Nowy Dyrektor Operacyjny w Dziale Property Management BNP Paribas Real Estate

Michał Pszkit został mianowany Dyrektorem Operacyjnym w Dziale Property Management w firmie BNP Paribas Real Estate w Polsce. Dział Property Management oferuje kompleksowe usługi w zakresie zarządzania nieruchomościami komercyjnymi.

Michał Pszkit posiada ponad 8 lat doświadczenia na rynku nieruchomości komercyjnych. Zanim dołączył do BNP Paribas Real Estate pracował między innymi na stanowiskach Associate Director oraz Property Portfolio Manager w firmie DTZ. Pełnił również funkcję Leasing Manager w firmie Cefic Polska. Michał jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej, na której ukończył kierunek finanse i zarządzanie, a także Wyższej Szkoły Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie. Ukończył także program studiów podyplomowych – Real Estate Professional organizowany przez Polską Radę Centrów Handlowych we współpracy z Solvay Brussels School of Economics & Management.

Naszym celem jest dostarczanie klientom firmy najlepszych usług związanych z zarządzaniem nieruchomościami. Zarządzamy każdym aspektem funkcjonowania centrów handlowych, budynków biurowych oraz nieruchomości magazynowych dbając o wzrost wartości obiektów zgodnie z celami określonymi przez naszych Klientów. Dzięki przejrzystym procedurom i ustandaryzowanym systemom raportowania klienci BNP Paribas Real Estate mogą na bieżąco monitorować stan nieruchomości i realizację założonych celów biznesowych – mówi Grzegorz Dudziak, Dyrektor Działu Property Management w Europie Środkowo-Wschodniej w BNP Paribas Real Estate. Jestem przekonany, że doświadczenie Michała w pracy nad wzrostem wartości aktywów przełoży się na wypracowanie dodatkowej wartości dla naszych klientów. BNP Paribas Real Estate to jeden z liderów w obszarze doradztwa na rynku nieruchomości w krajach Europy Zachodniej dzięki świadczeniu najwyższej jakości usług. Również w Polsce rozwijając firmę oferujemy najlepsze rozwiązania, ponieważ naszym sukcesem jest sukces naszych klientów – podsumowuje Grzegorz Dudziak.

Czy firmowe przyjęcie to przychód dla pracownika?

Wbrew pozorom, urządzenie firmowego przyjęcia świątecznego w taki sposób, by zadowolony był nie tylko zarząd firmy, ale i jej pracownicy, jest nie lada sztuką. I nie chodzi wcale o to, by było drogo i wystawnie. Kluczową rolę odgrywa atmosfera.

Z perspektywy pracownika

Z różnych badań prowadzonych na przestrzeni ostatnich lat wynika, że zdecydowana większość pracowników opowiada się za organizowaniem imprez firmowych. Tylko niewielka część uważa, że to działania zbędne, a praca nie jest miejscem odpowiednim dla zawierania bliższych znajomości. Dlatego ich zdaniem spotkania w celach innych niż służbowe są stratą czasu.

Z badań Show Service Events Marketing wynika jednak, że aż 95% ankietowanych pracowników uważa, że firmowe przyjęcia są potrzebne, z czego niemal 70% sądzi, że powinny odbywać się przynajmniej 2 razy w roku, a nawet częściej. Pracownicy twierdzą też, że po takim spotkaniu łatwiej im się współpracuje i bardziej utożsamiają się z własną firmą. Zdaniem wielu, firmowe przyjęcia mają też wartość motywacyjną.

Jak pokazuje doświadczenie, coraz częściej pracownicy chcieliby też mieć realny wpływ na kształt planowanej imprezy – niezależnie od tego, czy ma być to spotkanie świąteczne, uroczystość rocznicowa, czy zwykły wyjazd integracyjny.

Poczęstunek, bankiet a może impreza?

Możliwości jest kilka – od małego poczęstunku na terenie firmy i w godzinach pracy, przez imprezę w pubie lub restauracji, po uroczysty bankiet albo wspólny wyjazd. Świąteczne spotkanie w siedzibie firmy zazwyczaj ogranicza się do złożenia pracownikom podziękowań i noworocznych życzeń oraz wręczenia drobnych upominków. Pod żadnym pozorem na tego typu uroczystości nie powinien znaleźć się alkohol.

Z badań SSEM wynika jednak, że większość pracowników preferuje spotkania w luźniejszej atmosferze. Oficjalne bankiety nie cieszą się dużą popularnością. Dlatego większą swobodę uczestnikom możemy zapewnić, organizując spotkanie np. w restauracji lub klubie. Dla imprez odbywających się z okazji innych niż święta i Nowy Rok, rozwiązaniem mogą być też wyjazdy integracyjne. Są one szczególnie atrakcyjne, gdy firma oferuje pracownikom zajęcia wymagające aktywności lub takie, które będą dla nich nowością.

Swoboda kontrolowana

Pamiętać trzeba, że nawet najbardziej swobodna impreza firmowa nigdy nie jest sytuacją w pełni prywatną. Niestety nie wszyscy potrafią kontrolować ilość spożywanego alkoholu, a to może nieść ze sobą co najmniej niezręczne konsekwencje. Wyniki ankiety przeprowadzonej przez MonsterR pokazują, że wielu osobom zdarza „zapomnieć się” podczas świątecznej imprezy firmowej – niemal co dziesiąty pracownik przyznał się do zrobienia czegoś, czego potem żałował. W najlepszym wypadku jest to kompromitacja, o której po kilku dniach wszyscy zapomną. Niestety, wyjątkowo spektakularne wpadki, takie jak bójki, przepychanki lub natrętne adorowanie koleżanek mogą zakończyć się nawet zwolnieniem z pracy.

Jest więc odrobina prawdy w opiniach mówiących o tym, że imprezy firmowe mogą sprzyjać powstawaniu konfliktów i bywają też dla kadry kierowniczej okazją do obserwowania pracowników w sytuacjach pozazawodowych.
Niezwykle ważną kwestią jest zachowanie kadry zarządzającej podczas takich spotkań. Tak jak i w innych sytuacjach, kierownicy podlegają znacznie surowszej ocenie, dlatego powinni szczególnie uważać, by podczas przyjęcia nie popełnić jakiegoś faux pas.

Firmowe przyjęcie to przychód dla pracownika?

Organy podatkowe i sądy administracyjne zgadzają się, że zasadniczo wszystko, co pracownik otrzymuje od pracodawcy, stanowi dla niego przychód ze stosunku pracy. Trudno się temu dziwić – jest to po prostu powtórzenie przepisów ustawy o PIT. Jednak organy podatkowe uważają też, że powstanie przychodu powoduje już samo zaproszenie na imprezę, co więcej, że powstaje on nawet wtedy, gdy nie ma możliwości przypisania konkretnej korzyści dla danego podatnika. Z tym nie zgadzają się sądy administracyjne, uznając w wydawanych wyrokach, że opodatkowaniu mogą podlegać tylko świadczenia przypadające w określonej wartości na pracownika.

Pomimo tego, Naczelny Sąd Administracyjny, zamiast wydać uchwałę na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich, złożył ostatnio wniosek do Trybunału Konstytucyjnego z pytaniem, czy przepisy ustawy o PIT w zakresie, w jakim nie precyzują określenia „inne nieodpłatne świadczenia” i stanowią podstawę do ustalenia wartości pieniężnej tych świadczeń wliczanej do przychodu ze stosunku pracy, są konstytucyjne. Ponieważ wniosek do TK został złożony w ostatnich tygodniach, nie należy oczekiwać rychłego wyjaśnienia sprawy.

Wojciech Garczyński, doradca podatkowy, TGC Corporate Lawyers

Rynek sprzętu medycznego w Polsce 2013-2016

Przerwa w dostawie środków unijnych spowodowana kończeniem się Regionalnych Programów Operacyjnych oraz Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko (POiIŚ), jak również osłabienie koniunktury gospodarczej, wpłynęły na nienajlepsze nastroje w branży sprzętu medycznego w bieżącym roku, wynika z analizy PMR przedstawionej w najnowszym raporcie „Rynek sprzętu medycznego w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2016”.

Wzrastające zadłużenie SP ZOZ nie wpływa pozytywnie na skalę zakupów sprzętu medycznego

Na nienajlepszą sytuację na rynku sprzętu medycznego (w szerokim rozumieniu tego słowa, a więc w tym ujęciu zarówno drobny jednorazowy sprzęt, jak również sprzęt do diagnostyki obrazowej i ortopedyczny), oprócz wymienionych powyżej czynników, wpłynął pośrednio wzrost cen leków będący skutkiem Ustawy Refundacyjnej, co niewątpliwie dodatkowo uszczupliło budżety gospodarstw domowych. Zamieszanie na rynku medycznym, jakie spowodowała ta ustawa, mogło też pośrednio wpłynąć na zmniejszenie zakupów dokonywanych przez jednostki medyczne. Jednocześnie, wzrastające zadłużenie SP ZOZ nie wpływa pozytywnie na skalę robionych przez nie zakupów. Część z nich, chcąc uniknąć przymusowej komercjalizacji, na pewno chciała ograniczyć koszty, aby bilans jednostek nie okazał się ujemny. Dodatkowo, samorządy w kolejnych latach wydawały coraz mniej na zakup środków trwałych w szpitalach.
Na dynamikę rynku w 2013 r. może natomiast pozytywnie wpłynąć zwiększenie środków finansowych z NFZ na zaopatrzenie ortopedyczne, jednak, w naszej opinii, nie na tyle, aby zniwelować zupełnie znikome zakupy sprzętu ze środków unijnych w bieżącym roku dokonywane przez jednostki opieki zdrowotnej.

Optymizm zmalał w wyniku kryzysu ekonomicznego

„Z badania przeprowadzone specjalnie na potrzeby tego raportu wynika, że dominuje nastrój wyczekiwania na nową transzę funduszy unijnych. Pozwolą one zwiększyć zakupy dokonywane przez placówki opieki zdrowotnej, stąd też wzrastająca ponownie dynamika rynku w kolejnych latach, np. 3% w 2014 r., do wartości 4,13 mld zł. Warto zaznaczyć jednak, że nie widać tu optymizmu obecnego jeszcze przed kilkoma latami, kiedy respondenci prognozowali kilkudziesięcioprocentowe wzrosty, co jest zrozumiałe po kilku latach przedłużającego się kryzysu ekonomicznego.” mówi Monika Stefańczyk, autor raportu.

Ocena obecnej sytuacji na rynku przez producentów sprzętu medycznego

Obecnie respondenci , podobnie jak w poprzednich edycjach badania (2011 i 2004), najczęściej jako uzasadnienie dobrej oceny sytuacji na rynku (w sumie 33% wskazań na odpowiedź, że sytuacja jest dobra lub bardzo dobra, 40% ani dobra ani zła, pozostałe to negatywne oceny) podają rosnące zapotrzebowanie na sprzęt zarówno w szpitalach, innych placówkach opieki zdrowotnej, jednostkach naukowo-badawczych, jak i wśród pacjentów. Warto zauważyć, że odsetek wskazań na ten aspekt zwiększył się m.in. z powodu konieczności spełnienia kryteriów rozporządzenia w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać pod względem fachowym i sanitarnym pomieszczenia i urządzenia zakładu opieki zdrowotnej.

Warto zauważyć wzrost odsetka odpowiedzi wskazujących na dobrą jakość sprzętu, co dowodzi, że rynek staje się powoli coraz dojrzalszy.

Jednocześnie mniej firm wskazuje na duży wybór produktów i firm jako przyczynę dobrej sytuacji na rynku. Wynika to, w naszej opinii, z faktu, iż coraz większej liczbie firm konkurencja bardziej doskwiera, niż pomaga (liczba firm operujących na rynku polskim zwiększa się z roku na rok).

W bieżącej edycji badania mniej firm wspomina o dostępie do środków finansowych, co więcej, prawie w ogóle nie wymieniają one funduszy europejskich (w 2011 r. była to zdecydowana większość w tej kategorii). Wiąże się to prawdopodobnie z kończącą się transzą środków np. z POIiŚ.

W poprzednich latach pojawiały się takie wskazania, jak potencjał i wzrost rynku, lecz obecnie rynek ustabilizował się i nie rozwija się aż tak dynamicznie, dlatego respondenci nie wspominają o tym aspekcie.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek sprzętu medycznego w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2016”.

Rozwój małych i średnich firm zahamowany z powodu wysokich kosztów pracy

CEO Magazyn Polska

Jak wynika z badania firmy audytorsko-doradczej Grant Thornton, obowiązujące w Polsce przepisy prawa pracy są główną barierą administracyjną w rozwoju przedsiębiorstw. Problemem są głównie jego częste zmiany i niejednoznaczne interpretacje. Wynikające z przepisów koszty pracy, np. obciążenia w postaci składek ZUS czy wynagrodzeń chorobowych, najbardziej uderzają w małe i średnie przedsiębiorstwa, a w konsekwencji – hamują ich wzrost.

Obowiązujące przepisy prawa pracy, które przekładają się wprost na koszty zatrudnienia, powodują, że interes pracownika bardzo często jest sprzeczny z interesem pracodawcy. Zatrudnienie na umowę o pracę wiąże się z szeregiem dodatkowych, wysokich kosztów, które obciążają pracodawcę.

 – Największym obciążeniem dla pracodawców są bardzo wysokie koszty pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Smulewicz, HR i Payroll Partner w firmie audytorsko-doradczej Grant Thornton. – Nie możemy zapominać o tym, że wynagrodzenie brutto, które oferujemy pracownikowi, jest jeszcze „opakowane” składkami po stronie pracodawcy. Są to dodatkowe koszty dla pracodawców, których nie odczuwają pracownicy.

To szczególnie odczuwalne dla firm z sektora MŚP, które dopiero rozpoczynają działalność i na starcie nie mają stabilnej sytuacji finansowej.

Istotnym obciążeniem są dla nich koszty wynagrodzeń chorobowych. W pewnym zakresie muszą one być finansowane przez pracodawcę, mimo że za każdego pracownika odprowadza on składkę chorobową w wysokości 2,45 proc. wynagrodzenia brutto.

 – W odniesieniu do osób poniżej 50. roku życia przez pierwsze 33 dni choroby w roku kalendarzowym koszty ponosi pracodawca. W odniesieniu do osób, które mają powyżej 50. roku życia – przez 14 dni – podkreśla ekspertka. – Proszę wyobrazić sobie małą firmę, zatrudniającą dwie pracownice, które w jednym czasie zachodzą w ciążę. Pracodawca musi równoległe utrzymać na wynagrodzeniu chorobowym te pracownice i jeszcze zatrudnić dwie kolejne, żeby mogła być normalnie świadczona praca.

Problemem dla części pracodawców może być również to, że podczas rocznego urlopu rodzicielskiego pracownik nie traci prawa do pełnego urlopu wychowawczego, co jest dodatkowym, istotnym kosztem dla przedsiębiorców.

Biurokracja zbyt rozbudowana

Problemem w Polsce jest również biurokracja, czyli nadmiernie rozbudowane wymogi administracyjne, które nakłada na pracodawców Rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej. Chodzi o dokumenty niezbędne w procesie rekrutacji i podczas zatrudniania nowego pracownika. Zdaniem Moniki Smulewicz znacznym ułatwieniem byłoby skonsolidowanie wymaganych deklaracji i kwestionariuszy do jednego, dwóch dokumentów.

 – Większość tych dokumentów zawiera powtarzane informacje, w zależności od tego, w jakim celu są one składane, np. imię, nazwisko, pesel, adres itd. – podkreśla. – W Polsce, jako jedynym kraju UE, mamy tak rozbudowaną administrację personalną. W żadnym innym kraju nie wystawia się tak rozbudowanych świadectw pracy, z taką liczbą informacji, a w Polsce ma to istotne znaczenie.

Ograniczenie liczby dokumentów pomogłoby przedsiębiorcom zaoszczędzić koszty. Po zakończeniu stosunku pracy, pracodawca ma obowiązek przechowywania dokumentacji pracowniczej przez okres 50 lat. Nawet jeśli firma nie przetrwa na rynku takiego czasu, obowiązek archiwizacji nie znika.

Problemem niejasne prawo

Zdaniem Moniki Smulewicz polscy przedsiębiorcy potrzebują przede wszystkim jasnych przepisów. Liczba składanych przez nich wniosków o interpretację jakiegoś przepisu wskazuje, że tak nie jest. Problemem jest również to, że często stanowiska resortu pracy, Państwowej Inspekcji Pracy oraz sądów najwyższych są rozbieżne w danej kwestii.

 – Gdyby udało nam się w taki sposób konstruować przepisy prawa pracy, żeby nie pozostawiały zbyt wielu wątpliwości interpretacyjnych i tym samym pola do nadużyć, na pewno przedsiębiorcy mogliby podejmować trafniejsze i bezpieczniejsze decyzje personalne – podkreśla.

Wśród przepisów, które pozytywnie wpływają na działalność przedsiębiorstw, wymienia te, które weszły w życie 23 sierpnia 2013 roku, wprowadzając możliwość wydłużenia okresu rozliczeniowego do 12 miesięcy, oraz stosowania tzw. ruchomego czasu pracy. Na rozwiązaniu tym mogą skorzystać m.in. przedsiębiorcy, którzy prowadzą działalność o charakterze sezonowym.

Do Polski popłynie prąd z Portugalii i Skandynawii

Za rok wystartuje wspólny rynek energii elektrycznej obejmujący Europę od Skandynawii aż po Półwysep Iberyjski. – Wiatraki na wybrzeżu portugalskim będą mogły zasilać nasz przemysł – zapowiada Ireneusz Łazor, prezes zarządu Towarowej Giełdy Energii. Dzięki integrowaniu rynków energii Unia Europejska chce zwiększyć konkurencyjność i obniżenie cen oraz większe bezpieczeństwo dostaw.

 – Wspólny rynek energii to jest dopiero pierwszy krok. Kolejne doprowadzą do konsolidacji w europejskim sektorze giełdy energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ireneusz Łazor.

Komisja Europejska dąży do stworzenia wspólnego rynku energii do końca 2014 r. Aby tak się stało, kraje członkowskie UE muszą wdrożyć zasady trzeciego pakietu energetycznego z 2009 r. i przyjąć m.in. kody, czyli wspólne zasady sprzedaży i transportu energii elektrycznej. To proces tzw. market couplingu, czyli mechanizmu łączenia rynków, obszarów działania giełd. Kryje się za tym połączenie mocy dostępnych na wszystkich krajowych rynkach państw członkowskich Unii Europejskiej w jeden zintegrowany system. To ma umożliwić zakup energii poprzez giełdy, na których w wyniku gry popytu i podaży ustalane będą jednolite, transparentne i wiarygodne ceny.

 – Na północy jesteśmy w fazie testów i w najbliższych kilkunastu tygodniach, w lutym przyszłego roku, powinna zafunkcjonować nowa formuła wyznaczania ceny w tej części Europy – zapowiada prezes TGE. – To jest algorytm uwzględniający zdolności przesyłowe pomiędzy poszczególnymi krajami, jak również propozycje cenowe kupna – sprzedaży uczestników rynków z tych krajów, które będą objęte właśnie wspólnym wyznaczaniem cen.

Wspólny rynek energii ma doprowadzić do większej, a zarazem równej konkurencji niezależnie od kraju działania firmy sprzedającej czy produkującej prąd i gaz, a w konsekwencji do niższych cen energii dla odbiorców. TGE jest aktywnym uczestnikiem i współtwórcą tego rynku, przygotowała m.in. giełdową Platformę Informacyjną, która zostanie uruchomiona w styczniu 2014 r. Dzięki temu uczestnicy giełdy energii będą mieli przejrzysty dostęp do informacji na temat rynku i transakcji tu zachodzących.

W nowym rozkładzie Przewozów Regionalnych więcej połączeń

CEO Magazyn Polska

Przewozy Regionalne w obowiązującym od wczoraj rozkładzie uruchomiły około 40 relacji połączeń dalekobieżnych interREGIO. Część z nich będzie jednak obsługiwana autobusami. Do marca rozkład się nie zmieni, ale potem możliwe są korekty związane z remontami. Przewoźnik zapowiada uruchomienie wiosną połączenia do Kudowy Zdrój. Znikają natomiast krajowe połączenia REGIOekspres.

Znaczna część tych połączeń jest oczekiwana przez pasażerów. Staramy się wpasować w niszę, która występuje na rynku i poprzez koordynację połączeń z innymi przewoźnikami – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Pawlak, naczelnik Wydziału Kształtowania Oferty Przewozów Regionalnych.

W całej Europie 15 grudnia wszedł w życie nowy rozkład połączeń kolejowych. Będzie on obowiązywał co najmniej do 9 marca. Potem możliwe są zmiany spowodowane zaplanowanymi przez PKP PLK remontami torów. Przewozy Regionalne wprowadzą część zmian dopiero na początku nowego roku.

Przewoźnik uruchomi łącznie około 70 pociągów interREGIO. Wśród nowości będzie m.in. IR „Białowieża” z Warszawy do Hajnówki przez Siedlce i Czeremchę, który będzie kursował od 10 stycznia w piątki i niedziele. IR „Starosta” pojedzie również w piątki i niedziele z Warszawy do Zielonej Góry (w pozostałe dni zakończy bieg w Poznaniu), a IR „Piast” z Warszawy do Jeleniej Góry przez Katowice i Wrocław. Ten drugi pociąg zastąpi „Chemika”, który obecnie dojeżdża tylko do Kędzierzyna-Koźla.

Z rozkładu znikną krajowe połączenia REGIOekspres. Do tej kategorii będą należeć jedynie połączenia z Wrocławia do Drezna przez Legnicę. Oznacza to, że nowoczesne bezprzedziałowe wagony wyposażone m.in. w bezprzewodowy internet, do tej pory wykorzystywane w REGIOekspresach, trafią do składów obsługujących pociągi interREGIO.

 – Planujemy już od kwietnia uruchomić taki pociąg, który będzie jechał z Warszawy do Kudowy-Zdroju. Będzie on połączony do Kędzierzyna-Koźla z pociągiem „Piast” do Jeleniej Góry, gdzie będziemy wyłączać wagony, które pojadą przez Nysę Kłodzką i połączą Duszniki, Polanicę i Kudowę-Zdrój – dodaje Pawlak.

Będzie to jedyne dalekobieżne połączenie do Kotliny Kłodzkiej. Przewozy Regionalne uzupełnią ofertę kolejową połączeniami autobusowymi. Pawlak mówi, że spółka uruchomi sześć takich tras.

 – Uruchamiamy w tym roku na większą skalę ofertę interREGIO Bus. Przykładowo z Katowic będzie można dojechać do Wadowic, z Rabki-Zdroju, z Zakopanego do Ustronia, Wisły, a z Jeleniej Góry do Karpacza i Świeradowa-Zdroju. Łącznie będzie to sześć tras w całym kraju – podkreśla Pawlak.

Dodaje, że połączenia międzywojewódzkie Przewozów Regionalnych nie będą kasowane. We wrześniu i październiku przewoźnik zdecydował o likwidacji niektórych relacji i po tej optymalizacji nie planuje kolejnych zmian. Pewne korekty wymuszą jednak remonty – m.in. wiosną mniej pociągów będzie mogło jeździć Centralną Magistralą Kolejową, czyli szybką trasą prowadzącą ze stolicy w kierunku Katowic i Krakowa.

Modernizacje sieci kolejowej są dla Przewozów Regionalnych i ich pasażerów uciążliwe już od pewnego czasu. Cierpią m.in. osoby korzystające z IR „Starzyński” z Warszawy do Krakowa, którego kursowanie co kilka miesięcy jest regularnie zawieszane i przywracane.

 – Obecnie trwa procedura uzgadniania rozkładu jazdy od 9 marca do połowy kwietnia i na chwilę obecną nie mamy sygnału, żebyśmy musieli coś odwołać, z czegoś zrezygnować. Natomiast również do marca 2014 roku będą trwały prace już nad ofertą na 2015 rok. I w tej chwili nie jestem w stanie odpowiedzieć, co planujemy, a czego nie, ponieważ nie mamy jeszcze zakresu zadań, jakie będzie wtedy wykonywała PLK na torach – podkreśla Pawlak.

Dzięki porozumieniu z Chevronem PGNiG zmniejszy ryzyko związane z wydobyciem gazu łupkowego

CEO Magazyn Polska

Współpraca PGNiG z Chevronem to dobry znak dla polskiej gospodarki – ocenia Tomasz Chmal, ekspert rynku paliw. Podobne międzynarodowe porozumienia są podpisywane na całym świecie. Choć współpraca oznacza podział zysków, jest też szansą na zmniejszenie ryzyka i szybsze rozpoczęcie wydobycia. W ślad za PGNiG powinny pójść inne spółki państwowe.

 – PGNiG ma 15 koncesji, potrzebuje zrealizować bardzo dużo odwiertów i potrzebuje pieniędzy na tego typu projekty. Jednym ze sposobów pozyskania środków jest podniesienie taryf za gaz. Ale innym sposobem jest znalezienie partnera do współpracy i realizacja tych projektów właśnie z nim. To bardzo dobry znak, że PGNiG otwiera się na inwestorów zagranicznych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Chmal, ekspert rynku paliw z Instytutu Sobieskiego.

Zgodnie z podpisanym w ubiegłym tygodniu memorandum, PGNiG i Chevron stworzą spółkę joint-venture, w której firmy obejmą po 50 proc. udziałów. Jeśli spółka powstanie, przejmie po dwie koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego, które obecnie należą do PGNiG i Chevronu. Dotyczy to tzw. basenu lubelskiego.

Chmal podkreśla, że takie porozumienia są standardem na całym świecie. Co prawda PGNiG musi podzielić się z partnerem ewentualnymi zyskami po połowie, ale znacznie zmaleją koszty przygotowania inwestycji. Do tego polski koncern może zyskać wartościową wiedzę na temat gazu łupkowego.

 – My nie mamy wiedzy na temat szczelinowania hydraulicznego. Teoretycznie można ją „kupić” w firmach technicznych. Natomiast trzeba wiedzieć, co się kupuje. Trzeba wiedzieć, jak zamówić usługę, trzeba wiedzieć, jak skonfigurować parametry do tego zakupu. Myślę, że taki partner, jak Chevron daje wiedzę, know-how i umiejętności. A przede wszystkim też daje całkiem pokaźne środki, które może wyłożyć na te odwierty – zaznacza Chmal.

Memorandum to na razie pierwszy krok we współpracy polskiego i amerykańskiego koncernu. Ostateczna umowa może zostać podpisana wiosną. Chmal ma nadzieję, że tak się stanie, a w ślad zaPGNiG pójdą inne polskie duże firmy.

 – To jest coś, co powinno być realizowane nie tylko na poziomie listów intencyjnych, ale na podstawie konkretnych umów o współpracy górniczej, tzw. umów farm-out, farm-in czy umów o wspólnych operacjach, tzw. joint operating agreements – ocenia Chmal. – Bardzo się cieszę, że PGNiG otwiera się na inwestycje zagraniczne, i współpracę z partnerami zagranicznymi. Wcześniej zrobił to już Lotos na morzu. Również Orlen był bardzo bliski współpracy z firmą kanadyjską.

Ekspert zauważa, że nawet dla największych koncernów, takich jak Chevron czy Exxon, partnerstwo jest korzystne. Wydobycie paliw jest obarczone dużym ryzykiem. Dlatego, w ocenie Chmala, firmy więcej korzystają dzięki podziałowi ryzyka niż tracą na podziale zysków.

Chevron skorzysta również na wiedzy lokalnej PGNiG. Dotyczy to nie tylko znajomości polskiego prawa i uwarunkowań dotyczących gazu łupkowego, ale także umiejętności współpracy z mieszkańcami. Przeciwko wydobyciu przez amerykański koncern lokalne społeczności do tej pory głośno protestowały, a w Rumunii mieszkańcy zmusili nawet Chevron do wycofania się z poszukiwań.

 – Myślę, że to jest najbardziej racjonalna decyzja, niezależnie od tego, z jakim partnerem się współpracuje – uważa Chmal i dodaje: – Dzisiaj jesteśmy przed wielkimi inwestycjami idącymi w miliardy dolarów i tych pieniędzy żadna z polskich firm nie jest sama w stanie udźwignąć. W związku z tym uważam, że współpraca z partnerami ma jak najbardziej sens i przyszłość.

Plantatorzy buraków cukrowych gotowi zapłacić 800 mln zł za 80 proc. udziałów w Krajowej Spółce Cukrowej

CEO Magazyn Polska

Plantatorzy buraków cukrowych są gotowi zapłacić do 800 mln zł za ok. 80 proc. udziałów w Krajowej Spółce Cukrowej. Trwają rozmowy plantatorów z resortem skarbu na temat szczegółów prywatyzacji. Według Kazimierza Kobzy, dyrektora biura Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego, sprzedaż spółki jest konieczna jeszcze przed zniesieniem unijnych kwot produkcji cukru w 2017 r.

 – Uważamy, że Krajowa Spółka Cukrowa powinna być jak najszybciej sprywatyzowana. Oczywiście nie za wszelką cenę. Przy obecnej cenie cukru spółka prawdopodobnie będzie w okolicach zera, jeżeli chodzi o zysk. Dlatego należy rzetelnie ją wycenić, my robimy swoją wycenę i chcemy z ministerstwem, żeby do stycznia ta sprawa była rozwiązana – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Kobza.

KSC ma w tej chwili około 40 proc. udziału w polskim rynku cukru. Ministerstwo Skarbu Państwa ma 79,69 proc. udziałów w spółce. Wszystkie one zostaną przeznaczone na sprzedaż dla pracowników i plantatorów. MSP i KZPBC różnią się jednak w wycenie wartości spółki. Jeszcze w ubiegłym roku resort liczył na zysk rzędu nawet 2 mld zł za akcje.

Kobza podkreśla, że taka wycena jest nierealna. Dlatego Związek zlecił wycenę firmie audytorskiej.

 – Według naszej wyceny średnia cena zakupu jednej tony cukru kwotowego jest w granicach 400-450 euro. Przy produkcji 550 tys. ton Krajowej Spółki Cukrowej daje to 200-250 mln euro, czyli 1 mld złotych. 20 proc. akcji jest sprzedanych, a więc 800 mln zł to wszystko, co moglibyśmy zapłacić za tę spółkę – wylicza Kobza.

W 2017 r. zakończy się okres obowiązywania unijnych kwot cukrowych. Zgodnie z limitami z 2006 r. obecnie Polska może produkować jedynie 1,4 mln ton cukru rocznie. Nadwyżka, która w tym sezonie wyniosła 0,4 mln ton, musi być eksportowana poza UE lub przerabiana przemysłowo. Polska kwota nie wystarcza na pokrycie zapotrzebowania – co roku musimy importować ok. 200 tys. ton cukru.

Zakończenie obowiązywania kwot cukrowych w 2017 r. będzie oznaczało uwolnienie rynku, co według plantatorów może najpierw doprowadzić do mocnego spadku cen, a w konsekwencji do upadku niektórych firm, spadku produkcji i wzrostu cen. Dlatego Kobza liczy, że resort skarbu zgodzi się obniżyć cenę o kolejne 20 proc.

 – Myślę, że ta spółka nie jest więcej warta niż 650-700 mln zł. I myślę, że to udowodnimy – zapowiada Kobza. – Ministerstwo Skarbu Państwa przyjmuje nasze argumenty dotyczące warunków zakupu. Oczywiście są między nami dosyć duże rozbieżności, ale z każdym spotkaniem właściwie jeden etap przeskakujemy. MSP chce poznać nasze uwarunkowania. My chcemy przyspieszenia tego.

Plantatorzy chcą być przygotowani do rozmów o prywatyzacji do końca grudnia i liczą, że do końca stycznia zakończą się analizy również po stronie ministerstwa. Dopiero po ustaleniu ostatecznej ceny akcji członkowie związku zadecydują o tym, czy i w jaki sposób brać udział w prywatyzacji.

 – Wtedy będzie wiadomo, ile pieniędzy potrzeba na pewne rzeczy, które ministerstwo proponuje, i czy my jesteśmy w stanie to osiągnąć, czyli albo wziąć kredyt, albo spłacić w buraku – precyzuje Kobza.

Dodaje, że po prywatyzacji KSC plantatorzy chcą utrzymać obecną produkcję i uprawę buraka cukrowego. Jednak docelowo chcą też rozwinąć działalność. Ważnym celem jest dywersyfikacja produkcji. Po dokapitalizowaniu spółki nadwyżki produkcji mogłyby być przetwarzane na biopaliwa.

Kobza przewiduje, że po 2017 r. konkurencja stanie się ostrzejsza. W początkowej fazie po zniesieniu limitów produkcji cukru w UE cena może spaść. Jednak część firm nie poradzi sobie na wolnym rynku i upadnie. Kobza ocenia, że może to spowodować wzrost cen cukru nawet do 1000 euro za tonę – ponad dwukrotnie więcej niż w tym sezonie.

Butelka wódki w przyszłym roku podrożeje co najmniej o 2 złote

Producenci napojów spirytusowych prognozują w przyszłym roku wzrost ceny wódki o co najmniej 2 złote na butelce. To skutek podniesienia akcyzy na alkohole mocne, która od stycznia 2014 roku wzrośnie o 15 proc. Zdaniem gorzelników doprowadzi to do zapaści rynku, wzrostu szarej strefy i niższych wpływów do budżetu.

W piątek Sejm przyjął ustawę budżetową na przyszły rok. Wcześniej obie izby parlamentu zaakceptowały ustawę okołobudżetową, podnoszącą akcyzę na alkohole mocne. Wzrośnie ona o 15 proc. w stosunku do stawki z 2009 roku. Nie pomogły protesty branży spirytusowej, która postulowała, by podwyżka akcyzy na alkohol etylowy została rozłożona na wszystkie rodzaje alkoholi, a nie dotyczyła tylko trunków mocnych. W cenie półlitrowej butelki 40-proc. alkoholu akcyza to 9,92 zł, w tej samej ilości 5-proc. piwa jest to 0,49 zł, a w przypadku 0,75 l wina (bez względu na moc alkoholu) – 1,19 zł. Udział akcyzy w cenie wódki i innych wyrobów spirytusowych wynosi 41 proc., dla piwa –16 proc., a dla wina – 11 proc.

Przedstawiciele tego sektora prognozują, że podwyżka akcyzy o 15 proc. doprowadzi do wzrostu ceny detalicznej 0,5 l wódki 40-proc. o ok. 2 zł.

 – Akcyza uderzy w branżę i obniży sprzedaż, a tym samym nasze wpływy. Straci również na tym minister finansów, który bezpodstawnie zakłada, że podwyższając akcyzę będzie w stanie zwiększyć przychody do budżetu państwa. Ale jeżeli krowa jest zbyt często dojona, to w pewnym momencie przestaje dawać mleko – mówi Andrzej Szumowski, wiceprezes Wyborowej SA i prezes Stowarzyszenia Polska Wódka.

To także może doprowadzić do spadku dostaw rynkowych o ok. 9 proc. W efekcie do budżetu trafi 300 mln zł dodatkowych wpływów, a nie 780 mln zł, jak zakłada rząd. Dla porównania w 2012 roku różnica między zakładanymi przez resort finansów wpływami z akcyzy na alkohol do budżetu państwa a tymi realnymi wyniosła 179 mln zł.

 – Konsument może zagłosować nogami, czyli przejść z sektora legalnej dystrybucji i sprzedaży do szarej strefy. Nie sądzę, że zmieni swoje upodobania i przestanie spożywać wyroby spirytusowe, czy przeniesie się do kategorii piwa czy wina. Pewnie będzie szukał tańszych substytutów, niekoniecznie właściwej jakości, zdrowych i kontrolowanych – przestrzega Andrzej Szumowski.

Stadion Wrocław ma szanse na koncerty znanych artystów w przyszłym roku. Finalizowane są negocjacje

CEO Magazyn Polska

Po spokojnym roku 2013, w przyszłym roku jest szansa, że na Stadionie Wrocław pojawią się znani artyści. Stadion chce przyciągnąć agencje zainteresowane organizacją imprez odpowiednio przygotowanym zapleczem, a także dobrą komunikacja z Górnym Śląskiem i stolicami państw sąsiadujących z Polską.

 – Jesteśmy na ostatniej prostej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Burak, dyrektor ds. marketingu i promocji Stadionu Wrocław. – Prawie na ostatni guzik dopięte są 2-3 imprezy. W ciągu najbliższych tygodni, być może jeszcze w tym roku będziemy mogli ogłosić  plan koncertowy na przyszły rok. Zapewne te imprezy odbędą się na przełomie czerwca i lipca. To będą gwiazdy największego formatu. Chcemy przyciągnąć 30 tysięcy fanów.

W kończącym się roku władze stadionu koncentrowały się na pewniejszych przedsięwzięciach, czyli na sprzedaży pakietów VIP, wynajęciu powierzchni biurowych czy centrum konferencyjno-biznesowego. Adam Burak wyjaśnia, że niewielka liczba zorganizowanych przez Stadion Wrocław w 2013 r. imprez wynikała m.in. z restrukturyzacji, którą przechodziła zarządzająca stadionem spółka, oraz z sytuacji na rynku stadionowym.

 – W ostatnim roku mieliśmy wrażenie, że jest dość duża presja na wszystkich obiektach, które powstały na Euro, aby się na nich coś działo. W związku z czym doszło do patologicznej sytuacji, w której obiekty zaczęły się między sobą licytować: kto da więcej, ten pozyska atrakcyjną gwiazdę na swoim stadionie. My z tej licytacji trochę się wyłączyliśmy, co dziś przynosi swój efekt – podkreśla dyrektor ds. marketingu i promocji stadionu.

Ponadto wrocławski obiekt – w przeciwieństwie do innych aren – nie chciał ponosić ryzyka kosztowego związanego z organizacją różnego typu imprez.

 – Model, który przyjęliśmy zakłada, że to nie my, ani miasto nie będziemy organizatorami takiego wydarzenia, i w związku z tym nie będziemy ponosili ryzyka finansowego. Nasza rola ograniczy się jedynie do tego, aby obiekt wynająć i zapewnić zaplecze logistyczno-techniczne, reklamowe i promocyjne – mówi Adam Burak.

Dlatego też stadion nie negocjuje bezpośrednio z menadżerami gwiazd, ale z agencjami, które tego typu imprezy organizują. Cena katalogowa wynajęcia obiektu to ok. 250 tys. zł za dobę.

 – My im wynajmujemy obiekt i każdorazowo zarabiamy na wynajęciu obiektu bez względu na to, jaki będzie przychód z imprezy, ilu sponsorów się znajdzie, ile biletów uda się sprzedać, jaki będzie przychód ze sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych. Cały przychód ląduje w portfelu agencji czy firmy, która daną imprezę zorganizuje. I one ponoszą ryzyko finansowe danej imprezy, czego my chcemy się całkowicie zrzec – wyjaśnia Burak.

Przewagą wrocławskiego stadionu nad innymi arenami jest dobre skomunikowanie – nie tylko z Górnym Śląskiem i innymi regionami Polski, ale też ze stolicami krajów sąsiadujących.

 – W ciągu 2,5 godziny dojeżdżamy do Pragi, w ciągu 2 godzin możemy dojechać do Berlina. Potencjał wokół jest naprawdę bardzo atrakcyjny. I to jest nasz najmocniejszy argument w rozmowach z firmami i agencjami, które chcą u nas zorganizować imprezy – mówi przedstawiciel Stadionu Wrocław.

Pracodawcy szykują hojne prezenty dla swoich pracowników

CEO Magazyn Polska

Święta Bożego Narodzenia stały się dla polskich pracodawców główną okazją w roku do obdarowywania swoich pracowników pozapłacowymi benefitami. Firmy najczęściej oferują dofinansowanie wypoczynku, sportu i kultury, a także różnego rodzaju bony, kupony rabatowe i karty przedpłacone. Z prognoz firmy Sodexo Benefits and Rewards Services wynika, że rynek firmowych podarunków, podobnie jak różnorodność jego oferty, rośnie i będzie rósł z każdym rokiem. 

 – Najwięcej pracodawców, bo ponad 64 proc. według badań ARC Rynek i Opinia, obdarowuje pracowników właśnie na święta Bożego Narodzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Paweł Łojewski, product manager w Sodexo Benefits and Rewards Services. – Ale na tej liście okazji do obdarowywania jest również Wielkanoc, jak i inne poboczne święta, na przykład święta branżowe.

Pracownicy mogą liczyć na bardzo szeroki wachlarz gratyfikacji. Z reguły mają też prawo do wyboru prezentu najlepiej odpowiadającego ich potrzebom. Zazwyczaj im większa jest firma, tym więcej rodzajów benefitów oferuje. Jak wynika z badania Sodexo Benefits and Rewards Services, duże firmy (zatrudniające ponad 250 osób) mają sześć i więcej propozycji do wyboru.

 – Od dofinansowania wypoczynku, które znajduje się na samym szczycie tej listy, po bony, kupony, karty przedpłacone, dofinansowanie sportu i kultury – wymienia Paweł Łojewski.

W ostatnim czasie na popularności zyskują sport i kultura. Oznacza to, że pracownicy coraz chętniej wybierają benefity, które umożliwiają im darmowy wstęp m.in. do kina, teatru czy na basen lub na siłownię. Zmienił się również sposób finansowania tego rodzaju aktywności przez pracodawców.

 – W porównaniu do 2011 roku ten obszar dofinansowania pracowników wzrósł o 5 punktów procentowych – podkreśla product manager. – Do tej pory pracodawcy zwracali pracownikom pieniądze za wyjście do teatru czy do kina lub na przykład na basen. Teraz pracodawcy inwestują w tzw. karty przedpłacone lub karty abonamentowe.

Z roku na rok w świątecznej ofercie pracodawców zmienia się także proporcja poszczególnych świadczeń pozapłacowych. Wpływ na ograniczenie liczby benefitów miało np. spowolnienie gospodarcze. Obecnie rynek firmowych podarunków osiągnął już równowagę.

 – Może nie jest to duże odbicie, ale rynek benefitów pozapłacowych zatrzymał się i utrzymuje się na tym samym poziomie – potwierdza Paweł Łojewski.

Z prognoz wynika, że rynek firmowych podarunków, podobnie jak różnorodność jego oferty, będzie rósł z każdym rokiem. Przekłada się na to m.in. zatrudnianie pracowników, którzy coraz bardziej różnią się pod względem m.in. wieku, pochodzenia, etc.

 – W firmach pracują i coraz młodsi, i coraz bardziej doświadczeni pracownicy, kobiety i mężczyźni, pracownicy pochodzący z różnych miast – tłumaczy Paweł Łojewski. – Więc przekrój tych benefitów może się zwiększyć, możemy mieć więcej rodzajów benefitów pozapłacowych, z których pracownicy będą mogli wybierać.

Wysokie podatki od pól golfowych hamują rozwój tej dyscypliny w Polsce

Sławomir Piński, dyrektor zarządzający Biniowo Park Golf Club

Polscy golfiści apelują o zwolnienie pól golfowych z podatków nieruchomości. W innych krajach są one zniesione lub bardzo niskie, lecz w Polsce prawo nie przewiduje żadnych ulg dla właścicieli pól golfowych. To golfiści wskazują jako jedną z największych barier w rozwoju tej dyscypliny sportu w Polsce. Sport ten w Stanach Zjednoczonych przynosi 600 mld dolarów zysku dla gospodarki rocznie.

 Zależy nam na tym, żeby golf jako sport olimpijski posiadał jak najbogatszą infrastrukturę, i to jest nieodzowny powód, dla którego podatki nie powinny być wysokie. W tej chwili jest 20 mistrzowskich pól golfowych w Polsce i ich właściciele poprzez nadmierne obciążenie podatkowe nie mogą pewnych środków przeznaczać na promocję, szkolenia młodzieży, na dowóz młodzieży ze szkół na pola golfowe, ponieważ są zazwyczaj odległe od miast czy miasteczek – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sławomir Piński, dyrektor zarządzający Biniowo Park Golf Club.

W 2016 r. golf powróci do programu igrzysk olimpijskich po 112 latach przerwy. W Polsce brakuje jednak środków na to, by wyszkolić kadrę zawodników na międzynarodowym poziomie. Jednak bariery dla rozwoju golfa to nie tylko kwestia rywalizacji sportowej. Jak przekonuje Piński, na popularyzacji tego sportu zyskałaby cała gospodarka.

Podkreśla również, że w innych europejskich krajach pola golfowe są zwolnione z podatków lub opodatkowane na bardzo niskim poziomie. Nie wynika to jednak z dobrej woli rządów tych państw. Promocja golfa opłaca się bowiem w dłuższej perspektywie.

 – Jeżeli nastąpi zwolnienie podatkowe i znajdzie się inwestor, który będzie miał o wiele bezpieczniejszą sytuację i wybuduje pole golfowe, powstanie dookoła dużo domów, dużo agroturystyki, powstaną restauracje, zapełnią się w większej ilości hotele, hoteliki, w większym stopniu zapełnione zostaną połączenia lotnicze, promowe oraz inne, ponieważ golf generuje potężny biznes – wylicza Piński.

Dodaje, że budowa i utrzymanie pola golfowego to bardzo kosztowna inwestycja. Dlatego przedsiębiorcy w obliczu wysokich podatków od gruntów i nieruchomości nie decydują się na taki krok. Obecnie pełnowymiarowe pole o powierzchni do 90 hektarów może wiązać się z rocznym podatkiem od nieruchomości w wysokości nawet 500 tys. zł.

W wielu gminach znajdują się jednak nieużytki, które mogłyby być łatwo i, w ocenie Pińskiego, z pożytkiem dla całej lokalnej gospodarki przekształcone w pola golfowe. Rozwój golfa to też korzyść marketingowa dla regionów i kraju. Polski Związek Golfa widzi szansę w polach komunalnych. Takie pole powstało w tym roku w Zawarciu koło Gorzowa Wielkopolskiego – inwestorem był gminny Zakład Utylizacji Odpadów.

Piński liczy, że wysiłki promocyjne właścicieli pól golfowych oraz powrót dyscypliny do programu igrzysk olimpijskich zmienią wizerunek tego sportu.

 – Poświęcamy bardzo dużo energii i czasu na promocję, na marketing, zarówno w kraju, jak i za granicą, i jestem przekonany, że wszystkie nasze inicjatywy są trafione i zasadne, natomiast największą bolączką przyrostu liczby nowych golfistów są pewne stereotypy i niestety dosyć negatywna opinia o golfie – ocenia Piński.

Liczy jednak na to, że w Polsce stopniowo będzie przybywało golfistów, podobnie jak stało się to w Niemczech. U naszych zachodnich sąsiadów jest obecnie 800 pól i 18 tys. zarejestrowanych golfistów. W Polskim Związku Golfa zarejestrowanych jest obecnie ok. 3,5 tys. osób, ale ich liczba rośnie o 10-15 proc. rocznie. Brakuje jednak wciąż zawodników startujących w międzynarodowych turniejach. W najnowszym rankingu światowym FedExCup w pierwszym tysiącu sklasyfikowanych golfistów nie ma ani jednego Polaka. Nie wiadomo, czy uda się wystawić reprezentantów Polski w golfie na igrzyskach olimpijskich w 2016 i 2020 r.

Nowy Dyrektor Sprzedaży na rynek Polski w Grupie IMS

W listopadzie br. nową funkcję Dyrektora Sprzedaży na rynek Polski w Grupie IMS objął Marcin Lorych.

Marcin Lorych odpowiedzialny jest w całości za koordynowanie krajowej sprzedaży i dystrybucji należących do Grupy IMS marek mebli skrzyniowych i tapicerowanych: Bydgoskie Meble, Etap Sofa oraz NewLook. Nowemu Dyrektorowi Sprzedaży na rynek Polski bezpośrednio podlegają wszyscy adekwatni dla tej roli pracownicy wewnątrz spółki, firmowe serwisy oraz przedstawiciele handlowi. – Nowa rola Marcina Lorycha nie obejmuje odpowiedzialności za inną należącą do Grupy markę – Helvetia, która pozostaje w obrębie kompetencji Marcina Grzesiuka. – wyjaśnia szczegóły zmian na stopniu managerskim firmy Dirk Boll, CSO (Dyrektor Sprzedaży i Marketingu) Grupy IMS.

Grupa IMS to wiodący producent mebli w Polsce i w Europie. Specjalizuje się w produkcji mebli tapicerowanych oraz skrzyniowych. Poza własnymi zakładami produkcyjnymi, Grupa IMS posiada również organizacje sprzedażowe w Europie Zachodniej i Południowej.

PKO Bank Polski kontynuuje obsługę budżetu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego i zdobywa nagrodę za finansowanie branży chemicznej

PKO Bank Polski wygrał przetarg na obsługę i prowadzenie około 700 rachunków bieżących największego województwa w Polsce oraz jego 49 jednostek budżetowych i 28 wojewódzkich instytucji kultury. Oznacza to, że rozpoczęta w 2000 roku współpraca będzie trwała – w rozszerzonej formule – przez kolejne 4 lata.

Eksport i import – w kolejnych miesiącach będzie ciekawie

„Piątek trzynastego” okazał się dniem dobrych danych z handlu zagranicznego. Zgodnie z opublikowanym przez NBP bilansem płatniczym za październik 2013 r., w porównaniu do poprzedniego roku saldo obrotów towarowych zmalało o 85%. Eksport zwiększył się o 0,2%, a import o 2,4%.

Saldo obrotów towarowych osiągnęło poziom 53 mln EUR wobec 361 mln EUR w październiku 2012 r. (-85 %). W ujęciu rok do roku październikowy eksport wyniósł 14622 mln EUR wobec 13896 mln EUR (+0,2 %), a import 14569 mln EUR wobec 13223 mln EUR (+2,4 %).

To, co ostatnio dzieje się w polskim handlu zagranicznym świadczy o lekkim ożywieniu polskiej gospodarki i równocześnie jest optymistycznym sygnałem na następne miesiące. Kluczową rolę odgrywają eksport i popyt zewnętrzny, z drugiej strony wzrost importu świadczy o rosnącym poziomie popytu wewnętrznego. Jesli taki stan utrzyma się w kolejnych miesiącach, to w następnym roku możemy spodziewać się wyższego PKB i równocześnie polepszenia sytuacji na rynku pracy – mówi Miroslav Novak, analityk AKCENTY zajmującej się obsługą transakcji walutowych dla przedsiębiorstw.

Według danych NBP import październikowy (14569 mln EUR) wzrósł w porównaniu do wrześniowego (13223 mln EUR) o 10%, a eksport o 5% (wzrost z poziomu 13896 mln EUR do 14622 mln EUR).

Analiza r/r

paź-12

paź-13

Zmiana %

Saldo obrotów towarowych

361

53

-85%

Eksport f.o.b.

14590

14622

0,2%

Import f.o.b

14229

14569

2,4%

Analiza miesięczna

wrz-13

paź-13

Zmiana %

Saldo obrotów towarowych

673

53

-92%

Eksport f.o.b.

13 896

14622

5%

Import f.o.b

13 223

14569

10%

AKCENTA to międzynarodowa instytucja płatnicza, oferująca obsługę transakcji walutowych dla firm. Specjalizuje się w wymianie walut, płatnościach międzynarodowych i transakcjach zabezpieczających kursy oraz minimalizowaniu ryzyka walutowego. Usługi AKCENTY są skierowane do firm, które zajmują się handlem zagranicznym.

Firma działa na rynkach finansowych od ponad 16 lat, w 4 krajach Europy Środkowej:
w Czechach, w Polsce, na Słowacji i na Węgrzech. Już ponad 21 tysięcy firm wybrało AKCENTĘ na swojego partnera w biznesie, doceniając jego doświadczenie, profesjonalizm i indywidualne podejście. Każdego roku AKCENTA realizuje przeszło 143 tysiące transakcji walutowych o wartości 6,14 mld zł.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 grudnia 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 grudnia 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

PGNiG i Chevron będą razem szukać gazu łupkowego. Polacy chcą skorzystać z doświadczenia Amerykanów

CEO Magazyn Polska

PGNiG i amerykański Chevron będą współpracować przy poszukiwaniu gazu łupkowego w Polsce. Spółki podpisały memorandum w tej sprawie. Dzięki porozumieniu polska spółka zyska wiedzę i doświadczenie. Chevron z kolei może uniknąć protestów lokalnych społeczności. Porozumienie nie będzie miało jednak wpływu na harmonogram wydobycia.

 – To, co robi PGNiG, jest – moim zdaniem – dobrą strategią. Pracownicy Chevrona mają doświadczenie, wiedzą, jak to się robi. Ludzie z naszej strony będą się mogli od nich uczyć – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Zgodnie z wczoraj podpisanym wstępnym memorandum o współpracy PGNiG i Chevron stworzą spółkę joint venture, w której obejmą po 50 proc. udziałów. Spółka po utworzeniu przejmie cztery koncesje w południowo-wschodniej Polsce. Dwie z nich należą do PGNiG, a dwie do Chevrona. Wiążące umowy zostaną podpisane w przyszłym roku.

Szczęśniak podkreśla, że dla PGNiG to dobra decyzja, bo spółka może wiele nauczyć się od amerykańskiego partnera. 

 – Gaz łupkowy to nie tylko szczelinowanie i wiercenia – to można dosyć szybko opanować – ale też cały nowy cykl biznesowy. To nie jest dawny biznes wydobywczy, kiedy się robiło jeden lub kilka odwiertów wydobywczych i na lata miało się spokój. PGNiG  może się zacząć uczyć takiego cyklu biznesu – ocenia Szczęśniak.

Nauka jest konieczna m.in. dlatego, że złoża w południowo-wschodniej Polsce, w tzw. basenie lubelskim, są bardzo wymagające. Warunki geologiczne utrudniają odwierty i wydobycie. Szczęśniak podkreśla, że Amerykanie mają więcej doświadczenia. W Stanach Zjednoczonych występują złoża zarówno płytkie i i łatwe do eksploatacji, jak i głębokie i skaliste, podobne do polskich.

 – Postępy w rozwoju amerykańskich technologii wydobywczych są potężne. Wydobycie z jednego odwiertu kilkakrotnie się zwiększyło, a to jest efekt bardzo prostej rzeczy – nauki. Amerykanie uczą się coraz lepiej własnej geologii, tych złóż łupkowych i w Polsce mamy przed sobą ten sam proces – zapowiada ekspert rynku paliw.

Dodaje, że podobne spółki joint venture tworzą się na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych, które wydobywają najwięcej gazu łupkowego, na rynku obecne są liczne międzynarodowe koncerny. W spółki joint venture zaangażowane są m.in. norweski Statoil oraz francuski Total, a także firmy z Chin, Rosji i Indii.

Wieloletnia współpraca z Chevronem pozwoli na wyszkolenie kadr PGNiG w zakresie procesu wydobycia gazu łupkowego. Nie mniej zyska amerykański partner. Mieszkańcy terenów objętych koncesjami amerykańskiej firmy protestowali przeciwko wydobyciu gazu łupkowego. Podobne demonstracje zmusiły spółkę do wycofania się z koncesji w Rumunii.

 – Badania mówią, że Polacy w ogromnej większości preferują, żeby gaz łupkowy wydobywały polskie podmioty. W związku z tym PGNiG oprócz innych aktywów wnosi taką wartość dodaną, że jest polską krajową firmą. I takiej firmie i współpracującemu z nią Chevronowi będzie znacznie łatwiej dogadać się z lokalnymi mieszkańcami i z aktywistami – uważa Szczęśniak.

W jego opinii porozumienie wynika z biznesowej decyzji PGNiG. Spółka deklarowała partnerskie podejście i otwartość do współpracy z innymi firmami poszukującymi gazu z łupków. Teraz realizuje zapowiedzi.

Mimo partnerstwa z amerykańskim koncernem harmonogram wydobycia nie ulegnie przyspieszeniu. Nauka może jednak zaowocować przy eksploatacji kolejnych złóż, również w innych regionach kraju. Ważną rolę w usprawnieniu wydobycia gazu łupkowego mają jednak politycy – według Szczęśniaka powinni oni jak najszybciej sprecyzować prawo dotyczące tego surowca.

viaTOLL w 2014 r. będzie dalej rozbudowywany. GDDKiA chwali jakość działania systemu

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku system viaTOLL zostanie powiększony o kolejnych 600 km nowych dróg. Ma przynieść ponad 1,7 mld zł przychodów. Przedstawiciele GDDKiA podkreślają, że system spełnia swoje zadanie. Zapowiadają też przeprowadzenie na początku przyszłego roku przetargu na projektanta Ogólnokrajowego Systemu Zarządzania Ruchem, którego viaTOLL ma być częścią.

 – Około 600 km nowych dróg  taki jest plan rozszerzenia systemu viaTOLL na przyszły rok – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Jaworska, zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad. – Będziemy włączać do niego tylko drogi nowo budowane i nowo oddawane do ruchu. Dziś szacujemy przyszłoroczne przychody z tego systemu na ponad 1,7 mld zł.

W tym roku w ciągu 11 miesięcy z samego systemu viaTOLL wpłynęło do Krajowego Funduszu Drogowego ponad 900 mln zł. Jaworska podkreśla, że GDDKiA jest zadowolona z działania systemu.

 – Poprzedni system tyle miał wpływów, ile kosztował, więc państwo przez całe lata było na zero. Ten system został zlikwidowany w 2011 roku i od tego czasu przychody systematycznie rosną, bo rośnie sieć płatnych dróg, a koszty spadają. To jest to, czego oczekiwaliśmy od viaTOLL – podkreśla Magdalena Jaworska. – Wszędzie za granicą nasz system jest pokazywany jako wzór rzeczy niemożliwych do osiągnięcia, a w Polsce w kółko odpowiadamy na pytania, co jest z nim nie tak.

Jej zdaniem, zwłaszcza szczególnie istotny system monitorowania działania viaTOLL działa bez zarzutu, wyłapując wszelkie ewentualne nieprawidłowości, których w ogólnym rozliczeniu jest niewiele. Pokazuje to też skala skarg i zapytań, jakie wpływają w związku z funkcjonowaniem systemu poboru opłat.

 – Przy milionach transakcji miesięcznie, mamy łącznie ok. 4-5 tys. zapytań i skarg. To pokazuje, że skala ewentualnych problemów jest minimalna – wyjaśnia.  Chcę zwrócić uwagę na to, że system viaTOLL jest dużo bardziej skomplikowany niż systemy bankowe. I jakby skrupulatnie porównywać problemy z nim związane do problemów systemów bankowych, to viaTOLL powinien dostawać co kwartał co najmniej złoty medal – dodaje.

viaTOLL ma być częścią ogólnopolskiego Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem, który chce w najbliższych latach utworzć GDDKiA. W przyszłym roku ma zostać rozpisany przetarg na projektanta nowego systemu. Ma być największym ITS-em (inteligentnym systemem zarządzania ruchem) w Europie. Według planów zacznie działać w 2020 r.

Lotos szuka partnera, aby rozwijać spółkę kolejową

Grupa Lotos decyduje o losach swojej spółki kolejowej. Chce znaleźć partnera, który będzie realizował dalsze plany rozwojowe spółki. Jeszcze przed końcem roku ma zapaść decyzja, kto może być potencjalnym partnerem i z kim Grupa będzie prowadzić rozmowy. Wiele wskazuje na to, że Lotos Kolej zainteresowane może być PKP Cargo.

Według szefa Grupy Lotos spółka kolejowa osiągnęła już optymalny poziom rozwoju. Dalszy jej los uzależniony jest od zewnętrznego wsparcia. Jeszcze w grudniu znane mają być analizy dotyczące ewentualnych kierunków rozwoju przewoźnika.

 – Pójdziemy w kierunku znalezienia partnera dla Lotos Kolej, który da spółce szansę dalszego dynamicznego rozwoju, a nas zabezpieczy w jeszcze bardziej profesjonalny przewóz naszych towarów – wyjaśnia Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.  – Nie jest to nasz strategiczny kierunek rozwoju. LOTOS Kolej osiągnął już prawie 8 proc. w rynku przewozów transportowych i zatrudnia prawie 900 osób. To jest ogromny potencjał do dalszego rozwoju, więc wymaga opieki od właściciela i dalszego wsparcia.

Grupa Lotos planuje skupić się na działalności podstawowej, czyli poszukiwaniu i wydobyciu surowców oraz produkcji i sprzedaży paliw. Lotos Kolej mogłaby zostać wyłączona ze struktury w przyszłym roku.

 – Interesuje nas odejście od modelu zarządzania, w którym dzisiaj jesteśmy. Chcemy znaleźć partnera, który obejmie udziały w spółce i który będzie realizował ten proces rozwojowy – mówi prezes Grupy Lotos.

Wśród firm, które mogłyby być zainteresowane przejęciem firmy wymienia się m.in. PKP Cargo. W oficjalnych wypowiedziach władze obu firm zaprzeczają jednak, by prowadzone były jakiekolwiek rozmowy dotyczące Lotos Kolej.

 – Nie powiedziałbym zdecydowanie, że PKP Cargo nie wchodzi w grę. My na ten temat nie rozmawiamy póki co – precyzuje Olechnowicz. – Myślę, że jeszcze w grudniu podejmiemy taką decyzję mając gotowe wszelkie analizy. Wtedy zobaczymy, kto będzie potencjalnym lepszym partnerem do realizacji tego celu i z kim będziemy rozmawiać. To też będzie zależało od formuły, którą przyjmiemy, czy pójdziemy szeroko w rynek, czy będziemy rozmawiać z wybranymi zainteresowanymi partnerami.

Lotos Kolej to trzeci co do wielkości przewoźnik w kraju. Firma powstała w 2002 roku by obsługiwać transport petrochemiczny spółek Grupy Lotos.

Kryzys w branży budowlanej trwa. Prawie 250 upadłości w tym roku, kolejne w przyszłym

CEO Magazyn Polska

Trwa kryzys w branży budowlanej, a przyszły rok nie będzie lepszy. Upadają przede wszystkim małe i średnie polskie firmy budowlane. Do końca listopada bankructwo ogłosiło 241 spółek. Na poprawę w ciągu najbliższego półrocza nie ma co liczyć. Powodem kryzysu jest przede wszystkim złe prawo. 

 – Niestety, ten rok nie był dużo lepszy od poprzedniego. To jest kontynuacja trendu spadkowego, który zaobserwowaliśmy w 2012 roku. 2013 był bardzo zbliżony. Dość wspomnieć takie dane, jak liczba upadłości firm z branży budowlanej. Do końca listopada upadło 241 firm w 2013 roku i 259 w 2012 – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Dodaje, że na razie nie widać końca kryzysu. Wręcz przeciwnie – liczba upadłości jeszcze się zwiększy. W tym roku spadek produkcji budowlanej sięgnął 40 proc. i dotyczył przede wszystkim inwestycji infrastrukturalnych. Tymczasem zatrudnienie w branży budowlanej spadło jedynie o 13 proc, czyli o ok. 140-150 tys. etatów. Styliński ocenia, że w przyszłym roku pracę stracą kolejne osoby, bo firmy z branży budowlanej będą miały mniej pracy.

Nieznaczna poprawa może nastąpić dopiero w drugiej połowie przyszłego roku.

Większość z upadających i zwalniających pracowników firm to małe i średnie przedsiębiorstwa o obrotach do 100 mln zł rocznie. To według Stylińskiego niemal bez wyjątku krajowe spółki. 

 – Nawet jeśli będą pewne oznaki wzrostu produkcji wśród dużych firm budowlanych, to będzie pewnie prognostyk pozytywny co do przyszłego wzrostu rynku budowlanego w ogóle. Ale odbudowa naszych firm polskich krajowych, które są bardzo mocno dotknięte kryzysem, to będzie długofalowy proces – przewiduje Styliński.

Winne jest przede wszystkim złe prawo. W zamówieniach publicznych wciąż dominuje kryterium najniższej ceny. Dzięki temu zwyciężają firmy najbardziej ryzykujące i dyktujące często zaniżone wartości inwestycji. Często są to duże koncerny zagraniczne, które w Polsce posiadają tylko kilku pracowników – prezesa i sekretarkę. Efektem tego, po wygraniu przetargu najniższą ceną te firmy i tak zatrudniają polskich podwykonawców, płacąc im nierzadko najniższe stawki i oszczędzają na BHP. Kryterium najniższej ceny jest decydujące w ponad 90 proc. zamówień publicznych.

 – Co więcej, jest to również utrwalane, szczególnie jest to dobitne w przypadku dróg, przez dopuszczanie do składania ofert praktycznie wszystkich firm, które są zainteresowane. Efekt? Pomimo, że prawo zamówień publicznych dopuszcza ograniczenie do pięciu liczby wykonawców, którzy będą uprawnieni do złożenia oferty, to nie tak dawno aż 18 firm zostało zakwalifikowanych do drugiego etapu budowy obwodnicy Marek – mówi Styliński.

Choć przedstawiciele instytucji państwowych przyznają, że kryterium najniższej ceny jest problematyczne, w ocenie Stylińskiego na razie nie ma zbyt wielu zmian w tym zakresie. Prowadzone są rozmowy pomiędzy państwem a wykonawcami, ale nie dają one konkretnych rezultatów. Eksperci są zgodni, że mimo zapewnień o zmianach, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wciąż stosuje kryterium najniższej ceny w przetargu jako kluczowe, co odbija się potem na jakości i terminowości często strategicznych dla kraju inwestycji drogowych. 

 – Administracja rozmawiała z przedstawicielami rynku. Ale uważam, że ten proces odbył się w dalece niedoskonały sposób. Zwłaszcza jego zakończenie w postaci niezaproszenia organizacji społecznej do prezentacji wyników prac, było dość dobitne, ale mimo wszystko pewne prace były prowadzone. To jest takie delikatne światełko w tunelu, bardzo delikatne i czasami zanika – ocenia Styliński.

Niemal 30 mln zł w ciągu pół roku kosztowały kradzieże torów, kabli i innych elementów infrastruktury

CEO Magazyn Polska

W I półroczu tego roku odnotowano 6 tys. przypadków kradzieży i dewastacji infrastruktury telekomunikacyjnej, energetycznej i kolejowej. Jej odtworzenie pochłonęło ponad 28 mln zł. Eksperci podkreślają, że oprócz strat finansowych, kradzież elementów infrastruktury zagraża również bezpieczeństwu ludzi.

Na kradzieżach i dewastacji infrastruktury, które zwiększają zagrożenie dla zdrowia i życia, traci i społeczeństwo, i gospodarka.

 – To są kwoty powyżej 28 mln złotych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marzena Śliz, dyrektor Departamentu Rozwoju Infrastruktury w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej.

W pierwszym półroczu odnotowano 6 tys. przypadków kradzieży i dewastacji infrastruktury. Jej odtworzenie pochłonęło ponad 28 mln zł. Dla porównania w całym 2012 roku straty wyniosły blisko 65 mln zł. Dodatkowymi efektami kradzieży są przerwy w dostawie energii elektrycznej, brak sygnału w telefonie czy opóźnienia pociągów. Np. w ubiegłym roku przez ubytki w infrastrukturze kolejowej opóźniło się ponad 8 tys. pociągów pasażerskich i 1,4 tys. towarowych. Skala kradzieży infrastruktury waha się w ciągu roku w zależności od cen skupu miedzi na światowych rynkach.

 – Najczęściej giną kable miedziane i elementy stacji transformatorowych, szyny kolejowe, czyli elementy, które wpływają na bezpieczeństwo działania poszczególnych branż – wymienia Marzena Śliz. – Jeżeli jest duże zapotrzebowanie na miedź, na surowce, wówczas skala kradzieży idzie w górę. Natomiast jeżeli zapotrzebowanie na miedź jest mniejsze, wówczas kradzieże trochę spadają – tłumaczy Śliz.

Dodatkowo cierpi też wizerunek firm, które przy pomocy uszkodzonej infrastruktury świadczą swoje usługi.

 – To przekłada się oczywiście na dostarczenie energii elektrycznej odbiorcom, co jest bardzo źle odbierane, a więc energetyka traci swój wizerunek – potwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Pazda z Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej z siedzibą w Poznaniu. – Ale przede wszystkim nie jesteśmy w stanie zapewnić odbiorcom tego komfortu, jaki XXI wiek powinien za sobą nieść.

Zainicjowane przez prezesów urzędów regulacyjnych (Urząd Komunikacji Elektronicznej, Urząd Regulacji Energetyki i Urząd Transportu Kolejowego) Memorandum w sprawie przeciwdziałania kradzieżom i dewastacji infrastruktury już przynosi skutek. W województwie śląskim w I półroczu tego roku odnotowano tam największy spośród wszystkich województw spadek przypadków kradzieży (o 38 proc.) w porównaniu z 2012 r.

Przeciwdziałaniem kradzieżom i dewastacji infrastruktury zajmie się nowo powołana przez sygnatariuszy Memorandum fundacja „Niezłomni”, która przygotowuje ona ogólnopolską akcję informacyjną.

 – Akcja będzie kierowana bezpośrednio do społeczeństwa. Chcemy współpracować także z Telewizją Polską, którą będziemy wprowadzali cykl reportaży w poszczególnych regionach Polski z telewizjami regionalnymi – tłumaczy Śliz.

Kradzieżami z reguły zajmują się zorganizowane grupy przestępcze. Dlatego celem fundacji jest również zmiana kwalifikacji prawnej tego czynu.

 – Jeżeli chodzi o kary, to więc przede wszystkim celem naszym było to, żeby nie była podniesiona kwota, tak jak to było w tej chwili planowane – podkreśla Marzena Śliz. – Natomiast żeby kategorie kradzieży właśnie infrastruktury były traktowane nie jako zwykła kradzież, tylko jako czyn, który jest niebezpieczny i może powodować utratę życia na przykład, czy ewentualnie uszczerbek na zdrowiu.

To jest zachęta do kradzieży, więc mówimy w tym momencie o  małych złodziejaszkach. Z dużymi zwracamy się do policji, do organów ścigania, do tych, którzy nie tylko wykrywają tego typu przestępstwa, ale także i sankcje nakładają – dodaje Andrzej Pazda.

Memorandum w sprawie przeciwdziałania kradzieżom i dewastacji infrastruktury jest inicjatywą trzech urzędów regulacyjnych: Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Urzędu Regulacji Energetyki i Urzędu Transportu Kolejowego, która łączy przedsiębiorców z trzech sektorów technologicznych zagrożonych kradzieżą infrastruktury. Pod koniec października 2013 r. memorandum zostało włączone do katalogu działań realizowanych w ramach rządowego programu ograniczania przestępczości i zachowań aspołecznych „Razem bezpieczniej”.

Będą nowe przepisy o e-handlu. Wzmocnią prawa konsumentów, ale mogą utrudnić działalność niektórym sklepom

CEO Magazyn Polska

Dziś upływa termin uchwalenia i ogłoszenia w państwach członkowskich UE nowych przepisów o prawach konsumentów. Największe zmiany czekają e-handel. Zgodnie z unijną dyrektywą konsumenci będą mieli więcej czasu na odstąpienie od zakupu i zwrot towaru. Przepisy są bardzo szczegółowe i mogą utrudnić działalność niektórym e-sklepom. Zmiany powinny wejść w życie za pół roku.

 – Nowelizacja przepisów wynikająca z implementacji dyrektywy europejskiej wprowadza szereg zmian, które są dla e-biznesu korzystne, a w każdym razie wyjaśniają sytuację i wprowadzają większą pewność prawa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Porębski, radca prawny z Izby Gospodarki Elektronicznej.

Unijna dyrektywa przyjęta w październiku 2011 r. ma na celu ujednolicenie praw konsumentów we wszystkich państwach członkowskich. Szczególnie dotyczy to e-handlu. Unijni prawodawcy liczą też na zwiększenie zaufania do tego kanału sprzedaży i wzrost sprzedaży pomiędzy krajami.

Termin na ogłoszenie i uchwalenie zmian do krajowego prawa upływa dziś, 13 grudnia. Przepisy wejdą w życie za pół roku – 13 czerwca 2014 r. Do tego czasu sprzedawcy muszą zmienić swoje systemy i regulaminy.

 – Przepisy nakładają na przedsiębiorców cały szereg obowiązków o charakterze przede wszystkim informacyjnym, ale wiele przepisów ma charakter zakazowy i teoretycznie będzie chronić konsumentów – mówi Porębski. – Przykładem może być prawo odstąpienia, które w przepisach teraz będzie już bardzo eksponowane. Przedsiębiorca będzie miał obowiązek, wręcz nachalnie, konsumentowi przypominać o tym prawie do odstąpienia, które z kolei konsument będzie mógł wykonać w terminie 14 dni.

Obecne unijne przepisy przewidują co najmniej 7-dniowy termin na odstapienie od zakupu i zwrot towaru. W Polsce prawo daje kupującym 10 dni na decyzję. Teraz w całej UE będzie obowiązywał termin 14 dni. Konsumenci zyskają również na tym, że sprzedający w przypadku odstąpienia od zakupu będzie musiał zwrócić całą kwotę łącznie z kosztami wysyłki.

Jeśli przedsiębiorcy nie spełnią obowiązku informacyjnego i nie podadzą wszystkich danych o kupowanym produkcie, termin na odstąpienie od zakupu wydłuży się do 12 miesięcy. Porębski podkreśla, że z tego powodu w interesie przedsiębiorców będzie leżało pełne informowanie o ofercie.

Ograniczenia w telesprzedaży

 – Nowe przepisy wprowadzają cały szereg ograniczeń dotyczących zawierania umów telefonicznie. Telesprzedaż będzie teraz istotnie ograniczona. Pojawi się taka ilość obowiązków formalnych, administracyjnych do spełnienia, że zawieranie umów przez telefon może rzeczywiście być utrudnione – dodaje radca prawny IGE.

Sprzedawcy m.in. będą mieli obowiązek przekazania treści umowy klientowi w formie innej niż rozmowa telefoniczna. Nie będzie jednak wymogu przekazywania informacji na papierze. Porębski spodziewa się, że większość sprzedawców wybierze formę elektroniczną, czyli e-mail.

Dodaje, że nowe przepisy na pewno nie zatrzymają rozwoju e-handlu, ale mogą znacznie utrudnić działalność niektórym przedsiębiorcom. To w jego ocenie skutek szczegółowości nowych przepisów.

 – W konkretnych okolicznościach okazuje się, że przepisy nie działają albo nakładają ograniczenia, które są niekorzystne i dla biznesu, i dla konsumenta. Niewątpliwie również przedsiębiorcy muszą się liczyć teraz z wydatkami na adaptację systemów informatycznych i regulaminów swoich sklepów – zapowiada Porębski. – Moim zdaniem dyrektywa niestety wpisuje się w taką tendencję, którą ostatnio widać w wielu aktach europejskich dotyczących przedsiębiorców, zwłaszcza działających w sieci, gdzie są oni traktowani jak przestępcy.

W jego opinii e-handel jest znacznie mocniej regulowany niż tradycyjny pomimo tego, że w internecie liczba nadużyć jest niższa. Przyznaje, że nowe przepisy, choć bardzo szczegółowe, powstały w oparciu o doświadczenia zebrane z ostatnich lat.

Lion’s Bank jako pierwszy na świecie wprowadził metalową kartę kredytową

CEO Magazyn Polska

Lion’s Bank postanowił wyróżnić się na rynku i wprowadzić jako pierwszy na świecie metalową kartę kredytową. Karta ta jest także jedyną w Europie kartą pionową z ukrytymi z tyłu numerami seryjnymi. Ze względu na oryginalny projekt karty, bank określa ją jako biżuterię bankową. Nie jest to jednak produkt skierowany wyłącznie do kobiet.

 – Karta ta zapewne nie będzie używana w codziennych sytuacjach, na przykład do drobnych płatności. Jest to karta prestiżowa, którą niejeden mężczyzna będzie chciał mieć w portfelu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Augustyniak, prezes Lion’s Banku.

Srebrna karta wykonana jest ze stopu metali, takich jak miedź, cynk i nikiel. Ma minimalistyczny, nowoczesny design i polerowany, lustrzany logotyp. Kształtem przypomina klucz, co ma symbolizować dawanie dostępu do wszystkich drzwi.

 – Usunęliśmy z jej frontu wszystko, co mogło wpływać na czystość jej powierzchni – mówi Remigiusz Dymek, twórca koncepcji wizualnej, dyrektor artystyczny Lion’s Banku. – Widać tylko to, co najważniejsze, jak lustrzany logotyp lwa, będącego symbolem naszego banku. Sądzę, że ta karta nie może pozostać niezauważona po jej wyjęciu. To produkt dla niepokornych osób – dodaje Dymek.

Karta jest przeznaczona dla wybranych klientów Lion’s Banku.

 – Będą z niej korzystać osoby zamożne, którym to prawo przyzna zarząd – mówi Augustyniak. – Nie chcę mówić o ich aktywach, wartości majątku, ale jest oczywiste, że będą to osoby korzystające z private bankingu.

Limit kredytowy na karcie wynosić będzie milion złotych. Posiadacze karty będą mieli dostęp do usług concierge zapewnianych przez londyńską Quintessentially Lifestyle.

Przewozy Regionalne walczą o klienta. Będzie WiFi i bilety za złotówkę

CEO Magazyn Polska

Przewozy Regionalne chcą skuteczniej walczyć o klienta. Na torach pojawią się nowe wagony multimedialne, gdzie pasażerowie będą mogli korzystać z WiFi i biblioteki multimedialnej na całej trasie pociągu. Spółka proponuje również niższe ceny biletów – już od złotówki, w zależności od terminu zakupu. Spółka liczy na to, że obniżka cen w całości zostanie pokryta prze nadwyżkę pasażerów.

W ramach oferty „Superbilet”, na wszystkich trasach, we wszystkich pociągach dostępne będą bilety po 1, 9, 19, 29 i 39 złotych. Stawki będą się zmieniać w myśl zasady: im wcześniej kupisz bilet, tym taniej za niego zapłacisz. Sprzedaż biletów ruszać będzie na 30 dni przed planowanym odjazdem pociągu.

 – Jeżeli ktoś ma szczęście, to bilet może nabyć nawet na dzień następny, nie ma żadnego ograniczenia, jeżeli chodzi o termin – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Żmuda, dyrektor pionu handlowego spółki Przewozy Regionalne.

Wszystko zależeć będzie od popularności danego połączenia. Najtańsze bilety będą znikać najszybciej na najbardziej obleganych trasach i w najpopularniejszych godzinach. Przewozy liczą na to, że pasażerowie ze względu na cenę wybiorą te mniej zapełnione pociągi.

Dodatkowo mają nadzieję, że obniżka zachęci nowych pasażerów do podróży pociągiem. Wpływy ze sprzedaży biletów nowym klientom mają zrekompensować koszty poniesione w związku z promocją.

 – Wiemy, że segment Interregio jest segmentem komercyjnym i planujemy na całym segmencie tych połączeń uzyskać dodatni wynik – mówi dyrektor pionu handlowego spółki Przewozy Regionalne. – Jednocześnie zmieniliśmy podejście do naszej oferty InterREGIO tak, aby pasażerowi czuli się jeszcze bardziej komfortowo, aby mieli ciekawszą ofertę.

Kolejną zmianą są nowe wagony multimedialne. W tym tygodniu na trasy wyjadą pierwsze cztery składy, kolejne dwa składy pojawią się jeszcze przed świętami. Każdy z nich będzie mógł pomieścić 63 pasażerów, ale moduł multimedialny będzie w stanie udostępnić swoją zawartość 100 pasażerom jednocześnie.

Podróżni będą mogli na swoich urządzeniach korzystać z Wi-Fi oraz biblioteki multimedialnej.

 – Za pomocą smartfona, tabletu czy laptopa będziemy mogli w pociągu obejrzeć film, odsłuchać audiobooka i to niezależnie od zasięgu telefonii GSM wzdłuż trasy pociągu – tłumaczy Żmuda. 

Zapewnia, że w ofercie znajdą się nowe pozycje filmowe i nowe audiobooki. Co najmniej do połowy stycznia korzystanie z biblioteki multimedialnej będzie bezpłatne. Później oferta podzielona zostanie na część podstawową i tzw. premium, za którą podróżny będzie musiał zapłacić złotówkę.

 – To jest rozwiązanie, które zapożyczyliśmy z Danii, testowaliśmy taki wagon u nas i cieszył się on sporym zainteresowaniem – mówi dyrektor pionu handlowego przewoźnika. – W I kwartale przyszłego roku ocenimy, ile takich dodatkowych wagonów ma kursować.

Dodaje, że w pociągach znajdą się również gniazdka z energią elektryczną, dzięki którym pasażerowie będą mogli, na przykład naładować baterię komputera.

Przewozy Regionalne, to największy pasażerski przewoźnik kolejowy w Polsce. Codziennie z ich oferty korzysta ok. 250 tys. osób, a na tory wyjeżdża blisko 2 tys. pociągów. 

Pracodawcy coraz bardziej skłonni do zwiększania pensji

CEO Magazyn Polska

Ponad trzykrotnie, w porównaniu z ubiegłym rokiem, zwiększył się odsetek pracodawców, którzy spodziewają się wzrostu gospodarczego. Rośnie też liczba pracodawców zamierzających podnieść pensje. Najwięcej podwyżek planowanych jest w przemyśle, a najmniej w branży budowlanej. Z drugiej strony więcej firm planuje zwolnienia.

 – Przedsiębiorcy pozytywnie patrzą na wzrost gospodarczy  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kajetan Słonina, dyrektor zarządzający firmy Randstad. – W ciągu ostatniego roku liczba firm, które liczą na wzrost gospodarczy wzrosła trzykrotnie. To bardzo dobra wiadomość dla polskiej gospodarki.

Według ostatniej edycji sondażu Instytutu Badawczego Randstad „Plany Pracodawców”, 26 proc. pracodawców przewiduje wzrost gospodarczy w najbliższym półroczu. W sierpniu tego zdania było 25 proc. a rok temu jedynie 8 proc. Powoli rośnie także odsetek pracodawców dążących do podwyższenia pensji swoim pracownikom. Choć w drugim półroczu 2012 r. wynagrodzenia były zamrażane, obecnie coraz więcej pracodawców planuje podwyżki. Choć nadal dwóch na trzech nie planuje zmian, to 26 proc. ma zamiar dokonać podwyżek. To o 9 punktów procentowych więcej niż w sierpniu br.

Największy odsetek pracodawców – 31 proc. – planuje podwyżki w zachodnim i południowym rejonie Polski. Na północy zwiększenie wynagrodzeń planuje 29 proc. przedsiębiorców. Z kolei w centrum i na wschodzie wzrost płac jest planowany mniej więcej w co piątej firmie. Najwięcej podwyżek planowanych jest w przemyśle, a najmniej w branży budowlanej. 

Trudno o nowe miejsca pracy

 – Przedsiębiorcy częściej chcą dawać podwyżki niż tworzyć nowe miejsca pracy – mówi Słonina. – Około 1/4 z nich chce zwiększać pensje, a zatrudniać nowych ludzi planuje jedynie co piąty przedsiębiorca

Nowe miejsca pracy chce utworzyć 19 proc. ankietowanych firm, a 17 proc. z nich planuje zwolnienia. To niemal dwukrotnie więcej niż w sierpniu. Przyczyną może być fakt, że sezon zimowy jest tradycyjnie trudniejszy na polskim rynku pracy. W budownictwie panuje przestój, a pod koniec grudnia kończy się popyt związany ze świętami. Największy wzrost zatrudnienia planowany jest w rejonie zachodnim. 2/3 tamtejszych firm planuje zwiększenie liczby pracowników lub pozostawienie jej na tym samym poziomie. Niekiedy do zwiększania etatów zniechęca też prawo.

 – Zatrudnianiu na umowy o pracę nie sprzyjają też utrudnienia dotyczące ich rozwiązywania – mówi Słonina. – Im zwolnienie pracownika jest trudniejsze, tym mniej chętnie się go zatrudnia.

Polacy i ich świąteczne, finansowe zwyczaje

Badanie przeprowadzone przez TNS* dla eBay pokazuje, że Polacy lubią świąteczne zakupy. Podobnie jak w roku ubiegłym Polacy przeznaczą niemal połowę świątecznego budżetu tylko na prezenty. Średnio 1106 PLN- tyle zakładamy, że przeznaczymy na organizację Świąt w tym roku.

Badanie przeprowadzone na grupie 1059 Polaków w wieku 16-54 pokazało, że średni budżet na Święta zmniejszył się w porównaniu z rokiem ubiegłym, ale wciąż jest wyższy niż 2 lata temu. W 2011 planowaliśmy przeznaczyć na świąteczne prezenty 437.7 PLN, w 2012 kwota wzrosła do 493 PLN, aby w tym roku wynieść 486,27 PLN. Najdroższe prezenty dostaną, podobnie jak w zeszłym roku, dzieci. Średnio przeznaczymy na ten cel 213 PLN (204 PLN w 2012). Na prezenty dla partnerów przeznaczymy podobną kwotę jak w zeszłym roku- 142 PLN (143 PLN w 2012).

Średnio kupimy 3-5 prezentów (41%) oraz 6-10 (32%). Panie okazują się bardziej hojne, 40% planuje kupić od 6-10 prezentów. Średnia ilość planowanych prezentów od kobiet to 6.1, przy ogólnej średniej 5.6.

Czas zakupów

53% Polaków, planujących zakupy świąteczne rozpocznie je na początku grudnia, zaledwie 18% zaczyna o tym myśleć w listopadzie, a 16% czeka do ostatniego tygodnia przed świętami. Pomimo zakupów w ostatniej chwili Polacy lubią świąteczne sprawunki. 47% uważa, że świąteczne zakupy są ekscytujące lub bardzo ekscytujące, a tylko 5% uważa je za niezwykle stresujące. Może pozytywne postrzeganie tej czynności wynika z tego, że 62% podczas zakupów dla bliskich, kupuje również coś dla siebie.

Świąteczne prezenty

Większość chciałaby znaleźć pod świątecznym drzewkiem: podróże (16%), gadżety (15%) oraz biżuterię (10%)
i książki (10%). Co ciekawe kobiety preferują prezenty związane z przyjemnością (52%), natomiast mężczyźni wolą praktyczne podarki (45%).

Respondenci uważają, że najlepsze prezenty otrzymują od partnerów (43%) oraz rodziców (18%). 47% nie potrafi wskazać osoby, która ma w zwyczaju dawać niechciane prezenty. Polacy wierzą, że w ubiegłym roku otrzymali niechciane prezenty warte 149, 72 PLN. Rekord w tym zakresie należy do Belgów, którzy otrzymują niechciane prezenty o średniej wartości 53 Euro (220PLN).

Jak robimy zakupy świąteczne?

Badanie wskazuje, że w tym roku Polacy planują zrobić tyle samo (45%) lub więcej (19%) zakupów świątecznych przez Internet niż w roku ubiegłym. Większość wykorzysta w tym celu laptopa lub komputer stacjonarny, ale w porównaniu z rokiem 2012 więcej ludzi skorzysta z urządzeń mobilnych. Co ciekawe Polacy należą do czołówki respondentów, którzy użyją w tym celu urządzeń mobilnych.

*Badanie przeprowadzone przez TNS OBOP dla eBay Polska na grupie 1059osób w wieku 16-54 w listopadzie 2013.

Szczyt paczkowy: głównie prezenty z sieci i dokumenty między firmami

Koniec roku jest zawsze najgorętszym okresem w branży przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczkowych (KEP). Liczba przesyłek (kurierskich i pocztowych) w tym czasie wzrasta nawet o 60 proc. Przewożone są głównie prezenty świąteczne zakupione przez Internet, ale także towary do centrów handlowych i dokumenty między firmami. Przygotowania do tego szczytu zaczynają się już kilka miesięcy wcześniej.

• Polacy kupują coraz więcej prezentów przez Internet
• Kilka dni przed Bożym Narodzeniem wysyłanych jest nawet dwa razy więcej przesyłek niż w pozostałych dniach roku
• Okres świąteczny jest egzaminem dla skuteczności sieci logistycznej operatorów KEP

Popyt na usługi logistyczne podlega wahaniom i jest silnie uzależniony od stanu gospodarki. Im więcej towarów firmy kupują, tym więcej operatorzy logistyczni mają do wykonania pracy. – Niezależnie od kondycji polskich przedsiębiorstw jest taki okres w ciągu roku, w którym popyt na usługi logistyczne zawsze wzrasta. Są to miesiące listopad i grudzień. W tym czasie zwiększają się zakupy artykułów konsumpcyjnych, związane z okresem świątecznym, ale także zintensyfikowana jest wymiana handlowa między przedsiębiorstwami. Oznacza to zwiększoną liczbę przesyłek, które są coraz częściej obsługiwane przez firmy kurierskie i operatorów pocztowych – podkreśla dr Arkadiusz Kawa, z Katedry Logistyki i Transportu w Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu.

Okres ten określa się mianem szczytu paczkowego. Jest to doskonały czas na sprawdzenie wydajności i skuteczności systemów logistycznych operatorów KEP, ponieważ muszą wtedy dostarczyć o wiele więcej przesyłek. Potrzebna jest więc współpraca wszystkich trzech zaangażowanych stron – nadawcy przesyłki, jej odbiorcy i przewoźnika. – Należy zadbać o wysyłkę w odpowiednim czasie, aby przewoźnicy branży KEP mogli sprawnie obsłużyć zwiększony popyt na swoje usługi w szczycie paczkowym. Podstawą jest to, aby nie czekać z nią na ostatnią chwilę. Przestrzegamy przed tym co roku, ale określone zachowanie firm zależy oczywiście od rodzaju produktów, które wysyłają. Problemy pojawiają się już na początku grudnia. Częstą praktyką wśród firm – oprócz Poczty Polskiej – jest ta, że w pewnym momencie przestają one odbierać przesyłki od wybranych klientów, przede wszystkim konsumentów – twierdzi Sławomir Żurawski, dyrektor KEP, Poczta Polska.

Przygotowanie do szczytu paczkowego zaczyna się zaraz po letnich wakacjach. Firmy prognozują liczbę przesyłek bazując na danych historycznych z ostatnich 12 miesięcy, tendencjach na rynku i własnym doświadczeniu.

– Analizujemy dokładnie wyzwania, jakie stanęły przed firmą Avon w roku poprzednim, weryfikujemy to, co wspierało sukcesy oraz opracowujemy i wdrażamy nowe strategie. „Uszczelniamy” wszystkie procesy logistyczne po stronie Avon, zapraszając również do rozmów naszych dostawców. Przygotowujemy plany realizacji w różnych horyzontach czasowych, rozpatrując dostawy w poszczególne dni wysyłkowe. Szczególnie ważne jest dla nas opracowanie scenariuszy i planów ich sprawnego wprowadzenia w życie na wypadek nieoczekiwanych okoliczności, np. gwałtownych opadów śniegu – mówi Marcin Domarecki, Manager Działu Transportu Avon Operations Polska.

Nadawcy przesyłek coraz więcej wiedzą na temat funkcjonowania firm z branży KEP. Zdają sobie sprawę z potencjału, ale także ograniczeń systemów operacyjnych, dlatego ściślej współpracują z nimi w okresie przedświątecznym. – bonprix nauczony wieloletnim doświadczeniem stosuje działania prewencyjne, które eliminują skutki gwałtownego wzrostu wysyłki paczek przed świętami Bożego Narodzenia. Planujemy dystrybucję swoich katalogów w taki sposób, aby rozkład otrzymywanych zamówień był równomierny. Ostatni katalog wysyłany został do naszych klientów 14 listopada 2013 roku – mów Marcin Wendrychowicz, IT Manager, Bonprix.

Operatorzy KEP w szczycie paczkowym radzą sobie dość dobrze. – Sezonowy wzrost liczby paczek jest przewidywalny i przedstawione wcześniej sposoby postępowania zazwyczaj wystarczają. Pod koniec roku pojawiają się jednak inne utrudnienia, na które firmy nie mają wpływu. Są to zmienne warunki pogodowe. Szczególnie uciążliwe są obfite opady śniegu i gołoledź. Na utrudnione warunki pogodowe w tym czasie nakładają się korki uliczne. Gorączka przedświąteczna wzmaga ruch na drogach w szczególności w centrach miast. Kłopotem jest także zły stan infrastruktury drogowej – mówi dr Arkadiusz Kawa.

W szczycie paczkowym zauważalny jest wzrost liczby przesyłek, których adresatami są osoby fizyczne. Są to często dostawy jednorazowe, przez co kurier musi szukać danego adresu po raz pierwszy, więc zajmuje mu to więcej czasu.

mBank wzmacnia biznes detaliczny w Polsce, Czechach i na Słowacji

Michał Panowicz obejmie funkcję dyrektora banku w obszarze marketingu i rozwoju biznesu detalicznego. Paweł Kucharski zostanie zastępcą szefa operacji zagranicznych w Czechach i na Słowacji. Jacek Iljin nowym dyrektorem banku w obszarze sprzedaży i procesów.

Paweł Kucharski, ostatnio dyrektor banku ds. marketingu i rozwoju biznesu bankowości detalicznej, dołączy do zespołu w Czechach i na Słowacji, gdzie w roli zastępcy szefa operacji zagranicznych, będzie zarządzał liniami biznesowymi, sprzedażą i komunikacją mBanku.

Michał Panowicz, dotychczasowy szef projektu nowego mBanku i dyrektor Departamentu Client Lab, obejmie stanowisko dyrektora banku ds. marketingu i rozwoju biznesu bankowości detalicznej

Jednocześnie funkcję dyrektora banku ds. sprzedaży i procesów biznesowych bankowości detalicznej obejmie Jacek Iljin, dotychczasowy dyrektor Departamentu Usług Podstawowych i Produktów Niebankowych w pionie bankowości detalicznej. Wszystkie zmiany wchodzą w życie od 1 stycznia 2014 r.

– Jestem przekonany, że zmiany przyniosą bankowi wiele korzyści i skutecznie przyczynią się do realizacji ambitnych celów w obszarze akwizycji na wszystkich rynkach oraz osiągnięcia stałej rentowności, wzrostu bazy klienckiej i rozwoju cross-sellingu w Czechach i na Słowacji – mówi Cezary Kocik, wiceprezes mBanku ds. bankowości detalicznej.

Michał Panowicz dołączył do zespołu mBanku w 2011 r. i dał się poznać jako dynamiczny lider i skuteczny manager. Wniósł międzynarodowe doświadczenie wyniesione z pracy w centrali firmy Microsoft i świeże spojrzenie na usługi finansowe, które zawdzięcza pracy w The Boston Consulting Group i eBay. Jest współtwórcą koncepcji nowego mBanku, czyli jednego z najnowocześniejszych na świecie serwisów bankowych. Osobiście prowadził i nadzorował prace nad tym projektem.

Paweł Kucharski jest jednym z twórców marki mBanku, dziś jednego z najsilniejszych polskich brandów. W ostatnich latach poprowadził go do dynamicznego wzrostu, rozwijając ofertę od prostych produktów depozytowych do jednej z najlepszych i najszerszych ofert na rynku. Tę ofertę wybrało ponad 3,5 miliona klientów w Polsce. Ze swoim 13-letnim doświadczeniem w mBanku, Paweł Kucharski pomoże umocnić pozycję firmy na rynkach zagranicznych.

Jacek Iljin pracę w mBanku rozpoczął w 2002 r. Początkowo odpowiedzialny za obszar analiz marketingowych, z czasem zajął się rozwojem oferty produktowej i usług banku dla klientów indywidualnych i firmowych. Uczestniczył w kluczowych projektach, m.in. ekspansji banku w Czechach i na Słowacji, rozwoju narzędzi CRM oraz zwiększenia przychodów w obszarze produktów podstawowych. Zastępca szefa projektu nowego mBanku.

4,2 mld zł przychodów. Ponad 260 mln zł zysku netto w pierwszych trzech kwartałach 2013 roku

W pierwszych trzech kwartałach 2013 r. Grupa Asseco wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie blisko 4,2 mld zł, co stanowi 5% wzrost w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Zysk operacyjny osiągnął poziom 483 mln zł, natomiast wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 262 mln zł . Portfel zamówień wynosi ponad 5,5 mld zł i jest o 5% wyższy niż w analogicznym okresie 2012 r. Rekordową wartość mają także przychody ze sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2013 r. wyniosły blisko 3,3 mld zł czyli o 7% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W analizowanym okresie Asseco podpisało 3326 nowych kontraktów, co potwierdza dobrą dywersyfikację grupy. Ponad 70% przychodów pochodzi z powtarzalnych projektów, zapewniając stabilność biznesu Asseco. W trzecim kwartale 2013 roku Asseco Poland podpisało wieloletnie umowy z dotychczasowymi klientami. W ramach trzyletniej umowy ramowej z Orange Polska Asseco zostało partnerem odpowiedzialnym za domenę BBS (Business Support Systems) oraz za outsourcing systemu telefonii stacjonarnej. Trzeci kwartał przyniósł także umocnienie pozycji w sektorze służby zdrowia. Asseco Poland zawarło kontrakt z Podkarpackim Urzędem Marszałkowskim na Podkarpacki System Informacji Medycznej. Umowa obejmuje informatyzację ośmiu szpitali wojewódzkich oraz uruchomienie szerokiego zakresu e-usług medycznych dla mieszkańców Podkarpacia. W sektorze energetycznym Asseco Poland z sukcesem zakończyło projekt centralizacji systemów billingowych do obsługi klientów masowych dla spółki Tauron Obsługa Klienta, wdrażając autorskie rozwiązanie z rodziny produktów Asseco Utility Management Solutions. Natomiast w październiku i w listopadzie podpisaliśmy dwie czteroletnie umowy ramowe z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych – pierwszą na utrzymanie, a drugą na rozwój Kompleksowego Systemu Informatycznego (KSI).

Rozwój Asseco jest możliwy dzięki wzrostowi przychodów ze sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2013 r. stanowiły one 78% przychodów ogółem i wyniosły blisko 3,23mld zł. Stale inwestujemy także w badania i rozwój kluczowych produktów Asseco.

W trzecim kwartale 2013 r. Asseco Poland nabyło 70% rosyjskiej spółki R-Style Softlab –  producenta oprogramowania dla sektora bankowego i finansowego. Spółka posiada blisko 400 aktywnych klientów. Specjalizuje się w trzech obszarach: bankowość internetowa i systemy obsługi klienta, hurtownie danych i systemy business intelligence oraz core’owe systemy bankowe. Plany akwizycyjne na pozostałe miesiące tego roku zakładają dalszą koncentrację na emerging markets.

Technologie mobilne stanowią dziś największe wyzwanie dla bezpieczeństwa IT

Technologie mobilne stanowią dziś największe wyzwanie dla bezpieczeństwa IT – wynika ze Światowego Badania Bezpieczeństwa Informacji przeprowadzonego po raz 16-ty przez firmę doradczą EY. Takiego zdania jest prawie połowa uczestniczących w badaniu szefów IT. Zwiększanie wydatków na bezpieczeństwo IT niewiele daje. Mimo że 93% badanych firm w ciągu ostatnich 12-tu miesięcy zwiększyło lub utrzymało wydatki w obszarze bezpieczeństwa IT, wciąż powiększa się luka między obecnym a wymaganym poziomem bezpieczeństwa. Zaledwie 17% respondentów przyznało, że działania w tym zakresie w pełni zaspokajają ich potrzeby.

W 16-tej edycji Światowego Badania Bezpieczeństwa Informacji EY wzięło udział ponad 1900 osób odpowiedzialnych głównie za działy informatyczne (IT) oraz bezpieczeństwo informacji. Respondenci reprezentowali największe firmy i organizacje różnych branż. Zasięg badania objął 64 kraje, w tym Polskę.

Wnioski są alarmujące. Rosnąca liczba cyberataków sprawia, że firmy w coraz większym stopniu narażone są na działania hakerów. Ataki na systemy IT, kradzieże danych, postęp technologiczny, jak również nieświadome działania ludzkie – to kluczowe ryzyka informatyczne, z którymi zmagają się firmy, organizacje publiczne i prywatni użytkownicy.

Pracownicy już nie są największym zagrożeniem

Do najczęściej wymienianych przez respondentów zagrożeń zalicza się te związane ze stosowaniem urządzeń mobilnych (45%), mediów społecznościowych (32%), cloud computingiem (25%), czy działaniami niedbałych lub nieświadomych pracowników (24%). Trend ten wyraźnie zmienił się w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem, w którym ci właśnie niedbali i nieświadomi pracownicy wiedli prym w rankingu (37%), a wspomniane urządzenia mobilne (tablety, smartfony) zaledwie w odpowiedziach 16% respondentów utożsamiane były z zagrożeniem i narażaniem bezpieczeństwa informacji w firmach lub instytucjach publicznych.

– Zaobserwowany trend identyfikujący źródła zagrożeń dla bezpieczeństwa informacji pokazuje, że firmy nie nadążają za rewolucją technologiczną. Szybko rozwijające się nowoczesne technologie stosowane przez biznes nie zostaną zahamowane, ale to właśnie musi mobilizować firmy do odpowiedniej priorytetyzacji działań i wdrażania coraz bardziej zaawansowanych zabezpieczeń – mówi Michał Kurek, Starszy Menedżer w dziale Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY.

Aż 70% respondentów tegorocznego badania uznaje za istotne bezpieczeństwo używania smartfonów i tabletów.

Bezpieczeństwo informacji coraz ważniejsze

W przypadku 83% firm działania z obszaru bezpieczeństwa informacji nie spełniają potrzeb organizacji. Jednocześnie niemal wszystkie ankietowane firmy utrzymały lub zwiększyły budżety przeznaczane na cyberbezpieczeństwo, co wyraźnie pokazuje skalę rosnących zagrożeń. 31% respondentów badania stwierdziło, że liczba incydentów związanych z naruszeniem bezpieczeństwa informacji w ich firmach wzrosła o co najmniej 5% w ciągu ostatnich 12-tu miesięcy, a 59% organizacji zaobserwowało wzrost zagrożeń zewnętrznych. Wraz z tym wzrostem zwiększył się również poziom świadomości odnośnie bezpieczeństwa IT i złożoności zagrożeń, na które narażone są firmy – bezpieczeństwo informacji stało się priorytetem w siedmiu na dziesięć badanych organizacji. 35% respondentów przyznało, że co kwartał uwzględniają tematykę bezpieczeństwa IT na agendach zarządów.

Kazimierz Klonecki, Partner w dziale Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY przyznaje: – Informatyzacja i dynamiczny rozwój technologiczny w erze globalizacji powinien iść w parze z rozwojem infrastruktury cyberbezpieczeństwa. Rosnąca liczba przypadków naruszania bezpieczeństwa informatycznego sprawia, że firmy coraz bardziej zdają sobie sprawę ze skali zagrożeń IT. To już nie kwestia czy w ogóle – ale kiedy firmy staną się celem hakerów. Na podstawie tegorocznych wyników badania EY można wywnioskować, że firmy podążają we właściwym kierunku, bo poziom świadomości rośnie. Sygnały świadczące o tym, że bezpieczeństwo informacji staje się priorytetem dla wyższej kadry kierowniczej są obiecujące, bowiem realne skutki wirtualnych ataków mogą być niszczące dla firm – zarówno pod względem finansowym jak i reputacyjnym.

Brakuje ludzi do walki z hakerami

Za głównie przeszkody w realizacji działań ograniczających ryzyko związane z bezpieczeństwem informacji respondenci uznali zbyt małe budżety przeznaczane na IT security oraz brak wyspecjalizowanej kadry, która w pełni mogłaby się poświęcić zapobieganiu zagrożeń. Odsetek tych odpowiedzi wynosi odpowiednio 65% i 50%.

– Cyberprzestępczość jest obecnie największym zagrożeniem dla firm. O ile budżety na innowacje w zakresie bezpieczeństwa informacji powoli rosną, a firmy mogą alokować coraz więcej zasobów w celu ochrony przed największą niewiadomą – przyszłością, to nadal wielu specjalistów zajmujących się tą dziedziną uważa, że planowane wydatki nie są wystarczające dla skutecznego mierzenia się z rosnącymi cyberzagrożeniami – twierdzi Kazimierz Klonecki.

Za trzy priorytety z obszaru bezpieczeństwa informacji na najbliższe 12 miesięcy, respondenci uznali zapewnienie ciągłości działania (51%), przeciwdziałanie cyberzagrożeniom (38%), zapobieganie wyciekom danych (26%).

Michał Kurek dodaje: – Priorytety firm w zakresie bezpieczeństwa informacji są słuszne, ale często odpowiedzialne za ich realizację zespoły borykają się z brakiem utalentowanych i wykwalifikowanych pracowników, co znów potwierdziły wyniki tegorocznego badania. Problemem jest również niska świadomość i brak wsparcia ze strony kadry kierowniczej. Dziś tę barierę wymienia 31% badanych, a w zeszłym roku było to jedynie 20%.

Kazimierz Klonecki podsumowuje: – Firmy muszą już dziś przyjąć proaktywną postawę i myśleć o krok naprzód, a wsparcie powinno płynąć z góry. Niezbędne jest położenie większego nacisku na wzrost świadomości pracowników oraz zwiększenie budżetów i zasobów przeznaczanych na innowacyjne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa informacji. Technologie będą rozwijać się coraz szybciej – tak samo szybko będą pojawiać się nowe cyberzagrożenia. Nieuwzględnianie ryzyka, dopóki nie stanie się one realne, daje przewagę hakerom, a to z kolei stanowi poważne zagrożenie dla firm.

W 2013 Polacy chętniej brali kredyty i korzystali z usług doradców finansowych

Najnowsze wyniki badań Biura Informacji Kredytowej wskazują, że w tym roku Polacy częściej ubiegali się o kredyty. Wyszukiwarka lokalna panoramafirm.pl zanotowała również w ostatnim czasie wzrost zapytań o doradców kredytowych, aż o 241%.

Ostatnie 2 lata to okres pogorszenia koniunktury i niepewnej perspektywy wzrostu polskiej gospodarki, co skutkowało niechęcią Polaków do zaciągania kredytów. Jednocześnie banki bardziej selektywnie podchodziły do kredytobiorców. Rok 2013, mimo że rozpoczął się słabo, w III kwartale przyniósł znaczne ożywienie w tym sektorze, a banki udzieliły o 15 proc. więcej kredytów gotówkowych w porównaniu z miesiącami roku poprzedniego. Wzrosło również zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi nawet w okresie wakacyjnym, który zwyczajowo nie sprzyja kredytowaniu.

Polacy także coraz chętniej w tym roku zasięgali porad u doradców finansowych, na co wskazuje również wzrost zainteresowania tą branżą w wyszukiwarce lokalnej panoramafirm.pl.

„Doradcy finansowi, dzięki stałej współpracy z różnymi bankami, szerokiemu dostępowi do źródeł finansowania oraz znajomości narzędzi finansowych lepiej, niż my sami, dopasują ofertę kredytową do naszych potrzeb. Na podstawie prowadzonych analiz w naszym lokalnym produkcie panoramafirm.pl, widzimy, że rośnie świadomość społeczeństwa w dziedzinie finansów osobistych”- mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu Internetowego w Eniro Polska.

Dane Związku Banków Polskich za poprzedni kwartał pokazują, iż wprowadzona w życie przez Krajowy Nadzór Finansowy, z dniem 1 stycznia 2014 r. znowelizowana rekomendacja S nakazująca, aby klient, kupujący nieruchomość na kredyt, wyłożył na zakup minimum 5 proc. ceny nie pochodzącej z innego kredytu, znacząco wpłynęła na podejmowanie szybszych decyzji konsumentów.

Wzrost zainteresowania kredytami może wynikać, z działalności pro sprzedażowej banków, atrakcyjnego niskiego oprocentowania kredytów czy braku konieczności wkładu własnego do końca roku 2013.

Nowe regulacje Unii Europejskiej w sprawie ponoszenia kosztów upadłości banków

Władze Unii Europejskiej porozumiały się co do regulacji dotyczących pomocy lub likwidacji banków znajdujących się w kłopotach. Nowe przepisy pozwolą na sięganie po środki zgromadzone na depozytach bankowych klientów.

Dzięki zmianom w prawie „olbrzymia pomoc publiczna dla upadających banków oraz jej konsekwencje dla podatników wreszcie odejdą do przeszłości”. Kluczowymi elementami przyjętych rozwiązań – zwanych potocznie „bail-in” – są: zobowiązanie banków do przedstawiania planów działań na wypadek sytuacji kryzysowej obciążenie kosztami upadłości udziałowców, wierzycieli, a w dalszej kolejności posiadaczy depozytów powyżej 100 tys. euro utworzenie krajowych funduszy, na których będą gromadzone środki na wypadek kłopotów któregoś z banków. Wpłat do funduszu będą dokonywać same banki, a do 2025 r. zgromadzone środki mają odpowiadać 1% depozytów w danym kraju.

– Najświeższe regulacje wprowadzają mechanizm uporządkowanego bankructwa, który zakłada korzystanie z pieniędzy deponentów, ale dopiero po wykorzystaniu środków akcjonariuszy i wierzycieli – komentuje Piotr Lonczak, analityk Bankier.pl. – To rozwiązanie powinno uświadomić klientom banków, że dla gwarantowania depozytów wyznaczono jasną granicę. Taka sytuacja wymusza także na klientach korzystanie z banków, które prowadzą bezpieczną działalność, a nie agresywnie finansują chociażby rynek nieruchomości, który był jednym z najważniejszych ognisk zapalnych podczas ostatniego kryzysu – dodaje Lonczak.

Informatyka śledcza nie tylko dla kancelarii prawnych

Stosowanie informatyki śledczej (computer forensics) staje się w Polsce coraz bardziej powszechne. Korzyści z jej wykorzystania w sprawach dotyczących sporów oraz prawa konkurencji są już rozpoznane i doceniane na rynku usług prawniczych – pisze w swojej analizie Rafał Turczyn, Lider zespołu Zarządzania Ryzykiem Nadużyć i Ekspertyz w Sprawach Spornych, Deloitte.

Informatyka śledcza to skuteczne rozwinięcie standardowych procedur dochodzeniowych oraz wsparcie w procesie pozyskania informacji na potrzeby prowadzonych postępowań wyjaśniających. Z obserwacji wynika, że obecnie już co trzecia kancelaria prawna w Polsce stosuje techniki informatyki śledczej przy tworzeniu optymalnej struktury roszczeń oraz przy gromadzeniu dokumentacji dowodowej w sprawach związanych z nadużyciami gospodarczymi. W praktyce zastosowanie technik informatyki śledczej pozwala potwierdzić lub wykluczyć przyjęte hipotezy badawcze podczas prowadzenia dochodzeń czy śledztw gospodarczych na bazie informacji niemożliwych bądź trudnych do uzyskania innym sposobem. Dodatkowo pozwala na usystematyzowanie posiadanych już wniosków, ukierunkowuje dalsze prace, a także umożliwia pozyskanie skutecznego prawnie materiału dowodowego.

Informatyka śledcza służy jednak nie tylko organom ścigania w walce z przestępczością, ale także prywatnym firmom zwalczającym szpiegostwo przemysłowe, łamanie zakazu konkurencji czy dążąca do wyeliminowania przypadków nielojalności i nieuczciwości swoich pracowników. Poszukiwanie i analiza danych zapisanych na różnych nośnikach cyfrowych np. komputerach, tabletach, telefonach, czy smartfonach może być pomocne także w procesie zarządzania zgodnością lub ryzykiem nadużyć. Przedsiębiorcy starają się identyfikować niezgodne z przyjętym standardem zachowania oraz nieprawidłowości, wyjaśniają je oraz zapobiegają ich pojawieniu się w przyszłości.

W ramach informatyki śledczej pozyskuje się oraz zabezpiecza materiał elektroniczny, który może stać się materiałem dowodowym w postępowaniach związanych z nadużyciami i nieprawidłowościami w firmach. W celu wyszukania interesujących informacji dane są przetwarzane i analizowane na potrzeby danego postępowania. W niektórych przypadkach udostępniane są wstępne wyniki wyszukań za pośrednictwem zaawansowanych technologicznie dedykowanych platform. Takie działanie umożliwia przeprowadzenie dalszych szczegółowych analiz przez osoby prowadzące postępowanie prawne.

Przykładem może być sytuacja, w której jeden z przedstawicieli najwyższej kadry menedżerskiej działał na niekorzyść swojego pracodawcy prowadząc działalność konkurencyjną. Niestety w dzisiejszych czasach nie jest to często odosobniony przypadek i nie byłoby nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przed rozpoczęciem procedur wyjaśniających usunięto części danych elektronicznych. Dzięki technikom informatyki śledczej usunięcie danych w pierwszej kolejności wzbudziło zainteresowanie zespołu wyjaśniającego nieprawidłowości i wstępnie potwierdziło istniejące podejrzenia. Następnie zaś właśnie te dane, których usiłowano się pozbyć stanowiły materiał dowodowy pozwalający na wniesienie skutecznych roszczeń cywilnoprawnych przez kancelarię prawną obsługującą władze poszkodowanej firmy.
W takich przypadkach nie sposób przecenić korzyści płynących ze stosowania nowoczesnych technik śledczych, jak computer forensics. Gdyby nie fakt, że wszelkie zdarzenia dokonywane w cyfrowym świecie pozostawiają trwały ślad, to zapewne bardzo wiele informacji pozostawałoby niedostępnych, a dogłębne wyjaśnienie spraw byłoby utrudnione.

Święta w magazynach – organizacja pracy i optymalizacja przepustowości magazynu

Dla większości przedsiębiorstw handlowych grudzień to okres największej aktywności w ciągu roku. Podpowiadamy, jak ekonomicznie zwiększyć w tym czasie przepustowość magazynu.

Sezonowa intensyfikacja prac, typowa dla okresu przedświątecznego, często wymusza zmianę organizacji pracy i optymalizację wykorzystania zasobów. Zdarza się jednak, że utrzymywana przez cały rok flota i kadra nie są w stanie sprostać ekstremalnym wymaganiom, przed którymi przedsiębiorstwo staje w grudniu. Są jednak sposoby, by okresowo wzmocnić park maszynowy i zwiększyć przepustowość magazynu.

Dodatkowa flota na chwilę

Krótkoterminowy wynajem wózków widłowych to jedno z najpopularniejszych rozwiązań stosowanych w sezonach o zwiększonej aktywności handlowej. Daje możliwość korzystania z pojazdów w czasie dostosowanym do indywidualnego zapotrzebowania, tj. przez kilka dni, tygodni czy miesięcy. Oczywistą zaletą takiej usługi jest możliwość uniknięcia obciążenia finansowego związanego z zakupem nowych pojazdów. Pozwala to na pozostawienie wolnych środków i zapewnienie płynności pieniężnej. Rozwiązanie przynosi również inne korzyści. Przedsiębiorcom wynajmującym maszyny najczęściej oferowana jest w ramach jednej umowy pełna obsługa serwisowa. Dzięki temu, nie trzeba uwzględniać w budżecie dodatkowych kosztów związanych z przeglądami i naprawami.

Zaletą jest również swoboda doboru dodatkowego osprzętu, dokładnie odpowiadającego specyfice funkcjonowania firmy w danym okresie. – Do dyspozycji klientów zainteresowanych wózkami z przeciwwagą oddajemy na przykład widły o niestandardowych długościach, pozycjonery czy podwójne paletyzery – tłumaczy Eliza Świętochowska, Dyrektor Działu Wynajmu z firmy STILL Polska. – Koszt wynajmu maszyny zależy oczywiście od jej typu, ale ceny stanowią ułamek zakupu urządzenia. Zaczynają się już od kilkuset złotych miesięcznie – dodaje.

Sezonowe zatrudnienia

Nie w każdym przypadku przedświąteczna intensyfikacja prac wymaga wzmocnienia parku maszynowego. Gdy przedsiębiorstwo dysponuje wystarczającą liczbą wózków paletowych i widłowych, często angażuje się dodatkowych pracowników. Według Manpower, grudzień każdorazowo oznacza zwiększenie zapotrzebowania na siłę roboczą. W zeszłym roku agencja zatrudnienia oddelegowała do prac świątecznych 1,5 tysiąca osób. Kolejne 2 tysiące pracowników zostało zrekrutowanych do pracy przy produkcji, gdzie przedsiębiorcy zanotowali sezonową, zwiększoną liczbę zamówień.

Tymczasowe zatrudnienie to dla firmy sposób na zabezpieczenie ciągłości działalności poprzez pozyskanie wykwalifikowanej kadry, której kompetencje są weryfikowane przez zewnętrzne agencje. Pierwsza faza rekrutacji do pracy w okresie przedświątecznym rozpoczyna się już w listopadzie. Zazwyczaj, pracownicy tymczasowi gwarantują swoją dyspozycyjność do stycznia. Dzięki temu pracodawca zyskuje pewność, że również w przypadku wydłużenia się gorącego okresu, utrzyma moce przerobowe na poziomie pozwalającym płynnie realizować wszystkie zamówienia.

Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy bardziej opłacalnym sposobem zwiększenia przepustowości magazynu będzie dodatkowe zatrudnienie czy wynajem maszyn. Każdorazowo trzeba brać pod uwagę zaplecze techniczne danego przedsiębiorstwa i stopień intensyfikacji działań w okresie przedświątecznym. Warto brać pod uwagę i, kiedy to konieczne, łączyć oba rozwiązania.

Nominacje i zmiany w zarzadzie Exact Systems Sp. z o.o.

Stanowisko członka zarządu Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, objął Jarosław Kochański, który będzie odpowiedzialny za rozwój siedmiu zagranicznych spółek. Pełnomocnikiem zarządu został Jacek Opala, dotychczasowy dyrektor ds. rozwoju sprzedaży.

Jarosław Kochański (46 lat) studiował na wydziale Budownictwa Lądowego Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. Ukończył także studia na kierunku politologiczno-administracyjnym w Wyższej Szkoły Pedagogicznej TWP w Warszawie. Szerokie doświadczenie menadżerskie zdobył pracując w branży FMCG. Od 1994 r. był związany z firmą Coca-Cola, gdzie między innymi jako dyrektor sprzedaży odpowiadał za wynik sprzedażowy i finansowy oddziału oraz planowanie i kontrolę budżetów kosztowych. Po sześciu latach pracy dla międzynarodowego producenta napojów dołączył do kolejnego ważnego gracza na rynku FMCG, Unilevera, obejmując stanowisko Sales Operations Manager w Dziale Lodów i Produktów Mrożonych (Algida). Od października 2007 r. Jarosław Kochański pracował w firmie Eurest Poland (oddział brytyjskiej grupy Compass Group) świadczącej usługi w zakresie żywienia zbiorowego w biurach i zakładach pracy, gdzie jako dyrektor operacyjny zarządzał częścią operacyjną biznesu. Jarosław Kochański włada językiem angielskim i rosyjskim. W wolnych chwilach nurkuje, pływa i jeździ na rowerze górskim. Prywatnie mąż i tata dwójki dzieci.

Moim celem biznesowym na najbliższe miesiące jest dynamiczny rozwój naszego biznesu na nowych rynkach, przede wszystkim w Rumunii, Rosji i Turcji oraz sprawne i skuteczne wdrożenie standardów operacyjnych na rynku brytyjskim. Kluczem do sukcesu będzie umiejętne wykorzystanie potencjału Grupy oraz budowanie długoterminowych relacji z klientami – mówi Jarosław Kochański, dyrektor ds. rozwoju rynków zagranicznych i członek zarządu Exact Systems.

Dodatkowo, pełnomocnikiem zarządu został Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Jacek Opala ukończył Zarządzanie Inżynierskie na Politechnice Częstochowskiej oraz Podyplomowe Studia Menedżerskie organizowane przez Szkołę Główną Handlową. Z Exact Systems jest związany do początku działalności spółki.

Obie nominacje mają służyć koncentracji działań ukierunkowanych na wzmocnienie pozycji Exact Systems na rynkach europejskich i zbudowanie firmy globalnej w sektorze usług dla Automotive – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

***
Exact Systems Sp. z o.o. działa od 2004 r. i jest obecnie czołowym dostawcą rozwiązań w zakresie kontroli jakości, czyli selekcji, naprawy i sortowania części, komponentów oraz wyrobów gotowych dla przedstawicieli branży motoryzacyjnej. Głównymi odbiorcami usług firmy są dostawcy i poddostawcy dla przemysłu motoryzacyjnego oraz producenci samochodów. Klientami firmy są również zakłady zajmujące się produkcją wielkoseryjną z branży elektronicznej, AGD oraz kosmetycznej. Obecnie firma posiada swoje przedstawicielstwa w Polsce, Czechach, Niemczech, Słowacji, Turcji, Rumunii, Rosji i Wielkiej Brytanii.

Firma kładzie duży nacisk na jakość świadczonych usług oraz na rzetelność i stabilność we współpracy ze swoimi kontrahentami. Współpraca z Exact Systems pomaga osiągnąć najwyższe standardy jakości oraz wspiera organizację procesów produkcyjnych.

Więcej informacji o firmie dostępnych jest pod adresem: www.exactsystems.pl.

Pierwszy na rynku serwer DNS, który sam ochroni się przed atakami

Infoblox Inc. (NYSE:BLOX), firma specjalizująca się w zautomatyzowanym sterowaniu sieciami, wprowadza na rynek rozwiązanie Infoblox Advanced DNS Protection, pierwsze urządzenie DNS ze zintegrowaną ochroną przed atakami typu DDoS, odporne na zatruwanie pamięci podręcznej DNS Cache, źle uformowane zapytania, tunelowanie i inne zagrożenia typowe dla DNS. Wbudowane bezpośrednio w zabezpieczony serwer DNS rozwiązanie Infoblox zapewnia o wiele skuteczniejszą i bardziej kompleksową ochronę, niż dostępne do tej pory na rynku zewnętrzne rozwiązania zabezpieczające.

Serwery DNS tłumaczą adresy WWW na adresy IP, rozpoznawane przez sieć komputerową. Na przykład domena „infoblox.com” jest tłumaczona na adres IP 54.235.223.101. Żadna organizacja nie może funkcjonować bez szybkich i dokładnych usług DNS dla ruchu przychodzącego i wychodzącego. Jednak usługi DNS muszą być dostępne dla każdego użytkownika internetu, dlatego stanowią kuszący cel dla cyberprzestępców. Rozwiązania zabezpieczające sieć nie kładą dostatecznego nacisku na ochronę tej krytycznej infrastruktury, co zwiększa ryzyko wystąpienia ataków.

W ostatnim czasie coraz większe zagrożenie dla serwerów DNS stanowią ataki DDoS, które blokują witryny internetowe poprzez przeciążanie ich złośliwym ruchem. „Ataki DDoS stały się w tym roku poważnym problemem dla przedsiębiorstw” — stwierdził Lawrence Orans z firmy badawczej Gartner w niedawno opublikowanym raporcie.* — „Gartner ocenia, że liczba ataków tego typu zwiększyła się czterokrotnie od września 2012 r. do września 2013 r. Wzrost liczby bardzo intensywnych, opartych o aplikacje ataków DDoS na sieci korporacyjne zmusza dyrektorów ds. bezpieczeństwa informacji oraz ich zespoły do poszukiwania nowych, proaktywnych metod zapobiegania przestojom.”

Rozwiązanie Infoblox Advanced DNS Protection zapewnia:

Skuteczne wykrywanie i zapobieganie zagrożeniom. Infoblox Advanced DNS Protection inteligentnie analizuje przychodzące zapytania DNS i odróżnia rzeczywistych użytkowników od złośliwego ruchu generowanego przez atak DNS DDoS. Rozwiązanie Infoblox odrzuca ruch DDoS i odpowiada tylko na rzeczywiste zapytania. Dzięki temu podczas ataku DDoS firma może zachować pełną dostępność i prowadzić aktywne działania w sieci; nie występuje spowolnienie ruchu, znane z tradycyjnych rozwiązań ograniczających tempo odpowiedzi.

Scentralizowany widok. Firmy mogą identyfikować nietypowy ruch DNS we wszystkich urządzeniach Infoblox Advanced DNS Protection w swojej sieci z poziomu centralnej konsoli zarządzania, co umożliwia wczesne wykrycie ataku i zorganizowanie skutecznej obrony. Należy pamiętać, że ataki DDoS są często wymierzone w wiele serwerów, zaczynają się wolno i zostają wykryte dopiero wtedy, gdy osiągną katastrofalny poziom.

Bieżącą ochronę przed ewoluującymi zagrożeniami. Automatyczna usługa aktualizacji regularnie wysyła nowe reguły do urządzenia Infoblox Advanced DNS Protection, dzięki czemu może ono chronić przed identyfikowanymi na bieżąco nowymi zagrożeniami. To znacznie skuteczniejsza opcja od typowego dla tradycyjnych zabezpieczeń wielotygodniowego oczekiwania na poprawki i aktualizacje.

Infoblox Advanced DNS Protection chroni dodatkowo przed szeroką gamą zagrożeń DNS, takich jak zatruwanie pamięci podręcznej (wstawianie fałszywych adresów IP do pamięci podręcznej DNS); źle uformowane zapytania, które mogą spowodować awarię serwera DNS; oraz tunelowanie, którego można użyć do przeszmuglowania wykradzionych danych lub do omijania płatnych usług dostępu gościnnego do internetu.

„Zabezpieczenia działają, jeśli są częścią rozwiązania, a nie jego przybudówką” — powiedział Steve Nye, wiceprezes ds. strategii produktowej i rozwoju biznesowego w Infoblox. — „Infoblox Advanced DNS Protection bezpośrednio zintegrowany z serwerem DNS zapewnia wielowarstwową ochronę przed atakami, działając znacznie skuteczniej niż plątanina oddzielnych urządzeń i usług”.

Rozwiązanie Infoblox Advanced DNS Protection jest dostępne w różnych modelach, dopasowanych pod kątem wymagań i branży danej organizacji. Modele klasy operatorskiej, o bardzo wysokiej wydajności działania, są przeznaczone przede wszystkim dla dostawców usług telekomunikacyjnych i internetowych, dla których każdy atak DNS oznacza przerwę w dostarczaniu usługi setkom i tysiącom klientów, a co za tym idzie – ryzyko utraty reputacji i przychodów.

Infoblox Advanced DNS Protection, złożone z urządzenia Infoblox Advanced oraz usługi Infoblox Advanced DNS Protection, będzie dostępne na polskim rynku w styczniu 2014 r. Informacje o cenach można uzyskać u przedstawicieli handlowych i partnerów firmy Infoblox.

Infoblox — informacje o firmie

Infoblox (NYSE:BLOX) dostarcza rozwiązania do zautomatyzowanego sterowania sieciami, fundamentalną technologię, która łączy użytkowników, urządzenia i sieci. Około 6900 przedsiębiorstw i dostawców usług wykorzystuje te rozwiązania do transformowania, zabezpieczania i skalowania złożonych sieci. Infoblox pomaga odciążyć ludzi od zadań związanych z zarządzaniem sieciami, ograniczyć koszty i zwiększyć bezpieczeństwo, dokładność oraz czas bezawaryjnej pracy systemów. Infoblox ma siedzibę główną w Santa Clara w Kalifornii i prowadzi działalność w 25 krajach.

* Gartner, „Prepare for 2020 by Owning Your Own Internet Security and Reliability”, Lawrence Orans, 17 października 2013 r.

Pierwszy kubeł urobku z szybu GG-1

0

Szyb GG-1 to strategiczna inwestycja KGHM i najgłębszy szyb w zagłębiu miedziowym. Pierwszy kubeł z głębionego szybu GG – 1 wydobyto uroczyście w środę, 11 grudnia 2013 roku. GG-1 umożliwi dostęp do pokładów rud miedzi występujących w strefie poniżej poziomu 1200 m, w obszarze Głogowa Głębokiego Przemysłowego. To 31 szyb KGHM. Zlokalizowany jest, w Kwielicach w gminie Grębocice.

3 sposoby na usprawnienie obecności marki w Social Media

Coraz więcej firm decyduje się na obecność w social media, dążąc do pozyskania zaangażowanej i wiernej publiczności. Standardowa komunikacja jednak nie wystarczy, jeśli zależy nam osiągnięciu korzyści, m.in. na zwrocie z inwestycji, czy po prostu systematycznym rozwijaniu naszej społeczności. Jak więc można usprawnić naszą komunikację?

Prowokuj zaangażowanie

Social media wymagają od firmy, czy marki by były społecznościowe. Wykorzystywanie ich w roli megafonu do komunikacji jednokierunkowej nie przyniesie nam pożądanych efektów. Jeśli zależy nam na zainteresowaniu publiczności, powinniśmy wypełniać strumień wiadomości zróżnicowanymi treściami, pamiętając przy tym, by odznaczały się one interaktywnością, np. uwzględnić w komunikacji konkursy, angażujące aplikacje, czy posty z prowokującymi pytaniami. Nawet z pozoru mało atrakcyjne sektory, takie jak firmy ubezpieczeniowe, mogą znaleźć sposób na zwiększenie zaangażowania wśród użytkowników.

Bądź człowiekiem (tak jak publiczność!)

Konsumenci dołączają do social media z zamiarem obserwowania ludzi, a nie – jak by się mogło wydawać – konkretne brandy. Dobrze jest więc spersonalizować kanał społecznościowypod kątem naszych odbiorców, dzięki czemu promowana przez nas marka zyska na autentyczności. Niestety wiele firm nie docenia, lub nie zdaje sobie sprawy z tego, że marka powinna być ludzka, co jest ogromnym błędem, ponieważ utrzymywanie bliskości z odbiorcami stanowi o sile mediów społecznościowych.

Nie bój się wprowadzać element rozrywkowy

Chociaż zarządzanie firmą jest zawsze poważną sprawą, nie powinno być to odzwierciedlane w kanałach social media. Media społecznościowe stwarzają doskonałe warunki i okazje do wzbogacenia wizerunku firmy o czynnik rozrywkowy, bez względu na branżę, w jakiej się ona znajduje. Bycie dowcipnym pomaga nawiązać relacje ze społecznością, czy nawet sprawić, że użytkownicy przekonają się do nawet tych najmniej atrakcyjnych marek.

– Dodatkowym sposobem na zwiększenie zaangażowania naszych odbiorców w social media jest wyjście poza własną (i bezpieczną) „strefę komfortu” – mówi Małgorzata Wawro, Social Media Manager GRUPA 365NET – Jak to zrobić? Wystarczy zacząć rozwijać nowe pomysły, czy odkrywać dziedziny, które zwykle nie kojarzą się ludziom z naszą firmą. W ten sposób nasi odbiorcy będą mieli o czym mówić, co przełoży się na buzz wokół naszej firmy, czy marki – dodaje.

Tracy Heck nowym dyrektorem finansowym (CFO) Serinus Energy

Po 35 latach pracy w branży, dotychczasowy dyrektor finansowy (CFO) Serinus Energy – Paul Rose zdecydował się przejść na emeryturę. Od stycznia 2014 jego obowiązki przejmie Tracy Heck. Paul Rose pozostanie związany z Serinusem jako konsultant.

Paul Rose w Serinus Energy spędził ostatnie siedem lat swojej kariery w Serinus Energy i osobiście rekrutował do Spółki nową dyrektor finansową – Tracy Heck ok. 1,5 roku temu.

– Czas spędzony w Serinus był najbardziej satysfakcjonującym zawodowo okresem w moim życiu. Odchodzę we wspaniałym dla Spółki momencie – produkujemy ok. 5.000 BOE, a portfel aktywów obejmuje pola na całym świecie. Miałem wielką przyjemność pracować z grupą specjalistów, niezwykle oddanych swojej pracy. Zostawiam Serinus w dobrych rękach i życzę Tracy powodzenia! – powiedział Paul Rose.

Tracy Heck obejmie stanowisko dyrektor finansowej Spółki z dniem 1 stycznia 2014. Posiada wieloletnie doświadczenie w branży oil & gas. Karierę rozpoczęła w KPMG w Wielkiej Brytanii, a kontynuowała ją w Kanadzie, gdzie m.in. pełniła funkcję Partnera Stowarzyszonego w dziale audytu KPMG w Calgary. W latach 2005-2012 związana była z rynkiem oil & gas jako Kontroler. Od czerwca 2012 zajmuje się finansami w Serinus Energy.

– Zdecydowanie poparliśmy pomysł Paula by zaproponować Tracy stanowisko dyrektora finansowego. Pomimo, że pracuje z nami dopiero 1,5 roku, jej wkład jest wyraźnie odczuwalny. Jednocześnie cieszymy się, że Paul wyraził chęć dalszego wspierania naszej firmy. Jego doświadczenie i umiejętności są dla nas bezcenne. Dziękujemy za lata wspólnej pracy i niezmienne zaangażowanie w życie Spółki. – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Serinus Energy.

Przedświąteczny import z Chin czy padnie rekord?

Co roku prawie 20% wartości importu z Państwa Środka do Polski przypada na dwa miesiące: listopad i grudzień. Według danych Urzędu Celnego Chin, w 2012 r. było to 18,2%, w 2011 r. – 19,2%. Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej AKCENTA, która zajmuje się obsługą transakcji walutowych dla firm, twierdzi, że w roku 2013 r. udział ten może być jeszcze większy.

Obroty z Chinami realizowane przez jego firmę dla importerów były w listopadzie tego roku o 24% wyższe niż w tym samym miesiącu 2012 r. W porównaniu z zeszłym rokiem już październikowy skok obrotów był spory – wyniósł 16%. Dane AKCENTY są szczególnie optymistyczne dla grudnia (pierwsze 10 dni miesiąca) wzrost między 2012 i 2013 r. wyniósł aż 46%! Gdybym miał oceniać skalę przedświątecznego importu z Chin na podstawie liczby i wartości transkacji, które realizują nasi klienci, to powiedziałbym, że mogą paść rekordy. Co prawda dane dotyczące listopadowego i grudniowego importu, w tym udział importu z Chin, poznamy dopiero za jakiś czas, ale myślę, że warto przyglądać się tym danym. Będą informacją o popycie wewnętrznym, na wzrost którego wszyscy czekamy – podkreśla Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce.

Polskie firmy, które prowadzą wymianę handlową z Chinami, w okresie przedświatecznym z jednej strony notują spore przychody, ale z drugiej strony ponoszą również koszty. Radosław Jarema podkreśla, że część tych wydatków, czasem znaczna, to koszty płatności zagranicznych, których można uniknąć. Minimalizowanie kosztów obsługi transkacji walutowych z Chinami może przebiegać na kilka sposobów. Pierwszy to decyzja o współpracy z podmiotem, który oferuje bardzo niskie opłaty za płatności zagraniczne oraz zbliżone do międzybankowego kursy walut. Drugi to możliwość rozliczania się bezpośrednio w walucie chińskiego partnera. Bezpośrednie płatności w juanie eliminują koszty przewalutowań do waluty pośredniej, najczęściej dolara, a później do juana. Dodatkowo dzięki długoterminowym
kontraktom zawieranym w chińskiej walucie można uniknąć spadku wartości dolara, na który czasem powołują się chińscy kontrahenci podwyższając ceny – mówi Radosław Jarema.

Jak podało Stowarzyszenie na Rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej (SWIFT), chiński juan wyprzedził euro zostając drugą najczęściej używaną walutą w handlu światowym w 2013 roku. Radosław Jarema zwraca jednak uwagę na ważną rzecz. Warto zadbać o dobre relacje z chińskimi partnerami i po prostu uwzględnić ich preferencje co do waluty rozliczeniowej. Jeśli produkcja naszego kontrahenta z Chin opiera się na półproduktach czy surowcach, za które płaci on np. w dolarach, to płatności od polskich kontrahentów będzie on chciał przyjmować w dolarze. Wtedy dla nas kluczowy będzie dobry kurs waluty amerykańskiej – mówi Jarema.