Deloitte: Prawie 80 proc. Polaków przedkłada jakość żywności nad cenę

Większość konsumentów w Europie, robiąc zakupy w supermarkecie, częściej kieruje się aspektem zdrowotnym niż ceną produktów. Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte The Conscious Consumer 64 proc. respondentów przyznaje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaczęło bardziej interesować się wpływem spożywanych produktów na ich zdrowie. Liderem pod tym względem są Polacy, spośród których niemal 75 proc. deklaruje, że częściej sięga po owoce i warzywa, a prawie 60 proc. ograniczyło w ostatnim roku spożycie alkoholu. Częściej niż inne nacje jesteśmy także gotowi zapłacić więcej za żywność dobrej jakości.

Europejscy konsumenci wykazują coraz większą troskę o wpływ spożywanych produktów na ich zdrowie.  Duże zainteresowanie aspektem zdrowotnym obserwuje się przede wszystkim wśród mieszkańców Polski (82 proc.) – najwyższy wynik w Europie, Finlandii (74 proc.) oraz Portugalii (72 proc.).  Natomiast Belgowie, Holendrzy oraz Szwedzi (56 proc.) są mniej zaangażowani w te kwestie.

Coraz bardziej świadomi konsumenci w całej Europie coraz częściej dokonują proekologicznych wyborów podczas zakupów spożywczych. Objawia się w to m.in. w korzystaniu z własnych, wielorazowych toreb – w Polsce deklaruje tak 90 proc. osób – wybieraniu lokalnych produktów i gotowości, by za nie więcej zapłacić. Zmieniają także nawyki: uczestnicy badania deklarują, że częściej gotują w domu, piją mniej alkoholu, ograniczają spożycie mięsa i unikają zamawiania gotowych posiłków, ze względu na wykorzystanie plastikowych opakowań – mówi Irena Pichola, partner, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej.

Coraz popularniejsze produkty lokalne

Wielu Europejczyków w ostatnim roku częściej wybiera towary regionalne (60 proc.), pochodzące ze równoważnych upraw oraz produkowane zgodnie z ideą sprawiedliwego handlu. Kluczowa jest chęć wspierania lokalnych dostawców, możliwość kupna świeżych produktów oraz ich dostępność. Większość respondentów z Europy (74 proc.) jest skłonna ponieść dodatkowe koszty (min. 5 proc. lub więcej) za zakup żywności i artykułów produkowanych lokalnie. Spośród wszystkich osób biorących udział w badaniu 72 proc. (tak samo w Polsce) jest gotowych zapłacić więcej za żywność pochodzącą ze zrównoważonych upraw i hodowli oraz produkty fair-trade.

Wybory konsumenckie na nowo

W ostatnim roku zwiększyło się spożycie owoców (54 proc.) i warzyw (59 proc.), szczególnie w krajach, gdzie aspekt zdrowotny jest kluczowy przy wyborze produktów spożywczych. Uwagę zwraca Polska, w której 74 proc. osób przyznało, że częściej sięga po owoce i warzywa (77 proc.).

Większa świadomość i dbałość o zdrowie zmieniły także zachowania konsumentów. Aż 45 proc. Europejczyków przyznaje, że w ciągu ostatniego roku spożywało mniej mięsa. Średnio 39 proc. ankietowanych stwierdziło, że je bardziej ekologiczne produkty niż wcześniej. Z kolei 48 proc. z nich przyznało, że wypiło mniej alkoholu w ciągu ostatnich 12 miesięcy.  Można to także łączyć z rzadszymi spotkaniami towarzyskimi spowodowanymi pandemią koronawirusa. Zwraca uwagę jednak fakt, że to Polska stoi na czele państw, które najbardziej ograniczyły spożycie alkoholu (taką deklarację złożyło 59 proc.).

Cena czy jakość

Średnio sześciu na dziesięciu respondentów mając do wyboru produkt zdrowszy lub w przystępnej cenie – wybierało ten pierwszy. Spośród badanych krajów najwyższy odsetek tego typu postaw zaobserwowano w Polsce (79 proc.). – Cena ma nadal bardzo istotną rolę w całej Europie. Jednakże kiedy respondenci stoją przed decyzją kupna produktu tańszego czy zdrowszego, wybierają ten drugi. Towary spożywcze fair trade nie cieszą się już taką przychylnością. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych mając do wyboru towar produkowany zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju a niższą cenę – decydowała się na tańsze zakupy. Nie dziwi fakt, że respondenci z wyższymi dochodami i wyższym wykształceniem są częściej skłonni do zakupu organicznej żywności – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Supermarkety z eko misją

53 proc. osób uczestniczących w badaniu przyznało, że chciałoby, aby supermarkety informowały kupujących o zdrowych odpowiednikach produktów. Obecnie 41 proc. respondentów uważa Internet za najważniejsze źródło informacji w tym względzie. Z kolei w ocenie ponad jednej czwartej badanych (28 proc.) są to media społecznościowe. Jak więc widać, istnieje przestrzeń, którą supermarkety mogłyby zagospodarować. Z kolei 17 proc. uczestników badania traktuje supermarkety jak źródło informacji na temat zdrowszego stylu życia, przy czym jedynie 4 proc. uważa, że są one wiarygodnym źródłem informacji o wartościach odżywczych i aspektach zdrowotnych.

Informacje o badaniu

W badaniu przeprowadzonym przez Deloitte dotyczącym zachowań konsumentów w supermarketach wzięło udział 17 tys. respondentów z 15 krajów europejskich, w tym z: Belgii, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Irlandii, Włoch, Holandii, Norwegii, Polski, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii.

E-commerce B2B pójdzie w ślady B2C

Do świata biznesu coraz liczniej wkraczają przedstawiciele pokolenia Y. Jak pokazuje raport E-commerce B2B – biznes w sieci, młodzi przedsiębiorcy i pracownicy stymulują szereg zmian w handlu B2B online. Na znaczeniu zyskuje doświadczenie użytkownika związane z procesem zakupu, w tym dopasowanie do preferencji kupujących, także w zakresie komunikacji. W efekcie sektor B2B e-commerce będzie się coraz bardziej upodabniał do sektora B2C.  

Nowe pokolenia, nowe oczekiwania

Milenialsi stanowią coraz liczniejszą grupę wśród przedsiębiorców i pracowników. Oswojeni z realiami digitalu lub nawet nieznający rzeczywistości przedinternetowej, doskonale odnajdują się w środowisku cyfrowym, a jednocześnie mają wobec niego konkretne oczekiwania. Doświadczenia w e-commerce zdobywali jako konsumenci, na platformach prześcigających się w zapewnieniu kupującemu komfortu i pozytywnych wrażeń. Takich samych standardów milenialsi oczekują teraz w handlu B2B.

Najważniejsze trendy – tak jak charakterystyka pokolenia Y – mają zasięg globalny. Młodzi przedsiębiorcy nie są przyzwyczajeni do nieprzejrzystych, niezbyt atrakcyjnych wizualnie witryn z początków internetu. Oczekują też kompletu informacji i cenią komunikację online. Takich osób będzie stale przybywać, dlatego e-commerce B2B musi w tej materii dogonić standardy znane konsumentom z e-handlu B2C – zauważa Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Globalne trendy na krajowym rynku

Nie inaczej jest w Polsce. Jak wynika z raportu E-commerce B2B – biznes w sieci, przygotowanego przez Santander Bank Polska i Mobile Institute, najważniejsze zjawiska dla polskiego e-commerce B2B to coraz większy wpływ pokolenia Y, spowodowany przez pandemię wzrost przekonania do e-handlu, a także rosnący nacisk na doświadczenie zakupowe klienta.

Jakie trendy widzi Pan(i) w obszarze e-commerce B2B (zakupy firmy w sieci) w Pani/Pana branży? N=546 firmyzakupy firmy w sieci

Źródło: Raport E-commerce B2B – biznes w sieci

Rynek B2B zaczyna charakteryzować coraz więcej zjawisk znanych bardziej z rynku B2C. Przenoszenie przyzwyczajeń zakupowych oraz oczekiwań ze świata B2C do procesów realizowanych w B2B jest już właściwie normą, szczególnie dla młodych. 39% badanych firm zauważa, że milenialsi i Z-ki wolą kupować online. W świecie tzw. nowej normalności coraz ważniejsza jest całość doświadczeń we współpracy niż sam produkt. Firmy B2B powinny zatem wdrażać rozwiązania i procesy coraz bardziej dostosowane do tych nowych potrzeb cyfrowych pokoleń, co pozwala nie tylko na utrzymanie obecnych relacji biznesowych, ale też nawiązanie nowych. Jednocześnie warto wykorzystać szansę jaką daje B2B e-commerce i sięgać po nowe rynki zbytu oraz optymalizować istniejące działania, przecież Internet nie ma granic – tłumaczy Justyna Skorupska, Szefowa Grupy Merytorycznej B2B e-commerce Izby Gospodarki Elektronicznej.

Spośród ankietowanych firm aż 39% zauważyło, że klienci biznesowi z pokoleń Y i Z w ogóle nie potrzebują kontaktu z handlowcem. 38% uważa, że pandemia ostatecznie dowiodła uniwersalnej przydatności kanału e-commerce w sektorze B2B; w podgrupie firm prowadzących sprzedaż online dla biznesu odsetek ten sięgnął 52%. Z kolei 28% wszystkich przedsiębiorców uważa, że customer experience jest już tak samo ważny w e-handlu B2B jak w B2C. Tyle samo wyraża przekonanie, że w kanale B2B wzrasta znaczenie nowoczesnej, bardziej bezpośredniej komunikacji, m.in. w mediach społecznościowych.

Przyzwyczajenia klientów wyrobione w sektorze B2C okazują się bezcenną wskazówka dla sprzedawców B2B. Doścignięcie standardów obowiązujących na platformach konsumenckich wymaga oczywiście inwestycji. Ale ci, którzy zrealizują ją sprawnie, nie tylko wyprzedzą konkurencję, ale też po prostu zyskają narzędzia do jeszcze skuteczniejszej sprzedaży. Digitalowe możliwości w zakresie personalizacji oferty czy komunikacji mają taki sam potencjał w handlu B2B jak w B2C i warto maksymalnie go wykorzystać – zauważa Maciej Nałęcz, analityk sektorowy Santander Bank Polska.

Nie wystarczy sama obecność online

Eksperci zaangażowani w powstanie raportu E-commerce B2B – biznes w sieci wskazują, że internetowa sprzedaż dla biznesu okres najdynamiczniejszego wzrostu ma dopiero przed sobą. Wówczas jednak zwiększy się także konkurencja pomiędzy sprzedawcami i samo uruchomienie sprzedaży online nie zagwarantuje sukcesów w digitalu.

Już teraz przedstawiciele firm zauważają, że biznes zaczyna kupować mobilnie (20%), producenci starają się dotrzeć bezpośrednio do klienta ostatecznego (19%), a na znaczeniu coraz bardziej zyskuje podejście omnichannelowe (16%). Towarzyszy temu presja na skrócenie czasu dostawy (zauważa ją 24% firm) oraz jak najniższe ceny (21%). Nie wystarczy więc przeniesienie papierowego katalogu do sklepu online. Potrzebne będą nowoczesne platformy wielokanałowe, pozwalające klientom kupować w dogodny dla nich sposób, podsuwające adekwatne rekomendacje i w razie potrzeby zapewniające wsparcie na każdym etapie transakcji, a także po jej realizacji.

Na etapie kupna coraz popularniejsza będzie „samoobsługa”, nie kontakt z handlowcem, tylko przejrzysta prezentacja produktów, intuicyjny proces zakupu i celne propozycje. To wszystko mogą zapewnić nowoczesne narzędzia e-commerce. Ludzką pracę warto natomiast ukierunkować na doradztwo i wsparcie dla klientów oraz na elementy dodatkowe, takie jak przydatne treści na stronie. Klienci biznesowi równie chętnie co prywatni okazują lojalność, trzeba jednak na nią zapracować. Wzorców może dostarczyć e-commerce B2C – podsumowuje Małgorzata Nesterowicz, dyrektor ds. sektora usług i firm rodzinnych w Santander Bank Polska.

Pełny raport E-commerce B2B – biznes w sieci przygotowany dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute pod patronatem Izby Gospodarki Elektronicznej jest dostępny pod adresem www.santander.pl/raportecommerceb2b

Mark Jung nowym Partnerem w KPMG w Polsce

Mark Jung dołączył do KPMG w Polsce jako Partner i Lider doradztwa dla private equity, aby kontynuować rozwój oferty usług KPMG dla sektora private equity.

Mark jest kanadyjskim biegłym rewidentem z ponad 20-letnim doświadczeniem transakcyjnym w Polsce i Europie Środkowej. Doradzał przy setkach transakcji w wielu sektorach ze szczególnym uwzględnieniem due diligence po stronie kupującego i sprzedającego, doradztwa w zakresie SPA (sale and purchase agreement) oraz szeregu innych usług doradztwa transakcyjnego dedykowanych funduszom private equity i innym uczestnikom rynku. Mark doradzał przy wielu kluczowych transakcjach zarówno na rynku polskim, jak i w regionie Europy Środkowej.

Wskaźniki rynkowe wskazują na dalszy, prężny rozwój działalności sektora private equity przy ogólnie wysokim poziomie aktywności transakcyjnej, niskich stopach procentowych, obfitym finansowaniem transakcji i ciągłym napływie kapitału do klasy aktywów PE. W kontekście tego trendu cieszę się, że będę miał możliwość rozwijać wiodącą na rynku ofertę usług dla funduszy private equity i ich spółek portfelowych, współpracując z doświadczonymi specjalistami transakcyjnymi w Dziale Deal Advisory, jak również ekspertami z Działów Doradztwa Podatkowego oraz Doradztwa Biznesowego w KPMG – mówi Mark Jung, Partner w Dziale Deal Advisory, Lider doradztwa dla sektora private equity w KPMG w Polsce.

KPMG w Polsce posiada jeden z najbardziej wyspecjalizowanych zespołów odpowiedzialnych za doradztwo finansowe i strategiczne dla klientów ze wszystkich sektorów gospodarki rozważających sprzedaż, zakup lub połączenie przedsiębiorstw, ich wycenę oraz restrukturyzację finansową. Udzielamy kompleksowego wsparcia na każdym etapie transakcji zarówno dla strony kupującej, jak i sprzedającej. Stale inwestujemy w doświadczonych ekspertów, którzy swoją wiedzą mogą wspierać klientów w najbardziej złożonych wyzwaniach biznesowych. Miło mi powitać Marka – cenionego i uznanego profesjonalistę w dziedzinie doradztwa na rynku PE i całej społeczności transakcyjnej – którego bogate doświadczenie stanowi znakomite uzupełnienie naszego zespołu. Wzmocnienie kompetencji w zakresie doradztwa dla funduszy private equity jest naturalnym etapem rozwoju naszej firmy – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.

UMP i PSPA razem w walce o niższą emisję transportu

Aż o 40% wzrosła liczba pojazdów w ostatniej dekadzie w Polsce, a transport jest jednym z głównych czynników smogu w polskich miastach. Dlatego Unia Metropolii Polskich oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych 18 listopada br. podpisały list intencyjny rozpoczynający współpracę na rzecz transformacji w sektorze transportu i zmniejszenia emisji CO2 w ruchu drogowym na terenie polskich miast.

Krajowy rynek od wielu lat pozostaje zdominowany przez samochody spalinowe. Po polskich drogach jeździ ich obecnie ponad 18 mln. Park pojazdów w Polsce jest także jednym z najstarszych w Europie, a średni wiek samochodów osobowych wynosi 14 lat. Liczny i wiekowy park pojazdów negatywnie oddziałuje na klimat i środowisko, a w rezultacie nasze zdrowie. Z uwagi na wciąż niski udział napędów alternatywnych, sektor transportu odpowiada aż za 24% łącznych emisji gazów cieplarnianych w Polsce.  Wg danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA), wzrost emisji z sektora transportu w Polsce w latach 1990-2017 wyniósł 206%. Średnia unijna była wielokrotnie niższa – 28%.

Stare pojazdy spalinowe, wytwarzające znaczne ilości zanieczyszczeń (w szczególności cząstek pyłu zawieszonego), przyczyniają się do powstawania smogu, który jest coraz poważniejszym problemem w polskich miastach. Emisja pochodząca ze spalania paliw stałych w transporcie, głównie drogowym, odpowiada nawet za 80 proc. zanieczyszczeń powietrza w centrach dużych metropolii. Według danych IQAir z 2019 r., spośród stu europejskich miast najbardziej zanieczyszczonych pyłem PM 2.5 aż 29 dziewięć znajduje się w Polsce. Spalinowy transport drogowy powoduje powszechne przekroczenie dopuszczalnych norm hałasu.

– Dzisiaj kluczowym wyzwaniem stojącym przed miastami jest poprawa jakości powietrza, dlatego transformacja w sektorze transportu, zarówno zbiorowego jak i indywidualnego, ma tutaj ogromne znaczenie. Dodatkowo nakładane są na nas – samorządy – ustawowe obowiązki, którym musimy sprostać. Podpisanie listu intencyjnego to jest nasz krok milowy w obszarze elektomobilności – mówi Tadeusz Truskolaski, prezes Unii Metropolii Polskich, prezydent Miasta Białegostoku.

Podjęcie strategicznej współpracy między UMP a PSPA ma na celu rozwój w polskich miastach nowych, ekologicznych form zrównoważonej mobilności, w szczególności elektromobilności, mobilności współdzielonej, a w niedalekiej przyszłości pojazdów autonomicznych. Pojazdy elektryczne pozostają bowiem całkowicie bezemisyjne w miejscu użytkowania, co odbywa się z korzyścią dla klimatu i społeczeństwa.

– Dążenie do dekarbonizacji i ograniczenia zanieczyszczeń z sektora transportu w ostatnich latach uległo zdecydowanej intensyfikacji zarówno na szczeblu unijnym i krajowym, ale również lokalnym, w szczególności właśnie samorządowym. Miasta podejmują wzmożone wysiłki na rzecz ochrony środowiska i zdrowia mieszkańców poprzez zakrojone na szeroką skalę programy elektryfikacji flot, publicznej komunikacji zbiorowej, ustanawianie obszarów niskoemisyjnych, rozwój infrastruktury ładowania, ograniczenie natężenia ruchu drogowego czy rozwój mobilności współdzielonej. Przed polskimi miastami w tym zakresie wciąż stoi wiele poważnych wyzwań. PSPA aktywnie wspiera samorządy w procesie tej transformacji – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA, Wiceprezydent AVERE.

Wśród wspólnych działań partnerzy zapowiadają m.in. aktywności mające na celu promocję i rozwój nisko i zeroemisyjnego transportu w kraju i w regionie, wzmocnienie współpracy pomiędzy administracją samorządową a przedstawicielami branży oraz popularyzację wiedzy na temat nowej mobilności w ramach wielu inicjatyw. Realizowane będą także wspólne projekty naukowe oraz badawcze z obszaru nowej mobilności, akcje edukacyjne i wydarzenia merytoryczne.

Elektromobilność jest z jednej strony nowością, ale też trendem, który obecnie mocno się rozwija. My jako samorządy potrzebujemy partnerów, takich jak PSPA, którzy wesprą nas we wdrażaniu jej w naszych miastach. Zaczynamy tworzyć współpracę, gdzie samorządy wraz z wyspecjalizowanymi organizacjami mogą działać na rzecz zmian w tym obszarze – mówi Adam Wieczorek, prezydent Miasta Łodzi.

List intencyjny podpisany został przez Unię Metropolii Polskich – wiodącą w Polsce organizację samorządową pod względem zaangażowania w rozwój mobilności nisko- i zeroemisyjnej oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, największą w kraju pozarządową organizację branżową, promującą ekologiczne i efektywne ekonomicznie technologie energetyczne w transporcie.

Przypomnijmy, w październiku br. Unia Metropolii Polskich wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Paliw Alternatywnych oraz polskimi samorządami podpisały deklarację na rzecz rozwoju Stref Czystego Transportu oraz wskazały 9 postulatów określających kierunki zmian przepisów prawa, które umożliwią społecznie akceptowalne i efektywne tworzenie Stref w polskich miastach. PSPA utworzyło także wysoko wyspecjalizowany Komitet Samorządowy, któremu przewodniczy obecnie Miasto Łódź, a który ma docelowo skupiać wszystkie polskie samorządy, aktywne w obszarze zrównoważonego transportu.

Dzięki połączeniu wysiłków i wiedzy polskich samorządowców, wspólnie stworzymy grunt do budowy czystych i przyjaznych dla mieszkańców miast i wypracujemy właściwe rozwiązania. Wyzwania stojące dzisiaj przed polskimi gminami w kontekście rozwoju elektromobilności są bowiem znaczące, tak w obszarze publicznego transportu zbiorowego, jak i w segmencie transportu indywidualnego mieszkańców miast – dodaje Maciej Mazur.

Frank najsilniejszy względem euro od 2015 roku

Na rynkach widać spory niepokój wywołany rozwojem obecnej fali zachorowań na COVID. W każdej złej sytuacji znajdzie się jednak jakiś pozytyw. Tym jest spadek cen ropy naftowej, co powinno stabilizować ceny paliw.

Turcja znów zaskoczy?

Turecka polityka monetarna to coś, co od dawna zaskakuje analityków. Dzisiaj mamy kolejne posiedzenie i wszystko wskazuje na to, że pomimo blisko 20% inflacji nad Bosforem stopy procentowe zostaną obniżone o 1% (z 16% na 15%). Decyzja ta powinna wzbudzić spore zdumienie w czytelniku, gdyż wszystkie inne banki centralne podnoszą stopy procentowe, aby walczyć z inflacją. W Turcji jednak prezydent Erdogan z uporem twierdzi, że to właśnie wysokie stopy procentowe powodują inflację. Z drugiej strony realna stopa procentowa, czyli ta po uwzględnieniu inflacji i tak będzie mniej ujemna niż w Polsce…

Silny Frank

W trudnych czasach inwestorzy mają skłonność do chowania swoich środków w tak zwanych bezpiecznych przystaniach. W sumie nie wiadomo, dlaczego inwestycja we franka szwajcarskiego ma być dobrą inwestycją, ale patrząc na to jak wielu inwestorów lokuje tam swoje środki, mamy samospełniającą się przepowiednie. Rosnące inwestycje umacniają przecież wycenę. Coś takiego mamy właśnie na rynku. W rezultacie frank szwajcarski zbliża się do przebicia poziomu franka i 5 centymów za jedno euro. Już teraz jest najdroższy od ponad 5 lat. Biorąc jednak pod uwagę to co działo się na rynku w styczniu 2015 roku, rekord wszechczasów z tamtego okresu przez wiele kwartałów powinien być niezagrożony. To właśnie maksima euro względem franka powodują, że frank jest również wyjątkowo drogi względem złotego.

Przecena ropy

Jeden z głównych czynników zwiększających inflację, czyli wzrost cen surowców energetycznych w ostatnich dniach wyraźnie spowolnił. Jeszcze tydzień temu baryłka ropy notowana w Nowym Jorku kosztowała niemal 85 dolarów dzisiaj jest to zaledwie 77 dolarów. Analitycy wskazują na niepewność względem popytu w kolejnych miesiącach. Istotnym elementem jest tu COVID, temat łączony obecnie z niemal wszystkim na rynkach. Tutaj jednak należy pamiętać, że jeżeli obecna tendencja wzrostowa zachorowań się utrzyma, wkrótce znów zobaczymy lockdowny. Te z kolei przekładają się na niższe zapotrzebowanie na paliwo.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy Turcja znów obniży stopy?

Bank centralny Turcji dziś podejmie decyzję co dalej ze stopami procentowymi. Mediana konsensusu zakłada obniżkę stopy benchmarkowej o 100 bps z 16 proc. do 15 proc. W ostatnich czasie doszło do załamania liry tureckiej. Waluta dynamicznie osłabia się ze względu na oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej. Inflacja wynosi niespełna 20 proc. Mimo to polityka Erdogana wydaje się być nieugięta.

Spadek wartości liry jedynie wzmacnia dynamikę inflacyjną. Można powiedzieć, że to swego rodzaju sprzężenie zwrotne. Prezydent Erdogan powtórzył wczoraj na spotkaniu grupy parlamentarnej AKP, że będzie walczył z wysokimi stopami procentowymi tak długo, jak będzie rządził. Wszystko wskazuje na to, że bank centralny czuje presję dyktatora i mimo „szalejących” cen zostanie dziś podjęta decyzja o obniżce. Z drugiej strony prezes banku przyznał, że instytucja ma prawo do podejmowania własnych decyzji. Te słowa mogą być postrzegane jako upoważnienie do tymczasowego wstrzymania się z działaniami dopóki sytuacja nie unormuje się. Osobiście uważam, że wielokrotnie pokazana w Turcji, że bank centralny jest silnie zależny od rządzących i to tak naprawdę politycy podejmują ostateczną decyzję w sprawie prowadzonej polityki pieniężnej.

Przypomnijmy, że w marcu bieżącego roku Erdogan zwolnił dotychczasowego prezesa banku Naci Agbala. Ówczesny bankier zdołał w pewnym stopniu przywrócić wiarygodność tureckiej instytucji poprzez podjęcie walki z inflacją. Otrzymaliśmy wówczas trzy podwyżki stóp, z których każda byłą większa od oczekiwań. To te działania w głównej mierze nie spodobały się prezydentowi Turcji.

Sytuacja wygląda tak, że to Erdogan dyktuje co ma robić TCMB a następnie ocenia bank za sukcesy w kontrolowaniu inflacji. Jeśli natomiast inflacja przyspieszy z powodu słabszej liry, wina wówczas jest przypisywana bankowi centralnemu. Sytuacja jest kuriozalna a standardy działania banku centralnego są całkowicie odmienne od tych, które panują w krajach rozwiniętych. Tak czy inaczej do kolejnego osłabienia liry tureckiej prawdopodobnie dojdzie po raz kolejny. Jeśli TCMB nie obniży stóp, waluta może znaleźć się pod presją ze względu na prawdopodobną reakcję Erdogana. Z drugiej strony jeśli dojdzie do obniżenia kosztu pieniądza, lira również ulegnie deprecjacji, bez względu na to jak duży będzie to ruch.

Na rynku surowców energetycznych widać dużą presję na cenach ropy naftowej. Korekta w notowaniach pogłębia się a wszystko za sprawą publikacji raportu miesięcznego Międzynarodowej Agencji Energetycznej, z którego wynika, że w 2022 roku zobaczymy wysoką nadpodaż. Nadwyżka wzrośnie z 1 mln baryłek dziennie w pierwszym kwartale do prawie 3 mln baryłek w czwartym. Do tego dochodzi groźba uwolnienia rezerw strategicznych w USA. WTI spada do horyzontalnego wsparcia technicznego w okolicach 76,50 USD a brent kosztuje obecnie ok 79,5 USD. Spadki mogą się jeszcze pogłębić.
Na złotym widać wyhamowanie wyprzedaży. EUR/PLN aktualnie spada poniżej 4,65. Osobiście uważam, że jest możliwe podejście pod 4,6750 i dopiero wówczas możemy liczyć na ruch aprecjacyjny. Wiele jednak będzie zależeć od czynników globalnych (w mniejszym stopniu od krajowych). Odreagowanie EUR/USD może wpłynąć na umocnienie PLN.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Jaki wpływ na sprzedaż mieszkań mają podwyżki stóp procentowych?

Czy spada zainteresowanie zakupem lokali w realizowanych projektach? Jaka część klientów deweloperów kupuje na kredyt? Czy mają teraz trudności z uzyskaniem finansowania? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży w Develia S.A.

Druga podwyżka stóp procentowych nie powinna mieć na razie znaczącego wpływu na popyt na mieszkania. Oczywiście zmniejszy się zdolność kredytowa potencjalnych nabywców, ale raczej trudno się spodziewać, że zrezygnują z tego powodu z transakcji. W obawie przed dalszymi wzrostami cen prawdopodobnie zdecydują się na zakup tańszych nieruchomości, o mniejszej powierzchni lub położonych w innej lokalizacji.

Warto pamiętać, że do marca ubiegłego roku stopy procentowe znajdowały się na wyższym poziomie – ok. 1,5 proc., a mimo to do bankowych okienek ustawiały się długie kolejki chętnych. Wszystko zależeć więc będzie od tego, czy Rada Polityki Pieniężnej w walce z rosnącą inflacją zdecyduje się na dalsze podwyżki stóp. Popyt na mieszkania jednak tylko częściowo uzależniony jest od bankowego kredytu. W naszych inwestycjach z tej formy finansowania korzysta około połowy kupujących. Druga połowa to nabywcy gotówkowi, kupujący nieruchomości w calach inwestycyjnych, na wynajem czy choćby w celu ochrony własnych oszczędności przed inflacyjną utratą wartości. Przy realnej, ujemnej stopie procentowej, wynoszącej obecnie około -5,5 proc., kupno szybko zyskujących na wartości lokali mieszkalnych jeszcze długo będzie atrakcyjną opcją inwestycyjną.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Na obecnym etapie nie spodziewamy się znaczącego wpływu podwyżki stóp procentowych na bieżącą sprzedaż. Działamy na siedmiu rynkach. W oparciu o swoje kanały sprzedaży nasze mieszkania trafiają głównie do klientów chcących zaspokoić cele mieszkaniowe. Nie sądzimy, żeby zmieniło się nastawienie tej części nabywców lokali. Poza tym, nieruchomości niezmiennie stanowią atrakcyjną formę lokowania kapitału, szczególnie gdy inflacja znajduje się na obecnym poziomie.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

Popyt na rynku nieruchomości utrzymuje się na wysokim poziomie. Generują go, zarówno klienci indywidualni, którzy realizują własne potrzeby mieszkaniowe, jak i inwestorzy poszukujący metod ochrony środków finansowych przed inflacją. Oczywiście podniesienie stóp procentowych nie jest korzystne dla części naszych klientów, gdyż może obniżyć ich zdolność kredytową, przez co mniej mieszkań z oferty jest dla nich dostępnych. Wyższe stopy procentowe oznaczają wzrost kosztów wytworzenia mieszkań, a co za tym idzie – podwyżkę cen w kolejnych kwartałach. Klienci, którzy śledzą sytuację na rynku nieruchomości reagują na bieżąco i nie czekając na dalsze podwyżki cen mieszkań oraz stóp procentowych dokonują zakupów już dziś.

Należy pamiętać, że stopy procentowe rosną z bardzo niskiego poziomu i w kontekście inwestycyjnym ich podniesienie nie będzie miało znaczącego wpływu na korzystniejsze oprocentowanie lokat. Aby lokaty stały się atrakcyjną alternatywą inwestycyjną rozważaną w kwestii lokowania kapitału, stopy procentowe musiałyby wzrosnąć do poziomu powyżej inflacji, co jest dzisiaj niemożliwe.

Udział klientów finansujących zakup mieszkania w oparciu o kredyt to około 70 proc. Po ostatnich decyzjach RPP, nie odnotowaliśmy trudności z uzyskaniem kredytu hipotecznego przez naszych klientów. Należy jednak wziąć pod uwagę, że nasza oferta to mieszkania o podwyższonym standardzie, skierowana głównie do lepiej sytuowanych nabywców.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Podwyżka stóp procentowych to jeden z czynników, które mogą wpływać na decyzje klientów, ale w praktyce kluczowa jest wysokość tej podwyżki i obowiązujący poziom stóp. Zgodnie z wyliczeniami ekspertów, miesięczna rata kredytu wzrośnie średnio o 130 zł. Oczywiście jest to różnica zauważalna, ale nie powinna zniechęcać kredytobiorców. Podwyżka stóp procentowych raczej nie spowoduje też przeniesienia zainteresowania inwestorów na lokaty. Wynika to z faktu, że inflacja osiągnęła stosunkowo wysoki pułap, więc oprocentowanie lokat, będących wciąż na relatywnie niskim poziomie, nie jest atrakcyjne. Nadal bardziej opłaca się inwestować w nieruchomości.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Nie spodziewamy się by osoby poszukujące mieszkań w celu zaspokojenia własnych potrzeb po podniesieniu stóp procentowych odkładały decyzje o zaciągnięciu kredytu. Równocześnie, od czasu rozpoczęcia pandemii obserwujemy nieustający wzrost zainteresowania zakupem mieszkań o większym metrażu. Obecna podwyżka, zdaniem ekspertów, oddziałuje raczej w strefie nastrojów, niż powoduje realną zmianę sytuacji nabywców mieszkań na własne potrzeby. Rata zaciągniętych kredytów hipotecznych wzrosła przeciętnie o kilkadziesiąt złotych, co często nie jest istotnym obciążeniem dla budżetu domowego. Większość kupujących to rodziny z dziećmi, które potrzebują dodatkowej przestrzeni do pracy lub nauki. Stąd na przykład szybciej sprzedają się mieszkania zlokalizowane w pobliżu Warszawy, w osiedlu Stacja Centrum w Pruszkowie, czy domy, które stawiamy w podwarszawskim osiedlu Villa Campina w pobliżu Puszczy Kampinoskiej.

Bartłomiej Mandryga, kierownik działu sprzedaży i marketingu PCG S.A.

Nie zauważyliśmy spadku sprzedaży spowodowanego podniesieniem stóp procentowych, co z pewnością wynika z nadal dużego deficytu mieszkań w Polsce i relatywnie niewielkiego wzrostu poziomu stóp. Klienci w dalszym ciągu widzą korzyści w inwestowaniu oszczędności w nieruchomości, które są pewnym sposobem ochrony wartości środków, przynoszącym większy zysk niż zamrożenie ich na lokatach bankowych.

Nie zauważyliśmy również spadku sprzedaży mieszkań kupowanych na kredyt. Wydłużony został natomiast czas uzyskania tego finansowania, co jest raczej spowodowane ilością procesowanych w bankach wniosków, a nie podwyżkami stóp. W naszej ocenie druga podwyżka stóp procentowych nadal jest tylko niewielką korektą, więc nie będzie miała znaczącego wpływu na dostępność kredytów. Poziom stóp jest wciąż niższy niż 2 lata temu.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Z pewnością dalszy i znaczący wzrost oprocentowania kredytów i lokat spowoduje zmianę decyzji części klientów zainteresowanych zakupami na kredyt czy inwestycyjnymi. Przy tak znaczącej dysproporcji pomiędzy popytem a podażą, nie przewidujemy jednak spadków sprzedaży. Możliwe jest natomiast niewielkie spowolnienie tempa wzrostu cen.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Wysokość stóp procentowych jest tylko jednym z elementów, który ma wpływ na decyzje zakupowe na rynku nieruchomości. Jednak kolejne decyzje Rady Polityki Pieniężnej, jeśli nie przyniosły jeszcze mocnego obciążenia finansowego w zakresie wysokości rat kredytowych, to na pewno wywołały efekt psychologiczny. Obserwujemy, że klienci znacznie ostrożniej podchodzą do zakupów mieszkaniowych.

Popyt inwestycyjny mogłyby zmniejszyć dalsze, skokowe podwyżki, ale wciąż należy pamiętać, że wysokość stóp procentowych jest tylko jednym z czynników, który decyduje o zakupie mieszkania. Innymi są rosnące wynagrodzenia, stabilność pracy oraz zmniejszające się bezrobocie, a także bliskie Polakom przekonanie o bezpieczeństwie lokowania gotówki w nieruchomości.

Nasze statystyki sprzedażowe pokazują, że 60-70 proc. naszych klientów kupuje mieszkania na kredyt. Po pierwszej podwyżce stóp procentowych nie zauważyliśmy, żeby mieli kłopot z uzyskaniem finansowania, ale po drugiej podwyżce widzimy już takie trudności. Zarówno klienci, jak i banki działają ostrożnie i zachowawczo.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Każda podwyżka stóp procentowych wpływa na zdolność kredytową Polaków. Wszystko wskazuje też na to, że w najbliższym czasie dojedzie do kolejnych podwyżek. Takie są dziś oczekiwania ogromnej większości analityków rynkowych. I to chyba nie powinno zaskakiwać przy blisko 7-procentowej inflacji, najwyższej od 20 lat. Z drugiej jednak strony dziś stopa referencyjna NBP wynosi 1,25 proc., a przez ostatnie lata kształtowała się mniej więcej na poziomie 5 proc. Dwie dekady temu sięgała 15 proc. W tym kontekście dzisiejszy poziom stóp procentowych wciąż jest bardzo niski. Na tym przykładzie uświadamiamy naszym klientom, że oprocentowanie kredytów może się zmieniać, a co za tym idzie rata kredytu może rosnąć. Dziś w Polsce kredyty ze stałą stopą procentową praktycznie nie istnieją. Kupując mieszkanie trzeba bardzo dokładnie przeanalizować stan swoich finansów i zastanowić się, jak może to wyglądać w przyszłości. Jeśli nabywca w ten sposób podchodzi do zakupu mieszkania, wahania stóp procentowych nie będą miały znaczącego wpływu na jego decyzję.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg S.A.

Sądzimy, że w perspektywie roku podwyżka stóp procentowych nie wpłynie znacząco na popyt na mieszkania. W Polsce nadal brakuje kilku milionów mieszkań, a pandemia jeszcze wzmocniła potrzeby pod względem komfortowego miejsca zamieszkania, także w kontekście pracy zdalnej. Dlatego wygląda na to, że rynek nieruchomości mieszkaniowych uzyskał bardzo mocny impuls, który będzie trwalszy i bardziej długoterminowy niż inne efekty pandemii. Dodatkowo warunki makroekonomiczne, w tym niskie stopy procentowe, zachęcają do inwestowania w mieszkania.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Druga podwyżka stóp procentowych będzie miała marginalny wpływ na rynek. Podwyżki mogą przełożyć się na spadek liczby nabywców w krótkim okresie i w niewielkim stopniu. Bardziej będzie to wynikało z obaw konsumentów o zdolność kredytową, aniżeli z braku realnej możliwości uzyskania finansowania. Stopy procentowe są wciąż na niskim poziomie. Spora część naszych klientów korzysta z kredytu przy zakupie nieruchomości. Po pierwszej podwyżce stóp procentowych nie zauważyliśmy jednak większych problemów w pozyskiwaniu finansowania przez naszych kupujących.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Na kredyt kupuje u nas średnio blisko 50 procent klientów. W ostatnim czasie liczba transakcji gotówkowych zaczęła się nieco zmniejszać. Logika wskazuje, że podwyżka stóp nie przyczyni się do dalszego wzrostu liczby klientów, którzy będą korzystać z kredytu hipotecznego, bo będzie po prostu kilkanaście procent droższy. Przewidujemy lekkie spowolnienie sprzedaży.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Każda podwyżka stóp procentowych może mieć realny wpływ na rynek nieruchomości. Z pewnością w przypadku części nabywców zmniejszy się zdolność kredytowa. Do tego dochodzą jeszcze podwyżki cen mieszkań, spowodowane wysokimi cenami gruntów oraz kosztami realizacji inwestycji. W związku z tym niektórzy klienci będą zmuszeni do poszukiwania mieszkań w tańszych lokalizacjach niż pierwotnie zakładali. Popyt nadal jest silniejszy niż podaż, więc w najbliższym czasie nawet podwyżki stóp procentowych nie powinny tego zmienić.

Jak Wybrać Odpowiedni VPN Dla Twojej Firmy

W dzisiejszych czasach bezpieczeństwo online jest tak samo ważne jak bezpieczeństwo fizyczne, niezależnie od tego, czy prowadzisz małą, czy dużą firmę. Ty i dane twojego klienta jesteście celem cyberprzestępców, którzy mają nadzieję zarobić na waszej ciężkiej pracy. Istnieją jednak jeszcze bardziej palące zagrożenia cyfrowe, o które należy się martwić.

Istnieje wiele sposobów na ochronę swojej firmy w Internecie. Trzeba jednak wiedzieć, które opcje są dla ciebie najlepsze. Nie zawsze chodzi o agresywne kroki w kierunku bezpieczeństwa online. W większości przypadków chodzi o wybranie najbardziej opłacalnej i skutecznej dostępnej metody.

Jednym z najlepszych sposobów ochrony siebie i swojej firmy w Internecie jest korzystanie z wirtualnej sieci prywatnej, czyli VPN. Wiele osób korzysta z VPN, ale co to właściwie jest?

VPN to oprogramowanie, które umożliwia podłączenie twojego komputera, smartfona, tabletu lub dowolnego komputera do innego serwera. Zasadniczo pomaga zachować anonimowość, a tym samym bezpieczeństwo w Internecie. Korzystanie z sieci VPN ma wiele zalet innych niż tylko zapewniane przez nie bezpieczeństwo.

Kolejną korzyścią jest to, że ponieważ przeglądasz Internet pod postacią innego serwera, możesz mieć dostęp do stron internetowych lub usług, do których zazwyczaj nie masz dostępu.

W ciągu ostatnich kilku lat większość użytkowników VPN stanowiły osoby prywatne, które mają nadzieję na dostęp do treści i stron internetowych ograniczonych w ich kraju. Jednakże, obecnie firmy także korzystają z VPN. W przypadku firm, motywacją są głównie względy bezpieczeństwa, co czyni taką usługę opłacalną inwestycją.

Przy tak wielu sieciach VPN do wyboru może być trudno wybrać taką, która pasuje do twojej firmy. W związku z tym przyjrzymy się kilku wskazówkom, które mogą pomóc ci znaleźć właściwą.

Trzy Rodzaje VPN

Zanim pomyślisz o wykupieniu określonej sieci VPN, musisz najpierw zrozumieć różne rodzaje usług, z których może korzystać twoja firma. Istnieją trzy główne rodzaje usług VPN odpowiednie dla firm. Są to stała sieć VPN, wyspecjalizowana sieć VPN i usługa VPN.

Stała sieć VPN – stała sieć VPN to usługa, która jest często świadczona przez dostawcę sieci lub nawet twojego własnego dostawcę usług internetowych. Uwaga: nie wszyscy dostawcy usług internetowych świadczą tę usługę, więc najlepiej najpierw zapytać o to. Usługa stacjonarnego VPN pozwoli połączyć się oddziałom twojej firmy z serwerem oddziału biura głównego poprzez bezpieczne połączenie. Jest to podstawowa usługa VPN, która pozwala cieszyć się wspólnymi funkcjami VPN dla twojej firmy, ale problem polega na tym, że czasami może być bardzo ograniczona.

  • Wyspecjalizowana sieć VPN — jest to bardziej złożony model VPN, który zwykle jest inicjowany za pomocą routera z wbudowanym serwerem VPN. Możesz efektywnie korzystać z tego wyspecjalizowanego serwera VPN, jeśli masz już dział IT, który jest w stanie samodzielnie uruchomić usługę.

Większość dużych firm stosuje to podejście, ponieważ jest ono dostosowane do warunków biznesowych. Problem polega jednak na tym, że ten sposób może być droższy niż inne usługi VPN. W niektórych przypadkach firmy mogą również używać tych specjalnych routerów do łączenia się z klientem VPN.

  • Usługa VPN – jest to najbardziej podstawowa forma usług VPN i zwykle jest klasyfikowana jako ten typ VPN, do którego mają dostęp osoby prywatne. Są to zwykle usługi oparte na chmurze, które pozwalają urządzeniom łączyć się przez bezpieczny tunel z serwerami usługodawcy.

Głównymi zaletami usług VPN jest to, że są tanie i intuicyjne. Nie są one jednak przeznaczone do celów biznesowych. Kolejną wadą jest to, że mogą znacznie zmniejszyć prędkość łączenia się z Internetem. Nie jest to idealne rozwiązanie dla firmy, chyba że prowadzisz startup.

Porównując różne typy VPN, wydaje się, że najlepsze opcje dla firm to stacjonarna lub wyspecjalizowana sieć VPN. Ostateczny wybór zależy od tego, co do czego masz zamiar wykorzystywać VPN. W związku z tym często lepiej skonsultować się ze specjalistą IT, zanim wybierzesz usługę dla swojej firmy.

Funkcje VPN, których potrzebujesz

Musisz być roztropny, zwłaszcza jeśli chodzi o funkcje, które będą dostępne w wybranej przez ciebie usłudze VPN. Sieci VPN mają wiele funkcji, ale nie potrzebujesz ich wszystkich dla swojej firmy. Na przykład twoja firma może w ogóle nie potrzebować fałszowania GPS, jeżeli używasz VPN tylko do celów bezpieczeństwa.

Dobrą funkcją dla dowolnej firmy, za którą warto się rozejrzeć, jest zarządzanie aktywnością. Zasadniczo pozwala to kontrolować rodzaj usług, z których twoi pracownicy korzystają kiedy są podłączeni usługi VPN. Jeśli VPN jest przeznaczony wyłącznie do celów biznesowych, funkcje zarządzania aktywnością mogą uniemożliwić pracownikom dostęp do niektórych witryn i platform uznanych za nieprzydatne dla firmy.

Centralne zarządzanie to kolejna dobra funkcja. W uproszczeniu, centralne zarządzanie pozwala dostawcy VPN na łatwe zarządzanie usługą. Mogą robić takie rzeczy, jak zarządzanie kluczami szyfrowania. Jeżeli twoja firma nie zatrudnia własnego zespołu specjalistów, lepiej jest, aby dostawcy VPN zarządzali usługą dla twojej firmy za ciebie. Aby dowiedzieć się więcej na ten temat, przeczytaj Szyfrowanie VPN przez Surfshark.

Dobra Obsługa Klienta

Ważne jest, aby w większości przypadków można było łatwo skontaktować się z dostawcą VPN. Oprócz dostępności 24/7, ważne jest również, aby można było się z nimi skontaktować za pośrednictwem różnych metod, takich jak e-mail, czat na żywo czy telefon. Dostępność obsługi jest ważniejsza niż myślisz gdy mówimy o VPN.

Dzięki łatwej dostępności możesz pozwolić swojemu dostawcy zająć się problemami za ciebie, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Pamiętaj, że jeżeli usługa VPN przestanie działać z powodu jakiegoś problemu, twoja firma stajnie się zagrożona na atak.

Dobrą wiadomością jest to, że większość dostawców stara się jak najbardziej dbać o swoją dostępność. Mimo wszystko warto poczytać o dostępności obsługi klienta 24/7.

Usługi VPN dla firm to nie tylko bezpieczeństwo, ale także umożliwienie twojej firmie jak najsprawniejszego funkcjonowania. To inwestycja zdecydowanie warta twoich pieniędzy, kiedy weźmiesz pod uwagę wszystkie jej zalety. Mamy nadzieję, że ten krótki przewodnik pomoże ci znaleźć sieć VPN idealną dla ciebie.

Europa dojrzewa do e-faktur

Polska jest na samym początku drogi do e-faktur. W styczniu 2022 r., z inicjatywy Ministerstwa Finansów, zostanie uruchomiony dobrowolny – na razie – system wystawiania i przechowywania faktur. Obowiązkowy stanie się prawdopodobnie dopiero od stycznia 2023. Jak podobne systemy działają w innych krajach europejskich? Jakie korzyści przynoszą przedsiębiorcom, a jakie administracji – raportują specjaliści Unifiedpost Group.

Faktura ustrukturyzowana – nazywana także e-fakturą – to nowy rodzaj faktury elektronicznej. Może być ona wystawiona tylko w Krajowym Systemie e-Faktur. Jej wzór jest ściśle określony. Dzięki e-fakturowaniu zwiększa się bezpieczeństwo przedsiębiorcy, ułatwione są procesy związane z księgowaniem i przechowywaniem faktur oraz rozliczenia między przedsiębiorcami.

Polski Krajowy System e-Faktur jest wzorowany na rozwiązaniu obowiązującym od kilku lat we Włoszech. Podobny system funkcjonuje także w Belgii i Francji.

By luki były mniejsze

Luka VAT dla całej Unii Europejskiej przekroczyła w 2018 r. 140 miliardów euro. W Polsce blisko 4,5 miliardów euro. Tymczasem to właśnie podatek od towarów i usług stanowi znaczącą część budżetów krajów członkowskich. Aby zredukować te straty, podejmowane są działania w celu usprawnienia nadzoru nad przepływami finansowymi. Jednym ze sposobów na to jest wprowadzenie e-faktur, które mogą być szybciej, w sposób zautomatyzowany, kontrolowane.
luka vat

Włochy, a później długo, długo nic

Choć luka VAT jest problemem w wielu krajach, dotychczas tylko we Włoszech władze zdecydowały, aby e-faktury były jedyną możliwą metodą rozliczania się między wszystkimi podmiotami gospodarczymi. Obowiązek ten wprowadzono od stycznia 2019 r. Przez pierwsze 5 kwartałów funkcjonowania tych przepisów, wystawiono we Włoszech ponad 2 miliardy e-faktur.

We wszystkich pozostałych państwach ujętych w raporcie funkcjonują już systemy do obsługi e-faktur. Administracje są zobowiązane je przyjmować, ale to od przedsiębiorców zależy, czy chcą je wystawiać. Wyłączając spośród przebadanej trzynastki część Belgii, Luksemburg, Łotwę i Wielką Brytanię, stosowanie e-faktur obligatoryjne jest natomiast przy realizacji zamówień publicznych.

efakruty europa

Zgodnie z danymi z raportu najwięcej e-faktur, nie licząc Włoch, jest w obiegu w krajach skandynawskich i Estonii. W ostatnim z wymienionych państw odsetek ten wynosi 30 proc. wszystkich rachunków. Natomiast w Szwecji już ponad połowa faktur wystawianych w transakcjach z sektorem publicznym jest elektroniczna.

Korzyść dla fiskusa, ale i przedsiębiorcy

– Pandemia była wstrząsem dla światowej gospodarki, ale w kontekście upowszechnienia się e-faktur może mieć wpływ pozytywny – zauważa Krzysztof Pulkiewicz, Country Manager Unifiedpost Group, odpowiedzialny za rozwój platformy Banqup w Polsce. – Władze, dążąc do uszczelnienia systemów podatkowych, będą propagowały ten sposób rozliczeń. Warto jednak pamiętać – i mówię to z pełnym przekonaniem – że system ten niesie też szereg korzyści dla przedsiębiorców. Eliminuje konieczność przygotowywania dokumentacji w przypadku kontroli skarbowej, ponieważ urzędnikom wystarczą dane z systemu, dokumenty są bezpiecznie przechowywane przez 10 lat i nie ma konieczności ich dodatkowej archiwizacji. System ułatwia też procesy księgowe – zauważa Pulkiewicz.

Twórcy raportu konstatują, że biznes faktycznie skłania się ku e-fakturom. Widzi w nich sposób na optymalizację zarządzania finansami i poprawę płynności finansowej.

Raport “The digital invoicing wave in Europe” został przygotowany na zlecenie Unifiedpost Group, właściciela platformy Banqup. Przeanalizowano w nim przepisy dotyczące elektronicznych faktur ustrukturyzowanych oraz powszechność ich stosowania na trzynastu głównych rynkach europejskich – w Belgii, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Holandii, Litwie, Luksemburgu, Łotwie, Niemczech, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Włoszech.

InPost rozpoczyna współpracę z eBay w Wielkiej Brytanii

InPost – lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie – ogłosił partnerstwo z eBay w Wielkiej Brytanii. Oznacza to dalszą ekspansję InPost w UK, dostarczanie elastycznych rozwiązań dla rosnącego rynku e-commerce oraz dostęp do 2500 Paczkomatów® dla sprzedawców i klientów eBay. Dodatkowo 250 Paczkomatów® InPost zostanie opatrzonych wspólną z eBay identyfikacją wizualną. Dla e-sprzedawców to nowa opcja szybkiej i wygodnej dostawy zakupów – zwłaszcza w okresie przedświątecznym, gdyż wielu klientów już rozpoczęło wcześniejsze zakupy ze względu na problemy w łańcuchach logistycznych.

Paczkomaty® InPost w Wielkiej Brytanii to sieć ponad 2500 urządzeń, które są dostępne w dogodnych lokalizacjach – takich, jak dworce kolejowe, stacje benzynowe i supermarkety, w tym Tesco, Morrisons oraz Lidl. InPost zamierza poszerzyć własną sieć do około 3.000 maszyn do końca 2021 roku, a do 10.000 do 2024 roku.

– Cieszymy się, że nawiązaliśmy współpracę z eBay, aby zapewnić e-sprzedawcom dostęp do wygodnej, elastycznej i oszczędzającej czas opcji dostawy. To dopiero pierwszy krok – InPost nieustannie dostarcza nowe i wyjątkowe usługi, które firmy takie jak eBay mogą wykorzystać do zwiększenia komfortu kupujących i sprzedających. Platformy, takie jak eBay, oferują ważny strumień przychodów dla wielu przedsiębiorców i sprzedawców – a nasze partnerstwo zapewni im szybkie i wygodne dostawy – powiedział Jason Tavaria, CEO InPost UK.

– W eBay jesteśmy zobowiązani do zapewnienia odpowiednich narzędzi i dźwigni, które pomogą naszym sprzedawcom w rozwoju. Nasza współpraca z InPost gwarantuje, że sprzedawcy mają większy wybór w zakresie dostępnych dla nich opcji dostawy – co z kolei może zaoszczędzić czas i pieniądze – powiedział Murray Lambell, GM w eBay UK.

eBay odnotował znaczny wzrost liczby sprzedawców okazjonalnych lub „C2C” w wyniku pandemii, w szczególności wzrostu rynku „recommerce”. Badania opublikowane przez eBay w marcu 2021 r. wykazały, że dwie trzecie (67%) sprzedawców w Wielkiej Brytanii zaczęło sprzedawać towary używane podczas pandemii.

DHL wprowadził do floty 60 rowerów elektrycznych

DHL Parcel wykonuje kolejny krok w kierunku w realizacji polityki DHL GoGreen, której celem jest osiągnięcie zerowej emisyjności do 2050 r. Do biur firmy w całej Polsce trafiło 60 rowerów z napędem elektrycznym. Jednoślady pozwolą pracownikom DHL na ekologiczne poruszanie się po miastach, wszędzie tam, gdzie będzie można zastąpić samochody.

Rowery DHL

Wszystkie rowery dla pracowników biurowych zostały już dostarczone do poszczególnych biur DHL Parcel w Polsce.

Udostępniliśmy pracownikom rowery elektryczne, by mogli je przetestować i przekonać się do takiego rozwiązania np. w kontekście dojazdu do pracy. Rowery pozwalają uniknąć korków i skracają czas poszukiwania wolnego miejsca parkingowego, a przy tym pomagają dbać o formę. Dzięki elektrycznemu napędowi możemy pokonać większe odległości i sami decydować, jakiego zakresu wspomagania potrzebujemy w trasie. Pracownicy są bardzo zaciekawieni nowymi pojazdami w naszej flocie, które mają okazję testować w całej Polsce – mówi Magdalena Bugajło – Dyrektor ds. Komunikacji Marketingowej i PR w DHL Parcel.

Wdrożenie rowerów elektrycznych do użytku przez pracowników, to kolejny krok w realizacji polityki DHL GoGreen. Dotychczas jednoślady były już wykorzystywane testowo przez kurierów DHL umożliwiając im ekologiczne doręczanie przesyłek i poruszanie się po mieście bez spalin, wibracji i hałasu. Rowery są również doskonałą alternatywą dla samochodów ze względu na możliwość łatwego dotarcia w miejsca trudno dostępne, a także w strefy zeroemisyjne. Rowery elektryczne są rozwiązaniem, które sprawdza się doskonale również w okresach, gdy w miastach odbywają się wydarzenia o dużej skali, wiążące się z intensyfikacją ruchu drogowego lub jego ograniczeniami.

Do niedawna mobilność w przedsiębiorstwach kojarzona była wyłącznie z samochodami służbowymi. Jednak to podejście szybko się zmienia, szczególnie w przypadku firm zlokalizowanych w większych miastach, gdzie na niewielkie odległości łatwiej i szybciej poruszać się rowerem niż szukać miejsc do pozostawienia samochodu. Rowery, szczególnie te z napędem elektrycznym, to odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie biznesu na alternatywne formy mobilności. DHL Parcel jest jedną z pierwszych firm, które wprowadzają to rozwiązanie na szeroką skalę i jestem przekonany, że pracownicy polubią nowy środek transportu – mówi Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska.

Jak pokazują wyniki tegorocznego Barometru Flotowego Arval Mobility Observatory, w ciągu trzech lat w niemal połowie flot w Polsce mogą pojawić się rowery lub inne rozwiązania związane z mikromobilnością, z czego 17% badanych firm już je wdrożyło.

Podsumowanie III kw. 2021 na polskim rynku nieruchomości handlowych

W minionym kwartale zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej zwiększyły się netto o 81 100 m kw. Ponad 92 500 m kw. nowej powierzchni zostało oddane do użytku w 10 nowych i jednym rozbudowanym obiekcie, wynika z podsumowania przygotowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield.

Podobnie jak w poprzednich kwartałach 2021 roku rynek zdominowały nowe magazyny handlowe i małe parki handlowe. Aktywne na polskim rynku są markety budowlane i sklepy meblowe rozwijające sieci swoich placówek. Swoje nowe sklepy uruchomiły Agata Meble w Bydgoszczy, Castorama w Żarach (w budynku po Tesco), Leroy Merlin w Kutnie oraz w Bydgoszczy (również w budynku po Tesco). Największym obiektem w sektorze centrów handlowych jest rozbudowa Focus Mall w Zielonej Górze o 15 tys. m kw. – mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

40 nowych obiektów w budowie

Na koniec trzeciego kwartału 2021 roku ponad 470 000 m kw. powierzchni handlowej było w trakcie budowy z terminem otwarcia zaplanowanym na lata 2021-2022 r. Największe budowane obiekty to między innymi: przebudowa hipermarketu Tesco w Warszawie pod nowe centrum wyposażenia wnętrz Leroy Merlin (30 000 m kw.), rozbudowa o 25 000 m kw. centrum handlowego Atut Ruczaj w Krakowie, Galeria Bawełnianka w Bełchatowie (23 000 m kw.) oraz park handlowy Galeria Andrychów (24 000 m kw.). Ponad 60% budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczona na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 tys. mieszkańców. W dalszym ciągu będziemy też obserwować proces uzupełniania istniejącej podaży mniejszymi centrami codziennych zakupów oraz małymi parkami handlowymi. Ponad połowa obiektów będących w budowie z planowaną datą otwarcia w IV kwartale 2021 roku to małe parki handlowe.

Dwa debiuty międzynarodowych marek

Polska jest nadal atrakcyjnym rynkiem dla zagranicznych sieci handlowych. W III kw. 2021 r. zadebiutowały dwie międzynarodowe marki: Rituals Cosmetics – holenderska marka kosmetyczna obecna w 33 krajach (pierwszy polski sklep zlokalizowany jest w centrum Westfield Arkadia) oraz Colynn – butik modowy z włoską oraz francuską odzieżą damską (Galeria Północna).

Dalszy wzrost sprzedaży detalicznej i stabilizacja udziału e-commerce

Zgodnie z danymi GUS, sprzedaż detaliczna w cenach stałych we wrześniu 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 5,1% (wobec wzrostu o 2,5% we wrześniu 2020 r.). W porównaniu z sierpniem 2021 r. miał miejsce spadek sprzedaży detalicznej o 2,4%. Ogółem, w trzech kwartałach 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 7,3% (wobec spadku o 3,1% w 2020 r.).We wrześniu 2021 r. największy wzrost sprzedaży detalicznej w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 14,5%), sklepy z farmaceutykami, kosmetykami i sprzętem ortopedycznym (8,2%) oraz sklepy meblowe i ze sprzętem RTV i AGD (8%).

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni całkowitego zakazu handlu drogą stacjonarną dla wielu sklepów handel internetowy był jedynym kanałem dystrybucji. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej osiągał w tych okresach rekordowe (dla Polski) wyniki 11,9% w kwietniu 2020 r., 11,4% w listopadzie 2020 r i 10,8% w kwietniu 2021. Jednocześnie wraz z luzowaniem obostrzeń w działalności centrów handlowych konsumenci wracali do handlu stacjonarnego. – mówi mówi Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

W trzecim kwartale 2021 r. odnotowano stabilizację udziału sprzedaży przez Internet w całkowitej sprzedaży detalicznej w cenach bieżących. Udział tej sprzedaży wahał się w przedziale 7,4-8,4%. Najwyższy poziom udziału e-commerce odnotowano tradycyjnie w sektorach moda – 21,9%, multimedia – 22,5% (sektor obejmujący prasę, książki, sprzedaż w sklepach wyspecjalizowanych) oraz meble i elektronika (16,2%).

Odwiedzalność w centrach handlowych we wrześniu 2021 na porównywalnym poziomie jak przed pandemią

Odwiedzalność w centrach i parkach handlowych w trzecim kwartale wzrosła do średniego poziomu 365 tysięcy odwiedzających miesięcznie, co stanowi poziom tylko o 6% niższy niż w 2019 roku. Skumulowane dane odwiedzalności za okres styczeń-wrzesień 2021 wykazują 23-procentowy spadek w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku i 14-procentowy wzrost w porównaniu do 2020 roku. Rok temu spadek odwiedzalności za trzy kwartały był głębszy i wynosił średnio 26%. Świadczy to o umiarkowanym optymizmie kupujących powracających do swoich prepandemicznych przyzwyczajeń zakupowych w kwestii miejsca zakupów.

Skumulowana wartość obrotów w miesiącach styczeń-sierpień 2021 r.

Dane o obrotach w centrach handlowych pokazują, że poziom sprzedaży w sierpniu 2021 r. był wyższy o 7% niż w roku ubiegłym, a jednocześnie tylko o 3% niższy niż w analogicznym miesiącu 2019 r. Średni wzrost obrotów w okresie styczeń-sierpień 2021 r. wyniósł 3% w porównaniu do roku poprzedniego, wciąż jednak jest on niższy o 30% od obrotów osiąganych w 2019 roku. Jednak jeśli porównamy obroty osiągane w miesiącach kiedy centra handlowe mogły funkcjonować bez przeszkód spadek obrotów sięga tylko 9%.

Capgemini uruchamia dużą rekrutację. Blisko 600 nowych miejsc pracy w Katowicach, Krakowie oraz w innych lokalizacjach

– Nowy kontrakt o dużej skali oraz dynamiczny rozwój istniejących projektów – Capgemini w Polsce ogłasza zapotrzebowanie na dużą liczbę nowych pracowników. W trakcie zaplanowanej na pół roku rekrutacji firma zamierza zatrudnić łącznie 600 osób, głównie w Katowicach i Krakowie, ale nie tylko. Funkcjonujący w organizacji z powodzeniem model pracy hybrydowej to także nowe perspektywy dla kandydatów spoza głównych lokalizacji.

Liczba pracowników w centrach nowoczesnych usług biznesowych w Polsce regularnie rośnie. Kraków i Katowice należą do czołówki miast, w których międzynarodowe firmy lokują i rozwijają swoje oddziały o tej specjalizacji, a Capgemini to jeden z najważniejszych pracodawców tego sektora w obu miastach. W Krakowie firma funkcjonuje od 25 lat, zatrudniając obecnie blisko 4,3 tys. osób, natomiast w Katowicach siedziba Capgemini powstała w 2006 roku i pracuje w niej aktualnie 2,3 tys. osób. W całej Polsce Capgemini zatrudnia już ponad 10 tysięcy specjalistów. Wkrótce liczby te powiększą się, dzięki trwającej właśnie, dużej rekrutacji pracowników specjalizujących się w operacjach finansowo-księgowych oraz ekspertów z zakresu konsultingu, transformacji i finansów. Wiodącym językiem dla większości otwartych rekrutacji jest angielski, ale poszukiwane są także osoby ze znajomością języka niemieckiego, francuskiego i innych. Co ciekawe, funkcjonujący obecnie w Capgemini hybrydowy model pracy daje także szansę uczestniczenia w rekrutacji osobom spoza Katowic i Krakowa.

– Branża rośnie dynamicznie, a Capgemini jest jednym z jej liderów. Przewidujemy, że zlokalizowana w Katowicach i w Krakowie linia serwisowa Business Services, która zatrudnia już blisko 5000 osób, będzie w przyszłym roku nadal szybko rosnąć. Szczególnie dumni jesteśmy z tego, że nasza część projektowo-konsultingowa, która zajmuje się m.in. transformacją procesów biznesowych i wdrażaniem nowych technologii, powiększy się o około 50% procent. Analizujemy na bieżąco trendy i potrzeby ryku, wytyczając nowe kierunki działania, dlatego inwestujemy w obszar Inteligentnej Automatyzacji (ang. Inteligent Automation) zajmujący się automatyzacją procesów z zastosowaniem sztucznej inteligencji i botów. Niezwykle istotne dla nas jest także to, że klienci dostrzegają wysoką jakość usług w zakresie obsługi procesów biznesowych, a na bazie zaufania, zbudowanego dzięki efektywnej współpracy, poszerzają zakres wspólnych działań o kolejne obszary, wymagające ekspertyzy i specjalistycznej wiedzy. Świadczymy zaawansowane usługi w obszarze finansów, zarządzania zasobami ludzkimi, zakupów  czy zarządzania łańcuchem dostaw – mówi Renata Dębowska, Dyrektor Centrum Business Services w Polsce.

Firma już jakiś czas temu zdecydowała o rozwoju w modelu hybrydowym, w tej rekrutacji Capgemini jest więc otwarte także na kandydatów z innych lokalizacji, w których funkcjonuje, poza Katowicami i Krakowem, takich jak Opole, Warszawa, Lublin, Wrocław i Poznań. Nowozatrudnione w ramach Business Services osoby, w trakcie początkowego procesu wdrażania i szkolenia więcej czasu spędzą w biurze. Po tym czasie codzienna praca może toczyć się w większości zdalnie.

Pół tysiąca nowych pracowników do operacji biznesowych

Rozpoczęta właśnie, nowa rekrutacja do działu Business Services, związana jest ze startem dużego projektu, jaki niedawno pozyskała organizacja. Wśród atutów pracy przy nim można bez wątpienia wymienić możliwości rozwoju, pracy w międzynarodowym środowisku oraz stabilizację i bezpieczeństwo zatrudnienia.

– Planujemy zatrudnić nawet 600 osób. Jednym z ich zadań będzie integracja procesów finansowo-księgowych, dostarczanie wysokiej jakości usług zarówno w obszarze obsługi klienta, jak i złożonych procesów biznesowych i transformacyjnych. Poszukujemy przede wszystkim pracowników ze znajomością języków obcych, a także osób posiadających kompetencje merytoryczne i doświadczenie w obszarze finansowo-księgowym. Do mniej zaawansowanych ról szukamy także ludzi nieposiadających doświadczenia. Zatrudnione osoby będą pracować w takich obszarach jak billing, credit management, cash applications, dispute management, collections. W ramach tej rekrutacji chcemy także zatrudnić team leaderów i managerów, którzy będą zarządzać zespołami i ich zadaniami – mówi Maciej Świątek, Engagement Executive w Capgemini Polska Business Services.

Oprócz specjalistów z językiem angielskim, niemiecki i francuskim, Capgemini chce zatrudnić także osoby ze znajomością innych języków. Ciekawostką w ramach tej rekrutacji jest zapotrzebowanie na osoby władające językiem hebrajskim, ale pełna lista obejmuje języki: czeski, duński, holenderski, angielski, francuski, niemiecki, węgierski, włoski, polski, portugalski, hiszpański, szwedzki oraz turecki. W ramach naboru na stanowiska managerskie kluczowe będzie także posiadanie umiejętności miękkich, zdolności komunikacyjnych oraz umiejętności zarządzania ludźmi i procesami finansowo-księgowymi.

Poszukiwani także doświadczeni eksperci

Capgemini ogłasza także zapotrzebowanie na około 100 ekspertów z doświadczeniem z zakresu konsultingu, finansów i transformacji cyfrowej. Będą oni mieli okazję pracować w tzw. zespole FPIA Consulting, który zajmuje się szeroko rozumianą transformacją procesów biznesowych w obszarze finansów, a więc m.in. zagadnieniami takimi jak automatyzacja, cyfryzacja, innowacja, modele operacyjne, migracja. Do wspierania tych zadań poszukiwani są specjaliści od poziomu młodszego konsultanta czy analityka biznesowego, od których wymaga się przede wszystkim około 3-4 lat doświadczenia, także w pracy projektowej oraz rozumienia procesów, technologii i struktur wspomagających procesy. W ramach tej rekrutacji poszukiwane są także osoby z doświadczeniem seniorskim: konsultanci, starsi konsultanci, managerowie, oraz dyrektorzy.

– Zależy nam na kandydatach mających doświadczenie w pracy projektowej, którzy będą wspierać nas w realizacji zadań dla bieżących klientów oraz wspomogą kolejne planowane projekty. To niezwykle perspektywiczny sektor rynku i jednocześnie element naszej działalności, który dynamicznie zyskuje na znaczeniu. Już teraz wiemy, że w przyszłym roku będziemy poszukiwać kolejnych specjalistów. Aktualnie szukamy m.in. project managerów, change managerów, ale także specjalistów np. w zakresie Blackline, Oracle, SAP S/4HANA. To okazja dla ludzi, którzy mieli możliwość poznania tych narzędzi, a teraz chcieliby rozwijać się w działaniach dla globalnych klientów. Sporo osób w naszym dziale to także osoby, które pracowały operacyjnie w zespołach dostarczających rozwiązania dla klientów, więc taka wewnętrzna ścieżka rozwoju kariery także jest możliwa – mówi Robert Piotrowski, Head of FPIA Consulting Poland w Capgemini Polska Business Services.

Przedstawiciele Capgemini podkreślają, że role konsultingowe to doskonała możliwość rozwoju dla osób przedsiębiorczych, nastawionych na rozwiązywanie problemów i chcących pracować zgodnie z ideami agile (pol. podejście zwinne) czy design thinking (pol. myślenie projektowe). Dają także przestrzeń do testowania własnych pomysłów i obserwowania tego, jak oferowane klientom rozwiązania sprawdzają się w praktyce. To także zespół pracujący nad nowymi produktami, innowacjami i ofertami dla całej linii biznesowej Business Services.

Możliwości rozwoju w ramach organizacji

Na nowych pracowników czeka zdefiniowany proces wdrożenia, mogą też liczyć na wsparcie wyznaczonej osoby, tzw. ,,buddy”, który wdraża i wprowadza ich w zadania oraz kulturę pracy w Capgemini. Mogą korzystać również ze zdefiniowanych ścieżek rozwoju. Warto podkreślić, że możliwości rozwoju dla nowych pracowników nie obejmują jedynie projektu, przy którym rozpoczną oni swoją ścieżkę zawodową w Capgemini. Firma proponuje też szerokie perspektywy wewnętrznych awansów.

–  Business Services ma rozwiniętą strategię wspierania rozwoju wewnętrznego pracowników. Około 40 procent ról specjalistycznych, to role obsadzane w ramach przejść wewnętrznych co najlepiej pokazuje naszą strategię. W ostatnim okresie wdrożyliśmy platformę, poprzez którą każdy pracownik może zdiagnozować swój aktualny poziom kompetencji, zobaczyć obszary, w których już się wyróżnia oraz te, które warto uzupełnić poprzez system szkoleń. Dzięki temu może kierować swoją karierą zawodową zgodnie ze swoimi umiejętnościami i preferencjami. Pracowników wspiera w tym również nowoczesny system wyszukiwania wewnętrznych ofert pracy i już po 12 miesiącach mogą oni obejmować nowe role, zarówno w ramach projektu, jak i zmienić projekt. Dzięki przyjętej strategii rocznie awansujemy w Business Services średnio blisko 1000 pracowników – wyjaśnia Renata Słonecka, HR Dyrektor w Capgemini Polska Business Services.

Szybka droga dla osób z mniejszym doświadczeniem

Uwzględniając swoją dynamikę rozwoju, duże zapotrzebowanie na nowych pracowników i sytuację na rynku pracy, Capgemini oferuje także ścieżkę rozwojową dla osób z mniejszym doświadczeniem. Mowa o „Fast Track to Consulting”, rocznym programie rozwojowym, skierowanym do utalentowanych absolwentów i osób na początku swojej kariery zawodowej, który pozwala poznać czym jest konsulting w obszarze finansów i  technologii oraz rozwinąć kompetencje zarzadzania projektami, zmianą i rozwiązywania problemów biznesowych.

– W tej chwili trwa druga edycja programu, w ramach której dzielimy się z uczestnikami programu – którzy stają się naszymi pełnoetatowymi pracownikami – naszą metodologią, narzędziami i umożliwiamy pracę z międzynarodowymi ekspertami w ramach projektów realizowanych dla naszych klientów. Skupiamy się na rozwijaniu talentów, mając świadomość, że wymiana wiedzy i  dzielenie się doświadczeniem to fundament naszej kultury organizacyjnej i coś, co faktycznie dzieje się u nas na co dzień w praktyce – podsumowuje Katarzyna Skoczek, FPIA Consulting Operations Lead w Capgemini Polska Business Services.

Warto podkreślić, że Capgemini od lat nagradzane jest za działania wspierające pracowników, m.in. tytułem Top Employer 2021. Marka rozwija się na polskim rynku oferując atrakcyjne miejsca pracy, na które składają się ambitne projekty dla międzynarodowych klientów, nieustanny rozwój oraz inwestycje w pracownika.

Firmy będą korzystać z ponad 8 chmur. To niesie ze sobą szereg ryzyk

Firmy coraz częściej korzystają z technologii IT w modelu usługowym. Badania Forrester przewidują, że do 2023 roku będą posiadać średnio dostęp do 8,7 chmur publicznych. Niestety, mimo wielu zalet strategii multicloud, wiele firm zaczyna boleśnie odczuwać problemy związane ze złożonością technologii.

Wachlarz usług chmurowych eksplodował. Bardzo dobrze widać to na przykładzie usług firmy Megaport, której partnerem w Polsce jest Beyond.pl, dostawca usług data center i cloud. Klienci operatora wdrażający strategię multicloud mogą szybko i bezpiecznie zestawiać bezpośrednie połączenia z ponad 360 dostawcami chmurowymi SaaS.

Według raportu Flexery organizacje korzystają obecnie średnio z 2,6 chmury publicznej i 2,7 chmury prywatnej. Zakres usług informatycznych oferowanych w modelu usługowym rozwinął się więc dziś na tyle, że powinien zaspokoić każdą potrzebę przedsiębiorstwa. Przynajmniej w teorii, bo eksperci zwracają uwagę, że przyśpieszona cyfryzacja obok blasków, niesie ze sobą także i cienie.

Zachowanie kontroli

Pewną pułapką szybkiej cyfryzacji i korzystania z chmur pochodzących od wielu różnych dostawców jest utrata kontroli nad swoimi zasobami. Prawda jest taka, że wdrożenie wielu chmur niesie ze sobą wiele wyzwań w obszarze bezpieczeństwa. Jednym z ważniejszych, przed którym stoją dziś zespoły IT, jest znalezienie równowagi pomiędzy zachowaniem pełnej kontroli nad danymi a dostępem do wielu środowisk chmurowych i najlepszych w danej kategorii rozwiązań. Bo po to firmy przecież wdrażają strategie multicloud. Te problemy dziś dotyczą przede wszystkim firm z Europy Zachodniej, ale przed podobnym dylematem stoi coraz więcej firm, także w Polscestwierdza Stanisław Bochnak, Strateg w VMware.

Chmura to pod wieloma względami dziś jedyny słuszny sposób na modernizację oprogramowania — niestety, złożoność technologii spowalnia tempo przebudowywania aplikacji i przenoszenia ich do chmury. Ma ona też wpływ na koszty: rozwiązywanie problemów kosztuje organizacje dużo czasu i pieniędzy.

Wszystkie chmury w jednym koszyku?

Strategia multicloud wdrażana przez firmy zapobiega uzależnieniu od jednego rozwiązania. Chmura to pod wieloma względami też dziś jedyny słuszny sposób na modernizację oprogramowania. Raport IBM donosi, że dla 62% organizacji chmura publiczna PaaS będzie odgrywać strategiczną rolę dla ich biznesu w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Niestety, złożoność technologii spowalnia tempo przebudowywania aplikacji i przenoszenia ich do chmury. Ma też wpływ na koszty: rozwiązywanie problemów we własnym zakresie kosztuje organizacje dużo czasu i pieniędzy.

Każdy dostawca chmury ma swoje własne procedury, zasady, narzędzia do zarządzania i monitorowania środowiska. To w oczywisty sposób komplikuje wdrażanie strategii multicloud. Mimo to, firmy rzadko korzystają z jednego dostawcy chmury, bo użytkownicy mają odmienne potrzeby technologiczne, ekonomiczne czy regulacyjne i każdy dostawca odpowiada na nie w inny sposób. Dlatego też obok chmury prywatnej i publicznej utrzymywanej w naszym data center, oferujemy klientom dostęp do usług globalnych dostawców i wsparcia w obszarze zarządzania tymi środowiskami, bo nie zawsze przeniesienie infrastruktury do chmury jest scenariuszem optymalnym. Często lepszym rozwiązaniem jest wdrożenie scenariusza hybrydowego łączącego cloud z kolokacją przyznaje Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, dostawcy usług data center i cloud.

W idealnym świecie, aby zapanować nad wieloma środowiskami, firmy powinny zatrudniać wielu specjalistów z umiejętnościami specyficznymi dla każdej chmury. Jest to perspektywa nierealistyczna, zarówno pod względem prawdopodobnych kosztów, jak i dostępności wykwalifikowanych fachowców. Dlatego bardzo ważne jest uproszczenie zarządzania chmurami.

Według ESG Research Insight Paper, usunięcie złożoności pozwoli zaoszczędzić średnio 70,5 roboczogodzin tygodniowo w zakresie zarządzania infrastrukturą. Jednocześnie aż 69% respondentów ESG Research Insight Paper wierzy, że konsolidacja narzędzi do zarządzania chmurami zredukuje koszty (średnio o 19%).

Śpiesz się powoli

Firmy powinny mieć swobodę w podejmowaniu decyzji i przenoszeniu obciążeń zarówno “do”, jak i “z” chmury. Konsolidacja zarządzania pozwala zespołom IT na zastosowanie jednolitych zasad bezpieczeństwa, tak aby obowiązywały one niezależnie od tego, gdzie dane obciążenie zostanie przeniesione — czy to do środowisk chmury prywatnej lub publicznej, czy też do środowisk lokalnychmówi Stanisław Bochnak, Strateg w VMware.

Swoboda korzystania z aplikacji, przenoszenia ich do preferowanej chmury i używania jej natywnych usług, eliminuje potrzebę utrzymywania starszych instancji. Pozwala to firmom uniknąć przestojów podczas przenoszenia aplikacji na nowsze platformy. Taka mobilność pozwala zespołom IT świadczyć lepsze usługi dla biznesu. Zamiast martwić się o utrzymanie aplikacji, mogą one skupić się na zapewnieniu wsparcia, dostarczając usługi zapasowe, sieciowe czy bezpieczeństwa.

ZPP: możliwość weryfikacji szczepień pracowników przez pracodawców to dobry pomysł

Rozwój czwartej fali epidemii koronawirusa rodzi naturalne obawy o głębokość i dokuczliwość środków zaradczych wprowadzonych przez państwo w celu ograniczenia liczby nowych zakażeń. Dzięki szczepieniom znajdujemy się w tej chwili w zupełnie innej sytuacji, niż rok temu, czy jeszcze wiosną roku bieżącego – z wypowiedzi przedstawicieli rządu wynika na szczęście, że wariant lockdownu w jakiejkolwiek formie nie jest w tej chwili rozważany. Jednocześnie, należy dążyć do absolutnego zminimalizowania ryzyka wyprowadzenia jakichkolwiek, choćby lokalnych, ograniczeń dotyczących prowadzenia działalności gospodarczej. Jednym z narzędzi, które się temu przysłuży, jest możliwość weryfikowania przez pracodawcę, czy pracownik został zaszczepiony.

Podejście do kwestii szczepień różni się w poszczególnych państwach. Niektóre uzależniają możliwość skorzystania z określonych usług (np. dostępu do restauracji) od okazania dowodu pełnego zaszczepienia, inne wprowadzają obowiązek szczepień dla określonych grup, są również takie państwa które generalnie rezygnują z tego rodzaju ingerencji regulacyjnych. W tej chwili, tzw. paszporty covidowe mają w Polsce ograniczone znaczenie. Certyfikat szczepienia jest przechowywany w wygodny sposób w specjalnej aplikacji, jednak w praktyce wykorzystuje się go jedynie przy podróżach zagranicznych. Ma to obecnie swoje uzasadnienie – na ten moment nie wprowadzono żadnych szczególnych ograniczeń pandemicznych, w związku z czym naturalnie nie istnieje przestrzeń by jakkolwiek różnicować sytuację osób zaszczepionych i niezaszczepionych. W przypadku jednak dalszego wzrostu liczby zakażeń oraz konieczności wprowadzenia pewnego rodzaju restrykcji, prawodawca stanie przed wyborem, czy objąć ich zasięgiem wyłącznie osoby niezaszczepione. Obranie tego rodzaju kierunku z pewnością złagodziłoby dokuczliwość ewentualnych ograniczeń, a zatem i ich potencjalne gospodarcze konsekwencje.

ZPP z dużym zadowoleniem przyjmuje informację na temat przygotowania i procedowania projektu ustawy regulującej kwestię możliwości weryfikowania przez pracodawcę, czy dany pracownik został zaszczepiony przeciwko COVID-19. Należy zauważyć, że środowiska gospodarcze od dawna zwracają uwagę na konieczność jego szybkiego przyjęcia. Stoimy na stanowisku, że otwarcie pracodawcom dostępu do informacji o szczepieniach pracowników może stanowić także istotny element polityki przeciwpandemicznej prowadzonej przez państwo.

Informacja o szczepieniu pracownika pozwoli skuteczniej zarządzać ryzykiem epidemicznym na poziomie poszczególnych zakładów, w rezultacie czego regulacja może istotnie przyczynić się do zmniejszenia liczby zakażeń. W naturalny sposób, skierowanie w pełni zaszczepionego pracownika do bezpośredniej obsługi klientów, będzie wiązało się ze znacznie niższym zagrożeniem, niż przyznanie tego zakresu obowiązków pracownikowi, który nie przyjął żadnej dawki szczepionki. Do tej pory pracodawca nie posiadał instrumentów pozwalających na wyegzekwowanie od pracownika informacji o szczepieniu, w związku z czym nie mógł na tej podstawie rotować osób zatrudnionych między stanowiskami. Jest to istotne o tyle, że w Polsce nie mamy obowiązku szczepienia, a rosnąca liczba zakażeń wiąże się ze wzrostem ryzyka wprowadzenia restrykcji gospodarczych bezpośrednio wpływających na sytuację firm. Należy ponadto zaznaczyć, że na podstawie obowiązujących przepisów, pracodawcy są zobowiązani do zapewnienia pracownikom bezpiecznego środowiska pracy. Brak regulacji zapewniających pracodawcom dostęp do informacji o szczepieniach pracowników w istotnym stopniu ograniczał możliwość realizacji tego obowiązku.

Wobec braku twardych regulacji premiujących szczepienia, polska polityka wobec czwartej fali epidemii musi opierać się w tej chwili na odpowiedzialności wszystkich uczestników życia gospodarczego i społecznego. Poza podstawowymi zasadami sanitarnymi (dezynfekcja, dystans i maseczki), istotna pozostaje również taka organizacja pracy, która będzie najbezpieczniejsza zarówno dla pracowników danego zakładu, jak i dla jego klientów. Praktyczne pozbawianie pracodawców możliwości zadbania o to bezpieczeństwo w sposób pełny, a zatem obejmujący i zarządzanie ekspozycją osób niezaszczepionych na osoby z zewnątrz, jest trudne do zaakceptowania – wszak to właśnie pracodawcy będą ponosić istotne ciężary związane z ewentualnymi ograniczeniami wprowadzonymi w związku z rozwojem epidemii. Z tego też powodu podkreślamy, jak istotnym pozostaje jak najszybsze wprowadzenie w życie przepisów umożliwiających pracodawcom weryfikację szczepień pracowników.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Polską przedsiębiorczość zabija nadmiar regulacji prawnych i zbyt częste zmiany w przepisach

Forum Polskiej Gospodarki zaapelowało do polityków o deregulacje porządku prawnego RP, szczególnie w zakresie wspierania innowacyjności. Aby wyjść z pułapek średniego rozwoju, na które zwrócił uwagę premier Mateusz Morawiecki, konieczna jest także stabilizacja prawa.

„Kluczowym zagadnieniem w naszej debacie jest próba zmierzenia się z pytaniem, jak podnieść innowacyjność polskiej gospodarki, a tym samym wesprzeć inwestycje” – powiedział Piotr Hofman, prezes Grupy Inwest, rozpoczynając dyskusję na Forum Innowacji, imprezie zorganizowanej przez redakcję miesięcznika Forum Polskiej Gospodarki w ramach cyklu „Gospodarka – Inwestycje – Innowacje. Wyzwania dla Polski na najbliższą dekadę”, które odbyło się we wtorek w Warszawie.

Bartłomiej Wróblewski, poseł na Sejm RP, przewodniczący Komisji Nadzwyczajnej ds. Deregulacji, zwrócił uwagę, że chociaż wszyscy uczestnicy publicznej dyskusji są zgodni, że krajowy system prawny jest przeregulowany, znajduje się w nim za dużo przepisów, czasem wzajemnie się wykluczających, bardzo często trudnych do wypełnienia, to niewielu potrafi wskazać konkretne ustawy, czy rozporządzenia wymagające poprawy.

„Wszyscy są zgodni co do diagnozy, że gospodarka musi być odciążona, bo tłumi ją biurokracja, niewielu, jeśli ktoś w ogóle, umie wskazać konkretne przepisy wymagające deregulacji. Jako remedium pojawiają się najczęściej ogólne stwierdzenia, że trzeba, po prostu, odbiurokratyzować. Co to jednak konkretnie oznacza i co trzeba deregulować, do końca już nie wiadomo” – powiedział Wróblewski.

Poseł Bartłomiej Wróblewski poinformował, że próba zmierzenia się z problemem, którą podejmuje Parlamentarny Zespół Nadzwyczajny ds. Deregulacji, któremu przewodniczy, jest czwartym „podejściem” do tego zagadnienia.

Najpierw powstała kwerenda kontrowersyjnych zapisów, następnie zwrócono się do zrzeszających przedsiębiorców organizacji z prośbą o wskazanie wymagających deregulacji zapisów prawa.

„Odzew na apel o wskazanie krępujących przedsiębiorczość zapisów prawa był jednak mizerny” – stwierdził Bartłomiej Wróblewski. „Pojawiały się postulaty dotyczące poszczególnych branż czy sektorów. Zapisów odnoszących się do całej gospodarki było jednak niewiele” – zaznaczył.
Parlamentarzysta przywołał postać Paula Kirchhofa, niemieckiego prawnika i eksperta prawa podatkowego, byłego sędziego Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, który uważał, że tak naprawdę konieczne są jedynie cztery podatki: dochodowy, od wartości dodanej VAT, spadków i darowizn oraz akcyza.

„Ogólne odnoszące się do całej gospodarki uregulowania prawne nie rozwiążą każdej sprawy, natomiast duża ilość zapisów, których autorzy mieli ambicję rozstrzygnąć wszystkie niejasności, powoduje, że uregulowań jest za dużo, są zbyt skomplikowane i szczegółowe” – dodał Bartłomiej Wróblewski.

Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, zauważył, że nadmiar prawa generuje konkretne koszty. Próba sprostania obecnej kodyfikacji prawnej wymaga ogromnej ilości czasu, którego w rezultacie brakuje przedsiębiorcom na zajęcie się kwestiami związanymi z merytorycznym zakresem prowadzonej działalności.

„Gdyby Mieczysław Wilczek, autor zmieniających de facto uregulowania ustrojowe w gospodarce ustaw o działalności gospodarczej z 1988 roku, miał jedynie poprawić wtedy obowiązujące ustawy, ugrzązłby w przepisach i nigdy nie dokończył swojej pracy. Teraz, tak jak wtedy, potrzebny jest zupełnie nowy porządek prawny w gospodarce, a przynajmniej zagwarantowanie niezmienności przepisów w perspektywie kilku, a najlepiej kilkunastu lat” – mówił Sadowski.

Ryszard Horodyński, dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska spółka z o.o., podkreślił, że innowacyjne rozwiązania wymuszane są przede wszystkim przez konsumentów.

„Regulacje prawne nigdzie nie nadążają za rozwojem rynku” – zauważył Ryszard Horodyński. „Pod wieloma względami krajowa gospodarka jest bardziej zaawansowana technologicznie niż inne, duże, zachodnie, stare gospodarki. Tam bowiem większość zmian wprowadzana jest powoli, ewolucyjnie. W Polsce wdrażanie innowacji najczęściej ma charakter skokowy”.

Według Dariusza Bojszy, prezesa zarządu w Stowarzyszeniu Inicjatywa dla Środowiska, Energii i Elektromobilności, zainteresowanie innowacjami wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw jest w Polsce ogromne. Przeszkodą we wdrożeniach, także jego zdaniem, są skomplikowane regulacje prawne oraz wpływ polityki na gospodarkę.

„Są dziedziny, które dobrze jednak rokują – zapewnił Dariusz Bojsza. – Takim obszarem jest na przykład rozwój sektora biogazu i biometanu. Aktywność Ministerstwa Klimatu jest w tych dziedzinach zauważalna, rzadko się zdarza, by strona rządowa tak dobrze współpracowała ze społeczną. Choć wiemy, że resort jest przeciążony i możliwości ma jednak ograniczone”.

Piotr Hofman, prezes Grupy Inwest, stwierdził, że wspieranie innowacji pozwoli ominąć pięć pułapek rozwojowych wskazanych przez premiera Mateusza Morawieckiego. To, przede wszystkim, zagrożenie wejścia w strefę średniego rozwoju oraz przeciętnego produktu. Pierwszą można ominąć wdrażając innowacyjne rozwiązania w zarządzaniu, druga wymaga firmy, marki, produktu o zasięgu najlepiej globalnym, a co najmniej – europejskim.

„Na razie polskie małe i średnie firmy nie są w stanie konkurować z globalnymi czempionami, brakuje im zarówno kapitału finansowego, jak i ludzkiego. Dlatego tak ważna jest rola szkolnictwa, które musi ewoluować i reagować na potrzeby przedsiębiorstw i zmiany w otoczeniu biznesowym” – podkreślił Hoffman.

Piotr Palutkiewicz, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, wyjaśnił, że firmy nie włączają się w proces deregulacji, bo zatrudnione w nich osoby zajęte są „gaszeniem pożarów”, czyli reagowaniem na wciąż zmieniające się, bieżące uwarunkowania rynkowe.
Na zakończenie poseł Bartłomiej Wróblewski stwierdził, że zmiany w gospodarce wymuszane są zarówno przez postęp technologiczny, jak i oczekiwania społeczne.

„Aby wyjść z pułapki nadmiernej regulacji trzeba stabilizować prawo na określony czas: pięciu, dziesięciu czy nawet piętnastu lat – podkreślił Bartłomiej Wróblewski. – I musi to dotyczyć nie tylko inwestorów zagranicznych, ale także krajowych”.

Uczestnicy drugiego panelu zastanawiali się z kolei, czy wdrażanie w polskich przedsiębiorstwach takich rozwiązań jak ESG (skrót od ang. Environmental, Social Responsibility, Corporate Governance, czyli środowisko, społeczna odpowiedzialność, ład korporacyjny – red.), czy CSR (skrót od ang. Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu) to w polskich warunkach jedynie moda, czy już konieczność.

W dyskusji wzięli udział Alicja Tatarczuk, Public Affairs & CSR Manager w Huawei Polska sp. z o.o., Kamil Rybikowski, radca w Biurze Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Juliusz Bolek, przewodniczący Rady Dyrektorów w Instytucie Biznesu, Robert Kamiński, prezes zarządu w spółce Dine2Door oraz Damian Kuraś, dyrektor Instytutu ESG.
Źródło informacji: PAP MediaRoom

Akcjonariusze Columbus Energy zdecydują o emisji akcji

Akcjonariusze Columbus Energy S.A., wiodącego dostawcy usług na rynku nowoczesnej energetyki, zdecydują o emisji akcji serii F z wyłączeniem prawa poboru. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane w tej sprawie odbędzie się 13 grudnia br. w siedzibie Spółki. Zdaniem Zarządu, Emisja Akcji Serii F oraz przeprowadzenie oferty publicznej pozwolą na pozyskanie dodatkowych środków finansowych umożliwiających dalszy rozwój działalności Spółki oraz realizację celów biznesowych o charakterze strategicznym Spółki.

Pozytywna decyzja Akcjonariuszy pozwoli Spółce pozyskać nawet 450-550 mln zł oraz ubiegać się o wprowadzenie akcji na Rynku Głównym GPW. Emisja akcji oraz IPO jest jednym ze scenariuszy pozyskania finansowania rozpatrywanym przez Zarząd.

Ostatnie kwartały były okresem bardzo dynamicznego rozwoju naszej działalności. Nowe segmenty, takie jak pompy ciepła, farmy fotowoltaiczne czy elektromobilność sukcesywnie zwiększają udział w ofercie i przychodach Spółki. Dalszy dynamiczny rozwój  wymaga określonych nakładów, w związku z czym rozpatrujemy różne scenariusze finansowania, a IPO jest jednym z nich. Porządek obrad najbliższego Walnego Zgromadzenia przewiduje punkt dotyczący emisji akcji i dopuszczenia akcji Spółki do obrotu na rynku regulowanym GPW, jednak ostateczna decyzja zostanie podjęta przez Akcjonariuszy Spółki na NWZA. Podobnie,  jeśli chodzi o cenę emisyjną – będziemy rozważać różne scenariusze, ale na pewno nie mniejsze niż wycena rynku kapitałowego, wycena wewnętrzna Spółki i oczywiście wycena inwestorów docelowych – mówi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Spółka przez trzy kwartały 2021 r. wypracowała 508 mln zł przychodów, co stanowi wzrost o 8 proc. r/r. W raportowanym okresie Columbus Energy odnotował znaczny wzrost sprzedaży pomp ciepła – w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. sprzedaż w tym segmencie wzrosła o 2514 proc. i wygenerowała prawie 34 mln zł przychodów.

Grupa Śnieżka podsumowuje sezon 2021 na rynku farb i lakierów

Grupa Śnieżka opublikowała wyniki za III kwartał 2021 r., wieńczące tegoroczny sezon remontowo-budowlany. Osiągnięte wyniki są niższe niż rok wcześniej, m.in. ze względu na nieco mniejszy popyt na wyroby dekoracyjne oraz bezprecedensowe podwyżki cen surowców.

W okresie styczeń–wrzesień 2021 r. Grupa Śnieżka wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 650,4 mln zł, tj. o 4,7% niższe niż rok wcześniej. Sprzedaż zrealizowana w Polsce w pierwszych trzech kwartałach br. wyniosła 434,3 mln zł. To tylko nieznacznie mniej (-0,9%) niż w ub.r. – czyli w czasie rekordowego sezonu, w którym Polacy bardzo chętnie przeprowadzali remonty w związku zamknięciem gospodarki i przejściem wielu firm na pracę zdalną.

Dynamika sprzedaży osiągnięta przez Grupę Śnieżka na rynku polskim jest jednak lepsza niż dla całego rynku farb i produktów do drewna, który względem ubiegłego roku skurczył się zarówno pod względem wartości, jak i wolumenu. Wynik Grupy w Polsce to rezultat aktywności marketingowo-sprzedażowej, utrzymywania się trendu wybierania droższych, lepszych jakościowo produktów (wyższa sprzedaż farb marki Magnat oraz produktów do drewna marki Vidaron) oraz odpowiednio kształtowanej polityki cenowej.

Dobre wyniki sprzedaży Grupa Śnieżka osiągnęła także na Ukrainie, gdzie przychody (w przeliczeniu na złote) po pierwszych trzech kwartałach 2021 r. wyniosły 62,7 mln (+0,5% r/r). Byłyby one wyższe, gdyby nie niższy rok do roku kurs UAH/PLN, po którym przeliczane są wyniki uzyskiwane na ukraińskim rynku. Na całościowych wynikach sezonu zaważyły przede wszystkim niższe przychody na Węgrzech (117,0 mln zł, -13,1% r/r) oraz na Białorusi (13,8 mln zł, -29,4% r/r).

Kolejny sezon z pandemią w tle

Zakończony niedawno sezon remontowo-budowlany różnił się od dotychczasowych. Z jednej strony był pozbawiony głównej przyczyny szturmu na sklepy budowlane i boomu remontowego, obserwowanego zwłaszcza w maju i czerwcu ubiegłego roku – czyli lockdownów, wprowadzonych wskutek walki z pandemią COVID-19. Z drugiej strony odraczane wówczas wydatki klientów na inne cele, w tym roku zaczęły być realizowane, wpływając na zakupy materiałów remontowych.

Z kolei źródłem dodatkowych kosztów dla producentów jest w tym roku sytuacja na rynku surowców. Szczególnie w połączeniu ze wzrostem kursu EUR/PLN, który dodatkowo zwiększył koszt zakupu surowców używanych do produkcji. Negatywnie na wyniki Grupy wpłynęły również wahania i zmiany kursów walut, w których rozliczane są kontrakty Grupy, szczególnie ukraińskiej hrywny (UAH) i białoruskiego rubla (BYN).

W rezultacie w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2021 r. Grupa Śnieżka osiągnęła skonsolidowany zysk netto w wysokości 64,3 mln zł (-26,9% r/r), zysk na działalności operacyjnej w wysokości 76,6 mln zł (-28,5 r/r) i wynik EBITDA w wysokości 103,4 mln zł (-21,8% r/r). Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 59,8 mln zł (-25,7% r/r).

Za nami bardzo nietypowy sezon, w tym bezprecedensowa skala wzrostu cen surowców i opakowań oraz nieco niższy popyt na wyroby dekoracyjne będący pokłosiem ubiegłorocznego boomu remontowego. W kontekście wyzwań, z którymi przyszło nam się mierzyć, wyniki Grupy Śnieżka za pierwsze trzy kwartały 2021, także na tle rynku, oceniam pozytywnie – skomentował wyniki Piotr Mikrut, prezes zarządu FFiL Śnieżka SA.

Po zakończeniu tzw. wysokiego sezonu, Grupa przygotowuje się na kolejny. W roku 2022 zakończy się rekordowy w historii Śnieżki cykl inwestycyjny, w ramach którego największe nakłady zostały i w najbliższych kilku kwartałach będą poniesione na ukończenie nowego Centrum Logistycznego w Zawadzie k. Dębicy. Jego oddanie do użytku jest zaplanowane na pierwszy kwartał 2022 roku.

Ceny energii rosną jak szalone. Cyfryzacja spowolni?

Przyśpieszona cyfryzacja niefortunnie zbiegła się w czasie z transformacją energetyczną, wzrostem cen gazu oraz kosztów emisji CO2. Dla firm oznacza to w długofalowej perspektywie jedno: utrzymanie infrastruktury IT będzie coraz droższe, a długo odkładane inwestycje w zieloną energię staną się niezbędne.

Tanio już było — tak można określić sytuację na rynku energii. Ceny prądu w całej Europie rosną jak szalone. W Niemczech koszt energii na giełdzie wzrósł od stycznia o około 140 procent, we Włoszech o 340 procent. W Polsce według danych Towarowej Giełdy Energii ceny prądu są najwyższe od 20 lat, a w porównaniu do wiosny 2020 roku prąd jest obecnie sprzedawany trzykrotnie drożej. To jednak nie koniec złych wiadomości.

Podwyżki na horyzoncie

W przyszłym roku zapowiadana przez rząd kilkunastoprocentowa podwyżka opłat nie pozostawia wątpliwości — musimy przygotować się na wyższe ceny. Chodzi zarówno o konsumentów indywidualnych, jak i koszty dla firm. To zła informacja w perspektywie cyfryzacji i inwestycji w nowe technologie, bo koszt energii elektrycznej to obok kosztów zakupu infrastruktury jedna z najważniejszych pozycji na liście wydatków IT. Do tej pory jednak ten koszt był niewysoki.  Szczególnie na tle innych krajów UE.

— Energia elektryczna była w Polsce przez wiele lat znacząco tańsza niż w Europie Zachodniej, w efekcie nie było presji na odpowiednie inwestycje w rozwiązania ograniczające zużycie prądu. Dziś te decyzje mają swoje konsekwencje w postaci wyższych rachunków za energię. Szczególnie widoczne jest to w przypadku niższej klasy biurowców czy serwerowni. Niestety, nic nie wskazuje na obniżkę cen prądu w najbliższym czasie. Powinniśmy raczej przygotować się na dalsze wzrosty będące wypadkową sytuacji międzynarodowej, cen gazu i opłat za emisję CO2. W dłuższym terminie ceny zaczną spadać, o ile przyspieszymy działania na rzecz wdrażania odnawialnych źródeł energii oraz modernizowania i rozszerzania infrastruktury energetycznej, w tym instalowania tzw. mikrosieci energetycznych oraz lokalnych magazynów energii — zwraca uwagę Małgorzata Kasperska z firmy Schneider Electric Polska.

Podwyżki dobrze ilustrują dane Eurostatu, które jasno pokazują, jak zmieniały się ceny energii w Europie. W Polsce w latach 2014-2021 ceny prądu dla klientów komercyjnych wzrosły o ponad 32,3%. W Niemczech w podobnym czasie cena za 1 kWh wzrosła o 13,1%.  Prawdziwą skalę problemu widać jednak w dłuższym okresie. U naszego zachodniego sąsiada od 2010 roku prąd podrożał o niemalże 50%, a w Polsce tylko o około 12,5%. Prąd wciąż jest u nas dużo tańszy niż w Europie Zachodniej (na razie), ale z drugiej strony w większości pochodzi on z elektrowni węglowych. To może zwiastować dalsze podwyżki w perspektywie kolejnych lat.

Tabela 1 Średnie ceny 1 kW na podstawie powszechnie dostępnych danych w serwisie Eurostat.Średnie ceny 1 kW na podstawie powszechnie dostępnych danych w serwisie Eurostat

*Za cenę 1 kWh w Wielkiej Brytanii w I połowie 2021 na potrzeby tabeli uznaliśmy średnią cenę podaną przez brytyjski portal rządowy za okres I kwartału 2021 roku.

Pogodzić się z zieloną energią

Według raportu Aurora Energy Research wykonanego na zlecenie European Climate Foundation, jeśli nie uda się przyspieszyć rozwoju odnawialnych źródeł energii w Europie, ceny uprawnień do emisji CO2 wzrosną o 80%. Natomiast według Instytutu Energii Odnawialnej IEO ceny na polskim rynku nie ustabilizują się do 2025 roku ani nie zaczną spadać przed 2035. Odczują to wszystkie firmy. Za przykład może posłużyć sektor centrów danych. Aktualnie odpowiada on za 2% globalnej konsumpcji energii i wytwarza mniej więcej tyle CO2, co branża lotnicza.

— Przejście na zieloną energię jest nieuniknione. Po pierwsze, narasta presja regulacyjna ze strony państw i Unii Europejskiej. Chodzi o takie inicjatywy jak Europejska Koalicja na Rzecz Ekologicznej Cyfryzacji, które mają za zadanie zdekarbonizować sektor IT do 2040 roku, albo o nowe przepisy i standardy, które pozwolą klientom centrów danych sprawdzić, jaką ich partnerzy osiągają efektywność energetyczną i emisje CO2. Obok regulacji, coraz częściej pojawiają się głosy za tym, żeby na różne sposoby wymuszać modernizacje obiektów. Na przykład niedawno irlandzcy naukowcy postulowali odcięcie emisyjnych centrów danych od publicznej sieci energetycznej w przypadku zimowych niedoborów energii — zwraca uwagę Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, data center zasilanego wyłącznie energią ze źródeł odnawialnych.

Zmiany wymuszą też klienci. Według CloudBolt, 68% dużych firm IT wybierając dostawców usług data center i cloud, bierze pod uwagę ich podejście do środowiska i zrównoważonego rozwoju. 79% jest gotowych dopłacić do energii z OZE.

Zmniejszyć PUE

Jednym z kluczowych dla serwerowni czynników jest efektywność energetyczna, którą najczęściej mierzy się współczynnikiem PUE. W dużym uproszczeniu — im niższe jest PUE, tym mniej prądu zużywa obiekt na zasilenie infrastruktury IT i utrzymanie całego obiektu, a klient płaci niższe rachunki za energię.

Według Uptime Institute od 2018 roku średnia wartość PUE centrów danych nie uległa poprawie (w skali światowej). Od 2018, z wyjątkiem skoku w 2019 roku, PUE plasuje się na poziomie ok. 1.57/1.58. Oznacza to, że na każdą 1 kWh konsumowaną przez serwer średnio centra danych konsumują 1.57 kWh. To dotyczy jednak przede wszystkim wyspecjalizowanych centrów danych. Mniejsze, lokalne serwerownie mogą mieć PUE na znacznie wyższym poziomie.

Koszty energii elektrycznej, obok kosztów sprzętowych i osobowych, stanowią największą pozycję na liście wydatków firm ponoszonych na utrzymanie infrastruktury IT. W polskich warunkach były one jednak do tej pory relatywnie niewysokie. Aktualnie rosnące ceny energii mogą z jednej strony przystopować część projektów tam, gdzie budżet nie przewidywał istotnego wzrostu wydatków na technologie, z drugiej zachęcić do poszukiwania nowych rozwiązań ograniczających zużycie energii — zwraca uwagę Wojciech Stramski.    

Pozostaje jeszcze kwestia lepszego zarządzania własnymi zasobami, których poziom jest bardzo różny w zależności od dostawcy usług. Monitorowanie PUE i konsumpcji energii ciągle nie jest standardem, które mierzy kolejno 70% i 82% obiektów (dane Uptime Institute). Wynika z tego, że prawie co 5 operator nie ma pojęcia, ile zużywa najbardziej kluczowego zasobu, jakim jest prąd. Do tego tylko połowa (51%) mierzy zużycie wody. Zaledwie 40% mierzy stopień wykorzystania serwerów, a jeszcze mniej monitoruje produkcję dwutlenku węgla (33%) i elektrośmieci (25%).

Idą zmiany

Większość profesjonalnych centrów danych operujących w Polsce czy w krajach sąsiednich jak Niemcy operuje na poziomie PUE 1.5-1.6, jednak te wyniki są tylko pewną średnią. W ciągu ostatnich lat zbudowano wiele nowoczesnych i efektywnych energetycznie serwerowni. Niektóre z nich mogą pochwalić się wskaźnikiem PUE na poziomie 1.3 lub niższym.

Na przykład Google do 2030 roku zamierza całkowicie przejść na bez emisyjne źródła energii i posiadać obiekty z PUE na poziomie 1.12. Zielonym centrum danych może pochwalić się również Polska, na którego terenie działają serwerownie Beyond.pl utrzymywane wyłącznie z energii pochodzącej z OZE. Data Center 2 Beyond.pl to jedna z najbardziej efektywnych energetycznie serwerowni w Europie, z PUE na poziomie 1.2.

Aktualnie jest wiele rozwiązań technologicznych, które wspierają mniejsze zużycie prądu i obniżenie produkcji CO2. Jednym z przykładów jest wymiana systemu chłodzenia na zaawansowaną architekturę free cooling, która aż o 25% zmniejsza zużycie energii elektrycznej — zwraca uwagę Małgorzata Kasperska, wiceprezes Secure Power Division MEE Cluster Poland z Schneider Electric Polska.

Jeżeli chcemy osiągnąć neutralność klimatyczną, takich data center w przyszłości powinno powstać zdecydowanie więcej, zwłaszcza jeśli spojrzymy na efektywność niewyspecjalizowanych obiektów. Typowe serwerownie mieszczące się w budynkach firmowych, w biurowcach lub przy fabrykach, nierzadko mają efektywność przewyższającą poziom 2.0 PUE. Ich użytkownicy jako pierwsi odczują wzrost cen energii i zwiększenie kosztów utrzymania infrastruktury IT.

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie cały czas rosną

Publikowany kwartalnie przez firmę Knight Frank indeks Prime Global Cities Index Q3 2021, śledzący ceny nieruchomości luksusowych w 45 największych miastach na świecie, na koniec września 2021, czyli III kwartału, w ujęciu r/r, zanotował średni wzrost cen tych nieruchomości o 9,5%. Główne wnioski płynące z zestawienia i raportu to:

  • Ceny nieruchomości luksusowych na świecie wzrosły średnio o 9,5% w okresie 12 miesięcy do września 2021 roku.
  • Najwyższy wzrost cen, o 26,4% na koniec III kw. r/r, został odnotowany w Miami.
  • 85% miast z zestawienia odnotowało wzrost cen nieruchomości luksusowych na koniec III kwartału 2021 r/r.
  • 35% miast z zestawienia odnotowało wzrost cen nieruchomości luksusowych o ponad 10% w ciągu 12 miesięcy.
  • Spośród europejskich miast najwyższe wzrosty cen w tym okresie zanotowały: Sztokholm (+11%), Genewa (+10,8%), Edynburg (+8,5%), Zurych (+7,6%), Monako (+5%), Dublin (+4,9%), Berlin (+4,7%), Frankfurt (+4,5%), Wiedeń (+3,6%), Paryż (+3,1%), Lizbona (2,4%), Madryt (+2%), Londyn (+0,7%).

Perspektywy zaostrzanej polityki monetarnej i fiskalnej państw i luzowanie obostrzeń dotyczących podróżowania wpłynęły na zwiększone zainteresowanie kupujących inwestowaniem w nieruchomości luksusowe.

Miami ze wzrostem cen nieruchomości luksusowych na poziomie 26,4% jest na szczycie indeksu po raz pierwszy.  Poszukiwanie większego miejsca zamieszkania, perspektywa zamieszkania na wybrzeżu oraz niskie podatki na Florydzie były głównymi czynnikami, które wpłynęły za wzrost zainteresowania nieruchomościami w tym regionie ze strony osób pracujących zdalnie.

Jednakże ceny nie rosną wszędzie. Wybrane światowe metropolie, Nowy Jork (-1,8%) i Dubaj (-3,6%), już kolejny kwartał notują spadki cen. Co prawda ceny odbijają się względem II kwartału 2021 roku, więc można przypuszczać, że po otwarciu granic USA dla obcokrajowców w listopadzie popyt za strony kupujących zacznie rosnąć jeszcze szybciej.

Wyzwania, które powstrzymują europejskie firmy przed digitalizacją ich biznesu

Brak umiejętności technologicznych (27%), opór przed zmianą funkcjonowania organizacji (26%) i brak przejrzystej strategii cyfryzacji (23%) to główne wyzwania, które powstrzymują europejskie firmy przed digitalizacją ich biznesu. Wynika to z badania przygotowanego dla Fellowmind, wiodącego w Europie partnera Microsoft, który pomaga organizacjom wkroczyć do cyfrowego świata dzięki rozwiązaniom chmurowym. The People & Technology Report 2022, zrealizowany przez agencję badawczą Markteffect wśród ponad 3000 managerów i specjalistów IT z 6 krajów europejskich, pokazuje również, że 49% ankietowanych zainwestowało w narzędzia umożliwiające pracę online. Co więcej, ponad jedna trzecia respondentów edukuje i inspiruje swoich pracowników, aby napędzić cyfrową transformację, a 31% zatrudnia specjalistów z doświadczeniem lub tzw. cyfrowych tubylców, przygotowując się na przyszłość.

Żyjemy w fascynujących czasach, w których cyfryzacja idzie w parze ze zmianą kulturową. Wyniki naszego badania pokazują, że chociaż świat po pandemii staje się wyraźnie cyfrowy, wiele firm początkowo nie było przygotowanych na zmiany. W ciągu ostatniego półtora roku organizacje zrealizowały liczne inwestycje w infrastrukturę cyfrową i zwiększenie kompetencji technologicznych pracowników. Ten wniosek potwierdza naszą wizję, że biznes niecyfrowy zniknie w ciągu kilku lat, ponieważ już dziś technologia odgrywa istotną rolę w każdej organizacji. Mając to na uwadze, ważne jest, aby ludzie zrozumieli nowoczesne rozwiązania i skorzystali z ich pomocy. Naszą misją jest wspieranie klientów w transformacji ich biznesu, wkraczając w erę cyfrową, gdzie człowiek i technologia idą w jednym kierunku. – Emiel Putman, założyciel i CEO Fellowmind

Wpływ COVID-19

Jak wynika z badania People & Technology Report 2022, 86% respondentów z Polski przyznaje, że COVID-19 wzmocnił trend na cyfrową transformację. Pandemia w najmniejszym stopniu wpłynęła na przyspieszenie procesów digitalizacyjnych w Holandii – blisko 30% respondentów przyznało, że trwająca pandemia nie warunkowała tempa cyfryzacji w ich firmach.

Najczęściej wykorzystywanym sposobem na wdrażanie innowacji i przyspieszenie digitalizacji w większych organizacjach (ponad 1000 pracowników) okazało się inwestowanie w zespół. Prawie połowa (43%) decydentów w obszarze IT zatrudnia specjalistów na stanowiska seniorskie, a 44% rekrutuje cyfrowych tubylców. Blisko 38% respondentów decyduje się na szkolenie i inspirowanie zespołu, podczas gdy na przyjmowanie nowych pracowników stawia 31% z nich.

Raport pokazuje, że polskie firmy najchętniej napędzają cyfrową transformację poprzez wewnętrzne szkolenia i inspirowanie pracowników. Na takie rozwiązanie stawia 40% ankietowanych. Wyraźnie mniejszą popularnością cieszy się zatrudnianie specjalistów, na które decyduje się 24% organizacji. Prawdopodobnie dysproporcja wynika z chęci utrzymania ciągłości biznesu, a także braku poszukiwanych kompetencji na rynku i utrudnionych procesów rekrutacyjnych. – Daniel Olejniczak, Fellowmind Poland

Fińskie i duńskie firmy w czołówce pod względem IA

Około połowa ankietowanych (46%) z badanych krajów (Holandia, Niemcy, Szwecja, Polska, Dania i Finlandia) wykorzystuje sztuczną inteligencję w komunikacji z klientami lub własnych usługach. Pod tym względem wyraźnie przodują Finlandia (76%) i Dania (73%). Ponadto prawie trzy czwarte fińskich i duńskich managerów i specjalistów IT korzysta z robotyki. Średnia dla wszystkich lokalizacji to 43%.

Dla porównania mniej niż jedna czwarta respondentów w Holandii korzysta ze sztucznej inteligencji (22%) lub robotyki (22%). Co więcej, blisko połowa decydentów nie ma w planach inwestycji w takie rozwiązania. Brak zainteresowania wynika przede wszystkim z obaw o wysokie koszty wdrożenia i niedostrzegania realnych korzyści.

Aktualnie z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji korzysta w Polsce 31% organizacji. Optymizmem napawa fakt, że blisko 40% firm jeszcze ich nie wdrożyło, ale ma to w planach. Ponad trzy czwarte respondentów deklaruje, że inwestycja nastąpi w ciągu 2 lat. Polski biznes coraz częściej docenia korzyści związane z implementacją nowoczesnych technologii i nic nie wskazuje na to, aby cyfrowa transformacja miała się zatrzymać – Daniel Olejniczak, Fellowmind Poland

Sztuczna inteligencja popularna wśród największych firm i w branży finansowej

Sztuczna inteligencja oraz robotyka są na ogół bardziej rozpowszechnione wśród największych organizacji, głównie ze względu na większe budżety i chęć inwestowania środków. Ponad połowa respondentów z mniejszych firm (2-50 pracowników) nie korzysta z rozwiązań AI (52%) czy robotyki (59%). Najczęściej rezygnują z wdrażania tego rodzaju innowacji, ponieważ nie dostrzegają związanych z tym korzyści.

Z raportu Fellowmind wynika, że ponad trzy czwarte ankietowanych reprezentujących sektor finansowy (76%) korzysta z narzędzi na bazie sztucznej inteligencji, aby poprawić komunikację z klientami lub swoje usługi. Niewiele mniej (70%) respondentów deklaruje wspieranie procesów biznesowych robotyką. Takie rezultaty zdecydowanie wyróżniają rynek finansowy na tle pozostałych. Średnia dla reszty branż, zarówno w przypadku AI, jak i robotyki, nie przekracza 50%.

Zonifero pozyskało 2,35 mln zł w ramach oferty publicznej

W zakończonej właśnie ofercie publicznej 101 inwestorów zainwestowało w akcje startupu Zonifero poprzez platformę crowdfundingową StockAmbit. Spółka osiągnęła 94% celu maksimum pozyskując z rynku w sumie 2.350.450 zł. Zonifero to cyfrowa platforma zapewniająca wsparcie pracownikom i pracodawcom w nowej rzeczywistości pracy hybrydowej. Ambicją startupu jest w przeciągu 5 lat znaleźć się w globalnym top 3 światowych rozwiązań technologicznych wspierających pracę biurową, a przeprowadzona zbiórka publiczna stanowiła ważny krok w tym kierunku. zonifero

Zapisy na akcje Zonifero przy wycenie pre-money na poziomie 12 mln zł trwały od 26 października do 9 listopada. Do głównych czynników budujących wartość spółki należą przede wszystkim zrealizowane już wdrożenia w biurowcach czołowych deweloperów w Polsce (Echo Investment, Cavatina Holding, Skanska), wspieranie pracowników najbardziej innowacyjnych pracodawców na rynku (Żabka, Avon, Wirtualna Polska, Aion Bank) oraz potencjał rozwoju dzięki synergiom w obszarach PropTech, WorkTech i HRTech.  Środki z oferty publicznej będą dedykowane zwiększeniu skali działania Zonifero poprzez dalszy rozwój oprogramowania oraz rozbudowę globalnych kanałów sprzedaży.

Chciałbym podziękować inwestorom za zaufanie, jakim nas obdarzyli. Wasze zaangażowanie pozwoli nam nadal rosnąć i rozwijać nasze dziś już wspólne przedsięwzięcie. Nabywając akcje staliście się częścią naszej Zoniferowej społeczności jako współwłaściciele firmy. Dla mnie to nie tylko duża odpowiedzialność, ale przede wszystkim ogromne wyzwanie. Z Wami na pokładzie rozpoczynamy proces zmian, które mają zapewnić nam dynamiczny rozwój na globalną skalę. Jednak wszystko to, nie byłoby możliwe bez zespołu, który mamy na pokładzie, któremu także chciałem bardzo podziękować za dotychczas wykonaną pracę – mówi Jacek Ratajczak, CEO Zonifero.

Zakończona z sukcesem kampania pozwoli spółce w pierwszej kolejności na poprawienie Customer Experience aplikacji, czyli udoskonalenie sposobu korzystania przez użytkowników z samego rozwiązania. Kolejnym celem będzie uruchomienie wersji aplikacji w modelu self-service SaaS, który pozwoli szybciej wdrażać rozwiązanie u klientów, niezależnie od ich lokalizacji. Zmiana ta jest kluczowym elementem w globalnej strategii rozwoju sprzedaży Zonifero. Dzięki niej klienci będą mogli samodzielnie wdrażać rozwiązanie w jego podstawowej wersji, co z kolei przyczyni się do popularyzacji produktu. Trzeci element, na który spółka zamierza przeznaczyć pozyskane środki, to skalowanie biznesu na globalnych rynkach.

Obecnie z aplikacji Zonifero korzysta ponad 20 tys. użytkowników, a powierzchnia biur wyposażonych w rozwiązanie przekracza 200 tys. mkw. Zonifero pozwala pracownikom między innymi na zarezerwowanie tak zwanego gorącego biurka, sali konferencyjnej czy miejsca parkingowego.  Spółka realizowała z sukcesem wdrożenia nie tylko w Polsce, ale również w Singapurze, we Francji, na Węgrzech, w Czechach i Belgii.

W kolejnym kroku Zonifero zamierza zostać spółką notowaną na rynku NewConnect. Według planów, wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku alternatywnym warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych spółka zamierza złożyć w 2022 roku.

Pekao S.A. i KUKE S.A. wspólnie zaoferują eksporterom nowe rozwiązania

Bank Pekao i KUKE podpisały dziś porozumienie, mające na celu wdrożenie nowych produktów ubezpieczeniowych i gwarancyjnych w ramach nowego systemu wsparcia eksportu, dzięki któremu klienci Banku będą mieli zapewnioną nie tylko bezpieczną wymianę handlową, ale otrzymają dodatkowe instrumenty przyczyniające się do rozwoju ich działalności eksportowej.

Pekao S.A. współpracuje z KUKE od 2018 roku, korzystając z produktów ubezpieczeniowych w zakresie wspierania polskich eksporterów zarówno w obszarze finansowania handlu, jak
i eksportu krajowych dóbr i usług. Rozwój współpracy pomiędzy Bankiem a KUKE zaowocował w minionych latach korzystaniem przez Pekao z pełnej gamy produktów ubezpieczeniowych, dostępnych w ramach systemu gwarantowanych przez Skarb Państwa ubezpieczeń eksportowych, dzięki czemu klienci Banku zyskali kolejną możliwość zaistnienia na rynkach zagranicznych, realizując liczne kontrakty o istotnym znaczeniu i wartości dla rozwoju prowadzonych przez nich biznesów.

Celem podpisanego dziś przez Pekao S.A. i KUKE S.A. porozumienia jest wdrożenie nowego systemu wsparcia eksportu, a tym samym zapewnienie polskim przedsiębiorcom – klientom Banku dalszej bezpiecznej wymiany handlowej zarówno w kraju, jak i za granicą oraz dostarczenie im nowych instrumentów, rozszerzających wachlarz możliwości finansowania rozwoju ich działalności eksportowej. Wdrożenie nowego systemu wsparcia eksportu, dostosowanego do potrzeb przedsiębiorców, jak też instytucji finansujących, umożliwi polskim eksporterom korzystanie z instrumentów finansowania działalności bieżącej oraz inwestycyjnej, do których szerokiego dostępu nie mają póki co ich konkurencji z krajów Unii Europejskiej.

Pekao od lat niezwykle intensywnie wspiera swoich klientów w zagranicznej działalności biznesowej. Umożliwiamy im bowiem korzystanie z szerokiego portfolio produktów oraz usług finansowych, wnosząc tym samym wkład w rozwój siły polskiego eksportu
i umacnianie siły marki „Made in Poland” na świecie. Jest to element biznesowego DNA Banku Pekao od początku jego istnienia. Zacieśnienie współpracy z KUKE z pewnością będzie miało pozytywny wpływ na aktywności zagraniczne naszych klientów, którym będziemy mogli zaproponować rozwiązania jeszcze pełniej odpowiadające ich potrzebom –
powiedział Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Jednym z filarów strategii biznesowej naszego Banku jest zaangażowanie na rzecz rozwoju polskiej gospodarki, w tym ekspansji międzynarodowej krajowych przedsiębiorstw. Porozumienie zawarte pomiędzy Pekao S.A. a KUKE to kolejny krok na drodze do realizacji tego celu. Podpisane dziś memorandum sprawi, że w naszej ofercie – obok klasycznych produktów finansowania zagranicznych polskich dóbr o charakterze inwestycyjnym – znajdą się również kredyty przeznaczone na finansowanie inwestycji krajowych, generujących eksport, zabezpieczone przez KUKE gwarancjami ubezpieczeniowymi czy też instrumenty finansowania dłużnego przeznaczone na zakup aktywów zagranicznych, korzystające ze wsparcia w postaci polisy ubezpieczeniowej. W ramach finansowania działalności obrotowej, związanej z realizacją kontraktów eksportowych, będziemy mogli zaoferować także produkty kredytowe finansujące łańcuch dostaw z zabezpieczeniem w postaci gwarancji – podkreśla Jerzy Kwieciński, Wiceprezes Banku Pekao S.A., nadzorujący Pion Bankowości Korporacyjnej, Rynków i Bankowości Inwestycyjnej.  

Pekao S.A. –  już od kilku miesięcy – uczestniczy w procesie wdrażania znowelizowanego systemu wsparcia eksportu, wypracowując wraz z KUKE – w drodze konsultacji – warunki funkcjonowania nowych rozwiązań produktowych.

Janusz Władyczak, Prezes Zarządu KUKE, zwraca uwagę, że nowe rozwiązania pozwalają bankom znacząco rozszerzyć zakres finansowania klientów bez ponoszenia większego ryzyka, umożliwiając ich szybszy rozwój. – Polskie firmy za pośrednictwem banków zyskują możliwości zwiększające ich przewagi w rywalizacji na międzynarodowych rynkach, otrzymując dostęp do wyższych i atrakcyjniejszych cenowo kredytów na rozbudowę swojego potencjału eksportowego. Zyskują na tym wszystkie strony, w tym cała polska gospodarka i to w sytuacji istotnej niepewności na rynku wywołanej trwającą pandemią, problemami z zapewnieniem dostaw komponentów czy cenową huśtawką surowców i materiałów. Klienci Pekao S.A. otrzymują dzięki współpracy Banku z KUKE kompletny zestaw narzędzi, który zapewni im na lata bezpieczne finansowanie transakcji handlowych, transakcji przejęć na innych rynkach oraz inwestycji w kraju i za granicą – podkreśla Janusz Władyczak.

Funt najdroższy od ponad 5 lat

Złotówka wciąż jest w odwrocie z powodu ucieczki kapitału ze strefy euro. Zyskuje nie tylko dolar, któremu dane pozwalają osiągać kolejne szczyty. Na fali wzrostu oczekiwań podwyżek stóp w górę idzie funt i notuje istotne rekordy.

Lepsze dane pchają dolara

Ostatnimi dniami niemal codziennie widzimy nowe szczyty dolara. Wczorajsze zawdzięczamy najprawdopodobniej dobrym danym makroekonomicznym. Sprzedaż detaliczna rośnie o 1,7% wobec oczekiwanych 1,4%. Z kolei produkcja przemysłowa wzrosła o 1,6% wobec oczekiwanych 0,7%. Efektem tych danych jest dalsze umacnianie się dolara. Za jedno euro płaci się już tylko dolara i trzynaście centów. Dolar drożeje również względem złotego. Jego cena osiągnęła dzisiaj już 4,12 zł.

Wzrost cen na Wyspach

Rano poznaliśmy wskaźnik inflacji w Wielkiej Brytanii. Jak niemal wszystkie odczyty w tym miesiącu również ten przekroczył oczekiwania analityków. Ceny rosną o 4,2% w ujęciu rocznym, co jest wzrostem o ponad procent w skali miesiąca. Analitycy przyjmują to jednak za dobrą wiadomość, widząc przestrzeń do podwyżek stóp procentowych na Wyspach. To właśnie te oczekiwania powodują, że funt zyskuje na wartości. Wzrosty są na tyle silne, że jesteśmy obecnie świadkami kolejnych maksimów funta względem euro od początku brexitu. Funt jest również najdroższy względem złotego osiągając 5,53 czyli najwyższy poziom od ponad 5 lat.

Węgrzy podnoszą stopy procentowe

Bank Węgier kontynuuje politykę stabilnych, aczkolwiek wolnych, wzrostów stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu podniesiono stopy zgodnie z oczekiwaniami o 0,3%. Wartość ta może wydawać się relatywnie nieduża, ale trzeba pamiętać, że Węgrzy konsekwentnie podnoszą stawki. Obecnie wynosi ona 2,1% i jest o 0,85% wyższa niż w Polsce. Ruch ten został doceniony przez rynki, a forint zyskiwał po publikacji. Najwyraźniej część inwestorów obstawiała niższy wzrost stóp na tym posiedzeniu. Poprzednim razem stopy rosły o 0,15%, aczkolwiek przyspieszenie inflacji z pewnością powoduje większą presję na wzrost stóp.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

65% konsumentów wybierze centrum handlowe posiadające politykę zrównoważonego rozwoju i dbające o środowisko

Ponad 70% właścicieli lub zarządców centrów handlowych potwierdza, że w ich firmach została wdrożona polityka zrównoważonego rozwoju, a 85%, że w strategii ich firm uwzględniony został zrównoważony rozwój w bieżącym zarządzaniu projektami – wynika z raportu “ESG w branży nieruchomości handlowych” przygotowanego przez firmę doradczą PwC we współpracy z Polską Radą Centrów Handlowych oraz Inquiry. Raport przedstawia wyniki dwóch niezależnych ankiet dotyczących kwestii zrównoważonego rozwoju: jednej przeprowadzonej wśród właścicieli i zarządców obiektów handlowych oraz innych firm działających w branży centrów handlowych oraz drugiej skierowanej do konsumentów. 65% z ankietowanych przez agencję Inquiry konsumentów deklaruje, że wybierze centrum handlowe posiadające politykę zrównoważonego rozwoju i dbające o środowisko, a prawie 60% konsumentów jest gotowych zmienić swoje centrum handlowe na inne, gdyby wdrażało politykę ESG.  

ESG to skrót oznaczający czynniki, w oparciu o które są tworzone wskaźniki i oceny pozafinansowe m.in. przedsiębiorstw. Skrót pochodzi od słów: Environmental (środowisko), Social (ład społeczny) oraz Corporate Governance (ład korporacyjny). Rynki finansowe, inwestorzy i zarządzający stosują je do oceny działań firm, przyszłych wyników finansowych i ekspozycji na ryzyka wewnętrzne i zewnętrzne, gdyż pozwalają uzyskać pełniejszą i wiarygodniejsza informację o kondycji firmy, jej zarządzaniu, relacji z interesariuszami oraz długoterminowym profilu przychodów i ryzyk. Autorzy raportu wskazują, że elementy związane z ESG już teraz stanowią istotną część zrównoważonego modelu biznesowego firm działających w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Spojrzenie makroekonomiczne

Liczne regulacje unijne i krajowe, a także rekomendacje instytucji międzynarodowych napędzają trwającą globalnie transformację gospodarek światowych w kierunku odpowiedzialnego, zrównoważonego biznesu, a Unia Europejska dąży do przekierowania kapitału (np. w formie dotacji) w kierunku przedsiębiorców uwzględniających czynniki ESG w swojej działalności. Te dwa aspekty motywują wiele firm do zajęcia się tematem i wdrożenia ESG.

„W najbliższych latach sukces przedsiębiorstwa nie będzie możliwy bez uwzględnienia czynników ESG w codziennym funkcjonowaniu. Co więcej, firmy, które w rzetelny sposób wdrożą strategie oparte na zrównoważonym rozwoju, zyskają w perspektywie długoterminowej. Ich postrzeganie oraz wycena rynkowa zdecydowanie się umocnią” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC.

„Środowisko regulacyjne dla obszaru zrównoważonego rozwoju szybko się tworzy na poziomie unijnym, jak i krajowym oraz jest dobrym wyznacznikiem nadchodzących zmian w sferze biznesu” – dodaje Cezary Żelaźnicki, partner zarządzający w PwC Legal.

Według ankietowanych zarządców najważniejszymi zagadnieniami dla zrównoważonego rozwoju nieruchomości jest zmniejszenie ilości odpadów oraz pozyskiwanie energii ze źródeł alternatywnych. Ważne są również optymalizacja budynku i jego otoczenia oraz działania marketingowe dla zrównoważonego rozwoju. Kolejnym, mniej istotnym w ich ocenie zagadnieniem jest ograniczanie ruchu samochodami spalinowymi osób dojeżdżających do obiektów handlowych. Eksperci Polskiej Rady Centrów Handlowych podkreślają między innymi aspekty skłaniające zarządców i właścicieli centrów handlowych do modernizacji budynków w kierunku zrównoważonego rozwoju. Z badania przeprowadzonego przez stowarzyszenie wynika, że klienci oraz najemcy oczekują zmian w tym zakresie, a centra handlowe chętnie zwracają swoje zainteresowanie w kierunku optymalizacji (np. zużycia mediów, segregacji odpadów). PRCH podkreśla także, że instytucje finansujące centra handlowe stosują zachęty w tym zakresie udzielając np. korzystniejszych kredytów podmiotom, których polityka lepiej realizuje cele klimatyczne.

Konsumenci wobec zrównoważonego rozwoju

Z wyników badań agencji Inquiry dla PRCH, przedstawionych w raporcie wynika, że 85% konsumentów uważa, że centra handlowe powinny prowadzić działania na rzecz ekologii, ochrony środowiska oraz zrównoważonego rozwoju.  Obecnie takie działania prowadzi lub zamierza prowadzić w różnym zakresie nawet 95% zarządców i właścicieli, a w działaniach marketingowych uwzględnia je w różnym stopniu 91% z nich. Dostrzega je jednak na razie  38% konsumentów (przy 24% odpowiedzi „nie pamiętam”), co pokazuje, że sposób komunikacji tych działań pozostaje dla branży ważnym wyzwaniem.

„W dobie dynamicznych przemian społecznych, kulturowych i klimatycznych jednym z najważniejszych obszarów zainteresowania dla społeczeństw, rządów, ale także dla biznesu staje się zrównoważony rozwój, czy szerzej ESG. Raportem, który przedstawiamy, chcemy zainicjować rozmowę o wspólnych dla branży celach: inwestycyjnych, operacyjnych, marketingowych, o relacjach między wynajmującymi i najemcami oraz społecznej roli obiektów.  Jej celem jest zbudowanie bazy wiedzy oraz zbioru dobrych praktyk, które w przyszłości pozwolą na odpowiedzialne i przemyślane przedstawienie rekomendacji dla polskiego sektora nieruchomości komercyjnych” – mówi Jan Dębski, Prezes Zarządu Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Emotet powraca. Interwencja Interpolu okazała się nieskuteczna

Na początku 2021 roku Europol oraz organy ścigania ośmiu krajów połączyły siły, by zlikwidować rozproszoną infrastrukturę dystrybuującą malware Emotet. Akcja przeprowadzona w ramach Europejskiej Multidyscyplinarnej Platformy Przeciwko Zagrożeniom Przestępczym (EMPACT), była niezwykle skomplikowanym zadaniem, którego powodzenie uzależnione było od precyzyjnej koordynacji działań wszystkich służb. Niestety, najpopularniejsze szkodliwe oprogramowanie 2020 roku powróciło, a do jego dystrybucji wykorzystano malware, który jeszcze w zeszłym roku był dostarczany przez Emotet.

– Emotet, najbardziej udany botnet w historii cyberprzestrzeni, powraca po głośnym zamknięciu jego globalnej aktywności niemal 10 miesięcy temu. To właśnie Emotet był odpowiedzialny za eksplozję popularności ukierunkowanego oprogramowania ransomware, którą widzieliśmy w ciągu ostatnich trzech lat, a jego powrót może prowadzić do dalszego wzrostu liczby takich ataków – wyjaśnia Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software.

Jak donoszą eksperci cyberbezpieczeństwa, do nowej dystrybucji Emoteta wykorzystano obecnie najpopularniejszy na świecie typ malware’u, czyli trojana Trickbot. Co ciekawe, w przeszłości to właśnie Emotet odpowiadał za infekcje trojanem…

– Nic dziwnego, że Trickbot i jego infrastruktura są wykorzystywane do wdrażania odrodzonego Emotetu. To nie tylko skróci czas, jaki zajęłoby Emotetowi zbudowanie wystarczająco znaczącego przyczółka w sieciach na całym świecie, ale także znak, że podobnie jak za dawnych czasów, Trickbot i Emotet są zjednoczeni jako partnerzy w cyberprzestępczości – dodaje ekspert Check Pointa.

Emotet, który niegdyś funkcjonował jako trojan bankowy, stał się w pełni rozwiniętym botnetem, będąc najbardziej udanym i rozpowszechnionym złośliwym oprogramowaniem roku 2020. Dane z ThreatCloud firmy Check Point Research wskazywały, że w zeszłym roku Emotet zaraził aż 19% firm na całym świecie. Botnet zyskał swoją reputację dzięki wysoce zorganizowanemu przestępczemu modelowi biznesowemu – zamiast działać w pojedynkę, hakerzy stojący za Emotetem zdecydowali się współpracować z innymi grupami cyberprzestępczymi, twórcami Trickbota i Ryuk ransomware. Zdaniem ekspertów firmy Check Point Software, aktywność Emoteta osiągnęła szczyt w okresie od sierpnia do października 2020 roku, odnotowując średnio 47 000 prób infekcji każdego miesiąca.

Zorganizowanie przedstawicielstwa handlowego w Polsce a podatek u źródła

Zorganizowanie przedstawicielstwa handlowego w Polsce a podatek u źródła – interpretacja z dnia 4 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-3.4010.185.2021.2.PC.

Przedsiębiorcy produkujący towary często decydują się, by zlecić działalność handlową na zewnątrz organizacji, opierając się na systemie premii za sprzedaż produktów. Takie rozwiązanie pomaga w ekspansji na zagraniczne rynki, motywuje sprzedawców, ogranicza koszty personalne i minimalizuje konieczność rozliczania ich w różnych krajach. Dodatkowo przedsiębiorca nie musi rejestrować się na potrzeby podatku VAT. Są to oczywiste korzyści z takiego modelu współpracy, jednak istnieją też pewne ograniczenia. Świadczenie usług pośrednictwa może prowadzić do opodatkowania przychodów podatkiem u źródła. Problematyką tą zajął się Dyrektor Krajowej Izby Skarbowej w interpretacji z dnia 4 sierpnia 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-3.4010.185.2021.2.PC.

Stan faktyczny interpretacji

Sprawa interpretacyjna dotyczyła spółki będącej producentem różnych towarów, która planowała podpisać umowy pośrednictwa handlowego, dzięki którym handlowcy pozyskiwaliby klientów z różnych rynków na zakup towarów spółki. Przedstawiciel poza poszukiwaniem klientów zobowiązany byłby także do reprezentowania spółki, udziału w targach, negocjowania umów czy przyjmowania zamówień. Wynagrodzenie za pośrednictwo określane byłoby jako procent zrealizowanej sprzedaży. Co do zasady przedstawiciele handlowi mieliby być podmiotami zagranicznymi.

W związku z taką formą współpracy z przedstawicielami handlowymi spółka chciała upewnić się, czy zajdzie konieczność rozliczenia podatku u źródła oraz czy w związku z tym niezbędne będzie posiadanie certyfikatów rezydencji.

Świadczenia objęte podatkiem u źródła

Spółka w przedstawionym stanie faktycznym twierdziła, że usługi pośrednictwa handlowego nie zostały bezpośrednio wskazane w art. 21 ust. 1 ustawy o CIT oraz że nie stanowią usług o podobnym charakterze do usług wymienionych w tym artykule.

W art. 21 ust. 1 ustawy o CIT zostały wymienione kategorie przychodów nierezydentów, które podlegają opodatkowaniu podatkiem u źródła w Polsce. Zasadniczo kategorie można podzielić na dwie grupy, tj. świadczenia wyraźnie nazwane i wymienione bezpośrednio w dyspozycji tego przepisu oraz świadczenia o podobnym charakterze do świadczeń wymienionych w ust. 2a tegoż artykułu. W celu ustalenia, czy świadczenie ma podobny charakter, należy przeanalizować postanowienia umowy oraz zakres faktycznie wykonywanych usług. Sama nazwa świadczenia zasadniczo nie ma znaczenia i nie powinna przesądzać o kwalifikacji usług.

Usługi pośrednictwa objęte podatkiem u źródła

W interpretacji z dnia 4 sierpnia 2021 r. nr 0111-KDIB1-3.4010.185.2021.2.PC organ podatkowy wskazał, że przepisy ustawy o CIT nie definiują pojęć: „usług pośrednictwa”, „usług marketingowych” oraz „usług reklamowych”, „usług badania rynku” oraz „usług doradczych”, dlatego powszechną praktyką jest odwoływanie się do językowej definicji tych pojęć, która to wykładnia ma zasadniczo pierwszeństwo przed wykładnią systemową i celowościową.

W ocenie organu czynności podejmowane przez pośredników handlowych polegające na organizowaniu sprzedaży produktów na określonym terenie stanowią usługi podobne do usług reklamowych, badania rynku oraz usług doradczych. Organ zauważył, że opisane czynności sprowadzają się do pozyskania nowych klientów i utrzymywania kontaktów z dotychczasowymi nabywcami. Organ rozszerzył stan faktyczny opisany przez wnioskodawcę i wskazał, że w jego ocenie nie jest możliwe prowadzenie pośrednictwa handlowego bez reklamowania produktów, zachęcania klientów do jego nabycia, czyli wykonywania usług podobnych do usług reklamowych. Dodatkowo w ocenie organu pośrednik handlowy musi w swojej pracy prowadzić permanentne rozeznanie rynku, co świadczy o wykonywaniu usług podobnych do badania rynku. Ostatecznie doradza on także klientom w sprawie zakupu, finansowania, umowy etc., przez co świadczy usługi podobne do doradczych.

Podsumowując, organ podatkowy w interpretacji uznał świadczenia wykonywane przez pośrednika handlowego za podobne do usług wymienionych w art. 21 ust. 1 ustawy o CIT, co prowadzi do opodatkowania przychodów z tych usług podatkiem u źródła w Polsce wg stawki 20%.

Certyfikat rezydencji

Powyższy reżim podatku u źródła łagodzi nieco instytucja certyfikatów rezydencji. Certyfikat rezydencji jest dokumentem wystawianym przez zagraniczną administrację podatkową, który potwierdza miejsce rezydencji podatnika. Innymi słowy, organ podatkowy innego kraju potwierdza, że dany podmiot jest rezydentem tego właśnie kraju i tam rozlicza podatki. Zgodnie z art. 26 ust. 1 ustawy o CIT zastosowanie korzystniejszych stawek wynikających z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (w przypadku usług pośrednictwa będzie to zwolnienie z podatku u źródła) uzależnione jest od przedstawienia ważnego certyfikatu rezydencji podatkowej. Na powyższe zwrócił uwagę organ podatkowy, w omówieniu niniejszej interpretacji.

Na marginesie warto zaznaczyć, że przepisy w zakresie podatku u źródła, które weszły w życie w 2019 r., wymagają od podatników dochowania należytej staranności przy płatnościach zagranicznych z uwzględnieniem skali prowadzonego biznesu. Innymi słowy, polscy rezydenci wypłacający zagraniczne należności objęte regulacjami podatku u źródła powinni dokładnie zweryfikować zarówno płatności, jak i swojego kontrahenta – pod kątem prowadzenia rzeczywistej działalności w kraju swojej rezydencji, a także bycia beneficjentem wypłacanych należności. Powszechną praktyką w tym zakresie jest pozyskiwanie oświadczeń od kontrahentów zagranicznych, które potwierdzałyby spełnienie powyższych kryteriów. Dobrą praktyką jest także formalne spisanie podejmowanych działań wykonywanych w celu weryfikacji płatności zagranicznych w ramach oficjalnej procedury określającej zakres odpowiedzialności za poszczególne etapy weryfikacji.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Akcyzą w wino

To już niemal pewne: od 1 stycznia przyszłego roku produkty winiarskie będą droższe. Powód? Rządowe plany podniesienia akcyzy na alkohol, papierosy i tzw. wyroby nowatorskie. Sejm przyjął już nowelizację ustawy o podatku akcyzowym. Teraz czeka jeszcze na rozpatrzenie Senatu.

 Zdumiewa zawrotne tempo, w jakim procedowany jest ten projekt i to, że obejmuje on także wino – mówią szefowie firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. W kilkunastu krajach Unii Europejskiej za wino nie  płaci się akcyzy. A wszystko po to, aby wspierać kulturę konsumpcji wina, którego zwyczajnie nie stawia się tam w jednym rzędzie z piwem czy napojami spirytusowymi…

Ekspresowe tempo

W projekcie ustawy o podatku akcyzowym zaplanowano stopniowe podnoszenie akcyzy na używki w ciągu najbliższych sześciu lat.  Podatek akcyzowy od wina, napojów fermentowanych  i wyrobów pośrednich wzrośnie o 10% w 2022 r. oraz po 5% co roku, aż do 2027 r., czyli łącznie aż o 40%. Uzasadnienie? Realizacja  zadań  w zakresie polityki prozdrowotnej.

– To już kolejny raz, gdy przedsiębiorcy są zaskakiwani –  w ostatnich miesiącach roku –  informacją o planach podwyżki stawki akcyzy od początku roku kolejnego – mówi Magdalena Zielińska, Prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. – Podobna, trudna sytuacja miała miejsce dwa lata temu. Konsultacje społeczne przeprowadzone zostały w ekspresowym tempie. Na wyrażenie swojej opinii dostaliśmy jedynie tydzień. To stanowczo za krótko, jak na tak ważną kwestię i tak istotne zmiany – uważa Prezes ZP PRW.

Już po dwóch tygodniach od przekazania do konsultacji społecznych, projekt skierowany został do Sejmu, który przyjął go w ciągu tygodnia. Teraz ustawa oczekuje jeszcze na  rozpatrzenie w Senacie.

W oficjalnym stanowisku ZP PRW, przekazanym do Ministerstwa Finansów, czytamy: Przeciętny Polak spożywa rocznie ok. 6,5 l wszystkich wyrobów  winiarskich (zarówno gronowych, jak i owocowych – w tym win owocowych i cydrów, a także miodów pitnych). To nieporównywalnie mniej niż innych napojów alkoholowych, np. piwa, którego wypija się niemal 100 l rocznie. Jesteśmy na ostatnich miejscach w Unii Europejskiej pod względem konsumpcji wina. Traktowanie jedną miarą wszystkich napojów alkoholowych i nakładanie na nie takiej samej podwyżki akcyzy, dyktowanej troską o zdrowie publiczne, nie wydaje się logiczne. Wprawdzie napoje te mają wspólny mianownik jakim jest zawartość etanolu, jednak występuje  wyraźna różnica w modelu ich konsumpcji – w tym jak, w jakich ilościach, w jakich sytuacjach i w jakim celu się je spożywa. Wino zdecydowanie wyróżnia się pod tym względem spośród innych napojów alkoholowych (…).

Po wino za granicę?

W 14 krajach Unii Europejskiej podatek akcyzowy na wino jest zerowy. W ten sposób wykorzystano możliwość wpływu na strukturę spożycia poszczególnych alkoholi, a w konsekwencji –  na kulturę konsumpcji. Wino traktowane jest tam w sposób szczególny.

Wino jest uniwersalnym trunkiem, złożonym smakowo, przyjaznym kulinariom, łagodnym w działaniu, sprzyjającym budowaniu relacji społecznych, dającym powód do długich rozmów o wielu aspektach życia… Ani wódka, ani piwo, nie rozbudzają tylu zmysłów jednocześnie – mówi Artur Boruta, Dyrektor Generalny Domu Wina.

Wino jest produktem bardziej wyszukanym, szlachetnym, subtelnym niż pozostałe napoje alkoholowe. W wielu krajach winiarskich wino jest  ikoną  eksportu i dobrem narodowym. Regiony Bordeaux, Alzacji czy  Piemontu nieodzownie kojarzą się w winem. Dbanie o  jakość produktu  potwierdzona jest w różnego rodzaju przepisach krajowych czy unijnych – dodaje z kolei Grzegorz Bartol, Wiceprezes firmy Bartex.

Podwyższenie akcyzy będzie zatem ciosem zadanym rozwijającej się dopiero kulturze konsumpcji wina w Polsce.

– Już teraz stawki akcyzowe w naszym kraju powodują, że wino w Polsce  jest droższe niż u naszych sąsiadów – mówi Jakub Nowak, Prezes firmy JNT Group. –  Podniesienie tego podatku spowoduje więc dalszy wzrost cen, a tym samym spadek konkurencyjności wina sprzedawanego w naszym kraju.

 

Przedsiębiorcy z branży winiarskiej zwyczajnie obawiają się też, że sytuacja będzie motywowała polskich konsumentów do bezpośrednich zakupów tańszego wina za granicą.

 

– Należy pamiętać, że zgodnie z obowiązującym prawem, każdy Polak może przewieźć przez granicę 90 litrów wina. Wystarczy więc jeden większy samochód osobowy z pięcioma osobami, aby z Czech czy Niemiec trafiło do kraju 450 litrów wina tańszego o akcyzę, od którego nie zostaną odprowadzone do budżetu naszego państwa podatki: VAT, dochodowy i akcyza. Taka sytuacja ma miejsce już obecnie i można się spodziewać intensyfikacji takich działań – uważa Jakub Nowak, Prezes JNT Group.

 

 

 

 

 

Będzie drożej

 

Jakich podwyżek należy się spodziewać? – Wzrost cen wina w przedziale do 20 zł wyniesie około 1,5 zł za butelkę i podwyżka podatku akcyzowego jest niewątpliwie jednym z elementów składowych – tłumaczy Grzegorz Bartol, Wiceprezes firmy Bartex. – Drastyczne podwyżki cen energii i gazu też już znajdują odzwierciedlenie w kosztach produkcji. Wzrost cen butelek, kartonów i innych materiałów suchych generuje dodatkowe obciążenia dla producentów. Niejasność kolejnych obciążeń fiskalnych dla przedsiębiorców  zapisanych w propozycjach Nowego Ładu tylko potęguje niepewność  prognoz na rok 2022. A przecież przez poprzedni i ten rok zmagaliśmy się z  dużymi wyzwaniami w utrzymaniu produkcji i obostrzeniami z powodu pandemii Covid- 19 – mówi Grzegorz Bartol.

 

Wprowadzenie podwyżki akcyzy zbiega się zatem w czasie z dostrzegalnym już wzrostem cen wina.

 

Już dzisiaj producenci zgłaszają problem niedostępności i podnoszenia cen tzw. materiałów suchych, potrzebnych do produkcji, jak kartony, papier na etykiety, koszty energii etc. – zwraca uwagę Artur Boruta, Dyrektor Generalny Domu Wina.

 

Wielu producentów już dzisiaj wprowadza znaczące zmiany cen wynikające ze zwiększenia popytu przy malejącej podaży samego surowca, czyli winogron. – Rocznik 2021 w wielu regionach winiarskich świata był niezwykle trudny – ocenia Tomasz Potrzebowski, Menadżer ds. Rozwoju Win Spokojnych w firmie Henkell Freixenet Polska. – Wiosenne przymrozki w Burgundii, lokalne podtopienia w Niemczech i Nowej Zelandii, a także choroby winogron związane z ponadprzeciętnie wilgotnym latem w Bordeaux i innych regionach winiarskich we Francji – to wszystko w zdecydowany sposób wpłynęło na redukcję plonów, a co za tym idzie, na wzrost cen winogron. Ponadto na skutek suszy i dramatycznych pożarów ucierpiało wiele winnic w Kalifornii. Do całej listy katastrof naturalnych należy bez wątpienia dodać kolejne problemy – związane z dostępnością butelek czy zakrętek. To wszystko tworzy dość ponury scenariusz na najbliższą przyszłość. Rosnące ceny transportu tylko potęgują wyzwania, z którymi musi mierzyć się branża winiarska w nadchodzących miesiącach – podsumowuje ekspert winiarski firmy Henkell Freixenet Polska.

Są wyjątki

Z planowanej podwyżki akcyzy wyłączone zostały cydry i perry o mocy alkoholu nieprzekraczającej  5% obj. To jednak niewielka pociecha dla tej zmniejszającej się radykalnie z roku na rok kategorii niskoalkoholowych wyrobów, wytwarzanych z krajowych jabłek i gruszek. Od dłuższego czasu wypierane są one z rynku przez  piwa smakowe imitujące ich charakter, którym bardzo sprzyja otoczenie prawne promujące wyroby branży browarniczej.

Jeszcze kilka lat temu premier Mateusz Morawiecki osobiście zapowiadał całkowite wyzerowanie akcyzy. W aktualnej sytuacji segment ten wymaga zdecydowanie większego wsparcia niż to zaplanowane w powstającej ustawie. – Segment cydrów z roku na rok ulega drastycznej redukcji. Wszelkie inicjatywy wpierające krajowych producentów cydru są bardzo potrzebne branży i dają szanse na ochronę tego segmentu  przed zupełną degradacją – pisze ZP PRW w oficjalnym stanowisku przekazanym Ministerstwu Finansów.

Dolar króluje. RPP nie wyciągnie złotego z dołka

Coraz mocniej rynek wycenia podwyżkę stóp procentowych w USA w II połowie przyszłego roku. Rajd dolara trwa w najlepsze. Aktualnie oprócz danych gospodarczych rynek zwraca uwagę na wszelkie komentarze członków FOMC. Na uwagę zasługuje jastrzębie wypowiedzi Bullarda.

Szef oddziału Fed z Saint Louis – James Bullard – opowiedział się za tym, by FOMC poszedł w bardziej jastrzębim kierunku podczas kilku następnych posiedzeń aby zapewnić odpowiednie zarządzanie ryzykiem inflacyjnym. Przedstawiciel Rezerwy Federalnej mówił o możliwościach podniesienia kluczowej stopy procentowej przed zakończeniem procesu tapering-u. Tego typu komentarze podsycają aprecjację USD. Dziś do głos dojdzie John Williams i Michelle Bowmann (członkowie Rady Gubernatorów) a także Charles Evans, uznawany za gołębia. Poznamy również zdanie Loretty Mester (Cleveland) oraz Christophera Wallera. Jeśli rynek znajdzie przewagę gołębich przesłanek, wówczas możemy obserwować odreagowanie na dolarze, co oznacza korektę wzrostową na EURUSD. Od początku listopada główna para walutowa obniżyła się o ponad 420 pkt. zatem odbicie należy traktować jaką naturalną kolej rzeczy. W krótkim terminie zakładam powrót w kierunku 1,14. Nadal jednak w średnim horyzoncie czasowym przeważa strategia kupowania dolara na korektach.

Dziś poznaliśmy dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii. Wyższe odczyty (4,2 proc. r/r, bazowa 3,4 proc. r/r) wspierają funta, który powrócił na ścieżkę aprecjacyjną po tym jak chwilowo osłabł po decyzji BoE o braku podwyżki stóp procentowych. Mikst danych (rynek pracy, inflacja) opublikowanych w tym tygodniu wzmacniają oczekiwania wzrostu kosztu pieniądza na Wyspach, dlatego też GBP powinien być silniejszy w średnim terminie. W szczególności do takich walut jak EUR, JPY czy CFH. Handel na „kablu” może być utrudniony ze względu na fakt silnego dolara. Oczekiwania normalizacji polityki pieniężnej w Wielkiej Brytanii zostały jednak w poniedziałek lekko zgaszone. Bailey odmówił Komisji Skarbu zobowiązania się do głosowania za podwyżkami. Kolejną decyzję poznamy 16 grudnia.

Dziś jest duża szansa, że również zyska waluta kanadyjska. Impuls aprecjacyjny być może popłynie w okolicach 14:30, kiedy na rynek wypłyną dane CPI. Konsensów wśród analityków Bloomberga pokazuje wzrost wskaźnika do poziomu 4,7 proc. r/r z 4,4 proc. BoC w swoich projekcjach nadal zakłada, że stopa inflacji osiągnie swój szczyt na poziomie 4,8 proc. w czwartym kwartale 2021 po czym ponownie zbliży się do docelowego poziomu 2 proc. do końca 2022 roku. Podejmując na październikowym posiedzeniu zaskakującą decyzję o zakończeniu skupu aktywów, BoC zapewnił sobie dodatkową elastyczność. Bank może podnieść kluczową stopę procentową od kwietnia przyszłego roku. Tiff Macklem (gubernator BoC) w poniedziałkowym wywiadzie dla Financial Times podkreślił, że bank centralny jest coraz bliżej pierwszej podwyżki.

Sentyment do polskie waluty od wczoraj nie uległ znacznej poprawie. EUR/PLN ustanowiło szczyt na 4,6670. Uważam, że zrównanie się notowań z maksimami marcowymi (4,6750) to tylko kwestia czasu. Silny dolar, kryzys na granicy polsko-białoruskiej oraz temat wypłat z Funduszu Odbudowy to silne czynniki ograniczające aprecjację PLN. W skuteczny sposób powodują one, że nawet bardzo prawdopodobna podwyżka stóp procentowych przez RPP w grudniu nie jest w stanie umocnić złotego.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Ceny w sklepach wciąż rosną

Dane M/platform za październik 2021 potwierdzają dalszy wzrost cen dla kategorii spożywczych, alkoholi i papierosów. Podczas jednej wizyty w sklepie tradycyjnym kupowaliśmy nieco mniej, a za przeciętny koszyk zapłaciliśmy o blisko 4% więcej niż przed rokiem.

W październiku 2021, podobnie jak w miesiącu poprzednim, obserwujemy wzrost obrotów w handlu tradycyjnym. W stosunku do analogicznego okresu sprzed roku, łączna wartość sprzedaży w tym kanale była wyższa o 3,7%. To, co odróżniało październik 2021 od poprzedniego miesiąca był powrót do podobnej częstotliwości naszych odwiedzin w placówkach tradycyjnych. O ile w ostatnich miesiącach odwiedzaliśmy sklepy tradycyjne rzadziej niż przed rokiem, o tyle w ostatnim miesiącu średnia liczba wizyt była na takim samym poziomie, co w październiku 2020.

W związku z rosnącymi cenami dóbr FMCG, płacimy jednak więcej za nasze codzienne zakupy. W ostatnim miesiącu nasze koszyki zakupowe były nieco mniejsze niż przed rokiem (-3,9%), mimo to zapłaciliśmy za nie o blisko 4% więcej, co oznaczało w praktyce wzrost wartości średniego koszyka o 80 gr. W koszykach zakupowych w tradycyjnych sklepach spożywczych szczególnie zauważalny jest wzrost cen wódki (o 2,67 zł), alkoholi, takich jak whisky, rum, gin czy likiery (o 2,66 zł), ale także piwa, napojów bezalkoholowych, nabiału czy wyrobów tytoniowych – wzrost średnio o kilkadziesiąt groszy dla każdej wymienionej grupy.

Z uwagi na rosnące ceny różnorodnych grup produktowych, pewnych towarów kupujemy mniej, wskutek czego łączna wartość sprzedaży wybranych kategorii rok do roku maleje. Przykładem są używki, jak wódka (-5,7%), piwo (-4,3%) czy wyroby tytoniowe (-3,7%). W październiku, podobnie jak we wrześniu, wzrostem obrotów charakteryzowała się natomiast grupa produktów świeżych oraz alkohole mocne typu whisky, rum, gin czy likiery (+6,8%), ale także – w odróżnieniu od września – napoje bezalkoholowe (+1,5%).

 

Z dużą uwagą śledzimy w danych M/platform trendy dla kategorii FMCG, a w szczególności bacznie przyglądamy się cenom produktów cieszących się popularnością w tradycyjnych sklepach spożywczych. Szczególnie dotkliwe wzrosty obserwujemy obecnie dla alkoholi mocnych, w przypadku których sięgają one 15-16%. Jak można się spodziewać, wraz z nadejściem nowego roku, czekają nas kolejne podwyżki – komentuje Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analiza przygotowana na podstawie danych reprezentatywnej próby sklepów = 3660 sklepów wybranych spośród ponad 12 000 sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

FPP apeluje o prewencyjne kontrole skarbowe

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zaapelowała do Ministra Finansów Tadeusza Kościńskiego o uchwalenie instytucji prewencyjnych kontroli skarbowych w związku z ogromnymi zmianami podatkowymi wprowadzanymi od stycznia 2022 roku przez Polski Ład. Jest to największa nowelizacja podatkowa od 30 lat, zmieniająca przepisy aż 26 ustaw. Tylko kontrole prewencyjne – na wniosek podatnika, zakończone wytycznymi, a nie karami – zapewnią przedsiębiorcom bezpieczeństwo prawne i fiskalne oraz uchronią obie strony przez destrukcyjnymi, wieloletnimi procesami sądowymi.

Osiągnięcie oczekiwanych efektów reformy podatkowej Polskiego Ładu będzie zależało od skłonności przedsiębiorców do korzystania w praktyce z nowych instrumentów i zachęt, które zostały przewidziane w jej ramach. Polskie firmy chętnie skorzystają z nowych instrumentów wsparcia inwestycji i innowacji, ale niezbędna do tego jest jasna i przewidywalna wykładania nowego, głęboko zmienionego prawa. Aby tak się stało, potrzebny jest dodatkowy mechanizm pozwalający przedsiębiorcom na bezpieczne stosowanie przepisów Polskiego Ładu, w postaci kontroli podatkowej na wniosek podatnika.

„Wchodzące w życie w perspektywie niecałych 8 tygodni zmiany powodują, że większość firm w Polsce będzie musiała przeanalizować swoją strukturę podatkową i formę prawną prowadzonej działalności z uwzględnieniem skutków nowych przepisów. Dla wielu z nich tak głębokie zmiany w systemie podatkowym będą stanowiły istotne wyzwanie merytoryczne i organizacyjne. W związku z powyższym zwróciliśmy się do Ministra Finansów o pilne podjęcie działań legislacyjnych w zakresie wdrożenia instytucji kontroli podatkowej przeprowadzanej na wniosek podatnika. Takie rozwiązanie znacząco ułatwiłoby przedsiębiorcom stosowanie licznych nowych przepisów ustawy podatkowej Polskiego Ładu oraz zabezpieczyłoby ich przed potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami wątpliwości związanych z brakiem utrwalonej linii interpretacyjnej w odniesieniu do nowych rozwiązań prawnych. Kontrola podatkowa na wniosek podatnika zapewniałaby przedsiębiorcom w tych nowych warunkach prawnych największe bezpieczeństwo i przewidywalność, biorąc pod uwagę, iż – w odróżnieniu od indywidualnej interpretacji podatkowej – obejmowałaby ona również dokonanie ustaleń faktycznych przez organ podatkowy” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Wady i zalety e-rekrutacji – badanie ClickMeeting

Polski ClickMeeting, platforma do webinarów i wideokonferencji oraz edukacji zdalnej, przeprowadziła badanie dotyczące doświadczeń Polaków z rekrutacjami online, w którym zapytała ich m.in. o zalety i wady tego rozwiązania. Okazało się, że niemal 60 proc. Polaków w rekrutacji zdalnej ceni sobie oszczędność czasu wynikającą z braku konieczności dojazdu do potencjalnego pracodawcy. Z kolei zapytani o to, czy zwracają uwagę na swój wygląd w taki sam sposób, jak czynią to w przypadku rozmowy na żywo, ponad ⅓ odpowiedziała twierdząco, podkreślając jednak, iż przywiązuje wagę tylko do elementów, które obejmuje kamera. Wady_rekrutacji_online_badanie_ClickMeeting Zalety_rekrutacji_online_badanie_ClickMeeting

Zdalne spotkania rekrutacyjne mniej stresujące. I pozwalają na oszczędność czasu

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez polski ClickMeeting, spotkania online dla prawie 40 proc. ankietowanych są mniej stresujące niż rozmowa o pracę na żywo. I choć przed e-rekrutacją tremę odczuwa zaledwie 15 proc. badanych, to 34 proc. stwierdziło, iż niezależnie od formy, w jakiej się odbywają, stresują one tak samo. Co ciekawe, tylko 10 proc. badanych w ogóle nie odczuwa stresu podczas rozmów o pracę – czy to online, czy na żywo.

W związku z przeniesieniem zarówno edukacji, jak i pracy do świata online, ClickMeeting postanowił sprawdzić także, jak Polacy postrzegają rekrutację zdalną i co według nich jest plusem takiego rozwiązania. Jak się okazało, największą jego zaletą jest oszczędność czasu, poświęcanego na dojazd na rozmowę o pracę na żywo (57 proc.). Na drugim miejscu znalazła się z kolei możliwość udziału w rekrutacji z dowolnego miejsca (24 proc.). Co ciekawe na trzecim – opcja korzystania z wcześniej przygotowanych notatek ułatwiających autoprezentację podczas rozmowy kwalifikacyjnej (7 proc.). Część ankietowanych stwierdziła, iż spotkania online to mniejszy stres niż te na żywo (6 proc.). Najmniej badanych (4 proc.) wskazało, iż pozytywem zdalnej rozmowy o pracę jest mniej formalna atmosfera.

Problemy techniczne największym minusem zdalnej rekrutacji

Jak wynika z badania ClickMeeting, największą wadą e-rekrutacji jest ryzyko wystąpienia problemów technicznych, na co wskazało 48 proc. ankietowanych. Trudniejsze okazuje się dla badanych również poznanie za ich pośrednictwem kultury firmy i jej atmosfery niż w przypadku wizyty w jej siedzibie (15 proc.) i niemal tyle samo odpowiedziało, iż minusem takiego rozwiązania jest ryzyko przeszkodzenia w spotkaniu przez inną osobę lub zwierzęta domowe (14 proc.). Dla nieco ponad 8 proc. przeszkodą okazuje się brak bezpośredniego kontaktu i trudności ze skupieniem uwagi na rozmówcy. Najmniej ankietowanych wskazało, iż spotkania online są dla nich bardziej stresujące niż te na żywo (5 proc.), na problemy ze znalezieniem dogodnego miejsca, które dobrze prezentowałoby się w kamerze (4 proc.) czy te związane z zachowaniem zarówno rekruterów, jak i uczestników podczas zdalnej rekrutacji (ponad 3 proc).

Przygotowanie Polaków do spotkań rekrutacyjnych online

Mimo iż Polacy obawiają się problemów technicznych podczas rekrutacji online, to tylko 9 proc. przytrafiły się takie, które sprawiły, że trzeba było przerwać spotkanie i rozpocząć je raz jeszcze. Z kolei 56 proc. badanych wskazało, iż dotychczas zdarzały im się jedynie drobne, takie jak zanikający dźwięk czy słaba jakość obrazu, a ponad 30 proc. nie napotkało dotąd na żadne problemy podczas zdalnej rekrutacji. Zapytani jednak o to, czy weryfikują jakość połączenia z internetem i działanie sprzętu przed rozpoczęciem spotkania online z rekruterami, w większości czynią to – tak odpowiedziała ponad połowa badanych, a blisko 30 proc. – często. Niemal 10 proc. sprawdza je czasem, a raczej rzadko – 8 proc. Tylko 1 proc. ankietowanych przyznało, iż nie dokonuje sprawdzenia stabilności połączenia i nie sprawdza poprawności działania sprzętu.

Polacy, biorąc udział w rekrutacjach online, zwracają jednak uwagę nie tylko na kwestie techniczne, ale także na swój wizerunek. Prawie 60 proc. uczestników badania ClickMeeting zapytanych o tę kwestię stwierdziło, iż nie ma znaczenia, czy rekrutacja odbywa się online czy na żywo – przykładają oni wagę do swojego wyglądu, i czynią to w ten sam sposób. Co ciekawe, ponad ⅓ badanych odpowiedziała, iż zwraca uwagę na swój wygląd, ale wyłącznie na elementy, które obejmuje kamera. Nie jest to ważne jedynie dla 4 proc. ankietowanych.

Przeniesienie wielu procesów do świata online, w tym także rekrutacji, sprawiło, że jako społeczeństwo zaczęliśmy adaptować się do takiej formuły spotkań. Co więcej, dla wielu z nas okazują się one dużym udogodnieniem. Biorąc pod uwagę, iż minęło zaledwie półtora roku od zdalnej rewolucji, dobrze sobie w tej kwestii radzimy, co potwierdziło badanie ClickMeeting mówi Martyna Grzegorczyk, Communications and Outreach Manager. Narzędzia do komunikacji online, zwłaszcza w ostatnim czasie, zrewolucjonizowały wiele obszarów, takich jak np. edukacja czy eventy. Wiemy, jak ważna jest ich rola teraz i jak istotną pełnić będą w przyszłości, dlatego skupiamy się nad rozwojem naszej platformy, by wyprzedzać potrzeby i trendy. 

Metodologia: wszyscy ankietowani choć raz wzięli udział w rekrutacji online. W badaniu wzięło udział łącznie 550 kobiet i mężczyzn w wieku do 55 lat i powyżej. Wśród badanych, 87 proc. stanowiły osoby z wykształceniem wyższym lub średnim. Ponad 40 proc. badanych pochodziła z miejscowości zamieszkujących 50-500 tys mieszkańców, a 33 proc.  – powyżej 500 tys. mieszkańców.

Ponad 40 proc. klientów banków chce korzystać z przelewów natychmiastowych w każdej sytuacji

Przelewy natychmiastowe to metoda płatności, która zyskuje coraz większą popularność wśród klientów banków. Systematycznie wzrasta zarówno liczba, jak i wartość realizowanych w ten sposób transakcji. Jak wynika z badania Kantar dla KIR i ZBP*, ponad 40 proc. klientów bankowości elektronicznej uważa, że przelewy ekspresowe powinny być standardem w płatnościach.

Ostatnie miesiące przyniosły wzrost znaczenia cyfrowych rozwiązań w życiu Polaków oraz zmiany w naszych zachowaniach i nawykach. Zwiększyło się wykorzystanie usług świadczonych cyfrowo, po które sięgamy zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. Rośnie też obszar zastosowania usług zaufania i identyfikacji oraz liczba internetowych transakcji płatniczych. Również przelewy natychmiastowe stają się powszechną metodą transferowania środków przez klientów banków. Aktualnie 41 proc. korzystających z e-bankowości uważa, że taka forma przelewu powinna być stosowana w każdej sytuacji – to o 11 proc. więcej niż w zeszłym roku.Przelewy natychmiastowe badanie 2021

W jakich okolicznościach, zdaniem Polaków, ta możliwość przydaje się najbardziej? Jak pokazują tegoroczne wyniki, połowa badanych – 51 proc. – sięga po przelewy natychmiastowe, by mieć pewność, że pieniądze od razu pojawią się na koncie drugiej osoby. – Przelewy natychmiastowe można łatwo zlecić za pomocą kilku kliknięć. Cechują je wygoda i bezpieczeństwo, dlatego z roku na rok stają się coraz powszechniejsze. W porównaniu do zeszłego roku, o 16 proc. wzrósł odsetek badanych, którzy wskazali gwarancję szybkiego dotarcia pieniędzy do odbiorcy, jako najczęstszą motywację do korzystania z tego rodzaju płatności – mówi Grzegorz Leńkowski, dyrektor Linii biznesowej płatności natychmiastowe w KIR.

Dobry wybór jeśli chcemy pilnie uregulować rachunki

Z przelewów natychmiastowych skorzystamy też chętnie opłacając w ostatniej chwili cykliczne rachunki (m.in. za wodę, gaz lub energię elektryczną) – tę opcję wskazało 41 proc. badanych. W wynikach z 2020 r. wskaźnik ten wynosił 31 proc. Dodatkowo, w tegorocznym badaniu, 28 proc. respondentów wskazało gotowość skorzystania z przelewu natychmiastowego przy rozliczaniu ważnych płatności na rzecz administracji publicznej, jak mandaty, opłaty administracyjne lub sądowe. Ten sam odsetek ankietowanych wykorzystałby taki przelew w przypadku transakcji na dużą kwotę, aby uniknąć noszenia przy sobie gotówki. To istotny wzrost, gdyż w 2020 r. tę opcję zaznaczyło 14 proc. ankietowanych. Ponadto, 26 proc. badanych rozliczyłoby się przelewem ekspresowym przy spłacie raty kredytu, pożyczki lub karty kredytowej – tutaj także odnotowano wzrost – o 8 proc.

Przelewy natychmiastowe rosną i będą rosnąć

Widoczną w badaniu tendencję wzrostową, potwierdzają także statystyki systemów rozliczeniowych KIR. W  2018  r. łączna liczba rozliczonych przelewów natychmiastowych wyniosła 12,54 mln, a ich wartość 29,77 mld zł. Dwa lata później – w 2020 r. odnotowano 58,94 mln transakcji na kwotę 64,92 mld zł. Jest to wzrost odpowiednio o 370 proc. i 118 proc. Z kolei w ciągu trzech kwartałów 2021 r. rozliczono 83,52 mln przelewów natychmiastowych o wartości 69,2 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku, jest to wzrost o 102 proc. i 57 proc.

Wszystkie dostępne dane dowodzą, że zainteresowanie transakcjami natychmiastowymi rośnie w szybkim tempie – tłumaczy Grzegorz Leńkowski i dodaje – Na rozwój płatności natychmiastowych niewątpliwie wpłynął także ostatni rok, który przyspieszył obrót bezgotówkowy w Polsce, a także znaczny wzrost popularności przelewów na numer telefonu, inicjowanych w BLIK i rozliczanych za pośrednictwem systemu Express Elixir – podsumowuje Grzegorz Leńkowski.

Express Elixir to system rozliczeń płatności natychmiastowych w złotych, opracowany i wdrożony przez KIR. System działa w trybie 24/7/365, także w weekendy i dni ustawowo wolne od pracy, umożliwiając przesyłanie środków pomiędzy rachunkami prowadzonymi w różnych bankach.

*) Badanie zostało zrealizowane w marcu 2021 r. na ogólnopolskiej próbie osób w wieku 15+. Liczebność próby wynosiła N=1054.

Jedna czwarta dłużników u progu pętli finansowej

Według danych Krajowego Rejestru Długów Polacy mają do spłacenia prawie 46,8 mld zł. Blisko połowa tej kwoty należy do multidłużników, czyli osób zalegających z zapłatą wobec co najmniej trzech wierzycieli. I to właśnie ta grupa znalazła się już w tzw. pętli kredytowej lub jest na prostej drodze do tego, by w nią wpaść. Wraz z kolejnymi pożyczkami czy zobowiązaniami uregulowanie należności staje się bowiem coraz trudniejsze. Jak wyjść z pętli zadłużenia, nie zaciągając kolejnych zobowiązań – radzą eksperci Kaczmarski Inkasso.

Utrata kontroli nad zadłużeniem może mieć różne źródła. Czasem powodem niemożności spłaty zobowiązań finansowych jest pogorszenie sytuacji życiowej, poważna choroba czy wypadek. Część osób znalazła się jednak w spirali zadłużenia przez własną niefrasobliwość. Badanie Krajowego Rejestru Długów wykazało, że prawie co czwarty pożyczający nie ma w zwyczaju obliczać, czy będzie potrafił spłacić dług. Aż 13 proc. bierze nowe pożyczki czy kredyty, aby spłacić obecne zobowiązania.[1] Jak podkreślają eksperci Krajowego Rejestru Długów i firmy Kaczmarski Inkasso takie zachowania to prosta droga do utraty kontroli nad finansami, której efektem może być wpadnięcie w pętlę finansową.

Po pierwsze, nie spłacaj zobowiązań kolejną pożyczką

O błędnym kole mówimy, gdy dług rośnie w niekontrolowanym tempie. To często wynik wielu pożyczek i zobowiązań, których spłacenie przerasta możliwości konsumenta. Pierwszą rzeczą, którą powinna więc zrobić każda wielokrotnie zadłużona osoba, jest zaprzestanie spłacania swoich zobowiązań nowymi pożyczkami. Każda kolejna pożyczka jest zwykle droższa i pogarsza sytuację. Problem narasta niczym kula śnieżna. Im szybciej dłużnik zda sobie z tego sprawę, tym większe szanse na jej zatrzymanie i odzyskanie kontroli nad finansami.

To także ważna rada dla każdego, kto dopiero zaczyna mieć problem z długami i myśli, że zaciągnięcie kolejnej pożyczki na spłatę dotychczasowych zobowiązań jest łatwym i szybkim wyjściem z sytuacji. Trzeba zdać sobie sprawę, że w ten sposób nie odsuwa się od siebie problemu, tylko przyśpiesza najgorszy finansowy scenariusz. Im dłużej „kupujemy” sobie czas, zaciągając kolejne długi, tym bardziej wydłużamy sobie drogę do odzyskania kontroli nad swoimi pieniędzmi – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Wraz z każdą kolejną pożyczką czy zobowiązaniem rośnie zagrożenie wpadnięciem w spiralę zadłużenia. Według danych KRD, już niemal co czwarta osoba notowana w rejestrze, czyli ponad 586,1 tys. dłużników, zostało do niego zgłoszonych przez co najmniej trzech wierzycieli. Suma zobowiązań tych multidłużników wynosi 21,8 mld zł. To blisko połowa całej kwoty, którą powinni uregulować wszyscy zalegający z płatnościami Polacy.

Najczęściej wielu wierzycieli mają osoby między 36 a 45. rokiem życia. W takiej sytuacji jest ponad 191 tys. osób w tym wieku, a ich łączne zaległości przekraczają 7,6 mld zł. Wśród multidłużników przeważają mężczyźni. Zapożyczają się też na dużo wyższe kwoty. Do oddania mają niemal trzy razy więcej (16 mld zł) niż kobiety (5,8 mld zł).

Najwięcej multidłużników mieszka na Śląsku – 98,5 tys. osób. Kolejne na liście jest Mazowsze – 70,6 tys. Stąd pochodzi także rekordzista, który znajduje się w ekstremalnej pętli kredytowej, mając długi aż u 149 wierzycieli. Wielu multidłużników spotkać można również w województwach dolnośląskim (58,8 tys.) i wielkopolskim (54,5 tys.).

Po drugie, rozmawiaj z windykatorem

Zmierzenie się ze swoim długiem to jeden z najtrudniejszych kroków do wyjścia ze spirali zadłużenia, ale samo powstrzymanie się od brania nowych pożyczek nie wystarczy. Potrzebna jest determinacja i wola zmiany swojej sytuacji. To oznacza także podjęcie rozmów z wierzycielami, co stanowi drugi krok ku odzyskaniu kontroli nad finansami. Jak wskazują eksperci Kaczmarski Inkasso, firmy windykacyjnej posiadającej wieloletnie doświadczenie w obsłudze długów konsumenckich, unikanie kontaktu z wierzycielami czy firmami windykacyjnymi jest jednym z największych problemów osób zmagających się z przytłaczającym zadłużeniem. To kolejny przykład pozornego odsuwania problemów w czasie. Dług nie znika wraz z wyłączeniem telefonu czy nieodebraniem wezwania do zapłaty. Wręcz przeciwnie – rośnie w miarę upływu czasu, wraz z odsetkami.

Warto pamiętać, że unikanie kontaktu z firmą windykacyjną i uchylanie się od spłaty długu może doprowadzić do wszczęcia postępowania sądowego, które wiąże się z dodatkowymi kosztami. Na etapie windykacji polubownej konsument zawsze ma szanse na wypracowanie kompromisu w sprawie spłaty zaległości i uniknięcie zajęcia swojego majątku przez komornika.

Wierzycielowi i działającemu na jego zlecenie negocjatorowi z firmy windykacyjnej zależy przede wszystkim na odzyskaniu pieniędzy, ale w możliwy do zrealizowania sposób. Windykatorzy nie są wrogami dłużnika, potrafią bowiem pomóc w znalezieniu wyjścia ze spirali zadłużenia. Pełnią rolę mediatorów pomiędzy wierzycielem a dłużnikiem. Pomagają w ustaleniu rozwiązań, które będą korzystne dla obu stron. Nawiązanie dialogu to kolejny krok naprzód w procesie oddłużania się – zaznacza Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Po trzecie, ustal plan i się go trzymaj

Oba wcześniejsze punkty są niezbędne, aby nie brnąć dalej w pętlę zadłużenia. Trzecim krokiem jest podjęcie działań zmierzających do spłaty zobowiązań i odzyskania kontroli nad swoim życiem.

Eksperci Kaczmarski Inkasso radzą, aby zacząć od podliczenia wszystkich zobowiązań – ile ich łącznie mamy i wobec kogo. Pomoże to w określeniu priorytetów spłaty, czyli który dług jest najdroższy i najpilniejszy do spłacenia. Następnie plan spłaty trzeba zestawić ze swoimi możliwościami finansowymi. Pomocne będzie obliczenie kosztów stałych, czyli regularnych wydatków w budżecie domowym. Będą to nie tylko płatności za bieżące rachunki czy czynsz za mieszkanie, ale także inne opłaty, np. za zajęcia dodatkowe dla dzieci, leki czy bilet miesięczny na komunikację miejską. Porównanie kosztów stałych z własnymi przychodami pomoże ocenić, ile średnio miesięcznie w naszym budżecie zostaje wolnych środków, które mogą być przeznaczone na spłatę zobowiązań. Przy czym warto przyjrzeć się wydatkom w szerszej skali, np. 3 miesięcy. Nie każde stałe koszty pojawiają się bowiem co miesiąc.

Jak zaznacza Jakub Kostecki, analiza wydatków pomoże określić, ile możemy spłacać, żeby zachować bezpieczeństwo finansowe i nie musieć znów pożyczać. Im dokładniej sporządzona będzie finalna kalkulacja, tym mniejsze ryzyko, że raty na spłaty długów okażą się w przyszłości problemem.

Obliczenia mogą jednak pokazać, że w budżecie nie zostaje nic na spłatę zobowiązań. Jeśli to możliwe, warto zastanowić się, gdzie wygospodarować oszczędności i ograniczyć wydatki. Nie zawsze sytuacja na to pozwala. W przypadku zadłużenia bankowego warto sprawdzić, czy zobowiązania uda się skonsolidować, czyli połączyć w jeden kredyt, który potencjalnie będzie łatwiejszy do spłacenia. Dzięki niemu rata może być mniejsza, a okres spłaty dłuższy. Trzeba jednak wiedzieć, że wiąże się to z wyższą finalną ceną kredytu. Zobowiązanie jest łatwiejsze do spłacenia, ale i droższe.

W przypadku kredytu w banku, również hipotecznego, istnieje możliwość złożenia wniosku o „zamrożenie” rat lub ich części kapitałowej na 3 miesiące. Jednak skorzystać z takiej opcji mogą zazwyczaj tylko te osoby, które do tej pory opłacały swoje zobowiązania w terminie, a teraz np. straciły pracę lub inne źródła dochodu. W przypadku osób, które zalegają z płatnościami już od dłuższego czasu, taka opcja nie będzie brana pod uwagę przez bank.

Innym sposobem na uzyskanie pieniędzy na spłatę jest znalezienie dodatkowego źródła dochodu, np. podjęcie dodatkowej pracy.

Ustalenie planu, wyznaczenie sobie priorytetów i szukanie najlepszych rozwiązań jest sporym wyzwaniem, ale nie zapominajmy, że możemy skorzystać z profesjonalnego wsparcia firmy windykacyjnej. Negocjator może zaproponować plan spłaty zobowiązań, który będzie dopasowany do możliwości dłużnika. Czasem nawet niewielkie zmiany w nawykach i zarządzaniu budżetem mogą dać bardzo pozytywne efekty, przywracając równowagę finansową osobie zadłużonej – radzi ekspert Kaczmarski Inkasso.

[1] Ogólnopolskie badanie „Jak pożyczają Polacy” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w listopadzie 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1007 osób, które mają pożyczki bądź kredyty, https://krd.pl/centrum-prasowe/informacje-prasowe/2021/blisko-co-czwarty-pozyczajacy-nie-sprawdza-czy-bedzie-w-stanie-splacic-zobowiazanie.

Mikołaj przyszedł wcześniej w tym roku

S&P 500 odbił się o 9 proc. od październikowego minimum. Rodzi się pytanie, czy sezonowa hossa Świętego Mikołaja przyszła wcześnie? Częściowo. Jesteśmy blisko naszego celu 4700 na koniec roku, ale cel na przyszły rok jest jeszcze wyższy: 5050. Ten efekt „Halloween” rozpoczyna sezonowo najsilniejsze sześć miesięcy w roku, zarówno inwestorzy planują nadchodzący rok, jak i firmy przedstawiają poglądy na nadchodzące 12 miesięcy. Istnieje również rotacja sektorów wrażliwych na wzrost, spośród których zwykle prym wiodą: uznaniowy konsument, towary, przemysł i technologia, a  od maja do października, defensywni liderzy tacy jak podstawowe produkty konsumenckie i opieka zdrowotna, pozostają w tyle.

WSPARCIE

Zyski w III kwartale uspokojone, wzrost o 41 proc. i 10 proc. w stosunku do prognozy. Marże zysku były bliskie rekordu. Mniejsza liczba przypadków zachorowań napędza PKB. NOWCast PKB Fed z Atlanty wynosi 8 proc. Prognozy inflacji i stóp procentowych uległy gwałtownej zmianie. Rynek już wycenił stawki na wzrost w czerwcu. Wykupy sięgają rekordowych 220 miliardów dolarów, zyski firmy rosną a w gotówce mają 7 bilionów dolarów w gotówce. Nowi inwestorzy detaliczni są stanowczy i ustanowili rekord alokacji kapitału.

PERSPEKTYWY

Rynki będą radzić sobie z ryzykiem związanym z pułapem zadłużenia i nominacją przewodniczącego Fed, podczas gdy dystans między niestabilnymi stałymi dochodami a rozluźnionymi akcjami jest łagodny. Widzimy dwukrotny konsensus 8 proc. wzrostu zysków w przyszłym roku, z ponad 4 proc. wzrostem PKB i stabilnymi marżami. Z wycenami powyżej długoterminowych poziomów, przy wciąż niskich rentownościach obligacji i big tech.hossa giełda

Ben Laidler, strateg ds.rynków globalnych w eToro

Przedsiębiorcy o Polskim Ładzie: rewolucja w pięć tygodni, podatkowe mission impossible

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej apelują do Premiera Mateusza Morawieckiego, by karencja po której rozpoczną się kontrole przestrzegania przepisów Polskiego Ładu trwała przynajmniej pół roku. Nowe przepisy wejdą w życie w styczniu 2022 roku. Ustawa zmieniająca system podatkowy została podpisana przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Według przedsiębiorców sytuacja jest trudna, bo dokument Polskiego Ładu to ponad 700 stron zmian i regulacji. Nie da się zapoznać z nimi i skutecznie wprowadzić je w życie w kilka tygodni. – Od wczoraj odebraliśmy kilkanaście telefonów i maili w tej sprawie, stąd też nasz apel. Nie ma szans, by przedsiębiorcy byli w stanie skutecznie wdrażać wszystkie zmiany w tak szybkim tempie. Apelujemy, by ewentualne kontrole odbywały się z wyrozumiałością. Uważamy także, że polityka informacyjna w temacie zmian powinna być szersza. Nie wszyscy przedsiębiorcy muszą być specjalistami od podatków, a kancelarie zajmujące się tematem profesjonalnie są tak zarzucone pracą, że wielu przedsiębiorców odbija się od drzwi. Jak oni mają sobie poradzić? – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

  • Polski Ład podpisany przez Prezydenta RP – według przedsiębiorców niemożliwe jest całkowite wprowadzenie zmian w system funkcjonowania firmy w zaledwie kilka tygodni
  • Sam dokument Polskiego Ładu to 700 stron. Zmiana dotyczy kilkudziesięciu ustaw i kompleksowo zmieni sposób funkcjonowania wielu firm
  • Tak dynamiczne działanie rodzi ryzyko błędów interpretacyjnych
  • Przedsiębiorcy oczekują vacatio legis w wymiarze minimum sześciu miesięcy oraz braku kar finansowych dla firm popełniających błędy

Pismo skierowane do Premiera Mateusza Morawieckiego i Ministra Finansów Tadeusza Kościńskiego zostanie przygotowane jeszcze w tym tygodniu. Przedsiębiorcy liczą na wyrozumiałość agend rządowych odpowiedzialnych za kontrolę przestrzegania przepisów podatkowych. Jak mówi Prezes Hanna Mojsiuk wprowadzona została właśnie rewolucja podatkowa. Czas, jaki został przedsiębiorcom na zapoznanie się ze zmianami i wdrożenie ich w swoich firmach jest absolutnie niewystarczający.

– Do końca roku zostało 45 dni, a dokument Polskiego Ładu ma blisko 700 stron. Do tego zostaje jeszcze wdrażanie tych zmian w życie i zapoznawanie z nimi swoich pracowników i klientów. Istotna jest również kwestia wyliczeń konsekwencji finansowych dla firm. Spodziewamy się także wątpliwości interpretacyjnych, a ich wyjaśnienie również zajmuje czas. To jest po prostu niemożliwe i przedsiębiorcy Północnej Izby Gospodarczej są tempem zmian oburzeni i realnie zmartwieni – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Izby.  – Polityka podatkowa Rządu RP od kilku lat wygląda dość podobnie, przedsiębiorcy przed nowym rokiem zaskakiwani są zmianami, które mają wprowadzić w życie niemal natychmiast. Takie działanie rodzi ryzyko występowania błędów i interpretacji niezgodnych z wytycznymi Ministerstwa Finansów. Przedsiębiorcy są tylko ludźmi, a podatkowe akty prawne są bardzo skomplikowane. Uważamy, że dokument powinien mieć minimalnie półroczne vacatio legis, by przedsiębiorcy mieli czas na zapoznanie się z nim – mówi Hanna Mojsiuk.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zwraca uwagę także na inne problemy: – Polski Ład w kwestiach finansowych i ekonomicznych zmienia kilkadziesiąt ustaw. Dla wielu firm będzie to zmiana podstawy działania, a czasem nawet profilu prowadzonej pracy. Takich zmian nie da się wprowadzić z dnia na dzień. Otrzymujemy wiele sygnałów od przedsiębiorców, że odbijają się od drzwi w kancelariach podatkowych i doradczych, bo mają one tyle klientów, że nie są w stanie pomagać kolejnym firmom. Wiele firm zostanie pozostawionych sama sobie w obliczu rewolucyjnych zmian – dodaje Hanna Mojsiuk.

W piśmie Północnej Izby Gospodarczej sformułowany zostanie apel o to, by kontrole przestrzegania przepisów Polskiego Ładu nie kończyły się karami, a pouczeniami i wytycznymi dla przedsiębiorców. Oczekujemy również, że rozpoczną się one przynajmniej po kilku miesiącach, by przedsiębiorcy mieli czas na przygotowanie zmian i efektywne wprowadzenie ich w swoich firmach.

Grupa Pracuj publikuje prospekt i rozpoczyna publiczną ofertę akcji

Grupa Pracuj – lider na rynku cyfrowej rekrutacji, działający od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie, oferujący usługi wspierające rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników – opublikowała prospekt w celu przeprowadzenia pierwszej publicznej oferty akcji Spółki oraz ich dopuszczenia do obrotu na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Oferta obejmie do 22.380.626 istniejących akcji, stanowiących 32,86% kapitału zakładowego. Cena maksymalna została ustalona na poziomie 82 zł za akcję.

Komentując dzisiejsze wydarzenie, Przemysław Gacek, współtwórca i prezes Grupy Pracuj, powiedział:

„Publikacja prospektu i rozpoczęcie publicznej oferty akcji jest kolejnym krokiem przybliżającym Grupę Pracuj do wejścia na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeśli warunki rynkowe będą sprzyjające, jeszcze w tym roku dołączymy do spółek notowanych na GPW.

Naszą pozycję rynkową budujemy od ponad dwóch dekad. Serwisy Pracuj.pl oraz Robota.ua są dzisiaj najbardziej rozpoznawalnymi markami rekrutacyjnymi w Polsce i na Ukrainie. Nieustannie rozwijamy ekosystem cyfrowych narzędzi wspierających rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników. Jesteśmy przekonani, że innowacje i dogłębne zrozumienie rynku, które leżą u podstaw naszego rozwoju, dają nam dobre perspektywy długoterminowego wzrostu i wartości. Zamierzamy umacniać naszą pozycję rynkową nie tylko na rynku internetowych usług rekrutacyjnych, lecz również rynku HR w szerszym ujęciu. Cieszymy się, że już wkrótce będziemy mogli przedstawić nasze dokonania i plany nowym inwestorom.”

Struktura i warunki oferty

  • Spółka zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich swoich akcji do obrotu na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
  • Oferta obejmie nie więcej niż 22.380.626 istniejących akcji, stanowiących 32,86% kapitału zakładowego Spółki, należących do dotychczasowych akcjonariuszy Spółki.
  • Obecnie największymi akcjonariuszami Spółki są: Przemysław Gacek, współzałożyciel i prezes Grupy Pracuj (posiada 54,71% udział w kapitale zakładowym i ogólnej liczbie głosów na WZ, w tym 51% pośrednio poprzez w pełni kontrolowaną spółkę Frascati Investments sp. z o.o.), fundusz TCV (poprzez swój wehikuł inwestycyjny), który zainwestował w Spółkę w 2017 r. (26,66%), oraz Maciej Noga, współzałożyciel Grupy Pracuj i obecny Przewodniczący Rady Nadzorczej Spółki (10,22%).
  • Zamiarem TCV jest sprzedaż do 9.396.084 akcji (reprezentujących 13,80% kapitału zakładowego), natomiast w przypadku, gdy TCV, wraz z Globalnymi Koordynatorami, uzna popyt inwestorów indywidualnych oraz inwestorów instytucjonalnych na akcje oferowane za odpowiedni, może zwiększyć liczbę akcji oferowanych o nie więcej niż 8.759.776 akcji oferowanych, jednak w żadnym przypadku TCV nie zaoferuje więcej niż 18.155.860 akcji (26,66%), a cała Oferta w żadnym przypadku nie będzie obejmować więcej niż 22.380.626 akcji oferowanych (32,86%).
  • Po zakończeniu Oferty Przemysław Gacek, bezpośrednio i pośrednio poprzez Frascati Investments sp. z o.o., pozostanie większościowym akcjonariuszem Spółki, z udziałem wynoszącym co najmniej 53%.
  • Akcje zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej przeprowadzanej wyłącznie na terytorium Polski, skierowanej do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych; akcje mogą zostać również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym spoza terytorium Stanów Zjednoczonych Ameryki, zgodnie z Regulacją S wydaną na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych, a także kwalifikowanym nabywcom instytucjonalnym w Stanach Zjednoczonych Ameryki, na zasadach określonych w Przepisie 144A wydanym na podstawie Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych.
  • Inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy na akcje Spółki od 17 do 24 listopada 2021 r. po cenie maksymalnej ustalonej na 82 zł za akcję („Cena Maksymalna”).
  • Pojedynczy zapis złożony przez inwestora indywidualnego może opiewać na co najmniej 100 akcji i maksymalnie 72.000 akcji. Inwestorzy indywidualni mogą złożyć więcej niż jeden zapis.
  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych i ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych zostaną ustalone po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.
  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych nie będzie wyższa niż Cena Maksymalna. Ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych może zostać ustalona na poziomie wyższym niż Cena Maksymalna.
  • W przypadku, gdy łączna liczba akcji, na które złożą zapisy inwestorzy indywidualni, będzie większa niż liczba akcji oferowanych tej kategorii inwestorów, przydział akcji nastąpi na zasadach proporcjonalnej redukcji każdego ze złożonych zapisów.
  • Citigroup Global Markets Europe AG, Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Goldman Sachs Bank Europe SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. działają jako Globalni Współkoordynatorzy oraz Współprowadzący Księgę Popytu, Numis Securities Limited jako Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. jako Współmenedżer Oferty.
  • Trigon Dom Maklerski S.A. pełni również rolę firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji.
  • W celu ułatwienia wzięcia udziału w Ofercie inwestorom indywidualnym, utworzone zostało konsorcjum detaliczne, którego skład został opublikowany na stronie internetowej Spółki (https://grupapracuj.pl/oferta-publiczna). W celu złożenia zapisu niezbędne jest posiadanie otwartego rachunku papierów wartościowych w firmie inwestycyjnej będącej członkiem tego konsorcjum.
  • TCV oraz pozostali Akcjonariusze Sprzedający zobowiążą się, że nie będą oferować, sprzedawać ani obciążać akcji Spółki przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie, przy czym w przypadku Przemysława Gacka, Frascati Investments sp. z o.o., oraz pozostałych obecnych członków zarządu Grupy Pracuj ten okres wyniesie 360 dni. Spółka także nie będzie emitować, oferować, sprzedawać ani obciążać swoich akcji przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie.

Przewidywany harmonogram Oferty

17–24 listopada 2021 r. proces budowania księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
17–24 listopada 2021 r. okres przyjmowania zapisów od inwestorów indywidualnych (do godz. 16:59 czasu lokalnego w Warszawie w dniu 24 listopada 2021 r.)
24 listopada 2021 r.
(lub w okolicach tej daty)
publikacja informacji o ostatecznej cenie akcji dla inwestorów indywidualnych, ostatecznej cenie akcji dla inwestorów instytucjonalnych, ostatecznej liczbie akcji oferowanych przez każdego z Akcjonariuszy Sprzedających oraz liczbie akcji oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów
do 30 listopada 2021 r. przydział akcji („Dzień Przydziału”)
30 listopada 2021 r.
(lub w okolicach tej daty)
zapisanie akcji na rachunkach papierów wartościowych inwestorów indywidualnych
9 grudnia 2021 r.
(lub w okolicach tej daty)
przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW

 

Informacje o Grupie Pracuj

Grupa Pracuj jest wiodącą platformą technologiczną w branży HR w Europie Środkowo-Wschodniej. Grupa wspiera przedsiębiorstwa w zakresie rekrutacji, utrzymania i rozwoju pracowników, ułatwia użytkownikom jej serwisów znalezienie odpowiedniego zatrudnienia umożliwiającego pełne wykorzystanie ich potencjału oraz tworzy światowej klasy technologie, które kształtują przyszłość rynku HR.

Marki należące do Grupy tworzą zaawansowany cyfrowy ekosystem dla branży HR, spośród których najważniejsze to Pracuj.pl – największy polski internetowy serwis rekrutacyjny, Robota.ua – wiodący na rynku ukraińskim internetowy serwis rekrutacyjny, oraz eRecruiter – wiodący polski system wspierający prowadzenie procesów rekrutacyjnych, oferowany w modelu SaaS (ang. software as a service, czyli oprogramowanie jako usługa).

W 2020 r. z serwisów Grupy korzystało średnio 6,8 mln użytkowników miesięcznie, w tym 3,1 mln w Polsce i 3,7 mln na Ukrainie. Na portalach Grupy każdego dnia dostępnych jest średnio 176 tys. ofert pracy (wg stanu na koniec września 2021 r.). Z systemu eRecruiter, służącego do zarządzania rekrutacjami, korzysta ponad 1500 firm.

Grupa Pracuj działa od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie. Zatrudnia ponad 800 osób, w tym ponad 200 wykwalifikowanych specjalistów zajmujących się rozwojem produktów oraz technologią. Z usług Grupy korzysta aktywnie ponad 48 tys. pracodawców w Polsce i około 64 tys. na Ukrainie (wg stanu na koniec września 2021 r.).

Większość przychodów Grupy (niemal 87% w 2020 r.) pochodzi od pracodawców i agencji rekrutacyjnych zamieszczających oferty pracy w serwisach internetowych należących do Grupy Pracuj i zamawiających usługi dodatkowe związane z tymi ogłoszeniami. Grupa osiąga też przychody dzięki platformie eRecruiter oferowanej w modelu abonamentowym SaaS.

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. Grupa Pracuj, korzystając z rosnącego popytu na projekty rekrutacyjne, połączonego z wprowadzeniem nowych produktów i usług, osiągnęła przychody z umów z klientami w wysokości 344 mln zł, o 60% wyższe niż w analogicznym okresie 2020 r. Grupa wypracowała w tym okresie Skorygowaną EBITDA[1] w wysokości 200 mln zł (marża[2] 58%), co oznacza wzrost o 85% r/r.

Pomimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19, w 2020 r. łączne przychody Grupy Pracuj z umów z klientami wyniosły 299 mln zł, a Skorygowana EBITDA 148 mln zł (marża 50%) w porównaniu do odpowiednio 368 mln zł i 175 mln zł (marża 48%) w 2019 r.

Grupa Pracuj zamierza regularnie dzielić się wypracowywanymi zyskami z akcjonariuszami. Jej intencją jest wypłata dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 50% zysku netto za dany rok obrotowy.

[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (w tym amortyzację wartości firmy) skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji i koszty Oferty.

[2] Skorygowana marża EBITDA dla danego okresu oznacza stosunek Skorygowanej EBITDA w danym okresie do przychodów z umów z klientami za ten sam okres.

Czym są kryptowaluty oparte na memach?

W przeszłości, wzrosty na rynkach kryptowalut powodowały napływ nowych osób, które chciały stać się właścicielem wirtualnego kapitału. Wobec osiąganych wzrostów przez najbardziej popularne kryptowaluty i wobec chęci nowych osób do szybkiego zarobku, swoje zastosowanie odnalazły kryptowaluty oparte na memach.

Ich założenie jest proste – waluty te są bardzo tanie (wartość wyrażana nawet do 12 cyfr i więcej po przecinku) i wobec wzrostu popularności mogą wygenerować znaczne zyski. Takie sytuacje miały miejsce w 2013 r., kiedy na fali Bitcoina powstał Dogecoin i w 2020 r. kiedy powstał Shiba Inu oparty na sieci Ethereum (drugiej największej kryptowaluty). W 2021 r. miano takiego waloru zyskuje Dogebonk, oparty na sieci Binance Smart Chain (obecnie trzeciej na świecie największej kryptowaluty). Wszystkie te kryptowaluty można skategoryzować jako memcoiny (monety memowe) – komentuje mecenas Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Czym są i czy powinno się na nie uważać?

Dogecoin 2Dogecoin, Shiba Inu, Dogebonk, Floki Inu i inne podobne można określić mianem memecoinów (monet memowych). Są to monety, które są oparte i silnie inspirowane sarkazmami oraz popularnymi memami w mediach społecznościowych. Zgodnie z portalem coinmarketcap, obecnie istnieje co najmniej 124 monet memowych. Ich ilość może być nieograniczona i co chwilę mogą powstawać nowe, oparte na kolejnych popularnych memach.

To, co odróżnia monety memowe od „tradycyjnych” kryptowalut to ich przeznaczenie oraz ich źródło czy fundamenty. „Tradycyjne” kryptowaluty tworzone były i są w celu usprawnienia i rozwiązania pewnych problemów istniejących w danym środowisku. Dla przykładu, Bitcoin został stworzony jako odpowiedź na kryzys z 2008 r. Jego głównym założeniem było umożliwienie przesyłania pieniędzy bez jakiejkolwiek centralnej kontroli lub nadzoru banków lub rządów. „Tradycyjne” krypowaluty tworzone są również co do zasady przez pewien zespół, który stale rozwija daną walutę. Jeżeli chodzi zaś o monety memowe, to te aktywa często takich założeń nie mają, a powstaję one dopiero wraz ze znacznym wzrostem ich popularności. Monety memowe charakteryzują się również tym, że ich rozwój oparty jest na działaniach społeczności otaczającej daną monetę, w szczególności w social mediach. Dla przykładu – moneta mem nr 1 (Dogecoin) zyskała ogromną popularność na skutek twittów Elona Muska na jej temat. To co również odróżnia „tradycyjne” kryptowaluty od monet memów jest jeszcze ich większa zmienność – mogą one jeszcze szybciej generować znaczące zyski, jak również jeszcze szybciej mogą spowodować znaczące straty po stronie inwestora. Jeżeli chodzi o ostatni przypadek to najlepszym przykładem jest oszustwo, które było wykonane przez twórców kryptowaluty, której nazwa była inspirowanej serialem Squid Game – komentuje mecenas Adam Ziębicki z kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Wraz ze wzrostem popularności monet memowych pojawia się kwestia reklam. Społeczność otaczająca daną monetę mem w różny sposób próbuje propagować i reklamować daną walutę. Takie reklamy przybierają różnego rodzaju formę – pojawiły się już billboardy w Nowym Jorku, reklamy w metrze w Londynie, czy też reklamy na lotniskach (również w Polsce!). Kolejnym, dotychczas nieosiągniętym poziomem „reklamy”, zgodnie z zapowiedziami Elona Muska będzie nazwanie rakiety SpaceX nazwą „DOGE-1” na część Dogecoina.

Vercom z blisko 2-krotnie większymi rdr. przychodami w III kw. 2021 r.

Vercom ma za sobą kolejny rekordowy kwartał. W minionym okresie Spółce udało wypracować się prawie 2-krotny wzrost przychodów (wzrost o 94 proc. rdr.) do poziomu 44,3 mln zł. Co równie ważne, liczba klientów korzystających z rozwiązań Vercom wzrosła jeszcze bardziej (wzrost o 120% rdr.) do 18,7 tys. Komplet rekordowych wyników zamyka marża brutto, która wyniosła 13,7 mln zł, co oznacza wzrost o 85 proc. Bardzo dobre wyniki są zasługą wzrostu organicznego oraz pierwszych synergii z inwestycji we FreshMail oraz PushPushGo.

Trzeci kwartał tego roku przyniósł naszej Spółce kolejne rekordowe wzrosty, co niezmiernie nas cieszy. Dynamiczne tempo, w jakim się rozwijamy to poza stabilnym i silnym wzrostem organicznym, również efekt akwizycji, dzięki którym pozyskujemy nie tylko klientów, ale i cenne talenty. Mamy duże ambicje, dlatego w najbliższej przyszłości chcemy skoncentrować się na globalnej ekspansji i z pełnym zaangażowaniem pracować nad dalszym rozwojem Spółki – mówi Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Na szczególną uwagę zasługuje wzrost liczby klientów Vercomu, gdyż stanowi silną podwalinę do wzrostu skali biznesu w przyszłości. Uwzględniając wzrost organiczny oraz dodatkowo klientów ProfiSMS, FreshMail oraz PushPushGo – ich liczba zwiększyła się ponad dwukrotnie do 18,7 tys.

Warto również wspomnieć o dwóch inwestycjach, jakie miały miejsce w minionym kwartale. 7 lipca br. Spółka nabyła 100 proc. udziałów lidera rynku e-mail marketingu FreshMail, a dzień później zainwestowała w spółkę specjalizującą się w powiadomieniach Web Push – PushPushGo, przejmując 67,42 proc. udziałów, co pozwoliło rozszerzyć skalę działalności Grupy Vercom o kolejny kanał komunikacji web push, a przez to generować naturalne synergie sprzedażowe. Spółka nie ma jednak zamiaru zwalniać tempa, Vercom podtrzymuje, że w ciągu 12 miesięcy od otrzymania środków z IPO a więc do maja 2022 r., planuje przeznaczyć na akwizycje minimum 250 mln zł.

Z pozyskanych środków IPO, na przejęcie udziałów FreshMail oraz PushPushGo przeznaczyliśmy 40 mln. Utrzymujemy, że spełnimy nasze założenia przedstawione w trakcie procesu IPO i resztę środków, tj. 210 mln wykorzystamy na dalszy rozwój biznesu i akwizycje. W przyszłość patrzymy globalnie i konsekwentnie chcemy się skalować, nie ograniczając się jedynie do regionu CEE – dodaje Krzysztof Szyszka.

Ze względu na specyfikę ostatniego kwartału roku, zwykle obfitującego w największą w roku liczbę zamówień e-commerce – z uwagi na przypadający w nim Black Friday oraz intensywny okres okołoświąteczny – a co za tym idzie – bardzo dużą ilość wysyłanych wiadomości i komunikatów, Vercom spodziewa się, że ostatni kwartał przyniesie również zadowalające wyniki. Dla rynku CPaaS, wzrost e-commerce zapewnia bowiem efekt dźwigni – jedna transakcja generuje kilka lub kilkanaście powiadomień wysyłanych przez platformy CPaaS  dla klientów (SMS, EMAIL, PUSH lub OTT): od podziękowania za zrealizowane zamówienie, przez informacje o autoryzacji i realizacji płatności, wysyłkę i doręczenie przesyłki, aż po wystawienie faktury, czy prośbę o wyrażenie opinii.

– Ostatnie trzy miesiące roku to dla wielu sektorów, w tym naszego, czas żniw, ale także wytężonej pracy. Z racji, iż naszymi klientami są w przeważającej mierze firmy e-commerce oraz oferujące usługi wspierające e-commerce, w okresie wzmożonych zamówień, będą one jeszcze częściej wykorzystywać powszechnie stosowane kanały komunikacji, takie jak e-mail, SMS push, czy OTT – dodaje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

Coraz gorsze nastroje konsumentów

W październiku utrzymywała się zauważalna w poprzednich miesiącach tendencja do pogarszania się nastrojów wśród polskich konsumentów – wynika z najnowszej edycji raportu Global State of the Consumer Tracker opracowanego przez firmę doradczą Deloitte. Na skutek rozwijającej się czwartej fali pandemii już tylko nieznacznie więcej niż jedna trzecia ankietowanych deklaruje, że nie obawia się latać samolotem, a niewiele mniej wyraża zaniepokojenie stanem domowych finansów. Spadł też odsetek zainteresowanych w nadchodzącym półroczu kupnem samochodu, a spośród tych, którzy się na to zdecydują, aż o 8 p.p. mniej chce nabyć pojazd fabrycznie nowy.

Przeprowadzona pod koniec października 24. fala badania Global State of the Consumer Tracker wyraźnie pokazuje, że utrzymuje się trend spadkowy w zakresie poczucia bezpieczeństwa deklarowanego przez ankietowanych. Najbardziej zmieniły się wskazania dotyczące osobistego robienia zakupów w sklepach. Odsetek mówiących, że w takich okolicznościach nie odczuwają strachu zmalał o 6 p.p., do 56 proc. W porównaniu z ankietą przeprowadzoną przez Deloitte tuż przed wakacjami spadek wyniósł w sumie aż 18 p.p

Mniej osób czuje się też bezpiecznie w czasie lotu samolotem (36 proc.), w trakcie wydarzeń masowych, takich jak koncerty, imprezy sportowe, seanse kinowe czy spektakle teatralne (48 proc.), gdy badani korzystają z usług indywidualnych oferowanych przez salony kosmetyczne i fryzjerskie, a także lekarzy czy dentystów (57 proc.) oraz podczas wizyt w restauracjach (59 proc.). We wszystkich tych przypadkach spadki wyniosły po 3 p.p.

W najmniejszym stopniu zmieniło się nastawienie do kwestii powrotu do biur. Nie obawia się tego 55 proc. badanych, co oznacza spadek tylko o 1 p.p. Z drugiej strony, minimalnie częściej deklarują oni jednak, że ze względu na COVID-19 posyłanie dzieci do szkoły nie jest bezpieczne w ich miejscu zamieszkania – 29 proc.

Choć nadal znaczna część ankietowanych niezbyt martwi się podróżowaniem, robieniem zakupów w stacjonarnych sklepach czy korzystaniem z restauracji i innych usług, wyraźnie widać, że obawy dotyczące tych aktywności stają się w ostatnim czasie bardziej odczuwalne. To z kolei może się bezpośrednio przekładać na kwestie ekonomiczne, bo konsumenci już nie tak beztrosko będą podchodzić do tego w jakich okolicznościach, ale przede wszystkim, ile wydają. – mówi Kamil Kucharczyk, wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego

Firmy rezygnują z podróży służbowych

Więcej obaw dotyczących podróżowania samolotami wpływa także na perspektywy wyjazdów służbowych. W porównaniu do poprzedniego miesiąca częściej ankietowani deklarują, że jest to mało prawdopodobne – wzrost o 3 p.p., do 38 proc. Przeciwnego zdania jest 54 proc. pytanych i w tym przypadku zanotowano spadek o 2 p.p.

Jak wynika z badania, deklarowane powody podejmowania podróży służbowej uległy tylko nieznacznym zmianom. Najczęściej jest to konieczność bezpośredniego spotkania z klientem (23 proc.), nieco rzadziej udziału w konferencji (18 proc.) czy nawiązywania relacji z partnerami (15 proc.).

Ciekawie wygląda też spojrzenie na powody rezygnacji z wyjazdów w sprawach zawodowych. Wyraźnie częściej niż miesiąc temu badani mówią, że ich organizacje w ogóle zrezygnowały z takiej aktywności (23 proc., o 6 p.p. więcej). Pytani rzadziej czują się też bezpiecznie podczas delegacji – wzrost odsetka o 2 p.p., do 14 proc. Duża zmiana zaszła też wśród odpowiedzi wskazujących na zastąpienie podróżowania wykorzystaniem rozwiązań technologicznych – tak mówi 19 proc. ankietowanych, podczas gdy miesiąc temu jedna czwarta.

Większe zakupy muszą poczekać

Ogólne poczucie niepewności znajduje odzwierciedlenie w deklarowanym przez ankietowanych nastawieniu do kwestii finansowych. Już 22 proc. twierdzi, że ponosi co miesiąc wydatki większe niż dochody osiągane przez ich gospodarstwa domowe. Październik to kolejny miesiąc wzrostu tego wskaźnika. Jednocześnie podniósł się odsetek odpowiedzi dotyczących niepokoju o stan posiadanych oszczędności – nie martwi to 59 proc. Polaków, podczas gdy miesiąc temu tak twierdziło 62 proc.

43 proc. uważa, że może mieć problem z regulowaniem bieżących zobowiązań finansowych, a prawie połowa (49 proc.) deklaruje, że odkłada na później większe zakupy, które w normalnych warunkach nie byłyby problemem. Ta kwestia nie jest powodem do zmartwień dla 30 proc. badanych. O 4 p.p., do 40 proc., zmalał odsetek ankietowanych, którzy optymistycznie patrzą w przyszłość i zakładają, że ich sytuacja finansowa poprawi się w nadchodzących trzech miesiącach.

W obszarze finansowym najpowszechniejszym powodem do zmartwień pozostają jednak rosnące ceny najczęściej kupowanych produktów – tak twierdzi 84 proc. pytanych w październiku, co oznacza wzrost o 3 p.p. w porównaniu z miesiącem wcześniejszym. Nie przejmuje się tym zagadnieniem zaledwie 8 proc. Polaków.

W ostatnim czasie sukcesywnie rośnie odsetek martwiących się o domowe budżety. Odpowiedzi dotyczące postrzegania własnej kondycji finansowej i zmieniających się cen najlepiej pokazują, że gospodarcze konsekwencje koronakryzysu Polacy odczuwają z opóźnieniem. Jednocześnie konsumenci coraz częściej dają wyraz swojemu zaniepokojeniu w obliczu ponownie pogarszającej się sytuacji pandemicznej, nie bez znaczenia jest też niepewność związana ze zmianami stóp procentowych oraz rosnącą inflacją. – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, lider zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego, Deloitte.

Kup w Internecie, odbierz w sklepie

Ponowny wzrost poczucia zagrożenia wizytami w sklepach stacjonarnych przekłada się na nastawienie do zakupów w formule online. W większości kategorii produktów rośnie odsetek deklarujących, że zakupy robią tylko przez Internet. W przypadku elektroniki tak mówi 13 proc. badanych, a ubrania i obuwie wyłącznie online kupuje już niemal co dziesiąty badany (9 proc.). Z drugiej strony, tylko w tradycyjnej formie Polacy najczęściej kupują produkty spożywcze (70 proc.), leki (61 proc.) i domowe artykuły pierwszej potrzeby (53 proc.).

Badanie pokazuje, że polscy konsumenci nauczyli się na co dzień wykorzystywać upowszechnione w pandemii sposoby robienia zakupów. Choć w przypadku niektórych kategorii produktów nadal preferują przede wszystkim tradycyjne wizyty w sklepie, to jednak odsetek ten cały czas spada. Z drugiej strony daje się zauważyć, że utrzymuje się tendencja do kupowania przez Internet i odbierania w placówkach stacjonarnych, na co w różnym stopniu wskazuje 77 proc. ankietowanych. – mówi Anita Bielańska, dyrektor w dziale konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.

Podejścia click and collect w ogóle nie uznaje 23 proc. konsumentów, pozostali mówią, że zdarza im się to czasami (36 proc.), sporadycznie (27 proc.) lub często (11 proc.). Wyłącznie z takiej formuły robienia zakupów, gdy tylko to jest możliwe, korzysta 3 proc. badanych.

Motoryzacyjne spowolnienie

Ogólnie obserwowane w badaniu Deloitte poczucie niepewności wśród konsumentów przekłada się też na nastawienie np. do sposobu przemieszczania się i planowanie inwestycji w tym obszarze. Odsetek zainteresowanych w nadchodzących 6 miesiącach kupnem samochodu spadł do 19 proc. Co więcej, jeśli nawet konsumenci mają takie plany, 42 proc. chce nabyć pojazd fabrycznie nowy, co oznacza spadek aż o 8 p.p. względem badania wrześniowego. Jedna trzecia bierze pod uwagę auto używane, ale prawie nowe, z gwarancją – wzrost wskazań o 9 p.p.

Obawy o własne zdrowie powodują, że Polacy mniej chętnie korzystają z transportu zbiorowego. Myślą więc o własnym samochodzie, ale chętnie znaleźliby dla siebie coś używanego, w dobrym stanie. Z drugiej strony, planujący zakup samochodu muszą brać pod uwagę ograniczenia w zakresie własnych możliwości finansowych i spadającą siłę nabywczą domowych budżetów. Osobną kwestią, wpływającą na sprzedaż pojazdów, jest ograniczona podaż nowych aut w ostatnim czasie. – mówi Bartosz Swatko, dyrektor w dziale konsultingu w Deloitte.

Badanie Deloitte pokazuje, że decydując się na zmianę samochodu, konsumenci najczęściej kierują się raczej subiektywnymi pobudkami. Prawie jedna trzecia (30 proc.) uważa po prostu, że jest już gotowa, aby jeździć innym autem, niemal co piąty (19 proc.) zmienia model na nowy, bardziej nowocześnie wyposażony, a 15 proc. wskazuje na zmianę swoich potrzeb transportowych. 13 proc. ankietowanych poszukuje bardziej oszczędnego auta, a 11 proc. uważa, że dalsze utrzymywanie dotychczasowego po prostu się nie opłaca. Co ciekawe, przesiadanie się na pojazd elektryczny z pobudek ekologicznych jest sprawą marginalną – jako powód zakupu wymienianą przez zaledwie 2 proc. pytanych.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec października 2021 r. Była to 24. edycja przeprowadzona globalnie i 18, w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 22 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.