Światowy rozwój energii odnawialnej będzie wymagał 5,2 biliona USD inwestycji do 2050r.

Chiny i USA są leaderami na światowym rynku energetyki odnawialnej m.in. dzięki napływie inwestycji venture capital i licznym patentom – wynika z analizy EY. Polska jest na odległych miejscach w światowych rankingach transformacji energetycznej. Liderzy powinni przyspieszyć zmiany, by zrealizować cele agendy klimatycznej. Potrzebna jest też zmiana technologiczna – prawie połowa redukcji emisji będzie musiała pochodzić z technologii, które są nadal niewystarczająco rozwinięte.

Globalny rozwój energii odnawialnej będzie wymagał 5,2 biliona USD inwestycji do 2050 r., według obecnych scenariuszy Międzynarodowej Agencji Energetycznej (International Energy Agency – IEA) – wynika z analizy EY Jeśli zmiana klimatu jest sprawą nas wszystkich, to jak wszyscy możemy skorzystać z na ekologicznym przywództwie nielicznych?

– Aby osiągnąć cele dekarbonizacji, kraje będą musiały wyjść daleko poza horyzont mentalny i technologiczny znany nam dzisiaj. Będą musiały zbadać potencjał biopaliw, energii jądrowej i wychwytywania dwutlenku węgla oprócz rozwoju powszechnych dziś technologii energetyki odnawialnej takich jak energia słoneczna i wiatrowa. Transformacja energetyczna wymaga nie tylko zmian w wytwarzaniu i przesyle energii elektrycznej, również potrzebna jest dekarbonizacja transportu, produkcji żywności, dóbr konsumpcyjnych, produkcji i wielu innych dziedzin i to na masową skalę. Przekształcenia te muszą być finansowane w takim stopniu, aby cena alternatywnych rozwiązań niskoemisyjnych dla konsumentów zrównała się ze standardową ceną rynkową. Taka zmiana skłoni przeciętnego obywatela do działań na rzecz zrównoważonego rozwoju – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska.

USA i Chiny motorem zmian

Z analiz EY wynika, że motorem zmian w kierunku energetyki odnawialnej jest garstka światowych liderów – te kraje są równolegle ich największym beneficjentem ponieważ przyciągają większość strumienia pieniędzy przeznaczonych na rozwój energetyki odnawialnej. To one mogą przyspieszyć transformację. Wyróżniają się Stany Zjednoczone i Chiny – m.in. poprzez ogromny napływ kapitału i dynamiczny rozwój patentów w tym obszarze.

USA jest nie tylko leaderem opiniotwórczym dzięki silnym ośrodkom akademickim i licznym publikacjom w zakresie energetyki odnawialnej, kraj ten ma też znaczną przewagę nad innymi gospodarkami w zakresie inwestycji przedsiębiorstw w energetykę odnawialną. Firmy amerykańskie przyciągnęły ponad połowę kapitału venture capital ulokowanego w energetyce odnawialnej – trzy razy więcej niż cała Unia Europejska.

inwestycje w zieloną energię

Chiny z kolei są leaderem zainstalowanych mocy odnawialnych źródeł energii i dostaw materiałów dla zrównoważonego transportu. W ciągu 10 lat Chiny wydały ponad 58 mld USD na dotacje do pojazdów elektrycznych co dało im moce do produkcji połowy pojazdów elektrycznych na świecie i przyciągnęło znaczną część finansowania venture capital dla sektora.

inwestycje w zieloną energię 2

Pozycję Chin, obok takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy czy Francja, wzmacnia szereg instrumentów wsparcia rządowego, ukierunkowanych na rozwój energetyki odnawialnej. Dzięki m.in. taryfom gwarantowanym promującym rozwój instalacji rozproszonej energetyki słonecznej i dotacjom wspierającym rozwój morskiej energii wiatrowej, moce energetyki odnawialnej w Chinach wzrosły do 42% całkowitej krajowej mocy wytwórczej. Wartość inwestycji podmiotów publicznych w Chinach w przedsięwzięcia ekologiczne wyniosła średnio rocznie 320 mld USD w 2018 r. Takie instrumenty stoją za rozwojem kraju, który ma już 32% globalnych mocy w zakresie energii odnawialnej.

Polska na odległym miejscu Indeksu Transformacji Energetycznej

Liderzy energetyki odnawialnej zgromadzili już taką wiedzę i zasoby finansowe, że tylko z ich wsparciem kraje mniej zaawansowane w podróży do zeroemisyjności mogą wdrożyć zmiany. Statystyki pokazują, jak duże są dysproporcje pomiędzy krajami rozwiniętymi a rozwijającymi się w zakresie tempa zmian. Szwecja, Norwegia i Dania, a dalej – inne kraje Europy Zachodniej i Nowa Zelandia są w czołówce Indeksu Transformacji Energetycznej (ETI) Światowego Forum Ekonomicznego. Kraje rozwijające się są klasyfikowane niżej. Polska w tym zestwieniu jest na odległym, 62 miejscu.

Luka inwestycyjna między światem rozwiniętym a rozwijającym się w zakresie energii odnawialnej jest ogromna. Kraje G20 inwestują w energię odnawialną prawie 50 razy więcej niż reszta świata w przedsięwzięcia na wczesnym etapie wzrostu.

Jednak i one nadal są mocno uzależnione od paliw kopalnych, co w konsekwencji hamuje rozwój energetyki odnawialnej. Lwia część z 658 mld dolarów przeznaczonych na systemy energetyczne od początku 2020 r. przez kraje G20 dotyczyła systemów opartych na paliwach kopalnych, w tym ropie i gazie, wynika z raportu Energy Policy Tracker.

Kraje G20 zainwestowały w systemy produkcji energii od początku roku 2020 kwotę 658 mld USD

Największa część tych środków została przeznaczona na systemy oparte na surowcach kopalnianych, włącznie z ropą naftową i gazem ziemnym
Kraje G20 zainwestowały w systemy produkcji

Konieczna transformacja technologiczna

W obliczu tych wszystkich wyzwań widać wyraźnie, że kluczowy do osiągnięcia celów polityki klimatycznej będzie skok technologiczny. Prawie połowa redukcji emisji gazów cieplarnianych będzie musiała pochodzić z technologii, które są nadal niewystarczająco rozwinięte. Dojrzałe, gotowe do wprowadzenia na rynek technologie będą odpowiadać jedynie za 25% redukcji wymaganej do osiągnięcia zerowej emisji netto na całym świecie, wynika z prognoz IEA.

– Skala przedsięwzięcia jest tak duża, że potrzebujemy bliższej współpracy na poziomie globalnym i lokalnym. Kraje posiadające doświadczenie w zakresie technologii paliwowych lub elektrycznych mogą specjalizować się w ich dekarbonizacji i eksporcie innowacji. Rządy mogą współpracować z instytucjami badawczymi, udostępniając w razie potrzeby dotacje lub inne formy finansowania. Pierwsze ponadnarodowe inicjatywy już się pojawiają, czego przykładem jest projekt Green Hydrogen Catapult, którego celem jest obniżenie o połowę kosztów ekologicznego paliwa i który połączył firmy energetyczne z Danii, Hiszpanii, Arabii Saudyjskiej, Australii, Włoch i Chin – mówi Jacek Kędzior.

By uniknąć ocieplenia o ponad 1,5 stopnia powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej, zielone supermocarstwa powinny przyspieszyć działania na rzecz klimatu. Rządy powinny wspierać przejście z energii brunatnej do zielonej poprzez np. system zachęt do zwiększenia produkcji sprawdzonych technologii ekologicznych, transformacji firm w kierunku zerowej emisji netto czy wspieranie inkubatorów przedsiębiorczości. Dużą rolę może odegrać sektor finansowy, który coraz mocniej angażuje się w transformację przez rozwój zielonego finansowania. Przedsiębiorstwa wspierają coraz mocniej zmiany przez realizację celów zerowej emisji netto i rozwój technologii oraz upowszechnienie produktów i usług stanowiących przystępną cenowo alternatywę dla dotychczasowej oferty.

– Zmiany klimatyczne dotykają nas wszystkich w sposób coraz bardziej zauważalny. Ludzkość jeszcze nigdy nie stanęła przed wyzwaniem tak dużym, jak ograniczenie tempa ocieplenia klimatu. Podejmowanych jest szereg działań, ale dotychczasowe tempo dekarbonizacji jest niewystarczające. By je przyspieszyć, potrzebne jest zwiększenie zaangażowania gospodarek rozwiniętych, rządów, instytucji finansowych i obywateli: wzrost nakładów na badania i rozwój, inwestycje przedsiębiorstw, rozwój infrastruktury przemysłowej wspieranej przez politykę państwa i zaangażowanie konsumentów. Wprowadzenie fundamentalnych zmian w biznesie i społeczeństwie musi nabrać tempa tu i teraz – mówi Jacek Kędzior.

Dolar ciągnie w dół złotego. Korekta na kryptowalutach

Po raz kolejny w ostatnich dniach złotówka wyraźnie traci na wartości po silnych umocnieniach dolara. Kapitał ucieka na drugą stronę oceanu, co uzasadnia obecne zmiany na walutach.

Dolar dalej rośnie

Wczorajsze dane z USA po raz kolejny potwierdziły, że sytuacja gospodarcza za oceanem staje się coraz lepsza. Opublikowany wskaźnik NY Empire State okazał się wyraźnie wyższy od oczekiwań. Był to trzeci najlepszy rezultat od dwóch lat. W efekcie byliśmy świadkami dalszego umacniania się amerykańskiej waluty szczególnie względem euro. Umocnienie wyniosło mniej więcej kolejnego centa, co powoduje, że jesteśmy na najniższym poziomie od lipca 2020 roku. Dolar zyskuje również względem złotego. Amerykańska waluta kosztuje już 4,10 zł. O skali zmienności najlepiej świadczy fakt, że jeszcze tydzień temu było to tuż ponad 3,95 zł.

Złoty znów w odwrocie

Umacnianie się dolara po raz kolejny powoduje wysysanie kapitału z Europy. W odwrocie jest również złotówka i to pomimo dobrych danych makroekonomicznych. Warto zwrócić uwagę, że z państw naszego regionu, które ostatnio opublikowały dane na temat PKB, tylko Polska zaskoczyła pozytywnie. Złotemu teoretycznie nie powinny przeszkadzać też ostateczne dane o inflacji. Finalny odczyt wbrew pesymistycznym oczekiwaniom nie został skorygowany w górę względem wstępnych danych i inflacja wciąż wynosi 6,8%. Pomimo tych danych złoty jest w wyraźnym odwrocie przez dane z USA. Euro kosztuje już 4,65 zł i patrząc na obecną sytuację, może to nie być koniec tego ruchu.

Korekta na kryptowalutach

W zeszłym tygodniu bitcoin kosztował 69 000 dolarów, po osiągnięciu szczytów rozpoczęła się przecena. Dzisiaj cena przez chwilę spadła poniżej 60 000. Podobnie sytuacja wygląda na całym rynku kryptowalut, który stracił proporcjonalnie na wycenie. Część analityków zwraca uwagę na powiązanie tego ruchu z poprawiającą się sytuacją dolara. Być może to właśnie perspektywa wzrostu stóp procentowych powoduje, że część kapitału ucieka z powrotem na tradycyjne rynki.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Toyota wybrała 10 finalistów programu Toyota Startup Accelerator

Dziesięć europejskich start-upów zostało wybranych spośród ponad 100 zgłoszeń do dalszego udziału w drugiej edycji programu Toyota Startup Accelerator. Finaliści wezmą udział w intensywnym szkoleniu biznesowym, który rozwinie ich potencjał, a najlepsi z nich otrzymają od Toyoty finansowanie na wdrożenia i rozwój.

Europejski program Toyota Startup Accelerator koncentruje się na obszarach szeroko dostępnej mobilności, neutralności klimatycznej, gospodarki obiegu zamkniętego i technologiach oceny śladu środowiskowego produktów w całym cyklu życia. Jest to efekt współpracy Toyota Motor Europe i uczelni ISDI Digital Business School w Madrycie, która od lat prowadzi własny program wspierania start-upów ISDI Accelerator.

Toyota Startup Accelerator powstał, aby wraz z młodymi zespołami przedsiębiorców i inżynierów znaleźć innowacyjne rozwiązania jednych z największych wyzwań, przed jakimi stoi współczesny świat. Do programu, w którym mogą wziąć udział startupy z całej Europy i sąsiednich państw, zgłosiło się ponad 100 uczestników z 42 krajów.

Jury złożone ze specjalistów branżowych oraz kadry zarządzającej i ekspertów Toyota Motor Europe i ISDI Digital Business School, wyłoniło 10 finalistów o wysokim potencjale rozwoju. Start-upy te mają dobrze opracowane strategie, które tworzą odpowiedni fundament dla realizacji prototypów i programów pilotażowych przy wsparciu Toyoty. W następnym kroku finaliści wezmą udział w bootcampie, czyli intensywnym szkoleniu biznesowym, a następnie jury wybierze spośród nich pięciu laureatów, którzy otrzymają fundusze na wdrożenie swoich projektów.

Finaliści programu Toyota Startup Accelerator

Hiszpańska firma Sideways buduje floty autonomicznych pojazdów poruszających się po wnętrzach, aby radykalnie zwiększyć wydajność transportu w dużych obiektach.

Biel Glasses z Hiszpanii opracowuje inteligentne okulary, które poprawią mobilność osób niedowidzących. Okulary będą rozpoznawać przeszkody, zmiany nawierzchni czy sygnalizacji świetlnej i ostrzegać o nich użytkowników.

Revolve Wheel z Niemiec wprowadził na rynek innowacyjny, napędzany ręcznie wózek inwalidzki, który po złożeniu przybiera postać lekkiej, zgrabnej walizki i mieści się w standardowych wymiarach bagażu podręcznego.

Francuski HySiLabs opracował innowacyjny płynny nośnik wodoru o nazwie HydroSil, który ułatwia bezpieczne magazynowanie i transport tego gazu. HydroSil umożliwia zmagazynowanie w danej objętości 7 razy więcej wodoru niż w stosowanych obecnie zbiornikach wysokociśnieniowych.

Innowacyjny start-up PurCity z Danii stworzył technologię, która pozwoli zamienić budynki w wielkoskalowe oczyszczacze powietrza. System ten można instalować zarówno w nowych budynkach, jak i już istniejących. Technologia PurCity oczyszcza powietrze z cząstek stałych do wielkości 2,5 PM oraz toksycznych gazów jak tlenki azotu i siarki czy lotne związki organiczne. Jednocześnie system wychwytuje z powietrza dwutlenek węgla, przyczyniając się do walki z globalnym ociepleniem.

CargaTuCoche z Hiszpanii proponuje cyfrową platformę dla domowej ładowarki samochodów elektrycznych, która umożliwia współdzielenie punktów ładowania z innymi osobami. Dzięki temu rozwiązaniu już dziś można udostępnić własny wallbox sąsiadom oraz za pomocą aplikacji korzystać z niemal 1000 współdzielonych punktów ładowania w całej Hiszpanii.

Breeze Technologies (Niemcy) produkuje nowoczesne czujniki jakości powietrza, a pochodzące z nich dane poddaje zaawansowanym analizom. Rozwiązanie tej niemieckiej firmy wykorzystuje internet rzeczy i sztuczną inteligencję, aby pomóc miastom i przedsiębiorstwom w tworzeniu lepszych planów działania na rzecz czystego powietrza i ochrony środowiska.

Microwave Solutions GmbH (Szwajcaria) to innowacyjny pomysł na gospodarkę obiegu zamkniętego. Technologia tej firmy pozwala na recycling tworzyw sztucznych, gumy i materiałów zawierających węgiel w zaawansowane, poszukiwane na rynku materiały, takie jak grafen.

Drugi start-up ze Szwajcarii, DePoly SA, również zajmuje się recyclingiem. Jego rozwiązanie służy do przetwarzania plastiku przy pomocy prostej, zrównoważonej metody opartej na przyjaznych dla środowiska substancji chemicznych. Technologia ta jest tania i zużywa niewiele energii. Pozwala rozkładać plastik PET w temperaturze pokojowej bez korzystania z wysokiego ciśnienia. Do jej zastosowania nie trzeba oddzielać opakowań PET od innych plastików, co jest istotne z punktu widzenia obecnie funkcjonujących systemów segregacji odpadów.

Rumuńska firma Tresoil opracowała system produkcji wodoru z plastiku i zużytych opon, aby wesprzeć rozwój gospodarki wodorowej w Europie i jednocześnie rozwiązać problem szkodliwych odpadów. Technologia gazyfikacji stosowana przez tę firmę pozwala produkować wodór o ujemnej emisji CO2, bez zanieczyszczania środowiska. Jest całkowicie skalowalna i tania w uruchomieniu, co oznacza, że przy jej pomocy można odpady przetworzyć na czyste paliwo wodorowe w dowolnym miejscu na świecie, a nawet na jednostkach pływających.

Czy dzisiejszy finansista to już programista? Zmiana profilu osób pracujących w finansach

Transformacja cyfrowa, którą przechodzą obecnie przedsiębiorstwa na całym świecie, choć wydawać by się mogło, że dotyczy głównie działów IT i wyłącznie wybranych stanowisk i branż, to w rzeczywistości wpływa w pewnym stopniu na każdego z nas. Zmianę na tym polu odczuwają także m.in. specjaliści ds. finansów i księgowości – zakres kompetencji w tych zawodach w ostatnich latach uległ dużej zmianie. Analityczny umysł i znajomość Excela to już oczywistość, dziś dodać do tego należy znajomość podstaw programowania, automatyzacji czy zasad i programów związanych z chmurą obliczeniową.

Transformacja cyfrowa wpływa na usprawnienie ogromnej liczby działań, które każdy z nas podejmuje na co dzień. I tylko podążając za tym trendem, organizacje (finansowe i nie tylko) są w stanie oferować nowe, innowacyjne rozwiązania swoim klientom, a jednocześnie dobre i rozwojowe warunki pracy swoim pracownikom. Działania związane z digitalizacją wymagają oczywiście czasu oraz odpowiedniego poprowadzenia zespołów przez tę nową rzeczywistość. To z kolei stawia wyzwanie przed liderami, w tym wypadku dyrektorami finansowymi, którzy muszą stać się promotorami zmiany, wskazującymi pracownikom nowe drogi, ale także płynące za nimi korzyści.

Organizacje finansowe muszą iść z duchem czasu

Motywatorem do wdrożenia cyfryzacji są nie tylko wydajność i efektywność, ale wdrożenie nowych technologii i wykorzystanie nowych rozwiązań, umożliwiających przechodzenie z modelu opartego na transakcjach do modelu opartego na oferowaniu coraz bardziej innowacyjnych rozwiązań klientom, które w konsekwencji wpływają na ułatwienie i usprawnienie procesów finansowych. To udaje się osiągnąć miedzy innymi dzięki automatyzacji procesów czy wykorzystywaniu sztucznej inteligencji – coraz powszechniejszej w tej branży.

To olbrzymia szansa, ale jednocześnie wyzwanie – transformację należy przeprowadzić sprawnie, a jednocześnie zadbać o to, by zarówno klienci, jak i pracownicy rozumieli korzyści z wdrożenia zmian, by były one adaptowalne na każdym poziomie. Plany w tym zakresie zrewolucjonizowała i znacznie przyspieszyła pandemia, która wywołała konieczność natychmiastowej reakcji. W branży finansowej rzeczywistość zmieniała się już od wielu lat, transformując nie tylko procesy, ale także zmieniając profil osób podejmujących karierę w tej branży – sytuacja na świecie przyspieszyła te działania, działając w tym wypadku – paradoksalnie – na korzyść.

– Zmiana wymagań dotyczących kompetencji osób podejmujących pracę w sektorze księgowo-finansowym to naturalna konsekwencja tego, co dzieje się na świecie. Organizacje się digitalizują, procesy są automatyzowane, analityka danych wchodzi na coraz to nowsze poziomy. Dziś u specjalisty ds. finansowych nie dziwi już np. znajomość podstaw programowania czy automatyzacji – wręcz przeciwnie – staje się to już powoli must have w CV. Oczywiście nie bez znaczenia pozostają kompetencje miękkie i zdolność do zmiany. Elastyczność ułatwia odnalezienie się w tym dynamicznym środowisku czy w ogóle – wkroczenie na ten rynek, niezależnie od tego czy wchodzi się „od zera”, czy  z innej branży. Finanse to jednak tylko przykład, zmiana ta jest widoczna w całej szeroko pojętej branży nowoczesnych usług biznesowych – mówi Anna Gliwińska-Pasela, Legal Finance Director w Capgemini Polska.

Hiper-automatyzacja

…czyli podejście mówiące o tym, że wszystko, co można zautomatyzować, powinno być zautomatyzowane. Okres od 2020 roku można nazwać czasem przyspieszonej cyfryzacji – widać to także w finansach. Jak wskazują specjaliści, jednym z największych wyzwań, z którymi w najbliższych latach będą mierzyć się specjaliści ds. finansowych jest zaawansowana analityka danych. A to z uwagi na fakt, z jaką ilością danych tego rodzaju eksperci muszą mierzyć się na co dzień – tu umiejętności automatyzacji i podstawy programowania pomagają tworzyć usprawnienia w codziennej pracy. Z drugiej strony umiejętność lokalizowania, analizy i wykorzystania danych w szybki i skuteczny sposób, pomoże organizacjom finansowym oferować wyjątkowej jakości obsługę klienta, w której najważniejsze decyzje są podejmowane szybko i precyzyjnie, optymalizując przy tym koszty. Korzyści płynące z automatyzacji są niezaprzeczalne i widoczne „gołym okiem”.

– Dzisiejsze organizacje i działy finansowe stają przed wyzwaniem wyszkolenia pracowników i zwiększenia ich zakresu kompetencji cyfrowych. Na szczęście widzimy w ludziach dużą otwartość na zmiany. Wyzwaniem naszej branży jest raczej dostosowanie globalnych i standardowych rozwiązań do lokalnych wymagań. Działy finansów, które kiedyś koncentrowały się na rejestrowaniu transakcji, na słynnym podziale na debit & credit, to już przeszłość. Systemy ERP to zautomatyzowane programy, które właściwie wykonują operacje za nas, dzięki czemu my możemy skupić się na analizie, wdrażaniu zmian i tym, jak wykorzystać pojawiające się nowe funkcjonalności, a tym samym możliwości. Każda zmiana wymaga czasu, odpowiednich kompetencji, ale przede wszystkim chęci i otwartości. Znajomości IFRS, GAAP i ustaw to nadal ważna kwestia. Kolejną jest umiejętne wykorzystywanie programów takich jak Business Objects, Excel, SQL itp. Odpowiedzią na tę sytuację powinno być identyfikowanie przez dyrektorów finansowych istniejących już kompetencji i predyspozycji cyfrowych pracowników i rozwijanie ich w codziennej pracy, co umożliwi rozwój talentów wewnątrz firmy. To, w połączeniu ze szkoleniami oraz nowym spojrzeniem na budowę zespołów w przyszłości, pozwoli osiągać organizacjom finansowym zamierzone cele i pozostać konkurencyjnymi na rynku – dodaje Anna Gliwińska-Pasela.

Technologia zwiąże łańcuchy logistyczne

W ciągu 5 lat globalny rynek automatyki magazynowej urośnie ponad dwukrotnie, donosi Interact Analysis. To efekt pandemii. Za jej sprawą firmy będą chętnie inwestować w roboty i automatyzację, żeby zabezpieczyć działalność operacyjną i zapobiegać zatorom w łańcuchu dostaw, tłumaczą autorzy raportu. Czy stąd już prosta droga do autonomicznego magazynu, w którym pracować będzie… człowiek i pies?

Popularna anegdota, która odnosi się do koncepcji Przemysłu 4.0 mówi, że w zakładach i magazynach przyszłości pracować będzie człowiek i pies. Pierwszy będzie karmił zwierzę, a pies będzie pilnował człowieka, by ten trzymał się z dala od maszyn i niczego nie zepsuł. To wcale nie taka odległa koncepcja, szczególnie gdy popatrzymy na to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii. Zakłócenia w łańcuchach dostaw, pandemiczne obwarowania i braki kadrowe – to recepta na zator logistyczny, którego doświadczają Brytyjczycy. W tym roku Święta będą, ale istnieje realne zagrożenie, że prezenty dotrą na Wyspy ze sporym opóźnieniem.

Biznes nieustannie dokonuje rewizji swoich priorytetów i poszukuje rozwiązań, które będą podnosiły jego wydajność. Po pandemii dzieje się to ze zdwojoną siłą – uważa Michał Furmański, kierownik działu sprzedaży w biznesie Robotyki ABB w Polsce. – Dzięki zdigitalizowaniu wielu elementów łańcucha dostaw, firmy poradziły sobie z pandemicznymi utrudnieniami, jak chociażby kwestia obsługi bezpośredniej. Istnieją jednak takie obszary, których nie da się przenieść do sieci, bo wymagają naszej fizycznej obecności. Mam na myśli logistykę i magazynowanie. Dlatego te elementy biznesowej działalności wzmocnią roboty i automatyzacja, które nawet w przypadku uszczuplenia załogi, zapewnią ciągłość dostaw i obrotu towarów.

Magazyny bez świateł

Opinię eksperta potwierdza najnowszy raport firmy badawczej Interact Analysis, z którego wynika, że globalny rynek automatyki magazynowej wzrośnie o 133 proc., z 29,6 mld USD w 2020 r. do 69 mld USD w 2025 r.

Już latem ubiegłego roku badanie przeprowadzone przez firmę Honeywell wśród przedstawicieli firm, które bezpośrednio zarządzają magazynami, centrami dystrybucji lub centrami realizacji zamówień, wykazało, że w wyniku pandemii ponad połowa z nich chętniej inwestuje w automatyzację. Firmy będą inwestować zarówno w oprogramowanie, jak i sprzęt, czyli roboty, drony i autonomiczne pojazdy – tłumaczy Michał Furmański.

Eksperci odpowiedzialni za opracowanie raportu zwracają uwagę na fakt, że w analizowanym okresie najbardziej powszechną formą automatyzacji będą systemy automatycznego magazynowania i pobierania (AS/RS), ale na znaczeniu zyskuje automatyzacja mobilna.

Konieczna integracja danych i automatyzacja procesów

Firmy stawiają też na wykorzystanie analityki danych, aby usprawnić bądź zautomatyzować łańcuchy dostaw. Okazuje się, że wymiana danych płynących z poszczególnych elementów łańcuchów – dostawców tworzyw czy surowca, producentów, dystrybutorów i ostatecznie sklepów – może pomóc w optymalizacji procesów oraz wypracowaniu najlepszych rozwiązań.

– Dziś dla łańcuchów dostaw ogromną wagę ma integracja procesów i danych – zamówień i stanu realizacji każdej pozycji zamówienia, stanów magazynowych z dystrybucji, czy informacji o faktycznej odsprzedaży. Na tej podstawie możliwy jest pełny monitoring dostaw. Umożliwia to analityka business intelligence, która producentom, dystrybutorom czy sprzedawcom pozwala podejmować najlepsze decyzje – tłumaczy Marcin Pleszko, Chief Product Officer z Sagra Technology, dostawcy rozwiązań klasy SFA, CRM, platform integracji danych i business intelligence. – To jednak jeszcze nie wszystko. Automatyzacja może obejmować także zamówienia, czyli wysłanie odpowiedniego komunikatu, jeśli stan produktu osiąga określony minimalny poziom. Dzięki temu zarówno punkty sprzedaży, jak i magazyny mogą być zatowarowywane automatycznie. Dlatego firmy coraz częściej stawiają na VMI.

Robot na zapleczu

Ta zdolność do szybkiej i sprawnej realizacji czynności składających się na łańcuch logistyczny będzie gwarancją sukcesu w handlu po pandemii. W wyniku globalnego lockdownu wzrosło zainteresowanie e-commerce, który dla wielu konsumentów stanowił jedyną alternatywę dla konwencjonalnych zakupów. Szacuje się, że łączna sprzedaż wygenerowana przez sektor handlu detalicznego online wyniosła w 2020, 4 280 mld USD, a zaledwie w ciągu 4 lat powiększy się blisko o połowę i osiągnie wartość 6 388 mld USD w 2024, pokazują dane zebrane w raporcie opracowanym na zlecenie ABB Robotics.

Więcej, szybciej i lepiej – to postulaty nowoczesnego konsumenta, który swój koszyk sklepowy zamienił na mysz komputerową. By im sprostać, cała branża logistyki musi poddać się procesowi cyfryzacji i automatyzacji, co pozwoli jej także uodpornić się na zagrożenia zewnętrzne, jak powrót pandemii lub braki kadrowe, wynika z raportu ABB, “Nowa norma: Jak COVID-19 przyspieszył automatyzację i przejście na robotyzację w logistyce i dystrybucji”.

Tego samego zdania są eksperci z firmy doradczej McKinsey, którzy na podstawie zrealizowanych przez siebie badań “Future of Work” oceniają, że w efekcie pandemii firmy znacznie chętniej niż wcześniej skłonne są do zwiększenia wydatków na automatyzację. Aż dwie trzecie respondentów mówi, że „w pewnym stopniu, lub znacznie” zwiększy budżet na robotyzację lub sztuczną inteligencję.

Ważnym elementem ekspansji robotyki, nie tylko na halach magazynowych, ale także np. w produkcji, jest rozwój sztucznej inteligencji. Wykorzystanie zaawansowanych algorytmów pomaga automatyzować procesy, które wcześniej były wyłącznie w zasięgu zręczności ludzkich oczu czy rąk – uważa Michał Furmański. Ekspert zwraca uwagę na fakt, że technologie, pozwalające na stworzenie w pełni niezależnej od warunków zewnętrznych placówki to coś więcej niż czasowa moda. Rewolucja w handlu zacznie się od firmowego backoffice.

Bloober Team od początku roku blisko 18 milionów zysku netto

Aż o 58% wzrosły przychody netto Bloober Team ze sprzedaży produktów w 2021 roku w porównaniu do trzech kwartałów roku ubiegłego. Przychody związane są przede wszystkim z utrzymywaniem się wysokiego poziomu sprzedaży The Medium oraz realizacją umów z globalnymi wydawcami.

Od stycznia do września 2021 r. przychody netto Bloober Team ze sprzedaży produktów wzrosły aż o 58% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego – z 26,22 mln zł do 41,46 mln zł. W samym Q3 2021 spółka odnotowała aż 12,63 mln zł przychodów netto ze sprzedaży produktów (vs. 10,89 mln zł w Q3 2020)

– Należy zauważyć, że część przychodów związanych ze sprzedażą The Medium rozpoznajemy wynikowo w czasie, ewidencjonując je w przyszłych okresach jako rozliczenia międzyokresowe przychodów. Od stycznia do września uzyskaliśmy ponad 8,85 mln zł zysku ze sprzedaży, w tym 1,31 mln zł trzecim kwartale. tj. o 152% większy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego – komentuje osiągnięte wyniki prezes Bloober Team Piotr Babieno.

Osiągnięte wyniki były związane przede wszystkim ze sprzedażą The Medium oraz realizacją umów z globalnymi wydawcami. W minionym kwartale spółka przygotowywała swój bestseller do premiery na konsolach PlayStation 5, która miala miejsce 3go września. Ponadto, spółka wydała grę Observer: System Redux na konsole starszej generacji –  Xbox One i Playstation 4.

To było gorące i pracowite lato dla Bloober Team – w trzecim kwartale 2021 The Medium oraz Observer zadebiutowały na nowych platformach – pierwsza z wymienionych gier na Playstation 5, natomiast Observer: System Redux zadebiutował na Xbox One i Playstation 4. Po tych premierach z dumą możemy stwierdzić, że po raz pierwszy w pełni zrealizowaliśmy wszystkie bieżące założenia wydawnicze i możemy skupić się nad tworzeniem kolejnych projektów, w tym zapowiedzianej pod koniec produkcji opartej o markę Layers of Fear – komentuje prezes.

Obecnie, spółka skupia się na tworzeniu kolejnych produkcji, zgodnie z planem dalszego skalowania działalności. Jednym z partnerów wydawniczych jest Private Division, z którym Bloober Team podpisał umowę wydawniczą pod koniec września. Spółka obecnie tworzy obecnie dwie duże gry (Project C i Project B, wcześniej Black). Pierwszy projekt realizowany jest we współpracy z japońskim Konami, a drugi opiera się na własnej marce.

Crowdfunding na nowo – zmiany, które zrewolucjonizują rynek

Crowdfunding polegający na pozyskiwaniu środków finansowych od wielu inwestorów przy użyciu platformy internetowej nie został dotychczas zdefiniowany w prawie polskim, co ulegnie zmianie. Jakie przepisy będą regulować rynek i co to oznacza w praktyce wyjaśnia mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Dotychczas działalność platform crowdfundingu nie podlegała szczególnym regulacjom polskiego prawa w zakresie tworzenia i funkcjonowania czy też konieczności uzyskania zezwolenia na jej prowadzenie. Jeśli nie dotyczyła instrumentów finansowych, to była prowadzona na zasadzie swobody działalności gospodarczej.

Wraz z rosnącą popularnością crowdfundingu niektóre kraje UE wprowadziły swoje wewnętrzne przepisy, co spowodowało fragmentaryzację przepisów prawa pośród krajów członkowskich. Stąd na poziomie UE wprowadzono ostatnio regulację (Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego 2020/1503) zmierzającą do ich ujednolicenia prawa, która obowiązuje od 10 listopada br.

Regulacją na poziomie polskiego prawa, która ma objąć działalność crowdfundingu, dostosować do prawodawstwa UE w tym zakresie a jednocześnie uprościć działalność platform crowdfundingowych, jest sporządzony przez Ministra Finansów Funduszy i Polityki Regionalnej projekt ustawy z dnia 4 maja 2021 r. o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych. Polska ustawa jest jeszcze na etapie uzgadniania jej ostatecznego kształtu wobec czego KNF zadecydowała, że do czasu wejścia w życie krajowej ustawy, platformy crowdfundingowe nie muszą podejmować dodatkowych działań wynikających z prawodawstwa europejskiego. Nie zmienia to faktu, że zmiany są pewne, więc już teraz warto się na nie przygotować – komentuje mec. Agata Jaczyńska.

Właściciele platform już teraz powinni zweryfikować, czy są gotowi na prowadzenie działalności zgodnie z nowymi regulacjami wynikającymi z Rozporządzenia 2020/1503.

Platformy crowdfundingowe pod nadzorem KNF

Spośród najważniejszych regulacji dyrektywy unijnej, należy wskazać na ustanowienie Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) organem właściwym do nadzoru nad dostawcami usług finansowania społecznościowego. Zgodnie z przepisami Rozporządzenia właściciele platform crowdfundingowych będą musieli uzyskać zezwolenia na prowadzenie działalności i w tym celu konieczne będzie złożenie wniosku wraz z niezbędną dokumentacją do KNF – komentuje mec. Agata Jaczyńska, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Rozporządzenie wprowadza dwa rodzaje crowdfundingu: inwestycyjny oraz pożyczkowy.
Nadzór KNF polegać będzie m.in. na wydawaniu zezwolenia na prowadzenie crowdfundingu pożyczkowego i inwestycyjnego, a do tego dojdzie szereg obowiązków kontrolno-nadzorczych ze strony KNF oraz sprawozdawczych ze strony dostawcy usług crowdfundingu wobec KNF. Nowe przepisy przewidują szereg regulacji chroniących inwestorów.

Zanim potencjalny inwestor będzie mógł skorzystać z platformy crowdfundingowej, dostawca usługi będzie musiał podjąć działania w interesie potencjalnego inwestora tj. zweryfikować, czy i jakie oferowane usługi finansowania społecznościowego są dla niego odpowiednie. Rozporządzenie zakłada realizację wstępnych testów wiedzy inwestora oraz wprowadzenie okresu do namysłu przed ostatecznym zawarciem transakcji. Wprowadza też zestandaryzowane arkusze zawierające zestaw informacji o przedsięwzięciu, które muszą być na bieżąco aktualizowane przez właściciela projektu, co pozytywnie wpłynie na klarowność inwestycji. Należy pamiętać, że crowdfunding to sposób inwestowania skierowany najczęściej do osób fizycznych jako inwestorów – dodaje mec. Jaczyńska.

Brak konieczności sporządzania projektu informacyjnego do 5 mln euro

Kolejnym ważnym aspektem jest pojawienie się ułatwienia dla właścicieli projektów finansowanych na platformach finansowania społecznościowego poprzez ograniczenie konieczności sporządzania dokumentacji dla inwestycji poniżej 5 mln euro.
Na podstawie Rozporządzenia będzie można uzyskać kwotę finansowania do 5 mln euro w okresie 12 miesięcy bez konieczności sporządzania prospektu informacyjnego. Należy jednak zauważyć, że jest to zmiana planowana w Polsce na koniec 2023 r. a do tego czasu limit ma wynosić 2,5 mln. Zwiększenie obszaru w jakim nie jest konieczne sporządzanie prospektu emisyjnego jest ułatwieniem i zachętą do podejmowania działalności crowdfundingu, co może wpłyną na wzrost tego typu przedsięwzięć – dodaje mec. Jaczyńska.

Wchodzące zmiany z pewnością wprowadzą duże zawirowania na rynku, ale też wpłyną na profesjonalizację działalności operatorów platform, co może przynieść korzyści wszystkim stronom procesu inwestycyjnego.

Co trzecia MŚP boi się kolejnych miesięcy. Co piąty nie liczy w powrót koniunktury

Z najnowszej edycji Barometru COVID-19 realizowanego przez EFL w IV kwartale br. wynika, że przedsiębiorcy z sektora MŚP obawiają się czwartej fali pandemii koronawirusa. W opinii 36% mikro, małych i średnich firm w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja w ich branży pogorszy się. To wzrost o 11 p.p. w ujęciu kwartalnym i najwyższy wynik od roku (w IV kwartale 2020 roku uważało tak 39% ankietowanych). Przedsiębiorcy coraz częściej nie są w stanie ocenić, kiedy nastąpi powrót koniunktury, lub nie wierzą w jej powrót w ogóle. Co trzeci odpowiedział, że nie wie, a co piąty, że koniunktura nie powróci w najbliższych latach.

EFL w badaniu Barometr COVID-19 zapytał przedsiębiorców z sektora MŚP, czy w kontekście IV fali pandemii koronawirusa, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. Po kilku kwartałach stabilnej sytuacji, w których co trzeci przedsiębiorca liczył się z poprawą sytuacji, a co trzeci z jej pogorszeniem, w IV kwartale mamy do czynienia z odwróceniem tego trendu. Z najnowszego raportu wynika, że co trzeci przedsiębiorca (36 proc.) ocenia, że sytuacja w branży pogorszy się, a tylko co piąty (21 proc.) prognozuje jej poprawę. Nadal liczna pozostaje grupa, która nie spodziewa się większych zmian (38 proc.).

– Kolejna fala epidemii i kolejna fala problemów, których coraz większą świadomość mają polscy przedsiębiorcy. Poprzednie pomiary wskazywały, że MŚP już oswoiły się z faktem, że koronawirus i trudna sytuacja przez niego spowodowana są z nimi na co dzień. To przekładało się na mniej negatywne oceny opinie i bardziej optymistyczne prognozy. Po prostu nauczyły się w takim układzie prowadzić codzienną działalność. Większa intensywność koronawirusa, więcej zachorowań sprawiają, że napięcie sprzed kilkunastu miesięcy powraca. Grupa firm, które z wielkimi obawami patrzą na najbliższe miesiące, jest najliczniejsza od roku. Wręcz powróciła do poziomów, z którymi mieliśmy do czynienia w pierwszych pomiarach Barometr COVID-19, które oscylowały wokół 38-39 proc. – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Biorąc pod uwagę wielkość biznesów, podobnie jak w poprzednim kwartale br., również w IV kwartale największy optymizm panuje wśród przedstawicieli firm średnich, zaś obawy najczęściej wykazują najmniejsze podmioty z sektora MŚP. Aż 41 proc. mikro firm uważa, że sytuacja się pogorszy się w najbliższym półroczu, podczas gdy wśród małych organizacji ten odsetek wynosi 35 proc., a w średnich – 32 proc. Grupa optymistów jest natomiast podobna w każdym segmencie i oscyluje wokół 21 proc.

Rośnie napięcie

A kiedy zdaniem przedstawicieli MŚP nastąpi powrót koniunktury w Polsce? Przedsiębiorcy coraz częściej nie są w stanie tego ocenić. Aż 37 proc. odpowiedziało, że nie wie. Tak wysoki wynik nie został odnotowany w żadnym dotychczasowym pomiarze. Maksymalnie oscylował wokół 10-11 proc. na przełomie 2020 i 2021 roku.

29 proc. uważa, że powróci w przyszłym roku, 13 proc., że w ciągu 2-3 lat, zaś tylko 2 proc., że w ciągu kilku miesięcy. Pesymistyczne jest to, że co piąty (20 proc.) przedsiębiorca nie wierzy, że koniunktura powróci w najbliższych latach. To najwyższy wynik od III kwartału ubiegłego roku, kiedy takiej odpowiedzi udzieliło również 20 proc. ankietowanych.

Co ciekawe, wpływ pandemii koronawirusa na działalność firmową w IV kwartale br. jest częściej oceniany jako neutralny niż negatywny. 39 proc. firm uważa, że COVID-19 ma zdecydowanie niekorzystny lub niekorzystny wpływ na ich działalność, podczas gdy 46 proc. wskazuje na neutralność biznesową koronawirusa. W III kwartale takich odpowiedzi udzieliło odpowiednio 58 proc. i 33 proc. Co więcej, zdecydowanie wzrósł odsetek mikro, małych i średnich firm, których zdaniem epidemia ma raczej korzystny wpływ na prowadzenie biznesu. Uważa tak 13 proc. – w poprzednich pomiarach taką opinię wraziło 8-9 proc. zapytanych.

Zawieszenie działalności nie zwalnia z obowiązków wobec fiskusa

Przedsiębiorcy zawieszający działalność gospodarczą często zapominają o jej istnieniu. Niemniej jednak brak podejmowania czynności związanych z biznesem nie zwalnia ich z obowiązków wynikających z ustaw. Innymi słowy, przedsiębiorca będący w zawieszeniu musi być zawsze gotowy do udzielania wyjaśnień czy przesłania dokumentów do urzędów skarbowych. Tak wynika z niedawnego orzeczenia NSA – wyrok z dnia 12 października 2021 r., sygn. akt III FSK 151/21.

Sytuacja podatnika

Przedsiębiorca, który był podatnikiem zarejestrowanym na potrzeby VAT, nie będącym jednocześnie w likwidacji czy upadłości, złożył kwartalne rozliczenie VAT za IV kwartał 2012 r., w którym wykazał wartość sprzedaży niepokrywającą się z wartością wykazaną na fakturze, w której posiadaniu był organ podatkowy. W związku z powyższym pismem z dnia 28 listopada 2016 r. (doręczonym 12 grudnia 2016 r.) organ podatkowy wezwał podatnika do udzielenia wyjaśnień, przesłania zaraportowanych faktur sprzedaży oraz udzielenia wszelkich innych informacji, które mogą przyczynić się do wyjaśnienia powstałych wątpliwości. Tymczasem podatnik zawiesił prowadzoną działalność gospodarczą z dniem 30 listopada 2016 r., czyli 2 dni po wystawieniu pierwszego wezwania do przesłania dokumentów i 12 dni przed jego otrzymaniem.

Pomimo otrzymania wezwania podatnik nie udzielił żadnych wyjaśnień ani nie przesłał wymaganych dokumentów. W związku z bezczynnością podatnika organ podatkowy ponownie wezwał go do przedłożenia żądanych dokumentów. Wobec braku jakiejkolwiek reakcji organ podatkowy wymierzył przedsiębiorcy karę porządkową w maksymalnej wysokości wtedy obowiązującej, tj. 2800 zł, z którą podatnik się nie zgodził i ostatecznie sprawa trafiła pod obrady Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Podatnik w postępowaniu sądowym zaznaczył, że przedstawił problematyczną fakturę organowi, jednak nie wskazał żadnych dowodów, które by to potwierdzały. Co więcej, pierwotne wezwanie organu podatkowego nie dotyczyło jedynie przedstawienia faktury sprzedaży, ale także udzielenia niezbędnych wyjaśnień.

Ocena NSA

W wyroku z dnia 12 października 2021 r., sygn. akt III FSK 151/21, NSA w pierwszej kolejności przeanalizował kwestię „bezzasadności odmowy” przesłania wyjaśnień i dokumentów, będącą podstawową przesłanką wymierzenia kary porządkowej. W tym kontekście NSA wskazał, że bez znaczenia dla sprawy jest brak prowadzenia przez podatnika działalności gospodarczej w dacie otrzymania wezwania. Zawieszenie działalności nie skutkuje bowiem zaprzestaniem jej prowadzenia, lecz jest jedynie ograniczeniem jej prowadzenia. Co prawda, w okresie zawieszenia przedsiębiorca nie może wykonywać działalności gospodarczej, to jednak powinien i może regulować zobowiązania, uczestniczyć w postępowaniach sądowych, wykonywać wszelkie inne obowiązki przewidziane przepisami prawa. NSA wskazał, że podatnik, który zawiesił działalność gospodarczą, może być nawet poddany kontroli podatkowej.

W przedmiotowej sprawie NSA wskazał, że podatnik nie miał uzasadnionej przyczyny odmowy złożenia dokumentów i udzielenia wyjaśnień, w związku z czym uznał postępowanie przedsiębiorcy za bezzasadną odmowę. NSA powołał się na przykładowe orzeczenia NSA, które były wydawane w podobnych sprawach. Przykładowo brak stawiennictwa w siedzibie organu na wyraźne jego wezwanie bez uzasadnionej przyczyny odmowy wypełnia przesłanki z art. 262 § 1 Ordynacji podatkowej i może skutkować wymierzeniem kary porządkowej.

NSA wypowiedział się także co do samej wysokości kary. Zaaprobowane zostało podejście wyrażone we wcześniejszym wyroku NSA (wyrok NSA z 16 marca 2017 r., I FSK 1734/15), zgodnie z którym organ podatkowy dysponuje swobodą w zakresie ustalania wysokości kary w ramach ustawowych możliwości. Swoboda nie oznacza jednak dowolności, zatem okoliczności uzasadniające wysokość złożonej kary porządkowej powinny być wskazane w pisemnym uzasadnieniu postanowienia.

Ponadto NSA wskazał, że nakładanie na stronę postępowania kary porządkowej ma w głównej mierze na celu zdyscyplinowanie uczestników postępowania, tak aby mogło ono przebiegać sprawnie i kończyło się w przewidywanym terminie.

Podsumowując, podejście sądów administracyjnych do kar porządkowych zmierza do wspierania fiskusa w tym zakresie. Uznaniowa przesłanka „bezzasadności odmowy” w wielu przypadkach prowadzi do aprobowania stanowiska fiskusa. Często też podatnicy nie są bez winy, ponieważ uznają, że brak reakcji na wezwania organu spowoduje odstąpienie od prowadzonego postępowania. Jednak, jak pokazuje praktyka, tak się nie dzieje. Podatnicy zawieszający działalność nadal powinni respektować wezwania fiskusa i udzielać mu niezbędnych informacji w zakresie, w jakim zostali do tego wezwani.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Prezenty świąteczne kup w listopadzie, zapomnij o grudniu

Jeśli denerwuje cię melodia „Last Christmas” grana już w połowie listopada, to w tym roku musisz zacisnąć zęby. Z uwagi na problemy w światowej branży logistycznej, trudno przewidzieć jak będzie wyglądać zaopatrzenie sklepów przed Bożym Narodzeniem. Paradoksalnie te problemy i zakup prezentów już w listopadzie mogą przynieść rekordowe wyniki bożonarodzeniowej sprzedaży.

Te święta z uwagi na problemy w branży logistycznej mogą być inne od poprzednich. Już widzimy, że zarówno w Polsce, jak i na świecie brakuje wybranych artykułów elektronicznych. Na przykład osoby chcące zakupić najnowsze smartfony firmy Apple, muszą czekać na dostawę trzy tygodnie i więcej. To za sprawą braku mikroprocesorów na światowym rynku. Jest to podobny problem do tego, jaki przeżywa branża motoryzacyjna, ponieważ na wybrane modele samochodów trzeba w Polsce czekać nawet 8 miesięcy i dłużej. Nie można wykluczyć, że przed świętami, kiedy popyt na wiele produktów się zwiększy, niedoborów będzie jeszcze więcej. A wtedy zakup prezentu przed świętami może być niemożliwy. W takim samym stopniu ten problem dotyka branży e-commerce, jak i stacjonarnych sklepów, które korzystają z tych samych dostawców.

Najlepszym rozwiązaniem na możliwe problemy jest zatem wcześniejsze niż zwykle zamówienie prezentów. Okazją do tego mogą być zbliżające się Black Friday (26.11) i Cyber Monday (29.11), kiedy konsumenci liczą na największe promocje. Część z nich już kilka tygodni wcześniej wstrzymuje się z zaplanowanymi zakupami, by zrobić je w ciągu tych dwóch dni.

Wydaje się, że mimo możliwych problemów, ten rok może być rekordowy pod względem świątecznej sprzedaży. National Retail Federation – amerykańska organizacja skupiająca detalistów oczekuje, że sprzedaż w tym roku wzrośnie o 8,5 proc. do 10,5 proc. w porównaniu z wyjątkowo dobrym rokiem 2020. W zeszłym tygodniu odbył się Dzień Singla, czyli okres największych promocji w chińskim e-commerce. Okazał się on wielkim sukcesem, bo sprzedaż na Alibaba (właściciel serwisu Aliexpress) i JD.com wzrosła o 16 proc.

w stosunku do roku 2020 i wyniosła 133 mld dolarów. To duży sukces, szczególnie w okresie, gdy chińska gospodarka zwolniła a także po wezwaniach chińskich władz do ograniczenia konsumpcji. Chiny to największy rynek e-commerce na świecie, z udziałem zakupów online wynoszącym 50 proc. Tegoroczny Dzień Singla pokazał, że udział e-commerce może jeszcze rosnąć. Bardzo możliwe zatem, że tegoroczne wyniki przedświątecznej sprzedaży na całym świecie będą rekordowe.

Paweł Majtkowski, eToro

Bonair staje się Fellowmind

W obecnych realiach rynkowych konsumenci oczekują od swoich partnerów kompleksowego wsparcia w zakresie wdrażania rozwiązań dla biznesu. Dzięki integracji Bonair ze spółkami reprezentującymi grupę Fellowmind w Europie jesteśmy w stanie podejść do tematu cyfrowej transformacji wielopłaszczyznowo, odpowiadając na realne zapotrzebowanie. Organizacje z Polski, Danii, Finlandii, Holandii, Niemiec i Szwecji łączą siły, aby wspólnie realizować ambitną wizję i zostać europejskim liderem w obszarach aplikacji biznesowych, infrastruktury chmurowej, zarządzania oraz analityki danych, a także nowoczesnych standardów pracy. Od dziś Bonair staje się Fellowmind.

Z dumą patrzymy na to, co udało nam się osiągnąć do tej pory. Pragnąc rozszerzyć nasze usługi w obszarze cyfrowej transformacji, postanowiliśmy iść krok naprzód i pod wspólną marką działać wraz z pozostałymi organizacjami grupy Fellowmind. Jesteśmy pewni, że dzięki integracji zagwarantujemy naszym klientom płynne wejście w erę cyfrową. Pamiętamy przy tym, że sercem każdej organizacji są ludzie, bez których sukces cyfrowej transformacji nie będzie możliwy – mówi Daniel Olejniczak, Fellowmind Poland.

Połączenie wieloletniego doświadczenia, międzynarodowego zespołu oraz modułowych rozwiązań biznesowych pozwala skutecznie optymalizować koszty operacyjne, zwiększać zaangażowanie klientów, a także analizować i zarządzać danymi z pomocą sztucznej inteligencji. Wielowymiarowe spojrzenie na aspekt cyfryzacji i rozbudowanie oferty gwarantują wzmocnienie pozycji Fellowmind na rynku europejskim. Wiodący partner Microsoft Business Applications w regionie wkracza tym samym na ścieżkę dynamicznego rozwoju, która ma doprowadzić firmę do pozycji lidera w obszarze biznesowych aplikacji Microsoft w Europie.

Jestem niezmiernie dumny i zaszczycony, mogąc ogłosić rozpoczęcie działań pod wspólną marką Fellowmind. Korzystanie z możliwości oferowanych przez technologię wymaga współpracy. Chcemy, aby wzajemne wsparcie niezmiennie było fundamentem funkcjonowania Fellowmind. Dzięki temu dostrzegamy szerszy obraz, identyfikujemy możliwości i uwzględniamy różne wymiary technologii. Głęboko wierzymy, że połączenie naszych mocnych stron pozwala nam zagwarantować klientom holistyczną ofertę, a tym samym jeszcze skuteczniej wspierać ich biznes. Ostatecznie to indywidualne podejście do ludzi ma największe znaczenie – mówi Emiel Putman, CEO Fellowmind.

40% pracowników mikrofirm pracuje zdalnie. Home office przestaje być tylko benefitem

Coraz więcej wiemy na temat tego, jak zmieniły i wciąż zmieniają się warunki pracy w wyniku pandemii. Co można stwierdzić już teraz i czego można spodziewać się wkrótce?

Praca zdalna przed pandemią

Praca z domu lub innego dowolnego miejsca na świecie jest i będzie coraz bardziej powszechnym i akceptowanym rozwiązaniem stosowanym przez pracodawców. Jednak zanim nadszedł czas pandemii i związanych z nią ograniczeń, tzw. home office było raczej przywilejem oferowanym w formie benefitu. Wielu pracodawców, jak i pracowników preferowało pracę stacjonarną. Pracodawcom dawała ona większy poziom kontroli, z kolei pracownikom pozwalała łatwiej się organizować, motywować do pracy i otrzymywać wsparcie kolegów i koleżanek z organizacji. Czas pandemii całkowicie i nieodwracalnie zmienił naszą ocenę pracy zdalnej.

Wzrost zainteresowania alternatywną formą pracy

Coraz więcej firm wprowadza pracę zdalną jako obowiązującą możliwość wykonywania pracy. Ten proces nie jest taki sam dla wszystkich firm. Zależy od branży i wielkości organizacji. Według raportu przygotowanego przez Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej* najczęściej pracę zdalną wykonują pracownicy mikrofirm, a najrzadziej dużych organizacji.

Ciekawa jest natomiast dynamika zmian wprowadzania pracy zdalnej jako rozwiązania organizacyjnego. Poniższe zestawienie prezentuje, jak wygląda tendencja do wykonywania pracy zdalnej przez 5 dni w tygodniu w polskich przedsiębiorstwach różnej wielkości:

Okres Mikrofirma Mała firma Średnia firma Duża firma
Przed pandemią 24,7% 10,6% 11,6% 8,5%
W czasie pandemii 40,6% 30,2% 32,1% 30,0%
Plan po pandemii 27,3% 13,0% 14,2% 15,3%

*Opracowanie własne na podstawie Raportu Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej.

Jak widać, największa dynamika wzrostu pracy zdalnej jako alternatywnego świadczenia pracy przez pracownika zachodzi w dużych firmach, gdzie nastąpił prawie czterokrotny wzrost w czasie pandemii i planowany jest dwukrotny wzrost po pandemii. W mikrofirmach jest to prawie dwukrotny wzrost w czasie pandemii i niewielki wzrost przewidywany po pandemii. Aż 40% pracowników mikroprzedsiębiorstw pracuje aktualnie w formie zdalnej. W małych i średnich firmach, nastąpił prawie trzykrotny wzrost w czasie pandemii i planowany jest niewielki wzrost po pandemii.

*Raport Pracodawców RP: Księga Rekomendacji oraz ekspertyzy. Praca Zdalna 2.0 Rozwiązanie na czas pandemii czy trwała zmiana?

Home office? Nie dla każdego

Analizując raport GUS z 10 września 2021 r.* można stwierdzić, że największy udział pracujących, którzy w związku z sytuacją epidemiczną pracowali zdalnie w wybranych sekcjach PKD w drugim kwartale 2021 r. wynosi 57% i odnotowano go wśród pracowników z branży informacji i komunikacji. Kolejni są pracownicy działalności finansowej i ubezpieczeniowej, którzy stanowią 27% oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie udział pracujących w systemie home office również wyniósł 27%.

Nie jest zaskoczeniem, że to właśnie te branże plasują się na czołowych miejscach. Praca w takich obszarach pozwala realizować działania w domu, a nowoczesne rozwiązania komunikacyjne pozwalają na utrzymywanie relacji w sposób ciągły bez konieczności kontaktowania się z klientami, kontrahentami i współpracownikami w biurze.

Najmniejszy udział pracowników wykonujących pracę zdalną wynika ze specyfiki branży i wykonywanego zawodu, który uniemożliwia tzw. home office. Są to np. pracownicy z obszaru górnictwo i wydobywanie, którzy według raportu stanowią poniżej 1%. Niski poziom pracy zdalnej, na poziomie poniżej 5% występuje również w takich sektorach jak: opieka zdrowotna i pomoc społeczna, dostawa wody i gospodarowanie ściekami i odpadami, zakwaterowanie i gastronomia, budownictwo, rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo oraz przetwórstwo przemysłowe.

* Raport GUS:Wpływ epidemii COVID-19 na wybrane elementy rynku pracy w Polsce w drugim kwartale 2021 r.

Więcej pracy indywidualnej, mniej zespołowej

Wskazane raporty oraz raport Future Business Institute „Praca zdalna – rewolucja, która się przyjęła. Teraz czas na zmiany” prezentują również nawyki, które zmieniły się wraz z coraz powszechniejszą pracą zdalną. Brak potrzeby przemieszczania się spowodował, że pracownicy oszczędzają czas na podróże do i z miejsca pracy. Praca odbywa się w większym wymiarze czasowym w domu, co powoduje, że spędzamy w nim więcej czasu. Dzięki pracy zdalnej zwiększają się kompetencje informatyczne pracowników, poprawia się samoorganizacja.

Zadania zawodowe coraz częściej wykonywane są bez kontaktu i wpływu innych osób, więc wzrasta efektywność pracy indywidualnej. Z drugiej strony home office powoduje, że nie ma możliwości zdobywania wiedzy od osób bardziej doświadczonych, mniej jest projektów zespołowych. Wśród pracowników może rodzić się poczucie braku ciągłej kontroli ze strony pracodawcy i zwiększać motywacja do pracy, ale jednocześnie granica pomiędzy czasem pracy i czasem prywatnym często się zaciera. Idea Work-life-balance nie jest na tyle powszechna, aby każdy pracownik potrafił wdrożyć ją w swoim codziennym funkcjonowaniu. Opieka na dzieckiem i urlopy pracownicze zdarzają się rzadziej również przez to, że pracownicy częściej są w domu.

Praca zdalna wyzwaniem dla przedsiębiorców

W wyniku pandemii zwiększa się częstotliwość pracy zdalnej, szczególnie w branżach niewymagających pracy w terenie i pracy przy maszynach. Zmianie ulegają nawyki w pracy. W większości są one pozytywnie odbierane, jednak niektóre mogą rodzić konflikty, które każda organizacja będzie musiała wewnętrznie przepracować tak, aby znaleźć optymalne rozwiązania.

Pewne jest, że po pandemii nie wrócimy już do poprzedniego niskiego poziomu pracy zdalnej i do traktowania jej wyłącznie w charakterze benefitu. Już teraz ilość ofert pracy w systemie home office znacząco wzrasta, a organizacje zaczynają oferować również system hybrydowy, polegający na łączeniu pracy w domu i biurze. W związku z tymi zmianami zachodzącymi na polskim rynku pracy potrzebne będą nowe rozwiązania techniczne, organizacyjne, prawne i zarządcze oraz nowe zdefiniowanie pracy zespołowej. Przed polskimi przedsiębiorcami stoi spore wyzwanie, na najbliższy czas i kolejne lata.

Autorem artykułu jest mgr Krzysztof Kowalski, Ekspert WSB w Szczecinie w obszarze Zarządzania

Zakupy świąteczne 2021 – w tym roku skromniejsze i zrobione z dużym wyprzedzeniem

Duże zakłócenia w realizacji łańcuchów dostaw i zastoje po stronie producentów mogą sprawić, że w tym roku zakupy świąteczne będą stanowić wyzwanie, zarówno dla kupujących, jak i sprzedawców. Odzwierciedleniem tego mogą być dane przedstawione przez firmę Pymnts[1], z których wynika, że blisko połowa (48 proc.) konsumentów zrealizuje zakupy świąteczne jeszcze przed Black Friday, a wydatki na ten cel będą mniejsze niż w ubiegłym roku.

Tegoroczny krajobraz zakupów świątecznych rysuje się w nieco ciemniejszych barwach niż jeszcze rok temu. Zachowania konsumentów się zmieniają, a wiele wskazuje na to, że oni sami, w obawie przed wyczerpaniem zapasów i deficytem towarów, jak również szalejącą inflacją, rozpoczną w tym roku zakupy nieco wcześniej, jednocześnie z większą uwagą patrząc w swoje portfele.

Silny popyt, ale też duże wyzwania

Ostatni kwartał roku to dla przedstawicieli handlu najważniejszy okres i czas największych żniw, a przyspieszona cyfryzacja i rozwój sektora e-commerce sprawiają, że zainteresowanie konsumentów zakupami przedświątecznymi zaczyna kształtować się już dużo wcześniej. Jak podaje Pymnts, przed Black Friday tę aktywność planuje 48 proc. konsumentów, a konkretnie tego dnia – 25 proc. Na zakupy świąteczne w Cyber Monday decyduje się 11 proc. osób, a później, ale jeszcze przed Bożym Narodzeniem – 9 proc.  Na tydzień przed świętami zakupy świąteczne planuje już jedynie 3 proc. konsumentów.

Zdaje się, że obecna sytuacja gospodarcza sprawiła, że część osób całkowicie zrezygnuje ze świątecznych zakupów – w porównaniu do ubiegłego roku odsetek konsumentów, którzy deklarują tego typu aktywność zmniejszył się o 8 proc. (91 proc. w 2020 vs. 83 proc. w 2021). W obawie przed brakiem produktów i pustymi półkami, poza wcześniej rozpoczętym sezonem na zakupy, nie dziwi także zachowanie klientów związane z wyborem tych sprzedawców, którzy aktualnie posiadają dany towar. Jak wynika z danych McKinsey[2], spośród 60 proc. konsumentów, którzy mieli do czynienia z produktami, których nie było w magazynie w ciągu ostatnich trzech miesięcy, tylko 13 proc. twierdzi, że czekało na powrót produktu, a ok. 70 proc. – zmieniło sprzedawców lub marki.

Skromnie i bezpiecznie

Już w III kwartale liczba zamówień online wyraźnie wyhamowała, a sprzedawcy detaliczni na całym świecie odnotowali w tym obszarze spadki o 2 proc. rok do roku[3]. W 2021 r. konsumenci szykują się na mniejsze wydatki w okresie przedświątecznym – według danych Pymnts, 19 proc. osób planuje wydać mniej niż w tym samym okresie w 2020 r., a dla 55 proc. zakupy świąteczne wiążą się z wydatkami na tym samym poziomie, co w ubiegłym roku. Z kolei tylko 18 proc. deklaruje, że wyda więcej – w tej grupie jest 31 proc. konsumentów z generacji Z oraz 28 proc. millenialsów. A jak wygląda sytuacja na naszym rodzimym gruncie?

W czasie, kiedy mamy przed sobą zagrożenie związane z kolejną falą COVID, szybki wzrost cen produktów lub ograniczenie ich dostępności, kanał sprzedaży online, a tym samym również bezpieczeństwo zakupów online nabierają dla Polaków jeszcze większego znaczenia niż dotychczas. W obawie przed utratą swoich środków, zwracamy coraz większą uwagę na to, aby transakcje, których dokonujemy, były bezpieczne, a operator płatności zaufany. Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Tpay, podczas zakupów w sieci, aż dla 67 proc. Polaków operator płatności jest niezwykle istotny. Obawy związane z bezpieczeństwem i oszustwami są bardzo ważnymi czynnikami, decydującymi o tym, gdzie konsumenci będą robić zakupy – podkreśla Paweł Działak, CEO & co-founder Tpay, operatora płatności online.

Za oceanem, odsetek konsumentów, którzy doświadczyli oszustw podczas świątecznych zakupów online, wyniósł w ubiegłym roku aż 64 proc. Największą grupę stanowili baby boomers i seniorzy (aż 75 proc.) oraz pokolenie Z (70 proc.). W trakcie płatności za zakupy świąteczne, najwięcej Amerykanów używa karty – 39 proc. kredytowej, a 34 proc. debetowej. Z kolei jak podaje Salesforce, w ciągu ostatniego roku globalnie wzrósł udział płatności ratalnych – w porównaniu rok do roku, w III kwartale 2021 r. odsetek ten wzrósł aż o 45 proc.

Nie zawsze możliwości finansowe pozwalają na to, aby móc skorzystać z atrakcyjnej oferty tu i teraz. W takich przypadkach płatności ratalne są dobrym rozwiązaniem, pozwalającym na szybkie dokonanie zakupu. W Polsce, wśród wszystkich możliwych form płatności, przez polskich e-konsumentów preferowany na pierwszym miejscu jest BLIK (71%), a na drugim – karta (36%). Jak sytuacja będzie wyglądać podczas tegorocznych zakupów świątecznych? Z danych dotyczących zakupów Black Friday, zebranych przez Tpay w zeszłym roku wynika, że połowa internautów najchętniej płaciła BLIKIEM, co pozwala prognozować, że w tym roku, zarówno w Czarny Piątek, jak i okres przedświąteczny, może wyglądać podobnie – dodaje Paweł Działak.

Po inspiracje do social mediów

Wielu konsumentów zakupowych inspiracji poszukuje w mediach społecznościowych. Jak podaje McKinsey, 58 proc. osób deklaruje, że social media wpłyną na ich decyzje dotyczące zakupów świątecznych, a spośród tych konsumentów platformy, które mają największy wpływ na zachowanie, to Facebook (67 proc.), YouTube (57 proc.) i Instagram (52 ​​proc.) Największą grupę, w której social media odgrywają znaczącą rolę na preferencje zakupowe stanowi pokolenie Z (87 proc.), a najbardziej prawdopodobnymi źródłami inspiracji będą YouTube, Instagram oraz TikTok.

W siłę rośnie również social commerce, czyli zakupy dokonywane za pośrednictwem mediów społecznościowych. W Polsce już 27 proc. osób dokonało tego typu zakupów, a blisko 44 proc. deklaruje, że taką aktywnością będzie wykazywało się częściej[4]. Ponadto, co czwarta osoba przyznała, że zakupiła produkt w trakcie trwania transmisji na żywo w social mediach.

– Tpay rozpoczął już działania w kierunku rozwoju social commerce, będącego obecnie jednym z ciekawszych trendów. We współpracy z KODA Bots opracowaliśmy i wdrożyliśmy pierwsze w Polsce rozwiązanie chatbotowe, które umożliwia dokonywanie płatności bezpośrednio w Messengerze i innych komunikatorach, wykorzystując bezpieczne płatności BLIK. Pierwszymi partnerami, które już oferują tę formę zakupów, są Myszojeleń oraz Kubota – mówi Paweł Działak.

Wygląda na to, że konsumenci stali się bardziej świadomi zakupów online, tworząc wyraźne preferencje co do tego, czego oczekują od sprzedawców internetowych oraz czego potrzebują. Wydaje się zatem, że sezon świątecznych zakupów będzie udany dla tych pierwszy wtedy, gdy dostosują się do zachowań zakupowych klientów, a dla tych drugich – gdy doświadczenia zakupowe ze sprzedawcami będą pozytywne.

[1] The 2021 Holiday Shopping Outlook: Why Convenience and Personalization Will Be Key, PYMNTS & Kount, 2021

[2] McKinsey & Company COVID-19 US Consumer Pulse Survey, 2021

[3] Salesforce Shopping Index Q3 2021

[4] Raport Fundacji Kobiety e-biznesu – Siła handlu w social commerce

Start-upy wyłudzają pieniądze od VC

Founder założył spółkę, pozyskiwał kolejne rundy, był niezwykle perspektywiczny, jednak w pewnym momencie wszystko się skończyło, bo produkt się nie przyjął na rynku. Z zewnątrz wyglądało to jak jeden z wielu typowych kazusów w VC. Okazało się jednak, że rzeczywistość była diametralnie inna – od początku celem było wyłudzenie pieniędzy a sposób działania funduszy znacząco to ułatwił. Nieodkrytych historii jak stojącej właśnie przed sądem Elizabeth Holmes może być znacznie więcej niż przyszłoby zakładać.

Fundusz Venture Capital z założenia powinien stanowić wsparcie, doradzać, akcelerować spółkę celem zwiększenia jej wartości. Warto trzymać odpowiedni dystans, by móc oceniać biznes obiektywnie, nie angażując się w niego operacyjnie. Kontrola to z punktu widzenia spółek pejoratywne działanie, więc powinna być realizowana dyskretnie, w sposób który nie angażuje founderów, by ci mogli skupić się na biznesie. W wielu przypadkach jest to bardzo dobre środowisko do budowania przyszłej wartości, jednak zawiera jednocześnie fundamentalny problem – daje ogromne pole do nadużyć. Założyciel, który ma zamiar wykorzystać tą sytuację krótkoterminowo wzbogacając się, ma do tego paradoksalnie dość wiele możliwości.

Przyglądać się? Tylko gdzie?

Theranos jest przykładem głośnym i dobitnym, bo jeśli oskarżenia okażą się prawdziwe spirala kłamstw sięgnęła kosmicznej skali, a założycielka zwiodła niezwykle doświadczonych partnerów z topowych funduszy na świecie. Czy była to ich wina? Czy leży ona raczej po stronie systemu? Problem w tym, że jeśli zachowa się odpowiednie pozory, VC można oszukać dość łatwo – zwłaszcza jeśli start-up jest na wczesnym etapie rozwoju. Kluczowym aktywem spółki, gdy nie ma jeszcze MVP i przychodów są ludzie i ich wizja. Pierwszy milion dostaje się w oparciu o zaufanie, dlatego większość rund zaczyna się od rekomendacji. Nie zawsze jednak da się zweryfikować background, a tym bardziej intencje.

Jeśli pomysł ma racjonalne założenia, osoby są doświadczone i nie ma zewnętrznych negatywnych przesłanek – trzeba spróbować, w końcu to branża wysokiego ryzyka. Kolejne rozmowy wydają się jeszcze bardziej optymistyczne, w końcu zapada decyzja i rusza machina. Na tapecie są poszczególne zapisy umowy inwestycyjnej, dogranie budżetów, zatrudnienie najlepszych ekspertów. W międzyczasie tworzy się relacja, która wzmaga subiektywizm. Mało kto, wpadając w wir wydarzeń, myśli o tym, by zatrzymać się i spojrzeć raz jeszcze na całość, szukając fundamentalnych przeszkód. W tym tonie dochodzi się do notariusza, następuje zawarcie umowy i rusza projekt. Fundusz może być zaangażowany w różnym stopniu, choć popularny ostatnio żart: „Jak sprawić by VC zamilkł? Podpisać z nim umowę inwestycyjną” pokazuje pewne tendencje rynkowe. Niezależnie od tego reprezentanci inwestorów skupiają się bardziej na wsparciu i rozwoju niż szukaniu problemów. Do tego dochodzi, pomoc dla pozostałych spółek z portfela czy poszukiwanie nowych okazji rynkowych, więc atencja kurczy się do określonego poziomu.

Pieniądze z VC defrauduje się po cichu

Patrząc przez pryzmat probabilistyki, największą szansę na odkrycie nieścisłości ma osoba kontrolująca finanse. Weryfikując przelew po przelewie, zauważa pewien wzorzec i rozpoczyna się szukanie źródła problemu. Founder jednak nie musi być geniuszem zła, by zataić szczegóły swoich operacji. Przelew do członka rodziny i wyciąganie pieniędzy np. poprzez wyjątkowo częste delegacje jest zabezpieczony poprzez odpowiednie zapisy umowy, a z drugiej strony bardzo łatwy do wykrycia. Niektórym wystarczy po prostu wysoka pensja i wykazywanie minimalnego zaangażowania. Founder twierdzi, że pracuje, a w praktyce robi zupełnie coś innego, otrzymując wynagrodzenie. W dobie pracy zdalnej jest to wyjątkowo trudne do wykrycia. To najprostszy przykład jednak środki można defraudować zupełnie inaczej. Jeśli ktoś dysponuje je zgodnie z ustaleniami z funduszem tzn. płaci określonym ludziom lub podmiotom za wykonywaną pracę i realizuje kolejne KPI, ciężko zidentyfikować jakiś problem. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, gdzie spółka w payrollu ma kilku wysoko płatnych programistów i dwie agencje do współpracy. Przy nieodpowiednich intencjach, scenariusze się mnożą – ludzie mogą w ogóle nie wykonywać planowanej pracy (być podstawieni) lub robi to tylko część z nich, mogą być dogadani na określone wynagrodzenie, a reszta trafia do foundera pod stołem, mogą rzeczywiście pracować, ale zawyżać zaangażowanie czasowe – w praktyce poświęcają np. tylko 10% swojego czasu na projekt, robią swoje rzeczy i znów dzielą się wynagrodzeniem z founderem. Przy takim podejściu jest kod, są raporty – wszystko wydaje się w porządku. Jeśli nie dojdzie do bardzo uzasadnionych podejrzeń, nikt nie będzie wzywał biegłego do audytowania pracy całego zespołu. Founder mógł przecież nawet nie wiedzieć o takiej sytuacji, prawda? Możliwości obracaniem pieniędzmi jest tu cały szereg.

Ciekawy jest jednak ciąg dalszy. Jeśli założyciele mając patologiczny modus operandi, spełnią określone KPI (w minimalnym stopniu), które mieli zrealizować, sięgną do kolejnego VC. Mając za sobą historię oraz transfer wiarygodności poprzedniego funduszu, który przecież nadzoruje całość od początku i niczego nie zauważył, o defraudację jeszcze łatwiej. Na rynku słyszy się o historiach spółek, które były w stanie ciągnąć tak nawet 2-3 rundy. Founderzy w międzyczasie żyli sobie dobrze, mieli wynagrodzenie (czasem dzięki swoim działaniom kilkukrotnie wyższe niż wynikałoby to z umowy) i nagle przyszedł koniec. Powód upadku? Produkt się nie przyjął, brak perspektyw rozwoju, problemy technologiczne. Standard, przecież to 90% rynku. Nikt nie dowiaduje się, że został oszukany. Fundusz robi tzw. write-off, czyli mówiąc pragmatycznie przyjmuje oficjalnie, że inwestycja się nie udała i skupia się na innych. A co się dziej z founderem, który zniekształcił rzeczywistość? Po pierwsze nie ma żadnych reperkusji, bo nic się nie wydało. Po drugie fundusz działając dalej i dbając o własny wizerunek, nie robi szczegółowego case study z porażki, nie chce tworzyć niepotrzebnych konfliktów, zamyka temat formalnie. Na koniec najciekawszy paradoks – nieuczciwy founder, ma teraz jeszcze większe szanse na naciągnięcie kolejnego funduszu, ponieważ choć zaliczył porażkę, jest teraz serial entrepreneur, vc backed, multiple rounds, więc w oczach kolejnych inwestorów jest znacznie bardziej wiarygodny niż przed transakcją… I cała historia zaczyna się od nowa. Taki system.

Szymon Janiak

Managing Partner, Co-founder Czysta3.vc

Bożonarodzeniowy szał na rynku pracy. „Tak wielkiego naboru nie było jeszcze nigdy”

– Żartujemy, że niektóre branże w trybie pilnym poszukują „pomocników Świętego Mikołaja”, bo to od ich znalezienia uzależnione jest czy prezenty trafią na czas do klientów. Ważna jest również obsługa sklepowa, bo akurat w tej branży pracowników od wielu miesięcy bardzo brakuje. Zgłaszają się również restauracje, które potrzebują wsparcia w realizacji zamówień świątecznych. Najwięcej jednak brakuje kurierów i osób pracujących w spedycji. Tutaj rynek byłby w stanie pochłonąć każdą ilość pracowników, tak wielkich naborów nie było jeszcze nigdy – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak, prokurent w spółce Idea HR Group.

Pakowanie prezentów, sprzedaż choinek, wsparcie w restauracjach. Na rynku pracy sezonowej gorąco

Pracowników sezonowych potrzeba nie tylko w sezonie wakacyjnym. Eksperci rekrutacyjni od zawsze wskazują, że poza sezonem letnim to właśnie w grudniu na szybkie zatrudnienie mają szanse młode osoby. Pracują one jako pomoc w sklepach, restauracjach czy w firmach kurierskich. Nabory do prac tymczasowych zaczynają się zwykle w listopadzie. W tym roku widoczny jest już pewien problem… chętnych do pracy jest zdecydowanie mniej, choć pensje dla pracowników sezonowych wzrosły w porównaniu z rokiem 2019 o ponad 30%.

– Obserwujemy bardzo dynamiczne zmiany na rynku pracy sezonowej. Już w wakacje był kryzys, co odczuwała boleśnie gastronomia i hotelarstwo. W grudniu będzie jeszcze gorzej. Dotychczas osoby zatrudniane na miesiąc lub na dwa-trzy tygodnie do pomocy znajdowały się raczej bez większych problemów. To szybka praca, dająca całkiem przyzwoite wynagrodzenia. Studenci są zdecydowanie mniej chętni do pracy, wzrosły także oczekiwania finansowe. Dla przykładu trudno jest znaleźć pracownika sezonowego np. do rozdawania ulotek czy do pomocy w sklepach czy punktach zajmujących się pakowaniem upominków za kwotę mniejszą niż 22 złote netto za godzinę – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, prokutent spółki Idea HR Group.

– Jest bardzo dużo ofert pracy w galeriach handlowych. Poszukiwane są hostessy, osoby wspierające sklepy z upominkami, sprzedawcy do sklepów z odzieżą. Jest dużo propozycji pracy przy sprzedaży choinek czy dla osób zajmujących się tymczasową obsługą obiektów handlowych. Na dodatkową pracę mogą liczyć także pomoce kuchenne, bo restauracje pilnie poszukują wsparcia przy realizacji zamówień świątecznych – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak. – Oczekiwania pracodawców są zdecydowanie niższe niż przed pandemią, a pensje poszły mocno do góry. Niestety to wiąże się również z prawdopodobieństwem, że usługi zarezerwowane na czas typowo bożonarodzeniowy będą droższe – dodaje ekspertka.

Czy prezenty dojadą do klientów na czas?

Eksperci rynku pracy przyznają, że to jednak w innym sektorze gospodarki grudzień będzie najgorętszym czasem w roku. Już w 2020 roku, w szczycie pandemii, widać było jak istotnym sektorem gospodarki staje się e-commerce i logistyka. W tym roku restrykcje (póki co) są mniejsze, ale konsumenci nie zamierzają rezygnować z zakupów online. Żeby prezenty dotarły pod choinkę potrzeba większej liczby kierowców, kurierów, osób zajmujących się pakowaniem paczek. Obecnie zapotrzebowanie jest większe niż podaż pracowników.

– Są firmy, które zatrudniają każdego pracownika, który zgłosi chęć pracy. Bardziej doświadczonych, mniej doświadczonych. Paczka musi być spakowana i dowiedziona. Obecnie widzimy gorączkowe przygotowania do uzupełniania kadr. Szczyt będzie mieć miejsce już na początku grudnia. Klienci nauczeni doświadczeniem ostatniego roku pewnie będą szybciej zamawiać prezenty. Sklepy online wzmacniają zatrudnienie w obsłudze e-commerce, podobnie jak firmy kurierskie czy transportowe – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

– Każdy kierowca, każdy kurier, każda osoba gotowa chociaż na kwartał zasilić zespół hali przeładunkowej czy firmy zajmującej się pakowaniem paczek jest na wagę złota. Pracodawcy oferują atrakcyjne wynagrodzenia. One mocno uzależnione są od regionu Polski, ale oferty są zdecydowanie wyższe niż przed rokiem. Poszczególne firmy oferują także wysokie, jednorazowe dodatki. Pracownicy tego sektora są świadomi, że sektor handlowy zaczyna swój szczytowy miesiąc, a bez nich sukcesu komercyjnego nie będzie – mówi ekspertka.

TenderHut ze wzrostem w trzecim kwartale 2021 r.

Trzeci kwartał dla notowanej na NewConnect grupy kapitałowej TenderHut stał pod znakiem rosnącej dynamiki sprzedaży, zmian organizacyjnych wynikających z niedawnej akwizycji oraz zakończonej emisji akcji serii D1. Technologiczna grupa w trzecim kwartale odnotowała skonsolidowane przychody o wartości 15,9 mln zł, co stanowi 54% wzrost r/r. Wskaźnik EBITDA osiągnął poziom 2 mln zł, co oznacza wzrost o 13% w stosunku do adekwatnego okresu roku ubiegłego, a skonsolidowany zysk netto wyniósł 1,3 mln zł osiągając wzrost o 28% r/r.

Za największą cześć przychodów grupy TenderHut w trzecim kwartale odpowiadały spółki z segmentu Software Design and Development: SoftwareHut, ProtectHut, ExtraHut i LegalHut, które wygenerowały 62% skonsolidowanego przychodu grupy. Za 21% odpowiadają spółki z segmentu Lab Systems, a szczególnie spółka Solution4Labs wdrażająca systemy laboratoryjne. 17% przychodów grupy wygenerowały startupy z segmentu Venture Building, przede wszystkim Holo4Med i Zonifero. Dynamika wzrostu działalności startupowej wyniosła 644% w stosunku do trzeciego kwartału 2021 roku. Segment Lab Systems wrósł o 71%, a Software Design and Development uzyskał 25% wzrost przychodów r/r.

– Na tak wysoką dynamikę sprzedaży wpływ miał przede wszystkim wzrost organiczny we wszystkich segmentach działalności. Na szczególną uwagę zasługują bardzo dobre wyniki spółki Solution4Labs związane ze sprzedażą licencji systemów laboratoryjnych. Natomiast przyrost sprzedaży w segmencie Software Design and Development był w dużej mierze efektem konsolidacji przychodów nowo przejętej spółki Evertop oraz optymalizacją wykorzystania jej zasobów poprzez przesunięcie wysokiej klasy specjalistów na projekty TenderHut – podsumowuje wyniki spółki Robert Strzelecki, prezes zarządu grupy kapitałowej TenderHut.

Dynamika wzrostu sprzedaży ma odbicie także we wzroście zapotrzebowania na wysokiej klasy programistów. Spółka cały czas rekrutuje technologicznych ekspertów. Do 2025 roku na pokładzie planuje mieć 1000 specjalistów. – Po okresie pandemicznego cięcia kosztów nadszedł czas zwiększonych inwestycji w szkolenia i aktywną rekrutację nowych specjalistów, co naturalnie wywołuje presję kosztową i niższą rentowność spółki. Jednak trend związany z digitalizacją biznesów jest trwały, a posiadanie wysoce wykwalifikowanych zasobów programistycznych kluczem do budowania przewagi konkurencyjnej – mówi Robert Strzelecki, prezes zarządu grupy kapitałowej TenderHut.

Jednym z ważniejszych wydarzeń dla grupy w trzecim kwartale 2021 roku była emisja akcji przeprowadzona w okresie od 13 lipca do 12 października. Emisja zakończyła się pozyskaniem do spółki nowego kapitału w kwocie 6,7 mln zł. Zgodnie z założeniami emisji serii D1 oraz strategii TenderHut pozyskany kapitał przeznaczony zostanie na realizację planów akwizycyjnych. W trzecim kwartale trwały również przygotowania do jesiennych kampanii crowdfundingowych dwóch startupów z segmentu Venture Building: Holo4Med oraz Zonifero. We wrześniu Holo4Med z sukcesem powiększył grono udziałowców o blisko 30 inwestorów pozyskując kapitał w wysokości 1,8 mln zł. Natomiast zakończona 9 października kampania Zonifero pozwoliła spółce pozyskać kapitał w kwocie 2,3 mln zł.

Spółki wchodzące w skład grupy TenderHut doceniane są na arenie krajowej oraz międzynarodowej. W lipcu tego roku Holo4Labs jako pierwsza firma w Polsce została wyróżniona tytułem Oficjalnego Finalisty konkursu Partner of the Year 2021 w kategorii Mixed Reality organizowanego przez Microsoft. Natomiast spółka Zonifero uzyskała szereg prestiżowych nagród takich jak Outsourcing Stars w kategorii Innovative Business Solution of 2021 oraz tytuł Wschodzącej Gwiazd ESG – przyznawanego przy współpracy PwC i redakcji Business Insider Polska.

BioMaxima z jeszcze większym zyskiem po 3 kwartałach 2021 r.

BioMaxima opublikowała raport kwartalny. O 67% zwiększyła skonsolidowane EBITDA w porównaniu z 2020 rokiem. Analitycy podtrzymują wycenę 37,3 zł za akcję.

Dynamika skonsolidowanego zysku EBITDA BioMaxima SA po 3 kwartałach wyniosła 167 proc. To jest 11.297 tys. złotych w 2021 r. przy 6.760 tys. zł w 2020 r. Przychody po 9 miesiącach wyniosły 56.033 tys. zł (dynamika na poziomie 137 proc. względem 2020 r.). Podmiot dominujący osiągnął w III kwartale 2021 roku 2.032 tys. zł zysku EBITDA, co oznacza dynamikę na poziomie 115 proc. względem analogicznego okresu w roku ubiegłym. BioMaxima SA jest wiodącym polskim producentem i eksporterem diagnostyki laboratoryjnej.

Spółka przekazała śródroczny raport skonsolidowany grupy kapitałowej BioMaxima SA za okres 9 miesięcy zakończonych 30 września 2021 roku. Jest to kolejny już raport przygotowany zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej – MSSF.

Zwiększenie przychodów i zysku r/r

Grupa Kapitałowa BioMaxima SA w III kwartale 2021 roku wypracowała 14.589 tys. złotych przychodów ze sprzedaży, zaś narastająco osiągnęła 56.033 tys. zł łącznych przychodów, które wykazują dynamikę 135 proc. w stosunku do 9 miesięcy roku 2020. To przekłada się na skonsolidowany wskaźnik EBITDA grupy w tym okresie o wartości 11.297 tys. złotych, przy 6.760 tys. zł za 9 miesięcy 2020 r., co oznacza dynamikę 167 proc. Zysk netto grupy wyniósł 1.348 tys. zł. w III kwartale 2021, oraz narastająco 8.248 tys. zł, co daje dynamikę 192 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 roku.

W samym III kwartale 2021 roku spółka wypracowała 2.032 tys. zł zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (EBITDA), oraz zysk netto w wysokości 1.429 tys. zł., przy przychodach ze sprzedaży 14.404 tys zł. co oznacza, odpowiednio, dynamikę EBITDA 115 proc., dynamikę zysku netto 110 proc., oraz dynamikę przychodów 102 proc., w porównaniu z III kwartałem 2020 r.

Wzrost sprzedaży w nie-Covidowych segmentach

W III kwartale 2021 roku w jednostce dominującej o ponad 23 proc. zmniejszył się udział przychodów ze sprzedaży wyrobów do diagnostyki SARS-CoV-2 w przychodach ogółem, w stosunku do pierwszego półrocza 2021 r. Jednocześnie wartość przychodów niezwiązanych z diagnostyką SARS-CoV-2 po trzech kwartałach osiągnęła rekordową wysokość w porównaniu do przychodów z analogicznych okresów lat ubiegłych.

Jesteśmy zadowoleni z osiągniętych kwartalnych wyników. Cieszę się również, że odmraża się podstawowy biznes spółki i że zwiększamy dywersyfikację źródeł przychodu. Pozytywne efekty przynoszą też nasze wysiłki sprzedażowe w zakresie asortymentu mikrobiologicznego i analitycznego. We wcześniejszych raportach zapowiadaliśmy mniejsze uzależnienie przychodów od sprzedaży asortymentu związanego z SARS-CoV-2. Jednak diagnostyka w kierunku obecności wirusa SARS-CoV-2 w dalszym ciągu będzie stanowiła istotną część sprzedaży spółki, w dającym się przewidzieć okresie – komentuje Łukasz Urban, prezes zarządu w BioMaxima.

Testy na rekomendowanej liście UE oraz nowi kontrahenci

W miesiącu lipcu 2021, testy antygenowe do diagnostyki SARS-CoV-2 BioMaxima zostały wprowadzone na listę Unii Europejskiej testów rekomendowanych w kierunku COVID-19, co stanowi przesłankę do uzyskiwania przez podmioty korzystające z tych testów refundacji ze środków publicznych.

W okresie III kw. spółka prowadziła rozmowy handlowe z nowymi kontrahentami poznanymi na targach w Dubaju. Podpisano umowy handlowe z nowymi partnerami biznesowymi z Arabii Saudyjskiej, ZEA, Kuwejtu i Egiptu. Umowy handlowe dotyczą asortymentu mikrobiologicznego i analitycznego. Jednocześnie spółka wypełniła obowiązek wynikający z przyznanej dotacji na te targi.

Spółka pozyskała również dotację wspomagające finansowo udział w targach Medica, Analytica, oraz w European Congress of Clinical Microbiology & Infectious Diseases na lata 2021 – 2022.

Podtrzymana wycena Domu Maklerskiego BOŚ na poziomie 37,30 za akcję

Analitycy DM BOŚ, w raporcie z 7 listopada, podtrzymali wycenę akcji spółki BioMaxima w horyzoncie 12-miesięcznym na 37,3 zł za papier. Analitycy wskazywali też, że ich zdaniem mniejsze ilości zamawianych testów zostaną skompensowane na poziomie przychodów ożywieniem w nie-Covidowych segmentach działalności BioMaximy. Spodziewali się również wzrostu rentowności sprzedaży ze względu na zapowiadany wcześniej przez spółkę brak wysokich kosztów jednorazowych, które obciążały wynik za II kw. 2021 roku.

Columbus Elite utrzymuje tempo rozwoju

Spółka Columbus Elite działająca w ramach Grupy Kapitałowej Columbus Energy zamknęła III kwartał 2021 roku z bardzo dobrymi wynikami. Narastająco od początku swojej działalności na koniec III kwartału (tj. 30.09.2021) Spółka pozyskała 21 000 Klientów, a łączna moc zainstalowana w OZE wynosi 95 MW.

Jak wynika ze skonsolidowanego raportu Grupy Columbus Energy za III kwartał 2021 r, spółka Columbus Elite zwiększyła ilość Klientów i zainstalowanej mocy dwukrotnie w porównaniu do ubiegłego roku. Spółka od początku istnienia odnotowuje dynamiczny wzrost.

Columbus Elite dzięki wypracowanemu modelowi sprzedażowo-szkoleniowemu dociera do coraz szerszych grup partnerów i współpracowników, co przekłada się na wyniki sprzedaży i zadowolenie klientów oraz m.in. zainstalowaną moc w fotowoltaice i wzrost w segmencie sprzedaży pomp ciepła. Należy zwrócić uwagę, że jako Spółka zależna Columbus Elie na koniec roku 2020 miała na swoim koncie 11 tys, klientów, dziś ma ich dwa razy tyle.

Columbus Elite kontynuuje rozwój powstałego w 2021 roku innowacyjnego modelu Zielonej Franczyzy, sukcesywnie konsolidując rynek OZE i nadając tempa transformacji energetycznej.

Zielona Franczyza to partnerstwo, wsparcie w digitalizacji procesów operacyjnych, szkolenia produktowe, techniczne i operacyjne oraz siła marki ogólnopolskiej. Dzięki dynamicznym działaniom i analizie rynku zoptymalizowaliśmy model franczyzowy tak, aby odpowiadał na potrzeby każdego Nowoczesnego Przedsiębiorcy. Zapewniamy pełne wsparcie podmiotom na różnym stopniu zaawansowania, cieszymy się ich sukcesami biznesowymi. Dajemy dostęp do przyszłości – mówi Paweł Bednarek.

Przypomnijmy, że spółka Columbus Elite została powołana w maju 2019 r. przez Pawła Bednarka – Prezesa, Rafała Kołłątaja – Wiceprezesa oraz Dawida Zielińskiego – Prezesa Columbus Energy. Metody działania oraz przyjęta strategia powodują dynamiczny rozwój i pozwoliły Spółce ugruntować swoje miejsce w Grupie Kapitałowej Columbus Energy jak i zająć wiodącą pozycję na rynku firm branży OZE.

Grupa Develia osiągnęła 84,8 mln zł zysku netto w trzech kwartałach 2021 r.

  • W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2021 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 596,3 mln zł, czyli 87,3% więcej niż rok wcześniej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 84,8 mln zł wobec 23 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, co oznacza wzrost o 268%.
  • W ciągu pierwszych 9 miesięcy 2021 r. Develia sprzedała 1500 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 781 w analogicznym okresie 2020 r. W ciągu trzech kwartałów deweloper przekazał 1279 lokali wobec 746 rok wcześniej.
  • Na koniec września 2021 r. Develia posiadała 536,8 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych.

– W minionym kwartale poczyniliśmy kolejne kroki, które przybliżają nas do realizacji strategii opublikowanej na początku roku oraz osiągnięcia celów na 2021 rok. Jednym z najbardziej istotnych jest podpisanie przedwstępnej umowy sprzedaży wszystkich posiadanych udziałów w Sky Tower. Środki ze sprzedaży biurowca przeznaczymy m.in. na dalszy rozwój działalności w segmentach mieszkaniowym oraz PRS – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W obliczu rosnącej inflacji, popyt na mieszkania nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Nieruchomości pozostają atrakcyjną lokatą kapitału, a dotychczasowe podwyżki stóp procentowych będą miały niewielki wpływ na sytuację na rynku mieszkaniowym – dodaje Andrzej Oślizlo.

Działalność deweloperska

W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2021 r. Develia sprzedała 1500 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 781 lokali w tym samym okresie roku ubiegłego, co oznacza wzrost o 92%. W okresie styczeń – wrzesień 2021 r. deweloper przekazał 1279 lokali wobec 746 rok wcześniej, czyli o 71% więcej.

W samym III kwartale deweloper sprzedał 438 lokali. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w Krakowie (144) i w Gdańsku (135). Było to konsekwencją rozszerzenia oferty w tych miastach. W okresie lipiec-wrzesień 2021 r. Develia przekazała 521 lokali, czyli 97% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłym roku. Wzrost ten jest pochodną wysokiej liczby przekazań we Wrocławiu (inwestycje Nowa Racławicka i Kamienna 145).

Od początku III kwartału Develia wprowadziła do sprzedaży 419 lokali. Do oferty trafiły mieszkania w projektach Reja 55 i Kaskady Różanki we Wrocławiu, Marinus w Gdańsku oraz w I etapie inwestycji Aleje Praskie w Warszawie. Jeszcze w listopadzie Develia wprowadzi do oferty kolejne projekty w Warszawie i w Gdańsku.

W październiku br. Develia rozpoczęła współpracę z Grupo Lar Holding Polonia na podstawie umowy o współpracy joint venture. Wcześniej spółka otrzymała bezwarunkową zgodę na dokonanie koncentracji i zakończyła badania due diligence, zamykając tym samym transakcję polegającą na przystąpieniu do trzech spółek inwestycyjnych, które będą realizowały budowy osiedli mieszkaniowych na Ursynowie, Saskiej Kępie i Białołęce w Warszawie. Pierwszy projekt będzie wprowadzony do sprzedaży na przełomie I i II kwartału 2022 r.

Działalność komercyjna

Zgodnie z założeniami przedstawionej na początku 2021 r. strategii deweloper redukuje swoje zaangażowanie w segmencie komercyjnym. We wrześniu grupa Develia podpisała z Olimp Investment, spółką należącą do funduszu inwestycyjnego zarządzanego przez Adventum Group, przedwstępną umowę sprzedaży wszystkich należących do niej udziałów (79,55%) w projekcie Sky Tower we Wrocławiu. Cenę sprzedaży ustalono na 84,4 mln EUR. Zostanie ona pomniejszona o wartość nierozliczonych na dzień zawarcia finalnej transakcji zachęty dla najemców z tytułu umów najmu. Transakcja ma być sfinalizowana do końca 2021 r. Podpisanie ostatecznej umowy jest uzależnione od spełnienia warunków zawieszających. Pieniądze pozyskane ze sprzedaży zostaną przeznaczone na spłatę kredytu związanego z projektem w wysokości blisko 195,5 mln zł oraz na dalszy dynamiczny rozwój działalności w segmencie mieszkaniowym.

Poziom komercjalizacji Arkad Wrocławskich wynosi 94%. Budynek Sky Tower jest wynajęty w 87%, a Wola Retro w 76%.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1-3Q2021 1-3Q2020 Zmiana
Przychody 596 332 318 461 +87,25%
Zysk brutto ze sprzedaży 163 364 116 194 +40,60%
Marża brutto ze sprzedaży 27,39% 36,49% -9,10pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 131 271 77 565 +69,24%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski 24,66% 30,71% -6,05pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 32 056 38 571 -16,89%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny 50,08% 58,60% -8,52pp
EBITDA 118 888 84 675 +40,41%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 124 983 89 606 +39,48%
Zysk netto 84 772 23 037 +267,98%
Skorygowany zysk netto* 88 809 60 987 +45,62%

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za trzy kwartały 2020 r. wyniosły 596,3 mln zł wobec 318,5 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 84,8 mln zł zysku netto wobec 23 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy kwartały 2021 r. wyniósł 131,3 mln zł przy przychodach 532,3 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 32,1 mln zł przy przychodach 64 mln zł.

– Wraz z postępem sprzedaży mieszkań systematycznie uzupełniamy bank ziemi, w ostatnich tygodniach sfinalizowaliśmy nabycie działki w Gdańsku pozwalającej na budowę około 184 lokali. Zabezpieczyliśmy też środki na realizację kolejnych projektów emitując obligacje o wartości 100 mln zł – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Po zakończeniu III kwartału, na początku października, Develia wyemitowała obligacje o wartości 100 mln zł. Obligacje zostały uplasowane w ramach programu emisji do 400 mln zł.

Na koniec września 2021 r. Develia posiadała 536,8 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych. Na koniec III kwartału 2021 r. zobowiązania finansowe wyniosły 892,5 mln zł w porównaniu z 838,7 mln zł na koniec 2020 r.

Zaliczka dla akcjonariuszy TIM-u na poczet przewidywanej dywidendy jeszcze przed Bożym Narodzeniem 2021

Zarząd TIM SA zdecydował o wypłacie zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy za rok 2021. Będzie to pierwsza wypłata oparta o zaprezentowaną w marcu 2021 r. politykę dywidendową Spółki na lata 2021-2023.

Zgodnie z nią, wysokość dywidendy jest wyliczana z uwzględnieniem następujących zasad:

1) w przypadku wypracowania jednostkowego zysku netto w danym roku obrotowym na poziomie co najmniej 15 mln zł – wypłata dywidendy w wysokości 22 199 200 zł brutto (1 zł brutto na 1 akcję), powiększonej o 50% ewentualnej nadwyżki jednostkowego zysku netto w danym roku obrotowym ponad kwotę 22 199 200 zł;

2) w przypadku wypracowania jednostkowego zysku netto w danym roku obrotowym w wysokości do 15 mln zł Zarząd zaproponuje Radzie Nadzorczej i Walnemu Zgromadzeniu wysokość dywidendy na podstawie oceny sytuacji opartej na analizie czynników wymienionych powyżej.

Zaliczka na poczet przewidywanej dywidendy za rok 2021 wyniesie 1,20 zł brutto na jedną akcję, a prawo do jej wypłaty uzyskają akcjonariusze posiadający akcje TIM SA 16 grudnia 2021 r. Sama wypłata nastąpi tydzień później – 23 grudnia 2021 r.

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami, zdecydowaliśmy się na wypłatę zaliczki na poczet przyszłej, przewidywanej dywidendy za 2021 rok. Wliczając obecną zaliczkę, to począwszy od dywidendy za 2018 rok TIM wypłacił już swoim akcjonariuszom łącznie ponad 115 milionów złotych – wylicza Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Bardzo dobra sytuacja finansowa Spółki pozwala nam na taki ruch i jest zgodna z opublikowaną w marcu polityką dywidendową TIM-u. Nasza konsekwencja i pewność w działaniu wpływają na zaufanie akcjonariuszy i inwestorów zarówno do Spółki, jak i Zarządu. Chciałem również podkreślić, że wypłacamy zaliczkę na poczet dywidendy, jednak niezależnie od tego mamy zabezpieczone finansowanie na realizację ambitnych planów dalszego rozwoju w kolejnych latach. – dodaje Krzysztof Folta.

Mniej dzikich wysypisk, ale ilość śmieci na nich wzrosła lawinowo

W 2020 r. podczas likwidacji dzikich wysypisk zebrano prawie trzy razy więcej odpadów niż miało to miejsce rok wcześniej. Tymczasem liczba zlikwidowanych w ciągu roku miejsc, gdzie nielegalnie składowano śmieci, zmniejszyła się w latach 2019-2020 z 11 370 do 9 972. Oznacza to, że problem związany z nieprawidłowym, bezprawnym i zagrażającym środowisku unieszkodliwianiem  odpadów nadal pozostaje nierozwiązany.

Zgodnie z najnowszymi danymi Głównego Urzędu Statystycznego, w 2020 r. podczas likwidacji dzikich wysypisk zebrano niemal 71,2 tys. ton odpadów komunalnych. Rok wcześniej ilość unieszkodliwionych odpadów była znacznie mniejsza – 25,66 tys. ton. To oznacza, że ubiegłoroczny wynik jest najgorszy od 2013 r., kiedy to zebrano 102,48 tys. ton śmieci. Tymczasem jednostkowa liczba zlikwidowanych tego rodzaju nielegalnych instalacji w 2020 r. była najniższa w ostatnich latach – po raz pierwszy od 2010 r. nie przekroczyła 10 tys. i wyniosła 9 972.

Skokowy wzrost ilości zebranych odpadów ze zlikwidowanych, nielegalnych wysypisk wzbudza niepokój. Należy bowiem zauważyć, że w 2018 i 2019 r. doszło do pewnego rodzaju stabilizacji. Wówczas rocznie uprzątano niewiele ponad 25 tys. ton śmieci. W ubiegłym roku ta ilość była niemalże trzykrotnie wyższa, a przecież miejsc, z których je zebrano, było mniej. To może zatem oznaczać, że dzikie wysypiska są coraz większe, co z kolei w znaczący sposób zwiększa ryzyko dostawania się do gleb czy wód gruntowych szkodliwych i trujących dla ludzi, zwierząt i roślin substancji – mówi Felice Scoccimarro, prezes spółki Amest Otwock, która działa w branży gospodarowania odpadami.

Rekordowy wzrost

W 2020 r. zdecydowanie najwięcej odpadów komunalnych zebrano podczas likwidacji dzikich wysypisk w woj. łódzkim – aż 39,68 tys. ton. Rok wcześniej było to zaledwie 2,87 tys. ton. Rokrocznie ilość uprzątniętych odpadów wzrosła zatem o ponad 1280 proc. Na kolejnych miejscach w tym niechlubnym rankingu Wielkopolska (wzrost z 1,66 tys. ton do 5,57 ton, czyli 235 proc.) i województwo kujawsko-pomorskie – wzrost o 143 proc. (z 2,47 tys. ton do 6 tys. ton). Nieznaczne spadki odnotowano w zaledwie trzech województwach: dolnośląskim, lubuskim i świętokrzyskim.

Warto zauważyć, że wzrost ilości odpadów zbieranych z nielegalnych wysypisk jest skorelowany z coraz mniejszą liczbą funkcjonujących legalnie i w zgodzie z wymogami środowiskami składowisk odpadów. W 2020 r. było ich 271, a jeszcze dziesięć lat wcześniej działało 578 tego typu instalacji. Jednocześnie nadal brakuje w Polsce nowoczesnych spalarni odpadów, a recykling ciągle, w porównaniu do europejskiej czołówki, jest na dość niskim poziomie – podkreśla Grzegorz Gruchalski z Warszawskiego Forum Samorządowego, autor opublikowanego w 2020 r. raportu „Kryzys śmieciowy na Mazowszu. Jak walczyć z plagą dzikich wysypisk”.

Gigantyczne straty

Likwidacja dzikich wysypisk, które powstają nie tylko na nieużytkach, ale także w miejscach cennych pod względem przyrodniczym, między innymi w lasach, każdego roku wymaga potężnych nakładów finansowych. Tylko Lasy Państwowe każdego roku na ten cel przeznaczają ok. 20 mln złotych.

Obecnie kary za zaśmiecanie miejsc publicznych są zdecydowanie zbyt niskie. Art. 145. Kodeksu wykroczeń za tego rodzaju czyn przewiduję karę grzywny do 500 złotych albo karę nagany. To sprawia, że potencjalne konsekwencje są niewielkie – zauważa Andrzej Gąsiorowski, adwokat i publicysta, działający w inicjatywie FOTA4Climate.

Ten problem został już zauważony przez rządzących. W Ministerstwie Klimatu i Środowiska, pod przewodnictwem wiceministra Jacka Ozdoby prowadzone są prace zmierzające do zaostrzenia kar między innymi za śmiecenie w lesie. Po nowelizacji wysokość grzywny miałaby wzrosnąć do 5 tys. złotych.

Nowa ustawa o sygnalistach – kogo dotyczy?

Sygnalista w firmie będzie miał szczególną ochronę. Zgodnie z projektem ustawy, wewnętrzne kanały zgłaszania naruszeń oraz odpowiednie polityki wewnętrzne w tym zakresie będzie musiał przyjąć pracodawca zatrudniający co najmniej 50 pracowników. Tym samym polski ustawodawca nie zdecydował się na zobligowanie do tych obowiązków podmiotów zatrudniających mniej niż 50 pracowników. Projektowane ustawy dotyczące naruszenia prawa i zgłoszenia wnoszone przez pracowników oraz osoby zewnętrzne są niezbędne w naszym ustawodawstwie. Oczywiście stanowią implementację dyrektywy – która nakazuje wprowadzenie tych rozwiązań i przede wszystkim realizuje podstawowy cel, jakim jest porządkowanie prawa oraz jego przestrzegania.

– Sama idea jest jak najbardziej wskazana i popierana przez przedsiębiorców. Natomiast problematyczne są kwestie związane z wejściem w życie tych przepisów i koniecznością przygotowania przedsiębiorców, aby mogli je właściwie wdrożyć. Jest to ważne, ponieważ dzięki temu pracodawcy będą mogli wspierać osoby, które będą zgłaszały naruszenia – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka prawa pracy w Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Istnieje poważna obawa, że przedsiębiorcy nie będą w stanie się przygotować. Pojawiają się także pytania o ewentualne konsekwencje w momencie, kiedy tych procedur po prostu nie będzie. Przepisy powinny być wprowadzone – ale jednak należy przyłożyć szczególną uwagę do tego, aby przedsiębiorstwa miały czas się do nich przygotować. Oczywiście nie brakuje wątpliwości związanych z określeniami, jakie występują w projektowanej ustawie. Czy będą one na tyle jasne i klarowne, aby nie budziły wątpliwości? Z kolei poważnym zastrzeżeniem jest to, aby zgłoszenia nie były nadmierne, zbyt powierzchowne. Rodzi to problem, gdyż pracodawca będzie musiał rozpatrywać każdy przypadek, z których wiele okaże się bezpodstawnych lub niepotrzebnych. W związku z tym należałoby pochylić się nad poszczególnymi zapisami, aby te wątpliwości wyeliminować w praktyce – przekonuje Spytek-Bandurska.

Zrównoważone Budownictwo – debata Executive Club

2 grudnia 2021 roku w hotelu Regent w Warszawie odbędzie się organizowana przez Executive Club debata poświęcona tematyce zrównoważonego budownictwa. Celem spotkania będzie merytoryczna dyskusja na temat odpowiedzialności względem użytkowników i środowiska naturalnego w sektorze budownictwa. Transmisja wydarzenia zostanie udostępniona poprzez kanał Executive Club w serwisie Youtube.

Zaproszeni prelegenci poruszą najbardziej aktualne zagadnienia związane ze zrównoważonym budownictwem. Podczas dyskusji poznamy trendy w ekologicznym budownictwie oraz działania, które mają sprawić, że budownictwo jest bardziej przyjazne użytkownikom. Porozmawiamy również o odpowiedzialności i tym samym minimalizowaniu negatywnego wpływu na środowisko naturalne przez wszystkie procesy powstawania inwestycji. Nie zabraknie również kwestii dotyczącej innowacji z obszaru automatyki dla budynków, która miałaby redukować straty energii.

Najnowsze informacje dotyczące wydarzenia pojawiać się będą na stronie organizatora:https://executiveclub.pl/zrownowazone-budownictwo/

Podczas pandemii służba bhp miała więcej pracy, wynagrodzenia w większości bez zmian

Wyniki najnowszego raportu Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2021” pokazują, że pandemia koronawirusa niewiele zmieniła w podejściu polskich pracodawców i pracowników do bhp. Wprawdzie służbom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo pracy przybyło nowych obowiązków, jednak aż trzech na czterech pracowników służb bhp w trakcie pandemii nie otrzymało dodatkowego wynagrodzenia za swoją pracę.

Raport „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2021. Rola i wizerunek służb bhp” został opracowany przez Koalicję Bezpieczni w Pracy na podstawie badania jakościowego i ilościowego przeprowadzonego przez agencję SW Reaserch. Zarówno w badaniu jakościowym, jak i ilościowym, próbę stanowili specjaliści, menadżerowie i dyrektorzy bhp oraz hr odpowiedzialni za bezpieczeństwo pracy w firmach.

Przepracowany jak bhp-owiec

Badanie pokazało, że w trakcie pandemii do standardowych obowiązków służb bhp, jak organizacja szkoleń, odbiór techniczny stanowisk, przygotowywanie dokumentacji czy zajmowanie się zagrożeniami psychospołecznymi, doszły jeszcze zajęcia związane z regulacjami ”pandemicznymi”. Niemal wszyscy respondenci badania ilościowego wskazali odpowiedzialność za przestrzegania nowych procedur w zakładzie, jak zachowanie dystansu, dezynfekcja rąk czy mierzenie temperatury ciała pracowników. Z kolei z badania jakościowego wynika, że nowe obowiązki potrafiły być mocno absorbujące – wśród odpowiedzi pojawiła się kwestia pracy po godzinach, nawet do 12 godzin dziennie, czy konieczność dostępności „pod telefonem” przez całą dobę.

Badanie pokazuje, jak bardzo wymagający dla służb bhp był czas pandemii, w którym – co podkreślano w wywiadach indywidualnych – praca przekraczała standardowe 8 godzin dziennie. Zaskakujące więc, że jedynie 10 proc. pracowników służb bhp uznało, że po okresie pandemii ich praca została bardziej doceniona – mówi Ewa Gawrysiak, Sales and End User Marketing Manager w TenCate Protective Fabrics, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Tymczasem poza nadgodzinami wielu bhp-owców miało do czynienia z niezwykle stresującymi sytuacjami, gdzie na ich barkach spoczywała odpowiedzialność za bezpieczeństwo, a także zdrowie pracowników. Mówimy tu nie tylko o konieczności kontroli przestrzegania obostrzeń na terenie zakładu, ale również o zakrojonych na szeroką skalę operacjach zakupowo-logistycznych, kiedy okazało się, że nagle potrzebne są bardzo duże ilości środków higieny i środków ochrony indywidualnej. W dużej mierze to działy bhp były odpowiedzialne za ich zakup, a pamiętamy wszyscy, z jakimi brakami tych podstawowych ŚOI zmagaliśmy się w kraju w pierwszym okresie pandemii – dodaje Ewa Gawrysiak.

Wynagrodzenia pozostały na takim samym poziomie

Koalicja Bezpieczni w Pracy zapytała służby bhp również o kwestię wynagrodzeń. Okazuje się, że mimo zwiększenia zakresu obowiązków, zdecydowana większość respondentów nie otrzymała dodatkowego wynagrodzenia. Zgodnie z wynikami badania ilościowego, pensje 73 proc. specjalistów i menadżerów bhp pozostały na takim samym poziomie, 8 proc. respondentów zadeklarowało otrzymanie podwyżki i tyle samo jednorazowej premii. Tylko 6 proc. badanych awansowało, ale bez zmiany wynagrodzenia, a 5 proc. otrzymało awans z podwyżką. Raport pokazał również, ile średnio zarabia się w branży. Jedna trzecia respondentów otrzymywała wynagrodzenie na poziomie 1500-3000 złotych netto, najwięcej, bo ponad połowa (53 proc.) zadeklarowała pensję wysokości od 3000 do 5000 tysięcy złotych. Większość specjalistów i menadżerów była zatrudniona w organizacji, 44 proc. zaś na zasadzie outsourcingu bądź własnej działalności gospodarczej.

Służby bhp nie mają poczucia wpływu na kondycję firmy

Mimo pandemii, dla nieco ponad połowy (51 proc.) osób biorących udział w badaniu ilościowym, wyzwaniem w pracy w branży bhp jest brak zrozumienia istotności kwestii bezpieczeństwa ze strony pracowników, a niewiele mniej (48 proc.) wskazuje brak zrozumienia istotności tych tematów przełożonych, pracodawców czy usługodawców. Jednocześnie wśród najciekawszych elementów pracy jedynie 16 proc. wskazało wpływ na funkcjonowanie firmy i jej przychody, a 20 proc. poczucie sprawczości.

Zmiany dotyczące postrzegania bhp w firmach to proces powolny. Wydawałoby się, że pandemia nieco go przyspieszy. Tymczasem nadal dla służb bhp wyzwaniem jest podejście do bezpieczeństwa zarówno pracowników, jak i pracodawców. To jeden z pesymistycznych wniosków z tegorocznego raportu – uważa Marta Tomaszewska, specjalista ds. bhp w CWS Polska, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Warto także odnotować, że jedynie 12 proc. respondentów uważa za ciekawą w swojej pracy budowę kultury bezpieczeństwa, gdy tymczasem wydaje się, że jest to najważniejsze i jednocześnie pełne wyzwań zadanie służb bhp. Od jego skuteczności zależeć będzie długofalowa kondycja bezpieczeństwa pracy w polskich przedsiębiorstwach – dodaje Marta Tomaszewska.

Badanie Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2021. Rola i wizerunek służb bhp” zostało przeprowadzone przez agencję SW Reaserch w lipcu i sierpniu 2021 r. na grupie 240 specjalistów i menadżerów bhp metodą CATI (badanie ilościowe). W pogłębionych indywidualnych wywiadach IDI wzięło udział 8 osób.

GLS rozpoczął współpracę z Kolporterem

Paczki dostarczane przez GLS można odebrać w jednym z 600 saloników Kolportera. Ich atuty to bardzo dobra lokalizacja i świetna rozpoznawalność wśród klientów. Z myślą o wygodzie odbiorców indywidualnych, operator zapowiada dalszy, intensywny rozwój sieci punktów odbioru.

Kolporter dysponuje siecią saloników prasowych zlokalizowanych w dogodnych i dobrze skomunikowanych lokalizacjach, zwykle w centrach miast oraz w galeriach handlowych. Punkty mają długie godziny otwarcia, dostępne są często również w weekendy.

Czas i wygoda klientów są dla nas najważniejsze. Rozpoczęcie współpracy z Kolporterem pozostaje w zgodzie z naszą strategią wyboru punktów odbioru w najlepiej skomunikowanych i najbardziej dogodnych lokalizacjach. Niebagatelne znaczenie ma też fakt, że Kolporter to rozpoznawalna marka – mówi Szymon Lauer, dyrektor rozwoju operacji GLS Poland.

W ramach współpracy GLS z Kolporterem w salonikach można odebrać przesyłkę lub dokonać zwrotu zakupów internetowych, korzystając z wygenerowanej etykiety. Rozwój e-commerce sprawia, że coraz więcej paczek trafia do odbiorców indywidualnych, a wielu z nich korzysta z możliwości odbioru w punkcie, w wybranym przez siebie czasie.

Odbiory przesyłek w punktach stacjonarnych z roku na rok zyskują coraz większą popularność. Dlatego w salonikach Kolportera również staramy się konsekwentnie rozwijać tę usługę. Nawiązanie współpracy z GLS, jedną z największych firm kurierskich, jest z pewnością ważnym etapem w tym procesie. Jesteśmy przekonani, że dzięki temu jeszcze większa grupa naszych klientów będzie korzystała z opcji odbioru przesyłki w wybranym saloniku – podkreśla Robert Szczepaniak, dyrektor marketingu Kolportera.

Tylko PIN do odbioru

W punktach Kolportera paczka może czekać na odbiorcę nawet przez tydzień, co dla wielu osób ma znaczenie. Przy odbiorze wystarczy podać kod PIN, otrzymywany przez odbiorcę SMS-em. Nie są do tego potrzebne żadne dodatkowe informacje ani dokumenty. To sposób bardzo praktyczny: szybki, wygodny i prosty.

Integrację technologiczną GLS i Kolporter zapewniła firma Smart Points. – W oferowanym przez nas rozwiązaniu gramy w jednym zespole z przewoźnikami i sklepami, aby jak najlepiej wyjść naprzeciw oczekiwaniom konsumentów e-commerce. Utworzona w ten sposób sieć punktów nadawczo-odbiorczych (tzw. PUDO) to swoisty pomost pomiędzy światem online i offline, dzięki któremu konsumenci zyskują możliwość wyboru lokalizacji odbioru wg swoich, często bardzo indywidualnych, kryteriów, przewoźnicy optymalizują swoje sieci dostaw, a sklepy przyciągają klientów zyskując szansę na dodatkowy przychód ze swojej podstawowej działalności – wyjaśnia Wojciech Kliber, członek zarządu Smart Points.

Podkreśla, że zgodnie ze statystykami 40% klientów e-commerce, odbierających lub nadających swoje przesyłki w sklepie stacjonarnym, dokonuje przy okazji dodatkowego zakupu.

Szereg możliwości na ostatniej mili

GLS systematycznie poszerza sieć punktów Szybka Paczka/ParcelShop. W ostatnim czasie rozwija ją w bardzo szybkim tempie. Obecnie, łącznie z salonikami Kolportera, w całej Polsce działa już 4000 takich punktów (w całej Europie ponad 25 tys., w ramach międzynarodowej sieci operatora).

Operator zapowiada prężny rozwój sieci tego rodzaju punktów. Jej kolejne poszerzenie może nastąpić jeszcze w tym roku. – To jeden ze strategicznych elementów rozwoju usług dla segmentu B2C. Łatwy dostęp do stacjonarnych punktów odbioru odgrywa tu kluczową rolę. Pandemia mogła ten trend nieco przygasić, ale odbiorcy indywidualni są coraz bardziej mobilni – zaznacza Szymon Lauer.

GLS oferuje coraz więcej opcji dostawy przesyłek, poszerzając zakres usług i funkcjonalności na tzw. ostatniej mili. – Jesteśmy przekonani, że możliwość indywidualnego wyboru formy doręczenia dobrze odpowiada oczekiwaniom i potrzebom klientów. W GLS udostępniamy odbiorcom bezpośredni kontakt z kurierem, by ustalić szczegóły dostawy. Zdarza się, że odbiorca w ostatniej chwili zmienia plany, dlatego zapewniamy możliwość przekierowania paczki, nawet jeśli już jest w drodze. Elastyczność działania stawiamy dziś na pierwszym miejscu, oczywiście wraz z terminowością i niezawodnością naszych usług – podsumowuje dyrektor rozwoju operacji.

Rosnąca inflacja a ceny mieszkań

Według szacunkowych danych GUS, inflacja w Polsce w październiku br. wyniosła aż 6,8%, licząc rok do roku. Aby przeciwdziałać osłabieniu polskiej waluty i wzroście cen Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się w październiku, na pierwszą od 9 lat podwyżkę stóp procentowych. Stopa referencyjna wzrosła z 0,1% do 0,5%, a już w listopadzie doszło do kolejnej podwyżki z 0,5% do 1,25%. Wysoka inflacja rzutuje m.in. na sytuację w sektorze nieruchomości. Rosnące koszty materiałów, w tym cen energii oraz wykonawstwa, wpływają na wzrost kosztów pracy i budowy lokali mieszkalnych. Jak wynika z analiz REDNET Consulting od 2014 roku ceny mieszkań na sześciu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce w większości przypadków rosły szybciej niż inflacja.

Zdaniem Roberta Chojnackiego, prezesa redNet 24, firmy świadczącej kompleksowe usługi na rynku nieruchomości, wpływ zaostrzenia polityki pieniężnej na inflację będzie w pełni widoczny, jednak dopiero po kilku kwartałach od podwyżki stóp procentowych. W opinii eksperta wiele wskazuje na to, że na rynku nieruchomości taniej nie będzie. W najbliższych miesiącach może jednak dojść do spowolnienia wzrostu cen.

Prognoza głównych wskaźników makroekonomicznych w Polsce na lata 2021 – 2023 r.

(prognoza opublikowana 8 listopada 2021 roku przez NBP)

2021* 2022* 2023*
PKB (r/r) 4,9% 5,8% 3,6%
Inflacja (r/r) 5,3% 4,9% 4,9%
WIBOR 3M** 0,33% 0,69% 0,69%

* prognoza NBP zamieszczona w raporcie: „Raport o inflacji, listopad 2021 r.” [dostęp: 15.11.2021] ** projekcja sporządzona przy założeniu stałych stóp procentowych

Według prognoz NBP na przestrzeni trzech najbliższych lat, najwyższy poziom inflacji będzie można zaobserwować w 2021 roku (5,3%). Przez kolejne dwa lata pozostanie wysoka, jednakże powinna spaść do poziomu 4,9%, licząc rok do roku. Według NBP głównym źródłem ryzyka dla niej stała się niepewność dotycząca cen energii, w związku z sytuacją na rynku surowców energetycznych i planowane zmiany w polityce klimatycznej UE.

Utrzymująca się na wysokim poziomie inflacja sprawia, że coraz trudniej uchronić swój kapitał przed spadkiem wartości. Alternatywą do jego zabezpieczenia mogą okazać się nieruchomości, które dzięki wciąż niskiemu poziomowi stóp procentowych, stają się jednym z najbardziej pożądanych, dostępnych na rynku rozwiązań.

Obecnie zakup mieszkań jest powszechnie uważany za bardzo korzystną formę pomnażania oszczędności z uwagi na stały wzrost cen. Od 2014 roku ceny mieszkań na sześciu największych rynkach mieszkaniowych w Polsce: warszawskim, trójmiejskim, wrocławskim, krakowskim, poznańskim i łódzkim, w większości przypadków rosły szybciej niż inflacja. Pozwala to inwestorom nie tylko skutecznie chronić kapitał przed spadkiem wartości, ale również osiągnąć wysoką stopę zwrotu inwestycji przy ewentualnej sprzedaży nieruchomości lub czerpać zyski z wynajmu krótko bądź długookresowego. Czynnikami sprzyjającymi inwestowaniu w mieszkania są także m.in. wciąż stosunkowo niskie stopy procentowe oraz minimalne ryzyko całkowitej utraty kapitału – zauważa Robert Chojnacki, prezes redNet 24.

Poniższa tabela przedstawia poziom inflacji w Polsce oraz zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkań będących w ofercie w Warszawie, Krakowie Trójmieście w latach 2014 – III kw. 2021 r.

  2014 2015 2016 2017 2018 2019 2020 I kw. 2021 II kw. 2021 III kw. 2021
Inflacja r/r 0,0% -0,9% -0,6% 2,0% 1,6% 2,3% 3,4% 2,7% 4,5% 5,4%
Zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkania w ofercie w Warszawie r/r* 3,4% 1,6% -2,4% 5,7% 14,5% 14,6% 5,8% 5,9% 9,3% 10,9%
Zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkania w ofercie w Krakowie r/r* 0,0% -1,2% 0,4% 2,8% 11,9% 19,8% 11,3% 6,9% 12,3% 13,4%
Zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkania w ofercie w Trójmieście r/r* 2,2% 7,7% 6,6% 5,5% 16,7% 11,7% 4,9% 8,8% 6,7% 7,4%
Zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkania w ofercie we Wrocławiu r/r* 3,4% 1,6% -2,4% 5,7% 14,5% 14,6% 5,8% 5,9% 9,3% 14,1%
Zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkania w ofercie w Poznaniu r/r* -1,0% -1,3% -1,7% 5,1% 8,0% 3,8% 4,7% 3,7% 6,5% 9,9%
Zmiana średniej ceny 1 mkw. mieszkania w ofercie w Łodzi r/r* -0,1% -1,2% 4,2% 5,7% 8,7% 8,6% 6,8% 11,4% 17,0% 19,0%

źródło: REDNET Consulting, GUS i NBP; * wartość na koniec okresu

Największy wzrost średniej ceny 1 mkw. mieszkania w porównaniu do inflacji analitycy REDNET Consulting odnotowali w 2019 roku w Krakowie, gdzie cena wzrosła aż o 19,8%, przy inflacji na poziomie 2,3% (różnica 17,5%). Na drugim miejscu jest Trójmiasto, w którym to w 2018 roku średnia kwota wzrosła o 16,7% przy inflacji na poziomie 1,6% (różnica 15,1%). Podium zamyka Łódź, gdzie w III kwartale 2021 r., przy jednej z najwyższych w ostatnich kwartałach inflacji (5,4%), średnia cena 1 mkw. mieszkania wzrosła aż o 19,0% (różnica 13,6%).

Jak podaje NBP ceny mieszkań w Polsce są o około 10% wyższe niż jeszcze przed rokiem. W ciągu zaledwie ostatniego kwartału nowe mieszkania zdrożały o ponad 2%, a używane aż o 5,2%. Potwierdzają to także dane serwisu z nieruchomościami tabelaofert.pl, z których wynika iż średnia cena mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie rośnie nieprzerwanie od 5 lat. Dane portalu pokazują, że na koniec września 2021 roku za metr kwadratowy własnego „M” w stolicy trzeba było zapłacić 12 325 zł, co oznacza wzrost aż o 60,2% od 2017 roku.

– Nic nie wskazuje na to, że sytuacja na rynku nieruchomości szybko się zmieni, gdyż obserwujemy wciąż duży popyt na mieszkania. Jednak jak wynika z naszych analiz m.in. ostatnie podwyżki stóp procentowych mogą spowodować delikatne wyhamowanie trendu wzrostowego cen nieruchomości w najbliższych miesiącach. Może to również spowodować, iż popyt na całym rynku nieruchomości osłabnie, a dynamika wzrostu cen będzie osiągać niższe wartości, zbliżone do poziomu inflacji. Inwestujący w nieruchomości będą jednak dalej zarabiać – podsumowuje Robert Chojnacki.

Złoty coraz tańszy

Wczorajsze słowa Lagarde mogły wpłynąć na osłabienie euro. Dywergencja w polityka monetarnych coraz bardzie odzwierciedlana jest w kursie głównej pary walutowej. Eurodolar spadł poniżej 1,14 i jest tym samym najniżej od lipca 2020 roku.

W poniedziałek miało miejsce przesłuchanie prezes EBC przed Komisją Parlamentu Europejskiego. Christine Lagarde przyznała, że spadek inflacji potrwa dłużej niż pierwotnie zakładano. Jednocześnie podtrzymała opinię, że w średnim terminie inflacja powróci do poziomu poniżej 2 proc. Prezes EBC przyznała, że istniało ryzyko wystąpienia efektu drugiej rundy, ale aktualnie dane nie wskazują na to, że nastąpi znaczący wzrost płac.

Komentarze Lagarde mogły rozczarować rynek. Jej słowa nie wydawały się tak optymistyczne jak podczas ostatniej konferencji prasowej. Rynek oczekiwał do tej pory pierwszej podwyżki stóp w drugiej połowie 2022 roku. Lagarde stwierdziła, że warunki do tego, żeby podnieść koszt pieniądza w przyszłym roku nie zostaną prawdopodobnie spełnione. Dla szefowej EBC wyższe stopy byłyby zagrożeniem dla ożywienia gospodarczego w strefie euro. Do tego dochodzą nowe restrykcje, które są wprowadzane przez niektóre kraje w związku z czwartą falą pandemii.

Coraz mocniej widać dywergencję w politykach monetarnych po obu stronach Atlantyku. Przełamanie przez EUR/USD poziomu 1,15 w ubiegłym tygodniu dało techniczny sygnał sprzedaży pary walutowej. Wczorajszy ruch był tego konsekwencją. Aktualnie kurs znajduje się na technicznym wsparciu wyznaczonym przez szczyt z przełomu maja i czerwca 2020 roku.

Dziś nad ranem poznaliśmy dane z rynku pracy w Wielkiej Brytanii. Widać wzrost średniego wynagrodzenia (5,8 proc. r/r), spadek stopy bezrobocia do 4,3 proc. oraz a liczba wniosków o zasiłek wyniosła -14,9 tys. Sytuacja ulega poprawie. GBP zyskuje do większości walut. Dane z rynku pracy są w tym momencie istotne, gdyż BoE podkreślił ich istotność podczas ostatniej decyzji w sprawie stóp procentowych. Pod koniec września zakończył się rządowy program zwolnień grupowych i w tym momencie rynek będzie oceniał, jaki to miało wpływ na cały rynek pracy. Pamiętajmy, że prezes Bailey podkreślił, że na kolejnych posiedzeniach podwyżki są wysoce prawdopodobne. Po znacznej wyprzedaży GBP, która była spowodowana rozczarowującym brakiem decyzji, funt teraz może zyskiwać, gdyż ponownie oczekiwania na normalizację polityki pieniężnej będą narastać.

Spadki EUR/USD to zły sygnał dla złotego. EUR/PLN dziś nad ranem był powyżej 4,65, co oznacza, że dystans do poziomu 4,6750 (szczytu z marca 2021) zmniejsza się. Z technicznego punktu widzenia opór na 4,6470 został pokonany, zatem wszystko wskazuje na to, że rośnie prawdopodobieństwo wzrostu do wyżej wspomnianego poziomu. Dziś poznamy o 14 wskaźnik inflacji bazowej za październik. Wyższy odczyt w teorii powinien wpłynąć na aprecjację PLN, ale przy spadkach EUR/USD może to być utrudnione.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Licznik elektromobilności: wzrost rejestracji samochodów elektrycznych mimo niedoboru półprzewodników

Według danych z końca października 2021 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 33 143 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Przez pierwsze dziesięć miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 14 549 sztuk, tj. o 105% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.

licznik_elektromobilnosci_2021-10_grafika_800x450px

Pod koniec października 2021 r. po polskich drogach jeździły 33 143 elektryczne samochody osobowe. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (16 037 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 17 106 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 412 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec października składała się z 10 601 szt, jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 303 393 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 633 szt. Od stycznia do października 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 202 zeroemisyjne pojazdy. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 154 takie autobusy, oznacza to wzrost o 31% r/r.

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec października w Polsce funkcjonowało 1 712 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 337 punktów). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W październiku uruchomiono 37 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (57 punktów).

– Właśnie zakończył się szczyt klimatyczny COP26 w Glasgow, gdzie pośród wielu przyjętych deklaracji znalazła się także ta najważniejsza z punktu widzenia branży motoryzacyjnej, podpisana przez ponad 100 krajów, organizacji i firm biznesowych – w tym motoryzacyjnych, deklarująca zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych od 2035 roku. Jednym z sygnatariuszy jest Polska i bardzo cieszy, że nasz rząd zadeklarował aktywne wsparcie dla tych działań. Decyzja ta jest szczególnie ambitna, bo do roku 2035 zostało zaledwie 14 lat, a w Polsce przez ostatnie 30 lat nie podjęto żadnych działań, by powstrzymać napływ starych używanych samochodów, których co roku wjeżdża do naszego kraju ponad pół miliona. Ponadto wiek co najmniej połowy importowanych w ostatnich latach samochodów przekraczał 10 lat. W tym kontekście trzeba niezwłocznie podjąć działania, które sprawią, że czekająca nas transformacja przebiegnie w sposób akceptowalny społecznie, a także pozwoli na utrzymanie roli i konkurencyjności krajowego sektora motoryzacyjnego, bo jest to wiodący sektor polskiej gospodarki, który daje zatrudnienie ponad 400 tysiącom osób – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

– Mimo kryzysu na rynku motoryzacyjnym, przez pierwsze 10 miesięcy 2021 r. liczba rejestracji osobowych BEV wzrosła o 78% r/r, a PHEV o 132% r/r. Mimo zwiększonej dynamiki rozwoju rynku e-mobility, niedobór półprzewodników ogranicza lub opóźnia dostępność egzemplarzy szeregu modeli z napędem elektrycznym, co z pewnością przełoży się również na początkową popularność uruchamianych, kierowanych m.in. do przedsiębiorców, komponentów programu „Mój Elektryk”. Na osiągnięcie efektu skali i możliwość oceny rynkowych skutków systemu wsparcia NFOŚiGW będziemy musieli poczekać co najmniej do przyszłego roku mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Ponad 10 mln zł przychodów Woodpecker po 9 miesiącach 2021 r. – więcej niż w całym 2020 roku

Woodpecker.co, spółka technologiczna oferująca aplikację w modelu SaaS pełniącą rolę inteligentnego asystenta sprzedaży B2B, podsumowuje wyniki za III kwartał. Spółka utrzymała wysoką dynamikę wzrostu przychodów i zysku netto oraz znacząco powiększyła marżę EBITDA. Przychody wygenerowane w Q3 2021 wzrosły o prawie 50 proc. rdr. do 3,9 mln zł. Łącznie przychody z trzech pierwszych kwartałów tego roku wyniosły 10,4 mln zł i są o ponad 43 proc. wyższe niż w porównywalnym okresie ubiegłego roku.

W III kwartale 2021 r. Woodpecker.co z powodzeniem realizował przyjętą strategię rozwoju. Zwiększeniu uległa baza klientów i średnia wartość płaconej przez nich subskrypcji. Wzrosła ilość klientów decydujących się na plany roczne. Aplikacja Woodpecker otrzymała kolejne ulepszenia i nowe funkcjonalności, jeszcze lepiej wspierając rosnącą aktywność użytkowników.

W efekcie przychody ze sprzedaży w samym III kwartale 2021 r. wzrosły o 49,4 proc. w porównaniu z analogicznym kwartałem roku ubiegłego. Narastająco po 9 miesiącach 2021 r. przychody spółki wyniosły ponad 10 mln złotych i tym samym przekroczyły przychody osiągnięte w całym roku poprzednim. Wzrost przychodów narastająco w porównaniu z dziewięcioma miesiącami roku 2020 wyniósł 43,6 proc.

Zysk netto w III kwartale 2021 r. wyniósł prawie 600 tys. zł i był prawie 3 razy wyższy niż w porównywalnym kwartale 2020 r., a zysk narastająco za dziewięć miesięcy 2021 r. wyniósł 1 630 tys. zł i również był trzykrotnie wyższy niż uzyskany w analogicznym okresie 2020 r. Marża EBITDA za trzy pierwsze kwartały 2021 r. wyniosła 21,96 proc., co oznacza blisko dwukrotny wzrost w porównaniu z marżą uzyskaną w roku 2020.

– Mamy za sobą bardzo udany kwartał. Rosną wszystkie wskaźniki biznesowe spółki, takie jak przychody i rentowność. Wzrost ARPA oznacza, że statystycznie coraz większe firmy zaczynają korzystać z naszej aplikacji oraz że klienci dostrzegają i akceptują wzrost wartości oprogramowania Woodpecker – mówi Mateusz Tarczyński, prezes zarządu Woodpecker.co.

Spółka notuje dalsze zmiany w obrębie struktury klientów i rodzaju płaconych przez nich abonamentów: w ostatnim kwartale klienci korzystający z aplikacji częściej niż wcześniej decydowali się na wybór droższych i bardziej rozbudowanych abonamentów. Coraz więcej z nich decydowało się także na wybór planu rocznego w porównaniu do planów miesięcznych. Spółka zwiększyła również zasięg geograficzny swojej oferty – na koniec III kwartału posiadała aktywnych klientów z 82 krajów, tj. o dziewięć więcej niż na koniec 2020 r.

– Cieszymy się, że konsekwentna realizacja naszej strategii pozwala systematycznie zwiększać nie tylko skalę, ale i zasięg naszej działalności – dodaje Mateusz Tarczyński.

Spółka kontynuuje rozwój narzędzia od strony technologicznej: w sierpniu udostępniła autorską aplikację mobilną Woodpecker Calls, która umożliwia dodanie rozmów telefonicznych z klientami jako jednego z elementów kampanii sprzedażowych. Uruchomiona została także dwustronna integracja z aplikacją Hubspot – wiodącą platformą CRM służącą do komunikacji z klientami w procesie inbound marketingu, sprzedaży, zarządzania treściami i obsługi posprzedażowej. Jest to kolejny partner z branży, który zdecydował się na integrację swojego oprogramowania z aplikacją Woodpecker.

– Dalej pracujemy m.in. nad dostosowaniem naszego narzędzia do wykorzystania go w kampaniach multichannel. Woodpecker Calls to istotny krok w tym kierunku. Cieszymy się też z pozyskania takiego partnera, jak Hubspot. Jesteśmy przekonani, że obie te nowości przyczynią się do utrzymania pozytywnego trendu wzrostowego, który widać w wynikach – komentuje Mateusz Tarczyński.

Woodpecker.co nieustannie intensyfikuje również działania marketingowe, m.in. w obszarze content marketingu: w ostatnim czasie uruchomiła regularną produkcję i publikację treści video, podjęła także współpracę z podcastem SheLeads, w którym prezentowane są historie kobiet biznesu. Spółka ma na celu zwiększenie zasięgu w mediach społecznościowych poprzez odejście od tematyki wyłącznie technicznej i poradnikowej oraz wprowadzenie ważnych dla klientów tematów związanych z prowadzeniem własnego biznesu.

Wyniki osiągnięte w ostatnim kwartale zarząd spółki omówi na webinarze inwestorskim, który odbędzie się we wtorek, 16 listopada o godz. 11:00. Rejestracja na webinar dostępna jest na stronie spółki: https://woodpecker.co/investors/.

Mazurska Manufaktura S.A. przejmuje rzemieślniczy Browar Profesja z Wrocławia

Mazurska Manufaktura S.A., producent rzemieślniczych alkoholi mocnych oraz regionalnego piwa, obejmie 100 proc. udziałów wrocławskiego, rzemieślniczego Browaru Profesja. Zakup sfinansuje nową emisją akcji, którą obejmą obecni właściciele. Impulsem dla transakcji jest strategia rozwoju Spółki zakładająca rozszerzanie portfolio o pozycje kraftowe w wyniku konsolidacji lokalnych marek piwnych. Transakcja dzieje się w momencie przygotowań do debiutu na NewConnect.

Wrocławski browar Profesja został założony w 2012 roku przez miłośników piwa i doświadczonych piwowarów domowych. Obecnie piwo z browaru można kupić w specjalistycznych sklepach z piwem rzemieślniczym, w placówkach partnerskich, hurtowniach, barach i w wielu innych punktach w całej Polsce. Browar posiada również atrakcyjne lokalizacje handlowe we Wrocławiu.

Właściciele wrocławskiego browaru rzemieślniczego zdecydowali się na transakcję sprzedaży w wyniku zawirowań rynkowych spowodowanych pandemią, a także z racji intensyfikacji innych zobowiązań zawodowych.browar Szczytno

Wspólnie z zarządem uznaliśmy, że po latach budowania marki Browaru Profesja doszliśmy do momentu, w którym nie jesteśmy w stanie poświęcać temu biznesowi wystarczająco dużo czasu. Zwłaszcza teraz, w dobie pandemii, gdy powinniśmy angażować się w rozwój naszej marki jeszcze mocniej. Stąd decyzja o sprzedaży Browaru – mówi Jakub Szydłowski, wiceprezes zarządu Browar Profesja. – Zależało nam na tym, by znaleźć inwestora, który rozumie nasz koncept biznesowy i zachowa ciągłość działalności naszego Browaru, utrzyma nasze marki oraz załogę. Cieszymy się, że wybór padł na rodzinną spółkę, która doskonale zna rynek i szanuje rzemieślnicze podejście do produkcji – dodaje Szydłowski.

5,15% akcji Mazurskiej Manufaktury za 100% udziałów Browaru Profesja

W wyniku rozmów, Mazurska Manufaktura S.A. podpisała umowę na przejęcie 100 proc. udziałów spółki Browar Profesja. W zamian właściciele Browaru Profesja otrzymają akcje serii F2 w liczbie 71 077 akcji, po cenie emisyjnej 35,00 zł tj. łącznej wartości 2 487 695,00 zł. Tym samym wejdą w posiadanie 5,15% akcji Mazurskiej Manufaktury S.A. Cena emisyjna akcji serii F2 będzie niższa niż wartość podmiotu, którą na dzień 30 czerwca 2021 r. Biegły Sądowy wycenił na 2 930 274,22 zł.

– To pokazuje realną wartość naszej spółki, jak i renomę jaką Mazurska Manufaktura wypracowała przez ostatnie 2 lata wśród przedstawicieli branży piwowarskiej. To cieszy, zwłaszcza przed zbliżającym się wielkimi krokami dniem wprowadzenia akcji do obrotu giełdowego – wskazuje Jakub Gromek, prezes zarządu Mazurskiej Manufaktury S.A.

Przedstawiciele Mazurskiej Manufaktury podkreślają, że przejęcie Browaru Profesja to dla Spółki przede wszystkim okazja do rozwoju atrakcyjnego i różnorodnego portfolio, w którym jak dotąd brakowało piw kraftowych. To również szansa na zwiększenie zasięgu dystrybucji i łatwiejsze wejście z ofertą do sieci handlowych. Zgodnie z planem rozwoju browaru, Profesja będzie kontynuować swoją działalność w niezmienionej formie.

Od lat przyglądamy się Browarowi Profesja i bardzo cenimy jakościowe portfolio rzemieślniczych piw tej spółki. Cieszymy się, że dołączy ono do naszego portfela piw, wierząc jednocześnie, że taka konsolidacja oferty z atrakcyjnymi, lokalnymi markami w kilku regionach ułatwi nam rozmowy z sieciami handlowymi. Od jakiegoś czasu obserwujemy na rynku alkoholi konsolidację dystrybutorów, myślę że rynek producencki też musi to robić, by mieć większą siłę przebicia – mówi Jakub Gromek i dodaje: – Naszym założeniem jest dalszy rozwój marek Profesji – nie zamierzamy mocno ingerować w poprawnie funkcjonujący biznes, który mimo pandemii nadal jest rentowny. Dlatego piwo będzie produkowane w tym samym miejscu, przez ten sam zespół. Skupimy się na tym, by korzystając z naszego know-how i doświadczenia biznesowego na rynku alkoholi, sukcesywnie budować siłę Browaru Profesja przy zachowaniu najwyższej jakości produktów.

Konsolidacja lokalnych marek piwa

Mazurska Manufaktura S.A. to rodzinna spółka działająca w zabytkowym, ponad 100-letnim Browarze w Szczytnie, specjalizująca się w produkcji mocnych alkoholi kraftowych oraz piwa. Zgodnie z długofalową strategią biznesową, poza rozwojem portfolio wysokoprocentowych trunków, Spółka planuje reaktywację znanych, regionalnych marek piwa, podupadających na przełomie wieków, m.in. w wyniku działalności dużych korporacji.  Tylko w 2021 roku Spółka przejęła prawa do 11 historycznych marek piwa, z różnych regionów Polski. Pierwszym, wskrzeszonym piwem, wprowadzonym na rynek w lutym br., jest Jurand – kultowa marka produkowana przez Browary Warmińsko-Mazurskie. Wiosną br. Spółka przywróciła na rynek Kujaw również markę Bractwo, a także reaktywuje Browary Bydgoskie, które były historycznym właścicielem tego piwa. W październiku br. poinformowała o przejęciu kolejnej historycznej marki piwa z Małopolski – Krak.

Debiut na NewConnect do końca roku

Mazurska Manufaktura S.A. do końca roku planuje zadebiutować na NewConnect. W tym momencie harmonogram wejścia na mały parkiet przebiega zgodnie z planem. Spółka w tym tygodniu złoży Dokument Informacyjny do GPW.

Klabater SA ze wzrostem przychodów ze sprzedaży i z szerokim katalogiem nowości wydawniczych na przyszły rok

Notowany na NewConnect producent i wydawca gier wideo osiągną w trzecim kwartale 1,18 mln zł przychodów netto ze sprzedaży. Spółka pozyskała cztery nowe tytuły do wydawnictwa i rozwinęła działalność portingową wprowadzając kolejne tytuły do sprzedaży.

Klabater zapowiedział 10 nowych multi-platformowych premier na kolejne miesiące, w kluczową fazę weszła też produkcji gry własnej Moonshine Inc.

– Przychody netto osiągnięte przez Klabatera w trzecim kwartale 2021 roku wyniosły blisko 1,2 mln zł, pod względem zysku netto, zakończyliśmy bieżący okres na symbolicznym plusie. Najważniejszym trendem, jaki odnotowaliśmy w ostatnich miesiącach, jest wzrost o blisko 85% przychodów ze sprzedaży gier własnych w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym – komentuje Robert Wesołowski, członek zarządu, Klabater SA.

W minionym okresie spółka przygotowała oraz wprowadziła do sprzedaży adaptację na PlayStation dwóch gier strategiczne produkcji Starni Games, z serii Strategic Mind: Blitzkrieg oraz The Pacific. Trzecią wydaną w modelu portingowym na konsole Switch, PlayStation oraz Xbox była gra logiczno-przygodowa May’s Mysteries: The Secret of Dragonville od V5 Corp.

We wrześniu odbyła się premiera drugiej gry własnej Klabatera – The Amazing American Circus. Tytuł powstały we współpracy ze studiem Juggler Games zadebiutował jednocześnie na wszystkich platformach sprzętowych (PC, PlayStation, Xbox oraz Switch), w dwóch edycjach produktowych (standardowa, kolekcjonerska), premierze towarzyszyły szeroko zakrojone działania marketingowe. Gra zebrała dobre oceny od użytkowników serwisu STEAM (72% i mostly positive) oraz mieszane oceny od krytyków i mediów (MC 53% i mixed).

– W samym trzecim kwartale oprócz premiery The Amazaing American Circus przeprowadziliśmy też 18 innych akcji promocyjnych i sprzedażowych, które stanowią istotny filar strategii wydawniczej. Nasze dostępne gry w atrakcyjnych przecenach i zestawach (bundlach) były obecne na wszystkich liczących się globalnych platformach sprzedażowych takich jak GOG, Humble, czy Nuuvem. Aktywność utrzymywana na back-catalogu pozwala nam utrzymać bieżącą działalność oraz tworzyć kolejne gry własne. Przed nami premiera wyczekiwanej gry Moonshine Inc., a rozbudowując nasze portfolio w minionym kwartale, zapewniliśmy sobie stabilne źródło przychodów w perspektywie kolejnych miesięcy i 2022 roku – kończy Michał Gembicki, członek zarządu, Klabater SA.

Klabater planuje aż 10 premier w przyszłym roku, z czego cztery z nich zostały ogłoszone w minionym kwartale. Są to: Orbit Industries, Kaiju Wars, Production Line oraz Best Month Ever. Pierwsze trzy produkcje pochodzą z zagranicznych studiów developerskich z Niemiec, Kanady i Wielkiej Brytanii, natomiast ostatni z wymienionych tytułów, który już teraz cieszy się z ogromnym zainteresowaniem mediów – Najlepszy Miesiąc Życia! tworzony jest przez zespół doświadczonych developerów i młodych filmowców z Polski związanych z Warszawską Szkołą Filmową. Projekt prowadzi weteran branży – Maciej Szcześnik (CD Projekt Red, 11Bit).

Na przyszły rok w katalogu Spółki znajduje się też Weedcraft Inc. – projekt portingowy realizowany we współpracy ze studiem Ville Monarchs oraz amerykańskim wydawcą Devolover Digital, edycja na Switch gry własnej Crossroads Inn, oraz edycja na Xbox gier z serii Strategic Minds. W kluczową fazę produkcyjną weszła też czwarta gra własna spółki – Moonshine Inc., na kolejny kwartał zaplanowała start kampanii promocyjnej tytułu.

Legimi ze wzrostem przychodów o 48 proc. rdr. w III kw. 2021 r.

Legimi, pionier modelu subskrypcyjnego na polskim rynku publikacji elektronicznych, podsumowuje III kw. 2021 r. W minionym okresie Spółka wypracowała bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody na poziomie skonsolidowanym, w III kwartale 2021 roku, zwiększyły się rdr. o 48 proc., wynosząc blisko 12,7 mln zł, a zysk netto osiągnął wartość ponad 562 tys. zł. Trzeci kwartał br. to dla Legimi kontynuacja przyrostu bazy abonentów – liczba tych indywidualnych wzrosła rdr. o 43 proc. rdr., zbliżając się do 110 tys., a liczba klientów, liczona jako suma abonentów i klientów korporacyjnych oraz bibliotecznych, wyniosła blisko 157 tys., co oznacza wzrost o 51 proc. rdr.

– Ostatni raportowany przez nas kwartał był dla naszej Spółki okresem dynamicznego wzrostu, czego odzwierciedleniem są nasze wyniki finansowe. Legimi nieustannie się rozwija, powiększając bazę swoich abonentów. Jesteśmy teraz świadkami ograniczenia obostrzeń i stopniowego powrotu społeczeństwa do poziomu aktywności sprzed pandemii, co oczywiście ma wpływ na ponoszone przez nas koszty i rentowność naszej działalności – komentuje Mikołaj Małaczyński, Prezes Zarządu Legimi.

Legimi sukcesywnie poprawia kluczowe KPI swojego biznesu, utrzymując dynamiczny trend przyrostu abonentów na rynku polskim, a tym samym umożliwiając systematyczną poprawę sytuacji finansowej Spółki i proporcjonalne zwiększanie jej przychodów, co w efekcie pozwoliło na spłatę zapadających w lipcu br. obligacji serii U, w kwocie 2,585 mln zł oraz odblokowało możliwość pozyskania długoterminowego kredytu bankowego na kwotę 2,0 mln zł.

Miniony kwartał to także dalsze prace Spółki nad aplikacją Legimi 4.0. Nowa wersja, w porównaniu do Legimi 3.0., będzie jeszcze bardziej wydajna i będzie zawierała również szereg innowacyjnych funkcjonalności spełniających obecne potrzeby użytkowników. Na platformie dostępnych jest ponad 69 tysięcy tytułów publikacji w modelu abonamentowym oraz ponad 200 tys. tytułów poza abonamentem

W ramach zakończonych już prac, oddano pierwsze funkcjonalności nowej platformy. Stale rozwijamy swoją aplikację i mamy na celu utrzymanie pozycji lidera innowacji w obszarze e-czytelnictwa. Korzystając z dofinansowania z NCBiR rozpoczęliśmy także prace nad systemem rekomendacji, wykorzystującym algorytmy sztucznej inteligencji, w celu podniesienia jakości oferowanych przez nas usług, zwiększenia poziomu lojalności oraz zmniejszenia liczby rezygnacji użytkowników platformy – Mikołaj Małaczyński.

Zadłużenie branży motoryzacyjnej nie hamuje

W bazie danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej jest ponad 12,5 tys. przedsiębiorstw motoryzacyjnych zadłużonych na 446,5 mln zł. Są wśród nich zarówno producenci pojazdów, części i akcesoriów motoryzacyjnych, dystrybutorzy, jak również warsztaty. Od początku pandemii ich zadłużenie wzrosło o 18% i w najbliższych miesiącach nie zamierza wyhamować.

Motoryzacja, podobnie jak inne gałęzie gospodarki, nie ustrzegła się problemów wywołanych przez epidemię koronawirusa. Od marca ubiegłego roku zadłużenie przedsiębiorstw z tego sektora wzrosło o 70,1 mln zł, a liczba dłużników zwiększyła się o 101 firm. Rozpędzony kryzys uderza w warsztaty, producentów i sprzedawców. Ich długi przekraczają już 446 mln zł, a wszystko wskazuje na to, że trudna sytuacja branży moto utrzyma się jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy.  

Niepewna przyszłość motoryzacji

Brak komponentów, zakłócenia w łańcuchach dostaw, niedostępność, a przy tym również wysokie ceny surowców i stali okazały się dużym wyzwaniem dla branży. Większość producentów pojazdów i komponentów, zwłaszcza w ostatnim czasie, musiała częściowo lub całkowicie ograniczyć produkcję. Spadki w sprzedaży odnotował też sektor handlu i usług motoryzacyjnych. W magazynach wielu hurtowni brakuje części i podzespołów do naprawy samochodów. Konsekwencją tego są problemy finansowe firm, które w sektorze handlu częściami widać było od dawna.

Do tej pory producenci pojazdów, przyczep, motocykli oraz części byli względnie najsilniejszą grupą podmiotów w branży motoryzacyjnej. Ich zadłużenie stanowi zaledwie 5 proc. łącznego zadłużenia w tym sektorze. Inaczej w przypadku sprzedawców i serwisantów, których zadłużenie wynosi 95 proc. Dłuższe przestoje w produkcji mogą mieć jednak katastrofalne skutki zarówno dla samych wytwórców, jak i dla pozostałych podmiotów działających w branży motoryzacyjnej. Jeśli ich problemy z płynnością finansową pogłębią się, to prędzej czy później ta sytuacja znajdzie swoje odzwierciedlenie również w naszej bazie danych – informuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Zdecydowana większość, czyli 60 proc. zobowiązań motoryzacyjnych, to długi dystrybutorów części oraz pojazdów (265,1 mln zł), a 35 proc. całego zadłużenia należy do warsztatów (155,8 mln zł). Jako że te dwie gałęzie motoryzacji są mocno uzależnione od producentów, może to w najbliższym czasie rzutować negatywnie na ich sytuację finansową. Potwierdzają to również wyniki badania „Przemysł, handel i usługi w motoryzacji” przeprowadzonego w lipcu 2021 r. przez MotoFocus.pl na zlecenie SDCM i Santander Bank Polska. 96,5% dystrybutorów części motoryzacyjnych biorących udział w badaniu wskazało, że w pandemii występują problemy (lub istotne problemy) w dostawach lub dostępności części u producentów.

Kto czeka na pieniądze?

Najwięcej zadłużonych warsztatów, producentów i dystrybutorów znajduje się w województwach: mazowieckim (92,9 mln zł), śląskim (69,1 mln zł) oraz wielkopolskim (49,4 mln zł). Na drugim biegunie, czyli z najmniejszym zadłużeniem, są firmy z woj. opolskiego, podlaskiego i lubuskiego. W tych regionach łączne długi przedsiębiorstw motoryzacyjnych nie przekraczają 10 mln zł.

Średnie zadłużenie jednej firmy motoryzacyjnej wynosi 35 510 zł, ale rekordzista – hurtownia motoryzacyjna ze Śląska, zalega swoim wierzycielom na blisko 4,8 mln zł.

Najwięcej, bo 212 mln zł, stanowią zaległości wobec instytucji finansowych i ubezpieczeniowych, 133,7 mln zł mają do odzyskania fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne, a 35,4 mln zł pragną odzyskać wierzyciele z branży handlowej.

Mikrofirmy z problemami

W najtrudniejszej sytuacji są przedstawiciele najmniejszych firm, którzy stanowią 95% wszystkich dłużników motoryzacyjnych. Ponad 10 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych ma na koncie w sumie 328,6 mln zł zaległych zobowiązań finansowych. To właśnie w takich przedsiębiorstwach bardzo często lawinę problemów finansowych wywołuje już jedna niezapłacona faktura. Z danych firmy faktoringowej NFG wynika, że w 2021 r. mikroprzedsiębiorstwa motoryzacyjne dość chętnie sięgały po faktoring, mając świadomość, że w ten sposób ochronią swą działalność.

Zdecydowana większość tych przedsiębiorstw, bo 61 proc.to małe warsztaty. Tylko w tym roku sfinansowaliśmy ich faktury na łączną kwotę 4,4 mln zł, choć zakładam, że z każdym miesiącem ta wartość będzie rosła. Nie tylko z uwagi na coraz większą potrzebę ochrony płynności finansowej, ale też ze względów rozwojowych czy inwestycyjnych. Przykładowo, część warsztatów już niebawem będzie musiała zainwestować w dodatkowe szkolenia, bo obecnie blisko 66 proc. z nich nie jest przygotowana na naprawę pojazdów hybrydowych czy elektrycznych. Tymczasem, zgodnie z polityką klimatyczną Unii Europejskiej, to właśnie pojazdy nisko- i zeroemisyjne zaczną wypierać popularne w Polsce silniki spalinowe. Aby utrzymać działalność i spełnić nowe wymogi, małe serwisy będą musiały się przekwalifikować, a co za tym idzie, pozyskać środki na finansowanie tego typu inwestycji – mówi Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Średnia wartość faktury przekazanej przez firmy motoryzacyjne do finansowania w ramach eFaktoringu to 6649 zł, zaś średni przyznany limit to 29 tys. zł. Taka kwota, zdaniem NFG, może być przeznaczona na szkolenia personelu w zakresie napraw pojazdów hybrydowych lub elektrycznych lub też na inne bieżące rachunki, opłaty i podatki, zakup materiałów do firmy czy choćby wynagrodzenia dla załogi. Dodatkowo, w przypadku opóźnień z płatnościami ze strony kontrahentów faktoring może być dobrym sposobem na dyscyplinowanie opieszałych płatników.

Tym bardziej, że branża motoryzacyjna ma również swoich dłużników.

Według naszych danych, kontrahenci są jej winni 61,3 mln zł. W tym najwięcej, bo 22,5 mln zł zalegają firmy handlowe, 16,5 mln zł transportowe, a 5 mln zł przemysłowe – wymienia prezes Zarządu KRD Adam Łącki.

Cloud Technologies z 5,6 mln zł EBITDA i 4,4 mln zł zysku netto w III kwartale 2021 roku

Cloud Technologies, notowana na NewConnect spółka specjalizująca się w Big Data i monetyzacji cyfrowych danych, opublikowała kolejny kwartał charakteryzujący się wysokimi wzrostami. EBITDA Grupy w III kwartale wzrosła o 145% r/r, osiągając wynik 5,6 mln zł, a zysk netto wyniósł 4,4 mln zł, rosnąc o ponad 500% r/r. Przed spółką statystycznie najlepszy kwartał roku, a za dynamiczne wzrosty całego biznesu odpowiada kluczowy segment Data enrichment, obejmujący monetyzację danych i technologii do ich przetwarzania.

Strategicznym obszarem rozwoju Cloud Technologies jest segment Data enrichment, który w największym stopniu wpływa na dynamiczny wzrost całej Grupy. Segment obejmuje monetyzację danych oraz technologii do ich przetwarzania, a jego działalność polega przede wszystkim na sprzedaży anonimowych danych o użytkownikach Internetu, które są następnie wykorzystywane do precyzyjnego targetowania reklamy internetowej. Głównymi odbiorcami danych są globalne platformy umożliwiające zakup powierzchni reklamowej w modelu programmatic, z których korzystają reklamodawcy z całego świata, a kluczowy rynek stanowi USA.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników finansowych jakie osiągamy w 2021 roku, a jeszcze bardziej cieszy nas efektywny oraz skalowalny model biznesowy, który jest fundamentem dynamicznych i systematycznych od wielu kwartałów wzrostów. Obecne wyniki to efekt zmian wprowadzonych w spółce na przestrzeni ostatnich trzech lat i skupieniu się na sprzedaży danych, z naciskiem na rozwój segmentu Data enrichment, który już kolejny raz z rzędu zanotował blisko 70% poziom marży EBITDA oraz osiągnął wzrost przychodów zarówno w ujęciu rok do roku jak i kwartał do kwartału. W III kwartale segment Data enrichment zanotował 6,5 mln zł przychodów (+65% r/r i +14% kw/kw), a narastająco od początku roku osiągnął 16,8 mln zł (+120% r/r), warto tu nadmienić, że III kwartał i miesiące wakacyjne są w branży reklamy cyfrowej statystycznie słabszym okresem. Przed nami za to najlepszy dla spółki czas, czyli IV kwartał, w którym spodziewamy się najwyższych w tym roku wyników – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Segment Data enrichment cechuje się najwyższą dynamiką wzrostu przychodów i najwyższym poziomem marży, która w III kwartale 2021 roku kolejny raz zbliżyła się do poziomu 70%. Na osiąganą wysoką marżowość wpływ ma przede wszystkim znaczny udział kosztów stałych, które przy rosnących wynikach sprzedażowych pozwalają wykorzystać efekt dźwigni operacyjnej i dynamicznie przekładać się na zysk segmentu oraz całej grupy Cloud Technologies.

Segment Data consulting obsługujący klientów agencyjnych oraz bezpośrednich zwiększył przychody r/r w III kwartale o 0,5 mln zł (+15%), osiągając 4,3 mln zł. Z kolei po trzech kwartałach łączna sprzedaż segmentu wzrosła o 3,3 mln zł (+33%) i wyniosła 13,3 mln zł. EBITDA segmentu wyniosła 0,3 mln zł, a narastająco od początku roku 1,2 mln zł, co przekłada się na wzrost odpowiednio o 0,3 mln i 1,6 mln. Zgodnie z typową dla rynku reklamy internetowej sezonowością wynik EBITDA segmentu Data consulting w III kw. był gorszy o 0,4 mln zł od wyniku II kw. Jednocześnie jest to potwierdzenie stabilizacji sytuacji na rynku reklamy online i powrót do sezonowości sprzed okresu pandemii.

Segment Data acquisition ponownie zanotował spadek przychodów, co jest bezpośrednim skutkiem inwestycji w dane o wyższej jakości, na czym z nawiązką korzysta przede wszystkim segment Data enrichment.

– Zamykamy kolejny bardzo dobry wynikowo kwartał, który w dodatku zwiększył nasz stan posiadanej gotówki do blisko 25 mln zł. Tak komfortowa sytuacja finansowa pozwala realizować obraną strategię, która zakłada wykorzystanie tych środków do inwestycji w rozwój technologii oraz do potencjalnych, kolejnych akwizycji, których celem jest rozbudowa globalnej sieci dystrybucji danych na czym skorzysta segment Data enrichment. EBITDA segmentów na poziomie 3,5 mln zł w III kwartale to najlepszy wynik od 2018 roku i potwierdzenie, że model biznesowy Grupy jest efektywny, a strategia mająca na celu szybki wzrost segmentu Data enrichment to właściwy kierunek rozwoju. Od początku roku Grupa osiągnęła 13,4 mln zł EBITDA oraz 7,5 mln zł zysku netto (wobec odpowiednio 2,3 mln zł oraz straty 1,0 mln zł w okresie porównywalnym). Nawet uwzględniając wpływ zdarzeń jednorazowych (tj. umorzenia części subwencji PFR w kwocie 0,9 mln zł w II kw. oraz 1,6 mln zł w III kw.) dynamika wzrostu naszych wyników jest bardzo wysoka – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy Cloud Technologies.

Według raportu Zenith, udział reklamy online w globalnym rynku reklamowym wyniesie w tym roku 58%, to o 10 p.p. więcej niż jeszcze w 2019 roku. Odpowiedź na duże zapotrzebowanie ze strony przedsiębiorstw i agencji reklamowych na wysokiej jakości anonimowe cyfrowe dane o internautach to główna działalność Cloud Technologies. Dodatkowo, spółka koncentruje się przede wszystkim na rynku USA, który w 2021 roku będzie odpowiadał za 46% całego wzrostu globalnych wydatków reklamowych.

Cloud Technologies obchodzi w tym roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmieniła się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie i przetwarza ponad 100 mld anonimowych profili internautów.

Creepy Jar: Sprzedaż Green Hell w 2021 r. przekroczyła już 1 milion kopii

W wyniku bardzo dobrej sprzedaży gry Green Hell na wszystkich platformach sprzętowych – PC, PlayStation oraz Xbox Creepy Jar S.A. wypracowała w 3 kwartale 2021 r. 14,1 mln zł przychodów ze sprzedaży, 9,9 mln zł zysku operacyjnego i 9,1 mln zł zysku netto. To najlepszy kwartał warszawskiego producenta gier z gatunku survival simulation w tym roku.

Zgodnie ze wstępnymi danymi finansowymi w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. Creepy Jar S.A. wypracowała łącznie 35,3 mln zł przychodów ze sprzedaży i 23,3 mln zł zysku operacyjnego, co oznacza wzrost odpowiednio o 15,4% i 9,9% względem analogicznego okresu 2020 r. Z kolei zysk netto w tym czasie wzrósł o 33,5% do poziomu 21,1 mln zł. Dzięki zrealizowanej sprzedaży i wysokiej rentowności spółka zwiększyła zasoby gotówkowe do 49,9 mln zł wobec 38,1 mln zł na 30 czerwca 2021 r.

Za nami najlepszy kwartał w tym roku i drugi najlepszy kwartał w historii Creepy Jar od czasu wprowadzenia trybu kooperacji w Green Hell w 2 kw. 2020 r. Konsekwentnie aktualizujemy i rozwijamy grę, wzbogacamy kontent i przyciągamy nowych graczy, co pozytywnie wpływa na osiągane przez nas wyniki – mówi Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar.

Udana premiera gry Green Hell na konsolach Xbox One oraz PlayStation 4, a także udostępnienie dwóch bezpłatnych dodatków serii Spirits of Amazonia w pierwszej połowie roku, są widoczne w wynikach sprzedażowych spółki za 3 kw. 2021 r. Łączna sprzedaż brutto gry Green Hell na platformach STEAM, Sony PlayStation i Microsoft Xbox wyniosła w tym czasie ponad 312 tys. kopii, z czego 138 tys. kopii na konsolach PlayStation i Xbox. Łączna sprzedaż Green Hell na wszystkich platformach w 2021 r. przekroczyła 1,076 mln kopii.

Liczymy, że kolejne dodatki do Green Hell, w tym ostatni i największy z serii Spirits of Amazonia, przy jednoczesnym utrzymaniu wsparcia gry na niezmienionym poziomie, pozwolą nam kontynuować tegoroczny trend sprzedażowy także w przyszłych okresach  – dodaje Krzysztof Kwiatek.

Grupa PTWP prezentuje wyniki za trzeci kwartał br.

Grupa PTWP, w trzecim kwartale br. wypracowała 3,42 mln zł zysku brutto. Narastająco, po trzech kwartałach 2021 r., zysk brutto wyniósł 7,43 mln zł, a przychody ze sprzedaży netto przekroczyły 37 mln zł. PTWP wyraźnie zwiększyła swoje dochody dzięki rozwojowi biznesu w obszarze digital, organizacji biznesowych eventów oraz wykorzystaniu nowych technologii w działalności wszystkich spółek Grupy.

W trzecim kwartale br. zauważyliśmy dynamikę wzrostu praktycznie w każdym obszarze naszej działalności, co przełożyło się na tak dobry wynik ze sprzedaży. Po pierwsze, powrót do organizacji eventów i ożywienie rynku spotkań, spowodowały wzrost obłożenia w obiektach, którymi zarządzamy. Po drugie, organizowane przez nas wydarzenia, w wielu parametrach wróciły do skali sprzed pandemii, zyskując dodatkowo szerokie zasięgi dzięki hybrydowej formule. Wreszcie intensywna rozbudowa segmentu digital i rekordowe wyniki kluczowych portali – mówi Wojciech Kuśpik, prezes grupy PTWP i największy akcjonariusz spółki. – Liczymy również na dobrą końcówkę tego roku – dodaje.

Ożywienie branży eventowej widoczne jest w kalendarium wydarzeń w Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku. Tylko we wrześniu w ww. obiektach zorganizowanych zostało kilkadziesiąt spotkań, imprez biznesowych i sportowych oraz koncertów. Spółka PTWP Event Center zakontraktowała już również wydarzenia na kolejnych kilkanaście miesięcy. Władze spółki zakładają, że w przyszłym roku, w zarządzanych przez siebie obiektach, zorganizowanych zostanie łącznie ponad 200 wydarzeń dla prawie 1 mln uczestników. Grupa PTWP w trzecim kwartale br. zorganizowała autorskie, cykliczne wydarzenia, takie jak Property Forum oraz Europejski Kongres Gospodarczy, które cieszyły się sporym zainteresowaniem uczestników i uznaniem partnerów, gromadząc stacjonarnie nawet kilka tysięcy osób. Dodatkowo, dzięki decyzji o organizacji wydarzeń w formule hybrydowej i wdrożonym narzędziom umożliwiającym śledzenie przebiegu debat online, znacząco zwiększyły się zasięgi eventów, pozwalając na dotarcie do setek tysięcy uczestników.

– Cieszą nas też wzrosty w działalności online. Nasze branżowe serwisy internetowe zanotowały w Q3 2021 rekordowe wyniki i umocniły swoją pozycję lidera w danym obszarze tematycznym. Bezkonkurencyjny w swojej kategorii jest farmer.pl, który we wrześniu odwiedziło aż 1,6 mln unikalnych użytkowników. W tym samym miesiącu swój rekord pobił także pulsHR.pl, który osiągnął 519,9 tys. czytelników, co jest wynikiem o 134 proc. większym niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tradycyjnie świetne wyniki notuje nasz największy serwis WNP.PL – podsumowowuje Wojciech Kuśpik.
– Globalny trend, jakim jest przyspieszona cyfryzacja, zainteresowanie rynku i zmiany w e-commerce, to czynniki, ze wzgędu na które zdecydowaliśmy o uczynieniu z segmentu digital kluczowego obszaru rozwoju Grupy PTWP
– dodaje prezes zarządu.

W ostatnich miesiącach Grupa PTWP skoncentrowała się na rozbudowie zespołu, wzmocnieniu kompetencji w obszarze nowych technologii i inwestycjach w narzędzia IT, co pozwoliło pracować nad rozwojem serwisów i ich integracją z platformami e-commerce czy opracowaniem i wdrożeniem nowych portali i produktów. Miesięcznie portale odwiedza średnio 8 mln unikalnych użytkowników, a profile w mediach społecznościowych śledzi prawie 550 tys. obserwujących. Grupa posiada bazę 283 tys. subskrybentów, którym codziennie poprzez newslettery dostarcza dedykowane treści.

Grupa przeprowadzi program motywacyjny dla kluczowych pracowników. O jego wdrożeniu jednogłośnie zadecydowali akcjonariusze na NWZA, które odbyło się 26 sierpnia 2021 r. Maksymalna wielkość programu to ok. 5% kapitału zakładowego, zgodnie z założeniem akcje zostaną zaoferowane pod warunkiem wygenerowania co najmniej 5 mln zł skonsolidowanego zysku brutto w 2021 r., a osiągnięty w trzecim kwartale br. wynik już teraz znacznie przewyższa zakładane minimum.

Kryptowaluty to dopiero początek, technologie zmieniają też sposoby inwestowania

Już cztery lata temu Polska zajmowała globalnie 9. miejsce na liście pobrań portfela do przetwarzania Bitcoin-ów. Nad Wisłą głównie znamy tę kryptowalutę, wprowadzoną w 2009 r. przez Satoshi Nakamoto. Od jej stworzenia do ub.r. oprogramowanie serwisu Bitcoin Core pobrano ponad 5,5 mln razy. Obecnie na świecie mamy już ponad 7,7 tys. różnych kryptowalut. Należy jednak pamiętać, że 20 najważniejszych stanowi 90 proc. wartości całego rynku. A wszystko działa za sprawą unikalnej technologii zwanej – blockchain, czyli łańcucha bloków. Zapewnia ona otwartą księgę rejestrującą transakcje, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa oraz weryfikowalności i doskonale nadaje się do różnych innych zastosowań niż tylko kryptowalut. Wprowadzenie technologii blockchain eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala łatwo sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom z całego świata. Cyfrowe waluty zmieniają świat finansów, szybko następuje ich dalszy rozwój oraz popularyzacja zastosowań. Eksperci przewidują ogromną liczbę możliwych sposobów jej wykorzystania, od zarządzania łańcuchem dostaw po identyfikację osobistą online. Być może najbardziej wymownym znakiem wszechstronności technologii jest fakt, że decydenci z różnych branż i sektorów spieszą się z inwestowaniem we własne rozwiązania blockchain.

Nowy sposób zastosowania

Dla przykładu globalne zasoby nieruchomości są warte setki bilionów euro, a do tej pory inwestowanie w nieruchomości jest zazwyczaj domeną bogatych, niedostępną dla większości populacji odciętej od tej klasy aktywów. Obecnie sytuację tę zmieniają nowe technologie. Powoli konwencjonalne inwestowanie traci na znaczeniu z powodu niskiej płynności, dużych kosztów transakcji, wysokich barier wejścia i małej przejrzystości.
W rzeczywistości operacje sektora nieruchomości oparte na rozwiązaniach blockchain stale zyskują na popularności jako sposób dla kupujących, sprzedających i inwestorów na interakcję ze sobą oraz poznanie ofert. Na przykład kryptowaluta Bee Token działająca na platformie Ethereum, przyjmuje inne podejście do tradycyjnych nieruchomości dzięki metodzie udostępniania domów i mieszkań opartej na tej technologii. Model jest koncepcyjnie podobny do Airbnb, ale z dużym wykorzystaniem łańcucha blockchain, umożliwia właścicielom domów wynajmowanie całego obiektu lub poszczególnych pokoi w zamian za kryptowalutę. Natomiast w Wielkiej Brytanii deweloper Brikcoin, opracował unikalny model finansowy, aby rozwiązać kryzys mieszkaniowy przystępnych cenowo nieruchomości, jednocześnie problem braku płynności na inwestycje prywatne. Przekonany jest, że technologia blockchain jest obecnie jedynym sposobem wyjścia z recesji tanich mieszkań, przy jednoczesnym zaangażowaniu społeczności. Model Brikcoin umożliwia inwestorom likwidację swoich inwestycji na globalnych giełdach kryptowalut, 24 godz. na dobę, 7 dni w tyg.

Rosnąca oferta i masowy dostęp

Jak grzyby po deszczu rosną kolejne platformy, które wykorzystują inteligentne kontrakty do zawierania międzynarodowych transakcji dotyczących nieruchomości oraz umożliwiają kupującym, sprzedającym i agentom korzystanie z szeregu inteligentnych narzędzi. Pomagają również przyspieszyć proces transakcyjny, który często jest utrudniony przez międzynarodowe przepisy prawne i koszty z tym związane.

Rozwojowi sprzyja, obniżenie opłat, eliminacja pośredników, przyspieszenie transakcji, dyskrecja, wykorzystanie wydajność blockchain oraz transakcji kryptowalutowych. Platformy dla sektora nieruchomości decentralizują i szyfrują dane przy użyciu łańcucha bloków, łączą kupujących z agentami wymieniając bezpośrednio i wykorzystują znaki cyfrowe zamiast pieniędzy, aby stworzyć większą przejrzystość i minimalizować przeszkody w procesach kupna / sprzedaży. Pamiętamy również o giełdach funduszy cyfrowych jako szansie na stworzenie skalowalnej platformy inwestycyjnej B2B nowej generacji o większej płynności i efektywności transakcji. Eksperci przewidują szeroki wachlarz możliwości dla cyfrowych funduszy będących przedmiotem obrotu w celu utrzymywania mniej płynnych alternatywnych inwestycji finansowych.

Jak to działa…

Dowolna transakcja rozesłana do innych węzłów nie staje się „oficjalna”, zanim nie zostanie potwierdzona na wspólnie utrzymywanej, oznakowanej znacznikami czasu liście wszystkich znanych transakcji, to jest łańcuchu bloków. Potwierdzenie to jest oparte na systemie matematycznych dowodów wykonanych działań, zwanym inaczej proof of work, w celu zapobieżenia podwójnemu wydawaniu oraz fałszerstwu. Ostatecznie łańcuch bloków zawiera kryptograficzną historię zmian posiadania wszystkich monet, poczynając od adresu ich emitenta aż po adres aktualnego posiadacza. Dlatego właśnie jeżeli użytkownik np. spróbuje ponownie wykorzystać wydane wcześniej monety, sieć odrzuci próbę wykonania takiej transakcji. Technologia blockchain jest nie tylko szybka i wydajna, ale stanowi również jeden z najbezpieczniejszych sposobów prowadzenia działalności. Umożliwia wielu osobom przeglądanie i interakcję z transparentnym procesem transakcyjnym.

Niezawodny system zaufania blockchain sprawia, że jest to idealna technologia m.in. właśnie dla sektora nieruchomości. Firmy z tej branży na całym świecie wykorzystują już inteligentne kontrakty i księgi rachunkowe łańcucha bloków, aby w przejrzysty i skuteczny sposób ułatwiać wynajem, kupowanie, inwestowanie, a nawet pożyczanie.

Autor / fot. ©: Adam Białas, dziennikarz biznesowy, ekspert rynku, dyr. Agencji BIALAS Consulting & Solutions.

Inflacja w USA najwyższa od 30 lat

Środowy odczyt inflacji to już kolejna inflacyjna niespodzianka tej jesieni. Prognozy analityków wskazywały, że ceny będą rosły w tempie 5,9% w skali roku, a tymczasem podane dane wskazują na jeszcze szybszy wzrost cen, który ukształtował się na poziomie 6,2%. Na niespodziankę dynamicznie zareagował dolar, który zaczął się umacniać w oczekiwaniu na szybszą ścieżkę podwyżek stóp procentowych za oceanem, z kolei obligacje amerykańskie napędzane tymi samymi oczekiwaniami traciły. Niespodzianka w danych coraz wyraźniej pokazuje, że impuls inflacyjny nie wygaśnie w tym roku i przyszły rok również upłynie przy wysokiej dynamice wzrostu cen. Ten scenariusz coraz częściej jest brany pod uwagę przez inwestorów, co przekłada się od początku IV kwartału na dynamiczne wzrosty cen metali szlachetnych.

W tym tygodniu we wtorek poznamy dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej za oceanem. W środę zostaną opublikowane informacje o inflacji HICP w strefie euro, a w piątek na naszym lokalnym podwórku poznamy dane o zatrudnieniu i poziomie wynagrodzeń.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Jak wybrać najlepsze konto firmowe?

Jesteś przedsiębiorcą i zastanawiasz się nad założeniem konta firmowego? Wybierz najlepszy rachunek korzystając z rankingu kont firmowych. Sprawdź w ofertach bankowych jakie opłaty będziesz musiał ponosić i co będzie dla ciebie najkorzystniejsze.

Ranking kont firmowych

Chciałbyś otworzyć rachunek firmowy, ale nie wiesz w jakim banku? Rozumiemy, że ta decyzja może być trudna, w końcu istnieje wiele banków, a szperanie na stronie każdego z nich i zaczytywanie się w regulaminach czy tabelach opłat, może być kłopotliwe. Z drugiej strony, odwiedzenie każdej placówki, by zasięgnąć informacji, także nie wydaje się dobrą opcją. Na szczęście w internecie można znaleźć rankingi kont firmowych. Eksperci wyręczyli Cię i za Ciebie znaleźli najważniejsze informacje o bankach wraz z opłatami, jakie byś musiał ponosić i zebrali to w jednym miejscu. Dzięki takiemu zestawieniu możesz łatwo porównać oferty z różnych banków i dobrać pod siebie tę, która najbardziej ci odpowiada.

Konta firmowe – co warto wiedzieć?

Nie zawsze otworzenie konta firmowego jest obowiązkowe. Staje się wtedy, gdy firma rozlicza się z przedsiębiorcami, a wartość transakcji przekracza 15 tys. zł. Jednak i bez tego warunku warto pomyśleć o założeniu takowego konta. Posiadanie i konta osobistego i konta firmowego, to wygoda, która pozwala oddzielić osobiste sprawy finansowe od firmowych i kontrolować wydatki. Posiadając rachunek firmowy zwiększamy naszą wiarygodność u klientów czy kontrahentów. Przelewy do ZUS i Urzędu Skarbowego stają się prostsze. Często możemy w banku dobrać do konta dodatki, takie jak na przykład ubezpieczenie czy usługi księgowe i prawnicze.

Pamiętaj jednak, że prowadzenie konta firmowego zazwyczaj jest płatne i należy spełnić określone warunki aktywności, by takowe opłaty znieść. Gdy już więc podejmiesz decyzję i otworzysz konto, staraj się być na nim aktywny, by nie ponosić dodatkowych kosztów.

Na co zwracać uwagę przy wyborze rachunku firmowego?

Wchodząc na ranking kont firmowych, na przykład ten przygotowany przez Cleverprofit, trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę na opłaty. Mamy tam wymienione najważniejsze rzeczy, za które często ponosimy koszty. Niestety, rachunek nie zawsze jest bezpłatny, jednak w większości przypadków należy spełnić podstawowe warunki aktywności, by znieść opłatę za prowadzenie konta. Wystarczy zapewniać wpływy na konto czy przelewać pieniądze do ZUS i Urzędu Skarbowego. Drugą, bardzo ważną kwestią, jest miesięczna opłata za kartę. W kontach firmowych rzadko kiedy jest ona bezwarunkowo darmowa. Najczęściej tu również trzeba wykazać się aktywnością, na przykład robić transakcje na określoną sumę. Warto zwrócić też uwagę, czy wypłacanie pieniędzy z bankomatów i wpłacanie ich we wpłatomatach jest darmowe. Inną opcją jest zrobienie tego w placówce – jednak i tu bywa, że ponosi się pewne koszty. Robienie przelewów to również jest znacząca część naszego bankowego życia. Przyjrzyj się, ile zapłacisz za zwykłe przelewy, za błyskawiczne i za przelewy w oddziale banku. Jeśli masz zagranicznych partnerów czy klientów, zainteresuj się także kosztem przelewów SEPA i SWIFT.

Czy warto korzystać z promocji?

Banki kuszą nas w swoich ofertach różnymi promocjami. Często można dostać premię pieniężną za założenie konta, otworzenie firmy w danym banku, za wpływy na konto, wychodzące przelewy, umowę na terminal czy opłaty dla ZUS i Urzędu Skarbowego. Jeśli już jesteś pewien, że chcesz założyć konto firmowe, warto zainteresować się, czy dana placówka posiada w obecnej chwili jakąś atrakcyjną promocję. Być może, to dobra szansa dla ciebie, by przy okazji zyskać trochę dodatkowych pieniędzy. Już często w rankingach kont firmowych są zawarte takie informacje, także nie musisz szukać daleko, by skorzystać z dodatkowych bonusów.

Zaskakująco wysoka inflacja wzmacnia dolara

Dolar amerykański na zaskakująco wysoki odczyt inflacji w USA zareagował wyraźnym umocnieniem, co negatywnie przełożyło się m.in. na złotego. Jeśli w tym tygodniu urzędnicy Fedu w swoich przemówieniach nie odsuną w przyszłość rynkowych oczekiwań w sprawie podwyżek stóp procentowych, ta aprecjacja dolara może potrwać jeszcze jakiś czas.

Po danych o inflacji, które pokazały wzrost indeksu CPI o 6,2% w październiku, dolar zakończył tydzień na plusie względem pozostałych walut G10. Pomimo to nieźle radziły sobie też waluty Azji i Ameryki Południowej, którym przewodził real brazylijski. Możliwym wyjaśnieniem odporności części walut jest to, że władze monetarne wybranych krajów rynków wschodzących (w tym szczególnie Brazylii) od kilku miesięcy wyraźnie podnoszą stopy procentowe, prowadząc aktywną walkę z ryzykiem podwyższonej inflacji.

Spodziewamy się, że rynki walutowe będą w dalszym ciągu zależne głównie od wieści inflacyjnych i tempa normalizacji polityki przez poszczególne banki centralne. Ten tydzień jest szczególnie obfity w te pierwsze – opublikowane zostaną raporty inflacyjne ze strefy euro, Wielkiej Brytanii, Kanady i Japonii. Istotne będą również przemówienia co najmniej ośmiu przedstawicieli Fedu i dwa przemówienia prezes EBC Christine Lagarde.

PLN

Polski złoty miał za sobą trudny tydzień, pod koniec którego na chwilę dobił w parze z euro do poziomu 4,65, najwyższego od końcówki marca br. Przyczyn należy szukać przede wszystkim w sytuacji zewnętrznej: gwałtowne umocnienie dolara amerykańskiego wywołało presję tak na złotego, jak i na forinta węgierskiego. Obecnie złoty jest nieznacznie mocniejszy – zyskuje w trakcie stabilizacji amerykańskiej waluty.

W tym tygodniu czeka nas nieco wieści z kraju (m.in. jutro poznamy dane o inflacji bazowej w październiku) oraz regionu (we wtorek decyzję w sprawie stóp procentowych podejmie Narodowy Bank Węgier). Równocześnie obserwujemy sytuację na wschodzie, aczkolwiek z punktu widzenia perspektyw złotego relacje Ukrainy i Rosji są znacznie istotniejsze niż kryzys na granicy z Białorusią.

EUR

W zeszłym tygodniu nie publikowano wielu danych ze strefy euro, więc handel wspólną walutą zależał głównie od wieści z zewnątrz, szczególnie od raportu o inflacji i wzrostu rentowności w USA. Niedawny gwałtowny wzrost liczby przypadków zachorowań na COVID-19 w Europie niepokoi jednak nieco inwestorów. Kilka krajów, w tym Austria, Holandia i Niemcy, przygotowuje nowe restrykcje, a inne mogą wkrótce za nimi podążyć.

Również w tym tygodniu będzie mało publikacji makroekonomicznych. W centrum uwagi znajdzie się więc komunikacja banku centralnego – m.in. prezes Christine Lagarde wygłosi w Parlamencie Europejskim przemówienie na temat „od ożywienia do siły”. Będzie ono dokładnie analizowane pod kątem tego, czy EBC nadal będzie przeciwstawiać się wycenom rynkowym podwyżek stóp procentowych w strefie euro.

USD

Trudno szukać pozytywów w październikowym raporcie o inflacji CPI w USA. Zarówno główna, jak i bazowa miara były znacznie wyższe od już i tak wysokich oczekiwań. Inflacja jest obecnie najwyższa od trzech dekad i mało kto przewiduje jej spadek w najbliższym czasie. Obligacje doświadczyły gwałtownej wyprzedaży i na razie ścieżka najmniejszego oporu dla rentowności jest wyższa.

Tym razem dolar w pełni skorzystał na zaskoczeniu inflacyjnym i zmianie rynkowych stóp procentowych, przynajmniej w porównaniu do walut innych rynków rozwiniętych. Jeśli przedstawiciele Rezerwy Federalnej przemawiający w tym tygodniu nie zdołają odsunąć w przyszłość oczekiwań dotyczących podwyżki stóp procentowych, które zaczęły przybliżać się po ostatnim raporcie o inflacji, umocnienie dolara może trwać jeszcze jakiś czas.

GBP

Zgodnie z danymi z zeszłego tygodnia brytyjska gospodarka wzrosła o 6,6% w ujęciu rocznym (1,3% w kwartalnym), co jest wynikiem solidnym, choć nieco poniżej oczekiwań. Funt osłabił się względem dolara, ale radził sobie lepiej niż inne europejskie waluty, ponieważ rynek ponownie wycenia prawdopodobieństwo pierwszej podwyżki stóp procentowych podczas grudniowego zebrania Banku Anglii na 50%.

W tym tygodniu opublikowany zostanie zestaw kluczowych danych dotyczących rynku pracy i inflacji. Będzie to pierwszy raport z rynku pracy od czasu zakończenia programu dofinansowania przymusowych urlopów (furlough scheme). Rynki szykują się na kolejny znaczny wzrost inflacji i nie wykluczają, że indeks CPI może wzrosnąć o ponad 4%, co naszym zdaniem powinno niemal gwarantować podwyżkę w grudniu i wspierać funta.

CHF

Frank szwajcarski rankiem w poniedziałek 15.11 osiągnął kolejny szczyt względem euro, choć ostatnio radził sobie gorzej niż inne waluty safe haven. Zaczynamy dostrzegać interesującą rozbieżność między ostatnią siłą franka a danymi o pozycjonowaniu. Pokazują one, że inwestorzy są coraz bardziej negatywnie nastawieni do waluty, co znajduje odzwierciedlenie w krótkich pozycjach netto, które osiągnęły najwyższy poziom od grudnia 2019 r. To dodatkowo umacnia nasz pogląd, że frank jest przesadnie silny. Nie będziemy zaskoczeni, jeśli w najbliższym czasie waluta się osłabi, o ile nie dojdzie do znacznego pogorszenia sentymentu do ryzyka.

Podobnie jak w zeszłym tygodniu kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii jest niemal pusty. Będziemy dalej obserwować dane o pozycjonowaniu i sygnały z zewnątrz, szczególnie wieści mogące wpływać na sentyment do ryzyka. W tym kontekście skupiamy się obecnie na regionie CEE, a dokładniej na kryzysie na granicy między UE i Białorusią oraz rosnącym napięciu między Ukrainą i Rosją.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury