Polska gospodarka coraz bardziej będzie odczuwać kłopoty niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego

Nie tylko w Polsce konsumenci są w dobrych nastrojach, a wydatki gospodarstw domowych są duże. Jednak w 2020 r. polska gospodarka coraz bardziej będzie odczuwać kłopoty niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego.

Rok 2019 kończy się sporym rozczarowaniem jeżeli chodzi o sytuację gospodarczą na świecie, a zwłaszcza w Europie, gdzie szczególnym problemem jest przemysł. W niemieckiej gospodarce w ostatnich miesiącach wiele firm raportuje problemy z nowymi zamówieniami.

– Były nadzieje, że są to problemy przejściowe związane na przykład z ustaleniem nowych norm emisji spalin, do których musieli się dostosować producenci samochodów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Minął rok, a jednak sytuacja w niemieckim przemyśle nie uległa poprawie, a przemysł motoryzacyjny pozostaje na recesyjnych poziomach.

Coraz gorsze dane o koniunkturze napływają też z Wielkiej Brytania, Francji czy Japonii.

– Pocieszające jest jednak, że nastroje konsumentów w Europie nadal są dość dobre, co widać w wydatkach gospodarstw domowych – komentuje ekspert XTB. – Jednak w 2020 r. kłopoty niemieckiego przemysłu będą coraz bardziej odczuwalne w polskiej gospodarce.

Święta Bożego Narodzenia 2019 – raport

Na organizację świąt Bożego Narodzenia 2019 Polacy przeznaczą średnio 1428 zł, czyli o 139 zł (11 proc.) więcej niż w 2018. Wydatki rosną, ale z możliwościami bywa różnie. Niemal połowa osób przyznaje, że skutki nadmiernych świątecznych wydatków odczuwa przez kolejne dwa, trzy miesiące. Ok. 17 proc., tyle samo co przed rokiem przewiduje, że Wigilia na pewno przyniesie im w prezencie problemy finansowe. Ale czy może być inaczej, jeśli co dziesiąty badany mówi, że żyje bardzo skromnie i musi liczyć każdy grosz, a dwie trzecie osób przekracza zaplanowany budżet już przy zakupach prezentów? – wynika z badania wykonanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. 

Na planowane w tym roku średnie wydatki świąteczne wynoszące 1 428 zł, składają się w największym stopniu koszty prezentów (553 zł). Średnio 440 zł idzie na żywność, 169 zł na wyjazdy, 64 zł na choinkę, która częściej jest sztuczna niż prawdziwa, 60 zł na środki czystości i 143 zł na inne rzeczy związane ze świętami. W porównaniu z zeszłym rokiem, wydatki wzrosły o 139 zł, czyli prawie 11 proc. – wynika z badania „Wydatki świąteczne Polaków”* przeprowadzonego przez Instytut Keralla Research dla BIG InfoMonitor.

Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty
Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

17 proc. z góry zakłada przykre następstwa wydatków świątecznych, a 13 proc. obawia się ich

Organizacja świąt to finansowe wyzwanie, które dzieli polskie społeczeństwo.  Prawie połowa (49 proc.) z nas nie odczuwa boleśnie skutków nadmiernych wydatków, ale 51 proc. ma jednak z tym problem, a co szósty badany (17 proc.) bardzo poważną zagwozdkę i wie, że Gwiazdka skończy się dla niego kłopotami finansowymi. O ile w zeszłym roku odsetek takich osób spadł o kilka pkt. proc. w stosunku do 2017 r.,  to tym razem, mimo dalszego wzrostu płac, rozszerzenia od lipca programu 500+, nie widać poprawy. Pozytywne skutki lepszej sytuacji ekonomicznej odczuli natomiast niepewni, co do tego jaki będzie finał świątecznych przygotowań dla ich portfela. Grupa ta stopniała z 20 do 13 proc. i w efekcie w tym roku 70 proc. respondentów jest spokojnych, że Boże Narodzenie nie wpędzi ich w finansowe tarapaty, podczas gdy w 2018 r. było to 64 proc. badanych. – Nie jest to niestety zasługa rosnącej dyscypliny finansowej, bo o tę w bożonarodzeniowej atmosferze z roku na rok coraz trudniej.  Tym razem tylko 16 proc., czyli jeszcze mniej niż w zeszłym (24 proc.) mówi, że nie zdarza się im przekroczyć kwoty zaplanowanej na zakup upominków. Ponad połowa wydaje do 30 proc. więcej, a niemal co piąty do 50 proc. i więcej. A przecież prezenty to tylko część świątecznych kosztów – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Finansowym wyzwaniem w okresie przedświątecznym są również różnego rodzaju wyprzedaże niezwiązane z Bożym Narodzeniem. To, że trudno się im oprzeć, przyznaje dwóch na trzech badanych. – Kupujemy i to niemało, bo średnio za 451 zł. Liczne w listopadzie i grudniu promocje mają na celu poprawić tegoroczne wyniki finansowe firm. Jeśli nasze finanse nie są jednak w nie najlepszej kondycji, a za chwilę trzeba się zmierzyć z zakupami świątecznymi warto się powstrzymać i nie ulegać pokusom. Tym bardziej, że spiętrzenie wydatków to jedna z głównych przyczyn kłopotów. W styczniu będzie już wiadomo jak dla budżetu zakończył się grudzień i zwolenników wyprzedaży z pieniędzmi w portfelu nic nie ominie, bo na początku roku promocje ruszają ze zwiększoną siłą – mówi Sławomir Grzelczak. Jeśli będą rozsądnie zarządzać finansami mogą natomiast uniknąć wpisu do rejestru dłużników. Po zeszłorocznych świętach w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, w pierwszym kwartale 2019  przybyło 21,5 tys. osób, a łączne zaległości wzrosły o ponad 2 mld zł. Wierzyciel ma prawo wpisać do rejestru osobę, która opóźnia płatność co najmniej 200 zł, o min. 30 dni.

Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 2
Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

Szastając pieniędzmi warto pomyśleć o tych, którzy (niemal 15 proc. osób) z myślą o urządzeniu bardziej wystawnych świąt rezygnują wcześniej z zakupów ubrań, gadżetów oraz wydatków na własne przyjemności. Potrafią nawet przełożyć na później wymianę czy zakup auta i odpuścić wyjazd na Sylwestra.

Co trzeci Polak sięgnie do oszczędności, a co 11. będzie pożyczać w banku, firmach pożyczkowych i od rodziny

Skąd pieniądze na święta? W pierwszej kolejności z wynagrodzeń, emerytur czy rent, aż 85 proc. badanych planuje wykorzystać na ten cel bieżące dochody. Nie obędzie się jednak bez naruszenia zaskórniaków. Po oszczędności sięgnie co trzeci Polak, ponad 8 proc. wykorzysta pieniądze z Programu 500+. Jedynie 7 na 100 Polaków, nieznacznie więcej niż przed rokiem, zapowiada, że skorzysta z kredytu lub pożyczki od instytucji finansowych. Najwięcej osób – 36 proc. – potrzebuje na święta między 1000 a 2000 zł. Co dziesiątemu wystarczy, że pożyczy 500 zł, co piątemu od 500 do 1000 zł, podobnie też blisko co piątemu potrzeba od 2000 do 3000 zł. Zapotrzebowanie na kwoty powyżej 3000 zł występuje rzadziej, rozważa je co ósmy ankietowany. Niewysokie sumy powodują, że ruch poszukujących przedświątecznego finansowania rozłoży się niemal równo między bankami a firmami pożyczkowymi. Poza tym dwie osoby na 100 zwrócą się o pomoc do rodziny, a jedna na 100 zapowiada, że poradzi sobie, przesuwając płatność czynszu czy innych rachunków na kolejne miesiące.Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 3

Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 4
Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

500+ uchroni od pożyczania na święta co szóstego beneficjenta programu

Finansowym wsparciem również w święta jest program 500+. Spośród blisko 60 proc. badanych, którzy przyznali, że dostają pieniądze od Państwa na dzieci, co szósta zaznaczyła, że dzięki 500+ nie będzie musiała pożyczać pieniędzy. Ponad połowa przyznała natomiast, że przede wszystkim będzie ich stać na lepsze prezenty i urządzenie bardziej wystawnej kolacji. Dzięki tym środkom 3 proc. pozwoli sobie na świąteczny wyjazd. Niewiele więcej niż co setny stwierdził, że pieniądze na bieżąco oszczędza dla dziecka i dlatego nie ratują grudniowego budżetu. Jednocześnie więcej niż co czwarty beneficjent 500+, nie jest w stanie określić czy pieniądze te przekładają się na świąteczne zakupy czy też nie.

Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 5
Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

Prezenty prawie w każdym domu i w połowie firm

Pieniądze są potrzebne przede wszystkim na prezenty, na które średnio przeznaczamy 553 zł. Jak wynika z badania uwielbiamy je dostawać i dawać. Aż 82 proc. z nas lubi być obdarowywanym, tylko co dziesiąta osoba mówi, że nie czerpie z tego przyjemności, a co czternasta nie ma w tej kwestii zdania. Ciekawych informacji o polskim społeczeństwie dostarcza odpowiedź na pytanie: wolisz dawać czy otrzymywać upominki? Altruistów preferujących obdarowywanie jest 35 proc., a osób, które chętniej przyjmują niż dają o połowę mniej. Niemal połowa (48 proc.) w podobnym stopniu lubi dawać i dostawać prezenty.Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 6

Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 7
Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

W blisko trzech czwartych polskich rodzin Święty Mikołaj przyniesie podarki wszystkim domownikom, w pozostałych domach przyjemność ta spotka jedynie dzieci (18 proc.), a tylko co dwudziesta osoba (5 proc.) nie dostanie nic. Wyczekiwany przez wielu moment rozpakowywania upominków jest oszacowany średnio na kwotę 168 zł dla dziecka i 146 zł w przypadku dorosłego.

Co znajdziemy pod choinką?

Najczęściej coś praktycznego i ten trend nie zmienia się od lat. Tą cechą prezentu kieruje się niemal czterech na pięciu Mikołajów. Co to konkretnie będzie, w większości przypadków obdarowywany nie wie do chwili rozpakowania, bo bardziej niż dopytywać się co kupić, wolimy robić niespodzianki. Wydatki na prezenty są spore, bo w niemal połowie domów każdy kupuje prezent każdemu, jedna czwarta wybiera kilka najbliższych osób, a tylko co 12. przygotowuje prezent dla jednej wylosowanej osoby i ewentualnie dzieci. Jeśli prezenty, to oczywiście pod choinką. Większa lub mniejsza stanie niemal w każdym domu (96 proc.). Podobnie jak przed rokiem więcej będzie drzewek sztucznych (53 proc.) niż prawdziwych (43 proc.).Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 8

Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 9
Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

Warto zauważyć, że gwiazdkowe prezenty mają dla swoich pracowników również pracodawcy. Połowa aktywnych zawodowo badanych przyznała, że dostaje z tej okazji upominek od firmy. Dwie trzecie otrzymuje bony pieniężne, 40 proc. słodycze i prezenty dla dzieci, blisko 9 proc. vouchery na wyjazdy, do kina, itp., a niecałe 6 proc. premię. Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 10 Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 11

Wigilia ze znajomymi

Święta niezmiennie zachowują rodzinny charakter, szczególnie Wigilia. Widać jednak, że z roku na rok część osób poświęca przynajmniej część tego dnia znajomym, lub też zaprasza ich na uroczystą kolację do siebie. Gdy dwa lata temu wspominało o tym 4 proc. badanych, rok temu – 5 proc. dziś już 9 proc. respondentów mówi, że przy wigilijnym stole będą też znajomi, a nie tylko rodzina.Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 12

Gdzie na święta?

Przed wszystkim w domu – 71 proc., ale nie obejdzie się bez wyjść i podróży. Do rodziny w tej samej miejscowości wpadnie co trzeci z nas, co trzeci wyjedzie do najbliższych w Polsce, co 50. odwiedzi też kogoś zagranicą. Co pięćdziesiąta osoba będzie musiała w tym okresie pracować. Taki sam odsetek, czyli wciąż niewielu, planuje wyjazd do hotelu czy pensjonatu w kraju lub poza nim. Kalendarz w tym roku sprzyja chętnym do wydłużonego celebrowania Bożego Narodzenia. Zapewne z tego względu spośród wyjeżdżających na święta poza swoją miejscowość, część połączy ten pobyt z świętowaniem Sylwestra i Nowego Roku.Święta, święta, a po świętach co szósty Polak ma finansowe kłopoty 13

*Badanie ”Wydatki świąteczne Polaków” wykonane przez Instytut Keralla Research na zlecenie BIG InfoMonitor. Badanie wykonano w grudniu  2019 r. na reprezentatywnej próbie 1065 Polaków w wieku 25-65 lat, metodą CAWI.

Rozstrzygnięcia w zarządzie spółki Centralny Port Komunikacyjny

Decyzją rady nadzorczej Mikołaj Wild został prezesem spółki Centralny Port Komunikacyjny. Sylwia Matusiak została wybrana na członka zarządu ds. komunikacji i PR.

Centralny Port KomunikacyjnyDo konkursu na prezesa spółki Centralny Port Komunikacyjny wpłynęło siedem zgłoszeń. Dziewięć osób wzięło udział w postępowaniu na członka zarządu ds. komunikacji i PR. Kandydaci musieli spełnić szereg warunków opisanych w postępowaniu kwalifikacyjnym opublikowanym w Biuletynie Informacji Publicznej i na stronie internetowej spółki.

– Przeprowadziliśmy rozmowy kwalifikacyjne ze wszystkimi kandydatami. Na ich podstawie oraz biorąc pod uwagę doświadczenie i wiedzę kandydatów, wybraliśmy tych, którzy będą zasiadali w zarządzie. – mówi Dagmara Zawadzka, wiceprzewodnicząca rady nadzorczej CPK. – Aktualnie zarząd spółki działa w pełnym, mocnym składzie, co zapewni jeszcze większą dynamikę prac i skuteczną realizację celów strategicznych – dodaje.

Wyłoniony w konkursie prezes CPK Mikołaj Wild, od 9 maja 2017 r. był pełnomocnikiem rządu ds. CPK. W maju br. został powołany, zgodnie z art. 15 ust. 2 Ustawy o CPK, na funkcję przewodniczącego rady nadzorczej spółki. 28 listopada rada oddelegowała go do czasowego wykonywania czynności prezesa CPK.

Mikołaj Wild

Mikołaj Wild
Mikołaj Wild

Mikołaj Wild jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Prawa Niemieckiego i Szkoły Prawa Amerykańskiego przy Uniwersytecie Warszawskim, University of Florida oraz stypendystą programu Magister iuris comparitivi na Rheinische Friedrich-Wilhelms-Universität Bonn.

W latach 2003-2006 był zatrudniony w Zespole Orzecznictwa i Studiów Biura Trybunału Konstytucyjnego. Od 2006 r. pracownik Prokuratorii Generalnej, a w latach 2008-2017 Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, gdzie w latach 2013-2017 pełnił funkcję przewodniczącego Sekcji Prawa Ustrojowego, Sekcji Prawa Cywilnego i członka Rady Naukowej. W latach 2015-2017 był wiceministrem skarbu państwa, kierując m.in. Departamentem Prawno-Procesowym Mienia Skarbu Państwa oraz Biurem Audytu i Kontroli, sprawując osobisty nadzór nad spółkami sektora lotniczego, w tym nad LOT-em.

Od 1 kwietnia 2017 r. do 8 maja 2017 r. był głównym doradcą Prezesa Rady Ministrów. Od 9 maja 2017 r. do 1 lutego 2018 r. pracował jako sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Od 1 lutego 2018 r. pełnił również funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury.

Sylwia Matusiak

SylwiaMatusiak
Sylwia Matusiak

Sylwia Matusiak została wybrana w konkursie na członka zarządu ds. komunikacji i PR. Od lipca 2019 r. jako członek zarządu delegowany przez radę nadzorczą pełniła nadzór nad Biurem Komunikacji i PR oraz Biurem Strategii i Współpracy Międzynarodowej CPK. Zasiada w radzie nadzorczej CPK od momentu rozpoczęcia działalności tej spółki.

Ukończyła studia na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego i studia podyplomowe Executive MBA w Wyższej Szkole Menedżerskiej. Od lipca 2018 r. do lipca 2019 r. zarządzała Działem Komunikacji i Marketingu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Do jej obowiązków należała budowa wizerunku firmy oraz współtworzenie i wdrażanie strategii, kampanii reklamowych i planów marketingowych.

Wcześniej pracowała jako dyrektor Centrum Informacyjnego Rządu, a w Narodowym Banku Polskim pełniła funkcję dyrektora Departamentu Edukacji i Wydawnictw. W latach 2008-2010 pracowała jako wicedyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta RP, od 2003 do 2008 r. pełniła funkcję m.in.: dyrektora i rzecznika prasowego w Klubie Parlamentarnym Prawo i Sprawiedliwość.

W skład zarządu CPK wchodzą także: Piotr Malepszak, odpowiadający za część kolejową inwestycji, Dariusz Sawicki, w którego gestii jest komponent lotniczy i Michał Wrona, odpowiedzialny za finanse spółki.

Rok 2019 był lepszy, niż się spodziewano. Ale spowolnienie gospodarcze nas nie ominie

Grudniowe podsumowanie 2019 roku przyjemnie zaskoczyło ekonomistów. Przewidywane spowolnienie gospodarcze dotknęło nas bowiem mniej, niż wskazywały na to prognozy. Statystyki pokazują, że dzięki temu roczna dynamika polskiego PKB mogła być nawet o 0,5% lepsza. Ale spowolnienie gospodarcze nas nie ominie. Niebezpieczeństwa w światowej gospodarce sprawiają,  że przedsiębiorcy i konsumenci są ostrożniejsi w inwestycjach i zakupach. Samo to prowadzi do lekkiego spowolnienia gospodarki. Dodatkowo, coraz większy wpływ na polski rynek będzie miało spowolnienie przemysłu niemieckiego – które już w tym roku dało się we znaki naszym eksporterom. Chociaż na razie nie odczuwamy tego bardzo boleśnie, światowa sytuacja handlowa – a głównie napięcie między USA i Chinami oraz Brexit – będą miały coraz większy wpływ na naszą gospodarkę. Na szczęście rok 2019 zamyka się jeszcze z całkiem pozytywnymi statystykami.

– W statystykach europejskich zanotowaliśmy wzrost eksportu rzędu 6%. Jeśli wynik ten będzie ostateczny, będziemy mogli być z niego zadowoleni. Nie mieli na co narzekać polscy przemysłowcy – którzy sprzedali trochę więcej, niż można było oczekiwać. Całkiem dobrze prezentowały się także wyniki handlu hurtowego  i detalicznego – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Jednak końcówka roku była słabsza. Na wyniki światowego handlu w 2019 roku dosyć mocno wpływały duże obawy przed pełnowymiarową wojną handlową między USA a Chinami. Baliśmy się, czy przypadkiem następnym celem mocnych negocjacji handlowych USA nie będzie Europa. To przede wszystkim odbiłoby się na gospodarce Niemiec – które są dla nas podstawowym partnerem handlowym. Nie wydaje się, żeby te obawy się zrealizowały. Z drugiej strony strach wpływa na koniunkturę. Firmy i konsumenci są ostrożni. Trochę mniej kupują dóbr zaopatrzeniowych do dalszej produkcji, trochę rozważniej podchodzą do swoich wydatków. Oczekują, że kolejne kwartały mogą nie być dla nich tak pomyślne. W ten sposób sami fundujemy sobie spowolnienie gospodarcze – wskazuje Soroczyński.

Faktoring online

Utrzymanie prawidłowej płynności finansowej firmy nie jest wcale łatwym zadaniem, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. By nie powstawały zaległości, a firma mogła nadal prosperować, warto zapoznać się z zagadnieniem faktoringu, który wbrew pozorom nie jest przeznaczony tylko dla przedsiębiorców współpracujących z tysiącami klientów. Z faktoringu tak naprawdę może skorzystać każdy podmiot gospodarczy, o ile jego sytuacja jest stabilna.

Dlaczego faktoring jest korzystny?

Chyba w każdej firmie czasem powstaje problem kontrahentów, którzy nie chcą płacić faktur terminie, a to z kolei wpływa negatywnie na rozwój firmy, bo zaburzona zostaje gospodarka finansowa. Chcąc uniknąć przykrych sytuacji i konieczności mieszania w to windykacji, warto skorzystać z usług faktoringowych, dzięki którym wystawiając fakturę, nie trzeba martwić się o resztę.

Ranking firm faktoringowych to narzędzie dzięki któremu trudu można znaleźć ofertę firm faktoringowych, bo takich opcji finansowania wbrew pozorom nie mają tylko banki. Należy jednak wcześniej sprawdzić jaki rodzaj faktoringu będzie odpowiedni oraz na jaką formę warto się zdecydować, bo dla jednych idealny będzie faktoring jawny a dla innych cichy, a zasady działania są różne, można to sprawdzić na Monevia. Do głównych zalet faktoringu koniecznie trzeba zaliczyć:

  • możliwość utrzymania stabilności finansowej. Pieniądze za fakturę wypłacane są przez faktora w ciągu kilkunastu godzin, więc nie trzeba się martwic, że braknie pieniędzy na bieżące firmowe wydatki
  • możliwość otrzymania wsparcia. Firmy faktoringowe chętnie służą pomocą i doradzą jaka opcja będzie odpowiednia. Znając adres www (url) takie wiadomości łatwo znaleźć też samodzielnie
  • gwarancję bezpieczeństwa. Korzystając z firm faktoringowych, nie trzeba martwić się o nic, gdyż takie usługi są sprawdzone i pieniądze na pewno trafią tam, gdzie powinny
  • możliwość wypłacenia pracownikom pieniędzy na czas, gdyż firma nie straci płynności

Faktoring online- czy to się opłaca?

Jak najbardziej tak! Taki rodzaj faktoringu skierowany jest przede wszystkim do małych firm bądź jednoosobowych podmiotów gospodarczych. Nie trzeba spełniać żadnych dodatkowych formalności, a gotówkę otrzymuje się nawet w ciągu kilkunastu minut, choć to też w dużej mierze zależy jakiego faktora się wybierze, dlatego ranking firm faktoringowych, takich jak Fandla powinien być dokładnie przeglądnięty. Chcąc skorzystać z faktoringu online, wystarczy tylko za pośrednictwem komputera, bądź telefonu złożyć stosowny wniosek. Wypełnienie go jest bardzo proste i szybkie. Należy jednak pamiętać, że następnym krokiem będzie dokładne wprowadzenie faktury do systemu, przed zatwierdzeniem lepiej dane sprawdzić kilka razy by nie powstał niepotrzebny problem. Jeśli wniosek zostanie poprawnie zweryfikowany, pieniądze trafią na wskazany numer konta. Co ważne decydując się na faktoring online, można uzyskać do 100% wartości faktury. Małe firmy mają często problemy finansowe przez wydłużone terminy faktur, których klienci i tak nie płacą, dlatego dla nich faktoring online, jak i mikrofaktoring będzie strzałem w dziesiątkę.

Kto może skorzystać z faktoringu?

Tak naprawdę to każda firma, która chce zachować płynność finansową i rozwijać się bez ciągłych ponagleń kontrahentów by zapłacili zaległe faktury. Duże przedsiębiorstwa, średnie czy małe firmy mogą obecnie przebierać wśród faktorów, bo wcale nie jest koniecznością, by takie sprawy załatwiać przez bank. Mikroprzedsiębiorstwa niestety w ocenie banku są mało wiarygodne, a często też po weryfikacji finansów firmy zostają odprawione z kwitkiem, dlatego warto skorzystać z oferty portali takich jak SMEO, by raz na zawsze załatwić problem faktur. Nowicjusze w tej dziedzinie mogą zacząć swoją przygodę z faktoringiem, bo do wyboru jest faktoring pełny, jak i niepełny oraz różne jego formy, czyli faktoring jawny i cichy. W praktyce pojęcia te oznaczają zupełnie coś innego, więc wcześniejsza konsultacja z wybraną firmą będzie konieczna, by wybrać najlepszą opcję.

Kredyt dla firm – jak wybrać?

Otwierając własny biznes, będą potrzebne finanse i to nie małe, ale chcąc rozwijać firmę, pieniądze także będę niezbędne, tylko powstaje pytanie, skąd je wziąć, jeśli brak jest wolnych środków na taki cel? W tej kwestii nie trzeba się jednak martwić, bo z pomocą przyjdzie kredyt dla firm, dzięki któremu uda się zrealizować wszystkie plany.

Kredyt firmowy – co wybrać?

Oferta kredytów dla firm jest dziś bardzo bogata. Można przebierać w ich różnych rodzajach, bo można wnioskować o kredyt odnawialny w koncie, kredyt inwestycyjny, obrotowy czy kredyt lombardowy, pomostowy, a nawet hipoteczny. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, jaką kwotę chce się pożyczyć i na jak długo. Warto też wcześniej sprawdzić na ranking kredytów dla firm – który kredyt będzie się najbardziej opłacał i jakich formalności trzeba dopełnić by w ogóle móc się starać o dodatkową gotówkę. Korzystny kredyt firmowy to taki który ma niskie oprocentowanie i od sprawdzenia tej kwestii warto zacząć poszukiwania. Sprawdzając ranking kredytów dla firm, będzie można zorientować się, do którego banku najlepiej iść. Oczywiście wysokość prowizji także jest ważna, bo nie ma co się łudzić, kredyt firmowy za darmo nie jest udzielany. Im mniej opłat wstępnych będzie tym lepiej, więcej pieniędzy zostanie na wydatki firmy. Jak widać, nie jest wcale łato dokonać najlepszego wyboru, dlatego trzeba zorientować się najpierw, z jaką ofertą banki wychodzą do klienta.

Koszty udzielenia kredytu dla firmy

Nie tylko osoby prywatne, które biorą kredyt czy pożyczkę, muszą liczyć się z dodatkowymi opłatami. Firmy, które w ten sposób chcą sfinansować swój rozwój, również poniosą z tego tytułu dodatkowe konsekwencje. Na dodatkowe koszty związane z kredytem firmowym złożą się:

  • prowizje związane z przygotowaniem dokumentów, rozpatrzeniem wniosku i późniejsza wypłata pieniędzy. Warto pamiętać, że prowizja pobierana jest tylko raz i wcale nie trzeba jej płacić od razu. Może być doliczona do rat. W takiej sytuacji wysokość prowizji może być jednak wyższa, gdyż zostaną doliczone do niej odsetki. Korzystniej będzie uregulować ją od razu po przyznaniu kredytu
  • rzeczywiste oprocentowanie kredytu. W tym przypadku kwoty są stałe, doliczane do comiesięcznych rat. Oprocentowanie zazwyczaj obliczane jest w zależności od wysokości kredytu, dlatego warto wcześniej poprosić bank o dokonanie wstępnej symulacji, bądź porównać jego wysokość korzystając z rankingu kredytów dla firm, mogą to być jednak dane tylko szacunkowe, a rzeczywista stopa oprocentowania może być inna, większa.
  • opłaty za złożenie i rozpatrzenie wniosku. Przy kredytach firmowych opiewających na dużą sumę opłaty te mogą być stosunkowo wysokie, dlatego orientując się wstępnie w sprawie kredytów, należy sprawdzić, czy bank nie pobiera wysokiej opłaty przygotowawczej.
    W wielu przypadkach nie opłaca się spłacać kredytu firmowego wcześniej, mimo iż finanse na to pozwalają, a płacenie comiesięcznych rat jest uciążliwe. Szybsze zwrócenie długu także może podnieść wysokość kredytu, jeśli bank naliczy dodatkową opłatę tak samo jak i za dodatkowe ubezpieczenie, zabezpieczenie czy wysyłane przypomnienia o ratach.

Co warto jeszcze sprawdzić, wybierając kredyt firmowy?

Nie da się ukryć, że koszty wstępne, jak i samo oprocentowanie stanowią priorytet przy zaciąganiu kredytu, jednak bardzo ważną kwestią jest też czas, na jaki można pożyczyć gotówkę, znając go, będzie można dopasować raty do możliwości finansowych firmy. Istotne jest czy wpłata własną będzie konieczna, jaki rodzaj zabezpieczenia jest wymagany przez bank oraz czy w razie problemów można liczyć na „wakacje kredytowe”, czyli czasową przerwę w spłacaniu rat. Korzystając z rankingu kredytów dla firm, na pewno uda się podjąć świadomą decyzję a kredyt będzie stanowił źródło rozwoju firmy, a nie dodatkowe obciążenie, o którym trzeba będzie pamiętać nawet kilka lat. Ranking kredytów firmowych jest ogólnodostępny dla wszystkich zainteresowanych i co ważne informacje udzielane są zupełnie za darmo.

Prędkość łącza internetowego nie zawsze zgodna z umową. Narzędzie Urzędu Komunikacji Elektronicznej do samodzielnego pomiaru pomoże zareklamować usługę

Polacy płacą za internet stacjonarny średnio 51,5 zł miesięcznie, a głównym kryterium wyboru usługi są cena i prędkość transmisji – wynika z badań UKE. Jeśli konsument wykaże, że jakość internetu jest niezgodna z umową, może zareklamować usługę. Sprawdzeniu szybkości łącza służy narzędzie certyfikowane przez UKE. Do tej pory wykonano już ponad 440 tys. takich pomiarów – w tym blisko 30 tys. certyfikowanych, przeprowadzanych w specjalnych warunkach, które mogą stanowić podstawę do reklamacji usługi. Co ważne, pomiar certyfikowany dotyczy tylko internetu stacjonarnego. 

– Po roku działania naszej aplikacji do pomiaru jakości internetu mamy 32 tys. zarejestrowanych użytkowników, którzy wykonali w sumie ponad 440 tys. pomiarów, w tym ponad 29 tys. takich, które uzyskały status pomiaru certyfikowanego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominik Kołtunowicz, dyrektor Departamentu Kontroli Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Jak wynika z sierpniowego raportu UKE, ze stacjonarnego dostępu do internetu korzysta 8,1 mln Polaków, a niemal 4/5 gospodarstw domowych w Polsce ma dostęp do internetu szerokopasmowego (łącza stacjonarne i mobilne). Liczba abonentów z roku na rok wzrasta. Badanie konsumenckie UKE pokazuje, że średni miesięczny rachunek za internet stacjonarny wynosi 51,5 zł, ale deklarowane przez respondentów kwoty rachunków wahały się od 25 do 200 zł miesięcznie. Głównymi kryteriami wyboru dostawcy internetu stacjonarnego są prędkość oraz właśnie cena usługi („Analiza cen usług stacjonarnego dostępu do internetu w Polsce”).

Zgodnie z unijnymi przepisami dostawcy internetu stacjonarnego muszą zawierać w umowach informację o minimalnych zwykle dostępnych i maksymalnych oferowanych prędkościach transmisji danych. Jeżeli konsument wykaże od nich odstępstwa i udowodni, że kupiona przez niego usługa jest niezgodna z umową, może ją reklamować u dostawcy. Do tej pory służyły do tego pomiary prędkości łącza, które można było przeprowadzić na popularnych stronach internetowych, ale te nie stanowiły wiarygodnego dowodu.

– Operatorzy nie mieli obowiązku uwzględniania ich w procesie reklamacyjnym – mówi Dominik Kołtunowicz. – Od grudnia 2018 roku prezes UKE certyfikował istniejący i zaadaptowany na nasze potrzeby mechanizm badania internetu. Jest to aplikacja PRO Speed Test, która różni się zasadniczo od innych narzędzi na rynku, ponieważ dość wnikliwie bada środowisko użytkownika, żeby wynik testu był jak najbardziej obiektywny. Aplikacja sprawdza takie podstawowe informacje, jak obciążenie procesora, istniejące połączenia VPN, a nawet to, czy korzystamy w trakcie testu z innych urządzeń wykorzystujących sieć domową.

Certyfikowane przez UKE narzędzie pomiaru składa się z serwisu internetowego (pod adresem pro.speedtest.pl) oraz aplikacji na komputery stacjonarne, aplikacji WEB i mobilnych (działających na systemach Android oraz iOS). Dzięki aplikacjom użytkownik może sprawdzić prędkość wysyłania danych (upload), prędkość pobierania danych (download) oraz czas opóźnienia i jego zmienność (jitter).

– Korzystanie z aplikacji jest bezpłatne. Aby móc generować pomiary i raporty, użytkownik musi się najpierw zarejestrować. Jednorazowa rejestracja powoduje utworzenie konta, na którym są zapisywane wyniki kolejnych pomiarów, więc użytkownik ma dostęp do ich historii. Na tej podstawie będzie mógł stwierdzić, czy jakość usługi jest na stałym poziomie, polepsza się bądź pogarsza – mówi Dominik Kołtunowicz.

PRO Speed Test pozwala zarówno sprawdzić szybkość posiadanej usługi, jak i dochodzić swoich praw, jeśli okaże się, że dostawca nie wywiązuje się z umowy. Musi to być jednak specjalny, certyfikowany pomiar przeprowadzony w określonych warunkach. Co ważne, pomiary certyfikowane dotyczą tylko internetu stacjonarnego.

– W tym celu użytkownik powinien wykonać co najmniej 6 pomiarów w trakcie jednej doby. Odstęp pomiędzy tymi pomiarami musi być minimum 30-minutowy. Później taką samą procedurę powinien powtórzyć w innym dniu, ale co istotne odstęp między nimi nie może był dłuższy niż 6 dni. Jeżeli użytkownik spełni te warunki, będzie mógł wygenerować i wydrukować raport, który w przypadku oceny niedochowania warunków umowy przez operatora posłuży mu do procesu reklamacyjnego bądź postępowania sądowego – tłumaczy Dominik Kołtunowicz.

Z dotychczasowych pomiarów wynika, że średnia prędkość pobierania danych wyniosła 123,4 Mb/s w przypadku internetu stacjonarnego oraz 23,4 Mb/s dla internetu mobilnego. Natomiast prędkość wysyłania danych wyniosła odpowiednio 44 i 11,1 Mb/s.

– Równie ważny jest walor edukacyjny tych pomiarów. W tej chwili każdy użytkownik internetu może się zorientować, jak wiele jest czynników, które wpływają na prędkość, i w jaki sposób może zestawić swoją sieć domową, aby osiągnąć te maksymalne możliwości, jakie daje sieć operatora – mówi Dominik Kołtunowicz.

Jak wynika ze statystyk Urzędu Komunikacji Elektronicznej, wartość rynku usług dostępu do internetu w 2018 roku sięgnęła 5,4 mld zł, co stanowi ok. 14 proc. całego rynku telekomunikacyjnego w Polsce. W ciągu ostatnich pięciu lat dynamicznie wzrosła liczba szybkich (powyżej 30 Mb/s do 100 Mb/s włącznie) i superszybkich (powyżej 100 Mb/s) łączy stacjonarnych. W ubiegłym roku ok. 43 proc. wszystkich łączy stacjonarnego dostępu do internetu w Polsce stanowiły łącza o przepustowości powyżej 100 Mb/s. Natomiast łącza o przepustowości większej niż 30 Mb/s stanowiły niemal 2/3 wszystkich używanych łączy abonenckich.

Ustawa antyzatorowa będzie batem na nieterminowych płatników. Od stycznia muszą się liczyć z karami finansowymi

Polskie firmy czekają na zapłacenie wystawionej faktury średnio 3 miesiące i 25 dni. To nieco krócej niż w poprzednim kwartale, ale dla wielu przedsiębiorstw zatory w płatnościach stanowią barierę w prowadzeniu działalności – wynika z badań Krajowego Rejestru Długów i Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Ustawa antyzatorowa, która wchodzi w życie od stycznia, ma ograniczać skalę zjawiska. Obok skrócenia terminów na zapłatę faktur wprowadza też tzw. ulgę na złe długi w podatku PIT i CIT oraz obowiązek raportowania praktyk płatniczych, który obejmie największe firmy. Kolejna duża zmiana to uprawnienie UOKiK do karania przedsiębiorstw generujących największe zatory płatnicze.

– Przedsiębiorcy powinni mieć świadomość, że kończy się czas, kiedy wstrzymywanie płatności i uchylanie się od obowiązku zapłaty mogło być traktowane jako model biznesowy. Ustawa, która wchodzi w życie 1 stycznia 2020 roku, wprowadza bardzo dotkliwe konsekwencje. Celem jest to, żeby przedsiębiorcy, którzy nieterminowo realizują swoje płatności, musieli się z tego rozliczyć – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Chróstny, wiceprezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Jak podkreśla, nieterminowe płatności to jedna z największych bolączek polskich przedsiębiorstw, zwłaszcza małych i średnich. Wywołują efekt domina, bo firmy, które nie dostają zapłaty w terminie, same nie mają środków, żeby opłacić swoich kontrahentów i pracowników. Zatory płatnicze ograniczają też zdolność firm do inwestowania, a w skrajnych przypadkach – doprowadzają do bankructwa.

Często są wynikiem polityki zakupowej dużych firm, które stosują wobec swoich podwykonawców długie terminy płatności. W okresie pomiędzy wykonaniem zlecenia i wystawieniem faktury a otrzymaniem zapłaty firma musi utrzymać bieżącą płynność. Nie każda jest w stanie sfinansować to ze środków własnych, dlatego MŚP muszą się posiłkować kredytami, pożyczkami albo faktoringiem, żeby utrzymać płynność finansową. Problem pojawia się, kiedy takich przeterminowanych faktur jest za dużo, dotyczy to zwłaszcza handlu i branży budowlanej.

Zatorom płatniczym ma przeciwdziałać ustawa, która umożliwia nałożenie kar finansowych na firmy, które przeciągają w czasie regulowanie swoich zobowiązań. Monitorowaniem takich praktyk od stycznia zajmie się UOKiK.

– Ustawa przeciwdziałająca zatorom płatniczym to novum w polskim ustawodawstwie. To też zmiana, na którą czekało bardzo wielu przedsiębiorców. Nowe przepisy wprowadzają maksymalne terminy płatności. W przypadku relacji pomiędzy biznesem a administracją publiczną to 30 dni, z kolei w relacjach między dużymi i małymi przedsiębiorcami – 60 dni. Ustawa wprowadza też dodatkowe mechanizmy zachęcające firmy do terminowego wywiązywania się z płatności – mówi Tomasz Chróstny.

Ustawa wprowadza również ulgę na złe długi w podatku PIT i CIT oraz obowiązek raportowania praktyk płatniczych dla największych firm. Te każdego roku będą przekazywać do Ministerstwa Rozwoju sprawozdania o stosowanych przez siebie terminach zapłaty. Dokumenty będą publiczne i ogólnodostępne, dzięki czemu każda firma będzie mogła sprawdzić zawczasu potencjalnego kontrahenta. Pierwsze sprawozdania mają zostać opublikowane w 2021 roku.

Kolejna duża zmiana to uprawnienie UOKiK do karania przedsiębiorstw generujących największe zatory.

– Postępowania kontrolne będą prowadzone względem podmiotów, u których w ciągu trzech kolejnych miesięcy suma przeterminowanych należności przekroczy 5 mln zł, natomiast od 1 stycznia 2022 roku – 2 mln zł. Te podmioty będziemy kontrolowali i mobilizowali do tego, żeby terminowo wywiązywały się z płatności za dostarczane towary i realizowane usługi – mówi Tomasz Chróstny.

Postępowania UOKiK wobec dłużników będą wszczynane z urzędu lub na wniosek, ale co istotne, nie będą karane te podmioty, które nie płacą swoim podwykonawcom, ponieważ same nie otrzymały zapłaty w terminie.

– Kary będą nakładane w postępowaniu administracyjnym. Postępowania będą krótkie, bazujące na danych z systemu bankowego, skarbowego i bezpośrednio od przedsiębiorców. Uwzględnią zarówno kwoty przeterminowanych płatności, jak i czas przeterminowania i ustawowe odsetki. Ten mechanizm kary jest skonstruowany tak, żeby firmie nie opłacało się wstrzymywać płatności. Dodatkowo, w przypadku recydywy UOKiK będzie mógł zastosować podwyższenie kary administracyjnej o 50 proc., aby zniechęcić przedsiębiorcę do tych negatywnych praktyk – mówi Tomasz Chróstny.

Jak wynika z październikowej, 44. edycji badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” Krajowego Rejestru Długów i Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, polskie firmy w III kwartale br. czekały na zapłacenie wystawionej faktury średnio 3 miesiące i 25 dni. Odsetek firm, które deklarują, że ten problem narasta, wzrósł z 21,5 do prawie 24 proc. tylko na przestrzeni ostatniego kwartału. Do 6,3 proc. wzrosły również koszty firm związane z odzyskiwaniem opóźnionych płatności.

– Zatory płatnicze od lat są bardzo poważnym problemem dla przedsiębiorców, szczególnie tych małych i średnich. Doczekaliśmy się wreszcie rozwiązania i ustawy, która zdecydowanie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców – dodaje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jak podkreśla, nadchodzący 2020 rok nie będzie łatwy dla przedsiębiorstw ze względu na spodziewane spowolnienie gospodarcze. Na nie nakładają się również problemy firm ze znalezieniem pracowników.

– Mamy niestety wciąż nierozwiązane problemy z pracownikami zagranicznymi i oczekujemy, że rząd też się nad tym tematem pochyli. Nie chodzi o rewolucję ustawową, ale wprowadzenie takich przepisów, żeby usprawnić zatrudnianie obcokrajowców. To jest dziś naprawdę duży problem, bo na polskim rynku pracy brakuje ok. 1 mln pracowników – mówi Marek Kowalski. – Polskie firmy całkiem nieźle radzą sobie z wyzwaniami, jeżeli mają do dyspozycji stabilne prawo. Częściej zwracają uwagę nie na wysokość podatków, ale właśnie na stabilność prawa.

Mieszkańcy Warszawy chcą wymieniać kopciuchy na nowe źródła ciepła. Urzędnicy spodziewają się 800 wniosków w tym i 2–4 tys. w przyszłym roku

Walka z miejskim smogiem w Warszawie nabiera tempa. Od 23 października obowiązuje nowa uchwała dotacyjna, która pozwala mieszkańcom łatwiej uzyskać wyższe dofinansowanie do wymiany tradycyjnych pieców węglowych na korzystniejszych warunkach. Do końca tego roku miasto spodziewa się 800 wniosków. Warszawa finansuje także wymianę starych pieców w zasobach komunalnych.

Uchwała określająca zasady przyznawania dotacji na likwidację kopciuchów w Warszawie przewiduje większe dotacje dla określonych przedsięwzięć, uproszczone procedury, możliwość składania wniosków w każdej z dzielnic miasta oraz działania promocyjne, które mają zachęcić mieszkańców do wymiany pieców.

Dodatkową zachętą do składania wniosków jest degresja wysokości dotacji. W latach 2019–2020 można uzyskać dofinansowanie na poziomie 100 proc. kwoty inwestycji – od 12 tys. do 200 tys. zł, a w kolejnych latach dotacja będzie się zmniejszała. W 2021 roku dotacja będzie mogła sięgnąć 90 proc. kosztów inwestycji, a w 2022 roku – do 70 proc. – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Kisiel, zastępca dyrektora Biura Ochrony Powietrza i Polityki Klimatycznej m.st. Warszawy. – Chcemy, jak najszybciej pozbyć się problemu kopciuchów. Już widać pierwsze pozytywne efekty nowej uchwały: zwiększa się zainteresowanie i liczba wniosków. W 2020 roku chcemy osiągnąć co najmniej 2 tys. wniosków, do nawet 4 tys. wniosków.  

Do 17 grudnia do urzędu wpłynęło ponad 700 wniosków. System dotacyjny uruchomiony w Warszawie umożliwia dofinansowanie wymiany starych pieców węglowych na pompy ciepła, na podłączenie do ciepła sieciowego, instalację pieca gazowego lub ogrzewania elektrycznego.

Nowością jest promowanie odnawialnych źródeł energii – dodaje Jacek Kisiel. – Widzimy, że po wejściu w życie nowej uchwały mamy coraz więcej wniosków właśnie na dofinansowanie tego typu inwestycji, np. pomp ciepła. Bardzo nas to cieszy.

Warszawa przeznaczy na walkę ze smogiem rekordową sumę 300 mln zł. Miasto stopniowo likwiduje także stare piece w zasobach komunalnych. W tym roku zniknie ich 540 sztuk, czyli ponad jedna trzecia – najwięcej z Pragi Południe (191). Na kolejnych miejscach znalazły się Wawer (114 instalacji) i Praga Północ (88). Zgodnie z harmonogramem stare piece mają zostać zlikwidowane do końca 2021 roku.

Wciąż największym problemem jest kwestia wysokich kosztów ogrzewania, które wynikają ze zmiany paliwa. Nie da się ukryć, że ogrzewanie mieszkania węglem jest tańsze niż gazem, ciepłem sieciowym czy odnawialnymi źródłami energii. Zdajemy sobie z tego sprawę, dlatego największym wyzwaniem na przyszłość jest połączenie wymiany pieca z termomodernizacją budynku. Tylko w ten sposób można obniżyć koszty ogrzewania – mówi przedstawiciel Urzędu Miasta.

Jacek Kisiel podkreśla, że fundusze w dyspozycji miasta powinny wystarczyć na wymianę starych pieców węglowych na bardziej ekologiczne rozwiązania, ale nie wystarczą na termomodernizację budynków w mieście.

Większe środki finansowe dla samorządów lub lepsze programy dotacyjne, uwzględniające dofinansowanie termomodernizacji budynków, to nasz najważniejszy postulat kierowany do rządu – zaznacza Jacek Kisiel. – Koszty modernizacji to dużo większe kwoty niż te związane z wymianą pieców. Bez tego będzie nam bardzo trudno przekonać wszystkich mieszkańców do wymiany urządzeń grzewczych. Niektórzy będą się obawiali większych wydatków na ogrzewanie nawet w obliczu zakazu używania kopciuchów po 2022 roku, jaki obowiązuje w województwie mazowieckim.

Okazuje się, że nowy system dotacyjny to nie jest jedyny argument dla mieszkańców Warszawy do wymiany przestarzałych kotłów grzewczych. Jak zauważa Jacek Kisiel, zmienia się podejście mieszkańców do konieczności ochrony środowiska i dbałości o jakość powietrza w mieście.

Świadomość ekologiczna jest coraz większa. Warszawiacy zwracają uwagę już nie tylko na koszty i bezpieczeństwo, lecz także na środowisko. Coraz częściej okazuje się, że decydującym czynnikiem, który skłania do wymiany pieca, jest właśnie ekologia. Mieszkańcy mają też świadomość, że korzystając z kopciucha, są narażeni na kontrole straży miejskiej czy skargi sąsiadów. Warszawiacy słyszą, że miejski smog szkodzi zdrowiu, a to zwiększa zainteresowanie systemem dotacyjnym – zauważa Jacek Kisiel.

Miasto szacuje, że ok. 13,5 tys. budynków nie jest podłączonych do sieci ciepłowniczej ani gazowej.

Coraz więcej Polaków popiera zakaz sprzedaży żywych karpi. Kolejne sieci handlowe wycofują się z tego pomysłu

Większość Polaków nie wyobraża sobie wigilijnego stołu bez karpia. Rocznie z polskich stawów odławia się ok. 20 tys. ton karpi. W ubiegłym roku do konsumentów trafiło ok. 16,5 tys. ton, z czego większość kupiono w grudniu. Choć jeszcze do niedawna najczęściej kupowaliśmy żywego karpia, to coraz więcej osób jest temu przeciwnych. Również kolejne sieci handlowe wycofują żywe ryby ze sprzedaży. – Samo wyjęcie na 30 sekund ryby z wody powoduje 10-krotny wzrost kortyzolu i obumieranie komórek – podkreślają eksperci Stowarzyszenia „Otwarte klatki”. Transportowanie ryb w foliowych torbach nosi znamiona znęcania się nad zwierzętami.

– Tradycja kupowania żywego karpia odchodzi do przeszłości. Według badań CBOS-u z 2016 roku 86 proc. Polaków chciało zakazu sprzedaży żywych ryb w sklepach. Ludzie uważają to za przysparzanie niepotrzebnego cierpienia zwierzętom i znęcanie się nad nimi. Określone jest to w polskim prawie, że transport ryb, przetrzymywanie ich bez dostatecznej ilości wody jest po prostu znęcaniem się – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Iżyńska ze Stowarzyszenia „Otwarte klatki”.

Główny Inspektorat Weterynarii podaje, że rocznie z polskich stawów odławia się ok. 20 tys. ton karpi. W 2018 roku odłowiono ok. 20,8 tys. ton, a hodowcy podają, że zbyli ok. 16,5 tys. ton. Większość sprzedawana jest w grudniu, bo zdecydowana większość Polaków nie wyobraża sobie wigilijnego stołu bez karpia. Jeszcze do niedawna kupowaliśmy przede wszystkim żywe ryby i tak też były one sprzedawane w sklepach. Jednak od kilku lat sieci stopniowo wycofują się ze sprzedaży żywych ryb. Zadeklarowały to m.in. Biedronka, Lidl, Auchan, Tesco czy Selgros Cash&Carry.

– Zdecydowanie zmieniła się świadomość ludzi. Ludzie wiedzą już, z czym wiąże się sprzedaż żywych karpi. To kręgowce, w związku z czym zdolne są do odczuwania bólu i nie powinniśmy im tego cierpienia niepotrzebnie zadawać. To jest też kwestia wygody, coraz częściej ludzie chcą po prostu kupić gotową do przyrządzenia rybę – tłumaczy Anna Iżyńska.

Już w 2016 roku Sąd Najwyższy uznał, że karp jako zwierzę kręgowe podlega ustawie o ochronie zwierząt, a przez 20 lat jej obowiązywania rybom tym nie była zagwarantowana należyta ochrona. Eksperci podkreślają, że trzymanie karpi bez wody powyżej 10 minut wiąże się dla nich z silnym stresem, a tylko wynurzenie karpia na 30 sekund powoduje 10-krotne zwiększenie stężenia kortyzolu godzinę później. Dla ryb niekorzystna jest też chlorowana woda, więc cierpią także w wannach.

– Jeśli widzimy, że ryby przebywają w nadmiernym stłoczeniu, są poranione, nie mają dostatecznej ilości wody, sprzedawca łapie je za skrzela, albo kupujący przenosi je w siatce bez wody, mamy prawo powiadomić policję. To potencjalnie przestępstwo znęcania się nad zwierzętami – zaznacza ekspertka Stowarzyszenia „Otwarte klatki”.

Niedopuszczalna jest też sprzedaż żywych ryb w workach foliowych z kratką dystansującą, ale bez wody. Główny Lekarz Weterynarii dopuszcza taką formę sprzedaży, powołując się na badania naukowców z Zakładu Ichtiologii i Gospodarki Rybackiej w Gołyszu, którzy uznali, że ryby mogą wówczas oddychać przez skórę. Tymczasem fundacja Viva podaje, że choć rzeczywiście ryby oddychają przez skórę, to taka wymiana gazowa odbywa się tylko w wodzie, a skóra zużywa cały tlen, który pobiera, nie dotleniając narządów wewnętrznych i mózgu, tym samym ryba dusi się w męczarniach.

 Dlatego apelujemy do sklepów o wycofywanie ze sprzedaży żywych ryb, do konsumentów – o kupno karpia już wcześniej zabitego i nie narażanie ryby na cierpienie, a siebie na konieczność uśmiercania jej – mówi Anna Iżyńska.

Branża gamingowa wkracza w erę rozrywki 4.0. Rośnie wartość mikrotransakcji w grach, co wymaga zwiększenia ich bezpieczeństwa

Rozwój branży mobilnej oraz szybkich sieci łączności bezprzewodowej wynosi cyfrową rozrywkę na nowy poziom. Upowszechniają się wieloplatformowe, angażujące gry, których producenci zarabiają na mikrotransakcjach. Na popularności zyskują produkcje bazujące na grywalizacji. Wraz ze wzrostem liczby gier tego rodzaju rośnie także zapotrzebowanie na systemy, które zadbają o bezpieczeństwo transakcji bezgotówkowych przeprowadzanych za pośrednictwem wspomnianych gier.

– Rozrywka 4.0 skupia się na maksymalizacji odczuć i jest dostępna od razu, to jest nowa kultura kieszonkowego życia. Sporty wirtualne, które są dostępne w dowolnym momencie, o dowolnej chwili, na dowolnym urządzeniu, umożliwiają graczom korzystanie z tej rozrywki i odczuwanie elementów grywalizacji. To są rozwiązania, które umożliwiają dostęp do rozrywki na każdym urządzeniu, w każdym miejscu i w dowolny możliwy sposób – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Mogiła, country manager w Playtech.

Jedną z najpopularniejszych produkcji grywalizacyjnych ostatnich lat, która funkcjonuje w modelu wieloplatformowym i zachęca graczy do realizacji mikrotransakcji, jest Fortnite. Grę można uruchomić zarówno na komputerach stacjonarnych, jak i za pośrednictwem urządzeń mobilnych, gdzie jest dostępna za darmo, a gracz może opłacać dostęp do dodatkowych treści wizualnych. Podobnie jak w przypadku tradycyjnych dyscyplin sportowych, rozgrywki w Fortnite toczą się w ramach sezonów, zachęcając graczy do nieustannego pięcia się w rankingu. Najlepsi mogą liczyć na udział w lokalnych oraz ogólnoświatowych mistrzostwach, a także na wysokie nagrody – tegoroczny mistrz świata zarobił w turnieju Fortnite World Cup 3 mln dol. Studio Epic Games tylko w 2018 roku zarobiło na mikrotrasakcjach w Fortnite 3 mld dol.

O wysokiej popularności mikrotransakcji wśród graczy świadczy m.in. raport opracowany przez firmę badawczą Arm Treasure Data. Analitycy przebadali zwyczaje reprezentatywnej grupy graczy, aby przekonać się, jak podchodzą do takiej formy dystrybucji cyfrowych tytułów. Okazało się, że 87 proc. z nich kupuje dodatkowe treści, a według 52 proc. respondentów mikrotransakcje mogą poprawić ich skuteczność. Co ciekawe, aż 20 proc. graczy przyznało, że wyznacza sobie miesięczny budżet na zakupy w grach.

– Klienci obecnie oczekują przede wszystkim maksymalizacji emocji i krótkiego czasu dostępu do rozrywki. A producenci stawiają na elementy grywalizacji, żeby angażować gracza w osiągnięcia w grach. To jest element, który najszybciej się rozwija, zaś gry dostępne online są coraz szerzej dostępne na wszystkich urządzeniach – zauważa ekspert.

Autorzy badania „The changing face of desktop video game monetization” przyjrzeli się z kolei rozwojowi rynku gier pecetowych. Aż 70 proc. graczy interesuje się tytułami wykorzystującymi mechanikę loot boxów, czyli losowych przedmiotów pozyskiwanych za prawdziwe pieniądze. Warto także zauważyć, jak zmieniała się popularność tego rodzaju mikrotransakcji – w marcu 2010 roku zaledwie 4,27 proc. graczy zetknęło się z tą mechaniką, a w kwietniu 2019 roku odsetek ten wzrósł aż do 71,28 proc.​

Wraz z popularyzacją gier zarabiających na mikrotransakcjach coraz częściej wspomina się o konieczności właściwego zabezpieczenia graczy przed wyłudzeniem pieniędzy. Systemy takie opracowują zarówno twórcy gier, jak i platform dystrybucyjnych. O konieczności zadbania o cyfrowe portfele graczy przekonuje audyt wykonany przez firmę Kryptowire, która przeskanowała urządzenia mobilne sprzedawane na amerykańskim rynku w poszukiwaniu luk bezpieczeństwa. Aż 29 dostawców preinstaluje na swoich sprzętach aplikacje, które mogą narazić użytkowników na atak ze strony cyberprzestępców.

Firma Google w celu zabezpieczenia użytkowników przed cyberprzestępcami postanowiła wprowadzić do Sklepu Play tryb Incognito, który pozwala pobrać i przetestować aplikację bez udzielania im dostępu do pamięci telefonu. Ma to zminimalizować ryzyko wykradzenia poufnych danych bądź przeprowadzenia ataku hakerskiego m.in. na graczy zainteresowanych nowymi produkcjami wyposażonymi w system mikrotransakcji.

– Ważnym elementem jest to, żeby przenieść do rozrywki również elementy bezpieczeństwa. Myślę, że w najbliższych latach pojawi się temat tego, żeby dbać o bezpieczeństwo gracza, o jego transakcje finansowe i przy tym wszystkim przenieść świadomość tego, ile czasu spędzamy nad tą rozrywką. Wchodzimy w okres e-commerce, gdzie monetyzuje się gry, więc transakcje finansowe bardziej przypominają transakcje bankowe. Ale świadomość i spójność tych dwóch światów jeszcze się dociera – mówi Tomasz Mogiła.

Według analityków z firmy Newzoo wartość globalnego rynku gier w 2019 roku przekroczyła 152 mld dol. Przewiduje się, że do 2022 roku wzrośnie do 196 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 9 proc.

Rolnictwo chce sięgać po zaawansowane technologie jak roboty czy czujniki. Przyszłością ekologiczna uprawa roślin bez chemikaliów

Latające roboty zapylają uprawy zamiast żywych pszczół. Zautomatyzowane maszyny stopniowo zastępują pracę rolników i same przygotowują glebę, walczą ze szkodnikami i zbierają plony. Rolnictwo przyszłości będzie jednak przede wszystkim bardziej ekologiczne. Farmy wertykalne pozwalają uprawiać rośliny niezależnie od pory roku, przy okazji bez użycia chemikaliów. Polski start-up Vertigo Farms nie tylko uprawia rośliny w warunkach całkowicie bezpiecznych dla zdrowia, lecz także wykorzystuje technologię tzw. nadkrytycznego dwutlenku węgla. W ten sposób powstają czyste wyciągi roślinne, bez utraty ich właściwości.

– Zależy nam na tym, żeby uprawy, z których robimy ekstrakty, które trafiają do żywności, kosmetyków, leków, były naprawdę najwyższej jakości, wolne od mikroplastiku, metali ciężkich, zanieczyszczeń, które negatywnie wpływają na nasze zdrowie. Aby to zrobić, przenosimy uprawy do zamkniętych warunków, na tzw. farmach wertykalnych uprawiamy dowolne gatunki roślin, z których nowoczesnymi metodami ekstrakcyjnymi wyciągamy to, co jest najzdrowsze – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Dawid Drzewiecki, prezes zarządu Vertigo Farms.

Raport „Agriculture 4.0 – The Future of Farming Technology” wskazuje, że do 2050 roku będziemy musieli wyprodukować o 70 proc. więcej żywności. Już teraz ok. 800 milionów ludzi na całym świecie cierpi z powodu głodu. Konieczne są zmiany, dlatego rolnictwo przyszłości będzie wykorzystywać zaawansowane technologie, takie jak roboty, czujniki temperatury i wilgotności, zdjęcia lotnicze i technologię GPS.

Precyzyjne systemy rolnictwa i robotyki pozwolą gospodarstwom stać się bardziej opłacalnymi, wydajnymi i przyjaznymi dla środowiska. Taką funkcję już teraz spełniają farmy wertykalne, gdzie rośliny uprawia się przez cały rok, przy znacznie mniejszym zużyciu wody i energii niż tradycyjne rolnictwo. Polska firma idzie o krok dalej. W Vertigo Farms rośliny nie tylko są uprawiane w sposób całkowicie ekologiczny, lecz także dzięki ekstrakcji nadkrytycznej z użyciem dwutlenku węgla pozyskuje się z nich maksimum wartości odżywczych.

– Najpierw rośliny musimy wysuszyć, później stosujemy technologię tzw. nadkrytycznego dwutlenku węgla. To taka technika, w której przez susz roślinny przepuszczamy dwutlenek węgla w postaci gazowej, która pozwala wyciągnąć substancje oleiste z roślin i otrzymujemy tzw. olejki esencjonalne czy olejki eteryczne, które są już produktem końcowym – mówi Dawid Drzewiecki.

Ekstrakcja nadkrytycznym dwutlenkiem węgla jest powszechnie stosowaną metodą oddzielania różnych składników od rośliny, ponieważ wytwarza czysty i bezpieczny produkt.

– Będziemy pierwszym producentem, który mierzy się ze zmianą sposobu uprawy roślin. Są firmy, które stosują już częściowo te rozwiązania ekstrakcyjne dwutlenku węgla, natomiast jesteśmy absolutnymi pionierami, jeżeli chodzi o uprawę roślin w zamkniętych warunkach – przekonuje ekspert.

Dwutlenek węgla osiąga stan nadkrytyczny w temperaturze 31,1 st. C. Gdy cząsteczka jest w stanie nadkrytycznym, ma właściwości zarówno cieczy, jak i gazu. Dwutlenek węgla może się wówczas przedostawać do małych przestrzeni, ale może również działać jak ciekły rozpuszczalnik. Fizycznymi właściwościami nadkrytycznego dwutlenku węgla można łatwo manipulować, co pozwala mu wiązać się z dowolną cząsteczką. Co więcej, ekstrakcja nadkrytycznym dwutlenku węgla usuwa zanieczyszczenia, jest przy tym ekologiczna. W przypadku roślin Vertigo Farms, które dzięki hodowli będą pozbawione chemikaliów, ekstrakcja pozwoli uzyskać całkowicie czysty i ekologiczny produkt.

– Ta metoda to przede wszystkim zdrowie konsumentów, ale też sprzyja środowisku. Nie musimy transportować, czy to ekstraktów, czy całych surowców z drugiego końca świata, nie przyczyniamy się do emisji dwutlenku węgla, nie stosujemy chemikaliów, nie degradujemy ziemi uprawnej. Oszczędzamy wodę, bo to technologia, która zużywa od 90 do 95 proc. mniej wody niż porównywalna uprawa w tradycyjnych metodach rolniczych – wskazuje prezes Vertigo Farms.

Prawdopodobnie Vertigo Farms rozpocznie hodowlę i ekstrakcję w połowie 2020 roku, dużo zależy jednak od uzyskanego dofinansowania.

– Technologia farm wertykalnych dosyć mocno się na świecie rozwija, natomiast jest ona mocno ukierunkowana na konsumenckie zastosowanie, na to, żeby spożywać bazylię czy miętę wyhodowaną w ten sposób. Natomiast jeszcze nikt nie zastosował tej technologii do tego konceptu, który my rozwijamy – przekonuje Dawid Drzewiecki.

Jakie wyposażenie musi znaleźć się w magazynie?

Aby magazyn był funkcjonalnym i praktycznym miejscem, powinien posiadać odpowiednie wyposażenie. Jakie elementy powinny się w nim znaleźć? Podpowiadamy w poniższym artykule.

  1. Wyposażenie dopasowane do branży
  2. Regały, półki, stoły i inne elementy wyposażenia

 

Wyposażenie dopasowane do branży

To, jakie konkretnie wyposażenie powinno się znaleźć w danym magazynie, determinuje przede wszystkim branża, w której działa jego właściciel, a także towar przechowywany w środku. Co istotne, typ wyposażenia pomieszczenia może znacząco ułatwić lub też przeciwnie – utrudnić codzienne zadania pracowników. Dlatego też należy wyposażenie dobierać bardzo starannie, dopasowując je do konkretnych potrzeb danego biznesu. Wybierając wyposażenie, dobrze jest zdecydować się na elementy od jednego dostawcy, takiego jak Log-System. Kompleksowe wyposażenie od jednego sprzedawcy daje pewność, że poszczególne elementy będą idealnie pasowały do siebie oraz do pomieszczenia. Tym samym można uniknąć wielu kłopotów, np. produktów o zbyt dużych wymiarach. Ponadto wybierając wyposażenie od jednego sprzedawcy, zazwyczaj można liczyć na atrakcyjne rabaty i zniżki.

Regały, półki, stoły i inne elementy wyposażenia

Podstawowym elementem wyposażenia każdego magazynu, bez względu na jego wielkość czy przeznaczenie, są regały. Rynek oferuje bardzo szeroki wybór różnego rodzaju regałów, dzięki czemu każdy właściciel czy najemca magazynu może wybrać wśród nich modele dopasowane do konkretnych potrzeb. Dostępne są modele gotowe, które świetnie sprawdzą się w mniejszych magazynach, a także profesjonalne systemy regałów, znacznie ułatwiające codzienną pracę na bardzo dużych powierzchniach. Ponadto w wielu przypadkach do składowania produktów stosuje się różnego typu skrzynie, pojemniki oraz wiszące półki. W zależności od magazynu, polecanym i przydatnym wyposażeniem są także stoły robocze albo warsztatowe. Często stosowane są też ruchome urządzenia, takie jak tzw. rollsy. Służą one do przewożenia (np. na półki) i składowania towaru.

Poza typowym umeblowaniem, bardzo ważnym wyposażeniem magazynów są różnego rodzaju maszyny i sprzęty. Szczególnie zalecane, zwłaszcza do dużych magazynów, są wózki widłowe oraz paleciaki. Pozwalają one na łatwe i wygodne transportowanie dowolnych ładunków, umieszczanie ich na półkach, w samochodzie transportowym oraz w dowolnym innym miejscu. Poza tym zazwyczaj w magazynach muszą znaleźć się takie niewielkie sprzęty i urządzenia, jak m.in. drukarki etykiet, czytniki kodów kreskowych, wagi itp.

Autorem artykułu jest serwis http://skuteczni.pl/.

Tsunami regulacji energetycznych

  • Łączny wpływ zaostrzenia przepisów odnoszących się do zmian klimatycznych na globalny przemysł wyniesie blisko 2,5 bln USD w ciągu następnych dziesięciu lat.
  • Największe koszty poniesie sektor energetyczny (900 mld USD), następnie stalowy (300 mld USD) oraz transport lotniczy i morski (55 mld USD).
  • Przedsiębiorstwa nie są wystarczająco przygotowane na nową falę regulacyjną: po skurczeniu się marż z powodu rosnących kosztów emisji i bardziej rygorystycznych przepisów w najbliższej przyszłości realnym ryzykiem jest kompletna utrata wartości pewnych aktywów lub wartości całych przedsiębiorstw.

Emisje gazów cieplarnianych nadal rosną (+2,0% p.a. w 2018 r.) mimo uchwalenia na całym świecie ponad 1500 przepisów ustawowych dotyczących zmian klimatycznych. Wysiłki ograniczenia emisji muszą więc zostać zwiększone aż pięciokrotnie zgodnie z Programem Ochrony Środowiska Narodów Zjednoczonych (UNEP). Dlatego spodziewamy się na całym świecie zaostrzenia i zwiększenia liczby regulacji w zakresie zmian środowiskowych.

W celu ilościowego określenia wpływu pogrupowaliśmy najważniejsze wskaźniki na cztery kategorie: ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla; koszyk energetyczny i efektywność energetyczna; regulacje dotyczące mobilności; podatki, grzywny i opłaty właściwe dla danej branży. Zauważyliśmy, że negatywny wpływ na globalny przemysł wyniesie blisko 2,5 bln USD w ciągu następnych dziesięciu lat” – powiedziała Catharina Hillenbrand, Doradca Sektorowy ds. Energii, Metali, Maszyn i Urządzeń w Euler Hermes.

Które sektory są najbardziej narażone?

Uważamy, że nowe regulacje wpłyną na niemal całą globalną gospodarkę, dlatego obliczyliśmy ich wpływ w podziale na sektory, przy czym ciężar regulacji nie będzie rozłożony równomiernie i niektóre z nich zmiany odczują wyjątkowo dotkliwie:

  • Regulacje dotyczące klimatu już kosztowały sektor energetyczny 1,4 bln USD w ostatnich dziesięciu latach, a spodziewały się, że będą kosztowały dalsze 900 mld USD w następnej dekadzie.
  • Sektor stalowy jako sektor energochłonny będzie drugą z kolei najbardziej dotkniętą branżą: 300 mld USD w ciągu najbliższych 10 lat.
  • Transport lotniczy i morski plasuje się na trzecim miejscu (55 mld USD) ze względu na połączenie programów kompensacji emisji dwutlenku węgla (z 16 do 42 mld USD), podwyższone opodatkowanie i/lub opłaty od emisji CO2, a także globalne zachęty na przestawienie się na transport kolejowy. Na oba te segmenty będą także miały wpływ nowe regulacje dotyczące zawartości siarki w paliwie.

Jak przedsiębiorstwa powinny się przygotować do tej fali regulacyjnej?

Aby się przygotować, przedsiębiorstwa muszą rozważyć wystąpienie efektów bezpośrednich oraz wtórnych:

Bezpośrednim wpływem będzie obniżenie marż brutto z powodu rosnących kosztów emisji. Może to mieć przełożenie na inne koszty, tj. np. koszty operacyjne (OPEX) lub koszty kapitałowe (CAPEX). Ale może to również skutkować zmniejszeniem rentowności operacyjnej w efekcie zwiększenia się innych wydatków, ponoszonych w celu przejścia na czystsze, ale bardziej kosztochłonne procesy lub większe wydatki na badania i rozwój.

Należy także uwzględnić ryzyka pośrednie, od przemodelowania łańcucha dostaw i zwielokrotnienia ryzyka z tym związanego do większej ekspozycji na (oczekiwania) klientów końcowych. Ponadto, każda z tych kwestii może mieć widoczny wpływ na bilans i wypłacalność przedsiębiorstw.

 

W zależności od szybkości dostosowania się (która obecnie jest niewystarczająca) – przy dużych opóźnieniach najdalej idącym, ale realnym ryzykiem jest kompletna utrata wartości pewnych aktywów lub całych przedsiębiorstw. Sektor węglowy jest pierwszym przykładem osieroconej branży, ale także wiele innych sektorów zostanie w skali całej gospodarki światowej zostanie wystawionych na prawdziwą próbę, mogąca prowadzić do ich marginalizacji.

„Przykładem – może nie bezpośredniego wpływu nowych regulacji, ale zmian jakie wywrą one na łańcuch dostaw i popyt niech będzie przemysł maszynowy, ta jego część zaopatrująca w maszyny sektor wydobywczy, w tym górnictwo – ocenia Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Tak silny (jeszcze) w Polsce, żyjący dotychczas nadzieją ekspansji na rynku m.in. chińskim, nadal opartym w dużym stopniu na węglu. Nadzieje te stoją pod znakiem zapytania – nie tylko skala wydobycia, ale też problemów ekologicznych jest największa w Chinach. Można więc oczekiwać tam szybkich, systemowych odgórnie kierowanych zmian dążących do marginalizacji górnictwa, co chyba ma już miejsce – jest bowiem realnie czym je zastąpić. Wdrożono gigantyczne, gdzie indziej niewyobrażalne programy regulowania rzek i budowy mega-hydroelektrowni. Chiny są ponadto światowym potentatem w produkcji odnawialnych źródeł energii, m.in. paneli fotowoltanicznych. Skok z XIX w XXI wiek w kwestii pozyskiwania energii elektrycznej, na czym straci przemysł obsługujący górnictwo. Oczywiście zmiany te stworzą również możliwości dla tych przedsiębiorstw, które opracowują produkty i usługi wspierające transformację i ekspansję samego sektora energii alternatywnej.

Jak po zakupie domu pozbyć się służebności?

W przypadku działek zabudowanych domami, dość często pojawia się problem uciążliwych służebności. Wyjaśniamy, czy takich obciążeń można się pozbyć.

Kwestia służebności obciążających nieruchomość mieszkaniową, najczęściej pojawia się w kontekście działek zabudowanych domami. Jeżeli chodzi o lokale mieszkalne, to może być z nimi powiązana jedynie służebność mieszkania. W przypadku działek, mamy natomiast do czynienia z szerokim wachlarzem różnych służebności (np. służebnością drogi koniecznej i służebnością przesyłu). Wiele osób decyduje się na zakup domu nie przywiązując większej wagi do istniejących służebności. Tacy nabywcy działki zabudowanej domem dopiero po pewnym czasie zaczynają rozważać możliwość pozbycia się kłopotliwych obciążeń. Wyjaśniamy zatem, czy zlikwidowanie służebności ustanowionej za czasów jednego z poprzednich właścicieli domu jest możliwe bez większych kosztów.

Służebność osobista wygaśnie wraz ze śmiercią sąsiada

W kontekście służebności warto przypomnieć, że nie wszystkie takie ograniczone prawa rzeczowe przysługują każdorazowemu nabywcy sąsiedniej nieruchomości. Wyjątek stanowią tak zwane służebności osobiste, które są niezbywalne i ustanowione na rzecz konkretnej osoby fizycznej. Jeżeli poprzedni właściciel domu ustanowił służebność na rzecz sąsiada (dotyczącą np. przechodu), to wygaśnie ona wraz ze śmiercią uprawnionej osoby. Nie wszystkie osoby, które zdecydowały się na zakup domu i działki obciążonej służebnością osobistą chcą jednak czekać tak długo. Warto zatem wiedzieć, że istnieje możliwość likwidacji służebności przed śmiercią uprawnionej osoby. Przykładowo służebność osobista może zostać zamieniona na rentę jeśli uprawniony wykonuje swoje prawo w sposób rażąco nieprawidłowy. Dobrą wiadomością jest również fakt, że służebności osobistej nie może zasiedzieć żaden posiadacz graniczącej działki. „Trzeba również pamiętać, że służebność osobista wygaśnie wtedy, gdy właścicielem władnącej działki stanie się inna osoba niż uprawniona z tytułu służebności (np. spadkobierca lub członek rodziny obdarowany nieruchomością)” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Służebność drogi koniecznej może zostać zniesiona

Osoby, które zdecydowały się na zakup domu, dość często narzekają na służebność drogi koniecznej. Ustawodawca wprowadził taką służebność, aby zagwarantować każdej działce dostęp do drogi publicznej. Warto jednak pamiętać, że służebność drogi koniecznej nie musi mieć bezterminowego charakteru. Jeżeli wspomniana służebność albo inna służebność gruntowa lub osobista nie jest wykonywana przez 10 lat (zobacz artykuł 293 kodeksu cywilnego – KC), to właściciel obciążonej nieruchomości może wystąpić do sądu o zniesienie służebności bez wynagrodzenia (na podstawie art. 295 KC). Wspomniany artykuł 295 kodeksu cywilnego mówi, że służebność (m.in. służebność drogi koniecznej) może zostać zniesiona jeśli straciła dla nieruchomości władnącej wszelkie znaczenie. „Taka sytuacja ma miejsce np. wtedy, gdy właściciel nieruchomości władnącej wcześniej nie posiadający innego sposobu dojazdu do drogi publicznej, teraz zyskał możliwość korzystania z innej drogi (np. poprzez wykupienie sąsiedniego gruntu)” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto wspomnieć, że w przypadku innych służebności gruntowych niż służebność drogi koniecznej i służebności osobistych dodatkowo można zastosować artykuł 294 kodeksu cywilnego. Mówi on, że właściciel obciążonej nieruchomości może domagać się zniesienia służebności gruntowej, jeżeli taka służebność stała się dla niego szczególnie uciążliwa i nie jest potrzebna do korzystania z nieruchomości władnącej. Co ważne, art. 294 KC mówi, że zniesienie służebności wymaga zmiany stosunków gospodarczych i może być wykonane tylko za wynagrodzeniem dla właściciela nieruchomości władnącej. Nieco inne rozwiązanie przewiduje artykuł 291 kodeksu cywilnego. Wskazuje on, że w razie powstania ważnej potrzeby gospodarczej właściciel nieruchomości obciążonej może domagać się zmiany treści lub sposobu wykonywania służebności (za wynagrodzeniem). „Taka zmiana nie jest możliwa jeśli wiązałaby się ona z niewspółmiernym uszczerbkiem dla właściciela nieruchomości władnącej” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Zakup domu bez sprawdzenia służebności to ryzyko

W ramach podsumowania warto podkreślić, że sprawy związane z likwidacją służebności nie zawsze są możliwe do polubownego załatwienia. Właśnie dlatego zakup domu na działce obciążonej służebnością może zakończyć się uwikłaniem nowego właściciela w długotrwały spór sądowy. Taki scenariusz będzie niestety oznaczał stratę czasu oraz pieniędzy. Właśnie dlatego przed podjęciem decyzji o zakupie domu, warto dobrze sprawdzić służebności wpisane do działu trzeciego księgi wieczystej. W takiej analizie może pomóc agent nieruchomości. Jeżeli podczas analizy księgi wieczystej okaże się, że nieruchomość gruntowa jest obciążona służebnością, to wspomniany fakt na pewno nie przekreśla danej oferty sprzedaży. W opisywanej sytuacji trzeba jednak zadać sobie trochę trudu i zapytać sprzedawcę domu o dodatkowe szczegóły. „Chodzi między innymi o to, czy służebność jest wciąż wykonywana. Takiej ważnej informacji nie znajdziemy w księdze wieczystej nieruchomości” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Od 1 marca 2020 r. wszystkie wnioski do KRS będziemy składać przez internet

Od 1 marca 2020 r. przedsiębiorcy wszystkie wnioski do KRS będą składać przez internet. Nowy system ma zamienić papierowe formularze w ich elektroniczne wersje.

– Obecnie można wprowadzić niektóre zmiany przez internet, ale dotyczy to wyłącznie spółek, które zarejestrowane są w trybie S-24 – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Szumowski, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Do korzystania z systemu konieczny będzie elektroniczny podpis kwalifikowany lub podpis potwierdzony profilem zaufanym ePUAP.

Zmianie ulegną również zasady ustalania stanu postępowania. Dotychczas można było zadzwonić do sądu lub udać się do biura obsługi interesanta. W efekcie zmian będzie można ustalić status postępowania samodzielnie – przez internet.

Cała korespondencja wymieniana pomiędzy stronami a sądem również będzie przeprowadzana przez elektroniczny system.

– Wszystkie postanowienia czy wezwania będą dostarczane do spersonalizowanej skrzynki czyli system będzie generował wiadomości email – wyjaśnia P.Szumowski z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Dopełnieniem systemu będzie stworzenie dostępnego dla wszystkich i bezpłatnego portalu informacyjnego zawierającego wszystkie akta rejestrowe spółek. Dotychczas trzeba było wybrać się do sadu rejonowego, aby przeczytać takie dokumenty.

Czy rekordowa świąteczna konsumpcja wpłynie pozytywnie na polską giełdę

Polacy kolejny raz z rzędu wydadzą na święta więcej niż rok wcześniej. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne święta ustanowimy historyczny rekord wydatków konsumpcyjnych. Ale wysoki poziom konsumpcji nie wystarczy, żeby rosły notowania akcji na GPW.

Zabawki, książki, perfumy czy elektronika znajdą się w tym roku na szczycie listy najpopularniejszych prezentów pod choinkę. A Polacy wydadzą na nie więcej niż w poprzednich latach, podobnie jak na świąteczne potrawy czy podróże. Według prognoz Deloitte, statystyczna polska rodzina wyda w tym roku na święta 1521 zł, czyli o 5% więcej niż rok temu. Dotychczasowe wyniki sprzedaży z USA potwierdzają, że rzeczywiście ten okres świąteczny ma szansę być rekordowy. Wartość zakupów online, jakie Amerykanie zrobili w Czarny Piątek, wyniosła 7,4 mld USD, czyli o 1,2 mld USD więcej niż w zeszłym roku.

– To mogą być kolejne święta, które wykażą bardzo dobrą kondycję polskiej gospodarki, podsumują kolejny dobry rok, pokażą większą zdolność zakupową gospodarstw domowych – prognozuje w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią.

Wysoki poziom konsumpcji sprzyja wielu różnym sektorom polskiej gospodarki, w tym detalistom czy producentom. Dobre wyniki biznesowe firm notowanych na GPW nie przekładają się jednak na wyższe wyceny ich akcji.

– Nie jest to sytuacja z naszych marzeń, zwłaszcza że indeks WIG20 był w marazmie, gdy w tym samym czasie na amerykańskiej giełdzie, dla której był to wspaniały rok, obserwowaliśmy hossę – podsumowuje Łukasz Wardyn. W ciągu ostatniego roku WIG20 stracił na wartości około 6,5%, a spadki te były kontynuowane również w grudniu.

Jaki będzie początek 2020 r.? Wyceny akcji są bardzo niskie, co teoretycznie mogłoby zachęcać inwestorów. – Jednak relacja ceny akcji do zysku spółek nie jest na poziomie, który historycznie zawsze był związany ze wzrostami. To jeszcze nie są te poziomy, które wywoływały hossę – komentuje ekspert CMC Markets.

Wchodzącym w nowy rok inwestorom na GPW pozostaje mieć nadzieję, że pokaźnym wydatkom polskich konsumentów będzie towarzyszyć entuzjazm na amerykańskich giełdach.

Złoty powinien zyskiwać w stosunku do dolara

Grudzień jest udanym miesiącem dla złotego, ale cały 2019 r. okazał się bardzo przeciętny dla polskiej waluty.

W ciągu roku dolar amerykański podrożał o 0,54 proc. Najdrożej kosztował pod koniec września (4,02 zł za dolara). Ostatnio kurs jest bliski poziomu 3,83 zł, czyli pod koniec grudnia dolar był o 10 gr tańszy niż na początki miesiąca.

– Inwestorzy omijali złotego ponieważ ogólnie rynki wschodzące nie cieszyły się w 2019 r. ich dużym zainteresowaniem – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Dolar był natomiast wyjątkowo mocny z tej przyczyny, że mała była jego dostępność na rynku. Ponieważ Fed obniżył stopy procentowe i przeprowadził różne operacje finansowe tej waluty ma być więcej, a potwierdzeniem tego jest rosnący bilans tego banku centralnego.

W grudniu najbardziej skorzystały na tym waluty takich krajów z rynków wschodzących jak RPA i Brazylia, które umocniły się o 2-3 proc.

– W kolejnych miesiącach złoty, który jest niedowartościowany, powinien zyskać wobec dolara jeśli europejska gospodarka choć trochę przyspieszy – komentuje ekspert XTB.

Rynki wkraczają w świąteczny nastrój

W czwartek złoty pozostawał w okolicach poziomów 4,26. Poranną próbę silniejszej przeceny naszej waluty powstrzymała publikacja krajowej produkcji przemysłowej, która wraz ze słabszymi danymi z USA (silniejszy spadek sprzedaży odmów) w ciągu dnia sprowadziła euro chwilowo do 4,252 PLN. W listopadzie produkcja wzrosła o 1,4% r/r wobec oczekiwanych przez rynek 0,0%. Ze szczegółowej analizy danych wynikało, że wzrost odnotowano w 19 spośród 34 działów przemysłu, szczególnie spore skoki widać było w produkcji pozostałego sprzętu transportowego oraz wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną, gaz i parę wodną. Dane pokazały, że pomimo wyraźnego spowolnienia w Europie (szczególnie w Niemczech), kondycja polskiego przemysłu pozostaje relatywnie dobra. Jak zauważyli ekonomiści PKOBP, w listopadzie produkcja nadal rosła, za sprawą solidnej formy branż eksportowych (poza motoryzacją), a także wzrostu produkcji energii (najpewniej wywołanego przez listopadowe ochłodzenie). Dane opublikowane przez GUS sugerują, że polski eksport pozostaje relatywnie odporny na globalne spowolnienie wspierając scenariusz bliskiego zrównoważenia rachunku obrotów bieżących.

W piątek GUS opublikował dane nt. sprzedaży detalicznej, jednak nie powinny one mieć już większego wpływy na złotego.

Rynki wkraczają już w świąteczny marazm, stąd przy wyciszeniu ryzyka geopolitycznego, w kolejnych dniach tego roku nie powinno już chyba nic ich zaskoczyć.  Po umowie handlowej i wyborach w Wielkiej Brytanii przegłosowany impeachment Trumpa finalnie wydaje się mało prawdopodobny do realizacji, bowiem by odsunąć Trumpa od władzy, około 20 republikańskich senatorów musiałoby głosować za impeachmentem. W przyszłym roku najprawdopodobniej przejdzie on do historii, a rynki zaczną oczekiwać listopadowych wyborów prezydenckich w USA. Inwestorzy powrócą też do tematu negocjacji handlowych i Brexitu, które nadal nie są do końca zamknięte. Ogłoszone osiągnięcie porozumienia handlowego brzmi dobrze dla rynków, jednak to, co otrzymałyby Chiny nie jest współmierne z tym, co dostaliby Amerykanie. Gdyby porozumienie w takiej formie faktycznie zostało podpisane (nadal nie ma wyznaczonej daty) i następnie było realizowane, Chiny dałyby Trumpowi prezent w kampanii wyborczej. Nasuwa się więc pytanie czy Pekin chce tego, czy zagrał na czas? Z kolei w Europie powróciła wizja hard Brexitu, która może ciążyć nastrojom również w przyszłym roku. Wielka Brytania po opuszczeniu UE 31 stycznia wejdzie w okres przejściowy, w ramach którego handel pomiędzy nią a Unią odbywać się będzie tak, jak do tej pory. Jeśli jednak nie uda się wynegocjować porozumienia oczekiwany przez rynki miękki Brexit może prysnąć jak bańka mydlana, co już zaczęło niepokoić inwestorów.

W przyszłym roku nie powinny natomiast sprawiać rynkom „problemów” banki centralne. Z ostatnich zapowiedzi wynika, że ani Fed, ani EBC, ani nasza RPP (co potwierdziły czwartkowe minutes) nie zamierzają zmieniać polityki monetarnej w 2020 roku. W kończącym się 2019 roku najbardziej zaskakiwały rynek decyzje amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Jak pokazało ostatnie dwanaście miesięcy polityka prowadzona przez FOMC zmieniła się o 180 stopni. Dokładnie rok temu, po czwartej w 2018 roku podwyżce stóp do 2,25-2,50%, członkowie Fedu widzieli pole do jeszcze kolejnych podobnych ruchów (wg tzw. fedokropek). Tymczasem z miesiąca na miesiąc ich zapał słabł, tak, że w lipcu 2019 (pod ciężarem lobby finansowego i prezydenta D.Trumpa) po raz pierwszy od 2008 roku koszt pieniądza w USA został obniżony. Potem poszło już „z górki” i zamiast stawki Fed Rate w pobliżu 3,0% mamy obecnie 1,75% (górne ograniczenie). Mniej emocji budziły posiedzenia EBC i RPP. W Polsce, choć pojawiały się wnioski o podniesienie stóp, jednak odrzucano je zdecydowaną większością głosów.

Ogólnie wydaje się, że pierwsza połowa 2020 roku może nie być najgorsza z punktu widzenia rynkowych nastrojów, w drugiej zaś atmosferę ponownie może podgrzewać polityka handlowa i Brexit (oczywiście, o ile wcześniej nie zobaczymy zawartych po myśli rynków porozumień).

Wykres dnia: Zaskakujący wzrost listopadowej produkcji przemysłowej w Polsce zatrzymał przecenę złotego.

wzrost listopadowej produkcji przemysłowej w Polsce
Źródło: Refinitiv

Autor: Joanna Bachert / Źrodlo: PKO Bank Polski

W Polsce może zabraknąć Ukraińców

Według danych NBP w Polsce pracuje ponad 1,2 miliona Ukraińców, w przyszłym roku nie powinniśmy spodziewać się wzrostów. Wskazują na to zarówno prognozy Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, coraz lepsza kondycja ukraińskiej gospodarki jak i fakt, że niemiecki rynek pracy, który za chwilę będzie bardziej dostępny dla pracowników spoza UE okaże się atrakcyjniejszy.

Komentarz przygotowany przez Katarzynę Bereś, prezes zarządu w Agencji Pośrednictwa Pracy Polski HR EAST

Rekordowo niskie bezrobocie w Polsce, a co za tym idzie łatwość w znalezieniu pracy i znacznie lepsze w porównaniu z ukraińskimi zarobki, to wszystko przyciąga Ukraińców do pracy w Polsce.  W przyszłym roku powinniśmy jednak przygotować się na znaczny spadek popularności Polski jako miejsca pracy. Przyczyn tego jest kilka. Po pierwsze coraz lepsza sytuacja gospodarcza na Ukrainie, gdzie w większych miastach widać napływ zagranicznego kapitału, dynamiczne rozwija się budownictwo i rynek nieruchomości. Po drugie polscy pracodawcy nie mają najlepszej opinii wśród pracowników. O ile agencje pośrednictwa pracy negocjują jednakowe warunki niezależnie od pochodzenia, to pracodawcy, którzy zatrudniają pracowników bez pośredników nie zawsze są uczciwi. Chodzi głównie o pracowników fizycznych, którzy wykonuję najprostsze prace.  Takie zachowanie może budzić obawy, jeśli chodzi o pracę w Polsce. W tym aspekcie potrzebna jest edukacja, w którą zaangażować powinno się również państwo. Dobrym pomysłem jest też wsparcie w znalezieniu mieszkania, ponieważ z tym też nowoprzybyli miewają problemy.

Warto skupić się nie tylko na ilości nowoprzybyłych Ukraińców, ale również na ich ogólnej liczbie w Polsce. Coraz więcej z nich stara się bowiem o pobyt długoterminowy w Polsce. Chociaż liczba pozwoleń na pobyt krótkoterminowy może spadać, faktyczna liczba pracowników z Ukrainy już niekoniecznie. W dłuższej perspektywie rząd w porozumieniu z pracodawcami powinien poszukać rozwiązania problemu niedoboru pracowników, inaczej czekają nas problemy gospodarcze. Naturalnym kierunkiem w jakim powinniśmy spoglądać są dalsze kierunki wschodnie – Indie, Nepal, Filipiny. Już teraz widzimy zainteresowanie tymi kierunkami, problemem są natomiast nie tylko wysokie koszty, ale też kwestie proceduralne i prawne. W tym aspekcie liczę na wsparcie strony rządowej.

Wyniki polskiej sprzedaży detalicznej pozytywnie zaskoczyły

W ciągu dwóch dni otrzymaliśmy sporo ciekawych informacji z Wielkiej Brytanii, w tym decyzję Banku Anglii dotyczącą stóp procentowych, czy też dzisiejszy odczyt tempa PKB. Wszystko jednak schodzi na dalszy plan w obliczu dzisiejszego głosowania w Izbie Gmin nad umową rozwodową z UE. Przy zdecydowanej przewadze Partii Konserwatywnej wynik nie podlega dyskusji, ale przyszłość Zjednoczonego Królestwa pozostaje osnuta mgłą.

Polska sprzedaż

Główny Urząd Statystyczny wydał dziś komunikat dotyczący polskiej sprzedaży detalicznej. Wyniki pozytywnie zaskoczyły. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w listopadzie 2019 r. wzrosła o 5,2 proc. w ujęciu rocznym, a w ujęciu miesięcznym spadła o 2,4 proc. Przed publikacją konsensus rynkowy mówił o wzroście tego wskaźnika o 4,4 proc. rok do roku (rdr) i o spadku miesiąc do miesiąca (mdm) o 3,2 proc. Natomiast sprzedaż detaliczna w cenach bieżących wzrosła w ubiegłym miesiącu o 5,9 proc. rdr przy prognozach na poziomie 4,4 proc. Łatwo zauważyć, że tym razem analitycy nie docenili zakupowego głodu Polaków. Warto zwrócić uwagę, że jest to drugi miesiąc z kolei lepszy w porównaniu do poprzedniego, po wcześniejszych dwóch miesiącach spadków.

Brytyjski lew ledwo pomrukuje

Również dziś poznaliśmy najnowsze dane o brytyjskim wzroście PKB. Wyspiarska gospodarka w trzecim kwartale 2019 r. urosła o 0,4 proc. w porównaniu do poprzedzających trzech miesięcy. Trudno powiedzieć, żeby takie osiągnięcie było wielkim sukcesem, ale należy docenić, że ostateczny odczyt jest lepszy od projekcji o 0,1 p. proc. i co istotne mówimy o wzroście, a nie hamowaniu, które przez wielu ekspertów jest przewidywane na Wyspach po ostatecznym brexicie. Chociaż banki centralne z reguły za swoje główne zadanie uznają dbanie o odpowiedni poziom inflacji, to zapewne i w kontekście PKB będzie się pojawiać coraz więcej pytań o działania Banku Anglii. Wczoraj zgodnie z przewidywaniami utrzymał on główną stopę procentową na poziomie 0,75 proc. Warto w tym miejscu nadmienić, że brytyjskiego regulatora czeka już niedługo ważna zmiana, czyli przekazanie sterów nowemu prezesowi. Obecny szef Mark Carney kończy kadencję 31 stycznia 2020 roku. Ma go zastąpić Andrew Bailey, który w tej chwili stoi na czele Urzędu ds. Postępowania Finansowego (Financial Conduct Authority), odpowiednika naszej Komisji Nadzoru Finansowego. Czekamy jeszcze na oficjalne potwierdzenie tej nominacji. Pan Bailey jest związany z Bankiem Anglii od 1985 roku, dlatego jego wybór wydaje się dość bezpieczną opcją. Od pierwszego dnia pracy czeka go jednak bardzo trudne zadanie, czyli w głównej mierze ograniczanie negatywnych skutków brexitu.

Brexit done?

Pozostajemy na Wyspach i w temacie brexitu. Zgodnie z wyborczymi obietnicami, które dały torysom spektakularne zwycięstwo w wyborach parlamentarnych, jeszcze dziś Izba Gmin będzie głosowała nad wynegocjowaną przez premiera Borisa Johnsona umową rozwodową z UE. Przywódca konserwatystów obiecał, że doprowadzi brexit do końca za wszelką cenę i przy ogromnej przewadze swojej partii nie powinien mieć z tym żadnych problemów (wszyscy kandydaci Partii Konserwatywnej musieli złożyć deklarację o poparciu tego projektu jeszcze w trakcie układania list wyborczych). Tak naprawdę schody zaczną się po formalnym opuszczeniu struktur Wspólnoty (31 stycznia), kiedy w krótkim czasie do końca 2020 roku strony powinny podpisać nową umowę handlową, regulującą przyszłe stosunki. Johnson twierdzi, że możliwe jest osiągnięcie porozumienia w tym okresie, ale jeśli do tego nie dojdzie, to z końcem 2020 roku może nas czekać tzw. twardy brexit. Dlatego tym bardziej istotna w kontekście przyszłości Wielkiej Brytanii była wczorajsza mowa tronowa królowej Elżbiety II, czyli w rzeczywistości expose Johnsona, w którym przedstawił ambitne plany na kolejne lata (a nie tylko na tę kadencję). Obejmują one m.in. zwiększenie wydatków na krajową służbę zdrowia, rozwój infrastruktury i przegląd relacji między rządem a sądami. Otwartym pytaniem pozostaje, w jakim stopniu możliwa będzie ich realizacja, jeśli Brytyjczycy zostaną samotną wyspą na globalnym rynkowym oceanie. Po całym tygodniu spadków GBP w piątek notuje lekkie odbicie, przed godz. 12 jego kurs zbliżał się do 5 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB.

Adam Fuchs, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Najczęściej eksmitują w Jeleniej Górze, najwięcej eksmisji przeprowadza się w Warszawie

Liczba eksmisji mocno różni się w poszczególnych powiatach oraz miastach na prawach powiatu. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, gdzie Polacy najczęściej tracą dach nad głową.

Niedawna analiza ekspertów portalu RynekPierwotny.pl potwierdziła, że w latach 2017 – 2018 był widoczny spadkowy trend liczby eksmisji. To zjawisko stało się szczególnie wyraźne w minionym roku. Pomimo spadku liczby wykonywanych eksmisji, nie zmieniła się jedna kwestia. Chodzi o spore terytorialne zróżnicowanie liczby eksmitowanych lokatorów. W niektórych powiatach i miastach na prawach powiatu eksmisje praktycznie się nie zdarzają. Gdzie indziej są one stosunkowo częste. Eksperci serwisu RynekPierwotny.pl w swojej kolejnej analizie poświęconej ciekawemu tematowi eksmisji postanowili sprawdzić, gdzie opróżnienia mieszkań są najczęstsze.

W Warszawie eksmisje dotyczą gminnych oraz spółdzielczych „M”

Główny Urząd Statystyczny co roku dostarcza nam informacji o liczbie eksmisji wykonanych w poszczególnych miastach na prawach powiatu oraz powiatach. Najnowsze takie dane pochodzą z 2018 r. Warto zwrócić uwagę, że GUS osobno podaje liczbę eksmisji dotyczących mieszkań gminnych oraz innych typów lokali. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl w ramach swojej analizy uwzględnili te powiaty i miasta na prawach powiatu, dla których Główny Urząd Statystyczny opublikował dane o liczbie eksmisji z wszystkich mieszkań (tzn. gminnych oraz pozostałych). Poniższy wykres prezentuje lokalizacje, w których odnotowano największą łączną liczbę eksmisji. Do pierwszej dziesiątki zakwalifikowały się tylko większe miasta (miasta na prawach powiatu).

Po obejrzeniu poniższego wykresu uwagę zwraca dystans między Warszawą oraz pozostałymi miastami. Duża liczba eksmisji wykonanych w stolicy (1155 przez cały 2018 r.) po części jest związana z wielkością tego miasta. Warto również podkreślić, że w Warszawie były opróżniane niemal same mieszkania gminne oraz spółdzielcze. Liczba warszawskich eksmisji z podziałem na rodzaj lokalu przedstawia się następująco:

  • eksmisje z mieszkań gminnych – 822 eksmisje w 2018 r.
  • eksmisje z mieszkań spółdzielczych – 289 eksmisji w 2018 r.
  • eksmisje z mieszkań własnościowych – 33 eksmisje w 2018 r.
  • eksmisje z innych rodzajów mieszkań – 11 eksmisji w 2018 r.

Powyższe wyniki mogą sugerować, że warszawskie władze podobnie jak tamtejsze spółdzielnie starają się rozwiązać problem czynszowego zadłużenia poprzez opróżnianie problematycznych mieszkań.Liczba eksmisji miasta RP wyk.1

Eksmisje często zdarzają się też w Jeleniej Górze i Piotrkowie

Porównywane powiaty oraz miasta na prawach powiatu cechują się bardzo zróżnicowaną liczbą ludności. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili porównać liczbę przeprowadzonych eksmisji w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców. Poniższe zestawienie prezentuje lokalizacje, dla których odnotowano najwyższe poziomy analizowanego wskaźnika z 2018 r. Okazuje się, że po uwzględnieniu liczby mieszkańców Warszawa nie zajmuje już pierwszego miejsca pod względem częstości eksmisji. Stołeczne miasto zostało wyprzedzone przez znacznie mniejsze ośrodki miejskie. Mowa o Jeleniej Górze, Piotrkowie Trybunalskim, Chorzowie, Mysłowicach, Świętochłowicach oraz Legnicy. Warto dodać, że pod względem częstości eksmisji Warszawę wyprzedził również powiat brzeski z województwa opolskiego (zobacz poniższa tabela).

Trudno znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich lokalizacji z poniższej tabeli, które cechują się wysoką częstotliwością eksmisji. Można jednak zauważyć nadreprezentację miast o charakterze typowo przemysłowym i poprzemysłowym. Przykład stanowią takie ośrodki miejskie jak Jelenia Góra, Piotrków Trybunalski, Chorzów, Mysłowice, Świętochłowice oraz Wałbrzych. Duża liczba miast przemysłowych i poprzemysłowych w poniższej tabeli raczej nie jest przypadkowa i może świadczyć o problemach społecznych.Liczba eksmisji miasta RP tab.1

Glovo (właściciel PizzyPortal) wycenione na ponad 1 miliard dolarów zyskuje status jednorożca

  • Hiszpański start-up zajmujący się dostawami na życzenie osiągnął status jednorożca, po zyskaniu 150 milionów euro w rundzie finansowania serii E, prowadzonej przez Mubadala Investment Company.
  • Po ostatnich inwestycjach Glovo utrwala swoją pozycję na rynku i umacnia się w pozycji światowego lidera w sektorze dostaw na żądanie, zmierzając w kierunku pełnej rentowności.

Glovo, jeden z najszybciej rozwijających się graczy w kategorii on-demand delivery, ogłosił pozyskanie 150 milionów euro (167 milionów dolarów) ze środków inwestycyjnych z serii E. Najnowsza runda została przeprowadzona przez Mubadala, przy dalszym wsparciu poprzednich inwestorów: Drake Enterprises, Idinvest i Lakestar.

Po zakończeniu ostatniej rundy firma otrzymała status jednorożca (ang. unicorn), co czyni ją drugą prywatną firmą w Hiszpanii, którą wyceniono na ponad miliard dolarów.

Start-up z siedzibą w Barcelonie, dostarczający wszystko, od żywności po artykuły spożywcze i produkty parafarmaceutyczne, umocnił swoją pozycję na rynkach w Europie, Ameryce Łacińskiej i Afryce. Glovo w swej kategorii jest jednym z dwóch czołowych graczy w 24 z 26 krajów, w których działa. Obecnie jeszcze bardziej ugruntował swoją pozycję światowego lidera.

Coraz więcej talentów w europejskich centrach technologicznych

Glovo nieustannie rozwija swoje możliwości inżynieryjne i systemy technologiczne. Niedawno firma weszła na polski rynek, przejmując PizzaPortal, na mocy umowy o wartości 35 milionów euro. Dodatkowo hiszpański start-up ogłosił w tym roku budowę drugiego w Europie centrum technologicznego – tym razem w Warszawie. Firma planuje rozszerzyć swój globalny zespół technologiczny, zatrudniając 300 dodatkowych inżynierów do połowy 2020 r., z czego 40 z nich oraz 50 ekspertów ds. technologii i produktów będzie pracowało z nowego warszawskiego biura.

Inwestycja w rozbudowę zespołu inżynieryjnego ma na celu ulepszenie możliwości technologicznych aplikacji. Będzie to między innymi: dalsze usprawnianie obsługi użytkowników, skrócenie czasu oczekiwania kurierów i klientów. Ważnym elementem strategii rozwoju jest otwieranie nowych dark stores czyli magazynów spożywczych dedykowanych zakupom za pomocą aplikacji mobilnej oraz cook rooms, czyli powierzchni do wynajęcia przez restauratorów, w których będą mogli przygotowywać jeszcze więcej jedzenia na wynos dla kurierów Glovo.

Większy nacisk na artykuły spożywcze i współpracę z wiodącymi detalistami

Glovo stale wprowadza innowacje w sektorze dostaw i rozbudowuje swoją ofertę obejmującą wiele segmentów. Aby przyspieszyć rozwój kategorii spożywczej, start-up będzie nadal poszukiwać strategicznych partnerstw (na podobnych zasadach jak obecna współpraca z siecią Carrefour) oraz inwestować we własne dark stores.

Obecnie firma prowadzi siedem takiego typu magazynów w Europie i Ameryce Łacińskiej. Znajdują się one w Barcelonie, Madrycie, Buenos Aires i Limie. Do 2021 roku Glovo planuje zwiększyć ich liczbę do 100.

Oscar Pierre, współzałożyciel i Dyrektor Generalny Glovo, powiedział: „Serdecznie witamy Mubadala, czyli inwestora, dzięki któremu umocniliśmy naszą pozycję w branży. Osiągnięcie statusu jednorożca jest naprawdę ekscytującym dowodem na to, że mamy talent i odpowiednią determinację do wprowadzania innowacji, a także odgrywamy ważną rolę w kategorii on-demand delivery. Pomimo szybkiego rozwoju, nadal jesteśmy wierni naszej wizji. Chcemy sprawić, że wszystko w miastach, staje się natychmiast dostępne.

Frederic Lardieg, Partner w zespole Ventures Europe w Mubadala Capital, skomentował: „Cieszymy się, że możemy poprowadzić rundę finansowania w ramach Serii E, aby umożliwić Glovo powiększenie zespołu i wsparcie w rozszerzeniu oferty. W czerwcu 2018 r. Mubadala uruchomiła fundusz o wartości 400 milionów euro, który został przeznaczony na inwestycje w europejskie firmy technologiczne. To dowód na nasze zaangażowanie w rozwój tego rynku.

Warszawski rynek biurowy liderem Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej

Stołeczny sektor biurowy charakteryzuje się bardzo wysoką chłonnością, deklasując największe aglomeracje w Europie Zachodniej i Środkowo-Wschodniej.

Jak wynika z danych JLL, w porównaniu do sytuacji sprzed roku, na koniec III kwartału 2019 firmy zajmowały w stolicy o 270 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej więcej. Jednocześnie w ciągu ostatnich miesięcy do użytku oddano 185 000 mkw. biur. To oznacza, że zapotrzebowanie najemców przewyższyło nową podaż o dodatkowe 85 000 mkw. Tak świetne wyniki napędzają aktywność deweloperów – w budowie znajduje się 790 000 mkw., z czego znaczna część już znalazła najemców.

Patrząc na chłonność rynku versus podaż, Warszawa kolejny rok z rzędu broni pozycji lidera wśród największych miast Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej, wyprzedzając m.in. Dublin, Barcelonę, Amsterdam, Pragę czy Budapeszt. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Obecnie w realizacji znajduje się 790 000 mkw. powierzchni biurowej, co pokazuje, że Warszawa jest największym „placem budowy” spośród wszystkich lokalizacji w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy aktywność firm deweloperskich może sugerować czekającą nas nadpodaż biur?
Aktualnie już 40% powierzchni w obiektach w budowie znalazło swoich najemców, co jest najlepszym wynikiem w historii warszawskiego rynku. Ponadto, budynki pozostające w realizacji będą oddawane do użytku stopniowo do 2022 roku, a rynek wchłaniał już dużo wyższe wolumeny nowej powierzchni biurowej. Z naszych danych wynika, że łączna absorpcja w latach 2015-2018 przekroczyła całą nową podaż oddaną do użytku o 100 000 mkw., nawet pomimo rekordowego pod tym względem 2016 roku. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

W czym tkwi tajemnica tego sukcesu? Inwestorów przyciąga do nas m.in. dynamiczne tempo wzrostu gospodarczego. Według Oxford Economics, prognozowany wzrost PKB na lata 2019 i 2020 wynosi odpowiednio 4,3% i 3,2% r/r. Dodatkowo, wg. U.S. News, Polska jest szóstym najlepszym krajem do inwestowania oraz znajduje się w czołówce państw z całego świata, w którym warto rozpoczynać karierę. Takie tendencje naturalnie przekładają się na wysokie zapotrzebowanie na biura. Trzeci kwartał na stołecznym rynku biurowym był rekordowy pod względem popytu i zamknął się imponującym wynikiem 284 000 mkw. Oznacza to, że od początku roku wynajęto już blisko 690 000 mkw. powierzchni. Jednocześnie sukcesywnie spada współczynnik pustostanów. Według danych JLL, tzw. skorygowany współczynnik powierzchni niewynajętych oscyluje na poziomie 4,6%, co wskazuje na bardzo ograniczony wybór powierzchni w momencie ekspansji, czy wejścia na warszawski rynek nowego gracza, któremu zależy na wynajęciu biura w krótkim horyzoncie czasowym.
Zainteresowanie inwestorów Polską jest nadal bardzo duże, jednocześnie z roku na rok obserwujemy, że ich profil się zmienia. Coraz częściej inwestują u nas m.in. światowi gracze z sektora finansowego. Bez wątpienia wkraczamy w nowy etap rozwoju biznesowego kraju. Pozytywne trendy ilustruje też wartość transakcji inwestycyjnych nie tylko na warszawskim rynku biurowym, ale również w miastach regionalnych. Szacujemy, że cały 2019 zamknie się rekordowym rezultatem ponad 3,6 mld euro. – Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Złoty przybiera na sile dzięki zmniejszeniu globalnych ryzyk

Złoty kontynuował umocnienie z poprzedniego tygodnia. Miały na to wpływ lepsze nastroje na rynkach finansowych, które wynikały z obniżonego ryzyka gospodarczego. Po opublikowaniu wyników wyborów w Wielkiej Brytanii, które praktycznie wyeliminowały szansę na Brexit bez porozumienia, opadła nerwowa atmosfera. Zmniejszyło się również napięcie na linii USA-Chiny. Supermocarstwa wynegocjowały pierwszą fazę umowy o wspólnym handlu, której szczegóły powinny zostać ustalone na początku przyszłego roku. Do poprawy nastrojów doszło także w Niemczech, gdzie ponownie zanotowano wzrost indeksu Ifo, który w grudniu osiągnął 63,6 pkt. To nadal wartość poniżej 100 pkt,  którą uznaje się za obraz negatywnego postrzegania teraźniejszości i przyszłości przez przedsiębiorców. Jednak ze względu na to, że wskaźnik od sierpnia idzie w górę, wydaje się, że niemiecka gospodarka, której groziła recesja, najgorsze ma za sobą.

W tym tygodniu na uwagę zasługują również wyniki polskiego rynku pracy. Zatrudnienie w listopadzie wzrosło międzyrocznie o 2,6%, a płace o 5,3%. W przypadku obydwu wskaźników nie jest możliwe, aby takie tempo wzrostu utrzymało się długoterminowo i można spodziewać się spowolnienia, a trend zwany rynkiem pracownika wcześniej czy później zacznie wyhamowywać.

Dzięki uspokojeniu nastrojów w światowej gospodarce złoty umocnił się w tym tygodniu i w piątek rano jego kurs względem euro wynosił 4,26 EUR/PLN. Eurodolar był na poziomie 1,112 EUR/USD. Do końca tego roku większe zmiany kursu nie są przewidywane.

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Czy warto współpracować z firmą antywindykacyjną? Zastanów się dwa razy

W prasie i w Internecie można natknąć się na reklamy firm antywindykacyjnych, które często nazywają siebie kancelariami oddłużeniowymi lub fundacjami specjalizującymi się w pomocy osobom zadłużonym. Podmioty te obiecują konsumentom „anulowanie długów”, „wstrzymanie egzekucji komorniczej” i „ochronę” przed windykatorami. Często przedstawiają firmy windykacyjne w złym świetle i powielają stereotypy na ich temat. Zapewnianie rzetelnej pomocy prawnej osobom zadłużonym jest jak najbardziej uzasadnione, ale rady niektórych firm antywindykacyjnych, znajdujące się w ich materiałach promocyjnych, mogą przynieść zadłużonemu więcej szkody niż pożytku.

Osoby, które nie mogą poradzić sobie z terminową spłatą zobowiązań są tym faktem zestresowane. To jeden z wniosków z badania SW Research, które zlecił Związek Przedsiębiorstw Finansowych w ramach kampanii edukacyjnej „Windykacja? Jasna Sprawa!”. Blisko 62 proc. spośród 1000 ankietowanych przyznało, że już sama myśl o braku możliwości opłacenia raty kredytu mieszkaniowego w terminie jest dla nich stresująca. Ankietowani, którzy byli w grupie osób borykających się z problemami finansowymi, przyznawali, że wolą nie dzielić się tą informacją z rodziną. Co piąty respondent wstydził się, że jego zadłużenie rośnie, a co drugi przyznawał, że nie chce martwić bliskich.[1]

To naturalne, że osoba zadłużona szuka rozwiązań, które pomogą jej uporać się z długiem. W takiej sytuacji obietnice firm antywindykacyjnych wydają się być kuszące, zwłaszcza że podmioty te zapewniają, iż mogą udzielić skutecznej pomocy w pozbyciu się zadłużenia lub wstrzymaniu egzekucji komorniczej. Spora część firm antywindykacyjnych doradza jednak w sposób, który może spowodować konieczność poniesienia dodatkowych kosztów i jeszcze większe problemy finansowe. Takie doradztwo może więc przynieść efekty odwrotne do zamierzonych – przypomina mec. Mirosława Szakun, Doradca Prawny Związku Przedsiębiorstw Finansowych (dawniej KPF).

Zachęta do nieodbierania korespondencji

Na początku listopada br. weszły w życie znowelizowane przepisy, z których wynika, że jeżeli konsument nie odbierze korespondencji sądowej doręczanej przez Pocztę Polską, to zadanie doręczenia przypadnie komornikowi sądowemu. Taka czynność będzie rodziła dodatkowe koszty (od 60 zł do nawet stu kilkudziesięciu złotych), którymi ostatecznie zostanie obciążona osoba zadłużona. Jeżeli komornik ustali, że konsument mieszka pod wskazanym adresem, a nie odbiera korespondencji, to pisma z sądu (po ich awizowaniu przez komornika) zostaną uznane za doręczone. Doręczenie komornicze nie ma zastosowania w  postępowaniu elektronicznym. Porady firm antywindykacyjnych o treści „nie odbieraj żadnej korespondencji z sądu, od komornika lub od firmy windykacyjnej” mogą więc narażać osoby zadłużone na jeszcze większe koszty i problemy natury prawnej. Konsument, który nie odbierze korespondencji od komornika (a ta zostanie uznana za doręczoną) straci tym samym możliwość podjęcia jakichkolwiek działań w sporze z wierzycielem. Po upływie określonego czasu (zazwyczaj 14 dni) nie będzie mógł zakwestionować ani wysokości zadłużenia, ani zareagować w żaden inny sposób, co – prędzej czy później – doprowadzi do uprawomocnienia się nakazu zapłaty lub wyroku. Jeśli zaś wyrok zapadnie i zostanie zaopatrzony w klauzulę wykonalności, a wierzyciel złoży stosowny wniosek, komornik sądowy będzie miał podstawę do wszczęcia egzekucji.

Doręczanie pism przez sąd lub przez komornika, zarówno na etapie postępowania sądowego jak i egzekucyjnego, a także sama egzekucja sądowa to działania dokonywane na ostatecznym etapie odzyskiwania należności. Zanim do niego dojdzie, z osobą zadłużoną będzie kontaktował się sam wierzyciel lub firma windykacyjna działająca w jego imieniu. Instytucje te będą przesyłały wezwania do zapłaty i przypomnienia. Będą próbowały podjąć rozmowę telefonicznie, sms-owo lub wysyłając doradcę terenowego. Już na tym etapie warto odbierać korespondencję i dokładnie zapoznać się z jej treścią Wszystko po to, by dowiedzieć się o jakim zadłużeniu mowa i z jakiego tytułu powstało i ewentualnie – w uzasadnionych przypadkach – zakwestionować żądanie wierzyciela. Co może jeszcze  ważniejsze – po to by móc zareagować i poprosić o wydłużenie czasu na spłatę zobowiązania, rozłożyć zadłużenie na raty lub ustalić dogodny harmonogram spłat – mówi mec. Mirosława Szakun, Doradca Prawny Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Obietnice zatrzymania egzekucji komorniczej

Zgodnie z polskim prawem dłużnik nie ma możliwości powstrzymania licytacji komorniczej, która została wszczęta i jest prowadzona zgodnie z przepisami na podstawie ważnego tytułu wykonawczego. Jeżeli wobec osoby zadłużonej toczy się już postępowanie komornicze, oznacza to, że wcześniej  zakończyło się postępowanie sądowe i został wydany nakaz zapłaty lub wyrok w innym trybie, a następnie została im nadana klauzula wykonalności. Możliwe jest wówczas jedynie powództwo przeciwegzekucyjne w przypadkach szczegółowo określonych przepisami. Ponadto, gdy osoba zadłużona uregulowała swoje zaległości na rzecz wierzyciela już po wszczęciu egzekucji komorniczej lub uzgodniła z wierzycielem warunki spłaty, może to skłonić wierzyciela do wstrzymania działań komornika sądowego.

Jeżeli jakaś firma obiecuje konsumentowi szukającemu wyjścia ze swojej trudnej sytuacji finansowej, że pomoże wstrzymać egzekucję komorniczą, to warto potraktować tę obietnicę z dużą dozą ostrożności. Pamiętajmy, że w toku egzekucji komorniczej nie ma  możliwości prowadzenia  negocjacji, a komornik jest funkcjonariuszem publicznym, który działa na mocy ustawy i wykonuje orzeczenie sądu. Najlepszym rozwiązaniem jest dużo wcześniejszy kontakt z wierzycielem lub reprezentującą go firmą windykacyjną. Wówczas egzekucja komornicza może w ogóle nie zostać wszczęta. Natomiast, gdy już jest ona prowadzona to tylko spłata zadłużenia spowoduje zakończenie egzekucji.– przypomina mec. Mirosława Szakun, Doradca Prawny ZPF.

Doradztwo? Tak, ale profesjonalne

Działalność firm antywindykacyjnych nie wymaga spełnienia formalnych wymogów, poza tymi, które są standardowe w odniesieniu do prowadzenia działalności gospodarczej. Taka firma nie potrzebuje specjalnych zezwoleń, czy licencji. Jej pracownicy nie muszą też posiadać specjalistycznej wiedzy, chociażby z zakresu prawa. Skorzystanie z usług firmy antywindykacyjnej nie gwarantuje skuteczności, dlatego warto dobrze przemyśleć współpracę z takimi podmiotami, zwłaszcza, że koszty ich usług dodatkowo obciążają konsumenta.

[1] Badanie opinii zrealizowane w czerwcu 2019 r. przez SW Research na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych (w ramach kampanii edukacyjnej „Windykacja? Jasna Sprawa!”. Próba = 1000.

Nowe regulacje o raportowaniu schematów podatkowych oraz podatku u źródła – wzrost liczby postępowań karno-skarbowych

Ostatnie miesiące pokazują, że przed podatnikami stoją kolejne duże wyzwania w zakresie podatków. Po pierwsze muszą zarządzić dynamicznymi i znacznymi zmianami w obszarze praktycznie wszystkich podatków. Po drugie postępująca digitalizacja wymusza konieczność wdrażania nowych rozwiązań IT niezbędnych do prawidłowego raportowania do urzędu. Po trzecie zwiększają się sankcje podatkowe zarówno korporacyjne, jak i indywidualne, poprzez kreowanie dodatkowych odpowiedzialności w zakresie nowych przepisów. Całość powoduje, że najbliższe miesiące nie będą dla podatników łatwe.

Ponadto w ostatnim czasie można zaobserwować wzrost liczby postępowań karno-skarbowych wszczętych przeciwko osobom fizycznym. Nowe regulacje, jak i wdrażane poprawki do nich, takie jak np. regulacje o raportowaniu schematów podatkowych (MDR), zmiany w zakresie cen transferowych lub podatku u źródła (ang. witholding tax – WHT) znacznie zwiększają ryzyko po stronie członków zarządu w związku z nieprawidłowościami wynikającymi z naruszenia obowiązków podatkowych. Należy zaznaczyć, że odpowiedzialność dotyczy przeważnie wszystkich członków zarządu, także tych, którzy nie mają finansów i podatków w zakresie swoich obowiązków.

Raportowanie schematów podatkowych

Polska jako pierwsze państwo członkowskie UE wdrożyła przepisy dotyczące raportowania schematów podatkowych MDR. Nowe regulacje obowiązują od 1 stycznia 2019 r. Ustalenia podatkowe podlegają zgłoszeniu, jeśli zawierają pewne cechy (cechy szczególne) np. modele mające na celu obniżenie zobowiązania podatkowego. Nie oznacza to, że program jest automatycznie kwalifikowany jako nielegalne unikanie podatków. Niezastosowanie się do obowiązku niezbędnej sprawozdawczości w zakresie schematów podatkowych może skutkować nałożeniem kar finansowych na podatnika oraz członków zarządu.

Odpowiedzialność w zakresie raportowania MDR

W zakresie nieprawidłowości przy raportowaniu schematów podatkowych lub jego braku ustawodawca przewidział odpowiedzialność karno-skarbową jak za składanie deklaracji podatkowych tj. do 21,6 mln zł grzywny/ograniczenia wolności lub do jednego roku pozbawienia wolności (w przypadku nadzwyczajnego zaostrzenia kary) za nieprzekazanie informacji o schemacie podatkowym, przekazanie jej po terminie lub w przypadku schematu standaryzowanego nieprzekazanie danych o podmiotach, którym udostępniono standaryzowany schemat podatkowy (art. 80f § 1 ustawy Kodeks Karny Skarbowy). Takiej samej karze podlega zgodnie z art. 80f § 3 KKS ten, kto:

  • nie informuje pisemnie podmiotu obowiązanego do przekazania schematu podatkowego o tym obowiązku lub robi to po terminie;
  • nie przekazuje podmiotowi obowiązanemu do przekazania schematu podatkowego danych identyfikacyjnych lub robi to po terminie;
  • nie informuje pisemnie podmiotów obowiązanych do przekazania informacji o schemacie podatkowym o tym, że nie przekaże informacji o schemacie podatkowym lub robi to po terminie;
  • nie występuje do podmiotu zlecającego czynności z odrębnym pismem o przekazanie mu pisemnego oświadczenia, że uzgodnienie nie stanowi schematu podatkowego lub robi to po terminie.

Dodatkowo zgodnie z art. 34 § 2 KKS może zostać wymierzony zakaz prowadzenia określonej działalności gospodarczej, w tym pozbawienie kwalifikacji zawodowych (opcja w przypadku skazania za wyżej wymienione przestępstwa skarbowe). W przypadku informacji dostarczonych przez podatnika wymagany jest podpis wszystkich członków zarządu wraz z oświadczeniem o świadomości odpowiedzialności jak za składanie fałszywych zeznań.

Ponadto dla podmiotu mogą zostać wymierzone kary za niestosowanie wewnętrznej procedury MDR do 2 mln zł zgodnie z art. 86m § 1 Ordynacji podatkowej.

Zmiany w podatku u źródła 2020

W związku z wdrożeniem od 2019 r. nowych regulacji w zakresie podatku u źródła zmianie uległa możliwość korzystania ze zwolnienia od podatku i w konsekwencji w pewnych okolicznościach zaproponowano system płatności i następnie zwrot podatku. Nowe wymagania dodatkowo wdrożyły tzw. należytą staranność płatnika podatku w zakresie weryfikacji kontrahenta i płatności.

Wymagania formalne dotyczące zwolnienia/ulg różnią się w zależności od kwoty wypłaconej za granicę jednemu podmiotowi. Progiem granicznym jest kwota 2 mln zł rocznie. W przypadku przekroczenia tej kwoty zasadą będzie potrącenie podatku według ustawowych stawek (19% i 20%) i wpłacenie na konto urzędu w terminie do 7 dnia następnego miesiąca.

Zwolnienie w podatku u źródła może być nadal stosowane w przypadku płatności:

  • poniżej 2 mln zł na podstawie analizy płatności i kontrahenta, posiadając ważny certyfikat rezydencji;
  • powyżej 2 mln zł na podstawie analizy płatności i kontrahenta, a także od 1 stycznia 2020 r. w sytuacji:
    • uzyskania opinii urzędu skarbowego potwierdzającej zwolnienie z podatku u źródła (dotyczy wyłącznie zwolnień opartych na dyrektywach UE),
    • złożenia specjalnego oświadczenia płatnika.

Zwrot podatku nastąpi w terminie 6 miesięcy po złożeniu odpowiedniego wniosku.

Nowe sankcje za nieprawidłowości w podatku u źródła

W sytuacji, gdy podatnik chce skorzystać ze zwolnienia w przypadku płatności powyżej 2 mln zł i w tym celu składa specjalne oświadczenie do urzędu, odpowiada za jego prawidłowość tak, jak za składanie fałszywych zeznań. Potencjalne sankcje grożą w przypadku, gdy:

  • oświadczenie płatnika nie jest w pełni zgodne z faktami;
  • płatnik nie przeprowadził wymaganej weryfikacji kontrahenta i płatności;
  • weryfikacja nie była adekwatna do charakteru i skali działalności podatnika.

Możliwe sankcje, które mogą być w takich sytuacjach zastosowane to:

  • konieczność zapłaty podatku u źródła według właściwej stawki (19% lub 20%) wraz z odsetkami;
  • uiszczenie dodatkowego zobowiązania podatkowego zgodnie z art. 58b § 3 Ordynacji podatkowej w wysokości 10% podstawy opodatkowania podatkiem u źródła do kwoty 15 mln zł / 20% od nadwyżki powyżej tej kwoty zgodnie z dyspozycją art. 58c § 1 ust. 1 Ordynacji podatkowej w przypadku, gdy oświadczenie okaże się niezgodne z prawdą lub płatnik nie dokona prawidłowej weryfikacji;
  • odpowiedzialność karno-skarbowa – grzywny i/lub pozbawienie wolności mające zastosowanie do wszystkich członków zarządu zgodnie z treścią art. 56d § 1 ustawy Kodeks Karny

Rekomendacje

Z powyższego jasno wynika, że odpowiedzialność osób zarządzających jest bardzo duża. Dlatego powinny one w szczególności przyglądać się sprawom podatkowym oraz mieć je pod kontrolą. Z pewnością dobrą praktyką w tym zakresie jest przygotowanie wewnętrznych procedur pozwalających na uporządkowanie procesów i przypisanie odpowiedzialności. Ponadto zarząd powinien promować kulturę transparentności, zwłaszcza jeżeli chodzi o zobowiązania podatkowe tak, aby pracownicy znali przepisy, przynajmniej w podstawowym zakresie i czuli się umocowani do raportowania zarządowi nieprawidłowości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polacy chcą aut na prąd. Ale kto je ubezpieczy?

  • Dopłaty do zakupu aut elektrycznych najprawdopodobniej ruszą dopiero w 2020 roku.
  • Jednym z warunków dofinansowania będzie obowiązkowe ubezpieczenie samochodu nie tylko w ramach OC, ale i AC.
  • Ubezpieczyciele stoją przed koniecznością dostosowania swoich ofert do specyfiki aut na prąd.

Coraz więcej Polaków jest gotowych kupić auto na prąd, ale zdecydowana większość uzależnia to od rządowej dopłaty. Program dofinansowań miał ruszyć 11 grudnia, ale konieczność doprecyzowania kwestii podatkowych sprawiła, że nie stanie się to wcześniej niż w 2020 roku. Jednym z warunków wzięcia udziału w programie będzie obowiązkowy zakup polisy AC od uszkodzeń, zniszczeń oraz utraty na skutek zderzeń, kolizji, zdarzeń losowych, uszkodzeń przez osoby trzecie oraz kradzieży. Ubezpieczyciele, którzy jeszcze tego nie zrobili, muszą więc wyspecjalizować się w elektromobilności.

– W porównaniu z Niemcami czy Norwegią rozwój elektromobilności w Polsce jest powolny, ale z czasem i u nas stanie się jednym z motoryzacyjnych trendów. To nie pozostanie bez wpływu na rynek ubezpieczeń. Do każdego pojazdu musi być przecież przypisane OC i auta na prąd nie są wyjątkiem. Kierowcy będą też zainteresowani ochroną AC – to naturalne, biorąc pod uwagę innowacyjny charakter tych samochodów, kosztowne naprawy i potencjalnie duże ryzyko kradzieży. Poza tym posiadanie AC przez 2 lata to obowiązek w przypadku aut z dopłatą – mówi Damian Andruszkiewicz, odpowiedzialny za ubezpieczenia komunikacyjne w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Polisa dla „diesla na prąd”…

Dla branży ubezpieczeniowej auta na prąd stanowią wyzwanie – zarówno w OC, jak i w AC. Przede wszystkim wymagają od ubezpieczycieli aktualizacji systemów sprzedażowych. Składki kalkulowane są na podstawie szczegółowych kryteriów, w tym pojemności silnika, której z oczywistych względów nie ma w „elektrykach”. Wycena polisy powinna natomiast odnosić się do faktycznego samochodu zasilanego prądem. Tymczasem nie wszyscy ubezpieczyciele są na to przygotowani i zdarza się, że kalkulują cenę dla zbliżonego modelu auta, ale napędzanego… benzyną lub dieslem.

Rozwiązaniem jest znalezienie innego kryterium, odpowiadającego specyfice samochodów na prąd, np. mocy silnika elektrycznego. Gdy wprowadzaliśmy zmiany dostosowujące naszą ofertę do wymogów elektromobilności, musieliśmy także poszerzyć katalog aut, które mogą zostać objęte ubezpieczeniem. Dziś w bazie mamy więc wszystkie popularne modele elektryczne – dodaje Damian Andruszkiewicz z Compensy.

Specyficzna likwidacja szkód

Ubezpieczenia komunikacyjne dla właścicieli samochodów elektrycznych opierają się na identycznych zasadach, co w przypadku aut na paliwo. Ubezpieczyciele muszą być jednak przygotowani do obsługi droższych szkód.

 Zakładamy, że baterie w kolizji czy wypadku niemal zawsze ulegną uszkodzeniu i konieczna będzie ich wymiana. Aby była możliwa potrzebny jest dostęp do specjalistów i serwisu. Z powodu wciąż niewielkiej skali rynku infrastruktura pozwalająca serwisować auta elektryczne nie jest rozbudowana – zauważa Damian Andruszkiewicz.

Ważne też, żeby właściciel samochodu elektrycznego mógł skorzystać z assistance, czyli wsparcia w awaryjnej sytuacji na drodze, np. po rozładowaniu baterii. Przy zakupie polisy należy więc sprawdzić, jakimi możliwościami dysponuje towarzystwo ubezpieczeń. Rozwiązaniem może być mobilna ładowarka umieszczona na lawecie lub holowanie pojazdu do najbliższego punktu ładowania.

Źródło: Compensa TU SA Vienna Insurance Group

22 ciekawostki o cyberatakach, o których nie miałeś pojęcia

Hakerzy atakują nas co 4 sekundy. Najczęściej ofiarami cyberataków są małe firmy. Ale nie zawsze – hakerzy często łamią też zabezpieczenia rynkowych gigantów. Lekcji z cyberzagrożeń w tym roku nie odrobili m.in. WhatsApp, niemiecki rząd i amerykańskie Baltimore przez co ponieśli spore straty. Ty też możesz podzielić ich los. Wirus może wtargnąć na Twój komputer przez maila, a później żądać od Ciebie okupu za odblokowanie Twoich danych.

Chociaż świadomość o zagrożeniach w sieci wzrasta, to wciąż nie jest ona na zadowalającym poziomie. – Cyberbezpieczeństwo to nadal najbardziej niedoszacowany aspekt wielu przedsiębiorstw. Właściciele firm muszą uświadomić sobie, że bez odpowiedniej ochrony narażają biznes nie tylko na straty, ale nawet likwidację. Okazuje się, że 60% firm, które doznały ataku upada w ciągu kolejnych 6 miesięcy – podkreśla Paweł Sarol, Cloud Business Development Manager  z Xopero Software.

Dlatego też “ku przestrodze” warto zapoznać się z danymi i statystykami na temat cyberbezpieczeństwa i ataków hakerskich. Poniższe 22 punkty pokazują, że hakerzy to nie tylko czarne charaktery z filmów sensacyjnych, a przestępcy, którzy czyhają na dane zarówno z wielkich korporacji, jak i domowych “pecetów”, czy smartphonów.

  1. Każdego dnia dochodzi średnio do 2244 ataków. Wniosek? Hakerzy atakują co 4 sekundy. Takie dane przedstawił Uniwersytet z Maryland.
  2. Ponad 1,5 miliarda użytkowników aplikacji WhatsApp było zagrożonych atakiem. Właściciele popularnego komunikatora wydali oświadczenie, w którym poinformowali, że przez lukę w systemie, na smartfonach użytkowników aplikacji mogło pojawić się złośliwe, szpiegowskie oprogramowanie. Działanie było proste: użytkownik WhatsApp otrzymywał nieznane połączenie. W ten sposób hakerzy mieli już dostęp do mikrofonu i kamerki swojej ofiary.
  3. Na początku roku głośno było o ataku na niemieckie władze. Wyciekły dane i dokumenty setek polityków. Jedną z ofiar tego cyberataku była Angela Merkel.
  4. Ransomware coraz częściej mierzy w instytucje publiczne i administrację. Nic dziwnego – przechowują one dane dotyczące setek tysięcy obywateli, a często korzystają z przestarzałych technologii co czyni je łatwym łupem przestępców. Tylko na przestrzeni ostatnich tygodni mieliśmy do czynienia z kilkoma atakami na polskie instytucje – należy wspomnieć tu atak na urzędy gminy w Kościerzynie czy Lututowie.
  5. Ponad 18 milionów dolarów – tyle kosztował władze Baltimore cyberatak, do którego doszło 7 maja 2019 roku. Hakerzy wykorzystując złośliwe oprogramowanie ransomware zablokowali sieci informatyczne miejskich instytucji. Baltimore odmówiło zapłaty okupu i w efekcie poniosło kilkunastomilionowe straty.
  6. W październiku tego roku hakerzy zaatakowali elektrownię atomową w Kudankulam w Indiach. Do ataku miało dojść przez zastosowanie złośliwego oprogramowania DTrack. Za atak prawdopodobnie odpowiedzialni są hakerzy z Korei Północnej.
  7. Jaki jest cel ataków? Zbadała to firma Verizon. Okazuje się, że w 71% cyberataków chodzi oczywiście o pieniądze. 25% naruszeń spowodowanych jest…szpiegostwem. Co 4 atak motywowany jest zatem chęcią przejęcia informacji z atakowanej instytucji lub firmy.
  8. Kalejdoskop zagrożeń jest dość barwny. Jednym z bardziej popularnych jest atak DoS/DDos – czyli odmowa usługi. Cybint Solutions podaje, że doświadczyło go już 51% firm.
  9. Czy ataki to problem wyłącznie dużych korporacji? Nie! Do 41% z nich dochodzi w małych firmach. Powód? Są one najsłabiej chronione – często brak w nich działów IT, pracownicy nie są szkoleni z cyberbezpieczeństwa, a same firmy nie inwestują w środki ochrony. W dodatku są one bardziej skore do zapłaty okupu – dla nich nawet krótki przestój w działaniu może przynieść katastrofalne skutki.
  10. Prognozuje się, że  do największej liczby cyberataków dochodzić będzie w branży medycznej – nawet 4 razy częściej niż w innych sektorach!
  11. Malware, czyli złośliwe oprogramowanie, w 94% dystrybuowane jest przez email phishing.
  12.  Przestępcy najchętniej wykorzystują złośliwe załączniki o rozszerzeniach  .doc i .dot (37%). Kolejne miejsce w tym niechlubnym rankingu (19,5%) należy do plików .exe.
  13.  W grudniu 2019 roku ransomware skończył…30 lat. Złośliwy wirus na przestrzeni trzech dekad doczekał się licznych “mutacji” i co jakiś czas uderza z ogromną siłą. Tylko w 2019 roku wyrządził szkód na 11,5 mld dolarów.
  14.  133 tysiące dolarów – to średni jednostkowy koszt ponoszony przez firmy, które zaatakował ransomware.
  15. Z danych przedstawionych przez Cybint Solutions wynika, że w ubiegłym roku aż 62% firm doświadczyło ataków phishingowych lub innych cyberataków z wykorzystaniem podstępnych socjotechnik.
  16.  82% pracodawców przyznaje się, że nie ma wiedzy dotyczącej cyberzagrożeń.
  17.  1 na 36 urządzeń mobilnych ma zainstalowane “podejrzane” aplikacje.
  18. W 2019 roku pojawiło się o 11% naruszeń cyberbezpieczeństwa więcej, niż w 2018 roku. Jeszcze więcej – bo o 67% – w porównaniu do 2014 roku.
  19.  300 miliardów – to szacunkowa liczba haseł, jak pojawi się do 2020 roku na całym świecie.
  20. Wiedzieliście, że tylko 5% folderów znajdujących się na firmowych komputerach jest właściwie chroniona?
  21. Forbes podaje, że w 2020 roku 83% korporacyjnych zadań przeniesionych zostanie do chmury.
  22.  133,7 miliarda dolarów (!) – tyle świat ma wydać na cyberbezpieczeństwo w 2022 roku. Na razie są to prognozy Gartnera. Czy się spełnią?

Powyższe statystyki pokazują, że zagrożenia nie tracą na sile. Nawet z wiekiem. Ransomware choć ma już 30 lat, nigdy nie był tak silny jak dziś. Nikt nie może czuć się bezpieczny – użytkownicy indywidualni, małe i średnie przedsiębiorstwa, administracja czy korporacje – może dotknąć każdego.

Wraz z rozwojem zagrożeń musi iść wzrost świadomości – mówi Paweł Sarol z Xopero Software – częstym błędem jest popadanie w stereotypy, że “nas to nie dotyczy”, “że jesteśmy za mali”. Ransomware nie robi wyjątków i po 30 latach jego istnienia powinniśmy już o tym wiedzieć. Firmy muszą inwestować i zwiększać nakłady na cyberbezpieczeństwo. W tym na technologie – antywirusy i rozwiązania do backupu danych – oraz edukację pracowników i powiększanie działów IT.

Targi eTrade Show 2020

Już 5 marca 2020, w prestiżowej części PGE Narodowego- Business Club odbędzie się wyjątkowe wydarzenie biznesowe

 Targi eTrade Show 2020

Dołącz do liderów branży e-commerce! Poznaj najnowsze trendy i innowacje! Rozwiń swój e-biznes!

Targi eTrade ShowTo już druga edycja targów dla branży e- handlu. Ponad 1000 mprzestrzeni wystawienniczej, 100 sprawdzonych rozwiązań dla Twojego sklepu internetowego, wyjątkowa konferencja prowadzona przez najlepszych mówców i specjalistów w Polsce, strefa ekspertów poświęcona branży IT i blogom, dedykowane spotkania biznesowe business matching oraz moderowany networking w strefach stworzonych przez Google Internetowe rewolucje w eksporcie. Wszystko w jeden dzień, w części Business Club PGE Narodowego w Warszawie.

Dlaczego warto zaprezentować swoją ofertę?

Po sukcesie pierwszej edycji targów i ogromnym zainteresowaniu odwiedzających, przenosimy się do najbardziej prestiżowej części PGE Narodowego, czyli Business Club. Swoje oferty zaprezentują dostawcy rozwiązań płatniczych, logistycznych, programistycznych czy marketingowych dla sklepów internetowych. Odwiedzający będą mieli szanse wziąć udział w konferencji edukacyjnej i zapoznać się z czynnikami sukcesu w e-commerce, dowiedzieć się jak zacząć sprzedawać w Internecie bez wielkiego budżetu oraz  jak pozyskiwać leady sprzedażowe niskim kosztem. Odwiedzający będą mieli możliwość wyboru dwóch konferencji edukacyjnych PRO i LITE, Wśród wystawców pojawią się największe firmy w branży handlu elektronicznego. W ubiegłej edycji wystawcami były m.in. takie firmy jak FedEx, home.pl, InPost, kredytmarket, Przelewy 24, ING iMoje, Poczta Polska, Gonito i wiele innych.

Co czeka na wystawców?

Ponad 1000 m2 strefy wystawienniczej – to przestrzeń, gdzie swoje rozwiązania zaprezentują wiodące marki z branży e-commerce. Poznamy rozwiązania dla sklepów internetowych takie jak: narzędzia do generowania sprzedaży, agencje SEO/SEM, platformy dla e-sklepów, e-logistykę, obsługę klienta w online czy formy e-płatności. Strefa dostawców rozwiązań i podwykonawców dla jeszcze lepszych wyników sprzedażowych w sklepach internetowych.

Konferencja edukacyjnaBądź liderem w CX–   jednocześnie na dwóch scenach pro & lite wystąpią eksperci branży e- handlu przeprowadzając nas przez cały Customer Journey podzielą się swoją wiedzą na tematy z zakresu reklamy w e-commerce, czynnikach sukcesu e- handlu, integracji sprzedaży stacjonarnej z internetową, kierunku e-commerce, o tym, czy Influencerzy sprzedają, jak się bronić przed fałszywymi kliknięciami i konwersjami, Viral Loop Hack Marketing. Poznaj nowe sposoby kontaktowania się z klientami dzięki wykorzystaniu połączonych danych i zaawansowanej personalizacji do budowy osobistych kontaktów marketingowych. Na nowo zdefiniuj swoją rolę i osiągaj sukcesy w gospodarce ukierunkowanej na doświadczenia. Ucz się od najlepszych.

Bezpłatne warsztaty dla wystawców Przed rozpoczęciem wydarzenia organizujemy dedykowane dla wystawców szkolenie z autoprezentacji biznesowej.

Strefa ekspertów – dedykowana strefa dla branży IT i blogów, gdzie specjaliści branży będą doradzać w zakresie systemów automatyzacji sprzedaży w omnichannel, implementowaniu koszyków oraz programowania.

Business Matching, czyli dedykowane 15 minutowe spotkania biznesowe. Ciesząca się zainteresowaniem forma bezpośrednich, konkretnych spotkań umawianych za pomocą targowej aplikacji mobilnej.

Targi eTrade Show 2020 to wydarzenie dla aktualnych liderów e-biznesu, cała masa inspiracji,  trendów i nowości dla tych którzy chcą poszerzać swoje sieci klientów online, rozwijać markę oraz swoją wiedzę o e-commerce. Dołącz do nas. Zostań jednym z wystawców. Program i bilety są dostępne na eTradeShow.pl

7 godzin, 100 rozwiązań dla e-commerce, 2500 odwiedzających nas przedsiębiorców, 2 sceny konferencji, 22 prelegentów. Unikatowe wydarzenia towarzyszące, prestiżowa lokalizacja.

Rozwiń swoją firmę i dołącz do liderów branży e-commerce już 5 marca 2020.

Organizatorem targów jest IC Events.

BDO – cyfrowa rewolucja w gospodarce odpadami

Od 1 stycznia 2020 r. przedsiębiorców czeka cyfryzacja w ewidencji odpadów oraz w sprawozdawczości związanej z gospodarowaniem odpadami. Cały obieg dokumentów będzie odbywał wyłącznie w Bazie Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami (BDO).

Przedsiębiorcy, którzy wytwarzają odpady inne odpady niż komunalne, transportujący oraz przetwarzający odpady muszą być zarejestrowani w Rejestrze-BDO. Wpisowi podlegają także wprowadzający na terytorium kraju opakowania, produkty w opakowaniach, opony, oleje smarowe, pojazdy, baterie lub akumulatory, sprzęt elektryczny i elektroniczny, producenci, importerzy i wewnątrzwspólnotowi nabywcy opakowań.

Ważne jednak kto nie musi się rejestrować, a są to:

  • osoby fizyczne oraz jednostki organizacyjne niebędące przedsiębiorcami wykorzystujące odpady na potrzeby własne np. wykorzystanie gruzu, betonu z rozbiórek i remontów do utwardzania powierzchni lub budowy fundamentów;
  • osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą lub przedsiębiorcy, którzy w ramach prowadzonej działalności wytwarzają jedynie odpady o składzie i charakterze odpadów komunalnych i objęci są systemem odbioru odpadów komunalnych (np. drobne usługi, działalność administracyjno-biurowa, zakłady fryzjerskie, kosmetyczne, o ile nie wytwarzają np. odpadów niebezpiecznych);
  • władający powierzchnią ziemi, na której są stosowane komunalne osady ściekowe;
  • prowadzący działalność inną niż działalność gospodarcza w zakresie gospodarowania odpadami (tzw. nieprofesjonalna działalność w zakresie zbierania odpadów), np., systemy zbierania odpadów w szkołach, placówkach oświatowo-wychowawczych, np. zbieranie nakrętek podczas akcji charytatywnych;
  • transportujący wytworzone przez siebie odpady; np. właściciel nieruchomości transportujący skoszoną trawę do PSZOK-u,
  • rolnik gospodarujący na powierzchni użytków rolnych poniżej 75 ha, o ile nie podlega wpisowi z tytułu innej działalności, np. rolnik, który uprawia pszenicę na powierzchni 50 ha;
  • przedsiębiorcy, którzy będą wytwarzać tylko odpady, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji o kodach i w ilościach wymienionych w (odpady wymienione w rozporządzeniu Ministra Środowiska z dnia 12 grudnia 2014 r. w sprawie rodzajów odpadów i ilości odpadów, dla których nie ma obowiązku prowadzenia ewidencji odpadów).

Przedsiębiorcy muszą również pamiętać, że mają obowiązek umieścić swój numer z Rejestru-BDO na dokumentach związanych z działalnością dotyczącą gospodarki odpadami, m.in.: na fakturach VAT, paragonach, sprawozdaniach, kartach przekazania odpadów oraz ewidencji odpadów. Za brak takiego numeru grozi kara. Podmioty, które mają obowiązek rejestracji samodzielnej, a jeszcze się nie zarejestrowały, mają zatem ostatnią chwilę, aby złożyć odpowiedni wniosek. W przeciwnym razie po 1 stycznia 2020 r. nie będą mogły korzystać z bazy i jej nowych modułów – nie będą więc mogły legalnie prowadzić działalności.

Objaśnienia prawne Ministra Klimatu

Zmianie ulegnie również funkcjonowanie samego Rejestru-BDO, ponieważ wszystkie wnioski o wpis, aktualizację danych lub wykreślenie będą składane tylko za pośrednictwem elektronicznych formularzy dostępnych w bazie, które po autoryzacji przez Krajowy Węzeł Identyfikacji Elektronicznej zostaną przekazane do rozpatrzenia przez odpowiedni urząd marszałkowski.

Zadaniem Bazy Danych o Odpadach jest rzeczywista ochrona środowiska. Dzięki BDO organy kontroli będą mogły analizować zgodność faktycznie prowadzonej przez podmiot działalności w zakresie gospodarki odpadami, z zakresem zadeklarowanym w Rejestrze-BDO. Od stycznia trudniej będzie uciec w szarą strefę.” – powiedział Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Funkcjami BDO przydatnymi dla przedsiębiorców będzie między innym możliwość sprawdzenia on-line, w jakim zakresie dowolny podmiot prowadzi działalność dotyczącą gospodarki odpadami. To szczególnie istotne, przy zawieraniu umów z nowymi kontrahentami. Ponadto cyfrową Kartę Przekazania Odpadu będzie można zaplanować 30 dni wcześniej. Po zatwierdzeniu będzie widoczna w systemie i zawierała informacje m.in. o rodzaju i ilości przewożonych odpadów, planowanej dacie i godzinie transportu oraz o miejscu, do którego należy dostarczyć odpady. Podmiot transportujący podczas przewożenia odpadów będzie mógł posiadać, na przykład w telefonie, wygenerowane potwierdzenie KPO lub KPOK do okazywania w trakcie kontroli. Generując takie potwierdzenie, transportujący odpady potwierdzi, że zdaje sobie sprawę z tego, co przewozi. Dopiero po tej czynności transport z odpadami może wyjechać od przekazującego.

Duże przedsiębiorstwa, które zainwestowały w oprogramowanie do ewidencji odpadów, w tym do wystawiania Kart Przekazania Odpadów mogą dokonać jego integracji z BDO przez API BDO. Dzięki temu ewidencja odpadów będzie mogła być prowadzona w dotychczas wykorzystywanym systemie, z jednoczesnym zapisem danych w BDO. Podmioty, które nie posiadają oddzielnego oprogramowania do prowadzenia ewidencji odpadów, będą mogły korzystać z BDO dostępnego przez przeglądarkę internetową.

Eksperci Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, którzy tworzą system BDO zapewniają, że podczas prac położono duży nacisk na wygodę i intuicyjność interfejsu systemu. W II połowie 2019 roku Instytut przeprowadził szereg darmowych szkoleń z obsługi BDO dla ponad 9000 osób. Od 16 grudnia br. działa wersja produkcyjna Bazy, dzięki której przedsiębiorcy mogą się zapoznać z większością funkcjonalności systemu startującego 1 stycznia 2020 r.

Czy Trump zostanie w Białym Domu na drugą kadencję?

Trwa kampania przed wyborami amerykańskiego prezydenta, chociaż do dnia wyborów został jeszcze ponad rok. Przed Amerykanami prawybory największych partii politycznych: Demokratów i Republikanów. Wybrani zostaną w nich kandydaci na urząd prezydencki, po jednym z każdej partii. To oni w listopadzie 2020 powalczą o fotel w Białym Domu. Z szeregów Demokratów wyłoniły się trzy osoby, które starają się o kandydaturę. To były wiceprezydent Joe Biden, senatorka Elizabeth Warren oraz znany z poprzedniej kampanii prezydenckiej Bernie Sanders. Amerykańscy wyborcy mogą już obserwować debaty polityczne, prowadzone między demokratycznymi kandydatami. Inaczej sprawa ma się z prawyborami republikańskimi. Obecny prezydent Donald Trump ma bowiem wśród partyjnych wyborców tak duże poparcie, że niektóre stany zastanawiają się, czy w ogóle organizować prawybory. To jednak wcale nie musi przełożyć się na sukces Trumpa w ostatecznym starciu o fotel prezydencki.

– Te będą ciekawe wybory. Wygrana będzie zależała od mikro zwycięstw w poszczególnych stanach. Kluczowe znowu okażą się tak zwane „swing states”, w których nigdy do końca nie wiadomo, która partia będzie górą – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, ekonomista, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Na scenie politycznej zaszło również kilka ważnych zmian ustawowych, które mogą zmienić partyjną równowagę na Florydzie, w Ohio i kilku innych stanach. Mamy również do czynienia z bardzo dużą kampanią przeciwko samemu Donaldowi Trumpowi. Toczące się śledztwo dotyczące relacji Trumpa z Rosją może pogrążyć Republikanów. To jednak trudno przewidzieć, gdyż wybory amerykańskie nie są powszechne – głosują delegaci, wybrani przez obywateli. Liczba delegatów nie zależy jednak od liczby mieszkańców konkretnego stanu. Powszechne głosowanie może więc jednoznacznie wskazywać na kandydata Demokratów, ale Republikanie już nie raz wygrywali takie wybory – mniejszość obywateli reprezentowana była przez większość delegatów. To może sprawić, że prezydent USA się w przyszłym roku nie zmieni – analizuje Roszkowski.

Dużo zmian dla akcjonariuszy i emitentów obligacji. Zmiana przepisów umożliwia m.in. obrót niewykupionymi obligacjami

Na rynku giełdowym obowiązuje znowelizowana ustawa o ofercie publicznej. Regulacja weszła w życie 30 listopada. Wprowadziła ona m.in. wpływ akcjonariuszy na wysokość wynagrodzeń członków zarządu i rad nadzorczych z obowiązkiem ich publikowania, podniosła próg przymusowego wykupu akcji od udziałowców mniejszościowych z 90 do 95 proc., a także umożliwiła obrót niewykupionymi obligacjami.

– Nowelizacja ustawy o ofercie publicznej, która weszła w życie 30 listopada, rozszerza przypadki, w których należy korzystać z funkcji agenta emisji, zmienia zakres obowiązków tego agenta, a także, co jest niezwykle istotną zmianą, umożliwia obrót obligacjami w przypadku, gdy emitent ich nie wykupi, nie wywiąże się ze swoich zobowiązań. Dotychczas było to niemożliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

W połowie października Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ofercie publicznej, która dostosowała polskie prawo do wymogów unijnej dyrektywy. Ma ona lepiej chronić prawa akcjonariuszy i obligatariuszy, a także zwiększyć przejrzystość działania spółek publicznych. W przypadku nabywców obligacji wszystkie emisje mają już status publicznych, nawet jeśli liczba złożonych propozycji nabycia nie przekroczy 149 adresatów. Ponadto liczba złożonych propozycji nabycia w czasie 12 miesięcy podlega zsumowaniu i jeśli ma przekroczyć 149 adresatów, to jej plasowanie wymagać będzie publikacji memorandum informacyjnego zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Nowelizacja wydłuża także maksymalny okres prowadzenia obligacji z 6 tygodni do 3 miesięcy.

Zmiany dotyczą również emitentów akcji i akcjonariuszy.

– Nowelizacja wprowadziła obowiązek uchwalenia polityki wynagrodzeń dla członków zarządów i rad nadzorczych, która to polityka musi być akceptowana przez walne zgromadzenie akcjonariuszy – przypomina Piotr Borowski. – Ponadto zostały zaostrzone przepisy w zakresie raportowania transakcji z podmiotami powiązanymi, a także został podniesiony próg tzw. squeeze outu z 90 do 95 proc., czyli po przekroczeniu 95 proc. głosów w spółce akcjonariusz może wezwać pozostałych akcjonariuszy do przymusowego wykupu.

Utrudni to proces wychodzenia spółek z giełdy, z czym na polskim parkiecie mieliśmy w ostatnich latach często do czynienia. Do tej pory większościowi akcjonariusze, ogłaszając wezwanie do sprzedaży akcji i uzyskując w jego wyniku 90 proc. udziałów, mogli (i zawsze z tego korzystali) wezwać do przymusowego wykupu akcji od akcjonariuszy mniejszościowych, w wyniku czego uzyskiwali 100 proc. akcji i wycofywali spółkę z obrotu publicznego. Podniesienie tego limitu do 95 proc. zmniejszy prawdopodobieństwo opuszczenia giełdy przez spółkę. Z drugiej strony spółka także zyskuje nowe prawa wobec swoich udziałowców.

– Zostały również wprowadzone zmiany umożliwiające identyfikację spółkom akcyjnym ich akcjonariuszy – informuje członek zarządu GPW. – Teraz każda spółka akcyjna będzie mogła się dowiedzieć, kto jest jej akcjonariuszem. Ma to służyć polepszeniu komunikacji z akcjonariuszami i wprowadzaniu programów lojalnościowych, a także wykonywaniu praw korporacyjnych. Wprowadzono również obowiązek posiadania przez wszystkie spółki procedury anonimowego informowania o naruszeniach prawa. Takie mechanizmy muszą zostać wprowadzone we wszystkich spółkach giełdowych.

To nie jest jedyna zmiana na rynku obligacji, która zaczęła obowiązywać w tym roku.

– Od 1 lipca wszyscy emitenci mają obowiązek deponowania swoich obligacji w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych. Dotyczy to zarówno emisji obligacji publicznych, jak i niepublicznych. Ma to na celu zwiększenie przejrzystości tego rynku oraz zwiększenie bezpieczeństwa uczestników – mówi Piotr Borowski.

Banki i instytucje pożyczkowe powinny się przygotować na spowolnienie gospodarcze. Choć wzrost płac i niskie bezrobocie mogą osłabić negatywne efekty

Stabilne stopy procentowe, inflacja w ryzach i wzrost płac powinny złagodzić skutki spodziewanego przez ekonomistów spowolnienia dla banków i instytucji finansowych. Według prognoz najsłabszy dla gospodarki będzie 2021 rok, gdy PKB wzrośnie o mniej niż 3 proc. Jednak niepewność regulacyjna, niekorzystny dla sektora wyrok TSUE i związany z tym spadek rentowności mogą doprowadzić do upadku mniejszych instytucji finansowych.

Rynek consumer finance jest bardzo ściśle powiązany z sytuacją gospodarczą, z tego też względu perspektywy rozwoju gospodarczego kraju są w obiekcie zainteresowań tego rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marta Penczar, dyrektor obszaru badawczego Bankowość i rynki finansowe w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową. – Badania dotyczące prognoz makroekonomicznych Europejskiego Kongresu Finansowego wskazują, że najbliższe lata będą okresem spowolnienia gospodarczego. Według nich tempo wzrostu obniży się do poziomu 2,9 proc. w 2021 roku. Branża consumer finance jest w jakimś stopniu na to przygotowana, bo eksperci rynku bardzo wysoko oceniają prawdopodobieństwo realizacji tego negatywnego scenariusza.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że od stycznia do października 2019 roku banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych o wartości przeszło 75 mld zł. Klienci sięgnęli po nie ponad 6 milionów razy. To nieco rzadziej niż rok wcześniej (ich liczba spadła o 0,7 proc.), ale za to pożyczona kwota wzrosła o 8,6 proc. Dotyczy to również sprzedaży ratalnej w sklepach i e-sklepach. Dane te pokazują, że rośnie średnia wartość kredytu, przy czym dodatnie dynamiki odnoszą się do większych kredytów. Najmocniej wzrosła liczba i wartość pożyczek powyżej 20 tys. zł (odpowiednio o 8,6 proc. oraz 8,8 proc.) oraz o wartości 7–20 tys. zł. Jedne i drugie odpowiadają za co trzeci kredyt, a ich wartość sięga niemal 86 proc. pożyczonych kwot. Jednak w sytuacji spowolnienia banki będą musiały ostrożniej pożyczać pieniądze konsumentom.

W takiej sytuacji trzeba bardzo pilnować biznesu. To z jednej strony poszukiwanie nowych klientów i udzielanie nowych kredytów, ale z drugiej, pilnowanie, aby te kredyty były udzielane osobom, które mają zdolność kredytową, żeby nie doszło do nadmiernego wzrostu liczby kredytów nieregularnych, bo to z punktu widzenia branży consumer finance obniża ich zyskowność – radzi dyrektor z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Pozytywnym sygnałem dla rynku są prognozy EKF mówiące o tym, że mimo spowolnienia stopa bezrobocia oraz wzrost płac powinny się utrzymać na podobnym poziomie. To powinno zniwelować negatywne skutki hamowania wzrostu gospodarczego dla sektora consumer finance.

Indeks jakości kredytów konsumpcyjnych w październiku wyniósł 5,65 proc. i był o 0,05 pkt proc. wyższy niż rok wcześniej. Jest to niski, bezpieczny poziom. Warto jednak pamiętać o tym, że duża część kredytów spłacana jest przed czasem (średnia spłata trwa 22 miesiące, choć w umowach wynosi 45), co w związku z tzw. małym wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, nakazującym zwrot części prowizji w przypadku wcześniejszej spłaty proporcjonalnie do skrócenia okresu pożyczki, może uderzyć zwłaszcza mniejsze banki po kieszeni.

Podczas czerwcowego Europejskiego Kongresu Finansowego w Sopocie prezesi banków zwracali uwagę na to, że wzrost regulacji może sprawić, że na rynku zostanie tylko osiem największych banków, bo pozostałe nie zdołają przetrwać w warunkach spadającej rentowności.

– Rynek consumer finance, a zatem banki, firmy pożyczkowe i współpracujące z nimi firmy, zawsze boi się regulacji. To jest bardzo regulowana działalność i to ryzyko definiuje i model biznesowy, i warunki osiąganej rentowności – wskazuje Marta Penczar. – Przy bardzo dużych wymogach regulacyjnych, zmieniających model funkcjonowania, niektóre podmioty mogą mieć trudności z kontynuowaniem działalności.

Według Narodowego Banku Polskiego na koniec października wartość kredytów konsumpcyjnych udzielonych osobom prywatnym wyniosła 165,76 mld zł, z czego stwierdzona utrata wartości dotyczyła nieco ponad 18 mld zł. Przychody banków z tytułu opłat i prowizji wzrosły od stycznia do października w porównaniu z takim samym okresem 2018 roku do 18,97 mld zł, czyli o ponad 340 mln zł. Koszty zwiększyły się o 22 mln zł. Także zysk netto był wyższy; wzrósł z 12,7 mld do 13,15 mld zł. Wyraźnie zwiększyła się też jednak kwota podatku z 4,18 mld do 4,86 mld zł.

Polska bez pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa. Minister cyfryzacji: będą korekty w polskim systemie cyberbezpieczeństwa

Karol Okoński zrezygnował z funkcji pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa, którą pełnił od czasu utworzenia tego stanowiska przez Prezesa Rady Ministrów 16 marca 2018 roku. Do jego zadań należało m.in. nadzorowanie prac nad systemami informatycznymi mającymi zabezpieczyć państwa członkowskie Unii Europejskiej przed atakami cyberprzestępców. Przed ustąpieniem zdążył doprowadzić do podpisania pierwszej umowy w ramach Programu Współpracy w Cyberbezpieczeństwie.

Po blisko dwóch latach sprawowania urzędu pierwszy pełnomocnik ds. cyberbezpieczeństwa zrezygnował z pełnienia swojej funkcji. Ministerstwo cyfryzacji planuje powołać jego następcę.

– Na pewno zostanie powołany nowy pełnomocnik ds. cyberbezpieczeństwa, bo taki jest wymóg ustawowy, tutaj na pewno nic przełomowego się nie wydarzy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Stanowisko pełnomocnika ds. cyberbezpieczeństwa powołano w wyniku przyjęcia przez polski rząd Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie środków na rzecz wysokiego, wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terytorium Unii Europejskiej (NIS). Na mocy dyrektywy ministerstwo cyfryzacji objęło nadzorem kilkaset operatorów infrastruktury krytycznej, w największej mierze narażonych na ataki cyberprzestępców.

Rolą pełnomocnika jest m.in. wypracowywanie rozwiązań, które zabezpieczą polskie systemy teleinformatyczne przed działaniami cyberprzestępców czy opiniowanie projektów aktów prawnych związanych z udoskonalaniem krajowych systemów cyberbezpieczeństwa.

– Proces budowy systemu cyberbezpieczeństwa w Polsce, który rozpoczęliśmy wspólnie z ministrem Okońskim, a także innymi ministerstwami, będzie kontynuowany. Co do zasady, będzie miał podobny kształt, jaki został zaprojektowany i w ustawie, i w strategii cyberbezpieczeństwa, choć na pewno będą korekty. One nie wynikają z faktu zmiany pełnomocnika, tylko z tego, że mamy już pewne oceny dotyczące tego, w jaki sposób to funkcjonuje – mówi Marek Zagórski.

Przed rezygnacją ze stanowiska dotychczasowy pełnomocnik zdążył m.in. doprowadzić do podpisania pierwszej umowy na mocy partnerstwa publiczno-prywatnego z Krypton Polska w ramach Programu Współpracy w Cyberbezpieczeństwie. Firma będzie współpracować przy wdrażaniu nowych metod testów oraz kryteriów oceniania urządzeń i oprogramowania na potrzeby Krajowego Systemu Certyfikacji Cyberbezpieczeństwa.

Nowo powołany pełnomocnik w pierwszej kolejności będzie musiał zająć się problematyką systemów cyberbezpieczeństwa w ramach sieci 5G. Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej każdy kraj członkowski musi uruchomić sieć 5G co najmniej w jednym mieście do końca 2020 roku.

– Widzimy, gdzie są potrzebne rzeczywiście zmiany, na co należy zwrócić trochę większą uwagę, to wszystko też będzie się działo w 2020 roku – zapowiada minister Zagórski.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła blisko 153 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie do niemal 249 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 10,2 proc.

Polska zmniejszyła składkę na programy opcjonalne Europejskiej Agencji Kosmicznej. Uniemożliwi to polskim firmom odgrywanie wiodącej roli w kluczowych misjach

Podczas konferencji Space 19+ członkowie Europejskiej Agencji Kosmicznej uchwalili rekordowo wysoki budżet w wysokości 14,4 mld euro. Decyzja o zwiększeniu składek członkowskich pozwoli przyspieszyć rozwój europejskich programów kosmicznych. Mimo tego polska składka na programy opcjonalne będzie niższa niż w poprzedniej perspektywie, co może się odbić na kondycji rodzimego sektora kosmicznego. Eksperci twierdzą, że nie pozwoli to polskim firmom uczestniczyć w kluczowych misjach ESA.

– Duży budżet pozwoli agencji zaznaczyć wiodącą rolę w kilkunastu obszarach sektora kosmicznego. A konkurencja jest bardzo trudna, bo mamy NASA z budżetem nieosiągalnym dla wszystkich innych agencji razem wziętych, mamy też mniejsze agencje, Chiny, Indie i inne państwa, które aspirują do tego, aby rozwijać ten przemysł. Ten rynek w Europie będzie się rozwijał, należy tylko trzymać kciuki za to, aby Polska dołączyła do tego grona, zwiększając swój udział w programach ESA – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Wojtkiewicz, prezes zarządu Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego

Rekordowy budżet na najbliższą trzyletnią perspektywę finansową dla wielu firm może się okazać szansą na zaistnienie w sektorze kosmicznym. ESA planuje dalej inwestować w swoje najambitniejsze projekty, m.in. w realizację przedsięwzięć z zakresu obrazowania powierzchni Ziemi oraz budowę międzyagencyjnej stacji orbitalnej w ramach European Exploration Envelope Programme, która przyczyni się do powrotu człowieka na Księżyc.

Ponadto państwa członkowskie zobowiązane są do realizacji programów obowiązkowych finansowanych odgórnie, a oprócz tego prowadzą projekty opcjonalne, finansowane ze środków własnych. Polska delegacja zgłosiła się do uczestnictwa w siedmiu programach opcjonalnych, skupionych głównie na procesach obserwacji Ziemi. Delegacja z Polskiej Agencji Kosmicznej chce inwestować także w projekty badawcze z nowego programu Space Safety, które skupiają się wokół rozwiązań związanych m.in. z serwisowaniem satelitów. Postawienie na nową, niszową gałąź przemysłu kosmicznego w obliczu zmniejszenia składki na programy opcjonalne może poprawić konkurencyjność polskich firm na tle innych krajów członkowskich.

– Polska składka do programów opcjonalnych ESA w następnej perspektywie to około 39 mln euro, a poprzednią perspektywę Polska kończyła ze składką około 54 mln euro. Będziemy mieli więcej konkurencji na polskim rynku, nie wiem, czy w tak młodym sektorze jest to dobre, będziemy musieli jako kraj wybrać pewne specjalizacje. Taka składka na pewno nie pozwala nam na odgrywanie wiodącej roli w kluczowych misjach. Należy przekonywać administrację, żeby ta składka w okresie 3-letnim rosła przynajmniej do tego poziomu, który mieliśmy w poprzedniej perspektywie – przekonuje ekspert.

Zmniejszenie składki opcjonalnej może utrudnić wejście na rynek kosmiczny nowych polskich firm, ale nie będzie miało wpływu na programy, które są już w trakcie realizacji. Inżynierowie z GMV Innovating Solutions w ramach opcjonalnego Support Technology Programme napisali pełne oprogramowanie pokładowe dla satelity testowego OPS-SAT, które będzie zarządzać przebiegiem całej misji. Także na zlecenie ESA polska firma SENER wyprodukuje urządzenia do montażu paneli słonecznych dla satelity JUICE. W 2022 roku satelita JUICE poleci w kierunku Jowisza.

Ponadto Polska Agencja Kosmiczna nie chce się ograniczać do współpracy wyłącznie z jedną agencją kosmiczną. Dywersyfikacja działań promujących polskie firmy z sektora kosmicznego ma zwiększyć ich atrakcyjność na arenie międzynarodowej. Agencja otworzyła m.in. dedykowaną stronę poświęconą projektom realizowanym w ramach Europejskiej Organizacji Eksploatacji Satelitów Meteorologicznych, na której informuje o przetargach, w których mogą wziąć udział polscy przedsiębiorcy.

Przedsiębiorcy z sektora kosmicznego mogą liczyć także na wsparcie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Sięgnęła po nie m.in. firma Scanway, która wykorzystała je w procesie badawczym podczas prac nad satelitą obrazującym ScanSAT, który w 2020 roku wejdzie w fazę końcowej realizacji.

– Sektor kosmiczny to nie tylko programy ESA. Wierzę, że po tych 6 latach polskiego udziału w ESA niektóre firmy nabyły kompetencje i ustanowiły kontakty z firmami z Europy w taki sposób, że ich biznes w sektorze kosmicznym będzie niezależny od decyzji administracji i od tej składki. Ale jeżeli mówimy o opcjonalnych programach, to możemy prognozować, że nastąpi pewne spowolnienie. Nie będziemy mogli się tak rozwijać, jak to miało miejsce kilka lat wcześniej – twierdzi Paweł Wojtkiewicz.

Według analityków z firmy Research and Markets wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Rosyjski rynek jednym z najbardziej perspektywicznych dla polskich firm. Brakuje jednak wsparcia politycznego

Eksport polskich produktów do Rosji powoli odrabia straty wywołane wprowadzeniem unijnych sankcji i rosyjskiego embarga. Od stycznia do października firmy sprzedały tam towary warte 6,9 mld dol. Rosja pozostaje jednym z kluczowych rynków eksportowych, mimo że nie możemy sprzedawać tam owoców, warzyw, nabiału czy wędlin. Rośnie za to sprzedaż wyrobów przemysłowych i budowlanych. – Żeby skorzystać z potencjału rosyjskiego rynku, firmy powinny tam więcej inwestować – ocenia Marek Ociepka, były radca-minister Ambasady RP w Moskwie. Jego zdaniem brakuje jednak wsparcia politycznego.

– Polski eksport do Rosji doszedł do poziomu blisko 11 mld dol. w 2013 roku, w 2014 spadł do około 5 mld, w ostatnich latach ponownie się podnosi do około 7 mld dol., a więc jeszcze mu daleko do tego poziomu, który już był – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Ociepka, były radca handlowy Ambasady RP w Moskwie.

Z danych GUS wynika, że po dziewięciu miesiącach tego roku Rosja jest na siódmym miejscu wśród największych rynków eksportowych Polski i na trzecim miejscu wśród krajów importujących – z udziałem na poziomie odpowiednio 3,1 proc. oraz 6,1 proc. W 2018 roku eksport polskich produktów do Rosji sięgnął 8 mld dol., przy 6,9 mld dol. w 2017 roku. Wynik sprzed dwóch lat został osiągnięty po dziewięciu miesiącach tego roku. To wzrost o 3 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2018 roku (jednak w eksporcie liczonym w złotych lub euro wzrost jest zdecydowanie wyższy – odpowiednio o 11,1 proc. i 9,7 proc.).

Wprowadzone w 2014 roku rosyjskie embargo na część polskich produktów sprawiło, że obroty spadły. Raport „Rosyjskie embargo a polski eksport” Związku Przedsiębiorców i Pracodawców wskazuje, że bilans handlowy Polski po wprowadzeniu embarga systematycznie się poprawiał, a struktura eksportu nie uległa szczególnej zmianie. Niemniej jednak nadal nie został odbudowany jej poziom z 2013 roku. W pewnej mierze wynika to z utrzymującego się rosyjskiego embarga na produkty rolno-spożywcze, w tym na polskie jabłka, które przed laty stanowiły czołową pozycję wśród towarów sprzedawanych do Rosji (druga pozycja w 2013 roku).

– Jesteśmy na 3.–4. miejscu wśród eksporterów z UE do Rosji. Na świecie na ponad 200 państw jesteśmy na 11.–12. miejscu. To pokazuje naszą moc, jesteśmy dla Rosji bardzo silnym partnerem – ocenia ekspert.

Analiza Warsaw Enterprise Institute pokazuje, że eksportujemy do Rosji więcej niż Holandia czy Wielka Brytania. Gdyby uwzględnić wielkość gospodarek, to w eksporcie do Rosji jesteśmy lepsi niż europejski lider, jakim są Niemcy. Sprzedali oni w ubiegłym roku do Rosji towary o wartości 25,5 mld dol., mają gospodarkę 7 razy większą od naszej.

 Rosja importuje za setki miliardów dolarów rocznie i w tych setkach miliardów powinien być coraz większy udział towarów z Polski – podkreśla Ociepka.

Rocznik statystyczny GUS wskazuje, że eksportujemy przede wszystkim maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy (3,2 mld dol.) oraz chemikalia (1,6 mld dol.).

– Podstawowym produktem, który sprzedajemy do Rosji, są artykuły przemysłowe. To produkty do zapisu i odtwarzania dźwięku, obrazu, techniczne wyposażenia fabryk, zakładów, wszystko to, co służy produkcji przemysłowej. Dodatkowo nieźle sprzedają się materiały budowlane i szeroko rozumiana budowlanka – wymienia Marek Ociepka.

Zdaniem Ociepki na rosyjskim rynku mogłoby być znacznie więcej produktów polskich firm. Mogłyby w tym pomóc m.in. większe inwestycje bezpośrednie krajowych przedsiębiorstw w Rosji. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w raporcie „Biznes w Rosji” wskazuje, że polskie firmy powinny próbować sił w Rosji. Rosyjskie firmy – partnerzy handlowi Polski – mają swe siedziby głównie w Moskwie, Petersburgu i obwodzie kaliningradzkim. Szczególnie ten ostatni region może się stać perspektywicznym obszarem zwiększenia aktywności krajowych przedsiębiorców. Autorzy raportu przekonują, że polski biznes powinien być elementem soft power, szczególnie właśnie w obwodzie kaliningradzkim.

 Polskie inwestycje w Rosji są prawie żadne, na poziomie 300–400 mln dol., kiedy świat inwestuje tam 200–300 mld dol. Jest zakaz importu artykułów żywnościowych z Polski, ale gdyby znalazł się producent, np. pomidorów, kwiatów czy wyrobów mlecznych, który chciałby rozwijać produkcję na rynku rosyjskim, to nie ma ograniczeń, a nawet jest wsparcie ze strony rosyjskiej – przekonuje Marek Ociepka.

Kluczowe przy rozwoju polskich inwestycji w Rosji jest wsparcie polskich władz, tego zaś – zdaniem eksperta – brakuje.

– Jak było wsparcie polityczne, to handel się rozwijał i przedsiębiorcom było łatwiej, jak tego wsparcia zabrakło, to przedsiębiorcy pozostali sami sobie. W innych krajach władza wspiera wszystkich przedsiębiorców bardzo mocno i w ten sposób gwarantuje bezpieczeństwo obrotu towarami, jak również rozwój inwestycji. Wątpię, żeby bez tego wsparcia nasi przedsiębiorcy zbyt hojnie chcieli lokować pieniądze na rynku rosyjskim – podkreśla Marek Ociepka. – Mamy wielką szansę, jako sąsiedzi tak olbrzymiego rynku, mamy trudne do przecenienia możliwości lokowania produktu i inwestycji pod bokiem. To jest kraj, który jeszcze długo będzie potrzebował się rozwijać i jeśli polscy przedsiębiorcy chcą na tym zarobić, to na pewno będą mieli szansę. 

Polska potrzebuje szybszego rozwoju magazynów energii. Ustawa, która napędzi rynek, ma trafić do Sejmu w marcu

W Polsce w magazynach energii jest zainstalowanych łącznie ok. 1 450 MW mocy, tymczasem docelowo powinno to być 2 proc. całej mocy zainstalowanej w polskiej energetyce, czyli ok. 5 GW – szacuje Polska Izba Magazynowania Energii. Duże nadzieje wiąże się z rozwojem elektromobilności, bo rozpowszechnienie elektryków umożliwiłoby stosowanie ich akumulatorów jako rozproszonych magazynów energii. Rynek liczy też na stabilne ramy prawne, które pozwolą inwestować i zarabiać na magazynach, ale projekt odpowiednich regulacji ma trafić do laski marszałkowskiej dopiero w marcu – wynika z informacji PIME.

Magazynowanie energii ma na celu bilansowanie sieci w cyklu dobowym – łagodzenie obciążenia sieci elektroenergetycznej w szczytach oraz gromadzenie energii wtedy, gdy następuje jej nadprodukcja. Ma istotne znacznie zwłaszcza w przypadku niesterowalnych źródeł odnawialnych. Magazynowanie na dużą skalę utrzymuje nadwyżkę, kiedy produkcja energii wiatrowej i słonecznej przekracza popyt, a następnie uwalnia ją do sieci, gdy warunki pogodowe są niekorzystne, a zasoby energii odnawialnej – niewystarczające do zaspokojenia konsumpcji.

Zapotrzebowanie na magazyny będzie rosnąć wraz ze wzrostem udziału źródeł odnawialnych w systemie elektroenergetycznym. Polska jako członek UE musi się wywiązać z obowiązku 15-proc. udziału OZE w miksie, Planowane są kolejne inwestycje w OZE na lądzie i na morzu. Także program „Mój prąd”, czyli promocja mikroinstalacji fotowoltaicznych dla prosumentów, wyzwolił inicjatywę inwestycyjną po stronie odbiorców energii. Szacujemy, że dzięki niemu w instalacjach fotowoltaicznych może być zainstalowanych ok. 800 MW – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kochanowski, wiceprezes i dyrektor generalny stowarzyszenia Polska Izba Magazynowania Energii.

Energia może być przechowywana przy użyciu kilku różnych technologii, które w ostatnich latach są rozwijane na potęgę – od akumulatorów litowo-jonowych poprzez technologie chemiczne, mechaniczne i termalne po magazyny sprężonego powietrza budowane na poziomie sieci dystrybucyjnych.

Najprostszym sposobem magazynowania energii są elektrownie szczytowo-pompowe, czyli produkcja energii poprzez generator i wykorzystywanie spadku wody. Natomiast najnowsze technologie, głównie znane z elektromobilności i wykorzystujące baterie elektrochemiczne, też są już bardzo popularne. W Polsce są budowane pierwsze instalacje – mówi Krzysztof Kochanowski.

Efektywność odzyskiwania energii w elektrowniach szczytowo-pompowych sięga 80 proc., a czas reakcji na zmiany zapotrzebowania zwykle nie przekracza minuty. Wadą takich elektrowni jest jednak konieczność wykorzystania dwóch zbiorników wody o dużej różnicy w wysokości, co zwykle nie jest możliwe na terenach nizinnych. Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) wskazuje jednak, że ze względu na skalowalność tego rozwiązania elektrownie szczytowo-pompowe będą wykorzystywane jeszcze przez długi czas.

W Polsce w magazynach energii jest zainstalowanych łącznie ok. 1 450 MW w magazynach energii, w tym 1 370 MW w elektrowniach szczytowo-pompowych, a 20 MW w magazynach energii w technologii elektrochemicznej.

Pojemności magazynów energii potrzebujemy bardzo dużo. Szacujemy, że ok. 2 proc. całej mocy zainstalowanej w polskiej energetyce. To oznacza, że docelowo potrzebujemy ok. 5 GW zainstalowanych w technologiach magazynowania energii – mówi Krzysztof Kochanowski. – Niedostatek magazynów energii wpływa na pogarszającą się jakość energii, która trafia do odbiorców. Nasz system elektroenergetyczny został wybudowany w latach 50., kiedy nie było tylu odbiorców energii, niestabilnych odbiorników ani tylu rozproszonych źródeł energii, które teraz przyłącza się do sieci. Nasza energetyka ma z tym duży problem i brak magazynów spowoduje, że będą się pojawiać kolejne awarie. Mogą pojawić się też problemy z przyłączaniem do sieci kolejnych źródeł odnawialnych.

Duże nadzieje w obszarze magazynowania energii są też związane z rozwojem elektromobilności. Rozpowszechnienie pojazdów elektrycznych umożliwiłoby stosowanie ich akumulatorów jako rozproszonych magazynów energii (akumulatory to technologicznie najprostsze magazyny energii, które pozwalają przechowywać ją w łatwej do odzyskania postaci elektrochemicznej i odzyskać do 85 proc. włożonej energii, ale ich wadą jest wciąż wysoka cena i ograniczona żywotność). Przeciętny samochód spędza do 95 proc. czasu bezczynnie, więc w tym czasie jego właściciel mógłby wykorzystywać pojemność baterii jako magazyn energii – ładując go w nocy, gdy energia jest tania i wykorzystując ją w dzień. Akumulator w elektryku może przechowywać 20–50 kWh energii, co zaspokoiłoby zapotrzebowanie przeciętnego gospodarstwa domowego na 2 do 5 dni.

Jak wynika z projektu Polityki Energetycznej Państwa 2040, konieczne jest uregulowanie statusu prawnego instalacji magazynowania energii elektrycznej.

– Kluczowym jest określenie preferencyjnych taryf dla wprowadzania energii do magazynu, co wpłynie także na możliwość zmiany dla modelu pracy elektrowni wodnych szczytowo-pompowych. Mimo to posiadanie magazynów gromadzących moc odpowiadającą 10 proc. mocy zainstalowanej w elektrowniach wiatrowych w perspektywie 2023 roku jest ambitnym celem – zapisano w projekcie z listopada br.

Uregulowanie statusu prawnego instalacji magazynowania energii to cel nowelizacji prawa energetycznego, którą resort energii przedstawił w końcówce ubiegłego roku. Ta ma przede wszystkim znieść bariery formalno-prawne, co pozwoli inwestorom odnosić korzyści z magazynowania energii elektrycznej i umożliwić rozwój branży.

Rynek liczył, że te regulacje wejdą już w marcu tego roku. Okazało się, że w wyniku różnych perturbacji gospodarczych i politycznych, bo ważniejsze było m.in. wprowadzenie ustawy zamrażającej ceny energii, prace nad nowelizacją prawa energetycznego w zakresie magazynów energii się wydłużyły. To spowodowało, że niektórzy inwestorzy nie zrealizowali swoich inwestycji w magazyny energii na zasadach komercyjnych, a takie projekty były już zgłaszane w obecnej aukcji na rynku mocy. Niestety, inwestor musiał się wycofać, bo zabrakło regulacji, które pozwalałyby świadczyć usługi systemowe dla dużej energetyki w oparciu o te magazyny. Na dziś mamy informację, że nowe przepisy trafią do laski marszałkowskiej w marcu – mówi Krzysztof Kochanowski.

Po świętach wyrzucamy nawet dwa razy więcej jedzenia niż na co dzień. Rozsądne listy zakupów pomagają temu zapobiegać

Każdego roku w Polsce 9 mln ton żywności ląduje w koszu, tym samym zajmujemy 5. miejsce pod względem marnowania jedzenia w Unii Europejskiej. Okazuje się, że w okresie Bożego Narodzenia wyrzucamy go nawet 2 razy więcej. Aby zmienić te złe statystyki, należy przede wszystkim rozsądnie zaplanować świąteczne zakupy.

Święta to misja, którą trzeba rozplanować. Warto dobrze się przygotować do świątecznych zakupów, sprawdzić, co mamy w lodówce, przeanalizować, ilu będziemy mieć gości, zaplanować potrawy, jakie chcemy wykonać. Dzięki temu zmarnujemy i kupimy mniej – mówi Agencji Newseria Karolina Woźniak z Too Good To Go, która razem z Federacją Polskich Banków Żywności, w ramach kampanii „Wszystkiego Niezmarnowanego na Święta”, przygotowała kilka wskazówek, jak nie marnować żywności.

Ekspertka radzi, by pozostać odpornym na promocje i nie kupować trzech zamiast dwóch produktów tylko dlatego, że jest taniej. Tym bardziej że często towary objęte promocją mają krótsze terminy, więc większe jest ryzyko ich zepsucia. A to jeden z najczęstszych powodów, dla których wyrzucamy żywność do śmieci.

Lista zakupów jest bardzo dobrym pomysłem, to nasza tajna broń podczas zakupów. Mamy w głowie plan i świąteczne promocje nas nie zaskakują – mówi Karolina Woźniak.

Aby zminimalizować wyrzucanie jedzenia, można także przygotowywać mniejsze porcje. Dzięki temu mamy szansę zjeść wszystko, co zostało przyrządzone.

Nie zjemy ogromnych talerzy jedzenia, ponieważ potraw będzie aż 12, w związku z czym możemy przygotować trochę mniejsze porcje – dodaje Karolina Woźniak. – Dobrym pomysłem jest także zaproponowanie gościom wigilii składkowej, polegającej na tym, że każdy przynosi coś od siebie. Dzięki temu możemy zaoszczędzić czas, pieniądze i zmarnować mniej jedzenia.

Jeśli po świątecznych spotkaniach mimo wszystko zostanie nam jedzenie, można się nim podzielić z wychodzącymi gośćmi.

To bardzo miły gest, ponieważ jedzenie jest nośnikiem emocji – zawsze warto się podzielić nim z innymi – mówi Woźniak. – Część potraw możemy przetworzyć. Bardzo dobrym pomysłem jest także mrożenie. Natomiast, kiedy mamy stanowczo za dużo jedzenia, możemy również skorzystać z jadłodzielni i oddać je osobom, które na co dzień nie mają go pod dostatkiem.

Foodsharing, czyli dzielenie się jedzeniem, to idea, która ma na celu zminimalizować marnotrawstwo pożywienia, a także wesprzeć osoby uboższe, bezdomne i głodne. W Warszawie punktów, w których można się podzielić jedzeniem, jest naprawdę sporo. Zarówno jadłodzielnie, jak i lodówki społeczne działają w mieście wyjątkowo prężnie. Podobnych miejsc można szukać także poza stolicą. Inne miasta także oferują mieszkańcom możliwość podzielenia się tym, czego nie są w stanie skonsumować.

Aplikacja Too Good To Go również powstała po to, by przeciwdziałać marnowaniu jedzenia. Oferuje różne sposoby walki z wyrzucaniem produktów spożywczych. Jednym z nich jest możliwość uratowania paczki żywności, która w innym wypadku trafiłaby do kosza. Zawartość pakunku pozostaje tajemnicą aż do rozpakowania.

Kiedy mamy dosyć świątecznych potraw i chcemy zmienić menu, warto pamiętać o tym, że piekarnie czy cukiernie cały czas mają nadwyżkową żywność. Dobrze jest wtedy uratować jakąś paczkę niespodziankę, na przykład przy użyciu aplikacji Too Good To Go. Możemy w ten sposób zrobić coś dobrego dla planety i szerzyć ideę niemarnowania żywności – zwraca uwagę Karolina Woźniak.

Okres świąteczno-noworoczny – żniwa dla branży alkoholowej

Polacy najwięcej alkoholu kupują w grudniu – w 2018 roku 10% rocznej sprzedaży w Polsce (wynoszącej blisko 37 mld zł), osiągnięto właśnie w ostatnim miesiącu roku. Jednak firmy, które chcą zbierać żniwa w okresie świąteczno-noworocznym, muszą przygotować się z dużym wyprzedzeniem.

W grudniu szczególną popularnością cieszą się alkohole mocne, likiery, ale szczyt popularności osiąga także wino, które w Polsce przez wiele osób traktowane jest jako rodzaj trunku zarezerwowanego na wyjątkowe okazje, w tym na Święta Bożego Narodzenia. Wino bardzo chętnie dajemy także na prezent.

W ostatnim miesiącu roku można także zauważyć trend, zgodnie z którym Polacy chętniej sięgają po alkoholowe marki premium. Dzieje się tak, ponieważ na prezent chcemy zazwyczaj podarować wino (lub inny alkohol) z wyższej półki. Coraz częściej pragniemy również, by także na świątecznym stole zagościły takie butelki, na które nie pozwolilibyśmy sobie przy mniej wyjątkowej okazji. Ta wyjątkowość sprawia, że szczególnie dobrze sprzedają się alkohole w świątecznych opakowaniach, a także zestawy prezentowe, w których np. wino oferowane jest wraz z kieliszkiem.

Na wyniki rynku alkoholowego w grudniu wpływ mają także tradycyjne firmowe „śledziki”, czyli spotkania wigilijne dla pracowników, a także zabawy sylwestrowe. Trudno w końcu wyobrazić sobie świętowania Nowego Roku choćby bez lampki wina musującego, na którą skuszą się pewnie nawet najbardziej zagorzali abstynenci. Okres świąteczno-noworoczny to także czas, w którym dawno niewidziani znajomi nadrabiają zaległości, a spotkaniom tym również towarzyszy zazwyczaj „napój z procentami”.

Przygotowania do Świąt zaczynają się jesienią

Może się więc wydawać, że branża alkoholowa to żyła złota, a firmy importujące wina lub produkujące alkohole mogą skupić się na przyjemnym zliczaniu napływających pieniędzy. Praktyka nie wygląda jednak tak różowo. Owszem, grudzień w branży alkoholowej faktycznie jest czasem żniw, ale wcześniej każdy podmiot z branży musi uporać się ze specyficznymi trudnościami, procedurami i przepisami.

– Trzeba pamiętać, że grudzień to szczyt sezonu w wielu branżach. W związku z tym firma, która chce w tym okresie wyeksponować swoje produkty, musi z dużym wyprzedzeniem dokonać chociażby płatnej rezerwacji miejsca w wybranych sieciach handlowych – mówi Remigiusz Zdrojkowski z firmy PRO-LOG, prowadzącej skład podatkowy dla towarów akcyzowych.

Jeśli firma zajmuje się importem, konieczne jest określenie sezonowych wymagań transportowych, takich jak temperatura przewozu, czy też czasy dostaw z uwzględnieniem dostępności okienek dostaw u odbiorców. Następnie, harmonogram dostaw do magazynu oraz z magazynu do sklepów powinien zostać potwierdzony z operatorem logistycznym.

Jeśli dodatkowo w sklepach mają pojawić się reklamy lub ekspozytory produktów, je także należy zamówić dużo wcześniej, by uniknąć typowego dla sezonu świątecznego tłoku i ewentualnych opóźnień. To samo dotyczy zresztą wszystkich usług dodatkowych, np. druku opakowań świątecznych, czy też zlecenia usług co-packingu w celu przygotowania zestawów prezentowych.

Na grudniowy zysk czeka się cały rok

Powyższe zalecenia dotyczą jednak kilku miesięcy przed Bożym Narodzeniem, tymczasem aby móc zyskać na grudniowych zwyżkach sprzedaży, przygotowania trzeba zacząć ponad rok wcześniej.

– Importer lub producent alkoholu już w październiku musi zgłosić zapotrzebowanie na banderole na kolejny rok. Można o nie występować również ad-hoc po tym okresie, ale wtedy trzeba się liczyć z opóźnieniami w ich wydaniu – mówi Remigiusz Zdrojkowski.

Później należy ustalić harmonogram dostaw z operatorem. Nie jest tajemnicą, że blisko 2/3 obrotu przypada na IV kwartał, dlatego większość importerów będzie chciała zlecać największe zamówienia przede wszystkim na koniec roku. Nie ma jednak na co czekać!

– Harmonogram przepakowań, najlepiej ustalić już na początku sierpnia. Ważne jest również zgranie terminów z dostawcami materiałów POS. Ten element również należy traktować jako część łańcucha dostaw. Opóźnienia w dostawie materiałów promocyjnych i ekspozycyjnych powodują zmiany w harmonogramach, co może mieć wpływ na brak możliwości realizacji terminów – przestrzega przedstawiciel PRO-LOG-u.

Prezentowy co-packing

Jeśli w okresie świąteczno-noworocznym alkohol ma być dostępny w sklepach w formie zestawów prezentowych, konieczne jest zlecenie usługi co-packingu. Przepakowywanie produktów w zestawy wymaga odpowiedniego zarządzania powierzchnią. Trzeba np. wziąć pod uwagę, że te same produkty po przepakowaniu będą zajmowały wielokrotnie więcej miejsc paletowych niż przed tą operacją. Im więcej elementów będą zawierały zestawy oraz im większe będzie ich skomplikowanie, tym dłużej będzie trwało przepakowywanie.

Odpowiednie warunki muszą też spełniać opakowania, w które wkładane będą przygotowane zestawy. Chodzi nie tylko o to, że muszą się w nich swobodnie mieścić produkty, ale także o fakt, że opakowania finalnie muszą dać możliwość zabudowania palety o standardowym obrysie 120×80 cm.

Zleceniodawca co-packingu musi też pamiętać, że opakowania powinny mieć odpowiednią wytrzymałość – dostosowaną do ciężaru zestawu oraz ilości zaplanowanych warstw na palecie. W przypadku butelek wypełnionych alkoholem ten ciężar może być naprawdę duży, dlatego opakowania zbiorcze muszą być wysokiej jakości.

Doświadczony partner zmniejsza ryzyko problemów

Aby procesy przepakowywania, magazynowania, czy też dostarczania do punktów sprzedaży towarów tak wrażliwych jak alkohol mogły przebiegać bezproblemowo, warto nawiązywać współpracę ze sprawdzonymi firmami, które mogą w sposób kompleksowy obsłużyć importera.

– Na podstawie 22-letniego już doświadczenia uwzględniającego wysłanie do odbiorców kilku milionów palet, zakontraktowaniu ponad 100 tysięcy samochodów, przygotowaniu kilkunastu milionów zestawów co-packingowych oraz nałożeniu ponad 100 milionów banderol nadal uważam, że sukces w organizacji zależy od zaangażowania oraz doświadczenia całej załogi. Otwartość w komunikacji z klientem również jest bardzo istotna. Aby współpraca przebiegała jak najlepiej, trzeba mówić wprost o napotykanych trudnościach i jednocześnie proponować rozwiązania. Obie strony kontraktu muszą sobie wzajemnie zaufać i wypracowywać rozwiązania satysfakcjonujące oba podmioty. Relacje inne niż partnerskie na dłuższą metę się nie sprawdzają – uważa Remigiusz Zdrojkowski.

Wszystkie te argumenty można sprowadzić do jednego. Współpraca z zaufaną firmą logistyczną zmniejsza ryzyko, że w szczycie sezonu „coś pójdzie nie tak”, a w sytuacji, gdyby jednak pojawiły się nieoczekiwane trudności, doświadczony operator będzie potrafił odpowiednio zareagować. Dzięki temu importer wina lub innych alkoholi faktycznie może spać spokojnie i cieszyć się grudniowymi wynikami sprzedaży. Tym bardziej, że stanowią one zasłużoną nagrodę za wielomiesięczne przygotowania do sezonu świąteczno-noworocznego.

KALENDARZ IMPORTERA ALKOHOLU:

  • Do 15 marca – złożenie do właściwego Marszałka Województwa sprawozdania rocznego o produktach w opakowaniach, opakowaniach, o gospodarowaniu odpadami opakowaniowymi oraz o opłacie produktowej za rok poprzedni.
  • Do 31 marca – złożenie sprawozdania oraz wniesienie opłaty za korzystanie ze środowiska (dotyczy emisji spalin oraz gazów cieplarnianych).
  • Do 31 sierpnia – złożenie deklaracji do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa o posiadanych zapasach wina na dzień 31 lipca (dotyczy podmiotów posiadających zezwolenie na obrót hurtowy winem).
  • Do 30 października – złożenie do Ministerstwa Finansów wstępnego zapotrzebowania na banderole na rok następny.