Sfinks w III kw. 2021 odbudowuje sieć i sprzedaż

Sprzedaż gastronomiczna w sieciach należących do Sfinks Polska w III kwartale 2021 r. była o 14% wyższa niż rok wcześniej mimo mniejszej o 12% liczby restauracji. To efekt powrotu gości do sieci zarządzanych przez Sfinks Polska po siedmiomiesięcznym lockdown w gastronomii. Zakaz obsługi gości w restauracjach istotnie zaważył jednak na danych finansowych Sfinksa za cały okres trzech kwartałów 2021 r. W efekcie sprzedaż jednostkowa Sfinks Polska wyniosła 39,03 mln zł na koniec września 2021 r. wobec 63,25 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie spółka znacznie zredukowała stratę netto, bo do -17,29 mln zł po III kwartale 2021 r. wobec -33,99 mln zł rok wcześniej (odpowiednio -16,55 mln zł i -28,57 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF16).

– Porównanie sprzedaży naszych restauracji pokazuje, że po zniesieniu drugiego lockdown dla gastronomii powrót gości do lokali był silniejszy niż po odmrożeniu branży w 2020 r. Te pozytywne efekty są tym bardziej znaczące, że wypracowaliśmy je przy mniejszej liczbie lokali. Na wynikach całego okresu jednak mocno zaciążył wcześniej obowiązujący długotrwały zakaz działalności. Tak dużej luki przychodowej nie zniweluje sprzedaż w lokalach w jednym kwartale czy też przychody z segmentu delivery. Same wyniki bardzo trudno porównywać do analogicznego okresu z powodu zdarzeń jednorazowych i odpisów związanych z ograniczaniem sieci. Wciąż też uwzględniamy w raportowanych danych zobowiązania z odsetkami, które po prawomocnym zatwierdzeniu przez sąd Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego będą podlegały umorzeniu w kwocie prawie 30 mln zł, co znacząco poprawi wynik w przyszłości. Teraz cieszy nas fakt, że przy liczbie restauracji mniejszej o ok. 12% wypracowaliśmy w trzecim kwartale br. sprzedaż o blisko 14% wyższą niż w analogicznym okresie 2020 roku – wyjaśnia Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

W trzecim kwartale 2021 r. spółka zaczęła odbudowywać sieć. Odmrożone zostały wcześniej zatrzymane inwestycje, głównie franczyzowe. Coraz bardziej popularyzuje się też w sieci tzw. model combo, w którym restaurator w tym samym lokalu prowadzi dwie lub trzy restauracje różnych marek z portfolio Sfinksa, sąsiadujących ze sobą i dzielących zaplecze. W III kwartale uruchomiono lokale gastronomiczne w Piastowie, Krośnie, Bydgoszczy i Szczytnie, a w kolejnych miesiącach także w Krakowie i Lublinie. Łącznie po odmrożeniu branży gastronomicznej Sfinks uruchomił 9 restauracji pod szyldami marek należących do grupy Sfinks Polska.

– Nasza sieć dość mocno się zmieniła od ostatniego roku. Część lokali zostało zamkniętych, ale jednocześnie w tym roku powstały nowe restauracje, otwierane przez naszych dotychczasowych franczyzobiorców i nowych partnerów. Lockdown zwiększył chęć do zrzeszania się pod znaną marką, co widzimy w liczbie zgłoszeń. Cały czas zainteresowanie uruchomieniem swojego biznesu gastronomicznego jest duże, ale jednocześnie inwestorzy szukają bezpieczniejszego rozwiązania, by świadczyć usługi gastronomiczne – mówi prezes Sfinksa.

Sfinks oprócz nowych lokali rozwija także działalność w segmencie dań gotowych. Dania pod marką Sphinx pojawiły się w m.in. w sprzedaży w Delikatesach Centrum, a także w innych sieciach sklepów stacjonarnych i internetowych. W tym segmencie spółka zamierza sukcesywnie rozwijać ofertę oraz kanały sprzedaży i dotarcia do klientów detalicznych.

60 proc. komitetów audytu nie zajmuje się regularnie kwestiami zmian klimatu

Brak jasnej strategii uniemożliwia komitetom audytu właściwy i skuteczny nadzór nad procesami dotyczącymi ograniczania zmian klimatu, prowadzonymi w ich instytucjach – wynika z raportu The Audit Committee Frontier –addressing climate change, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. W globalnym badaniu prawie połowa przedstawicieli komitetów audytu ocenia, że nie ma zasobów i zaplecza potrzebnego do skutecznego zajęcia się tą tematyką i zrozumienia wpływu zmian klimatu na biznes. Zdolność wypełniania obowiązków regulacyjnych w zakresie ograniczania ryzyk klimatycznych i planów dekarbonizacji najczęściej deklarują przedstawiciele Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki.

Komitety audytu, jako zespoły złożone z członków rady nadzorczej, odpowiedzialne za nadzór nad sprawozdawczością finansową w spółkach, są ważnym elementu ładu korporacyjnego. Ich rola, wraz ze wzrostem znaczenia czynników ESG (Environment, Social, Governance) w codziennej działalności biznesowej, zaczyna ewoluować, aby adekwatnie odzwierciedlać potrzeby firm także w tym zakresie. Muszą one dokładnie rozumieć, w jaki sposób zagrożenia ESG w tym przede wszystkim środowiskowe i klimatyczne wpływają lub mogą wpływać na firmę i jak ma to związek z wartością przedsiębiorstwa. Mają do odegrania kluczową rolę zapewniając, że jakość informacji na temat czynników zrównoważonego rozwoju, w tym zmian klimatu, jest porównywalna i spełnia równie wysokie standardy jak raportowane informacje finansowe.

Dla wielu komitetów audytu włączanie założeń i wpływu zmian klimatu na biznes i biznesu na klimat (tzw. podwójna materialność) zarówno do sprawozdawczości finansowej, jak niefinansowej jest trudnym zadaniem.

Na początek firmy powinny ocenić własne profile ryzyka klimatycznego, ustalić plany zmniejszania śladu węglowego w działalności własnej i łańcucha dostaw oraz dokładnie informować otoczenie o swoich działaniach i postępach. Mając to na uwadze, w drugim etapie muszą określić, w jaki sposób te założenia, powinny być odzwierciedlone w sprawozdaniach i prognozach wyników finansowych na podstawie oceny wpływu tych ryzyk na przedsiębiorstwo i jego model biznesowy w perspektywie strategicznej – mówi Irena Pichola, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

W badaniu, przeprowadzonym przez Deloitte w 40 państwach i obejmującym ponad 350 komitetów audytu, przedstawiciele regionu EMEA najczęściej deklarowali, że regularnie prowadzą dyskusje związane ze zmianami klimatu. 55 proc. uwzględnia ten temat w swoich programach przynajmniej raz w roku, w porównaniu z zaledwie 34 proc. komitetów audytu w obu Amerykach i 31 proc. w regionie Azji i Pacyfiku. Jednocześnie, nadal ogólnie na całym świecie prawie 60 proc. członków komitetów ds. audytu twierdzi, że nie omawia regularnie zmian klimatu.

Poważnym problemem dla członków komitetów audytu jest już sama niewystarczająca znajomość zagadnień zmian klimatu. Tu ponownie przy ogólnych wskazaniach znajomości tej tematyki na poziomie zaledwie 47 proc., najlepiej wypada region EMEA, w którym 62 proc. respondentów stwierdziło, że niektórzy lub wszyscy członkowie komitetu ds. audytu znają i rozumieją kwestie związane z klimatem. W Amerykach tak deklarowało 51 proc. badanych, a w regionie Azji i Pacyfiku tylko 41 proc.

Również rozmowy z członkami rad nadzorczych wyraźnie pokazują kluczową rolę edukacji oraz wymiany doświadczeń między członkami rad nadzorczych różnych firm i branż w strategicznym podejściu firm do kwestii wyzwań klimatycznych. Deloitte na świecie i w Polsce, aktywnie włącza się w wysiłek różnych środowisk podnoszących wiedzę członków rad nadzorczych, oraz w budowanie kanałów komunikacji między nimi a zarządami firm. Jedną z kluczowych platform podnoszenia wiedzy rad nadzorczych w kwestiach ich obowiązków klimatycznych jest Chapter Zero Poland – polska platforma programu Światowego Forum Ekonomicznego Corporate Governance Initiative, która została utworzona przy Forum Odpowiedzialnego Biznesu ze wsparciem Deloitte.

Wyzwaniem brak strategii i niedoskonała sprawozdawczość

Ankietowani określili zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne wyzwania, przed którymi stoją komitety audytu, jeśli chodzi o przeciwdziałanie zmianom klimatu.

Główną przeszkodą wewnętrzną, na którą najczęściej (65 proc.) wskazywali ankietowani, był brak jasnej strategii działań w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, a także planu działania z uzgodnionymi momentami kluczowymi („Mapą drogową działań”) oraz braku sposobu na pociągnięcie kierownictwa do odpowiedzialności za te aktywności lub ich brak. Na kolejnym miejscu (46 proc.) znalazła się niska jakość dostępnych danych, co może prowadzić do braku praktycznych założeń i informacji potrzebnych do podejmowania decyzji dotyczących zmian klimatu i odpowiedzi firmy na te zmiany (czy to działań motywacyjnych czy adaptacyjnych).

Wśród wyzwań zewnętrznych kluczowe obawy członków komitetów audytu dotyczą braku wspólnych standardów sprawozdawczości (60 proc) oraz zmieniającego się otoczenia regulacyjnego (46 proc.). Tyle samo uważa też, że niezbędna jest współpraca z podmiotami zewnętrznymi (tj. partnerstwa technologicznego lub rynkowego), aby osiągnąć rzeczywisty postęp. Jedna trzecia wskazała również, że wyzwaniem jest adekwatne dostosowanie do zachodzących zmian oferowanych produktów i usług.

Zdaniem ekspertów Deloitte, organizacje muszą podjąć działania wewnętrze, aby przygotować się na ewentualne skutki regulacyjne, ponieważ 42 proc. respondentów twierdzi, że jest obecnie rozczarowanych siłą i szybkością reakcji organizacji na zmiany klimatu. Co więcej, aż 70 proc badanych wskazuje, że ich instytucje nie ukończyły kompleksowej oceny ryzyka wpływu zmian klimatu na biznes, w związku z czym sprawozdania finansowe w wielu przypadkach nie odzwierciedlają ich konsekwencji dla obecnych i przyszłych wyników (co sugerują wytyczne TCFD w zakresie ujawnień dotyczących wpływu klimatu).

Wyniki badania wydają się wskazywać na niepokój dużej części komitetów audytu dotyczący tempa zmian w ich organizacjach. Niezbędne są zmiany regulacyjne, które mogą pomóc, zwiększając pilność wprowadzenia wymaganych rozwiązań. Skuteczność i pewność sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie informacji dotyczących zrównoważonego rozwoju może poprawić też ustanowienie Rady ds. Standardów Zrównoważonego Rozwoju w ramach Fundacji MSSF – mówi Dorota Snarska-Kuman, partnerka w Dziale Audit & Assurance, liderka Programu Rady Nadzorcze, Deloitte.

Już teraz komitety potrzebują lepszej edukacji w zakresie klimatu

Według ekspertów Deloitte, podczas gdy komitety audytu zaczynają zastanawiać się, w jaki sposób założenia dotyczące przyszłości powinny być odzwierciedlone w sprawozdaniach finansowych i ocenach ryzyka, już teraz można podjąć szereg niezbędnych aktywności. Aby usprawnić proces podejmowania decyzji i skierować rady i ich organizacje na skuteczną ścieżkę reagowania na wyzwania kryzysu klimatycznego, respondenci zalecają trzy główne obszary działania: poprawa edukacji klimatycznej dla komitetów audytu (87 proc.); zapewnienie dobrej informacji w ramach regularnego raportowania do zarządu (79 proc.); oraz zadbanie o wewnętrzną zgodność między strategią korporacyjną a strategią klimatyczną (78 proc.).

Środowisko biznesowe musi zająć się pilnymi wyzwaniami związanymi ze zmianami klimatu. Dzięki lepszej edukacji i zaangażowaniu komitety audytu mogą pomóc swoim organizacjom w podejmowaniu bardziej zdecydowanych działań w tym zakresie. W tym celu można oceniać własne profile ryzyka, ustanawiać plany zmniejszenia śladu węglowego, wprowadzać globalne standardy ESG i dokładnie informować o postępach
– mówi Dorota Snarska-Kuman.

O raporcie

The Audit Committee Frontier –addressing climate change to pierwszy z serii raportów Deloitte opierających się na globalnym badaniu przeprowadzonym we wrześniu 2021 r. wśród ponad 350 członków komitetów audytu, w większości przypadków – ich przewodniczących. Odpowiedzi były zbierane w 40 krajach w obu Amerykach, regionie Azji i Pacyfiku (APAC) oraz Europie, Bliskim Wschodzie i Afryce (EMEA).

Creepy Jar S.A. miał 9,1 mln zł zysku w III kwartale 2021 r.

Creepy Jar S.A. kontynuuje pozytywny trend wzrostu sprzedaży gry „Green Hell” na wszystkich kluczowych platformach. Pod względem uzyskanych przychodów ze sprzedaży i wyników finansowych III kwartał 2021 r. był drugim najlepszym w historii Spółki.

W III kwartale 2021 r. Creepy Jar S.A. osiągnęła przychody netto ze sprzedaży „Green Hell” w wysokości 14,1 mln PLN wobec 13,0 mln PLN w II kw. 2021 r. (wzrost o 8% q/q). Wysoki poziom przychodów w tym okresie został osiągnięty dzięki bardzo dobrej sprzedaży gry „Green Hell” na wszystkich platformach. W III kwartale 2021 r. Spółka wypracowała 9,9 mln PLN zysku operacyjnego (wzrost o 13% q/q), 10,1 mln PLN EBITDA (wzrost o 10% q/q) oraz 9,1 mln PLN zysku netto (wzrost o 25% q/q).

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że konsekwentny rozwój gry, nowe platformy i aktualizacje o bezpłatne dodatki pozwalają nam osiągać dalszy wzrost wyników finansowych mimo upływu czasu. Aktualnie finalizujemy prace nad zamykającym cykl trzecim dodatkiem „Spirits of Amazonia” na PC, co, mamy nadzieję, w kolejnych okresach pozytywnie wpłynie na zainteresowanie graczy i dalszą sprzedaż tytułu. Po udanej premierze „Green Hell” na konsolach PlayStation 4 i Xbox One w czerwcu br., w III kwartale 2021 r. sprzedaż na konsolach stanowiła już 66% w strukturze przychodów – mówi Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar S.A.

Łączna sprzedaż brutto „Green Hell” na platformach STEAM, Sony PlayStation i Microsoft Xbox w III kwartale 2021 r. wyniosła ponad 312 tys. kopii, z czego 138 tys. kopii na konsolach PlayStation i Xbox. Łączna sprzedaż „Green Hell” na wszystkich platformach w 2021 r. przekroczyła 1,076 mln kopii.

Spółka kontynuuje prace nad drugim autorskim projektem pod roboczym tytułem „CHIMERA”. Obecnie trwa etap właściwej produkcji gry. W pracę nad projektem jest aktualnie zaangażowana większość zespołu produkcyjnego Spółki. „CHIMERA” będzie grą łączącą w sobie cechy zaawansowanego symulatora rozwoju bazy z elementami survivalu. Spółka wśród różnych opcji dystrybucji rozważa między innymi wydanie „CHIMERY” równolegle na PC oraz na konsole nowej generacji w modelu self-publishingu, ale nie wyklucza również współpracy z wydawcą.

VMware ogłasza wyniki finansowe za trzeci kwartał

VMware, lider innowacji w dziedzinie oprogramowania dla przedsiębiorstw, ogłosił wyniki finansowe za trzeci kwartał roku finansowego 2022:

  • Przychody wyniosły 3,19 mld USD, co oznacza wzrost o 11% w porównaniu z Q3 roku obrotowego 2021.
  • Połączenie subskrypcji i SaaS oraz przychodów z licencji wyniosło 1,53 mld USD, co stanowi wzrost o 16% w stosunku Q3 roku obrotowego 2021.
  • Przychody z subskrypcji i usług SaaS w trzecim kwartale wyniosły 820 mln USD, co oznacza wzrost o 21% w porównaniu do ub. r.
  • Księgowa stopa zwrotu z tytułu subskrypcji i SaaS w trzecim kwartale wyniósł 3,31 mld USD, co oznacza wzrost o 25% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.
  • Zysk netto GAAP za trzeci kwartał wyniósł 398 mln USD, czyli 0,94 USD na akcję rozwodnioną, co oznacza spadek o 8% w porównaniu do 434 mln USD. Zysk netto nieuwzględniający GAAP za trzeci kwartał wyniósł 725 mln USD, czyli 1,72 USD na akcję rozwodnioną, co oznacza wzrost o 3% porównaniu do 704 mln USD za trzeci kwartał roku obrotowego 2021.
  • Dochód operacyjny GAAP za trzeci kwartał wyniósł 519 mln USD, co stanowi wzrost o 21% w stosunku do trzeciego kwartału roku obrotowego 2021. Dochód operacyjny nieuwzględniający GAAP za trzeci kwartał wyniósł 935 mln USD, co stanowi wzrost o 5% w stosunku do trzeciego kwartału roku obrotowego 2021.
  • Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej w trzecim kwartale wyniosły 1,09 mld USD. Wolne przepływy pieniężne w trzecim kwartale wyniosły 984 mln USD.

– Jesteśmy zadowoleni z naszych wyników w III kwartale. Podczas VMworld zaprezentowaliśmy wiele nowości, pokazaliśmy, w jaki sposób pomagamy przekształcać firmy i jak prężnie działają nasze innowacje” – powiedział Raghu Raghuram, CEO VMware. Naszą misją jest bycie zaufanym dostawcą oprogramowania, które przyspiesza innowacje bez żadnych kompromisów. Pomagamy organizacjom w uwolnieniu pełnego potencjału chmury wielochmurowej.

– W III kwartale utrzymaliśmy stabilny wzrost przychodów i rentowności, przy czym ARR w zakresie subskrypcji i SaaS wzrósł o 25% w ujęciu rocznym do 3,3 mld USD — powiedział Zane Rowe, wiceprezes wykonawczy i dyrektor finansowy VMware. Nasze wyniki odzwierciedlają silny wzrost w ujęciu rocznym w głównych kategoriach produktów, ponieważ dostarczamy naszym klientom istotną wartość.

Polskie firmy wciąż mają wiele do nadrobienia w kluczowych dla CFO obszarach

Tylko 14% spółek ma dojrzałą funkcję finansową, a nawet liderzy spośród firm objętych badaniem mają do nadrobienia lukę w obszarach, takich jak: partnerstwo biznesowe, raportowanie zarządcze, planowanie, budżetowanie
i prognozowanie, strategia rozwoju IT, automatyzacja i rozwój umiejętności cyfrowych – wynika z badania PwC CFO Compass Survey 2021, przeprowadzonego wśród dyrektorów finansowych (CFO) polskich spółek, którego partnerem jest AICPA & CIMA.

Tylko u 14% ankietowanych firm funkcję finansową można uznać za dojrzałą – czyli taką, która jest 100-proc. partnerem dla biznesu, odpowiadającą na największe potrzeby zarządu i interesariuszy oraz zapewniającą efektywne wsparcie m.in w przygotowaniu się na zagrożenia oraz szanse związane ze zmienną sytuacją rynkową. W badaniu dojrzałości funkcji finansowych CFO Compass Survey 2021 udział wzięli CFOs blisko 60 firm działających w Polsce z ponad 10 branż, o średnich przychodach 1,6 mld złotych oraz zatrudniających średnio 1500 osób. Partnerem raportu jest AICPA & CIMA.

O ile takie procesy jak raportowanie zarządcze czy planowanie i budżetowanie zostały wdrożone i funkcjonują u większości badanych, to jednak relatywnie niski poziom automatyzacji tych procesów oznacza, że dojrzałość funkcji jest jeszcze niepełna. Ocena dojrzałości według metodyki PwC Polska koncentruje się na trzech obszarach: Procesy, Technologia i Ludzie, oraz obejmuje zagadnienia skoncentrowane wokół partnerstwa biznesowego, raportowania zarządczego, planowania finansowego, strategii rozwoju IT, automatyzacji procesów oraz podejścia do rozwoju kompetencji cyfrowych pracowników działów finansowych.

“Analizując wyniki badania w zakresie wsparcia, jakie obszar finansów jest w stanie zaoferować biznesowi u większości respondentów wyraźnie widać, że jest on oparty o analizę danych historycznych. Finanse nadal skupiają się na raportowaniu tego, co było, zamiast tego, co będzie. Tylko co piąty badany jest w stanie dostarczać raporty na potrzeby sygnalizacji szans i ryzyk. Do tego wciąż przeważa model polegający na przygotowywaniu standardowych raportów i prognoz. A dziś biznes od CFO oczekuje znacznie więcej” – mówi Mariusz Dziurdzia, Partner PwC, lider programu CFO Compass.

Jedynie 9% CFOs zadeklarowało w pełni zautomatyzowany proces raportowania informacji zarządczej, a w pełni zautomatyzowany proces budżetowania, w którym wykorzystywane są zintegrowane narzędzia, umożliwiające równoległe planowanie wielu obszarów (funkcji wsparcia i biznesowych) posiada raptem 5% CFOs. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że większość CFOs, 61% badanych, już znalazła się na ścieżce tej transformacji. Co ważne, zdecydowana większość, bo 98%, przygotowuje do niej swoje zespoły i poszukuje pracowników merytorycznych z doświadczeniem i umiejętnościami cyfrowymi.

Wyniki badania wskazują, że w większości badanych spółek funkcja finansowa to nadal głównie obszar tradycyjnej księgowości oraz raportowania zarządczego, często ograniczające się do monitorowania kosztów. Obszary skoncentrowane na patrzeniu w przyszłość oraz centra kompetencyjne wykorzystujące najnowsze technologie nadal stanowią niewielki procent w strukturze funkcji finansowej polskich przedsiębiorstw.

“Żyjemy w czasach dynamicznych zmian, wysoce konkurencyjnych rynków przy znacznej niepewności biznesowej. W tym samym czasie zmian cyfrowa zmienia sposób w jaki działają organizacje, a także sposób w jaki odpowiadają na coraz bardziej wymagające potrzeby swoich interesariuszy. Ostatnie lata pokazały także, jak ważna jest rola CFO w organizacji – na przestrzeni lat dyrektorzy finansowi stali się fundamentem podejmowanych decyzji. Jednak, aby nadążyć za rosnącymi wymaganiami i osiągnąć sukces, CFOs muszą zasadniczo zmodyfikować swoje strategie” – dodaje Katarzyna Podgórna, Partner PwC, liderka inicjatywy “Finanse Przyszłości” w PwC Polska.

Pozycji na liście zadań oczekujących na realizację przez obszar finansów jest jednak znacznie więcej. Od obszaru technologicznego, przez zasoby ludzkie, po ESG (z ang. ochrona środowiska, ład społeczny i korporacyjny). Tylko jedna piąta firm (21%) wdrożyła automatyzację procesów i RPA (z ang. Robotyzacja Automatyzacji Procesów), a 86% jeszcze nie korzysta z technologii transformacyjnych, jak sztuczna inteligencja lub uczenie maszynowe. Jednocześnie zaledwie 20% badanych firm wskazało, że pracownicy z obszaru finansów znają oraz korzystają w pełni lub w zaawansowanym stopniu z funkcjonalności nowych technologii służących automatyzacji procesów i ponad 80% już dziś planuje szkolenia pracowników, aby zminimalizować lukę między umiejętnościami cyfrowymi pionu finansowego a cyfrowymi ambicjami firmy.

“W obecnych realiach wysokiej konkurencyjności sama wiedza finansowa nie wystarcza. 98% CFOs biorących udział w badaniu podczas rekrutacji poszukuje dziś osób z doświadczeniem w wykorzystywaniu nowych technologii i automatyzacji procesów finansowych. Specjaliści ds. finansów muszą więc zmienić swój tradycyjny, skoncentrowany na liczbach zestaw umiejętności. Liderzy finansów muszą z kolei zadbać o to, aby ich zespoły dysponowały odpowiednimi kompetencjami, które pozwolą im na tworzenie wartości i działanie w coraz bardziej elastycznym środowisku, a jednocześnie identyfikację i łagodzenie potencjalnych zagrożeń” – mówi Jakub Bejnarowicz, Dyrektor Regionalny na Europę, Association of International Certified Professional Accountants (AICPA & CIMA).

“Trzy czwarte [73%] firm nie jest gotowych na wdrożenie raportowania ESG, a jako czynniki wymieniane są: brak narzędzi, wiedzy i wsparcia wyższego kierownictwa, zaś dwie trzecie [63%] nie zaangażowało się w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju” – zauważa Piotr Rówiński, Partner PwC.

Jak wynika z raportu, kluczowe wyzwania, z którymi będą się mierzyć CFO w najbliższym czasie, to cyfryzacja obiegu danych, zapewnienie kompetentnych kadr, standaryzacja raportowania w zakresie ESG oraz zapewnienie zaangażowania kluczowych interesariuszy. Wśród obszarów, na których planują skupić się CFOs w najbliższych latach, możemy wymienić m.in. wdrożenie spójnego procesu i narzędzi do planowania i budżetowania w ramach całej grupy kapitałowej, skrócenie okresu opracowywania miesięcznego raportu zarządczego do dwóch dni, dostosowanie kompetencji pracowników do wyzwań, jakie stawia przed nimi rozwój technologiczny oraz dalszy, intensywny rozwój automatyzacji procesów finansowych.

PGE tworzy Centrum Badań i Rozwoju Gospodarki Obiegu Zamkniętego

PGE Polska Grupa Energetyczna rozpoczęła budowę Centrum Badań i Rozwoju Gospodarki Obiegu Zamkniętego w Bełchatowie. Zadaniem Centrum będzie opracowywanie i wdrażanie rozwiązań mających na celu optymalne wykorzystanie odpadów poprzemysłowych z energetyki oraz odzysk cennych surowców z wyeksploatowanych instalacji OZE.

Głównym zadaniem Centrum Badań i Rozwoju GOZ jest opracowywanie rozwiązań mających na celu zapobieganie powstawania odpadów i optymalne wydłużenie życia i wykorzystania surowców. Rozwiązania te będą dedykowane zarówno dla obecnej dziś energetyki konwencjonalnej, jak również dla energetyki odnawialnej.

Rozwój technologii OZE powoduje konieczność zagospodarowania części z wyeksploatowanych farm wiatrowych czy fotowoltaicznych. Szacuje się, że do 2050 roku w skali światowej może powstać ok. 78 mln ton odpadów związanych z OZE. Dlatego w PGE równocześnie z rozwojem odnawialnych źródeł energii, realizujemy inwestycje, dzięki którym będzie można zagospodarować odpady po instalacjach OZE. Już w przyszłym roku otworzymy w Bełchatowie Centrum Badań i Rozwoju GOZ. Będzie ono istotnym elementem realizacji Strategii Grupy PGE i ważnym ośrodkiem rozwoju innowacji – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Realizacja projektu to także ważny element transformacji regionu bełchatowskiego. W pierwszym okresie działalność Centrum wygeneruje około 50 nowych miejsc pracy, a w perspektywie kilku lat będziemy mogli utworzyć nawet kilkaset miejsc pracy w regionie bełchatowskim – podkreślił Wojciech Dąbrowski.

Spółką odpowiedzialną w Grupie PGE za segment Gospodarki Obiegu Zamkniętego jest PGE Ekoserwis.

Strategia i działania segmentu Gospodarki Obiegu Zamkniętego są odpowiedzią na wyzwania polskiej gospodarki zarówno w perspektywie długoterminowej, jak i w najbliższych latach jako istotny element w procesie transformacji. Poprzez tworzenie Centrum Badań i Rozwoju w Bełchatowie i kolejne inwestycje widzimy duży potencjał do dalszego rozwoju w kierunku zbudowania znaczącego podmiotu na poziomie krajowym i europejskim. Już teraz zagospodarowujemy miliony ton odpadów i produktów ubocznych, przetwarzając je na pełnowartościowe produkty dedykowane do tak kluczowych kierunków rynkowych jak np.: budownictwo, inwestycje infrastrukturalne, rolnictwo i rekultywacje – dodał Lech Sekyra, prezes zarządu PGE Ekoserwis.

W ramach Centrum Badań i Rozwoju GOZ utworzony zostanie centralny ośrodek kompetencji Badawczo-Rozwojowych w obszarze zagospodarowania odpadów z przemysłu energetycznego z własnym laboratorium badawczo-technicznym. Jego zadaniem będzie praca nad technologiami i rozwiązaniami dotyczącymi przetwarzania odpadów, odzysku surowców oraz wytwarzaniu pełnowartościowych produktów z pozyskiwanych zasobów.

W ramach prac związanych z GOZ istotne będą również aspekty prośrodowiskowe skoncentrowane na gospodarczym wykorzystaniu odpadów zdeponowanych na składowiskach odpadów w celu przywrócenia walorów naturalnych i inwestycyjnych terenom zdegradowanym i poprzemysłowym. Centrum zostanie otwarte w 2022 roku w Bełchatowie.

Zmniejszenie oddziaływania Grupy PGE na środowisko poprzez efektywne wykorzystanie zasobów, zwiększenie wykorzystania zagospodarowania odpadów oraz ograniczanie emisji gazów cieplarnianych są jednym z priorytetów Grupy PGE jako lidera transformacji energetycznej w Polsce. Poza inwestycjami w odnawialne źródła energii, zamykanie obiegu surowców i zwiększanie stopnia ich wykorzystania są istotnym procesem w Grupie PGE, zapisanym w strategii Grupy do 2030 roku z perspektywą do 2050 roku.

Polscy badacze dołączają do światowej czołówki – rozpoczynają się prace nad wdrożeniem technologii RNA w Polsce

Agencja Badań Medycznych ogłosiła wyniki konkursu na rozwój innowacyjnych rozwiązań terapeutycznych z wykorzystaniem technologii RNA. Wśród beneficjentów projektów rekomendowanych do dofinansowania znalazło się pięć czołowych polskich zespołów badawczych opracowujących technologię RNA w partnerstwie z krajowymi, innowacyjnymi firmami farmaceutycznymi.

Wnioski zgłoszone w konkursie zostały ocenione przez międzynarodowych ekspertów w obszarze rozwoju technologii RNA tj. prof. Stefaan de Smedt (Uniwersytet Gandawski), prof. dr Harald Schwalbe (Uniwersytet Goethego),  dr Anna Blakney (Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej), dr Piotr Kowalski (Uniwersytet w Cork), dr Mattia Mori (Uniwersytet w Sienie), czy dr Marco Marcia (Europejskie Laboratorium Biologii Molekularnej w Grenoble).

Jak podkreśla prof. Mattia Mori – Wykorzystanie RNA jako leku jest w zasadzie nowym podejściem, które posiada potencjał zrewolucjonizowania i przekształcenia procesu odkrywania leków. COVID-19 pandemia znacznie przyspieszyła rozwój tej technologii. Inwestycje w technologię RNA są obecnie na czasie i mogą podnieść konkurencyjność kraju, a także tworzyć podstawy dla solidnego rozwój w wielu dziedzinach.

Bezpieczeństwo lekowe

Epidemia COVID-19 pokazała, że istnieje konieczność wzmocnienia bezpieczeństwa lekowego Polski, m.in. poprzez rozwój produktów zapobiegających lub umożliwiających skuteczną walkę z zagrożeniem epidemiologicznym. W związku z powyższym Premier Mateusz Morawiecki zlecił Agencji Badań Medycznych koordynację merytoryczną spraw związanych z m. in wdrożeniem produkcji szczepionek bazujących na technologii RNA w Polsce

Rozwój produktów opartych na kwasach nukleinowych to obecnie jeden z najbardziej obiecujących trendów współczesnej biotechnologii nieprzypadkowo nazywany „medyczną technologią przyszłości”. Wykorzystywanie różnych rodzajów cząsteczek RNA (mRNA, seRNA, siRNA, miRNA czy aptamery RNA) jako produktów leczniczych stwarza nowe możliwości dla twórców leków oraz możliwość opracowania nowych produktów leczniczych działających na cele terapeutyczne, które dotąd były uznawane za nieosiągalne.

Utworzenie w Polsce platformy do opracowywania leków opartych o RNA, nie tylko ma na celu zapewnić bezpieczeństwo w przypadku kolejnej epidemii, ale także stanowić wartość dodaną w światowych innowacjach związanych z rozwojem nowych form terapii. To szansa zarówno dla polskich pacjentów jak i dla grup naukowych, które mogą wynieść polską naukę na najwyższy poziom.

Uniwersalna technologia przyszłości

Dzięki swojej uniwersalności technologia RNA znajduje obecnie zastosowanie w m.in: opracowywaniu szczepionek przeciwko chorobom zakaźnym jak COVID-19, czy przeciw wirusowi cytomegalii, wścieklizny, czy chorobom bakteryjnym takim jak, np. gruźlica, a także szczepionek terapeutycznych, aktywujących układ immunologiczny np. do walki z chorobą nowotworową.

Ponadto, technologia RNA stosowana jest także w leczeniu chorób metabolicznych takich jak fenyloketonuria czy mukowiscydoza, czy wyłączaniu genów w przypadkach w których obecność lub nadmiar produktów białkowych może prowadzić do objawów chorobowych (np. SMA, dystrofia Duchenne’a);

Uniwersalność technologii RNA jest potwierdzana coraz to nowymi pomysłami na jej wykorzystanie. Aktualnie prowadzone są badania kliniczne nad zastosowaniem RNA w terapii rdzeniowego zaniku mięśni. Niektóre grupy badawcze idą o krok dalej i poszukują możliwości wykorzystania RNA w regeneracji mięśnia sercowego u pacjentów po przebytym zawale serca, poprzez dostarczenie do kardiomiocytów matrycy w postaci transkryptu do produkcji białka odpowiedzialnego za tworzenie naczyń krwionośnych.

 Rozwój krytycznej infrastruktury

Jak podkreśla Prezes Agencji Badań Medycznych dr hab. n. med. Radosław Sierpiński – Chcemy wyposażyć Polskę w nowoczesną platformę do produkcji szczepionek, którą będzie można wykorzystać do tworzenia preparatów nie tylko przeciwko COVID-19, ale także leków onkologicznych stosowanych m.in. w terapii spersonalizowanej. W ciągu 2-3 lat chcemy zbudować własne narzędzia do walki z każdą nadchodzącą pandemią.

Jak dodaje – Wchodzimy w zupełnie nowy sektor innowacyjnej farmacji i biotechnologii. Mówimy o działaniach, które pozwolą nam posiąść technologie i dysponować własnym potencjałem strategicznym tak ważnym dla bezpieczeństwa Polaków.

Oczekiwanym rezultatem projektów wybranych w ramach konkursu ABM są:

  1. Opracowanie i doprowadzenie do co najmniej I fazy badań klinicznych projektu produktu leczniczego opartego o RNA, ze szczególnym uwzględnieniem szczepionki, lub innowacyjnego leku przeciw wirusom RNA lub osiągnięcia możliwości produkcyjnych szczepionek opartych o RNA lub innowacyjnych leków przeciw wirusom RNA,
    a w dalszej perspektywie skomercjalizowanie wyników tych prac.
  2. Osiągnięcie mocy produkcyjnych produktów leczniczych opartych o RNA,
    ze szczególnym uwzględnieniem szczepionek, lub innowacyjnych leków przeciw wirusom RNA na terenie Polski co najmniej w skali pilotażowej (półtechnicznej).
  3. Zwiększenie dostępności do infrastruktury B+R oraz wytwórczej w zakresie produktów leczniczych opartych o RNA, ze szczególnym uwzględnieniem szczepionek, lub innowacyjnych leków przeciw wirusom RNA.
  4. Zwiększenie liczby prac wdrożeniowych i badań klinicznych w zakresie technologii lekowych w zakresie produktów leczniczych opartych o RNA, ze szczególnym uwzględnieniem szczepionek, lub innowacyjnych leków przeciw wirusom RNA.

Inwestycja wpisuje się w opracowywany przez Agencję Badań Medycznych Rządowy Plan Rozwoju Sektora Biomedycznego.

Opinia Głównego Ekonomisty ZPP ws. rosnących cen surowców energetycznych

W ostatnim roku gwałtownie wzrosły globalne ceny surowców energetycznych. Wzrost ten był tym bardziej dramatyczny, że covidowa recesja sprowadziła ceny tych surowców „na chwilę” na poziomy najniższe od ponad dekady. W ciągu kilkunastu miesięcy z poziomów bardzo niskich cen przenieśliśmy się w obszar cen nadzwyczaj wysokich. W przypadku gazu ziemnego, gdzie globalne prawo jednej ceny nie obowiązuje, a wciąż ceny kształtują się w regionach, wzrosty cen w Europie okazały się szczególnie dotkliwe. W Polsce dotkliwość wysokich cen części z tych surowców jest w dodatku pogłębiana niekorzystną sytuacją na rynku walutowym.

Wzrost cen surowców energetycznych istotnie wpłynął na dynamikę inflacji poprzez koszty energii elektrycznej, transportu czy ogrzewania. W Polsce ten wpływ jest częściowo neutralizowany polityką węglową: państwowe spółki wydobywcze zawarły jakiś czas temu długookresowe kontrakty na dostawy węgla kamiennego dla polskich wytwórców energii – wtedy miało to, na podstawowym przynajmniej poziomie, chronić interesy sektora węgla kamiennego. W zeszłym roku oznaczało to koszty węgla o kilkadziesiąt procent wyższe od rynkowych. W bieżącym roku oznacza to ceny węgla dwu- lub więcej krotnie niższe niż w Europie.

O ile ceny surowców energetycznych ustabilizują się na wysokim poziomie, poskutkuje to względnie krótkookresowym bodźcem inflacyjnym. Jeśli jednak trend wzrostu cen w tym sektorze okaże się trwały w średnim okresie (co dziś przy obecnych cenach jest trudno wyobrażalne) to skutkiem będzie ciągła presja inflacyjna. Już dziś w kontekście inflacji, będącej skutkiem zarówno czynników wewnętrznych, jak i właśnie omawianej tu zewnętrznej presji na ceny surowców energetycznych (i w konsekwencji energii w różnych formach) mówi się o ponownym narastaniu nierówności. Już dziś zbliżamy się do momentu, w którym wzrost płac nominalnych będzie jednoznaczny ze spadkiem, a nie wzrostem płac realnych. Szczególnie odczują to grupy najsłabiej zarabiające, które przeznaczają największą część swoich dochodów na konsumpcję produktów i usług, których ceny są szczególnie wrażliwe na poziom cen energii i koszty transportu (np. żywność).

Źródła tego wzrostu są różnorodne. Istotną rolę odegrał po prostu wzrost popytu w porównaniu z zeszłym rokiem wynikający ze wzrostu gospodarczego (odbudowy po głębokim załamaniu w zeszłym roku). Swoje dołożyło wydłużenie i zerwanie łańcuchów dostaw, a także chłodna zima na półkuli północnej. Jednam z najważniejszych czynników okazała się – jak się wydaje – zielona polityka zapobiegania zmianom klimatu i ograniczania emisji gazów cieplarnianych.

Trzeba podkreślić, że Europie wyzwanie wzrostu cen surowców energetycznych nie jest krótkookresowe. Na wzrost cen, prócz czynników globalnych, wpływają uwarunkowania regionalne, w tym duży stopień monopolizacji dostaw i polityka klimatyczna. Polityka ta, opierająca się na ambitnych planach szybkiej redukcji emisji (co zakładają agendy strategiczne: European Green Deal oraz Fit for 55) ma prowadzić do bardzo szybkiej redukcji emisji w najbardziej emisyjnych sektorach gospodarki (transporcie, energetyce, przemyśle). Istotną rolę w europejskiej transformacji energetycznej (i osiągnięciu szybko celu neutralności klimatycznej UE) odgrywa gaz, który – przynajmniej do niedawna tak zakładano – ma być paliwem przejściowym w okresie. Ponieważ Europa jest uzależniona od importu gazu, a transformacja energetyczna wpływa na wzrost popytu na gaz, jego dostawcy zyskują mocną dźwignię polityczną. W szczególności dotyczy to rosyjskiej polityki gazowej, choć niepewność (planowa i nieplanowana) dostaw z Afryki Północnej też niepokoi. W dodatku, wzrost popytu na gaz w Azji sprawił, że Europa (a zwłaszcza UE) bezpośrednio konkuruje o dostawy z nabywcami z Azji. A w ostatnich latach zapotrzebowanie w Azji zaczęło przekraczać popyt europejski – i Europa powoli stała się, przynajmniej w pewnym stopniu, cenobiorcą. Wpływa na to rozwój transportu morskiego gazu skroplonego, a także inwestycje w sieć gazociągów łączących rosyjskie złoża z odbiorcami w Azji.

Europa bardzo mocno odczuła w tym roku kryzys na rynkach surowców energetycznych. Uwarunkowania technologiczne i wybory polityczne sprawiają zaś, że można się spodziewać długotrwałych problemów zarówno z wysoką ceną paliw kopalnych, jak i możliwością bezpiecznego zaspakajania zapotrzebowania. Problemy te mogą istotnie wpłynąć na jakość życia Europejczyków. Przede wszystkim, jak opisałem wyżej, poprzez mechanizm cenowy – bezpośrednio: wzrost cen energii w różnych formach (energia elektryczna, ogrzewanie, paliwo) może stać się dolegliwy i pośrednio, bo ten wzrost cen będzie wzmacniał trwający impuls inflacyjny. Poza tym występuje ryzyko okresowych niedoborów – paliwa (taką sytuację obserwowaliśmy np. ostatnio w będącej już poza UE Wielkiej Brytanii) czy gazu, albo energii elektrycznej czyli black-outów. W dodatku konsekwencją może być na tyle wysoki wzrost kosztów produkcji w sektorze wytwórczym, że wpłynie to na potencjał rozwojowy europejskiego przemysłu, a marzenia o reindustrializacji Europy trzeba będzie ostatecznie odłożyć na półkę.

Taki negatywny wpływ na jakość życia (i ewentualnie dynamikę rozwoju), o ile będzie trwały, może z kolei mieć wpływ na redefinicję europejskiej sceny politycznej. Warto obserwować sytuację, bo mieszanka (zbyt?) ambitnych celów polityki klimatycznej, uzależnienia od zewnętrznych dostawców gazu i nieoczekiwane turbulencje na globalnych rynkach mogą wpłynąć nie tylko na losy polityki klimatycznej w Europie, ale i wewnętrznej spoistości całego ugrupowania.

dr hab. Piotr Koryś
Główny Ekonomista ZPP

Nowe obawy o COVID-19 uderzyły w rynki

Zwyczajowy spokój po Święcie Dziękczynienia w USA został zakłócony przez wyprzedaż na rynkach finansowych po tym, jak w RPA wykryto nowy wariant koronawirusa: Omikron. Na rynku walutowym obawy wywołały typowy efekt – ucieczkę do walut safe haven, takich jak jen japoński czy frank szwajcarski. Wyprzedaż aktywów ryzykownych przyniosła osłabienie złotego.

Poza jenem czy frankiem zyskało również euro, ponieważ oczekiwania podniesienia stóp procentowych przez Fed spadły, a w związku z tym zmniejszyła się prognozowana luka między podwyżkami Fedu i EBC. Pozostałe główne waluty doświadczyły wyprzedaży względem dolara amerykańskiego. Wśród walut rynków wschodzących wyjątkiem był real brazylijski, który zdołał utrzymać kurs. Z kolei dla liry tureckiej był to kolejny katastrofalny tydzień: rynki jednogłośnie opowiedziały się przeciw ekscentrycznym poglądom Erdoğana na politykę monetarną.

W zwykłych warunkach kluczowymi publikacjami skupiającymi uwagę rynków byłyby w tym tygodniu wstępny odczyt inflacji w strefie euro w listopadzie i raport z rynku pracy w USA dotyczący tego samego miesiąca. Niepewność związana z wariantem Omikron i niewielka ilość dostępnych dotąd informacji o jego zjadliwości oznaczają jednak, że rynki mogą reagować gwałtownie w dowolnym kierunku w zależności od wiadomości udostępnianych przez organizacje ochrony zdrowia. Spodziewamy się, że zeszłotygodniowa korelacja pomiędzy awersją do ryzyka a euro, dolarem amerykańskim i rynkami wschodzącymi utrzyma się, póki niepewność nie zniknie.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł lekkie osłabienie polskiej waluty. Pod koniec tygodnia nie sprzyjały jej informacje o nowym wariancie koronawirusa, które doprowadziły do wspomnianej szerokiej wyprzedaży aktywów ryzykownych. Podobnie jak w przypadku wielu innych krajów sprawiły one, że rynek zaczął spodziewać się nieco mniej agresywnych podwyżek stóp procentowych. Bazując na stawkach FRA, możemy powiedzieć, że w horyzoncie trzech miesięcy rynek liczy obecnie na wzrost stóp o ok. 100 pb., podczas gdy kilka dni temu wyceniał ok. 130 pb.

Oprócz sytuacji covidowej w centrum uwagi pozostaje również krajowa inflacja. W ubiegłym tygodniu premier Morawiecki przedstawił tzw. tarczę antyinflacyjną, której konsekwencją powinno być wypłaszczenie ścieżki wzrostu cen w przyszłym roku. Trudno powiedzieć, jak wpłynie to na decyzje Rady Polityki Pieniężnej, bo funkcja reakcji jej członków nie jest w pełni czytelna, a początek roku przyniesie spore zmiany personalne w RPP.

W krótkim terminie skupimy się przede wszystkim na informacjach dotyczących nowego wariantu, możliwej reakcji na sytuację covidową w kraju (w zeszłym tygodniu informacje o 30-dniowym stanie wyjątkowym w Czechach osłabiły koronę) oraz publikacji wstępnych danych o inflacji CPI w listopadzie we wtorek 30.11. Dobicie do siódemki z przodu wydaje się niemal pewne. Co więcej, nie można wykluczyć, że po raz kolejny inflacja okaże się wyższa od i tak niemałych oczekiwań, jak było w poprzednich miesiącach.

EUR

W zeszłym tygodniu wieści ze strefy euro zaczęły zmieniać się na lepsze. Pozytywnie zaskoczyły wskaźniki PMI opisujące aktywność biznesową w listopadzie. Liczba nowych przypadków COVID-19 wciąż niepokoi, lecz wydaje się, że ekonomiczne konsekwencje tej fali są mniejsze niż poprzednich. Odczyty PMI pomogły ustabilizować euro, które w piątek znacznie zyskało w trakcie wyprzedaży na rynku w związku z zamykaniem krótkich pozycji na walucie.

Raport inflacyjny w tym tygodniu ma pewien potencjał do wywołania zmian na rynku. Inflacja konsumencka może z łatwością znaleźć się bliżej 5% niż 4% i osiągnąć najwyższy poziom od kilku dekad. Bazowa miara również prawdopodobnie znajdzie się znacznie powyżej teoretycznego celu EBC. Spodziewamy się, że pogodzenie tych danych z wciąż gołębim nastawieniem banku centralnego będzie problemem, który od teraz do kluczowego grudniowego posiedzenia będzie na pierwszym planie.

USD

Minutki z listopadowego posiedzenia Rezerwy Federalnej były bardziej jastrzębie niż oczekiwano, co wsparło dolara przed Świętem Dziękczynienia. Wpływ wyprzedaży na dolara był mieszany: z jednej strony sprzyjał mu zwrot rynku w stronę aktywów safe haven, z drugiej zaś niekorzystnie oddziaływał na niego spadek oczekiwań dotyczących podwyżek stóp w 2022 r.

Oczekuje się, że raport z rynku pracy w listopadzie będzie mocny – z kolejnym spadkiem stopy bezrobocia, dużą liczbą nowych miejsc pracy i wyższymi płacami (choć nie na tyle, by nadążyć za inflacją). Spodziewamy się jednak, że wieści o wariancie Omikron będą istotniejsze niż planowane publikacje i wiadomości o polityce monetarnej.

GBP

Mieszane dane (nieimponujące odczyty PMI i mocne zamówienia przemysłowe) oraz niezobowiązujące komunikaty prezesa Banku Anglii Andrew Baileya i głównego ekonomisty sprawiły, że zachowanie waluty było niejednoznaczne. Ku pewnemu zaskoczeniu piątkowa awersja do ryzyka była korzystna dla funta, który zakończył tydzień notując stosunkowo nieduże zmiany względem dolara i euro.

Ten tydzień nie przyniesie wielu wieści z Wielkiej Brytanii. Liczymy na to, że we wtorek 30.11 jastrzębia członkini komitetu decyzyjnego BoE, Catherine Mann, rzuci nieco światła na stan dyskusji w banku odnośnie do terminu rozpoczęcia zacieśniania polityki pieniężnej, i oczywiście na wiadomości o nowym wariancie koronawirusa.

CHF

W związku ze wzrostem rynkowych obaw w kontekście nowego wariantu koronawirusa w zeszłym tygodniu frank szwajcarski był jedną z najlepiej radzących sobie walut na świecie. Zyskał względem wszystkich walut G10 z wyjątkiem jena japońskiego. Kurs EUR/CHF ponownie spadł i zbliżył się do poziomu 1,04.

Przy podobnych poziomach spodziewalibyśmy się jakichś interwencji Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Bazując na łagodnych zmianach w depozytach na żądanie i ograniczonej reakcji słownej, bank zdaje się jednak czuć dość komfortowo z obecnym kursem franka. Może to mieć związek z mniej więcej stabilnym realnym efektywnym kursem (kursem względem walut partnerów handlowych, skorygowanym o różnice cen) i pozytywnymi wieściami ekonomicznymi z kraju. Ostatnio opublikowany odczyt PKB za trzeci kwartał zaskoczył w górę wzrostem o 4,1% w ujęciu rocznym. Inflacja również rośnie – w październiku osiągnęła najwyższy poziom od ponad trzech lat, a w środę przekonamy się, czy zgodnie z oczekiwaniami wzrosła w listopadzie z 1,2% do 1,4%.

Jeśli SNB nadal nie będzie istotnie reagować na aprecjację waluty, może to być oznaką zwrotu w stronę bardziej restrykcyjnej polityki bez zmian stóp procentowych. Niemniej naszym zdaniem frank wciąż jest notowany z premią, szczególnie biorąc pod uwagę szereg koncentrujących się obecnie w Europie ryzyk, które według nas powinny osłabnąć w nadchodzących miesiącach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Kredyt bez wkładu własnego już za 6 miesięcy. Deweloperzy i pośrednicy nie wróżą sukcesu

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” wystartuje 26 maja 2022 r.  Dopiero wtedy w ofercie banków pojawi się kredyt hipoteczny z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Jaki może to mieć wpływ na rynek mieszkaniowy? Analitycy GetHome.pl poprosili o opinię deweloperów i pośredników w obrocie nieruchomościami. Odpowiedzi mogą zaskakiwać.

W Dzienniku Ustaw właśnie ukazała się ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym, co oznacza, że zacznie ona obowiązywać od 26 maja 2020 r. –  W ustawie zapisano aż sześciomiesięczny okres przejściowy, żeby Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) mógł się przygotować do udzielania gwarancji kredytowych. Banki wykorzystają ten czas na stworzenie oferty kredytowej – mówi ekspert GetHome.pl Marek Wielgo.

Przypomina, że wcześniejsze programy mające wesprzeć kupujących mieszkania – „Rodzina na swoim” oraz „Mieszkanie dla młodych” – były kontestowane nawet przez potencjalnych adresatów rządowych rozwiązań. Zarzucano im, że beneficjentami są tak naprawdę banki i deweloperzy, bo dzięki budżetowej dopłacie do kredytów zwiększali sprzedaż kredytów i mieszkań. Kupujący płacili zaś za nie coraz wyższą cenę. Czy podobnie będzie i tym razem?

Banki ostrożne

W programie „Mieszkanie dla młodych” państwo finansowało wkład własny kupującemu pierwsze mieszkanie za kredyt. Natomiast „Mieszkanie bez wkładu własnego” zakłada, że wymagany przez banki wkład – minimum 10% a maksymalnie 20% – państwo poręczy. Maksymalna kwota, którą obejmie to poręczenie, nie przekroczy 100 tys. zł. Oznacza to, że mieszkanie nie może kosztować więcej niż 500 tys. zł.

Jak widać różnica jest diametralna. Niestety w praktyce oznacza to, że kredyty bez wkładu własnego będą traktowane przez banki jako bardziej ryzykowne. Przyszli kredytobiorcy zapłacą więc wyższą marżę, która jest składnikiem oprocentowania – mówi Wielgo. I dodaje, że bankowcy mają jeszcze świeżo w pamięci skutki kryzysu finansowego z 2008 r.–  Do dziś odbijają im się czkawką kredyty frankowe. Dlatego – jak sądzę – nie będą udzielały kredytów bez wkładu lekką ręką – ocenia ekspert GetHome.pl.

Deweloperzy sceptyczni

Z programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”, podobnie jak „Mieszkania dla młodych” będą mogli skorzystać ci, którzy kupią mieszkania spełniające kryterium ceny metra kwadratowego. Problem w tym, że – jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl – w wielu miastach oferta mieszkań spełniających wymogi programu jest obecnie skromna. Np. w Krakowie jest to zaledwie 3% łącznej podaży nowych mieszkań, a w Warszawie – 13%. Czy deweloperzy zwiększą ofertę takich mieszkań?Wyk 1. – Mieszkanie bez wkładu własnego

–  Przypuszczamy, że na rynku pojawią się mieszkania w lokalizacjach oddalonych od centrów miast, gdzie cena zakupu gruntu jest niższa – mówi Anna Wojciechowska, dyrektor sprzedaży i marketingu Robyg w Gdańsku i Poznaniu. Także wiceprezes firmy Cordia Polska Tomasz Łapiński nie wyklucza zainteresowania programem ze strony deweloperów, ale tylko tych, którzy realizują projekty w segmencie popularnym w mniejszych miastach lub na obrzeżach dużych aglomeracji. – Program raczej nie będzie atrakcyjny dla firm, które specjalizują się w projektach z segmentu premium lub budują blisko centrów miast, gdzie ceny są wyższe od ustawowego limitu. Oczywiście ten trend może się zmienić, jeśli rozrośnie się oferta deweloperów, a popyt na nowe mieszkania nie będzie tak wysoki jak obecnie – dodaje Tomasz Łapiński.

Wiceprezes Ronson Development Andrzej Gutowski ocenia, że w miastach, w których ze względu na duży popyt deweloperzy nie mają problemów ze sprzedażą mieszkań, program będzie miał marginalne znaczenie. Tym bardziej, że limity cenowe mają być ustalane w sposób „nieadekwantny do aktualnej oferty rynkowej”. Podobnego zdania jest prezes firmy Develia Andrzej Oślizło. –  Trudno spodziewać się, aby przy obecnych cenach gruntów czy wykonawstwa deweloperzy byli w stanie tak bardzo obniżyć ceny, zwłaszcza że od kilku lat są one w trendzie wzrostowym, średnio o 10-12% rocznie – komentuje prezes Oślizło.

Deweloperzy podkreślają, że proces inwestycyjny, liczony od momentu decyzji o zakupie działki do dnia wprowadzenia mieszkań na rynek, trwa zazwyczaj kilka lat. W związku z tym deweloperzy, którzy zdecydują się na dostosowanie oferty do wymogów programu, nie zrobią tego do czasu wejścia ustawy w życie.

Nowe inwestycje, które spełnią kryteria programu będą dostępne nie wcześniej niż w drugiej połowie 2022 r. – ocenia Anna Wojciechowska z Robyga.

Pośrednicy krytyczni

Wszelkie programy ingerujące w rynek mieszkaniowy uważam za szkodliwe. W szczególności program, który przy drastycznej przewadze popytu nad podażą ma jeszcze ten popyt wzmocnić. W takiej sytuacji jest to próba gaszenia pożaru benzyną – uważa Marcin Wieluński, właściciel prezes wrocławskiej agencji Nieruchomości Wieluński.

Maciej Cenkier z warszawskiej agencji Kingdom Real Estate ostrzega potencjalnych beneficjentów programu, że zbiegnie się on w czasie z prognozowanym podnoszeniem stóp procentowych. Powinni więc uwzględnić wzrost nominalnej wartość comiesięcznych rat kredytu. Mimo tej potencjalnej pułapki kredytowej, większość pośredników, którzy wzięli udział w ankiecie GetHome.pl uważa, że wsparcie dla kredytobiorców nie posiadających wkładu własnego może przyczynić się do zwiększenia popytu na mieszkania.Wyk 2. – Mieszkanie bez wkładu własnego

Pośrednicy, podobnie jak deweloperzy zwracają jednak uwagę, że w grę wchodzą lokalizacje oddalone od centrów miast. Dodajmy, że limity cenowe dla mieszkań kupowanych na rynku wtórnym będą niższe niż na rynku pierwotnym o ok. 10%.Wyk 3. – Mieszkanie bez wkładu własnego

Andrzej Gutowski z Ronson Development ocenia, że w największych miastach beneficjenci programu będą preferowali nowe mieszkania. Deweloperzy są bowiem bardziej elastyczni w kwestii cen niż sprzedający używane mieszkania. Tomasz Łapiński z Cordia Polska zwraca jednak uwagę, że np. w Warszawie do programu zakwalifikuje się więcej mieszkań nowych niż używanych. Są jednak miasta, np. Katowice, w których to na rynku wtórnym łatwiej będzie znaleźć mieszkanie mieszczące się w limicie ceny metra kwadratowego. –  Należy się jednak liczyć z tym, że ich standard techniczny będzie pozostawiał wiele do życzenia – dodaje Andrzej Oślizło z Develia.

Z danych portalu GetHome.pl  (podane są w nim same unikalne oferty, czyli bez duplikatów) wynika, że w większości największych miast oferta mieszkań z ceną poniżej 500 tys. zł a do tego spełniających kryterium ceny metra kwadratowego, jest obecnie bardzo skromna. Wyk 4. – Mieszkanie bez wkładu własnego

Ceny w górę czy w dół?

Większość ankietowanych pośredników ocenia, że program „Mieszkanie bez wkładu własnego” może skutkować wzrostem cen. Jednak duży odsetek respondentów wskazuje na neutralność programu lub nawet spodziewa się spadku średniej ceny metra kwadratowego.Wyk 5. – Mieszkanie bez wkładu własnego

Niestety, skutkiem obocznym programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” może być wzrost cen w segmencie mieszkań najtańszych. Innymi słowy, deweloperzy mogą nie oprzeć się pokusie podwyższenia cen do limitów, które umożliwiają uzyskanie kredytu bez wkładu własnego – mówi ekspert GetHome.pl.

I dodaje, że z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w czasie obowiązywania programu „Mieszkanie dla młodych” m.in. w Gdańsku, Poznaniu i Łodzi. Z kolei w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu w ofercie deweloperów przybyło mieszkań spełniających kryterium cenowe programu. W efekcie przeciętna cena spadła. Czy także w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego” deweloperzy dostosują ceny w dół do limitów wyznaczonych przez ten program? Według naszych rozmówców raczej nie należy się nastawiać na taki scenariusz.

–  Brakuje działek, rosną koszty budowy i wydawanych jest niewiele pozwoleń. To wraz z rosnącą inflacją stymuluje wzrost cen – wyjaśnia Anna Wojciechowska z Robyga.

Cavatina Holding publikuje wyniki za III kwartał 2021 r.

Grupa Cavatina Holding S.A. – największy polski deweloper powierzchni biurowych – w okresie od 1 stycznia
do 30 września 2021 roku znacznie poprawił wyniki finansowe osiągając :

  • Skonsolidowany zysk z nieruchomości inwestycyjnych: 188,5 mln zł, wzrost o 60% r/r
  • Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej: 165,8 mln zł, wzrost o 60% r/r
  • Skonsolidowany zysk netto: 118,4 mln zł, wzrost o 203% r/r

– Trzeci kwartał 2021 roku potwierdza, że nasza strategia której fundamentem jest budowa komplementarnego łańcucha kompetencji przynosi wymierne i oczekiwane efekty finansowe. Rosnący zysk z nieruchomości inwestycyjnych, który wzrósł o 60% r/r  jest wynikiem szybkiego postępu prac budowalnych i komercjalizacji kolejnych projektów. Największy wpływ na prezentowane dzisiaj wyniki miały projekty Global Office Park A1 i A2 w Katowicach, Palio Office Park A w Gdańsku, Ocean Office Park A w Krakowie – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Spółki Cavatina Holding S.A., która jest jednostką dominującą w Grupie.

Najważniejsze skonsolidowane dane finansowe

Narastająco po trzech kwartałach  [dane w mln zł] 1-3 kw. 2021 r. 1-3 kw. 2020 r. Zmiana%
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 188,5 117,8 +61%
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 177,6 93,2 +91%
Zysk z działalności operacyjnej 165,8 103,7 +60%
Zysk netto 118,4 39,0 +203%

 

Wyniki kwartalne [dane w mln zł] 3 kw. 2021 r. 3 kw. 2020 r. Zmiana%
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 70,9 59,6 +19%
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 69,0 58,4 +18%
Zysk z działalności operacyjnej 59,2 56,8 +4%
Zysk netto 29,8 25,4 +18%

 

Stan na dzień [dane w mln zł] 30 września 2021 r. 31 grudnia 2020 r. Zmiana%
Kapitał własny 981,9 669,5 +46,7
Suma aktywów 2 135,1 1 404,9 +52%

Grupa Cavatina Holding S.A. wypracowała po trzech kwartałach 2021 roku 118,4 mln zł zysku netto, który był wyższy o 203% r/r. Zysk z działalności operacyjnej wyniósł 165,8 mln zł, co oznacza wzrost o 60% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Kluczowy wpływ na wyniki osiągane przez Grupę miał zysk z wyceny nieruchomości inwestycyjnych, który wzrósł o blisko 91% r/r do poziomu 177,6 mln zł. Jest to efekt dalszego postępu prac i komercjalizacji realizowanych przez Grupę projektów inwestycyjnych.

Poziom najmu zakończonych projektów wynosił na dzień zatwierdzenia sprawozdania za 3 kw. 2021 roku: Carbon Tower – 93%, Tischnera Office – 77%, Global Office Park C – 100%, Equal Business Park D – 50%, Ocean Office Park A – 34%, Global Office Park C – 100%, Palio Office Park A – 43%. Z kolei poziom przed-najmu Global Office Park A1 i A2, najbardziej zaawansowanych projektów będących w budowie, wynosi odpowiednio 60% i 40%.

Deweloper podpisał w ostatnich tygodniach umowę z trzema podmiotami z Grupy Budimex na wynajem prawie 2 tys. mkw. w Equal Business Park D w Krakowie. Z kolei Murapol będzie głównym najemcą Cavatina Hall B w Bielsko-Białej zajmując w tej lokalizacji ponad 2,5 tys. mkw. W październiku br. podpisana została także umową z firmą z branży gamingowej, która zajmie ponad 1 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni w budynku Quorum D. W tym samym budynku w połowie 2022 roku, swój wrocławski oddział otworzy Imagination, międzynarodowa firma z branży IT, która zajmie ponad 660 mkw powierzchni biurowej.

Kolejne podpisane przez nas umowy najmu pokazują, że nasz model biznesowy i przyjęta strategia sprawdzają się również w post-pandemicznej rzeczywistości. Trafia do nas coraz więcej zapytań od klientów zainteresowanych nie tylko wysoką jakością powierzchni biurowych ale także aspektami środowiskowymi. Wszystkie nasze budynki certyfikowane są w standardzie BREEAM na poziomie Excellent lub Very Good, a cały aktualny portfel ukończonych inwestycji otrzymał  dodatkowo certyfikację WELL Health-Safety Rating, co potwierdza, że nasze biurowce spełniają najwyższe standardy bezpieczeństwa i środowiska pracy.  Spełniamy w ten sposób rosnące wymagania rynku – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A. Sytuacja finansowa Grupy pozostaje stabilna, a pozyskane przez nas finansowania bankowe oraz środki pozyskane z emisji akcji i obligacji, pozwalają nam na realizowanie projektów zgodnie z przyjętą strategią. Pracujemy też nad kolejnymi emisjami obligacji – dodaje.

W lipcu 2021 roku Cavatina Holding S.A. przeprowadziła pierwszą ofertę publiczną i weszła na Główny Rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Wartość oferty wyniosła 187,5 mln zł, a pozyskane z emisji środki są przeznaczane na dalszy rozwój działalności Grupy. W sierpniu br. deweloper sfinalizował transakcję zakupu nieruchomości we Wrocławiu za 95 mln zł netto. Transakcja stanowi realizację  jednego z celów emisji, a kompleks budynków Quorum, który powstaje między innymi na zakupionych gruntach będzie największym obiektem typu mixed-use w tym mieście.

We wrześniu 2021 roku Cavatina Holding S.A. ustanowiła program publicznej emisji obligacji, który pozwala na emitowanie w jednej lub wielu seriach obligacji o wartości do 200 mln zł. Prospekt emisyjny na podstawie którego będą emitowane obligacje jest  na etapie weryfikacji przez KNF.

Niezależnie od programu publicznej emisji obligacji, w listopadzie 2021 roku Spółka wyemitowała obligacje o łącznej wartości nominalnej 56,1 mln zł w celu dalszego finansowania planowanych i realizowanych inwestycji przez Grupę.

Grupa Plast-Box – rosną przychody, marże pod presją

Grupa Plast-Box, producent opakowań z tworzyw sztucznych, po trzech kwartałach 2021 roku osiągnęła przychody na poziomie 197,6 mln zł, co jest wynikiem lepszym o 25,6% od zeszłorocznych 157,4 mln zł. Zysk operacyjny (EBIT) wyniósł 10,8 mln zł, EBITDA 22,3 mln zł, zaś skonsolidowany zysk netto 9,0 mln zł.

Plast-Box S.A. firma
Plast-Box S.A.

Trzeci kwartał bieżącego roku przyniósł niespotykaną od wielu lat dynamikę zmian rynkowych. Sytuacja na rynku komponentów i surowców jest bezprecedensowa na skalę światową. Ceny naszego kluczowego surowca do produkcji osiągnęły rekordową zmienność oraz niespotykany od lat poziom wzrostu, zdecydowanie wpływając na ograniczenie zysków. Dzięki determinacji w zdobywaniu komponentów i realizacji poszczególnych kontraktów, dynamicznie zwiększamy przychody – ocenia Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Niezmiennie największy udział w przychodach Grupy miała jednostka dominująca, której sprzedaż w ciągu 9 m-cy 2021 roku wyniosła 153,4 mln zł i była o 38,8% wyższa rok do roku. Jednocześnie stanowiła ona 77,6% przychodów całej Grupy Kapitałowej. Narastająco po trzech kwartałach 2021 roku jednostkowy zysk netto wyniósł 4,1 mln zł, w porównaniu z zyskiem w wysokości 6,1 mln zł w 2020 roku.

Pozytywny wpływ na skonsolidowane przychody tego okresu miała dwucyfrowa dynamika sprzedaży zrealizowana w Polsce oraz na rynkach zagranicznych, związana między innymi ze wzrostem wolumenu sprzedaży. O ponad jedną trzecią urosły wpływy z rynku polskiego do 84,8 mln zł. Na krajowym rynku udziały w przychodach Grupy wyniosły 42,9%. Na rynkach eksportowych przychody osiągnęły wartość 112,9 mln zł, czyli o 30,5 % więcej niż przed rokiem. Wyniki te przełożyły się na umocnienie udziału eksportu do 57,1% w ogólnej sumie przychodów Grupy Kapitałowej.

Spadek wskaźników finansowych Grupy Plast-Box w trzecim kwartale 2021 w porównaniu do trzeciego kwartału 2020 wynika zasadniczo ze spadku marży brutto, co bezpośrednio wiąże się ze wzrostem cen surowców, opakowań, materiałów produkcyjnych, kosztów transportu i wynagrodzeń.

Podobnie jak inni producenci, znaleźliśmy się pod silną presją galopującego wzrostu cen, uderzających w rentowność na poziomie operacyjnym. Pracujemy nad optymalizacją rosnących kosztów i efektywnością, stawiając sobie za cel utrzymanie skali działalności i konkurencyjnej pozycji na rynku – podsumowuje Grzegorz Pawlak.  

Szkło hartowane do Xiaomi Redmi Note 10 Pro – czym kierować się przy wyborze?

Xiaomi Redmi Note 10 Pro to obecnie jeden z najpopularniejszych smartfonów tego producenta. Jego bryła jest niemal w całości szklana — zarówno ekran, jak i tył telefonu to tafla szkła Gorilla Glass 5. Szkło hartowane jest więc niezbędnym akcesorium ochronnym dla tego urządzenia.

Jak zabezpieczyć Xiaomi Redmi Note 10 Pro przed uszkodzeniami?

Ekran oraz tył telefonu pokrywa szkło Gorilla Glass piątej generacji, które zadebiutowało w 2016 roku. To hartowane tworzywo o podwyższonej wytrzymałości, które jest wykorzystywane do produkcji zaawansowanych wyświetlaczy, ale także innych elementów obudowy smartfonów i tabletów.

Gorilla Glass 5 uchodzi szkło za odporne na upadki — dokumentacja wskazuje, że ekrany pokrytych nim urządzeń wytrzymają kontakt z podłożem z wysokości około jednego metra w 80% przypadków. Inaczej mówiąc, istnieje szansa na to, że bez dodatkowej ochrony ekran naszego telefonu najprawdopodobniej pęknie przy piątym uderzeniu na przykład o chodnik lub posadzkę. Warto więc rozważyć zakup akcesoriów ochronnych, które zminimalizują ryzyko uszkodzenia telefonu, a kosztują wielokrotnie mniej, niż wymiana całej matrycy.

Czy folia ochronna chroni smartfona przed pęknięciami?

Aby zabezpieczyć szklaną bryłę przed uszkodzeniami, można rozważyć zakup odpowiedniego etui, folii ochronnej lub szybki hartowanej do Xiaomi Redmi Note 10 Pro. Etui jest dobrym wyborem, gdy chcemy dodatkowo personalizować urządzenie, na przykład dodając nadruk.

Folia ochronna do Xiaomi Redmi Note 10 Pro może chronić zarówno ekran, jak i cały smartfon. Na rynku nie brakuje rozwiązań, które podkreślają design urządzenia, a jednocześnie je zabezpieczają. Niestety, ale nawet najlepsza folia nie zapewnia aż tak dobrej ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi jak solidne etui na tył oraz hartowane szkło ochronne.

Wykonana przez godną zaufania firmę, na przykład 3mk.pl – https://sklep.3mk.pl/xiaomi/redmi-note-10-pro/folie-i-szkla-ochronne, ​​szybka ochronna do Xiaomi Redmi Note 10 Pro jest praktycznie niewyczuwalna pod palcem. Nie wpływa też na czułość dotyku, a czasem wręcz poprawia poślizg palca po ekranie.

Szkło ochronne do Xiaomi Redmi Note 10 Pro — czy tanie znaczy dobre?

Wybór szkła do Xiaomi Redmi Note 10 Pro nie jest tak prosty, jakby się z pozoru wydawało. Obecnie nawet najtańsze szybki ochronne charakteryzują się wysoką twardością w 10-stopniowej skali Mohsa. Zwykle określa się ją na 9H. W teorii da się je zarysować jedynie korundem lub diamentem.

W praktyce te najtańsze szkła hartowane do Xiaomi Redmi Note 10 Pro łatwo się kruszą, szczególnie przy krawędziach. To zaś prosta droga do uszkodzenia ekranu smartfona. Grubsze szkła mogą też zniekształcać kolory oraz negatywnie wpływać na czułość dotyku. Właśnie dlatego tak ważna jest zaufana firma, która wyprodukowała takie szkło.

Szkło hartowane do Xiaomi Redmi Note 10 Pro — co wybrać?

Na rynku dostępne są również szkła hartowane wysokiej jakości. Powstały one w zaawansowanym procesie technologicznym, aby zniwelować podstawowe wady szkieł wspomniane wyżej, jak kruchość oraz zniekształcanie obrazu.

Szczególnie polski producent – 3mk.pl — wyróżnia się na tym polu innowacyjnymi szkłami na ekran Xiaomi Redmi Note 10 Pro. FlexibleGlass jest najcieńszym szkłem na rynku. Ma zaledwie 0,16 mm lub 0,3 mm grubości w zależności od wersji.

To w zasadzie hybryda szkła i folii, gdzie deklarowana twardość wynosi 6-7H w skali Mohsa. HardGlass Max to z kolei najbardziej zaawansowane szkło na cały ekran. Oferuje też dodatkową warstwę ochronną, która poprawia poślizg, a także ułatwia utrzymanie czystości frontowego modułu smartfona.

Dla eksporterów pandemia nie taka straszna

zagranicznych, zwiększone koszty materiałów i półproduktów, ale też trudności legislacyjne i logistyczne czy chociażby związane z podróżami służbowymi. W konsekwencji 9 proc. badanych eksporterów wycofało się przynajmniej z jednego rynku zagranicznego.

Ekspansja na przekór popytowi

Mimo że przedsiębiorcy odczuli spadek popytu za granicą, to nie są skłonni do wycofania się z obsługiwanych rynków. Niektórzy w perspektywie 2021 roku zadeklarowali nie tylko intensyfikację działań nakierowanych na odbudowanie popytu na dotychczasowych rynkach, ale także na zdobywanie nowych. Dotyczy to zarówno małych, średnich, jak i dużych przedsiębiorstw, działających w branżach o niskim, a także wysokim stopniu zaawansowania technologicznego oraz działających na rynkach B2C i B2B. Przedsiębiorcy deklarują nowe inwestycje i szybsze wprowadzanie nowych produktów na kolejne rynki. Zamiar dalszej ekspansji zagranicznej jest większy wśród eksporterów, którzy mają rozwiniętą umiejętność pozyskiwania i wykorzystywania wiedzy i dokonują głębszych zmian modelu biznesowego. Pandemia spowodowała więc zwiększenie skłonności do podejmowania ryzyka.

– Mówimy tutaj o konieczności dywersyfikacji działalności, urozmaicenia oferty. O ile w czasach kryzysowych popyt przesuwa się w stronę dóbr niżej przetworzonych i prostych usług, o tyle w czasach koniunktury jest większy popyt na dobra wyżej przetworzone. Przedsiębiorstwo może być bardziej odporne na kryzys, jeśli w swoim portfolio ma dobra wysoko i nisko przetworzone – mówi dr Piotr Wójcik z Katedry Strategii Akademii Leona Koźmińskiego.

Pandemia sprężyną zmian i innowacji

Zwiększenie zaangażowania na rynkach zagranicznych jest motywowane najczęściej czynnikami wewnętrznymi – ambicją menedżerów, dotychczasową postacią modelu biznesowego, doświadczeniem i poziomem know-how firmy. Wycofanie się z eksportu zagranicznego lub zmniejszenie zaangażowania związane jest natomiast zarówno z czynnikami zewnętrznymi, np. szybko zmieniającym się otoczeniem technologicznym, jak i wewnętrznymi – przedsiębiorcy deklarują niepewność co do jutra czy zbyt powolne zmiany w modelu biznesowym. Niemniej jednak bez względu na decyzje eksportowe wszyscy musieli wprowadzić pewne zmiany dotyczące m.in. kanałów dystrybucji czy organizacji pracy.

Wyniki badania pokazują obraz przedsiębiorstw produkcyjnych, które w znacznym stopniu angażują się na rynkach zagranicznych. Tak zwany wskaźnik intensywności eksportowej przekracza w ich przypadku 10 proc. – to znaczy, że jedna dziesiąta ich przychodów ogółem pochodzi z eksportu. Przy czym średnia dla przebadanych przedsiębiorstw wynosi aż 48 proc. Dlatego też dane z badania nie stoją w sprzeczności z dodatnim bilansem handlu zagranicznego za 2020 rok odnotowanym przez Główny Urząd Statystyczny – dane GUS uwzględniają przedsiębiorstwa zarówno o niskiej, jak i wysokiej intensywności eksportowej, przedsiębiorstwa produkcyjne i usługowe.

***
Badanie „Polski eksport w czasie pandemii” jest prowadzone przez dr. Piotra Wójcika i dr hab. Mariolę Ciszewską-Mlinarič z Akademii Leona Koźmińskiego. Informacja prasowa opisuje wstępne wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 243 menedżerów wysokiego szczebla i właścicieli firm produkcyjnych z sektorów B2B i B2C intensywnie eksportujących, czyli takich, których przychody z eksportu w przychodach ogółem przekraczają 10 proc. (przy czym średnia dla próby wyniosła 48 proc.). Badanie zostało zrealizowane od listopada 2020 do stycznia 2021 roku za pomocą techniki CATI (Computer-Assisted Telephone Interviewing).

1 na 5 pracowników nie otrzymał wsparcia IT przechodząc na pracę zdalną

44% pracowników w Polsce wciąż pracuje z domu, całkowicie lub w modelu hybrydowym – wynikaz badania firmy Sophos. W trakcie przechodzenia na pracę zdalną co piąty zatrudniony nie otrzymał żadnego wsparcia IT. Połowa firm nie zapewniła kadrze szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa; częściej dbały o to duże przedsiębiorstwa. W największych podmiotach zwracana jest też baczniejsza uwaga na kontrolowanie dostępu do danych i szyfrowanie połączeń za pomocą VPN.

Pracownicy wrócili do biur

W Polsce do pracy w biurze wróciła ponad połowa osób (56%), które na początku epidemii musiały wykonywać swoje obowiązki zdalnie. Podobnie jest u południowych sąsiadów: taki sam odsetek pracuje stacjonarnie w Czechach, a na Węgrzech 44%. Jednak wciąż wiele osób, przynajmniej częściowo, pracuje z domu: w modelu hybrydowym jest to 31% pracowników, całkowicie zdalnie – 13% badanych.

Wsparcie techniczne i szkolenia wciąż mało popularne

Wsparcie_szkolenia_grafikaW Polsce podczas przechodzenia na pracę zdalną 22% pracowników nie otrzymało wsparcia IT, takiego jak pomoc w konfiguracji sprzętu ani szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa. Z kolei 27% otrzymało tylko wsparcie IT. Na obie formy pomocy mogło liczyć 37% badanych. Tyle samo pracowników otrzymało kompleksowe wsparcie na Węgrzech. W Czechach nieco mniej – 31%. U naszych południowych sąsiadów znacznie częściej zdarzało się, że pracownik przechodząc na pracę zdalną nie otrzymał jakiejkolwiek pomocy (co trzeci w Czechach i 35% badanych na Węgrzech).

– Człowiek stanowi „najsłabsze ogniwo” zabezpieczeń firm przed cyberatakami. Zmiana sposobu pracy, zarówno przejście na pracę zdalną, jak i powrót do biur, to dla pracowników spore wyzwanie. Kadra nie powinna być więc pozostawiona sama sobie. Konieczne jest zwiększanie świadomości o potencjalnych niebezpieczeństwach, takich jak fałszywe maile podszywające się pod kuriera lub współpracownika, niebezpieczne aplikacje i strony, stosowanie tych samych haseł w wielu serwisach. Z naszego badania wynika, że jedynie połowa firm zapewniła szkolenia z zakresu cyberzagrożeń, wciąż jest więc sporo do zrobienia, zwłaszcza w mniejszych przedsiębiorstwach – podkreśla Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos.

Większa firma = lepsze wsparcie?

Wsparcie_wielkość_firmyWe wszystkich badanych krajach wsparcie w przechodzeniu na pracę zdalną częściej zapewniały duże firmy. W Polsce wśród osób zatrudnionych w przedsiębiorstwach z ponad 250 pracownikami, pomoc działu IT oraz szkolenie z cyberzagrożeń otrzymało 44%. W średnich firmach zatrudniających od 50 do 250 osób na wsparcie mogło liczyć 26% badanych, natomiast w małych (do 50 pracowników) – 32%. Największe przedsiębiorstwa prawie dwukrotnie rzadziej całkowicie pomijały szkolenia i wsparcie techniczne (tylko 15% pracowników pozostawiono bez pomocy, w porównaniu z 27% w firmach do 50 osób).

Kontrola dostępu najpopularniejszą ochroną

Spośród zabezpieczeń polskie firmy najczęściej korzystają z kontroli dostępu do danych. Aż 71% pracowników ma możliwość korzystania wyłącznie z tych plików, które są im potrzebne. Znacznie częściej takie zasady stosują największe przedsiębiorstwa zatrudniające powyżej 250 osób – aż o 20 pp. więcej niż w przypadku małych firm (odpowiednio 82% i 62%). Polskie przedsiębiorstwa częściej niż czeskie i węgierskie stosują również uwierzytelnianie wieloskładnikowe (przez SMS, token lub aplikację). Wciąż jednak na taki sposób weryfikacji decyduje się jedynie połowa firm (w Czechach 39%, na Węgrzech – 38%). Podobny odsetek korzysta z szyfrowanego połączenia takiego jak VPN (53%). Co ciekawe, w przypadku uwierzytelniania wieloskładnikowego odsetek był niemal taki sam niezależnie od wielkości firmy.

– Kontrola dostępu do danych to podstawowy sposób ochrony, z którego powinny korzystać firmy. Pozwala on minimalizować skutki ewentualnych naruszeń systemu i na bieżąco nadzorować sieć pod kątem niebezpiecznych zdarzeń. Badanie wykazało, że stosuje go większość przedsiębiorstw, co świadczy o ich świadomości dotyczącej cyberzagrożeń czy obowiązków wynikających z RODO. Jednak wciąż jedynie połowa firm stosuje wieloskładnikowe uwierzytelnianie czy szyfrowanie połączenia, które wzmocniłyby ich odporność na ataki. Przedsiębiorstwa powinny zwracać większą uwagę na łączenie jak największej liczby rozwiązań chroniących sieć i pracowników – zwłaszcza, że nie wszystkie szkolą kadrę w zakresie zagrożeń – podsumowuje Grzegorz Nocoń.

O badaniu 

Badanie zostało zrealizowane we wrześniu 2021 roku za pomocą ankiet internetowych CAWI w Polsce, Czechach i na Węgrzech, na próbie 800 pracowników w każdym z krajów.

Bitcoin odzyskuje większość swoich strat po załamaniu cen

Ubiegły tydzień był trudny dla bitcoina, poprzez kontynuację spadków od jego ATH, zaostrzone dodatkowo przez obawy dotyczące wariantu Omicron pod koniec tygodnia, i kończąc decyzją Indii dotycząca zakazu kryptoaktywów, która również spowodowała spadek cen. Cena jednak odrobiła znaczną część strat po piątkowym załamaniu.

Bitcoin rozpoczął tydzień na poziomie około 58 000 dolarów i na tym poziomie utrzymywał się w ciągu tygodnia. W czwartek kryptowaluta zbliżyła się do 59 000 dolarów, zanim została

mocno dotknięta przez obawy inwestorów dotyczące wariantu Omicron. BTC spadł do poziomu 53 404 dolarów, ale wzrósł w ciągu weekendu i obecnie jest wyceniany z powrotem powyżej 57 000 dolarów.

Ethereum również stanął w obliczu niestabilnego tygodnia, spadając poniżej 4000 dolarów w obliczu obaw dotyczących Omicron – cena spadła o ponad 10 proc. Kryptowaluta rozpoczęła tydzień poniżej 4400 dolarów, po czym spadła do blisko 4000 dolarów, zanim w czwartek osiągnęłą najwyższy poziom 4481 dolarów. Załamanie ceny w piątek spowodowało, że jego wartość spadła do 3 944 dolarów, ale w ciągu weekendu odzyskała nieco swoją pozycję, obecnie notując poziom powyżej 4 300 dolarów.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

Jaka jest skala zakupów inwestycyjnych na rynku mieszkań?

Jak dużo nowych mieszkań kupowanych jest za gotówkę w celu ratunkowego lokowania kapitału w nieruchomości z myślą o wzroście wartości inwestycji w dłuższej perspektywie? Jak wielu klientów inwestycyjnych trafia do biur sprzedaży deweloperów? Czy ich liczba rośnie? Czy zdarzają się zakupy pakietowe? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży w Develia S.A.

Liczba mieszkań kupowanych w naszych inwestycjach za gotówkę w celach inwestycyjnych cały czas utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Wzrost inflacji w ostatnich miesiącach znacznie przyspieszył. Ekonomiści są zgodni, że pod koniec 2021 roku będzie ona wynosiła ponad 7 proc. w skali roku. Stopy procentowe, mimo niedawnych podwyżek, wciąż pozostają niskie. Skoro więc realna stopa procentowa, obecnie około -5,5 proc, pozostaje głęboko ujemna, nie może dziwić, że Polacy chcą chronić oszczędności przed utratą wartości. Nieruchomości mieszkaniowe, które według różnych szacunków drożały w ostatnich latach nawet o 11-12 proc. rocznie idealnie się do tego celu nadają. W niektórych naszych inwestycjach odsetek kupujących za gotówkę wynosi nawet 70-80 proc. Zakupami pakietowymi zainteresowane są głównie fundusze inwestycyjne. Inwestorzy indywidualni kupują raczej pojedyncze lokale, na bieżąco inwestując swoje nadwyżki finansowe.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Zdecydowana większość naszych klientów stanowią osoby, które chcą zaspokoić własne cele mieszkaniowe. Niezmiennie znaczna część klientów decyduje się na zakup nieruchomości przy wsparciu kredytem hipotecznym. Nie prowadzimy sprzedaży pakietowej, zdarzają się przypadki, że część nabywców posiada więcej niż jedno mieszkanie z naszej oferty.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Informacje z ostatnich miesięcy o zakupach pakietowych mieszkań przez fundusze inwestycyjne mogą wyglądać spektakularnie, ale stanowią zaledwie ułamek całości rynku. Wiadomości o zakupach za gotówkę też z pewnością budzą większe zainteresowanie wśród czytelników, jednak rynek nadal zdominowany jest przez osoby kupujące mieszkania na własne potrzeby, wspierające się kredytem. Według danych BIK w okresie styczeń-wrzesień br. wartość udzielonych kredytów wzrosła o 42,5 proc. rdr do 65,97 mld zł. Liczba udzielonych kredytów w tym okresie wzrosła o 28,3 proc. do 205,6 tys. Średnia wartość udzielanego kredytu we wrześniu wyniosła 335,26 tys. zł i była wyższa o 16,1 proc. niż przed rokiem.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Z naszej obserwacji wynika, że rynek nieruchomości nie zmienia się. Nadal mieszkania i lokale usługowe cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród rodzimych kupujących. Chęć ochrony wartości posiadanych aktywów była w ostatnich latach głównym motywem zakupu mieszkań dla wielu klientów i nadal jest dla osób kupujących mieszkania za gotówkę. Inwestorzy poszukujący przede wszystkim długoterminowej lokaty kapitału, kupujący za gotówkę lokale o małym metrażu na ogół przeznaczają na ten cel kwotę około 500 tys. zł. Bardzo dużą aktywność wykazują również podmioty zagraniczne inwestujące w zakupy pakietowe pod mieszkania na wynajem.

Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

Obserwujemy ciągły wzrost zakupów mieszkań dokonywanych za gotówkę. Część tych transakcji stanowią mieszkania nabywane na własny użytek, m.in. dzięki międzypokoleniowemu transferowi kapitału. Znaczący udział w transakcjach gotówkowych mają zakupy inwestycyjne. Jest to nie tyle ratunkowe, ile bardzo rozsądne rozwiązanie, jeśli weźmiemy pod uwagę stały wzrost wartości mieszkań na przestrzeni lat.

Klienci, dla których ważna jest stopa zwrotu z inwestycji i skuteczna ochrona wartości swojego kapitału przy jednoczesnym ograniczonym ryzyku są istotną grupą wśród nabywców mieszkań. Dla klientów charakteryzujących się takim podejściem, bardzo atrakcyjne są inwestycje o podwyższonym standardzie wykonania, ponieważ ich wartość rośnie mocniej, szczególnie w ujęciu średnio i długoterminowym.

Korzyści płynące z tej formy inwestowania kapitału są na tyle znaczące, że zdarzają się transakcje nabycia więcej niż jednego mieszkania. Zakupy pakietowe dotyczą zarówno podmiotów gospodarczych, jak i klientów indywidualnych. Udział klientów inwestycyjnych zależy od typu i przeznaczenia osiedla, jego położenia oraz ceny za mkw. Niezależnie od formy finansowania zakupu, obserwujemy wzrost udziału klientów inwestycyjnych. Ma on charakter trwały i silne ekonomiczne podstawy, które na przestrzeni lat potwierdziły, że mieszkania są właściwym kierunkiem lokowania kapitału.

Bartłomiej Mandryga, kierownik działu sprzedaży i marketingu PCG S.A.

Jesteśmy obecni w 6 miastach w Polsce, dzięki czemu obserwujemy różne rynki i zróżnicowane potrzeby klientów. W kontekście zakupu mieszkania dla siebie czy inwestycyjnego, za gotówkę czy na kredyt, wiele zależy od lokalizacji inwestycji w danym mieście, regionu, w którym powstaje, zaawansowania budowy i atrybutów samego projektu.

W szczecińskiej inwestycji premium – Victoria Apartments nad Jeziorem Dąbie 90 proc. mieszkań kupowanych jest za gotówkę, w tym apartamenty w celach inwestycyjnych nabywane są w 100 proc. gotówkowo. Na rynku wałbrzyskim w inwestycji Nowe Podzamcze ponad połowa podpisanych obecnie umów obejmuje klientów z gotówką.

Prowadzona przez nas z kolei sprzedaż we Wrocławiu pokazywała, że ponad 70 proc. mieszkań zakupiona została na kredyt. Istotne z perspektywy minionych miesięcy jest to, że pojawiła się spora część nabywców z dużym wkładem własnym, na poziomie około 40-50 proc., którzy zamiast trzymać oszczędności na nieopłacalnych lokatach, inwestują środki w zakup mieszkania, biorąc często kredyt na sfinansowanie pozostałej kwoty.

W ciągu ostatnich lat obserwujemy wzrost klientów inwestycyjnych, ich udział w sprzedaży zależy głównie od lokalizacji inwestycji. Im bliżej centrum miasta, tym takich klientów jest więcej. Jeszcze 5 lat temu osiedla położone na obrzeżach cieszyły się największym zainteresowaniem kupujących mieszkania na własne potrzeby. Aktualnie w takich miejscach ilość klientów inwestycyjnych wzrosła do około 25-30 proc., a udział kredytów w finansowaniu wynosi 60-70 proc., podczas gdy 5 lat temu było to nawet 80-90 proc. podpisywanych umów.

Widzimy natomiast, że niezależnie od rynku na decyzję o zakupie mieszkania pod inwestycję bardzo duży wpływ ma to, na jakim etapie jest budowa. Inwestorzy wolą lokować środki w budynki, które są już zrealizowane, by móc jak najszybciej zaaranżować lokal i zacząć czerpać zyski z wynajmu. W naszych inwestycjach rzadziej zdarzają się zakupy pakietowe mieszkań, częściej są to indywidualni inwestorzy, chcący ochronić zgromadzone oszczędności przed utratą wartości. Coraz częściej mamy klientów nabywających mieszkanie pod wynajem, które docelowo za kilka czy kilkanaście lat będzie przeznaczone dla dzieci.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg S.A.

Ostatnio rośnie popyt inwestycyjny na rynku nieruchomości mieszkaniowych, co jest efektem zarówno zainteresowania dużych podmiotów zagranicznych, jak i zmiany aktywności inwestycyjnej Polaków, którzy przekierowują środki z lokat na inwestycje w nieruchomości. Sądzimy, że rynek nieruchomości mieszkaniowych w ciągu najbliższych 2 lat będzie się stabilnie rozwijał. Nadal popyt będzie lekko przewyższał podaż ze względu na wymogi proceduralne i administracyjne wprowadzania nowych inwestycji. Wzrost popytu może być także stymulowany przez nabywców lokujących swój kapitał, jednak nadal kupujący mieszkanie na własne potrzeby będą stanowić istotną część nabywców, bo w Polsce wciąż brakuje kilka milionów mieszkań. Rynek nieruchomości mieszkaniowych, ze względu na wysoką konkurencyjność i aspekty wolnorynkowe, od wielu lat utrzymuje równowagę i stabilnie się rozwija. Udział klientów inwestycyjnych oraz kupujących mieszkania za gotówkę wynosi obecnie około 40 proc.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

W dalszym ciągu w naszych biurach sprzedaży jest dużo klientów kupujących mieszkania za gotówkę, trend ten trwa od połowy 2020 roku. Jednak od dwóch miesięcy liczba nabywców, którzy nie korzystają z kredytu lekko spadła. Nawet po podwyżkach historycznie niskich stóp procentowych ciągle bardziej opłaca się lokować pieniądze w nieruchomościach niż trzymać na lokacie. Klienci inwestycyjni kupują u nas małe mieszkania o powierzchni do 40 mkw., najczęściej 1-2 lokale. Nie mieliśmy dotąd zakupów pakietowych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W ostatnim czasie nie zauważyliśmy zwiększenia aktywności wśród klientów dokonujących zakupów inwestycyjnych. Odsetek klientów zainteresowanych takimi zakupami jest raczej stały.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wzrost liczby transakcji gotówkowych obserwujemy już od ubiegłego roku. Klienci po okresie lockdownu zaczęli inwestować swoje środki w zakup nieruchomości. Ta tendencja nadal się utrzymuje, a obecnie dodatkowo wspierana jest przez rosnącą inflację. Nabywcy chcą ochronić kapitał i oczywiście myślą w dłuższej perspektywie o wzroście wartości inwestycji. Zdarza się klienci, którzy kupują po kilka lokali. W ostatnim czasie zakupami pakietowymi oraz całymi budynkami zainteresowane są także zagraniczne fundusze.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

W 2020 roku, w pierwszym kwartale pandemii zaobserwowaliśmy znaczący wzrost klientów kupujących mieszkania za gotówkę. Ze względu na niskie oprocentowanie bankowych depozytów, klienci chętnie inwestują w nieruchomości, traktując je jako bezpieczną przystań dla swojego kapitału. Wśród inwestorów zdarzają się także zakupy pakietowe, zwykle jest to kilkanaście mieszkań, kupowanych z myślą o najmie. Dla inwestorów dedykowaliśmy projekt deweloperski Fiqus Marcelin, oferujący mieszkania idealne na wynajem. Budynek oprócz samych mieszkań oferuje pełną infrastrukturę towarzyszącą wraz z licznymi udogodnieniami, jak tarasy wspólne na dachach, przestrzeń do co-workingu i rekreacji, czy zielone patio.

Marcin Michalec, CEO Okam

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu miesięcy obserwujemy duże zainteresowanie lokalami mieszkaniowymi pod inwestycje, traktowanymi jako bezpieczna lokata kapitału. Chodzi przede wszystkim o mieszkania dwupokojowe, przeznaczone na wynajem czy w perspektywie dla dorastających dzieci. Wielu inwestorów indywidualnych wychodzi z założenia, że na tego typu inwestycji się “nie straci”, że jest do najlepsza inwestycja posiadanego kapitału i zabezpieczenie przed utratą jego wartości.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Inwestowanie w nieruchomości jest obecnie pożądaną formą lokowania kapitału. Zaobserwowaliśmy w ostatnich miesiącach wzmożony wzrost zainteresowania zakupami w naszych inwestycjach, szczególnie w porównaniu z wyhamowaniem zakupów, jakie miało miejsce w początkowych fazach pandemii. Zainteresowani to inwestorzy, zarówno z kapitałem własnym, jak i tacy, którzy posiłkują się przy transakcjach finansowaniem zewnętrznym. Proporcja nie uległa wyraźnej zmianie w ostatnim czasie. Zdarza się, że inwestorzy kupują lokale pakietowo z myślą o wzroście wartości inwestycji w dłuższej perspektywie. Najczęściej zainteresowani są lokalami o powierzchni do 40 mkw. Około 20 – 30 proc. zakupów ma charakter inwestycyjny, co również nie odbiega od dotychczasowego trendu.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Nasze statystyki sprzedażowe pokazują, że liczba zakupów gotówkowych zmniejsza się. Wysokie i wciąż rosnące ceny mieszkań sprawiły, że możliwości zarobienia na szybkim obrocie mieszkaniami znacznie się ograniczyły. Dotyczy to, zarówno rynku najmu, jak i flipów. Oczywiście w perspektywie średnio i długoterminowej inwestowanie w nieruchomości nadal jest opłacalne.

Obserwujemy zainteresowanie zakupami pakietowymi, jednak nie w przypadku klasycznego klienta prywatnego. W tej kwestii mowa o funduszach, które kupują mieszkania w pakiecie, aby później je wynajmować w formule tzw. najmu instytucjonalnego. Jeśli zaś chodzi o klientów inwestycyjnych, obecnie ta statystyka kształtuje się na poziomie 30-40 proc.

Czynności wyłączone z pojęcia samodzielnej działalności gospodarczej

Pojęcie działalności gospodarczej jest bardzo istotne w przepisach ustawy o podatku VAT, ponieważ definiuje ono podatnika, a w dalszej kolejności jest jednym z elementów określających, czy czynność będzie opodatkowana VAT. Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy o VAT podatnikami są osoby prawne, jednostki organizacyjne niemające osobowości prawnej oraz osoby fizyczne samodzielnie wykonujące działalność gospodarczą, bez względu na cel lub rezultat takiej działalności. Z definicji wynika więc, że elementem niezbędnym opodatkowania VAT jest wykonywanie działalności gospodarczej w sposób samodzielny.

Definicja działalności gospodarczej

Na wstępie należy podkreślić, że ustawa o VAT precyzuje pojęcie działalności gospodarczej wykonywanej samodzielnie i jest to odmienne podejście niż w przypadku innych podatków czy przepisów Ordynacji podatkowej.

Zgodnie z art. 15 ust. 2 ustawy o VAT działalność gospodarcza obejmuje wszelką działalność producentów, handlowców lub usługodawców, w tym podmiotów pozyskujących zasoby naturalne oraz rolników, a także działalność osób wykonujących wolne zawody. Działalność gospodarcza obejmuje w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych.

Definicja ta odnosi się więc do podmiotu, a nie do prowadzonej przez niego działalności. Innymi słowy, podatnikami są wszyscy producenci, niezależnie od wykonywanych czynności, a nie jedynie producenci zajmujący się jedynie procesem produkcyjnym. Oznacza to, że podatnikiem może zostać osoba fizyczna, osoba prawna lub jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej, którą można zaliczyć do kategorii producentów, handlowców czy usługodawców.

Ciągłość

W uproszczeniu ciągłość działalności gospodarczej oznacza, że czynności podejmowane przez podmiot dokonywane są nie jednorazowo, lecz przynajmniej z zamiarem ciągłego wykonywania. W tym przypadku warto wskazać na stanowisko sądów administracyjnych w zakresie sprzedaży działek stanowiących majątek prywatny podatnika VAT. Sądy wskazują, że w sytuacji, gdy podatnik sprzedaje większą liczbę działek, a jego działania są podejmowane kolejno w sposób uporządkowany, taki podmiot należy uznać za podatnika VAT. W związku z tym w wielu przypadkach podmioty wolą kwestię opodatkowania VAT potwierdzić wcześniej w drodze wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej.

Cele zarobkowe

Przedsiębiorcy działający na rynku skupieni są w głównej mierze na osiąganiu zysku i maksymalizacji wartości przedsiębiorstwa. Zatem w większości przypadków zastosowanie znajdzie przesłanka zarobkowego charakteru. O niezarobkowym charakterze działań można mówić wówczas, gdy czynności podejmowane są pro bono, i to w zakresie niezwiązanym z prowadzoną działalnością. Również w przypadku częściowej odpłatności, np. dofinansowania przez gminę do zakupu biletów, organy podatkowe potwierdzają, że czynności te nie są związane z działalnością gospodarczą.

Samodzielność

Należy zaznaczyć, że ustawa o VAT nie wprowadza definicji samodzielności. Samodzielność działania odnosi się głównie do kwestii praktycznych i nie zawsze pokrywa się z pojęciem niezależności. Z kolei w art. 15 ust. 3 ustawy o VAT zostały wskazane sytuacje, których nie można uznać za działalność gospodarczą wykonywaną samodzielnie. Przepis ten dotyczy w szczególności przychodów ze stosunku pracy oraz przychodów z wykonywania wolnego zawodu i zrównanych z nimi. Zatem warunek samodzielności działania wyklucza z kategorii podatników pracowników i inne osoby związane z pracodawcą, wykonujące prace na podstawie innych umów, gdzie odpowiedzialność za tę pracę ponosi pracodawca, który wypłaca wynagrodzenie. Z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wynika, że działalność nie jest prowadzona samodzielnie, jeżeli przy jej prowadzeniu przedsiębiorca korzysta wyłącznie lub w znacznej części z organizacji i infrastruktury podmiotu, na rzecz którego świadczy usługi, nie ponosi przy tym ekonomicznego ryzyka prowadzenia działalności oraz nie odpowiada wobec osób trzecich za szkody wyrządzone w związku z wykonywaniem działalności (wyrok TSUE w sprawie C-202/90).

Ciekawym problemem na gruncie samodzielności wykonywania usług są menedżerowie zatrudnieni w spółkach na podstawie kontraktów menedżerskich. Przeważającym poglądem w orzecznictwie jest rozdzielenie funkcji członka zarządu, która wykonywana jest niesamodzielnie, od czynności menedżerskich wykonywanych już samodzielnie i w konsekwencji uznanie menedżera za podatnika VAT (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 30 września 2014 r., I FSK 1479/13). Z drugiej strony można wskazać na niedawną interpretację Dyrektora KIS, który przyznał, że nie ma podatku VAT od usług zarządzania, ponieważ nie stanowią one działalności gospodarczej w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług (interpretacja nr 0111-KDIB3-1.4012.403.2017.11.ABU).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Mieszkańcy Radomia zapłacą za lotnisko

Opóźnienie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego można ocenić na 3 lata, natomiast rzeczywiście można zauważyć, że powstaje Port Lotniczy w Radomiu – za bardzo duże pieniądze, dwa razy większe niż wynikało to z analizy. Jest to zmartwienie nie tylko przedsiębiorstwa Porty Lotnicze, które je buduje – ale także mieszkańców Radomia. To oni będą musieli spłacić tę budowę. Obecnie jest to już niemal miliard zł. Niestety nadal pozostaje pytanie, dla kogo właściwie ten port lotniczy jest  budowany. W zamyśle lotnisko ma odciążyć Okęcie. Aktualnie nie jest to pilna potrzeba – ponieważ głównie przez pandemię przepustowość Okęcia nie jest w złym stanie i można mówić o sporych luzach.

– W jaki sposób zachęcić do latania z Radomia, którego nigdy na rynku nie było? Nie wystarczy zbudować lotnisko – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Oczywiście potrzebne jest zainteresowanie pasażerów oraz linii lotniczych. Najwięksi przewoźnicy, dla których to lotnisko jest rzekomo budowane – czyli tani przewoźnicy jak Wizzair czy Ryanair – nie są zainteresowani inwestycją. Latający z Okęcia Wizzair nie ma zamiaru opuszczać rynku, który znajduje się w Warszawie. Jedyna możliwość, o której się mówi, to administracyjny podział ruchu. Polegałby on na przymusowym usunięciu poszczególnych linii lotniczych z Okęcia. Na przeszkodzie stoją jednak bardzo rygorystyczne przepisy. Niewykluczone jest, że na lotnisku w Radomiu pojawi się 40-50 tys. pasażerów pojedynczych lotów czarterowych – natomiast  straty przestałyby być ponoszone, gdyby na lotnisku odprawiano 1,5 mln ludzi. Cały czas widać, że jest to niestety nietrafiona inwestycja – ocenia Furgalski.

DESA S.A. ogłasza zamiar przeprowadzenia oferty publicznej

DESA S.A. („Spółka”, „Grupa DESA”), spółka holdingowa największej grupy  działającej na szybko rosnącym polskim rynku sztuki, ogłosiła dzisiaj zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji („Oferta”). Spółka planuje ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na rynku podstawowym GPW w Warszawie. Spółka będzie pierwszym przedstawicielem swojego sektora na polskiej giełdzie.

„Polski rynek obrotu dziełami sztuki od wielu lat dynamicznie rośnie – w całym 2020 obroty na rynku aukcyjnym wyniosły 380 mln zł i były o blisko 800% wyższe niż przed dekadą. Po trzech kwartałach tego roku jest to już 330 mln zł, co stanowi wzrost o 82% w porównaniu do trzech kwartałów ubiegłego, rekordowego roku. Jednocześnie rynek ten ma nadal ogromne możliwości rozwoju – wydatki na sztukę w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosiły w 2020 roku  w Europie Środkowo-Wschodniej poniżej 2 euro, podczas gdy w Niemczech jest to około 11 euro, we Francji około 60 euro, a w Wielkiej Brytanii około 173 euro. W opinii ekspertów oczekiwana średnia roczna stopa wzrostu (CAGR) rynku dzieł sztuk i antyków w Polsce w latach 2020-2024 to ok 24%[1]. Jako lider polskiego rynku jesteśmy zarówno współtwórcami tych trendów, jak i ich beneficjentem. Zbudowaliśmy najbardziej kompleksowo działającą organizację na polskim rynku obrotu dziełami sztuki, jesteśmy wiodącym graczem w Europie Środkowo-Wschodniej i liczącym się na całym rynku europejskim. Nasza strategia nastawiona jest na dalszy dynamiczny wzrost. Chcemy by DESA Unicum uzyskała w perspektywie najbliższych lat pozycję jednego z pięciu największych domów aukcyjnych w Europie pod względem obrotów. Zamierzamy kontynuować szybki wzrost organiczny oraz rozwijać działalność poza granicami Polski, poprzez akwizycje podmiotów o profilu działalności zbliżonym do Grupy. Ogłoszony dziś zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji jest kamieniem milowym w historii Spółki – pozyskanie środków z IPO pozwoli nam na przyspieszenie realizacji strategii rozwoju i wykorzystanie możliwości jakie stwarza rosnący rynek obrotu dziełami sztuki w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej” mówi Juliusz Windorbski, Prezes Zarządu DESA S.A.

NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE DOTYCZĄCE OFERTY

  • Oferta obejmuje publiczną subskrypcję nowo wyemitowanych akcji Spółki oraz publiczną sprzedaż istniejących akcji należących do głównych akcjonariuszy Spółki („Oferujący”).
  • Spółka szacuje, że wpływy netto z emisji nowych akcji wyniosą 85-95 mln zł.
  • Wpływy netto z Oferty zostaną przeznaczone na sfinansowanie realizacji strategii rozwoju Spółki, w tym przede wszystkim przejęcia podmiotów mających wiodącą pozycję na rynku handlu dziełami sztuki w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, generujących EBITDA w przedziale 5-15 mln zł, charakteryzujących się stałym wzrostem przychodów oraz o profilu działalności zbliżonym do Grupy oraz na finansowanie i refinansowanie zakupów dzieł sztuki w celu dalszej budowy portfela Keil Art.
  • Intencją Spółki i jej akcjonariuszy jest zapewnienie liczby akcji znajdujących się w wolnym obrocie, stanowiących ponad 25% wszystkich akcji, aby zagwarantować odpowiednią płynność obrotu na rynku wtórnym.
  • Zakłada się, że po przeprowadzeniu Oferty Spółkę i Oferujących obowiązywać będzie umowa ograniczająca możliwość zbywania papierów wartościowych (tzw. umowa lock-up) w odniesieniu do posiadanych przez nich akcji.
  • Głównymi akcjonariuszami Spółki są Juliusz Windorbski, Prezes Zarządu posiadający pośrednio (poprzez Art Financial Services sp. o o.o.) 67,2% akcji oraz Plio Limited, z siedzibą w Larnace, posiadająca 30% akcji. Pozostałe 2,8% akcji jest w posiadaniu pracowników i współpracowników Grupy DESA.
  • Juliusz Windorbski zamierza utrzymać kontrolny pakiet akcji po IPO.
  • Akcje Oferowane są przedmiotem oferty publicznej na terytorium Polski. W związku z Ofertą mogą zostać podjęte ograniczone działania reklamowe mające na celu reklamowanie Oferty poza terytorium Polski. Działania te będą adresowane wyłącznie do wybranych międzynarodowych Inwestorów Instytucjonalnych mających siedziby poza terytorium Polski i będą przeprowadzane zgodnie z właściwymi przepisami prawa obowiązującymi w jurysdykcjach, w których będą one podejmowane.
  • Przeprowadzenie Oferty uzależnione jest od zatwierdzenia prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego oraz uzyskania stosownych zgód na dopuszczenie i wprowadzenie akcji Spółki do obrotu na GPW.
  • Firmą inwestycyjną pośredniczącą w ofercie publicznej jest mBank S.A.

PRZEWAGI KONKURENCYJNE DESA S.A.

  1. Zdywersyfikowany, ustrukturyzowany i skalowalny model biznesowy, oparty o dynamicznie rozwijający się rynek sztuki
  • W opinii Zarządu, Grupa DESA, której spółką holdingową jest DESA S.A., jest jedynym podmiotem działającym na polskim rynku sztuki o tak wysokim stopniu zorganizowania i profesjonalizacji zarządzania oraz oferującym tak różnorodne usługi i produkty.
  • Głównymi obszarami działalności Grupy jest prowadzenie przez spółkę DESA Unicum domu aukcyjnego oferującego pośrednictwo w sprzedaży szerokiego spektrum dzieł sztuki, antyków i przedmiotów kolekcjonerskich oraz krótko- i długoterminowe inwestowanie w dzieła sztuki oraz obiekty kolekcjonerskie prowadzone głównie przez spółkę Keil Art. Poza działalnością DESA Unicum oraz Keil Art, Grupa zapewnia kompleksową obsługę klienta na każdym etapie współpracy. Do głównych usług komplementarnych należą: produkcja i sprzedaż inkografii, serigrafii oraz limitowanych serii przedmiotów kolekcjonerskich z reprodukcjami dzieł sztuki (w ramach DESA Modern), specjalistyczne usługi logistyczno-spedycyjne w zakresie transportu, pakowania i magazynowania dzieł sztuki, pośrednictwo w ubezpieczeniu dzieł sztuki (Rea Art Logistics), usługi finansowe polegające na udzielaniu pożyczek na zakup lub pod zastaw dzieł sztuki (DESA Finance), przeprowadzanie wyceny i konserwacji dzieł sztuki, a także pośrednictwo w oprawie obrazów oraz inne usługi związane z obrotem dziełami sztuki takie jak doradztwo w zakresie inwestycji w dzieła sztuki czy zarządzanie kolekcjami (DESA Unicum).
  1. Dobrze rozpoznawalna marka DESA Unicum i pozytywny wizerunek na rynku sztuki
  • W opinii Zarządu marka „DESA Unicum” jest najbardziej znaną i uznaną marką na polskim rynku sztuki.
  • Wysoki poziom rozpoznawalności marki „DESA Unicum” pomaga Grupie pozyskiwać nowych klientów, zwiększać lojalność dotychczasowej bazy klientów, rekrutować wysoko wykwalifikowanych pracowników oraz pozyskiwać znaczną ilość dzieł sztuki na aukcje.
  • Budowa wizerunku DESA Unicum jest dodatkowo wspierana przez nowoczesną siedzibę zaprojektowaną i zbudowaną specjalnie z myślą o prowadzeniu domu aukcyjnego oraz innych spółek z Grupy. Łączy ona funkcjonalności domu aukcyjnego, przestrzeni wystawowej, biur oraz magazynu dzieł sztuki.
  1. Wiodąca pozycja DESA Unicum na rynku aukcyjnym w Polsce umożliwiająca kreowanie nowych trendów
  • DESA Unicum to lider wśród domów aukcyjnych w Polsce, z udziałami w obrotach wynoszącymi 51,6%[2], którego historia sięga lat 50. XX wieku. W okresie od 2016 do 30 września 2021 r. na aukcjach DESA Unicum wylicytowano dzieła o wartości przekraczającej 700 mln zł. Na koniec 2020 roku DESA Unicum była 8. domem aukcyjnym w Europe[3] i 13. na świecie[4]. W 2020 roku DESA Unicum zorganizowała ok. 150 aukcji (stacjonarnych i online), podczas których wylicytowano obiekty o łącznej wartości blisko 200 mln zł.
  • W ciągu ostatnich kilkunastu lat DESA Unicum stopniowo profesjonalizowała i systematyzowała polski rynek aukcyjny, będąc pierwszym podmiotem wprowadzającym nowe typy aukcji. Doprowadziło to do segmentacji rynku i stworzenia szerokiego portfolio projektów aukcyjnych realizowanych przez poszczególne departamenty. Wśród specjalistycznych i innowacyjnych projektów rozwiniętych przez DESA Unicum wymienić należy przede wszystkim: Aukcje Sztuki Współczesnej (od 2006), Aukcje Fotografii (od 2006), Aukcje Młodej Sztuki (od 2008), Aukcje Prac na Papierze (od 2010), Aukcje Biżuterii Kolekcjonerskiej (od 2011), Aukcje Nowego Pokolenia po 1989 (od 2013), Aukcje Komiksu i Ilustracji (od 2014), Aukcje Grafiki (od 2015 ogólne, a od 2019 podzielone na grafikę dawną i współczesną), Aukcje Designu (od 2018), aukcje „Tylko Online” (od 2019).
  • DESA Unicum posiada również największą w Polsce bazę obiektów potencjalnie możliwych do sprzedaży. Baza zawiera obiekty, które w ciągu lat były w sprzedaży w DESA Unicum bądź zostały przyjęte do wyceny i oceny. Budowana jest też szeroka baza wiedzy o innych obiektach znajdujących się w prywatnych kolekcjach w Polsce oraz obiektach polskiej sztuki znajdujących się na świecie.
  • O wiodącej pozycji DESA Unicum na krajowym rynku aukcyjnym świadczyć mogą zrealizowane rekordy sprzedaży w poszczególnych kategoriach dzieł sztuki odpowiadających segmentom rynku. Na aukcji prowadzonej przez DESA Unicum padał rekord na najdrożej sprzedane dzieło sztuki w historii polskiego rynku aukcyjnego. Zespół rzeźb Magdaleny Abakanowicz „Tłum III” (50 figur) wylicytowano w dniu 21 października 2021 r. za 13,26 mln zł. W DESA Unicum wylicytowano 6 z 10 najdroższych obiektów w roku 2020. Ponadto, w historii działalności DESA Unicum (na dzień 30 września 2021 r.) zrealizowano 77 pojedynczych transakcji o wartości powyżej 1 mln zł oraz przeprowadzono 179 aukcji z obrotem aukcyjnym wynoszącym powyżej 1 mln zł, z czego 52 z nich przekroczyło 5 mln zł.
  1. Zdolność inwestowania w dzieła sztuki zapewniające atrakcyjne zwroty z kapitału oraz stanowiące wsparcie segmentu aukcyjnego
  • Grupa jest jedyną organizacją działającą na rynku handlu sztuką w Polsce, łączącą działalność aukcyjną oraz krótko- i długo- terminowe inwestowanie w dzieła sztuki realizowane głównie przez Keil Art. Prowadzenie w ramach Grupy podmiotu o takim profilu w istotnym stopniu redukuje uzależnienie Grupy DESA od podaży dzieł sztuki z rynku, zapewniając stałą możliwość organizowania częstych aukcji, nawet w przypadku spadku podaży dzieł sztuki na rynku i pozwalając na uzupełnianie oferty aukcyjnej DESA Unicum o atrakcyjne obiekty.
  • Zespół Keil Art na bieżąco monitoruje międzynarodowy i polski rynek sztuki w poszukiwaniu interesujących obiektów do zakupu. Zakupy dzieł sztuki dokonywane są głównie na rynku międzynarodowym z naciskiem na Europę Zachodnią i Stany Zjednoczone oraz w coraz większym stopniu również na rynku polskim (zarówno pierwotnym, tj. od autorów, jak i wtórnym).
  • Keil Art decyduje o przeznaczeniu do sprzedaży konkretnych dzieł stopniowo, bazując na obserwacji aktualnych trendów rynkowych, tak by uzyskiwać możliwie wysokie stopy zwrotu. Takie podejście pozwala Grupie na osiąganie zwrotów z zainwestowanego kapitału. Od rozpoczęcia działalności inwestycyjnej w 2014 roku Keil Art odnotował wewnętrzną stopę zwrotu (IRR) z inwestycji w nabywane dzieła sztuki w wysokości 18%.
  • Od rozpoczęcia działalności inwestycyjnej w 2014 roku do dnia 30 czerwca 2021 r., Keil Art zainwestował ok 236 mln zł w ponad 13 tysięcy obiektów (dzieł sztuki oraz przedmiotów kolekcjonerskich). Spośród nich sprzedanych zostało blisko 3 tys. obiektów, za łączną cenę wynoszącą około 135 mln zł.
  • Obecnie (dane na dzień 30 czerwca 2021 r.) portfel Keil Art obejmuje ponad 10.000 obiektów, których wartość rynkowa przekracza 200 mln zł (zgodnie z zewnętrznym raportem z wyceny w głównej mierze przygotowanym przez rzeczoznawcę będącego certyfikowanym członkiem Appraisers Association of America i zgodnie ze standardami Uniform Standards of Professional Appraisals Practice). Wśród osiadanych przez Keil Art dzieł sztuki znajdują się prace takich artystów jak Wojciech Fangor, Jan Matejko, Magdalena Abakanowicz, Jacek Malczewski, Mela Muter, Józef Chełmoński czy Tamara Łempicka.
  1. Baza lojalnych klientów i zdolność gromadzenia i wykorzystywania szerokiego zakresu danych rynkowych (data collection)
  • DESA Unicum posiada największą w Polsce bazę klientów i uczestników rynku sztuki. Obecnie liczy ona ok. 51 tysięcy rekordów (dane na 30 września 2021 r.) i obejmuje osoby, które dokonały co najmniej jednej transakcji za pośrednictwem DESA Unicum, wstawiły bądź sprzedały obiekt lub też wyraziły zainteresowanie ofertą i zadeklarowały chęć udziału w aukcjach.
  • DESA Unicum dysponuje także bazą danych zawierającą dane bezpośrednich uczestników rynku sztuki, jak również osób i podmiotów zaangażowanych w rynek sztuki pośrednio tzn. artystów, spadkobierców artystów, ekspertów, kuratorów, muzealników, niezależnych doradców ds. sztuki, właścicieli i pracowników galerii oraz inne osoby związane z szeroko pojętym rynkiem sztuki.
  • DESA Unicum posiada także sprofilowane bazy kolekcjonerów i pośredników (polskich i zagranicznych) zainteresowanych określonymi nurtami sztuki.
  • Od połowy 2019 r. dodatkowym kanałem utrzymania relacji z klientami oraz pozyskiwania nowych klientów stała się aplikacja mobilna, w której zostało założonych około 10 tysięcy kont użytkowników.
  • Biorąc pod uwagę specyfikę rynku, gdzie zbiór klientów sprzedających i kupujących wzajemnie się przenika, tak zbudowana baza pozwala na optymalizację procesów pozyskiwania obiektów oraz ich sprzedaży. Tym samym baza ta stanowi również zbiór odbiorców usług dodatkowych oferowanych przez Spółki z Grupy: wycenę i konserwację dzieł sztuki, oprawę obrazów, doradztwo w zakresie inwestycji w dzieła sztuki, zarządzanie kolekcjami, finansowanie nabywania dzieł sztuki, magazynowanie czy transport.
  1. Atrakcyjny oraz elastyczny profil finansowy ze stałym wzrostem przychodów i konsekwentnym generowaniem znaczących przepływów pieniężnych
  • Grupa DESA od wielu lat wypracowuje konsekwentne wzrosty przychodów oraz rosnącą rentowność i zdolność generowania środków pieniężnych, co umożliwia jej stały rozwój, opracowywanie innowacyjnych rozwiązań, budowanie szerokiego i kompetentnego zespołu oraz długoterminowe patrzenie na prowadzoną działalność i rozwój. Wysoki poziom rentowności Grupy DESA jest możliwy dzięki stałemu wzrostowi przychodów oraz udowodnionej efektywności w zakresie optymalizacji i silnej kontroli kosztów. Jednocześnie relatywnie stała baza kosztowa, w połączeniu ze wzrostem przychodów, pozwala na wykorzystanie efektu skali oraz dźwigni operacyjnej, dzięki czemu rosnące przychody bezpośrednio przekładają się na rosnącą wartość przepływów pieniężnych generowanych przez Grupę.
  • Przychody Grupy ze sprzedaży wzrosły z 43,5 mln zł w 2018 r. do 72,4 mln zł w 2020 r. (CAGR w wysokości 29%), głównie dzięki zwiększeniu liczby prowadzonych aukcji oraz wartości dzieł sztuki sprzedawanych podczas aukcji, w tym będącymi własnością Keil Art oraz dynamicznemu rozwojowi rynku sztuki. W tym samym okresie, nastąpił wzrost EBITDA z działalności kontynuowanej z 11,6 mln zł w 2018 r. do 26,5 mln zł w 2020 r. (CAGR w wysokości 51%), wspierany stałą optymalizacją kosztów działalności operacyjnej, co przełożyło się na wzrost marży EBITDA z 26,7% do 36,7%.
  • W okresie trzech kwartałów 2021 roku Grupa DESA wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości blisko 48,9 mln zł (wzrost o 46,3%), EBITDA na poziomie 17,4 mln zł (+87%) i zysk netto w wysokości 9,9 mln zł (+260,8%).
  • Grupa DESA posiada także niskie zapotrzebowanie w zakresie bieżących nakładów inwestycyjnych oraz kapitału obrotowego (za wyjątkiem Keil Art w zakresie koniecznym do prowadzenia działalności inwestycyjnej w dzieła sztuki), co dodatkowo przyczynia się do wysokiej wartości przepływów pieniężnych generowanych przez Grupę i przekłada się na rosnące przepływy z działalności operacyjnej, które mogą być przeznaczone na dalszy rozwój działalności Grupy lub na dystrybucję do akcjonariuszy w przyszłości.
  1. Kadra menedżerska i zespół pracowników z wieloletnim doświadczeniem i znajomością rynku
  • Grupa DESA jest zarządzana przez doświadczoną i wykwalifikowaną kadrę menedżerską, która dysponuje wszechstronną wiedzą na temat rynku sztuki oraz posiada szczególne i najszersze na rynku kompetencje w zakresie m.in. analizy rynku sztuki, zarządzania sprzedażą, opracowywania oferty produktowej i usługowej, marketingu oraz budowania i zarządzania zespołami zorientowanymi na osiąganie satysfakcji klienta oraz wynik. Zdecydowana większość osób wchodzących w skład najwyższej kadry zarządzającej jest związana z Grupą od wielu lat i była odpowiedzialna ze istotny rozwój Grupy w ostatnich latach.
  • Zespół pracowników Grupy tworzą wiodący eksperci w Polsce ze wszystkich dziedzin sztuki: od malarstwa, grafiki i rzeźby poprzez biżuterię i rzemiosło artystyczne po komiks, fotografię czy street art. Jest to jednocześnie najbardziej liczny zespół pracowników na polskim rynku sztuki.
  • Większość pracowników jest objętych indywidualnymi i grupowymi programami premiowymi.

STRATEGIA

Celem Grupy jest dalszy wzrost jej wartości poprzez, między innymi, kontynuację szybkiego wzrostu organicznego oraz akwizycje podmiotów o podobnym profilu działalności w Europie Środkowo-Wschodniej.

W perspektywie średnio i długoterminowej, celem Grupy jest umocnienie pozycji lidera wśród dom domów aukcyjnych w regionie Europie Środkowo-Wschodniej oraz osiągnięcie pozycji jednego z pięciu największych domów aukcyjnych w Europie pod względem obrotów.

Celem Grupy jest wzrost jej wartości poprzez między innymi:

  • działania ukierunkowane na profesjonalizację polskiego rynku sztuki
  • budowę holdingu świadczącego usługi na rynku handlu sztuką o geograficznym zasięgu działania obejmującym region Europy Środkowo-Wschodniej
  • aprecjację wartości polskich dzieł sztuki
  • rozwój nowych kierunków kolekcjonerskich
  • tworzenie i rozwijanie nowych inicjatyw biznesowych uzupełniających istniejący rynek sztuki
  • wyznaczanie standardów nowego cyfrowego rynku sztuki (NFT) oraz zdobycie i utrzymanie wiodącej pozycji w tej dziedzinie
  • tworzenie i rozwój nowych kanałów sprzedaży.

Wzrost organiczny

Strategia Grupy polega na aktywnym wzmacnianiu pozycji DESA Unicum jako największego domu aukcyjnego w Polsce, ciągłym rozwoju oferty usług Grupy w celu zwiększania poziomu satysfakcji klientów, umacnianie pozycji rynkowej, budowanie świadomości i wartości sztuki środkowoeuropejskiej, rozwijanie usług komplementarnych dla rynku sztuki i zwiększanie rozpoznawalności marki „DESA Unicum” w Polsce i poza Polską. Grupa dąży do tego żeby nie tylko rozwijać się wraz ze wzrostem rynku dzieł sztuki, ale również kreować nowe trendy i nowe kierunki kolekcjonerskie na rynku oraz zwiększać zainteresowania rynkiem sztuki, a tym samym wpływać na rozwój rynku sztuki w Polsce.

Spółka, między innymi, planuje rozbudowywać portfel inwestycyjny Keil Art (do wartości 200-250 mln zł według cen zakupu), zwiększać liczbę organizowanych aukcji stacjonarnych i online oraz wartość wystawianych na aukcjach obiektów, a także poszerzać zakres oferowanych usług.

We wrześniu 2021 r. Grupa uruchomiła platformę internetową do handlu przedmiotami designu codziennego i wyposażenia domu: DESA Home. Platforma ma na celu poprawienie dostępności designu wśród szerokiego kręgu odbiorców oraz umożliwienie zrobienia pierwszego kroku w kierunku zainteresowania sztuką. Platforma obecnie oferuje ok. 4-5 tys. obiektów, ale zamiarem Spółki jest jej systematyczny rozwój umożliwiający zaoferowanie do ok. 50 tys. obiektów.

Ekspansja poprzez akwizycje

Strategia Grupy zakłada także inwestycje w podmioty generujące EBITDA w przedziale 5-15 mln zł, charakteryzujące się stałym wzrostem przychodów oraz o profilu działalności zbliżonym do Grupy. Celem przejęć jest z jednej strony uzupełnienie oferty Grupy, a z drugiej – wykorzystanie know-how zdobytego przy budowaniu Grupy DESA przy rozwoju działalności przejętych podmiotów.

DYNAMICZNIE ROSNĄCY POLSKI RYNEK OBROTU DZIEŁAMI SZTUKI

Rynek sztuki jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów polskiej gospodarki. Wartość rynku aukcyjnego w Polsce stabilnie rośnie od 20 lat, niezależnie od wahań koniunktury gospodarczej. Wynika to w znacznej mierze z niższego poziomu jego rozwoju w porównaniu z rynkami zachodnioeuropejskimi oraz potencjału dalszego wzrostu, szybkiego bogacenia się i rosnących oszczędności polskiego społeczeństwa oraz rosnącej świadomości atrakcyjności tej formy inwestycji.

W 2020 r. obroty na polskim rynku aukcyjnym (wraz z opłatą aukcyjną) osiągnęły łącznie poziom 380 mln zł (wobec 295 mln zł rok wcześniej). Były jednocześnie ośmiokrotnie wyższe niż przed dekadą. Wylicytowano 21.942 obiektów podczas 467 aukcji (rok wcześniej było to 16.149 obiektów i 337 aukcji). Po trzech kwartałach 2021 roku obroty na polskim rynku aukcyjnym wyniosły ponad 330 mln zł i były o 82 proc. wyższe niż przed rokiem.

[1] Źródło: Artinfo.pl

[2] Dane na koniec 2020 r., wg. portalu Artinfo.pl

[3] Źródło: Artnet

[4] Żródło: Artprice.com, wszystkie okresy w sztuce poza kategorią „Dawni mistrzowie” (artyści urodzeni przed 1760 r.)

Omicron uderza w rynki – mocne spadki cen energii i indeksów. Presja na złotego ponownie rośnie

W tym momencie inwestorzy starają się znaleźć odpowiedź na zasadnicze pytanie: czy ryzyko związane z nową mutacją COVID-19 (Omicron) będzie narastało, czy może piątkowa wyprzedaż była tylko chwilową paniką spotęgowaną przez niską płynność ze względu na to, że Amerykanie mieli długi weekend. Dziś o poranku sytuacja uspokaja się.

W piątek nie tylko w sklepach ale również na giełdzie było po prostu taniej. Wszystko za sprawą ogłoszenia przez WHO (Światową Organizację Zdrowia) nowego wariantu wirusa SARS-Cov-2 oznaczonego jako Omicron. Pierwsza infekcja została wykryta w RPA 9 listopada i jest odpowiedzialna za ponowny wzrost liczby przypadków w tym kraju. Obawy wywołało stwierdzenie, że „wariant ma duża liczbę mutacji, z których niektóre są niepokojące” i „wstępne dowody wskazują na zwiększone ryzyko reinfekcji”.

Rządy na całym świecie zaczęły wprowadzać ograniczenia w podróżowaniu i zasady dystansu społecznego. Unia Europejska i Wielka Brytania ogłosiły, że osoby przybywające z sześciu krajów południowej Afryki (RPA, Botswan, Namibia, Zimbabwe, Eswatini) będą musiały przejść 10-dniową kwarantannę. Z kolei USA nałożyły ograniczenia na osiem krajów z południa afrykańskiego kontynentu. Izrael ogłosił całkowity zakaz podróży zagranicznych przez najbliższych 14 dni.

Szeroki tryb risk-off spowodował pogłębienie korekty na indeksach giełdowych. Oczywiście nie można piątkowych spadków giełd porównywać do wydarzeń z początku pandemii. Nadal spadki, które obserwowaliśmy przed weekendem są niewielkich rozmiarów. Dow Jones stracił 2,5 proc., S&P500 spadł o 2,3 proc. a Nasdaq Composite o 2,2 proc. Więcej traciły parkiety w Europie. EuroStoxx50 obniżył się o 4,7 proc. a niemiecki DAX o 4,15 proc. Dolar stracił na wartości. Na rynku długu widać było napływ kapitału, ponieważ rentowności obniżyły się. Tu mowa o amerykańskich 10-latkach.

Z surowców najwięcej traciła ropa. To w sumie oczywiste, ponieważ rośnie ryzyko globalnych ograniczeń w komunikacji i naturalny spadek konsumpcji tego surowca. W średnim terminie kluczowe będzie to jak sytuacja epidemiczna będzie się rozwijać oraz to jak zareaguje na nią strona podażowa, a więc przede wszystkim kartel OPEC wraz z sojusznikami. Do spotkaniu przedstawicieli zrzeszenia dojdzie w tym tygodniu i należy się spodziewać odniesienia do obecnej sytuacji.

Na FX zyskują euro, jen oraz frank szwajcarski, czyli waluty krajów, w których podwyżki stóp procentowych nie były wyceniane lub były ale w niewielkim stopniu. Traci oczywiście cały koszyk EM. EUR/PLN ponownie powędrował na północ. Para walutowa urosła do 4,7230 jednak kurs nie zdołał przekroczyć maksimum z 23 listopada. We wczesnych godzinach porannych złoty umocnił się, jednak aktualnie presja na naszą walutę ponownie rośnie. Oczekiwania co do podwyżek stóp w Polsce zostały lekko skorygowane w dół. Rynek zaczął zastanawiać się, czy w związku z nowym wariantem wirusa RPP zdecyduje się na kolejny ruch na stopach w grudniu. Naszym zdaniem do podwyżki dojdzie na najbliższym posiedzeniu 8 grudnia, jednak jej wielkość może zostanie nieco obniżona.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

PHN i PHH podpisały umowę z Pekao S.A. na zrefinansowanie zakupu hotelu Regent

Spółka PHN Property Management, należąca do Polskiego Holdingu Nieruchomości i Polskiego Holdingu Hotelowego, zawarła 7-letnią umowę kredytową z Bankiem Pekao S.A. w celu zrefinansowania przejęcia zorganizowanej części przedsiębiorstwa spółki Cosmar Polska, funkcjonującej pod nazwą handlową „Regent Warsaw Hotel”.

PHN Property Management, nabyła w lutym 2021 r. od syndyka masy upadłościowej zorganizowaną część przedsiębiorstwa Cosmar Polska za kwotę 130,5 mln PLN. Transakcja przejęcia jest częścią strategii Grupy PHN, która przewiduje oprócz umacniania pozycji rynkowej spółki w segmencie budownictwa biurowego, mieszkaniowego i magazynowego również rozwój w obszarze usług hotelarskich. Jest to również część strategii Grupy PHH, której celem prócz konsolidacji obiektów hotelowych należących do Skarbu Państwa, jest również rozwój współpracy z PHN w zakresie realizacji inwestycji.

Zawarcie umowy kredytowej z Bankiem Pekao S.A. pozwoli nam obniżyć koszty finansowania tego przedsięwzięcia. Pokazuje również potencjał inwestycyjny tego projektu i stabilną sytuację finansową całej Grupy PHN, gdyż pomimo trudnej sytuacji na krajowym rynku hotelarskim udało nam się pozyskać finansowanie od renomowanej instytucji finansowej – powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Hotel Regent, dawniej funkcjonujący pod marką Hyatt, położony jest w centrum Warszawy, w sąsiedztwie Parku Łazienki Królewskie i w bliskiej odległości od głównych atrakcji turystycznych miasta oraz ważnych lokalizacji biznesowych. W 5-gwiazdkowym hotelu do dyspozycji gości jest 246 luksusowych pokoi. W październiku Hotel Regent był partnerem XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

Doradcą prawnym spółki PHN Property Management była renomowana kancelaria Taylor Wessing.

Branża remontowo-budowlana w Polsce jest już warta 84 mln zł

W 2020 roku wartość zakupów w niemal 15 tysiącach punktów sprzedaży materiałów remontowo-budowlanych w całej Polsce wyniosła ponad 84 miliardy złotych. 88 proc. z tej kwoty wydały gospodarstwa domowe, a pozostałą część inwestorzy instytucjonalni. Takie dane płyną z najnowszego badania przygotowanego przez Bricoman Polska i GfK.

76 miliardów złotych – tyle w 2020 roku polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakupy materiałów niezbędnych do wykończenia bądź remontów swoich mieszkań i domów. Aby lepiej wyobrazić sobie skalę, jest to większa kwota niż roczne wydatki Polaków na podróże z okresu przed pandemią.

– Gdyby do kwot przeznaczanych na materiały remontowo-budowlane dodać wydatki na robociznę, uzyskamy kwoty dwunastocyfrowe. To pokazuje, że dla naszych rodaków własny kąt i jego standard są większym priorytetem niż podróżowanie i odpoczynek – mówi Przemysław Dwojak, Senior Director w GfK. W jego ocenie, ze względu na rosnącą inflację, niespotykany od dawna wzrost cen większości materiałów budowlanych oraz utrzymujący się wysoki popyt na nieruchomości, 2021 rok przyniesie jeszcze większe kwoty. Dzięki temu, z dużym prawdopodobieństwem, przekroczymy lub co najmniej zbliżymy się do wartości ok. 100 miliardów złotych.

– W związku z tym, że Bricoman specjalizuje się przede wszystkim w obsłudze fachowców, szczególnie zainteresowała nas proporcja zakupów materiałów dokonywanych przez przedsiębiorców w porównaniu z zakupami bezpośrednimi klientów indywidualnych. Okazuje się, że 41 proc. zakupów materiałów remontowo-budowlanych została zrealizowana przez fachowców na zlecenie klientów indywidualnych, co w przeliczeniu stanowi ponad 30 miliardów złotych netto” – wylicza Robert Stupak, Marketing & E-Commerce Director w Bricoman Polska. Dodaje przy tym, że choć z remontami i wykończeniem wielu Polaków radzi sobie samodzielnie, Bricoman zauważa rosnący trend zlecania zakupów i wykonawstwa specjalistom.

Badaniu poddane zostały zakupy dokonywane we wszystkich punktach sprzedaży materiałów remontowo-budowlanych w Polsce, których na terenie kraju działa niemal 15 tys. Są to nowoczesne hurtownie budowlane takie jak Bricoman, nowoczesne sieci DIY, tradycyjne składy i hurtownie oraz sklepy prowadzące sprzedaż online. W Polsce działają tylko nieliczne sieci sprzedaży, które obsługują wyłącznie firmy budowlane. Są to najczęściej specjalistyczne sieci dedykowane instalatorom (CO, wod-kan, elektro-technika, etc.). Większość punktów sprzedaży obsługuje zarówno firmy, jak i klientów indywidualnych, co wyraźnie odróżnia polski model dystrybucyjny od powszechnie funkcjonujących w Europie Zachodniej, gdzie istnieje znacznie więcej sieci dedykowanych wyłącznie fachowcom.

W badaniu Bricomana i GfK nie zostały uwzględnione duże zakupy obiektowe dokonywane z pominięciem punktów sprzedaży przez największych deweloperów i dużych wykonawców.

Zakupy online kosztują – czasem nie tylko pieniądze, ale i dane osobowe

Przełom listopada i grudnia to czas największych promocji i zakupowej gorączki. Po Black Friday kolejne okazje pojawiają się w Cyber Monday i w Dzień Darmowej Dostawy. Ale korzystając z wyjątkowych zniżek warto zadbać także o bezpieczeństwo swoich zakupów. W przypadku sklepów internetowych stawką są nie tylko pieniądze, ale i dane osobowe. Według badania serwisu ChronPESEL.pl. i Rzetelnej Firmy ofiarą wycieku danych padło już blisko 1,3 mln Polaków.

Handel w Internecie przeżywa w Polsce prawdziwy boom. Zainteresowanie zakupami online rosło z roku na rok, ale pojawienie się Covid-19 znacząco przyśpieszyło cyfrową transformację handlu. Według raportu o rynku e-commerce firmy Gemius 77 proc. wszystkich internautów robi zakupy w sieci. Wśród nich jedna trzecia przyznaje, że dokonuje ich obecnie częściej niż przed pandemią. Podobny odsetek zauważył, że po jej nastaniu nabywa online więcej produktów. Sam rynek e-handlu również rośnie w bardzo szybkim tempie. Dane KRS pokazują, że w samym pierwszym kwartale 2021 r. na rynku pojawiło się 3,4 tys. nowych sklepów internetowych, a ubyło 1,4 tys. Oznacza to realny przyrost 2 tys. podmiotów w zaledwie 3 miesiące.

Zachowajmy czujność podczas zakupów online

Polacy przyzwyczaili się do korzystania z e-sklepów i, jak pokazuje najnowsze badanie ChronPESEL.pl i Rzetelnej Firmy „Rzetelność sklepów internetowych”, w zdecydowanej większości (98 proc.) czują się bezpiecznie dokonując w nich zakupów. Ich eksperci ostrzegają, że konsumenci nie powinni jednak usypiać swojej czujności, zwłaszcza w okresie największej gorączki zakupowej, która przypada na końcówkę listopada i czas przed świętami. Wyjątkowe zniżki i promocje zachęcają do szybkich i impulsywnych decyzji zakupowych. Z takich okazji korzystają też przestępcy, którzy podszywają się pod e-sklepy czy wykorzystują naszą nieuwagę do przejęcia dostępu do naszych pieniędzy czy kont oraz danych osobowych. Dlatego tak ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku w zakupowej gorączce i ostrożność.

Z naszego najnowszego badania wiemy, że co czwarty ankietowany słyszał o wycieku danych osobowych klientów ze sklepu, z którego korzystał. Natomiast w przypadku 6 proc. osób robiących zakupy w Internecie, do udostępnienia ich danych niepowołanym osobom rzeczywiście doszło. Biorąc pod uwagę liczbę internautów w Polsce robiących zakupy w sieci, z taką sytuacją musiało zmierzyć się już ponad 1,3 mln osób – wskazuje Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

O tym jak powszechnym zagrożeniem jest przejęcie danych osobowych świadczy fakt, że z problemem cyberbezpieczeństwa borykają się nawet największe globalne serwisy internetowe. W październiku br. z portalu Facebook wypłynęło ok. 1,5 miliarda danych użytkowników. W tym roku do darknetu na sprzedaż trafiły też informacje osobowe 700 mln osób korzystających z sieci LinkedIn. Lista instytucji, firm i serwisów, z których wykradziono dane jest znacznie dłuższa i ofiarami hakerów padają coraz to nowe portale, w tym e-sklepy.

PESEL niepotrzebny na zakupy

Ale wyciek danych to nie jedyne zagrożenie, z jakim się wiąże robienie zakupów w Internecie. Ważnym przypomnieniem dla kupujących jest także to, że e-sklepy nie powinny wymagać od kupującego danych, które nie są niezbędne do transakcji. Przykładem jest numer PESEL. W myśl przepisów RODO wszystkie prośby firm o podanie PESEL-u przez klienta powinny być uzasadnione. Taka informacja zdecydowanie nie jest potrzebna podczas zwykłych zakupów, np. ubrań, czy książek w Internecie. W przypadku takiego wymogu e-sklepu powinna zapalić się nam czerwona lampka. Numer PESEL może bowiem posłużyć złodziejom do wyłudzeń, np. pożyczek czy kredytów na nasze dane.

Według naszego badania 3,4 proc. osób, czyli ok. 760 tysięcy e-konsumentów, spotkało się pytaniem o PESEL podczas składania zamówienia w sklepie internetowym. Blisko 7 proc. nie potrafiło sobie przypomnieć, czy taki przypadek miał miejsce, czy nie. Z tych 760 tysięcy 43 proc. ostatecznie podało sprzedawcy swój PESEL. To zupełnie niepotrzebne. Oczywiście nie każdy taki przypadek oznacza, że trafiliśmy na oszusta, ale z drugiej strony nie wiemy czy taki sklep we właściwy sposób zabezpiecza nasze dane i  kto ma do nich dostęp. Na przykład czy pracownik, który zajmuje się pakowaniem towaru za chwilę się nie zwolni i nie sprzeda na czarnym rynku całej bazy klientów ze wszystkimi danymi, w tym naszego numeru PESEL – ostrzega Bartłomiej Drozd.  

Najczęściej z prośbą o PESEL robiący zakupy online spotykali się podczas dokonywania płatności (43 proc. wskazań) oraz podczas rejestracji w serwisie sklepu (29 proc.). W przypadku 17 proc. sprzedający poprosił o niego podczas wystawiania faktury.

Utrata danych to realne zagrożenie dla portfela

Eksperci ChronPESEL.pl radzą, aby w sytuacji wycieku danych, bądź podejrzenia ich przejęcia przez niepowołane osoby przede wszystkim nie pozostawać biernym. Gdy ktoś wykradnie np. nasze dane logowania do skrzynki pocztowej czy konta warto natychmiast zmienić hasła. Na niektórych serwisach można dodać także opcję podwójnej weryfikacji przy logowaniu. W przypadku wrażliwych danych osobowych z dowodu osobistego należy go niezwłocznie zastrzec. Dobrym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest założenie konta w systemie informacji gospodarczej.

Monitorowanie użycia własnego PESEL-u pozwala błyskawicznie wykryć czy ktoś chce na nasze dane wyłudzić kredyt, pożyczkę albo zakup drogiego sprzętu. Instytucje finansowe, jak banki czy firmy pożyczkowe, operatorzy telekomunikacyjni przed zawarciem umowy z nowym klientem sprawdzają w Krajowym Rejestrze Długów, czy nie jest zadłużony. Tyle, że konsument musi wyrazić na takie sprawdzenie zgodę. Jeśli więc jej nie dawaliśmy, a w ramach monitoringu zostaniemy powiadomieni, że właśnie ktoś weryfikuje naszą wiarygodność płatniczą, to jest to znak, że ktoś próbuje na nasze konto zaciągnąć jakieś zobowiązanie. Możemy więc szybko zareagować i udaremnić wyłudzenie. To zabezpieczenie, które powinien stosować każdy – dodaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Marketplace – dlaczego powinieneś go rozważyć w swojej firmie?

Marketplace w ostatnich latach zyskał bardzo wiele w biznesie online. Stał się on bardzo popularnym rozwiązaniem. Sklepy typu marketplace wpisały się jako trend na skalę światową w e-commerce. Stało się tak poprzez jego innowacyjność oraz brak dużych zobowiązań finansowych na początku działalności. Czym właściwie jest branża e-commarce? Określana jest branżą dynamicznego rozwoju. Jest to jeden z aspektów, które powodują tak duże zainteresowanie konsumentów oraz sprzedawców marketplacem.

Czym jest Marketplace?

Marketplace jest jednym z rodzajów platformy typu e-Commerce. W marketplace usługi lub produkty dostarczają sprzedawcy, natomiast wszelkie płatności pomiędzy konsumentem, a sprzedawcą są wykonywane przez operatorów platformy.  W Internecie dostępnych jest wiele marketplaców, warto wybrać kilka najprężniej działających, w tym celu warto podeprzeć się informacjami udostępnionymi na stronie CStore. Marketplace to rozbudowana platforma handlowa, która umożliwia zawieranie umów sprzedaży, a także wykonywanie usług online. Na tej platformie również dochodzi do finalizacji zakupu. W sytuacji, gdy klient opłaci zamówienie po jego wcześniejszym złożeniu, to zostaje automatycznie przekierowany do sprzedawcy. Kolejnym atutem marketplace jest to, że w tego typu platformach jest gromadzone wiele produktów. Produkty te są od różnych sprzedawców, również jeden konkretny sprzedawca może mieć różnorodny asortyment. Marketplace ma miano internetowego targu,targowiska. Zakupy w marketplace mają bardzo duże możliwości, ułatwiają i przyspieszają zakupy, ponieważ umożliwiają wykonanie różnorodnych zakupów na jednej platformie.

Jak działa Marketplace?

Obsługa marketplace w pierwszej chwili może wydać się skomplikowana, jest to jednak bardzo intuicyjna platforma. Klient poszukuje pewnej rzeczy, sklep internetowy przedstawia mu ofertę, która została wygenerowana na podstawie słów kluczowych wpisanych przez klienta. Następnie sklep internetowy przekierowuje klienta na stronę wybranego sprzedawcy. Platforma gromadzi dane takie jak ceny, dostępność produktów oraz przybliżony czas dostawy. Wpływa to pozytywnie na przyspieszenie procesu zakupów, ponadto jest to niemałe udogodnienie dla konsumenta. Transakcje wykonywane przez klientów są przetwarzane przez pracowników sklepu, a następnie pracownicy magazynowi przygotowują i realizują złożone zamówienie.

 Jakie są obowiązki właściciela platformy typu marketplace?

Zajmuje się administrowaniem sklepu, to on decyduje którym sprzedawcom umożliwi sprzedaż w swoim sklepie. W trakcie współpracy kontroluje dostawców. Kolejnym zadaniem właściciela sklepu jest monitorowanie i ustalanie wysokości marży. Również kontrola zadowolenia klientów z zatwierdzonych sprzedawców i ich produktów jest jego obowiązkiem.

 Jakie są obowiązki sprzedawcy na platformie typu marketplace?

Zatwierdzony przez właściciela sprzedawca wystawia na platformie handlowej swoje produkty, zobowiązany jest abonamentem lub prowizją. Sprzedawca ma możliwość edycji zasad dotyczących wysiłki produktów, a także kontroluje raporty dotyczące zadowolenia klientów z produktów.

Kto powinien skorzystać z Marketplace?

Marketplace to idealna platforma handlowa dla firm, które chcą rozwijać się biznesie e-commarce bez inwestycji. Firmy sprzedają swoje produkty lub usługi online za pośrednictwem marketplace. W zamian za to platforma handlowa pobiera od sprzedawcy prowizję za sprzedany towar. Operator jest odpowiedzialny za zarządzanie platformą. Marketplace będzie również dobrym rozwiązaniem dla firm, które planują rozszerzyć swoje zakresy działania. Za pomocą platformy handlowej mogą kontynuować sprzedaż. Właściciel marketplace może wystawiać swoje produkty oraz innych sprzedawców w tym samym czasie. Właściciel ma możliwość określenia wysokości marży w marketplace. Wysokość marży można dowolnie modyfikować, zarówno w skali procentowej, jak i o konkretne kwoty.

Więcej informacji znajdziesz w artykule https://www.cstore.pl/blog/44-marketplacey-w-ktorych-warto-pokazac-swoja-oferte-prowadzac-sklep-internetowy/

Prezes Budimeksu na zakupach

Pakiet 2.031 akcji Budimexu o łącznej wartości 464.799 zł kupił pod koniec ubiegłego tygodnia prezes zarządu Artur Popko. To pierwsza jego inwestycja w walory spółki od maja, kiedy objął stery budowlanego holdingu. Wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa.

Grupa Budimex osiągnęła po trzech kwartałach br. rekordową wartość portfela zamówień na poziomie 14 mld złotych i wypracowała 415 mln zł zysku operacyjnego netto. „Po uwzględnieniu kontraktów, które planujemy podpisać w najbliższych miesiącach, mamy w dużej mierze zabezpieczony front robót do końca 2023 roku” – podkreślił Artur Popko, prezes zarządu, komentując te wyniki.

W listopadzie Budimex ogłosił swoje kierunki strategiczne na najbliższe lata. Znalazły się wśród nich: ekspansja zagraniczna w Niemczech, Czechach i na Słowacji, inwestycje w odnawialne źródła energii oraz rozwój spółki FB Serwis, zajmującej się gospodarką odpadami, infrastrukturą drogową oraz obsługą nieruchomości.

Jeśli chodzi o plany ekspansji, na wszystkich trzech wspomnianych rynkach Budimex utworzył już spółki celowe. W Niemczech, gdzie znany jest od lat jako podwykonawca, ostatnio wygrał duży przetarg mostowy. Z kolei FB Serwis jeszcze w tym roku sfinalizuje jedno przejęcie, a negocjacje dotyczące dwóch kolejnych powinny zostać zakończone w 2022 r. Po trzech kwartałach br. przychody spółki wyniosły 564 mln zł, o 31 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Budimex zakłada, że w 2025 r. obroty FB Serwis wzrosną do ok. 1 mld zł.

W segmencie OZE, w którym spółka była do tej pory jedynie wykonawcą farm wiatrowych, teraz chce zaistnieć także jako inwestor. Pierwsze kroki już zostały wykonane. 10 listopada Budimex zawarł z Figene Capital umowę na wyłączność negocjacyjną w sprawie kupna 100 proc. udziałów w Magnolia Energy, spółce celowej realizującej projekt farmy o mocy 7 MW.

W opublikowanym przed kilkoma dniami raporcie „Polskie spółki budowlane 2021”, autorstwa Deloitte, Budimex czwarty rok z rzędu uplasował się na pierwszym miejscu wśród największych firm budowlanych w kraju.

Ponad ⅓ bizneswoman uważa się za osoby, które przede wszystkim potrafią walczyć z przeciwnościami

Polki zakładają własne firmy, bo chcą być samodzielne, jak wynika z raportu Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką. Niemal ⅓ przedsiębiorczyń przyznaje, że w ciągu ostatniego roku miała problemy z prowadzeniem działalności, a ponad ¼ odnotowała spadek przychodów. Aż 70 proc. odczuwa obecnie zwiększony stres w związku z prowadzeniem firmy. Jednak mimo to 70 proc. widzi szanse rozwoju w najbliższych miesiącach, a niemal połowa częściej niż w poprzednich latach miała szansę pracy nad nowymi projektami.

Polki stanowią 52 proc. populacji kraju, ale ich udział w rynku pracy wynosi nieco ponad 40 proc., jak podaje GUS. Według danych z KRS za 2020 r. w firmach, które mają kilkuosobowe zarządy i podają ich skład, kobiety zajmują tylko 26 proc. kluczowych stanowisk jako prezeski lub członkinie zarządów*. Jednocześnie ich wynagrodzenie jest przeciętnie o niemal 20 proc. niższe od wynagrodzenia mężczyzn. Trudno więc się dziwić, że wiele Polek decyduje się na założenie własnej firmy – szczególnie zdominowany przez nie jest rynek usług, gdzie ¾ firm prowadzą kobiety. Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką zapytała polskie przedsiębiorczynie, co motywuje je do działania i jak radzą sobie z prowadzeniem biznesu w Polsce, a wynikami dzieli się w formie raportu „Bizneswoman Roku: Sytuacja i perspektywy polskich przedsiębiorczyń”.

Polki zakładają firmy, bo pragną samodzielności

Najbardziej powszechną motywacją do założenia własnej firmy jest dążenie do samodzielności, wskazane przez ⅓ respondentek, a na drugim miejscu znalazła się chęć budowania własnej wartości, wskazana przez 14,5 proc. Co 10. przedsiębiorczyni jako powód założenia własnego biznesu podaje wrodzoną przedsiębiorczość, a dla 9,5 proc. kluczowa była możliwość elastycznego czasu pracy.

Ponad 67 proc. właścicielek biznesów przeszło w 2021 r. szkolenia i kursy, a 9,5 proc. jeszcze planuje to zrobić. Ponad połowa ma zamiar inwestować w narzędzia online, które pomogą im prowadzić biznes, a 16 proc. już zainwestowało. Aż ⅓ polskich bizneswoman rozwinęła w mijającym roku działalność online lub przeniosła ją do Internetu. Kolejna ⅓ firm od początku łączy działalność online i offline, a 13 proc. działa tylko online.

Coraz więcej aspektów naszego życia przenosi się do Internetu, zarówno tych związanych z rozrywką, jak i z pracą oraz biznesem. Dostępne online narzędzia dają ogromne możliwości rozwoju, co doceniają polskie przedsiębiorczynie. Warto pamiętać, że możliwości działań online nie ograniczają się wyłącznie do założenia strony www czy konta firmy na portalu społecznościowym, ale dają też duże możliwości reklamowe, edukacyjne i analityczne oraz ułatwiają wielokanałowy kontakt z obecnymi i potencjalnymi klientami – mówi Jarosław Dąbrowski, Członek Zarządu IGT Poland, partnera kategorii Liderka Nowych Technologii konkursu Bizneswoman Roku.

Co 5. bizneswoman w związku z pandemią musiała zmienić profil działalności

W świetle licznych trudności, jakich w ciągu ostatnich dwóch lat doświadczył nie tylko polski rynek, nie budzi zdziwienia fakt, że również sytuacja firm prowadzonych przez kobiety jest dość zróżnicowana. Niemal ⅓ badanych przyznaje, że w ciągu ostatniego roku miała problemy z prowadzeniem działalności, ponad ¼ odnotowała spadek przychodów, a 8 proc. musiało zawiesić działalność. Co 5. przedsiębiorczyni w związku z pandemią musiała zmienić profil działalności swojej firmy. Jednak 43 proc. badanych deklaruje, że ich firma rozwija się, 42 proc. odnotowało wzrost przychodów, a niemal połowa w 2021 r. częściej niż w latach poprzednich miała możliwość pracy nad nowymi projektami. Zaledwie 3 proc. polskich bizneswoman nie widzi żadnych perspektyw rozwoju swojej firmy w najbliższym czasie. Na skali od 1 do 10, gdzie 1 oznacza brak szans na rozwój w ciągu najbliższych 3 miesięcy, a 10 wiele perspektyw rozwoju w ciągu najbliższych 3 miesięcy, 70 proc. badanych wskazało wartości 6 i większe.

Zmiany w przepisach prawnych i podatkowych zwiększają poziom stresu

Nie da się jednak ukryć, że prowadzenie własnej działalności w Polsce jest stresujące – aż 70 proc. ankietowanych odczuwa obecnie większy stres związany z prowadzeniem firmy niż przed pandemią. U niemal połowy z tej liczby wynika on ze zmian w przepisach prawnych i podatkowych. Walka z przeciwnościami ma duży wpływ na to, jak polskie przedsiębiorczynie postrzegają same siebie – 17 proc. uważa się przede wszystkim za osobę traktującą porażki jako doświadczenie, z których można czerpać wiedzę, a kolejne 17 proc. za niezrażającą się niepowodzeniami i wytrwałą – a więc w sumie ponad ⅓ definiuje się przede wszystkim jako osoby odporne na przeciwności.

Hybrydowy model pracy jest najbardziej popularny

Już ponad połowa firm stosuje hybrydowy model pracy, czyli częściowo z biura, częściowo zdalny. Ponad 20 proc. pracuje całkowicie zdalnie, a tylko 18 proc. całkowicie stacjonarnie. Tylko 3,5 proc. badanych było w 2021 r. zmuszonych do przeprowadzenia zwolnień w swoich firmach. Blisko ⅕ zwiększyła zatrudnienie, a w 27 proc. firm zatrudnienie pozostało bez zmian.

Zaczynaliśmy 30 lat temu jako polska firma działająca tylko na terenie naszego kraju, a teraz jesteśmy liderem polskiego rynku i częścią drugiej pod względem wielkości międzynarodowej sieci kurierskiej w Europie – mówi Aneta Gasparska z DPD Polska, partnera kategorii Biznes Roku konkursu Bizneswoman Roku – Wiemy więc doskonale, jak ważne jest wspieranie rozwoju biznesów, które dopiero rozpoczynają swoją działalność. Chcemy angażować się w programy zmieniające świat na lepsze, dlatego obecność w gronie partnerów inicjatywy wspierającej przedsiębiorcze kobiety, które wciąż niestety muszą pokonywać wiele barier na drodze do sukcesu, bardzo nas cieszy.

Jakie korzyści daje zakup abonamentu bez telefonu?

Abonament bez telefonu to niedroga i korzystna usługa, dzięki której możemy obniżyć koszty miesięcznych opłat za internet mobilny, rozmowy i SMS-y. Koszty w porównaniu do umowy abonamentowej z telefonem będą odczuwalnie niższe.

Decydując się na wybór abonamentu bez telefonu, nie ponosimy przede wszystkim kosztów opłaty miesięcznych rat za drogi smartfon, a te mogą zawyżyć rachunek nawet o kilkaset złotych, w zależności od modelu, na który się zdecydujemy.

Korzyści z abonamentu bez telefonu

Zawierając umowę z operatorem i decydując się jednocześnie na zakup smartfona wraz z abonamentem, przyjmujemy na siebie zobowiązanie na dwa lub trzy lata. Po upływie tego czasu, kiedy zapisy umowy przestają obowiązywać, wciąż możemy korzystać ze sprawnego telefonu, który może posłużyć nam jeszcze kilka lat. Dlatego wówczas warto rozważyć opcję, jaką jest abonament bez telefonu. Takie rozwiązanie oferują liczący się operatorzy sieci komórkowych na rynku. Wówczas opłata za usługi zależna jest od kilku czynników. Składają się na nią limity bezpłatnych połączeń, a także liczba gigabajtów przeznaczonych na dane internetowe. O jakich kosztach mówimy? Dla przykładu w sieci Red Bull MOBILE jest to 30 złotych miesięcznie, co pozwala na podpisanie atrakcyjnej umowy wraz z nielimitowanymi rozmowami i SMS-ami, a do tego paczką danych umożliwiającą swobodne korzystanie z sieci w ciągu całego miesiąca abonamentowego. Plusem będą również przechodzące na następne dwa miesiące rozliczeniowe niewykorzystane gigabajty danych. Warto oczywiście sprawdzić koszty, które oferują pozostali operatorzy. Można to zrobić na platformach internetowych poszczególnych sieci komórkowych lub na specjalnych porównywarkach, dzięki którym bardzo łatwo sprawdzimy, która oferta będzie dla nas najkorzystniejsza. Efekt? To doskonały sposób na utrzymywanie kosztów pod stałą kontrolą. Może się nawet okazać, że wybierając abonament bez telefonu, uzyskamy nawet połowę kwoty w stosunku do kosztów zakupu telefonu wraz z abonamentem. Dodatkowe korzyści mogą pojawić się wtedy, kiedy po zakończeniu trwającej umowy zdecydujemy się na zmianę operatora. Liczba bonusów, które będziemy w stanie sobie wynegocjować, będzie wtedy dużo dłuższa.

Kiedy warto sięgnąć po abonament bez telefonu?

Oferta bez telefonu przede wszystkim atrakcyjna będzie dla osób, które chcą mieć stały kontakt z bliskimi lub kontrahentami, ale same nie zamierzają korzystać z telefonu zbyt wiele. Po przekroczeniu pakietu darmowych minut może bowiem okazać się, że opłata za minutę połączenia będzie nieco wyższa. Umowy abonamentowe cieszą się ogromnym powodzeniem na rynku usług telefonicznych i internetowych, ponieważ pozwalają na ustabilizowanie kosztów w długoterminowej umowie. Najwyższe kwoty za abonament bez telefonu nie przekraczają 100 złotych. W tej cenie zyskamy atrakcyjną ofertę przez cały czas trwania umowy. W 2019 roku taką formę współpracy z operatorami wybrało 35 milionów klientów, zaś umowy na karty prepaid – o połowę mniej z nich.

Karma sucha dla psów — czym się kierować przy jej wyborze?

Dieta naszego czworonoga może być oparta wyłącznie o suchą karmę. W takiej sytuacji musimy jednak wybrać takie rozwiązanie, które pokryje jego zapotrzebowanie na składniki odżywcze, będzie łatwo przyswajalne i zapewni mu prawidłowy rozwój. Dobór odpowiedniego produktu uwarunkowany jest przez wiele czynników, takich jak: masa ciała, wielkość, czy też rasa naszego psa. Czym kierować się przy wyborze karmy? Podpowiadamy.

Wybór karmy dla pasa a wiek i aktywność

Karma sucha dla psa musi być dobrana w taki sposób, aby zapewniała mu witaminy i minerały niezbędne w danej fazie rozwoju. Ze względu na to producenci oferują nam karmy zarówno dla szczeniąt, miniaturowych psów, dorosłych jak i seniorów, każda taka mieszanka powinna uwzględniać potrzeby żywieniowe czworonoga na etapie życia, w którym się znajduje. Przy wyborze odpowiedniej karmy ważnym czynnikiem jest poziom aktywności i wielkość psa. Osobniki, które wykazują się niskim stopniem aktywności, mają mniejsze zapotrzebowanie energetyczne od tych, które przez cały dzień biegają i prowadzą aktywny tryb życia lub są psami pracującymi. One potrzebują dużej ilości energii.

Również kondycja zdrowotna ma niebagatelny wpływ podczas wyboru karmy dla psa. Obecnie dostępne są pokarmy przeznaczone dla pupili cierpiących na problemy zdrowotne takie jak: nadwaga, alergia, choroby nerek, wątroby czy nietolerancje pokarmowe, a także dla czworonogów po zabiegach operacyjnych i w okresie rekonwalescencji. Skład karmy musi być wówczas lekkostrawny i dobrze przyswajalny. Dla psów alergików z kolei pozbawiony alergenów.

Najlepsza sucha karma — czyli jaka?

Suche karmy dla psów różnią się również jakością. Wiele różnych karm, jakie możemy dostać na rynku, niestety nie stanowi źródła cennych składników odżywczych potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania i rozwoju naszego pupila. Dlatego tak ważny jest wybór karmy oferowanej przez sprawdzonego producenta.  Karma sucha dla psów musi na etykiecie posiadać informacje dotyczące jej składu. Warto wybrać takie produkty, w których zawartość mięsa (wołowiny, jagnięciny) wynosi 30 do 50%. Nasze czworonogi lepiej przyswajają białko pochodzenia zwierzęcego niż roślinnego, dlatego prawidłowe żywienie psa musi uwzględniać wysoką zawartość świeżego mięsa. To jednak nie wszystko — powinno być ono klasy human grade, czyli wysokiej jakości karmy. Zapewnia to, że w jej składzie nie znajdują się niepożądane elementy mięsne.

Oczywiście najlepiej jeżeli wyrób będzie ekologiczny, czyli pozbawiony antybiotyków i szkodliwych substancji. Produkt musi zawierać również nienasycone  kwasy tłuszczowe omega 3 i 6, minerały, witaminy, aminokwasy, zawartość białka i błonnik pokarmowy — jego źródłem są warzywa, owoce oraz podroby. Właściciele psów powinni wystrzegać się kupowania karm, które zawierają konserwanty, sztuczne barwniki, alergeny — zboża, takie jak: pszenica, czy kukurydza i niepotrzebne wypełniacze.

Odporność w sezonie jesienno-zimowym — jak o nią zadbać?

Sezon jesienno-zimowy to czas kiedy jesteśmy szczególnie narażeni na różnego rodzaju infekcje i przeziębienia. Dlatego w tym okresie powinniśmy zadbać o naszą odporność, dostarczając naszemu organizmowi niezbędnych witamin, minerałów i makroelementów. Jak? Podpowiadamy.

Odpowiednia dieta

Dobrze zbilansowana dieta powinna zapewnić naszemu organizmowi energię i siłę do walki z ewentualną infekcją. Powinniśmy spożywać posiłki o stałych godzinach, najlepiej co 4-5 godzin. Każdy z nich powinien być skomponowany z węglowodanów, białka, tłuszczy oraz warzyw i owoców. W sezonie jesienno-zimowym szczególnie wartościowe są dla naszego organizmu węglowodany takie jak: pełnoziarniste makarony, płatki owsiane, ryż, kasza, ziemniaki oraz ciemne pieczywo.

Wystrzegajmy się łatwo przyswajalnych cukrów rafinowanych zawartych w słodyczach, które niszczą naszą florę bakteryjną i osłabiają możliwości regeneracyjne naszego organizmu. Pamiętajmy też białku. Zawarte jest w jajach kurzych, drobiu oraz mleku i przetworach mlecznych. Zwróćmy również uwagę na odpowiednią podaż kwasów tłuszczowych. Znajdziemy je w rybach morskich, oleju rzepakowym czy owocach morza. Kwasy omega-3 odgrywają ważną rolę w procesie hamowania aktywności cytokin, czyli czynników, które odpowiadają za rozwój stanu zapalnego. Niebagatelne znaczenie w budowaniu odporności ma również ruch i aktywność fizyczna, zwłaszcza na świeżym powietrzu.

Tabletki na odporność

W sezonie jesienno-zimowym możemy wspomagać się również stosując tabletki na odporność. Do wyboru mamy wiele preparatów w formie tabletek, kapsułek, syropów, kropli itp. Zawierają one naturalne składniki powszechnie uważane za działające stymulująco na nasz układ odpornościowy. Preparaty z echinaceą, czyli jeżówką purpurową wspomagają odporność, przyczyniają się do zwiększenia produkcji interferonu i powodują nasilenie procesów fagocytozy. Z kolei aloes zwiększa produkcję limfocytów i przeciwciał we krwi, a także zawiera glikozydy, które wpływają na mikrofagi, pobudzając je do walki z wirusami.

Czosnek jest powszechnie uznawany za naturalny antybiotyk, który stosowany jest w profilaktyce i leczeniu infekcji. Osoby, które nie lubią jego charakterystycznego smaku, mogą zdecydować się na bezzapachową formę kapsułek. Tran z kolei zawiera cenne kwasy omega-3 oraz witaminy z grupy A i D, wzmacnia organizm i zmniejsza ryzyko przeziębienia. Ekstrakty roślinne takie jak: czarny bez, aronia, dzika róża itp. również działają stymulująco na nasz układ odpornościowy. Możemy wybrać też zioła do zaparzenia, takie jak: kwiat lipy, pokrzywę lub czystek.

TeamViewer – połącz się ze swoim komputerem, gdziekolwiek jesteś

Tuż przed ważną konferencją okazuje się, że ważne dokumenty pozostały w biurze? Siadasz do pracy w domu, ale zauważasz, że na pendrivie znajdują się nie te pliki, co trzeba? A może jedziesz 500 km do klienta tylko po to, żeby na miejscu wprowadzić w system dwie linijki programu? Jeśli takie sytuacje zdarzają się w twojej firmie często, to znak, że czas skorzystać z innowacyjnego rozwiązania, jakim jest TeamViewer. Z TeamViewer zyskasz zdalny i całkowicie bezpieczny dostęp do komputerów biurowych z dowolnego urządzenia niezależnie od jego lokalizacji, możliwość prowadzenia spotkań online, a nawet udzielenia pomocy technicznej z wykorzystaniem technologii rozszerzonej rzeczywistości.

Czym jest TeamViewer?

Znany na całym świecie TeamViewer to narzędzie przeznaczone do pracy zdalnej. Pozwala na połączenie komputera lub urządzeń mobilnych (dla uproszczenia nazywanych dalej w tym artykule zdalnymi) z wybranym komputerem znajdującym się w innej, nawet bardzo odległej lokalizacji. Jest doskonałym rozwiązaniem w pracy zdalnej, szczególnie przydatnym w trybie mieszanym, kiedy część zadań wykonujesz w biurze, a część – w domu lub w terenie. 

TeamViewer dostępny jest w kilku wersjach. Użytkownicy z sektora edukacji oraz instytucji publicznych mogą korzystać z TeamViewer EDU/GOV. Z kolei dla firm komercyjnych zaprojektowano trzy pakiety:

  • TeamViewer Business,
  • TeamViewer Premium,
  • TeamViewer Corporate.

Warto pamiętać, że w home.pl trwa promocja pakietów TeamViewer Premium i Corporate. 

Dlaczego warto wybrać TeamViewer?

Specjaliści, którzy opracowali TeamViewer, postawili sobie za cel zrealizowanie szeregu celów. W efekcie powstało narzędzie, które:

  • jest łatwe w obsłudze,
  • umożliwia połączenia między dowolnymi urządzeniami stacjonarnymi i mobilnymi oraz w trybie mieszanym,
  • dzięki szyfrowaniu RSA z kluczem 256-bitowym zapewnia odpowiedni poziom bezpieczeństwa danych.

Łatwa instalacja i obsługa TeamViewer

Żeby skorzystać z narzędzia, wystarczy zainstalować je na komputerze w biurze oraz przypisać urządzeniu unikalną nazwę i hasło. Na sprzęcie zdalnym również należy zainstalować TeamViewer, a następnie w oknie programu wybrać z listy partnerów nazwę komputera w biurze. Po wpisaniu hasła połączenie jest nawiązane, a na komputerze zdalnym pojawi się pulpit biurowego urządzenia.

Wiele możliwości konfiguracji połączeń

TeamViewer jest elastycznym narzędziem, które można dopasować do każdych warunków pracy. Pozwala na realizację następujących połączeń:

  • komputer w biurze – komputer zdalny,
  • komputer w biurze – urządzenie mobilne zdalne,
  • urządzenie mobilne w biurze – komputer zdalny,
  • urządzenie mobilne w biurze – urządzenie mobilne zdalne.

Jedyny warunek, aby skorzystać z dostępu zdalnego to obsługa przez urządzenia jednego z systemów: Windows, macOS, Linux, Chrome OS, iOS lub Android oraz instalacja dodatku Obsługa urządzeń mobilnych.

Przydatne funkcje narzędzia

Korzystanie z TeamViewer ma na celu łatwy dostęp zdalny do zasobów urządzenia zlokalizowanego w dowolnej przestrzeni. Narzędzie umożliwia swobodną komunikację między urządzeniem stacjonarnym a zdalnym.

Niezależnie od konfiguracji, w jakiej występuje połączenie, TeamViewer zapewnia szereg przydatnych funkcji, m.in.:

  • możliwość wydruku dokumentów zlokalizowanych na komputerze w biurze z oddalonego miejsca, w którym obecnie się znajdujemy. Jeśli musisz skorzystać z drukarki, np. będąc w delegacji, bez problemu wydrukujesz pliki, które pozostawiłeś na komputerze w pracy,
  • wideokonferencje i współpraca dzięki funkcji TeamViewer Meeting,
  • wyświetlanie czarnego ekranu na urządzeniu w biurze w celu zachowania prywatności dostępu zdalnego,
  • zdalna pomoc udzielana współpracownikom i klientom za pomocą dodatku TeamViewer Pilot. Dzięki wykorzystaniu technologii rozszerzonej rzeczywistości możliwe jest np. przeprowadzenie naprawy urządzenia na odległość, pomoc w przejściu przez skomplikowaną procedurę uruchomienia maszyny czy wsparcie w konfiguracji zaawansowanego sprzętu.

TeamViewer – jaki pakiet wybrać?

Wybór pakietu przeznaczonego dla firmy zależy od wymagań użytkownika. Każda z trzech dostępnych wersji TeamViewer zapewnia:

  • zarządzanie ustawieniami dla urządzeń,
  • możliwość implementacji własnego logo w aplikacji TeamViewer,
  • korzystanie z funkcji TeamViewer Meeting,
  • instalację dodatku Obsługa urządzeń mobilnych,
  • możliwość skorzystania z dodatku TeamViewer Pilot.

Różnice pomiędzy pakietami związane są z dostępem do określonych usług oraz limitem sesji (jednoczesnego wykonywania połączeń przez różnych użytkowników w tym samym czasie) czy limitem uczestników.

TeamViewer Business

Ta wersja narzędzia pozwala na:

  • korzystanie z licencji przez 1 użytkownika,
  • utworzenie 1 sesji w ramach pakietu,
  • korzystanie z 3 urządzeń w ramach licencji,
  • uczestnictwo do 5 osób w TeamViewer Meeting.

TeamViewer Premium

Przeznaczony dla nieco większych firm TeamViewer Premium umożliwia:

  • korzystanie z licencji przez 15 użytkowników,
  • utworzenie 1 sesji w ramach pakietu (jest możliwość zainstalowania dodatku Add-on channel, umożliwiającego tworzenie dodatkowych sesji),
  • korzystanie z dowolnej liczby urządzeń w ramach licencji,
  • uczestnictwo do 15 osób w TeamViewer Meeting,
  • grupowanie urządzeń według wybranych przez użytkownika parametrów,
  • raportowanie połączeń i dostępu użytkowników.

TeamViewer Corporate

Pakiet TeamViewer Corporate to narzędzie przeznaczone dla dużych firm. Zapewnia:

  • korzystanie z licencji przez 30 użytkowników,
  • utworzenie 3 sesji w ramach pakietu (jest możliwość zainstalowania dodatku Add-on channel, umożliwiającego tworzenie dodatkowych sesji),
  • korzystanie z dowolnej liczby urządzeń w ramach licencji,
  • uczestnictwo do 25 osób w TeamViewer Meeting,
  • grupowanie urządzeń według wybranych przez użytkownika parametrów,
  • raportowanie połączeń i dostępu użytkowników,
  • możliwość masowej instalacji TeamViewer na komputerach klienta,
  • możliwość raportowania połączeń przychodzących.

TeamViewer czy VPN – co wybrać?

VPN to dobry sposób na zabezpieczenie danych, jeśli jesteś zmuszony do korzystania z sieci publicznej. TeamViewer stanowi jednak doskonałą alternatywę dla tego rozwiązania. W przeciwieństwie do VPN – zapewnia on wydajną pracę w każdym miejscu, w którym możesz połączyć się z internetem, nawet jeśli korzystasz z publicznych sieci wi-fi, mobilnych hotspotów lub powolnego połączenia.

Co więcej, szyfrowanie RSA pomiędzy użytkownikami końcowymi stosowane w TeamViewer daje wysoki stopień bezpieczeństwa, dzięki czemu korzystanie z VPN nie jest już koniecznością.

Przegląd wydarzeń tygodnia 29.11 – 3.12.2021

Nastroje na rynkach finansowych w kończącym się tygodniu zdeterminował silniejszy dolar, a w piątek gruchnęła wiadomość o nowym wariancie koronawirusa, która straszy rynki. W kontekście sytuacji epidemicznej część odczytów z przyszłego tygodnia będzie miała jedynie wartość historyczną, ale inne doskonale dopełnią obrazu gospodarki i mogą dać odpowiedź na pytanie jak zachować się mogą w najbliższych tygodniach decydenci. Na szczególną uwagę zasługują dane z rynku pracy w Stanach Zjednoczonych, ale też odczyty inflacji z Europy.

Najważniejsze wydarzenia: NFP, ADP, ISM ze Stanów Zjednoczonych, CPI z Polski, HICP ze strefy euro

Kolejny tydzień rozpocznie się od szacunków inflacji HICP w strefie euro, konkretnie w Niemczech. W największej gospodarce eurolandu oczekuje się przyspieszenia rocznej dynamiki wzrostu cen do około 5,2 proc. Podwyższona inflacja występuje w większości krajów świata, a EBC zdaje się wciąż ignorować dynamikę, w związku z czym implikacje odczytu dla wyceny euro będą raczej niewielkie. Nie zmienią tego nawet jastrzębie przebłyski wśród przedstawicieli banku. We wtorek do kompletu opublikowana zostanie wartość wskaźnika HICP dla całej strefy euro. W przypadku wskaźnika dla wszystkich krajów eurolandu tradycyjnie można się spodziewać nieco niższego odczytu.

Również we wtorek opublikowane zostaną szacunki inflacji CPI dla Polski. Oczekuje się kontynuacji wzrostu cen i odczytu powyżej 7 proc r/r. Sądzę jednak, że w obliczu rosnącej niepewności koronawirusowej presja na RPP po wysokim odczycie będzie nieco niższa. Niemniej podtrzymujemy, że bazowym scenariuszem jest podwyżka stóp na grudniowym posiedzeniu, do czego wysoka inflacja z pewnością będzie zachęcać. Dyskusyjna pozostaje natomiast skala ruchu, a epidemiczne ryzyka zapewne ograniczą apetyty jastrzębi. W pewnym sensie dla RPP epidemia może być „wyciągniętą ręką”, gdyż spadek rynkowych oczekiwań na przyspieszenie taperingu w USA może oznaczać, że kontynuacja podwyżek stóp procentowych w Polsce zostanie mocniej dostrzeżona przez rynek i umocni złotego. W połączeniu z propozycją tarczy antyinflacyjnej mogłoby to obniżyć szczyt inflacji (choć prawdopodobnie okres podwyższonej inflacji zostanie rozciągnięty).

Najważniejszym rynkiem do obserwacji w kolejnym tygodniu będą jednak Stany Zjednoczone. Począwszy od środy, kiedy opublikowany zostanie wskaźnik nastrojów Conference Board, aż do piątku, kiedy rynek pozna wartość NFP (zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym). W między czasie istotne mogą okazać się publikacje wskaźników koniunktury ISM, a także dane z rynku pracy prywatnej firmy ADP. Dotychczasowe dane z rynku pracy jawią się pozytywnie i dają przestrzeń do szybszej normalizacji polityki pieniężnej, co umacnia dolara, ale pozostaje relatywnie niegroźne dla rynku akcji. Czynnikiem, który może jednak dużo namieszać jest sytuacja epidemiczna. W sytuacji, gdy okaże się, że wariant z RPA jest mocno groźny oczekiwania na szybszy tapering mogą się drastycznie odwrócić. Na moment pisania nie znana jest szczegółowa charakterystyka nowej mutacji (jej odporność na szczepienia itd.), ale w dużej mierze od tego zależy, czy przyszłotygodniowy raport NFP będzie miał jedynie wartość historyczną, czy jednak pierwotny strach okaże się przesadzony i wirus nie wpłynie istotnie na aktywność ekonomiczną.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Pomimo wzrostu produkcji, polski przemysł wciąż nie stanął na nogi

W tym tygodniu poznaliśmy wyniki polskiej produkcji przemysłowej za październik. Wykazała się ona bardzo solidnym wzrostem o 7,8% r/r. Problematyczny jest jednak fakt, że oprócz rosnącej produkcji, szybko rosną również ceny producentów, które podwyższyły się w skali roku o 11,8%. Co więcej, wygląda na to, że tej zimy Europa będzie przechodzić kolejną wielką falę koronawirusa. Polskie firmy muszą więc walczyć z zaburzonymi łańcuchami dostaw oraz bardzo szybko rosnącymi cenami, które powodują, że produkcja jest droższa. Z kolei wysoka inflacja może prowadzić do wzrostu oczekiwań inflacyjnych w dłuższej perspektywie, a tym samym do żądań pracowników względem szybszego wzrostu płac. A czynniki, takie jak kolejna fala pandemii i rosnące stopy procentowe (droższe kredyty) mogą utrudnić życie firmom. Sytuacja w polskim przemyśle, pomimo stosunkowo dobrych wyników, jest nadal trudna, na razie bez perspektyw na poprawę.

W ten sam sposób niepewność objawia się w niemieckiej gospodarce, która może  przechodzić kolejny lockdown tej zimy. Odzwierciedlają to również wskaźniki wyprzedzające, takie jak IFO Business Mood Index, który spadł w listopadzie do 96,5 pkt. Warto zauważyć, że każda wartość poniżej poziomu 100 wskazuje, że firmy nie postrzegają swojej sytuacji pozytywnie. Wskaźnik oceniający obecną sytuację zatrzymał się na poziomie 99 pkt., natomiast wskaźnik oceniający perspektywy na przyszłość na poziomie 94,2 pkt.

Kurs złotego w tym tygodniu przechodził duże wahania, ale ostatecznie niewiele się zmienił. Para walutowa PLN/EUR oscylowała na koniec tygodnia na poziomie 4,70. Kurs eurodolara spadł natomiast do poziomu 1,125 USD/EUR. Waluta amerykańska korzysta na dobrych danych i pozytywnych perspektywach gospodarczych w USA, a euro szkodzi nerwowość związana z pogarszającą się sytuacją koronawirusa w UE.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Escola zajęła 1. miejsce spośród polskich spółek w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars”

Escola, jedna z czołowych firm tworząca aplikacje mobilne i webowe w Polsce zajęła 1. miejsce spośród polskich spółek, a 8. miejsce w Europie Środkowo-Wschodniej w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars”.

Nieprzerwanie od kilku lat, notujemy stały i dynamiczny wzrost. Zaczynaliśmy od 6-osobowego zespołu, a aktualnie posiadamy blisko 70 osób. W Grupie Kapitałowej mamy 5 spółek i stawiamy przede wszystkim na nasze kompetencje – edukację i jakość produktową. Wyróżnienie w kategorii „Growth Stars” w rankingu Deloitte to dowód na to, że zajmujemy silną pozycję na polskim rynku IT. W czerwcu nasza spółka zajęła wysokie 6. miejsce wśród 100 najszybciej rozwijających się firm technologicznych w ostatnich dwóch latach w rankingu Clutch – mówi Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe 2021 w kategorii „Growth Stars” bierze pod uwagę dynamikę przychodów – Escola zanotowała wzrost przychodów o 1081 proc. Spółka ma za sobą trzy udane finansowania crowdfoundingowe, z których pozyskała 3,25 mln zł. Spółka konsekwentnie realizuje cele i przejmuje kolejne spółki technologiczne, poszerzając portfolio swoich usług i zespół doświadczonych programistów. Tylko w tym roku Escola przejęła platformę myVOD, software house – Deal IT, czy krakowską spółkę ClickMaster, organizatora międzynarodowej konferencji rynku mobilnego – Mobile Trends.

– Akwizycje pozwalają nam na dużą dynamikę rozwoju i pozyskanie specjalistów na rynku. Z kolei mała rotacja pracowników w obrębie grupy sprzyja budowaniu zgranego i rozbudowanego zespołu. Sukces i wyróżnienie, które teraz osiągnęliśmy to nasza wspólna praca. Kolejny krok milowy, który niedługo osiągniemy to planowany na pierwszą połowę 2022 roku debiut na NewConnect – dodaje Krzysztof Wojewodzic.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe to zestawienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowej. Oprócz firm wyróżnionych w głównej kategorii Fast 50, Deloitte Central Europe nagrodził też młodsze firmy w kategorii „Growth Stars”, które wchodzą w skład zestawienia „Companies to watch”. Firmy samodzielnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte weryfikuje podane przez nie dane finansowe.

Oprócz bazowej działalności, przejęcia i tworzenie spółek zależnych oraz akwizycja innych software house’ów są głównymi elementami strategii Escola. Pozwala to na pozyskanie doświadczonych programistów oraz zwiększenie liczby prowadzonych projektów. Escola SA w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 % za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020.

Mocne zamknięcie tygodnia

Jeszcze wczoraj zapowiadało się, że ten tydzień zakończy się relatywnie spokojnie. W wyniku wiadomości o nowej odmianie koronawirusa mamy jednak niespodziewaną promocję na złotego. Zwykle waluty nie brały udziału w Black Friday.

Korekta na dolarze po Święcie Dziękczynienia

Amerykanie świętowali wczoraj i było to widać na parach związanych z dolarem. Żeby było jeszcze nudniej to nawet zwyczajowy punkt programu w czwartki, czyli publikację danych o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych, przeniesiono na środę. Swoją drogą dzięki temu jednemu dniu mniej w danych mieliśmy w środę rekordowo dobry wynik od początku pandemii. Za tydzień jednak będziemy mieć wyjątkowo słaby, bo będzie dzień więcej. Dzisiejszy dzień zaczął się od dość wyraźnej przeceny dolara. Traci na wartości około pół centa na razie. Warto jednak pamiętać, że jesteśmy przed otwarciem rynków za oceanem, więc to się może jeszcze mocno zmienić.

Funt traci mimo danych

Poznaliśmy wczoraj wartość indeksu sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii. Co interesujące, mamy spadki funta pomimo lepszych od oczekiwań danych. Indeks wyniósł 39 punktów, co jest wzrostem o 4 punkty wyższym od i tak optymistycznych oczekiwań. W przypadku takich indeksów ciężko chwycić punkt odniesienia czy to dużo, czy mało. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest to drugi najlepszy rezultat od początku pandemii. Nie zmienia to faktu, że funt jest w lekkim odwrocie w ostatnich dniach. Z drugiej strony w poprzednim tygodniu brytyjska waluta ustanowiła kolejne rekordy wartości względem euro od wyjścia ze struktur unijnych. Korekta po takim wydarzeniu nie jest niczym nadzwyczajnym.

Kolejna panika na giełdach?

Piątkowy poranek rozpoczął się od gwałtownego tąpnięcia na rynkach. Giełdy europejskie otworzyły się 2-3% niżej. Analitycy wiążą to z informacjami o nowej mutacji koronawirusa i potencjalnymi zagrożeniami dla gospodarki. Wraz ze spadkami na giełdach w dół idą też waluty rozwijających się państw. Traci zatem nie tylko polski złoty, ale również czeska korona i forint węgierski. W rezultacie tego ruchu euro ponownie osiągnęło 4,70 zł. Jak to często ma miejsce w sytuacjach silnych emocji, inwestorzy przenoszą swoje środki na franka. Nie może zatem dziwić, że frank znów atakuje poziom 4,50 zł.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Black Friday na rynkach finansowych

Zwyczajowo Black Friday to dzień wyprzedaży w sklepach, jednak w tym roku prawdziwe przeceny pojawiły się rynkach finansowych. W dół poszły akcje, notowania ropy, a nawet kryptowaluty.

Zarówno Eurostoxx 50, jak i niemiecki DAX zdają się tracić w piątek, 26 listopada po ok. 3 proc. Wcześniej istotne przeceny odnotowały giełdy w regionie Azji i Pacyfiku.

Winny nowy koronawirus?

– Do spadków może dochodzić w związku z obawami o rozprzestrzenianie się właśnie zidentyfikowanego i prawdopodobnie odpornego na szczepionkę koronawirusa. Nowy wariant, który został już wykryty w RPA, Botswanie i Hongkongu, skłonił Wielką Brytanię do ogłoszenia tymczasowego zakazu lotów z sześciu krajów południowej Afryki – wyjaśnia Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału Conotoxia Ltd., spółki świadczącej usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Inwestorzy mogą się teraz obawiać, że inne kraje wprowadzą podobne zakazy. Co więcej, na nastroje negatywnie mogą wpływać wprowadzane w Europie covidowe ograniczenia oraz perspektywa szybszego zacieśnienia polityki monetarnej w USA, gdzie kontrakty terminowe zdają się dziś tracić na wartości. Futures na S&P 500 spada o 1,8 proc., zaś na Nasdaq 100 o 1,2 proc. Najwięcej, bo ponad 2,2 proc., wydaje się tracić Dow Jones.

Jak OPEC odpowie na uwolnienie strategicznych rezerw?

Do spadków na rynkach akcji dołączyły również kontrakty terminowe na ropę WTI, które zdają się tracić ponad 5 proc. Baryłka ropy jest dziś wyceniana na ok. 74, a to najniższy poziom od blisko czterech tygodni.

– Tu na przecenę mogą wpływać rosnące obawy o nadwyżkę surowca na globalną skalę w pierwszym kwartale 2022 r. Wynikają one ze skoordynowanego uwolnienia rezerw ropy przez głównych konsumentów, m.in. Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, Indie czy Japonię – komentuje Daniel Kostecki z Conotoxia Ltd.

Rada doradcza OPEC spodziewa się nadwyżki 400 tys. baryłek dziennie (bdp) w grudniu i przewiduje, że jeśli nastąpi uwolnienie rezerw, to nadwyżka wzrośnie do 2,3 mln bdp w styczniu oraz 3,7 mln bdp w lutym.

Sojusz OPEC+ spotka się 1-2 grudnia, aby zdecydować, czy kontynuować planowane zwiększenie poziomu wydobycia o 400 tys. bdp w styczniu.

– Niektórzy członkowie kartelu już ostrzegli, że uwolnienie rezerw strategicznych może doprowadzić do wstrzymania dostaw ropy z OPEC+. Jednocześnie czwarta fala zachorowań na koronawirusa w Europie i nowy wariant COVID z RPA, który może zmniejszyć skuteczność szczepionek, mogą pogarszać perspektywy popytu – komentuje Daniel Kostecki.

Wyprzedaż kryptowalut

Na rynku kryptowalut także możemy zaobserwować gwałtowne przeceny. Cena bitcoina spadła dziś poniżej 55 tys. USD, co zdarzyło się po raz pierwszy od półtora miesiąca. Kurs ETH/USD spadł zaś do 4 tys. USD, a litecoin zniżkował poniżej 200 USD i znalazł się na najniższym poziomie od 20 dni.

– Przed dzisiejszą wyprzedażą kryptowaluty miały za sobą wiele udanych tygodni. Wystarczy wspomnieć, że ethereum od początku roku zyskało na wartości blisko 500 proc., a cena bitcoin w USD wzrosła o ok. 100 proc. – przypomina dyrektor polskiego oddziału Conotoxia Ltd.

E-bilet bez śledzenia lokalizacji – Fintech Spark i Przelewy24 udostępniają płatności za autostrady

Brak śledzenia lokalizacji i potrzeby przedpłacania konta, błyskawiczna rejestracja i możliwość opłaty za wybrany odcinek autostrady – to tylko niektóre z cech wyróżniających aplikację Spark, za pośrednictwem której już od 1 grudnia będzie można uiścić opłatę za bilet autostradowy. Spark – rozwiązanie, opracowane dzięki współpracy Platformy Detalistów i Przelewy24, umożliwia zakup e-biletu przed rozpoczęciem jazdy oraz opłacenie przejazdu dowolnego innego samochodu czy kierowcy. Usługa będzie udostępniona w pierwszej kolejności dla użytkowników systemu iOS, a kilka dni później także dla korzystających z Android.

Infografika Spark

1 grudnia 2021 r. z państwowych, płatnych odcinków autostrad A2 i A4 znikną bramki. Od tego dnia każdy kierowca, wjeżdżający na autostradę samochodem o dopuszczalnej masie całkowitej poniżej 3,5t lub motocyklem, zobowiązany będzie posiadać ważny bilet autostradowy. W przeciwnym razie grozi mu mandat 500 zł.

Bilet autostradowy będzie można kupić w formie drukowanej, np. na stacji paliw lub w kiosku, bądź online i w aplikacjach mobilnych. Fintech Spark, dzięki współpracy z wiodącym dostawcą płatności elektronicznych Przelewy24, proponuje alternatywę dla rozwiązań „śledzących” lokalizację użytkownika (np. aplikacja e-TOLL) i od 1 grudnia umożliwi kierowcom zakup e-biletu na wybrany odcinek autostrady przed rozpoczęciem podróży.

Jacek Kinecki, CCO Przelewy24
Jacek Kinecki, CCO Przelewy24

To kolejny raz, gdy z fintechem Spark proponujemy w Polsce rozwiązanie, które o krok wyprzedza wszystkie inne dostępne na rynku. Po skutecznie wdrożonych e-paragonach, teraz stworzyliśmy funkcjonalność, dzięki której kierowcy za pomocą kilku kliknięć zarejestrują się w aplikacji Spark z jednorazowym dodaniem karty w systemie Przelewy24 i otrzymają bilet autostradowy w postaci elektronicznej. Bez śledzenia lokalizacji czy ryzyka otrzymania mandatu – mówi Jacek Kinecki, członek zarządu Przelewy24, które odpowiadają za realizowanie płatności w ramach Spark.

E-bilet jest ważny 48 godzin, można wybrać datę początku jego ważności i zapłacić bez wcześniejszego zasilania specjalnego konta. Możliwy jest również zakup biletu dla innej osoby (np. starszej, nieobsługującej smartfonów i aplikacji) oraz zakup kilku biletów z wyprzedzeniem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dodatkowo, w przypadku zmiany planów, istnieje możliwość zwrotu biletu przed rozpoczęciem jego terminu ważności. W sytuacji, gdy komuś zdarzy się już wjechać na autostradę bez biletu – Spark umożliwia „awaryjny” zakup biletu z datą wsteczną do 5 dni – takiej możliwości nie dają rozwiązania “śledzące”. Bilet ma postać elektroniczną i może służyć jako podstawa do ujęcia w kosztach prowadzonej działalności gospodarczej.

Cezary Pierzan Platforma Detalistów
Cezary Pierzan, współtwórca aplikacji Spark, prezes Platformy Detalistów

W przypadku rozwiązań śledzących lokalizację kierowcy obawy o prywatność (w zamian za półautomatyczne podstawienie informacji o wjeździe i zjeździe z autostrady) to tylko wierzchołek góry lodowej. Warto podkreślić, że aby system mógł w ogóle działać, niezbędne jest spełnienie wielu wymogów czy rekomendacji – m.in. telefon powinien być włączony i odblokowany, a aplikacja uruchomiona “na wierzchu” przez cały czas podróży (a nie w tle) z aktywowanym trybem śledzenia jeszcze przed wjazdem na autostradę. Do poprawnego działania systemu należy także włączyć powiadomienia push oraz transmisję danych internetowych. Ponadto kierowca musi pamiętać o zapewnieniu zasilania urządzenia na całej trasie i wyłączeniu trybu oszczędności baterii. Niespełnienie któregokolwiek z wymogów wiąże się z ryzykiem nieprawidłowego działania systemu i niewydaniem biletu, a w konsekwencji z mandatem – komentuje Cezary Pierzan, współtwórca aplikacji Spark, prezes Platformy Detalistów.

I dodaje – prawdopodobnie znajdą się zwolennicy jednego, jak i drugiego modelu wnoszenia opłat za przejazdy. Biorąc jednak pod uwagę wspomniane już wymogi i brak gwarancji poprawnego wydania biletu, bezpieczniejszym wyborem jest jego zakup przed podróżą. Spark jest rozwiązaniem, które zapewnia komfort spokojnej jazdy niezakłóconej kontrolowaniem telefonu i nie naraża kierowcy na mandaty, z żadnego powodu.

Funkcja zakupu e-biletu autostradowego w Spark będzie dostępna na smarftonach z systemem iOS od 1 grudnia, a kilka dni później także dla korzystających z Android. Samą aplikację można pobrać już dziś.

„Ból” łańcuchów dostaw zaczyna słabnąć

Widzimy oznaki, że łańcuchy dostaw ponownie dostosowują się do ogromnego popytu i przemieszczeń obserwowanych w tym roku. Nasz wskaźnik „bólu” łańcucha dostaw spadł o 20 proc. od szczytów z początku października przy niższych cenach chipów komputerowych, frachtu i energii. Spadek ten prawdopodobnie powiększy się w przyszłym roku, ponieważ łańcuchy dostaw będą się dalej dostosowywać, pomagając złagodzić obawy związane z inflacją i marżą zysku przedsiębiorstw. Powinno to pomóc sektorom handlu detalicznego (@ShoppingCart) i motoryzacyjnemu (@ChinaCar). Ale także spedytorom takim jak Maersk (MAERSKB.COM), Zim (ZIM) i innym „zwycięzcom” dyslokacji.

DOBRA WIADOMOŚĆ

Ceny tanich chipów komputerowych DRAM, przesyłek masowych i kontenerowych oraz europejskiego gazu ziemnego spadły w porównaniu do momentów szczytowych. Były to cztery najbardziej dotknięte obszary globalnych łańcuchów dostaw i te wczesne oznaki złagodzenia wąskich gardeł są bardzo mile widziane. Nasz prosty ważony wskaźnik „bólu” dziennego łańcucha dostaw osiągnął szczyt sześć tygodni temu, po wzroście o 200% w tym roku.

MNIEJ POZYTYWNIE

Wskaźnik „bólu” nadal pozostaje bardzo wysoki, a łańcuchy dostaw wciąż są napięte. Również większe i bardziej „lepkie” części inflacji zaczęły się pogarszać. Składnik „schronienia” inflacji w USA rośnie (+3,5 proc. w zeszłym miesiącu) i stanowi 30 proc. indeksu. Jednocześnie średnie stawki godzinowe, które mają wpływ na całą gospodarkę, wzrosły w zeszłym miesiącu o 4,9 proc. Rozluźnienie łańcuchów dostaw zmniejszy stopę inflacji i obawy w przyszłym roku, ale dżin może być już poza butelką.

Ból łańcuchów dostaw

Ben Laidler, strateg ds.rynków globalnych w eToro

Polski Ład – osoby liczące na bardzo duże ulgi podatkowe, mogą poczuć się rozczarowani

Polski rząd przeprowadza ofensywę reklamującą korzyści płynące z Polskiego Ładu. Kilkanaście milionów ulotek pod hasłem: „Niższe podatki i więcej pieniędzy w portfelach Polaków” wypełniło m.in. tradycyjne skrzynki pocztowe. Polski Ład przyniesie bardzo wiele zmian. Wydaje się, że skala tych pożytków, które były reklamowane, nie będzie aż tak duża, jak zakładano – zwłaszcza po odjęciu kosztów dodatkowych, o których się nie mówi – podobnie jak o tym, że składka zdrowotna nie będzie obliczana jako zaliczka na podatek dochodowy. Spowoduje to, że wszyscy, którzy byli adresatami tej zmiany oraz osoby liczące na bardzo duże ulgi podatkowe, mogą poczuć się rozczarowani. Natomiast jest pewna grupa osób, która sygnalizowała, że duża część tych zmian będzie kosztem obciążenia ich pracy. W związku z tym podniesie to koszty wytwarzania towarów, dóbr i usług. Specjaliści podatkowi wskazują, że kolejne miesiące to będzie bardzo trudny okres dla osób odpowiedzialnych w firmach za prawidłowe rozliczenie z ZUS i urzędem skarbowym.

– Zmiany wynikające z Polskiego Ładu, mogą okazać się kolejnym czynnikiem podnoszącym inflację. Wszystko za sprawą tego, że firmy będą obciążone większymi kosztami. Koszty, jakie poniosą pracodawcy, są nieporównywalne z tym, co trzeba będzie zrekompensować pracownikom kluczowym dla firm. Często mówi się, że osób zarabiających najwięcej jest niewiele i wystarczy obciąć im pensję. Trzeba jednak pamiętać, że zazwyczaj są to specjaliści ustawiający pracę tak, aby reszta pracowników mogła spokojnie pracować – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Mówimy tu o specjalistach ze strony zarządczej lub merytoryczno-technicznej. Bez ich pracy cały proces jest bez sensu, bo może okazać się nierealizowalny. Jeżeli zdarzyłoby się, że część z nich stwierdzi, że takie obcinanie pensji zacznie ich irytować – to mogą chcieć zmienić miejsce pracy. Często będą to duże straty dla danej firmy. Być może trzeba będzie zatrudnić kogoś jeszcze drożej albo nakłonić do powrotu – co też okaże się droższe. To wszystko odbije się na kosztach wytwarzania, a więc także na cenach towarów i usług. Istnieje zagrożenie, że problem ten powróci. Osoby, które miały mieć dużą ulgę i miały zachować „w kieszeni” więcej pieniędzy – po pierwsze będą mieć ich znacząco mniej, a po drugie większą część tych oszczędności będą musieli wydawać. Polska gospodarka nadal dochodzi do siebie po ciężkim i długim okresie pandemii – zatem trudno wskazać konkretne kroki ze strony administracji, które miałyby przyśpieszyć proces wracania stanu sprzed kryzysu – analizuje Soroczyński.

Zaległości e-commerce przekraczają 292 mln zł, ale rosną wolniej niż przed pandemią

Dla przedsiębiorców z branży e-commerce zbliża się czas najważniejszych w roku żniw, które nierzadko decydują o kondycji firm na kolejne 12 miesięcy. Lawinę zakupów uruchamia Black Friday, atmosferę podkręca przypadający na najbliższy poniedziałek Cyber Monday, czyli promocje w sieci, a potem rusza grudniowe szaleństwo związane ze świętami i sylwestrem. Fakty są jednak takie, że dzięki pandemii handel online cały czas jest na dopingu, mimo tego jego finanse nie prezentują się najlepiej. Jak pokazują dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, zaległości e-handlu wobec banków i dostawców wzrosły przez rok o ponad 21 mln zł i przekroczyły 292 mln zł.

W tym roku Black Friday nabiera szczególnego wymiaru ze względu na fakt, że przed rokiem pandemia koronawirusa ograniczyła możliwość urządzania szalonych przecen w sklepach stacjonarnych. Jesienny lockdown w handlu został zniesiony w sobotę 28 listopada 2020 r., a więc dzień po Czarnym Piątku. Z tego względu znacznie większą popularnością cieszyły się promocje w sieci. Według operatora płatności online Blue Media, liczba transakcji w ciągu Czarnego Tygodnia 2020 wzrosła o 91,5 proc. w stosunku do 2019 r. Teraz wyniki sprzedażowe mogą się rozłożyć także na sklepy handlujące stacjonarnie.

A liczba sklepów internetowych w Polsce rośnie, w ciągu ostatnich trzech lat w tempie 25 proc. rocznie – wynika z informacji zebranych przez wywiadownię gospodarczą Dun&Bradstreet. Stawia to Polskę w czołówce najszybciej rozwijających się rynków e-commerce w Europie. W połowie września 2021 r. w KRS zarejestrowanych było w sumie 51 tys. sklepów internetowych – o ponad 6,3 tys. (14 proc.) więcej niż na koniec roku 2020. Jednak, jak wynika z analizy Dun&Bradstreet, tylko 1,5 proc. polskich e-sklepów jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej, a w dobrej 23 proc. Dominują firmy w słabej formie (67 proc.), a w bardzo złej jest ponad 8 proc. Od początku tego roku działalność zawiesiło ponad 4,4 tys. zarejestrowanych w Polsce sklepów internetowych.

Zaległości e-commerce przekraczają 292 mln
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

O poprawie, ale jednocześnie wciąż dalekiej od ideału rzetelności płatniczej e-handlu, mówią także dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Ze statystyk tych wynika, że przez rok niespłacone zadłużenie branży e-commerce względem banków i kontrahentów wzrosło o 21,3 mln zł do ponad 292 mln zł na koniec września.

I choć liczba zadłużonych e-sklepów nie przyrasta aż tak gwałtownie (wzrost o 1 proc. w ciągu roku i o 6 proc. od początku pandemii), to znacząco pogłębiają się zaległości dotychczasowych dłużników. Średnio na jeden sklep przypada już 63 373 zł zaległych zobowiązań, podczas gdy w marcu ubiegłego roku było to 58 715 zł. Obecnie problemy finansowe ma 4614 aktywnych, zawieszonych i zamkniętych podmiotów. Od początku pandemii zaległości branży wzrosły o niespełna 38 mln zł.

Kłopoty z zaległymi zobowiązaniami wobec banków i kontrahentów dotyczą 4,3 proc. firm e-commerce. To nieznacznie mniej niż na początku pandemii i znacznie mniej niż wynosi średnia dla całej gospodarki, która kształtuje się na poziomie 5,7 proc. Co nie mniej istotne, w okresie pandemii tempo przyrostu zaległości firm zajmujących się zdalną sprzedażą znacznie spowolniło i już nie przekracza, a nawet nie dorównuje średniej, jaką notuje ogół przedsiębiorstw. W ostatnie półtora roku przeterminowane zobowiązania firm dłużników podwyższyły się o 16 proc., a w ciągu roku o 12 proc.

– Choć branża jest cały czas na fali wznoszącej, to jednak nie ma wątpliwości, że część sklepów internetowych, jak to się dzieje każdego roku, nie poradzi sobie na rynku. Wyzwaniem jest silna konkurencja również ze sklepami zagranicznymi oraz naturalny z czasem powrót części klientów do zakupów stacjonarnych. Podwyżka stóp procentowych to także zła wiadomość. Z powodu wyższego kosztu kredytów, firmy mogą mieć utrudniony dostęp do kapitału, a te, które już zaciągnęły kredyty, mają wyższe oprocentowanie i wyższe raty swoich zobowiązań – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Na pewno nie pomaga też wywołana pandemią zmiana nastawienia do konsumpcji i zakupów, którą widać w deklaracjach Polaków. Ale z drugiej strony wiadomo już, że spora część nowo przekonanych do zakupów w sieci pozostanie wierna e-commerce, a dla ograniczających wydatki kuszący może okazać się model sprzedaży z odroczonym terminem płatności, kup teraz, zapłać później – dodaje.

Co dziesiąty konsument ogranicza wysokie wydatki

Trudno o jednoznaczną odpowiedź, czy na wyprzedażach wydamy więcej. Choć w zeszłym roku w dwa ostatnie miesiące Polacy zaciągnęli 15 proc. kredytów ratalnych więcej niż średnio w pozostałych miesiącach roku, to należy zauważyć, że rok wcześniej różnica ta wynosiła 25 proc. Poza tym deklarowane wydatki na organizację świąt Bożego Narodzenia i zakup prezentów w 2020 r. były o 12 proc. niższe niż przed pandemią. Bo lockdowny i obawy związane również z gospodarczymi i finansowymi konsekwencjami COVID-19 zmieniły nasze nawyki zakupowe. Wprawdzie wraz z trwaniem pandemii trend ten słabnie, ale nadal jednak wiele osób zakłada cięcia wydatków i większą oszczędność.

Jak wynika z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, ograniczenie wydatków deklaruje 34 proc. Polaków, w tym 24 proc. ankietowanych mówi, że dotyczy to wszystkich wydatków, a 10 proc., że głównie tych wysokich. Na odreagowywanie pandemii zwiększonymi zakupami handlowcy nie mają co liczyć, bo jest to reakcja marginalna, na którą wskazuje jedynie 1 proc. osób. Ale planowanie to jedno, a realizacja to drugie, bo ponad połowa osób zauważa, że regularnie z powodu nieprzemyślanych, impulsywnych i nietrafionych zakupów traci co miesiąc pieniądze. W większości przypadków chodzi o stosunkowo niewielkie kwoty – do 100 zł miesięcznie (32 proc.), ale są też tacy (5 proc.), którym z tego powodu ubywa z budżetu ponad 200 zł czy nawet powyżej 500 zł (2 proc.).

– Ale w warunkach bombardujących zewsząd przecen, promocji i świątecznej atmosfery jest jeszcze trudniej wykazać się silną wolą – przestrzega Sławomir Grzelczak.

Badanie Quality Watch zrealizowane dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor w dniach 1-4 października 2021 r., metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1071