Finansowanie w ramach programu Horyzont 2020 4,5 mld dla firm w 2014 roku

Tylko w roku 2014 przewidziano 4,5 mld EUR na projekty badawcze w ramach programu Horyzont 2020, podczas gdy cały budżet programu wynosi niemal 80 mld EUR. Najwięcej bo 700 mln EUR, przeznaczono w 2014 r. na technologie informacyjne i komunikacyjne, a na inwestycje w bezpieczną i czystą energię oraz zdrowie, zmiany demograficzne i dobrostan po 600 mln EUR.

„Obecnie przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie z aż 64 konkursów, z których pierwsze będą zamykane już wiosną 2014 r. Warto zwrócić uwagę, że w programie Horyzont 2020 Komisja po raz pierwszy bardzo dokładnie określiła poszczególne tematy pod kątem merytorycznym i sprecyzowała czego powinien dotyczyć projekt badawczy oraz jakie przynieść rezultaty. A to w praktyce oznacza, że wnioski aplikacyjne będą musiały dokładnie odpowiadać na przedstawione oczekiwania, bez możliwości dodawania działań wynikających z własnych potrzeb, a wykraczających poza dany temat badawczy” – wyjaśnia Beata Tylman, dyrektor w zespole ds. pomocy publicznej PwC.

Komisja Europejska jeszcze nigdy nie wyasygnowała tak dużej sumy na poczet jednego programu badawczego, jednak wraz z wysokością środków skomplikowała się także jego struktura. „ Aby ułatwić przedsiębiorcom poruszanie się po konkursach dostępnych w ramach Horyzontu 2020, przygotowaliśmy jako PwC specjalną mapę ilustrującą poszczególne programy i podprogramy oraz ich miejsce na osi czasu” – podkreśla Beata Tylman z PwC.

Horyzont 2020 opiera się na trzech tzw. Filarach, które z kolei dzielą się na Programy i Podprogramy, calle (konkursy) i tematy.

Za priorytetowe w zakresie B+R Komisja Europejska uznała:
– Doskonała baza naukowa, czyli dofinansowanie najlepszych badaczy jako FILAR 1
– Wiodąca pozycja w przemyśle, czyli ugruntowanie europejskiej pozycji w innowacyjnych branżach jako FILAR 2
– Wyzwania społeczne, czyli wsparcie projektów odpowiadających na istotne dla społeczeństwa kwestie jako FILAR 3

„Najbardziej obiecujący z perspektywy firm jest drugi i trzeci filar, który jest skierowany bezpośrednio na dofinansowanie projektów przedsiębiorców. W przypadku Horyzontu 2020 wyjątkowo istotnym czynnikiem sukcesu jest selekcja tych tematów, które najlepiej odpowiadają planowanym projektom. Przy takiej precyzji ze strony Komisji w określeniu zakresów tematycznych, może okazać się, że w momencie wyboru złego konkursu projekt nie otrzymuje dofinansowania, a konkursy do których mógł zostać pozytywnie zakwalifikowany, już są zamknięte” – wyjaśnia Beata Tylman.

W ramach Horyzontu 2020 przewidziano szereg uproszczeń w porównaniu z dotychczasowymi programami KE. „W ramach Horyzontu 2020 wszystkie czynności odbywać się będą drogą elektroniczną, łącznie z podpisaniem umowy oraz częścią sprawozdawczą projektu. Ponadto skróceniu ulegnie czas podpisywania umów do około 8 miesięcy licząc od zgłoszenia wniosku do konkursu, co w praktyce oznacza dla przedsiębiorstw szybszy dostęp do środków” – podkreśla Beata Tylman, dyrektor PwC. W ramach Horyzontu 2020 przewidziano także spójne zasady niezależnie od konkursów (np. sposób rozliczania kosztów pośrednich i bezpośrednich) oraz mniejszą liczbę kontroli i audytów finansowych w projektach.

Nowością w ramach programu Horyzont 2020 jest specjalny instrument – funkcjonujący poza regularnymi konkursami – przeznaczony dla małych i średnich firm. Zakłada on, że przedsiębiorcy mogą składać aplikacje indywidualnie tj. bez tworzenia konsorcjów z przynajmniej 3 niezależnych podmiotów z różnych krajów wymaganych w pozostałych konkursach w ramach Horyzontu 2020.

„Dla wielu firm instrument ten może okazać się bardziej atrakcyjny niż granty dotychczas dostępne w Polsce. Gwarantowany poziom dotacji na etap badań określony został na poziomie 70%, instrument zawiera także wiele ciekawych tematów, w tym dedykowany branży IT. Do pozytywów należy także zaliczyć fakt, że Horyzont 2020 uwzględnia różne fazy trwania projektu – od studium wykonalności, poprzez opracowanie pomysłu, aż do jego wdrożenia na rynek. Bardzo ciekawe jest uwzględnienie coauchingu i mentoringu, które może być szansą dla innowacyjnych i rozwijających się firm” – mówi Beata Tylman.

Ocena projektów w ramach Horyzont 20202 dokonywana będzie na bazie tylko 3 kryteriów merytorycznych, w porównaniu do innych programów badawczych dostępnych w Polsce, to wielokrotnie mniej. Dla każdego z kryteriów przewidziano po 5 punktów: doskonałość (przełomowy charakter prac, rozwiązanie problemu, podejście interdyscyplinarne), wpływ (opis przewidywanych skutków działania, zwiększenie konkurencyjności przedsiębiorstw poprzez innowacje, skuteczność proponowanych środków komunikacji, rozpowszechnianie i wykorzystanie wyników projektu), jakość i efektywność wdrożenia (spójność i skuteczność planu pracy, kompetencje wnioskodawcy/ców, struktury i procedury zarządzania).

W Horyzont 2020 zastosowano także bardzo ciekawe podejście do kwalifikowanych działań w ramach projektu (tzw. actions) i związanych z nimi poziomów gotowości technologii – Technology Readiness Levels (TRL). Rodzaje projektów podzielono na dwa główne typy (w zakresie 2 i 3 filaru, pod kątem projektów dla przedsiębiorców) tj. działania badawcze i innowacyjne – dofinansowanie 100%. Są to projekty badawcze, które tylko w uzasadnionych przypadkach zawierają fazę demonstracji lub pilotażu. Zazwyczaj utożsamia się ten typ z poziomami gotowości technologii do maksymalnie poziomu 6 (skala TRL ma 9 poziomów). Drugi typ to działania innowacyjne – 70% dofinansowania – projekty zazwyczaj zaczynające się od poziomu TRL 5, czyli po testach laboratoryjnych mające na celu demonstrację rozwiązań i doprowadzenie do rozwiązania gotowego do wprowadzenia na rynek. Niektóre tematy badawcze zawierają w swoich opisach wprost oczekiwanie jaki poziom TRL ma być na początku, a jaki na końcu projektu. „Przedsiębiorcy, nawet prowadzący projekty badawczo – rozwojowe, nie zawsze biegle orientują się w poziomach gotowości technologii. Będzie to na pewno zagadnienie, które będzie wymagało zdobycia dodatkowej wiedzy. Wiedza ta przyda się nie tylko w ramach Horyzontu 2020, ale także w polskich programach badawczych, gdzie nomenklatura TRL jest coraz częściej wykorzystywana np. w ramach kryteriów oceny merytorycznej” – mówi Beata Tylman z PwC.

Głównym źródłem informacji oraz miejscem, gdzie będzie się składało wyłącznie elektroniczną aplikację jest tzw. Participant Portal dostępny pod adresem http://ec.europa.eu/research/participants/portal.

Informacje o PwC
PwC to firma działająca w 158 krajach, zatrudniająca ponad 180 tysięcy osób. Dzięki takiej różnorodności doświadczeń i szerokiej bazie wiedzy, jesteśmy w stanie pomóc naszym klientom sprostać wszelkim wyzwaniom biznesowym. Dostarczamy wysokiej jakości rozwiązania odpowiadające na problemy naszych klientów z zakresu prawno-podatkowego, biznesowego i audytorskiego. Zapraszamy do odwiedzenia naszej strony: www.pwc.pl.

KGHM nadal w Respect Index

0

KGHM Polska Miedź S.A. potwierdziła swoje miejsce w elitarnym gronie najbardziej atrakcyjnych i odpowiedzialnych społecznie spółek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Ministerstwo Finansów wprowadza ułatwienia dla podatników

CEO Magazyn Polska

Pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów trafi dziś projekt zmian w Ordynacji podatkowej. Ministerstwo Finansów proponuje m.in. ustalenie pełnomocnictw ogólnych oraz inne ułatwienia dla podatników. 

 Sfinalizowaliśmy prace nad zmianami w Ordynacji podatkowej. Chcemy je wprowadzić po to, żeby ułatwić życie podatnikom, ale też chcemy stworzyć sobie możliwość lepszego przeciwdziałania przestępstwom podatkowym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Cichoń, wiceminister finansów.

Najważniejszą zmianą proponowaną przez resort jest wprowadzenie pełnomocnictw ogólnych w procedurach podatkowych. Dzięki tej modyfikacji prawa podatnicy nie będą musieli już ustalać pełnomocnictwa dla każdej sprawy w urzędzie skarbowym. Będzie możliwe elektroniczne złożenie jednego pełnomocnictwa, które na dodatek nie będzie podlegać opłacie skarbowej. Nadal możliwe będzie składanie pełnomocnictw szczególnych, zarówno w formie elektronicznej, jak i papierowej.

Pozostałe zmiany dotyczą m.in. unowocześnienia zasad doręczania korespondencji oraz nieodpłatnego dostępu do Rejestru Zastawów Skarbowych na ruchomościach.

 – Wprowadzamy także klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania. To jest rozwiązanie zorientowane na duże korporacje, głównie międzynarodowe, które stosują sztuczki prawne, czyli pewne konstrukcje prawne, z założenia prowadzące do obniżenia zobowiązań podatkowych – zaznacza Cichoń.

Powołana zostanie niezależna Rada ds. Unikania Opodatkowania, a ministerstwo będzie wydawać tzw. opinie zabezpieczające, w których znajdą się wyjaśnienia dotyczące tego, co jest dopuszczalne, a co stanowi unikanie opodatkowania.

By poprawić skuteczność walki z szarą strefą, urzędy skarbowe otrzymają także nowe uprawnienia dotyczące dostępu do informacji bankowych.

 – To w gruncie rzeczy zrównanie uprawnień naszych organów podatkowych z uprawnieniami, jakie posiadają dzisiaj organy podatkowe zagraniczne, które mają dość szeroki dostęp w oparciu o umowy międzynarodowe, które zawieramy po to, aby unikać podwójnego opodatkowania – podkreśla Cichoń.

Urzędy skarbowe nadal będą mogły zwrócić się do banków jedynie w toku postępowania podatkowego oraz wtedy, gdy nie uda się uzyskać potrzebnych informacji bezpośrednio od podatnika.

Cichoń przewiduje, że proces uzgodnień międzyresortowych oraz konsultacje społeczne potrwają co najmniej miesiąc. Na razie gotowy jest jedynie projekt założeń – na napisanie ustawy potrzebnych będzie kolejnych kilka miesięcy. Zmiany mogą wejść w życie od 1 stycznia 2015 r. Ministerstwo chciałoby wprowadzić część nowych przepisów wcześniej, ale to zależy od przebiegu konsultacji i prac w parlamencie.

Górnicze spółki straciły miliony przez zmowę cenową dostawców produktów chemicznych dla kopalni

Ponad 18 mln złotych kary zapłacą łącznie trzy firmy za nielegalne porozumienie dotyczące dostaw produktów chemicznych dla górnictwa. W jego wyniku kopalnie mogły stracić nawet 200 mln zł, bo ceny były dwukrotnie zawyżone. UOKiK nałożył karę na zbliżonym do maksymalnego możliwego poziomie.

 – Mamy do czynienia z trzema głównymi graczami na tym rynku, którzy przez co najmniej pięć lat wspólnie ustalali, która ze spółek którą dużą kopalnię będzie obsługiwać. Jest tutaj również formuła zmowy przetargowej, ponieważ przed dużymi przetargami przedstawiciele firm spotykali się i ustalali, kto wygra ten przetarg i za jaką cenę – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

W porozumieniu brały udział firmy Minova Ekochem, A. Weber oraz Schaum-Chemie Mikołów. Najwyższą karę zapłaci pierwsza z nich – ponad 13 mln zł. Kara dotyczy ustawionych postępowań na dostawę klejów poliuretanowych oraz pianek fenolowych i mocznikowych. Dostawcy stosowali nielegalne praktyki co najmniej od 2005 r.

Spółkom przysługuje jeszcze odwołanie do sądu. Zgodnie z prawem UOKiK może nałożyć maksymalną karę za nielegalne praktyki monopolistyczne w wysokości do 10 proc. przychodu danej spółki.

 – Biorąc pod uwagę przychody tych firm, jest to raczej górna strefa. Nie możemy podać dokładnie, jaki to jest procent, w związku z tym, że przedsiębiorcy mają prawo zastrzec swoje przychody jako tajemnicę. Ale mogę zapewnić z całą pewnością, że są to kary bardzo wysokie – podkreśla Krasnodębska-Tomkiel.

Jak zaznacza Maciej Fragsztajn, dyrektor delegatury UOKiK w Katowicach, ucierpiały przede wszystkim Kompania Węglowa, Katowicki Holding Węglowy, Jastrzębska Spółka Węglowa i Lubelski Węgiel Bogdanka. W wyniku nielegalnego działania trzech dostawców kopalnie mogły stracić nawet do 200 mln zł. Ceny produktów w wyniku zmowy mogły być nawet dwukrotnie zawyżone. Jak przypomina Krasnodębska-Tomkiel, porozumienie przedsiębiorców zakończyło się w 2010 r. Niemal natychmiast doprowadziło to do spadku cen o połowę, pomimo tego, że koszty spółek rosły.

W ocenie prezes UOKiK zawyżone ceny są bezpośrednim skutkiem porozumienia dostawców. Kara nałożona przez UOKiK to jednak nie koniec problemów prawnych tych przedsiębiorców. Ich pracownikom grozi też odpowiedzialność karna. W prokuraturze toczy się już postępowanie.

 – Zmowy przetargowe są praktykami monopolistycznymi, które jako jedyne w naszym krajowym porządku prawnym są również ścigane przez prawo karne. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w postępowaniu prowadzonym przez urząd kara nakładana jest na firmę. Natomiast w postępowaniu prokuratorskim, później ewentualny wyrok sądowy, to są kary nakładane na osoby fizyczne – mówi prezes UOKiK.

M. Gronicki: rynek pożyczek pozabankowych powinny regulować reguły ostrożnościowe

Regulacje rynku pożyczek pozabankowych nie powinny mieć charakteru konkretnych nakazów czy zakazów, a raczej reguł ostrożnościowych – uważa ekonomista Mirosław Gronicki. Chodzi o to, by firmy pożyczkowe dokładnie sprawdzały sytuację finansową i historię kredytową nowego klienta, a pożyczkobiorcy zapoznawali się ze wszystkimi dostępnymi informacjami o produkcie, z którego chcą skorzystać.

Ministerstwo Finansów po kilku tygodniach konsultacji społecznych przygotowało nowy projekt założeń w sprawie regulacji rynku pożyczkowego. Zaproponowało m.in. utworzenie rejestru firm pożyczkowych w resorcie gospodarki oraz podniesienie wymagań kapitałowych i prawnych dla podmiotów działających na tym rynku.

Według Mirosława Gronickiego, regulacje rynku powinny pójść przede wszystkim w kierunku ustalenia ładu prawnego i reguł funkcjonowania

 – Uważam, że powinniśmy odejść od szczegółowego ustalania, co dana jednostka gospodarcza powinna robić. Powinniśmy mieć na tyle ogólne reguły prawne, które funkcjonowałyby w sytuacji, kiedy dana jednostka gospodarcza postępuje niewłaściwie. W żadnym wypadku regulacje nie powinny definiować cen, czyli kosztów uzyskania danej pożyczki, wysokości udzielanej pożyczki, czy też innych zakazów i nakazów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Gronicki, ekonomista i były szef resortu finansów.

Zgodnie z najnowszą propozycją resortu, maksymalny koszt pożyczki nie będzie mógł przekroczyć 50 proc. kwoty udzielonej pożyczki.

Eksperci podkreślają, że nałożenie limitów kosztów, może spowodować likwidację części firm pożyczkowych i zmusić wielu Polaków do pożyczania pieniędzy w szarej strefie. Jednak ministerstwo argumentuje, że w ten sposób uchroni wielu kredytobiorców przed wpadnięciem w spiralę zadłużeń. Ekonomista podkreśla, że to nie jest zadanie państwa.

Jeżeli ktoś czuje się niedoinformowany, to szuka innych sposobów znalezienia informacji – wyjaśnia Mirosław Gronicki. – Jeżeli ktoś podejmuje decyzje o pożyczeniu pieniędzy bez żadnej dodatkowej informacji o produkcie, jego realnych kosztach, to sam popełnia błąd, więc trudno, żeby państwo brało w ochronę ludzi, którzy sami o siebie nie dbają.

Jego zdaniem w kwestii przepisów rynek potrzebuje tzw. reguł ostrożnościowych.

 – Przykładowo, nie można udzielać pożyczki komuś, kto nie wykazuje żadnego dochodu, czyli co do którego wiadomo, że może popaść w tzw. dziurę zadłużeniową i może mieć kłopot – tłumaczy ekonomista.

Resort finansów proponuje również, by wszyscy kredytodawcy – zarówno banki, jak i firmy z sektora pożyczkowego – miały na zasadzie wzajemności dostęp do baz danych, czyli Biura Informacji Kredytowej.

Wśród prezentów dla pracowników przeważają bony. Tradycją są też firmowe Wigilie

CEO Magazyn Polska

65 proc. pracodawców organizuje spotkania wigilijne dla pracowników. Większość wybiera do tego siedzibę firmy, rzadziej Wigilię organizują w restauracjach czy klubach. W prezencie najczęściej pracownicy otrzymują bony lub kosze podarunkowe. Przedświąteczne zwyczaje w firmach to nie tylko sposób na budowanie relacji między pracownikami, ale również wizerunku firmy jako dobrego pracodawcy.

Z badania firmy Randstad i TNS OBOP wynika, że 72 proc. ma dla swoich pracowników jakieś atrakcje świąteczne. 

 – Organizowanie spotkań wigilijnych w biurach stało się już tradycją. Nawet podczas kryzysu nie rezygnowano z tego typu przyjęć, najwyżej ograniczano budżety – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bucki, ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni. 

Jak wynika z danych UCMS Group Poland, 65 proc. pracodawców deklaruje, że zamierza w tym roku, i robi to regularnie, zorganizować przedświąteczne spotkanie z pracownikami. Formy takiego wydarzenia mogą być różne – począwszy od poczęstunku w siedzibie firmy, skończywszy na zajęciach integracyjnych, dużych imprezach w klubach czy wspólnych wyjazdach.

 – Często firmy organizują różnego typu akcje, których nikt się nie spodziewa – mówi Bucki. – Jest to szczególnie popularne w branży kreatywnej. Mogą to być np. wspólne wyjazdy, chociaż nie zawsze spotykają się z dużym zainteresowaniem, gdyż każdy jest zajęty własnymi przygotowaniami.

Według eksperta, organizowanie przez pracodawcę przedświątecznych spotkań to nie tylko tradycja, ale również budowanie dobrych relacji między pracownikami i z pracownikami, a co za tym idzie, również budowanie własnego wizerunku jako przyjaznej firmy.

 – Mamy do czynienia z tzw. employer branding, czyli budowaniem własnego wizerunku na podstawie relacji z obecnymi pracownikami po to, żeby dobrze pozycjonować się na rynku jako dobry pracodawca – wyjaśnia Piotr Bucki.

Dla części pracodawców alternatywą dla wigilijnego spotkania będą prezenty. Blisko co trzecia badana przez Randstad i TNS OBOP firma ufunduje pracownikom bony podarunkowe, co czwarta – premie okolicznościowe. 22 proc. deklaruje, że będą to mniejsze lub większe upominki dla pracownika lub jego rodziny.

Wybór prezentów dla partnerów biznesowych zależy od tego, w jakiej branży firma działa i jakie są relacje business to business.

 – Najczęściej są to prezenty eleganckie: biurowe zestawy, pióra, czasami albumy, książki. To rzeczy bardzo bezpieczne, ponieważ raczej nie mogą ani urazić, ani spowodować dyskomfortu osoby obdarowanej – podkreśla Piotr Bucki. – Absolutnie odpadają prezenty związane z modą, odzieżą, gdyż łatwo nie trafić w czyjś gust. Na pewno nie powinny to być bony, podobnie kosze podarunkowe z produktami spożywczymi – mogą być uznane za coś wyświechtanego, za pójście po linii najmniejszego oporu.

Internauci coraz częściej kupują na raty. Niektóre e-sklepy notują co miesiąc 30-proc. wzrost zainteresowania płatnościami ratalnymi

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba Polaków płacących w ratach za zakupy w internecie. Coraz wyższa jest też średnia wartość takich transakcji. W systemie PayU wynosi ona pomiędzy 1200 a 1500 zł, a 30 proc. transakcji przekracza 2000 zł. Przed świętami spodziewane jest wzmożone zainteresowanie płatnościami ratalnymi online. 

 – Po wakacjach systematycznie odnotowujemy wzrosty na platformach, które badamy. Przykładowo jeden ze współpracujących z PayU marketów, Agito.pl, w październiku odnotował ponad 30-proc. wzrost sprzedaży na raty względem września. Myślę, że przed świętami ta tendencja się utrzyma – mówi Monika Radaszewska, Product Manager w PayU.

Z rat online korzystają raczej młodsi klienci – przeciętny wiek biorącego raty to 35 lat, ale najstarszy internauta miał 80 lat. Monika Radaszewska podkreśla, że ponad 20 proc. użytkowników decyduje się na ponowny zakup w internecie na raty. Jej zdaniem, wpływa na to m.in. fakt, że proces zakupu jest krótki i nieskomplikowany. Trwa kilkanaście minut i nie wymaga żadnych dokumentów, ani podpisywania papierowej umowy, wszystko można załatwić online.

Dlatego też, według Moniki Radaszewskiej, popularność tej formy płatności będzie systematycznie rosła. PayU zapowiada wprowadzenie kolejnych ułatwień dla internautów.

 – Dla wybranej grupy użytkowników będzie możliwość podstawienia automatycznie wszystkich danych wymaganych we wniosku kredytowym. Dzięki temu wypełnienie wniosku będzie możliwe nawet jednym kliknięciem. Kolejną funkcjonalnością dla wybranej grupy użytkowników Allegro, z najlepszą historią, najlepszymi komentarzami, jest możliwość otrzymania limitu kredytowego ważnego 60 dni, w ramach którego bez weryfikowania dochodów użytkownik ma pewność, że zostanie mu przyznana pożyczka – zapowiada Monika Radaszewska.

Większość osób korzystających z systemu płatności ratalnych PayU to mężczyźni. Stanowią oni aż 70 proc. użytkowników. Najczęściej kupowanymi w ten sposób produktami są telefony, laptopy, części samochodowe, rowery i meble. Na szóstym miejscu znalazło się damskie obuwie.

 – Zakupy na raty pozwalają na zakup droższych i być może lepszej jakości produktów, na które internauta nie mógłby sobie pozwolić, gdyby musiał zapłacić gotówką bądź inną metodą płatności. To powoduje wzrost średniej wartości transakcji ratalnej. Najwięcej transakcji, ponad 35 proc. opiewa na kwoty powyżej 1000 zł, a 30 proc. stanowią transakcje powyżej 2000 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Radaszewska.

Maksymalna wartość zakupów, jakie można wziąć na raty PayU to 20 tys. zł.

PayU SA jest dostawcą kompleksowych rozwiązań w zakresie płatności internetowych. Spółka prowadzi system autoryzacji i rozliczeń płatności, a jej działalność w tym zakresie jest nadzorowana przez Prezesa Narodowego banku Polskiego. W ubiegłym roku, po uzyskaniu zgody KNF-u, rozpoczęła także działalność jako instytucja płatnicza. PayU jako pierwsza firma w Polsce umożliwiła w czerwcu 2012 r. płatność za zakupy na raty przyznawane całkowicie online – bez podpisywania papierowej umowy i dostarczania zaświadczeń o dochodach z miejsca zatrudnienia. Z tej formy płatności można już korzystać w ponad 6 tysiącach e-sklepów współpracujących z PayU oraz na platformie handlowej Allegro. PayU należy do międzynarodowego koncernu Naspers, podobnie jak serwis Allegro.

Joanna Przetakiewicz: Polaków stać na luksus

CEO Magazyn Polska

Joanna Przetakiewicz, właścicielka i dyrektor kreatywna marki La Mania, uważa, że produkty luksusowe stają się coraz bardziej dostępne dla polskich klientów. Polacy częściej mogą sobie pozwolić na wydawanie pieniędzy na przyjemności i zwracają większą uwagę na jakość kupowanych produktów.

Joanna Przetakiewicz podkreśla, że luksus to nie tylko jachty i sportowe samochody, które na całym świecie dostępne są tylko dla garstki klientów. Produkty luksusowe to także dobre kosmetyki i ubrania, na które może sobie pozwolić coraz więcej osób.  

– Moim założeniem, od momentu powstania firmy, było stworzenie marki luksusowej, ale jednak dostępnej. Takiej, która będzie mogła bez żadnych kompleksów konkurować z markami z krajów zachodnich, a jednocześnie będzie spełniała oczekiwania Polek – powiedziała agencji informacyjnej Newseria Joanna Przetakiewicz.

Wspominając swoje początki w branży, Joanna Przetakiewicz sięgnęła do czasów, kiedy jej firma zatrudniała zaledwie garstkę pracowników i jej właścicielka uczyła się wyłącznie na własnych błędach. Nie istniały wówczas inne butiki o podobnym profilu, niedostępne były również dane, na podstawie których można było szybko i sprawnie stworzyć biznesplan.

 – Pamiętam jak na samym początku, nie mając jeszcze doświadczenia, wyprodukowałam pierwszą kolekcję do butiku La Manii. Otworzyliśmy butik pod koniec września, a do końca listopada prawie cała kolekcja została wyprzedana. Menadżer butiku stwierdził, że to katastrofa, sprzedaliśmy prawie wszystko i co teraz? Zostaliśmy bez towaru w najlepszym momencie sprzedażowym, czyli w okresie przedświątecznym. Byłam przerażona, bo nie wiedziałam, co zrobić dalej. W związku z tym musiałam błagać fabryki, które dla nas produkowały kolekcję, żeby wyprodukowały chociaż kilka dodatkowych modeli, co wcale nie było takie łatwe – wspomina Przetakiewicz.

Założona w 2010 roku La Mania szybko stała się rozpoznawalną i szanowaną na rynku marką. Honorowym ojcem chrzestnym firmy jest projektant Karl Lagerfeld, autorytet w świecie mody.

Przygotowania do świąt stresują co czwartego Polaka

Przygotowania do świąt <a title=stresują co czwartego Polaka" title="Przygotowania do świąt stresują co czwartego Polaka" />

stresu.png” alt=”CEO Magazyn Polska” />

Aż 25 procent Polaków stresuje się przygotowaniami do świąt i zakupem prezentów. Wybierają więc najprostsze rozwiązania. Jak pokazują badania, Polacy przy wyborze świątecznych prezentów nie wykazują się zbyt dużą wyobraźnią i kreatywnością. Co więcej, niemal każdego roku stawiają na takie same upominki.

 – 84 proc. Polaków kupi prezenty dla siebie, dla najbliższych, dla rodziny. 44 proc. z nas wybierze perfumy, a 37 proc. innego rodzaju kosmetyki – mówi agencji informacyjnej Newseria Elżbieta Plichta z perfumerii Douglas.

Najczęściej wynika to z tego, że zakupy i przedświąteczne przygotowania zostawiamy na ostatnią chwilę. Prezenty kupowane są więc w pośpiechu i bez zastanowienia.

 – Aż 25 proc. Polaków powiedziało nam, że dla nich święta to przede wszystkim stres i nerwy. To bardzo ciekawe, dlatego że cała branża handlowa robi wszystko, żeby ten czas umilić, żeby był jak najbardziej przyjemny i bezstresowy – mówi Elżbieta Plichta.

Dlatego w tym czasie ważne jest, by sklepy oprócz szerokiego asortymentu gwarantowały klientowi także komfort, by nie musiał robić zakupów w pośpiechu, tylko mógł liczyć na zrozumienie i fachową pomoc. Dobrze też przygotować sobie wcześniej listę rzeczy, które będą nam potrzebne.

 – Myślę, że dobrze wybrać się do takiego sklepu, który proponuje bezpłatne doradztwo, fachową radę konsultantów, sprzedawców. Który również, jak na przykład Douglas, oferuje bezpłatny makijaż na jakieś świąteczne wyjście, czy nawet masaż dłoni dla najbardziej zestresowanych – radzi Elżbieta Plichta.

Grudzień miesiącem żniw dla dostawców paczek. Paczkomaty przeżywają szturm

Rafał Brzoska, InPost, Integrer.pl

Okres przedświąteczny to ogromne obciążenie i wyzwanie dla firm transportowych i operatorów logistyki. Z jednej strony stosunkowo krótki okres wymaga wzmożonego wysiłku, z drugiej – pod względem finansowym to dla branży okres żniw.

 – Notujemy 250-procentowy wzrost rok do roku liczby paczek przechodzących przez paczkomaty. W porównaniu do średniej z całego roku jest to wzrost ruchu o prawie 400 proc. – mówi Rafał Brzoska, prezes firmy Integer.pl, właściciel InPostu.

Paczkomaty polskiej spółki działają już w wielu krajach na świecie, jednak wciąż najważniejszy jest polski rynek. Sieć liczy już 1100 maszyn i jest rozbudowywana o kolejne, jak również do już stojących paczkomatów dodawane są kolejne skrytki.

Jak deklaruje prezes, paczki będą dowożone nawet przed samą Wigilią.

 – Jeżeli spojrzeć na terminowość dostaw, standardowo 98,5 proc. przesyłek dostarczanych jest w ciągu 24 godzin, a w grudniu ten wskaźnik wynosi około 28-29 godzin. Wolniej przy tak wielkim obciążeniu, ale i tak lepiej w porównaniu z firmami kurierskimi, które notują gigantyczne opóźnienia – stwierdza prezes Integer.pl.

Problemy transportowe powoduje także masa przesyłek, chociaż dominują stosunkowo drobne przedmioty.

 – Najczęściej mamy do czynienia z przesyłkami do trzech kilogramów. To głównie drobne upominki, gry, filmy, książki, drobna elektronika. Ostatnio największe zainteresowanie klientów budzą produkty modowe, jak buty, ubrania oraz dodatki do ubrań i kosmetyki – komentuje Rafał Brzoska.

Przewagą paczkomatów jest ich całodobowość. Około 60 proc. paczek klienci odbierają w nocy i w weekendy, kiedy większość placówek pocztowych i firm kurierskich nie działa.

Brzoska podkreśla, że rok temu przed świętami paczkomaty były na ósmym miejscu najchętniej wybieranych sposobów dostarczenia przesyłek. W tym roku są już czwartym dostawcą w e-handlu. Prezes Grupy Integer liczy na to, że w przyszłym roku paczkomaty znajdą się na pierwszej lub drugiej pozycji.

 – Pomaga współpraca z dużymi graczami, np. z Samsungiem. Tym bardziej, że dotyczy ona nie tylko dostaw do klientów, lecz także logistyki odwróconej – nowoczesnej formy zwracania zepsutego sprzętu. To jest przyszłość – paczkomaty będą najtańszą i najwygodniejszą ofertą na rynku – przekonuje Brzoska.

Firma zamierza jednak skupić się również na ofercie dla mniejszych e-sklepów, nadających do 30 paczek miesięcznie.

InPost jest dziś drugim największym po Poczcie Polskiej dostawcą listów i paczek w kraju. Spółka działa od 2006 roku. Przesyłki firmy docierają do ponad 8 tysięcy miast w Polsce.

Rośnie sprzedaż kredytów i pożyczek świątecznych

Czas przedświąteczny sprzyja intensywnym kampaniom marketingowym banków i firm pożyczkowych. Efekty widać, bo przed świętami Polacy zaciągają więcej kredytów niż w innych okresach. Najwięcej klientów pożycza niewielkie sumy – od 1000 do 2000 zł, a okres spłaty wynosi zwykle 12 miesięcy. 

Czas okołoświąteczny jest specyficzny i wydajemy wtedy więcej niż w innych okresach roku. Reklamy produktów kredytowych w tym okresie jeszcze wzmacniają naszą chęć pożyczania pieniędzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karol Wilczko, wiceprezes Comperia.pl. – Polacy pożyczają pieniądze na święta zarówno z banków, jak i innych instytucji. W ostatnich latach, a zwłaszcza ostatnich 12 miesiącach, trend pożyczania z instytucji pozabankowych jeszcze się nasilił.

Najczęściej Polacy przed świętami korzystają z kredytów gotówkowych, a także pożyczek na mniejsze kwoty. Mniej popularną formą pożyczania pieniędzy są karty kredytowe.

 – Należy podkreślić, że kredyty gotówkowe, często nazywane świątecznymi, to te same kredyty, które są udzielane przez banki przez cały rok, tylko inaczej opakowane – przypomina Wilczko. – Czasami są jakieś dodatkowe promocje, jednak to nadal jest kredyt gotówkowy i nadal trzeba być ostrożnym.

Te dodatkowe promocje to np. gadżet dodawany do każdego kredytu, odsunięcie w czasie terminu spłaty pierwszej raty, obniżone oprocentowanie czy uniknięcie standardowej prowizji.

 – Najpopularniejsze pożyczki są na mniejsze kwoty 1000-2000 zł i na okres 12 miesięcy, czyli do następnych świąt – podkreśla Karol Wilczko.

Dodaje, że podobnie jak przy zwykłym kredycie, żeby znaleźć najkorzystniejszy, trzeba porównać wiele ofert dostępnych na rynku.

 – Trzeba porównać rzeczywiste stopy oprocentowania, które uwzględniają wszystkie koszty związane z udzielonym kredytem i mądrze wybrać. Pamiętajmy, że spłacamy kredyt w miesięcznych ratach i one muszą być dostosowane do naszych możliwości finansowych – radzi wiceprezes Comperia.pl. – Nie powinno być problemu, jeśli mamy stałe źródło dochodów. Gorzej, jeśli pożyczamy pieniądze, nie mając pewnego źródła przychodów. Może wtedy powstać problem ze spłatą, a koszty windykacji i restrukturyzacji takich kredytów czy pożyczek są wysokie.

Firmy budowlane wciąż nie mogą wyjść na prostą

Firmy budowlane wciąż nie mogą wyjść na prostą, rok do roku przychody 15 największych spadły o 7,1mld zł. Po 3 kwartałach 2013. W najbliższych latach w Polsce zrealizowanych zostanie wiele znaczących inwestycji budowlanych. Prognozowany wzrost gospodarczy i konieczność budowy nowej oraz modernizacji przestarzałej infrastruktury transportowej, energetycznej i z zakresu ochrony środowiska zaowocują zapewne dużym ożywieniem w branży budowlanej. Jednocześnie eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Polskie spółki budowlane – kluczowi gracze, perspektywy rozwoju” zwracają uwagę, że należy zastanowić się, w jaki sposób efektywnie kształtować warunki współpracy między wykonawcami a inwestorami publicznymi, aby nowa perspektywa finansowa 2014-2020 nie okazała się ponownie okresem wyzwań dla branży budowlanej.

Rok 2012 nie należał w branży budowlanej do najbardziej udanych. Łączne przychody 15 największych spółek spadły w tym okresie o 7,1 mld zł, czyli o 16,9 proc. w porównaniu do przychodów osiągniętych w 2011 roku. Co prawda firmy z tego segmentu osiągały przychody na relatywnie wysokich poziomach w porównaniu do lat poprzednich, nie miało to jednak przełożenia na ich wyniki finansowe i wartość rynkową. W przypadku analizowanych przez Deloitte największych graczy średnia ważona marża operacyjna spadła do poziomu minus 13,14 proc. (plus 2,75 proc. rok wcześniej), marża netto do poziomu minus 14,6 proc. (plus 2,2 proc. rok wcześniej), a kapitalizacja rynkowa była niższa o 33 proc. w porównaniu do roku poprzedniego „Ta zła sytuacja wynikała w głównej mierze z wykonania nierentownych kontraktów drogowych. Pogarszająca się sytuacja finansowa, wszechobecne zatory płatnicze oraz brak elastyczności inwestorów publicznych w negocjacjach z generalnymi wykonawcami zaowocowały falą upadłości, która zagroziła nawet największym graczom notowanym na warszawskim parkiecie. Bezpośrednio przełożyło się to także na trudności z uzyskaniem kredytów na finansowanie kolejnych umów budowlanych” – wyjaśnia Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audytu Deloitte.

Trudny rok dla branży budowlanej znalazł odzwierciedlenie także w osiągniętym przez spółki wyniku operacyjnym (EBIT – różnica pomiędzy przychodami i kosztami operacyjnymi). Dla 15 największych firm jego średnia ważona wartość spadła z poziomu zysku operacyjnego wynoszącego 77,5 mln zł w roku 2011 do poziomu straty operacyjnej w wysokości 308 mln zł w roku kolejnym. Istotny wpływ na tą sytuację miały przede wszystkim straty poniesione przez Grupę PBG oraz Grupę Polimex Mostostal. Należy także zauważyć, że w roku 2012 aż siedem spółek (w 2011 roku trzy) z rankingu osiągnęło ujemny EBIT. Pozostałym ośmiu podmiotom udało się wypracować zysk. Kolejnym wskaźnikiem odzwierciedlającym złą ubiegłoroczną kondycję największych firm budowlanych jest wynik netto. Średnia ważona jego wartość dla 15 największych spółek była ujemna i wynosiła 327 mln zł.

Przygotowany przed Deloitte ranking otwiera Grupa Budimex, kontrolowana przez hiszpańską Grupę Ferrovial z przychodami w 2012 roku przekraczającymi 6 mld zł. Jako jedyny podmiot z pierwszej piątki w porównaniu do roku 2011 Budimex zanotował wzrost przychodów o 10,2 proc., zdecydowanie wyprzedzając swoich najważniejszych konkurentów. Na drugim miejscu uplasował się austriacki Strabag z przychodami na poziomie 4,9 mld zł. „Warto jednak zaznaczyć, że Grupa Strabag zanotowała jeden z najwyższych co do wielkości spadków przychodów wśród spółek z pierwszej piętnastki, wynoszący aż 41,5 proc., co w wartościach bezwzględnych wynosi ok. 3,5 mld zł” – mówi Maciej Krokosiński, Menedżer w Dziale Audytu Deloitte. Na trzecim miejscu znalazła się Skanska. Szwedzi stracili do lidera 1,8 mld zł, odnotowując w 2012 roku prawie 8,6 proc. spadek przychodów. W ubiegłym roku zaledwie czterem z analizowanych spółek udało się podnieść przychody, a aż jedenaście podmiotów zanotowało ich spadek.

Jest co prawda za wcześnie by podsumowywać obecny rok, ale po wynikach spółek z tego sektora za III kwartały 2013 roku notowanych na warszawskim parkiecie widać, że ostatnie 12 miesięcy nie przyniosły znaczącej poprawy. Na bazie tych informacji można zauważyć, iż przychody ośmiu spółek, które znalazły się w naszym rankingu spadły rok do roku o 27,6%.

Czy jest szansa na trwałą poprawę sytuacji w branży budowlanej? „Kluczowymi czynnikami determinującymi rozwój tego sektora będą wzrost gospodarczy, konieczność modernizacji przestarzałej infrastruktury oraz dostępność środków z budżetu UE, a także dostępność finansowania ze źródeł publicznych i prywatnych” – mówi Patryk Darowski, Menadżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

W obecnej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 Polska jest w czołówce pod względem wielkości środków przyznanych przez UE (łącznie w ramach Polityki Spójności mamy otrzymać 82,5 mld euro, w tym 27,5 mld euro do rozdysponowania centralnie na Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko), co będzie stanowiło istotne źródło finansowania planowanych inwestycji infrastrukturalnych. Dodatkowo powstał rządowy program Inwestycje Polskie, którego celem jest wspieranie inwestycji o długim horyzoncie czasowym ze środków z BGK i specjalnie do tego celu utworzonej spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe.

„Największe pod względem wartości inwestycje planowane są w sektorach budownictwa drogowego, kolejowego, energetycznego oraz ochrony środowiska. Na inwestycje w budownictwie drogowym w latach 2014-2020 tylko w oparciu o załączniki 5 i 6 do Programu Budowy Dróg Krajowych zostanie przeznaczone około 40 mld zł, co stwarza dobre perspektywy dla spółek zajmujących się budową dróg.” – podkreśla Jarosław Dąbrowski, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte. Z kolei duża część infrastruktury energetycznej jest przestarzała, powstaje więc konieczność jej wymiany oraz modernizacji. W latach 2013-2030 planowana jest budowa 27 GW nowych mocy wytwórczych (z czego 13 GW w latach 2013-2020). Wartość podpisanych kontraktów na budowę większych jednostek nowych mocy wytwórczych przekroczyła już 24,7 mld zł, co odpowiada około 4 GW mocy wytwórczych.

W budownictwie kolejowym w latach 2013-2015 wartość planowanych inwestycji ma wynieść około 25 mld zł. Fundusze te zostaną w głównej mierze przeznaczone na poprawę stanu technicznego linii kolejowych oraz na przystosowanie ich do obsługi szybkich połączeń. Łączna kwota finansowania, którą PKP PLK planuje pozyskać na cele inwestycyjne w latach 2014-2020 wynosi około 36 mld zł.

Pod względem planowanych i znanych publicznie kwot największe nakłady planowane są w sektorze ochrony środowiska w zakresie gospodarki wodnej (ponad 250 mld zł do 2030 roku). Należy jednak zaznaczyć, że zdecydowana większość tych wydatków ma dotyczyć dalekiej perspektywy tj. lat 2017-2030 i nie jest jeszcze znany szczegółowy katalog inwestycji ani źródła ich finansowania.

„Wszystkie te czynniki powodują, że perspektywy dla branży budowlanej w Polsce wyglądają obiecująco. Planowane są nowe, kluczowe dla rozwoju polskiej gospodarki inwestycje i zagwarantowane znaczne środki z UE. Warto jednak zastanowić się, w jaki sposób efektywnie kształtować warunki współpracy w szczególności między wykonawcami a inwestorami publicznymi, którzy odpowiadają za znaczącą część wszystkich inwestycji infrastrukturalnych w Polsce, aby nowa perspektywa finansowa 2014-2020 nie okazała się ponownie okresem wyzwań. Dodatkowym impulsem rozwoju sektora budownictwa w Polsce może stać się natomiast rozważane coraz częściej przez samorządy i władze centralne, realizowanie inwestycji w ramach formuły partnerstwa publiczno-prywatnego” – podsumowuje Jarosław Dąbrowski.

Źródło: Sprawozdania finansowe za okres 2011-2012
* dane finansowe za 2011 rok zostały uzgodnione do sprawozdania za 2012 po korektach bilansu otwarcia
** z uwagi na brak skonsolidowanych sprawozdań finansowych, przychody Grupy Strabag obejmują dla uproszczenia sumę przychodów spółek Strabag Sp. z o.o., Polski Asfalt Sp. z o.o. oraz Heilit + Woerner Sp. z o.o.
***dane finansowe za 2012 rok zostały skorygowane o korektę błędu podstawowego wprowadzoną w sprawozdaniu za III kwartały 2013 roku, w zakresie dotyczącym roku 2012.

Zupełnie nowy Mac Pro dostępny od jutra

Firma Apple poinformowała dziś, że od czwartku, 19 grudnia, można będzie zamawiać komputer Mac Pro w zupełnie nowym wcieleniu. Nowy Mac Pro został gruntownie przeprojektowany i ma najnowsze procesory Intel Xeon, dwa procesory graficzne klasy typowej dla stacji roboczych, pamięć masową flash z magistralą PCIe i ultraszybką pamięć RAM ECC.

Ten stacjonarny komputer klasy profesjonalnej o bezkompromisowej wydajności, zbudowany wokół innowacyjnego centralnego rdzenia chłodzącego, mieści się w aluminiowej obudowie o wysokości nieco ponad 25 cm i w jednej ósmej objętości poprzedniego modelu Mac Pro. Nowy Mac Pro dostępny w konfiguracjach z 4-, 6-, 8- lub 12-rdzeniowym procesorem Intel Xeon, który dzięki technologii Turbo Boost osiąga częstotliwość taktowania dochodzącą do 3,9 GHz. Ma także dwa procesory graficzne (GPU) AMD FirePro klasy typowej dla stacji roboczych, dzięki którym nowy model osiąga nawet ośmiokrotnie większą wydajność grafiki niż Mac Pro poprzedniej generacji.* Pamięć masowa flash z magistralą PCIe pod względem szybkości odczytu sekwencyjnego 10-krotnie przewyższa tradycyjne dyski twarde stosowane w komputerach stacjonarnych, natomiast pamięć RAM typu DDR3 ECC osiąga przepustowość 60 GB/s, co pozwala na płynny montaż wideo w pełnej rozdzielczości 4K i jednoczesne renderowanie efektów w tle. Nowy Mac Pro niespotykanie wysoko stawia poprzeczkę, jeśli chodzi o możliwości współpracy z urządzeniami peryferyjnymi. Ma, co aż niewiarygodne, sześć portów Thunderbolt 2, a każdy z nich może z każdym urządzeniem komunikować się z przepustowością nawet 20 Gb/s. W rezultacie komputer jest w stanie współpracować nawet z 36 szybkimi urządzeniami, w tym z najnowszymi monitorami o rozdzielczości 4K.

Ceny i dostępność
Mac Pro jest dostępny z czterordzeniowym procesorem Intel Xeon E5 taktowanym częstotliwością 3,7 GHz (z Turbo Boost do 3,9 GHz), dwoma procesorami graficznymi AMD FirePro D300 (i po 2 GB pamięci VRAM dla każdego z nich), 12 GB pamięci RAM oraz 256 GB pamięci masowej flash z magistralą PCIe; a także z 6-rdzeniowym procesorem Intel Xeon E5 taktowanym częstotliwością 3,5 GHz (z Turbo Boost do 3,9 GHz), dwoma procesorami graficznymi AMD FirePro D500 (i po 3 GB pamięci VRAM dla każdego z nich), 16 GB pamięci RAM i 256 GB pamięci masowej flash z magistralą PCIe. Opcje konfiguracji na zamówienie obejmują szybsze 8- lub 12-rdzeniowe procesory Intel Xeon E5, procesory graficzne AMD FirePro D700 z 6 GB pamięci VRAM, do 64 GB pamięci RAM i do 1 TB pamięci masowej flash z magistralą PCIe. Dodatkowe dane techniczne oraz informacje o opcjach konfiguracji na zamówienie i akcesoriach są dostępne w Internecie, na stronie www.apple.com/pl/mac-pro.

Nowego Maca Pro będzie można zamawiać od czwartku, 19 grudnia, u wybranych sprzedawców Apple Authorised Reseller.

*Testy przeprowadzone przez firmę Apple w październiku 2013 roku na przedprodukcyjnych egzemplarzach Maca Pro z 12-rdzeniowym procesorem 2,7 GHz, 1 TB pamięci masowej flash i procesorem graficznym AMD FirePro D700 oraz na oferowanych wówczas w sprzedaży komputerach Mac Pro z 12-rdzeniowym procesorem 3,06 GHz, dyskiem SSD 512 GB i procesorem graficznym ATI Radeon HD 5870.

Ministerstwo Finansów zmienia propozycje regulacji rynku pożyczkowego

Resort finansów zakończył konsultacje w sprawie regulacji rynku pożyczek. Najważniejsze zmiany w projekcie założeń to podniesienie limitu kosztów z 30 proc. do 50 proc. wartości pożyczki oraz propozycja utworzenia rejestru firm pożyczkowych w Ministerstwie Gospodarki, a nie – jak pierwotnie proponowano – w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Działalność na rynku pożyczek pozabankowych będą mogły prowadzić tylko spółki akcyjne i z ograniczoną odpowiedzialnością, a minimalny wymagany kapitał będzie na poziomie 200 tys. zł, a nie jak zakładano wcześniej – 60 tys. zł.

  Po konsultacjach powstał nowy projekt, w którym proponujemy, aby rejestr firm pożyczkowych był prowadzony przez ministra gospodarki – mówi Agnieszka Wachnicka, zastępca dyrektora departamentu rozwoju rynku finansowego w Ministerstwie Finansów. – Ministerstwo Gospodarki już prowadzi Centralną Ewidencję Informacji Gospodarczej i ma w tym zakresie doświadczenia.

W pierwszym wariancie resort proponował, by to UOKiK prowadził taki rejestr. Jednak partnerzy społeczni, z którymi konsultowany był projekt, wskazali, że może budzić wątpliwości skupienie kompetencji w jednej instytucji, która z jednej strony zajmowałaby się ochroną konsumentów, a z drugiej – prowadziłaby rejestr podmiotów gospodarczych.

 – Wprowadzamy też ograniczenia form prawnych spółek – mogą to być wyłącznie spółki akcyjne lub z ograniczoną odpowiedzialnością. Chcemy także podnieść wymagania dotyczące ich kapitału. W pierwszym projekcie planowaliśmy wymóg 60 tys. zł, teraz podnieśliśmy go do 200 tys. zł – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Wachnicka. – Jeżeli podmiot ma wykonywać działalność polegającą na udzielaniu kredytów, to powinien posiadać środki umożliwiające prowadzenie takiej działalności. Stąd wymóg 200 tys. zł jako niezbędnego minimum sankcjonującego taką działalność – podkreśla.

Kolejne zmiany, które Ministerstwo Finansów wprowadziło po konsultacjach, dotyczą maksymalnego kosztu kredytu. Już w pierwszym projekcie założeń resort zrezygnował z formuły RRSO, czyli rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania, jako zupełnie nieadekwatnej do pożyczek krótkoterminowych. Zaproponowano więc wprowadzenie limitu kosztów na poziomie 30 proc. wartości pożyczki

 – W nowej wersji ustawy wprowadzamy limit 50 proc. kosztów pozaodsetkowych. Zmiana to skutek analiz przeprowadzonych przez partnerów społecznych, dowodzących, że niższy próg powodowałoby eliminację z rynku działalności w niektórych segmentach. I to niekończenie krótkoterminowych – zaburzenia wpłynęłyby na rynek pożyczek długoterminowych oraz pożyczek w wyższych kwotach. Stąd decyzja o podniesieniu limitu z jednoczesnym zastrzeżeniem, że te koszty powinny odzwierciedlać rzeczywiste ryzyko i rzeczywiste koszty poniesione przez przedsiębiorcę – tłumaczy przedstawicielka Ministerstwa Finansów.

Niezwykle wrażliwą kwestią jest wymiana informacji, która pozwala ocenić kredyto- lub pożyczkobiorcę i jego możliwości finansowe. Brak takich danych podnosi ryzyko działalności firm pożyczkowych i banków, umożliwia też nieuczciwym klientom na korzystanie z kilku usług jednocześnie. Dlatego w projekcie ministerstwa zmieniono zasady wymiany informacji między instytucjami działającymi w sektorze bankowym i poza nim.

 – Proponujemy, żeby kredytodawcy mogli korzystać z baz danych – czyli z BIK – na zasadzie wzajemności. Takie podmioty będą mogły dostarczać informacje i je otrzymywać, by zapewnić pełną informację na rynku, by banki miały informację o zobowiązaniach zaciąganych poza sektorem bankowym, a kredytodawcy niebankowi wiedzieli, czy klient posiada już zobowiązanie w banku – wyjaśnia Agnieszka Wachnicka.

Projekt założeń nowych regulacji został skierowany do ponownych uzgodnień międzyresortowych. Na początku przyszłego roku ustawa zostanie przekazana do zatwierdzenia przez Radę Ministrów. Do Sejmu trafi prawdopodobnie wiosną i – być może – wejdzie w życie w drugiej połowie przyszłego roku.

PKP Cargo dziś otwiera terminal kontenerowy Poznań-Franowo

Dziś PKP CARGO otwiera nowy terminal kontenerowy na poznańskim Franowie. Spółka już jest liderem w zakresie przewozów intermodalnych w Polsce, ale chce dalej rozwijać ten obszar działalności. Przestrzeń ku temu jest, bo w Polsce wskaźnik konteneryzacji jest aż sześciokrotnie niższy niż w Europie Zachodniej.

 Terminal Poznań-Franowo będzie bardzo nowoczesnym terminalem, przy którego realizacji skorzystaliśmy  ze środków z funduszy unijnych. Z takiego finansowania skorzystaliśmy również w przypadku zakupu platform kontenerowych. Wpisujemy się w szeroko rozumianą politykę Unii Europejskiej związaną z przeniesieniem jak największych mas towarów na tory. PKP CARGO ma pozycję lidera przewozów intermodalnych w Polsce i taką pozycję zdecydowanie chcemy rozwinąć – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Adam Purwin, p.o. prezesa PKP CARGO.

Terminal kontenerowy Poznań-Franowo kosztował ponad 25 mln zł. W przyszłym roku ma obsłużyć ponad 11 tys. kontenerów dwudziestopowych (TEU, standardowa jednostka w transporcie kontenerowym). Poznań leży na skrzyżowaniu ważnych szlaków kolejowych – ze stolicy Wielkopolski prowadzą linie kolejowe m.in. do Warszawy, Niemiec, Wrocławia i Trójmiasta.

Zgodnie z danymi Urzędu Transportu Kolejowego w pierwszym półroczu tego roku przewoźnicy kolejowi przetransportowali 548,5 tys. TEU – o 5,6 proc. więcej niż w tym samym okresie 2012 r. Masa towarów przekroczyła 4,1 mln ton. PKP CARGO miało niecałe 58 proc. udziału w tym segmencie pod względem przewiezionej masy. To o 7 punktów proc. mniej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku.

Purwin zapowiada jednak, że PKP CARGO będzie walczyć o odzyskanie udziału w rynku intermodalnym. Udział tego segmentu w Polsce jest bardzo niewielki – 3,8 proc. według masy i 6,4 proc. według pracy przewozowej. W Niemczech te wskaźniki wynoszą nawet 30 proc., a w Norwegii, gdzie słabo rozwinięty jest transport drogowy, nawet 60 proc.

 – W naszej ocenie to produkt, który będzie rozwijał się bardzo szybko, dlatego w niego inwestujemy – podkreśla Purwin. – To zdecydowanie kierunek rozwoju firmy i zaznaczenie jej silnych aspiracji do prowadzenia biznesu w wymiarze europejskim. Chcemy być obecni na innych rynkach europejskich. Na pewno intermodal jest jednym z głównych czynników wzrostu naszych nowych produktów.

PKP CARGO musi walczyć przede wszystkim z niemieckim DB Schenker, największym przewoźnikiem towarowym w Europie. W Polsce DB w pierwszym półroczu tego roku znacznie zwiększył udział w sektorze intermodalnym – z 7,2 proc. rok temu do 17,3 proc. od stycznia do czerwca 2013 r.

 – To jest podmiot, z którym konkurujemy codziennie również na rynku polskim. Na pewno tabor, który jest bardziej efektywny, bo mówimy o platformach 80-stopowych, będących optymalnym rozwiązaniem w transporcie intermodalnym, zwiększy naszą siłę konkurencyjną przy konkurowaniu o dobre kontrakty z podmiotami europejskimi – zapowiada Purwin.

Duża cześć transportu intermodalnego związanego jest z portami, dlatego ważna jest oś północ-południe. Purwin podkreśla jednak, że PKP CARGO nie zamierza ograniczać się do rozwożenia kontenerów z portów. Spółka koncentruje się obecnie na wymianie taboru. Niedawno spółka podpisała umowę z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym na kredyt o wysokości 200 mln zł na ten cel.

Prof. M. Noga: Dalszy rozwój gospodarki będzie zależał od przedsiębiorców

CEO Magazyn Polska

Dziś poznamy dane o produkcji przemysłowej za listopad. Według prognoz, ma być ona wyższa od tej z listopada ubiegłego roku o 1,6 proc. To skromniejsza dynamika niż w poprzednim miesiącu, gdy wyniosła ona 4,4 proc. Zdaniem prof. Mariana Nogi, byłego członka Rady Polityki Pieniężnej, to właśnie od przedsiębiorców zależeć będzie dalszy rozwój polskiej gospodarki.

 – Rozwój inwestycji zacznie się wtedy, kiedy przedsiębiorcy przekonają się, że kryzys minął, że jest apetyt na ryzyko i że przede wszystkim pewne takie barometry w gospodarce, jak np. w budownictwie, ruszą – mówi Marian Noga, profesor ekonomii z Wyższej Szkoły Bankowej, dyrektor Instytutu Współpracy z Biznesem oraz Instytutu Finansów.

Optymizmem napawa sytuacja w gospodarce niemieckiej, bardzo istotnej dla polskich firm. Ta wymiana stymuluje rozwój gospodarki w Polsce.

 – Sytuacja gospodarki niemieckiej stanowi kolejny barometr dla polskiej gospodarki. Gdy te barometry zaczną pokazywać dodatni wynik, myślę, że wtedy zaczną się też inwestycje – twierdzi prof. Marian Noga.

W ostatnich kilkunastu miesiącach motorem wzrostu polskiej gospodarki był eksport. Jednak bez ożywienia popytu wewnętrznego eksport nie będzie w stanie sprostać potrzebom wzrostu gospodarki.

 – Uważam, że popyt wewnętrzny ruszy, ponieważ mamy stabilne zatrudnienie. Chociaż bezrobocie jest wysokie – na poziomie 13 proc., to jednak 14,5 mln ludzi pracuje. Na transfery zagraniczne wpływają pieniądze przekazywane od osób fizycznych z zagranicy. Drugim filarem wzrostu są kredyty, choć z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że ich poziom nie jest rewelacyjny, to nie spadają. Taka stabilizacja to podkład do wzrostu, do przyspieszenia inwestycji. Acz nie twierdzę, że to już klimat inwestycyjny – zastrzega Marian Noga.

Klimat inwestycyjny obejmuje wiele aspektów, m.in. również zachowanie instytucji finansowych w Polsce i na świecie.

 – Ale nawet w takiej sytuacji wiele aspektów klimatu inwestycyjnego musi się tak ułożyć, aby niewielki przedsiębiorca, z niewielką gotówką, rzędu 20-100 tys. zł uznał, że lepiej inwestować niż polegać na koncie w banku – podsumowuje Marian Noga.

Ceny prądu dla gospodarstw domowych spadną o ok. 2,5 proc.. Gaz podrożeje, ale poniżej inflacji

CEO Magazyn Polska

Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził nowe taryfy na energię elektryczną i gaz. Będą one obowiązywać od początku nowego roku. Rachunki za prąd w gospodarstwach domowych, kupujących energię od tzw. sprzedawców z urzędu, spadną średnio o 2,5 proc. Z kolei ceny gazu wzrosną o 1,5 proc., a więc poniżej planowanego na 2014 r. wskaźnika inflacji.

Zatwierdzone przez prezesa Urzędu Regulacji Energetyki nowe taryfy na paliwa gazowe zakładają wzrost cen, ale tylko o 1,5 proc., a więc poniżej zakładanego na 2014 r. poziomu inflacji. Wzrost wynika głównie ze zmiany taryfy przez PGNiG. Firma musiała, zgodnie z rozporządzeniem URE, zlikwidować stawkę sieciową i zastąpić ją stawką dystrybucyjną bądź przesyłową. Skończył się również rabat, oferowany spółce przez Gazprom do końca III kwartału br.

 – Docelowo można się spodziewać dalszego wzrostu cen gazu dla odbiorców, przede wszystkim z uwagi na koszty pozyskania tego surowca – mówi  Robert Zajdler, ekspert ds. energetycznych w Instytucie Sobieskiego.

Ekspert podkreśla, że obecnie obowiązujące stawki są zaniżone. 

 – Obecnie spora grupa odbiorców jest dotowana przez regulacje taryfowe. Jednak regulacje wprowadzające wolny rynek gazu, doprowadzą do urealnienia cen tego surowca płaconych przez wszystkich klientów. Możemy więc spodziewać się dalszych wzrostów cen – aż do momentu, gdy odbiorcy socjalno-bytowi będą płacić realne stawki za gaz – podkreśla ekspert.

Spadną ceny energii

Ceny energii elektrycznej dla odbiorców z tzw. grupy G, czyli gospodarstw domowych, będą niższe o 6,2–6,5 proc. Z drugiej strony stawki opłat dystrybucyjnych dla gospodarstw domowych wzrosną średnio o ok. 2,1 proc. Jak podaje URE, średni spadek płatności odbiorców z grupy G, kupujących prąd od tzw. sprzedawców z urzędu, wyniesie 2,5 proc.

 – To realny zysk dla przeciętnego gospodarstwa domowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Zajdler. – Obniżka wynika m.in. ze spadku cen energii elektrycznej na hurtowym rynku energii, która przekłada się na ceny detaliczne, jak również z mniejszego zapotrzebowania na energię w dobie spowolnienia gospodarczego – dodaje ekspert.

Spadek cen był oczekiwany przez rynek, jednak kontrakty na Towarowej Giełdzie Energii na przyszły rok świadczą o oczekiwaniu na wzrosty cen w dalszej perspektywie.

 – Zobaczymy, jak długo utrzyma się ta obniżka – mówi Zajdler. – Większość planów inwestycyjnych została obecnie wstrzymana z uwagi na niskie ceny. Obniża to podaż i może spowodować wzrost cen. Podobny efekt może mieć także spodziewane podniesienie opłat za przesył i dystrybucję – dodaje ekspert.

Nowe taryfy obowiązywać będą od początku nowego roku do 31 lipca 2014.

Giełda zamiast banku. Przybywa inwestorów indywidualnych

Ponownie rośnie liczba rachunków maklerskich  obecnie jest ich ok. 1,5 mln. Tylko w listopadzie otwarto ich ok. 10 tys. Do podejmowania ryzyka na rynku akcji zachęcają udane giełdowe debiuty oraz niskie oprocentowanie depozytów w bankach. Pomaga też program akcjonariatu obywatelskiego.

Duża liczba nowych rachunków maklerskich w listopadzie to głównie efekt udanego debiutu PKP Cargo i – na razie niespełnionych – nadziei na równie duże zyski przy prywatyzacji Energi. Do inwestycji giełdowych zachęcają też najniższe w historii stopy procentowe.

 – Nie ma sensu inwestować w lokaty, w takie instrumenty finansowe, które przynoszą bardzo małe zyski – mówi dr Rafał Parvi, adiunkt w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu. – Inwestorzy doszli do wniosku, że będą inwestować w bardziej ryzykowne instrumenty finansowe, typu akcje, kontrakty terminowe, więc zakładają rachunki maklerskie.

Duży przyrost rachunków przed debiutem Energi to efekt apetytu inwestorów rozbudzonego poprzednimi udanymi prywatyzacjami – PKP Cargo, ale też wcześniej PKO BP, Tauronu, PZU czy GPW.

 – Są to bardzo atrakcyjne debiuty i tutaj inwestorzy zapisywali się, w rekordowych wartościach  na akcje GPW zapisało się około 323 tysięcy inwestorów indywidualnych – mówi ekspert agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Giełdę można rozruszać poprzez instytucjonalnych i indywidualnych inwestorów, poprzez wprowadzanie nowych spółek na rynek, nowe debiuty, ale przede wszystkim poprzez coraz większą edukację inwestorów indywidualnych.

Posiadanie rachunku jest też dużo tańsze niż inwestowanie za pośrednictwem instytucji finansowych, np. towarzystw funduszy inwestycyjnych. Prowizje dla domu maklerskiego są niższe, zaczynają się już od 0,2 proc.

Do uczestnictwa w prywatyzacjach zachęca też program akcjonariatu obywatelskiego prowadzony przez Ministerstwo Skarbu Państwa. Jego podstawą jest ułatwienie inwestorom indywidualnym zakupu akcji spółek Skarbu Państwa debiutujących na giełdzie, poprzez ustalenie maksymalnej ilości akcji, na jakie zapisać się może jedna osoba. Dzięki temu akcje nie trafiają do wąskiej grupy bogatych inwestorów.

 – Kiedyś nie wiadomo było, ile akcji może nabyć inwestor, była redukcja akcji. W związku z tym ktoś, kto brał kredyt na dane akcje, a redukcja akcji było około 80 proc., to dostawał tylko 20 proc. Tym samym wartość niewykorzystanego kredytu musiała być spłacana i tracił na tym – wyjaśnia wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Rafał Parvi docenia też edukacyjną stronę programu.

 – Przede wszystkim odbywają się różnego rodzaju spotkania, warsztaty, na których inwestorzy indywidualni są edukowani, czyli nabywają wiedzę, która niejednokrotnie wystarcza do inwestowania  mówi ekspert.

Prawie połowa Polaków kupi prezenty w internecie. Najczęściej czytniki e-booków i tablety

CEO Magazyn Polska

Prawie połowa Polaków deklaruje, że tegoroczne prezenty kupi przez internet. Jest to szybki, bezpieczny i często tańszy sposób na zakupy niż w sklepie stacjonarnym. Tradycyjnie najczęściej kupowane w sieci są książki i kosmetyki, ale dużym zainteresowaniem cieszą się również tablety i czytniki e-booków.

 – Według badań ponad 45 proc. Polaków deklaruje chęć zrobienia świątecznych zakupów przez internet. Zakładamy, że w tym roku ta liczba może sięgnąć nawet 45-50 proc. E-commerce’owy trend jest zawsze trendem w jedną stronę, czyli trendem zwyżkowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Jakub Radkowski, doradca zarządu ds. projektów specjalnych Merlin.pl.

Zakupy w internecie są coraz popularniejsze, ponieważ są bezpieczne i szybkie. Nie wymagają stania w długich kolejkach w zatłoczonych centrach handlowych. Dzięki temu pozwalają zaoszczędzić sporo czasu, a dodatkowo również pieniędzy. Kupując online można bowiem trafić na ceny niższe niż w sklepach stacjonarnych.

Ponadto handel w sieci daje konsumentowi możliwość dokładnego przeanalizowania danego zakupu.

 – Zawsze można produkt porównać łatwo i szybko z produktami konkurencji. Można także przeczytać i przeanalizować opinie innych klientów na temat danego produktu czy innych użytkowników serwisu na temat jakości sklepu – tłumaczy Jakub Radkowski.

W te święta, poza standardowymi produktami jak książki, płyty i zabawki, największy popyt w sieci jest na tablety i czytniki e-booków. Wybór tych gadżetów jest tak szeroki, że warto zrobić dokładny rekonesans cenowy i jakościowy zanim podejmiemy decyzję o zakupie, a w takiej sytuacji najlepiej sprawdzą się zakupy online.

Prezes TVP: Mniej pieniędzy w kasie telewizji oznacza cięcia w programie

TVP Regionalna szuka sposobu na rozwój. Kanał wystartował we wrześniu. Z badań oglądalności Nielsen Audience Measurement wynika, że w pierwszym miesiącu miał 0,95 proc. udziałów w rynku, a na początku grudnia – 1,19 proc. Szefostwo Telewizji Polskiej szuka nowych możliwości rozwoju. 

 – Zakres działania ośrodków regionalnych jest związany z możliwościami finansowymi. Gdyby było więcej pieniędzy, program regionalny byłby znacznie bogatszy, znacznie szerszy, także znacznie dłuższy. Jeśli pieniędzy będzie jeszcze mniej, to cięcia będą jeszcze bardziej widoczne w programie – mówi Newserii Biznes Juliusz Braun, prezes TVP SA.

Dziś lokomotywą kanału są serwisy informacyjne przygotowywane przez poszczególne ośrodki oraz wspólne pasmo publicystyczno-informacyjne emitowane codziennie o 21. Pozostały czas ramówki wypełniają audycje z archiwum oddziałów regionalnych TVP. Bez większych wpływów z abonamentu i reklamy nie należy spodziewać się wzrostu zatrudnienia i poszerzenia oferty.

 – Ośrodki w tej chwili mają już bardzo niewielu pracowników – wyjaśnia Braun Racjonalne byłoby, i to jest możliwe w tej chwili, podejmowanie pewnych wspólnych działań programowych przez poszczególne oddziały. To już się dzieje.

TVP Regionalna wystartowała 1 września tego roku. W rzeczywistości to 16 oddzielnych kanałów – za emisję każdego z nich odpowiada ośrodek terenowy Telewizji Polskiej. Docelowo ramówka ma składać się z 20 godzin emisji, w tym 4,5 godzin własnego programu premierowego i 2,5 godzin programu koprodukowanego.

Podawanie zbyt szczegółowych danych e-sprzedawcom coraz bardziej ryzykowne

CEO Magazyn Polska

Zgoda na przetwarzanie danych osobowych do celów marketingowych oznacza utratę kontroli nad tym, co się z nimi potem dzieje. Mogą być one wykorzystywane do oferowania towarów i usług, ale też np. do kradzieży tożsamości i wyłudzania kredytów. Dlatego podawanie niektórych swoich danych, np. numeru PESEL, jest bardzo niebezpieczne..

 – Jeżeli wyrazimy zgodę na przetwarzanie danych do celów marketingowych, nie mamy już tak naprawdę kontroli nad swoimi danymi osobowymi, bo one będą sprzedawane – mówi Michał Serzycki, ekspert PDP Group, były Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. – Jeżeli trafimy na sieć nieuczciwych sprzedawców, to już w żaden sposób nie zapanujemy nad tymi danymi osobowymi.

Może to skutkować w najlepszym przypadku zasypywaniem skrzynki pocztowej (elektronicznej i tradycyjnej) ofertami handlowymi oraz telefonami od akwizytorów oferujących różne towary i usługi. W najgorszym zaś scenariuszu – osoby mające wystarczająco dokładne dane mogą wyłudzić kredyt lub dokonać zakupów na konto zupełnie nieświadomej tego osoby.

Ekspert radzi, by bardzo ostrożnie podawać swoje dane osobowe. Zawsze trzeba pamiętać, że muszą być one adekwatne do celu, w jakim są one zbierane – przypomina, że do udziału w promocji czy zakupu jakiegoś produktu nie trzeba podawać np. numeru PESEL.

 – Ten zakres danych osobowych powinien być jak najmniejszy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie wymóc na sprzedawcy tego, żeby zawęził ilość zbieranych danych osobowych, to powinniśmy podziękować i nie korzystać z takiej promocji – mówi Serzycki.

Radzi też, żeby nie podpisywać umów, w których jest zapis o zgodzie na przetwarzanie danych osobowych. Powinien być on umieszczony na oddzielnym oświadczeniu, a zawarcie umowy nie może być uzależnione od wyrażenia zgody na przetwarzanie danych do celów marketingowych. Według prawa każdy ma dostęp do swoich danych, może je zmieniać, może też wycofać swoją zgodę na ich wykorzystywanie. To jednak sytuacja wzorcowa, w rzeczywistości trudno jest śledzić to, co się z danymi dzieje

 – Może być tak, że sprzedawca, który nam oferuje jakiś produkt, tworzy bazę danych, którą później będzie chciał odsprzedać innemu podmiotowi. W tym momencie na pewno nie zapanujemy nad tym, co się dzieje z naszymi danymi osobowymi – przestrzega ekspert.

Dane mogą być też zbierane przy okazji – albo nawet pod pozorem – przeprowadzania ankiet. W takim przypadku nie można podawać żadnych informacji, które pozwolą na dokładną identyfikację.

 – Jeżeli na przykład w sklepi podchodzi do nas student i prosi nas o wypełnienie ankiety, to miejmy świadomość, że to nie jest tylko pomoc temu młodemu człowiekowi w zarobieniu kieszonkowego, ale również dzięki temu będzie stworzona baza danych – mówi Serzycki. – I jeżeli oprócz danych podamy jeszcze informacje osobowe, to będzie stworzony nasz profil: jakie mniej więcej mamy zarobki, jakie mamy oczekiwania, czego szukamy. Jesteśmy gotowym sprofilowanym klientem, któremu wystarczy tylko przedstawić towar.

Skrajnym przypadkiem wyłudzenia danych jest uzyskanie dostępu do konta bankowego.

 – Możemy nawet nie wiedzieć, że mamy zainstalowanego wirusa, który tylko czyha i uaktywnia się wtedy, kiedy wpisujemy loginy i numery kont  on wtedy zbiera informacje. Należy mieć dobry program antywirusowy – mówi Serzycki.

Od nowego roku korzystniejsze przepisy o odliczeniu VAT na auta firmowe

Po 1 stycznia będzie można kupić samochód firmowy z pełnym odliczeniem podatku VAT. Potem, jeśli propozycje Komisji Europejskiej wejdą w życie, wysokość odliczenia będzie zależeć od tego, czy auto jest wykorzystywane jedynie w celach firmowych czy również prywatnych. Problemem będzie jednak sprawdzanie, w jaki sposób przedsiębiorca korzysta z samochodu.

 – Wreszcie pojawi się pełne prawo do odliczenia, bez konieczności szukania jakichś opcji samochodów specjalistycznych czy wstawiania kratek do samochodów – mówi Katarzyna Rola-Stężycka, ekspert Tax Care. – Jest jednak bardzo mało prawdopodobne, żeby te regulacje, jeżeli nawet zgoda Brukseli będzie jeszcze przed końcem roku, weszły w życie od początku stycznia. Z tego względu, że musi być przeprowadzony cały proces legislacyjny związany z wprowadzeniem nowelizacji do ustawy o podatku od towarów i usług.

Z końcem tego roku Polsce kończy się czas, w którym mogła stosować własne reguły odliczania podatku VAT od samochodów firmowych. Komisja Europejska ma swoje propozycje, ale zanim zostaną one uzgodnione w Brukseli i przyjęte do polskiego prawa, może minąć wiele tygodni. Od stycznia, kiedy tracą moc obecne przepisy, zgodnie z wchodzącymi w życie artykułami 86a i 88a ustawy o VAT,będzie można odliczyć pełny VAT od tzw. samochodów z kratką.

 – Jest projekt decyzji derogacyjnej KE, czyli decyzji, która pozwoli Polsce wprowadzić regulacje odmienne od tych, zawartych w dyrektywie dotyczącej VAT-u. Natomiast nie jest jeszcze zakończony sam proces związany z jej wydaniem. Projekt został przedstawiony przez Komisję Radzie UE i można przypuszczać, że właśnie to będzie wersja, która zostanie przyjęta i która będzie następnie wprowadzana w regulacje polskie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes ekspertka Tax Care.

Kiedy nowe przepisy wejdą w życie, zgodne z unijnymi propozycjami, do końca 2016 roku obowiązywałyby w Polsce korzystniejsze niż obecnie rozwiązania podatkowe. Kupujący samochody firmowe dzieliliby się na trzy grupy – tacy, którzy korzystają z aut wyłącznie w celach służbowych (100 proc. odliczenia podatku od zakupu, eksploatacji i paliwa) oraz tacy, którzy łączą użytkowanie firmowe z prywatnym (50 proc. odliczenia). Trzecia grupa to auta mające maksymalną dopuszczalną masę powyżej 3,5 tony. Właściciele tych samochodów korzystać mają bez wyjątku z pełnego odliczenia

 – To byłaby zmiana bardzo korzystna dla tych firm, które ze względu na swój profil działalności gospodarczej nie potrzebują auta ciężarowego i faktycznie wykorzystują tylko i wyłącznie kupiony samochód na potrzeby firmowe – mówi Rola-Stężycka.

Problemem może być jednak sposób weryfikacji sposobu korzystania z samochodu firmowego. Nie wiadomo, jak fiskus ustalałby, czy auto jest również używane do celów prywatnych.

 – Być może korzystnym rozwiązaniem byłoby odniesienie tego w jakiś sposób do podatków dochodowych, czyli np. przyjęcie, że jeżeli samochód stanowi środek trwały firmy, to jest wykorzystywany tylko i wyłącznie na potrzeby działalności gospodarczej – mówi ekspertka. – Ale być może będą zupełnie inne kryteria.

Nowe rozwiązania miałyby obowiązywać do końca 2016 r. Po tym czasie Polska będzie mogła ponownie ubiegać się o możliwość procentowego ograniczenia prawa do odliczenia VAT.

PKO Bank Polski kolejny raz z rzędu najcenniejszą marką według "Rzeczpospolitej"

Bank obronił pozycję z ubiegłego roku i zajął I miejsce wśród firm finansowych oraz II w ogólnej klasyfikacji rankingu polskich marek. Brand lidera sektora bankowego został wyceniony na 3,7 mld złotych.

55% rynku budowlanego w rękach pięciu czołowych województw

Polski rynek budowlany coraz bardziej koncentruje się w pięciu głównych regionach kraju, w których wytwarzane jest aż 55% produkcji budowlanej. Samo woj. mazowieckie odpowiada za ponad 18% wartości rynku, a za kolejne 37% odpowiadają woj. śląskie, wielkopolskie, małopolskie oraz dolnośląskie. Analiza przygotowanej przez analityków PMR bazy ponad 1 000 planowanych inwestycji pokazuje, że w najbliższych latach nie nastąpi zmiana tego trendu, a wręcz może on przybrać na sile.

Według blisko 300-stronicowego raportu firmy badawczej PMR zatytułowanego „Sektor budowlany w Polsce 2014 – Analiza regionalna. Prognozy rozwoju na lata 2014-2016”, najbliższe lata w branży budowlanej ponownie będą zdominowane przez inwestycje infrastrukturalne, w których Polska ma nadal spore zaległości. W przypadku wszystkich województw poprawa stanu dróg i szlaków kolejowych znajduje się w czołówce listy projektów inwestycyjnych.

Większość nadchodzących inwestycji drogowych będzie skoncentrowana pod kątem lepszego skomunikowania największych miast − Warszawy (S2, S7 i S8), Krakowa (S7), Wrocławia (S5 oraz dojazdowa do trasy S3), Gdańska (S7 oraz ewentualnie S6), Poznania (S5) oraz Lublina (S17). Plan zakłada spięcie przede wszystkim głównych metropolii, pomijając trasy regionalne.

Tradycyjnie najbardziej przebudowywanym regionem pod względem nowych inwestycji będzie Mazowsze, któremu tempo nadawać będą inwestycje skoncentrowane wokół Warszawy. Do dużych przedsięwzięć należeć będą: kontynuacja prac w zakresie budowy obwodnicy miejskiej, tras wylotowych ze Stolicy, kontynuacja budowy II linii metra, a także modernizacja linii kolejowej Rail Baltica łączącej stolicę i Białystok − tylko jej I etap z Warszawy do Sadownego wyceniono na 1,2 mld zł. Znaczne środki finansowe zasilą także kolejowe połączenia stolicy z Radomiem i Łodzią – łącznie ponad 3 mld zł.

Pozostałe regiony nie będą miały aż tak rozbudowanych nakładów na infrastrukturę transportową acz nie zostaną one pozostawione bez spektakularnych realizacji. Przykładem jest Łódź gdzie obecnie trwają prace nad tunelem i dworcem Łódź Fabryczna oraz przygotowywane są dalsze plany rozbudowy.

Natomiast w południowej części kraju doskonale radzą sobie trzy ośrodki miejskie – Wrocław, Katowice i Kraków, a coraz częściej do grupy tej dopisywany jest także rozwijający się przyczółek na wschodzie − tj. Rzeszów, głownie dzięki planowanemu na 2014 ukończeniu budowy autostrady A4.

Z kolei północna część kraju skupi sporą część swoich wysiłków na infrastrukturze portowej, bowiem budownictwo hydrotechniczne w kolejnej perspektywie unijnej uzyska znacznie większe dofinansowanie. Największą inwestycją jest terminal LNG w Świnoujściu, który mimo że jeszcze w fazie realizacyjnej, będzie najprawdopodobniej dalej rozbudowywany. W Gdańsku z kolei kluczową inwestycją będzie budowa morskiego terminala kontenerowego DCT 2 − plany zakładają, że zanurzenie przy długim na ponad 600 m nabrzeżu będzie wynosiło 16,5 metra a docelowy koszt inwestycji sięgnie 1 mld zł. Poprawiane mają być także nabrzeża portowe w poszczególnych ośrodkach morskich.

Dane o pozwoleniach budowlanych za I półrocze 2013 r. pokazują, że inwestorzy w niektórych województwach radzą sobie obecnie dużo lepiej niż w innych. O ile w budownictwie mieszkaniowym spadki liczby pozwoleń notowane są we wszystkich regionach, o tyle w przypadku budynków niemieszkalnych sytuacja prezentuje się dużo stabilniej, co związane jest z większą dywersyfikacją rodzajów budynków oraz inwestorów. Powierzchnia planowanych obiektów niemieszkaniowych była w I półroczu 2013 r. mniejsza jedynie o 3% r/r a największe spadki pozwoleń niemieszkaniowych odnotowane zostały w woj. pomorskim, kujawsko-pomorskim oraz śląskim. Natomiast dynamiczne wzrosty odnotowano w woj. świętokrzyskim, dolnośląskim, lubuskim i warmińsko-mazurskim.

W obszarze pozwoleń na realizację inwestycji drogowych, dynamiki w czołowych pięciu regionach kraju prezentowały się przeciętnie na tle pozostałych województw. Dynamiczne przyrosty odnotowano w woj. warmińsko-mazurskim, łódzkim oraz lubelskim. Znaczące spadki miały natomiast miejsce w woj. świętokrzyskim, pomorskim, zachodniopomorskim i opolskim. Tak dynamiczne zmiany na rynku drogowym w mniej znaczących województwach spowodowane są małą liczbą planowanych inwestycji, w związku z tym nawet pojedyncze projekty są w stanie poważnie zachwiać wolumenem realizowanych robót.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Sektor budowlany w Polsce 2014 − Analiza regionalna. Prognozy rozwoju na lata 2014-2016”.

Czy FED ograniczy QE3 przed Gwiazdką? – komentarz eksperta

Czy FED ograniczy QE3 przed Gwiazdką? Jeśli miałbym obstawiać jaka będzie decyzja FOMC, powiedziałbym, że istnieje minimalne prawdopodobieństwo, aby ograniczenie QE3 nastąpiło w tym roku, a jeśli nawet to minimalne prawdopodobieństwo się spełni, ograniczenie będzie miało równie minimalną skalę. Odpowiada Miroslav Novak, analityk AKCENTY, instytucji płatniczej zajmującej się obsługą transakcji walutowych dla firm.

Co to oznacza dla rynku walut? Wpływ na kwotowania dolara powinien być ograniczony. Co więcej, wyraźniejsza aprecjacja amerykańskiej waluty nie będzie wg mnie mieć miejsca do końca roku. A to oznacza, że nie można wykluczyć nowych szczytów na parze EURUSD.

Wszyscy inwestorzy z zapartym tchem czekają na jutrzejsze posiedzenie FOMC, na którym zostaną przedstawione aktualne projekcje dla gospodarki USA i zapadnie decyzja dotyczące QE3. Jaka będzie ta decyzja? Po obu stronach są mocne argumenty…

Argumenty ZA ograniczeniem QE3 jeszcze przed Świętami:

– Znaczna poprawa danych gospodarczych z amerykańskiej gospodarki w ostatnich miesiącach. Ożywienie dotyczy zarówno rynku pracy, jak i rynku nieruchomości. Poprawa nastąpiła także w przemyśle oraz sprzedaży detalicznej,
– Widoczne ożywienie na rynku kredytowym. Dzięki wzrostowi cen akcji rośnie zamożność gospodarstw domowych, co przekłada się na wzrost zaufania konsumentów,
– Uchwalenie budżetu federalnego na rok 2014 oraz 2015 dzięki porozumieniu amerykańskich polityków,
– Przy kontynuacji wykupu akcji w ramach QE 3 istnieje ryzyko, że korzyści płynące z tego typu polityki monetarnej będą spadać a koszty wzrastać.

Argumenty PRZECIW ograniczeniu QE3 przed Świętami:

– Naturalne obawy niektórych członków FOMC (Bernanke, Yellen) czy nie jest za wcześnie na redukcję QE 3 i czy dane z amerykańskiej gospodarki są wystarczająco mocne i przekonujące, – Wzrost inflacji konsumenckiej poniżej celu wyznaczonego przez FED (przy czym trzeba pamiętać, że FED nie należy do banków centralnych skupionych wyłącznie na odczytach inflacyjnych,
– Niższy wzrost zamówień na dobra trwałe.

Miroslav Novák, analityk firmy Akcenta, zajmującej się obsługą transakcji walutowych. Jeden z dziesięciu najczęściej cytowanych ekonomistów w czeskich mediach. Specjalizuje się w analizie makroekonomicznej, szczególnie w problematyce kursów walutowych. Doświadczenie w bankowości zdobywał w UniCredit Group, tytuł inżyniera uzyskał na Wyższej Szkole Finansów i Administracji na Wydziale Finansów i Usług Finansowych. Nie jest ortodoksyjnym zwolennikiem żadnej szkoły ekonomicznej. Obiektywne ocenia nie tylko funkcjonowanie rynków walutowych, ale także i gospodarki globalnej.

 

Sięgnąć tam gdzie Facebook nie sięga

Ostatnie regulacje Facebooka dotyczące EdgeRank, a skutkujące zmniejszeniem zasięgu postów nawet do 44% odbiły się szerokim echem w środowisku specjalistów od social media. Co w praktyce to oznacza i jak poradzić sobie z tą sporą przeszkodą na drodze do sukcesu w promocji internetowej?

Facebook oficjalnie tłumaczy te zmiany chęcią podniesienia wartości prezentowanych w serwisie treści, poprzez promowanie atrakcyjnych i różnorodnych komunikatów kosztem spamu. W praktyce jednak oznacza to spadek efektywności dotychczasowej komunikacji w social media. Czy w takim razie era obecności firm na Facebooku przeminie?

Z pewnością nie, portal ten bowiem w dalszym ciągu pozostaje niekwestionowanym liderem na arenie mediów społecznościowych i nawet pomimo tego typu komunikatów ignorowanie jego zalet jest dużym błędem. Facebook przeniknął do codziennej świadomości w sposób fenomenalny i jego idea istnieje w ogromnym stopniu w świecie offline, co jest gigantycznym osiągnięciem.

Tego typu regulacje zmuszą niejako do nałożenia jeszcze większego nacisku na jakość komunikowanych treści i zrezygnowanie ze sprawdzonych sposobów na zwiększenie zainteresowania odbiorców, jakimi są m.in. memy. Dedykowana strategia komunikacji w social media będzie miała dużo większe znaczenie w 2014 roku, a tym samym każda firma będzie musiała traktować udział w mediach społecznościowych jako istotny element promocji internetowej, a nie tylko jako dodatek.

Ostatnie wydarzenia mogą być również pretekstem do zajrzenia poza znany horyzont i zaprzyjaźnienia się kanałami, które do tej pory nie były traktowane w Polsce tak poważnie jak portal Zuckerberga. Mowa tutaj chociażby o Instagramie, który powoli lecz konsekwentnie, zwiększa swoją pozycję na rynku mediów społecznościowych. Głównie dlatego, że opiera się on na jednej z największych zalet wykorzystywanych na Facebooku – komunikacji wizualną.

Instagram posiada do perfekcji rozwiniętą główną ideę stojącą za sukcesem social media – możliwość szybkiego komunikowanie się z innymi użytkownikami, chwalenia się swoim życiem. – komentuje Bartłomiej Pałacki, PR Specialist GRUPA365NET – Obecnie w bardzo szybkim tempie powiększa się grono tzw. „Instagram Junkie”, czyli osób niejako uzależnionych od korzystania z tej aplikacji. Stanowi to dużą rzeszę osób, które są pewnymi odbiorcami komunikatów komercyjnych, czego nie powinni ignorować Brand Managerowie.

Agencja ratingowa Moody’s podnosi ratingi dla ENERGA SA

Agencja ratingowa Moody’s Investors Service doceniła odporność ENERGI na zmiany na rynku energii elektrycznej oraz duże zaangażowanie spółki w regulowany i stabilny pod kątem dochodów segment dystrybucji. Rating ENERGA SA został utrzymany na dotychczasowym poziomie Baa1, a tymczasowy rating kredytowy dla programu emisji euroobligacji na poziomie (P)Baa1. Perspektywa ratingów została podniesiona z negatywnej na stabilną.

Na utrzymanie ratingów Agencji miał wpływ wysoki udział regulowanego obszaru dystrybucji w zysku EBITDA Grupy ENERGA (około 72 proc. po 3 kwartałach 2013 roku). Dzięki temu spółka poprawia przepływy pieniężne bez względu na niskie ceny energii elektrycznej w hurcie. Agencja doceniła także mały udział segmentu wytwarzania Grupy, co czyni ją odporną na niekorzystne zmiany na rynku.

Zmiana perspektywy ratingu z negatywnej na stabilną następuje po debiucie ENERGA SA na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w dniu 11 grudnia 2013 roku. W ramach pierwszej oferty publicznej Skarb Państwa obniżył swój udział w akcjonariacie spółki o blisko 35 proc. zachowując pakiet kontrolny powyżej 50 proc. akcji.

– Poprawa perspektyw ocen ratingowych jest rezultatem wzmacniającej się pozycji Grupy ENERGA na rynku energii – powiedział Roman Szyszko, wiceprezes Zarządu ds. finansowych ENERGA SA. – Jest to jednocześnie, skierowany do inwestorów, sygnał, który może świadczyć o wysokiej zdolności do efektywnej realizacji naszych przyszłych planów rozwojowych.

W październiku br. Agencja ratingowa Fitch utrzymała długoterminowe ratingi ENERGA SA na dotychczasowym poziomie BBB (na skali międzynarodowej) i A (na skali krajowej) z perspektywą stabilną. Grupa ENERGA podlega corocznej ocenie wiarygodności kredytowej dokonywanej przez obie agencje od 2011 roku.

W branży IT przewiduje się do 2017 roku trzykrotny wzrost przesyłania danych

Norbert Ogłoziński, Country Sales Manager ZyXEL Communications przedstawił prognozy dotyczące rynku IT. Firma ZyXEL zakłada, że w najbliższych latach trzykrotnie wzrośnie liczba przesyłanych danych, dzięki szybko rosnącej dostępności Internetu, stałemu rozwojowi technologii w tym rozwiązań w chmurze.

„Myślę, że są to realne szacunki, ponieważ w poprzednich latach również przewidywano takie wzrosty.” – mówi Norbert Ogłoziński, Country Sales Manager ZyXEL Communications – „Osobiście dostrzegam trzy przyczyny. Po pierwsze coraz większa część naszej populacji uzyskuje dostęp do Internetu. Kolejnym powodem jest po prostu rozwój technologii. Nadal pamiętam czasy, w których szczytowym osiągnięciem graficznym było umieszczanie logo firmy w wiadomości email. Dziś filmy są nie tylko pobierane, ale też przesyłane strumieniami danych. Portal YouTube był przez wiele lat liderem w dziedzinie wzrostów zarówno ilości odwiedzających jak i kliknięć. Wszyscy posiadamy aparaty w naszych smartfonach i wszyscy udostępniamy ogromne ilości treści multimedialnych oraz przeglądamy strony internetowe, gdy tylko mamy na to czas, w tramwaju, czy podczas przerwy obiadowej… Wszystko to stawia ogromne wymagania przed infrastrukturą i naturalnie w znaczny sposób zwiększa ilość transmisji danych.

Trzecim czynnikiem jest fenomen „chmury”. Wiele firm przeniosło swoje dane do „chmury” i to, co było w wewnętrznym systemie i wykorzystywane do wewnętrznej komunikacji w firmie stało się częścią sieci Internet. Naturalnie wraz ze wzrostem popularności „chmury” ilość danych przesłanych z firm gwałtownie wzrosła i cały czas rośnie.”

Dla ZyXELa, jako producenta produktów sieciowych takich jak przełączniki, bramy zabezpieczające i urządzenia bezprzewodowe – ten trend oznacza nowe możliwości biznesowe dla operatorów, którzy chcą ulepszać swoją sieć, aby ta mogła sprostać rosnącym wymaganiom użytkowników domowych oraz sieci firmowych. Aktualnie dzięki trendowi BYOD (bring you own device) doświadczają one największego wzrostu od czasu wprowadzenia technologii gigabitowej. Inną ważną kwestią jest bezpieczeństwo danych, zarówno tych osobistych, a co najważniejsze tych firmowych.

„Ostatecznie ze względów bezpieczeństwa zawsze wykonuje się kopie danych oraz szyfruje się ich transmisje, a to oznacza większą ilość przesyłanych danych. Wszystko to wymaga większej wydajności przełączników, lepszych bram zabezpieczających i zabezpieczeń sieci bezprzewodowej… i tu właśnie pojawiamy się my.” – dodaje Norbert Ogłoziński.

Wzrost mobilności w firmach m.in. dzięki BYOD

BYOD to bardzo ważny trend w rozwoju infrastruktury IT na całym świecie. Stał się znaczącym fenomenem z powodu powszechności urządzeń mobilnych np. smartfonów czy tabletów. To powoduje wzrost wymagań wewnątrz sieciowych infrastruktur firmowych. Ilość podłączanych urządzeń została wirtualnie podwojona, niezależnie czy jest to urządzenie firmowe (np. do autoryzacji, zarządzania czy kontrolowania) czy osobiste (przyczyna większości problemów). I nie ma ograniczeń połączeń do firmowej infrastruktury w miejscu pracy, ale z reguły tego typu urządzenia łączą się z siecią w celu odebrania wiadomości email lub pozyskania innych danych firmowych poza firmą np. z domu lub podczas wakacji. Wszystko to niesie ze sobą wiele różnych zagrożeń (związanych z bezpieczeństwem), ale również wiele korzyści (wiele badań BYOD ewidentnie wykazało wzrost aktywności i efektywności pracowników). Z punktu widzenia pracodawcy jest to zatem pożądany trend nawet, jeśli stanowi problem dla struktury zarządzającej IT.

Bezpieczeństwo? Co to oznacza?

„To od każdej firmy zależy, w jaki sposób jakiego rodzaju informacje zostaną dopuszczone lub zabronione w sieci. Bądźmy realistami, jednak w segmencie MŚP, który został domeną marki ZyXEL bezpieczeństwo jest często postrzegane jako „zbędny luksus dużych korporacji”. A to oznacza, że naszym zadaniem jest tłumaczenie, demonstrowanie, szkolenie, edukowanie i przekonywanie każdego, że otwarty dostęp sieci bezprzewodowej należy do prehistorii wydziału muzeum technologii.” – komentuje Norbert Ogłoziński.

Sieć bezprzewodowa zbliża się do standardu gigabitowego

Trend BYOD prowadzi z powrotem do większych wymagań od firmowej infrastruktury sieciowej – większa ilość urządzeń oznacza większe wymagania. Ta sytuacja szczególnie dotyczy sieci bezprzewodowych, które po pojawieniu się nowej technologii AC pod względem wydajności są coraz bliżej standardu gigabitowego. Do tego czasu ich wydajność była zdecydowanie mniejsza.

„Dodając dwa do dwóch możemy dostrzec, że właśnie teraz jest idealny moment, aby móc zadać naszym klientom pytanie jak się ma ich sieć bezprzewodowa. W trakcie ubiegłego roku, ZyXEL poczynił ogromne postępy w zakresie technologii bezprzewodowej. Wprowadziliśmy nowe, atrakcyjne produkty, np. kontroler NXC2500 dla 24 punktów dostępowych i całkowicie zmieniła się nasza polityka cenowa. W rezultacie posiadamy teraz bezkonkurencyjne portfolio biznesowych produktów WiFi z najlepszym na rynku współczynnikiem ceny do jakości, wspieranym dożywotnią gwarancją.” – podsumowuje Norbert Ogłoziński.

Więcej informacji o firmie: www.zyxel.com

RESPECT Index – giełdowy indeks spółek odpowiedzialnych

Spółki giełdowe, które aktywnie i w sposób systemowy podejmują starania, aby we wszystkich obszarach ESG (Environmental, Social, Governance) działać zgodnie z najlepszymi praktykami odpowiedzialnego biznesu (CSR, CR). Działania te istotnie wpływają nie tylko na sposób postrzegania tych spółek przez ich otoczenie, ale również na poziom ich dojrzałości organizacyjnej – ważnej dla skutecznej realizacji ich strategii biznesowych. To główne wnioski z weryfikacji spółek giełdowych wchodzących w nowy skład RESPECT Index, którą przeprowadziła firma doradcza Deloitte. Do 7 edycji indeksu weszły dwadzieścia trzy spółki, w tym czterech debiutantów.

RESPECT Index jest jednym ze wskaźników giełdowych budujących wiarygodność firm w oczach akcjonariuszy, potencjalnych inwestorów i partnerów biznesowych. Trafiają do niego spółki, które w największym stopniu stosują dobre praktyki w zakresie ładu informacyjnego i relacji z inwestorami, a także w obszarze dotyczącym czynników ekologicznych, społecznych, pracowniczych i ekonomicznych, w tym w sferze nowoczesnego podejścia do zarządzania organizacją. Nie bez znaczenia jest fakt, że firmy te podejmują starania skierowane na świadome umacnianie reputacji podmiotów działających w sposób odpowiedzialny i godny zaufania.

Metodyka oceny firm aplikujących do wejścia do nowego składu indeksu uległa zmianie i została oparta o najlepsze światowe wzorce w tym zakresie. Nowością jest m.in. uwzględnienie specyfiki sektorowej danej firmy, możliwość zgłaszania spółek zagranicznych (notowanych na GPW) oraz ocena praktyk i działań firmy w podziale na grupy czynników ESG (Environmental, Social, Governance).

Analiza wyników uzyskanych w podziale na grupy czynników ESG wskazuje, że analizowane spółki otrzymały w ramach każdej grupy średnio 21 na 30 możliwych punktów. Świadczy to o tym, że firmy wdrożyły dużą część „dobrych praktyk” w każdym z obszarów. Najlepsze ze spółek osiągnęły wyniki na poziomie 28 punktów w poszczególnych obszarach.

Najwyższe wyniki odnotowano w grupie czynników społecznych. Firmy planują dalszy rozwój swoich pracowników, na bazie wyników wcześniej przeprowadzanych oceniających ankiet pracowniczych. Coraz więcej spółek w sposób cykliczny przeprowadza badania satysfakcji wśród pracowników. „Jednocześnie, w obszarze pracowniczym widać potrzebę dalszego podnoszenia jakości polityk personalnych, definiowanych w ich ramach celów, a także ich regularne mierzenie, monitorowanie i raportowanie” – dodaje Jacek Kuchenbeker, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte, lider zespołu świadczącego usługi z zakresu CR. W obszarze środowiskowym wyzwaniem dla firm na przyszłość pozostaje systemowe podejście w zakresie monitorowania i raportowania dotyczącego ograniczenia zużycia paliw, energii, surowców, materiałów oraz wody.

Patrząc na RESPECT Index z perspektywy sektorowej okazuje się, że spółki zaliczane do sektora przemysłowego radzą sobie najlepiej z wymogami stawianymi w sferze środowiskowej. Obszar społeczny i sfera dobrych praktyk ładu korporacyjnego to domena sektora usług. Natomiast w sektorze finansowym najmocniejszą stroną spółek jest przede wszystkim obszar governance.

Wyniki weryfikacji przeprowadzonych przez Deloitte pokazują, że zarysowuje się grupa liderów, którzy aktywnie i w sposób systemowy podejmują starania, aby we wszystkich obszarach ESG wdrożyć dobre praktyki. „Jednocześnie wśród większości podmiotów (ubiegających się o wejście do Indeksu) widać stopniowe, ale konsekwentne przyjmowanie pożądanych praktyk w wybranych lub we wszystkich obszarach ESG, co dobrze rokuje przyszłości Indeksu i wchodzących w jego skład spółek. Podmioty te powinny jednak nadal się rozwijać i dbać o komunikację na temat podejmowanych działań. Rekomendowane jest m.in. systematyczne publikowanie raportów społecznych. Oczekiwania interesariuszy powinny być uwzględnione już na etapie definiowania raportów. Same raporty mogą i powinny być poddawane niezależnej weryfikacji i ocenie” – dodaje ekspert.

„Odpowiedzialny biznes to również kształtowanie odpowiedzialnego łańcucha wartości – dlatego w tym przypadku rekomendujemy, aby firmy wśród wymagań stawianych swoim dostawcom (produktów i usług) uwzględniały również oczekiwania dotyczące sfery środowiskowej, społecznej czy etycznej. Firmy mogą poszerzyć również wachlarz swoich produktów i/lub usług o takie, które odpowiadają na zidentyfikowane problemy społeczne. Wyzwań jest dużo, ale rynek staje się coraz bardziej dojrzały i rozumie konieczność oraz korzyści płynące z prowadzenia odpowiedzialnego biznesu.” – podsumowuje Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Indeks RESPECT jest pierwszym giełdowym indeksem spółek odpowiedzialnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Jego wartość, licząc od pierwszej publikacji (19 listopada 2009 r.) do sierpnia br., wzrosła o ponad 65 proc. W tym czasie indeks WIG, mierzący koniunkturę na całym rynku, zyskał 33 proc. Nowy skład indeksu będzie obowiązywał od 23 grudnia 2013 r.

Więcej informacji: www.odpowiedzialni.gpw.pl oraz Respect Index – Deloitte

SkyCash, system płatności przez komórkę, nawiązał współpracę z Getin Bank

Dzięki SkyCash, posiadającemu status autoryzowanego integratora płatności kartowych, klienci Getin Bank otrzymali dostęp do rozwiązań funkcjonujących w ramach inicjatywy MasterCard Mobile. To wygodny sposób na kupowanie komórką biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, bezgotówkowe parkowanie i korzystanie z wielu innych, ułatwiających codzienne życie usług.

SkyCash, system płatności przez komórkę, nawiązał współpracę z Getin Bank, udostępniając usługę bezpiecznego łączenia numerów telefonów z kartami płatniczymi. Rozwiązanie funkcjonuje w ramach MasterCard Mobile – platformy integrującej różne rozwiązania z obszaru płatności mobilnych. SkyCash pełni w niej rolę partnerskiego systemu oraz Service Managera, czyli autoryzowanego integratora płatności kartowych MasterCard. Oznacza to, że firma spełnia wszystkie standardy organizacji płatniczych w zakresie bezpieczeństwa przechowywania danych kartowych użytkowników

Dla klientów Getin Bank współpraca między firmami oznacza możliwość używania kart płatniczych do transakcji realizowanych za pomocą telefonów komórkowych u wszystkich partnerów MasterCard Mobile. Po aktywacji rozwiązania wystarczy zainstalować w komórce wybraną aplikację i dokonać płatności w saldo swojej karty, zatwierdzając transakcję indywidualnym kodem mPIN. Systemy działające w ramach platformy umożliwiają m.in. kupowanie biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, bezgotówkowe regulowanie należności za parkowanie, wypłacanie gotówki z bankomatów czy płatności za domowe rachunki. Wygodnym przewodnikiem po świecie płatności mobilnych jest oficjalna aplikacja MasterCard Mobile, prezentująca możliwości poszczególnych rozwiązań.

– Wierzymy, że usługi, które świadczymy jako Service Manager przyczynią się do popularyzacji bezpiecznego łączenia numerów telefonów z kartami płarniczymi, a tym samym zwiększą świadomość Polaków w obszarze możliwości, jakie dają płatności mobilne w ramach MasterCard Mobile – powiedział Dariusz Mazurkiewicz, Prezes Zarządu SkyCash Poland S.A. – Rozwiązanie, które wdrożyliśmy w Getin Bank to przykład na to, jak prosta może być symbioza banków z płatnościami mobilnymi – dodaje Mazurkiewicz.

***
SkyCash
SkyCash to uniwersalny system płatności przez telefon komórkowy, zapewniający intuicyjne i natychmiastowe przelewy z zachowaniem bezpieczeństwa na poziomie bankowości on-line i kart płatniczych. Stosowany jest do kupowania biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, zasilania telefonów na kartę, wypłacania gotówki z bankomatów, kupowania biletów do kina oraz gier i treści elektronicznych, a także do rozliczeń pomiędzy znajomymi oraz płatności w Internecie i punktach handlowych. Do SkyCash można zaprosić posiadacza każdego spośród 40 mln numerów telefonów komórkowych zarejestrowanych w Polsce. W 2011 roku SkyCash zdobył prestiżowe wyróżnienie w kategorii „Innowacyjny Start-Up / Technostarter”, w ramach II edycji konkursu organizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

W Polsce najlepiej sprzedaje się Skoda, w Europie Volkswagen

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) wynika, że obywatele Unii Europejskiej kupili w listopadzie 938 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o nieco ponad 1% więcej niż rok temu. W tym samym czasie z polskich salonów wyjechało ponad 24 tys. aut osobowych, czyli o 4% więcej niż rok temu, ale już o ponad 8% mniej niż w październiku. Zdaniem przedstawicieli Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zarówno dla Polski jak i Eurostrefy, roczny wynik rejestracji aut osobowych i tak będzie lepszy niż w 2012 r.

Jeśli na najnowsze dane Centralnej Ewidencji Pojazdów spojrzymy w ujęciu rocznym to widzimy, że w listopadzie zarejestrowaliśmy o 4% więcej osobówek, a biorąc pod uwagę jedenaście miesięcy, jesteśmy na 4,7% plusie. Taki rezultat, choć lekko zawyżony przez zjawisko reeksportu, na tle całej Eurostrefy prezentuje się bardzo przyzwoicie – ocenia Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, ekspert PIM. Jeśli jednak listopadowe dane zestawimy z bardzo dobrym wynikiem październikowym, już nie tak łatwo o optymizm. Przyczyną spadku jest przede wszystkim mniejsze zainteresowanie zakupów wśród firm, które w związku z przedłużającym się procesem wydania ostatecznej decyzji w sprawie derogacji przepisów związanych z odliczaniem podatku VAT, wstrzymują się z inwestycją w cztery kółka do momentu wyjaśnienia sytuacji – dodaje Gos.

Unia Europejska powoli rośnie
W listopadzie, jednym z najsłabszych w ciągu ostatnich dziesięciu lat, w 27 monitorowanych rynkach, właścicieli znalazło 936 tys. nowych osobówek, czyli o 1,2% więcej niż w analogicznym okresie rok temu. Ten trzeci z kolei miesięczny wzrost sprzedaży aut osobowych w Europie przyczynił się do lepszego wyniku skumulowanego. Choć łącznie po jedenastu miesiącach europejska mapa sprzedaży i rejestracji nadal pozostaje czerwona (prawie 11 mln rejestracji, 2,7% spadek r/r), to roczny wynik z pewnością okaże lepszy niż w 2012 r. – mówi Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju i sprzedaży w Exact Systems. Kolejny miesiąc z rzędu wzrostem sprzedaży może pochwalić się Wielka Brytania (+7% r/r) i bez wątpienia ten kraj pozostanie „zieloną wyspą” przynajmniej do końca roku. Spadki natomiast widzimy w Niemczech (-2% r/r), Włoszech (-4,5%) i Francji (-4% r/r). Liczymy, że w 2014 r. pójdziemy w ślad za Chinami i Stanami Zjednoczonymi, które od kilku miesięcy przeżywają boom na rynku samochodowym, i ponownie w Europie będziemy obserwować rosnące słupki sprzedaży aut – dodaje Jacek Opala.

W Polsce najlepiej sprzedaje się Skoda, w Europie Volkswagen
Jak podaje IBRM Samar, najchętniej kupowanym samochodem w segmencie marek popularnych w Polsce w okresie od stycznia do listopada br. była Skoda (ponad 33 tys. sprzedanych modeli), tuż za nią uplasował się Volkswagen i Toyota. Nieco inaczej prezentuje się europejska mapa producentów. Po jedenastu miesiącach, pomimo kilkuprocentowego spadku, liderem sprzedaży pozostaje marka Volkswagen z 1,4 mln sprzedanymi modelami. Trzymamy kciuki, aby potwierdziły się zapowiedzi naszego ministra gospodarki dotyczące inwestycji tego koncernu w Polsce, gdzie docelowo zatrudnienie mogłoby znaleźć aż trzy tysiące osób – mówi Opala. Drugie miejsce w Eurostrefie zajął Opel, a trzecie Renault – podaje ACEA.

Wzrost sprzedaży w całym 2013 r.
Ostatnie dane makroekonomiczne, jak i te dotyczące przemysłu motoryzacyjnego – listopadowy PMI na poziomie najwyższym od dwóch i pół roku oraz ponad 4% wzrost produkcji przemysłowej w październiku – sprawiają, że podtrzymujemy zdanie na temat wzrostu rejestracji nowych osobówek w Polsce w całym 2013 r. Grudzień to okres uruchamianych przez dealerów samochodowych promocji cenowych i wyprzedaży roczników, które skutecznie przyciągają uwagę zarówno klientów indywidualnych jak i instytucjonalnych. Liczba 285–290 tys. nowych rejestracji w tym roku, co da nam ok. 5% wzrost r/r, wydaje się więc możliwa – ocenia Paweł Gos.

W materiale prasowym zostały wykorzystane dane Głównego Urzędu Statystycznego, Centralnej Ewidencji Pojazdów, ACEA oraz IBRM Samar.

***
Exact Systems Sp. z o.o. działa od 2004 r. i jest obecnie czołowym dostawcą rozwiązań
w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla przedstawicieli branży motoryzacyjnej. Głównymi odbiorcami usług firmy są dostawcy
i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rosji, Rumunii i Wielkiej Brytanii.
Firma kładzie duży nacisk na jakość świadczonych usług oraz na rzetelność i stabilność we współpracy ze swoimi kontrahentami. Współpraca z Exact Systems pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych. Więcej informacji o firmie dostępnych jest pod adresem: www.exactsystems.pl.

Intralogistyka – najważniejsze trendy 2013

Przełom grudnia i stycznia skłania do podsumowań i rozliczeń ostatnich dwunastu miesięcy. Co ważnego wydarzyło się w 2013 roku? Jakie były najważniejsze trendy w branży intralogistycznej?

Przyjrzeliśmy się tematom prelekcji na tegorocznych konferencjach TSL, produktom nominowanym do branżowych konkursów i wskaźnikom ekonomicznym związanym z nastrojami i koniunkturą w przemyśle. Na tej podstawie udało się nam wyodrębnić pięć trendów, które zdominowały mijający 2013 rok.

Oszczędność dzięki innowacjom

Kwestia oszczędnej eksploatacji była w mijającym roku odmieniana przez wszystkie przypadki. Ze względu na wciąż jeszcze żywy w pamięci kryzys, decydując się na rozbudowę parku maszynowego, inwestorzy myśleli przede wszystkim kategoriami minimalizacji kosztów. Producenci wyszli naprzeciw tym potrzebom, wykorzystując w służbie oszczędności najnowsze technologie. Upowszechniły się i trafiły do seryjnej produkcji wózki o napędzie hybrydowym. Wykorzystują one takie rozwiązania, jak dużej mocy kondensatory gromadzące energię odzyskaną z hamowania i systemy inteligentnego sterowania napędem. Zastosowane technologie pozwalają na obniżenie kosztów eksploatacji o 30%.
Nowe możliwości wpisały się w żywą dyskusję o obniżeniu emisji dwutlenku węgla. Wraz z redukcją spalania, naturalnie zmniejsza się ilość wytwarzanych zanieczyszczeń. Hybrydy będą zapewne zyskiwać więc na znaczeniu w najbliższych latach, gdy wyklarują się polityczno-ekologiczne oczekiwania wobec przemysłu.

Renesans wózków używanych

Z podobnych przyczyn rośnie również zainteresowanie używanymi maszynami. Jak wynika z raportu Warehouse Monitor, ponad 40% przedsiębiorców wyraziło chęć zakupu odnowionych wózków widłowych, które spełniałyby standardy jakości i bezpieczeństwa. Te nastroje przekładają się na strukturę popytu. – Na każde dwa sprzedawane nowe pojazdy przypada jeden używany – informuje Marco Riewe, Szef Działu Wynajmu i Wózków Używanych STILL GmbH. – Każdego roku liczba odnowionych przez nas wózków widłowych sięga nawet 25 tysięcy – dodaje.

Pozwala to na wyposażenie zakładu w konieczne zasoby w przy znacznie niższych kosztach. Na tym gruncie rozwijały się w 2013r. różnorodne formy finansowania parku maszynowego – od zaliczkowej płatności za roboczogodziny, po wynajem i leasing.

Technologie mobilne i systemy flotowe

W 2013 mogliśmy obserwować również wzrost zainteresowania wykorzystaniem w branży technologii mobilnych. Popularyzacja tabletów i smartfonów skłoniła producentów rozwiązań intralogistycznych do wykorzystania potencjału tych urządzeń.

W branżowych konkursach doceniano aplikacje zarządzania flotą, pozwalające na zautomatyzowany monitoring eksploatacji poszczególnych maszyn i optymalizację ich użytkowania. Powstały również programy, dzięki którym można na bieżąco sprawdzać stan techniczny wózka i w razie potrzeby informować o nim serwisantów.

Godnym odnotowania sposobem wykorzystania tabletów są również programy wspomagające sprzedaż. Przykładem może być nagrodzona w konkursie Red Dot Best of the Best aplikacja umożliwiająca wyszukiwanie dopasowanych do potrzeb użytkownika pojazdów i zapoznanie się z ich parametrami technicznymi. Za jej pośrednictwem dostępne są dotyczące wózków materiały interaktywne oraz wizualizacje wnętrza kabiny operatora.

Radiowe wspomaganie

Obok powyższych, jednym z najważniejszych trendów wymienianych podczas Hamburg Intralogistics Summit był wzrost popularności technologii RFID. Poświęcony był jej również cały blok podczas V Ogólnopolskiego Kongresu Magazynowania i Logistyki Modern Warehouse.

Dziś systemy identyfikacji radiowej wykorzystywane są jako sposób kierowania pracą inteligentnych wózków – do automatycznego zwalniania w szczególnie niebezpiecznych miejscach czy kontroli ruchu jednokierunkowego. Znajdują zastosowanie również w lokalizowaniu pojazdów i towarów w magazynie, pozwalając na ich śledzenie w czasie rzeczywistym.

Poprawa koniunktury

Istnieje kilka przesłanek pozwalających twierdzić, że 2013 był w dla polskiej branży logistycznej bardzo udany. Od kwietnia do listopada nieprzerwanie rósł indeks PMI interpretowany jako wskaźnik koniunktury w przemyśle. Według danych portalu stooq, przez 7 miesięcy wzrósł on z 46,9 do 54,4 punktów, osiągając wartość najwyższą od niemal dwóch lat.

Dodatkowo, jak donosi Puls Biznesu, po 23% spadku sprzedaży opon ciężarowych w 2012r., w mijającym roku mogliśmy obserwować jej stabilny, stopniowy wzrost. Po dziesięciu miesiącach 2013r. dynamika popytu była wyższa o prawie 10% w porównaniu do analogicznego okresu 2012r. Wygląda więc na to, że branża transportowa odmroziła środki na inwestycje.

Rok 2013 upłynął pod znakiem poszukiwania sposobów optymalizacji i obniżenia kosztów eksploatacji. Przyniósł wiele innowacji, ciekawych inspiracji i nadzieję na dalszą poprawy koniunktury. Oby nadchodzący rok był co najmniej równie udany.

KGHM nagrodzony w konkursie ProJuvenes 2013

0

Parlament Studentów RP nagrodził organizacje za najlepszą współpracę ze studentami. Wśród wyróżnionych znalazł się w kategorii „Firma dla edukacji”.

Gaz bez zmian, energia elektryczna nieco w dół. Dziś decyzja URE ws. taryf

CEO Magazyn Polska

Dziś mija termin ogłoszenia nowych taryf na energię elektryczną i gaz, jeśli miałyby obowiązywać od początku przyszłego roku. Według ekspertów pierwsze mogą nieznacznie spaść, a drugie prawdopodobnie nieznacznie wzrosną lub pozostaną bez zmian. To pierwsza ważna decyzja URE po tym, jak z funkcji prezesa ustąpił Marek Woszczyk, znany ze swojej niechęci do wniosków o podniesienie cen. 

 – Spodziewałbym się obniżki cen energii elektrycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Chmal, ekspert ds. energetyki Instytutu Sobieskiego. – W ciągu ostatnich kilku lat ceny energii na rynku hurtowym spadły o ponad 20 proc., w związku z tym ta cena również powinna przenosić obniżkę na odbiorców końcowych.

W Urzędzie Regulacji Energetyki leżą wnioski taryfowe czterech dostawców, trzech z nich wnioskuje o obniżenie cen energii o ok. 6 proc., jedna firma chce utrzymania taryf z grupy G (dla odbiorców indywidualnych) na niezmienionym poziomie.

 – W przypadku stawek opłat dystrybucyjnych spodziewałbym się raczej utrzymania ich na dotychczasowym poziomie, ewentualnie korektę o poziom inflacji, czyli 1-2 proc. – przewiduje Chmal. – Nie spodziewałbym się wielkiego ruchu w górę czy w dół.

Według eksperta, URE powinien wziąć pod uwagę nakłady inwestycyjne, jakie firmy energetyczne muszą ponieść w związku z koniecznością napraw i modernizacji sieci dystrybucyjnych.

 – W przypadku energii elektrycznej obniżka na poziomie 6-7 proc., może 5-7 proc., jest racjonalna. Odzwierciedlałaby również obniżkę cen energii na rynku hurtowym i również brałaby pod uwagę poziom inflacji, który jest stosunkowo niewielki. Więc myślę, że taryfa G będzie raczej obniżona, natomiast jeżeli chodzi o stawki dystrybucyjne, raczej pozostaną na niezmienionym poziomie – wyjaśnia Chmal.

17 grudnia to też granica czasowa dla ogłoszenia nowych taryf gazowych. Pierwszą propozycję PGNiG ówczesny prezes URE Marek Woszczyk odrzucił i wezwał spółkę do korekty.

 – Taryfy od wielu miesięcy, a nawet już ta praktyka trwa kilka lat, są bardzo niekorzystne dla PGNiG – ocenia Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. – Od tego momentu, kiedy wynegocjowaliśmy z Rosjanami dosyć dobre umowy, zostały wykrzywione w sposób dramatyczny.

Te umowy spowodowały obniżkę cen dla klientów indywidualnych o ok. 10 proc., a dla odbiorców przemysłowych – o 2-4 proc. Te taryfy miały obowiązywać do końca III kwartału obecnego roku, ale zostały przedłużone do końca grudnia.

 – To jest chora taryfa, chora struktura, która powoduje, że PGNiG po prostu dokłada do tego interesu  mówi Szczęśniak. – Gdyby poprzedni prezes URE był, to bym zakładał, że PGNiG nie dostanie podwyżki, ponieważ prezes Woszczyk był znany z tego, że lubił PGNiG dociskać do ściany. Jego decyzje wzbudzały kontrowersje, ponieważ było to zachowanie wbrew regułom sztuki.

Teraz obowiązki prezesa pełni wiceprezes Maciej Bando.

 – Jaką teraz URE podejmie decyzję, nie jestem w stanie odpowiedzieć, bo nie wiem, jakie czynniki będą istotne – przyznaje Tomasz Chmal. 

Z drugiej strony, inne decyzje niż podejmowane do tej pory przez URE spowodowałyby, że indywidualni odbiorcy płaciliby więcej.

 – To chroni konsumentów, ale jest sprzeczne z interesem biznesowym – przekonuje Szczęśniak. – Taryfy PGNiG są wciśnięte w ziemię, są dosyć niskie. Zresztą to widać po różnicy cen między giełdą gazową a taryfami. Widać, że na giełdach gazowych są ceny europejskie, a na taryfach są ceny polskie. I tutaj jest problem dla PGNiG – przyznaje ekspert.

Resort finansów chce wprowadzić minimalny kapitał początkowy dla firm pożyczkowych i zwiększyć kary za działalność parabankową

Ministerstwo Finansów pracuje nad uregulowaniem branży parabankowej. Chce w ten sposób zwiększyć bezpieczeństwo klientów, korzystających z usług firm pożyczkowych i zapobiec sytuacji podobnej do problemów Amber Gold. Federacja Konsumentów przestrzega jednak przed nadmiernym windowaniem kar finansowych dla firm prowadzących nielegalną działalność parabankową. Po zapłaceniu grzywny mogą nie mieć pieniędzy na wypłaty dla klientów.

Ministerstwo Finansów w projekcie uregulowania rynku pozabankowego chce zwiększenia kar finansowych, nakładanych na firmy prowadzące nielegalnie działalność parabankową, czyli pobierające depozyty od klientów. Federacja Konsumentów popiera restrykcyjne karanie nieuczciwych firm, ale ostrzega, że może ono rykoszetem trafić w klientów.

 – Po uiszczeniu takiej kwoty, jak proponowane 10 mln zł, firma może nie mieć z czego oddać poszkodowanym pieniędzy. Przypomnijmy, że w przypadku Amber Gold nawet bez tej grzywny klienci i tak nie odzyskają większości swoich depozytów – zwraca uwagę  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Czepulonis. – Skuteczniejsza powinna być raczej wyższa kara pozbawienia wolności i taką zmianę popieramy – dodaje.

Regulacja firm pożyczkowych i edukacja

MF proponuje też szereg regulacji dla firm pożyczkowych. Chce m.in., by minimalny kapitał zakładowy firmy pożyczkowej wynosił 60 tys. zł Same firmy pożyczkowe proponowały, by poziom ten zwiększyć do 1 mln złotych. Czepulonis sugeruje wprowadzenie pułapu kapitałowego w przedziale od 100 do 200 tys. złotych jako optymalnego rozwiązania.

 – Mamy wątpliwości co do wysokości kapitału początkowego, wymaganego dla firm pożyczkowych. Kwota, która pojawiała się w propozycjach – 60 tys. zł – jest zdecydowanie zbyt niska i trzeba jeszcze popracować nad jej wypośrodkowaniem. Nie można też przesadzić w drugą stronę i tym samym zablokować wejścia nowych firm na rynek – mówi Piotr Czepulonis, prawnik z Federacji Konsumentów.

Jak podkreśla prawnik, do Federacji Konsumentów wciąż trafia dużo skarg na firmy pożyczkowe. Większość z nich spowodowana jest tym, że klienci nie są w pełni świadomi kosztów, jakie wiążą się z zaciągnięciem pożyczki.

 – Myślę, że większa odpowiedzialność ciąży na przedsiębiorcach. Ale klienci i konsumenci powinni się edukować, to jest jasne. Powinni przed zawarciem umowy zapytać znajomych, może znajomego prawnika, albo pójść do organizacji, która udziela bezpłatnych porad konsumenckich, żeby się dowiedzieć, co mają podpisać – wyjaśnia Czepulonis.

Jedną z propozycji zawartych w projekcie jest też ustalenie limitu kosztów pożyczki. Według wstępnych propozycji resortu ma wynosić 30 proc. wartości pożyczki.

 – Dla nas jest jasne, że firmy pożyczkowe też muszą zarabiać. Jeśli te regulacje czy ograniczenia spowodują, że biznes będzie nieopłacalny, to wtedy na pewno nie będzie to dobre dla branży. Ważne, by regulacje były z korzyścią dla konsumentów, ale i dla branży – podkreśla Piotr Czepulonis..

Ministerstwo Finansów wykazuje, że od 5 lat wartość pożyczek zaciąganych w firmach pożyczkowych intensywnie rośnie. W 2012 roku wyniosła 2 mld 265 mln zł. Było to o 165 mln zł więcej niż w poprzednim. Blisko 1,4 miliona klientów skorzystało z usług tych podmiotów w ubiegłym roku.

UKE porówna jakość usług świadczonych przez operatorów telekomunikacyjnych

Urząd Komunikacji Elektronicznej wspólnie z operatorami i innymi przedstawicielami branży określił wskaźniki, które posłużą do pomiarów jakości w sieciach telekomunikacyjnych. Dzięki temu konsumenci mają otrzymać lepszą wiedzę na temat konkretnych usług poszczególnych operatorów, m.in. prędkości internetu mobilnego czy jakości połączenia głosowego. Pierwsze badania odbędą się w przyszłym roku.

W pracach uczestniczyło 44 firm i instytucji z branży telekomunikacyjnej, w tym najwięksi operatorzy na rynku, czego efektem jest jednolity system pomiaru (QoS – Quality of Service). Dzięki temu wypracowano wskaźniki jakości usług na rynku telefonii stacjonarnej i mobilnej oraz ustalono metodę dokonywania obiektywnych pomiarów. To część realizacji postanowień podpisanego przed rokiem przez zainteresowane podmioty „Memorandum w sprawie współpracy na rzecz podnoszenia jakości usług dostępnych na rynku telekomunikacyjnym”.

 – Po kilkunastu miesiącach dyskusji udało nam się sfinalizować prace w ramach zaproponowanego przez regulatora Memorandum – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Porozumienie przewiduje, że zebrane informacje będą prezentowane publicznie w postaci tabeli, a w przyszłości w specjalnej porównywarce. Dzięki temu konsument ma otrzymywać pełną wiedzę na temat danej usługi.

 – Przed zawarciem umowy będziemy mogli sprawdzić na stronie internetowej – czy to określonego przedsiębiorcy telekomunikacyjnego, czy prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej – jaką jakość dany przedsiębiorca w obrębie konkretnej usługi i konkretnego wskaźnika oferuje – wyjaśnia Gaj.

Wypracowane zasady spowodują, że usługi telekomunikacyjne będą opisywane w tak dokładny sposób jak skład produktów spożywczych czy wysokość kosztów kredytów. To oznacza, że operator będzie musiał poinformować o takich wskaźnikach jak: prędkości transmisji danych, opóźnienia pakietów danych, jakość połączenia głosowego, statystyki dotyczące połączeń przerwanych i skuteczności połączeń telefonicznych.

 – Do tej pory konsument kupował usługę telekomunikacyjną, ale często się zdarzało, że w centrum miasta mieliśmy świetną jakość połączenia, a w domu musieliśmy stać w jednym, określonym miejscu, żeby uzyskać  połączenie – mówi prezes UKE. – Przyjęliśmy, że będą trzy kategorie: dobra jakość, zadowalająca, czyli średnia  oraz niska jakość, czyli poniżej jakichkolwiek oczekiwań.

Pierwsza kampania pomiarowa ma rozpocząć się w 2014 roku. Operatorzy uczestniczący w pracach zobowiązali się przekazywać do UKE wyniki badań dwa razy w roku.

By rozwiać obawy operatorów dotyczące wyników pomiarów, strony memorandum przyjęły kilka zasad ich realizacji. Oznacza to, że pomiary powinny być wykonywane w tym samym czasie, na tym samym terenie, a wykonywać ma je niezależny podmiot. Prezes UKE ma sprawować kontrolę nad całym procesem.

 – Żaden z krajów europejskich nie może się pochwalić takim osiągnięciem. Wypracowaliśmy to razem, więc to powinno zminimalizować spory i dyskusje zarówno z konsumentem, jak i z regulatorem, czy to jest dobra jakość, czy zła, czy spełniam te kryteria, czy nie – twierdzi Magdalena Gaj. – W efekcie konsument będzie miał dobrej jakości usługi, w sposób transparentny opublikowane wskaźniki i mierniki, a dzięki temu będzie na tym korzystał.

„Memorandum w sprawie współpracy na rzecz podnoszenia jakości usług dostępnych na rynku telekomunikacyjnym” podpisano 26 października 2012 roku. Uczestnicy porozumienia pracowali w grupach tematycznych, w sumie odbyło się 40 takich spotkań. Memorandum na charakter otwarty, więc przystąpić do niego może każdy uczestnik rynku.

Od nowego roku pośrednicy nieruchomości bez licencji

Od 1 stycznia 2014 roku pośrednikiem w obrocie nieruchomościami będzie mógł zostać dosłownie każdy. I to bez żadnych szczególnych kwalifikacji. Dlatego Polska Federacja Rynku Nieruchomości (PFRN) uruchamia własny rejestr pośredników i zarządców nieruchomości. W ten sposób zamierza ułatwić klientom orientację w rynku.

Według ustawodawcy deregulacja otworzy branżę i stworzy nowe miejsca pracy. Być może spowoduje też wejście na rynek firm spoza Polski.

 – Nie sądzę, by firmy zagraniczne zaczęły się masowo pojawiać na naszym rynku. Tym bardziej że jest na nim coraz mniej miejsca. Już dzisiaj agenci z trudnością sobie radzą, nie zarabiają takich pieniędzy jak za czasów nieruchomościowej bańki cenowej. Dziś w rejestrze pośredników jest ponad 20 tys. osób. Jeśli doliczyć do tego osoby wykonujące czynności pomocnicze, np. dwie na jednego pośrednika, to mówimy o grupie 60 tys. osób w Polsce. Na pewno są jeszcze nisze, zawsze można znaleźć dochodowe miejsce, ale wielkiego napływu do branży nie będzie. To naprawdę trudna, wymagająca doświadczenia praca – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Leszek A. Hardek, prezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Zdaniem części ekspertów rynku nieruchomości zniesienie niemal wszystkich barier – nawet statusu niekaralności – to już nie deregulacja branży, ale wręcz likwidacja zawodu. Podkreślają oni, że likwidacja licencji zawodowych oraz brak wymagań związanych z wykształceniem i kwalifikacjami mogą utrudnić życie klientom i narazić ich na obsługę przez przypadkowe osoby, bez odpowiednich umiejętności. PFRN zamierza samodzielnie uruchomić ogólnopolski rejestr pośredników i zarządców nieruchomości, by umożliwić weryfikację ich kwalifikacji zawodowych.

 – Zgodnie z ustawą do 31 grudnia ministerstwo [infrastruktury i rozwoju] ma ustawowe prawo i ustawową delegację, aby część danych z Centralnych Rejestrów Pośredników w Obrocie Nieruchomościami oraz Zarządców Nieruchomości, a także Rzeczoznawców Majątkowych publikować na stronie internetowej. W roku 2014 rejestry znikną i trudno będzie sprawdzić, czy dany specjalista miał przyznaną licencję. Uruchamiamy więc nasz własny rejestr, by osoby z licencją nadaną w trybie ustawy mogły potwierdzić jej posiadanie. Pamiętamy też o kolejnych chętnych, którzy – bez względu na brak wymogów – będą chcieli zdobyć dokument potwierdzający ich umiejętności – tłumaczy prezydent PFRN.

Federacja nowym osobom będzie stawiała takie same wymogi, jakie zawierała ustawa przed deregulacją, łącznie z wymogiem niekaralności i co najmniej średniego wykształcenia.

 – Dodatkowe szkolenia będą już dobrowolne, ale ukończony kurs zakończony egzaminem będzie potwierdzeniem minimalnej wymaganej wiedzy pozwalającej na wejście do zawodu. Planujemy też szkolenia doskonalące umiejętności zawodowe. W branży nieruchomości wiedza i praktyka są nie do przecenienia – uważa Leszek A. Hardek.

Dzięki temu nowi pracownicy, którzy spełnią wymogi postawione przez PFRN, ukończą kurs, zdadzą podstawowy egzamin, wyrażą zgodę na przetwarzanie danych i podpiszą zobowiązanie do przestrzegania niedawno przyjętego przez Federację kodeksu etyki, także zostaną umieszczeni w nowym rejestrze.

Rejestr PFRN będzie dostępny dla każdego, podobnie jak rejestr ministerialny. Zostaną natomiast poszerzone informacje o specjalistach.

 – Do tej pory rejestr ministerialny zawierał imię, nazwisko, imiona rodziców, informację o wykształceniu oraz numer licencji. W naszym rejestrze znajdą się, oprócz wymienionych, także informacje dodatkowe, umieszczane dobrowolnie przez zainteresowanych. Będą to dane o odbytych szkoleniach, znajomości języków, specjalizacjach rynkowych – np. nieruchomości mieszkaniowe lub komercyjne. Co więcej, wśród pośredników i zarządców są także rzeczoznawcy z uprawnieniami budowlanymi czy uprawnieniami do sporządzania certyfikatów energetycznych. Także takie informacje, i dane kontaktowe, znajdą się w naszym rejestrze – wylicza Leszek A. Hardek.

Dodatkowo pojawią się też informacje o ubezpieczeniu specjalistów. Takie ubezpieczenia od stycznia nadal będą obowiązkowe (choć brak nie będzie karany), więc z rejestru klienci dowiedzą się, w jakim towarzystwie jest ubezpieczony pośrednik i jaka jest kwota gwarancyjna ubezpieczenia.

InPost postawi paczkomaty na działkach osób prywatnych. Pierwsze umowy franczyzowe możliwe w II połowie przyszłego roku

Największy konkurent Poczty Polskiej przygotowuje się do wdrożenia modelu franczyzowego. Dzięki temu paczkomaty InPostu pojawią się na prywatnych działkach, np. przy małych sklepach. Dziś w Polsce działa 1100 takich urządzeń: głównie przy stacjach benzynowych i dużych centrach handlowych.  Jeżeli będziemy rosnąć tak szybko jak teraz, to rozpoczniemy wdrożenie tego pomysłu w przyszłym roku  mówi Rafał Brzoska, prezes Grupy Integer.pl.

InPost poszerza zasięg działania i przygotowuje się do wdrożenia franczyzy. Firma rozważa model polegający na podpisywaniu umów z właścicielami działek w atrakcyjnych – z punktu widzenia firmy – lokalizacjach. Dzięki temu liczba paczkomatów mogłaby znacząco wzrosnąć. Dziś liczy ona 1100 maszyn.

 – Na swojej posesji, przy swoim sklepie rozstawia pan nasze urządzenie i pobiera z tego tytułu stałe dochody od każdej przesyłki, która trafia do tej maszyny – wyjaśnia Rafał Brzoska, prezes Grupy Integer.pl, do której należy InPost.  Kluczem jest posiadanie szybko rosnącej pozycji, rozpoznawalnej marki, tylko wtedy projekt franczyzowy ma szansę powodzenia.

Dlatego projekt ten będzie wdrażany tylko w krajach, gdzie paczkomaty już zyskały dużą popularność. Firma planuje wystartować z tym modelem w III kwartale 2014 roku. Wdrożenie oparte będzie na wynikach pilotażu przeprowadzonego przez InPost w tym roku.

 – Strategia jest już przygotowana, pilotaż był wykonany, więc wszystkie estymacje mamy już poczynione. To pozwoli nam zmniejszyć kapitałochłonność rozwoju sieci w krajach, gdzie nasza pozycja jest silna i dzięki temu możemy się skupić na ekspansji na nowe kraje – mówi Brzoska.

Nowe życie poczty

W połowie listopada InPost podpisał umowę ze spółką RUCH SA. Dzięki tej współpracy od przyszłego roku sieć powiększy się o 5 tys. punktów nadawczo-odbiorczych i ostatecznie liczyć będzie 6,7 tys. placówek.

 – Będziemy równorzędnym konkurentem dla Poczty Polskiej w zakresie zasięgu, liczby placówek i dostępności do usług pocztowych – tłumaczy szef InPostu.  Celem strategicznym jest skokowy wzrost obrotów i zasięgu. Już w 2014 roku szacujemy, że InPost może rosnąć o 100 proc. rok do roku, przez najbliższych kilka lat.

W praktyce oznacza to, że kioskach działających pod marką RUCH-u będzie można nadać list i odebrać przesyłkę awizowaną. Rozważane jest również roszczenie tej współpracy o możliwość dostarczania i odbierania w kioskach RUCH-u paczek przesyłanych przez InPost.

 – Dobra współpraca z zarządem RUCH-u rokuje bardzo dobrze na przyszłość – mówi Rafał Brzoska. – W tej chwili raczej będziemy skupiać się na rozwijaniu różnych modeli współpracy i ewentualnie nowych usług, aniżeli na poszerzaniu samej sieci.

Rozwój InPostu wiąże się ze zwiększeniem zatrudnienia. Spółka zapowiada, że do jej zespołu w przyszłym roku dołączy około 3,5 tysiąca listonoszy. W tej chwili grupa zatrudnia 7 tysięcy osób.

 – Nie jest prawdą, że prywatyzacja segmentu pocztowego powoduje zwolnienia w branży, bo my cały czas zatrudniamy nowych pracowników. I to zatrudnienie wciąż będzie rosło – mówi Rafał Brzoska.

W drodze do sądu

 

Dodatkowym motorem napędowym dla spółki będzie przejęcie Polskiej Grupy Pocztowej, do czego ma dojść w I kwartale 2014 roku. To właśnie ta spółka wygrała przetarg na obsługę sądów i prokuratur.

 – Niewątpliwie potencjalna akwizycja Polskiej Grupy Pocztowej może wzmocnić nasze działania w zakresie zarówno poszerzenia zasięgu, jak również skokowego zwiększenia przychodów – wyjaśnia szef Integera.pl.

InPost jest dziś drugim największym po Poczcie Polskiej dostawcą listów i paczek w kraju. Spółka działa od 2006 roku. Przesyłki firmy docierają do ponad 8 tysięcy miast w Polsce.