Polsce grozi największa susza w dotychczasowej historii pomiarów. To oznacza większe ryzyko pożarów i dalszy wzrost cen żywności

Polsce grozi największa susza w dotychczasowej historii pomiarów. To oznacza większe ryzyko pożarów i dalszy wzrost cen żywności 1

Susze nawiedzają Polskę regularnie od lat, jednak w tym roku sytuacja jest wyjątkowo poważna. Hydrolodzy alarmują, że jeżeli nie pojawią się długotrwałe opady deszczu, wówczas Polskę czeka jedna z największych klęsk suszy w dotychczasowej historii. Uderzy ona przede wszystkim w energetykę, przemysł i rolnictwo, co oznacza, że – oprócz zakazu wstępu do lasów ze względu na duże ryzyko pożarów – trzeba będzie liczyć się też ze wzrostem cen żywności. – Na pewno nie grozi nam natomiast niedostatek wody pitnej – zapewnia Sergiusz Kieruzel, rzecznik PGW Wody Polskie.

– Notujemy obecnie bardzo poważne zjawisko suszowe na terenie całego kraju. Jest to już siódmy rok z rzędu, kiedy opady śniegu są w okresie zimowym niewielkie. Z kolei od trzech lat notujemy całkowity brak śniegu i pokrywy śnieżnej, która zapewniałaby wilgotność gleby na wiosnę. I o ile zjawiska suszowe w latach poprzednich pojawiały się w okresie letnim, to teraz niestety mamy suszę już wiosną – mówi agencji Newseria Biznes Sergiusz Kieruzel, rzecznik prasowy PGW Wody Polskie.

Susza hydrologiczna, która objawia się spadkiem poziomu rzek i wód gruntowych oraz wpływa na wegetację roślin, występuje obecnie na 90 proc. terytorium Polski. Dane IMGW pokazują, że w wielu miejscach kraju nasycenie gleby wodą spadło już poniżej 30 proc., w niektórych rejonach nawet w okolicach 10 proc. Tymczasem już poziom 30–40 proc. wskazuje na deficyty wody w strefie korzennej roślin.

Zagrożenie suszą jest na tyle poważne, że od 1 maja Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wprowadzi nowy rodzaj ostrzeżeń – przed suszą hydrologiczną. Alerty będą wydawane codziennie i będą uwzględniać m.in. stan wód w rzekach oraz informacje o tym, czy wystąpią opady atmosferyczne, które mają szansę poprawić sytuację hydrologiczną.

– Najbardziej zagrożone są tereny pasa centralnej Polski, od Dolnego Śląska, przez Lubuskie, Wielkopolskę, województwo łódzkie, Kujawy, północne Mazowsze, Podlasie i zachodnią część Lubelszczyzny – mówi Sergiusz Kieruzel.

Do rozwoju suszy przyczyniły się bezśnieżna, najcieplejsza zima w historii pomiarów w Polsce w połączeniu z niewielkimi ilościami opadów. Już okres jesienno-zimowy był bardzo ubogi w opady deszczu i śniegu. W Wielkopolsce, na Kujawach i Dolnym Śląsku w grudniu ub.r. opady stanowiły zaledwie 40–60 proc. normy wieloletniej. Z kolei w styczniu br. na południu kraju odnotowano deficyt opadów sięgający ponad 50 proc. wieloletniej sumy opadów. Brak śnieżnej zimy nie zrekompensowały też znikome opady deszczu w lutym, marcu i kwietniu.

 Prognozy pokazują, że maj ma być już nieco bardziej zasobny w wodę, ale to są prognozy długoterminowe i dopiero przekonamy się, czy się sprawdzą – mówi rzecznik prasowy PGW Wody Polskie.

Susze nawiedzają Polskę regularnie od lat, jednak w tym roku sytuacja jest wyjątkowo poważna. Hydrolodzy oceniają, że jeżeli nie pojawią się opady deszczu, wówczas nasz kraj czeka jedna z największych klęsk suszy w dotychczasowej historii. Uderzy ona przede wszystkim w energetykę, przemysł i rolnictwo, co może przełożyć się na wzrost cen żywności.

– Na pewno nie grozi nam natomiast niedostatek wody pitnej i nie powinno mieć to żadnych konsekwencji dla mieszkańców – podkreśla Sergiusz Kieruzel.

Według danych PGW Wody Polskie ponad 70 proc. wody pitnej przeznaczonej dla ludności pochodzi z ujęć podziemnych, a prawie 30 proc. pobierane jest z wód powierzchniowych. Pobór wód podziemnych (wraz z odwodnieniami kopalnianymi) wynosi 7 mln m3 na dobę, co stanowi niecałe 21 proc. zasobów dostępnych do zagospodarowania. Rezerwy wód podziemnych przekraczają więc 79 proc. zasobów dostępnych do zagospodarowania – to wielki rezerwuar słodkiej wody.

W ostatnich upalnych latach zdarzały się co prawda ograniczenia w dostawach wody, ale wynikały one przede wszystkim ze spadku ciśnienia w wodociągach spowodowanych podlewaniem przydomowych trawników i ogródków. Na końcu sieci wodociągowej zaczynało brakować odpowiedniego ciśnienia, bo woda zdatna do picia wylewana była strumieniami na trawę. Dlatego też eksperci podkreślają z jednej strony konieczność inwestycji w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną przez samorządy, a z drugiej – racjonalnego gospodarowania wodą przez mieszkańców.

Przeciwdziałanie skutkom suszy jest obecnie najważniejszym zadaniem PGW Wody Polskie. Od momentu powstania w 2018 roku – w ramach programu „Stop suszy!” – instytucja realizuje inwestycje, które wpływają na poprawę bilansu wodnego kraju. W tym roku na ten cel przeznaczone są ponad 2 mld zł. Dodatkowe 380 mln zł zabezpieczono na prace utrzymaniowe, co pozwoli zrealizować ponad 4 tys. zadań mających wpływ na poprawę bilansu wodnego.

– Podejmujemy inwestycje, które mają przede wszystkim zmienić podejście do retencji. Wodę należy gromadzić na poziomie mikro, czyli gospodarstw domowych i samorządów, ale i makro, czyli w dużych zbiornikach retencyjnych. My zatrzymujemy tylko 6,5 proc. wody, Hiszpanie – ponad 40 proc. – mówi rzecznik prasowy PGW Wody Polskie.

W tym roku Wody Polskie skoncentrują się na lokalnych działaniach na terenach rolnych – ze szczególnym uwzględnieniem regionów dotkniętych suszą rolniczą. Na program retencji korytowej, dedykowany wyłącznie rolnictwu, w tym roku instytucja przeznaczy 60 mln zł.

W II kwartale PKB może spaść o ponad 10 proc. To będzie jeden z najgorszych okresów w ostatnim 30-leciu

W II kwartale PKB może spaść o ponad 10 proc. To będzie jeden z najgorszych okresów w ostatnim 30-leciu 2

Nastroje osób odpowiedzialnych za zakupy w zakładach przemysłowych są najgorsze, odkąd zaczęto je badać, czyli od czerwca 1998 roku. Także ich spadek okazał się najmocniejszy od tego okresu. – Oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem spadek produktu krajowego brutto w II kwartale będzie głębszy niż 10 proc., a i w kolejnych kwartałach, mimo powolnej poprawy, doświadczymy recesji – uważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Zamknięcie gospodarki w połowie marca miało bardzo negatywne skutki. Spadła sprzedaż detaliczna, czyli konsumpcja, spadła produkcja sektora przemysłowego, pogorszyły się nastroje zarówno konsumenckie, jak i całego biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. – Z dużym prawdopodobieństwem te zjawiska przeniosą się na kwiecień, a nawet pogorszą, gdyż przez cały ten okres gospodarka była w zasadzie w pełni zamknięta. Należy oczekiwać, że to będzie jeden z najgorszych okresów dla polskiej gospodarki w ostatnim 30-leciu i że doświadczymy głębokiej recesji. W zależności od tego, jak ta sytuacja będzie się dalej rozwijać, możemy mówić nawet o ponad 10-proc. spadku PKB.

W kwietniu polski PMI (wskaźnik nastrojów menedżerów logistyki, odpowiedzialnych w firmach przemysłowych za zakupy) spadł z marcowego poziomu 42,4 do 31,9, co było najniższym poziomem w historii badań, czyli od czerwca 1998 roku. Nawet w czasie poprzedniego kryzysu finansowego sprzed dekady najniższy odnotowany poziom wyniósł 38,3. Granicą, która oddziela rozwój sektora od jego regresu, jest 50. Kwiecień był 18. miesiącem z rzędu, gdy odczyt PMI był poniżej tego poziomu. Co więcej, był też o kilka punktów niższy, niż oczekiwano. Główny, wypadkowy wskaźnik spadł o 10,5 proc., prawie dwa razy mocniej niż w marcu i znowu najmocniej w historii.

– Można oczekiwać, że ta recesja przeciągnie się na kolejne kwartały, chociaż raczej będzie już coraz mniej dotkliwa – przewiduje ekspertka. – W całym 2020 roku na pewno recesja również się pojawi – oczekiwania są średnio w okolicach 3,5 proc. Takie prognozy ostatnio też przedstawiło Ministerstwo Finansów. W porównaniu do krajów sąsiednich, chociażby Niemiec, nie będzie ona głęboka, chociaż trzeba podkreślić, że to będzie pierwsza recesja, jakiej Polska doświadczyła od niepamiętnych czasów.

Pod kątem poszczególnych składowych indeksu warto zwrócić uwagę na wskaźniki produkcji i nowych zamówień, które stanowią 55 proc. wagi PMI. Także one zanotowały rekordowo niskie wartości i rekordowe tempo spadku. Wskaźnik nowych zamówień wyniósł 17,1, spadł o 29 pkt w stosunku do lutego. Wskaźnik produkcji również runął, ponieważ wiele fabryk zawiesiło działalność w czasie kwarantanny

 Trudno w tej chwili oczekiwać nawet najmniejszego optymizmu, bo wszystko będzie toczyło się bardzo powoli. Widzimy, że otwarcie galerii handlowych nie powoduje, że wraca do nich tylu klientów, ilu było przed wybuchem pandemii – zauważa Monika Kurtek w dniu dopuszczenia funkcjonowania kolejnych sklepów w galeriach handlowych. – Ich liczba jest i musi być dużo mniejsza, ponieważ wprowadzonych jest szereg restrykcji. Tak mniej więcej będą wyglądały wszystkie obszary odmrażania gospodarki, a zatem nastąpi poprawa, ale bardzo stopniowo.

Także prognozy odnośnie do nadchodzących 12 miesięcy były najgorsze w historii badań – od początku istnienia wskaźnika przyszłej produkcji, czyli od 2012 roku. Przedsiębiorcy obawiają się skutków obostrzeń społecznych obowiązujących w Polsce i za granicą, głównie w Niemczech, które są największym partnerem handlowym Polski. W styczniu i lutym br. odpowiadały za 27 proc. odbioru polskiego eksportu. Aby pobudzić popyt, polscy producenci znacznie obniżyli swoje stawki, a ceny wyrobów gotowych spadły w najszybszym tempie od pięciu i pół roku.

 Nikt nie potrafi w tej chwili odpowiedzieć na pytanie, jak długo będzie trwało rozmrażanie gospodarki, jakie będzie jego tempo oraz jakie będą skutki psychologiczne. Czy ludzie rzeczywiście chętnie będą nadrabiać zaległości konsumpcyjne, bo istnieje obawa, że tak nie będzie – wskazuje główna ekonomistka Banku Pocztowego. – Należy bardzo wnikliwie obserwować sytuację, a oprócz tego jeszcze bardzo uważnie śledzić to, co dzieje się  w Niemczech. Tamtejszy rząd przewiduje, że recesja wyniesie aż 6,3 proc., co również będzie mieć bardzo duże znaczenie z punktu widzenia naszego eksportu i wzrostu gospodarki.

Wciąż dużo niepewności co do terminu i sposobu przeprowadzenia wyborów. Ustawą zajmuje się Senat

Wciąż dużo niepewności co do terminu i sposobu przeprowadzenia wyborów. Ustawą zajmuje się Senat 3

Trzy połączone komisje senackie – ustawodawcza, praw człowieka i samorządu terytorialnego – zarekomendowały odrzucenie w całości tzw. ustawy kopertowej, która wprowadzi możliwość zorganizowania majowych wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu plenarnym zajmie się nią Senat. Mimo że proces ustawodawczy jeszcze się nie zakończył, przygotowania do przeprowadzenia wyborów w tej formie trwają pełną parą. Ekspert Fundacji Panoptykon ocenia jednak, że pod znakiem zapytania stoi demokratyczność tego procesu.

Podstawową zasadą przygotowywania wyborów jest to, że już kilka miesięcy przed nimi powinno być jasne, na jakich zasadach się odbędą. Tymczasem jesteśmy raptem kilka dni przed potencjalnymi wyborami i wciąż nie wiemy, na jakich zasadach zostaną przeprowadzone – mówi agencji Newseria Biznes prawnik i aktywista Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. – Jeżeli spojrzeć na to z lotu ptaka, to widać, w jak absurdalnej sytuacji obecnie jesteśmy  nie tylko wyborcy, ale nawet kandydaci nie wiedzą, czy będą za chwilę poddani próbie wyborczej.

Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2020 roku z inicjatywy PiS została uchwalona przez Sejm 6 kwietnia. Obecnie znajduje się na etapie prac w Senacie. Wczoraj trzy połączone komisje senackie – ustawodawcza, praw człowieka i samorządu terytorialnego – zarekomendowały odrzucenie jej w całości. Wyższa izba parlamentu zajmie się projektem na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu plenarnym.

Przygotowania do przeprowadzenia wyborów w formie korespondencyjnej trwają. Kilka dni temu Poczta Polska wystąpiła do samorządów z żądaniem udostępnienia jej list wyborców, ale część władz samorządowych odmówiła, powołując się na brak podstawy prawnej.

– Wysyłając do samorządów żądanie, aby te udostępniły spisy wyborców, Poczta działała bez właściwej, wystarczającej podstawy prawnej i dlatego były to działania nielegalne. Samorządy nie tylko mogą, ale wręcz powinny odmawiać udostępnienia danych wyborców – mówi Wojciech Klicki.

Poczta uzyskała od ministra cyfryzacji dostęp do bazy PESEL. Zakres zawartych w niej danych jest jednak inny niż w spisach wyborców. Rejestr PESEL zawiera m.in. imię i nazwisko, numer PESEL oraz adres zameldowania. Z kolei gminy prowadzą rejestry wyborców na podstawie miejsca zamieszkania. To istotna różnica, która uniemożliwi osobom zamieszkującym poza adresem stałego zameldowania możliwość wzięcia udziału w głosowaniu.

– Wiele osób jest zameldowanych w swoich rodzinnych miejscowościach, podczas gdy np. na studia przeniosły się do większych miast i tam dopisały się na stałe do rejestru wyborców. Tej informacji nie będzie w rejestrze PESEL, którym dysponuje dzisiaj Poczta Polska. Nie jest on wystarczającym zbiorem danych, który pozwala na zorganizowanie wyborów – mówi prawnik z Fundacji Panoptykon.

Jak podkreśla, problem z pozyskiwaniem i przetwarzaniem danych przez Pocztę Polską nie zniknie nawet wtedy, kiedy w życie wejdą procedowane przepisy, a spółka zyska odpowiednią podstawę prawną. Wówczas wciąż nierozwiązana pozostanie m.in. kwestia ochrony wrażliwych danych osobowych, które – zgodnie z prawem – wymagają odpowiedniego zabezpieczenia.

– Jako wyborcy nie wiemy, w jaki sposób nasze dane będą chronione. Nie wiemy, czy np. listonosze i osoby pracujące w Poczcie, które będą obracać tymi danymi, są do tego w jakikolwiek sposób przygotowane. Istnieje więc duże ryzyko, że te dane będą wyciekać i zostaną wykorzystane np. w celu zaciągania kredytów na nieświadome tego osoby – mówi Wojciech Klicki.

Jak podkreśla, jest wiele scenariuszy alternatywnego rozwiązania kwestii wyborów w kolejnych tygodniach.

– Myślę, że dziś nikt już nie ma złudzeń, że wydarzenie, które miałoby się odbyć 10 maja, nie będzie demokratycznymi wyborami. Wiele praw związanych z powszechnymi wyborami będzie ograniczonych, chociażby ze względu na brak możliwości głosowania przez osoby mieszkające za granicą. Jednak nie podejmuję się przewidywać, jakie alternatywne scenariusze pojawią się w tej sytuacji – mówi ekspert Fundacji Panoptykon.

Platforma oparta na sztucznej inteligencji prognozuje sposób rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wskazuje regiony wymagające pilnego wsparcia medycznego

Start-upy angażują się w walkę z koronawirusem. Powstały inteligentne okulary, które w ciągu dwóch minut mogą zmierzyć temperaturę nawet 200 osób z odległości kilku metrów. Mobilne aplikacje pomagają sprawdzić, w których sklepach można bezpiecznie i bez tłoku zrobić zakupy. Izraelska platforma Diagnostic Robotics wykorzystuje zaś sztuczną inteligencję do monitorowania wzorców rozprzestrzeniania się koronawirusa. W ten sposób powstaje mapa regionów, gdzie może się on najszybciej rozwijać.

Coraz więcej start-upów aktywnie włącza się w walkę z koronawirusem. Część opracowuje specjalne aplikacje dla zakażonych osób, które np. ułatwiają kontakt. Powstają rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które szybko zmierzą temperaturę, zanalizują objawy choroby, jeszcze inne podpowiedzą, kiedy i w jakich sklepach najlepiej będzie zrobić zakupy. Chiński start-up opracował inteligentne okulary, które w mniej niż dwie minuty mogą zmierzyć temperaturę nawet 200 osobom z odległości do 3 metrów. Turecki start-up Inovako zbudował z kolei model sztucznej inteligencji, który jest w stanie rozróżniać radiogramy pacjentów zakażonych SARS-CoV-2.

– Chcemy wnieść swój wkład i pomagać w każdy możliwy sposób w tych trudnych czasach. Dzielimy się naszą platformą technologiczną i wiedzą, którą zyskaliśmy z ogólnokrajowego systemu monitorowania koronawirusa wdrożonego w Izraelu – mówi dr Kira Radinsky, współzałożycielka Diagnostic Robotics.

Izraelska platforma Diagnostic Robotics pozwala przewidzieć sposób rozprzestrzeniania się koronawirusa. Za pomocą prostego kwestionariusza objawów udostępnianego zdalnie mieszkańcom na bieżąco badana jest mapa zachorowań. Platforma analizuje objawy kliniczne pacjenta i jego stan zdrowia, generuje spersonalizowany profil ryzyka dla SARS-CoV-2. Pulpit nawigacyjny dla lekarzy umożliwia zaś zdalne monitorowanie i ocenę ryzyka.

Korzystając z danych historycznych, Diagnostic Robotics był w stanie ustalić, że przyczyną masowej infekcji w mieście Bene Brak w Izraelu były duże spotkania z okazji żydowskiego święta Purim, a nie – jak wcześniej sądzono –  nabożeństwa modlitewne, które odbyły się kilka tygodni później. Informacje przekazywane są do izraelskiego resortu zdrowia, który na podstawie wypełnionych przez mieszkańców ankiet tworzy mapy zakażeń.

– Naszym celem jest wspieranie takich decyzji jak poluzowanie czy zaostrzanie restrykcji w konkretnych krajach i regionach, a także wskazanie miejsc, gdzie najbardziej potrzebne są respiratory – wskazuje dr Kira Radinsky.

Początkowo platforma miała wykorzystywać analitykę predykcyjną i sztuczną inteligencję, aby zmniejszyć obciążenie służby zdrowia w przepełnionych izbach przyjęć, kierując pacjentów do odpowiedniego oddziału ratunkowego, kliniki czy zdalnej konsultacji. W momencie rozpoczęcia pandemii okazało się, że Diagnostic Robotics pozwala z niemal 100-proc. dokładnością przewidzieć, w jaki sposób będzie rozprzestrzeniał się wirus i które regiony kraju są najbardziej narażone na wzrost zachorowań.

PKB strefy euro – najostrzejszy kwartalny spadek w historii

Kryzys Covid-19 uderzył w gospodarkę strefy euro niczym meteoryt. Zgodnie ze wstępnymi, szybkimi szacunkami Eurostatu PKB strefy euro spadło o -3,6% kw./kw. w pierwszym kwartale 2020 r. – największy spadek w historii. W celu porównania i dokonania zestawienia, w I kw. 2009 r., u szczytu wielkiego kryzysu finansowego, PKB strefy euro spadło o -3,1% kw./kw. Dostępne krajowe publikacje PKB potwierdzają, że uderzenie w działalność gospodarczą było powszechne w całym regionie, bez gospodarki odpornej na szok: Włochy (-4,7% kw./kw.), Francja (-5,8% kw./kw.) i Hiszpania (-5,2% kw./kw.) odnotowały najostrzejsze spadki, niemniej spadki PKB w Belgii (-3,9% kw./kw.) i Austrii (-2,5% kw./kw.) również okazały się dramatyczne.

Ekonomia czarnej dziury

Obecne publikacje PKB wyraźnie trzeba traktować z przymrużeniem oka. Mając niewielką ilość twardych danych gospodarczych dostępnych za marzec, urzędy statystyczne w istocie podkreślały nawet wyższą niż zwykle niepewność otaczającą ich szacunki wzrostu za I kw. Na przykład: wobec braku danych administracyjnych urząd statystyczny Belgii stwierdził, że zastosował zaadaptowaną metodologię, zgodnie z którą uwzględniono szeroką gamę dostępnych informacji, w tym komunikaty prasowe, strony internetowe, kontakty z przedsiębiorstwami i różne badania, jako dane wejściowe w celu sformułowania założeń dotyczących wpływu Covid-19 na gospodarkę. Należy zatem spodziewać się istotnych korekt w nadchodzących miesiącach.

I kw. stanowi jedynie wierzchołek góry lodowej, II kw. będzie ZNACZNIE gorszy

Jeżeli dane za I kw. były irytujące, to lepiej nie pytać, co przyniesie II kw. 2020 r. Spodziewamy się, że zobaczymy dwucyfrowy kwartalny spadek PKB na poziomie blisko -17% kw./kw. w ciągu trzech miesięcy pomiędzy kwietniem i czerwcem. W końcu, środki ograniczające rozprzestrzenianie się epidemii zostały wprowadzone w większości gospodarek strefy euro dopiero w połowie marca i zaczęły w pełni dawać się we znaki w kwietniu, kiedy to, jak sądzimy, poziom działalności gospodarczej spadł o 30%-40% poniżej poziomu normalnego. Chociaż w Allianz i Euler Hermes widzimy światełko na końcu tunelu – z gospodarkami wykazującymi oznaki nieśmiałego ożywienia wraz ze stopniowym łagodzeniem środków ograniczających rozprzestrzenianie się epidemii w kilku krajach od początku maja – szybki powrót do codziennego życia sprzed Covid-19 wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Ostatecznie, spodziewamy się, że konsumpcja i działania inwestycyjne pozostaną skromne w fazie pokryzysowej aż do czasu wprowadzenia szczepionki, ponieważ: (1) niektóre środki ograniczające rozprzestrzenianie się epidemii nie zostaną złagodzone (w szczególności ograniczenia dotyczące dużych zgromadzeń i podróżowania, co sugeruje, że sektory te mogą w pełni nie wznowić działalności w 2020 r.); (2) klienci pozostaną ostrożni zwłaszcza na początkowych etapach znoszenia ograniczeń (tj. nie wszyscy jeszcze wybiorą się do kina w maju); (3) zajmie nieco czasu, zanim zwolnieni pracownicy lub osoby pracujące w zmniejszonym wymiarze godzin zostaną ponownie wchłonięci przez rynek pracy, co wstrzyma wydatki konsumpcyjne; (4) popyt zewnętrzny może pozostać osłabiony w najbliższym okresie ze względu na to, że kraje nie znoszą ograniczeń w tym samym czasie, zatem w najlepszym przypadku może również okazać się, że działania inwestycyjne będą miały ograniczony wymiar. Dlatego dopiero w połowie 2021 r. PKB strefy euro powróci do poziomu sprzed Covid-19. Jednak w niektórych krajach, w szczególności w tych, które chełpią się dużym udziałem o wartości dodanej w usługach i turystyce, proces uzdrawiania gospodarki może trwać aż do połowy 2021 r. ze względu na to, że sektory te mogą notować dłużej trwające szkody z powodu kryzysu. Zakładając brak dalszych istotnych bodźców fiskalnych w dążeniu do sprawnego ożywienia gospodarki, wydaje się, że gospodarka strefy euro skurczy się o -9,3% w 2020 r. Odbicie w 2021 r. na poziomie +9,3% opiera się na założeniu, że odkrycie i szeroko zakrojona dystrybucja szczepionki umożliwi powrót do normalności.

Francja

We Francji, PKB spadł gwałtownie o -5,8% kw./kw., całkiem zgodnie z naszym szacunkiem -6,1%, ale znacznie powyżej oczekiwań konsensusu -4%. To najgwałtowniejszy spadek w historii szeregów kwartalnych, tj. od 1949 r. Ten spadek był znacznie większy od tych odnotowanych w I kw. 2009 r. (–1,6% kw./kw.) lub II kw. 1968 r. (–5,3%), epizodach niedawnych recesji. Spadek w wydatkach na konsumpcję gospodarstw domowych (–6,1%) był nieco bardziej umiarkowany od naszych oczekiwań, podczas gdy dramatyczny spadek inwestycji (–11,8%) znacznie przewyższył oczekiwania. Eksport spadł dość drastycznie (–6,5%), podczas gdy spadek w imporcie był nieznacznie mniejszy (-5,9%). Jak należało się spodziewać, przedsiębiorstwa zgromadziły zapasy, napędzane przez bezprecedensowy krajowy i zewnętrzny szok (+0,9 p.p.), ponieważ wszelka działalność inna niż istotna wygasła po wprowadzeniu blokady gospodarki. Równocześnie wydatki rządowe obniżyły się o -2,4% kw./kw. w I kw. z tego względu, że zamknięcie urzędów administracji publicznej zaważyło na wydatkach. Idąc dalej, prognozujemy, że PKB zmniejszy się zdecydowanie o -16% kw./kw. w drugim kwartale, dlatego że działalność pozostanie około 30% poniżej normalnego poziomu przez okres zamrożenia gospodarki, co – jak się oczekuje – będzie trwać co najmniej do 11 maja. W ciągu roku, spodziewamy się, że realny PKB spadnie o -8,9%, gdyż przewidujemy wyłącznie bardzo stopniowe wznawianie działalności w okresie zdejmowania ograniczeń, który – według naszych prognoz – potrwa od trzech do czterech miesięcy. Przewidujemy, że działalność produkcyjna i budowlana zostanie wznowiona szybciej i osiągnie poziom sprzed kryzysu na koniec roku, jednak usługi pozostaną poniżej do II kw. 2021 r., w przypadku braku leczenia lub szczepionki. W odniesieniu do popytu krajowego, zarówno wydatki konsumpcyjne (-13,1%), jak i inwestycje (-13,1%) spadną gwałtownie w środowisku panującej niepewności. Oczekuje się, że eksport netto będzie dodatni (+1%) w 2020 r. ze względu na import (-13,3%) spadający bardziej niż eksport (-10,6%). Stosownie do oczekiwań zmiana w zapasach osiągnie nieznaczną wartość ujemną (-0,8%), odzwierciedlając pozbywanie się zapasów przez przedsiębiorstwa, starające się poprawić swoje pozycje gotówkowe przy wyjściu z kryzysu, utrzymując presje deflacyjne na wysokim poziomie. Zagrożenia dla naszego podstawowego scenariusza (ożywienie gospodarcze w kształcie litery U i odbicie wzrostu PKB +9,6% w 2021 r.) maleją.

Włochy

We Włoszech, spadek -4,7% kw./kw. realnego PKB w pierwszym kwartale był wyraźnie mniejszy od przewidywanego konsensusu (-5,4% kw./kw.). Oznacza to, że pomimo skali kryzysu sanitarnego, rygorystyczności blokady gospodarki i regionalnej koncentracji pandemii w twierdzy ekonomicznej na północy Włoch, kraj doświadczył znacznie mniejszego spadku realnego PKB niż Francja. Jednak uważamy, że istnieje szerokie pole do znaczącej korekty w dół w najbliższych miesiącach. Dane dotyczące bezrobocia za marzec opublikowane wcześniej dzisiaj (spadek z 9,7% do 8,4%) już pokazały, że występują rzeczywiście problemy z prawidłowym rejestrowaniem danych w trakcie blokady.

Nawet jeśli rząd wdroży plan stopniowego znoszenia ograniczeń (począwszy od 4 maja), działalność gospodarcza prawdopodobnie ulegnie dalszemu pogorszeniu w II kw., gdy spadek inwestycji i utrata przychodów z turystyki będą miały znacznie większy negatywny wpływ (co najmniej -16% kw./kw.). Dopiero w II poł. powinniśmy zobaczyć stopniowy powrót do ekonomicznej normalności. Niemniej rzeczywiste wyniki prawdopodobnie spadną o -11,4% w tym roku, najgłębsza recesja od II wojny światowej. Nawet przy silnym odbiciu w 2021 r. (szacunkowo +11%) realny PKB Włoch wciąż będzie znajdował się 3% poniżej poziomu sprzed kryzysu Covid-19.

Hiszpania

Według wstępnych danych w Hiszpanii PKB obniżył się o -5,2% kw./kw. w pierwszym kwartale po wzroście +0,4% kw./kw. w IV kw. 2019 r. W ujęciu rocznym PKB spadł o -4,1% po wzroście +1,8% w IV kw. 2019 r. Krajowy urząd statystyczny zastosował liczbę przepracowanych godzin, która spadła o -5% kw. /kw., do doprecyzowania swojego oszacowania działalności w marcu. Spadek PKB był głównie spowodowany popytem wewnętrznym, który zmniejszył wartość wzrostu o -5,3 p.p., podczas gdy spadek eksportu prawie perfekcyjnie odpowiadał spadkowi importu. Z perspektywy sektorów, zgodnie z oczekiwaniami, najbardziej dotknięta została działalność budowlana, odnotowując spadek -8,1% kw./kw., w dalszej kolejności usługi -5,6%, z ogromnym spadkiem w handlu, transporcie i sektorze hotelarsko-gastronomicznym (-10,.9%) i działalności związanej ze sztuką oraz rekreacją (-11,2%). W II kw. spodziewamy się spadku -19% kw./kw., ponieważ szok może być trzykrotnie większy ze względu na blokadę gospodarki trwającą 1,5 miesiąca, po której nastąpi osłabienie działalności w okresie znoszenia ograniczeń (80% działalności sprzed kryzysu). Generalnie, w 2020 r., prognozujemy roczny spadek -11% hiszpańskiego PKB, zgodnie z głębokim spadkiem konsumpcji prywatnej (-15,7%) i inwestycji (-12,7%). W rezultacie w tym roku spodziewamy się wzrostu upadłości +24%. Powrót do nominalnej wartości PKB z 2019 r. może nastąpić dopiero na koniec 2021 r.

Rysunek 1: Wzrost PKB strefy euro (%)

  2017 2018 2019 2020 2021
Członkowie strefy euro

Niemcy

Francja

Włochy

Hiszpania

2,7

2,8

2,4

1,7

2,9

1,9

1,5

1,7

0,7

2,4

1,2

0,6

1,3

0,3

2,0

-9,3

-8,9

-8,9

-11,4

-11,0

9,3

8,7

9,6

11,0

10,0

 

Źródła: Euler Hermes, Allianz Research

Thomas Duschek nowym dyrektorem zarządzającym SAP Polska

SAP Polska ma nowego dyrektora zarządzającego. Został nim Thomas Duschek, który objął stanowisko z dniem 1 maja 2020 roku. Nowy dyrektor zarządzający będzie aktywnie skalował działalność SAP w Polsce i umacniał pozycję firmy jako lidera rynku oprogramowania dla biznesu.

W 2019 r. SAP zwiększył przychody o 12% w skali globalnej. Przychody z tytułu sprzedaży rozwiązań chmurowych wzrosły o 39% rok do roku. Pokazuje to, że coraz więcej firm wybiera rozwiązania SAP do przeprowadzenia procesu cyfrowej transformacji. W Polsce SAP pozostaje liderem rynku rozwiązań IT dla biznesu, z 40% udziałem w rynku ERP.

Thomas Duschek, nowy dyrektor zarządzający SAP Polska, ma ponad 20 lat doświadczenia w sektorze IT. Od 2013 roku jest związany z marką SAP, gdzie dotychczas był odpowiedzialny za obsługę klientów w sektorze retail, produkcyjnym oraz motoryzacyjnym. Wspierał transformację cyfrową Grupy Schwarz – właściciela tak znanych marek detalicznych jak Lidl i Kaufland – oraz takich firm jak MTU Aero Engines, Trumpf, DMG Mori czy Jenoptik.

Przed dołączeniem do SAP, Thomas Duschek łącznie przez 13 lat pracował w IBM i HP jako kluczowy menedżer odpowiedzialny za rynek sprzętu, oprogramowania i usług. Z wykształcenia inżynier informatyki, absolwent MBA w Henley Business School.

W swojej nowej roli będzie wykorzystywał otwarty i zorientowany na wyniki styl zarządzania, oparty na przejrzystej komunikacji, kulturze zaufania i szacunku. Jego najważniejszym celem pozostaje sukces klientów firmy SAP na polskim rynku.

Wspieranie naszych Klientów i Partnerów w osiąganiu trwałych, pozytywnych rezultatów biznesowych będzie podstawową zasadą działania naszej organizacji. Zwłaszcza w tych burzliwych czasach, których świat doświadcza obecnie, i z których konsekwencjami będzie musiał się zmierzyć w przyszłości. Jestem szczęśliwy i zaszczycony, że mogę kierować zespołem SAP w Polsce – zespołem ambitnych i zorientowanych na sukces ludzi. Wspólnie pomożemy naszym Klientom w rozwoju ich przedsiębiorstw.
-Thomas Duschek, dyrektor zarządzający SAP Polska.

Thomas Duschek ma bogate doświadczenie w transformacji firm w inteligentne przedsiębiorstwa. Wcześniej prowadzone przez niego zespoły wielokrotnie wykazywały się znakomitymi wynikami. Rozwinął długotrwałe partnerstwa strategiczne, podnosząc rolę SAP w transformacji cyfrowej swoich klientów. Dzięki swojemu doświadczeniu, zorientowaniu na klienta i pozytywnemu nastawieniu w znacznym stopniu przyczyni się do rozwoju naszej organizacji w Polsce. -Reinhard Schwarz, dyrektor zarządzający klastra centralnego SAP CEE.

Co z gospodarką?

W piątek poznaliśmy indeksy koniunktury dla głównych gospodarek z wyjątkiem Unii Europejskiej. Ze względu na święto pierwszomajowe dane z Unii pojawiają się dopiero dzisiaj rano.

1 maja trudny dla złotego

Święto pracy to dzień wolny w wielu krajach, ale nie we wszystkich. W związku z tym w miniony piątek notowania były prowadzone. Boleśnie odczuły to osoby oczekujące na dobry moment na zakup waluty. W piątek euro było najdroższe od ponad dwóch tygodni osiągając cenę 4,57 zł. Frank dotarł do poziomu 4,33 zł, jednakże pułap ten (ze względu na wahania franka względem głównych walut) pojawia się ostatnio niemal co tydzień. Z reguły wyłamał się funt, który w tym samym czasie staniał około 3 groszy. Brytyjska waluta ostatnimi tygodniami charakteryzuje się dużą zmiennością i nie podąża tak, jak jeszcze niedawno za euro.

Indeksy dla przemysłu

W piątek poznaliśmy odczyty indeksów koniunktury dla przemysłu. Widać w nich, że menedżerowie wróżą gospodarce poważne problemy. Wyniki oscylują w okolicach 32-36 punktów. Oznacza, to, że do granicy 50 punktów, wskazującej równowagę pomiędzy optymistami a pesymistami, brakuje jeszcze bardzo dużo. Warto natomiast zwrócić uwagę, że wynik ten się stabilizuje. Jest on również zgodny z oczekiwaniami analityków. Obecne poziomy mniej więcej odpowiadają tym z kryzysu zapoczątkowanego w 2008 roku.

Dalszy spadek liczby wież w USA

Niska cena ropy powoduje, że wydobycie surowca przestaje być opłacalne ekonomicznie. W rezultacie liczba czynnych odwiertów w USA gwałtownie spada. Od początku roku zamknięto już ponad połowę. Tak duża redukcja wydobycia ma szansę ustabilizować ceny surowca w USA, gdzie gigantyczny wzrost zapasów spowodował, że ceny surowca dołują.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Drony na froncie walki z koronawirusem

Pierwszy automatyczny lot drona w Polsce – na trasie ze szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej do Centralnego Szpitala Klinicznego UCK WUM przy ul. Banacha w Warszawie to efekt walki z koronawirusem na wszystkich frontach. Dron wzbił się w przestrzeń powietrzną i pokonał trasę po wytyczonej mapie, do której analizę przeszkód i wyznaczenie stref bezpieczeństwa przygotowała Esri Polska. Firma opracowała również koncepcję modelowania 3D przestrzeni powietrznej. Szczegółowe analizy i trasę przelotu można zobaczyć na specjalnie przygotowanych cyfrowych mapach.dronowy_transport_medyczny_1_Esri_Polska dronowy_transport_medyczny_2_Esri_Polska

Jak wskazuje Urząd Lotnictwa Cywilnego, tego typu autonomiczne loty mogą przyczynić się do szybszego transportu np. próbek do badań na obecność wirusów. Wczorajszy sukces to sygnał, że polska branża dronowa jest już gotowa do wykonywania tego typu lotów w miastach i pomiędzy nimi.

– Opracowanie koncepcji modelowania 3D przestrzeni powietrznej, to odpowiedź na dyrektywę U-Space, która otwiera przestrzeń powietrzną dla lotów automatycznych w Europie. To także wyjście naprzeciw oczekiwaniom administracji państwowej i samorządowej, która potrzebuje sprawdzonych narzędzi do wyznaczania strefy bezpiecznych lotów dla dronów w obszarze miast – powiedział Robert Jędrzej Jędrzejczak, Menedżer odpowiedzialny za Sektor Administracji Centralnej i Obronności w Esri Polska.

Aby lot mógł dość do skutku potrzebna była także odpowiednia infrastruktura techniczna, na którą składają się m.in. rozwiązania Państwowej PAŻP, takie jak odbiorniki ADSB zintegrowane z systemami do koordynacji lotów autonomicznych statków powietrznych (BSP) PansaUTM.

Polska branża dronowa gotowa na automatyczne loty

Zdaniem Polskiego Instytutu Ekonomicznego wartość polskiego rynku dronów konsumenckich w latach 2017-2026 wyniesie 1,08 mld zł. Ale jak wskazują eksperci to właśnie polska gospodarka może najwięcej skorzystać na popularyzacji „bezzałogowców”. Według umiarkowanego scenariusza, branża dronowa może wygenerować od 576 do nawet 900 mld złotych do 2026 roku. Drony będą też odgrywały coraz większą rolę w służbach mundurowych i ratownictwie, czego dowodem był pierwszy automatyczny lot pomiędzy dwoma placówkami medycznymi w Warszawie.

Przemysł stanął. Kwietniowy PMI najniżej w historii pomiarów

Kwiecień br. przyniósł rekordowo niski odczyt wskaźnika PMI dla przetwórstwa przemysłowego – 31,9 pkt. To najniższa wartość w niemal 22-letniej historii pomiarów.

Tempo spadków przeraża: jeszcze w marcu mówiliśmy o silnym pesymizmie menedżerów logistyki (42,4 pkt), tymczasem perspektywa kwietniowa ulega bardzo wyraźnemu pogorszeniu. Ankietowani ocenili sytuację zasadniczo gorzej niż w dnie światowego kryzysu gospodarczego. Nawet na tle europejskiego przemysłu, polski PMI jest wyjątkowo niski – spodziewaliśmy się wyniku bliższego opinii respondentów niemieckich (34,4 pkt), aniżeli strefy euro łącznie (33,6 pkt). Gdyby publikowano dane dla sektora usług, byłyby one z pewnością jeszcze niższe.

Kwietniowy PMI to historia, w której wszystkie wątki splatają się na niekorzyść: obserwujemy trwały spadek nowych zamówień (krajowych i zagranicznych), podążające za nim i wzmocnione przez ograniczenia administracyjne spadki produkcji, pociągające brak zasadności zakupów i utrzymywania zatrudnienia. Tempo spadku zatrudnienia zbliża się do rekordu z 1999 roku. Przedłużające się okresy dostaw nie świadczą o rosnącym popycie, a o niezdolności do realizacji zamówień – a więc generowania przychodów. Osłabienie popytu mobilizuje do obniżenia cen wyrobów gotowych, sygnalizując rosnące prawdopodobieństwie deflacji w 2021.

Ankietę przeprowadzono między 7 a 24 kwietnia, a zatem większość respondentów uwzględniała już w swoich oczekiwaniach na przyszłość wsparcie w postaci tarczy finansowej. Mimo to, ogromna niepewność co do przyszłej produkcji, świadomość silnych powiązań w łańcuchach dostaw oraz znaczne ryzyko, że nawet po odmrożeniu gospodarki wzorce aktywności konsumenckiej nie wrócą do normy, nie pozwala na wielki optymizm. Pierwsze dni maja pozwolą ocenić logistykom, m.in. czy konsumenci powstrzymują się od zakupów czy jednak tęsknią za starym sposobem spędzania czasu. Majowy PMI powinien dostarczyć czytelnego sygnału, w jakim stopniu ujawnia się popyt na dobra inne niż pierwszej potrzeby.

W świetle licznika Konfederacji Lewiatan i Federacji Przedsiębiorców Polskich http://straty-covid.pl/ , zamrożenie gospodarki między 16 marca a 4 maja kosztowało polską gospodarkę ok. 105 mld złotych, a więc dwuipółkrotność rocznego budżetu na program Rodzina 500+.

dr Sonia Buchholtz, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Zoom Video Communications i PayPal z nowymi rekomendacjami

Maj 2020 r. na rynkach finansowych może być wyjątkowy i może upłynąć pod znakiem ponownie większej zmienności cen akcji. Jednakże wśród nich wciąż mogą pojawiać się dość ciekawe okazje inwestycyjne. Niecodzienna sytuacja związana z epidemią przełoży się już na drugi kwartał wyników spółek z USA, a dopiero czerwiec może przynieść próbę otwierania gospodarki na większą skalę.

W tym kontekście, czyli ciekawych spółek, cena docelowa Zoom Video Communications została podniesiona do 144 USD ze 110 USD od firmy Piper Sandler, która napisała w swojej analizie, że przychody firmy mogą podwoić się w średnim okresie w wyniku pandemii. Akcje spółki wzrosły o 1,7% w handlu przed sesją. Firma ma duży potencjał wzrostu w zakresie działalności związanej z wideokonferencjami, webinariami i szeroko rozumianą komunikacją a w porównaniu do tempa bieżącej działalności, łączny potencjał wzrostu może ulec podwojeniu w relacji do obecnych poziomów. Na rynku za akcję spółki należało zapłacić niecałe 140 USD.

Również pozytywną rekomendację otrzymała dawna spółka Elona Muska, czyli PayPal. Firma KeyBanc Capital Markets podniosła poziom ceny docelowej PayPal Holdings Inc. do 140 USD z 115 USD. Nowy poziom ceny docelowej oznacza 16% wzrost w stosunku do ostatniej ceny. Średni oczekiwany poziom na Wall Street dla akcji PayPal wynosi 125,62 USD. PayPal miał 37 rekomendacji kupna, 6 trzymaj i 1 sprzedaj. Spółka poda raport o wynikach w dniu 6 maja.

W poniedziałek, na szerokim rynku, kontrakty terminowe na indeksy giełdowe w USA zniżkują po rozpoczęciu nowego konfliktu między Waszyngtonem a Pekinem odnośnie powstania i wycieku wirusa z laboratorium w Wuhan. Z kolei akcje linii lotniczych załamały się, gdy Berkshire Hathaway, spółka Warrena Buffeta, poinformowała o sprzedaniu akcji z tego sektora. Delta Air Lines, American Airlines Co, Southwest Airlines Co i United Airlines spadły od 8% do 11% w obrocie przed sesją.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Skala uderzenia w gospodarki jest ogromna. Rynek czeka na kolejne dane

W najbliższym tygodniu na rynek napłynie szereg informacji, wśród których szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Oprócz tego w czwartek czeka nas spotkanie Banku Anglii, które również powinno zainteresować rynek.

W ostatnim tygodniu spora część światowych walut doświadczyła umocnienia w relacji do dolara amerykańskiego. Można to powiązać z oznakami stabilizacji na rynkach, które w ostatnim czasie doświadczyły istotnej słabości – szczególnie chodzi tu o rynek ropy naftowej.

Optymizm inwestorów trwał do piątku. Atak słowny Donalda Trumpa na Chiny, połączony z niższymi obrotami na rynkach w związku z okresem świątecznym w sporej części świata, doprowadził do spadku globalnych indeksów akcji. Waluty w większości pozostawały jednak względnie stabilne. Tym samym dolar amerykański zakończył miniony tydzień osłabieniem w relacji do każdej z walut G10 i większości walut emerging markets.

W tym tygodniu uwaga rynków skupi się na piątkowej publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu – dane te powinny pozwolić nam bardziej precyzyjnie oszacować skalę strat, jakie odnotował amerykański rynek pracy w związku z pandemią. Dotychczas opieraliśmy się głównie na odczytach cotygodniowych danych o liczbie bezrobotnych zgłaszających się po zasiłek, które rysowały bardzo ponury, jednak nie tak kompleksowy obraz sytuacji amerykańskiego rynku pracy. Istotną kwestią, również w kontekście nadchodzących odczytów, jest pytanie, czy wzrosty aktywów ryzykownych nie okazały się przedwczesne, biorąc pod uwagę dotychczas niepokojący charakter napływających danych ekonomicznych.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu nie radził sobie zbyt dobrze. Mimo wyraźnego wzrostu pary EUR/USD, co zazwyczaj sprzyja polskiej walucie, złoty zakończył tydzień osłabieniem w parze z euro.

W zeszłym tygodniu poznaliśmy dane o inflacji w Polsce, która zgodnie z oczekiwaniami spadła do 3,4% w kwietniu z 4,6% notowanych miesiąc wcześniej. W głównej mierze to kwestia efektu bazy, ale też niższych cen ropy naftowej. Po trzech miesiącach utrzymywania się na poziomach powyżej 4% inflacja ostatecznie spadła, wracając do akceptowalnych widełek odchyleń w ramach celu inflacyjnego NBP. Ów spadek jednak prawdopodobnie nie będzie miał większego znaczenia dla polityki pieniężnej.

Ciekawszy jest dzisiejszy odczyt PMI dla przemysłu Polski, który pokazał spadek do poziomu 31,9 pkt. w kwietniu z 42,4 pkt. notowanych miesiąc wcześniej. Tym samym indeks znalazł się na najniższym poziomie w ponad 20-letniej historii odczytów. Wyraźne oddalenie się PMI od granicznego poziomu 50 pkt. sugeruje bardzo silne załamanie polskiego sektora przemysłowego. Co istotne, sam odczyt przez swoją konstrukcję niedoszacowuje skali spadku aktywności – winny jest subindeks opisujący opóźnienia w dostawach. Wskaźnik ten znów podbił indeks, mimo, że opóźnienia nie są związane z wyższym popytem, tylko problemami z łańcuchami dostaw.

EUR

PKB strefy euro w pierwszym kwartale spadł o 3,8% w ujęciu kwartalnym, doświadczając spadku o skali około trzykrotnie przekraczającej spadek notowany w USA. W naszej ocenie ma to związek głównie z późniejszym wprowadzeniem przez USA środków prewencyjnych mających zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa, stąd spodziewamy się, że drugi kwartał nie przyniesie podobnie silnego rozstrzału w danych. Optymistycznie można jednak odbierać fakt, że stopa bezrobocia w strefie euro wzrosła w marcu jedynie nieznacznie, co wiąże się z tym, że mimo niższej aktywności gospodarczej w krajach strefy euro zadziałały systemy mające wspierać retencję pracowników.

Dynamika PKB strefy euro (2000 – 2020)

Dynamika PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 04/05/2020

EBC w czwartek ogłosił lepsze warunki finansowania dla banków komercyjnych w ramach programu TLTRO III. Przedstawił również nowy pandemiczny program nieukierunkowanych awaryjnych operacji refinansujących (PELTRO), operacje w ramach którego zaplanowane są na ten miesiąc. W ostatnim czasie euro w relacji do dolara amerykańskiego radziło sobie zaskakująco dobrze – wygląda na to, że rynki zaczynają przyjmować wyznawany przez nas pogląd, który zakłada, że działania EBC wystarczą do zabezpieczenia strefy euro przed ryzykiem systemowym w trakcie walki z kryzysem przez poszczególne państwa.

USD

W ostatnim czasie Rezerwa Federalna wprowadziła kilka drobnych zmian do ogłoszonych już jakiś czas temu programów pożyczkowych, a w trakcie przemówienia po ostatnim spotkaniu decyzyjnym przewodniczący Powell zasygnalizował, że Fed utrzyma nadzwyczajne środki polityki monetarnej tak długo, jak okaże się to konieczne. Niemniej najnowsze informacje ze strony Fedu miały ograniczony wpływ na rynki. Obecnie oczekujemy na piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy, który będzie opisywał sytuację w kwietniu. Powszechnie oczekuje się, że dane pokażą zatrważającą skalę destrukcji miejsc pracy i gwałtowny wzrost stopy bezrobocia. Nasza prognoza dotycząca tego ostatniego jest jeszcze bardziej pesymistyczna od oczekiwań konsensusu: zakładamy, że bezrobocie pokaże poziom 20%, odzwierciedlając silną skalę utraty amerykańskich miejsc pracy w poprzednich tygodniach.

Uwaga rynków skupia się obecnie na planach dotyczących ponownego otwierania zamkniętych gospodarek. Z uwagi na nadal wysokie liczby nowych zakażeń oraz zgonów z powodu koronawirusa w USA spodziewamy się jednak, że ożywienie w Stanach Zjednoczonych nastąpi później niż w strefie euro. Taki rozwój wydarzeń dałby wspólnej europejskiej walucie wsparcie w relacji do dolara amerykańskiego.

GBP

Miniony tydzień nie przyniósł istotnych wieści ze Zjednoczonego Królestwa, stąd też przez większą jego część funt brytyjski naśladował zachowanie euro w parze z dolarem amerykańskim. W tym tygodniu na pierwszy plan w kontekście wydarzeń z Wielkiej Brytanii wysuwa się czwartkowe spotkanie Banku Anglii. Konsensus oczekuje, że decydenci MPC pozostawią stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną nieznacznie powyżej zera. Istotna będzie publikacja „minutek” po posiedzeniu, która pozwoli rynkom na oszacowanie oczekiwań decydentów względem skali recesji nawiedzającej Wielką Brytanię. Oprócz tego, kluczowe w najbliższych dniach będą również informacje dotyczące stopniowego znoszenia obostrzeń i otwierania gospodarki Wielkiej Brytanii po 7 maja. Biorąc pod uwagę dość wysoki poziom nowych przypadków zakażeń notowanych w Zjednoczonym Królestwie, stopniowe łagodzenie obostrzeń najpewniej będzie jednak następować bardzo powoli.

CHF

W zeszłym tygodniu frank szwajcarski nieznacznie osłabił się w parze z euro, był jednak najlepiej radzącą sobie walutą safe haven. W trakcie tygodnia frank dwukrotnie przekraczał poziom 1,06, co wcześniej zdarzyło się na początku kwietnia. Ostatnią słabość franka można powiązać zarówno z poprawą sentymentu, jak i działaniami Szwajcarskiego Banku Narodowego. Podobnie jak we wcześniejszych tygodniach, tak w poprzednim wzrosła wartość depozytów na żądanie. Tym razem wzrosły one o 13,1 mld CHF (tydzień wcześniej było to +13,4 mld CHF). Sugeruje to, że SNB w ostatnim czasie zwiększył skalę interwencji, starając się zapanować nad siłą franka, który w parze z euro zaczął zbliżać się do poziomu 1,05.

Ostatnich danych napływających ze szwajcarskiej gospodarki nie można nazwać szczególnie dobrymi, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę działania podjęte przez kraj w celu walki z ekspansją koronawirusa. Sprzedaż detaliczna w marcu spadła o rekordowe 5,6% w ujęciu rocznym, pomimo skoku w sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Sentyment gospodarczy również uległ pogorszeniu: kluczowy, wyprzedzający wskaźnik KOF – pokazujący oczekiwania względem zachowania szwajcarskiej gospodarki w najbliższej przyszłości – odnotował największy miesięczny spadek w historii. Znalazł się on na poziomie 63,5 pkt., bardzo blisko minimum odnotowanego w 2009 roku.

Najbliższy tydzień przyniesie szereg odczytów makroekonomicznych ze szwajcarskiej gospodarki. O ile raczej nie powinny one – przynajmniej w krótkim terminie – wpływać na zachowanie szwajcarskiej waluty, tak jednak będą one warte uwagi i pomogą nam oszacować skalę wpływu pandemii na gospodarkę Szwajcarii. Oprócz dzisiejszego odczytu indeksu PMI dla przemysłu w kwietniu, który pokazał spadek do poziomu 40,7 pkt., trzymając się lepiej niż oczekiwano, w tym tygodniu poznamy odczyt dot. inflacji konsumenckiej oraz stopy bezrobocia w tym samym miesiącu. Konsensus oczekuje wyraźnego spadku wskaźnika CPI w Szwajcarii (dynamikę cen ciągną w dół m.in. niższe ceny ropy) oraz skoku stopy bezrobocia w kwietniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Powrót napięcia w relacjach USA-Chiny

Z początkiem maja 2020 powróciły napięcia na linii USA-Chiny. Zaostrzenie zostało zainicjowane przez amerykańską administracja, która wysnuła liczne oskarżenia wobec chińczyków, jakoby byli odpowiedzialni za wybuch pandemii koronawirusa. Donald Trump zagroził podniesieniem ceł, co przywróciło stare obawy o zaostrzenie wojny handlowej.

W czwartek (30.04.2020) Donald Trump ogłosił, że jest przekonany, iż koronawirus prawdopodobnie pochodzi z laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan. Poza tym prezydent oskarżył Pekin o zbyt późne powiadomienie świata o zagrożeniu i skali epidemii.
Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 2,75%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 2,92%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 wzrósł o 2,76%, a mWIG40 o 2,05%.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. We wtorek (05.05.2020) poznamy bilans handlu zagranicznego, indeks zatrudnienia, indeks ISM dla usług oraz indeks aktywności biznesowej. W środę (06.05.2020) zostanie opublikowany raport ADP. W czwartek (07.05.2020) poznamy liczbę złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Z kolei w piątek (08.05.2020) czeka nas cały wysyp wrażliwych danych z rynku pracy USA. W ostatnim dniu roboczym nadchodzącego tygodnia poznamy dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym, stopę bezrobocia oraz długość tygodnia pracy.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Mark Barnett nowym prezesem Mastercard Europe

Mastercard poinformował dziś o powołaniu Marka Barnetta na stanowisko prezesa europejskiego oddziału firmy z siedzibą w Brukseli. W nowej roli Barnett będzie odpowiedzialny za strategię, wybór kierunków działania i rozwój wszystkich aspektów działalności Mastercard w regionie. Działalność Mastercard w Europie obejmuje obecnie 53 kraje i ponad 950 milionów konsumentów, którym firma służy dzięki współpracy ze sprzedawcami detalicznymi, instytucjami finansowymi i innymi organizacjami. Barnett będzie raportował do Gilberto Caldarta, prezesa Mastercard ds. rynków międzynardowych, i dołączy do zarządu Mastercard od 1 czerwca 2020 r.

Mark Barnett skomentował tę zmianę w następujący sposób: „To ważny czas dla Mastercard, szczególnie w Europie, dlatego cieszę się, że mogę przewodzić tak dynamicznemu i zróżnicowanemu regionowi. Mastercard, jako jedyna firma technologiczna w Europie obsługuje wszelkiego rodzaje transakcje bezgotówkowe, dzięki czemu ma wyjątkowe możliwości, aby oferować proste i bezpieczne sposoby na dokonywanie i otrzymywanie płatności w całym regionie. Z entuzjazmem będę nadal rozwijać w naszej firmie kulturę, dzięki której nie tylko tworzymy innowacje technologiczne, ale też wszystkim, z którymi współpracujemy, służymy jako preferowany partner w biznesie. W całej Europie Mastercard otwiera nowe możliwości przed konsumentami, firmami i gospodarkami. Cieszę się, że mogę kierować zespołem i biznesem zorientowanym nie tylko na osiąganie pozytywnych wyników, ale też na sprawianie, by codzienne życie stawało się lepsze i prostsze”.

Mark wnosi do zespołu ogromną wiedzę, doświadczenie oraz udokumentowane sukcesy w rozwijaniu współpracy z ważnymi partnerami, przy jednoczesnym tworzeniu kultury, która promuje nowe sposoby myślenia i realizacji założonych celów – powiedział Gilberto Caldart, prezes Mastercard ds. rynków międzynardowych. „Mark udowodnił, że rozwój biznesu jest dla niego priorytetem, podobnie jak budowanie wiodącej pozycji Mastercard w różnych segmentach produktowych i na różnch rynkach. Jego osiągnięcia na poziomie krajowym, w tym w zakresie transformacji biznesu Mastercard i rozszerzenia go na nowe rodzaje usług płatniczych, czynią go idealną osobą do dalszego rozwijania działalności firmy w całej Europie”.

Przed powołaniem na nowe stanowisko Mark Barnett pełnił rolę szefa Mastercard w Wielkiej Brytanii, Irlandii, krajach nordyckich i bałtyckich. Jego szeroka wiedza na temat branży oraz nowych technologii płatniczych była decydującym czynnikiem sukcesu Mastercard w wielu krajach. Barnett dołączył do Mastercard w 2003 r. Od tego czasu pełnił w firmie różne funkcje: m.in. zarządzał pionem usług doradczych firmy w Europie, a następnie na całym świecie. Mark może pochwalić się ponad 20-letnim doświadczeniem w pracy w sektorach płatności i bankowości detalicznej.

Barnett zastąpi obecnego prezesa Mastercard Europe, Javiera Pereza, który przejdzie na emeryturę z końcem tego roku. Perez pracował w Mastercard od 1996 r. i zanim został prezesem europejskiego oddziału Mastercard, którą to funkcję pełnił przez ostatnie 15 lat, piastował w organizacji różne stanowiska dyrektorskie. Perez, związany z Mastercard przez blisko ćwierć wieku, zdołał zbudować w tym czasie światowej klasy zespół, wspierając przełomowy rozwój płatności bezgotówkowych w Europie oraz współpracując z firmami, rządami i regulatorami, aby stymulować innowacje i budować zaufanie do systemów płatności.

„Dzięki Javierowi Mastercard rozwinął współpracę z wieloma kluczowymi klientami, wchodził na nowe rynki i maksymlanie wykorzystywał nowo pojawiające się regulacje. Jego zasługą była ponadto dywersyfikacja naszej działalności, która stała się trampoliną do dalszego rozwoju i uczyniła Mastercard prawdziwym liderem rynku w całej Europie. Javier pozostawi po sobie wspaniałą spuściznę, dlatego w imieniu całej naszej organizacji pragnę szczerze podziękować mu za znaczący wkład, jaki wniósł w budowę firmy — powiedział Gilberto Caldart.

„Sell in May and go away”

Maj próbuje udowodnić rację w słynnym powiedzeniu („Sell in May and go away”) i zaczął się od powrotu awersji do ryzyka na rynki finansowe. Tym razem źródłem są starania Białego Domu, by odwrócić uwagę od swoich błędów poprzez obwinianie Chin o wytworzenie wirusa w laboratorium. Biorąc pod uwagę, że wcześniej rynki i spędziły trochę czasu na dyskontowaniu złagodzenia efektów pandemii i wycenianiu postępów w pracach nad lekiem, teraz wzrosła wrażliwość na negatywne szoki.

Prezydent Trump ogłosił, że USA przygotowują „bardzo mocny raport” o pochodzeniu COVID-19, a wcześniej sekretarz Stanu Pompeo powiedział, że „ogromne dowody” pokazują, że wybuch epidemii koronawirusa rozpoczął się w laboratorium w Wuhan w Chinach. Samych dowodów jednak nie poznaliśmy. Administracja USA nie jest oryginalna w teoriach spiskowych dotyczących COVID-19, jednak popularyzowanie ich na szczeblu dyplomatycznym to zaskakujące podejście. Ale jeśli chce się czymś przykryć wpadkę o sugerowaniu wstrzykiwania chorym na koronawirusa wybielacza, to robienie z Chin złoczyńcy rangi przeciwnika Jamesa Bonda jest właściwą drogą.

Dopóki nie otrzymamy twardych dowodów (w co wątpię), możemy żartować z taktyki przyjętej przez Biały Dom, ale też nie da się uciec od rynkowych konsekwencji pogorszenia relacji USA-Chiny. Trump potrzebuje podreperować swoją pozycję i odgrzanie konfliktu z Chinami wydaje się idealnym rozwiązaniem: nie da się szybko sprawdzić, kto w sporze ma rację, a jednocześnie przywraca prezydenta do roli obrońcy USA przed zapędami Pekinu. Skutki dla rynków są dwojakie. Od strony bieżącej sytuacji rynkowej konflikt trafia w rozentuzjazmowane rynki, które wcześniej realizowały rajd oparty o złagodzenie skutków pandemii, poluzowanie zakazów poruszania się i pomyślne wieści o postępach w pracach nad lekiem. Sporo tego optymizmu zostało zdyskontowane, czyniąc teraz aktywa silnie podatne na realizację zysków i ucieczkę w defensywne nastawienie. W szerszym ujęciu powrót do wojny handlowej USA-Chiny dokłada problemów do już mocno poturbowanej globalnej gospodarki, na czym nikt nie wygra. Za ugranie dodatkowych punktów politycznych przed jesiennymi wyborami ceną może być zaszkodzenie gospodarce USA w czasie, kiedy Chiny są już w fazie odbudowy po pierwszej fali wirusa i w przyszłości mogą być zarówno ważnym odbiorcą towarów, jak i źródłem środków na odbudowę ożywienia w USA. Przywrócenie wojny celnej może teraz bardziej zaszkodzić USA niż Chinom.
Przebudzenie konfliktu USA-Chiny uderza w rynek akcji i waluty ryzykowne, głównie na fali domykania długich pozycji. W dalszej kolejności eskalacja będzie ciążyć na perspektywach odbudowy wartości tych aktywów. Pomimo tego, że USA jest stroną konfliktu, dla USD będzie ważniejszy status bezpiecznej przystani.

Nie ma nic gorszego dla złotego, jak risk-off uderzający w dzień wolny od pracy w Polsce. EUR/PLN został wyrzucony na 4,57 i choć dziś rano polowanie na dobre poziomy sprzedaży pozwoliło na cofnięcie do 4,55, obawiam się, że ponury klimat inwestycyjny będzie blokował aprecjację złotego. Ale na ucieczkę kursu ponad 4,60 bym nie liczył. Brak wyraźnej reakcji złotego na poprawę apetytu na ryzyko na rynkach zewnętrznych w ostatnich dniach kwietnia sugeruje, że polska waluta nie jest obecnie na radarach inwestorów. To z jednej strony ogranicza potencjał aprecjacyjny, ale z drugiej brak napływu gorącego kapitału ogranicza skalę osłabienia w przypadkach pogorszenia nastrojów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Robert Rękas Prezesem Lewiatan Holding S.A.

Robert Rękas objął stanowisko Prezesa PSH Lewiatan, największej polskiej sieci franczyzowej i trzeciej co do wielkości sieci handlowej w Polsce. Do tej pory pełnił funkcję członka zarządu Lewiatan Holding S.A., a także kierował zespołem strategicznym odpowiedzialnym za opracowanie i wdrażanie nowej strategii PSH Lewiatan na lata 2020- 2025. Z Siecią związany jest od 2013 roku.  

Zadanie przed jakim stoję jest zaszczytne, ale i pełne wyzwań – tym bardziej, że obejmuję ster największej sieci franczyzowej sklepów detalicznych i trzeciej sieci detalicznej w Polsce, w trudnym i bezprecedensowym momencie. Wierzę jednak, że każdy kryzys to również szansa a działania, które podejmujemy w ostatnich tygodniach oraz kolejne rozwiązania nad którymi pracujemy, pozwolą nam dobrze wykorzystać możliwości, jakie stawia przed nami rynek – powiedział Robert Rękas, Prezes PSH Lewiatan S.A. Naszym priorytetem jest budowa najlepszych rozwiązań i korzyści dla franczyzobiorców, aby, zarządzane przez nich biznesy były konkurencyjne na rynku, a sklepy wybierane przez konsumentów, jako miejsce codziennych zakupów. Wierzę, że siła ogólnopolskiej sieci w połączeniu z siłą naszych franczyzobiorców umożliwią nam realizację zamierzonych celów, w tym jeszcze większe dopasowanie do potrzeb lokalnych klientów – dodaje Rękas.

W ostatnich tygodniach w związku z pandemią koronawirusa Lewiatan podjął szereg działań skierowanych do klientów i franczyzobiorców. Jako pierwsza sieć franczyzowa utworzył fundusz pomocowy dla przedsiębiorców, który gwarantuje nieoprocentowaną pomoc finansową dla sklepów, których biznes został bezpośrednio zagrożony skutkiem pandemii. Wartość Funduszu wynosi 10 mln złotych. Sieć uruchomiła również inicjatywę społeczną #RazemJesteśmySilniejsi!, której celem jest propagowanie idei solidarności oraz organizacja pomocy dla osób potrzebujących  – w szczególności w lokalnych społecznościach, gdzie działają sklepy Lewiatana. Akcja skierowana jest m.in. do seniorów i osób chorych, ale także do szpitali i pracowników służby zdrowia. W ostatnich tygodniach Lewiatan przyspieszył również prace nad uruchomieniem sklepu internetowego, który dzięki zaangażowaniu franczyzobiorców i pracowników Sieci jest już w fazie testów.

Na stanowisku Prezesa Robert Rękas zastąpił Wojciecha Kruszewskiego, który z końcem kwietnia br., po 15 latach zarządzania siecią, przeszedł na emeryturę.

Bardzo dziękuję Wojciechowi Kruszewskiemu za współpracę, twórcze rozmowy, przygotowanie, a w końcu profesjonalne przekazanie sterów w Lewiatanie. To była perfekcyjnie zaplanowana sukcesjadodaje Rękas.

Robert Rękas jest menedżerem z wieloletnim stażem. Z siecią Lewiatan związany jest od 2013 roku. Od lutego 2019 roku pełnił funkcję członka zarządu Lewiatan Holding odpowiedzialnego, między innymi, za wdrażanie strategii Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan w obszarze detalicznym oraz rozwój projektu category management’u w placówkach handlowych. Wcześniej pracował w Eurocash, jako Regionalny Dyrektor Operacyjny oraz w Coca-Cola Hellenic Bottling Company. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz studiów podyplomowych m.in. na Akademii Leona Koźmińskiego oraz Politechnice Rzeszowskiej.

M. Niczyporuk: Rząd pilnie powinien wprowadzić metodę kasową rozliczania podatków, żeby ratować firmy

Problem zatorów płatniczych będzie coraz bardziej uderzał w przedsiębiorców. Choć rząd wprowadza kolejne rozwiązania antykryzysowe, to nic nie zmienia się w kwestii obowiązku rozliczania i zapłaty podatków. Firmy nadal będą musiały regulować daniny, nawet jeśli nie otrzymały należnych środków od swoich kontrahentów. Według doradcy podatkowego Marka Niczyporuka, trzeba zatem poważnie rozważyć wprowadzenie tzw. metody kasowej rozliczeń podatkowych. Taka zmiana oznaczałaby nowe regulacje dla obu stron transakcji. Państwo ma przecież odpowiednie środki techniczne potrzebne do wdrożenia tego rozwiązania, a skorzystać na tym mógłby również sam budżet państwa. 

Nadciągają kłopoty

Ze względu na pandemię i obostrzenia z nią związane, problem zatorów płatniczych stanie się bardziej uciążliwy. Przede wszystkim odczują go przedsiębiorstwa, które nie utraciły całości przychodów i starają się funkcjonować w tej trudnej rzeczywistości. Wprawdzie rząd wprowadza kolejne wersje tarczy antykryzysowej, zawierające pewne rozwiązania dot. finansowania kosztów działalności, w tym wynagrodzeń pracowników. Jednak nic się nie zmienia w kwestii obowiązku rozliczania i zapłaty podatków.

– Firmom jest coraz trudniej wyegzekwować zapłatę za towar czy usługę. Ma to bezpośredni związek z pandemią oraz decyzjami rządu ws. ograniczeń, a nawet zakazów prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto inaczej niż dotychczas działają sądy oraz komornicy. W takiej sytuacji trudno znajdować moralne uzasadnienie dla egzekwowania zapłaty podatków w sposób znany wcześniej – komentuje Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się opinie, że rząd powinien zdawać sobie sprawę z problemów przedsiębiorców. Jeśli oni nie otrzymają środków należnych im za usługi czy towary, to nie są w stanie regulować podatków. Dziś część firm ma jeszcze oszczędności zgromadzone przed pandemią. Ale im dłużej potrwa stan zamrożenia gospodarki, tym gorsza stanie się sytuacja przedsiębiorców. I trudniej będzie im się pogodzić z obowiązkiem zapłacenia podatku od transakcji, za którą jeszcze sami nie otrzymali wynagrodzenia.

– Oszczędności nie wystarczą na długo. Już zauważa się postępujący proces powstawania zatorów płatniczych, który można nazwać efektem domina. Kontrahenci tłumaczą brak zapłaty faktem, iż sami również nie uzyskali środków za własne towary lub usługi. Chyba ostatecznie legł w gruzach mit o tym, że przedsiębiorcy jedynie narzekają na podatki, a w rzeczywistości osiągają wysokie dochody i gromadzą środki kosztem pracowników czy budżetu państwa – dodaje mec. Niczyporuk.

Nie brakuje prognoz, że problemy finansowe przedsiębiorców wywołane kryzysem wpłyną na stan kasy państwa. Nie jest bowiem możliwe, żeby wpływy budżetowe w dobie pandemii utrzymały się na takim samym poziomie jak przed wprowadzeniem ograniczeń. Natomiast przedsiębiorcy, którzy nie będą w stanie regulować swoich zobowiązań podatkowych, już teraz myślą o likwidacji biznesu. Ewentualnie skorzystają z dobrodziejstw postępowania upadłościowego lub restrukturyzacyjnego.

– Takie osoby wrócą do prowadzenia biznesu dopiero po ustabilizowaniu się gospodarki. Nie tylko nie zapłacą podatków, ale również zlikwidują sporo miejsc pracy. W efekcie budżet państwa zostanie pozbawiony znacznej części wpływów. Dodatkowo będzie obciążony koniecznością podstawowego zabezpieczenia finansowego osób bezrobotnych. Zapowiedź takiego stanu rzeczy można zaobserwować już dzisiaj – przekonuje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej słychać też głosy, że istniejący system rozliczeń podatkowych premiuje nie tylko budżet państwa, ale także nieuczciwych kontrahentów. Ci zyskują bowiem możliwość odliczenia podatku VAT czy zaliczenia nieponiesionych jeszcze faktycznie wydatków do kosztów uzyskania przychodów. W ten sposób dochodzi do obniżania rzeczywistych zobowiązań podatkowych. Natomiast system tzw. ulg na złe długi jedynie częściowo minimalizuje ten problem.

– Obecnie obowiązujący system rozliczeń memoriałowych de facto przyczynia się do coraz większego zadłużenia przedsiębiorcy, który nie zapłacił podatku nie ze swojej winy. Można nawet mówić o spirali długów. Nieuregulowane w terminie daniny wiążą się bowiem z obowiązkiem zapłaty stale rosnących odsetek, a także z koniecznością poniesienia wysokich kosztów egzekucji. W skrajnych przypadkach te dodatkowe należności są wyższe niż główne zobowiązanie podatkowe. Często pozostaje więc tylko ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa – mówi Marek Niczyporuk.

Zmiany są konieczne

Wśród przedsiębiorców pojawią się też sugestie, aby poważnie rozważyć wprowadzenie metody kasowej rozliczeń podatkowych jako zasady, a nie wyjątku. W efekcie przedsiębiorcy powinni płacić podatek VAT oraz dochodowy tylko wówczas, kiedy sami otrzymają zapłatę. Z kolei nabywcy towarów lub usług mogliby odliczyć VAT oraz zaliczyć wydatek do kosztów uzyskania przychodów tylko w sytuacji uregulowania kontrahentowi wynagrodzenia z faktury.

– Proponowane rozwiązanie znacznie ograniczy zaangażowanie pracowników organów skarbowych w procesie rozliczania i egzekucji podatków. To niewątpliwie pozytywny skutek dla państwa. Teraz podatnikowi, który nie ma możliwości uregulowania takiego zobowiązania, pozostaje złożenie wniosku o ulgę w spłacie. W praktyce oznacza to odroczenie terminu płatności lub rozłożenie jej na raty. A obecnie wielu wnioskodawców uzasadnia swoje postępowanie właśnie nieotrzymaniem wynagrodzenia za towar lub usługę – analizuje mec. Niczyporuk.

Obowiązujące przepisy dają również możliwość wystąpienia o umorzenie zobowiązania podatkowego. Jednak w praktyce tego rodzaju pomoc jest udzielana niezwykle rzadko. Ponadto nie są jasno określone przesłanki umorzenia zobowiązań. To często prowadzi do niezrozumienia, dlaczego jedni przedsiębiorcy uzyskują umorzenia, a inni – nie.

– Państwo posiada środki potrzebne do wdrożenia metody kasowej dla przedsiębiorców. Te rozwiązania są w stanie zagwarantować pełny nadzór nad prawidłowością rozliczeń podatków. W ostatnich latach wprowadzono JPK, w tym formułę dla monitorowania wyciągów z rachunków bankowych oraz rozliczeń podatku należnego i naliczonego. Funkcjonuje też STIR, czyli system monitorowania przepływów na rachunkach bankowych i w SKOK-ach. Skoro takie narzędzia istnieją, to równie dobrze mogą służyć organom do monitorowania, czy kontrahent zapłacił. A to da odpowiedź, czy podatnik musi uregulować VAT i podatek dochodowy od zrealizowanej transakcji – stwierdza ekspert z Ars AEQUI.

Sceptycy jednak przekonują, że wprowadzenie metody kasowej będzie oznaczać gwałtowny spadek  dochodów z podatków. Ale nie brakuje osób, które twierdzą, że do budżetu już wpływa mniej środków, a ewentualna zmiana nie będzie miała znacznego wpływu na to. Modyfikacji uległaby bowiem w głównej mierze filozofia rozliczeń podatkowych. Jednak nie tylko po stronie podmiotów wystawiających faktury, ale również – nabywców towarów i usług.

– Niekiedy strony umawiają się na znacznie wydłużone terminu płatności, np. roczne. Pomimo takiej sytuacji, faktura może stanowić dla nabywcy podstawę do odliczenia VAT oraz zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów. To praktycznie uniemożliwia stosowanie przepisów o ulgach na złe długi. Wprowadzenie rozliczeń kasowych ograniczy występowanie również tego rodzaju sytuacji. Byłaby to kolejna korzyść dla budżetu państwa – podsumowuje mec. Marek Niczyporuk.

Polacy na kwarantannie – inaczej żyjemy, inaczej wydajemy

Mija kolejny tydzień przymusowej domowej izolacji. Konieczność długotrwałego przebywania w zamknięciu oraz perspektywa dostosowania się do zmienionego świata po kwarantannie wpływają na nasze nawyki i zachowania. A to nie pozostaje bez znaczenia dla całokształtu kondycji ekonomicznej. Jak pokazują dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w szóstym tygodniu pandemii spadek sprzedaży w polskich firmach doszedł już do 46 proc. Nie dziwi więc, że aż 60 proc. badanych zamierza wprowadzić oszczędności w gospodarowaniu wydatkami domowymi. Z drugiej strony, lepiej się wysypiamy, czytamy więcej książek i chętniej pomagamy innym. Mimo wszystko…

– W obecnej sytuacji najdobitniej widać, jak skomplikowany i wzajemnie uzależniony jest system łączący zachowania społeczne i konsumenckie z jednej, z gospodarką z drugiej strony – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Częściej się denerwujemy i myślimy o sensie życia, a rzadziej śmiejemy. Prawie co druga osoba w obawie o swoje zdrowie, paradoksalnie, zrezygnowała z wizyty u lekarza, a co trzecia z rodzinnej imprezy. Zdecydowana większość Polaków zamierza ograniczać zakupy, ale mimo programu oszczędnościowego wielu już zaangażowało się w pomoc innym, a kolejni to planują – wynika z badania wykonanego przez 4P Research Mix. Tego typu zmiana sposobu działania konsumentów wywiera wpływ na gospodarkę, ale jednocześnie jest wynikiem wciąż trwających ograniczeń i przeobrażeń zachodzących na rynku. Spadek wydatków w trakcie pandemii, m.in. konsumenckich, znajduje też odzwierciedlenie w danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Na przełomie marca i kwietnia sprzedaż przedsiębiorstw spadła o 30 proc., a już pod koniec kwietnia, w szóstym tygodniu pandemii, o 46 proc.

Więcej nerwów, mniej uśmiechów

Konieczność pozostawania w domu i ograniczenie kontaktów nie dla wszystkich są łatwe do zniesienia. Do izolacji dochodzi lęk o zdrowie, sytuację budżetu domowego i całej gospodarki. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że nie wszyscy widzą pandemię tak samo. Osób martwiących się najbardziej o zdrowie (34 proc.) jest mniej niż lękających się o to, jakie konsekwencje zdrowotne i finansowe może przynieść koronawirus (45 proc.). A obawy o kondycję domowych budżetów łatwo przekładają się na spadek ogólnego nastroju – większą nerwowość, częstsze myślenie o sensie życia i mniej uśmiechów. Jedna trzecia pytanych twierdzi natomiast, że po prostu… się nudzi.

Są też plusy, co czwarty badany wreszcie się wysypia i czyta więcej książek. Zdania są jednak podzielone, czy rzeczywiście podczas izolacji udaje się robić więcej przyjemnych rzeczy niż zwykle.

Polacy na kwarantannie
Źródło: 4P Research Mix

Co trzeci Polak już komuś pomógł, co czwarty zamierza to dopiero zrobić

Nowa sytuacja jest też okazją nie tylko do pomagania. W zrobienie zakupów, odebranie recepty, przypilnowanie dziecka, wyjście z psem czy przygotowanie komuś posiłku zaangażował się co trzeci z nas. – Co ciekawe, indywidualne postawy i zachowania altruistyczne wydają się przekładać na decyzje niektórych małych przedsiębiorców. Wystarczy chwila, żeby w mediach społecznościowych znaleźć przykłady bezinteresownego zaangażowania choćby restauratorów przygotowujących darmowe posiłki dla pracowników służby zdrowia – mówi Sławomir Grzelczak.

Mniej ubrań, mniej elektroniki, mniej rozrywki

Blokada, którą wirus zaraził gospodarkę, a także dużo czasu spędzanego w domu, bardzo szybko zaczęły zmieniać nawyki zakupowe Polaków i ich nastawienie do wydatków. Tym bardziej, że przy zamkniętych sklepach ograniczyły się mocno możliwości. Jak pokazują dane GUS, w marcu sprzedaż detaliczna spadła w ujęciu rocznym o 9 proc. Najbardziej na pandemii ucierpiał handel odzieżą i obuwiem, a kryzysowi nie poddały się jedynie dwie kategorie: farmaceutyki i kosmetyki oraz żywność, które odnotowały wzrosty sprzedaży.

Dane sprzedażowe znajdują odzwierciedlenie w nastrojach konsumenckich. Jak pokazują badania 4P Research Mix, 63 proc. pytanych nie ograniczyło wydatków na zakupy spożywcze, a 59 proc. wskazało też, że nie oszczędza na artykułach chemicznych i kosmetycznych. Gdy jednak spojrzymy na wydatki przeznaczone na produkty inne niż podstawowe, widać wyraźnie zmianę popytu. 30 proc. pytanych ogranicza wydatki na odzież, a kolejne 28 proc. odkłada je na później. Podobnie jest ze sprzętem RTV i AGD. Pandemia mocno uderzyła też w rozrywkę i kulturę.

wydatki polaków na kwrantannie
Źródło: 4P Research Mix

– Pandemia koronawirusa zawładnęła życiem Polaków. Wpłynęła na zmianę sposobów komunikacji, spędzania czasu oraz przyzwyczajeń zakupowych. Kiedy w połowie marca rząd wprowadził pierwsze restrykcje wynikające z pandemii koronawirusa, Polacy masowo ruszyli do sklepów. Z półek w ekspresowym tempie znikały produkty. Szybko okazało się, że nie robią jednak wielu innych zakupów. Ograniczająco działa zamknięcie większości sklepów stacjonarnych, ale też rosnące obawy o sytuację finansową – mówi Sławomir Grzelczak. – Z przeprowadzonych dla nas badań wynika, że pandemia koronawirusa co dziesiątego Polaka przyprawia o większy lęk o finanse niż o zdrowie, a niemal połowa osób boi się kłopotów budżetu domowego nie mniej niż zdrowotnych. Stąd, gdy w marcu o chęci oszczędzania na zakupach mówiła połowa badanych, już w kwietniu wspominało o tym 60 proc. badanych. 45 proc. planuje zmniejszać największe wydatki, a 15 proc. nawet podstawowe – Nie ma wątpliwości, nowe realia zmieniły nawyki zakupowe konsumentów i coraz więcej Polaków rozważniej podchodzi do wydawania pieniędzy – dodaje.

Po zakupy w czasie pandemii? Tak, ale tylko raz w tygodniu…

Obostrzenia dotyczące gospodarki spowodowały, że połowa kupujących zamiast chodzić częściej po drobne sprawunki, wybiera się na większe zakupy raz w tygodniu, a popularnością większą niż placówki wielkopowierzchniowe czy dyskonty cieszą się lokalne sklepiki. Są też tacy, których ryzyko zakażenia w ogóle powstrzymało od wychodzenia z domu po produkty, które nie są niezbędne.

zakupy podczas kwarantanny
Źródło: 4P Research Mix

– Interesująco prezentują się dane dotyczące nastawienia do zakupów internetowych. Co ósma osoba zaczęła częściej robić zakupy w sieci niż dotychczas, a co 12. kupować tak produkty, w które do tej pory zaopatrywała się w sklepach stacjonarnych – to nie powinno dziwić – mówi Sławomir Grzelczak.

Nie chodzimy do lekarza, nie odwiedzamy rodziny i nie bywamy w kościele

Pandemia wpłynęła też na innego rodzaju decyzje i zachowania Polaków. Wynika to zarówno z obostrzeń wprowadzonych przez rząd, jak i względów osobistych związanych z poczuciem bezpieczeństwa, troską o własne zdrowie, jak i zdrowie bliskich, a także w obawie o finanse.

Nie chodzimy do lekarza, nie odwiedzamy rodziny i nie bywamy w kościele
Źródło: 4P Research Mix

O ile rezygnacja z organizacji imprez rodzinnych przez 33 proc. badanych lub uczestnictwa w praktykach religijnych przez 27 proc. wydaje się mieć racjonalne podstawy, o tyle omijanie gabinetów lekarskich przez 46 proc. stało się paradoksem tych trudnych czasów.

– Pandemia koronawirusa nie opuści nas szybko, a już na pewno nie od razu znikną skutki zamrożenia niektórych gałęzi gospodarki czy naszej izolacji domowej. Dlatego postawy, które teraz kształtują się w społeczeństwie, być może zostaną na dłużej i to na różnego rodzaju płaszczyznach życia – wskazuje Sławomir Grzelczak.

Badanie przeprowadzone przez Quality Watch metodą CAWI na próbie 1064 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Termin realizacji: 3 – 6 kwietnia 2020 roku.

Badanie Omnibus4P, zrealizowane przez 4P Research Mix sp. z o.o., wwww.grupa4p.pl, na reprezentatywnej próbie 1010 Polaków w wieku 18-75 lat, w dniach 25-27 marca 2020 r.

Planowanie strategiczne kluczową umiejętnością w branży PR nie tylko w czasie pandemii. O przyszłości rynku zadecydują młode kadry

Polscy profesjonaliści PR wymagają i oczekują światowych standardów podnoszenia kwalifikacji. – W nadchodzących latach o przyszłości rynku PR będą decydować m.in. młode kadry z kompetencjami odpowiadającymi na rozwój nowych technologii – uważa John Dalton, założyciel London School of Public Relations. Umiejętności planowania strategicznego pozostają kluczem do sukcesu w komunikacji PR. Udowadnia to obecna sytuacja związana z pandemią koronawirusa.

Branża PR zyskuje na znaczeniu i przesuwa się do obszaru biznesowego doradztwa strategicznego. Potwierdza to ostatni „World PR Report 2020” ICCO, z którego wynika, że 46 proc. ankietowanych CEO i dyrektorów agencji PR uznaje doradztwo strategiczne – obok zarządzania reputacją korporacyjną – za główny motor wzrostu branży w perspektywie nadchodzących pięciu lat.

Agencje PR stają się połączeniem agencji komunikacyjnych i doradczych w kwestii zarządzania. Ewolucja w branży PR polega na przejściu od relacji z mediami w kierunku doradztwa, bazowania na wnioskach z analiz behawioralnych oraz działalności w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Na całym świecie agencje PR dążą do poszerzenia swojej oferty dla klientów, ponieważ tradycyjna rola public relations podległa przekształceniom za sprawą technologii, a podmioty z branży starają się do nich dostosować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes John Dalton, założyciel London School of Public Relations.

Jak ocenia, to właśnie umiejętność strategicznego planowania i przewidywania będzie jedną z kluczowych kompetencji w zawodzie PR-owca w nadchodzących latach.

Planowanie na podstawie scenariuszy jest nową, ale bardzo ważną umiejętnością, podobnie jak współpraca w zespołach i wielozadaniowość. Nadal potrzeba też podstaw: oczytania, umiejętności pisania dobrych materiałów, przygotowywania komunikatów i ich odpowiedniego ukierunkowania – podkreśla ekspert.

PR jest interdyscyplinarnym zawodem łączącym wiele cennych kompetencji przydatnych na współczesnym rynku pracy. Jak wynika z „World PR Report 2020”, w perspektywie nadchodzącej dekady najbardziej pożądanymi umiejętnościami będą m.in. research i planowanie (44 proc.) oraz analiza danych i mierzenie efektów działań PR-owych (42 proc.). Branża spodziewa się jednak problemów z rekrutowaniem specjalistów o takich kompetencjach.

Dane stają się już wszechobecne w branży komunikacji, więc zdolność do formułowania wniosków na ich podstawie jest bardzo ważna – mówi John Dalton. – Na znaczeniu nie straciła też umiejętność autoprezentacji. Mam do czynienia z wieloma prezentacjami i często zastanawiam się, kto uczył ich autorów. Komunikacja wizualna i umiejętności prezentacji wciąż mają kluczowe znaczenie.

Podkreśla, że umiejętność zaprezentowania się odbiorcy w ciągu kilku minut i przekazania mu odpowiednich treści w sposób zwięzły i przekonujący jest jedną z kluczowych kompetencji. PR-owcy muszą umieć szybko i sprawnie dzielić się informacją, tymczasem wiele młodych osób zaczyna karierę w branży PR bez odpowiedniego przygotowania i nie ma tej podstawowej kompetencji.

Moją radą dla młodych ludzi, którzy chcą wejść do branży PR, jest, aby byli wytrwali. Jeśli chcą odnaleźć się w tej branży – co nie jest łatwym zadaniem ze względu na dużą konkurencję – muszą rozwijać swoje kompetencje w zakresie mediów społecznościowych, stawać się kimś w rodzaju mikroinfluencerów. Nie można wejść do tej branży bez obecności w social mediach – wskazuje Założyciel London School of Public Relations. – Trzeba też mieć wiedzę o branży, dużo czytać, orientować się w bieżących wydarzeniach i w tym, co dzieje się w mediach – zarówno społecznościowych, jak i tradycyjnych, być na bieżąco z sytuacją geopolityczną na poziomie lokalnym i krajowym. Kluczowe są ciekawość intelektualna i rozumienie ludzkich zachowań. Coraz większe znaczenie będą odgrywać też zdolności matematyczne i analiza danych.

John Dalton przyjechał do Polski z okazji uruchomienia kolejnej edycji Akademii LSPR – programu szkoleń prowadzonego wspólnie z polskim Związkiem Firm Public Relations.

Skoncentrowaliśmy się na powiązaniach między grupą edukacyjną LSPR a ZFPR, aby znaleźć unikalne możliwości zdobywania wiedzy. Wymieniamy się kapitałem intelektualnym, razem możemy kształtować przyszłość w zakresie najważniejszych kompetencji dla osób, które chcą rozpocząć bądź są na początku kariery w branży komunikacji. Wnosimy doświadczenie i wiedzę nie tylko z Londynu, ale również z całego świata, ponieważ London School of Public Relations to podmiot globalny, natomiast ZFPR ma dogłębną wiedzę o polskim rynku – mówi.

Jak podkreśla, Akademia LSPR i ZFPR tworzą nową, dynamiczną ofertę edukacyjną na miarę tej dekady XXI wieku.

 – Poprzez udział w programie edukacji można uzyskać praktyczną wiedzę i umiejętności oraz kształcić kompetencje, które umożliwiają bardziej efektywne wykonywanie zawodu stratega – konsultanta PR – dodaje założyciel London School of Public Relations.

Poprawia się dostęp do masek, kombinezonów i środków do dezynfekcji. Do Polski trafiają kolejne transporty z Chin

Eksperci podkreślają, że poprawia się zarówno dostęp, jak i ceny masek, kombinezonów i środków do dezynfekcji. Do Polski przylatują kolejne transporty z Chin. 1 maja na warszawskim Lotnisku Chopina wylądował trzeci największy samolot świata – Antonow An-124 „Rusłan”. Na  jego pokładzie znalazło się 100 ton artykułów medycznych, m.in. maseczek, kombinezonów, rękawiczek i termometrów, które trafią do szpitali i aptek. To ósmy samolot z tego typu produktami sprowadzony przez Grupę Neuca. – Tak ogromne transporty to nie lada wyzwanie – mówi Ryszard Grzebielucha, prezes Polfrost Internationale Spedition, która odpowiadała za organizację lotu.

– W tym transporcie znalazły się wyroby medyczne i środki ochrony osobistej, które ściągamy do Polski, żeby dystrybuować je do aptek i szpitali oraz by wspomóc odmrażanie gospodarki poprzez udostępnienie ich firmom, które chciałyby je zakupić. To jest nasz ósmy – i nieostatni – taki transport – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Nawrocki, dyrektor operacyjny Synoptis Industrial, spółki należącej do Grupy Neuca.

Wyczarterowany samolot Antonow An-124 „Rusłan” z czteroosobową załogą wylądował na warszawskim Okęciu 1 maja rano w ramach mostu powietrznego z Chin. Przywiózł na pokładzie 100 ton materiałów medycznych, zamówionych przez Grupę Neuca, które wesprą walkę z koronawirusem. Wśród nich kombinezony medyczne, maseczki, termometry i rękawiczki.

W marcu widzieliśmy w Polsce duże braki masek, kombinezonów, środków do dezynfekcji oraz spekulacyjny wzrost cen. W tej chwili poprawiła się dostępność tych produktów, szczególnie w aptekach, oraz ich dostępność cenowa ­– mówi Tomasz Nawrocki.

Polfrost zadeklarował przywieźć cały ładunek artykułów medycznych w jednym rejsie. Aby akcja się powiodła, wyczarterował „Rusłana” od rosyjskiej linii lotniczej Volga-Dnepr i wdrożył swoją autorską metodę załadunku „loadplan”, która umożliwia wypełnienie samolotu po brzegi na specjalnie zaprojektowanych paletach. W ten sposób wypełnił do granic możliwości ponad 600 m3 jego powierzchni .

W tym przypadku opracowaliśmy specjalny schemat załadunkowy, żeby optymalnie wykorzystać przestrzeń ładunkową samolotu. Łącznie zmieściło się w nim 100 ton na ponad 600 m3, to jest około ośmiu TIR-ów – mówi Ryszard Grzebielucha, prezes Polfrost Internationale Spedition. – Ten transport trzeba było zorganizować szybko. W ciągu kilku dni musieliśmy znaleźć i podstawić samolot, a największym problemem było załadowanie do niego towaru i wymyślenie takiego systemu, żeby cały zmieścił się w jednym samolocie.

Antonow An-124 „Rusłan” to jeden z trzech najpotężniejszych i najcięższych samolotów na świecie – plasuje się za Antonowem 225 „Mrija” i Airbusem A380. Transport 100 ton artykułów medycznych do Polski udało się zorganizować raptem w pięć dni, z czego dobę trwał sam załadunek na lotnisku w Szanghaju. Rozładunek „Rusłana” na warszawskim Okęciu zajął kilka godzin.

– Załadunek i rozładunek takiego samolotu trwa długo dlatego, że nie jest to standardowy ładunek w kontenerach lotniczych, tylko towar na paletach, który musi być wywożony, składowany, sztauowany – wyjaśnia Ryszard Grzebielucha.

W związku z tym dużym wyzwaniem jest skompletowanie odpowiedniego zespołu obsługi lotniskowej, który zajmie się załadunkiem i rozładunkiem.

Taki samolot stwarza dużo większe problemy niż maszyna o mniejszych gabarytach – podkreśla prezes Polfrost Internationale Spedition.

Czterosilnikowa maszyna zajmuje na płycie lotniska tyle miejsca, ile kilka samolotów pasażerskich. Ma 69 metrów długości i rozpiętość skrzydeł przekraczającą 73 metry, jej masa startowa wynosi prawie 400 ton. Tak wielkie samoloty są wykorzystywane do transportowania tego, co nie mieści się w ładowniach mniejszych maszyn, np. samochodów ciężarowych, czołgów czy śmigłowców.

 Ten samolot to wojskowa konstrukcja z lat 80., dzisiaj wykorzystywana do lotniczego transportu cargo, m.in. do celów wojskowych – mówi Ryszard Grzebielucha. – Takie transporty są organizowane rzadko, tak dużymi samolotami przewozi się zwykle towary wielkogabarytowe, ale w dzisiejszej rzeczywistości, w czasach walki z koronawirusem, są to głównie duże liczby maseczek, rękawiczek, środków ochrony osobistej. Organizacja takich transportów to nasz wkład w walkę z COVID-19. Jesteśmy dziś niejako na wojnie i wypełniamy swoją misję, przewożąc towary, które pomagają zwalczyć pandemię.

Nowe zastosowania dronów pomogą w walce z koronawirusem. Pandemia może przyspieszyć rozwój tego rynku

Drony są wykorzystywane do walki z pandemią koronawirusa, np. do monitorowania obszarów objętych zakazami gromadzenia i przemieszczania się. Mogłyby też wykonywać inne, bardziej skomplikowane zadania, np. transportować medykamenty czy próbki krwi do laboratoriów, ale takie rozwiązania wymagają odpowiednich narzędzi prawnych i organizacyjnych. Zmiany w tym kierunku stopniowo następują. W ubiegłym tygodniu miał miejsce pierwszy w Polsce lot drona, którym przewieziono próbki do badań na obecność wirusa SARS-CoV-2.

– Drony są wykorzystywane w polskich służbach, np. w Policji i Straży Pożarnej, już od kilku lat i cały czas rozwijają się pomysły, jak z nich najefektywniej korzystać. Okres pandemii SARS-CoV-2 przyspiesza ten proces, znajduje się w nim nowe zastosowania dronów albo nowe konteksty dla tych już istniejących – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Ryzenko, kierownik Centrum Informacji Kryzysowej w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk.

Na całym świecie drony są już szeroko wykorzystywane do walki z pandemią SARS-CoV-2. Przykładowo, w Singapurze czy na Tajwanie wspierają służby medyczne w transportowaniu potrzebnych materiałów, a służby porządkowe – w kontrolowaniu osób przebywających na domowej kwarantannie. W Chinach dronów używano m.in. do rozpylania środków dezynfekujących. Maszyny z podczepionymi megafonami informowały też o stanie zagrożenia, przypominając o konieczności noszenia masek ochronnych. Bezzałogowe statki wyposażone w kamery termowizyjne pomagają z kolei władzom w kontrolowaniu dużych grup ludzi i namierzaniu tych z podwyższoną temperaturą ciała, którzy następnie byli poddawani testom na koronawirusa.

Także w Polsce drony są już wykorzystywane m.in. przez Policję do monitoringu obszarów objętych zakazami poruszania się, takich jak parki, bulwary czy plaże.

Na dronie jest kamera, co umożliwia spojrzenie z góry, skąd widać więcej. Możemy się zorientować, w jaki sposób zachowują się ludzie, czy gromadzą się tam, gdzie nie powinni. Dron pozwala zobaczyć zachowania całych grup ludzi. Przykładowo, widzimy, że gromadzą się nad brzegiem rzeki. Patrząc z góry, dostrzegamy, że nie są to jednostkowe przypadki, co nasuwa wniosek, że ponieważ w warunkach pandemii jest to działanie szkodliwe, trzeba coś z tym zrobić – mówi Jakub Ryzenko.

Jak podkreśla, bezzałogowe maszyny z powodzeniem mogłyby też być wykorzystywane np. do transportu niewielkich ładunków, np. medykamentów, pomiędzy placówkami medycznymi czy próbek krwi do laboratoriów. Jednak dziś w Polsce nie ma właściwych rozwiązań organizacyjnych ani prawnych, które by to umożliwiały.

– Gdyby ta pandemia zdarzyła się za dwa–trzy lata, prawdopodobnie mielibyśmy już gotowe rozwiązania. W ostatnim roku były już prowadzone takie eksperymenty. Łatwo sobie wyobrazić drony sprawnie transportujące niewielkie ładunki, np. medykamenty, krew czy próbki, choć z pewnymi zastrzeżeniami, bo to jest materiał potencjalnie niebezpieczny i tutaj trzeba by być ostrożnym. Jednak to jest transport szybki, nienarażający ludzi na kontakt z przewożoną substancją, zapewniający zdolność do bardzo dynamicznego reagowania – mówi ekspert.

29 kwietnia w Warszawie po raz pierwszy użyto drona do transportu próbek krwi do badań na obecność koronawirusa. Przetransportowano je ze szpitala MSWiA przy Wołoskiej do Centralnego Szpitala Klinicznego UCK WUM przy Banacha. Jak podkreśla Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, polska branża jest gotowa do realizacji takiej nowatorskiej usługi w miastach i pomiędzy miastami. Wcześniej takie loty testowano na poligonie Centralnoeuropejskiego Demonstratora Dronów na Śląsku.

Co istotne, Polska jest jednym z europejskich liderów w kwestii legislacyjnego uregulowania rynku dronów, a rynek dynamicznie się rozwija. Na początku ubiegłego roku weszło w życie rozporządzenie, które określa zasady lotów poza zasięgiem wzroku (BVLOS), i był to jeden z pierwszych tego typu aktów prawnych w Europie. Z kolei w marcu Polska Agencja Żeglugi Powietrznej wdrożyła też pierwszy w Europie cyfrowy system do koordynacji lotów bezzałogowych statków powietrznych i zarządzania wnioskami oraz zgodami na loty w polskiej przestrzeni powietrznej (PansaUTM).

W związku z pandemią SARS-CoV-2 na początku kwietnia agencja wystosowała apel z zaproszeniem do współpracy dla operatorów dronów, którzy chcą pomóc w walce z rozprzestrzenianiem się koronawirusa. Odpowiedziało na niego prawie 750 jednostek z całej Polski – w ciągu raptem czterech dni operatorzy zgłosili ponad 20 tys. możliwych do wykonania usług.

 Jestem przekonany, że konstruktorzy dronów potrafią je dostosować i szybko zareagować, ale najpierw musi zostać określona potrzeba. Mamy ogromną pulę pomysłów, co można by zrobić, żeby drony faktycznie były wykorzystywane z korzyścią dla służby zdrowia – mówi kierownik Centrum Informacji Kryzysowej w CBK PAN.

Eksperci PAŻP dokonali przeglądu zgłoszeń od operatorów z całej Polski i przesłali je do Ministerstwa Infrastruktury do dalszej analizy. Najwięcej propozycji skierowanych do agencji dotyczyło filmowania zwykłego, HD i 4K (razem 3918) oraz usług takich jak inspekcja techniczna, loty patrolowe, nadzorcze i poszukiwawcze czy dokumentowanie postępu prac.

 Ta pandemia i sposoby walki z nią, które rozwijamy, często improwizując, wiele nas uczą. Jestem przekonany, że gdybyśmy z podobną sytuacją mieli do czynienia za kilka lat, wtedy spektrum zadań realizowanych przez drony byłoby dużo szersze: od obserwacji po transport i innego typu zadania, których jeszcze nawet sobie nie wyobrażamy, ale dzisiaj właśnie je wymyślamy – mówi Jakub Ryzenko.

Branża paliwowa spodziewa się stopniowego odbicia w sprzedaży. Pandemia może jednak odsunąć w czasie niektóre inwestycje

Spadek sprzedaży paliw na stacjach w marcu sięgnął 12,5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Statystyki za kwiecień najprawdopodobniej nie będą jeszcze optymistyczne, ale sytuacja w branży paliwowej stabilizuje się – zarówno w kwestii sprzedaży paliw, jak i funkcjonowania w ramach restrykcji wprowadzonych przez rząd. – Obserwujemy także spadek sprzedaży produktów gastronomicznych, ale towarzyszy temu wzrost obrotów w asortymencie sklepowym – mówi Filip Puchalski, dyrektor ds. operacyjnych stacji paliw MOYA.

Duże spadki sprzedaży zaobserwowaliśmy w drugiej połowie marca, nie tylko w odniesieniu do paliw, ale także w sprzedaży pozapaliwowej. Powodami były mniejsza liczba klientów oraz dość nieufne podejście społeczeństwa do bezpieczeństwa w obiektach handlowych – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Filip Puchalski, dyrektor ds. operacyjnych stacji paliw MOYA, członek zarządu Anwim SA. – W pierwszych tygodniach po ogłoszeniu pandemii byliśmy zobowiązani wprowadzić szereg różnego rodzaju zasad i procedur postępowania, zarówno wewnątrz obiektów stacyjnych w zakresie bezpieczeństwa pracy, jak również w kontakcie z klientami na stacjach, m.in. dezynfekcję dystrybutorów i stanowisk kasowych. Dzisiaj sytuacja jest już opanowana i w miarę spokojnie patrzymy w przyszłość.

Choć kwiecień był kolejnym miesiącem, który przyniósł niekorzystne wyniki, a spadki sprzedaży paliw pogłębiły się, jego druga połowa – czyli okres poświąteczny – przyniosła nadzieję na poprawę.

Wynika to z luzowania różnego rodzaju obostrzeń dotyczących społeczeństwa, ale także tych funkcjonujących w branży – ocenia Filip Puchalski. – Większa przepustowość klientów w sklepach, złagodzenie ograniczeń w przemieszczaniu się i poprawa pogody spowodowały, że ludzie chętniej wychodzą na zewnątrz i częściej podróżują. W związku z tym można się spodziewać, że popyt na paliwa będzie wzrastał.

Jak przyznaje, największe spadki sprzedaży zanotowano na stacjach działających w miastach, gdzie mieszkańcy mogli przejść w tryb pracy zdalnej, więc ograniczyli dojazdy do pracy. Z kolei na stacjach zlokalizowanych przy trasach lub w mniejszych miejscowościach sprzedaż nie była znacząco mniejsza. Tym bardziej że marzec i kwiecień to dodatkowo okres wzmożonych prac w rolnictwie, co generowało popyt na paliwa.

Obserwujemy, że popyt na paliwa wciąż jest niski – uściśla dyrektor ds. operacyjnych MOYA. – Jednak korzystne ceny hurtowe pozwalają poszczególnym stacjom nieco zrekompensować straty wynikające z niskich obrotów. Obecnie branża funkcjonuje w miarę stabilnie, wspieramy się w ramach różnych grup i stowarzyszeń, wymieniamy doświadczenia i zastanawiamy się wspólnie, co jeszcze możemy poprawić na stacjach paliw tak, aby klienci i sprzedawcy czuli się bezpieczniej.

Jednym ze sposobów było wprowadzenie do sprzedaży nowego asortymentu produktów: płynów i akcesoriów do dezynfekcji, maseczek i rękawiczek, czyli towarów, na które jest duże zapotrzebowanie.

– Co ciekawe, zanotowaliśmy spory, bo aż 20-proc. wzrost sprzedaży sklepowej w porównaniu do ubiegłego roku. Jest to związane m.in. z wprowadzeniem do oferty na większości stacji asortymentu środków ochronnych oraz z poprawą pogody, która stymuluje sprzedaż napojów – dodaje Filip Puchalski. – Odczuliśmy za to spadki sprzedaży w gastronomii. Wynika to przede wszystkim z tego, że ludzie mniej się przemieszczają, a podczas pobytu na stacji paliw starają się jak najszybciej zrealizować płatność za paliwo, aby nie przebywać w obiekcie dłużej, niż jest to absolutnie konieczne. Widzimy, że asortyment produktów gastronomicznych na stacjach większości sieci w Polsce został znacznie zredukowany.

Ekspert zakłada, że w perspektywie kilku najbliższych miesięcy branża paliwowa prawdopodobnie wyjdzie na prostą. Poprawy można oczekiwać zarówno w kwestii sprzedaży, jak i zaufania klientów wobec bezpieczeństwa zakupów w obiektach handlowych i na stacjach paliw. Sprzedaż paliw powinna wzrosnąć w okresie wakacyjnym. Jednak w ciągu najbliższych czterech–pięciu miesięcy najpewniej nie wróci do poziomu sprzed kryzysu. Możliwe, że nastąpi to pod koniec tego albo na początku przyszłego roku. Tym bardziej że sytuacja jest bardzo dynamiczna, a ryzyko powrotu pandemii koronawirusa jesienią lub zimą utrudnia wszelkie prognozy.

Obecnie perspektywy dla branży paliwowej są na pewno lepsze niż w ostatnich tygodniach marca. Odmrażanie gospodarki w najbliższym czasie zdecydowanie ułatwi nam funkcjonowanie. Zakładamy, że w przyszłości nastąpi recesja, choć trudno przewidzieć jej rozmiary i wpływ na naszą branżę – zaznacza członek zarządu Anwim.

Branży paliwowej najprawdopodobniej nie ominie redukcja etatów. Z tym problemem będą musiały się zmierzyć głównie mniejsze firmy, które mają dzisiaj o wiele mniej narzędzi do tego, aby się bronić przed kryzysem.

Jakość obsługi klientów, szczególnie w tej trudnej sytuacji, jest ostatnią kwestią, którą można zaniedbać. Redukcja etatów na stacjach prędzej czy później odbije się na tej jakości, wizerunku sieci i postrzeganiu całej branży. Dlatego należy się bronić przed tym, aby nie obniżyć standardów obsługi klienta wypracowanych w ostatnich latach – podkreśla Filip Puchalski.

Branża spodziewa się także przejściowych problemów z realizacją inwestycji, związanych m.in. z tym, że wydłuża się okres wydawania decyzji administracyjnych, pozwoleń na budowę czy użytkowanie. Na to mogą się również nałożyć problemy firm budowlanych.

– Zakładamy jednak, że plany inwestycyjne, które zostały podjęte przez naszą branżę, będą realizowane, ponieważ są elementem długoterminowej strategii rozwoju – uważa ekspert.

Pandemia stworzyła szansę dla rozwoju e-sportu. W niektórych aspektach zastąpił sportowe rozgrywki

Wybuch pandemii koronawirusa doprowadził do zawieszenia większości rozgrywek sportowych. Odwołano mecze, turnieje i wyścigi, przełożono nawet igrzyska olimpijskie, aby nie narażać sportowców i kibiców na zarażenie się SARS-CoV-2. W tej sytuacji na popularności zyskują rozgrywki e-sportowe, które przyciągają zarówno zawodowych graczy, jak i sportowców zamieniających fizyczne areny na ich cyfrowe odpowiedniki. – Kluby sportowe nie zastąpią swojego źródła przychodów źródłami wirtualnymi, natomiast z całą pewnością jest to czas gamingu i e-sportu – mówi Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management Polska.

– Kluby i ligi tworzą rozgrywki wirtualne, poszukują nowych formatów, udostępniają materiały archiwalne, ale to są zaledwie substytuty tego, czego oczekują kibice. Nie mogą wygenerować ani tak dużego strumienia przychodów, ani nawet w małym stopniu zastąpić swojej naturalnej, tradycyjnej działalności sportowej działalnością wirtualną. Mogą spróbować spożytkować ten czas na poprawienie szeroko rozumianej kondycji wirtualnej, nie zastąpią jednak swojego źródła przychodów źródłami wirtualnymi. Jednak z całą pewnością to jest czas dla szeroko rozumianego e-sportu i gamingu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Kita, prezes zarządu Sport Management Polska.

E-sport nie jest w stanie w pełni zrekompensować emocji związanych z kibicowaniem na stadionach, ale ta forma rozrywki przyciąga coraz większą rzeszę odbiorców. Jego potencjał docenił m.in. Polski Komitet Sportów Nieolimpijskich, który przyjął do swojego grona Polski Związek Sportów Elektronicznych. Tym samym e-sport został uznany za jedną z pełnoprawnych  dyscyplin sportowych obok m.in. tańca sportowego, squasha czy parkouru.

To ważny krok na drodze do upowszechnienia się sportów elektronicznych w Polsce i zwiastun zmian, jakie zachodzą na całym świecie. O ich popularności najlepiej świadczy nowy rekord oglądalności ustanowiony przez tegoroczny finał Intel Extreme Masters w Katowicach. Chociaż z powodu zagrożenia epidemicznego turniej zamknięto dla publiczności na dzień przed startem IEM, finałowy mecz w Counter-Strike: Global Offensive śledziło w sieci przeszło milion widzów.

Po sporty elektroniczne sięgnęli także sami sportowcy. Odcięci od zmagań w rzeczywistym świecie, postanowili zapewnić rozrywkę swoim kibicom. W Polsce z taką inicjatywą wyszły m.in. kluby Ekstraklasy, które w ramach akcji „Ekstraklasa HASHZostanWDomu z FIFA20” wyłoniły swoich reprezentantów do rozegrania wirtualnej kolejki piłkarskiej. Pod koniec marca zawodowi sportowcy zmierzyli się w grze FIFA 20 z graczami e-sportowymi.

– W e-sporcie są już konkretne, sformalizowane zasady, regulaminy, mistrzostwa. Pandemia koronawirusa może doprowadzić do radykalnej zmiany systemowej – e-sport i gaming mogą rozwinąć się na znacznie większą skalę. Koronawirus może stać się swoistym game changerem dla tego rynku. Pojawiają się projekty sięgające poza dotychczasowe grupy społeczne. Została zaprezentowana np. Grarantanna Cup, którą m.in. promował Andrzej Duda na swoim profilu tik-tokowym. E-sport staje przed olbrzymim wyzwaniem, być może przed największym w swojej historii, czyli przed powszechną popularyzacją. Wymaga to jednak unikalnej, specjalistycznej komunikacji, przekazów specjalnie przygotowanych dla nowych grup. A tego niestety brakuje  – twierdzi ekspert.

Potencjał e-sportu doceniły także telewizyjne kanały sportowe. W pierwszych dniach pandemii, tuż po odwołaniu rozgrywek i zawodów, sytuacja zmusiła nadawców do transmitowania powtórek, aby zapełnić ramówkę. Zawody e-sportowe okazały się dobrym materiałem zastępczym – stacja Fox podjęła decyzję o zrelacjonowaniu wyścigów  eNASCAR iRacing Pro Invitational Series na antenie kanału FS1. Pierwsza transmisja przyciągnęła przed telewizory najwięcej widzów spośród wszystkich programów wyemitowanych w tym dniu.

O rosnącej popularności branży gamingowej świadczy także wielki wzrost zainteresowania platformą Twitch. Według analiz przeprowadzonych przez  TwitchTracker w marcu oglądalność streamów gamingowych na niej wzrosła aż o 31 proc.

– Poprzedni rok w Polsce przyniósł istotne zmiany dla e-sportu, który zaczął wreszcie wpływać do mainstreamu i być znacznie mocniej dostrzegany. Ale okazuje się, że różnice pokoleniowe są nadal silne. Istnieje głęboka wyrwa pomiędzy pokoleniem w wieku 13–18 lat a starszymi. Większość osób 35+ i starszych nie widzi rynku e-sportu. Przymusowa kwarantanna to jest ten moment, kiedy e-sport i gaming może zostać nie tylko dostrzeżony i doceniony, ale nawet lepiej zrozumiany i skonsumowany. Gaming ma tysiące twarzy i możliwości: to świat wielu gier i aktywności o charakterze rozrywkowym i sportowym. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. – podsumowuje Grzegorz Kita.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku gier e-sportowych w 2018 roku wyniosła 926 mln dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie do 2,17 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 18,61 proc.

Głębokie załamanie konsumpcji

Dynamika konsumpcji spadnie do -20,0% w II kw. licząc rok do roku. Rozpoczął się głęboki regres, bo jeszcze po okresie styczeń-marzec dynamika zmian wynosiła 0,0%.

– Nasze prognozy opieramy o rzeczywiste dane, które znamy z początku kwietnia, a związane są z transakcjami kartami płatniczymi oraz BLIK-iem – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski SA. – Poprzednie takie nasze analizy wykazywały wysoką korelację z danymi publikowanymi później przez GUS.

Wsparciem dla tej prognozy są opublikowane pod koniec kwietnia wyniki badań koniunktury konsumenckiej. W kwietniu odnotowano znaczące pogorszenie zarówno obecnych, jak i przyszłych nastrojów konsumenckich w stosunku do poprzedniego miesiąca. Bieżący Wskaźnik Koniunktury Konsumenckiej obniżył się do najniższego poziomu od marca 2004 r., a Wyprzedzający Wskaźnik Koniunktury Konsumenckiej spadł do najniższego poziomu w historii.

Sprzedaż detaliczna w Polsce zmniejszyła się w marcu w cenach bieżących o 7,1% r/r wobec wzrostu o 9,6% w lutym. Dynamika sprzedaży liczonej w cenach stałych spadła w marcu do -9,0% r/r wobec 7,3% w lutym.

Głównym czynnikiem oddziałującym w kierunku spadku sprzedaży detalicznej w marcu było zamknięcie szkół i galerii handlowych w połowie marca w ramach restrykcji nakładanych przez rząd mających na celu ograniczanie rozprzestrzeniania się epidemii COVID-19. Takie działania znalazły odzwierciedlenie w załamaniu sprzedaży w większości kategorii. Spadek sprzedaży detalicznej był ograniczany przez dokonywanie zapasów przez gospodarstwa domowe oraz większy popyt na środki czystości, leki, etc.

W kwietniu, wspomniane czynniki wspierające sprzedaż detaliczną już nie występowały, co przyczyni się do pogłębienia tempa jej spadku najprawdopodobniej do dwucyfrowego poziomu. Dane GUS mogą przeszacowywać skalę załamania obrotów w handlu detalicznym w marcu, ponieważ nie uwzględniają sprzedaży w firmach zatrudniających poniżej 10 osób (np. sklepy osiedlowe, czy część sklepów internetowych). W warunkach epidemii te kanały sprzedaży cieszyły się najprawdopodobniej większym zainteresowaniem klientów, co oznacza, że rzeczywisty spadek obrotów w handlu detalicznym był prawdopodobnie mniejszy niż ten zaraportowany przez GUS.

– Dane GUS mogą w mniejszym stopniu obejmować sprzedaż przez internet, jednak GUS stara się te dane uwzględnić – wyjaśnia K.Jaworski. – W kwietniu spadek sprzedaży detalicznej okaże się dwucyfrowy, a spadek konsumpcji będzie jeszcze większy bo przecież dotyczy także usług.

Czy spam może być uznany za naruszenie dóbr osobistych

Pojęcie „spamu” nie ma bezpośredniej definicji legalnej. Najbliższe istocie tego terminu zdaje się być określenie, którym posługuje się ustawodawca w art. 10 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W świetle przywołanego przepisu „zakazane jest przesyłanie niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy będącego osobą fizyczną za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w szczególności poczty elektronicznej”. Nie sposób zaprzeczyć, że tego typu wiadomości z informacjami, które bez wątpienia nie zostały przez nas zamówione, zapełniają nasze skrzynki e-mailowe każdego dnia. Niemniej, czy taka uciążliwość ingeruje w naszą prywatność na tyle, aby można ją było uznać za naruszenie dóbr osobistych?

Teoria i praktyka

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w opracowanym przez siebie zbiorze porad „Konsument w Sieci” zwraca uwagę, że choć spam najczęściej kojarzy się z wysyłką niechcianych wiadomości za pośrednictwem poczty elektronicznej, to w rzeczywistości ma dużo szerszy zakres. A zatem, oprócz przesyłek kierowanych do odbiorców drogą e-mailową, za spam należy uznać również komunikację o treści reklamowej, marketingowej czy handlowej przekazywaną w szczególności poprzez: połączenia telefoniczne, wiadomości SMS, komunikatory internetowe, media społecznościowe czy strony www w formie pojawiających się pop-upów. Oczywiście nie jest to wyliczenie enumeratywne. Aby sklasyfikować korespondencję jako spam, musi ona spełnić kumulatywnie następujące przesłanki:

  • może być kierowana do znacznej liczby osób z uwagi na uniwersalną i zasadniczo neutralną treść – nie jest wiadomością zindywidualizowaną;
  • adresat nie udzielił nadawcy uprzedniej, świadomej, wyraźnej zgody na otrzymywanie tych wiadomości;
  • okoliczności dowodzą dysproporcji korzyści – oznacza to, że potencjalne korzyści nadawcy związane z wysyłką korespondencji są większe niż te, które może w związku z tym pozyskać odbiorca wiadomości.

Niemniej jednak zdecydowanie najczęściej warunki te spełniają wciąż wiadomości e-mail, na których skupimy się w dalszej części tekstu.

Brak wiadomości to… dobra wiadomość?

Mając powyższe na uwadze, można zaryzykować stwierdzenie, że spam, mimo iż dokuczliwy i częstokroć nadmierny, nie jest zjawiskiem, w towarzystwie którego nie da się żyć. Co więcej, wielu użytkowników Internetu przywykło, a nawet uznaje ten rodzaj marketingu za akceptowalny. Okazuje się jednak, że nie jest to pogląd w pełni podzielany, a wiele osób ma na ten temat zdanie zgoła odmienne. Za przykład najzagorzalszych przeciwników tych wiadomości należy podać odbiorców, którzy poczuli się dotknięci spamem w znacznym stopniu, ubiegając się w związku z tym o zadośćuczynienie za naruszenie szeregu dóbr osobistych, do czego ich zdaniem doszło w konsekwencji otrzymanego spamu.

Dobra bardzo osobiste

Na gruncie polskiego porządku prawnego kwestię dóbr osobistych oraz ich ochrony regulują w znacznej mierze przepisy Kodeksu cywilnego. Do kodeksowego (otwartego) katalogu tych wartości należą: zdrowie, wolność, cześć, swoboda sumienia, nazwisko lub pseudonim, wizerunek, tajemnica korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukowa, artystyczna, wynalazcza i racjonalizatorska. Na pierwszy rzut oka na próżno doszukiwać się tutaj prawa do „nieotrzymywania niezamówionych wiadomości” czy też do „przejrzystości skrzynki elektronicznej”. Tym niemniej w omawianym szeroko w ostatnim czasie wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w Warszawie za naruszenie dóbr osobistych uznany został nie tyle uporczywy i notoryczny spam, ile jednorazowa wysyłka wiadomości reklamowej (sic!).

Stan faktyczny

Przywołany wyżej Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli w Warszawie wyrokiem z dnia 24 stycznia 2019 r. zasądził od pozwanego na rzecz strony powodowej kwotę w wysokości 500 zł tytułem zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych, do którego doszło w wyniku otrzymywania wiadomości e-mail, którą zakwalifikowano jako spam. Stosownie do stanowiska powoda, z uwagi na nagminne otrzymywanie niechcianych przesyłek mailowych czuł się on pokrzywdzony z uwagi na okoliczność, że proceder ten uniemożliwiał mu bezproblemowy użytek posiadanego przez niego sprzętu elektronicznego, takiego jak komputer oraz smartfon. Twierdził on również, iż aby zminimalizować skutki spamu, zmuszony był do ciągłego usuwania licznych wiadomości, która to czynność była nie tylko niezwykle czasochłonna, ale też stwarzała ryzyko, że przez przypadek skasowaniu mogła ulec inna, istotna wiadomość. Ponadto powód utrzymywał, że regularne odbieranie tych nieoczekiwanych e-maili burzyło jego wewnętrzny spokój, a co za tym idzie – określone dobra osobiste: prawo do prywatności, prawo do nienaruszalności psychicznej, jak również prawo do wolności. Nie bez znaczenia dla rezultatu tej sprawy pozostawało stanowisko pozwanego, w świetle którego był on nadawcą tylko jednej z wiadomości, na które powoływała się strona powodowa.

Co na to sąd?

Argumenty pozwanego nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Sąd orzekł na rzecz powoda zadośćuczynienie za krzywdę doznaną przez niego z tytułu otrzymania niepożądanej korespondencji w żądanej przez powoda wysokości. W treści uzasadnienia zaznaczono, iż nawet pojedyncza wiadomość e-mailowa, jeżeli nosi cechy spamu, narusza dobra osobiste jej adresata. Sąd skonkretyzował przywołane dobra, wskazując wśród nich spokój wewnętrzny człowieka, prywatność, a także swobodę korespondencji. Uwzględniono natomiast wyjaśnienia powoda w zakresie utrudniania korzystania z poczty elektronicznej z powodu napływającego do skrzynki spamu. Nadmieniono nadto, że następstwem konieczności częstego porządkowania konta poczty elektronicznej i selekcjonowania otrzymywanych wiadomości mogą być odczuwane przez użytkownika zniecierpliwienie i irytacja.

Dobra osobiste a dane osobowe

Zaprezentowana powyżej sprawa, a także każda analogiczna sytuacja ma również inne niż naruszenie dóbr osobistych płaszczyzny. Chodzi przede wszystkim o nieprzestrzeganie przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która nie dopuszcza wysyłki niezamówionej informacji handlowej do osób fizycznych, jak również o zasady ochrony danych osobowych, które w przypadku spamu zasadniczo nie są respektowane wobec braku podstaw (najczęściej w postaci zgody) nadawcy do przetwarzania danych osobowych odbiorców. Należy jednak podkreślić, że niejednokrotnie przez własną nieuwagę sami możemy dostarczyć takie podstawy nadawcom spamu. Nie sposób bowiem zaprzeczyć, że przeciętny użytkownik Internetu rzadko zagłębia się w zaznaczane przez siebie checkboxy, często robiąc to odruchowo. W ten właśnie sposób z pewnością przychodzi do nas znaczna część korespondencji marketingowej. Niemniej należy mieć na uwadze, że jeżeli otrzymujemy wiadomości spam w takich okolicznościach, wyrażoną uprzednio (choćby nieświadomie) zgodę zawsze możemy wycofać.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że wyrok warszawskiego Sądu rejonowego można uznać za przełomowy. Nie można nadto wykluczyć, że zachęci on innych, zniecierpliwionych użytkowników poczty elektronicznej do dochodzenia roszczeń na drodze sądowej. Nowe postępowania przyczynią się z pewnością do utworzenia nowych linii orzeczniczych. Trudno przewidzieć, czy będą one pokrywały się z omawianym wyrokiem, czy raczej pójdą w przeciwnym kierunku. O tym jednak powinniśmy dowiedzieć się już wkrótce.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Potrzebne są szybkie rozwiązania ze strony Polski i Ukrainy w kwestii migrantów zarobkowych

Polski biznes odczuwa dotkliwy brak pracowników z Ukrainy. Pierwszą gałęzią, którą dotknął ten problem ​​stało się rolnictwo, gdzie już wcześniej pojawiły się trudności ze zbiorem plonów. Rolnicy twierdzą, że krytyczny moment może nadejść za kilka tygodni, kiedy rozpocznie się zbiór truskawek. Jeśli problem pracowników sezonowych nie zostanie rozwiązany, zbiory zmarnują się, a bezpieczeństwo łańcucha dostaw żywności zostanie zagrożone.

Agencjom zatrudnienia coraz trudniej jest zaspokoić braki kadrowe wobec rosnącego zapotrzebowania przedsiębiorstw przemysłowych, które zaczęły odmrażać swoją działalność – pozostało niewiele wolnych rąk do pracy. Przedsiębiorstwa już odczuwają niedobór pracowników, szczególnie w sektorze spożywczym i transportowym. Deficyt siły roboczej może wpłynąć na wielkość produkcji i spowodować załamanie całych sektorów gospodarki.

„Czartery, które organizują niektóre kraje UE, nie będą w stanie zlikwidować niedoboru siły roboczej w Polsce. Gospodarka potrzebuje nie dziesiątek setek pracowników, których mogą przewieźć samoloty, ale dziesiątek tysięcy. Ponadto loty czarterowe to nieproporcjonalne koszty nawet dla dużych przedsiębiorstw. Potrzebujemy negocjacji i szybkich decyzji na poziomie dwóch państw – Polski i Ukrainy. Rozwiązaniem tego problemu może być ułatwiona procedura wydawania wiz pracowniczych dla Ukraińców, na przykład, on-line, możliwość poddania się kwarantannie w miejscu pracy, zgodnie ze wszystkimi środkami bezpieczeństwa dla pracowników, jak zaleca Komisja Europejska oraz uproszczony mechanizm przekraczania granicy” – mówi Dyrektor Generalny agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal Tomas Bogdevic.

Zgodnie z danymi ukraińskiej Ambasady w Polsce, od początku kwarantanny około 170 tysięcy pracowników wróciło na Ukrainę. Według Centrum Analitycznego Gremi Personal ponad jedna trzecia Ukraińców chce wrócić do Polski. Jednak ze względu na zamknięte konsulaty i centra wizowe na Ukrainie, a także trudności z przekroczeniem granicy i koniecznością przejścia obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny w Polsce, Ukraińcy nie mogą wrócić do pracy.

Adam Strzembosz laureatem Nagrody Specjalnej Polskiej Rady Biznesu

Profesor Adam Strzembosz otrzymał Nagrodę Specjalną im. Jana Wejcherta w 9. edycji Nagrody Polskiej Rady Biznesu. To nagroda przyznawana przez Kapitułę wybitnym osobowościom za całokształt dorobku. Niebawem poznamy również nazwiska laureatów w trzech kategoriach konkursowych: SUKCES, WIZJA I INNOWACJE i DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA.

Tegoroczną Nagrodą Specjalną wyróżniamy człowieka, który jest niekwestionowanym autorytetem prawnym i nieugiętym obrońcą rządów prawa. Całe swoje życie poświęcił służbie publicznej, pracy akademickiej i działalności obywatelskiej. Dziś, w wieku niemal 90 lat, nadal angażuje się w walkę o praworządność i bezkompromisowo wskazuje na jej zagrożenia. W czasach, gdy szczególnie silnie poszukujemy autorytetów, wzorców niezłomności i przyzwoitości, Profesor Adam Strzembosz jest tą osobą, która w sposób wyjątkowy wyznacza standardy cnót obywatelskich – uzasadnia decyzję Wojciech Kostrzewa, Przewodniczący Kapituły Nagrody Polskiej Rady Biznesu.

Adam Strzembosz to profesor nauk prawnych i sędzia, w przeszłości nauczyciel akademicki, działacz „pierwszej” Solidarności, wiceminister sprawiedliwości, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, przewodniczący Trybunału Stanu i przewodniczący KRS. Nagroda Specjalna PRB im. Jana Wejcherta przyznawana jest za całokształt działalności oraz szczególne osiągnięcia, które wywarły znaczący wpływ na rozwój polskiego życia gospodarczego i społecznego. W ostatnich latach wyróżnienie to zostało przyznane m.in. prof. Janowi Madeyowi, ks. Adamowi Bonieckiemu i Jurkowi Owsiakowi. Inaczej niż w przypadku pozostałych kategorii konkursowych, w których finaliści są wybierani spośród kilkuset kandydatur zgłoszonych przez firmy, instytucje i osoby prywatne, Nagroda Specjalna jest przyznawana wyłącznie decyzją Kapituły konkursu.

Ze względu na trwającą pandemię koronawirusa, Polska Rada Biznesu zdecydowała się na odwołanie dorocznej Gali konkursu, która odbywa się co roku w warszawskim Ufficio Primo, i przeniosła wręczenie nagród do studia telewizyjnego. Finalistów i laureatów Nagrody poznamy w serii pięciu specjalnych programów w TVN24. Zainauguruje je rozmowa z prof. Adamem Strzemboszem w najbliższą sobotę, 2 maja, o godz. 14.30 na antenie TVN24. W programie wezmą udział Przewodniczący Kapituły Nagrody PRB Wojciech Kostrzewa i Aldona Wejchert, członkini Kapituły.

Przed nami także kolejne programy, w których poznamy finalistów Nagrody Polskiej Rady Biznesu w kategoriach: SUKCES, WIZJA I INNOWACJE i DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA. W ostatnim z nich, 16 maja, dowiemy się, kto trafi do grona laureatów.

Finał 9. edycji Nagrody PRB w TVN24 – szczegółowy program

  • ROZMOWA z Prof. Adamem Strzemboszem, LAUREATEM Nagrody specjalnej PRB im. Jana Wejcherta – sobota, 2 maja, godz. 14.30

W programie udział wezmą również: Wojciech Kostrzewa, Przewodniczący Kapituły Nagrody i prezes PRB, Aldona Wejchert, członkini Kapituły Nagrody

  • ROZMOWA Z FINALISTAMI Nagrody PRB w kat. WIZJA I INNOWACJE pod patronatem Zarządu PRB – poniedziałek, 4 maja, godz. 12.30

Gośćmi programu będą członkowie Kapituły Nagrody: dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz Marian Owerko, oraz finaliści Nagrody: Bartosz Kubik – współzałożyciel i prezes firmy Ekoenergetyka-Polska Sp. z.o.o., Adam Piotrowski – prezes rodzinnej firmy Vigo System S.A., Prof. Jakub Swadźba – założyciel i prezes firmy Diagnostyka Sp. z.o.o.

  • ROZMOWA Z FINALISTAMI Nagrody PRB w kat. SUKCES im. Jana Kulczyka – sobota, 9 maja, ok. godz. 14.30

Gośćmi programu będą członkowie Kapituły: Dominika Kulczyk i Jacek Olechowski, oraz finaliści Nagrody: Adam Góral – założyciel i prezes firmy Asseco Poland S.A., Marcin Ochnik – prezes firmy Ochnik S.A., Izabella Wałkowska – prezes firmy Plastwil Sp. z.o.o.

  • ROZMOWA Z FINALISTAMI Nagrody PRB w kat. DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA im. Andrzeja Czerneckiego – środa, 13 maja, godz. 12.30

Gośćmi programu będą członkowie Kapituły: Wojciech Pawłowski i Igor Czernecki, oraz finaliści: Irena Dawid-Olczyk – współzałożycielka i prezeska Fundacji Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu La Strada, Slava Melnyk – dyrektor Kampanii Przeciw Homofobii (KPH), Tomasz Waśniewski – współzałożyciel i prezes Fundacji RT-ON oraz inicjator powołania Ogólnopolskiej Koalicji „Rozwój Tak – Odkrywki Nie”.

  • OGŁOSZENIE LAUREATÓW w trzech kategoriach 9. edycji Nagrody PRB – sobota, 16 maja, ok. godz. 14.30

Gośćmi programu będą: Przewodniczący Kapituły Wojciech Kostrzewa i laureaci, których przedstawią na żywo Magda Mołek i Piotr Kraśko.

Wszystkie programy będzie można oglądać na żywo w TVN24 oraz w transmisjach na profilach Nagrody PRB i PRB na Facebooku.

Analiza trendów popytu na złoto w I kwartale 2020 r.

Popyt na złoto inwestycyjne wzrósł aż o 80%. Jest to najwyższy poziom od czterech lat, wynoszący obecnie 539,6 tony – wynika z najnowszego raportu Gold Demand Trends Q1 2020. Gdy skala pandemii COVID 19 i jej skutki gospodarcze zaczęły być coraz bardziej namacalne, inwestorzy zwrócili się ku bezpiecznym aktywom – analizuje ekspert z Tavex Sp. z o.o.

Nowe rekordy na rynku złota

Globalny popyt na złoto w pierwszym kwartale 2020 roku wzrósł o 1 procent, czyli o 1 083,8 ton w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Popyt na monety i sztabki był minimalnie niższy w pierwszych trzech miesiącach 2020 roku w porównaniu do pierwszego kwartału 2019 r. (-6%), co wynikło główne z braków fizycznego towaru. Spadek odnotowano szczególnie w Chinach i Indiach. W przeciwieństwie do nich na rynkach zachodnich zaobserwowano wzrost popytu na złote monety – 76,9 tony sprzedaży.

W najbliższych kwartałach spodziewamy się wzrostu popytu na fizyczne monety i sztabki w związku z poprawą możliwości produkcyjnych największych mennic, co było głównym czynnikiem hamulcowym sprzedaży w marcu tego roku. Nie sprzyjał jej również lockdown w Chinach i Indiach, które odpowiadają za znaczną część popytu, co w konsekwencji spowodowało, że inwestorzy nie mieli, jak dotrzeć do dealerów złota – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Na polskim rynku obserwujemy znaczący wzrost zainteresowania złotem inwestycyjnym. Lokaty bankowe czy obligacje skarbu państwa z aktualnie niższym oprocentowaniem w żaden sposób nie chronią przed inflacją, która w powszechnej percepcji jest wyższa niż w oficjalnych statystykach. Tylko w kwietniu obserwujemy wzrost ruchu na naszej stronie internetowej o ponad 300% – dodaje.

Napływ kapitałów do funduszy ETF wygenerował gigantyczny popyt na poziomie 298 ton. Jest to siedmiokrotny wzrost w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku. Globalne udziały w tych funduszach uzyskały wyjątkowo wysoki poziom 3185 ton. Powodem zmian jest globalna niepewność oraz zmienność rynków finansowych.

Gwałtowny napływ inwestycji spowodował wzrost ceny złota w dolarach amerykańskich do najwyższego poziomu od ośmiu lat. W rezultacie, popyt pod względem wartości osiągnął 55 mld USD. Cena złota pobiła nowe rekordy nie tylko w euro, ale również w innych walutach m.in. w rupiach indyjskich i lirach tureckich.

Europa odnotowała najwyższy poziom inwestycji detalicznych od pierwszego kwartału 2017 r. Popyt w całym regionie wzrósł o 53% rok do roku – do poziomu 65,1 t. 

Patrząc na rynek złota można odnieść wrażenie, że jest stabilny. Analizując jednak wyniki z 2020 i 2019 roku widać bardzo duże przesunięcia w poszczególnych segmentach – w szczególności w złocie inwestycyjnym oraz popycie jubilerskim. W grupie Tavex sprzedaż złota wyrażona w kilogramach wzrosła o 104%, a ujęta w EUR o niemal 150% (zmiana rok do roku) – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Biżuteria cieszy się mniejszym powodzeniem

Gwałtowny spadek zanotowały sektory rynku skoncentrowane na konsumentach. Popyt na biżuterię zmalał – jest to jeden ze skutków wybuchu epidemii. Kwartalny popyt na nie spadł o 39% do rekordowo niskiego poziomu – 325,8 tony. Pandemia ograniczyła zainteresowanie zakupem biżuterii, w momencie, gdy poszczególne państwa zaczęły zamykać swoje granice, spychając popyt na historycznie niskie poziomy. Pierwszym rynkiem były Chiny, w których zainteresowanie biżuterią spadło o 65%.

Warto dodać, że szczególną popularnością cieszyła się biżuteria z czystego złota. Wynika to z tego, że jest ona często utożsamiana ze złotem inwestycyjnym. Nasi analitycy spodziewają się wypłaszczenia spadków w obszarze popytu jubilerskiego (do około 20%). Optymistycznym sygnałem jest zapotrzebowanie na wyroby z czystego złota. W naszym kraju, podobnie jak w Chinach i Indiach, spodziewamy się odbicia popytu jubilerskiego wraz z otwarciem centrów handlowych i powrotem rynku ślubnego po zawieszeniu spowodowanym koronawirusem – mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Banki bez nerwowych ruchów

Banki centralne nadal gromadziły złoto, choć w nieco mniejszym zakresie. Przy wyższej niż standardowa zmienności i niepewności, globalne rezerwy złota wzrosły o 145 ton w I kwartale. Przyczyn spadków zakupów banków centralnych należy upatrywać w zaprzestaniu zakupów przez rosyjski bank centralny.

Wydobycie spada

Podaż złota spadła o 4%, zarówno w segmencie wydobycia, jak i recyklingu. Według najnowszego raportu Światowej Rady Złota odnotowano najniższe wydobycie od 2015 roku i w dalszym ciągu spodziewane są spadki wywołane ograniczeniami związanymi z pandemią. Podobnie jak w przypadku recyklingu, którego spadek wywołany jest utrudnieniami logistycznymi.

Analogicznych rezultatów oczekujemy w segmencie jubilerskim. Na rynek może negatywnie oddziaływać popyt banków centralnych skupionych raczej na drukowaniu pieniędzy i kolejnym luzowaniu restrykcji niż zarządzaniu rezerwami dewizowymi. Zagadką pozostaje również popyt przemysłowy, całkowicie zależny od dalszego rozwoju globalnej koniunktury. Jednym słowem – fundamenty wciąż wydają się królewskiemu metalowi sprzyjać – wskazuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. W Polsce bardzo ważnym czynnikiem popularyzującym złoto były też na pewno wcześniejsze zakupy Narodowego Banku Polskiego – polski rynek niejako uczy się inwestowania w kruszce – podsumowuje.

PBH SA – właściciel QUIOSQUE – odstępuje od czesci umów z galeriami handlowymi

Bydgoska PBH SA, właściciel marki odzieżowej QUIOSQUE, zdecydowała się nie wznawiać działalności handlowej w dniu 4 maja 2020 roku w 32 lokalizacjach własnych, co stanowi około 30% wszystkich sklepów działających pod szyldem QUIOSQUE.

Bezprecedensowa sytuacja, związana z pandemią COVID-19 zmusiła nas do podjęcia głębokiej analizy możliwości wykonywania umów najmu z galeriami handlowymi na dotychczasowych zasadach. –  mówi Agnieszka Krzywańska Dyrektor Zarządu PBH SA.

PBH SA skierowała do wybranych galerii handlowych pisma, w których informuje o odstąpieniu od umowy najmu. Jednocześnie spółka zapewnia, że jest gotowa do negocjacji najmu na nowych zasadach.

Na podstawie doświadczeń branży handlowej w Chinach, a także w Niemczech wiemy, że po otwarciu centrów handlowych ruch w tych sklepach jest o 70% niższy w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Przy takiej skali wejść, nie będziemy w stanie pokryć stawek czynszu wynikających z dotychczasowych umów handlowych. Chcąc przetrwać na rynku i obronić miejsca pracy, musimy jak najszybciej dostosować warunki prowadzenia działalności handlowej do nowej rzeczywistości. W szczególności dotyczy to kosztów najmu. Warto dodać, że za nami są najlepsze miesiące sprzedażowe – czas, kiedy sprzedajemy towar z pełną marżą. W tym okresie klientki przychodzą do QUIOSQUE zwłaszcza po odzież na wyjątkowe uroczystości rodzinne, których w tym sezonie nie będzie. – mówi Agnieszka Krzywańska Dyrektor Zarządu PBH SA.

PBH SA nie jest jedyną firmą, która zdecydowała się na takie działanie. Podobne kroki podjęły m.in. LPP, Empik. Wraz z narodową kwarantanną i restrykcjami sanitarnymi zmieniły się zwyczaje zakupowe klientów, koncentrując się na obszarze on-line. Dodając do tego ograniczony zakres usług, jakie mogą obecnie świadczyć galerie handlowe, możemy być pewni, iż zniesienie zakazu handlu nie gwarantuje powrotu do sytuacji sprzed czasów pandemii. Spadek zainteresowania klientów odwiedzinami i zakupami w galeriach handlowych oznacza natomiast negatywny i trwały wpływ na poziom przychodów w tym kanale sprzedaży.

Grupy producentów oraz dystrybutorzy owoców i warzyw apelują o pomoc

Branża, po wieloletnich turbulencjach, z dużym wskaźnikiem bankructw, znów zostaje niespodziewanie wystawiona na próbę. Unia Owocowa przekazuje apel członków grup producenckich oraz dystrybutorów owoców i warzyw.

Ograniczenie możliwości eksportu, rosnące koszty produkcji, brak pracowników do pracy, brak marżowości, zwiększone koszty pracy i inne koszty związane z działalnością operacyjną, stale rosnące koszty transportu, to utrudnienia, z którymi mierzą się grupy producenckie od lat. Z kolei teraz, w czasie pandemii jest ich znacznie więcej – szczegółowo opisujemy je w poniższym apelu.

W czasie pandemii pojawiają się dodatkowe koszty wprowadzonych procedur bezpieczeństwa, a także ograniczenia w handlu, bariery w przemieszczaniu się samochodów, utrudniony eksport na dalekie rynki związany z trudnościami w dostępności kontenerów oraz z przetrzymywaniem towarów w portach, a nawet zamykaniem portów np. w Indiach.

Pamiętajmy, że to grupy producenckie są istotną częścią w łańcuchu dostaw i są w stanie dostarczyć produkt o określonych wymogach do sieci supermarketów i sklepów. W tym czasie to też podmioty, które są w stanie sprostać procedurom związanych z bezpieczeństwem.

Konieczne jest podjęcie działań mających na celu przetrwanie branży owocowo – warzywnej w tym trudnym czasie. Należy patrzeć na tą pomoc nie tylko jako wspieranie przedsiębiorstw, ale również jako zabezpieczenie kraju i jego mieszkańców w dostęp do świeżych owoców i warzyw. W sytuacji, gdy grupy producenckie nie będą w stanie funkcjonować z powodów ekonomicznych, na rynku może zabraknąć krajowych podmiotów oferujących owoce i warzywa.

Musimy dołożyć wszelkich starań poprzez działania, które pozwolą przetrwać ten trudny czas oraz pozwolą funkcjonować podmiotom po okresie pandemii.

Jako członkowie organizacji grup producenckich owoców i warzyw apelujemy więc o pomoc w zakresie:

  1. Zwolnienie z podatku od nieruchomości. Nasze magazyny i sortownie to obiekty o dużych rozmiarach – jest to wymóg technologii potrzebnej do przygotowania owoców. Marżowość w branży jest całkowicie różna od większości produktów jakie są wytwarzane w zakładach produkcyjnych. Grupa, która po zbiorach zamknie jedną paletę jabłka w chłodni i wyjmie ja na wiosnę  musi płacić taki sam podatek jak np. centrum logistyczne przy czym w grupie paleta zarotuje raz na rok a w centum logistycznym kilka tysięcy razy. Zwolnienie z podatku od nieruchomości dla grup producentów owoców i warzyw jest wyznacznikiem dalszego funkcjonowania. Jest on po prostu logicznie nieuzasadniony. Takie rozwiązanie pozwoli  na częściową redukcję kosztów stałych, które stale rosną.

Szczególnie niepokojące i niszczące dla sektora stają się:

wzrost kosztów transportu od 25% do nawet 30% spowodowany opóźnieniami przy załadunkach i rozładunkach oraz powrotami pustych ciężarówek. Copa Cogeca donosiła nawet o 50% wzroście kosztów transportu.

–  wzrost kosztów zbierania i pakowania owoców, który wynosi nawet 40% na poziomie produkcji. Koszty te rosną m. in. poprzez różne wymagania dotyczące zakwaterowania, transport z zakwaterowania do sadów i ograniczoną liczbę osób w środkach transportu,  niektóre wyposażenie ochronne i sanitarne, mniejszą wydajność zbierania i pakowania z powodu dystansu społecznego, dostosowanie do nowych wymagań klientów oraz niektóre szkody jakościowe i problemy z certyfikacją.

  1. Dostępu do pracowników. Zgodnie z nową ustawą cudzoziemcy mogą pozostać w Polsce nawet po wygaśnięciu wiz lub zezwoleń na pobyt. Według Komisji Europejskiej, pracownicy sezonowi pracujący w rolnictwie lub sadownictwie powinni być traktowani jak osoby wykonujące zawód krytyczny (razem z m. in. pracownikami medycznymi, inżynierami, pilotami, kierowcami czy operatorami maszyn do produkcji żywności). Wielu z nich decyduje się jednak na powrót do domu. Brak siły roboczej widoczny jest również w grupach producenckich, które mają problemy z działalnością operacyjną i przygotowywaniem produktów dla konsumentów.
  2. Dofinansowania działań związanych z utrzymaniem wzmożonego bezpieczeństwa i higieny pracy. Wizja przypadków COVID-19 w zakładach pracy oraz potrzeby kwarantanny pracowników budzi w nas niepokój. Tym samym zdajemy sobie sprawę, że stwierdzenie wirusa COVID-19 w zakładzie produkcyjnym w skrajnym przypadku może doprowadzić do wstrzymania całej produkcji. Wzmożone bezpieczeństwo i higiena pracy wszystkich pracowników, rozpoczynając od osób na sortowniach, a kończąc na kierowcach, to dla nas priorytet. Niemniej jednak są to koszty nieprzewidziane w budżetach, które dla grup producenckich mogą stać się destrukcyjne.
  3. Ułatwienia procedur i możliwość otrzymania kredytu skupowego przeznaczonego na zakup owoców, by płatność dla producentów odbywała się na bieżąco. Dzięki temu obroty wewnętrzne zostaną utrzymane w miarę normalnym poziomie.
  4. Monitorowania i kontroli kwot za ubezpieczenia, ubezpieczenia dotyczące strat w sadach, ubezpieczenia nieruchomości w firmach. Otrzymujemy informację od firm ubezpieczeniowych, że kwoty za ubezpieczenia ulegną podwyższeniu, nawet w niektórych przypadkach do 100%.
  5. Uruchomienia „zielonych szlaków” także dla niezbędnych środków produkcji, takich jak nawozy i środki ochrony roślin, w celu umożliwienia dalszego i nieprzerwanego dostarczania kluczowych towarów konsumentom.

Musimy pamiętać, że nasza branża nie powinna być w pomocy postrzegana przez pryzmat obrotów, a ilości sprzedaży. U nas w jednym roku surowiec jest w cenie 50 groszy, a w drugim po 2 zł, co w żaden sposób nie przekłada się na marżowość – podkreśla Jacek Skoneczny, wiceprezes Stowarzenia Unia Owocowa.

Jako członkowie grup producenckich mamy pewność, że w tym trudnym czasie zapewnienie i zabezpieczenie stałych dostaw żywności jest szczególnie ważne dla prawidłowego funkcjonowania państwa. Wiemy jednak, że kryzys i rosnące koszty związane z pandemią koronawirusa mają destrukcyjny wpływ na naszą branżę. Apelujemy o wprowadzenie zarządzania kryzysowego, dialog i współpracę, by zapobiec stratom i zapewnić nam rentowne funkcjonowanie, które w chwili obecnej jest zagrożone.

Regały magazynowe WDX: optymalne składowanie towarów

Optymalizacja przepływu materiałów w procesach wewnętrznych magazynów to pierwszy krok na drodze do zwiększenia wydajności pracy. Proces zmian zacznij od regałów magazynowych. Dobierz je w sposób, który zapewni Twojemu przedsiębiorstwu efektywne składowanie i transport wewnętrzny.

WDX: producent regałów magazynowych

Regały magazynowe to nasza specjalność. Produkujemy je od ponad ćwierć wieku, co przekłada się na efektywne zarządzanie dostępną przestrzenią. Konstruujemy regały w zależności od wymagań, oczekiwań i możliwości klientów. Tym samym WDX współpracuje z przedsiębiorstwami z różnorodnych dziedzin gospodarki. Wszystko, co musisz zrobić, to powiedzieć, czego potrzebujesz, a my pokażemy Ci, które regały magazynowe dadzą Ci najwięcej jakości.Regały magazynowe WDX optymalne składowanie towarów (3)

Jakie regały magazynowe naprawdę potrzebujesz?

Oferta WDX spełnia wymagania zarówno wielkich przedsiębiorstw, jak i mniejszych firm. Nasze regały magazynowe dzielimy na paletowe, półkowe i pozostałe rozwiązania magazynowe.

  • Regały magazynowe do palet są podstawowym wyposażeniem magazynów i obiektów logistycznych. Umożliwiają składowanie rzędowe, blokowe oraz automatyczne. W zależności od wymagań klientów dostosowujemy regały pod kątem: ciężaru, kształtu i wymiarów ładunku.
  • Regały magazynowe półkowe to najlepsze rozwiązanie dla firm, które zajmują się składowaniem drobnych materiałów (np. pojemników, czy towarów luzem). Umożliwiamy dowolną konfigurację poziomu składowania, a także głębokość półek. W ofercie WDX znajdują się: regały półkowe MID, systemy półkowe MAX oraz regały kompletacyjne.

Różnorodność nie kończy się w tym momencie… Na bazie doświadczenia, wiedzy i gruntownego badania rynku oferujemy o wiele więcej regałów magazynowych, z których najpopularniejsze to: regały satelitarne, regały przepływowe, regały mobilne, regały wspornikowe, czy antresole magazynowe.

W WDX stawiamy na innowację, optymalizację i najwyższą jakość. Zanim cokolwiek Ci zaoferujemy, przeprowadzamy wiele badań, testów i symulacji, gwarantujących, że nasze produkty spełnią Twoje wymagania. Z przyjemnością dostosowujemy nasze regały magazynowe do Twoich indywidualnych preferencji. Tym samym oferujemy produkty szyte na miarę!Regały magazynowe WDX optymalne składowanie towarów (2)

Zacznij od podstaw

Regały magazynowe to podstawa centrów logistycznych. Możesz dysponować najlepszym sprzętem i najlepszym zespołem, ale bez odpowiednich regałów: marnujesz czas, pieniądze i siły… Zacznij od podstaw. Skontaktuj się ze specjalistami, powiedz, czego potrzebujesz i obserwuj, jak WDX zamienia Twoje przedsiębiorstwo w nowoczesne systemy składowania, wykorzystujące zaawansowane technologie intralogistyczne.

LPP odstępuje od części umów najmu z galeriami handlowymi

Zarząd LPP podjął decyzję o odstąpieniu od części umów dotyczących najmu powierzchni w centrach handlowych w Polsce. Umowy te dotyczą około 29,5% ogólnej powierzchni handlowej wykorzystywanej przez Grupę Kapitałową LPP. Decyzja podyktowana jest troską o interes firmy w obliczu skutków pandemii COVID-19, prognozowanych dla handlu. Jednocześnie firma wyraża gotowość do podjęcia z galeriami handlowymi rozmów na temat nowych umów, zawierających warunki adekwatne do nowych okoliczności.

Nowa rzeczywistość handlowa po otwarciu centrów handlowych będzie odbiegać od tej, jaką znamy sprzed ogłoszenia pandemii. Zakupy w rękawiczkach, maseczkach i przyłbicach i wiele innych obostrzeń dotyczących bezpieczeństwa wpłyną znacząco na komfort i psychologię zakupów, zniechęcając do nich klientów. Obawy związane z przebywaniem w dużych skupiskach ludzkich, potęgowane przez limitowany dostęp do centrów handlowych jeszcze przez wiele miesięcy nie pozwolą spełniać galeriom celów i usług, dla których zostały wybudowane. Jak prognozuje gdańska spółka, przychody w sklepach stacjonarnych prawdopodobnie nie przekroczą nawet 30% zeszłorocznych poziomów w porównywalnych okresach.

– Czynsze na dotychczasowym poziomie nie są w żaden sposób uzasadnione biorąc pod uwagę ograniczony zakres usług, jakie w związku z restrykcjami w handlu mogą obecnie świadczyć galerie handlowe dla użytkowników lokali i swoich klientów. Brak dostosowania wysokości czynszów do obecnej sytuacji galerii handlowych oznaczałyby konieczność zamykania sklepów, a tym samym zwolnień pracowników, a tego za wszelką cenę staramy się uniknąć. Od kilku tygodni głośno mówimy o tragicznej sytuacji całego sektora handlu i usług. Jeśli chcemy obronić miejsca pracy, musimy jak najszybciej dostosować warunki prowadzenia działalności handlowej, w tym w szczególności kosztów najmu, do nowej rzeczywistości. Każdy dzień zwłoki w tej sprawie zwiększa ryzyko gigantycznej fali zwolnień. Dlatego musimy podejmować decyzje tu i teraz, opierając się na dostępnych metodach i bazując na dotychczasowej wiedzy o długotrwałych skutkach epidemii – komentuje Sławomir Łoboda, wiceprezes zarządu LPP.

Zgodnie ze stanowiskiem zarządu LPP, dotychczas obowiązujące umowy są nieadekwatne do nowych okoliczności w jakich funkcjonować będą galerie handlowe oraz użytkownicy powierzchni w tych galeriach.

– Jesteśmy świadkami bezprecedensowych i trwałych zmian w stosunkach gospodarczych i społecznych, które wymagają od wszystkich stron dostosowania się do nowej rzeczywistości. Jeśli właściciele centrów handlowych, nie dokonają weryfikacji sposobu rozliczania kosztów najmu, zmuszeni będziemy zlikwidować sklepy. Wciąż jednak wierzymy, że w oparciu o konstruktywny dialog z centrami handlowymi uda nam się wypracować rozwiązania uczciwe dla obu stron. – dodaje Sławomir Łoboda.

Kryzys gospodarczy dławi inflację

Po miesięcznej przerwie GUS wrócił do publikowania szybkiego szacunku inflacji. W kwietniu ceny koszyka konsumenckiego wzrosły o 3,4% r/r. Dla porównania, jeszcze w marcu br. inflacja wynosiła 4,6% r/r.

Zakładając, że tzw. odczyt flash potwierdzi się w połowie maja, dzisiejszy wynik oznacza silną tendencję dezinflacyjną (tłumiącą inflację). Jest to typowa reakcja czasów recesji – przestrzeń do negocjowania płac jest skutecznie dławiona przez perspektywę utraty pracy, a przestrzeń do podbijania marż – przez perspektywę spadku i tak osłabionego popytu. Tempo spadku wskaźnika jest kolejnym dowodem na głębokość obaw konsumentów o przyszłość.

Warto zwrócić uwagę, że na kwietniowy wynik silnie oddziałują dwa przeciwstawne trendy: droga żywność oraz drastyczne spadki cen paliw. Dynamika cen żywności wyniosła 7,4% r/r i 0,3 m/m, co oznacza, że produkty spożywcze są relatywnie drogie, ale już nie drożeją w takim tempie jak przed rokiem. Nie obserwujemy również wykorzystywania bieżącej sytuacji do sztucznego zawyżania cen przez producentów czy sprzedawców. Ewentualny optymizm studzi jednak pogoda (susza) oraz stale niezaspokojony popyt zagranicznych konsumentów na wieprzowinę. Drożeją również nośniki energii (5,2% r/r). Nie jest to dobra wiadomość dla zubożałych gospodarstw domowych, w których zrealizuje się ryzyko utraty pracy w najbliższych miesiącach.

Drastyczne spadki cen paliw (18,8% r/r, 12,9% m/m) są z kolei pokłosiem sytuacji na rynku międzynarodowym. Wygaszenie aktywności gospodarczej bardzo zredukowało popyt na źródła energii, w tym ropę, a wskutek strategii geopolitycznych nie zmniejszono jej wydobycia w proporcjonalnym stopniu. W efekcie mamy do czynienia z rynkiem nadwyżkowego dobra, o bardzo niskiej cenie. Symbolicznym wydarzeniem był kontrakt terminowy na majową dostawę ropy WTI z ujemną ceną, o którym rozpisywano się na całym świecie. Niskie ceny ropy z pewnością odczują portfele polskich konsumentów.

Tendencje dezinflacyjne wywołane recesją wzmocnione przez utrzymujące się niskie ceny ropy zwiększają prawdopodobieństwo deflacji (ujemnej inflacji) w 2021 roku.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Empik odstępuje od części umów najmu z galeriami handlowymi

Ze względu na pandemię i jej ekonomiczne skutki zarząd Empiku podjął decyzję o odstąpieniu od ponad 40 umów najmu w galeriach handlowych. Oznacza to, że te lokalizacje nie zostaną otwarte 4 maja.

Empik nie wyklucza dalszych wypowiedzeń umów w lokalizacjach, w których przy obecnych warunkach najmu prowadzenie rentownej działalności będzie trwale niemożliwe. Obecnie prowadzone są negocjacje w zakresie modyfikacji warunków najmu, odzwierciedlających nową rzeczywistość ekonomiczną.

Grupa Empik prognozuje, że ze względu na stan epidemii, który będzie polską rzeczywistością przez kolejne kilkanaście miesięcy, centra handlowe zanotują znaczące spadki odwiedzalności. Nowy reżim sanitarny, zamknięte kina, ograniczony dostęp do stref fitness i rozrywki, foodcourtów, a także potencjalne bankructwa mniejszych sieci, spowodują, że duże centra handlowe stracą znacząco na swojej atrakcyjności. Jednocześnie trwale zmienią się zakupowe nawyki części klientów, którzy coraz chętniej i częściej będą korzystać z zakupów online. Już teraz Empik notuje trzycyfrowe wzrosty w sprzedaży online i digital, której udział w 2019 zbliżył się do 40% obrotów, a w tym roku oczekiwany jest jego dalszy znaczący wzrost. Firma zapowiada dalsze inwestycje w tym obszarze.

Inflacja w Polsce wyraźnie zwalnia. Ropa naftowa odrabia straty

Wzrost cen w Polsce wyraźnie zwalnia. Dalej znajdujemy się blisko górnej granicy celu inflacyjnego, ale już go nie przekraczamy i patrząc na to, co się dzieje, jest szansa na utrzymanie tego stanu. 

Inflacja znów w celu inflacyjnym

Wstępne dane na temat inflacji potwierdzają słuszność działań Rady Polityki Pieniężnej. Wynik 3,4% to być może dużo na tle ostatnich lat, ale mieści się w ramach dopuszczonego 1 % odchyleń od celu inflacyjnego (który wyznaczono na poziomie 2,5%).  Czeka nas w tym roku jeszcze jeden dodatkowy problem – potencjalna susza. Może ona doprowadzić do wzrostu cen żywności. Z drugiej strony nie jest to czynnik, który w Polsce w ostatnich latach jest jakimś ewenementem. Złoty przyjął tę wiadomości dość dobrze, umocnił się po nich około 1 grosza względem euro. Warto przypomnieć, że jutro mamy dzień wolny w wielu gospodarkach, w związku z czym niewykluczone, że w poniedziałkowy poranek zobaczymy złotego na innych poziomach.

Ropa naftowa odrabia straty

Ropa naftowa ma za sobą dobry tydzień. Europejskie notowania wzrosły z 22 dolarów za baryłkę w poniedziałek do 26 dolarów dzisiaj. Większe wzrosty widzieliśmy w USA, gdzie ceny wzrosły z 10 na 17 dolarów. Część analityków jako powód wzrostów wskazuje  mniejszy przyrost zapasów ropy w USA niż oczekiwano. Z drugiej strony zapasy rosły o 9 mln baryłek w ciągu tygodnia, to ponad 2% światowej produkcji idącej w zapasy w samym USA.

Amerykański PKB

Poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w USA. Wskaźnik annualizowany (czyli taki zakładający utrzymanie się obecnej dynamiki zmian) wyniósł -4,8%. Nie oznacza to oczywiście, że PKB w 1 kwartale spadło o niemal 5%. Pokazuje tylko, jaki wpływ będzie mieć obecna sytuacja. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że marzec kończący 1 kwartał w USA wcale nie był takim złym miesiącem, bo pandemia pojawiła się tam realnie później niż w Europie.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dwa oblicza kwietnia na rynkach. W którą stronę poprowadzi nas COVID-19?

Kwiecień był bardzo zróżnicowanym miesiącem na rynkach. Co w pierwszej kolejności przykuwa uwagę, to generowane przez niektóre indeksy akcji stopy zwrotu. W zależności od rynku, są one najwyższe w ostatnich 20-30 latach, bądź znajdują się w ścisłej czołówce miesięcznych wyników. Przykładowo, ostatni tak dobry miesiąc dla indeksu S&P 500 miał miejsce w grudniu 1991r., gdy w kinach królowało Milczenie Owiec Jonathana Demme. Był to jednak przede wszystkim miesiąc spółek IT. Netflix i Amazon na rynku amerykańskim, czy CD Project, Playway i Ten Square Games na rodzimym, ustanowiły historyczne szczyty. Do grona rekordowych spółek na krajowym rynku zaliczyć należy również Dino. Stopa zwrotu z części wymienionych spółek przekroczyła 40% licząc tylko sam kwiecień. Co ciekawe, dobrze radziły sobie również inne aktywa, jak złoto, które zyskało ponad 8%.

Nie tylko nowe rekordy

Najbardziej jaskrawą wartością były tygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie przedział tygodniowych odczytów z zakresu 200-300 tysięcy przeniósł się na poziom 3-6,5 mln nowych wniosków o zasiłek, co nie było widoczne nigdy wcześniej w historii publikacji tych danych. Szereg innych publikacji makroekonomicznych również wskazywał na postępujące spowolnienie, jak chociażby wstępne odczyty kwietniowych indeksów PMI. Wrażenie robią w szczególności dane z Francji, gdzie wartość łącznego wskaźnika dla sektora usług i przemysłu spadła do poziomu 11,2 pkt., w tym dla sektora usług 10,4 pkt. – dla porównania wartość z lutego tego roku wynosiła 52,5 pkt. Podobnie wyglądała sytuacja w większości krajów strefy euro, zaś wskaźniki wskazywały na historycznie niskie poziomy, bądź w najlepszym wypadku wieloletnie minima. Liczba przypadków chorych na COVID-19 wzrosła w ciągu miesiąca z niespełna 800 tys. do ponad 3 mln przypadków.

Dwa oblicza kwietnia

Nietrudno o wrażenie, że te dwa obrazy kwietnia nie współgrają ze sobą. Warto oczywiście pamiętać, że wysokie wzrosty indeksów giełdowych nastąpiły po bezprecedensowych spadkach w marcu, ale w dalszym ciągu czuje się pewien dysonans. Oczywiście powodem wzrostów były najpierw ogłaszane stopniowo kolejne pakiety pomocowe, zarówno fiskalne, jak i monetarne oraz sam fakt, że reakcja władz w odróżnieniu od poprzednich kryzysów była niemal natychmiastowa. Dodatkowym wsparciem były kolejne informacje o stopniowym otwieraniu poszczególnych gospodarek, które postępuje we wszystkich regionach świata.

Trudno jednak nie mieć wrażenia, że entuzjazm uczestników rynku w zestawieniu z wciąż trudnym do oszacowania rejestrem szkód gospodarczych i tym, że w większości krajów pandemia w dalszym ciągu nie została skutecznie opanowana, nie jest do końca koherentny. Fakt jest taki, że inwestorzy wyceniają szybkie odbicie gospodarcze po otworzeniu poszczególnych gospodarek. Można jednak sądzić, że nie doceniają trudności, które gospodarki mogą napotkać po drodze.

Prawdopodobnie tak silne załamanie indeksów, jak to miało miejsce w marcu, już nie nastąpi

Nie oznacza to jednak, biorąc pod uwagę poziom obecnych wycen i spadek prognozowanych zysków dużo wyższy niż jeszcze 2 miesiące temu, drugiej fali korekty, gdy okaże się, że zarówno nawyki konsumentów, jak i tempo wychodzenia z kryzysu nie jest tak szybkie, jak niektórzy by sobie tego życzyli. Ponadto, kolejnym niewycenianym scenariuszem jest przywracanie części restrykcji w niektórych przypadkach, co już pokazuje przykład Chin. Wszystko zebrane razem pozwala stwierdzić, że najbliższe miesiące na pewno będą ciekawe.

Autor komentarza: Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A Vienna Insurance Group

Zasięg koronawirusa COVID-19 – przebieg epidemii w wybranych krajach analizuje Mariusz Gromada

W Polsce nastąpiła stabilizacja liczby nowych potwierdzonych infekcji na poziomie 300 – 400 zakażeń dziennie. Znajdujemy się na „płaskim terenie położonym relatywnie wysoko nad poziomem morza”, ale nie wiemy kiedy rozpocznie się zejście. Czechy, Austria, Szwajcaria, Portugalia, Irlandia znajdują się na „ścieżce zejścia”, stabilne spadki obserwujemy we Włoszech, Niemczech i Turcji. W Stanach Zjednoczonych powstrzymano wzrost nowych potwierdzonych infekcji, jednak ta liczba utrzymuje się w granicach 30 tys. dziennie.

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 15 tys. infekcji

W Polsce, od dosyć dawna, mamy do czynienia ze stabilizacją liczby nowych potwierdzonych infekcji, gdzie wykryte przypadki oscylują w granicach 300 – 400 zakażeń dziennie. W wielu krajach, o podobnym przebiegu epidemii, udało się uzyskać systematyczny spadek tej liczby (np. Czechy, Austria, Szwajcaria, Norwegia i inne). Miejmy nadzieję, że niebawem również Polska zmieni trend na spadkowy. W przypadku naszego kraju coraz mniejszy sens ma mówienie o „szczycie” zachorowań. Obecnie znajdujemy się na „płaskim terenie położonym relatywnie wysoko nad poziomem morza”. Nadal nie wiemy kiedy rozpocznie się zejście i ile potrwa czasu.covid-cykl-trajektorie-skala-a

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 30 tys. infekcji

Szwajcaria jest w głębokim trendzie spadkowym. Uwzględniając poprzednią dynamikę to naprawdę świetna wiadomość – wirusa można kontrolować! Portugalia oraz Irlandia również znajdują się na „ścieżce zejścia”.covid-cykl-trajektorie-skala-b

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 50 tys. infekcji

„Zwiększając” skalę dostrzegamy kolejne dwa kraje z pozytywną zmianą. Holandia i Belgia szczyt zachorowań mają już za sobą.covid-cykl-trajektorie-skala-c

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 100 tys. infekcji

Kolejne „zwiększenie” skali ujawnia trajektorię Chin. Krzywa Chin, którą cechuje nagły spadek niemal do „0”, różni się znacząco od analogicznych przebiegów w Europie.covid-cykl-trajektorie-skala-d

Trajektorie przebiegu COVID-19 wybranych krajów z potwierdzeniem do 250 tys. infekcji

Powiększenie do „250 tys. infekcji” obrazuje z jak wielkim problemem mierzyły się (i mierzą) Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Turcja oraz Rosja. Francja zanotowała silne spadki. Stabilne spadki obserwujemy we Włoszech, Niemczech oraz Turcji. Hiszpania, po silnych spadkach, ustabilizowała się na około 4 tys. nowych potwierdzonych zakażeń dziennie – to duża liczba. Pewne sygnały świadczące o poprawie są również widoczne w Wielkiej Brytanii. Rosja jest nadal w trendzie wzrostowym.covid-cykl-trajektorie-skala-e

Trajektorie przebiegu COVID-19 w USA

Skala liczby chorych oraz liczby zakażeń w USA jest absolutnie nieporównywalna do pozostałych krajów świata. W Stanach Zjednoczonych powstrzymano wzrost nowych potwierdzonych infekcji, jednak ta liczba utrzymuje się w granicach 30 tys. dziennie! W USA zidentyfikowano ponad milion zakażeń, a z badań Uniwersytetu Stanforda wynika, że liczba faktyczna jest wielokrotnie większa.covid-cykl-trajektorie-skala-f

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 29.04.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Pandemia odciska się piętnem na globalnym rynku nieruchomości komercyjnych

  • Gwałtowne obniżenie nastrojów najemców i inwestorów odzwierciedla szkody wyrządzone globalnej gospodarce i sektorowi nieruchomości przez COVID-19.
  • Wskaźnik sentymentu najemców w badaniu RICS zaznaczył średni spadek o 28 punktów na całym świecie, podczas gdy wskaźnik sentymentu inwestorów spadł średnio o 24 punkty.
  • Zarówno inwestorzy, jak i najemcy, oczekują dalszego pogorszenia warunków rynkowych, w tym gwałtownego obniżenia wartości czynszów i wartości kapitałowych nieruchomości komercyjnych w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
  • Sektor biurowy zaznaczył największy spadek zaufania uczestników ankiety w związku ze zmianą sposobu wykonywania pracy z biurowej na zdalną.
  • RICS apeluje o współpracę pomiędzy najemcami i wynajmującymi nieruchomości w czasie kryzysu.

Zgodnie z raportem RICS, Global Commercial Property Monitor, za pierwszy kw. 2020 r., wskaźniki nastrojów najemców i inwestorów na rynku globalnych nieruchomości zaznaczyły zdecydowane spadki, w następstwie rozwoju pandemii COVID-19 na świecie.

Zaufanie najemców do rynku pogorszyło się w ciągu ostatnich trzech miesięcy w 33 na 34 uwzględnione w ankiecie kraje, proporcjonalnie w tej samej liczbie państw odnotowane zostały negatywne odczyty kluczowych wskaźników badania. Wskaźnik sentymentu najemców (OSI) RICS spadł średnio o 28 punktów na wszystkich badanych rynkach od ostatniego kwartału 2019 r., do średniego salda netto -27.

Ten sam trend jest widoczny również wśród inwestorów. Zaufanie spadło we wszystkich badanych krajach. Wskaźnik sentymentu inwestorów (ISI) RICS znajduje się obecnie w ujemnym obszarze na niemal wszystkich badanych rynkach oprócz trzech, spadając średnio o 24 punkty w porównaniu do czwartego kwartału 2019 r., do salda netto -18.

Długofalowe perspektywy dla rynku nieruchomości jeszcze bardziej pesymistyczne

Zarówno inwestorzy, jak i najemcy obawiają się, że nie jesteśmy jeszcze świadkami najgorszego, jeśli chodzi o wpływ pandemii na globalny sektor nieruchomości. Wskaźniki badania odnoszące się do prognoz w dłuższym okresie pokazują o wiele wyraźniejszą zmianę. Spoglądając na oczekiwania uczestników ankiety wobec nadchodzących dwunastu miesięcy, zarówno w przypadku wartości kapitałowych, jak i czynszu, odczyt salda netto spadł o ponad 50 punktów od poprzedniego kwartału.

Najwięszke spadki zaufania na dotychczas najbardziej optymistycznych rynkach

Na poziomie poszczególnych państw te rynki, które przed COVID-19 odnotowywały gwałtownie rosnące oczekiwania, najbardziej odczuły spadek zaufania. Największa zmiana prognoz wartości kapitałowych (w ujęciu bilansowym netto) miała miejsce w Portugalii (-90), Grecji (-89) i na Węgrzech (-88). Natomiast na rynku nieruchomości w Hongkongu, który wcześniej znajdowal się pod presją niepokojów politycznych, odnotowano ‘jedynie’ 13-punktowe pogorszenie prognoz wartości kapitałowych w porównaniu z poprzednim kwartałem. Zdecydowany spadek zaufania miał miejsce w Stanach Zjednoczonych (saldo netto o -72 punkty), podobnie w Japonii (-67), Indiach (-60), Singapurze (-65), Francji (-58) i Niemczech (-56). Mniej drastyczne zmiany były widoczne w Holandii (-38), Zjednoczonych Emiratach Arabskich (-31), Wielkiej Brytanii (-30) oraz Szwajcarii (-27), odzwierciedlając po części zróżnicowane scenariusze rozwoju pandemii, jak i zastosowane przez poszczególne rządy ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarek.

Zmiana nastrojów w sektorze biurowym najbardziej widoczna w konsekwencji zmiany sposobu wykonywania pracy

Wyniki ankiety RICS są różne dla poszczególnych sektorów nieruchomości. Podczas gdy handel detaliczny został najbardziej dotknięty skutkami globalnego zamrożenia gospodarki, pogorszenie nastrojów było najbardziej widoczne w sektorze biurowym. Dotyczy to zarówno OSI, który spadł o 35 punktów, jak i ISI, który spadł o 29 punktów.

W przypadku nieruchomości przemysłowych odczyty kluczowych wskaźników spadły w negatywny obszar w obu segmentach rynku (najmu i inwestycji), ale tylko w umiarkowanym stopniu. Otwarte odpowiedzi udzielone przez respondetów ankiety wskazują na rodzące się nowe schematy w zakresie poszczególnych sektorów ze zdecydowaną liczbą badanych podkreślającą rosnące znaczenie i zakres zdalnej pracy, zmniejszające zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Uczestnicy badania zwrócili także uwagę na przyspieszenie w strukturalnym trendzie w kierunku e-handlu, z prawdopodobnym rezultatem rosnącego zainteresowania powierzchnią logistyczną typu prime.

Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS: „Było oczywistym, że wpływ COVID-19 na nastroje w sektorze nieruchomości komercyjnych nie będzie przyjemną lekturą, jednak erozja zaufania, którą obserwujemy, jest niezwykle silna. Jeszcze bardziej niepokojące, zarówno dla inwestorów, jak i najemców, jest to, że pełna cena kryzysu, jaką przyjdzie zapłacić przedsiębiorstwom i gospodarce, pozostaje wciąż niewiadomą. W obliczu tych warunków respondenci mają zdecydowaną jasność co do tego, że nie nastąpi szybkie odbicie gospodarki.

Choć trudno o uogólnienia, to wrogie środowisko sprawia, że ​​tym bardziej niezbędne staje się wsparcie poszczególnych rządów, aby wesprzeć globalne ożywienie, gdy nastąpi odmrożenie gospodarki. Istnieje również ogromna potrzeba współpracy między właścicielami a najemcami nieruchomości aby sprostać wyzwaniom stawianym przez obecne okoliczności. 

To, co zaczęło się jako kryzys zdrowia publicznego, przekształciło się w kryzys gospodarczy i będziemy świadkami dalszych strukturalnych i długookresowych zmian jako efekt pandemii. Widzieliśmy już jej wpływ na sprzedaż detaliczną, wraz ze zmianą, z konieczności, zachowania konsumentów, praca zdalna wpływa natomiast na sposób postrzegania powierzchni biurowych. Ciągły wzrost znaczenia e-handlu i zmiana łańcucha dostaw w kierunku „Just In Case” prawdopodobnie wywoła dalszą zmianę dynamiki inwestycji”.

Metodologia

Kwestionariusze ankiety zostały rozesłane w dniu 11 marca 2020 r., z możliwością przesyłania odpowiedzi do 13 kwietnia 2020 r. Respondenci zostali poproszeni o porównanie warunków z ostatnich trzech miesięcy z poprzednimi trzema miesiącami, a także przedstawienia opinii na temat długofalowych perspektyw dla rynku. Łącznie otrzymano odpowiedzi z 2604 firm, w tym 592 z Wielkiej Brytanii. Odpowiedzi dla Irlandii zostały zestawione we współpracy z Society of Chartered Surveyors Ireland. Odpowiedzi dla Hiszpanii i Portugalii zostały zestawione razem z Iberian Property. Odpowiedzi dla Nowej Zelandii zostały zestawione we współpracy z Property Council New Zealand. Odpowiedzi zebrano w trzech podsektorach nieruchomości (biurowych, handlu detalicznego i przemysłowym) na poziomie poszczególnych krajów, aby uzyskać odczyt salda netto dla całego rynku.

Saldo netto = odsetek respondentów zgłaszających wzrost danej zmiennej (np. popyt najemcy) minus tych zgłaszających spadek (jeśli 30% zgłosi wzrost, a 5% zgłosi spadek, saldo netto wyniesie 25%). Dane salda netto mogą wynosić od -100 do +100. Dodatni odczyt salda netto wskazuje ogólny wzrost, podczas gdy odczyt ujemny oznacza ogólny spadek. Wskaźnik sentymentu najemców RICS (OSI) jest konstruowany na podstawie średniej ważonej odczytów dla trzech wymiarów rynku odnoszących się do rynku najemu mierzonych na podstawie salda netto (popyt najemców, poziom zachęt ze strony właścicieli nieruchomości i oczekiwania dotyczące czynszu). Wskaźnik sentymentu inwestorów RICS (ISI) jest konstruowany na podstawie średniej ważonej odczytów dla trzech wymiarów rynku odnoszących się do rynku inwestycyjnego mierzonych na podstawie salda netto (zapytania inwestycyjne, oczekiwania dotyczące wartości kapitałowych i podaż nieruchomości na sprzedaż).

Czynsze i wartości kapitałowe pod silną presją w dół w obliczu globalnej pandemii

Wyniki najnowszego badania RICS, Poland Commercial Property Monitor, za I kw. 2020 r. pokazują, zgodnie z przewidywaniami, wyraźne osłabienie oczekiwań wobec rynku w związku z trwającą pandemią.

Wskaźnik sentymentu najemców spadł do -15 w pierwszym kwartale roku, w porównaniu do +1 w ostatnich 3 miesiącach 2019 i jest to najniższy wskaźnik od 2015 r. Mimo to odnotowany został wzrost popytu ze strony najemców zarówno w sektorze przemysłowym, jak i biurowym, w całym badanym okresie, należy jednak zauważyć, że był to czas, w którym następowała intesyfikacja środków podejmowanych przez poszczególne rządy w całej Europie w kierunku ograniczenia funkcjonowania gospodarki.

Znacząco ucierpiały również długofalowe prognozy na przyszłość; uczestnicy badania RICS ograniczyli dwunastomiesięczne oczekiwania wzrostu czynszów we wszystkich obszarach rynku. Oczekuje się, że sektor handlu detalicznego w największym stopniu zostanie dotknięty skutkami pandemii; respondenci przewidują spadek wartości czynszów w tym sektorze o nieco ponad -9% w lokalizacjach drugorzędnych i o -5,5% w lokalizacjach typu prime. Równolegle odnotowany został spadek wartości czynszów biurowych i przemysłowych o ponad 3%, choć oczekuje się, że czynsze dla najlepszych lokalizacji w obu sektorach (przynajmniej na razie) wykażą raczej tendencję w kierunku stagnacji niż spadku.

Wskaźnik sentymentu inwestorów spadł do -5 w pierwszym kwartale, w porównaniu do +14 w czwartym kwartale minionego roku. Także tu, w całościowym ujęciu, wskaźniki odzwierciedlające popyt inwestycyjny w minionych miesiącach sygnalizują niewielki wzrost, chociaż zapytania ze strony kupujących spadły w sektorze detalicznym.

Biorąc pod uwagę obecne obawy dotyczące wpływu pandemii Covid-19 na gospodarkę, nie dziwi fakt, że oczekiwania dotyczące wartości kapitałowych nieruchomości komercyjnych na nadchodzący rok uległy obniżeniu w ciągu kwartału. Uczestnicy badania RICS przewidują, że w nadchodzącym roku spadek wartości będzie miał miejsce na wszystkich drugorzędnych rynkach, szczególnie w sektorze sprzedaży detalicznej. Oczekiwania wobec wartości kapitałowych nieruchomości przemysłowych oraz biurowych są bardziej odporne na kryzys, pozostając w badanym okresie na nieznacznie dodatnim poziomie.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych ma mocne podstawy, co z pewnością pomoże mu w walce z zawirowaniami związanymi z epidemią. Dotychczasowe dane za I kwartał 2020 r. pokazują, że zarówno deweloperzy, jak i najemcy, w wielu obszarach są bardzo aktywni.

Sytuacja na rynku biurowym w Polsce cały czas utrzymuje się na dobrym poziomie. W stolicy ilość wynajętej powierzchni była podobna do tej z zeszłego roku, a w miastach regionalnych było to ponad 220 tys. mkw. powierzchni, co jest drugim najlepszym w historii kwartalnym wynikiem. Sektor logistyczno-przemysłowy, poprzez rozwój branży e-commerce nawet zyskał w obecnej sytuacji. Największe skutki pandemii odczuwalne są oczywiście w obszarze handlu tradycyjnego. Dlatego należy się spodziewać dalszego rozwoju usług online i ich znaczenia dla gospodarki. 

Pomimo spowolnienia na rynku przewidywanego w drugim i trzecim kwartale tego roku, spodziewamy się, że w dłuższej perspektywie zainteresowanie inwestorów Polską się nie zmieni” – Daniel Bienias MRICS, Dyrektor Zarządzający CBRE.

„W ramach przygotowań do ponownego otwarcia gospodarki, spodziewany jest proces stopniowego przejścia do „nowej normalności”, uwzględniający w najbliższych miesiącach jeszcze wiele restrykcji nałożonych w związku z pandemią COVID-19.

W sektorze biurowym już widać, że w II kwartale tego roku najemcy będą przenosić swoich pracowników z powrotem do biur, zachowując odpowiednie środki ostrożności. Docierają do nas wyraźne sygnały, że najemcy zweryfikują swoje zapotrzebowania odnośnie do wielkości powierzchni biurowej oraz jej wykorzystania pod kątem kosztów najmu, wpływu środowiska pracy na zdrowie i dystansu społecznego, które stają się priorytetami. W ostatnim czasie widoczna jest zdecydowana presja na czynsze, ponieważ najemcy biurowi oczekują obniżek w okresie obowiązywania pandemii. W ciągu najbliższych kilku miesięcy popyt na biura może być ograniczony, przy czym już obserwujemy większy nacisk na przedłużenia i renegocjacje umów najmu. Niemniej jednak nowe umowy najmu nadal są zawierane, choć ich wolumen jest mniejszy, gdyż najemcy dostosowują skalę swojej działalności do nowej rzeczywistości.

Ze wszystkich sektorów nieruchomości, najbardziej dotknięty jest rynek handlowy, ponieważ zgodnie z obowiązującymi przepisami najemcy w centrach handlowych o powierzchni przekraczającej 2000 m2 GLA są zwolnieni z płacenia czynszów i opłat eksploatacyjnych do końca okresu pandemii. W efekcie zaistniała istotna rozbieżność w podejściu do właścicieli i najemców, co zwiększyło ryzyko biznesowe obu stron. Szanse na otwarcie placówek handlowych, z zachowaniem oczywiście licznych ograniczeń, są jednak coraz większe. Okres rekonwalescencji rynku detalicznego potrwa zapewne dłużej, co może doprowadzić w rezultacie do ukształtowania się nowego modelu biznesowego sektora handlowego.

Najbardziej odpornym segmentem rynku pozostaje sektor magazynowy ze stosunkowo stabilnymi wynikami i perspektywami.

Podczas pandemii aktywność większości inwestorów działających na rynku nieruchomości uległa znacznemu spowolnieniu, choć obserwuje się pewne zainteresowanie sektorem biurowym i magazynowym. Podsumowując nastroje na rynku, oczekiwana jest dekompresja stóp kapitalizacji i korekty cenowe przede wszystkim w najbardziej dotkniętych sektorach nieruchomości” Monika Dębska-Pastakia FRICS MRTPI, dyplomowany mediator RICS, Partner, Prezes Zarządu Knight Frank.

„W obliczu sytuacji globalnej pandemii Covid–19 rynek nieruchomości komercyjnych w połowie 1 kw. 2020 roku chwilowo spowolnił. Ma to związek głównie z reakcją na obecną sytuację, w jakiej się wszyscy znaleźliśmy. Brak gotowych rozwiązań i mechanizmów działania w przypadku wystąpienia siły wyższej (jaką z pewnością jest pandemia) doprowadziły do zawieszenia działań wielu firm w różnych sektorach naszej gospodarki. Konsekwencją jest również przesunięcie kluczowych decyzji w czasie dla wielu procesów, jakie były aktywne jeszcze w 1 kw. 2020 roku oraz przejście wielu firm na pracę zdalną. Z pewnością w perspektywie najbliższych kilku miesięcy nie będzie łatwo podać konkretnej prognozy, w jakim kierunku rynek nieruchomości komercyjnych będzie dalej zmierzał. Jednak na tym etapie rozwoju sytuacji możemy potwierdzić, że zmiany spowodowane pandemią będą miały duży wpływ na kształtowanie się nowych trendów rynkowych.

W obliczu globalnej pandemii Covid–19 w sektorze nowoczesnych powierzchni biurowych obserwujemy sporą aktywność podjętych rozmów związanych z renegocjacją umów najmu. Najczęściej podejmowane działania zmierzają do uzyskania dodatkowych upustów czynszowych, które mogą zostać wykorzystane przez najemców jeszcze w 2020 roku w zamian za przedłużenie umowy najmu. Trudno mówić tu o standardach rynkowych, bo każdy proces renegocjacji i uzyskane nowe warunki najmu zależą od konkretnej sytuacji. Jednak z własnego doświadczenia, na podstawie rozmów jakie przeprowadziliśmy w ostatnich kilku tygodniach, możemy potwierdzić, że w przypadku krótkoterminowych przedłużeń dodatkowy pakiet zachęt w postaci zwolnienia z czynszu najmu za powierzchnię biurową waha się w przedziale 1–1,5 miesiąca zwolnienia z czynszu najmu za 9–12 miesięcy przedłużenia umowy. W kontekście przedłużeń długoterminowych (powyżej 3 lat) jest możliwość uzyskania dużo większych oszczędności w zamian za dodatkowe kwestie, które mogą zostać ponownie przenegocjowane w umowie przez obie strony.

Z przeprowadzonego przez Colliers badania (ponad 100 ankietowanych firm), wynika że wielu najemców (ponad 55%) uważa, że długofalowo po ustaniu pandemii popyt na powierzchnie biurowe nie ulegnie zmianie. Około 19% ankietowanych wykazało w swoich odpowiedziach, że może dojść do zmniejszenia zajmowanych obecnie przestrzeni biurowych, a około 12% twierdzi, że zapotrzebowanie na powierzchnię biurową wzrośnie w przyszłości. Jedno jest pewne, praca zdalna w trybie ciągłym nie zdaje egzaminu, a powierzchnia biurowa jest niezbędnym narzędziem dla zachowania optymalizacji pracy nad większością prowadzonych procesów. Co więcej, odpowiednie środowisko pracy wpływa pozytywnie na relacje międzyludzkie, co jest podstawą dla dalszego efektywnego rozwoju wielu firm” Dorota Kościelniak MRICS, Dyrektor regionalnego wrocławskiego oddziału Colliers International.

Link do pobrania raportu: https://www.rics.org/uk/news-insight/research/market-surveys/global-commercial-property-monitors/

Planowanie wakacji w czasie koronawirusa – jak zmieniły się preferencje Polaków?

Pandemia koronawirusa z pewnością pokrzyżowała plany wyjazdowe nie jednej osobie. I choć w tym roku Polacy majówkę spędzają we własnych domach, to z niecierpliwością wypatrują wakacji. Jednak pomimo tego, że planują w tym roku wakacje, to inaczej niż dotychczas. Zamiast zatłoczonych kurortów, znacznie częściej wybierane są małe, zaciszne destynacje. A najczęściej wyszukiwanym obiektem noclegowym stały się domki letniskowe.

Na wakacje bez tłumów

Koronawirus spowodował, że trend wybieranych kierunków na wakacje znacznie się zmienia. Miejsca, które w zeszłym roku nie cieszyły się dużym zainteresowaniem wśród turystów na okres letni – dziś stoją na ich podium. Zazwyczaj były to popularne kurorty, w których nie brakuje lokalnej rozrywki, dziś są to małe miejscowości, w których panuje cisza i spokój.

“Największy wzrost odwiedzin odnotowaliśmy na stronach z konkretnymi kategoriami noclegów jak np. domki na uboczu czy z dala od tłumów. Wynosi on nawet 480%! Takie dane jasno pokazują, jak bardzo wzrosło zainteresowanie noclegami w zacisznych miejscowościach” – tłumaczy Mateusz Goliat, ekspert Noclegowo.pl

Największy spadek zainteresowania w stosunku do zeszłego roku wystąpił w przypadku Gdańska – 86%, oraz Zakopanego – 77%. Obecnie znacznie większym powodzeniem cieszą się Kaszuby – wzrost zainteresowania noclegami w tym regionie to 130%. Równie wysokim wzrostem mogą pochwalić się Bory Tucholskie, Mazury czy Bieszczady.

Najchętniej do domku letniskowego

Jeszcze w zeszłym roku Polacy najczęściej poszukiwali noclegu w kwaterach prywatnych bądź apartamentach. Jednak z uwagi na zagrożenie koronawirusem wolą zarezerwować wakacje w obiekcie noclegowym, w którym styczność z innymi ludźmi jest ograniczona do minimum. Zapewne właśnie stąd wzrost zainteresowania domkami letniskowymi o 90% w porównaniu z rokiem poprzednim. Domki dają możliwość swobodnego wypoczynku czy oferują wyposażenie, dzięki któremu można spędzić w nich nawet całe wakacje.

Co najmniej na tydzień i we dwoje

Portal Noclegowo.pl sprawdził również, na jak długo planują wyjechać w tym roku Polacy oraz w ile osób. Okazuje się, że najczęściej poszukiwany jest nocleg na okres siedmiu dni – 25,7%, natomiast 10% turystów wyszukuje go nawet na 10 dni. Co ciekawe, najchętniej te wakacje Polacy spędzą we dwoje – 67,4%. Dużo mniej zainteresowanych noclegami wyszukuje pobyt dla 4 osób – zaledwie 11,5%.

Polacy coraz bardziej spragnieni wypoczynku

Po kilku miesiącach kwarantanny, każdy ma nadzieję, że chociaż część wakacji uda spędzić mu się poza domem. Już samo planowanie letniego wypoczynku jest z pewnością dla niejednej osoby powodem do uśmiechu i namiastką powrotu do rzeczywistości.

“Przez dwa pierwsze tygodnie kwietnia panował kompletny zastój, ale od połowy miesiąca widzimy wyraźny wzrost zainteresowania rezerwacjami na lato. Stanowi to dobry prognostyk, zwłaszcza w połączeniu z informacją o zniesieniu zakazu prowadzenia działalności przez obiekty noclegowe.” – dodaje Mateusz Goliat.

Zamiast majówkowego wyjazdu – planowanie domowych finansów w dobie koronawirusa

  • W związku ze skutkami pandemii, wielu Polaków zaczyna martwić się o swoje finanse, dla kredytobiorców pocieszeniem może być spadek WIBOR-u, czyli w konsekwencji oprocentowania kredytu.
  • Sposobem na zmniejszenie stałych wydatków kredytobiorców są także wakacje kredytowe, jednak mogą z nich korzystać jedynie te osoby, które do tej pory terminowo spłacały raty.
  • Dla tych, którzy dopiero gromadzą fundusze na wkład własny do kredytu lub zakup mieszkania, pomocny może okazać się rządowy pomysł dopłat do czynszu dla najemców.

Tegoroczna majówka pod wieloma względami będzie wyjątkowa. Polacy nie będą mieli możliwości wyjazdu na citybreak za granicę czy odbycia tradycyjnych dla tego okresu spotkań z rodziną i przyjaciółmi przy grillu. Można jednak wykorzystać ten czas na zaplanowanie domowych budżetów, co pomoże w razie pojawienia się problemów finansowych w związku ze skutkami pandemii koronawirusa. Eksperci radzą, co możemy zrobić z ratami kredytu hipotecznego oraz w jaki sposób wykorzystać pomoc od państwa, a także tłumaczą jak spadek WIBOR-u wpłynie na nasze fundusze.

Raty w dół, ale nie dla wszystkich i nie od razu

Decyzją Rady Polityki Pieniężnej z 08 kwietnia br. stopa referencyjna NBP spadła o kolejne 0,5 pkt. procentowego, co od początku marca oznacza jej spadek z 1,5% do 0,5%. Taka decyzja spowodowała spadek WIBOR-u, czyli stopy procentowej, która – razem z marżą banku – składa się na oprocentowanie kredytów hipotecznych. Niestety nie odczują tego wszyscy kredytobiorcy.

Obniżka wpłynie tylko na oprocentowanie kredytów zaciągniętych w złotówkach, z oprocentowaniem zmiennym. Jednak zmiana naszego oprocentowania nie musi nastąpić z dnia na dzień po decyzji RPP. Zależy to głównie od tego, w jakim miesiącu podpisywaliśmy umowę kredytową lub wypłacaliśmy nasz kredyt, a także czy nasz bank stosuje WIBOR 3- czy 6-miesięczny. Pierwszy powoduje „rewizję” naszego oprocentowania co trzy, a drugi co sześć miesięcy. Ci, których warunki kredytowe przewidują aktualizację podstawy oprocentowania w kwietniu, mogą niższe raty płacić już od tej najbliższej. Jednak te osoby, które miały je aktualizowane na początku marca, na skutki obniżenia stóp procentowych poczekają do czerwca lub nawet do października, jeśli oprocentowanie ich kredytu oparte jest o WIBOR 6-miesięczny – mówi Tomasz Bujański z ANG Spółdzielni.

Obniżka wysokości raty zależy od dokładnych parametrów kredytu, takich jak: kwota, okres kredytowania, marża banku oraz rodzaj rat (równe lub malejące). Z wyliczeń ANG Spółdzielni wynika, że przy kredycie hipotecznym na kwotę 230 tys. zł na 30 lat i marżą 2%, spłacanym w ratach równych, rata powinna spaść z poziomu ok. 1060 zł (przy stawce WIBOR 3M z początku marca w wysokości 1,71%) do ok. 930 zł po uwzględnieniu aktualnego poziomu WIBOR-u, co daje oszczędność ok. 130 zł.

Wakacje kredytowe dla rzetelnych kredytobiorców

Dla tych, którzy już teraz zmagają się z problemami finansowymi uniemożliwiającymi zapłatę miesięcznej należności za mieszkanie, banki przewidują możliwość skorzystania z tzw. wakacji kredytowych, czyli zawieszenia konieczności regulowania zobowiązań na 3 lub 6 miesięcy. Z tego rozwiązania mogą jednak skorzystać tylko te osoby, które regulują należności w terminie. Banki proponują dwie opcje. Pierwsza, to zawieszenie raty kapitałowej, co oznacza, że musimy zapłacić jedynie odsetki. Jest to mniej opłacalne dla stosunkowo niedawno zaciągniętych kredytów ze stałą ratą, ponieważ na początku kredytowania dużą część raty stanowią właśnie odsetki. Drugą opcją jest zawieszenie raty kapitało – odsetkowej. Takie rozwiązanie, choć w trudnej sytuacji korzystne, niestety spowoduje wzrost wysokości miesięcznych opłat w późniejszym czasie, ponieważ niezapłacone odsetki zostaną doliczone do kapitału. W tarczy antykryzysowej 3.0 planowane są zapisy o ustawowym zawieszaniu rat na trzy miesiące bez naliczania odsetek.

Zawieszenie rat to dobra opcja dla tych, którzy faktycznie mają problem z zapłatą miesięcznych należności. Korzystanie z tej możliwości przez pozostałe osoby nie jest opłacalne, ponieważ zwiększa koszt całkowity kredytu. Dobra wiadomość jest taka, że z zawieszenia rat można obecnie skorzystać bez względu na wiek. W innych okolicznościach banki sprawdzały, czy przewidywana data zapłaty ostatniej raty po odroczeniu nie zostanie przekroczona w kryterium wieku, wynoszącym zwykle 70 – 80 lat. Co istotne wakacje kredytowe nie mają także wpływu na punktację w BIK – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Najemcy z dopłatą do czynszu

Jednym z nowych rządowych pomysłów jest umożliwienie uzyskania dopłaty do czynszu dla osób, które borykają się obecnie z trudniejszą sytuacją finansową. Pomoc przewidziana jest dla wynajmujących mieszkanie od innych osób, czyli będą mogły z niej skorzystać także ci, którzy zbierają środki na własne, wymarzone lokum lub niezbędny do uzyskania kredytu hipotecznego wkład własny. Przepisy mają dotyczyć wszystkich najemców mieszkań komunalnych, towarzystw budownictwa społecznego, spółdzielczych czy wynajętych od osoby prywatnej lub od firmy, którzy spełnią kryterium dochodowe. Od niego będzie też zależała wysokość dopłaty, która może wynieść nawet 1500 zł.

Autor: ANG Spółdzielnia