Wideo komentarz Błażej Kiermasz Dom Maklerski TMS Brokers
Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Grupa Waryński w ciągu 5 lat chce przeprowadzić ok. 10 etapów inwestycji mieszkaniowych. Planuje też nowe projekty, przede wszystkim w Warszawie
Dobre perspektywy przed rynkiem deweloperskim – na wysokim poziomie utrzymuje się popyt na mieszkania, rosną też ceny. Grupa Waryński w ciągu najbliższych kilku lat chce zrealizować ok. 10 etapów inwestycji mieszkaniowych na warszawskiej Woli. Jeszcze w tym roku zapadną pierwsze decyzje w sprawie nowych przedsięwzięć na terenie Warszawy, m.in. na Bemowie i Mokotowie. Ich budowa powinna rozpocząć się w 2016 roku.
– Myślę, że po kryzysie w latach 2008-2009 branża jest dzisiaj silniejsza i dotyczy to zarówno deweloperów, jak i firm zajmujących się generalnym wykonawstwem. Rynek jest stabilny, dobry jest również popyt na mieszkania – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Jarosław Jankowski, prezes Grupy Waryński.
Z raportu firmy REAS wynika, że w ubiegłym roku w 6 największych miastach w Polsce (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi) na rynek trafiło 47,5 tys. mieszkań. To dwukrotnie więcej niż w 2013 roku. Rośnie też popyt na mieszkania. Od kwietnia 2014 roku sprzedano 43,5 tys. lokali, czyli o 20 proc. więcej niż w rekordowych dla branży latach 2007 i 2013 (ok. 36 tys.).
– Pierwsza faza naszej inwestycji Stacja Kazimierz liczy 179 mieszkań, a mamy sprzedanych już ponad 150 lokali. Jesienią planujemy rozpoczęcie kolejnego etapu sprzedaży. W drugiej inwestycji, Mieście Wola, w pierwszym etapie zostały nam dwa wolne mieszkania. To projekt nieco mniejszy – liczy 112 mieszkań. Drugi etap na 113 lokali rozpoczął się niespełna pół roku temu, a obecnie mamy sprzedanych już około 50 proc. mieszkań – mówi Jankowski.
Grupa Waryński chce zagospodarować dwie działki przy ul. Jana Kazimierza w Warszawie o łącznej powierzchni około 7 ha. Ma na nich powstać ok. 100 tys. mkw. powierzchni użytkowej. Budowa wszystkich etapów mieszkaniowych w obu inwestycjach miała planowo trwać 7 lat. Jednak ze względu na wysokie tempo sprzedaży, czas ten może się skrócić nawet do 4-5 lat.
– W tym czasie na pewno chcemy rozpocząć także nowe projekty. Dzisiaj prowadzimy rozmowy dotyczące przede wszystkim Warszawy i takich dzielnic, jak Wola, Bemowo czy Mokotów – zapowiada prezes Grupy Waryński.
Zdaniem Jankowskiego duże perspektywy ma przede wszystkim Wola. Tradycyjnie dzielnica przemysłowa od kilkunastu lat obrasta w biurowce, a od kilku – w nowe osiedla mieszkaniowe. Biznesowe centrum stolicy przesuwa się na zachód, dlatego na Woli będzie przybywać inwestycji, również mieszkaniowych.
– Zachodnia część Warszawy rozwija się dynamicznie, zarówno pod kątem biurowym – co widać w okolicy Ronda Daszyńskiego i ulicy Prostej, jak i mieszkaniowym. Ulica Jana Kazimierza jest dzisiaj poligonem dla wszystkich liczących się w Warszawie deweloperów – przekonuje prezes Grupy Waryński.
Grupa Waryński stawia przede wszystkim na inwestycje mieszkaniowe. Rynek biurowy, zwłaszcza że w Warszawie jest trudny. Dlatego spółka nie wyklucza, że na osiedlach Stacja Kazimierz i Miasto Wola, gdzie planowo w ostatnich etapach, że powstanie również część biurowa, będą jedynie lokale mieszkalne.
– Widzimy po naszych inwestycjach, że ceny stopniowo rosną i taka tendencja jeszcze przez jakiś czas powinna się utrzymywać. Wszystkim, którzy chcą kupić mieszkanie, rekomenduję przyspieszyć ewentualną decyzję, gdyż jej odłożenie w czasie może skutkować wyższą ceną – zaznacza ekspert.
Średnio za metr mieszkania na rynku pierwotnym trzeba zapłacić 7,750 zł. Choć cena utrzymuje się na stabilnym poziomie, to w maju ceny były o ok. 3 proc. wyższe niż miesiąc wcześniej.
Preferencje mieszkaniowe Polaków od kilku lat utrzymują się na zbliżonym poziomie. Największym zainteresowaniem cieszą się niewielkie (45-50 mkw.) mieszkania, przeważnie 2-pokojowe. Coraz częściej kupowane są jednak lokale nieco większe, o powierzchni do 60 metrów.
– Dzisiaj jest spora grupa klientów, i zaczyna być powoli dominująca, chętnych na większe mieszkania. Mówimy o pierwszym mieszkaniu dla rodziny, lokalach 3-pokojowych, które są dzisiaj najchętniej poszukiwane. Uwzględniamy je w naszej ofercie i w kolejnych planowanych etapach inwestycji – podkreśla Jarosław Jankowski.
Spółka Braster 39 mln zł z nowej emisji akcji przeznaczy na budowę linii produkcyjnej i rozpoczęcie sprzedaży. Pierwsze przychody pod koniec 2016 r.
W ramach przejścia Braster SA z rynku NewConnect na główny parkiet Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, spółka przeprowadziła nową emisję akcji o wartości 39 milionów złotych. Środki przeznaczone zostaną m.in. na budowę linii technologicznej oraz opracowanie komercyjnej wersji urządzenia Braster Tester, służącego do samodzielnej diagnostyki raka piersi. Sprzedaż ma ruszyć w drugiej połowie 2016 roku.
W listopadzie 2015 roku powinna zakończyć się budowa linii produkcyjnej matryc ciekłokrystalicznych, które posłużą do produkcji urządzenia diagnostycznego Braster Tester. Koszt wykonania linii szacowany jest na około 11,7 miliona złotych, z czego większość pochodzić będzie ze środków uzyskanych z ostatniej emisji akcji spółki.
– Zgodnie z umową i kontraktem linia produkcyjna ma powstać do końca listopada tego roku i nie przewidujemy tutaj żadnych odchyleń. Wszystko idzie zgodnie z planem, harmonogram jest realizowany tak, jak został ustalony, więc spodziewam się, że na początku grudnia będziemy świętować zakończenie budowy – informuje Marcin Halicki, prezes zarządu spółki Braster.
W opinii zarządu środki pozyskane z emisji akcji mają wystarczyć do tego, aby już jesienią przyszłego roku rozpocząć sprzedaż na terenie Polski. Choć spółka istnieje od 2008 roku, na razie nie osiąga jeszcze żadnych przychodów. Mimo to zainteresowanie ostatnią ofertą było bardzo duże. Oferującym udało się uplasować całą emisję akcji. Wśród wiodących akcjonariuszy znajdują się obecnie takie podmioty, jak Dom Maklerski BOŚ (5,8 proc. akcji) czy Ipopema TFI SA (5,7 proc.).
– Ku naszemu zaskoczeniu wszystkie rodzaje funduszy były nami zainteresowane. Uważam to za duży sukces, że w naszym akcjonariacie znajduje się obecnie kilkunastu inwestorów instytucjonalnych – głównie to TFI, ale również kilka OFE mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Halicki.
Prezes Braster SA zwraca uwagę na bardzo stabilny akcjonariat spółki. Obecni udziałowcy ulokowali swój kapitał z pełną świadomością tego, że pierwsze przychody spodziewane są dopiero pod koniec 2016 roku, a spółka znajduje się dopiero w początkowej fazie rozwoju.
– Jeżeli są zdecydowani, żeby w nas zainwestować teraz i towarzyszyć nam przez ten okres rozwoju do rozpoczęcia sprzedaży, kiedy te wyniki finansowe wreszcie się pojawią, robią to z pełną świadomością, że inwestycja ta wymaga cierpliwości – tłumaczy przedstawiciel spółki Braster.
Branża telemedyczna charakteryzuje się bardzo wysokimi marżami handlowymi. Na podstawie innych biznesów osiągających przychody oparte na usługach dostarczanych abonamentowo lub w formie pakietów medycznych ich wysokość można szacować nawet na 70 proc.
– Zakładamy między 60 a 70 proc. marży, po tym jak nasz model biznesowy się ustabilizuje – prognozuje Halicki.
Spółka Braster zadebiutowała na rynku alternatywnym NewConnect w grudniu 2012 roku. Pod koniec czerwca bieżącego roku przeniosła notowania na główny parkiet GPW.
P. Bielski (BZ WBK): mimo sytuacji w Grecji Polska wciąż atrakcyjnym miejscem dla inwestorów długoterminowych
Ponad 60 proc. obywateli Grecji w niedzielnym referendum zagłosowało przeciwko korzystaniu z dalszej pomocy finansowej od międzynarodowych instytucji na ich warunkach. Wynik głosowania nie przesądza jeszcze o opuszczeniu przez Ateny Unii Europejskiej, jednak ryzyko takiego scenariusza wyraźnie wzrosło. Choć eskalacja kryzysu może mieć znaczny wypływ na rynki finansowe, to jednak w dłuższej perspektywie Polska pozostaje bezpiecznym miejscem do inwestowania.
– Jeżeli mówimy o inwestorach portfelowych, krótkoterminowych, to oni w tej chwili głównie patrzą na sytuację w Grecji, czyli kierują się emocjami, kierują się nastrojami. I nawet gdybyśmy mieli najlepsze dane makroekonomiczne z kraju, to w sytuacji grexitu, jakichś większych perturbacji z tym związanych, to będziemy mieli do czynienia z ucieczką kapitału z Polski, tego portfelowego kapitału – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.
Ekspert zaznacza jednak, że dla inwestorów długoterminowych Polska w dalszym ciągu pozostaje bardzo atrakcyjnym miejscem. Krótkoterminowa panika rynkowa paradoksalnie sprzyja inwestowaniu w naszym kraju. Przecena pozwala bowiem na wejście na rynek przy atrakcyjniejszych poziomach cenowych. Indeks giełdowy WIG20 znajduje się obecnie najniżej od połowy stycznia.
– Bo klimat inwestycyjny czy ogólnie perspektywy polskiej gospodarki aż tak bardzo się nie zmieniają pod wpływem zmian nastroju związanych z Grecją. Natomiast złoty jest tańszy, co powoduje, że inwestowanie u nas jest bardziej atrakcyjne – wyjaśnia Bielski.
Niepewność inwestorów co do przyszłości strefy euro przekłada się na notowania zarówno wspólnej waluty europejskiej, jak i polskiego złotego. Obecnie za jednego dolara należy zapłacić ponad 3,80 zł. Ostatni raz tak wysokie poziomy notowano w drugiej połowie maja.
– Myślę, że dla Polski najważniejsza będzie kwestia, czy w konsekwencji grexitu nastąpi jakiś niekontrolowany rozwój kryzysu na rynkach finansowych i być może kolejny kryzys zadłużeniowy, kolejna fala recesji w krajach Unii Europejskiej, czy jednak ten kryzys jest do opanowania – ocenia ekonomista BZ WBK.
W opinii Piotra Bielskiego pozostałe państwa strefy euro powinny być w stanie zahamować ekonomiczne skutki ewentualnego grexitu. Problem stanowi jednak niepewność, co do faktycznego wpływu takiego scenariusza na rynki finansowe. Kluczowa w tym przypadku może okazać się kondycja Niemiec, jak i pozostałych gospodarek europejskich.
– Najważniejsze będzie właśnie to, czy jesteśmy w stanie zahamować to rozprzestrzenianie się kryzysu i recesji w Europie. Oczywiście też ważną kwestią będzie np. to, co z polityką Fedu. Bo wyjście Grecji ze strefy euro też może wpłynąć na decyzję amerykańskiego banku centralnego o terminie podwyżki stóp – wyjaśnia ekonomista.
Finansowanie najbliższego programu unijnego z powodu grexitu może być realnie zagrożone. Według Piotra Bielskiego ziszczenie najgorszego scenariusza będzie równoważne z początkiem końca Unii Europejskiej.
– Gdyby rzeczywiście tak było, że w następstwie wyjścia Grecji mamy to rozprzestrzenianie się paniki, rozprzestrzenianie się recesji, w efekcie też kryzysu zadłużeniowego i np. te populistyczne ruchy w innych krajach południa Europy nabierają znaczenia i rozsadzają od środka Unię Europejską, to to by oznaczało w ogóle koniec Unii Europejskiej i finansowania z tego tytułu – ostrzega ekspert Banku BZ WBK.
Piotr Bielski zaznacza jednak, że jest to scenariusz ekstremalny, którego ziszczenie się jest bardzo mało prawdopodobne.
Mimo negatywnego wyniku referendum oraz dymisji ministra finansów Janisa Varoufakisa rozmowy między Grecją a wierzycielami będą kontynuowane. Ateny mają jednak mało czasu. Na 20 lipca przypada bowiem termin wykupu obligacji o wartości 3,5 miliarda euro, będących w posiadaniu Europejskiego Banku Centralnego. Brak terminowego rozliczenia zobowiązań będzie skutkować dalszą eskalacją kryzysu.
A. Halicki: Niebawem na poczcie zapłacimy kartą. Będzie również więcej e-usług administracyjnych
Niebawem klienci Poczty Polskiej powinni mieć możliwość płacenia kartą – zapowiada minister administracji i cyfryzacji Andrzej Halicki. Zyskają oni również możliwość załatwiania w placówce pocztowej wielu spraw administracyjnych. Rozwijanie i unowocześnianie oferty umożliwiają Poczcie Polskiej osiągnięte wyniki – 2014 rok był piątym rokiem z rzędu zyskiem.
– Na poczcie powinniśmy móc płacić kartą. Oczekuje się tego od dawna i myślę, że niebawem uda się to spełnić – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – Powinniśmy także otrzymać możliwość załatwienia spraw administracyjnych i to jest kolejny etap rozwoju Poczty Polskiej i współpracy z Ministerstwem Administracji i Cyfryzacji.
2014 był piątym rokiem z rzędu z zyskiem. Tym razem wyniósł on 142 mln zł i był o 52 proc. wyższy niż rok wcześniej. Zysk udało się zwiększyć mimo coraz silniejszej konkurencji na rynku i dalszych spadków w segmencie papierowej korespondencji (o 10 proc.).
– Dobry wynik w bardzo trudnym roku oznacza jedno – dzisiaj można z dużo większym optymizmem planować rozwój, inwestycje, a także wydatki związane z zatrudnianiem, innowacyjnością, bo myślimy o punktach, które powinny także serwować nowoczesne usługi, oraz o rozwoju firm, które związane są z tymi usługami w ramach Grupy. Poczta Polska jako narodowy operator, jako operator wyznaczony ma przed sobą lata dynamicznego rozwoju – mówi Andrzej Halicki.
– To był rok, kiedy po raz pierwszy utraciliśmy obsługę sądów i prokuratur, więc 290 mln zł uciekło nam z przychodów. Musieliśmy to nadrobić i poszukać inicjatyw nowych, przychodowych i oszczędnościowych. Cała Poczta była w to zaangażowana – mówi Jerzy Jóźkowiak, prezes Poczty Polskiej.
Podkreśla, że dobre wyniki to m.in. zasługa skutecznej restrukturyzacji. Spółce udało się utrzymać dyscyplinę kosztową – w ubiegłym roku koszty były o 300 mln zł niższe niż przed rokiem.
Motorem wzrostu był za to rynek usług paczkowo-kurierskich. Wzrost Poczty Polskiej w tym segmencie był dwukrotnie szybszy niż na całym rynku. Usługi kurierskie stanowią połowę wolumenu na tym rynku i w ubiegłym roku wzrosły o 50 proc. Tak dobre wyniki powodują, że ten segment znalazł się w centrum strategii Poczty Polskiej. Spółka chce w tym segmencie osiągnąć 1,5 mld zł przychodów do 2020 roku (100-proc. wzrost).
– Usługi e-commerce są dla nas najważniejsze z perspektywy przyszłości. Zakładamy, że będziemy potrzebować ok. 0,5 mld zł na inwestycje w samo e-commerce, a w perspektywie 2020 roku inwestycje Poczty sięgną 1,5 mld zł – podkreśla Jóźkowiak. – Myślimy też o zautomatyzowanych liniach do sortowania paczek, czyli dostosowaniu się do potrzeb klienta.
Poza ofertą usług logistycznych spółka chce rozwijać także usługi bankowe i ubezpieczeniowe.
Poczta Polska będzie inwestować także w ludzi – na przestrzeni ostatnich lat wydatki na ten cel sięgnęły 600 mln zł (w 2014 roku 240 mln zł). Inwestycje objęły projekty rozwojowe wspierające m.in. aktywizację sprzedaży, obsługę klienta i jakość świadczenia usług.
Drugim priorytetem jest usprawnianie procesów, co oznacza duże inwestycje w nowoczesne systemy informatyczne
– Poczta dotąd jeszcze nie ma scentralizowanego systemu księgowego, co jest już domeną wszystkich dużych spółek Skarbu Państwa. Poza tym system okienkowy, który usprawni i ułatwi obsługę klientów, i wszystkie inne rzeczy wspomagające obsługę klienta – podkreśla prezes Poczty Polskiej.
Świadczenie emerytalne warto przeliczyć. Większe korzyści dla absolwentów i przebywających na urlopach wychowawczych przed 1999 r.
Nowe zasady ustalania kapitału początkowego mogą pomóc zwiększyć emeryturę. Na wyższe świadczenie mogą liczyć matki, które przebywały na urlopie wychowawczym, można też liczyć na większe korzyści za okres studiów. Przepisy pozwalają też na wybór tej tablicy dalszego trwania życia, która jest korzystniejsza dla emeryta. Wniosek o przeliczenie można złożyć w dowolnym momencie – ZUS ma 60 dni na jego rozpatrzenie.
– Nowa regulacja daje osobom, które mają zreformowane emerytury lub ubiegają się o nie, możliwość wybrania tablicy średniego dalszego trwania życia, albo tej z momentu ubiegania się o emeryturę, albo wówczas, gdy osiągały wiek emerytalny. To praktyczna korzyść dla emerytów – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Bednarczyk, dyrektor Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Z tablic dalszego trwania życia ogłaszanych przez GUS w ostatnich latach wynika, że średni wskaźnik dalszego trwania życia ulega stopniowemu wydłużeniu. Dotychczas nawet mimo wyższych składek wzrosty emerytur nie były odczuwalne, bo wydłużał się również wiek życia na emeryturze. Teraz dla osób, które po przekroczeniu wieku emerytalnego pracowały lub pracują, świadczenia po nowych zasadach przeliczania mogą okazać się wyraźnie wyższe.
– Osoba, która ma wiek emerytalny np. 60 lat i 8 miesięcy, składa wniosek o emeryturę w wieku 64 lat. Zgodnie z dotychczasowymi przepisami bierze się tablicę średniego dalszego trwania życia z tego roku, w którym wniosek jest składany. A jeśli popatrzymy na tablicę z 2015 roku i tablicę sprzed 4 lat, to oczywiście dla osoby 64-letniej zauważymy istotną różnicę – tłumaczy ekspertka.
Dla osób 64-letnich urodzonych w styczniu jeszcze w 2012 roku GUS prognozował średnio 220,2 miesiąca życia, w 2014 już 221,7 a w 2015 roku – 226,2 miesiąca. Teraz będzie można wybrać do wyliczenia emerytury tę tablicę, która jest korzystniejsza.
Dzięki zmianie ustawy na wyższe emerytury mogą liczyć matki, które urodziły dziecko i przebywały na urlopie wychowawczym przed 1999 rokiem. Za każdy rok tego okresu uwzględnia się po 1,3 proc. podstawy wymiaru kapitału początkowego, a nie jak dotychczas po 0,7 proc. podstawy wymiaru. Na zmianie mogą skorzystać również te osoby, które studiowały przed 1999 rokiem, bo uwzględniony może zostać dłuższy wymiar okresu studiów wyższych.
– Aby skorzystać z przepisów zmienionych od maja, osoba, która pobiera już emeryturę, powinna złożyć wniosek o przeliczenie. Nie ma żadnego określonego terminu. Wniosek można złożyć w każdym momencie. Działa on na pierwszy dzień miesiąca, w którym został złożony. Nie ma więc obawy, że niezłożenie wniosku w ciągu kilku miesięcy spowoduje, że utraci się ewentualne korzyści – przypomina Bednarczyk.
Na wydanie decyzji trzeba czekać do 60 dni od daty ustalenia ostatniej okoliczności. Ekspertka zaznacza jednak, że jest to czas maksymalny, a ZUS stara się załatwiać sprawy w miarę ich wpływu. Przeciętny czas oczekiwania na decyzję może wynosić ok. 30 dni. Co więcej, nie ma obowiązku składania wniosku na określonym druku, choć taki został przygotowany.
– Wniosek złożony nawet na zwykłej kartce będzie przyjęty, jeśli tylko wynika z niego, o co dana osoba się ubiega, czy o przeliczenie kapitału początkowego, czy o emeryturę. Wniosek można złożyć w każdej placówce ZUS. Nawet jeśli trafi do niewłaściwego organu, na pewno zostanie przekazany właściwemu i tam też będzie rozpatrzony – podkreśla Ewa Bednarczyk.
Stock Polska z nowym centrum logistycznym w Lublinie. Większe możliwości magazynowania i dystrybucji
Producent alkoholi Stock Polska otworzył w Lublinie nowe centrum logistyczne. Obiekt ma zrewolucjonizować łańcuch dostaw w firmie, począwszy od zamówień butelek czy etykiet, poprzez możliwości magazynowania, aż po dystrybucję na rynki zbytu. To kolejna już inwestycja Stock Polska w regionie – pół roku temu zakończyła się budowa nowych instalacji produkcyjnych.
– Bardzo się cieszę, że możemy otworzyć nowe centrum logistyczne Stock Polska w Lublinie. Jest to dopełnienie wieloletnich inwestycji w produkcję. Teraz mamy obiekt logistyczny, dzięki któremu możemy tę produkcję obsługiwać na światowym poziomie – mówi agencji Newseria Allan Jagger, dyrektor logistyki i systemów operacyjnych Stock Polska.
Praca w nowym obiekcie ruszy w ciągu kolejnych tygodni. Będą go obsługiwać pracownicy obecnego centrum logistycznego w Niemcach koło Lubartowa.
– Teraz, po oficjalnym otwarciu inwestycji, naszym priorytetem jest wprowadzenie się do nowego budynku i uczynienie go w pełni operacyjnym, tak byśmy mogli oferować wszystkie usługi, których potrzebują nasi klienci – mówi Jagger.
Jak podkreśla, nowe centrum ma znacznie zwiększyć łańcuch dostaw w Stock Polska. Nowy obiekt to nie tylko większa elastyczność i możliwości magazynowania, lecz także integracja procesów planowania całej produkcji i dystrybucji w łańcuchu dostaw.
– Centrum znajduje się znacznie bliżej naszej fabryki, więc cały łańcuch dostaw korzysta na tej inwestycji. Ważnym aspektem jest większa elastyczność – od zamówień do wyrobów gotowych – podkreśla Allan Jagger. – Dzięki temu skupiamy całą naszą aktywność logistyczną w jednym miejscu. Oznacza to, że mamy możliwość przechowywania całej produkcji z zakładu w Lublinie i możemy prowadzić dystrybucję na wszystkie nasze rynki, nie tylko w Polsce.
Nowe centrum logistyki o powierzchni 33,5 tys. mkw. będzie dzierżawione od firmy Goodman, która buduje parki logistyczne i nimi zarządza. Przedstawiciele spółki zapowiadają, że to początek ich obecności we wschodniej części Polski.
– To miejsce jest naturalne zarówno dla Goodmana, jak i dla Stocka. Stock ma swoją fabrykę oddaloną zaledwie kilka kilometrów stąd, w centrum Lublina. Goodman jest bardzo aktywnym deweloperem w całej Europie, również w Polsce, ale do tej pory nie byliśmy obecni w tym rejonie – mówi Jarosław Czechowicz, portfolio menadżer odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Goodman. – Ta lokalizacja jest świetna, gdyż jest doskonale połączona z resztą kraju oraz z Lublinem. W związku z tym zarówno Stock, jak i my wiążemy z nią bardzo duże nadzieje.
W grudniu 2014 roku Stock Polska zakończyła inwestycję w nowe zaawansowane technologicznie instalacje, które są wykorzystywane w produkcji wódek czystych i alkoholi smakowych. W lubelskiej fabryce produkowanych jest ponad 40 różnych alkoholi wysokoprocentowych, mi.in. Żołądkowa de Luxe i Lubelskie.
Wakacje to okres żniw dla cyberprzestępców. Celem coraz częściej są urządzenia mobilne
Urządzenia mobilne, z których korzystamy podczas wyjazdów, są szczególnie narażone na ataki cyberprzestępców. Eksperci radzą, żeby nie logować się do niezabezpieczonych sieci, a jeśli już jest konieczność skorzystania z nich, to lepiej unikać transakcji bankowych. Ryzyko jest większe, bo wciąż niewielu użytkowników smartfonów chroni swój sprzęt odpowiednim oprogramowaniem. Na rynku jest wiele narzędzi gwarantujących ochronę, a ich koszt nie musi przekraczać 10 zł miesięcznie.
– Podczas wakacji częściej myślimy o tym, jak wypocząć, jak się cieszyć słońcem. Jednocześnie musimy raz na jakiś czas skorzystać z internetu, nawet niekoniecznie w celu sprawdzenia służbowej poczty, ale chociażby po to, aby wykonać przelew, spłacić kartę albo upewnić się, że na koncie znajduje się właściwa ilość środków finansowych. Zainteresowani głównie realizacją celu bardzo często nie zwracamy szczególnej uwagi na to, w jakich okolicznościach i w jakich miejscach łączymy się z siecią. Hakerzy starają się to bardzo sprytnie i szybko wykorzystać – mówi agencji Newseria Biznes Michał Iwan, dyrektor zarządzający F-Secure Polska.
Główne zagrożenie wynikają z korzystania z niezabezpieczonych sieci internetowych. Logujemy się w pubach, restauracjach, hotelach czy na lotniskach, nie zwracając uwagi na to, czy jest to sieć zabezpieczona hasłem i jak silne jest to hasło. Ekspert przekonuje, że podczas korzystania z takich sieci, powinniśmy unikać wykonywania transakcji bankowych i finansowych.
– Jeżeli już to musimy zrobić, to zwracajmy uwagę na to, czy urządzenie jest chronione. Nikt za nas nie pomyśli o bezpieczeństwie, nie oczekujmy tego tylko od udostępniającego połączenie z internetem czy od samej platformy do płatności, gdyż wiele zagrożeń czyha na nas jeszcze zanim wylądujemy na szyfrowanej stronie banku. Pamiętajmy, że inne zabezpieczenia mamy na komputerach osobistych, a inne na telefonach komórkowych. Niezależnie od tego, czy korzystamy z urządzenia z systemem Windows, czy z systemem Android, może ono stać się celem ataku hakera – mówi Michał Iwan.
Jednym z zabezpieczeń jest system antywirusowy na urządzenia mobilne. Iwan przekonuje jednak, że jeszcze bardziej skuteczną ochronę daje VPN, czyli aplikacja, która zabezpiecza połączenia odpowiednim kluczem.
– Jeżeli nawet haker będzie próbował przechwycić nasz ruch, nie będzie go w stanie odczytać, bo będzie on zabezpieczony odpowiednim algorytmem szyfrującym – wyjaśnia Michał Iwan.
Wciąż jednak niewielu użytkowników urządzeń mobilnych ma świadomość zagrożeń i stara się przed nimi chronić. Eksperci przekonują, że na rynku jest wiele produktów, które mogą zabezpieczyć smartfony i tablety, trzeba tylko wybrać odpowiednie. Również koszt nie jest dużym problemem, bo skuteczne oprogramowanie można kupić za mniej niż 10 złotych miesięcznie. Producenci tacy jak F-Secure i inni umożliwiają wykupienie licencji na określoną liczbę miesięcy, tak więc koszt nie musi równać się rocznej subskrypcji.
– Na rynku jest wiele różnych rozwiązań. W sklepach internetowych zdarzają się jednak oprogramowania, które podają się za program antywirusowy, wcale nimi nie będąc. De facto mogą wyrządzić więcej szkód niż pożytku. Dlatego spędźmy trochę czasu na tym, żeby wybrać odpowiednie rozwiązanie, albo zaufajmy komuś, kto taką wiedzę już ma – doradza Iwan.
Wyjaśnia, że niektóre dostępne na rynku narzędzia chronią tylko przed wirusami, a niektóre także przed innymi zagrożeniami. Ekspert zwraca uwagę na konieczność ochrony przed tzw. trackingiem, czyli śledzeniem naszych ruchów w sieci. Dzięki niemu usługodawcy wiedzą, co lubimy, gdzie przebywamy i jakie mamy preferencje zakupowe.
– Na przykład F-Secure Freedome chroni ruch między użytkownikiem a punktem, z którym chce się on połączyć, ale zapobiega też trackingowi – mówi Michał Iwan. – Warto stosować rozwiązania, które sprawią, że będziemy w internecie anonimowi. Nie jest tajemnicą, że w momencie kiedy usługodawca zda sobie sprawę z tego, że jesteśmy czymś bardziej zainteresowani niż inny użytkownik, może za pośrednictwem wszelkiego rodzaju dostępnych na rynku mechanizmów wystawiać w sklepach wyższą cenę dla nas niż dla pozostałych użytkowników – dodaje.
Podkreśla, że ewentualne straty poniesione w wyniku cyberataku znacznie przekraczają koszt zakupu zabezpieczenia.
Polska Ekstraklasa coraz bezpieczniejsza. Tylko jeden poważny incydent w minionym sezonie

Bezpieczeństwo na stadionach coraz większe. Tylko jeden incydent z użyciem przemocy fizycznej i dwa na tle rasistowskim – to bilans minionego sezonu polskiej Ekstraklasy. Dwa razy dla publiczności został także zamknięty stadion. Problemem nadal pozostaje jednak używanie materiałów pirotechnicznych przez kibiców.
Polska Ekstraklasa staje się coraz bezpieczniejsza. W zakończonym na początku czerwca sezonie doszło do znacznie mniejszej liczby przypadków naruszenia porządku niż w latach ubiegłych. Z raportu „Bezpieczeństwo na meczach Ekstraklasy w sezonie 2014/2015” wynika, że podczas wszystkich 296 meczów Ekstraklasy miał miejsce tylko jeden incydent z użyciem przemocy. Oznacza to, że liczba poważnych zakłóceń porządku zmniejszyła się o ponad 83 proc. w stosunku do sezonu 2013/2014.
– Na stadionach Ekstraklasy nie mamy incydentów związanych z rasizmem w dużej liczbie – były tylko dwa takie przypadki, ten spadek nas cieszy. Spadły znacząco także statystyki dotyczące pirotechniki, aż o kilkanaście procent – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Animucki, wiceprezes Ekstraklasa SA.
W minionym sezonie zanotowano 54 przypadki użycia materiałów pirotechnicznych podczas meczów. To o 14 mniej w stosunku do sezonu poprzedniego, nadal jednak dość dużo. W okresie od 18 lipca 2014 do 7 czerwca 2015 tylko dwa razy zostały ponadto podjęte decyzje o zamknięciu stadionu lub trybun. W sezonie poprzednim decyzje takie zapadły aż 19 razy. Zdaniem przedstawicieli Ekstraklasy poprawa bezpieczeństwa na stadionach to w dużej mierze efekt wdrożonego dwa lata temu projektu „Bezpieczne stadiony Ekstraklasy”.
– To jest proces długotrwały. Różnego rodzaju incydenty na stadionach Bundesligi, Premier League czy ligi hiszpańskiej pokazują, że nie wszystko jest tak, jak byśmy sobie życzyli. W porównaniu do głównych lig jesteśmy jednak naprawdę na bardzo dobrym poziomie. Chwalą nas nawet przedstawiciele lig zagranicznych czy zachodni eksperci – mówi Marcin Animucki.
Wiceprezes Ekstraklasa SA twierdzi, że poprawa bezpieczeństwa na stadionach była możliwa dzięki współpracy różnych podmiotów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, a więc środowiska piłkarskiego, policji, administracji publicznej (głównie samorządów lokalnych) oraz organizacji kibicowskich. W następnych latach Ekstraklasa zamierza kontynuować tę politykę. Planuje też odchodzić od zamykania stadionów i trybun, co okazało się mało efektywnym sposobem walki z zagrożeniami bezpieczeństwa podczas meczów.
– Wsparcie przez samorządy czy administrację publiczną budowy nowoczesnych stadionów pozwoliło na stworzenie bazy, na której kluby dzisiaj budują kwestię związaną z bezpieczeństwem. Nowoczesne stadiony są tak zaprojektowane, aby były bezpieczne. Kluby przeznaczają także wiele pieniędzy na zabezpieczenie imprez masowych, chodzi tutaj o bardzo wysoki poziom stewardingu czy ochrony meczu – mówi Marcin Animucki.
Nowy sezon Ekstraklasy rozpocznie się 17 lipca, a zakończy 21 maja 2016.
Po zamachach w Tunezji polscy turyści wybierają inne kraje basenu Morza Śródziemnego. Więcej osób decyduje się na wypoczynek w Polsce
Zagrożenie terroryzmem sprawiło, że turyści rezygnują z wyjazdu do Tunezji, dotychczas będącej jedną z najpopularniejszych wakacyjnych destynacji. Zyskają na tym inne kraje basenu Morza Śródziemnego – Hiszpania, Turcja, Egipt i kraje bałkańskie. W tym roku najchętniej wybieramy Grecję, mimo zawirowań politycznych i ekonomicznych. Ceny wyjazdów utrzymują się na zbliżonym poziomie, ze względu na ataki terrorystyczne niższy jest koszt wyjazdu do Tunezji.
– W związku z wydarzeniami w Tunezji inne kraje mogą zyskać na popularności. To tradycyjnie rejon basenu Morza Śródziemnego, czyli Grecja, Turcja, Egipt, Hiszpania, również Bułgaria, Chorwacja i inne kraje bałkańskie – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Niewiadomski, prezes Polskiej Izby Turystyki (PIT).
W ubiegłym roku Tunezja była jednym z najpopularniejszych wakacyjnych kierunków. Wyjechało tam ponad 100 tys. polskich turystów. W tym roku już po marcowych zamachach biura podróży notowały spadek zainteresowania tym krajem. Z danych generowanych przez systemy rezerwacyjne wynika, że sprzedaż spadła o blisko 30 proc. Po czerwcowych zamachach część biur podróży wycofała Tunezję ze swojej oferty.
– Jest też grupa turystów, którzy nie chcą słyszeć o odwołaniu wyjazdu. Trzeba do tego podchodzić indywidualnie. Zalecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest takie, aby powstrzymywać się od wyjazdów do tego kraju. W Polsce turyści reagują zawsze tak samo – kierunek, w którym coś się wydarzyło, jest ponownie popularny po około 2 miesiącach – wskazuje ekspert.
Więcej osób może zdecydować się na wypoczynek w Polsce. W tym roku ma być to blisko 10 mln osób, o 1 mln więcej niż w roku ubiegłym. Z badań firmy Nielsen Polska, zleconych przez Mondial Assistance, wynika, że najpopularniejszym zagranicznym kierunkiem, podobnie jak rok temu, jest Grecja. W 2014 roku wybrał ją co czwarty polski turysta. W tym roku, niezależnie od sytuacji ekonomicznej Grecji, wciąż wybierze ją wielu turystów, zwłaszcza że w ofercie biur podróży pojawiły się mniejsze wyspy, gdzie dotychczas wyjazdów nie było.
– Grecja jako kierunek wyjazdów zorganizowanych w tym roku bije rekordy popularności. Nie obserwujemy żadnych zmian po tym okresie, kiedy pojawiły się informacje medialne dotyczące możliwości wystąpienia różnych problemów, np. z podejmowaniem gotówki z bankomatów – zaznacza Niewiadomski.
Ekspert przypomina, że podczas wyjazdu do Grecji należy zabrać więcej gotówki, bo wypłata pieniędzy z bankomatu może być utrudniona. W przypadku turystów, którzy podróżują na własną rękę, warto oprócz wyrobienia karty EKUZ wykupić dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. Pojawiają się sygnały o możliwych problemach w funkcjonowaniu publicznej służby zdrowia.
– Klienci, którzy wyjeżdżają za pośrednictwem biur podróży i korzystają z zorganizowanego wypoczynku, mają takie ubezpieczenie w pakiecie. Komercyjne ubezpieczenie kosztów leczenia i następstw nieszczęśliwych wypadków to obowiązek ustawowy biur podróży – przypomina prezes PIT.
Mniejsze zainteresowanie turystów Tunezją raczej nie wpłynie na wzrost cen wycieczek do innych krajów.
– Ceny wycieczek do Tunezji minimalnie spadły. Tutaj decydują prawa popytu i podaży, ale dopiero pod koniec sezonu turystycznego będziemy mogli przeanalizować dokładnie, jaki efekt spowodowały ostatnie wydarzenia – ocenia Niewiadomski.
W tym roku średni szacowany koszt wyjazdu wakacyjnego na jedną osobę jest tylko nieznacznie wyższy, to wzrost z 1,6 tys. zł w 2014 roku do blisko 1,8 tys. zł. Wybierając zagraniczny wypoczynek, należy liczyć się z kosztem 2,6 tys. zł. Połowę tego zapłacimy za wypoczynek w Polsce.
Ile zapłacimy za miejsce postojowe w garażu podziemnym?
W jakiej cenie deweloperzy oferują miejsca postojowe w powstających osiedlach? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl przeprowadzili sondę wśród firm by sprawdzić, w których inwestycjach nabywcy mieszkań są zobligowani do ich zakupu.
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od miasta i charakterystyki projektu. W inwestycjach realizowanych przez LC Corp ceny miejsc postojowych wynoszą od 15 tys. zł do 40 tys. zł, a ich zakup nie jest obligatoryjny.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
W ofercie każdej z naszych inwestycji znajdują się miejsca garażowe. W zależności od projektu koszt ich zakupu wynosi od 29 tys. do 45 tys. zł. Miejsca postojowe są na ogół przyporządkowane do zakupu lokalu, jednak nie zawsze ich nabycie jest konieczne. Wszystko zależy od uwarunkowań konkretnego budynku.
Karolina Guzik, koordynator sprzedaży Skanska Residential Development Poland
Na położonym na pograniczu Żoliborza i Bielan Osiedlu Mickiewicza klienci mogą nabyć miejsce garażowe w parkingu podziemnym nieobligatoryjnie w cenie 39 900 zł. Natomiast w Parku Ostrobramska na warszawskiej Pradze-Południe zakup ten jest obligatoryjny, a jego koszt to 24 900 zł. Parkingi, wyposażone w odpowiednią wentylację i czujniki, przystosowane są również do samochodów z instalacją LPG. W Parku Ostrobramska mieszkańcy mają także do dyspozycji ładowarkę do samochodów elektrycznych.
Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord
Garaże w naszych projektach kosztują średnio 25 tys. zł, a ich zakup do niektórych mieszkań nie jest konieczny.
Magdalena Rurarz, dyrektor działu sprzedaży i marketingu Victoria Dom
Zakup miejsc garażowych w naszych inwestycjach jest obowiązkowy. Ceny miejsc garażowych kształtują się od 25 tys. zł za miejsce standardowe do 36 tys. zł za miejsce podwójne . Ceny są zależne od rodzaju i wielkości miejsca postojowego.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
W większości naszych inwestycji w podziemiach zaaranżowany jest garaż przynależny do nieruchomości. Średni koszt wykupu miejsca parkingowego wynosi 27 000 zł. Zakup miejsca garażowego we wszystkich inwestycjach Wawel Service jest dobrowolny.
Michał Witkowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates
Z zasady w naszych inwestycjach zakup miejsca parkingowego w podziemnym garażu jest obowiązkowy. Wyjątkiem jest nasza aktualna oferta w budynku ConceptHouse Mokotów, gdzie klient sam może podjąć decyzję, czy chce zdecydować się również na zakup miejsca garażowego. W tej inwestycji w ramach promocji – Ostateczna wyprzedaż – obniżyliśmy koszt miejsca postojowego do 26 tys. zł.
Miejsca postojowe w naszych inwestycjach zazwyczaj kosztują ok. 40 tys. zł, w zależności od projektu i kondygnacji garażu. Im niższy poziom, tym cena jest niższa.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Ceny miejsc garażowych rozpoczynają się w naszych inwestycjach od 10 tys. zł. W takiej cenie można je nabyć w Oazie Piątkowo w Poznaniu. W większości inwestycji cena wynosi ok. 20 tys. zł. Miejsce garażowe zapewnia wygodę i bezpieczeństwo pojazdów mieszkańców. Można je także potraktować jako inwestycję i przeznaczyć pod wynajem.
Katarzyna Żarska z firmy Marvipol
Miejsce parkingowe w garażu podziemnym w naszych inwestycjach kosztuje od 24 900 do 39 000 zł. Zakup miejsc postojowych nie jest z zasady obowiązkowy, są jednak wyjątki. W inwestycji Central Park Ursynów przy ul. Kłobuckiej w Warszawie na obszarze ponad 10 hektarów, w 24 budynkach powstanie ponad 2 500 mieszkań, a cały ruch kołowy po osiedlu będzie zlokalizowany w garażu podziemnym. W tym przypadku zakup miejsca parkingowego w garażu jest warunkiem koniecznym, aby zapewnić przyszłym mieszkańcom wygodne parkowanie. Cena nie jest jednak wysoka, wynosi 24 900 zł.
Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest
W zależności od inwestycji dysponujemy miejscami parkingowymi w garażu podziemnym, miejscami naziemnymi, które zlokalizowane są na parterze budynku , miejscami na platformach parkingowych oraz tzw. miejscami rodzinnymi, umożliwiających zaparkowanie dwóch samochodów. Rodzaje miejsc determinują ceny, które kształtują się w przedziale 20-30 tys. zł.
W organizowanych często promocjach w cenie jednego miejsca można otrzymać dwa lub też miejsce parkingowe może być wliczone w cenę mieszkania. Obecnie w cenie mieszkania w budynku przy ul. Strąkowej na warszawskim Bemowie klienci otrzymują jedno miejsce parkingowe, a dodatkowe mogą dokupić w cenie 5 tys. zł. Z założenia do każdego mieszkania należy zakupić miejsce parkingowe, ale istnieją od tej reguły wyjątki.
Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa
W warszawskiej Białołęce w osiedlu Tarasy Dionizosa zakup garażu jest obowiązkowy. Miejsce postojowe w garażu podziemnym kosztuje 24 300 zł. Do rodzinnego, podwójnego miejsca garażowego trzeba dopłacić dodatkowo 10 tys. zł.
Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan
Zakup miejsca garażowego w zależności od inwestycji jest z reguły obligatoryjny. Oprócz miejsc podziemnych, oferujemy naszym klientom również miejsca postojowe naziemne. Ceny miejsc mieszczą się w przedziałach od 10 tys. do 29 tys. zł. Niektóre z projektów, w tym mieszkania bezczynszowe, mają przewidziane jedno, a czasem dwa miejsca postojowe w cenie lokalu.
Monika Kudełko z firmy Activ Investment
W zależności od lokalizacji inwestycji ceny miejsc parkingowych kształtują się na poziomie od 20 tys. do 25 tys. zł. We wrocławskiej inwestycji Skarbowców etap II miejsca postojowe są już wliczone w cenę mieszkania, która wynosi od 4750 zł /m kw. Zakup miejsc parkingowych w naszych projektach nie jest obligatoryjny.
Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
Cena miejsca garażowego zależy od lokalizacji, co jest również związane z kosztami realizacji poszczególnych inwestycji, w tym m.in. budowy, czy zakupu działki. Najwięcej kosztują miejsca w projektach warszawskich. W 17 piętrowym budynku TRIO Apartamenty cena miejsca w garażu podziemnym wynosi 42 tys. zł, a w inwestycji Hubertus 34 tys. zł. Miejsce garażowe w gdańskim osiedlu Wolne Miasto kosztuje niespełna 20 tys. zł. W tej inwestycji oferujemy również miejsca naziemne w cenie 7 tys. zł. Szczególnie w Warszawie klienci chętnie kupują miejsca garażowe z uwagi na niedostateczną ilość miejsca do parkowania, które zapewnia miasto.
Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Realizowane przez Grupę Waryński kompleksy mieszkaniowe oferują rozbudowaną infrastrukturę osiedli, na którą składają się m.in. komfortowe miejsca parkingowe. W każdym z etapów naszych projektów zaplanowaliśmy miejsca parkingowe, zlokalizowane zarówno w garażach podziemnych, jak i wokół inwestycji. W żadnej z inwestycji zakup miejsca parkingowego nie jest obligatoryjny, jednak należy zaznaczyć, że cieszą się one bardzo dużym zainteresowaniem nabywców.
W przypadku Stacji Kazimierz pojedyncze miejsce parkingowe w garażu podziemnym to koszt ofertowy w wysokości 29 tys. zł. W Mieście Wola cena kształtuje się na poziomie 30 tys. zł. Przygotowaliśmy również atrakcyjne pakiety rodzinne na dwa samochody, w których cena w rozbiciu na pojedyncze miejsce jest zdecydowanie niższa.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w firmie Home Invest
Zakup miejsca postojowego w przypadku inwestycji realizowanych przez Home Invest jest obowiązkowy. Nie stanowi to jednak bariery w procesie zakupu nieruchomości, bowiem zazwyczaj klienci są zainteresowani wykupieniem miejsca, czy w garażu podziemnym, czy zewnętrznego miejsca postojowego. Ceny miejsc postojowych różnią się w zależności od inwestycji. Obecnie oferujemy 50 proc. rabat na miejsca postojowe w warszawskiej inwestycji Na Sokratesa na Bielanach i 10 tys. zł zniżki na miejsca garażowe w osiedlu Krasińskiego 58 na Żoliborzu.
Autor: Kamil Niedźwiedzki
Suma środków zainwestowanych w nieruchomości komercyjne sięgnęła w 2014 r. rekordowego poziomu 13,6 bln USD
Według najnowszej, 41. edycji raportu firmy DTZ Money into Property ogólna suma środków ulokowanych w nieruchomości komercyjne wzrosła w 2014 r. o 5% i osiągnęła rekordowy poziom 13,6 bln USD.
Największy wzrost kapitału zanotowano w regionie Azji i Pacyfiku, tj. o 10% do 5,1 bln USD. W Ameryce Północnej nastąpił przyrost o 5% do 4,2 bln USD. Z kolei wartość zainwestowanego kapitału w nieruchomości w Europie utrzymała się na poziomie 4,4 bln USD, choć w ujęciu w walucie euro nastąpił wzrost o 2% do 3,4 mld EUR, co oznacza przebicie szczytowego poziomu z 2007 r. na poziomie 3,3 mld EUR.
Największy wzrost kapitału zainwestowanego na rynku nieruchomości komercyjnych miał miejsce w Turcji (wzrost o ok. 30%), a największy odpływ nastąpił w Rosji (spadek o, blisko 20%), co jest efektem sankcji nałożonych przez Unię Europejską i konfliktu na Ukrainie.
Odnotowano wzrost zaangażowania kapitału własnego w inwestycje w nieruchomości kosztem finansowania dłużnego. W konsekwencji stosunek wysokości długu do wartości nieruchomości spadł w ubiegłym roku do 55% wobec 56% w 2013 r.
Wolumen transakcji inwestycyjnych w ujęciu globalnym wyniósł na koniec 2014 r. 633 mld USD, co stanowi wzrost o 20% w stosunku do 2013 r. Największy, 32-procentowy wzrost wartości transakcji inwestycyjnych odnotowano w Europie. Eksperci firmy DTZ szacują, że globalny wolumen inwestycji w nieruchomości może wynieść w bieżącym roku 771 mld USD.
Analitycy firmy DTZ przewidują również, że w 2015 r. inwestorzy na całym świecie mogą przeznaczyć rekordowy poziom nowych środków na inwestycje w nieruchomości komercyjne o wartości 429 mld USD.
– Europejski rynek nieruchomości komercyjnych jest narażony na ryzyko wzrostu stóp procentowych. To może wywołać spadek aktywności inwestycyjnej i odwrócenie przepływu kapitału, co wpłynęłoby na wycenę. Niemniej jednak rynek nieruchomości wygląda obecnie atrakcyjnie na tle innych klas aktywów. Przewidujemy, że wolumen transakcji w Europie wzrośnie w tym roku o 10% do 280 mld USD, a apetyt inwestycyjny utrzyma się do 2016 r. – mówi Craig Maguire, Dyrektor Zespołu Rynków Kapitałowych, DTZ.
Liczba IPO na świecie w pierwszej połowie 2015 roku wzrosła o 6% w porównaniu z 2014 rokiem, ale ich łączna wartość była mniejsza
W sumie przeprowadzono 631 pierwszych ofert publicznych akcji, a ich wartość wyniosła 103,7 mld USD. Generalnie jednak – wynika z raportu EY„Globalne trendy IPO” – widać spowolnienie na rynkach kapitałowych. Wyjątkiem są Chiny.
Pierwsze oferty publiczne przestają być głównym źródłem zdobywania kapitału. Coraz szersze możliwości finansowania, np. poprzez fuzje i przejęcia, fundusze typu private equity lub venture capital, powodują, że wiele firm nie decyduje się na wejście na giełdę.
– Spowolnienie IPO w 2015 roku nie oznacza powszechnego braku pewności ze strony potencjalnych emitentów – mówi Artur Żwak, Partner w Dziale Audytu EY. – To ochłodzenie rynku odzwierciedla czas, którego przedsiębiorcy i prezesi firm potrzebują na rozważenie wszystkich dostępnych źródeł finansowania– dodaje.
Europa wypada najsłabiej
W sumie w Europie było 122 pierwszych ofert akcji, o 27% mniej niż w analogicznym okresie 2014 r. Wartość wszystkich wyniosła 31,5 mld USD. Głównymi powodami spowolnienia, wskazywanymi w raporcie EY były: niepewna sytuacja gospodarcza na kontynencie, wybory w aż 7 krajach, napięta sytuacja związana z Ukrainą i Rosją oraz wciąż nierozwiązany kryzys grecki.
Londyn nadal jest wiodącą, europejską giełdą, chociaż IPO o największej wartości miały miejsce w Madrycie, który stał się czwartą giełdą na świecie. Generalnie w Europie na giełdę wchodziły przede wszystkim firmy z sektora przemysłowego, dóbr konsumenckich oraz ochrony zdrowia.
Polska nieco lepsza od reszty kontynentu
W pierwszej połowie 2015 roku na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowało 7 spółek, zaledwie o 1 mniej niż w tym samym okresie 2014 roku. Dodatkowo 3 spółki przeniosły się z NewConnect na główny parkiet. Całościowa wartość IPO w Warszawie to około 1,3 mld PLN.
– Pod względem wartości ofert publicznych ten rok jest dla warszawskiej giełdy o wiele lepszy. W pierwszej połowie 2014 r. debiuty były w sumie warte nieco ponad 440 mln PLN – mówi Artur Żwak. Trzy największe, tegoroczne debiuty, czyli Uniwheels, Wirtualna Polska oraz Idea Bank były warte więcej niż wszystkie debiuty z pierwszej połowy 2014 roku, przy czym statystykę zawyża debiut Uniwheels – dodaje.
Polskie IPO to przede wszystkim sektor budownictwa, motoryzacyjny, nowoczesnych technologii, finansowy oraz private equity.
Chiny królują
Ponad połowa wszystkich światowych IPO (57%) przypada na szybko rozwijające się kraje, w tym głównie na Chiny. W tym roku w Państwie Środka było o 132% więcej pierwszych ofert publicznych – aż 239 transakcji, o wartości 40 mld USD, czyli 141% więcej niż w analogicznym okresie 2014 r. Poza tym czterech chińskich emitentów zadebiutowało w USA i dwóch w Londynie. Główne sektory chińskich IPO to przemysł, surowce naturalne, nowoczesne technologie, ochrona zdrowia i produkty konsumenckie.
Pozostałe kraje Azji oraz kraje Pacyfiku także zanotowały wzrost zarówno liczby jak i wartości IPO. Odpowiednio było to 355 ofert wartych 48,4 mld USD.
Stany Zjednoczone odrabiają straty
2014 rok był w Stanach Zjednoczonych rekordowy (od 14 lat) pod względem liczby pierwszych ofert publicznych akcji, więc trudno będzie osiągnąć lepszy wynik. Zwłaszcza że amerykańska gospodarka dopiero teraz odżywa po ciężkiej zimie, która miała poważny wpływ na cały biznes. W sumie w USA było 101 IPO, czyli o 36% mniej niż w pierwszej połowie 2014. Łączna wartość ofert to 19,4 mld USD. Najczęściej emitentami były firmy związane z ochroną zdrowia, nowoczesnymi technologiami (chociaż było ich zdecydowanie mniej niż rok temu) oraz sektorem finansowym.
Które giełdy najlepsze?
Największe pod względem wartości IPO miały miejsce w Szanghaju, Hongkongu, Nowym Jorku, Madrycie, Shenzhen oraz na NASDAQ. Poza Chinami najbardziej wartościowe oferty przeprowadzono w USA, Japonii, Wielkiej Brytanii, Australii i Francji.
– Zarówno niesłabnąca wiara inwestorów w rynki kapitałowe jak i szerokie plany dotyczące IPO w najbardziej kluczowych krajach – to czynniki, które pozwalają optymistycznie patrzeć na perspektywy ofert publicznych w drugiej połowie roku – mówi Artur Żwak. – W dodatku widać zdrową dywersyfikację emitentów z punktu widzenia zarówno sektorów gospodarki, jak i rynków, z których pochodzą.
O raporcie:
EY bada rynek IPO co kwartał na podstawie wszystkich pierwszych ofert publicznych, jakie są na całym świecie, opierając się na danych własnych oraz Dealogic. Ten raport został przygotowany na podstawie danych od stycznia do 16 czerwca 2015, przy czym uwzględniono także oferty zapowiedziane na drugą połowę czerwca.
Polski rynek świeżych warzyw i owoców wart rocznie prawie 10,9 mld zł
Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, że w okresie ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakup świeżych warzyw i owoców prawie 10,9 mld zł. W porównaniu do poprzedniego analogicznego okresu wartość tego rynku spadła o 2,1 proc.
W ujęciu wartościowym w ostatnich 12 miesiącach największy udział w rynku świeżych warzyw w miały pomidory oraz ziemniaki (40,5 proc.), z kolei największy udział w rynku świeżych owoców miały jabłka i truskawki (24,3 proc.).
W ujęciu ilościowym w ostatnich 12 miesiącach polskie gospodarstwa domowe kupowały przede wszystkim: ziemniaki (38,8 proc.), pomidory (15,0 proc.), a wśród świeżych owoców kupowały głównie jabłka (29,1 proc.). Procentowa zmiana wartości zakupów dla ziemniaków oraz pomidorów wyniosła odpowiednio: -27,4 i +4,3, natomiast w ujęciu wolumenowym wspomniane kategorie świeżych warzyw zmieniły się odpowiednio o: +5,9 proc. oraz -0,9 proc. W ramach kategorii warzyw wartym zauważenia jest ilościowy wzrost zakupów jarmużu. Na rynku owoców zakupy jabłek spadły wartościowo o 15,1 proc., ale wzrosły ilościowo – o 9,5 proc. W ramach kategorii świeżych owoców znacząco wzrosły wolumenowo oraz wartościowo zakupy granatów oraz owoców sharon/kaki.
Biorąc pod uwagę miejsca zakupu i kanały sprzedaży, największy udział w zakupach świeżych warzyw i owoców miały dyskonty (30,3 proc.), supermarkety (16,4 proc.), hipermarkety (13,5 proc.). Jednak, obok kanałów nowoczesnej dystrybucji, nadal ważną rolę spełniają sklepy wieloasortymentowe oraz uliczni sprzedawcy, których udziały w dystrybucji omawianej kategorii produktów wyniosły odpowiednio 11,6 i 14,0 proc.
O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z prowadzonego od 20 lat Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Jego próbę stanowi 8 tys. polskich gospodarstw domowych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG.
PMPG odwołuje się do premier Ewy Kopacz od decyzji KNF
Ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym stanowi naruszenie fundamentalnych zasad prawa takich jak zasada demokratycznego państwa prawnego, zasada dwuinstancyjności postępowania administracyjnego czy zasada bezstronności. W sytuacji, w której bezstronność organu budzi uzasadnioną wątpliwość, powinien być on wyłączony z toczącego się postępowania. PMPG Polskie Media SA wniosła do premier Ewy Kopacz o wyznaczenie organu administracji publicznej do przeprowadzenia postępowania odwoławczego od decyzji KNF i zapowiada inicjatywę na rzecz zmiany ustawy o nadzorze.
Zgodnie z ustawą, jedynym organem odwoławczym w przypadku kar nakładanych przez KNF jest… sam KNF. O prawidłowości decyzji orzeka nie tylko ten sam organ, ale de facto również osoby, które podpisały się pod decyzją. Oznacza to naruszenie fundamentalnych zasad prawa takich jak zasada demokratycznego państwa prawnego, zasada dwuinstancyjności postępowania administracyjnego czy zasada bezstronności. W sytuacji, w której bezstronność organu budzi uzasadnioną wątpliwość, powinien być on wyłączony z toczącego się postępowania.
„Brak rzeczywistej możliwości odwołania się od orzeczenia KNF sprawia, że Komisji bliżej do sądu kapturowego niż instytucji sprawiedliwej i wyważonej” – ocenia Michał Maciej Lisiecki, prezes PMPG Polskie Media. Zwraca uwagę, że nadzór z ustawy jest odpowiedzialny za kontrolę, ale i jednocześnie za rozwój rynku. Dlatego od nadzoru można, a nawet trzeba oczekiwać właściwego wykonywania swoich obowiązków w zakresie rozwoju rynku kapitałowego i nieprzekraczania uprawnień. „W tym aspekcie mamy do czynienia z zależnością dwustronną. Firmy nadzorowane również powinny mieć prawo oceniać działanie nadzoru, który obecnie pozostaje poza jakąkolwiek kontrolą” – podkreśla Lisiecki.
PMPG zapowiada inicjatywę na rzecz zmiany ustawy o nadzorze finansowym, który nie tylko w tym przypadku przekroczył swoje kompetencje. „Nadzorca nie może być pozbawiony kontroli” – mówi Lisiecki. – „Nadzór powinien podlegać audytowi, a Najwyższa Izba Kontroli powinna mieć możliwość skutecznego wykonywania swoich uprawnień kontrolnych w tym zakresie. W przeciwnym razie uprawnienia nadzoru mogą być nadużywane, jak m.in. w sprawie Abris Capital (http://www.biztok.pl/biznes/abris-capital-zada-minimum-2-mld-zl-odszkodowania-za-fm-bank-pbp_a18992), który obecnie żąda 2 miliardów odszkodowania od Skarbu Państwa, czyli de facto od podatników, za wadliwe decyzje urzędników”.Wydawca „Wprost” podkreśla, że do rozmowy o nowych regulacjach chce zaprosić banki, instytucje ubezpieczeniowe, spółki publiczne, przedstawicieli GPW i stowarzyszeń jak SEG, SII, a także sam KNF i Ministerstwo Finansów – któremu problem wadliwej ustawy jest znany.
Obecny wniosek PMPG do premier Ewy Kopacz o wyznaczenie bezstronnego organu odwoławczego ma związek z decyzją KNF, która w lipcu 2014 r., tuż po wybuchu afery taśmowej, nieoczekiwanie zakończyła trwające przez 3 lata postępowanie i nałożyła na wydawcę ”Wprost” karę w wysokości 500 tys. zł, jedną z najwyższych w historii [w zakresie jakiego kara dotyczy] i wysoce niewspółmierną do wyceny i kapitalizacji spółki. „Kara w wysokości 500 000 zł może w rezultacie doprowadzić do zamknięcia wydawanego od 32 lat tygodnika „Wprost”, jednego z nielicznych opiniotwórczych mediów kontrolowanych w pełni przez polski kapitał” – mówi prezes PMPG Polskie Media. Dodaje, że nadzorca powinien być przede wszystkim przewidywalny i sprawiedliwy w swoich decyzjach.
„Nie ma znaczenia, czy nadzór jest łagodny, czy surowy, powinien być natomiast bezwzględnie sprawiedliwy, tak, by nie można mu było zarzucać stronniczości. A sprawiedliwość w tym przypadku to również stosowanie w decyzjach środków adekwatnych do danej firmy. W naszym przypadku trudno mówić o adekwatności” – zaznacza Lisiecki. Podkreśla, że nadzór powinien dawać rękojmię równego traktowania podmiotów rynku, który kontroluje.
Prezes PMPG zwraca uwagę, że w przypadku odwołania PMPG, Komisja sama ma ocenić prawidłowość własnej decyzji sprzed kilkunastu miesięcy. Trudno zakładać, że ją podważy. Tym bardziej, że przewodniczący Komisji przy okazji spotkania z Lisieckim przed sejmową Komisją Finansów Publicznych zaznaczał, że w tej sprawie nie zamierza zmienić zdania. „Nie sądzi pan, że pokłócę się sam ze swoim zdaniem” – mówił Andrzej Jakubiak, który jednocześnie deklarował, że jest zwolennikiem zmiany w zakresie odwoływania się od decyzji KNF, ale podjął żadnych kroków w tym kierunku. Tymczasem dotychczasowe zmiany w ustawie zmierzały dokładnie w przeciwnym, dając coraz większe uprawnienia nadzorowi.
Pod decyzją o ukaraniu PMPG podpisali się Andrzej Jakubiak – przewodniczący KNF, Wojciech Kwaśniak – zastępca przewodniczącego KNF, Lesław Gajek – zastępca przewodniczącego KNF, Ludwik Kotecki – przedstawiciel Ministra Finansów, Jacek Męcina przedstawiciel Ministra Pracy i Polityki Społecznej oraz Jerzy Pruski – przedstawiciel Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. W sumie sześcioro z siedmiorga członków KNF.
Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, członek organu kolegialnego, który brał udział w wydaniu zaskarżonej decyzji, podlega wyłączeniu z postępowania odwoławczego. Już samo to uniemożliwia Komisji podjęcie wiążącej decyzji ws. kary dla PMPG. Komisja podejmuje bowiem uchwały zwykłą większością głosów w obecności co najmniej czterech osób wchodzących w jej skład, w tym Przewodniczącego Komisji lub jego Zastępcy. Na skutek wyłączenia sześciu z siedmiorga członków Komisji Nadzoru Finansowego od udziału w sprawie nie jest możliwe, aby sprawa PMPG została rozstrzygnięta przez ten organ. Zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym, w takim przypadku Prezes Rady Ministrów powinien wyznaczyć do załatwienia sprawy inny organ administracji publicznej. Zmiana przepisów w tym zakresie w odniesieniu do KNF (!) nie powinna mieć zastosowania z uwagi na fakt, że została wprowadzona już po złożeniu przez PMPG odwołania.
Prezes PMPG Polskie Media zapowiada, że będzie aktywnie działał na rzecz wprowadzenia ustawowej kontroli nad działalnością KNF i urealnienia środków odwoławczych. Już wkrótce planuje pierwsze robocze spotkanie przedstawicieli podmiotów działających na rynku podlegającym nadzorowi. Przedmiotem spotkania mają być propozycje zmian w ustawie o nadzorze finansowym.
Zmiany w Zarządzie MPM
Z dniem 22.06.2015 r. Grzegorz Skibiński objął stanowisko Prezesa Zarządu MPM. Założyciel firmy i pełniący do tej pory tę funkcję, Piotr Płochocki zostaje przewodniczącym Rady Nadzorczej.
Grzegorz Skibiński od początku swojej kariery zawodowej jest związany z branżą AGD. W strukturach firmy MPM, pracuje już ponad 26 lat. W tym czasie m.in. rozwijał sieć sprzedaży produktów, odpowiadał za strategię i ewaluację działań handlowych oraz współpracę z dystrybutorami sieci detalicznych.
Po prawie 30 latach zarządzania firmą, podjąłem decyzję o powierzeniu stanowiska Prezesa Zarządu mojemu wieloletniemu współpracownikowi Grzegorzowi Skibińskiemu. Do tej pory pełnił strategiczne stanowisko Dyrektora Handlowego i w dużej mierze przyczynił się do sukcesu biznesowego Spółki. Dlatego, ze spokojnym sumieniem oddaję stanowisko osobie, która doskonale zna firmę i będzie kontynuować wypracowaną do tej pory strategię zarządzania. Natomiast, ja zyskam czas na realizację nowych przedsięwzięć i wyzwań w ramach marek MPM. Poza nadzorowaniem działalności, zamierzam zająć się wprowadzaniem innowacyjnych, niestandardowych rozwiązań biznesowych, zarówno w branży AGD, jak i hotelarskiej. W niedalekiej przyszłości będę także rozwijać zaplecze logistyczne firmy MPM agd S.A. oraz chcę zaangażować się w nowy projekt z branży medycznej. – powiedział Piotr Płochocki.
Do nowego zarządu MPM dołączy także Wiesław Łakomski (ponad 30-letnie doświadczenie w branży AGD, w MPM od 2008 roku; Dyrektor ds. Rozwoju; odpowiedzialny za wdrożenie projektu poszerzenia oferty MPM o segment dużego sprzętu AGD; obecnie zajmuje się rozwojem tego segmentu oraz strategią eksportową firmy) oraz Grzegorz Nawrocki (z branżą AGD związany od 1995 roku, w MPM od roku 1998; Dyrektor ds. Kluczowych Klientów, odpowiedzialny za relację z partnerami handlowymi sektora specjalistów oraz sieci międzynarodowych, zarządzanie zespołem handlowym).
Z Piotrem Płochockim ściśle współpracuję od 26 lat. Zawsze byliśmy zgodni w kwestii wizji rozwoju oferty produktowej i przyjętej strategii handlowej. Cenię pracę dotychczasowego Prezesa i zamierzam kontynuować wypracowany model zarządzania Spółką. Objęcie nowego stanowiska pozwoli zarówno mi, jak i Panu Płochockiemu zrealizować plany i cele związane z dalszym rozwojem MPM. – powiedział Grzegorz Skibiński.
Piotr Płochocki stał na czele swojej firmy przez 27 lat. Przed wszystkim, skupił się na rozwoju oferty MPM, która obecnie obejmuje wyposażenie kuchni, domu, AGD wolnostojące, do zabudowy i nieelektryczne, sprzęt do pielęgnacji oraz klimatyzację. W 2001 uruchomił zakład produkcyjny w Szczytnie, w Mazurskiej Strefie Ekonomicznej. W tym samym czasie zadebiutował w branży hotelarskiej, uruchamiając dwa obiekty o charakterze medical spa: Villa Park Resort&Spa w Ciechocinku oraz Głęboczek Vine Resort&Spa. W 2011 roku przekształcił MPM Product w MPM agd S.A. i wydzielił spółkę MPM Hotele. Jednocześnie zapoczątkował i rozwinął działalność na rynkach zagranicznych – obecnie MPM eksportuje sprzęt do 12 krajów (m.in. Litwa, Łotwa, Czechy, Słowacja, Węgry). W 2014 roku zajął się także budowaniem nowej marki Smile, która obejmuje nowoczesne akcesoria kuchenne. Prywatnie Piotr Płochocki jest pasjonatem motocykli Harley Davidson. Jak mówi: Na pierwszych targach Domexpo w Poznaniu był tylko jeden czajnik i Harley, dzisiaj oferta MPM liczy 400 produktów i jest ten sam Harley.
21-procentowy wzrost kontraktacji usługi faktoringu po I półroczu
6 lipca 2015 r. Pragma Faktoring opublikowała dane sprzedażowe po I półroczu. Można zaobserwować 21-procentowy wzrost kontraktacji usługi faktoringu oraz wysoki wzrost liczby nowych Klientów.
W I półroczu łączna wartość kontraktacji Pragma Faktoring SA wyniosła 263,2 mln zł, co stanowi wzrost o 16% w stosunku do I półrocza 2014 r. Zgodnie z realizowaną strategią widoczne jest zwiększenie kontraktacji w ramach usługi faktoringu o 21% r/r oraz zmniejszenie wartości kontraktacji usług pożyczkowych o 10% r/r. Usługa faktoringu stanowi 89% kontraktacji ogółem.
W I półroczu Pragma Faktoring SA podpisała umowy łącznie ze 100 nowymi klientami.
| WARTOŚĆ KONTRAKTACJI W I PÓŁROCZU 2015 ROKU (w tys. zł) | |||
| I półrocze 2015 | I półrocze 2014 | r/r | |
| Faktoring z regresem | 105 347 | 119 232 | 88% |
| Faktoring ubezpieczony z regresem |
85 403 | 61 120 | 140% |
| Faktoring eksportowy * | 19 397 | 12 190 | 159% |
| FAKTORING RAZEM | 233 012 | 192 551 | 121% |
| POŻYCZKI | 30 238 | 33 533 | 90% |
| RAZEM | 263 250 | 226 084 | 116% |
* faktoring nominowany w walucie obcej, należności z regresem, w większości przypadków także ubezpieczone
„Jestem zadowolony z osiągniętych w I półroczu 2015 r. wyników dotyczących sprzedaży usług. W I półroczu 2015 r. podpisaliśmy 100 nowych umów faktoringowych. Pragma Faktoring będzie w kolejnych kwartałach regularnie zwiększać przychody i zyski, co w powiązaniu z bardzo dobrą sytuacją finansową Spółki, pozwoli na systematyczny wzrost jej wartości.” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring SA.
Pragma Faktoring S.A. na dzień 30.06.2015 r. posiadała wierzytelności o łącznej wartości 101,5 mln zł, co stanowi 9-cio procentowy wzrost r/r. Portfel faktoringowy zwiększył się o 16% r/r, a pożyczkowy uległ zmniejszeniu o 15% w stosunku r/r osiągając wartość 18,7 mln zł. Portfel faktoringowy stanowi 82% całości portfela.
„Chciałbym podkreślić również istotny wzrost dywersyfikacji portfela faktoringowego poprzez wzrost ilości Klientów, Odbiorców i ilości sfinansowanych faktur. Do systematycznego wzrostu dywersyfikacji portfela przywiązuję ogromną wagę, ponieważ w istotny sposób sprzyja to jego bezpieczeństwu i niskiej szkodliwości.”– dodaje Tomasz Boduszek.
| DYWERSYFIKACJA PORTFELA FAKTORINGOWEGO | |||||
| Okres | Obrót faktoringowy -należności sfinansowane (tys. zł) |
Liczba klientów | Liczba odbiorców (płatników) | Ilość faktur sfinansowanych przez Spółkę | Obrót (tys. zł)/ Odbiorca |
| 1 półrocze 2015 | 233 012 | 283 | 1 156 | 17 387 | 202 |
| 1 półrocze 2014 | 192 550 | 179 | 950 | 17 148 | 203 |
| 1 półrocze 2013 | 148 034 | 149 | 462 | 9 917 | 320 |
| 1 półrocze 2012 | 124 034 | 143 | 306 | 7 447 | 405 |
Toyota Mirai ze zwiększonym zasięgiem
Toyota Mirai zwiększyła zasięg na jednym tankowaniu do 502 km. To najlepszy wynik wśród wszystkich produkcyjnych samochodów nieemitujących spalin. Auto zadebiutuje w Stanach Zjednoczonych we wrześniu tego roku.
Po kolejnych udoskonaleniach Toyota Mirai zużywa na 100 km energię odpowiadającą 4,2 l benzyny w cyklu miejskim oraz poza miastem. To oznacza, że jej zasięg na jednym tankowaniu wynosi aż 502 km. Dla porównania, flagowy samochód Tesli, Model S, ma zasięg 434 km na jednym ładowaniu. Jim Lentz, CEO Toyota North America, ogłosił to podczas Aspen Ideas Festival w Kolorado.
„Już w latach ’90. Toyota zdała sobie sprawę, że elektryfikacja jest kluczem do rozwoju motoryzacji” — powiedział Lentz. — „W ciągu prawie dwóch dekad Prius przekonał miliony kierowców do samochodów elektryczno-spalinowych. Teraz Mirai rozpoczyna nową erę wydajnego transportu wodorowego”.
Mirai wejdzie na rynek amerykański we wrześniu tego roku. Auto będzie kosztowało w Ameryce 57500 USD. W wielu stanach, m.in. w Kalifornii, jej nabywcy będą mogli liczyć na rządowe dopłaty. Aby jeszcze bardziej obniżyć koszty posiadania i użytkowania samochodu, Toyota przygotowała dla nich specjalną ofertę. Przez trzy lata właściciele Mirai będą mogli liczyć na kompleksową darmową obsługę obejmującą paliwo (do 15 tys. USD), serwis (do 35 tys. mil), assistance wraz ze zwrotem kosztów przerwy w podróży (do 500 USD dziennie przez maks. 5 dni), całodobowe wsparcie telefonicznego centrum technicznego oraz system komunikacji multimedialnej, wraz z aplikacją do lokalizacji stacji tankowania wodoru. Gwarancja na kluczowe elementy układu napędowego będzie trwała 8 lat (do 100 tys. mil).
Obecnie w Kalifornii znajduje się 10 stacji tankowania wodoru, jednak władze stanu systematycznie rozbudowują infrastrukturę. Wyliczono, że wystarczy 85 strategicznie rozlokowanych stacji, by zapewnić kierowcom możliwość dotarcia do nich w 6 minut z dowolnego miejsca Kalifornii. Stacje powstają we współpracy z Toyotą oraz innymi producentami samochodów inwestującymi w FCV, a także z przedsiębiorstwami produkującymi gazy przemysłowe.
Podstawowym celem producentów samochodów nieemitujących spalin jest stworzenie masy krytycznej, która przełamałaby dominację pojazdów spalinowych. Toyota najwyraźniej wyciągnęła właściwe wnioski z trudności Tesli, która do 2014 roku chroniła swoje technologie patentami, by po 10 latach działalności wciąż borykać się z problemem niszowości samochodów elektrycznych i z brakiem rentowności. Elon Musk, CEO Tesli, sam przyznał, że był to błąd, który przyczynił się do niezadowalającej popularyzacji aut zasilanych energią elektryczną. Dlatego Toyota stawia na szeroką współpracę z innymi producentami na rzecz popularyzacji FCV. Świadczy o tym upublicznienie patentów związanych z technologią ogniw paliwowych oraz merytoryczne wsparcie dla BMW, dzięki któremu bawarski producent opracował dwa prototypowe samochody napędzane wodorem, oparte na modelach i8 i 5 GT. Toyota podjęła także wspólne działania z Nissanem i Hondą w zakresie wspierania budowy stacji tankowania wodoru w Japonii.
Grecja skończy jak Argentyna? Nie, będzie jeszcze gorzej
Grecja nie jest pierwszym krajem, który stoi na skraju finansowej przepaści. Kilkanaście lat temu zbankrutowała Argentyna. Dlaczego tym razem trudniej będzie podnieść się z upadku? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.
Niektórzy chcieliby wierzyć, że Grecję czeka podobny los, jaki spotkał Argentynę, która zbankrutowała 14 lat temu. Gdy zobaczymy statystki tego drugiego co do wielkości kraju Ameryki Południowej, to sytuacja rzeczywiście wyglądała znacznie lepiej już po kliku kwartałach od ogłoszenia niewypłacalności. Bezrobocie stosunkowo szybko spadało, wzrost gospodarczy wręcz galopował, a Buenos Aires zaczęło spłacać długi zaciągnięte w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Stymulatorem tego procesu, według wielu obserwatorów było uwolnienie kursu peso, które od początku lat 90. było na stałe powiązane z dolarem amerykańskim. Tym samym konkurencyjność kraju poprawiła się bardzo szybko, chociaż lokalna waluta straciła w ciągu czterech miesięcy aż 70 proc. swojej wartości.
To jednak tylko połowa prawdy. Drugim powodem gospodarczego odbicia była rozpoczynająca się akurat hossa na rynku surowców rolnych, a zwłaszcza soi, której wartość w ciągu trzech lat (licząc od 2001 r.) potroiła się. Nałożenie specjalnych podatków na eksport żywności pozwoliło na ustabilizowanie się sytuacji fiskalnej kraju i wychodzenie z zapaści gospodarczej. Niebagatelną kwestią była również stosunkowo dobra koniunktura na świecie. Zapobiegła ona rozprzestrzenieniu się kryzysu na kraje ościenne oraz stymulowała popyt na produkty rolne, na rynku których Argentyna jest globalnym liderem.
„Jestem ci winien”
Takiego efektu trudno jednak szukać dziś w Grecji. Gospodarki krajów strefy euro bardzo powoli wychodzą z najgorszej od 70 lat recesji. Ateny nie mają także żadnych przewag konkurencyjnych, a bilansowanie gospodarki przebiega bardzo powoli, czego dowodem jest utrzymujący się deficyt na rachunku obrotów towarowych przekraczający 6 proc. PKB.
Sytuacja w Grecji przynajmniej na początku powinna być zbieżna z tym, co działo się w Argentynie. Wprowadzona kontrola przepływu kapitału prawdopodobnie będzie dalej utrzymywana mimo zapewnień rządu Syrizy, że w ciągu najbliższych godzin Grecy uzyskają dostęp do gotówki. Kolejnym problemem będzie wypłata wynagrodzeń w sektorze publicznym.
Ze względów technicznych oraz prawnych bardzo trudno będzie Grecji zrezygnować z euro. Z tego powodu w ciągu najbliższych kilku tygodni konieczne stanie się wprowadzenie równoległej waluty. Najprawdopodobniej pracownicy dostaną pensje w postaci IOU („I owe you”, z angielskiego „jestem ci winien”). Będzie to zobowiązanie państwa do wypłaty w przyszłości równowartości wynagrodzenia w euro. Najpewniej jednak IOU zostanie wyceniane jako instrument o mniejszej wartości niż nominalna.
Cały ten proces byłby zalążkiem do powolnego przechodzenia na własną walutę, której realna wartość do euro straciłaby w pierwszych tygodniach przynajmniej 50 proc. Dodatkowo populistyczny rząd prawdopodobnie zacząłby stymulować gospodarkę poprzez intensyfikację wydatków. To w konsekwencji może doprowadzić do wzrostu inflacji i dalszego spadku wartości waluty.
Stosunkowo szybko należałoby przywrócić funkcjonowanie systemu bankowego. Zarówno depozyty, jak i kredyty denominowane w euro zostałyby zamienione na nową walutę, której wartość byłaby pochodną IOU. Dzięki temu grecki bank centralny uniezależniłby się od europejskich władz monetarnych i mógłby prowadzić własną politykę pieniężną. To zakończyłoby problemy z płynnością instytucji finansowych i pozwoliłoby na ponowne otwarcie banków.
Powrót do konkurencyjności
Biorąc pod uwagę, jak do kwestii zmian gospodarczych podchodzi większość Greków oraz przez kogo są reprezentowani w parlamencie, konkurencyjne dostosowanie gospodarki będzie bardzo bolesne, a życzeniowe podejście obywateli przez długi czas zwiąże ręce władzy do przeprowadzania reform.
W scenariuszu optymistycznym poziom życia w Grecji spadnie do takiego, który obserwowany jest w Rumunii czy Bułgarii. Jeżeli władze do tej pory nie przeprowodzną odważnych zmian poprawiających wydajność państwa, wtedy kraj może dołączyć do najbiedniejszych regionów Europy ze średnim wynagrodzeniem brutto na poziomie 300-400 euro. To oznacza mniej więcej spadek płacy realnej o 70 proc.
Komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 06.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Kiedy zapłacisz swojemu ubezpieczycielowi za wypadek?
Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej powinno zwalniać kierowcę od finansowych konsekwencji spowodowanego wypadku. Komunikacyjna polisa OC zwykle działa w taki sposób. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że istnieją wyjątki od generalnej zasady. Zgodnie z przepisami, ubezpieczyciel może domagać się zwrotu wypłaconego odszkodowania od klienta, który umyślnie spowodował wypadek lub złamał oczywiste zasady ruchu drogowego. W takiej sytuacji kierowca jest narażony na wysokie koszty.
Nie tylko jazda „po kieliszku” będzie podstawą do regresu …
W przypadku polis OC dla kierowców, kluczowe znaczenie mają przepisy ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych (dalej: ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych). „Wspomniany akt prawny w pewnych sytuacjach przyznaje ubezpieczycielowi prawo do tzw. regresu nietypowego” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.
Nina Kuczyńska wyjaśnia, że regres to rozwiązanie często stosowane w ubezpieczeniach. Polega ono na tym, że towarzystwo oferujące polisy majątkowe, po wypłaceniu odszkodowania może domagać się zwrotu kosztów od osoby trzeciej, która spowodowała szkodę (patrz art. 828 kodeksu cywilnego). W przypadku ubezpieczeń OC dla kierowców, mamy do czynienia ze szczególną formą regresu. W ramach tzw. regresu nietypowego, roszczenie ubezpieczyciela jest skierowane do klienta (ubezpieczonego). Osoba poszkodowana nie odczuje konsekwencji zastosowania regresu niewłaściwego. Ubezpieczyciel najpierw zlikwiduje szkodę, a później będzie domagał się rekompensaty od swojego klienta. Takie roszczenie nie może być kierowane do spadkobiorców osoby ubezpieczonej, jeśli wypłata odszkodowania nastąpiła już po jej śmierci (zobacz uchwała Sądu Najwyższego z dnia 16 listopada 2012 r. – sygn. III CZP 61/12).
Ustawa o ubezpieczeniach obowiązkowych dokładnie określa zasady działania regresu nietypowego. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, ubezpieczyciel może dochodzić roszczeń od kierującego pojazdem jeśli ta osoba:
- wyrządziła szkodę umyślnie
- uczestniczyła w wypadku, znajdując się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających (np. narkotyków)
- weszła w posiadanie pojazdu na wskutek popełnienia przestępstwa (przykład: kradzież samochodu)
- zbiegła z miejsca wypadku
- nie posiadała wymaganych uprawnień do kierowania pojazdem (uwaga: ta zasada nie obowiązuje w sytuacjach związanych z ratowaniem życia ludzkiego lub mienia, a także podczas pościgu za sprawcą przestępstwa)
Nina Kuczyńska z porównywarki Ubea.pl zwraca uwagę, że ustawodawca poprzez wprowadzenie regresu niewłaściwego, chciał napiętnować zachowania szczególnie niepożądane na drodze.
Ubezpieczyciel, który chce dochodzić roszczeń wobec klienta, powinien udowodnić wystąpienie jednej z wymienionych przesłanek. Warto zwrócić uwagę, że tylko w pierwszym przypadku (patrz punkt 1), konieczne jest wykazanie związku przyczynowego pomiędzy nierozsądnym działaniem kierowcy i późniejszą szkodą.
Uzasadnienie regresu nie będzie stwarzało trudności na przykład wtedy, gdy sprawca zaraz po wypadku znajdował się stanie nietrzeźwości, a policja sprawdziła i odnotowała ten fakt. Inne sytuacje mogą wzbudzać znacznie większe wątpliwości. Dlatego spory związane z regresem niewłaściwym dość często trafiają na wokandę. Niekiedy w sprawie regresów wypowiada się nawet Sąd Najwyższy (SN). Jego orzeczenia mają duże znaczenie w późniejszej ocenie wielu spraw. Dobrym przykładem może być uchwała SN z 25 sierpnia 1994 r. (sygn. akt III CZP 107/94). W uzasadnieniu do tej uchwały Sąd Najwyższy stwierdził, że „o zbiegnięciu kierowcy można z reguły mówić wówczas, gdy oddala się on z miejsca wypadku wbrew obowiązującym przepisom, czy też by uniemożliwić zidentyfikowanie go i pociągnięcie do odpowiedzialności”.
Sąd Najwyższy musiał się również wypowiedzieć w sprawie przedawnienia roszczeń z regresu nietypowego. Ta kwestia nadal wywołuje spory wśród teoretyków prawa. Ważnym argumentem w dyskusji jest uchwała SN z 10 listopada 2005 r. (sygn. III CZP 83/05). Zgodnie ze wspomnianym orzeczeniem Sądu Najwyższego, roszczenie zakładu ubezpieczeń w stosunku do swojego klienta przedawni się po upływie trzech lat. Trzeba jednak pamiętać, że bieg trzyletniego terminu będzie przerywany przez kolejne działania wierzyciela (np. wystąpienie do komornika sądowego).
Nieubezpieczeni sprawcy wypadku mają do czynienia z UFG
Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl przypomina, że konsekwencji związanych z regresem nie unikną również nieubezpieczeni sprawcy wypadku drogowego. Szkody wyrządzone przez takie osoby, naprawia Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Po wypłaceniu odszkodowania, UFG powinien skorzystać z regresu skierowanego do sprawcy wypadku (patrz artykuł 110 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych). Prawo Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego do roszczenia regresowego nie jest uzależnione od tego, czy kierujący popełnił dodatkowe wykroczenia (np. prowadził samochód bez uprawnień). Warto wspomnieć, że regres UFG zostanie skierowany zarówno do sprawcy wypadku (kierującego), jak i do osoby będącej właścicielem nieubezpieczonego pojazdu. „Częściowe lub całkowite umorzenie roszczeń regresowych z UFG może być uzasadnione wyjątkowo trudną sytuacją życiową albo materialną dłużników” – informuje Nina Kuczyńska.
Podobnie jak w przypadku kar za brak polisy OC, Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny cierpliwie windykuje każdego dłużnika. Często konieczna jest interwencja komornika sądowego. Konsekwentne działania UFG przynoszą skutek w postaci wzrostu kwoty uzyskanej dzięki regresom. Według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, od stycznia do grudnia 2014 r. ta instytucja z tytułu regresów uzyskała 37 507 497,58 zł (o 12,22% więcej niż rok wcześniej). „W ramach przestrogi warto wspomnieć, że jeden z nieubezpieczonych kierowców, który spowodował śmiertelny wypadek, teraz musi wpłacić do UFG aż 1,60 mln zł” – ostrzega Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.
Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl
Nowożeńcy pod lupą fiskusa
Sezon ślubny w pełni. A jak ślub, to masa prezentów i białych kopert. To właśnie przez te podarunki nowożeńców czeka nie tylko podróż poślubna, ale też rozliczenie z fiskusem. Czy można uniknąć podatków od upominków? Jakie prezenty i od kogo podlegają opodatkowaniu?
– Podatek od darowizn nie obejmuje drobnych prezentów, czyli kwiatów, książek czy naczyń kuchennych. Można go uniknąć także w przypadku droższych podarunków, o ile zostały wręczone przez bliską rodzinę, a nowożeńcy poinformują o tym fiskusa – mówi Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie. Czy to jednak naprawdę konieczne? Wydawać by się mogło, że urząd nie zajrzy nam przecież do kopert, ani nie wyśle urzędnika na ślub w celu kontroli. – Urząd skarbowy ma też inne metody. Na pewno nie umknie jego uwadze spory wydatek na zakup mieszkania czy samochodu, który nie znajdzie pokrycia w dochodach małżeństwa. A od takiego nieujawnionego przychodu możemy zapłacić nawet 75 proc. podatek – dodaje ekspert z Tax Care.
Ile i od kogo?
W świetle przepisów prezent ślubny to darowizna, która podlega opodatkowaniu. Jednak to, czy zostanie on naliczony zależy od wartości otrzymanego prezentu oraz stopnia naszego pokrewieństwa z darczyńcą. I tak, drobne prezenty, bez względu czy są w formie gotówki czy rzeczowej, są zwolnione z podatku. Jeśli jednak ich wartość podarowana od jednej osoby w ciągu 5 lat przekroczy ustawowy limit, na nowożeńcach spoczywa obowiązek zgłoszenia się do urzędu skarbowego wraz ze stosowną deklaracją (SD-3 lub SD-Z2). Musimy tego dokonać w ciągu miesiąca począwszy od dnia powstania obowiązku podatkowego.
| Darczyńca, czyli osoba, od której otrzymaliśmy prezent | Informacja dla fiskusa o darowiźnie ponad limit | Opodatkowana nadwyżka ponad ustawowy limit [zł]*: |
| I grupa podatkowa
Małżonek, wstępni (rodzice, dziadkowie, pradziadkowie), zstępni (dzieci, wnuki, prawnuki), pasierb, rodzeństwo, ojczym oraz macocha. |
SD-3 lub SD-Z2 | 9 637 |
| II grupa podatkowa
Zstępnych rodzeństwa, rodzeństwo rodziców, zstępnych i małżonków pasierbów, małżonków rodzeństwa i rodzeństwo małżonków, małżonków rodzeństwa małżonków, małżonków innych wstępnych. |
SD-3 | 7 276 |
| III grupa podatkowa
Pozostałe osoby np. pracodawca, niespokrewniona matka chrzestna. |
SD-3 | 4 092 |
*przy obliczaniu limitu bierze się pod uwagę darowizny otrzymane od jednej osoby w ciągu 5 lat przed otrzymaniem ostatniego prezentu. Ponieważ stanowią one zwykle wspólną własność nowożeńców, podane w tabeli kwoty należy podwoić.
Jak uniknąć podatku?
Jeśli przekroczymy ustawowe limity, wysokość podatku ustalona zostanie na podstawie stopnia pokrewieństwa pary młodej z darczyńcą. – Co ważne, w świetle ustawy o podatku od spadku i darowizn, prezent od najbliższej rodziny, określanej przez ustawodawcę I grupą podatkową, bez względu na jego wartość, nie podlega opodatkowaniu. Zwolnienie to wymaga jednak spełniania kilku warunków. Pierwszy to zgłoszenie otrzymanej darowizny właściwemu urzędowi skarbowemu. Mamy na to pół roku, począwszy od momentu powstania obowiązku podatkowego. Kolejny warunek, to przedłożenie fiskusowi dokumentów potwierdzających otrzymanie darowizny pieniężnej (np. dowód wpłaty na rachunek bankowy). Oczywiście jest to konieczne tylko wówczas, gdy w ciągu 5 lat od jednej osoby otrzymaliśmy więcej niż 9 637 zł – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.
Dlatego biorąc pod uwagę stopień pokrewieństwa, lepiej dawać prezent wyłącznie na rzecz swojego dziecka. Przykładowo, wyobraźmy sobie, że ojciec naszej żony przekazuje darowiznę na rzecz zarówno córki, jak i zięcia. W tej sytuacji połowa wartości prezentu będzie, po spełnieniu określonych ustawowo warunków, zwolniona z podatku. Z kolei część przekazana zięciowi podlegała będzie opodatkowaniu w przypadku przekroczenia limitu 9 637 zł. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest przekazanie darowizny przez rodziców na rzecz córki, która to następnie będzie mogła dokonać darowizny dla męża, który w tej sytuacji podlegać będzie pełnemu zwolnieniu z obowiązku podatkowego.
Co więcej, jeśli rodzice czy rodzeństwo przekazują młodej parze pokaźną sumkę, to lepiej jak zrobią to w formie przelewu, którego potwierdzenie spakują do koperty. Pomoże to nowożeńcom udowodnić fiskusowi, że darowiznę otrzymali od najbliższej rodziny i podlega ona tym samym zwolnieniu z podatku.
Prezent od szefa
Często też pracodawca ma wobec cennego pracownika gest i zechce obdarować go wartościowym prezentem. Aby uniknąć wysokiej stawki, związanej z przynależnością do III grupy podatkowej, lepiej przekazać pracownikowi upominek np. w formie premii, która powiększy jego wypłatę. Będzie to nic innego jak przychód ze stosunku pracy, który jest już opodatkowany i oskładkowany.
A po ślubie na dywanik do fiskusa…
Jeśli po zawarciu małżeństwa dane podatnika zmienią się, jest on zobowiązany zgłosić ten fakt do swojego Urzędu Skarbowego składając formularz ZAP-3. Ma na to czas do końca rocznego okresu rozliczeniowego.
W gorszej sytuacji są przedsiębiorcy, którzy na aktualizację danych mają zaledwie 7 dni, od momentu zaistnienia zmiany. Przedsiębiorcy wpisani do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) uaktualnienia danych powinni dokonać za pośrednictwem wniosku CEIDG-1. Niedopełnienie formalności grozi karą pieniężną.
Poniższa tabela obrazuje wysokość należnego podatku od spadków i darowizn:
| Kwota nadwyżki [zł] | Podatek wynosi | ||
| I grupa podatkowa | II grupa podatkowa | III grupa podatkowa | |
| do 10 278 | 3% | 7% | 12% |
| od 10 278 do 20 556 | 308,30zł + 5% od nadwyżki ponad 10 278 | 719,50zł + 9% od nadwyżki ponad 10 278 | 1 233zł+ 16% od nadwyżki ponad 10 278 |
| od 20 556 | 822,20zł + 7% od nadwyżki ponad 20 556 | 1644,50zł + 12% od nadwyżki ponad 20 556 | 2 877,90zł + 20% od nadwyżki ponad 20 556 |
8 tys. zł wolne od podatku?
Wysokość kwoty wolnej od podatku stała się w ostatnich miesiącach jednym z najczęściej poruszanych zagadnień w polskim dyskursie publicznym. Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę fakt, iż już od 6 lat utrzymywana jest ona na stałym poziomie. Zakończenie przez polski rząd działań oszczędnościowych związanych z nałożoną na Polskę procedurą nadmiernego deficytu stwarza przestrzeń do dyskusji na temat jej ewentualnego podniesienia.
Jednym z najdalej idących postulatów jest propozycja podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł, która padła już w okresie kampanii związanej z wyborami prezydenckimi. Jej ewentualne wprowadzenie w życie obniżyłoby dochody budżetowe z PIT maksymalnie o 20,4 mld zł. W ostatecznym rozrachunku ten koszt byłby niższy ze względu na to, że nie wszyscy podatnicy osiągają dochód w wysokości co najmniej 1538 zł brutto miesięcznie (w przypadku pracowników). Z drugiej strony należy też pamiętać, że z tego samego powodu korzyści najuboższych osób będą najmniejsze. Na przykład świadczeniobiorcy otrzymujący najniższą emeryturę zyskają każdego miesiąca jedynie 44 zł, a nie – jak w przypadku osób osiągających wyższe dochody – 74 zł miesięcznie.
To nie jedyna propozycja. Pozostałe warianty zakładają wzrost podniesienia kwoty wolnej od podatku do odpowiednio 3575 zł, 4550 zł, 6530 zł oraz 8000 zł. Który jest najbardziej realny wyjaśnia Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny Pracodawców RP.
Błażej Kiermasz 06.07.2015 r. Dom Maklerski TMS Brokers
Wideo komentarz Błażej Kiermasz Dom Maklerski TMS Brokers
Komu Grecy powiedzieli „nie”?
W weekend doszło do referendum. Grecy odrzucili propozycję oszczędnościową. Nie odpowiedzieli niestety na pytanie co dalej. Wynik głosowania to oczywiście wotum zaufania dla rządu populistów z Syrizy, ale wcale nie przekona Europy by nagle anulowała dobrodusznie długi.

Grecja powiedziała “NIE” w referendum. Wedle wstępnych wyników zwolennicy odrzucenia pakietu uzyskali 61,3% wyraźnie wygrywając głosowanie. Problem polega na tym, że spłacanie długów nie zależy od demokratycznych decyzji, ale od umów wzajemnych. Sam fakt, że w glosowaniu padło sławne już “OXI” nie znaczy, że to nagle Grecy ustalą nowe warunki porozumienia. To wciąż rząd w Atenach musi się mierzyć z brakiem środków na wypłaty emerytur, obywatelami chcącymi wypłacić co tylko się da z banków oraz wieloma innymi mniejszymi i większymi problemami. A to wszystko w tym momencie w roku, kiedy Grecja powinna do siebie ściągać ludzi a nie ich straszyć.
Jak zareagowały waluty? Podobnie jak tydzień temu. Na otwarciu notowań w niedzielny wieczór złoty gwałtownie stracił względem głównych walut. Z czasem, gdy okazało się, że żadnej apokalipsy nie ma i na rynku nie zapanowała panika, rozpoczął się ruch powrotny. Euro podrożało, przez moment w okolice 4,21-4,22zł, jednakże już z rana oglądamy je znów poniżej 4,20zł. Najmocniej stracił oczywiście złoty do dolara, ale to wynik osłabiania się euro wobec amerykańskiej waluty.
Do dymisji podał się minister finansów Grecji. Powodem jest niechęć jaką jest on darzony na europejskich salonach. We wpisie na prywatnym blogu przedstawione to zostało jako zaleta. Prawda jest taka, że Grecy potrzebują nowego otwarcia, a prywatne animozje, które pojawiły się podczas ostatnich 4 miesięcy z pewnością w tym nie pomogą. Janis Warufakis ma w dalszym ciągu wspierać Syrizę, nie zajmując jednak funkcji publicznej.
W Unii Europejskiej coraz popularniejszy staje się pogląd mówiący o tym, że utrzymywanie Grecji bez negatywnych konsekwencji w swoich strukturach będzie działać bardzo negatywnie na kraje, które dużym wysiłkiem uporządkowały swoje sprawy. Greków jest 11 milionów i Unię stać na umorzenie tych długów do akceptowalnego poziomu. Hiszpanów i Włochów jest razem prawie 10-krotnie więcej. Gdyby całe Południe wybrało życie na koszt reszty struktur unijnych sytuacja byłaby niesamowicie skomplikowana.
Pozostaje pytanie co dalej? Grecy w referendum na pytanie: Czy chcecie pomoc pod pewnymi warunkami? – powiedzieli nie. Są dwie możliwości, udzielenie im tej pomocy na lżejszych warunkach lub bez warunków, albo poczekanie co się stanie. Kraj, który stracił płynność finansową z pewnością wybierze chociaż okrojone finansowanie własnych potrzeb niż spłaty kolejnych rat. W sytuacji gdy na rynkach zagości niepewność, a to się stanie, gdy nie dojdzie do porozumienia, rykoszetem dostaną inne waluty. Straty euro wobec dolara to jedno, ale w takich sytuacjach przeważnie tracą również słabe waluty ościenne. Widać to dobrze po dzisiejszym i zeszłotygodniowym weekendzie. W nocy zyskiwały franki i funty, a traciły waluty naszej części Europy.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015
Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2000. Poziom ten został co prawda przebity w nocy po referendum jednakże kurs szybko wrócił poniżej. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1800.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015
Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Oporem dla dalszych wzrostów jest górne ograniczenie kanału przebiegające w okolicach 4,1000. Poziom ten spędza sen z powiek kredytobiorcom frankowym. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9850.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015
Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8200. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,7900 a następnie minima ostatnich tygodni na 3,6500.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 06.04.2015 do 06.07.2015
Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji utworzył się krótkoterminowy bardziej stromy trend wzrostowy z którego doszło do wybicia górą. Paliwem dla tego ruchu były wydarzenia polityczne i można mieć nadzieję, że w razie uspokojenia nastrojów kurs powróci przynajmniej do wspomnianej formacji. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ostatnie minimum lokalne na 5,8600. Dla ruchu w górę oporem jest wczorajsze maksimum na 5,9400 a następnie psychologiczna bariera 6,0000.
Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Geberit Polska: dzięki fuzji z koncernem Sanitec nasz udział w polskim rynku stelaży i spłuczek podtynkowych wynosi niemal 50 proc.
Grupa Geberit dzięki przejęciu firmy Sanitec realizuje strategię zwiększenia udziałów w polskim rynku urządzeń sanitarnych. Obecny udział rynkowy marek Koło (dawniej należącej do fińskiego koncernu Sanitec) oraz Geberit wynosi 48-49 proc. Dzięki fuzji znacząco wzmocni się pozycja Grupy nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie.
Grupa Geberit osiągnęła w 2014 roku przychody na poziomie ponad 2,4 miliardów franków szwajcarskich. Stanowi to wzrost o prawie 5 proc. w stosunku do poprzedniego roku. Znacząco zwiększył się również wypracowany zysk netto – 499 milionów franków, to o 14,4 proc. więcej, niż w 2013 roku. Fuzja z koncernem Sanitec powinna jeszcze bardziej wzmocnić pozycję spółki w Europie.
– Wzmocni nas to w sposób zdecydowany, ponieważ stajemy się w tej chwili, z orientacyjnymi łącznymi obrotami na poziomie ok. 3 mld CHF, graczem numer jeden na rynku europejskim. Przodujemy w Europie Centralnej, ale również w innych krajach pozostajemy w czołówce – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Powalacz, prezes zarządu Geberit Polska.
W Polsce Grupa odnotowała w 2014 roku znaczący, dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Pod względem dynamiki znacznie przewyższyło to europejską średnią, gdzie odnotowano niespełna 6-proc. wzrostu.
– Na rynku produktów łazienkowych ta dynamika jest trochę mniejsza niż na rynku instalacyjnych produktów sanitarnych. W tej chwili mamy jednak do czynienia z bardzo dynamicznym rozwojem rynku budowlanego. Wciąż jeszcze korzystamy z tego, że wiele inwestycji jest dopiero w fazie realizacji, dzięki czemu rynek zbytu produktów instalacyjnych jest bardzo duży. W kolejnych fazach przyjdzie czas na rozwój kategorii produktów łazienkowych – tłumaczy Przemysław Powalacz.
Większość, bo ponad 55 proc., przychodów Grupy Geberit pochodzi ze sprzedaży systemów sanitarnych. Wypracowana kwota na poziomie 1,36 mld franków była wyższa w stosunku do poprzedniego roku o 6,7 proc. Dynamika sprzedaży instalacji rurociągowych była nieco niższa i sięgnęła 6 proc. Prezes Powalacz zaznacza, że osiągnięte wyniki są zgodne z przyjętymi założeniami.
– Fakt, że konsumenci wydają pieniądze na wyposażenie swoich domów, łazienek oraz na remonty instalacji, jest na pewno probierzem tego, że mają zakumulowane oszczędności i czują się na tyle bezpiecznie w kontekście zatrudnienia oraz swojej sytuacji finansowej, żeby się na takie wydatki zdecydować. Poza tym rekordowo niskie oprocentowanie depozytów zachęca do alternatywnych inwestycji, w tym budowlanych – wyjaśnia prezes Geberit Polska.
CI Games stawia na rynek amerykański. „Sniper Ghost Warrior 3” będzie dystrybuowany przez spółkę samodzielnie
Nadchodząca produkcja „Sniper Ghost Warrior 3” będzie wydana przez spółkę CI Games samodzielnie. Strategią marketingową tytułu zajmuje się firma Petrol Advertising, która pracowała przy takich produkcjach, jak „Call of Duty – Advanced Warfare” (Activision Blizzard), czy „Thief” (Square Enix). Dla CI Games kluczowy pozostaje największy na świecie rynek gier wideo w Stanach Zjednoczonych, gdzie spółka planuje samodzielnie zająć się dystrybucją tytułu.
– Najważniejszym rynkiem zbytu dla naszych produktów już od wielu lat są Stany Zjednoczone – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marek Tymiński, prezes zarządu spółki CI Games. – Jest to także największy rynek gier wideo w ogóle. Mamy tam reprezentację oraz biuro.
Ostatni tytuł spółki „Lords of the Fallen” na tamtejszym rynku dystrybuowała Bandai Namco. Nadchodząca gra „Sniper Ghost Warrior 3”, bardzo wyczekiwana przez fanów, zostanie wydana, jak informuje Marek Tymiński, samodzielnie. Spółka zadba także o dystrybucję w USA, która w dużej mierze będzie oparta o sprzedaż do sieci handlowych i partnerów dystrybucyjno-logistycznych.
– To też powinno dość istotnie przyczynić się do poprawy marży i większej kontroli tego, co ma miejsce na amerykańskim rynku – tłumaczy Marek Tymiński. – Ponieważ Stany Zjednoczone są dla nas najważniejsze, zarówno strategia marketingowa, jak i później kreacja i egzekucja w dużej mierze będą realizowane przez tamtejszą agencję.
Ze spółką w tym zakresie kooperuje specjalizująca się w projektach branży gier wideo amerykańska firma Petrol Advertising, która wcześniej pracowała na rzecz takich bestsellerowych tytułów, jak „Call Of Duty – Advanced Warfare”, „Destiny“ (Activision Blizzard) czy „Thief” (Square Enix).
– Po tych kilku miesiącach mogę już powiedzieć, że mamy bliską, partnerską współpracę, klimat bardzo dobrze już się poznaliśmy i rozumiemy – chwali Tymiński. – Myślę, że powinno to być także ważnym czynnikiem sukcesu, bo ci ludzie wiedzą, co robią. Skoro rynek amerykański jest największy, to stamtąd chcieliśmy też wziąć agencję. Kreacja i strategia, które zostaną tam stworzone, będą następnie wdrażane, oczywiście z pewnymi modyfikacjami, przez naszych partnerów w Europie i Azji.
P. Bielski (BZ WBK): Pierwsze podwyżki stóp procentowych dopiero pod koniec 2016 roku. Obecny poziom inflacji nadal znacznie poniżej celu RPP
Od marca 2015 roku poziom stopy referencyjnej w Polsce wynosi jedynie 1,5 proc. Trzy lata wcześniej, kiedy Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła serię obniżek, było to aż 4,75 proc. Choć w polskiej gospodarce widać coraz wyraźniejsze oznaki ożywienia, to problemem jest panująca już od roku deflacja. Dopiero osiągnięcie celu inflacyjnego NBP stworzy przestrzeń do podwyżek stóp procentowych.
– W zasadzie do końca kadencji obecnej Rady Polityki Pieniężnej mamy jasność, że stopy praktycznie pozostaną bez zmian. Nie widać w tej chwili jakichś istotnych szans na zmianę – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.
Podczas lipcowego posiedzenia Rada Polityki Pieniężnej będzie już znała wyniki nowej projekcji inflacyjnej oraz dynamiki PKB. Poprzednia projekcja centralna NBP z marca 2015 roku zakładała, że już w czwartym kwartale bieżącego roku w Polsce pojawi się niewielka inflacja, a wzrost gospodarczy utrzyma się przez ten czas na poziomie przynajmniej 3,5 proc.
Zdaniem Piotra Bielskiego nowe prognozy Narodowego Banku Polskiego będą zakładały lepsze perspektywy wzrostu gospodarczego oraz wyższą ścieżkę inflacji.
– Ale z kolei nie na tyle inne od poprzednich wersji prognoz, żeby to znacząco zmieniło ocenę sytuacji. Myślę, że ostatnie wypowiedzi członków rady bardzo mocno zakotwiczyły oczekiwania dotyczące stóp w Polsce i te oczekiwania są słuszne, że na razie, w najbliższych miesiącach, nie ma co liczyć na zmiany stóp – ocenia ekspert banku BZ WBK.
Wskaźniki gospodarcze Polski wskazują na coraz wyraźniejsze ożywienie, co zdaniem Piotr Bielskiego nie budzi konieczności dalszych obniżek stóp procentowych. Za wcześnie jest natomiast na podniesienie poziomu stóp, gdyż w dalszym ciągu mamy do czynienia z deflacją. Dopiero pojawienie się wyraźnej inflacji może stanowić bodziec do działania ze strony RPP.
– Myślę, że wskaźnik inflacji będzie stopniowo rósł, tylko że zaczynamy z poziomu mocno ujemnego. Więc zanim dojdziemy do celu inflacyjnego, to minie przynajmniej kilka kwartałów. Myślę, że do września lub października inflacja będzie na poziomie poniżej zera. W ostatnich miesiącach roku dopiero wyjdzie na plus – prognozuje Bielski.
Dane za maj 2015 roku pokazują, że deflacja w Polsce, choć słabnie, wciąż jest wyraźna. W lutym osiągnęła minimum na poziomie -1,6 proc. rok do roku, zaś trzy miesiące później wynosiła 0,9 proc. Piotr Bielski uważa, że inflacja pod koniec roku może zbliżyć się do poziomu 1,0 proc. Natomiast w 2016 roku wskaźnik przeciętnego wzrostu cen w Polsce będzie stopniowo zbliżał się do celu inflacyjnego NBP.
– Wychodzenie z deflacji będzie jednak na tyle powolne, że pewnie do pierwszych podwyżek stóp może dojść dopiero pod koniec 2016 roku, być może to będzie wrzesień, być może październik – ocenia ekspert BZ WBK.
Cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego od 2004 roku znajduje się na poziomie 2,5 proc. z dopuszczalnym pasmem odchyleń o 1,0 pkt proc. w górę lub w dół.
W przyszłym tygodniu kolejne rozmowy UE-USA. Zainteresowanie unijną umową handlową jeszcze nigdy nie było tak duże
Za tydzień w Brukseli ruszy dziesiąta runda negocjacji umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Trwającym od kliku miesięcy pracom nad porozumieniem towarzyszy ogromne zainteresowanie, również sceptyków. Przedstawiciele Komisji Europejskiej przekonują, że na zacieśnieniu współpracy gospodarczej zyskają obie strony, także w kwestii bezpieczeństwa.
– Sojusz transatlantycki to nie tylko sojusz militarny, lecz także sojusz gospodarczy. Im bardziej zacieśnimy więzi współpracy, tym lepiej będziemy w stanie stawić czoła globalnym wyzwaniom, zarówno z Azji, jak i ze Wschodu – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Talko, koordynator polityczny ds. negocjacji TTIP w Dyrekcji Generalnej ds. Handlu Komisji Europejskiej.
Talko podkreśla jednocześnie, że umowa o wolnym handlu nie jest przeciwko komuś. Większa współpraca gospodarcza między tak poważnymi graczami może jednak wpłynąć na relacje z innymi krajami. Przykładem może być współpraca z Rosją w dziedzinie surowców.
– Współpraca ta rozbije pewien monopol w zakresie gazu. Jeśli mamy monopolistycznego dostawcę, to może on stawiać Polsce czy innym krajom warunki. Im większa dywersyfikacja, im więcej konkurencji, tym ta pozycja monopolistyczna mniejsza, co jest z korzyścią nie tylko dla polityki i bezpieczeństwa, lecz także dla ekonomii. To po prostu może być tańsze – podkreśla Talko.
Negocjatorzy przekonują, że umowa obu stron może przynieść wymierne korzyści. Mimo to negocjowane warunki budzą wiele kontrowersji i obaw, m.in. o to, czy Europa – jako nieco słabszy gracz – poradzi sobie z konkurencją z USA.
– Wiele obaw wynika z przekonania, że Europa jest dużo mniejsza. Natomiast jak się spojrzy na handel, to Europa jest większym eksporterem niż Ameryka. Mamy dziś dodatni bilans handlowy z USA, więc nie ma powodów, żeby patrzeć na Europę jako na tego mniejszego. I nie ma powodów, żeby obawiać się Ameryki – mówi ekspert. – Podobne obawy były w związku z firmami francuskimi czy niemieckimi przed wejściem do UE. Teraz widzimy, że dużo firm odniosło sukces. Daliśmy radę z firmami niemieckimi i francuskimi i dokładnie tak samo być może z Ameryką.
Jak podkreśla, zainteresowanie tą konkretną umową o wolnym handlu jest ogromne, do tej pory niespotykane. Negocjowanym równolegle porozumieniem z Japonią interesuje się o wiele mniej osób.
– To zainteresowanie oczywiście jest oczywiście czymś bardzo dobrym, bardzo się z tego cieszymy, ale to stawia pewne wyzwania przed nami w Komisji Europejskiej dotyczące tego, jak rozmawiać na ten temat z ludźmi, bo to jest bardzo techniczna sprawa i język prawniczy – podkreśla Wojciech Talko.
Na stronach DG ds. Handlu publikowane są wszystkie teksty regulacyjne i propozycje zmian, jednak by dotrzeć do społeczeństw, potrzebne jest zaangażowanie rządów poszczególnych krajów
– Organizujemy masę spotkań i staramy się to robić w całej Europie. Nie jesteśmy jednak w stanie być na każdej debacie. Bardzo ważne jest to, żeby rządy krajów Unii Europejskiej, w tym rząd polski, zaangażowały się w tę debatę i żeby wyjaśniały, o co w tym wszystkim chodzi. Bo TTIP nie jest aż tak straszne, jak go malują przeciwnicy – zapewnia koordynator polityczny ds. negocjacji TTIP w DG ds. handlu.
Dziesiąta runda negocjacji odbędzie się w Brukseli między 13 a 17 lipca.
Intensywne prace w Ministerstwie Środowiska. Końcówka kadencji pod znakiem licznych projektów z zakresu hydrotechniki i ekologii
Kończąca się kadencja rządu nie oznacza wstrzymania prac w Ministerstwie Środowiska. Wprawdzie brak większych inicjatyw legislacyjnych, kończone są jednak rozpoczęte projekty inwestycyjne, m.in. z zakresu gospodarki wodnej. Jednym z przykładów jest zakończenie budowy zbiornika Świnna Poręba w Małopolsce. Ministerstwo wspiera również działania proekologiczne oraz finansuje inicjatywy związane z edukacją i ochroną środowiska.
– Zamykamy niezwykle ważne z punktu widzenia ochrony środowiska i gospodarki wodnej projekty. Mówię o takich wieloletnich inwestycjach jak zbiornik Świnna Poręba, który zabezpiecza ochronę przeciwpowodziową Krakowa – informuje minister środowiska Maciej Grabowski.
Budowa Zbiornika Retencyjnego Świnna Poręba na rzece Skawie to jeden z największych, ale też najdłużej trwających projektów hydrotechnicznych w naszym kraju. Zapora o wysokości 50 metrów pozwala na spiętrzenie 161 milionów metrów sześciennych wody, a maksymalna powierzchnia zbiornika może sięgać 10,35 kilometra kwadratowego.
– Inny projekt to wrocławskie wrota wodne, które również są bardzo istotne z punktu widzenia ochrony powodziowej, czy też ochrona Żuław. To są duże projekty, które w gospodarce wodnej prowadziliśmy wiele lat, a teraz one będą zamykane i ostatecznie zaczną funkcjonować – wymienia minister środowiska.
Maciej Grabowski wskazuje także na rządowe działania wobec parków narodowych, które zostaną uruchomione jeszcze latem bieżącego roku. Jednym z przykładów wsparcia ze strony Ministerstwa Środowiska jest zakończony niedawno, kompleksowy remont najważniejszych bieszczadzkich szlaków turystycznych.
Aktywność resortu związana jest także z edukacją ekologiczną, bo badania wskazują, że przynosi to efekty. Jak podkreśla minister, widać wyraźną zmianę mentalności Polaków w zakresie ochrony środowiska. Ponad 70 proc. osób używa toreb wielokrotnego użytku czy zwraca uwagę na znaki ekologiczne na produktach. Coraz powszechniejsza staje się także segregacja odpadów komunalnych.
– Od lat poprzez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej finansujemy działania związane z edukacją ekologiczną. We współpracy z MEN-em udostępniamy programy, które nauczyciele mogą wykorzystywać w pracy w szkołach podstawowych i gimnazjach – mówi Maciej Grabowski.
Bardzo dużą popularnością cieszyła się inicjatywa NFOŚiGW o nazwie „Ekologiczny Budżet Obywatelski”. W ramach projektu, którego budżet wyniósł 11,6 miliona złotych (dwukrotnie więcej niż pierwotnie planowano ze względu na duże zainteresowanie) finansowane były lokalne inicjatywy związane z ochroną środowiska i edukacją ekologiczną.
– Były to bardzo różne sprawy, np. rewitalizacja zabytkowych alei drzew czy też rekultywacja pozostałości po robotach budowlanych, albo też zakładanie uli w niektórych zabytkowych miejscach – wymienia minister środowiska.
Wszystkie fundusze w ramach „Ekologicznego Budżetu Obywatelskiego” zostały już wyczerpane. Grabowski podkreśla, że nowe nabory uruchomione zostaną jesienią. Obecnie ze środków NFOŚiGW z tego programu korzystają 24 organizacje, które w całej Polsce realizują aż 480 przedsięwzięć.
Rewolucja w bankowości. Algorytm przewidzi przyszłą sytuację finansową klienta i dostosuje do niej ofertę
Banki coraz więcej wiedzą o swoich klientach. Dzięki analizie danych i specjalnym algorytmom są w stanie ocenić ich przyszłą sytuację finansową – przewidzieć możliwy rozwód czy przyszłe zarobki. W ten sposób mogą lepiej dopasowywać ofertę do potrzeb i możliwości konkretnego klienta. Lepiej oceniają też jego zdolność kredytową.
– Algo-banking będzie sporą rewolucją w zakresie udzielania kredytów i generowanie ofert dla konkretnych klientów – mówi Aleksander Kwiatkowski, partner w Be Poland Think Solve & Execute. – Banki coraz więcej o nas wiedzą. Jest takie powiedzenie w Dolinie Krzemowej, że bank zaczyna więcej wiedzieć o tobie niż twoja żona.
Banki dzięki rozwojowi technologii zdobywają coraz więcej informacji o swoich klientach. Już teraz dzięki analizie dużych zbiorów danych są w stanie przeanalizować, na co klienci wydają pieniądze, oraz z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć ich finansową sytuację w przyszłości. Jest to szczególnie istotne przy udzielaniu decyzji kredytowej. Do tej pory bank opierał się głównie na dokumentach dostarczonych przez samego zainteresowanego.
– Banki są w stanie w ramach big data przeanalizować, na co wydajemy pieniądze i co nas może czekać. Mogą po pewnych operacjach przewidzieć rozwód, duży krach w zdolności kredytowej klienta i być może z dużą ostrożnością będą dawać mu kolejny kredyt – wyjaśnia Aleksander Kwiatkowski.
Z drugiej strony, dzięki analizie danych rosną szanse na kredyt osób dobrze zarabiających, ale niezatrudnionych na umowę o prace, np. informatyków.
– Bank już wie, w jaki sposób będą zarabiać w przyszłości, ponieważ wie, jaką wykonują pracę, jakie są trendy na rynku i widzą, który pracodawca płaci na konto. Z tego wyciągają wnioski. Możemy się wtedy spodziewać bardzo interesujących ofert ze strony banku – tłumaczy Kwiatkowski.
Dzięki rozwojowi algo-bankingu banki będą w stanie dużo precyzyjniej dostosować swoje oferty do konkretnego klienta. Mając wiedzę na temat jego przyzwyczajeń czy potencjalnych perspektyw zarobkowych, przedstawią indywidualnie skonfigurowaną ofertę produktową. Ekspert zaznacza, że tego typu rozwiązania już wchodzą na rynek.
– Banki będą po prostu działały bardziej dokładnie. Oprócz tego będą doradcą dla klienta. Praktycznie rzecz biorąc, będą analizowały działania klienta i jego wydatki. Jeżeli ktoś trzeci raz w miesiącu kupuje żonie pierścionek, to delikatnie system zasugeruje: może uważaj, bo nie będziesz mógł spłacić kredytu mieszkaniowego w następnym miesiącu – wyjaśnia Kwiatkowski.
Jak podkreśla, banki działające w Polsce już wprowadzają zaawansowane technologicznie narzędzia służące do analizy danych.
– Rozwiązania software’owe i organizacyjne są w polskich bankach bardzo często o wiele nowocześniejsze niż w innych krajach Zachodu – ocenia Aleksander Kwiatkowski.
Polacy wydają coraz więcej na letnie festiwale i imprezy sportowe
Polacy uwielbiają festiwale muzyczne i imprezy sportowe. Rekordy frekwencji notują w tym roku Open’er Festival i Liga Światowa Siatkówki. Na tego typu rozrywki Polacy są skłonni wydawać coraz więcej – w tym roku jest to średnio 250 zł.
Letnie festiwale muzyczne wciąż cieszą się ogromną popularnością wśród Polaków. Zakończony właśnie Open’er Festival zanotował rekordową frekwencję –według organizatorów w Gdyni przez cztery dni miało się bawić blisko 100 tys. osób. Z danych firmy eBilet.pl wynika, że dużym zainteresowaniem cieszą się także wracający po rocznej przerwie Kraków Live Festival, OFF Festival w Katowicach, festiwal muzyki elektronicznej Audioriver w Płocku oraz Jarocin Festiwal.
Zainteresowanie muzycznymi imprezami jest duże, mimo braku wielkich, światowych gwiazd. Jednym z wyjątków jest grupa Linkin Park, która w sierpniu zagra w Rybniku.
– Duże gwiazdy nie koncertują w tym roku. Jest niewiele gwiazd, które wyruszyły na tournée po świecie, w szczególności po Europie. W związku z tym ceny artystów, którzy podróżują po Europie, są wyższe, więc nie możemy zrobić w Polsce koncertów, które są w stanie się spłacić w bogatszych częściach Europy – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Matuszewski, prezes eBilet.pl.
Polacy pokochali także imprezy sportowe. Coraz chętniej zasiadają na trybunach nie tylko podczas meczów piłki nożnej, lecz także siatkówki, zarówno podczas rozgrywek ponadnarodowych, jak i ligowych. Weekendowe mecze Polska-USA w ramach Ligi Światowej siatkówki obejrzało 15 tys. widzów. Jest to rekord frekwencyjny tegorocznych rozgrywek w Lidze Światowej. Coraz większą popularnością cieszy się wśród Polaków piłka ręczna.
– Zaczęła się sprzedaż biletów na Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej, Euro 2016, które cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. To dopiero w następnym roku, jednakże bilety na wiele meczów już zostały wyprzedane. Niewiele zostało, więc na pewno trzeba się spieszyć. Będzie też żużel i piłka nożna, czyli to, co Polacy lubią najbardziej – mówi Marcin Matuszewski.
Bilety na festiwale muzyczne kupują zwłaszcza ludzie młodzi, dla których jest to sposób na spędzenie wakacji. Na imprezę muzyczną wybierają się często w gronie przyjaciół, łącząc udział w festiwalu z wyprawą pod namiot. Wśród bywalców stadionów przeważają natomiast rodziny z dziećmi. Z roku na rok Polacy są skłonni przeznaczać coraz większe kwoty na rozrywkę tego typu.
– Średni koszyk w naszym serwisie to 250 zł. Obserwujemy tendencję wzrostową związaną z tym, że społeczeństwo staje się coraz bogatsze. To znakomity prognostyk wzrostu rynku, w szczególności muzycznego – mówi Marcin Matuszewski.
Zdecydowana większość Polaków bilety na imprezy sportowe i festiwale muzyczne kupuje przez internet. Zdaniem internautów jest to znacznie wygodniejszy i szybszy sposób niż zakup w stacjonarnych punktach sprzedaży.
W upalne dni pracodawca ma dodatkowe obowiązki. Pracownik może odmówić wykonywania pracy
Pracownik może przerwać pracę, jeśli zbyt wysoka temperatura powoduje jego złe samopoczucie. Nie może też być za to ukarany obniżeniem wynagrodzenia. Polskie prawo nakłada też na pracodawcę obowiązek dostarczania podwładnym wody do picia w upalne dni. W odpowiednich warunkach powinni pracować zarówno pracownicy etatowi, jak i zatrudnieni na umowę zlecenie i dzieło.
Wysokie temperatury mają negatywny wpływ na organizm człowieka: mogą prowadzić do porażenia słonecznego, skurczów cieplnych i udaru cieplnego, zakłócają też pracę układu oddechowego, krążenia i pokarmowego. Upały negatywnie wpływają też na wydajność pracy, zarówno pracowników fizycznych, jak i biurowych. Badania amerykańskiej firmy Captivate Network pokazały, że podczas upałów aż o 20 proc. spada produktywność, a o 19 proc. zdolność koncentracji wśród pracowników biurowych.
Polskie prawo nakłada na pracodawców obowiązek zapewnienia podwładnym odpowiednich warunków pracy w upalne dni. Przede wszystkim muszą oni nieodpłatnie zapewnić wodę do picia – osobom pracującym na otwartej powierzchni, gdy temperatura wynosi powyżej 25 st. C, a pracownikom biurowym, gdy słupek rtęci przekracza 28 st. C.
– Czasami temperatury przewyższają możliwości organizmu i wtedy ludzie pracujący w wyjątkowo ciężkich warunkach otrzymują napoje witaminizowane, energetyzujące w związku z większym wyczerpaniem podczas pracy fizycznej. Pracownicy w budownictwie pracujący na zewnątrz muszą mieć dostarczone około 90 litrów na osobę do umycia się, w okresie letnim pracodawca powinien o tym pamiętać – mówi agencji informacyjnej Newseria Maria Kacprzak-Rawa, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektora Pracy w Warszawie.
Źródło wody nie może znajdować się dalej niż 75 m od stanowiska pracy. Pracodawcy nie mają obowiązku skracania dnia pracy w czasie dużych upałów, mogą to jednak zrobić. W takim przypadku nie wolno im jednak zmniejszać wynagrodzenia. Mogą także wyznaczyć dodatkowe przerwy w pracy. Pracodawcy mają też obowiązek zapewnienia dopływu powietrza w pomieszczeniach pracowniczych.
Jednak nawet gdy pracodawcy zapewnią odpowiednie warunki pracy podczas upałów, może się zdarzyć, że pracownik nie będzie w stanie wykonywać obowiązków ze względu na zły stan psychofizyczny. Może on wtedy przerwać pracę, także bez konsekwencji finansowych.
– Warunki BHP powinny być stworzone takie, żeby zapewniały bezpieczną i dobrą pracę. W pomieszczeniach zamkniętych należy pamiętać o świetlikach, o wertikalach, wentylacji czy klimatyzacji, żeby temperatura była dogodna do wykonywania pracy – mówi Maria Kacprzak-Rawa.
Obowiązki pracodawcy w tym zakresie dotyczą wszystkich pracowników – zarówno tych zatrudnionych na umowę o pracę, jak i na podstawie umów cywilno-prawnych.
– Pracodawca może zapłacić grzywnę od 1 tys. do 30 tys. zł kary za nieprzestrzeganie przepisów BHP. Pracownik z kolei powinien porozmawiać z pracodawcą, jeśli on nie wypełnia swoich obowiązków. Jeśli to nie poskutkuje, można złożyć skargę do Okręgowego Inspektora Pracy w Warszawie – mówi Kacprzak-Rawa.
Polacy pokochali cydr. Popularność zyskuje także ten sprzedawany z kija
W ciągu dwóch lat sprzedaż cydru w Polsce wzrosła blisko pięciokrotnie. Butelkowany cydr można już kupić w niemal każdym supermarkecie. Coraz więcej lokali gastronomicznych decyduje się także na sprzedaż tego trunku z kija. Zwłaszcza latem cydr przez konsumentów jest wybierany częściej niż inne, bardziej kaloryczne napoje orzeźwiające, jak prosecco czy piwo.
Cydr to napój alkoholowy z przefermentowanego soku jabłkowego bez dodatku cukru. Jest popularny zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, która odpowiada za wytwarzanie połowy światowej produkcji cydru, oraz we Francji i Hiszpanii. W Polsce pojawił się stosunkowo niedawno, ale jego popularność rośnie dynamicznie. Dwa lata temu Polacy wypijali ok. 2 mln litrów cydru rocznie, podczas gdy rok później liczba ta wzrosła do blisko 10 mln. Zdaniem ekspertów wynika to głównie z faktu, że Polacy coraz więcej podróżują i coraz chętniej próbują nowych smaków.
– W najbliższych latach cydr stanie się jedną z najbardziej perspektywicznych części rynku alkoholowego w Polsce. Szacujemy, że około 30-50 mln litrów to jest poziom, do którego spodziewamy się w dość krótkim czasie dotrzeć. W maksymalnej perspektywie powinniśmy dorównać rynkowi francuskiemu, czyli drugiemu najbardziej kojarzącemu się z cydrem. Być może spożycie sięgnie nawet 80 mln – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Kolecki-Majewicz, mistrz Polski sommelierów.
Rosnąca popularność cydru sprawiła, że coraz więcej barów zdecydowało się na sprzedaż tego trunku z kija. Jest to alternatywa dla lubianego przez Polaków, zwłaszcza latem, prosecco, również sprzedawanego w ten sposób. Cydr tradycyjny ma kwaskowaty, lekko cierpki smak. Cydr przemysłowy natomiast ma smak bardziej delikatny i słodki oraz intensywnie jabłkowy aromat. Na rynku dostępne są również cydry aromatyzowane, np. o smaku malinowym.
Smak tego napoju w dużym stopniu zależy także od sposobu jego spożywania. Pijąc prosto z butelki, odczuwa się przede wszystkim gorycz oraz musowanie – smak jest wówczas bardzo intensywny i orzeźwiający. Cydr pity ze szklanki będzie miał bardziej wyrazisty i mniej musujący smak, ze względu na mniejszą zawartość dwutlenku węgla.
– Jeżeli nalejemy cydr bezpośrednio do szklanki z kostką lodu mocnym strumieniem z góry, zawarty w nim dwutlenek węgla bardzo mocno będzie uciekał. W związku z tym napój stanie się trochę mniej orzeźwiający, mniej musujący, za to jego smak będzie przyjemniejszy, słodszy, bardziej gładki i delikatny – wyjaśnia Tomasz Kolecki-Majewicz.
Cydr należy podawać schłodzony, najlepiej z lodówki. Można go pić samodzielnie, ale pasuje również do wielu dań w zależności od gatunku. Cydry francuskie najlepiej podawać do naleśników i serów, natomiast hiszpańskie świetnie sprawdzą się z rybami. Do deserów idealnie pasować będą słodkie odmiany cydru. Smak tego trunku można dowolnie wzbogacać, dodając do niego różnego rodzaju dodatki, np. owoce sezonowe.
– Możemy sobie zrobić cydr à la sangria, z truskawkami, malinami czy jagodami. Te smaki świetnie się uzupełniają. Znamy takie połączenia przecież nie tylko z alkoholi, więc wiemy, że to jest bardzo smaczne w takim wydaniu, co ma jeszcze dodatkowe walory. Zimą możemy dodać trochę mocniejszy alkohol albo korzenne przyprawy i miód. To będzie bardzo fajne połączenie, krzepiące i bardziej intensywne w smaku – mówi Tomasz Kolecki-Majewicz.
Jak podkreśla, cydr mogą pić nawet osoby dbające o linię. Jest to napój mało kaloryczny – w 100 ml znajduje się tylko 36-42 kcal. Cydr ma także walory zdrowotne, zawiera bowiem naturalne, pochodzące z jabłek, antyoksydanty. Jest też dobrym źródłem potasu, który pozytywnie wpływa na pracę mięśni.
Nowy Fiat 500
Zaprojektowany przez Centro Stile Fiat, zewnętrzne i wewnętrznie odświeżony projekt jest bez wątpienia Fiatem 500, za to o wiele bardziej atrakcyjnym. Nie jest większy gabarytowo, ale przedstawia bogatszą ofertę w zakresie technologii, układów napędowych i możliwości indywidualizacji: tylko w ten sposób proces rozwoju tej ikony motoryzacji może nadal trwać, dopracowując te cechy, które uczyniły z niej arcydzieło.
Dostępny w wersji hatchback i kabriolet, nowy Fiat 500 w dniu premiery dostępny będzie w dwóch wersjach: Pop i Lounge. Pierwsza z nich proponuje w standardzie: siedem poduszek powietrznych, manualną klimatyzację, system Uconnect Radio 5″ z sześcioma głośnikami, porty AUX-IN i USB, wielofunkcyjną kierownicę i światła do jazdy dziennej LED. Wersja Lounge jest wzbogacona o wyrafinowane detale, takie jak panoramiczny szklany dach, felgi aluminiowe 15″, system Uconnect Radio LIVE 5” z ekranem dotykowym oraz skórzaną kierownicę z przyciskami, które pozwalają Klientowi – dzięki integracji z smartfonem – korzystać z różnych aplikacji w systemie pokładowym, tak by móc być stale połączonym.
Nowy Fiat 500 będzie wyposażony w silniki benzynowe TwinAir o pojemności 0.9 (o mocy 85 KM lub 105 KM) oraz silnik o pojemności 1.2 i o mocy 69 KM, a także w silnik dwupaliwowy zasilany benzyną/LPG o pojemności 1.2 i o mocy 69 KM. W szczególności, silnik dwucylindrowy może pochwalić się rekordową wydajnością z poziomem emisji CO2: 90 g/km dla silnika o mocy 85 KM i 99 g/km dla silnika o mocy 105 KM. Po premierze dostępne będą także wersje z silnikami o pojemności 1.3 Multijet o mocy 95 KM i silnik o pojemności 1.2 o mocy 69 KM w konfiguracji „ECO”, która ogranicza emisję CO2 do 99 gramów na kilometr. Krótko mówiąc, nowy model skupia się jeszcze bardziej, jeśli chodzi o przyszłość, na zrównoważonej mobilności.
Śmiały i uwodzicielski, nowy Fiat 500 zawiera w sobie około 1800 nowych detali, tak opracowanych i przemyślanych, by podkreślić jego oryginalność i nadać modelowi jeszcze bardziej wyrafinowany styl. Nowe są reflektory ze światłami do jazdy dziennej LED, światła tylne, kolory, deska rozdzielcza, kierownica, materiały: zatem znaczące ulepszenia, ale wierne niepowtarzalnemu stylowi Fiata 500. Co więcej, kultowa marka Fiat stała się manifestem nowej koncepcji mobilności; jest to „łagodna” rewolucja na światowych drogach, ponieważ łączy pozornie przeciwstawne wartości.
W związku z tym, dzisiaj, nowy Fiat 500 jest odświeżony pod względem ciągłości estetycznej i postępu technologicznego. Nowa 500-ka jest jak magiczna formuła, to jedyny model, który może spójnie połączyć przeciwieństwa: to ekskluzywny samochód, ale powszechnie dostępny; światowy bestseller o prawdziwie włoskim „sercu”; to produkt elegancki, który jednocześnie może być źródłem rozrywki; jest czymś bardzo osobistym, choć został sprzedany w ilości ponad 1.500.000 egzemplarzy. Co więcej, nowy Fiat 500 łączy w sobie technologię i uczucia, po to, by umocnić się pod każdym względem, jako punkt odniesienia w swoim segmencie.
Popołudniowy komentarz walutowy z 03.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 03.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim w 2014 roku
Połowa osób zatrudnionych w przemyśle ciężkim zarabiała w 2014 roku przynajmniej 4 596 PLN – wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń firmy Sedlak & Sedlak. Z kolei co czwarty pracownik otrzymywał ponad 7 100 PLN brutto miesięcznie.
Kobiety zarabiały w tej branży mniej od mężczyzn przeciętnie o 8%. Mediana płac w przemyśle ciężkim w 2014 roku była wyższa o 96 PLN niż płace w przemyśle lekkim.
Wykres 1. Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim w 2014 roku (brutto PLN)

Najwięcej zarabiali zatrudnieni w przemyśle petrochemicznym – wypłata co drugiego pracownika przekraczała 5 800 PLN brutto miesięcznie. Nieco mniej otrzymywali zatrudnieni w górnictwie i motoryzacji, przeciętnie 5 000 PLN. Mediana wynagrodzeń w 2014 roku w przemyśle lotniczym wynosiła 4 935 PLN, a w okrętowym – 4 789 PLN brutto miesięcznie. Najniższe płace otrzymywali zatrudnieni w hutnictwie i metalurgii – jedynie 3 800 PLN brutto miesięcznie.
Schemat 1. Mediany wynagrodzeń w różnych sekcjach przemysłu ciężkiego oraz procentowa zmiana w porównaniu z ubiegłym rokiem

Połowa kierowników produkcji zarabiała od 5 700 PLN do 9 500 PLN brutto miesięcznie, w przemyśle ciężkim zarabiali oni przeciętnie o 518 PLN więcej niż w przemyśle lekkim. Mniejsze wynagrodzenia otrzymywali inżynierowie ds. jakości. Mediana ich płac wynosiła 5 300 PLN. Wypłata co drugiego konstruktora nie przekraczała kwoty 4 560 PLN. Średnie zarobki spawaczy wynosiły 3 000 PLN brutto miesięcznie i były niższe o 35% niż mediana wynagrodzeń w całym przemyśle ciężkim.
Tabela 1. Wynagrodzenia w przemyśle ciężkim na różnych stanowiskach
| stanowisko | próba | 25% zarabia poniżej | mediana | 25% zarabia powyżej |
| kierownik produkcji | 106 | 5 700 | 7 518 | 9 500 |
| inżynier ds. jakości | 136 | 4 200 | 5 300 | 7 000 |
| konstruktor | 580 | 3 500 | 4 560 | 5 900 |
| spawacz | 217 | 2 300 | 3 000 | 4 000 |
Źródło: Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń przeprowadzone przez Sedlak & Sedlak w 2014 roku
Andrzej Kuczara
Sedlak&Sedlak
Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

































