Produkcja przemysłowa w Polsce wrosła szybciej niż tego oczekiwano

W tym tygodniu z polskich danych makroekonomicznych największą rolę odegrały wyniki wrześniowej produkcji przemysłowej. Jej wzrost (o 8,8% r/r) okazał się szybszy niż oczekiwano. Wynik ten niestety trochę osłabił nieco wyższy wskaźnik rocznego wzrostu cen produkcji przemysłowej (10,2% r/r). Wysokie ceny i problemy z dostawami trapią sektor produkcyjny w całej Europie. Z drugiej strony, choć przemysł w strefie euro spowalnia, w Polsce utrzymuje solidną dynamikę wzrostu.

Z innych danych z polskiej gospodarki warto również wspomnieć o wynikach z rynku pracy. Według danych we wrześniu płace wzrosły o 8,7% r/r, a wskaźnik zatrudnienia o 0,6 % r/r. Relatywnie optymistyczne były również wyniki sprzedaży detalicznej, które we wrześniu wzrosły o 0,2% m/m i 5,1% r/r (wyrównane sezonowo). Przewidujemy, że pozytywny rozwój handlu detalicznego powinien być kontynuowany, gdyż konsumpcję napędza rosnące zatrudnienie, a przede wszystkim wyższe płace.

Złoty osłabił się w tym tygodniu i w piątek rano był na poziomie 4,61 PLN/EUR. Obecnie, zamiast negatywnego rozwoju gospodarki, umocnieniu złotego przeciwdziała niepewność co do przyszłego rozwoju sytuacji gospodarczej na świecie oraz napięcia polityczne między UE a polskim rządem. Z kolei euro umocniło się wobec dolara i na koniec tygodnia para walutowa USD/EUR oscylowała na poziomie 1,164.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Jeśli przepisy podatkowe są nieprecyzyjne, podatnik może wybrać najkorzystniejszą dla siebie wykładnię

Nie tylko przedsiębiorcy, ale i sami urzędnicy skarbowi wiedzą, jak skomplikowane i niejasne są przepisy prawa podatkowego. W przypadku wątpliwości interpretacyjnych należy je rozstrzygać na korzyść podatników. O tej fundamentalnej zasadzie „in dubio pro tributario” urzędnicy zapominają i podejmują rozstrzygnięcia na niekorzyść podatników. Tak było w przypadku kontrahentów, którzy podjęli transakcję sprzedaży nieruchomości o wartości 5 mln zł, a w których obronie przed nienależnym opodatkowaniem stanąć musiał sam Naczelny Sąd Administracyjny.

5-milionowa transakcja w części zwolniona z podatku w ramach pomocy de minimis

W kwietniu 2016 r. kontrahenci zawarli umowę sprzedaży nieruchomości rolnych i leśnych o wartości blisko 5 mln zł. Należny od tej transakcji podatek od czynności cywilnoprawnych (PCC) wynosił 2%, a więc 100 tys. zł. Wartość lasów określono na kwotę 72 tys. zł, stąd sporządzający umowę przeniesienia własności notariusz pobrał od niej 1440 zł PCC. Pobrał również PCC w wysokości jedynie 47 496 zł z tytułu sprzedaży nieruchomości rolnych. Dlaczego „jedynie”? Bo zastosował zwolnienie, o którym mowa w art. 9 pkt 2 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, zgodnie z którym wolna od PCC jest sprzedaż gruntów stanowiących gospodarstwo rolne, wraz z będącymi ich częścią składową drzewami i innymi roślinami, pod warunkiem, że w wyniku dokonania czynności zostanie utworzone lub powiększone gospodarstwo rolne, a w wyniku tego powiększenia lub utworzenia powierzchnia gospodarstwa będzie nie mniejsza niż 11 ha i nie większa niż 300 ha oraz gospodarstwo to będzie prowadzone przez nabywcę przez okres co najmniej 5 lat od dnia nabycia. Zwolnienie to stanowi pomoc de minimis w rolnictwie, o której mowa w rozporządzeniu Komisji (UE) nr 1408/2013 z dnia 18 grudnia 2013 r. w sprawie stosowania art. 107 i 108 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej do pomocy de minimis w sektorze rolnym. Zatem, stosując ten przepis, notariusz nie pobrał podlegającej zwolnieniu z tytułu pomocy de minimis kwoty 50 719 zł, a jedynie 47 496 zł jako kwotę przekraczającą wartość przedmiotowego zwolnienia.

Rozbieżności interpretacyjne przepisu

Siedem miesięcy później ten sam notariusz sporządził aneks do zawartej w 2016 r. umowy, w którym poinformował, że z uwagi na rozbieżności interpretacyjne w stosowaniu zwolnienia z PCC w oparciu o regulację art. 9 pkt 2 ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych zobligowany jest pobrać pozostałą kwotę należnej stawki 2% PCC w wysokości 50 719 zł. Jego wątpliwości nasunęła wykładnia art. 3 ust. 2 rozporządzenia nr 1408/2013. Ten przepis wspólnotowy stanowi bowiem, że całkowita kwota pomocy de minimis przyznanej przez państwo członkowskie jednemu przedsiębiorstwu nie może przekroczyć 15 000 euro w okresie trzech lat podatkowych. Zatem w opinii notariusza zastosowanie zwolnienia podatkowego określonego w art. 9 pkt 2 ustawy o PCC możliwe jest jedynie w sytuacji, gdy cała kwota obliczonego podatku mieści się w limicie pomocy de minimis, określonym w art. 3 ust. 2 rozporządzenia nr 1408/2013.

Niekorzystne dla kontrahentów rozumienie regulacji dot. prawa do zwolnienia z podatku

Kontrahenci wystąpili do naczelnika urzędu skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w podatku PCC we wspomnianej kwocie 50 791 zł, którą wpłacili z ostrożności w dniu sporządzenia przez notariusza aneksu. Ich zdaniem błędne jest stwierdzenie, że dla zastosowania przedmiotowego zwolnienia cała kwota należnego podatku musi mieścić się w limicie pomocy de minimis.

Naczelnik urzędu skarbowego odpowiedział, że nie mają racji. Pomimo spełnienia przez nich przy spornej transakcji 4 z 5 warunków do skorzystania ze zwolnienia z opodatkowania nie spełnili ostatniego, właśnie w zakresie kwoty zwolnienia stanowiącej pomoc de minimis. Przed dniem sprzedaży nieruchomości, 29 kwietnia 2016 r., kupujący skorzystali z tej pomocy w wysokości 14 464 zł, czyli równowartości 3 493 euro. Stąd też na dzień sporządzenia aktu notarialnego niewykorzystany przez nich limit pomocy de minimis wynosił 11 507 euro. Wyliczony przez naczelnika urzędu skarbowego podatek wyniósł 98 215 zł, co stanowiło równowartość 22 282 euro. Kwota ta przekraczała więc dopuszczalny limit pomocy de minimis, jaki przysługiwał kontrahentom na dzień zawarcia notarialnej umowy sprzedaży.

Decyzję naczelnika utrzymał w mocy Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Opolu, potwierdzając, że w przypadku przekroczenia limitu pomocy de minimis pomocy tej nie przyznaje się przedsiębiorcy, a naliczony podatek podlega zapłacie w całości.

WSA poparł interpretację organów

Kontrahenci wnieśli skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu, ale WSA podzielił stanowisko organów podatkowych, że zastosowanie spornego zwolnienia jest możliwe tylko, gdy cała kwota naliczonego podatku mieści się w pozostałym dla przedsiębiorcy, niewykorzystanym, przysługującym mu limicie pomocy de minimis. Sąd oddalił skargę.

Skarga do NSA

Podatnicy poszli dalej, wnosząc skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. NSA stwierdził, że zarówno organy skarbowe, jak i opolski sąd ograniczyły się jedynie do zastosowania wykładni językowej. Nie przeprowadziły więc kompleksowej wykładni językowej, celowościowej i systemowej spornych przepisów. A głównym celem unijnego rozporządzenia 1408/2013 było ustanowienie zakazu przyznawania przez kraj członkowski UE pomocy państwa ponad określoną kwotę graniczną. Stąd według NSA nic nie stoi na przeszkodzie, aby przedsiębiorca uzyskał pomoc w wysokości odpowiadającej tej kwocie. Za takim rozumieniem przepisu przemawia również wykładnia historyczna pomocy de minimis w rolnictwie. Poprzednie bowiem rozporządzenie 1535/2007 przewidywało zastrzeżenie, zgodnie z którym przy przekroczeniu ww. kwoty granicznej pomoc nie mogła być przyznana. Natomiast w nowym rozporządzeniu, na podstawie którego swoje prawo do zwolnienia z opodatkowania wywodzi w tej sprawie skarżący, takiego zastrzeżenia nie ma. „Z powyższego wyprowadzić należy wniosek, że gdyby zamiarem prawodawcy unijnego było zakazanie udzielania pomocy de minimis w przypadku, gdy cała kwota możliwego zwolnienia podatkowego przekracza wartości określone w rozporządzeniu nr 1408/2013, to kwestię tę wyraźnie by uregulował, jak uczynił to w rozporządzeniu nr 1535/2007” (wyrok z 22 września 2021 r., sygn. akt III FSK 188/21).

Argumentum a maiori ad minus

NSA zwrócił również uwagę, że nie ma żadnego przepisu, który zakazywałby przyznawania częściowego zwolnienia z opodatkowania z PCC. Wręcz przeciwnie, stosując regułę wnioskowania z większego na mniejsze, skoro limit pomocy de minimis ma postać kwoty maksymalnej, tym bardziej dopuszczalne jest udzielenie tej pomocy poniżej tego limitu. Dlatego też, gdy kwota naliczonego podatku przewyższa ów limit, płatnik powinien obliczyć i pobrać podatek wyłącznie od powstałej ponad ten limit nadwyżki.

Wbrew zasadom organ podatkowy wybrał opcję niekorzystną dla podatnika

Uchylając zaskarżony wyrok, jak i wcześniejsze decyzje organów podatkowych obu instancji, Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, że organy te naruszyły fundamentalną zasadę in dubio pro tributario, której celem jest zagwarantowanie podatnikom odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa i budowanie zaufania do państwa w kwestii poboru podatków. NSA zgodził się z kontrahentami, że w przedmiotowej sprawie brak było wystarczająco precyzyjnych przepisów podatkowych, a co za tym idzie – istniały niedające się usunąć wątpliwości co do treści spornej regulacji prawnej.

„Naruszenie zasady in dubio pro tributario jest bowiem aktualne wówczas, gdy wyniki wykładni doprowadziły do wyłonienia co najmniej dwóch hipotez interpretacyjnych, z których żadna nie była przekonująca, a mimo to organ podatkowy wybrał opcję niekorzystną dla podatnika. Innymi słowy, naruszenie wspomnianej zasady to nierespektowanie w takich warunkach wyboru przez podatnika hipotezy interpretacyjnej (spośród kilku możliwych) najbardziej dla niego korzystnej” (sygn. akt III FSK 188/21).

Fiskus nie może rozstrzygać wątpliwości wyłącznie na swoją korzyść

Powyższe rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego to dobra lekcja przypomnienia dla wszystkich przedsiębiorców o tym, że organy skarbowe także są zobowiązane do respektowania reguł i zasad prawa. Bowiem w państwie prawa zasadą jest, że jeśli niejasności przepisów nie da się w sposób kategoryczny rozwiać, to podatnik ma prawo przyjąć taką interpretację, która jest dla niego korzystniejsza.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W dużych miastach trzeci kwartał pod znakiem wzrostów cen domów i mieszkań

Na przestrzeni ostatnich miesięcy obserwujemy stopniowe podwyżki cen paliw, żywności i materiałów budowlanych. Wzrosty, standardowo, nie omijają również branży nieruchomości – według danych Otodom ceny mieszkań z rynku pierwotnego w czterech analizowanych miastach wzrosły średnio o 10% względem trzeciego kwartału 2020 r.

W porównaniu do sytuacji sprzed roku, w trzecim kwartale 2021 r. cena mieszkania z rynku pierwotnego wzrosła o 16,2% w Warszawie, prawie 13% w Krakowie, 12% we Wrocławiu, 10,6% w Łodzi i 6% w Poznaniu – wynika z danych Otodom za okres lipiec-wrzesień 2021. W ostatnim kwartale ceny mieszkań na rynku pierwotnym wzrosły w każdym z 5 miast: od 2.3% w Poznaniu do prawie 5% w Warszawie, w porównaniu do II kwartału bieżącego roku. Wynika to przede wszystkim z silnego wzrostu cen mieszkań do 40m2, oraz większej liczby takich ofert na rynku. W perspektywie rocznej przyrosty na rynku wtórnym nie są tak duże jak w przypadku cen nowych nieruchomości, i utrzymują się na poziomie prawie 9% w Warszawie i Łodzi, 8,2% we Wrocławiu, 7% w Krakowie i 5,4% w Poznaniu.

Drogo, coraz drożej

W ciągu ostatnich 3 miesięcy za mieszkanie z rynku pierwotnego w Warszawie trzeba było zapłacić średnio o 5% więcej w porównaniu do drugiego kwartału tego roku. We Wrocławiu mieszkania podrożały o 4,6%, w Poznaniu o 2,3%, w Krakowie o 4,7%, a w Łodzi o 3%.

– Wzrost cen może być efektem tak zwanego „popytu inflacyjnego”, czyli sytuacji, w której coraz więcej osób, w obawie przed gwałtownym spadkiem wartości pieniądza, szuka sposobów na ulokowanie kapitału w stabilnym aktywie – zauważa Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

Należy podkreślić, że w minionych trzech miesiącach wzrost cen mieszkań był niższy niż pomiędzy pierwszym a drugim kwartałem tego roku.

– Zmniejszenie dynamiki cen może wynikać z faktu, że trzeci kwartał to w dużej mierze okres wakacyjny, który charakteryzuje się zmniejszonym zainteresowaniem nabywców – mówi Jarosław Krawczyk.

Potwierdzają to dane, według których już od czerwca bieżącego roku możemy zaobserwować spadek liczby osób poszukujących mieszkania na sprzedaż na portalu Otodom.

Domy jednorodzinne znowu w modzie

Według danych Otodom za okres od lipca do września 2021 r., domy w Warszawie podrożały średnio o 4,1% w porównaniu z drugim kwartałem tego roku. W Łodzi wzrost wyniósł prawie 8%, w Krakowie 6%, w Poznaniu 4,8%, a we Wrocławiu prawie 4%. Wraz ze wzrostem cen można zaobserwować zwiększony popyt na domy jednorodzinne. Być może wynika to z faktu, że po wielu miesiącach izolacji Polacy przewartościowali swoje potrzeby dotyczące wymarzonego lokum. Według raportu „Szczęśliwy dom” przygotowanego przez Uniwersytet SWPS na zlecenie Otodom dla 29% Polaków główną przyczyną zmiany miejsca zamieszkania w ostatnim czasie była potrzeba większej przestrzeni, a dla 17% respondentów motywacją do przeprowadzki było zapotrzebowanie na kontakt z naturą. Co trzeci badany uważa, że bliskość terenów zielonych to najważniejszy parametr wymarzonego mieszkania. Wyniki raportu potwierdzają zmianę preferencji Polaków dotyczącą wymarzonego miejsca zamieszkania.

Co dalej?

Od kilku miesięcy obserwujemy duży wzrost inflacji, który może mieć realny wpływ na rosnącą cenę nieruchomości.

– Wzrost stóp procentowych może co prawda lekko osłabić popyt, dlatego możliwe, że w kolejnych miesiącach przyrost cen nieruchomości będzie nieznacznie mniejszy niż w trzecim kwartale. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić czy na koniec roku będziemy mogli mówić o początku trendu spadkowego na rynku nieruchomości – podkreśla Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych

29 września 2021 r. Ministerstwo Sprawiedliwości przedłożyło projekt ustawy o ochronie wolności słowa w internetowych serwisach społecznościowych (dalej „ustawy wolnościowej”). Biorąc pod uwagę prace jakie toczą się na poziomie unijnym nad Aktem o usługach cyfrowych, znanym szerzej pod swoją angielską nazwą Digital Services Act („DSA”), projekt ustawy należy uznać za bezprzedmiotowy. Wprowadzanie krajowych ustaw regulujących usługi cyfrowe w czasie, gdy na poziomie Unii Europejskiej toczą się prace legislacyjne nad aktami prawnymi o analogicznym zakresie, grozi fragmentacją jednolitego rynku. Jest to szkodliwe dla przedsiębiorców, a w szczególności dla MŚP z obszaru Europy Środkowo-Wschodniej. Biorąc pod uwagę powyższe, ZPP negatywnie ocenia projekt i rekomenduje zaprzestanie dalszych prac nad nim.

Przedmiot ustawy wolnościowej, a DSA

Obecnie na poziomie UE trwają intensywne prace nad DSA, czyli rozporządzeniem, które ma zaktualizować ramy prawne dla dostawców usług internetowych w całej UE. DSA wprowadzi zmiany do funkcjonującej od przeszło dwudziestu lat dyrektywy o handlu elektronicznym. Jak pokazuje Explanatory Memorandum, celem DSA ma być zwiększenie demokratycznej kontroli wobec platform internetowych, ochrona wolności słowa, oraz zmniejszenie ryzyka dezinformacji. Cele te są w znacznej mierze tożsame z celami ustawy wolnościowej zawartymi w art. 1 projektu.

W związku z tym przedłożone w projekcie ustawy rozwiązania nakładają się lub kolidują z regulacjami obecnie tworzonymi na poziomie unijnym. Dobrze obrazuje to przykład mechanizmów zgłaszania nielegalnych treści. Art. 14 projektu DSA przewiduje mechanizmy umożliwiające dowolnej osobie lub dowolnemu podmiotowi zgłoszenie obecności w ich usłudze określonych informacji, które dana osoba lub dany podmiot uważają za niezgodne z prawem. Ponadto, art. 17 projektu DSA zobowiązuje platformy internetowe do ustanowienia wewnętrznego systemu rozpatrywania skarg, który umożliwi odwołanie się od decyzji o zablokowaniu lub usunięciu danej treści. Podobne rozwiązania możemy znaleźć w art. 19 projektu ustawy wolnościowej, który zobowiązuje platformy do ustanowienia skutecznego wewnętrznego postępowania kontrolnego. W konsekwencji, przewidziane w ustawie wolnościowej rozwiązanie staje się nieważne i bezprzedmiotowe.

Co istotne, zakres projektu DSA oraz projektu wolnościowej pokrywa się w wielu innych kwestiach, takich jak sprawozdawczość, stworzenie jednolitego punktu kontaktowego, odpowiedzi na zapytania organów administracji publicznej czy sankcje.

DSA zostało przedstawione w formie rozporządzenia, co oznacza, że będzie się stosował bezpośrednio do porządków krajowych państw członkowskich bez potrzeby transpozycji. W efekcie, w momencie wejścia w życie DSA, ustawa wolnościowa stanie się nieważna w zakresie, w którym pozostanie niezgodna z rozporządzeniem. W rezultacie, będzie musiała zostać uchylona.

Krajowe odpowiedniki DSA, a zasada lojalnej współpracy

W kontekście proponowania rozwiązań tożsamych z projektem DSA w okresie negocjacji rozporządzenia warto zwrócić uwagę na francuską ustawę o wzmocnieniu poszanowania zasad republiki (La loi du 24 août 2021 confortant le respect des principes de la République). Mimo aktywnego zaangażowania w prace nad DSA, Francja zdecydowała się przedłożyć i przyjąć nowe zasady moderacji treści w internecie. To działanie spotkało się z krytyką ze strony Komisji Europejskiej, która stwierdziła, że proponowanie praw krajowych w okresie poprzedzającym przyjęcie rozporządzenia jest kontrproduktywne oraz prowadzi do fragmentacji jednolitego rynku. Tworzenie na poziomie prawodawstwa krajowego odpowiedników aktów procedowanych na poziomie UE może zakrawać na naruszenie zasady lojalnej współpracy, do której państwa członkowskie są zobowiązane na mocy Traktatów.

Fragmentacja jednolitego rynku jako zagrożenie dla przedsiębiorstw z regionu Europy Centralno-Wschodniej

Abstrahując od samej kwestii relacji projektu ustawy wolnościowej do DSA, należy zaznaczyć, że przedłożone przepisy zagrażają utrzymaniu zasady państwa pochodzenia. Ta wprowadzona przez dyrektywę o handlu elektronicznym zasada oznacza, że przedsiębiorstwa sprzedające produkty lub świadczące usług online, nie muszą obawiać się stosowania obcego prawa w przypadku sporu sądowego. Jest to szczególnie ważne dla małych i średnich przedsiębiorstw z naszego regionu, dla których konieczność korzystania z usług zagranicznych kancelarii byłaby swoistą barierą rozwojową, niepozwalającą wejść na zagraniczne rynki. Dlatego też polski ustawodawca powinien przykładać szczególną wagę do utrzymania tej zasady, raczej niż dążyć do jej ograniczenia.

Wątpliwości dot. procedury wyboru członków Rady Wolności Słowa

Art. 7 projektu ustawy przewiduje, że RWS jest powoływana przez większość sejmową. Rada otrzymuje tymczasem prawo do decydowania o legalności treści objętych ograniczeniami. Należy jednak pamiętać, że taka ocena wymaga balansowania pomiędzy prawami, np. prawem do wolności wypowiedzi, a prawem do ochrony dóbr osobistych. Bardzo często ocenianie legalności treści w internecie wywołuje również napięcia pomiędzy prawami własności twórców treści oraz prawem do wolności gospodarczej. Dlatego w ocenie ZPP, organ dokonujący tego rodzaju oceny powinien charakteryzować się pełną niezależnością, również polityczną, co koliduje z przewidzianą w projekcie procedurą wyboru członków Rady.

Ponad 750 mld euro na europejskim rynku e-commerce. Polska liderem regionu CEE

Jak donosi najnowsza analiza stowarzyszeń Ecommerce Europe oraz EuroCommerce – 2021 European E-commerce Report rynek sprzedaży online na Starym Kontynencie osiągnął 757 mld euro, co stanowi 10% wzrost względem poprzedniej edycji raportu.

Bez wątpienia, swój udział w uzyskaniu takiego wyniku zaznaczyła pandemia, niemniej bardzo istotne znaczenie ma również coraz częstszy prymat sprzedaży w kanałach cyfrowych nad tradycyjnym handlem oraz stale kontynuowana po „boomie” w wyniku pandemii, cyfryzacja gospodarki, jak i samej branży e-handlu.

E-handlowe bestsellery

W ciągu 10 miesięcy, tj. od marca do grudnia 2020 w Polsce powstało ponad 11 tysięcy
e-sklepów. I choć oczywiście nie wszystkie rynkowe starty okazały się sukcesami, to przyrost nowych graczy rodzimego sektora e-commerce robi wrażenie.

Opublikowane przez firmę PayU opracowanie The Next Frontier – Central and Eastern Europe wskazuje z kolei, że Polska przewodzi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej pod względem internetowej sprzedaży trzech kategorii produktów. Chodzi o kosmetyki/pielęgnację urody, których wartość sprzedaży wynosi 720 mln $ (2,8 mld zł) w skali roku, odzież, gdzie sprzedaż sięga niemal 6,5 miliardów dolarów (25,5 mld zł) oraz tzw. digital goods, czyli niematerialne produkty cyfrowe, które stanowią w Polsce rynek warty 615 mln $ (2,5 mld zł). – Ostatnia z najpopularniejszych kategorii jest oczywiście bardzo pojemna, niemniej to właśnie tutaj klasyfikowane są wszystkie rozwiązania z zakresu cyfrowej gospodarki, w tym usługi chmurowe i biznesowe aplikacje udostępniane za pośrednictwem cloud computingu. To jeden z kolejnych, znacznie rzadziej przedstawianych dowodów na przyspieszającą cyfryzację nie tylko samej branży e-commerce, ale przedsiębiorstw z wielu innych sektorów, którzy częściej kupują nowe usługi cyfrowe – tłumaczy Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Coraz bliżej chmur

Sama branża E-commerce także w widocznym stopniu awansuje pod względem cyfrowego zaawansowania, co obrazuje choćby statystyka wykorzystania przez sektor e-handlu usług chmurowych. Z danych Eurostatu wynika, że w 2020r ponad jedna czwarta europejskich firm zajmujących się handlem w sieci, korzystała z rozwiązań w chmurze. W 2018r odsetek ten wynosił ok. 18%. W Polsce, według danych GUS, w minionym roku 16% przedsiębiorstw z kategorii” handel detaliczny” wykorzystywało wspierające biznes usługi cloud computingu. I choć to nadal względnie niewielka grupa, i tak jest to widocznym awansem względem 2019r, kiedy to procent tego typu firm wynosił 11%. – Tutaj warto zaznaczyć, że statystykę tą podnoszą w sporej mierze nowopowstające e-sklepy, które często decydują się od podstaw zbudować swoją infrastrukturę w chmurze, stawiając na przewidywalność kosztów i przyspieszając swoje wejście na rynek – dodaje Marcin Zmaczyński z Aruba Cloud.

Wirtualne platformy, realne zyski

Wartym zwrócenia uwagi trendem internetowej sprzedaży staje się również wykorzystanie technologii wirtualnej (VR) oraz mieszanej rzeczywistości (AR). Jeden ze specjalizujących się w dostarczaniu dedykowanym branży e-commerce rozwiązań tego typu startup – Adloid, przekonywał na łamach globalnej edycji Forbes’a, że udostępnienie klientom możliwości „podejrzenia” jak prezentować się będą interesujące ich meble bądź sprzęt elektroniczny w mieszkaniu czy zapoznanie z gabarytami i przestrzenią wewnątrz samochodu „wyświetlonego” na podjeździe jest w stanie podnieść sprzedaż nawet o 200%.

Turcja nad przepaścią?

Problemy gospodarcze Turcji nie są niczym nowym. Ciągle jednak zaskakuje, jak bardzo w tej sytuacji sami są oni skłonni próbować pogorszyć swoją sytuację. Po raz kolejny lira pogłębia swoje historyczne dołki, a szans na istotne odbicie nie widać.

Kolejne dane z Polski

W czwartek Główny Urząd Statystyczny opublikował wyniki sprzedaży detalicznej oraz produkcję budowlano-montażową. Sprzedaż detaliczna w skali roku rośnie o 11,1%, co oprócz oczywiście odbicia w gospodarce jest też zasługą słabszego wyniku w zeszłym roku, do którego się odwołujemy. Ważne jest jednak to, że mamy wynik powyżej oczekiwań, co jest zawsze miłą niespodzianką. Wynik poniżej oczekiwań zanotowaliśmy jednak w produkcji budowlanej. Tutaj jednak zdaniem części ekspertów można wskazywać na niedobory materiałów i pracowników, ograniczające możliwość realizacji inwestycji, a nie brak popytu.

Turcja znów redefiniuje politykę monetarną

Prezydent Recep Erdogan kontynuuje swoją misję zrewolucjonizowania światowej makroekonomii. Ponieważ podstawą tej koncepcji jest związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy wysokimi stopami procentowymi a wysoką inflacją, nie można być zdziwionym kolejnymi czystkami w banku centralnym. Ze stanowiskami pożegnało się trzech członków przeciwnych obniżce stóp procentowych. W rezultacie na wczorajszym posiedzeniu obniżono główną stopę procentową z 18% na 16%, to czterokrotnie wyższa redukcja, niż oczekiwał rynek. Jest to o tyle dziwne, że inflacja wcale nie spada. Wynosi ona obecnie 19,6%, czyli 3,6% powyżej głównej stopy procentowej. O tym, jak bardzo rynki nie traktują liry jako dobrej inwestycji, najlepiej świadczy fakt, że jesteśmy przy ocenie niemal 6% powyżej maksimów z maja, które jeszcze dwa tygodnie temu były historycznymi maksimami euro względem liry.

Rynek pracy wciąż mocny

Dane wczorajsze na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych po raz kolejny okazały się najlepsze od początku pandemii. Poprawa jednak nie była szczególnie znacząca. Nowe minimum wynosi obecnie 290 tysięcy nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych na tydzień. Pozwoliło to dolarowi się ustabilizować, aczkolwiek relatywnie niewielka różnica względem optymistycznych oczekiwań nie spowodowała większej rewolucji na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Czy PayPal przejmie Pinteresta i znacząco przyspieszy rozwój social commerce? W Polsce ten obszar już rośnie w siłę

45 mld dolarów – tyle może wynieść zakup platformy społecznościowej Pinterest Inc przez PayPal Holdings Inc – amerykańskiego giganta systemu płatności elektronicznych. Jeśli informacje się potwierdzą i negocjacje obu stron zakończą się powodzeniem, może to być największa transakcja w historii PayPala. 

Pinterest to platforma internetowa umożliwiająca dzielenie się treściami wizualnymi – udostępnianie zdjęć, przepisów kulinarnych, pomysłów na wystrój wnętrz i innych informacji. Choć negocjacje kupna platformy są – według nieoficjalnych źródeł – jeszcze na bardzo wczesnym etapie, na rynku już mówi się o efektach takiego przejęcia. Byłaby to nie tylko największa akwizycja giganta do tej pory, ale również milowy krok w kierunku rozwoju social commerce. Zakup Pinteresta pozwoliłby bowiem PayPalowi na połączenie działalności e-commerce platformy z ich własnym systemem płatności.

Polski s-commerce już się rozwija

E-zakupy w mediach społecznościowych to jeden z gorętszych trendów w branży e-commerce w ostatnim czasie. Na polskim rynku, w social commerce wszedł już operator płatności Tpay, który we współpracy z KODA Bots opracował i wdrożył pierwsze w Polsce rozwiązanie chatbotowe, które umożliwia dokonywanie płatności w Messengerze i wykorzystuje bezpieczne płatności BLIKIEM. Pierwszymi partnerami, które już oferują tę formę zakupów, są Myszojeleń oraz Kubota.

Pozyskiwanie nowych klientów poprzez social media to gwarancja precyzyjnie dobranej grupy odbiorców. Jednocześnie, poza dostosowaniem narzędzia czy języka komunikacji, bardzo ważne jest zadbanie o odpowiednie zabezpieczenie transakcji. Na wagę złota jest w tym przypadku transparentność i troska o maksymalizację wygody, jak i skracanie procesów płatności, przy zachowaniu 100% bezpieczeństwa – mówi Mateusz Wachowski, Key Account Manager w Tpay.

Obecnie obie firmy pracują już nad rozwiązaniem głosowym, które ma zastąpić konieczność wpisywania poleceń i kodu BLIK, tym samym umożliwiając rozmowę z chatbotem, zupełnie tak jak w stacjonarnym sklepie. Wówczas finalizowanie płatności polegać będzie na przedyktowaniu botowi 6-cyfrowego kodu.

Cyfrowy łańcuch śmierci / Cyber Kill Chain – etapy skutecznego cyberataku

Na rynku pracy w wielu obszarach wąskie specjalizacje odchodzą do przeszłości, a pracodawcy poszukują kandydatów o szerokim wachlarzu umiejętności. Dzieje się tak m.in. w branży cyberbezpieczeństwa. Posiadanie rozległej wiedzy z zakresu ochrony środowisk IT, chmury i sieci zwiększy szanse na znalezienie się w gronie najlepszych kandydatów do pracy i pomoże w walce z wszelkimi rodzajami obecnych i przyszłych cyberzagrożeń.

Podejście do sieci bazujące na jej bezpieczeństwie wymaga od specjalistów łączenia umiejętności z różnych dziedzin. Zanim nastąpił gwałtowny rozwój cyfrowej transformacji, sieci OT oraz IT działały niezależnie od siebie. Te pierwsze nie były podłączone do internetu i – co za tym idzie – były uważane za stosunkowo bezpieczne wobec zewnętrznych zagrożeń. Jednak w miarę rozwoju cyfrowych innowacji zaczęły łączyć się z sieciami IT, ponieważ korzystające z nich firmy chciały dzięki temu obniżać koszty, zwiększać wydajność pracy i poziom konkurencyjności na rynku.

Cyfrowy łańcuch śmierci

Obecnie wszystkie sieci narażone są na szeroki wachlarz zagrożeń. Oznacza to, że w firmach potrzebni są pracownicy o wielu różnych specjalizacjach. Przyjrzenie się siedmiu etapom modelu kill chain, ilustrującego przebieg cyberataku, pomoże lepiej zrozumieć te procesy. Można wykorzystać je jako instrukcję, która podpowie, jakie umiejętności wśród pracowników firmy są potrzebne, aby udaremnić atak na każdym etapie.

  1. Rozpoznanie obejmuje takie czynności, jak zbieranie adresów e-mail potencjalnych ofiar i gromadzenie informacji na ich temat. Do udaremnienia tego kroku potrzebna jest po prostu znajomość podstawowych zasad cyberhigieny, np. umiejętność rozpoznawania wiadomości phishingowych. Może się tego nauczyć osoba w każdym wieku i na każdym etapie kariery.
  2. Uzbrojenie – na tym etapie przestępca wykorzystuje zdobyte wcześniej informacje do osadzenia złośliwego oprogramowania w dokumencie lub umieszczenia go w internetowej witrynie, do której uzyskał nieuprawniony dostęp. Jest to etap, w którym przestępca kreuje proces ataku i niewiele środków ochronnych, nawet znajomość zasad bezpieczeństwa, może mieć wpływ na jego przebieg.
  3. Dostarczenie – polega na rozpowszechnieniu złośliwego narzędzia, np. w postaci załączników poczty elektronicznej lub adresów stron internetowych, do docelowego środowiska ofiary. Szkolenie pracowników może im pomóc w zdobyciu umiejętności potrzebnych do rozpoznania phishingowych maili.
  4. Wykorzystanie luki w aplikacji lub systemie operacyjnym. Jest to jeden z kluczowych etapów ataku, od którego zależy jego powodzenie. W tym momencie uwidacznia się rola odpowiednio wyszkolonego zespołu informatyków, których zadaniem jest aktualizowanie systemów i dbanie o to, aby w firmie było zainstalowane oprogramowanie antywirusowe. Ich zadaniem jest także zabezpieczenie wszystkich danych o znaczeniu krytycznym.
  5. Instalacja to moment, w którym atakujący instaluje złośliwe oprogramowanie na urządzeniu ofiary. Ten etap wykracza poza ramy „ludzkiego firewalla”, więc wymaga przeszkolonego personelu, który będzie czuwał nad bezpieczeństwem systemu i poszukiwał nietypowych zdarzeń w jego obrębie.
  6. Dowodzenie i kontrola – atakujący przejmuje kontrolę nad urządzeniem. Złośliwe oprogramowanie często nie jest zautomatyzowane, więc ten etap odbywa się ręcznie i ma miejsce, gdy system jest zagrożony lub już zainfekowany. Dlatego tak popularną taktyką jest „polowanie”, a więc poszukiwanie nietypowych działań, w ramach których dane wysyłane są poza firmę.
  7. Działania w celu eksfiltracji danych obejmują zbieranie i wydobywanie informacji ze środowiska ofiary, a następnie ich szyfrowanie. Kiedy atakujący ma już dostęp do sieci firmy i kontrolę nad nią, może zrealizować swoje cele.

Znajomość poszczególnych etapów łańcucha kill chain i efektów ich działania jest pierwszym krokiem w walce z cyberprzestępczością. Cyfrowe bezpieczeństwo polega bowiem na umiejętności adaptacji własnych działań i ich elastyczności, ponieważ sytuacja dotycząca zagrożeń wciąż ewoluuje, więc przede wszystkim szkolenia poszerzające wiedzę i budujące świadomość użytkowników mogą przynieść ogromne korzyści.

Należy zadbać o cyberświadomość

Istnieje wiele bezpłatnych kursów, od których można zacząć programy treningowe. Przydatne mogą też być szkolenia i testy penetracyjne, zwane również etycznym hakowaniem (ethical hacking). Warto skoncentrować się na tych technikach, aby zrozumieć sposób myślenia i taktykę cyberprzestępców. Istotne są również takie kwestie, jak umiejętność prowadzenia śledztwa po wystąpieniu incydentu, a także wykrywania i analizy zagrożeń, znajomość technik kodowania i rejestrowania danych oraz posiadanie wiedzy inżynierskiej dotyczącej infrastruktury sieciowej.

Nie należy jednak skupiać się tylko na jednym obszarze wiedzy. Niezbędne umiejętności techniczne, które należy rozwijać, obejmują: „polowanie” na zagrożenia, inżynierię odwrotną złośliwego oprogramowania, testy penetracyjne, wykrywanie eksploitów czy zarządzanie dużymi zbiorami danych. Potrzebne są także umiejętności korzystania ze środowisk wirtualizacyjnych i kontenerowych, znajomość systemu Linux, języków skryptowych, JavaScriptu (wiedza na ten temat jest niezbędna) oraz solidne zrozumienie działania środowiska sieciowego.

Realizuj swoją pasję

Warto pamiętać, że na rynku stale rośnie zapotrzebowanie na wykwalifikowanych specjalistów, którzy mogą pomóc w walce z nowatorskimi technikami stosowanymi przez cyberprzestępców. I choć niektóre ścieżki kariery związane z bezpieczeństwem IT są kształtowane w tradycyjny sposób, np. poprzez programy uniwersyteckie i staże, istnieją inne sposoby, jak programy certyfikacji i szkolenia ułatwiające samodzielne wejście w tę dziedzinę.

Aamir Lakhani, FortiGuard Labs firmy Fortinet

Twoja firma przechodzi w tryb pracy zdalnej? Skorzystaj z pomocy specjalistów

Praca zdalna nie jest już dziś niczym zaskakującym. Swoje obowiązki wypełnia w ten sposób wielu pracowników – jest to korzystne zarówno dla osób zatrudnionych, jak i dla przedsiębiorców. Przejście w tryb pracy zdalnej może być jednak nie lada wyzwaniem – na początku często pojawiają się problemy, komplikacje i chaos. Transformacja zespołów zdalnych – przeprowadzona przez profesjonalistów – może znacznie poprawić efektywność i komfort pracy. Dlaczego pomoc specjalistów jest tak cenna?

Nieodpowiednia organizacja pracy – dlaczego jest szkodliwa?

Źle zorganizowana praca nie tylko sprawia, że zadania realizowane są wolniej i mniej efektywnie. To także źródło frustracji – nikt nie lubi, gdy praca przebiega chaotycznie i nie jest jasne, co należy zrobić. Zestresowani pracownicy i nieprzyjemna atmosfera na pewno nie wpływa korzystnie na to, co dzieje się w firmie. 

Zła organizacja to strata czasu, niepotrzebne spotkania i pomijanie istotnych kwestii. Mogą nas również czekać problemy z podziałem zadań, brak pewności co do tego, kto za co odpowiada, a w konsekwencji – niedotrzymane terminy. Podsumowując – nieodpowiednio zorganizowana praca zdalna prowadzi do marnowania czasu, strat finansowych i zbędnego stresu. 

Jak przebiega transformacja zespołu zdalnego?

Zmiana dotychczasowych nawyków i zasad nie musi być skomplikowana. Podejmowane przez specjalistów działania zazwyczaj koncentrują się na kilku najistotniejszych kwestiach – wszystkie szczegóły są pracownikom dokładnie wyjaśniane, dzięki czemu na pewno każdy wszystko zrozumie. 

Każda firma ma nieco inną strukturę, profil działalności i sposób realizowania zadań. Dlatego też sposób przeprowadzania transformacji nie jest rzeczą uniwersalną, a raczej procesem dostosowywanym do indywidualnych potrzeb. Wszystko rozpoczyna się od analizy obecnej i wcześniejszej sytuacji przedsiębiorstwa – co umożliwia zauważenie błędów i mocnych stron w jego funkcjonowaniu. 

Jakie efekty przynosi zmiana organizacji pracy pod okiem specjalistów?

Dzięki wprowadzeniu niezbędnych zmian poprawia się komunikacja pomiędzy pracownikami. Praca przebiega szybciej i sprawniej z powodu wprowadzenia specjalnych platform, które służą do podziału i dedykowania zadań oraz sprawdzania ich postępu. Wszystko staje się znacznie bardziej jasne i przejrzyste – każdy wie, co należy do jego obowiązków. Nadawanie poszczególnym zadaniom priorytetów sprawia, że o niczym nie zapominamy, a terminy zawsze są dotrzymywane. 

Czas zaoszczędzony na lepszej organizacji pracy można wykorzystać na odpoczynek – lub dalszy rozwój firmy. Poprawia się też atmosfera – znika zbędna presja i codzienne nerwy. Skuteczna organizacja pracy poprawia często relacje z klientami – a także pomaga w zdobyciu nowych. Rzetelne, terminowe wykonywanie zleconych zadań zawsze cieszy się aprobatą i uznaniem. 

Dlaczego warto skorzystać z pomocy specjalistów?

Zła organizacja pracy daje się we znaki wszystkim – pracownikom, pracodawcom, kierownikom zespołów i podwykonawcom, z którymi dana firma współpracuje. Często jest tak, że praca przebiega sprawnie, gdy wykonywana jest z biura – natomiast w momencie przejścia w tryb pracy zdalnej wszystko zaczyna się psuć. Nie jest to nic zaskakującego: organizacja pracy zdalnej wymaga zupełnie innego podejścia, innych narzędzi i umiejętności, które niektórzy posiadają, a inni muszą się nauczyć.

Bezpośrednie przenoszenie działających w biurze rozwiązań do pracy zdalnej na ogół się nie sprawdza. Warto skorzystać z pomocy osób, które wiedzą, co trzeba zmienić – szybko wprowadzone modyfikacje pozwolą na uniknięcie strat i nadrobienie ewentualnych zaległości. 

Nieodpowiednia organizacja pracy może wynikać z braku doświadczenia, specjalistycznych narzędzi i odpowiednich kompetencji. Samodzielnie ciężko jest dostrzec błędy i je skorygować – dlatego zawsze warto korzystać z pomocy specjalistów. Jeśli szukasz firmy, która pomoże ci w usprawnieniu pracy zespołu zdalnego – sprawdź ofertę Remote Sensei

Jak hakerzy mogą wykorzystać Discorda?

Wielofunkcyjne złośliwe oprogramowanie, które może robić zrzuty ekranu, pobierać i uruchamiać dodatkowe pliki oraz rejestrować naciskanie klawiszy może zagrażać użytkownikom Discorda – donosi Check Point Research. Zdaniem ekspertów, użytkownicy – liczącej ponad 150 mln użytkowników – aplikacji muszą mieć świadomość, że jej platforma botowa może być wykorzystywana do złośliwych zamiarów.

W ubiegłym roku nastąpił znaczny wzrost wykorzystania usług VoIP, komunikatorów internetowych i platform dystrybucji cyfrowej, które ułatwiają użytkownikom funkcjonowanie w społecznościach internetowych, umożliwiając tworzenie spotkań, dzielenie się zasobami czy konfigurowanie kanałów tematycznych.

W 2021 r. Discord, popularna aplikacja wieloplatformowa, obsługiwała ponad 19 milionów aktywnych serwerów związanych z różnymi zainteresowaniami i tematami (gry, sztuka, marketing, finanse, sport itp.). Według Influencer Marketing Hub aplikację wykorzystuje co miesiąc ponad 150 milionów użytkowników.

Zdaniem specjalistów z Check Point Research, platforma może w najbliższym czasie być w kręgu zainteresowań hakerów, a najbardziej widoczną tego oznaką jest wielofunkcyjne złośliwe oprogramowanie, które udostępnione zostało dla każdego na Githubie. Potrafi ono dokonywać zrzutów ekranu, pobierać i uruchamiać dodatkowe pliki oraz wykonywać keyloggery – a wszystko za pomocą podstawowych funkcji Discord. Eksperci z Check Point Research, Idan Shechter oraz Omer Ventura, postanowili przeprowadzić dochodzenie w sprawie potencjalnego nadużycia Discorda przez cyberprzestępców, a co ważniejsze, ustalić, jak zapobiegać tym atakom.

Boty Discorda

Discord pozwala użytkownikom zintegrować kod w celu uzyskania ulepszonych funkcji, które pozwalają na łatwiejsze zarządzanie społecznością. To są tzw. boty Discord. Wraz ze wzrostem popularności Discorda rośnie również ich wykorzystania, a obecnie większość z nich można zainstalować za pośrednictwem scentralizowanych usług, takich jak „top.gg”, które oferują szeroką gamę bezpłatnych botów. Ponadto programiści oferują niestandardowe, tworzone niemal na zamówienie, boty Discord w różnych cenach.

Boty Discord wydają się być potężne i przyjazne – oszczędzające czas i wysiłki administratorów. Jednak z wielką mocą wiąże się również wielka odpowiedzialność, a platforma botowa Discorda – wg badaczy – może być łatwo wykorzystana do złośliwych zamiarów.

Specjaliści ds. bezpieczeństwa z Check Point Research odnaleźli kilka złośliwych repozytoriów w GitHub, które wydają się być istotne dla platformy Discord. Repozytoria te obejmują niestety złośliwe oprogramowanie oparte na Discord API oraz złośliwe boty o różnych funkcjach.

Po wstępnych badaniach Idan Shechter oraz Omer Ventura odkryli kilka możliwości, które można osiągnąć za pomocą podstawowych funkcji Pythona. Co więcej, fakt, że takie złośliwe oprogramowanie jest napisane w językach wieloplatformowych, sprawia, że są one dostosowane do każdej platformy (OSX, Linux, Windows). Przykładem tego jest złośliwy zestaw narzędzi DiscordRootKit, który potrafi m.in. otwierać powłokę systemową (shell) na uruchomionym urządzeniu, odnajdować różne tokeny przeglądarek, wykonywać zrzuty ekranu czy zdjęcia za pomocą kamerki internetowej. Ponadto umożliwiają key-logging czy pobieranie innych plików – w tym złośliwego oprogramowania.

Postanowiliśmy zbadać pomysł wykorzystania botów Discord do złośliwych celów, w szczególności zaimplementowania bota Discord ze złośliwymi funkcjami, aby zapewnić atakującemu możliwości zdalnego wykonywania kodu. – wyjaśniają eksperci Check Point Research. Z ich odkrycia wynika, że modyfikacja Discord Bot API, może zamienić pomocnego bota w trojana zdalnego dostępu (RAT).

Piotr Zawistowski w Zarządzie Europex na kolejną kadencję

  • 22 października 2021 r., podczas Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia Europejskich Giełd Energii Europex (Association of European Energy Exchanges), wybrano Zarząd na kolejną kadencję. 
  • Jednym z członków świeżo powołanego Zarządu ponownie został Piotr Zawistowski, Prezes Zarządu Towarowej Giełdy Energii S.A.
  • Europex zrzesza 29 giełd energii oraz operatorów rynku z całej Europy. TGE dołączyła do stowarzyszenia w 2005 r.

Nowy Zarząd został wybrany na dwuletnią kadencję (2022–2023). Pieter Schuurs (Prezes
i Dyrektor Operacyjny ICE Endex) został ponownie wybrany Prezesem Zarządu i będzie to jego trzecia kadencja na tym stanowisku. Jednocześnie Borut Rajer (Dyrektor Operacyjny Borzen), Jonas Törnquist (Dyrektor Operacyjny EPEX SPOT) i Piotr Zawistowski (Prezes Zarządu TGE) nadal będą pełnić swoje funkcje jako członkowie Zarządu. Nowo wybranymi osobami w Zarządzie są Andrea Péruzy (Prezes i Dyrektor Generalny GME) oraz Ahmet Türkoğlu (Dyrektor Generalny EPİAŞ/EXIST).

Uczestnicy Walnego Zgromadzenia omówili również aktualne zmiany cen energii
i z zadowoleniem przyjęli „zestaw narzędzi” zaproponowany przez Komisję Europejską, aby wspomóc konsumentów znajdujących się w trudnym położeniu. Podkreślili swoje poparcie dla skoordynowanego podejścia przy jednoczesnym utrzymaniu korzyści, jakie z punktu widzenia dobrobytu zapewniają efektywne, zintegrowane i przejrzyste europejskie rynki energii.

„Transformacja energetyczna w Europie galopuje. Oczywiście Polska jest jej częścią, ale tak naprawdę jesteśmy dopiero na początku przemian systemowych. Jako przedstawiciel polskiej giełdy w Europex mam możliwość zapoznania się z doświadczeniami innych państw, które mogą być istotne z punktu widzenia krajowego rynku energii. Przed nami wiele wyzwań, niewiadomych i barier, dlatego czuję się zaszczycony, że przez kolejne 2 lata będę reprezentował Polskę w tak szacownym gronie ekspertów oraz za pośrednictwem stowarzyszenia będę miał wpływ na kierunek zachodzących zmian” – powiedział Piotr Zawistowski, Prezes Zarządu TGE.

Christian Baer, Sekretarz Generalny Europex, skomentował: „Nadchodząca dekada będzie decydująca dla transformacji w kierunku gospodarki o zerowej emisji netto oraz dla utrzymania kosztów tej transformacji na jak najniższym – a tym samym akceptowalnym społecznie – poziomie. Dlatego cieszę się, że mamy kompetentny zespół, który wniesie swój wkład w dyskusje toczące się obecnie wokół „Fit for 55”, tworzonego pakietu legislacyjnego w zakresie dekarbonizacji gazu, i wielu innych, które będą kształtować przyszłość energetyczną i klimatyczną Europy”.

Towarowa Giełda Energii jest członkiem stowarzyszenia Europex od 2005 r. Polska giełda bierze czynny udział w pracach grup roboczych zajmujących się tematyką energii, gazu czy integracji. Wybór Piotra Zawistowskiego na członka Zarządu Europex w kadencji 2020–2021 oraz reelekcja na lata 2022–2023 to doskonały dowód na to, że w procesie budowy wspólnego europejskiego rynku polski głos ma znaczenie.

Rynek spodziewa serii podwyżek stóp procentowych w Polsce

Zaufanie inwestorów do Rady Polityki Pieniężnej bardzo osłabło. Rynek spodziewa się całej serii podwyżek stóp procentowych, a jednak kurs złotego jest zagrożony dużym osłabieniem.

– Po ostatnich, zaskakujących decyzjach RPP, wprowadzających podwyżkę stóp procentowych, rozważania o kolejnych podwyżkach są jak loteria i to bardzo źle świadczy o komunikowaniu się z rynkiem przez prezesa NBP i RPP – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Ta komunikacja jest bardzo frywolna, bo warto przypomnieć, że wielu analityków już wcześniej domagało się podwyżek stóp procentowych, a przynajmniej zmiany retoryki w komunikatach RPP, podczas gdy z RPP płynęły kategoryczne informacje, że podwyżka jest niepotrzebna.

NBP i RPP długo przekonywały, że wysoka inflacja w Polsce jest przejściowa i błędem byłoby podniesienie stóp procentowych. Niektórym krytykom poczynań Rady zarzucano nawet braki w edukacji ekonomicznej.

– Podwyższono stopy procentowe bez kompleksowego i klarownego komunikatu dla rynku. W takiej sytuacji inwestorzy muszą zgadywać co dalej – dodaje ekspert CMC Markets. – Ta sytuacja uderza w zaufanie do RPP, a to nigdy nie jest dobre na rynkach finansowych.

Krótko po ostatniej decyzji RPP rentowność dwuletnich obligacji skarbowych zwiększyła się o 100 pkt. bazowych. Analitycy i ekonomiści spodziewają się więc serii podwyżek stóp procentowych.

– Należy spodziewać się kolejnej podwyżki stóp jeszcze w tym roku, a dalszych w roku przyszłym – ocenia Ł. Wardyn. – W krótkim terminie podwyżki stóp procentowych nie osłabią inflacji, ale pozytywny wpływ wywołałaby konsekwentna retoryka ze strony RPP.

Pierwsza podwyżka tylko nieznacznie wyhamowała wyprzedaż złotego. Nadal jesteśmy w bardzo niebezpiecznym miejscu. Potencjalnym zagrożeniem jest ucieczka inwestorów od złotego. Jeżeli chcemy powstrzymać osłabianie złotego wobec innych walut – to tempo wprowadzania podwyżek musi być szybkie.

Istotne dla złotego będzie także to, jak będzie wyglądać porównanie polityki pieniężnej NBP z działaniami innych banków centralnych, zwłaszcza że Czechy i Węgry są już po kilku podwyżkach. Na świecie pojawił się już wyraźny trend ku takim podwyżkom, a przykładem stały się działania Nowej Zelandii czy Norwegii. Jednocześnie prawdopodobne jest szybsze normowanie polityki pieniężnej w USA, niż tego wcześniej oczekiwano.

Trwa boom na kupowanie „L4”

Na rynku medycznym pojawiły się w ubiegłym roku firmy, których działalność ogranicza się głównie do wystawiania zwolnień chorobowych. Zdaniem Mikołaja Zająca, eksperta rynku pracy, teleporady odciążyły służbę zdrowia w krytycznym momencie, ale jednocześnie wzmocniły bardzo łatwy proceder wyłudzania ”L4”. Uczestniczą w nim osoby do tego uprawnione, a więc lekarze. Z teleporad skorzystało od początku trwania pandemii blisko 74% Polaków.

Po wpisaniu w internetową wyszukiwarkę frazy „zwolnienie lekarskie”, otrzymujemy obszerną listę wyników z prywatnymi firmami świadczącymi tego typu usługi. Co je wyróżnia, to – jak same informują – szybki czas realizacji e-zwolnienia, który waha się nawet od 5 do 30 minut. Najtańsze oferty zaczynają się już od 59 zł, zaś średni koszt uzyskania takiego zwolnienia oscyluje w granicach 80 – 120 zł. Po wejściu na stronę z e-zwolnieniami wystarczy wpisać w formularz swoje objawy oraz podać, jaką liczbę dni zwolnienia lekarskiego potrzebujemy. Maksymalny okres to 7 dni, możliwy jest jednak do przedłużenia przy kolejnej teleporadzie i ponownym uiszczeniu opłaty. Następnie czekamy na telefon od lekarza, który potwierdza wystawienie „L4” oraz przekazuje konkretne wytyczne.

– Lekarz nie ma najmniejszej szansy na zweryfikowanie tego, czy pacjent faktycznie jest chory, czy coś mu dolega, czy może po prostu chce kupić sobie zwolnienie. Nie dotyczy to oczywiście wszystkich e-zwolnień, ale z pewnością mamy w Polsce do czynienia z procederem, który prowadzony jest przez wąską grupę osób, a który generuje znaczne straty finansowe dla państwa tłumaczy Mikołaj Zając, prezes Conperio, największej polskiej firmy zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

Tymczasem państwowa jednostka nie wyrabia się z kontrolami. Osobom ubezpieczonym w ZUS wystawiono w 2020 roku ogółem 22,7 mln zaświadczeń lekarskich, a kontroli przeprowadzono 275 tys. – co stanowi niecałe 2%.

– ZUS ma wszystkie niezbędne narzędzia, by sprawdzać zwolnienia kupowane przez telefon lub internet i wyłapywać te, które są nadużyciami. Nasza firma na podstawie kontroli pracowników prowadzi również statystki lekarzy – wiemy wprost, którzy z nich cieszą się największą popularnością wśród pacjentów. Skoro my mamy tę wiedzę, to ZUS z pewnością też monitoruje sytuację i powinien odpowiednio wcześniej podjąć właściwe kroki w celu przeciwdziałania – dodaje Mikołaj Zając.

Lipcowe, ogólnopolskie badanie dostępu do leczenia w Polsce – dostępności świadczeń lekarzy POZ, teleporad, a także opieki ambulatoryjnej – wykazało, że od początku trwania pandemii aż 74 % badanych Polaków skorzystało z usług teleporady.

Jak podkreśla Mikołaj Zając, na łatwości w dostępie do zwolnień lekarskich, bez ich właściwej weryfikacji, najwięcej tracą pracodawcy.

W pierwszym półroczu 2021 roku, na zlecenie właścicieli dużych zakładów produkcyjnych zatrudniających od kilkuset do kilku tysięcy pracowników na terenie całej Polski, przeprowadziliśmy 10 207 kontroli zwolnień lekarskich. W przypadku 36 % z nich odnotowaliśmy nadużycia – nie zastaliśmy danej osoby pod adresem wskazanym w druku ZLA lub stwierdziliśmy naruszenie ujętych w nim postanowień – podsumowuje ekspert.

Szwajcarski St. Moritz z najbardziej dynamicznym wzrostem cen nieruchomości spośród kurortów narciarskich na świecie

Według indeksu cen nieruchomości w zimowych kurortach opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Knight Frank, w 2021 roku najwyższy wzrost cen spośród alpejskich kurortów zanotowało szwajcarskie St. Moritz. Za dom trzeba tam zapłacić o 17% więcej niż przed rokiem. Niska podaż i rosnący popyt to główne przyczyny wzrostu cen. W czerwcu 202 roku na sprzedaż w St. Moritz było wystawionych 90 domów, a rok później, w czerwcu 2021 roku, już około 20.  

Knight Frank opublikował najnowszy indeks śledzący ceny nieruchomości w zimowych kurortach – Ski Property Index. Indeks jest jednocześnie częścią szerszego opracowania analizującego dogłębnie ten rynek – Ski Property Report. Po raz pierwszy od 3 lat szwajcarskie ośrodki prowadzą w tym zestawieniu, co wynika bezpośrednio z niskiej podaży i wysokiego popytu. Do wzrostu zainteresowania St. Moritz rzyczyniły się decyzje Szwajcarów o ponownym otwarciu ośrodków narciarskich w grudniu 2020 r. (jedyny europejski kraj, który to zrobił) oraz ogólna reakcja rządzących na pandemię, które wzmocniły atrakcyjność tego rynku. Za metr kwadratowy nieruchomości w St. Moritz trzeba zapłacić EUR 22,700.

Podobnie jest w Verbier – jednym z największych ośrodków narciarskich w Szwajcarii obok St. Moritz. Tutaj ceny wzrosły o 10,2% a wybrane nieruchomości sprzedawały się o 12% powyżej ceny wyjściowej. Ośrodek osiągnął również rekordową cenę sprzedaży jednej z nieruchomości, której metr kwadratowy kosztował CHF 30,000 (EUR 27,400).

Alpy francuskie również są na celowniku kupujących. W indeksie przodują Chamonix (ze wzrostem cen o 6,1%) i Megeve (ze wzrostem cen o 4,7%). Zainteresowanie wynika między innymi z łatwego dojazdu z większych miast, takich jak Turyn, Mediolan i Genewa, ale także ze względu na przewagę konkurencyjną dotyczącą jakości względem podobnych nieruchomości w innych kurortach.

Najdroższe nieruchomości są w szwajcarskim Gstaad. Tam za mter kwadratowy trzeba zapłacić średnio EUR 32,800. Na dalszych miejscach są: Courchevel 1850 (EUR 26,800), Verbier (EUR 23,500), St. Moritz (EUR 22,700), Zermatt (EUR 21,100), Val d’Isère (EUR 20,300), Courchevel Moriond (EUR 16,500),  Courchevel Village (EUR 16,200), Méribel (EUR 15,800), Megève (EUR 14,500), Méribel Village (EUR  14,500), St-Martin-de-Belleville (EUR 13,100), Davos (EUR 13,000), Klosters (EUR 12,800), Chamonix (EUR 12,500).

„Kurorty położone na średnich wysokościach oferujące rentowną bazę przez cały rok i oferujące różne rodzaje turystycznych aktywności, są atrakcyjne dla szerszego grona nabywców. Większym niż zwykle zainteresowanie cieszył się również najdroższy kurort we Francji, Courchevel 1850. Jest to prawdopodobnie „bezpieczny rynek” we francuskich Alpach, gdzie kupujący wiedzą, że inwestują w jednym z najbardziej pożądanych ośrodków narciarskich na świecie, który ponadto zapewnia wiele rodzajów usług i udogodnień. Wyzwaniem pozostaje jednak ilość nieruchomości na sprzedaż, która jest bardzo ograniczona.” – powiedzial Roddy Aris, Associate Partner, Paryż i region Alp Francuskich, Knight Frank.

Knight Frank Ski Property Index 2021 – pełne zestawienie

Dane oparte na cenach domu, z 4 sypialniami, w najlepszej lokalizacji

Roczna zmiana % w stosunku do II kw. 2021

Resort Price change (%)
St. Moritz 16.5%
Klosters 14.4%
Davos 13.4%
Verbier 10.2%
Leysin 7.0%
Grimentz 6.8%
Chamonix 6.1%
Megeve 4.7%
Gstaad 2.9%
Villars-sur-Ollon 2.8%
Champery 2.2%
Courchevel Village 1.7%
Courchevel Moriond 1.7%
St Martin-de-Belleville 1.5%
Meribel 1.0%
Meribel Village 0.8%
Val-d’Isere 0.6%
Zermatt 0.5%
Courchevel 0.4%
Crans Montana 0.1%

 

Jak zarabiać na mieszkaniach studenckich?

W większości polskich miast trwa boom na wynajem mieszkań dla studentów. Ceny rosną, a nawet najmniej atrakcyjne lokale, znikają z rynku z szybkością światła. Wiele osób zadaje sobie zatem pytanie: w jaki sposób można zarabiać na takiej koniunkturze?

Najbardziej oczywistym sposobem zarabiania na nieruchomości jest jej zakup i wynajmowanie. Jednak to wymaga kapitału na zakup całego mieszkania, co w Polsce oznacza konieczność posiadania co najmniej 300 tys. zł, a w Warszawie nawet 500 tys. zł. Obecnie jednak rynek jest tak rozgrzany, że trudno znaleźć atrakcyjne nieruchomości do kupienia. Do tego w mieszkaniu trzeba zrobić remont, a na rynku brakuje wolnych ekip budowlanych. Nie wspominając już o drożejących materiałach budowlanych.

Na bardziej rozwiniętych rynkach niż Polska znajdziemy natomiast firmy i fundusze, które inwestują w mieszkania dla studentów. To bardzo ciekawe uzupełnianie naszego portfela inwestycyjnego pozwalające na ekspozycję na rynek studenckiego najmu.

Największym graczem na rynku studenckich mieszkań w USA jest firma American Campus Communities (ACC), od 2004 roku notowana na NYSE. Firma działa jako REIT – Real Estate Investment Trust, czyli fundusz inwestujący w nieruchomości. REIT to obecnie coraz popularniejsze narzędzie inwestowania w nieruchomości, dające taką możliwość także osobom, które dysponują niewielkimi kwotami pieniędzy. Większość REIT skupia się na wybranej części rynku nieruchomości np. biurach, powierzchniach handlowych czy mieszkalnych. ACC to REIT skupiony stricte na zakwaterowaniu studentów w mieszkaniach i akademikach o podwyższonym standardzie.

Na koniec marca 2021 ACC posiadała 166 nieruchomości własnych zapewniających 111 900 łóżek. Wliczając nieruchomości innych właścicieli, którymi firma zarządza, jej portfel zawierał
207 nieruchomości z 142 400 łóżek. To więcej niż liczba studentów studiów stacjonarnych w Warszawie. Firma ma swoją siedzibę w Austin w Teksasie i oferuje nieruchomości na 68 uniwersytetach głównie w południowych stanach USA. Przeciętna nieruchomość daje firmie roczny zysk w wysokości 6,25 proc. – 6,75 proc.

Firma poradziła sobie w czasie pandemii, choć początkowo wartość jej akcji spadła o ponad 50 proc. Obecnie cena akcji jest o 5,9 proc. wyższa niż 25 lutego 2020 (w tym samym czasie S&P500 wzrósł o 40,6 proc.). Mimo faktu, że większość uniwersytetów wprowadziła zdalne nauczanie, spółce udało się choć częściowo zapełnić swoje nieruchomości. Pandemia pokazała jednak, że sama spółka jest narażona na tego rodzaju szoki popytowe. Od początku roku akcje ACC wzrosły o 22,4 proc., porównywalnie z S&P500 (+21,5 proc.). Firma planuje w 2022 roku powrót do zysków na poziomie sprzed kryzysu.

Inwestując w mieszkania studenckie, warto rozważyć szerszą dywersyfikację opartą o rynek nieruchomości mieszkalnych. Taką ekspozycję mogą nam dać inne spółki z tego rynku, takie jak np. AvalonBay Communities (mieszkania), Equity Residential (mieszkania) czy Sun Communities Inc (domy modułowe, ośrodki wypoczynkowe).

Paweł Majtkowski – analityk eToro

Europejskie gospodarki nie są gotowe na OZE

Największe europejskie gospodarki nie są przygotowane do przejścia na OZE i mogą nie osiągnąć celów klimatycznych pakietu Fit for 55. Według raportu Eaton, barierą dla transformacji energetycznej jest m.in. przeciążenie sieci i zbyt niski poziom cyfryzacji. System nie jest gotowy na zmienną energię odnawialną. W Niemczech, przez konieczność stabilizowania sieci, ograniczana jest produkcja nawet 3% mocy w instalacjach OZE. W Wielkiej Brytanii koszty związane z limitowaniem produkcji zielonej energii w ubiegłym roku wyniosły 282 mln funtów. Przed podobnymi wyzwaniami stoi również Polska. Co powinny zrobić rządy, aby poprawić sytuację?

Wąskie gardło transformacji na OZE

Kraje europejskie zakładają osiągnięcie unijnych celów redukcji emisji CO₂ przede wszystkim poprzez zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych. Według raportu Eaton, przechodzenie na OZE dynamicznie odbywa się w Danii, Finlandii, Norwegii i Szwecji. Jednak największe gospodarki europejskie, takie jak Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Szwajcaria i Wielka Brytania, nie są gotowe na transformację energetyczną. Powodem nie jest zbyt mała liczba instalacji słonecznych i wiatrowych, ale nieprzygotowanie systemu na zmiany.

W Niemczech do osiągnięcia celów na 2030 rok potrzebnych jest dodatkowo 138 TWh energii ze źródeł słonecznych i wiatrowych. We Francji – 90 TWh. Tak gwałtowny rozwój OZE wymaga od sieci większej elastyczności, ponieważ zielona energia jest mocno rozproszona i niestabilna. System musi być zdolny do szybkiego reagowania na zmienną ilość produkowanej mocy i zapotrzebowanie na nią. W wielu europejskich państwach infrastruktura nie jest na to gotowa. Krajowe systemy elektroenergetyczne mogą więc stać się wąskim gardłem transformacji – wskazuje Mariusz Hudyga, Product Manager w firmie Eaton.

Mniejsze kraje – Finlandia, Norwegia, Szwecja, Holandia i Irlandia – notują największe postępy w przechodzeniu na OZE. Są to bowiem elastyczne rynki, które zapewniają wszystkim inwestorom sprawiedliwy, przejrzysty i prosty dostęp. Większe kraje, takie jak Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Włochy i Hiszpania, mają problemy z zapewnianiem elastyczności. Powodem są bariery dla inwestycji, takie jak zasady certyfikacji i podłączenia do sieci, wysokie koszty, złożone przepisy oraz zdominowanie rynku przez podmioty o ugruntowanej pozycji.poziom gotowości do transformacji

Konieczne inwestycje w magazyny energii i elektryczne samochody

Elastyczność systemu energetycznego mogą zwiększać niskoemisyjne rozproszone zasoby energii, takie jak stacje ładowania pojazdów elektrycznych, magazyny energii, inteligentne czujniki i technologie pomiarowe czy systemy zasilania awaryjnego. Raport Eaton wskazuje, że w większości krajów w Europie rozwój takich rozwiązań jest jednak na niskim poziomie. Wyjątkiem jest Norwegia, gdzie elektryczne samochody stanowią już ¾ wszystkich nowo rejestrowanych pojazdów. Zbyt wolne tempo rozwoju elastyczności sieci to nie tylko ryzyko opóźnienia dekarbonizacji, ale też wyższych kosztów bilansowania sieci i większych rachunków dla konsumentów.

Ograniczenie emisji CO będzie możliwe tylko wtedy, gdy wszystkie kraje europejskie będą korzystały z elastycznych rozwiązań w procesie stabilizowania OZE. Konieczne jest przyciągnięcie prywatnych inwestycji w inteligentnie sterowane stacje ładowania e-samochodów, systemy magazynowania ciepła i energii czy interaktywne centra danych. Efekt ten będzie można uzyskać na stabilnych i przewidywalnych rynkach, na których obowiązują przepisy dające pewność długookresowego zwrotu z inwestycji. W Polsce wciąż jedynie 12% energii pochodzi ze źródeł odnawialnych. Ich rozwijanie będzie wymagało nie tylko zakładania farm wiatrowych czy słonecznych, ale też przede wszystkim zapewnienia przejrzystego i łatwego dostępu do rynku energii dla inwestujących w magazyny energii czy infrastrukturę zasilania pojazdów elektrycznych – podkreśla Mariusz Hudyga.

W raporcie „Energy Transition Readiness Index 2021” przeanalizowano rynki energetyczne 12 krajów europejskich i oceniono ich gotowość do przyjęcia OZE oraz osiągnięcia celów redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. Raport został opracowany przez brytyjskie Stowarzyszenie Energii Odnawialnej i Czystych Technologii (REA) oraz firmę Eaton. Badanie objęło Hiszpanię, Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, Włochy, Danię, Finlandię, Irlandię, Holandię, Norwegię, Szwecję i Szwajcarię.

Podsumowanie najważniejszych wniosków raportu jest dostępne pod linkiem: Energy-Transition-Readiness-Index-2021-Executive summary.pdf (eaton.com)

Pożyczki na dużym plusie

Łączna sprzedaż firm pożyczkowych współpracujących z BIK wyniosła we wrześniu 2021 r. 697 mln zł w ujęciu wartościowym oraz 276,5 tys. sztuk w ujęciu liczbowym. We wrześniu 2021 r., w porównaniu do września 2020 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+81,3%). Natomiast w ujęciu liczbowym udzielono o (+70,7%) więcej pożyczek. Średnia wartość nowo udzielonej we wrześniu 2021 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 258 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej we wrześniu 2020 r. o (+8,9%).

– Trzy kwartały br. to duża poprawa sytuacji na rynku pożyczkowym, przejawiająca się nie tylko wyhamowaniem dużych spadków z 2020 r., ale bardzo wysokim wzrostem sprzedaży i to zarówno w samym wrześniu, jak i w całym okresie pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Pomimo tak wysokiej dynamiki wzrostu w okresie styczeń – wrzesień 2021 r., wartość udzielonych pożyczek jest nadal o 1,9% niższa niż w analogicznym okresie 2019 r., czyli przed pandemią. Duża część wysokiej dynamiki, w porównaniu do pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 r., jest oczywiście wynikiem niskiej ubiegłorocznej bazy. Niemniej rynek pożyczek pozabankowych w 2021 r. w ujęciu ilościowym wrócił do sytuacji z 2019 r., a nawet zanotował wzrost. Porównując sprzedaż pożyczek w okresie styczeń – wrzesień 2021 r. do sprzedaży z tego samego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym wystąpił wzrost o 3,6%. Co prawda rynek nie odbudował jeszcze wartości sprzedaży z okresu sprzed pandemii, ale jest na dobrej drodze. Można stwierdzić, że rynek właściwie wrócił już do sytuacji sprzed pandemii – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Strona popytowa rynku pożyczkowego

Sprzedaż firm pożyczkowych jest determinowana przede wszystkim popytem na pożyczki. Po ogromnej zapaści w pierwszych miesiącach pandemii, już w lecie 2020 r. popyt zaczął się odbudowywać. Dynamika wniosków o pożyczkę w okresie styczeń – wrzesień 2021 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wyniosła +72,3%.

– Obecnie rynek pożyczek pozabankowych niewątpliwie wrócił do swojego naturalnego stanu. Myślę, że sprzedaż pożyczek pozabankowych powinna kontynuować odbicie w IV kwartale br., oczywiście gdy nie wystąpią negatywne zdarzenia pandemiczne (nagły wzrost zarażeń). Wynikać to będzie przede wszystkim z nadal rosnącego popytu na finansowanie bieżących potrzeb konsumpcyjnych. Dodatkowym czynnikiem, który w mojej opinii pozytywnie stymulował rynek pożyczkowy w III kwartale było wygaśnięcie z końcem czerwca przepisów obniżających górny pułap możliwych do osiągnięcia przychodów przez firmy pożyczkowe. Jest jeszcze jeden kluczowy czynnik determinujący obecną oraz przyszłą sytuację na rynku pożyczkowym. Jest nim możliwość pozyskiwania finansowania przez firmy pożyczkowe. Odbudowa sentymentu do sektora pożyczkowego powinna skutkować większą dostępnością do finansowania, chyba że pojawi się ponownie na horyzoncie ryzyko regulacyjne związane z wprowadzeniem przepisów ograniczających wysokość uzyskiwanych przychodów z pojedynczej transakcji pożyczkowej – podsumowuje prof. Rogowski.

Analizy eksperckie BIK podziela Fundacja Rozwoju Rynku Finansowego, obserwując problematykę sektora, także z perspektywy nastroju panującego w największych instytucjach pożyczkowych w Polsce.

 Sprzedaż pożyczek pozabankowych od kilku miesięcy utrzymuje się na stabilnym poziomie, porównywalnym do poziomu sprzed pandemii. Fakt ten należy łączyć z relatywnie dobrą sytuacją gospodarczą i pozytywnymi nastrojami konsumenckimi, a co za tym idzie wzrostem konsumpcji prywatnej, który stymuluje popyt na pożyczki. Ogólna kondycja sektora jest jednak wciąż mocno zachwiana – mówi Agnieszka Wachnicka, Prezes Zarządu Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

– Branża ma nadal trudności w pozyskiwaniu kapitału na prowadzenie akcji kredytowej, a problem ten pogłębia niepewna sytuacja regulacyjna. Zmienne otoczenie gospodarcze i prawne nie sprzyja odbudowie zaufania inwestorskiego do sektora, dlatego nie spodziewamy się nagłego ożywienia na rynku w kolejnych kwartałach, tym bardziej, że wskutek zeszłorocznych zawirowań wiele podmiotów zawiesiło działalność operacyjną i wypadło z rynku. Oceniając perspektywy na kolejne miesiące, należy mieć także na uwadze, że rynek pożyczek pozostaje wrażliwy na wszelkie zmiany koniunktury gospodarczej, a te z kolei są ściśle skorelowane z tempem rozwoju czwartej fali zakażeń COVID-19 – dodaje prezes Fundacji.

ALDI Nord otwiera Centrum Technologiczne w Krakowie

Na początku października pierwsi pracownicy Centrum Technologicznego rozpoczęli pracę w Krakowie. Specjaliści IT wzmacniają Organizację Technologiczną ALDI Nord. Dzięki nowemu Centrum Technologicznemu, ALDI Nord kontynuuje transformację i digitalizację.

  • ALDI Nord tworzy optymalne warunki dla dalszej rozbudowy swojej Organizacji Technologicznej
  • Uruchomienie Centrum Technologicznego zwiększa elastyczność procesów
  • Do 2022 r. około 250 specjalistów IT będzie pracować z Krakowa, wzmacniając Organizację Technologiczną

– Digitalizacja stanowi najwyższy priorytet dla ALDI Nord. Cieszymy się, że dzięki Centrum Technologicznemu w Krakowie będziemy mogli znacząco wzmocnić naszą Organizację Technologiczną. Centrum Technologiczne jest ważnym krokiem na drodze do wprowadzenia naszej głównej działalności na kolejny poziom rozwoju cyfrowego i wspierania innowacji –  powiedział Sinanudin Omerhodzic, Chief Technology Officer w ALDI Einkauf SE & Co. oHG.

Nowe Centrum Technologiczne stawia na współpracę wewnętrznych i zewnętrznych specjalistów IT oraz pracuje nad projektami i rozwiązaniami IT dla Grupy ALDI Nord. Dzięki temu ALDI Nord przeciera nowe szlaki, aby optymalnie wspierać i aktywnie prowadzić proces transformacji.

Cieszymy się, że ALDI Nord wybrało Kraków jako lokalizację Centrum Technologicznego. Ten krok po raz kolejny pokazuje, że Polska oferuje nowe możliwości na rynku IT, a także jest atrakcyjnym rynkiem dla dyskontowego handlu detalicznego, powiedział Sinanudin Omerhodzic, Chief Technology Officerw ALDI Einkauf SE & Co. oHG.

Docelowo sieć planuje stworzenie w Krakowie do połowy 2022 r. zespołu składającego się z ok. 250 specjalistów IT. Równocześnie ALDI Nord konsekwentnie rozbudowuje Organizację Technologiczną w Essen.

Pandemia zmusiła Polaków do większej ostrożności i rozwagi. Na znaczeniu zyskuje cena

Według badania pracowni Kantar, wśród konsumentów wciąż przeważa rozważne i pragmatyczne podejście do zakupów, polegające na jak najtańszym nabywaniu markowych produktów. Rośnie natomiast udział shopperów z przymusu, ograniczających wydatki do minimum. I przybywa cenoholików, skoncentrowanych wyłącznie na kwotach. Z kolei tracą na znaczeniu zakupowi entuzjaści, polegający na opiniach influencerów. Coraz częściej można za to spotkać ekocentrycznych konsumentów, którzy szukają ekologicznych towarów. Ponadto ubywa świadomych koneserów, nieprzejmujących się cenami. Maleje też udział shopperowych domatorów.

Jesienna edycja badania FMCG Brands We Shop by Blix & Kantar, przeprowadzonego wśród ponad 4 tys. Polaków w wieku 18-65 lat, wykazała, że dominującą grupę konsumentów wciąż stanowią osoby rozważne i pragmatyczne. Od wiosennej edycji ich udział spadł tylko o 1 p.p. I obecnie wynosi 24%. Tacy shopperzy lubią znane brandy, ale są też dość wrażliwi cenowo. Szukają promocji, aby jak najtaniej kupić najlepsze gatunkowo produkty.

– Rozważne i pragmatyczne podejście do zakupów oznacza, że Polacy chcą nabywać jak najtaniej najlepsze jakościowo produkty. Jednak podwyżki cen są coraz bardziej odczuwalne dla przeciętnego Kowalskiego. Dlatego producenci znanych marek zaczynają odczuwać presję związaną z rozwojem konkurencyjnych marek własnych, które gatunkowo często nie odbiegają od markowych konkurentów i są mocno promowane przez sieci handlowe – komentuje Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy Blix.

Na drugim miejscu w zestawieniu są obecnie shopperzy z przymusu, którzy wcześniej byli na trzeciej pozycji. Ich udział wśród polskich konsumentów wzrósł od wiosny o 4 p.p. I teraz wynosi 18%. To grupa shopperów, których trudno zadowolić. Zazwyczaj reprezentują ją osoby skupione na szybkim załatwianiu obowiązków związanych z zakupami. Tego typu klienci negatywnie podchodzą do jakichkolwiek ofert specjalnych i promocji. To najbardziej nieufny segment.

– Powodem tak wyraźnej zmiany w dość krótkim czasie może być obecna sytuacja ekonomiczna w Polsce i na świecie. Rosnąca inflacja oraz niepewność ekonomiczna powoduje widoczne wzrosty w segmentach zachowawczych i skupionych na oszczędzaniu – wyjaśnia Krzysztof Domeradzki z firmy badawczej Kantar Polska.

Na trzeciej pozycji uplasowały się dwie skrajnie różne grupy. Jedną z nich są zakupowi entuzjaści, dla których kupowanie to pasja. Podążają za wszystkimi trendami i są wyjątkowo wrażliwi na reklamy oraz opinie influencerów. Oni zanotowali spadek o 3 p.p. Drugi segment to cenoholicy. Dla nich w całym procesie zakupowym liczy się właściwie tylko cena. W ich przypadku zauważono wzrost o 2 p.p. Obecnie oba typy shopperów mają udział wśród polskich shopperów na poziomie 16%.

– Aspekt cenowy staje się coraz ważniejszy dla polskiego konsumenta. I z tego wynikają ww. zmiany. Jednak nadal istnieje silna grupa shopperów chętnie kupujących nowości produktowe. Niemniej nawet najbardziej entuzjastyczne podejście do zakupów przestaje być już spontaniczne, a staje się coraz bardziej planowane, połączone z robieniem list zakupów i pilnowaniem domowego budżetu – mówi Marcin Lenkiewicz.

W poprzedniej edycji badania ekoncentryczni konsumenci byli na przedostatniej pozycji, ale ich udział zwiększył się z 10% do 12%. Tym samym awansowali na czwarte miejsce. Tego typu shopperzy są szczególnie skoncentrowani na kupowaniu produktów eko i bio. Jak wynika z raportu, w ostatnim czasie przybywa takich klientów w Polsce.

– W obecnych czasach wzrost tej grupy konsumentów może być powiązany z coraz powszechniejszą potrzebą dbania o zdrowie swoje i rodziny. Chcąc dobrze komunikować się z takimi klientami, należy poza samą ofertą ekologiczną, postawić również na atrakcyjne wybicie cenowe tej kategorii – przekonuje ekspert z Grupy Blix.

Jak podkreśla Krzysztof Domeradzki, ekocentryczni konsumenci mniej skupiają się na samej marce czy jakości. Szukają produktów zaprojektowanych z myślą o środowisku. Jedocześnie nie są tak podatni na promocje czy opinie influencerów, jak świadomi koneserzy, którzy poprzednio byli na czwartej pozycji, a teraz spadli na przedostatnie miejsce. Ich udział zmniejszył się z 12% do 9%.

– Świadomi koneserzy mniej niż inni klienci zwracają uwagę na cenę, ale robią zakupy w sposób świadomy i planowany, z dbałością o środowisko. To osoby mocno zaangażowane nie tylko w wybór atrakcyjnych produktów, ale także znające wartości i procesy produkcji, jakie stoją za daną marką – dodaje Lenkiewicz.

Natomiast ekspert z Kantar Polska zaznacza, że pandemia oraz niepewność jutra zmusiły Polaków do większej ostrożności i rozwagi, kosztem społecznej odpowiedzialności. Ekologiczny sposób produkcji niektórych brandów stał się mniej ważny niż jeszcze pół roku temu, czyli w czasie poprzedniej edycji badania. Na znaczeniu zyskuje cena. Dlatego wśród konsumentów jest coraz mniej świadomych koneserów.

– Na ostatnim miejscu, podobnie jak poprzednio, są shopperowi domatorzy. Ta grupa odnotowała spadek z 6% do 5%, co łączę z poluzowaniem obostrzeń dotyczących pracy stacjonarnej i funkcjonowania restauracji. Po powrocie do biur i otwarciu restauracji część badanych zrezygnowała z częstego gotowania posiłków i wróciła do swoich zwyczajów zakupowych sprzed twardego lockdownu – podsumowuje ekspert z Grupy Blix.

Nic nie warta lira

Inflacja w Turcji wynosi obecnie 19,6 proc. Bank centralny tego kraju jednak zdecydował się na obniżkę stóp procentowych aż o 200 pb. do poziomu 16 proc. Lira turecka względem dolara amerykańskiego ponownie dynamicznie się osłabiła. Sufitu w notowaniach USD/TRY nie widać.

Jeszcze w sierpniu TCMB (już pod kierownictwem Sahapa Kavcioglu) obiecywał, że kluczowa stopa procentowa będzie utrzymana powyżej stopy inflacji. Instytucja podkreślała, że należy utrzymać efekt dezinflacyjny, dopóki wskaźniki nie wskażą na trwały spadek inflacji i osiągnięcia średniookresowego celu na poziomie 5 proc. Widać całkowitą niespójność. Brak tutaj jakichkolwiek europejskich standardów. Komunikacja z rynkiem całkowicie „leży”. Widzimy instytucję, o której nie można powiedzieć, że jest niezależna. TCMB po raz kolejny się ugiął presji kreowanej przez prezydenta Erdogana. Niedawno trzech członków banku centralnego zostało zwolnionych dekretem, ponieważ mieli odmienne zdanie co do prowadzonej polityki monetarnej.

Turcja znajduje się w zamkniętym kręgu. Deprecjacja liry spowoduje kolejny wzrost inflacji, na którą bank centralny nie zareaguje podwyżkami stóp. Para walutowa USDTRY kroczy po nieznanym terenie. Spekulacyjnie instrument wygląda ciekawie pod kątem zmienności. Jednak dlatego też rynek ten wydaje się mało przewidywalny. Kierunek dalszego kursu od strony fundamentalnej i technicznej co prawda jest klarowny, jednak precyzyjne wejście w pozycję wydaje się być już nieco bardziej skomplikowane. Po kilku tygodniach nieprzerwanego rajdu na północ powinniśmy w najbliższym czasie zaobserwować korektę w notowaniach, przynajmniej w okolice 8,80.

Spójrzmy teraz szybko na Kanadę. Wzrost inflacji do 4,4 proc we wrześniu oraz wyższe odczyty inflacji bazowej zbliżają BoC do zakończenia polityki zerowych stóp procentowych. W kwietniu i lipcu instytucja zredukowała cotygodniowe zakupy aktywów z rynku. Zwiększa się prawdopodobieństwo, że już na przyszłotygodniowym posiedzeniu (a nie w grudniu) zobaczymy decyzję o zakończeniu programu QE. Również prawdopodobne jest zasygnalizowanie pierwszej podwyżki w II połowie 2022 roku. W takich warunkach naturalnym wyborem inwestorów powinna być para walutowa EUR/CAD. Co prawda „kanadyjczyk” w relacji do euro mocno zyskał w tym roku, nie oznacza to, że dalsza aprecjacja nie jest możliwa. Od pewnego czasu kurs znajduje się w wąskiej konsolidacji, ale zejście do technicznego poziomu na 1,4270 jest możliwe. W tych okolicach wypada dołek z lutego 2020 roku.

Wczoraj poznaliśmy opis dyskusji na posiedzeniu decyzyjnym RPP 6 października. W komunikacie brak stwierdzenia czy ruch na stopach to jednorazowa zmiana (ewentualnie dostosowanie do poziomu sprzed pandemii) czy początek całego cyklu zacieśniającego politykę monetarną. W komunikacie przewija się znane z konferencji prasowych NBP stwierdzenie o tym, że podwyższona inflacja to efekt głównie czynników niezależnych od krajowej polityki pieniężnej (wyższych cen surowców energetycznych i żywnościowych). Wymieniany jest również wpływ podwyżek cen wywozu śmieci oraz wpływu globalnych zaburzeń w transporcie oraz zerwanych łańcuchów dostaw. Złoty osłabiał się wczoraj do euro a dzienna skala deprecjacji była największa w całym bieżącym tygodniu. EUR/PLN oscyluje wokół 4,60.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Praca zdalna, a stres cyfrowy – jak radzić sobie z przebodźcowaniem?

Technologia jest wszędzie. Telefony komórkowe to obecnie stały element naszego codziennego życia. Całodobowy dostęp do Internetu powoduje, że na przyciśnięcie jednego guzika możemy sprawdzić każdą informację. Nowe technologie – pozornie pomocne i niezastąpione w codziennym życiu – stały się dla wielu osób zmorą i poważnie utrudniły im funkcjonowanie. Stres cyfrowy dotyczy sytuacji napięcia wynikającego z nadmiernej obecności technologii w naszym życiu. Konsekwencją ciągłego bycia online jest przebodźcowanie, dodatkowe napięcia i stres – co może prowadzić do wypalenia zawodowego i depresji. Około 90 proc. czasu pracy spędzamy przy komputerze. Korzystamy z programów, aplikacji, komunikujemy się za pośrednictwem maili, uczestniczymy w konferencjach i spotkaniach online. Po pracy korzystamy z telefonów komórkowych, aplikacji, sprawdzamy pocztę, social media, oglądamy tv. Odkładamy na bok zdrowy styl życia i tak zaczyna pogarszać się nasza kondycja psychofizyczna. Stres cyfrowy nie jest jednak zjawiskiem nowym. Bardzo dużo zaczęto o nim mówić w związku z szerszym wprowadzeniem pracy zdalnej i przeniesieniem pracy do domu.

– Pandemia COVID-19 spowodowała, że duża część pracowników przerzuciła się na pracę zdalną – co dla części osób okazało się zbyt dużym obciążeniem. Czynniki, które wpływały na osoby pracujące z domu spowodowały, że pojawił się problem stresu cyfrowego – czyli takiego napięcia wewnętrznego, które wynika z nadmiernego korzystania z technologii – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Szczygielska, kierownik Ośrodka Promocji i Wdrażania, Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy. – Aby sobie z tym poradzić, na początku trzeba zrozumieć, z czego ten stres wynika. Samo korzystanie z nowoczesnych narzędzi technologicznych nie jest jeszcze przyczyną stresu. Problem pojawia się wówczas, kiedy technologii jest zbyt dużo, a człowiek przestaje sobie z nią radzić. Pojawią się wtedy przebodźcowanie. Jest to moment, w którym dociera do nas zbyt wiele informacji i nie potrafimy już skupić uwagi na jednej, wykonywanej w danym momencie czynności. Z tego powodu można czuć dyskomfort i możemy przestać radzić sobie z obowiązkami zarówno zawodowymi, jak i prywatnymi. Specjaliści, którzy zajmują się redukcją stresu cyfrowego, zwracają uwagę na wprowadzenie detoksu cyfrowego – czyli świadome odcinanie się od technologii, choćby na krótką chwilę. Ułatwi to zrozumienie, gdzie jesteśmy i czym w danym momencie się zajmujemy. Proponują również rozwiązania z zakresu relaksacji – joga, medytacja – ale także świadome ograniczanie nowoczesnej technologii. Kluczowe jest określanie momentów, w których z tych narzędzi korzystamy, a w których nie jest to konieczne oraz rygor czasowy. Uświadomienie sobie, że w danym czasie skupiam się w pełni na tym, co mam zrobić – a nie na szukaniu dodatkowych bodźców w postaci telefonu czy mediów społecznościowych. Wszystkie te czynniki mogą spowodować, że napięcie będzie w pewnym stopniu rozładowane i będziemy w stanie w pełni skupić się na naszych obowiązkach – wyjaśnia Szczygielska.

Pierwszy amerykański ETF na bitcoina wywołał euforię na rynku

Długo opierano się przeciw debiutowi kryptowaluty na nowojorskiej giełdzie. Stało się tak, ale pośrednio. Czy będzie to miało wpływ na obniżenie ryzyka inwestowania w bitcoina?

Debiut pierwszego ETF-u związanego z bitcoinem wywołał euforię. Bitcoin podrożał, chociaż sam fundusz nie inwestuje bezpośrednio w kryptowaluty, a w kontrakty terminowe.

– ETF prowadzony przez ProShares o tickerze BITO zyskał 4% podczas pierwszej sesji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Te dobre nastroje doprowadziły do tego, że bitcoin sięgnął już poziomu ponad 66 tys. USD, przebijając poprzednie rekordy z kwietnia o niemal 2 tys. dolarów.

Pomimo tego, że nie jest to bezpośrednia inwestycja w kryptowaluty, to jednak daje możliwość inwestycji dla nowych inwestorów. To firmy, które wcześniej obawiały się inwestycji bezpośrednio w kryptowaluty, ale również np. fundusze emerytalne.

Dla tych firm istotne jest, że ETF jest relatywnie bezpiecznym instrumentem finansowym ponieważ jest gwarantowany przez ProShares i regulowany przez SEC, czyli amerykańską komisję giełdy i papierów wartościowych.

– To że SEC po raz pierwszy zezwoliła na utworzenie takiego ETF-a podnosi sentyment do całego rynku krypowalut – dodaje ekspert XTB.

W momencie, kiedy na rynek wejdą kolejne ETFY, inwestujące już bezpośrednio, aktywa cyfrowe mogą zyskać kolejną rzeszę klientów.

Teraz coraz bardziej prawdopodobne jest, że wkrótce na amerykańskiej giełdzie pojawią się ETF-y inwestujące już bezpośrednio w bitcoina i inne kryptowaluty. Nie należy jednak oczekiwać, że bitcoin bezpośrednio zadebiutuje na Wall Street.

Warto przypomnieć, że idea powstanie bitcoina była związana z wymianą środków finansowych, ale powstał problem, że kryptowaluty wykorzystywane są do nielegalnych transakcji i finansowania terroryzmu, dlatego wielu regulatorów rynku będzie starać się ograniczyć skalę tego problemu, właśnie poprzez dodatkowe regulacje prawne. Stąd też pomysł, aby opodatkować w USA transakcje finansowane kryptowalutami.

– Dodatkowe regulacje mogą spowodować, że jeszcze więcej inwestorów będzie inwestować w kryptowaluty – komentuje M.Stajniak.

Creotech Instruments planuje przejście na główny rynek GPW w 2022 roku

Zarząd Creotech Instruments S.A. zwołał Walne Zgromadzenie, na którym akcjonariusze
18 listopada br. zdecydują o przejściu notowań spółki na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Ponadto według analiz spółki, już w roku 2023 na orbicie okołoziemskiej umieszczony zostanie pierwszy mikrosatelita opracowany w pełni przez Creotech Instruments. Celem satelity o nazwie EagleEye i wadze 50 kg będzie testowanie nowych technologii związanych z obserwacją Ziemi. Sukces misji badawczej otworzy przed spółką rynek o wartości 11 mld USD[1] oraz pozwoli wejść do TOP8 producentów mikrosatelit na świecie.

21 października zarząd Creotech Instruments zwołał Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy na 18 listopada br. na którym zdecydują oni o podjęciu uchwały dot. ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji zwykłych na okaziciela serii A, B, C, D, E, F, G oraz H spółki do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW.

– Sukces naszego debiutu na NewConnect to dowód zaufania i wiary w model biznesowy oraz plany strategiczne Creotech Instruments. Chcemy iść o krok dalej i zrealizować nasze wieloletnie plany znalezienia się w gronie spółek notowanych na głównym rynku warszawskiej giełdy. To pozwoli nam jeszcze bardziej zwiększyć wiarygodność, przejrzystość działalności i otworzy dostęp do kolejnych grup inwestorów. Debiutu na rynku GPW spodziewamy się w 2022 roku, w którym chcemy zrealizować szereg operacyjnych działań poprzedzających realizację projektów w latach 2023-24 – mówi
Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

EagleEye będzie pierwszym satelitą, opartym na opracowywanej od 2017 roku uniwersalnej platformie mikrosatelitarnej HyperSat. Umożliwi ona budowanie satelitów obserwacyjnych, telekomunikacyjnych i naukowych o masach od 10 do 60 kilogramów, które będą stosunkowo tanie, ale w pełni profesjonalne. Za realizację projektu EagleEye odpowiadają trzy podmioty polskiego sektora kosmicznego – Creotech Instruments S.A. (lider przedsięwzięcia), Scanway Sp. z o.o. oraz Centrum Badań Kosmicznych PAN, które w 2020 roku uzyskały finansowanie tego przedsięwzięcia. Budżet programu EagleEye wynosi około 40 milionów złotych.

– Zakończyliśmy nasze analizy wskazujące na spodziewany termin realizacji misji EagleEye na orbicie okołoziemskiej i zakładamy że będzie to 2023 rok. Celem tej misji jest przetestowanie rozwiązania technologicznego HyperSat, dostarczenie wysokorozdzielczych zdjęć Ziemi, a także testy modułu napędowego, dzięki któremu satelita EagleEye sprowadzony zostanie na bardzo niską orbitę okołoziemską. To pozwoli nam oferować konkurencyjne rozwiązanie mikrosatelitarne na rynku światowym – dodaje Grzegorz Brona.

Według planów spółki, w 2024 roku na orbitę trafią kolejne trzy mniejsze jednostki o masie około 10 kg wykorzystujące również technologię HyperSat. Są one przygotowywane wspólnie z Wojskową Akademią Techniczną w ramach programu PIAST. EagleEye jest projektowany w taki sposób, aby mógł współdziałać z satelitami PIAST i w ten sposób zapewnić szerokie spektrum zdolności obserwacyjnych. Aktualnie trwa również opracowywanie założeń dla misji naukowej UVSAT, w ramach której wykorzystany zostanie standard HyperSat. Natomiast w lipcu br. Creotech Instruments S.A., Instytut Lotnictwa, Centrum Badań Kosmicznych, Wojskowa Akademia Techniczna oraz spółka PCO S.A. podpisały porozumienie o współpracy przy dalszym rozwoju technologii.

[1] Za Global Satellite Market Report, History and Forecast 2015-2026, opracowanie MarkerStudyReport

ORLEN zbuduje sieć stacji tankowania wodoru

W ramach „Clean Cities – Hydrogen mobility in Poland (Phase I)”, jednego z największych krajowych projektów pod względem wielkości produkcji wodoru, koncern PKN ORLEN zbuduje dwie ogólnodostępne stacje tankowania wodoru w Poznaniu i Katowicach oraz mobilną stację we Włocławku. Na realizację tego przedsięwzięcia PKN ORLEN otrzymał 2 mln euro dofinansowania z unijnego programu CEF Transport Blending Facility. Do 2030 roku koncern planuje budowę ponad 50 stacji tankowania wodoru w całej Polsce.

– Jesteśmy nowoczesnym koncernem, wpisującym się w globalny trend rozwoju innowacyjnych, a przy tym ekologicznych technologii, które wytyczają nam drogę do zrównoważonego biznesu. Jedną z nich jest technologia wodorowa. To przyszłość motoryzacji. Intensyfikujemy prace nad jej rozwojem, ponieważ chcemy zajmować silną pozycję konkurencyjną w tym perspektywicznym segmencie. W Trzebini, Włocławku, a następnie w Płocku powstaną huby wodorowe. Równolegle podejmujemy współpracę z samorządami i miejskimi spółkami komunikacyjnymi – potencjalnymi odbiorcami wodoru. Stacje tankowania wodoru, które zamierzamy zbudować, stanowią kolejny, naturalny krok w realizacji naszych biznesowych celów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Pierwsze ogólnodostępne, całodobowe stacje PKN ORLEN, na których można będzie zatankować wodór, zostaną zbudowane w Poznaniu i Katowicach. We Włocławku powstanie natomiast stacja modułowa. Będą one przystosowane do użytkowania przez wszystkie pojazdy zasilane wodorem – zarówno w standardzie ciśnienia 700 barów dla samochodów osobowych, jak i 350 barów dla autobusów i ciężkiego transportu. Planowana infrastruktura umożliwi tankowanie łącznie ponad 40 autobusów, a także samochodów osobowych i innych pojazdów zasilanych ogniwami wodorowymi.

Bezzwrotne dofinansowanie inwestycji przez Komisję Europejską, w kwocie blisko 2 mln euro, będzie pochodziło z unijnego programu CEF Transport Blending Facility, wspierającego rozwój paliw alternatywnych. Prace związane z budową stacji tankowania wodoru rozpoczną się na przełomie 2021 i 2022 roku.

Zapotrzebowanie jednego autobusu na paliwo wodorowe wynosi 30 kg/dzień, co pozwoli na przejechanie ok. 300 km. Pojemność zbiorników samochodów osobowych typu Toyota Mirai wynosi z kolei ok. 5 kg wodoru, co umożliwi pokonanie blisko 600 km. Ponadto zastosowanie ekologicznej technologii wodorowej w transporcie znacząco przyczyni się do poprawy jakości powietrza oraz obniżenia poziomu hałasu w miastach.

Peter Schiff: Nie wierzę, że Fed będzie walczył z inflacją

Jak wynika z szacunków Głównego Urzędu Statystycznego, we wrześniu inflacja konsumencka w Polsce wyniosła 5,9% w ujęciu rocznym. Jeszcze mniej powodów do zadowolenia mają producenci, gdyż wrześniowa dynamika cen produkcji sprzedanej w przemyśle wzrosła do 10,2%! Tak wysokich odczytów PPI nie obserwowaliśmy w Polsce od lat 90 ubiegłego wieku – komentuje sytuację dr Przemysław Kwiecień, który o inflacji rozmawiał z amerykańskim ekonomistą i prezesem Euro Pacific Capital, Peterem Schiffem.

Widmo stagflacji w Stanach Zjednoczonych powraca

Ostatnia, niespodziewana podwyżka stóp procentowych Narodowego Banku Polski potwierdziła jedynie starą maksymę “nigdy nie mów nigdy”, jednak eksperci pozostają zgodni – Fed nie podniesie stóp procentowych w USA przynajmniej do 2023 roku. Nieco odmienne zdanie na ten temat prezentuje gość specjalny tegorocznej edycji XTB Investing Masterclass – Peter Schiff. W rozmowie z dr Przemysławem Kwietniem stwierdza on bowiem, iż nawet jeśli Fed podniesie stopy procentowe, to nie będzie to pozytywne dla rynku.

Uważam, że pomysł jakoby Fed miał zacząć zmniejszać swój bilans to fantazja (…). Zaczęli zmniejszać bilans, kiedy ten wynosił 4,5 biliona i zmniejszyli go do niecałych 4 bilionów, a teraz jest to 8 bilionów – jaką różnicę zrobiło to poprzednie zmniejszenie? (…) Nigdy nie mogą sobie pozwolić zatrzymać tej polityki monetarnej – jesteśmy uzależnieni od tej monetarnej heroiny i kiedy tylko Rezerwa Federalna próbuje zmniejszyć dawkę, gospodarka wpada w “syndrom odstawienny” (…) w tym momencie wszyscy potrzebują więcej “narkotyków” – stwierdza Peter Schiff. Ekonomista, który już raz zdołał przewidzieć kryzys finansowy w Stanach Zjednoczonych w 2007 roku przekonuje, że obecna sytuacja za oceanem przypomina mu lata 70-te XX wieku. Zasiadający wówczas na fotelu prezydenta Stanów Zjednoczonych Richard Nixon decyduje się zawieszenie wymienialności dolara na złoto, rozpoczynając okres wielkich zmian, który przez ekonomistów zostanie nazwany “Szokiem Nixona”. Rosnąca inflacja wynikająca z szoków podażowych oraz niewielki wzrost gospodarczy doprowadziły do stagflacji.

Zapytany o swoje prognozy dotyczące Fed, Peter Schiff odpowiada: Nie wierzę, że Fed będzie walczył z inflacją, (…) nawet jeśli by próbował, to przegra, myślę, że po prostu się podda. Znany ze swojego przywiązania do metali szlachetnych finansista dodaje: myślę, że za 10 lat od teraz, amerykański rynek akcji będzie znacznie niżej w stosunku do złota niż jest dzisiaj – niezależnie od tego ile wyniesie cena wyrażona w dolarach. Jeśli spróbujesz wycenić go w złocie, rynek będzie znacznie niżej niż jest dzisiaj.

Rejestracji na kasie fiskalnej można dokonać w dniu następnym po otrzymaniu wpłaty na rachunek bankowy

W związku ze zgłaszanymi przez przedsiębiorców wątpliwościami, Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów o wydanie objaśnień podatkowych dotyczących momentu, w którym przedsiębiorca powinien dokonać ewidencji na kasie fiskalnej. Chodziło o sytuacje gdy: klient przedsiębiorcy dokonał wpłaty za zakup towaru na rachunek bankowy przedsiębiorcy, po zakończeniu przez niego pracy (ewidencji) w danym dniu oraz w przypadku gdy wpłata taka nastąpi w dniu wolnym od pracy.

W wydanych objaśnieniach podatkowych MF, podzielił stanowisko Rzecznika i wskazał, że jeśli podatnik o dokonanych wpłatach na rachunek bankowy dowiaduje się dopiero z chwilą otrzymania informacji z banku to ewidencjonuje na kasie rejestrującej zapłaty dokonane w dniu poprzednim niezwłocznie dnia następnego (w dniu odczytu płatności w banku).

Dopuszczalne jest zaewidencjonowanie przy zastosowaniu kasy rejestrującej, wpłat dokonywanych za pośrednictwem banku, bezpośrednio po uzyskaniu informacji o ich otrzymaniu, tj. bez zbędnej zwłoki w dniu następnym lub pierwszego dnia pracy następującego po dniach, w których ten podatnik nie wykonuje działalności. Użyte w przepisie pojęcie „niezwłocznie” należy rozumieć jako najwcześniejszy realny termin na wystawienie i wydanie klientowi paragonu fiskalnego z uwzględnieniem okoliczności, miejsca i czasu dokonania czynności podlegającej obowiązkowi prowadzenia ewidencji.

W praktyce oznacza to, że jeżeli podatnik wydrukował raport fiskalny i zakończył rejestrację na kasie w danym dniu np. o godzinie 18:00, zaś wpłata na rachunek bankowy została zaksięgowana np. o godzinie 21:00, to powinien on dokonać ewidencji na kasie rejestrującej w dniu następnym. Odpowiednio, w przypadku gdy następny dzień jest dniem wolnym od pracy (np. wpłaty dokonano w piątek o 22.00), a przedsiębiorca nie prowadzi działalności w soboty i w niedziele, to powinien on zaewidencjonować tę wpłatę pierwszego dnia roboczego czyli w poniedziałek.

73% wypadków w czasie pracy zdalnej okazało się śmiertelnych

Na wypadek przy pracy najbardziej narażeni są górnicy. Natomiast wypadki pracowników zdalnych zdarzają się zdecydowanie rzadziej, choć najczęściej są tragiczne w skutkach. Na 15 zanotowanych wypadków aż 11 okazało się śmiertelnych.

Eksperci porównywarki ubezpieczeń na życie rankomat.pl przeanalizowali wypadki przy pracy na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Państwowej Inspekcji Pracy.

Najbardziej niebezpieczne branże

Wypadkom przy pracy uległo ponad 27 tys. pracowników, czyli tyle, co populacja Kłodzka – to dane GUS-u tylko za I półrocze 2021 r. Do największej liczby wypadków dochodzi w branży związanej z górnictwem i wydobyciem surowców – na 1000 pracowników 6,41 doznało wypadku. Ryzyko dotyczy również pracowników zajmujących się dostawą wody oraz zagospodarowaniem ściekami, gdzie współczynnik wynosi 4,98 wypadków na 1000 pracujących. Na wypadki są też narażone osoby pracujące w służbie zdrowia i pomocy społecznej – to 3,36 na 1000 pracowników.

Najwięcej wypadków śmiertelnych ogółem miało miejsce w branży przemysłowej, gdzie doszło do 20 takich zdarzeń, w budownictwie zginęło 19 osób, a spośród wszystkich zatrudnionych w górnictwie w pierwszym półroczu 2021 roku 9 osób zmarło wskutek wypadku przy pracy.Śmiertelne wypadki w pracy

Praca zdalna, ale wypadek stacjonarny

Wypadki przy pracy nie ominęły też pracowników wykonujących swoje czynności służbowe w trybie zdalnym. To łącznie 15 wypadków od marca do czerwca 2021 roku – podaje Państwowa Inspekcja Pracy. Z tego aż 11 okazało się śmiertelnych i dotyczyło przypadków medycznych. Pozostałe dotyczyły m.in. obrażeń ciężkich – podczas upadku w toalecie (uszkodzenie gałki ocznej) i w związku z przemieszczaniem się poza miejscem zamieszkania (w drodze do biura po odbiór sprzętu służbowego).

Ostatni zanotowany przez PIP przypadek zdarzenia w czasie pracy dotyczył przygotowywania posiłku w czasie przerwy i przecięcia palca.Wypadki w pracy zdalnej

Niebezpieczne przemieszczanie się

Do wypadków najczęściej dochodzi podczas przemieszczania się – to 40,3% wszystkich wypadków, 16,7% wypadków wynika z operowania przedmiotami, a 14,4% ma miejsce podczas transportu ręcznego – wynika z danych GUS za I półrocze 2021 r.

W pracy uwaga na ręce i nogi

Najbardziej narażone w wypadku przy pracy są kończyny górne, które stanowią aż 43% wypadków. Najrzadziej uszczerbkom ulega szyja oraz odcinek szyjny kręgosłupa, to 1,4% wszystkich zgłoszonych wypadków.

Narażone na urazy są w dużym stopniu kończyny dolne, które dotyczą 36,5% zgłoszonych wypadków. Urazom ulegają również głowa – 9,7% wypadków oraz tułów i organy wewnętrzne – 3,7% urazów, a także grzbiet łącznie z kręgosłupem – 3,1%.Jakie części ciała są najbardziej narażone na uraz z powodu wypadku przy pracy

Do 200 000 zł za wypadek przy pracy

Za wypadek przy pracy ubezpieczony może liczyć na świadczenie z tytułu różnych zdarzeń towarzyszących. W polisie na 100 zł miesięcznej to nawet 5000 zł za leczenie specjalistyczne, 200 zł za każdy dzień pobytu w szpitalu po wypadku, 3000 zł w przypadku skomplikowanej operacji czy 700 zł za każdy 1% uszczerbku na zdrowiu po nieszczęśliwym wypadku. Za zgon w następstwie wypadku przy pracy ubezpieczyciel wypłaci rodzinie maksymalnie 195 000 zł – wyjaśnia Ewelina Ratajczak, ekspert ubezpieczeń na życie rankomat.pl.Ile odszkodowania za wypadek przy pracy

Odszkodowanie za wypadek w miejscu pracy wypłaci też ZUS. To jednorazowo 1033 zł za 1% uszczerbku na zdrowiu i 18 086 zł za całkowitą niezdolność do pracy po wypadku. W razie zgonu pracownika Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłaci odpowiednio 93 014 zł małżonkowi lub dziecku zmarłego oraz 46 507 zł innemu członkowi rodziny. Podane stawki są maksymalnymi i dotyczą okresu od 1 kwietnia 2021 r. do 31 marca 2022 r.

Port w Ustce może być bazą serwisową farm wiatrowych PGE

Przedstawiciele PGE, PGE Baltica oraz Miasta Ustka podpisali list intencyjny w sprawie możliwości utworzenia zaplecza serwisowego dla planowanych morskich farm wiatrowych w Porcie Morskim w Ustce.Ustka – lokalizacja dla bazy serwisowej Morska Farma Wiatrowa – ogólny schemat funkcjonowania Morska Farma Wiatrowa – ogólny schemat funkcjonowania 1

Budowa morskiej energetyki wiatrowej to kluczowy element polskiej transformacji nie tylko energetycznej, ale i gospodarczej. Dzięki takiej inwestycji w Ustce mogą powstać nowe miejsca pracy, a samo miasto i region zyskają nowe możliwości rozwoju i przyciągania kolejnych inwestycji. Zaplecze serwisowe w Ustce, ze względu na bliską odległości od planowanych morskich farm stanowić może istotny czynnik optymalizacji kosztów obsługi i gwarancję sprawnego zarządzania farmami, a na tym będzie nam zależeć na etapie eksploatacji naszych instalacji – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Port Morski w Ustce jest jedną z możliwych lokalizacji bazy obsługowo-serwisowej dla planowanych inwestycji w morskie farmy wiatrowe na Morzu Bałtyckim. Na korzyść tej lokalizacji przemawia położenie portu w stosunku do planowanych farm wiatrowych, jego wielkość, dobre warunki nawigacyjne, dostępność terenów inwestycyjnych, a także pozytywne nastawienie władz miasta oraz Zarządu Portu w stosunku do planowanego przedsięwzięcia.

Jako gospodarz Miasta cieszę się z nowych możliwości gospodarczych dla Ustki, chcemy je efektywnie wykorzystać. Cieszy mnie także deklarowane przez PGE wsparcie naszych działań w celu przebudowy usteckiego portu wraz z budową dojazdu do niego z ominięciem centrum miasta. Liczę także na zaangażowanie PGE w realizację projektów społecznych, tak potrzebnych naszym mieszkańcom – podsumowuje burmistrz Jacek Maniszewski.

PGE wraz z Ørsted realizuje budowę największej farmy wiatrowej w polskiej części Morza Bałtyckiego. Projekt Morskiej Farmy wiatrowej Baltica o łącznej mocy 2,5 GW. W ramach wspólnego projektu PGE odpowiada m.in. za wybudowanie i działalność operacyjną portu serwisowego, który stanie się bazą dla wspólnie realizowanych morskich farm wiatrowych.

Port w Ustce, obok portu w Łebie, jest jednym ze wskazanych w Krajowym Planie Odbudowy, gdzie podkreślono, że sektor morskiej energetyki wiatrowej stanowi szansę dla rozwoju gospodarczego Polski, w tym zbudowanie i rozwój tzw. local content, którego kluczowym elementem jest budowa infrastruktury portowej, służącej budowie, a następnie eksploatacji morskich farm wiatrowych.

Kontrola podatnika na wniosek w Polskim Ładzie

Jednym z nowych rozwiązań podatkowych, jakie przewiduje Polski Ład, jest autokontrola podatnika w związku z nieprawidłowościami wykrytymi u kontrahenta. Rozwiązanie to niesie za sobą szereg niewiadomych, w szczególności kto, przez kogo i kiedy miałby być kontrolowany. W projekcie przepisów rolę sygnalisty pełnić będzie Szef KAS, który ma ostrzegać przed ryzykiem znikającego podatnika, co powinno zwiększyć czujność jego kontrahentów i umożliwić im działania w celu zachowania należytej staranności we współpracy z podejrzanym podatnikiem.

Ostrzeżenia KAS

W ustawie z dnia 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej planowane jest dodanie art. 15a, zgodnie z którym Szef KAS, który w wyniku analizy zidentyfikuje ryzyko tzw. znikającego podatnika w obrocie towarami lub usługami, zawiadomi o tym podatnika i jego kontrahenta(-ów). Ustawa nie definiuje, jaką formę przyjmie ostrzeżenie, aczkolwiek w uzasadnieniu do projektu przepisów ustawodawca posługuje się pojęciem „listy ostrzegawcze”, co pozwala przypuszczać, że takie wiadomości będą mogły być wysyłane e-mailem albo w wersji papierowej.

Otrzymując informację od Szefa KAS, podatnik będzie zobowiązany dokładnie prześwietlić transakcje zawarte z podejrzanym podmiotem, ponieważ brak jakichkolwiek działań może świadczyć o braku należytej staranności. Przy czym podatnik, który nie otrzyma komunikatu od Szefa KAS, wskutek czego nie podejmie odpowiednich czynności, nie będzie mógł się zasłaniać niewiedzą, jeżeli chodzi o kwestie dochowania należytej staranności w VAT.

Definicja znikającego podatnika

Polski Ład przewiduje definicję znikającego podatnika, czyli podmiotu zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny, który z zamiarem oszustwa nabywa towary lub usługi albo symuluje takie nabycia. Definicja ta została określona w projekcie przepisów, brak jest jednak wskazania, w jaki sposób będzie on ustalany, tj. na podstawie jakich kryteriów. Jak się wydaje, samo wskazanie, że Szef KAS podejrzewa dany podmiot o oszustwo podatkowe, może prowadzić do zbyt pochopnych wniosków i osądów. W tym zakresie informacja Szefa KAS o uznaniu podmiotu za znikającego podatnika może w skrajnych sytuacjach doprowadzić do upadku uczciwie działających przedsiębiorców, ponieważ po takim ostrzeżeniu raczej nikt nie będzie chciał kontynuować współpracy z danym podmiotem. W tym zakresie projekt nie przewiduje jakichkolwiek zapisów o odpowiedzialności za błędne typowanie „znikającego podmiotu” czy o odszkodowaniu dla tego podmiotu, jeżeli po weryfikacji okaże się, że to uczciwy podatnik.

Ustawodawca wskazuje, że ujawnienie przez Szefa KAS informacji o znikającym podatniku nie będzie stanowiło naruszenia przepisów o tajemnicy skarbowej oraz przepisów o tajemnicy przedsiębiorstwa. Przepisy te mają na celu walkę z oszustwami podatkowymi, w szczególności przestępstwami karuzelowymi, dlatego ustawodawca rezygnuje z fundamentalnej zasady budowania zaufania do organów podatkowych, tj. z tajemnicy skarbowej.

Autokontrola

Podatnik, otrzymując od Szefa KAS informację o znikającym podatniku, będzie mógł wystąpić do właściwego naczelnika urzędu skarbowego o przeprowadzenie kontroli w zakresie działań objętych informacją. Celem takiej konstrukcji prawnej jest umożliwienie weryfikacji kontrahenta pod kątem ryzyka znikającego podatnika.

Przepis ten nie stwierdza jednocześnie, u kogo miałaby być prowadzona kontrola – czy u znikającego podatnika, czy u podatnika, który złożył zawiadomienie lub w podmiocie, który otrzymał zawiadomienie od Szefa KAS. Wydaje się jednak, że chodzi tu o tzw. autokontrolę, czyli podatnik, otrzymawszy ostrzeżenie od Szefa KAS, zwraca się do urzędu skarbowego o weryfikację, czy czynności podejmowane ze znikającym podatnikiem były wykonywane z zachowaniem należytej staranności. Innymi słowy, podatnik sam miałby doprowadzić do wszczęcia u siebie kontroli podatkowej.

Przepisy nie przewidują, czy kontrola dotyczyć ma jedynie czynności objętych ostrzeżeniem Szefa KAS. Powstaje więc pytanie, czy w czasie autokontroli organy podatkowe mogą zidentyfikować transakcje, które nie są objęte ostrzeżeniem Szefa KAS i co w takich przypadkach mogą zrobić.

Ponadto ustawodawca nie gwarantuje przedsiębiorcom żadnej ochrony, nawet po przeprowadzonej kontroli. W związku z powyższym nie jest wykluczone prowadzenie ponownej kontroli tego samego okresu przez inny organ. Ponadto warto dodać, że nowe przepisy nie precyzują, w jakim terminie miałaby się rozpocząć taka kontrola i ile trwać, co w przypadku wielu firm jest kwestią kluczową. Brak jest też wskazania dokumentu, jakim miałaby kończyć się kontrola. Innymi słowy, przepisy sprawiają wrażenie jakby były wymyślone na szybko, bez większej analizy kontekstowej i wydaje się, że ustawodawca liczył na to, że w toku konsultacji społecznych zostaną doprecyzowane i zweryfikowane przez zewnętrzne podmioty. Zaproponowane przez ustawodawcę rozwiązanie w obecnym kształcie nie ma szansy skutecznie spełnić swojego podstawowego celu – walki z wyłudzeniami podatkowymi.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dane GUS budownictwa mieszkaniowego z niejednoznaczną wymową

Główny Urząd statystyczny podsumował statystyki budownictwa mieszkaniowego we wrześniu oraz w trzech zakończonych kwartałach bieżącego roku. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wciąż sygnalizują one utrzymywanie się koniunktury inwestycyjnej w pierwotnym segmencie rynku mieszkaniowego na zadowalającym, choć wciąż nie do końca wystarczającym poziomie.

Mieszkania oddane na rosnącej fali

Od kilkunastu miesięcy, a ściślej od lipca ub. roku, kiedy to statystyki mieszkań oddanych do użytkowania osiągnęły swój kilkuletni szczyt, tendencja tej kategorii danych pozostawała w trendzie spadkowym. W tegorocznym wrześniu został on przełamany, co daje perspektywę powrotu ponadprzeciętnych notowań w kolejnych miesiącach.

Ogółem w okresie styczeń – wrzesień br. oddano już grubo ponad 164 tys. mieszkań, czyli o 5,2 proc. więcej aniżeli w pierwszych dziewięciu miesiącach ubiegłego roku. Z kolei na bardzo dobry wrześniowy wynik zapracowali w decydującym stopniu deweloperzy, którzy oddając 14,5 tys. lokali poprawili wynik rdr o 16 proc., a mdm o ponad 26 proc. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl widać wyraźnie, że na budowach praca wre bez większych zakłóceń, za co inwestorom należą się słowa uznania, przede wszystkim w kontekście sygnałów o pogarszającej się podaży i szybujących cenach materiałów budowlanych.

Budownictwo mieszkaniowe w 3 kwartałach

Przedmiotowe statystyki nie zależą od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury inwestycyjnej sprzed około półtora do dwóch lat, a wiec okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. Stąd też ta właśnie kategoria gusowskich danych mieszkaniowych utrzymuje się na zdecydowanie zadowalających poziomach z bardzo dobrą perspektywą jeszcze przez dłuższy okres czasu.

Mieszkania rozpoczęte z przejściowym hamowaniem

We wrześniu deweloperzy dość wyraźnie spuścili z tonu, jeśli chodzi o wolumen mieszkań, których budowę rozpoczęto. Miesięczny wynik nowych budów na poziomie nieco ponad 11 tys. lokali, to rezultat istotnie gorszy zarówno r/r jak i m/m, odpowiednio o jedną trzecią i jedną piątą. Tego typu regres nie jest niczym nadzwyczajnym, o ile ma charakter incydentalny, a na to wiele wskazuje. W roku bieżącym podobnie słabym miesiącem okazał się luty, po którym nastąpiło ostre przyśpieszenie nowych inwestycji.

Za to wrażenie robią przedmiotowe statystyki za pełne trzy tegoroczne kwartały. Ogółem inwestorzy ruszyli w tym czasie z budową blisko 217 tys. mieszkań, prawie o 30 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku. Jeszcze lepiej prezentują się w tym kontekście sami deweloperzy z wynikiem 128 tys. lokali i ponad 36-procentowym progresem r/r.

Nowe pozwolenia wciąż z optymistyczną wymową

Jak wskazuje portal RynekPierwotny.pl w tegorocznym wrześniu deweloperzy pozyskali ponadprzeciętną w skali miesiąca liczbę nowych pozwoleń na poziomie 15,3 tys. Od początku roku zgromadzili oni już blisko 158 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, co daje wynik, bagatela, o 37 procent lepszy od uzyskanego w analogicznym okresie ubiegłego roku. Natomiast ogółem wolumen pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym po trzech kwartałach wyniósł 255 tys. jednostek, co oznacza progres r/r rzędu jednej trzeciej.

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są jak wiadomo podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku przez deweloperów w perspektywie co najmniej kilku kwartałów. Dane GUS wyraźnie sygnalizują zatem, że w dalszym ciągu oceniają oni potencjał koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie jednoznacznie optymistycznie.

Tymczasem doskonałe i często rekordowe dane dotyczące nowych pozwoleń i rozpoczynanych inwestycji, okazują się zdecydowanie niewystarczające do zrównoważenia wciąż mocno napierającego popytu. Nie jest to najlepszy sygnał dla rynkowych perspektyw, zwłaszcza w obliczu galopujących cen materiałów budowlanych, a co gorsza coraz bardziej odczuwalnych i coraz częściej komunikowanych braków w ich dostatecznym zaopatrzeniu. W tym kontekście dość zastanawiająco prezentuje się zwalnianie tempa nowych inwestycji przez deweloperów. Jeśli ich statystyki mieszkań rozpoczętych nie ulegną szybkiej poprawie jeszcze przed końcem tego roku, dalsze pogłębienie nierównowagi popytowo-podażowej stanie się faktem, z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami dla koniunktury rynkowej.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Krzysztof Łuczak nowym CEO Cloud Services. Główny cel: ekspansja zagraniczna

Krzysztof Łuczak zastąpił na stanowisku CEO Wojciecha Murawskiego, który przeszedł do Rady Nadzorczej spółki oraz objął funkcję członka zarządu Blue Media. Decyzja o zmianach w zarządzie Cloud Services wynika z naturalnego rozwoju firmy oraz całej grupy Blue Media, z której spółka się wywodzi.

– Moim celem na stanowisku dyrektora zarządzającego jest dalsza ekspansja międzynarodowa firmy oraz rozwój nowych usług i produktów oferowanych przez Cloud Services. Jednym z głównych filarów dalszego wzrostu firmy jest penetracja rynków międzynarodowych, zapoczątkowana podpisaniem pierwszych umów z Bank of Africa – wylicza Krzysztof Łuczak.

Krzysztof Łuczak dołączył do Cloud Services w sierpniu 2021 r., od października jako członek zarządu spółki i jej dyrektor zarządzający. W latach 2016-2021 pracował w międzynarodowej korporacji Atos, w tym przez 2,5 roku pełnił funkcję prezesa zarządu w spółkach Atos w Polsce. Wcześniej przez 12 lat pracował w firmie IBM, pełniąc szereg kierowniczych ról w Europie Centralnej i Wschodniej, Bliskiego Wschodu i Afryki w takich działach jak Global Business Services, Business Partner Organisation oraz Software Group. W swojej karierze zawodowej pełnił również funkcję dyrektora działu Management Consulting w PricewaterhouseCoopers oraz PwC Consulting.

Krzysztof Łuczak jest absolwentem Politechniki Warszawskiej oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Posiada dyplom MBA wydany przez Uniwersytet Warszawski oraz University of Illinois.

Od 2020 r. spółka Cloud Services (dawniej Blue Services) dynamicznie rozszerza swoją działalność. W 2021 r. firma nawiązała współpracę z Grupą Bank of Africa. Jej efektem jest innowacyjna platforma sprzedażowa połączona z usługami kredytowymi, którą tworzą sklepy i regionalne oddziały banku w 18 afrykańskich krajach. Oprócz ekspansji zagranicznej, firma sukcesywnie oferuje swoje rozwiązania IT podmiotom z nowych branż (nie tylko z sektora finansowego i ubezpieczeniowego) oraz rozwija autorskie produkty, takie jak platforma afiliacyjna wspierająca akcje reklamowe w kanale cyfrowym.

 „Zetki” – nowe pokolenie konsumentów

Generacja Z jest pokoleniem osób aktualnie wchodzących w dorosłość. To właśnie jej przedstawiciele, czyli młodzi urodzeni po 1997 roku, obecnie stanowią coraz szersze grono konsumentów, których oczekiwania oraz wyznawane wartości stają się podstawą działań i ofert wielu firm. Co wobec tego charakteryzuje Generację Z jako potencjalnego klienta? Na czym im zależy oraz co wyróżnia na tle poprzedników?

Jak czytamy w raporcie Facebooka „Meet The Future”, obecnie liczba osób zaliczających się do Pokolenia Z (przed 25 rokiem życia) wynosi ponad 40% światowej populacji[1]. Obserwując tę generację, można wyraźnie dostrzec, że odznacza się ona silną samoświadomością. „Zetki” coraz mocniej interesują się ideą samorozwoju i przejawiają aktywne zaangażowanie społeczne. Wychowani w duchu globalizacji są również otwarci na poznawanie świata oraz czerpanie przy tym pozytywnych doświadczeń.

 „Zetki” a decyzje zakupowe

Jako konsumenci przedstawiciele Pokolenia Z preferują innowacyjne rozwiązania i dobre jakościowo produkty. Co warte zaznaczeniamłodzi znaczny obszar swojego życia wiążą z mediami społecznościowymi, które są miejscem nie tylko przeznaczonym do rozrywki i kreowania wizerunku, ale i kształtującym konsumpcję. Jak podaje w swoim raporcie Facebook, 94% Europejczyków reprezentujących Pokolenie Z spędza czas na Instagramie co najmniej raz w tygodniu[2]. Ponadto, jak możemy przeczytać w raporcie „Jak Kupuje Generacja Z”, 64% respondentów wskazało, że największe znaczenie przy podejmowaniu decyzji zakupowych mają dla nich recenzje internautów użytkujących dany produkt[3].

– Generacja Z to pokolenie, któremu od najmłodszych lat towarzyszy szeroki rozwój nowoczesnej technologii, w tym dostęp Internetu. Ma to swoje przełożenie na ich decyzje konsumenckie. To właśnie w sieci młodzi bardzo często szukają informacji na temat interesujących produktów oraz wymieniają opinie w mediach społecznościowych. Tym samym jest to wyzwanie dla nas jako firm, aby nadążać za bieżącymi trendami komunikacyjnymi oraz dopasować strategię działań do oczekiwań najmłodszego pokolenia, które aktualnie stoi u progu dorosłości – mówi Stephane Tikhomiroff, Dyrektor Generalny Perfetti Van Melle Polska.

Przedstawiciele Pokolenia Z pomimo podatności na wpływy zewnętrzne, jednocześnie są konsumentami dobrze poinformowanymi, z dużą świadomością zmian oraz wyzwań społecznych i gospodarczych. „Zetki” doceniają autentyczność, innowacyjność oraz niestandardowe rozwiązania – nic dziwnego, że ich wybory konsumenckie dokonywane są również w oparciu o te właśnie kryteria.

[1],2 Raport Meet The Future zrealizowany przez Facebook, [URL]: https://pl-pl.facebook.com/business/news/poznaj-polsk-generacj-z
[3] Raport Accenture i Fashionbiznes.pl, Jak Kupuje Generacja Z, [URL]: https://www.accenture.com/_acnmedia/pdf-98/accenture-raport-2019.pdf

Toyota najbardziej wartościową marką w branży motoryzacyjnej według Interbrand

Toyota jest najcenniejszą marką motoryzacyjną i siódmą najbardziej wartościową marką na świecie. Najnowszy ranking Best Global Brands 2021 firmy Interbrand potwierdził dominację Toyoty w branży motoryzacyjnej już po raz 18. W tym roku wartość marki Toyota została wyceniona na 54,1 mld dolarów i jest o 5 procent wyższa niż w roku ubiegłym.

Siła marki Toyota opiera się z jednej strony na szerokiej, dostosowanej do lokalnych potrzeb ofercie samochodów, które są znane z niezawodności i niskich kosztów utrzymania, zaś z drugiej na zaawansowanych technologiach elektryfikacji napędów i bezpieczeństwa. Toyota jest od lat najpopularniejszą marką samochodową na świecie, a Toyota Motor Corporation to obecnie największy producent samochodów. W pierwszej połowie 2021 roku do klientów trafiło 5 004 625 samochodów osobowych marki Toyota i 5 467 218 aut wszystkich marek należących do Toyota Motor Corporation.

Interbrand podkreśla w swoim podsumowaniu, że Toyota opiera swoją globalną pozycję na bogatej i zróżnicowanej gamie samochodów, nowoczesnych technologiach i dominacji na rynku alternatywnych napędów. Marka koncentruje się na rozwoju zelektryfikowanych samochodów, stale rozbudowując ofertę modeli z napędem hybrydowym, plug-in hybrid, elektrycznym na baterie oraz elektrycznym na wodór i przyczyniając się do dekarbonizacji transportu i gospodarki. Do dziś Toyota sprzedała ponad 18,7 milionów zelektryfikowanych aut.

Toyota buduje swoją pozycję także na innych polach. Inwestuje ogromne nakłady w rozwój nowych technologii, które poprawią jakość życia ludzi i przyczynią się do ochrony środowiska i klimatu. Wyczynowy fabryczny zespół Toyota Gazoo Racing odnosi sukcesy w światowym motorsporcie, do którego konsekwentnie wprowadza technologie zelektryfikowanych napędów – od 2012 roku startuje hybrydowymi prototypami w Mistrzostwach Świata Wyścigów Długodystansowych.

Najbardziej wartościowe marki motoryzacyjne według raportu Best Global Brands 2021 firmy Interbrand

Miejsce w Top 100 Marka Wartość marki

(mld USD)

7 Toyota 54,107
8 Mercedes-Benz 50,866
12 BMW 41,631
14 Tesla 36,270
25 Honda 21,315
35 Hyundai 15,168
46 Audi 13,474
47 Volkswagen 13,423
52 Ford 12,861
58 Porsche 11,739

 

Najbardziej wartościowe marki na świecie wg raportu Best Global Brands 2021 firmy Interbrand

 

Miejsce

Marka Sektor Wartość marki

(mld USD)

1 Apple Technologie 408,251
2 Amazon Sprzedaż 249,249
3 Microsoft Technologie 210,191
4 Google Technologie 196,811
5 Samsung Technologie 74,635
6 Coca-Cola Napoje 57,488
7 Toyota Motoryzacja 54,107
8 Mercedes-Benz Motoryzacja 50,866
9 McDonald’s Restauracje 45,865
10 Disney Media 44,183

 

Lokum Deweloper przydzielił obligacje serii I o łącznej wartości 50 mln zł

Lokum Deweloper, oferujący mieszkania o podwyższonym standardzie we Wrocławiu i w Krakowie, z powodzeniem przeprowadził emisję 3,5-letnich obligacji serii I o łącznej wartości nominalnej 50 mln zł. Obligacje zostały przydzielone 35 inwestorom (z uwzględnieniem subfunduszy) 15 października br. Celem emisji jest pozyskanie środków na rozbudowę banku ziemi oraz finansowanie prowadzonych i planowanych projektów deweloperskich.

Emisja obligacji serii I Lokum Deweloper odbyła się zgodnie z przyjętym przez Zarząd na początku września br. programem emisji obligacji – do 100 mln zł. Emitent przydzielił 50 000 sztuk obligacji serii I o wartości nominalnej 1000 zł każda, czyli o łącznej wartości nominalnej 50 mln zł. Dzień emisji 3,5-letnich obligacji to 19 października 2021 r., a termin wykupu to 19 kwietnia 2025 r. Są one oprocentowane zmiennie, wg stawki referencyjnej WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 4,20% w skali roku. Obligacje zostały wyemitowane jako niezabezpieczone. Organizatorem emisji i Oferującym był Dom Maklerski Navigator. Obligacje serii I zostaną wprowadzone do alternatywnego systemu obrotu na rynku Catalyst.

– Udana emisja dziewiątej serii obligacji to nasz sukces i szansa na dalszy rozwój. Zaufanie, którym kolejny już raz zostaliśmy obdarzeni, potwierdza postrzeganie Grupy Lokum Deweloper wśród inwestorów jako stabilnej i posiadającej duży potencjał. Pozyskane środki zamierzamy przeznaczyć na zakup gruntów we Wrocławiu i w Krakowie, na których będziemy realizować nasze nowe projekty. Ponadto część funduszy z emisji obligacji serii I będzie stanowiła wkład w planowane inwestycje. Jest to kolejny krok w naszych długofalowych planach, stanowiący zabezpieczenie realizacji przedsięwzięć deweloperskich w przyszłości – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

– Duże zainteresowanie obligacjami serii I Lokum Deweloper ponownie pozwoliło nam przeprowadzić emisję z powodzeniem. Przez inwestorów docenione zostały dobre wyniki finansowe Grupy na koniec I półrocza 2021 r., ale także transparentność, obiecujący bank ziemi i przyjęte kierunki rozwoju. Lokum Deweloper cieszy się dobrymi relacjami z podmiotami finansowymi, dzięki czemu złożona oferta spotkała się z ich pozytywną reakcją – dodaje Mateusz Mucha, Dyrektor w Departamencie emisji obligacji Domu Maklerskiego Navigator.

Obecnie na rynku giełdowym w obrocie są cztery serie obligacji Grupy Lokum Deweloper. Wyemitowana właśnie seria I, obligacje serii H o łącznej wartości nominalnej 100 mln i terminie wykupu we wrześniu 2024 r., obligacje serii G o łącznej wartości 35 mln zł i terminie zapadalności w październiku 2023 r. oraz obligacje serii F o łącznej wartości nominalnej 65 mln zł i terminie wykupu w czerwcu 2023 r.

Grupa Lokum Deweloper na koniec III kwartału br. miała w realizacji 1341 lokali w inwestycjach wrocławskich i krakowskich, a oferta Grupy obejmowała 627 lokali. W przygotowaniu do uruchomienia sprzedaży są kolejne projekty, które oczekują na uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych.

Grupa prowadzi także intensywne poszukiwania nowych gruntów, które umożliwiałyby realizację osiedli o charakterze podobnym do inwestycji prowadzonych dotychczas.

Rynek odzieży inteligentnej w Polsce: firmy gotowe, ale prawo jeszcze nie

Technologie ubieralne (z ang. „wearable technologies”) to ubrania i akcesoria wyposażone w zaawansowane technologie elektroniczne. Ich przykładem są powszechnie używane smartwatche, mierzące puls i liczące kroki. To również rozwiązania mające na celu poprawę bezpieczeństwa pracowników.

Nowe technologie, takie jak uczenie maszynowe czy sztuczna inteligencja, coraz śmielej wkraczają w rozwój różnych branż, nie omijając przy tym bhp. Z roku na rok więcej firm korzysta ze smartwatchów i aplikacji, które mogą wykryć, kiedy pracownik odczuwa senność, ma przyspieszone tętno czy podwyższoną temperaturę. Dane wysyłane do pracodawcy w czasie rzeczywistym dają czas na reakcję i udzielenie pomocy w razie potrzeby.

Inteligentna technologia może również zapobiegać obrażeniom. Wielu dostawców zaczęło opracowywać rozwiązania „wearable technologies”, których celem jest zapobieganie wypadkom, takim jak kolizje w magazynie czy obrażenia spowodowane przez spadające przedmioty – mówi Ewa Gawrysiak, Sales and End User Marketing Manager, Eastern Europe & Russia w TenCate Protective Fabrics, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Nowe technologie zwiększają bezpieczeństwo pracowników zdalnych, tych pracujących w biurze czy magazynie, ale również tych, którzy wykonują swoją pracę w terenie.

Przykładem może być specjalny system, który w reakcji np. na utratę tętna sam wysyła sygnał do centrali. Może być on połączony z GPS-em, który wysyła od razu lokalizację pracownika i dzięki temu pomoc może dotrzeć do poszkodowanego w krótszym czasie. Znajdują one zastosowanie m.in. u pracowników serwisujących linie wysokiego napięcia w przypadku porażenia – mówi Elżbieta Rogowska, Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, ekspertka Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Regulacji jeszcze nie ma

„Wearable technologies” to nie tylko opaski i zegarki, aplikacje czy akcesoria do ubrań, ale jak sama nazwa wskazuje – ubrania same w sobie. Przykładem może być ogrzewana odzież.

– To dobre rozwiązanie przy aktualnie szybko zmieniającej się pogodzie i coraz łagodniejszej zimie. Pracujemy również nad czujnikami aktywności, które mogą być bazą dla określenia poziomu ruchu bądź bezruchu pracownika i wpływu takiego trybu pracy na zdrowie – mówi Elżbieta Rogowska. – Niestety w trakcie pracy nad nowym produktem natknęliśmy się na lukę prawną.

– Okazuje się, że jest to znacznie szerszy problem i nie dotyczy wyłącznie „wearable technology”. Niestety regulacje często nie nadążają za najnowszymi technologiami również w innych branżach. Ma to ogromne znacznie dla bezpieczeństwa pracowników, którzy korzystając z przestarzałych i nieadekwatnych rozwiązań, niejednokrotnie ryzykują swoje zdrowie, a nawet życie. Czasem jest też tak, że prawo jest martwe, a rzeczywistość niejako wymusza wprowadzenie nowych technologii – mówi Ewa Gawrysiak. – Widać tutaj ogromne zadanie, jakie stoi przed ustawodawcą.

KUKE: we wrześniu mniej upadłości, więcej restrukturyzacji

  • We wrześniu upadłość ogłosiło 27 firm, czyli o 12,9 proc. mniej niż miesiąc wcześniej i o 25,6 proc. mniej w porównaniu z wrześniem ubiegłego roku.
  • Liczba ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 151, co oznacza wzrost o 41,1 proc. w skali miesiąca i wzrost o 64,1 proc. w ujęciu rocznym.
  • Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 178, a więc była wyższa niż w sierpniu o 30,0 proc. i o 43,5 proc. wyższa niż przed rokiem.
  • Suma niewypłacalności z ostatnich 12 miesięcy zwiększyła się do 2102 – to o 54 przypadki więcej (2,6 proc.) niż miesiąc wcześniej.

KOMENTARZ

Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE:

Po wakacyjnym spadku wzrosła liczba ogłaszanych restrukturyzacji, utrzymując się jednak na średnich poziomach z ostatnich miesięcy, a indeksy upadłości w poszczególnych branżach gospodarki praktycznie się nie zmieniły, rosnąc jedynie w usługach – wynika z obliczeń KUKE i PFR na podstawie danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego. Oczywiście nadal za szybkim przybywaniem wniosków o restrukturyzację odpowiada procedura uproszczonego postępowania, stanowiąc 86,1 proc. wszystkich przypadków. Warto jednak zauważyć, że w kolejnym miesiącu notujemy spadek jej odsetka o kolejne ok. 4 pkt proc. Pokazuje to, że ta metoda ochrony przed likwidacją nie jest już nadzwyczajnym środkiem, a wpasowuje się do zestawu narzędzi będących w dyspozycji przedsiębiorców.

Wrzesień, choć ogólna sytuacja makroekonomiczna pozostawała dobra, przyniósł niepokojące sygnały w niektórych sektorach, przede wszystkim przemyśle, gdzie mierzony przez GUS wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury obniżył się do -3,6 pkt z -0,9 w sierpniu. To efekt kumulujących się w tym segmencie obecnych napięć dotykających światową gospodarkę, czyli braku części i komponentów powodujących nawet przerwy w produkcji, jak i rosnących kosztów z powodu wyższych cen surowców oraz płac. Coraz wyższe koszty to najczęściej wskazywany (przez prawie 60 proc. firm) efekt pandemii w przemyśle, a zaraz za nim plasują się zakłócenia w łańcuchach dostaw (46 proc.). We wrześniu ogłoszono najwięcej upadłości właśnie w branży przemysłowej – 9 przypadków, o dwa więcej niż miesiąc wcześniej i w sumie 68 w ciągu ostatniego roku, co przekłada się na 17-proc. udział w upadłościach likwidacyjnych.

W minionym miesiącu nieznaczne spadki wskaźnika koniunktury zanotowały handel, transport i budownictwo, natomiast mocniejszy (z -6,7 do -10,9) odczuły gastronomia i zakwaterowanie, przy czym silniej dotknięta pogorszeniem sytuacji jest ta druga branża. Na razie trudno ocenić, czy rosnąca szybko w ostatnich dniach liczba przypadków koronawirusa w Polsce będzie skutkowała wprowadzeniem nowych obostrzeń, ograniczających mobilność czy dostępność wybranych usług. Na pewno gastronomia i zakwaterowanie raportują najmniejsze rezerwy finansowe i najkrótsze okresy funkcjonowania w przypadku ogłoszenia poważniejszych restrykcji (tylko 1/4 firm przetrwałaby ponad pół roku). Do tego dochodzi najnowsze badanie GUS dotyczące nastrojów konsumentów (październik), które pokazało poważne ich pogorszenie do poziomów z wiosny tego roku, co może się przełożyć na skłonność do wydawania.

Wskaźnik szkodowości portfela KUKE nie wykazuje od miesięcy większych zmian. Klienci z wielu branż zgłaszają zapotrzebowanie na większe limity ubezpieczeniowe w związku z rosnącymi cenami. Z drugiej strony pozycja płynnościowa kontrahentów krajowych i zagranicznych jest generalnie dobra, co oznacza, że w części transakcji nie wykorzystuje się ubezpieczenia kredytu kupieckiego.

PRZEGLĄD SYTUACJI W SEKTORACH

Sporządzany przez KUKE i PFR indeks upadłości w przemyśle we wrześniu utrzymał poziom sprzed miesiąca i wyniósł 0,48 proc.(0,75 proc. przed rokiem). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji wzrósł do 0,99 z 0,97 proc. (rok temu 0,61 proc.).

Indeks upadłości w budownictwie w ostatnim miesiącu obniżył się do 0,67 proc. z 0,71 proc. miesiąc wcześniej (wobec 1,05 proc. przed rokiem). W przypadku wskaźnika rozpoczętych restrukturyzacji nastąpiła stabilizacja na poziomie sprzed miesiąca – 1,61 proc. (rok temu 0,94 proc.).

W branży handlowej indeks upadłości po wrześniu spadł do 0,61 proc. z 0,63 proc. (we wrześniu 2020 r. wynosił 0,67 proc.). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji spadł do 0,65 proc. z 0,67 proc. w sierpniu (0,40 proc. rok temu).

W transporcie i logistyce indeks upadłości w ciągu miesiąca nie uległ zmianie i wyniósł 0,57 proc. wobec 0,96 proc. przed rokiem. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji podniósł się do poziomu 1,18 proc. z 1,15 proc. (0,43 proc. rok temu).

Indeks upadłości w branży usługowej wzrósł minimalnie do 0,93 z 0,92 proc. odnotowanego w sierpniu (przed rokiem 0,91 proc.), a wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji zakończył wrzesień spadkiem do 1,80 proc. z 1,83 proc. We wrześniu 2020 r. jego wartość wynosiła 0,68 proc.

Ropa i Bitcoin ustanowiły kolejne rekordy

Inwestorzy, nie mając już gdzie lokować pieniędzy, kontynuują spekulacje. Wyceny na giełdach są niesamowicie wysokie, więc przyszedł czas na surowce i kryptowaluty. Niskie stopy procentowe tylko prowokują do takich zachowań.

Lepsze dane z Polski

Opublikowano wczoraj lepszą od oczekiwań produkcję przemysłową dla Polski. Wzrost wynosi 8,8%, aczkolwiek warto zwrócić uwagę, że pomimo tego, że wynik jest ponad 4% gorszy niż w sierpniu, nie jest to powód do niepokoju. Powodem jest punkt odniesienia, wrzesień w zeszłym roku był znacznie lepszy od sierpnia, stąd i tegoroczny wynik niższy. Równolegle z tymi danymi opublikowano jednak indeks koniunktury konsumenckiej. Ten nie wypada wcale różowo. Optymizm badanych wyraźnie spada, co może sugerować pewne ostudzenie optymistycznych nastrojów. Do tego dochodzi eskalacja napięć pomiędzy Polską a UE. W rezultacie nie może dziwić, że euro zarówno wczoraj, jak i dzisiaj rano testowało poziom 4,60 zł.

Ropa wyznacza kolejne szczyty

Wczoraj baryłka ropy notowanej w USA kosztowała przez moment prawie 84 dolary. Bezpośrednim powodem był tym razem spadek zapasów tego surowca w USA. Analitycy spodziewali się wzrostu rezerw o 1,8 mln baryłek, a zanotowano spadek o 0,4 mln baryłek. Spadały również zapasy benzyny oraz pozostałych destylatów. Wzrosty ropy dodatkowo napędza ostatnia słabość dolara, co jest typowym zjawiskiem cen tego surowca. Dla rynków walutowych jest to jednak przedłużanie się pewnego problemu. Dotychczasowe modele inflacyjne zakładały zatrzymanie się wzrostów w tym roku najczęściej poniżej 80 dolarów, oznacza to, że mamy trochę większy problem.

Kolejne szczyty bitcoina

Wczoraj po 3-tygodniowym rajdzie wzrostowym, w ciągu którego notowania najpopularniejszej kryptowaluty wzrosły o przeszło 50%, ustanowiono nowy historyczny rekord. Ciężko wpisać tutaj konkretną wartość, gdyż była ona zależna od giełd. Najczęściej podaje się jednak okolice 67 000 dolarów za jednego “coina”. To ponad 2000 dolarów więcej niż kwietniowe maksima. Szaleństwo (jak formułują to konserwatywni analitycy) lub też wzrosty (jak wolą entuzjaści zjawiska) wynika przede wszystkim z braku alternatyw inwestycyjnych i wciąż rosnącej popularności kryptowalut. Świadczy o tym przynajmniej pojawianie się na nowojorskiej giełdzie kontraktu na bitcoina. Rynek ten ma jednak duży potencjalny problem, na razie wchodzi na niego zdecydowanie więcej kapitału, niż wychodzi. Nie wiadomo, jak zachowają się wyceny, gdy ludzie zaczną konsumować zyski.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Deloitte: Polacy podejmują decyzje zakupowe, zanim wejdą do sklepu

Pandemia koronawirusa przyczyniła się do zmiany obrazu handlu detalicznego w Polsce, zwiększając  jednocześnie wpływ technologii cyfrowych na preferencje zakupowe Polaków. Raport firmy doradczej Deloitte „Koniec ery dwóch światów. Wpływ narzędzi cyfrowych na zakupy Polaków 2021” pokazuje, że ponad dwie na trzy wizyty w sklepach odbywają się z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych.

Technologie cyfrowe wywierają silny wpływ na obecność Polaków w sklepach stacjonarnych, jak i na same decyzje zakupowe. Na potrzeby badania, eksperci Deloitte zdefiniowali tę zależność jako Wskaźnik Wpływu Cyfrowego (ang. Digital Influence Factor). Pokazuje on nie tylko, w jaki sposób klienci kupują i podejmują decyzje będąc na zakupach, ale pozwala także na poznanie ich gustów. W Polsce kształtuje się na poziomie 61 proc. Dwa lata temu było to 60 proc. Pomimo niewielkiego wzrostu wartości wskaźnika, pandemia COVID-19 zmieniła jego strukturę.

Zakupy w sklepach stacjonarnych od dawna stymulowane są technologiami cyfrowymi, które w znaczący sposób wpływają na wybór określonych produktów. Ponad dwie na trzy wizyty w sklepach odbywają się z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych. Zwraca uwagę fakt, że zdecydowanie najczęściej korzystamy z narzędzi cyfrowych przed zakupami – 4 na 5 klientów (vs 74 proc. w 2019r.), rzadziej w trakcie zakupów (35 proc. w 2021 vs. 42 proc. w 2019 r.), a najrzadziej po zakupach (14 proc. w 2021r. vs. 19 proc. w 2019r.). Oznacza to, że najczęściej konsumenci podejmują decyzje zakupowe, zanim jeszcze dotrą do sklepów.

Ograniczony czas, który ze względów sanitarnych mogliśmy przeznaczyć na zakupy w sklepach stacjonarnych spowodował, że bardziej starannie się do nich przygotowujemy. Stąd wzrost liczby osób, które już przed zakupami poszukują w Internecie informacji mogących ten proces ułatwić. Źródłem wiedzy pozostają dla nas przede wszystkim wyszukiwarki, ale na znaczeniu zyskują też media społecznościowe. Na fali wznoszącej znajdują się Instagram i Tik Tok, które ze względu na swój „obrazkowy” charakter pozwalają na szybkie dotarcie do poszukiwanych informacji – mówi Wiesław Kotecki, partner, lider w zespole Customer Strategy&Applied Design, Deloitte Digital.

Technologia na zakupach popularna nie tylko wśród młodych

Poziom „zdigitalizowania” zakupów jest identyczny dla kobiet i mężczyzn. W przypadku kobiet można zaobserwować nieznaczny wzrost w stosunku do poprzedniej edycji badania. Co nie będzie zaskakiwać -wskaźnik wpływu cyfrowego zwiększa się wraz z dochodem, ale niekoniecznie jest związany z miejscem zamieszkania – wieś nie odstaje od miasta. (60 proc. vs 62 proc.). Najbardziej scyfryzowaną grupą wiekową pozostają respondenci do 24 lat, natomiast wart podkreślenia jest wzrost korzystania z narzędzi cyfrowych wśród starszych kategorii wiekowych: 35-54 lata. Wspomaganie się technologią w trakcie zakupów nie jest już tylko domeną młodych ludzi.

Najwyższe poziomy wskaźnika wpływu cyfrowego z perspektywy kategorii produktowych – podobnie jak w pierwszej edycji badania – odnotowano dla elektroniki, motoryzacji i mebli, natomiast najniższe dla żywności. Co ciekawe w przypadku zakupów w sklepach spożywczych zaobserwowano najwyższy wzrost wśród klientów w średnim wieku (tj. 35-54 lata). Taki wynik nierozłącznie wiąże się z sytuacją pandemiczną i koniecznością zmiany zwyczajów zakupowych – ograniczeniem wizyt w sklepach.

Przed wizytą w sklepie sięgamy po urządzenia cyfrowe – przede wszystkich po smartfon – głównie po to, by porównywać ceny oraz wyszukiwać informacje o produktach, w tym o ich dostępności. 30 proc. respondentów wskazuje, że przed zakupami korzysta z mediów społecznościowych, a największy wpływ na ich decyzje zakupowe mają Facebook i Youtube.

–  Zakupy ze smartfonem w ręku były naszą codziennością jeszcze w czasach przed pandemią. To, z czym mamy do czynienia teraz, jest utrwaleniem tego trendu i rozszerzeniem go na kolejne grupy społeczne. Pandemia znacząco wpłynęła na zwyczaje konsumentów, którzy zmienili swoje podejście do dokonywania zakupów oraz oczekiwania w stosunku do sprzedawców. Jako klienci staliśmy się bardziej świadomi, samodzielni i płynnie poruszamy się pomiędzy światem online i offline – mówi Wiesław Kotecki.

Sprzedawcy w nowej roli

Coraz częściej klientom nie chodzi tylko o wizytę w sklepie, ale o sumę doświadczeń związanych z marką. Klient, który dociera do sklepu, wie już dokładnie czego chce i w wielu przypadkach wie więcej o  produkcie niż sprzedawca. Rola asystentów sprzedaży ewoluuje w stronę bycia „zaufanym doradcą marki” lub „ambasadorem marki”, zwłaszcza w przypadku zakupu dóbr większej wartości. Kategoriami, które wciąż wymagają wsparcia ekspertów są elektronika i meble.

Z punktu widzenia detalistów w najbliższym czasie niezwykle ważne będzie oferowanie klientom technologii pozwalających na identyfikację ich potrzeb i preferencji jeszcze przed wizytą w sklepie, natychmiastowe wyszukiwanie informacji o produkcie, przygotowywanie rekomendacji na podstawie ich reakcji, preferencji, a także sfinalizowanie zamówienia i jego dostawę. Wszystko to w konsekwencji prowadzi do zmiany dotychczasowego modelu sklepów oraz ich roli, a także szerszego zastosowania technologii do stworzenia bardziej interaktywnego interfejsu z marką i produktami – mówi Barbara Koźbiał, menedżerka w zespole Digital Strategy, Deloitte Digital.

Dlaczego benzyna drożeje?

Średnia cena benzyny bezołowiowej 95 wynosiła 14 marca 2021 roku 5,03 zł. W województwie lubuskim kosztowała nawet 5,11 złotych za litr, a na stacjach w pobliżu mojego miejsca zamieszkania w Warszawie można było znaleźć ofertę za ponad 5,20. Nawet 6 złotych za litr benzyny w Polsce to nowa rzeczywistość, do której próbujemy się przyzwyczaić – ale nie powinniśmy, bo w grę wchodzi 7-8 złotych za litr ze względu na różne czynniki, które podnoszą ceny paliwa na Polskim rynku. Nie mówimy tylko o cenach baryłki – bo ta wynosi około 80 dolarów. Niewątpliwie jest to wysoka cena w porównaniu do zeszłego roku, kiedy to kosztowała 30 dolarów – ale jeżeli spojrzymy na historię, to pamiętamy czasy, gdy ropa kosztowała ponad 100 dolarów i nie mieliśmy ceny wyższej niż 5 złotych za litr benzyny na polskich stacjach.

– Obecnie ceny są wyższe, ponieważ mamy do czynienia z innymi czynnikami. Są to na przykład ograniczenia dostaw wynikające z faktu, że najwięksi producenci ropy mają problemy z realizacją rosnącego zapotrzebowania wraz z odbudową gospodarki, pomimo zbliżającej się czwartej fali koronawirusa – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – Dodatkowo drożeją waluty w stosunku do polskiej złotówki, która mocno słabnie. Do tego wszystkiego dochodzi olbrzymia inflacja – także ta ukryta, której nie widać na oficjalnych wskaźnikach. Powoduje to spadek wartości złotego, a więc także wzrost cen. Wszystkie te czynniki sprawiają, że te złe dane ekonomiczne podnoszą cenę paliwa. Jeśli dorzucić do tego kolejne efekty – takie, jak oddziaływanie regulacji np.: Fit fot 55 – to można sobie wyobrazić, że kiedyś benzyna będzie kosztowała 8 złotych za litr. Jednak politycy wiedzą, że ceny paliw mogą wyprowadzić ludzi na ulicę. Tak samo było w przypadku protestów „żółtych kamizelek” we Francji – więc aby uniknąć tego efektu zastosują jakieś działania. Może być tak, że politycy zablokują wzrost cen paliw – jest to zapalnik, na który nikt nie zamierza sobie pozwolić. Europa może stoczyć się w bardzo złym kierunku właśnie przez ceny paliw, energii i ogólną drożyznę – podsumowuje Jakóbik.

„Wyłudzenie na PIT” pod szyldem Poczty Polskiej

Cyberprzestępcy opracowali nowy sposób wyłudzenia wrażliwych danych oraz przejęcia zgormadzonych środków finansowych z kont podatników. Metoda ta polega na rozsyłaniu fałszywych wiadomości sms z informacją o zwrocie podatku z rozliczenia PIT 37.

W otrzymanej wiadomości oprócz komunikatu „Masz prawo do zwrotu podatku z PIT 37 pobierz online.” jest dołączony odnośnik prowadzący do fałszywej strony Poczty Polskiej, na której odbiorca jest proszony o podanie danych takich jak: imię, nazwisko, adres e-mail, PESEL oraz dane logowania do strony naszego banku.

Deklaracje podatkowe PIT 37 w roku 2021 należało złożyć do 30 kwietnia, natomiast Urząd Skarbowy w zależności od formy złożenie deklaracji na rozliczenie podatku i zwrot nadpłaconej sumy ma maksymalnie:

– wersja papierowa: 3 miesiące,
– wersja elektroniczna: 45 dni.

Taki sam schemat działania oszuści wykorzystują rozsyłając wiadomości sms z informacją o nieuregulowanej płatności za energię elektryczną „Na dzien 13.10 zaplanowano odlaczenie energii elektrycznej! Prosimy o uregulowanie naleznosci” wraz z fałszywym linkiem www.

Zwróćmy uwagę na brak polskich znaków diakrytycznych w rozsyłanych wiadomościach, to zawsze powinno budzić podejrzenie.

Pamiętaj!

  1. Zawsze miej ograniczone zaufanie do otrzymywanych wiadomości.
  2. Jeżeli nie znasz nadawcy, bardzo dobrze zastanów się nad otworzeniem wiadomości.
  3. Uważnie czytaj adresy stron przesyłanych zarówno w mailach jak i SMS-em.
  4. Uważnie czytaj adresy stron przesyłanych zarówno w mailach jak i SMS-em.
  5. Nie przekazuj swoich danych (wrażliwych, poufnych) w otwartej wiadomości bez zabezpieczenia.
  6. Uważaj na błędy w treściach odnośników (np. zamieniona kolejność liter, brak poprawności gramatycznej, mail w obcym języku, brak „polskich liter”), jeśli takie znajdziesz, prawdopodobnie jest do oszustwo.
  7. Zawsze uaktualniaj program do odbierania poczty i przeglądarkę internetową.
  8. Używaj mocnych, długich haseł.

Prosimy o nieuruchamianie pod żadnym pozorem zamieszczonych w wiadomości linków (przestępcy stosują różne adresy stron www umieszczane w linkach) oraz powiadomienie o fakcie otrzymania podobnej wiadomości wraz ze zrzutem ekranu zespołu Cyberbezpieczeństwa PP pisząc na adres: [email protected]