Badanie GfK: na co Polacy zwracają uwagę w czasie zakupów?

Pandemia mocno wpłynęła na oczekiwania nabywców wobec marek. Konsumentom zależy dziś przede wszystkim na tym, aby produkty odpowiadały na ich bieżące potrzeby, wyróżniały się wysoką jakością i miały unikalny charakter. Personalizacja oraz świadoma konsumpcja to także dwa trendy, które w trakcie minionego roku wyraźnie cechowały zachowania konsumenckie. Takie dane płyną z najnowszego badania GfK „Consumer Life”.

Pandemia, galopująca inflacja i wzrost kosztów życia wywarły olbrzymi wpływ, zarówno na nasz styl życia i przyzwyczajenia, jak i przekonania oraz wyznawane wartości. W swoim najnowszym badaniu „Consumer Life” firma GfK postanowiła sprawdzić, w jaki sposób uwarunkowania zewnętrzne przełożyły się na oczekiwania i potrzeby polskich konsumentów.

Po trudnym pandemicznym roku nabywcy poczuli silną potrzebę, aby rozpieścić samych siebie. Jest to trend, który obecnie cieszy się większą niż wcześniej popularnością. Chcemy zamanifestować kim jesteśmy, pragniemy mocniej o siebie zadbać i oczekujemy, że zakupione produkty pomogą nam osiągnąć lepsze samopoczucie. Sposobów na umilanie codzienności jest wiele – od dobrego jedzenia, poprzez ulubione książki, aż po home SPA – wyjaśnia Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Z badania GfK wynika, że produkty i marki, które „dogadzają” konsumentom są częściej i chętniej wybierane przez nabywców. Polacy oczekują ponadto, że marki będą wychodzić naprzeciw ich indywidualnym potrzebom – aż 57 proc. konsumentów kupuje produkty, które są dokładnie dopasowane do ich profilu.

Przymusowa izolacja wpłynęła na zakupowe nawyki

Zmiany nawyków konsumenckich to także efekt wprowadzanych restrykcji, w wyniku których Polacy częściej spędzali czas w swoich domach. Przymusowa izolacja nie zniechęciła nas jednak do przesiadywania w domowym zaciszu. Jest wręcz przeciwnie. Z danych GfK wynika, że aż 66 proc. nabywców uważa dziś własny dom lub mieszkanie za komfortowy azyl, w którym mogą odpocząć i uciec od codziennych zmartwień.

– Odkąd spędzamy w domach znacznie więcej czasu, bardziej dbamy o nasze cztery kąty, a szczególnie o ich przytulność i wyposażenie. Większą uwagę niż dotychczas zwracamy na design – nawet w przypadku zakupu produktów technologicznych. Z badania „Consumer Life” wynika także, że duży odsetek nabywców – bo aż 45 proc. – po prostu lubi spędzać wolny czas w domach. Takie podejście znacząco wpływa na nasze decyzje zakupowe, na co z pewnością powinni zwrócić uwagę zarówno producenci, jak i detaliścipodkreśla Anna Szwedowska, consultant w GfK.

Jakość nadal kluczowa

Pomimo obniżki nastrojów konsumenckich i rosnącej inflacji, Polacy nie przestali zwracać uwagi na jakość kupowanych produktów. Nabywcy wolą posiadać mniej rzeczy, ale zależy im, aby były one unikalne i wyróżniały się wysoką jakością. Ważne jest także zaufanie do marki – konsumenci chętniej wybierają sprawdzone już produkty. Nie chcą pełnić funkcji  testerów, a zamiast tego wolą kupować produkty zweryfikowane i ocenione przez innych.

Niedobory produktów związane z pandemią COVID-19 zmusiły wielu konsumentów do wypróbowania oferty nowych marek. Jeśli podjęte próby okażą się rozczarowaniem, nabywcy wrócą zapewne do poprzednich wyborów. W badaniu „Consumer Life” aż 44 proc. respondentów stwierdziło, że w razie niezadowolenia z produktu lub usługi, zamieni produkt na inny mówi Dominika Grusznic-Drobińska.

Coraz bardziej świadome zakupy

Badanie GfK pokazuje również, że jako nabywcy stajemy się bardziej świadomi. Wynika z niego, że 38 proc. polskich konsumentów deklaruje, że przed zakupem produktu zapoznaje się z treścią etykiety. To trend, który idzie w parze z rosnącą sprzedażą produktów i usług z tzw. wartością dodaną, czyli powstających np. zgodnie z normami zrównoważonego rozwoju lub pochodzących od lokalnych dostawców.

Rosnąca świadomość nabywców, a także coraz większa personalizacja produktów i usług to trendy, które wraz z nadejściem pandemii zyskały nowe oblicze i zapewne zostaną z nami na dłużej. Na zakupach coraz mniej pozostawiamy przypadkowi, zwracając przy tym uwagę na najmniejsze szczegóły. Marki to dostrzegają, a zmiany w podejściu do kupujących zachodzą dosłownie na naszych oczach – podsumowuje Anna Szwedowska.

Pusto za ladą. Gdy zmienników w handlu brak

Praca na zmiany i w weekendy, problemy z dojazdem do miejsca zatrudnienia, niesatysfakcjonujące wynagrodzenie oraz niewystarczające kwalifikacje to najczęstsze powody deficytów kadrowych w zawodzie sprzedawcy i kasjera, wynika z obecnych prognoz Barometru Zawodów na 2022 r. Zmianowość – najczęstszy powód braków kandydatów dot. chętnych do objęcia stanowisk handlowych – jest wymieniana przez twórców barometru niemal dwa razy częściej niż niskie płace.

Szacuje się, że w branży handlowej w naszym kraju zatrudnionych jest 1,5 – 2 mln osób. Etatów nie brakuje – w II kw. 2021 r. najwięcej nowych miejsc pracy powstało w handlu (i naprawie pojazdów samochodowych) – 28,7 tys. Mimo, że w analogicznym okresie zlikwidowano 12,9 tys. miejsc pracy to i tak ten właśnie sektor zwiększył swój popyt na pracowników o 15,8 tys. osób. Zapotrzebowanie było i jest widoczne również w Centralnej Bazie Ofert Pracy. W ciągu ostatnich 30 dni umieszczono tam w sumie 535 ogłoszeń oferujących etat dla 1 158 kasjerów i sprzedawców. Co więcej, według Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD) w IV kwartale 2021 r. prognozowany wzrost zatrudnienia w sklepach wyniesie 7 proc. Pracodawcy z sektora handlowego stanęli do rywalizacji o kandydatów i muszą się bardzo starać, by tę rywalizację wygrać, bo ogłoszeń nie brakuje, a zainteresowanych nimi niestety tak.

Pieniądze ważne, ale nie wszędzie?

Według danych Barometru Zawodów na 2022 r. niskie płace będą powodem deficytów kasjerów i sprzedawców w ok. jednej trzeciej powiatów zlokalizowanych na terenie całej Polski, w których prognozowane są obecnie braki kadrowe w tych profesjach. Mimo, że stawki za pracę w handlu idą w górę to i tak nie dla każdego pracownika są zadowalające. Oferowane wynagrodzenia wahają się między 3 tys. pln brutto a 4,6 tys. pln brutto i uzależnione są m.in. od wykonywanych obowiązków, doświadczenia zawodowego czy miejsca pracy.

Do wynagrodzenia podstawowego kasjerów i sprzedawców – w wielu przypadkach – doliczane są też różne bonusy np. dodatek za pracę w niedzielę, w czasie pandemii i frekwencyjny, bonusy świąteczne czy inne korzyści pozapłacowe, jak prywatna opieka medyczna czy vouchery oraz zniżki na zakupy. Pracownicy mogą otrzymać też miesięczną premię uznaniową, uwzględniającą wyniki sklepu i jakość obsługi. Takie działanie jest podstawą, jeśli chcemy zachęcić kandydatów do wzięcia udziału w rekrutacji na stanowiska tj. sprzedawca, który według GUS w 2021 r. był zawodem cieszącym się największym popytem – mówi Joanna Dargiewicz, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Zmiany do zmiany

Praca na zmiany będzie powodem deficytu pracowników na stanowiskach kasjer i sprzedawca w ponad połowie powiatów, w których w 2022 r. prognozowane są braki kadrowe (Barometr Zawodów). Na niskie zainteresowanie kandydatów etatem w handlu wpływa także konieczność pracy w weekendy, nadgodziny oraz problemy z dojazdem do i z pracy, które pojawiają się np. gdy zatrudnieni w obiektach handlowych późno kończą zmianę i nie mają dobrego połączenia komunikacyjnego ze swoim domem. To, że lokalizacja i łatwy dojazd do pracy są ważnym czynnikiem podjęcia zatrudnienia potwierdzają także badania Grupy Progres, z których wynika, że kandydaci coraz bardziej cenią swój czas i nie chcą go tracić np. na dojazdy do pracy. 59 proc. badanych wskazuje lokalizację firmy jako najważniejszy czynnik brany pod uwagę podczas aplikowania na dane stanowisko. Badanie Grupy Progres wykazało też, że częste nadgodziny – zniechęcające m.in. do pracy w handlu – mogą być powodem zmiany pracy (według osób aktywnych zawodowo).

– Sektor handlowy, jeśli chodzi o etaty w sklepach, jest dość sfeminizowany. Z naszych danych i obserwacji wynika, że stanowiska kasjer czy sprzedawca są zdominowane przez panie. Natomiast mężczyzn jest więcej w centrach dystrybucyjnych sieci handlowych. Co więcej, to kobiety odpowiadają częściej na ogłoszenia dot. rekrutacji do pracy w handlu – zaznacza Joanna Dargiewicz. – Przeszkody pojawiają się, gdy kandydatka ma pod opieką dzieci, a praca wymaga dyspozycyjności. Co więcej, dojazd do potencjalnego miejsca zatrudnienia jest zbyt długi lub brakuje dogodnych połączeń. To bariery, które powodują rezygnację z rekrutacji. Co widać również w prognozach Barometru Zawodów – podkreśla ekspertka.

Niewykwalifikowani

W niemal 20 proc. powiatów, w których w 2022 r. prognozowane są deficyty na stanowiskach kasjerów i sprzedawców, powodem braków kadrowych jest brak uprawnień lub odpowiednich kwalifikacji tj. obsługa kasy fiskalnej i terminali płatniczych czy książeczka sanepidowska. Ponadto według Barometru Zawodów kandydaci nie będą w stanie spełnić wymagań pracodawców m.in. obejmujących kompetencje miękkie, czyli np. kontakt z klientem (również trudnym), umiejętność pracy zespołowej czy nawiązywania relacji.

Ratunkiem na braki kadrowe w handlu mogą być obcokrajowcy, dyspozycyjni i gotowi do podjęcia pracy od zaraz, również w handlu np. Ukraińcy czy Białorusini. Dla nich bowiem dojazd do miejsca pracy czy nadgodziny nie są przeszkodą – mówi Joanna Dargiewicz.

Co więcej, jak wynika z danych Grupy Progres – obcokrajowcy pracujący w Polsce tymczasowo (również w sektorze handlowym) na wykonywanie swoich obowiązków poświęcają średnio kilkadziesiąt godzin więcej niż nasi rodacy. Tylko we wrześniu 2021 r. statystyczny Ukrainiec i Białorusin przepracował ok. 50 RBH więcej niż Polak.

O ponad 20 proc. wzrosła liczba pracujących cudzoziemców w Polsce, czy ta tendencja się utrzyma?

Liczba obcokrajowców pracujących w Polsce jest znacznie więcej niż przed dwoma laty, gdy nie mieliśmy jeszcze do czynienia z pandemią koronawirusa. Składki ubezpieczeniowe do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w październiku odprowadzane były przez blisko 872 tys. pracowników i właścicieli film spoza Polski. Większość stanowią obywatele Ukrainy, których łącznie w naszym kraju pracuje legalnie ok. 636 tys.

Porównując do października 2020 r. (721 tys.) cudzoziemców było o 20,9 proc. więcej. Za ten wzrost odpowiadali głównie pracownicy z Ukrainy, których w porównaniu z ubiegłym rokiem pracowało w Polsce o 19,2 proc. więcej. Natomiast w 2019 r. obcokrajowców ogółem zgłoszonych do ZUS było blisko 683 tys., z czego ok. 514 tys. stanowili nasi wschodni sąsiedzi. Oznacza to, że w ciągu dwóch lat liczba pracowników nieposiadających polskiego obywatelstwa wzrosła o 27,6 proc., zaś samych Ukraińców pracowało o o 23,8 proc. więcej niż przed dwoma laty.

“W ostatnim czasie tendencja zatrudniania migrantów zarobkowych w polskich przedsiębiorstwach jest wzrostowa Gremi Personal zanotowało 30 proc. wzrost zrekrutowanych pracowników ze Wschodu, natomiast zapotrzebowanie na nich w Polsce wzrosło o 90 proc. w porównaniu do roku ubiegłego. Coraz trudniej jest sprostać oczekiwaniom przedsiębiorców ze względu na panujące obostrzenia związane z przekraczaniem granicy. Okres oczekiwania na pracownika się przez to znacznie wydłuża. Nie pomaga, również panująca w Polsce inflacja oraz osłabienie złotówki w stosunku do hrywny, a także planowane przez kraje zachodnie UE podniesienie stawki minimalnej przykładowo w Niemczech. Z badań Centrum analitycznego Gremi Personal wynika, że głównym powodem wpływającym na decyzje związane z migracją jest czynnik ekonomiczny, powołuje się na niego, aż  80,6 proc. respondentów. Czy tendencja zainteresowania imigrantów spoza UE pracą w Polsce się utrzyma? Wszystko zależy od naszych zachodnich sąsiadów i ich podejścia do ułatwienia procesu legalizacji zatrudnienia i pobytu cudzoziemców spoza UE.” – mówi Tomas Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal

Sam Parlament Europejski  wzywa do stworzenia ambitnego systemu przyjmowania nisko i średnio wykwalifikowanych pracowników z krajów trzecich oraz ram uznawania ich umiejętności i kwalifikacji. Parlamentarzyści są zdania, że należy ułatwić legalną migrację do UE przedsiębiorcom poprzez wprowadzenie ogólno – unijnego systemu wjazdu i pobytu dla osób pragnących założyć działalność gospodarczą i rozpocząć pracę zawodową, a także dla mobilnych pracowników, takich jak artyści i osoby zawodowo związane z kulturą. Posłowie chcą, aby Komisja stworzyła pięcioletnią wizę wielokrotnego wjazdu, pozwalającą na wizyty do 90 dni rocznie.

Służba zdrowia: przestępcy atakują średnio 750 razy tygodniowo

Służba zdrowia to jeden z najbardziej krytycznych sektorów usług publicznych. Presja cyberprzestępców na tę kategorię instytucji rośnie. W 2020 roku, zgodnie z raportem HIMSS Cybersecurity Survey*, aż 70 proc. placówek medycznych w USA doświadczyło poważnego incydentu bezpieczeństwa. Także ostatnie miesiące potwierdzają wzmożone zainteresowanie cyberprzestępców – we wrześniu br., liczba ataków w porównaniu do 2020 roku**. zwiększyła się o 55 proc, a średnio każdego tygodnia przestępcy atakują sektor zdrowia 750 krotnie.

Ataki na systemy opieki zdrowotnej mogą by realizowane zarówno przy użyciu bezpośredniego dostępu do szpitalnej sieci WiFi, jak i z dowolnego miejsca na świecie. Motywacją dla ich autorów jest chęć kradzieży lub blokady danych, przede wszystkim pacjentów, patentowych czy wyników badań naukowych. Potencjalne zagrożenia generuje presję na placówki zdrowotne – zwłaszcza szpitale, które muszą funkcjonować w trybie 24/7. Każda przerwa w ich działalności może mieć konsekwencje dla zdrowia i zagrażać życiu pacjentów.

Lekarz też człowiek. Człowiek jednym ze słabszych ogniw w systemie cyberbezpieczeństwa.

Kryzys zdrowotny związany z Covid-19 uwydatnił narażenie szpitali na ryzyka, między innymi też cybernetyczne. Sytuacja unaocznia kruchość ochrony cyfrowej, na którą sektor zdrowia cierpi od lat. To przekłada się na coraz większą skalę liczby ataków – cyberprzestępcy mają świadomość stosunkowo słabych zabezpieczeń oraz niewystarczającej wiedzy i świadomości zagrożenia wśród osób zaangażowanych w funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej. W efekcie liczba ataków we wrześniu br., zwiększyła się o 55 proc. w porównaniu do 2020 roku**.

Skuteczność ataków cybernetycznych na placówki służby zdrowia wynika między innymi z faktu, że instytucje te nie posiadają odpowiednich zasobów IT, a ich pracownicy nie zawsze są świadomi cyberniebepieczeństw. Wyzwaniem jest również brak świadomości wśród administratorów sieci, że celem ataku mogą być nie tylko stacje robocze i serwery, ale również każde inne urządzenie podłączone do sieci. Hakerzy mając świadomość specyfiki służby zdrowia i intensyfikują swoją działalność w tym sektorze – ocenia Piotr Zielaskiewicz, product manager Stormshield, europejskiego lidera branży bezpieczeństwa IT.

Wśród wektorów ryzyka charakterystycznych dla sektora zdrowia wymieniane są ataki losowe z wykorzystaniem tradycyjnych punktów dostępu, takich jak załączniki do wiadomości email, linki czy stosowane w różnych miejscach pamięci USB. W tym przypadku hakerzy działają niejako „na ślepo”. Jednakże coraz częściej mamy do czynienia z atakami celowanymi. W tym kontekście istotnym wydarzeniem było wprowadzenie obowiązku prowadzenia i wymiany dokumentacji medycznej drogą elektroniczną. Po wdrożeniu EDM wzrosło znaczenie i rola systemów informatycznych, za pomocą których gromadzone i przetwarzane są dane osobowe, w tym dane medyczne.

Zwiększa się liczba metod z wykorzystaniem których przestępcy mogą dostać się do systemów szpitali i innych placówek medycznych. Cel jest jasny: pozyskać i wykorzystać informacje lub sparaliżować pracę jednostki medycznej. Skutki ataku hakerskiego mogą być tak tragicznie, jak miało to miejsce w ubiegłym roku, gdy w Dusseldorfie zmarła pacjenta, która w wyniku blokady systemów szpitalnych przez hakerów nie otrzymała pomocy na czas – mówi Aleksander Kostuch, inżynier Stormshield.

Jakie wyzwania, na co zwracać uwagę

Jak zwracają uwagę eksperci należy ocenić podatności i ryzyka związane z każdym elektronicznym elementem funkcjonowania szpitala. Ataki mogą mieć na celu kradzież wrażliwych danych, spowodowanie awarii systemów z bazami danych czy paraliżowanie urządzeń medycznych działających w sieci – rozruszników serca czy systemów dostarczania leków. Dlatego warto mieć świadomość wszystkich słabych punktów infrastruktury sieciowej i w oparciu o tę wiedzę wprowadzać regularnie stosowne zabezpieczenia i procedury.

Podstawowym narzędziem zabezpieczającym jest oprogramowanie antywirusowe. Wadą bezpłatnych, ogólnodostępnych na rynku rozwiązań, bezpłatnych jest fakt, że najczęściej bazują na podstawowych narzędziach w zakresie programistycznym i otwartych kodach źródłowych. To powoduje zwiększoną podatność na zagrożenia sieciowe. Dlatego istotne jest, aby rozwiązania z których szpital korzysta w obszarze cyberbezpieczeństwa były certyfikowane, a także aby zapewniały ciągłość działania na wypadek awarii energetycznej czy prac serwisowych przy aktualizacji systemu operacyjnego (tzw. sprzętowy bypass). Zabezpieczenia powinny być blisko urządzenia medycznego, aby zniwelować wysokie ryzyko nieautoryzowanych modyfikacji jego parametrów czy wyłączenia.

–  Należy zrobić wszystko, by zminimalizować potencjalne szkody, których mogą dokonać cyberprzestępcy. W przypadku szpitali oznacza to przede wszystkim wyizolowanie kluczowych elementów infrastruktury medycznej i skuteczne zabezpieczenie utworzonej w ten sposób sieci przed niepowołanym dostępem – mówi Piotr Zielaskiewicz.

Najczęstszą wadą wykorzystywana przez hakerów jest brak segmentacji systemu. W takiej sytuacji po przechwyceniu dostępu do sieci medycznej można uzyskać dostać do zasobów administracyjnych szpitala – komentuje Aleksander Kostuch.

Z kolei podstawową linią obrony przed ransomware, jednym z najczęściej stosowanych typów ataku, obok poprawnie skonfigurowanej ochrony sieci szpitalnej na przykład z wykorzystaniem urządzeń typu Next Generation Firewall, jest aktualny i co istotne działający backup. Innym niesprzyjającym poprawnej konfiguracji zabezpieczeń elementem są zaniedbania i niedofinansowanie IT. W raporcie brytyjskiego Narodowego Biura Kontroli (NAO) wykazano, że na większości sprzętu zaszyfrowanego w wyniku największego w historii ataku ransomware – WannaCry – zainstalowane były systemy operacyjne Windows 7, które nie są już objęte ochroną producenta. Taka sytuacja to zaproszenie dla przestępców. WannaCry . zaatakował ponad 230 tys. komputerów z systemem Windows na całym świecie, w tym liczne należące do agend rządowych i szpitali.

– Z myślą o zagrożeniu ransomware ważne jest duplikowanie danych na różnych dyskach, posiadanie odpowiednich procedur backupu, a także stworzenie reguł postępowań prewencyjnych oraz kryzysowych, pozwalających wyeliminować ryzyko ataku lub wycieku danych – dodaje Piotr Zielaskiewicz.

Profilaktyka tańsza niż leczenie

– Chociaż wciąż jedynie stosunkowo niewielka liczba jednostek służby medycznej doznała ataków, to niebezpieczeństwo jest bardzo realne. Myślę, że wszyscy lekarze zgadzają się z tym, że profilaktyka jest zawsze tańsza niż leczenie. Dlatego kwota przeznaczona na dobre zabezpieczenie oraz utrzymanie infrastruktury IT i tak będzie mniejsza niż straty, których doświadczymy w wyniku cyberataku – podsumowuje ekspert Stormshield.

* https://www.himss.org/resources/himss-healthcare-cybersecurity-survey

** dane za: „Hakerzy atakują zdrowie”, Menadżer Zdrowia, 9-10/2021, s. 9

Deloitte: W tym roku na Boże Narodzenie wydamy średnio 2129 zł

To już drugie Boże Narodzenie w czasie pandemii. Jak pokazuje 24. edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2021”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, Polacy w tym roku nie zamierzają oszczędzać. Na prezenty, żywność, podróże oraz spotkania z najbliższymi planujemy przeznaczyć średnio 2 129 zł, czyli o 11 proc. więcej niż rok temu. Najchętniej kupowane prezenty to kosmetyki i perfumy, a także zabawki i książki. Prawie połowa z nas dokona zakupów świątecznych przez Internet. Na upominki mogą zaś liczyć przede wszystkim nasi najbliżsi: dzieci, partnerzy i rodzice.

Polacy deklarują, że na świąteczne prezenty, żywność, podróże i wypoczynek przeznaczą w tym roku średnio 2 129 zł. – To więcej o 11 proc., czyli o ponad 200 zł, w porównaniu z kwotą, którą deklarowaliśmy rok wcześniej. Szczególnie widoczne zmiany dotyczą żywności, napojów oraz podróży. Głównym powodem zwiększenia wydatków są wzrosty cen w sklepach i na stacjach benzynowych, które dostrzega ponad 70 proc. społeczeństwa. Na te same produkty, które kupowaliśmy w zeszłym roku, w tym trzeba przeznaczyć więcej – wyjaśnia Anita Bielańska, dyrektor w dziale Konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.

W drugim roku pandemii Polacy przewidują wzrost swoich wydatków okołoświątecznych.

Przede wszystkim zwiększy się koszyk związany z podróżami, co jest naturalne, biorąc pod uwagę, że w poprzednie święta podróże z powodu obostrzeń były mocno ograniczone. Na ten cel przeznaczymy średnio 333 zł, czyli o ponad 55 proc. więcej niż w minionym roku. Nie będziemy także oszczędzać na żywności i napojach. Zamierzamy wydać na nie 944 zł i średnio będzie to koszt o 10 proc. wyższy niż w ubiegłym roku. Z kolei prezenty pochłoną podobną do zeszłorocznej sumę 546 zł (wzrost o 2 proc.). Przyjemności oraz rozrywka będą nas kosztować średnio 306 zł (spadek o 3 proc.).

Święta powoli oswajają pandemię

Jak pandemia wpłynie na zwyczaje zakupowe Polaków? Niemal połowa Polaków (47 proc.) ma zamiar spędzić przedświąteczny czas w domu i unikać miejsc publicznych. To nadal bardzo dużo, jednak w porównaniu z rokiem poprzednim (ponad 70 proc.) widoczna jest znaczna tendencja spadkowa. Zakupy świąteczne wcześniej chce zrobić 38 proc. ankietowanych. Z kolei 35 proc ograniczy wydatki na konsumpcję, zaś 32 proc. zredukuje liczbę wizyt w sklepach stacjonarnych. – Główną zmienną w zachowaniu Polaków w okresie świątecznym  jest chęć spędzenia czasu w domu, unikanie publicznych miejsc, zrobienie świątecznych zakupów wcześniej, przy jednoczesnym ograniczeniu wizyt w sklepach stacjonarnych. Jest to oczywiście związane z pandemią COVID-19. Niemal trzy czwarte badanych spędzi święta w domu, 23 proc. u rodziny lub znajomych, a 3 proc. w podróży po Polsce lub za granicą  –  podsumowuje Anita Bielańska.

Mikołaj z dużym workiem

W tym roku każdy Polak zamierza kupić średnio 7 prezentów. Przede wszystkim będą to upominki dla dzieci (63 proc.), na nie także zostanie przeznaczona największa część budżetu (48 proc.). Równie hojnie obdarowani zostaną partnerzy, mężowie, żony (61 proc.). Polacy nie zapominają także o rodzicach, 56 proc. planuje przygotować dla nich niespodziankę.

Co możemy znaleźć pod choinką? – W tym roku będą to przede wszystkim kosmetyki i perfumy, takie zakupy deklaruje 56 proc. ankietowanych. Drugą najpopularniejszą kategorią, którą wskazuje 50 proc. badanych, są gry i zabawki. Dużą popularnością cieszą się także książki z 46 proc. wskazań. Rozczarowani mogą być fani elektroniki – ponad 85 proc. osób nie planuje tego typu zakupów. W tym roku po raz pierwszy zadaliśmy także pytanie o emocje związane z zakupami świątecznymi. Jak można było przypuszczać największą przyjemność sprawi kupowanie prezentów najbliższym. Najbardziej zaś stresujący i czasochłonny będzie wybór podarunku dla współpracowników  –  mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Head of Marketing Transformation, Deloitte.

Zakupy świąteczne coraz wcześniej

Coraz więcej z nas planuje zakupy wcześniej. W listopadzie chciało to zrobić 27 proc i jest to ogromny skok w porównaniu do roku poprzedniego (12 proc). Black Friday był dodatkową okazją do zakupów świątecznych dla około 1 na 10 osób. W grudniu średnio dwóch na trzech Polaków planuje zakupy świąteczne, najwięcej osób (54 proc) zamierza zdążyć do 25 grudnia.

W tym roku będziemy także pamiętać o tych najbardziej potrzebujących. Wśród świątecznych wydatków znajdują się również datki na pomoc charytatywną. 2 na 3 osoby chcą wesprzeć potrzebujących, a średnia kwota to około 90 złotych.

Żywność kupujemy w dyskontach

Gdzie udamy się na zakupy okołoświąteczne? Sklepy online stały się niemal tak często preferowane jak te stacjonarne. Prawie połowa świątecznego budżetu zostanie wydana w właśnie w nich (47 proc.) Wzrost znaczenia zakupów online to tendencja, którą obserwujemy od lat. Nasze preferencje odnośnie kanału są jednak różne w zależności od kategorii produktów czy usług. Polacy szczególnie chętnie przez Internet kupują produkty związane z podróżami, spędzaniem wolnego czasu i realizacją pasji. W żywność zaś zdecydowanie wolimy zaopatrywać się stacjonarnie. Monopolistami w tym segmencie są bezkonkurencyjne dyskonty. 93 proc. Polaków deklaruje właśnie w nich zrobić zakupy mówi Bartek Bobczyński, dyrektor, Deloitte Digital.

W sklepach stacjonarnych kupujemy przede wszystkim żywność i napoje (85 proc.). Kanały online będziemy wybierać przy produktach związanych z podróżami i spędzaniem czasu wolnego (71 proc.) oraz poszukując elektroniki (64 proc.) i zabawek czy książek (63 proc.). Co ciekawe w pozostałych kategoriach różnice nie są już tak znaczące. Ci, którzy decydują się na zakup kosmetyków, odzieży, dóbr luksusowych, telefonów czy artykułów sportowych równie chętnie wybierają sklepy online, co stacjonarne. Preferowanym sposobem płatności nadal jest gotówka (30 proc.), najpopularniejszą formą online jest płatność kartą (15 proc.). –  Decydując się na kanały online, najczęściej wykorzystywane będą w tym roku serwisy zakupowe typu market place i aukcyjne. Ze stacjonarnych największą popularnością będą cieszyć się drogerie oraz galerie handlowe. Wartym odnotowania jest także fakt, że niemal 2 na 3 osoby w tym roku planuje trzymać się listy zakupowej i nie przekraczać ustalonego budżetu – podsumowuje Bartek Bobczyński.

Sklepy nie mogą się pozbierać po pandemii. Spadek ruchu i liczby klientów wciąż na dużym minusie

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud i UCE RESEARCH, ilość wizyt w sklepach spadła o prawie 27%. Zmiana ta dotyczy pierwszych trzech tygodni listopada 2021 roku w porównaniu z analogicznym okresem sprzed dwóch lat. W tym samym czasie liczba klientów wszystkich formatów zmniejszyła się o około 31%. To mniejsze spadki niż w 2020 roku względem 2019 roku. Ostatnio na najmniejszym minusie znalazły się dyskonty, a na największym – sieci typu convenience. Natomiast wizyty wg godziny rozkładają się bardzo podobnie w analizowanych okresach. Wyjątkiem jest ubiegły rok.

Raport opiera się na analizie zachowań ponad miliona konsumentów, którzy odnotowali łącznie ok. 8,3 mln wizyt w prawie 9,4 tys. placówek handlowych pierwszej potrzeby. Z zebranych danych wynika, że w trzech pierwszych tygodniach listopada 2021 ruch w sklepach wszystkich formatów był o 26,8% mniejszy niż dwa lata wcześniej. Z kolei w analogicznym okresie 2020 roku spadek względem 2019 roku wyniósł 43,4%.

– Mniejszy spadek wizyt w listopadzie 2021 roku spowodowany jest na pewno dużym rozluźnieniem samego społeczeństwa. Obecnie konsumenci mniej boją się pandemii i wirusa niż przed rokiem. W listopadzie ub.r. trwał lockdown, co miało również duży wpływ na aktywność Polaków. Nie wychodzili oni tak często z domu, ponieważ wiele miejsc było zwyczajnie zamkniętych. W efekcie spadła liczba zakupów robionych przy okazji – komentuje Mateusz Chołuj, współautor badania z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Patrząc na szczegółowe dane, widać, że wszystkie formaty odnotowały w pierwszych trzech tygodniach listopada 2021 roku spadek liczby wizyt względem analogicznego okresu z 2019 roku. Najmniejszy dotyczy dyskontów (-20,4%). Dalej w zestawieniu są supermarkety (-27,2%), drogerie (-31,7%), hipermarkety (-31,8%) i hurtownie (-34,7%). Natomiast na największym minusie są sieci convenience (-45,1%).

– Pozycja dyskontów wynika z kilku czynników. Po pierwsze, one przyciągają atrakcyjną ceną. To format, który obok wybranych hipermarketów, jest w stanie walczyć z inflacją. Po drugie, tam nigdy nie ma wielkiego tłoku, bo jest szybka obsługa i krócej trwa wybór towaru. Po trzecie, sklepy te oferują asortyment codzienny. Klient idzie na zakupy nie jak po luksus, tylko po to, co jest mu rzeczywiście potrzebne – mówi dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W pierwszych trzech tygodniach listopada 2021 liczba klientów w sklepach wszystkich formatów była o 31,4% mniejsza niż 2 lata wcześniej. Natomiast w analogicznym okresie 2020 roku spadek rok do roku wyniósł 34,5%. Mateusz Chołuj zaznacza, że w tym roku widać powrót kupujących do sklepów, ale jest on nadal ograniczony przez wzrost liczby osób zakażonych koronawirusem. W listopadzie bieżącego i ubiegłego roku tysiące Polaków nie mogły wyjść z domów ze względu na kwarantannę. Jednocześnie coraz popularniejsze stało się robienie zakupów spożywczych przez Internet.

– Obawy o własne bezpieczeństwo zdrowotne skłoniły Polaków do wyraźnego ograniczania wizyt w sklepach w 2020 roku, przy czym koszyk zakupowy stał się bardziej złożony niż w 2019 roku. Większy spadek liczby klientów w 2020 roku niż w 2021 roku jest wyrazem swoistego przyzwyczajenia się do życia w warunkach pandemii. Prawdopodobnie część konsumentów uznała, że szczepienia i obowiązek noszenia maseczek w pomieszczeniach zamkniętych oraz w środkach transportu chronią przed zakażeniem i ciężkim przebiegiem choroby – wyjaśnia dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Szczegółowe dane pokazują też, że wszystkie formaty odnotowały w pierwszych trzech tygodniach listopada 2021 roku spadek liczby klientów względem analogicznego okresu 2019 roku. Najmniej odczuły to dyskonty (-24,5%). Potem były drogerie (-27,9%), hipermarkety (-30,9%), hurtownie (-39,4%) i supermarkety (-40,9%). Natomiast na końcu zestawienia znalazły się sieci typu convenience (-44,8%).

– Pozycja drogerii wynika przede wszystkim z oferowanego asortymentu, tzn. środków higienicznych i sanitarnych. Natomiast sieci typu convenience oferują okazjonalne zakupy uzupełniające. Ten segment bardzo się zmienił. Ludzie chodzą tam, kiedy muszą coś dokupić. Ewentualnie nie chcą w tłoku stać i czekać po wózek w innym formacie. Moim zdaniem, convenience utrzyma obroty – dodaje dr Faliński.

Z kolei wizyty według godzin rozkładają się bardzo podobnie w analizowanych okresach. Wyjątek stanowi 2020 rok. Wówczas był mniejszy ruch od 10.00 do 12.00. Jak stwierdza Adam Grochowski, analityk z Proxi.cloud, było to związane z wprowadzeniem przez rząd tzw. godzin dla seniorów. Widać więc, że odgórne regulacje wymusiły konieczność zmian w planowaniu zakupów. Zdaniem eksperta, branża spożywcza nie musiała jednak na tym tracić. Wizyty z wyżej wymienionych godzin zostały najprawdopodobniej przesunięte na rano, popołudnie lub wieczór.

– Godziny dla seniorów spowodowały spadek wartości sprzedaży detalicznej realizowanej w tym okresie. Koszyk zakupów starszych klientów był stosunkowo niewielki, zwłaszcza że byli oni zaopatrywani w potrzebne artykuły również przez rodziny. Natomiast inne osoby nie mogły w tym okresie dokonać zakupów w sklepach stacjonarnych. Dotknęło to zwłaszcza wielkopowierzchniowe obiekty handlowe, których seniorzy szczególnie unikali – podkreśla ekspert z PIE.

Z badania wiemy też o częstotliwości wizyt klientów. W każdym analizowanym okresie konsumenci najczęściej decydowali się na zakupy 3 lub więcej razy. W pierwszych trzech tygodniach listopada 2019 roku zrobiło tak 48% badanych, rok później – 41%, a ostatnio – 47%.

– W 2020 roku część osób ograniczyła wizyty w sklepach na rzecz rzadszych, ale większych zakupów oraz transakcji online. Bardzo zbliżone dane z 2019 roku i 2021 roku to wynik w pewnym zakresie powrotu do dotychczasowych zachowań klientów – podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka.

Czy inflacja zje podwyżki płac?

Gwałtownie rosnąca inflacja wzmaga oczekiwania płacowe. Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie w sprawie płacy minimalnej 2022. Wzrośnie ona o 210 zł – co oznacza, że od stycznia będzie wynosić 3010 zł brutto. Ta pozornie dobra informacja niepokoi jednak ekonomistów – jak przekonują, podwyżka płacy minimalnej nie wpłynie w dużym stopniu na wzrost bogacenia się Polaków. Wszystko za sprawą szalejącej inflacji, która stale podwyższa ceny dób i usług, z jakich korzystamy na co dzień. Specjaliści przekonują, że płaca realna ledwo starczy na codzienne potrzeby Polaków oraz podkreślają, że najbardziej zagrożone są osoby, które tych podwyżek nie dostaną.

– W 2022 Polacy zapewne nie będą bogatsi. Oczywiście mogą dostrzegać wzrost dochodów i mieć satysfakcję z ułudy nominalnej. Jest to wrażenie, że zarabia się więcej niż w latach poprzednich. Jednak w ujęciu realnym – czyli biorąc pod uwagę siłę nabywczą – zarabiać więcej nie będziemy. Jest podstawa do obaw, że nawet zarobimy mniej – ponieważ rzeczy, które kupujemy codziennie, tj. żywność, paliwo czy media, drożeją dużo szybciej niż sama inflacja – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Kaczor, ekonomista firmy PreVision. – Płace realne ledwo wystarczają na pokrycie podstawowych potrzeb. Biorąc pod uwagę, że szybko drożeją rzeczy, które kupujemy często – to może okazać się, że nasza percepcja tego, co się dzieje w gospodarce, będzie negatywna. Nie da się nie zauważyć, że stać nas na coraz mniej. Myślę, że jest to dosyć powszechne odczucie i nie zmienią tego wzrosty wynagrodzeń. Dla większości ludzi podwyżki będą się bardzo wahać. Część osób dostanie większą podwyżkę, ale niektórzy nie dostaną jej wcale. Obawiam się, że ta druga grupa jest większością, która dużo mocnej odczuje gorszą sytuację ekonomiczną – przewiduje Kaczor.

Zapisy na akcje Simple Day S.A. ruszą 9 grudnia. Spółka zaktualizowała harmonogram swojej oferty publicznej do 10 mln zł

Simple Day S.A. poinformowała o zmianie terminów trwającej oferty publicznej, w ramach której oferowanych jest do 625.000 akcji zwykłych na okaziciela serii B. Zgodnie z wprowadzonymi zmianami, przedłużony został czas na składanie deklaracji w procesie budowy księgi popytu. Zapisy na akcje będę przyjmowane od 9 do 16 grudnia br. Maksymalna cena akcji została ustalona na 16 zł za każdą akcję, Cena emisyjna zostanie ogłoszona 8 grudnia. Przydział akcji planowany jest na 17 grudnia. Środki pozyskane z IPO zostaną przeznaczone na zwiększenie rozpoznawalności marki Twój Cel To, rozbudowę portfolio produktów Simple Day oraz ekspansję na rynki zagraniczne w krajach UE. Oferta publiczna poprzedza planowany na I połowie 2022 roku debiut Simple Day S.A. na rynku NewConnect. Zgodnie z prognozami zawartymi w Memorandum, Spółka planuje osiągnięcie blisko 7 mln zł zysku netto w 2021 r.

– Od dwóch tygodni trwa oferta publiczna akcji Simple Day, prowadzona przez Dom Maklerski INC. Podczas trwającego  procesu budowy Księgi Popytu obserwujemy duże zainteresowanie akcjami naszej spółki . W tym czasie odbywamy wiele interesujących spotkań i zdobywamy wartościowy feedback ze strony inwestorów. Zapisy na akcje Simple Day pierwotnie miały ruszyć już 2 grudnia, jednak z uwagi na intensywny okres na rynku – spowodowany m.in. okresem wynikowym, innymi równocześnie trwającymi IPO i prośbami jakie otrzymaliśmy od inwestorów – zdecydowaliśmy się wydłużyć roadshow, by tym samym dać więcej czasu na analizę i umożliwić kontakt z nami wszystkim zainteresowanym. Tym samym, zapisy ruszą 9 grudnia i potrwają do 16 grudnia – mówi Michał Karewicz, prezes zarządu Simple Day S.A. – IPO poprzedza plany Simple Day związane z wejściem na rynek NewConnect. Debiut planujemy w I połowie 2022, a pierwsze czynności z tym związane powinniśmy rozpocząć już w niedługim czasie po zakończeniu oferty publicznej – dodaje prezes.

W ramach IPO inwestorzy mają możliwość objęcia od 312.500 do 625.000 akcji serii B Simple Day S.A., co stanowiłoby 9,43% udziału we wszystkich akcjach Spółki po ofercie. Maksymalna cena emisyjna za jedną akcję została ustalona na 16 zł, co implikuje wycenę pre-money Simple Day S.A. na 96 mln zł. Szczegółowe informacje o Spółce, jak i zasady składania zapisów, można znaleźć na stronie internetowej www.dminc.pl oraz https://simpleday.pl/ – Pozyskanie założonych 10 mln zł pozwoli nam na realizację celów przedstawionych w Memorandum Informacyjnym. Środki przeznaczymy przede wszystkim na zwiększenie rozpoznawalności marki Twój Cel To, rozbudowę linii produktowej Simple Day oraz realizację założeń związanych z ekspansją naszych produktów na rynki europejskie – mówi prezes zarządu Simple Day.

Simple Day to właściciel marki Twój Cel To oferującej szeroki wachlarz suplementów diety. Misją marki jest wyjście naprzeciw potrzebom osób, które troszczą się o zdrowie i dobre samopoczucie. – Posiadamy bardzo przemyślaną ofertę produktową, która spełnia potrzeby naszych klientów oraz charakteryzuje się wysoką jakością oferowanych produktów. Koncepcje produktów powstają w naszym autorskim dziale badawczo – rozwojowym – mówi Michał Karewicz. Simple Day rozwija również swoją drugą markę – 4TheBest, która skierowana jest do graczy. W jej ramach oferowane są suplementy przeznaczone zarówno dla amatorów jak i zawodowych przedstawicieli e-sportu. Produkty Focus i Recovery, wchodzące w skład marki 4TheBest, są już w sprzedaży. Oferowane są m.in. na jednej z największych platform gamingowych G2A.

Simple Day S.A. jest spółką wypłacającą dywidendę akcjonariuszom. W 2021 roku, podobnie jak w latach poprzednich, wypłaciła akcjonariuszom 100% wypracowanego zysku netto. Od stycznia do września 2021 firma odnotowała wzrost wyników finansowych. Przychody netto osiągnęły 14 mln zł, zysk netto wyniósł 5 mln zł.  Jednocześnie Spółka prognozuje osiągnięcie ok. 18 mln zł przychodów ze sprzedaży w całym 2021 r., jak również ok. 24 mln zł w 2022 r. Zysk netto Simple Day S.A. prognozuje na poziomie odpowiednio 6,9 mln zł oraz 8,6 mln zł w 2021 r. i 2022 r.

Zaktualizowany harmonogram oferty publicznej akcji Simple Day S.A.:

Harmonogram Oferty Publicznej Nowe terminy
Publikacja Memorandum Informacyjnego 15 listopada 2021 r.
Przyjmowanie deklaracji Inwestorów w ramach procesu budowania księgi popytu na Akcje (book-building) 16 listopada 2021 r. – 7 grudnia 2021 r.
Ustalenie Ceny Akcji 8 grudnia 2021 r.
Rozpoczęcie przyjmowania zapisów na Akcje w ramach Transzy Małych Inwestorów oraz Transzy Dużych Inwestorów 9 grudnia 2021 r.
Zakończenie przyjmowania zapisów na Akcje 16 grudnia 2021 r.
Przekazanie informacji o ostatecznej liczbie Akcji oferowanych w ramach Oferty Publicznej, liczbie Akcji oferowanych w podziale na poszczególne transze 17 grudnia 2021 r.
Dzień przydziału Akcji 17 grudnia 2021 r.

 

Murapol S.A. odwołuje IPO na GPW

Zarząd Murapol S.A. oraz Akcjonariusz Sprzedający podjęli decyzję o odwołaniu oferty publicznej akcji z uwagi na niesprzyjające warunki rynkowe.

Decyzja o odwołaniu oferty jest wypadkową ostatnich kilku dni i powstałych uwarunkowań skutkujących wysoką zmiennością na krajowym i światowych rynkach finansowych. Wpływ na nią miało m.in. pojawianie się nowej mutacji koronawirusa pod nazwą Omikron, które zwiększyło niepewność na rynkach kapitałowych i miało istotny wpływ na nastroje inwestorów. W ostatnim miesiącu zarówno indeks szerokiego rynku WIG, jak i WIG Nieruchomości zanotowały spadki rzędu 10%, podczas gdy wartość europejskiego indeksu zmienności VSTOXX wzrosła o 85,3%

Zarząd Murapol S.A. oraz Akcjonariusz Sprzedający są przekonani o atrakcyjności modelu biznesowego Grupy Murapol oraz znaczących perspektywach jej wzrostu. Rozważą możliwość przeprowadzenia oferty publicznej w przyszłości, gdy warunki rynkowe będą bardziej sprzyjające. Zarząd Grupy Murapol oraz Akcjonariusz Sprzedający dziękują wszystkim międzynarodowym i krajowym inwestorom, w tym inwestorom indywidualnym, za zainteresowanie ofertą publiczną i działalnością Grupy Murapol.

Decyzja o odwołaniu oferty publicznej sprawia, że zapisy złożone na Akcje Oferowane zostaną uznane za nieważne, a dokonane płatności zostaną zwrócone inwestorom nie później niż 7 dni po dniu ogłoszenia o odstąpieniu od przeprowadzenia Oferty.

Łukasz Mach nowym Prezesem Image Power

Image Power S.A. poinformowała o zmianie na stanowisku Prezesa Zarządu Spółki. Z dniem 30 listopada obejmuje je Łukasz Mach, zastępując Pawła Graniaka, który pozostaje w strukturach Spółki i przechodzi do Rady Nadzorczej.

Paweł Graniak w dniu 29 listopada złożył rezygnację z funkcji Prezesa Zarządu Image Power S.A. Był nim od 26 czerwca 2019 roku. Decyzja o rezygnacji ze stanowiska podyktowana jest chęcią mocniejszego zaangażowania się w prowadzenie szkoleń z projektowania gier komputerowych, które od lat realizuje w ramach Potęgi Obrazu – pierwszej szkoły concept artu i digital paintingu.

Nowym Prezesem Zarządu Spółki został Łukasz Mach, weteran rodzimej branży gier, który pierwsze kroki stawiał w 2006 roku współtworząc, a potem prowadząc globalny zespół PR-u i marketingu Wiedźmina w CD Projekcie. Mach jest cenionym specjalistą w zakresie działań promocyjnych, który współpracował z wieloma kluczowymi firmami w polskiej branży, m.in. pełniąc rolę szefa marketingu w takich spółkach jak CI Games, The Farm 51 oraz Klabater.  Nowy Prezes Image Power S.A. specjalizuje się w działaniach o charakterze globalnym, na swoim koncie mając wiele udanych kampanii do tak głośnych gier, jak m.in. seria Sniper: Ghost Warrior, wspomniany Wiedźmin, Crossroads Inn, We. The Revolution oraz nowatorskiej aplikacji VR Chernobyl VR Project.

Poprowadzenie zespołu Image Power to dla mnie ekscytujące wyzwanie. Spółka ma ciekawe projekty, które wymagają ułożenia oraz spójnej strategii produkcyjnej i marketingowej.  – powiedział Łukasz Mach, Prezes Zarządu Image Power S.A. – Jesteśmy związani z grupą PlayWay, co sprawia, że mamy okazję korzystać z jej solidnego marketingowego zaplecza. Z kolei moje doświadczenie na rynku gier premium oraz w pracy nad bestsellerowymi polskimi produkcjami pozwoli nam na pewno poszerzyć spektrum działania. Chcielibyśmy skutecznie łączyć działalność komercyjną ze stopniowym otwieraniem się na bardziej ambitne projekty, które pozwolą nam mocniej osadzić Image Power na mapie polskiego gamedevu.

Jednym z pierwszych zadań nowego Prezesa ma być analiza zapowiedzianych wcześniej projektów Spółki, które znajdują się w produkcji oraz w fazie koncepcyjnej. Efektem ma być ewaluacja i optymalizacja tworzącego się katalogu gier.

Liczymy na to, że Łukasz pomoże nam na nowo zdefiniować tożsamość Image Power. Mamy sporo gier w produkcji – teraz musimy się wspólnie zastanowić, które pozycje są najmocniejsze rynkowo. – powiedział Marcin Zaleński, Dyrektor Kreatywny i Przewodniczący Rady Nadzorczej w Image Power S.A. – Być może podejmiemy decyzję o zamknięciu mniej obiecujących projektów, skupiając się na tytułach z dużym potencjałem na komercyjny sukces. Doświadczenie Łukasza będzie tu kluczowe.

Polski producent gier wideo z Grupy PlayWay – Spółka Image Power – obecnie rozwija portfolio wydawanych tytułów o kolejne symulatory, m.in. Yacht Mechanic Simulator, Ambulance Simulator oraz Offroad Mechanic Simulator. W planie wydawniczym jest również Creature Lab – unikatowa produkcja, która pozwoli graczom wcielić się w postać szalonego naukowca. Nad projektami Spółki pracują zarówno wewnętrzne, jak i zdalne zespoły. Nowy Prezes zajmie się m.in. rozbudową i wzmocnieniem wewnętrznego zespołu produkcyjnego Image Power.

Wkrótce spółka zamierza ujawnić kolejne produkcje.

W tej chwili skupiamy się na tym, by tytuły już zapowiedziane okazały się sukcesem jakościowym i rynkowym. Część z nich jest już w dość zaawansowanej fazie produkcji i najważniejsze jest, by je skutecznie wydać i wypromować – dodał Mach – Nie ukrywam jednak, że plany mamy ambitne. Mam nadzieję, że w przyszłym roku zapowiemy przynajmniej jeden projekt dużej gry, która nie będzie symulatorem.

87 proc. rekruterów nie udziela informacji o wynagrodzeniu w rozmowie o pracę z początkującymi w IT

W IT pracę zmienia się nie tylko dla wynagrodzenia, ale również dla rozwojowych projektów czy przez złą kulturę zarządzania w obecnej firmie. Niestety, wciąż zdarza się, że procesy rekrutacyjne nie ułatwiają tego zadania. Według uczestników badania* No Fluff Jobs, 87 proc. rekruterów nie udziela kandydatom informacji o zarobkach, 64 proc. z nich nie podaje szczegółów o zatrudnieniu, a 42 proc. nie do końca zna specyfikę branży, stanowiska i technologii. 

Powody poszukiwania nowej pracy przez specjalistów IT

Dane z raportu** opracowanego przez No Fluff Jobs wskazują, że specjaliści IT z Europy Środkowo-Wschodniej zmieniają miejsce pracy głównie ze względu na warunki finansowe. Czynnik ten jest motorem zmian dla 63 proc. pracujących w branży IT Polaków, 61 proc. Węgrów, 57 proc. Czechów, 53 proc. Słowaków i 51 proc. Ukraińców.

W drugiej kolejności badani wskazywali chęć zdobywania nowych doświadczeń zawodowych. Ważne dla specjalistów IT są także nowe szanse rozwoju osobistego, które znalazły się na miejscu trzecim. Spośród wszystkich biorących udział w badaniu krajów, na kwestie te najczęściej wskazywali specjaliści z Polski i Czech. Nowe doświadczenia zawodowe są bowiem ważne dla 52 proc. Czechów i Polaków, 51 proc. Słowaków, 49 proc. Węgrów i 48 proc. Ukraińców. Z kolei szanse rozwoju osobistego, okazały się istotne dla 57 proc. specjalistów IT z Czech, 56 proc. z Polski, 55 proc. pracujących w branży Węgrów, 50 proc. Słowaków i 40 proc. Ukraińców.

Poza rozwojem kompetencji i zdobywaniem nowej wiedzy, duże znaczenie dla specjalistów IT ma także kultura pracy. Jak pokazują wyniki badania No Fluff Jobs***, ponad połowa specjalistów IT rozpoczyna poszukiwanie nowej pracy w momencie, gdy kultura pracy panująca w obecnej firmie przestaje im odpowiadać. Informacji o kulturze firmy na etapie przeglądania ofert pracy poszukuje co 3. specjalista IT. Także co 3. osoba z branży doświadcza „mikrozarządzania”, czyli stylu zarządzania, cechującego się wysokim stopniem obserwacji i kontroli podwładnych – dla 65 proc. z nich stanowi to powód do zmiany pracy. Niemal połowa specjalistów IT przyznaje, że nie czuje się związana z firmą, w której obecnie pracuje. Dane z badania wskazują, że 52 proc. pracowników branży ma poczucie, że nie ma realnego wpływu na to, co dzieje się w firmie. Dodatkowo, prawie połowa respondentów deklaruje, że ich zdaniem styl zarządzania w organizacjach jest nieodpowiedni.

Biorąc pod uwagę deficyt 600 tysięcy pracowników IT w Europie, istotna jest efektywna rekrutacja i zapewnienie im odpowiednich warunków do rozwoju, by chcieli świadczyć swoje usługi dla rodzimych firm.

Rekruterzy oczami kandydatów

Juniorzy – początkujący w IT – negatywnie oceniają proces rekrutacji oraz zaangażowanie i przygotowanie rekruterów. Z raportu*, przygotowanego przez No Fluff Jobs wynika, że połowa stawiających w branży IT swoje pierwsze kroki chciałaby uzyskać informacje o wynagrodzeniu, podczas gdy 87 proc. rekrutujących nie udziela tych informacji, a 30 proc. respondentów ocenia, że przekazywane dane są niewystarczające. Juniorzy chcą także otrzymać informację zwrotną po zakończonym procesie rekrutacji – taką potrzebę deklaruje aż 90 proc. badanych. Negatywnie oceniają oni również świadomość rekruterów na temat specyfiki branży, stanowisk oraz technologii – 42 proc. respondentów przyznaje, że rekruterzy nie posiadają odpowiedniej wiedzy w tym zakresie, a 34 proc. juniorów twierdzi, że osoby prowadzące rekrutację zadają nieadekwatne pytania podczas rozmów kwalifikacyjnych.

– Niedobór specjalistów i specjalistek IT jest problemem globalnym. Agencja rządowa Bureau of Labor Statistics podaje, że z początkiem tego roku brakowało 40 mln wykwalifikowanych pracowników na całym świecie. Do 2030 r. liczba ta ma wzrosnąć do 85,2 mln. Dla Polski kluczowa staje się atrakcyjność rynku IT regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Bliskość kulturowa zdecydowanie ułatwi kandydat(k)om z tego obszaru wdrażanie się w struktury zespołów projektowych, zaś branży HR pomoże usprawnić procesy rekrutacyjne – podsumowuje Magdalena Gawłowska-Bujok COO, No Fluff Jobs.

Jak sprawić, by rekrutacja w IT była bardziej skuteczna? Jakie są trendy HR w IT? Na te i więcej pytań odpowiedzą eksperci podczas HR Week – wydarzenia organizowanego w ramach HR Masterclazz, które odbędzie się online w dniach 6-10 grudnia.

Tempo transformacji energetycznej w Polsce zbyt wolne

Wykorzystanie OZE i inteligentnych rozwiązań to główne kierunki rozwoju według polskich elektroinstalatorów – wynika z badania firmy Eaton. Wskazuje na nie ponad 55% doświadczonych specjalistów. Jednocześnie blisko połowa z nich uważa tempo transformacji energetycznej za zbyt wolne. Młodsze firmy stawiają na fotowoltaikę, jednak te z najdłuższym stażem nie planują zajmować się montażem instalacji słonecznych.

W jakim kierunku pójdzie rynek?

Inteligentne rozwiązania i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii to według elektroinstalatorów dwa najważniejsze trendy w energetyce (odpowiednio 28,5% i 27% wskazań). Dużo większego znaczenia niż elektryczne samochody czy obniżanie kosztów nabierają też rozwiązania magazynowania energii w budynkach (14%). Opinie różnią się w zależności od stażu pracy fachowców: OZE to istotny kierunek rozwoju branży według osób pracujących od 3 do 5 lat. Na inteligentne urządzenia i systemy stawia przede wszystkim grupa dłużej działających w branży – od 6 do 10 lat.

Prawie połowa (48,5%) badanych ocenia tempo transformacji energetycznej jako zbyt wolne. Taka opinia przeważa wśród najbardziej doświadczonych fachowców, działających na rynku ponad 21 lat. Na zbyt szybkie zmiany elektroinstalatorzy wskazują dwukrotnie rzadziej (niecałe 20%) i są to głównie specjaliści o krótszym stażu zawodowym (3-5 lat). Co czwarty elektroinstalator uważa, że transformacja energetyczna odbywa się we właściwym tempie.

Po ogromnym sukcesie programu „Mój Prąd” nie jest zaskoczeniem, że OZE wysuwa się na czoło trendów wskazywanych przez elektroinstalatorów. Z rządowych dopłat skorzystało już ponad 220 tys. podmiotów i gospodarstw domowych. Rozwój rozproszonej energetyki i zmiany zasad oddawania energii do sieci zwiększają popularność magazynów energii, chociaż wciąż są one stosowane głównie w energetyce zawodowej. Inteligentne rozwiązania to nie pieśń przyszłości, ale konieczność, jeśli Polska chce pozostać w kręgu innowacyjnych gospodarek – komentuje Bartłomiej Jaworski, senior Product Manager w firmie Eaton.

Młodsze firmy stawiają na słońce

Montowaniem fotowoltaiki zajmuje się 42% firm z branży elektroinstalacyjnej. Najczęściej instalacje stanowią jednak nieznaczny udział wszystkich przyjmowanych zleceń. Panele są ważną pozycją w ofercie jedynie dla 8% przedsiębiorstw, najczęściej z krótkim stażem na rynku (3-5 lat). Co dziesiąty fachowiec planuje zacząć działalność w obszarze fotowoltaiki. Niemal połowa badanych przedsiębiorstw (46%) nie jest tym zainteresowana w ogóle – są to przede wszystkim firmy działające na rynku ponad 21 lat.

Po latach stabilnego rozwoju energetyka w Polsce dojrzała do dynamicznych zmian. Mierzymy się z wieloma wyzwaniami związanymi ze zmianami klimatycznymi, rozwojem OZE w gospodarstwach domowych i coraz większym rozdrabnianiem źródeł energii. Pandemia też dołożyła swoje trzy grosze i wytrąciła światowe rynki z równowagi. Zmiany dotykają wszystkich, zarówno dostawców energii, producentów, fachowców jak i odbiorców końcowych. Optymizmem napawa fakt, że większość elektroinstalatorów dostrzega konieczność zmian – dodaje Bartłomiej Jaworski.

PTWP SA planuje przejść na główny rynek GPW

Władze PTWP podjęły decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań firmy w 2022 roku z NewConnect na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Grupa specjalizująca się w prowadzeniu serwisów online, organizacji eventów i zarządzaniu obiektami już teraz przekracza próg kapitalizacji 12 mln euro umożliwiający jej debiut na rynku regulowanym. Spółka nie planuje, aby przenosinom towarzyszyła emisja akcji.

Zarząd PTWP rozpoczyna czynności związane z zawieraniem umów z odpowiednimi doradcami i we współpracy z nimi opracuje szczegółowy harmonogram przygotowań do debiutu na głównym rynku GPW. W porozumieniu ze wskazanymi podmiotami zarekomenduje Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy oraz Radzie Nadzorczej projekty uchwał, konieczne do ubiegania się o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku regulowanym, w tym zmiany statutu oraz przystąpi do prac nad prospektem emisyjnym.

Obecnie władze spółki planują debiut w przyszłym roku i nie zamierzają w związku z nim przeprowadzać nowej emisji akcji. – Osiągamy coraz lepsze wyniki we wszystkich naszych segmentach biznesowych. Sprzyjają nam globalne trendy związane z przyspieszonymi procesami cyfryzacji, skutecznie wykorzystujemy ten kierunek i konwertujemy szerokie zasięgi Grupy PTWP na nowe produkty, takie jak rozwiązania marketplace czy platformy e-commerce – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP. – Grupa stoi na solidnych fundamentach finansowych i ma ciekawe perspektywy rozwoju, dlatego sądzę, że wraz ze wzrostem biznesu powinniśmy wykonywać kolejne kroki na rynku kapitałowym. W mojej opinii przeniesienie spółki na główny rynek GPW pozwoli poprawić ekspozycję firmy na kapitał zarządzany przez instytucje finansowe oraz doprowadzić do zwiększenia płynności akcji. To, w połączeniu z rosnącymi wyniki finansowymi, powinno przekładać się na wzrost wartości PTWP – podsumowuje Wojciech Kuśpik, prezes zarządu PTWP i główny akcjonariusz spółki.

Grupa konsekwentnie poprawia wyniki finansowe. Narastająco, po trzech kwartałach 2021 r., zysk brutto wyniósł 7,43 mln zł, a przychody ze sprzedaży netto przekroczyły 37 mln zł. PTWP wyraźnie poprawia swoją pozycję finansową dzięki rozwojowi biznesu w obszarze digital, organizacji biznesowych eventów oraz wykorzystaniu nowych technologii w działalności wszystkich spółek Grupy.

W strukturze wydawniczej Grupy PTWP znajduje się 20 branżowych serwisów internetowych. Miesięcznie portale odwiedza średnio 8 mln unikalnych użytkowników, a profile w mediach społecznościowych śledzi prawie 550 tys. obserwujących.

Grupa PTWP podsumowała również ostatnie miesiące swojej działalności związanej z organizacją wydarzeń i zarządzaniem obiektami. Od sierpnia do października br. w zarządzanych przez spółkę obiektach – Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku – odbyło się łącznie 70 wydarzeń, w których uczestniczyło 85 tys. osób. W grudniu, oprócz eventów oraz koncertów, zorganizowany zostanie Szczyt Cyfrowy ONZ – IGF 2021.  Grupa PTWP zakłada, że w przyszłym roku, w obiektach którymi zarządza, odbędzie się łącznie ponad 250 wydarzeń dla prawie 1 mln uczestników.

Wojna o talenty. Wysoka dynamika wzrostu płac specjalistów i jej konsekwencje

Według danych GUS w październiku przeciętne wynagrodzenie w średnich i dużych firmach było wyższe o 8,4 proc. w skali roku. Po wiosennym odbiciu organizacjom brakuje rąk do pracy, dlatego walczą o najlepsze talenty, oferując kandydatom coraz wyższe wynagrodzenia. Na presje płacową składa się także rekordowa inflacja, coraz wyższe koszty życia w dużych miastach oraz niepewność związana z przyszłorocznymi zmianami w przepisach podatkowych. Podczas gdy pensje specjalistów rosną w zawrotnym tempie, płace osób na stanowiskach zarządzających pozostają relatywnie niezmienne, zbliżając nas do sytuacji, którą od lat obserwujemy w Europie Zachodniej. O dynamice wzrostu wynagrodzeń i wynikających z niej konsekwencjach na przykładzie rynku branży finansowej opowiada Michał Opioła, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Wyższe wynagrodzenia w celu przyciągnięcia talentów

Wiosna 2021 roku przyniosła niespodziewane odbicie gospodarki. Firmy nie tylko dostosowały się do „nowej rzeczywistości”, ale także znalazły sposób na polepszenie swoich wyników i rozwój biznesu. Szybki powrót do rynku pracownika, który obserwowaliśmy już w 2019 roku, sprawił, że firmom zaczęło brakować rąk do pracy. W celu przyciągnięcia najlepszych talentów pracodawcy oferują kandydatom coraz wyższe wynagrodzenia. Jednocześnie część organizacji decyduje się na przyznanie dodatkowych podwyżek swoim obecnym zespołom, aby zapobiec kosztownych rotacji pracowników.

– Wojna o talenty dla firm oznacza rewizje polityki płacowej. Pracodawcy są świadomi, że w celu zatrzymania obecnych pracowników oraz pozyskania nowych talentów, muszą nie tylko podwyższyć oferowane wynagrodzenia, ale także poprawić warunki zatrudnienia. Oznacza to: lepsze benefity, korzystniejsze umowy i, co jest w tym momencie bardzo istotne, elastyczny model pracy – mówi Michał Opioła, dyrektor w Michael Page.

Specjalista vs. menedżer

W branży finansowej, podobnie jak w wielu innych sektorach, obserwujemy w tym momencie wyjątkowo silny rynek pracownika-specjalisty. Na najwyższe podwyżki mogą obecnie liczyć finansiści z obszarów takich jak nieruchomości, a także e-commerce, logistyka oraz IT i nowe technologie.

Co ciekawe w porównaniu ze specjalistami, kadra zarządzająca nie odnotowuje tak dynamicznych wzrostów wynagrodzenia – pensje bazowe menedżerów i dyrektorów pozostają od pewnego czasu na podobnym poziomie. Jeszcze 8 lat temu zarobki dyrektora finansowego wynosiła 6-krotnoć pensji samodzielnej księgowej. Dziś różnica między przeciętnymi wynagrodzeniami na obu tych stanowiskach zmniejszyła się o ok. połowę. Idziemy w stronę trendów wyznaczonych przez kraje Europy Zachodniej, gdzie rozpiętość między zarobkami specjalistów a kadrą dyrektorską i menedżerską są jeszcze niższe – komentuje Michał Opioła.

Wyższe koszty życia – wyższe oczekiwania wobec pensji

Wysoka inflacja oraz mała perspektywa jej wyhamowania zmusza firmy do ograniczenia strat, jakie ponoszą pracownicy i co za tym idzie – podwyższenia ich wynagrodzeń. Istotnym czynnikiem presji płacowej są coraz wyższe koszty życia, w szczególności w dużych aglomeracjach. Z danych NBP podsumowujących II kwartał 2021 roku na rynku nieruchomości wynika, że ceny mieszkań rosną w zawrotnym tempie – w 7 największych miastach w Polsce są o blisko 11% droższe niż rok temu, tym samym przybliżając nas do Europy Zachodniej. Ponadto planowane na 2022 rok zmiany w przepisach podatkowych skłaniają pracowników do ewaluacji swojej oczekiwanej pensji.

– Niewątpliwym wyzwaniem dla pracodawców, a przede wszystkim dyrektorów finansowych, będzie ustalanie budżetu płacowego uwzględniającego oczekiwania specjalistów dotyczące podwyżek bądź chociażby utrzymania ich wynagrodzenia netto w niezmienionej wysokości. Coraz większym wyzwaniem będzie również znalezienie i utrzymanie wysokiej klasy specjalistów, gdyż, jak wynika z badań, wzrost wynagrodzenia nie idzie współmiernie ze wzrostem kompetencji pracowników. Według raportu Polskiego Forum HR „Trendy w zatrudnieniu 2021” niemal co trzecia badana firma odczuła w ostatnim roku braki kompetencyjne w swoich strukturach. Dodatkowo pracownicy są w tym momencie wyjątkowo pasywni – wobec niepewnej przyszłości niechętnie poszukują nowych miejsc pracy, a skonfrontowani z propozycjami rekruterów bardzo często otrzymują kontroferty od obecnych pracodawców. Firmy mają świadomość, jak duży koszt wiąże się z rotacjami w zespole i pozyskiwaniem nowych talentów oraz ich onboardingiem – mówi Michał Opioła, dyrektor w firmie Michael Page.

Nie tylko wynagrodzenia?

Walka o talenty nie sprowadza się tylko do prześcigania się pracodawców w wysokości proponowanego wynagrodzenia. Podstawowym benefitem, który w dużej mierze decyduje o podjęciu pracy przez kandydata to elastyczne godziny i możliwość wykonywania swoich obowiązków, przynajmniej częściowo, zdalnie. Zgodnie z ankietą Michael Page 62 proc. pracowników deklaruje, że nawet bez ograniczeń wynikających z lockdownu chce pracować z domu częściej niż kiedyś. Ponadto kandydaci oczekują od pracodawców priorytetowego traktowania ich samopoczucia.

Wskutek pandemii na pierwszy plan wysunęły się tematy związane ze zdrowiem psychicznym i well-being w miejscu pracy. Niestety aż 40 proc. uczestników badania Michael Page uważa, że ich przełożeni i menadżerowie bagatelizują te kwestie, a tylko 22 proc. badanych potwierdziło, że w ich firmach podjęto działania nastawione na poprawę samopoczucia zatrudnionych. Co ważne, aż 84 proc. ankietowanych przyznało, że wdrożone przez firmy inicjatywy związane z well-being pracowników mogą wpłynąć na ich wybór miejsca pracy. W celu przyciągnięcia jak największej puli talentów pracodawcy powinni zacząć od zbudowania kultury organizacyjnej opartej na empatii i zrozumieniu, która nadaje priorytet zdrowiu psychicznemu oraz samopoczuciu zespołu – komentuje Michał Opioła.

Co dalej?

Po kryzysie większość firm nauczyła się żyć w „nowej rzeczywistości”. Organizacje już nie czekają na koniec pandemii, bo wiedzą, że rynek pracy i biznes nigdy nie powróci do stanu sprzed marca 2020 roku. Mimo dużego popytu na pracowników, kandydaci, którzy wykażą się najlepszą umiejętnością nawigowania w stale zmieniających się realiach, nadal będą mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty pracy i coraz wyższe płace. Kolejne lata pokażą, jakie konsekwencje będą wynikały z tak dynamicznego wzrostu wynagrodzeń specjalistów w Polsce.

Wzrost wynagrodzeń naturalnie przekłada się na rosnące koszty działalności przedsiębiorstwa. Firmy już teraz zaczynają rewidować politykę cenową swoich usług i produktów – ponad 70 proc. (czyli dwa razy więcej niż w ubiegłym roku) organizacji planuje podnosić swoje ceny w najbliższych 12 miesiącach – wynika z badania firmy Grant Thornton. Biorąc pod uwagę, że w listopadzie inflacja wzrosła o 7,7 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem osiągając kolejny rekord, można przypuszczać, że prognozy dotyczące dalszych podwyżek będą się niestety sprawdzać – podsumowuje Michał Opioła z Michael Page.

Wysoka inflacja zostanie z nami na długo

Inflacja w Polsce nie daje za wygraną! W listopadzie ceny były aż o 7,7 proc. wyższe niż przed rokiem. Ich wzrost przyśpieszył z 6,8 proc. rok do roku. W poszukiwaniu równie wysokich dynamik inflacji musimy się cofnąć aż do początków XXI wieku.

W porównaniu z październikiem ceny podniosły się o 1,0 proc. Jest to kolejny silny skok, miesiąc wcześniej wyniósł on 1,1 proc. Jakby tego było mało, inflacja rozpędza się także mocniej, niż zakładały to rynki finansowe – dynamika CPI wypadła powyżej szacunków już piąty miesiąc z rzędu.

Dobrze znani winowajcy

Wprawdzie drobiazgowe statystyki dotyczące zmian w poszczególnych kategoriach Główny Urząd Statystyczny poda dopiero 15 grudnia, ale już dziś możemy wskazać winnych. – Za podbicie inflacji niezmiennie odpowiadają przede wszystkim ceny paliw. W dobiegającym końca miesiącu stawki przy dystrybutorach były ponad jedną trzecią wyższe niż rok wcześniej – wskazuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Wyraźnie drożeją też energia i żywność. W tym drugim przypadku nic nie zapowiada poprawy: można spodziewać się m.in., że zaczną rosnąć ceny mięsa, które przejmą pałeczkę w inflacyjnej sztafecie od obecnie pnących się do góry cen nabiału i tłuszczy.

Bardzo wysokie, już niemal 5-procentowe wartości przybiera dynamika tzw. wskaźnika bazowego. Grupuje on te dobra i usługi, których ceny są bardziej stabilne i zależą w mniejszym stopniu od pozostających poza orbitą oddziaływania popytu ze strony konsumentów, m.in. paliw i żywności.

Szczyt blisko, hamowanie daleko

To nie koniec przyśpieszania wzrostu cen. – Już w grudniu inflacja powinna przekroczyć barierę 8 proc. – prognozuje Sawicki. Co dalej? Jak dużo w tej kwestii zmienia zaprezentowana w ubiegłym tygodniu Tarcza Antyinflacyjna? – W największym skrócie można powiedzieć, że zetnie ona szczyt dynamiki cen – zaznacza ekspert Cinkciarz.pl.

Oznacza to, że najwyższe poziomy inflacji mogą być notowane już w grudniu, nie zaś w pierwszym kwartale 2022 r., jak wcześniej zakładano. Czasowe obniżenie podatku VAT na energię elektryczną i gaz wypchnie jedynie wpływ wzrostów cen tych kategorii na kolejne miesiące. Średnioroczna inflacja nie powinna obniżyć się o więcej niż 0,5 pkt proc. Nadal wynosić będzie jednak grubo powyżej 6 proc.

– Można zatem powiedzieć, że podwyżki rachunków za energię zostaną opóźnione. Wysoki szczyt inflacji został zamieniony na jej wolniejsze hamowanie – zaznacza ekspert Cinkciarz.pl. Innymi słowy: trajektoria dynamiki CPI będzie mieć zdecydowanie bardziej płaski przebieg. Dotyczy to także początku 2023 r. (ze względu na zniwelowanie efektu wysokiej bazy statystycznej).

Nie można też nie wspomnieć, że tarcza i dopłaty o wartości szacowanej na 10 mld zł zwiększą rozporządzalny dochód gospodarstw domowych i osłabiają cios, jakim rosnące w obecnym tempie ceny są dla nastrojów konsumenckich. W tym sensie przedstawione narzędzia będą stanowić kolejny impuls fiskalny wspierający popyt. W rezultacie w dłuższym horyzoncie będą oddziaływać w kierunku podwyższenia inflacji. Paradoksalnie niższe ceny energii mogą z czasem skutkować wyższymi w kluczowych dla polityki pieniężnej kategoriach bazowych.

Inflacyjne zagrożenia nie zostaną zbagatelizowane

Wysoka inflacja to poważne zmartwienie wielu polskich rodzin i czynnik, który w skali całej gospodarki zaczyna podminowywać nastroje gospodarstw domowych i negatywnie wpływać na konsumpcję. – Myślę, że śmiało możemy powiedzieć, że te pułapy zostały już osiągnięte – ocenia Sawicki i dodaje – Wysoka inflacja zaczyna być postrzegana jako jedno z największych zagrożeń dla wzrostu gospodarczego w 2022 roku.

Jeszcze niedawno zakładano, że dynamika PKB może podobnie jak w tym roku przekroczyć 5,0 proc. Obecnie wydaje się to coraz mniej prawdopodobne. Po drugie wysoka inflacja napędzać może… dalszy wzrost cen. Gospodarstwa domowe mogą oczekiwać nasilania się presji inflacyjnej. W otoczeniu silnej koniunktury i dobrej kondycji rynku pracy będą dążyć do uzyskiwania wyższych wynagrodzeń. Jeśli w ten sposób dochód rozporządzalny nie zostanie uszczuplony, to może to prowadzić do dalszego podbijania cen. W ekonomii takie niebezpieczne zjawisko wymykania się inflacji spod kontroli określane jest mianem spirali płacowo – inflacyjnej i efektów drugiej rundy.

By do innego nie dopuścić, Narodowy Bank Polski rozpoczął podwyżki stóp procentowych. W październiku i listopadzie zostały one podniesione z 0,1 do 1,25 proc. Czy po kolejnym skoku inflacji należy spodziewać się ruchu stóp?

– W grudniu Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy o 75-100 pkt bazowych – przewiduje analityk Cinkciarz.pl. – Docelowo koszt pieniądza powinien dotrzeć do ok. 3 proc. W końcu i inflacja konsumencka i bazowa przez cały rok będą bardzo mocno przewyższać cel NBP (2,5 proc.), a tarcza niweluje część zagrożeń dla siły konsumpcji i dynamiki PKB – tłumaczy.

Kontynuacja zacieśniania powinna być korzystna dla polskiej waluty. W obliczu tak silnej inflacji bank centralny porzucił swoją dawną preferencję, by złoty był relatywnie słaby. Jego umocnienie może odgrywać pomocniczą rolę poprzez delikatne hamowanie wzrostu cen towarów importowanych, m.in. surowców energetycznych. Odwrotnie – potencjalna dalsza wyprzedaż złotego, który w listopadzie był najsłabszy w relacji do euro od 12 lat (wspólna waluta kosztowała około 4,74 zł) oddziaływałaby w kierunku podbijania dynamiki cen. – Zakładamy, że notowania EUR/PLN w końcówce roku mogą osuwać się minimalnie poniżej 4,60 – zaznacza ekspert Cinkciarz.pl.

Podatek od strat

Ustawa wprowadzająca minimalny podatek CIT opublikowana została 23.11.2021 r. w Dzienniku Ustaw. W założeniu ma uniemożliwić unikanie opodatkowania przez duże, zagraniczne firmy. Może stać się jednak dodatkowym obciążeniem dla polskich przedsiębiorców na stracie i spółek użyteczności publicznej – bez względu na ich wielkość.

Podatek w wysokości 10% od podstawy opodatkowania obejmie firmy, które z zysków innych niż kapitałowe: odnotowały stratę przychodów lub uzyskały dochód nie większy niż 1% przychodów nieobejmujących zysków kapitałowych.

Plany podatkowe a rynkowa rzeczywistość

Wprowadzenie minimalnego podatku CIT ma ograniczyć transfer dochodów przez zagranicznych podatników mających status rezydenta podatkowego na terenie Polski do innych państw. – Biorąc na cel międzynarodowe korporacje, podatek rykoszetem uderzy też w polskie firmy. Pokazuje to opublikowana we wrześniu przez Ministerstwo Finansów lista dużych podatników CIT – zauważa Teresa Warska, specjalistka ds. podatkowych w Systim.pl. Obserwatorzy rynku wiedzą, że w niektórych branżach rentowność na poziomie 1% jest normą, co oznacza, możliwość objęcia nowym podatkiem szerszej liczby firm niż planowano.

Preferencja dla nowych firm

Nowe obciążenie może też osłabić konkurencyjność już działających polskich firm względem tych wchodzących na rynek, zarówno polskich jak i zagranicznych. Nowe podmioty będą mogły otrzymać maksymalnie trzyletnie zwolnienie z minimalnego podatku dochodowego od osób prawnych.

Ustawodawca przewiduje zwolnienie od minimalnego podatku CIT w roku rozpoczęcia działalności i w kolejno następujących po sobie dwóch latach podatkowych. – Jest to wystarczająco dużo czasu, aby właściciel działającego na polskim rynku przedsiębiorstwa mógł zamknąć je i przetransferować działania do innego nowopowstałego podmiotu, który przez kolejne lata będzie zwolniony z minimalnego podatku CIT. O ile duże korporacje będą w stanie odpowiednio optymalizować swoje działania, o tyle dla małych firm podatek może być problemem – mówi specjalistka Systim.pl.

Brak kryterium wielkości

Jak zauważa ekspertka zmiana podatkowa nie zawiera kryterium wielkości, dlatego objęte będą nią zarówno duże przedsiębiorstwa jak i małe. Jest to sprzeczne z założeniem zmian, które miały dotyczyć tylko dużych korporacji. Może zdarzyć się, że z przyczyn niezależnych od przedsiębiorcy zaliczy się on do grupy podlegającej opodatkowaniu. Będzie to więc obciążenie dla przedsiębiorców, którym pomimo dołożonych starań z jakichś powodów nie udało się uzyskać wyższej rentowności – mówi Teresa Warska.

Spółki komunalne jak wielkie korporacje

Kolejnym niezamierzonym efektem zmian jest możliwość objęcia podatkiem spółek komunalnych zajmujących się usługami publicznymi, takimi jak: gospodarka nieczystości, transport publiczny czy też dostarczanie mediów – Podmioty te często nie mają za cel osiągania zysków, a realizację zadań zapewniających zaspokajanie podstawowych potrzeb mieszkańców. Według ustawy  będą płaciły taki sam podatek jak międzynarodowe korporacje. Obciążenie podatkowe mogą więc rekompensować podwyżką cen usług – podsumowuje specjalistka Systim.pl.

Minimalny podatek CIT wprowadza Ustawa z dnia 29 października 2021 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw. Zacznie obowiązywać od 2022 roku.

Maciej Zieliński nowym CEO Siemens Polska

Maciej Zieliński obejmie od 1 stycznia 2022 roku stanowiska prezesa
oraz dyrektora działu Digital Industries w Siemens Polska. Nowy prezes jest związany z Siemensem od 2003 roku.

Maciej Zieliński przez ostatnie 6 lat pełnił funkcję CEO Siemensa na Ukrainie. Wcześniej, od 2011, pełnił obowiązki dyrektora działu Automation, Process Industries and Drives oraz dyrektora sprzedaży działu Industrial Automation and Drive Technology w Siemens Rosja. W latach 2003 – 2011 pracował w Siemens Polska kierując jednym z obszarów ramach działu Digital Industries. Nowy prezes jest absolwentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na kierunku Inżynieria mechaniczna i robotyka.

Jako przedstawiciel firmy skupiającej się na przemyśle, infrastrukturze i sektorze energetycznym, widzę pilną potrzebę digitalizacji i dekarbonizacji każdej dziedziny polskiej gospodarki. Obydwa trendy mają ogromny wpływ na przyszłość firm w naszym kraju bez względu na branżę. Obowiązkiem liderów rynkowych, takich jak Siemens, jest odpowiedzialne i bezpieczne wdrażanie tych zmian. W ten sposób umożliwiamy przedsiębiorstwom i Polsce, rozwijać się w zrównoważony sposób, a co za tym idzie, pozostawać konkurencyjnymi na tle innych państw – komentuje Maciej Zieliński, CEO w Siemens Polska.

Do dnia oficjalnego objęcia stanowiska przez Maciej Zielińskiego spółka Siemens Polska będzie zarządzana przez Danielę Armano-Wallner, członkinię zarządu
ds. Finansowych.

– Jako organizacja postawiliśmy przed sobą ambitne cele biznesowe na najbliższe lata. Jestem przekonana, że z Maciejem Zielińskim jako nowym CEO Siemens Polska,
z jego wiedzą i doświadczeniem, zrealizujemy je
– komentuje Daniela Armano-Wallner.

Inflacja w listopadzie wyniosła 7,7 proc. W grudniu może wzrosnąć powyżej 8 proc.

Inflacja w listopadzie, według wstępnego szacunku opublikowanego przez GUS, wyniosła 7,7 proc. Po raz kolejny zaskoczyła rynek, który spodziewał się wzrostu o 7,4 proc. Taki poziom inflacji w listopadzie oznacza, że w grudniu inflacja może wzrosnąć powyżej 8 proc.

Tak wysoka inflacja oznacza, że Polacy na bankowych lokatach ponoszą rekordowe straty. Na rocznej lokacie bankowej założonej na początku grudnia 2020 roku i zakończonej w listopadzie 2021 roku, realna strata jej posiadacza wyniosła 6,96 proc., czyli prawie 7 proc. Wynika to z faktu, że według NBP średnie oprocentowanie lokat zakładanych w grudniu 2020 r. na okres od 6 do 12 miesięcy wyniosło tylko 0,2 proc. Nawet wybierając najlepsze lokaty na rynku w tamtym okresie – oprocentowane na 0,8 proc. tracimy aż 6,41 proc.

Inflacja stanowi poważny problem dla inwestorów na całym świecie, jednak w Polsce wzrosła już do wyjątkowo wysokiego poziomu. A to powoduje, że stanowi realne zagrożenie dla portfeli i oszczędności Polaków. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, w którym ankietowanych było 6000 inwestorów detalicznych w 12 krajach wynika, że w trzecim kwartale 2021 roku, jako główny powód do niepokoju wskazuje inflację aż 60 proc. badanych inwestorów z Polski, podczas gdy wśród inwestorów w 12 badanych krajach jest to 41 proc. Dla porównania w drugim kwartale 2021 r. było to odpowiednio 55 proc. w Polsce i 38 proc. na świecie. Inflacja w Polsce cały czas rośnie, więc obawy inwestorów także mogą się w najbliższych miesiącach nasilać. A straty z kończących się lokat, dalej rosnąć.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

Wojciech Łubieński Prezesem Zarządu ALDI w Polsce

Wojciech Łubieński, dotychczas pełniący obowiązki Prezesa Zarządu ALDI w Polsce, od dnia 1 stycznia 2022 roku, zostaje powołany na Prezesa Zarządu spółki w Polsce.

Wojciech Łubieński został p.o. Prezesa Zarządu ALDI w Polsce w dniu 15 marca tego roku, kiedy Oktawian Torchała, dotychczasowy CEO, został powołany do struktur centrali spółki ALDI w Essen.

– Cieszę się, że będziemy mogli razem z całym zespołem ALDI rozwijać naszą firmę w Polsce współpracując jednocześnie z koleżankami i kolegami z innych krajów i struktur międzynarodowych.

Do końca roku ALDI w Polsce będzie posiadał minimum 200 sklepów zlokalizowanych we wszystkich województwach, a w najbliższych latach chcemy zwiększać liczbę sklepów o minimum 60-70 rocznie. To, co czeka nas w kolejnych miesiącach, to otwarcie drugiego magazynu, który będzie obsługiwał nasze sklepy w północnej Polsce, ale też wiele innych projektów, dzięki którym będziemy wspierać codzienne funkcjonowanie sklepów tak, żeby klienci był zawsze zadowoleni, a pracownicy odczuwali satysfakcję z wykonywanej pracy – powiedział Wojciech Łubieński, p.o. Prezesa Zarządu ALDI w Polsce. 

Wojciech Łubieński związany jest z ALDI od grudnia 2019 roku, kiedy to objął stanowisko Wiceprezesa i Zastępcy Dyrektora Zarządzającego ALDI w Polsce. Wcześniej pracował w Super-Pharm, na stanowisku Wiceprezesa i Dyrektora Operacyjnego.

Fundusze Perwyn i SilverTree Equity nowymi właścicielami SALESmanago

Dziewięciocyfrową kwotę w Euro zapłacą za przejęcie SALESmanago dwa uznane fundusze private equity: Perwyn i SilverTree Equity. Tym samym rosnąca w tempie 50% rocznie polska spółka rusza do boju o pozycję globalnego lidera rozwiązań Customer Data Platform i Marketing Automation.

We wtorek, 30.11. równolegle w Londynie i Krakowie ogłoszono finalizację transakcji, w ramach której fundusze przejmują i inwestują w SALESmanago, wiodącą platformę Customer Data Platform i Marketing Automation działającą w obszarze eCommerce.

– Założyliśmy SALESmanago w 2012 roku z ambicją dostarczenia światowej klasy rozwiązania Customer Data Platform. Od tego czasu firma szybko urosła do pozycji lidera rynku CDP i automatyzacji marketingu – mówi Grzegorz Błażewicz, założyciel i Prezes Zarządu SALESmanago.

SilverTree Equity to uznany gracz private equity, specjalizujący się w technologiach i oprogramowaniu w chmurze. Natomiast Perwyn , to rodzinne przedsięwzięcie private equity. Obaj partnerzy zobowiązali się do znaczącego dokapitalizowania firmy, które dynamizuje globalną ekspansję SALESmanago.

– Bardzo się cieszymy, że udało nam się poznać Grzegorza Błażewicza i szerszą kadrę zarządzającą SALESmanago. Jesteśmy pod wrażeniem sukcesu, jaki odnieśli dotychczas – mówią Olle Davidsson oraz Ravi Sharma, reprezentujący Perwyn.

Tym samym SALESmanago, które przez ostatnie lata rośnie średnio ok. 50% rocznie zyskuje dodatkowy kapitał i zasoby, potrzebne do walki o pozycję światowego lidera na dynamicznie rozwijającym się rynku. Już teraz krakowska firma znajduje się w światowej czołówce podmiotów oferujących technologie wspierające marketing dla branży eCommerce. Jej system umożliwia tworzenie indywidualnych profili klientów oraz realizację napędzanych sztuczną inteligencją wielokanałowych kampanii i procesów marketingowych.

Na świecie już ponad 2500 dużych i średniej wielkości biznesów B2C i eCommerce korzysta z rozwiązań SALESmanago. Firma współpracuje m.in.z  BMW, Burger King, Starbucks, Toyota, Victoria’s Secret, Oriflame, Crocs i T-Mobile. Została uznana przez Financial Times i Deloitte za jedną z najszybciej rozwijających się w Europie.

– Doświadczenie naszych partnerów, zarówno w zakresie oprogramowania jak i rozwoju, zapewni nam lepszy dostęp do globalnych zasobów i pozwoli inwestować jeszcze więcej, aby niezmiennie dostarczać naszym klientom wartościowy i innowacyjny produkt – nie ma wątpliwości Błażewicz.

Analitycy branży oceniają, że SALESmanago ma mocną pozycję na atrakcyjnym, rozwijającym się rynku eCommerce, którego penetracja tego typu rozwiązaniami jest wciąż stosunkowo niska. Zbudowane dzięki ponad 10 letniemu doświadczeniu rozwiązania SALESmanago pozwalają firmom lepiej realizować strategie marketingowe bazując na kluczowych parametrach marketingowych takich jak CLV, rotacja klientów, oraz analizie zachowań na stronie internetowej czy zaangażowaniu klienta, co ostatecznie skutkuje ich dynamiczniejszym wzrostem.

Inwestycja w SALESmanago wpisuje się więc w strategię zarówno Perwyn, jak i SilverTree Equity:

– W ciągu ostatnich kilku lat dokonaliśmy kilku inwestycji w oprogramowanie i biznesy oparte o rozwój technologii, w tym technologie marketingowe. Wizja, jaką obiecuje SALESmanago, wywarła na nas szczególne wrażenie i cieszymy się, że możemy współpracować z Grzegorzem i SilverTree. Perwyn tradycyjnie zwracał uwagę na firmy z siedzibami w Europie Zachodniej i cieszymy się, że dzięki tej inwestycji rozszerzyliśmy teraz nasz zasięg również na Polskę, kraj szybko rozwijającej się gospodarki cyfrowej i dynamicznego sektora technologicznego – ocenia Andrew Wynn, założyciel i partner zarządzający w Perwyn.

Podobnego zdania jest John Messamore, Partner Zarządzający SilverTree Equity:

– Spodziewamy się, że budżety na aplikacje MarTech w modelu SaaS będą nadal rosły, ponieważ firmy eCommerce reagują na rosnącą konkurencję. Co więcej, zmiany w przepisach regulujących możliwość gromadzenia i wykorzystywania danych third-party i plików cookie napędzają znaczne inwestycje w platformy, które pomagają wykorzystać, w pełni zgodne z tymi regulacjami dane first-party, będące rdzeniem platformy CDP SALESmanago.

Nicholas Theuerkauf, Partner Zarządzający SilverTree Equity uważa, że w ramach atrakcyjnej przestrzeni automatyzacji procesów marketingowych SALESmanago ma wyjątkowo dobrą pozycję do dalszego zwiększania udziału w rynku:

– Obfitująca w funkcjonalności w zakresie automatyzacji procesów marketingu wielokanałowego platforma SALESmanago i jej możliwości gromadzenia danych konsumenckich pomagają przyciągać, utrzymywać i rozwijać relacje z klientami, zapewniając doskonałe wyniki i zwrot z inwestycji – komentuje Theuerkauf.

Na dalszej ścieżce wzrostu rozwój firmy ekspercką wiedzą wspierać będzie kilku wybitnych i bardzo doświadczonych menedżerów. Są wśród nich m.in. Tim Weller (Prezes Trustpilot spółki wycenianej na 1,6 mln USD), Rafał Brzoska (założyciel i Prezes Zarządu Inpost) oraz Jean-Philippe Baert (doświadczony dyrektor MarTech), którzy dołączą do Rady Nadzorczej spółki.

Równolegle Ivo Totev (CMO Suse i były CMO Unit4), Adam Hale (były dyrektor generalny Fairsail i szef Software Europe w Russel Reynolds) oraz Matt Harris (były partner KPMG) dołączają do firmy jako Partnerzy Operacyjni.

– Sercem SALESmanago jest wyjątkowy produkt. Firma udowodniła, że może z powodzeniem rozwijać się na arenie międzynarodowej i wielokrotnie okazała się lepsza od dobrze ugruntowanych na rynku podmiotów w konkurencyjnych przetargach oraz w kluczowych wskaźnikach operacyjnych i finansowych. Wierzymy, że dzięki wsparciu finansowemu Perwyn i SilverTree, w połączeniu z dołączeniem do Rady wybitnych menedżerów tworzymy niezwykle korzystny układ, który pozwoli nam skutecznie zaadresować spory potencjał rynku – uważa Olle Davidsson.

Przy transakcji SilverTree i Perwyn doradzali EY, Eversheds Sutherland, Crosslake Technologies oraz Bain & Company. Doradcą SALESmanago był GP Bullhound.

Od rewolucji przemysłowej zależy przyszłość naszej gospodarki

Przemysł 4.0 to nie przyszłość, a teraźniejszość światowej gospodarki. Wdrożenie innowacyjnych rozwiązań pozwala na wysoce elastyczną automatyzację procesów, przekładając się tym samym na wzrost efektywności przedsiębiorstwa. Platforma Przemysłu Przyszłości wraz z Instytutem Staszica zorganizowała debatę ekspertów, którzy odpowiedzieli na pytanie jak innowacyjne rozwiązania przełożą się na rozwój lokalnej gospodarki i jakie wyzwania stoją przed przedsiębiorcami w tym zakresie.

Transformacja cyfrowa przedsiębiorstw możliwa jest dzięki wykorzystaniu nowych technologii cyfrowych, zasobów danych oraz zapewnieniu komunikacji w sieci współpracy maszyn, urządzeń i ludzi. Czynnikiem napędzającym transformację w kierunku przemysłu 4.0 są coraz bardziej zindywidualizowane potrzeby klientów i narastający trend personalizacji produktów i usług. Technologia umożliwia poprawienie wydajności produkcji, obniżenie kosztów, skrócenie przestojów oraz co także istotne – zminimalizowanie ilości odpadów. Jednak na tym nie koniec – nowoczesne fabryki wywierają również istotny wpływ na funkcjonowanie społeczności lokalnych zapewniając im stabilne źródło utrzymania.

Podczas spotkania eksperckiego Maciej Staszak – wiceprezes Emitel SA zauważył, że kluczem do sukcesu będzie budowanie wiedzy i dzielenie się nią wśród przedsiębiorców. Jak podkreślał, bez współdzielenia infrastruktury i systemów transformacja cyfrowa mogłaby być zbyt dużym ciężarem dla mniejszych firm. Przypominał również o roli Państwa w tym procesie.

W perspektywie najbliższych kilkunastu lat państwo powinno być jednym z najważniejszych elementów wdrażania rozwiązań transformacji cyfrowej. Wsparcie rozwoju przedsiębiorstw przełoży się na zwiększenie atrakcyjności kraju w oczach inwestorów – powiedział Maciej Staszak w trakcie debaty.

Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej zwrócił uwagę, że czwarta rewolucja przemysłowa może być olbrzymią szansą dla mniejszych przedsiębiorców, a także regionów, w których prowadzą swój biznes. Jak zauważył – zwiększenie efektywności przedsiębiorstw, zastosowanie nowych technologii oraz idące za tym możliwości rozwoju i ekspansji wpłyną pozytywnie na rynek pracy w regionach, które do tej pory cierpiały na brak odpowiednio wykształconych kadr.

Eksperci podczas debaty zgodzili się, że dla sukcesu całego przedsięwzięcia jakim jest czwarta rewolucja przemysłowa niezbędna będzie współpraca pomiędzy przedsiębiorstwami jak i podmiotami, które zrzeszają przedsiębiorców.

Nie jest możliwe przeprowadzanie transformacji przedsiębiorstw bez stworzenia ekosystemu, szerokiej koalicji podmiotów i instytucji, które będą w ten proces zaangażowane. Z jednej strony duże znaczenie ma sektor publiczny, na czele z Ministerstwem Rozwoju, ale bardzo ważną rolę odgrywać będą też klastry czy Krajowa Izba Gospodarcza oraz inne podmioty, które wspierają przedsiębiorców i w transformacji cyfrowej. Nie można zapomnieć też o komercyjnych firmach, które mają gotowe rozwiązania dla przemysłu. One też muszą być częścią tego ekosystemu, ponieważ w pojedynkę proces ten może być niewykonalny – powiedział Dawid Solak, p.o. Prezesa Platformy Przemysłu Przyszłości.

Michał Lipiński, dyrektor Konkursu „Teraz Polska” przypomniał, że wszyscy przedsiębiorcy, którzy mają w planach transformację będą mieli przed sobą kilka wyzwań. Wzywaniem może być finansowanie inwestycji i przygotowanie jej kolejnych etapów. Kolejnym będzie cyberbezpieczeństwo, ponieważ wzrośnie ryzyko ataków – potrzebne będzie stworzenie nowych procedur bezpieczeństwa i zadbanie o odpowiednie systemy.

Wyzwaniem dla przedsiębiorców będzie wyszkolenie kadr oraz zatrudnienie ekspertów, którzy będą obsługiwać nowe rozwiązania. Firmy powinny zacząć mocniej współpracować z uczelniami wyższymi, tak by te mogły kreować nowe kierunki specjalistyczne dla studentów – powiedział Lipiński.

Krzysztof Krystowski, prezes Związku Klastry Polskie podsumowując spotkanie podkreślił jak ważne dla osiągniecia sukcesu będą dwa czynniki – chęć zmian i współpraca.

Nie bójmy się zmian jakie niesie czwarta rewolucja przemysłowa. Tych zmian trzeba szukać podobnie jak możliwości współpracy, tak by wysiłek współdzielić, a nie brać wszystkiego na siebie. Od tego zależy przyszłość naszej gospodarki. W kompetencje przyszłości musimy inwestować. Do roboty i nie bójmy się! – podsumował Krzysztof Krystowski.

Organizatorem debaty była Platforma Przemysłu Przyszłości – organizacja, której celem jest budowa przemysłu 4.0 w Polsce. Inicjatywa udziela wsparcia eksperckiego w zakresie transformacji cyfrowej oraz rozwija kadry przedsiębiorstw. Organizuje szkolenia i promuje nowatorskie rozwiązania z obszarów: inteligentnej analizy danych, automatyzacji, komunikacji ludzi z maszynami, wirtualizacji procesów oraz cyberbezpieczeństwa. Platforma Przemysłu Przyszłości pomaga w procesie modernizacji i transformacji biznesu, tak aby krajowe firmy stawały się jak najbardziej konkurencyjne na rynku globalnym. PPP jest fundacją skarbu państwa nadzorowaną przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Współorganizatorem wydarzenia został Instytut Staszica – powołany do życia w 2013 roku niezależny think-tank, zajmujący się kwestiami społecznymi i gospodarczymi w kontekście zrównoważonego rozwoju.

Zamieszanie na rynkach

Pojawienie się nowej odmiany koronawirusa mocno zmienia warunki gry. Na rynki znów wraca strach, ale wraz z nim wraca znacznie większa zmienność, która tylko utrudnia przewidywanie co będzie jutro.

Inflacja w Niemczech

Zmiany cen za Odrą są ostatnio najwyższe od górki inflacji po zjednoczeniu Niemiec na początku lat 90 XX wieku. W listopadzie wskaźnik wzrósł o kolejne 0,7% tylko wyśrubowując obecne rekordy. Analitycy spodziewali się wzrostu, ale do 5%. Odczyt wyniósł 5,2%. Są to jednak dopiero wstępne dane i ostateczne mogą się różnić. Rosnąca inflacja w Niemczech nie jest wcale złą sytuacją dla Polski. Gdyby wzrost inflacji w Unii Europejskiej spowodował konieczność zacieśniania polityki monetarnej pozostawiłoby to większe pole rodzimej RPP do podnoszenia stóp bez ryzyka nadmiernego umocnienia złotego. Tego najwyraźniej członkowie Rady się ostatnio mocno boją.

Ropa w odwrocie

Nowa odmiana koronawirusa ma największy wpływ na rynki surowcowe. Czarne złoto jest w wyraźnym odwrocie i mimo poniedziałkowego, lepszego otwarcia dzisiaj znów zwiedza kolejne minima. Ostatni raz tak tania ropa naftowa, zarówno według notowań amerykańskich jak i londyńskich, była w sierpniu tego roku. Od szczytów dzieli nas już nawet 20% co jest wyjątkowo wysokim spadkiem w takim krótkim czasie. Dane te oczywiście powodują przeceny w walutach krajów eksportujących ropę. Spadki w przypadku rubla nie są jednak aż tak silne jak spadki samej ropy.

Złoty niespodziewanie odzyskuje moc

Pomimo kontynuacji spadków głównych indeksów giełdowych, w tym polskiego WIGu, polski złoty zachowuje się wyjątkowo dobrze. Po wczorajszym dobrym otwarciu złotówka cały czas się umacnia. Nie są to zbyt silne ruchy, ale wyraźnie spadła poniżej bariery 4,70 zł za euro. W tej chwili są to okolice 4,68 zł. Nie zmienia to faktu, że w obecnej sytuacji takich zmian możemy się spodziewać w górę lub w dół niemal codziennie.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – PKB,

15:45 – USA – indeks Chicago PMI.

Maciej Przygórzewski, główny analityk InternetowyKantor.pl i Walutomat.

Organy podatkowe, stawiając tezę o świadomym uczestnictwie przedsiębiorcy w oszustwie, muszą ją udowodnić

Przedsiębiorca dokonał wewnątrzwspólnotowej dostawy samochodu Mercedes AMG. Fiskus oskarżył go o świadome uczestnictwo w karuzeli VAT i zamiast zwrotu podatku określił dodatkowe zobowiązanie podatkowe. Swoje oskarżenie oparł na tym, że kontrahent spółki dokonał zmiany trasy przewozu zakupionego towaru i prawdopodobnie innych nieprawidłowości. W wydanym w tej sprawie wyroku z 28 września 2021 r. Sąd w Gdańsku orzekł, że niedopuszczalne jest wprowadzanie systemu odpowiedzialności bez winy.

Oskarżenie o uczestnictwo w karuzeli VAT

Naczelnik urzędu skarbowego zakwestionował możliwość zastosowania w rozliczeniach VAT stawki 0% dla dokonanej wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru. Jej przedmiotem był Mercedes-Benz AMG GLS 63. Organ stwierdził, że samochód ten nigdy nie opuścił kraju, a przedsiębiorca jest świadomym uczestnikiem oszustwa podatkowego karuzeli VAT. Auto miało trafić na Cypr, co nie nastąpiło.

Wewnątrzwspólnotowa dostawa na Cypr

W umowie kupna – sprzedaży pojazdu strony, którymi były dwie spółki, umówiły się, że jeśli kupujący, jako że to on organizował transport na Cypr we własnym zakresie, nie dostarczy dokumentów poświadczających wywóz do kraju docelowego, wówczas przedsiębiorca sprzedający towar obciąży go 23% VAT-em.

Kupiec zapłacił za Mercedesa AMG w czerwcu 2019 r. 399 tys. zł z rachunku spółki, a dzień później samochód został wydany jej reprezentantowi. Następnie nabywca zlecił transport pojazdu firmie D. Na potwierdzenie tych działań przedsiębiorca (sprzedający) przedstawił dokument CMR wystawiony w dniu 27 czerwca 2019 r., w którym jako nadawcę wskazano jego, jako odbiorcę – spółkę z siedzibą na Cyprze, miejsce przeznaczenia – Cypr oraz przewoźnika – firmę D.

Rozbieżności w trasie przewozu

Samochód został załadowany na lawetę pod salonem Mercedesa, a wyładowany pod innym adresem w Polsce, gdzie odebrał go osobiście zleceniodawca, którym była spółka kupująca. Doszło do tego, ponieważ jak poinformował pracownik przewoźnika zlecenie transportu na adres w Polsce zostało mu przekazane telefonicznie. Międzynarodowy list przewozowy (CMR) pierwotnie wypełniony był przez zlecającego transport, ale z uwagi na fakt, że zawierał inne dane, niż ustalono podczas rozmowy telefonicznej, zleceniodawca zobowiązał się poprawić go i przesłać do opieczętowania pieczątką firmową, czego jednak nie zrobił. Pracownik wskazał trasę transportu auta jako rozpoczynającą się w Polsce, a kończącą w Niemczech.

Znikający podatnik

Naczelnik urzędu skarbowego przedstawił dokument SC AC przekazany przez cypryjską administrację podatkową, z którego wynikało, że z cypryjską spółką – nabywcą samochodu nie ma kontaktu. Tamtejsza skarbówka uznała ją za tzw. znikającego podatnika do celów opodatkowania VAT i zgłosiła wniosek o jej wyrejestrowanie.

Obowiązek dochowania ostrożności w stosunkach handlowych

W oparciu więc o te ustalania, jak i fakt, że przedsiębiorca nie dochodził od kupca zapłaty umówionego 23% VAT z tytułu niedostarczenia dokumentu potwierdzającego wywóz towaru do kraju docelowego, dyrektor izby administracji skarbowej stwierdził, że naczelnik urzędu skarbowego słusznie ustalił, iż polski przedsiębiorca nie spełnił przesłanek do zastosowania 0% stawki VAT przeznaczonej dla wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. Nie dokonał on bowiem w opinii fiskusa wywozu towaru poza granice Polski.

Odnosząc się do wyjaśnień przedsiębiorcy, że nie odpowiada on za to, co po zakupie towaru zrobi z nim jego nowy właściciel, organ stwierdził, że prawo do skorzystania z preferencyjnej, zerowej stawki opodatkowania podatkiem od towarów i usług jest przywilejem podatnika, co pociąga za sobą obowiązek zachowania obwarowujących ten przywilej wymogów. Przedsiębiorca zobowiązany był więc do zachowania ostrożności kupieckiej zarówno w doborze kontrahenta, jak i przy przeprowadzaniu całej transakcji.

Do VAT rejestrują się też oszuści

W opinii dyrektora sprawdzenie samego numeru VAT UE zagranicznego kontrahenta w urzędowym rejestrze nie jest wystarczające do skutecznego potwierdzenia dokonania WDT, gdyż – jak wskazał organ – rejestracji do VAT UE dokonują również oszuści wyłudzający VAT. Niewystarczające jest również przedłożenie urzędowego potwierdzenia aktywności numeru VAT UE. Stąd też sama weryfikacja kontrahenta w systemie VIES nie świadczy o zachowaniu należytej staranności kupieckiej.

Przedsiębiorca powinien być czujny

Organ poszedł o krok dalej, stwierdzając, że w przypadku transakcji wewnątrzwspólnotowych dochowanie wymogów formalnych nie jest wystarczające do nabycia uprawnienia do skorzystania z 0% stawki opodatkowania VAT. Doniosłe znaczenie mają okoliczności materialne. W opinii organu czujność przedsiębiorcy powinny wzbudzić m.in.: czas transportu wykazany na liście przewozowym, a wynoszący od załadunku do rozładunku aż 9 dni, długi okres przebywania w Polsce reprezentującego spółkę nabywającą, który najpierw zawarł umowę zakupu auta 5 czerwca, a następnie osobiście odebrał je trzy tygodnie później. W konsekwencji organ II instancji potwierdził słuszność ustalenia przez naczelnika US dopuszczenia się przez przedsiębiorcę zaniżenia należnego podatku VAT.

Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą to nie organ ścigania

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku stanął jednak po stronie przedsiębiorcy, nie zgadzając się z twierdzeniem organów, jakoby nie dochował on należytej staranności i nie wykazał przy dokonywaniu zakwestionowanej przez organy transakcji dobrej wiary. Poza tym spółka skarżąca nie miała możliwości sprawdzenia kontrahenta na poziomie dostępnym organom skarbowym w ramach międzynarodowej współpracy. Zatem ocena, czy dochowała ona należytej staranności, powinna odbywać się przez pryzmat metod weryfikacji kontrahentów dostępnej jej, jako uczestnikowi obrotu niebędącego organem podatkowym.

Spółka nie może odpowiadać za treść porozumień zawartych przez jej kontrahenta z innym kontrahentem

Obowiązek dochowania należytej staranności nie może przede wszystkim obejmować prowadzenia dalszej weryfikacji ustaleń poczynionych przez kontrahenta z innym jego kontrahentem, jakim w przedmiotowej sprawie była firma transportowa. Organy nie wykazały natomiast dowodów, które uzasadniałyby kwestionowanie wydania przez nią towaru nabywcy w celu transportu do miejsca przeznaczenia określonego w umowie. Sąd ocenił, że wadliwe wykonanie wewnątrzwspólnotowej dostawy nastąpiło wyłącznie wskutek nieformalnego porozumienia pomiędzy nabywcą towaru a firmą transportową, której przewóz samochodu na Cypr zlecił nabywca.

Jednocześnie sąd podkreślił, że brak jest dowodów na to, jakoby spółka miała wiedzę o zmianie trasy dostawy. Zeznania pracownika firmy transportowej, który został o trasie poinformowany telefonicznie, świadczą wręcz coś przeciwnego – że o przebiegu trasy i powstałych zmianach wiedział tylko nabywca Mercedesa i przewoźnik. Organy nie wykazały, aby ktokolwiek z osób reprezentujących skarżącą spółkę był informowany o tych zmianach.

Skarbówka nie może obarczać odpowiedzialnością przedsiębiorców bez winy

Co najważniejsze w opinii sądu, mając również na uwadze orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, ustalenie, że podatnik działa w dobrej wierze, wyklucza możliwość pozbawiania go jego fundamentalnego prawa do odliczenia i zwrotu VAT czy też zastosowania 0% stawki tego podatku w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów. Dalej sąd zwrócił uwagę, że organy nie mogą zapominać, iż przedsiębiorcom nie są dostępne takie środki inwigilacji innych uczestników obrotu gospodarczego, jakimi dysponuje fiskus czy organy ścigania.

Gdański sąd, uchylając zaskarżoną przez spółkę decyzję fiskusa, orzekł: „Organy podatkowe, stawiając tezę o świadomym uczestnictwie podatnika w oszustwie, muszą ją udowodnić. Samo zaś stwierdzenie cech oszustwa u kontrahenta podatnika nie może automatycznie generować wniosku o zaistnieniu świadomości oszustwa u podatnika. (…) Wprowadzenie systemu odpowiedzialności bez winy wykraczałoby bowiem poza zakres niezbędny do ochrony interesów skarbu państwa” (wyrok WSA w Gdańsku z 28 września 2021 r., sygn. akt I SA/Gd 629/21).

Podsumowanie

Powyższym wyrokiem gdański sąd przypomniał urzędnikom skarbowym, że w Polsce nadal obowiązują tak fundamentalne reguły państwa prawa, jak wymóg udowodnienia winy, nie wspominając już o zasadzie domniemania niewinności. Stąd nie można oskarżać i wyciągać negatywnych konsekwencji wobec przedsiębiorcy, któremu nie udowodniono winy, tylko dlatego, że winnym był któryś z jego kontrahentów.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty umacnia się

Obawy dotyczące nowego wariantu wirusa Covid nieco się zmniejszyły. Nadal jednak istnieje niepewność, ponieważ niewiele wiadomo na temat nowych mutacji. Pod znakiem zapytania zatem stoi wpływ jego na globalne ożywienie gospodarcze. Ma to szczególne znaczenie w związku z przyszłymi decyzjami dotyczącymi polityki monetarnej większości państw.

Jeśli Omicron spowolniłby aktywność gospodarczą z powodu restrykcji oraz narastających obaw społeczeństwa, niektóre banki centralne mogłyby ponownie zastanawiać się nad słusznością zaostrzania polityki pieniężnej. Pewne decyzje mogą zostać odłożone na później. Powell wskazał wczoraj, że nowy wariant stanowi ryzyko dla zatrudnienia, aktywności gospodarczej oraz inflacji.

Dlatego też najbardziej narażone na deprecjację w tym momencie są waluty, które zyskiwały na ostatniej fali spekulacji odnośnie normalizacji polityki pieniężnej. Może to również dotyczyć dolara, który silnie zyskał od czerwca. W ostatnim czasie narosły oczekiwania, że w grudniu Fed przyspieszy redukcję skupu aktywów. W tym momencie rynek może zacząć wyceniać coraz mniejsze prawdopodobieństwo takiej decyzji. Może to oznaczać, że na głównej parze walutowej zobaczymy odbicie. Już teraz EUR/USD jest w okolicach 1,1337, podczas gdy kilka dni wcześniej obserwowaliśmy poziomy poniżej 1,12. Na wykresie tygodniowym głównej pary walutowej utworzyła się interesująca formacja świecowa, z długim dolnym knotem, która wskazuje większe prawdopodobieństwo ruchu na północ. Dodatkowo świeca ta, zwana fachowo „młotem” wyrysowała się na horyzontalnym wsparciu, co moim zdaniem nie jest bez znaczenia. Dolar może znaleźć się pod presją, mimo że w najbliższych dniach będziemy mieć wiele publikacji istotnych danych makro, które będą wskazywały na ożywienie.

Po krótkim okresie stabilizacji w ubiegłym tygodniu, lira ponownie zaczęła dynamicznie tracić na wartości. Wszystko wskazuje na to, że na USD/TRY ponownie zobaczymy poziom 13,00. Deprecjacja został wznowiona po wypowiedziach Erdogana i prezesa CBT Kavcioglu, że odwrócenie obecnej polityki monetarnej nie jest brane pod uwagę. Kolejna obniżka stóp jest prawdopodobna już 16 grudnia. W ostatnich dniach bank centralny i regulatorzy rynku zaczęli interweniować na różne sposoby celując w uczestników rynku. Widać, jak władza niekomfortowo czuje się z kryzysem walutowym. CBT wydał oświadczenie na swojej stronie internetowej, w którym ostrzegał przed dużymi stratami dla spekulantów, którzy grają na osłabienie waluty. Państwowa Rada Nadzorcza, podlegająca Erdoganowi, zamierza zbadać banki i inne instytucje co ma na celu ustalić, czy przypadkiem nie manipulowały one lirą. Widać, że niestety te działania mają niewielki wpływ na stabilizację kursu walutowego.

Złoty umacnia się. EUR/PLN schodzi poniżej 4,67. Ten ruch można tłumaczyć po części deprecjacją dolara. Z technicznego punktu widzenia na parze walutowej mamy formację podwójnego szczytu, która wzmacnia prawdopodobieństwo spadkowego scenariusza, co oznacza aprecjacje PLN. Kurs aktualnie testuje tzw. „linię szyi”. Jej przełamanie otwiera drogę do 4,64-4,63. Pamiętajmy o dzisiejszych danych dotyczących inflacji. CPI wg. konsensusu Bloomberga ma wynieść 7,3 proc.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Awantury, groźby i porzucanie zakupów. „Wojny maseczkowe” powróciły

Czwarta fala pandemii koronawirusa ewidentnie się rozpędza, co widać w statystykach, ale i niestety w ilości zgłoszeń do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Najwięcej spraw dotyczy szczepień, ale zauważamy także powrót tzw. „wojen maseczkowych”. To bardzo poważny problem w relacjach klienci – pracownicy sklepów, ale i coraz częściej dochodzi do konfliktów na linii służby kontrolujące, a klienci i pracownicy sklepów. – Otrzymujemy wiele skarg od pracowników dyskontów, że z jednej strony są zobowiązywani do zwracania uwagi klientom, a z drugiej gdy to robią to klienci po prostu rezygnują z zakupów lub wulgarnie się do nich odzywają. Cytowanie niektórych wiadomości byłoby niecenzuralne – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Klienci nie chcą nosić maseczek. Pracownicy sklepów znów narażeni na nieprzyjemności

„Wojny maseczkowe” to sytuacja znana nam już z pierwszych trzech fal pandemii koronawirusa. Stowarzyszenie przyznaje jednak, że w ostatnich miesiącach ten temat był zdecydowanie rzadziej obiektem skarg niż np. konflikty spowodowane szczepieniami. Wszystko zmieniło się od momentu, gdy do galerii handlowych i dyskontów zaczęli wchodzić policjanci kontrolujący czy zachowywany jest dystans społeczny oraz noszenie maseczek.

– Skarżący się pracownicy zwracają uwagę, że zostali zobowiązani do noszenia maseczek oraz upominania klientów, to drugie jest źródłem wielu konfliktowych sytuacji. Awantury, wyzwiska, a nawet groźby, to jest nam zgłaszane bardzo często. Pracownicy sklepów z jednej strony czują presję ze strony menadżerów i kierowników, a z drugiej wiedzą, że walka z klientami to narażanie się na nieprzyjemności. W treściach skarg czytamy, że jeden z mężczyzn zostawił zakupy na środku sklepu, gdy zwrócono mu uwagę. Inni reagowali agresywnymi zwrotami w których „Niech się Pani pocałuje w D…” było najbardziej kulturalnym – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Na mandaty narażeni są również pracownicy sklepów

Co więcej, ekspedienci mają także problemy z policją oraz osobami z sanepidu. Do naszego stowarzyszenia również trafiają skargi, że osoby będące w pracy otrzymują mandaty: – Jedna z Pań poinformowała nas o codziennych kontrolach sanepidu w dyskoncie w którym pracuje. Jak pisała wystarczy, że maseczka lekko zsunie się z nosa i pracownik sklepu już otrzymuje mandat. Z wiadomości wynika, że niektóre pracownice sklepu otrzymały dwa mandaty na kwoty 200-300 złotych. Sprawa oczywiście została skierowana do naszych prawników – mówi Małgorzata Marczulewska.

Jak wyjaśnia mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski sprawa maseczek może być polem do konfliktów. Co oczywiste pracownicy sklepów powinni przestrzegać zasad reżimu sanitarnego.  – W razie nałożenia przez uprawnionego pracownika Sanepidu grzywny w drodze mandatu, podobnie jak w przypadku mandatów wystawianych przez funkcjonariuszy Policji, istnieje możliwość odmowy przyjęcia mandatu, co spowoduje, że sprawa zostanie skierowana do

właściwego Sądu powszechnego, a jej przedmiotem rozpoznania będzie kwestia czy doszło do popełnienia wykroczenia. W toku sprawy przed Sądem istnieje możliwość zgłaszania wniosków

dowodowych w celu wykazywania swych racji, a w razie zapadnięcia niekorzystnego wyroku – wniesienia od niego apelacji – mówi mec. Jarosiewicz.

„Mieszkanie bez wkładu własnego” możliwe zaledwie dla ok. 13 % warszawskich mieszkań

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” ma wejść w życie w pierwszej połowie 2022 r. Jego celem jest sprawienie, by osoby które są w trakcie zbierania środków na pokrycie wkładu własnego mogły szybciej kupić wymarzone lokum. Eksperci REDNET Consulting przyjrzeli się temu jak wyglądać będzie dostępność mieszkań na rynku pierwotnym w stolicy Polski. Jak wynika z analizy spółki, na koniec września 2021 r. do programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”, przy założeniu wkładu własnego na poziomie 20% wartości nieruchomości, zaliczałoby się zaledwie ok. 13 % warszawskich mieszkań oferowanych z rynku pierwotnego.

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” skierowany jest m.in. do młodych małżeństw. Państwo za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego będzie gwarantować wkład własny. Objęta gwarancją część kredytu może stanowić nie mniej niż 10% i nie więcej niż 20% wydatków, na które zaciągany jest kredyt (wartości nieruchomości). Kredyt będzie udzielany na minimum 15 lat. Program skierowany jest do gospodarstw domowych, które nie posiadają innego mieszkania, chyba że w skład gospodarstwa domowego wchodzi dwoje albo więcej dzieci. W przypadku rodzin z dziećmi z programu mogą skorzystać rodziny posiadające inne mieszkanie, jednak nie większe niż 50 mkw. (gdy dzieci jest dwoje), 75 mkw. (gdy dzieci jest troje) i 90 mkw. (gdy dzieci jest czworo). Dla rodzin posiadających pięcioro lub więcej dzieci nie ustalono limitu metrażowego.

W ramach programu kredytobiorcy będą mogli liczyć na pomoc w spłacie zobowiązania. Warunkiem koniecznym jest powiększenie się gospodarstwa domowego o drugie lub kolejne dziecko. Spłata rodzinna ma wynieść 20 000 PLN w przypadku pojawienia się drugiego dziecka lub 60 000 PLN w przypadku trzeciego albo kolejnego dziecka. W celu uniknięcia ryzyka stymulowania wzrostu cen mieszkań w ustawie wprowadzono maksymalne limity cen (w tym limit wkładu budowlanego) w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni użytkowej. I to zdaniem ekspertów, stanowić może nie lada problemem, bowiem dane, którymi kierowano się przy ustalania limitów wydają się być mocno nieaktualne i niedoszacowane.

Limity cenowe za 1 mkw. zostały ustalone na bardzo niskim poziomie. Dane, którymi się kierowano wydają się nieaktualne i niedoszacowane, przez co limity cen mogą być nieadekwatne do tego, ile faktycznie trzeba obecnie płacić za mieszkania. Dostępność lokali, szczególnie w dużych miastach, które mogłyby być kupione w ramach programu jest niska. W większych ośrodkach miejskich mieszkania dostępne w programie będą się znajdować głównie w dzielnicach peryferyjnych, gdzie infrastruktura komunikacyjna, transportowa czy edukacyjna jest często słabiej rozwinięta niż w dzielnicach centralnych. Problem ten dotyczył będzie szczególnie dostępności mieszkań w stolicy przewiduje Robert Chojnacki, prezes redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Według obwieszczenia Wojewody Mazowieckiego z dnia 23 września 2021 r. w sprawie ustalenia wysokości wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych dla województwa mazowieckiego, wartość wskaźnika przeliczeniowego dla miasta stołecznego Warszawy za okres 01.10.2021 r. – 31.03.2022 r. wynosi 7 509,24 PLN.

Oznacza to, iż maksymalny limit cen za 1 mkw. mieszkania na rynku pierwotnym w Warszawie wynosiłby ok. 9 762 PLN/mkw. Przy założeniu, iż bank wymaga od małżeństwa bez dzieci, wkładu własnego na poziomie 20% wartości nieruchomości oraz cena za 1 mkw. mieszkania wynosiłaby maksymalnie 9 762 PLN/mkw., to według danych REDNET Consulting w Warszawie na koniec września 2021 r. do programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” zaliczałoby się ok. 1,5 tys. mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym. Oznaczałoby to, że na koniec września 2021 r. przy powyższych założeniach, ok. 13,0% mieszkań z całej oferty mieszkaniowej Warszawy byłoby dostępnych w tym programie, z czego najwięcej lokali byłoby zlokalizowanych w dzielnicach granicznych – na Białołęce (ok. 1 tys. szt.), Ursusie (blisko 240 szt.) i Wawrze (blisko 120 szt.).

Wysokie ceny to jednak nie jedyny problem polskiego rynku mieszkaniowego. Tym bardziej, że sytuacja mieszkaniowa w kraju, pomimo boomu na rynku, wciąż nie jest zadowalająca. Według Eurostatu na 1000 mieszkańców w Polsce jest tylko 386 mieszkań, co stanowi jeden z najgorszych wyników w Europie. Jak wynika z kolei z listopadowego raportu REDNET Consulting, oferta lokali deweloperskich zarówno w Warszawie jak i czterech pozostałych największych regionach kraju maleje. W III kwartale 2021 roku w stolicy odnotowaliśmy drugą najniższą ofertę mieszkaniową od 2015 roku na poziomie 11 499 lokali. Oferta mieszkań deweloperskich w ostatnim roku nie zmalała jedynie w Łodzi, gdzie na koniec III kwartału 2021 roku osiągnęła najwyższy poziom w historii – 4 819 lokali mieszkalnych.

Z danych Eurostat wynika, że około 44 % młodych ludzi wciąż mieszka z rodzicami. Pod tym względem także jesteśmy na jednym z ostatnich miejsc w Europie.

Kto płaci za wysoką inflację?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwraca uwagę, że za wysoką inflację płacą przede wszystkim obywatele i przedsiębiorcy. Na wysokiej inflacji najwięcej zyskuje budżet państwa dzięki wyższym wpływom podatkowym. Można szacować, że wynagrodzenia, emerytury oraz inne dochody ok. 60% Polaków rosną obecnie w wolniejszym tempie niż inflacja. Przeciętne gospodarstwo domowe płaci za wysoką inflację średnio ok. 360 zł – czyli 4320 zł rocznie. Każdy kolejny miesiąc wysokiej inflacji będzie jeszcze zwiększał straty obywateli.

Dla przeciętnego 4-osobowego gospodarstwa domowego pracowników w Polsce, którego miesięczne wydatki wg GUS wynosiły w 2020 r. 4744 zł, obecny poziom inflacji oznacza wzrost kosztów utrzymania w porównaniu z ubiegłym rokiem o ponad 360 zł miesięcznie – w tym wzrost miesięcznych wydatków na żywność o 75 zł, o 85 zł więcej na utrzymanie mieszkania, a także o 100 zł więcej na transport, w związku z rosnącymi cenami paliwa.

„Wysoka inflacja staje się coraz poważniejszym problemem zarówno dla gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorców. Z najnowszego, listopadowego wstępnego odczytu danych GUS wynika, że dynamika cen konsumenckich wyniosła 7,7% rok do roku. W najbliższym czasie możemy spodziewać się dalszego przyspieszenia rocznego tempa wzrostu cen, którego szczytowy poziom może przekroczyć 8%. Rosnąca presja kosztowa towarzysząca inflacji stanowi poważne wyzwanie dla przedsiębiorców. Np. jak wynika z badań koniunktury GUS, koszt materiałów jest wskazywany już przez 61,7% z nich jako istotną barierę dla rozwoju ich działalności. Dla porównania, rok wcześniej odsetek ten wynosił 34,6%. Na skutek wprowadzenia Polskiego Ładu, już od początku przyszłego roku przedsiębiorcy będą również ponosili dodatkowy koszt w postaci składki zdrowotnej, wynoszący zgodnie z założeniami rządu 7 mld zł” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE.

Punkty nadań i odbiorów DPD Pickup w marketach sieci Dino

DPD Polska rozszerzyła sieć DPD Pickup o punkty nadań i odbiorów w sieci handlowej Dino. Konsumenci mogą nadać lub odebrać przesyłkę w ponad 1 700 marketach z tym szyldem.

Współpraca z siecią marketów DINO i powiększenie sieci DPD Pickup to odpowiedź na rosnące oczekiwania konsumentów dotyczące wygody i elastyczności doręczeń. Oprócz usług kurierskich typu door-to-door DPD Polska umożliwia nadania i odbiory poza adresem domowym lub miejscem pracy. Rozwijana sieć DPD Pickup liczy już blisko 7 500 adresów i obejmuje placówki partnerskie, punkty nadań i odbiorów w wybranych sieciach handlowych, automaty paczkowe DPD Pickup Station i DPD Pickup Oddziały Miejskie.

Rozwój punktów nadań i odbiorów to konsekwencja zmian w preferencjach konsumentów, którzy coraz częściej chcą samodzielnie odbierać lub nadawać przesyłki w dogodnym czasie i miejscu. Realizowanie usług kurierskich poprzez sieć DPD Pickup pozytywnie wpływa także na ograniczenie szkodliwych emisji poprzez skrócenie tras kurierskich i przybliża cel DPDgroup dotyczący neutralności doręczeń.

Partnerem wdrożenia usługi nadań i odbiorów w sieci Dino jest Pointpack SA.

Gaz kartą przetargową Rosji

Rosja od wielu lat wykorzystuje gaz ziemny jako narzędzie prowadzenia polityki zagranicznej. Stosuje je z dwóch powodów. Po pierwsze, wpływy z węglowodorów stanowią w strukturze rosyjskiego budżetu ok. 30% przychodów. W tych 30% za 80% odpowiada ropa naftowa, za kilka procent odpowiada węgiel, a gaz ziemny od 10 do kilkunastu procent. Wykorzystanie gazu ziemnego w polityce jest bardzo wygodne – a zarazem mało bolesne dla rosyjskiego budżetu. W historii relacji pomiędzy Rosją a państwami zagranicznymi Federacja Rosyjska nigdy nie wykorzystywała ropy naftowej jako broni.

– Na wypadek przerw w dostawach ropy Polska jest zabezpieczona na ok. 90 dni, natomiast w przypadku gazu ziemnego w sezonie zimowym jest to jedynie 30 dni – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Marszałkowski, ekspert portalu BiznesAlert. – Gaz ziemny jest znacznie prostszym narzędziem, jeżeli chodzi o wykorzystanie polityczne. W przypadku wstrzymania dostaw brak gazu jest szybciej zauważalny oraz bardziej uderza w gospodarstwa domowe – szczególnie te, które opierają się na gazie w ogrzewaniu budynku. Przerwanie dostaw gazu jest znacznie bardziej szkodliwe dla importerów niż w przypadku braku ropy, a dla Rosji mało znaczącym uszczerbkiem budżetu. Drugim powodem wykorzystywania gazu ziemnego w polityce jest problematyczność z magazynowaniem gazu. W przeciwieństwie do ropy naftowej, którą można zmagazynować na wiele sposobów – czyli np. w cysternach kolejowych, kawernach czy cysternach samochodowych – gaz ziemny jest bardzo wymagający, jeżeli chodzi o metodę magazynowania. Instalacje magazynowania gazu są bardzo kosztowne i nie ma ich wiele – podkreśla Marszałkowski.

Kolejna fala podwyżek w branży IT – TOP 10 stanowisk

Wstrzymanie wzrostu płac po wybuchu pandemii było tylko chwilowe. W 2021 roku 4-krotnie zwiększyła się liczba ekspertów z branży IT, którzy dostali podwyżkę (61%). Dla porównania w 2020 roku tylko 14% ankietowanych zadeklarowało wzrost wynagrodzenia. Co więcej apetyt płacowy rośnie, a niektórzy zarabiają nawet 30 tys. złotych miesięcznie i więcej – podaje Devire w najnowszym raporcie „Branża IT 2021/22”.

Zarobią o połowę więcej

Wraz z wybuchem pandemii koronawirusa wzrost wynagrodzeń w branży IT mocno wyhamował. Agata Miller z Devire, prowadząca rekrutacje dla tego sektora, podkreśla jednak, że taka sytuacja nie trwała długo – „Już jesienią 2020 roku obserwowaliśmy powrót presji płacowej, a stawki zaczęły kilkukrotnie przekraczać te sprzed pandemii”.Fala podwyżek w branży IT

W momencie wybuchu pandemii koronawirusa zapotrzebowanie na rozwiązania chmurowe zaczęło skokowo rosnąć i umieściło chmurę wśród wiodących technologii. W efekcie zwiększa się również zapotrzebowanie na specjalistów, którzy dostarczają rozwiązania chmurowe dla biznesu oraz na analityków zbierających, opracowujących i przetwarzających dane. Na atrakcyjne oferty pracy mogą dziś również liczyć eksperci odpowiedzialni za bezpieczeństwo sieci, a także rozwój aplikacji mobilnych.

Na tych stanowiskach zarobki rosną najszybciej i sięgają nawet 30 tys. złotych miesięcznie (doświadczenie na poziomie senior). Rekrutacja nowych pracowników i sprostanie ich wymaganiom płacowym jest dziś ogromnym wyzwaniem dla pracodawców. Jak komentuje Agata Miller z Devire:

Kandydaci uczestniczą teraz w kilku procesach rekrutacyjnych jednocześnie i niektórzy otrzymują nawet kilkanaście ofert pracy w tygodniu. Często zdarza się więc, że obecny pracodawca składa pracownikowi kontrofertę. Ta z kolei zazwyczaj zakłada podwyżkę. W roku 2021 odnotowaliśmy znaczące wzrosty wynagrodzeń w branży IT, gdzie każdy specjalista bez względu na poziom stanowiska mógł liczyć na 10-15% podwyżkę. Wynika to przede wszystkim z rosnącego popytu na polskie usługi i produkty IT. W konsekwencji pracodawcy muszą jeszcze intensywniej walczyć o pracowników, aby zaspokoić potrzeby swoich klientów.

10 stanowisk, dla których odnotowano największy wzrost wynagrodzeń w ciągu ostatniego rokutabela wynagrodzeń it

Prezentowane wynagrodzenia dotyczą pracowników na stanowiskach Mid/Regular. Są to najwyższe stawki oferowane dla tych ekspertów w porównaniu rok do roku, zatrudnionych w oparciu o kontrakt B2B.

Blisko 50 proc. firm ma problemy z rekrutacją ekspertów IT

Jak wynika z danych Digital Economy and Society Index, opublikowanych przez Komisję Europejską, blisko 50 proc. polskich firm ma dziś problemy z rekrutacją talentów z sektora ICT. Popyt na specjalistów od lat przewyższa podaż. Przy obecnej luce kompetencyjnej pracodawcy muszą skupić swoje działania na budowaniu lojalności u zatrudnionych już pracowników. Może to być ogromnym wyzwaniem, ponieważ dla przeważającej części ekspertów z sektora technologii informacyjnych głównym motywatorem do zmiany pracy jest wynagrodzenie – przyznaje tak 62% ankietowanych. I choć większość talentów jest zadowolona ze swojego wynagrodzenia (91%), to aż 42% badanych planuje zmienić pracę w ciągu najbliższych 6 miesięcy.

Wciąż jest wielu pracodawców, którzy – choćby kosztem niższych zysków – są w stanie dopłacić za odpowiednie kompetencje. Nawet firmy posiadające sztywną politykę wynagrodzeń i podwyżek w 2021 roku „odkręcały kurek” dla zespołów IT, w obawie o utratę pracowników (a i to nie zawsze gwarantowało sukces). Pracodawcy powinni zatem dobrze zaplanować swoje budżety, bo apetyt płacowy ekspertów z branży IT rośnie. Aż 85% pracowników, którzy dostali podwyżkę w ciągu ostatniego roku, nadal ma wyższe oczekiwania finansowe – podsumuje Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com

***

O raporcie

Raport „Branża IT 2021/22. Globalizacja rynku pracy napędza wyścig o talenty IT.” jest kompleksowym badaniem, realizowanym wśród juniorów (16%), specjalistów (61%) i managerów (17%) oraz liderów organizacji (4%). Ankieta została przeprowadzona metodą CAWI w okresie od lipca do września 2021 roku. Odpowiedzi udzieliło 468 respondentów z branży IT. Badanie objęło całą Polskę.

Jak cyfryzacja zmienia zapotrzebowanie na kompetencje?

Specjalista ds. sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, ds. big data a także ekspert ds. internetu rzeczy to stanowiska najczęściej tworzone w polskich firmach. To efekt przyspieszonej przez pandemię digitalizacji, która generuje zapotrzebowanie w firmach na nowe kompetencje cyfrowe. Z kolei wśród kluczowych umiejętności poszukiwanych przez polskich pracodawców najczęściej wskazywane są kreatywność i inicjatywa, aktywne uczenie się i efektywne przyswajanie wiedzy a także odporność i elastyczność. Aby zapewnić sobie potrzebne kompetencje 9 na 10 firm planuje przekwalifikować zatrudnionych już pracowników i tyle samo oczekuje, że obecni pracownicy podniosą swoje kwalifikacje podczas pracy. Dowiedz się więcej o wpływie cyfrowych zmian na rynek pracy z najnowszej analizy Experis i opublikowanego dziś opracowania „Cyfrowa rewolucja umiejętności”.

Cyfrowa rewolucja umiejętności

Listę 10 najczęściej powstających nowych stanowisk w polskich organizacjach otwierają miejsca pracy związane z obszarem IT. W pierwszej piątce znajdują się specjaliści ds. sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, big data, internetu rzeczy, sieci i baz danych, deweloperzy oprogramowania i aplikacji. Popyt na specjalistów IT już od dawna przewyższa podaż a niedobór tych talentów w Polsce jest obecnie na rekordowym poziomie. Kolejni na liście są stratedzy ds. social media, inżynierowie materiałowi, specjaliści ds. rozwoju biznesu, specjaliści ds. automatyzacji a także inżynierowie robotyki.

– Od pewnego czasu obserwujemy stały wzrost związany z przenoszeniem środowiska IT do chmur obliczeniowych, co wiąże się z ogromnym zapotrzebowaniem na kompetencje specjalistów IT odpowiedzialnych za obszar cloud i security. Równie pożądani są eksperci z obszarów architektury, programowania, analizy danych oraz sztucznej inteligencji, co ma związek z automatyzacją procesów w wielu firmach. W szeroko pojętym sektorze finansowym, opieki medycznej a także administracji publicznej, coraz więcej rozwiązań bazuje natomiast na mechanizmach blockchain. Architektura oparta o łańcuch bloków jest gwarantem transparentności i niezależności, a co za tym idzie bezpieczeństwa przetwarzanych danych. I właśnie z tą technologią należy wiązać duże zapotrzebowanie na developerów oraz architektów, którzy będą współtworzyli i rozwijali sieci blockchain – mówi Konrad Gandziarski, Head of Experis IT Solutions.

– Patrząc na rynek IT w Polsce i poszukiwane przez pracodawców umiejętności, kluczowe nadal pozostają twarde kompetencje związane ze znajomością konkretnych technologii. Wśród najczęściej poszukiwanych języków programowania są obecnie: Python, Java, Javascript. Angular i React to z kolei najpopularniejsze frontendowe frameworki. Pracodawcom zależy na osobach posiadających już doświadczenie projektowe w danym obszarze, stąd duże zainteresowanie kandydatami z poziomu regular i senior. Szczególną uwagę zwraca się na umiejętność komunikacji i pracy zespołowej. Dziś patrzymy na pracowników działu IT jak na konsultantów, którzy potrafią komunikować się z biznesem, rozumieją jego potrzeby, a następnie przekładają je na język techniczny – tłumaczy Justyna Mazur, Head of Experis IT Perm.

Kompetencje miękkie również są w cenie

Organizacje, które chcą zatrudniać najlepszych pracowników, poszukują osób innowacyjnych i kreatywnych, otwartych na rozwój i przyswajanie nowych umiejętności, ale też odpornych i elastycznych. Dla polskich pracodawców ważna jest także umiejętność rozwiązywania złożonych problemów, analitycznego myślenia i innowacyjność, a także korzystania z nowych technologii i danych. Wśród 10 kluczowych umiejętności poszukiwanych przez firmy w Polsce znajduje się też nastawienie na obsługę klienta, krytyczne myślenie i analiza, projektowanie rozwiązań technologicznych i programowanie oraz wyciąganie wniosków.

Rewolucja umiejętności – rozwiązania pracodawców

W jaki sposób firmy w Polsce reagują na zmieniające się zapotrzebowanie na umiejętności? 9 na 10 organizacji chce przekwalifikować obecnych pracowników i tyle samo oczekuje, że zatrudnieni w trakcie pracy podniosą swoje kwalifikacje. Blisko 8 na 10 planuje zatrudnić pracowników tymczasowych posiadających potrzebne umiejętności techniczne. Z kolei niemal 7 na 10 pracodawców chce zautomatyzować pracę, zlecić wykonanie procesów firmom zewnętrznym oraz pozyskać na stałe do swoich zespołów pracowników mających odpowiednie kompetencje techniczne.

– Od marca 2021 roku obserwujemy znaczny wzrost zapotrzebowania na specjalistów IT na polskim rynku. Wiąże się on między innymi z odmrożeniem inwestycji, które zostały zawieszone w 2020 roku, jak również z cyfryzacją znacznej liczby przedsiębiorstw. Praca zdalna otworzyła nasz rynek dla firm z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy krajów skandynawskich, które tutaj poszukują specjalistów do projektów i konkurują w tym zakresie z pracodawcami z Polski. Trendy rynkowe jak hiperautomatyzacja, rozwiązania sztucznej inteligencji, planowane przez rynkowych gigantów wdrożenie platform wykorzystujących technologię VR i AR, jak również przejmowanie części zadań przez roboty będą w dalszym ciągu prowadzić do wzrostu zapotrzebowania na specjalistów IT. Aby zapewnić sobie potrzebne kompetencje rynkowe, firmy powinny otworzyć się na osoby rozpoczynające swoją karierę w IT jak również prowadzić programy reskillingu i upskillingu swoich pracowników – dodaje Sylwia Panek-Strzała, Experis Sales Manager.

7 trendów marketingowych na 2022 rok

W ciągu ostatnich osiemnastu miesięcy część strategii interakcji i sposobów angażowania kupujących musiała bezpowrotnie odejść do lamusa. Aby zadbać o odpowiedni poziom konkurencyjności, liderzy biznesowi byli zmuszeni przeprojektować całościowe podejście do klienta i oferowanego mu doświadczenia – wynika z raportu Global Marketing Trends 2022, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Do kluczowych czynników wpływających na sukces w zakresie budowania nowego standardu relacji należy m.in. skupienie się na pozytywnym wpływie marki, rzeczywista inkluzywność oraz zapewnienie konsumentom poczucia bezpieczeństwa i komfortu.

Współczesny marketing dynamicznie się zmienia. Nowe kanały sprzedaży i technologie oraz potężna ilość danych redefiniują sposób, w jaki dotychczas funkcjonowały działy marketingu. W toku tych przekształceń należy zmierzyć się z wieloma wyzwaniami, tak wewnętrznymi, jak i tymi pochodzącymi spoza firmy.

– Żyjemy w świecie, w którym konsumenci równolegle korzystają z kanałów cyfrowych i tradycyjnych, a liniowa ścieżka zakupowa to niemal relikt przeszłości. Klienci bacznie śledzą procesy pozyskiwania i wykorzystywania danych, a jednocześnie oczekują coraz bardziej spersonalizowanej obsługi, dostosowanej do indywidualnych potrzeb. W efekcie firmy weryfikują swoją wizję i poglądy dotyczące talentów, danych i doświadczenia klienta, aby sprostać nowym oczekiwaniom rynku – mówi Natalia Załęcka, lider doradztwa CMO, Head of Marketing Transformation, Deloitte.

Raport Global Marketing Trends 2022 wyróżnia siedem rozwijających się trendów marketingowych, które wskazują, w jaki sposób prężnie działające firmy z różnych branż zapewniają sobie czołową pozycję na rynku. Dostarczają one też nowej wiedzy, która wskaże najlepszą strategię rozwojową ukierunkowaną na potrzeby klienta.

Trend 1: Brand Purpose nowym wyznacznikiem wzrostu

Wbrew górnolotnym deklaracjom, konsumenci nadal w przypadku wielu produktów kierują się podczas zakupów przede wszystkim ceną i jakością. Niemniej jednak badania Deloitte pokazują, że istnieją obszary, w których te kryteria wyboru kryją w sobie więcej niuansów. Jedna trzecia konsumentów poniżej 25. roku życia, kupując kosmetyki, zwraca bowiem uwagę przede wszystkim na kwestie zrównoważonego rozwoju (sustainability). W przypadku decyzji z zakresu usług czy produktów finansowych, co czwarty badany podkreśla znaczenie ochrony i bezpieczeństwa własnych danych osobowych. Wreszcie, aż 57 proc. ankietowanych wykazuje większe przywiązanie do marek, które w swej działalności dostrzegają problem nierówności społecznych.

W kontekście zyskującego na popularności podejścia do wzrostu, w którym jest on mierzony nie tylko przez uzyskiwane wyniki, ale także poprzez pozytywny wpływ na życie ludzi i otaczającego ich świata, zmienia się filozofia działania i rola marek. Coraz więcej z nich wraca więc do korzeni i na nowo rozważa albo redefiniuje swój rzeczywisty brand purpose, czyli cel biznesowej egzystencji. Ten nowy model budowania marki, jako posiadającej głębszy sens istnienia, ma wpływ na wszystkie obszary jej działalności, pozwalając jednocześnie budować jej przewagę konkurencyjną oraz zwiększać siłę i wiarygodność.

Według ekspertów Deloitte całościowe zaangażowanie w realizację celu jest najlepszym sposobem na osiągnięcie biznesowego sukcesu. Jak wynika z badania, szybko rozwijające się firmy są o 66 proc. bardziej skłonne postrzegać cel organizacji jako metodę wskazującą pracownikom możliwe kierunki postępowania.

Trend 2: Autentycznie inkluzywny marketing

Globalni marketerzy w coraz większym stopniu koncentrują się na komunikacji podkreślającej znaczenie różnorodności, wyrównywania szans czy inkluzywności, ale konsumenci oczekują, że marki dotrzymają składanych obietnic i nie poprzestaną na deklaracjach. Jako elementy napędzające rozwój biznesu, wartości DEI (diversity, equity, inclusion) są ważne, ale badanie Deloitte pokazuje, że kluczowe jest powiązanie ich z autentycznością działań podejmowanych przez marki. Jest to szczególnie widoczne w przypadku nastawienia młodszych konsumentów. Starsi kupujący, powyżej 46. roku życia, niemal dwukrotnie rzadziej zwracają uwagę na ten aspekt.

Ponieważ konsumenci chętniej kupują produkty i usługi firm, które naprawdę, a nie tylko deklaratywnie angażują się w rozwiązywanie problemów dotyczących DEI, szybko rozwijające się podmioty generalnie częściej określają kluczowe wskaźniki wydajności w tych obszarach. Co więcej, niemal dwukrotnie częściej niż firmy gorzej radzące sobie na rynku wymieniają je wśród celów stawianych pracownikom.

Trend 3: Budowa zwinnych modeli kompetencji

We współczesnym świecie sukces wszelkich operacji marketingowych i kształtowania odpowiednich doświadczeń będzie zależał od skutecznego połączenia kompetencji analitycznych, kreatywnych oraz technologicznych. Jeszcze 10 lat temu było to nie do pomyślenia, ale raport Deloitte pokazuje, że współcześnie zarządzający działami marketingu często postrzegają zdolności analityczne jako bardziej istotne kompetencje pracowników niż kreatywność. Nie oznacza to jednak, że te pierwsze zastąpią drugie, ale raczej, że powinny być komplementarne, czego osiągnięcie wcale nie będzie łatwe.

Pomocne w takim podejściu mają być nowe, zwinne (agile) struktury marketingowe, bazujące na interdyscyplinarnych zespołach, wykorzystujących współczesne technologie z zakresu sztucznej inteligencji (AI) skupione na rozwiązaniu konkretnych wyzwań. Nie chodzi o przeprojektowanie organizacji, a bardziej o zmianę kulturową – taką, która zmieni sposób, w jaki marketerzy pracują na rzecz wspólnych celów i która umożliwi tworzenie inteligentnych rozwiązań kreatywnych. Oznacza to też konieczność określenia na nowo zasad nawiązywania kreatywnych relacji z podmiotami zewnętrznymi.

Trend 4: Jak budować interakcje z klientami w świecie bez plików cookie

W momencie, gdy systematycznie odchodzi się od wykorzystywania 3rd party cookies, czyli plików cookie stron trzecich, organizacje na nowo zastanawiają się nad własnymi strategiami dotyczącymi pozyskiwania i wykorzystywania danych, aby dalej móc skutecznie i angażująco adresować reklamy.

Wyniki badania Deloitte pokazują, że marki, które cechuje ponadprzeciętny wzrost, zmieniają swój ekosystem danych – 61 proc. z nich preferuje strategie marketingowe oparte na własnych informacjach.

Takie firmy nie tylko szybciej niż konkurenci zmieniają strategie marketingowe, ale także wdrażają bardziej skomplikowane technologie dostarczania spersonalizowanych informacji – DCO (dynamic creative optimazation) oraz wykorzystania dużych zbiorów danych do prezentowania użytkownikom reklam przez zautomatyzowane metody typu media programmatic. Wykorzystanie tych bardziej zaawansowanych technik wymaga jednak poszerzenia holistycznego podejścia do infrastruktury danych, a często całkowitego przeprojektowania środowiska technicznego i operacyjnego.

Trend 5: Przede wszystkim komfort – zbieranie danych o konsumentach bez naruszania poczucia bezpieczeństwa

W kwestiach wykorzystywania danych klientów granica pomiędzy tym, co konsumentom pomaga, a tym, co wzbudza ich niepokój jest niezwykle delikatna. Pozyskiwanie klientów tak, aby nie nadwyrężyć ich zaufania, wymaga wzięcia pod uwagę wielu czynników. Oznacza to konieczność starannego projektowania relacji, które budują zaufanie i tworzą wartość dla klienta, a ostatecznie prowadzą do przekazania mu kontroli nad procesem udostępniania własnych danych.

Do pewnego stopnia wszyscy są we współczesnym świecie podsłuchiwani, ale jeśli konsument nie ma związku z dana marką, a dodatkowo w toku jej aktywności marketingowych poddawany jest jakiejś formie śledzenia (cookies, geotracking, nasłuch) to czuje się do niej zniechęcony.

Choć 57 proc. ankietowanych przez Deloitte uważa, że pomocne jest dla nich otrzymywanie informacji o promocjach firm, z których usług czy produktów korzystają, to jednak niewiele mniej, 53 proc., aktywne nasłuchiwanie przez urządzenia postrzega jako budzące poważny niepokój.

Trend 6: Rozwój doświadczenia hybrydowego

Wiele firm poszukuje możliwości inwestowania w rozwiązania hybrydowe, łączące aspekty fizyczne i cyfrowe w celu zwiększenia personalizacji, poprawy innowacyjności oraz usprawnienia komunikacji. Należy jednak pamiętać, że wszelkie takie strategie muszą być konsekwentne i wewnętrznie spójne, bo duża liczba dostępnych kanałów znacznie zwiększa złożoność całego procesu. Ukierunkowanie na potrzeby klienta i szybkie wprowadzanie innowacji, z uwzględnieniem pomysłów i inicjatyw konsumenckich może sprawić, że finalne doświadczenia klienta będą tak zwinne i tak elastyczne, jak oczekuje tego rynek.

Nie powinno zatem zaskakiwać, że 75 proc. ankietowanych przedstawicieli kadr kierowniczych przedsiębiorstw planuje wzrost nakładów w obszarze hybrydowych doświadczeń klientów. Celem jest zwiększenie stopnia personalizacji i pogłębienie innowacyjności. Choć, aby to osiągnąć kluczowe jest wykorzystanie rozwiązań technicznych, zdaniem ekspertów Deloitte w centrum tych systemów zawsze stoi człowiek. Dostosowując swoje działania do potrzeb konsumentów i dając im możliwość dokonywania wyborów, marki mogą pomóc im upewnić się, że są na właściwej ścieżce do podnoszenia poziomu doświadczenia.

Trend 7: Łączenie sztucznej inteligencji z obsługą klienta, by dostarczyć kompleksowe doświadczenie

Dla każdej marki najwyższym priorytetem jest pokazanie klientom potrzeb, które mogą zostać zaspokojone tylko poprzez podjęcie odpowiednich decyzji zakupowych. Jednak nie jest to tak proste, jak mogłoby się wydawać. Gwałtowny rozwój kanałów cyfrowych i hybrydowych ścieżek online-offline wraz z rosnącymi oczekiwaniami klientów zdecydowanie utrudnił to zadanie. W badaniu Deloitte klienci wyróżnili dwa najważniejsze dla nich aspekty, które uznali za najbardziej pomocne podczas podejmowania decyzji o zakupie.

Po pierwsze, aby zachęcić klientów do zakupów, najwłaściwszą taktyką jest prezentowanie właściwej oferty w najwłaściwszym momencie. Jak wynika z badania, najczęściej dotyczy to takich kategorii produktów jak wyposażenie mieszkania (41 proc.), sprzęt elektroniczny (40 proc.) oraz meble (39 proc.).

Po drugie, istotna jest kompetentna obsługa klienta, także posprzedażowa.

Wiele marek już dziś wykorzystuje narzędzia klasy AI tak w lepszym zrozumieniu potrzeb klientów jak i dostosowaniu strategii obsługi oraz zautomatyzowaniu komunikacji. Wyzwaniem pozostaje natomiast odpowiednie połączenie technologii z tym co możemy nazwać human touch, tak by doświadczenia kształtowane w obszarze customer service nie były odhumanizowane. Kluczowe będzie uzyskanie odpowiedniego balansu pomiędzy automatyzacją, realizowaną choćby przez boty do self-service a zaangażowaniem człowieka, który to kluczowych momentach będzie mógł wesprzeć klientów posiłkując się rekomendacjami AI. Ostatecznie zapewniając odpowiedni poziom wsparcia i jakość obsługi – mówi Bartosz Bobczyński, dyrektor, lider Advertising, Marketing & Commerce, Deloitte.

O badaniu

Badanie Deloitte objęło kadry kierownicze z pięciu krajów oraz 11 500 konsumentów z całego świata. Ponadto przeprowadzone zostało 18 pogłębionych wywiadów z przedstawicielami kadr zarządzających czołowych globalnych firm. Analiza uwzględnia szeroki zakres środowiska danych oraz perspektywę ludzi i doświadczenia, aby wychwycić siedem trendów, o których warto pamiętać w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy.

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców – październik 2021 r.

W październiku 2021 r., w porównaniu do października 2020 r., banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (+23,2%), jak i wartościowym (+4,1%). W ujęciu liczbowym banki przyznały o (+39,7%) więcej kredytów w rachunku bieżącym, o (+18,3%) więcej kredytów obrotowych oraz mniej o (-28,5%) kredytów inwestycyjnych. Wzrosła w porównaniu do października 2020 r. wartość udzielonych w październiku 2021 r. kredytów obrotowych o (+11,2%). Spadła natomiast wartość zarówno udzielonych kredytów w rachunku bieżącym o (-10,8%), jak i kredytów inwestycyjnych o (-8,8%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W październiku 2021 r. banki udzieliły łącznie 13,7 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom, na łączną kwotę 1,719 mld zł, w tym: 0,6 tys. kredytów inwestycyjnych na kwotę 276 mln zł, 4,6 tys. kredytów obrotowych na kwotę 732 mln zł oraz 3,8 tys. kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 412 mln zł. W okresie styczeń – październik 2021 r. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom łącznie 129,2 tys. kredytów na kwotę 17,982 mld zł. Wzrost w liczbie udzielonych kredytów w tym okresie w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. wyniósł (+16,5%). Natomiast wartość udzielonych kredytów w dziesięciu miesiącach 2021 w porównaniu do okresu styczeń – październik 2020 r. wzrosła o (+21,4%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Październikowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 4,06% w ujęciu wartościowym. Produktowe Indeksy jakości w październiku 2021 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,58%, kredyty w rachunku bieżącym 3,26% oraz kredyty obrotowe 7,98%. W październiku 2021 r. w porównaniu do września 2021 r. polepszył się (spadł) ogólny Indeks jakości o (-0,25). Natomiast Indeks pogorszył się (wzrósł) w porównaniu do października 2020 o (+0,24). Pomimo tego wzrostu nadal jest na bezpiecznym poziomie. Głównym źródłem stabilizacji jakości portfela kredytów mikroprzedsiębiorców w dobie pandemii były moratoria kredytowe (wakacje kredytowe), których większość już się zakończyła, pomimo tego nie widzimy skokowego pogorszenia jakości portfela również w zakresie kredytów objętych moratoriami. W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się Indeksy wszystkich rodzajów kredytów. Największe pogorszenie Indeksu w okresie 12-miesięcznym wystąpiło w przypadku kredytów inwestycyjnych (+1,05), nieco mniejsze pogorszenie dotyczy kredytów obrotowych (+0,38).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 13,7 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w październiku br., 6,6 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48%) i 3,5 tys. handlowe (25%). Łącznie ponad 73% udzielonych w październiku 2021 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,719 mld zł, banki udzieliły 696 mln zł (40,5%) kredytów firmom z sektora usług oraz 500 mln zł (29%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to już prawie 70% łącznej wartości udzielonych kredytów. W październiku 2021 r. najwyższe wzrosty r/r liczby udzielonych kredytów dotyczyły finansowania budownictwa (+21,8%). W przypadku usług wzrost wyniósł (+25,9%) a handlu (+20,3%). Najniższy wzrost odnotowały kredyty udzielane mikroprzedsiębiorcom z sektora produkcyjnego (+20,2%). W ujęciu wartościowym w październiku 2021 r. w porównaniu do października 2020 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora budowlanego (+20,3%) oraz handlu (+6,4%). Ujemną dynamikę odnotowały kredyty udzielone firmom usługowym (-1,8%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w październiku 2021 r. spłacane były kredyty przez firmy produkcyjne – wartość Indeksu wyniosła 4,30%. W porównaniu z poprzednim miesiącem nastąpiło pogorszenie indeksu o (+0,04). Najlepszy (najniższy) odczyt w październiku br. odnotowałIndeks Jakości firm z sektora budowlanego i wynosił on 3,51%. W porównaniu do października 2020 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) w trzech branżach, najbardziej w budownictwie (+0,9) oraz w produkcji (+0,62). Jedynie w handlu jest on obecnie niższy niż rok temu o (-0,38).

Dotacje na pompy ciepła od 2022 r. Jakie urządzenia wybierają Polacy?

Polacy najczęściej wybierają powietrzne pompy ciepła. Rozwiązanie to w zdecydowanej większości wykorzystują do ogrzewania domu i wody. Zleceniodawcy montują je przeważnie w budynkach o powierzchni do 150 m2 i starszych niż 5 lat wynika z analizy Oferteo.pl. Od 2022 r. właściciele nowo wybudowanych nieruchomości mogą otrzymać dofinansowanie na ten cel z programu Moje Ciepło”.

Polacy potrzebują kompleksowego ogrzewania i usługDo czego zamierzają Państwo wykorzystać pompę ciepła

Z danych zgromadzonych przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług związanych z OZE z ich dostawcami, wynika, że prawie wszyscy zleceniodawcy (97%) w 2021 r. montowali pompy ciepła w celu ogrzewania budynku oraz podgrzewania wody. Drugą najczęściej wskazywaną przez nich funkcją było chłodzenie (14%), a trzecią – wyłącznie ogrzewanie nieruchomości (9%).Jakim rodzajem pomp ciepła są Państwo zainteresowani

W tym roku klienci wybierali najczęściej powietrzne pompy ciepła (62%). Dużo mniejsze zainteresowanie dotyczyło pozostałych rodzajów urządzenia: gruntową wskazało 13% klientów, a wodną jedynie 4%. Natomiast 21% użytkowników potrzebowało porady przed zakupem.

Zdecydowana większość zleceniodawców (94%) poszukiwała usług obejmujących zakup wraz z montażem pompy. Natomiast pomocą wyłącznie przy zakupie zainteresowanych było 6% klientów.

Spora grupa zleceniodawców, oprócz montażu pomp ciepła oczekuje od specjalistów profesjonalnego doradztwa. Dotyczy to nie tylko wyboru rodzaju urządzania, ale także w niektórych przypadkach decyzji, jaką funkcję będzie ono pełniło. Wiele firm oferujących kompleksowe usługi można znaleźć przez internet i sprawdzić, jak oceniane są ich kompetencje przez poprzednich klientów – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

W jakich budynkach montowane są pompy ciepła?Ile m2 ma budynek, w którym będzie montowane urządzenie

Użytkownicy pomp ciepła montowali je najczęściej w domach o powierzchni wynoszącej do 150 m2 (50% zleceń). Wraz ze wzrostem metrażu zainteresowanie tym rozwiązaniem stawało się mniejsze. 33% zleceń dotyczyło budynków mieszczących się w przedziale od 151 do 200 m2, a 14% od 201 do 300 m 2.

Budynki, w których montowano ten rodzaj ogrzewania, są przeważnie starsze niż 5 lat (64% zleceń), ale jest to również rozwiązanie stosowane w nowo wybudowanych nieruchomościach. W tym przypadku zachętą może być możliwość uzyskania dotacji na jego zakup i montaż z programu „Moje Ciepło”[1], który zostanie finansowany z europejskiego Funduszu Modernizacyjnego. Jego celem jest zwiększenie zainteresowania zeroemisyjnymi źródłami ciepła, jakimi są pompy. Wnioski o dofinansowanie będą mogli składać właściciele nowych domów jednorodzinnych o podwyższonym standardzie energetycznym w pierwszej połowie 2022 r.

[1] https://www.gov.pl/web/arimr/beda-doplaty-do-pomp-ciepla

Cloud Technologies planuje do końca 2023 roku zainwestować w dalszy rozwój do 50 mln zł

Cloud Technologies, spółka notowana na NewConnect zajmująca się monetyzacją cyfrowych danych, zaprezentowała strategię na lata 2021 – 2023. Grupa posiada know-how, zasoby i kompetencje do osiągnięcia pozycji wiodącego dostawcy na globalnym rynku danych. Wartość spółki rośnie dzięki skalowalnemu modelowi biznesowemu oraz inwestycjom w kluczowe obszary. Grupa kapitałowa planuje do końca 2023 roku zainwestować do 50 mln zł, finansowanie pochodzić będzie ze środków własnych, bez korzystania z długu lub emisji akcji.

Ogłoszone plany rozwoju Cloud Technologies obejmują perspektywę biznesową, finansową i korporacyjną. W latach 2021 – 2023 Cloud Technologies przeznaczy na inwestycje 50 mln zł, generując dodatkową wartość dla biznesu i akcjonariuszy. Finansowanie tych inwestycji obejmie wyłącznie własne źródła finansowania Grupy: obecne środki pieniężne w wysokości 25 mln zł, bieżące i przyszłe przepływy pieniężne z działalności operacyjnej, spłaty należności handlowych i wykorzystanie posiadanych akcji własnych.

– Biorąc pod uwagę nasze kompetencje, know-how i zasoby, jesteśmy gotowi aby w ciągu najbliższych dwóch lat stać się jednym z wiodących dostawców danych na świecie. Nasz model biznesowy, który zaktualizowaliśmy w 2019 roku, odznacza się skalowalnością i globalnym zastosowaniem, a to bezpośrednio przekłada się na szybki wzrost wyników całej Grupy. Aby dalej dynamicznie zwiększać przychody i kontynuować rozwój na arenie międzynarodowej, przeznaczymy do 50 mln złotych na inwestycje w kluczowych obszarach, czyli na potrzeby globalizacji biznesu, rozwoju technologii oraz na przeprowadzenie programu motywacyjnego dla kadry zarządzającej. Finansowanie pochodzić będzie ze środków własnych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Globalizacja biznesu i rozwój technologii

W ogłoszonej strategii spółka koncentruje się na dalszym rozwoju globalnych kanałów sprzedaży. Aktywnie analizuje i rozważa akwizycje podmiotów, które pozwolą zwiększyć sprzedaż w kluczowym segmencie spółki – Data enrichment, obejmującym sprzedaż danych i technologii do ich przetwarzania, który odznacza się najwyższą dynamiką wzrostu przychodów i najwyższym poziomem marży, wynoszącym blisko 70%. Nabywanie udziałów w spółkach będzie realizowane przy wykorzystaniu akcji własnych i posiadanych środków pieniężnych.

Strategicznym zasobem Cloud Technologies są cyfrowe dane, które firma pozyskuje i przetwarza, wykorzystując autorską technologię Data Management Platform (DMP). W celu uzyskania dodatkowych synergii, spółka zamierza dokonać zakupu kodu źródłowego Demand-Side Platform (DSP) – platformy służącej do automatycznego zakupu powierzchni reklamowej w internecie. Własny stack technologiczny da spółce niezależność na rynku reklamy on-line, a firma stanie się właścicielem kluczowych platform służących do emisji i targetowania reklam on-line na świecie.

Program motywacyjny i wejście na rynek główny GPW

– Wyniki jakie w tym roku osiąga Cloud Technologies są najlepsze od wielu lat, co dowodzi skuteczności naszego modelu biznesowego. W okresie Q1-Q3 2021 r. Grupa kapitałowa osiągnęła 13,4 mln zł EBITDA oraz 7,5 mln zł zysku netto, a środki pieniężne na kontach wynoszą już 25 mln zł. Komfortowa sytuacja finansowa pozwala nam zaplanować inwestycje o wartości około 50 mln zł do 2023 roku, bez pozyskiwania środków z długu lub emisji akcji – tłumaczy Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.

Inwestycje planowane przez spółkę obejmują m.in. program motywacyjny przewidziany na lata 2021  – 2023, którego beneficjentami będą członkowie wyższej kadry kierowniczej i organów zarządczych Cloud Technologies. Uczestnicy programu zostaną uprawnieni do objęcia do 250 000 akcji w 2024 roku i przy spełnieniu określonych warunków. Program zostanie uzależniony od realizacji KPI w postaci skumulowanego rocznego poziomu EBITDA Grupy kapitałowej za lata 2021 – 2023 w wysokości 55 mln zł. Spółka nie przewiduje emisji nowych akcji w celu realizacji programu.

W planach rozwoju Cloud Technologies zawarło przejście na rynek główny GPW. Ma to nastąpić do końca 2023 roku. Przejście, planowane bez nowej emisji akcji, umożliwi dotarcie do szerszego grona inwestorów, w tym inwestorów instytucjonalnych.

Kontrola wynagrodzeń i ich częstotliwość

Kwestia wynagrodzenia w Polsce wciąż należy do jednego z tematów tabu. Polscy pracownicy niechętnie dzielą się informacjami o tym, ile zarabiają. Jak jednak wynika z badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, blisko 40 proc. Polaków przyznaje, że sprawdza uważniej swoje wpływy z tytułu wynagrodzenia, niż miało to miejsce przed wybuchem pandemii.

Ufam, więc sprawdzam

Nagłe wprowadzenie ograniczeń w wielu sektorach gospodarki z powodu COVID-19, redukcja godzin pracy – a co za tym idzie – redukcja wynagrodzeń sprawiły, że polscy pracownicy stali się mniej ufni wobec swoich pracodawców w kwestii wypłacanej pensji. Według raportu „People at Work 2021: A Global Workforce View” firmy ADP, globalnego lidera usług kadrowo-płacowych, co trzeci Polak (30 proc.) przyznaje, że od początku trwania pandemii zainstalował aplikację, która monitoruje jego finanse. Dodatkowo blisko 4 na 10 zatrudnianych w Polsce pracowników (38 proc.) otwarcie mówi o tym, że sprawdza swoje wynagrodzenie uważniej, niż miało to miejsce przed pandemią. W tej kwestii najbardziej nieufni są młodzi pracownicy (42 proc. ) oraz pracownicy kontraktowi (40 proc.). 12 proc. z ankietowanych przyznaje natomiast, że ma problem z zarządzaniem wpływami, ponieważ ich harmonogram płac jest niezgodny
z terminami płatności.

–  Nie jest zaskoczeniem, że Polacy bardzo rzadko wypowiadają się publicznie na temat swoich wynagrodzeń. W zaciszu domowym są to jednak sprawy poruszane bardzo często, a kwestia budżetu poddawana jest skrupulatnej kontroli. Co ciekawe, to właśnie pracownicy najczęściej są w stanie wychwycić błędy popełniane przez dział kadr i płac. Według raportu „Potencjał listy płac: Globalne badanie listy płac 2021”, aż co druga z badanych firm na świecie przyznaje, że w trakcie pandemii, to uwagi pracowników były jednym ze sposobów na identyfikację błędów na liście płac, co w konsekwencji poprawiało jakość i skuteczność działania wspomnianych działów – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska.

12 razy w roku czy częściej

Polacy nie są zwolennikami zmian, a to, co działa, często uważane jest za właściwe
i potrzebne. Podobnie jest w kwestii wynagrodzeń, w której firmy bardzo rzadko decydują się na wprowadzenie częstszych wypłat, dzięki którym pracownicy mogliby rozkładać swoje wydatki w miesiącu i je kontrolować. Według badania ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, 79 proc. Polaków otrzymuje wynagrodzenie w formie miesięcznej. W porównaniu z ubiegłą edycją badania, zmalał odsetek chętnych na wypłaty w formie dwutygodniówki 9 proc. vs. 21 proc. (WFV 2020). Niezmienny pozostał jednak procent osób chętnych na wypłaty co tydzień – wynosi on 15 proc. Podobnie jak w zeszłorocznym badaniu przeprowadzonym przez ADP, najbardziej chętni na częstsze – cotygodniowe – wypłaty są pracownicy w wieku 18-24 oraz 25-43 lata (15 proc.).

Elastyczne podejście do pracy, które wywołała pandemia, zmieniło punkt widzenia pracowników w kwestii częstotliwości wynagrodzeń. Dotychczasowy comiesięczny system sprawdza się coraz rzadziej m.in. dlatego, że Polacy chcą czuć bezpieczeństwo finansowe, które jest w stanie zapewnić im częstsza pensja. Problem zazwyczaj leży jednak u podstaw, czyli po stronie pracodawców, którzy niechętnie godzą się na tak elastyczne podejście do wypłat. Jednym z największych wyzwań w tym przypadku stanowi wzrost skali formalności związanych na przykład z rozliczaniem składek czy czasem poświęconym na poprawne wyliczenia wynagrodzeń – dodaje Barbachowska.

Przeszło 60% pracujących Polaków odczuwa symptomy wypalenia zawodowego

Już blisko dwie trzecie pracujących Polaków odczuwa symptomy wypalenia zawodowego. Tak wynika z najnowszego badania opinii publicznej. Wyczerpanie fizyczne i psychiczne, brak satysfakcji z pracy oraz motywacji do działania, a także długotrwałe i silne poczucie zmęczenia to najczęściej zgłaszane przez rodaków oznaki. Eksperci komentujący wyniki sondażu głośno biją na alarm i zalecają pracodawcom, by zdecydowanie lepiej dbali o dobrostan swoich pracowników. Dodają też, że zagrożone jest funkcjonowanie całego społeczeństwa, zwłaszcza że takie objawy ma ponad 80% ankietowanych w wieku 18-22 lat, co jest wyjątkowo niepojącym sygnałem.

Z sondażu przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla platformy ePsycholodzy.pl wśród pracujących Polaków, wychodzi, że aż 65,3% z nich odczuwa symptomy tzw. wypalenia zawodowego. 27% rodaków nie ma żadnych objawów, a 7,7% nie jest w stanie tego ocenić. Jak stwierdza Michał Pajdak, współautor badania i członek zarządu platformy ePsycholodzy.pl, to ostatni moment, kiedy należy bić na alarm. Wyniki badania wyraźnie wskazują na to, że wkrótce pracodawcy będą musieli mierzyć się z zupełnie nowymi zagrożeniami, tj. ze zwiększoną absencją i rotacją pracowników, a także ich niższą produktywnością.

– Najbardziej alarmujące jest pogłębianie się wypalenia zawodowego w ostatnim czasie. W dużej mierze wpłynęła na to dynamiczna sytuacja, w której znaleźli się pracownicy, nierzadko pozostawieni sami sobie. Szczególnie niebezpieczne jest zachwianie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, widoczne w związku ze zmianą modeli pracy. W rozproszonych zespołach trudniej jest identyfikować symptomy związane z tym zjawiskiem. Nie wszyscy managerzy mają też umiejętności związane z troską o dobrostan pracowników – komentuje Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy z Randstad Polska.

W opinii Michała Pajdaka, większość pracujących Polaków jest bezpośrednio zagrożona wypaleniem zawodowym. Pracodawcy powinni więc zwracać większą uwagę na kilka elementów prowadzących do tego problemu. Muszą m.in. zacząć sprawiedliwie traktować podwładnych, a także rozsądnie obciążać ich pracą. Ważne jest też dbanie o korzystanie z urlopów, monitorowanie nadgodzin i zachęcanie do odpoczynku. W przeciwnym razie skutki dla firm mogą być bardzo niebezpieczne i długofalowe.

– Pracodawcy mogą modelować kulturę organizacji w kierunku pomagania pracownikom w trudnych momentach życia, m.in. poprzez programy interwencyjne. Wiele firm wprowadza też rozwiązania, które wspierają pracowników w dbaniu o dobre samopoczucie, zdrowie fizyczne i psychiczne. Duże możliwości daje w tym zakresie nowa technologia. Pojawia się coraz więcej aplikacji umożliwiających zbieranie informacji na temat samopoczucia, co jest pomocne w przypadku rozproszonych zespołów i pozwala odpowiednio wcześniej reagować na zagrożenia – mówi Monika Sońta z Katedry Zarządzania w Społeczeństwie Sieciowym Akademii Leona Koźmińskiego.

Wśród objawów Polacy przeważnie wskazują dręczące poczucie fizycznego i psychicznego wyczerpania, a także brak satysfakcji z pracy oraz motywacji do działania. Ponadto często deklarują, że towarzyszy im długotrwałe i silne poczucie zmęczenia, które trwa mimo odpoczynku i nie jest związane z żadną chorobą. W ocenie Michała Murgrabiego, psychologa i prezesa platformy ePsycholodzy.pl, ww. symptomy są bardzo niepokojące nie tylko dla samych biznesów, ale również dla całego społeczeństwa. Wypalenie zawodowe może dotyczyć przedstawicieli wszystkich grup zawodowych i to bez wyjątku.

– Powyższe symptomy mogą wynikać z zaburzenia w dotychczasowym funkcjonowaniu w miejscu pracy. Proces adaptacji do nowych warunków może wymagać znacznie więcej czasu i wysiłku niż wykonywanie obowiązków we wcześniejszy sposób. Wpływa to na wyczerpanie i poczucie braku energii. Dodatkowo uzyskanie satysfakcjonujących efektów zajmuje dłużej niż jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Ponadto wypoczynek w obliczu zatarcia granic pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym jest niepełny – uważa ekspert z Randstad Polska.

Wyniki badania pokazują również, że aktywni zawodowo Polacy najrzadziej przeżywają trudności w relacjach pracowniczych. Dość rzadko towarzyszą im też myśli, że ich praca jest bezsensowna. Wykonywane obowiązki służbowe raczej nie są powodem frustracji. Michał Murgrabia tłumaczy, że podstawowym syndromem wypalenia zawodowego jest nadmierne zmęczenie. Ograniczenie energii może natomiast negatywnie wpływać m.in. na rozluźnienie relacji i więzi ze współpracownikami i klientami, przez co stają się one mniej ważne. Polacy mogą być tego nieświadomi, dlatego trudności w tej sferze są najrzadziej podawane przez badanych.

– Z badania Randstad Employer Brand Research wynika, że Polacy znacznie częściej niż ankietowani z innych rejonów Europy przywiązują wagę do dobrej atmosfery w miejscu pracy. Od wielu lat ten czynnik staje się jednym z najważniejszych dla oceny atrakcyjności pracodawcy i firmy dbają o ten element. Trzeba też docenić działania managerów, które zmierzają do jasnego wskazywania, w jaki sposób praca każdego z członków zespołu wpływa na ogólny sukces przedsiębiorstwa – stwierdza Mateusz Żydek.

Ponadto z badania wynika, że długotrwałe i silne poczucie zmęczenia lub wyczerpania i braku energii, trwające mimo odpoczynku i niezwiązane z żadną chorobą, towarzyszy najczęściej osobom w wieku 18-22 lat. Przeważnie mają z tym problem Polacy ze średnim wykształceniem, zarabiający poniżej 1 tys. zł na rękę, pracujący średnio ponad 10 godzin dziennie. Skarżą się na to głównie rodacy mieszkający w miejscowościach liczących od 50 do 99 tys. ludności.

– Osoby pracujące ponad 8 godzin dziennie są najbardziej narażone na wypalenie zawodowe. I to zasadniczo nie powinno nikogo dziwić. Natomiast zatrważające są dane, które wskazują na to, że ponad 80% Polaków w wieku 18-22 lat ma symptomy wypalenia zawodowego, w tym dolegliwości bólowe. Przecież te osoby są dopiero na progu drogi zawodowej. Dlatego tym bardziej te wyniki są niepokojące – alarmuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei brak satysfakcji z pracy i motywacji do działania najczęściej trapi osoby w wieku 36-55 lat. Z reguły problem dotyka Polaków z wyższym wykształceniem i z zarobkami sięgającymi od 1 do blisko 3 tys. zł netto. W każdym tygodniu pracują oni różnie, tj. zależnie od miesiąca lub sytuacji. Często mają też ruchomy grafik zmianowy. Najczęściej wykonują pracę średnio 4-6 godzin dziennie. Zamieszkują głównie wsie i miejscowości liczące do 5 tys. mieszkańców.

– W małych miejscowościach i na wsiach osoby z wyższym wykształceniem mają trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej ich pracy. Jeżeli z różnych powodów nie są gotowe na przeprowadzkę do miasta, to wykonują pracę wyłącznie z poczucia obowiązku i konieczności zarobienia na chleb. W takich warunkach trudno o większą motywację do działania – zwracają uwagę autorzy badania z UCE RESEARCH.

Do tego warto dodać, że ci, których dręczy poczucie fizycznego i psychicznego wyczerpania, przeważnie są w wieku 56-80 lat. Najczęściej mają podstawowe lub gimnazjalne wykształcenie. Mieszkają głównie na wsiach i w miejscowościach liczących do 5 tys. mieszkańców. Zarabiają miesięcznie średnio mniej niż 1 tys. zł lub od 1 do prawie 3 tys. zł na rękę. Pracują codziennie, przeważnie po niecałe 2 godzinny.3xzdrowie

Vivid Games przedstawił raport za III kwartał i strategię rozwoju do 2025

  • Spółka planuje wydać w 2023 roku tytuł bazujący na meta-grze Real Boxing 2, a do 2025 zwiększyć przychody siedmiokrotnie.
  • Vivid Games skupia się obecnie na dalszym rozwoju. Inwestuje w uczenie maszynowe, analitykę oraz płatne pozyskiwanie użytkowników, jako kluczowe obszary wspierające efektywną monetyzację gier. Celem Spółki do 2025 roku jest generowanie miesięcznych przychodów na poziomie ok. 3,9 mln USD.

Zaprezentowana strategia jest konsekwencją podjętych wcześniej działań i podkreśla priorytety kluczowe dla rozwoju Vivid Games. Stawiamy na trzy filary: rozwój obecnego portfolio, stworzenie nowego tytułu bazującego na meta-grze Real Boxing 2 i publishing nowych gier, pozyskiwanych w ramach programu wydawniczego oraz prototypowanych wewnętrznie przez usprawniony dział wydawniczy. Cel, który chcemy zrealizować do 2025 roku, tj. 3 gry o miesięcznych przychodach >1M USD i 3 kolejne o przychodach >0,3M USD jest ambitny, ale w naszej ocenie realny. Dzięki drodze jaką przeszliśmy w rozwoju Real Boxing 2, wiemy co zrobić, by odpowiednio wyskalować tytuł w modelu GaaS (Game as a Service). Potrafimy też lepiej ocenić i szybciej zweryfikować potencjał komercyjny przychodzących do nas gier. Odchodzimy od ilości na rzecz jakości – podkreśla Jarosław Wojczakowski, CEO Vivid Games.

Dane przedstawione w raporcie za III kwartał nie odbiegają od wstępnych wyników zaprezentowanych przez Spółkę w październiku. Przychody za III kwartał wyniosły ponad 6,5 mln zł. Koszty operacyjne utrzymano na takim samym poziomie jak przed rokiem. Na koniec kwartału na rachunkach Spółki było 2,6 mln zł.

III kwartał był dotychczas najlepszym w tym roku. Istotnie podnieśliśmy metryki w Real Boxing 2. Dużo sił i środków zainwestowaliśmy też w kluczowe dla naszej przyszłości technologie big data czy analitykę. Sukcesywnie rozwijamy swoje kompetencje w progresywnym podejściu do tworzenia gier w modelu GaaS (Game as a Service) i jestem przekonany, że przyniesie to wymierne rezultaty – podsumowuje Wojczakowski.

W minionym tygodniu do globalnej dystrybucji trafił port Real Boxing 2 na Nintendo Switch, na iOS i Android zadebiutowała natomiast gra pozyskana do portfolio w marcu br. roku – Chrono Cards: Mobbles (wcześniejsza nazwa Mobbles Cards). Tytuł spotkał się z pozytywnym odbiorem, jednak dla spółki premiera to dopiero początek. „Chrono Cards znajduje się obecnie w początkowej fazie rozwoju. Po premierze rozpoczęliśmy zintensyfikowane działania w celu zbudowania globalnej i zaangażowanej społeczności graczy. Wykorzystujemy do tego przede wszystkim Discord i Facebook’a. Prowadzimy też kampanie UA i zbieramy dane, od których zależy co zaoferujemy graczom w nadchodzących aktualizacjach i kampaniach LiveOps. Pierwsze opinie graczy są bardzo pozytywne.”- podkreśla Piotr Gamracy, General Manager, odpowiedzialny w Vivid Games m.in. za publishing.

Answear.com ze wzrostem przychodów ze sprzedaży o 72 proc. rdr. w III kw. 2021 r.

Answear.com, pierwszy polski internetowy sklep multibrandowy sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, wypracował 154,8 mln zł przychodów ze sprzedaży w III kw. 2021 r., co oznacza wzrost o 72 proc. rdr., a za okres 9 miesięcy br. przychody wyniosły 424,3 mln zł, czyli o 61% więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. EBITDA wypracowana od początku roku wzrosła o ponad 52 proc. rdr. do 27,7 mln zł., w samym III kw. osiągnęła 10,1 mln zł. Z kolei zysk netto za 9 miesięcy br. wyniósł 11,9 mln zł, co oznacza wzrost o 172,4 proc. rdr. Obecnie trwa IV kw. i jest to historycznie najlepszy okres dla spółki.

Trzeci kwartał to okres kontynuacji pozytywnego trendu wzrostu sprzedaży w całym 2021 roku. Roczna dynamika kwartalnej sprzedaży online w wysokości 74 proc. to efekt przede wszystkim dynamicznie zwiększającej się oferty produktowej w segmencie premium i wprowadzenie do sprzedaży takich marek jak: Superdry, Boss, Paul&Shark, Tiger of Sweden, Aeronautica Militare, Marella, Victoria Victoria Beckham czy Chiara Ferragni.

Cieszy nas ciągły wzrost sprzedaży online oraz przychodów generowanych przez Spółkę.
To wynik konsekwentnej realizacji strategii zwiększania produtków premium, co bezpośrednio przełożyło się o prawie 18% wzrost średniej wartości zamówienia w III kwartale br. wobec analogicznego okresu w poprzednim roku. Dodatkowo w ostatnich miesiącach kontynuowaliśmy działania marketingowe
na wszystkich rynkach, na których prowadzimy sprzedaż, co bezpośrednio przyczyniło się do dalszego umacniania świadomości i pozycji marki na rynku – powiedział Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Trzeci kwartał 2021 to pierwszy pełny okres, w którym Answear miał uruchomione aplikacje mobilne na wszystkich rynkach i zmigrowane wszystkie wersje sklepów do nowej platformy technologicznej. Nowe środowisko charakteryzuje się wysokim user experience, szybszym działaniem i zoptymalizowanym procesem zakupowym, co przekłada się wprost na wyższą wartość zamówienia i konwersję. Jednocześnie rosnące przychody ze sprzedaży i poprawa marży pozwoliły na zwiększenie budżetu marketingowego i realizację szerokozasięgowych kampanii medialnych, które w połączeniu z efektywnym wykorzystaniem środków przeznaczonych na marketing digitalowy stanowiły istotne wsparcie wzrostów sprzedaży zarówno w III kw. 2021 r. jak i w całym okresie 9 miesięcy br.

Answear.com zwiększa też swoje zdolności magazynowe oraz efektywność logistyczną. Uwolnienie dodatkowej powierzchni w magazynie centralnym w Kokotowie oraz ukończenie rozbudowy antresoli powiększą w tym roku powierzchnię składowania o blisko 20 tys. m2, co zabezpiecza miejsce na dalsze wzrosty.

Ostatnie miesiące to także umacnianie pozycji Answear.com na zagranicznych rynkach. Spółka rozpoczęła swoją działalność na trzech zagranicznych rynkach, tj. Grecji i Chorwacji oraz na Cyprze. W kolejnych okresach planuje kontynuowanie działań związanych z dalszą ekspansją.

Jesteśmy obecnie w najbardziej intensywnym okresie na rynku e-commerce, którego kluczowym elementami są Czarny Piątek, Cyber Monday czy okres zakupów przedświątecznych. Jak wiemy, jest to okres szczególnych promocji oraz szczytowej sprzedaży w całym roku, do którego jesteśmy bardzo dobrze przygotowani. Liczymy, że w wypadku Answear.com będzie miał on istotny wpływ zarówno na wyniki za obecny kwartał, jak i za cały 2021 rok. – dodał.

Spółka eFitness zapowiada rozpoczęcie procedury wejścia na NewConnect


eFitness S.A. to poznański producent i dostawca oprogramowania typu SaaS (ang. Software as a Service) dla obiektów sportowych, głównie klubów fitness. Oprogramowanie pozwala na kompleksowe
zarządzanie relacjami z klientami, rozbudowaną analitykę finansową i sprzedażową oraz bezobsługową kontrolę dostępu do strefy ćwiczeń. W ofercie firmy znajdują się także fizyczne punkty kontroli dostępu oparte na biometrii oraz aplikacja mobilna dla klientów końcowych. eFitness dostarcza system łącznie do ponad 600 klubów fitness na terenie Polski i Europy a także Rosji i Kazachstanu. W samym 2020 roku, za pośrednictwem systemów spółki, użytkownicy dokonali 7,6 miliona rezerwacji i aż 160 milionów wejść do obiektów sportowych. W Q1 2022r. spółka zapowiada rozpoczęcie procesu wprowadzenia akcji do obrotu na rynku NewConnect.

eFitness intensywnie rozwija się od 2009 r. Przychody spółki w trzech kwartałach 2021r. sięgają 8 mln zł. Spółka stawia na dywersyfikację rynków sprzedaży i dostarcza swoje rozwiązania m.in. w Czechach, Słowacji, Norwegii, Grecji, Bułgarii czy na Islandii a także poza UE w Rosji i Kazachstanie. Kompleksowe rozwiązania z branży SaaS, które tworzy, skierowane są zarówno do właścicieli, jak i klientów klubów fitness.

eFitness zapewnia autorską technologię stworzoną w odpowiedzi na lukę, którą zauważyliśmy na rynku dedykowanych rozwiązań do szerokiego zarządzania. Dostarczamy kompleksowe narzędzia, nad którymi później sprawujemy opiekę, i które stale rozwijamy we współpracy z klientem. Branża fitness to bardzo złożony i wymagający segment. Pomimo lockdownów rozwija się bardzo dynamicznie, i nie zapowiada się, aby ‘moda’ na kulturę fizyczną miała przeminąć. Naszym zadaniem jest, aby zarówno po stronie klubu jak i klubowicza, maksymalnie uprościć wszelkie procesy związane z oferowaniem i realizacją usług – mówi Łukasz Balicki, Prezes Zarządu eFitness S.A.

Oprogramowanie umożliwia zarządzanie bazą klientów, płatnościami, umowami, marketingiem i administracją. Dostępny jest także moduł finansowo-księgowy oraz kasowy czy analityczny. Dla użytkowników powstała strefa klienta, która pozwala na łatwą i szybką organizację zajęć i dostęp do umowy. Dodatkowo, firma zapewnia całą infrastrukturę oprogramowania opartą na usługach w chmurze. Dla ich bezpieczeństwa wykorzystano georeplikację, czyli systemy wykorzystujące rozproszone geograficznie centra danych. Dodatkowo eFitness oferuje aplikację mobilną dla klientów – eFitnessApp.

W 2021 r. niemal 20 proc. przychodów z abonamentów pochodziło z zagranicy. W czasie pandemii koronawirusa udało nam się rozszerzyć pole działalności, dzięki czemu niemal nie odczuliśmy skutków kolejnych lockdownów. Przez cały ten czas utrzymywaliśmy dodatnie wyniki finansowe, co w tej branży było rzadkością. Nasze plany na najbliższe miesiące obejmują kolejne partnerstwa strategiczne. Dzięki umowie, którą nawiązaliśmy, pod opiekę naszych systemów trafi kolejne około 100 placówek. Poza tym, w pierwszym kwartale 2022r.  planujemy rozpoczęcie procedury wejścia na NewConnect – dodaje Balicki.

Warto podkreślić, że działalność obiektów sportowych w Polsce w 2020 r. była mocno ograniczona. Wg raportu Deloitte European Health&Fitness Market 2021, kluby fitness były zamknięte przez około cztery miesiące. W pozostałym czasie dotykały ich restrykcje w różnym stopniu ograniczające funkcjonowanie. Ten sam raport za 2020r.` mówi, że w 2019r. polskie obiekty fitness wygenerowały przychody w wysokości 4,2 mld złotych, co stanowiło wartość około 0,2% rocznego PKB Polski.

Rozwiązania SaaS autorstwa eFitness S.A. skierowane są zarówno do dużych siłowni sieciowych, jak i pojedynczych klubów. Wśród klientów znajdują się poznańska sieć Just Gym czy warszawska Total Fitness. Odbiorcy dokonują comiesięcznych płatności za użytkowanie systemu, co gwarantuje spółce stałe przychody operacyjne i dostęp do kapitału obrotowego. Spółka zapowiada rozpoczęcie procedury wejścia na NewConnect w Q1 2022r.