Rewolucja AI w zakupach będzie powolna, ale dla dostawców skutki pojawią się od razu

AI obiecuje oszczędności, ale firmy nie są na nią gotowe. Choć już 27 proc. organizacji planuje wdrożenia sztucznej inteligencji w zakupach, aż 51 proc. przyznaje, że nie jest przygotowana na tę zmianę, a 77 proc. nie wie, jak wykorzystać jej potencjał. To oznacza, że transformacja zakupów będzie stopniowa, ale jej konsekwencje dla dostawców – natychmiastowe.

Wdrożenie AI i optymalizacja finansowa – kluczowe cele strategiczne na najbliższe lata

Z raportu Antal, Sodexo Polska, pod patronatem PSML, „Gotowość na AI. Jak branża zakupowa może się przygotować do rewolucji technologicznej” wynika, że 27 proc. badanych organizacji (w porównaniu do 15 proc. dwa lata temu) wskazuje wdrożenie AI jako jeden z priorytetów na najbliższe lata. Jednocześnie 61 proc. stawia przed działami zakupów cel optymalizacji finansowej, 60 proc. oczekuje generowania oszczędności rok do roku, a 32 proc. zakłada obniżenie stawek (wzrost o 7 p.p. z 25 proc. w 2024 roku). To oznacza, że dostawcy będą funkcjonować pod rosnącą presją kosztową, ale także w coraz bardziej cyfrowym, transparentnym i opartym na danych modelu współpracy.

Zakupy w firmach mogą nie przyciągać tyle uwagi, co rekordowe wyniki sprzedaży, ale to właśnie one często decydują o rentowności przedsiębiorstwa. W wielu branżach – od produkcji po handel – wydatki na surowce, komponenty czy usługi pochłaniają znaczna część budżetu, nierzadko nawet 90 proc. Obecnie ten kluczowy obszar przechodzi cichą ewolucję dzięki AI. Nie tylko automatyzuje rutynowe zadania, ale daje działom zakupów narzędzia do myślenia strategicznego, inteligentnego wyboru partnerów biznesowych i usprawniania codziennych procesów. Dla dostawców oznacza to większą transparentność, ale także wyższe wymagania co do wydajności i elastyczności – mówi Artur Migoń,
V-ce President Antal.

W praktyce oznacza to, że zmiany widać już dziś w konkretnych obszarach działalności firm. Jednym z nich jest Facility Management, który w wielu organizacjach stanowi istotną część wydatków zakupowych. 40 proc. organizacji wskazuje jako priorytet poprawę efektywności energetycznej, 28 proc. zgodność z regulacjami i celami ESG, a po 21 proc. poprawę bezpieczeństwa i komfortu użytkowników oraz wdrożenie systemów automatyzacji i monitoringu.

Zarządzanie infrastrukturą techniczną staje się jednym z istotniejszych obszarów wykorzystania AI. Systemy BMS, IoT i opomiarowanie generują ogromne ilości danych, które pozwalają przejść od utrzymania obiektów do zarządzania ich „inteligencją”. Facility Management ewoluuje w kierunku modelu Building-as-a-Service – budynki uczą się wzorców użytkowania i dostosowują do pracy hybrydowej. Automatyzacja to nie tylko redukcja kosztów, ale także lepsze doświadczenie użytkowników i mierzalna efektywność środowiskowamówi Leszek Zalewski, Head of FM Projects COEU, FM Platform Director Sodexo Poland.

Nowe kryteria oceny dostawców

Podobne oczekiwania zaczynają obejmować także inne obszary zakupów, dlatego kluczowe pytanie brzmi dziś nie tylko, czy firmy wdrożą AI, lecz przede wszystkim, jak ta zmiana przełoży się na kryteria wyboru partnerów biznesowych. Wyniki raportu pokazują, że organizacje będą oczekiwać większej efektywności kosztowej i wyższej jakości współpracy. 26 proc. badanych wskazuje projekty ukierunkowane na podniesienie jakości usług dostawców jako jeden z priorytetów, a 15 proc. organizacji planuje zwiększenie liczby dostawców mimo presji optymalizacyjnej.

Rynek nie zamyka się wyłącznie na cięcia kosztów. Dla dostawców wciąż istnieje przestrzeń do pozyskiwania nowych kontraktów, ale pod warunkiem udowodnienia jakości, przewidywalności
i zdolności do działania w coraz bardziej uporządkowanym środowisku zakupowym. Z jednej strony wdrażanie AI może oznaczać szybsze procesy decyzyjne, bardziej przejrzyste zasady współpracy i większą otwartość na partnerów oferujących wysoką jakość usług. Z drugiej strony rośnie ryzyko utraty konkurencyjności przez firmy, które nie są gotowe do działania w modelu opartym na danych, standaryzacji i mierzalności wyników –
mówi Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML.

AI: duże zainteresowanie, ograniczona gotowość i brak jasnego standardu rynkowego

Jednocześnie raport pokazuje, że organizacje dopiero uczą się wykorzystywać potencjał AI. 73 proc respondentów deklaruje, że w ich firmach planowany jest wybór lub wdrożenie narzędzi wspierających automatyzację i wykorzystanie AI. Na tempo zmian wpływa przede wszystkim poziom przygotowania organizacji. Jedynie 18 proc. firm ocenia się jako gotowe na zmianę ról zakupowych, podczas gdy 51 proc. przyznaje, że nie jest na nią przygotowana. Najczęściej wybieranym kierunkiem jest zakup gotowych rozwiązań komercyjnych (17 proc.) oraz rozwój funkcjonalności w istniejących systemach
(15 proc.).

AI w zakupach i facility management budzi duże zainteresowanie, ale organizacjom wciąż brakuje fundamentów do wdrożeń na szeroką skalę. Presja na efektywność rośnie, jednak bariery w postaci jakości danych, procesów i kompetencji spowalniają zmiany. Tam, gdzie działania są podejmowane, dominują bezpieczne modele – gotowe rozwiązania i rozwój istniejących systemów. Rynek spodziewa się raczej ewolucji niż rewolucji, choć potencjał jest znaczący – AI może zwiększyć efektywność zakupów nawet o 25 – 40 proc., pod warunkiem uporządkowania danych, procesów i kompetencji – mówi Monika Moraczyńska-Pańczyk, Senior Director Global S2C Excellence Procurement, AstraZeneca.

Szansa dla dostawców: wsparcie, nie tylko produkt

Największe bariery nie leżą przy tym po stronie technologii. 45 proc. respondentów wskazuje nieprzygotowaną strukturę danych, 42 proc. brak kompetencji w zespole, 42 proc. obawy pracowników wobec AI, 41 proc. brak zrozumienia nowej roli człowieka, 34 proc. niedojrzałość technologii i tyle samo kwestie cyberbezpieczeństwa, a 32 proc. wysokie koszty wdrożenia. Dodatkowo aż 77 proc. badanych nie potrafi wskazać, jakie nowe zadania mogłyby przejąć działy zakupów po uwolnieniu czasu dzięki automatyzacji.

Choć rynek zmierza w stronę bardziej zaawansowanych modeli współpracy, wiele organizacji wciąż jest na etapie przygotowań. Przewagę zdobędą dostawcy, którzy poza samym produktem czy usługą wspierają klientów w porządkowaniu współpracy – od dostępu do danych i standardów ich ochrony, przez raportowanie jakości, po dostosowanie do nowych wymagań operacyjnych. AI i automatyzacja mają realny sens tylko wtedy, gdy od początku są powiązane z bezpieczeństwem, a w sytuacji, gdy organizacje równolegle dążą do oszczędności i optymalizacji, bezpieczeństwo powinno być stałym kryterium wyboru dostawców i rozwiązań, a nie dodatkiem na końcu mówi Dominik Kalinowski, Head of Outsourcing, Antal.

AI przejmie analitykę i automatyzacja procesów – relacje pozostają kluczowe

Rola kupca ewoluuje – z administratora w stratega. Specjaliści ds. zakupów muszą dziś rozwijać „cyfrową intuicję”, rozumieć narzędzia AI i umiejętnie zarządzać danymi, aby podejmować bardziej świadome decyzje biznesowe. Raport pokazuje, że automatyzacja najlepiej sprawdza się w ustrukturyzowanych procesach: aż 73% badanych wskazuje, że procesowanie zamówień (P2P) może zostać w pełni zautomatyzowany, a 28% organizacji już korzysta z takich rozwiązań. Jednocześnie tylko około 30% respondentów widzi możliwość automatyzacji w obszarze relacji z dostawcami, co podkreśla, że rozwój AI nie oznacza zaniku kontaktów biznesowych – wciąż kluczowe pozostają kompetencje ludzkie i strategiczne podejście kupców.

Budowanie i utrzymywanie relacji oraz negocjacje nadal pozostają domeną człowieka. Cyfryzacja zwiększy znaczenie mierzalnych parametrów współpracy, ale nie wyeliminuje roli zaufania, elastyczności i jakości relacji. W praktyce oznacza to, że przyszłość będzie należeć do dostawców, którzy łączą wysokie standardy operacyjne z umiejętnością budowania partnerstwmówi Monika Droździak, Supply Chain & Logistic Director Sodexo Poland.

AI pozwala na automatyzacje powtarzalnych procesów zakupowych co daje nam możliwość skoncentrowania się na kluczowych dzisiaj wyzwaniach jak zarządzanie ryzykiem, szukanie innowacji z obecnymi i nowymi dostawcami czy analiza zmian geopolitycznych i ich wpływu na nasze łańcuchy dostaw – dodaje Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu PSML.

Wnioski: wyższe wymagania, ale też nowe szanse

Wnioski z raportu są jednoznaczne: sztuczna inteligencja zmienia reguły gry dla całego rynku dostawców. Firmy będą coraz dokładniej oceniać partnerów biznesowych, wykorzystując dane i automatyzację. Dla dostawców oznacza to wyższe wymagania i większą transparentność, ale także realną szansę na rozwój dla tych, którzy potrafią połączyć konkurencyjną cenę z jakością, elastycznością i wiarygodnością.

O badaniu

Raport „Gotowość na AI. Jak branża zakupowa może się przygotować do rewolucji technologicznej” został przygotowany przez Antal i Sodexo Polska, pod patronatem merytorycznym Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów (PSML). Badanie objęło 299 osób pracujących w branży zakupowej. Celem raportu było zmapowanie stanu wdrażania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji i automatyzacji w organizacjach działających w Polsce.

Strukturalna zmiana na rynku pracy. Rekrutacja przesuwa się w stronę seniorów i elastycznych modeli

Rynek pracy w pierwszym kwartale 2026 roku zmienia się nie tylko ilościowo, ale przede wszystkim jakościowo. W IT ponad połowa ofert kierowana jest już do seniorów, a praca hybrydowa i zdalna stanowią łącznie 92 proc. ogłoszeń –elastyczność pozostaje warunkiem wejścia do gry o talenty. Największe zapotrzebowanie dotyczy specjalistów od danych, Javy i project managementu.

W pozostałych branżach dominuje model stacjonarny, a motorem rekrutacji są sprzedaż, marketing i obsługa klienta. Wspólnym wyzwaniem obu segmentów pozostaje jawność wynagrodzeń – pierwszy pełny kwartał po wejściu w życie dyrektywy o przejrzystości płac nie przyniósł oczekiwanego przełomu. To najważniejsze wnioski z Barometru Rynku  Pracy  Q1  2026,  cyklicznej  analizy  portali justjoin.it i rocketjobs.pl.

Nowy profil rekrutacji: doświadczenie na wagę złota

Dane z pierwszego kwartału 2026 roku pokazują, że rynek pracy przechodzi zmiany strukturalne. Na justjoin.it udział ofert kierowanych do seniorów wzrósł z 50 do 55 proc.,  kosztem  ról  mid-level  (spadek  z  42  do  38  proc.)  i  juniorskich  (z 6 do 5 proc.). Firmy IT szukają  dziś  przede  wszystkim  specjalistów  zdolnych  do  szybkiego  dostarczania wartości  biznesowej.  Tę  zmianę  potwierdzają  sami  kandydaci. Na justjoin.it udział aplikacji na  stanowiska  senior  wzrósł  z 36  do 41 proc., przy jednoczesnym spadku aplikacji na role mid  (z  48  do  42  proc.).  Seniorzy w IT coraz aktywniej poszukują nowych wyzwań, a rynek wyraźnie premiuje wąskie specjalizacje i sprawdzone kompetencje.

Na rocketjobs.pl struktura popytu pozostaje znacznie stabilniejsza–nadal dominują oferty dla kandydatów na poziomie mid (60 proc.), a udział pozostałych segmentów zmienia się nieznacznie. Tę równowagę potwierdzają sami kandydaci – aplikacje na role mid stanowią niezmiennie 59 proc. Wynika to z tego, że ścieżki kariery w branżach poza technologicznych są bardziej liniowe, a granice między poziomami doświadczenia –wyraźniej zdefiniowane.

Na obu rynkach widać jednak ten  sam  wzorzec:  firmy  potrzebują  więcej  doświadczonych specjalistów, niż jest dostępnych na rynku, podczas gdy juniorzy i midzi konkurują o ograniczoną liczbę ofert na swoim poziomie.  W IT  ta  luka  jest  szczególnie  wyraźna–co drugi pracodawca szuka seniora, ale tylko czterech na dziesięciu aplikujących ma taki profil.

To nierównowaga, która w kolejnych kwartałach może napędzać dalszy wzrost wynagrodzeń w segmencie senior i wydłużać czas rekrutacji na kluczowe stanowiska.Doświadczenie - popyt vs podaż

Model pracy: IT stawia na elastyczność, pozostałe branże na obecność

Tryb wykonywania pracy pozostaje jednym z kluczowych wyróżników ofert i czynników decydujących o ich atrakcyjności. Na justjoin.it w Q1 2026 nadal dominują oferty hybrydowe (48 proc.) i zdalne (44 proc.), a zmiany względem roku poprzedniego sąniewielkie–udział pracy zdalnej spadł z 47 do 44 proc. przy utrzymaniu wysokiego poziomu hybrydy.  Oznacza  to,  że  w IT  elastyczne  modele  pracy  są  już  ustabilizowanym  rynkowym standardem.

Inaczej wygląda sytuacja na rocketjobs.pl, gdzie  nadal  przeważają  oferty  stacjonarne (52 proc.), choć ich udział lekko spadł w porównaniu z 2025 rokiem (55 proc.). Jednocześnie wyraźnie wzrosło znaczenie pracy mobilnej – z 5 do 11 proc. – co

odzwierciedla specyfikę ról operacyjnych  i sprzedażowych,  charakterystycznych  dla  branżpoza technologicznych.

W ostatnich latach na rynku pracy tryb wykonywania obowiązków służbowych przestał byćdodatkiem,  a stał  się kluczowym elementem strategii zatrudnienia, realnie wpływającym na konkurencyjność ofert i dostępność talentów. W przypadku rynku IT obserwujemy stabilizację trendów–praca hybrydowa i zdalna nadal dominują, a organizacje wypracowały docelowy model pracy będący kompromisem między oczekiwaniami kandydatów a efektywnością zespołów. Poza IT nadal dominuje model stacjonarny, choć jego udział lekko spada, a rośnie znaczenie pracy mobilnej. Z perspektywy HR nie ma jednego uniwersalnego modelu pracy–kluczowe jest dopasowanie go do roli i oczekiwań rynku, bo to dziś jeden z głównych czynników decydujących o skuteczności rekrutacji – komentuje Paulina Świątkiewicz, HR Business Partner w justjoin.it i rocketjobs.pl.

Tryb pracy na justjoin.it i rocketjobs.pl

Jawność wynagrodzeń: nowe przepisy, stare nawyki

Pierwszy kwartał 2026 to zarazem pierwszy  pełny  kwartał  po  wejściu  w życie  nowelizacji Kodeksu pracy (24 grudnia 2025 r.), wdrażającej unijną dyrektywę o przejrzystości wynagrodzeń. Dane nie pokazują jednak przełomu. Na justjoin.it udział ofert z widełkami płacowymi spadł z 58,4 do 54,4 proc., natomiast na rocketjobs.pl odnotowano jedynie symboliczny wzrost – z 34,4 do 35,4 proc. Jawność wynagrodzeń w IT pozostaje wyraźnie wyższa niż w pozostałych branżach, ale nie rośnie–a na szerokim rynku wciąż nie jest standardem.

Po okresie rosnącej presji na transparentność wynagrodzeń widać, że rynek podchodzi do tego tematu bardziej zachowawczo niż można było zakładać. Mimo wprowadzenia dyrektywy  UE  o jawności wynagrodzeń, w danych nie widać istotnego przełomu. W branży IT spadek udziału ofert z widełkami sugeruje większą ostrożność firm, które próbujązachować elastyczność negocjacyjną. Poza IT jawność nadal nie  jest  standardem,  mimo symbolicznego wzrostu rok do roku. Można mówić raczej o spowolnieniu niż przyspieszeniu trendu – realna zmiana prawdopodobnie nastąpi dopiero wraz z pełnym wdrożeniem przepisów i ich egzekwowaniem, a nie na etapie samej zapowiedzi regulacji – dodaje Paulina Świątkiewicz.Jawność wynagrodzeń na justjoin.it i rocketjobs.pl

Data, sprzedaż i AI–gdzie rynek szuka ludzi

W  obszarze IT rekrutacje  napędzały  przede  wszystkim  specjalizacje  związane  z danymi  i programistyczne. Kategoria Data utrzymała pozycję lidera (2 676 ofert), a tuż za  niąuplasowała się Java (2 547). Największy awans zaliczył Project Management,  który przesunął  się z piątej na trzecią pozycję w rankingu (2 172 oferty). Z czołówki wypadły natomiast JavaScript i DevOps, co wskazuje na wyraźną zmianę struktury popytu wewnątrz samego rynku IT.

Na rocketjobs.pl zdecydowanie największym zapotrzebowaniem cieszą się role w sprzedaży (14 945 ofert) i marketingu (9 209). Wśród najszybciej rosnących kategorii znalazły się Zdrowie i uroda oraz Obsługa klienta–obie po raz pierwszy wchodząc do pierwszej piątki.Kategorie z największą liczbą ogłoszeńKategorie z największym spływem CV

Osobną  uwagę  zasługuje  kategoria  AI/ML  na  justjoin.it,  która  w  Q1 2026 zanotowała ponad  trzykrotny wzrost liczby ogłoszeń (z 432 do 1 326), a liczba napływających CV wzrosła o 156 proc. Co istotne, struktura aplikujących przesunęła się zdecydowanie w stronę doświadczenia–udział seniorów wzrósł z 28 do 43 proc., podczas gdy juniorów spadłz 27 do 16 proc. Rynek AI/ML nie tylko dynamicznie rośnie, ale też wyraźnie  dojrzewa, napędzany przez coraz bardziej doświadczonych specjalistów.

Dominacja Sprzedaży i Marketingu wśród najpopularniejszych kategorii na rocketjobs.pl to jeden z najmocniejszych sygnałów zmiany, jaką obserwujemy na polskim rynku pracy w Q1 2026. Skokowy wzrost liczby ogłoszeń w tych obszarach pokazuje, że firmy mocno stawiająna generowanie przychodu. W warunkach rosnących kosztów operacyjnych to działy„frontowe” dostają największe budżety rekrutacyjne. Równolegle na justjoin.it podwojenie ofert w kategorii Data i awans kategorii PM na trzecie miejsce sugerują, że cyfrowa gospodarka nie zwalnia, a po prostu dojrzewa i szuka już nie tylko programistów, ale architektów procesów i decyzji biznesowych – mówi Przemysław Depka Prondziński, Head of Customer Success w justjoin.it i rocketjobs.pl.

Większa liczba ogłoszeń

Pod względem liczby ogłoszeń pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne ożywienie na obu portalach. Na justjoin.it liczba opublikowanych ogłoszeń wzrosła o 116 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej (z 12 677 do 27 375). Na rocketjobs.pl odnotowano  wzrost  z 17  282  do  29  761  ofert,  czyli  o 72  proc. Za  tymi  wynikami stojązarówno pozytywne sygnały makroekonomiczne i rosnący popyt na specjalistów, jak i poszerzająca się baza pracodawców korzystających z obu serwisów. W ujęciu procentowym mocniej urósł justjoin.it, natomiast rocketjobs.pl zakończył kwartał z nieco większą  liczbąpublikacji.

Liczba publikowanych ogłoszeń na justjoin.it i rocketjobs.pl

Elastyczność form zatrudnienia

Rosnąca elastyczność widoczna jest nie tylko w modelu pracy, ale też w formach zatrudnienia. Na justjoin.it nadal dominuje B2B (58 proc. ofert), jednak  spadł  udziałtradycyjnych umów o pracę (z 35 do 28  proc.), a przybyło  ogłoszeń  dopuszczających dowolną formę współpracy (z 2 do 12 proc.). Na rocketjobs.pl umowa o pracę pozostaje najpopularniejszą formą (50 proc.), ale i tu jej udział maleje na rzecz umów cywilnoprawnych i ofert otwartych na różne modele.

rodzaj pracy na rocketjobs.pl rodziaj pracy justjoin.it

Jednocześnie horyzontalnie rośnie udział ofert w niepełnym wymiarze czasu pracy (z 6 do 9 proc.) i freelance (z 1 do 2 proc.), co potwierdza większe otwarcie pozostałej części rynku na alternatywne formy zatrudnienia. Wspólny kierunek zmian jest czytelny: oba rynki zmierzająw stronę większej elastyczności w kształtowaniu relacji pracodawca–kandydat.

typ umowy justjoin.it typ umowy na rocketjobs.pl

Warszawa liderem, ale rynek się decentralizuje

Warszawa pozostaje największym rynkiem rekrutacyjnym na obu portalach (29 proc. ofert IT i 25 proc. w pozostałych branżach). Na justjoin.it duże znaczenie mają także Kraków, Wrocław i Trójmiasto, co potwierdza koncentrację sektora IT w głównych hubach technologicznych. Na rocketjobs.pl rozkład ogłoszeń jest bardziej rozproszony – udziałmniejszych miast wzrósł z 28  do  31  proc.,  co  oznacza  postępującą  decentralizację  rynku pracy poza branżą IT.

Barometr Q1 2026  pokazuje  rynek  pracy,  który  wyraźnie  przyspiesza,  ale  nie  wraca  do starych reguł. Firmy rekrutują inaczej–bardziej selektywnie, z naciskiem na doświadczenie i konkretne  kompetencje.  W IT  elastyczność  i specjalizacja  są  walutą,  za którą pracodawcy konkurują o talenty. Poza technologią rynek rośnie szeroko, napędzany przez sprzedaż, marketing i usługi, ale model pracy i podejście do transparentności płac zmieniają sięznacznie wolniej. Pierwsze miesiące obowiązywania dyrektywy o jawności wynagrodzeń nie przyniosły przełomu – to sygnał, że sama regulacja nie wystarczy bez zmiany kultury rekrutacyjnej.  Dla  firm  w najbliższych miesiącach kluczowe będzie nie tylko to, ile wakatów otworzą, ale jak szybko dostosują swoje oferty do rosnących oczekiwań kandydatów–podsumowuje Piotr Nowosielski, CEO justjoin.it i rocketjobs.pl.

Metodologia

Barometr rynku pracy Q1 2026 został przygotowany na podstawie analizy ogłoszeń o pracę oraz aplikacji kandydatów na portalach justjoin.it i rocketjobs.pl, które w pierwszym kwartale 2026 roku odwiedziło łącznie ponad 4,2 mln osób. Dane z Q1 2026 porównano z analogicznym okresem roku poprzedniego.

RegioJet wycofuje się z Polski. PKP komentuje decyzję i wskazuje przyczyny

Wycofanie się czeskiego przewoźnika RegioJet z polskiego rynku kolejowego jest – według stanowiska Polskie Koleje Państwowe S.A. – decyzją o charakterze czysto biznesowym, za którą pełną odpowiedzialność ponosi zarząd spółki. PKP podkreśla, że funkcjonowanie w sektorze kolejowym wymaga wysokich kompetencji operacyjnych oraz odpowiedniego przygotowania organizacyjnego.

Konkurencyjny rynek i rynkowe zasady działania

Jak wskazano w oświadczeniu, polski rynek kolejowy jest obecnie otwarty i konkurencyjny. Działa na nim kilkunastu przewoźników pasażerskich, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Wśród nich znajdują się m.in. PKP Intercity, POLREGIO, Koleje Mazowieckie czy Leo Express.

Wszystkie te podmioty działają na zasadach rynkowych, co oznacza, że ich zarządy ponoszą odpowiedzialność za strategię, przygotowanie operacyjne oraz realizację zobowiązań wobec pasażerów. PKP podkreśla, że rynek kolejowy w Polsce nie odbiega pod tym względem od standardów obowiązujących w całej Unii Europejskiej.

PKP odpiera zarzuty

W oświadczeniu stanowczo odrzucono sugestie, jakoby Grupa PKP ponosiła odpowiedzialność za niepowodzenie RegioJet w Polsce. Spółka wskazuje, że tego typu zarzuty są niezgodne z faktami i wprowadzają pasażerów w błąd.

PKP podkreśla, że działa w oparciu o transparentne procedury oraz standardowe zapisy umowne. Ewentualne trudności we współpracy miały – według spółki – charakter formalno-techniczny, a nie systemowy. Jednocześnie zaznaczono, że Grupa PKP pozostaje otwarta na współpracę z przewoźnikami, co potwierdzają m.in. procesy udostępniania infrastruktury czy wdrażania danych o połączeniach po ich formalnym zgłoszeniu.

Problemy operacyjne RegioJet

Z perspektywy PKP przyczyną wycofania się RegioJet z Polski były przede wszystkim niedostateczne przygotowanie operacyjne i brak zaplecza niezbędnego do prowadzenia działalności na wymagającym rynku.

Wskazano m.in. na brak własnej kadry maszynistów, ograniczone zaplecze techniczne oraz niewystarczającą analizę specyfiki polskiego rynku. PKP podkreśla również, że w sytuacjach kryzysowych to właśnie Grupa PKP była zmuszona przejmować inicjatywę i reagować na bieżące problemy, które wynikały z niedociągnięć po stronie czeskiego przewoźnika.

Równe zasady dla wszystkich przewoźników

W komunikacie zaznaczono, że wszyscy przewoźnicy działający na terenie Unii Europejskiej podlegają tym samym regulacjom i standardom. Oznacza to, że podmioty niespełniające wymagań operacyjnych lub technicznych nie mogą liczyć na preferencyjne traktowanie.

Zdaniem PKP stabilność całego systemu kolejowego – a tym samym bezpieczeństwo i komfort pasażerów – wymaga przestrzegania jednolitych zasad przez wszystkich uczestników rynku.

Na zakończenie oświadczenia Grupa PKP podkreśliła, że jej głównym celem pozostaje zapewnienie ciągłości i przewidywalności transportu kolejowego w Polsce. Niezależnie od struktury właścicielskiej przewoźników – publicznej czy prywatnej – kolej powinna być stabilnym środkiem transportu.

Gołębi przekaz Glapińskiego nie poruszył złotego ani warszawskiej giełdy

Pomimo dość gołębiej retoryki prezesa Glapińskiego, kurs EUR/PLN pozostaje stabilny, oscylując niewiele powyżej poziomu naszej długoterminowej prognozy – 4,25. Niewielką reakcję widzimy także na polskim rynku akcji. Polskie aktywa pozostają zależne od czynników zewnętrznych – w tym przede wszystkim rozwoju sytuacji na linii USA – Iran.

Wojna na Bliskim Wschodzie stanowiła kluczowy element dzisiejszej konferencji. Prezes Glapiński wypowiadał się na temat łagodzenia napięć z dużym optymizmem. Podkreślał stabilność złotego w obliczu ostatnich wydarzeń, co zwraca także i naszą uwagę. Polska waluta charakteryzuje się w ostatnich tygodniach znacznie mniejszą zmiennością niż wiele jej podobnych, m.in. stanowiący często istotny punkt odniesienia forint węgierski.

Ograniczone wydają się obawy banku o sytuację inflacyjną. Obserwowany obecnie szok cechuje się istotnie mniejszą skalą wzrostów cen surowców energetycznych niż ten wywołany przez pełnoskalowy atak Rosji na Ukrainę w 2022 r. Wydaje się także, że trwałość wzrostu cen będzie istotnie mniejsza, na co wskazuje chociażby ostatnie dwutygodniowe zawieszenie broni. Inflacja ma więc, zgodnie ze słowami prezesa, pozostać w najbliższych miesiącach w ramach celu banku.

Kluczowe z perspektywy rynków są jednak komunikaty dotyczące stóp procentowych. W najbliższych miesiącach nie powinniśmy spodziewać się ich zmian – choć wiele może w tej kwestii ulec zmianie w razie znacznej eskalacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. Co więcej, czytając między wierszami komunikatów prezesa Glapińskiego, dochodzimy do wniosku, że w nieco dłuższym terminie bliżej nam do kolejnego cięcia aniżeli do podwyżki. Ostatnie wydarzenia odsuwają jednak jej perspektywę co najmniej do końcówki roku – i to przy założeniu bardziej optymistycznego scenariusza dla amerykańsko-irańskiej wojny.

Data4 otwiera drugie centrum danych w Jawczycach

Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki. Nowy obiekt dysponuje mocą IT o wartości 10 MW i stanowi kolejny etap planowanej rozbudowy inwestycji.

Data4 konsekwentnie rozwija swoją obecność w Polsce. W 2023 roku firma oddała do użytku pierwszy budynek kampusu w Jawczycach, a uruchomienie drugiego obiektu stanowi kolejny etap tej inwestycji. Do tej pory Data4 zainwestowało w Polsce 200 mln euro. Do 2030 roku firma planuje zwiększyć wartość inwestycji niemal trzykrotnie, czyli do około 600 mln euro. Rozbudowa kampusu będzie wiązać się z dalszą współpracą z polskimi dostawcami i lokalnymi partnerami oraz tworzeniem nowych miejsc pracy – docelowo inwestycja wygeneruje około 400 miejsc pracy bezpośrednio i pośrednio. 

Infrastruktura cyfrowa i jej znaczenie dla regionu

Zapotrzebowanie na moc obliczeniową rośnie wraz z rozwojem chmury i sztucznej inteligencji. Według wewnętrznych analiz moc centrów danych w Polsce może wzrosnąć z około 300 MW obecnie do blisko 500 MW w 2030 roku, z czego ponad połowa – około 300 MW – będzie przeznaczona na rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. W tym kontekście tempo realizacji inwestycji i dostępność infrastruktury stają się kluczowe dla konkurencyjności gospodarek.

Polska już dziś jest liderem Europy Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za ponad jedną trzecią mocy centrów danych w regionie. Chcemy dalej aktywnie wzmacniać konkurencyjność oraz suwerenność technologiczną Polski i Europy. W świecie, w którym dane i moc obliczeniowa stają się krytycznym zasobem, infrastruktura cyfrowa to zarówno wsparcie dla gospodarki, jak i bezpieczeństwo państwa. Takie inwestycje, jak ta w Jawczycach, tworzą przestrzeń dla polskich firm do sięgania po nowoczesne rozwiązania i nadganianie cyfrowych zaległościpodkreśla Andrzej Domański, Minister Finansów i Gospodarki.

Kampus Data4 w Jawczycach powstaje na terenie o powierzchni 4 hektarów. Docelowo kampus będzie dysponował łączną mocą 60 MW oraz około 50 tys. mkw. powierzchni brutto, w tym blisko 15 tys. mkw. powierzchni IT netto. Nowo otwarty budynek wpisuje się w ten plan jako kolejny etap rozwoju infrastruktury cyfrowej w Polsce.

Rozbudowa kampusu w Jawczycach to wyraźny sygnał, że Polska pozostaje dla Data4 jednym z kluczowych rynków w Europie. Rozwijamy infrastrukturę etapowo i przewidywalnie, łącząc wysokie wymagania techniczne z odpowiedzialnym podejściem do środowiska oraz współpracą z lokalną społecznością w gminie Ożarów Mazowiecki. Stabilne zaplecze technologiczne jest dziś warunkiem dalszego rozwoju gospodarki cyfrowej – podkreśla Adam Ponichtera, dyrektor zarządzający Data4 w Polsce.

Uruchomienie kolejnego budynku w naszym kampusie w Polsce ma dla nas wymiar strategiczny. Wraz z dynamicznym rozwojem sztucznej inteligencji i usług chmurowych infrastruktura cyfrowa staje się jednym z fundamentów konkurencyjności europejskiej gospodarki. Dlatego konsekwentnie rozwijamy sieć kampusów Data4 w Europie, odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na moc obliczeniową – mówi Olivier Micheli, prezes Data4.

Połączenie wydajności technologicznej i zrównoważonego rozwoju

Nowy obiekt jest pierwszym w europejskiej sieci Data4 projektem realizowanym w standardzie BREEAM – jednym z najbardziej uznanych na świecie systemów oceny budynków pod względem ich wpływu na środowisko. Nowe centrum danych otrzymało certyfikat na poziomie „Excellent” i jest jednocześnie pierwszym tego typu obiektem w Polsce powstającym zgodnie z tym standardem. BREEAM uwzględnia m.in. efektywność energetyczną, gospodarkę wodną, dobór materiałów, emisje oraz oddziaływanie inwestycji w całym cyklu życia obiektu.Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki

Budynek wyróżnia konstrukcja kontenerowa – około 60% obiektu powstało z wcześniej przygotowanych elementów prefabrykowanych. Ograniczono w ten sposób prace mokre i tradycyjne wylewanie betonu na placu budowy, co przełożyło się na niższe emisje oraz krótszy czas realizacji inwestycji. Rozwiązanie to stanowi projekt referencyjny w europejskiej sieci Data4 i wyznacza kierunek dalszego rozwoju technologicznego firmy.

Wszystkie nowe projekty Data4 powstają zgodnie z globalnymi celami środowiskowymi grupy. Obejmują one projektowanie obiektów z myślą o wskaźniku efektywności energetycznej (PUE) poniżej 1,3, wykorzystywanie energii niskoemisyjnej w 100% oraz stałe monitorowanie zużycia energii i wody. Pierwsze centrum danych Data4 w Jawczycach otwarte w 2023 doku już dziś potwierdza realizację środowiskowych zobowiązań firmy. W ciągu ostatnich 12 miesięcy obiekt osiągnął wskaźnik efektywności energetycznej PUE na poziomie 1,27, czyli poniżej celu 1,30 wyznaczonego przez European Code of Conduct on Data Centres dla całej branży do 2030 roku. Oznacza to, że kampus Data4 w Polsce spełnia te wymagania z czteroletnim wyprzedzeniem. Obiekt charakteryzuje się także bardzo niskim zużyciem wody: wskaźnik Water Usage Effectiveness (WUE) wynosi 0,037 l/kWh IT, czyli poniżej średniej dla branży.

Dodatkowo Data4 bierze udział w projekcie Climate-Adapt4EOSC realizowanym przez Komisję Europejską. Kampus w Jawczycach posłuży jako studium przypadku do badania wpływu zjawisk związanych z kurczeniem się i pęcznieniem gruntów gliniastych na infrastrukturę. W ramach projektu, wspólnie z ponad 18 instytucjami badawczymi, w tym Uniwersytetem Cambridge, NCSR Demokritos oraz BRGM, Data4 przetestuje na kampusie w Jawczycach narzędzie do prognozowania ryzyk geotechnicznych związanych ze zmianami klimatu. Wyniki tych prac mają pomóc lepiej przygotować centra danych oraz inne elementy infrastruktury krytycznej, takie jak drogi, mosty czy sieci wodociągowe, na skutki zmian klimatycznych oraz wykorzystać tę wiedzę przy projektowaniu kolejnych inwestycji.

Współpraca z gminą i inicjatywy lokalne

Data4 prowadzi inwestycję w dialogu z lokalnym otoczeniem i samorządem gminy Ożarów Mazowiecki. Inwestycja ma również przyczynić się do rozwoju lokalnej gospodarki poprzez tworzenie nowych miejsc pracy oraz współpracę z lokalnymi partnerami. W ramach działań realizowanych wspólnie z gminą firma wesprze m.in. remont odcinka ul. Przyparkowej w Jawczycach. Planowane prace obejmują całkowitą wymianę nawierzchni jezdni, budowę chodnika oraz montaż nowoczesnego oświetlenia drogowego, co ma poprawić komfort i bezpieczeństwo mieszkańców.

Firma aktywnie wspiera lokalne służby ratownicze – Państwową Straż Pożarną w Powiecie Warszawskim Zachodnim (oddział w Błoniu), przekazując zarówno sprzęt do zasilania awaryjnego, jak i wyposażenie wykorzystywane bezpośrednio w działaniach ratujących życie, a także jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej w Ożarowie Mazowieckim. Długofalowa obecność Data4 w regionie opiera się nie tylko na rozwoju technologicznym i realizacji celów zrównoważonego rozwoju, lecz również na konsekwentnym budowaniu relacji z lokalną społecznością. Spółka angażuje się także w inicjatywy kulturalne dla mieszkańców, współorganizowane przez Sołectwo Jawczyce, wspierając integrację i rozwój życia społecznego w regionie.Data4 uruchamia drugie centrum danych w rozwijanym kampusie w Jawczycach w gminie Ożarów Mazowiecki

– Rozwój kampusu Data4 w Jawczycach to ważna inwestycja dla naszej gminy. Cieszy nas, że projekt ten nie tylko wzmacnia lokalną infrastrukturę, ale także przyczynia się do rozwoju gospodarczego regionu. Doceniamy współpracę z inwestorem, która przekłada się na konkretne działania na rzecz mieszkańców – mówi Paweł Kanclerz, Burmistrz Ożarowa Mazowieckiego.

Chaos wokół rozejmu w Zatoce Perskiej. Ormuz zamknięty, decyzja RPP przed nami

Okazuje się, że tak długo oczekiwane zawieszenie broni jest inaczej rozumiane przez obydwie strony, o ile nawet nie przez wszystkie trzy. W rezultacie Ormuz znów jest zamknięty. Dzisiaj posiedzenie RPP. Rynki, podobnie jak w innych krajach, nie oczekują obniżek stóp. 

Co obejmuje rozejm?

Od wczoraj mamy rozejm, zdaniem USA i Izraela, w Zatoce Perskiej, a zdaniem Iranu – na Bliskim Wschodzie. To kluczowa różnica, ponieważ Iran jest zainteresowany tym, by Izrael nie bombardował Libanu. Wiadomo, że oficjalnym celem Izraela jest Hezbollah. Niestety, skala wydarzeń noszących cechy zbrodni wojennych przy okazji jest przerażająca. Efektem jest ponowne zamknięcie Cieśniny Ormuz. Tak właśnie kończy się porozumienie zawierane bez podpisów, wyłącznie na podstawie zakładanych oczekiwań. Co ciekawe, rynki zakładają, że to tylko chwilowe nieporozumienie, bo ceny ropy wciąż utrzymują się na relatywnie niskich poziomach. Baryłka ropy Brent kosztuje dzisiaj 97,5 USD. Wczorajszy dołek był 5 USD niżej, z kolei przedwczorajsze szczyty znajdowały się niemal 20 USD wyżej. Pokazuje to duże przekonanie, że dojdzie do ponownego porozumienia.

Czekając na RPP

Z powodu Wielkanocy i wolnego poniedziałku decyzja RPP w sprawie stóp procentowych w kwietniu zapadnie nie w środę, lecz w czwartek. Co ciekawe, nie spowodowało to przesunięcia konferencji prasowej na kolejny dzień. W rezultacie już dzisiaj poznamy zarówno decyzję, jak i komentarz po posiedzeniu. Patrząc na sytuację na świecie, teoretycznie wszystkie banki centralne w ostatnim czasie wstrzymywały się z obniżkami stóp. Z drugiej strony od wczoraj mamy zawieszenie broni, a ceny ropy gwałtownie spadły. W rezultacie pojawia się przestrzeń do obniżki. Pamiętając jednak, że stopy procentowe były obniżane miesiąc temu, a inflacja w marcu wyskoczyła do 3%, wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest pozostawienie ich dzisiaj na niezmienionym poziomie. Taki ruch byłby sygnałem umacniającym polską walutę. Ważniejsza od samej decyzji wydaje się jednak konferencja prasowa. Im mocniej będzie malowana historia utrzymywania stóp na niezmienionym poziomie, tym silniejszy będzie złoty. Im wyraźniej prezentowana będzie wizja obniżek, tym bardziej będzie tracił.

Ostatnie decyzje banków centralnych

W tym tygodniu poznaliśmy decyzje trzech ważnych banków centralnych. Najpierw, we wtorek, Rumunia utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie 6,5%. To najwyższy poziom w Unii Europejskiej, ale tylko o 0,25% wyższy niż na Węgrzech. W środę z kolei poznaliśmy decyzje Banku Rezerw Nowej Zelandii oraz Banku Indii. W obu przypadkach stopy procentowe pozostały bez zmian. W Nowej Zelandii na poziomie 2,25%, a w Indiach 5,25%. Wszystkie te rozstrzygnięcia były oczekiwane przez rynki. Jak widać, banki centralne nie chcą podejmować nowych kroków do czasu wyjaśnienia się sytuacji w Zatoce Perskiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Obroty w centrach handlowych w górę, choć ruch klientów niemal bez zmian

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za luty 2026 roku. W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku obroty wzrosły o 1,7%. Odwiedzalność utrzymała się na poziomie zbliżonym do zeszłego roku.

Od kwietnia 2025 roku obroty w centrach handlowych rosną niemal nieprzerwanie (z wyjątkiem listopada) w ujęciu rocznym (r/r). W lutym ten pozytywny trend został utrzymany. Indeks obrotów wyniósł +1,7%, natomiast odwiedzalność była nieznacznie poniżej poziomu z lutego 2025 r. (-0,9%). Średnia wartość wizyty w centrum wzrosła o 2,6%.

Najwyższe wzrosty obrotów odnotowały następujące kategorie:

  • Usługi (+15,1%)
  • Restauracje i kawiarnie (+5,5%)
  • Rozrywka (+4,9%)
  • Zdrowie i uroda (+4,4%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty kształtowały się następująco:

Bardzo duże obiekty (>60 tys. m²) +1,4%
Duże obiekty (40–60 tys. m²) +2,1%
Średnie obiekty (20–40 tys. m²) +1,3%
Małe i bardzo małe obiekty (5–20 tys. m²) +1,6%

W ujęciu regionalnym największe wzrosty obrotów odnotowano w aglomeracjach: białostockiej, poznańskiej, szczecińskiej. W skali makroregionalnej w regionach: południowym (śląskie, małopolskie), wschodnim (podkarpackie, lubelskie, podlaskie, świętokrzyskie) i północno-zachodnim (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie).

„Po dobrych wynikach grudnia i wyjątkowych stycznia dynamika wzrostu obrotów w lutym nieco się uspokoiła. Warto wskazać, że w tym roku więcej województw miało ferie w całości właśnie w tym miesiącu, a tegoroczna śnieżna i mroźna zima zachęciła jednych do wyjazdów, innych do zostania w domu i ograniczenia wyjść. To wpłynęło na lutowe wyniki centrów handlowych.” – podsumowuje Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Zawieszenie broni uspokoiło rynki, ale problemy z ropą nie znikają

Po informacjach o zawieszeniu ataków na Bliskim Wschodzie inwestorzy zareagowali w sposób przewidywalny. Ceny ropy spadły, a notowania akcji odbiły, bo inwestorzy odczytali ten sygnał jako chwilowe zmniejszenie napięcia w jednym z kluczowych punktów dla globalnego handlu surowcami energetycznymi. Problem w tym, że to dopiero początek negocjacji, w których dalsza eskalacja będzie wykorzystywana jako straszak. Dlatego na rynku ropy problemy nie znikają. Baryłka Brent kosztuje około 95 dolarów, czyli wyraźnie więcej niż 55-60 dolarów przed wybuchem konfliktu. A na rynku utrzymuje się silna premia za ryzyko. W tej sytuacji RPP nie obniży dziś stóp procentowych i coraz trudniej liczyć na kolejne obniżki także do końca roku.

Zawieszenie broni na Bliskim Wschodzie przyniosło zmniejszenie napięcia, ceny ropy spadły, a rynki akcji odreagowały. Jednak to dopiero początek. Po pierwsze cały czas istnieją punkty zapalne nieuwzględnione w porozumieniu, które już wpływają na sytuację w cieśninie Ormuz. Po drugie, od soboty w Islamabadzie rozpoczną się negocjacje pokojowe, prowadzone pod kierownictwem JD Vance’a, mające doprowadzić do ostatecznego porozumienia. Na rynkach często największe znaczenie ma nie to, czy dostawy surowca płyną, ale jak duże jest ryzyko, że za chwilę przestaną płynąć bez zakłóceń. I właśnie to ryzyko, mimo chwilowej poprawy nastrojów, wciąż pozostaje z nami.

W tej sytuacji silnej tymczasowości przestrzeń do dalszych spadków cen ropy pozostaje ograniczona. Kontrola nad tranzytem surowców i możliwość jego zakłócania, opóźniania lub selektywnego ograniczania sprawiają, że energia pozostaje dziś narzędziem politycznego nacisku, a nie tylko efektem relacji między globalnym popytem a podażą. Nawet po ostatniej przecenie w cenach ropy nadal utrzymuje się więc znacząca premia za ryzyko. Nawet jeśli fizyczne dostawy ropy będą kontynuowane, choć już pojawiają się głosy o ponownym zamknięciu cieśniny Ormuz, ryzyko związane z ich realizacją pozostanie podwyższone.

A to wystarczy, by ceny surowca nie wróciły łatwo do poziomów sprzed ostatnich napięć. Pierwsza reakcja rynku mogła więc sugerować większy potencjał spadkowy, niż rzeczywiście dziś widać. Przed pojawieniem się informacji o zawieszeniu broni za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić około 107 dolarów, teraz cena oscyluje w okolicach 96 dolarów. Nadal jednak pozostaje blisko granicy 100 dolarów, uznawanej za krytyczną, i bardzo daleko od 55-60 dolarów, jakie za ropę płacono przed wybuchem kryzysu na Bliskim Wschodzie.

Zagrożenie dalszą eskalacją będzie ważną kartą w rozpoczynających się negocjacjach, która na pewno będzie wykorzystywana. Do tego negocjacje będą elementem szerszej globalnej gry. Warto bowiem zauważyć rolę Chin w doprowadzeniu do zawieszenia broni. A w negocjacjach ważny będzie zarówno transport ropy przez cieśninę Ormuz, jak i eksport ropy przez Iran. Chodzi zarówno o samą skalę irańskiego wydobycia, jak i o to, kto dostaje ropę, jaką trasą i na jakich warunkach. To ma znaczenie nie tylko regionalne, ale także globalne, zwłaszcza w kontekście relacji z Chinami, które pozostają jednym z najważniejszych odbiorców irańskiego surowca.

Dla inwestorów ta sytuacja tworzy układ dwóch prędkości. Z jednej strony krótkoterminowa ulga wspiera aktywa ryzykowne, szczególnie spółki cykliczne i rynki azjatyckie. Z drugiej strony inwestorzy muszą być świadomi kruchości obecnej sytuacji, bo każdy sygnał o zakłóceniach ruchu tankowców albo ponownym zaostrzeniu sytuacji może szybko znów podbić ceny energii i uderzyć w rynek akcji. W najbliższych tygodniach można oczekiwać niższej zmienności, ale przy bardzo asymetrycznym rozkładzie ryzyka. Potencjał poprawy jest ograniczony, dopóki nie pojawi się ostateczne, szersze porozumienie, za to ryzyko gwałtownego pogorszenia nastrojów pozostaje wysokie, jeśli zawieszenie broni okaże się tylko epizodem.

To ważne także z polskiej perspektywy. Wzrost cen paliw na polskich stacjach podbił inflację, która wzrosła w marcu do 3 proc., z 2,1 proc. w lutym. Obniżka podatku VAT i akcyzy pomogła obniżyć ceny paliw do poziomu sprzed wybuchu konfliktu. Szacuje się, że miesięcznie taka ulga w cenie paliwa dla polskich kierowców kosztuje budżet około 1,6 mld zł. Zawieszenie broni lub ewentualne przyszłe porozumienie może mieć istotne znaczenie z punktu widzenia tego, jak długo taki program powinien być prowadzony i jakie będą całościowe koszty dla budżetu. Przede wszystkim jednak jest to ochrona przed gorszym scenariuszem i dalszym wzrostem cen paliw, a także występowaniem braków w dostępie do paliwa.

Właśnie w takim otoczeniu decyzje o stopach procentowych podejmować dziś będzie Rada Polityki Pieniężnej. Po marcowej obniżce stóp procentowych, która miała miejsce już po wybuchu konfliktu i wzroście cen ropy, trudno dziś wyobrazić sobie przestrzeń do kolejnych cięć. Dziś obniżki stóp nie będzie i raczej należy oczekiwać długiego okresu „wait and see”. Jeszcze niedawno rynek wyceniał nawet możliwość podwyżek stóp, jednak obecnie po zawieszeniu broni wycenia scenariusz stabilizacji stóp. Dla banku centralnego w tej sytuacji ostrożność pozostaje jedyną rozsądną strategią, szczególnie gdy sytuacja na rynku surowców pozostaje zbyt niestabilna, by mówić o trwałym wygaszeniu ryzyka.

Mocny początek roku PragmaGO. Wzrost finansowania i awans do FT1000

Grupa PragmaGO zanotowała w I kwartale 2026 roku dalszy wzrost skali działalności w kluczowych obszarach finansowania przedsiębiorców. Wartość sfinansowanych należności w Polsce osiągnęła 18% wzrostu r/r (753 mln zł), a dla całej Grupy było to 782 mln zł (+9% r/r). Z oferty PragmaGO skorzystało 15 262 klientów (+7% r/r), którzy zrealizowali 227 052 transakcji (+26% r/r).

Wstępne dane o wartości sfinansowanych należności w pierwszym kwartale 2026:

  • embedded finance: 248 mln zł (+35% r/r)
  • faktoring w Polsce: 504 mln zł (+10% r/r)

Początek roku przyniósł realizację ważnych założeń strategicznych. Grupa otworzyła spółki w Hiszpanii oraz Chorwacji. Podmioty te będą rozwijać embedded finance B2B, w tym finansowanie Merchant Cash Advance (PragmaCash) na lokalnych rynkach. Potwierdzeniem skuteczności obranej strategii jest ujęcie PragmaGO w rankingu FT1000: Europe’s Fastest-Growing Companies 2026, publikowanym co roku przez Financial Times. PragmaGO uplasowała się w nim jako jedyna polska firma z sektora finansowego.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że realizujemy nasze cele. Rozwijamy kluczowe linie biznesowe, w tym coraz silniejszy segment produktów pożyczkowych i konsekwentnie budujemy obecność międzynarodową. Otwarcie spółek w Hiszpanii i Chorwacji to dla nas ważny moment. Tamtejsze rynki MŚP są podobne do polskiego – duże firmy z łatwością pozyskują kapitał na rozwój, podczas gdy mikro i małe przedsiębiorstwa napotykają bariery, przez co luka konkurencyjna stale się powiększa. Naszym celem jest jej wyrównywanie – dajemy mniejszym firmom dostęp do finansowania, które pozwoli im rosnąć i skutecznie konkurować z większymi podmiotami. Obecność w rankingu Financial Times potwierdza, że nasz model ma znaczenie nie tylko lokalnie, ale również w skali europejskiej – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Rozwój usług embedded finance B2B w I kwartale 2026 roku był napędzany pogłębieniem współpracy z kluczowymi partnerami, m.in. Przelewy24, Polskie ePłatności (Nexi Group), PayU czy TPay, a także rosnącą rozpoznawalnością tych produktów finansowych wśród klientów partnerów – będącą rezultatem wspólnych działań edukacyjnych i komunikacyjnych.

W Rumunii wartość sfinansowanych faktur wyniosła 29 mln zł, co oznacza spadek o 63% r/r. Było to spowodowane niższą podażą należności wynikających z robót budowlanych realizowanych w ramach rządowych programów infrastrukturalnych.

W najbliższych miesiącach PragmaGO planuje wejście na kolejne rynki europejskie, przez co umocni pozycję lidera embedded lending B2B w Europie.

Podsumowanie wyników Grupy Kapitałowej PragmaGO za pierwszy kwartał 2026:

PLN Dynamika r/r
W Polsce 753 173 778 18%
Ogółem 782 161 621 9%
Embedded finance B2B 248 318 063 35%
Faktoring w Polsce 504 855 715 10%
Faktoring w Rumunii 28 987 843 -63%

Presja na czynsze napędza zwroty z inwestycji na rynku nieruchomości komercyjnych

Polska jest w ścisłej czołówce krajów Europy pod względem zainteresowania inwestorów. Jedną z przyczyn jest spodziewany wzrost wartości z inwestycji w nieruchomości komercyjne wynikający z presji na stawki czynszu – wskazuje raport CBRE „2026 Poland Real Estate Market Outlook”. Przedmiotem transakcji są zarówno pojedyncze aktywa, jak i portfele czy całe platformy. Dostępność kredytu na zakupy nieruchomości poprawia się, co dodatkowo wspierać będzie klimat inwestycyjny na polskim rynku.

Według raportu CBRE, polskie miasta z Warszawą na czele należą do najszybciej rozwijających się w Europie Środkowo-Wschodniej, a Polska utrzyma pozycję europejskiego lidera pod względem tempa rozwoju gospodarczego. Zgodnie z przewidywaniami Oxford Economics, w 2026 roku Warszawa będzie liderem rozwoju w Europie, między innymi dzięki rozwijającym się sektorom IT i usług biznesowych.

W 2026 roku Polska utrzyma pozycję lidera wzrostu gospodarczego w Europie, napędzanego przez inwestycje, konsumpcję i ożywienie w eksporcie, przy względnie stabilnej inflacji i niskim bezrobociu. Spodziewamy się wzrostu aktywności, napędzanego poprawą sentymentu, rosnącą ofertą i zainteresowaniem inwestorów, w tym coraz bardziej aktywnych kupujących krajowych. Polska umacnia swoją pozycję w czołówce europejskich rynków, a poprawiające się warunki finansowania wspierają klimat inwestycyjny – mówi Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Pozytywne perspektywy

W miarę przybliżania oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających oraz dalszej stabilizacji stóp procentowych, eksperci CBRE spodziewają się poprawy sentymentu na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce i większej gotowość do sprzedaży aktywów.

W sektorze handlowym będziemy obserwować kolejne transakcje core’owych dużych centrów handlowych, z drugiej strony również rosnącą płynność produktów stand-alone, transakcje przejęć portfelowych, zarówno retail parków, jak i platform oraz portfolio spożywczych. Z kolei w sektorze biurowym pojawią się kolejne możliwości na atrakcyjne zakupy z oczekiwanymi wysokimi zwrotami, jednak wraz z krystalizowaniem się rynków najlepszych obiektów, 2026 rok może przynieść też transakcje typu core i core plus o wolumenach przekraczających 100 mln EUR. Polski kapitał wciąż będzie aktywny szczególnie w tym sektorze mówi Przemysław Felicki, CBRE.

Z obserwacji ekspertów CBRE wynika, że inwestorzy logistyczni wciąż poszukują możliwości w formule forward funding, obecne też będą transakcje zakupu i najmu zwrotnego przy długim okresie najmu. Rynek będzie stwarzał też możliwości do zakupów w segmencie value-add, co wydaje się być szczególnie atrakcyjne dla kapitału z regionu CEE oraz USA. Wraz z wejściem kilku francuskich inwestorów poszerza się też grono zainteresowanych akwizycjami w tym sektorze.

Zainteresowanie inwestorów będzie również widoczne w sektorze domów studenckich i domów senioralnych. Ponadto powoli budowane są kolejne portfele PBSA, które w bliskim horyzoncie mogą zyskać zainteresowanie inwestorów, a w tle toczy się dyskusja o przecieraniu szlaków dla instytucjonalnych projektów senior living. Polska stoi w obliczu wyzwań demograficznych, ze starzejącym się społeczeństwem i prognozowanym spadkiem liczby pracowników. W rezultacie konieczne będzie poszukiwanie nowych rozwiązań, takich jak automatyzacja AI i aktywna polityka migracyjna. Rynek nieruchomości będzie stopniowo dostarczał coraz więcej przestrzeni dostosowanych do potrzeb osób starszych.

Popyt na kredyty hipoteczne wystrzelił ze strachu przed inflacją

Marcowa liczba wnioskujących o kredyt hipoteczny pobiła niemal wszelkie rekordy (m.in. z czasów BK2%, czy zerowych stóp procentowych) i była najwyższa od 18 lat. Bezsprzecznie już od połowy 2025 roku obserwowaliśmy wzrost popytu kredytobiorców – zarówno kupujących nowe mieszkania (co potwierdza silną sprzedaż mieszkań w marcu 2026), jak i refinansujących stare hipoteki, na fali taniejącego kredytu. Popyt na hipoteki zasilała też duża oferta deweloperów i ich presja na sprzedaż ubrana w ciekawe oferty cenowe.

Jednak biorąc pod uwagę jaki w marcu był koszt kredytu na tle poprzednich lat, jaka była realna dostępność kredytowa mieszkań, czy też fakt, że nie ma istotnych stymulatorów popytu ze strony rządu – nie ma fundamentalnego uzasadnienia dla takiego wystrzału popytowego. W naszej ocenie mamy tu do czynienia z przyspieszeniem decyzji Klientów o złożeniu wniosków kredytowych jeszcze w marcu, korzystając z ostatniej chwili na skorzystanie z relatywnie niskich stawek kredytowych, z którymi zaczynaliśmy miesiąc. Na początku kwietnia przeciętne koszty kredytu stałoprocentowego (który dominuje na rynku hipotek) wzrosły o co najmniej 50 punktów bazowych, pojawiły się też obawy o podwyżki stóp procentowych – wszystko to w reakcji na szok inflacyjny wywołany konfliktem w Zatoce Perskiej.

Jest to najpewniej powtórzenie zjawiska z kwietnia 2022 roku, kiedy w otoczeniu wojny w Ukrainie i wzrostu stóp procentowych 53 tysiące osób (więcej niż jakikolwiek miesiąc w trakcie BK2%) złożyło wnioski kredytowe – przyczyną była zmiana w zasadach obliczania buforu na ryzyko stopy procentowej. Wówczas – podobnie jak teraz – doradcy kredytowi wręcz naglili Klientów, żeby składali wnioski kredytowe na starych warunkach. Kolejne miesiące 2022 były jednak czasem posuchy, bo kto chciał wniosek złożyć, zrobił to w kwietniu. Konkluzja tego jest prosta – kolejne miesiące 2026 mogą nas już nie zaskakiwać takimi wynikami popytowymi – co dalej pokażą efekty negocjacji podczas dwutygodniowego zawieszenia broni w Zatoce Perskiej.

Rynek wtórny wyraźnie przyspieszył w marcu. Ceny mieszkań w większości miast stabilne

Marzec przyniósł wyraźne ożywienie na rynku mieszkań z drugiej ręki – wynika z analiz portalu GetHome.pl. Z ogłoszeń znikało znacznie więcej ofert niż w poprzednich miesiącach, jednak mimo ograniczonej podaży w większości metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań używanych pozostała stabilna.

– Rynek wtórny cechuje sezonowość, ale już dawno marcowe ożywienie po stronie kupujących nie było tak gwałtowne – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w marcu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło 35,5 tys. ofert mieszkań – o 20 proc. więcej niż w lutym i aż o 61 proc. więcej niż w styczniu. Choć część ogłoszeń mogła zostać wycofana przez właścicieli z powodów niezwiązanych bezpośrednio ze sprzedażą, skala zjawiska sugeruje, że wiosną popyt na mieszkania z drugiej ręki wyraźnie przyspieszył.

Marek Wielgo ocenia, że na tak silny wzrost aktywności kupujących wpłynęło kilka czynników. Z jednej strony poprawiła się dostępność kredytów mieszkaniowych, z drugiej pojawiły się obawy, że w kolejnych miesiącach warunki finansowania mogą się pogorszyć. W efekcie wielu nabywców uznało, że decyzji o zakupie własnego M nie warto już odkładać.

Co istotne, w marcu uaktywnili się również sprzedający. Na rynek trafiło ok. 35,5 tys. nowych ofert mieszkań z drugiej ręki – o 22 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Ożywienie było więc wyraźne także po stronie podaży, jednak wciąż daleko mu do boomu znanego z poprzednich lat.

Mimo wzrostu liczby nowych ogłoszeń, całkowita oferta mieszkań używanych pozostaje wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Pod koniec marca w całym kraju dostępnych było ok. 141 tys. unikalnych ofert sprzedaży – praktycznie tyle samo co w lutym, ale jednocześnie aż o ok. 19 proc. mniej niż w marcu 2025 r.

Jednym z powodów ograniczonej podaży jest silna konkurencja ze strony rynku pierwotnego. Deweloperzy wciąż oferują bardzo szeroki wybór nowych mieszkań, co wywiera presję na ceny lokali używanych i studzi oczekiwania części właścicieli. Dla wielu z nich obecne warunki rynkowe mogą nie być wystarczającą zachętą do sprzedaży.

Wiosenne ożywienie na rynku wtórnym

Stabilizację podaży widać także w największych miastach. Tylko w Warszawie liczba dostępnych mieszkań nieznacznie się skurczyła – z 16,1 tys. w lutym do 16 tys. w marcu, czyli o ok. 1 proc. W pozostałych metropoliach miesiąc zakończył się praktycznie bez zmian.

W Krakowie i Trójmieście kupujący mieli do wyboru po ok. 8,1 tys. lokali, we Wrocławiu – 7,9 tys., w Łodzi – 4,9 tys., w Poznaniu – 3,6 tys., a w Katowicach – 2,3 tys.

Jednocześnie we wszystkich tych miastach oferta jest dziś wyraźnie mniejsza niż przed rokiem. Największy spadek odnotowano w Warszawie – aż o 33 proc. Bardzo duże ubytki widać także we Wrocławiu i Krakowie (po 32 proc.) oraz w Łodzi (28 proc.).Komunikat-rynek wtórny-04.2026-oferta-miasta

Teoretycznie tak silny wzrost popytu powinien sprzyjać wyraźnym podwyżkom cen. Tymczasem marcowe dane portalu GetHome.pl pokazują, że reakcja rynku była bardzo selektywna. Wyraźny wzrost średniej ceny metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki odnotowano tylko w dwóch metropoliach.

We Wrocławiu średnia wzrosła o 3 proc., do około 14,2 tys. zł, a w Trójmieście – o 1 proc., do 16,8 tys. zł. W pozostałych miastach utrzymała się stabilizacja. W Warszawie średnia cena metra kwadratowego pozostała na poziomie ok. 18 tys. zł, w Krakowie – 17 tys. zł, w Poznaniu – 12,1 tys. zł, w Katowicach – 11,6 tys. zł, a w Łodzi – 8,7 tys. zł.

Równie umiarkowanie wyglądają zmiany w ujęciu rocznym. W większości metropolii średnie ceny metra kwadratowego mieszkań używanych są dziś stabilne (Katowice i Łódź) lub niższe niż przed rokiem. Spadki odnotowano w Krakowie i Wrocławiu – w obu miastach o ok. 2 proc. Z kolei w Trójmieście i Poznaniu średnie wyraźnie wzrosły – odpowiednio o 6 proc. i 4 proc. Warszawa pozostaje rynkiem dość stabilnym, z rocznym wzrostem na poziomie 1 proc.Komunikat-rynek wtórny-04.2026-cena m kw-miasta

Marcowe dane pokazują, że popyt na rynku wtórnym wyraźnie przyspieszył, oferta pozostaje ograniczona, a mimo to średnie ceny metra kwadratowego w większości miast nie reagują gwałtownie. Kluczową rolę odgrywa tu konkurencja z rynkiem pierwotnym, który nadal oferuje bardzo szeroki wybór mieszkań.

– W kolejnych miesiącach to właśnie relacja między tempem sprzedaży a skalą podaży – zarówno mieszkań używanych, jak i deweloperskich – zdecyduje o tym, czy obecne ożywienie przełoży się na trwalszą zmianę trendów cenowych. Na razie wiosna przyniosła przede wszystkim więcej transakcji, a nie wyższe ceny – komentuje ekspert portalu GetHome.pl.

PZWLP wybrał nowe władze – Paweł Piórkowski Prezesem Zarządu

0

Z końcem marca Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów dokonał wyboru nowych władz na kolejną dwuletnią kadencję. Funkcję Prezesa Zarządu objął Paweł Piórkowski, dotychczasowy wieloletni Członek Zarządu PZWLP. Nowy skład władz odzwierciedla strategiczny kierunek rozwoju organizacji, w tym wzmocnienie reprezentacji segmentu pojazdów użytkowych i działalności nowo powołanej Grupy Truck Rental.

Na czele PZWLP stanął Paweł Piórkowski, który z organizacją związany jest od blisko dekady – funkcję Członka Zarządu pełnił nieprzerwanie w latach 2017–2026. Od 2013 roku jest Prezesem Zarządu Hertz Polska (Motorent sp. z o.o.), gdzie odpowiada za rozwój jednej z wiodących firm na rynku wynajmu krótkoterminowego w Polsce.

W skład pięcioosobowego Zarządu PZWLP, poza Prezesem, weszli: Michał Iwanek – CEO Fraikin Polska, Anna Makarewicz – Członek Zarządu Leasys Polska, Robert Antczak – Dyrektor Generalny Regionu Europy Centralnej w Arval, Daniel Trzaskowski – Prezes Zarządu Carefleet.

Poza wyborem Zarządu, podczas Walnego Zgromadzenia PZWLP powołano również Komisję Rewizyjną na kolejną kadencję. W jej skład weszli: Paweł Kostrubiec – MHC Mobility Polska, Grzegorz Fijałkowski – PKO Masterlease oraz Dariusz Tucharz – mLeasing. Komisja będzie odpowiedzialna za nadzór nad działalnością Związku oraz wspieranie realizacji jego celów statutowych w latach 2026–2028.

Związek składa serdeczne podziękowania ustępującym Członkom Zarządu – Piotrowi Wróblowi oraz Tomaszowi Kapelko – a także ustępującym Członkom Komisji Rewizyjnej –Marcinowi Nivette’owi oraz Hubertowi Laszczykowi – za ich zaangażowanie, wkład w rozwój PZWLP oraz aktywne współtworzenie standardów rynku flotowego w Polsce.

Nowa struktura, pełna reprezentacja rynku

Tegoroczny wybór władz PZWLP odbywa się w szczególnym momencie – po rozszerzeniu struktury organizacji o segment pojazdów ciężarowych i specjalistycznych oraz powołaniu Grupy Truck Rental. Włączenie do Zarządu przedstawiciela tego obszaru stanowi istotny krok w kierunku pełnej reprezentacji wszystkich segmentów rynku flotowego.

Obecny skład Zarządu odzwierciedla trzy kluczowe filary działalności PZWLP: wynajem długoterminowy (CFM), Rent a Car oraz rozwijający się dynamicznie segment pojazdów użytkowych, w tym transport ciężki. Jednocześnie do władz organizacji dołączyły nowe osoby reprezentujące firmy członkowskie, które aktywnie angażują się w prace struktur PZWLP i rozwój branży.

Doświadczenie, ciągłość zarządzania i świeża perspektywa

Istotnym elementem nowego rozdania jest zachowanie ciągłości zarządzania. Robert Antczak, który pełnił funkcję Prezesa Zarządu przez trzy kolejne kadencje w latach 2020–2026, pozostaje w Zarządzie jako jego Członek, wnosząc doświadczenie zdobyte w okresie dynamicznych zmian rynkowych.

W Zarządzie kontynuuje pracę również Daniel Trzaskowski, Członek Zarządu od 2024 roku (wcześniej także w latach 2014–2019), uznany ekspert w dziedzinie zarządzania flotą i digitalizacji procesów w branży motoryzacyjnej.

Do Zarządu PZWLP dołączył Michał Iwanek, CEO Fraikin Polska, od lat związany z rynkiem flotowym, w tym segmentem pojazdów dostawczych i ciężarowych, co dodatkowo wzmacnia kompetencje Związku w obszarze transportu użytkowego.

Anna Makarewicz, Członek Zarządu Leasys Polska, wnosi doświadczenie w zakresie zarządzania organizacją, HR oraz ryzyka kredytowego, wspierając realizację strategii biznesowych w środowisku międzynarodowym.

Wyzwania i priorytety na nową kadencję

Nowy Zarząd PZWLP to połączenie doświadczenia, ciągłości oraz świeżej perspektywy wynikającej z rozszerzenia naszej działalności o segment pojazdów użytkowych. Naszym priorytetem jest dalsze wzmacnianie roli PZWLP jako wspólnego głosu całej branży – od samochodów osobowych, przez dostawcze, po ciężki transport. Chcemy aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu otoczenia regulacyjnego, rozwijać standardy rynkowe oraz wspierać transformację sektora w kierunku zrównoważonej i nowoczesnej mobilności – powiedział Paweł Piórkowski, Prezes Zarządu PZWLP.

Nowo powołany Zarząd stanie przed szeregiem wyzwań, które definiują obecny etap rozwoju rynku. Należą do nich m.in. dalsza transformacja w kierunku elektromobilności i napędów alternatywnych, rozwój segmentu pojazdów użytkowych, cyfryzacja usług flotowych, a także dostosowanie branży do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego i rosnących oczekiwań klientów.

Matexi Polska podsumowuje I kwartał: sprzedaż mieszkań wyraźnie w górę

Deweloper Matexi Polska podsumował wyniki sprzedaży mieszkań w pierwszym kwartale 2026 roku. W tym okresie zawarto łącznie 92 umowy deweloperskie, czyli o około 30% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Firma Matexi Polska, obecna na rynku warszawskim i krakowskim, w pierwszym kwartale br. zawarła z klientami łącznie 92 umowy deweloperskie i przedwstępne (70 w Warszawie oraz 22 w Krakowie). Oznacza to wzrost o około 30% w porównaniu z pierwszymi trzema miesiącami poprzedniego roku, kiedy podpisano z klientami łącznie 71 umów. W pierwszym kwartale br. Matexi Polska przekazała klientom łącznie 27 gotowych mieszkań, natomiast w całym 2026 roku planuje przekazać klientom około 300 lokali.

– Początek roku oceniamy pozytywnie pod kątem osiągniętej sprzedaży. Obserwujemy trend wydłużonego procesu zakupowego oraz przesuwania decyzji klientów bliżej momentu oddania inwestycji do użytkowania. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich potrzeb i możliwości, a także wnikliwie analizują oferty dostępne na rynku. To sprawia, że w momencie podejmowania rozmów z nami są bliżsi decyzji zakupowej – podkreśla Mirosław Bednarek, Prezes Zarządu Matexi Polska.

W pierwszym kwartale br. Matexi Polska wprowadziła do sprzedaży projekt Verdea Żoliborz, zlokalizowany przy ul. Przasnyskiej 6A na warszawskim Żoliborzu. W siedmiokondygnacyjnym budynku zaplanowano 67 mieszkań, podziemny garaż z komórkami lokatorskimi i boksami rowerowymi oraz 7 lokali usługowych na parterze. Połowę oferty stanowią mieszkania dwupokojowe, idealne jako pierwsze lokum lub pod inwestycję. Pozostałą część tworzą lokale trzy-, cztero- i pięciopokojowe, zaprojektowane z myślą o rodzinach. To kolejna inwestycja dewelopera w tej dzielnicy. Matexi zrealizowało na Żoliborzu I etap osiedla Sady Żoliborz, natomiast w trakcie budowy jest II etap tego projektu.  W marcu Matexi uzyskało również pozwolenie na użytkowanie dla inwestycji Apartamenty Portowa na krakowskim Zabłociu przy ul. Portowej. W ramach projektu powstał siedmiopiętrowy budynek obejmujący łącznie 99 mieszkań oraz 3 lokale użytkowe.

W tym roku planowane jest wprowadzenie do sprzedaży jeszcze dwóch nowych projektów mieszkaniowych. W przygotowaniu znajdują się inwestycje przy ul. Grzybowskiej 52 na warszawskiej Woli oraz Apartamenty Józefińska 16 na krakowskim Podgórzu. Matexi Polska dysponuje obecnie bankiem ziemi umożliwiającym realizację ponad 3000 mieszkań, co plasuje firmę w gronie liderów rynku deweloperskiego w Polsce.

RPP dziś zdecyduje o stopach. Rynek niemal pewny jednego scenariusza

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej. Konsensus rynkowy zakłada, że RPP pozostawi stopy procentowe bez zmian, utrzymując stopę referencyjną NBP na poziomie 3,75 proc. Po marcowej obniżce o 25 pb. Rada najprawdopodobniej przejdzie do trybu wyczekiwania i będzie obserwować napływające dane oraz rozwój sytuacji geopolitycznej. Ogłoszenie dwutygodniowego rozejmu między USA a Iranem obniżyło ceny ropy i gazu względem wcześniejszych szczytów, choć trwałość porozumienia nadal budzi wątpliwości, co jednocześnie ograniczyło część obaw o ponowny, silniejszy wzrost inflacji. Dodatkowo konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego została wyjątkowo zaplanowana jeszcze na dziś, na godz. 15:00, więc decyzji RPP należy spodziewać się wcześniej.

Choć inflacja w marcu wzrosła do 3,0 proc. z 2,1 proc. w lutym, skok ten był w dużej mierze związany ze wzrostem cen paliw. Jednocześnie rząd uruchomił pakiet osłonowy na rynku paliw, obejmujący czasowe obniżenie VAT do 8 proc., obniżkę akcyzy oraz mechanizm maksymalnych cen detalicznych, co może ograniczać presję inflacyjną w kolejnych tygodniach. W tej sytuacji część ekonomistów zakłada, że RPP może utrzymać stopy bez zmian przez dłuższy czas, a sam prezes NBP prawdopodobnie pozostanie ostrożny w sygnalizowaniu dalszych kroków. Na rynku finansowym widać poprawę nastrojów: w czwartek rano euro kosztowało około 4,2566 zł, a dolar 3,6481 zł, co potwierdza utrzymującą się siłę złotego. WIG20 znajdował się natomiast w pobliżu 3526 pkt, czyli na poziomach niewidzianych od 2007 roku.

Develia ocenia rynek jako stabilny. Sprzedaż odbiła w marcu, oferta ma rosnąć

0

Develia sprzedała 860 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych w I kwartale 2026 r. Spółka przekazała 1205 mieszkań.

W I kwartale br. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 860 lokali w porównaniu do 951 w I kwartale 2025 r. oraz 845 w IV kwartale 2025 r. W liczbie sprzedanych mieszkań uwzględniono 131 lokali w inwestycjach pozyskanych dzięki przejęciu Bouygues Immobilier Polska oraz 8 lokali w projektach realizowanych w ramach joint-venture. W minionym kwartale deweloper przekazał 1205 mieszkań w porównaniu do 523 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 130% więcej.

Develia na koniec marca br. miała również zawartych 158 umów rezerwacyjnych, które po podjęciu decyzji przez klientów mogą w najbliższym okresie przekształcić się w umowy deweloperskie. Na koniec 2025 r. spółka miała zawartych 48 takich umów, wobec 433 rok wcześniej.

– Jesteśmy zadowoleni z wyniku osiągniętego w I kwartale, na który warto patrzeć przez pryzmat niskiego poziomu rezerwacji, z jakim weszliśmy w 2026 r. Obecną sytuację rynkową postrzegamy jako stabilną i podtrzymujemy nasze roczne cele. Analiza sprzedaży w minionym kwartale wskazuje na ożywienie, które było widoczne w marcu.  Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach na rynku utrzyma się ograniczona liczba nowych wprowadzeń, co już dziś przekłada się na mniejszą dostępność mieszkań, szczególnie w Warszawie. W tym otoczeniu będziemy koncentrować się na rozszerzaniu oferty poprzez uruchamianie nowych projektów, co powinno wspierać naszą sprzedaż w dalszej części roku – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Develia planuje w tym roku wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 4350-4550 mieszkań, z czego większość w I półroczu. W I kwartale deweloper wprowadził do sprzedaży blisko 1500 lokali w 11 projektach.

W okresie styczeń – marzec 2026 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Unii Lubelskiej Vita w Poznaniu, M Bemowo i Aleje Praskie w Warszawie, Południe Vita w Gdańsku oraz Centralna Vita w Krakowie.

Rozejm nie wystarczy. Braki Jet A1 i drogie paliwo zmieniają europejskie lotnictwo

„Paliwo Jet A1 jest niedostępne” – taki komunikat dotarł do pilotów lecących na lotnisko Brindisi w regionie Apulia w południowych Włoszech. Tankowanie możliwe jest w przypadku lotów rządowych, misji ratowniczych oraz poszukiwawczych. Niedobory pojawiły się również na lotniskach Mediolan-Linate, Bolonia, Treviso i Wenecja[1]. Dwutygodniowy rozejm nie sprawi, że sytuacja wróci do normy i nastąpi stabilizacja cen.

Z kolei – jak informuje portal Supply Chain – duzi przewoźnicy, tacy jak United Airlines, Scandinavian Airlines i Air New Zealand, ograniczają rozkłady lotów, co wpływa na pojemność ładunkową i zwiększa złożoność logistyczną dla firm zależnych od szybkich przesyłek międzynarodowych. Linie lotnicze Scandinavian Airlines odwołały już ok. 1000 lotów w tym miesiącu, głównie w zakresie krótkodystansowych połączeń regionalnych[2]. Według danych Argus cena paliwa lotniczego w Europie osiągnęła w czwartek tuż przed świętami rekordową cenę 1900 dolarów za tonę.

W szczególnie trudnej sytuacji wydaje się Wielka Brytania, która według mediów pozyskuje nieproporcjonalnie dużą część nafty bezpośrednio z regionu Zatoki Perskiej. To sprawia, że ​​kraj ten jest niezwykle zależny od bezpieczeństwa morskich szlaków transportowych na Bliskim Wschodzie. Bez dostaw obecne rezerwy nafty w Wielkiej Brytanii wystarczą zaledwie na pięć do sześciu tygodni. Jeśli kryzys się utrzyma, brytyjskie lotniska przesiadkowe, takie jak Londyn-Heathrow czy Gatwick, mogą zostać zmuszone do wprowadzenia środków racjonowania, podobnych do tych we Włoszech. Miałoby to poważny wpływ na podróże międzynarodowe, ponieważ Wielka Brytania jest kluczowym węzłem transatlantyckim[3].

Zacznijmy od cyfr

Cieśnina Ormuz to kluczowy szlak wodny u ujścia Zatoki Perskiej, łączący produkcję ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego (LNG) na Bliskim Wschodzie z rynkami światowymi poprzez Morze Arabskie i Ocean Indyjski. Przez cieśninę transportuje się ok. 20% dziennego światowego zapotrzebowania na ropę, wynoszącego 100 mln baryłek. Z tego 15 mln baryłek stanowi ropa naftowa, a 5 mln – produkty ropopochodne.

Według danych S&P Global Energy, na które powołuje się turecka agencja informacyjna Anadolu[4], codziennie z Bliskiego Wschodu i północno-zachodniej Europy dostarcza się ok. 177 tys. baryłek paliwa lotniczego, przy czym 31 tys. – do południowej Europy i wschodniej części Morza Śródziemnego, 100 tys. – do Afryki oraz 17 tys. – do Azji. Dodatkowo 34 tys. baryłek paliwa lotniczego z tego regionu przesyła się przez Kanał Sueski, głównie do Egiptu. Według Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) ok. 30% europejskiego zapotrzebowania na paliwo lotnicze pochodzi z Zatoki Perskiej.

To dane dotyczące dużego lotnictwa. W jego cieniu pozostaje cały rynek General Aviation, który również odczuwa skutki rynkowych zawirowań.

– Dzisiaj, i zapewne przez kilka kolejnych dni, jeżeli nie tygodni, najważniejszym czynnikiem wpływającym na wzrost cen pozostaje relacja popytu do podaży. Gdy niszczone są instalacje wydobywcze, terminale przesyłowe, a kluczowe szlaki handlowe zostają zablokowane, podaż surowca do produkcji benzyn – ale też wielu innych produktów ropopochodnych – drastycznie spada. To zaburza równowagę całego rynku – podkreśla Konrad Bieńkowski, członek zarządu spółki Warter Fuels.

Aby zdać sobie sprawę ze skali obecnych perturbacji, wystarczy jedno porównanie. Kryzysy naftowe lat 70. XX wieku, które wstrząsnęły Europą Zachodnią i Stanami Zjednoczonymi, wynikały z sankcji i embarg OPEC, eliminujących ok. 7% światowych dostaw ropy. Skutkiem było racjonowanie paliw w najbogatszych krajach świata oraz długotrwały kryzys gospodarczy. Zamknięcie Cieśniny Ormuz dotyczy aż 20% podaży ropy i produktów paliwowych.

Współczesna gospodarka znajduje się jednak w innym miejscu niż 50 lat temu. Zmieniła się choćby rola USA na rynku ropy i gazu. Powstały nowe rurociągi i rafinerie, a teoretycznie łatwiej dziś znaleźć alternatywnych dostawców i trasy eksportu z regionu Zatoki Perskiej. – Problem w tym, że świat jest znacznie bardziej uzależniony od ropy i gazu niż pół wieku temu. Nie wszędzie istnieją rurociągi, a tam, gdzie ich nie ma, nie zawsze można prowadzić konwoje cystern – choć decyzja Iraku o transporcie ropy przez Syrię do bezpieczniejszych portów może znaleźć naśladowców. Każda nowa trasa wymaga przetestowania i wydłuża czas dostaw. Wraz z tym rośnie cena ropy i obawa przed jej brakiem – przypomina Konrad Bieńkowski.

Podaż mniejsza niż popyt

Rafinerie na całym świecie są gotowe zapłacić więcej, by zapewnić sobie ciągłość dostaw. Skoro płacą więcej, drożeją również produkty gotowe, np. benzyna na giełdach. Co więcej, zanim jeszcze stanie się droga z powodu przetwarzania droższej ropy, drożeje wskutek zwiększonego popytu generowanego przez konsumentów chcących zaopatrzyć się w paliwo, zanim wzrosną ceny. To spirala, która napędza szybkie podwyżki.

– Producenci benzyn lotniczych kupują półprodukty w oparciu o formuły zakupowe – matematyczne wzory oparte m.in. na notowaniach benzyny samochodowej na odpowiednich giełdach paliw. Jeśli benzyna samochodowa drożeje, automatycznie drożeją półprodukty do produkcji benzyn lotniczych. W samym marcu tego roku ceny benzyn gotowych na światowych giełdach wzrosły o ponad 45%, a oleju napędowego – newralgicznego dla transportu kołowego – o 90%. Kolejnym czynnikiem jest kurs walut. Półprodukty kupowane są globalnie, więc relacja euro i dolara do złotówki ma bezpośredni wpływ na ceny – twierdzi Konrad Bieńkowski.

Na cenę litra paliwa wpływa wiele czynników, nie tylko koszt ropy

Gdy drożeją produkty energetyczne, drożeje wszystko – przewoźnicy podnoszą ceny, rosną koszty energii i produkcji. W przypadku benzyn samochodowych koszty półproduktów i wytworzenia stanowią dziś 68% ceny końcowej (wcześniej 54%). Zmiana ta jest skutkiem zmniejszenia obciążeń fiskalnych. W benzynach lotniczych udział ten wynosi ok. 61%, ponieważ wykorzystuje się surowce wysokooktanowe o dużej czystości. Resztę stanowią podatki: akcyza, VAT i opłata paliwowa.

Akcyza na benzyny lotnicze wynosi 1822 zł/l i jest wyższa niż w przypadku benzyn samochodowych – a obniżki akcyzy i VAT wprowadzone w ramach pakietu pomocowego CPN nie obejmują paliw lotniczych. Dyrektywa europejska dopuszcza niższą akcyzę dla paliw bezołowiowych, ale w Polsce benzyny bezołowiowe lotnicze objęte są najwyższą stawką. Jedyną ulgą jest zwolnienie z akcyzy dla podmiotów szkoleniowych. Użytkownik „rekreacyjny” musi ponosić pełne obciążenia fiskalne.

– Dziś wyraźnie już widzimy, że sytuacja w dużym lotnictwie zaczyna przekładać się także na General Aviation. Na razie obserwujemy obawy związane z przyszłymi cenami. Klienci kupują paliwo na zapas, co wydłuża czas dostaw – wszystkie autocysterny mają pełne obłożenie – mówi Konrad Bieńkowski.

Kiedy sytuacja może się uspokoić?

Nawet gdyby konflikt skończył się w tym tygodniu – ceny nie spadną. Może przestaną co najwyżej tak szybko rosnąć. – Pamiętajmy, że odbudowa zniszczeń wojennych to złożony proces. Nie chodzi tylko o materiały budowlane, ale także o maszyny i urządzenia. Odbudowa i przywracanie zdolności produkcyjnych potrwa miesiące. Na razie jesteśmy w jego gorącej fazie. Sprzeczne komunikaty administracji USA również nie pomagają. Jeśli dostawy do niektórych regionów świata w konsekwencji zniszczeń infrastruktury produkcyjnej spadły o 20%, odbudowa potrwa, a ceny w najlepszym razie się ustabilizują — o ile nie wystąpią braki surowca. Kraje najbardziej dotknięte niedoborami będą ściągać ropę z innych kierunków, płacąc więcej. Zawracanie tankowców i gazowców na Atlantyku może stać się codziennością. Konsekwencje mogą pójść jeszcze dalej. W niektórych rejonach Europy już mocno rewidowana i obcinana jest siatka połączeń lotniczych – właśnie z powodu braków paliwa. Wygląda na to, że w przypadku braków zaopatrywanie zawęzi się do rejonów najbliższych miejscu produkcji – zdecydowanie podkreśla Konrad Bieńkowski.

Podsumowując, na cenę benzyn lotniczych wpływa wiele czynników: zapasy, okresy rozliczeniowe, formuły zakupowe, kursy walut, koszty transportu i przetwarzania. Szybkość zmian zależy m.in. od wielkości zapasów i harmonogramów dostaw. Gdybyśmy jednak chcieli wybrać jeden, po którym można by stwierdzić, że coś się będzie działo, zarówno w benzynach lotniczych, jak i samochodowych, to jest to cena paliw gotowych na światowych giełdach. – Warto również współpracować ze sprawdzonymi partnerami, to najlepsza gwarancja pewności dostaw – zapewnia Konrad Bieńkowski.

[1] https://aviation.direct/en/Fuel-is-becoming-scarce-at-several-airports-in-Italy.

[2] https://supplychaindigital.com/news/jet-fuel-crisis-why-flight-cuts-are-squeezing-cargo.

[3] https://aviation.direct/en/Fuel-is-becoming-scarce-at-several-airports-in-Italy.

[4] https://www.aa.com.tr/en/economy/jet-fuel-prices-double-amid-strait-of-hormuz-blockade-paralyzing-supply-flows/3886851.

AI zmienia zakupy online. Konwersacyjny e-commerce zwiększa konwersję nawet 4 razy

Konwersacyjny e-commerce: 4 razy wyższa konwersja i 47 proc. szybsze zakupy. Moda czy nowy standard sprzedaży online?

66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach, a 45 proc. konsumentów już używa go do odkrywania produktów – wśród osób w wieku 25–34 lata to aż 59 proc. kupujących. Wartość rynku conversational commerce ma urosnąć z 8,8 mld USD w 2025 roku do 32,7 mld USD do 2035. Czy polski e-commerce zdąży wskoczyć do tego pociągu?

Konwersacyjny e-commerce to podejście do sprzedaży online, w którym klient wchodzi w interakcję z platformą za pomocą naturalnego języka – tak jak rozmawiałby z prawdziwym doradcą w sklepie stacjonarnym. Zamiast filtrować i klikać, opisuje, czego szuka. System rozumie intencję, kontekst i ograniczenia – a jeśli zapytanie jest zbyt ogólne, prosi o doprecyzowanie. To istotna różnica w stosunku do rozwiązań, które znamy od lat.

Klasyczny chatbot działa na zasadzie drzewa decyzyjnego i odpowiada wyłącznie na z góry zaprogramowane pytania. Gdy użytkownik zapyta inaczej, niż przewidział programista, system się gubi – nie rozumie kontekstu, nie pamięta poprzednich wiadomości, nie potrafi rekomendować produktów na podstawie złożonych preferencji” – zauważa Dominika Wojnar, Lead Account Manager w Luigi’s Box. „Z kolei live chat z konsultantem daje wyższy poziom zrozumienia, ale ma swoje ograniczenia: człowiek obsługuje tylko kilka rozmów pod rząd, nie jest dostępny całą dobę, a jakość pomocy zależy od jego wiedzy i dyspozycji w danej chwili”.

Konwersacyjny e-commerce łączy to, co najlepsze w obu podejściach – skalę i dostępność AI z jakością doświadczenia rozmowy. Nie zastępuje doradcy – symuluje go na poziomie, który jeszcze niedawno był nieosiągalny dla maszyny.

Realna potrzeba czy technologiczna moda? Liczby mówią same za siebie

Entuzjaści nowych technologii mają skłonność do ogłaszania każdej kolejnej innowacji „rewolucją”. Warto więc sprawdzić, czy za konwersacyjnym e-commerce stoją rzeczywiste zachowania klientów, czy tylko marketingowy szum.

Dane są przekonujące. Aż 66 proc. kupujących w USA i Wielkiej Brytanii deklaruje gotowość do korzystania z asystenta AI przy zakupach online[1]. Co więcej, na początku bieżącego roku 45% konsumentów już używało asystenta AI do odkrywania produktów[2] – a wśród grupy wiekowej 25–34 lata odsetek ten sięga 59 proc.[3]. Nie jest to zatem zachowanie »niszowe«” – potwierdza ekspertka. „Biznesowa strona rachunku jest jeszcze bardziej wymowna. Sklepy z asystentem AI osiągają nawet czterokrotnie wyższy współczynnik konwersji w porównaniu do platform bez takiego rozwiązania – odpowiednio 12,3 proc. wobec 3,1 proc[4]. Zakupy finalizowane są 47 proc. szybciej, a sklepy korzystające z chatbotów nowej generacji notują średnio 23 proc. wzrost konwersji[5]. Jeśli do tego dodać dane rynkowe – wartość segmentu conversational commerce szacowana jest na 8,8 mld USD w 2025 roku i ma osiągnąć 32,7 mld USD do 2035 roku[6] – trudno mówić o chwilowej modzie”.

Adopcja rozwiązania jest co prawda jeszcze „nierówna” i zależy mocno od jakości konkretnego wdrożenia oraz branży. Ale kierunek jest jednoznaczny: klienci chcą szukać produktów i kupować tak, jakby rozmawiali ze sprzedawcą.

W jakich branżach konwersacyjny model ma największy sens?

Nie każda kategoria produktów wymaga rozmowy. Konwersacyjny e-commerce sprawdza się przede wszystkim tam, gdzie decyzja zakupowa jest złożona, spersonalizowana lub emocjonalna – gdzie klient potrzebuje kogoś, kto pomoże mu wybrać, a nie tylko wyszukać.

Moda i odzież to segment wprost stworzony dla tego rozwiązania. Klient nie szuka po prostu „kurtki” – szuka „kurtki na deszczową jesień do codziennych spacerów z psem, w stylu casual, w rozmiarze M, najlepiej w stonowanych kolorach, posiadającej kaptur”. Standardowy filtr nie zrozumie takiego zapytania, za to model konwersacyjny – tak. Segment elektroniki i RTV/AGD to kolejny oczywisty kandydat do wdrożenia konwersacyjnego e-commerce, ponieważ parametry techniczne bywają przytłaczające dla przeciętnego kupującego.

Segment beauty i kosmetyków to także obszar działający w oparciu o bardzo spersonalizowane potrzeby kupujących: typ skóry, problemy dermatologiczne, skład INCI, kompatybilność produktów. Nabywcy oczekują tu poziomu rozmowy, który wcześniej był zarezerwowany dla dobrego dermokosmetologa w drogerii. Warto wspomnieć też o farmacji i zdrowiu – wrażliwym kontekście, w którym klient często wstydzi się pytać wprost i docenia dyskretną, asystencką formę interakcji.

Gdzie konwersacyjny model ma mniejszy sens? Tam, gdzie zakup jest prosty i transakcyjny – czyli w takich obszarach jak artykuły biurowe, standardowe materiały eksploatacyjne, powtarzalne zamówienia spożywcze. Choć i tam pojawia się wartość przy odkrywaniu nowości czy planowaniu zakupów. Ogólna zasada jest prosta: im więcej zmiennych w decyzji zakupowej, tym więcej sensu ma rozmowa zamiast filtrów.

Czy konwersacyjny e-commerce stanie się standardem w Polsce?

Wszystko wskazuje na to, że konwersacyjny e-commerce w ciągu najbliższych kilku lat przejdzie w Polsce drogę od niszy do standardu. Pytanie nie brzmi już „czy?”, ale „jak szybko?” to nastąpi.

Polski rynek e-commerce rośnie w imponującym tempie, a Polacy należą do najbardziej mobilnych konsumentów w Europie. Wysokie nasycenie smartfonami i rosnące oczekiwania wobec personalizacji tworzą idealne warunki do adopcji konwersacyjnego interfejsu” – stwierdza Dominika Wojnar. „Sygnał z rynku już nadszedł. W marcu 2026 roku jeden z największych graczy logistycznych w Polsce uruchomił asystenta zakupowego AI dla swoich 16 milionów użytkowników, prowadzącego ich przez cały proces zakupowy w ramach jednej aplikacji. To nie jest eksperyment – to deklaracja, że konwersacyjny interfejs staje się pełnoprawnym kanałem sprzedaży”.

W perspektywie roku konwersacyjne wyszukiwanie i asystenci zakupowi staną się standardowym elementem oferty większych sklepów – podobnie jak kilka lat temu stało się to z wyszukiwarką produktową czy silnikami rekomendacji” – dodaje ekspertka. „W perspektywie 3–5 lat możemy spodziewać się, że interfejs konwersacyjny wyprze tradycyjną nawigację kategoriami w segmencie mobile, szczególnie w branżach fashion, beauty i elektronice. Sklepy, które nie zaoferują tej ścieżki, będą postrzegane jak te bez sensownej wyszukiwarki – czyli jako archaiczne”.

[1] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[2] https://www.digitalapplied.com/blog/ai-shopping-assistants-45-percent-shoppers-use-ai-discovery

[3] https://www.prweb.com/releases/two-thirds-of-shoppers-now-open-to-using-ai-assistants-to-help-them-buy-online-302680182.html

[4] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

[5] https://www.experro.com/blog/conversational-commerce-statistics-and-market-size/

[6] https://neuwark.com/blog/conversational-commerce-2026-ai-replacing-shopping-cart

Aleksandra Karczewska nową Associate Director w Savills Polska

0

Wraz z początkiem kwietnia 2026 roku do zespołu doradztwa inwestycyjnego w Savills Polska, dołączyła Aleksandra Karczewska. Ekspertka z ponad 13-letnim doświadczeniem w branży nieruchomości komercyjnych objęła stanowisko Associate Director. To istotne wzmocnienie kompetencji Savills w obszarze doradztwa transakcyjnego, szczególnie w sektorach biurowym, logistycznym oraz  retailu.

Aleksandra Karczewska w trakcie swojej kariery zawodowej doradzała wiodącym międzynarodowym inwestorom oraz deweloperom w transakcjach na rynku biurowym i logistycznym, ale także w retailu. W gronie jej dotychczasowych klientów znajdowały się takie podmioty jak m.in. LaSalle IM, Stena Real Estate, Echo Investment, KGAL, Uniqa, Wood & Co., Martley Capital, IROKO oraz CORUM.

Podczas pracy w poprzedniej firmie Aleksandra brała udział w transakcjach o łącznej wartości przekraczającej 850 mln EUR. Odpowiadała za pełen cykl procesu inwestycyjnego – od identyfikacji okazji rynkowych (sourcing) i analiz rentowności (underwriting), przez modelowanie finansowe i audyty umów najmu, po koordynację procesów due diligence oraz negocjacje umów kupna-sprzedaży. Posiada bogate doświadczenie w procesach typu buy-side i sell-side oraz doradztwie strategicznym.

Do jej najważniejszych sukcesów transakcyjnych należy m.in. udział w transakcji off-market biurowca Wronia 31 w Warszawie pomiędzy LaSalle IM a Uniqa, a także doradztwo na rzecz Stena Real Estate przy zakupie od Skanska dwóch budynków biurowych w Krakowie i Wrocławiu za łączną kwotę 126 mln EUR.

W Savills Aleksandra będzie odpowiedzialna za doradztwo w zakresie transakcji inwestycyjnych. Będzie odgrywać kluczową rolę w pozyskiwaniu i realizacji nowych projektów biznesowych, a także w prowadzeniu i koordynowaniu procesów transakcyjnych oraz due diligence. Będzie nadzorować także analizy finansowe i underwriting, uczestniczyć w opracowywaniu dopasowanych rozwiązań doradczych oraz wspierać rozwój zespołu, dbając jednocześnie o najwyższe standardy świadczonych usług.

Dołączenie Aleksandry do Savills to istotne wzmocnienie naszych kompetencji transakcyjnych w kluczowym momencie dla rynku. Jej ekspercka wiedza w zakresie strukturyzowania złożonych transakcji oraz doskonałe relacje z międzynarodowym kapitałem pozwolą nam jeszcze lepiej wspierać klientów w poszukiwaniu wartości w ich portfelach nieruchomości. Doświadczenie Aleksandry w sektorach biurowym, logistycznym oraz retailu, idealnie wpisuje się w strategię rozwoju naszego działu – mówi Mark Richardson, Head of Investment w Savills Polska.

Przed dołączeniem do Savills Polska, Aleksandra Karczewska była związana z Colliers, a jeszcze wcześniej przez ponad sześć lat pracowała w Burlington Real Estate (BSC / Sharman Church), gdzie doradzała inwestorom w regionie CEE. Karierę zawodową rozpoczynała w Departamencie Nieruchomości Komercyjnych Banku Pekao S.A.

Aleksandra jest absolwentką studiów Master of Science in Real Estate na University College of Estate Management w Reading (Wielka Brytania). Ukończyła także Finanse i Rachunkowość w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studia podyplomowe z zakresu wyceny nieruchomości na Politechnice Warszawskiej. Jest członkiem Królewskiego Instytutu Dyplomowanych Rzeczoznawców (MRICS) oraz aktywną przedstawicielką komitetu Young Leaders w ramach Urban Land Institute (ULI) Poland.

TACO na giełdach. Deeskalacja rozpędza zieloną falę na rynkach

Końca cywilizacji nie ma, a każda ze stron ogłasza zwycięstwo – tak mniej więcej można podsumować zawieszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trzeba jednak podkreślić, że jest to dobra informacja dla całego świata. W rynkowym menu smak TACO to powrót skłonności do ryzyka.

Zawieszenie wystarcza rynkom

USA i Iran zgodziły się na dwutygodniowe zawieszenie broni. Oznacza to zatrzymanie amerykańsko-izraelskiej operacji wojskowej, która zgodnie z zapowiedziami Trumpa miała wywołać masowe zniszczenia w kraju wroga, a nawet zniszczyć cywilizację. W zamian Teheran ma ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz. Mediatorem był Pakistan, który według doniesień medialnych „błagał” o odroczenie terminu ultimatum prezydenta USA. Deeskalacja to dobra wiadomość, jednak pamiętajmy, że nie jest to ani koniec wojny, ani gwarancja braku ataków w przyszłości. Zwłaszcza że już kilka krajów arabskich z Zatoki Perskiej poinformowało o kolejnych nalotach ze strony Iranu. Dodatkowo Premier Izraela, mimo aprobaty decyzji Trumpa, wciąż twierdzi, że zawieszenie broni nie dotyczy Libanu. Mamy zatem do czynienia z deeskalacją, ale powstaje pytanie, jak trwała ona będzie. Testem wydaje się być piątkowa runda negocjacji pomiędzy przedstawicielami USA i Iranu w Islamabadzie, która przykuwać będzie uwagę całego świata.

Ropa dołuje, giełdy na zielono, dolar traci

Deeskalacyjne doniesienia przyniosły ulgę niemal na każdym rynku. Zacznijmy od ropy, gdzie wyceny dosłownie runęły. Odmiana amerykańska w momencie pisania tekstu odnotowuje ponad 15% spadek względem wtorkowego zamknięcia. Jeszcze wczoraj kontrakty terminowe na WTI swoje maksima wyznaczały powyżej 117 USD za baryłkę. Dziś do południa wykres potrafił wskazywać wartości poniżej 95 USD. Dla BRENT różnica jest nieco mniejsza, jednak nie mniej imponująca. Notowania poniżej 94 USD to prawie 18 dolarów taniej względem wczorajszych szczytów. Pełne emocji ruchy widać także na innych surowcach, rynkach kapitałowych czy na forex. Złoto, srebro i kryptowaluty rosną, podobnie jak europejskie giełdy. WIG20 po godzinie 13:30 znajduje się przy 3540 pkt, co oznacza ok. 3,4% wzrost. Niemiecki DAX jest jeszcze bardziej zielony (ok. 4,8% na plusie).

W końcu przechodzimy na rynek walutowy, gdzie kapitał polubił ryzyko. Traci na tym amerykański dolar, do którego inwestorzy uciekali w ciągu ostatnich 5 tygodni. Kurs głównej pary walutowej świata przebija właśnie 1,17 USD (jeszcze o północy byliśmy o cent niżej). Odpływ kapitału od dolara widać na USD/PLN, który zniżkuje poniżej 3,635 PLN. Krajowa waluta dobrze radzi sobie względem euro. Wykres EUR/PLN schodzi poniżej 4,255 PLN. Kurs CHF/PLN o godzinie 13:30 to 4,613 PLN, natomiast GBP/PLN to 4,895 PLN.

Niewojenne tło

Oprócz informacji z Bliskiego Wschodu, w środę rynki otrzymały kilka ciekawych danych makroekonomicznych. Za naszą zachodnią granicą odnotowano 3,5% r/r wzrost zamówień w przemyśle (poprzednio 0,3% r/r). W całej strefie euro delikatnie powyżej oczekiwań znalazła się sprzedaż detaliczna (1,7% r/r, konsensus 1,6% r/r). Dodatkowo o 3% r/r spada inflacja producencka. Dziś te odczyty nie mają tak istotnego wpływu na kurs eurodolara jak doniesienia z Bliskiego Wschodu, jednak są korzystne dla unijnej waluty. Odchodząc od strefy euro, nie można zapomnieć o ponownie zaskakująco dobrych danych z Węgier. Przypomnę, że ostatniego dnia marca dowiedzieliśmy się o aż 26,3% r/r wzroście wynagrodzeń za styczeń. Dziś dane inflacyjne (1,8% r/r) są niższe od spodziewanego skoku z 1,4% r/r do 2,2% r/r, a sprzedaż detaliczna rośnie z 3,5% r/r do 3,8% r/r. Nie wchodząc w polityczne dywagacje, dodam jedynie, że w niedzielę w omawianym kraju odbędą się wybory parlamentarne. Przypadku nie można się za to doszukiwać w dzisiejszym umocnieniu nowozelandzkiego „kiwi”. Waluta umacnia się względem słabego USD o 1,7%. Do tak silnego ruchu swoją cegiełkę dołożył Bank Rezerwy Nowej Zelandii, który, po pozostawieniu kosztu pieniądza na dotychczasowym poziomie 2,25%, jasno zasygnalizował swoje obawy inflacyjne. Jastrzębi komunikat podwyższył prognozy docelowego poziomu stóp procentowych w Nowej Zelandii. Rynek widzi opcję nawet dwóch podwyżek o 25 punktów bazowych do końca roku, co przekłada się na siłę NZD. To nie ostatnie istotne dane od bankierów centralnych w tym tygodniu. Wieczorem czeka nas publikacja protokołu FOMC z marcowego posiedzenia, a już jutro poznamy kwietniową decyzję Rady Polityki Pieniężnej.

Rosną w tempie rakiety, spadają jak piórko. Przewoźnicy drogowi o cenach paliw

Ceny paliw rosną jak wystrzał rakiety, a spadają z lekkością piórka. Jako Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych nie mamy żadnych wątpliwości, że nawet ustabilizowanie sytuacji na Bliskim Wschodzie i dobre zmiany w kontekście tego konfliktu nie spowodują, że tak jak dramatycznie zmieniły się na niekorzyść ceny paliw i ropy, tak nagle wszystko się uspokoi i wróci do stanu z przełomu stycznia i lutego 2026.

Sytuacja geopolityczna charakteryzuje się obecnie daleko idącą nieprzewidywalnością. Środowe uspokojenie nastrojów z jednej strony cieszy, bo jeszcze dzień wcześniej prezydent Trump mówił o „rozwiązaniach ostatecznych”, ale z drugiej strony czy jesteśmy w stanie przewidzieć ja wyglądać będzie sytuacja w czwartek i w kolejnych dniach? Ceny na rynku ropy szaleją i tak naprawdę przewidywanie cen na kolejne tygodnie do przodu. Oczywiście zauważalne jest, że już teraz ceny na światowych rynkach nieco spadają, mowa o około 15% do około 95 USD za baryłkę Brent. To jednak nie oznacza, że jutro na stacjach paliw w Polsce będzie już widoczne, że ceny spadają.

Jak przewoźnicy odczuwają ostatnie tygodnie? Problemy w przypadku łańcuchów dostaw i radykalny spadek opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej w wielu przypadkach stanie się wyznacznikiem tego, jak wyglądać będzie prowadzenie biznesu w kolejnych tygodniach. Dla wielu firm – szczególnie mniejszych przewoźników – radykalny wzrost cen paliwa spowodował gigantyczne straty. Znam opinie, że firmy dają sobie jeszcze kilka tygodni czasu, by ocenić perspektywy opłacalności dalszego prowadzenia firmy.

Trudny start roku dla budownictwa. CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski ocenia pierwszy kwartał 2026 r.

CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski: Pierwszy kwartał 2026 r. to zimny prysznic dla polskiego budownictwa. Sektor pozostaje wrażliwy na sezonowość i globalny kontekst.

Początek roku tradycyjnie bywa słabszym okresem dla większości gałęzi budownictwa, ale dane za tegoroczny styczeń okazały się dla całej branży ogromnym zaskoczeniem. Według GUS produkcja budowlano-montażowa w pierwszym miesiącu tego roku spadła o 12,8 proc. rok do roku i aż o 65,2 proc. miesiąc do miesiąca względem grudnia 2025 r. To jeden z najsłabszych styczniów od co najmniej dekady i wynik zdecydowanie gorszy od oczekiwań rynku, który zakładał spadek rzędu ok. 5 proc.

Tym samym, początek 2026 roku przypomniał branży, jak silnie pozostaje ona uzależniona od sezonowości. Mroźna zima, niskie temperatury i utrzymująca się pokrywa śnieżna ograniczyły możliwość prowadzenia robót w terenie. Po wyeliminowaniu wpływu czynników sezonowych skala spadku nadal była bardzo duża i wyniosła 10,8 proc. r/r oraz 8,9 proc. m/m. Najmocniej ucierpiał segment budowy budynków, gdzie produkcja obniżyła się o 18,4 proc., podczas gdy inżynieria lądowa i wodna spadła o 7,5 proc.

Luty przyniósł już nieco lepszy obraz rynku, choć trudno mówić jeszcze o wyraźnym odbiciu. W porównaniu ze styczniem produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 6,4 proc., co pokazuje, że część styczniowego załamania faktycznie miała charakter przejściowy. Jednocześnie w ujęciu rocznym sektor nadal pozostaje na znaczącym minusie – według wstępnych danych GUS produkcja budowlano-montażowa w lutym była o 13,7 proc. niższa niż przed rokiem, a po odsezonowaniu spadek wyniósł 12,4 proc. r/r i 3,8 proc. względem stycznia. Nadal słabe pozostają wszystkie główne segmenty rynku: budowa budynków spadła o 16,7 proc., roboty specjalistyczne o 12,2 proc., a inżynieria lądowa i wodna o 11,7 proc.

Pierwszy kwartał przypomniał również o drugiej istotnej cesze budownictwa – jego dużej wrażliwości na globalny kontekst. To sektor wyjątkowo energochłonny, dlatego każda niepewność geopolityczna oraz każdy skok cen paliw, energii i surowców bardzo szybko przekładają się na nastroje i kalkulacje inwestorów.

W takich warunkach kluczowe znaczenie mają odporność i elastyczność organizacji. Kierunkiem Grupy Selena pozostaje dywersyfikacja, skala działania, rozproszona geograficznie struktura operacyjna oraz doświadczenie w zarządzaniu globalnymi łańcuchami dostaw. Dzięki temu Grupa Selena jest dziś dobrze przygotowana do funkcjonowania także w bardziej wymagającym otoczeniu rynkowym.

Po rozejmie pomiędzy USA a Iranem wraca apetyt na ryzyko, lecz presja inflacyjna nie znika

Z perspektywy makroekonomicznej zawieszenie broni pomiędzy USA a Iranem może ograniczyć bezpośrednie ryzyko głębszego szoku energetycznego, co powinno wspierać nastroje dotyczące wzrostu gospodarczego oraz apetyt na ryzyko. Problem polega jednak na tym, że skutki makroekonomiczne nie znikają z dnia na dzień, a zakłócenia w dostawach ropy, transporcie, ubezpieczeniach i łańcuchach dostaw mogą podtrzymywać pewną presję inflacyjną, nawet jeśli cieśnina Ormuz zostanie ponownie otwarta. W tym sensie panika może ustąpić szybciej niż jej skutki.

Czy oznacza to powrót perspektywy obniżek stóp procentowych przez Fed?

Zawieszenie broni, a przede wszystkim ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, ograniczają najbardziej skrajne ryzyko wzrostu cen ropy, co pozwala rynkom ponownie uwzględniać scenariusz obniżek stóp procentowych. Jest jednak mało prawdopodobne, aby ostatni szok został w pełni odwrócony, chyba że przepływy energii szybko wrócą do normy, a proces dyplomatyczny okaże się trwały.

Ropa Brent nadal pozostaje wyraźnie powyżej poziomów sprzed wybuchu konfliktu w lutym, a zaburzenia produkcji, opóźnienia w transporcie i podwyższone koszty ubezpieczenia mogą normalizować się wolniej, niż sugerują same notowania surowca.

W efekcie mało prawdopodobne jest, aby rynki wróciły do wcześniejszych oczekiwań co do skali obniżek stóp procentowych. Większym powodem do niepokoju jest to, że część negatywnych skutków utrzyma się nawet po złagodzeniu napięć.

Mimo to narracja wokół stóp procentowych może przesunąć się z podejścia „wyższe stopy na dłużej w reakcji na eskalację konfliktu” w stronę „obniżki nadal są możliwe, ale nie tak szybko i nie w tak przejrzysty sposób jak wcześniej”.

Złoto i srebro odbijają. Czy ten ruch jest trwały?

Potencjalnie tak. Metale szlachetne znajdują się obecnie pod wpływem dwóch przeciwstawnych sił: z jednej strony malejących obaw inflacyjnych wraz ze spadkiem presji ze strony rynku ropy, a z drugiej – utrzymującego się popytu na zabezpieczenie portfeli, ponieważ zawieszenie broni może okazać się nietrwałe. To oznacza, że złoto i srebro mogą pozostawać wspierane, choć prawdopodobnie bez tak silnej, jednokierunkowej dynamiki, jaka była widoczna w szczytowej fazie kryzysu.

Które sektory mogą zyskać najwięcej, jeśli zawieszenie broni się utrzyma?

Naszym zdaniem największymi beneficjentami będą linie lotnicze, sektor dóbr konsumpcyjnych, wybrane segmenty branży technologicznej oraz szeroko pojęte cykliczne aktywa ryzykowne. Wsparciem dla nich będą niższe ceny ropy, poprawa nastrojów oraz słabszy dolar. W takim otoczeniu korzystnie może zachowywać się również rynek kryptowalut. Oznacza to rotację rynku – od aktywów napędzanych strachem w kierunku tych powiązanych ze wzrostem gospodarczym.

I kwartał 2026 na rynku mieszkaniowym: więcej sprzedaży, mniej nowych inwestycji

W I kwartale 2026 roku deweloperzy zdjęli nogę z gazu. Na rynku pojawiło się mało nowych ofert. W dodatku te droższe – piszą eksperci portalu RynekPierwotny.pl

Konflikt na Bliskim Wschodzie i związane z nim turbulencje gospodarcze na razie nie wyhamowały popytu na nowe mieszkania. Kupujący – wzmocnieni poprawą dostępności kredytów – wrócili na rynek z wyraźnie większą niż wcześniej determinacją. Jednocześnie deweloperzy zaczęli działać ostrożniej. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że pierwszy kwartał 2026 r. przyniósł w większości metropolii spadek liczby mieszkań w ofercie oraz jej wyraźne przesunięcie w stronę droższych lokali.

Początek 2026 r. przyniósł wyraźne ożywienie sprzedaży nowych mieszkań. W siedmiu największych metropoliach – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu oraz w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – deweloperzy znaleźli nabywców na ok.  14,8 tys. mieszkań. To wynik o 17 proc. lepszy niż w czwartym kwartale 2025 r. i aż o 19 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Kupujący ruszyli po mieszkania

Sprzedaż ożywiła się praktycznie wszędzie, z jednym wyjątkiem. Poznań pozostaje jedyną metropolią, w której można mówić o stagnacji – choć marcowe dane sugerują, że i tam popyt zaczyna się odbudowywać. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w pozostałych miastach, a szczególnie w Warszawie, gdzie deweloperzy nie notowali tak dobrej passy od dwóch lat. W samym tylko pierwszym kwartale sprzedali tam około 4,9 tys. mieszkań, czyli o 32 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Dwucyfrowy wzrost sprzedaży rok do roku odnotowano również we Wrocławiu (+25 proc.), Łodzi (+24 proc.), Krakowie (+21 proc.) oraz w Trójmieście (+10 proc.). W miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii liczba zawartych umów była o 6 proc. wyższa niż przed rokiem.

Hamulec po stronie podaży

Problem polega na tym, że sprzedaż nowych mieszkań wyraźnie przyspieszyła, podczas gdy ich podaż zaczęła się kurczyć. To sygnał, że deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do uruchamiania nowych inwestycji.

W pierwszym kwartale 2026 r. deweloperzy wprowadzili na rynek łącznie około 11,8 tys. mieszkań – o 8 proc. mniej niż w poprzednim kwartale i aż o 25 proc. mniej niż rok wcześniej. Najmocniej ograniczyli nową podaż tam, gdzie w ostatnich dwóch latach doszło do wyraźnego „przegrzania” rynku. W Łodzi liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży była o 55 proc. niższa niż rok wcześniej, w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – o 48 proc., a w Poznaniu – o 39 proc.

– Deweloperzy przyzwyczaili kupujących do systematycznie rosnącej oferty mieszkań. W 2024 r. podaż znacząco przewyższała popyt, a podobna sytuacja utrzymywała się przez większą część 2025 r. Efektem była rekordowa liczba dostępnych lokali, co dawało kupującym komfort negocjacyjny i poczucie bezpieczeństwa – łatwiej było odłożyć decyzję, porównać oferty i szukać okazji. W kolejnych miesiącach ten komfort w większości metropolii zaczął jednak stopniowo znikać – komentuje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

W pierwszym kwartale tylko Kraków był miastem, w którym liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przewyższyła liczbę sprzedanych lokali. W pozostałych metropoliach nowa podaż nie nadążała za rosnącym popytem. To właśnie dlatego oferta mieszkań zaczęła się kurczyć – choć oczywiście zasilają ją lokale, z których nabywcy zrezygnowali.

Oferta topnieje… ale nie wszędzie

Pod koniec marca w Warszawie na rynku pierwotnym dostępnych było około 16,8 tys. mieszkań, czyli o 4 proc. mniej niż na koniec grudnia ubiegłego roku. O 5 proc. skurczyła się oferta w Łodzi (do 11,3 tys. lokali), o 2 proc. – we Wrocławiu (około 10 tys.), a o 1 proc. – w Poznaniu (8,1 tys.) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (11 tys.).

Na tym tle wyróżnia się Kraków, gdzie oferta wzrosła o 7 proc. i sięgnęła 12,3 tys. mieszkań. Niewielki wzrost – o 1 proc. – odnotowano także w Trójmieście (8,7 tys.), przy czym warto podkreślić, że sam marzec przyniósł tam już spadek liczby dostępnych lokali.Ceny mieszkań-2026-oferta

Droższe mieszkania podbijają średnie ceny

Kurczenie się oferty ma jednak jeszcze jeden, bardzo istotny wymiar. Z rynku znikają przede wszystkim najtańsze mieszkania, a w ich miejsce pojawiają się głównie inwestycje z wyższej półki cenowej. To właśnie ten mechanizm odpowiada za wyraźne przyspieszenie wzrostu średnich cen na początku 2026 r.

W pierwszym kwartale średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Warszawie wzrosła aż o 7 proc. – tyle samo, ile wcześniej rosła przez niemal dwa lata. Kluczowe jest to, że nie był to efekt powszechnych podwyżek, lecz wprowadzenia do sprzedaży kilku dużych i bardzo drogich projektów, które „podbiły” średnią do 19,6 tys. zł za metr kwadratowy.

– Jeśli warszawscy deweloperzy nadal będą wprowadzać do sprzedaży bardzo drogie mieszkania, jednocześnie ograniczając podaż tych relatywnie tańszych, jeszcze w tym półroczu średnia cena metra kwadratowego może przekroczyć poziom 20 tys. zł – prognozuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań-I2026-cena mkw-kwartał

Podobny schemat widoczny jest także w Krakowie i w Poznaniu, gdzie na rynek trafiły projekty z segmentu premium. W efekcie średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam o 2 proc., do odpowiednio 17,1 tys. zł i 14,2 tys. zł. Wzrost o 1 proc. odnotowano we Wrocławiu (15,3 tys. zł/mkw.) oraz w Trójmieście (17,7 tys. zł/mkw.). Stabilizacja cenowa utrzymała się natomiast w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (około 11,3 tys. zł/mkw.) i w Łodzi (około 11,5 tys. zł/mkw.), która w ujęciu rocznym jest dziś jedyną metropolią bez wzrostu średniej ceny metra.

Najtańszych mieszkań ubywa najszybciej

Najlepiej realną dostępność mieszkań pokazuje segment najtańszych lokali, obejmujący jedną czwartą ofert o najniższej cenie metra kwadratowego. W większości dużych miast właśnie on kurczy się najszybciej.

W Warszawie poniżej górnej granicy cenowej tego segmentu, wynoszącej w grudniu 2025 r. 14,4 tys. zł za metr kwadratowy, dostępnych było ok. 4,2 tys. mieszkań. W marcu było ich już tylko 3,6 tys., czyli aż o 16 proc. mniej. W Trójmieście oferta najtańszych lokali zmniejszyła się o 14 proc., a w Poznaniu – o 12 proc.

W praktyce oznacza to, że mieszkania dostępne dla osób z ograniczoną zdolnością kredytową znikają szybciej, niż rynek jest w stanie je uzupełniać. Wyjątkami pozostają Kraków i Łódź. W stolicy Małopolski liczba mieszkań w najtańszym segmencie wzrosła z 2,7 tys. do 2,9 tys. (+7 proc.), a w Łodzi – z 2,8 tys. do 2,9 tys. (+6 proc.).Ceny mieszkań-2026-oferta najtańszych mieszkań

Rynek sprzedającego? Warszawa już tak, reszta jeszcze nie

Czy dane z marca i całego pierwszego kwartału oznaczają, że wchodzimy w rynek sprzedającego?

– W Warszawie zdecydowanie możemy już o tym mówić. W pozostałych metropoliach oferta mieszkań pozostaje na tyle duża, że to kupujący wciąż mają silniejszą pozycję negocjacyjną w rozmowach z deweloperami. Świadczy o tym obfitość ofert promocyjnych i rabatów – zauważa Jan Dziekoński, główny ekonomista portalu RynekPierwotny.pl.

Jednocześnie zwraca jednak uwagę na czynniki ryzyka. W marcu, w związku z konfliktem w Zatoce Perskiej, wzrosło oprocentowanie kredytów o okresowo stałej stopie procentowej. Jeśli doszłoby do wzrostu stóp procentowych, oznaczałoby to również wyższe koszty kredytów o zmiennym oprocentowaniu, co mogłoby wyraźnie ostudzić zapał kupujących.

Deloitte: sektor zdrowia inwestuje w AI, ale wdrożenia wciąż na wczesnym etapie

Europejska opieka zdrowotna weszła w 2026 rok z jasno określonymi priorytetami strategicznymi: poprawa produktywności, wzmocnienie zasobów kadrowych oraz przyspieszenie transformacji cyfrowej. Z raportu firmy doradczej Deloitte „2026 Global Health Care Outlook” wynika, że ponad 90 proc. menadżerów wskazuje wzrost produktywności jako najważniejszy cel na najbliższy rok, a niemal połowa obawia się rosnących zagrożeń cybernetycznych. W obliczu starzenia się społeczeństw i niedoborów personelu organizacje coraz częściej sięgają po sztuczną inteligencję oraz rozwiązania zdalne, które mogą odciążyć kadry i obniżyć koszty operacyjne.

Pomimo trwających wyzwań liderzy systemów zdrowotnych w Australii, Kanadzie, Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii pozostają wyraźnie optymistyczni. Z badania Deloitte wynika, że ponad 80 proc. menedżerów w tych krajach ocenia perspektywy swoich organizacji jako „pozytywne” lub „ostrożnie pozytywne”, a jedynie 1 proc. deklaruje nastawienie negatywne. W odniesieniu do całego sektora 72 proc. respondentów patrzy na 2026 rok z optymizmem (1 proc. negatywnie).

W USA nastroje są bardziej zachowawcze – 20 proc. uczestników badania prognozuje negatywną sytuację branży, a 33 proc. nie potrafi jednoznacznie ocenić jej przyszłości (wobec 3 proc. rok wcześniej), co wiązane jest m.in. z niepewnością regulacyjną, cłami i cenami leków.

Od presji kosztowej do operacyjnego wykorzystania AI

Różnice w nastrojach przekładają się bezpośrednio na decyzje inwestycyjne. W Europie większy optymizm sprzyja podejmowaniu działań modernizacyjnych, skoncentrowanych przede wszystkim na zwiększaniu efektywności i poprawie stabilności finansowej systemów zdrowia. 64 proc. liderów wiąże potencjalne oszczędności z automatyzacją i standaryzacją procesów, a 55 proc. wskazuje analitykę predykcyjną jako narzędzie optymalizacji zatrudnienia. W 2026 r. generatywna i agentowa AI mają stanowić średnio 19 proc. budżetów technologicznych systemów ochrony zdrowia. Skala inwestycji wyraźnie rośnie, jednak wdrożenia pozostają na wczesnym etapie – jedynie 2 proc. organizacji wykorzystuje AI w całej strukturze, a około 30 proc. stosuje generatywną sztuczną inteligencję szerzej, lecz nadal tylko w wybranych obszarach, takich jak administracja, analiza danych czy wsparcie procesów klinicznych.

 Sektor wchodzi w fazę racjonalizacji inwestycji technologicznych. Liderzy koncentrują się na efektywności, skalując rozwiązania tam, gdzie przynoszą mierzalne rezultaty zwłaszcza w administracji, planowaniu pracy i zarządzaniu danymi klinicznymi. Widzimy to również w Polsce, gdzie projekty zgłaszane w ramach inicjatyw takich jak Hospital AI Challenge pokazują, że sztuczna inteligencja coraz częściej znajduje zastosowanie w procesach organizacyjnych i zapleczu administracyjnym szpitali. Obecnie więcej rozwiązań rozwijanych jest z myślą o praktycznym wdrożeniu, a ich celem jest automatyzacja najbardziej czasochłonnych zadań i lepsze wykorzystanie zasobów zespołów – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla sektora ochrony zdrowia w Deloitte.

Produktywność jako odpowiedź na wyzwania demograficzne

Presja na efektywność jest ściśle powiązana z wyzwaniami demograficznymi. Prognozy WHO wskazują, że do 2030 r. na świecie może brakować 4,5 mln pielęgniarek. W tej sytuacji ponad 90 proc. liderów uznaje wzrost produktywności za kluczowy priorytet na 2026 r.

Organizacje inwestują równolegle w retencję pracowników, rozwój kompetencji cyfrowych oraz elastyczne modele pracy, przy czym automatyzacja ma ograniczyć powtarzalne zadania administracyjne i przesunąć zasoby do bezpośredniej opieki nad pacjentem.

Wyzwania kadrowe mają charakter strukturalny i długoterminowy. Nawet przy poprawie nastrojów i stabilizacji finansowej niedobór personelu nie zniknie z listy wyzwań w perspektywie kilku lat. Dlatego poprawa produktywności nie oznacza intensyfikacji pracy, lecz jej przeprojektowanie. Chodzi o to, aby wykwalifikowany personel wykonywał zadania o najwyższej wartości klinicznej, a czynności powtarzalne były maksymalnie uproszczone lub zautomatyzowane. W przeciwnym razie system będzie coraz bardziej obciążony, a ryzyko wypalenia zawodowego będzie rosło – podkreśla Krzysztof Wilk, lider praktyki Life Sciences & Health Care Poland, Deloitte.

Wyniki badania pokazują także, że wyzwania związane z kadrą i produktywnością należą do trzech najważniejszych czynników kształtujących strategie systemów zdrowia w 2026 r. Organizacje coraz częściej łączą działania w obszarze zatrudnienia z inwestycjami w technologie oraz zmianą modelu opieki, traktując je jako element jednej, spójnej transformacji operacyjnej.

Odpowiedzialność cyfrowa i regulacyjna

Zmiany operacyjne i inwestycje w sztuczną inteligencję wpisują się w szerszą transformację modelu opieki. 38 proc. liderów spoza USA planuje w 2026 r. położyć większy nacisk na profilaktykę i wczesne wykrywanie chorób, a 45 proc. wskazuje zmianę modelu opieki – w tym podejście holistyczne – jako wiodący trend roku. Oznacza to dalsze przesuwanie części świadczeń poza szpitale, rozwój monitoringu zdalnego oraz intensyfikację przetwarzania danych medycznych.

Im większa skala cyfryzacji, tym większe znaczenie mają kwestie bezpieczeństwa informacji i zgodności regulacyjnej. Prawie połowa menedżerów spoza USA (48 proc.) wskazała cyberbezpieczeństwo i ochronę danych jako najważniejsze obawy na 2026 rok. Eksperci Deloitte zwracają uwagę, że rozwój AI – nawet jeśli nie jest dziś najwyższym priorytetem strategicznym – będzie w praktyce jednym z kluczowych czynników kształtujących odpowiedzialność regulacyjną systemów zdrowia. Transformacyjny potencjał generatywnej i agentowej AI jest szeroko uznawany, jednak wdrożenia w wielu regionach spowalnia niepewność regulacyjna oraz rosnące wymogi nadzorcze.

Rozwój opieki zdalnej i narzędzi opartych na danych powoduje znacznie większą odpowiedzialność podmiotów działających w sektorze zdrowia za bezpieczeństwo systemów i ochronę informacji medycznych. Obecnie na poziomie unijnym dużo mówi się o deregulacji i zmniejszeniu obciążeń administracyjnych na przecięciu obszarów zdrowia, technologii i wykorzystania danych. Abstrahując od rezultatów tej dyskusji, należy pamiętać, że narzędzia diagnostyczne czy systemy wspierające decyzje wykorzystujące komponent AI zazwyczaj są wyrobami medycznymi, a więc muszą spełniać wymogi MDR/IVDR. Jednocześnie spełnienie wymogów prawnych nie gwarantuje skutecznego wykorzystania AI, niezbędne są obfite i pożywne dane, o które w ochronie zdrowia na razie wcale nie jest łatwo – mówi Jakub Misiak, adwokat zarządzający praktyką Life Sciences & Healthcare w kancelarii Deloitte

O raporcie
„2026 Global Health Care Outlook” to opracowanie Deloitte przygotowane na podstawie badania 180 członków kadry zarządzającej dużych systemów ochrony zdrowia w Australii, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Wielkiej Brytanii i USA. Raport analizuje najważniejsze trendy finansowe, technologiczne i organizacyjne, które będą kształtować sektor w 2026 roku.

Dun & Bradstreet: polskie firmy coraz mocniej odczuwają skutki kryzysu w Cieśninie Ormuz

Najnowszy raport Dun & Bradstreet pokazuje, że polski handel hurtowy, produkcja żywności, transport morski i turystyka należą do branż, w których najdotkliwiej odczuwalny jest kryzys w Cieśninie Ormuz. Analiza pokazuje, że największe zakłócenia występują na wczesnych etapach łańcuchów produkcji i transportu, co w bezpośredni sposób wiąże się z załamaniem dostaw półproduktów, minerałów czy metali ziem rzadkich.

KLUCZOWE WNIOSKI

  • TRANSPORT (32.31 proc.) – kryzys w Cieśninie Ormuz w największym stopniu obciąża sektor transportu, który w bezpośredni sposób ponosi konsekwencje zakłóceń w kluczowych szlakach handlowych, w tym wydłużonych tras, opóźnień dostaw oraz presji na zdolności przewozowe i magazynowe. Kryzys najbardziej uderza w branże transportu morskiego (12.47 proc.) i polską branżę turystyczną w tym przede wszystkim w biura podróży i tour operatorów (10.94 proc.).
  • PRODUKCJA PRZEMYSŁOWA (30.1 proc.) – kryzys bezpośrednio i pośrednio destabilizuje kluczowe warunki prowadzenia działalności przemysłowej, zwłaszcza w obszarze rosnących cen energii, dostaw surowców i zachowania płynności łańcuchów dostaw. Potęguje niepewność regulacyjna i rynkową. Zakłócenia najbardziej obciążają producentów gumy i tworzyw sztucznych (3.82 proc.), produkcję art. chemicznych (3.05 proc.). Głównie za sprawą silnego uzależnienia sektora od produktów ropopochodnych, które stanowią podstawowe surowce wykorzystywane zarówno w procesach produkcyjnych, jak i energetycznych. Poza tym kryzys negatywnie wpływa na producentów papieru i opakowań (2.29 proc.) oraz sprzętu elektronicznego (1.78 proc.).
  • HANDEL HURTOWY (16.8 proc.) – Handel hurtowy jest szczególnie narażony na kryzys w Cieśninie Ormuz, ponieważ zakłócenia transportowe bezpośrednio wpływają na dostępność, terminowość i koszty dostaw, podważając jego rolę jako kluczowego ogniwa w łańcuchach dystrybucji dóbr trwałych i nietrwałych. W tym przede wszystkim w hurtowy handel żywnością i art. codziennego użytku (15.78 proc.).
  • BIZNES I USŁUGI (3.3 proc.) – kryzys i blokada cieśniny Ormuz nie pozostaje bez wpływu na szeroko rozumiany sektor usług, w tym także ten związany z finansami i ubezpieczeniami. Dzisiaj klienci mogą odczuwać zmiany przede wszystkim poprzez stopniowy wzrost kosztów wykonywanych usług. Jednocześnie warto podkreślić, że dzisiejszy sektor usługowy jest znacznie lepiej przygotowany na zmienność warunków rynkowych niż jeszcze kilka lat temu i potrafi szybciej adaptować się do nowej sytuacji. Najbardziej dotkniętym kryzysem jest branża księgowości (1.78 proc.) i szeroko rozumiany sektor usług finansowych, w tym także ubezpieczeń (1.27 proc.). Zdrowie i edukacje.
  • HANDEL DETALICZNY (3.29 proc.) – Blokada cieśniny Ormuz i skok cen surowców energetycznych w bezpośredni sposób wpływają na handel detaliczny i rosnące ceny w sklepach. Najsilniej na wzrost cen paliw i energii reagują produkty takie jak: pieczywo, nabiał, mięso czy oleje, ponieważ w cenach detalicznych jest największy udział tych kosztów. Sklepy spożywcze są najbardziej narażone na światowy kryzys i blokadę cieśniny Ormuz (1.02 proc.). Silne wahania cen surowców zawsze budzą niepokój w branży. W handlu detalicznym firmy działają na niskich marżach, o decyzji zakupowej najczęściej decyduje najniższa cena. Dlatego nawet krótkotrwałe podnoszenie cen detalicznych są mocno odczuwalne.
  • INNE (11.93 proc.) – światowy kryzys i blokada Cieśniny Ozmur nie pozostaje obojętny na wszelkie inne sektory działalności gospodarczej. Obrót nieruchomościami, działalność holdingów i podmiotów inwestycyjnych, organizacje członkowskie, organizacje pozarządowe czy szeroko rozumiany sektor produkcji rolnej. Zarówno tej związanej z hodowlą zwierząt jak i roślin.

Co nam mówią dane?

Opracowanie pokazuje wpływ światowego kryzysu na poszczególne sektory polskiej gospodarki. Identyfikuje koncentrację zaburzeń na wczesnym etapie produkcyjnego i logistycznego łańcucha dostaw – co szczególnie mocno widoczne jest we wszystkich gałęziach transportu, większości branż produkcyjnych i istotnym wpływem na handel hurtowy i detaliczny. Oznacza to także, że blokada Cieśniny Ozmur w pierwszej kolejności wpływa na dostawy surowców, minerałów i półproduktów, co przekłada się na produkcję i realizację dostaw, zwłaszcza w sektorach opartych na imporcie, eksporcie i transporcie zależnym od terminowych dostaw.

METODOLOGIA

Analiza opiera się na danych Dun & Bradstreet, odnoszących się do polskich przedsiębiorstw. Pokazuje wpływ światowego kryzysu na poszczególne sektory polskiej gospodarki. Publikowane dane nie pokazują wielkości branż ani skali wpływu, a jedynie to, w których sektorach zakłócenia są najbardziej widoczne. Podział na poszczególne sektory został dokonany w oparciu o amerykańską klasyfikację działalności gospodarczej.

Polacy kupują impulsywnie. Większość decyzji zakupowych zapada dopiero w sklepie

Polscy konsumenci dokonują wyboru zakupowego w ostatniej chwili – w sklepie. Eksperci są zgodni – impulsywność stała się jednym z charakterystycznych elementów współczesnych zachowań zakupowych naszych rodaków. Z analiz firmy In-Pulse wynika, że w wielu kategoriach wybór produktu dokonywany jest dopiero w ostatnich sekundach ścieżki zakupowej – pod wpływem kontekstu, ekspozycji i sytuacji, w której znajduje się konsument.

Potwierdzają to deklaracje samych klientów. Niemal 90 proc. Polaków przyznaje, że zdarza im się kupić produkt, którego wcześniej nie planowali. Impulsywność nie jest zatem wyjątkiem, lecz stałym elementem procesu decyzyjnego – i sygnałem, że moment wpływu na decyzję przesuwa się coraz bliżej samego zakupu – podkreśla Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics w firmie In-Pulse. Najbardziej widoczne jest to w kategoriach o wysokiej dynamice i niskim poziomie zaangażowania, takich jak słone i słodkie przekąski – jednej z największych kategorii FMCG w Polsce.

Decyzja nie jest planem, tylko momentem

Analiza danych transakcyjnych pokazuje, że znacząca część zakupów w tej kategorii realizowana jest bez wcześniejszej intencji. Decyzja zapada najczęściej pod koniec wizyty w sklepie – w drodze do kasy lub bezpośrednio przy ekspozycjach impulsowych.

Eksperci In-Pulse podkreślają jednak, że te same produkty mogą osiągać zupełnie różne wyniki sprzedażowe w zależności od kontekstu – ich lokalizacji w sklepie, sąsiedztwa innych produktów czy charakteru wizyty zakupowej. W praktyce oznacza to, że w tej kategorii nie wygrywa wyłącznie marka, która została zapamiętana wcześniej. Coraz częściej przewagę zyskuje ta, która pojawia się w odpowiednim momencie i miejscu widocznym dla klienta.

Kiedy problemem nie jest produkt, tylko jego „moment”

W jednej z analiz prowadzonych dla marki z kategorii przekąsek spadek sprzedaży został początkowo przypisany produktowi i jego komunikacji. Dopiero badanie danych transakcyjnych wskazało, że rzeczywisty problem leżał gdzie indziej – produkt był obecny w sklepie, ale nie pojawiał się w kluczowym momencie podejmowania decyzji zakupowej.

Badania zachowań konsumenckich wskazują na rosnący udział krótkich wizyt typu „on-the-go” w sklepach, podczas których decyzje zakupowe Polaków zapadają w kilka sekund i są uzależnione od tego, co konsument widzi w danym momencie. Zmiana ekspozycji i dopasowanie obecności produktu do tego kontekstu przyniosły zauważalny wzrost sprzedaży – bez zmiany ceny czy samego produktu.

Deklaracje i decyzje to nie to samo

Ekspertyzy In-Pulse pokazują, że tradycyjne badania rynku pozwalają zrozumieć intencje i deklaratywne postawy konsumentów, ale nie pokazują momentu, w którym wybór rzeczywiście zapada. Tymczasem to właśnie ten moment coraz częściej decyduje o wyniku sprzedaży. – Dopiero połączenie danych sprzedażowych z szybkim badaniem opinii klientów pozwala zrozumieć, dlaczego dany produkt trafia – lub nie trafia – do koszyka w konkretnym momencie zakupowym – wskazuje Artur Puszkiewicz, Head of Research & Analytics w In-Pulse.

Analizy In-Pulse, obejmujące ponad 360 mln transakcji z sieci ponad 12 tys. sklepów, pokazują nowy trend wśród polskich konsumentów, gdzie kontekst zakupowy – a nie wcześniejsze decyzje – przesądza o ostatecznym wyborze produktu. – Decyzja zakupowa coraz rzadziej jest efektem wcześniejszego wyboru. Coraz częściej jest efektem sytuacji, w której znajduje się konsument. Sklep przestaje być wyłącznie miejscem sprzedaży, a staje się jednym z najważniejszych punktów wpływu na wybór konsumenta – podkreśla ekspert In-Pulse.

Silna reakcja rynku po rozejmie USA–Iran. Ropa, gaz i dolar wyraźnie w dół

Na rynku ropy poranek przynosi wyraźną ulgę po informacjach o porozumieniu między USA a Iranem, które zakłada dwutygodniowe zawieszenie broni w zamian za pełne i bezpieczne otwarcie Cieśniny Ormuz. Donald Trump zapowiedział wstrzymanie bombardowań Iranu na dwa tygodnie, jeśli Teheran zagwarantuje swobodny przepływ przez kluczowy szlak transportowy, a Iran zadeklarował możliwość bezpiecznego ruchu statków w tym okresie, choć pod koordynacją własnych sił zbrojnych. Do rozejmu miał dołączyć także Izrael, mimo że bezpośrednio po ogłoszeniu porozumienia nadal pojawiały się doniesienia o atakach.

Reakcja rynków była bardzo silna, ponieważ inwestorzy szybko zaczęli wyceniać spadek krótkoterminowego ryzyka dla dostaw surowców z regionu. Ropa Brent kwotowana jest po 97 USD, co wskazuje na spadek 9,8% względem wczorajszego zamknięcia. Z kolei ropa WTI straciła ponad 12,5% i jej cena znajduje się na poziomie 96,95 USD za baryłkę, co oznacza że ponownie wartość Brent przekracza WTI. Europejskie kontrakty terminowe na gaz spadły o 16% do poziomu 44,50 EUR za MWh. Na szerokim rynku widać wzrosty – od Azji, przez Europę po USA – kontrakty na indeksy są na wyraźnym plusie. DAX zyskuje 5%, NASDAQ100 ponad 3%, podobnie jak nasz rodzimy WIG20, który przebił się przez 3520 pkt i tym samym jest najdroższy od grudnia 2007 roku. Dolar osłabił się i główna para walutowa EURUSD zyskuje 0,88%, z wyceną w pobliżu 1,17 USD za EUR. Dla rynku ropy najważniejsze jest to, że choć samo porozumienie zmniejsza premię geopolityczną, to na tym etapie nie rozwiązuje fundamentalnych źródeł napięcia. Kluczowe spory pozostają bowiem bez odpowiedzi i dotyczą irańskiego programu nuklearnego, programu rakietowego i dronowego, sankcji wobec Iranu oraz obecności wojsk USA w regionie.

W praktyce oznacza to, że obecne uspokojenie może mieć charakter wyłącznie przejściowy. Rynek na razie odetchnął, ale trwałość tej reakcji będzie zależała od tego, czy statki rzeczywiście będą mogły bezpiecznie przepływać przez Cieśninę Ormuz, bo to będzie pierwszy realny test skuteczności i wiarygodności porozumienia. Wątek mediacyjnej roli Pakistanu sugeruje, że pojawiła się przestrzeń do dalszych rozmów, jednak na razie jest to jedynie czas kupiony na negocjacje szerszego układu, a nie definitywne zakończenie kryzysu. Z perspektywy rynku ropy oznacza to, że po gwałtownej korekcie cen inwestorzy prawdopodobnie pozostaną bardzo wrażliwi na każdy sygnał dotyczący bezpieczeństwa żeglugi w Ormuz i ryzyka ponownej eskalacji konfliktu.

Rynki reagują euforią na zawieszenie broni USA–Iran. Ropa gwałtownie tanieje

Wczoraj doszło do wstępnego porozumienia pomiędzy Iranem a USA, które zakłada otwarcie Cieśniny Ormuz w zamian za wstrzymanie ataków. Rynki reagują bardzo entuzjastycznie, mimo że statki wciąż nie przepływają jeszcze przez ten przesmyk. Nie znamy jednak szczegółów dealu. Jest to jednak zawieszenie broni, a nie pokój.

Ultimatum USA

Wczorajszy dzień upływał pod dyktando gróźb, które padły ze strony prezydenta USA wobec Iranu. Ich forma była czymś, co do tej pory na tym etapie się nie zdarzało i miejmy nadzieję, że zdarzać się nie będzie. Rynki jednak powoli rozumieją, że obecna administracja  traktuje dość swobodnie wpisy w mediach społecznościowych. Dla Iranu warunkiem było odblokowanie Cieśniny Ormuz, a USA w zamian mają powstrzymać ataki. Teoretycznie inwestorzy nie wiedzieli, jaki będzie efekt tego ultimatum. Teoretycznie, bo patrząc na rynki, z jakiegoś powodu nagle rozpoczęły się olbrzymie przygotowania pod uspokojenie konfliktu w regionie. Ropa naftowa, która zaczęła dzień przy poziomie 110 USD za baryłkę – a przez chwilę sięgając nawet 112 USD – na koniec dnia spadła do 104 USD. Mowa o gatunku Brent notowanym w Londynie, bo to on jest bazą do wyceny większości surowca na świecie. Ropa amerykańska WTI również taniała, ale nadal jest droższa od Brent.

Iran odpowiedział

W nocy na rynki trafiła informacja, że ultimatum zostało przyjęte. Jeżeli zatem nie dojdzie do żadnych incydentów, mamy przed sobą dwutygodniowy okres pewnego przygaszenia konfliktu. Musimy pamiętać, że jest on wstrzymany, a nie rozwiązany. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Ropa, która i tak wczoraj gwałtownie taniała, zeszła jeszcze niżej. O ile rynki we wtorek zamykały się na wspomnianym poziomie 104 USD za baryłkę, o tyle dzisiaj otwierały się w okolicach 95 USD. W momencie pisania tego tekstu znajdują się nawet niżej, bo przy 93 USD. W górę idzie również złoto oraz kryptowaluty, co pokazuje, że inwestorzy są otwarci na większe ryzyko. Gdzieś w tle powoli przebijają się głosy, że to bardziej USA zgodziły się na warunki Iranu niż odwrotnie. Pewnie nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę. Dla rynków ważne, by Cieśnina Ormuz była żeglowna, a patrząc na ruch statków, pierwsze dopiero się zbliżają. Musimy też pamiętać, że kluczowe są jeszcze ubezpieczenia, bo bez nich większość jednostek się nie ruszy.

Jak reagują waluty?

Zgodnie z oczekiwaniami wygaszanie konfliktu okazało się niekorzystne dla wyceny dolara. Po samym zawieszeniu broni kurs EUR względem USD ruszył w stronę poziomów 1,17. Są to okolice niewidziane na rynku od ponad miesiąca. Ostatni raz tak słabą amerykańską walutę obserwowaliśmy w pierwszych dniach tego konfliktu. Podobnie jak w przypadku ropy naftowej, ruch ten zaczął się już wczoraj, w oczekiwaniu na decyzję. Kurs EUR wobec PLN, który jeszcze wczoraj rano znajdował się w okolicach 4,27-4,28 zł, dzisiaj spadł do 4,25-4,26 zł. Największą zmianę widać oczywiście na dolarze, który jeszcze wczoraj znajdował się na poziomie 3,70 zł, a dzisiaj jest przy 3,64 zł. W trakcie tego konfliktu był on bowiem dotychczas bezpieczną przystanią, gdzie inwestowali Ci niepewni rozwoju sytuacji. Teraz, wraz z częściowym uspokojeniem, rynki wracają bliżej poziomów sprzed rozpoczęcia konfliktu. Co ciekawe, inwestorzy oczekują również, że w związku z tym szybciej dojdzie do obniżek stóp procentowych w USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Nowy Dyrektor Sprzedaży w Grupie Żywiec. Jarosław Jarecki przechodzi z Unilever

Grupa Żywiec wzmacnia zespół sprzedaży – od teraz obszarem kieruje Jarosław Jarecki, menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży FMCG. Nowy Dyrektor Sprzedaży będzie odpowiadał za rozwój strategii i operacji sprzedażowych w kluczowych kanałach, w tym w handlu nowoczesnym, tradycyjnym oraz e-commerce.

Doświadczenie menedżerskie w branży FMCG

Jarosław Jarecki dołącza do Grupy Żywiec z Unilever, gdzie przez blisko 19 lat rozwijał karierę w obszarze sprzedaży – od ról operacyjnych po stanowiska dyrektorskie. Ostatnio pełnił funkcję Dyrektora Sprzedaży odpowiedzialnego za strategię i operacje sprzedażowe w segmencie spożywczym, a wcześniej kierował rynkiem Modern Trade, odpowiadając m.in. za kanały nowoczesnego handlu oraz e-commerce. Jako Head of Traditional Trade zarządzał zespołem ponad 230 osób i współpracą z ponad 70 partnerami biznesowymi. Posiada również doświadczenie w obszarze Customer Development i Key Account Management, obejmujące współpracę z kluczowymi sieciami handlowymi w Polsce i regionie CEE.

Współpraca międzyfunkcyjna i rozwój innowacji

Szczególną wagę w swojej pracy przywiązuje do budowy wysokoefektywnych zespołów sprzedażowych, opierając ich skuteczność na zaufaniu, synchronizacji, odpowiedzialności oraz pracy na danych. Przez lata rozwijał partnerskie relacje z kluczowymi klientami – od międzynarodowych sieci handlowych po lokalnych detalistów – prowadząc negocjacje i ustalenia roczne w duchu długofalowego budowania wartości, odpowiedzialności za rozwój kategorii oraz realnej wartości dla konsumenta. Równolegle aktywnie uczestniczył w rozwoju innowacji produktowych, współpracując z zespołami R&D, Marketingu, Planowania i Logistyki – od etapu koncepcji, przez warsztaty strategiczne z klientami, aż po skuteczne wdrożenia półkowe.

Relacje jako fundament długofalowych wyników

– Grupa Żywiec ma ogromny potencjał: silne marki, świetnych ludzi i kompetencje, które dają realną przewagę na rynku. Wierzę, że możemy jeszcze mocniej wykorzystywać te atuty, konsekwentnie podnosząc jakość i efektywność egzekucji w kanałach sprzedaży i wzmacniając partnerską współpracę z klientami.
Moją rolą będzie wspieranie organizacji w osiąganiu lepszych wyników poprzez budowę wysokoefektywnych zespołów opartych na zaufaniu i odpowiedzialności oraz jeszcze lepszym wykorzystaniu danych w podejmowaniu kluczowych decyzji biznesowych
– mówi Jarosław Jarecki, Dyrektor Sprzedaży w Grupie Żywiec.

Jarosław Jarecki za największą wartość uważa trwałe relacje zbudowane
z zespołami, klientami i współpracownikami z różnych obszarów biznesu – to one, jak podkreśla, wielokrotnie przekładały się na wspólne wyniki, rozwój kompetencji
i projekty realizowane w skali całej organizacji.

Przedsiębiorcy o Bliskim Wschodzie: absolutne rozregulowanie gospodarki. Ceny paliw nie spadną szybko

Takiego kwartału w gospodarce jeszcze nie było. „Spodziewajcie się niespodziewanego”.

– Granie kartą nieobliczalności i nieprzewidywalności jest dla Donalda Trumpa cechą charakterystyczną i wydaje się, że świat przyzwyczaja się już do strategii, która nie byłaby tolerowana w przypadku żadnego innego polityka na świecie. Geopolityka to jednak coś innego niż biznes. Biznes potrzebuje przewidywalności, stabilności i szansy na rysowanie perspektyw w większym wyprzedzeniem niż „wieczór przed”. Pod tym kątem działania Ameryki mocno destabilizują sytuację właściwie całego świata. Jak bowiem mamy dzisiaj planować np. koszty transportu czy produkcji, gdy nie wiemy, co wydarzy się za kilka dni, a język lidera największego mocarstwa świata jest dyplomatycznie mówiąc konfrontacyjny i nieprzewidywalny? Takiego kwartału jak miniony jeszcze w światowej gospodarce nie było. Kolejny zaczynamy bez jakichkolwiek szans na stabilność – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Prezydent Ameryki stał się regulatorem światowej gospodarki”

Polityka Donalda Trumpa charakteryzuje się wysokim poziomem nieprzewidywalności i mocno konfrontacyjnym językiem względem innych krajów na świecie. Konflikt z Iranem i wielotygodniowa blokada cieśniny Ormuz wygenerowała wzrost cen ropy na świecie, a to powoduje wielkie problemy z cenami paliw.

– Paliwo to najbardziej proinflacyjny koszt składowy produkcji. Wzrost cen tego surowca demokratycznie powoduje wzrost kosztów w transporcie, spedycji, logistyce, budownictwie, chemii, usługach, produkcji spożywczej. Każda branża odczuje go prędzej czy później. Od kilku tygodni jesteśmy świadkami walki o to, by utrzymać w ryzach ceny paliw i nie generować strat w gospodarce. Polskich przedsiębiorców już teraz wojna w Iranie kosztowała miliony, a polską gospodarkę miliardy – mówi Hanna Mojsiuk.

– Zapowiedź zawieszenia broni jest oczekiwaną wiadomością, ale w przypadku polityki Donalda Trumpa najbardziej adekwatny cytat to zdanie „spodziewaj się niespodziewanego”. Nie mam i nikt na świecie nie ma pewności, co wydarzy się następnego dnia – mówi prezes Mojsiuk.

– Prezydent Trump przyzwyczaił nas do szybkich zmian decyzji, niespodziewanych plot-twistów i działań, które dla gospodarki mają wielkie znaczenie. Przypomnę choćby dynamiczne decyzje odnośnie nakładanych na Europę i świat ceł handlowych. Prezydent Ameryki stał się regulatorem światowej gospodarki w skali niespotykanej wcześniej. Trudno jest rysować dalekosiężne scenariusze rozwojowe w takich okolicznościach – przyznaje Hanna Mojsiuk.

„Cena frachtu morskiego wzrosła o kilkaset procent”

Eksperci Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że I kwartał roku 2026 pod kątem niepewności gospodarczej jest analogiczny do roku 2020, gdy wybuchała pandemia i roku 2022, gdy wybuchała wojna w Ukrainie.

– Wchodzimy w ten kwartał bez szans na jakąkolwiek przewidywalność gospodarczą – przyznaje prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

– Każdy poranek przynosi nowy nastrój prezydenta Trumpa. Strzały informacji wywołują poważne retorsje dla geopolityki i gospodarki światowej. I kwartał zawsze wyznacza kierunek dla całej gospodarki. W tym roku znowu mamy czas wielkiej niepewności. Dla polskiej gospodarki wszystkie projekcie z początku roku stały się nieaktualne, a zyski z KPO i programu SAFE będą mniejsze, bo musimy w jakiś sposób teraz myśleć o zabezpieczeniu funkcjonujących biznesów, a nie o ich dynamicznym rozwijaniu – dodaje prof. Zelek.

– Budowa stabilnych łańcuchów dostaw była jednym z najważniejszych zadań dla światowej logistyki po wybuchu wojny w Ukrainie, a także po czasie pandemii. Nie jest to łatwe zadanie, by wyliczyć koszty spedycji tak, by były akceptowane dla europejskiego klienta. Obecna sytuacja zmusza firmy sektora TSL do podnoszenia cen. Dla klientów sytuacja ta jest zrozumiała i podejmują oni dialog z logistyką, bo wiedzą, że lepiej podzielić się kosztami niż zrzucić je na firmę transportową i narazić się na brak przewozu, a takie sytuacje w niektórych przypadkach już się zdarzają – mówi Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL.

– Od cen paliwa zależą ceny frachtu. Konflikt na Bliskim Wschodzie wywołał drastyczny wzrost cen frachtu morskiego i stawek czarterowych, z dodatkowymi opłatami wojennymi. Mówimy często o kilkuset procentowym wzroście – dodaje Przemysław Hołowacz.

– Czekamy na odblokowanie cieśniny Ormuz. To jest kwestia 20-30% światowych dostaw ropy – dodaje Przemysław Hołowacz.

    W 2025 roku ceny baryłki ropy pod koniec roku wynosiły około 60 USD. Na początku 2026 ceny zaczęły szybko rosnąć, przekraczając w marcu poziom 85–90 USD. W kwietniu 2026 baryłka osiągnęła już ponad 100 USD, chwilami dochodząc nawet do około 110–115 USD. Prognozy przewidywały wzrost do 150 dolarów, obecnie kwoty spadły poniżej 100.

Prisma Browser for Business ma pomóc MŚP w walce z phishingiem i wyciekami danych

Dziś większość codziennych zadań w małych i średnich firmach realizowana jest w przeglądarce internetowej. To jednak także główne źródło ryzyka – jak wynika z analiz Palo Alto Networks, aż 95% organizacji doświadcza incydentów bezpieczeństwa, które zaczynają się właśnie tam. W odpowiedzi na te wyzwania firma wprowadza Prisma Browser for Business, rozwiązanie, które umożliwia uporządkowanie środowiska pracy, zwiększa bezpieczeństwo danych i kontroluje wykorzystanie narzędzi AI[1].

Polski sektor MŚP działa w jednym z najbardziej zagrożonych cyberprzestrzeni regionów Europy Środkowej. W 2024 roku 32% polskich firm doświadczyło naruszeń danych, przerw w działaniu systemów lub wycieku poufnych informacji – to drugi najwyższy wynik w Unii Europejskiej, ustępujący tylko Finlandii[2]. Raporty i analizy pokazują, że cyberzagrożenia w Europie rosną zarówno pod względem liczby, jak i złożoności, a małe i średnie firmy często stają się łatwym celem dla ataków ze względu na słabsze zabezpieczenia.

Według danych OKTA, małe firmy średnio używają 36 aplikacji w przeglądarce, gdzie wykonywana jest większość codziennej pracy[3]. Jednocześnie aż 95% firm doświadcza incydentów bezpieczeństwa rozpoczynających się w przeglądarce, dlatego potrzeba bezpiecznego środowiska pracy jest dziś większa niż kiedykolwiek[4]. Rosnące wykorzystanie narzędzi AI przez pracowników zwiększa ryzyko przypadkowego ujawnienia wrażliwych danych, przez co standardowe przeglądarki i tradycyjne zabezpieczenia przestają wystarczać.

Dla większości małych firm przeglądarka stała się głównym narzędziem pracy. Standardowe przeglądarki nie były projektowane z myślą o nowoczesnych cyberzagrożeniach ani o kontroli danych wykorzystywanych przez narzędzia AI. Naszym celem jest udostępnienie małym i średnim firmom mechanizmów ochrony stosowanych w największych korporacjach, w prostym i łatwym do zarządzania środowisku pracy – podkreśla Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nowe rozwiązanie Prisma Browser for Business od Palo Alto Networks pomaga firmom uporządkować codzienne środowisko pracy, ułatwiając skonfigurowanie używanych aplikacji i narzędzi AI na dowolnym urządzeniu. Jednocześnie zwiększa bezpieczeństwo, blokując próby phishingu, ransomware i oszustw, zanim wyrządzą szkody. Dodatkowo rozwiązanie umożliwia bezpieczne korzystanie z narzędzi AI, ograniczając ryzyko przypadkowego ujawnienia wrażliwych informacji.

Według analityków TechAisle rynek MŚP potrzebuje takich rozwiązań, ponieważ wiele firm nie zdaje sobie sprawy z ryzyka ani nie ma zasobów, by samodzielnie je kontrolować[5]. W efekcie przeglądarka, choć centralna dla codziennej pracy, pozostaje punktem krytycznym w firmowej ochronie danych.

– W odpowiedzi na te wyzwania rozwiązania takie jak Prisma Browser for Business pomagają uporządkować i zabezpieczyć codzienną pracę w przeglądarce, jednocześnie chroniąc dane i umożliwiając bezpieczne korzystanie z narzędzi AI. Dla małych i średnich firm oznacza to możliwość wdrożenia systematycznej i skalowalnej ochrony bez potrzeby budowania rozbudowanej infrastruktury IT. W obliczu rosnącej liczby cyberzagrożeń oraz niekontrolowanego wykorzystania narzędzi AI takie podejście staje się fundamentem długoterminowego bezpieczeństwa i stabilności biznesu – dodaje Wojciech Gołębiowski.

[1] https://www.paloaltonetworks.com/prisma-browser-for-business

[2] https://ec.europa.eu/eurostat/web/interactive-publications/digitalisation-2025

[3] https://www.okta.com/sites/default/files/2024-04/Okta%20SMB%20Report%202024.pdf

[4] https://start.paloaltonetworks.com/rs/531-OCS-018/images/The%20State%20of%20Workforce%20Security_Key%20Insights%20for%20IT%20and%20Security%20Leaders.pdf?version=0

[5] https://www.techaisle.com/blog/621-smb-midmarket-cybersecurity-adoption-trends-resilience-strategies-and-key-challenges

Bumech przejmuje kontrolę nad złożem Maranda w RPA

Polski Bumech przejmuje kontrolę nad złożem Maranda w RPA, w którym poza cynkiem, miedzią i srebrem znajdują się również takie surowce jak ind czy złoto. Całkowite zasoby kopalni wynoszą od 6 do 8 mln ton rudy, z czego dotychczas wykorzystano jedynie około 10% potencjału złoża.

Bumech S.A. poinformował o zawarciu umowy przez spółkę zależną SIST KAPITAL PTY LTD i przejęciu pakietu kontrolnego, który umożliwia samodzielne decydowanie o kierunkach rozwoju kopalni. Wartość transakcji wyniosła około 3 mln USD i realizowana jest w formule joint venture. Z kolei zobowiązania inwestycyjne związane z modernizacją i zwiększeniem wydajności kopalni w latach 2026 – 2028 mają wynieść około 6 mln USD.

Złoże Maranda zostało szczegółowo zbadane i udokumentowane już w 1978 roku, a kopalnia rozpoczęła działalność w 1989 roku pod zarządem koncernu Metorex. Od 2009 roku funkcjonowała jedynie w ograniczonym zakresie. Przeliczone zasoby rudy w Marandzie wynoszą od 6 do 8 milionów ton, przy historycznych średnich zawartościach metali: 23% cynku, 3,9% miedzi, 0,03% indu i 0,003% srebra. Obecnie kopalnia jest w stanie wydobyć i przetworzyć do 180 tysięcy ton rudy rocznie. Plany spółki zakładają stopniowe zwiększanie skali działalności — do przetwarzania rudy na poziomie nawet 800 tys. ton rocznie. 

Drugim obszarem należącym do MMC jest pole Burgersdorp, z koncesją na powierzchniowe wydobycie złota do 150 metrów pod ziemią. Złoże to charakteryzuje się zawartością złota w granicach 2,1–3,9 g/t. Bumech planuje przeprowadzenie pogłębionych badań tego rejonu i uruchomienie wydobycia w najbliższej przyszłości.

Bumech wkracza na afrykańskie złoża

Transakcja została zaplanowana jako etapowy proces, obejmujący m.in. przejęcie aktywów, uporządkowanie struktury właścicielskiej oraz przygotowanie projektu do dalszego skalowania działalności wydobywczej i przetwórczej. Model współpracy uwzględnia zarówno lokalne uwarunkowania regulacyjne, jak i konieczność zapewnienia efektywnego zarządzania operacyjnego oraz dalszych inwestycji rozwojowych.

Tymi lokalnymi regulacjami jest m.in. zasada B-BBEE (Broad-Based Black Economic Empowerment), która wytycza ramy zaangażowania lokalnych partnerów w przedsięwzięcia biznesowe. Spółka planuje również przeprowadzenie pełnej inwentaryzacji zasobów zgodnie z międzynarodowym standardem JORC, stosowanym do raportowania złóż mineralnych i zapewniającym ich transparentną wycenę.

Wartość ukryta w metalach krytycznych i technologiach przyszłości

O atrakcyjności inwestycji decyduje nie tylko skala zasobów, ale przede wszystkim ich struktura i zawartości metali. Przykładowo, miedź z rudy wyceniana jest na 12 200 USD/t (Goldman Sachs, 2026), cynk 3 000–3 400 USD/t (Citi), srebro 75–90 USD/oz (J.P. Morgan, Commerzbank), ind 580–720 USD/kg.

Kopalnia niegdyś należała do spółki Metorex — południowoafrykańskiego przedsiębiorstwa górniczego, które koncentrowało się na klasycznym wydobyciu metali bazowych, bez odzysku indu. Dziś, przy zmienionych realiach rynkowych i technologicznych, zasoby te stanowią istotny potencjał rozwojowy projektu.

Gotowa infrastruktura i duże zasoby

Jak wyjaśnia Jonasz Drabek, Prezes Zarządu Bumechu, największym atutem projektu jest to, że kopalnia Maranda dysponuje już istniejącą infrastrukturą: szybem, wyrobiskami podziemnymi oraz zakładem wzbogacania. Jak informuje, kopalnia Maranda jest kopalnią głębinową, z dotychczasowym wydobyciem realizowanym na 10% obszaru koncesyjnego na głębokości od 100 do 330 metrów pod powierzchnią ziemi. Dodatkowym atutem ma być lokalizacja w pobliżu kompleksu Palabora Mining Company, co ma zapewnić dostęp do infrastruktury hutniczej, zaplecza logistycznego oraz wykwalifikowanej kadry. – Wprawdzie infrastruktura kopalni jest nie najnowsza, ale właśnie dlatego udało się nam przekonać dotychczasowych właścicieli, że jesteśmy europejską firmą, z doświadczeniem i dostępem do technologii, które pomogą unowocześnić zakład wzbogacania rud i zastosować najnowsze metody badań geologicznych – dodaje.   

– Wchodzimy w gotowy organizm górniczy – z szybem, zakładem wzbogacania rud i ciekawym złożem złotonośnym wymagającym jednak dalszych badań geologicznych. To duży potencjał, którego znaczenie dla nowoczesnej gospodarki i technologii dopiero w pełni odkrywamy. Równolegle rozwijamy nasze projekty krajowe i międzynarodowe, budując zrównoważony portfel w strategicznych sektorach surowcowych i energetycznych – podkreśla prezes spółki.

Odpowiedź na rosnące potrzeby świata

Metale obecne w projekcie Maranda znajdują się na listach surowców strategicznych UE, potrzebnych w przemyśle, w tym obronnym, których znaczenie rośnie wraz z rozwojem elektromobilności, energetyki odnawialnej i nowoczesnych technologii. Obecnie Europa w dużym stopniu uzależniona jest od importu wielu surowców z spoza kontynentu, co powoduje rosnącą presję na ustabilizowanie i dywersyfikację źródeł dostaw. 

– Chcemy, aby inwestycja w Republice Południowej Afryki stała się się jednym z kluczowych aktywów spółki, potwierdzając jej kompetencje górnicze, aczkolwiek zmniejszając rolę węgla w naszym portfelu – dodaje Prezes Jonasz Drabek.

Wybory parlamentarne na Węgrzech: jak polityczna rewolucja może wpłynąć na rynki?

Przed nami najważniejsze europejskie wybory 2026 r. Już 12 kwietnia do urn pójdą Węgrowie, którzy zdecydują, czy u władzy po 16 latach rządów pozostanie Fidesz. Wyniki mogą wpłynąć na zmianę ścieżki obranej przez Viktora Orbana, doprowadzając do resetu relacji kraju z Unią Europejską.

Przyglądając się niezależnym badaniom sondażowym czy też spoglądając na zakłady na portalu predykcyjnym Polymarket, trudno nie zauważyć, że zwycięstwo opozycji nie jest już scenariuszem życzeniowym, a bazowym. Rząd może samodzielnie za nieco ponad tydzień utworzyć partia, która dwa lata temu nie istniała w politycznym mainstreamie – podobnie zresztą jak jej lider, Peter Magyar.

Peter Magyar, od członka Fideszu do twarzy Tiszy

Historia 45-latka jest o tyle interesująca, że przez połowę swojego życia związany był z partią Fidesz – udzielał się w lokalnych strukturach już w czasach studenckich, kiedy partia stanowiła opozycję wobec rządów MSZP (Węgierskiej Partii Socjalistycznej). W 2010 r., kiedy Fidesz odzyskał władzę, rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Później był częścią Stałego Przedstawicielstwa Węgier w UE, Kancelarii Premiera czy też departamentów prawnych dużych państwowych przedsiębiorstw.

Nigdy nie zrobił jednak w partyjnych strukturach takiej kariery jak jego była żona – Judit Varga – która w 2019 r. została ministrem sprawiedliwości. Wysoko postawieni politycy nie uważali Magyara, który wielokrotnie krytykował działania rządu w wewnętrznych dysputach, za „gracza zespołowego”, a rozpad jego relacji z Vargą jedynie oddalił go od wewnętrznego kręgu Fideszu.

Przełom stanowił skandal związany z prezydencką amnestią Endre Konyi, skazanego za tuszowanie przestępstw pedofilskich. Ujawnienie przez media szczegółów sprawy w lutym 2024 r. stanowi po dziś dzień jeden z najbardziej kryzysowych okresów dla Fideszu – doszło wówczas do dymisji prezydent Kaitlin Novak oraz minister sprawiedliwości Judit Vargi, będącej już byłą żoną Magyara.

Magyar dostrzegł w tej sytuacji swoją życiową szansę i niewiele później ujawnił nagranie głosowe Vargi, które dotyczyło najgłośniejszej sprawy korupcyjnej ostatnich lat (Schadl–Völner). Udzielił wówczas także wywiadu dla związanego z opozycją kanału Partizan w serwisie YouTube, który w ciągu kilku dni został wyświetlony ponad milion razy (obecnie 2,5 mln).

Momentum wokół Magyara rosło w zatrważająco szybkim tempie, pozwalając Tiszy, do której niewiele wcześniej dołączył, uzyskać blisko 30% głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Od tego czasu notowania partii w zasadzie nieustannie rosną, co czyni ją nieoczekiwanym faworytem w zaplanowanych na 12 kwietnia wyborach parlamentarnych.

Duże różnice programowe mimo wspólnych cech

Obie partie, wbrew pozorom, mają ze sobą wiele wspólnego. Magyar konsekwentnie określa siebie jako „konserwatywnego liberała”. Podobnie jak Viktor Orbán walczy o prawicowy elektorat, nawiązując w swojej retoryce do wartości narodowych, patriotyzmu i chrześcijańskich korzeni kraju.

  • Polityka migracyjna: TISZA deklaruje zachowanie muru granicznego wybudowanego przez Orbána na granicy z Serbią i opowiada się za twardą polityką antyimigracyjną. W wielu głosowaniach dotyczących tej kwestii zachowuje w Parlamencie Europejskim wspólny front z Fideszem.
  • Polityka prorodzinna: Magyar podkreśla, że była to jedna z „nielicznych dobrych rzeczy” w działaniach Fideszu i wymaga jedynie dopracowania. W programie wyborczym jego partii znajdziemy m.in.:
  • podwojenie zasiłku rodzinnego (który od lat nie był waloryzowany),
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia porodowego,
  • zachowanie ulg podatkowych dla rodzin z dziećmi,
  • podtrzymanie preferencji przy kredytach mieszkaniowych,
  • zwolnienia podatkowe dla matek z rodzin wielodzietnych.
  • Wartości chrześcijańskie: lider opozycji podkreśla swoje przywiązanie do wartości katolickich, a w programie Tiszy pojawia się wzmianka o ochronie „chrześcijańskiej kultury”. Warto przypomnieć, że jedna z największych węgierskich demonstracji w ostatnich latach rozpoczęła się przed bazyliką św. Stefana.
  • Elementy interwencjonizmu państwowego: mimo bardziej liberalnego od Fideszu podejścia, TISZA nie jest partią wolnorynkową per se. Uwagę zwracają chęć:
  • wsparcia strategicznych z perspektywy państwa sektorów i firm;
  • ingerencji w sektor budownictwa mieszkaniowego;
  • dalszej kontroli cen energii dla gospodarstw domowych;
  • poczynienia znacznych inwestycji publicznych (przy wykorzystaniu funduszy z UE).
  • Silny lider i konfrontacyjny styl kampanii: nieprzypadkowo nazwiska „Magyar” używamy w raporcie w sposób niemal synonimiczny względem nazwy „TISZA”. Jego retorykę i sposób prowadzenia kampanii można porównać do działań Fideszu z pierwszej dekady XX w. – używa prostego i mocno nacechowanego emocjonalnie języka, prowadzi intensywną kampanię terenową, nie stroni od symboli narodowych i buduje narrację „my kontra oni” (choć obecnie „oni” w przypadku Fideszu najczęściej odnosi się do UE).

Nie sposób jednak nie zauważyć różnic, bez których trudno byłoby uważać Tiszę za siłę reformatorską i antyestablishmentową. Dotyczą one zarówno kwestii światopoglądowych, jak i – co z perspektywy rynkowej najważniejsze – polityki zagranicznej.

  • Proeuropejskość: Tisza stawia na szybki reset relacji z Unią – zakończenie polityki wet, konstruktywną współpracę z Brukselą i przygotowanie kraju do potencjalnego przyjęcia euro. Magyar obiecuje natychmiastowe odblokowanie unijnych funduszy. Mimo że część środków została bezpowrotnie utracona, 8,4 mld EUR z Funduszu Spójności i 9,5 mld EUR z RRF pozostają zamrożone. Ponadto kraj czeka na zatwierdzenie planu niskooprocentowanej pożyczki w ramach programu SAFE (17,4 mld EUR).
  • Stosunek do Rosji i wojny w Ukrainie: w przeciwieństwie do Fideszu Tisza popiera utrzymanie sankcji wobec Rosji oraz pomoc humanitarną dla Ukrainy. Magyar zapowiada w swoich przemówieniach stopniowe zmniejszanie zależności energetycznej od Rosji. Nie wyklucza akcesji Ukrainy do UE w długim terminie (jednak bez przyspieszonego trybu).
  • Praworządność i walka z korupcją: lider opozycji zapowiada rozliczenie Narodowego Systemu Współdziałania (NER), przystąpienie do Prokuratury Europejskiej (EPPO) oraz pełną transparentność wydawania funduszy publicznych.
  • Wartości: choć także konserwatywna, TISZA jest postrzegana jako partia zdecydowanie bardziej centrowa i liberalna niż Fidesz. Magyar jest znacznie ostrożniejszy w kwestiach związanych z prawami osób LGBT, stosuje bardziej inkluzywną definicję patriotyzmu oraz mniej instrumentalnie wykorzystuje chrześcijaństwo.
  • Model demokracji i podejście do mediów państwowych: przywrócenie pluralizmu, choćby poprzez ograniczenie kadencji premiera do 8 lat czy umożliwienie obywatelom bezpośredniego wyboru prezydenta, to jedne z priorytetów Tiszy. Dużą uwagę zwraca się także na depolityzację mediów publicznych.

Wpływ na rynki

Widzimy cztery scenariusze przebiegu wyborów – dla każdego z nich przedstawiamy nasze oczekiwania w zakresie kluczowych skutków gospodarczych oraz reakcji forinta.

Scenariusz 1: Większość konstytucyjna Tiszy (>⅔ mandatów)

  • Prawdopodobieństwo: ~10%
  • Forint: znaczne umocnienie (+4–6%)

Zdobycie co najmniej 133 z 200 mandatów dawałoby Tiszy możliwość:

  • zmiany zapisów konstytucji bez zgody opozycji;
  • uchwalania i zmian „ustaw kardynalnych”, tj. dotyczących m.in. prawa wyborczego, statusu mediów publicznych, kompetencji sądów czy niektórych kwestii podatkowych i budżetowych;
  • wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego, prezesa Sądu Najwyższego, prokuratora generalnego czy prezesa MNB.

Choć scenariusz ten nie wydaje się szczególnie prawdopodobny, to przy obecnych trendach nie można go całkowicie wykluczyć. Tak wysokie poparcie pozwoliłoby Tiszy na gruntowne reformy i szybki demontaż Narodowego Systemu Współdziałania budowanego przez Fidesz przez ostatnie 16 lat. Nadzieja na gruntowne reformy bez ingerencji Fideszu oraz reset relacji z Brukselą powinny doprowadzić do natychmiastowej poprawy sentymentu na lokalnych rynkach finansowych.

Kluczowa dla inwestorów byłaby wizja prędkiego odblokowania środków zamrożonych przez UE (blisko 18 mld EUR), co mogłoby stanowić istotny bodziec wzrostowy dla węgierskiej gospodarki. Lepszy od oczekiwań wynik Tiszy powinien oznaczać istotne umocnienie forinta, znaczne wzrosty na węgierskim rynku akcji oraz spadek rentowności węgierskich obligacji skarbowych.

Scenariusz 2: Samodzielne rządy Tiszy bez większości konstytucyjnej

  • Prawdopodobieństwo: ~65%
  • Forint: umocnienie (+2–4%)

Partia nie mogłaby przeprowadzać samodzielnie reform „ustaw kardynalnych”. Odblokowanie funduszy z UE mogłoby nieco się przeciągnąć, niewątpliwie obserwowalibyśmy jednak znaczną poprawę relacji na linii Budapeszt–Bruksela.

Większa przewidywalność działań, stopniowa realizacja reform praworządnościowych i zmniejszenie ryzyka związanego z inwestycjami kraju powinny istotnie poprawić sentyment inwestorów względem węgierskiego rynku. Choć jesteśmy zdania, że zwycięstwo Tiszy jest już po części wycenione przez inwestorów (uznajemy to za jeden z czynników stojących za tak pokaźną aprecjacją waluty w 2025 r.), forint powinien w takim scenariuszu doświadczyć zauważalnego umocnienia. Podobnie jak w scenariuszu 1, widzimy przestrzeń na zyski na węgierskim rynku akcji oraz spadek rentowności węgierskich obligacji. Skala tych zmian byłaby mniejsza, ale wciąż bardzo istotna.

Scenariusz 3: Utworzenie samodzielnego rządu przez Fidesz

  • Prawdopodobieństwo: ~15%
  • Forint: znaczne osłabienie (-3–6%)

Taki scenariusz oznaczałby kontynuację dotychczasowego modelu Narodowego Systemu Współdziałania, tj. absolutną koncentrację władzy w rękach Fideszu. Podwyższone pozostałyby ryzyka polityczne i instytucjonalne. Bardzo prawdopodobne byłoby mrożenie środków przez UE nawet przez kolejne cztery lata. Relacje na linii Budapeszt–Bruksela pozostałyby zaognione.

Oczekujemy, że taki przebieg wydarzeń doprowadziłby do oddania przez forinta części odnotowanych w 2025 r. zysków. Jako że nie jest to obecnie scenariusz, który uznajemy za wysoce prawdopodobny, skala zmian mogłaby być znaczna. Podobny ruch obserwowalibyśmy najpewniej na węgierskiej giełdzie. Pogrzebanie szans na spadek ryzyka instytucjonalnego doprowadziłby także najpewniej do wzrostu rentowności krajowych obligacji.

Scenariusz 4: Utworzenie koalicyjnego rządu przez Fidesz oraz Mi Hazank

  • Prawdopodobieństwo: ~10%
  • Forint: znaczne osłabienie (-4–7%)

Mi Hazank to partia skrajnie prawicowa. Jej wejście do rządu koalicyjnego oznaczałoby obranie przez Fidesz jeszcze bardziej radykalnej ścieżki na płaszczyźnie migracyjnej oraz eskalację retoryki antyunijnej i antyukraińskiej. Dalsza blokada środków z UE wydaje się przy takim scenariuszu w zasadzie pewna. Niepewność polityczna mogłaby wzrosnąć jeszcze silniej względem obecnego status quo.

Prawdopodobna jeszcze większa izolacja Węgier na arenie europejskiej byłaby postrzegana przez rynki bardzo negatywnie. Skala osłabienia forinta byłaby najpewniej znaczna, na co złożyłyby się charakterystyczna wysoka wrażliwość waluty na wzrost ryzyka oraz częściowe wycenianie przez rynki zwycięstwa Tiszy na przestrzeni ostatnich miesięcy (skalę zmienności, na jaką narażona jest węgierska waluta w obliczu pogorszenia sentymentu, widzieliśmy na początku marca po wybuchu wojny w Iranie). Znaczne spadki cen obserwowalibyśmy także na węgierskim rynku akcji i obligacji.

Magazyny pozostają filarem nieruchomości komercyjnych, ale rynek gra ostrożniej

W 2025 roku polski rynek magazynowy wykazywał oznaki stabilizacji, przy utrzymującej się ostrożności zarówno po stronie deweloperów, jak i najemców. Wraz z przyspieszeniem polskiej gospodarki w drugiej połowie roku poprawiły się nastroje rynkowe.

Sektor pozostał jednym z najbardziej stabilnych na całym rynku nieruchomości komercyjnych, odpowiadając za ponad 30% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w 2025 roku. Niemniej jednak oczekuje się, że uczestnicy rynku nadal będą koncentrować się na ograniczaniu ryzyka w odpowiedzi na zmieniające się uwarunkowania gospodarcze i geopolityczne.

„W 2025 roku magazyny, podobnie jak w roku poprzednim, odpowiadały za 45% wolumenu wszystkich sporządzonych przez nas wycen, a zdecydowana większość była podstawą zabezpieczenia kredytowego. To odzwierciedla ich znaczenie dla sektora finansowego. Instytucje finansujące przy wycenie oczekują wskazania szans i ryzyka związanego z inwestowaniem, co pokazuje jak istotna w procesie wyceny jest właściwa identyfikacja przez rzeczoznawców mocnych i słabych stron nieruchomości.

By sprostać wymaganiom banków analizujemy dokumentację prawną, techniczną oraz sytuację komercyjną nieruchomości magazynowych. Pozycjonujemy wycenianą nieruchomość na tle sektora magazynowego na podstawie posiadanych danych rynkowych.

Coraz bardziej istotną rolę przy wycenie stanowi również analiza ESG i jej wpływ na wartość, co wymaga od nas szerszej niż dotychczas analizy w tym zakresie.” – Agnieszka Bogucka, Senior Valuer, Valuation and Advisory, Avison Young

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły 37 mln mkw., co podkreśla dojrzałość rynku oraz wysoki poziom jego rozwoju. Dominującą rolę nadal odgrywają rynki tzw. Wielkiej Piątki, które odpowiadają za ponad 70% całkowitych zasobów.

Aktywność najemców wyraźnie wzrosła, przy czym renegocjacje nadal dominują w strukturze popytu. Najemcy wciąż przedkładają ciągłość operacyjną i kontrolę kosztów nad relokacje czy ekspansje.

Aktywność deweloperów pozostała ograniczona, w budowie znajdowało się jedynie 1,8 mln mkw., głównie w ramach projektów realizowanych na potrzeby konkretnych najemców (BTS/BTO). Rozpoczęcie nowych inwestycji w dużej mierze zależy od zabezpieczenia umów przednajmu, które są kluczowe do uzyskania finansowania. W rezultacie inwestycje spekulacyjne są ograniczone i podlegają starannemu zarządzaniu ryzykiem.

Powierzchnia niewynajęta zmniejszyła się do około 2,5 mln mkw., co przekłada się na średni wskaźnik pustostanów na poziomie ~7%. Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w Polsce Zachodniej oraz we Wrocławiu, dlatego w tym regionie właściciele obiektów wykazują coraz większą elastyczność w negocjacjach najmu, natomiast najniższe wskaźniki pustostanów zaobserwowano w Opolu, Krakowie i Szczecinie.

Wysoka aktywność najemców była konsekwentnie obserwowana na rynkach tzw. Wielkiej Piątki, które odpowiadały za 80% całkowitego popytu. Ponadto Warszawa, Górny Śląsk i Polska Centralna dominowały pod względem wynajętej powierzchni, z wynikiem przekraczającym 1,0 mln mkw. na każdym z tych rynków.

Stawki czynszów pozostały względnie stabilne, przy czym wzrostowy trend dotyczył nowych projektów typu „prime”. Najwyższe poziomy czynszów niezmiennie odnotowywane są na rynkach tzw. Wielkiej Piątki. Czynsze efektywne znajdują się pod presją w regionach o podwyższonym poziomie pustostanów, gdzie właściciele oferują pakiety zachęt dla najemców.

zasoby

Patrząc w przyszłość oczekujemy, że obecne trendy będą się utrzymywać. Polski rynek magazynowy przechodzi z fazy szybkiej ekspansji do bardziej dojrzałego etapu, charakteryzującego się strategicznymi inwestycjami dostosowanymi do realnego popytu.

„W miarę ograniczania dostępnej podaży, odnowienia umów najmu prawdopodobnie nadal będą dominować w strukturze popytu. Nowe transakcje będą bardziej selektywne, z większym naciskiem na ekspansje. Deweloperzy pozostaną ostrożni przy rozpoczynaniu nowych projektów, koncentrując się na głównych rynkach oraz tych o najniższych wskaźnikach pustostanów. W lokalizacjach o wyższym poziomie niewynajętej powierzchni właściciele będą coraz bardziej skłonni oferować zachęty, aby przyciągnąć potencjalnych najemców.” – Dorota Koseska, Director, Industrial Agency, Avison Young

 

 

Perspektywa najemców

Z perspektywy najemców obecna sytuacja na rynku magazynowym jest bardziej zrównoważona niż w okresie największego boomu inwestycyjnego. Zwiększona dostępność powierzchni w niektórych lokalizacjach daje większy wybór i silniejszą pozycję negocjacyjną, co skłania najemców do rozważania różnych opcji, od renegocjacji umów najmu po relokację do nowoczesnych budynków o wyższych standardach technicznych.

Decyzje najemców coraz częściej mają charakter analityczny, przy czym firmy koncentrują się na całkowitych kosztach operacyjnych, a nie wyłącznie na czynszu bazowym. Kluczowe znaczenie mają koszty energii, efektywność budynku oraz funkcjonalność magazynu. Najemcy coraz częściej poszukują też nowoczesnych budynków oferujących wyższe parametry techniczne, takie jak większa nośność posadzki, wyższa moc przyłączeniowa czy możliwość wdrożenia automatyzacji magazynu.

Strategiczne planowanie najmu staje się standardem, co skutkuje częstszymi renegocjacjami umów lub optymalizacją zajmowanej powierzchni, zamiast szybkich decyzji o relokacji. Coraz więcej firm rozpoczyna analizę rynku nawet 18–24 miesiące przed wygaśnięciem obecnej umowy, aby zwiększyć swoją pozycję negocjacyjną oraz zabezpieczyć najlepsze dostępne lokalizacje.

Firmy dokładniej analizują swoje potrzeby logistyczne i dostępne opcje rynkowe, co sprawia, że procesy decyzyjne i negocjacyjne trwają dłużej niż w okresie największej dynamiki rynku.

 

Jakie trendy zaczynają kształtować ten rok?

Nowa równowaga podaży i popytu

Po okresie bardzo dynamicznego wzrostu rynku w latach 2020–2022 sektor magazynowy wchodzi obecnie w fazę bardziej zrównoważonego rozwoju. Deweloperzy w ostatnich latach ograniczyli liczbę projektów spekulacyjnych. Jednocześnie popyt pozostaje stabilny.

W efekcie coraz więcej nowych inwestycji realizowanych jest dopiero po zabezpieczeniu najemcy w formule pre-let lub build-to-suit, co ogranicza ryzyko realizacji projektów bez potwierdzonego popytu.

Automatyzacja zmienia projektowanie magazynów

Postępująca automatyzacja procesów logistycznych oraz rosnące znaczenie systemów robotycznych powodują, że magazyny są projektowane w coraz bardziej zaawansowany technologicznie sposób. Nowe obiekty uwzględniają wyższe wymagania dotyczące mocy energetycznej, nośności posadzek, wysokości składowania czy infrastruktury IT. W wielu przypadkach już na etapie projektowania budynków uwzględnia się możliwość instalacji systemów automatycznego składowania lub robotów logistycznych.

Specjalizacja lokalizacji logistycznych

Wraz z rozwojem rynku widoczna jest coraz większa specjalizacja funkcji poszczególnych regionów logistycznych. W największych aglomeracjach rośnie znaczenie magazynów miejskich i centrów dystrybucyjnych typu last-mile, które obsługują szybkie dostawy do konsumentów. Z kolei regiony o silnym zapleczu przemysłowym rozwijają się jako lokalizacje dla projektów produkcyjnych oraz magazynów wspierających procesy przemysłowe i montażowe.

Magazyn jako infrastruktura produkcyjna

Coraz większą rolę w strukturze popytu odgrywają firmy produkcyjne oraz przedsiębiorstwa prowadzące bardziej zaawansowane procesy logistyczne. W związku z tym rośnie zapotrzebowanie na obiekty oferujące wyższe parametry techniczne, m.in. większą nośność posadzki, możliwość instalacji suwnic, większą moc przyłączeniową czy wydzielone strefy produkcyjne. W wielu przypadkach magazyn przestaje pełnić wyłącznie funkcję składowania i staje się integralnym elementem infrastruktury produkcyjnej.

“Quality gap” na rynku magazynowym

Na rynku coraz wyraźniej widoczne jest zróżnicowanie pomiędzy nowoczesnymi obiektami klasy A, a starszymi zasobami magazynowymi. Najemcy coraz częściej wybierają budynki spełniające standardy ESG, oferujące wyższą efektywność energetyczną oraz lepsze warunki pracy dla pracowników. Starsze obiekty, szczególnie te zlokalizowane poza głównymi korytarzami logistycznymi, mogą wymagać modernizacji lub repozycjonowania, aby utrzymać konkurencyjność.

Globalna przebudowa łańcuchów dostaw

W skali globalnej jednym z najważniejszych trendów pozostaje reorganizacja łańcuchów dostaw. Firmy coraz częściej dywersyfikują produkcję i przenoszą część operacji bliżej rynków zbytu, aby zwiększyć bezpieczeństwo dostaw. Procesy nearshoringu i reshoringu wzmacniają rolę Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski, jako ważnego zaplecza produkcyjno-logistycznego dla rynku europejskiego.

Firmy inwestują w bezpieczeństwo cyfrowe, ale świadomość liderów nadal jest zbyt niska

Aż 95 proc. przedsiębiorstw na świecie traktuje cyberbezpieczeństwo jako priorytet finansowy – wynika z raportu 2025 Cybersecurity Skills Gap Global firmy Fortinet. Jednocześnie ponad połowa badanych podmiotów uważa, że członkowie ich zarządów nie rozumieją ryzyk związanych z cyfrowymi zagrożeniami. Brak wiedzy w tym obszarze zaczyna mieć wymierne skutki – w 52 proc. firm to kadra zarządcza poniosła konsekwencje w wyniku cyberataku: od kar finansowych po utratę stanowiska.

Przez lata cyberbezpieczeństwo było traktowane jako obszar techniczny, przypisany do działów IT i zespołów bezpieczeństwa. Dziś ten model przestaje być aktualny. Według raportu Fortinet aż 86 proc. przedsiębiorstw doświadczyło w roku poprzedzającym badanie co najmniej jednego naruszenia bezpieczeństwa, a 28 proc. – pięciu lub więcej. Ponad połowa firm poniosła koszty przekraczające 1 mln dolarów, a w 59 proc. przypadków powrót do pełnej sprawności operacyjnej po ataku zajął miesiąc lub dłużej.

Rosnące koszty udanych cyberataków, coraz większy nadzór regulacyjny oraz bezpośrednie konsekwencje finansowe, sprawiają, że obrona przed cyfrowymi zagrożeniami staje się pełnoprawnym elementem zarządzania ryzykiem korporacyjnym. To nie jest już wyłącznie kwestia ochrony infrastruktury, ale również stabilności biznesu, reputacji i odpowiedzialności zarządczej – mówi Joanna Chmielak, Enterprise Sales Manager w firmie Fortinet.

Świadomość rośnie, ale brakuje wiedzy

Firmy dostrzegają skalę wyzwania i reagują. Aż 76 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że – w roku poprzedzającym badanie Fortinet – ich zarządy zwiększyły nacisk na kwestie cyberbezpieczeństwa. Rok wcześniej ten wskaźnik wynosił 72 proc. To sygnał, że temat trafia na poziom strategiczny, jednak wzrost uwagi nie idzie w parze z pogłębianiem kompetencji przez liderów. Tylko 49 proc. badanych firm uważa, że członkowie zarządów w pełni rozumieją ryzyka związane z cyberzagrożeniami. Oczywiście nie chodzi o to, żeby liderzy biznesowi w przyspieszonym tempie dokształcali się z wiedzy technicznej.

Od zarządów nie oczekuje się eksperckiej znajomości systemów IT, lecz podstawowego zrozumienia cyberzagrożeń i ich wpływu na działalność firmy. Bez tej perspektywy dyrektorzy często opierają się na raportach lub opracowaniach, które nie pozwalają na krytyczną ocenę sytuacji. W efekcie trudniej ocenić nie tylko poziom zabezpieczeń, lecz także to, czy firma ma wystarczające zasoby, by skutecznie się chronić. Luka w wiedzy zarządu przekłada się więc bezpośrednio na odporność całego przedsiębiorstwa i jego zdolność do elastycznego reagowania na rosnące zagrożenia – tłumaczy Joanna Chmielak z Fortinet.

Kultura współdzielonej odpowiedzialności

Jeśli cyberodporność zaczyna się od przemyślanych decyzji, to jej fundamentem musi być wiedza. Dlatego kluczowego znaczenia nabierają działania edukacyjne, które często sprowadzane są do roli benefitu pracowniczego, podczas gdy w obszarze cyberbezpieczeństwa stają się kluczowym narzędziem zarządzania ryzykiem. Z raportu Fortinet wynika, że 62 proc. przedsiębiorstw inwestuje w szkolenia specjalistów IT, a 55 proc. organizuje programy budowania świadomości cybernetycznej wśród wszystkich pracowników. Cyberbezpieczeństwo przestaje być postrzegane wyłącznie jako domena technologii, a staje się odpowiedzialnością całej firmy.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera zaangażowanie kadry zarządzającej w aktywne uczestnictwo w działaniach edukacyjnych. Obecność liderów w takich inicjatywach ma znaczenie nie tylko praktyczne, ale i symboliczne. Pokazuje, że cyfrowa odporność nie jest wyłącznie formalnym obowiązkiem, lecz realnym priorytetem biznesowym.

Gdy zarządy aktywnie angażują się w edukację i nadają jej rangę strategiczną, firma przechodzi od reaktywnego podejścia do ochrony, czyli działania dopiero po incydencie, do modelu proaktywnego, opartego na zapobieganiu i przygotowaniu. Odporność zaczyna się nie od narzędzi, lecz od świadomego przywództwa, jasno określonej odpowiedzialności oraz zespołów wyposażonych w kompetencje do zarządzania ryzykiem na każdym poziomie organizacji – przekonuje ekspertka Fortinet.

Zarządy firm odpowiadają dziś za ocenę poziomu ryzyka, decyzje budżetowe oraz równoważenie inwestycji technologicznych z rozwojem kompetencji pracowników. Dlatego ich zaangażowanie w obszar cyberbezpieczeństwa decyduje o tym, czy stanie się ono realnym elementem strategii firmy, czy pozostanie jedynie deklaracją.

Green Lanes zabezpiecza łańcuch dostaw kluczowego surowca

Grupa Green Lanes zawarła z Instytutem Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich umowę licencyjną, dotyczącą prawa do korzystania z odmiany konopi włóknistych „Białobrzeskie”, zabezpieczając dostęp do materiału siewnego tego kluczowego surowca. Umowa obejmuje know-how w zakresie nasiennictwa oraz materiał genetyczny odmiany, a także – co istotne z perspektywy operacyjnej – możliwość samodzielnej reprodukcji i sprzedaży materiału siewnego na potrzeby działalności Grupy. Licencja obowiązuje do lipca 2027 roku.

Ta umowa daje nam większą kontrolę nad jednym z podstawowych obszarów operacyjnych, czyli zabezpiecza możliwość pozyskania surowca – słomy konopnej – w wymaganej przez nas jakości i wolumenie. Samodzielna reprodukcja materiału siewnego oznacza nie tylko realne oszczędności i dodatkowe źródło przychodów wynikające z obrotu tym materiałem na potrzeby własnej produkcji, ale przede wszystkim niezależność operacyjną i bezpieczeństwo planowania produkcji na lata. Zakładamy długoterminową współpracę z Instytutem i w praktyce oznacza to zwiększenie kontroli nad jakością surowca oraz stabilności biznesu a ponadto umożliwia budowę dodatkowej bariery wejścia. Jednocześnie odmiana Białobrzeskie, dzięki wysokim uzyskom i jakości surowca, jest dla nas optymalna z punktu widzenia produkcji Strumber® – mówi Piotr Pietras, współzałożyciel, akcjonariusz i Prezes Zarządu Green Lanes S.A.

Zawarcie umowy licencyjnej zapewnia dostęp do materiału siewnego o określonych parametrach jakościowych i genetycznych, co przekłada się na powtarzalność produktu, wzmacnia kontrolę nad łańcuchem dostaw oraz wspiera skalowanie działalności, a tym samym stanowi istotny element realizacji strategii Grupy Green Lanes ukierunkowanej na rozwój i komercjalizację materiału Strumber®.

Dzięki podpisanej umowie Grupa będzie mogła samodzielnie prowadzić reprodukcję materiału siewnego na własne potrzeby, co znacząco zwiększy jej niezależność operacyjną w planowaniu i realizacji upraw. Rozwiązanie to ogranicza również ryzyko związane z dostępnością materiału siewnego w kolejnych sezonach, zapewniając większą przewidywalność działalności operacyjnej.

Pod koniec marca 2026 roku Grupa Green Lanes rozpoczęła fazę rozruchu produkcyjnego, wchodząc w etap komercjalizacji. Rozpoczęcie dostaw materiału Strumber® do pierwszych odbiorców, z którymi zawarte zostały listy intencyjne lub umowy przedwstępne, umożliwi generowanie pierwszych powtarzalnych przychodów oraz konsekwentne budowanie pozycji rynkowej w oparciu o niezależny, skalowalny i stabilny model operacyjny.

TACO wraca do menu. Inwestorzy czekają na ruch Trumpa wobec Iranu

Prezydent USA zadbał o to, by świąteczny nastrój nie zagrzał zbyt długo miejsca. We wtorek wracamy na rynki i znów mamy straszenie, szantaże, groźby. Inwestorzy, choć objedzeni pisankami, już myślą o TACO. 

Nieznośna lekkość deadlinów

Pozostaje coraz mniej czasu nim upłynie kolejny już deadline dla Iranu. Jest on wyznaczony na środę o 2:00 w nocy czasu polskiego. Wczoraj na konferencji prasowej prezydent Trump zadeklarował, że jeśli Cieśnina Ormuz nie zostanie odblokowana, to cały kraj zostanie zrównany z ziemią w trakcie jednej nocy. Trochę w odpowiedzi na te groźby Pakistan, Egipt i Turcja jako mediatorzy dostarczyły propozycję 45-dniowego zawieszenia broni z otwarciem Cieśniny Ormuz. Iran jednak tę propozycję kategorycznie i jednoznacznie odrzucił. Teheran wysłał własną 10-punktową odpowiedź i zażądał „permanent end to war” (a nie tylko „temporary ceasefire”), co oznaczałoby zakończenie wszystkich konfliktów regionalnych. Na liście żądań Iranu znalazły się też: protokół bezpieczeństwa dla Cieśniny Ormuz, zniesienie sankcji i wypłacenie odszkodowań wojennych. Trump nazwał propozycję mediatorów znaczącym, choć niewystarczającym postępem, zapowiedział, że deadline nie zostanie przesunięty i dorzucił jeszcze, że Iran ma mnóstwo czasu, by złagodzić stanowisko. Do odpowiedzi Teheranu jednak się nie ustosunkował, choć można zakładać, że stanowiska obu stron są skrajnie różne. Sekretarz Obrony Pete Hegseth podgrzewa atmosferę i zapowiada intensyfikację ostrzału w nadchodzących dniach. Rynki mimo to stawiają na scenariusz TACO (Trump Always Chickens Out) — wczorajszy ruch po doniesieniach o potencjalnym zawieszeniu broni pokazał, że Wall Street wierzy w wycofanie się Trumpa w ostatniej chwili.

Rozmowy rozmowami, a bomby swoje

Tymczasem wczoraj wieczorem Izrael zbombardował instalację petrochemiczną w South Pars – największym na świecie złożu gazu ziemnego (współdzielonym z Katarem) i głównym źródle energii domowej dla 93 milionów Irańczyków. Ogień został opanowany, ale szkody są w tym momencie trudne do oszacowania — to przypomnienie, o jaką stawkę toczy się gra. Każdy dzień konfliktu to kolejne miliardy potrzebne na odbudowę zniszczonej infrastruktury krytycznej. Trump w tym samym czasie zaskoczył kolejnym pomysłem, czyli przejęciem kontroli nad irańskim sektorem naftowym. Zasugerował jednocześnie, że można wykorzystać to narzędzie jako element presji wobec Chin w wojnie handlowej. Iran nie tylko nie ugina się pod presją deadline’u, ale sam eskaluje: irański minister młodzieży wezwał wczoraj młodych ludzi do utworzenia „human chain” wokół elektrowni, w odpowiedzi na groźby Trumpa. Równolegle Teheran publikuje swoją listę potencjalnych celów do uderzenia, na wypadek eskalacji ze strony USA.

W usługach coraz mniej optymizmu

Wbrew pozorom nie tylko wojną rynek żyje. Nie brakuje nam kolejnych figur makroekonomicznych, choć nie da się ukryć, że nad znaczną częścią z nich i tak unosi się cień Bliskiego Wschodu. Większość inwestorów dopiero dzisiaj wraca do pełnej gry po weekendowych świętach Wielkanocy. Zbiegło się to z odczytami PMI dla usług w Europie. I trudno tu o optymizm, choć zbiorczy wynik dla całej strefy okazał się nieco wyższy nie tylko od oczekiwań, ale – co kluczowe – również od granicy 50 pkt. Jednak wynik 50,2 pkt wpisuje się niestety w negatywny ostatnio trend, a ten bufor bezpieczeństwa radykalnie się zmniejsza. We wtorek decyzję w sprawie stóp procentowych podjęli Rumuni i zgodnie z przewidywaniami analityków utrzymali koszt pieniądza bez zmian. Większość banków centralnych w obecnych warunkach przechodzi w tryb wait & see i próbuje oszacować, jak duże będą konsekwencje wojny w Iranie. Globalna retoryka wokół polityki pieniężnej dość mocno przeszła z gołębiej na jastrzębią stronę. Coraz większa liczba medialnych analityków wchodzi do licytacji pt. „ile podwyżek stóp czeka nas w tym roku?”. W tym kontekście zawsze warto zapoznać się z „minutkami” z posiedzenia FOMC, które zostaną opublikowane jutro wieczorem.

Złoty dzisiaj pozostaje stabilny, nieznacznie tracąc względem euro, które kosztuje 4,275 zł. Kurs dolara pozostaje przyklejony do poziomu 3,70 zł, minimalnie za to tanieje frank, za którego zapłacimy 4,625 zł.

Europa pod presją stagflacji, USA bardziej odporne. Wojna w Iranie zmienia układ sił na rynkach

Uczucie déjà vu unosi się nad rynkami w obliczu braku wyraźnych perspektyw na zakończenie wojny w Iranie.

Kluczowe punkty:

  • PLN czeka na sygnały z RPP.
  • Wojna w Iranie trwa, rynki czekają na deadline Trumpa.
  • Rynek pracy w USA pozostaje odporny na niepewność związaną z wojną.
  • Inflacja w strefie euro w marcu wzrosła w obliczu szoku energetycznego.
  • Prezes BoE Bailey odsuwa rynkowe oczekiwania dot. podwyżek stóp procentowych.

Prezydent Donald Trump stosuje różne groźby i wielokrotnie przesuwa terminy ich realizacji, a rynki finansowe w coraz większym stopniu ignorują jego zastraszanie, skupiając się zamiast tego na rzeczywistych wydarzeniach – podobnie jak po pierwszych tygodniach zamieszania celnego rok temu. Inwestorzy szukają spójnej narracji, podczas gdy aktywa ryzykowne odbijają, ceny ropy wciąż rosną, a cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta przez Iran. Wczesne oznaki makroekonomicznego wpływu wojny wskazują na stagflację w importującej surowce energetyczne Europie i większą odporność samowystarczalnych Stanów Zjednoczonych. W tle waluty eksportujących surowce rynków wschodzących zaczęły odbijać i większość jest obecnie zdecydowanie silniejsza względem euro niż w przeddzień wojny.

Najważniejszym motorem ruchów rynkowych w tym tygodniu będzie wciąż rozwój sytuacji w Iranie, w szczególności wielokrotnie przesuwany przez Trumpa, upływający dziś w nocy, deadline na otwarcie przez Iran cieśniny i przystanie na warunki rozejmu. Istotne dla rynków będą również dane o marcowej inflacji w USA. Będzie to pierwszy taki raport odzwierciedlający w pełni oddziaływanie wojny i oczekuje się, że pokaże znaczny skok głównej miary, wymazując dwa lata powolnego postępu w kierunku celu Rezerwy Federalnej.

PLN

Poprzedni tydzień nie przyniósł znaczących zmian kursu EUR/PLN. Na początku tego tygodnia lekkie umocnienie złotego szło w parze ze wzrostem pary EUR/USD. Choć sentyment nieznacznie się poprawił, trwająca na Bliskim Wschodzie wojna i szok energetyczny nadal stanowią główne czynniki ryzyka dla polskiej waluty w krótkim terminie.

W ubiegłym tygodniu poznaliśmy dane o inflacji w marcu. Inflacja CPI podbiła z 2,1% do 3%, lądując nieco poniżej szacunków konsensusu, ale jednak w górnej części widełek celu inflacyjnego. Za wyższymi cenami stoi oczywiście szok energetyczny – ceny paliw podbiły aż o 15,4% względem lutego. W kwietniu w wyniku osłonowych działań rządu inflacja powinna spaść. W kontekście zawirowań cenowych będziemy zwracać uwagę na sygnały ze strony RPP, która w czwartek (09.04) zadecyduje o wysokości stóp procentowych. Rynek w okresie od wybuchu wojny w Iranie zaczął wyceniać ich podwyżki w Polsce. Choć o obniżkach w najbliższym czasie naszym zdaniem nie ma mowy, nie widzimy obecnie silnych przesłanek do tego, żeby Rada myślała o ruchu w górę.

EUR

Wstępny odczyt inflacji i dane sentymentowe w strefie euro wskazują na znaczny stagflacyjny wpływ wojny. Główna miara dynamiki cen wzrosła do 2,5% w marcu względem 1,9% miesiąc wcześniej, a różne wskaźniki nastroju spadły z lutowych poziomów, choć różnice są stosunkowo niewielkie. Inflacja bazowa jest wciąż ograniczona i w zeszłym miesiącu nawet spadła, wciąż jest jednak wcześnie, a członkowie Europejskiego Banku Centralnego będą w kolejnych miesiącach uważnie obserwować ten kluczowy wskaźnik, by sprawdzić, czy szok energetyczny doprowadzi do efektów drugiej rundy.

Choć część jastrzębi z EBC podkreśliła konieczność przyjęcia ostrożnej i wyważonej postawy, oficjele nie odsuwają szczególnie silnie oczekiwań rynkowych dotyczących niemal trzech podwyżek stóp procentowych w 2026 r., z których pierwsza miałaby nadejść już podczas najbliższego posiedzenia banku w kwietniu. Stanowi to wyraźny kontrast dla USA, gdzie Fed sprzeciwia się wciąż rozmowom o ruchach w górę. Różnica między wysokością stóp procentowych po obu stronach Atlantyku maleje z tygodnia na tydzień, co może wesprzeć odbicie euro, gdy wojna w Iranie dobiegnie końca.

USD

Marcowy raport NFP (non-farm payrolls) był w większości lepszy, niż oczekiwano, dobrze go jednak zapewne uśrednić ze znacznie słabszym raportem za luty, który został zrewidowany w dół względem wstępnych szacunków. Niemniej jak na razie niewiele wskazuje, by wojna i skok cen ropy miały istotny wpływ na amerykańską gospodarkę.

Oczy wszystkich zwrócone są ku publikacji raportu inflacyjnego za marzec, który powinien pokazać pełny wpływ wzrostu cen energii, i oczekiwań inflacyjnych Uniwersytetu Michigan w piątek (10.04). Sądzimy, że oficjele Fedu nie będą martwili się nadmiernie możliwością odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych. To szósty z rzędu rok, kiedy bank centralny nie osiągnął celu inflacyjnego, i szanse na to w średnim terminie są niewielkie.

GBP

W ubiegłym tygodniu prezes Andrew Bailey ponownie wyraźnie oponował przeciwko rynkowym wycenom dotyczącym podwyżek stóp procentowych Banku Anglii. Nie udało mu się to jednak w pełni i wciąż oczekiwane są dwa pełne ruchy w górę przed końcem roku. Szok energetyczny jest problemem po stronie podaży, poza kontrolą Komitetu, a przy już kiepskim stanie brytyjskiej gospodarki i rynku pracy będzie się on obawiać, że agresywne podwyżki mogą doprowadzić do recesji na Wyspach. Zwracamy uwagę, że wzrost rentowności obligacji skarbowych i oprocentowania kredytów hipotecznych właściwie działa już jako zacieśnianie polityki, co powinno zmniejszyć presję na BoE, by podnosił stopę bazową.

Byliśmy zaskoczeni tym, że funt w ubiegłym tygodniu zdołał utrzymać się w parze z euro i umocnić względem dolara mimo werbalnych interwencji Baileya. Wciąż nie wiadomo, jak wojna w Iranie i skok cen energii wpłyną na inflację i wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii, ponieważ poznaliśmy dotąd niewiele danych obejmujących ten okres. Wystarczająco danych za marzec, by wyciągać jakiekolwiek wnioski, będziemy mieli nie wcześniej niż za dwa tygodnie.

Telekomy na rozdrożu. Klienci B2B oczekują wartości, nie tylko infrastruktury

Firmy coraz wyraźniej sygnalizują zmianę oczekiwań wobec operatorów telekomunikacyjnych – sama łączność przestaje wystarczać. Zamiast dostawców infrastruktury biznes szuka partnerów, którzy realnie wspierają wzrost, transformację i wdrażanie nowych technologii. Jak pokazuje raport „The B2B Pulse for Telcos: Six Strategic Imperatives to Win in Connectivity and Beyond (2026 edition)” Capgemini Research Institute, rośnie luka między tym, czego organizacje oczekują, a tym, co faktycznie otrzymują – aż 74% firm oczekuje od operatorów odpowiedzialności za wyniki biznesowe, podczas gdy tylko 39% dostrzega ich realny wpływ na wzrost przychodów.

Klienci chcą więcej niż operatorzy dziś oferują

Zmiana oczekiwań wobec operatorów telekomunikacyjnych nie jest chwilowa – to efekt przyspieszającej transformacji cyfrowej firm, które coraz silniej opierają swoją działalność na danych, automatyzacji i rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji. W tym kontekście sama łączność przestaje być wyróżnikiem, a staje się jedynie punktem wyjścia do budowania wartości.

Firmy coraz częściej oczekują od operatorów roli partnera, który nie tylko rozumie ich branżę, ale także potrafi współtworzyć rozwiązania odpowiadające na konkretne wyzwania biznesowe. Tymczasem tylko 41% organizacji uważa, że ich operator wnosi wartość wykraczającą poza podstawowe usługi, a jedynie 37% deklaruje, że otrzymuje rozwiązania dopasowane do swoich potrzeb. Jednocześnie aż 65% firm jest gotowych zapłacić więcej za oferty lepiej odpowiadające ich specyfice.

– Coraz wyraźniej widać, że łączność przestaje być dla firm celem samym w sobie – staje się elementem większej całości. Kluczowe jest to, w jaki sposób przekłada się ona na konkretne procesy, efektywność i rozwój biznesu. To właśnie w tym obszarze operatorzy mają dziś największą przestrzeń do redefinicji swojej roli – komentuje Rafał Kurman, Lead Connectivity & Network Engineer, ERD w Capgemini Polska.

Ekosystemy stają się nowym standardem współpracy

Rosnąca złożoność środowisk technologicznych sprawia, że pojedynczy dostawca coraz rzadziej jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby organizacji. W efekcie firmy oczekują od operatorów nie tylko usług, ale także zdolności do integrowania rozwiązań różnych partnerów w spójne, działające całościowo środowiska.

Już 65% organizacji wskazuje, że operatorzy powinni pełnić rolę integratora ekosystemu – łącząc kompetencje dostawców IT, oprogramowania, integratorów systemów czy hyperscalerów. Jednocześnie tylko 35% firm widzi, że operatorzy faktycznie realizują tę rolę. Brak takiej koordynacji oznacza dla biznesu większą złożoność, dłuższy czas wdrożeń i trudności w skalowaniu rozwiązań.

To przesunięcie w kierunku modeli opartych na współpracy pokazuje, że przewaga konkurencyjna nie będzie już wynikać wyłącznie z posiadanej infrastruktury, ale z umiejętności łączenia technologii, partnerstw i kompetencji w sposób, który realnie wspiera rozwój klientów.

AI i inteligentne sieci zmieniają punkt ciężkości

Równolegle rośnie znaczenie zaawansowanych technologii, które przestają być elementem eksperymentów, a stają się fundamentem decyzji inwestycyjnych firm. W ciągu najbliższych dwóch lat aż 84% organizacji planuje inwestycje w rozwiązania AI i machine learning, a 76% w platformy AI i GenAI.

Wraz z tym trendem rosną oczekiwania wobec operatorów jako dostawców infrastruktury zdolnej wspierać nowe modele działania. Firmy coraz częściej poszukują inteligentnych, elastycznych sieci, które umożliwiają przetwarzanie danych w czasie rzeczywistym i integrację z rozwiązaniami chmurowymi oraz edge computingiem. Już ponad połowa organizacji korzysta lub planuje wdrożyć zaawansowane usługi sieciowe, takie jak SD-WAN, prywatne 5G czy network as a service.

Jednocześnie aż 72% firm uważa, że operatorzy pozostają w tyle za hyperscalerami i firmami technologicznymi w obszarze AI i chmury. To pokazuje, że mimo rosnącego znaczenia tych technologii, operatorzy wciąż nie są postrzegani jako ich naturalni liderzy.

Zaufanie i doświadczenie klienta decydują o wyborze

W świecie rosnącej niepewności geopolitycznej i regulacyjnej coraz większe znaczenie zyskują kwestie związane z zaufaniem, bezpieczeństwem i suwerennością danych. Aż 86% organizacji wskazuje, że kraj pochodzenia dostawcy ma znaczenie przy wyborze operatora, a 67% traktuje kwestie suwerenności jako kluczowy argument przemawiający za współpracą z operatorami zamiast hyperscalerów.

Jednocześnie rosną oczekiwania wobec doświadczenia klienta. Choć 64% firm uznaje je za kluczowe, a ponad połowa jest gotowa zapłacić więcej za lepszą obsługę, aż 65% organizacji uważa proces zakupowy za zbyt skomplikowany – szczególnie w obszarze rozliczeń i przejrzystości oferty.

– Operatorzy mają dziś wyjątkową szansę, by stać się partnerami pierwszego wyboru w obszarze transformacji cyfrowej. Warunkiem jest połączenie kompetencji technologicznych i zdolności wykorzystania AI oraz danych z takim sposobem obsługi klienta, który jest maksymalnie prosty, transparentny i łatwy we współpracy, a przy tym buduje zaufanie i zapewnia suwerenność cyfrową – podsumowuje Rafał Kurman, Lead Connectivity & Network Engineer, ERD w Capgemini Polska.