedsiębiorcy i ich personel wciąż mają wątpliwości jak traktować klientów wchodzących do lokalu z odkrytymi ustami i nosem. Znane są przypadki, w których zwrócenie uwagi na konieczność zakrycia ust i nosa spowodowało agresywne zachowanie klientów twierdzących, że personel nie ma prawa odmówić im obsługi. Kłopot prawny stał się tym bardziej palący, gdy Sąd Rejonowy w Suwałkach stwierdził, że ekspedientka odmawiająca sprzedaży artykułów spożywczych klientowi bez maseczki dopuściła się wykroczenia polegającego na odmówieniu sprzedaży towaru bez uzasadnionej przyczyny i skazał ją na karę grzywny.

Pandemia koronawirusa to szczególne okoliczności, w ramach których przedsiębiorcy muszą się mierzyć ze znacznym stopniem niestabilności otoczenia, w którym funkcjonują. Powiat, w którym prowadzą firmę, może z tygodnia na tydzień trafić do strefy objętej dodatkowymi obostrzeniami. Co więcej, w niektórych branżach popyt na usługi i towary wciąż stanowi ułamek popytu odnotowywanego przed pandemią. Mając to na uwadze, prawodawca powinien działać tak, by tam gdzie jest to możliwe, zapewniać firmom i pracownikom pewien poziom komfortu i bezpieczeństwa. Jeśli częścią polityki „antycovidowej” jest utrzymanie obowiązku noszenia masek w przestrzeniach zamkniętych, przedsiębiorcy i personel muszą mieć możliwość odmowy obsługi klienta nierealizującego tego obowiązku, bez narażania się na konsekwencje prawne.

W związku z powyższym, ZPP apeluje o pilne znowelizowanie rozporządzenia z 7 sierpnia w taki sposób, by przedsiębiorcy i ich pracownicy byli wprost uprawnieni do odmowy wstępu do lokalu bądź obsługi osób, które nie zastosowały się do obowiązku zakrywania ust i nosa. Co więcej, przedsiębiorcy i personel powinni być w tych przypadkach uprawnieni również do weryfikacji dokumentów potwierdzających ewentualną niemożność realizacji powyższego obowiązku. Odpowiednich modyfikacji, uwzględniających powyższe zmiany w rozporządzeniu, należałoby dokonać również w zakresie wytycznych dla funkcjonowania gastronomii w trakcie epidemii opublikowanych przez Ministerstwo Rozwoju i Główny Inspektorat Sanitarny. Jesteśmy przekonani, że wprowadzenie postulowanych zmian pomoże skutecznie przeciwdziałać rozwojowi epidemii, a jednocześnie zapewni przedsiębiorcom i ich personelowi możliwość realizowania postanowień rozporządzenia bez konieczności narażania się na ewentualne konsekwencje prawne.

Analityka w czasie rzeczywistym pomoże firmom szybciej reagować na zmiany nawyków konsumentów

Trwający kryzys pandemii COVID-19 spowodował znaczące zmiany w przepływie strumieni finansowych. Część klientów straciła pracę, niektórym zredukowano wynagrodzenie. Wpłynęło to na ich nawyki związane zarówno z oszczędzaniem, jak i wydawaniem pieniędzy. Firmy muszą podejmować szybkie decyzje, aby odpowiadać na potrzeby zmieniającego się rynku. O tym, jak systemy analityczne mogą pomóc zrealizować ten cel, dyskutować będą przedstawiciele nauki i biznesu podczas wirtualnej konferencji Advanced Analytics and Data Science 2020.

Trudno określić, które zmiany w zachowaniach konsumentów pozostaną z nami na dłużej, a które ustąpią po zakończeniu pandemii. Długoterminowymi skutkami koronawirusa są zwiększenie się ryzyka kredytowego kontrahentów, jak również zwiększający się odsetek klientów windykowanych. Oznacza to, że instytucje finansowe muszą szybko przeorganizować procesy pożyczkowe i wdrożyć bardziej restrykcyjne polityki scoringowe. To z kolei może prowadzić do zbyt częstego kwalifikowania klientów jako niewiarygodnych. Takie działanie skutkuje decyzją odmowną o przyznaniu kredytu, stratą przychodu dla banku i niezrealizowaną inwestycją organizacji czy osoby, która ubiegała się o pożyczkę. W szerszej perspektywie oznacza to negatywny wpływ na poszczególne firmy, a także na gospodarkę całego państwa.

Szybkie analizy w niepewnych czasach

Firmy codziennie analizują ogromną ilość zewnętrznych i wewnętrznych informacji o klientach. Dzięki jednolitym platformom automatyzującym wszystkie etapy cyklu życia modeli analitycznych, takim jak SAS Viya, obecnie procesy te zajmują znacząco mniej czasu niż kiedyś. Samo modelowanie również uległo skróceniu dzięki postępowi technologicznemu, np. dostępności technologii in-memory, polegającej na przetwarzaniu danych w szybkiej pamięci RAM. W efekcie biznes może szybko przejść od fazy projektowej do praktycznego wykorzystania efektów procesów analitycznych.

Szybkość podejmowania decyzji zawsze odgrywała kluczową rolę w każdej branży. Obecnie analiza danych w czasie rzeczywistym jest jeszcze ważniejsza. Zachowania konsumentów stają się coraz mniej przewidywalne. Firmy muszą błyskawicznie określać możliwości pozyskania i utrzymania klienta, a także oceniać jego wiarygodność i szacować ryzyko wystąpienia nadużyć. Z pomocą przychodzi analityka, w tym również algorytmy Artificial Intelligence – mówi Łukasz Libuda, Principal Business Solutions Manager w SAS Polska.

Procesy analityczne cechuje duża złożoność. Współpraca wielu użytkowników niejednokrotnie wiąże się z tym, że korzystają oni z różnych systemów czy języków programowania. Mając to na uwadze, SAS dostosował swoje rozwiązania do potrzeb współpracy np. z programistami czy twórcami modeli analitycznych, korzystającymi z narzędzi open source czy interaktywnych kreatorów no-code/low-code. W projekty z zakresu analityki zaangażowane są osoby o różnym stopniu zaawansowania. Część z nich nie ma odpowiedniej wiedzy, aby móc samodzielnie tworzyć i udoskonalać modele analityczne. System SAS oferuje wsparcie technologiczne podpowiadając użytkownikowi, jakie kroki powinien wykonać, dysponując określonym zestawem danych. Nie oznacza to oczywiście, że narzędzia analityczne same podejmują decyzje biznesowe.

Kompetencje analityczne wciąż poszukiwane

Firmy muszą budować wewnętrzne kompetencje w obszarze zaawansowanej analityki. Dlatego bardzo ważna jest współpraca biznesu z uczelniami wyższymi w zakresie kształcenia kadr i rozwijania odpowiednich kompetencji, zwłaszcza w obszarach analitycznych wykorzystujących sztuczną inteligencję, która jest dziedziną podlegającą nieustannym zmianom i ciągłej ewolucji.

Uczelnie wyższe muszą na bieżąco reagować na rozwój technologii oraz wynikające z tego zmiany rynkowe i dostosowywać programy nauczania do aktualnych potrzeb przedsiębiorstw. Specjaliści na stanowiskach data scientist, których kształcimy w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, między innymi na kierunku Analiza Danych – Big Data odgrywają coraz większą rolę w swoich organizacjach – mówi Ewa Frątczak, Profesor SGH, kierownik Zakładu Metod Statystycznych i Analiz Biznesowych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Jaka będzie nowa cyfrowa normalność w biznesie?

Analityka w czasie rzeczywistym wspierana przez sztuczną inteligencję to ważne narzędzie w rękach decydentów działających w realiach cyfrowej ekonomii. Szybkość decyzji zwiększa konkurencyjność na niezwykle rozproszonych i szybkozmiennych rynkach. Jednocześnie wszyscy chcą tworzyć długoterminowe strategie działania w sytuacji, gdy o przyszłości wiadomo bardzo niewiele. Organizacje, które wykorzystują systemy scenariuszowe czy też stress testowe, mogą przygotować się na nadchodzące miesiące i w bardziej trafny sposób zaplanować działania w perspektywie długoterminowej. W tym celu firmy wykorzystują zaawansowane modele analityczne, budują eksperckie reguły biznesowe oraz analizują wszelkie możliwe ścieżki rozwoju.

W realiach tak zwanej nowej normalności firmy potrzebują wsparcia technologii i wiedzy płynącej z danych w coraz szerszym zakresie. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom, w bieżącym roku akademickim na kierunku Analiza Danych – Big Data wprowadzamy nowy przedmiot kierunkowy „Real Time Analytics”, który łączy nowoczesne technologie z zaawansowaną analityką biznesową. Pracujemy też nad otwarciem nowej generacji studiów podyplomowych. Naszym celem jest wykształcenie kolejnych pokoleń analityków, którzy posiadają niezbędną wiedzę i kompetencje w zakresie modelowania i analizy danych w czasie rzeczywistym – mówi profesor Ewa Frątczak.

Spotkanie ekspertów

Na temat roli analityki na zmieniających się rynkach dyskutować będą przedstawiciele sektora nauki, biznesu i technologii podczas wirtualnej konferencji Advanced Analytics and Data Science. Spotkanie organizuje Szkoła Główna Handlowa w Warszawie we współpracy z SAS. Tematem przewodnim siódmej edycji wydarzenia, które odbędzie się 14 września 2020 r., będzie Real-Time Analytics & Cybersecurity.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie – profesor Piotr Wachowiak. W programie znajdą się między innymi: wnioski z globalnych doświadczeń dotyczących wykorzystania technologii AI i machine learning w biznesie oraz najlepsze praktyki w zakresie zastosowania Real-Time Analytics w obszarach takich jak: risk management, credit scoring, customer intelligence czy fraud detection. Zaprezentowane zostaną także najnowsze narzędzia i rozwiązania oraz praktyczne przykłady ich zastosowania w różnych branżach.

Program konferencji i formularz rejestracyjny znajdują się na stronie: https://www.sas.com/pl_pl/events/20/aa-ds.html

GIAP oraz estoński startup EyeVi Technologies będą mapować polskie drogi

  • Wzrasta zapotrzebowanie na cyfrowe mapowanie dróg. Technologia ta będzie już niedługo wykorzystywana powszechnie przez administrację publiczną oraz GDDKiA. Pilotażowy projekt przeprowadzony będzie w gminie Lubawa na Mazurach.
  • GIAP wspólnie z estońskim startupem EyeVi Technologies zrealizują projekt mapy 3D o wysokiej rozdzielczości do analizy, zarządzania i planowania prac budowlanych i remontowych. Dzięki połączeniu kompetencji czas przetwarzania danych skrócony zostanie kilkanaście razy.
  • Rynek usług mapowania cyfrowego w Polsce według wstępnych szacunków sięga 300 milionów złotych.

Tylko w zeszłym roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Polsce udostępniła 460 km nowych dróg[1]. Nowo powstałe kilometry to tylko część zrealizowanych projektów, ponieważ łączna długość przekazanych do użytku dróg w 2019 sięga 960 km[2]. Za drugim rekordowym wynikiem GDDKiA stoi nie tylko efektywna realizacja prac remontowych i budowlanych, ale też prace urzędników związane z analizą, planowaniem i zarządzaniem projektowym. Nadzorowanie oraz inspekcja dróg stają się coraz ważniejszym zadaniem, a nowe połączenia ciągle się mnożą. Na szczęście czasochłonne i kosztowne procesy usprawnić pomaga technologia. Nadchodzi era cyfryzacji infrastruktury. Jedna z wiodących spółek dostarczających rozwiązania IT dla sektora publicznego w Polsce, GIAP, od kilku lat pracuje nad rozwiązaniem, które umożliwi zarządzanie drogami przy wykorzystaniu wysokorozdzielczej ortofotomapy. W celu przyspieszenia i optymalizacji kosztowej procesu opracowywania danych drogowych, spółka weszła w partnerstwo z estońską firmą EyeVi Technologies, która dostarcza m.in. oprogramowanie do mapowania dla firm i organizacji zajmujących się zarządzaniem infrastrukturą transportową. Startup zdążył już zdobyć uznanie w 10 krajach na całym świecie, a teraz we współpracy z GIAP będzie tworzyć mapy cyfrowe polskich dróg.

Widzimy ogromny potencjał w zastosowaniu automatyzacji digitalizacji, jako wsparcia dla administracji sektora publicznego zajmującej się zarządzaniem infrastrukturą. Dokładne ortofotomapy są rewolucyjnym narzędziem usprawniającym procesy operacyjne związane z obsługą coraz bardziej złożonych projektów, tworzeniem książek dróg, a nawet automatyczną detekcją znaków. Tworzymy unikalny produkt, nasza ortofotomapa jest tworzona poniżej poziomu drzew, a więc droga nie jest przesłaniana przez drzewa, tak często występujące przy drogach. Zdigitalizowane w ten sposób drogi można efektywniej monitorować, analizować i planować za pomocą automatycznej zdalnej inspekcji. To także znacznie obniża koszty robót drogowych. Połączenie naszych kompetencji z EyeVi pozwoli nam skalować usługę cyfrowego mapowania na poziom ogólnokrajowy – mówi Sławomir Hemerling-Kowalczyk, prezes GIAP.

Z naszej strony widzimy ogromny potencjał polskiego rynku, a współpraca z GIAP pomoże nam skutecznie wprowadzić na ten rynek nasza autorską technologie i przyczyni się do jej dalszego rozwoju – dodaje Gaspar Anton, dyrektor generalny EyeVi Technologies.

Optymalizacja zarządzania i przewidywane oszczędności napędzają popyt. Wartość cyfrowego mapowania wraz z oprogramowaniem w miejscowości wiejskiej to 1000 zł za kilometr drogi, a w dużych miastach ze względu na znacząco większą liczbę elementów i obszaru dróg cena będzie wyższa. Obliczona w ten sposób wartość polskiego rynku usług mapowania cyfrowego sięga 300 milionów złotych. Biorąc pod uwagę potrzebę regularnej aktualizacji map, zapotrzebowanie będzie mieć charakter długoterminowy.

Analizując perspektywy tego rynku szukaliśmy przystępnego cenowo oprogramowania, które pozwoliłoby skrócić proces opracowania zebranych w terenie danych. Znalezienie startupu, który właśnie specjalizuje się w tworzeniu takiego oprogramowania i nawiązanie z nim współpracy, uważamy za szczególny sukces. Dzięki, ich rozwiązaniu przekształcenie materiałów graficznych w ortofotomozaiki, zajmuje 14 razy mniej czasu niż dotychczas, co w znacznym stopniu obniża koszt tej usługi. Jeśli wcześniej na przetwarzanie danych trzeba byłoby czekać do dwóch tygodni, obecnie możemy mówić o obróbce zdjęć pozyskanych jednego dnia już w ciągu dnia kolejnego. W ten sposób angażując technologię partnerów EyeVi udało nam się wygrać pierwsze przetargi na realizację mapowania cyfrowego dróg w dwóch gminach województwa warmińsko-mazurskiego. Będzie to okazja na pierwsze w Polsce przetestowanie tej technologii – podkreśla Pan Sławomir.

Za pomocą kamery sferycznej, podobnej do takich, z jakich korzysta też Google, czy TomTom, zamontowanej na dachu samochodu, najpierw robione są zdjęcia wybranej drogi. Rozdzielczość takich zdjęć pozwala nie tylko rozpoznać znaki drogowe, czy zauważyć różnego rodzaju usterki, ale nawet policzyć kostki chodnika. Kamera współpracuje ze skanerem laserowym LiDAR oraz oprogramowaniem sztucznej inteligencji do wyodrębniania cech obiektów z zebranych danych. Później za pomocą specjalnego oprogramowania ze zdobytych w ten sposób materiałów graficznych tworzone są ortofotomozaiki czyli bardzo dokładna prezentacja danego terenu, modele 3D oraz dane wektorowe dróg.

Cyfrowe dane drogowe mogą być skutecznie wykorzystane do sprawdzenia stanu drogi bez konieczności prac inspekcyjnych w terenie, np. do analizy usterek i planowania prac remontowych, sporządzenia planów utrzymania i predykcji kosztów, mapowania i mierzenia obiektów przydrożnych, zarządzania ruchem drogowym poprzez rozstawienie znaków. Na przykład w Szwecji, podobne mapy są często stosowane podczas planowania i realizacji budowy autostrad. Drogi w Finlandii i Wielkiej Brytanii są także analizowane i zarządzane za pomocą usług EyeVi. Z kolei w Estonii technologia została wykorzystana do sporządzenia aplikacji do zarządzania ruchem samochodu autonomicznego, a skumulowane w ten sposób dane można będzie wykorzystać dla rozwoju inteligentnych miast. Wcześniejsze doświadczenie estońskiego startupu wskazuje na rosnące zapotrzebowanie na tego typu rozwiązania geodezyjne również w inżynierii i przemyśle.

GIAP to polski dostawca rozwiązań technologicznych dla sektora publicznego. Podstawową specjalizacją spółki jest tworzenie oprogramowania GIS, a głównym produktem jest Samorządowa Platforma Danych Przestrzennych (SPDP) wspierająca realizację zadań administracji samorządowej. W jej skład wchodzą aplikacje dedykowane poszczególnym dziedzinom, portale mapowe, aplikacje mobile, e-usługi oraz przetwarzanie danych przestrzennych.

[1] https://auto.wprost.pl/aktualnosci/10285385/rekordowy-rok-2019-powstalo-460-km-nowych-drog.html

[2] https://auto.wprost.pl/aktualnosci/10285385/rekordowy-rok-2019-powstalo-460-km-nowych-drog.html

Proteon Pharmaceuticals – strategiczne partnerstwo handlowe z DuPont Animal Nutrition

Proteon Pharmaceuticals, polska firma biotechnologiczna i lider technologii bakteriofagowej w dodatkach paszowych dla zwierząt hodowlanych, podjęła strategiczne partnerstwo z DuPont Animal Nutrition, oddziałem DuPont Nutrition & Biosciences (DuPont),  w zakresie dystrybucji innowacyjnych rozwiązań Proteonu. Celem współpracy jest wprowadzenie w wybranych krajach oferowanych przez Proteon rozwiązań bakteriofagowych dla producentów drobiu. Dzięki znanej i zaufanej marce lidera rynkowego DuPont, lokalni producenci w krajach objętych dystrybucją korporacji będą mogli korzystać z najnowocześniejszych rozwiązań ochrony zdrowia ptactwa hodowlanego. Współpraca firm rozszerzy ofertę DuPont i obszaru sprzedaży Proteon Pharmaceuticals oraz będzie znaczącym wsparciem dla globalnych działań zmierzających do ograniczania oporności na środki przeciwbakteryjne (AMR) u zwierząt hodowlanych.

Impulsem do uruchomienia przez Proteon inwestycji w technologie bakteriofagowe było rosnące w skali globalnej zagrożenie antybiotykoopornością. Nowoczesna analityka
i genomika umożliwiły naukowcom firmy prowadzenie badań przesiewowych oraz identyfikację konkretnych bakteriofagów przeciwdziałających określonym zagrożeniom bakteryjnym u zwierząt i ryb hodowlanych. Opracowane rozwiązania mają znaczący wpływ na bezpieczeństwo pasz i żywności. Nowatorska w przemyśle drobiarskim technologia Proteon Pharmaceuticals, jest już stosowana przez hodowców drobiu w kilku krajach europejskich i azjatyckich. Rozwiązania Proteon nie tylko zapewniają bezpieczeństwo biologiczne, ale też poprawiają wydajność i jakość produkcji.

„Jesteśmy głęboko przekonani, że produkty bakteriofagowe są przyszłością dla zdrowia i żywienia zwierząt i ryb hodowlanych, oraz że pomogą ograniczyć stosowanie antybiotyków w hodowlach. Zminimalizowanie antybiotykooporności bakterii przyczyni się również do poprawy zdrowia konsumentów” – powiedział prof. Jarosław Dastych, Prezes Zarządu Proteon Pharmaceuticals. „Cieszymy się, że wspólnie z firmą DuPont możemy rozpowszechniać nasze rozwiązania bakteriofagowe, i że nasza współpraca przyniesie wymierne korzyści producentom drobiu na całym świecie”.

„Proteon Pharmaceuticals jest pionierem w technologii bakteriofagowej stosowanej w dodatkach paszowych dla zwierząt hodowlanych. Rozwijając tę technologię przez 10 lat, przetestowali swoje rozwiązania w Europie i Azji zarówno pod względem skuteczności, jak i stabilności ”- powiedział Aart Materboer, Business Leader, DuPont Animal Nutrition. „Ta technologia pasuje do naszego podejścia nutribiotycznego. Z przyjemnością dodajemy ją do portfolio naszych rozwiązań dla producentów drobiu”.

„Czynnikami decydującymi o nawiązaniu współpracy pomiędzy Proteon Pharmaceuticals i globalną firmą, jaką jest DuPont, były bogate doświadczenie naukowe pracowników Proteon oraz wiodąca pozycja naszej spółki wśród firm o podobnym profilu na całym świecie.” powiedział Nipun Gupta, Chief Commercial Officer, Proteon Pharmaceuticals.

KIH: rząd podejmuje kroki, aby zapewnić stabilne finansowanie systemu ochrony zdrowia

Koalicja Izb Handlowych, reprezentująca sześć międzynarodowych izb handlowych i gospodarczych w Polsce, współpracujących na rzecz wspólnego dialogu, wspierającego zapewnienie finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce na poziomie średniej państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (Organisation for Economic Co-operation and Development – OECD) oraz poprawy dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej, pozytywnie odnosi się do przyjętych przez rząd projektów ustaw budżetowych. W opinii organizacji reprezentujących zagranicznych inwestorów pozwolą one zapewnić stabilne finansowanie ochrony zdrowia, a realizacja ustawy „6 proc. PKB” na zdrowie wydaje się niezagrożona. Przedstawiciele Koalicji zauważają, że przed resortem zdrowia kluczowe decyzje o podziale dodatkowych środków.

W ostatnim tygodniu doszło do publikacji dwóch ważnych projektów ustaw – nowelizacji obowiązującej ustawy budżetowej oraz ustawy budżetowej na 2021 r. Obydwa dokumenty mają zasadnicze znaczenie dla finansowania systemu ochrony zdrowia. Kryzys gospodarczy spowodowany epidemią COVID-19 oraz rosnące zobowiązania budżetu państwa związane z realizacją ustawy „6 proc. PKB na zdrowie” sprawiają, że rząd będzie zobowiązany do poszukiwania środków na ochronę zdrowia w budżecie centralnym.

Według przedłożonego projektu nowelizacji ustawy budżetowej, w rezerwie ministra zdrowia znajdą się dodatkowe dwa miliardy złotych. Przewidujemy, że znaczna część tej kwoty trafi w postaci dotacji celowej do Narodowego Funduszu Zdrowia pod koniec roku. Zapewnienie dodatkowego źródła finansowania dla płatnika publicznego w roku recesji jest dobrym pomysłem – ocenia Jacek Graliński, przedstawiciel Koalicji Izb Handlowych, przewodniczący Komitetu Farmaceutycznego AmCham.

Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych w przyszłym roku na ten cel powinno trafić 120,5 mld zł, czyli niemal 14 mld zł więcej niż w roku bieżącym. Według danych zawartych w prognozie przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia na lata 2021-2023, suma składek na ubezpieczenie w przyszłym roku wyniesie 95,5 mld zł. Pozostała kwota, uzupełniająca różnicę pomiędzy zebranymi składkami a zapisami ustawy określającej minimalny próg nakładów na ochronę zdrowia, jest uzupełniana z budżetu państwa. W wyniku tego przyjęty przez Radę Ministrów projekt ustawy budżetowej na przyszły rok przewiduje wzrost nakładów na ochronę zdrowia o 12,9
mld zł wyższy niż w okresie poprzednim, co oznacza ponad dwukrotny wzrost.
W uzasadnieniu do projektu rząd wskazuje, że tak mocny wzrost wynika z chęci zapewnienia nakładów na poziomie gwarantującym zachowanie ciągłości działań systemu ochrony zdrowia.

Znaczna część środków z przyszłorocznej ustawy budżetowej trafi do płatnika publicznego. Na dzisiaj nie znamy jednak projektu planu finansowego NFZ na kolejny rok, co nie pozwala ocenić jak będą alokowane te środki – mówi Jacek Graliński i dodaje: liczymy, że ich znacząca część trafi na zapewnienie pacjentom dostępu do skutecznej i bezpiecznej farmakoterapii, zgodnie z zapisami dokumentu strategicznego „Polityka lekowa państwa na lata 2018-2022”. Dostrzeżenie znaczenia tej dziedziny widzimy chociażby w prezydenckim projekcie ustawy o Funduszu Medycznym i mamy nadzieję, że rząd będzie kontynuował ten kierunek.

Projekt nowelizacji ustawy budżetowej trafił do Sejmu i został nadany mu numer druku sejmowego. Pierwsze posiedzenie, na którym parlament mógłby zająć się regulacją, rozpoczyna się w przyszłym tygodniu. Ustawa budżetowa na kolejny rok została przyjęta przez Radę Ministrów i skierowana do konsultacji z partnerami społecznymi. Zazwyczaj procedowanie projektu odbywa się w czwartym kwartale roku poprzedzającego wejście w życie nowego budżetu.

Urząd Skarbowy nie chciał zwrócić spółce VAT, bo nie wierzył w jej pomysł, a i wspólnicy byli za młodzi

Spółka inwestująca w stworzenie linii produkcyjnej wniosła o zwrot nadwyżki zapłaconego VAT przy zakupie środków trwałych. Jednak urząd skarbowy wstrzymał należny jej zwrot, bo stwierdził, że cały pomysł biznesowy spółki jest mało realny do zrealizowania, a finansujący go wspólnicy nie posiadają doświadczenia w życiu gospodarczym, gdyż są za młodzi. Rozpoznający skargę spółki Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi stanął po jej stronie, wskazując, że organ podatkowy nie jest podmiotem powołanym profesjonalnie i ustrojowo do dokonywania oceny ryzyka działalności gospodarczej (wyrok WSA w Łodzi z 10 czerwca 2020 r., sygn. akt I SA/Łd 252/20).

Zwrot VAT z tytułu wydatków inwestycyjnych

Przedsiębiorcy zawiązali spółkę z o.o. Celem jej działalności miało być przetwarzanie odpadów oraz tworzyw sztucznych i odzyskiwanie z nich surowców wtórnych. Spółka potrzebowała kapitału do stworzenia linii technologicznej, stąd dwaj jej udziałowcy udzielili spółce na ten cel pożyczki w wysokości 3 mln zł. W złożonej deklaracji VAT-7 za grudzień 2017 r. spółka wykazała nadwyżkę podatku od towarów i usług naliczonego nad należnym, której źródłem były wydatki poniesione na zakup środków trwałych do stworzenia ww. linii technologicznej.

Organ wszczął kontrolę

W kwietniu 2018 r. naczelnik urzędu skarbowego wszczął wobec spółki kontrolę podatkową w celu sprawdzenia prawidłowości dokonywanych przez nią rozliczeń w VAT, jak i zasadności wnioskowanego zwrotu. Zakończył ją dopiero 13 września 2018 r. i stwierdził na jej podstawie, że zamiarem przedsiębiorców w momencie ponoszenia wydatków nie było wykorzystanie nabytych towarów i usług do czynności opodatkowanych, a więc zasadność zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym wymaga dodatkowego zweryfikowania już w ramach postępowania podatkowego. Wydał więc postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT spółce do 29 marca 2019 r., a postanowienie to utrzymał w mocy organ odwoławczy w grudniu 2018 r.

Za młodzi wspólnicy i za duża inwestycja

Organom nie spodobały się powiązania osobowe między spółką a głównym jej dostawcą. Ale przede wszystkim urzędnicy doszli do przekonania, że przedsięwzięcie gospodarcze spółki w postaci budowy linii technologicznej do produkcji regranulatu z odpadów i tworzyw sztucznych jest nierealne. U podstaw takiego stanowiska legły następujące ustalenia kontroli:

  • wartość kompletnej linii technologicznej oscyluje wokół kwot 15-20 mln zł, podczas gdy spółka dysponuje środkami w wysokości zaledwie 3 mln zł, a pochodzącymi z pożyczek od udziałowców spółki, którymi są osoby młode, poniżej 30 roku życia, niemające doświadczenia w życiu gospodarczym,
  • spółka nie posiada żadnego majątku ani bazy technicznej,
  • nie rozpoczęła procesu rekrutacji pracowników, a wg dokonanych ustaleń zatrudniać ma 25 osób w systemie czterozmianowym,
  • spółka nie zawarła żadnych niezbędnych przy tego typu przedsięwzięciu porozumień handlowych,
  • nie posiada zezwolenia na działalność, którą chce wykonywać za pomocą nabytych środków trwałych.

Brak wiary urzędników w sukces przedsięwzięcia

Spółka wniosła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi, do której sąd w pełni się przychylił. W pierwszej kolejności zwrócił uwagę, że zaskarżona przez przedsiębiorców procedura wstrzymania zwrotu nadpłaconego podatku nie została uruchomiona przez organy w wyniku podejrzenia spółki o udział w oszustwie, próbie wyłudzenia VAT, a z powodu braku wiary urzędników w ekonomiczny sens podejmowanego przez nią przedsięwzięcia.

Samozwańczy krytyk biznesu

Sąd podkreślił, że organ podatkowy nie jest podmiotem profesjonalnym, predestynowanym do dokonywania oceny szans przeprowadzanych przez przedsiębiorców działań w ramach podejmowania ryzyka gospodarczego. Organy miarkują w niniejszej sprawie całkowitą wartość inwestycji z wielkością posiadanych przez spółkę środków, podczas gdy nie zbadały, na czym polega budowa spornej linii technologicznej, w jakich etapach się odbywa, a więc i na jakim etapie przedsiębiorcy zmuszeni będą do ponoszenia określonej wielkości wydatków.

Obalone wszystkie zarzuty organów

WSA odrzucił także zarzut fiskusa co do niewystępowania przez spółkę o uzyskanie zezwoleń na gromadzenie odpadów, podczas gdy wskazywała ona wyraźnie, że o takie można wystąpić dopiero po uzyskaniu korzystnej decyzji w przedmiocie uwarunkowań środowiskowych przedsięwzięcia, a proces ten jest długi i skomplikowany. Argumentem do odebrania przedsiębiorcom prawa do odliczenia VAT nie może być również ich młody wiek, jak i fakt finansowania zakupów z udzielonych przez nich pożyczek. Wreszcie sąd zaznaczył, że nie może za tym przemawiać także wartość inwestycji, szacowana na ok. 25-30 mln zł, skoro spółka wyjaśniła, że minimalny koszt wystarczający do uruchomienia spornej linii technologicznej to tylko 4,5 mln zł. A znaczna część tej kwoty tj. 3 mln zł jest już w posiadaniu spółki. Co więcej, technologia, jaką chcą zastosować do jej stworzenia przedsiębiorcy, pozwala znacznie obniżyć całkowity koszt jej budowy. Organy zapominają również, że powołany przez nie w toku kontroli podatkowej biegły ocenił, że inwestycja spółki jest przedsięwzięciem innowacyjnym i pionierskim na rynku.

Organy podatkowe nie są powołane do oceny ryzyka gospodarczego

Łódzki sąd obalił także zarzuty organów odnośnie do nieposiadania przez spółkę majątku czy budynków. Spółka zawarła bowiem umowę dzierżawy nieruchomości, która pozwala jej na prowadzenie działalności gospodarczej. Także zatrudnianie pracowników na obecnym etapie inwestycji byłoby irracjonalne. WSA nie podzielił też stanowiska organów, jakoby przedsiębiorcy nie mieli koniecznej bazy technicznej ani niezbędnych umów z dostawcami. W ocenie sądu nie może ono się obronić, skoro wszelkie działania spółki są właśnie nakierowane na stworzenie takiej bazy. Wyrokiem z 10 czerwca 2020 r. WSA uchylił postanowienie dyrektora izby skarbowej oraz poprzedzające je postanowienie naczelnika urzędu skarbowego przedłużające termin zwrotu VAT spółce. Sąd orzekł, że ocena ryzyka działalności gospodarczej nie może być dokonywana przez „niepowołany profesjonalnie i ustrojowo podmiot”, jakim jest organ podatkowy, a Finansowanie przez osoby prawne zakupów ze środków pochodzących z pożyczek udzielonych przez wspólników nie jest sprzeczne z prawem, choćby wspólnicy byli osobami młodymi i nie mieli doświadczenia biznesowego” (sygn. akt I SA/Łd 252/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Quo vadis, strefo euro? Ropa naftowa kontynuuje spadki

Dziś przed nami najważniejsze wydarzenie tego tygodnia dla rynków, czyli posiedzenie europejskiej władzy monetarnej. Praktycznie nikt nie spodziewa się, aby zapadła decyzja o zmianie stóp procentowych, dlatego tym większej wagi nabiera konferencja prasowa po spotkaniu decydentów.

W oczekiwaniu na EBC

Po wakacyjnym uśpieniu wrzesień nie pozwala nam na nudę. Ruch na rynkach zintensyfikował się, a zmiany potrafią być gwałtowne. Ponieważ w tym tygodniu kalendarz makro nie rozpieszczał, tym bardziej wzrosło (zawsze istotne) znaczenie posiedzenia EBC. Niestety, jak to już często bywało, władza monetarna Starego Kontynentu musi reagować na wydarzenia, zamiast je kreować. Oczekuje się odpowiedzi Rady Zarządzającej na ogłoszoną niedawno zmianę strategii Fed. Poinformował o niej na sympozjum Jackson Hole prezes Rezerwy Jerome Powell (w dużym uproszczeniu chodzi o zmianę w podejściu do celu inflacyjnego). Europejskiemu regulatorowi trudno reagować poprzez kolejne cięcia stóp, bo i nie za bardzo jest już z czego ciąć. Nie łatwo też zapowiedzieć zwiększenie skupu aktywów, bo już teraz dzieje się to na ogromną skalę. Dlatego pewnie nie bez powodu pojawiły się przecieki, jakoby decydenci ogłosili dziś, że wciąż zapatrują się pozytywnie na perspektywy odbicia gospodarczego w Europie, co miałoby trochę uspokoić napiętą sytuację. Oby nie były to tylko pobożne życzenia EBC. Mimo tych przecieków wielu obserwatorów liczy na jakąś (najlepiej nie jedną) wypowiedź dotyczącą sytuacji na rynku forex, a konkretnie zbyt silnego euro, które może się przyczyniać do wolniejszego powrotu na ścieżkę wzrostu na Starym Kontynencie. Od wczoraj, po kilku dniach deprecjacji EUR na głównej parze walutowej świata, znów obserwujemy wzrosty, które już doprowadziły kurs EUR/USD powyżej 1,183.

Raz w górę, raz w dół

Po chwilowym załamaniu na rynkach kapitałowych, które w dużej mierze spowodowane było przeceną spółek technologicznych wchodzących w skład indeksu Nasdaq, byki próbują wrócić do gry. Wczoraj giełdy znów zaświeciły się na zielono i rosły w tempie nawet ponad 2% (2,1% DAX, 2% S&P500, a główny winowajca wcześniejszych spadków, czyli Nasdaq o 2,7%). Chociaż w trakcie czwartkowej sesji znów obserwujemy zniżki (w Londynie i  Warszawie sięgają one nawet -0,8%), to zapewne dopiero sytuacja po posiedzeniu EBC, a następnie otwarcie nowojorskiego parkietu dadzą nam odpowiedź, czy inwestorzy zamierzają zmienić swoje nastawienie, czy jednak dobrze im w różowych okularach i będą przeć do przodu (czyli do góry w kontekście wykresów).

Czarne złoto(?)

O przecenie na pewno możemy mówić w kontekście ropy naftowej. Po wczorajszym lekkim odbiciu dziś spadki są kontynuowane. Ropa Brent w czwartek przed godz. 12 zniżkuje o 1,2%, zbliżając się do 40 $ za baryłkę (-5 $ od początku miesiąca), a wycena ropy WTI spada  już o 1,5% i jest w okolicach 37,5 $ za baryłkę (-6 $ od początku września). Na czarnym złocie najlepiej widać, że globalnej gospodarce daleko do powrotu na ścieżkę stabilnego wzrostu. Zapotrzebowanie spada na całym świecie, w ostatnim czasie szczególnie w Indiach (będących bardzo chłonnym rynkiem), druga fala pandemii wpływa na transport, w tym lotniczy, OPEC planuje zwiększenie wydobycia zamiast zmniejszenia, a w USA znów rosną zapasy czarnego złota. Nie jest to najlepszy czas dla tego surowca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – strefa euro – konferencja prasowa EBC,

14:30 – USA – dane z rynku pracy i wskaźnik PPI.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Parki handlowe i centra convenience w Polsce | Raport

Parki handlowe mogą odpowiadać za nawet 40% nowej powierzchni handlowej oddanej w tym roku.

Parki handlowe są największymi beneficjentami zmian strukturalnych ostatniego 10-lecia. Ich ilość zwiększyła się dwukrotnie, a udział w całkowitej podaży powierzchni handlowej w Polsce wzrósł o 4 p.p. Bardzo dobrą sytuację w tym segmencie obiektów handlowych potwierdza pierwsze półrocze tego roku – do użytku oddano wtedy blisko 148 000 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej w obiektach wielkopowierzchniowych (GLA >5 000 mkw.), z czego 67% przypadło na osiem nowych parków handlowych i trzy rozbudowy obiektów istniejących. Prawie 450 000 mkw. powierzchni najmu (GLA) wciąż pozostaje w realizacji z terminem oddania w 2020 i 2021 roku. Parki handlowe stanowią blisko 26% tej podaży.

JLL i Trei Real Estate Poland w najnowszym raporcie „Parki handlowe i centra convenience w Polsce” podsumowują sytuację na koniec I półrocza w segmencie tych projektów handlowych oraz przedstawiają jego perspektywy rozwoju w kolejnych miesiącach.

Jak wygląda podaż tego typu projektów?

Wybuch epidemii COVID-19 z pewnością spowolnił aktywność deweloperską w Polsce. Pomimo tego, segment mniejszych, opartych na wygodzie, obiektów handlowych ma się bardzo dobrze.

Centra convenience pojawiły się jako odpowiedź rynku na zmieniające się potrzeby klientów w zakresie szybkich, codziennych zakupów, oraz na rosnące nasycenie powierzchnią centrów handlowych. Trend ten jeszcze bardziej wzmocniła globalna pandemia. Zamknięci w domach konsumenci na nowo zaczęli doceniać lokalność. Niektórzy ponownie odkryli swoje najbliższe sąsiedztwo i zaczęli bardziej doceniać małe, rodzinne firmy i lokalne produkty. Jedną z najczęściej spotykanych grup najemców w tej klasie aktywów, biorąc pod uwagę liczbę sklepów, są tzw. value retailers, jak Tedi, KiK, czy Dealz. Co więcej, marki te często rozpoczynają swoją ekspansję właśnie w mniejszych miastach, tłumaczy Anna Wysocka, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, JLL.

Zmieniające się potrzeby klientów zaowocowały doskonałymi wynikami, jeśli chodzi o nową podaż, uwzględniającą otwarcia kolejnych parków handlowych, zarówno regionalnych, jak i tradycyjnych, oraz centrów convenience. W I połowie 2020 roku w tym segmencie nieruchomości handlowych rynek wzbogacił się łącznie o 130 000 mkw.. W rezultacie zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w parkach handlowych i centrach typu convenience w Polsce osiągnęły 2,6 mln mkw., z czego większość (54%) wciąż przypadła na parki regionalne (GLA powyżej 10 000 mkw.)

Przed nami nowe otwarcia

Aktualnie w realizacji pozostaje ok. 171 000 mkw. powierzchni w ramach parków handlowych i centrów convenience, co oznacza, że odpowiadają one za 34% całkowitej podaży w budowie. Pod względem liczby projektów, 18 z 33 budowanych aktualnie obiektów to małe centra convenience. W przypadku parków regionalnych możemy mówić o budowie tylko dwóch nieruchomości tego typu. Są to Karuzela Ełk (16 000 mkw. GLA) oraz Ptak Market w Rzgowie (10 000 mkw. w dwóch fazach). Warto też podkreślić, że aż 40% nowych obiektów powstaje w małych miastach (poniżej 50 000 mieszkańców). Tradycyjne parki handlowe (GLA od 5 000 do 9 999 mkw.) to domena dwóch deweloperów – Trei Real Estate Poland i Saller . Obie firmy są także liderami rynku pod względem posiadanej powierzchni handlowej w obiektach z segmentu convenience (GLA z przedziału 2 000 mkw. – 4 999 mkw.).

W pierwszej połowie 2020 roku otworzyliśmy dwa parki handlowe w Jaworze i Płocku. W sierpniu natomiast ruszył nasz obiekt w Solcu Kujawskim. Do grudnia planujemy ukończenie kolejnych inwestycji w Częstochowie, Zielonce, Łukowie i Władysławowie. Przez ostatnie lata konsekwentnie wzmacnialiśmy sieć Vendo Parków w Polsce, co w tym roku pozwoliło nam dojść do poziomu aż siedmiu oddawanych do użytku obiektów rocznie. Zamierzamy utrzymać takie tempo rozwoju również w przyszłości. Naszą strategią jest inwestowanie w małych miastach i przemyślane dobieranie portfolio najemców. Dążymy do tego, aby nasze Vendo Parki miały w ofercie marki debiutujące na rynkach, na które wchodzimy, mówi Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający, Trei Real Estate Poland.

Podaż parków handlowych i centrów convenience rozkłada się nierównomiernie w zależności od wielkości miasta. Dwa przeciwległe bieguny koncentracji tego typu obiektów to główne aglomeracje oraz miasta liczące mniej niż 100 000 mieszkańców.
Centra convenience dominują w małych miastach, gdzie stanowią niejednokrotnie jedyny nowoczesny obiekt handlowy. Ten typ nieruchomości handlowych odpowiada za 63% podaży na rynkach posiadających mniej niż 50 000 mieszańców. Parki regionalne natomiast to domena głównych aglomeracji. Tradycyjne parki handlowe są z kolei spotykane w każdej klasie wielkościowej miast, natomiast najwięcej podaży przypada na najmniejsze miasta (50%), a w dalszej kolejności na główne aglomeracje – prawie 20%, wskazuje Joanna Tomczyk, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Czynsze przemawiają na korzyść parków handlowych

Parki handlowe oraz obiekty typu convenience przyciągają najemców oferując koszty najmu znacznie niższe niż te w centrach handlowych. W najlepszych obiektach w miastach regionalnych poziom stawek czynszowych dla lokali ok. 2 000 mkw. wynosi aktualnie 8 – 12 euro/ mkw./ miesiąc przy opłatach eksploatacyjnych na poziomie 1,5 – 2 euro/ mkw./ miesiąc.

COVID-19 i nowa normalność

Konsumenci potrzebują czasu, aby ponownie czuć się swobodnie i bezpiecznie w sklepach stacjonarnych. Niemniej jednak, średnia odwiedzalność centrów handlowych w lipcu 2020 roku wyniosła 78% poziomu z poprzedniego roku (dane Retail Institute). Klienci zdecydowanie najszybciej wracają do najmniejszych obiektów handlowych, które dynamicznie, z sukcesem pozyskiwały klientów i aktualnie przewyższają średnie poziomy odwiedzalności. Teraz, gdy bezpieczeństwo stało się jendym z głównych kryteriów wyboru miejsca zakupów, ze szczególnym akcentem na możliwość zachowania dystansu społecznego, duże powierzchnie handlowe z niewielkimi częściami wspólnymi cieszą się większą popularnością.

W obliczu pandemii małe formaty handlowe zareagowały bardzo szybko. Byliśmy jedną z trzech firm reprezentujących społeczność zrzeszającą większość właścicieli parków handlowych działających w Polsce w rozmowach z najemcami. Od kwietnia toczyły się negocjacje z 38 sieciami i firmami prowadzącymi ponad 900 sklepów w więcej niż 200 obiektach na terenie całego kraju. Podczas lockdownu wyraźnie ucierpiały branże odzieżowa i sportowa, a najmniej spożywcza i drogerie. Wypracowaliśmy zatem rozwiązania indywidualne, dopasowane do kondycji finansowej danej firmy. Dzięki nim, z końcem maja, wszystkie objęte negocjacjami parki handlowe w kraju były już otwarte, podsumowuje Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający, Trei Real Estate Poland.

Izraelski MON rekomenduje aplikację Usecrypt jako bezpieczną

Polska technologia, która w 2019 roku trafiła w ręce izraelsko-amerykańskiego funduszu, zarządzanego przez syna byłego premiera Izraela Icchaka Rabina, teraz znalazła uznanie Ministerstwa Obrony Izraela. Instytucja ta rekomenduje kryptograficzną technologię Usecrypt jako bezpieczną dla instytucji publicznych.

W 2018 roku gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych i podsekretarz stanu w resorcie obrony, wystawiał pozytywne oceny komunikatorowi Usecrypt Messenger*, chwaląc m.in. jego wyjątkowe zabezpieczenia przed cyberatakami. Zamiast trafić do m.in. państwowych instytucji, w 2019 roku został przejęty przez fundusz Lazar Vision Fund, specjalizujący się w inwestycjach w nowe technologie.

Teraz, po licznych testach izraelskich ekspertów ds. bezpieczeństwa aplikacja znalazła się w gronie rekomendowanych zabezpieczeń Izraelskiego MON. Jak wynika z opinii Ministerstwa Obrony Izraela strategiczny charakter systemu Usecrypt powoduje, że nie może on być udostępniany takim państwom jak Iran, Korea Północna, Sudan, Syria lub Kuba.

Usecrypt Messenger wykrywa i uniemożliwia nieautoryzowany dostęp do aplikacji zabezpieczając ją przed atakami hakerów i malwarem. W obliczu rosnącej liczby ataków oraz masowej inwigilacji, Usecrypt zapewnia poufność czatów oraz połączeń głosowych, dzięki opatentowanej technologii niezależnego szyfrowania oraz kontroli bezpieczeństwa aplikacji – mówi Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar, posiadający ponad 30-letnie doświadczenie w sprzedaży i wdrożeniach innowacyjnych systemów IT w USA, Europie Zachodniej oraz Izraelu. Yuval Rabin obecnie koncentruje się na wspieraniu spółek posiadających najbardziej innowacyjne technologie.

W ocenie specjalistów instytucje publiczne powinny mieć wprowadzone wielopoziomowe procedury bezpieczeństwa, nie tylko na poziomie komputerów, lecz telefonów. Dziś nie wystarcza jedynie tzw. polityka czystego pulpitu i czystego biurka, wszelkich systemów antywirusowych i antywłamaniowych. Telefon, na którym przechowywane i przetwarzane są liczne dane powinien być zabezpieczony szyfrowanym komunikatorem.

Rynek izraelski jest niezwykle wymagający, jeśli chodzi o szyfrowanie, a nasze usługi znane są z najwyższych standardów. W związku z tym zezwolenie na sprzedaż UseCrypt w Izraelu potwierdza wysoki poziom bezpieczeństwa aplikacji – mówi Ishai Abiri, właściciel ebusinessDesign, dystrybutor UseCrypt w Izraelu i wieloletni dyrektor w HP.

Różne grupy ekspertów, w tym twórcy aplikacji, badacze cyberbezpieczeństwa i aktywiści, tacy jak Ashkan Soltani z Federalnej Komisji Handlu lub Daniel Gillmor z ACLU, podnoszą fundamentalne pytania dotyczące stanu naszej prywatności w kontekście ciągłego udostępniania danych o sobie. – Żadna z firm do tej pory nie zaproponowała produktu, który zapewni prywatność użytkowników na pierwszym miejscu – komentuje Yuval Rabin.

Przekazywane dane osobowe, poufne informacje prawno-finansowe wymagają całkowitego bezpieczeństwa – kryptograficznego zabezpieczenia – takiego jak Usecrypt, które przede wszystkim nie pozwala użytkownikowi wykonać połączenia lub go odebrać, jeżeli telefon jest zhakowany. Uniemożliwia też ściągnięcie historii z komunikacji.

– Bardzo istotnym aspektem jest wykorzystanie danych z naszego urządzenia mobilnego do przeprowadzenia ataku na strukturę teleinformacyjną firmy lub placówki, w której pracujemy lub piastujemy ważną lub pośrednią funkcję. W naszych telefonach, tabletach, przechowujemy bezwiednie wiele informacji, które mogą stworzyć olbrzymie możliwości cyberprzestępcy. Dlatego potrzebny jest bezpieczny system komunikacji – podkreśla Adam Maruszczak, ekspert ds. bezpieczeństwa z firmy AMC Consulting.

W Polsce o bezpieczeństwie komunikatorów było głośno w 2018 roku, gdy okazało się, że wielu polityków używa aplikacji WhatsApp. W lutym br. Komisja Europejska zaleciła swoim pracownikom, aby przestawili się na aplikację Signal ze względu na rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności danych w WhatsAppie. Tymczasem w lipcu br. serwis informacyjny TVN24 podał, że zatrzymanie byłego ministra Sławomira Nowaka i jego współpracowników, związane było z wyciekiem treści SMS i rozmów, przekazywanych za pomocą aplikacji szyfrujących Signal, Telegram czy Threema. Popularne, bezpłatne komunikatory stały się źródłem ataku dla zwykłych użytkowników. Przekonał się o tym jeden z najbogatszych ludzi świata – telefon Jeffa Bezosa został zhakowany po rozmowie przez WhatsApp z księciem Arabii Saudyjskiej.

HUB4Fintech S.A. podpisała z MINUTOR Energia Sp. z o.o. list intencyjny w sprawie połączenia spółek

HUB4Fintech S.A. (poprzednio CWA S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, podpisała list intencyjny w sprawie połączenia z MINUTOR Energia Sp. z o.o. działającą w branży OZE. Spółki rozpoczęły prace nad Term Sheet, a jego podpisanie ma nastąpić do 30 października 2020 r.

HUB4Fintech S.A. (poprzednio CWA S.A.) podpisała z MINUTOR Energia Sp. z o.o. list intencyjny w sprawie połączenia obu spółek. Podmioty podjęły negocjacje odnośnie fuzji, bowiem dostrzegły korzyści płynące z zacieśnienia współpracy pomiędzy nimi oraz możliwości wykorzystania synergii płynącej z posiadanego doświadczenia i wzajemnych potencjałów. Planowany sposób połączenia to połączenie przez przejęcie, tj. przez przeniesienie całego majątku MINUTOR Energia Sp. z o.o. (spółka przejmowana) na HUB4Fintech S.A. (spółka przejmująca) w zamian za wydanie dotychczasowym udziałowcom MINUTOR Energia, akcji HUB4FINTECH. Istotną intencją stron jest to, aby po planowanym połączeniu powstał podmiot o mocnej pozycji konkurencyjnej w branży OZE. Podpisanie listu intencyjnego otwiera etap prac nad przygotowaniem Term Sheet (porozumienia w sprawie podstawowych warunków transakcji), którego podpisanie powinno nastąpić do 30 października 2020 r. Zarząd HUB4Fintech S.A. liczy, że połączenie może przynieść duże korzyści obu spółkom.

„Podpisanie listu intencyjnego potwierdza zamiary stron w kierunku wspólnego działania w obszarze odnawialnych źródeł energii, wykorzystując synergię doświadczeń, kompetencji oraz wartości, jakimi kierują się obie spółki. HUB4Fintech S.A. już wcześniej dostrzegł potencjał rynku OZE i możliwość połączenia klasycznych modeli dystrybucji z usługami fintech. Połączenie kompetencji obu firm pozwoli zbudować ofertę rozwiązań innowacyjnych na skalę krajową i agresywniej skonsumować udział w tym perspektywicznym rynku OZE.” – wyjaśnia Mirosław Januszewski, Prezes Zarządu Spółki HUB4Fintech S.A.

„Wejście na rynek NewConnect przez tzw. „odwrotne połączenie” wpisuje się w nasze plany związane z upublicznieniem spółki. Bycie spółką publiczną w czasie, kiedy podmioty z branży OZE należą do jednych z najatrakcyjniejszych dla inwestorów, na pewno przyczyni się do rozwoju naszego biznesu i budowania wzrostu wartości Spółki. Chcemy zwiększać skalę działalności w kolejnych regionach kraju oraz realizować nowe projekty farm fotowoltaicznych.” – dodaje Zbisław Lasek, Prezes Zarządu Spółki MINUTOR Energia Sp. z o.o.

HUB4Fintech S.A. (poprzednio CWA S.A.) to spółka notowana na rynku NewConnect od października 2017 r. Jej dotychczasowym obszarem działalności były usługi szkoleniowe, informatyczne i doradcze dla sektora publicznego. Jednym z głównych akcjonariuszy Spółki jest Artur Górski.

Rzecznik MŚP występuje do Minister Rozwoju z prośbą o wsparcie postulatu zniesienia obowiązku odbycia kwarantanny przez cudzoziemców przekraczających zewnętrzną granicę państwową

Rzecznik MŚP występuje do Wicepremier i Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz z prośbą o wsparcie postulatu zmiany rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 7 sierpnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii poprzez zniesienie obowiązku odbycia kwarantanny przez cudzoziemców przekraczających zewnętrzną granicę państwową.

Do Rzecznika MŚP doszły sygnały o istotnych utrudnieniach w prowadzeniu działalności gospodarczej dla przedsiębiorców zatrudniających cudzoziemców zza wschodniej granicy RP, którzy wskazali, że obowiązujące przepisy w zakresie ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii przewidują obowiązkową 14-dniową kwarantannę po przekroczeniu tzw. zewnętrznej granicy państwowej. Tym samym, pracownicy wracający na weekend do domu np. na Ukrainie czy Białorusi, po przekroczeniu granicy nie mogli wrócić do pracy w Polsce przed odbyciem ww. 14-dniowej kwarantanny.

W związku z powyższym, pismem z dnia 30 lipca 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Zdrowia z wnioskiem o rozważenie podjęcia działań legislacyjnych zmierzających do likwidacji ograniczeń z tym związanych. Rzecznik MŚP wskazał m.in. że analogiczna regulacja jeszcze do niedawna była stosowana również na wewnętrznej granicy UE. W ocenie Rzecznika MŚP, pożądanym jest, aby powyższa regulacja została również zniesiona lub ograniczona na granicy zewnętrznej dla osób zatrudnionych przez polskich przedsiębiorców.

Powyższe wnioski Rzecznika MŚP częściowo zostały spełnione. W rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 1 września 2020 r. zmieniającym rozporządzenie w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 1505) skrócono okres obowiązkowej kwarantanny do 10 dni. Dodatkowo, w przypadku osób, które uzyskały ujemny wynik testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 wykonanego przed dniem wejścia w życie tego rozporządzenia, albo osoby, której obowiązkowa kwarantanna trwała już co najmniej 10 dni, została ona skrócona do dnia następującego po dniu wejścia w życie rozporządzenia, tj. 3 września 2020 r.

Tym niemniej, pismem z dnia 9 września 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił dodatkowo do Wicepremier i Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz z prośbą o wsparcie proponowanych rozwiązań zmierzających do całkowitej likwidacji obowiązku odbycia kwarantanny przez osoby przekraczające zewnętrzną granicę państwową.

Dziś uwaga skupia się na decyzji EBC. Co usłyszymy?

Apetyt na ryzyko przebudził się w środę jako potrzebna korekta po serii spadków, ale nie obyło się bez zachęt w postaci informacji związanych ze szczepionkami oraz przecieków z EBC. Dziś uwaga skupia się właśnie na decyzji EBC i konferencji prasowej prezes Lagarde, gdzie pytaniem jest: jak bardzo gołębi będzie wydźwięk?

Po czwartkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego nie spodziewamy się zmian w parametrach polityki pieniężnej, jak również zakładamy brak sygnałów o szykowanej zmianie nastawienia. Mimo to EBC podkreśli gotowość do działania i może wskazać warunki dla dodatkowego luzowania. Z uwagi na komentarze członków EBC nt. euro oraz liczne doniesienia prasowe o zaniepokojeniu Rady Zarządzającej siłą waluty jest prawdopodobne, że w dzisiejszym komunikacie zostanie zawarty fragment o ryzyku nadmiernej aprecjacji euro. Ale jest mało prawdopodobne, aby prezes Lagarde wyrażała wyraźne obawy o poziom euro i raczej ograniczy swoją wypowiedź do stwierdzenia, że bank przygląda się sytuacji na rynku walutowym. Oczekuję, że posiedzenie i konferencja dostarczą gołębich sygnałów sugerujących utrzymanie akomodacyjnego nastawienia z potencjalnym rozszerzeniem ekspansji monetarnej i zmianą strategii w niedalekiej przyszłości w kierunku tolerowania wyższej inflacji (czyt. odroczenie terminu startu normalizacji polityki).

Jakkolwiek całość w swej naturze powinna wybrzmiewać gołębio, istotne jest jak przekaz ustawia się w relacji do oczekiwań rynkowych. A te w ostatnich dniach były budowane w stronę mocniejszego zaakcentowania niezadowolenia z siły euro oraz wyrażenia obaw dotyczących niskiej inflacji (-0,2 proc. r/r). Wczoraj z tego balonu oczekiwań upuszczone zostało nieco powietrza wraz z anonimowymi przeciekami z EBC, według których nowe prognozy gospodarcze banku mają wyrażać wzrost zaufania decydentów w perspektywy odbicia gospodarczego. Zatem z lepszymi prognozami PKB trudno zbudować przekaz niepokoju i rychłości rozszerzenia ekspansji monetarnej. Przecieki pomogły w odbiciu EUR/USD, choć kurs ma jeszcze daleko do zeszłotygodniowego szczytu w pobliżu 1,20, a część zjazdu była związana z dyskontem gołębiego ryzyka wokół posiedzenia EBC. Dalej uważam, że na koniec dnia przekaz EBC okaże się niewystarczający, by uzasadniać EUR/USD na tak niskich poziomach. Jednak biorąc pod uwagę zamieszanie wywołane wczorajszymi przeciekami, zachowanie euro po publikacji komunikatu (13:45) i w trakcie konferencji (14:30) może być szarpane w obu kierunkach.

Jednocześnie podtrzymanie gołębiego nastawienia w ogólnym ujęciu może być czynnikiem stabilizującym nastroje na rynku akcji (gwarancja ultra-luźnej polityki i nadpłynności na rynkach finansowych) i może zahamować ucieczkę kapitału w USD – dodatkowy impuls, by przywrócić wzrosty EUR/USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Tylko co piąta galeria handlowa wykorzystuje geofencing do komunikacji z klientami

Analiza rynku wykazała, że nie wszystkie centra handlowe znają możliwości geofencingu. Dla niektórych jest on mało istotny, a część nie wyobraża sobie bez tego nowoczesnego handlu. Według szacunków firmy technologicznej Proxi.cloud, tylko nieco ponad 20% obiektów prowadzi z klientami komunikację w oparciu o kontekst lokalizacji. Zdaniem ekspertów, wkrótce może jednak nastąpić dynamiczny wzrost. Galerie potrzebują teraz aktywnie zachęcać konsumentów do wizyt i informować ich o możliwości dokonania bezpiecznych zakupów.

Potrzebna edukacja

Wielu ekspertów twierdzi, że galerie handlowe muszą przyspieszyć rozwój technologiczny, żeby pokonać skutki zakazu handlu i przede wszystkim pandemii. Chcąc wyjść większym frontem do klientów, powinny pomyśleć np. o rozwiązaniach związanych z geofencingiem. Analitycy z MondayNews zwrócili się do tego typu podmiotów z prośbą o komentarz w tej sprawie. Zapytali je również, czy stosowały takie narzędzia w ub.r. i czy planują je wykorzystywać w br. Sporo obiektów odmówiło odpowiedzi. Natomiast część z nich prosiła o wyjaśnienie, czym właściwie jest geofencing.

– Nie jest to technologia wyjątkowo przez nas stosowana. Oczywiście mieliśmy kampanie, które ją wykorzystywały. Z naszej perspektywy, geofencing ma większe zastosowanie w przypadku ofert konkretnych najemców. Może służyć do przyciągania klientów, którzy znajdują się w galerii, ale nie mają motywacji do odwiedzenia danego sklepu. W naszym interesie jest raczej geotargetowanie, pokazujące zasięgi oddziaływania poszczególnych centrów – stwierdza Dominik Piwek z firmy NEPI Rockcastle, będącej właścicielem 12 galerii w Polsce, m.in. obiektu Bonarka City Center w Krakowie.

Łódzka Manufaktura nie korzysta z geofencingu. – Nie odrzucamy możliwości komunikacji z klientami, którzy aktualnie przebywają w centrum. Zamieszczamy reklamy np. poprzez sieć Wi-Fi. Nie planujemy jednak zastosowania ww. rozwiązania. Natomiast obserwujemy, jak ta technologia się rozwija i jakie niesie możliwości. Śledzimy najnowsze trendy i staramy się je wykorzystywać w działaniach marketingowych, które zlecamy specjalistom – wyjaśnia Monika Długosz-Łempicka z Manufaktury.

W Sky Tower we Wrocławiu i w Arkadach Wrocławskich również nie wprowadzono geofencingu, o czym informuje Magdalena Wiewiór ze spółki Develia. I zaznacza, że w przyszłości nie jest jednak wykluczone korzystanie z tego typu narzędzi.

– Komunikację z klientami z wykorzystaniem kontekstu lokalizacji, tak jak ma to miejsce w przypadku geofencingu, prowadzi około 20% galerii handlowych w całej Polsce. W związku z obecną sytuacją wszystkie centra handlowe w kraju starają się zachęcać klientów do wizyt. Z tego też powodu odsetek obiektów korzystających z ww. rozwiązania może wzrastać w kolejnych miesiącach – przewiduje dr Krzysztof Łuczak z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Kto z tego korzysta?

Jak zauważa Anna Żukowska z Atrium Copernicus w Toruniu, ta technika lokalizacji nabiera coraz większego znaczenia w marketingu galerii handlowych, chociaż nie tylko. Trudno sobie wyobrazić nowoczesny handel bez tego rozwiązania. Dlatego jest ono stosowane w toruńskim obiekcie.

– Geofencing stwarza szansę na lepsze dotarcie z przekazem do potencjalnych klientów. Oferuje nowoczesny system komunikacji z konsumentami i dlatego coraz częściej jest wykorzystywany w wielu usługach. Widzimy jego potencjał i planujemy jego wdrożenie podczas realizacji jesiennych akcji – zapowiada Joanna Plata z Atrium Plejada w Bytomiu.

Jedna z ubiegłorocznych kampanii, wykorzystujących geofencing, promowała jubileuszowy koncert Domu Mody Klif w Warszawie. – Zależało nam na wzmocnieniu promocji wydarzenia, szczególnie pośród mieszkańców nowych osiedli premium Żoliborza i Woli. W podobny sposób komunikowaliśmy konkurs „Z miłości do Gdyni” w naszym trójmiejskim obiekcie. W strategii wybranych nieruchomości mamy wpisane działania w oparciu o elementy profilowania i geofencingu. Szczególną uwagę będziemy zwracać na kontekst, w którym osadzone będą planowane kampanie – podkreśla Sylwia Wiszowata-Łazarz z firmy Cushman & Wakefield.

Natomiast Izabella Knitter z Galerii Pomorskiej zapewnia, że obiekt korzysta zarówno z geofencingu, jak i z microfencingu. W pierwszym przypadku dane geolokalizacyjne, które są anonimizowane, służą do zrozumienia potrzeb klientów i określenia ich najczęstszych lokalizacji. Ponadto użytkownicy dedykowanej aplikacji są powiadamiani o ciekawych wydarzeniach w centrum handlowym, gdy znajdą się w jego okolicy. Z kolei microfencing, bazujący na infrastrukturze opartej na beaconach, pozwala na przyznawanie punktów lojalnościowych za zakupy, wizyty i aktywność w aplikacji.

– We współpracy z aplikacjami partnerskimi prowadzimy działania oparte na wykorzystaniu technologii push i beaconów. W pierwszym kwartale br. zostały one czasowo wstrzymane w związku z częściowym ograniczeniem handlu, ale ostatnio to wznowiliśmy. Zamierzamy je kontynuować i rozszerzać sieć beaconów w naszym obiekcie oraz wprowadzać nowe funkcjonalności – mówi Krzysztof Sajnóg ze stołecznej galerii Blue City.

Z kolei Kamila Mąsior z Grupy Unibail-Rodamco-Westfield informuje, że warszawskie centra handlowe, tj. Westfield Arkadia, Galeria Mokotów i Galeria Wileńska, a także wrocławski obiekt Wroclavia korzystają z narzędzi opartych na geofencingu. Były i wciąż są stosowane rozwiązania mające na celu komunikację z użytkownikami aplikacji mobilnych. Po wkroczeniu na teren centrum URW mogą oni otrzymywać komunikaty typu push. Obecnie trwają prace nad narzędziem, które będzie badało efektywność takiej formy kontaktu z klientami.

Wzrośnie rola geofencingu

– Dotychczas galerie handlowe korzystały z geofencingu we własnych aplikacjach mobilnych. Rzadziej wykorzystywały możliwość dotarcia z reklamami banerowymi. Coraz mocniej walcząc o wizytę klienta w obiekcie, będą częściej sięgały po rozwiązania dające sposobność zmierzenia ich efektów. Takie możliwości daje np. reklama w Internecie w oparciu o geofencing – komentuje dr Łuczak.

Tymczasem Filip Beźnicki z Havas Media Group nie ma wątpliwości, że wkrótce geofencing będzie szeroko wykorzystywany przez galerie. Oprócz dotychczasowych komunikatów promocyjnych pojawią się jeszcze ciekawsze opcje. Jedną z nich może być przesyłanie konsumentowi danych, ile osób jest aktualnie w galerii lub w danym sklepie. Dzięki temu klient zyska poczucie, że zakupy mogą być relatywnie bezpieczne. To narzędzie będzie też służyć do wyrównywania trafficu w poszczególnych dniach tygodnia. Wysyłając bardzo atrakcyjne oferty na poniedziałek, wtorek czy środę, galeria będzie mogła zmniejszyć tłok w weekend.

– W dobie pandemii klienci przemieszczają się mniej niż zwykle. Z tego tytułu reklamy w radiu czy na bilbordach mają mniejsze zasięgi niż przed pandemią. Do tego konsumpcja mediów elektronicznych znacznie wzrosła. Dlatego w kolejnych miesiącach powinno się zwiększyć zainteresowanie nowymi technologiami. Naturalnie przełoży się to na wzrost wartości rynku usług geofencingowych – prognozuje ekspert z Proxi.cloud.

Zdaniem specjalisty z Havas Media Group, bardzo ciekawą funkcją geofencingu jest możliwość mierzenia efektu ROPO (Research Online, Purchase Offline). Gdyby udało się pozyskać wiarygodne dane dla wybranych kategorii, galerie mogą udowodnić, że konsumenci nadal wiele rzeczy wolą kupować offline. Pozwoliłoby im to efektywniej targetować komunikację, nawet gdy klienci nie byliby w okolicy.

– Z pewnością to narzędzie będzie służyło lepszemu targetowaniu reklam w Internecie. Ponadto będzie rosło jego znaczenie w kontekście analityki i poznania klienta. Dzięki niemu galerie będą mogły prowadzić dużo szersze analizy związane m.in. z tym, jak często i z jakiego powodu konsumenci je odwiedzają – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

E-konferencja dla przedstawicieli biznesu | Dynamics Business Forum

Firma technologiczna IT.integro po raz kolejny zaprasza przedstawicieli przedsiębiorstw na konferencję poświęconą roli nowych technologii w biznesie. Edycja 2020 roku odbędzie się wirtualnie pod szyldem Dynamics Business Forum on-line, a tematem przewodnim są inteligentne technologie w biznesie. Uczestnicy mogą wybrać jeden z dwóch dostępnych terminów – 14.10.2020 lub 27.10.2020 i bezpłatnie się zarejestrować.

O Dynamics Business Forum

Idea spotkań z przedstawicielami biznesu po raz pierwszy została zrealizowana w 2016 roku i od tamtej pory na cykliczne konferencje zarejestrowało się ponad 1000 uczestników. Tegoroczna edycja Dynamics Business Forum on-line po raz pierwszy odbędzie się wirtualnie, a jej program został przygotowany dla małych, średnich i dużych przedsiębiorstw z różnych branż.

Do wzięcia udziału zapraszamy specjalistów oraz przedsiębiorców, którzy chcą zgłębić trendy oraz nowe technologie dla biznesu. Poznaj narzędzia, które pozwalają firmom na przeprowadzenie transformacji cyfrowej. Zmiana modelu biznesowego jest konieczna ze względu na postęp technologiczny, nasilającą się konkurencyjność – została jednak przyspieszona przez konsekwencje COVID-19 i nagłe zmiany zachowań konsumentów. Jeśli chcesz poznać rozwiązania, które pozwolą Ci zmienić strategię i zadbać o stabilność Twojego przedsiębiorstwa, weź udział w Dynamics Business Forum on-line.

Jedyne takie wydarzenie w 2020 roku!

 

  • 9 prelekcji o trendach, rozwiązaniach technologicznych
  • Odpowiedź na aktualne wyzwania przedsiębiorców
  • Tematy z różnych obszarów biznesu
  • Zastosowanie nowych technologii w biznesie
  • Bezpośrednie spotkanie z ekspertami ERP
  • Dyskusje tematyczne

Zarejestruj się na bezpłatną konferencję!

14.10.2020 lub 27.10.2020
9:00 – 15:15

Dynamics Business Forum

Agenda

Prelekcje obejmą tematy związane z trendami w biznesie i na rynku technologii wykorzystywanej w przedsiębiorstwach. Jest ona odpowiedzią na wyzwania przedsiębiorców, których dotknęły skutki COVID-19. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom mogą one wdrożyć nową strategię. Jej podstawą natomiast jest system ERP z zastosowaniem takich rozwiązań jak sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, OCR, Business Intelligence, Internet Rzeczy, chmurę obliczeniową czy Industry 4.0. Podczas 9 prelekcji eksperci ERP zaprezentują także działanie oprogramowania pod kątem kluczowych funkcjonalności.

  1. W jakim kierunku zmierza świat nowoczesnych technologii – analiza trendów
  2. One Microsoft, czyli jak ścisła integracja rozwiązań zmienia biznes – wprowadzenie do możliwości systemu ERP
  3. Księgowość w systemie ERP – czyli jak zapewnić swojej firmie lepszą widoczność finansową
  4. Nowoczesny controlling w systemie ERP
  5. HR & Payroll Manager – nowości w obszarze zarządzania procesami kadrowo-płacowymi
  6. Zarządzanie projektami – jak realizować projekty na czas i w granicach budżetu
  7. Nowy wymiar produkcji z systemem ERP
  8. Narzędzia wykorzystywane w projektach grupowych
  9. System ERP w chmurze jako naturalny trend rozwoju firm

Po prelekcjach zapraszamy do wzięcia udziału w jednej z tematycznych dyskusji, które poprowadzą eksperci od procesów biznesowych oraz ERP w wirtualnych pokojach. Tematy do wyboru to:

  • Trendy nowoczesnej technologii
  • Księgowość i nowoczesny controlling
  • HR & Payroll Manager
  • Zarządzanie projektami
  • Nowy wymiar produkcji
  • Narzędzia wykorzystywane w ekspansji międzynarodowej

Sprawdź pełną agendę wydarzenia i zarejestruj się na Dynamics Business Forum!

Patronat medialny wydarzenia objęły, Wirtualna Polska, Money.pl, Portal Przemysłowy, ERP-view.pl, MagazynIT.pl, ERP24.pl, ceo.com.pl, Top Logistyk, Kaizen, Logistyczny.com, Wydawnictwo Medialog oraz Magazynowanie i Dystrybucja.

Emergency office – trend biurowy wspierający zarządzanie kryzysem

Po miesiącach zawieszenia firmy ponownie otwierają swoje siedziby. Według badań Grafton Recruitment i CBRE aż 9 na 10 przedsiębiorstw pracujących zdalnie od pojawienia się COVID-19 planowało przynajmniej częściowy powrót do biur po wakacjach. Jednocześnie jednak ich modele pracy się redefiniują, a jednym z priorytetów jest bezpieczeństwo oraz zachowanie ciągłości działań. Jak zauważają eksperci Chillispaces.com, w nowych okolicznościach na znaczeniu będzie zyskiwał trend emergency office – „ratunkowych” elastycznych biur, stanowiących błyskawiczne zabezpieczenie dla firm w nagłych wypadkach.

O czym piszemy?

  • Od ponad 50 do 90% firm planuje powroty do biur po wakacjach.
  • Priorytetem przy powrotach jest bezpieczeństwo i zachowanie ciągłości operacji.
  • Tzw. biura zapasowe budzą rosnące zainteresowanie najemców.
  • Emergency office to zjawisko dopasowane do specyfiki modelu flex office.
  • Biura zapasowe popularne są m.in. wśród firm IT, e-commerce i instytucji finansowych.

Biuro reagujące na kryzys

W ostatnim czasie na znaczeniu przybiera pojęcie elastycznego środowiska pracy. Według badania JLL „When home is the new office” 42% respondentów przed wybuchem COVID-19 albo w ogóle nie korzystało z home office, albo pracowało z domu zaledwie jeden dzień w miesiącu. Tymczasem zyskujący na znaczeniu hybrydowy model wykonywania obowiązków skłania firmy do opracowania nowych schematów działania. Jednym z kluczowych czynników jest przewidywanie zagrożeń i posiadanie gotowego do bezzwłocznego wdrożenia scenariusza działania.

W przypadku pojawienia się ogniska koronawirusa w firmie lub innego zdarzenia losowego jak pożar, zalanie bądź awaria zasilania fundamentalna jest możliwość szybkiej relokacji do zapasowych biur. Takie biuro powinno gwarantować natychmiastowy dostęp do sprzętu, infrastruktury IT oraz linii telefonicznej. Operatorzy elastycznych powierzchni serwisowanych obserwują coraz większe zainteresowanie tą formą usług. Jak zauważa Piotr Augustyn, Współwłaściciel Chillispaces.com – jednej z czołowych sieci flex office w Polsce – firma dostaje coraz więcej zapytań dotyczących możliwości wynajmu „zapasowych” przestrzeni od marek, które przed pandemią skupiały się na tradycyjnym wynajmie biur.

Ostatnie miesiące były sprawdzianem dla przedsiębiorstw. Kryzys zweryfikował przygotowanie technologiczne wielu podmiotów i zaburzył procesy biznesowe. Dziś zachowanie ciągłości działań jest kluczowe, nikt nie chce powtórzyć scenariusza z marca. Jednym ze sposobów na to jest zadbanie o zastępczą przestrzeń do pracy, dostępną w ciągu zaledwie kilku godzin. Model emergency office zyskuje na popularności między innymi wśród firm IT i instytucji świadczących usługi finansowe, a także branży e-commerce. Jego bezwzględną zaletą jest możliwość przeniesienia strategicznych pracowników do innego biura oferującego kompletne zaplecze infrastrukturalne i teleinformatyczne – mówi Piotr Augustyn, Współwłaściciel Chillispaces.com i Rise.pl.

Zwinniejszy model zyskuje na znaczeniu

Możliwość zachowania zwinności w przydzielaniu powierzchni biurowej i doborze warunków najmu do faktycznych oczekiwań najemców charakteryzuje rynek flex office. Pandemia przyspiesza rozwój tego atrakcyjnego modelu najmu, dynamicznie rosnącego od kilku lat. Według raportu firmy JLL, w latach 2014-2019 rynek flex office na świecie urósł o 25%. Jak dodają badacze, elastyczne modele najmu mają do 2030 roku objąć aż 30% przestrzeni biurowej na świecie. To właśnie w przestrzeniach flex office tego typu firmy najczęściej szukają zapasowych biur. Emergency office stanowią zazwyczaj wydzielone przestrzenie w obiektach serwisowanych, spełniające wszelkie normy bezpieczeństwa. Oferują także całodobową obsługę operatorską. Dzięki temu firmy równolegle i bez zakłóceń mogą prowadzić działania biznesowe i usuwać skutki katastrof.

Należy pamiętać, że w przeszłości mieliśmy do czynienia z różnego rodzaju kryzysami, zapewne czekają nas także kolejne nieoczekiwane wyzwania. To, w jaki sposób stawimy im czoła przełoży się na kondycję biznesu w ujęciu długoterminowym. Usługa biura zapasowego daje bufor bezpieczeństwa, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów. Klient nie płaci za utrzymanie własnej przestrzeni emergency office, specjalistów z zakresu IT czy sprzęt komputerowy. Co więcej, ten rodzaj oferty dostępny jest w opcji „na żądanie” i zapewnia wsparcie office managera, stabilne łącze internetowe oraz helpdesk IT. Tym samym pozwala wznowić działalność firmy w ciągu kilku godzin i uniknąć szkód zarówno finansowych, jak i wizerunkowych – wyjaśnia Robert Jarząbek, Współwłaściciel Chillispaces.com i Rise.pl.

Powrót do nowej rzeczywistości

Rozwój sektora emergency office wiąże się także z pojęciem odpowiedzialności. Według analizy Deloitte „Workforce Strategies for Post-COVID Recovery” w wyniku pandemii COVID-19 aż 2,7 miliarda ludzi, czyli ponad czterech na pięciu pracowników na świecie, zostało dotkniętych lockdownem i zamknięciem w domu. Część z nich właśnie wraca do biur. Patrząc na polskie warunki, 32% przedsiębiorstw powróciło do stacjonarnego trybu pracy, a następne 26% planuje ten krok w ciągu najbliższych trzech miesięcy – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Hays Poland. Jeszcze odważniejsze prognozy przedstawiły Grafton Recruitment i CBRE – według ich analizy przynajmniej częściowy powrót do biur po wakacjach zapowiadało w sierpniu 9 na 10 firm. Włączenie lokalizacji zapasowych do strategii firmy z jednej strony pozwala na utrzymanie w gotowości wydzielonej przestrzeni biurowej, z drugiej umożliwia pracownikom bezpieczne wykonywanie obowiązków, pomimo wystąpienia sytuacji kryzysowej.

Nowa mocna marka na rynku flex

Rosnąca rola elastycznych biur jest widoczna także po rosnącej liczbie dostępnych atrakcyjnych przestrzeni do wynajmu. W sierpniu br. rozpoczęcie działalności zapowiedziało Chillispaces.com – nowa marka stworzona przez Rise.pl, jednego z liderów rynku flex office w Polsce. Już na przełomie 2020/2021 dysponować będzie ona portfolio 11 lokalizacji w pięciu miastach Polski o łącznej powierzchni ponad 24 000 mkw. Obecnie firma oferuje klientom siedem nowocześnie zaaranżowanych, elastycznych biur w Krakowie. Po uruchomieniu planowanych lokalizacji przestrzeń biur oferowanych przez firmę wzrośnie o około 70%.

Wyniki Haitong Securities w pierwszym półroczu 2020 r.

Haitong Securities, właściciel Haitong Banku wypracował w I poł. 2020 r. 690 mln EUR zysku netto, przy przychodach na poziomie 3,3 mld EUR. Aktywa banku wzrosły o ponad 7 proc. do 85,8 mld EUR. Instytucja zaraportowała stabilne wyniki finansowe pomimo epidemii koronawirusa, która negatywnie wpłynęła na kluczowe dla niej rynki. Dzięki wzmożonej aktywności na chińskim rynku długu oraz rozwojowi za granicą, Haitong Securities umocnił swoją pozycję wśród czołowych azjatyckich banków inwestycyjnych.

Chiński bank zakończył I poł. 2020 r. z przychodami na poziomie 3,3 mld EUR, co jest wynikiem o 0,37 proc. niższym niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Utrzymanie przychodów na zbliżonym poziomie pomimo zawirowań na rynkach chińskim i międzynarodowym jest efektem m.in. wyższych wpływów z opłat i prowizji (o 18,4 proc. r/r). Zysk netto banku wyniósł 690 mln EUR wobec 707 mln EUR w 2019 r. Zysk brutto Haitong Securities ukształtował się na poziomie 0,98 mld EUR. Pomimo spadku o 2,3 proc. r/r jest to drugi najwyższy wynik w historii, którego rekord padł w I poł. 2019 r. Bank wzmocnił swoją sytuację kapitałową dzięki wzrostowi aktywów o ponad 7 proc. r/r do 85,8 mld EUR.

Haitong Securities odnotował w pierwszych sześciu miesiącach bieżącego roku nieznacznie słabsze wyniki finansowe w porównaniu do roku 2019, co w okresie silnych zawirowań gospodarczych na najważniejszych rynkach jest dla naszej instytucji dużym sukcesem. Wzmożona aktywność na rynku dłużnym w Chinach, połączona ze stabilnym rozwojem za granicą i przemyślanym angażowaniem się w transakcje kapitałowe, sprawia, że Haitong Securities pozostaje wśród największych insytutcji finansowych w regionie Chin i Azji. To daje całej grupie optymistyczną perspektywę na kolejne okresy – mówi Krzysztof Rosa, Dyrektor Generalny Haitong Bank w Polsce.

Haitong Securities aktywny na rynkach kapitałowych

Sektor Wealth Management banku zarządza już aktywami ponad 12 mln klientów o wartości 250 mld EUR. Pomimo pandemii koronawirusa i wymagającego otoczenia, aktywność Haitong Securities na rynkach kapitałowych w Chinach wzrosła o 28,3 proc. r/r. Instytucja została sklasyfikowana jako 3 najważniejszy podmiot na rynku finansowania kapitałowego w Chinach. Silną stroną banku jest obecność na rynku długu. Zwłaszcza w I poł. br. była ona stosunkowo silna w Chinach kontynentalnych – Haitong Securities zanotował najlepszy wynik w historii z 26 proc. wzrostem aktywności na rynkach z gwarantowaną emisją długu. Na azjatyckim rynku obligacji o wysokiej rentowności (z wyłączeniem Japonii), Haitong International był numerem 1 w liczbie transakcji z gwarancją emisji i numerem 3 pod względem wartości emisji.

Jako jeden z najsilniejszych chińskich graczy na światowych rynkach, Haitong Securities zwiększył przychody z biznesu zagranicznego o 0,9 proc. r/r, do ponad 1 mld EUR (32 proc. całkowitych przychodów). Pierwsze 6 miesięcy 2020 r. upłynęło pod znakiem ogólnej strategii, która koncentrowała się na transakacjach o niskim profilu ryzyka, dalszym rozwoju biznesu w Chinach i zagranicą oraz wzmocnieniu systemu zarządzania grupą kapitałową.

W sierpniu br. Haitong Securities zakończył proces prywatnej subskrypcji akcji. Dzięki emisji kapitał zakładowy banku został podwyższony o ok. 2,4 mld EUR. 1 562 500 000 wyemitowanych akcji klasy A jest notowanych na Szanghajskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Grupa INPRO chce jeszcze do końca roku zakończyć 8 inwestycji

Grupa INPRO podsumowała wyniki finansowe za I półrocze 2020 roku. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży za pierwszych sześć miesięcy br. wyniosły 131,7 mln zł netto, czyli o 58% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Grupa utrzymała dobrą rentowność netto na poziomie 10%. Do końca roku zakłada zakończenie 8 inwestycji. W efekcie w całym 2020 rok planuje przekazać łącznie około 900 lokali wobec 538 wydanych w 2019 roku.

W I półroczu osiągnęliśmy satysfakcjonujące wyniki finansowe. Utrzymaliśmy jednocześnie rentowność netto na wysokim poziomie. W drugim kwartale br. w związku z pandemią SARS–CoV-2, mieliśmy jednak do czynienia z dużą liczbą rezygnacji z umów rezerwacyjnych. Pomimo że posiadamy obecnie znaczny bank gruntów z gotowymi pozwoleniami na budowę, to z uwagi na stan epidemii decyzje o wprowadzeniu kolejnych projektów będziemy uzależniać od sytuacji gospodarczej i możliwości popytowych potencjalnych nabywców” – powiedział Krzysztof Maraszek, Wiceprezes Zarządu INPRO S.A.

Grupa INPRO w okresie styczeń-czerwiec 2020 roku zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 131,7 mln zł, co oznacza wzrost o 58% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Grupa utrzymała rentowność netto na poziomie 10%. Całkowite dochody ogółem wzrosły o 6,7 mln zł, czyli o 110% w stosunku do całkowitych dochodów zrealizowanych rok wcześniej.

Przez 6 miesięcy Grupa Kapitałowa INPRO przekazała łącznie 273 lokale i było to o 58% więcej niż w I półroczu 2019 roku, kiedy wydała 173 mieszkania. Przez pierwszych sześć miesięcy br. INPRO oddało do użytkowania 5 budynków wielorodzinnych na osiedlu Azymut (193 lokale). Natomiast PB DOMESTA zakończyła prace przy trzech budynkach na osiedlu Havlove (łącznie 97 lokali).

Do czerwca 2020 roku INPRO i PB DOMESTA podpisały razem 281 umów przedwstępnych netto, czyli o 23% mniej niż w 2019 roku. Spadek poziomu transakcji w Grupie wynikał z dużej liczby rezygnacji z umów rezerwacyjnych w miesiącach kwiecień i maj w związku z pandemią SARS–CoV-2.

Zdecydowana większość obrotów Spółek INPRO i DOMESTA przypadać będzie na drugą połowę br. Przy założeniu braku opóźnień w procedurach administracyjnych związanych z uzyskaniem pozwoleń na użytkowanie, do końca 2020 r. planowane jest zakończenie 7 inwestycji. Łącznie w drugiej połowie 2020 roku Grupa planuje oddać do użytkowania ponad 630 lokali, a w całym roku ponad 900 lokali. Dla porównania w 2019 roku Grupa w całym roku oddała do użytkowania łącznie 538 lokali.

Na początku 2020 r. INPRO wprowadziło do sprzedaży etap III osiedla Optima (88 lokali). PB DOMESTA wprowadziła do oferty budynek nr 3 na osiedlu Nowa Niepołomicka II (24 lokale), a także budynki nr A, B, D na osiedlu Traffic (łącznie 84 lokali).

W Polsce jest za dużo opakowań – jak rozwiązać ten problem?

W obecnie obowiązującym systemie za zbieranie, przetwarzanie i segregowanie odpadów odpowiedzialne są przede wszystkim gminy – przy dużym współudziale finansowym konsumentów. Ciężar finansowy, który jest z tym związany, jest znaczący. Brakuje natomiast w całym systemie odpowiedzialności osób i organizacji, które są głównym powodem powstawania tak dużej ilości śmieci – producentów.

– Producenci, przez złe pakowanie i złe projektowanie produktów, wprowadzają do naszego życia ogromne ilości śmieci. Opakowania są w zasadzie tylko przez chwilę wykorzystywane przez konsumentów, po czym są wyrzucane – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Szczepańska, dyrektor ds. dialogu Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Należy wpleść odpowiedzialność producenta do obecnie obowiązującego gminnego systemu odbioru odpadów. Dlatego tak ważne jest stworzenie i wprowadzenie w Polsce dobrze opracowanego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). To producent – wprowadzający produkt i opakowanie na rynek – powinien być odpowiedzialny za odpady aż do końca cyklu ich życia. To na producencie powinna przede wszystkim spoczywać odpowiedzialność finansowa za funkcjonowanie systemu przetwarzania i zbierania odpadów – wyjaśnia Szczepańska.

95% odwołanych wydarzeń i brak perspektyw na rok 2021. Branża eventowa i rozrywkowa w największym kryzysie w historii

Branża kreatywna i rozrywkowa w Polsce znalazła się w dramatycznym położeniu i jak wynika z informacji, które Północna Izba Gospodarcza otrzymuje od swoich przedsiębiorców, mało kto patrzy w przyszłość optymistycznie. W najtrudniejszej sytuacji są firmy eventowe, specjaliści od nagłośnienia, technicy scenografii. Tracą także graficy, agencje reklamowe czy artyści. W wielu przypadkach firmy branży kreatywnej nie mogły korzystać z tarcz antykryzysowych i rządowego wsparcia. – Branża eventowa i rozrywkowa nie jest traktowana na równi z innymi branżami i jest to na pewno bardzo złe podejście. Każde miejsce pracy jest cenne, a docierają do nas głosy, że wiele firm zajmujących się organizacją targów czy wydarzeń straciło ponad 90% swojego przychodu. To pewne bankructwo. Branża kreatywna musi zostać objęta opieką i programem wsparcia – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Jarosław Tarczyński.

„Obecnie organizujemy 5% tego, co organizowaliśmy rok temu. Branża eventowa została zdeptana”

Przedsiębiorcy branży kreatywnej zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie przyznają wprost, że sytuacja jest bardzo trudna. Wiele firm zawiesiło działalność, nie obyło się także bez zwolnień. Najgorzej mają przedsiębiorstwa wyspecjalizowane w konkretnej działalności np. oświetleniu scenicznym, scenografii czy wynajmie sprzętu targowego. Firmy bardziej uniwersalne w dynamiczny sposób zmuszone zostały do dywersyfikacji działalności. Jak mówi Wojciech Miziewicz z firmy U Studio na lockdown nikt nie mógł być gotowy i to właśnie zamknięcie i następująca po nim niepewność to był dla przedsiębiorców największy cios.

– Od marca do teraz branża eventowa nie ruszyła, nie ma imprez firmowych, imprez plenerowych i rozrywkowych jest bardzo mało. Możemy powiedzieć, że obecnie organizujemy 5% tego, co organizowaliśmy rok temu. Branża eventowa została zdeptana przez pandemię – mówi Wojciech Miziewicz. – Jako U Studio delikatnie się przebranżowiliśmy, organizujemy więcej imprez dla prywatnych osób, to oczywiście mniejsze wydarzenia i mniejsze budżety, sprzęt stoi i czeka. Nas uratowało, że mamy więcej firm i dzięki temu jakoś funkcjonujemy, sama agencja eventowa niemal nie przynosi dochodów. Jest ogólnie bardzo źle, nic nie ruszyło i do przyszłego roku nie spodziewam się, by coś się zmieniło. Wiele firm się zamknęło, ludzie potracili majątki, wiele osób straciło pracę – mówi Wojciech Miziewicz.

Marcin Jarczyński, konferansjer i organizator eventów potwierdza, że sytuacja jest bardzo zła i nie ma perspektywy poprawy: – Dla konferansjerów, artystów i ogólnie branży rozrywkowej sezon wiosenny i letni to czas żniw. To działalność typowo sezonowa. Znam wykonawców czy prowadzących, którzy od kwietnia do września występowali 50-60 razy, a w tym roku może 4-5 – mówi Marcin Jarczyński.

– Martwią nas doniesienia o tym, że obostrzenia mają być utrzymane dalej. W branży kreatywnej w Polsce pracuje ponad 1,5 miliona ludzi. Ostatnio śmialiśmy się z kolegami, że należy „spieszyć się prowadzić wesela, bo tak szybko je ograniczają” i rzeczywiście już pojawiają się kolejne zapowiedzi skutkujące tym, że z naszych kalendarzy wykreślane są kolejne zlecenia. Wielu przedsiębiorców zaczyna się buntować, zaczynam zauważać, że coraz więcej osób ma wątpliwości czy ten koronawirus jest naprawdę taki groźny – dodaje Marcin Jarczyński.

Północna Izba Gospodarcza apeluje o wsparcie branży kreatywnej. „Każdy miesiąc bez działania to gigantyczne straty bez szans na rekompensatę”

Północna Izba Gospodarcza pozostaje w aktywnym kontakcie z przedsiębiorcami w ramach think-tanku „Izbowy Pakiet Wsparcia”. Branża rozrywkowa i kreatywna od początku bardzo silnie zgłaszała problem braku możliwości efektywnego funkcjonowania. Niestety o ile przemysł, transport czy nawet gastronomia i hotelarstwo ruszyło do przodu w nowym reżimie sanitarnym, tak branża eventowa i rozrywka pozostaje mocno ograniczona: – Jako Północna Izba Gospodarcza apelujemy do Rządu oraz samorządu o zwrócenie uwagi na problemy branży kreatywnej, czy bardziej szczegółowo branży eventowej, targowej, rozrywkowej czy kultury. Każdy miesiąc bez działania to gigantyczne straty bez szans na rekompensatę. Zaczyna się jesień, potem zima, naturalnie więc firmy te straciły szansę na zarobek w najważniejszym dla siebie czasie. Branża kreatywna to tysiące miejsc pracy, to istotna gałąź gospodarki również w naszym regionie – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Samorząd ma możliwość wspierania lokalnych twórców i artystów np. poprzez angażowanie ich w wydarzenia przez niego organizowane. Padła taka deklaracja ze strony władz miasta, choć niestety żadna duża impreza jak Dni Morza czy Pyromagic się nie odbyła. Naszym zdaniem branża kreatywna powinna być mocniej dostrzegana jako istotny element gospodarki w skali naszego miasta i regionu – dodaje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Branża eventowa stawia na imprezy online. Takie rozwiązania nie są w stanie w pełni zastąpić tradycyjnych wydarzeń

Eventy online na przestrzeni ostatnich miesięcy w pewnym stopniu zastąpiły tradycyjne imprezy. – Klienci edukują się w tym zakresie i zlecają coraz więcej takich wydarzeń, a agencje się dostosowały i zaczęły to robić na wysokim poziomie – mówi Jakub Ćwikliński z agencji El Padre. Obostrzenia związane z pandemią wciąż obowiązują w żółtych i czerwonych strefach, co utrudnia organizację tradycyjnych eventów, a dodatkowo hamuje je strach ewentualnych uczestników i gości. Jednak imprezy w sieci są tylko namiastką tego, co można zrobić na żywo.

Wydarzenia online nie dają nam pełnego spektrum możliwości, które potrzebne są na eventach. Eventy to są emocje i tego nam w sieci brakuje. Interakcja za pośrednictwem internetu jest mocno ograniczona. W przypadku najprostszych integracji outdoorowych czy indoorowych, warsztatów i szkoleń moderowanych kontakt bezpośredni jest bardzo potrzebny, a wrażeń, które towarzyszą uczestnikom podczas takiego wydarzenia, nie da się wygenerować przez internet – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Ćwikliński, wiceprezes zarządu agencji El Padre.

Jak podkreśla, eventy online rozwijały się już przed pandemią, tym bardziej że dla wielu branż i klientów jest to najbardziej korzystne rozwiązanie, bo pomaga im łatwo dotrzeć do klientów. W przyszłości może się to przyczynić do stałego wzrostu popularności wydarzeń zdalnych kosztem tradycyjnych.

W czasie pandemii wielu organizatorów dostrzegło w sieci nowe szanse, więc na pewno liczba wydarzeń organizowanych za jej pośrednictwem będzie rosła. Nic jednak nie zastąpi bezpośredniego kontaktu – mówi ekspert.

Kiedy w marcu w Polsce pojawiły się pierwsze przypadki koronawirusa, jednym z pierwszych obostrzeń był zakaz organizowania imprez. W kolejnych miesiącach odwoływanych było prawie 100 proc. eventów: konferencji, kongresów, targów, koncertów.

W efekcie branża eventowa praktycznie z dnia na dzień przestała istnieć – mówi  Jakub Ćwikliński. – Budżety zostały zakręcone, zlecenia zniknęły z rynku, więc wszystkie agencje stanęły przed widmem upadłości.

Klienci agencji eventowych szybko zaczęli jednak szukać innych możliwości organizowania wydarzeń, a branża eventowa na tę potrzebę odpowiedziała, proponując imprezy w sieci. Teraz wszyscy wiedzą, że wiele wydarzeń może odbywać się online, więc agencjom przybywa zleceń.

Imprezy przez internet to dobre rozwiązanie, jeśli nie można organizować wydarzeń na żywo. Część obostrzeń nałożonych w efekcie koronawirusa została zdjęta, ale wciąż nie wiemy, co przyniesie przyszłość, więc imprezy online z nami zostaną – mówi wiceprezes agencji El Padre.

Dodaje, że agencje coraz częściej proponują też swoim klientom organizowanie wydarzeń hybrydowych, czyli takich, gdzie część osób jest zapraszana do udziału na żywo, ale jednocześnie odbywa się transmisja online.

Dzięki temu jesteśmy elastyczni i w sytuacji, kiedy wytyczne odnośnie do organizowania imprez się zmienią, możemy szybko zredukować liczbę osób biorących udział w takim wydarzeniu na żywo albo zrealizować je w 100 proc. online – mówi Jakub Ćwikliński. – Obecnie zaostrzane są obostrzenia na obszarach Polski najbardziej dotkniętych pandemią, więc spodziewamy się, że w przyszłości mogą one dotyczyć całego kraju.

Ministerstwo Zdrowia w związku ze zwiększoną liczbą zachorowań na COVID-19 na początku sierpnia podzieliło Polskę na czerwone, żółte i zielone strefy. Od 8 sierpnia w 19 powiatach z największym przyrostem zakażeń, oznaczonych jako czerwone strefy, wróciła część obostrzeń. Dotyczą one targów i kongresów, wydarzeń sportowych i kulturalnych, gastronomii, sanatoriów, wesel, transportu i obowiązku noszenia maseczek. Poszczególne strefy są co kilka dni aktualizowane.

Stowarzyszenie Branży Eventowej szacuje, że wartość rynku MICE w Polsce sięga 3 mld zł. Branża generuje ok. 10 proc. polskiego PKB. Tylko w 2019 roku w spotkaniach w kraju i za granicą uczestniczyło 16 mln osób. Przy ich obsłudze pracowało około 30 tys. osób. W samej branży targowej zatrudnienie szacowane było na ponad 100 tys. osób.

Branża powołała w marcu sztab kryzysowy, który zajmuje się rozmowami z rządem na temat wsparcia sektorowego. Ustawa w tej sprawie została przyjęta w połowie sierpnia. Obejmuje ona firmy z branży turystycznej, targowej i eventowej, m.in. organizatorów przedstawień artystycznych. Przewidziano dla nich dodatkowe świadczenia postojowe i zwolnienie ze składek ZUS. Ustawa przewiduje także powołanie Turystycznego Funduszu Zwrotów,  który umożliwi zwrot wpłat klientom biur podróży, oraz Turystycznego Funduszu Pomocowego, który będzie uruchamiany w sytuacji klęski żywiołowej czy pandemii.

Pandemia nie zatrzymała inwestycji infrastrukturalnych. Ponad 1,2 tys. kilometrów dróg w budowie, pod koniec roku dojdą kolejne

Mimo pandemii koronawirusa inwestycje infrastrukturalne nie zwalniają tempa. W trakcie realizacji jest blisko setka o wartości ok. 46 mld zł i łącznej długości nowo budowanych dróg przekraczającej 1,2 tys. km. Tylko w lipcu przetargi GDDKiA zasiliły branżę budowlaną kwotą 1,6 mld zł. Jak podkreśla minister Andrzej Adamczyk, pandemia nie wstrzymała planów inwestycyjnych, a jeszcze do końca tego roku GDDKiA planuje podpisać dziewięć kontraktów na realizację 114 km nowych dróg o wartości 4,8 mld zł.

– Koronawirus nie zatrzymał budów na drogach i na kolei. Nie zatrzymał również budów na drogach samorządowych, na czym nam bardzo zależy. Polskie budownictwo to ponad milion miejsc pracy i dzięki decyzji rządu budowy w Polsce nie zostały zatrzymane – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.

Także GDDKiA zaznacza, że pandemia koronawirusa nie wstrzymała prac budowlanych ani nie doprowadziła do opóźnień w realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Od stycznia podpisanych zostało 25 umów na budowę dróg o łącznej długości 348,8 km i wartości ponad 15 mld zł. W trakcie realizacji wciąż jest blisko setka zadań inwestycyjnych o wartości ok. 46 mld zł i łącznej długości nowo budowanych dróg przekraczającej 1251 km (w tym dziewięć odcinków autostrad, 73 odcinki przyszłych dróg ekspresowych i obwodnice w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych).

Przetargi GDDKiA napędzają branżę budowlaną i tylko w lipcu tego roku zasiliły ją kwotą 1,6 mld zł. Co istotne, w porównaniu z tym samym miesiącem zeszłego roku ta kwota wzrosła i to aż o ponad 17,5 proc., czyli 240 mln zł.

Do końca tego roku GDDKiA planuje podpisać jeszcze dziewięć umów na realizację nowych dróg o łącznej długości 114 km i wartości ponad 4,8 mld zł. Będą to m.in. odcinek autostrady A2 oraz odcinki dróg ekspresowych S1, S7 oraz S19. Ogłoszonych zostanie też 26 przetargów – na sześć zadań z PBDK o łącznej długości ponad 242 km, a także 10 obwodnic z Programu budowy 100 obwodnic na lata 2020–2030 o łącznej długości 84 km. Umowy z wyłonionymi wykonawcami mają zostać podpisane w przyszłym roku. GDDKiA jeszcze w tym miesiącu ogłosi szczegółowe plany przetargowe na 2021 rok.

– Kluczowe obecnie inwestycje infrastrukturalne to przede wszystkim domykanie sieci drogowej. Mam na myśli drogę ekspresową S3, komunikującą zespół portów Szczecin–Świnoujście z południową granicą państwa na wysokości Hradec Kralove. To też autostrada A1 i brakujący odcinek między Łodzią a Częstochową, który dzisiaj jest w budowie. Mam nadzieję, że już pod koniec przyszłego roku pozwoli nam dojechać z portów Trójmiasta do Czech – wylicza minister infrastruktury.

Około 80-kilometrowy odcinek przyszłej autostrady A1 od Tuszyna pod Łodzią do początku obwodnicy Częstochowy jest w przebudowie, ale w ostatnim tygodniu sierpnia kierowcom zostały udostępnione pierwsze dwa fragmenty. Jako pierwszy oddany został pięciokilometrowy fragment wschodniej jezdni odcinka Radomsko do granicy województwa łódzkiego i śląskiego. Z kolei 30 sierpnia kierowcy pojechali 11-kilometrowym fragmentem odcinka A1 między węzłami Tuszyn i Piotrków Trybunalski.

– Wśród kluczowych inwestycji jest też Via Carpatia, która jest w przygotowaniu. Mamy nadzieję, że już w 2025–2026 roku pojedziemy tą drogą na całej długości. Dalej Via Baltica, która połączy drogę ekspresową S8 – od Mińska Mazowieckiego do granicy Polski z Litwą w okolicach Augustowa i Suwałk. Wreszcie mamy również drogę ekspresową S6 – idziemy od strony Gdańska, realizujemy trasę kaszubską i dalej otwieramy przetargi na kolejne odcinki tej drogi w kierunku Słupska i Koszalina, gdzie łączy się z istniejącą już drogą, dzięki czemu pojedziemy S6 z Gdańska do Koszalina – mówi minister infrastruktury.

W czerwcu Rada Ministrów przyjęła uchwałę, zgodnie z którą 9 mld zł zostanie przeznaczonych na budowę 150 km trasy ekspresowej S6 wzdłuż Bałtyku. Będzie więc ona finansowana z budżetu państwa zamiast w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), co ma o kilka lat przyspieszyć realizację tego projektu. GDDKiA chce nadać mu szybsze tempo, dlatego przetargi dla odcinków Lębork–Bożepole Wielkie oraz Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej zamierza ogłosić jeszcze w III kwartale br., a postępowanie dla rozbudowy obwodnicy Słupska i odcinka Lębork–Słupsk pod koniec tego roku (IV kw.).

– Mamy także drogę ekspresową S11, która pozwoli nam skomunikować środkowe Wybrzeże z południem kraju, przecinając autostradę A2. Będzie przebiegać przez województwo wielkopolskie, łódzkie i śląskie. Autostrada A2 to niezmiernie ważna droga – chcemy w 2024 roku dotrzeć nią do Białej Podlaskiej, a w 2025–2026 roku do granicy z Białorusią. Tam gotowe już połączenia drogowe stworzą bardzo wydajny system komunikacyjny w transporcie samochodowym – mówi Andrzej Adamczyk. – Tutaj ważne są również szlaki kolejowe. Przywrócimy je do świetności technicznej, dzięki czemu udrożnimy transport kolejowy, zwiększymy przewóz towarów koleją i uzyskamy efekt ekologiczny.

W połowie sierpnia został już oddany do użytku 15-kilometrowy odcinek autostrady A2 pomiędzy węzłem Lubelska a początkiem obwodnicy Mińska Mazowieckiego. Tutaj prace także postępują: w marcu GDDKiA zawarła kontrakt na zaprojektowanie i budowę 12 km odcinka między węzłami Kałuszyn i Groszki, który ma być gotowy jesienią 2023 roku. Trwają też przygotowania do realizacji kolejnych etapów autostrady A2 od Siedlec do granicy z Białorusią o łącznej długości 95,5 km. Dokumentacja ma być gotowa jeszcze tej jesieni, a budowa tych odcinków jest planowana na lata 2022–2025.

– Prace trwają też na Południowej Obwodnicy Warszawy. Zanotowaliśmy opóźnienia spowodowane przede wszystkim późnym wydaniem terenu przez miasto. Pamiętamy historię sprzed trzech lat – niestety dzisiaj to się mści i mamy kilka miesięcy opóźnień. Powódź, która miała miejsce na samym początku tej inwestycji, również miała wpływ na przesunięcie terminu realizacji. Jednak w wakacje 2021 Południowa Obwodnica Warszawy – z tunelem pod Ursynowem i z nowoczesnym, bezpiecznym mostem nad Wisłą – będzie w pełni dostępna – zapowiada minister infrastruktury.

Roboty na wawerskim odcinku Południowej Obwodnicy Warszawy (biegnącego między węzłami Wał Miedzeszyński i Lubelska) są już mocno zaawansowane (90 proc.). Prawie na całej trasie została już ułożona betonowa nawierzchnia. Ten odcinek ma zostać planowo ukończony w grudniu tego roku. Trwają też końcowe prace przy budowie tunelu, który stanowi połowę z 4,6 km ursynowskiego odcinka POW w ciągu drogi ekspresowej S2.

Globalni gracze przestawiają się na zieloną energetykę. Koncern paliwowy bp ogranicza wydobycie ropy i gazu na rzecz inwestycji w OZE i wodór

Koncern bp ogranicza wydobycie ropy naftowej i gazu na rzecz odnawialnych źródeł energii. Do 2030 roku zmniejszy wydobycie o 40 proc., ograniczając przy tym swoje emisje o ok. 1/3. W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w OZE i technologie niskoemisyjne, przeznaczając na nie co najmniej 5 mld dol. rocznie. Nowa strategia ma przekształcić koncern w nowoczesną grupę energetyczną, a w długiej perspektywie – do 2050 roku – przełożyć się na całkowitą zeroemisyjność. To odpowiedź grupy na główne trendy na rynku energii i konieczność transformacji. Widać ją coraz wyraźniej też na polskim rynku, gdzie w ubiegłym roku produkcja energii z OZE była najwyższa w historii.

– Polski rynek energetyczny w ciągu najbliższych 20 lat zmieni się diametralnie. Na dużą skalę odejdziemy od energetyki opartej na węglu. Będziemy zmierzać w kierunku paliw przejściowych, m.in. gazu, a docelowo coraz bardziej opierać naszą energetykę i gospodarkę na odnawialnych źródłach energii – mówi agencji Newseria Biznes Bogdan Kucharski, prezes bp w Polsce, podczas Forum Ekonomicznego 2020, które w tym roku odbywa się w Karpaczu.

Założenia przyjętego przez Komisję Europejską Zielonego Ładu ściśle uzależniają europejską gospodarkę, finanse i nowe inwestycje od redukcji emisji CO2. Plan osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku ma stanowić oś dla rozwoju wszystkich branż – od rolnictwa po transport, energetykę czy ubezpieczenia. Na budowanie niskoemisyjnej gospodarki Europa będzie przeznaczać setki miliardów euro rocznie.

– Ten kierunek jest wręcz niezbędny, bo tego oczekuje społeczeństwo, tego oczekują od nas partnerzy z Unii Europejskiej. I jest to dobry biznes, więc warto w to inwestować – podkreśla Bogdan Kucharski.

Zielony Ład i transformacja energetyczna będą w kolejnych dekadach wyznaczać kierunek rozwoju Europy, w tym także Polski, której miks energetyczny wciąż w blisko 80 proc. opiera się na węglu. Według rządowych założeń jego udział będzie sukcesywnie spadać na rzecz odnawialnych źródeł energii (projekt KPEiK). Ten kierunek ma też poparcie społeczne: według ubiegłorocznego badania Kantar Millward Brown dla WWF Polska węgiel za wiodące źródło energii w przyszłości uznaje zaledwie 8 proc. Polaków, a 66 proc. chce, żeby OZE stały się głównym paliwem energetycznym w Polsce.

– Polska stoi przed dużymi wyzwaniami dotyczącymi transformacji energetycznej do 2040 roku, ale są one jak najbardziej możliwe do realizacji. Cieszy to, że rządzący – tak samo jak firmy i podmioty komercyjne – w coraz większym stopniu dostrzegają, że ta transformacja jest niezbędna i musi przyspieszyć. Nie możemy czekać, bo ona nie wydarzy się sama z siebie. Musimy inwestować, i to już teraz, w konkretne programy, żeby do 2040 roku rzeczywiście przejść na niskoemisyjną gospodarkę – przekonuje prezes bp w Polsce.

Według danych Forum Energii w ubiegłym roku w Polsce produkcja energii elektrycznej z OZE była najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. O konieczności transformacji mówią już największe spółki energetyczne i paliwowe, a większość z nich realizuje inwestycje ukierunkowane na OZE i nowoczesną energetykę. W tym gronie jest też koncern bp, który na początku sierpnia obrał nową strategię. Ma ona przekształcić międzynarodową spółkę naftową, skoncentrowaną na wydobywaniu zasobów, w nowoczesną grupę energetyczną.

– W ciągu najbliższych lat i dekad będziemy mocno inwestować w odnawialne źródła energii, elektromobilność i ofertę usług dla klientów naszych stacji. Postawimy m.in. na energię słoneczną, w tym samym czasie ograniczając tradycyjne inwestycje w wydobywanie paliw kopalnych. Co prawda wyłączenie tych paliw nie jest możliwe z dnia na dzień, ale konieczne jest przejście całej tej drogi – od punktu startowego do końcowego w postaci niskoemisyjnej gospodarki. Dlatego bp będzie ograniczać inwestycje w paliwa kopalne i przestawiać się właśnie na odnawialne źródła – zapowiada Bogdan Kucharski.

W ciągu najbliższych 10 lat bp zamierza ograniczyć wydobycie ropy i gazu ziemnego co najmniej o 1 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. W stosunku do poziomu z 2019 roku będzie to oznaczać redukcję o 40 proc. Do 2030 roku koncern ograniczy też emisje związane z wydobyciem ropy i gazu w segmencie upstream o odpowiednio 30–35 proc. i 35–40 proc.

W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w energetykę niskoemisyjną do poziomu ok. 5 mld dol. rocznie. Paliwowa spółka będzie budować portfel niskoemisyjnych technologii oparty m.in. na odnawialnych źródłach, bioenergii, wodorze i sekwestracji (wyłapywaniu) dwutlenku węgla. Do 2030 roku zamierza już wypracować ok. 50 GW mocy wytwórczych netto ze źródeł odnawialnych. W stosunku do poziomu z ubiegłego roku będzie to oznaczać 20-krotny wzrost.

– Zobowiązaliśmy się, że w globalnej skali do 2050 roku będziemy firmą zeroemisyjną. Nasze cele do tego czasu zakładają m.in. ograniczenie o 50 proc. intensywności węglowej naszych produktów końcowych, ograniczenie o 50 proc. intensywności emisji metanu oraz zwielokrotnienie inwestycji w odnawialne źródła energii i całą energetykę alternatywną. To zobowiązania długoterminowe, ale przyjęliśmy też cele na najbliższą dekadę, w której 20-krotnie zwiększymy nasze możliwości generacji energii elektrycznej z niskoemisyjnych źródeł i pięciokrotnie zwiększymy produkcję biopaliw. Chcemy też osiągnąć 10-proc. udział na kluczowych rynkach wodoru i 10-krotnie zwiększyć liczbę punktów ładowania samochodów elektrycznych – zapowiada prezes bp w Polsce.

Dzieci i młodzież coraz częściej zgłaszają się do psychologów. Mają w tym pomagać szkoła i nowy model opieki psychologicznej w Polsce

Obniżony nastrój, lęki, problemy w relacjach z rówieśnikami lub rodzicami – z takimi problemami nastolatkowie najczęściej zgłaszają się do psychologów. Często szukają wsparcia u psychologa szkolnego, ale też w ośrodkach środowiskowej opieki. Wprowadzony niedawno nowy model opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej ma usprawnić i przyspieszyć pomoc dla potrzebujących nastolatków.

Według badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2018 roku co szósty nastolatek przynajmniej raz w życiu się okaleczał, 7 proc. badanych próbowało popełnić samobójstwo. Polska pod względem liczby samobójstw i prób samobójczych młodych ludzi jest na drugim miejscu w Europie. W Światowym Dniu Zapobiegania Samobójstwom eksperci przypominają, że sprawna i łatwo dostępna pomoc psychologów ma duże znaczenie dla zmieniania tych statystyk.

Nastolatkowie korzystają z pomocy psychologicznej. Bardzo często zgłaszają się do psychologów szkolnych, którzy kierują ich do specjalistycznych placówek. Bardzo dobrze, że takie placówki powstają. Możemy w nich pomagać dzieciom i psychologicznie, i psychoterapeutycznie, czyli w każdym aspekcie, w którym tego potrzebują – zarówno małe dzieci, jak i nastolatkowie – mówi agencji Newseria Magdalena Waszczyńska-Warda, psychoterapeutka dzieci i młodzieży, specjalistka terapii uzależnień w Zakładzie Medycznym KAAR-MED.

Niektórzy młodzi ludzie pomimo rozpoznania problemu wstrzymują się z decyzją o udaniu się po pomoc do ekspertów. Zatrzymują ich bowiem społeczne stereotypy. Należy jednak zaznaczyć, że im wcześniej otrzymają wsparcie, tym szybciej uporają się z trudnościami, lękami i traumami. W konsekwencji zwłoka działa na ich niekorzyść.

Dostępność specjalistów ma zwiększyć wprowadzony niedawno model opieki środowiskowej. W jego skład wchodzą ośrodki o trzech stopniach referencyjności: ośrodki środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej dla dzieci i młodzieży, środowiskowe centrum zdrowia psychicznego oraz środek Wysokospecjalistycznej Całodobowej Opieki Psychiatrycznej. Założenie jest takie, że nastolatkowie mają być diagnozowaniu w ośrodku opieki środowiskowej, który znajduje się najbliższej miejsca zamieszkania.

– Te ośrodki są adresowane do dzieci i młodzieży, które nie ukończyły jeszcze 21. roku życia, oraz osób, które je wychowują. Do tej pory model opieki psychiatrycznej dla dzieci był skoncentrowany na lekarzu psychiatrze oraz oddziałach szpitalnych. Niestety często dzieci trafiały na oddział za późno. Ministerstwo Zdrowia zaproponowało rozwiązanie problemu i stworzyło projekt trzystopniowego modelu opieki – mówi Paweł Kąkol z Zakładu Medycznego KAAR-MED.

Pomoc psychologiczna, którą oferują ośrodki, jest kompleksowa. Dotyczy zarówno interwencji kryzysowej, porad psychologicznych, jak i wsparcia dla rodziców. Formy terapii są dopasowane do indywidualnych przypadków i potrzeb. To większa skuteczność leczenia i komfort dla osób korzystających z pomocy.

Problemy, z jakimi zgłaszają się dzieci, są bardzo różne. Najczęściej dotyczą obniżenia nastroju, wysokiego poziomu lęku, kłopotów w relacjach z rówieśnikami czy rodzicami. Niestety coraz częściej obserwujemy zaburzone więzy rodzinne – tłumaczy Magdalena Waszczyńska-Warda. – Nastolatkowie często sami zauważają problemy w kontaktach z rówieśnikami oraz rodzicami i szukają pomocy na terenie szkoły. Czasem to rodzice pierwsi orientują się, że dzieje się coś niedobrego, a dziecko nie chce udać się do poradni i porozmawiać z psychologiem. Warto wtedy wzmacniać opiekunów i motywować ich. Czasem bowiem jednorazowe przyjście powoduje, że dziecko przekonuje się do dalszych spotkań, ponieważ widzi efekty. Należy podkreślić, że małe dzieci podczas pierwszych konsultacji bawią się z terapeutą. Dzięki temu mogą poczuć się bezpiecznie w ośrodku, co ułatwia dalszą pracę.

Polski start-up opracował innowacyjny system redukcji hałasu. Znajdzie zastosowanie m.in. w motoryzacji, lotnictwie czy sprzęcie AGD

Szacuje się, że w Unii Europejskiej 20 proc. ludzi żyje na obszarach o niedopuszczalnym poziomie hałasu i wibracji. Na rynku pojawiają się rozwiązania, które mają tłumić hałas i minimalizować wibracje – stosuje je m.in. przemysł samochodowy czy kolej. Polski start-up technologiczny opracował rozwiązanie, które zapewnia znaczną redukcję hałasu i wibracji struktury materiału poprzez jego zmodyfikowaną architekturę. Sprawdzi się w takich branżach jak lotnictwo, motoryzacja czy RTV/AGD.

– Silencions zajmuje się projektowaniem pasywnych i aktywnych systemów do wygłuszania hałasu i tłumienia wibracji. Nasze rozwiązania pasywne są wyjątkowe pod tym względem, że z bardzo cienkich materiałów jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo wysokie wyniki tłumienia hałasu i wibracji – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Modrzyński, współzałożyciel Silencions.

Wraz ze wzrostem urbanizacji rośnie problem hałasu i drgań. Już teraz szacuje się, że w Unii Europejskiej co piąta osoba jest narażona na hałas, który zagraża jej zdrowiu. To nie tylko dźwięki pochodzące z transportu, lecz także maszyn przemysłowych, klimatyzacji czy domowego sprzętu. Ciągłe narażenie na hałas może prowadzić do zaburzeń koncentracji, problemów ze snem, a także agresji. Na rynku są już dostępne wygłuszające słuchawki czy systemy wyciszające pomieszczenia, jednak nie likwidują one całego problemu.

Polski start-up Silencions opracował innowacyjną technologię, która tłumi dźwięki i wibracje poprzez zmianę struktury materiału.

– Projektujemy geometrię materiału. Jesteśmy więc niezależni od niego i znając problem dźwiękowy, który mamy rozwiązać, znając częstotliwość hałasu i środowisko, w którym mamy działać, jesteśmy w stanie odpowiednio dobrać geometrię i materiał – tłumaczy Paweł Modrzyński.

Silencions pracuje nad unikalnym rozwiązaniem, które pozwala o 60 proc. redukować hałas i wibracje struktury materiału poprzez jego zmodyfikowaną, periodyczną architekturę. Umożliwi tym samym tłumienie wibracji i hałasu w takich branżach jak lotnictwo, motoryzacja, ciężki sprzęt budowlany oraz RTV/AGD. System nie wymaga energii, nie zwiększa masy sprzętu, a co więcej – z hałasu może nawet produkować energię.

– Zastosowań  rozwiązań akustycznych i wibracyjnych jest bardzo dużo, a nasza technologia pozwala myśleć o aplikacjach w wielu miejscach. Realizujemy już pilotażowe wdrożenie dla firmy IKEA, gdzie wygłuszamy kilka maszyn do obróbki drewna. Współpracujemy z branżą automotive, gdzie wygłuszamy silniki w łodziach motorowych – wymienia współzałożyciel Silencions.

Docelowo nowa technologia mogłaby znaleźć zastosowanie w większości domowych sprzętów i być po prostu częścią wyposażenia np. lodówek czy odkurzaczy. Zwłaszcza że koszt innowacyjnej technologii jest zbliżony do innych rozwiązań obecnych na rynku.

– Koszt jest porównywalny do obecnych na rynku rozwiązań akustycznych. To są koszty na poziomie od kilkudziesięciu do kilkuset złotych za metr kwadratowy, w zależności od materiału i zastosowania – wskazuje Paweł Modrzyński.

Obecnie start-up skupia się na pilotażowych wdrożeniach.

– To nie jest jeszcze technologia dostępna komercyjnie. W dalszym ciągu dopracowujemy technologię, ale jest już ono na takim etapie, że mamy pierwsze wdrożenia jako piloty – zaznacza współzałożyciel Silencions.

Minister Zagórski: Cyfryzacja szkół przebiega zgodnie z planem. Do końca roku 21 tys. placówek będzie mieć szybki i darmowy internet

Do bezpłatnego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s do końca roku mają być podłączone szkoły w całej Polsce – nawet te w najmniejszych miejscowościach. Do tej pory umowy z OSE podpisało prawie 19 tys. szkół, a blisko 15 tys. placówek jest już do OSE podłączonych.  Resort cyfryzacji szacuje, że te liczby jeszcze wzrosną w kilku nadchodzących miesiącach. – Jesteśmy zadowoleni z procesu cyfryzacji szkolnictwa – mówi minister Marek Zagórski, który podkreśla, że jego drugim elementem jest wyposażanie placówek w multimedialny sprzęt, tablety i laptopy, a na ten cel przeznaczonych zostało już 400 mln zł.

– Inwestycje w ucyfrowienie obejmują przede wszystkim podłączanie szkół i placówek oświatowych do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. W tej chwili już 15 tys. posiada infrastrukturę, wśród nich prawie 90 proc. ma już świadczoną usługę i ten proces postępuje. Do podłączenia zostało nam ok. 6 tys. placówek – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Ogólnopolska Sieć Edukacyjna to klucz do całego projektu cyfryzacji szkolnictwa w Polsce. Jeszcze w 2016 roku ponad 40 proc. polskich szkół korzystało z dostępu do internetu o niskiej przepustowości, zaledwie do 10 Mb/s. Tak wolne łącza nie pozwalały m.in. na korzystanie z cyfrowych narzędzi edukacyjnych i materiałów multimedialnych. Tylko 10 proc. szkół miało dostęp do szybkiego internetu o parametrach, które umożliwiały wykorzystywanie go do procesów dydaktycznych.

Te zaległości ma nadrobić właśnie OSE, która do końca 2020 roku ma podłączyć szkoły w całej Polsce – nawet w najmniejszych miejscowościach – do bezpłatnego i szerokopasmowego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s. Dzięki temu lekcje będą prowadzone przy wykorzystaniu nowych technologii i internetu, a model kształcenia w polskich szkołach ma się całkowicie zmienić – z analogowego na cyfrowy.

Resort cyfryzacji szacuje, że na około 23 tys. szkół, które mogą przystąpić do OSE (pierwotnie było ich 30,5 tys., ale ta liczba spadła po reformie oświaty i likwidacji gimnazjów), taką chęć wyraziło 21 tys. placówek.

– Umowę z operatorem OSE podpisało dotychczas niespełna 19 tys. szkół, ale szacujemy, że docelowo będzie ich około 21 tys. – wskazuje minister cyfryzacji.

Operatorem sieci OSE będzie Państwowy Instytut Badawczy NASK, który będzie czuwać nad cyberbezpieczeństwem i zapewni usługi towarzyszące, m.in. w zakresie edukacji dotyczącej bezpiecznego korzystania z internetu, szkoleń dla nauczycieli i gotowych materiałów do wykorzystania w trakcie lekcji z uczniami.

Jak poinformował NASK, pomiędzy marcem a kwietniem z powodu pandemii koronawirusa i zamknięcia budynków szkół możliwość podłączania nowych placówek do OSE spadła o 60 proc., ale zaległości zostały już nadrobione i harmonogram projektu przebiega zgodnie z planem. W końcówce sierpnia minister  zapewnił też, że wszystkie szkoły, które podpisały umowy z OSE, planowo do końca tego roku będą już mieć dostęp do sieci.

– Jesteśmy zadowoleni i na ten moment dobrze oceniamy realizację Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, choć oczywiście chcielibyśmy, żeby to przebiegało jeszcze sprawniej. Zakładamy, że wszystkie chętne szkoły będą mogły korzystać z OSE zgodnie z planem, choć w części z nich to łącze pewnie nie będzie jeszcze oparte na sieci światłowodowej, tylko bezprzewodowej. Jednak co do zasady projekt jest realizowany dobrze i pozwoli na to, aby wszyscy uczniowie, we wszystkich szkołach i na równych zasadach mogli bezpłatnie korzystać z szybkiego internetu – mówi Marek Zagórski.

Koszty wdrożenia OSE mają wynieść 320 mln zł, a środki na ten cel pochodzą z unijnego Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Koszt utrzymania i działania sieci jest szacowany z kolei na ponad 1,3 mld zł w perspektywie 10 lat (od 2022 roku ok. 164 mln zł rocznie). OSE jest projektem unikalnym na skalę europejską (nagrodzonym w 2018 roku prestiżową nagrodą przyznawaną przez agendę ONZ ds. telekomunikacyjnych) i jak dotąd zainteresowało się nim już kilka innych krajów UE, które zamierzają wdrażać u siebie bliźniacze przedsięwzięcia.

Jak wskazuje minister Zagórski, drugi etap procesu cyfryzacji szkolnictwa to wyposażanie placówek w sprzęt multimedialny oraz laptopy i tablety dla uczniów i nauczycieli. Resort do tej pory wydał na ich zakup już 400 mln zł. Tylko w czerwcu do szkół trafiło 30 tys. tabletów za 49 mln zł, kupionych przez NASK w ramach projektu Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Z kolei w trakcie pandemii SARS-CoV-2 ponad 2,7 tys. samorządów otrzymało dodatkowe 180 mln zł ze środków unijnych, przeznaczonych na zakup sprzętu do zdalnej nauki (program Zdalna Szkoła).

– Szacujemy, że ten proces musi potrwać jeszcze około półtora roku, zanim osiągniemy w miarę satysfakcjonujący poziom wyposażenia szkół, aby nowe technologie rzeczywiście były wykorzystywane. Nie tylko na lekcjach informatyki, ale i na wszystkich innych zajęciach – mówi minister cyfryzacji. – Musi temu towarzyszyć kolejne, ważne działanie – podnoszenie kompetencji cyfrowych nauczycieli, aby mieli jak najlepsze umiejętności korzystania z technologii cyfrowych i wykorzystywania ich w procesie dydaktycznym.

Z ubiegłorocznego raportu NASK  „Nastolatki 3.0” wynika, że obecnie nowe technologie w polskiej szkole są wykorzystywane głównie w odtwórczy i mało kreatywny sposób. Jeżeli nauczyciele wykorzystują internet na zajęciach, to najczęściej po to, aby odtwarzać filmy (81,2 proc. wskazań uczniów) i wyświetlać prezentacje (77,6 proc.). Nieco rzadziej nauczyciele korzystają w trakcie zajęć z programów edukacyjnych (60,6 proc.) lub pokazują zdjęcia (48,1 proc.). Stąd częścią OSE jest też projekt OSEhero, który ma za zadanie edukować, podnosić cyfrowe kompetencje nauczycieli oraz promować i nagradzać tych, którzy prowadzą zajęcia kreatywnie, z wykorzystaniem internetu i nowych technologii.

PAIH: dane wskazują, że Polska pozostaje atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów

Dane pokazują, że Polska wyróżnia się na tle Europy jeśli chodzi o napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) i mimo pandemii pozostaje atrakcyjna dla inwestorów – ocenił członek zarządu PAIH Grzegorz Słomkowski, podczas Forum Ekonomicznego 2020 w Karpaczu.

Słomkowski uczestniczył we wtorek w debacie na temat przyszłości zagranicznych inwestycji w Polsce. Według niego dane przemawiają za tym, że Polska stwarza dobre warunki dla zagranicznych inwestorów. „W ubiegłym roku bezpośrednie inwestycje spadały w Europie średnio o 6 proc., a w Polsce rosły o 14 proc. To taki twardy wskaźnik, który potwierdza atrakcyjność Polski dla inwestorów zagranicznych” – mówił wiceszef PAIH.

Słomkowski przyznał, że pandemia COVID-19 „spowodowała co prawda lekki spadek inwestycji w naszym kraju, natomiast nie widać tego jeśli chodzi o duże i strategiczne spółki”.

Jak mówił, więksi inwestorzy patrzą w dłuższej perspektywie i zakładają, że COVID-19 będzie miał charakter przejściowy. Członek zarządu PAIH podał tu przykład fabryk baterii, które potrafią mieć produkcję sprzedaną nawet do 2024 r., w sytuacji gdy ta fabryka jeszcze nie powstała.

Zdaniem Krzysztofa Kielca, prezesa Kostrzyńsko-Słubickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej dobra pozycja Polski w niezależnych rankingach atrakcyjności inwestycyjnej wskazuje, że kierunek podejmowanych w ostatnich latach działań jest właściwy.

Wskazał tu przede wszystkim na projekt Polskiej Strefy Inwestycji, który jak mówił, umożliwił otrzymywanie pomocy publicznej przez przedsiębiorstwa inwestujące na terenie całej Polski. Jak podkreślił, projekt okazał się bardzo dużym sukcesem.

Kielec wymienił też działania mające na celu stworzenie w Polsce strategicznych parków przemysłowych, plan wprowadzenia estońskiego CIT, czy też ujęcie w polskiej strefie inwestycji szeroko pojętych usług. „Myślę, że to, wespół z działaniami instytucji odpowiedzialnych za przyciąganie kapitału z zagranicy daje pozytywny obraz, który jest dostrzegany za granicą” – mówił Kielec.

Według wiceministra aktywów państwowych, Janusza Kowalskiego, z punktu widzenia przyciągania zagranicznych inwestorów kluczowe są obszary regulacyjny i strategiczny.

„Odpowiednie, profesjonalne ramy prawne to zachęta dla inwestorów zagranicznych żeby inwestowali w Polsce” – zaznaczył Kowalski. Wiceminister przypomniał, że resort aktywów przygotował największą od 20 lat nowelizację merytoryczną kodeksu spółek handlowych, która jest wielką zachętą regulacyjną do inwestowania w Polsce przez zagraniczny biznes.

Jego zdaniem ważne są też „dobre decyzje realizowane w ramach pozytywnego pomysłu danego państwa na politykę gospodarczą i przemysłową”.

Z kolei Rafał Stepnowski, wiceprezes w Boeing Digital Solutions & Analytics zauważył, że państwo nie powinno pomagać firmom, tylko tworzyć warunki, żeby te miały tzw. „playing field”. Jak wskazał, jednym z takich elementów jest infrastruktura, nie tylko ta wielka, ale też np. teleinformatyczna.

Zdaniem Kielca do czynników, które w najbliższych latach będą stymulować napływ BIZ do Polski należą m.in. stabilne otoczenie prawne i administracyjne, infrastruktura, kapitał ludzki i bliska współpraca ze szkołami wyższymi i zawodowymi.

Słomkowski dodał, że oprócz otoczenia legislacyjnego dla inwestorów kluczowe pozostają takie elementy jak uzbrojenie terenów inwestycyjnych i przygotowanie ich pod przyszłe inwestycje, a także odpowiedni kapitał ludzki. „To jest cała, długofalowa polityka która powinna prowadzić nas do wzrostu tych inwestycji” – dodał wiceszef PAIH.

Tegoroczne Forum Ekonomiczne w Karpaczu odbywa się w dniach 8-10 września. Główną osią dyskusji Forum są najważniejsze wyzwania o charakterze politycznym, społecznym i gospodarczym, jakie stoją przed Europą Środkowo-Wschodnią.

EURUSD – sądny czwartek. Co usłyszymy od EBC i jak zareaguje euro?

Wrześniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (EBC) będzie miało większe znaczenie, niż jeszcze mniej więcej tydzień temu sądził rynek. Spotkanie niewątpliwie będzie istotne dla pary EUR/USD, która ostatnio znalazła się pod presją.

Rada Prezesów spotka się we Frankfurcie w czwartek. Decydenci będą rozmawiać o tym, jak radzi sobie gospodarka strefy euro po wycofaniu większości środków mających ograniczyć rozprzestrzenianie się koronawirusa w krajach strefy euro. Będą oni również oceniać efektywność ostatniego agresywnego łagodzenia polityki pieniężnej. W czerwcu EBC rozszerzył zakres wprowadzonego u szczytu rynkowej paniki w marcu nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP).  W konsekwencji tego rozszerzenia pułap programu dobił do 1,35 bln euro. Program potrwa co najmniej do końca czerwca 2021 roku.

Ostatnia poprawa w miękkich odczytach aktywności gospodarczej dostarczy EBC pewnej otuchy, jednak niespodziewany spadek sprzedaży detalicznej w lipcu będzie stanowił powód do obaw. Kluczowym punktem dyskusji jednak będzie prawdopodobnie ostry spadek inflacji w strefie euro. Dane, jakie poznaliśmy w ubiegłym tygodniu pokazały, że dynamika cen konsumpcyjnych w bloku walutowym w sierpniu spadła poniżej zera w ujęciu rocznym po raz pierwszy od 2016 roku (-0,2% wobec oczekiwanego poziomu 0,2%). To znacznie niższy poziom niż średni zakładany na ten rok w projekcji z czerwca. Co ważniejsze, inflacja bazowa, która nie uwzględnia najbardziej zmiennych komponentów, czyli cen żywności i energii doświadczyła jeszcze większego spadku. W sierpniu znalazła się ona na poziomie 0,4% w ujęciu rocznym, znacznie poniżej poziomu 1,2% odnotowanego w lipcu.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2020)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/09/2020

W przeciwieństwie do niektórych innych podobnie istotnych banków centralnych, obecnie jedynym zadaniem EBC jest podniesienie inflacji w bloku walutowym do poziomu bliskiego, ale poniżej 2%. Zupełny brak presji inflacyjnej w strefie euro to istotny powód do zmartwień banku centralnego i może zdominować dyskusje prowadzone przez decydentów w tym tygodniu.

Poniżej przedstawiamy kluczowe kwestie, na które w kontekście komunikacji banku warto zwrócić uwagę w czwartek.

  • Nowe projekcje ekonomiczne. Zaktualizowana projekcja PKB strefy euro, która prawdopodobnie pozostanie zbliżona do poprzedniej raczej nie przyciągnie zbyt wielkiej uwagi. Biorąc pod uwagę ostatni spadek inflacji, znaczna aktualizacja projekcji inflacji w dół jednak wydaje się prawdopodobna. Rada Prezesów może też wyrazić opinię, że ryzyka dla inflacji skierowane są w dół po ostatnim wyraźnym umocnieniu euro (wzrost o ok. 5% od czerwcowego spotkania), co zwykle skutkuje obniżeniem cen. Perspektywa rosnącego bezrobocia i niższej dynamiki płac po wygaśnięciu programów wsparcia również stanowią ryzyko w dół dla perspektyw inflacji.
  • Wskazówki dotyczące dalszej stymulacji w najbliższej przyszłości. Biorąc pod uwagę ryzyka dla inflacji, sądzimy, że jest możliwość, że EBC otworzy drzwi do rozszerzenia programu PEPP w dalszej części roku w trakcie któregoś z kilku następnych posiedzeń Rady Prezesów. Główny ekonomista EBC, Philip Lane niedawno zasugerował, że decydenci są w stanie w razie potrzeby zrobić więcej. O ile nie sądzimy, że istnieje potrzeba podjęcia natychmiastowych działań w tym miesiącu, to jednak uważamy, że bank może wykorzystać to spotkanie jako okazję do stworzenia podstaw do rozszerzenia programu w dalszej części roku, być może w grudniu.
  • Uwagi dotyczące siły euro. W ostatnim czasie kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego poziomu od maja 2018 roku, zyskując ok. 9% od połowy maja. Z punktu widzenia banku centralnego nie jest to pożądany obrót spraw, biorąc pod uwagę negatywny wpływ umocnienia euro na inflację i konkurencyjność eksportu. Komentarz Lane’a z poprzedniego tygodnia zgodnie z którym wartość waluty ma znaczenie sugeruje, że kwestia siły euro prawdopodobnie znajdzie się w porządku obrad EBC na posiedzeniu w tym miesiącu. Istnieje szansa, że podczas konferencji prasowej dojdzie do jakiejś interwencji werbalnej, mającej na celu ograniczenie siły waluty.

Wykres 2: Kurs EUR/USD (wrzesień ‘19 – wrzesień ‘20)

Kurs EUR
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/09/2020

Spodziewamy się, że ton czwartkowej komunikacji EBC będzie przesunięty bardziej w gołębią stronę, zwłaszcza biorąc pod uwagę ponure dane inflacyjne z poprzedniego tygodnia. Jeśli bank wyrazi obawy dotyczące przedłużającego się okresu deflacji, jednocześnie sugerując, że kolejne rozszerzenie programu PEPP może nastąpić w dalszej części roku, sądzimy, że euro w czwartek doświadczy presji wyprzedażowej. Komentarze ze strony Lagarde dotyczące ostatniej siły euro lub zwiększone obawy dotyczące drugiej fali infekcji koronawirusem w naszej opinii również skłoniłyby inwestorów do pozbywania się euro.

Decyzje EBC poznamy w czwartek o 13:45, konferencja prasowa odbędzie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Gigafabryka ogniw na Śląsku mogłaby zaopatrzyć rocznie tysiąc farm fotowoltaicznych; PFR zainteresowany koncepcją

Koncepcja tzw. gigafabryki na Śląsku mogącej zaopatrzyć rocznie tysiąc farm fotowoltaicznych – znalazła się wśród rozwiązań zarekomendowanych w raporcie Instytutu Energetyki Odnawialnej. Zainteresowanie tą inwestycją wyraził Polski Fundusz Rozwoju.

Raport nt. możliwości inwestycyjnych w energetyce odnawialnej w kontekście Europejskiego Zielonego Ładu zaprezentowano na Forum Ekonomicznym, które w tym roku odbywa się w Karpaczu.

W dokumencie przedstawiono koncepcję tzw. gigafabryki o wydajności 1 gigawata rocznie, co oznaczałoby 10-krotne zwiększenie krajowej produkcji, a według autorów raportu – pozwoliłoby na podjęcie konkurencji z Chinami, w których działają fabryki w tej skali.

Jak wyjaśnił prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO) Grzegorz Wiśniewski, koncepcja wpisuje się w Europejski Zielony Ład, polską politykę energetyczną jak również w strategię transformacji regionów pogórniczych.

„Zaplanowaliśmy lokalizację fabryki w Katowickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, w regionie pogórniczym, dlatego moglibyśmy uzyskać dofinansowanie do jej budowy z racji jej lokalizacji” – zaznaczył prezes IEO.

Według niego, „ma to swój głęboki sens”, ponieważ sama fabryka jest w stanie zatrudnić tysiąc osób, a wokół niej może powstać cały łańcuch dostaw, który również będzie zapleczem do tworzenia miejsc pracy na Śląsku. W ocenie Wiśniewskiego, gigafabryka mogłaby całkowicie pokryć polskie zapotrzebowanie na ogniwa i moduły.

„W tej chwili budujemy typowe farmy fotowoltaiczne o mocy jednego megawata. Moglibyśmy zbudować w ciągu roku, jako efekt produkcji gigafabryki ok. tysiąca takich dużych farm fotowoltaicznych o mocy jednego megawata, albo moglibyśmy rocznie zbudować co najmniej 200 tys. instalacji prosumenckich na naszych dachach” – wskazał.

Prezes IEO szacuje, że jeżeli przy budowie fabryki zostałyby wykorzystane najnowsze technologie, a ona sama byłaby „obudowana” laboratoriami, to koszt inwestycji mógłby wynieść około miliarda złotych.

„Widzimy tu rolę PFR, jako jednego z parterów finansujących” – zaznaczył.

Polski Fundusz Rozwoju wyraził zainteresowanie tą inwestycją. Jak zaznaczył wiceprezes PFR Bartłomiej Pawlak, Funduszowi przyświeca idea „polonizacji łańcucha wartości”, czyli zwiększania udziału polskich firm w przemianach gospodarczych wywołanych transformacją energetyczną

„Takie rozwiązania, takie pomysły, jak budowa gigafabryki, z założenia są dla nas interesujące” – podkreślił. Zdaniem Pawlaka, transformacja energetyczna może się na trwale ugruntować w świadomości opinii publicznej i w kręgach decydentów, kiedy podamy konkretniejsze powody niż ten, że jest ona ważna dla ludzkości, a tym konkretem jest właśnie rozwój zarówno dużych, polskich firm, jak i sektora MŚP oraz ekosystemu startupów.

Odnosząc się do innego przedstawionego w raporcie „elementu zielonej układanki”, jakim jest ciepłownictwo, Pawlak zaprezentował sposób, w jaki chce działać PFR.

„Przedstawiliśmy propozycję, w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, we współpracy z samorządami i kluczowymi instytucjami, optymalnego modelu rozwiązań dla średniej wielkości i dużych ciepłowni i elektrociepłowni na RDF, czyli kaloryczną frakcję odpadów, które zalegają na wysypiskach” – wyjaśnił wiceszef PFR.

Dodał, że nie chodzi o to, żeby sfinansować poszczególną inwestycję, lecz by stworzyć program, który umożliwi sfinansowanie co najmniej kilku-kilkunastu takich obiektów. Propozycja trafiła do resortu klimatu, resortu funduszy i polityki regionalnej oraz NFOŚiGW.

Prezes Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki Wojciech Graczyk ocenił, że ciepłownictwo jest sektorem, który zdecydowanie wymaga zmiany regulacji i bardzo silnego wsparcia, ponieważ nie ma tam możliwości inwestowania na dużą skalę. „To jest absolutnie obszar, który wymaga atencji” – oświadczył.

Z kolei prezes Hanplast Energy Paweł Ostropolski powiedział, że cieszy go prezentowana przez PFR koncepcja „polonizacji łańcucha dostaw”.

„Jeśli mówimy o budowie fabryki ogniw fotowoltaicznych, to tak naprawdę mówimy o budowie całego ekosystemu, który w Polsce jeszcze nie istnieje (…) Przy produkcji panelu mamy szkło, to jest ogromna szansa dla polskich hut, mamy branżę aluminium, mamy również metalurgię” – wyjaśnił.

Natomiast Irena Pichola z Deloitte Advisory zaznaczyła, że Europa ze swoją „ambitną” agendą neutralności klimatycznej faktycznie „idzie do przodu”. Przypomniała jednocześnie, że zielona transformacja to więcej niż energetyka.

„Energetyka jest sercem tego systemu, ale wokół tego się dzieje wiele innych procesów, takich jak gospodarka o obiegu zamkniętym, które muszą się zmienić w naszym sposobie zarządzania zasobami jako takimi, nie tylko energią” – zauważyła.

Raport Instytutu Energetyki Odnawialnej powstał we współpracy z Konfederacją Lewiatan.

Rozpoczęte we wtorek trzydniowe Forum Ekonomiczne to jedna z najważniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej konferencji o tematyce politycznej, gospodarczej i społecznej.

Rusza program polskiego rządu dla przedsiębiorczych Białorusinów z sektora ICT

Polska od ponad 30 lat buduje demokratyczną, wolnorynkową przystań gospodarczą dla ambitnych i przedsiębiorczych ludzi. Jako 6. największa gospodarka Unii Europejskiej i kraj notujący niemal 9-krotny wzrost gospodarczy od 1990 r. wiemy, jak rozwijać przedsiębiorczość i napędzać ekonomię różnorodnością talentów. Dziś, jako bezpieczna, biznesowa przystań, Polska chce zatem podzielić się swoim sukcesem z Białorusinami, inaugurując program Poland. Business Harbour. Pod tą nazwą kryje się komplementarny zestaw narzędzi i usług, promujący budowę sukcesu Białorusinów na terytorium RP, w oparciu o wiedzę, nowoczesne standardy i bliskie relacje handlowe z sąsiadami oraz światem.

„Ważne jest to, by pomagać tym, którzy chcą się rozwijać, w tym młodym białoruskim przedsiębiorcom. Wyciągnięcie ręki do Białorusinów jest również, szczególnie w obecnym momencie, naszym moralnym obowiązkiem” – mówi wicepremier Jadwiga Emilewicz.

Program Poland. Business Harbour to kompleksowy pakiet, ułatwiający specjalistom z branży IT, startupom, MŚP jak i dużym firmom bezproblemową relokację na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej. Koordynatorem programu jest Ministerstwo Rozwoju i Polska Agencja Inwestycji i Handlu, we współpracy z GovTech Polska w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwem Spraw Zagranicznych, Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości i fundacją Startup Hub Poland.

Dzięki pakietowi usług będzie można dowiedzieć się m.in. tego, jak szybko i sprawnie rozpocząć działalność na terenie Polski, uzyskać wsparcie przy relokacji pracowników i ich rodzin czy otrzymać prawną i wizową pomoc w formule „business concierge”. Poza tym osoby fizyczne i firmy z Białorusi mogą liczyć na ułatwienia w kontakcie z samorządami czy Specjalnymi Strefami Ekonomicznymi, które aktywnie włączyły się w przygotowanie oferty dla relokowanych pracowników i ich rodzin, tworząc tymczasową przestrzeń biurową i mieszkaniową. Jednym z elementów pakietu jest również wsparcie w postaci łączenia przedsiębiorców z inwestorami oraz grantów na działalność B+R.

Osoby fizyczne posiadające wykształcenie inżynierskie lub doświadczenie w branży IT będą mogły skorzystać z ułatwionej procedury wizowej. Oprócz tego kilkadziesiąt firm technologicznych z całej Polski przygotowało dla przyjeżdżających specjalne oferty pracy, połączone z przyspieszoną ścieżką wizową. Katalog firm jest cały czas otwarty – zapraszamy firmy IT chcące dołączyć do programu do wypełnienia ankiety znajdującej się pod tym linkiem [1]. W projekcie uczestniczą Software Development Association Poland (SODA) oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIIT).

„Szczególne podziękowania należą się uczestniczącym w projekcie polskim firmom technologicznym, które tradycyjną gościnność przenoszą w cyfrowy świat. Tak duży odzew cieszy nie tylko dlatego, że pokazuje, że Polskie firmy zawsze wesprą potrzebujących, ale też dlatego, że jednocześnie wspierają polską gospodarkę” – mówi Justyna Orłowska, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech.

Centralnym punktem informacyjnym dla podmiotów zainteresowanych skorzystaniem z Programu lub przyłączeniem się do niego jest specjalna strona internetowa, dostępna od środy pod adresem gov.pl/businessharbour.

„Bezpieczeństwo, potencjał rozwoju w warunkach stabilnej gospodarki i niezawodni partnerzy – to znajdą nad Wisłą białoruscy przedsiębiorcy. Polska Agencja Inwestycji i Handlu zapewni im miękkie lądowanie. To przede wszystkim wsparcie informacyjne czy koordynacyjne procesu relokacji, ale też oczywiście doradcze” – mówi Grażyna Ciurzyńska, Prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

[1] https://form.govtech.gov.pl/ankieta/554110/polska-bezpieczna-przystan-zgloszenia-firm-informatycznych.html

Odwiedzalność obiektów handlowych w sierpniu

  • Z danych zaprezentowanych przez Polską Radę Centrów Handlowych (PRCH) wynika, że w sierpniu br. w dni handlowe odwiedzalność obiektów wynosiła średnio między 70 a 96 proc. wartości ubiegłorocznych, w zależności od dnia, wielkości centrum handlowego i regionu.
  • W ostatnim miesiącu wakacji każde badane centrum handlowe w Polsce odwiedziło średnio ponad 11,4 tys. osób w ciągu jednego dnia handlowego, czyli o ok. 1,4 tys. osób więcej niż w lipcu br.
  • Wzmożony ruch w galeriach zaobserwowano zwłaszcza w ostatnią niedzielę wakacji, 30 sierpnia. Średnia odwiedzalność wyniosła tego dnia 97% wartości wskaźnika odnotowanego w analogiczną niedzielę handlową ubiegłego roku.

Dane PRCH wskazują na wzrost liczby klientów w galeriach handlowych w ostatnich dniach wakacji. Sytuacja poprawiła się w małych i średnich obiektach handlowych, w których średnia odwiedzalność w sierpniu była prawie równa tej sprzed roku. Słabsze dane płyną z nieruchomości o dużej i bardzo dużej powierzchni, w których pracuje najwięcej osób.

Na uwagę zasługuje niedziela handlowa, jedna z niewielu w tym roku. W związku początkiem sezonu jesiennego i powrotem uczniów do szkół średnia liczba klientów w galeriach była tego dnia zbliżona do liczby odwiedzających w ostatnią niedzielę sierpnia 2019 roku – stanowiła 97 proc. ubiegłorocznego footfallu w tym dniu. Wyniki notowane przez branżę w inne dni nie są jednak tak wysokie i kształtowały się niejednorodnie w różnych częściach kraju. Zdecydowanie najchętniej odwiedzane były centra w regionach północno-zachodnim i południowo-zachodnim. Tam footfall w ostatnim miesiącu wakacji utrzymywał się na poziomie porównywalnym do ubiegłorocznego. Mniej klientów wróciło do galerii w północnej i południowej części Polski, a najsłabiej wypadł region wschodni.

Dane pochodzą z obiektów o powierzchni stanowiącej średnio 23 proc. rynku centrów handlowych w Polsce.

Branża budowlana 2020 – nowa rzeczywistość, bezpieczeństwo, odpowiedzialność

Polska jest czwartym co do wielkości producentem betonu towarowego w Europie. Produkujemy go rocznie ponad 26 mln. m3 – tyle, ile wystarczyłoby, żeby wypełnić 10 piramid Cheopsa. Liczby pokazują skalę: 592 producentów betonu w Polsce, 1075 wytwórni i ok. 3150 specjalistycznych pojazdów, tzw. betonomieszarek. Skala z kolei odzwierciedla wpływ branży na otoczenie. W tym roku budownictwo mierzy się z nową rzeczywistością – w produkcji, zatrudnieniu i transporcie.

Beton jest najczęściej stosowanym tworzywem z tych, które produkuje człowiek. Jego wpływ na rozwój społeczeństwa jest kolosalny. Nie mniejszy jest związek samej jego produkcji z gospodarką, zatrudnieniem i przepływem pieniądza. Po pierwsze, standardy infrastruktury i budownictwa mieszkaniowego w kraju przekładają się na standardy życia, a co za tym idzie – w dużym uproszczeniu, na atrakcyjność kraju czy danego województwa. W konsekwencji – na rozwój biznesu i dalszy przepływ pieniądza, tym razem także w przestrzeni mikro. W 2019 roku oddano do użytkowania prawie 119 tys. mieszkań [GUS, styczeń-lipiec 2020]. Udział budownictwa w PKB rośnie: od 7 proc. w 2018 roku [Inzynierbudownictwa.pl, 12 kwietnia 2020], do 10 proc. obecnie.

Ponad milion zatrudnionych

Po drugie: zatrudnienie. Znawcy sektora podkreślają, że pracownicy „budowlanki” to nie tylko osoby, które fizycznie uczestniczą w budowie, ale także dostawcy, handlowcy, pracownicy biurowi i kierowcy. W branży pracuje prawie 6 proc. (1,2 mln) zatrudnionych w całej gospodarce narodowej [Inzynierbudownictwa.pl, 12 kwietnia 2020]. Liczby pokazują skalę i wagę branży w kontekście gospodarki. Twórcy branży są świadomi silnego wpływu, jaki mają na otoczenie gospodarcze, ale także tego, przed jakim wpływem produkcji i transportu należy to otoczenie chronić. Otoczenie, a konkretnie – środowisko.

Wpływ na środowisko – branża z sukcesami

Priorytetem branży – oprócz efektywności i wdrażania nowoczesnych rozwiązań technologicznych od lat jest właśnie ograniczenie negatywnego wpływu na ekosystem. – Kwestia redukcji CO2 jest kluczowa z punktu widzenia uczestników naszego sektora. W ciągu minionych 20 lat zawartość CO2 w m3 betonu została zredukowana o ok. 60 proc. To rezultat wspólnej pracy wielu przedsiębiorstw i organizacji. W tym naszego stowarzyszenia – powiedział Łukasz Żyła, V-ce Prezes Zarządu Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego w Polsce. SPBT przeprowadziło także aktywne działania na rzecz poprawy efektywności transportu betonu. To kluczowa kwestia. Rezultatem jest zwiększenie limitu Dopuszczalnej Masy Całkowitej dla 4-osiowych betonomieszarek
z 32 t do 34 t, z zachowaniem maksymalnego nacisku 9,5 t/oś. To duży sukces branży –
dodał Łukasz Żyła.

Nowe uwarunkowania, jakie zostały prowadzone w 2019 roku, spowodowały, że zmniejszono liczbę ciężkich betonomieszarek na drogach, co wpływa bezpośrednio na bezpieczeństwo ruchu. Ograniczono emisję CO2 i NOx o ok. 12 proc. Możliwa stała się oszczędność 12 mln dm3 paliwa/rok. Optymalizacja wykorzystania samochodów oznacza także podniesienie standardów pracy kierowców. Kryterium, jakie od lat wybrzmiewa najmocniej w komunikatach branży to bezpieczeństwo – w całym łańcuchu dostaw, w tym bardzo mocno w transporcie. Zwieńczeniem działań i dyskusji na ten temat było uruchomienie przez SPBT Kampanii „Dobry Transport”.

„Dobry Transport” to bezpieczny transport

Kampania „Dobry Transport” skierowana jest do wszystkich producentów betonu oraz firm świadczących usługi w zakresie transportu i podawania mieszanek betonowych, które realizują te czynności z poszanowaniem dla zasad bezpieczeństwa. Certyfikacja BHP środków transportu betonu jest wspólną inicjatywą SPBT i Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie. Porozumienie jest organizacją, która zrzesza przedstawicieli 90 proc. polskiego rynku generalnego wykonawstwa (Budimex, ERBUD, Hochtief, Warbud, Unibep, Porr, Mostostal Warszawa, Mota-Engil, Karmar, Strabag, Skanska, Polimex Mostostal). – Zaangażowanie wielu podmiotów w implementację na rynku polskim procesu certyfikacji świadczy o ogromnej świadomości przedsiębiorstw w kontekście wagi bezpieczeństwa transportu w naszej branżypowiedział Michał Wasilewski z Porozumienia dla Bezpieczeństwa w Budownictwie.Posiadanie certyfikatu oznacza uzyskanie wymiernych korzyści w obszarze konkurencyjności na rynku, jak np. możliwość wjazdu na budowy realizowane przez członków Porozumienia bez każdorazowej prekwalifikacji. Podobnie ma się sytuacja w kontekście wjazdu na teren wytwórni betonu. To jednak jest mniej istotne niż wspólny cel, jaki stanowi zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom i promocja dobrych praktykdodaje.

Wspólnie i odpowiedzialnie

Jeśli chodzi o dobre praktyki, przedstawiciele branży podkreślają, że istotną kwestią jest edukowanie uczestników rynku w zakresie możliwości takiego wykorzystania betonu, by maksymalnie proekologicznie planować przestrzeń publiczną. Jak wskazują, beton, jako tworzywo, daje szerokie możliwości w dziedzinie samego odpowiedzialnego wykorzystania oraz recyklingu. Tymczasem sektor kojarzony jest jako inicjator tzw. „zabetonowania miast”. Członkowie stowarzyszenia wskazują, że rozwiązanie leży w edukacji tych grup, które beton wykorzystują i planują jego wykorzystanie, czyli architektów, deweloperów i wykonawców.

Nadużywane ostatnio a krzywdzące naszą branżę pojęcie „betonozy” czy też zabetonowywania miast nie należą do „celów” branży. My staramy się dostarczyć na budowę materiał o jak najlepiej dobranych do konstrukcji parametrach. Natomiast to jaki on przyjmie kształt zależy od architektów, projektantów, a przede wszystkim, urbanistów. To tak jak z pisaniem: tych samych słów można użyć żeby napisać wiersz, albo, żeby napisać donos … wszystko zależy od intencji piszącegopowiedział Daniel Grzegorski, Prezes Stowarzyszenia Producentów Betonu Towarowego w Polsce. Podobnie w procesie budowlanym. Wiele zależy od zaangażowania wszystkich jego uczestników.
Od inwestora który wybierze pro ekologiczne rozwiązania nie myśląc tylko o oszczędnościach, od urbanisty, który wyłamie się za schematów i pomyśli perspektywicznie i proekologicznie, od projektanta który dzięki edukacji i byciu na bieżąco z nowościami oferowanymi przez dostawców materiałów budowlanych, będzie chciał z nich skorzystać. Dlatego tak ważna jest edukacja
– dodał.

Nowe oblicze słowa „bezpieczny”

Wracając do kwestii bezpieczeństwa – początek roku pokazał, że koncentracja na tym aspekcie w branży budowlanej jest nie tylko „dobrą praktyką”, ale must-have, bez którego nie będzie można w ogóle – mówić o żadnych transakcjach, czy rozwoju. Epidemia koronawirusa znokautowała wszystkie niemal branże, na kilka tygodni lub miesięcy hamując standardowe działania w zakresie sprzedaży, realizacji kontraktów, czy transportu. Inne niż odnoszące się do ochrony przed COVID-19 rozumienie słowa „bezpieczeństwo” przestało na chwilę istnieć. Dziś sektor jest na etapie, w którym bezpieczeństwo związane z koronawirusem wchłonęło się w standardowe postrzeganie zasad BHP i wszystko wskazuje na to, że tak zostanie. Jak branża zniosła lockdown i okres, który nastąpił po nim?

Wnioski jeszcze przed nami

Można usłyszeć opinie, że branża budowlana nie odczuła – na dzień dzisiejszy – wyraźnych skutków epidemii. Liczba wybudowanych mieszkań wydaje się potwierdzać teorię, że sektor ma się świetnie. Specjaliści branży podkreślają jednak, że ze względu na dłuższy niż w innych branżach proces realizacji projektów, skutki mogą być odczuwalne w dłuższym okresie. – Na tym etapie możemy stwierdzić, że branża dzielnie „zniosła” skutki epidemii. Szczególnie istotne okazało się poważne, odpowiedzialne podejście do tematu – od głównych „graczy” sektora, po małe firmy, a w końcu – samych pracowników. Branża działa, kontrakty są realizowane, podejmowane są plany i inwestycje. Należy jednak podkreślić, że czas, w którym będziemy mogli obiektywnie oszacować rezultaty pandemii, jest jeszcze przed nami. Budownictwo opiera się na kontraktach długoterminowych, dlatego dopiero liczby podsumowujące dłuższe okresy będą miarodajnie w kontekście wzrostów lub spadków nakładów inwestycyjnychpowiedział Daniel Grzegorski.

Jak wynika z prognoz opracowanych przez SPBT, epidemia spowoduje spadek produkcji materiału. O ile w zeszłym roku przewidywano sprzedaż w 2020 na poziomie 26 700 m3, co oznaczałoby wzrost w zestawieniu w poprzednim rokiem – o tyle teraz sytuacja uległa zmianie. Aktualna prognoza rokuje zamknięcie roku ze spadkiem prawie 6 proc. w odniesieniu do roku 2019. Eksperci pokazują jednak nie tylko zagrożenia dla branży, ale także szanse. Wśród tych drugich wymieniają m.in. realizację do końca roku 2023 inwestycji z budżetu UE 2011-2020 oraz zagospodarowanie środków przeznaczonych przez UE w ramach Funduszy Odbudowy na walkę z efektami gospodarczymi Covid-19. – Należy zwrócić uwagę na to, że mamy do czynienia ze stabilnym portfelem zamówień z sektora budownictwa infrastrukturalnego, w związku z projektami drogowymi i kolejowymi. Szanse otwiera również sektor magazynowo-logistyczny. Obserwujemy branżę i wychodzimy naprzeciw jej potrzebom powiedział Michał Grys, V-ce prezes Zarządu SPBT.

Recesja w Europie. Zwrot w stronę dolara

Dane makroekonomiczne z Unii Europejskiej nie napawają optymizmem. PKB spada w skali roku o niemal 15%, to jeszcze w zeszłym roku było nie do pomyślenia. Słabsze dane powodują też odwrót inwestorów od euro w stronę dolara.

Kolejne słabsze dane z Niemiec

Do passy słabszych danych z zachodu dołączyła właśnie wymiana handlowa. Po wczorajszych danych przyszedł czas na mniejszy od oczekiwań wzrost eksportu i importu. Znacznie bardziej zawiódł import, stąd rośnie nadwyżka handlowa Niemców. W rezultacie między innymi tych danych euro po raz pierwszy od niemal dwóch tygodni staniało poniżej istotnej granicy dolara i 18 centów. Z punktu widzenia danych makroekonomicznych i tak wątpliwy jest jakiś silny ruch ze względu na nadchodzące wybory w USA. Z drugiej strony analizując wykres pojawiają się przesłanki za kolejnymi umocnieniami dolara.

Europa wciąż w odwrocie

Jeżeli ktoś miał wątpliwość czy spadek PKB w Polsce na tle Europy to duży problem, wczorajsze dane powinny ją rozwiać. Być może spadek o 8,2% w skali roku nie jest imponującym osiągnięciem ekipy rządzącej, aczkolwiek w porównaniu do 14,7% dla Strefy Euro zaczyna to wyglądać zupełnie dobrze. Wydawało się jeszcze niedawno, że będziemy gonić Europę rozwijając się szybciej. Mniejsza recesja jest jednak równie skuteczna tym bardziej, że to 6,5% realnie zmniejsza dystans. Dane te były tylko potwierdzeniem wstępnych kalkulacji, stąd nie miały większego wpływu na rynek.

Wraca problem z inflacją na Węgrzech

Dzisiejsze dane potwierdzają, że inflacja znów przyspiesza. Obecnie ceny rosną już o 3,9% w skali roku. Z jednej strony nie jest to 4,7% uzyskane w styczniu, z drugiej strony w maju w wyniku lockdownu było to już zaledwie 2,2%. Patrząc na obecną sytuację makroekonomiczną i wyraźną chęć poprawy sytuacji gospodarczej (PKB spada w ciągu roku o 13,6%) wątpliwe jest by ktoś zdecydował się na podwyżki stóp procentowych i podniesienie kosztu kapitału. W rezultacie być może Węgrzy muszą pogodzić się z rosnącą inflacją i jej negatywnym wpływem na portfele.

Dzisiaj w kalendarzu brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Biura i magazyny w roku COVID-19. Raport PINK

W najnowszym raporcie „Biura i magazyny 2020 – nowa rzeczywistość?” Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) prezentuje analizę obecnej sytuacji oraz prognozy dla sektorów magazynowego i biurowego. Członkowie PINK formułują również postulaty konkretnych rozwiązań legislacyjnych niezbędnych dla dalszego rozwoju sektora nieruchomości komercyjnych w Polsce. Branża odgrywa bowiem istotną rolę w budowaniu silnej gospodarki oraz poprawie sytuacji na rynku pracy w trakcie COVID-19. Raport PINK powstał we współpracy z firmami: 7R, Capital Park, Dentons, Ghelamco, Globalworth, HB Reavis, Panattoni, Skanska, Wolf Theiss i Vastint.

Według członków PINK biura nie znikną – nadal będą kluczowe niezależnie od przyjętego modelu pracy i operacji biznesowych najemców oraz pozostaną bardzo ważnym aktywem dla inwestorów. Rynek magazynowy również będzie kontynuował dynamiczny rozwój. W całej Europie możemy spodziewać się rosnącego apetytu na aktywa logistyczne i przemysłowe. Dotyczyć to będzie zwłaszcza Polski ze względu na jej zalety ekonomiczne i lokalizacyjne oraz potencjał rozwoju e-commerce.

Nieruchomości biurowe i magazynowe mogą mówić o bardzo dobrym pierwszym półroczu tego roku. Wartość transakcji sprzedaży w tych dwóch segmentach przekroczyła 10,5 miliarda złotych (2,4 miliarda euro). Wpłynęły na to finalizacje procesów inwestycyjnych rozpoczętych jeszcze przed pandemią. Jednak drastyczna zmiana warunków prowadzenia biznesu powoduje pojawienie się rożnych reakcji i modeli dostosowania do sytuacji na rynku. Prewencja oraz bezpieczeństwo zdrowotne w biurach stały się jedną z głównych funkcji w projektowaniu i zarządzaniu nieruchomościami, a dystans społeczny stał się jednym z najważniejszych kryteriów organizacji funkcji w budynkach. Koronawirus przyspieszył również transformację cyfrową, zarówno nieruchomości, jak i procesów biznesowych oraz zarządczych. Nie da się bowiem, przy obecnych wymaganiach i politykach bezpieczeństwa, zarządzać nieruchomościami bez dostępu do odpowiednich danych i technologii. Proptech jako usługa i jako dziedzina nowych technologii, staje się w ten sposób jednym z beneficjentów „nowej normalności”.

Sytuację w biurach członkowie PINK oceniają jako stabilną. Ryzyka są rozpoznane i firmy na nie reagują. Biura są nadal podstawowym aktywem w portfelach inwestorów i popyt inwestycyjny będzie na razie równoważył ewentualne korekty w popycie na najem. Rynek będzie się w ten sposób sam regulował. – Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK

Najciekawiej wygląda sytuacja w magazynach. W pierwszej połowie 2020 roku sfinalizowano 14 transakcji sprzedaży 40 obiektów o wartości 1,1 mld euro. To absolutny rekord. Członkowie PINK zauważają w tym segmencie dwa najważniejsze trendy, które napędzają popyt. Pierwszym jest rewolucja w globalnych łańcuchach dostaw i przenoszenie do Europy (w tym do Polski) produkcji z Azji. Liczy się teraz bliskość rynku zbytu, nawet za cenę większego kosztu produkcji w Europie. Drugim jest wzrost zainteresowania małymi magazynami miejskimi, głównie na potrzeby e-commerce. W tych magazynach znajduje się też często produkcja artykułów na lokalny rynek.

Dalsza kondycja biur i magazynów zależy jednak od wielu czynników i zmiennych, takich jak nowe strategie najemców oraz rządowe scenariusze zarządzania efektami COVID-19 w gospodarce.

W interesie całej polskiej gospodarki, która w drugim kwartale tego roku zanotowała największy w ciągu ostatnich 30 lat spadek PKB, jest równe traktowanie branż, które kreują wzrost gospodarczy. Branża nieruchomości komercyjnych na pewno należy do tego grona. Dodatkowo wyróżnia ją fakt, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat miała znaczący udział w pozyskiwaniu bezpośrednich inwestycji zagranicznych i była ważnym impulsem rozwojowym dla rynku pracy wykształconych specjalistów w miastach regionalnych poza Warszawą. Dzięki nowoczesnym biurom udało się stworzyć setki tysięcy miejsc pracy opartych na wiedzy i technologiach. Polska jest również głównym hubem logistycznym w Europie Centralnej i stała się strategicznym ogniwem w łańcuchach dostaw dla wielu europejskich firm i gospodarek narodowych. – Paweł Toński, Prezes Zarządu PINK

Tarcze antykryzysowe a rynek nieruchomości

Ogłoszony w marcu pakiet antykryzysowy dla firm o wartości ponad 212 mld zł, miał zniwelować negatywny wpływ koronawirusa na polską gospodarkę. Zapisy kolejnych wersji rządowych Tarcz Antykryzysowych nie uwzględniły jednak właścicieli nieruchomości oraz inwestorów. Tym samym rząd pominął w swoich działaniach kluczowych uczestników rynku, którzy przez ostatnich 20 lat zainwestowali w Polsce dziesiątki miliardów złotych – budując biura, galerie handlowe, magazyny oraz tworząc setki tysięcy miejsc pracy.
Z szeregu postulatów branżowych opracowanych przez PINK zostały uwzględnione częściowo tylko nieliczne, a zasadniczy postulat o zniesieniu asymetrii traktowania najemców i właścicieli nieruchomości we wszystkich kolejnych wersjach Tarczy był pominięty. Należy zapewnić bezpośredni dostęp do dedykowanych funduszy niezbędnych dla funkcjonowania przedsiębiorców i umożliwiających dalsze realizowanie inwestycji, a wykluczenie branży nieruchomości komercyjnych z tzw. tarczy finansowej zarządzanej przez PFR jest dla nas niezrozumiałe. – Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK

Postulaty PINK

Biorąc pod uwagę wpływ pandemii na rynek nieruchomości w Polsce, członkowie Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych wystosowali wspólną listę postulatów, które pomogą jej rozwijać się w przyszłości:

Deregulacja procesu inwestycyjno-budowlanego

Konieczne jest zapewnienie prostych i przejrzystych procedur w ramach procesu inwestycyjno-budowlanego. Należałoby wprowadzić dalsze ograniczenia zbędnych obowiązków i rozszerzyć możliwość elektronicznego przeprowadzania postępowań administracyjnych, w tym umożliwić inwestorom występowanie o pozwolenia na budowę i składanie projektów budowlanych w postaci elektronicznej. Wskazane jest zintensyfikowanie prac nad pokryciem powierzchni kraju – zwłaszcza w miastach – miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.

Otoczenie podatkowe

Niewątpliwym bodźcem dla rozwoju branży nieruchomości komercyjnych w Polsce i zachętą dla inwestorów byłoby zapewnienie należytej jakości przepisów podatkowych oraz sposobu ich wprowadzania. Zmiany powinny być wprowadzane z odpowiednim wyprzedzeniem i po uprzednich konsultacjach z branżą. Inwestorzy polscy i zagraniczni rozumieją potrzebę uszczelniania systemu podatkowego, ale oczekują też jasnych i niedyskryminujących zasad współpracy podatników i aparatu skarbowego.

Regulacje związane z REIT

Branża nieruchomości (tak komercyjnych, jak i mieszkaniowych) jest kołem zamachowym polskiej gospodarki. Należy zwiększyć dostępność kapitału, w tym obszarze oraz zapewnić Polakom możliwość czerpania zysków z inwestowania w sektor nieruchomości komercyjnych. PINK proponuje wprowadzenie regulacji w zakresie spółek rynku wynajmu nieruchomości (REIT) w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Bezpośrednie wsparcie w czasach po pandemii COVID-19

Obowiązujące tzw. tarcze antykryzysowe jedynie w niewielkiej części przyczyniły się do poprawy sytuacji finansowej przedsiębiorców nieruchomościowych, a wiele zapisów tzw. tarcz wspomogło inne branże kosztem tych przedsiębiorców. Wyłączenie branży spod możliwości uzyskania pomocy w ramach tzw. tarczy finansowej dla firm obsługiwanej przez PFR nie znalazło jakiegokolwiek uzasadnienia.

Zwiększenie możliwości finansowania

Realizacja inwestycji w branży nieruchomości komercyjnych nie jest możliwa bez dostępnych środków. Niezbędne w tym zakresie jest zwiększenie możliwości finansowania inwestycji i rozszerzenie dostępności kredytów.

Konsultowanie zmian prawnych i gospodarczych z branżą

PINK aktywnie uczestniczy we wszelkich procesach legislacyjnych dotyczących branży nieruchomości komercyjnych. Ważne, aby w niezbędne konsultacje społeczne byli zaangażowani wszyscy partnerzy po stronie przedsiębiorców.

Unilever: e-commerce ważnym kanałem sprzedaż w czasie pandemii

W ciągu pierwszego półrocza wartość zamówień w kanale sprzedaży internetowej w Polsce wzrosła ponad dwukrotnie. W ujęciu globalnym wzrost wyniósł 49 proc.

W pierwszym półroczu 2020 r., Unilever, właściciel m.in. marek Dove, CIF, Domestos, Coccolino czy Lipton, istotnie zwiększył globalną sprzedaż poprzez kanał e-commerce. Lokalnie, prym wiodła Polska, która zanotowała najwyższy wzrost w Europie Wschodniej, dostarczając aż 38 proc. całego wzrostu w tym regionie.

Niedawno opublikowane wyniki badania Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia wskazują, że w pierwszym półroczu 2020 r. aż 33 proc. osób robiło zakupy online. W porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego oznacza to wzrost liczby kupujących o ponad połowę. Co ciekawe, jedną z najpopularniejszych kategorii było FMCG, dla której wartość zakupów gospodarstw domowych wzrosła aż o 53 proc.

Dane GfK Polonia potwierdzają także wyniki sprzedaży Unilevera, który w czasie pandemii koronawirusa postanowił wykorzystać rosnącą popularność e-handlu. Tylko w pierwszej połowie 2020 r. sprzedaż firmy poprzez kanały e-commerce wzrosła w ujęciu globalnym o 49 proc. W tym samym czasie e-commerce w Polsce rósł 4 razy szybciej. W ujęciu wartościowym jest to zdecydowanie najwyższy wzrost w całym regionie – Polska dostarczyła aż 38 proc. całego wzrostu e-commerce w Europie Wschodniej. Jak mówi Łukasz Kuczkowski, kierownik kanału sprzedaży e-commerce dla Polski i Europy Wschodniej, jedną z przyczyn wzrostu była zmiana strategii e-commerce firmy. Unilever postawił na rozpoznawalne marki takie jak: Dove, Lipton, Domestos, czy Coccolino, które okazały się motorem napędowym wzrostu. Firma starała się też elastycznie reagować na potrzeby konsumentów w nowych realiach.

W związku z Covid-19 wprowadziliśmy szereg zmian w naszej strategii e-commerce, dostosowując ofertę i sposób działania do zapotrzebowania rynkowego. Na początku pandemii w Polsce, gdy dostrzegalne było zwiększone zapotrzebowanie wśród konsumentów na środki czystości i artykuły higieniczne, to właśnie ta kategoria generowała największe przychody. W drugim kwartale natomiast zdecydowaliśmy się na dużo większe wsparcie kategorii lodów – podkreśla Łukasz Kuczkowski.

Istotną rolę we wzroście kanału e-commerce odegrała również współpraca z partnerami. Na początku roku Unilever rozszerzył działalność z największą platformą e-commerce w Polsce – Allegro, którą miesięcznie online odwiedza średnio ok. 18 mln konsumentów. Efekty działań widać wyraźnie na przykładzie marki Dove, która stała się liderem sprzedaży w swoich kategoriach produktowych.

Oprócz współpracy z Allegro firma rozwijała inne kanały sprzedaży – m.in. zdecydowano się
na rozszerzenie działań marketingowych z Frisco czy nawiązanie współpracy z platformą Uber Eats, za pomocą której klienci mogą kupować lody z dostawą do domu w ciągu 30 min.