System podatkowy nie sprzyja nowym inwestycjom w branży wydobywczej

Obniżenie podatku od wydobycia miedzi bez wątpienia wpłynie na rozwój branży, w tym możliwości realizowania nowych inwestycji. Ale to za mało – uważa Konfederacja Lewiatan, oceniając projekt ustawy o podatku od wydobycia niektórych kopalin. Chcąc uczynić nasz system podatkowy konkurencyjnym konieczne jest połączenie kilku ulg i zachęt, które mogłyby obejmować m.in.: ulgę inwestycyjną, odroczenie poboru podatku czy przyspieszenie amortyzacji składników majątku.

Pozytywnie należy ocenić obniżenie stawki podatku od miedzi i wprowadzenie obowiązku corocznego składania przez rząd informacji do Sejmu dotyczącej wpływu nowych przepisów na sytuację sektora wydobywczego oraz finansów publicznych.

– W obecnym systemie podatkowym brakuje jednak wielu rozwiązań, które oddziaływałyby na rozwój nowych inwestycji w sektorze wydobywczym. A warto pamiętać, że mają one pozytywny wpływ na gospodarkę, biorąc pod uwagę ich dużą wartość, jak i kilkudziesięcioletni horyzont czasowy oraz brak możliwości przeniesienia do innego kraju z uwagi na lokalizację złoża. Z tej perspektywy nowe inwestycje przyczyniają się do wzrostu produkcji i PKB, a także do tworzenia nowych miejsc pracy i spadku bezrobocia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Polska jest światowym liderem w liczbie udokumentowanych zasobów miedzi i ma szansę wyprzedzić takich światowych potentatów jak Kanada, Rosja czy Chiny. Jednakże, aby wykorzystać tę szansę konieczne jest zapewnienie dostępu do atrakcyjnych rezerw zalegających na głębokościach przekraczających 1500 m. W tym celu niezbędne jest przede wszystkim poniesienie wysokich nakładów inwestycyjnych na najnowsze technologie i budowę nowych zakładów górniczych.
System podatkowy powinien więc sprzyjać nowym inwestycjom w sektorze wydobycia, w tym wydobycia miedzi. Natomiast, obecny system opodatkowania wydobycia miedzi z całą pewnością odstrasza, a nie zachęca nowych inwestorów. Biorąc pod uwagę, iż w tym w sektorze nie ma obecnie wielu nowych inwestorów, tym bardziej niezrozumiały jest brak zmian uregulowań podatku od wydobycia niektórych kopalin, w zakresie rozwiązań sprzyjającym tworzeniu nowych inwestycji.

Nowe złoża miedzi są trudniejsze niż dotychczas eksploatowane – wymagają kopalni głębinowych, które z kolei wymagają znacznie więcej nakładów kapitałowych szczególnie w pierwszych fazach inwestycji. Aktywizację wydobycia z takich złóż i maksymalizację potencjału Polski w tym zakresie mogą zapewnić nowi inwestorzy dysponujący kapitałem. Tym bardziej strategia fiskalna powinna skupić się w pierwszej kolejności na przyciągnięciu znacznych inwestycji, niezbędnych do rozwoju polskiego sektora wydobycia miedzi, by dopiero później czerpać korzyści ze znaczącego strumienia wpływów do budżetu (z różnych podatków, nie tylko podatku od wydobycia niektórych kopalin).

Wydłużenie okresu zwrotu z inwestycji będące wynikiem obciążenia podatkiem od wydobycia niektórych kopalin w obecnym kształcie, bez mechanizmów równoważących ciężar podatku dla nowych inwestycji, nie jest i nie będzie do zaakceptowania przez inwestorów. Istotne pogorszenie ekonomiki nowych projektów wynika z faktu, iż podatek miedziowy musi być płacony już od pierwszego wydobycia miedzi i srebra, a z uwagi na istotne nakłady kapitałowe, zwrot z inwestycji będzie osiągnięty dopiero później.

Dlatego też, chcąc uczynić polski system podatkowy konkurencyjnym konieczne jest połączenie kilku ulg i zachęt podatkowych, które mogłyby obejmować m.in.:
• Ulgę inwestycyjną – prawo do odliczenia od podatku od wydobycia niektórych kopalin 100% lub więcej przedprodukcyjnych nakładów inwestycyjnych (tzw. uplift),
• Odroczenie poboru podatku od wydobycia niektórych kopalin w okresie, co najmniej 10 lat od rozpoczęcia nowej inwestycji lub obniżenie podatku w tym okresie,
• Przyspieszenie amortyzacji składników majątku tworzących i wykorzystywanych w zakładach górniczych miedzi do 5 lat.

Konfederacja Lewiatan

lewiatan

Smart home – do roku 2022 na globalnym rynku będzie blisko 500 urządzeń, które mogą znaleźć zastosowanie w inteligentnym domu

Do końca tego roku prawie jedna trzecia sklepów w USA i 15-20 proc. w Wielkiej Brytanii zainstaluje beacony, które komunikując się z tabletami i smartfonami klientów, umożliwiają personalizację zakupów. W tym samym czasie na świecie przynajmniej raz w miesiącu 5 proc. smartfonów z technologią NFC zostanie użytych do płatności mobilnych. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów raportu „The Deloitte Consumer Review. Digital Predictions 2015”, technologie cyfrowe są ogromną szansą dla handlowców, którzy w ten sposób mogą ułatwić konsumentom zakupy, a jednocześnie zdobyć ich lojalność. Nowoczesne rozwiązania cyfrowe, w tym Internet Rzeczy wkraczają również w inne sfery codziennego życia, jak choćby wyposażenie domu. Jednak w obszarze smart home barierą hamującą dynamiczny rozwój urządzeń pozostają wysokie koszty instalacji i obsługi tego typu urządzeń.

Raport Deloitte, przygotowany w tym roku po raz dziesiąty, analizuje, jak trendy w sektorze TMT (technologia, media, telekomunikacja) przekładają się na życie i zwyczaje konsumentów.

Według ekspertów, w tym roku dojdzie do znaczącego skoku w używaniu telefonów komórkowych do płatności mobilnych. W 2015 roku 5 proc. z 600-650 mln smartfonów wyposażonych w NFC (Near Field Communication – komunikacja bliskiego zasięgu) zostanie użytych w tym celu podczas zakupów. „Płatności mobilne to nadal nisza, do której przyzwyczajają się zarówno klienci, jak i sprzedawcy oraz instytucje finansowe. Na pewno w najbliższym czasie nie zastąpią one ani gotówki ani kart płatniczych, ale można już mówić o widocznym wzroście w tym obszarze, skoro w połowie 2014 roku w roli portfela przynajmniej raz w miesiącu wystąpiło mniej niż 2,5 mln smartfonów wyposażonych w technologię NFC, podczas gdy do końca tego roku może to być już nawet 32,5 mln telefonów” – wyjaśnia Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu, ekspert Technology, Media and Telecommunications Group Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte zainteresowanie wykorzystaniem nowoczesnych technologii w handlu będzie się koncentrować także wokół beaconów, czyli małych nadajników, które nieustannie sygnalizują swoją obecność. Sygnał ten, odebrany przez aplikację mobilną, wykorzystując technologię Bluetooth Smart, pozwala nawiązać kontakt z użytkownikiem telefonu lub tabletu. Możliwość precyzyjnego zlokalizowania klienta, zdobycie wiedzy na temat jego zwyczajów zakupowych czy też wreszcie dostarczenie mu informacji na temat promocji w momencie, gdy przekroczy próg sklepu, mogą zapewnić handlowcom przewagę konkurencyjną, a samych konsumentów zachęcić do robienia zakupów. W Wielkiej Brytanii 45 proc. właścicieli smartfonów zadeklarowało, że chce, aby sprzedawcy wysyłali im wiadomości, a 33 proc. z nich przyznało, że spersonalizowane wiadomości mają wpływ na ich decyzje zakupowe.

„Beacony będą miały ogromny wpływ na budowanie lojalności konsumentów wobec danej sieci handlowej, a także wygodę zakupów. Sprzedawcy muszą jednak uważać aby nie przesadzić i nie przekroczyć cienkiej granicy, ponieważ wciąż wielu klientów nie życzy sobie tego typu kontaktów, które odbierają jako wkraczanie w ich prywatną sferę. Otwartym pozostaje też pytanie czy zdobyte z pomocą beaconów dane osobowe konsumentów są prawidłowo zabezpieczone i chronione” – tłumaczy Jakub Rosiecki, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że obecnie korzystanie z beaconów przez użytkowników wymaga spełnienia określonych warunków technologicznych. Przede wszystkim w telefonie musi być włączony Bluetooth i uruchomiona konkretna aplikacja, dzięki której odbiór informacji przesłanych za pośrednictwem beacona staje się możliwy.

Według raportu Deloitte, narzędziem, dzięki któremu handel tradycyjny może się uzupełniać ze sprzedażą internetową jest system click and collect, czyli „zamów online – odbierz w sklepie”. Liczba lokalizacji w systemie click and collect w Europie wzrośnie w 2015 roku do pół miliona, co stanowi wzrost o 20 proc. w stosunku do roku ubiegłego. System click and collect umożliwia nabywcom odbiór towarów zakupionych przez Internet w miejscach, takich jak wydzielona przestrzeń sklepu, centrum handlowe, paczkomat lub punkty ogólnodostępne, takie jak poczta czy stacja kolejowa. „Z punktu widzenia klienta, rozwiązania click and collect dają dodatkową swobodę w wyborze formy dostawy oraz pozwalają na odbiór towaru o dogodnej, w miarę dowolnej godzinie z wcześniej ustalonej lokalizacji. Z kolei z punktu widzenia samych sprzedawców click and collect jest zarówno szansą, ale też dużym wyzwaniem logistycznym” – mówi Jakub Wróbel.

Według wyliczeń ekspertów Deloitte z pół miliona punktów odbioru w systemie click and collect, które powstaną w tym roku w Europie, 333 tys. będą to automatyczne skrytki i paczkomaty, 130 tys. – miejsca użyczone przez pośredników (np. poczta), a jedynie 37 tys. to sklepy. W Wielkiej Brytanii, w której
e-commerce ma największy na świecie udział w handlu (13 proc.), click and collect stanowi jedną trzecią tej liczby. W ubiegłym roku Brytyjczycy złożyli w ten sposób 140 mln zamówień, a wartość rynku szacuje się na 8,7 mld dolarów, dwa razy więcej niż jeszcze w 2012 roku.

Eksperci Deloitte przeanalizowali również wpływ technologii cyfrowych na codzienne życie, w tym wyposażenie domów i mieszkań. Ich zdaniem do 2022 roku może być około 500 tzw. „inteligentnych urządzeń” podłączonych do domu. Przykładowo będą to inteligentne systemy oświetleniowe, ogrzewania, nawadniania trawników czy sprzęt AGD: ekspresy do kawy, lodówki i pralki. Jedną z barier, która nadal może ograniczać dynamiczniejszy rozwój Internetu Rzeczy w codziennym życiu są koszty zakupu i instalacji urządzeń – w wielu przypadkach nadal za wysokie dla części konsumentów. „Rynek konsumencki związany z inteligentnym domem znajduje się nadal we wstępnej fazie rozwoju, lecz należy przypuszczać, że w ciągu najbliższych lat klienci, wymieniając domowy sprzęt, chętniej będą sięgać po tego typu rozwiązania” – uważa Jakub Wróbel.

Technologia zmienia sposób, w jaki zachowują się konsumenci, dzięki dostarczaniu im informacji. Daje to dużo możliwości firmom, ale stwarza też zagrożenia. Z jednej strony konsumenci są coraz bardziej przywiązani do swoich urządzeń i oczekują od swoich ulubionych marek innowacyjnych, ciekawych rozwiązań, które ułatwiają im życie dostarczając informacji i pomagając w decyzjach. Z drugiej strony dostęp do informacji, porównywarek cenowych, opinii znajomych w mediach społecznościowych może zburzyć lojalność marki. „W pogoni za nowinkami technicznymi i sposobami przywiązania do siebie konsumenta, firmy nie powinny zapominać o tym, że technologia powinna być jedynie wsparciem. Lojalność marki buduje się w długim terminie głównie jakością produktów i usług” – podsumowuje Jakub Rosiecki.

Raport został opublikowany w marcu br. przez Deloitte UK. Cały raport dostępny na: www.deloitte.com/pl.

Sprawdzalność prognoz Deloitte:

Raport „The Deloitte Consumer Review. Digital Predictions 2015” jest ściśle powiązany z corocznymi globalnymi prognozami Deloitte ”TMT Predictions”. Prognozy te oparte są na informacjach pochodzących od klientów firm członkowskich (w ramach sieci Deloitte) z całego świata, jak również o informacje wewnętrzne (przekazane przez pracowników, partnerów i menedżerów specjalizujących się w zagadnieniach TMT) oraz pogłębione wywiady z analitykami branżowymi i rozmowy przeprowadzone z organizacjami handlowymi. Okazuje się, że trzynaście z czternastu prognoz z ubiegłorocznej edycji raportu „TMT Predictions” sprawdziło się. Wśród nich znalazły się przewidywania na temat rozwoju telewizyjnych płatnych kanałów sportowych i rynku tabletów czy też prognozy mówiące, że do końca 2014 roku nawet 50 mln gospodarstw domowych na świecie miało być w posiadaniu dwóch abonamentów telewizyjnych.

Dlaczego banki nie chcą finansować inwestycji w energetyce?

Polska energetyka jest w trakcie dużych zmian i przeobrażeń. Pomimo wielu inwestycji, które obecnie są realizowane, nadal ciężko jest sfinansować tak wielkie projekty. Banki, jak i wszelkie instytucje finansowe patrzą na takie inwestycje z dużą rezerwą. O ile pewne obawy są uzasadnione, to sektor energetyczny stoi przed dużym problem i wyzwaniem, z którym musi się zmierzyć. Z drugiej strony inwestycje te są konieczne i to nie tylko w obszarze nowych mocy wytwórczych, ale również infrastruktury – sieci energetyczne, systemy IT do zarządzania produkcją i dystrybucją energii. Co więc sprawia, że banki nie chcą finansować inwestycji w energetyce? – wyjaśnia prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies.

prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies
prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki oraz prezes zarządu Transition Technologies

Finansowanie inwestycji w energetyce to duże wyzwanie dla instytucji finansowych, jak i dla inwestorów. Ich realizacja jest jednak niezbędna i kluczowa z punktu widzenia przyszłości gospodarki i jej prawidłowego funkcjonowania. Finansowanie takich projektów jest w ostatnim czasie bardzo problematyczne dla banków. Jeżeli już decydują się na udostępnienie kapitału, to kierują środki raczej wyłącznie na projekty energetyki odnawialnej, w mniejszym stopniu na  elektrownie gazowe, a na pewno nie na jądrowe, których jednak moce wytwórcze są zdecydowanie większe. Z kolei elektrownie węglowe w ogóle nie mogą liczyć na dofinansowanie, zwłaszcza w Europie. Źródeł tych problemów należy dopatrywać się w kilku czynnikach.

Opłaty za emisję CO2 – coś co zabija energetykę węglową

W szczególnie ciężkiej sytuacji są nowe projekty w elektrowniach węglowych. Europejski Pakiet Klimatyczny i kolejne wersje europejskich regulacji, wymagają ponoszenia opłat za emitowany w procesie produkcji energii dwutlenek węgla. W elektrowni (zarówno na węgiel kamienny jak i brunatny) produkcja 1 MWh energii elektrycznej związana jest z emisją około 1 tony CO2. Powoduje to, że ten rodzaj wytwarzania obciążony jest dodatkowymi opłatami, co nie występuje w przypadku energetyki zielonej. Z kolei elektrownie gazowe z uwagi na o połowę mniejszą emisję CO2 zapłacą o połowę mniej. Problemem jest nie tylko koszt emisji w postaci kupowania pozwoleń, ale przede wszystkim ich nieprzewidywalność. Dziś zakup certyfikatu na emisję  1 tony CO2 to koszt około 7 Euro. Jednocześnie przewiduje się, że w przyszłości mogą one kosztować 30, a może nawet i 50 euro za tonę. Mechanizm wzrostu cen certyfikatów jest bowiem zagwarantowany poprzez powstanie tzw. MSR (Market Stability Reserve). W konsekwencji od 2019 r. MSR będzie mógł arbitralnie „wycofywać” część pozwoleń na CO2 z europejskiego rynku, aby podbijać ich cenę. Celem tych działań jest powiększenie konkurencyjności energetyki odnawialnej, kosztem węglowej. Pomimo polskich protestów przeciwko wcześniejszemu uruchomieniu MSR nie udało się tego wstrzymać, ze względu na mniejszościową koalicję.

Doprowadziło to do sytuacji, w której banki w żadnym wypadku nie będą chciały finansować inwestycji energetycznych, obłożonych dodatkowymi kosztami, a w szczególności kosztami, których nie sposób oszacować. Dodatkowo w oficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Europejskiego Banku Inwestycyjnego pojawia się informacja, iż projekty energetyczne, w których emisja CO2 jest wyższa niż 0,5 t CO2 na 1 MWh nie będą finansowane. W konsekwencji będzie to oznaczać formalne „nie” dla energetyki węglowej w Europie.

Atom w podobnie ciężkiej sytuacji

Z podobnym  problemem zmaga się również energetyka jądrowa. Tutaj podstawowym problemem jest konieczność inwestycji dużej ilości kapitału na etapie budowy oraz długi czas zwrotu z inwestycji. Już ten aspekt powoduje, że dla banków inwestycje te są ryzykowne. Dodatkowo energetyka jądrowa traktowana jest jako „brudna” energia nieposiadająca gwarantowanych taryf. Spoglądając na rynek europejski zauważyć można, że jedynie Brytyjczycy odeszli od tego sposobu patrzenia
i stworzyli własną wewnętrzną politykę tzw. Kontraktów Różnicowych. W systemie tym gwarantowana jest różnica między uzgodnioną taryfą, a ceną rynkową tzw. „strike price”. Jest to odmiana gwarantowanych taryf dla OZE, przeniesiona na energetykę atomową. W ten sposób Wielka Brytania udowadnia, że ten rodzaj wytwarzania energii jest „zeroemisyjny”. Tym samym w sensie gwarancji może być ona preferowana wśród inwestorów tak jak OZE. Taki mechanizm jest prawdopodobnie jedyną możliwością finansowania budowy w Polskim Programie Energetyki Jądrowej.

Gwarancja zwrotu z inwestycji to podstawowy problem

Najważniejszym czynnikiem dla banków, w związku z inwestycjami, jest gwarancja zwrotu z inwestycji. W energetyce taki zwrot uzyskuje się stosunkowo łatwo, jeśli cena sprzedaży produkowanej jest gwarantowana przez elektrownie energii elektrycznej. Przez wiele ostatnich lat zmonopolizowany polski sektor energetyczny zapewniał inwestorom takie gwarancje, a sama energetyka uchodziła za przewidywalny, ale zawsze opłacalny biznes.

Ostatnia dekada to okres silnego forsowania przez większość państw europejskich liberalizacji rynku energii i preferencji dla energetyki odnawialnej. W związku z tym sytuacja dla inwestorów stała się całkowicie nieprzewidywalna. Regulacje UE nie dopuszczają bowiem gwarancji cen dla energii produkowanej z węgla lub gazu. Natomiast energetyka zielona (odnawialna) – farmy wiatrowe czy elektrownie słoneczne – traktowane są na preferencyjnych warunkach. W przypadku tego źródła energii powszechne są tzw. taryfy gwarantowane (system feed-in-tariff), gdzie inwestor dokładnie wie za jaką cenę będzie sprzedawał energię. Zwykle jest to cena wyższa niż aktualna cena rynkowa. Należy również wspomnieć, że elektrownie oparte na naturalnych źródłach posiadają dodatkowe preferencje w sprzedaży. Energia z nich produkowana musi zostać odebrana do sieci. Tego typu rozwiązania oparte o tzw. system aukcyjny, gdzie inwestorzy będą proponowali taryfy z 15-letnią perspektywą, są również obecne w uchwalonej ustawie o OZE. Na aukcjach tych wybierane będą taryfy z najniższą ceną. Powyższe czynniki sprawiają, że inwestycje w energetykę zieloną stają się przewidywalne i zyskowne, a więc nie mają najmniejszych problemów z uzyskaniem finansowania.

Czy jest szansa na wyjście z energetycznego zacofania?

Na to pytanie nie ma niestety prostej odpowiedzi. Różne typy elektrowni charakteryzują się różną strukturą kosztów inwestycyjnych i kosztów zmiennych w postaci paliwa czy kosztów emisji. I tak z jednej strony mamy energetykę jądrową, która wymaga wielkich nakładów na budowę, przy jednoczesnych niskich kosztach paliwa i obsługi. Tutaj koszt zwrotu z inwestycji wynosi około 40 lat. Gdzieś po środku systemu kosztowego jest energetyka węglowa, gdzie mamy umiarkowane koszty budowy i jeszcze w chwili obecnej umiarkowane koszty paliwa. Wszystko jednak może się zmienić ze względu na potencjalnie wysoki koszt emisji CO2. Czas zwrotu z inwestycji wynosi od 20 do 30 lat. Po drugiej stronie znajdują się elektrownie gazowe, gdzie koszt inwestycji jest relatywnie niski, natomiast koszt błękitnego paliwa podlega w ostatnich latach istotnym wahaniom. W tym przypadku zwrot z inwestycji to około 15 lat.

Trzeba również brać pod uwagę stosunek do energetyki w większości krajów zachodniej Europy. Energetyka tzw. klasyczna jest tam traktowana, jako swego rodzaju ciężki balast, obciążony dodatkowym ryzykiem i kosztami, głównie związanymi z emisją CO2. W związku z tym koncerny energetyczne ponoszą straty czekając na odwrócenie trendu. Takim zwrotem mogłyby być braki w dostawach energii czy spektakularne awarie zasilania, które zwrócą uwagę społeczeństwa na problem bezpieczeństwa energetycznego. Niektóre kraje, jak Wielka Brytania poszukują innych metod gwarantowania finansowania, jak wspomniane kontrakty Różnicowe dla energetyki jądrowej.

Reasumując w perspektywie najbliższych lat, czyli co najmniej do 2020 roku nie będziemy mogli spodziewać się istotnego zwrotu w podejściu banków do finansowania inwestycji energetycznych. Będzie to okres niepewności i turbulencji dla sektora energetycznego. Unormowanie spraw związanych z emisjami CO2, odbicie gospodarcze i uporządkowanie spraw legislacyjnych to czynniki, które mogą postawić inwestycje energetyczne na nowe tory.

Po wyborach trudno liczyć na wakacyjną hossę

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Zwycięstwo Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich, zgodnie z oczekiwaniami, wywołało wyprzedaż polskich aktywów. Negatywna reakcja warszawskiej giełdy okazała się szczególnie dotkliwa dla sektora bankowego. To zrozumiałe. Opodatkowanie aktywów banków czy rozwiązanie problemu „frankowiczów” według obietnicy złożonej w trakcie kampanii wyborczej uderzyłoby w wyniki polskich banków. Na szczęście dla inwestorów, pomysł przewalutowania kredytów hipotecznych udzielonych w CHF, po kursie po którym został zaciągnięty jest mało prawdopodobne.

W reakcji na wynik wyborów spadały również ceny polskich obligacji skarbowych. Główną przyczyną tego ruchu był wzrost ryzyka politycznego. Spełnienie się choćby części obietnic przedwyborczych kandydata Prawa i Sprawiedliwości przełożyłoby się na oczekiwania co do wzrostu inflacji w Polsce. Z kolei wyprzedaż na złotym związana jest z obawami inwestorów dotyczącymi luźnej polityki fiskalnej proponowanej przez PiS oraz oddalającą się perspektywą wprowadzenia euro.

Co zmiana głowy państwa oznacza dla inwestorów lokujących kapitał na warszawskiej giełdzie? Przede wszystkim niepewność. Pomimo że większość obietnic przedwyborczych prezydenta elekta ma charakter czysto populistyczny i prawdopodobieństwo ich realizacji jest niskie (nawet zakładając zwycięstwo PiS w jesiennych wyborach parlamentarnych), przez najbliższe miesiące inwestorzy będą karmieni kolejnymi obietnicami wyborczymi partii politycznych. Sytuacja taka nie sprzyja odważnym zakupom polskich akcji. Trudno tym samym liczyć na wakacyjną hossę.

Jakie mieszkania Polacy kupują najczęściej?

Sprzedają się głównie nieduże mieszkania, niekoniecznie na kredyt

Sprzedają się głównie nieduże mieszkania, niekoniecznie na kredytFirmy budujące mieszkania nie zwalniają tempa. W ciągu czterech pierwszych miesięcy 2015 roku deweloperzy rozpoczęli budowę o ponad jedną czwartą mieszkań więcej niż w analogicznym okresie 2014 roku. Dane GUS  mówią również o większej liczbie uzyskanych przez firmy pozwoleń na budowę. Szczególnie owocny  okazał się kwiecień, w którym weszło na rynek o ponad 84 proc. więcej lokali niż rok wcześniej, co było najlepszym wynikiem od 3 lat.

Deweloperzy rozpoczynają wiele nowych inwestycji, a w biurach sprzedaży nie brakuje chętnych do zakupu. Firma Reas w raporcie za pierwszy kwartał tego roku, nie tylko wskazuje na rekordową sprzedaż mieszkań deweloperskich, ale i lekki wzrost średnich cen rynkowych. Do zakupu zdają się zachęcać tanie kredyty mieszkaniowe i podwyższany z roku na rok, obowiązkowy wkład własny do zaciąganych zobowiązań. Nisko oprocentowane kredyty nie są jednak główną przyczyną tak dobrej koniunktury na rynku nowych mieszkań.

Oszczędności lokowane w mieszkania

To środki wycofywane z banków, które nie przynoszą optymalnych zysków, lokowane w nieruchomościach pod wynajem, nakręcają rynek. Mieszkania o małym metrażu, w niewygórowanych cenach to dobra inwestycja, gwarantująca niezłą stopę zwrotu. Przy dobrze przemyślanym zakupie zysk może sięgnąć 6 proc. rocznie.

Deweloperzy przyznają, że w niektórych osiedlach przeważająca część mieszkań sprzedaje się bez wsparcia kredytowego. Choć są też projekty, w których większość kupujących korzysta z rządowych dopłat do kredytów w ramach programu Mieszkanie dla młodych. Niestety w niektórych miastach, jak np. w Krakowie, niełatwo jest znaleźć odpowiednio nisko wycenione mieszkania, żeby kwalifikowały się do programu.

Niezbyt dobrze z dostępnością dopłat jest też np. w Warszawie, gdzie według danych Reas, tylko niespełna 14 proc. mieszkań obejmuje MdM.  W inwestycjach usytuowanych w centrum, w których ceny ofertowe mieszkań są wyższe od średnich stawek w mieście, na pewno ich nie znajdziemy. Lokali, do których dopłaci państwo, należy szukać przede wszystkim w Białołęce. – W projektach powstających w tej warszawskiej dzielnicy jest zdecydowanie najwięcej lokali, przy zakupie których można skorzystać z subwencji do kredytu. Ceny za metr są tu nawet o kilka tysięcy złotych niższe od średniej stawki dla miasta, sięgającej prawie 8 tys. zł – informuje Wojciech Stisz z firmy Barc Warszawa SA., która prowadzi inwestycję Tarasy Dionizosa przy ul. Winorośli. – Mieszkania w naszym projekcie kosztują 5500 zł/m kw., mają nieduże metraże, w związku z tym całą ofertę obejmuje program dopłat – podaje Wojciech Stisz.

Najszybciej znikają z oferty mieszkania do 55 m kw.

Inwestycja tej firmy, pod względem wielkości lokali, nie jest wyjątkiem na rynku, szczególnie w Warszawie, gdzie mieszkania należą do najdroższych w kraju. W tej chwili można już mówić o trendzie w budownictwie deweloperskim, dotyczącym projektowania na małych powierzchniach możliwie dużej liczby pomieszczeń. Wynika to z zapotrzebowania kupujących.

Największe wzięcie mają małe dwójki i trójki o metrażu do ok. 55 m kw. Taka powierzchnia umożliwia już dobre rozplanowanie mieszkania, a lokal nie kosztuje dużo. Na powierzchni niewiele przekraczającej trzydzieści metrów można z kolei wygospodarować dwa funkcjonalne pokoje. Takich ofert poszukują przede wszystkim młode osoby, które kupują swoje pierwsze mieszkanie. Deweloperzy wypuszczają na rynek coraz więcej mieszkań, na które może sobie pozwolić większe grono klientów, choć oczywiście na rynku pojawiają się różnego rodzaju inwestycje.

Mamy mniejsze możliwości nabywcze niż ponad 10 lat temu

Możliwości nabywcze młodych Polaków są teraz mniejsze niż w latach 2003 – 2004, kiedy średnia krajowa pensja netto wystarczała na zakup 1,3 – 1,4 m kw. mieszkania. Jak obliczają analitycy rynkowi, obecnie osoba zarabiająca na tym poziomie może sobie pozwolić na kupno 0,67 m kw. mieszkania. Wyliczenia dotyczą przeciętnej ceny mieszkań dla całego kraju, zatem w największych miastach, gdzie stawki są dwukrotnie wyższe niż średnia krajowa, możliwości nabywcze kupujących są znacząco mniejsze.

W latach 2003 – 2007 także miesięczna rata spłaty kredytu pochłaniała mniejszą część wynagrodzenia niż obecnie. Wtedy, jak wyliczają specjaliści na podstawie danych GUS i NBP, singiel zatrudniony na pełen etat wydawał  jedynie 20 – 25 proc. swojego wynagrodzenia na spłatę kredytu, zaciągniętego w złotówkach  z 20 proc. wkładem własnym, na zakup 50-metrowego mieszkania. Do wyliczenia ceny lokalu przyjęta została przeciętna stawka dla całego kraju.

W 2014 roku taka osoba musiała przeznaczyć na miesięczną ratę kredytową już jedną trzecią swojego wynagrodzenia. Jeżeli jednak, zamiast przeciętnej krajowej weźmiemy pod uwagę średnie ceny mieszkań w takich miastach jak Warszawa, Kraków, Wrocław, czy Poznań, w których kosztują one o 50 – 100 proc. więcej niż wynosi przeciętna stawka dla całej Polski, obciążenie kredytobiorcy będzie znacznie większe.

Autor: Barc Warszawa SA.

Ryzyko polityczne może przemawiać za akcjami

Wybory prezydenckie przypomniały konieczności brania pod uwagę przez inwestorów ryzyka politycznego. Należy rozpatrywać je nie tylko w kategoriach wpływu konkretnych zapowiedzi zawartych w programach poszczególnych ugrupowań na gospodarkę, czy jej fragmenty, ale także w kontekście niepewności. Ta zaś jak wiadomo, jest okolicznością bardzo nielubianą przez rynki. Niestety, stan niepewności będzie towarzyszył nam przez kilka najbliższych miesięcy.

Oczywiście nie oznacza to, że inwestorzy skazani są na nieustającą przecenę i ponoszenie strat. Raczej będą to powracające wahania nastrojów, w rytm kolejnych zapowiedzi, deklaracji i sondaży. Niemniej, nie wróży to łatwego życia na rynkach i choć okazji do zarobku prawdopodobnie nie zabraknie, to zyskami cieszyć się będą najbardziej doświadczeni i odważni gracze lub po prostu szczęściarze.

Choć zwykle z najbardziej nerwowymi reakcjami na niepokoje i niespodziewane rozstrzygnięcia mamy do czynienia na giełdzie, to jednak wydaje się, że większe obawy można mieć w przypadku sytuacji na rynkach długu i walutowym. Rynek akcji jest znacznie bardziej podatny na tendencje na giełdach zagranicznych, co akurat w naszym przypadku może być korzystne. Z kolei inwestorzy zagraniczni większą i bardziej trwałą negatywną presję wywierają na walutę i obligacje skarbowe. Także patrząc z makroekonomicznego punktu widzenia, zazwyczaj zmiany w polityce gospodarczej, takie jak plany dotyczące budżetu, podatków, polityki socjalnej, czy zadłużenia, mocniej oddziałują właśnie na walutę i koszt pieniądza, niż na notowania akcji.

W przypadku tych ostatnich, obecnie ryzyko wyraźnie widoczne jest jedynie w przypadku sektora bankowego i indeksu największych spółek, w którym ma on znaczący udział. Ale przecież wyborcze zapowiedzi i spekulacje nie muszą stanowić przeszkody dla wzrostu notowań walorów większości innych branż i spółek. Prawdopodobnie więc to na rynku akcji będzie można znaleźć atrakcyjne okazje inwestycyjne, choć, jak wspomniano, dostrzec je i wykorzystać nie będzie łatwo.,

————

Michał Stanek
Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej AgioFunds TFI S.A.

Janusz Lewandowski wygłosi przemówienie inaugurujące ,,Private Equity Forum & Awards Gala”

Wystąpienie Przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów otworzy VI edycję konferencji ,,Private Equity Forum & Awards Gala”, która odbędzie się 8 czerwca 2015 roku w warszawskim Hotelu InterContinental. Przemówienie w trakcie wieńczącej konferencję Gali wręczenia ,,Diamentów Private Equity” wygłosi natomiast Prezes Zarządu PZU S.A. – Andrzej Klesyk.

Janusz Lewandowski Przewodniczący Rady Gospodarczej, członek Rady Gospodarczej
Janusz Lewandowski
Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów

Konferencja ,,Private Equity Forum & Awards Gala” po raz kolejny skupi środowisko polskiego Private Equity w dyskusji na najbardziej kluczowe tematy dla gospodarki. Forum będzie całodniową debatą wokół najistotniejszych aspektów determinujących obraz polskiego Private Equity na tle międzynarodowym. Finałem konferencji będzie Gala wręczenia ,,Diamentów Private Equity”, którymi uhonorowane zostaną najbardziej wyróżniające się podmioty w branży Private Equity w Polsce w 10 kategoriach. Organizatorem Konkursu jest Executive Club, a jego patronat objęło Polskie Stowarzyszenie Inwestorów Kapitałowych.

,,VI edycja naszej konferencji będzie okazją do przeanalizowania aktualnej sytuacji polskiego Private Equity, zdiagnozowania jego kluczowych problemów oraz nakreślenia perspektyw na przyszłość. Szczególny nacisk w debacie położony zostanie na rolę innowacji w kreowaniu rynku kapitałowego, jako aspektu, który może pełnić determinującą rolę w budowaniu silnej pozycji polskiego Private Equity na tle międzynarodowym” – mówi Beata Radomska, Prezes Executive Club i Członek Kapituły Konkursowej ,,Diamentów Private Equity”.

Po konferencji i Gali ,,Diamentów Private Equity” zaplanowano ekskluzywny bankiet, który uświetni występ finalisty The Voice of Poland, Mateusza Krauswursta z zespołem Madlove.

Internet na talerzu, talerz w internecie

Internet odgrywa w naszym życiu coraz większą rolę. To nie tylko nieograniczone forum komunikacji i źródło informacji. Sieć jest też ogromną przestrzenią prowadzenia biznesu, a nawet zmagań sportowych. Dla wielu jest też nieodłącznym elementem życia, jak sen czy jedzenie, na które, jak się okazuje, również ma wpływ. Zdaniem ekspertów[1] kontakt z jasnym ekranem przed snem może utrudnić zaśnięcie i negatywnie oddziałuje na jakość wypoczynku. A jak internet zmienił to, co mamy na talerzu?

#foodporn #instafood

Jedzenie należy do podstawowych potrzeb naszego organizmu. Jemy, aby żyć, lecz przyjemność, jaką daje obcowanie z doskonale przygotowanymi i podanymi potrawami sprawia, że jedzenie jest też jedną z największych radości tego życia. Dzielimy się nią z bliskimi w czasie wspólnych posiłków lub gotowania, oraz z całym światem, poprzez internet. Portale społecznościowe zalewane są przez zdjęcia pokazujące pyszności z restauracji i te przygotowane w domowym zaciszu. Internauci fotografują zarówno wyszukane, egzotyczne specjały, jak i powszechne produkty dostępne w każdym sklepie. Publikują fani słodyczy, weganie, miłośnicy burgerów i amatorzy sushi, słowem – wszyscy. Na Instagramie tagiem #foodporn oznaczonych jest już ponad 55 mln zdjęć! To mniej więcej tyle, ilu w 2011 roku na całym świecie żyło ludzi deklarujących polską narodowość[2]. Z kolei wyszukując tag #instafood znajdziemy 43 mln postów. Nowa moda sprawiła, że większą rolę przykładamy do estetyki jedzenia. Fani dzielenia się swoimi doznaniami smakowymi poświęcają często wiele czasu najpierw przygotowując dania, a następnie je fotografując. Jednocześnie zjawisko pokazało też, jak niezdrowo się odżywiamy. Ogromna część zdjęć oznaczonych tymi tagami to tzw. „śmieciowe jedzenie”, co zwróciło uwagę niektórych środowisk. Firma Bolthouse Farms stworzyła Food Porn Index, który agreguje zdjęcia jedzenia i dzieli je na zdrowe (pokazujące owoce i warzywa) oraz niezdrowe (przedstawiające fast food i słodycze). Obecnie tych drugich jest niemal dwukrotnie więcej.

Rezerwacje, zamówienia i nie tylko…

Według danych Instytutu Homo Homini już ponad 64% Polaków zamawia jedzenie do domu lub pracy, a jak wynika z raportu Polska na talerzu 2015, co trzeci z nas przynajmniej od czasu do czasu jada w restauracjach. Szukając odpowiedniego lokalu, wybierając jedzenie z menu czy rezerwując stoliki coraz częściej wykorzystujemy internet czy nawet dedykowane aplikacje mobilne. Robi tak 38% klientów restauracji. Dzięki sieci uzyskujemy dostęp do szerokiej oferty wielu lokali i możemy z góry opłacić zamówienie, na tym jednak nie koniec korzyści. – Dzięki systemom informatycznym restauratorzy mogą oferować swoim gościom nie tylko możliwość kupowania jedzenia czy rezerwacji stolików, ale także dodatkowe udogodnienia – mówi Marcin Muras, dyrektor ds. rozwoju technologii w firmie UpMenu. – Istnieje np. możliwość śledzenia zamówienia za pomocą sygnału GPS, dzięki któremu klienci w każdej chwili mogą dowiedzieć się, gdzie jest dostawca z ich jedzeniem. Innym, bardzo wygodnym rozwiązaniem jest składanie zamówień poprzez profil restauracji na Facebooku.

Korzyści z wykorzystania internetu w relacjach z klientami odnoszą także restauratorzy. – Cześć osób taką formę kontaktu uważa za naturalną i najszybszą. Poza tym nie zawsze możemy wziąć telefon do ręki i prowadzić rozmowę. Wtedy przydaje się możliwość komunikacji on-line. – zauważa Andrzej Lubowicki, właściciel warszawskiej restauracji OTO!SUSHI. – W związku ze stałym wzrostem ilości zamówień w naszym lokalu  trudno rozstrzygnąć, czy nowy system odegrał w tym procesie znaczącą rolę. Nie da się tego zmierzyć, ale w mojej opinii wpływa pozytywnie na ilość oraz, co ważne, wielkość zamówień. Z przeprowadzonej przez nas analizy wynika, że średnia wartość zakupów przez internet jest o prawie 10% wyższa od średniej wartości zamówień telefonicznych. Myślę, że różnica ta wiąże się między innymi z tym, że korzystając z systemu klienci mają wrażenie większej kontroli nad całym przebiegiem transakcji.

Coolomaty, czyli zakupy z dostawą do lodówki

Internet odcisnął się już mocno na tym, co i jak jemy w restauracjach. Niebawem może odmienić również nasze domowe kuchnie. Mimo, że możliwość robienia zakupów w sieci mamy już od dawna, to nadal niezbyt często zaopatrujemy się on-line w produkty spożywcze. Z badania przeprowadzonego przez Instytut Badawczy ARC Rynek i Opinia, wynika, że jedzenie w internecie kupuje zaledwie 9% z nas. To bardzo niewiele, biorąc pod uwagę, że z usług e-sklepów przynajmniej raz w miesiącu korzysta niemal połowa Polaków.[3] Żywność wolimy kupować osobiście z dwóch powodów – obawiamy się o świeżość produktów oraz przed zakupem chcemy ją obejrzeć lub dotknąć. Jeśli już decydujemy się na kupno jedzenia drogą elektroniczną, wybieramy towary z długim terminem przydatności – kawy, herbaty czy konserwy.[4] Niebawem jednak może się to zmienić.

W Poznaniu już pojawił się pierwszy coolomat, czyli terminal z lodówkami, w którym możemy odebrać żywność z gwarancją zachowania łańcucha chłodniczego (skrytki zachowują temperaturę do -20°C). Następne mają pojawić się w Warszawie. Jest to projekt Almy i Merlin.pl, ale nad podobnym lodówkomatami pracuje również Integer współpracujący z Allegro. Takie rozwiązania już sprawdzają się w Wielkiej Brytanii, Holandii i Francji, gdzie co trzecia osoba robiąca zakupy on-line odbiera je w wyznaczonych punktach, np. w specjalnych strefach przy marketach. O potencjale tego sektora rynku w Polsce świadczy rosnąca ilość e-sklepów oferujących żywność. Szacuje się, że w tym roku powiększy się ona o 6% i przekroczy liczbę 450.[5] To najprężniej rozwijająca się gałąź e-commerce w kraju.
Pokolenie, dla którego internet jest nieodłączną częścią rzeczywistości jest już dorosłe
– przypomina Marcin Muras z UpMenu. – To konsumenci traktujący sieć jako naturalną przestrzeń komunikacji, wymiany informacji a także zakupów. Właśnie do ich potrzeb dostosowywana jest oferta e-sklepów. Opcja „kup i odbierz” jest wygodna ponieważ pozwala zaoszczędzić czas poświęcany na wizytę w tradycyjnym sklepie, a takie rozwiązania są obecnie bardzo pożądane.

  • [1] Badania przeprowadzone w Brigham & Women’s Hospital
  • [2] Dane z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku oraz Immigration and asylum: from 1900 to the present: Tom 1
  • [3] Badania agencji SW RESEARCH dla redakcji Newsweek
  • [4] Gemius oraz e-Commerce Polska
  • [5] Dane Sklepy24.pl/Gemius/Euromonitor International

BrandZ potwierdza najwyższą wartość marki Toyota w branży motoryzacyjnej

Toyota po raz kolejny znalazła się na szczycie listy najcenniejszych marek motoryzacyjnych w rankingu BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015. Badanie przeprowadziła firma Millward Brown Optimor, która wyceniła markę Toyoty na 28,9 mld dolarów (26,5 mld Euro).   Lexus awansował  w rankingu na 10. pozycję, w porównaniu do 11. miejsca w ubiegłym roku. Zdecydowały o tym systematyczne podnoszenie jakości produktów i szeroka gama odnowionych modeli. Wartość Lexusa wyceniono na 4,3 mld dolarów (3,9 mld Euro).    Ranking BrandZ™ ukazuje się od 10 lat. W tym czasie Toyota okazała się liderem branży motoryzacyjnej 8 razy. O dominującej pozycji marki decyduje innowacyjność firmy, wynikająca z szeroko zakrojonych badań nad nowymi technologiami, odważna polityka, najwyższa jakość i trwałość jej produktów oraz ogromny wkład we wdrażanie wizji zrównoważonej, świadomej mobilności. W 2014 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe - model Mirai. Nowatorski sedan jest już dostępny w Japonii. Na rynku europejskim i amerykańskim pojawi się w drugiej połowie tego roku.   Toyota okazała się pionierem nowej technologii już po raz drugi. W 1997 roku firma wprowadziła na rynek Toyotę Prius, pierwszy seryjny samochód hybrydowy. Od tamtej pory Toyota sprzedała na całym świecie ponad 7 milionów hybryd. Europejscy kierowcy mogą wybierać spośród 15 modeli Toyoty i Lexusa.   Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W 2014 roku koncern zwiększył  sprzedaż o 2,5% do poziomu 10,2 milionów samochodów, co także pozytywnie wpłynęło na wartość marki w tegorocznym zestawieniu.     BrandZ™ Top 100 Most Valuable Global Brands 2015 to jedyne badanie mierzące postrzeganie marki na podstawie wywiadów z około 2 milionami konsumentów w 30 krajach na temat tysięcy marek oferujących produkty klientom indywidualnym. Według autorów raportu postrzeganie marki przez konsumentów ma kluczowe znaczenie w ocenie jej wartości. Ich zdaniem na budowanie marki składają się przede wszystkim: sposób funkcjonowania firmy, jakość dostarczanego produktu, przejrzystość pozycjonowania na rynku i silne przywództwo. Toyota po raz kolejny znalazła się na szczycie listy najcenniejszych marek motoryzacyjnych w rankingu BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015. Badanie przeprowadziła firma Millward Brown Optimor, która wyceniła markę Toyoty na 28,9 mld dolarów (26,5 mld Euro).  Lexus awansował  w rankingu na 10. pozycję, w porównaniu do 11. miejsca w ubiegłym roku. Zdecydowały o tym systematyczne podnoszenie jakości produktów i szeroka gama odnowionych modeli. Wartość Lexusa wyceniono na 4,3 mld dolarów (3,9 mld Euro).

Ranking BrandZ™ ukazuje się od 10 lat. W tym czasie Toyota okazała się liderem branży motoryzacyjnej 8 razy. O dominującej pozycji marki decyduje innowacyjność firmy, wynikająca z szeroko zakrojonych badań nad nowymi technologiami, odważna polityka, najwyższa jakość i trwałość jej produktów oraz ogromny wkład we wdrażanie wizji zrównoważonej, świadomej mobilności. W 2014 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe – model Mirai. Nowatorski sedan jest już dostępny w Japonii. Na rynku europejskim i amerykańskim pojawi się w drugiej połowie tego roku.

Toyota okazała się pionierem nowej technologii już po raz drugi. W 1997 roku firma wprowadziła na rynek Toyotę Prius, pierwszy seryjny samochód hybrydowy. Od tamtej pory Toyota sprzedała na całym świecie ponad 7 milionów hybryd. Europejscy kierowcy mogą wybierać spośród 15 modeli Toyoty i Lexusa.

Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W 2014 roku koncern zwiększył  sprzedaż o 2,5% do poziomu 10,2 milionów samochodów, co także pozytywnie wpłynęło na wartość marki w tegorocznym zestawieniu.

Toyota po raz kolejny znalazła się na szczycie listy najcenniejszych marek motoryzacyjnych w rankingu BrandZ™ 100 Most Valuable Global Brands 2015. Badanie przeprowadziła firma Millward Brown Optimor, która wyceniła markę Toyoty na 28,9 mld dolarów (26,5 mld Euro).   Lexus awansował  w rankingu na 10. pozycję, w porównaniu do 11. miejsca w ubiegłym roku. Zdecydowały o tym systematyczne podnoszenie jakości produktów i szeroka gama odnowionych modeli. Wartość Lexusa wyceniono na 4,3 mld dolarów (3,9 mld Euro).    Ranking BrandZ™ ukazuje się od 10 lat. W tym czasie Toyota okazała się liderem branży motoryzacyjnej 8 razy. O dominującej pozycji marki decyduje innowacyjność firmy, wynikająca z szeroko zakrojonych badań nad nowymi technologiami, odważna polityka, najwyższa jakość i trwałość jej produktów oraz ogromny wkład we wdrażanie wizji zrównoważonej, świadomej mobilności. W 2014 roku firma wprowadziła na rynek pierwszy seryjny samochód na wodorowe ogniwa paliwowe - model Mirai. Nowatorski sedan jest już dostępny w Japonii. Na rynku europejskim i amerykańskim pojawi się w drugiej połowie tego roku.   Toyota okazała się pionierem nowej technologii już po raz drugi. W 1997 roku firma wprowadziła na rynek Toyotę Prius, pierwszy seryjny samochód hybrydowy. Od tamtej pory Toyota sprzedała na całym świecie ponad 7 milionów hybryd. Europejscy kierowcy mogą wybierać spośród 15 modeli Toyoty i Lexusa.   Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W 2014 roku koncern zwiększył  sprzedaż o 2,5% do poziomu 10,2 milionów samochodów, co także pozytywnie wpłynęło na wartość marki w tegorocznym zestawieniu.     BrandZ™ Top 100 Most Valuable Global Brands 2015 to jedyne badanie mierzące postrzeganie marki na podstawie wywiadów z około 2 milionami konsumentów w 30 krajach na temat tysięcy marek oferujących produkty klientom indywidualnym. Według autorów raportu postrzeganie marki przez konsumentów ma kluczowe znaczenie w ocenie jej wartości. Ich zdaniem na budowanie marki składają się przede wszystkim: sposób funkcjonowania firmy, jakość dostarczanego produktu, przejrzystość pozycjonowania na rynku i silne przywództwo. BrandZ™ Top 100 Most Valuable Global Brands 2015 to jedyne badanie mierzące postrzeganie marki na podstawie wywiadów z około 2 milionami konsumentów w 30 krajach na temat tysięcy marek oferujących produkty klientom indywidualnym. Według autorów raportu postrzeganie marki przez konsumentów ma kluczowe znaczenie w ocenie jej wartości. Ich zdaniem na budowanie marki składają się przede wszystkim: sposób funkcjonowania firmy, jakość dostarczanego produktu, przejrzystość pozycjonowania na rynku i silne przywództwo.

Dzięki budowie Centrum Logistycznego w Zakroczymiu, firma Inter Cars ma szansę zająć pozycję europejskiego giganta branży motoryzacyjnej

Uroczystość została zorganizowana na terenie budowanego centrum logistycznego ILS w Zakroczymiu, po to aby pokazać gościom magazyn i powstającą halę w całej swojej okazałości. 27 maja odbyła się uroczystość podpisania Aktu Erekcyjnego pod budowę inwestycji.Wydarzenie to było kulminacyjnym punktem wspólnych działań wielu ludzi, przedsiębiorstw oraz instytucji. Centrum w Zakroczymiu jest wyjątkowym przedsięwzięciem, które mogło być zrealizowane tylko poprzez zintegrowane działanie różnych podmiotów. Dlatego też w uroczystości wzięło udział wielu znamienitych gości, m.in.:  m.in.: Janusz Piechociński, Wicepremier i Minister Gospodarki, Marek Karólewski, Prezes Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Magdalena Biernacka, Starosta Nowodworski i Burmistrz Zakroczymia Artur Ciecierski. Inter Cars SA reprezentował Krzysztof Oleksowicz, założyciel, członek zarządu spółki. Gospodarzem uroczystości był natomiast Wojciech Aleksandrowicz, Prezes ILS Sp. z o.o., operatora logistycznego Inter Cars SA.

Apetyt na więcej

Uroczystość otworzył Wojciech Aleksandrowicz, który powitał gości, a następnie oddał głos Krzysztofowi Oleksowiczowi. Rok temu obchodziliśmy rocznicę wielkich zmian, 25 lat temu Polska stała się wolnym krajem – rozpoczął swoje przemówienie założyciel firmy. – Wolnym nie tylko politycznie, ale również gospodarczo. W tym roku Inter Cars obchodzi 25-lecie, dlatego można śmiało powiedzieć, że jest dzieckiem wolności. Dzięki wolnej gospodarce, dzisiaj firma jest jedną z największych spółek w Europie. Być może to jednak wciąż za mało, być może za rok lub kilka lat nasze apetyty będą rosnąć i zaczniemy działać jeszcze dalej, nie tylko w Europie. Jest to możliwe, a fundamentem tych działań jest inwestycja w Zakroczymiu – kontynuował K. Oleksowicz.

Krzysztof Oleksowicz odniósł się także do wzorowej współpracy pomiędzy spółką a instytucjami samorządowymi i państwowymi.  Inter Cars SA po raz pierwszy skorzystała z pomocy publicznej, dzięki temu ta inwestycja jest tak duża i nowoczesna. Dlatego chciałbym podziękować władzom samorządowym za współpracę przy tworzeniu tego miejsca. Między nami były relacje partnerskie, dalekie od układu petent-urzędnik. Wspólnymi staraniami chcemy doprowadzić do sukcesu, z korzyściami dla każdej ze stron.

Rozwiązania na miarę XXI wieku

Następnie głos zabrał ponownie Wojciech Aleksandrowicz, który zaprezentował szczegóły dotyczące tej inwestycji.

Celem ILS, spółki należącej do Grupy Inter Cars, jest stworzenie strategicznego obiektu logistycznego opartego na innowacyjnych rozwiązaniach technologicznych, które ma wyraźnie zwiększyć wydajność przepływu towarów. Będzie nim Europejskie Centrum Logistyczne ILS w Zakroczymiu. Centrum to przejmie na siebie przyjęcie towarów od dostawców, realizację zamówień, wydań, konfekcjonowania i zwrotów oraz obsługę przeładunków cross-docking. Centrum będzie pracować wydajniej nie tylko przez wzgląd na ulokowanie czynności logistycznych w jednym miejscu, ale również przez zastosowane rozwiązania techniczne. Nowy magazyn ma zwiększyć wydajność przepływu towarów i umożliwić świadczenie usług logistycznych, co  przełoży się na potencjał całej Grupy Inter Cars. Będzie głównym magazynem w całej logistyce firmy.

Europejskie Centrum Logistyczne będzie składało się z trzech hal o łącznej powierzchni magazynowej 40 000 m2.  Na potrzeby centrum zostanie wybudowana nowoczesna hala o powierzchni 30 000 m2, na jego potrzeby zaadaptowano dwie znajdujące się na terenie hale o powierzchni po 5000 m2. Powstanie także trzykondygnacyjny budynek biurowy o łącznej powierzchni użytkowej  3600 m2,  budynki gospodarcze, dyspozytornia oraz parking na prawie 600 miejsc.

Hala magazynowa ma posiadać kompletną, 4-poziomową zabudowę regałową, 17 000 miejsc paletowych i 18 000 miejsc półko­wych oraz system taśmociągów o łącznej długości ok. 11 km, który połączy się dodatkowo z dwoma nowoczesnymi sorterami. Wysokość hali sięgnie 10 m. Budowa hali została zaplanowana w taki sposób, aby od początku września 2015 r. w hali była możliwość montażu taśmociągów, sorterów oraz regałów. Zabudowę regałową dostarczy firma Wandalex S.A. Jej powierzchnia zajmie 14 370 m2 na jednym poziomie. Na wszystkich czterech kondygnacjach będzie to łącznie ponad 56 000 m2! Waga zabudowy regałowej to prawie 1800 ton.

W dwóch mniejszych halach magazynowych o powierzchni po 5000 m2 będą składowane towary łatwopalne, blachy oraz opony i felgi.

Wiara we własne siły

Dobra polityka jest dobra tylko wtedy, kiedy służy ludziom – powiedział Wicepremier Janusz Piechociński. A najlepiej służy wtedy, kiedy służy gospodarce. W ten sposób Minister Gospodarki odniósł się do współpracy pomiędzy Inter Cars a regionalnymi samorządcami.

(…) Nasza siła bierze się ze zrozumienia starej prawdy, że razem możemy więcej. (…) Ważna jest wiara we własne siły, która pomaga nam postrzegać biznes w ramach dobrych relacji i szacunku dla każdego, szacunku dla właściciela i menadżera, ale także szacunku dla pracownika.

Mimo że nie mieliśmy dotąd w zwyczaju wprowadzać do specjalnych stref ekonomicznych inwestycji z pogranicza spedycji, logistyki i handlu, to to Centrum w takiej strefie się znalazło. Ponieważ po pierwsze wspiera polską ekspansję gospodarczą w branży, która jest bardzo rozwojowa. Po drugie jest to wsparcie dla firmy kapitału polskiego, która ma odwagę myśleć o nowych rynkach –  dodał J. Piechociński.Uroczystość została zorganizowana na terenie budowanego centrum logistycznego ILS w Zakroczymiu, po to aby pokazać gościom magazyn i powstającą halę w całej swojej okazałości.

W trakcie wystąpienia Janusz Piechociński wręczył Odznaki za Zasługi dla Gospodarki Rzeczypospolitej Polskiej firmie Inter Cars SA oraz odrębnie Krzysztofowi Oleksowiczowi. Odznaka za Zasługi dla Gospodarki Rzeczypospolitej Polskiej przyznawana jest przez Ministra Gospodarki, jak sama nazwa mówi, w uznaniu zasług poniesionych na rzecz rozwoju polskiej gospodarki. Odznaki przyznawane są za wybitne osiągnięcia w sferze innowacji, promocji polskiego przemysłu, wdrażania nowych technologii, prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej oraz wprowadzania efektywnych metod zarządzania. Wyróżnieni tą nagrodą menadżerowie mają znaczący wkład w ustanawianie wysokich standardów prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, a działalność ich firm pozytywnie wpływa na konkurencyjność naszej gospodarki.

Wspólnymi siłami

Uroczystość podpisania Aktu Erekcyjnego Centrum w Zakroczymiu była jednocześnie uroczystą inauguracją Podstrefy Zakroczym Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Ponieważ w tym wielkim projekcie działo wiele podmiotów, dlatego pod aktem podpisało się wiele osób. Sygnatariuszami byli: Krzysztof Oleksowicz, Wojciech Aleksandrowicz, Janusz Piechociński – Wicepremier, Marek Karólewski Prezes Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej,  Magdalena Biernacka, Starosta Nowodworski i Burmistrz Zakroczymia Artur Ciecierski. W ten symboliczny sposób rozpoczęli wspólny projekt, który jest czymś więcej niż tylko komercyjną inwestycją. Jest to zaczątek rozwoju nie tylko północnego Mazowsza, ale także przyczyni się do rozwoju polskiej gospodarki.

Uroczystość została zorganizowana na terenie budowanego centrum logistycznego ILS w Zakroczymiu, po to aby pokazać gościom magazyn i powstającą halę w całej swojej okazałości. Europejskie Centrum Logistyczne ILS, jakie pojawia się dzisiaj na mapie Polski, to najlepszy przykład tego, jak polskie przedsiębiorstwa wyrastają na europejskich gigantów w ten sposób odniósł się do wydarzenia Maciej Kropidłowski, wiceprezes Citi Handlowy. Mam przy tym poczucie, że to dopiero początek dynamicznego rozwoju Grupy Kapitałowej Inter Cars. Cieszę się, że jako Citi Handlowy możemy być partnerem finansowym naszego klienta – Inter Cars w tym ambitnym planie międzynarodowej ekspansji,  jaką konsekwentnie i skutecznie dzisiaj realizuje. Doskonale oddaje to istotę naszego programu Emerging Market Champions, w którym wspieramy rozwój polskich firm poza granicami Polski, na czym korzystają wszyscy – klient i polska gospodarka- podsumował M. Kropidłowski.

Beiersdorf AG – właściciel znanych w Polsce marek NIVEA i Eucerin – ogłosił wyniki po pierwszym kwartale 2015 roku

0

Beiersdorf AG – właściciel znanych w Polsce marek NIVEA i Eucerin – ogłosił kolejny wzrost rentowności. W pierwszym kwartale 2015 roku sprzedaż w ujęciu nominalnym zwiększyła się o 6,9% i wyniosła 1,706 mld euro wobec 1,596 mld euro rok wcześniej. Największy wzrost sprzedaży nastąpił w Europie Wschodniej i wyniósł aż 9,9%, do czego w największym stopniu przyczyniły się wyniki w Polsce oraz w Rosji.

Wynik z działalności operacyjnej (EBIT) Grupy, z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych, wzrósł do 255 mln €, w stosunku do 235 mln € w ubiegłym roku. Marża EBIT wzrosła natomiast do 15,0%.

Stefan F. Heidenreich, dyrektor generalny Beiersdorf AG
Stefan F. Heidenreich, dyrektor generalny Beiersdorf AG

“Wynik z działalności za pierwsze trzy miesiące roku 2015 był zgodny z prognozowanym. Nasza sprzedaż wzrosła w porównaniu z  ostatnim kwartałem ubiegłego roku, który był rekordowy. Osiągnięta przez nas skonsolidowana marża EBIT ustanowiła nowy rekord w historii Beiersdorf. Dzięki wydajnej pracy w pierwszym kwartale, w kolejnych  miesiącach nabierzemy rozpędu, by konsekwentnie podążać ścieżką wzrostu” – powiedział Stefan F. Heidenreich, dyrektor generalny Beiersdorf AG.

Segment działalności konsumentów

W segmencie działalności konsumentów osiągnięto organiczny wzrost sprzedaży o 0,7% w pierwszym kwartale roku 2015. W ujęciu nominalnym, sprzedaż wzrosła o 6,7% – z 1,323 mld euro w poprzednim roku do 1,411 mld euro. EBIT z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych wzrósł z 193 mln do 204 mln euro, natomiast marża EBIT wyniosła 14,5%, w porównaniu z 14,6% w ubiegłym roku. Pozytywny wpływ na zeszłoroczny wynik miał jednak dochód jednorazowy w wysokości 10 mln euro.

Regionalne zróżnicowanie wyników w zakresie organicznego wzrostu sprzedaży:

Wzrost sprzedaży w Europie wyniósł 0,1%. Znaczący wzrost – aż o 9,9% w Europie Wschodniej – zniwelował spadek sprzedaży o 2,1% zanotowany w Europie Zachodniej. Podczas gdy istotny wzrost osiągnięto w Hiszpanii, Francji, a w szczególności w Rosji i Polsce, sprzedaż w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Szwajcarii spadła poniżej zeszłorocznego poziomu.

Wzrost sprzedaży Beiersdorf w regionie obu Ameryk wyniósł 7,8%. Szczególnie silny odnotowano w Ameryce Łacińskiej, gdzie sprzedaż Grupy zwiększyła się o 9,4%, w tym przede wszystkim po raz kolejny w Brazylii. W Ameryce Północnej sprzedaż wzrosła o 5,3%.

W regionie Afryki, Azji i Australii sprzedaż zmniejszyła się o 2,5% w stosunku do ubiegłego roku. Była to przede wszystkim konsekwencja mniejszej sprzedaży na rynku chińskim. Wyraźny wzrost sprzedaży osiągnięto natomiast w Indiach, Afryce Południowej i Turcji.

Segment działalności tesa

W segmencie działalności tesa, w ostatnim kwartale zanotowano organiczny wzrost sprzedaży o 0,4%. Sprzedaż w ujęciu nominalnym wzrosła o 8,1% – z 273 mln do 295 mln euro. Przyczynił się do tego przede wszystkim pozytywny trend w transakcjach realizowanych z klientami branży motoryzacyjnej. EBIT z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych zwiększył się o 20% – z 42 mln do 51 mln euro, natomiast marża EBIT wyniosła 17,2% (w ubiegłym roku: 15,5%).

Potwierdzenie prognozy Beiersdorf na rok 2015

Na poziomie Grupy, Beiersdorf przewiduje dalszy wzrost sprzedaży o 3-5% w roku finansowym 2015 przy nieznacznym wzroście marży operacyjnej EBIT w porównaniu z rokiem 2014.

W segmencie działalności konsumentów przewiduje się wzrost sprzedaży powyżej wzrostu rynkowego, tj. o 3-5%. Oczekiwana marża operacyjna EBIT będzie nieco wyższa niż w roku poprzednim.

Również w przypadku tesa spodziewany jest wzrost sprzedaży o 3-5%. Zakładany jest przy tym spadek marży operacyjnej EBIT nieznacznie poniżej ubiegłorocznego poziomu.

Zwycięzcy European Business Awards 2014/2015 nagrodzeni na gali w Londynie

Zwycięzcy European Business Awards 2014/2015  nagrodzeni na gali w Londynie
Zwycięzcy European Business Awards 2014/2015
nagrodzeni na gali w Londynie

13 najlepszych firm w Europie, które ogłoszono zwycięzcami European Business Awards 2014/2015, prestiżowych nagród sponsorowanych przez RSM, świętowało wczorajszego wieczora na gali w Londynie. Zaszczycili ją swoją obecnością liderzy biznesu, politycy, ambasadorowie oraz naukowcy z całej Europy. Udział w ceremonii wzięli także przedstawiciele RSM Poland, jedynej w Polsce firmy należącej do RSM International, świadczącej z biur w Warszawie i Poznaniu usługi dla Klientów na terenie całej Polski, a często również poza jej granicami.

Zwycięskie firmy osiągnęły swój sukces po 16 miesiącach uczestnictwa w największym i jednym z najbardziej prestiżowych konkursów dla przedsiębiorstw w Europie, który w tym roku zgromadził ponad 24 000 firm i zebrał 170 000 głosów publiczności.

Najznakomitsi przedstawiciele biznesu wręczyli trofea zwycięzcom 11 konkursowych kategorii, nagrodzili laureata głosowania publiczności tytułem European Public Champion oraz wskazali zdobywcę Lifetime Achievement Award (lista wszystkich uhonorowanych poniżej).

Jean Stephens, CEO RSM, siódmej największej na świecie sieci niezależnych firm audytorskich, podatkowych i doradczych, powiedziała: „Poziom tegorocznych finalistów jest znakomity. Niezwykła przedsiębiorczość, innowacyjność i liczne sukcesy, które charakteryzują zdobywców Ruban d’Honneurs i zwycięzców wszystkich kategorii, pokazują jak wiele można osiągnąć w wymagających warunkach rynkowych. W RSM wiemy, jak ważne jest promowanie i nagradzanie znakomitości w biznesie, bo odnoszące sukcesy i najprężniej rozwijające się firmy są integralną siłą napędzającą wzrost i stymulującą gospodarkę. Wszyscy uczestnicy konkursu są chlubą swoich krajów i życzymy im dalszych sukcesów w przyszłości.”

„Serdecznie gratulujemy wszystkim zwycięzcom i cieszymy się, że aż 6 firm reprezentowało Polskę w finałowym wyścigu z najlepszymi europejskimi przedsiębiorstwami” – powiedział Bartosz MIŁASZEWSKI, Managing Partner RSM Poland. „Z dumą obserwujemy, jak dynamicznie rodzime firmy rozwijają się nie tylko w Polsce, ale też poza granicami kraju. Liczymy na dalsze sukcesy polskich przedsiębiorstw w kolejnych edycjach tego prestiżowego konkursu.”

Adrian Tripp, CEO European Business Awards, dodał: “Te wspaniałe firmy są najlepszymi z najlepszych. Adaptują się do zmiennych warunków otoczenia, wprowadzają innowacje, osiągają sukcesy finansowe i same tworzą możliwości rozwoju. Razem pracują na silniejszą wspólnotę biznesową w Europie i lepszą przyszłość dla każdego z nas.”

Zwycięzcy 11 konkursowych kategorii, zanim dotarli do finału, przeszli etap pisemnego zgłoszenia, oceny prezentacji wideo i bezpośrednich rozmów z panelem sędziowskim oraz zostali wytypowani do grona 709 Krajowych Zwycięzców i 110 laureatów Ruban d’Honneur.

W edycji 2014/2015 European Business Awards wzięli udział reprezentanci wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej oraz Turcja, Norwegia, Szwajcaria, Serbia i Macedonia. Ich łączny dochód przekroczył 1,5 tryliona euro, razem wygenerowali zyski na ponad 60 miliardów euro i zatrudniali ponad 2,5 miliona pracowników.

Konkurs European Business Awards, wspierany od początku przez głównego sponsora i rzecznika RSM International, ma już 9 lat a jego głównym celem jest nagradzanie oraz promowanie doskonałości, najlepszych praktyk i innowacji w europejskim środowisku biznesowym.

Rynek kapitałowy jako narzędzie finansowania rozwoju polskich regionów

Do 2020 r. Polska ma do wykorzystania z unijnej polityki spójności 82,5 mld euro, na które niezbędne będzie pozyskanie przez polskie przedsiębiorstwa i samorządy ogromnych kwot na sfinansowanie wkładu własnego. Do tych celów idealnie nadaje się rynek kapitałowy – to jeden z wniosków z raportu „Rynek kapitałowy jako narzędzie finansowania rozwoju polskich regionów” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Eksperci PwC szacują, że ponad 900 polskich dużych przedsiębiorstw ma potencjał wejścia na giełdę.

  • Ponad 900 dużych polskich przedsiębiorstw ma potencjał wejścia na giełdę.
  • 82,5 mld euro ma Polska do wykorzystania do 2020 r. z unijnej polityki spójności. Rynek kapitałowy może być odpowiednim narzędziem dla przedsiębiorstw i samorządów do sfinansowania koniecznego wkładu własnego.
  • 87% przedsiębiorstw finansujących się poprzez emisję akcji i debiut na giełdzie, miało skonsolidowane roczne przychody ze sprzedaży mniejsze niż 150 mln zł, a 56% mniejsze niż 15 mln zł. Z kolei na rynku Catalyst 66% emisji obligacji miało wartość mniejszą niż 30 mln zł. Potwierdza to, że rynek kapitałowy umożliwia finansowanie zarówno dużych, jak i małych przedsięwzięć.
  • 69 mld zł to poziom zadłużenia samorządów terytorialnych na koniec 2013 r. Zaledwie 4% miało formę obligacji komunalnych notowanych na rynku Catalyst. Wraz z coraz większą świadomością możliwości oferowanych przez rynek kapitałowy, należy spodziewać się, że w nadchodzących latach udział ten istotnie wzrośnie, wzorem wielu innych krajów.
  • Spółki notowane na Głównym Rynku GPW zatrudniają 776 tys. osób, a wielkość ich łącznych przychodów to 536 mld zł.
  • Spółki giełdowe odpowiadają też za 23% łącznej wartości inwestycji zrealizowanych przez sektor przedsiębiorstw w skali kraju.
  • Przedsiębiorstwa obecne na rynku kapitałowego przyczyniają się do większej intensywności prowadzonej działalności badawczo-rozwojowej. Średnio 4,7% wynosi relacja nakładów na działalność badawczo-rozwojową do PKB w pięciu województwach, w których udział przychodów spółek giełdowych w całkowitych przychodach wszystkich firm jest najwyższy. W kolejnych 5 województwach relacja ta wynosi już tylko 1,4%, w pozostałych – zaledwie 0,3%.

W minionym dwudziestopięcioleciu już ponad tysiąc polskich przedsiębiorstw pozyskało finansowanie poprzez giełdę emitując akcje lub obligacje. W rezultacie, rynek kapitałowy jest dziś silnie obecny w  każdym regionie Polski. Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że w obliczu nowych wyzwań, w  kolejnych latach jego rola w finansowaniu rozwoju naszej gospodarki powinna wzrosnąć jeszcze bardziej” – twierdzi Jacek Socha, wiceprezes i partner w dziale doradztwa biznesowego PwC.

Sukces gospodarczy Polski nie byłby możliwy bez dynamicznie rozwijającego się rynku kapitałowego. Dzięki temu warszawska giełda w ciągu blisko 25 lat stała się jedną z największych w naszej części Europy. Gama instrumentów oferowanych przez GPW daje duże możliwości pozyskania kapitału. Jeśli dodamy do tego doświadczenia i propozycje naszych Partnerów, to otrzymamy ofertę atrakcyjną dla różnej wielkości firm i samorządów. W ramach projektu „Kapitał dla rozwoju” chcemy dać im szansę zapoznania się z możliwościami, jakie oferuje polski rynek kapitałowy” – mówi Paweł Tamborski, prezes zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Projekt „Kapitał dla rozwoju”

Projekt „Kapitał dla rozwoju” organizowany przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie we współpracy z Marszałkami Województw, Krajowym Depozytem Papierów Wartościowych, Bankiem PKO BP, Bankiem Gospodarstwa Krajowego i Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi to cykl 16 spotkań regionalnych dotyczących finansowania rozwoju firm i samorządów ze środków unijnych przy wsparciu rynku kapitałowego i innych form dofinansowania. Projekt jest realizowany od maja do listopada 2015 r. w największych miastach Polski, pod patronatem Ministerstwa Skarbu Państwa i Pracodawców RP.

Podczas spotkań uczestnicy dowiedzą się m.in. jak skutecznie pozyskać dotacje w nowej perspektywie unijnej 2014-2020 oraz jak firmy i samorządy mogą zdobyć środki na rozwój poprzez rynek kapitałowy.

Raport PwC „Rynek kapitałowy jako narzędzie finansowania rozwoju polskich regionów” został przygotowany na potrzeby projektu „Kapitał dla rozwoju”.

Szczegółowe informacje na temat projektu wraz z programami spotkań w poszczególnych miastach wojewódzkich są dostępne na stronie www.gpw.pl/kdr.

Brytyjczycy ogłosili pytanie na referendum

Znamy już pytanie referendalne w Wielkiej Brytanii. Zaskoczenia nie ma, natomiast rozpoczęły się spekulacje, co się stanie jeżeli kraj opuści struktury unijne. Dobre dane nadeszły z Hiszpanii, kraj ten zbiera owoce reform. Grecy w swojej drodze wychodzenia z kryzysu też podobno mają postęp.

Wielka Brytania podała treść pytania na referendum w 2017 roku. Brzmi ona:

“Czy Wielka Brytania powinna pozostać członkiem Unii Europejskiej?”

W zależności od tego, jak będą układać się sondaże, to zdanie może spędzać sen z powiek wielu europejskich polityków. Wyjście tak dużego państwa będzie olbrzymim ciosem wizerunkowym dla całej formacji. Nie bez znaczenia, pomimo wciąż utrzymywanych zniżek na składkę, będzie również aspekt finansowy tego wydarzenia.

Na wczorajszym posiedzeniu Bank Kanady podjął decyzję o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Inna decyzja zapadła na Węgrzech. Tamtejszy bank wbrew temu co robiły inne banki centralne, zamiast jednego mocnego kroku wybrał technikę drobnych ruchów. Po raz kolejny obniżył stopy procentowe o zaledwie 0,15%. W rezultacie wynoszą one 1,65%. Tak drobne ruchy powodują, że inwestorzy wciąż czekają na koniec procesu co pozostawia jeszcze większą dozę niepewności.

Od rana poznaliśmy dobre dane z Hiszpanii. PKB rośnie o 0,9%. Nie jest to oczywiście długoterminowy wskaźnik marzeń Hiszpanów. Jednakże patrząc na sytuację w kraju jest to początek lepszej tendencji. Również wzrost sprzedaży detalicznej o 4% sugeruje, że w kraju dzieje się lepiej.

Wczoraj na giełdach zapanował optymizm, gdyż nastąpiły postępy w negocjacjach Grecji z pożyczkodawcami. W sprawie domniemanych postępów wielu analityków prezentuje postawę biblijnego niewiernego Tomasza. Do momentu kiedy nie zobaczą porozumienia – nie uwierzą. Kraj ten negocjuje od 4 miesięcy. Wydawać by się mogło, że długo, ale należy pamiętać, że jest to pakiet, który był już uzgodniony z poprzednią władzą. Czyli pozycja wyjściowa, którą już raz obydwie strony zaakceptowały cały czas istnieje.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:
10:30 – Wielka Brytania – wyniki zrewidowane PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

EUR/PLN
Wykres kursu średniegoWykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.02.2015 do 28.05.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700, utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum po wybiciu z kanału na 4,1550. Wsparciem jest górne ograniczenie poprzedniego trendu spadkowego na 4,0650, a następnie poziom 3,9700, czyli wspomniane ostatnie minima lokalne.

CHF/PLN

Wykres kursu średniegoWykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.02.2015 do 28.05.2015

Kurs CHF/PLN jeszcze do piątku poruszał się od ponad dwóch miesięcy w trendzie bocznym pomiędzy poziomami 3,8000 a 3,9400. Dla ruchu w dół wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 3,8750. W przypadku kontynuacji ruchu w górę opór stanowić będzie ostatnie maksimum na poziomie 4,0150.

USD/PLNWykres kursu średniego

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.02.2015 do 28.05.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu spadkowego. Wsparciem są okolice 3,5210, gdzie znajdują się ostatnie minima lokalne. Oporem jest ostatnie maksimum lokalne na 3,8200.

GBP/PLNWykres kursu średniego

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.02.2015 do 28.05.2015
Po dotarciu do niemal 6,0000 w marcu, kurs zawrócił dotarł do 5,4300 i ponownie wraca ku górze. Oporem dla obecnej korekty jest ostatnie maksimum na 5,8800. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 5,7000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Usługi dla biznesu i centra usługowe stanowiły w 2014 r. 9 proc. projektów BIZ, generując blisko 25 proc. miejsc pracy

Wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas prezentacji wyników 13. edycji badania EY „Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2015”
Wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas prezentacji wyników 13. edycji badania EY „Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2015”

W Polsce w 2014 r. zrealizowano 132 projekty BIZ, co oznacza wzrost o 23 proc. w porównaniu z rokiem 2013. Dzięki temu nasz kraj awansował z 10. na 7. miejsce w Europie, w najnowszym rankingu EY – powiedział wicepremier, minister gospodarki Janusz Piechociński podczas prezentacji wyników 13. edycji badania EY „Atrakcyjność Inwestycyjna Europy 2015”. Spotkanie odbyło się 27 maja 2015 r. w Warszawie.

Jak wyjaśnił wicepremier Piechociński zalety Polski to rozmiar kraju, wzrost znaczenia w gospodarce europejskiej oraz realizowanie olbrzymich projektów infrastrukturalnych. Zaznaczył, że inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, według wskazań raportu, starają się powielić polski model. – Nasz kraj stała się liderem w usługach zaplecza biznesowego dla korporacji światowych. Usługi dla biznesu i centra usługowe stanowiły w 2014 r. 9 proc. projektów BIZ, generując blisko 25 proc. miejsc pracy – dodał.

Szef resortu gospodarki podkreślił, że Polska, podobnie jak Turcja, utrzymała swoją pozycję konkurencyjną, będąc jednocześnie liderem, jeśli chodzi o projekty generujące dużą liczbę miejsc pracy. – W 2014 r. w wyniku realizacji projektów BIZ utworzono ponad 15.485 miejsc pracy. Oznacza to wzrost o 12 proc. w porównaniu z 2013 r. Zagwarantowało nam to według raportu 3. pozycję w Europie – powiedział.

 

Badanie EY: Polscy bankierzy wśród największych optymistów w Europie pod względem oceny sytuacji gospodarczej

Perspektywy europejskiego ożywienia gospodarczego są słabsze niż w 2014 roku, ale większość przedstawicieli banków patrzy z optymizmem na sytuację finansową swojej instytucji – wynika z szóstej edycji Europejskiego Barometru Bankowości. Powszechny optymizm obecny w poprzedniej edycji zdecydowanie osłabł – zaledwie nieco ponad jedna trzecia banków oczekuje, że sytuacja gospodarcza się poprawi, a ponad jedna czwarta przewiduje pogorszenie perspektyw. Polacy znaleźli się wraz z Hiszpanami w gronie największych optymistów. Większość ankietowanych na starym kontynencie spodziewa się, że wyniki finansowe ich instytucji nieznacznie, ale jednak się poprawią mimo konieczności ciągłego dopasowywania do zmieniających się warunków regulacyjnych.

38% ankietowanych członków zarządów instytucji finansowych jest zdania, że sytuacja makroekonomiczna w 2015 poprawi się wobec 2014 roku. Z kolei 27% uważa, że ulegnie ona pogorszeniu. Bankierzy są więc  mniej optymistyczni niż w poprzedniej edycji badania, kiedy to 64% ankietowanych oczekiwało poprawy sytuacji gospodarczej.Polscy bankierzy wśród największych optymistów w Europie pod względem oceny sytuacji gospodarczej

Przedstawiciele członków zarządów polskich banków wraz z Hiszpanami znaleźli się w gronie największych optymistów. 62% stwierdziło, że sytuacja gospodarcza ulegnie nieznacznej poprawie a tylko 23% ankietowanych z Polski stwierdziło, że nieco się ona pogorszy. To jednak słabszy wynik niż przed rokiem, gdy w gronie optymistów znalazło się aż 92% polskich bankierów. – Polskie banki są w bardzo dobrej kondycji zarówno jeżeli chodzi o wyniki finansowe, jak i warunki gospodarcze w jakich funkcjonują. Mimo, że wynik tej edycji badania jest nieco gorszy niż ubiegłoroczny, to nadal jesteśmy w europejskiej czołówce jeśli chodzi o poziom optymizmu – tłumaczy Iwona Kozera, Partner, Szef Grupy Rynków Finansowych EY na Europę Środkową i Południową.

Przychody banków w górę

Zdaniem 56% respondentów, sytuacja finansowa ich banku poprawi lub bardzo się poprawi w ciągu następnych 12 miesięcy. To o 4 punkty procentowe mniej w porównaniu z poprzednim rokiem. Według ankietowanych, przychody europejskich banków wzrosną w roku 2015 przeciętnie o 3,46%, a koszty spadną o 1,57%, z kolei wskaźnik zwrotu z kapitału poprawi się o 1,62%. Segmenty, które mają szansę na najbardziej dynamiczny rozwój to zdaniem 62% badanych bankowość prywatna i wealth management. Ponad połowa ankietowanych jest zdania, że wzrośnie także bankowość detaliczna i korporacyjna. Wśród polskich przedstawicieli sektora panował mniejszy optymizm co do wzrostu przychodów (mediana na poziomie 2,33%). Do tego, zdaniem polskich bankierów, w 2015 roku koszty wzrosną o 0,75%, a wskaźnik zwrotu z kapitału spadnie o 1%.

Łatwiej o kredyt dla MŚP

Ankietowani członkowie zarządów polskich banków stwierdzili, że w 2015 roku polityka kredytowania sektora MŚP będzie coraz luźniejsza. Taką opinię wyraziło 70% badanych. Dla porównania w Europie tego zdania jest 52% respondentów.Polscy bankierzy wśród największych optymistów w Europie pod względem oceny sytuacji gospodarczej

– Łatwiejszy dostęp do kredytów dla sektora małych i średnich firm to efekt kilku czynników. Z jednej strony ostatnie działania regulatorów również w wyniku tzw. przeglądów jakości aktywów wpłynęły na poprawę wskaźników kapitałowych i płynnościowych banków. Z drugiej, instytucje finansowe coraz częściej zwracają się w kierunku klienta biznesowego ze względu na fakt, iż ten segment rynku w Polsce jest relatywnie mniej finansowany przez banki w porównaniu do krajów strefy euro. Ponadto przedsiębiorstwa korzystając z niskich kosztów kredytów wynikających z  poziomu stóp procentowych, częściej sięgają po finansowanie zewnętrzne – mówi Iwona Kozera.

Ryzyko na agendzie

Poprawa procesów i zarządzanie ryzykiem, zdaniem polskich respondentów, będą priorytetami dla sektora bankowego w roku 2015. W skali całego kontynentu, najważniejsze będą natomiast zarządzanie ryzykiem, adekwatność kapitałowa i płynność. – Aż 71% ankietowanych w Europie wskazało, że właśnie zarządzanie ryzykiem jest obecnie numerem jeden na agendach przedstawicieli banków. To aż o 15 punktów procentowych więcej niż przed rokiem. Wskaźniki adekwatności i ryzyko utraty reputacji znalazły się na kolejnych pozycjach. To przede wszystkim efekt działania nadzorów i przeglądu jakości aktywów – AQR (asset quality review) w instytucjach finansowych, które w ubiegłym roku skupiły uwagę instytucji właśnie na tych kwestiach – podsumowuje Paweł Preuss, Partner Zarządzający Działem Ryzyka Finansowego, EY.

O badaniu:

Europejski Barometr Bankowości jest badaniem pokazującym sytuację makroekonomiczną i jej wpływ na sektor bankowy w Europie. W szóstej edycji wzięli udział przedstawiciele 226 banków z 11 krajów europejskich, w tym z Polski. Badanie było prowadzone w listopadzie i grudniu, a więc przed sytuacją wywołaną przez uwolnienie kursu franka szwajcarskiego. Aby badanie było ważne dla danego rynku, próba badawcza musiała obejmować członków zarządów banków, których suma aktywów stanowi co najmniej połowę aktywów całego sektora bankowego w danym kraju.

Bankowe triki na niskie stopy… procentowe

Obniżki stóp procentowych to kiepska informacja nie tylko dla osób oszczędzających, które miej zyskują choćby na lokatach, ale również dla banków, dla których niskie oprocentowanie kredytów przekłada się na spadek przychodów z odsetek. Instytucje finansowe znalazły już sposoby, aby poradzić sobie z niskimi stopami. Analitycy porównywarki finansowej Comperia.pl sprawdzili co to oznacza dla kredytobiorców.

Na wyniki finansowe banków składają się m.in. prowizje pobierane od klientów, wyniki działalności inwestycyjnej, odsetki naliczane od udzielanych pożyczek i kredytów. Biorąc pod uwagę, że wysokość odsetek jest uzależniona od aktualnego poziomu stóp procentowych, to generowanie przychodów przy ich pomocy jest aktualnie mocno ograniczone.

Dla banków wyjściem z tej sytuacji jest próba zrekompensowania ponoszonych „strat” odsetkowych innymi opłatami.

Prowizja na ratunek

Pierwszym kołem ratunkowym dla banków jest prowizja. Ostatni odczyt średniej prowizji za udzielenie kredytu hipotecznego wyniósł 1,95 proc. Cztery lata temu, czyli w maju 2011 roku, była ona blisko dwukrotnie niższa i wynosiła 1,01 proc.

Marża też pomaga

Drugim kołem ratunkowym są marże kredytowe, których średnia wynosi obecnie 2,08 proc., czyli o 0,4 pkt. proc. więcej niż w maju 2011 roku, gdy kształtowała się on na poziomie 1,69 proc.

 Tak duże wzrosty obu parametrów (prowizja prawie o 100 proc., marża o 23 proc.) wynikają z chęci zniwelowania przez banki ostatnich spadków stóp procentowych, czyli mocno malejącego oprocentowania kredytów hipotecznych – tłumaczy Jacek Kasperczyk, główny analityk Comperia.pl. – W ramach przypomnienia warto dodać, że w okresie ostatnich 30 miesięcy Narodowy Bank Polski obniżył swoją główną stopę procentową (stopę referencyjną) z 4,75 proc. do 1,50 proc. – dodaje Kasperczyk.

Najważniejsze jednak RRSO

Pomimo tego, że banki w ostatnich latach podniosły zarówno marże, jak i prowizje, to w ogólnym rozrachunku kredyty hipoteczne te są teraz dużo tańsze niż cztery lata temu. Potwierdza to wykres średniej rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania (RRSO), która uwzględnia wszystkie koszty związane z kredytami hipotecznymi (oprocentowanie nominalne, prowizja, ubezpieczenia itd.)

Ostatni odczyt średniej RRSO hipotek wyniósł zaledwie 4,00 proc., co w porównaniu ze wspominanym już majem 2011 roku (6,45 proc.) oznacza spadek o 2,45 pkt. proc.

–  Tym samym, można pokusić się o stwierdzenie, że koszty związane z obsługą złotowych zobowiązań hipotecznych są teraz bardzo niskie – podsumowuje Jacek Kasperczyk z porównywarki finansowej Comperia.pl.

Należy pamiętać, że najniższe w historii koszty kredytów hipotecznych nie będą trwały wiecznie. W przyszłości wraz z podwyżkami stóp procentowych wzrosną także raty kredytów, dlatego osoby myślące o kredycie mieszkaniowym powinny wziąć ten fakt pod uwagę przy ocenie zdolności kredytowej.

Więcej w raporcie Comperia.pl: http://www.comperia.pl/bankowe-triki-na-niskie-stopy.html

 

Erbud liczy na powtórkę dobrego wyniku z ubiegłego roku. Spółka będzie intensywnie rozwijać budownictwo inżynieryjne i energetyczne

0
Dariusz Grzeszczak, Prezes Erbud SA
Dariusz Grzeszczak, Prezes Erbud SA

Erbud liczy, że w tym roku co najmniej powtórzy bardzo dobre wyniki osiągnięte w 2014 roku. Spółce niewiele już brakuje, by mieć równie bogaty portfel zamówień. Choć tradycyjnie dominują w nim inwestycje kubaturowe, to bardzo szybko przyrastają też zamówienia z sektora inżynieryjnego i energetycznego. Jeszcze w tym roku może się zacząć budowa pierwszej z dwóch inwestycji mieszkaniowych spółki w Warszawie.

– Jeżeli powtórzymy wynik z 2014 roku, to będziemy zadowoleni. Jeżeli przekroczymy lekko, to też osiągniemy satysfakcjonujący rezultat. Po I kw. zarobiliśmy 330 mln zł, tutaj mamy lekki wzrost. Niektóre segmenty u nas mocno wzrosły, niektóre mniej. Jeśli chodzi o wartość portfela zamówień na ten rok, to jest to 1,2 mld,  przy całkowitym portfelu na 2015-2016 w wysokości 1,5 mld zł. Do rekordowego poziomu portfela 1,7 mld zł niewiele już brakuje, ale zostało też trochę czasu na podpisanie nowych zleceń. Wydaje mi się, że ten rok będzie zbliżony do poprzedniego.

Przychody spółki przekroczyły w I kwartale 336 mln zł i choć były wyższe od osiągniętych rok wcześniej o 18,5 proc., to dały czterokrotnie lepszy wynik finansowy. Zysk netto Erbudu przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej przekroczył w I kwartale 5,2 mln zł, przy 1,3 mln zł osiągniętych rok wcześniej.

– To rzeczywiście jest dobre wejście w 2015 rok, ale jest pochodną dobrego portfela zamówień, który zdobyliśmy w 2014 roku. I wszystko wskazuje na to, że ten rok będzie zbliżony do poprzedniego. Jesteśmy zadowoleni z otwarcia 2015 roku deklaruje prezes zarządu Erbudu, podkreślając, że 40-proc. wzrost zamówień osiągnięty w ubiegłym roku to dla spółki budowlanej bardzo dużo.

W 2015 roku spółka spodziewa się, że jej przychody z budownictwa kubaturowego, będącego największym segmentem działalności spółki, sięgną 1 mld zł. Na szybszą dynamikę liczy w segmentach energetycznym i inżynieryjnym.

– Tutaj w tym roku podwajamy przychody, widzimy to już na podstawie portfela zamówień – ocenia Dariusz Grzeszczak – W przypadku budownictwa dla energetyki portfel jeszcze nie jest tak duży, ale przewidujemy dwucyfrowe wzrosty. To są te segmenty, które będą rosły w naszych przychodach.

Choć budownictwo mieszkaniowe stanowi najmniejszy dział w Erbudzie, w tym i przyszłym roku spółka rozpocznie nowe projekty. Jak mówi Dariusz Grzeszczak, początek roku był pod tym względem bardzo obiecujący.

– W przypadku deweloperki mieszkaniowej, którą prowadzimy w Toruniu i Bydgoszczy, widzimy znaczący wzrost sprzedaży mieszkań w I kw. w porównaniu do zeszłego roku i zaczynamy naszą działalność z firmą Budlex [spółka zależna Erbudu –red.] w Warszawie, gdzie przygotowujemy dwa nowe projekty. Myślę, że budowa pierwszego projektu ruszy w tym roku, a drugiego w przyszłym. Te projekty to razem około 60-70 mieszkań w segmencie popularnym.

W I kwartale deweloperka przyniosła Erbudowi najmniej przychodów z segmentów operacyjnych, bo tylko 23 mln zł. Dla porównania budownictwo kubaturowe to 246 mln zł, energetyczne – 36,9 mln zł, a inżynieryjno-drogowe – 29,8 mln zł. Pod względem wyniku netto sektor mieszkaniowy jednak jako jedyny obok kubaturowego przyniósł zysk, i to niewiele niższy  3,23 mln zł wobec 3,39 mln zł.

Wyniki, jakie spółka osiąga, od dwóch lat pozwalają jej na wypłatę dywidendy akcjonariuszom. W tym roku zdecydowano się na nią przeznaczyć ponad połowę zeszłorocznego zysku.

– Silna pozycja firmy budowlanej to pozycja gotówkowa, czyli silna pozycja finansowa, i nad tym cały czas musimy panować – mówi Dariusz Grzeszczak. –Ta dywidenda to sygnał dla akcjonariuszy, że chcemy dzielić się zyskiem. Ale widzimy też duże możliwości zagospodarowania tej gotówki, wzrost wartości i przychodów firmy i wydaje mi się, że dla akcjonariuszy jest to ważniejsze.

Zarząd Erbudu zaproponował Walnemu Zgromadzeniu, by z zysku za zeszły rok wypłacić w formie dywidendy niemal 6,4 mln zł, co daje 0,5 zł na akcję. Pozostała część zysku, ponad 5,8 mln zł, ma zwiększyć kapitał zapasowy spółki. WZA spółki zaplanowano na 29 maja.

M. Mróz (Copernicus): dobry odczyt PKB za I kwartał nie oznacza, że w kolejnych kwartałach gospodarka przyspieszy

Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus
Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus

Polski PKB w I kwartale zwiększył się o 3,5 proc. w ujęciu rocznym i podobnej dynamiki należy się spodziewać w następnych kwartałach – prognozują ekonomiści. Po przejściowej zadyszce w ubiegłym roku silnym motorem wzrostu ponownie staje się eksport. Tania ropa i obserwowane w ostatnich dniach osłabienie polskiej waluty dodatkowo zwiększą konkurencyjność polskich towarów.

– Wynik PKB za I kwartał w Polsce był naprawdę bardzo dobry, 3,5 proc. w ujęciu kwartalnym to solidny wzrost w zestawieniu z innymi gospodarkami regionu. Tym, co najbardziej na tym zaważyło, jest handel zagraniczny. Mieliśmy bardzo wysoką pozytywną kontrybucję eksportu netto wynikającą z ożywienia u naszych głównych partnerów handlowych w krajach Unii Europejskiej, a po stronie importu – z taniejącej ropy, która spowodowała, że nominalna wartość importu tego surowca była zdecydowanie mniejsza niż np. rok wcześniej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Według wstępnego odczytu PKB w I kwartale br. zwiększył się on o 3,5 proc. rok do roku, a więc o 0,2 pkt proc. mocniej niż w IV kwartale 2014 r. Począwszy od stycznia 2015 r., eksport ponownie zaczął rosnąć szybciej od importu. W lutym i marcu dynamika wzrostu sprzedaży na rynkach zagranicznych była nawet dwucyfrowa (odpowiednio 10,8 proc. oraz 13,7 proc. rok do roku), podczas gdy wzrost importu wyniósł odpowiednio 3,8 proc. oraz 9,8 proc. W całym I kw. wartość eksportu liczona w złotych wyniosła 181,3 mld (wzrost o 7,7 proc.), zaś importu – 172,5 mld zł (wzrost o 1,4 proc.).

Obok pozytywnego wkładu eksportu netto (czyli różnicy między eksportem a importem), silnym motorem wzrostu gospodarczego w I kwartale br. była także konsumpcja prywatna. Rosnący popyt ze strony gospodarstw domowych to przede wszystkim efekt dalszej poprawy sytuacji na rynku pracy. Według danych GUS w kwietniu stopa bezrobocia rejestrowego wyniosła 11,2 proc. wobec 11,7 proc. w marcu. Relatywnie szybko rosły również wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – w kwietniu zwiększyły się o 3,7 proc. w ujęciu rocznym, podczas gdy zatrudnienie wzrosło o 1,1 proc.

Z prognoz ekonomistów wynika, że w następnych kwartałach polska gospodarka będzie rozwijała się w solidnym tempie ponad 3 proc. w ujęciu rocznym. Analitycy różnią się jednak w kwestii wpływu wyników wyborów na gospodarkę, co dotyczy zwłaszcza możliwości realizacji obietnic wyborczych, oraz zmian w składzie Rady Polityki Pieniężnej. Z drugiej strony, czynnikiem łagodzącym zwiększoną niepewność polityczną będzie ożywienie w strefie euro, które poprzez eksport powinno pozytywnie oddziaływać na inwestycje i konsumpcję w Polsce.

– Być może w całym roku bieżącym dynamika wzrostu gospodarczego w Polsce uplasuje się w pobliżu 3,6-3,8 proc. Natomiast nie należy się automatycznie spodziewać po dobrym I kwartale., że każdy kolejny kwartał będzie pokazywał coraz lepsze wyniki. Mieliśmy jednak do czynienia z kilkoma czynnikami przejściowymi, które pomogły nam w I kwartale, a które niekoniecznie będą nam pomagały w kolejnych przekonuje Marcin Mróz.

Nowe dowody – Nowe problemy w bankach

0

W obliczu zagrożenia kradzieżami tożsamości banki będą wymagały nowych zaświadczeń od swoich klientów– to zapowiedź przedstawicieli większości banków podczas VII Forum Technologii Bankowości Spółdzielczej, zorganizowanego przez Związek Banków Polskich oraz Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Wzmożona czujność banków wynika z wprowadzenia 1 marca 2015 roku nowych dowodów osobistych, które nie zawierają szeregu informacji istotnych z punktu widzenia banków. Brak w nich np. wzoru podpisu, adresu zameldowania oraz informacji o kolorze oczu i wzroście właściciela dokumentu.

„Nie jest to wymysł banków, tylko konieczność dostosowania się do nowej sytuacji po zmianie wzoru dowodu  osobistego. Wszyscy posiadacze nowych dokumentów muszą być przygotowani na to, że w momencie uruchamiania konta lub zaciągania kredytu, bank może wymagać potwierdzenia adresu  zameldowania lub tożsamości. W tym celu konieczne może okazać się np. pisemne oświadczenie klienta o adresie zameldowania lub specjalne zaświadczenie z urzędu gminy. Do dokumentów, potwierdzających adres może należeć np. ostatni rachunek za prąd lub gaz. Należy jednak podkreślić, że zmiany te są konieczne ze względów bezpieczeństwa klientów banków i ochrony ich pieniędzy przed nadużyciami ze strony osób trzecich. Banki będą robiły wszystko, aby nowe procedury były jak najmniej uciążliwe dla klientów” – powiedział Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich.

W ankiecie przeprowadzonej podczas VII Forum Technologii Bankowości Spółdzielczej 2015 aż 40 procent uczestników konferencji opowiedziało się za przywróceniem danych adresowych i podstawowych danych biometrycznych (wzrost, kolor oczu) w kolejnych wersjach dowodów osobistych.

Wypowiedź: Andrzej Wolski, wiceprezes zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji

Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku inwestuje w zwiększenie produkcji. Firma liczy na to, że nowy chiński właściciel pomoże jej zdobyć nowe rynki

0
Grzegorz Jasiński, prezes zarządu Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku
Grzegorz Jasiński, prezes zarządu Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku

Przejęta przed dwoma laty przez Chińczyków Fabryka Łożysk Tocznych w Kraśniku ma w ciągu pięciu lat podwoić produkcję. Firma zapowiada działania inwestycyjne w celu zwiększenia swojej wydajności oraz poprawy jakości produkowanych łożysk. Planuje też wzmocnienie swojej pozycji rynkowej dzięki rozbudowie sieci sprzedaży w kraju i za granicą. Liczy, że pomogą jej w tym kontakty chińskiego właściciela.

Od 2013 roku głównym udziałowcem kraśnickiej fabryki jest chiński gigant motoryzacyjny Tri-Ring Group Corp. Koncern z Wuhan zatrudnia 30 tys. osób i jest dostawcą części do wielu światowych producentów samochodów i maszyn, m.in. niemieckiego Daimlera.

To jest proces, który rozpoczęliśmy, ale jest jeszcze niezakończony, jeśli chodzi o inwestycje – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Jasiński, prezes zarządu Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku. Natomiast najważniejsze jest to, że włączyliśmy się do dużej grupy przemysłowej, dzięki temu zdecydowanie łatwiej nam w tej chwili rozmawiać z naszymi partnerami, ponieważ możemy oferować globalne dostawy, nie tylko w Europie z naszej fabryki w Kraśniku, lecz także z fabryki w Chinach.

Do końca sierpnia trwa ogłoszony przez Tri-Ring International Poland wykup akcji FŁT-Kraśnik od akcjonariuszy mniejszościowych. Obecnie ponad 79,5 proc. akcji spółki jest w posiadaniu należącej do Tri-Ring firmy ZXY Luxembourg Investment S.a.r.l. Ponad 15 proc. akcji należy do Tri-Ring International Poland, uprawnieni pracownicy posiadają 3,6 proc. akcji, natomiast reszta należy do Skarbu Państwa. Przejęcie kontroli nad polska spółką nie oznaczało jednak rewolucji w fabryce.

 Fabryka w Kraśniku rzeczywiście w tej chwili w 96 proc. należy do chińskiego inwestora, natomiast wbrew temu, czego się załoga obawiała, my fizycznie nie mamy na stałe żadnych przedstawicieli właściciela – podkreśla Grzegorz Jasiński.  Jesteśmy dalej firmą zarządzaną przez polski management.

38 proc. wytwarzanych w Kraśniku łożysk trafia do producentów osi reduktorów oraz zespołów napędowych, czyli znajduje zastosowanie głównie w pojazdach ciężarowych oraz rolniczych. 20 proc. przeznaczanych jest do samochodów osobowych, a 12 proc. w maszynach rolniczych. Obecnie kraśnicka fabryka łożysk zatrudnia ponad 2 tys. pracowników i może produkować ok. 16 mln łożysk w trzech grupach konstrukcyjnych. Oznacza to łożyska kulkowe, stożkowe i walcowe. Chińscy właściciele z Tri-Ring liczą, że dzięki trwającym obecnie inwestycjom te możliwości produkcyjne wytwórni znacząco się zwiększą.

– Tutaj właściciel postawił jasne zadanie przed nami, chce, żebyśmy w ciągu 5 lat zwiększyli naszą produkcję o 100 proc. i w tej chwili inwestujemy po to, żeby z jednej strony zwiększyć nasze moce produkcyjne, a z drugiej – poprawić jakość naszych wyrobów – informuje prezes Grzegorz Jasiński z Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku.

Rekord wydatków na ochronę środowiska i gospodarkę wodną. W tym roku będzie to ponad 6 mld zł, z czego połowa to środki UE

Małgorzata Skucha, prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej
Małgorzata Skucha, prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej

Finansowanie działań na rzecz poprawy jakości powietrza, inwestycje wodno-ściekowych, gospodarka odpadami, ochrona bioróżnorodności i edukacja ekologiczna – to priorytetowe plany Narodowego Funduszu Ochrony i Środowiska na najbliższe miesiące. W tym roku na wszystkie projekty trafi ponad 6 mld zł, z czego znaczna część będzie pochodzić ze środków unijnych.

Ubiegły rok był rekordowy: na ochronę środowiska i gospodarkę wodną wydaliśmy ponad 5,9 mld zł, w tym ponad 3,3 mld zł stanowiły środki unijne – informuje agencję Newseria Biznes Małgorzata Skucha, prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. – W tym roku planujemy przekroczenie poziomu 6 mld zł, a środki unijne znowu będą stanowiły znaczącą ich częścią.

Jak podkreśla, gros środków – zarówno krajowych, jak i unijnych – zostanie w tym roku przeznaczone na finansowanie gospodarki wodno-ściekowej ze względu na zobowiązania zapisane w Traktacie Akcesyjnym, których termin upływa wraz z końcem 2015 r.

Istotnym elementem będą również finalizowane instalacje spalarniowe z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko, które pomogą nam w wypełnieniu zobowiązań w obszarze gospodarowania odpadami – wyjaśnia Małgorzata Skucha. – Chcemy także kontynuować z naszych środków programy Prosument i Kawka i na nie chcemy wydatkować jak najwięcej z przeznaczonych na te cele pieniędzy, bo one bezpośrednio pomagają osobom fizycznym.

Dofinansowanie małych i mikroinstalacji OZE w ramach programu Prosument może trafić do gospodarstwa domowego na trzy różne sposoby – poprzez samorządy, wojewódzkie fundusze ochrony środowiska lub bezpośrednio przez banki. Ta ostatnia ścieżka została uruchomiona 24 kwietnia przez Bank Ochrony Środowiska. Pierwsza transza 20 mln zł została wyczerpana tuż po rozpoczęciu przyjmowania wniosków. Budżet całego programu to 800 mln zł. Dofinansowanie obejmuje zakup i montaż nowych małych lub mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii (OZE) do produkcji energii elektrycznej, prądu lub ciepła na potrzeby jednorodzinnych lub wielorodzinnych budynków mieszkalnych.

Dwie edycje programu Kawka, czyli finansowania działań dla ograniczenia szkodliwych emisji, w tym wymiany przestarzałych pieców węglowych, również cieszyły się dużą popularnością w wielu województwach. Na początku trzeciego kwartału NFOŚiGW ma ogłosić trzecią edycję konkursu.

Finansujemy różne kierunki, ponieważ mamy w strategii cztery priorytety. Pierwszy to gospodarka wodno-ściekowa i ochrona jakości wód. Drugim to gospodarka odpadami i ochrona powierzchni ziemi. Trzeci, szczególnie ważny dla mieszkańców, to ochrona klimatu i atmosfery. Ostatni to ochrona bioróżnorodności. Finansujemy również edukację, bo bez niej wszystkie projekty inwestycyjne nie przyniosłyby dobrych efektów – zapewnia prezes zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Rozpoczyna się realizacja programu Polska Wschodnia. 2 mld euro dla najbiedniejszych województw

Iwona Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju
Iwona Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju

W piątek startuje program operacyjny Polska Wschodnia. Komitet Monitorujący przyjmie kryteria do pierwszych naborów. Do rozdzielenia między pięć wschodnich województw Polski jest ponad 2,35 miliarda euro. To już kolejny uruchomiany program w ramach nowej perspektywy unijnej. Resort infrastruktury i rozwoju chce w pierwszej kolejności rozpocząć konkursy dotyczące konkurencyjności polskich firm, również małych i średnich.

W piątek rozpoczynamy realizację programu operacyjnego Polska Wschodnia. Będziemy przyjmować pierwsze kryteria do pierwszych naborów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Iwona Wendel, podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju.

Program operacyjny Polska Wschodnia przeznaczony jest dla pięciu wschodnich województw Polski i realizowany będzie w latach 2014-2020. Budżet programu wyniesie minimum 2,35 miliarda euro, z czego 2 miliardy pochodzić będą z Unii Europejskiej, a resztę stanowić ma wkład krajowy. Główny cel to podniesienie poziomu innowacyjności i konkurencyjności regionów Polski Wschodniej na tle kraju. Założenia programu zakładają wzrost wewnętrznej spójności makroregionu, poprawę stanu sieci transportowej oraz zapewnienie konkurencyjności lokalnych przedsiębiorstw.

Rozpoczęliśmy już realizację programu Inteligentny Rozwój, pierwsze nabory już są ogłoszone i trwają. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło w dwóch działaniach swoje nabory – mówi Wendel.

W kolejnych tygodniach odbędzie się wiele posiedzeń komitetów monitorujących poszczególnych programów, zarówno na szczeblu krajowym, jak i regionalnym. Każdy z 22 programów startuje od przyjęcia przez komitet kryteriów do naborów w kolejnych działaniach.

Chcielibyśmy w pierwszej kolejności rozpocząć nabory, które dotyczą szeroko rozumianej konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. Czyli wszystkie tworzone z myślą o małych i średnich przedsiębiorstwa, ale nie wyłącznie – tłumaczy Iwona Wendel.

W perspektywie unijnego finansowania na lata 2014-2020 na realizację programów operacyjnych w Polsce przewidziano rekordową kwotę wynoszącą 76,9 mld euro. Znacząca część tych środków ma zostać przeznaczona na innowacyjność, w tym prace badawcze-rozwojowe.

Duże zadanie do odrobienia przed nami, czyli komercjalizacja prac badawczo-rozwojowych w gospodarce. Pilotażowo robiliśmy to w Innowacyjnej Gospodarce, ale tak naprawdę wiele jeszcze przed nami do zrobienia, do nauczenia się, do przypilnowania, żeby te środki były właściwie wydatkowane – podkreśla Iwona Wendel.

Dodaje, że zainteresowanie firm komercjalizacją badań jest coraz większe. Działalność B+R w tej perspektywie powinna być dużo łatwiejsza, bo w ciągu poprzedniej sześciolatki w Polsce powstała światowej klasy infrastruktura badawczo-rozwojowa.

Ona czeka w instytutach naukowo-badawczych i na uczelniach na bardzo dobre pomysły przedsiębiorców – mówi Iwona Wendel. – Odwróciliśmy przepływ środków. Dzisiaj środki przejdą od przedsiębiorców do nauki. To na zapotrzebowanie przedsiębiorców chętnych do podnoszenia innowacyjności procesów biznesowych w swoich firmach nauka będzie musiała, a na pewno też będzie chciała, odpowiadać – pokazywać to, co ma na swoich półkach w swoich laboratoriach.

W obecnej perspektywie realizowanych będzie sześć programów operacyjnych na poziomie krajowym, których łączny budżet wyniesie ponad 45,5 mld euro (największy z nich to program operacyjny Infrastruktura i Środowisko). Oprócz tego realizowanych będzie także 16 regionalnych programów operacyjnych. Ich całkowity budżet przekroczy 31,2 mld euro, a największym wsparciem zostanie objęte województwo śląskie.

W Polsce nie ma rozwiązań dla kobiet z zaawansowanym rakiem piersi. Brakuje innowacyjnych leków

Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Centrum Onkologii w Klinice Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej
Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Centrum Onkologii w Klinice Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej

Średnia długość życia kobiet z zaawansowanym rakiem piersi wynosi od 2 do 4 lat. To nowotwór nieuleczalny, ale odpowiednia terapia może wydłużyć życie i poprawić jego jakość. Polskie pacjentki od wielu lat czekają na dostęp do innowacyjnych leków, które są powszechnie dostępne w całej Europie. Dodatkowo po wprowadzeniu pakietu onkologicznego nie mogą one liczyć na szybką diagnostykę.

Pacjentki z zaawansowanym rakiem piersi mogą walczyć jedynie o wydłużenie życia i poprawę jego jakości, nie mają szans na pełne wyzdrowienie. Średnia długość życia wynosi dziś od 2 do 4 lat. Jego wydłużenie jest możliwe przez ułatwienie dostępu do diagnostyki i nowoczesnych terapii.

Jednym z głównych problemów, które nieomal codziennie napotykamy, jest dostępność nowych innowacyjnych terapii, które w Europie są najczęściej refundowane w stu procentach, a w Polsce ciągle nie ma do nich dostępu, chociaż to są leki znane od wielu lat – mówi Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld z Centrum Onkologii w Klinice Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej.

Problem z dostępem do innowacyjnych leków mają pacjentki cierpiące na różne formy zaawansowanego nowotworu piersi. Wśród nich są także kobiety, którym nie zaproponowano żadnej innowacyjnej terapii od ponad 10 lat. Onkolodzy podkreślają, że w leczeniu systemowym ostatnich latach dokonał się duży postęp. Pojawiło się kilka nowych leków, ale nie są one dostępne w Polsce.

One nie weszły do refundacji, w związku z tym są niedostępne dla polskich pacjentek. Mamy sporo zgłoszeń od kobiet, które chcą w ramach prowadzonego przez nas programu pomocy finansowej pacjentom Skarbonka zbierać na te nierefundowane leki – mówi Agata Polińska z Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia. – Czekamy średnio dwa lata na to, aż Ministerstwo Zdrowia ustali, czy jest w stanie dany lek refundować i w jakim zakresie, w jakim wymiarze. Dłużej zajmuje to tylko rządzącym w Rumunii, wszyscy inni radzą sobie z tym problemem szybciej.

Problemem polskiej służby zdrowia, który utrudnia dostęp do innowacyjnych terapii, jest brak pieniędzy, mimo deklaracji zwiększania nakładów na ten cel.

W wyniku działania Komisji Ekonomicznej od 2012 roku zaoszczędzono już 3,7 mld zł. Politycy obiecywali, że te pieniądze zostaną przeznaczone na refundację nowych, innowacyjnych leków, do których polscy pacjenci jeszcze nie mają dostępu. Niestety, zostały one skonsumowane na łatanie dziury w budżecie NFZ-u – mówi Krzysztof Łanda, lekarz medycyny, prezes fundacji Watch Health Care.

Jak wynika z raportu EY przygotowanego dla Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia, pacjenci mają dostęp do mniejszej liczby nowoczesnych leków niż chorzy w innych krajach europejskich, nie tylko w Europie Zachodniej, lecz także u najbliższych sąsiadów. Na 30 leków 12 jest w ogóle niedostępnych, 16 jest dostępnych z ograniczeniami, czyli warunki dostępu określa Ministerstwo Zdrowia, a tylko dwa mogą być przepisywane przez lekarzy według ich uznania.

Okazuje się, że u nas te programy są tak skonstruowane, że prawie połowa leków nie osiąga zużycia 1/4 europejskiej, co oznacza, że warunki włączenia do takiego programu bądź warunki wyłączenia z niego są tak restrykcyjne, że realnie może z nich skorzystać znacznie mniej pacjentów, niż ma to miejsce w innych krajach – podkreśla Polińska.

Jeszcze w zeszłym roku istniała możliwość wnioskowania o indywidualny dostęp dla naszych pacjentek do nowych leków na podstawie procedury tzw. chemioterapii niestandardowej. W tej chwili jest to już niemożliwe. Nie mamy żadnej opcji ubiegania się o możliwość uzyskania refundacji dla nowych terapii, często absolutnie niezbędnych dla kontynuacji leczenia naszych chorych – wyjaśnia prof. Piotr Wysocki, onkolog kliniczny, zastępca dyrektora Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie.

W dodatku dzisiejsze rozwiązania systemowe przesuwają środek ciężkości i pieniądze na wczesną diagnostykę. To utrudnia efektywne i szybkie leczenie chorych z zaawansowanym nowotworem.

Pakiet onkologiczny dotyczy wyłącznie kobiet we wczesnych fazach choroby: od podejrzenia choroby nowotworowej do wdrożenia leczenia. Natomiast zupełnie nie dotyczy on kobiet z zaawansowanym rakiem piersi, które też potrzebują diagnostyki i leczenia na kolejnych etapach, jeżeli ta choroba się rozwija. Dobrze, że powstał pakiet, ale źle, że nie objęto nim wszystkich chorych – mówi Krzysztof Łanda.

Nie waham się powiedzieć, że jest to grupa niedostrzeżona przez system, która może czuć się poszkodowana, że zachorowały nie kilka miesięcy temu, tylko kilkanaście albo kilkadziesiąt miesięcy temu – mówi prof. Wysocki.

Zwróceniu uwagi na bardzo trudną sytuację kobiet z zaawansowanym rakiem piersi w Polsce ma służyć inicjatywa „6 miesięcy. Żyć czy umierać?”. Jej inicjatorzy liczą na to, że zebrane głosy poparcia dla tych pacjentek pomogą poprawić ich los. Głosy można oddawać na stronach partnerów akcji, tj. Federacji Stowarzyszeń Amazonki, Polskie Amazonki Ruch Społeczny, Fundacji Rak&Roll oraz fundacji Alivia.

W Polsce ok. 70 tys. kobiet ma zdiagnozowanego raka piersi. U blisko co trzeciej pacjentki z wczesną postacią nowotworu rozwinie się jego zaawansowana postać.

Firmy coraz częściej łączą magazyny i zakłady produkcyjne. Już 15 proc. powierzchni przemysłowo-magazynowej w Polsce przypada na sektor produkcyjny

Tomasz Kasperowicz, partner w Colliers International
Tomasz Kasperowicz, partner w Colliers International

Firmy produkcyjne coraz częściej zamiast budować fabryki wynajmują je w parkach magazynowych. Skala zjawiska jest na tyle duża, że sektor ten jest jednym z głównych motorów napędzających rozwój branży magazynowej – wynika z najnowszego raportu Colliers International. W tym roku powierzchnia polskich magazynów może się zwiększyć o ponad 1 mln mkw.

Polski rynek magazynowy rozwija się w bardzo szybkim tempie. Na koniec zeszłego roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni przemysłowo-magazynowej w Polsce przekraczały 8,8 mln mkw. Przy tym w latach wcześniejszych zasoby te powiększały się o ok. 0,5 mln mkw. rocznie, a w 2014 roku już o 1,1 mln mkw. W 2015 roku – jak przewiduje Colliers International – przyrost powierzchni na tym rynku ma się utrzymywać na podobnym poziomie.

– Geograficzne położenie Polski, względna taniość i wysoka jakość siły roboczej będą powodowały, że te trendy nadal się utrzymają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Kasperowicz, partner w Colliers International. – Produkcja z zachodu czy północy Europy nadal będzie się przenosić do Polski, a w ślad za nią logistyka, czyli przewóz, transport i dostawy towarów.

Firmy sektora produkcyjnego coraz częściej rezygnują z produkcji we własnych obiektach i decydują się na wynajmowanie tego typu powierzchni zamiast budowy fabryk. Dotyczy to nie tylko Polski. Stąd między innymi rosnąca popularność parków magazynowych, czyli zespołu obiektów przemysłowych i logistycznych.

Najemcy prowadzący działalność produkcyjną wynajmują w Polsce łącznie ponad 1,2 mln mkw., czyli ok. 15 proc. całej wynajętej nowoczesnej powierzchni przemysłowo-magazynowej. Rocznie ok. 10 proc. popytu na rynku jest generowane właśnie w tym segmencie.

– Trend ten jest podyktowany pragmatyzmem. Nie da się robić kilku rzeczy bardzo dobrze. Jeżeli chce się być dobrym producentem, to trudno jednocześnie dobrze zarządzać nieruchomościami. Produkcja jest zasadniczą działalnością poszczególnych firm produkcyjnych, w związku z czym zarządzanie nieruchomościami wolą zlecić komuś, kto się na tym dobrze zna – wyjaśnia ekspert Colliers International.

Wśród największych transakcji zawartych w ostatnim czasie przez firmy produkcyjne w parkach magazynowych Tomasz Kasperowicz wymienia umowy podpisane dla firmy Faurecia, kilka dużych najmów dla firmy Pilkington, Syncreon czy Volkswagen.

Jak podkreśla, korzystanie z parków magazynowych to dla firm oszczędność środków, które mogą zainwestować w rozwój biznesu, zamiast zamrażać je w nieruchomościach. Pozwala też na prowadzenie elastycznej polityki.

– Dana firma produkcyjna wraz z końcem zlecenia od danego brandu motoryzacyjnego po prostu zwija działalność i nie musi się martwić o to, co zrobić z fabryką, za którą zapłaciła ciężkie pieniądze 7 lat wcześniej – mówi Kasperowicz.

Najemcami tego typu obiektów są coraz częściej firmy polskie, które prężnie się rozwijają. Nie brakuje też oczywiście firm europejskich, które rezygnują z produkcji w Azji czy Europie  i szukają dogodnych lokalizacji.

– Importując towary z Dalekiego Wschodu, odbiorcy muszą je zamawiać z dużo większym wyprzedzeniem, co na zmieniającym się dynamicznie rynku jest wielkim minusem – tłumaczy partner w Colliers International. – Jest coraz większa potrzeba, aby baza produkcyjna była bliżej odbiorcy i z tym trendem mamy właśnie do czynienia. Polska dzięki swojej lokalizacji i uwarunkowaniom ekonomicznym jest świetnym miejscem do tego, żeby taka produkcja tu powstawała i to dzisiaj widać.

Dla najemców kluczowe znaczenie mają dostęp do infrastruktury transportowej, zasoby kadrowe, koszty pracy i wynajmu obiektu. Na wybór lokalizacji wpływa także bliskość dostawców i odbiorców. Dlatego nieruchomości produkcyjne najlepiej wynajmują się na rynku górnośląskim, warszawskim oraz wrocławskim. W każdej z tych lokalizacji analizowana grupa najemców wynajmuje co najmniej 200 tys. mkw. Zbliżoną ilość powierzchni wynajmują też firmy produkcyjne w regionie Polski Centralnej, głównie w okolicach Łodzi.

W mniejszym stopniu na północy Polski, gdzie w zasadzie można wymienić tylko dwa regiony  Szczecin i Gdańsk. Od niedawna firmy produkcyjne wynajmują powierzchnię również na tzw. ścianie wschodniej, czyli w Rzeszowie i Lublinie. Na mniejsze miasta jeszcze trzeba będzie poczekać – mówi Tomasz Kasperowicz. – Deweloperzy są bardzo zainteresowani klientem z sektora produkcyjnego, gdyż z reguły oferuje on znacznie dłuższe umowy najmu, co powoduje, że dana nieruchomość zyskuje znacznie na wartości.

Producenci żywności nie będą zwiększać mocy przetwórczych. Są dziś o 30 proc. wyższe od potrzeb

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności
Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności

Polski przemysł spożywczy ma teraz stawiać na jakość, a nie ilość. Według Polskiej Federacji Producentów Żywności moce przetwórcze branży są dziś o 30 proc. większe od potrzeb rynku. Brakuje jednak wyrobów najwyższej klasy, których coraz częściej poszukują konsumenci w Polsce i za granicą.

– Wszystko wskazuje na to, że inwestycje na rynku żywności raczej nie będą już nastawione na budowanie nowych mocy przetwórczych, przynajmniej w naszych głównych kategoriach, czyli mięso i jego przetwory, mleko i jego przetwory, owoce, warzywa i przetwory mówi agencji informacyjnej Newseria Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Praktycznie te moce są nasycone, a nawet mamy około 30 proc. mocy niewykorzystywanych.

Część planowanych inwestycji branży spożywczej ma być przeznaczona na innowacje, a część na budowanie kanałów zaopatrzenia, w tym również na tworzenie nowoczesnych systemów dystrybucji surowców rolnych. Można oczekiwać, że przemysł żywnościowy włączy się w budowanie nowoczesnych giełd rolnych. Inwestycje mają głównie służyć zapewnieniu lepszej jakości i większego bezpieczeństwa żywności, czyli środki przede wszystkim pójdą na doskonalenie już istniejących linii, tworzenie nowoczesnych systemów logistyki, transportu i pakowania.

Będziemy mieli przynajmniej 60 proc. inwestycji skierowanych głównie na ulepszenie tego, co już mamy, ewentualnie inwestycji w konsolidację ocenia Andrzej Gantner. Ta konsolidacja na rynku polskim będzie zachodziła i to coraz szybciej. Natomiast z pozostałych 40 proc. prawdopodobnie część, ok. 10 proc., będzie przeznaczona na nowe przedsięwzięcia dotyczące budowy fabryk. Cała reszta będzie nakierowana właśnie na logistykę, innowacyjność i budowanie dodatkowych sprawnych systemów zaopatrzenia.

Można więc założyć, że w najbliższych latach na rynku spożywczym będzie powstawać mniej nowych zakładów, ale za to będzie więcej przejęć i fuzji. Na te cele pójdzie większość środków, którymi dysponuje branża.

Sama konsolidacja, która polega na tym, że jeden zakład przejmuje drugi lub powiększa swój udział w rynku, wymaga inwestycji, chociażby w ujednolicenie parku maszynowego, systemów informatycznych i logistyki, a to wszystko wymaga pieniędzy tłumaczy dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Wyraźnie widać, że polscy przetwórcy żywności inwestują przede wszystkim w urządzenia hi-end [wysoko wyspecjalizowanych – red.] po to, żeby zwiększyć efektywność produkcji, obniżyć koszty i wykorzystać w pełni faktycznie posiadane moce.

Jak ocenia ekspert, ten kierunek myślenia o rozwoju będzie dominował przez najbliższe 5-6 lat. Przekonuje, że nie ma alternatywy wobec usprawniania obszarów związanych z bezpieczeństwem i jakością żywności, ponieważ bez tego nie da się wygrywać na rynkach eksportowych.

Co może stać się po tych 5-6 latach? Każdy rynek osiąga pewien stopień nasycenia, szczególnie, że musimy pamiętać o tym, że produkty żywnościowe to produkty o dosyć długim cyklu życia i nie można ich w nieskończoność modernizować, nie można też w nieskończoność stosować nowych technologii. Najbliższe 5 lat to będzie czas dosyć dużych inwestycji, również w innowacyjność, a potem prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z inwestycjami firm polskich poza Polską, czyli rozbudowywaniem obszaru działania i obszaru produkcji za granicą.

Leasing aut coraz popularniejszy wśród polskich przedsiębiorców. Często łączą go z dodatkowymi usługami, np. serwisem i ubezpieczeniem

Mirosław Krawczyk, Toyota Leasing Polska
Mirosław Krawczyk, Toyota Leasing Polska

Leasing samochodów jest coraz popularniejszy w polskich firmach. Tylko w zeszłym roku o 20 proc. wzrosła liczba przedsiębiorców, którzy w ten sposób powiększają firmową flotę. Około 30 proc. z nich wybiera opcję droższą, która łączy leasing z innymi usługami i zostawia leasingodawcy całkowitą troskę o auto.

W I kwartale – jak podaje Związek Polskiego Leasingu – wartość nowych kontraktów na leasing pojazdów lekkich sięgała 4 mld zł. To wprawdzie o 7,5 proc. mniej niż rok wcześniej, jednak branża z tego wyniku jest zadowolona. Spadek związany jest z wyjątkowo dużą liczbą kontraktów podpisanych w I kwartale ubiegłego roku, kiedy obowiązywały wyjątkowo korzystne przepisy podatkowe dotyczące VAT. Wtedy jednak finansowanie pojazdów lekkich wzrosło o 79 proc. W sumie w zeszłym roku polskie firmy wyleasingowały ponad 26 tys. pojazdów, w tym blisko 12 tys. samochodów osobowych.

Popularność leasingu w firmach jest bardzo wysoka i ma tendencję rosnącą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Krawczyk z Toyota Leasing Polska. – Ubiegły rok należy zaliczyć do bardzo dobrych. W kategorii samochodów osobowych odnotowano wzrost powyżej 20 proc. Bardzo silny wpływ na to miało okienko kratkowe, które spowodowało duży skok sprzedaży. Również tendencje wynikające ze zmian regulacji dotyczących wyceny ryzyka przez banki powodują, że część przedsiębiorców decyduje się na instrument finansowy, jakim jest leasing operacyjny.

Leasing to dobre rozwiązanie szczególnie dla małych i średnich firm. Na rynku widać wyraźną tendencję uzupełniania leasingu operacyjnego dodatkowymi usługami. Mogą to być m.in. opieka serwisowa, ubezpieczenie bądź pomoc w administracji tymi samochodami. W Polsce nawet do 30 proc. leasingów zawiera takie usługi lub całe pakiety.

W Europie Zachodniej leasing operacyjny jest bardzo popularną formą finansowania – zwraca uwagę Mirosław Krawczyk. – Natomiast full service leasing, czyli finansowanie połączone z serwisem, ubezpieczeniem, zarządzaniem, również ogumieniem, waha się od 70 do 80 proc. transakcji leasingowych. U nas to jest wskaźnik rzędu 30 proc., więc przed nami jeszcze wiele do zrobienia.

W przypadku klasycznego leasingu operacyjnego zyskiem jest głównie korzyść podatkowa, co powoduje, że rośnie jego popularność (wpłacane raty są kosztem uzyskania przychodów, który można odliczyć). Na ogół wiąże się z tym relatywnie niska rata, ale też stosunkowo długi okres użytkowania samochodu. Toyota Leasing Polska proponuje klientom nieco inne rozwiązanie, 2-3-letni leasing operacyjny z ratą niższą nawet do 60 proc., w którą wliczona jest obsługa serwisowa, wymiana i składowanie opon oraz ubezpieczenie.

Przedsiębiorca, jeżeli już nabędzie auto, jest z nim związany przez 7-8 lat. Korzystając z naszego instrumentu, w którym rata miesięczna w leasingu operacyjnym z podwyższonym wykupem wynosi ok. 600 zł, wie, że kontrakt jest zawarty na 2-3 lata i może go również na preferencyjnych warunkach wcześniej zakończyć lub – w ramach rosnących potrzeb – wymieniać samochód np. na większy model – wyjaśnia Krawczyk.

Jak podkreśla, zaletą Toyota Business Smart Plan jest właśnie zyskiwana elastyczność, również w zakresie wpłaty raty własnej czy okresu finansowania.

Kierujemy się zasadą pełnej klarowności, przejrzystości tego, co przedsiębiorca otrzymuje – przekonuje Mirosław Krawczyk. – Warto sprawdzić szczegóły, bo czasami suma opłat leasingowych może wyglądać bardzo atrakcyjnie, ale warto zapytać sprzedawcę o to, jaka jest tabela opłat i prowizji, sprawdzić dokładnie zapisy umowy. Jako Toyota Leasing Polska chcielibyśmy edukować przedsiębiorców, żeby wyraźnie czytali zapisy umów, tabele opłat i prowizji, bo one stanowią o łącznym koszcie.

Coraz lepsza sytuacja na rynku pracy zwiększa presję na wzrost wynagrodzeń. To może być duży problem dla sieci handlowych

Cezary Baran, wiceprezes zarządu Emperii Holding
Cezary Baran, wiceprezes zarządu Emperii Holding

Choć prognozy ekonomistów mówią o wzroście PKB na poziomie 4 proc. na koniec roku, to zagrożeniem dla pracodawców w handlu jest panująca deflacja. Wymusza to zastosowanie działań prowadzących do obniżki kosztów zatrudnienia. Wraz ze spadkiem poziomu bezrobocia rysuje się widmo nasilenia presji płacowej ze strony pracowników.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego poziom deflacji w Polsce w kwietniu wyniósł 1,1 proc. Spadek cen wpływa na działalność sieci handlowych, które by utrzymać zyski, muszą szukać oszczędności.

Nie bazujemy na rozwiązaniach najprostszych, czyli nie tniemy kosztów pracowniczych, redukując etaty. Staramy się przygotowywać rozwiązania, które podnoszą efektywność i wydajność naszych pracowników. Oczywiście na dzisiejszym rynku przy deflacji i już pojawiającej się presji na poziom wynagrodzeń jest zdecydowanie trudniej uzyskiwać pozytywne efekty w tym zakresie – mówi agencji Newseria Cezary Baran, wiceprezes zarządu Emperii Holding.

Działania prowadzone przez zarząd spółki wydają się być skuteczne. W skonsolidowanym raporcie finansowym za I kwartał 2015 roku Emperia pokazała zysk netto na poziomie ponad 18,8 miliona złotych. Osiągnięty wynik jest najwyższy od ponad trzech lat.

Ostatnie, co robimy, to działania, które zmierzają do redukcji etatów czy obniżenia wynagrodzenia, co właściwie w obecnych warunkach rynkowych jest zupełnie niemożliwe. Tego typu działań w ogóle nie bierze się pod uwagę w tym biznesie – zaznacza Cezary Baran.

Kwietniowe dane GUS-u pokazują, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto było o 3,7 proc. wyższe niż przed rokiem i wyniosło ponad 4,1 tys. zł

Jeżeli są efektywnościowe podstawy do tego, żeby zastanawiać się nad zmianami wynagrodzeń, to my to zawsze bierzemy pod uwagę i co roku taka zmiana u nas w organizacji ma miejsce. Ale zawsze staramy się oglądać złotówkę z dwóch stron, bo marże, na których funkcjonujemy, są niewielkie – wyjaśnia wiceprezes Emperia Holding.

Presja na wzrost płac jest coraz większa, bo znacząco poprawia się sytuacja na rynku pracy. W kwietniu bezrobocie spadło do 11,2 proc. i znajduje się na najniższym od lat poziomie – wynika z danych GUS. Jak podkreśla Baran, w niektórych miastach coraz trudniej znaleźć pracowników.

Są lokalizacje, głównie miasta, i to duże, w których jest już trudniej o pracownika, bo jego oczekiwania są wyższe, a nasza przestrzeń do płacenia odpowiednich poziomów wynagrodzeń jest ograniczona. Dlatego mamy w niektórych lokalizacjach problemy, żeby znaleźć pracowników do obsłużenia naszych sklepów. Choć jeszcze nie jest to zjawisko masowe – ocenia Cezary Baran.

W takich miastach jak Wrocław, Warszawa czy Katowice bez pracy jest mniej niż 5 proc. mieszkańców, a w Poznaniu liczba bezrobotnych to mniej niż 3,5 proc. mieszkańców.

Jeśli spełniłyby się prognozy dotyczące poprawy sprzedaży detalicznej, jeśli to pociągnie za sobą poprawę PKB, to myślę, że będziemy mieli do czynienia z sukcesywnym spadkiem bezrobocia – zakłada przedstawiciel Emperii.

W kwietniu sprzedaż detaliczna (w cenach bieżących) spadła o 1,5 proc. w ujęciu rocznym. W ujęciu miesięcznym odnotowano spadek o 2,1 proc.

Mieszkania ubezpieczają nie tylko ich właściciele. Coraz częściej na osobną polisę decydują się lokatorzy

Justyna Szafraniec z firmy ubezpieczeniowej Proama
Justyna Szafraniec z firmy ubezpieczeniowej Proama

Ubezpieczanie nieruchomości przestaje być wyłączną domeną ich właścicieli. W takim przypadku polisa obejmuje tylko sam lokal i ruchomości należące do właściciela. Dlatego lokatorzy powinni we własnym zakresie ubezpieczyć swoje meble i sprzęt, który znajduje się w mieszkaniu. Korzystne może być także ubezpieczenie OC, które zabezpiecza przed skutkami ewentualnej szkody wyrządzonej osobom trzecim, np. sąsiadom.

Obserwujemy, że coraz częściej również lokatorzy są świadomi i chcą ubezpieczyć się przed skutkami nagłych wydarzeń – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Justyna Szafraniec z firmy ubezpieczeniowej Proama. – Rynek wynajmu funkcjonuje przede wszystkim w dużych miastach. Stąd też większa świadomość i zainteresowanie ubezpieczeniami na rzecz najemcy ze strony osób tam mieszkających.

W przypadku wynajmowanego mieszkania polisę powinien mieć zarówno właściciel, jak i lokator. Obejmują one bowiem inne przedmioty.

Właściciel ubezpiecza sam lokal, wszystkie znajdujące się w nim elementy oraz posiadane i pozostawione na czas wynajmu ruchomości. Natomiast lokator powinien wykupić polisę chroniącą przedmioty, które do tego mieszkania zostały przez niego wniesione, np. komputer czy meble – wyjaśnia Justyna Szafraniec.

W zależności od wybranej opcji ubezpieczenie może chronić przed skutkami zarówno zdarzeń losowych (np. pożaru lub zalania), jak i kradzieży i włamania.

Dla osoby wynajmującej mieszkanie od właściciela korzystne może być także wykupienie ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej (OC) w życiu prywatnym. Ochroni ono lokatora przed skutkami finansowymi ewentualnej szkody wyrządzonej osobom trzecim, na przykład w razie awarii i zalania wodą sąsiedniego mieszkania.

Niektóre polisy rozszerzone są również o OC najemcy w stosunku do wynajmującego za szkody w mieniu, które jest przedmiotem umowy najmu, należącego do właściciela nieruchomości.

Polisa to nie jest duży wydatek. Ubezpieczenie najemcy może kosztować już nawet kilkanaście złotych rocznie. Ale, oczywiście, wszystko zależy od tego, jakie sumy ubezpieczenia zostaną wybrane – mówi Justyna Szafraniec

Jak podkreśla, likwidacja takiej szkody przebiega tak samo, jak w przypadku ubezpieczenia mieszkania przez właściciela: należy zgłosić zdarzenie przez telefon, a następnie, w zależności od wartości odszkodowania, wybrać ścieżkę uproszczoną albo pełną. W przypadku tej pierwszej do wypłaty odszkodowania wystarczą przekazane ubezpieczycielowi zdjęcia. Na ich podstawie może zostać oceniona utracona wartość.

Jak wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) w 2014 roku działające zakłady ubezpieczeń wypłaciły w sumie 13,8 mld zł odszkodowań i świadczeń z tytułu ubezpieczeń majątkowych. Składka, jaką ogółem (łącznie z polisami na życie) zapłacili za ochronę klienci, wyniosła natomiast 54,9 mld zł i była o 5 proc. niższa niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy. Większy spadek odnotowano w przypadku ubezpieczeń na życie (składka wyniosła 28,7 mld zł, czyli była o 8,3 proc. niższa niż w 2013 roku). Sprzedaż polis majątkowych natomiast przyniosła ubezpieczycielom wpływy w wysokości 26,2 mld zł (spadek o 1,3 proc.).

Płeć ma coraz mniejszy wpływ na preferencje zakupowe. Twórcy reklam nie nadążają za zmianami i wciąż przeważają stereotypy

Katarzyna Czuchaj-Łagód z agencji badawczej Mobile Institute
Katarzyna Czuchaj-Łagód z agencji badawczej Mobile Institute

Kobiety, zwłaszcza młode, coraz częściej kupują produkty, które wedle powszechnego mniemania należą do tzw. męskich kategorii – samochody, dobre alkohole czy elektronikę. Panowie natomiast częściej skupiają się na własnym wyglądzie, stąd wskazują na zainteresowanie modą czy zdrowym stylem życia. Z raportu „Gender Factor – męskie branże w kobiecych rękach” wynika, że płeć ma coraz mniejszy wpływ na preferencje zakupowe, ale branże za tymi zmianami nie nadążają, dlatego w reklamach wciąż przeważają stereotypy. 

Jeżeli gender gap [różnice dzielące płci – red.] istniał bądź jeszcze istnieje, to kobiety go bardzo szybko przełamią. To widać przede wszystkim w edukacji – kobiety wydają na nią coraz więcej, są bardziej zainteresowane ustawiczną edukacją niż mężczyźni [25 proc. do 10 proc. – red.]. Sporo inwestują, np. w szkolenia, statystycznie więcej niż mężczyźni – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Czuchaj-Łagód z agencji badawczej Mobile Institute, współautorka raportu „Gender Factor – męskie branże w kobiecych rękach”.

Preferencje zakupowe zmieniają się przede wszystkim u młodych kobiet (25-34 lata) oraz tych powyżej 55. roku życia. Branże stereotypowo postrzegane jako typowo kobiece lub męskie przestają takie być. Z badania przeprowadzonego wspólnie przez Mobile Institute, agencję Beauty Management PR & Marketing to Women oraz agencję reklamową Glossy Media wynika, że panie decydują się na zakupy i realizują je częściej i w większej liczbie kategorii niż mężczyźni. Już 25 proc. kobiet w wieku 25-34 lata przyznaje, że robi zakupy w kategoriach uznawanych za typowo męskie, czyli elektronika, RTV i AGD.

Mamy w Polsce raczej stereotypowe podejście do tego, co kupują kobiety, a co mężczyźni. Przykładowo w branży motoryzacyjnej spotykamy się z przeświadczeniem, że kobiety raczej samochodów nie kupują, rzadko jeżdżą i podejmują decyzje przeważnie spontanicznie. Natomiast z naszego badania wynika, że kobiety, kupując samochód, analizują dużo więcej czynników niż mężczyźni – przekonuje ekspertka.

Kobiety mają też wyższy wskaźnik traktowania samochodu pragmatycznie, czyli jako środka, który pomaga im wykonywać codzienne obowiązki (4,14 w skali 1-6). Wbrew powszechnym opiniom panie podchodzą do zakupu analitycznie. Zwracają uwagę na bezpieczeństwo (57 proc.), ekonomię (51 proc.) i wygodę (50 proc.).

Kobiety dużo dokładniej dopytują o samochód. Zupełnie inne wskazania były w zakresie idealnego auta współczesnej kobiety. Panie nie wskazywały, czy ma to np. być czerwony samochód, wygodny, tak, żeby łatwo było się nim wcisnąć w miejsce parkingowe. Lubią raczej duże, wygodne samochody, ekonomiczne, ale pakowne, np. SUV-y – tłumaczy Czuchaj-Łagód.

Za zmianami w preferencjach zakupowych nie nadążają branże. Wciąż podchodzą do komunikacji stereotypowo – reklamy kosmetyków kierowane są do kobiet, samochodów – do mężczyzn. Do kobiet nie przemawia komunikacja produktów finansowych (32 proc.), nieruchomości (29 proc.), ubezpieczeń (28 proc.), alkoholu (24 proc.) i erotyki (28 proc.). Branżą, której komunikacja w największym stopniu nie przemawia do mężczyzn, są produkty dla dzieci (24 proc.).

– Kobiety i mężczyźni mówią, że w pewnych branżach stereotypowo kobiecych lub męskich komunikacja wciąż do nich nie przemawia. Widać też, że sami konsumenci nie myślą o sobie jeszcze jak o osobach, które kupują we wszystkich. Kobiety kupują elektronikę znacznie częściej niż same to deklarują i niż mężczyźni sądzą – wskazuje ekspertka z Mobile Institute. – Nie widzę – szczerze mówiąc –  branż, w których żadna kobieta nie miałaby dokonać zakupów. 

Polska liderem pod względem pozyskania inwestycji zagranicznych w 2014 roku

Zdaniem inwestorów, Polska jest nadal najatrakcyjniejszym kierunkiem dla inwestycji w tej części Europy. Tak uważa aż 38% ankietowanych w ramach 13. edycji raportu Atrakcyjność Inwestycyjna Europy przeprowadzonego przez firmę doradczą EY. To o 7 punktów procentowych więcej niż przed rokiem. Z kolei najbardziej atrakcyjnym regionem na świecie pod kątem Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych jest według badanych Europa Zachodnia, która po raz drugi z rzędu wyprzedziła w tym zestawieniu Chiny i Amerykę Północną. W sumie cały Stary Kontynent w zeszłym roku przyciągnął rekordową w historii badania liczbę projektów inwestycyjnych. Raport Atrakcyjność Inwestycyjna Europy składa się z dwóch części. Pierwsza opisuje aktywność inwestorów zagranicznych w Europie w roku 2014, druga – najatrakcyjniejsze kierunki inwestycyjne.

Dzięki bezpośrednim inwestycjom zagranicznym (BIZ) powstało w Polsce w ubiegłym roku blisko 15,5 tysiąca nowych miejsc pracy. Oznacza to 12-procentowy wzrost w ujęciu rocznym. Utrzymaliśmy też wysoką 3. lokatę na 43 kraje w Europie, po Wielkiej Brytanii i Rosji.  – To świetny sygnał, że na tak konkurencyjnym rynku, Polska postrzegana jest jako bardzo atrakcyjny kierunek. Branże, które tworzą w naszym kraju najwięcej projektów to sektor motoryzacyjny (15%), przemysł gumowy i tworzyw sztucznych (14%), a także oprogramowanie (11%). Cieszy zwłaszcza ten trzeci obszar, który generuje innowacje i ugruntowuje silną pozycję polskich informatyków na światowym rynku. Z kolei drugie miejsce Rosji w tym zesRaport EY Polska ponownie niekwestionowanym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej12tawieniu wynika przede wszystkim z inwestycji napływających z rynku chińskiego, które wygenerowały tam aż 29% nowych miejsc pracy – tłumaczy Jarosław Koziński, Partner Zarządzający Doradztwem Podatkowym i Prawnym EY w Europie Środkowej i Południowej.

Raport EY: Polska ponownie niekwestionowanym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem pozyskania inwestycji zagranicznych w 2014 roku

Polska awansowała też z 10. na 7. pozycję pod względem liczby nowych inwestycji zagranicznych w zestawieniu wszystkich krajów Starego Kontynentu i zanotowała najwyższy, bo 23-procentowy wzrost w pierwszej dziesiątce europejskich krajów pod tym względem. Jest też w tym zestawieniu liderem w Europie Środkowej.

Nowy rekord inwestycji w Europie

Europa przyciągnęła w zeszłym roku inwestycje o wartości 305 mld USD – to o 36% więcej niż w 2013 roku. W tym czasie na całym świecie wartość BIZ spadła o 8% w ujęciu rocznym do poziomu 1,26 biliona USD (wg danych UNCTAD). Łącznie na Starym Kontynencie zrealizowano 4 341 nowych projektów. Dzięki nowym inwestycjom zagranicznym w Europie powstało ponad 185 tysięcy miejsc pracy. Sektorem, który ciągle generuje największy wzrost w tym obszarze jest motoryzacja. Bardzo mocny wzrost w 2014 roku zaobserwowano w branży IT i maszynowej. Z  kolei pod względem nowych projektów, prym wiodło oprogramowanie oraz usługi biznesowe. – Obserwujemy zdecydowany powrót inwestycji przemysłowych. W 2014 roku ich liczba wzrosła o jedną piątą, a logistycznych aż o 27%. W przypadku sektora motoryzacyjnego aż 68 dużych projektów w zeszłym roku powstało w Europie Środkowo-Wschodniej. Logistyka nabrała tempa głównie za sprawą projektów Amazona czy też inwestycji francuskiego i niemieckiego operatora pocztowego. Reindustrializacji pomaga ożywienie gospodarcze na Starym Kontynencie, osłabienie wspólnej waluty a także spadające ceny energii – tłumaczy Jarosław Koziński. Z kolei 2014 był rokiem mieszanych nastrojów w projektach usługowych. Z jednej strony zwiększyła się liczba BIZ w zakresie tworzenia oprogramowania, pośrednictwa finansowego i wsparcia biznesu, z drugiej skurczyła się liczba nowych miejsc pracy i projektów w usługach biznesowych i sektorze badawczo-rozwojowym.

Raport EY Polska ponownie niekwestionowanym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej12

Według ankietowanych, Polska jest nadal niekwestionowanym numerem jeden w Europie Środkowo–Wschodniej pod względem atrakcyjności inwestycyjnej. Tego zdania było 38% badanych. Drugie w tym zestawieniu Czechy wskazało 14% ankietowanych, a trzecie, po awansie z czwartego miejsca, Węgry – 10%. – Bardzo mnie cieszy, że Polska kolejny raz z rzędu w opinii największych światowych przedsiębiorców, wymieniana jest wśród państw o najwyższym potencjale inwestycyjnym w tej części Europy To pokazuje, że firmy doceniają bardzo wysokie kwalifikacje naszych pracowników, łatwość prowadzenia biznesu w naszym kraju i stabilność gospodarczą. Skumulowany wzrost PKB w ostatnich 7 latach w Polsce wyniósł 23,8% – to wynik, jakiego nie udało się osiągnąć nikomu w Europie – mówi Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki.

Raport EY: Polska ponownie niekwestionowanym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem pozyskania inwestycji zagranicznych w 2014 roku

W Europie Zachodniej pierwsza trójka pozostała bez zmian. Na podium wśród najbardziej atrakcyjnych państw znalazły się Niemcy, Wielka Brytania i Francja. Z kolei w zestawieniu miast, które inwestorzy na Starym Kontynencie uważają za najlepsze do prowadzenia biznesu, ex-aequo ze Sztokholmem, Dublinem i Wiedniem znalazła się Warszawa.

Zachód deklasuje Chiny

Europa Zachodnia jest zdaniem ankietowanych inwestorów najbardziej atrakcyjnym regionem na świecie pod kątem lokalizacji Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych – tak uważa połowa badanych. Po raz kolejny ta część kontynentu prześcignęła Chiny. Także Ameryka Północna zdeklasowała Państwo Środka. Malejąca atrakcyjność Chin to między innymi efekt rosnących płac, a co za tym idzie wzrostu kosztów operacyjnych zagranicznych przedsiębiorstw.
Raport EY Polska ponownie niekwestionowanym liderem w Europie Środkowo-Wschodniej12

Jeśli chodzi o całą Europę, to według 59% inwestorów, w ciągu trzech lat poprawi się jej atrakcyjność inwestycyjna. To wzrost aż o 21 punktów procentowych w porównaniu z 2012 rokiem. Najbardziej optymistycznie oceniają Europę inwestorzy, którzy już mają tutaj swoją działalność. Motorami wzrostu gospodarczego dla Europy może stać się sektor teleinformatyczny (ICT), farmaceutyczny i energetyczny. –  Wśród funkcji biznesowych, które mogą stać się głównym magnesem dla nowych inwestycji w tej części świata, znalazły się badania i rozwój. Póki co, stanowią one tylko 7% BIZ w Europie. Konkurencyjność zarówno całej Europy jak i Polski w tym obszarze znacząco mogłoby poprawić wprowadzenie systemu ulg i zachęt podatkowych dla tworzenia prac badawczo-rozwojowych i eksploatacji patentów – podsumowuje Paweł Tynel, Partner w EY odpowiedzialny za inwestycje i innowacje.

O raporcie Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2015:

Coroczny raport Atrakcyjność Inwestycyjna Europy został przygotowany przez EY po raz trzynasty. Opracowanie składa się z dwóch części: pierwszej obejmującej dane gromadzone w ramach EY European Investment Monitor o inwestycjach w Europie w roku 2014 (z wyłączeniem inwestycji portfelowych oraz fuzji i przejęć) oraz drugiej – badania postrzegania przez inwestorów poszczególnych krajów Europy oraz regionów świata. Badanie ankietowe obejmujące 808 decydentów z międzynarodowych firm odbyło się na przełomie stycznia i lutego 2015.

Grupa Wirtualna Polska kupuje radia internetowe OpenFM i PolskaStacja – uzyskuje pozycję lidera w tym segmencie rynku i wzmacnia się w obszarze rozwiązań mobilnych

Grupa Wirtualna Polska podpisała umowy zakupu dwóch niezależnych internetowych platform radiowych: OpenFM – od GG Network S.A. oraz PolskaStacja.pl – od Polska Stacja s.c. Inwestując w nie stała się głównym graczem w segmencie radia internetowe, który charakteryzuje jeden z najwyższych czasów konsumpcji treści na użytkownika. OpenFM i PolskaStacja.pl z łączną liczbą 755 tys. użytkowników, generujących blisko 90 mln odsłon krajowych miesięcznie, razem plasują się na pierwszym miejscu w świadczeniu tej popularnej usługi online. To jednocześnie radia internetowe, które wspólnie w największym stopniu angażują internautów mobilnych.

Pozyskanie obu platform radiowych doskonale wpisuje się w strategię Grupy WP, która zakłada osiągnięcie pozycji naturalnego i głównego medium informacyjno-kulturalno-rozrywkowego w Polsce. Łączna cena za zakupione serwisy wyniosła 4,0 mln zł, a łączne przychody pro-forma za 2014 rok – 2,8 mln zł. Grupa WP spodziewa się istotnie zwiększyć przychody z tych serwisów zapewniając m.in. lepsze wypełnienie dostępnej powierzchni reklamowej monetyzowanej przede wszystkim reklamą wideo w postaci pre-roll, a także reklamą audio i bannerową.

Jacek Świderski, Prezes Zarządu Grupy Wirtualna Polska
Jacek Świderski, Prezes Zarządu Grupy Wirtualna Polska

Chcemy dostarczać użytkownikom Internetu nie tylko atrakcyjne treści, ale również użyteczne usługi dostosowane do ich potrzeb i wpisujące się w ich codzienne zwyczaje. Konsolidacja rynku radia online i stworzenie nowego lidera w tym perspektywicznym obszarze jest więc naturalnym kierunkiem naszego rozwoju – mówi Jacek Świderski, Prezes Zarządu Grupy Wirtualna Polska. – Łączymy konsumpcję radia, jako medium tła, z konsumpcją Internetu. – dodaje.

OpenFM i PolskaStacja.plto jedne z najpopularniejszych internetowych stacji radiowych w Polsce. Z łączną liczbą 755 tys. użytkowników (real users) generują one blisko 90 mln odsłon krajowych miesięcznie*, przez co razem plasują się na pozycji lidera w świadczeniu tej popularnej usługi online. Jednocześnie są to radia internetowe, które razem w największym stopniu angażują użytkowników mobilnych.** OpenFM i PolskaStacja.pl udostępniają w sumie ponad 200 kanałów muzycznych przygotowywanych przez redakcje radiowe z wieloletnim doświadczeniem.

Podejmując decyzję o inwestycji wzięliśmy pod uwagę duży potencjał tych projektów w obszarze mobile. Ważne jest przy tym dla nas zaangażowanie internautów, którzy najwięcej czasu przeznaczanego na konsumpcję audio i wideo w sieci spędzają właśnie w serwisach i aplikacjach oferujących dostęp do streamingu stacji radiowych. Usługi tego typu wypierają tradycyjne technologie dostępu do radia – wyjaśnia Grzegorz Czapski, VP Corporate Development w Grupie Wirtualna Polska.

Grupa Wirtualna Polska

W Polsce radio internetowe cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Coraz częściej korzystamy z niego też za pośrednictwem smartfonów. OpenFM jest obecnie numerem jeden kategorii „streamaudio” pod względem czasu krajowego i liczby odtworzeń – zarówno ogółem (czas krajowy ogółem: ponad 10 mln godzin, liczba odtworzeń ogółem: 30,4 mln), jak i wśród internautów mobilnych (czas krajowy mobilny: ponad 2,8 mln godzin, liczba odtworzeń mobilnych: 21,3 mln). Radio to jest również niekwestionowanym liderem kategorii, jeśli chodzi o średni czas na użytkownika – na przestrzeni roku wzrósł on o 112%, by w marcu wynieść 22 godziny i 46 minut. Co ważne, w ciągu roku liczba odtworzeń mobilnych OpenFM wzrosła o 116%, a czas krajowy mobilny o 56%.***Zakup platform pozwala więc umocnić Grupę WP w segmencie mobile, który jest jednym z kluczowych obszarów rozwoju Spółki.

Aplikacje mobilne oferujące streaming kanałów radiowych popularyzują się w szybkim tempie. Dla przykładu w USA radia internetowe należą do najpopularniejszych aplikacji, a najlepsze z nich uzyskują zasięg porównywalny z takimi jak mapy, serwisy społecznościowe czy usługi VOD. Podobne trendy są już zauważalne w Polsce. Słuchanie radia w pracy i w domu, a dzięki smartfonom również w ruchu, doskonale wpisuje się w strategię Grupy WP, która chce zachować kontakt z konsumentem 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.– podkreśla Michał Brański, VP Strategia w Grupie WP.

Zakup OpenFM i PolskaStacja jest pierwszą akwizycją zrealizowaną przez Wirtualną Polskę ze środków pozyskanych z majowej oferty publicznej. WP konsekwentnie wzmacnia swój wzrost organiczny m.in. przez inwestycje w spółki świadczące usługi komplementarne do usług Grupy oraz w produkty uzupełniające jej portfolio. W 2014 roku spółka zainwestowała łącznie ponad 66 mln zł w zakup takich podmiotów jak Grupa Money.pl, serwisy  e-commerce Domodi i Homebook oraz portal SportoweFakty.pl.

Ataki typu mRAT stają się coraz większym problemem

mRAT (ang. Mobile Remote Access Trojans), czyli mobilne trojany zdalnego dostępu, są komercyjnymi narzędziami szpiegowskimi zwykle reklamowanymi jako programy do nadzorowania telefonów używanych przez dzieci w celu zapewnienia im bezpieczeństwa w internecie.  Okazuje się jednak, że mogą one również być wykorzystywane do szpiegostwa przemysłowego i innych złośliwych celów.

Potencjał tych ataków będzie wzrastać. W 2014 roku,  raport bezpieczeństwa mobilnego firmy Check Point bazujący na danych z 700 organizacji pokazał, że liczba osobistych urządzeń łączących się z firmowymi sieciami w ciągu ostatnich dwóch lat zwiększyła się dwukrotnie w 72% firm. 44% ankietowanych powiedziało, że nawet nie próbuje zarządzać danymi firmowymi na urządzeniach należących do pracowników, co daje hakerom stale rosnące źródło urządzeń możliwych do zainfekowania. Oznacza to, że skala mRAT będzie rosnąć!

Pod koniec roku 2014, programem mRAT atakującym zarówno system iOS jak i Android zainfekowano urządzenia członków ruchu Occupy Central w Hong Kongu. Program rozprzestrzeniał się poprzez nieświadome udostępnianie odnośników w aplikacji WhatsApp. Program typu mRAT może być ściągnięty w niewidoczny dla użytkownika sposób poprzez grę lub przesłany odnośnik w mailu/wiadomości tekstowej. Może również zostać zainstalowany ręcznie na urządzeniu, do którego osoba trzecia posiada fizyczny dostęp. Ponieważ umożliwiają one czynności administracyjne, pozwalają na przechwytywanie wpisywanych wiadomości/haseł, włączanie kamery, nagrywanie dźwięku oraz o wiele więcej.

Tak szeroka funkcjonalność powoduje, że programy mRAT są bardzo atrakcyjne dla atakujących. Pozwalają one omijać zabezpieczenia MDM (mobile device management), dzięki czemu można za ich pomocą podsłuchiwać połączenia i spotkania, wyciągać informacje z firmowych maili i wiadomości tekstowych oraz śledzić położenie użytkowników. Mogą również przechwytywać komunikację poprzez aplikacje firm trzecich.

Liczba mRATów rośnie

Jak poważnym zagrożeniem są programy mRAT dla bezpieczeństwa firm? Aby lepiej zrozumieć i ocenić ryzyko jakie stanowią, firmy Check Point oraz Lacoon przeprowadziły niedawno badania komunikacji ponad 900 000 urządzeń poprzez punkty dostępowe Wi-Fi w dużych korporacjach. Przez kilka miesięcy badacze analizowali ruch sieciowy oraz sygnatury kilku znanych mRATów komunikujących się ze swoimi serwerami Command & Control. Wyniki badań pokazują, że średnio jedno na 1000 urządzeń na świecie było zarażone, a w niektórych krajach takich jak np. USA zainfekowanych było jedno na 500 urządzeń. Zarażenia dotyczyły w równym stopniu urządzeń pod kontrolą systemu Android jak i iOS w przeciwieństwie do większości mobilnego złośliwego oprogramowania.

Pomimo tego, że liczby te nie wydają się znaczące, należy zaznaczyć, że w wielu przypadkach programy mRAT przesyłały dane przez tygodnie, a nawet miesiące. Jakie wrażliwe dane mogły być w ten sposób wyciągnięte z jednego telefonu należącego do dyrektora?

Ataki mRAT są mobilnymi odpowiednikami ataków phishingowych przeciwko tradycyjnym sieciom, które były skierowane przeciwko pracownikom tak znanych firm jak np. Target, Neiman Marcus, Anthem i Sony Pictures. Stanowią one pomost pozwalający atakującym na wybranie pojedynczej ofiary w firmie, dzięki której zdobędą oni dostęp do wrażliwych danych.

Schwytanie mRATów

Jak w takim razie firmy powinny podchodzić do kwestii wykrywania istniejących zarażeń programami mRAT, aby zapobiec dalszym infekcjom i wyciekom danych? Po pierwsze potrzebne jest zunifikowane podejście do zabezpieczeń na każdym urządzeniu mobilnym, niezależnie od tego gdzie jest ono używane. Drugim środkiem ochrony jest blokowanie ruchu sieciowego generowanego przez mRATy.

Aby chronić urządzenia poza siecią firmową przed infekcjami typu mRAT, zabezpieczenia mogą być wprowadzone w urządzeniach mobilnych jako usługa w chmurze korzystająca z szyfrowanego tunelu VPN. Zapobiega ona przed pobieraniem podejrzanych plików oraz blokuje dostęp do niebezpiecznych stron. Dzięki temu nie tylko wprowadzamy firmowe protokoły zabezpieczeń na urządzeniach wszystkich pracowników, ale też blokujemy komunikację z serwerem urządzeń już zainfekowanych.

Jeżeli chodzi o lokalne zabezpieczenia na każdym urządzeniu, firmy powinny wprowadzić rozwiązania pozwalające na wykrycie wszelkich podejrzanych zachowań aplikacji oraz podejrzanego ruchu sieciowego, co pozwoli zmniejszać rozprzestrzenianie się programów mRAT. W wielu przypadkach programy te mogą nie zostać wykryte przez konwencjonalne oprogramowanie antywirusowe, ale specjalne, dedykowane rozwiązania pozwalają na wprowadzenie aktywnej ochrony blokującej zagrożenia.

Podsumowując, programy mRAT są potężnymi narzędziami, które pozwalają hakerom na wyciąganie danych z urządzeń mobilnych pracowników, które w większości nie posiadają ochrony. Z tego powodu firmy powinny przedsięwziąć środki przeciwko mRATom blokując ich komunikację zanim rozpoczną kradzież danych.

 

Hakerzy Syryjskiej Armii Elektronicznej znów włamali się na strony Washington Post

Washington Post po raz kolejny został zaatakowany przez syryjskich hackerów. Syryjska Armia Elektroniczna (SEA) po raz kolejny złamała zabezpieczenia profilu mobilnej strony internetowej jednego z ważniejszych zachodnich mediów. Wynikiem ataku była wyskakująca wiadomość typu pop-up ogłaszająca wszystkim o tym, że „Media zawsze kłamią”.

Przez blisko 30 minut odwiedzający mobilną wersję strony internetowej m.washingtonpost.com byli witani nie przez najnowsze wiadomości, ale komunikatem o następującej treści:

“Zostaliście zhakowani przez Syryjską Armię Elektroniczną”
„Amerykański rząd szkoli terrorystów by zabijali Syryjczyków”
„Arabia Saudyjska i jej sojusznicy zabijają setki Jemeńczyków każdego dnia!”
„Media zawsze kłamią”

To dość typowy atak dla Syryjskiej Armii Elektronicznej (SEA), która już wcześniej obrała sobie za cele media takie jak Reuters. Nie jest to również pierwszy raz, kiedy upatrzyli sobie na cel Washington Post. W lipcu 2013 roku udało im się z powodzeniem przekierować odwiedzających główną stronę Washington Post na propagandową stronę Assadu. Podczas serii podobnych ataków hackerom udało się również zakłócić działanie wewnętrznego systemu pocztowego Outbrain, który rozsyła mailingi z wiadomościami. Tym razem Syryjczykom udało się również podpiąć swoją stronę pod mailing , który zawierał odnośnik do ich strony internetowej w podpowiedziach do „podobnych artykułów”. Przyznali się również do pokonania zabezpieczeń systemów należących do Instart Logic dostarczającemu usługi sieci (CD)B) używanej przez Washington Post:

Zhakowaliśmy usługę CDN firmy InStar i pracujemy nad zhakowaniem głównej strony Washington Post, ale zablokowano panel kontrolny. Chcieliśmy jedynie poinformować o naszym istnieniu media, takie jak Washington Post, US News i inne ale nie mieliśmy na to czasu :P.”

Możliwym jest, że Instart Logic został zhakowany przez kombinację phishingu i inżynierii społecznej, podstawowego, ale skutecznego podstępu często używanego przez SEA w celu zdobycia haseł i włamania się  do systemu.

Reasumując: Systemy informacyjne Washington Post nie zostały zdobyte, a ofiarą padli jedynie dostawcy pewnych usług świadczonych wydawnictwu. Wrażenie społeczeństwa pozostanie jednak odmienne, chociażby dlatego że komunikaty pojawiały się bezpośrednio na stronie Washington Post. Takie okoliczności na pewno nie sprzyjają wizerunkowi tak znanej marki jak Washington Post.

Szef biura informacji WP Shailesh Prakash potwierdził informację o naruszeniu zabezpieczeń oraz zapewnił odwiedzających mobilną stronę czytelników, że sytuacja jest już pod kontrolą i żadne informacje nie zostały narażone na niebezpieczeństwo: “Mobilna strona internetowa Washington Post została przekierowane do strony organizacji zwanej SEA. Sytuacja została rozwiązana, a żadne dane klientów nie wypłynęły.”

Przekaz jest jasny. Nawet najlepiej zabezpieczony system firmowy nie daje gwarancji bezpieczeństwa. Musimy również być pewni, że firmy dostarczające nam usług IT, dbają o swoje bezpieczeństwo w równym stopniu co my. W innym przypadku, to właśnie twoja firma może zostać okrzyknięta podatną na zagrożenia i straci na wiarygodności.

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Hakerzy atakują polską administrację – urzędnicy nieświadomi zagrożeń

W 2014 roku zwiększyła się liczba ataków na środowiska informatyczne administracji publicznej i były one groźniejsze niż w latach ubiegłych –  tak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Rządowy Zespół Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT, działający w strukturze ABW. Niska świadomość pracowników instytucji publicznych o bezpieczeństwie wrażliwych informacji dodatkowo pogarsza zaistniałą sytuację. Czy dane polskich obywateli są więc zagrożone?

Z raportów przeprowadzonych przez jednostki rządowe jasno wynika, że polskie instytucje publiczne muszą jak najszybciej zmienić swoja politykę w zakresie bezpieczeństwa informacji. W 2014 roku zarejestrowano bowiem aż 4681 incydentów związanych z zagrożeniem bezpieczeństwa newralgicznych danych. Okazuje się więc, że mimo wzrostu środków budżetowych na zwiększenie bezpieczeństwa informacji, inwestycje nie zdają egzaminu[1].

CERT w swoim „Raporcie o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP w roku 2014” stwierdza, że wśród instytucji państwowych utrzymuje się tendencja do kierowania się ceną systemów bezpieczeństwa kosztem ich jakości. Jednak to nie jedyna przyczyna złej kondycji bezpieczeństwa w urzędach.

„Pracownicy często zapominają, że poufne dane nie funkcjonują wyłącznie w postaci elektronicznej. Część materiałów, która trafia do komputerów czy do sieci, na pewnym etapie istnienia jest przenoszona między stanowiskami pracy  na nośnikach danych typu – papier, pendrive, CD czy dyski twarde. Właśnie na tym etapie należy zmaksymalizować środki bezpieczeństwa. Dokumenty z poufnymi informacjami, których wyciek do sieci czy poza organizację może stanowić zagrożenie, w razie potrzeby, należy zutylizować w sposób bezpieczny i skuteczny. W tym celu należy zwiększyć świadomość urzędników z zakresu użytkowania nowoczesnych niszczarek zarówno tych do papieru jak i do dysków twardych. Im mniej osób zaangażowanych jest w proces niszczenia dokumentacji tym lepiej, a da się to osiągnąć jedynie poprzez przeprowadzenie tego procesu wewnątrz organizacji. Każda forma outsourcingu usług z zakresu utylizacji dokumentów czy nośników danych wiąże się z ryzykiem, że wrażliwe dane wpadną w niepowołane ręce, o czym media informują na bieżąco” – komentuje Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

Jak wynika z raportu, dodatkowym problemem jest znikoma świadomość problemu wśród kadry zarządzającej.

„Edukacja pracowników jest niezbędna do zapewnienia bezpieczeństwa informacji w polskich urzędach. Rozwiązaniem tego problemu może być np. prowadzenie okresowych szkoleń z zakresu obowiązujących norm bezpieczeństwa i sprawdzonych praktyk stosowanych na świecie. Osoby piastujące państwowe urzędy muszą zdawać sobie sprawę z tego jak kluczowym elementem działania każdej organizacji jest ochrona informacji i najważniejszych danych funkcjonujących zarówno w obiegu cyfrowym, jak i papierowym” –  dodaje Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

Okazuje się, że czynnik ludzki jest jedną z najczęstszych przyczyn powstawania realnych zagrożeń w kwestii bezpieczeństwa informacji. Do ich zaistnienia przyczyniają się m.in. zaniedbania czy nieprzestrzeganie procedur, które w dużej mierze wynikają z niewiedzy lub dezinformacji. Urzędnicy mimo obowiązku sprawowania szczególnej ochrony nad posiadanymi danymi, często nawet w sposób nieumyślny, doprowadzają do ich udostępniania osobom nieuprawnionym. Częstą praktyką jest także nadmierne gromadzenie danych, które powinny zostać zutylizowane, co zwiększa prawdopodobieństwo wycieku. Wynika to z nieprzestrzeganie norm bezpieczeństwa takich, jak chociażby obowiązująca w Polsce norma DIN 66399. Badania wskazują, że szeregowi pracownicy są odpowiedzialni za ponad 54% wszystkich wycieków informacji. Wydawać by się mogło, że zagrożenia płyną przede wszystkim z zewnątrz organizacji. Okazuje się że to nieprawda – tylko 24% wszystkich wycieków danych ujawnionych na świecie w roku 2014 miała swoje źródło w ataku na przedsiębiorstwo z zewnątrz[2].

Współcześnie istnieją różnorodne nośniki do zapisywania informacji, które umożliwiają przechowywanie poufnych danych. Oprócz tradycyjnego papieru, równie ważną rolę odgrywają dziś media cyfrowe. Norma DIN 66399 bierze to pod uwagę i definiuje stopnie bezpieczeństwa dla wszystkich współczesnych nośników danych. Obecnie na rynku są dostępne zaawansowane technologicznie niszczarki, które bez trudu są w stanie zniszczyć nowoczesne nośniki danych. Jedną z takich maszyn jest np. HSM Powerline HDS 230” – tłumaczy Marcin Sobaniec, ekspert HSM Polska.

 

Polacy nie radzą sobie ze spłatą drobnych zobowiązań finansowych

Eksperci Casus Finanse – firmy specjalizującej się w zarządzaniu wierzytelnościami – przeanalizowali pożyczki i kredyty gotówkowe znajdujące się w obsłudze spółki. Blisko 100 tys. wybranych spraw pochodzących z lat 2013 – 1Q 2015 zostało poddanych analizie pod względem wysokości kwot, rozkładu terytorialnego zadłużenia i profilu klienta. Sprawy pochodzą z różnorodnych instytucji finansowych – banków i największych firm pożyczkowych. Z analizy wynika, że najwięcej niespłacanych pożyczek w kolejnych latach przekazywanych jest do obsługiPolacy nie radzą sobie ze spłatą drobnych zobowiązań finansowych w I kwartale, co może świadczyć o tym, że nie radzimy sobie ze spłatą zobowiązań zaciągniętych jesienią i przed świętami Bożego Narodzenia. Do odzyskiwania trafiają najczęściej pożyczki po 2-3 miesiącach spłaty. Ponadto z analizy wynika, że bardziej niefrasobliwi w zaciąganiu swoich zobowiązań są ludzie starsi – w wieku 50+. Ciekawy wniosek płynie też z analizy rozkładu terytorialnego niespłacanych zobowiązań. W Warszawie zaciąganych jest najwięcej najwyższych kwotowo pożyczek i jednocześnie najwięcej z nich pozostaje niespłacona.

Analiza przeprowadzona została na bazie kredytów i pożyczek gotówkowych, zleconych do obsługi Casus Finanse w ciągu ostatnich 9 kwartałów (przeanalizowano cały 2013 i 2014 rok oraz I kwartał 2015 roku). Wynika z niej jednoznacznie, że liczba zaciąganych zobowiązań gotówkowych rośnie w zaskakującym tempie. O ile w Q1 2013 liczba pożyczek i drobnych kredytów stanowiła zaledwie 4,91% wszystkich spraw przyjętych w obsługę Casus Finanse, o tyle w Q1 2014 było to już 18,79%, a w Q1 2015 – 21,56%. Oznacza to ponadczterokrotny wzrost w okresie dwóch lat. Zmiana ta jest efektem zarówno wzrostu liczby klientów Casus Finanse i spraw oddawanych w obsługę spółki, jak również potwierdzeniem zwiększającej się z roku na rok liczby zawieranych pożyczek gotówkowych, z których spłatą Polacy radzą sobie coraz gorzej.

Kto pożycza najczęściej

Z analizy Casus Finanse wynika, że pożyczki zaciągają wszyscy – niezależnie od wieku. Grupa nierzetelnych płatników podzielona została na następujące podkategorie: osoby do 25. roku życia (młodzi ludzie na starcie, najczęściej studenci), osoby w wieku 25-35 lat (małżeństwa i single, których sytuacja życiowa i zawodowa dopiero się stabilizuje), osoby w przedziale 35-50 lat (najczęściej rodziny z dziećmi), oraz konsumenci mający 50-60 lat (którzy, jeśli utracą pracę, mają problem ze znalezieniem nowej). Ostatnią grupę stanowią osoby w wieku 60+ , zazwyczaj emeryci i renciści.

Kredyt „na przeczekanie”

Analiza bazy Casus Finanse wskazuje, jakie kwoty najczęściej zaciągane są w poszczególnych grupach wiekowych. Obsługiwane sprawy podzielone zostały na trzy kategorie – pożyczki i kredyty o wartości nie przekraczającej 900 zł, zobowiązania w przedziale od 900 do 2900 zł oraz te najwyższe – powyżej 2900 zł. Okazuje się, że w każdej grupie wiekowej najpopularniejsze są kredyty o wartości średniej 900-2900 zł. Co ciekawe, wśród młodych, aż 38,5% zaciąganych kredytów stanowią te najniższe – do kwoty 900 zł, a jedynie 7,9% to kredyty w kwocie powyżej 2900 zł. Spowodowane jest to niższą zdolnością kredytową, jaką posiadają najmłodsze roczniki. Sytuacja ta inaczej wygląda wśród osób starszych powyżej pięćdziesiątego roku życia. Kredyty o najniższej wartości stanowią 24,7% wszystkich zawieranych zobowiązań, podczas gdy te najwyższe kwotowo stanowią 23%. Mimo iż ilościowo najwięcej kredytów zaciągają ludzie młodzi (dwa razy więcej niż osoby starsze), to wysokich zobowiązań, powyżej 2900 zł, wśród dojrzałych kredytobiorców jest trzykrotnie więcej.

Kredyt „na dziadka”?

O ile w przypadku osób do 25. roku życia, średnia wartość przeterminowanego zobowiązania wynosi 2 139 zł, o tyle u osób 60+ jest to już 4 763 zł, czyli ponaddwukrotnie więcej. Osoby te mają bowiem większą zdolność kredytową, którą zapewnia im stały i pewny dochód (emerytura lub renta). Być może część z nich zawiera tzw. kredyty „na dziadka”, czyli na potrzeby swoich dzieci lub wnuków, które z uwagi na brak umowy o pracę nie mogą sobie pozwolić na zaciągnięcie zobowiązania. Ciekawe jest także to, że starsze osoby charakteryzują się większą niefrasobliwością w zaciąganiu swoich zobowiązań. O ile wśród młodych mających przeterminowane zobowiązania finansowe tylko  co dziesiąta osoba ma co najmniej 2 przeterminowane pożyczki, o tyle w grupie osób starszych już co drugi pożyczkobiorca musi spłacać więcej niż 1 zobowiązanie. Widać więc, że wspomniana wyższa zdolność kredytowa i większe możliwości regulowania zobowiązań nie zawsze przekładają się na ich terminową, realną spłatę.

Warszawa kontra reszta Polski

Nikogo z pewnością nie dziwi fakt, iż w województwie mazowieckim, śląskim, wielkopolskim i dolnośląskim zawieranych jest najwięcej najwyższych kwotowo zobowiązań. Są to województwa, które najdynamiczniej się rozwijają i mają największą liczbę mieszkańców, którzy dysponują stosunkowo wysokimi zarobkami. Blisko 50% wszystkich pożyczek i kredytów gotówkowych, będących w obsłudze Casus Finanse pochodzi właśnie z tych czterech regionów. Na potrzeby analizy Casus Finanse sprawdził, ile największych kwotowo zobowiązań zaciąganych jest w Warszawie. Okazuje się, że 54% to kredyty na najwyższe kwoty powyżej 2900 zł. We wszystkich pozostałych województwach przeterminowane zobowiązania na kwoty powyżej 2900 zł nie przekraczają 43%. Niestety, jak wynika z analizy, wyższe zarobki, o które dużo łatwiej w stolicy, gwarantują wyższą zdolność kredytową, ale niekoniecznie terminową spłatę swoich zobowiązań. Mazowieckie jest województwem zadłużonym na najwyższą kwotę i liczy sobie najwięcej przeterminowanych kredytów wśród wszystkich województw.

 

Stany Zjednoczone włączają się w negocjacje dotyczące pomocy dla Grecji

Stany Zjednoczone włączają się bardziej aktywnie w negocjacje dotyczące pomocy dla Grecji. Lepsze dane makroekonomiczne z USA pozytywne dla dolara. Odreagowanie ostatniego osłabienia złotego. Plotki o rezygnacji Marka Belki.

Najważniejsze dane makro (czas CET – środkowoeuropejski). Szacunki danych makro są na podstawie informacji z Bloomberga, chyba że zaznaczono inaczej.

  • Brak danych makro, które mogą zauważalnie wpłynąć na notowania omawianych walut.
Większa rola USA i zapewnienia Varoufakisa

W miniony piątek grecki premier rozmawiał telefonicznie z amerykańskim sekretarzem skarbu. Departament Skarbu nie przedstawił wielu szczegółów tej dyskusji, więc można było się domyślać, iż było to kolejne zagranie ze strony Grecji, lub próba wciągnięcia USA w rozgrywkę pomiędzy Helladą a troiką.

Wypowiedź sekretarza skarbu przed wylotem do Drezna na spotkanie G7 zmienia nieco powyższe wyobrażenia. Jack Lew namawiał do „konstruktywnego i pragmatycznego” rozwiązania kwestii Grecji, ze względu na „nieprzewidywalne konsekwencje dla społeczeństwa oraz globalnej gospodarki”.

Niewykluczone więc, iż na szycie G7 temat Hellady będzie dominował. Jest również prawdopodobne, że USA wkroczą w rolę arbitra pomiędzy Atenami, Brukselą czy MFW. Z jednej strony jest to dowód, iż sytuacja jest cały czas poważna, ale z drugiej może to doprowadzić do pewnego przełomu. Pod „nadzorem USA” łatwiej zostanie ono „sprzedane” społeczeństwu po obu stronach barykady.

Wczorajsze komentarze Varoufakisa także dały rynkowi nieco wytchnienia. Minister finansów jest przekonany, iż Grecja spłaci kolejne raty pożyczki MFW w terminie. Zastrzegł jednak, iż stanie się to wtedy, gdy Hellada otrzyma kolejną ratę pomocy. Czy można z tego wywnioskować, iż Varoufakis jest pewien porozumienia? Odpowiedź na to pytanie zna prawdopodobnie tylko kontrowersyjny minister.

Także dziś w Brukseli spotkają się przedstawiciele strefy euro i Grecji, by w zespołach roboczych zbliżać się do zbudowania wspólnego planu reform. Nie oczekuje się jednak, by przyniosły one konkretne skutki w nadchodzących dniach.

Nieco lepiej w USA

Przede wszystkim zauważalna jest poprawa sytuacji w zamówieniach na dobra trwałe. Odczyt oczyszczony z bardziej zmiennych składowych, jakimi są między innymi samoloty, wzrósł o 0.5% m/m, podczas gdy konsensus wynosił 0.4%. Połączenie tego z rewizją publikacji za poprzedni miesiąc (z minus 0.2% m/m do +0.6%) powoduje, iż nadzieje na odbicie w przemyśle rosną.

Dane z rynku nieruchomości były również optymistyczne. Sprzedaż nowych domów w kwietniu była wyższa od oczekiwań, a także odczyt za poprzedni miesiąc został minimalnie zrewidowany w górę. Ceny domów także rosły nieco szybciej, co jest pozytywnym sygnałem dla amerykańskiej gospodarki.

Powyższe odczyty zwiększają prawdopodobieństwo odbicia gospodarki w drugim kwartale. To z kolei zmniejsza prawdopodobieństwo wydłużenia polityki zerowych stóp procentowych do grudnia i sprzyja umocnieniu się amerykańskiej waluty.

Rynek zagraniczny w kilku zdaniach

Włączenie się Stanów Zjednoczonych w negocjacje dotyczące Grecji oraz próba włączenia tematu Hellady do spotkania G7, to pozytywne informacje. Choć nie oznacza to automatycznie przełomu, to rola USA jako arbitra może zbliżyć obie strony konfliktu. Nie zmienia to faktu, że dolar nadal jest faworytem na rynku walutowym, zwłaszcza że publikacje makro są stosunkowo dobre.

Złoty mocniejszy, ale nerwowość widoczna. Dymisja Belki?

Klika pozytywnych informacji dotyczących Grecji oraz lekkie zmniejszenie się efektu wyborów, sprowadziło parę EUR/PLN o klika groszy poniżej ostatnich szczytów. Sytuacja na złotym jest jednak cały czas nerwowa, głównie ze względu na niepewność dotyczącą Hellady.

W mediach zagranicznych cały czas obecny jest również temat polskich wyborów prezydenckich, a głównie ich wpływu na jesienne głosowanie do parlamentu. „Goldman Sachs” między innymi napisał, iż „złoty będzie pod presją ze względu na wyższą polityczną niepewność”. „GS” w krótkiej notatce przedstawionej przez agencję Bloomberg, zwraca głównie uwagę na „niepewność dotyczącą polityki fiskalnej”. Prawdopodobnie więc chodzi o powszechnie znane obietnice prezydenta elekta.

Bloomberg poświęca również dość sporo miejsca komentarzowi ING, w którym główny ekonomista polskiego oddziału sugeruje, iż prezes Belka może złożyć rezygnację przed upływem bieżącej kadencji, ze względu na „problemy zdrowotne”. To z kolei umożliwiłoby jeszcze odchodzącemu prezydentowi przedstawienie kandydata na nowego szefa RPP i przyjęcie go przez Sejm.

Ilość spekulacji dotyczących polskiego rynku jest więc cały czas stosunkowo spora. Do tego dochodzi oczywiście sytuacja związana z Grecją. Przedłużanie się obu kwestii może utrzymywać złotego pod presją. Gdy jednak „emocje” opadną, powinniśmy zobaczyć wyraźniejsze odreagowania na parach złotych, a zwłaszcza na EUR/PLN i CHF/PLN.

Spodziewane przedziały par złotowych w zależności od kursu EUR/USD:
Kurs EUR/USD 1.0850-1.0950 1.0750-1.0850 1.0950-1.1050
Kurs EUR/PLN 4.1000-4.1400 4.1000-4.1400 4.1000-4.1400
Kurs USD/PLN 3.7800-3.8200 3.8200-3.8600 3.7400-3.7800
Kurs CHF/PLN 3.9800-4.0200 3.9800-4.0200 3.9800-4.0200
Spodziewane poziomy kursu GBP/PLN w zależności od GBP/USD:
Kurs GBP/USD 1.5450-1.5550 1.5350-1.5450 1.5550-1.5650
Kurs GBP/PLN 5.8200-5.8600 5.8000-5.8400 5.8400-5.8800

 

Autor: Marcin Lipka Źródło: Cinkciarz.pl
Powyższy komentarz nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku. Został on sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Ani autor opracowania, ani Cinkciarz.pl Sp. z o.o. nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu. Kopiowanie bądź powielanie niniejszego opracowania bez pisemnej zgody Cinkciarz.pl Sp. z o.o. jest zabronione.

Ponad 800 mln zł na pomoc kredytobiorcom mieszkaniowym

Polski sektor bankowy zarówno w okresie dużego zainteresowania produktami walutowymi, jak również w okresie zawirowań na rynkach finansowych, światowego kryzysu gospodarczego jak i obecnie, po decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego, prowadzi aktywne działania stabilizujące w obszarze produktów finansowania mieszkalnictwa.

W  pierwszych dniach po gwałtownym wzroście kursu franka w połowie stycznia br. Związek Banków Polskich przygotował rozwiązania, których celem było udzielenie pomocy osobom posiadającym kredyt we franku w spłacie wyższych rat. W tym celu banki uwzględniły ujemne oprocentowanie LIBOR, co wpłynęło na znaczące obniżenie oprocentowania, zmniejszyły wielkość spreadu, zezwoliły na wydłużenie okresu spłaty kredytu i odstąpiły od żądania dodatkowych zabezpieczeń kredytów. Istotą tych propozycji i ich skuteczności jest elastyczne podejście banków do klientów dające możliwość terminowej regulacji zobowiązań. W wyniku podjętych działań rata kredytowa klientów posiadających kredyt w CHF po wprowadzeniu propozycji sektora bankowego powinna być równa lub nieznacznie wyższa od raty sprzed 15 stycznia 2015 roku.

Skutkiem tych działań w bieżącym roku nastąpi uszczuplenie dochodów banków o kwotę ponad 300 mln zł. Działania te banki podejmują w poczuciu odpowiedzialności wobec swoich klientów, sytuacji gospodarczej kraju oraz potrzeby stabilizowania sytuacji w sektorze.

Obecnie sektor bankowy przedstawia propozycje dalszych działań, które skierowane są do niektórych grup klientów. Banki w ramach posiadanych możliwości finansowych i przyzwolenia społecznego pragną w szczególności pomóc rodzinom i osobom uboższym, które nabyły mieszkanie na własne potrzeby oraz osobom dotkniętym zdarzeniami
losowymi. Pomoc ta jest systemowym rozwiązaniem, które banki w ramach swojej działalności mogą samodzielnie zaproponować
– powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz podczas konferencji prasowej 27 maja. – Wymaga
podkreślenia fakt, że w innych krajach, np. USA, Irlandii, Hiszpanii i na Węgrzech pomoc kredytobiorcom była udzielana w ramach programów rządowych
– dodał Prezes ZBP.

Banki zdecydowały się współfinansować zaproponowany przez przedstawicieli władz Fundusz Wsparcia Restrukturyzacji Kredytów Hipotecznych. Banki zadeklarowały zasilenie tego funduszu w łącznej wysokości 125 mln PLN. Zadaniem Funduszu jest wsparcie dla kredytobiorców posiadających kredyty mieszkaniowe w każdej walucie. Przewiduje się, że pomoc udzielana będzie do wysokości 100% raty kapitałowo-odsetkowej w okresie 12 miesięcy, nie więcej niż 1500 PLN
miesięcznie. Udzielenie wsparcia następować będzie w przypadku niekorzystnego zdarzenia losowego u kredytobiorcy, utraty pracy lub choroby. Poza szczególnymi przypadkami pomoc będzie mieć charakter zwrotny.

Banki zdecydowały również o stworzeniu wewnętrznych funduszy stabilizacyjnych skierowanych wyłącznie do kredytobiorców posiadających kredyt we frankach szwajcarskich. W ramach wewnętrznych funduszy system dopłat będzie dostępny po przekroczeniu określonego poziomu granicznego kursu szwajcarskiej waluty. Wsparcie lub pomoc będą udzielane według następującej zasady: mieszkanie do 75 m2 lub dom do 100 m2 i dochód kredytobiorcy niższy od średniej krajowej w momencie złożenia wniosku o podpisanie aneksu. Warunkiem udzielenia pomocy jest regularna obsługa kredytu. Na to rozwiązanie banki łącznie przeznaczą w najbliższym czasie od 300 do 600 mln zł.

Dla skutecznego złagodzenia problemu kredytobiorców mieszkaniowych w walutach niezbędne jest powiązanie inicjatywy sektora bankowego z wdrażaniem odpowiednich regulacji rachunkowych związanych z funkcjonowaniem systemu dopłat oraz rozstrzygnięcia kwestii podatkowych PIT i CIT. Ponadto koniecznym jest jak najszybsze podjęcie prac legislacyjnych, które umożliwią powstanie Funduszu Wsparcia Restrukturyzacji Kredytów Hipotecznych.

Zgodnie z zapowiedzią w najbliższym czasie banki wdrożą rozwiązania umożliwiające kredytobiorcom przenoszenie zabezpieczeń hipotecznych w celu ułatwienia zbycia mieszkania lub jego zamiany.

Całość działań w ujęciu historycznym, dotyczących kredytów mieszkaniowych, w tym kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich, szeroko zaprezentowana została w publikacji „Biała księga kredytów frankowych w Polsce”. Aktywność środowiska bankowego polegała na przedstawianiu postulatów szerszej regulacji rynku kredytów walutowych, wprowadzenia skoordynowanej polityki finansowania mieszkalnictwa oraz konieczność promocji oszczędzania na cele
mieszkaniowe. Obecnie realizowany i wdrażany program wsparcia stanowi poważne obciążenie dla banków i ich klientów i to w warunkach drastycznego wzrostu obciążeń banków w następstwie międzynarodowych i krajowych regulacji, przerzucania na banki i ich klientów kosztów restrukturyzacji SKOK, wprowadzania nowych wymogów kapitałowych,
podwyższania obciążeń na Bankowy Fundusz Gwarancyjny oraz ograniczania przychodów sektora bankowego.

/ ZBP