Stanowisko GECX Group: dalsza blokada Onico Energia to zagrożenie dla istnienia tej firmy

Kolejne Zwykłe Zgromadzenie Akcjonariuszy Onico Energia zakończyło się bez żadnych, koniecznych dla dalszego funkcjonowania tej firmy rozstrzygnięć, a do tego – ogłoszeniem kolejnej przerwy w głosowaniach. Zagranicznemu właścicielowi akcji tej firmy, czyli mającemu siedzibę w Szwajcarii GECX Group, cały czas zależy na dalszym funkcjonowaniu i rozwoju Onico Energia, która specjalizuje się w dostawach gazu. Podejmuje zatem wysiłek, aby jak najszybciej rozwiązać zaistniały wiosną tego roku problem wstrzymania dostaw gazu klientom. Jednak po stronie zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., który w kwietniu zażądał od GECX Group zwrotu akcji Onico Energia, tłumacząc to zbyt niską – według niego – ceną ich zakupu, widać raczej brak woli rozwiązania tego problemu i osiągnięcia kompromisu, a co za tym idzie – wyprowadzenia Onico Energia z powrotem na prostą – uważa zagraniczny inwestor w tej firmie.

Po 2 tygodniowej przerwie obie strony sporu dotyczącego zablokowanej przez żądanie zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. firmy Onico Energia – czyli właściciel jej akcji GECX Group i zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A. – wznowiły negocjacje. Ich celem jest osiągnięcie ostatecznego kompromisu, aby wyprowadzić Onico Energia na prostą i umożliwić jej ponowne funkcjonowanie na rynku.

– W dalszym ciągu spotykamy się z brakiem koniecznych rozstrzygnięć, które pozwoliłyby na uchronienie należącej do nas firmy przed upadkiem. Dalsza jej blokada to zagrożenie dla jej istnienia. W przypadku braku wypracowania uzgodnień, grozi jej m.in. odebranie koncesji.

W szczególności zwracamy uwagę na:

  • Brak naszej zgody na utratę kontroli nad Onico Energia, firmą mającą jeszcze potencjał, aby wyjść na prostą i ponownie się rozwijać
  • Brak jasnego stanowiska zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., czy zależy mu na odebraniu Onico Energia, czy na innym rozliczeniu transakcji nabycia Onico Energia przez GECX Group.
  • Brak przedstawienia realnych rozwiązań dotyczących uratowania Onico Energia przez przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A.
  • Brak konstruktywnej odpowiedzi zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A na nasze pytania z tym związane.
  • Brak konkretnej deklaracji zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A, o przekazanie jakich konkretnie informacji dotyczących Onico Energia, i w jakim celu, wnioskuje jego przedstawiciel. Tymczasem część z dokumentów ma charakter poufny, co stwarzać może konkretne zagrożenia wynikające z przekazania ich podmiotowi bez odpowiedniego umocowania i który potencjalnie może zarządzać przedsiębiorstwami konkurencyjnymi.
  • Brak jakiejkolwiek rzeczowej komunikacji ze strony zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. Czym bowiem jest ciągły brak jego stanowiska w sprawie sposobu dofinansowania Onico Energia poprzez głosowanie nad podwyższeniem jej kapitału zakładowego? Tym bardziej, że było ono przewidziane w porządku obrad Zgromadzenia oraz jest najprostszym, najszybszym i najtańszym sposobem dofinasowania.
  • Brak konsekwencji i brak podjęcia uchwał umożliwiających Onico Energia przywrócenie finansowania i działalności operacyjnej, mimo podjęcia na ostatnim Zgromadzeniu uchwały o dalszym trwaniu Onico Energia, udzieleniu absolutorium zarządowi i zatwierdzeniu sprawozdania z działalności tej firmy.

Wobec takiej postawy przedstawiciela zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., mamy uzasadnione wątpliwości co do jego faktycznej woli i gotowości osiągnięcia porozumienia w sprawie wyprowadzenia Onico Energia z obecnych kłopotów. Wyrażamy jednocześnie zdziwienie, że aparat państwowy autoryzuje i wspiera działania zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., który wykazuje brak należytego zainteresowania rozwiązaniem trudnej sytuacji Onico Energia, przyczyniając się w ten sposób do ciągłego pogarszania jej kondycji, i to – jak dotąd – bez żadnej jasności co do konsekwencji takich działań, bowiem cały czas brakuje wyjaśnień zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A dotyczących odszkodowania dla zagranicznego inwestora w Onico Energia czy zwrotu poniesionych przez niego i jego partnerów nakładów inwestycyjnych. Wkrótce może skutkować to faktycznym unicestwieniem firmy, w której zakup i rozwój wraz z partnerami biznesowymi zainwestowaliśmy, odzyskując do niej zaufanie rynku i wierzycieli.

Szkoda dwóch lat ciężkiej pracy przy wyprowadzeniu Onico Energia z kryzysu, w którym spółka ta znajdowała się w 2019 roku, kiedy należała ona do Onico SA, szkoda zbudowanej od nowa bazy klientów Onico Energia w liczbie kilkuset firm, głównie z sektora publicznego, którym dzięki GECX i jej partnerom, Onico Energia zapewniała bezpieczeństwo energetyczne poprzez regularne dostawy gazu na korzystnych rynkowo warunkach, co byłoby istotne zwłaszcza podczas obecnego kryzysu cenowego na rynkach paliw.

„Ukryta dywidenda” – czy przedsiębiorcy mają się czego obawiać?

Jednym z rozwiązań w ramach Polskiego Ładu mającym wpłynąć na uszczelnienie systemu podatkowego, jest wykluczenie możliwości rozliczania kosztów uzyskania przychodu z określonych tytułów w przypadku transakcji dotyczących podmiotów powiązanych. Twórcy nowych przepisów nazwali takie świadczenia „ukrytymi dywidendami” i uwzględnili jako nową kategorię podatkową. Wprowadzone zmiany znalazły także swoje odzwierciedlenie w rozszerzonym katalogu kosztów niestanowiących kosztów podatkowych zawartym w art. 16 ustawy o PDOP.

Podmioty powiązane

Zakres kryteriów decydujących o zakwalifikowaniu podmiotu jako powiązanego jest bardzo szeroki. Powiązania mogą występować zarówno pomiędzy podmiotami krajowymi jak i krajowymi i zagranicznymi, najczęściej dotyczą kapitału bądź osób.

Podmioty powiązane zostały zdefiniowane w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych i są to:

  • podmioty, z których jeden podmiot wywiera znaczący wpływ na co najmniej jeden inny podmiot,
  • podmioty, na które wywiera znaczący wpływ ten sam inny podmiot lub małżonek lub krewny do drugiego stopnia osoby fizycznej wywierającej znaczący wpływ na co najmniej jeden podmiot,
  • spółkę niemającą osobowości prawnej i jej wspólników
  • podatnika i jego zagraniczny zakład.

Współpraca gospodarcza pomiędzy podmiotami powiązanymi jest zjawiskiem bardzo powszechnym i w większości przypadków uzasadnionym zarówno organizacyjnie, jak i ekonomicznie. Wzajemne świadczenie usług jest bardzo popularne, szczególnie wśród firm rodzinnych, które wzmacniają w ten sposób swój potencjał rynkowy. Dodatkowo, znacznie ułatwia działanie, optymalizuje ryzyko oraz buduje konkurencyjność na rynku. Transakcje pomiędzy podmiotami powiązanymi podlegają przepisom o cenach transferowych – oznacza to w uproszczeniu, że nie mogą one w znaczny sposób odbiegać od cen transakcji rynkowych.

Zdarzają się jednak sytuacje, gdy podmioty powiązane przeprowadzają między sobą sztuczne transfery nakierowane z założenia na transfer zysków. Zmiany prawne dotyczące „ukrytych dywidend” mają za zadanie wyeliminować tego typu transakcje.

Czym jest „ukryta dywidenda”?

Dywidenda wypłacana na rzecz wspólników podlega opodatkowaniu oraz nie może być uznana za koszty spółki. W związku z tym zdarza się, że wspólnicy próbują uzyskiwać faktyczne wynagrodzenie od zysków spółki innymi sposobami, np. z tytułu określonych świadczeń na jej rzecz, które formalnie można potraktować jako koszty uzyskania przychodu. Zmiana w przepisach ma za zadanie likwidację tego typu transakcji pomiędzy podatnikami, co dla wielu firm oznacza konieczność zweryfikowania modelu rozliczeń ze swoimi wspólnikami i innymi podmiotami powiązanymi.

Wprowadzone zapisy dotyczące „ukrytych dywidend” zaczną obowiązywać od 2023 r., a więc wejdą w życie z rocznym opóźnieniem w stosunku do pierwotnych planów. Nowe restrykcje kosztowe pojawiają się w art. 16 ust. 1 pkt 15b, a także ust. 1d i 1e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Zgodnie z jego brzmieniem nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wydatków poniesionych przez podatnika będącego spółką w związku ze świadczeniem wykonanym przez podmiot powiązany w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 4 z tą spółką lub ze wspólnikiem (akcjonariuszem) tej spółki, jeżeli:

  • wysokość tych kosztów lub termin ich poniesienia w jakikolwiek sposób są uzależnione od osiągnięcia zysku przez podatnika lub wysokości tego zysku,

lub

  • racjonalnie działający podatnik nie poniósłby takich kosztów lub mógłby ponieść niższe koszty w przypadku wykonania porównywalnego świadczenia przez podmiot niepowiązany w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 3 z podatnikiem, przy czym przy określaniu wysokości tych kosztów przepisy art. 11c i art. 11d stosuje się odpowiednio, lub,

3)    koszty te obejmują wynagrodzenie za prawo do korzystania z aktywów, które stanowiły własność lub współwłasność wspólnika (akcjonariusza) lub podmiotu powiązanego ze wspólnikiem (akcjonariuszem) przed utworzeniem podatnika (np. nabycie nieruchomości przed utworzeniem spółki z o.o. i oddanie jej w najem na cele prowadzonej przez tę spółkę działalności).

Wydatki związane z powyższymi przypadkami nie będą mogły stanowić kosztów uzyskania przychodu. Wyłączeniu z kosztów mają podlegać m.in. transakcje sztuczne, nieuzasadnione ekonomicznie, o nierynkowych cenach.

Podajmy konkretny przykład.

Ryzykownym może się okazać na przykład zawarcie w umowie ze spółką postanowienia dotyczącego wypłacania w umówionym terminie od daty zatwierdzania sprawozdania finansowego wynagrodzenia prowizyjnego tytułem realizacji na rzecz spółki usług, której wysokość będzie uzależniona od wysokości zysku wypracowanego przez spółkę.

Co więcej, organy skarbowe będą mogły zakwestionować wydatki spółki ponoszone tytułem czynszu za najem lokalu stanowiącego własność wspólnika, nabytego zanim spółka została utworzona. Paradoksalnie więc, warto najpierw utworzyć spółkę, a następnie nabyć lokal, gdyż taka sytuacja nie jest objęta dyspozycją tego przepisu.

Czy istnieją wyjątki?

Za „ukrytą dywidendę” nie uważa się przypadków, o których mowa w powyższych punktach
2 i 3, jeśli suma poniesionych w roku podatkowym przez podatnika kosztów stanowiących „ukrytą dywidendę” na podstawie tych przepisów, jest niższa niż kwota zysku brutto w rozumieniu przepisów o rachunkowości, uzyskanego w roku obrotowym, w którym koszty te zostały uwzględnione w wyniku finansowym podatnika (tzn. łączna kwota wydatków jest niższa od zysku przed opodatkowaniem CIT).

Przytoczymy konkretny przykład:

Spółka osiągnęła zysk brutto za 2022 rok w wysokości 200 tys. zł.  W związku z prowadzeniem działalności ponosiła koszty związane z najmem lokalu, którego właścicielem jest jeden ze wspólników, jak również koszty związane ze świadczeniem usług o charakterze marketingowym przez drugiego wspólnika. Łącznie za usługi świadczone przez wspólników spółka zapłaciła 220 tys. zł. W tym przypadku poniesione wydatki nie będą stanowić kosztów dla spółki. W rezultacie zysk do opodatkowania przez spółkę wyniesie 440 tys. zł.

W przypadku, gdyby te wydatki nie przekroczyły kwoty 200 tys. zł stanowiłyby koszt dla spółki.

Nasuwa się także kolejna wątpliwość, dotycząca wielu początkujących start-upów lub przedsiębiorstw przechodzących okresowe trudności. Często zdarza się, że korzystają one z usług podmiotów powiązanych i spełnione są wszystkie racjonalne przesłanki uzasadniające taki wybór, jednak osiągając niskie przychody, a co za tym idzie, nie osiągając zysku brutto albo wykazując stratę, zgodnie z zapisami, świadczenia te zostaną zakwalifikowane w ich przypadku jako „ukryta dywidenda”.

Podsumowanie

W kontekście zmian, które wejdą w życie od 2023 r., firmy już teraz powinny przyjrzeć się swoim rozliczeniom ze wspólnikami i innymi podmiotami powiązanymi. Warto je przeanalizować wspólnie z zawodowym pełnomocnikiem specjalizującym się prawie korporacyjnym oraz w prawie podatkowym, który zaproponuje optymalne rozwiązania. Warto wziąć pod uwagę rewizję warunków transakcji, zadbać o dowody wykonania i rzetelną dokumentację dotyczącą rynkowości cen w przypadku nabycia usług. Warto nie zapominać także o historycznych transakcjach, w szczególności, gdy doszło do przeniesienia własności np. nieruchomości, czy innego majątku w grupie kapitałowej spółek, które następnie są przedmiotem najmu przez spółki będące wcześniej ich właścicielami.

Zapowiadane przepisy należy ocenić negatywnie i stanowią one przykład „wylania dziecka z kąpielą”. Obecnie organy skarbowe dysponują właściwymi narzędziami pozwalającymi zweryfikować, czy dochodzi do naruszenia przepisów prawa podatkowego. Wprowadzenie regulacji ustawowej o dość ogólnikowej treści będzie rodzić niepotrzebne spory pomiędzy organami skarbowymi oraz przedsiębiorcami, co z kolei nie zachęca do podejmowania aktywności zawodowej na własny rachunek.

Autorką artykułu jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni SP.P.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

6 na 10 Zetek robi sobie przerwę od social mediów. Zamieniają społecznościówki na gry mobilne

Segment gier mobilnych rozwija się w kosmicznym tempie. Raport AdColony „Social Media vs. Mobile Games” dla Mobiem Polska wykazuje, że aż 88 proc. ankietowanych gra w gry mobilne. Największy odsetek z nich (44 proc.) to osoby do 34 roku życia. Millenialsi i Generacja Z coraz częściej traktują gry, jako nowe miejsce spotkań i przedłużenie rzeczywistości, pozwalające na socjalizację w świecie wirtualnym. Raporty Newzoo[1] wskazują, że rozwój współdzielonej rzeczywistości alternatywnej (Metaverse) będzie się utrzymywać. Sukcesy in-game koncertów Travisa Scotta w Fortnite, czy Lila Nasa X w grze Roblox udowadniają, jak wielki potencjał docierania do ludzi drzemie w tym medium. Co więcej, badanie przeprowadzone przez Oxford Internet Institute[2] wykazało, że niewielka ilość czasu spędzona na grze może pozytywnie wpływać na dobre samopoczucie. Jednocześnie, Raport Hill Holliday/ORIGIN Gen Z: The Social Generation wskazuje, że ponad 60 proc. post-millenialsów robi przerwę od mediów społecznościowych, a 1/3 opuszcza socjale na dobre. Zatem, gdzie marketerzy powinni szukać swoich szans?

Gry mobilne nowe social media?

W dobie pandemii COVID-19, ludzie zaczęli szukać alternatywnych opcji spotkań ze znajomymi i rodziną. Jednym z ważniejszych trendów okazało się być współdzielenie rzeczywistości w grach. Już przed-pandemiczne eventy organizowane przez Fortnite (koncert Marshmello czy promocja Gwiezdnych Wojen: Skywalker. Odrodzenie) gromadziły przed ekranami miliony graczy. Z kolei w 2020 koncert Travisa Scotta w Fortnite zgromadził, bagatela, ponad 27 milionów graczy. Przykładów jest więcej, chociażby koncert Lila Nasa X w grze Roblox, którego 4 występy w przeciągu 2 dni zebrały 33 miliony wyświetleń!

Konieczność dzielenia się sukcesami i smutkami na odległość doprowadziła do kolejnego fenomenu. Gra Animal Crossing na Nintendo Switch pozwalała na projektowanie rzeczywistości w nieco przyjemniejszych barwach. Dzięki możliwości wspólnej gry z przyjaciółmi byliśmy świadkami ceremonii ukończenia szkoły, ślubów i pogrzebów w wirtualnym wydaniu.

Jeżeli spojrzymy na motywacje graczy, to zobaczymy ciekawy kierunek. Dane AdColony przygotowane dla Mobiem Polska wskazują, że 47 proc. osób gra, żeby wypełnić swój czas, ale już 40 proc. przyznaje, że impulsem do grania jest socjalizacja. Co więcej, 8 proc. badanych twierdzi, że gra, żeby poznać nowych graczy. Nic zatem dziwnego, że ponad połowa respondentów badania AdColony twierdzi, że gry mobilne w pewnym momencie staną się nowymi mediami społecznościowymi. – Gry stają się coraz częściej miejscem, w którym spędzamy czas ze znajomymi. Jesteśmy świadkami trendu poszerzenia metaversycznych doświadczeń, które skupiają graczy wokół gier i in-game eventów. Wiedzą o tym też największe szychy social mediów. Wystarczy spojrzeć na nowo obrany kierunek Facebooka i jego rebranding w Meta – mówi  Michał Giera, Mobiem Polska.

Post-millenialsi coraz częściej rezygnują z social mediów

Raport Hill Holliday/ORIGIN Gen Z: The Social Generation wskazuje, że ponad 60 proc. Post-millenialsów robi przerwę od mediów społecznościowych, a 1/3 opuszcza socjale na dobre. Co wpływa na taki stan rzeczy?  4 na 10 ankietowanych twierdzi, że marnuje za dużo czasu na social media (według danych ze stycznia średnio spędzaliśmy na SM 2 godziny[3]). Kolejnym powodem, dla którego młodzi ludzie myślą o ucieczce od mediów społecznościowych jest za dużo negatywnych emocji (tak myśli 35 proc. badanych). Coś może być na rzeczy, zwłaszcza biorąc pod uwagę ostatnio ujawnione fakty przez byłą pracownicę Facebooka[4]. Wynikało z nich, że platforma używa algorytmów, które optymalizują treści tak, żeby napędzić jak największą liczbę reakcji. Innymi słowy, algorytm promował najbardziej polaryzujące treści.

Ciekawe informacje otrzymujemy również z badań AdColony przygotowanego dla Mobiem Polska. Respondenci odpowiadali na pytanie o to, jak różne kanały medialne wpływają na ich odczucia. Badanie obejmowało gry mobilne oraz social media. Sprawdzano, jakie rodzaje emocji towarzyszą ludziom podczas użytkowania tych kanałów. Na tapetę wzięto następujące odczucia: dobry humor, zaangażowanie, szczęście, zrelaksowanie, skoncentrowanie, podekscytowanie, zestresowanie, zmartwienie. Okazało się, że gry mobilne wpływają znacznie pozytywniej na badanych, niż media społecznościowe. Respondenci są częściej w lepszym nastroju podczas grania (83 proc.), niż podczas używania SM (47 proc.), są również bardziej zaangażowani (71 vs. 41 proc.), szczęśliwsi (61 vs. 39 proc.), bardziej zrelaksowani (61 vs. 28 proc.), bardziej skoncentrowani (39 vs. 12 proc.) i bardziej podekscytowani (21 vs. 13 proc.). Gry mobilne wywołują w badanych mniej stresu niż social media (6 vs. 10 proc.).

Wyniki badania AdColony uwypuklają to, o czym mówi się od dłuższego czasu. Użytkownicy mediów społecznościowych w mniejszym stopniu wykazują pozytywny stosunek do tego medium, niż do gier. Social media wzbudzają mniejszy entuzjazm i zaangażowanie niż gaming. Co więcej według Websiterating w przeciągu ostatnich dwóch lat Facebook odnotował stały spadek liczby użytkowników o 2 proc[5]. Dlatego warto poszerzać komunikację marki o ten kanał, w którym spotykamy zadowolonych, bardziej podekscytowanych użytkowników. User experience może na tym sporo zyskaćkomentuje Michał Giera.

Badanie przeprowadzone przez Oxford Internet Institute[6] wykazało, że nawet niewielka ilość czasu spędzona na grze pozytywnie wpływa na dobre samopoczucie. Gry akcji wiążą się z usprawnianiem zdolności przestrzennych, czy zdolności do alokacji uwagi[7]. Mogą poprawiać nastrój, zmniejszać odczuwalny lęk, sprzyjają relaksacji, pozwalają ćwiczyć regulację emocji. Gry uczą współpracy, rozwiązywania problemów i przyczyniają się do zdobywania umiejętności prospołecznych[8]. Oczywiście, wszystko jest dobre, kiedy zachowany jest umiar.

W obliczu tych wszystkich danych, marketerzy powinni docierać do konsumentów wielokanałowo. Chociaż według raportu ,,Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2021″ Izby Gospodarki Elektronicznej opracowanego przez Mobile Institute, zaledwie 11 proc. internautów kupiło coś w odpowiedzi na reklamę w social media. Inaczej jest w przypadku gier mobilnych.

Dlaczego marketerzy powinni zainteresować się grami mobilnymi?

  1. Reklamy w grach mobilnych są bardziej akceptowalne

Raport AdColony podaje, że 71 proc. respondentów bardziej zapamiętuje usługę lub produkt, gdy stykają się z reklamą, którą sami uruchamiają (user-initiated ads). Najbardziej akceptowalne są reklamy, po obejrzeniu których otrzymują bonusy (72 proc. badanych). Najmniej inwazyjne są reklamy wyświetlane w grach mobilnych – 67 proc. ankietowanych je akceptuje. Ponad dwukrotnie mniej badanych toleruje reklamy na Youtube i w Google. Zaledwie ¼ ankietowanych aprobuje reklamy na Facebooku i tylko 11 proc. na Instagramie. Stawkę zamyka Snapchat z 3 proc. tolerancją reklam.

 

Reklamy w mobile gamingu cieszą się największą akceptacją użytkowników. Powodują też częściej konwersję. Do dokonania zakupu po zobaczeniu reklamy w grze mobilnej przyznaje się 66 proc. respondentów badania AdColony. Natomiast po obejrzeniu reklamy na Youtubie, zakupu produktu lub usługi dokonało niecałe 20 procent badanych osóbkomentuje Michał Giera z Mobiem Polska

  1. Sieć powiązań

 

Gry mobilne jako nowe social media są szansą na pocztę pantoflową i naturalną promocję i zwiększenie zainteresowania marką.

 

Rozszerzanie naszej rzeczywistości o wirtualne aspekty gier sprzyja budowaniu społeczności. Według raportu AdColony 40 procent gamerów gra w gry mobilne, żeby utrzymywać kontakty towarzyskie. Jeżeli marketerzy dobrze zaplanują swoją strategię reklamową, są w stanie dotrzeć do szerszej liczby osób dzięki buzz marketingowi mówi Michał Pietruszka, Head of Mobile Product, Mobiem Polska

  1. Ciekawe formaty reklam

Gry mobilne dają wiele możliwości stosowania przyciągających formatów reklamowych. Zaczynając od reklam preroll, poprzez nienachalne banery z logo i nazwą firmy pojawiające się w wykupionych miejscach w grze, kończąc na najbardziej akceptowalnym przez użytkowników formacie rewarded ads.

[1] https://newzoo.com/insights/articles/newzoos-games-trends-to-watch-in-2021/

[2] https://psyarxiv.com/qrjza/ Johannes, N., Vuorre, M., & Przybylski, A. K. (2020, November 13). Video game play is positively correlated with well-being. https://doi.org/10.1098/rsos.202049

[3] https://datareportal.com/reports/digital-2021-poland

[4] Polsat News

[5] Websiterating

[6] https://psyarxiv.com/qrjza/ Johannes, N., Vuorre, M., & Przybylski, A. K. (2020, November 13). Video game play is positively correlated with well-being. https://doi.org/10.1098/rsos.202049

[7] Green, C. S., & Bavelier, D. (2012). Learning, attentional control, and action video games. Current Biology, 22, 197–206. doi:10.1016/j.cub .2012.02.012

[8] Więcej o benefitach związanych z grami w artykule The Benefits of Playing Video Games: https://www.apa.org/pubs/journals/releases/amp-a0034857.pdf

Marketing software house’ów pod lupą

Dziś wszystkie firmy poszły w kierunku transformacji cyfrowej, ale nie każda poradziła sobie z tym tak samo w obszarze marketingu. Software house’y wyraźnie zwiększyły nacisk na media społecznościowe, content marketing, webinaria, podcasty i pay-per-click. Które z narzędzi marketingu sprawdziły się najlepiej? Tę kwestię postanowiła zbadać organizacja SoDA.

Z badań ankietowych, jakie przeprowadzone zostały wśród członków Software Development Association Poland (SoDA) w marcu 2021 roku, wynika, że inwestycje w marketing przełożyły się na wzrost rentowności i rozwój firm z branży software house w czasie pandemii. Prawie wszyscy respondenci zaczęli w tym okresie eksperymentować z kanałami marketingu, których wcześniej nie wykorzystywali (79% ankietowanych). Szczególnie dużą popularnością cieszył się marketing inboundowy (na nim skupiło się 66% firm), natomiast media społecznościowe i własne treści, uznane zostały za najbardziej efektywne.[1]

Postanowiliśmy zgłębić temat i sprawdzić, jak zmiany w modelu marketingu w czasach pandemii przełożyły się na zainteresowanie branżą software house. Tym razem, zamiast ankiet i danych deklaratywnych, sięgnęliśmy po dane dotyczące ruchu na stronach poszczególnych firm i przygotowaliśmy benchmark dla branży – mówi Michał Moroz, przewodniczący komitetu Badań i Analiz SoDA.

Na potrzeby raportu „Granularity of Growth: Polish Software Development Companies” Komitet Badań i Analiz SoDA we współpracy z Valueships przestudiował dane pochodzące ze 129 domen polskich software house’ów. Pod uwagę wzięto dwa 12-miesięczne okresy: od sierpnia 2019 do lipca 2020 oraz od sierpnia 2020 do lipca 2021 roku. Przeanalizowany został ruch na stronach internetowych firm, szczegółowość jego wzrostu, źródła ruchu i efektywność samego kanału.

Na podstawie średniej miesięcznej liczby użytkowników oszacowaliśmy rozmiar każdej z badanych stron internetowych. Przyjrzeliśmy się także zmianom przyrostów unikalnych użytkowników (UV) i różnicom w udziałach źródeł ruchu między tymi, którym udało się zwiększyć tempo wzrostu, a tymi, którym się to nie udało – przybliża Maciej Wilczyński, CEO Valueships.

Wzrost ruchu na stronach

Covid-19 niewątpliwie zwiększył ogólną bazę klientów firm programistycznych. Łączna liczba unikalnych odwiedzających strony internetowe polskich software house’ów od 2019-08 do 2021-07 wzrosła o 112%, co oznacza podwojenie wielkości ruchu. Prawie 80% analizowanych firm udało się osiągnąć wzrost średniej miesięcznej liczby unikalnych użytkowników. Potrzeba jednak minimum 16 tys. UV miesięcznie, aby znaleźć się wśród najlepszych (stanowią one 10% badanych domen).

Software house’y, których strony osiągnęły wzrost UV w 2019 r., w 2020 r. otrzymały znaczną premię i odwrotnie, dostępny rynek stał się bardziej kompetytywny dla firm, które wzrostu nie osiągnęły. Najlepsze firmy urosły 5x szybciej niż rynek – podsumowuje Maciej Wilczyński – Obserwujemy tu sytuację „zwycięzca bierze wszystko”, w której najlepsze domeny zabierają większość ruchu i uwagi bazy marketingowej.

Ruch organiczny i direct rządzą

Jak wynika z badania, wyszukiwanie organiczne jest głównym źródłem ruchu dla stron przyciągających największą liczbę użytkowników. Znaczenie to rośnie dla średnich i większych graczy, którzy nie mogą już polegać na dotarciu bezpośrednim do klientów tak, jak na wcześniejszym etapie swojego rozwoju.

Drugim co do znaczenia źródłem ruchu jest ruch bezpośredni (direct). Choć widoczny jest we wszystkich segmentach, dominuje u mniejszych stron. Jednak im mocniej domena się rozwija, tym wyraźniej jego znaczenie maleje.

Na przeciwnym biegunie znajduje się e-mail. Większość domen otrzymuje poniżej 1% ruchu z kanału poczty elektronicznej. Jest to zachowanie kontrastujące do SaaSów i innych firm produktowych, które swoją bazę e-mailową budują od samego początku swojego istnienia.

Niewiele większy udział w generowaniu ruchu na stronach ma paid search. Zdaniem ekspertów kampanie pay-per-click mają sens, jeśli są ukierunkowane np. na wspieranie działań content marketingowych, jak raporty czy white papers, a nie na generowanie leadów.

Silne marki wiedzą, jak wykorzystać SEO na swoją korzyść, podczas gdy mniejsze skupiają się na społecznościach i poleceniach. Paid z kolei pozwala szybko przyciągnąć odwiedzających, ale niekoniecznie musi przekształcić się w długoterminowych odbiorców – podsumowuje Michał Moroz.

[1] Raport SoDA „Wpływ COVID-19 na Branżę Software House w Polsce”, 2021Marketing software house

Na czym skupić działania marketingowe?

Zwieńczeniem najnowszego raportu SoDA są rekomendacje obszarów, na których software house’y powinny się skupić w zależności od etapu rozwoju domeny.Marketing software house 2

Zdaniem ekspertów, budowanie ruchu na stronie warto zacząć od inwestowania w SEO oraz sieć poleceń. Wraz z przybywającą liczbą unikalnych użytkowników, firma powinna zwiększać nacisk na treści, jakie udostępnia w domenie. To również dobry moment na rozpoczęcie przygody z kampaniami paidowymi. Czas na przyciąganie odbiorców w oparciu o własne kanały, w tym bazę kontaktów czy społeczności, przy stałym wsparciu pay-per-click przypada na „połowę stawki”.

Dużym software house’om rekomendują natomiast skupienie się na większych projektach własnych, jak raporty rynkowe i inwestowanie w narzędzia oraz kanały, które przełożą się na większą świadomość marki, w tym podcasty. Liderzy mogą pokusić się o jeszcze śmielsze wyzwania, jak organizacja konferencji czy innych wydarzeń branżowych.

Raport „Granularity of Growth: Polish Software Development Companies” po raz pierwszy zaprezentowany został podczas SoDA Conference 2021 w Łodzi. Poza ogólnym obrazem ruchu w domenach i wnioskami płynącymi z badania, poszczególne firmy członkowskie otrzymały wówczas indywidualne analizy swoich domen wraz z benchmarkami.

Pełny raport dostępny jest na: https://www.sodapl.com/reports

Warszawski rynek biurowy z dobrymi widokami na przyszłość

W Warszawie w budowie jest ponad 370 tys. mkw. powierzchni biurowych, które mają być oddane w okresie 2021-2024. To mniej niż połowa biur realizowanych w ostatnich latach przed 2020 rokiem. Warszawski rynek mocno wyhamował. Poziom realizacji nowych biur jest rekordowo niski, podczas gdy na rynkach regionalnych buduje się ponad dwa razy więcej. Nie należy spodziewać się, że w ciągu najbliższych 2-3 lat się to zmieni. Deweloperzy nie zapowiadają realizacji nowych projektów – mówi Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz. – Szacujemy, że w 2021 roku ukończonych zostanie ogółem prawie 340 tys. mkw. biur. W 2022 roku, jeśli terminy zostaną dotrzymane, zasoby biurowe w Warszawie mają szansę zwiększyć się już tylko o nieco ponad 220 tys. mkw. powierzchni. W latach 2023-2024 przewidziane jest oddanie pierwszego etapu projektu Studio firmy Skanska i inwestycji The Bridge realizowanej przez Ghelamco, które należą do tych nielicznych inwestycji, na budowę których inwestorzy zdecydowali się w tym roku – dodaje.

Tymczasem, jak wskazuje Mateusz Strzelecki, w ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować odbudowującą się aktywność najemców, która w trzecim kwartale br. zaowocowała wolumenem najmu o jedną trzecią wyższym w porównaniu do tego samego okresu w roku ubiegłym. – To dobrze wróży warszawskiemu rynkowi, którego przyszłość wcale nie rysuje się w ponurych barwach. Przeciwnie, widoczny jest wzrost zainteresowania wynajmem ze strony firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych i działających w segmencie nowoczesnych technologii. Dobrym prognostykiem są też decyzje większości firm o wynajmie większych powierzchni niż zajmowane wcześniej. Tylko co dziesiąty najemca zdecydował się w tym roku na redukcję powierzchni – argumentuje Mateusz Strzelecki.

Ekspert zauważa, że jeśli popyt będzie utrzymywał się w trendzie wzrostowym, a deweloperzy nadal będą wstrzymywali się z realizacją kolejnych projektów w perspektywie dwóch lat możemy spodziewać się, nie tylko spadku poziomu pustostanów biurowych w Warszawie, ale realny jest także wzrost stawek rynkowych. – Już w najbliższych kwartałach możemy mieć do czynienia ze wzrostem cen u operatorów powierzchni elastycznych ze względu na ich obecne, wysokie obłożenie – dodaje Mateusz Strzelecki.

Warszawski rynek oferuje dziś 6,16 mln mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych. Efektem jego przedpandemicznego, szybkiego wzrostu są oddawane teraz nowoczesne budynki biurowe. W tym roku ukończonych zostało kilkanaście inwestycji, w tym m.in. Warsaw Unit firmy Ghelamco (59 tys. mkw.), Skyliner firmy Karimpol (48,9 tys. mkw.), Generation Park Y firmy Skanska (47,6 tys. mkw.), biurowce Galwan i Plater w Fabryce Norblina należącej do Grupy Capital Park  (40 tys. mkw.), czy Widok Towers firmy Commerz Real i S+B Gruppe  (28,6 tys. mkw.).

Na najemców czeka w Warszawie ponad 12 proc. biur. Współczynnik powierzchni niewynajętej wzrósł w ciągu roku o niespełna 3 proc. Na uwagę zasługuje jednak wysoki poziom komercjalizacji nowoczesnych obiektów, które weszły na rynek. Z danych Walter Herz wynika, że w oddawanych biurowcach trzy czwarte powierzchni zabezpieczonych jest umowami przednajmu, co wskazuje na duże zapotrzebowanie na przestrzeń do pracy w najwyższym standardzie.

Firmy coraz odważniej podejmują decyzje, o czym świadczy przeważający udział nowych umów w całkowitym wolumenie najmu. Ponadto, aż 60 proc. powierzchni zakontraktowanych w Warszawie w pierwszych trzech kwartałach br. wynajęte zostało w budynkach zlokalizowanych w ścisłym centrum miasta, które skupia biurowce najwyższej klasy.

Idzie to w parze ze wzrostem społecznej funkcji biur. Pomimo utrwalania się nowych modeli pracy biura zachowały status centralnego miejsca zarządzania. Po półtorarocznym doświadczeniu z pracą zdalną pracodawcy stawiają na tradycyjny, stacjonarny model pracy. Okazało się bowiem, że praca w zespołach i wymiana wiedzy między ludźmi jest daleko bardziej efektywna w bezpośrednim kontakcie niż w systemie zdalnym. Poza tym,  biuro jest niezastąpione jako miejsce budowania relacji i wspólnoty oraz poczucia przynależności do zespołu.

Aby przekonać pracowników do powrotu do biur firmy muszą jednak przemodelować powierzchnię tak, by zapewniała jak największy komfort, przyjazny klimat oraz różnorodność i była bardziej elastyczna. Z analiz wynika, że warszawskie biura zapełnione są teraz w około 40-50 proc. Kolejne miesiące przyniosą dalsze zmiany w sposobie korzystania z przestrzeni do pracy. Na pewno widać już trend do ograniczenia stałych stanowisk pracy, żeby można było dzięki temu swobodnie korzystać z całego biura i pozostawać w stałym kontakcie z innymi osobami.

Bardzo ważne będzie na pewno także wykorzystanie cyfrowych rozwiązań w celu podnoszenia efektywności i wspierania dobrostanu pracowników. Kluczowe będzie w tym m.in. wykorzystywanie odpowiednich aplikacji i tworzenie specjalnych stref dedykowanych komunikacji zdalnej, które gwarantują wysokiej jakości, stabilne połączenia.

Złoty powoli odzyskuje siły

Ostatnie umocnienia dolara nie pociągnęły za sobą osłabienia polskiej waluty. Złotówka zyskuje na fali spekulacji o działaniach RPP oraz zwykłej realizacji zysków z ostatniego ruchu.

Za oceanem bez zmian

Wczorajsze dane makroekonomiczne publikowane w USA nie były złe. Nie były jednak tak dobre, by uzasadniać pogłębianie ostatnich rekordów, a to właśnie miało miejsce. Dzień zaczął się od zgodnego z oczekiwaniami indeksu instytutu IFO w Niemczech. Następnie poznaliśmy rewizje danych o PKB w USA, która okazała się o symboliczne 0,1% niższa od oczekiwań. Zamówienia na dobra bez środków transportu pokryły się z oczekiwaniami, za to te na dobra trwałego użytku delikatnie spadły. Z drugiej strony odrobinę lepiej od oczekiwań wypadł raport na temat dochodów i wydatków Amerykanów oraz Raport Uniwersytetu Michigan. Jednym słowem odbyło się mniej więcej to, czego oczekiwali analitycy. Ciężko powiedzieć, dlaczego zatem dolar umocnił się o kolejne pół centa względem euro. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że dane pozwalają utrzymać korzystny trend dla amerykańskiej gospodarki.

Dolar już nie osłabia złotego

Polska waluta drugi dzień z rzędu łapie oddech. Opublikowana wczoraj podaż pieniądza, która zresztą rośnie szybciej od oczekiwań, nie jest tutaj raczej odpowiedzialna za żaden istotny element tego ruchu. Najczęściej wskazywana jest realizacja zysków. Skoro euro podrożało o 2,5% w ciągu dwóch tygodni, to wielu inwestorom zaczęły puszczać nerwy i zaczęli sprzedawać chcąc zainkasować dobry zysk. Złotemu pomagają też członkowie RPP, którzy sugerują przyspieszenie wzrostu stóp procentowych.

Nowa Zelandia podnosi stopy

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Nowa Zelandia podniosła stopy procentowe. Główna stawka wzrosła z 0,5% na 0,75%. Należy zwrócić uwagę, że powodem podwyżki, podobnie jak w innych krajach jest rosnąca inflacja. W tym wypadku wzrosła ona jednak zaledwie do 4,9%, co na tle innych krajów nie jest jeszcze dramatem. Rynki oczekiwały większej stanowczości, o czym najlepiej świadczy reakcja kursu dolara nowozelandzkiego, który wyraźnie traci względem swojego amerykańskiego kolegi. Co ciekawe, sam Królewski Bank Nowej Zelandii informuje o tym, że w przyszłym roku stopy procentowe powinny osiągnąć tam 2%, a docelowo sięgnąć 3%. Rynki spodziewały się jednak szybszych wzrostów, co spowodowało odwrót od dolara nowozelandzkiego.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

USA nie dały rady zbić cen ropy, czas na obniżkę akcyzy

W tym tygodniu cena ropy naftowej znowu zaczęła rosnąć po chwilowym osłabieniu związanym z zapowiedzią uwolnienia przez USA i inne kraje rezerw ropy naftowej. Cena baryłki ropy brent wynosi obecnie około 82 dolarów i może dalej rosnąć. Jedynym sposobem na obniżenie cen benzyny na stacjach wydaje się obniżka podatków.

W zeszłym tygodniu cena baryłki spadła z 86 do 79 dolarów po zapowiedzi uwolnienia strategicznych rezerw ropy (Strategic Petroleum Reserve – SPR) z USA, Chin i innych krajów. Stany Zjednoczone posiadają obecnie rezerwę wynoszącą 600 mln baryłek, co odpowiada 6 dniom globalnego zapotrzebowania na ropę. Wielkość amerykańskich rezerw systematycznie spada, w roku 2009 USA posiadały rezerwę wynoszącą 720 mln baryłek. I to przy jednoczesnym wzroście konsumpcji ropy w USA, której szczyt został osiągnięty w roku 2019. Wielkość rezerw ropy zgromadzonych przez główne gospodarki świata wynosi 1,5 mld baryłek, co odpowiada około 15 dniom globalnego popytu.

Wydaje się, że plan uwolnienia rezerw od początku był skazany na porażkę. Został on odebrany przez rynki jako działanie na krótką metę. Było wiadomo, że uwolnienie i sprzedaż takiej liczby baryłek nie jest w stanie znacząco wpłynąć na rynek. Tym bardziej, że plan pojawił się, gdy kartel OPEC nie odpowiedział na wezwanie USA do zwiększenia wydobycia. A to byłoby najłatwiejszym sposobem na stabilizację i spadek ceny w dłuższym terminie. OPEC w odpowiedzi na uwolnienie rezerw może zawsze odpowiedzieć ograniczeniem produkcji, co jest największym ryzykiem i może spowodować efekt odwrotny od założonego. Kolejne spotkanie OPEC odbędzie się 2 grudnia.

Sprzedaż rezerw miała już miejsce w przeszłości. Globalnie odbywało się to w 1991 (wojna w Zatoce Perskiej), 2005 (huragan Katrina) i 2011 (wojna w Libii). Największa z interwencji dotyczyła sprzedaży 60 mln baryłek, znacznie poniżej jednodniowego światowego popytu. Stany Zjednoczone samodzielnie działały w taki sposób 12 razy, z czego największa sprzedaż dotyczyła 10 mln baryłek. Chiny, największy światowy importer ropy, we wrześniu br. po raz pierwszy sprzedały 7 mln baryłek.

Zapowiedź wyprzedaży obniżyła cenę ropy na kilka dni, teraz ponownie wróciła w okolice 82 dolarów za baryłkę. Na rynku ścigają się obecnie dwie tendencje – jedną jest rosnący popyt, związany z odradzaniem się gospodarek po pandemii. To właśnie on odpowiada za ogólny trend wzrostu ceny ropy. Drugi to wciąż aktualne obawy o kolejne ograniczenia związane z pandemią. Widać, że kolejna jej fala postępuje w Europie i jest możliwe, że doprowadzi do obniżenia popytu. To natomiast zniechęca producentów do zwiększenia produkcji i obniżenia ceny, bo gdyby miało dojść do obniżenia popytu przez pandemię postawiłoby to ich w trudnym położeniu. Wydaje się zatem, że jest to przepis na drożejącą ropę, co będziemy obserwować w najbliższych tygodniach.

Odpowiedzią rządów na taką sytuacje są próby administracyjnego wpływu na ceny paliwa. W Polsce rząd najprawdopodobniej zaproponuje czasowe organicznie akcyzy na paliwa, co może obniżyć cenę benzyny i ropy o około 10 proc. Węgrzy natomiast wprowadzili maksymalną cenę paliwa wynoszącą 480 forintów. Efekt jest taki, że na wszystkich stacjach w kraju benzyna kosztuje tyle samo, czyli tyle ile wynosi limit ceny. Limit przede wszystkim ogranicza marże stacji benzynowych, gdyby jednak ropa dalej drożała będzie musiał zostać podniesiony. A to będzie oznaczać skokowy wzrost ceny paliw na Węgrzech. Wydaje się zatem, że obniżka akcyzy jest lepszym rozwiązaniem.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Dlaczego tegoroczny Black Friday może być szczególnie niebezpieczny dla naszych finansów?

  • Aż 86% gospodarstw domowych w Polsce odczuwa wzrost cen bardziej niż zwykle – wynika z najnowszego badania ZPF i IRG SGH.
  • Mimo to, rośnie skłonność Polaków do ponoszenia wydatków na dobra trwałego użytku, np. sprzęt AGD/RTV[1].
  • Konsumenci nie chcą także rezygnować ze specjalnych okazji do zakupów – większość, bo aż 9/10 osób, planuje zrobić zakupy podczas tegorocznego Black Friday[2].
  • Eksperci przestrzegają przed, tylko z pozoru atrakcyjnymi, promocjami oraz zadłużaniem się na cele zakupowe ponad swoje możliwości.

W ostatnich latach Black Friday nie ma za wiele wspólnego z pierwotnym zamysłem, czyli możliwością zrobienia zakupów w okazyjnych cenach jedynie w ostatni piątek listopada. Obecnie promocje zaczynają się już 2 listopada i trwają praktycznie do Świąt, o czym konsumenci informowani są na każdym kroku – przez bilbordy, media społecznościowe oraz reklamy w prasie, radiu i telewizji. Okazuje się, że większość z nas nie oprze się pokusie zakupów, pomimo innych wydatków, które coraz bardziej obciążają budżety domowe.

Inflacja nie powstrzyma Polaków przed zakupami?

W ostatnich miesiącach inflacja w Polsce sięga rekordowych poziomów, co szczególnie widoczne jest w rosnących cenach, m.in. artykułów spożywczych. Nasze budżety obciążane są również przez wysokie koszty energii, gazu i paliw. Z najnowszego badania ZPF i IRG SGH wynika, że aż 86% gospodarstw domowych w Polsce odczuwa wzrost cen bardziej niż zwykle. Mimo to, nadal jesteśmy skłonni korzystać z zakupowych okazji.

W badaniu „Sytuacja na rynku consumer finance” zapytaliśmy Polaków o skłonność do ponoszenia wydatków na dobra trwałego użytku, jak sprzęty domowe. Choć wyniki nie osiągnęły jeszcze poziomów sprzed pandemii, to w III kwartale br. 63,5% uznało takie zakupy za prawdopodobne, a ponad połowa chce je sfinansować kredytem. Wzrost popytu to dobry sygnał dla gospodarki, jednak pamiętajmy o możliwych dalszych podwyżkach, m.in. stóp procentowych, które podniosą wysokość raty kredytu. Zawsze zostawiajmy też finansowy bufor bezpieczeństwa na kolejny miesiąc, nawet niewielki, choćby 50 zł, który pokryje ewentualne, nieprzewidziane wydatki – mówi dr Artur Trzebiński, Doradca ds. ekonomicznych Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Black Friday – jak robić zakupy, żeby faktycznie skorzystać?

Okazją do zrobienia dużych zakupów są listopadowe wyprzedaże typu Black Friday, Cyber Monday i inne przedświąteczne promocje. Wtedy też kupujemy sprzęty AGD i RTV, a także prezenty pod choinkę dla najbliższych. Należy jednak być czujnym. Jak wynika z danych Deloitte, podczas ubiegłorocznego Black Friday średnie obniżki cen osiągnęły zaledwie 3,4%.

Gorączka zakupów może spowodować, że: po pierwsze – nie sprawdzimy cen w innych sklepach i znacznie przepłacimy, a po drugie – sięgniemy po towary, na które tak naprawdę nas nie stać lub nawet ich nie potrzebujemy. Możemy wówczas podjąć nieprzemyślane decyzje w kwestii finansów, a konsekwencje będziemy odczuwać jeszcze przez wiele miesięcy. Jest to szczególnie niebezpieczne w obecnej rzeczywistości rosnących wciąż cen podstawowych artykułów domowych oraz rachunków.

Jeśli zdecydujemy się na kredyt, pożyczkę, czy też raty, pamiętajmy też, by dokładnie zapoznać się z zasadami finansowania i oprocentowaniem. Upewnijmy się więc, że wysokość miesięcznej raty jest dopasowana do naszych możliwości. Jeśli na etapie spłacania zdarzy się tak, że nie będziemy w stanie regulować kolejnych rat w terminie, niezwłocznie poinformujmy o tym wierzyciela i nie unikajmy odpowiedzialności, gdy zgłosi się do nas windykator.

7 najważniejszych zasad podczas zakupów w Black Friday:

  1. Zastanówmy się, jakich sprzętów czy odzieży faktycznie potrzebujemy;
  2. Porównajmy ceny artykułów w kilku miejscach;
  3. Zastanówmy się, czy faktycznie nas na nie stać;
  4. Nie wydawajmy więcej niż na to pozwala budżet domowy;
  5. Pamiętajmy, że wirtualne pieniądze wydaje się łatwiej i szybciej, co grozi nadszarpnięciem budżetu;
  6. Biorąc pożyczkę, zawsze dokładnie zapoznajmy się z warunkami finansowania;
  7. Nie unikajmy odpowiedzialności, gdy pojawią się problemy ze spłatą.

[1] Raport ZPF i IRG SGH: Sytuacja na rynku consumer finance. III kwartał 2021

[2] Ankieta Offerista: Jakie zakupy planują konsumenci na Black Friday 2021 i ile wydadzą?

Czeski fundusz Lighthouse Ventures inwestuje w epeer

Fintech epeer pozyskał kolejnego inwestora. Tym razem w spółkę Macieja Jarząba i Marcina Bieruta zainwestował czeski Lighthouse Ventures. To pierwszy polski startup w portfolio praskiego funduszu. Z jego pomocą epeer rozwinie technologię opartą o sztuczną inteligencję, wejdzie na rynek w Hiszpanii, USA i Meksyku oraz stanie się holdingiem.

Lighthouse Ventures to fundusz zorientowany mocno technologicznie, który inwestuje kapitał prywatny. Do tej pory Czesi z powodzeniem uczestniczyli w takich projektach jak m. in.: Spaceti czy Pekat Vision. Ich inwestycja w epeer opiewa na kwotę niemal 5 milionów złotych i umożliwi dalszą ekspansję katowickiego startupu.

– Dzisiaj jesteśmy obecni na dwóch rynkach: polskim i ukraińskim. Czas na kolejne. Dzięki współpracy z Lighthouse Ventures do końca 2022 roku będziemy obecni w Hiszpanii, USA i Meksyku – mówi Maciej Jarząb, CEO epeera. Rozpędzamy się znacząco i chcemy w ciągu pół roku pozyskać kolejne finansowanie na rozwój naszej innowacyjnej technologii i launche na kolejnych rynkach – dodaje.

Epeer został dostrzeżony przez Czechów w czasie Unicorn’s Battle, gdzie został uznany za jeden z najlepszych startupów technologicznych w Europie Środkowo-Wschodniej.

– Już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy mieć taki startup w naszym portfelu. Epeer doskonale wpisuje się w nasze deeptechowe zainteresowania, a potencjał projektu jest tak duży, że szybkość globalizacji spółki jest znacznie prostsza, niż w przypadku wielu konceptów, które mieliśmy przyjemność rozważać pod kątem inwestycyjnym – mówi Michal Zalesek

– Managing Partner Lighthouse Ventures. Istotnym atutem jest także team epeera – niezwykły konglomerat młodości i doświadczenia. – podkreślił Zalesek.

Zespół, którym kieruje Maciej Jarząb dynamicznie się powiększa. Wraz z czeską inwestycją do managementu dołączył Stefan Michalik, który obejmie funkcję Chief Strategy Officer. Michalik jest absolwentem Hult International Business School oraz Szkoły Głównej Handlowej. Ma doświadczenie w consultingu strategicznym, który zdobywał między innymi w Altman Solon.

– Moim pierwszym zadaniem w epeer będzie skuteczne wprowadzenie nowych produktów do sektora gamingowego, ubezpieczeniowego oraz e-commerce. Już na tym etapie prowadzimy rozmowy z największymi graczami na tych rynkach. Nasze projekty są na tyle zaawansowane, że możemy śmiało zakładać, że pod koniec 2022 roku będziemy obecni z nowymi produktami w sektorze niefinansowym.

Entuzjazm nowego CSO epeera podziela również Maciej Jarząb:

– Z tego transferu jestem szczególnie zadowolony. Stefan Michalik jako CSO całej grupy będzie przede wszystkim odpowiedzialny za systemowy rozwój produktów epeera – również poza branżą finansową. Nasza innowacyjna technologia oparta na sztucznej inteligencji doskonale wpisuje się bowiem w potrzeby wielu rynków – nie tylko finansowego, na którym działamy do początku istnienia epeera. – dodaje

Formalnie epeer stanie się holdingiem firm z nadrzędną rolą amerykańskiej spółki, która stanie na czele grupy. Holding będą tworzyły dwie polskie, dwie ukraińskie i dwie hiszpańskie spółki, zajmujące się produktami finansowymi i rozwojem technologii oraz amerykańska spółka technologiczna.

Zasady ogólne powstania obowiązku podatkowego w podatku VAT

Zasady powstawania obowiązku podatkowego w podatku od towarów i usług determinują okres opodatkowania danego świadczenia. Przepisy ustawy o VAT przewidują zasadę ogólną, ale także szereg wyjątków zmieniających zasadniczo terminy wykazania transakcji w deklaracji VAT. Poniżej przedstawione zostały zasady ogólne oraz wybrane tematy wyjątkowego powstawania obowiązku podatkowego.

Zasady ogólne

Zgodnie z art. 19a ust. 1 ustawy o VAT obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi, chyba że transakcja dotyczy wyjątku. Na wstępie należy zaznaczyć, że w przypadku zasad ogólnych termin wystawienia faktury nie ma znaczenia dla opodatkowania dostawy towarów oraz świadczenia usług.

Przez dostawę towarów należy rozumieć przeniesienie prawa do rozporządzania towarami jak właściciel. Obowiązek podatkowy powstaje więc z datą przeniesienia prawa do rozporządzania towarem. Należy podkreślić, że dla przepisów ustawy o VAT nie jest istotne przeniesienie prawa własności. Zatem przepisy kodeksu cywilnego zasadniczo nie znajdą zastosowania do ustalenia daty dostawy. Przepisy ustawy o VAT przewidują autonomiczną definicję dostawy towaru, zgodnie z którą istotne jest przeniesienie własności w sensie ekonomicznym, czyli przeniesienie kontroli nad rzeczą z prawem do dysponowania nią. W przypadku dostaw towarów istotne jest także weryfikowanie warunków dostawy towaru (INCOTERMS), ponieważ to one często definiują, kiedy dochodzi do dostawy w rozumieniu przepisów ustawy o VAT – wyznaczają, kiedy prawo do korzystania z towaru i odpowiedzialności za towar przechodzi na nabywcę.

W przypadku świadczenia usług kwestia ustalenia daty wykonania usługi jest prostsza, ponieważ jako datę wykonania usługi rozumie się datę wykonania wszystkich czynności składających się na daną usługę. Zgodnie z aktualną linią orzeczniczą podatnicy nie mogą umownie przesuwać daty wykonania usługi, jeżeli czynności zostały wykonane. Wykonanie usług powinno w przypadku zasad ogólnych determinować moment powstawania obowiązku podatkowego. Ciekawą, a zarazem problematyczną kwestią w tym kontekście są protokoły odbioru usług oraz to, na ile obrazują one faktyczne zakończenie wszystkich czynności. W tym zakresie brak jest jednolitego podejścia organów, jednak przeważają argumenty za nieuwzględnianiem faktu podpisania protokołu odbioru prac jako elementu wykonania usługi. Z takim podejściem ciężko się zgodzić, ponieważ praktyka biznesowa pokazuje, że protokół odbioru prac jest często finalnym potwierdzeniem przez nabywcę, iż żadne dodatkowe czynności nie będą musiały zostać już wykonane.

Bony jednego przeznaczenia

Stosunkowo „świeżą” kategorią są bony jednego przeznaczenia. Zgodnie z przepisami ustawy o VAT obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dokonania transferu bonu jednego przeznaczenia, czyli z chwilą przekazania nabywcy (lub każdemu kolejnemu podmiotowi) bonu, gdzie zarówno towary, jak i usługi są zdefiniowane, a ceny i stawki podatku są znane w chwili wydania bonu.

Usługi odbierane częściowo

Zgodnie z art. 19a ust. 2 ustawy o VAT w przypadku usług odbieranych częściowo obowiązek podatkowy powstaje w przypadku wykonania tej części usługi, dla której określono zapłatę. W tym zakresie niezmiernie ważne są precyzyjne zapisy umowy, definiujące poszczególne etapy dostaw i wykonania prac oraz odpowiadające im zapłaty wynagrodzenia.

Usługi rozliczane okresowo

Kolejna kategoria powstawania obowiązku podatkowego na zasadach wyjątku obejmuje usługi rozliczane okresowo, dla których podatnik powinien zdefiniować okresy rozliczeniowe, za jakie będą wystawiane faktury. W takim przypadku usługę, dla której w związku z jej świadczeniem ustalane są następujące po sobie terminy płatności lub rozliczeń, uznaje się za wykonaną z upływem każdego okresu, do którego odnoszą się te płatności lub rozliczenia, do momentu zakończenia świadczenia tej usługi (art. 19a ust. 3 zd. 1 ustawy o VAT).

Usługi i dostawy ciągłe

Ustawodawca nie definiuje, co oznaczają usługi świadczone w sposób ciągły. Z praktyki wynika, że chodzi o takie świadczenia usług, które są powtarzalne ze znaczną częstotliwością w pewnym okresie. Nie muszą to być więc usługi wykonywane nieprzerwanie. Analogicznie jest w przypadku dostaw towarów. W takich sytuacjach obowiązek podatkowy powstaje wraz z upływem okresu rozliczeniowego, a w przypadku, gdy usługa jest świadczona dłużej niż rok – z upływem każdego roku podatkowego.

Zaliczki i przedpłaty

W przypadku zaliczek i przedpłat, tj. wszelkich płatności otrzymywanych przed dostawą towarów i wykonaniem usługi, obowiązek podatkowy powstaje w dacie otrzymania płatności. Co istotne, w takich przypadkach kwotę płatności traktuje się jako kwotę brutto i odpowiednio kalkuluje kwotę podstawy opodatkowania oraz kwotę podatku VAT.

Wystawienie faktury

Obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury z tytułu świadczenia usług telekomunikacyjnych, najmu, dzierżawy, leasingu lub usług o podobnym charakterze, ochrony osób oraz usług ochrony, dozoru i przechowywania mienia, stałej obsługi prawnej i biurowej, dystrybucji energii elektrycznej, cieplnej lub chłodniczej oraz gazu przewodowego. Kwestia wystawienia faktury jest zatem w tych przypadkach kluczowa i powinna zostać szczegółowo uregulowana w umowie. Należy jednak wskazać na art. 19a ust. 7 ustawy o VAT, zgodnie z którym w powyższych przypadkach, jeżeli podatnik nie wystawił faktury lub wystawił ją z opóźnieniem, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą upływu terminów wystawienia faktury, a w przypadku, gdy nie określono takiego terminu – z chwilą upływu terminu płatności. Innymi słowy, podatnik powinien szczególną wagę przykładać do terminowego wystawiania faktur, ponieważ w innym przypadku zastosowanie znajdzie wyjątek od szczególnych zasad ustalania obowiązku podatkowego i w konsekwencji może pojawić się ryzyko sporu z fiskusem co do prawidłowego okresu na wykazanie tego typu usług w deklaracji VAT.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rosnąca adaptacja kryptowalut jest już faktem

Głównym założeniem pierwszej kryptowaluty na świcie (BTC) było umożliwienie przesyłania pieniędzy bez jakiejkolwiek centralnej kontroli i nadzoru banków lub rządów. Przez długi czas kryptowaluty były traktowane jako pewna aberracja dla rzeczywistego pieniądza, która za jakiś czas miała zostać zapomniana. Tak się jednak nie stało i po tym okresie kryptowaluty zaczęto traktować jak instrumenty finansowe zbliżone do akcji, na których można stracić lub zyskać. Bitcoin, wobec swojej ceny, został wręcz określany mianem wirtualnego złota. W ostatnim czasie cyfryzacja życia przyspieszyła, szczególnie przez pandemię COVID-19, przez co wzmożona adaptacja kryptowalut w realnym świecie stała się faktem.

Wśród najważniejszych wydarzeń związanych ze światem kryptowalut niewątpliwie jest przyjęcie przez Salwador Bitcoina jako legalnego środka płatniczego. Obywatelom tego kraju umożliwiono płatności za różnego rodzaju towaru czy też usługi właśnie za pomocą BTC. Ten fakt jest niewątpliwie jednym z przełomowych, albowiem w ślad za Salwadorem również inne kraje Ameryki Łacińskiej – np. Panama, Brazylia, Meksyk czy Argentyna, a w Europie – Ukraina, planują wprowadzić podobne regulacje.

Masowa adaptacja kryptowalut staje się rzeczywistością i co raz to kolejne podmioty zamierzają korzystać z dobrodziejstw kryptowalut. Wśród nich należy wskazać Miami – burmistrz tego miasta ogłosił, że mieszkańcom posiadającym MiamiCoin, którzy będą stosowali „staking”, czyli będą udostępniali posiadane przez siebie środki sieci danej kryptowaluty w celu wsparcia jej działania w zamian za różnego rodzaju nagrody, miasto będzie wypłacało dywidendę w BTC. Chęć otrzymania wynagrodzenia w BTC wyraził również najnowszy burmistrz elekt Nowego Jorku. W ostatnim czasie również australijska drużyna baseballowa – Peart Heat ogłosiła, że zawodnicy drużyny będą mogli wybrać możliwość otrzymywania wynagrodzenia w Bitcoinach – komentuje mec. Adam Ziębicki, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Masowa adaptacja kryptowalut związana jest również z coraz to bardziej popularnym metaverse. Już teraz polski projekt (Metahero) pracuje nad stworzeniem skanera 3D, który umożliwi tworzenie meta avatarów i innych obiektów cyfrowych, których zastosowanie ma być związane z grami, social mediami czy modą online. Projekt ten ma na celu umożliwienie zeskanowanie danej osoby i oddaniu skanu tej osoby w świecie meta. Za tego typu „produkty” cyfrowe, użytkownicy sieci będą mogli płacić przy wykorzystaniu natywnego tokena platformy – HERO. Kolejnym interesującym przykładem jest Decetraland, w którym to użytkownicy sieci będą mogli nabyć własność cyfrowej nieruchomości za natywną walutę Decentraland – MANA.

W zakresie instytucji międzynarodowych należy wskazać, że również i one nie pozostają w tyle Aspekty związane z rozwojem cyfryzacji są stopniowo implementowane do prawa wspólnotowego, przykładowo w 2019 roku Unia Europejska podjęła pierwsze działania mające na celu stworzenie sieci blockchain, która obejmowałaby całą wspólnotę i która miałaby na celu umożliwienie płynnej wymiany znacznej ilości informacji – np. o dyplomach wydawanych przez uczelnie wyższe w państwach członkowskich – dodaje mec. Ziębicki

Porównuje się, że obecny rozwój rynku krypto i technologii blockchain jest analogiczny do rozwoju internetu w 1997 r. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego jak rewolucyjnym wynalazkiem okazał się internet, jednak w latach 90 XX wieku takie przekonanie nie było popularne. Skoro zatem rozwój tych technologii jest na tak wczesnym etapie, obecny czas jest idealnym na zapoznanie się z nimi, zrozumienie ich, a także na próbę wykorzystania ich w prowadzonych przedsiębiorstwach czy też w życiu codziennym. Zrozumienie tych technologii oraz ich skuteczne zaimplementowanie do różnego rodzaju biznesów, może już nawet w najbliższym czasie okazać się świetną decyzją, która pozwoli na dotarcie do nowych odbiorców czy też po prostu na znaczne zwiększenie wyników finansowych.

Romet, polski producent rowerów, zamknie rok z 450 mln zł przychodu i prognozowanym 25% wzrostem w 2022 r.

Grupa Romet, polski producent rowerów i lider rynku, zakłada na koniec bieżącego roku  450 mln zł przychodów oraz EBITDA na poziomie 54 mln zł netto, co zawdzięcza m.in. podjętym inwestycjom. W kończącym się roku firma odnotowała aż 35% wzrost sprzedaży w stosunku do 2019 r., a ponad to o 50% zwiększyła sprzedaż w kanałach internetowych. Na koniec 2022 r. Grupa Romet planuje uzyskać 600 mln zł przychodów.

Rok 2020 okazał się znakomity dla całej branży rowerowej, wg szacunków Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego w 2020 sprzedało się w Polsce około 1,2 mln nowych rowerów.[1]Jako najważniejsze czynniki generujące duże zapotrzebowanie na rowery wskazuje się m.in. pandemię COVID-19, która spowodowała zwiększony popyt na indywidualne środki transportu[2], jak również potrzebę utrzymania zdrowego stylu życia. Wysokie zapotrzebowanie na rowery nie dziwi również w kontekście informacji, że aż 92% Polaków deklaruje posiadanie własnego roweru, 27% zakupiło go w ciągu ostatniego roku, a kolejne 23% planuje zakup w najbliższym czasie[3].

Dla spółki Romet rok 2020 również był bardzo owocny – przychody ze sprzedaży wyniosły 322,7 mln zł netto, przy czym aż 147,6 mln wygenerował eksport. Tak znakomite wyniki pozwoliły firmie utrzymać się na pozycji lidera produkcji rowerów, którą zajmuje ona od wielu lat. Popyt na jednoślady w czasach pandemii koronawirusa okazał się na tyle duży, że dla większości producentów wyzwaniem stała się nie sprzedaż wyprodukowanych rowerów, a zaspokojenie popytu – jednym z priorytetów było zapewnienie płynności łańcucha dostaw, szczególnie osprzętu rowerowego.

W 2021 r. moglibyśmy wygenerować jeszcze większe przychody, ale podjęliśmy decyzję o utrzymaniu wysokiej jakości naszych produktów i nie zastępowaniu osprzętu tak uznanych marek jak SHIMANO lub SRAM tańszymi zamiennikami, na co niestety zdecydowała się część konkurencji. W Romet konsekwentnie stawiamy na najbardziej uznanych partnerów oraz rozwój technologii – nasze ramy produkowane są w Polsce w jednej z najbardziej zrobotyzowanych fabryk ram rowerowych w Europie. Takie podejście zdecydowanie nam się opłaca, bo w 2021 r. odnotowaliśmy ponad 35% wzrost sprzedaży, przy czym duży wpływ na ten wynik miało zwiększenie popytu w miastach powyżej 100 000 mieszkańców, gdzie zwykle sprzedają się najbardziej zaawansowane modele rowerów” – komentuje Grzegorz Grzyb, wiceprezes zarządu Romet.

Stawiając na e-commerce

W okresie pandemii na znaczeniu zyskał również kanał sprzedaży w internecie. W 2021 r. Grupa Romet odnotowała aż 50% wzrost wartości sprzedaży poprzez e-commerce. Na sukces ten wpływ miały decyzje o odpowiednim zaopatrzeniu magazynów, dzięki czemu oferowane w internecie produkty były przez cały czas dostępne dla klientów indywidualnych. Dodatkowo, rozbudowano internetowe platformy sprzedażowe oraz wprowadzono nowe sposoby obsługi klientów w tym kanale, stawiając na dostawę od drzwi do drzwi w 24h od złożenia zamówienia czy możliwość odbioru sprzętu w jednym ze współpracujących z Romet sklepów stacjonarnych na terenie całej Polski. Kolejnym wprowadzonym udogodnieniem jest możliwość zwrotu roweru zakupionego w internecie w ciągu 100 dni od zakupu (zamiast wymaganych prawem 14) czy umożliwienie zakupów ratalnych bądź leasingowych.

Kończący się rok pokazuje nam, że e-commerce będzie jednym z najważniejszych kanałów sprzedaży rowerów również w przyszłości. Zamierzamy wprowadzać dalsze usprawnienia w tym kierunku – mówi Grzegorz Grzyb. „Obecnie jesteśmy na etapie wdrażania nowego systemu sprzedaży w intrenecie i szacujemy, że ta inwestycja przyniesie nam kolejne 30% wzrostu przychodów z tego kanału w 2022 r.” – dodaje.

Elektryczny 2022

Grupa Romet przewiduje, że nadchodzący rok znów będzie rekordowy pod względem sprzedaży rowerów – firma planuje osiągnąć aż 600 mln zł netto przychodów.

„Z dużym optymizmem patrzymy na rok 2022. Jesteśmy przekonani, że będzie to dla branży rowerowej kolejny sezon z dużym zapotrzebowaniem na rowery, dlatego przygotowanie nowej kolekcji rozpoczęliśmy znacznie wcześniej niż dotychczas, tak aby odpowiednio zabezpieczyć dostępność naszych rowerów dla rynku i sklepów rowerowych. Jesteśmy w trakcie produkcji nowych modeli a obecnie nasze nowości na sezon 2022 testowane są przez zawodników ROMET FACTORY TEAM oraz media branży rowerowej” podsumowuje Grzegorz Grzyb.

Co ważne, aż za 20% wszystkich wyprodukowanych rowerów Romet mają odpowiadać rowery elektryczne. Deloitte przewiduje z kolei, że globalny rynek wartości sprzedaży rowerów elektrycznych zwiększy się z poziomu 14,8 mld dolarów w 2019 r. do 20 mld dolarów w 2023 r.[4]

Romet zamierza również podtrzymać pozycję lidera, jako największy polski eksporter rowerów do Europy. Nasz kraj jest największym eksporterem rowerów w Centralnej i Wschodniej Europie – w 2019 r. wartość eksportu tych pojazdów wyniosła 176,75 mln dolarów, wyprzedzając Bułgarię o 39,4 mln dolarów oraz Czechy o 67,17 mln dolarów.[5]

„Bycie liderem produkcji i sprzedaży rowerów nieustannie motywuje nas do działania, czujemy się odpowiedzialni za rozwój tej branży i dlatego rok 2022 to dla nas dalsze inwestycje również w kanał sprzedaży detalicznej” – podkreśla Grzegorz Grzyb.

[1] Polskie Stowarzyszenie Rowerowe.

[2] Źródło: Statista za IBRIS dla Nationalen Nederlanden, 2020

[3] „Polacy na dwóch kółkach” – II edycja – raport zrealizowany przez agencję smartscope dla Nationale Nederlanden, Warszawa, 26 kwietnia 2021.

[4] Żródło: Statista za Mordor Intelligence dla Delloite – 2019.

[5] Źródło: Statista za WTEx – 2019

„Tarcza Antyinflacyjna nie może być jak promocyjny bon na Black Friday”. Przedsiębiorcy oczekują systemowych działań, które obejmą całą gospodarkę

– Tarcza Antyinflacyjna w kształcie znanym nam z nieoficjalnych doniesień medialnych jest kolejnym programem społecznym, który można wpisać do jednego pasma z programami typu „Rodzina 500+” czy „Dobry start”. Będą tacy, którzy na tym skorzystają i będą tacy, co będą musieli za to zapłacić. Obawiamy się, że żadną tarczą nikt nie zamierza obejmować przedsiębiorców, więc to my będziemy „sponsorami” kolejnych pomysłów rządowych. Inflacja rzeczywiście dramatycznie rośnie, podobnie jak ceny, energii, surowców czy koszty pracy. Pracodawcy z przerażeniem patrzą na rok 2022 i na to, że żadne systemowe rozwiązania nie zakładają poprawy naszego funkcjonowania – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zgodnie z danymi GUS w październiku  2021 dynamika wzrostu cen produkcji w przemyśle wyniosła 11,8% wobec 10,2% we wrześniu. Największy wzrost cen zanotowano w sekcji górnictwa  i wydobywania tj, o 23%. Podobnie wysoki wzrost cen produkcji  nastąpił m.in. na rynku metali o 40%

Tarcza Antyinflacyjna nie może być kolejnym programem socjalnym. „Inflacja jest demokratyczna”

Tarcza Antyinflacyjna ma zostać zaprezentowana jeszcze w tym tygodniu. Nieoficjalnie może ona objąć obniżkę VAT na niektóre produkty, obniżenie marży rafineryjnej, co spowoduje obniżenie cen paliwa czy wprowadzenie bonów energetycznych. Pomysł wydaje się być dobry, bo inflacja zbliża się do 7%, a w niektórych sektorach przemysłu odczuwalna jest znacznie wyżej. Przedsiębiorcy odczuwają silnie wzrost kosztów cen paliwa, prądu gazu czy surowców produkcyjnych. Wszystkie zmiany ujmowane są w przyszłorocznych budżetach operacyjnych, co może przekładać się na kolejne wzrosty cen po nowym roku.

– Czekamy z niecierpliwością na konkretny projekt Tarczy Antyinflacyjnej z nadzieją, że nie będzie to tylko projekt socjalny. Inflacja jest demokratyczna i mocno dotyka całe społeczeństwo. Oczywiście należy najbardziej chronić tych, którzy zarabiają najmniej, ale przecież to przedsiębiorcy odpowiedzialni są za wypracowanie  PKB i rozwój gospodarczy. Uważam, że projekt wsparcia gospodarki powinien być na tyle kompleksowy, by nie ograniczać go do dosypywania niektórym pieniędzy, a do zmian, które spowodują, że ceny zaczną spadać. Nie można też w ten sposób dzielić społeczeństwa , że są grupy którym się stale  socjalnie  pomaga, a  inne muszą sobie poradzić same, bo są bardziej przedsiębiorcze. Nie zgadzamy się na to, by Tarcza Antyinflacyjna była jak bon promocyjny na Black Friday, bo to nic nie zmieni w ogólnym ujęciu gospodarczym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Epoka gospodarki ręcznie sterowanej powinna była odejść już dawno w niepamięć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to kolejny pomysł na kupowanie głosów publicznymi pieniędzmi. Mamy już 500+, które nic wspólnego ze swoimi założeniami nie ma. Tak skończą kolejne programy socjalne, które wypaczą bardziej rynek pracy, nie niosąc wcale pomocy najbardziej potrzebującym. Rozdawanie pieniędzy kończy się krótkookresowo zwiększoną konsumpcją a długookresowo zwiększoną inflacją. Rząd powinien skupić się na polityce makro i pilnować dyscypliny finansów publicznych, to uzdrawia gospodarkę i daje poczucie obywatelom, że spirala inflacyjna nie będzie nabierała tempa – dodaje Michał Wojtas, ekspert podatkowy i gospodarczy.

Prof. Aneta Zelek:  za „kartki na inflacje” zapłacimy wszyscy

Północna Izba Gospodarcza poprosiła o opinię prof. Anetę Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu na temat propozycji Tarczy Antyinflacyjnej.

   – Starsi wiekiem z pewnością pamiętają niesławny system reglamentacji towarów takich jak cukier, mięso, alkohol, papierosy, a nawet obuwie. Jeśli chciałeś zakupić te dobra musiałeś posiadać odpowiednie bony zwane „kartkami”. Ku uciesze tęskniących za poprzednim systemem „kartki” wracają. Tym razem będą to bony chroniące przed wpływem zaskakująco wysokiej inflacji. W istocie, koszty prądu, gazu i opału to dzisiaj główne czynniki inflacjogenne. Ale to niejedyne podwyżki. Rosnące ceny energii i słabnący złoty przynoszą też wzrosty cen żywności, dóbr szybko rotujących i dóbr trwałego użytku. W katalogu GUS na próżno szukać przykładów produktów czy usług taniejących.

– Lepiej nie będzie! Nowe taryfy za energię elektryczną zostaną ujawnione dopiero w połowie grudnia, ale już dzisiaj wiemy, że energia zdrożeje przeciętnie o ok. 40% (dla gospodarstw domowych o 20%). Bon energetyczny ma złagodzić to obciążenie. To kosztowna interwencja, tak jak kosztowne jest leczenie zamiast profilaktyki – komentuje dla Północnej Izby Gospodarczej prof. Aneta Zelek.

– Na naiwne pytanie – kto za to zapłaci? My wszyscy zapłacimy. Zapłacimy za brak reakcji banku centralnego i Rady Polityki Pieniężnej na rosnącą inflację. A inflacja szaleje… i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W dość zgodnej opinii ekonomistów, analityków, ekspertów, szczytowe rozmiary inflacja ma osiągnąć w pierwszym kwartale przyszłego roku. Osobiście nie wykluczam możliwości, że zobaczymy wynik dwucyfrowy, choć to zależy od  kierunku aktualnej polityki monetarnej. Decyzje o dwóch podwyżkach stopy procentowej z ostatniego miesiąca (łącznie o 1,15 pkt. proc.) są spóźnione i zbyt słabe, żeby poradzić sobie z tym rozpędzonym pancernym pociągiem, jakim jest inflacja w aktualnej fazie jej wzrostu. W zamian rząd oferuje nielicznym anegdotyczny „talon na wódkę i balon” – komentuje ekspertka ekonomiczna.

FOMC nie dał dolarowym bykom dodatkowego impulsu

Protokół z ostatniego posiedzenia FOMC nie dał dolarowym bykom dodatkowego impulsu. Potwierdził on jedynie wcześniejsze wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Główna para walutowa znajduje się w okolicach poziomu 1,12. Dolar w relacji do euro jest najdroższy od kilkunastu miesięcy. Złoty wczoraj umocnił się. Za jedno euro trzeba aktualnie zapłacić ok 4,67.

Wczorajszy dokument z posiedzenia FOMC jedynie potwierdził, że ciało decyzyjne jest skłonne rozważyć szybszą normalizację polityki monetarnej w obliczu niesłabnącego wzrostu inflacji. Rynek zatem nie otrzymał nic dodatkowego, czego jeszcze nie wiedział. Dolar mimo to nie osłabił się znacznie, choć takie ryzyko istniało. Nie uległ również dalszej aprecjacji. Rynek przyjął to po prostu na chłodno, co może oznaczać, że uwaga zostanie skupiona w głównej mierze na grudniowym posiedzeniu.

Dolar w ostatnich tygodniach zyskała więcej w relacji do walut krajów rozwiniętych niż do tych pochodzących z gospodarek rozwijających się. Jest to o tyle zaskakujące, że waluty EM są zazwyczaj uważane za bardzie wrażliwe na aprecjację USD. Takim znamiennym przykładem był rok 2013, kiedy to obawiano się, że „taper tantrum” pogrąży wiele rynków wschodzących poprzez odpływ kapitału do dolara. Wówczas waluty EM straciły dość sporo na wartości.

Wydaje się, że banki centralne, których waluty znalazły się pod szczególną presją w 2013 roku wyciągnęły wnioski z tamtego okresu. Większość z nich dość wcześnie zareagowała na obecne ryzyko inflacji i już podniosła stopy procentowe. Pomijam tu Turcję, bo jest to szczególny przypadek. Oczywiście realne stopy procentowe w tych krajach są nadal bardzo niskie, ale należy to zestawiać z poziomami stóp z USA (0-0,25 proc. przy inflacji bliskiej 6 proc.). Dlatego też wcześniejszy start normalizacji polityki pieniężnej w krajach rozwijających się jest dość znaczącym wsparciem dla tych walut, stąd też tracą one w ostatnim czasie mniej do dolara niż inne waluty z gospodarek rozwiniętych.

Wczoraj na pytania Interii odpowiedział Adam Glapiński. Przyznał że „dalsze osłabienie złotego nie byłoby spójne z fundamentami gospodarki i prowadzoną przez NBP polityką pieniężną. Przewodniczący RPP w dużej mierze upatruje osłabienie PLN w silnym dolarze. W ostatnich godzinach złoty zyskuje do większości głównych walut. Notowania EUR/PLN schodzą w okolice 4,67. Widać rozpoczynającą się korektę na głównej parze walutowej. To widać pomaga złotemu.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Izraelski fundusz Welltech Ventures inwestuje w platformę Helping Hand

Helping Hand to pierwsza w Polsce platforma online z autorskimi programami i treściami terapeutycznymi oraz nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, z których mogą korzystać zarówno osoby potrzebujące wsparcia psychologicznego, jak i udzielający tej pomocy psycholodzy oraz terapeuci. Oferta Helping Hand jest skierowana głównie do firm chcących zapewnić swoim pracownikom narzędzia do psychoedukacji i autoterapii, jak również dostęp do autorskich filmów i artykułów stworzonych przez doświadczonych psychologów i licencjonowanych terapeutów oraz umożliwić korzystanie z indywidualnych terapii online.

W zakończonej właśnie rundzie finansowania projekt wsparli inwestorzy krajowi oraz zagraniczni. Głównym inwestorem został światowy lider w obszarze inwestycji w młode firmy z sektorów Wellness oraz Medtech – izraelski fundusz Welltech Ventures. Część z pozyskanych środków zostanie przeznaczona na stworzenie anglojęzycznego autorskiego kontentu oraz na dotarcie do użytkowników na rynkach zagranicznych. Już dziś firma obsługuje międzynarodowe firmy, świadcząc usługi w języku polskim i angielskim.

Welltech Ventures wspiera firmy, które adresują problemy związane z różnymi obszarami zdrowia i dobrego samopoczucia, a zarazem tworzą nowoczesne i innowacyjne rozwiązania w tym zakresie. Tak działa właśnie Helping Hand, spełniając tym samym wszystkie nasze kryteria inwestycyjne. Ogromnie cieszymy się, że do naszego portfolio dołączyła platforma, która demokratyzuje dostęp do opieki psychologicznej, psychoedukacji  oraz wspiera zdrowie psychiczne pracowników firm i ich rodzin – mówi Amir Alroy, współzałożyciel funduszu inwestycyjnego Welltech Ventures.

Pozyskanie finansowania na rozwój platformy Helping Hand zbiegło się w czasie z niezwykle ważnym wydarzeniem nie tylko z punktu widzenia samej firmy, lecz także całej branży Wellness i WellTech. Helping Hand jest jedyną firmą z Polski, która została zaproszona do udziału w tegorocznej edycji Global Wellness Summit, jednego z najważniejszych międzynarodowych spotkań w tym sektorze. Konferencja odbędzie się w dniach 30 listopada – 3 grudnia 2021 r. w Bostonie, a jej temat wiodący to „A New Era in Health & Wellness”.

Jestem zaszczycony, że właśnie podczas tegorocznej konferencji Global Wellness Summit, w ramach sesji moderowanej przez Amira Alroya oraz Galit Horovitz, założycieli Welltech Ventures, będę miał okazję zaprezentować szerszej publiczności Helping Hand, platformę oferującą wsparcie psychologiczne online. Będzie to nie tylko szansa na rozpoczęcie ekspansji zagranicznej, ale również możliwość zabrania głosu w tak ważnej kwestii, jaką jest w obecnych czasach dbałość pracodawców o zdrowie psychiczne pracowników – mówi Bernard Gołko, Prezes Zarządu w spółce zarządzającej platformą Helping Hand.

Według raportu „Zdrowie psychiczne w środowisku pracy”, prawie 50% badanych pracowników twierdzi, że odczuwa negatywny wpływ pandemii na ich samopoczucie, a prawie 60% z nich chciałoby otrzymywać wskazówki od pracodawcy dotyczące radzenia sobie ze stresem oraz dbania o kondycję psychiczną. Uważają oni także, że to pracodawca powinien wprowadzić program dbający o zdrowie psychiczne swoich pracowników. Wagę tego problemu dostrzegli także sami pracodawcy, którzy dbałość o dobrostan swoich pracowników wpisują w strategię ESG, a innowacyjna platforma Helping Hand stała się coraz częściej wykorzystywanym narzędziem przez działy Human Resource.

Nowa akcyza, stare błędy. Instytut Staszica o projekcie podniesienia stawek akcyzy na wyroby alkoholowe

W przyszłym roku będziemy obchodzić czterdziestą rocznicę przyjęcia przez Sejm Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej ustawy o wychowaniu w trzeźwości – aktu stanu wojennego, który miał pomóc w walce z plagą pijaństwa. Ta ustawa nadal, w diametralnie innych warunkach ustrojowych i społecznych, stanowi podstawę polityki alkoholowej państwa – i jest wygodnym wyjaśnieniem dla decyzji utrzymujących preferencyjne podejście do określonych rodzajów alkoholu. Duch ustawy Wojciecha Jaruzelskiego pozostaje widoczny w modelu „kroczącej akcyzy”, zawartym w procedowanej nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym. Dla piwa są to kroczki małe, dla polskiej wódki – bardzo duże.

Podwyżki w duchu ustawy Jaruzelskiego

Instytut Staszica w 2019 roku opublikował raport „Pomiędzy PRL-em a III RP: prawne, społeczne i kulturowe aspekty polityki alkoholowej w Polsce”. Zwrócił w nim uwagę na szkodliwe dla społeczeństwa i dla polskiej gospodarki skutki utrzymywania fikcji z ery realnego socjalizmu, a mianowicie dzielenia alkoholu na bardziej i mniej szkodliwy. Niestety, kolejne ekipy rządowe Trzeciej RP wolały utrwalać ten stan rzeczy, niż podchodzić podobnie do podobnych zagrożeń.

Autor wspomnianego raportu, dr Dawid Piekarz pisał w nim: „Specyfiką opodatkowania napojów wysokoprocentowych jest fakt, że akcyza na napoje spirytusowe (40%) jest w Polsce najwyższa nie tylko w porównaniu z krajami nienależącymi do UE, jak Białoruś czy Ukraina, ale jest wyższa nawet, niż niemiecka”. Przedstawiciele branży spirytusowej i eksperci wskazują od lat, że warto zastanowić się nad zmniejszeniem różnicy w obciążeniu akcyzowym między napojami spirytusowymi a alkoholami niskoprocentowymi.

Niestety, ustawa o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz ustawy o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 1673, senacki nr 559) utrwala tylko obecny, szkodliwy stan rzeczy – bez oglądania się na zagrożenia społeczne i gospodarcze.

Zgodnie z powyższym aktem, stawki akcyzy na wyroby alkoholowe (z wyłączeniem cydru i perry o mocy do 5%) w latach 2022-2027 co roku by wzrastały, wg następujących założeń:

  • alkohol etylowy:
  1. 2022 r. podwyżka z 6275,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 6903,00 zł/hl 100% vol.,
  2. 2023 r. podwyżka z 6903,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 7248,00 zł/hl 100% vol.,
  3. 2024 r. podwyżka z 7248,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 7610,00 zł/hl 100% vol.,
  4. 2025 r. podwyżka z 7610,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 7991,00 zł/hl 100% vol.,
  5. 2026 r. podwyżka z 7991,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 8391,00 zł/hl 100% vol.,
  6. 2027 r. podwyżka z 8391,00 zł/hl 100% vol. do kwoty 8811,00 zł/hl 100% vol.;
  • piwo:
  1. 2022 r. podwyżka z 8,57 zł/hl st. Plato do kwoty 9,43 zł/ hl st. Plato,
  2. 2023 r. podwyżka z 9,43 zł/hl st. Plato do kwoty 9,90 zł/ hl st. Plato,
  3. 2024 r. podwyżka z 9,90 zł/hl st. Plato do kwoty 10,40 zł/ hl st.Plato,
  4. 2025 r. podwyżka z 10,40 zł/hl st. Plato do kwoty 10,92 zł/ hl st. Plato,
  5. 2026 r. podwyżka z 10,92 zł/hl st. Plato do kwoty 11,47 zł/ hl st. Plato,
  6. 2027 r. podwyżka z 11,47 zł/hl st. Plato do kwoty 12,04 zł/ hl st. Plato;
  • wyroby winiarskie, w tym:
  1. wino i napoje fermentowane:
  • 2022 r. podwyżka z 174,00 zł/hl do kwoty 191,00 zł/hl,
  • 2023 r. podwyżka z 191,00 zł/hl do kwoty 201,00 zł/hl,
  • 2024 r. podwyżka z 201,00 zł/hl do kwoty 211,00 zł/hl,
  • 2025 r. podwyżka z 211,00 zł/hl do kwoty 222,00 zł/hl,
  • 2026 r. podwyżka z 222,00 zł/hl do kwoty 233,00 zł/hl,
  • 2027 r. podwyżka z 233,00 zł/hl do kwoty 245,00 zł/hl,
  1. wyroby pośrednie:
  • 2022 r. podwyżka z 350,00 zł/hl do kwoty 385,00 zł/hl,
  • 2023 r. podwyżka z 385,00 zł/hl do kwoty 404,00 zł/hl,
  • 2024 r. podwyżka z 404,00 zł/hl do kwoty 424,00 zł/hl,
  • 2025 r. podwyżka z 424,00 zł/hl do kwoty 445,00 zł/hl,
  • 2026 r. podwyżka z 445,00 zł/hl do kwoty 467,00 zł/hl,
  • 2027 r. podwyżka z 467,00 zł/hl do kwoty 490,00 zł/hl.

Pozornie stawki wzrastają dla piwa i napojów spirytusowych o tyle samo: w 2022 roku o 10%, a w każdym następnym – o 5%. Jednak, licząc szacunkowo, w ciągu tych pięciu lat cena butelki wódki wzrośnie o ponad 6 zł (łącznie z VAT), a piwa – o 26 groszy. Mamy zatem do czynienia z utrzymaniem preferencji ceny jednostkowej piwa wobec mocnych alkoholi. Jakie jest dla tego uzasadnienie społeczne? Żadne! Trudno poważnie utrzymywać, że spożycie dwóch piw jest czymś „szlachetniejszym” lub potencjalnie mniej szkodliwym od spożycia trzech kieliszków wódki. Natomiast warto przeanalizować na możliwe konsekwencje gospodarcze takiej decyzji.

Potrzebny czas na refleksję

Ustawa procedowana jest w momencie trudnym dla polskiej gospodarki. Najwyższa od lat inflacja, ogromne wzrosty kosztów energii elektrycznej i cieplnej oraz ogólnych kosztów pracy – to dodatkowe obciążenia, które zresztą dotykają i branżę spirytusową i piwowarską. Niemniej duży, coroczny wzrost akcyzy w połączeniu z utrwaleniem preferencyjnego traktowania piwa (akcyza praktycznie bez związku z zawartością alkoholu w piwie) jest dla polskich producentów spirytusowych szczególnym obciążeniem. W związku z czym proponowane podwyżki nie tyle zmniejszą spożycie alkoholu, co po prostu zwiększą udział piwa w rynku. Mówiąc krótko: żaden z problemów, związanych z nieodpowiedzialnym spożywaniem alkoholu, nie zostanie przez to rozwiązany. A mogą pojawić się problemy innej natury, mianowicie gospodarcze.

Przemysł spirytusowy to ważny partner dla rolnictwa. Rocznie polskie gorzelnie przerabiają ok. 50 tys. ton ziemniaków i ok. 750 tys. ton zboża. Z 224 mln litrów wódki, która jest produkowana w ciągu roku, na eksport trafia niemal 50 mln litrów. Trudno nie oczekiwać, że „krocząca akcyza” pozostanie bez wpływu na polskie rolnictwo. Należy podkreślić jeszcze raz: nie będzie to oznaczać mniejszego spożycia alkoholu w ogóle, tylko potencjalną zmianę struktury tego spożycia.

Im droższa wódka, tym większa „szara strefa”, zarówno w postaci przemytu ze Wschodu, jak i nielegalnej produkcji w Polsce. Trudno przypuszczać, by urzędnicy Ministerstwa Finansów, szacując wpływy z podwyżki akcyzy, potrafili dokładnie przewidzieć straty dla budżetu w tym zakresie. Nie mówiąc już o stratach dla zdrowia publicznego.

Instytut Staszica powtarza konsekwentnie: Polska powinna zmienić archaiczne podejście do polityki alkoholowej, zmniejszając sukcesywnie preferencje dla określonych rodzajów napojów alkoholowych. Powinna temu towarzyszyć odpowiednia polityka społecznej edukacji w zakresie alkoholu, tym bardziej, że obecne regulacje w części pozostają martwe (np. w zakresie dozwolonego przekazu w reklamie piwa). Narzędziem takiej zmiany powinna być między innymi polityka podatkowa. Niestety, dokonując tak głębokiej nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym, rząd zaprzepaścił szansę na zapoczątkowanie dobrego trendu. W dodatku stworzył potencjalne zagrożenia dla sektora rolnego.

Należy dobrze wyważyć proporcje między wpływami budżetowymi a interesem społecznym i gospodarczym. Ustawy nowelizacyjnej nie należy przyjmować pod presją czasu, a jej odrzucenie może dać szansę na przygotowanie innych, lepszych i bardziej sprawiedliwych rozwiązań.

Nowe waluty w Walutomacie

Walutomat, najstarszy społecznościowy serwis wymiany walut, obchodzi w listopadzie 12. urodziny. Z tej okazji zapowiedział dla swoich klientów nowości produktowe, m.in. uruchomienie wymiany nowych walut w serwisie.

Walutomat rozszerza swoją ofertę walutową o cztery nowe waluty. Już od 1 grudnia klienci Walutomatu będą mogli wymienić, oprócz EUR, USD, GBP i CHF, także korony: norweską (NOK), duńską (DKK), szwedzką (SEK) i czeską (CZK).

Widzimy zapotrzebowanie klientów na te waluty, dlatego wychodzimy im naprzeciw. Warto jednak przy okazji wspomnieć, że partnerzy, zintegrowani z nami przez Otwarte API, już teraz mają możliwość wymiany nawet 20 walut i chętnie z tej możliwości korzystają – mówi Maciej Przygórzewski, kierownik Działu Operacyjnego Currency One, operatora serwisu Walutomat.

Z okazji 12 urodzin Walutomat zapowiada wkrótce kolejne nowości produktowe. Organizuje także konkurs dla klientów, zachęcający do korzystania z wirtualnego Portfela w serwisie. Nagrodami jest 100 x 100 koron norweskich, które zwycięzcy będą mieli do wykorzystania w Portfelu Walutomatu. Serwis uruchamia także kampanię promocyjną dla nowych klientów.

Walutomat, w ciągu 12 lat istnienia znalazł zaufanie 450 000 klientów. Udostępnia nie tylko korzystne kursy walut, ale także wygodne metody wpłat, tanie przelewy zagraniczne do 50 krajów, jak również natychmiastowe przelewy w euro SEPA i SEPA Instant oraz Open API dla biznesu.

Sektory living i magazynowy pozostaną kluczowe dla inwestorów rynku nieruchomości w 2022 roku

  • Z najnowszego badania Savills IM poświęconego globalnym perspektywom inwestycyjnym wynika, że rok 2022 może okazać się punktem zwrotnym dla sektora biurowego i nieruchomości handlowych, jednak to sektory living i magazynowy pozostaną preferencją inwestorów.
  • Niemal trzy czwarte inwestorów instytucjonalnych spodziewa się wzrostu poziomu inwestycji w nieruchomości w 2022 roku.
  • Aż 82% inwestorów, którzy wzięli udział w badaniu, uważa, że zmiany klimatyczne będą miały wpływ na ich strategie inwestycyjne.

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny, opublikował raport poświęcony perspektywom inwestycyjnym na rynkach nieruchomości w 2022 roku. Nadchodzące dwanaście miesięcy, wraz z wychodzeniem światowych gospodarek z pandemii COVID-19, może okazać się punktem zwrotnym zarówno dla nieruchomości biurowych, jak i handlowych. Ponadto, źródłami atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych będą sektory living, magazynowy oraz długu zabezpieczonego nieruchomościami.

W 2022 roku czeka nas wiele możliwości i zagrożeń na tle geopolitycznym i makroekonomicznym – wynikających m.in. z wyborów parlamentarnych w Europie, napiętych relacji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw. Jednak największym wyzwaniem, z którym będą musieli zmierzyć się inwestorzy, będzie poziom inflacji. Ponad cztery piąte (82%) respondentów, wskazało inflację jako największe zagrożenie dla inwestycji w nieruchomości w 2022 roku. Czynnik ten pozostawił w tyle takie wskaźniki, jak spowolnienie gospodarcze (68%)
i potencjalne dalsze restrykcje związane z pandemią COVID-19 (66%).

Wyniki globalnego badania przeprowadzonego wśród inwestorów wskazują, że pomimo trudnego okresu, nastąpił znaczny wzrost optymizmu i apetytu na inwestowanie w nieruchomości w 2022 roku. Prawie trzy czwarte (73%) respondentów spodziewa się zwiększenia swoich inwestycji w nieruchomości w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Dla porównania, w ubiegłym roku wskaźnik ten kształtował się na poziomie 45%.

Jednym z czynników, który przyczynił się do odzyskania zaufania, jest fakt, że 74% inwestorów uważa, że ich aktywa osiągnęły dobre wyniki mimo pandemii COVID-19 w porównaniu z „normalnym” rokiem. Co więcej, 72% ankietowanych stwierdziło, że wyniki były nawet lepsze niż oczekiwali.

Zdecydowana większość respondentów spodziewa się ponownego wzrostu aktywności inwestycyjnej w 2022 roku. Na czele listy znajdują się sektory living i magazynowy. Inwestorzy dostrzegają potencjał wzrostu w segmentach nieruchomości handlowych i biurowych, co wskazuje na nadzieję powrotu światowych gospodarek do „normalności”.

Zdaniem Savills IM, sektor retail jest niewłaściwie postrzegany i niesłusznie traktowany jako jedna całość. Rok 2022 może okazać się punktem zwrotnym dla sektora retail, ponieważ wielu inwestorów przeoczyło potencjał inwestycyjny oferowany m.in. przez parki handlowe z wiodącym udziałem najemców spożywczych, centra wyprzedażowe czy repozycjonowanie aktywów w celu wykreowania wartości poprzez ich alternatywne wykorzystanie.

W raporcie potwierdzono również, że zaufanie inwestorów wzrasta i w 2022 roku będą oni skłonni  przesuwać się w górę na krzywej ryzyka. Oczekuje się, że strategie value-add okażą się zyskowne w przyszłym roku – 63% respondentów wskazało je jako preferowane. Inwestorzy wskazali również inwestycje wspólne (co-investment) (62%) i inwestycje oportunistyczne (58%) jako atrakcyjne w nadchodzącym roku.

Tematy związane z ochroną środowiska, społeczną odpowiedzialnością i ładem korporacyjnym (ESG) nadal będą dominowały w sferze inwestycyjnej w 2022 roku. Ich znaczenie wzrasta wraz z dążeniem poszczególnych rządów i firm do osiągnięcia neutralności w zakresie emisji dwutlenku węgla. Czterech na pięciu respondentów (82%) biorących udział w badaniu jest zdania, że obecne zainteresowanie zmianami klimatycznymi przełoży się na wybór ich strategii inwestycyjnej. Zdecydowana większość inwestorów (79%) spodziewa się również, że w ciągu najbliższego roku nastąpi odczuwalny wzrost popytu na nieruchomości przyjazne środowisku, a 26% z nich spodziewa się, iż wzrost ten będzie znaczący.

Kiran Patel, Global CIO and Deputy Global CEO, Savills IM, skomentował:  

Spoglądając na przyszły rok, uważamy, że sektory living i magazynowy utrzymają trend wzrostowy. Biorąc pod uwagę niskie stopy zwrotu z nieruchomości przemysłowych i logistycznych, inwestorzy nie mają innego wyboru, jak zainwestować w obiecujące podsektory, wśród których należy wymienić logistykę miejską i ostatniej mili, obiekty lekkiej produkcji oraz chłodnie. Ponadto, spodziewamy się dalszej polaryzacji na rynku biurowym oraz koncentracji inwestorów na nieruchomościach typu prime, w najlepszych lokalizacjach.

W sektorze mieszkaniowym, skalowalne i mniej wymagające pod względem operacyjnym segmenty, takie jak budownictwo wielorodzinne, akademiki (PBSA) oraz obiekty opieki zdrowotnej, mają potencjał generowania atrakcyjnych, skorygowanych o ryzyko zwrotów z inwestycji.

Warto również pamiętać o inwestowaniu w dług zabezpieczony nieruchomościami jako źródło zwrotów, które cechuje się relatywną odpornością na dekoniunkturę. Uprzywilejowana pozycja finansowania bankowego lub mezzanine w strukturze kapitałowej może być atrakcyjnym rozwiązaniem dla inwestorów długoterminowych, w czasach globalnych niedoborów dostaw, rosnącej inflacji i wzrastającej liczby nieruchomości nie spełniających standardów środowiskowych.

* Źródło: Badanie przeprowadzone w imieniu Savills Investment Management przez PollRight wśród 155 inwestorów instytucjonalnych we wrześniu 2021 roku. Inwestorzy pochodzą z globalnej bazy danych obejmującej Amerykę Północną, Europę i Azję, przy średniej wartości zarządzanych aktywów inwestycyjnych na rynkach nieruchomości wynoszącej 22,5 miliarda euro.

Revolut wchodzi na rynek kont oszczędnościowych w Polsce

Revolut ogłosił, że wchodzi na polski rynek produktów oszczędnościowych z ofertą oprocentowanych 0,3% rocznie kont z codzienną kapitalizacją odsetek w EUR. Tym samym, Revolut chce dać klientom możliwość by nie tylko, jak dotychczas, odkładali oszczędności w sejfach Vault w EUR, ale także zarabiali na odsetkach.

Przy historycznie niskim oprocentowaniu kont oszczędnościowych w Europie i rosnącej inflacji (jej średni poziom w strefie euro wynosi już 4,1%* a w niektórych krajach w Europie jak Polska nawet 6,4%**) wartość oszczędności klientów ulega erozji. By ograniczyć wpływ inflacji klienci szukają kont, które pozwalają zarabiać na odsetkach z oszczędności. Niestety, banki w strefie euro oferują dziś oprocentowanie overnight depozytów na poziomie tylko 0,01%***. Niektóre banki w Europie oferują nawet ujemne oprocentowanie – pobierając opłatę za przechowywanie oszczędności klientów w banku. Klienci zasługują na więcej.

Środki polskich klientów Metal wpłacone do Saving Vaults w Revolut są oprocentowane 0,3% w skali roku oraz chronione przez belgijski fundusz gwarancyjny do kwoty 100.000 EUR. Prócz konkurencyjnego oprocentowania, Saving Vault w Revolut dają elastyczność: nie ma kwoty minimalnego depozytu, wypłacić środki można w każdej chwili, a odsetki wypłacane są codziennie.

By pomnażanie oszczędności w Revolut było maksymalnie wygodne, klienci mogą przekazywać środki do sejfów Vault w sposób automatyczny, na przykład w formie zaokrąglonych do najbliższej kwoty całkowitej końcówek z codziennych płatności. Mogą też ustawić cykliczne doładowanie sejfów, lub wpłacić środki jednorazowo. Klienci planów Metal w Revolut mogą kilkoma kliknięciami przekształcić swoje istniejące sejfy Vault w oszczędnościowe sejfy Vault w EUR i korzystać z konkurencyjnego oprocentowania 0,3% w skali roku.

Saving Vault to nowa odsłona popularnego w Revolut produktu, sejfów Vault uruchomionych w kwietniu 2018 r. Od tego czasu klienci założyli już ponad 3 miliony sejfów Vault i codziennie zakładają ok. 9 tysięcy nowych. Do dziś klienci Revolut ulokowali w swoich sejfach Vault w sumie ponad 700 milionów EUR.

“Lata historycznie niskich stóp procentowych znacznie ograniczyły wybór klientów, którzy pragną chronić i powiększać swoje oszczędności. Savings Vaults pozwalają nam zaoferować klientom w Polsce konkurencyjne oprocentowanie w połączeniu z elastycznością i ochroną” – powiedział Joe Heneghan, prezes Revolut Bank.

“To kolejny krok w kierunku realizacji wizji Revolut – demokratyzacji branży usług finansowych i zapewnienia klientom dostępu do bardziej wartościowych usług i produktów, niż oferują dziś tradycyjne europejskie banki. Chcemy wprowadzić na rynek w Europie nowoczesne produkty oszczędnościowe, które pomogą konsumentom oszczędzać pieniądze w sposób bardziej efektywny.”

Saving Vault są obecnie dostępne wyłącznie w walucie EUR dla klientów planów Revolut Metal. Klienci planów Premium, Plus i Standard w Polsce otrzymają dostęp do oprocentowanych niżej niż w Metal oszczędnościowych kont już niebawem. Revolut zaoferuje Saving Vault także w innych walutach i w innych krajach w Europie w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy.

Metal to topowy plan w Revolut oferowany w ramach comiesięcznej opłaty subskrypcyjnej 49,99 zł. Poza usługami dostępnymi w darmowym planie Standard, klienci Metal korzystają z dodatkowych benefitów, takich jak nielimitowana wymiana walut, globalne ubezpieczenie medyczne w podróży, brak prowizji Revolut za wypłaty z bankomatów do kwoty 3.000 zł miesięcznie, nielimitowane wirtualne karty ze zmiennym numerem do bezpiecznych zakupów online, dostęp do saloników lotniskowych, szerszej oferty Revolut Junior, metalowych kart z opcją personalizacji, cashbacku oraz rabatów i zniżek za zakupy.

Kolejny krok milowy w inwestycji Columbus Energy

Zeszłoroczna inwestycja Columbus Energy przynosi kolejne efekty, otwierając Spółce dostęp do nowego, rosnącego ok. 25 proc. rocznie rynku. Saule Technologies wprowadziło do oferty pierwsze na świecie elektroniczne etykiety cenowo-reklamowe PESL zasilane perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi. Columbus Energy to właściciel 20 proc. udziałów Saule Technologies oraz dystrybutor jej produktów i licencji na nie na świecie.

Przełom na rynku ESL

Pierwsze na świecie elektroniczne etykiety cenowo-reklamowe PESL (ang. Perovskite Electronic Shelf Label) zasilane perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi to już drugi produkt Saule Technologies wykorzystujący jej autorską technologię ogniw perowskitowych.  Jednocześnie to pierwszy produkt Saule z kategorii IoT. Spółka wprowadza go na rynek wraz z kompletnym, zintegrowanym systemem informatyczno-sprzętowym, z wykorzystaniem obsługujących etykiety PESL przekaźników danych i możliwości obliczeniowo-analitycznych chmury. Nowatorskie rozwiązanie skraca czas obsługi etykietowania produktów i pozwala weryfikować ceny w czasie rzeczywistym.

– Tworzenie przełomowych produktów i budowanie nowego rynku wymaga wizji, kompetencji i kapitału. Ponad rok temu z pełnym przekonaniem zainwestowaliśmy w Saule Technologies prawie 45 mln zł. Dziś, dzięki tej inwestycji i naszym partnerskim relacjom wykorzystujemy efekt synergii i zwiększamy nasze przewagi konkurencyjne na rynku odnawialnych źródeł energii. Premiera przełomowego produktu, stawiająca naszego partnera w gronie światowych liderów rynku ESL, już obecnie wartego prawie 2 mld USD, otwiera przed nami zupełnie nowe możliwości – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.

Pierwsze testy technologii PESL będą realizowane we współpracy z Google Cloud Platform. Saule Technologies zyskało także wsparcie Grupy Maspex i jednej z marek holdingu – Lubella. Etykiety PESL zostaną też przetestowane na  referencyjnej stacji benzynowej należącej do PKN Orlen.

Nowoczesne rozwiązania dla prosumentów

Wykorzystanie technologii ogniw perowskitowych ma znaczenie dla rozwoju autorskiego systemu Columbus dla prosumentów. Spółka  dostarczyła swoje usługi do 48,5 tys. prosumentów z całej Polski. Columbus Energy zakłada, że relacje z prosumentami w przyszłości przełożą się na korzystanie przez nich z ekosystemu Columbus, czyli rozproszonej społeczności prosumenckiej, zielonych elektrowni, sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych i technologii przyszłości, takich jak perowskity. Spółka pracuje już nad wdrożeniem środowiska IT, które umożliwia zarządzanie energią w oparciu o blockchain. Znaczny wzrost firma odnotowuje też w sprzedaży pomp ciepła – w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. sprzedaż w tym segmencie wzrosła o 2514 proc. i wygenerowała prawie 34 mln zł przychodów.

Na co zapolują Polacy w Black Friday?

Nadchodzą dwa najważniejsze dni w kalendarzach wszystkich łowców promocji – Black Friday i Cyber Monday, które w tym roku przypadają odpowiednio 26 i 29 listopada. W corocznym badaniu PAYBACK Opinion Poll sprawdziliśmy, ilu konsumentów zamierza ponieść się w tych dniach zakupowemu szaleństwu, na jakie okazje zapolują i jaki budżet planują przeznaczyć na zakupy w tym czasie.

Black Friday i Cyber Monday znają (prawie) wszyscy

Znajomość akcji Black Friday i Cyber Monday deklaruje blisko 90% respondentów PAYBACK Opinion Poll. Jeśli jednak ankietowani mieliby wskazać konkretne daty obu tych dni, potrafiłoby to zrobić 55% osób. Co ciekawe, w tej grupie zdecydowanie przeważają mężczyźni (blisko 61%).

A ilu z nas bierze w tych akcjach udział? W ubiegłym roku ze specjalnych ofert Black Friday i/lub Cyber Monday skorzystało 47% uczestników badania PAYBACK, z czego 41% konsumentów zdecydowało się na zakupy online. 35% badanych wybrało natomiast sklep stacjonarny, a niemal co czwarty ankietowany zrobił zakupy zarówno online, jak i stacjonarnie.

Jeśli natomiast chodzi o nadchodzące Black Friday i Cyber Monday, zakupy w tych dniach deklaruje co trzeci badany (33%). Ten odsetek może jednak wyższy, ponieważ 59% ankietowanych nie zdecydowało jeszcze, czy w tym czasie zapoluje na promocje zakupowe i dopiero podejmą decyzję.

„Ważnym argumentem, który może skusić niezdecydowanych, będzie oczywiście wysokość oferowanych rabatów. Jak wynika z naszego badania, 28% konsumentów oczekuje, że promocje podczas tych dwóch dni zakupowych wyniosą od 30 do 50%. Z kolei niemal połowa badanych spodziewa się produktów przecenionych o ponad 50%”, komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.Jakich obniżek oczekują konsumenci

A jak nasze oczekiwania mają się do rzeczywistości i czy uważamy, że oferty Black Friday i Cyber Monday są naprawdę korzystne? Aktualnie, 43% ankietowanych uznaje oferty Black Friday i Cyber Monday za raczej atrakcyjne, a tylko 12% badanych sądzi, że zdecydowanie zachęcają one do zakupów. Jednocześnie, 31% respondentów nie ma na ten temat sprecyzowanego zdania.

Łowcy (modowych) okazji

Koszyki zakupowe podczas Black Friday i Cyber Monday różnią się w zależności od płci ankietowanych. Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, najchętniej wybieraną kategorią produktów w ubiegłym roku wśród pań była odzież i buty (30% respondentek), na drugim miejscu znalazły się kosmetyki i perfumy (17%) oraz elektronika, którą zakupiła co dziesiąta konsumentka. Wśród panów, co trzeci kupował elektronikę, co czwarty – odzież i obuwie, a ok. 14% wybrało artykuły RTV/AGD.

Wygląda na to, że w tym roku zwyczaje zakupowe konsumentów będą podobne. Co czwarta ankietowana zamierza w tych dniach kupić odzież lub buty, prawie 15% – kosmetyki i perfumy, a blisko 10% zdecyduje się na elektronikę. Wśród panów największym przebojem będą zakupy odzieży/obuwia oraz elektroniki – tak zadeklarowało odpowiednio po 24% badanych. Trzecią najchętniej wybieraną kategorią produktów będą ponownie artykuły RTV/AGD, które planuje kupić 15% panów. Co więcej, ponad połowa respondentów (52%), zamierza wykorzystać tę okazję do zakupu prezentów z okazji nadchodzących Mikołajek, a także Bożego Narodzenia.Co znajdzie się w koszykach

A ile planujemy wydać, polując na cenowe okazje? Niemal tyle samo respondentów, bo po około 20%, zamierza przeznaczyć na ten cel między 101 a 300 PLN oraz 301-500 PLN. Z kolei po 15% ankietowanych szykuje w swoich portfelach od 501 do 800 PLN, a nawet ponad 800 PLN.Ile wydadzą podczas Black Friday i Cyber Monday

Sposoby na mądre zakupy

Czy polscy konsumenci uznają siebie za łowców okazji? 38% nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, 33% badanych nie zaliczyłoby siebie do tego grona, w przeciwieństwie do kolejnych 29% ankietowanych, którzy faktycznie na okazje cenowe polują.

W jaki sposób? Szukając promocji, najwięcej ankietowanych (21%) korzysta z portali lub aplikacji oferujących rabaty. Po 17% respondentów korzysta z programów lojalnościowych albo robi zakupowy podczas takich akcji, jak nadchodzące Black Friday i Cyber Monday. Z kolei 14% konsumentów sięga o gazetki promocyjne, a 12% najchętniej zagląda do porównywarek cenowych.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 29 października – 2 listopada 2021 r. metodą ankiety online na grupie 879 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Zakupy pod wpływem impulsu

Czarny Piątek – dla jednych możliwość wyszukania prawdziwych cenowych okazji, dla innych wysyp zakupowych pokus, a dla jeszcze innych chwyt marketingowy, tracący na atrakcyjności w zestawieniu z rzeczywistymi, codziennie oferowanymi cenami. Ale opierać się nawet pozornym okazjom nie jest łatwo. Z badania wykonanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że połowa ankietowanych nie jest wolna od skłonności do impulsywnych zakupów i to na spore sumy. Jednej piątej Polaków zdarza się co najmniej raz na kilka miesięcy wydać pod wpływem chwili aż  500 zł.

Black Friday, czyli Czarny Piątek, to tradycyjny początek przedświątecznego sezonu zakupowego w Stanach Zjednoczonych. Od wielu lat zwyczaj oferowania tego dnia promocyjnych cen rozwija się także w innych krajach i często staje się dla handlowców najbardziej dochodowym dniem w roku. Badania wykonywane co roku dla firmy konsultingowej Deloitte pokazują jednak, że rzeczywista obniżka cen w porównaniu z wcześniejszym piątkiem wynosi niewiele ponad 3 proc., choć sporo zależy od konkretnego rynku i branży, którą weźmie się pod uwagę.

Jednak dla osób, które lubią kupować i są podatne na zabiegi socjotechniczne, których celem jest zwiększenie sprzedaży, nie jest to łatwy czas. Szczególnie, że – jak coraz częściej można zaobserwować – jeden Czarny Piątek potrafi wydłużyć się już do tygodni, a aby szaleć na zakupach nie trzeba nawet wychodzić z domu.

wykres kategorie impulsywnych zakupow
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Z badania Quality Watch zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor widać, że co drugi Polak jest podatny na zakupy pod wpływem humoru, nastroju czy chwili i mowa tu o całkiem sporych wydatkach. Na pytanie, czy zdarzają ci się zakupy o wartości co najmniej 500 zł pod wpływem impulsu, twierdząco odpowiada ponad połowa ankietowanych (53 proc.). Jedna trzecia szaleje tak najwyżej raz do roku, ale co piąty badany już częściej. Choć warto jednocześnie zauważyć, że osób pozwalających sobie na taką ekstrawagancję co najmniej raz na kilka miesięcy jest dziś mniej niż przed pandemią. Jesienią 2019 r. było to bowiem 24 proc. ankietowanych, dziś jest 20 proc.

Najmniej odporni na impulsywne zakupy są dobrze zarabiający mężczyźni z niższym wykształceniem w wieku około 40 lat

Drogie zakupy bez planu częściej zdarza się robić mężczyznom (57 proc.) niż kobietom (49 proc.). Prawdopodobieństwo takich zachowań szczególnie wzrasta, gdy ktoś ma między 35 a 44 lata, bo w tej grupie wiekowej 60 proc. badanych przyznaje, że impulsywne kupowanie nie jest im obce. Najmniej takich wskazań jest wśród osób 65 plus, 45 proc.

Zakupowe szaleństwa zależą też od dochodów i wykształcenia. Według badania im wyższe zarobki i niższe wykształcenie, tym łatwiej pozwolić sobie na spore wydatki bez wcześniejszych założeń: za co i po co. Gdy zarobki ankietowanego przekraczają na rękę 5000 zł, ot tak co najmniej 500 zł potrafi wydać nawet 82 proc. osób. Wygląda na to, że do portretu skłonnych do impulsywnych zakupów najbardziej pasuje mężczyzna około czterdziestki, zarabiający netto co najmniej 5 tys. zł, z niższym wykształceniem, mieszkający w woj. zachodniopomorskim, bo właśnie w północno-zachodniej Polsce, do takiej słabości przyznało się niemal dwie trzecie ankietowanych. Jeśli chodzi o pozostałe części kraju, najmniej osób, ok. 40 proc. deklaruje drogie, nieplanowane zakupy w woj. opolskim, wielkopolskim i podlaskim.

Nawet podróże i pralki można kupować pod wpływem chwili

Na liście odpowiedzi, co zdarza ci się kupować impulsywnie lub bez większego zastanowienia, bez względu na wyjmowaną na to sumę z portfela, najczęściej wskazywane jest jedzenie na mieście. Mówi o tym aż 54 proc. badanych, którzy potwierdzają, że w ogóle zdarza im się korzystać z tego rodzaju usług. Najwyraźniej, gdy do głosu dochodzi głód trudno z nim dyskutować – podobnie jest też, gdy do wyjścia na miasto przekonują znajomi. Wówczas znów połowa (48 proc.) badanych zaczyna działać i wydawać spontanicznie. Gdy więc często zdarza się jeść na mieście i prowadzi się bujne życie towarzyskie, warto przewidzieć na te cele konkretną część budżetu i to z górką, ze względy na spory margines błędu.

Na kolejnym miejscu mało planowanych zakupów jest żywność. Z pozoru niewielkie kwoty w skali miesiąca składają się jednak już na znaczące wydatki. Co gorsza, jeśli zakupy żywności nie są przemyślane pod kątem zapasów w lodówce, mogą skończyć na śmietniku. Z różnych względów ważne jest więc, by nie robić ich automatycznie i lepiej z pełnym żołądkiem, by nie dać się zmanipulować głodowi.

Dalej, przeważnie dla około jednej trzeciej ankietowanych, na liście nieplanowanych zakupów znajdują się: odzież i obuwie, hobby, prezenty dla bliskich, kosmetyki i wyposażenie mieszkania. Kilkanaście procent osób potrafi też kupować pod wpływem chwili i nastroju: podróże, elektronikę czy sprzęt AGD i RTV, a to już na pewno nie są drobne wydatki. I m.in. na tych klientów czekają teraz sprzedający pod hasłem zniżek i promocji z okazji Black Friday.

– Z jednej strony przy okazji fali promocji nasuwa się pytanie: Czy rzeczywiście uda się trafić na prawdziwe cenowe okazje? Ale z drugiej trzeba sobie przede wszystkim uczciwie odpowiedzieć na inne pytania: Czy faktycznie potrzebujemy rzeczy, które chcemy kupić? I czy wydatki te nie odbiorą nam finansowego spokoju? – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

Zakupy pod wływem impulsu
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 1-4 października, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania. Próba n=1071.

Wzrost wyników finansowych Grupy PHN po III kwartałach 2021 r.

W pierwszych trzech kwartałach 2021 r. Grupa Kapitałowa PHN poprawiła wyniki finansowe dzięki dalszej dywersyfikacji działalności deweloperskiej i kontroli kosztów. Zysk netto wyniósł 43,7 mln PLN wobec 0,1 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Wynik z najmu wzrósł do 79,4 mln PLN, a wynik z  działalności deweloperskiej do 34,2 mln PLN. Poprawa wyników miała miejsce dzięki wzrostowi wyników z najmu, działalności deweloperskiej oraz utrzymywaniu w ryzach kosztów. Celem strategicznym Grupy PHN pozostaje zwiększanie wartości spółki i dalsza poprawa efektywności.

Wyniki finansowe po trzech kwartałach potwierdzają, że Grupa PHN znajduje się w stabilnej sytuacji finansowej. Mamy silne fundamenty, dzięki którym jesteśmy gotowi do realizacji ambitnych zadań powiedział Marcin Mazurek, Prezes Zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Prowadzimy zdywersyfikowaną działalność, która pozwala nam na wzmacnianie naszej pozycji w różnych segmentach i korzystania z nadarzających się okazji rynkowych. Ważny wpływ na nasz wynik ma działalność deweloperska. W przyszłym roku spodziewamy się zakończenia kolejnych inwestycji mieszkaniowych – dodał Marcin Mazurek.

Spółka uważnie obserwuje zmiany na rynku nieruchomości, w tym w obszarze najmu, elastycznie dostosowując swoją ofertę do zmieniających się potrzeb klientów wynikających z funkcjonowania przedsiębiorstw w trakcie pandemii. Portfel Grupy PHN obejmuje ponad 150 aktywów nieruchomościowych o wartości rynkowej ok. 3,4 mld PLN, co plasuje spółkę w czołówce największych firm deweloperskich w Polsce.

PHN z powodzeniem realizuje inwestycje w segmencie nieruchomości komercyjnych, w tym kluczowych projektów biurowych SKYSAWA i INTRACO Prime w Warszawie. Prace na tych budowach prowadzone są zgodnie z harmonogramami. Planowany termin ukończenia wieży SKYSAWA to trzeci kwartał 2022 r. Niższa 9-piętrowa część kompleksu zostanie oddana do użytkowania w bieżącym roku. W przypadku INTRACO Prime, którego oddanie do użytku planowane jest na początek przyszłego roku, podpisano już pierwszą umowę najmu, a z kolejnymi klientami toczą się zaawansowane rozmowy.

W ramach strategii dywersyfikacji działalności, Grupa PHN szybko umacnia swoją pozycję w segmencie budownictwa mieszkaniowego. Oprócz inwestycji mieszkaniowej INSTA 21 PHN kontynuuje budowę Osiedla Olimpijczyk w Łodzi oraz osiedla Młoda Białołęka w Warszawie. Spółka rozpoczęła także postępowania na wybór generalnych wykonawców dla kolejnych inwestycji mieszkaniowych – osiedla Kolejowa 19 w Warszawie, Zielony Miłostów we Wrocławiu oraz drugiego etapu osiedla Młoda Białołęka. W najbliższych planach spółki jest także rozpoczęcie prac przy budowie nowego osiedla w Bydgoszczy przy ulicy Nakielskiej.

Strategia rozwoju PHN zakłada także dalsze inwestycje w segmencie magazynowym i hotelowym. Wraz z rozwojem usług e-commerce spółka dostrzega rosnące zainteresowanie klientów najmem wysokiej klasy nieruchomości magazynowych zlokalizowanych w atrakcyjnych miejscach w Polsce. W tym roku spółka podpisała z firmą MAZOP aneks dotyczący najmu powierzchni w parku magazynowym w Pruszkowie, w wyniku którego powierzchnia tego centrum logistycznego została wynajęta w całości.

Ważnym wydarzeniem dla Grupy PHN była nominacja dla gdyńskiego projektu Yacht Park & Marina Yacht Park, który znalazł się wśród się wśród czterech finalistów nominowanych do prestiżowej nagrody międzynarodowego konkursu Le Marché International des Professionnels de L’immobilier (MIPIM) Awards 2021 w kategorii „Best Cultural and Sports Infrastructure”.

Spółka promuje także najwyższe zielone standardy na rynku nieruchomości. Prowadzone projekty są przyjazne ludziom i środowisku, planowane i budowane według zasad zrównoważonego rozwoju. Nawet mniej kosztowne działania, jak powstawanie łąk kwietnych w miejscu przyszłych inwestycji, ograniczają występowanie wysp ciepła w mieście oraz wzmacniają ekosystem. Przykładem jest powstająca łąka na warszawskiej Woli, która została zasiana przez PHN w miejscu przyszłej inwestycji biurowej.

W co inwestować? Akcje, złoto, nieruchomości?

Poszukiwanie okazji inwestycyjnych jest obecnie trudniejsze niż nawet w wymagającym 2020 roku – wtedy łatwiej było znaleźć spółki, które będą zyskiwały. Z kolei teraz – przy wysokich cenach surowców i nawet perspektywie dalszego wzrostu ich cen – nie jest pewne, że to właśnie spółki działające w tym segmencie będą generować dalsze wzrosty. Jedną z bezpieczniejszych inwestycji na kolejne kwartały o zwiększonej inflacji pozostaje złoto. Powinno być ono relatywnie bezpiecznym aktywem w nadchodzących miesiącach. Na wartości nie tracą również nieruchomości – w niektórych krajach, w tym w Polsce, ich rynek zaczyna przypominać nawet bańkę. Jeżeli stopy procentowe nie zostaną podniesione mocno – to zdolność kredytowa gospodarstw domowych prawdopodobnie istotnie nie zmaleje i popyt na nieruchomości się utrzyma.

– W przypadku nieruchomości obawy może nastręczać dalsza przyszłość – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE. – W Polsce mamy negatywne czynniki demograficzne: niski wskaźnik urodzeń oraz zwiększoną liczbę zgonów wskutek pandemii koronawirusa. Aby popyt na nieruchomości się utrzymał, powinna powiększać się liczba migrantów. Jeżeli skala imigracji nie będzie tak duża, jak skala skutków ujemnego przyrostu naturalnego – to za kilka lat może się okazać, że inwestycje w nieruchomości nie były tak atrakcyjną i dobrą lokatą – ocenia Sielewicz.

Kredyt dla firmy – przegląd najpopularniejszych sposobów finansowania

Rozpoczęcie działalności, przetrwanie trudnego okresu czy podjęcie inwestycji – wszystko to ma związek z kapitałem finansowym. Jednym z najpopularniejszych sposobów na realizację jakichkolwiek planów jest kredyt dla firm. Jakie opcje są dostępne dla przedsiębiorców? Sprawdź!

Kredyt bankowy jako forma finansowania działalności

Potrzeby przedsiębiorców są różne, dlatego też instrumenty finansowe również mają odmienne formy. Do najpopularniejszych zaliczają się kredyty:

  • obrotowe,
  • inwestycyjne,
  • hipoteczne,
  • pomostowe,
  • na start.

Istnieją również inne formy finansowania zewnętrznego, które zostały omówione dokładniej w tym miejscu: https://plmfund.pl/zrodla-finansowania-przesiebiorstw/

Kredyt dla firmy czy walka o dofinansowanie – co wybrać?

Przechodzenie przez uciążliwe procedury bankowe może być dla przedsiębiorcy odstraszające. Z drugiej strony niewielkie możliwości kapitałowe dostępnych dofinansowań nie zawsze wystarczają na pokrycie wydatków. 

Zdarza się też, że widoczne na rynku sposoby wsparcia biznesu mają bardzo wąskie zastosowanie i nie wpisują się w charakter prowadzonej działalności. Dlatego warto poszukać innych sposobów pozyskiwania kapitału na rozwój swojej firmy. 

Interesuje cię poznanie cech najpopularniejszych rozwiązań kapitałowych dla biznesu? Koniecznie zajrzyj tutaj: https://plmfund.pl/dofinansowanie-dla-firm/. Dowiesz się więcej i sam sprawdzisz, jaka forma dofinansowania będzie dla ciebie najlepsza.

Charakterystyka głównych form kredytowania w bankach

Dla lepszego zapoznania się ze wszystkimi opcjami bankowymi poniżej przedstawiamy ich najważniejsze cechy.

Kredyt obrotowy dla przedsiębiorców

To forma wsparcia finansowego, która jest bardzo często wykorzystywana przez firmy. Kredyt obrotowy jest skierowany na spłatę aktualnych zobowiązań lub zakup niezbędnych artykułów, koniecznych do działania biznesu. Może być wypłacany na dwa sposoby:

  • ratalnie,
  • jednorazowo.

Przedsiębiorca może również zdecydować, czy taki sposób finansowania będzie odnawialny, czy wręcz przeciwnie.

Kredyt inwestycyjny dla firm

Zaciągnięcie kredytu inwestycyjnego ma związek z realizacją celów firmy. Zwykle mają one związek z jej rozwojem i celują w przeprowadzanie opłacalnych zmian. Przedsiębiorca przy wsparciu banku może w ten sposób zrealizować:

  • zakup nieruchomości;
  • budowę obiektu firmowego;
  • zakup pojazdu lub floty pojazdów.

Kluczem do otrzymania takiego rodzaju wsparcia jest ocena opłacalności inwestycji. Oprócz tego do uzyskania wsparcia konieczne jest posiadanie kapitału własnego.

Kredyt hipoteczny dla przedsiębiorców

To wąska forma finansowania inwestycji biznesowych, która ma związek z nieruchomościami. Kluczem do zabezpieczenia kredytu jest nałożenie hipoteki na nieruchomość objętą inwestycją. W ten sposób firma może sfinansować zakup lub modernizację obiektów, nabycie działki pod działalność biznesową albo kupno lokalu inwestycyjnego. 

Banki chętnie udzielają kredytów hipotecznych dla firm. To zasługa niskiego ryzyka utraty kapitału. Zabezpieczenie hipoteczne jest dla instytucji bankowej wyjątkowo atrakcyjną formą zabezpieczenia.

Kredyt pomostowy przed otrzymaniem dofinansowania

To sposób na szybsze rozpoczęcie inwestycji w firmie, jeszcze przed planowanym otrzymaniem dofinansowania z innych źródeł. Jest połączeniem możliwości kredytu inwestycyjnego i obrotowego. 

Przedsiębiorca może wykorzystać taki kredyt na wcześniejsze zainicjowanie realizacji zmian w firmie lub zapewnienie sobie płynności finansowej. Kredyt pomostowy zawsze musi być poparty biznesplanem i potwierdzeniem przyjętego oraz zaakceptowanego wniosku o dofinansowanie. 

Kredyt dla firm na start

Spora łatwość w założeniu i prowadzeniu działalności gospodarczej wpłynęła na powstanie produktów bankowych dla nowych przedsiębiorców. W zależności od wybranej opcji kredyt zostaje udzielony firmie działającej na rynku nie krócej niż 6 lub 12 miesięcy. Wybrane banki oferują również wsparcie dla biznesów, które mają dopiero powstać. Pomagają w założeniu działalności gospodarczej oraz sfinansowaniu początkowych inwestycji. 

Aby otrzymać dofinansowanie lub kredyt dla nowych i już istniejących firm, nie musisz sięgać po produkty bankowe. Alternatywą są instytucje pożyczkowe. Jedną z nich znajdziesz tutaj: https://plmfund.pl/.

Grupa Pracuj ogłasza ustalenie ceny akcji w ofercie publicznej na 74 zł za jedną akcję

Grupa Pracuj – lider na rynku cyfrowej rekrutacji, działający od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie, oferujący usługi wspierające rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników – informuje, że ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych oraz inwestorów instytucjonalnych w pierwszej ofercie publicznej akcji została ustalona na 74 zł za jedną akcję. Ostateczna liczba akcji oferowanych wynosi 15.134.278, co stanowi 22,2% kapitału zakładowego Spółki.

– Podczas rozmów z wieloma potencjalnymi inwestorami, krajowymi i zagranicznymi, spotkaliśmy się z ich dużym zainteresowaniem naszym biznesem oraz pozycją, którą zbudowaliśmy na przestrzeni ponad 20 lat w obszarze serwisów rekrutacyjnych, jak i rozwiązań HR Tech w modelu SaaS. Dzięki ciągłym innowacjom i dogłębnemu zrozumieniu rynku, serwisy Pracuj.pl oraz Robota.ua są dzisiaj najbardziej rozpoznawalnymi markami rekrutacyjnymi w Polsce i na Ukrainie, a ze wspierającego procesy rekrutacyjne systemu eRecruiter korzysta regularnie ponad 1500 firm. Źródłem naszego sukcesu jest także zaangażowany zespół pracowników, liczący już ponad 800 osób. Jestem przekonany, że mamy dobre perspektywy dalszego rozwoju i wzrostu wartości Grupy Pracuj, wkrótce już jako spółki notowanej na giełdzie – powiedział Przemysław Gacek, współtwórca i prezes Grupy Pracuj.

Podsumowanie oferty

  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych oraz ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych została ustalona na 74 zł za jedną akcję.
  • Wynikająca z ostatecznej ceny akcji kapitalizacja Spółki wynosi 5,04 mld zł.
  • Ostateczna liczba akcji oferowanych w Ofercie wynosi 15.134.278. W związku ze zgłoszonym popytem, fundusz TCV zwiększył liczbę sprzedawanych akcji z 9.396.084 akcji (stanowiących 13,8% kapitału zakładowego) do 10.909.512 akcji (16%). Pozostali akcjonariusze sprzedający oferują łącznie 4.224.766 akcji (6,2%).
  • Inwestorom indywidualnym zaoferowanych zostanie 408.623 akcje (tj. 2,7% ostatecznej liczby akcji oferowanych), a do inwestorów instytucjonalnych trafi łącznie 14.725.655 akcji.
  • Po zakończeniu Oferty Przemysław Gacek, bezpośrednio i pośrednio poprzez Frascati Investments sp. z o.o., pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, z udziałem w kapitale zakładowym wynoszącym 53%.
  • Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich swoich akcji do obrotu na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Przydział akcji oferowanych nastąpi do 30 listopada 2021 r., a przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW to około 9 grudnia 2021 r.
  • Citigroup Global Markets Europe AG, Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Goldman Sachs Bank Europe SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. działają jako Globalni Współkoordynatorzy oraz Współprowadzący Księgę Popytu, Numis Securities Limited jako Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. jako Współmenedżer Oferty.
  • Trigon Dom Maklerski S.A. pełni również rolę firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji.
  • TCV oraz pozostali Akcjonariusze Sprzedający zobowiązali się, że nie będą oferować, sprzedawać ani obciążać akcji Spółki przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie, przy czym w przypadku Przemysława Gacka, Frascati Investments sp. z o.o., oraz pozostałych obecnych członków zarządu Grupy Pracuj ten okres wynosi 360 dni. Spółka nie będzie także emitować, oferować, sprzedawać ani obciążać swoich akcji przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie.

Docplanner przejmuje firmę jameda – lidera usług medycznych online w Niemczech

DocPlanner, właściciel serwisu ZnanyLekarz.pl, kupił firmę jameda. To największa platforma cyfrowych usług medycznych z siedzibą w Monachium, należąca wcześniej do Hubert Burda Media. Jameda współpracuje z 20.000 lekarzy, a serwis odwiedza 8 milionów pacjentów. Dla Docplanner oznacza to znaczący wzrost bazy klientów (obecnie 110.000) oraz pacjentów – platformę odwiedza 70 milionów pacjentów każdego miesiąca.

W ramach przejęcia Docplanner zainwestuje znaczny kapitał i specjalistyczną wiedzę w firmę jameda i skupi się na szybkim rozwoju zespołów sprzedaży, obsługi klienta i marketingu. Docplanner ma duże ambicje wobec rynku niemieckiego, dlatego zamierza zwiększyć zatrudnienie o 200 osób oraz zainwestować ponad ćwierć miliarda euro w ciągu najbliższych 2-3 lat. Docplanner planuje również optymalizację dostarczanych rozwiązań poprzez połączenie najlepszych elementów każdej z platform.

Obecne przejęcie jest pierwszym, od dłuższego czasu, znaczącym wejściem Docplannera na nowy rynek. Ostatnie miało miejsce w 2017 roku, wówczas spółka rozpoczęła działalność w Brazylii i Meksyku, pod marką Doctoralia. Właściciel ZnanyLekarz, poza statusem lidera na rodzimym rynku, posiada również mocną pozycję rynkową we Włoszech, Hiszpanii oraz w Turcji. To daje Docplannerowi największy zasięg geograficzny w przestrzeni cyfrowej opieki zdrowotnej na świecie. Po przejęciu jamedy Docplanner będzie działał na rynkach, które generują ponad 50% wszystkich wydatków na opiekę zdrowotną w Europie i 84% wydatków w Ameryce Łacińskiej.

Piotr Radecki, dyrektor zarządzający ZnanyLekarz, powiedział:

“Docplanner dziś jest platformą, na której zarówno nasze produkty, nasi pracownicy i jej użytkownicy – a są nimi nie tylko lekarze i pacjenci, ale także placówki medyczne oraz kadra wspomagająca ich funkcjonowanie – udowadniają, że nasze doświadczenia około medyczne mogą być jeszcze bardziej zorientowane na człowieka i jego potrzeby, a ekosystem opieki zdrowotnej może być oparty na trwałych i wartościowych relacjach. Relacja, jaką budujemy z lekarzami i pacjentami bazuje na uważnej analizie ich wspólnych doświadczeń i odpowiadaniu na ich dynamicznie zmieniające się potrzeby.

Jesteśmy dumni, że do naszych działań włącza się zespół jameda, który otwiera nam swoje drzwi do lekarzy i pacjentów na rynku niemieckim. Wierzymy, że doświadczenie i pasja zespołu niemieckiego w połączeniu z globalną wiedzą wpłyną znacząco na to, w jakim świecie i w jakiej rzeczywistości wszyscy będziemy podejmować decyzje dotyczące najważniejszego aspektu naszego życia – zdrowia”.

Dr Florian Weiss, dyrektor generalny jameda, powiedział:

“Docplanner i jameda pasują do siebie zarówno pod względem historycznym, zaczynaliśmy jako serwisy do opiniowania lekarzy, jak i rozwoju w tym samym kierunku, oferując lekarzom rozwiązania SaaS. Jameda mocno wierzy w znaczenie relacji, opartych na zaufaniu, pomiędzy lekarzami a pacjentami, dlatego wykorzystujemy innowacyjne rozwiązania cyfrowe, których zadaniem jest ich wspieranie.

Chcemy, żeby opieka zdrowotna była bardziej ludzka i zawsze było to w centrum naszych działań, a partnerstwo z Docplanner pomoże urzeczywistnić tę wizję szybciej i z większą mocą”.

Pełne przejęcie jamedy, które nastąpi 1 stycznia 2022 roku, jest kolejnym krokiem w strategii rozwoju Docplanner w skali globalnej W ramach globalnej ekspansji firma może się pochwalić zarówno solidnym wzrostem organicznym, jak i udanymi akwizycjami, TuoTempo we Włoszech (2019), Doctoralia w Hiszpanii (2016) i Eniyihekim (obecnie Doktortakvimi) w Turcji (2014).

SaaS podbije rynek?

Czy oprogramowanie sprzedawane w modelu usługowym dalej będzie napędzało rozwój chmury? Windows as a Service jest jak najbardziej realny, zwłaszcza w biznesie. Wśród prywatnych klientów nadal panuje przeświadczenie o potrzebie zachowania anonimowości i prywatności korzystania z komputera – jako czegoś po prostu osobistego. Komputer domowy będzie zatem trudno przenieść w 100% do chmury – mimo, że każdy z nas w większym, bądź mniejszym stopniu, korzysta z rozwiązań zdalnych np. Netflix, iCloud czy usługi Google.

Coraz częściej w firmach łączymy się do środowiska pracy za pomocą przeglądarki internetowej lub połączenia dedykowanego jak do usługi terminalowej. Zatem w pewnym stopniu biznes już korzysta z takich rozwiązań. Dalsze upowszechnianie się tego typu rozwiązań to coś w rodzaju trendu i kwestia czasu. Jedynym problemem, jest niechęć mentalna w udostępnieniu wszystkich danych w chmurze. Wciąż istnieje bowiem przeświadczenie o konieczności zachowania pełnej prywatności w korzystaniu z rozwiązań typu on-premise. Jeśli to się zmieni wówczas droga do upowszechnienia najpopularniejszego systemu operacyjnego na świecie w modelu SaaS będzie otwarta.

Microsoft liderem pakietów dla firm

Zainteresowanie sprzedażą pakietów biurowych jest wciąż duże, choć po stronie klientów widzimy rosnącą samodzielność w kupnie licencji i oprogramowania w chmurze. Co innego, jeśli rozmawiamy o wdrożeniu rozwiązań zakupionych, szkoleniach z ich korzystania oraz połączeniu ich z istniejącym oprogramowaniem. Tutaj rola integratorów i wsparcia posprzedażowego jest dalej na bardzo wysokim poziomie. Docelowo klient będzie kupował sobie licencję samodzielnie, a dodatkowo zamawiał usługi informatyczne, których będzie naprawdę potrzebował. Dostawcom oprogramowania coraz mniej potrzebni będą partnerzy w sprzedaży i pośrednicy. Wchodząc na rynek z rozwiązaniami chmurowymi oczywiście vendorzy potrzebują wsparcia sieci partnerów i resellerów. Natomiast z czasem, kiedy duży procent klientów oswoi się z usługami i swoim panelem usług, będzie chciał kontynuować zakupy samodzielnie. To zupełnie naturalny proces. Klienci w przeważającej większości wybierają pakiety biurowe oferowane przez Microsoft. Status quo podziału rynku w zostanie zachowane. Są korporacje, które korzystają z Google, ale to zjawisko marginalne. Zdobycie rynku w odpowiednim momencie i czasie przez Microsoft ma swoje odzwierciedlenie w tendencjach rynkowych na przyszłość. Nie spodziewałbym się tutaj wielkich zmian, choć samo istnienie konkurencji jest dla rynku i klientów bardzo zdrowe. Na pewno wyścig w udoskonalaniu oraz poprawie dostępności rozwiązań jest mile widziany.

Jakie są zalety tradycyjnego pakietu biurowego instalowanego?

Tradycyjne oprogramowanie biurowe ma zaletę braku konieczności podłączenia do internetu. Tam, gdzie pracownicy mają z tym kłopot, zupełnie oczywiste jest dalsze korzystanie z tych rozwiązań w modelu on-premise. Wszędzie, gdzie biznes ma dostęp do szerokopasmowego Internetu i jest on powszechny, firmy korzystają z rozwiązań chmurowych chętniej. Dają one możliwość większej niezależności i elastyczności. Natomiast w usłudze instalowanej na komputerze możemy śmiało mówić o pełnej niezależności od zasięgu GSM i transferu danych w bieżącej pracy, choć raz na jakiś czas i tak będziemy musieli przesłać nasze efekty pracy łącząc się z internetem.

Gdzie chmura rozwija się najlepiej?

Dynamicznie rozwijają się rozwiązanie chmurowe CRM, BI, a także finansowo-księgowe. Dodatkowo warto wspomnieć o rosnących potrzebach w obszarze HR i marketingu. Te dwa ostatnie działy biznesów w Polsce w ostatnich kilku latach zamawiają nawet o kilkaset procent więcej usług IT, niż miało to miejsce jeszcze dekadę wstecz. Jeśli chodzi o rozwiązania ERP i ich alternatywy chmurowe tutaj wzrostów znaczących nie widać. W tego rodzaju systemach znajdują się najcenniejsze dane, stąd firmy chcą najczęściej pozostawić je w swoich czterech ścianach.

Realnie rosną wszystkie dziedziny biznesu, które w pandemii mogły przejść w tryb pracy zdalnej. To dzięki ostatnim 18 miesiącom możemy mówić o prawdziwej rewolucji w obszarze chmury. Dzięki niej biznes zrozumiał, że cloud jest zapewnieniem ciągłości dla mnóstwa procesów zachodzących w firmach.

Autorem komentarza jest Grzegorz Przebieracz, IT Solutions Architect & Development Team Director w ITBoom Sp. z o.o.

Każdy dzień jest teraz Czarnym Piątkiem – sprzedawcy kontra cyberprzestępcy

Branża e-commerce musi zabezpieczyć się przed oszustami internetowymi — zaczynając od Black Friday zbliża się najbardziej ruchliwy okres zakupów online w roku.

Do naruszeń dochodzi w tempie niespotykanym wcześniej. Według TransUnion, w 2020 ponad 25% wszystkich transakcji w Cyber Monday stanowiły oszustwa. Czarny Piątek – 12% transakcji podejrzanych o oszustwo. To już poważna działalność przestępcza.

Pandemia COVID spowodowała gwałtowny wzrost kupujących w sieci. Oznacza to, że sprzedawcy dysponują dziś znacznie większą ilością danych niż kiedykolwiek. Trend ma się nasilić w nadchodzącym sezonie świątecznym – według Publicis Sapient, 69% amerykańskich konsumentów planuje odwiedzić od 2 do 5 stron internetowych z zakupami tylko pomiędzy Czarnym Piątkiem, a Cyber Poniedziałkiem. Zwiększony ruch i liczba transakcji na stronach sprawia, że sektor e-commerce staje się bardziej atrakcyjny dla hakerów.

– Sześciotygodniowy okres świąteczny pod koniec roku to dla wielu sklepów detalicznych czas, w którym osiągają największe zyski. Niestety jest to również okres wzmożonej aktywności cyberprzestępców, czego skutkiem jest większe prawdopodobieństwo naruszenia kont i danych użytkowników, w porównaniu z jakimkolwiek innym okresem w roku – mówi Grzegorz Paszka, członek zarządu, CTO Grupy 3S, dostawcy usług cyberbezpieczeństwa.

Dane klientów są w cenie

W skali globalnej rok temu 44% sklepów zostało dotkniętych przez ransomware, gdzie hakerzy żądali pieniędzy w zamian za zwrot danych lub przywrócenie systemów — donosi raport Sophos Group PLC. Informacje o klientach stają się walutą, którą można sprzedać w sieci. Firmy są również pod presją ze strony konsumentów i regulacji rządowych, aby dbać o bezpieczeństwo danych klientów przetwarzanych w swoich bazach.

Cyberprzestępcy liczą, że organizacje będą płacić za odzyskanie danych, szczególnie jeśli jest to opatrzone groźbą ich sprzedaży. Co więcej, jeśli atak miałby doprowadzić do niedostępności stron internetowych lub spowodować unieruchomienie zakładów produkcyjnych w okresie świątecznym, kiedy firmy liczą na największe zyski, prawdopodobieństwo zapłaty okupu znacząco wzrasta. W rzeczywistości, około 32% firm detalicznych zapłaciło okup, według raportu Sophos, wydając średnio 147.810 dolarów.

Sam wzrost liczby zakupów online

Jak podaje Deloitte, około 91% wszystkich ataków rozpoczyna się od phishingu. Popularność zakupów online sprawia, że jest on coraz częstszym sposobem przeprowadzania takich ataków; na przykład, gdy kupujący są żądni okazji. W okresie świątecznym popularne jest tworzenie fałszywych stron internetowych oferujących rzekome zniżki lub niewinnie wyglądające aukcje zakupowe.  Przykładem takiego działania okazała się aplikacja, którą hakerzy uruchomili w zeszłym roku, podszywając się pod firmę Adidas i kradnąc dane osobowe oraz informacje o płatnościach tych, którzy wykorzystali ją do zakupu trampek.

Kupujący to również pracownicy różnych organizacji, dlatego, kiedy takie działania mają miejsce na biurowych lub firmowych komputerach oraz służbowych kontach e-mail, dają hakerom furtkę do dużych sieci korporacyjnych, w których mogą przeprowadzać zakrojone na szeroką skalę ataki. Ataki związane z handlem detalicznym, w wyniku których wykradane są dane dotyczące płatności klientów, również zdarzają się coraz częściej, ponieważ coraz więcej konsumentów dokonuje zakupów za pomocą telefonów i urządzeń mobilnych. Według badania PriceWaterhouseCoopers 39% konsumentów twierdzi, że regularnie robi zakupy za pomocą telefonów, co stanowi wzrost o blisko 10% w porównaniu z ubiegłym rokiem, gdzie takie działanie deklarowało ok 30% konsumentów.

Przezorny zawsze ubezpieczony

W centrum wszystkich cyberataków znajdują się źle zabezpieczone systemy bezpieczeństwa wraz z czynnikiem ludzkim. Wiele z nich opiera się również na socjotechnice, która jest zbiorem technik manipulacyjnych mających na celu wywarcie wpływu na osobę, aby nieświadomie popełniła czyn przestępczy.

Organizacje muszą również nadal podkreślać potrzebę stosowania silnych haseł, a pracownicy powinni faktycznie korzystać z istniejących środków bezpieczeństwa, takich jak uwierzytelnianie wieloskładnikowe. Edukacja w zakresie zachowań ludzkich, której siła jest często niedoceniana, jest równie ważna, jak rozwiązania technologiczne w zakresie cyberbezpieczeństwa.

– Ważne jest posiadanie planu reagowania na incydenty, w tym dobrze zdefiniowanej umowy SLA z dostawcą cyberbezpieczeństwa, aby obie strony rozumiały oczekiwania w przypadku ataku lub incydentu. Cyberprzestępcy nieustannie rozwijają sposoby ataku, a stosowanie takich technik jak chociażby DDoS, phishing, malware, ransomaware i e-skimming stało się już w takich sytuacjach normą. Coraz bardziej wartościowe staje się prewencyjne inwestowanie w takie rozwiązania jak np. Security Operations Center, które monitorują i analizują aktywność w całej infrastrukturze, wyszukując anomalii, które mogłyby wskazywać na incydenty lub próby naruszenia bezpieczeństwa. Wdrożenie SOC pozwala np. odbierać sygnały, czy stacja robocza połączyła się z podejrzanym serwerem służącym cyberprzestępcom. Operator  informuje wtedy klienta i wspólnie z firmą podejmują środki zaradcze – podsumowuje Grzegorz Paszka z Grupy 3S.

Przedsiębiorcy, spodziewając się wzmożonych zakupów w najbliższych tygodniach, powinni  zachować szczególną ostrożność. Warto upewnić się, że firma, nie tylko jest zabezpieczona przed ewentualnymi cyberatakami, ale w razie zaistnienia takiego incydentu ma plan wykrywania, reagowania oraz  szybkiego udaremniania ataku.

E-commerce napędza rynek powierzchni magazynowej

Eksperci prognozują wzrost sprzedaży internetowej średnio o kilkanaście procent rocznie. Wiadomo też, że rozwój e-commerce nadal będzie miał ogromny wpływ na rynek powierzchni magazynowej, przed którym rysuje się wiele szans – mówi Natalia Mika, doradca w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Cresa Polska.

Coraz więcej firm handlowych korzysta z internetowych kanałów sprzedaży. Konkurują nie tylko z tradycyjnymi sklepami, ale również między sobą. A nie jest to walka łatwa, bo, jak wynika z raportu PwC, aż 42 proc. Polaków daje sprzedawcom tylko jedną szansę. W e-sklepie zwracają uwagę na: cenę, oceny wystawione przez innych kupujących, asortyment, deklarowaną szybkość dostawy oraz możliwość odbioru zakupów w wygodnej lokalizacji.

Więcej zakupów w Internecie

Według PwC, na przełomie lat 2019 oraz 2020 sprzedaż on-line wzrosła aż o 35 proc., w kolejnych latach eksperci prognozują wzrosty na nadal wysokim średnio 12-procentowym poziomie. Polacy w Internecie najchętniej kupują: artykuły spożywcze, odzież i obuwie, wyposażenie domu i ogrodu, zabawki, artykuły z kategorii zdrowie i uroda oraz elektronikę. 85 proc. rodaków deklaruje, że nawet po zakończeniu pandemii nie zrezygnuje z zakupów internetowych. Będą robili je tak samo często, a nawet planują wydawać więcej pieniędzy w sieci.

Covid przyspieszył rozwój e-commerce

Chcąc nadal dynamicznie się rozwijać, handel internetowy potrzebuje coraz więcej nowoczesnych magazynów. Obiekty powstające w odpowiedzi na rozwój branży e-commerce to między innymi duże, wielopoziomowe centra logistyczne, regionalne centra dystrybucyjne na przedmieściach oraz mniejsze jednostki miejskie obsługujące dostawy w ramach ostatniej mili. Budynki te jednak ewoluują pod względem konstrukcji i funkcjonalności, ponieważ najemcy poszukują najlepszych obiektów, dostosowanych do wolumenu realizowanych operacji i wewnętrznych potrzeb w zakresie wyposażenia. Wyraźnie widać to na liczbach opisujących rynki nowoczesnej powierzchni logistyczno-magazynowej w całym kraju. W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku firmy działające wyłącznie w branży e-commerce wynajęły, w ramach dziesięciu największych transakcji, więcej metrów kwadratowych powierzchni, niż wynosi cały ubiegłoroczny wolumen odnotowany dla tego sektora.

– W rzeczywistości wolumen tych transakcji jest większy, operatorzy 3PL w ramach swoich powierzchni magazynowych realizują projekty z różnych sektorów. Podobnie sytuacja wygląda z firmami kurierskimi, które dobierają powierzchnię magazynową, w związku z rozwojem swoich klientów z sektora handlu internetowego – mówi Natalia Mika i dodaje, że przykładem takiej transakcji jest wynajęcie przez DHL Supply Chain 105 tys. mkw. w Żernikach pod Poznaniem, w celu prowadzenia operacji logistycznych dla Zalando. Magazyn Panattoni wyposażony jest w zaawansowane technologie automatyzacyjne i rozwiązania intralogistyczne, w tym dwie wielopoziomowe wieże wysokiego składowania, które pomieszczą kilkanaście milionów sztuk asortymentu.

Odpowiedni magazyn to szybsza dostawa

Nawiązując do wypowiedzi ekspertki, najemcami hal magazynowych wykorzystywanych pod obsługę e-commerce są nie tylko same sieci handlowe, ale również operatorzy 3PL i firmy kurierskie. Jak czytamy w raporcie pt. Logistyka w Polsce (oprac.: Manpower Group oraz Instytut Logistyki i Magazynowania), tylko 14 proc. sklepów internetowych organizuje procesy logistyczne we własnym zakresie, a pozostałe 86 proc. współpracuje ze specjalizującymi się w logistyce firmami. – Rozwiązania dla e-handlu opierają się o 3 podstawowe modele logistyczne – własny magazyn, dropshipping (przeniesieniu procesu składowania towaru na producenta/hurtownię, a wysyłki na firmę kurierską) oraz fullfilment, czyli pełny outsourcing procesu obsługi zamówienia, jak transport, magazynowanie, kompletacja i wysyłka – wyjaśnia Natalia Mika. Ekspertka dodaje, że rozwój powierzchni magazynowej dedykowanej pod potrzeby e-commerce wiąże się z rozwojem technicznym oraz automatyzacją. Ta ostatnia ma znaczenie przede wszystkim w dużych hubach. Dzięki rozwiązaniom zaawansowanym technologicznie, kompletacja przebiega dwa razy szybciej, w znacznym stopniu przyspieszając dostawę, co jest priorytetem na konkurencyjnym rynku sklepów internetowych. Rośnie również zainteresowanie magazynami ostatniej mili, zlokalizowanymi blisko centrów miast, ponieważ, będąc bliżej klienta, internetowi sprzedawcy są w stanie o wiele sprawniej i szybciej dostarczyć towar.

Lubuskie i Poznań zyskują najwięcej

Branża e-commerce wynajmuje magazyny w całym kraju, jednak w ostatnim czasie największym beneficjentem rozwoju handlu w sieci stało się województwo lubuskie dzięki dwóm inwestycjom dla gigantów e-handlu. To tam w ostatnich miesiącach budowało się najwięcej metrów magazynowych przeznaczonych pod działalność e-commerce. Niedawno zakończone zostały dwie inwestycje – Hillwood Rokitno (ponad 110 tys. mkw.) oraz BTS w Świebodzinie, wybudowany dla Amazona. Ten ostatni to prawie 200 tys. mkw. powierzchni, na których działać będzie 3 tys. robotów podnoszących pojemniki z produktami, zainstalowano tam zautomatyzowane stacje sortujące oraz zdalnie sterowane zaawansowane rozwiązania robotyczne. Hala w Świebodzinie to już dziesiąty obiekt Amazona w Polsce.

– Magazyny w Lubuskiem, ze względu na położenie, są również doskonałym wyborem dla firm zza zachodniej granicy oraz lokalnych przedsiębiorców, obsługujących rynki zachodnioeuropejskie. Niezaprzeczalne atuty tego regionu to rozbudowana infrastruktura drogowa, dostępność kadry pracowniczej oraz dostępność gruntów – mówi Natalia Mika. – Bardzo duży wzrost w popycie, zgłaszanym przez handel internetowy, odnotowaliśmy również w Poznaniu. Do największych transakcji w mieście i okolicach należą: wynajęcie 50 400 mkw. w Segro Logistics Park Poznań (HSF e-commerce), 48 300 mkw. w Prologis Poznań przez Arvato Supply Chains Solutions, a także ponad 82 tys. mkw. przez Westwing w P3 Poznań II oraz wspominana już umowa najmu 105 tys. mkw. przez DHL Supply Chain w Żernikach pod Poznaniem.

Tyle samo wyzwań, co szans

– Pandemia COVID-19 spowodowała spektakularne przyspieszenie przeniesienia się handlu tradycyjnego do sieci. Wielu klientów, którzy do tej pory nie mieli styczności z handlem internetowym, nagle stało się e-konsumentami. Rozwój e-commerce jest nierozerwalnie związany z rynkiem magazynowym, który odnotowuje coraz szybsze tempo wzrostu. Mimo że rok 2020 był rekordowy pod kątem liczby transakcji i łącznego popytu netto na powierzchnie magazynowe w Polsce, to kończący się rok 2021 będzie jeszcze lepszy. Plany przedsiębiorstw logistycznych i handlowych wyraźnie pokazują, że handel internetowy będzie się nadal dynamicznie rozwijał. Pomimo wciąż wielu szans stojących przed rynkiem nowoczesnej powierzchni magazynowej, konieczne jest także zminimalizowanie skutków wyzwań, takich jak zakłócenia w łańcuchach dostaw, braki materiałów budowlanych i rosnące koszty budowy – podsumowuje Natalia Mika.

Saule Technologies wprowadza na rynek perowskitowe etykiety cenowe

Saule Technologies wprowadza do oferty pierwsze na świecie elektroniczne etykiety cenowo-reklamowe PESL, zasilane perowskitowymi ogniwami fotowoltaicznymi.fot. Saule_3 fot. Saule_2

Etykiety PESL (ang. Perovskite Electronic Shelf Label) to już drugi produkt Saule Technologies wykorzystujący ogniwa perowskitowe. Po wielkowymiarowych ogniwach, przeznaczonych na fasady budynków, przyszedł czas na kolejne pionierskie rozwiązanie. Tym razem jest to produkt z kategorii IoT – inteligentny system obsługi etykiet elektronicznych, zasilanych nie baterią – jak w przypadku tradycyjnych etykiet ESL – ale ogniwem perowskitowym, co ma decydujące znaczenie.

Etykiety elektroniczne z własnym, praktycznie niewyczerpywalnym źródłem zasilania, niewymagające kosztownej i czasochłonnej wymiany baterii, są nie tylko tańsze i wygodniejsze w eksploatacji od etykiet ESL. Energooszczędność i rezygnacja z używania wysoce szkodliwych dla środowiska naturalnego baterii to ważne etapy realizacji strategii zrównoważonego rozwoju.

Wykorzystujące perowskitowe ogniwa fotowoltaiczne etykiety PESL są rozwiązaniem przełomowym także dzięki zapewnianym unikalnym możliwościom komunikowania się z klientami punktów handlowych. Znacznie skracają czas obsługi etykietowania produktów – i co najważniejsze – pozwalają weryfikować ceny w czasie rzeczywistym.

Ogniwa perowskitowe Saule Technologies, znacznie bardziej wydajne niż wykorzystywane np. w kalkulatorach ogniwa z amorficznego krzemu, zachowują wysoką sprawność w sztucznym świetle. Działają wydajnie nawet wtedy, gdy promienie światła – np. z lamp sufitowych – padają na nie pod dużym kątem, mogą zatem zasilać także etykiety produktów na dolnych półkach. Są ponadto, w odróżnieniu od ogniw krzemowych, bardzo cienkie, lekkie i elastyczne. Dzięki tym unikalnym atutom ogniwa perowskitowe nie zabierają dużo miejsca na etykiecie PESL, a mimo to są tak wydajne, że mogą zasilić obsługujące ją urządzenia elektroniczne, w tym wyświetlacz i moduł komunikacji bezprzewodowej. Pozwoli to obsłudze zdalnie zmieniać wyświetlany na etykiecie komunikat nawet kilkanaście razy na dobę, co umożliwi m.in. skuteczniejszą sprzedaż produktów o kończącym się terminie ważności.

– Dzięki etykietom PESL sieci handlowe zyskają możliwość błyskawicznego obniżania cen produktów spożywczych, których okres przydatności do spożycia się kończy. Zapobiegnie to marnowaniu ogromnych ilości żywności, na które świat, gdzie wciąż wiele osób głoduje, nie może dziś sobie pozwolić. W skali roku nowe narzędzia handlowe, jakie zapewnią etykiety PESL, pozwolą zaoszczędzić miliony ton jedzeniamówi Olga Malinkiewicz, CTO Saule Technologies.

Nowa technologia umożliwi stosowanie najróżniejszych niedostępnych dotąd narzędzi marketingowych i reklamowych. Przykładowo, sklepy będą mogły organizować krótkotrwałe, np. godzinne, niezapowiedziane promocje cenowe na wybrane produkty, by zwiększyć zadowolenie i lojalność klientów.

Jednym kliknięciem

Saule Technologies oferuje nie tylko etykiety PESL, ale także kompletne, zintegrowane systemy informatyczno-sprzętowe, z wykorzystaniem obsługujących etykiety PESL przekaźników danych i możliwości obliczeniowo-analitycznych chmury. Obsługa jest prosta, zmiany cen mogą być przeprowadzane centralnie i synchronicznie we wszystkich placówkach handlowych danej sieci.

– Możliwości tego rozwiązania są oszałamiające. Jednym kliknięciem można będzie zmieniać ceny w tysiącach sklepów, na milionach półek. Na rynku elektronicznych etykiet cenowych nie ma dziś równie atrakcyjnej oferty. To pozwala nam wierzyć, że Saule Technologies odegra kluczową rolę we wzroście rynku elektronicznych etykiet cenowych w najbliższych latach. Według raportu Reportlinker, rynek ten ma urosnąć z 1,8 mld dolarów w 2020 r. do 7,1 mld dolarów w 2026 r., utrzymując średnioroczny wzrost na poziomie 25%. To bardzo dużo, ale my liczymy na jeszcze więcej. Raport ten był przygotowany przed debiutem rynkowym naszej technologii, a przecież etykiety PESL to pod każdym względem przełom mówi Artur Kupczunas, CEO Saule Technologies.

Pierwszy produkt Saule Technologies z kategorii IoT

Etykiety PESL, opracowane i produkowane przez polską firmę Saule Technologies, światowego lidera technologii perowskitowej, wyposażone są w wyświetlacz e-ink (dwu- lub trójkolorowy), moduł komunikacji bezprzewodowej oraz perowskitowe ogniwo fotowoltaiczne jako źródło zasilania. Saule Technologies oferuje etykiety PESL w różnych kształtach, barwach i rozmiarach (od 1,54’’ do 12,5’’). Poza ceną, mogą wyświetlać dodatkowy tekst i grafikę, wyświetlacz może zatem służyć jako skuteczna platforma dodatkowych komunikatów: reklam, anonsów o specjalnych promocjach, akcjach lojalnościowych itd. Przy zdalnym (bezprzewodowym) zmienianiu zawartości wyświetlacza do 15 razy na dobę, żywotność etykiety PESL oceniania jest na ok. 10 lat.

Odważna wizja, unikalne kompetencje i konsekwencja w rozwoju oferty Saule przynoszą kolejne doskonałe efekty. Nowy produkt to przełom w branży, stawiający Saule Technologies w gronie światowych liderów rynku ESL. Strategiczna współpraca Saule Technologies z Columbus Energy nabierze nowej dynamiki, wzmacniającej synergie i przewagi konkurencyjne obu spółekkomentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy, członek Rady Nadzorczej Saule SA.

Partnerzy Saule Technologies

Pierwsze testy technologii PESL będą realizowane we współpracy z Google Cloud Platform. Wrocławska firma zyskała także wsparcie Grupy Maspex i jednej z jej marek – Lubella. Saule Technologies i Grupa Maspex wprowadzą do wybranych sklepów etykiety PESL, by móc zmierzyć wpływ tego typu rozwiązań nie tylko na efektywność sprzedaży, ale także opłacalność biznesową. Możliwe jest również w przyszłości rozwijanie współpracy w celu wprowadzenia tych etykiet do nowych sklepów sieci handlowych, w których działa Grupa Maspex.

PKN ORLEN i firma Saule Technologies podpisały list intencyjny o współpracy. W efekcie już wkrótce w sklepie na wybranej stacji paliw ORLEN, przy produktach ustawionych na regałach pojawią się etykiety PESL. Dzięki temu będzie można centralnie oraz zdalnie zarządzać wyświetlanymi na nich komunikatami.

W ramach Programu ORLEN Skylight Accelerator możemy wspólnie ze startupami z całego świata wdrażać innowacyjne rozwiązania. Dzięki współpracy ze spółkami technologicznymi, takimi jak Saule Technologies, możemy jeszcze skuteczniej realizować nasze cele strategiczne oraz budować trwałe przewagi konkurencyjne, oparte o nowoczesne i niskoemisyjne technologiemówi Patrycja Panasiuk, Zastępca Dyrektora Wykonawczego ds. Strategii i Innowacji oraz Relacji Inwestorskich PKN ORLEN.

Kupujemy mniej – jak inflacja wpłynęła na listy zakupowe Polaków

Temat inflacji w Polsce spędza sen z powiek nie tylko ekspertów, ale przede wszystkim zwykłych konsumentów, którzy najmocniej odczuwają różnicę w cenach podczas codziennych zakupów. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, inflacja w październiku wyniosła 6,8% r/r, a ekonomiści są zgodni w kwestii jej dalszego wzrostu. Jak wszechobecne podwyżki wpłynęły na zwyczaje zakupowe Polaków? Z danych Listonic, jednej z najpopularniejszych w Polsce aplikacji do tworzenia list zakupów, wynika, że Polacy zaczęli rozważniej tworzyć listy zakupowe. W II i III kwartale 2021 r. analitycy firmy odnotowali spadki w prawie wszystkich kategoriach związanych z produktami pierwszej potrzeby.

Eksperci analizujący dane publikowane przez GUS są zdania, że wyhamowanie wzrostu inflacji nastąpi dopiero na początku przyszłego roku. Konsumenci muszą więc brać pod uwagę kolejne podwyżki cen. Obecna sytuacja już znacząco wpływa na decyzje zakupowe. Dane Listonic wyraźnie wskazują tendencję spadkową w liczbie dodań do list zakupowych praktycznie wszystkich produktów, począwszy od kwietnia 2021 r.

Kupujemy mniej niż na początku 2021 r.

Eksperci Listonic przeanalizowali dane z uwzględnieniem zmian kwartał po kwartale i wyniki nie pozostawiają złudzeń. Spadki powyżej 30%, porównując III kw. z II kw. 2021 r., zanotowały przede wszystkim warzywa konserwowe, mrożone ryby, mrożonki warzywne i owocowe oraz twarogi sernikowe. Średnio o 25% spadły wyniki owoców, płatków owsianych, miodów, ciastek zbożowych, mrożonych frytek i ziemniaków. Ponadto na listach zakupowych pojawiło się średnio o 20% mniej takich produktów jak kasze, dżemy, konfitury, marmolady, jogurty naturalne i greckie, sery białe i twarogi, a także serki topione, kanapkowe i sałatkowe. Mięso i ryby (surowe lub na wagę), a także warzywa odnotowały spadek rzędu 15%, jaja – 13%, mleko – 11%, wędliny – 10%, sery żółte – niecałe 10%, a masła – 8%.

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku napojów. Porównując III i II kw. br., około 20-procentowe spadki zanotowały napoje gazowane, a także soki i nektary owocowe. Średnio o 15% zmniejszyła się liczba dodanych do list zakupowych opakowań kawy zbożowej oraz kakao w proszku i rozpuszczalnego, a także butelek wina, natomiast wody źródlanej i mineralnej – o 11%.

Analizując listy zakupowe Polaków w II i III kwartale br., widzimy tendencję do rozważniejszego planowania zawartości koszyka. Dotyczy to nie tylko produktów spożywczych, ale także innych artykułów, z których korzystamy na co dzień, takich jak tabletki do zmywarki, płyny do mycia naczyń, okien i podłóg, odświeżacze powietrza, artykuły biurowe czy papier toaletowy. W IV kw. możemy obserwować zwiększoną aktywność zakupową ze względu na Mikołajki, święta Bożego Narodzenia i Sylwestra, ale wydatki mogą okazać się mniejsze, gdy porównamy dane rok do roku – mówi Małgorzata Olczak, Head of Sales w Listonic.

Znalazło się jednak kilka produktów, które wyłamały się ze schematu spadkowego. Największy wzrost na listach zakupowych Listonic zanotowała prasa, książki i płyty – o 45% w III kw. br. względem II kw. 2021 r. O około 20% zwiększyła się liczba batonów, o 14% – butelek octu oraz puszek napojów izotonicznych, a o 13% – kapsułek do prania.

Jak zabezpieczyć na przyszłość niemiecki cud gospodarczy? – analiza Euler Hermes

„Habemus Coalition” – można by powiedzieć po długich negocjacjach zakończonych umową koalicyjną. Odnośnie umowy, efektu tych negocjacji – zajmie to trochę czasu, aby przejrzeć setki stron, żeby przekonać się, jak polityka będzie kształtować przyszłość Niemiec. Proponujemy więc odkrycie na nowo przygotowanej przez Euler Hermes i Allianz Research Koalitionsvertrag – „Umowy Koalicyjnej” dla Niemiec, która w pełnej wersji ma tylko 22 strony, a jej skrót jedynie dwie.

Wniosek z badania Euler Hermes i Allianz Research jest następujący: Niemcy potrzebują gospodarczego „Neustart” – Nowego Startu. Niestety dotychczasowa polityka „biznes jak zwykle” z co najwyżej małymi, fragmentarycznymi reformami już nie wystarczy. Niemcy pilnie potrzebują poważnej aktualizacji, albo nawet gruntownej modernizacji swojej polityki gospodarczej, aby z powodzeniem poradzić sobie z transformacją cyfrową, ekologiczną i demograficzną, a tym samym zachować swój dobrobyt.

Niemcy czeka zmiana polityczna, ale nie zanosi się na gruntowną przebudowę polityki. Po wyborach 26 września 2021 roku kończą się 16 letnie rządy kanclerz Anhelli Merkel. Zmiana ta odbywa się w sytuacji politycznego rozdrobnienia. Znaczne rozmycie agendy, niezbędne do osiągnięcia porozumienia między potencjalnie niełatwymi partnerami politycznymi, sugeruje, że w ciągu najbliższych czterech lat w niemieckiej polityce będzie więcej ewolucji niż rewolucji.

  • Dostosowanie gospodarki do XXI wieku. Większość partii zdaje się nie mieć kompleksowych i konkretnych planów, choć najwyższy czas, by wreszcie zająć się dobrze znanymi „dużymi” reformami. Należą do nich wzmocnienie na przyszłość instytucjonalnej struktury, szkieletu Niemiec (reforma i modernizacja struktury federalnej i administracji publicznej), ograniczenie biurokracji, zapewnienie krytycznie niezbędnej infrastruktury (cyfrowej), reforma systemu edukacji i pobudzenie ducha przedsiębiorczości. W sumie są to warunki niezbędne dla szybszego tempa cyfryzacji, co z kolei jest kluczowe nie tylko dla skutecznej walki z Covid-19, ale także dla osiągnięcia celów klimatycznych i utrzymania konkurencyjności gospodarki na arenie międzynarodowej.
  • Osiągnięcie magicznej liczby w celu ograniczenia zmian klimatu. Cele polityczne zawarte w prawie wszystkich manifestach wyborczych są niewystarczające, aby ograniczyć globalne ocieplenie do 1,5°C. Wydaje się, iż konieczny jest wzrost cen emisji dwutlenku węgla a także dodatkowe działania polityczne w celu stworzenia nowych technologii i nowych rynków oraz dostosowania się i zniwelowania wpływu już zaistniałych szkód materialnych wynikających ze zmian klimatu. Będzie to miało wpływ na ceny ogrzewania, transportu i żywności, a tym samym szczególnie obciąży gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa znajdujące się w trudnej sytuacji finansowej, co wymaga wykorzystania dochodów z polityki cenowej w zakresie emisji dwutlenku węgla do zapewnienia odpowiedniego wsparcia w formie transferów i stabilnych cen energii elektrycznej.
  • Dostosowanie do zmian demograficznych. Większość partii wzbrania się przed wskazywaniem na potrzebę zreformowania niemieckiego systemu emerytalnego, obiecując w zamian dalsze podwyżki świadczeń i zamrożenie wieku emerytalnego na poziomie 67 lat. Obietnice te będą się jednak wiązały z wyraźnie wyższym dofinansowaniem systemu emerytalnego przez państwo z podatków lub w dłuższej perspektywie 30% stawką składki emerytalnej, co oznaczałoby albo ograniczenie możliwości finansowych inwestycji w infrastrukturę, edukację i nowe technologie, albo osłabienie konkurencyjności Niemiec, m.in. w (globalnej) wojnie o talenty.

Dostosowanie gospodarki do XXI wieku

Już od końca 2019 roku Euler Hermes stawiał pytanie, czy Niemcy są „unieruchomioną” gospodarką, biorąc pod uwagę ich zmagania o dotrzymanie kroku rewolucji technologicznej XXI wieku. W tym czasie największa gospodarka Europy nie pojawiła się już w pierwszej trójce rankingu globalnej konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego 2019, spadając o cztery miejsca z roku poprzedniego na siódme miejsce. Obecnie, gdy decydenci polityczni w dużej mierze utknęli w trybie kryzysowym Covid-19 w ciągu ostatnich 18 miesięcy, tematy strukturalne wydają się całkowicie wypadać z agendy rządowej, pomimo pandemii uwypuklającej braki Niemiec w zakresie adaptacji do rozwiązań cyfrowych, a także słabości administracji publicznej. Wskaźnik Digital Riser Index Europejskiego Centrum Konkurencyjności Cyfrowej sugeruje obecnie, że niemiecka gospodarka od 2018 r. jeszcze bardziej straciła na znaczeniu (wykres poniżej). Jest to niepokojący rozwój sytuacji, ponieważ aktualizacja niemieckiego Wirtschaftswunder – Cudu gospodarczego polega na przyspieszeniu cyfryzacji, która z kolei jest kluczem do sprostania wyzwaniom naszych czasów. Dotyczy to w takim samym stopniu realizacji celów klimatycznych, jak i skutecznej walki z Covid-19. Patrząc na programy wyborcze poszczególnych partii, w Euler Hermes widzimy, że żadna z nich nie przedstawia potrzebnego kompleksowego podejścia, obejmującego wszystkie elementy reformy niezbędne dla Neustart – i to jeszcze przed ewentualnym rozwodnieniem obietnic wyborczych w celu zawarcia umowy koalicyjnej.

Dostosowanie do zmian demograficznych

Nadzieja, że imigracja będzie lekarstwem na problemy demograficzne Niemiec, może okazać się daremna. Główne kraje, z których pochodzą imigranci zarobkowi w Niemczech (Rumunia, Bułgaria i Polska), podobnie jak większość innych krajów UE i wiele dużych gospodarek na całym świecie (takich jak Japonia czy Korea Południowa), stoją przed tym samym wyzwaniem: ich siły robocze kurczą się i starzeją, podczas gdy liczba emerytów rośnie. Podczas gdy w Niemczech spodziewany jest 10-procentowy spadek liczby ludności w wieku produkcyjnym, ta grupa wiekowa zmniejszy się o 31% w Bułgarii, 27% w Hiszpanii i o 25% w Polsce i Rumunii. W związku z tym w przyszłości będzie istniała konkurencja o wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz potrzeba stworzenia atrakcyjnego środowiska na rynku pracy.

Grupa Kapitałowa TIM po trzech kwartałach 2021 r.

Skonsolidowane przychody (950,6 mln zł) wyższe o 1/4, a jednostkowe (904,9 mln zł) – o ponad 1/3 w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. Zysk netto Grupy (69,6 mln zł) wzrósł o 250% r/r. Grupa Kapitałowa TIM po trzech kwartałach 2021 r. nie zwalnia tempa. Najbliższe miesiące upłyną pod znakiem inwestycji w nową platformę e-commerce oraz logistykę, a także przygotowania debiutu 3LP SA na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Praktycznie wszystkie najważniejsze wskaźniki finansowe po 9 miesiącach 2021 r. osiągnęły najwyższe poziomy w 34-letniej historii TIM-u.

Tak dobre wyniki pozwoliły nam zdecydować o wypłacie jeszcze przed Bożym Narodzeniem zaliczki na poczet dywidendy za rok 2021 – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Naszym sukcesem dzielimy się z akcjonariuszami, jednak równie chętnie „reinwestujemy” go w dalszy rozwój. W tak konkurencyjnej branży jak e-commerce to jedyny sposób na utrzymanie przewagi konkurencyjnej, a także dotrzymanie kroku oczekiwaniom klientów. Dlatego też intensywnie pracujemy nad projektem TIM 2.0, wiążącym się między innymi z przebudową naszych zasobów informatycznych oraz migracją platformy TIM.pl na Magento 2, a także nad strategią spółki na najbliższe lata – podkreśla Krzysztof Folta.

Dostępność i szerokość oferty rynkowym wyróżnikiem

Oferta platformy TIM.pl cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Powodów, dla których tak się dzieje, jest kilka.

Lepiej i precyzyjniej planujemy nasze zapasy magazynowe, które – z uwagi na dynamicznie zmieniającą się dostępność produktów – są większe niż dwa-trzy lata temu. To czyni TIM.pl jeszcze atrakcyjniejszym miejscem do kupowania online. Podejmujemy działania wyprzedzające, dywersyfikujemy źródła dostaw, także za sprawą alternatywnego modelu sprzedaży, jakim jest hybrydowy marketplace. Chcemy, aby TIM.pl był pierwszym miejscem wyboru – takim, w którym klienci będą mogli zrealizować wszystkie swoje potrzeby zakupowe – wyjaśnia Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA. – Dostępność to nasza przewaga, która przekłada się na nowe rejestracje klientów na TIM.pl. W trzecim kwartale 2021 roku było ich 5950 wobec 4135 w analogicznym okresie 2020 roku i niespełna 3400 przed dwoma laty – wylicza Piotr Nosal.

Już od jakiegoś czasu najczęściej rejestrującą grupą klientów są instalatorzy – stanowią ponad 50% wszystkich rejestracji. Po dziewięciu miesiącach 2021 r. w strukturze sprzedaży o 2 punkty procentowe wzrósł udział sprzedaży do tego segmentu. To konsekwencja działań prosprzedażowych ukierunkowanych na zwiększanie udziału firm instalatorskich w całości przychodów generowanych przez TIM.

Wysoka rentowność

Skonsolidowany zysk netto na poziomie 69,6 mln zł oraz EBITDA Grupy TIM, sięgająca po dziewięciu miesiącach 2021 r. 109,8 mln zł (+117,5% r/r), to w dużej mierze efekt wzrostu przychodów ze sprzedaży oraz dobrego zarządzania rentownością. Dzięki temu marża EBITDA Grupy TIM wyniosła po trzech kwartałach 2021 r. 11,5% (vs 6,6% po 3 kw. 2020 r.), zaś marża zysku netto – 7,3% (vs 2,6% w analogicznym okresie 2020 r.).

Do poprawy rentowności działalności Grupy TIM przyczyniło się także to, że – niezależnie od rozwoju biznesu i dbania o marżę – w sposób ciągły pracujemy nad optymalizacjami procesów. Pozwala nam to ograniczać wzrost kosztów działalności podstawowej – podkreśla Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – W pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku mieliśmy do czynienia z 18-procentowym wzrostem kosztów operacyjnych rok do roku, podczas gdy skonsolidowane przychody wzrosły o 36%. Efekt działania dźwigni operacyjnej przełożył się na skokową poprawę rentowności Grupy TIM – zauważa Piotr Tokarczuk.

IPO i koncentracja na automatyce

Chęć dalszego dynamicznego rozwoju napędza nie tylko TIM, ale i spółkę 3LP, specjalizującą się w usługach logistycznych dla sektora e-commerce. Planowany na I kwartał 2022 r. debiut na GPW poprzedzi oferta publiczna, która pozwoli sfinansować m.in. automatyzację procesów w nowej hali w Siechnicach k. Wrocławia, rozwój zarządzanej powierzchni magazynowej oraz inwestycje w zrównoważony rozwój firmy zgodnie z przyjętą strategią ESG, w tym w energetykę odnawialną.

Działamy w modelu „asset light”. Nie ponosimy wydatków na budowę magazynów, a możemy skoncentrować się na ich wyposażeniu w najnowocześniejszą automatykę zwiększającą wydajność i bezbłędność procesów logistycznych, umożliwiających dynamiczne skalowanie operacyjne, dostosowywanie działalności do panujących warunków rynkowych i zwiększanie efektywności. Cały czas dynamicznie się rozwijamy, o czym świadczą osiągane rezultaty – mówi Maciej Posadzy, prezes Zarządu 3LP SA.

Przychody spółki po trzech kwartałach 2021 r. osiągnęły poziom 102,5 mln zł (+28% r/r). Przez 9 miesięcy 2021 r. 3LP SA zrealizowało już 3,73 mln wysyłek (+32,7% r/r). – Pracujemy też nad poszerzeniem zakresu i okresu współpracy z aktualnymi kluczowymi klientami. Będziemy informować w najbliższym czasie o szczegółach – zapowiada Maciej Posadzy.

Grupa INPRO podsumowała wyniki finansowe za trzy kwartały 2021 roku

Grupa INPRO w dziewięć miesięcy br. uzyskała skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży na poziomie 194,1 mln zł oraz wypracowała 28,2 mln zł zysku netto. Grupa poprawiła jednocześnie rentowność netto do 15%. W całym 2021 roku Grupa przekaże do użytkowania około 700 gotowych lokali oraz wprowadzi do sprzedaży łącznie około 750 mieszkań.

Za pierwsze trzy kwartały 2021 roku Grupa INPRO zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 194,1 mln zł, czyli o 5% więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Jednocześnie wypracowała 60,4 mln zł zysku brutto ze sprzedaży (+33% r./r.) oraz 28,2 mln zł zysku netto (+55% r./r.). Tym samym znacznie poprawiła się efektywność działalności. Rentowność sprzedaży brutto wzrosła do poziomu 31%, względem 25% w analogicznym okresie poprzedniego roku, a rentowność netto osiągnęła poziom 15% w porównaniu do 10% roku wcześniejszego.

Narastająco przez pierwszych dziewięć miesięcy br. Grupa Kapitałowa INPRO sprzedała łącznie 576 lokali (w rozumieniu umów przedwstępnych netto), to jest o 22% więcej niż w tym samym okresie 2020 roku. W samym trzecim kwartale br. zawarto 166 umów netto, czyli o 14% mniej niż rok wcześniej. Z tego INPRO podpisało 122 umowy przedwstępne netto, a spółka zależna DOMESTA zawarła w trzecim kwartale br. 44 umowy.

Od stycznia do września br. Grupa INPRO przekazała łącznie 408 lokali w porównaniu z 417 lokalami w roku ubiegłym (nieznaczny spadek o 2%). W tym okresie INPRO oddało do użytkowania 4 budynki wielorodzinne na osiedlu Start etap I (161 lokali). Natomiast DOMESTA zakończyła prace przy budynku A i C na osiedlu Traffic (łącznie 95 lokali), przy budynku nr 3 na Osiedlu Nowa Niepołomicka II (24 lokale) oraz przy budynku nr 10 na osiedlu Havlove (46 lokali).

W ostatnim kwartale br. INPRO i DOMESTA zakończyły prace przy projektach: Osiedle Brawo w Pruszczu Gdańskim (127 lokali), Osiedle Optima etap III (88 lokali), Osiedle Traffic – budynek B (15 lokali), Osiedle Ostoja etap I (115 lokali; do oddania na przełomie XI/XII 2021 r. pozostaje jedynie budynek F – 23 lokale). Łącznie w całym roku 2021 Grupa odda do użytkowania około 700 lokali. Dla porównania w 2020 roku Grupa w całym roku oddała do użytkowania łącznie 954 lokale.

„Pierwsze trzy kwartały br. były dla nas udane. Dzięki lekkiemu zmniejszeniu ponoszonych kosztów własnych sprzedaży (niższy koszt gruntu) osiągnęliśmy znaczną poprawę rentowności. Sytuacja na rynku pierwotnym pozostaje bardzo dobra. Cały czas deweloperzy sprzedają  więcej mieszkań niż wprowadzają do oferty. Ze swojej strony na bieżąco uzupełniamy naszą ofertę nowymi projektami oraz kolejnymi etapami popularnych inwestycji, odpowiadając w ten sposób na potrzeby klientów” – powiedział Krzysztof Maraszek, Prezes Zarządu INPRO S.A.

W bieżącym roku Grupa wprowadziła do oferty około 750 nowych mieszkań i domów. W pierwszym kwartale 2021 r. INPRO wprowadziło do sprzedaży przedsięwzięcie Brawo 2 (91 lokali), a w maju etap V osiedla Optima (24 lokale) oraz osiedle Koncept etap I (87 lokali). Następnie w czerwcu do oferty wszedł II etap osiedla Ostoja w Rumi (108 lokali), w lipcu osiedle Rytm (107 lokali), a w sierpniu kolejny (szósty) etap osiedla Optima (64 lokale i 40 domów jednorodzinnych). Natomiast DOMESTA wprowadziła budynki 1, 2, 3 na osiedlu Leszczynowy Park (łącznie 152 lokale) oraz budynek przy ul. Ptasiej w Gdańsku – osiedle „Na swoim” (72 lokale). DOMESTA. w październiku br. przystąpiła do budowy II etapu inwestycji biurowej Matarnia Office Park przy ul. Budowalnych (PU drugiego etapu to 2.095 m2).

Orlen przedłuża współpracę z Alfa Romeo Racing

PKN ORLEN w sezonie 2022 kontynuuje współpracę jako sponsor tytularny z zespołem Alfa Romeo Racing ORLEN, występującym w najbardziej prestiżowej serii wyścigowej na świecie – Formule 1. W zespole pozostaje Robert Kubica, jedyny polski kierowca w historii F1. W Alfa Romeo Racing ORLEN w sezonie 2022 wystąpią: Fin Valtteri Bottas oraz debiutujący w Formule 1 Chińczyk Guanyu Zhou. Pozyskanie chińskiego kierowcy to szansa na umocnienie rozpoznawalności marki ORLEN i wsparcie działań biznesowych spółki ORLEN China. Ta współpraca przełoży się na wymierne korzyści biznesowe oraz umocni globalną rozpoznawalność marki ORLEN. Robert Kubica pozostanie również ambasadorem marki ORLEN w ramach współpracy dwustronnej, która przewiduje m.in. udział zawodnika ORLEN Team w wyścigach długodystansowych.

Już dzisiaj blisko 60 proc. przychodów Grupy ORLEN pochodzi z rynków zagranicznych. Zgodnie ze strategią Grupy ORLEN planowany jest m.in. dalszy rozwój obszaru sprzedaży detalicznej, którego wyniki aktywnie wspiera globalna polityka sponsoringu. Od momentu zaangażowania PKN ORLEN w F1 i współpracę z Robertem Kubicą zysk operacyjny EBITDA LIFO detalu w całej Grupie ORLEN systematycznie wzrasta, w 2019 r. wyniósł on 3 mld zł, a w 2020 r. 3,2 mld zł.

– Działamy globalnie i tak musimy prowadzić aktywność we wszystkich obszarach, również planując inicjatywy marketingowe i sponsoringowe. Rywalizację na torze F1 transmituje 99 telewizji, a łączna widownia według badań przeprowadzonych przez pracownię Nielsen sięga aż 400 mln widzów. Ekwiwalent mediowy dla marki ORLEN z transmisji telewizyjnej tylko do listopada 2021 roku wyniósł ponad 550 mln zł. Dlatego zaangażowanie we współpracę z Robertem Kubicą i zespołem Alfa Romeo Racing ORLEN to dla nas strategiczna inwestycja. Jako firma o międzynarodowym zasięgu z sukcesem zbudowaliśmy wspólną platformę do prowadzenia działań marketingowych na wielu rynkach, na których prowadzimy swój biznes. To zaprocentowało, Grupa ORLEN w trzecim kwartale 2021 roku odnotowała 2,9 mld zł zysku netto i zwiększyła udziały rynkowe na Słowacji oraz w Czechach – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Dzięki sponsoringowi motorsportu PKN ORLEN zapewnia dotarcie do milionów kibiców na całym świecie. W kolejnym sezonie wyścigów F1 marka ORLEN nadal będzie eksponowana na sekcjach bocznych bolidów, tylnym i przednim skrzydle, obręczy halo i lusterkach. Będzie także widoczna na kombinezonach – na klatce piersiowej i plecach oraz w trzech miejscach na kaskach kierowców. Logo znajdzie się również na odzieży mechaników i personelu zespołu, a także na transporterach, we wnętrzu garażu i motorhome. W sezonie 2022 Robert Kubica weźmie udział w czterech sesjach treningowych poprzedzających zmagania najlepszych kierowców na świecie oraz w testach przedsezonowych.

– Cieszę się, że ORLEN pozostaje partnerem zespołu Alfa Romeo Racing ORLEN na kolejny sezon. Dzięki temu Polska jest obecna w królowej motorsportu. Nadchodzący rok będzie dużym wyzwaniem dla zespołu i mam nadzieję, że dostarczy wielu emocji kibicom Formuły 1  – mówi Robert Kubica, zawodnik ORLEN Team.

Współpraca PKN ORLEN z Robertem Kubicą ma charakter wielopłaszczyznowy. W ostatnich miesiącach sportowiec angażował się między innymi w akcję #DobryKierowca zachęcającą do odpowiedzialnej i bezpiecznej jazdy oraz kampanię promującą ORLEN Paczkę, czyli sieć 6 tysięcy punktów nadań i odbioru paczek. Bardzo wysoki wskaźnik wynoszący 70 proc. spontanicznych skojarzeń  Roberta Kubicy z marką ORLEN wpływa na efektywność kampanii w nowym dla Koncernu segmencie. Jednocześnie  co szósty Polak przyznaje, że fakt, iż PKN ORLEN sponsoruje Roberta Kubicę sprawia, że częściej korzysta z usług stacji Koncernu.

Robert Kubica ma za sobą udany sezon. ORLEN Team WRT, w którego barwach Polak zadebiutował w kwietniu w wyścigach długodystansowych, zdobył mistrzostwo European Le Mans Series. Zawodnik pokazał się też z bardzo dobrej strony w Formule 1 podczas występów w Grand Prix Holandii i Włoch

InPost we współpracy z GreenWay Polska rozpoczął budowę sieci stacji ładowania dla samochodów elektrycznych

Stacje ładowania dla samochodów elektrycznych znajdą się w centrach dystrybucyjnych InPost oraz przy Paczkomatach.

InPost jest najnowocześniejszą firmą logistyczną w Europie pod względem innowacyjnych, ekologicznych rozwiązań i nie spoczywamy na laurach. Mamy największą w Europie sieć punktów odbioru przesyłek poza domem – dzięki czemu codziennie ograniczamy emisję CO2 o 75% w porównaniu do dostaw kurierskich. Mamy jedną z największych w Polsce flot samochodów elektrycznych i bardzo mocno inwestujemy w jej rozbudowę. Instalujemy panele fotowoltaiczne, aby Paczkomaty® InPost były autonomiczne i ekologiczne, dodatkowo otoczone są antysmogową kostką. Teraz robimy kolejny krok – stacje ładowania samochodów elektrycznych. W przyszłości Paczkomat® InPost będzie nie tylko wielousługowym punktem pozwalającym odbierać i nadawać przesyłki oraz realizować różnego rodzaju usługi – ale także autonomiczna stacja ładowania, gdzie będzie można naładować telefon, hulajnogę czy samochód – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

Przygotowując się do elektryfikacji floty, InPost jeszcze latem tego roku przeprowadził przetarg na budowę infrastruktury, dostawę i montaż stacji ładowania oraz zarządzanie i serwis we wszystkich swoich centrach logistycznych. Był to jak dotąd największy przetarg branży elektromobilnej w Polsce.

W ramach projektu GreenWay Polska dostarczy i zainstaluje w centrach logistycznych InPost stacje ładowania AC oraz DC. Firma będzie się także zajmować zarządzaniem ładowarkami i ich serwisem.

Elektryfikacja floty samochodowej to nie tylko kupno samochodów. Wymaga ona także przygotowań na poziomie infrastruktury ładowania. Współpraca z InPost to największy jak do tej pory projekt elektromobilny dla biznesu w Polsce. Cieszymy się, że możemy pomóc naszym partnerom realizować ambitne cele minimalizowania śladu węglowego – mówi Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska.

Ponadto InPost powiększa flotę o kolejne kilkaset pojazdów elektrycznych, w tym ponad 250 Nissanów e-NV200 oraz 10 eSprinterów w Mercedes Benz, które dołączyły do obecnej floty samochodów elektrycznych InPost. Samochody będą wykorzystywane przez kurierów oraz na potrzeby dostaw do Paczkomatów® w miastach partnerskich programu Green City. To dla InPost kolejny krok rozwoju konceptu „Green City” – czyli pakietu nowoczesnych usług dla miast, który realizowany jest już w Sopocie, Rzeszowie, Łodzi, Krakowie, Kielcach, Wałbrzychu, Częstochowie, Rybniku, Białymstoku, Chełmie, Wrocławiu, Bytomiu, Gorzowie Wielkopolskim i Zielonej Górze.

Korekta na walutach

W silnych ruchach prędzej czy później pojawia się korekta. Nie inaczej było wczoraj wieczorem i dzisiaj rano. Nie do końca wiadomo, z czym ją łączyć, aczkolwiek dla osób zmuszonych kupić walutę jest to z pewnością dobra wiadomość.

Lepsze dane z Polski

Poznaliśmy wczoraj lepsze od oczekiwań dane na temat zarówno sprzedaży detalicznej, jak i produkcji budowlano-montażowej. Biorąc pod uwagę, co dzieje się na rynku nieruchomości, to i tak 4,2% wzrostu produkcji wydaje się nie być tak wysokim wynikiem. Sprzedaż detaliczna rośnie o 14,4%, co z kolei biorąc pod uwagę ilość transferów pieniężnych do gospodarki, nie powinno aż tak dziwić. Dane te pozwoliły wczoraj co najwyżej chwilowo ustabilizować złotego.

Indeksy koniunktury jednak lepsze w Europie

Wczorajsze odczyty indeksów koniunktury nie zszokowały rynków. W Europie mieliśmy zarówno subindeks przemysłowy, jak i usługowy powyżej oczekiwań. Oba znajdują się w przedziale 55-60 pkt, czyli wskazują na wyraźną przewagę optymistów nad pesymistami. W USA oba wyniki również są w tym przedziale, jednak odczyty nie są lepsze od oczekiwań. Przemysłowy wypadł realnie równie, za to usługi prezentują się gorzej. Dane te spowodowały wczoraj drobną korektę na EURUSD, jednakże dzisiaj dolar znów zyskuje.

Chwila oddechu na walutach

Polski złoty po fatalnych dwóch tygodniach w końcu dzisiaj od rana odzyskuje trochę wartości. Problem w tym, że powodem odbicia jest raczej realizacja zysków z dotychczasowego ruchu niż realna poprawa sytuacji. Pandemicznie dalej wyglądamy fatalnie, a patrząc w kalendarz, to jeżeli szybko nie uchwalimy restrykcji, to nie uchwalimy ich wcale. Mało prawdopodobny jest lockdown na najważniejsze święto w kraju. Z drugiej strony euro spadło już z wczorajszych szczytów powyżej 4,72 zł poniżej poziomu 4,68 zł. Dolar potaniał relatywnie niewiele, aczkolwiek poziom 4,17 zł to i tak dużo lepiej niż wczorajsze otarcia o 4,20 zł. Dobrą wiadomość otrzymali kredytobiorcy frankowi, gdzie zamiast 4,50 zł oglądają okolice 4,45 zł. Zmiany wyglądają na duże, ale żebyśmy mogli mówić o stabilizacji, potrzebne by było jeszcze kilka takich dni.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wzrost PKB,
14:30 – USA – zamówienia na dobra,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Co zrobić, aby cyberprzestępczość była traktowana jak każdy inny rodzaj przestępczości, a hakerom nie opłacało się atakować?

Od kilku lat społeczna świadomość zagrożeń cybernetycznych rośnie. Wciąż jednak można usłyszeć, oczywiście poza branżą informatyczną, że cyberataki to po prostu „coś, co zdarza się w Internecie”. Nie każdy potrafi określić i porównać skutki ataków cybernetycznych. Jest to trudne zarówno w odniesieniu do osób, które padły ofiarą oszustw internetowych, jak i przedsiębiorstw zmuszonych do zapłacenia okupu w celu odzyskania dostępu do swoich systemów. Dlatego można odnieść wrażenie, że cyberprzestępczość nie zawsze jest postrzegana i traktowana jako „prawdziwa” przestępczość.

Choć wiemy, że cyberprzestępstwo jest przestępstwem jak każde inne, niektórzy sobie tego nie uświadamiają. Trudno oczekiwać, aby ktoś poczuł się wstrząśnięty tym, iż jakiś haker przejął system międzynarodowej korporacji. Wynika to prawdopodobnie ze stereotypów, przedstawiających cyberprzestępców jako młodych, zbuntowanych geniuszy informatyki, którzy „walczą z systemem”, bo nie mają nic lepszego do roboty. Tymczasem za większością cyberataków stoją wielkie, zorganizowane i bogate organizacje przestępcze. Stosują one zaawansowane metody w celu okradania firm i instytucji publicznych, a to przecież okradane firmy i instytucje płacą nam wynagrodzenia czy świadczą nam codzienne, niezbędne usługi. Czy ktoś ma wątpliwości, że jest to przestępstwo?

Dlaczego obwiniane są ofiary?

Cyberprzestępstwo jest prawdziwym przestępstwem, a zaatakowane przez cyberprzestępców firmy są ofiarami. Ofiarami, które ponoszą straty na skutek popełnianych przeciwko nim czynów. Mimo to nasze współczucie wobec przedsiębiorstwa, które padło ofiarą ataku, jest nieporównanie mniejsze od tego, jakim gotowi jesteśmy obdarzyć pojedynczą, konkretną osobę. Gdy ktoś nam mówi, że hakerzy włamali mu się do systemu, przejęli dane osobowe i ukradli pieniądze, nigdy nie przyszłoby nam do głowy, aby go o to obwiniać. Jeśli jednak chodzi o firmy, to w następstwie cyberataków ponoszą one długotrwałe szkody na reputacji. W przypadku firm często zakładamy, że atak był spowodowany błędem lub brakiem ostrożności ofiary. Jako człowiek, który ma za sobą ponad 32 lata pracy w branży ochrony danych, nie mogę temu zaprzeczyć. Zdecydowanej większości incydentów cybernetycznych da się uniknąć. Mają one miejsce dlatego, że firmy nie przestrzegają sprawdzonych procedur, nie dbają o higienę cyfrową, używają przestarzałego oprogramowania lub nie instalują poprawek zabezpieczających.

Nie ma chyba jednak drugiego takiego typu przestępczości, w przypadku którego wszyscy skupiają się niemal wyłącznie na obwinianiu ofiar zamiast na ściganiu sprawców. Zaatakowane firmy traktowane są raczej jak winowajcy, natomiast akceptuje się fakt, że przestępcy unikają kary na skutek braku globalnie uzgodnionych ram prawnych i odpowiedniego systemu sprawiedliwości. Przykładowo, jeśli przestępca z innego kraju przebywający w Stanach Zjednoczonych popełni przestępstwo przeciwko firmie mającej siedzibę w tym kraju, to istnieją procedury dyplomatyczne, które umożliwiają postawienie tego przestępcy przed sądem i zapewnienie ofierze odszkodowania. W przypadku ataku ransomware nie ma takich możliwości.

Jak stworzyć środowisko, w którym ryzyko dla cyberprzestępców jest większe niż zysk? Niezbędna jest w tym celu współpraca międzynarodowa i międzykontynentalna. Podczas pandemii plaga ataków ransomware nasiliła się, co zachęciło liderów sektora publicznego i biznesu do podjęcia działań w celu przełamania geopolitycznego impasu, który zapewniał cyberprzestępcom bezkarność. Nie będzie to jednak łatwe, a stworzenie całościowego, sprawnie działającego rozwiązania wymaga lat.

Nauczmy bronić się sami

Podczas gdy prawo nie zapewnia nam pełnej ochrony przed cyberprzestępczością, pierwotny ludzki instynkt przetrwania podpowiada, że powinniśmy bronić się sami. Wymaga to podjęcia kilku podstawowych kroków. Po pierwsze, każde przedsiębiorstwo powinno zatrudniać dedykowanego menedżera ds. bezpieczeństwa informatycznego, pracującego na miejscu, mającego zarówno stały kontakt z kierownictwem firmy, jak i uprawnienia do podejmowania inicjatyw w zakresie bezpieczeństwa. Również w mniejszych firmach niezbędna jest osoba odpowiedzialna za cyberbezpieczeństwo i wyspecjalizowana w ochronie danych. Po drugie, przedsiębiorstwa muszą bezwzględnie przestrzegać higieny cyfrowej. Dotyczy to w szczególności obowiązkowego szkolenia wszystkich pracowników w taki sposób, aby potrafili wykrywać potencjalne ataki, wiedzieli, komu je zgłaszać i rozumieli, dlaczego jest to tak ważne. Im bardziej pracownicy będą się angażować we wdrażanie zasad higieny cyfrowej, tym większą będą mieć świadomość zagrożeń i skuteczniej im zapobiegać.

Na zakończenie jeszcze jedna rada: nigdy nie należy płacić okupu. Firmy, które płacą, dają cyberprzestępcom sygnał, że ataki ransomware to sposób na łatwe pieniądze, i zachęcają ich do kolejnych przestępczych działań. Gdy ofiary przestaną płacić, ataki ransomware staną się rzadsze, ponieważ stracą swoją skuteczność. Niezależnie od tego, że przedsiębiorstwa dotknięte cyberprzestępczością są ofiarami, mają one obowiązek ochrony wszelkich danych przez siebie używanych, przetwarzanych i przechowywanych. Płacenie cyberprzestępcom za przywrócenie dostępu do systemów nie może być traktowane jako strategia obrony, bo na dłuższą metę ona nie działa. Organy i instytucje rządowe podejmują coraz więcej działań, aby zapobiegać rozprzestrzenianiu się ataków ransomware. Firmy, które płacą okupy, mogą być ścigane i upominane przez niezależnych regulatorów.

Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z bezlitosnymi cyberprzestępcami, którzy działają na masową skalę, uderzając zarówno w firmy, jak i osoby prywatne. Walka z nimi wymaga podjęcia działań o zasięgu międzynarodowym, obejmujących sektor publiczny i prywatny. Nie ulega wątpliwości, że cyberprzestępczość powinna być traktowana jak każdy inny rodzaj przestępczości, a sprawcy ataków ― ścigani i karani. Firmy muszą jednak pamiętać, że to one ponoszą odpowiedzialność wobec swoich klientów i pracowników za ochronę ich danych. Wszystkie te cele można osiągnąć tylko w jeden sposób ― poprzez wdrożenie strategii nowoczesnej ochrony danych, która łączy efektywne zabezpieczenia cybernetyczne w obszarze interakcji z klientami z całościowym podejściem do tworzenia kopii zapasowych danych i przywracania systemu po awarii.

Autor: Dave Russell, wiceprezes ds. strategii korporacyjnej w firmie Veeam

Smartfony z chipami MediaTek są podatne na podsłuchy

Luki bezpieczeństwa w chipach MediaTek, instalowanych w popularnych smartfonach, pozwalają na podsłuchiwanie użytkowników oraz ukrywanie złośliwego kodu. Problem dotyczy nawet 37 proc. wszystkich smartfonów na świecie – wynika z badań przeprowadzonych przez Check Point Research. Podatność występuje głównie w coraz powszechniejszych w Polsce smartfonach marek Xiaomi, Oppo, Realme czy Vivo.

Specjaliści bezpieczeństwa z Check Point Research dokonali inżynierii wstecznej chipów wyprodukowanych przez tajwańską firmę MediaTek, której układy wykorzystywane są w około 37 proc. wszystkich smartfonów na świecie, w tym urządzeniach popularnych marek pokroju Xiaomi, Oppo, Realme czy Vivo. Badanie pozwoliło wykryć krytyczne luki bezpieczeństwa w procesorze audio, które w przypadku wykorzystania umożliwiały hakerom podsłuchiwanie użytkownika lub ukrycie złośliwego kodu.

Układy scalone MediaTek zawierają specjalną jednostkę przetwarzania AI (APU) i cyfrowy procesor sygnału audio (DSP), aby poprawić wydajność multimediów i zmniejszyć zużycie procesora. Zarówno APU, jak i audio DSP mają niestandardowe architektury mikroprocesorowe, przez co MediaTek DSP okazuje się wyjątkowo wymagającym przedmiotem badań. Ekspertów Check Point Research zaciekawiło jednak w jakim stopniu MediaTek DSP może być wykorzystywany jako wektor ataku dla cyberprzestępców.

– MediaTek jest znany jest jako producent jednego z najpopularniejszych układów dla urządzeń mobilnych. Biorąc pod uwagę jego wszechobecność, zaczęliśmy podejrzewać, że może zostać wykorzystany jako wektor ataku przez potencjalnych hakerów. Rozpoczęliśmy badania nad technologią, które doprowadziły do ​​odkrycia łańcucha luk w zabezpieczeniach, które potencjalnie mogą zostać wykorzystane do dotarcia do procesora audio chipa i zaatakowania go z aplikacji na Androida. Bez bieżących poprawek haker mógł potencjalnie wykorzystać luki w zabezpieczeniach do podsłuchiwania rozmów użytkowników Androida. Co więcej, luki w zabezpieczeniach mogły zostać wykorzystane przez samych producentów urządzeń do stworzenia masowej kampanii podsłuchowej. Chociaż nie zauważyliśmy konkretnych dowodów takiego nadużycia, szybko zdecydowaliśmy o ujawnieniu naszych ustaleń MediaTekowi i Xiaomi – wyjaśnia Slava Makkaveev, badacz bezpieczeństwa w firmie Check Point Software.

Zdaniem specjalistów badających procesor, aby zaatakować urządzenie z chipem MediaTek, napastnik-haker musiałby stworzyć złośliwą aplikację używającą interfejsu API Mediatek, która zostałaby uruchomiona przez użytkownika. Program, otrzymując uprawnienia systemowe, wysyłałby spreparowane komunikaty do sterownika audio w celu wykonania kodu w oprogramowaniu układowym procesora dźwięku. Następnie aplikacja kradłaby przepływ dźwięku i wysyłała wprost do hakera odpowiedzialnego za całą operację.

 

– Bezpieczeństwo urządzeń jest kluczowe i priorytetem dla wszystkich platform MediaTek. Jeśli chodzi o usterkę Audio DSP ujawnioną przez Check Point, pracowaliśmy sumiennie, aby zweryfikować problem i udostępnić odpowiednie środki zaradcze wszystkim producentom OEM. Nie mamy dowodów na to, że jest obecnie eksploatowana. Zachęcamy użytkowników końcowych do aktualizowania swoich urządzeń w miarę udostępniania poprawek i instalowania aplikacji tylko z zaufanych lokalizacji, takich jak Sklep Google Play – Tiger Hsu, Product Security Officer w MediaTek.

Zespół Check Point Research ujawnił swoje ustalenia MediaTek, tworząc następujące identyfikatory podatności: CVE-2021-0661, CVE-2021-0662, CVE-2021-0663. Te trzy luki zostały następnie naprawione i opublikowane w Biuletynie Bezpieczeństwa MediaTek w październiku 2021 r. Problem bezpieczeństwa w audio HAL MediaTek (CVE-2021-0673) został naprawiony w październiku i zostanie opublikowany w biuletynie bezpieczeństwa MediaTek w grudniu 2021 roku. Check Point o swoich ustaleniach poinformował również Xiaomi.

Chipy MediaTek wykorzystywane są m.in. w popularnych w Polsce urządzeniach mobilnych. Wg danych IDC najwięcej urządzeń mobilnych w 2020 roku sprzedało na polskim rynku Xiaomi, natomiast na szóstym miejscu ulokowało się, cieszące coraz większą popularnością, Oppo. W zeszłym roku na Polskim rynku zadebiutowało również Vivo. Wszystkie z wymienionych firm wykorzystują układy scalone autorstwa MediaTek.