Skala osłabienia złotego może wydać się zagadkowa i to powoduje próby szukania wyjaśnień. To co niepokoi, to ewentualna zmiana w polityce Fed, która może być dla złotego kolejnym silnym zagrożeniem.
Jeśli już, z ust prezesa NBP usłyszeliśmy, że grudniowa podwyżka stóp procentowych jest prawdopodobna, co wpisuje się w rynkowe oczekiwania, to osłabienie złotego można wyjaśnić teoretycznie dość prosto – jako efekt przełamana bariery na parze walutowej EURUSD i bardzo duże umocnienie dolara wobec euro jako konsekwencja tego przełamania.
Historycznie zazwyczaj jest tak, że gdy mamy osłabienie euro wobec dolara, złoty traci wobec amerykańskiej waluty jeszcze bardziej i tak właśnie działo się w ostatnich dniach. Dlaczego dolar zyskuje?
– Stany Zjednoczone mają silnie przegrzaną gospodarkę i rynek w USA spekuluje odnośnie tego, że Fed będzie musiał jednak szybciej podnieść stopy procentowe, a ponieważ temat taki w strefie euro niemal kompletnie nie istnieje (rynek próbował takich spekulacji, ale zostały one „ucięte” przez EBC), to dolar zyskuje wobec euro – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.
Spekulacje dotyczące szybszych podwyżek w USA powinny powodować gorszy sentyment na rynkach, a tak nie jest. Pomimo ponad 6% inflacji w USA indeksy giełdowe są na rekordowych poziomach, co swoją drogą powinno też wspierać złotego, a tak – jak widzimy – się nie dzieje.
Jednak nie wszystko tu „ma sens”. W Polsce rynek oczekuje szybkich podwyżek stóp procentowych w okolice 3%, a to powinno złotemu pomagać. Faktem jest, że zazwyczaj na walucie (szczególnie w krótkim terminie) czynniki globalne dominują nad lokalnymi, ale i tu nie wszystko zdaje się zgadzać.
Jest jeszcze wątek polityczny i geopolityczny. Wskazuje się na komunikację NBP i napięcie na granicy z Białorusią. Na dodatek inwestorzy ze świata dostrzegają narastający w różnych kwestiach od wielu tygodni konflikt Polski z Unią Europejską. Polska osłabia swą pozycję, choć jeszcze nie na taką skalę jak Turcja, która przeżywa potężną katastrofę swej waluty.
– Inwestorzy obawiają się czy uda się w Polsce opanować bardzo wysoką inflację. Kwestie geopolityczne z kolei zazwyczaj mają bardzo krótkotrwały wpływ i nie wydaje mi się, aby były teraz kluczowe – wyjaśnia ekspert XTB. – Faktem jest jednak, że taka skala osłabienia złotego może wydać się zagadkowa i to powoduje próby szukania różnych wyjaśnień. To co niepokoi, to że ewentualny „zwrot” w polityce Fed (i jego konsekwencje dla szerokich rynków) tak naprawdę jeszcze się nie wydarzył, a jego pojawienie się może być dla złotego sporym zagrożeniem.
Kurs euro jest bliski 4,70 zł. Kurs dolara przekroczył poziom 4,10 zł. Słabość polskiej waluty dotkliwie odczuwają frankowicze – frank przebił się do ponad 4,44 zł.
75% polskich przedsiębiorców uważa, że obecnie największym wyzwaniem stojącym przed nimi jest utrzymanie płynności finansowej – tak wynika z badania[1]przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy[2]. Jednocześnie szanse na rozwój biznesu w najbliższych kilku miesiącach negatywnie ocenia blisko połowa ankietowanych. Nie tylko niepewność i ograniczenia wynikające z pandemii negatywnie wpływają na te oceny. Sytuacji nie ułatwia zamieszanie jakie wywołały wprowadzane w ramach Polskiego Ładu zmiany. Mimo, iż dla wielu przedsiębiorców nowe zasady i planowane zmiany w podatkach nie są jeszcze zrozumiałe, to już teraz 12,5% badanych uważa, że będą one miały niekorzystny wpływ na kondycję finansową firm w trakcie pandemii.
Nastroje mało optymistyczne
Szanse na rozwój biznesu w najbliższych kilku miesiącach pozytywnie ocenia tylko 20% przedsiębiorców. Według badania przeprowadzonego przez Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej skutków pandemii boi się prawie 80% firm. Przedsiębiorcy obawiają się ponownych obostrzeń i ewentualnego, ponownego zamknięcia gospodarki. Rosną obawy dotyczące wzrostu podatków – tak wskazało 69% przedsiębiorców (względem badania przeprowadzonego w lipcu jest to wzrost o siedem punktów procentowych). Ponad 65% przedsiębiorców stwierdziła, że pandemia na trwałe zmieni funkcjonowanie firm. Z badania w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy wynika, że dla blisko 46% ankietowanych wyzwaniem, związanym z pandemią, jest dostosowanie się do szybko zmieniających się przepisów prawa. Ponadto, 43% przedsiębiorców wskazuje też na utrzymanie poziomu zatrudnienia pracowników.
Jak wynika z badania przeprowadzonego w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy aż 60% ankietowanych uważa, że pandemia sprawiła, że klienci stali się bardziej oszczędni i wydają mniej na zakupy niż w latach poprzednich. Jednocześnie 30% oceniło, że w tym czasie ich klienci stali się̨ bardziej świadomi podczas wyboru produktów lub usług, zwracając większą uwagę na stosunek jakości do ceny. Te obserwacje, a także zmiany na tle gospodarczym zmusiły przedsiębiorców do zmiany w podejściu do prowadzenia firmy. Prawie połowa właścicieli przedsiębiorstw zaczęła rozsądniej gospodarować finansami, a ponad 1/3 firm wstrzymała planowane inwestycje w wyniku rozprzestrzeniania się pandemii.
Kolejne fale pandemii COVID-19 spowodowały kryzys gospodarczy i konieczność wprowadzenia przez państwo środków wsparcia dla przedsiębiorstw. Jednak obecnie, według badania[3] Centrum Monitoringu Sytuacji Gospodarczej 47% firm z perspektywy czasu raczej negatywnie ocenia skuteczność Tarcz Antykryzysowych. Średnia ocena to zaledwie 4,1 punktów w skali od 0 do 10. Wśród nich jest 10% firm, które oceniają Tarcze Antykryzysowe bardzo źle, a więc na ocenę 0.
Czy Polski Ład jest ratunkiem dla firm?
Wiele osób zastanawia się czy Polski Ład jako program odbudowy polskiej gospodarki pomoże firmom w odbudowaniu czy wręcz przeciwnie spowoduje niewydolność. Z przeprowadzonych przez BCC badań wynika, że aż 87% przedsiębiorców uważa zmiany podatkowe zapowiadane w Polskim Ładzie jako niekorzystne dla ich firm. Ponadto, co czwarty właściciel firmy już dzisiaj planuje podnieść ceny swoich produktów lub usług, aby zrekompensować straty odniesione w wyniku Polskiego Ładu.
Przez ostatnie 2 lata przedsiębiorcy musieli mierzyć się z bardzo trudnymi wyzwaniami. Niestety aktualna sytuacja pokazuje, że to nie koniec. Nic dziwnego, że firmy są pełne obawy, co przyniesie przyszłość. Szczególnie, że sytuacja związana z kolejnymi falami pandemii jest nie tylko dynamiczna, ale również nieprzewidywalna. Takie okoliczności nie sprzyjają odbudowie chociażby kondycji finansowej czy zatrudnienia. Z perspektywy sieci, która zrzesza przedsiębiorców widzę, że planowane zmiany nie uspokajają, a wręcz przeciwnie, napawają ostrożnością. – mówi Robert Rękas, prezes zarządu Lewiatan Holding.
[1] Badanie zostało przeprowadzone w 2021 roku. Celem badania było poznanie m.in. opinii przedsiębiorców na temat wyzwań i zmian, związanych z prowadzeniem własnego biznesu. W ramach badania przeprowadzono ankiety wśród przedsiębiorców.
[2] Celem inicjatywy jest promowanie polskiej przedsiębiorczości oraz wspieranie przedsiębiorców w wyzwaniach z jakimi mierzą się na co dzień w prowadzeniu działalności.
[3] Badanie zostało przeprowadzone w dniach 9-23 października br. metodą CAWI. N=207. Kwestionariusz rozesłano do firm członkowskich i współpracujących z organizacjami zrzeszonymi i współpracującymi z Radą Przedsiębiorczości.
Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 19 listopada 2021 r., jednogłośnie wyraziła zgodę na powołanie Tomasza Starusa na stanowisko Prezesa Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes – największego w Polsce towarzystwa ubezpieczeń należności.
– Decyzję Komisji Nadzoru Finansowego przyjmuję z nieskrywaną radością, dumą, ale i dużą dozą pokory. Euler Hermes od blisko ćwierćwiecza współtworzy polską gospodarkę, zapewniając tysiącom firm bezpieczeństwo relacji handlowych. Jako część grupy Allianz każdego dnia podejmujemy nowe wyzwania na rzecz nowoczesnych usług finansowych – powiedział Tomasz Starus, CEO i Prezes Zarządu TU Euler Hermes w Polsce.
Tomasz Starus z Grupą Euler Hermes jest związany od 2000 roku. Zaczynał jako Specjalista ds. Ubezpieczeń Finansowych. W 2001 roku objął stanowisko Kierownika Zespołu w Biurze Oceny Ryzyka. Po trzech latach został powołany na Dyrektora Biura Oceny Ryzyka, odpowiedzialnego za monitoring portfela należności, sporządzanie analiz ekonomicznych oraz opracowanie i wprowadzenie modelu ratingowego dla polskich firm. W 2013 roku został powołany na członka Zarządu nadzorującego ocenę ryzyka kredytowego, szkody i odzyskiwanie należności. Przeprowadził zakończoną sukcesem transformację od manualnej oceny ryzyka w poszczególnych przypadkach do zbudowania sprawnego systemu opartego na Big Data, ze zdolnościami predykcyjnymi i aktualizującego w czasie rzeczywistym ocenę kredytową setek tysięcy przedsiębiorstw. Tomasz Starus współzarządzając działalnością Euler Hermes nadzorował również udaną ewolucję procesu wypłaty odszkodowań do modelu „claims first”, wyznaczającego rynkowy standard prostoty i szybkości uzyskiwania odszkodowania w ramach ubezpieczenia należności w Polsce.
Tomasz Starus od początku swojej pracy zawodowej – w 1998 roku jest związany z rynkiem ubezpieczeń należności. Jest absolwentem wydziału zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych Executive MBA, prowadzonych wspólnie przez Uniwersytet Warszawski i University of Illinois. Jako uczestnik licznych konferencji, inicjatyw branżowych i komentator ekonomiczny, aktywnie współtworzy rynek ubezpieczeń należności w Polsce i nadaje ton dyskusji o ryzyku w biznesie.
Komisja Nadzoru Finansowego na posiedzeniu 19 listopada 2021 r. wyraziła zgodę na powołanie Jakuba Słupińskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Banku Pocztowego S.A. Podczas tego posiedzenia Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła także zgodę na powierzenie Piotrowi Piechocie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego.
Podczas posiedzenia Komisji Nadzoru Finansowego, w dniu 19 listopada 2021 r., jej członkowie wyrazili zgodę na powołanie Jakuba Słupińskiego na stanowisko Prezesa Zarządu Banku Pocztowego S.A. Na tym samym posiedzeniu KNF wyraziła zgodę na powierzenie Piotrowi Piechocie funkcji Członka Zarządu Banku Pocztowego S.A. nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku.
Jakub Słupiński od 22 października 2020 r. pełni funkcję Wiceprezesa Zarządu, p.o. Prezesa Zarządu Banku Pocztowego. Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie nadzoru właścicielskiego, zdobyte jako członek rad nadzorczych wielu spółek (zarówno tych, z udziałem Skarbu Państwa, jak i prywatnych). W latach 2016-2020 był Członkiem Rady Nadzorczej Banku Pocztowego. W tym samym okresie był także związany z Pocztą Polską, zajmując między innymi stanowisko Dyrektora Biura Strategii Poczty Polskiej. Jest absolwentem automatyki na Akademii Górniczo-Hutniczej oraz zarządzania na Swinburne University of Technology w Melbourne. Był założycielem i prezesem (1988-1995) jednej z pierwszych, większych polskich firm komputerowych – Qumak (firma giełdowa).
Piotr Piechota, Członek Zarządu Banku Pocztowego
Piotr Piechota od 1 grudnia 2020 r. pełni funkcję Członka Zarządu Banku Pocztowego i jest odpowiedzialny za administracyjne zarządzanie Pionem Ryzyka. Jest absolwentem Wydziału Prawa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz studiów podyplomowych MBA Warszawskiej Szkoły Administracji i Zarządzania. Posiada ponad dwie dekady doświadczenia w sektorze bankowym, w tym 12-letnie na stanowiskach kierowniczych w obszarach ryzyka, restrukturyzacji i kredytów. W sektorze bankowym od 1999 (BGŻ S.A.). W latach pracował 2003-2011 w Kredyt Bank S.A. (wówczas belgijska grupa KBC Bank), gdzie zajmował się obszarem ryzyka, w tym m.in. restrukturyzacją kredytów zagrożonych, oraz pełnił funkcję Dyrektora Biura Oceny Ryzyka Kredytowego (klienci biznesowi i instytucje finansowe). Między 2011 a 2018 rokiem pracował w pionie ryzyka Deutsche Bank S.A. jako Dyrektor Departamentu Ryzyka Kredytowego Klientów Indywidualnych i Biznesowych, odpowiadając za szeroki obszar analizy ryzyka i podejmowania decyzji dla kredytów klientów indywidualnych, MŚP, krajowych i międzynarodowych korporacji oraz instytucji finansowych. W 2019 roku pełnił funkcję Dyrektora Generalnego korporacyjnej kancelarii prawnej Kochański & Partners. W 2020 roku związał się z Bankiem Pekao S.A. gdzie był Dyrektorem Departamentu Analiz Kredytowych i członkiem Komitetu Kredytowego Banku.
GPW Benchmark S.A. poinformowała o zaprzestaniu opracowywania indeksu WIG-telekomunikacja oraz o zmianie nazwy indeksu WIG.GAMES na WIG.GAMES5. 17 grudnia 2021 będzie ostatnim dniem publikacji indeksu WIG-telekomunikacja oraz indeksu WIG.GAMES pod starą nazwą. 20 grudnia 2021 będzie pierwszym dniem publikacji tego ostatniego indeksu pod nazwą WIG.GAMES5.
Zaprzestanie opracowywania indeksu WIG-telekomunikacja ma związek ze zmianą rzeczywistości rynkowej, polegającej na stopniowej zmianie profilu działalności spółek działających w tradycyjnej branży telekomunikacyjnej i w związku z tym stale malejącej liczbie spółek – uczestników tego indeksu.
Zmiana nazwy indeksu WIG.GAMES na WIG.GAMES5 ma związek z planami wprowadzenia nowego indeksu w sektorze gier. Indeks WIG.GAMES5 będzie nadal mierzył aktywność 5 najbardziej płynnych spółek, uczestniczących w indeksach WIG20, mWIG40 oraz sWIG80.
Zmiany w Regulaminie Rodziny Indeksów Giełdowych zostały zaakceptowane przez Komitet Nadzorczy Wskaźników Rynku Kapitałowego, są opublikowane na stronie gpwbenchmark.pl i wejdą w życie 20 grudnia 2021.
Holdingi gospodarcze zaczynają odgrywać strategiczną rolę w funkcjonowaniu i rozwoju przedsiębiorstw, w szczególności w aspekcie transgranicznym. W przypadku holdingów polityka podatkowa danego państwa jest istotnym czynnikiem decydującym o konkurencyjności firmy na rynku. Dlatego przy wyborze kraju, w którym ma być zlokalizowana spółka holdingowa, ważną rolę odgrywa jego system podatkowy.
Cel przepisów
Podstawowym celem nowych przepisów jest zapewnienie polskim przedsiębiorcom korzystnych warunków do prowadzenia grup holdingowych w kraju. Podobne rozwiązania dostępne są także w innych państwach Unii Europejskiej, które już wcześniej zauważyły, że obecność spółek holdingowych może generować więcej korzyści dla gospodarki. Część krajów traktuje holdingi jako jeden podmiot gospodarczy (np. Holandia, Hiszpania, Portugalia, Wielka Brytania czy Francja), a część jako rozdzielne podmioty objęte preferencjami, pomiędzy którymi rozliczenia są co do zasady neutralne podatkowo (Belgia, Grecja i Włochy). W przypadku Polski wdrażany będzie model drugi, tj. podmioty w dalszym ciągu będą traktowane jako odrębni podatnicy. W zakresie modelu pierwszego rozwiązaniem przewidywanym przez polskie przepisy jest Podatkowa Grupa Kapitałowa. Dodatkowo warto wskazać na wdrażany kolejny model funkcjonowania powiązanych przedsiębiorstw – tym razem w zakresie podatku od towarów i usług, funkcjonujący oddzielnie, tj. Grupę VAT.
Spółka holdingowa
Przepisy Polskiego Ładu wprowadzają nowe pojęcie spółki holdingowej. Głównym warunkiem skorzystania z tej formy prawnej będzie posiadanie na podstawie tytułu własności przez spółkę holdingową co najmniej 10% udziałów lub akcji w spółce zależnej minimum przez 1 rok. Ponadto spółka holdingowa nie może być spółką tworzącą podatkową grupę kapitałową, ponieważ przepisy o spółce holdingowej mają być alternatywą dla przepisów o PGK.
Co istotne, spółka holdingowa nie będzie mogła korzystać ze zwolnień przewidzianych w ustawie o CIT, czyli zasadniczo powinna docelowo płacić podatek. Pozostanie jednak możliwość korzystania ze zwolnień z art. 20 ust. 3 lub art. 22 ust. 4 ustawy CIT, tj. zwolnień z tytułu przychodów z udziału w zyskach osób prawnych. Działalność prowadzona przez spółkę holdingową będzie musiała być działalnością rzeczywistą w rozumieniu przepisów o zagranicznych spółkach kontrolowanych. Innymi słowy, spółka holdingowa powinna wykonywać faktyczne czynności stanowiące działalność gospodarczą, w tym:
posiadać personel, lokal oraz wyposażenie do prowadzenia tej działalności,
funkcjonować w oparciu o przesłanki ekonomiczne,
wykazywać współmierność pomiędzy prowadzoną działalnością a faktycznie posiadanymi zasobami,
zawierać umowy i porozumienia, które są zgodne z rzeczywistością gospodarczą, mają uzasadnienie gospodarcze i nie są w sposób oczywisty sprzeczne z ogólnymi interesami gospodarczymi tej jednostki
Podsumowując, jednym z warunków powstania spółki holdingowej jest prowadzenie realnej działalności gospodarczej, co ma na celu promowanie biznesu i inwestycji tych spółek w Polsce. Ostatni warunek dotyczy udziałowców/akcjonariuszy, którzy co do zasady nie mogą być podmiotami mającymi siedzibę lub zarząd w krajach stosujących szkodliwą konkurencję, niechętnych do współpracy z Polską (o których mowa w art. 86a § 10 pkt 1 Ordynacji podatkowej) oraz w krajach, z którymi Polska nie ratyfikowała umowy międzynarodowej, w szczególności w sprawie podwójnego opodatkowania.
Korzyści płynące z funkcjonowania spółki holdingowej
Podstawową korzyścią wynikającą z nowych przepisów jest możliwość zwolnienia przychodów z dywidend w wysokości 95% kwoty dywidend uzyskanych przez spółkę holdingową od krajowej spółki zależnej oraz zagranicznej spółki zależnej. Pozostała kwota dywidendy niepodlegająca zwolnieniu, tj. 5% wartości dywidendy, będzie podlegała opodatkowaniu CIT w Polsce na zasadach ogólnych wg stawki 19%. Ponadto ta część dywidendy nie będzie objęta zwolnieniami z art. 20 ust. 3 i art. 22 ust. 4 ustawy CIT.
Ograniczenie przewiduje, że zwolnieniu nie będą podlegać dywidendy ze spółek zależnych, jeżeli spółka holdingowa nie będzie posiadała w spółce zależnej 50% udziałów, praw głosu lub uczestnictwa w zysku, spółka zależna będzie miała ponad 33% przychodów pasywnych oraz faktycznie zapłacony podatek byłby niższy niż zapłacony w państwie siedziby/zarządu.
Kolejne zwolnienie obejmuje zwolnienie z podatku dochodowego dochodów osiągniętych przez spółkę holdingową z tytułu zbycia udziałów krajowej spółki zależnej lub zagranicznej spółki zależnej na rzecz podmiotu niepowiązanego, pod warunkiem złożenia oświadczenia do naczelnika urzędu skarbowego co najmniej 5 dni przed dniem zbycia o planowanym zamiarze skorzystania ze zwolnienia.
Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Escola, jedna z czołowych firm tworząca aplikacje mobilne i webowe w Polsce przejęła nastawioną na sektor edukacji spółkę Deal IT i otworzyła nowe biuro w Kaliszu. Firma wejdzie w skład Grupy Kapitałowej Escola. Dotychczasowy właściciele Deal IT wejdą w struktury Escoli. Jest to czwarta akwizycja Escoli w ostatnich miesiącach i już na tym etapie spółka zrealizowała swój cel rozwojowy, o którym komunikowała inwestorom w trakcie oferty publicznej akcji.
– Połączenie Deal IT – wiodącego dostawcy oprogramowania dla edukacji w regionie i Escoli, było naturalnym krokiem w rozwoju obu firm. Polecenie zawdzięczamy Piotrowi Nowosielskiemu, prezesowi Just Join IT. Jestem przekonany, że rynek IT będzie się konsolidował i jest to kolejny krok na tej drodze, jak i spełnienie zapowiedzi danej naszym akcjonariuszom. Nowym oddziałem w Kaliszu będą zarządzać dotychczasowi właściciele Deal IT. Nie wykluczamy, że jeszcze w tym roku dokonamy kolejnego przejęcia – mówi Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola.
Deal IT posiada silną markę w obszarze rozwiązań skierowanych do branży edukacyjnej, nowe biuro w Kaliszu, będzie czwartym oddziałem Escoli. W rozwój oddziału będą wciąż zaangażowani dotychczasowi właściciele Deal IT – wśród których są m.in. dr Marek Dębczyński i Tomasz Mazek, którzy przez wiele lat zajmowali się edukacją informatyczną w regionie. Przejęcie Deal IT ma pomóc Escoli także w pozyskiwaniu nowych programistów i obiecujących absolwentów. W nadchodzącym roku spółka chce powiększyć zespół do 20 osób.
–W rozwoju Deal IT doszliśmy do miejsca, w którym chcąc pracować przy większych projektach z międzynarodowymi klientami potrzebowaliśmy wsparcia większego, doświadczonego partnera. Dzięki połączeniu z Escola zwiększymy kilkukrotnie tempo rekrutacji, ilość klientów i jeszcze szybciej rozwiniemy naszą działalność – mówi Marek Dębczyński, współwłaściciel Deal IT.
W poprzednich akwizycjach Escola nabyła prawa do marki Mobile Trends, w której skład wchodzą Mobile Trends Awards, Mobile Trends Conference oraz serwis MobileTrends.pl. Kolejną transakcją spółki było kupno firmy ClickMaster celem rozbudowania swoich struktur kadrowych oraz przejęcia projektów prowadzonych dotychczas przez software house.
Oprócz bazowej działalności, przejęcia i tworzenia spółek zależnych są głównymi elementami strategii Escola. Spółka opiera strategię w dużej mierze na akwizycji innych software house’ów. Pozwala to na pozyskanie doświadczonych programistów oraz zwiększeniu liczby prowadzonych projektów.
Escola S.A. w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 proc. za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020.
W całym kraju z kwartału na kwartał powstaje coraz więcej magazynów, dzięki czemu pod względem zasobów w budowie Polska plasuje się już na drugim miejscu w Europie. Na nasz rynek wchodzą również nowi gracze.
Mimo rekordowo dużej ilości powierzchni w budowie, nowa podaż na rynku magazynowym w naszym kraju nie nadąża za wciąż rosnącym popytem. Wolumen najmu w pierwszej połowie br. był trzykrotnie większy niż ilość powierzchni oddanej do użytkowania. Najwięcej magazynów przybyło na Górnym Śląsku, w Warszawie i Trójmieście.
Ilość powierzchni magazynowych będących w trakcie realizacji jest zbliżona do poziomu najmu zarejestrowanego w pierwszych 6 miesiącach br. Tylko w drugim kwartale pula powierzchni magazynowych w budowie wzrosła o jedną trzecią w porównaniu do poprzedniego kwartału. Z danych Walter Herz wynika, że najwięcej obiektów logistycznych pozostaje na Górnym Śląsku, w strefie Zachodniej Polski oraz Poznaniu. W tych trzech regionach w realizacji jest łącznie przeszło 1,5 mln mkw. powierzchni. Skala przyrostu zasobów magazynowych plasuje Polskę na drugim miejscu w Europie, po Niemczech.
Nowi inwestorzy
Powiększa się także grono inwestorów aktywnych na naszym rynku w sektorze magazynowym. Niedawno ekspansję w Polsce rozpoczął skandynawski fundusz NREP, finalizując zakup portfela logistycznego o powierzchni 130 tys. mkw., który planuje działania w segmencie magazynów i mieszkań. Firma LCube natomiast po rozpoczęciu inwestycji z podrzeszowskiej Jasionce, ruszyła niedawno pod Wrocławiem ze swoim drugim projektem magazynowym.
– Deweloperzy budują dziś także spekulacyjnie, bo popyt na magazyny utrzymuje się na rekordowo wysokim poziomie. Wyjątkowo dużym zainteresowaniem cieszą się w ostatnim czasie obiekty z obszaru logistyki miejskiej. Niemniej, wszystkie segmenty rynku magazynowego pozostają na fali wzrostu. Największe transakcje zawierane są przez firmy z sektora e-commerce, ale duże zapotrzebowanie niezmiennie zgłaszają również operatorzy logistyczni – informuje Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz. – Obserwatorzy rynku są zgodni, że popyt na magazyny w naszym kraju, podobnie jak w całej Europie będzie nadal wzrastał. Przede wszystkim dzięki prognozowanemu, dalszemu wzrostowi sprzedaży internetowej i rozwojowi e-commerce, a także spodziewanej ekspansji najemców z branży produkcyjnej – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.
Wschodzące ośrodki magazynowe
Największym węzłem logistycznym w kraju pozostaje Warszawa, w której popyt na powierzchnie magazynowe w 2020 roku osiągnął poziom 1,2 mln mkw., a zasoby przekraczają 5 mln mkw. Drugim pod względem wielkości ośrodkiem magazynowym jest Górny Śląsk z zasobami sięgającymi niemal 4 mln mkw. powierzchni. Na kolejnej pozycji plasuje się hub magazynowy zlokalizowany w centralnej części Polski, gdzie skupionych jest około 3,3 mln mkw. powierzchni. Do grupy największych centrów logistycznych należy również Wrocław oraz Poznań.
Potencjał głównych rynków magazynowych w naszym kraju stale rośnie, ale intensywny wzrost przeżywają również mniejsze ośrodki. Trójmiasto, Szczecin oraz centrum logistyczne w Zachodniej Polsce dołączą do ośrodków oferujących ponad 1 mln mkw. powierzchni magazynowych po zakończeniu realizowanych teraz budów.
Boom w sektorze magazynowym widoczny jest w całej Polsce. Na Dolnym Śląsku na terenie 20 ha Panattoni rozpoczęło budowę inwestycji Panattoni Park Głogów, która dostarczy łącznie 111 tys. mkw. powierzchni. W pierwszym z dwóch planowanych budynków znajdzie sią 78 tys. mkw. powierzchni. Deweloper rozpoczyna również realizacje kolejnego projektu w tym regionie – Panattoni Park Bolesławiec, który przyniesie 50 tys. mkw. magazynów.
Ponadto, ruszył kolejny etap budowy największej inwestycji Panattoni na Dolnym Śląsku – Wrocław Campus 39 w podwrocławskich Wierzbicach, która zaoferuje łącznie 150 tys. mkw. powierzchni.
Duże obiekty pod Wrocławiem
GLP prowadzi natomiast budowę Wrocław V Logistics Centre, największego projektu magazynowego realizowanego obecnie w aglomeracji wrocławskiej. Na 50 ha terenu powstać ma 5 budynków o powierzchni około 240 tys. mkw. W podwrocławskich Magnicach ruszyła już budowa obiektu o powierzchni 41 tys. mkw.
Na Dolnym Śląsku buduje też Hillwood Polska. W Sycowie powstanie niemal 90 tys. mkw. magazynów, pierwszy budynek przyniesie ponad 44 tys. mkw. powierzchni.
Z budową ruszył również Mountpark Logistics. Pierwsza faza inwestycji dostarczy 35 tys. mkw. powierzchni, a cały kompleks magazynowo-logistyczny Mountpark Wrocław zaoferuje 140 tys. mkw. magazynów.
W Gorzowie Wielkopolskim 12 ha działkę pod nowoczesne centrum logistyczno-dystrybucyjne MLP Gorzów Wielkopolski o powierzchni najmu 52 tys. mkw. zakupiła natomiast MLP Group. W rozbudowę magazynów w tym mieście zainwestowała także firma Accolade, która pozyskała kolejne tereny inwestycyjne, na których stanąć mają magazyny przemysłowe o powierzchni niemal 100 tys. mkw.
Przy zachodniej granicy, przy drodze krajowej nr 24 powstaje zaś centrum logistyczne Hillwood Rokitno o powierzchni 112 tys. mkw. Firma realizuje aktualnie również inwestycję Hillwood Bydgoszcz podobnej wielkości. A w województwie lubuskim, w Świebodzinie swoje dziesiąte centrum logistyczne w Polsce o powierzchni 193 tys. mkw. niedawno otworzył Amazon.
Szczecin w rozwoju
Będą też nowe obiekty magazynowe w Szczecinie. Firma Accolade nabyła tam dwie nieruchomości przemysłowe. Na gruntach powstaną nowoczesne przestrzenie magazynowe o łącznej powierzchni 73 tys. mkw. W aktualnie realizowanym etapie projektu przy ulicy Kniewskiej w Szczecinie znajdzie się 31 tys. mkw. powierzchni. W Goleniowie natomiast w budowie jest Panattoni Park Goleniów o docelowej powierzchni 54 tys. mkw., z czego dotychczas powstało blisko 20 tys. mkw.
Pruszcz Logistics przygotowuje inwestycję w Będzieszynie, która przyniesie około 50 tys. mkw. W ramach projektu, poza halą magazynową, powstanie także budynek biurowy.
GLP planuje z kolei realizację kolejnego etapu Pomorskiego Centrum Logistycznego w Gdańsku. W sąsiedztwie terminala kontenerowego DCT Gdańsk ma powstać kolejne 39 tys. mkw. powierzchni magazynowo-produkcyjnej.
Poznań z kolejnymi inwestycjami
Pod Poznaniem MLP Group rozbudowuje natomiast projekt MLP Poznań West. W kompleksie w Dąbrówce powstanie kolejne 43 tys. mkw. magazynów. P3 wybuduje w parku P3 Poznań dla firmy Westwing dedykowany budynek o powierzchni 82,5 tys. mkw. z możliwością rozbudowy o dodatkowe 27 tys. mkw. Ponadto, na a działce o powierzchni 10 hektarów w gminie Swarzędz pod Poznaniem powstanie Panattoni Park Poznań East Gate o powierzchni 45 tys. mkw.
Pod Warszawą na gruntach w gminach Góra Kalwaria i Karczew firma Good Point, która jest marką Real Management również planuje budowę magazynów i parków technologicznych.
W Strykowie w woj. łódzkim, w sąsiedztwie węzła łączącego autostrady A1 i A2 firma Mountpark Logistics przygotowuje też do realizacji centrum magazynowo-logistyczne o powierzchni 245 tys. mkw.
Nowe magazyny na Górnym Śląsku
Największą inwestycją magazynową realizowaną na Górnym Śląsku jest GLP Lędziny Logistics Centre, w którym planowane jest oddanie 111 tys. mkw. powierzchni.
W Gliwicach firma MDC2 zakupiła działkę o powierzchni 13,4 ha pod obiekt magazynowo-logistyczny. Kompleks MDC2 Park Gliwice tworzyć mają trzy budynki, w których znajdzie się 52 tys. mkw. powierzchni magazynowej.
Ponadto, firma European Logistics Investment rozpoczęła budowę drugiego budynku magazynowego na Śląsku. Realizacja inwestycji Park Tychy II przynieść ma 43 tys. mkw. powierzchni. W Międzyrzeczu specjalistyczny magazyn o powierzchni około 20 tys. mkw. dla firmy produkcyjnej Aluprof wybuduje również firma 7R.
Dyskonty budują zaplecze
W logistykę inwestują także marki sieciowe. Jeronimo Martins realizuje już w naszym kraju siedemnaste centrum dystrybucyjne dla Biedronki. Zespół hal magazynowo-logistycznych o powierzchni 54 tys. mkw. na 9 hektarowej działce powstanie w Stawigudzie pod Olsztynem. Nowe centrum dystrybucyjne o powierzchni ponad 43 tys. mkw. zlokalizowane pod Bydgoszczą będzie miała też sieć ALDI, która planuje otwarcie w Polsce 40 sklepów.
Niedawno wojewoda lubelski wydał również pozwolenie na budowę największego w Europie parku logistycznego. W Małaszewiczach na bazie obecnego suchego portu, który po rozbudowie zwiększy czterokrotnie swoją przepustowość powstać ma nowoczesny hub przeładunkowy towarów pomiędzy Azją a Europą. Rozpoczęcie budowy parku logistycznego, który zajmować ma kluczowe miejsce na trasie Nowego Jedwabnego Szlaku planowane jest w 2022 roku, a jego realizacja potrwa od 5 do 6 lat. Koszt inwestycji wyniesie ponad 3 miliardy zł. Połowa środków ma pochodzić z budżetu państwa.
Wspólna europejska waluta jest obecnie najdroższa od ponad dekady. Co gorsze, patrząc na obecną sytuację, jest duże pole do dalszego pogarszania się sytuacji.
Dobre dane z USA
Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA kolejny już tydzień stabilizuje się poniżej poziomu 270 tysięcy. Jesteśmy zatem znów w okolicach, w których ten parametr może udawać, że jest w normie przedpandemicznej. Spadająca liczba wniosków to oczywiście dobra informacja dla rynku sugerująca, że można spodziewać się dalszego spadku stopy bezrobocia. Już teraz jesteśmy na poziomach z 2017 roku zatem ciężko mówić o problemie, ale patrząc na dynamikę spadków, zasadnym jest oczekiwanie dalszych obniżek. Te dobre dane odpowiadają za umacnianie się dolara na rynku.
Dolar znów zyskuje
Dzisiaj od rana mamy wysoką aktywność inwestorów na parze EURUSD. Zdecydowanie przeważa strona kupująca, co powoduje, że dolar zyskuje wyraźnie na wartości. Od rana jest już to prawie 1 cent. To właśnie ten ruch jest kolejnym problemem dla polskiego złotego. Dolar wyceniany jest już po 4,15 zł, a euro przebiło 4,68 zł. Odwrót od polskiej waluty jest wynikiem ucieczki kapitału z Europy, który dotyczy nie tylko strefy euro, ale również gospodarek powiązanych. Im silniejsza waluta, tym mniej traci, przez co widzimy również dzisiaj wieloletnie maksima zarówno na franku szwajcarskim, jak i na funcie.
Historyczne minima liry
Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami w Turcji doszło do obniżek stóp procentowych. Z punktu widzenia makroekonomii, którą znamy obniżanie stóp procentowych w sytuacji, gdy inflacja rośnie i przekracza stopę nominalną o niemal 4%, nie jest dobrym rozwiązaniem. W Turcji obowiązuje jednak inne podejście lansowane przez prezydenta Erdogana. Wierzą tam, że to wysokie stopy procentowe podnoszą inflację. Nie wiadomo, jakie jest uzasadnienie takiego procesu, ale w myśl tej teorii obniżono stawkę z 16% na 15%. Na reakcję rynków nie trzeba było czekać. Za jedno euro płaci się już 12,5 liry. Czy to dużo? Biorąc pod uwagę tamtejsze odważne eksperymenty gospodarcze, niby nie, ale na początku roku było to jednak 9 lir za euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Eksperci o nowelizacji przypisów dot. migracji zarobkowej:
skorzystają zarówno pracodawcy, jak i cudzoziemcy.
Efektem przyjętej przez Sejm nowelizacji ustawy o cudzoziemcach będzie wydłużenie okresów zatrudnienia pracowników zagranicznych w Polsce, na czym niewątpliwie zależało polskim pracodawcom. Z kolei dla migrantów zarobkowych zmiany przypisów oznaczają szereg ułatwień w procesie przedłużenia pobytu i zatrudnienia w Polsce oraz większe możliwości rozwoju zawodowego w naszym kraju. O tym poinformowali eksperci agencji pracy EWL Group specjalizującej się na rekrutacji pracowników z zagranicy, komentując przyjęcie w dniu 17 listopada przez Sejm rządowego projektu nowelizacji ustawy o cudzoziemcach oraz innych ustaw, opracowanego przez MSWiA.
Dłuższe pierwsze zezwolenia – tzw. „oświadczenia”
Zdaniem Michała Wierzchowskiego, dyrektora sprzedaży EWL Group, nowe przepisy, szczególnie dotyczące wydłużenia terminów ważności oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi z obecnych 6 miesięcy do 24 miesięcy to rewolucyjny krok w stronę potrzeb polskiego rynku i przedsiębiorców.
„Coraz częściej słyszymy od naszych klientów, że dla rozwoju ich przedsiębiorstw, zwłaszcza produkcyjnych, kluczowym elementem jest stabilność zatrudnienia. I to właśnie potencjalnie wysoka rotacja spowodowana krótkim czasem ważności dokumentów pobytowych była dotychczas największym ryzykiem biznesowym w rekrutacji pracowników z Ukrainy. Po wprowadzeniu nowych przepisów pracownicy z zagranicy, w tym ze Wschodu, będą mogli pracować w polskich przedsiębiorstwach dłużej niż 4-5 miesięcy” – podkreśla Wierzchowski.
Dodatkowym ułatwieniem będzie likwidacja przepisu mówiącego, że po odpracowaniu maksymalnie 6 miesięcy na tzw. „oświadczeniu”, cudzoziemiec zmuszony jest odczekać kolejnych 6 miesięcy zanim ponownie podejmie pracę w Polsce na podstawie wspomnianego dokumentu.
„Zmiana ta umożliwi powierzanie cudzoziemcowi pracy bez przerw, co wpłynie na charakter migracji zarobkowej do Polski, zmieniając ją z obecnej rotacyjnej i krótkookresowej na średniookresową, a w efekcie na długookresową, na czym z kolei zależy polskim pracodawcom” – dodaje dyrektor sprzedaży EWL Group.
Sprawniejsze przedłużanie pobytu i zatrudnienia cudzoziemców
Z kolei Maria Kuzenko, kierowniczka działu legalizacji EWL Group, zwraca uwagę, że dotychczasowe polskie przepisy dotyczące zatrudniania migrantów ekonomicznych należą do najbardziej liberalnych w UE, ale jedynie w kontekście rozpoczęcia pracy w naszym kraju. Sytuacja komplikuje się podczas starań o przedłużenie pobytu i zatrudnienia pracowników zagranicznych w związku z zawiłością przepisów, całym szeregiem stawianych wymagań oraz długim okresem oczekiwania na rozpatrzenie spraw w urzędach.
„Jedna z przyjętych zmian znacząco upraszcza procedury formalne. Cudzoziemcy przy składaniu wniosku o pobyt stały lub tymczasowy nie będą już zobowiązani do dostarczenia do urzędu umów najmu mieszkania, co powinno skrócić czas oczekiwania na wydanie decyzji. Od obcokrajowca wymagane będzie jedynie posiadania zatrudnienia (potwierdzonego zawarciem umowy) oraz wykazania zarobków na poziomie minimalnego wynagrodzenia” – komentuje ekspertka ds. legalizacji.
Otwarta droga do awansów pracowników zagranicznych
Ekspertka EWL Group dodaje, że kolejnym istotnym punktem nowelizacji jest poszerzenie katalogu okoliczności niewymagających zmiany zezwolenia na pobyt czasowy i pracę.
„W myśl dotychczasowych przepisów jakakolwiek zmiana stanowiska cudzoziemca, zatrudnionego na podstawie zezwolenia na prace, wiąże się z koniecznością ponownego złożenia wniosku o zezwolenie, czyli ponownego przejścia długotrwałej i skomplikowanej procedury. To w dużej mierze demotywowało pracowników zagranicznych. Zgodnie z nowelizacją ten wymóg zostanie zlikwidowany, co prowadzi do usunięcia jednej z głównych przeszkód na drodze awansów zagranicznych pracowników w polskich firmach. Nowe przepisy powinny pozytywnie wpłynąć na możliwość rozwoju zawodowego cudzoziemców w polskich firmach, zwiększając ich motywację do pracy oraz do zatrzymania się w Polsce na dłuży okres” – uważa Kuzenko.
Krótsze terminy rozpatrywania spraw w urzędach i więcej czasu na zgłoszenie zatrudnienia cudzoziemca
Wśród najistotniejszych zmian eksperci agencji pracy EWL Group odnotowują również wprowadzenie 60-dniowych terminów na realizację sprawy w urzędach w przypadku udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy. Bowiem to właśnie długie oczekiwanie na wydanie tzw. „karty pobytu” zniechęcało zarówno cudzoziemców, jak i pracodawców o wnioskowanie o zezwolenie na pobyt tymczasowy i pracę. Pojawił się również analogiczny zapis dotyczący zezwoleń na pobyt stały i czasowy, zakładający wprowadzenie 6-miesięcznych terminów załatwienia sprawy w przypadku udzielenia zezwolenia na pobyt stały oraz zezwolenia na pobyt rezydenta długoterminowego UE. Obecnie w niektórych urzędach wojewódzkich na wydanie zezwolenia na pobyt stały lub tzw. „karty rezydenta” cudzoziemcy czekają nawet po kilka lat.
Przegłosowano również poprawkę wprowadzającą ułatwienie dla pracodawców polegające na wydłużeniu z 1 do 7 dni okresu na poinformowanie powiatowego urzędu pracy o rozpoczęciu pracy przez cudzoziemca. Dzięki temu zarówno pracodawcy, jak i urzędy będą miały więcej czasu na dopełnienie niezbędnych formalności po zatrudnieniu obcokrajowca.
Eksperci są zgodni, że nowelizacja ustawy o cudzoziemców jest stosowną odpowiedzią na dynamicznie zmieniającą się sytuację na polskim i światowych rynkach pracy. W swoich wypowiedziach podkreślają, że liberalne ustawodawstwo wobec migrantów to najistotniejszy atut Polski w walce o pracowników z zagranicy z krajami, które także potrzebują rąk do pracy, ale mogą zaproponować kilkakrotnie wyższe zarobki.
Turcja obniżyła ponownie stopy procentowe. Scenariusz o którym pisałem wczoraj się zrealizował. Lira ponownie uległa silnemu osłabieniu. Tak duża deprecjacja waluty wywoła poważne, negatywne konsekwencje gospodarcze. Wczorajsze wypowiedzi przedstawicieli Fed w niewielkim stopniu wpłynęły na USD. Eurodolar wrócił w okolice 1,1350. Na głównej parze walutowej buduje się korekta wzrostowa. Z kolei cena ropy naftowej odbija od technicznego wsparcia.
To co dzieje się w Turcji można nazwać kryzysem. Wczoraj ponownie widzieliśmy upadek liry. Była to konsekwencja obniżki stóp procentowych przez prezesa TCMB – Sahapa Kavcioglu. W przypadku gdy waluta traci ponad jedną trzecią swojej wartości na rynku walutowym w okresie krótszym niż trzy miesiące, to wówczas rządzącym powinna zapalić się czerwona lampka. Skala deprecjacji liry do USD jest podobna do tej z 2018 roku. W ostatnim czasie stopy w Turcji spadły z poziomu 19 proc. do 15 proc. Wczoraj widzieliśmy ruch o 100 pbs.
Tak gwałtowny spadek wartości TRY może powodować tylko jedno: ryzyko oraz niepewność wśród społeczeństwa. Wszystkie gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa czy instytucje finansowe, które posiadają zobowiązania finansowe denominowane w innych walutach zaczynają gwałtownie odczuwać ich wzrost. To w konsekwencji może powodować problemy płynnościowe i doprowadzić do upadku wielu przedsiębiorstw. Z pewnością taka sytuacja będzie zniechęcać do dalszych inwestycji oraz udzielania kredytów. A to krótka droga do recesji. Większa ostrożność i duża niepewność granicząca ze strachem będzie w konsekwencji silnie tłumić wzrost gospodarczy Turcji.
W teorii obniżka stóp procentowych powinna stymulować wzrost, ponieważ kredyty stają się tańsze a w rezultacie projekty inwestycyjne są bardziej opłacalne. Słaba waluta poprawia konkurencyjność cenową tureckich eksporterów oraz krajowych producentów, którzy konkurują z importem. Ciężko mi jednak sobie wyobrazić, że negatywne czynniki nie będą dominować przy tak gwałtownym osłabieniu waluty.
W grudniu prawdopodobnie dojdzie do kolejnego ruchu w dół na stopach w Turcji co będzie powodować dalsze osłabienie waluty, a to będzie napędzało inflację. Słowa prezesa TCMB są w tym momencie w ogóle niewiarygodne. Jeszcze niedawno wspominał on, że nie dopuści do spadku stopy procentowej poniżej poziomu inflacji. Również zasugerował, że pole do dalszych obniżek jest ograniczone. Teraz już wiemy, że było to tylko i wyłącznie zamydlanie obrazu. Oznacza to jedno, polityką monetarną steruje prezydent Erdogan. Inni boją się mu sprzeciwić, ponieważ grozi to utratą stanowiska. Smutne to ale prawdziwe. Być może za jakiś czas dojdzie do odwrócenia kierunku polityki monetarnej, kiedy szkody gospodarcze będą znaczące. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 2018 roku. Wówczas kryzys walutowy był naprawiany masowymi podwyżkami stóp.
Wczoraj poznaliśmy wypowiedzi przedstawicieli Rezerwy Federalnej. Lekko jastrzębie komentarze Williamsa nie miały większego wpływu na USD. Skomentował on wzrost inflacji oraz odniósł się do wzrostu amerykańskiej gospodarki. Wspomniał, że być może bank centralny będzie zmuszony do bardziej restrykcyjnej polityki niż on sam oczekiwał pół roku wcześniej. Ten komentarz jest podobny do ostatniej wypowiedzi Evansa. EURUSD wrócił na moment do 1,1350 ale dziś na ranem główna para walutowa wraca do dominującego trendu.
Złoty jest wciąż słaby a kosmetyczne wzrosty eurodolara nie zdołały w żaden sposób umocnić naszej waluty. EUR/PLN testuje poziom 4,6750. Jego przełamanie będzie oznaczać, że PLN w relacji do euro jest najsłabszy od 2009 roku. Dziś o 10 poznamy dane na temat koniunktury konsumenckiej, zatrudnienia i wynagrodzenia. Jednak nie będą one maiły wpływu na wycenę złotego.
Litewski start-up Okredo z branży fin-tech zamknął rundę inwestycyjną (seed funding) na kwotę 1 mln EUR, dzięki czemu zrealizuje plany ekspansji na Polskę, Łotwę i Wielką Brytanię. Okredo dostarcza otwarte dane o firmach i pomaga MŚP ocenić wiarygodność, siłę finansową oraz potencjał sprzedażowy partnerów biznesowych. Polska jest dla Okredo strategicznym rynkiem, z ogromnymi możliwościami dalszego rozwoju.
Platforma SaaS otwartych danych Okredo zapewnienia firmom każdej wielkości narzędzia do skutecznej oceny ryzyka kredytowego i sytuacji finansowej istniejących i potencjalnych kontrahentów, monitorowania zmian ich sytuacji finansowej i prawnej, a także do zarządzania ryzykiem utraty płynności finansowej. Okredo ma obecnie łącznie 12.000 użytkowników oraz 2.700 klientów korporacyjnych. Ekspansja na Polskę, Łotwę i Wielką Brytanię ma znacząco zwiększyć zasięg i możliwości biznesowe spółki. W ciągu 5 lat firma planuje stać się wiodącą platformą otwartych danych w Europie.
Rozwój firmy i ekspansja na nowe rynki jest związana z wejściem w życie w 2021 r. unijnej dyrektywy dotyczącej otwartych danych, która wymaga, aby wszystkie państwa członkowskie zebrały i udostępniły ogromne ilości danych ze swoich rynków i umożliwiły ich jawną cyrkulację.
„Polska jest dla nas strategicznym rynkiem ze względu na ogromną liczbę podmiotów życia gospodarczego, które są w waszym kraju. Oferta skierowana jest przede wszystkim do firm z sektora MŚP, dla których kwestie wiarygodności kontrahenta, ryzyk związanych z jego niewypłacalnością są absolutnie kluczowe w zachowaniu płynności finansowej i dalszym prowadzeniu biznesu. Jesteśmy przekonani, że dzięki autorskiej koncepcji platformy otwartych danych i szerokiemu wachlarzowi udostępnianych danych, szybko zdobędziemy zaufanie polskich firm i instytucji publicznych” – mówi Gerda Jurkoniene, współzałożycielka Okredo.
„Oferta Okredo jest szczególnie atrakcyjna dla polskich przedsiębiorców patrzących na rynek litewski i szukający na nim partnera biznesowego – na naszej platformie znajdą wszystkie informacje o firmach litewskich, dzięki czemu zaoszczędzą czas przy szukaniu i ocenie kontrahentów” – dodaje Jurkoniene.
Dzięki analizie opartej na Sztucznej Inteligencji firma Okredo ulepsza nieprzetworzone, otwarte dane i agreguje je do postaci modułów i raportów za pomocą przyjaznego dla użytkownika i konfigurowalnego interfejsu GUI. Te moduły i raporty zapewniają klientowi dostęp do ocen kredytowych i innych informacji finansowo-prawnych dotyczących kontrahentów. Dane są dynamicznie aktualizowane w trakcie całego cyklu relacji biznesowej: od etapu identyfikacji potencjalnych klientów do monitorowania zmian, które mogą wpłynąć na już istniejące relacje biznesowe i wysyłanie odpowiednich alertów.
W przypadku braku zapłaty przez klienta, Okredo może także pomóc firmom w ustaleniu, czy najlepszym rozwiązaniem będzie negocjowanie, skierowanie sprawy do sądu czy opublikowanie informacji o długu na platformie. Platforma bada również unikalny wskaźnik ekologiczny, który pozwala przedsiębiorstwom ocenić wpływ floty pojazdów danej firmy na środowisko.
„Otwarte dane zapewniają przedsiębiorstwom ogromne możliwości rozwojowe i chcemy dać nawet najmniejszym firmom narzędzie do efektywnej oceny ryzyka i odkrywania nowych możliwości sprzedaży, aby mogły się skalować i prosperować. Nasza wizja jest odważna: chcemy stać się wiodącą platformą otwartych danych w Europie w ciągu najbliższych pięciu lat. Jesteśmy pewni naszych możliwości i możliwości naszej platformy, którą stworzyliśmy, aby móc szybko skalować się na nowe rynki, a jednocześnie zapewniać naszym klientom najlepszą w swojej klasie ofertę” – dodaje Gerda Jurkoniene, współzałożycielka Okredo.
Firmy z sektora MŚP, które mają do czynienia z opóźnionymi płatnościami od swoich klientów – zwykle innych przedsiębiorstw – stoją w obliczu zagrożenia upadku firmy. Ryzyko utraty płynności często potęgowane jest przez brak wiedzy finansowej oraz brak przystępnych cenowo narzędzi do zarządzania tym ryzykiem. Badania wskazują, że tylko w Wielkiej Brytanii opóźnione płatności na rzecz MŚP wynoszą obecnie 61 mld GBP. Mniejsze firmy są szczególnie narażone na takie ryzyko, ponieważ nie mają budżetów na kosztowną sprawozdawczość biur kredytowych ani zasobów ludzkich do analizy wewnętrznej czy na szkolenia, aby wystarczająco zweryfikować nowych i istniejących partnerów.
W ramach seed-funding firma Okredo pozyskała finansowanie w wysokości 1 mln EUR. Rundę inwestycyjną prowadził Litewski Fundusz Aniołów Biznesu (Lithuanian Business Angels Fund) i czeskie Presto Ventures, przy wsparciu Startup Wise Guys oraz kilku dodatkowych aniołów biznesu.
„Okredo łączy dogłębną wiedzę branżową z wyjątkową wiedzą techniczną, co zaowocowało niezwykle solidną i innowacyjną platformą otwartych danych. Już teraz Okredo jest w stanie zapewnić usługi wykraczające poza obecne potrzeby rynku, a jednocześnie będzie szybko adaptować się do przyszłych wymagań klientów. Jesteśmy przekonani, że nasza inwestycja umożliwi Okredo pomyślne skalowanie i osiąganie celów biznesowych” – mówi Arvydas Strumskis, partner zarządzający w Litewskim Funduszu Aniołów Biznesu.
„To niezwykłe, że można trafić na założycieli start-upów, którzy nie tylko mają duże doświadczenie w swojej dziedzinie, ale jednocześnie oferują bardzo świeże spojrzenie na problem rynkowy. Okredo reprezentuje właśnie ten rzadko spotykany rodzaj start-upu i jesteśmy bardzo zadowoleni, że będziemy im towarzyszyć w drodze do stania się wiodącą europejską platformą otwartych danych. Widzimy tu potencjał biznesowy na co najmniej 175 mln EUR, chociaż otwarte dane są naprawdę „otwarte” dopiero od niedawna, więc rzeczywista wartość może być znacznie wyższa” – dodaje Roman Nováček, partner w Presto Ventures.
Dlaczego nadgorliwość w zwalczaniu oszustów podatkowych uderza w legalnie działających przedsiębiorców? Czy da się znaleźć złoty środek na zredukowanie luki VAT? Jak zlikwidować szarą strefę i karuzelę podatkową? Między innymi na te pytania odpowiadali eksperci zaproszeni przez WEI na debatę „Jak nie wylać dziecka z kąpielą?”.
Istnieje kilka fundamentalnych zasad dobrego systemu podatkowego. Bez względu na to, jakie podatki i w jakiej wysokości obowiązują, powinny być one płacone na równych zasadach. System podatkowy powinien być zabezpieczony przed próbami defraudacji i wyłudzeń. Takie zjawiska miały miejsce w przeszłości przy okazji rozliczania podatku VAT, m.in. na rynku paliw. W 2016 r. polski rząd przyjął pakiet rozwiązań, zwanych potocznie pakietem paliwowym, które je w dużej mierze ukróciły, przynosząc budżetowi ok. 2,5 mld zł rocznie. Polski rząd, zachęcony tym przykładem zaczął silniej zwracać uwagę na problem szczelności systemu podatkowego.
Z tego rodzaju działaniami, których zasadność jest niekwestionowana, wiążą się jednak pewne problemy. Niektóre mają charakter prawny, co widać przy okazji wyroku TSUE dot. przepisów, np. których polski fiskus żąda zapłaty podatku jeszcze przed datą jego wymagalności, a to – zdaniem TSUE – jest niezgodne z unijną dyrektywą VAT. Inne można nazwać problemem nadgorliwości, gdy mechanizmy zwalczania oszustw podatkowych uderzają także w przedsiębiorców działających całkowicie legalnie.
Podczas debaty Warsaw Enterprise Institute ocenialiśmy efekty i sposób wdrożenia pakietu paliwowego, a także zastanowiliśmy się, jaką naukę wyciągnąć na przyszłość oraz jakie narzędzia w walce o szczelność i uczciwość płacenia podatków – nie tylko VAT – są optymalne z punktu widzenia zarówno budżetu, jak i gospodarki. W dyskusji udział wzięli: Jakub Bińkowski – Dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, członek zarządu, prof. Robert Gwiazdowski – Przewodniczący rady programowej WEI, Michał Kłos – Dyrektor Biura Podatków PKN ORLEN, dr Paweł Selera – Dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług w Ministerstwie Finansów. Moderatorem debaty był Sebastian Stodolak, wiceprezes WEI.
Na początku debaty rozmówcy omówili specyfikę luki VAT oraz to, jak ona powstaje. W kwestii tego, w jaki sposób można by ją zlikwidować, wypowiedział się Robert Gwiazdowski. – Nie zlikwidujemy luki VAT-owskiej do zera, ale możemy znacznie ją zredukować, zapobiegając wyłudzeniom, m.in. wprowadzając jednolity plik kontrolny czy ograniczenia dotyczące przewozu towarów szczególnie wrażliwych, jak np. paliw – dodał.
Dyskutanci omówili szczegółowo, jak wygląda kwestia przepisów i rozliczenia podatku VAT. – Z punktu widzenia biznesu, który cierpiał na tym, że nieuczciwi podatnicy wykorzystywali lukę VAT, podjęte działania doprowadziły do tego, że doszło do zwiększenia obrotów w branży paliwowej, ale te obroty są obrotami legalnymi – mówił Michał Kłos. – Rok 2016 w porównaniu z kolejnymi latami pokazuje istotny wzrost sprzedaży, która była realizowana legalnie. Skoro wprowadzono mechanizmy ograniczające działanie luki VAT i szarej strefy, to ten popyt musiał się gdzieś przekierować. Szczęśliwie przekierował się on na to, co oferowały podmioty zarejestrowane prowadzące tę sprzedaż w sposób legalny – tłumaczył.
W ramach luki VAT mówiono o dwóch działaniach o charakterze przestępczym. Po pierwsze rozmówcy skupili się na osobach z tzw. szarej strefy, czyli tych, którzy nie rejestrują swoich transakcji i tym samym nie odprowadzają od nich podatków, a po drugie na tzw. przestępstwach karuzelowych, które powodują największe uszczuplenia budżetowe. Przestępstwa te polegają na tym, że podmioty działające w ramach „karuzeli podatkowej” nie płacą VAT należnego lub wyłudzają zwrot VAT naliczonego.
– Walka z przestępstwami miała swoje etapy – mówił Jakub Bińkowski podczas debaty. – To nie jest tak, że my wprowadziliśmy te wszystkie rozwiązania w konkretnym momencie i one od tej chwili zaczęły działać. To były różne etapy, w tym m.in. etap błędów i wypaczeń, którego główny ciężar działań ukierunkowanych na zwalczanie oszustw ponosiły organy podatkowe, które nie były do tego przygotowane. Kończyło się to często tym, że ofiarami tych działań byli przedsiębiorcy, który działali uczciwie, a zostali wplątani w te mechanizmy karuzelowe przez oszustów – dodał.
Podczas debaty omawiano też aktualną dynamikę wpływów z VAT. Czy luka wciąż maleje, czy znów zaczyna rosnąć? – Za parę tygodni będzie nowy raport Komisji Europejskiej o luce VAT, ale z danych z tamtego roku wynika, że jest ona na poziomie ok. 10%. Zastanawiamy się jakie dane będą za rok 2020, bo był on, jak wiadomo, bardzo specyficzny – mówił Paweł Selera.
Do sejmu trafi niebawem poselski projekt uchwały dotyczący tego czy pracodawca będzie mógł pytać swoich pracowników o to, czy są zaszczepieni czy nie. Północna Izba Gospodarcza konsekwentnie popiera inicjatywę, widzimy jak poważnym problemem w funkcjonowaniu firm jest obecnie brak możliwości weryfikowania tego, czy pracownik jest zaszczepiony. – Sytuacja jest bardzo poważna, bo liczba zakażeń w czwartej fali pandemii zbliża się do statystyk z trzeciej fali. Nie ma lockdownu, co cieszy i uznajemy za wysłuchanie głosu przedsiębiorców, ale wiele przedsiębiorstw zgłasza nam komplikacje w działaniu. Coraz większa liczba pracowników choruje, jest kierowanych na kwarantannę czy bierze zwolnienia opiekuńcze na dzieci, które zaraziły się COVID-19 w szkołach. Szacujemy, że w czwartej fali sprawność operacyjna firm znowu spadła o kilkanaście procent. Można było uniknąć tych komplikacji, gdyby ustawa została przyjęta na czas – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
„Wiele osób myśli, że jak nie ma lockdownu to nie ma strat, ale to nieprawda”
Północna Izba Gospodarcza kolejny raz podkreśla: nazywanie ustawy dotyczącej szczepień pracowników „segregacją sanitarną” czy „pretekstem do zwolnień pracowników” jest irracjonalne. Nowe prawo powinno jasno i wyraźnie chronić interesy pracowników, którzy nie zdecydują się na szczepienia, ale jednocześnie dawać przedsiębiorcom narzędzia do tego, by móc bezpiecznie organizować pracę w swoich firmach.
– Bezpieczeństwo jest absolutnym priorytetem. Mamy czwartą falę pandemii, kolejne rekordy w statystykach i zero jakichkolwiek narzędzi, by móc np. skierować niezaszczepionego pracownika do innych obowiązków. Działając samodzielnie narażamy się na hejt, groźby pozwów czy konflikty w firmach. Ustawa pozwoliłaby organizować pracę firm w sposób bezpieczny i ograniczający ilość osób przebywających na kwarantannach czy ogólnie chorujących – mówi Hanna Mojsiuk.
Prezes Hanna Mojsiuk przyznaje również, że choć ustawa jest potrzebna, to przyjmowanie jej w tym momencie jest działaniem mocno spóźnionym. – Projekt ustawy trafi do sejmu na początku grudnia, a wtedy według informacji Ministra Zdrowia mamy być już po szczycie czwartej fali pandemii. Ktoś tu mocno zaspał. Widzimy znów, że kalkulacje polityczne i lęk przed głośnym środowiskiem antyszczepionkowym wziął górę nad społecznym interesem. Europa działa radykalniej i bardziej dynamicznie – mówi Hanna Mojsiuk. – O stratach przedsiębiorców dzisiaj nikt nie mówi, wiele osób myśli, że jak nie ma lockdownu to nie ma strat, ale to nieprawda. Firmy mają zdecydowanie obniżoną sprawność w działaniu właśnie przez brak odpowiednich regulacji – dodaje Prezes Izby.
Ustawa zredukuje ilość pozwów przeciwko pracodawcom. Takie groźby pojawiają się coraz częściej
Według prawników przyjęcie ustawy dotyczącej szczepień pozwoli na uporządkowanie sytuacji w firmach i będzie zabezpieczeniem dla przedsiębiorców, którzy wprowadzenie nowej organizacji pracy uważają za konieczność.
– W mojej ocenie ustawa precyzyjnie regulująca kompetencje pracodawców związane z przeciwdziałaniem rozprzestrzenianiu się koronawirusa jest bardzo potrzebna – przede wszystkim po to, by wyeliminować utrzymujący się obecnie stan niepewności prawnej.
W aktualnym stanie prawnym ustawodawca z jednej strony wymaga od pracodawców, by zapewnili w zakładzie pracy bezpieczne i higieniczne warunki pracy dla pracowników, a więc m.in. by w miarę możliwości stwarzali w miejscu pracy warunki ograniczające ryzyko zakażeń koronawirusem między pracownikami, z drugiej strony – nie przyznano pracodawcom żadnych konkretnych narzędzi, które służyłyby realnemu zabezpieczeniu zdrowia pracowników przed zachorowaniem na koronawirusa – mówi mec. Marek Jarosiewicz z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.
– Pracodawcy w sprawach ochrony pracowników przed zakażeniami zostali pozostawieni „sami sobie”. Uzyskanie informacji od pracownika może być traktowane jako naruszenie RODO, wypowiedzenie umowy jako łamanie kodeksu pracy, a wypłacanie premii tylko zaszczepionym jako dyskryminacja – mówi Marek Jarosiewicz.
– W mojej ocenie taka regulacja zredukowałaby ilość pozwów wnoszonych przez pracowników zarzucających swym przełożonym np. naruszanie ich danych osobowych, bezpodstawne wypowiedzenia, czy traktowanie w sposób dyskryminujący. Uważam, że dziś wiele wspomnianych sporów wynika właśnie z braku jednoznacznej regulacji – dodaje mec. Jarosiewicz.
Obecnie dwóch na trzech konsumentów ogranicza wydatki w sklepach przez inflację i wysokie ceny. Cięć dokonują głównie osoby najstarsze, z najniższymi dochodami i pochodzące z największych miast. Do tego Polacy twierdzą, że najbardziej oszczędzają na artykułach odzieżowych, napojach alkoholowych oraz słodyczach i przekąskach. Z kolei na końcu zestawienia znalazł się taki asortyment, jak kawa i herbata, napoje bezalkoholowe oraz chemia gospodarcza.
Badanie, przeprowadzone przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla Grupy BLIX, pokazuje, że aż 67,9% rodaków ogranicza wydatki w sklepach przez rosnącą inflację i wysokie ceny. Z kolei żadnych ograniczeń nie stosuje 20,3% respondentów z reprezentatywnej próby 1057 dorosłych Polaków. Natomiast 7,9% ankietowanych nie potrafi tego stwierdzić, a 3,9% – nie zwraca na to w ogóle uwagi.
– Z wielu badań opinii społecznej, chociażby z początku tego roku, wynikało, że Polacy zaczynają sukcesywnie ograniczać swoje wydatki w sklepach, ale ten odsetek był nieco mniejszy niż teraz. Obecnie widzimy na rynku, że ten trend się nasila. Konsumenci wbrew temu, co się powszechnie mówi, wcale więcej nie zarabiają. Jeżeli już poprawiła się ich sytuacja z wynagrodzeniami, to w sporadycznych przypadkach, a ceny w sklepach jednak mocno poszły w górę. I klienci widzą, że za te same zakupy muszą zapłacić więcej niż dotychczas – komentuje dr Krzysztof Łuczak, ekonomista z Grupy BLIX.
Według danych GUS, sprzedaż detaliczna we wrześniu br. była nominalnie o 11,1% wyższa niż w analogicznym okresie ub.r. W cenach stałych wzrosła o 5,1%, co podkreśla dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. I dodaje, że gospodarstwa domowe wydają więcej, ale ekonomiczna użyteczność ich zakupów nie rośnie. Jest to niekorzystne zjawisko, które zwykle ogranicza skłonność konsumentów do zakupów. Potwierdzają to wyniki ww. badania. Zdaniem eksperta, ograniczanie wydatków przez Polaków ma związek z obawami o własne budżety. Szczególnie jest to zrozumiałe w kontekście zapowiadanych dalszych wzrostów cen, w tym gazu i prądu, mających wpływ na to, ile płacimy za różne artykuły i usługi.
– Sytuacja z ograniczaniem wydatków w sklepach nie ulegnie szybko zmianie. I raczej trzeba się nastawić na to, że będzie tylko gorzej. Gdy Polacy już wyczerpią oszczędności na towarach drugiej potrzeby, będą zmuszeni oszczędzać na tych, które są dla nich najważniejsze. W mojej ocenie, właśnie wchodzimy w ten etap. Powyższa sytuacja może odbić się szeroko na branży retailowej i gospodarce. Sieci handlowe, notując mniejszą sprzedaż, będą sukcesywnie podnosić ceny, żeby sobie zrekompensować straty. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości – dodaje dr Łuczak.
Patrząc na wiek respondentów, można stwierdzić, że ograniczanie wydatków w sklepach jest widoczne przede wszystkim w grupie osób mających 56-80 lat – 73,1%. Z kolei uwzględniając miesięczne dochody netto, to dotyczy głównie rodaków uzyskujących poniżej 1 tys. zł – 78%. Dalej są ankietowani zarabiający 1000-2999 zł – 72,5%. Na końcu zestawienia są Polacy deklarujący powyżej 9 tys. zł – 45,8%. Natomiast biorąc pod uwagę wielkość miejsca zamieszkania, na ograniczenia decydują się przeważnie badani z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców – 70,6%. Kolejne są osoby z miejscowości mających od 5 tys. do 19 tys. ludności – 69,3%.
– W dużych miastach Polacy więcej zarabiają i często są w lepszej kondycji finansowej niż osoby w mniejszych ośrodkach, szczególnie na wsiach i w małych miejscowościach. A mimo to widać, że tutaj sytuacja mocno się odwróciła. To świadczy o naprawdę poważnym problemie. Natomiast patrząc na to regionalnie, można dostrzec, że największe oszczędności wprowadzili mieszkańcy woj. podkarpackiego, wielkopolskiego oraz śląskiego. To pokazuje, że oszczędza się nie tylko w mniej zasobnych regionach, ale także w tych nieco lepiej sytuowanych – analizuje ekspert z Grupy BLIX.
Respondenci wskazali też, na których kategoriach najbardziej oszczędzają. Zestawienie otwierają artykuły odzieżowe – 38,7%. Dalej są napoje alkoholowe – 33,3%, a następnie – słodycze i przekąski – 32,7%. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, Polacy zaczęli dokonywać bardziej przemyślanych zakupów. Głównie oszczędzają na tym, co nie jest ich pierwszą potrzebą. Ekspert ma też wrażenie, że wśród rodaków wyhamował nadmierny konsumpcjonizm, który szczególnie był obserwowany przed pandemią.
– Popularne stają się zakupy z drugiej ręki, w tym odzieży. Ich zaletą jest nie tylko niska cena. Przedłużając użyteczność rzeczy, zmniejsza się ich negatywny wpływ na środowisko naturalne. Poszukiwanie przez konsumentów tanich ofert oznacza zwrot w kierunku sklepów dyskontowych, które są już liderem, kontrolującym ponad 33% rynku FMCG – mówi ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Na końcu ww. zestawienia są takie produkty, jak kawa i herbata – 6%, napoje bezalkoholowe – 9,1% oraz chemia gospodarcza – 9,8%. Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, konsumenci starają się ograniczać spożycie alkoholi i tych artykułów żywnościowych, które nie wpisują się w zdrowy styl życia. Natomiast utrzymuje się wysoki poziom produktów kupowanych dla przyjemności, takich właśnie jak kawa i herbata. Podobnie jest ze środkami higieny, zaliczanymi do artykułów pierwszej potrzeby, zapewniającymi bezpieczeństwo zdrowotne w czasie pandemii.
Urzędnicy skarbowi przeprowadzają coraz więcej kontroli i postępowań w sprawie klauzuli o unikaniu opodatkowania. Najbardziej zagrożeni są ci, którzy szukają sposobów na Polski Ład, a chętnych na to jest coraz więcej. Wielu przedsiębiorców szuka bowiem sposobu na optymalizację podatkową po podpisaniu przez prezydenta ustaw wchodzących w skład „Polskiego Ładu”.
Zapisy „Polskiego Ładu” spowodowały lawinowy wręcz wzrost zapytań przedsiębiorców, którzy zaczęli szukać sposobów na optymalizację swoich podatków. Nie chodzi tylko o wzrost składki zdrowotnej, ale o szereg zmian, które w sposób bezpośredni lub pośredni mogą uderzyć w działalność wielu firm.
– Nikt nie lubi płacić więcej niż musi. To truizm, ale już sam moment ogłoszenia „Polskiego Ładu” wyrwał wielu przedsiębiorców z letargu. Kazał im się zastanowić czy dotychczasowa forma prowadzenia działalności rzeczywiście jest dla nich optymalna. Jedną z pierwszych myśli wielu ludzi była zmiana forma firmy lub jej przeniesienie do innych, bardziej przyjaznych podatkowo krajów. Jest to całkiem dobre rozwiązanie, ale trzeba pamiętać o jednym niesłychanie ważnym czynniku. Dostosowując się do zmian przedsiębiorca powinien działać w zgodzie z klauzulą o unikaniu opodatkowania – mówi Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.
Przy podatkach przypadku nie ma
Oniszczuk przestrzega, bo niedopełnienie obowiązków wynikających z tzw. klauzuli GAAR może słono kosztować. Do końca września 2020 roku zamknięto 20 postępowań i 12 firmom zarzucono obejście prawa podatkowego. Musiały zwrócić aż 82 miliony zaległego podatku. Sprawy jednak znacznie przyspieszyły i z ostatnich doniesień Ministerstwa Finansów wynika, że tylko w trzecim kwartale 2021 roku rozpoczęto 25 postępowań dotyczących przekroczenia klauzuli GAAR. Większość, bo aż 16 dotyczy spraw związanych z podatkiem CIT, a w dziewięciu przypadkach chodzi o problemy z podatek PIT. Zapadły już tez pierwsze decyzje dotyczące domiaru podatku.
– Zwiększona aktywność Krajowej Administracji Skarbowej nie może dziwić i nie widzę przypadku w tym, że właśnie w dniu podpisania ustaw wchodzących w skład „Polskiego Ładu” dowiadujemy się o wzmożonych kontrolach. Ma to być czynnik mrożący ewentualne działania, które miałaby prowadzić do przeniesienia firmy z Polski. Zbliżamy się także do okresu przedawnienia pierwszych spraw, które objęła klauzula, więc działalność służb nabrała tempa – zaznacza Maciej Oniszczuk.
Prawo przeciw fikcji
Klauzula o unikaniu opodatkowania w polskim systemie prawnym funkcjonuje od 2016 roku, a przepisy dodatkowo zostały znowelizowane trzy lata później. Przedsiębiorcy muszą liczyć się z kłopotami, jeśli fiskus dopatrzy się, że zmiana sposobu rozliczeń lub przeniesienie firmy do innego kraju odbywa się tylko w celu osiągnięcia korzyści podatkowej lub jest ona jednym z głównych celów.
– Zmiana miejsca działalności nie może być też fikcyjna, więc pomysł prowadzenia firmy zarejestrowanej np. na Cyprze zza biurka w Warszawie, nie przejdzie – komentuje Oniszczuk.
Fiskus może fikcyjność działań wyinterpretować z wielu czynności np. gdy przedsiębiorca ponosi ryzyko gospodarcze, przewyższające spodziewane korzyści inne niż podatkowe w takim stopniu, że należy uznać, że działający rozsądnie podmiot nie wybrałby tego sposobu działania. Urzędnicy przyjrzą się też sytuacjom, gdy przedsiębiorca rozpocznie współpracę z podmiotem, który nie prowadzi rzeczywistej działalności gospodarczej lub też posiada siedzibę czy też miejsce zamieszkania w kraju bądź na terytorium stosującym szkodliwą – według urzędników – konkurencję podatkową.
– Przeniesienie firmy poza Polskę musi mieć przede wszystkim uzasadnienie biznesowe i choć moment wejścia w życie „Polskiego Ładu” kusi do zmian podwójnie, należy też bardzo rzetelnie przeanalizować wszystkie opcje – podkreśla Maciej Oniszczuk.
Warto jednak podkreślić, że fiskus może zainteresować się nie tylko przeniesieniem firmy poza Polskę, ale też działaniom wewnątrz kraju, jak choćby nagła zmiana sposobu rozliczeń.
Opinia, która słono kosztuje, ale może być inwestycją
Co ważne, przedsiębiorcy nie chroni wcześniej uzyskana interpretacja podatkowa. KAS może podjąć ostatecznie inną decyzję i to na niekorzyść podatnika. Przedsiębiorca natomiast może wnioskować do dyrektora Krajowej Administracji Skarbowej o opinię zabezpieczającą, ale samo wystąpienie o dokument to koszt 20 tysięcy złotych. Pozytywna opinia nie zostanie wydana jeśli urzędnicy uznają, że przedstawione we wniosku okoliczności wskazują, że do korzyści podatkowej wynikającej z czynności nie mają zastosowania przepisy dotyczące unikania opodatkowania.
Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że przez ostatnich pięć lat wydano tylko 43 opinii zabezpieczających. W pierwszym półroczu 2021 roku zaledwie sześć, a w trzecim kwartale tego roku urzędnicy sporządzili osiem opinii.
Od momentu ogłoszenia założeń Polskiego Ładu, nowe przepisy budzą niepokój wśród przedsiębiorców, którzy szukają rozwiązań minimalizujących przyszłe obciążenia publiczno-prawne.
Nowe regulacje najmocniej uderzą w jednoosobową działalność gospodarczą. W pierwszym półroczu tego roku jednoosobowe firmy złożyły aż 82,9 tys. wniosków o likwidację działalności. W ocenie ekspertów z Systim.pl zamykanie JDG to efekt trudnej, post-pandemicznej sytuacji gospodarczej oraz niekorzystanych przepisów w ramach Polskiego Ładu.
Do końca września br. zarejestrowano 39 709 nowych podmiotów w Rejestrze Przedsiębiorców KRS, z czego aż 90,62% stanowiły spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (prognozowana jest rekordowa liczba rejestracji na koniec 2021), co potwierdza obserwowane od dłuższego czasu zjawisko przechodzenia z jednoosobowej działalności na formę spółki kapitałowej.
Dane GUS również „przemawiają” za tym trendem – we wrześniu br. liczba wyrejestrowanych działalności jednoosobowych wzrosła o 6,3%, przy spadku liczby wyrejestrowanych spółek aż o 39,6%.
Pierwsze założenia programu Polskiego Ładu zostały ogłoszone w połowie maja tego roku. Od samego początku nowe przepisy budziły skrajne emocje – głównie z uwagi na liczne, niekorzystne dla przedsiębiorców zmiany, między innymi dotyczące rozliczania składek społecznych i składki zdrowotnej. Regulacje były poddawane wielu zmianom, a w ostatecznej formie zostały kilka tygodni temu uchwalone przez Sejm. Zakładają one między innymi koniec odliczenia od podatku składek na ubezpieczenie zdrowotne, której wysokość będzie różna w zależności od formy opodatkowania. Liczne protesty i naciski ze strony środowiska przedsiębiorców skłoniły rząd do wprowadzenia m.in. ulgi dla klasy średniej. Jej głównym celem jest zrekompensowanie podatnikom odebranie prawa do odliczenia 9 proc. składki zdrowotnej od podatku oraz innych ulg podatkowych.
Dwie drogi uniknięcia strat finansowych
Mimo rządowych prób wyrównania przedsiębiorcom przyszłych strat, wielu z nich zaczęło poszukiwać na własną rękę skutecznych, alternatywnych rozwiązań, pozwalających uniknąć konsekwencji finansowych wprowadzenia nowych przepisów lub pozwalających przynajmniej zminimalizować przyszłe obciążenia publiczno-prawne. Planowane zmiany szczególnie mocno „odczują” osoby prowadzące jednoosobowe firmy (tzw. JDG). Wg ekspertów, ciekawym pomysłem dla tej formy działalności jest możliwość skorzystania z tzw. estońskiego CIT, którego warunki zostaną złagodzone, uproszczone i rozszerzone. Mowa tu o formie podatku dochodowego od osób prawnych, różniącym się od tradycyjnych form momentem powstania obowiązku płacenia podatku. Nie płacimy podatku CIT tak długo, jak zysk pozostaje w firmie i jest przeznaczany na inwestycje w rozwój biznesu.
Drugim, równie ciekawym wariantem może być przekształcenie jednoosobowej działalności w spółkę kapitałową, głównie w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością.
– W odróżnieniu od jednoosobowej działalności gospodarczej, gdzie to właściciele odpowiadają swoim majątkiem prywatnym bez żadnej granicy górnej, za zobowiązania spółki co do zasady odpowiada sama spółka. W niektórych przypadkach odpowiedzialność mogą ponosić wspólnicy do wysokości wniesionego wkładu. Co równie istotne, w spółkach kapitałowych – jednak co najmniej dwuosobowych – wspólnicy są zwolnieni z płacenia ZUS – w tym również i z ubezpieczenia zdrowotnego, dlatego przy chęci wdrożenia takiego rozwiązania warto zadbać o to, by wspólników było co najmniej dwóch. Lista korzyści wynikająca z posiadania spółki z o.o. jest oczywiście dłuższa i obejmuje m.in.: większe możliwości kredytowania, większą wiarygodność rynkową czy preferencyjną stawkę podatku CIT – 9%– wylicza Teresa Warska, ekspertka ds. prawa podatkowego w Systim.pl.
Generalnie rzecz biorąc, spółka z o.o. jest szczególnie interesującą opcją dla tych przedsiębiorców, którzy mają przychody poniżej równowartości 2 000 000 euro rocznie. Spółki o takich bowiem przychodach korzystać mogą z obniżonej, 9-proc. stawki CIT. Oczywiście w przypadku założenia spółki pojawi się problem podwójnego opodatkowania. Oznacza to, że najpierw podatek zapłaci spółka, a następnie właściciel spółki, otrzymując od spółki dywidendę. Mimo wszystko nadal będzie to jednak bardziej korzystne niż rozliczanie liniowo jednoosobowej działalności po wprowadzeniu Polskiego Ładu.
Rośnie proceder likwidacji jednoosobowych firm
Biorąc pod lupę ostatnie dane CEiDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej), łatwo wysnuć tezę, że obecne otoczenie gospodarcze, skażone pandemią koronawirusa oraz niekorzystanymi regulacjami prawnymi, skutecznie zniechęciło rodzime, jednoosobowe firmy do prowadzenia działalności. Okazuje się bowiem, ze w pierwszym półroczu tego roku JDG złożyły do CEIDG aż 82,9 tys. wniosków o likwidację działalności, co oznacza, że codziennie zamykały się 392 firmy. Co bardziej istotne, uzyskany wynik jest aż o 12 tys. wyższy(wzrost o 18%) niż w pierwszych dwóch kwartałach 2020 roku, gdzie swoje żniwa zbierał covidowy lockdown oraz obostrzenia i ograniczenia sanitarne umożliwiające funkcjonowanie wielu branż. Co ciekawe, w 2019 roku było jeszcze więcej likwidacji – w analogicznym okresie złożono 84,1 tys. wniosków. Według Teresy Warskiej z Systim.pl, nie można jednoznacznie ocenić, w jakim stopniu Polski Ład i jego założenia wpłynęły na tegoroczną statystykę związaną z likwidacjami jednoosobowych firm. W ostatnich miesiącach przedsiębiorcy mierzyli się bowiem z wieloma różnymi wyzwaniami i barierami rozwoju. Część z nich mogła podjąć decyzję o rezygnacji z tej formy działalności przez brak perspektyw powrotu do rzeczywistości gospodarczej sprzed okresu pandemii, a niekorzystne dla nich, zapisane w Polskim Ładzie, nowe regulacje podatkowe mogły dodatkowo „przelać czarę goryczy”.
–Warto również pamiętać o tym, że wielu właścicieli utrzymywało nierentowne biznesy i odliczało tylko dni do okresu, po którym nie będą musieli zwracać otrzymanych z tarcz antykryzysowych środków, a ten czas przecież właśnie się skończył. Jest zatem wielce prawdopodobne, że wielu przedsiębiorców zdecydowało się zamknąć lub zawiesić działalność w CEIDG, po czym rozpoczęło proces rejestracji spółki w KRS, minimalizując w ten sposób straty z tytułu niekorzystnych regulacji – przekonuje ekspertka.
Kolejnym czynnikiem rynkowym, mogącym mieć wpływ na wzrost skali likwidacji JDG, jest rosnąca chęć pracodawców do zatrudniania osób na etat kosztem współpracy z osobami na tzw. samozatrudnieniu, co umożliwia ewentualny udział takiej firmy w kolejnych tzw. tarczach antykryzysowych rządu – w razie przeciągających się problemów z pandemią koronawirusa.
Warto również nadmienić, że o ile w przypadku likwidacji jednoosobowej firmy mieliśmy do czynienia ze sporymi wzrostami, to w przypadku zawieszenia tej formy działalności odnotowano w rejestrze CEIDG spore spadki (rok do roku). Uzyskany wynik – 115,6 tys. wniosków jest bowiem niższy o 19,2% od zeszłorocznego (143,1 tys. wniosków).
Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością z prognozowanym, rekordowym wynikiem
Za teorią związaną z przekształcaniem jednoosobowej działalności w spółki z ograniczoną odpowiedzialnością przemawiają również dane Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. Jak wynika z najnowszego raportu COIG, w okresie od stycznia do końca września br. zarejestrowano aż 39 709 podmiotów w Rejestrze Przedsiębiorców KRS, z czego aż 36 291 to spółki kapitałowe. Duży odsetek nowych rejestracji – 90,62% – stanowią spółki z o.o. Eksperci wieszczą, że w tym roku pobijemy aktualny rekord rejestracji nowych firm w KRS.
– Przypomnijmy, że rekordowy pod tym względem był rok 2016 z wynikiem 51 133 rejestracji. W tym roku eksperci prognozują na koniec roku rezultat 52 945 rejestracji, co oznaczać będzie wzrost wobec poprzedniego roku aż o 12,13%– tłumaczy Warska.
Wykres nr 1: Nowo rejestrowane spółki w KRS
Podobne wnioski płyną z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego
O ile Polski Ład może negatywnie wpłynąć na liczbę firm, to nadal powinna zostać utrzymana zdrowa tendencja. W Polsce nadal powstaje więcej nowych przedsiębiorstw niż jest likwidacji. Potwierdzają to najnowsze dane GUS (Głównego Urzędu Statystycznego). Czego jeszcze możemy się z nich dowiedzieć? Podobnie jak dane z rejestru CEIDG, uzasadniają one „liczbowo” trend rezygnacji z działalności jednoosobowej na rzecz spółek kapitałowych oraz rosnącej popularności drugiej z form prawnych. We wrześniu br. wyrejestrowano z rejestru REGON o 4,9% więcej podmiotów niż miesiąc wcześniej (łącznie 13 488). W przypadku osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą odnotowano wzrost liczby podmiotów wyrejestrowanych – o 6,3%. Spada natomiast liczba wyrejestrowywanych spółek – o 39,6% miesiąc do miesiąca, z czego same spółki prawa handlowego osiągnęły spadek na poziomie 54,3%. Jeśli zaś chodzi o podmioty zarejestrowane, to nastąpiło zwiększenie dynamiki wzrostu dla obu form prawnych, choć wyższe tempo zanotowały spółki – 8,5% wobec 6,5% dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Łącznie w raportowanym miesiącu zarejestrowano w rejestrze REGON 31 147 nowych podmiotów.
Wykres nr 2: Liczba podmiotów nowo zarejestrowanych w rejestrze REGON
Po wejściu w życie Polskiego Ładu dla wielu przedsiębiorców jednoosobowa działalność gospodarcza przestanie się opłacać, co jest zgodne z jednym z głównych celów nowych regulacji – polegających na przejściu części osób z tej formy prawnej na umowę o pracę. Nowe regulacje miały znormalizować rynek pracy, ponieważ wiele jednoosobowych działalności gospodarczych zakładanych było w ramach fikcyjnego samozatrudnienia. Okazuje się jednak, że „największymi beneficjentami” nowej, gospodarczej strategii mogą być spółki kapitałowe, a w szczególności spółki z o.o.
Unikalna oferta cenowa Heliosa w połączeniu z wysoką frekwencją w kinach oraz rosnące szybciej niż na rynku wpływy reklamowe zapewniły Grupie Agora znaczący wzrost przychodów w 3. kwartale 2021 r. Skutecznie wykorzystując rynkowe trendy oraz dopasowując do nich swoje produkty i usługi, Grupa istotnie poprawiła wyniki operacyjne – osiągnęła zysk na poziomie EBIT, a EBITDA wzrosła o 50%. Dzięki temu okres lipiec-wrzesień br. okazał się dla Grupy Agora najlepszym 3. kwartałem od 13 lat.
– Grupa Agora szybko odbudowuje swoje wyniki – rosną wszystkie kategorie naszych wpływów i to we wszystkich obszarach działalności. Najlepsze od 2008 r. rezultaty 3. kwartału zawdzięczamy intensywnej pracy całego zespołu oraz korzystnej sytuacji rynkowej, a zwłaszcza szybującej w górę frekwencji kinowej i rekordowym wydatkom na rynku reklamy w Polsce1– mówi Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory. – Co istotne, na sukces Grupy Agora w minionym kwartale wpłynęła poprawa wyników operacyjnych2 we wszystkich segmentach biznesowych Agory. Cieszą nas też wymierne efekty obranego przed kilku laty kursu na cyfryzację – już niemal połowa przychodów reklamowych Grupy pochodzi z usług cyfrowych, a w przypadku wpływów ze sprzedaży treści w cyfrze udział ten sięga 40%.
W 3. kwartale 2021 r. całkowite przychody Grupy Agora wyniosły 266,4 mln zł i były wyższe o 38% niż rok temu. Zdecydowało o tym przede wszystkim zwiększenie wpływów z działalności kinowej, korzystającej ze stopniowego znoszenia administracyjnych obostrzeń dotyczących funkcjonowania kin oraz powrotu na wielkie ekrany premier największych produkcji filmowych. W omawianym czasie przychody segmentu Film i Książka wyniosły 105,1 mln zł i miały największy wkład w zwiększenie całkowitych wpływów Grupy Agora. Kina sieci Helios odnotowały wzrost przychodów ze sprzedaży biletów – o 184% do 46,0 mln zł, do czego przyczyniła się zwłaszcza unikalna oferta cenowa, czyli dynamiczny cennik, w którym cena wejściówki zależy od daty jej zakupu. W okresie lipiec-wrzesień br. w kinach sieci zakupiono ponad 2,4 mln biletów, czyli o niemal 160% więcej niż przed rokiem. Duży udział w tym sukcesie miała rosnąca popularność zakupu wejściówek do kina przez internet. Ten kanał sprzedaży odpowiada już za 40% wpływów ze sprzedaży biletów. Ponad dwukrotnie wzrosły przychody ze sprzedaży barowej w kinach, a wpływy z działalności filmowej były prawie 5 razy wyższe r/r. Tempo odbudowy rynku kinowego napawa optymizmem – w październiku 2021 r. liczba biletów sprzedanych w Heliosie była już identyczna jak ta w 2019 r., czyli przed wybuchem pandemii.
W minionym kwartale br. wzrosły również wpływy z pozostałych działalności Grupy, w tym przede wszystkim z reklam, dzięki rosnącym wydatkom na całym polskim rynku reklamowym. Przychody ze sprzedaży usług reklamowych Grupy Agora były wyższe we wszystkich segmentach operacyjnych – łącznie wzrosły o ponad 14% w porównaniu z 3. kwartałem 2020 r. i wyniosły 125,5 mln zł. Najistotniej zwiększyły się wpływy z reklam segmentu Internet, głównie za sprawą działań pionu Gazeta.pl oraz spółki Yieldbird, a także segmentu Film i Książka w związku ze wznowieniem działalności kinowej oraz powrotem widzów do multipleksów Heliosa.
Z kolei wartość przychodów ze sprzedaży wydawnictw Grupy zwiększyła się o ponad 4% do 34,4 mln zł, przede wszystkim z uwagi na wyższe wpływy ze sprzedaży subskrypcji treści Wyborcza.pl oraz publikacji Wydawnictwa Agora. Na koniec września br. liczba aktywnych płatnych prenumerat cyfrowych „Gazety Wyborczej” wyniosła ponad 262,6 tys., co oznacza wzrost o 9% w stosunku do analogicznego okresu 2020 r. Przychody cyfrowe dziennika, czyli ze sprzedaży prenumeraty oraz reklamy cyfrowej, wyniosły już blisko 16,5 mln zł, co stanowiło niemal 40% jego całkowitych wpływów. W Radiu przychody z działalności internetowej były wyższe niż przed rokiem o 25%, głównie z uwagi na zwiększenie wpływów z reklamowych usług internetowych, jak i z tytułu sprzedaży subskrypcji Premium TOK FM. Liczba sprzedanych dostępów Premium TOK FM na koniec 3. kw. 2021 r. wzrosła do 25,0 tys.
W ostatnim kwartale, dzięki rozwojowi oferty cyfrowej, prawie dwukrotnie zwiększył się udział wpływów Grupy Agora ze sprzedaży wydawnictw cyfrowych i internetowych – do 34% (z 17% w 3. kw. 2019 r.), podobnie niemal dwukrotnie wzrosły przychody ze sprzedaży cyfrowych i internetowych treści – do 40% (w tym materiałów dziennikarskich – tekstów i podcastów; z 22% w 3. kw. 2019 r.). Grupa notuje też systematyczny wzrost udziału cyfrowych i internetowych usług reklamowych, które obecnie stanowią już niemal 45% w całości wpływów z reklamy (38% w 3. kw. 2019 r.).
Oprócz tego systematycznie rosną przychody Grupy Agora z działalności gastronomicznej, rozwijanej obecnie pod marką Pasibus, a także z pozostałej sprzedaży.
Koszty operacyjnenetto Grupy Agora zwiększyły się w 3. kwartale 2021 r. o ponad 29% r/r i wyniosły 255,2 mln zł. Wzrost wydatków, obserwowany we wszystkich segmentach operacyjnych, wynikał głównie ze zwiększenia skali działalności Grupy w obliczu mniejszych restrykcji związanych z pandemią COVID-19. Jednocześnie wynagrodzenia zespołu Grupy Agora powróciły do standardowej wysokości po ich ograniczeniu na 6 miesięcy w obciążonym pandemią 2020 r. Największą pozycję wśród nakładów operacyjnych stanowiły koszty usług obcych – wyższe o 36% niż przed rokiem i wynoszące 93,7 mln zł. Najistotniejszy wzrost w tej kategorii widoczny był w segmencie Film i Książka, głównie ze względu na wyższe koszty zakupu kopii filmowych i większe odpłatności dla producentów filmowych. Warto też zauważyć, że istotny wpływ na poziom kosztów operacyjnych Grupy Agora miał szereg zdarzeń o charakterze jednorazowym oraz działań oszczędnościowych podjętych w 2020 r. Natomiast w 2021 r. ich liczba i wartość były istotnie mniejsze3.
Ostatecznie, dzięki znaczącemu zwiększeniu wpływów ze wszystkich źródeł, w 3. kwartale 2021 r. Grupa Agora odnotowała poprawę wyników operacyjnych w stosunku do 2020 r. Zysk na poziomie EBITDA wzrósł o 50% do 49,8 mln zł, zaś zysk na poziomie EBIT wyniósł 11,2 mln zł. Strata netto stanowiła 1,5 mln zł, a strata netto przypadająca na akcjonariuszy jednostki dominującej 1,2 mln zł4.
Istotna odbudowa rynku reklamowego obserwowana w Polsce w minionym kwartale (wzrost o 12,5% r/r), a także fakt, iż wartość wydatków na promocję i reklamę w okresie lipiec-wrzesień 2021 r. była wyższa w porównaniu z przedpandemicznym 2019 r., zdecydowały o podniesieniu szacunków Agory dotyczących wzrostu rynku reklamy w 2021 r. Według obecnych przewidywań spółki w całym 2021 r. reklamodawcy zwiększą wydatki na promocję swoich towarów i usług o około 13-16%. Trend ten jest widoczny we wszystkich segmentach rynku.
Źródło danych: skonsolidowane sprawozdanie finansowe wg MSSF, 3. kwartał 2021 r.
Przypisy:
1 Rynek reklamy – szacunki Agory (prasa na podstawie Kantar Media oraz monitoringu Agory, radio na podstawie Kantar Media), IGRZ (reklama zewnętrzna, od stycznia 2014 r. liczba podmiotów raportujących przychody do IGRZ uległa zmniejszeniu), a także wstępnych danych Publicis Media (TV, kino, internet).
2 Dotyczy porównania wyników wszystkich segmentów operacyjnych Grupy Agora odnotowanych w 3. kw. 2021 r. i w latach poprzednich oczyszczonych z wpływu zdarzeń jednorazowych (więcej – w tabelach w prezentacji wyników finansowych Grupy Agora za 3. kwartał 2021 r., dostępnej na agora.pl).
3 Zdarzenia o charakterze jednorazowym z 3. kwartału 2020 r. to: odpisy aktualizujące, wsparcie otrzymane w ramach tarczy antykryzysowej oraz wpływ obniżki wynagrodzeń w Grupie Agora, łącznie w wysokości 23,4 mln zł. Zdarzenia o charakterze jednorazowym z 3. kwartału 2021 r. to: rezerwa na nieściągalne należności oraz wsparcie otrzymane w ramach tarczy antykryzysowej, łącznie w wysokości 1,7 mln zł.
4 W ujęciu bez MSSF 16 w 3. kwartale 2021 r. Grupa Agora odnotowała zysk na poziomie EBITDA w wysokości 36,9 mln zł, a zysk na poziomie EBIT wyniósł 13,1 mln zł. W omawianym okresie zysk netto Grupy w ujęciu bez MSSF 16 wyniósł 13,9 mln zł.
Black Friday i okres przedświąteczny zbliżają się wielkimi krokami. Wiele statystyk wskazuje, że ten rok będzie dla branży e-commerce rekordowy i że uda się poprawić zeszłoroczne i tak bardzo dobre wyniki. Jest to praktycznie ostatni moment na to, żeby jako właściciel biznesu e-commerce przygotować się do tego gorącego okresu. W związku z tym zaprosiliśmy dziś do rozmowy Krzysztofa Roszyka, który jako dyrektor operacyjny w MW Logistics na co dzień współpracuje z wieloma podmiotami z branży e-commerce.
Redakcja: Może na wstępie naszej rozmowy podsumujemy w kilku zdaniach to, jak branża e-commerce poradziła sobie w 2020.
Krzysztof Roszyk: Już od kilku lat obserwujemy bardzo dynamiczny wzrost branży e-commerce w Polsce. W zeszłym roku pewną rolę odegrały obostrzenia w handlu stacjonarnym, jednak w rzeczywistości to kwestie związane z pandemia tylko przyspieszyły i tak rosnący naturalnie trend. Obecnie szacuje się, że aż ⅓ obrotów w handlu generowana jest przez sklepy online. Jeśli chodzi o tempo wzrostu branży e-commerce, to Polska jest w tej chwili w ścisłej czołówce Europy. W raporcie firmy badawczej PRM mogliśmy przeczytać, że wartość branży e-commerce w 2020 wyniosła 77 mld złotych w porównaniu do 61 mld w roku 2019. Są jednak też inne raporty, które wskazują, że obrót sklepów online mógł w zeszłym roku wynieść nawet ponad 100 mld. Widać więc wyraźnie, że jest to ogromny rynek, w którym cały czas jest miejsce dla nowych podmiotów.
R: Myślę, że możemy założyć, że w przypadku większości sklepów okres przedświąteczny jest najbardziej lukratywny. Jak uważasz, jakie branże zyskują najwięcej w ciągu tych kilku tygodni?
KR: Na co dzień współpracuje ze sklepami z bardzo różnych branż. Wielu naszych klientów to właśnie sklepy, dla których okres przedświąteczny jest kluczowy. Dotyczy to między innymi podmiotów e-commerce oferujących zabawki, odzież, elektronikę użytkową czy wyposażenie wnętrz. Jednak wzrosty w tym okresie notuje również wiele innych branż. Często nawet te, które są pozornie niezwiązane ze świętami.
R: Co jest Twoim zdaniem kluczowe dla pracy w sklepie internetowym w tym przedświątecznym okresie?
KR: Chciałbym zaznaczyć, że każda branża ma swoją specyfikę. Każdy właściciel sklepu online wie o wiele lepiej ode mnie, jak wygląda praca w sklepie internetowym w jego konkretnej branży. Ze swojej strony mogę jednak powiedzieć, co skłoniło wielu naszych klientów do podjęcia z nami współpracy i korzystania z takich rozwiązań jak https://mwlogistics.pl/fulfillment/. Bardzo często wąskim gardłem w okresie przedświątecznym była logistyka sklepu internetowego. Musimy pamiętać, że w wielu sklepach wolumen zamówień zwiększa się tym czasie kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt razy. Często okazywało się, że w takiej sytuacji bieżąca obsługa klienta w sklepie internetowym i fizyczna realizacja zamówień na czas nie jest możliwa. To z kolei prowadziło do coraz większej liczby niezadowolonych klientów, reklamacji, zwrotów itp. Oczywiście możemy stworzyć nowe, sezonowe stanowiska pracy w sklepie internetowym czy pomyśleć o innej organizacji sklepu internetowego. Często są to jednak rozwiązania kosztowne i czasochłonne. Dużo taniej i wygodniej jest skorzystać z usług doświadczonego partnera logistycznego.
R: Chcesz powiedzieć, że korzystanie z fulfillmentu może być sposobem na redukcję kosztów? Jak to możliwe skoro sklep płaci Wam za usługi magazynowe i realizację zamówień. Co sprawia, że wykonujecie tę samą pracę co właściciel sklepu na tyle taniej, że obie strony na tym korzystają?
KR: To bardzo dobre pytanie. Wpływa na to kilka czynników. Najważniejsze z nich to doświadczenie i know-how, infrastruktura oraz skala. Średniej wielkości magazyn dla sklepu online może kosztować jego właściciela nawet kilkanaście tysięcy złotych. Są to tylko koszty założenia magazynu, do których musimy doliczyć jeszcze miesięczne koszty jego utrzymania. Decydując się na nasze usługi magazynowe, właścicielowi sklepu już na starcie zostaje kilkanaście tysięcy złotych w kieszeni. Dzięki doświadczeniu i nowoczesnemu magazynowi, obsługiwanemu częściowo przez roboty, wiele rzeczy jesteśmy w stanie zrobić szybciej, sprawniej i taniej niż pojedynczy sklep. Do tego dochodzi zjawisko skali. Biorąc pod uwagę to, ile przesyłek realizujemy na co dzień, mamy dużo mocniejszą pozycję w negocjacjach cen z przewoźnikami niż jeden, nawet duży sklep.
R: Czy na koniec chciałbyś dodać jeszcze coś związanego z organizacją pracy w sklepie internetowym w okresie przedświątecznym?
KR: Jak zwykle przy takich okazjach chciałbym zachęcić wszystkich właścicieli sklepów do przeprowadzenia prostej analizy wszystkich kosztów, jakie ponoszą w związku z logistyka i całym procesem realizacji zamówień. Następnie koszty te można porównać z cennikiem naszych usług. Obiecuję, że często wynik takiego porównania może naprawdę zaskoczyć.
Krzysztof Roszyk – Jest absolwentem Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu na kierunku technologia informacyjna w inżynierii maszyn rolniczych. Zawodowo jednak od ponad 13 lat kompleksowo zarządza łańcuchem dostaw w krajowych oraz zagranicznych spółkach logistycznych. Od 2018 roku zajmuje stanowisko Dyrektora Operacyjnego w firmie MW Sp. z o.o. zajmującej się kompleksową obsługą fulfillmentu dla e-commerce. Dzięki nieszablonowemu podejściu do usług logistycznych Krzysztof Roszyk współtworzył jeden z najbardziej innowacyjnych magazynów w Zachodniej Polsce. W latach 2018-2020 zdobył tytuł Master of Business in Logistics & Supply Chain Management na Wyższej Szkole Logistyki w Poznaniu. Posiada długoletnie doświadczenie oraz kwalifikacje w prowadzeniu i wdrażaniu projektów związanych z usprawnianiem łańcucha dostaw potwierdzone m.in. Certyfikatem MPM Productivity Management APICS I Module, CAPM Certified Associate in Project Management.
Wrześniowa podwyżka składek OC zaniepokoiła kierowców. W październiku koszty obowiązkowych polis nieco spadły. Nie oznacza to jednak, że następne podwyżki są wykluczone.
Od pewnego czasu, sytuacja na rynku obowiązkowych ubezpieczeń OC zachęca do zwrócenia na niego większej uwagi. Warto przypomnieć, że w lipcu br. porównywarka Ubea.pl odnotowała rekordowy wzrost średniego kosztu polis OC (dostępnych online). Kolejna, znacząca podwyżka składek płaconych przez kierowców miała miejsce we wrześniu. Trudno się zatem dziwić, że publikacja następnych cenowych danych wzbudza zainteresowanie (nie tylko w branży ubezpieczeniowej). Październikowe informacje są bardziej korzystne dla kierowców. Nie oznacza to jednak, że prawdopodobieństwo kolejnych podwyżek spadło.
Poziom barometru cenowego z października 2021 r. = 100↘ (wynik dla poprzedniego miesiąca: 102↗)
Jak sprawdzono październikowe ceny polis OC?
Przed podaniem informacji na temat październikowych cen OC, warto przypomnieć, w jaki sposób są szacowane comiesięczne zmiany barometru Ubea.pl. Wspomniany barometr co miesiąc powstaje na podstawie ponad 100 000 rzeczywistych kalkulacji, które przeprowadzają użytkownicy porównywarki Ubea.pl. Do analiz są wykorzystywane tylko propozycje cenowe ubezpieczycieli, które zostały przedstawione danej osobie. „Na podstawie takich ofert ubezpieczeniowych online, eksperci Ubea.pl obliczają średni poziom składki OC w danym miesiącu. Chodzi o przeciętną składkę oferowaną przez współpracujących ubezpieczycieli i dotyczącą polis dostępnych przez Internet” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Składki OC wróciły już do styczniowego poziomu
Skoro wiemy, jak została obliczona średnia październikowa składka OC, to warto poinformować, ile dokładnie ona wynosiła. Wynik z października br. na poziomie 1247 zł stanowi jednocześnie (po zaokrągleniu) około 100% średniej składki odnotowanej w styczniu 2021 roku. Właśnie dlatego październikowa wartość barometru cenowego Ubea.pl to 100. Trzeba podkreślić, że identyczny system porównywania wyników ze stycznia oraz kolejnych miesięcy tego samego roku porównywarka Ubea.pl stosuje już od lat. „Dane Ubea.pl wskazują również, że w październiku średni koszt obowiązkowej polisy OC spadł o 2,2% (względem września br.)” – informuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Kolejne podwyżki składek nie są wykluczone …
Październikowy spadek średniej składki OC na pewno jest pozytywną wiadomością dla polskich kierowców. Warto jednak pamiętać, że czynniki sprzyjające wzrostowi cen OC nadal oddziaływują na rynek. Chodzi między innymi o rekordowo wysoką inflację, która prawdopodobnie jeszcze przyspieszy w I kw. 2022 roku. Szybko rośnie też średnia wartość szkody likwidowanej w ramach OC dla kierowców. Przez pierwsze sześć miesięcy 2021 roku, taka kwota wynosiła 7891 zł. Analogiczny wynik z pierwszej połowy 2020 r. to 7157 zł. „Trzeba też wspomnieć, że przejściowa obniżka składki OC przed kolejnymi wzrostami nie jest niczym nadzwyczajnym. Potwierdzają to dane z poprzednich miesięcy i lat” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Metodologia tworzenia barometru cenowego Ubea.pl: analizowany poziom średniej składki za OC (bez produktów pakietowych – np. NNW), wynika ze wszystkich kalkulacji, jakie użytkownicy Ubea.pl wykonali w ciągu miesiąca. Średnia składka ze stycznia 2021 r. (1243 zł) jest punktem odniesienia (wartość indeksu cenowego = 100). Analiza uwzględnia polisy tych ubezpieczycieli, którzy byli obecni na rynku w styczniu 2021 r. i do tej pory oferują ubezpieczenia OC.
Rosnące ceny nieruchomości windują wzrost wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych. W porównaniu do stanu sprzed pandemii średnia kwota hipoteki zwiększyła się o ponad 12%.
W okresie trzech kwartałów 2021 r. już ponad połowa (56,2%) z wartości kredytów mieszkaniowych udzielonych w tym okresie to kredyty na wysokie kwoty. Same kredyty powyżej 500 tys. zł stanowią 27% łącznej akcji kredytowej i udział ten co miesiąc rośnie. Widać także wzrost średniej wartości udzielanego kredytu mieszkaniowego, która we wrześniu br. osiągnęła kolejną rekordową wartość tj. 335,3 tys. zł. Czynnikiem wpływającym na wzrost wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych niewątpliwie jest wzrost cen nieruchomości – co potwierdzają dane Cenatorium.
W okresie pandemii (marzec 2020 r. – wrzesień 2021 r.) średnia wartość zaciągniętego kredytu mieszkaniowego wzrosła o 12,1%. Wartość udzielonego we wrześniu br. kredytu mieszkaniowego wyniosła 335,3 tys. zł i była wyższa od wartości kredytu zaciągniętego w marcu 2020 r. o 38,6 tys. zł.
Powiaty w czołówce finansowania nieruchomości kredytem hipotecznym
Z danych BIK wynika, że dynamika wzrostu średniej wartości kredytu mieszkaniowego jest zróżnicowana przestrzennie. Najwyższe wzrosty dotyczyły kredytów zaciągniętych przez mieszkańców województwa warmińsko-mazurskiego (20,4%), łódzkiego (17,0%) oraz zachodnio-pomorskiego (16,4%).
Wśród powiatów o najwyższej dynamice wzrostu zaciąganego kredytu mieszkaniowego na podium znaleźli się mieszkańcy powiatu zwoleńskiego (122,2%) leżącego w województwie mazowieckim, gorlickiego (64,6%) – województwo małopolskie, zambrowskiego (64%) – w województwie podlaskim.
Mniej m2 mieszkania za miesięczną wypłatę
Podstawowym czynnikiem wpływającym na wzrost wartości zaciąganych kredytów mieszkaniowych niewątpliwie jest wzrost cen nieruchomości. Według Cenatorium od czasu pandemii, w okresie marzec 2020 r. – wrzesień 2021 r., ceny na rynku wtórnym w Polsce wzrosły średnio o 17,9%, a na rynku pierwotnym o 16,2%. Częściowo wzrost cen nieruchomości kompensowany był wzrostem przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce (wzrost w tym okresie o 14%).
– W ciągu ostatnich dwóch lat pogorszył się – spadł wskaźnik, ilustrujący liczbę m2 mieszkania, które można zakupić za miesięczne wynagrodzenie. Jest on również zróżnicowany przestrzennie. W tym roku we wszystkich największych miastach dostępność nowych mieszkań wyraźnie się pogorszyła. Ich ceny rosły bowiem szybciej niż wynagrodzenia – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.
Według RynkuPierwotnego.pl (bigdata.rynekpierwotny.pl) pod koniec III kw. 2021 r. za przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Warszawie można było kupić 0,6 m2 mieszkania, w Gdańsku było to 0,7 m2 , we Wrocławiu 0,61 m2, w Krakowie 0,64 m2 , w Poznaniu 0,76 m2 .
W konsekwencji spowodowało to konieczność zaciągania kredytów mieszkaniowych na coraz wyższe kwoty. Sprzyjało temu oprócz niskich stóp procentowych również wydłużanie okresu kredytowania do 30 a nawet powyżej 30 lat. Tymczasem, od lipca br. zgodnie z Rekomendacją KNF, banki liczą zdolność kredytową maksymalnie dla okresu 25 lat, nawet dla kredytów o dłuższym okresie kredytowania.
Domek nad jeziorem, drugie mieszkanie nie zawsze na kredyt
Ceny mieszkań wystrzeliły bardziej niż przed pandemią, wzrost cen przekracza poziom 15-20% w stosunku do roku 2019, a mimo to popyt na rynku osiąga rekordowe poziomy.
– Pomimo pandemii, w dobie pracy zdalnej i hybrydowej, nabrały znaczenia nieruchomości podmiejskie. Ceny mieszkań w dużych miastach, w wielu rejonach są tak wysokie, że osoby powiększające rodziny, szukające nowego lokum w celu zaspokojenia rosnących potrzeb mieszkaniowych, migrują na przedmieścia i inwestują w ziemię i domy. Z naszych obserwacji wynika, że wśród kupujących nieruchomości dominują inwestorzy kupujący za gotówkę, rzadziej korzystający z kredytów bankowych – wyjaśnia Mariusz Kurzac, Dyrektor Zarządzający Cenatorium.
Zmieniające się warunki pracy i studiowania w formule zdalnej też stają się impulsem do podejmowanych decyzji inwestycyjnych.
– Popularne stało się posiadanie drugiego lokum lub domku nad morzem, nad jeziorami czy w górach, a nawet gdzieś przy lesie w głuszy czy nad rzeką. W dobrej lokalizacji blisko gór czy wody, cena nowego lokum to prawie jak w centrum miasta przy parku, tj. 16-18 tys. zł za m2 i już sprzedane zanim ukończone – mówi Mariusz Kurzac.
– Powrót na rynek najmu czy zakup własnego M, to widoczny symptom swego rodzaju przesilenia u młodych. Kończy się czas mieszkania z rodzicami, pracy i nauki zdalnej, co skłania do powrotów do miast, co ponownie rozpędza rynek mieszkaniowy. Dziś oglądana oferta najmu w mieście, jutro może być już niedostępna. To samo dotyczy zakupu mieszkania, czy to za gotówkę czy na kredyt – dodaje.
Na rynku pojawia się coraz więcej zagranicznych funduszy inwestycyjnych kupujących pakiety mieszkań na wynajem. Z jednej strony wydaje się, że mieszkania są już zbyt drogie i bańka musi w końcu pęknąć, jednak brak gruntów pod zabudowę, rosnące ceny wykonawstwa i materiałów budowlanych nie przemawiają za ich spadkiem.
Rozważne decyzje na długie lata – Analizator kredytowy
– W dobie tak wysokich kosztów nieruchomości i wysokiej inflacji, warto przeanalizować swoje możliwości finansowania zakupów kredytem. W listopadzie br. stopa referencyjna do 1,25%. W powszechnej opinii ekonomistów nie będzie to ostatnia podwyżka w najbliższym czasie. Na koniec 2022 r. stopa ta może wzrosnąć do 1,5% – 2%, czyli powyżej poziomu sprzed pandemii – twierdzi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.
– Czasy najtańszych kredytów to już przeszłość, a biorąc pod uwagę podwyżki stóp procentowych, należy się liczyć ze wzrostem kosztu obsługi kredytu. Dotyczy to osób obecnie spłacających swoje zobowiązania, jak i przyszłych kredytobiorców. Powinni oni tym bardziej odpowiedzialnie i rozważnie podejmować decyzje o zaciąganiu kredytów, zwłaszcza długoterminowych – dodaje prof. Rogowski.
W podjęciu tak ważnych decyzji wspiera narzędzie opracowane przez analityków BIK, które w prosty i szybki sposób pomoże obliczyć, na jaki kredyt nas stać i czy znacząco nie obciąży finansów naszego gospodarstwa domowego.
Chodzi o Analizator Kredytowy, w portalu www.bik.pl, który bierze pod uwagę faktyczną historię kredytową oraz wysokość rat i limitów obecnie spłacanych kredytów. Narzędzie to pełni rolę doradczą wskazując, jakie elementy mają wpływ na przyznanie kredytu.
Narzędzie BIK ma charakter poglądowy, bo decyzję zawsze podejmuje bank, jednak przejście przez analizę pozwoli dostrzec czy planowany kredyt nie rodzi ryzyka nadmiernego zadłużenia. Jest idealnym narzędziem dla osób, które planują rozważnie zaciągnąć kredyt i solidnie się do tego przygotować.
Efektywność pracy nie może być osiągnięta bez odpowiedniej organizacji i sprawnej komunikacji pomiędzy pracownikami. Zorganizowanie pracy tak, by wszystko przebiegało bezproblemowo może nie być łatwe – szczególnie wtedy, gdy przedsiębiorstwo jest naprawdę duże. Na szczęście – w dzisiejszych czasach mamy do dyspozycji skuteczne, nowoczesne rozwiązania: oprogramowania do zarządzania firmą.
Programy do zarządzania firmą – dlaczego warto?
Prowadzenie własnej firmy zdecydowanie nie jest łatwym zadaniem. Planując przebieg poszczególnych prac, chcemy sprawić, by były one wykonywane szybko i skutecznie. Jednocześnie jednak – ważna jest dobra atmosfera w miejscu pracy i to, by pracownicy mogli skutecznie się ze sobą komunikować. Jak zadbać o to, by jak najmniejszym nakładem pracy uzyskiwać doskonałe efekty?
Programy do zarządzania firmą świetnie sprawdzają się przy układaniu harmonogramów i grafików. Umożliwiają podzielenie zadań pomiędzy poszczególne osoby tak, by każdy widział, co już jest zrobione i kiedy nadchodzi jego kolej na działanie. Pracownicy mogą w prosty sposób zarządzać swoim czasem pracy, a pracodawca – jednym kliknięciem rozliczać przepracowane godziny. Programy do zarządzania firmą są także doskonałym sposobem na zminimalizowanie koniecznej biurokracji – generują i przechowują niezbędne dokumenty. Odpowiednio dobrane oprogramowanie usprawni także komunikację z klientami i wpłynie korzystnie na budowanie pozytywnego wizerunku firmy.
Sprawna obsługa klientów i lepsze wyniki sprzedaży
Komunikacja pomiędzy klientami a pracownikami firmy to podstawa – błędy zdarzają się jednak bardzo często. Gdy realizacją zamówienia lub projektu zajmuje się więcej niż jedna osoba – nietrudno o pomyłkę. Dzięki programom do zarządzania przedsiębiorstwami to zadanie staje się znacznie łatwiejsze – cały proces obsługi klienta jest jasny, przejrzysty i widoczny dla wszystkich pracowników. Na swoich ekranach mogą oni łatwo zauważyć, co zostało już zrobione, jakie prace należy wykonać w następnej kolejności i o czym trzeba koniecznie poinformować klienta. Program przechowuje również wszystkie podpisane umowy, listy ustaleń i wystawione faktury.
Sprawna obsługa klienta sprawia, że możemy sprzedawać więcej – efektywnie wykorzystujemy czas, więc możemy obsłużyć większą liczbę zamówień. Zadowoleni klienci z pewnością polecą nasze usługi innym – co także przyczyni się do większego zainteresowania firmą i wyższych zarobków.
Prosty sposób na zarządzanie dokumentami
Prowadzenie firmy zawsze wiąże się z koniecznością dbania o wiele formalności. Niezbędne dokumenty musimy tworzyć praktyczne cały czas – czasem nawet najdrobniejsza czynność wymaga udokumentowania. Coroczne inwentaryzacje, raporty, faktury – przykładów jest naprawdę wiele. Dzięki programom do prowadzenia firmy zarządzanie dokumentami staje się o wiele łatwiejsze.
Dokumenty przechowywane są w pamięci komputera – program odpowiednio je kataloguje segreguje, więc wyszukanie potrzebnej nam informacji będzie łatwe i szybkie. Dzięki temu, że systemy do zarządzania firmą stale zbierają liczne informacje, wygenerowanie raportu lub rezultatów inwentaryzacji praktyczne nie wymaga czasu. Wystarczy wpisać kilka niezbędnych rzeczy, a gotowe dokumenty pojawią się chwilę po kliknięciu. Elektroniczny obieg dokumentów usprawnia pracę – pracownicy nie muszą wychodzić zza biurek, by dostarczyć dokumenty w odpowiednie miejsca. Program zajmuje się kwestiami formalnymi – a my dzięki temu zyskujemy cenny czas, który możemy poświęcić na rozwijanie nowych pomysłów biznesowych lub realizację już zleconych zadań.
Program do prowadzenia firmy to nowoczesne rozwiązanie, dzięki któremu bycie przedsiębiorcą staje się o wiele łatwiejsze! Oprogramowanie upraszcza skomplikowane zadania i automatycznie wykonuje najbardziej uciążliwe obowiązki. Dzięki możliwościom generowania raportów i analizowania wyników – praca może być efektywna bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej!
Niepokojący i stale przyspieszający wzrost inflacji (aż o blisko 5,5 procenta w skali roku) stanowi bardzo poważne źródło obaw wśród wielu Polaków. W związku z tym wypadałoby pomyśleć o rozsądnym ulokowaniu swoich oszczędności. Jednym z najlepszych rozwiązań są inwestycje w nieruchomości. Inwestować można na wiele sposobów, robiąc to samodzielnie lub korzystając z porad uznanych doradców.
Zabezpieczenie oszczędności – zakup nieruchomości na wynajem
Korzystną propozycją dla osób, które chcą zabezpieczyć swoje oszczędności jest inwestowanie w domki wypoczynkowe. Można je później przeznaczyć do użytku własnego (głównie w okresie wakacyjnym), ale też na wynajem długoterminowy lub krótkoterminowy. Taki rodzaj inwestycji może stać się szansą na długie lata lub na kilka najbliższych miesięcy, na dodatkowy przychód ze średnim zyskiem na poziomie 7,5% w skali roku. To również jeden ze sposobów zabezpieczenia swojej przyszłości. Pierwsza opcja jest korzystniejsza, ponieważ zarządzanie nieruchomością bierze na siebie lokator. Druga wymaga większego zaangażowania. Jak widać inwestowanie w nieruchomości musi być starannie przemyślane, aby osiągać z tego maksymalny zysk i zadbać o swoją przyszłość.
Doskonała alternatywa to wynajmowanie zakupionych domków na doby oraz tygodnie. Kryzys może dosięgnąć każdego i do danej sytuacji trzeba się przystosować. Ekologiczne domki wypoczynkowe cieszą się dużym zainteresowaniem i taki biznes stanowi optymalne zabezpieczenie finansów w trudnych dla Polaków czasach. Warto pamiętać o tym, że model pracy hybrydowej uderza w rynek nieruchomości i wynajem krótkoterminowy może przynieść właścicielom domków pożądane zyski. Kluczowa jest odpowiednia strategia działania, tak aby inwestycja zwróciła się z nawiązką.
Ekologiczne domki wypoczynkowe zyskują coraz większe grono zwolenników
Podczas pandemii Polacy bardzo chętnie podróżują po kraju, aby zwiększyć poziom swojego bezpieczeństwa i komfort psychiczny. Z racji tego tak przydatnym zakupem może się okazać ekologiczny dom letniskowy. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni chętnie wybierają atrakcyjne kwatery nad morzem, tak aby pooddychać świeżym powietrzem i być blisko natury. Warto dowiedzieć się jak bezpiecznie inwestować i zarazem maksymalnie na tym korzystać. Inwestycje w kryzysie należy podejmować w porozumieniu z doświadczonymi ekspertami i specjalistami.
Domek na weekend może przynieść zainteresowanym upragnione wytchnienie. Własny domek letniskowy służy rodzinom wielodzietnym, parom, ale też singlom. Inwestycje w turystykę zyskują coraz większe grono zwolenników, ponieważ domek letniskowy na własność można później wykorzystać na kilka różnych sposobów (dla siebie oraz dla turystów).
Black Friday to ulubiony dzień w roku miłośników promocji. Nieoficjalne święto zakupów przypada na koniec listopada i charakteryzuje się wzmożoną liczbą okazji cenowych w różnych sklepach. Jednak coraz większa grupa konsumentów kwestionuje, czy owe promocje są prawdziwe, czy stanowią jedynie chwyt marketingowy. Przy okazji Black Friday dochodzi do nadużyć i manipulacji na tyle dużych, że tematem zainteresowała się Komisja Europejska tworząc stosowne prawodawstwo. Co się zmieni i czy czeka nas ostatni taki Black Friday w historii? Odpowiedzi udziela mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.
DYREKTYWA PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2019/2161 z dnia 27 listopada 2019 r. wprowadza zmiany w zakresie handlu e-commerce, które znacząco wpłyną na możliwości reklamowania produktów. Wśród zmian należy wymienić nakaz informowania, że wyniki wyszukiwania zostały dopasowane na podstawie określonych kryteriów czy zakaz umieszczania opinii o produktach, które w rzeczywistości nie pochodzą od osób, które zakupiły produkt. Jednak z punktu widzenia funkcjonowania Black Friday kluczowy jest inny zapis, dotyczący konieczności informowania o zmianach cen danego produktu na przestrzeni miesiąca wstecz.
Zgodnie z najnowszymi przepisami, w każdym ogłoszeniu o promocji sprzedawca będzie zobowiązany podać wcześniejszą cenę tj. najniższą cenę stosowaną przez podmiot gospodarczy w okresie, który nie może być krótszy niż 30 dni przed zastosowaniem obniżki ceny. To oznacza, że sklepy nie będą mogły stosować nieuczciwych praktyk polegających na zawyżaniu cen tuż przed promocją, tylko po to, aby obniżyć wartość produktu do ceny bazowej z jednoczesnym zastosowaniem komunikatu o obniżce. Do tej pory takie działania uchodziły za nieetyczne, ale nie były prawnie zakazane. Nowa dyrektywa wprowadza sankcje za tego typu praktyki, o czym należy pamiętać projektując promocje na kolejny Black Friday – komentuje mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.
Zapisy dyrektywy prawdopodobnie nie wejdą jeszcze w życie przed nadchodzącym Black Friday (chociaż treść ww. Dyrektywy zakłada implementację do krajowych porządków prawnych z dniem 28 listopada 2021 r. a stosowanie od dnia 28 maja 2022 r.) ale już teraz warto zwrócić uwagę na nadchodzące zmiany w kontekście planowania kolejnych akcji promocyjnych.
Nowe badanie firmy Zebra pokazuje, że branża farmaceutyczna musi się mierzyć z problemem braku zaufania. Liderzy branży twierdzą natomiast, że chcą być bardziej transparentni.
Frima Zebra Technologies Corporation opublikowała dzisiaj wyniki badania Pharmaceutical Supply Chain Vision Study. Z badania wynika, że pacjenci nie mają zaufania do leków, które otrzymują, oraz do poszczególnych segmentów łańcucha dostaw środków farmaceutycznych. W tym do podmiotów, które je produkują, dystrybuują oraz je przepisują i wydają. Czterdzieści trzy procent badanych wyraża obawę, że bez usprawnienia łańcucha dostaw może dojść do większej liczby zachorowań i/lub zgonów z powodu skażenia lub zanieczyszczenia leków.
Dotarcie do źródła lęków (i leków) pacjentów
Dziś dla pacjentów najważniejsze są skuteczność i bezpieczeństwo leków – trzech na czterech pacjentów twierdzi, że są trochę lub bardzo zaniepokojeni nieskutecznością leków w leczeniu ich stanów chorobowych. Natomiast siedmiu na dziesięciu martwi się, że otrzyma:
niewłaściwą dawkę z powodu błędów na etykiecie, jak również obawia się ewentualnej szkody, jaką taka pomyłka mogłaby im wyrządzić.
leki, które zostały skradzione, skażone, zanieczyszczone lub podrobione albo leki przeterminowane.
leki, z którymi w nieprawidłowy sposób obchodzono się/przechowywano podczas transportu i które przez to mogły ulec uszkodzeniu lub zmniejszona została ich skuteczność.
Pacjenci wiedzą, że zaburzony łańcuch dostaw zagraża jakości i skuteczności leków, i pragną w związku z tym zapewnienia, że ich leki są bezpieczne i oryginalne. Dla dziewięciu na dziesięć osób bardzo lub dość ważne jest, żeby mogły sprawdzić, czy lek nie jest podrobiony lub naruszony i potwierdzić, że leki wrażliwe na temperaturę były przechowywane we właściwym jej zakresie.
Według ankiety pacjenci oczekują również, że producenci leków ujawnią, w jaki sposób ich leki są wytwarzane i jak się wobec nich postępuje (81 proc.) oraz jak są transportowane/przechowywane (82proc.). Osiemdziesiąt procent twierdzi, że ważne jest również sprawdzenie źródeł pochodzenia składników leku, w tym kraju pochodzenia i lokalnych standardów dotyczących samego leku. Ponadto 79 proc. ankietowanych chce zapewnienia, że źródło pochodzenia ich leków nie narusza równowagi ekologicznej oraz że producent stosuje techniki chroniące środowisko, dobrostan zwierząt, lokalne społeczności i zdrowie publiczne.
„Zmieniające się wymagania pacjentów z pewnością będą sygnałem alarmowym dla liderów branży farmaceutycznej, którzy przez lata koncentrowali się przede wszystkim na spełnianiu standardów regulacyjnych” – powiedział John Wirthlin, Industry Principal, Manufacturing, Transportation and Logistics, w firmie Zebra Technologies. „Producenci, agencje rządowe, apteki i świadczeniodawcy opieki zdrowotnej muszą współpracować, żeby zdobyć zaufanie konsumentów do łańcucha dostaw”.
Badanie pokazuje, że jeśli przemysł farmaceutyczny chce zapewnić większe zaufanie i lojalność konsumentów, musi włożyć więcej wysiłku, aby udowodnić, że stawia potrzeby pacjentów na pierwszym miejscu.
Pacjenci wymagają większej przejrzystości i odpowiedzialności
Ponad ośmiu na dziesięciu pacjentów zgadza się, że agencje rządowe/regulacyjne oraz firmy farmaceutyczne powinny lepiej ze sobą współpracować w celu ochrony pacjentów i zapewnienia bezpieczeństwa i skuteczności leków. Ponad 40 proc. pacjentów i decydentów z branży farmaceutycznej twierdzi, że to organy regulacyjne, firmy farmaceutyczne i producenci są najbardziej odpowiedzialni za walkę z podrabianiem leków, ich kradzieżą i zanieczyszczaniem. Mimo to, według pacjentów, ciężar odpowiedzialności za wdrażanie zaufanych protokołów bezpieczeństwa spoczywa na tych, którzy produkują, wydają i podają leki, przy czym w oczach 57 proc. pacjentów to szpitale ponoszą największą odpowiedzialność.
„W idealnym świecie potencjalnie szkodliwe leki nigdy nie dotarłyby na tyle daleko w łańcuchu dostaw, by stać się problemem dla szpitali, aptek i innych podmiotów wydających recepty” – dodał Wirthlin. „Dlatego właśnie dyrektywa w sprawie sfałszowanych leków w pełni obowiązuje w Unii Europejskiej, a Agencja Żywności i Leków (Food and Drag Administration) wymaga, aby systemy śledzenia produktów zostały wprowadzone do 2023 roku w Stanach Zjednoczonych w ramach ustawy o bezpieczeństwie łańcucha dostaw leków”.
Większość decydentów z branży farmaceutycznej (84 proc.) uważa, że są przygotowani do spełnienia wymogów w zakresie identyfikacji i przejrzystości. Trzy czwarte z nich potwierdziło, że już wdrożyło technologię usług lokalizacyjnych lub planuje to zrobić w ciągu najbliższego roku – takie posunięcie usprawniłoby przepływy pracy w produkcji i śledzenie leków, zmniejszyłoby liczbę przypadków kradzieży i fałszerstwa oraz zapewniłoby pacjentom przejrzystość i informacje, których oczekują.
Największym wyzwaniem, przed którym stoją wspomniani wyżej liderzy, jest możliwość wyprodukowania i przetransportowania wystarczającej ilości leków, tak aby zaspokoić potrzeby pacjentów. Oprócz opóźnień regulacyjnych, decydenci z branży mówią, że mają również do czynienia z ograniczeniami produkcji, problemami z dystrybucją i magazynowaniem, ograniczeniami zdolności przewozowych i opóźnieniami w transporcie. W związku z tym 92 proc. z nich planuje w przyszłym roku zwiększyć inwestycje w narzędzia do monitorowania produkcji farmaceutycznej i łańcucha dostaw.
Problemy w punktach sprzedaży – i nie tylko
Ponad trzy czwarte ankietowanych pacjentów twierdzi, że w przeszłości doświadczyło problemów z zakupem lub przyjmowaniem leków, przy czym millenialsi (82 proc.) zgłaszają znacznie więcej problemów niż osoby z pokolenia powojennego wyżu demograficznego (61 proc.). Millenialsi nie tolerują jednak błędów i są dwa razy bardziej skłonni do zmiany apteki na taką, która spełni ich potrzeby, niż pokolenie powojennego wyżu demograficznego. 70 proc. wszystkich pacjentów potwierdziło, że w przeszłości zmieniło dostawcę leków, aptekę lub lek ze względu na złe doświadczenia.
Wśród pacjentów doświadczających problemów, w pierwszej piątce zagadnień znajdowało się ciężkie działanie niepożądane. Ale nie był ono problemem występującym najczęściej:
Potrzeba leku, który był niedostępny lub którego zapas się skończył (32 proc.)
Otrzymano tylko część potrzebnej ilości leku z powodu braku dostępności w danym momencie (29 proc.)
Ten sam produkt znaleziony w niższej cenie w innym miejscu (27 proc.)
Leków nie otrzymano na czas lub kiedy były potrzebne (22 proc.)
Wystąpiło ciężkie działanie niepożądane (21 proc.)
Większość obaw pacjentów koncentruje się na przystępności cenowej leków (76 proc.) i ich niedoborach (73 proc.). Wydający leki nie są jednak zwolnieni z odpowiedzialności za bezpieczeństwo i skuteczność. Osiemdziesiąt pięć procent pacjentów twierdzi, że wszystkie apteki muszą monitorować wydawane leki, w tym apteki działające wysyłkowo.
Kluczowe ustalenia regionalne
Regin Azja – Pacyfik (APAC)
Ponad trzy czwarte pacjentów twierdzi, że konieczne jest wprowadzenie większej liczby regulacji prawnych dotyczących produktów farmaceutycznych, a prawie wszyscy decydenci (95 proc.) twierdzą, że w celu ochrony pacjentów konieczna jest lepsza współpraca pomiędzy agencjami rządowymi/regulacyjnymi a firmami farmaceutycznymi, co stanowi najwyższy odsetek wśród wszystkich regionów.
Europa
Tylko 64 proc. pacjentów i 74 proc. decydentów z branży zgadza się, że bezpośrednie dostarczanie leków pocztą jest wygodnym i bezpiecznym sposobem otrzymywania leków – to najniższy poziom zgodności wśród regionów.
Ameryka Łacińska
Pacjenci z Ameryki Łacińskiej są najmniej tolerancyjni wobec problemów z lekami w porównaniu z innymi regionami – 87 proc. z nich zmieniło aptekę, dostawcę lub lek z powodu złych doświadczeń.
Ameryka Północna
Pacjenci w Ameryce Północnej posiadają najmniejszą wiedzę na temat identyfikacji produktów farmaceutycznych – tylko 33proc. z nich twierdzi, że zna to zagadnienie dość dobrze lub bardzo dobrze.
KONTEKST I METODOLOGIA BADANIA
Badanie Pharmaceutical Supply Chain Vision Study zostało przeprowadzone przez firmę Zebra wśród przeszło 3500 pacjentów i decydentów z branży farmaceutycznej na całym świecie w celu oceny postrzeganej stabilności łańcucha dostaw, zmierzenia odpowiedzialności za łańcuchy dostaw i zaufania do jego podmiotów oraz określenia potrzeb w zakresie poprawy przejrzystości łańcucha dostaw. Pacjentami są osoby dorosłe z problemami zdrowotnymi wymagającymi leków na receptę lub terapii, które były realizowane w aptece. Osoby podejmujące decyzje w przemyśle farmaceutycznym to liderzy szczebla kierowniczego w służbie zdrowia, produkcji, sprzedaży detalicznej farmaceutyków lub organizacjach transportowych i logistycznych, którzy prowadzą działalność w łańcuchu dostaw farmaceutyków lub biofarmaceutyków. Wszystkie dane zostały zebrane i zestawione w tabelach przez zewnętrzną firmę badawczą Azure Knowledge Corporation.
Według wstępnych danych międzynarodowej firmy doradczej Savills, wolumen transakcji najmu na rynkach biurowych w Europie wzrósł w trzecim kwartale 2021 r. o 15%, aczkolwiek nadal pozostaje niższy od średniej pięcioletniej. Pozytywnych danych dla rynku biurowego dostarcza również indeks mobilności Google, w którym wśród badanych stolic europejskich przoduje Warszawa.
Jak podaje Savills w raporcie Emerging European Office Themes, z danych dostarczonych przez Google wynika, że średni wskaźnik mobilności w miejscach pracy w Europie był pod koniec trzeciego kwartału 2021 r. niższy o zaledwie 4% od poziomu sprzed pandemii.
Mobilność pracowników jest nadal mniejsza, niż na początku 2020 r. m.in. w Amsterdamie (-3%), Madrycie (-9%) czy Mediolanie (-12%), podczas gdy w Dublinie i Sztokholmie wróciła do tych samych poziomów, a w Berlinie (+2%) i Warszawie (+4%) nawet nieznacznie wzrosła.
„Dane Google dotyczące przemieszczania się mieszkańców miast wskazują na pozytywny trend. W Warszawie, w miejscach pracy wskaźnik mobilności wrócił w ostatnich tygodniach do poziomu sprzed pandemii. Badanie nie rozróżnia przy tym pracowników biurowych od tych pracujących w pozostałych miejscach pracy, ale również wśród części najemców nowoczesnych powierzchni biurowych można zaobserwować stopniowy powrót do pracy stacjonarnej, często połączonej z pracą zdalną w modelu hybrydowym” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.
W Europie popyt na biura generują przede wszystkim firmy z sektora profesjonalnych usług dla biznesu oraz bankowości, ubezpieczeń i finansów. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zauważalny był też duży wzrost zapotrzebowania na powierzchnię biurową ze strony sektora zaawansowanej produkcji przemysłowej oraz branży farmaceutycznej, co jest następstwem zwiększonych inwestycji w sektorze life science.
Zgodnie z danymi Savills, w Warszawie w trakcie trzech pierwszych kwartałów 2021 roku wynajęto blisko 400 000 m kw. powierzchni biurowej, czyli o prawie 10 proc. mniej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. W porównaniu do okresu sprzed pandemii (styczeń-wrzesień 2019 r.) spadek ten wynosi już ponad 40%.
W miastach regionalnych popyt na biura w okresie od początku stycznia do końca września 2021 r. wyniósł blisko 380 000 m kw., a spadek rok-do-roku wyniósł blisko 16% i 26% w porównaniu do okresu sprzed pandemii w 2019 r.. Najwięcej powierzchni wynajęto w Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu, które są jednocześnie największymi rynkami biurowymi wśród miast regionalnych.
Zmniejszona aktywność najemców, połączona z relatywnie wysokimi wolumenami powierzchni oddanej do użytkowania w 2020 i 2021 roku, spowodowała wzrost wskaźnika pustostanów do 12,5%, odnotowanego na koniec września w Warszawie oraz do 13,5%, uśrednionej wartości dla rynków regionalnych.
Jak podaje Savills, wraz z wchłanianiem się dostępnej powierzchni, od 2023 roku w niektórych miastach może wystąpić luka podażowa, wynikająca ze znacznie ograniczonej aktywności deweloperów. W Warszawie ilość powierzchni w budowie jest najniższa od 2011 roku.
„Obserwujemy stopniowy wzrost aktywności najemców, którzy badają rynek poszukując dla siebie odpowiedniej lokalizacji. Potrzeba jednak jeszcze kilku miesięcy, zanim procesy te zakończą się podpisaniem umów najmu i przełożą się na wskaźniki popytu” – podsumowuje Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.
Zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym to wyzwanie, zwłaszcza dla rodziców i opiekunów. Z myślą o tej grupie pracowników w 2019 r. została uchwalona dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady, dotycząca zjawiska work-life balance. Nakłada ona na państwa członkowskie Unii m.in. obowiązek wdrożenia nowych przepisów dotyczących urlopów rodzicielskich do sierpnia 2022 r. Jak więc zmienią przywileje pracownicze związane z opieką nad dziećmi?
Obecnie obowiązujące urlopy związane z rodzicielstwem
Rodzaje i wymiar urlopów związanych z rodzicielstwem reguluje w Polsce Kodeks pracy. Ustawa przewiduje następujące rodzaje urlopów, które przysługują rodzicom biologicznym i innym osobom sprawującym opiekę nad dzieckiem:
Macierzyński – przysługuje matce oraz ojcu, ale w takim zakresie, w jakim nie wykorzystała go matka. Wymiar urlopu zależy od liczby narodzonych dzieci (przy jednym porodzie) i może wynosić od 20 tygodni (jedno dziecko) do 37 tygodni po urodzeniu pięciu lub większej liczby dzieci.
Rodzicielski – przysługuje matce i ojcu łącznie, zależy od liczby dzieci urodzonych przy jednym porodzie: do 32 tygodni po urodzeniu jednego dziecka oraz do 34 tygodni po urodzeniu dwójki lub więcej.
Wychowawczy – wynosi łącznie do 36 miesięcy; może być wykorzystywany przez oboje rodziców jednocześnie i podzielony na maksymalnie 5 części.
Ojcowski – może być wykorzystany wyłącznie przez ojca do ukończenia przez dziecko 2 roku życia. Wymiar tego urlopu wynosi 2 tygodnie i może zostać wykorzystany w dwóch tygodniowych częściach lub jednorazowo.
Jakie zmiany wprowadza dyrektywa work-life balance?
Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE), nazywana dyrektywą work-life balance, jest odpowiedzią na zmiany w społeczeństwie, które nastąpiły w ciągu ostatnich lat i związaną z nimi potrzebę lepszego godzenia życia zawodowego i rodzinnego.
Celem dyrektywy jest zapewnienie realizacji zasady równości na rynku pracy między kobietami i mężczyznami oraz zachęcanie do równiejszego podziału obowiązków opiekuńczych między nimi. Ponadto jej przepisy mają zapewnić zwiększenie udziału kobiet w rynku pracy i rozszerzenie korzystania przez mężczyzn z urlopów rodzinnych czy elastycznej organizacji pracy. Art. 9 dyrektywy mówi m.in. o możliwości skrócenia godzin pracy, elastycznych godzinach pracy i dopasowaniu miejsca pracy dla wszystkich pracujących rodziców i opiekunów dzieci do 8 roku życia. Celem jest także umożliwienie pracownikom otrzymania urlopu na opiekę nad krewnymi potrzebującymi wsparcia.
Ponadto, zgodnie z art. 7 dyrektywy, każdy pracownik będzie miał prawo do czasu wolnego od pracy z powodu działania siły wyższej. Dotyczy to pilnych spraw rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem, jeżeli niezbędna jest natychmiastowa obecność pracownika.
Dyrektywa reguluje następujące kwestie związane z urlopami:
Ojcowskim – urlop z okazji narodzin dziecka, z którego mogą skorzystać ojcowie lub równorzędni drudzy rodzice – w wymiarze 10 dni roboczych. Polskie przepisy prawa pracy są bardziej korzystne w tym zakresie.
Rodzicielskim – urlop dla rodziców z powodu narodzin lub przysposobienia dziecka, w wymiarze 4 miesięcy. Każdemu z rodziców przysługują osobno dwa miesiące urlopu rodzicielskiego, które nie podlegają przeniesieniu. Warto zauważyć, że obecnie polskie prawo nie przewiduje części urlopu rodzicielskiego przysługującego indywidualnie każdemu z rodziców, z wyjątkiem pierwszych 14 tygodni urlopu macierzyńskiego dla matki dziecka. Urlop rodzicielski można wykorzystać przed osiągnięciem przez dziecko wieku 8 lat.
Opiekuńczym – urlop dla pracowników w wymiarze 5 dni, umożliwiający zapewnienie krewnemu lub osobie zamieszkującej w tym samym gospodarstwie domowym osobistej opieki lub wsparcia z poważnych względów medycznych. W polskim Kodeksie pracy funkcjonuje zwolnienie z pracy w wymiarze 16 godzin lub 2 dni, tzw. „opieka nad dzieckiem”. Dyrektywa rozszerza urlop opiekuńczy także na innych członków rodziny: matkę, ojca, małżonka (małżonkę) lub partnera (partnerkę) w związku partnerskim – jeśli prawo państwa członkowskiego dopuszcza związki partnerskie.
Dyrektywa obejmuje wszystkich pracowników związanych umową o pracę lub pozostających w innym stosunku pracy określonym przez prawo.
Marta Mroczkowska, specjalistka ds. kadrowo-płacowych w firmie inFakt
Social shopping coraz mocniej daje o sobie znać na polskim rynku – transmisje na żywo najpopularniejszych sprzedawców ogląda w Polsce nawet kilka tysięcy osób równocześnie, co czwarty Polak przynajmniej raz w życiu dokonał zakupów podczas live streamingu w social mediach, a blisko połowa (48 proc.) internautów kupuje poprzez kontakt ze sprzedawcą na Messengerze czy mailowo[1]. W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie konsumentów zakupami w mediach społecznościowych, pojawiają się na rynku rozwiązania, które mają zwiększać poziom pozytywnych doświadczeń zakupowych.
Niekwestionowanym liderem live commerce są Chiny, w których aż 617 mln użytkowników robi zakupy podczas transmisji na żywo. W Polsce trend live shoppingu zaczął się rozwijać w pandemii i cały czas rośnie. Do tej pory największy udział w takich zakupach mają Facebook (88 proc.), YouTube (34 proc.) i Instagram (27 proc.)[2], choć oczywiście istnieją (mało popularne w naszym kraju) aplikacje do tworzenia tego typu contentu. Zaczęto jednak zauważać, że dopracowania wymaga mechanika zakupów podczas transmisji. Stąd pojawił się na polskim rynku podmiot Kupuje.live – platforma do sprzedaży na żywo w transmisjach, która mocno stawia na automatyzację. Daje ona sprzedawcom możliwość szybkiego konwertowania chęci zakupu na zamówienia oraz technologię do zarządzania nimi. Kupujący z kolei mogą korzystać z szybkich płatności i zakupu u zweryfikowanych sprzedawców. Dlaczego tego typu narzędzia powstają i mają szansę się przyjąć?
– Tradycyjne media społecznościowe, takie jak Facebook czy Instagram, umożliwiają przeprowadzanie transmisji na żywo, ale nie są w pełni przystosowane do potrzeb sprzedawców i klientów. Automatyzacja niektórych procesów i posiadanie wszystkich przydatnych funkcji w jednym miejscu, to dla sprzedawców otwarta droga do skalowania biznesu – mówi Krystian Drzewicki, Key Account Manager w Tpay, operatora płatności online.
Od co najmniej 2-3 lat zakupów poprzez social media dokonuje 39 proc. Polaków, a w przypadku większości badanych (56 proc.) średnie, miesięczne wydatki na tego typu zakupy sięgają 50–200 zł[3]. Spore zainteresowanie social commerce wśród konsumentów powoduje, że coraz więcej marek dostrzega potencjał tego kanału sprzedażowego. Na polskim rynku w social commerce wszedł już operator płatności Tpay, który we współpracy z KODA Bots opracował i wdrożył pierwsze w Polsce rozwiązanie chatbotowe umożliwiające dokonywanie bezpiecznych płatności BLIKIEM w komunikatorach społecznościowych. Pierwszymi partnerami, które już oferują tę formę zakupów, są Myszojeleń oraz Kubota.
– Mamy naturalną potrzebę porozmawiania ze sobą, dotyczy to także zakupów. Zarówno rozwiązania chatbotowe, takie jak te wdrożone przez nas u Kuboty i Myszojelenia, czy też live streamingi, które są w Polsce coraz popularniejsze, sprawiają, że handel w social mediach nabiera ludzkiego charakteru, a wirtualne showroomy stają się – w dobrym tego słowa znaczeniu – targowiskami 2.0 – mówi Krystian Drzewicki.
[1] Raport Fundacji Kobiety e-biznesu – Siła handlu w social commerce
Święta już za pasem branża e-commerce i logistyka przygotowuje się do wzmożonego nakładu pracy. Pojawiają się coraz to nowe oferty pracy tymczasowej dla magazynierów, pakowaczy, kierowców, kurierów, operatorów wózków widłowych. Wakaty będą nie tylko w okresie przedświątecznym, ale i po nowym roku również. Centrum Analityczne Gremi Personal zaobserwowało 40% wzrost w porównaniu do roku ubiegłego na zapotrzebowanie pracowników ze Wschodu w tych branżach.
Na dynamikę wzrostu częściowy wpływ miała pandemia, jednak dane z poprzednich lat potwierdzają wyraźny trend wzrostowy. Branża e-commerce i logistyka, zaczęły przygotowania do sezonu już we wrześniu. Stawki godzinowe brutto dla prac przedświątecznych są o ok. 10 proc. wyższe niż rok wcześniej i wahają się pomiędzy 20 a 25 zł brutto. Już we wrześniu rekrutację pracowników rozpoczął też gigant e-handlu Amazon, który w okresie przedświątecznego szczytu chce w tym roku dodatkowo zatrudnić w swoich dziesięciu centrach logistyki e-commerce w Polsce ponad 9 tys. pracowników sezonowych.
Jeszcze na początku 2020 roku zapotrzebowanie na pracowników w branży logistycznej i e-commerce było na przeciętnym poziomie, prawdziwy boom nastąpił w momencie wdrożenia pierwszych obostrzeń związanych z pandemią. Wówczas ilość wakatów na stanowiska związane z branża logistyczną i e-commerce wzrosło o prawie 200 proc. Brakowało rąk do pracy, ale był problem związany z przekraczaniem granicy i obowiązkiem odbywania kwarantanny, co wydłużało czas oczekiwania na pracowników. W 2021 tendencja wzrostowa się utrzymała, branża już od września przygotowuje się na wzmożony ruch około świąteczny, zapotrzebowanie na pracowników ze Wschodu wzrosło o 40 proc. w porównaniu do roku ubiegłego. – wskazuje Tomas Bogdevic, CEO agencji zatrudnienia Gremi Personal
Centrum analityczne Gremi Personal zauważa, iż sezonowa praca w branży logistycznej jest dla migrantów ze Wschodu doskonałą okazją do podreperowania budżetu domowego w okresie przedświątecznym, który na Wschodzie jest obchodzony nieco później. Polska jest dla nich szansa na jakikolwiek zarobek szczególnie w czasach, gdy o pracę na Wschodzie jest bardzo trudno. Przykładowo w ciągu roku liczba bezrobotnych Ukraińców wzrosła o 59 proc. tak wynika z danych Centrum Zatrudnienia Ukrainy.
Jeden z największych w Polsce omnichanneli z kawą i akcesoriami, Coffeedesk, po trzech kwartałach 2021 roku urósł o 34% r/r. W ciągu dziewięciu miesięcy kołobrzeska spółka zanotowała przychód w wysokości 70 487 mln zł. Na koniec trzeciego kwartału Coffeedesk był bliski przekroczenia wyniku, jaki wygenerował w całym rekordowym dla firmy 2020 roku, czyli 78,7 mln zł.
Najważniejsze wskaźniki wzrostu 2021
Przychód 70 487 798 zł za I-IIIQ 2021 – wzrost o 34%
B2B z największymi przychodami: wzrost o 13 mln zł r/r
W 2021 r. najszybciej rósł segment kawiarni, o 86% r/r
O 17% więcej aktywnych klientów* B2C niż rok temu
Dla Coffeedesk 2021 rok to kolejny okres wzrostów – po rekordowym dla spółki 2020 roku, kiedy odnotowała ona najwyższy przychód w swojej dziesięcioletniej historii (78,7 mln zł). W pierwszych trzech kwartałach 2021 roku kołobrzeski omnichannel kawowy urósł o 70,4 mln zł. Firma wygenerowała o 17,7 mln zł większy przychód (+ 34% r/r) niż w analogiczny okresie 2020 roku.
B2B z największym przychodem
Za dobrymi wynikami osiągniętymi przez spółkę w 2021 roku w znacznej mierze stoi sprzedaż do klientów biznesowych. Obecnie stanowi ona około 66% wszystkich przychodów firmy. W porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku, ten wiodący segment działalności Coffeedesk urósł aż o 39%, czyli o 13 mln zł r/r. Również o 39% w skali dwunastu miesięcy wzrósł eksport spółki. Coffeedesk kontynuuje ekspansję zagraniczną m.in. na rynki Czech i Rumunii.
“W roku 2021 zwiększyliśmy średnią wartość zamówienia o prawie 30%, a liczba aktywnych klientów biznesowych wzrosła o 8%. Znacząco poprawiliśmy efektywność procesów logistyczno-magazynowych, co wpłynęło na obsługę naszych klientów” – wyjaśnia Marcin Zamaro, Head of Sales B2B w Coffeedesk. Aktualnie spółka jest na finalnym etapie wdrażania nowej platformy do sprzedaży B2B, która została sfinansowana z emisji akcji w modelu crowdinwestingu, przeprowadzonej w 2020 roku.
Showroomy rozwijają się najszybciej
Największą dynamikę wzrostu w 2021 r. w kanałach sprzedaży Coffeedesk zanotowały kawiarnie. Przychody z tej działalności spółki urosły w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy o imponujące 86% r/r. Spółka stawia na rozwój tej gałęzi działalności. Pod koniec 2020 roku Coffeedesk otworzył już trzeci showroom kawowy – tym razem w śródmieściu Warszawy (Coffeedesk Próżna). Pełni on rolę kawiarni, sklepu oraz punktu odbioru przesyłek ze sklepu internetowego. W ciągu najbliższych tygodni Coffeedesk planuje otwarcie kolejnego showroomu w Warszawie – w popularnej dzielnicy Powiśle. Podobnie, jak w przypadku kawiarni na Próżnej, nowa warszawska lokalizacja Coffeedesk będzie współfinansowana z emisji akcji w modelu crowdinvestingowym. Firma zapowiada również otwarcia następnych butikowych kawiarni z szyldem Coffeedesk w dużych miastach całej Polski w najbliższych latach. Kolejnym rozważanym kierunkiem jest Wrocław.
Więcej aktywnych klientów* Coffeedesk
W 2021 roku w Coffeedesk wzrosła również sprzedaż w eCommerce do klientów indywidualnych (B2C). Przychody zwiększyły się o 12% r/r i stanowią obecnie około 27% w strukturze przychodu firmy.
Przez trzy kwartały 2021 r. liczba aktywnych klientów* indywidualnych była większa o 17% niż przed rokiem. Obecnie grupa aktywnych klientów ta wynosi ponad 52,3 tys osób. W skali roku o 9% wzrosła też liczba zamówień w kanale B2C oraz przeciętna wartość “koszyka” (wskaźnik AOV**) o 2 % r/r. Względem poprzedniego roku spółka zauważyła również interesujące zmiany w zachowaniach konsumentów.
“Rok temu nasi klienci częściej wchodzili w rolę domowych baristów. Lockdown i wejście w tryb pracy zdalnej wymusiły doposażenie się w dodatkowe sprzęty czy akcesoria. Ta tendencja miała wpływ na strukturę sprzedaży w Coffeedesk, w tym na zwiększenie liczby zamówień na jednego klienta. Obecnie mamy do czynienia z normalizacją zachowań konsumenckich: klienci realizują bieżące potrzeby. Dlatego liczba zamówień per klient jest niższa niż w 2020 roku. Z drugiej strony, wzrosła nam liczba aktywnych klientów – mówi Sebastian Łęski, Head of Sales B2C w Coffeedesk. Aktualnie średnia zamówień na jednego klienta w Coffeedesk wynosi 2,1.
Druga emisja akcji
W trzecim kwartale 2021 roku Coffeedesk rozpoczęła drugą w swojej historii emisję akcji w modelu crowdinvestingu. Po udanej zbiórce 2 mln zł rok temu, tym razem od inwestorów społecznościowych spółka chce pozyskać do 4,4 mln zł na rozwój narzędzi eCommerce, otwarcie dwóch kawiarni i zwiększenie asortymentu oraz wolumenu produktów. Spółka zebrała już ponad 1,8 mln zł. Emisja trwa do połowy grudnia.
Gdy w marcu 2020 r. pojawiły się w Polsce pierwsze przypadki Covid-19 stało się oczywiste, że nie uda się nam zapobiec pandemii. Z tego powodu w okresie od 14 do 20 marca 2020 r. obowiązywał stan zagrożenia epidemicznego, zaś od 20 marca 2020 r. , zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia obowiązuje w Polsce stan epidemii, który trwa do dnia dzisiejszego. Od ponad półtora roku w naszym kraju co jakiś czas pojawiają się różnego rodzaju restrykcje, w tym tak zwane „lockdowny”, czyli ograniczenie do minimum życia gospodarczego i społecznego w celu zminimalizowania ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa SARS-CoV-2.
Jednym ze środków mających zapobiec rozprzestrzenianiu się pandemii było ograniczenie pracy w urzędach administracji publicznej. Prawodawca zdecydował się na wprowadzenie szeregu rozwiązań mających na celu ochronę interesantów i pracowników. Kluczowe przepisy w tym zakresie znajdują się w Rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 6 maja 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii oraz w ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Na podstawie powołanych aktów prawnych organy administracji publicznej mogą między innymi:
ograniczyć wykonywanie zadań o charakterze publicznym do niezbędnych do zapewniania pomocy obywatelom (art. 21 Rozporządzenia);
wykonywać pracę zdalną na podstawie decyzji kierownika danego urzędu (art. 22 Rozporządzenia);
wstrzymać bieg terminów załatwiania spraw na okres nie dłuższy niż 30 dni (art. 15zzzzzn1 Ustawy).
W praktyce decyzja o pracy zdalnej i ograniczeniu funkcjonowania urzędu oznacza, że interesanci zobowiązani są do umówienia się na konkretny termin w celu dokonania określonych czynności: złożenia wniosku, odbioru decyzji itp. W przypadku np. Urzędów Skarbowych powstał nawet oddzielny portal https://www.podatki.gov.pl/e-wizyta-w-urzedzie-…, za pomocą którego interesanci umawiają się na wizytę. W praktyce rozwiązania te powodują, że w niektórych urzędach na samą wizytę w urzędzie trzeba oczekiwać kilka tygodni, a czas załatwienia tego samego rodzaju spraw w różnych miastach może być skrajnie różny w zależności od organizacji pracy w konkretnym urzędzie.
Zagrożenie epidemiologiczne wpływa oczywiście na zasadność podejmowania decyzji o ograniczeniu funkcjonowania urzędów. Wskazać jednak należy, że od przełomu maja i czerwca do końca września 2021 r. ilość nowych zakażeń SARS-CoV-2 wynosiła maksymalnie kilkaset przypadków, a w okresie wakacyjnym często nie przekraczała stu. Mimo to, wiele urzędów działało i nadal działa w sposób ograniczony, ponieważ przepisy umożliwiające takie rozwiązanie nie zostały uchylone. Utrudniony dostęp do organów władzy publicznej skutkuje licznymi problemami obywateli, a więc również przedsiębiorców. Obecnie trudnością może okazać się zdobycie koniecznych zaświadczeń, uzyskanie pozwolenia na budowę, czy wydanie paszportu koniecznego do zagranicznej podróży biznesowej. Praktyka pokazuje, że mimo, iż nie został wprowadzony formalny lockdown w gospodarce, to w administracji publicznej nieformalny lockdown nadal trwa i zależy wyłącznie od polityki określonego urzędu.
Należy wskazać, że obecnie posiadamy skuteczne szczepionki, które mogą zapewnić ochronę urzędnikom, a organizacja pracy urzędów może być tak przeprowadzona, aby minimalizować kontakty międzyludzkie. Przestrzegając zaleceń dotyczący ilości osób mogących przebywać w pomieszczeniach zamkniętych, zachowania dystansu, noszenia maseczek i dezynfekcji możliwe jest normalne funkcjonowanie urzędów. Środki polegające na ograniczaniu wykonywania zadań, pracy zdalnej czy wstrzymywaniu biegu załatwiania spraw powinny być stosowane jedynie wyjątkowo, w przypadku wykrycia ogniska zakażenia na terenie urzędu. Warto podkreślić, że mimo wzrostu zakażeń Rząd nie zdecydował się na wprowadzenie dalszych ograniczeń życia społecznego i gospodarczego. Tym bardziej nie powinniśmy wprowadzać odrębnych standardów dla administracji publicznej. Oczywiście w obliczu rosnącego zagrożenia podejmowanie dodatkowych środków ostrożności może być zrozumiałe, jednak w przypadku, gdy życie społeczne i gospodarcze toczy się normalnie, w szczególności w okresach małej ilości zachorowań, Państwo nie powinno ograniczać dostępu obywateli do urzędów i usług publicznych.
Nadchodzi handlowy maraton: Black Friday, Mikołajki, Boże Narodzenie i poświąteczne wyprzedaże. Z roku na rok rośnie procent zakupów, które realizowane są w tym okresie za pośrednictwem Internetu. Podpowiadamy, jak zadbać o to, by dzięki zawieranym w nim transakcjom zyskiwać pożądane przedmioty bądź usługi, jednocześnie nie narażając się na utratę nerwów, pieniędzy i bezcennych danych osobowych.
Epidemia koronawirusa oraz związane z nią lockdowny przyspieszyły widoczne od dawna procesy: Polacy coraz więcej czasu spędzają w Internecie. Dotyczy to nie tylko młodszych użytkowników, ale również i tych bardziej zaawansowanych wiekiem. Jedni i drudzy padają ofiarami internetowych oszustów, którzy wykorzystują zwłaszcza osoby stawiające pierwsze kroki w sieci i mediach społecznościowych. Na co powinny więc zwrócić szczególną uwagę osoby mniej biegłe w wirtualnych procesach zakupowych?
Dropshipping – niska cena, duże ryzyko
Poszukując atrakcyjnych cenowo produktów często można trafić na oferty wykorzystujące model sprzedażowy zwany dropshipping. Polega on na tym, że producent przesyła towar bezpośrednio do kupującego, ale umowa sprzedaży jest zawierana przez klienta z przedsiębiorcą zajmującym się właśnie dropshippingiem, a więc rodzajem pośrednictwa. Metoda ta jest często stosowana zwłaszcza w sprzedaży elektroniki i odzieży z krajów spoza Unii Europejskiej, w tym przede wszystkim Chin i innych państw azjatyckich. Dlaczego należy uważać na dropshipping?
– O ile bardzo długi czas dostawy, wynoszący często nawet ponad dwa miesiące, można uznać za akceptowalną i z reguły widoczną w ofercie sprzedaży niedogodność, o tyle kwestie dodatkowych, ukrytych i przez to nieuwzględnionych w cenie opłat takich jak cło – to już dla konsumenta poważny problem. Jeszcze gorzej jest, gdy dotrze do nas towar niekompletny, uszkodzony, bez menu w języku polskim, używany, nieoryginalny bądź z innego powodu wymagający reklamacji – zwraca uwagę Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów „Aquila”.
Dochodzenie uprawnień konsumenckich może stać się w powyższych przypadkach prawdziwą udręką. Nieuczciwi przedsiębiorcy-dropshipperzy często na przykład odsyłają klientów z reklamacją do producenta lub hurtownika, ale przez to, że jest on przedsiębiorcą zagranicznym, niepodlegającym prawu unijnemu, taka reklamacja jest w praktyce nie do wyegzekwowania. Dodatkowo, próbując wyłączyć swoją odpowiedzialność, nieuczciwi sprzedawcy w swoich regulaminach określają się jako „pośrednicy” między polskim klientem a azjatyckim hurtownikiem – rzekomym sprzedawcą. Robią tak nawet, gdy zgodnie z zamieszczaną przez nich ofertą i treścią umowy, jaką zawierają z klientami, to oni są sprzedawcami wysyłanego sprzętu.
– Takie praktyki są niezgodne z prawem – podkreśla Małgorzata Miś. – Najlepiej więc unikać ryzykownych zakupów u podejrzanych sprzedawców. Warto w pierwszej kolejności dokładnie sprawdzać kim jest sprzedawca, przeglądając dostępne opinie innych konsumentów korzystających z jego usług. Kolejne kroki to weryfikacja danych kontaktowych oraz lektura regulaminu, aby dokładnie poznać z kim i na jakich warunkach zawrzemy umowę.Wreszcie, strona przez którą chcemy dokonać zakupów powinna posiadać certyfikat bezpieczeństwa, oznaczony jako zamknięta kłódka widoczna przy wpisanym adresie strony.
Dane cenniejsze od pieniędzy
Innym zagrożeniem, na które powinni zwracać uwagę konsumenci dokonujący zakupów w Internecie, jest kradzież danych osobowych. Przekazanie w niewłaściwe ręce danych takich jak imię i nazwisko, adres zamieszkania, wiek i data urodzenia, telefon, główny e-mail czy wreszcie dane karty kredytowej, może mieć fatalny wpływ na nasz wizerunek, finanse, a nawet zdrowie czy życie. Jak skutecznie się przed tym bronić?
– Przede wszystkim, zawsze zachowywać daleko idącą ostrożność – wskazuje Małgorzata Miś. – Oszuści stale wymyślają coraz to nowsze sposoby wykorzystywania nieuwagi konsumentów, potrafiąc na przykład niezwykle skutecznie podszywać się pod istniejące firmy, również takie jak banki czy portale społecznościowe, za pomocą których dokonujemy transakcji.
Podczas zakupów najlepiej korzystać z urządzeń wyposażonych w dobre, zaktualizowane oprogramowanie antywirusowe. Do połączenia z Internetem, zamiast ogólnodostępnych sieci WiFi, lepiej wykorzystać hotspot, będący funkcją większości nowoczesnych telefonów komórkowych. Hasła dostępowe powinny być różne dla różnych portali, złożone i przez to trudne do złamania – warto ustalić wspólne zasady ich tworzenia, zakładające na przykład minimalną liczbę dziesięciu znaków, przynajmniej dwóch wielkich liter, co najmniej dwóch cyfr i symboli specjalnych.
Jak jeszcze chronić swoje dane w Internecie? – Oszuści często próbują pozyskać dane konsumentów stosując fałszywe formularze. Pamiętajmy, że z reguły nie trzeba w nich wpisywać prawdziwego imienia, nazwiska czy informacji adresowych. Warto też mieć założoną osobną skrzynkę mailową do zakupów internetowych, aby nie ryzykować przekazania naszego głównego adresu w niepowołane ręce.Dobrą praktyką zakupową jest również korzystanie z dwuetapowej weryfikacji (2FA) podczas transakcji bądź logowania, gdy oprócz hasła trzeba wykonać dodatkowe potwierdzenie naszej tożsamości w sieci, na przykład poprzez wpisanie jednorazowego kodu otrzymanego SMS-em, użycia dedykowanej aplikacji czy klucza USB – wylicza Małgorzata Miś.
Pamiętając o powyższych wskazówkach z pewnością przybliżymy się do tego, by nadchodzące handlowe szaleństwo było zarówno owocne w udane zakupy, jak i przede wszystkim – bezpieczne.
Brak rąk do pracy na polskim rynku mógłby poprawić większy napływ pracowników z zagranicy, ale temu nie sprzyjają obecne przepisy. Zdaniem ekspertów HR problem jest na tyle duży, że nie rozwiąże go nawet zaproponowana przez rząd nowelizacja ustawy o cudzoziemcach. Przed polską polityką migracyjną stoi więc duże wyzwanie, bowiem bez szerszego otwarcia rynku pracy na cudzoziemców nie uda się skutecznie załatać coraz większych deficytów kadrowych.
Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat liczba osób w wieku produkcyjnym w naszym kraju zmalała niemal o 1,5 miliona[1], a prognozy demograficzne nie pozostawiają złudzeń – będzie jeszcze gorzej! Szacuje się, że w perspektywie 20-30 lat bez cudzoziemców na rynku pracy nie będzie możliwy rozwój gospodarczy, a to poważnie zachwieje całym systemem świadczeń emerytalnych. Coraz częściej pojawiają się niepokojące informacje o braku chętnych do pracy nie tylko w branżach wysokospecjalistycznych, jak ICT, ale też
w handlu, budownictwie czy usługach. Jak wynika z danych GUS[2], na koniec 1. kwartału liczba wolnych wakatów w naszym kraju wynosiła 110,2 tysięcy, czyli o ponad 30 proc. więcej niż pod koniec 2020 roku.
OBCOKRAJOWCÓW PRZYBYWA, RĄK DO PRACY WCIĄŻ BRAKUJE
Nic więc dziwnego, że z roku na rok wzrasta odsetek firm zatrudniających cudzoziemców. Jak wynika z najnowszych danych ZUS, w październiku liczba zarejestrowanych i ubezpieczonych obcokrajowców w naszym kraju wyniosła 871,7 tys. i wzrosła w stosunku do września o 25,3 tys.[3] Z kolei dane udostępnione przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej wskazują, że tylko w lipcu i sierpniu cudzoziemcom wydano ponad 83,2 tys. pozwoleń na pracę, czyli o prawie 25 tys. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Ponad 65 proc. z nich wydane było obywatelom Ukrainy. To jednak wciąż kropla w morzu potrzeb. Między innymi z tego powodu, 19 października br. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o cudzoziemcach, który ma usprawnić prowadzenie postępowań administracyjnych w zakresie legalizacji pobytu obcokrajowców w Polsce, szczególnie w przypadku łączonych zezwoleń na pobyt i pracę.
– Jednym z pozytywnych efektów nowelizacji ustawy o cudzoziemcach powinno być usprawnienie pracy urzędów wojewódzkich, które wydają zezwolenia na pobyt czasowy i pracę. Obecnie jest to jedno z największych wąskich gardeł w całym systemie administracyjnym związanym z legalizacją zatrudnienia obcokrajowców w naszym kraju. Szacujemy, że nowe przepisy znacznie skrócą czas oczekiwania na dokumenty i pozwolą urzędom wojewódzkim zaoszczędzić nawet około 80 proc. czasu przeznaczanego obecnie na wydawanie zezwoleń dla pracowników z sześciu uprzywilejowanych państw: Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji, Rosji i Armenii, którzy w Polsce mogą legalnie pracować w oparciu o oświadczenia o powierzeniu pracy. – mówi Wojciech Ratajczyk, CEO Trenkwalder Polska, Członek Zarządu Polskiego Forum HR.
SILNA KONKURENCJA NA RYNKU EUROPEJSKIM
Bardzo ważną propozycją, która została zawarta w nowelizacji, jest wydłużenie z 6 do 24 miesięcy terminu, na jaki może być powierzana praca na podstawie oświadczenia oraz zniesienie 6-miesięcznego okresu karencji pomiędzy kolejnymi oświadczeniami. To może zachęcić pracowników z Ukrainy do przyjazdu i pozostania w Polsce. Jednakże nasz kraj nie jest jedyny w Unii Europejskiej, który boryka się z deficytem kadrowym.
– Uzupełnianie załóg poprzez zatrudnianie cudzoziemców jest dla wielu pracodawców nie tylko koniecznością, ale też szansą na pozyskanie talentów z innych rynków pracy. Należy pamiętać, że o ten kapitał rywalizują z Polską także inne kraje Unii Europejskiej. Oferują też znacznie lepsze warunki zatrudnienia, dzięki czemu coraz skuteczniej konkurują z Polską o pracowników z Ukrainy. Średnie wynagrodzenie w Czechach jest wyższe o 10-20 proc. niż w Polsce. W Niemczech można zarobić nawet 2 – 2,5 razy więcej. Dzisiaj obserwujemy powiększający się strumień pracowników z Ukrainy wyjeżdżających do tych krajów. – podkreśla Wojciech Ratajczyk.
POTRZEBNE WIĘKSZE OTWARCIE RYNKU PRACY
Najnowsze dane przygotowywane przez Katedrę Ekonomii i Finansów WSIiZ w Rzeszowie oraz Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych wskazują, że we wrześniu liczba internetowych ofert pracy wzrosła we wszystkich województwach[4], a stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 5,6 proc. i była niższa o 0,2 proc. niż w sierpniu. Na dzień dzisiejszy w Polsce brakuje około 50 tys. programistów, a od 30-60 proc. firm budowlanych ma problem z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników. Nie lepiej wygląda sytuacja
w obszarach dotyczących produkcji, handlu czy logistyki.
Niedobory te z powodzeniem mogliby uzupełnić cudzoziemcy, ale to zdaniem ekspertów wymagałoby wdrożenia dodatkowych procedur usprawniających proces transferu pracowników do Polski, a także o wiele szerszego otwarcia się rynku pracy na kandydatów spoza Europy. Warto bowiem zauważyć, że o ile zaproponowana przez rząd nowelizacja skraca okres oczekiwania na zezwolenie na pracę, co jest korzystne z punktu widzenia zarówno pracodawców, jak i pracowników, to niestety nie wprowadza już np. żadnych usprawnień w zakresie pozyskiwania wiz. A bez tego nie możemy liczyć na większy napływ pracowników z zagranicy.
– Rozwiązaniem tej sytuacji mogłoby być zwiększenie liczby pracowników w polskich konsulatach, dedykowanych obsłudze wniosków wizowych lub stworzenie specjalnych centrów wizowych, które zajmowałyby się kompletowaniem i sprawdzaniem wszystkich dokumentów. Takie centra bardzo dobrze sprawdziły się np. na Ukrainie – zaznacza Wojciech Ratajczyk. – Należałoby także znacznie rozszerzyć listę państw, których obywatele mogliby legalnie pracować w oparciu o oświadczenia o powierzeniu pracy. Przede wszystkim o kraje azjatyckie, takie jak Wietnam czy Filipiny, Indie, Pakistan czy Bangladesz. Obywatele tych państw chcą pracować w Polsce i bardzo często posiadają szereg kompetencji poszukiwanych na naszym rynku pracy. Bez procedur umożliwiających szybkie zatrudnianie obcokrajowców spoza Europy nie uda nam się przezwyciężyć pogłębiających się coraz bardziej deficytów kadrowych. – dodaje ekspert Trenkwaldera.
Aby skutecznie przyciągać kandydatów z zagranicy, niezbędne są długofalowe działania nastawione na budowanie konkurencyjności polskiego rynku pracy. Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach rozwiąże tylko część problemów związanych z zatrudnianiem obcokrajowców. Usprawni procesy legalizacyjne, ale nie rozwiąże problemu braków kadrowych, które utrzymują się w polskiej gospodarce i w kolejnych latach będą się pogłębiać z uwagi na powiększającą się lukę demograficzną.
Jedną z kluczowych kwestii jest stworzenie zachęcających warunków dla specjalistów z zagranicy wykonujących deficytowe zawody do przeniesienia swojego centrum życiowego do naszego kraju ułatwiając im chociażby sprowadzenie rodzin i naukę języka. Natomiast problem niedoboru pracowników niewykwalifikowanych rozwiąże poszerzenie listy narodowości objętych uproszczonymi procedurami legalizacji pobytu i pracy w Polsce.
[1] Konfederacja Lewiatan: Gospodarka nie poradzi sobie bez cudzoziemców – Detal (dlahandlu.pl)
PGE Polska Grupa Energetyczna, Tauron Polska Energia oraz Enea łączą siły w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Największe polskie koncerny energetyczne planują rozwijać cztery morskie projekty wiatrowe na Bałtyku, nadając tempo transformacji energetycznej w kraju. PGE Polska Grupa Energetyczna podpisała z Tauronem Polską Energią oraz Eneą warunkowe umowy sprzedaży udziałów w czterech spółkach projektowych, których zadaniem będzie pozyskanie pozwoleń lokalizacyjnych na budowę farm offshore w Polskiej Wyłącznej Strefie Ekonomicznej na Morzu Bałtyckim.
Morski wiatr napędzi polską energetykę zeroemisyjną. Cieszę, że spółki z udziałem Skarbu Państwa potrafią ze sobą współpracować przy tak ważnym projekcie, jak budowa morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Powodzenie transformacji energetycznej bez tych działań mogłaby stanąć pod znakiem zapytania. Liczę na jak największy udział polskich firm w tym istotnym z punktu widzenia polskiej gospodarki przedsięwzięciu – podkreśla Wicepremier Jacek Sasin, Minister Aktywów Państwowych.
PGE, Tauron i Enea, dostrzegając wartość sektora morskiej energetyki wiatrowej dla rozwoju polskiej gospodarki oraz zwiększenia stopnia bezpieczeństwa energetycznego Polski, podpisały list intencyjny 18 stycznia br., wyrażając tym samym wolę współpracy przy przyszłych projektach morskich farm wiatrowych.
Intencją listu podpisywanego w styczniu 2021 r. z Tauronem i Eneą było zacieśnienie współpracy koncernów energetycznych w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Dzisiaj ta intencja staje się faktem – wspólnie będziemy ubiegać się o stosowne pozwolenia i w kolejnych krokach rozwijać cztery projekty na Morzu Bałtyckim – trzy wspólnie z Eneą i jeden we współpracy z Tauronem. Pozyskanie kolejnych lokalizacji na Bałtyku i wspólny rozwój morskiej energetyki wiatrowej przyspieszy tempo transformacji energetycznej Polski – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.
Motywacją do podjęcia wspólnych działań jest uzyskanie efektu synergii przy podejmowaniu wspólnych inwestycji w obszarze morskiej energetyki wiatrowej. Wspólne działania pomiędzy Spółkami są uzasadnione między innymi dużą konkurencją rosnącej liczby podmiotów chcących pozyskać pozwolenia lokalizacyjne i rozwijać energetyczne projekty wiatrowe na obszarze Polskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej Morza Bałtyckiego.
Rozwój morskiej energetyki wiatrowej ma kluczowe znaczenie dla osiągniecia naszych celów w zakresie transformacji miksu wytwórczego TAURONA. Zdajemy sobie sprawę, że bez farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim, zastąpienie źródeł węglowych będzie praktycznie niemożliwe – mówi Artur Michałowski, p.o. prezesa zarządu Tauron Polska Energia. – Bałtyk ze względu na swoje doskonałe warunki dla rozwoju energetyki wiatrowej, stał się miejscem rywalizacji największych światowych firm energetycznych. Wspólne działania polskich koncernów poprawiają naszą pozycję wyjściową w tej batalii i pozwalają z optymizmem patrzeć na jej wynik – dodaje prezes Michałowski.
Grupa Enea mocno stawia na energetykę przyszłości, w tym morskie farmy wiatrowe. Wspólne działania i połączenie sił największych polskich grup energetycznych przy rozwoju offshore wind to właściwy kierunek. Dzięki podpisanej umowie zwiększamy nasze szanse na inwestycje w najefektywniejsze dziś źródła odnawialnej energii. Morze Bałtyckie daje nam ogromne możliwości rozwoju energetyki wiatrowej. Współpracując możemy lepiej wykorzystać ten potencjał, dzięki czemu Polska ma szansę zyskać miano lidera w rozwoju projektów offshore na Bałtyku – podkreśla Paweł Szczeszek, prezes zarządu Enei.
Podpisane umowy są umowami warunkowymi. Zgoda UOKiK jest jedynym warunkiem zawieszającym dla obu umów przedwstępnych. Wniosek do Prezesa UOKiK o koncentrację spółki PGE z Eneą został złożony 5 lipca 2021 r. Wniosek do Prezesa UOKiK o koncentrację spółki PGE z Tauron Polska Energia został złożony 28 października 2021 r. Aktualnie oba wnioski są procedowane przez Urząd.
PGE obecnie rozwija projekty o łącznej mocy ok. 3,5 GW, natomiast Strategia PGE opublikowana jesienią 2020 r. określiła długoterminową wizję rozwoju Grupy PGE w obszarze energetyki morskiej na co najmniej 6,5 GW do 2040 roku. Realizacja tej ambicji będzie uzależniona od dostępności kolejnych obszarów lokalizacyjnych i pozyskania stosownych pozwoleń lokalizacyjnych, stąd waga podpisanej umowy i współpraca największych polskich koncernów energetycznych w tym obszarze. W tym czasie według założeń rządowych ujętych w PEP2040 morskie farmy wiatrowe w polskiej strefie Bałtyku będą posiadały moc 8-11 GW.
TAURON zainteresowany jest znaczącym udziałem w obszarze inwestycji bezpośrednich związanych z budową i eksploatacją morskich farm wiatrowej, jak i inwestycji wspierających rozwój Morskiej Energetyki Wiatrowej. Umowa o wspólnej realizacji projektu MEW z PGE, jest ważnym elementem w budowie pozycji Grupy TAURON na polski rynku offshore wind. Grupa TAURON chce mieć w 2030 roku morskie farmy wiatrowe na Bałtyku o mocy 1 GW.
Grupa Enea to jeden z największych koncernów energetycznych w Polsce współodpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju. Dostarcza energię do ponad 2,7 mln klientów. Jest wiceliderem polskiego rynku elektroenergetycznego w zakresie produkcji energii elektrycznej. Grupa zarządza pełnym łańcuchem wartości na rynku energii elektrycznej: od paliwa, poprzez produkcję energii elektrycznej, dystrybucję, sprzedaż i obsługę klienta. Enea aktywnie uczestniczy w transformacji sektora energetycznego i rozwija odnawialne źródła energii.
Politycy są znani z trudności w osiąganiu porozumień — czy to na szczeblu krajowym, czy międzynarodowym. Pomysł utworzenia ogólnoeuropejskiego systemu w zakresie infrastruktury cyfrowej świadczy, że coś jest na rzeczy – pojawia się temat suwerennych chmur, powstaje GAIA-X.
Gospodarka danymi — kluczowy interes publiczny
Przywódcy polityczni zarówno we Francji, jak i w Niemczech mówią ostatnio o potrzebie stworzenia „europejskich liderów” usług w chmurze jako alternatywy dla globalnych dostawców. Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział we wrześniu: „Walka, którą toczymy, to walka o niezależność… Jeśli sami nie zaspokoimy własnych potrzeb we wszystkich obszarach — cyfrowych, sztucznej inteligencji — nasze wybory będą dyktowane przez innych.” Podobnie kanclerz Niemiec Angela Merkel wyrażała wcześniej obawy o „cyfrową zależność”. To tylko dwa przykłady.
Niedawno Simon Hansford, CEO w UKCloud powiedział: “Monopole danych stanowią realne zagrożenie, ponieważ kumulacja aktywów oznacza brak konkurencji na rynku, co niechybnie rodzi obawy zarówno wśród lokalnych społeczności, jak i przedsiębiorstw. Dobrowolne oddanie sterów jednej lub dwóm firmom może mieć realne i bardzo szkodliwe konsekwencje”. Jest oczywiste, że w miarę jak gospodarka oparta na danych staje się istotnym interesem narodowym i ogólnoeuropejskim, suwerenne państwa będą potrzebować cyfrowych kompetencji, które zapobiegną uzależnieniu od zagranicznych organizacji i operatorów w zakresie przetwarzania własnych zasobów.
Według KPMG kapitał europejskiego rynku chmury szacowany był na 53 mld euro w 2020 roku i oczekuje się, że wzrośnie do 300-500 mld w latach 2027-2030. Ten przynajmniej 6-krotny wzrost wartości oznacza, że jest o czym debatować.
Metoda kija i marchewki
Ważne jest, aby ustalić znaczenie pojęcia “suwerenna chmura”, ponieważ u jego podstaw powstaje gospodarka oparta na danych. Istotna jest ochrona zawartych w niej wartości — krajowych, korporacyjnych, a szczególnie osobowych — ze względu na rosnące znaczenie prywatności. Powinna ona zapewniać korzyści płynące ze środowiska chmury publicznej, ale także spokój ducha, że krytyczne zasoby nie podlegają prawom i regulacjom zagranicznych operatorów lub rządów. To jedna połowa równania.
Co sprawia, że takie rozwiązanie potrzebne jest już teraz? Istnieje wiele powodów, ale można je zreasumować w następujący sposób: dominacja hiperskalerów, takich jak Google, AWS, Microsoft. Narasta dyskomfort przy przechowywaniu cennych informacji wśród podmiotów z siedzibą w USA — The Cloud Act pozwala rządowi tego kraju na uzyskanie dostępu do przechowywanych tam danych. Z drugiej strony coraz częściej dochodzi do wyrafinowanych cyberataków. Według FBI Internet Crime Complaint Center, w 2020 r. nastąpił 400% wzrost zgłaszanych incydentów i 800% wzrost ataków ransomware z powodu pandemii COVID-19.
Niezależnie od kija — groźby, istnieje również marchewka, czyli korzyści. Gra toczy się o ogromną stawkę ekonomiczną — miejsca pracy, inwestycje, zyski — której powodem jest silne zapotrzebowanie na usługi chmurowe w Europie. Chociaż koncepcja „suwerenności” nie jest nowa, ostatnio nabrała nowego znaczenia.
Kto jest właścicielem danych?
Wyjaśnienie kto jest właścicielem danych i tym samym jak najlepiej je wykorzystać, niekoniecznie jest proste. Weźmy na przykład rejestracje samochodów — z grubsza takie dane mają wartość tylko w zakresie przepływu osób, wydatków motoryzacyjnych, emisji dwutlenku węgla i tym podobnych. Jeśli jednak zostaną wykorzystane do maksimum dzięki narzędziom uczenia maszynowego, mogą wspomóc podejmowanie istotnych decyzji, zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym — szczególnie w odniesieniu do obywateli. To jest właśnie wspomniana kwestia suwerenności: wytwarzanie wartości z pozornie niezależnych danych wyjściowych, które wracając do ludzi, przynoszą im korzyści.
Francja wprowadziła wymóg przechowywania danych na terenie Unii Europejskiej. Niemcy wymagają podobnie — w Niemczech lub w UE — w zależności od stopnia autonomii. Niezależnie jednak od rodzaju danych, nie są to już tylko bajty na twardym dysku, ale siła napędowa przyszłej wartości gospodarczej, którą należy zarządzać, chronić i udostępniać w sposób niezależny, z korzyścią dla Kontynentu. W świecie handlu bez granic limity, przepisy i wymagania mogą się rozmywać.
Sovereign Cloud powinna zabezpieczać wartość krytycznych danych (np. krajowych, korporacyjnych i osobowych) zarówno dla organizacji sektora prywatnego, jak i publicznego. Należy budować ją taki sposób, aby zapewniała bezpieczeństwo i dostęp do danych, które spełniają surowe wymagania branż regulowanych i lokalnych przepisów dotyczących kontroli danych.
To właśnie temu ma służyć projekt GAIA-X.
Przestrzeń do przepływu informacji
GAIA-X, wykracza poza pojęcie Suwerennej Chmury: jej podstawowym założeniem jest stworzenie otwartego, przejrzystego ekosystemu cyfrowego, w którym dane i usługi mogą być udostępniane i współdzielone w zaufanym środowisku, jednocześnie promując innowacje. Ramy te obejmują utworzenie powiązanych węzłów, które reprezentują potrzeby użytkowników na poziomie europejskim. Odbywa się to nie tylko w sposób ustrukturyzowany, ale również zgodny z jasnymi wytycznymi — może przyczynić się to do rozwoju nauki, społeczeństwa i gospodarki na Kontynencie.
Przenoszenie danych, interoperacyjność, ramy handlowe i prawne mają różne następstwa dla różnych działalności — z tego powodu każdy uczestnik projektu ma obowiązek zastanowić się, jak dane będą wykorzystywane, gdzie się znajdą, kto może je eksploatować i łączyć, by przez wiele lat generować realne korzyści ekonomiczne. Europa bardzo szybko zmierza w kierunku gospodarki cyfrowej, gdzie dane to paliwo, a chmura to silnik, dlatego wykładniczy wzrost ilości danych stanowi ogromną szansę na przekształcanie ich w wiedzę i usługi. Już dzięki Tanzu Data, VMware zademonstrowało zaawansowane możliwości w zakresie tworzenia nowych przestrzeni danych.
Choć GAIA-X, jak i Sovereign Cloud funkcjonują samodzielnie, każde na swój sposób, to ich działania pokrywają się, gdy mowa o tworzeniu ekosystemu opartego na zaufaniu i najlepszych praktykach.
Inwestycja w gospodarkę danych
Niektóre wysokospecjalistyczne oferty od hiperskalerów mogą kwalifikować się jako suwerenne, jednakże większość standardowych propozycji nie spełnia wymogów przedstawionych powyżej. Struktury zarządzania i wymogi jurysdykcyjne różnią się w zależności od kraju i regionu. Wiele standardowych chmur publicznych przechowuje swoje zasoby w wielu centrach danych w różnych państwach. Sprawia to, że ocena zgodności z odpowiednimi regulacjami jest bardzo skomplikowana.
Badania pokazują, że 50-60% organizacji uważa, że potrzebny jest krajowy mechanizm poprawy bezpieczeństwa danych, prywatności i innowacyjności. Tak jak przez wiele lat rządzący przeznaczali środki na rozwój krajowej infrastruktury autostradowej, lotnisk czy obiektów portowych, aby wspierać wzrost gospodarczy, tak teraz muszą zainwestować w budowę gospodarki opartej na danych. Dysponujemy technologią umożliwiającą każdemu w Europie posiadanie własnej Suwerennej Chmury, która zagwarantuje cyfrową niezależność poprzez ramy GAIA-X. Nie wykluczamy hiperskalerów — po prostu przechodzimy od „cloud first” do „cloud smart”.
Odzwierciedleniem trudnej sytuacji automotive jest skala inwestycji, z jakich zrezygnowały firmy. W Polsce, 58% przedstawicieli motobranży wstrzymało się z nowymi przedsięwzięciami przez pandemię. Jest to trzeci najwyższy wynik wśród 11 krajów – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2021. Nastroje w automotive w Polsce i Europie”. Aktywność inwestycyjna przystopowała tylko na chwilę, gdyż 68% firm chce ją reaktywować w ciągu najbliższych 3 lat. Grupa „motoinwestorów” w naszym kraju jest najwyższa wśród wszystkich 11 państw. Najczęściej w planach jest zwiększenie mocy produkcyjnych oraz nowy zakład produkcyjny.
– Branża motoryzacyjna już̇ nie pierwszy raz przechodzi przez poważny kryzys. W dwudziestym pierwszym wieku – pomimo że mamy dopiero dwie dekady za sobą̨ – gospodarki na całym świecie zostały dotknięte już̇ dwoma. Oczywiście ten obecny wywołany pandemią COVID-19 jest jednym z największych w historii i nie wiemy, jak się̨ skończy, gdyż trwa. Odzwierciedleniem kondycji, w jakiej znajduje się automotive, jest między innymi skala inwestycji, z jakich zrezygnowały firmy. Jak wynika z naszego badania, pandemia koronawirusa zatrzymała wiele planów inwestycyjnych, jednak ich znakomita większość ma szansę być reaktywowana w najbliższych latach, kiedy sytuacja społeczno-gospodarcza się unormuje – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.
Z raportu „MotoBarometr 2021” wynika, że w Polsce 58% przedstawicieli motobranży zrezygnowało z nowych projektów. 38% zrezygnowało z części inwestycji, 18% przeniosło swoje plany na przyszłość, a tylko 2% całkowicie je odpuściła. Biorąc pod uwagę wszystkie 11 krajów, w których Exact Systems zrealizował badanie, polski wynik jest trzecim najwyższym. Za nami są tylko Niemcy (63%) oraz Rumunia (62%). Taki sam odsetek jak Polska odnotowała hiszpańska motobranża. Pandemia COVID-19 najmniej w obszarze inwestycji dotknęła Belgię (34%) oraz Słowację (37%).
Idziemy na lidera inwestycyjnego
Przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych zostali zapytani, czy w perspektywie najbliższych 3 lat planują inwestycje. 2 na 3 odpowiedziało pozytywnie (68%), co dziewiąty negatywnie (11%), a co piąty nie potrafił określić swoich planów (21%). W związku z dynamiczną sytuacją, z jaką mamy obecnie do czynienia i w branży motoryzacyjnej i w pozostałych gałęziach gospodarki, bardzo trudno dokładnie zaplanować to, co będzie za 5-10 lat, a nawet i za 2-3 lata. W tym kontekście „polska grupa” przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce, którzy deklarują realizację inwestycji w ciągu najbliższych 3 lat, wydaje się bardzo liczna. Odsetek „motoinwestorów” w naszym kraju jest najwyższy wśród wszystkich jedenastu krajów. W Turcji i na Węgrzech jest zbliżony i wynosi odpowiednio – 66% i 65%, a z najmniejszą liczbą inwestycji w najbliższych latach możemy mieć do czynienia w Portugalii (33% wskazań).
Paweł Borys z Polskiego Funduszu Rozwoju wskazuje, że inwestycje w branży automotive są bardziej cyklicznie niż inwestycje w ogólnym przetwórstwie przemysłowym i w 2022 roku czeka nas ich wysoki wzrost. – W ostatnich trzech kwartałach, dla których dane są dostępne, dynamika r/r inwestycji w automotive była poniżej dynamiki inwestycji w przetwórstwie przemysłowym. Ale różnica pomiędzy dynamiką inwestycji w przetwórstwie przemysłowym, a w produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep zmniejsza się. Sugeruje to odwrócenie cyklu inwestycyjnego w automotive. Pandemia i wskazane na wstępie wyzwania zaburzają typowy przebieg ożywienia koniunktury. Potencjał branży motoryzacyjnej jest znacznie powyżej obecnych wolumenów sprzedaży nowych pojazdów, biorąc pod uwagę szczególnie efekt odłożonej konsumpcji. Deklarowane w MotoBarometrze przez 68% przedstawicieli zakładów motoryzacyjnych w Polsce plany inwestycyjne stanowią kolejne potwierdzenie zbliżającego się ożywienia inwestycyjnego w automotive – mówi Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.
Nowe zakłady, nowa jakość
W każdym z badanych państw celem inwestycyjnym numer jeden jest zwiększenie mocy produkcyjnych. W Polsce tak odpowiedziało dwóch na trzech zapytanych (68%), a w Czechach, Holandii, Hiszpanii i Turcji aż 8 na 10 zapytanych. Warto zwrócić uwagę na drugi cel, który zyskał w naszym kraju najwięcej wskazań. W planach 22% respondentów jest nowy zakład produkcyjny. Z takim wynikiem plasujemy się w czołówce badanych państw – razem z Hiszpanią (25% wskazań) i Węgrami (23%). W Czechach, na Słowacji i w Turcji o nowym zakładzie myśli co piąty zapytany (po 19% wskazań), w Niemczech co siódmy (14%). Tylko w Portugalii nikt takiego celu inwestycyjnego nie ma.
W Polsce 8% badanych wskazało na nowe centrum badań i rozwoju, a 6% myśli o przejęciu innej firmy.
Zarówno prezes zarządu Exact Systems jak i Polskiego Funduszu Rozwoju są też zgodni co do zmiany jakościowej w polskim automotive, która przekłada się na aktywne uczestnictwo naszego kraju w rewolucji motoryzacyjnej.
– Oprócz dużej liczby deklarowanych inwestycji istotna jest zmiana jakościowa. Polska stała się istotnym graczem na rynku elektromobilności. Od 2012 roku jesteśmy eksporterem netto akumulatorów. W 2019 roku byliśmy siódmym największym eksporterem akumulatorów w świecie, a w 2020 roku Polska awansowała na czwarte miejsce po Chinach, Korei i Niemczech. To właśnie specjalizacja w nowych obszarach i tworzenie unikalnego know-how może stać się szansą dla naszego przemysłu na dalszy intensywny rozwój w kolejnych latach – podkreśla Paweł Borys.
Paweł Gos dodaje: – Polska aktywnie uczestniczy w rewolucji motoryzacyjnej, jeszcze nie od strony popytu, bo tutaj wciąż wyglądamy blado na tle europejskim, ale głównie od strony inwestycyjnej i podażowej, czyli produkcyjnej. Na liście poddostawców dla sektora elektromobilności jesteśmy sklasyfikowani na jednym z najwyższych miejsc i często dla międzynarodowych koncernów jesteśmy krajem pierwszego wyboru.
Badanie „MotoBarometr 2021. Nastroje w automotive w Polsce i Europie” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive. Wśród nich znajdują̨ się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 776 respondentów z 11 państw (Polska, Belgia, Czechy, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry). Respondentami byli przedstawiciele zakładów motoryzacyjnych, w tym OEM i Tier, a w szczególności inżynierowie ds. jakości, dyrektorzy zakładów, managerowie ds. jakości i produkcji. Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od maja do lipca 2021 roku.
Podmioty gospodarcze współpracujące ze sobą często wykonują świadczenia wzajemne, za którymi nie idą rozliczenia finansowe. W wielu przypadkach przedsiębiorcy są przekonani, że taki model współpracy nie determinuje konieczności wystawiania dokumentów księgowych i opodatkowania powstałego przychodu. Sprawa nie jest jednak tak oczywista, na co wskazuje analiza kwestii podatkowych.
Podatek dochodowy od osób prawnych
W przypadku świadczeń wzajemnych nie występują płatności w formie pieniężnej, niemniej takich świadczeń nie można uznać za nieodpłatne w rozumieniu art. 12 ust. 1 pkt 2) ustawy o CIT. Zgodnie z tym przepisem o nieodpłatnych świadczeniach można mówić w sytuacji, gdy podmiot, który je otrzymuje, nie ma w związku z tym obowiązku wykonania jakiegokolwiek innego świadczenia, czy to w stosunku do podmiotu, od którego otrzymał nieodpłatne świadczenie bezpośrednio, czy wobec innego podmiotu. W przypadku świadczeń wzajemnych beneficjent świadczenia zobowiązany jest do wykonania świadczenia wzajemnego.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na problematyczną kwestię związaną z brakiem odpłatności pewnych czynności przewidzianym w przepisach Kodeksu Cywilnego. Otóż przepisy te w przypadku pewnych świadczeń przewidują, że ustanowienie dla danej czynności odpłatności nie jest warunkiem koniecznym jej dokonania. Dlatego w sytuacji, gdy dla danej czynności nie trzeba zgodnie z Kodeksem Cywilnym ustanawiać płatności, brak ustanowienia płatności pomiędzy stronami nie będzie świadczeniem nieodpłatnym. Przychód z nieodpłatnych świadczeń powstawałby tylko w sytuacji, gdy dana czynność z natury jest odpłatna, a z jakiegoś powodu strona decyduje się wykonać jej bez odpłatności (NSA w wyroku z dnia 12 kwietnia 2018 r., sygn. II FSK 882/16). Jako przykłady takich czynności można wskazać ustanowienie służebności przesyłu, zasiedzenie.
Kolejną kwestią w przypadku świadczeń wzajemnych jest ich wycena i możliwość uznania świadczenia za świadczenie częściowo odpłatne i w konsekwencji opodatkowania podatkiem CIT. Jest to o tyle skomplikowana kwestia, że wycena świadczeń nie zawsze jest oczywista, a transakcja zawierana pomiędzy stronami zależy od ich ustaleń. Należy więc przyjąć, że jedynie w przypadku rażącej różnicy we wzajemnych świadczeniach powstać może przychód z tytułu częściowo odpłatnych świadczeń.
Podsumowując, świadczenia wzajemne stanowią w podatku dochodowym zarówno przychód, w przypadku świadczeń wykonywanych, jak i koszty, gdy podatnik otrzymuje tego rodzaju świadczenia. Obowiązek dokumentowania fakturą takich świadczeń przez podatników VAT umożliwia wykazanie przychodu z takich świadczeń.
Podatek od towarów i usług
Jeśli chodzi o podatek VAT, szczególną uwagę w przypadku świadczeń wzajemnych należy zwrócić na art. 29a ust. 1 ustawy o VAT, gdzie wskazane jest, że podstawę opodatkowania stanowi wszystko, za co otrzymywana jest zapłata. Organy skarbowe i sądy w takich sytuacjach wskazują, że owa zapłata nie musi mieć formy pieniężnej, a może przybrać formę innego świadczenia, w tym właśnie świadczenia wzajemnego. Zaznaczyć należy jednak, że aby dane świadczenie (usługę) uznać za odpłatne, za tę usługę musi zostać wypłacone wynagrodzenie (usługa i wynagrodzenie muszą istnieć w bezpośrednim związku, tj. musi zaistnieć wzajemność świadczeń). Innymi słowy, musi być możliwa do zidentyfikowania bezpośrednia korzyść usługodawcy (wyrok WSA Wrocław z dnia 7 lutego 2020 r., sygn. akt I SA/Wr 694/19), niezależnie od tego, czy będzie to korzyść finansowa, czy w formie otrzymanego świadczenia.
Przykładem dobrze obrazującym traktowanie na potrzeby VAT świadczeń wzajemnych jest sprawa zawisła przed TSUE (wyrok z 10 stycznia 2019 r. w sprawie C-410/17 A Oy). Sprawa dotyczyła fińskiego przedsiębiorcy zajmującego się usługami w dziedzinie ochrony środowiska. Zawarł on umowę, w której zobowiązany był do rozebrania starej fabryki zgodnie z normami środowiskowymi. Materiały, które mógł odzyskać z rozbiórki, miały być przez niego sprzedane, a w zamian ostateczna cena za usługi mogła zostać obniżona. W powyższej sprawie TSUE wskazał, że odpłatność za usługę nie musi mieć formy pieniężnej, wykazując jednocześnie istnienie dwóch odrębnych transakcji. Jedna zakładała rozbiórkę magazynu, a druga była dostawą złomu. W efekcie TSUE uznał, że powinno dojść do wystawienia dwóch faktur: za usługę i za dostawę.
Podsumowując więc, w przypadku podatku od towarów i usług świadczenia wzajemne należy traktować i rozpatrywać na potrzeby podatku jako dwa niezależne świadczenia. Podatnik VAT powinien także udokumentować świadczenie wzajemne wystawieniem faktury oraz rozliczyć w deklaracji podatkowej VAT za odpowiedni okres, w którym dostawa towarów została dokonana albo świadczenie usługi wykonane.
Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Jak wynika z raportu Colliers pt. „ESG: A Tipping Point”, globalne dążenie do zrównoważonego rozwoju skutkuje znaczną niepewnością na rynku inwestycji w nieruchomości w kontekście dostosowania budynków do wytycznych ESG. Publikacja wskazuje na pilną potrzebę określenia przez ustawodawców pragmatycznych, możliwych do realizacji celów, które będą wspierać tworzenie spójnych standardów technicznych oraz wskaźników umożliwiających inwestorom realokację kapitału i kompetencji oraz implementację wytycznych ESG w proces podejmowania decyzji.
W raporcie podkreślono fakt, że nie istnieje jeden zbiór ram sprawozdawczości, który stałby się akceptowanym na całym świecie standardem w zakresie raportowania ESG. To duże wyzwanie dla inwestorów na rynku nieruchomości, którym trudno jest przewidzieć przyszłe wymagania i zobowiązania w kontekście zrównoważonego rozwoju.
– Największym wyzwaniem obecnie jest zrozumienie, w jaki sposób można dostosować portfele nieruchomości do wymogów związanych z dekarbonizacją – powiedział Luke Dawson, Dyrektor Zarządzający ds. Rynków Kapitałowych w regionie EMEA w Colliers.
Szczególnym powodem do niepokoju jest ogromny potencjalny koszt dostosowania istniejących budynków do wymogów ESG. W raporcie Colliers szacuje się, że w samej Europie koszty te mogą wynieść około 7 bilionów euro.
– Jeśli chcemy dążyć do osiągnięcia zerowego poziomu emisyjności netto, koszty modernizacji należy rozłożyć na najbliższe 25 lat. W szerszym kontekście stanowi to równowartość typowego rocznego wolumenu działalności inwestycyjnej w Europie, czyli około 300 miliardów euro. Czas pokaże, kto poniesie koszty tych ogromnych modernizacji – inwestorzy, właściciele, rządy czy też całe społeczeństwo. Już teraz jednak wiadomo, że transformacja ta stworzy szeroki wachlarz zobowiązań i nowych możliwości inwestycyjnych, skutecznie wymuszając modernizację nieruchomości na całym świecie – zauważa Damian Harrington, Dyrektor Działu Badań na region EMEA oraz Działu Badań Globalnych Rynków Kapitałowych w Colliers.
Bezpośredni wpływ na rynki inwestycyjne na całym świecie miało uchwalone w tym roku unijne rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych (SFDR). Jak zauważają eksperci Colliers, nowe regulacje, takie jak SFDR, ale również unijna dyrektywa w sprawie sprawozdawczości przedsiębiorstw na temat zrównoważonego rozwoju (CSDR), mogą zapewnić większą przejrzystość, ale także dostarczyć nowych wyzwań. CSRD ma wejść w życie w 2023 r. i początkowo będzie uzależniona od wielkości firmy, jednak niemal wszystkie organizacje z sektora nieruchomości komercyjnych będą musiały się do niej dostosować.
Zgodnie z nowymi standardami wynajmujący będą musieli orientować się, jakie działania podejmują najemcy w wynajmowanych pomieszczeniach, co – jak zauważono w raporcie – może okazać się szczególnie problematyczne w przypadku dużych obiektów, w których przebiegają poufne procesy przemysłowe lub znajdują się repozytoria danych.
– Edukowanie zarządów w zakresie nowych obowiązków wynikających z pojawiających się regulacji będzie istotnym elementem transformacji – powiedział Andy Hay, Dyrektor ds. Zarządzania Nieruchomościami w regionie EMEA w Colliers i dodał: – Wzrośnie również znaczenie wiedzy specjalistycznej w zakresie ESG – coraz więcej firm będzie zatrudniać specjalistów lub poszukiwać partnerów, którzy zwiększą ich możliwości w tym obszarze.
Według raportu Colliers, w miarę formalizowania standardów ujawniania informacji w zakresie standardów oraz ram sprawozdawczości ESG w ciągu najbliższych kilku lat konieczne będzie wprowadzenie szeregu zmian. Może to doprowadzić do potencjalnego spowolnienia aktywności transakcyjnej, ponieważ inwestorzy będą potrzebowali czasu na dostosowanie się do nowych norm. W tym okresie kluczowym elementem ESG stanie się ład korporacyjny („G”), ponieważ należy go dostosować do nowych wytycznych pod względem kultury, polityki, systemów, ryzyka i kontroli.
– Podczas gdy szczegóły dotyczące wpływu nowych standardów na poszczególne aktywa mogą nie być jeszcze znane, zakres wymaganych zmian oznacza, że nie będzie możliwe zastosowanie strategii oczekiwania. Istotne jest, aby inwestorzy zaczęli reagować już teraz, m.in. podejmując kroki w celu zrozumienia potencjalnej roli ESG w ich portfolio nieruchomości, a także skupiając się na pozyskaniu partnerów i wykwalifikowanych pracowników w tym obszarze – dodał Andy Hay.
Według raportu, priorytetowy zakres zainteresowania inwestorów powinien obejmować:
zaangażowanie zarządu w kwestie ESG i nadanie im stałego miejsca w agendzie, wraz z organizacją szkoleń dla całego personelu;
ocenę zdolności organizacji do radzenia sobie z nowymi wyzwaniami regulacyjnymi w całym łańcuchu wartości;
ocenę zdolności systemów do pozyskiwania i przetwarzania bardziej szczegółowych danych ESG, które prawdopodobnie będą wymagane z uwagi na pojawiające się nowe standardy;
rozwijanie zdolności oceny ryzyka związanego z ESG i usprawnianie kontroli audytowych.
Brexit stworzył realne bariery w wymianie handlowej pomiędzy Europą kontynentalną a Wielką Brytanią, ale stworzył też niespotykane wcześniej możliwości. Polscy przedsiębiorcy stoją obecnie przed szansą przejęcia części eksportowego rynku od konkurentów z Europy Zachodniej – Niemiec, Francji czy Holandii.
Już na początku 2022 r. zaczną obowiązywać kolejne ograniczenia w handlu pomiędzy Wielką Brytanią a krajami Unii Europejskiej – brytyjscy importerzy będą musieli z wyprzedzeniem zgłaszać transport ładunków z towarami pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Zostanie również wprowadzony zakaz eksportu z UE niektórych produktów żywnościowych. Z kolei od 1 lipca 2022 r. zostaną zaostrzone przepisy m.in. w zakresie kontroli weterynaryjnych.
Ograniczenia w handlu są wprowadzane stopniowo i z opóźnieniem względem pierwotnych planów. Brytyjski rząd ma bowiem świadomość, że ich zbyt szybkie wdrożenie oznaczałoby poważne problemy z zaopatrzeniem tamtejszych sklepów, które są uzależnione od importu żywności z krajów unijnych. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku innych towarów. Natomiast UE już 1 stycznia 2021 r. wprowadziła pełne obostrzenia, traktując wszelkie towary pochodzące z Wielkiej Brytanii jako z kraju trzeciego – aczkolwiek kraju z podpisaną umową o wolnym handlu.
Brytyjczycy są skazani na import towarów. Świadczy o tym chociażby fakt, że produkcja przemysłowa to około 8,5 proc. brytyjskiego PKB, podczas gdy w Polsce ten wskaźnik sięga 17 proc., a np. w Niemczech to 20 proc.
Wniosek? Po Brexicie to gospodarka Wielkiej Brytanii bardziej potrzebuje dobrej współpracy z dostawcami unijnymi niż na odwrót. I tu właśnie pojawia się okazja dla polskich eksporterów, by wykroić dla siebie większy niż dotychczas kawałek eksportowego tortu. Szansa, która zdarza się raz na pokolenie.
Eksport z krajów Europy Zachodniej mocno w dół. Polska może przejąć rynek
Według danych GUS wartość sprzedaży towarów z Polski do Wielkiej Brytanii w okresie styczeń-wrzesień 2021 r. przekroczyła 47,7 mld zł. W ujęciu złotowym oznacza to wzrost o 4,0 proc. wobec 2019 r. i o 10,5 proc. wobec 2020 r. Można więc uznać, że polscy przedsiębiorcy wrócili do poziomu aktywności handlowej sprzed Brexitu i pandemii.
Tego samego nie można powiedzieć o eksporcie na Wyspy z innych krajów unijnych. Gdy porównamy wartość eksportu do Wielkiej Brytanii za styczeń-wrzesień 2021 r. wobec tego samego okresu 2019 r. (wyrażoną w funtach), to okaże się, że co prawda Polska wciąż notuje spadek, ale w porównaniu do poziomu przed pandemią eksport np. z Niemiec jest niższy o ponad 21 proc., z Francji – o 37 proc., a z Holandii – o 41 proc. W przypadku Polski jest on niższy o 11,5%. Co bardziej zaszkodziło handlowi – pandemia czy Brexit? Członkowie Brytyjskich Izb Handlowych (BCC) uważają, że i jedno, i drugie, na zasadzie naczyń połączonych. A jednak brytyjski deficyt handlowy z Chinami wzrósł o aż 88,8%, z 18,8 mld GBP do 35,5 mld GBP w tym samym okresie.
Słaby złoty to nie jedyna odpowiedź na pytanie o powody tego zjawiska. Nie można bowiem lekceważyć wątku psychologicznego i determinacji polskich przedsiębiorców. Wielu z nich dobrze pamięta warunki prowadzenia biznesu sprzed wejścia Polski do UE w 2004 r. Dla nich nowe procedury wprowadzone po Brexicie to w dużej mierze powrót do tego, co już znają. Tymczasem działający od kilkudziesięciu lat wyłącznie w warunkach jednolitego rynku eksporterzy z krajów Europy Zachodniej często rezygnują z Wielkiej Brytanii, skupiając siły na pozostałych państwach Wspólnoty. A potrzeby brytyjskich konsumentów wcale nie zmalały.
Polskie towary w Wielkiej Brytanii. Rzadko pod własną marką
Przyglądając się strukturze polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii, można zauważyć, że obok maszyn i urządzeń to polska żywność jest polskim hitem eksportowym na Wyspy. Wielka Brytania nadal stanowi dla niej drugi największy rynek eksportowy.
Tylko w okresie styczeń-wrzesień 2021 r. wartość sprzedaży gotowych artykułów spożywczych (np. przetworów z mięsa, warzyw i owoców) przekroczyła 6,1 mld zł. Polskie produkty są coraz bardziej rozpoznawalne i cenione przez brytyjskich konsumentów, a słowo „pierogi” nie wymaga już tłumaczenia na angielskie „dumplings”. Bardzo często polskie towary trafiają do sieci największych supermarketów i są sprzedawane pod ich markami własnymi.
Ale żywność to nie jedyny obszar, w którym polscy eksporterzy powinni walczyć o brytyjskiego konsumenta. Meble, okna, kosmetyki, produkty dla branży budowlanej – to tylko kilka przykładów towarów, które mają ogromne szanse na wzrost sprzedaży w Wielkiej Brytanii. Część rynku dla polskich firm stworzyli również sami pośrednicy z Europy Zachodniej, którzy wcześniej kupowali polskie towary, by eksportować je dalej na Wyspy. Po ich wycofaniu się z handlu z Wielką Brytanią dla rodzimych przedsiębiorców otworzyły się większe szanse na samodzielną sprzedaż i tym samym na wyższe marże.
Brytyjskie firmy boją się odcięcia dostaw. Szybciej płacą faktury
Również brytyjskim importerom w obliczu realnej groźby ograniczenia dostaw coraz bardziej zależy na dobrej współpracy z unijnymi dostawcami i budowaniu lepszej wiarygodności. Tym bardziej, że i Brexit, i pandemia przyczyniły się do fali upadłości na Wyspach. Tylko we wrześniu w Anglii i Walii ogłoszono upadłość prawie 1,5 tys. firm (+56 proc. r/r).
Katarzyna Kowalska, wiceprezes KUKE, instytucji ubezpieczającej transakcje handlowe polskich eksporterów, wskazuje, że brytyjskie firmy wyrażają obawy, że jeśli nie zapłacą kontrahentom na czas, to sprzedawcy natychmiast odetną ich od kolejnych dostaw. Tymczasem brak towaru dla firmy handlowej oznacza zawieszenie działalności i w efekcie upadłość. Dlatego, jej zdaniem, można obecnie liczyć na szybkie wywiązywanie się Brytyjczyków ze zobowiązań i prawdopodobnie tutaj należy szukać powodów spadku liczby spraw (i ich wartości) zgłaszanych do windykacji przez polskich eksporterów wobec brytyjskich importerów.
Szybkie płatności są możliwe. Warto zabezpieczyć kurs wymiany
Szybkie rozliczenia pomiędzy polskimi eksporterami i brytyjskimi importerami znacząco ułatwiają fintechowe rozwiązania w zakresie płatności międzynarodowych. Odbiorcy z Wielkiej Brytanii nie muszą już korzystać z tradycyjnych – kosztownych i długo procedowanych – przelewów zagranicznych (SWIFT). Lepszym rozwiązaniem może okazać się inkaso środków na lokalnym koncie polskiego eksportera, np. w Ebury. Dzięki włączeniu tego rozwiązania w brytyjski system Faster Payments środki właściwie od razu (w ciągu kilku sekund) pojawiają się na rachunku dostawcy – niezależnie od tego, w którym banku brytyjski kontrahent ma otwarty rachunek. Może to mieć szczególne znaczenie zwłaszcza dla polskich firm, które realizują wiele mniejszych dostaw do dużej liczby partnerów.
Obecnie polskim firmom eksportowym sprzyja kurs złotego wobec funta szterlinga, w którym rozliczana jest większość transakcji handlowych z Polską. Od początku roku złoty osłabił się wobec brytyjskiej waluty o około 7 proc. Ponad 5,45 zł za funta płacono po raz ostatni przed ogłoszeniem wyników referendum w sprawie Brexitu w 2016 r.
Analitycy Ebury przewidują jednak, że w horyzoncie kilku najbliższych kwartałów kurs GBP/PLN będzie spadał, aż do ok. 5,11 na koniec 2022 r. I to pomimo że brytyjska gospodarka może w tym roku doświadczyć ekspansji o większej skali niż większość podobnych głównych gospodarek, a Bank Anglii jest na drodze do tego, by podnieść stopy procentowe znacznie szybciej niż większość banków G10. Może to więc być dobry moment dla polskich eksporterów, by zabezpieczyć kurs GBP/PLN i mieć komfort rozliczeń w kolejnych kwartałach.
W wtorek rano euro kosztowało 4,65 zł, dolar 4,10 zł a frank szwajcarski 4,42 zł. W ostatnich dniach złoty jest wyjątkowo słaby, co jest spowodowane przez umacniającego się dolara, politykę NBP oraz niepewność polityczną związaną z sytuacją na wschodniej granicy. Od początku września raty kredytów mieszkaniowych w euro wzrosły o 3,2 proc., a we franku o 6,5 proc.
Polska waluta w ostatnich dniach przeżywa trudne chwile, złoty pozostaje najsłabszy w stosunku do euro od marca br., a wobec dolara od marca 2020 roku. Frank szwajcarski, waluta istotna dla wielu polskich kredytobiorców hipotecznych, jest najdroższy w historii (oprócz wzrostu z 15.01.2015 r. – kiedy frank przez chwilę kosztował 5,14 zł). Słabość polskiej waluty wynika zarówno z czynników globalnych, jak i lokalnych. Globalnie jest to efekt umocnienia się dolara, osłabienie euro powoduje jednoczesne osłabienie innych walut w tym złotego. Dolara wzmacnia zapowiedziane przez FED ograniczenia programu skupu aktywów, które poprzedza podwyżkę stóp procentowych w USA. Wydaje się, że pierwsza podwyżka stóp za oceanem może mieć miejsce w czerwcu przyszłego roku.
Znaczenie dla złotego mają obecnie także czynniki lokalne, ponieważ tak jak złoty nie osłabiają się inne waluty lokalne np. czeska korona. NBP od dłuższego czasu prowadził politykę osłabienia złotego, której celem było wspieranie eksportu oraz tak jak w końcu 2020 roku zwiększenie przekazywanego do budżetu państwa zysku banku centralnego. Te działania, a także wyjątkowo nieprzejrzysta polityka informacyjna związana z podwyżkami stóp procentowych powodują, że rynek nie ma zaufania do NBP. A to daje pole do dalszego osłabiania złotego. Szczególnie w momencie, gdy pojawiają się dodatkowe obawy związane z sytuacją na polskiej wschodniej granicy.
Słabnący złoty staje się problemem dla gospodarki, bo choć z jednej strony polski eksport staje się coraz tańszy i atrakcyjniejszy, to wiele firm importuje znaczną część komponentów potrzebnych do produkcji gotowych wyrobów. Wiele firm eksportowych zabezpiecza się na rynku walutowym przed nagłymi zmianami kursów walut, ceny takich zabezpieczeń rosną wraz ze wzrostem zmienności na rynku, co właśnie ma miejsce. Nie można zapominać, że drożejące produkty importowane mogą też jeszcze bardziej nakręcać już i tak bardzo wysoką inflację w Polsce.
Słaby złoty to także wyzwanie dla stabilności banków – wciąż w swoim portfelu posiadają one znaczne portfele kredytów w walutach obcych. Od początku września wysokość raty przeciętnego kredytu mieszkaniowego zaciągniętego na 300 tys. zł na 30 lat, w euro wzrosła o 3,2 proc., we franku o 6,5 proc. Takie wzrosty nie stanowią jeszcze problemu dla większości
kredytobiorców, ale gdy do tego dojdą jeszcze perspektywy wzrostu stóp w strefie euro i Szwajcarii wzrosty będą znacznie większe.
Wydaje się, że w krótkiej perspektywie może nas czekać teraz krótkie odreagowanie wzrostów i nieznaczne umocnienie złotego. Jednak w dłuższej perspektywie nie ma obecnie szans na trwałość tej tendencji.