Piwo na bożonarodzeniowym stole – o tradycji ciemnych piw świątecznych

Piwo jako tradycyjny świąteczny napój może sięgać nawet czasów Wikingów. Wikingowie pili piwo, aby uczcić swoich bogów podczas skandynawskich uroczystości zwanych Jul. Tradycja ta stała się tak ważna w skandynawskiej kulturze, że pozostała z nimi nawet po przyjęciu wiary chrześcijańskiej.

Wiktor_Staszewski_Browar_Gzub
Wiktor Staszewski – Browar Gzub

W Norwegii istniała ustawa głosząca, że ​​podczas uroczystości należy pić piwo. Prawo to zostało stworzone przez króla Haakona I. Później Wikingowie zaatakowali Wyspy Brytyjskie, gdzie nadal świętowali tę tradycję. Około XVII wieku Szwedzi jako pierwsi wprowadzili tę świąteczną piwną tradycję do Ameryki Północnej.

Jednakże to Brytyjczycy, a nie Norwegowie jako pierwsi spopularyzowali koncepcję przyprawowych, słodowych i mocnych piw świątecznych. Dziś wiele browarów produkuje i sprzedaje własne piwa świąteczne. Używają różnych składników i przypraw. Zapewnia to zupełnie nowe wrażenia. Piwa te mają zazwyczaj mocny, złożony i słodki słodowy smak, będąc ich ulubionym napojem podczas obchodów Bożego Narodzenia.

Piwa „Świąteczne”  pojawiły się około połowy lat 90. i wczesnych lat 2000. Piwa te miały stanowić atrakcję i zapoczątkować pewną tradycję. Amerykańscy piwowarzy przede wszystkim chcieli znaleźć kolejną piwną niszę. W kalendarzu konsumpcji piwa sezonowego/świątecznego brakowało piw na okazję Świąt Bożego Narodzenia. Świetne piwa na Oktoberfest oraz charakterystyczne dla USA piwa dyniowe, tzw. Pumpkin Ales spowodowały, że warzenie i kreowanie rynku piw świątecznych i zimowych były najlepszą opcją dla amerykańskich piwowarów.

Te piwa choć nie wprost, bo można je pić cały rok, idealnie pasują do okresu świąt i zimy, kojarząc się głównie ze stosowanymi w tym piwie składnikami i przyprawami. Zwykle produktem finalnym jest piwo pikantne, aromatyczne. Styl piwa pozwala na korzystanie z długiej listy ciekawych dodatków i przypraw jak np. cynamon, gałka muszkatołowa, imbir itp.

Piwa świąteczne z roku na rok zyskują na popularności również w Polsce, o czym co roku świadczy liczba premierowych piw świątecznych. Może to jeszcze nie czas by mówić, że piwo jest dla Świąt tak samo ważne jak dzwonki, dekoracje, choinka i prezenty, ale wzrost świadomości osób, które sięgają po świąteczne piwo w tym okresie, naprawdę napawa optymizmem.

Rodzaje Piw Świątecznych

Sezonowe lub świąteczne piwo znane jest konsumentom z użytych przypraw i wysokiej zawartości alkoholu. Piwa te są sprzedawane jako bogate w słodycz z różnorakim doborem przypraw i dodatków. Aby uwarzyć takie piwo, piwowarowie zwykle używają Stoutów, Porterów, Brown Ales, Belgian Ales i niektórych IPA.

Praca nad piwem w zależności od jego stylu często zaczyna się czesto jeszcze długo przed nadejściem świąt Bożego Narodzenia. Oto najlepsze rodzaje lub style piwa, aby stworzyć idealne piwo świąteczne:

Amber/Brown Ale – są standardem w wytwarzaniu świątecznego piwa. Ten styl zapewnia bursztynowy lub ciemnobrązowy kolor o zawartości alkoholu około 5–8%.

Belgian Ales – Wiele z tych świątecznych piw opiera się na mocnym belgijskim ciemnym ale. Te mocne ciemne piwa to idealne połączenie bogatego smaku słodowego, karmelowego, owocowego i pieprznego. Piwa te są dobrą opcją, jeśli klient preferuje bogatsze i bardziej skomplikowane kombinacje aromatów – a także wyższy poziom alkoholu w świątecznym piwie.

Belgijskie Ale mają wyższą zawartość alkoholu, od ok. 8 do 12%. Najczęściej są spotykane mocne piwa bez jakichkolwiek przypraw. Jeśli już sę jakieś pojawiają są to najczęściej lukrecja, anyż czy skórka pomarańczy.

Stout – To ciemne piwo, z wieloma odmianami. Najczęściej jest to Foreign Extra Stout lub Imperial Stout. Ma wysoki poziom alkoholu około 7-8%. W zależności od browaru może być słodki albo wytrawny. Warzy się go najczęściej z dużą ilością słodów karmelowych, czekoladowych i palonych.

Browary używają przypraw i innych składników, takich jak laktoza, aby uzyskać Pastry Stout. Styl ten staje się aktualnie w Polsce bardzo popularny ze względu na bardzo wysoką słodycz która, ma przypominać deser czekoladowy w płynie.

Ostatnim popularnym piwem jest Świąteczna IPA. Styl ten może mieć różną zawartość alkoholu, kolor czy stopień goryczki. Piwowarzy najczęściej decydują się na amerykański chmiel Simcoe, który wnosi do piwa aromaty żywiczne. Często spotyka się również dodatki takie jak np. pędy sosny.

Wszystkie wspomniane style są wykorzystywane do stworzenia wyjątkowego piwa na Boże Narodzenie. Dzięki intensywnym i złożonym smakom cechującym te style, piwa często łączy się z odpowiednio dobranymi przyprawami. Całość ma odpowiadać atmosferze świąt i rzeczom które, nam o nich przypominają.

Darmowa pomoc ratowników w górach – Polska to wyjątek?

W kontekście GOPR-u oraz TOPR-u krajowe media najczęściej mówią o nieuzasadnionych wezwaniach ratowników i trudnych warunkach ich pracy. Kontrowersyjną kwestią jest także bezpłatny charakter pomocy świadczonej przez Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

Jak ta kwestia jest rozwiązana za granicą? Eksperci porównywarki ubezpieczeń turystycznych Ubea.pl sprawdzili, czy Polska ze swoim systemem bezpłatnej pomocy ratowników górskich jest wyjątkiem w Europie.

Bezpłatna pomoc ratowników jest bardzo rzadka

Analiza porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl uwzględnia kraje, w których polscy turyści najczęściej korzystają z pomocy ratowników górskich. Mowa o następujących państwach:

– Austria,
– Czechy,
– Francja,
– Niemcy,
– Słowacja,
– Szwajcaria,
– Włochy.

Analiza zasad funkcjonowania ratownictwa górskiego wskazuje, że wyjazd w góry do któregokolwiek z tych krajów bez ubezpieczenia jest bardzo nierozsądne. Sama Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ) w żadnym z tych państw nie uchroni polskiego turysty przed poniesieniem kosztów akcji pogotowia górskiego.

Warto podkreślić, że takie koszty poniosą również nieubezpieczeni turyści pochodzący z analizowanych krajów (np. Włosi jadący na narty w Dolomity)” – dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Czy jest jakiś kraj w Europie poza Polską, w którym pomoc ratowników jest bezpłatna? Brakiem odpłatności za akcje pogotowia górskiego cechuje się na przykład Szwecja. Warto jednak zauważyć, że ten kraj, podobnie jak Polska, ma problem z nieuzasadnionymi wezwaniami śmigłowców.

Wspomniany problem osiągnął tak dużą skalę, że specjalny wydział szwedzkiej policji zajmujący się ratownictwem górskim postuluje wprowadzenie opłat za zaangażowanie śmigłowca” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ile kosztuje pomoc ratowników za granicą?

Koszty akcji pogotowia górskiego to nie przelewki. Dla przykładu jedna interwencja w Austrii kosztuje od 2000 do 8000 euro. Za wykorzystanie śmigłowca we Włoszech zapłaci się natomiast 150 euro… za minutę

Tak wysokie koszty działania ratowników górskich powinny stanowić argument przemawiający za zakupem ubezpieczenia przez polskich narciarzy oraz innych turystów wybierających się w zagraniczne góry” – podkreśla Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.Ile kosztuje pomoc ratowników za granicą

Rodzice i nianie nie bardzo są zainteresowani wsparciem państwa

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że coraz mniej osób sprawuje opiekę nad dziećmi na podstawie umowy uaktywniającej. W czerwcu br. ich liczba wyniosła przeszło 8 tysięcy, co oznacza spadek o blisko 4 tys. w porównaniu do ubiegłego roku. Zdaniem ekspertów, przyczyniła się do tego zmiana przepisów. Od początku 2018 roku rodzice ponoszą większe koszty zatrudnienia niani. Najwięcej zgłoszonych osób było z woj. mazowieckiego, małopolskiego i wielkopolskiego. Najczęściej umowy zawierane są z paniami w wieku 51-60 lat. Nie brakuje też obcokrajowców, a wśród nich zdecydowanie przeważają obywatele Ukrainy.

Spadek po zmianie

W połowie 2019 roku było zgłoszonych do ZUS-u 8029 osób sprawujących opiekę nad dziećmi na podstawie umowy uaktywniającej. W całym ub.r. było ich 11 731, natomiast w 2017 roku – 13 440. Jak stwierdza Sylwia Malinowska, ekspert z portalu Niania.pl, spadek ten może wynikać z niekorzystnej zmiany. Od 2018 roku rodzic ponosi większe koszty zatrudnienia niani na podstawie takiej umowy w ramach tzw. ustawy żłobkowej. Państwo opłaca składki wyłącznie do połowy minimalnego wynagrodzenia. Wcześniej finansowano je w całości do wysokości najniższej krajowej, co bardziej zachęcało do formalnego zatrudnienia opiekunki.

– To instrument polityki państwa doceniający pracę nad wychowaniem dzieci i będący substytutem do trudno dostępnej opieki żłobkowej lub przedszkolnej. Jednak skala zjawiska jest dość niewielka. Przyczyn małego zainteresowania należy upatrywać w skomplikowanej procedurze zgłoszenia, a sama wysokość odprowadzanych składek nie zachęca do wykorzystania tej formy – komentuje dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego i ekspert Pracodawców RP.

W umowach często pojawia się wynagrodzenie w wysokości połowy płacy minimalnej, co podkreśla Katarzyna Przyborowska, radca prawny z Kancelarii Lege Artis. Rodzice nie ponoszą więc kosztów związanych z opłacaniem składek za nianie. Wcześniej natomiast proporcje wyglądały inaczej. Było więcej osób zatrudnionych na najniższą krajową. Jak zaznacza ekspert, oficjalna kwota to jedno, a część osób prawdopodobnie otrzymuje jeszcze różne kwoty „pod stołem”.

– Obserwujemy tendencję stałego wzrostu zapotrzebowania na nianie, co powinno przekładać się na liczbę dokonywanych rejestracji w ZUS-ie. To może świadczyć o pogłębianiu się szarej strefy. Oprócz niekorzystnej zmiany w dofinansowaniu zatrudnienia, na malejące zainteresowanie umowami wpływa brak kampanii popularyzujących w mediach legalne zatrudnienie. Rodzice często nie wiedzą, jakie mają możliwości i jakie formularze związane z zatrudnieniem zgłosić w urzędzie – mówi Sylwia Malinowska.

Dla pań 50+ i obcokrajowców

W połowie 2019 r. najwięcej zgłoszonych osób sprawujących opiekę nad dziećmi było z woj.  mazowieckiego (1598), małopolskiego (988) i wielkopolskiego (810). Najmniej zaś takich przypadków dotyczyło opolskiego (71), lubuskiego (93) i świętokrzyskiego (99). Jak analizuje dr Kolek, terytorialny rozkład zjawiska dotyczy przede wszystkim najbardziej zaludnionych województw i to tych z przewagą zatrudnienia pracowniczego. Z kolei tam, gdzie mieszka mniej osób i dominuje praca w rolnictwie, notujemy najmniejszą liczbę umów uaktywniających.

– Sytuacja na rynku pracy oraz zjawisko migracji mają wpływ na popularność tego rozwiązania. Ludzie często osiedlają się w największych miastach. Tam zakładają rodziny, ale nie mogą liczyć na wsparcie swoich bliskich, ponieważ mieszkają oni w innej części Polski. W związku z tym decydują się na zatrudnienie opiekunki. Przewaga poszczególnych województw może wynikać również z realizowania regionalnych projektów współfinasowanych ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego – zaznacza Sylwia Malinowska.

W czerwcu br. w grupie sprawujących opiekę nad dziećmi było 7797 kobiet i 232 mężczyzn. Najwięcej pań (3183) było w wieku 51-60 lat, natomiast panów (116) w wieku 61-70. Jak wskazuje prezes Instytutu Emerytalnego, przyjmując optykę kulturową, to nadal kobieta bardziej angażuje się w sprawy rodzinne. Obecna władza stara się ten model utrzymywać i pogłębiać.

– Przypuszczam, że sporo umów uaktywniających jest zawieranych z babciami, które po prostu potrzebują np. 2-3 lat okresu składkowego, żeby nabyć prawo do emerytury. Przepisy nie zabraniają tego, żeby opieką zajmował się ktoś bliski rodzicom, nawet spokrewniony. Często to są również osoby, które nie są ubezpieczone w żaden sposób, a dzięki tej formie zatrudnienia zmienia się ich sytuacja w tym zakresie – dodaje mecenas Przyborowska.

W połowie 2019 r. najwięcej zgłoszonych osób sprawujących opiekę nad dziećmi miało obywatelstwo polskie (7774). Następnie byli obywatele Ukrainy (217), Filipin (12), Rosji (10), Białorusi (7) i Litwy (4). W tym zestawieniu są też uwzględnione osoby o podwójnym obywatelstwie. Sylwia Malinowska podkreśla, że w ostatnich latach przybyło wielu pracowników z Ukrainy. Podejmują oni zatrudnienie w różnych branżach, również w opiece nad dziećmi.

– Jeżeli ktoś przebywa legalnie w Polsce i może pracować, to nie ma najmniejszych problemów z podpisaniem umowy uaktywniającej. Oczywiście druga strona, czyli rodzic, też musi spełniać odpowiednie warunki. ZUS po prostu obejmuje danego cudzoziemca ubezpieczeniem i to wszystko. Dla młodych osób z zagranicy, które nie myślą o emeryturze, polski system ubezpieczeń społecznych nie jest atrakcyjny. Ale są też np. Ukrainki, które już mają prawo do emerytury w swojej ojczyźnie, a u nas mogą zyskać uprawienie do niewielkiego świadczenia – informuje Katarzyna Przyborowska.

Jeszcze mniej

Jak stwierdza dr Kolek, rodzi się coraz mniej dzieci, więc nie należy spodziewać się wzrostu liczby osób podpisujących umowy uaktywniające. Zdaniem eksperta, brakuje narzędzi pozwalających na docenienie pracy w domu, w tym m.in. opiekę nad dziećmi. I dzieje się tak pomimo wielu zapewnień, że państwo dba o rodzinę.

– Wydaje się, że państwo postawiło bardziej na opiekę instytucjonalną, czyli budowanie żłobków i zapewnianie miejsc w nich. Przykładowo, środki z programu Maluch Plus 2020 są przeznaczane na tworzenie miejsc opieki z naciskiem na placówki tworzone przez gminy. Takie działania są bardziej widoczne niż zachęcanie do opieki nad dziećmi osób fizycznych. Jednocześnie umowa uaktywniająca nie jest już tak atrakcyjna, jak była wcześniej – podkreśla z ekspert z Kancelarii Lege Artis.

Z kolei Sylwia Malinowska z portalu Niania.pl przekonuje, że po zmianie przepisów ws. umów uaktywniających stracili zarówno rodzice, jak i nianie. Jej zdaniem, państwo powinno lepiej przeanalizować skutki przeprowadzonych modyfikacji. Należałoby powrócić do wcześniejszych zapisów dot. wysokości odprowadzanych składek lub zastanowić się nad nowymi propozycjami wsparcia relacji na linii niania-rodzic.

Polacy na kacu także w pracy – badanie AlcoSense

Polacy nie są globalnymi rekordzistami w ilości spożytego alkoholu na mieszkańca, ale kac trafia nam się częściej niż byśmy tego chcieli. Z jego skutkami mierzymy się nie tylko w domowym zaciszu. Co drugi Polak oraz co trzecia Polka przyznają, że przynajmniej raz w życiu poszli do pracy będąc na kacu.Kac_w_pracy wykres

Kac w liczbach

Zjawisko pracy na kacu w Polsce zbadała firma AlcoSense Laboratories. Niespełna połowa osób biorących udział w badaniu odpowiedziało twierdząco na pytanie czy kiedykolwiek poszli do pracy odczuwając skutki nadużycia alkoholu.

Więcej niż co czwarty ankietowany przyznał, że podobna sytuacja przydarzyła mu się kilkukrotnie. Dla 15% praca na kacu była sytuacją jednorazową. Z kolei regularnie w takim stanie pracuje prawie 4% respondentów.

Wśród osób zapytanych o samo zjawisko, sytuacja z kacem w pracy przytrafiła się przynajmniej raz ponad połowie mężczyzn. W przypadku kobiet twierdząco odpowiedziało prawie 40% pytanych.

Ile przeciętnie piją Polacy?

Choć niektórzy lubią się uważać za liderów w tej dziedzinie, w spożyciu alkoholu na głowę Polska klasyfikuje się dopiero w drugiej dziesiątce globalnego zestawienia. Według ostatnich danych WHO (Światowej Organizacja Zdrowia), które w odróżnieniu od danych GUS[1] pozwalają na porównanie Polski z innymi krajami, wypijamy rocznie 11,6 l stuprocentowego alkoholu na głowę[2]. Nasi sąsiedzi – Czesi, Litwini i Rosjanie – wypijają więcej.

Co z kacem? Okazuje się, że w tym przypadku bardziej istotna może być struktura spożycia alkoholu, a nie ilość jego ilość.

Statystyczny Polak w ciągu roku wypija niewiele więcej alkoholu niż statystyczny Brytyjczyk, ale wybiera trunki mocniejsze, którymi jednorazowo łatwiej się upić. Efektem takiego picia może być silniejszy kac. Według WHO aż 36% spożywanych w Polsce alkoholi to grupa spirytusowa, do której zaliczają się wódki i nalewki. W przypadku Brytyjczyków ta grupa to 22% spożycia. Na Wyspach, choć może trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę stereotypy o Brytyjczykach, najpopularniejszym alkoholem jest winokomentuje Hunter Abbott z firmy AlcoSense Laboratories

Kac a kodeks pracy

Stawienie się w pracy w stanie po spożyciu alkoholu lub picie alkoholu w trakcie pełnienia obowiązków służbowych jest naruszeniem kodeksu pracy[3]. Z kolei pracowanie na kacu teoretycznie nie. Jednak jeśli czujemy się fatalnie, to pracujemy mniej wydajnie. Stąd pojawianie się w pracy z widocznym „syndromem dnia wczorajszego” może mieć przykre konsekwencje. Tym bardziej, że intensywnego kaca trudno ukryć przed pracodawcą lub współpracownikami.

Badanie SW Research dla AlcoSense Laboratories przeprowadzono w maju 2019 roku, na reprezentatywnej grupie 1090 polskich kierowców.

[1] Polskie dane dotyczące spożycia alkoholu opracowane na podstawie statystyk GUS (Główny Urząd Statystyczny) przez PARPA (Państwa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych) mają nieco niższą wartość, ale uwzględniają inną metodologię. W efekcie nie można ich wykorzystać w zestawieniu porównawczym z innymi krajami. Są one dostępne na stronie:

https://www.parpa.pl/index.php/badania-i-informacje-statystyczne/statystyki

[2] Dane pochodzą z publikacji WHO „Global status report on alcohol and health 2018”. Spożycie alkoholu per capita w litrach dotyczy okresu 2015-2017 (uśrednione dane roczne z trzech lat). Są one dostępne na 281 oraz 298 stronie dokumentu: https://apps.who.int/iris/bitstream/handle/10665/274603/9789241565639-eng.pdf?ua=1

[3] Kwestię przebywania w zakładzie pracy w stanie po spożyciu alkoholu lub w stanie nietrzeźwości oraz kwestię spożywania alkoholu w trakcie pracy reguluje art. 17 Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałania alkoholizmowi. Na jej podstawie pracodawca ma obowiązek nie dopuścić do pracy pracownika pod wpływem alkoholu. Ustawa dostępna jest pod adresem:

http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19820350230/U/D19820230Lj.pdf

Dozowniki, pojemniki, kosze do firmy – jak je wybrać?

Jeżeli chcesz zachować właściwy poziom czystości w Twoim przedsiębiorstwie, to powinieneś zaopatrzyć się w parę niezbędnych przedmiotów. Najbardziej skomplikowane jest utrzymanie higieny i czystości w łazience. Jednak są sposoby, aby jej sprzątanie trwało krócej, a użytkowanie jej było bardziej komfortowe. Jakie produkty wybrać do sprzątania łazienki? Czy dobrym wyborem będzie kosz na śmieci? Jak znaleźć odpowiednie pojemniki i dozowniki do firmy? Na wszystkie te pytania postaramy się odpowiedzieć w tym artykule.

Jaki kosz na śmieci będzie właściwy do biura?

Wszystko jest zależne od tego, jakiego rodzaju działalność prowadzisz i w jakiej branży działasz. Ogólnie można powiedzieć, że w każdej łazience powinien się znaleźć minimum jeden kosz na różnego rodzaju odpady. Chodzi tutaj o wszystkie śmieci, których nie można wrzucić do toalety bez ryzyka jest zatkania. Standardowo kosze na odpady można podzielić na:

  • plastikowe,
    · stalowe,
    ·       pedałowe.

W łazienkach najczęściej stawia się kosze pedałowe, ponieważ są najprostsze w użytkowaniu, a wrzucona do nich zawartość nie jest widoczna. Dzięki nim można również uniknąć konieczności dotykania brudnych przedmiotów przez osoby sprzątające. Szeroki wybór koszy pedałowych można znaleźć w sklepie internetowym HD Plus.

Kosze na odpady do różnych pomieszczeń w firmie

Wychodząc już z łazienki, to warto wspomnieć o tym, że firmy, które prowadzą działalność gastronomiczną powinny mieć osobne kosze na odpady organiczne. Natomiast w biurze dobrze jest zainwestować w kosze w każdym pokoju. Większość pracowników od czasu do czasu ma potrzebę wyrzucenia czegoś do kosza. Przechodzenie przez cały pokój, żeby wyrzucić kartkę papieru, zakłóca pracę wszystkim pracownikom. Dzięki koszom pod biurkami praca idzie o wiele sprawniej, a pracownicy są mniej zmęczeni. Warto jeszcze dodać, że gdy prowadzisz sam bar (bez oferty gastronomicznej), to dobrze jest postawić przy wejściu stalową popielniczkę z koszem. Dzięki temu o wiele mniej osób będzie wyrzucało niedopałki na podłogę. Sprawdź różne modele na stronie www.hdplus.pl.

A co z dozownikami mydła do toalet?

Jak je wybrać? Wiele osób nie wie, jak zwiększyć czystość umywalki. A okazuje się, że wystarczy tylko zamontować odpowiednie mydła do toalet. Gdy postawi się standardowy pojemnik na mydło na umywalce, to bardzo szybko ona się brudzi i po prostu wygląda to bardzo nieestetyczne. Dzięki dozownikom można utrzymać czystość w łazience firmowej. Dozowniki są niezwykle wygodne i ekonomiczne. A wiadomo, że w łazience, z której na co dzień korzysta bardzo wiele osób, trudno jest zachować higienę, bez odpowiednich sposobów.

Dlaczego warto zainwestować w profesjonalne produkty?

Pojemniczki z mydłem, które znajdziesz na przykład w zwykłym sklepie zazwyczaj bardzo szybko się psują. Natomiast, gdy wybierzesz dobrej jakości dozownik do mydła, to będzie Ci on służył przez długie lata. Najlepsze są dozowniki ze stali. Natomiast jeżeli chodzi o różnego rodzaju pojemniki, to warto zajrzeć na stronę internetową sklepu HD Plus.

System rekomendacji sposobem na kandydatów pasywnych?

Według badań LinkedIn, około 70% populacji pracowników to kandydaci pasywni. Jak sama nazwa wskazuje, to osoby niezainteresowane zmianą pracy i nieposzukujące jej aktywnie. Nie przeglądają oni ogłoszeń i niełatwo ich zaprosić na rozmowę rekrutacyjną, nawet jeśli oferta jest bardzo atrakcyjna. Jak więc dotrzeć do tej grupy osób, która jednocześnie jest uznawana za najbardziej wykwalifikowaną i atrakcyjną dla pracodawców?

Badanie dotyczące najnowszych trendów w branży HR wykonane przez Deloitte, gdzie wykorzystano wyniki badania Global Human Capital Trends mówi, że w 2019 roku aż 72% badanych zaznacza pozyskiwanie talentów do firm jako kwestię istotną, zaś 14% uznało dotarcie do właściwych kandydatów za problem, który wymaga znalezienia pilnych rozwiązań[1]. Jedną z głównych trudności, z jaką borykają się firmy, to pozyskanie wysoko wyspecjalizowanych pracowników. Niestety, im wyższe stanowisko wymagające specyficznych kompetencji, tym większa szansa, że rekruter będzie musiał dotrzeć do kandydata z grupy tych pasywnych. Statystyki rekrutacji pokazują również, że istnieje ogromna pula kandydatów gotowych do podjęcia pracy, ale tylko nieliczni posiadają odpowiednie umiejętności. Stąd też 73% rekrutujących deklaruje, że proces znalezienia odpowiedniego talentu jest dla nich skomplikowany i niełatwy.

Rozwiązaniem dla pionów HR borykających się z trudnościami w dotarciu i zainteresowaniu kandydatów pasywnych ofertą pracy mogą być wewnętrzne i zewnętrzne systemy rekomendacji. Nie jest nowością wśród doświadczonych rekruterów fakt, że praca z polecenia jest bardziej wiarygodna dla potencjalnego kandydata, jednak wdrożenie odpowiedniego systemu poleceń wymaga często zaplecza technologicznego i organizacyjnego, które może byc wyzwaniem zarówno dla dużych, jak i małych organizacji. Kluczowym elementem programu poleceń jest jego użyteczność i łatwość obsługi.

– Warto spojrzeć na całą procedurę rekomendacji z perspektywy pracownika, który ma wykorzystać sieć swoich kontaktów i kogoś z niej zarekomendować. Łatwo dostępna wiedza o ofertach, szybka informacja zwrotna o statusie rekrutacji oraz informacja o nagrodzie, czy to finansowej czy nie, to podstawowe elementy dobrze działającego systemu – komentuje Barbara Zych, CEO i założycielka Employer Branding Institute, pomysłodawca programu poleceń Pepperto.

Dla kogo system rekomendacji?

Wdrożenie procesu rekomendacji wymaga zaawansowanego zaplecza technologicznego – wysyłanie sprofilowanych informacji SMS do pracownika, które ten może łatwo udostępnić na swoich kanałach w mediach społecznościowych i otrzymywać bieżący status rekrutacji, to dobra metoda. Warto postawić na takie rozwiązania zwłaszcza w dużych organizacjach. Ważnym elementem, o którym nie należy zapominać to również spięcie wszystkich wiadomości, które wysyłamy do pracownika np. z systemem ATS-owym w firmie (systemem, który zarządza rekrutacją).

– W mniejszych organizacjach korzystanie z zaawansowanych technologicznie platform i integrowanie ich z ATS-em może być nieopłacalne, bo przy mniejszej liczbie pracowników nie widać zwrotu z inwestycji w tego typu technologię. W tej sytuacji warto korzystać z najprostszych narzędzi typu komunikacja mailowa. To daje możliwość szybkiej reakcji i indywidualnego feedbacku, który może być przewagą dla mniejszych firm – dodaje Barbara Zych.

Doświadczenia specjalistów HR potwierdzają, że czas zatrudnienia przez system rekomendacji jest średnio dwukrotnie krótszy niż standardowy proces aplikacji kandydatów poprzez tradycyjne rozwiązania, takie jak portale z ogłoszeniami o pracę czy strony kariery. Pracodawca zyskuje szybciej wykwalifikowanego pracownika, są oni mocniej zaangażowani w pracę i życie firmy, szybciej „wchodzą” w organizację i są później często jej najlepszymi ambasadorami. Jednak system poleceń to proces długofalowy, który zajmuje sporo czasu i zasobów, wymaga dobrej implementacji i stałej komunikacji. Nie każda organizacja może i chce sobie pozwolić na dedykowanie zespołu, lecz co ważne, bez stałej obsługi nie zadziała on właściwie.

Programy poleceń to narzędzie, które sprzyja pozyskaniu talentów z rynku, ale też utrzymaniu ich w organizacji. Może być to program, który jest stosowany wewnętrznie, natomiast coraz częściej powstają platformy takie jak Talentuno, które umożliwiają sprzężenie dwóch organizmów, jakimi są programy rekomendacyjne wewnętrzne i zewnętrzne do tego, by pozyskać kandydatów. Na tak trudnym i wymagającym rynku, z jakim mamy do czynienia obecnie i stale rosnącej liczbie kandydatów pasywnych, to najlepsze rozwiązanie, które odpowiada potrzebom obecnych pracodawców – komentuje Marek Strojkowski, Country Manager Talentuno.

Technologia w służbie rekrutacji

Statystyki przeanalizowane przez iCIMS Inc.[2], uznaną amerykańską firmę zajmująca się oprogramowaniem do rekrutacji, wskazują na dość ciekawe zjawisko. Jeden na czterech pracujących Amerykanów nie szukał pracy, kiedy znalazł swoją obecną. Zatrudnieni są najczęściej zadowoleni z obejmowanego stanowiska, niemniej jednak nie mieliby nic przeciwko otrzymywaniu ofert z lepszymi warunkami. W świetle deklaracji pracodawców, że brakuje im kompetentnych kandydatów dziwi fakt, że 42% zatrudnionych Amerykanów twierdzi, że rekruter nie skontaktował się z nimi w ubiegłym roku. Można mniemać, że podobna sytuacja ma miejsce na rynku europejskim. Tę lukę zapewne uda się zapełnić dzięki nowym technologiom powstałym w służbie branży HR. Talentuno proponujące takie rozwiązanie na polskim rynku, pozwala na dotarcie do osób na pozór niezainteresowanych zmianą pracy.

Rynek pracownika jest z jednej strony nasycony, z drugiej jednak badania Deloitte pokazują, że ponad 42% firm ma obawy co do braku talentów na rynku. Poszukiwane osoby są mniej dostępne, gdyż deklarują brak zainteresowania zmianą pracy. Przekonać ich do tego może dobry znajomy czy kolega np. już zatrudniony w danej firmie. Wewnętrzne i zewnętrzne systemy rekrutacji to więc nowe skuteczne narzędzia pracy HR-owców.

[1] Deloitte Global Human Capital Trends 2019

[2] The Candidate Experience Report: The Hiring Process Unveiled. iCIMS

Grzegorz Sielewicz o perspektywach polskiej gospodarki

Konsumpcja już nie rośnie tak szybko, a inwestycje przedsiębiorstw będą nadal niskie. To dwa powody wpływające na spowolnienie gospodarcze w 2020 r.

– Jeszcze niedawno oczekiwaliśmy, że w 2020 r. wzrost polskiego PKB wyniesie 3,6 proc., ostatnio zaktualizowaliśmy naszą prognozę do 3,3 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej.

Coface skłoniły do tego dane GUS za III kw. 2019 r., z których wynika, że mizerna jest dynamika inwestycji. Zarówno sektora publicznego jak i prywatnego.

– Pomimo rozszerzenia Programu 500+ nie przyspieszyła konsumpcja gospodarstw domowych – wyjaśnia G.Sielewicz.- Nie spodziewamy się, aby małe i średnie firmy były bardziej aktywne inwestycyjnie.

Otoczenie zewnętrzne też nie jest sprzyjające, a zwłaszcza sytuacja gospodarcza Niemiec, największego polskiego partnera handlowego.

Indywidualny rachunek podatkowy 2020 r. – generator już dostępny

Indywidualny rachunek podatkowy będzie służył do wpłat opłaty skarbowej, mandatów i grzywien. Dotychczasowe rachunki urzędów skarbowych, na które są dokonywane płatności za PIT, CIT i VAT będą aktywne do dnia 31 grudnia 2019 r.

Od 1 stycznia 2020 r. obowiązują przepisy wprowadzające indywidualny rachunek podatkowy, tzw. mikrorachunek, na którego wpłaty będą dokonywać podatnicy i płatnicy podatku dochodowego od osób fizycznych, podatku dochodowego od osób prawnych oraz podatku od towarów i usług.

– Mikrorachunek podatkowy utworzono zarówno dla osób prowadzących działalność gospodarczą, jak i dla osób nieprowadzących takiej działalności – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – To rozwiązanie prawne wzorowane jest na indywidualnym rachunku składkowym działającym już w sprawach ubezpieczeń społecznych.

Wprowadzone zmiany mają uprościć podatnikowi wpłatę należności podatkowych oraz zniwelować pomyłki zapłaty podatków na niewłaściwe konto.

– Przykładowo, jeżeli podatnik zmienia miejsce zamieszkania, a zmiana ta wpływa na zmianę właściwości urzędu skarbowego, to zmuszony jest również do znalezienia rachunku bankowego, na które po zmianie urzędu będzie zobowiązany płacić należności podatkowe – wyjaśnia dr R.Bulejak. – Taki obowiązek przestanie istnieć po wprowadzeniu mikrorachunku podatkowego.

Ministerstwo Finansów udostępniło już stronę, na której można wygenerować numer mikrorachunku, podając PESEL lub NIP.

Należy o tym pamiętać, gdyż wpłaty na mikrorachunek podatkowy będą obligatoryjne.

Czyżby koniec wojny handlowej w zamian za niepewne ustępstwa?

Sukcesem D.Trumpa ma być porozumienie handlowe pomiędzy USA i Chinami, które będzie podpisane w styczniu. Ze względu na starania prezydenta Stanów Zjednoczonych o reelekcję treść tego porozumienia została już uzgodniona.

Na pozór jest to bardzo dobra informacja, bo wojna handlowa pomiędzy dwoma największymi gospodarkami nie sprzyjała całemu handlowi międzynarodowemu.

Czy poza korzyściami politycznymi dla D.Trumpa coś jeszcze z tego praktycznie wynika?

– Chiny mają zwiększyć import z USA, zwłaszcza produktów rolnych. W zamian dostały niewiele, to obniżka ceł na wybrane produkty, przede wszystkim na odzież – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Rekordowy był 2012 r., gdy Chiny sprowadziły z USA produkty rolne wartości 28 mld USD. Wówczas ceny produktów rolnych były znacznie wyższe. Czyli Chiny miałyby kupić więcej produktów rolnych niż w rekordowym roku.

Import wartości 40-45 mld USD może być nierealny, zwłaszcza że cały wolumen chińskiego importu z USA to ok. 100 mld USD rocznie. Chiny musiałyby zmuszać swoje firmy do zakupów na przykład soi po cenach wyższych niż dla jej importu z Brazylii.

– To prowadzi do wniosku, że Pekin chce kupić trochę czasu. I da firmom swobodę w realizowaniu importu. Jeśli okaże się, że Chiny nie wywiążą się z obietnic, to D.Trump tuż przed wyborami prezydenckimi będzie musiał dużo zaryzykować wznawiając wojnę handlową.

Maszyny pomagają tam, gdzie człowieka brak

Już ponad 200 lat temu ludzie po raz pierwszy podnieśli protest przeciwko postępowi technologicznemu z obawy o swoje miejsca pracy. Dziś, w dobie powszechnej automatyzacji, temat pozostaje żywy, chociaż np. w branży retail widać, że maszyny pojawiają się tam, gdzie brakuje rąk do pracy. W I połowie 2019 r. blisko 30 proc. ogłoszeń o pracę dotyczyło stanowisk w handlu i sprzedaży. A klienci coraz chętniej korzystają z takich rozwiązań, jak kasy samoobsługowe i często płacą kartami. Udział transakcji bezgotówkowych w ogólnej wartości przekroczył już 45 proc.

Nawet 1,5 mln – tylu pracowników, jak wynika z raportu PwC [1], może brakować w Polsce do 2025 r. Ale już dziś pracodawcy mierzą się z potrzebą poszukiwania kadr dla zapewnienia odpowiedniej jakości obsługi klientów i ciągłości działania swojego biznesu.

„Praca szuka człowieka”

Jednym z rynków borykających się z tym problemem jest handel detaliczny. W Polsce działa ok. 260 tys. sklepów, w tym ponad 62 tys. to ogólnospożywcze. Według danych zebranych przez Pracuj.pl, aż 29 proc. ogłoszeń w I połowie 2019 r. dotyczyło rekrutacji specjalistów ds. handlu i sprzedaży [2]. W raporcie „Kasjer na rynku pracy” [3] wskazano, że w jednym momencie na portalu znajdowało się ponad 2400 ogłoszeń dot. właśnie tego stanowiska.

W tym kontekście sieci handlowe z różnych branż coraz chętniej sięgają po rozwiązania samoobsługowe stanowiące uzupełnienie dla tradycyjnych stanowisk kasowych. Technologia ta zdążyła już się niejako „dotrzeć” na rynku, co pozawala rzeczywiście usprawnić ruch w sklepie bez niepotrzebnych przestojów.

Doskonale wiemy, że samo dostarczenie sprzętu do retailera to za mało. Dla współczesnego konsumenta, każda transakcja powinna być bezproblemowa i przyjemna, zapewniając podobne doświadczenia zakupowe jak w internecie. Dlatego niezbędnym czynnikiem jest także odpowiednie oprogramowanie, takie jak Vynamic Chechout, które dzięki otwartej architekturze, będzie w stanie sprostać wyzwaniom handlu detalicznego. Obserwujemy rzeczywiście duże zainteresowanie sieci handlowych tego rodzaju rozwiązaniami. Pracujemy z dużymi, znanymi na polskim rynku sieciami handlowymi, jak również ze sklepami typu convenience, sieciami DIY czy też salonami prasowymi. Przy tego typu współpracy liczy się nasze kompleksowe podejście do obsługi, odciążające retailera i gwarantujące mu ciągłość działań. – Michał Strzyczkowski, członek Zarządu firmy Diebold Nixdorf w Polsce

Coraz chętniej korzystamy z samoobsługi

Ale co na to konsumenci? Żeby znaleźć odpowiedź, wystarczy spojrzeć na kolejki ustawiające się do stref samoobsługowych w supermarketach. To właśnie tam, w pierwszej kolejności przyjęło się to rozwiązanie. Dziś rozwiązania te znajdują zastosowanie również w sieciach o mniejszych formatach oraz dyskontach. Kasy samoobsługowe pojawiają się też w księgarniach, drogeriach czy restauracjach typu fast food. Klienci, którzy korzystają z kas samoobsługowych cenią sobie łatwość ich użytkowania, a w rezultacie krótsze kolejki i czas realizacji zakupów.

Do tego dochodzi fakt, że Polacy chętnie płacą bezgotówkowo — co usprawnia też proces samoobsługi. Wg. danych NBP z I kw. 2019 r., udział wartości transakcji bezgotówkowych w ogólnej wartości transakcji przeprowadzonych przy użyciu kart płatniczych wyniósł 45,5 proc. Oznacza to kolejny kwartał wzrostowy.

W skali globalnej widać rosnące znaczenie rynku rozwiązań samoobsługowych. Wg danych Global Market Insights jego wartość na przestrzeni lat do 2024 r. niemal podwoi się i będzie wynosić ponad 4 miliardy USD z ponad 85 tys. sztuk maszyn w użyciu.

Sprawna samoobsługa — jak to osiągnąć?

Pierwsze kasy samoobsługowe pojawiły się już w latach 90-tych, jednak okres ich rozpowszechnienia jest dość długi. Początki nie były łatwe z uwagi na częste problemy techniczne, dostosowanie funkcjonalności urządzeń z jednej strony do zachowań i preferencji klientów, z drugiej do wymogów bezpieczeństwa po stronie sprzedawcy. Przy niewłaściwej kalibracji takich rozwiązań niemożliwe było uzyskanie rentowności inwestycji w selfcheckout oraz trwałe usprawnienie procesu obsługi klienta.

Kluczem do sukcesu jest tu przede wszystkim solidne, sprawdzone i umożliwiające dalszą modyfikację oprogramowanie oraz niezawodny sprzęt. Dopracowany, intuicyjny interfejs dla klienta gwarantujący jemu bezproblemowy proces zakupu — to sprawia, że klient następnym razem także skorzysta z samoobsługi. Nie ma tu miejsca na źle działający skaner kodów kreskowych, zbyt czułą wagę zakupów czy zacinającą drukarkę do paragonów. Ponadto ważna jest też ergonomia stanowiska — ilość miejsca, przewidziana półka do położenia przedmiotów jeszcze niezeskanowanych, ekran na odpowiedniej wysokości. I ponad wszystko prostota obsługi i wparcia.

Najbardziej wrażliwym czynnikiem mającym istotny wpływ na efektywność rozwiązań samoobsługowych w sklepie, są optymalnie dobrane zabezpieczenia. Jeżeli system będzie zbyt wrażliwy — zmniejszymy przepustowość kas przy ciągłych alertach bezpieczeństwa, wymagających asysty. Najczęściej stosowane rozwiązania to wagi kontrolne weryfikujące zgodność faktycznego koszyka ze skanowanymi produktami. Czasami, dodatkowym elementem kontrolnym może być bramka bezpieczeństwa, która otwiera się po zeskanowaniu paragonu. Sukces wdrożenia samoobsługi w sieciach handlowych zależy od bardzo wielu czynników. Dlatego, w Diebold Nixdorf, poza dostarczeniem technologii i oprogramowania, współpracujemy z klientami w celu określenia optymalnych rozwiązań dla danego formatu sklepu, konsumentów i operacji. Nasze podejście opiera się na danych — najpierw analizujemy działanie sklepu i ścieżki zakupowe klientów, następnie robimy symulacje danego przypadku biznesowego, wpływ zmian i uruchamiamy pilotaż. – Michał Strzyczkowski, Członek Zarządu firmy Diebold Nixdorf w Polsce

[1] Rosnąca luka na rynku pracy. Jak ją zniwelować? PwC
[2] Rynek Pracy Specjalistów H1 2019, Pracuj.pl
[3] „Kasjer na rynku pracy”, Pracuj.pl

Małe sklepy internetowe popełniają dużo błędów

Połowa małych e-sklepów w Polsce ma niejasną politykę zwrotów. Czasem brakuje też informacji o kosztach dostawy. Jednym z wielu powodów tych zaniedbań jest słabo rozwinięta kultura testowania oprogramowania w firmach wdrożeniowych. Wadliwy i nieprzetestowany koszyk e-sklepu bywa powodem nawet 80% rezygnacji z zakupów. Ponadto klientów zniechęcają automatyczne chatboty, nieautentyczne zdjęcia i nieprawdziwe opinie o produktach, a także ograniczone możliwości dostawy. Brak protokołu szyfrującego HTTPS również hamuje sprzedaż. Pomóc może m.in. widoczna strona FAQ i właściwie realizowany e-mail marketing. Do zwiększania zysków konieczne są również testy A/B i dokładne statystyki.

Tworzenie niejasności

Polityka zwrotów zawsze powinna być jasna i przejrzysta, bo to jeden z ważniejszych czynników decydujących o zakupie. Więksi gracze zwykle mają ją dobrze opracowaną, bo stać ich na pełną obsługę prawną i marketingową. Natomiast połowa małych e-sklepów w Polsce ma z tym spory problem. W praktyce nie informują one klientów o polityce zwrotów albo w tym zakresie nie działają do końca zgodnie z prawem.

Jedną z najbardziej irytujących sytuacji podczas dokonywania zakupów w e-sklepach jest brak jasnej informacji o kosztach dostawy. Najgorszym możliwym rozwiązaniem jest poinformowanie klienta o dodatkowym wydatku dopiero w ostatnim kroku dzielącym go od sfinalizowania zamówienia. Do takiej sytuacji prowadzi aż kilka czynników.

Przedsiębiorcy często nawet nie wiedzą, czym jest UX, czyli doświadczenie użytkownika (ang. user experience), a to jest podstawowym elementem budowania każdej strony internetowej. W praktyce chodzi o sprawdzenie tego, jakie wrażenie może odnieść klient, gdy ją fizycznie odwiedzi. Tymczasem w Polsce jest słabo rozwinięta kultura testowania oprogramowania. Testy najczęściej odbywają się już w środowisku produkcyjnym, a to poważny błąd.

Kolejną przyczyną niejasności jest to, że strony często są projektowane przez grafików, a nie przez informatyków we współpracy z handlowcami. Ponadto wielu polskich e-przedsiębiorców zleca wdrożenie dedykowanego sklepu internetowego agencjom marketingowym, które najczęstszej nie mają kadry i procesów do produkcji bezawaryjnego oprogramowania. Ich specjalnością jest stricte marketing, a nie projektowanie i programowanie.

Bardzo dużo e-sklepów tworzy się też w oparciu o bezpłatne OpenSource silniki. Nie są one idealnie przemyślane pod kątem UX i handlu. Koszyk zakupowy musi być bardzo dokładnie opracowany przez handlowca i precyzyjnie zaprojektowany przez informatyka. Dopiero potem może popracować nad nim grafik.

W platformach OpenSource warto korzystać z płatnych wtyczek, rozszerzających funkcjonalność i UX podstron koszyka, bo standardowe rozwiązania zwykle słabo konwertują. Najważniejsze jest jednak wykonywanie testów. Nie wiedząc, czy wszystko dobrze działa, łatwo jest zrazić do siebie potencjalnego klienta, a ten może już nigdy do sklepu nie wrócić.

Mało intuicyjny proces zakupowy może drastycznie powstrzymać sprzedaż. Konsument na jednym z przedostatnich etapów rezygnuje, bo nie wie jak albo nie może z przyczyn technicznych sfinalizować zamówienia. Nieprzemyślany albo źle zrealizowany i nieprzetestowany koszyk to poważny problem. W niektórych e-sklepach nawet 80% klientów rezygnuje z powodu tego typu utrudnień.

Wzbudzanie (nie)ufności

Od strony technicznej i marketingowej e-sklep, który ukrywa faktyczny koszt dostawy, wyrzuca w błoto cały budżet reklamowy i potencjał sprzedażowy. Zawiedziony klient i tak pójdzie do konkurencji, bo poczuje się oszukany. A jeśli zauważy, że informacja o ww. należności jest przed nim ukrywana, to na 90% nie wróci nigdy. Jeżeli to zrobi, będzie bardzo nieufny i ostrożny. Z punktu widzenia sprzedażowego to się nie opłaca.

Warto wyraźnie zaznaczyć termin i koszt dostawy, warunki gwarancji, reklamacji i zwrotów, a także metody płatności. Należy poinformować klienta o pochodzeniu towaru, podając jego kraj i producenta. Trzeba też wskazać składniki produktu. Jeśli są stacjonarne miejsca odbioru zakupów, dobrze jest pokazać je na zdjęciach i dodać mapę.

Sklepy internetowe bardzo często przekreślają swoje szanse na zdobycie zaufania klientów, ponieważ nie przedstawiają wiarygodnych oraz szczerych opinii o produktach i własnej obsłudze. W Polsce pisanie ich zwykle jest zlecane specjalistom przez właścicieli tychże biznesów (czyli tzw. „szeptanka” w slangu marketingowców). Jednak to zupełnie się nie opłaca. Konsumenci na odległość wyczuwają fałsz. Zdecydowanie lepiej nie mieć żadnych rekomendacji niż prezentować nieprawdziwe.

Jeśli chodzi o online chat, teraz panuje moda na tzw. chatboty. Jednak konsumenci wcale nie chcą rozmawiać z automatami tylko z ludźmi. Lepiej nie mieć wcale chatu niż oferować „rozmówców”, którzy nie odpowiadają lub robią to maszynowo. To niszczy zaufanie i mocno irytuje ludzi. Jeśli właściciela sklepu nie stać na prawdziwych operatorów, którzy udzielą odpowiedzi każdemu klientowi chociażby w ciągu 30 sekund, to lepiej nie mieć wcale takiej funkcjonalności.

Mała liczba możliwych sposobów wysyłki towaru również może skutecznie zniechęcić klienta. Konsumenci lubią podejmować własne decyzje, więc nie wolno stawiać ich przed faktem dokonanym. Warto uwzględnić co najmniej dwa lub trzy sposoby dostawy. A jeśli jest kilku operatorów, to trzeba zaproponować dużo więcej opcji do wyboru. Każdy dostawca może oferować opłatę za pobraniem albo z góry, dostarczenie produktu do domu, paczkomatu lub do najbliższego sklepu.

Koniecznie trzeba pokazać, że szanujemy dane osobowe klienta i zrobić to elegancko, tj. w sposób nieprzeszkadzający obserwacji sklepu. Dla e-commerce w dzisiejszych czasach HTTPS jest absolutnie konieczny, bo konsument często wpisuje na stronie swoje imię i nazwisko, adres dostawy, e-mail, NIP firmy, a także nr karty płatniczej. HTTPS stanowczo utrudnia przechwycenie tych danych. Poza tym jego obecność pozytywnie wpływa na pozycjonowanie strony w wyszukiwarkach.

Prezentacja towaru

Stara, ale wciąż aktualna prawda mówi, że niedostateczne przedstawienie produktu hamuje sprzedaż. Zdjęcia i nagrania wideo muszą być pełne i unikatowe. W przypadku fotografii liczą się cztery kryteria, tj. naturalność, jakość techniczna, wszechstronność obserwacji artykułu i ograniczone rozmiary plików. Autentyczne ujęcia zadziałają dużo lepiej niż otrzymane np. z hurtowni i mocno retuszowane. Należy też zadbać o różne tła – białe, wyświetlone oraz naturalne, w zależności od rodzaju asortymentu.

Zdjęcia w większości powinny być ostre, a produkty – perfekcyjnie oświetlone. Najlepiej jest, gdy fotografie pokazują towar z każdej strony oraz materiał, z jakiego go wykonano, w dużym powiększeniu. Do tego można dodać maksymalnie do trzech ujęć artystycznych. Ostatnio modnym trendem są zdjęcia obrotowe.

Bez zastosowania powyższych wskazówek bardzo trudno coś sprzedać. Zawsze trzeba pamiętać o tym, że klient nie widzi asortymentu. Może go jedynie podejrzeć, a to spora różnica w stosunku do zakupów bezpośrednich w tradycyjnych sklepach. Konsumenci często oglądają produkty w placówkach stacjonarnych, a potem kupują wybrany towar w e-sklepie, który oferuje dużo niższe ceny. Fotografia obrotowa 360 stopni lub wideo może wyeliminować potrzebę odbywania ww. wizyt, a przynajmniej ma szansę w dużym stopniu to ograniczyć.

Obecne na rynku rozwiązania pozwalają natychmiast zwizualizować np. mebel, a nawet całe wnętrze mieszkania czy też samochód z każdej strony. Poza tym powoli wchodzi do e-commerce technologia wirtualnej rzeczywistości (VR). Możliwości wizualizacji są naprawdę ogromne. Warto z nich korzystać.  Trzeba to tylko robić w sposób przemyślany.

Wsparcie sprzedaży

Widoczna i dobrze przemyślana strona FAQ (ang. Frequently Asked Questions), czyli zbiór częstych pytań użytkowników i odpowiedzi na nie, w praktyce bardzo pozytywnie działa na sprzedaż. Niewątpliwie zdejmuje obciążenie z administratorów sklepu. W ten sposób zyskują oni więcej czasu na obsługę zamówień. Brak ww. elementu zwiększa ilość telefonów i e-maili od konsumentów. Natomiast zastosowanie go może też idealnie posłużyć do pozycjonowania sklepu w wyszukiwarkach (SEO).

Dobrze przedstawiona i cały czas rozwijająca się oferta, wiarygodność i docieranie do odbiorców poprzez reklamy to podstawa każdego e-sklepu. Jednak nie wszyscy przedsiębiorcy potrafią prowadzić skuteczny e-mail marketing. I nie jest to wyłącznie kwestią umiejętności. W jednej branży on działa, a w innej – nie. Trzeba to na bieżąco weryfikować, aby faktycznie wspierać swoją sprzedaż. Bardzo łatwo można wylądować w folderze „SPAM”. Wtedy klient jest stracony raz na zawsze.

Testy A/B to ważna część e-commerce. Bez tego trudno ocenić, czy wdrożone elementy graficzne dobrze konwertują i wszystkie przyciski znajdują się we właściwych miejscach. Nie wiadomo, w co klikają użytkownicy i który baner sprzedaje lepiej lub gorzej. Czasem zmiana koloru przycisku albo czcionki, a nawet posunięcie napisu o parę centymetrów w górę, w dół lub bok powiększa konwersje.

W e-commerce należy mieć wyjątkowo dokładne statystyki, aby osiągać największe zyski z prowadzenia e-sklepu. Jeśli jego silnik nie pozwala zbierać dokładnych danych, warto skorzystać z zewnętrznych narzędzi. Jest ich dużo na rynku. Są m.in. wtyczki, usługi w chmurze i specjalne oprogramowania, do automatyzacji testów. Wybrany system może sprawdzić, ile kliknięć miał każdy z testowanych banerów i jaki jest procent konwersji. Korzystając z tego, trzeba tylko bardzo mocno dbać o cyberbezpieczeństwo.

Autorem publikacji jest Sergiusz Diundyk, ekspert ds. nowych technologii oraz automatyzacji procesów w branży IT

Jaki był wzrost cen mieszkań w 2019? Czy w 2020 ceny nadal będą rosły?

O ile w tym roku wzrosły ceny mieszkań w poszczególnych miastach? Czy podwyżki były większe od ubiegłorocznych? Czy w 2020 roku stawki na rynku deweloperskim nadal będą rosły? Jak szybko? Kiedy zostanie osiągnięty sufit cenowy? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl  

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

W 2019 roku ceny mieszkań w największych miastach w Polsce wzrosły średnio o 10 proc. Wzrost jest duży, ale niższy niż w latach poprzednich, jego dynamika wyraźnie spada. Przewidujemy, że w 2020 roku nie będzie większych zmian w tym zakresie. Ceny nadal będą rosły, ale nie w takim tempie, jak wcześniej. Przełamaniu trendu nie służy sytuacja związana z podażą. Obecnie mamy rekordowo niską ofertę mieszkań na rynku pierwotnym. Do jej wyprzedania wystarczą zaledwie 2-3 kwartały, podczas gdy za stan równowagi rynkowej przyjmuje się 12 miesięcy.

Mimo wzrostu cen, zainteresowanie klientów wciąż jest bardzo duże, co wiąże się z rosnącymi wynagrodzeniami i zdolnością nabywczą klientów. Ceny w większości miast są wyższe niż w latach 2007/2008, więc można mówić o rekordzie. Należy jednak podkreślić, że aktualnie znajdujemy się w zupełnie innych realiach rynkowych, tym samym nie można wprost porównywać obecnej sytuacji do tej sprzed ponad dekady. Wystarczy wspomnieć, iż w ostatnich latach, poza wzrostem cen mieszkań rosły też zarobki (średnia krajowa o ponad 70 proc.), inflacja (o ponad 20 proc.). Pomimo zrównania się nominalnych stawek z poziomem obowiązującym w latach 2007-2008, zdolność nabywcza klientów jest jednak obecnie niemal dwukrotnie wyższa.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

W ostatnich kwartałach na rynku mieszkaniowym dominował trend wzrostowy, jeśli chodzi o ceny mieszkań. Ma to związek z ciążącymi na branży budowlanej, rosnącymi kosztami inwestycji. Podrożały materiały budowlane i wykonawstwo, ale także ceny gruntów. W naszym przypadku jednak nie miało to aż tak znacznego przełożenia na ceny mieszkań, dzięki modelowi biznesowemu minimalizującemu udział pośredników i bazującego m.in. na własnym generalnym wykonawstwie. Nie dostrzegamy w tej chwili przesłanek, które mogłyby być zapowiedzią odwrócenia trendu, zapowiadających tendencję spadkową cen mieszkań. Jednak nie ma także powodów, dla których ceny miałyby dynamicznie wzrastać. Jeśli otoczenie rynkowe się nie zmieni, należy spodziewać się raczej stabilizacji stawek z ewentualnym utrzymaniem niewielkiego trendu wzrostowego.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

O suficie cenowym mówiono już w ubiegłym roku, ale rynek pokazał, że wcale go jeszcze nie osiągnęliśmy. W ciągu roku średnie ceny ofertowe w Warszawie i Wrocławiu wzrosły o ponad 10 proc. Nie oznacza to jednak na rynku mieszkaniowym „sky is the limit”. W 2020 roku możemy się spodziewać wyższych cen, choć przewidywałbym, że będą to już raczej wzrosty jednocyfrowe.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Prowadzimy inwestycje mieszkaniowe wyłącznie na terenie Warszawy i skupiamy uwagę głównie na tym rynku. Według różnych raportów ceny mieszkań w stolicy w ciągu roku wzrosły o ponad 10 proc. Taką wysokość wzrostu potwierdzają również ceny w naszych inwestycjach. W większości dużych miast w kraju wzrosty również były dwucyfrowe. Przewidujemy, że w 2020 roku stawki nadal będą szły w górę, ale tempo podwyżek będzie wolniejsze niż dotąd. Trudno jednak określić, kiedy zostanie osiągnięty sufit cenowy, ponieważ zależy to od wielu czynników rynkowych, takich jak m.in. ceny gruntów, wzrost wynagrodzeń, dostępność kredytów hipotecznych, czy wysokość stóp procentowych.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Ceny transakcyjne mieszkań w trzecim kwartale br. nadal rosły. W Warszawie mieszkania o metrażu poniżej 35 mkw. zdrożały r/r o 5 proc., a o 11 proc. lokale o powierzchni od 50 do 60 mkw., natomiast mieszkania wielkości ponad 100 mkw. kosztują nawet o 19 proc. więcej. Średnia cena ofertowa w 7 największych miastach w Polsce była w trzecim kwartale br. wyższa o 11,5 proc. w porównaniu z 2018 rokiem i o 20 proc. wyższa niż w 2017 roku. Z uwagi na niedobór oferty mieszkaniowej i ciągle rosnące koszty realizacji inwestycji, nie należy spodziewać się spadku cen w największych miastach w kraju. Można mieć jedynie nadzieję na wyhamowanie wzrostów, choćby ze względu na zastosowanie w inwestycjach nowych, ekonomicznych rozwiązań. Na wyprzedaż całego zasobu nowych mieszkań dostępnych na rynku deweloperzy potrzebują mniej niż rok. Podaż w 2020 roku nadal będzie niewystarczająca. Co więcej, według przewidywań wielu ekspertów, ceny nieruchomości w Polsce będą rosły, by wyrównać do stawek obowiązujących w krajach UE.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Z naszych szacunków wynika, że ceny nieruchomości na najbardziej atrakcyjnych rynkach mieszkaniowych w kraju w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosły średnio o około 10 proc. Zakładamy dalszy, stabilny wzrost cen, choć jego tempo być może będzie nieco wolniejsze niż w roku ubiegłym.

Agnieszka Kozak, pełnomocnik zarządu ds. sprzedaży w Republice Wnętrz

Jako wrocławski deweloper śledzimy przede wszystkim rynki lokalne i faktycznie wzrosty cen są tutaj mocno zauważalne. W roku 2019 stawki rosły od 6 proc. do 10 proc. Szacujemy, że w 2020 roku wzrost cen będzie analogiczny do tegorocznego. Rosnące ceny materiałów budowlanych, kosztów pracy, a także zaplanowane podwyżki prądu nie zapowiadają szybkiego osiągnięcia sufitu cenowego.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Ceny mieszkań w 2019 roku rosły w całej Polsce. Uważamy, że przestrzeń na znaczące podwyżki już się wyczerpała. Podwyżki wyniosą w przyszłym roku najwyżej kilka procent. Później oczekujmy stabilizacji cen i lekkiego spowolnienia przy założeniu, że nie nastąpią znaczące zawirowania w światowej i polskiej gospodarce.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Nie postrzegamy rosnących cen przez pryzmat bańki mieszkaniowej. Ich przyrost jest proporcjonalny do innych faktorów rynkowych, takich jak wynagrodzenia, nastroje konsumenckie czy poziom bezrobocia. Analizy rynkowe pokazują, że stawki za mkw. pójdą jeszcze w górę, ale ich wzrost będzie wolniejszy.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

Nawet jeśli jeszcze obecnie nie dobiliśmy do sufitu cenowego spodziewamy się, że stanie się to już wkrótce, chyba że nadejdzie fala gospodarczej koniunktury.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Najdroższą, jak dotąd Warszawę pod względem wysokości cen nieruchomości, zaczyna doganiać Gdańsk i Kraków. W Warszawie za metr kw. mieszkania trzeba zapłacić średnio 9,6 tys. zł, w Krakowie – 8,2 tys. zł, a w Gdańsku około 8,3 tys. zł. W Gdańsku odnotowany został w tym roku największy skok cenowy. Szacuje się, że ceny w tym mieście wzrosły aż o 1,2 tys. zł/mkw. Za tak wysoką dynamikę odpowiada m.in. bardzo atrakcyjna lokalizacja. Duże różnice w porównaniu do poprzedniego roku widać także w Warszawie, gdzie cena 1 mkw. wzrosła o niespełna 1000 zł. Natomiast we Wrocławiu o ponad 900 zł, a w Krakowie o około 889 zł. Przyrównując ceny z drugiego kwartału br. do obecnych także daje się zauważyć, że największy wzrost cen miał miejsce w Gdańsku. Z kolei najbardziej stabilny od początku roku pod względem cen nieruchomości jest Poznań. W 2020 roku nie zanosi się na przegrzanie rynku nieruchomości, jednakże w dłuższej perspektywie zakładamy możliwość spowolnienia obecnych tendencji.

Autor: Dompress.pl

PIT 37 – kto powinien go wypełnić?

Deklaracja PIT 37 jest jedną z najczęściej składanych przez podatników. Także w 2020 roku po ten formularz sięgną przede wszystkim osoby, które były zatrudnione na etacie lub wykonywały pracę na zlecenia. Poza tym w ten sposób rozliczają się także ci, którzy otrzymują świadczenia i podlegają opodatkowaniu na zasadach ogólnych według skali podatkowej (stawki 18% i 32%).

  1. Kto powinien złożyć pit 37 za rok 2019?
  2. Jak wypełnić pit 37 za rok 2019
  3. Pit 37 – co możesz odliczyć?
  4. Dlaczego warto skorzystać z programu do rozliczeń pit online?

Kto powinien złożyć PIT 37 za rok 2019?

PIT 37 składają tylko ci podatnicy, którzy uzyskali w 2019 roku dochody wyłącznie od płatnika, który ma siedzibę na terytorium Polski. W praktyce będą to więc pracodawcy, zleceniodawcy, organy emerytalne bądź rentowe – ZUS lub KRUS. Jeśli podatnik uzyskał dochody także z innych źródeł, powinien rozliczyć się na formularzu PIT 36.

Jak wypełnić PIT 37 za rok 2019?

PIT 37 wypełnia się odręcznie lub drukuje się z systemu na odpowiednich formularzach i dostarcza do właściwego urzędu skarbowego. Coraz popularniejsze jest składanie zeznania przez internet. W ten sposób można złożyć wszystkie inne deklaracje i resort finansów zachęca do tej formy rozliczeń. Cała procedura jest zdecydowanie prostsza niż w 2008 roku, kiedy ta forma wchodziła w życie. Obecnie nie potrzebujemy już kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Zamiast niego podaje się zestaw danych identyfikujących podatnika takich jak imię, nazwisko, data urodzenia, identyfikator NIP lub PESEL, kwota przychodu z deklaracji złożonej rok wcześniej lub 0 w przypadku braku jakiegokolwiek zeznania. Warto pamiętać o tym, że PIT 37 online można złożyć również wtedy, gdy chcemy rozliczyć się z małżonkiem albo jako osoba samotnie wychowująca dziecko. To również formularz, na którym wykazuje się ulgi i odliczenia.

PIT 37 – co możesz odliczyć?

Deklaracje podatkowe w 2020 to wiele różnych zmian. Przede wszystkim dotyczyć one będą kolejnej ulgi, która do tej pory nie obowiązywała. Zmodyfikowana została również metoda rozliczania kosztów poniesionych z tytułu pojazdów służbowych. W puli pojawia się ulga termomodernizacyjna, z której mogą skorzystać właściciele budynków  mieszkalnych jednorodzinnych. Mogą oni ubiegać się o zwrot wszystkich kosztów, jakie ponieśli na termomodernizację domów. Ulga jest odliczana od dochodu. Poza tym podatnicy, którzy z niej korzystają można także odpisać 23% kosztów poniesionych na zakup urządzeń, usług i materiałów, które są związane z realizacją inwestycji termomodernizacyjnej w budynku, która była przeprowadzana  od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku. Więcej o zmianach dotyczących zeznania podatkowego PIT 37: https://www.podatnik.info/publikacje/wypelnij_pit_37_2019_w_5_minut_ostatni_dzien_na_rozliczenie_pit_37_za_2018,pit,rozliczenie_roczne,5696f0

Kolejną zmianą jest modyfikacja przepisów regulujących zasady rozliczania wydatków poniesionych na pojazdy służbowe. Ci, którzy korzystali w okresie od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku z samochodów służbowych w celach i służbowych, i prywatnych, mogą odliczyć od przychodów równowartość 50% wydatków poniesionych na te pojazdy. Ci, którzy wykorzystują samochody prywatne – 20%. Pojazdy służbowe są wpisane do ewidencji środków trwałych, a ich zakup oraz użytkowanie są rozliczane na zasadach zbliżonych do VAT. Ustawodawca zostawił możliwości odliczenia pełnej kwoty wydatków. Jest ona wykorzystywana tylko wtedy, gdy samochód służy tylko i wyłącznie do celów służbowych o jest prowadzona szczegółowa ewidencja przebiegu pojazdu. Warto zwrócić uwagę, że modyfikacja przepisów sprawia, że nie trzeba będzie wykazywać tak zwanej kilometrówki, czyli ewidencji przejechanych kilometrów wraz z ustaloną urzędową stawką za przejechany kilometr, co było podstawą do odliczania wydatków na pojazdy służbowe. Zmianie uległy również zapisy o amortyzacji samochodów osobowych. Limit został podniesiony do 150 000 zł.

Zmiany, które wchodzą w życie, dotyczyć będą tych, którzy korzystają z limitu tzw. „małego podatnika”. Zostaje on zwiększony do 2 mln euro. Wprowadzony zostaje również podatek solidarnościowy w wysokości 4% i będzie obliczany od dochodów przewyższających kwotę 1 mln złotych rocznie.

Dlaczego warto skorzystać z programu do rozliczeń PIT online?

Formularze PIT 37 online dostępne są w internecie, ale zdecydowanie lepiej jest korzystać z dedykowanych programów do rozliczania. W praktyce to interaktywne e-deklaracje, które są intuicyjne w obsłudze. By rozliczyć PIT 37 przez Internet, wystarczy podać dane, a sam program umieszcza je w odpowiednich miejscach, sprawdza poprawność i dokonuje obliczeń. Tym samym minimalizuje się ryzyko pomyłki. Ukończone zeznanie wysyła się do urzędu skarbowego, a potwierdzeniem jest Urzędowe Poświadczenie Odbioru (UPO). Zeznanie za 2019 roku trzeba będzie złożyć 30 kwietnia 2020 niezależnie od tego, czy będziemy chcieli zrobić to tradycyjnie czy przez internet. Ta druga forma jest oczywiście bardziej przyjazna dla spóźnialskich, ponieważ PIT 37 online możemy wysłać nawet po zamknięciu urzędów stacjonarnych czy poczty – czyli do godziny 23:59. Program do rozliczeń PIT online znajdziesz na stronie https://www.podatnik.info/.

Jak cyfryzacja zmienia biznes

Jak zarządzanie doświadczeniem klienta, pojawienie się platform cyfrowych oraz szerokie zastosowanie w przedsiębiorstwach modelu biznesowego omnichannel zmienia biznes.

Rok 2019 przyniósł istotne zmiany w cyfryzacji biznesu. Wykorzystanie platform cyfrowych opartych na systemie wielokanałowym znacząco zmieniło strategię tworzenia treści w sektorze usług finansowych, ochrony zdrowia, administracji publicznej, handlu elektronicznym i telekomunikacji. W drugiej połowie roku sektor produkcyjny również zaczął korzystać z zalet platform cyfrowych. Połączenie przetwarzania danych w chmurze i oprogramowania jako usługi (Saas) rodzi wiele pytań. Rozwój hybrydowego środowiska biznesowego zyskuje na popularności. W 2020 r. wszystkie te trendy ulegną wzmocnieniu i pojawi się oczekiwanie, że segment B2B zacznie z tych rozwiązań korzystać – podsumowuje Zsolt Balogh, prezes Liferay Węgry, platformy cyfrowej z otwartym kodem źródłowym.

Połączenie przetwarzania w chmurze i modelu SaaS rozpowszechnia się

Chociaż pozostaje wiele pytań – na przykład jak będzie działać zarządzanie doświadczeniami klientów w chmurze, jakie zagrożenia i zmiany operacyjne to przyniesie i czy będziemy w stanie poradzić sobie z regulacjami rządowymi lub unijnymi – oprogramowanie jako usługa (SaaS) będzie coraz ważniejszym filarem usług w 2020 roku. „Według naszych obliczeń spodziewamy się wzrostu o około 18 procent” – wyjaśnia Zsolt Balogh. „Bardzo dobrą wiadomością jest również to, że duże firmy coraz częściej korzystają z usług doradczych, aby pomóc sobie w transformacji od przedsiębiorstwa tradycyjnego do hybrydowego”, mówi Zsolt Balogh.

Przyszłość to rozwiązania wielokanałowe, które analizują nawyki klientów

„Aby utrzymać przewagę konkurencyjną, w 2019 r. firmy zaczęły rozwijać wielokanałowe procesy sprzedaży w sposób bardziej świadomy. Zaczęły dostosowywać treść i funkcje poszczególnych kanałów do nawyków klientów. Centralnym elementem zakupów opartych na doświadczeniu są aplikacje mobilne, które zyskują coraz większą popularność. Pomagają zapewnić klientom jeszcze wygodniejszą i szybszą obsługę, wykraczającą poza możliwości sklepów internetowych i tradycyjnych. Jednak oprócz zasady udostępniania w każdej chwili wszystkiego, co jest w sprzedaży, pojawił się nowy sposób myślenia – dostosowanie się do oczekiwań klienta w zależności od kanału, w którym chcemy sprzedawać. Ten sposób myślenia podąża za podróżą klienta, dzięki czemu możemy rozwijać naszą technologię. Aby w ten sposób optymalizować doświadczenie zakupowe, należy dokładniej poznać ścieżki klientów i opracować procedury analityczne, zaprojektować dokładne pomiary i metody identyfikacji”, mówi Zsigmond Máriás, specjalista ds. rozwoju oprogramowania do handlu elektronicznego, LogiNet Systems Kft.

Czego oczekujemy w 2020 roku: rozwój platform handlu cyfrowego w segmencie B2B

W roku 2020 najważniejsza będzie nie automatyzacja, a określenie priorytetów transformacji. W przypadku sztucznej inteligencji (SI) coraz większy nacisk kładzie się na rozwój zarządzania wiedzą w organizacji, co oznacza, że informacje tekstowe lub głosowe pozyskane podczas kontaktu z klientem są kompilowane przez algorytmy i modele biznesowe i przekształcane w użyteczne treści. „Matryce treści generowane z ogromnych ilości danych poprawiają trafność procesów decyzyjnych i wspierają rozwój idealnie spersonalizowanych sugestii dla klientów”, dodaje Zsolt Balogh.

„Jednym z głównych trendów w handlu elektronicznym w tym roku ma być rozwój cyfrowych platform sprzedaży B2B. Firmy zdały sobie sprawę, że przedstawiciele partnerów handlowych i ich sprzedawcy, przyzwyczaili się do udogodnień i przejrzystości, które dziś zapewniają sklepy internetowe, strony internetowe i platformy społecznościowe B2C. Wiąże się to ze wzrostem oczekiwań, ponieważ dla uczestników ważne jest teraz wdrażanie e-commerce w sektorze B2B na podobnym poziomie, z równie szeroką gamą narzędzi. W sektorze występuje również nowe zjawisko polegające za wzroście popytu na platformy handlu elektronicznego zamawiane przez dystrybutorów B2B i producentów do wykorzystania przez resellerów oferujących produkty konsumentom i użytkownikom końcowym. Poprzez takie rozwiązania sektor B2B chce przyspieszyć cyfryzację procesów biznesowych, co jest niezbędne do wprowadzania nowych produktów na rynek. Wyzwaniem na nadchodzący okres w tym zakresie jest zapewnienie systemów, które w jak największym stopniu ułatwią partnerom handlowym korzystanie z tych interfejsów i ich utrzymanie” – podkreśla Zsigmond Máriás.

Znaczenie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa

„Gospodarka cyfrowa przyspiesza transakcje finansowe, zakupy online i korzystanie z mediów społecznościowych, ale użytkownicy zarówno na poziomie detalicznym, jak i korporacyjnym nadal obawiają się zagrożeń związanych z technologią cyfrową” – ostrzega Zsolt Balogh. „Oprócz bezpieczeństwa cybernetycznego, warto również zwrócić uwagę na przepisy dotyczące ochrony prywatności. Po wprowadzeniu ogólnego przepisu o ochronie danych osobowych i cyfrowych 25 maja 2018., Unia Europejska wzmacnia ustawodawstwo w sprawie ochrony prywatności w sektorze łączności elektronicznej, czyli e-prywatności, „dodaje Zsolt Balogh.

Samorządy zapłacą za prąd nawet 60 proc. więcej

Podwyżki cen energii elektrycznej sprawiają, że miasta i gminy szukają sposobów na oszczędności. Szczecin redukuje ilość świątecznych iluminacji, Olsztyn odwołuje miejskiego sylwestra, a Chodzież i Wapno zrzeszają się z ościennymi podmiotami w grupy zakupowe, żeby skutecznie negocjować opłaty za prąd. – To konieczność, bo podwyżki mogą wynosić nawet 60 proc. – komentują eksperci.

Podwyżki prądu spędzają sen z powiek nie tylko przedsiębiorcom. Samorządy, które poniosły koszty reformy oświaty, czy podwyżek dla nauczycieli, od dłuższego czasu gorączkowo szukają oszczędności w budżetach. Energia już teraz stanowi znaczny element miejskich opłat, dlatego niektóre miejscowości starają się zredukować wydatki na ten cel. Nierzadko spotyka się to ze sprzeciwem mieszkańców, którzy muszą pożegnać się z lubianymi atrakcjami.

Mniej światełek i bez miejskich tańców

Szczecin postanowił zaoszczędzić na tegorocznych świątecznych iluminacjach, dlatego zmniejszył ich ilość, m.in. w alejach, czy w parkach. Wiele komentarzy wywołał brak choinki na placu Lotników, która rok wcześniej była jednym z najbardziej imponujących elementów przedwigilijnego krajobrazu. Urzędnicy tłumaczyli, że redukcja ozdób przyniesie oszczędności w wysokości ok. 240 tys. zł.

Pracownicy olsztyńskiego magistratu zbyt wysokimi rachunkami, m.in. za prąd uzasadniają decyzję o rezygnacji z miejskiego sylwestra, który odbywał się od wielu lat. To wywołało oburzenie mieszkańców, którzy w internetowych komentarzach twierdzili nawet, iż to ostateczny dowód na upadek miasta. Tym bardziej, że już wcześniej z powodu centralnie narzuconych programów, wprowadziło cięcia dotykające zajęcia pozalekcyjne, czy akcje rekreacyjne.

Podwyżki prądu kosztem inwestycji

W 2020 roku opłaty za prąd mogą uderzyć jeszcze bardziej dotkliwe w samorządowe kasy. Wzrost cen dla tej grupy odbiorców szacuje się na poziomie nawet 60 proc. To może oznaczać, że podwyżki będą odbywać się kosztem inwestycji, które miasta miały zapisane w swoich wieloletnich strategiach. Pamiętajmy, że na rachunek samorządu za energię składa się mnóstwo czynników. To nie tylko oświetlenie ulic, czy miejsc użyteczności publicznej, ale tak kluczowych obiektów jak szkoły, szpitale, czy żłobki. To bardzo duże obciążenia, a jak wiadomo pieniędzy w budżecie nagle nie przybędzie. Dlatego włodarze muszą szukać rozwiązań, które pozwolą im obniżyć nie tylko bieżące koszty, ale przede wszystkim wydatki w dłuższej perspektywie.-Tomasz Żołyniak, prezes firmy Energia Polska

Sposoby na oszczędności: wspólne zakupy i zielona energia

Miasta testują różne warianty, które pozwolą zapłacić mniej za prąd. Coraz częściej spotykaną praktyką jest zrzeszanie się w ramach grup zakupowych, do których należą okoliczne gminy. Tak robi chociażby Łódź, która dzięki wspólnym zakupom z prawie 400 innymi samorządowymi partnerami w przyszłym roku wyda na energię ponad 81 mln zł, co ma pozwolić wszystkim uczestnikom procesu zredukować wydatki na łączną kwotę ok. 8 mln zł. Podobnie o promocyjne ceny u sprzedawców prądu walczy chociażby Gołaniecka Grupa Zakupowa, do której należą, m.in. miasto Chodzież i gmina Wapno. Złotów inwestuje w termomodernizację obiektów publicznych. Gmina otrzymała dofinansowanie na uszczelnienie, m.in. centrum profilaktyki i szkoły podstawowej, co ma przełożyć się na niższe opłaty w kolejnych latach.

Samorządy szukają różnych opcji, które pozwolą im oszczędzać energię elektryczną lub nawet samodzielnie ją produkować. Prowadzą w tym celu audyty, wprowadzają nowe technologie, czy zatrudniają specjalistów, którzy pomogą im znaleźć optymalne rozwiązanie. Szukają także sprzedawców, którzy są w stanie zaproponować im konkurencyjne stawki i dają gwarancję stałych opłat bez ukrytych prowizji, czy dodatkowych opłat. Włodarze coraz przychylniej spoglądają także w stronę odnawialnych źródeł energii, które nie tylko są bardziej przyjazne środowisku, ale także w dłuższej perspektywie są bardziej opłacalne. – Sebastian Biela, wiceprezes firmy Energia Polska.

Eksperci alarmują – technologia deepfake to narzędzie do cyberoszustw

W ciągu ostatniego roku w internecie pojawiło się dwa razy więcej filmów wykorzystujących technologię deepfake niż jeszcze rok wcześniej. Są też przykłady na to, że technologia ta może służyć do cyberkradzieży. Eksperci alarmują i tłumaczą, jak cyberprzestępcy wykorzystują deepfake oraz jak się przed tym bronić?

Wyobraźmy sobie, że w firmie dzwoni telefon. W słuchawce słyszymy głos kontrahenta, proszący o zmianę numeru konta do przelewu. Bez namysłu spełniamy jego prośbę… i narażamy się na wielotysięczne straty. Głos nie należał bowiem do prawdziwego rozmówcy, ale był jego cyfrowym odwzorowaniem, stworzonym przez hakera na bazie zaledwie minutowej próbki oryginału. Brzmi jak scenariusz nowego odcinka Black Mirror? Nic bardziej mylnego! To tylko deepfake.

Dwa razy więcej deepfake niż jeszcze rok temu

Deepfake to technologia, która zastosowana wraz z cyfrową modulacją głosu pozwala na generowanie realistycznych, łudząco podobnych do oryginału postaci. – Najnowocześniejsze algorytmy sztucznej inteligencji (AI) potrzebują zaledwie jednego zdjęcia i jedynie 5-sekundowej próbki głosu, aby móc wygenerować niemalże identyczny hologram deepfake, którego odróżnienie od pierwowzoru, bez użycia specjalistycznych metod, jest praktycznie niemożliwe – tłumaczy Wojciech Lika z TestArmy CyberForces, firmy specjalizującej się w systemach bezpieczeństwa IT.

Pierwsze algorytmy deepfake pojawiły się z końcem 2017 roku, a wykorzystywane były głównie w branży pornograficznej. Do ciała aktora dodawano wygenerowaną cyfrowo twarz celebryty, w efekcie czego otrzymywaliśmy scenę filmową z postacią łudząco przypominającą hollywoodzki pierwowzór. Dziś problem sięga dużo głębiej, a skuteczna walka z deepfake jest trudniejsza niż kiedykolwiek. O tym, że zasięg deepfake rośnie, mówią liczby:

  • Jeszcze w 2018 roku w internecie można było znaleźć 7964 filmy wykorzystujące technologię deepfake. Dziś liczba ta urosła blisko dwukrotnie, do 14 698, jak pokazują badania Deeptrace opublikowane w grudniu 2019 roku.
  • Już 12 proc. filmów deepfake (z odsetka tych o niepornograficznym charakterze) uderza w polityków, 5 proc. – w dziennikarzy, a 2 proc. w osoby z kręgów biznesowych.
  • Obecnie istnieje 20 niezależnych portali internetowych odpowiedzialnych za wytwarzanie deepfake (tzw. deepfake creations).
  • Do tej pory treści deepfake stworzyło 96 tys. unikalnych użytkowników zarejestrowanych na forach i witrynach deepfake creations.

Nie musisz być celebrytą lub politykiem, aby paść ofiarą deepfake

Sztuczna inteligencja to przyszłość technologii, jednak, gdy znajdzie się w nieodpowiednich rękach, może stanowić poważne zagrożenie. Zjawisko deepfake jest tego doskonałym przykładem, bo przy użyciu algorytmów sztucznej inteligencji z powodzeniem można manipulować wyodrębnionymi grupami, dyskredytować poszczególne osoby czy nawet decydować o przebiegu wyborów lub powstawaniu konfliktów zbrojnych o skali globalnej. Potwierdzają to przykłady z życia wzięte:

  • Belgia: Flamandzka Partia Socjalistyczna nakręciła fałszywe wideo z przemówieniem Donalda Trumpa, w którym prezydent USA wzywa kraj do pójścia w ślady Ameryki i wyjścia z porozumienia klimatycznego z Paryża: „Jak wiecie, miałem jaja do wycofania się z porozumienia klimatycznego z Paryża. To, co teraz robicie w Belgii, jest w rzeczywistości gorsze. Zgodziliście się, ale nie podejmujecie żadnych działań. Tylko blablabla bingbangboom” – mówi fałszywy prezydent, pod koniec dodając: „Wszyscy wiemy, że zmiany klimatu są fałszywe, tak jak ten film”. W ten sposób partia rozpoczęła debatę publiczną, aby zwrócić uwagę na konieczność działania w sprawie zmian klimatu. Na końcu wideo wezwała do podpisania petycji zachęcającej do inwestowania w energię odnawialną, samochody elektryczne i transport publiczny. Wezwała również do zamknięcia elektrowni jądrowej Doel we Flandrii.
  • Gabon: noworoczne przemówienie prezydenta Ali Bongo zostało oznaczone przez opozycję jako deepfake. Chociaż nie udowodniono, że wideo zostało sfałszowane, miało ono potężne implikacje wywołując (nieudany) zamach wojskowy.

Ale deepfake dotyczy nie tylko polityków czy celebrytów. Są przykłady na to, że to potężna broń w rękach cyberprzestępców, skierowana w stronę dochodowych firm i wpływowych przedsiębiorców:

  • Nie tak dawno Wallstreet Journal poinformował o oszustwie dokonanym metodą deepfake przy użyciu cyfrowej modulacji głosu, gdzie przestępca podszywający się pod prezesa brytyjskiej firmy energetycznej, zlecił wykonanie przelewu o równowartości ok. 1 mln PLN. Jak tłumaczył wówczas Rüdiger Kirsch, fraud expert z firmy gwarancyjnej Euler Hermes, która pokryła straty: “efekt oszustwa był tak dobry, że brytyjski pracownik rozpoznał nawet jego lekko niemiecki akcent”.

Czy można obronić się przed deepfake?

Elementem decydującym o bezpieczeństwie podczas korzystania z technologii jest świadomość zagrożeń, jakie może za sobą nieść. Im więcej wiemy na temat wykorzystywanych rozwiązań, im więcej scenariuszy potencjalnych wydarzeń znamy, tym skuteczniej i racjonalniej możemy przeciwdziałać wszelkim niebezpieczeństwom związanym z rozwojem nowoczesnych technologii – tłumaczy Wojciech Lika.

Ekspert alarmuje, że podstawową bronią w walce z deepfake jest edukacja pracowników i osób decyzyjnych ze środowiska biznesowego. Kluczowe są testy socjotechniczne, w ramach których dokonuje się kontrolowanych ataków hakerskich. Dzięki nim firmy mogą poznać, a docelowo także eliminować luki w swoich systemach bezpieczeństwa. Dzięki rosnącej świadomości współpracowników, poprzez pokazanie na żywym organizmie, jak działają cyberprzestępcy, można znacznie ograniczać ryzyko popełnienia błędu ludzkiego podczas bezpośredniego spotkania z hakerem.

Edukacja jest tym ważniejsza, że nie opracowano jeszcze w pełni skutecznych narzędzi do wykrywania algorytmów deepfake. Wśród środków zaradczych, po które można sięgnąć, są takie technologie, jak np. Sherlock AI, który pozwala na wykrycie anomalii w filmach wideo, Blockchain, który ma chronić rejestry danych przed manipulacjami czy Natural Hash, który umożliwia twórcom treści na osadzanie w materiałach źródłowych nieedytowalnych cyfrowych znaków wodnych.

Choć do niedawna niebezpieczeństwo płynące z deepfake nie występowało na szeroką skalę, a samo zjawisko kojarzyło się bardziej z science fiction niż rzeczywistością, dziś śmiało można stwierdzić, że to realne zagrożenie. Na szczęście, cały czas pracuje się nad skuteczną bronią w walce z deepfake creations. Z jednej strony działają firmy specjalizujące się w obszarze cyberbezpieczeństwa, a z drugiej – powstają państwowe struktury, jak Biuro do Walki z Cyberprzestępczością Policji czy Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – Cyber MIL.

– Dzisiejsze ataki socjotechniczne stosowane przez cyberprzestępców opierają się głównie na metodach bezpośrednich o ograniczonym zasięgu, jak np. popularny phishing czy metoda „na prezesa”. Dlatego nowoczesne socjotechniki, jak deepfake, są szczególnym, wielu jeszcze nieznanym zagrożeniem, ponieważ potrafią w realny sposób wpływać już nie na dziesiątki czy setki osób, ale na całe społeczeństwa – podsumowuje Wojciech Lika.

Źródło: TestArmy CyberForces

Direct search – na czym polega i kiedy przynosi efekty?

Direct search to nowoczesna metoda pozyskiwania „określonej” siły roboczej. Odnosi się do rekrutowania pracowników, którzy są ekspertami w swojej dziedzinie. Wykorzystując technologię direct search każda firma może sprawniej znaleźć fachowców w konkretnej branży, np. poprzez wysyłanie spersonalizowanych oferty pracy do realnej grupy potencjalnych pracowników (specjalistów). Pozyskiwanie pracowników, którzy wyróżniają się potencjałem gwarantującym rozwój i sukces firmy jest bardzo trudnym zadaniem. Osoby posiadające ogromną wiedze, bogate doświadczenie oraz odznaczające się specyficzną osobowością zazwyczaj mają już dobrą pracę i nie planują zmiany stanowiska. Nie przeglądają żadnych nowych ofert, a nawet jeśli przypadkiem natrafią na ciekawe ogłoszenie o pracę nie są nim zainteresowani. Jeżeli firmie zależy, aby pozyskać takiego pracownika (specjalistę) jedną z opcji jest skorzystanie z nowoczesnej technologii direct search.

Direct search – krok po kroku

Direct search pozwala rekruterom skutecznie wyszukać najlepszych dla firmy kandydatów i zaprosić ich do procesu rekrutacji. W odróżnieniu do klasycznej rekrutacji pracowników, technologia umożliwia dotarcie do konkretnych specjalistów (stanowiska wymagające unikalnych cech od pracownika). Doskonale sprawdza się w przypadku, kiedy firma poszukuje osób na pojedyncze stanowiska np. kierownika działu. Ponadto metoda daje świetne efekty w sytuacji, w której kandydaci o pożądanych cechach nie szukają aktywnie posady. Najczęściej nowoczesna technologia wykorzystywana jest przy poszukiwaniach ekspertów z dziedzin takich jak: finanse, konsulting, czy IT.

Jeżeli firma poszukuje eksperta na nowe stanowisko powinna przede wszystkim zbadać o odpowiednio wyszkolonego, doświadczonego i komunikatywnego rekrutera. Rekruter, który ma za zadanie znaleźć potencjalnego specjalistę musi mieć wiele umiejętności, obszerną wiedzę, znać się na określonej branży i środowisku biznesowym. Ponadto sprawnie działający rekruter nie powinien bać się podejmować żadnych kroków, musi to być osoba otwarta i obyta z obecnymi trendami (sposobami) pozyskiwania „najwartościowszej” siły roboczej. 

Wykwalifikowany rekruter po otrzymaniu informacji, iż firma potrzebuje nowego pracownika (specjalistę) powinien rozpocząć swoją prace od profilowania. Dokładne przestudiowanie stanowiska pracy i ustalenie związanych z nim kwestii umożliwia rekruterom wnikliwe sprecyzowanie cech kandydatów (wykształcenie, kompetencje, doświadczenie, cechy osobowości). Kolejnym krokiem jest przeanalizowanie obecnych grup zawodowych na rynku w celu ustalenia szczegółowej strategii poszukiwań oraz sposobu komunikacji z potencjalnymi pracownikami. 

Następnie rekruter powinien zająć się przeszukiwaniem baz kandydatów (własne bazy, bazy kontaktów w branży, serwisy społecznościowe i specjalistyczne, fora) i z nich wyłonić „najlepszych” pracowników. Gotowa lista potencjalnych kandydatów nie oznacza już końca pracy rekrutera, właśnie w tym miejscu zaczyna się najtrudniejszy etap. Rekruter musi wyjątkowo zainteresować każdego kandydata, zazwyczaj nie wystarczająca okazuje się zwykła rozmowa np. telefoniczna. Osoba poszukująca pracownika ma za zadanie przyciągnąć jego uwagę i powinna stać się dla niego partnerem godnym zaufania. Wzbudzenie chęci do zdobycia większej ilości szczegółów odnośnie przedstawianej oferty w efekcie prowadzi do ustalenia terminu spotkania osobistego. Jeśli dojdzie do spotkania pomiędzy rekruterem, a potencjalnym pracownikiem w trakcie, którego kandydat przyjmie ofertę, wówczas możemy mówić o udanym direct search. Obecnie wielu rekruterów znacząco ułatwia sobie swoją codzienną pracę (poszukiwania specjalistów), między innymi poprzez korzystanie z nowoczesnych systemów rekrutacji np. elevatosoftware

Przedświąteczna gorączka. Firmy kurierskie pracują pełną parą

Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia mimo zimowej aury, pod każdym względem są najgorętszym okresem w roku. Dotyczy to przede wszystkim branży KEP. Kurierzy mają ręce pełne roboty, a operatorzy decydują się nie tylko zwiększać zatrudnienie, ale również dostarczać przesyłki w soboty.

Przedświąteczny szczyt rozpoczął się już w listopadzie, ale to grudzień jest najbardziej intensywnym miesiącem w roku. Liczby nadanych paczek rosną w iście zawrotnym tempie, co jest w dużej mierze zasługą dynamicznego rozwoju segmentu e-commerce. Konsumenci, z uwagi na wygodę, komfort, ale również brak czasu, decydują się na zakupy online, natomiast z perspektywy przewoźników, same wzrosty rok do roku mogą sięgać nawet kilkudziesięciu procent.

Wzmożony ruch rekrutacyjny

Końcówka roku sprzyja także wzmożonemu ruchowi rekrutacyjnemu realizowanemu przez centra dystrybucji czy firmy kurierskie. Gorączka zakupowa wymaga uruchomienia dodatkowych zasobów ludzkich w zakresie skutecznej realizacji dostaw. Rekrutacje sezonowe w sposób bezpośredni determinuje zapotrzebowanie na okazjonalną siłę roboczą, jednak pracodawcy pozostawiają sobie pewien margines na wypadek spodziewanego spowolnienia gospodarczego.

Warto jednak wspomnieć, że e-commerce nakręca całą branżę bez względu na sezonowość. Pracownicy tymczasowi w logistyce są bardzo cenni, ponieważ trudno przewidzieć perspektywę lub barierę zakupów realizowanych online. Obecnie, nie istnieje żadna racjonalna granica, poza dostępem do Internetu, która mogłaby wpłynąć na wyhamowanie sektora. Z drugiej strony, firmy stawiają na zwiększenie efektywności dotychczasowych pracowników, ograniczając zapotrzebowanie na sezonowe rekrutacje, co daje poczucie większej stabilizacji i przewidywalności w zakresie samego zatrudnienia. Warto zauważyć, że w związku ze świątecznym szczytem Poczta Polska zatrudniła 2,7 tys. nowych pracowników.

Popularność handlu internetowego rośnie rok do roku, a wraz z nim zapotrzebowanie na usługi kurierskie. Podczas przedświątecznej gorączki kurierzy stają przed serią wyzwań, ale najważniejsze z nich to dostarczenie przesyłki na czas. Obecnie, ponad połowa Polaków robi e-zakupy. Konsumenci planują świąteczne sprawunki przynajmniej miesiąc wcześniej, jednak najbardziej intensywne są właśnie ostatnie dwa tygodnie. Jak wynika z nowego raportu Nielsena o zakupach produktów spożywczych, kosmetycznych i chemicznych online, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy 56% Polaków nabyło produkty FMCG w Internecie, a blisko połowa z nich zrobiła to więcej niż raz.

Mimo wielu ulepszeń, wciąż najlepszym pomysłem jest zamówienie przesyłki z odpowiednim wyprzedzeniem. Stanowi to zabezpieczenie przed skutkami czynników losowych, na które kurier nie ma bezpośredniego wpływu, a które mogą wpłynąć na opóźnienia. W tym przypadku, niezależnie od innowacji, nowatorskich rozwiązań technologicznych czy wdrażania zupełnie świeżych usług, sprawdza się kluczowa dewiza. Im wcześniej e-zakupy zostaną zrealizowane, tym spokojniejsze będą gorące przedświąteczne tygodnie.

Łukasz Łukasiewicz, Operations Manager, SwipBox Polska

Przyszłość transportu drogowego – trendy na 2020

Gromadzenie i analiza danych oraz rozwój szybkich sieci komórkowych 5G będą miały w najbliższych latach kluczowe znaczenie w kontekście monitoringu flot pojazdów. Informacje te pozwolą firmom jeszcze szybciej podejmować kluczowe decyzje biznesowe. Zdaniem ekspertów Verizon Connect w 2020 roku warto zwrócić uwagę na pięć wyraźnych trendów w rozwoju branży.

Wideo jako dane

W 2020 roku możemy spodziewać się dalszego rozwoju inteligentnej analizy danych wideo, co będzie kolejnym krokiem w ewolucji urządzeń Internetu Rzeczy (IoT). W przemyśle transportowym można wykorzystywać wideo na różne sposoby, związane m.in. z bezpieczeństwem kierowców, wydajnością transportu oraz pojazdami bezzałogowymi. Natomiast w krótszej perspektywie można oczekiwać, że dane wideo zapewnią szerszy obraz sytuacji, co przełoży się na podniesienie bezpieczeństwa kierowców i transportu, a dodatkowo będzie chronić flotę firmy.

Sztuczna inteligencja

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe już teraz wykorzystywane są w przemyśle transportowym. Te zaawansowane technologie będą wdrażane na coraz szerszą skalę, gdyż firmy i floty zaczną stawiać na większą produktywność i bezpieczeństwo. Przedsiębiorstwa, które będą nadążać za rozwojem techniki, zaczną zyskiwać przewagę nad konkurencją w swojej branży, co ostatecznie doprowadzi do popularyzacji nowych rozwiązań.

Pojazdy elektryczne

W tym momencie samochody elektryczne to tylko mały odsetek wszystkich pojazdów na drogach. Ma to zmienić się w kolejnych latach. W 2019 roku było ich tylko 3,2 miliona, ale do 2030 roku liczba ta ma wzrosnąć do 26 milionów. Wynika to z faktu, że zarówno publiczne jak i prywatne organizacje dążą do bardziej zrównoważonego rozwoju. Wraz z ekspansją tego segmentu, również monitoring floty obejmie dane unikatowe dla segmentu pojazdów elektrycznych, np. czas ładowania, średnie zużycie kilowatogodzin czy położenie najbliższej stacji ładowania.

Ruch autonomiczny

Ekosystem pojazdów połączonych rozwija się i rośnie w siłę. Już dzisiaj zaawansowane systemy wspierania kierowcy (ADAS) są standardem w większości samochodów i zwiastunem przyszłości systemów AV, które nadejdą w kolejnych dekadach. Natomiast wdrażanie technologii 5G to znaczący krok w kierunku urzeczywistnienia się ruchu autonomicznego. W krótkiej perspektywie firmy powinny inwestować strategicznie, aby znaleźć się w pozycji, z której mogą czerpać korzyści z technologii autonomicznej. Rozwiązania te mogą pozytywnie wpłynąć na wydajność, produktywność i bezpieczeństwo flot oraz pracowników mobilnych.

Bezprzewodowa transmisja danych 5G

Wraz z pojawianiem się sieci 5G, urządzenia połączone jeszcze mocniej przekształcą i usprawnią drogi, po których jeździmy. 2020 będzie w niektórych krajach rokiem eksperymentów i planowania rozwiązań zarządzania flotą z wykorzystaniem 5G. To właśnie dzięki tej technologii drastycznie zwiększy się ilość i prędkość przesyłania danych przez sieci mobilne, co umożliwi powstanie bardziej inteligentnej infrastruktury, która wyniesie istniejące inteligentne pojazdy na nowy poziom. 5G ma potencjał do usprawnienia niemal wszystkiego – od kanałów wideo i czujników, po analizę danych w czasie rzeczywistym. Oznacza to nowe możliwości w zakresie transportu, ruchu autonomicznego, zarządzania ruchem drogowym oraz bezpieczeństwa na drogach.

Dokonywanie szczegółowych prognoz zawsze jest ryzykowne, zwłaszcza w tak dynamicznie rozwijającej się branży, jaką jest monitoring flot i powiązane z nią techniki transportu. Z pewnością jednak takie systemy jak telematyka będą odgrywać kluczową role w rozwoju firm w najbliższych latach i warto przyglądać się im z uwagą.

Produkcja przemysłowa w Polsce rośnie. Lepsza koniunktura w Niemczech

Dzisiaj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. Rośnie ona symbolicznie o 1,4%. Jutro poznamy uzupełniające dane w postaci sprzedaży detalicznej, które pokażą nam szerszy obraz kondycji gospodarki.

Produkcja przemysłowa jednak rośnie

Dzisiaj o godzinie 10:00 poznaliśmy dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej. Pomimo oczekiwań zerowej zmiany rośnie ona o 1,4% w skali roku. Wynik powyżej oczekiwań to miła niespodzianka w tym wskaźniku, z drugiej strony 1,4% wzrostu to jednak mizerny rezultat. Tak powolny rozwój produkcji przemysłowej może potwierdzać, że ostatnie (niższe) prognozy wzrostu gospodarczego mają coraz większe szanse się spełnić.

Lepsza koniunktura w Niemczech

Wczoraj poznaliśmy indeks instytutu IFO. Wyniósł on o 0,8 punktu powyżej oczekiwań, osiągając tym samym 96,3 punktu. Odczyt ten w dalszym ciągu jest jednak wyraźnie poniżej bariery 100 punktów, która symbolicznie oddziela rozwój od recesji. Dane te chwilowo podbiły wartość euro względem dolara, jednakże szybko powróciło ono do trwającego cały dzień trendu spadkowego. W rezultacie, pomimo tego, że złoty skończył wczoraj stabilnie dzień względem euro, stracił ponad grosz względem dolara.

Stopy procentowe w Czechach bez zmian

Czesi zgodnie z oczekiwaniami nie zmienili na wczorajszym posiedzeniu sóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 2%. Czeski Narodowy Bank jest znacznie aktywniejszy w swojej polityce monetarnej od Rady Polityki Pieniężnej w ostatnim czasie. Od połowy 2017 roku do połowy tego roku podniósł on stopy procentowe z 0% do 2%. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tego inflacja przekroczyła próg 3%. Aż strach pomyśleć co by się działo, gdyby nie proaktywne działania monetarne. Rynki przyjęły decyzję banku Czech bardzo spokojnie. Na walutach właściwie nie było widać reakcji.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Rok 2019 w prawie pracy. Przepisy antymobbingowe, urlop macierzyński, zmiany w związku z RODO

W bieżącym roku istotnie zmodyfikowano przepisy prawa pracy, w tym dotyczące przetwarzania danych osobowych kandydatów do pracy czy dochodzenia roszczeń związanych z mobbingiem. Eksperci inFakt wskazują najważniejsze zmiany i tłumaczą, na czym polegają nowe regulacje.

Nowe przepisy antymobbingowe

Modyfikacje w prawie pracy, które weszły w życie 7 września, obejmują między innymi przepisy o równym traktowaniu pracowników i mobbingu. – Nowelizacja dopuściła formułowanie roszczeń o odszkodowanie za mobbing także w czasie trwania stosunku pracy. Do tej pory warunkiem żądania odszkodowania było „rozwiązanie umowy wskutek mobbingu”. Obecnie pracownik będzie mógł skierować do sądu roszczenie odszkodowawcze także przeciwko aktualnemu pracodawcy, wskazując na to, że padł ofiarą zachowań mobbingowych w firmie – mówi Ewelina Włodarczyk, ekspert do spraw kadrowo-podatkowych w firmie inFakt.

Zmiany w związku ze stosowaniem RODO

Inna duża nowelizacja kodeksu pracy miała miejsce 4 maja 2019 roku. Odnosiła się przede wszystkim do zasad przetwarzania danych osobowych, czyli jakie dane osobowe pracodawca może przetwarzać u kandydata, a jakie u pracownika. – Zgodnie z wprowadzonymi zmianami od kandydata można żądać wyłącznie danych kontaktowych, które ten samodzielnie wskaże, a nie jak dotychczas – danych, które narzucał pracodawca, m.in. adresu zamieszkania. Wszystkie inne dane osobowe wolno przetwarzać wyłącznie za dobrowolną i świadomą zgodą tego, kto ubiega się o zatrudnienie lub pracownika. Ustawodawca przewidział wyjątek dla danych o niekaralności, które muszą zostać podane, kiedy przewidują to powszechne przepisy – wyjaśnia Ewelina Włodarczyk.

Majowa nowelizacja kodeksu pracy uporządkowała też zasady przetwarzania danych wrażliwych, tj. biometrycznych i o stanie zdrowia. Wolno je przetwarzać wyłącznie z inicjatywy osoby zatrudnianej. Wyjątek dotyczy danych, których przetwarzanie jest niezbędne ze względu na kontrolę dostępu do szczególnie ważnych informacji, gdy ich ujawnienie może narazić pracodawcę na szkodę, lub dostępu do pomieszczeń, które muszą być szczególnie chronione.

Ustawa wprowadzająca RODO zmieniła także przepisy o funduszu socjalnym. Osoby uprawnione do korzystania z funduszu, aby otrzymać ulgową usługę i świadczenia oraz dopłaty z funduszu, muszą podać pracodawcy swoje dane w formie oświadczenia. Pracodawca może przy tym żądać, aby udokumentować te informacje. Potwierdzeniem mogą być w szczególności oświadczenia i zaświadczenia o sytuacji życiowej (w tym zdrowotnej), rodzinnej i materialnej osoby uprawnionej do korzystania z funduszu.

Świadectwo pracy bez zwłoki

Wrześniowa nowelizacja zmieniła także zasady wydawania świadectwa pracy. Przede wszystkim sprecyzowano, że dzień wydania świadectwa pracy oznacza „dzień, w którym następuje ustanie stosunku pracy” – do tej pory przepisy wskazywały, że pracodawca jest obowiązany wydać pracownikowi świadectwo pracy „niezwłocznie”. Według nowych przepisów jest możliwe również ukaranie pracodawcy grzywną od 1 tys. zł do 30 tys. zł za to, że nie wydał świadectwa w terminie, a nie jak obecnie – nie wydał w ogóle.

Kolejna zmiana dotyczy treści świadectwa pracy. Wydłużony z 7 do 14 dni został termin, w jakim można zwrócić się do sądu pracy i pracodawcy o sprostowanie jego treści.

Zmiana zasad prowadzenia dokumentacji pracowniczej od początku 2019 roku

Od 2019 roku istnieje zasada wypłacania wynagrodzenia za pracę na rachunek płatniczy pracownika. Wcześniej wypłaty domyślnie dokonywane były w formie gotówkowej. – Wciąż możliwe jest wypłacanie wynagrodzenia w gotówce, ale wymaga to złożenia przez pracownika stosownego oświadczenia w tej sprawie – zwraca uwagę ekspert inFakt.

W tym roku pracodawcy otrzymali również możliwość prowadzenia dokumentacji pracowniczej, w tym akt osobowych pracownika, w wersji elektronicznej. Pracodawca ma obecnie wybór co do formy– ważne, aby dokumenty były przechowywane w sposób gwarantujący zachowanie poufności, integralności, kompletności oraz dostępności, w warunkach niegrożących uszkodzeniem lub zniszczeniem przez okres zatrudnienia, co również zostało uwzględnione w nowelizacji Kodeksu Pracy. Dodatkowo skrócono okres przechowywania dokumentacji pracowniczej z 50 do 10 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym stosunek pracy uległ rozwiązaniu lub wygasł. Okres ten będzie wydłużony w przypadku, gdy dokumentacja będzie stanowić dowód w postępowaniu lub dokumentacja ta być może będzie stanowiła dowód w postępowaniu.

Urlop macierzyński

Do ostatniej grupy zmian należy zaliczyć dodatkowe uprawnienia dla pracowników – innych członków najbliższej rodziny, korzystających z urlopu macierzyńskiego. Zmiany te rozszerzyły krąg osób, które mają możliwość skorzystania z urlopu macierzyńskiego, na innych członków najbliższej rodziny (nie tylko rodziców). Obecnie mogą to być babcia lub ciotka dziecka w sytuacji, gdy z urlopu nie może skorzystać matka dziecka. Nowe przepisy zrównują prawa przysługujące pracownikom – innym członkom najbliższej rodziny korzystającym z urlopu macierzyńskiego lub rodzicielskiego z prawami pracownika (rodzica) bezpośrednio sprawującego opiekę. Dotyczą m.in. ochrony przed rozwiązaniem umowy, wynagradzania za czas pozostawania bez pracy w przypadku bezzasadnego zwolnienia czy uprawnienia co do skorzystania z urlopu wypoczynkowego bezpośrednio po urlopie macierzyńskim.

Ciąg dalszy nastąpi

Rok 2019 jest przełomowy, jeśli chodzi o zmiany w Kodeksie Pracy. Dużo kwestii, które do tej pory były niejasne lub wręcz nieuregulowane, zostało uwzględnionych, dodano też zupełnie nowe zapisy. Rząd zapowiada też daleko idące zmiany na rok 2020, m.in. pełne oskładkowanie umowy zlecenia, wysoki wzrost płacy minimalnej czy telepracę dla rodzicówpodsumowuje Ewelina Włodarczyk.

Fiskus prowadził u przedsiębiorcy kontrolę jeszcze przez 3,5 roku po przedawnieniu się zobowiązania podatkowego

Termin, w jakim fiskus może dochodzić od przedsiębiorców zobowiązań podatkowych, wynosi 5 lat, liczonych od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Organy stosują jednak nadane im mocą prawa narzędzia do wydłużania tego terminu nawet o kilka lat. W sprawie lubuskiego przedsiębiorcy naczelnik urzędu celno-skarbowego prowadził kontrolę nie tylko w 5-letnim okresie przedawnienia, ale i przez 3,5 roku po jego upływie.

Jak stanowi przepis art. 15 § 1 pkt 3 Ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. 2002 nr 153 poz. 1270, ze zm., dalej: P.p.s.a.): „Naczelny Sąd Administracyjny podejmuje uchwały zawierające rozstrzygnięcie zagadnień prawnych budzących poważne wątpliwości w konkretnej sprawie sądowoadministracyjnej”. Z kolei przepis art. 187 § 2 P.p.s.a. zaznacza, że „Uchwała składu siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego jest w danej sprawie wiążąca”. W praktyce tzw. uchwała siódemkowa NSA jest respektowana przez sądy administracyjne także w innych sprawach, w których występuje to samo zagadnienie prawne, czyniąc jednocześnie daremnym podejmowanie rozstrzygnięć przez organy podatkowe, które stałyby w sprzeczności z taką uchwałą.

Ważna uchwała NSA

To właśnie uchwała siódemkowa NSA legła u podstaw uzyskania przez przedsiębiorcę 13 lipca 2019 r. korzystnej decyzji umarzającej prowadzone wobec niego postępowanie kontrolne. Chodzi o uchwałę z dnia 18 marca 2019 r., w której skład 7 sędziów NSA orzekł:

„Dla skuteczności zrealizowania obowiązku wynikającego z art. 70c ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2015 r. poz. 613 ze zm., dalej: Ordynacja podatkowa) zawiadomienie, o którym mowa w tym przepisie należy doręczyć pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu kontrolnym lub podatkowym, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony” (sygn. akt I FPS 3/18).

5 lat kontroli

Naczelnik jednego z urzędów celno-skarbowych w grudniu 2011 r. wszczął wobec lubuskiego przedsiębiorcy postępowanie kontrolne w zakresie prawidłowości dokonanych przez niego rozliczeń z tytułu podatku od towarów i usług za okres od kwietnia do czerwca 2010 r. W toku postępowania pismem z dnia 12 lutego 2016 r. adwokat kontrolowanego wskazał jako pełnomocnika do doręczeń inną osobę występującą już w sprawie w roli reprezentanta strony na wcześniejszym jej etapie.

29 października 2015 r. przeciw przedsiębiorcy wszczęto postępowanie przygotowawcze w sprawie o przestępstwo skarbowe. 18 listopada 2015 r. kontrolowany przedsiębiorca odebrał zawiadomienie o tym fakcie. Naczelnik urzędu skarbowego poinformował go w nim, że w związku ze wszczęciem postępowania karno-skarbowego, na podstawie art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej, uległ zawieszeniu termin przedawnienia zobowiązania podatkowego objętego kontrolą. Ta zakończyła się w październiku 2016 r. wydaniem decyzji wymiarowej.

Nieskuteczne doręczenie zawiadomienia o przerwaniu biegu terminu nie przerywa go

Reprezentujący przedsiębiorcę radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec wniósł od tej decyzji odwołanie, podnosząc, że naczelnik urzędu skarbowego doręczył zawiadomienie o wszczęciu postępowania karno-skarbowego, a co za tym idzie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia bezpośrednio do przedsiębiorcy, zamiast do ustanowionego w postępowaniu pełnomocnika. Zdaniem pełnomocnika przedsiębiorcy nieskuteczne doręczenie tego zawiadomienia, bo dokonane do niewłaściwego podmiotu, spowodowało, że bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie został tą czynnością organu zawieszony i skutecznie upłynął.

Organ odwoławczy we wrześniu 2018 r. uchylił zaskarżoną decyzję wymiarową i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania naczelnikowi urzędu celno-skarbowego, który w wydanej 13 lipca 2019 r. decyzji umorzył prowadzone postępowanie kontrolne, przyznając, że choć w orzecznictwie sądowoadministracyjnym istniały dotąd istotne rozbieżności co do adresata, któremu należy doręczyć zawiadomienie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia z powodu wszczęcia postępowania karno-skarbowego, to wskutek podjęcia 18 marca 2019 r. uchwały przez skład 7 sędziów NSA doręczenie tego zawiadomienia bezpośrednio przedsiębiorcy z pominięciem ustanowionego pełnomocnika powoduje, iż bieg terminu przedawnienia nie uległ zawieszeniu. Dlatego też zobowiązanie podatkowe przedsiębiorcy z tytułu podatku VAT za okres od kwietnia do czerwca 2010 r. przedawniło się z końcem 2015 r.

Umorzenie kontroli prowadzonej 3,5 roku po upływie terminu przedawnienia zobowiązania

Skoro – jak stwierdził sam organ – objęte kontrolą zobowiązanie podatkowe przedawniło się 31 grudnia 2015 r., to znaczy, że organ umorzył kontrolę dopiero po upływie 3,5 roku od tego zdarzenia. Omawiana uchwała NSA jest niezwykle istotna dla przedsiębiorców, podatników. Rozstrzyga bowiem, że dla skuteczności zrealizowania obowiązku wynikającego z art. 70c O.p., a więc zawiadomienia podatnika o nierozpoczęciu lub zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego wskutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego przeciw niemu, zawiadomienie to należy doręczyć jego pełnomocnikowi, który został ustanowiony w postępowaniu, nawet jeżeli zawiadomienia tego dokonuje organ podatkowy, przed którym nie toczy się żadne postępowanie z udziałem pełnomocnika strony.

Skład orzekający orzekł również, że uchybienie w realizacji powyższego obowiązku powinno być traktowane jako brak ziszczenia się materialnoprawnego skutku przewidzianego w art. 70 § 6 pkt 1 O.p. Dla przedsiębiorców oznacza to, że bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie został czy też nie zostaje skutecznie zawieszony, jeśli zawiadomienie o wszczęciu postępowania ws. podejrzenia popełnienia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego nie zostanie mu skutecznie doręczone. Natomiast w przypadku, gdy przedsiębiorca ustanowił pełnomocnika, o skutecznym doręczeniu nie może być mowy, jeśli zawiadomiono przedsiębiorcę, a nie pełnomocnika.

Uchwała składu 7 sędziów NSA jest więc na tyle ważna, że otwiera przedsiębiorcom, którym organy wydłużyły okres upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, drogę do rewizji prawidłowości tych działań w ich sprawach. Może się okazać, że u wielu z nich nadal toczy się kontrola skarbowa, mimo że objęte nią zobowiązanie podatkowe dawno się przedawniło.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Grupa EBI i Europejski Fundusz Leasingowy wspierają finansowanie małych i średnich przedsiębiorstw

Sekurytyzacja portfela leasingowego o wartości 2,1 mld PLN umożliwi odblokowanie dodatkowych środków w wysokości 3,1 mld PLN dla polskich firm. Transakcja jest objęta gwarancją Grupy EBI w ramach planu Junckera. Jedna trzecia środków pochodzących z nowych umów leasingowych objętych planem Junckera zostanie przeznaczona na wspieranie przedsiębiorstw prowadzonych przez kobiety.

Grupa Europejskiego Banku Inwestycyjnego (Grupa EBI), utworzona przez Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) i Europejski Fundusz Inwestycyjny (EFI), wzięła udział w transakcji sekurytyzacji syntetycznej w Polsce zainicjowanej przez firmę leasingową Europejski Fundusz Leasingowy (EFL), należącą do grupy Crédit Agricole. Celem transakcji jest wsparcie nowego finansowania na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), spółek o średniej kapitalizacji i mikroprzedsiębiorstw w Polsce, a także promowanie przedsiębiorczości kobiet.

Transakcja otrzymała gwarancję Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS), który jest filarem finansowym planu Junckera. Transakcję zaaranżowała dla EFL firma StormHarbour. Jednocześnie, w ramach transakcji, CA CIB pełnił rolę doradcy w Grupie Crédit Agricole.

Grupa EBI przyznała EFL gwarancję w ramach portfela MŚP obejmującego transze senior oraz mezzanine o łącznej wartości 2,1 mld PLN (około 490 mln EUR). Plan Junckera zapewnia wsparcie transzy mezzanine o wartości 314 mln PLN (73 mln EUR) w ramach mandatu udzielonego EBI przez Komisję Europejską. Ryzyko związane z transzą senior o wartości 1,76 mld PLN (410 mln EUR) pokrywane jest w ramach środków własnych EFI.

Transza mezzanine wsparta w ramach planu Junckera będzie promować przedsiębiorczość kobiet w Polsce. Około 33% nowego finansowania udostępnionego przez EFL w ramach gwarancji EBI dla transzy mezzanine ma zostać przeznaczone na rzecz przedsiębiorczości kobiet oraz przedsiębiorstw prowadzonych przez kobiety.

Dyrektor wykonawczy EFI, Pier Luigi Gilibert, powiedział: „Europejski Fundusz Inwestycyjny z zadowoleniem przystępuje w Polsce do umowy syntetycznej sekurytyzacji MŚP w celu wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw w tym kraju. Nowa transakcja z zaufanym partnerem, we współpracy z Bankiem i przy wsparciu planu Junckera, stanowi potwierdzenie doświadczenia Funduszu w zakresie uruchamiania inwestycji. Uwolnienie kapitału regulacyjnego w drodze sekurytyzacji umów leasingowych zwiększy zdolność EFL do finansowania MŚP na lepszych warunkach”.

Wiceprezes EIB, Lilyana Pavlova, która nadzoruje operacje w Polsce i w krajach objętych polityką spójności, skomentowała: „Wspieranie małych i średnich przedsiębiorstw będących siłą napędową wzrostu gospodarczego jest głównym celem Grupy EBI. Promowanie firm ze znaczącym udziałem kobiet jest równie ważne w celu wspierania zdrowszego i bardziej dynamicznego środowiska biznesowego. Poprzez zagwarantowanie, aby odpowiednią część nowego finansowania przekazano na rzecz przedsiębiorczości kobiet, EBI i EFL przyczynią się do dalszego rozwoju polskiej gospodarki”.

Członek Zarządu EFL ds. Finansów, Paweł Bojko, powiedział: „Jest to pierwsza syntetyczna transakcja przeprowadzona przez EFL. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że po zamknięciu w 2017 roku naszej pierwszej w historii sekurytyzacji typu „true sale”, w tym roku mogliśmy zrealizować kolejny projekt sekurytyzacyjny, tym razem o charakterze syntetycznym. Doceniamy zaufanie, jakim Grupa EBI obdarzyła EFL, i z dumą podejmujemy wspólne działania na rzecz realizacji w Polsce celów społecznych, takich jak wspieranie MŚP i sprzyjanie równości płci w biznesie. Transakcja nie tylko przynosi korzyści dla samej spółki, lecz także umacnia atuty całej grupy Credit Agricole SA, umożliwiając dalszy rozwój działalności grupy w Polsce”.

Komisarz UE do spraw gospodarki, Paolo Gentiloni, powiedział: „W ramach tej współpracy Unia Europejska pomaga mikro- i małym przedsiębiorstwom w Polsce w rozwoju oraz tworzeniu nowych miejsc pracy. Dzięki wsparciu w postaci gwarancji w ramach planu inwestycyjnego dla Europy wartość nowego finansowania w ramach umowy wyniesie 2,1 mld PLN. Cieszy mnie zwłaszcza fakt, że jedna trzecia tych środków zostanie przeznaczona na rzecz firm prowadzonych przez kobiety. Wspaniała inicjatywa na szczeblu krajowym przy wsparciu Unii Europejskiej”.

Słabe dane produkcyjne za listopad mogą osłabić złotego

Środowa sesja nie zmieniła ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego. Choć podczas sesji europejskiej notowania EUR/PLN wzrosły powyżej 4,272 w kolejnych godzinach handlu powróciły w okolice otwarcia dnia, do 4,26. Zmiany na euro/złotym wspierało zachowanie rynku głównej pary walutowej, gdzie kurs EUR/USD przez większą część dnia spadał, kierując się do wsparcia na 1,11 po czym również zawrócił.

Wśród inwestorów nadal utrzymują się obawy związane z formą opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię, po ty jak na rynku pojawiło się widmo twardego Brexitu. Premier Boris Johnson nie chce bowiem zgodzić się na wydłużenie okresu przejściowego koniecznego do wynegocjowania nowej umowy handlowej. Na rynku pojawiło się więc nieco strachu, szczególnie, że nadal nie jest zamknięty temat 1. fazy porozumienia handlowego USA-Chiny (szumnie zapowiedziana, wynegocjowana umowa nadal nie jest przez strony podpisana i nie ma nawet wyznaczonego terminu). Swoje robi też stopniowe uciekanie inwestorów na świąteczną przerwę.

W tej sytuacji wspólna waluta pozostawała pod presją pomimo znacznie lepszych od oczekiwanych danych z Niemiec. Jak pokazał Instytut Ifo, indeks oczekiwań przedsiębiorców wzrósł najbardziej od połowy 2018 r. do 93,8 pkt., co może oznaczać, że niemieccy producenci zaczynają dostrzegać sposoby odwrócenia utrzymującego się od roku trendu spadkowego w przemyśle. Wyżej od oczekiwań (na poziomie 96,3 pkt. wobec 95,5) wypadł też indeks nastrojów gospodarczych.

W kraju, po wtorkowych odczytach inflacji bazowej i wyniku na rachunku bieżącym wczoraj rynek poznał nieco mieszane dane z sektora przedsiębiorstw. Wg publikacji GUS zatrudnienie w listopadzie wzrosło o 2,6% r/r (2,5% oczekiwano), zaś przeciętne wynagrodzenie zwiększyło się o 5,3% (5,9% oczekiwano). Wg ekonomistów PKOBP, obserwowany spadek popytu na pracę nie oznacza ryzyka wzrostu bezrobocia ani perspektywy wyraźnego wyhamowania dynamiki wynagrodzeń. Od roku liczba pracujących w gospodarce nie rośnie (BAEL), a wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw możliwy jest dzięki przesunięciom z mniejszych firm lub innych sektorów (odpływy w rolnictwie i usługach).

W najbliższych dniach poznamy ostatnie ważne dane krajowe. Jak się spodziewamy niektóre z nich mogą ciążyć złotemu, w tym przede wszystkim czwartkowa produkcja przemysłowa, która jak oczekują ekonomiści PKOBP spadła w listopadzie o 2,5% w skali roku, ale też piątkowa sprzedaż detaliczna. Słabsze odczyty za listopad (oczekiwane 4,2% r/r wobec 4,6% miesiąc wcześniej) potwierdzą, że jak na razie impuls fiskalny nie jest wystarczającym stymulatorem dla sprzedaży.

Na rynku stopy procentowej doszło do wzrostu rentowności obligacji, gdzie 10-letni niemiecki Bund notowany jest w okolicach -0,25%. Częściowo wpływ na ruch w górę na niemieckiej krzywej dochodowości miały wspomniane dane Ifo, które mogą sugerować, że perspektywy dla niemieckiej gospodarki przestały ulegać pogorszeniu. Dodatkowo ruch na Bundzie pokrywał się z obserwowanym w ostatnich dniach odbiciem 5-letniego swapa inflacyjnego w euro. Instrument ten zyskał na popularności, od kiedy poprzedni prezes EBC M. Draghi wskazał go jako preferowaną rynkową miarę oczekiwań inflacyjnych.

W Polsce krzywa dochodowości również przesunęła się w górę, a ruch na środku oraz dłuższym końcu był zbliżony do 2 pb. Zaplanowane do końca tego tygodnia wydarzenia powinny ograniczać pole do ruchu w górę rentowności polskich obligacji. Czwartkowa produkcja przemysłowa może pokazać ujemną dynamikę roczną, co mogłoby zwiększać ryzyko utrzymania się tempa wzrostu PKB w okolicach lub nawet poniżej 4% r/r również w czwartym kwartale (po 3,9% w Q3). Z kolei wspomniane minutes z grudniowego posiedzenia RPP mogą pokazać, że w Radzie nadal pojawiają się skrajne opinie, przemawiające zarówno za obniżką jak i podwyżką stóp procentowych. Jednak większość członków RPP nadal zakłada stabilizację stóp, co powinno sprzyjać utrzymywaniu się notowań papierów 2-letnich w przedziale 1,40%-1,50%.

Wykres dnia: Poprawiające się nastroje gospodarcze w Niemczech wspierają euro względem dolara.

Poprawiające się nastroje gospodarcze w Niemczech wspierają euro względem dolara
Źródło: Refinitiv

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / Źródło: PKO Bank Polski

Cukier znowu podrożał. Branża zapowiada: Taniej już nie będzie

Średnie ceny promocyjne białego cukru poszły w górę o prawie 12% w stosunku do ubiegłego roku. Najmocniej podskoczyły w sieciach convenience – o przeszło 32%. Minimalne wartości wzrosły o ponad 8%, najbardziej w cash&carry – o blisko 62%. Natomiast maksymalny koszt zakupu spadł tylko o niecały 1%. Największą obniżkę odnotowano w cash&carry – o niespełna 80%. W analizowanym okresie zmniejszyła się liczba promocji o 34%. Szczególnie widać to po sklepach convenience, gdzie spadek był na poziome 58%. Z kolei branża cukrownicza informuje, że na przyszły rok prognozowane jest obniżenie produkcji cukru w UE o ok. 5%. Do tego wyczerpują się światowe zapasy, co finalnie może doprowadzić do wzrostu cen regularnych.

Analiza łącznie blisko 900 gazetek, wydawanych przez sieci handlowe od stycznia do października ubiegłego i tego roku, wykazała, że najbardziej poszły w górę średnie ceny promocyjne białego cukru, tj. o 11,92%. Zwłaszcza widać to po wynikach sieci convenience, które odnotowały przeciętną podwyżkę na poziomie 32,08%. W hipermarketach wzrost wyniósł nieco mniej, bo 22,35%, a w dyskontach – 21,54%.

– Sklepy convenience mają niewielką powierzchnię i małe zaplecze magazynowe. Często mieszą się w drogich w utrzymaniu lokalach. Przede wszystkim są nastawione na klientów, dla których cena nie jest kluczowym czynnikiem. Dlatego m.in. w tym formacie zanotowano największe podwyżki. Z kolei sam artykuł zdrożał, bo ograniczono jego produkcję – komentuje Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland.

Patrząc na minimalne ceny promocyjne, zauważalny jest wzrost o 7,71%. Największa podwyżka była w cash&carry – aż o 61,78%. Sieci convenience, hipermarkety i supermarkety nie podniosły i nie zmniejszyły najniższych kosztów zakupu cukru w analizowanym okresie. Obniżkę odnotowały tylko dyskonty – na poziomie 23,26%.

– Do tego ostatniego formatu należy największa sieć w Polsce, czyli Biedronka. Ma ona przewagę negocjacyjną nad dostawcami i duże szanse utrzymywania niskich cen zakupów, nawet przy znacznym wzroście kosztów produkcji. Z kolei sieci cash&carry mogą najłatwiej wprowadzać wysokie podwyżki. Ten kanał jest przeznaczony dla przedsiębiorców, którzy raczej oceniają wartość całego koszyka niż każdego artykułu z osobna – mówi Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Z kolei maksymalne ceny promocyjne spadły o 0,80%. Najbardziej było to widoczne w sieciach cash&carry, gdzie te wartości obniżyły się aż o 79,33%. W supermarketach zmniejszyły się o zaledwie 8,35%. W dyskontach poszły w górę o 58,63%, a w hipermarketach – o 25,06%. Sieci convenience nie zmieniły największych kosztów zakupów w promocji.

– Biorąc pod uwagę znaczny wzrost cen minimalnych i ogromny spadek wartości maksymalnych w cash&carry, widać, iż promocje cukru w tym kanale były na bardzo stabilnym poziomie. Wskazuje to, iż ten format zmienił swoją strategię promocyjną i cenową. Z kolei dyskonty działały w odwrotny sposób – dodaje Julita Pryzmont.

Według analizy, ceny cukru poszły w górę, ale sieci handlowe zanotowały jednocześnie spadek liczby promocji na poziomie 34%. Najbardziej widać to po wynikach sieci convenience – 58%, dyskontów – 49%, supermarketów – 37%, a także hipermarketów – 17%. Za to w cash&carry przybyło akcji promocyjnych o 13%.

– Klienci wyrabiają sobie opinię o sieciach m.in. poprzez ceny często nabywanych produktów, które mogą łatwo porównywać między sklepami. Spadek liczby promocji powiązany ze wzrostem cen promocyjnych może świadczyć o tym, że biały cukier przestaje już być artkułem spożywczym budującym wizerunek cenowy sieci – stwierdza dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Zdaniem Katarzyny Grochowskiej, zawsze, gdy produkt drożeje, spada liczba jego promocji. Eksponowanie w gazetkach podwyższonych cen, do których klienci nie przywykli, jest stanowczo niekorzystne dla sieci. Biały cukier to jeden z najbardziej podstawowych produktów spożywczych, więc zmniejszenie jego udziału w publikacjach nie obniży znacząco jego sprzedaży. Ci, którzy go spożywają, będą go i tak kupować.

– W 2020 roku regularne ceny cukru prawdopodobnie wzrosną. Wynika to z prognozowanego obniżenia produkcji w całej UE o ok. 5% względem br. Dodatkowo sytuacja na rynkach światowych pokazuje, że wyczerpują się znaczne zapasy towaru. Dorowadzi to do lekkich podwyżek, które nieznacznie odczują konsumenci. Ceny w sklepach już raczej nie spadną, bo obecnie branża cukrowa balansuje na progu opłacalności produkcji – podsumowuje Michał Gawryszczak ze Związku Producentów Cukru w Polsce.

Analizę dokonali eksperci z międzynarodowej firmy Hiper-Com Poland oraz Instytutu Badawczego ABR SESTA. Porównali oni rabatowe ceny opakowań cukru białego w opakowaniach 1-kilogramowych i liczbę promocji w pierwszych dziesięciu miesiącach tego i ub. roku. Do oceny wzięto gazetki wydawane przez wszystkie dyskonty, supermarkety, hipermarkety, sieci convenience i cash&carry.

FedEx: blisko trzy czwarte dorosłych Polaków świąteczne zakupy zrobi w internecie

FedEx Express we współpracy z instytutem badawczym BioStat, przebadała świąteczne plany zakupowe Polaków. Według przeprowadzonego w październiku sondażu, ponad 73% badanych świąteczne zakupy planuje zrobić w sieci.

Wśród najważniejszych powodów takiej decyzji, respondenci wymieniają szeroki asortyment sklepów internetowych (34,8%), bardziej atrakcyjne niż w sklepach stacjonarnych ceny (34,2%) oraz możliwość ominięcia kolejek do kas (27,2%).

„Jako największa firma transportowa świata, z bliska obserwujemy dynamiczny rozwój handlu internetowego zarówno w Polsce, jak i na świecie” – komentuje Łukasz Wróbel, MD Ground Operations, FedEx Express Polska. „Zmiana w nawykach zakupowych konsumentów na całym świecie stanowi silny trend, który wymusza na przedsiębiorcach przystosowanie się do nowych oczekiwań. W FedEx, jesteśmy mocno zaangażowani we wspieranie działających w sieci przedsiębiorców w rozwoju ich biznesów” – dodaje.

Pozytywne dane na temat rozwoju polskiego e-commerce potwierdzają również wyniki cyklicznego badania FedEx European SME Export Report. Tegoroczna edycja ankiety pokazuje, że w polskich małych i średnich firmach, które rozwijają sprzedaż zagraniczną, handel internetowy odpowiada za jedną trzecią generowanych przychodów (34%).

10 głównych ryzyk stojących przed bankami

EY wraz z Instytutem Finansów Międzynarodowych (Institute of International Finance) zidentyfikował 10 kluczowych ryzyk, z którymi w najbliższej dekadzie będą mierzyć się banki na całym świecie. Na agendzie zarządów i CRO (chief risk officer) obok ryzyka związanego ze spodziewanym spowolnieniem gospodarczym, dominują ryzyka niefinansowe, które w ostatnich kilku latach stale zyskiwały na znaczeniu, jak chociażby cyberbezpieczeństwo. 61% zarządzających ryzykiem obawia się uzależnienia podstawowej działalności operacyjnej od usług zewnętrznych dostawców. Jedna na cztery instytucje bankowe jako kluczową identyfikuje kwestię ochrony prywatności. Wysoki priorytet mają ryzyka związane z adoptowaniem przez banki nowych technologii takich jak chmura oraz szerokim wykorzystaniem analityki danych. Identyfikowane są także zagrożenia płynące z niestabilnej sytuacji geopolitycznej i zmian klimatycznych. Wreszcie dziesiątkę kluczowych ryzyk w nadchodzącej dekadzie zamykają zagadnienia związane z ewolucją potrzeb i oczekiwań klientów. 44% ankietowanych uważa, że wyzwaniem w najbliższym czasie będzie odpowiednia wycena oferowanych klientom usług i produktów bankowych.

Zapewnienie bezpiecznego przejścia przez okres spadku aktywności gospodarczej jest pierwszym punktem na liście priorytetów CRO na najbliższe 10 lat – wynika z badania przeprowadzonego przez EY i Instytut Finansów Międzynarodowych. Zarządzający ryzykiem uważają, że ich organizacje są dziś nieźle przygotowane na taką sytuację dzięki reformom wprowadzonym po ostatnim kryzysie finansowym. Ponadto wskazano na stosunkowo dużą elastyczność w zakresie możliwości dostosowania biznesu w odpowiedzi na zmieniające się otoczenie makroekonomiczne, co jednak nie jest tak oczywiste w przypadku działań po stronie bazy kosztowej.

– Przeprowadzane przez nadzorców stress testy pokazują, że przynajmniej niektóre instytucje mogą znaleźć się w trudniejszej sytuacji, jeśli spowolnienie przerodzi się w głęboką recesję. W celu zapewnienia odpowiednio szybkiej reakcji banku na taki negatywny scenariusz, zarządzający ryzykiem powinni określić zestaw wskaźników historycznych i wyprzedzających, które będą podstawą do oceny dynamiki tendencji w gospodarce – mówi Janusz Miszczak, Partner EY, Dział Zarządzania Ryzykiem Finansowym i Analityki.

Kolejnym kluczowym obszarem, na który – jak wynika z badania EY – kierują swoją uwagę CRO to ryzyko stron trzecich. Outsourcing nie jest tendencją nową, instytucje finansowe ściśle współpracują z siecią zewnętrznych partnerów, a skala tego zjawiska będzie w kolejnych latach jeszcze bardziej dynamicznie rosnąć. W tym kontekście dostęp do danych banku jest identyfikowany jako czynnik w największym stopniu wpływający na profil ryzyka – wskazuje na niego 67% ankietowanych. 61% zarządzających ryzykiem obawia się z kolei uzależnienia podstawowej działalności operacyjnej od usług zewnętrznych dostawców. Wysoko na liście potencjalnych źródeł ryzyka związanych ze współpracą ze stronami trzecimi jest także migracja technologii do chmur publicznych lub hybrydowych – na co wskazuje 58% objętych badaniem EY. Kluczowe ryzyka identyfikowane w obszarze outsourcingu dotyczą przede wszystkim bezpieczeństwa technologicznego oraz ciągłości procesów i stabilności operacyjnej.

Ochrona prywatności to kolejne zagadnienie, które w nadchodzących latach będzie wymagało szczególnej uwagi ze strony zespołów zarządzania ryzykiem. To obszar, który jeszcze kilka lat temu nie budził tak wielu emocji, ale wraz ze zwiększającą się ilością przetwarzanych danych o klientach, banki muszą zapewnić ich bezpieczeństwo. Niemal jedna na cztery instytucje bankowe (23%) identyfikuje kwestię ochrony prywatności jako kluczową w najbliższych 12 miesiącach, a dla ponad połowy (53%) będzie to najważniejsze nowe wyzwanie w najbliższych 5 latach.

Z zapewnieniem bezpieczeństwa danych nierozerwalnie wiąże się również kwestia utrzymania zaufania do banku i całego systemu finansowego. Banki mogłyby je łatwo utracić na przykład wskutek ataku hakerskiego. Dlatego właśnie cyberbezpieczeństwo już od kilku lat pozostaje w czołówce istotnych ryzyk dla sektora, niepokojąc CRO i zarządy banków. Czterech na pięciu uczestników badania EY liczy się z możliwością wystąpienia w najbliższych pięciu latach ataku lub zdarzenia operacyjnego dotyczącego systemów informatycznych o charakterze ryzyka systemowego, niemal jedna trzecia (29%) uważa taki scenariusz za bardzo prawdopodobny.

Jednocześnie jest to obszar, który wymaga dalszych istotnych nakładów, a obecnie banki nie zawsze są w stanie ocenić efekty poniesionych już inwestycji.

10 głównych ryzyk stojących przed bankamiZ bezpieczeństwem danych wiąże się również wyzwanie, wynikające z rozpowszechniania w bankach rozwiązań chmurowych. Spośród szerokiego katalogu wątpliwości związanych ze stosowaniem tej technologii, największe obawy budzi właśnie zapewnienie odpowiedniej ochrony danych. Dla 92% ankietowanych największym wyzwaniem jest bezpieczeństwo danych klientów, dla 77% – danych banku.

CRO dostrzegają także potrzebę efektywnej kontroli nad wykorzystaniem zaawansowanej analityki danych w procesach biznesowych.

– Korzystanie z danych na szeroką skalę to nieunikniony kierunek, w którym będą podążać wszystkie instytucje finansowe. Zainteresowanie potencjałem uczenia maszynowego (ML) i sztucznej inteligencji (AI) wynika z coraz częściej obserwowanych, także na krajowym rynku, skutecznych wdrożeń rozwiązań z tego zakresu, które znacząco zwiększają efektywność procesów lub polepszają jakość podejmowanych decyzji. W obszarze ryzyka, ML i AI będą wykorzystywane przede wszystkim do monitorowania procesów, podejmowania decyzji kredytowych, monitorowania transakcji pod kątem przestępczości finansowej, automatyzacji audytów, kontroli jakości danych czy skanowania treści dokumentów. Jednak możliwość pełnego zrealizowania tych korzyści wymaga transformacji funkcji ryzyka obejmującej m.in zapewnienie adekwatnego podejścia do kontroli nowych zagrożeń (na taką konieczność wskazuje 64% badanych) oraz pozyskania odpowiednio wykwalifikowanych pracowników (na co wskazuje 59% badanych) – mówi Janusz Miszczak, Partner EY, Dział Zarządzania Ryzykiem Finansowym i Analityki.

Wyzwaniem jest też kwestia braku historycznych danych o zachowaniu algorytmów w różnych warunkach rynkowych (na tę kwestię zwraca uwagę 54% ankietowanych), niejasnych oczekiwań regulatorów (wskazuje na to 47% badanych), czy kwestii etycznych związanych z podejmowaniem decyzji na bazie sztucznej inteligencji. Prawie połowa ankietowanych (48%) wskazała dodatkowo na braki w zakresie zarządzania ryzykiem modeli, które muszą zostać przezwyciężone zanim zaawansowana analityka danych na dobre rozpowszechni się w procesach bankowych.

W najbliższych dziesięciu latach banki będą musiały zmierzyć się również z wyzwaniem, polegającym na stworzeniu modelu operacyjnego zapewniającego ciągłość działania nie tylko w sytuacji kryzysu na rynkach finansowych, ale także w przypadku poważnego zakłócenia przebiegu wewnętrznych procesów biznesowych instytucji – na przykład na skutek zagrożeń cyber (takie ryzyko identyfikuje 94% ankietowanych), problemów z dostępem do danych (67%), awarii IT (takie ryzyko identyfikuje 60% ankietowanych), długu technologicznego (59%), czy zniszczenia danych (34%), itp.

Dla 60% banków, w czołówce ryzyk na najbliższe 10 lat znalazły się również wyzwania geopolityczne. Wśród nich na pierwszy plan wysuwają się napięcia na linii USA-Chiny (47%), eskalacja cyberwojny (47%), napięcia na światowej mapie wymiany handlowej (42%) oraz wzrost nastrojów populistycznych (36%).

Banki będą musiały również zmierzyć się z wyzwaniami dotyczącymi zmian klimatycznych. Ten punkt podnosi już 52% ankietowanych – rok temu wskazywało na to 37%. Jest to zadanie, któremu banki będą musiały sprostać zarówno na poziomie swojej działalności operacyjnej, ale również mając na uwadze relacje z klientami (np. podejmując decyzje o finansowaniu zrównoważonych środowiskowo inwestycji).

Dziesiątkę kluczowych ryzyk w nadchodzącej dekadzie zamykają kwestie związane ze zmieniającymi się potrzebami i oczekiwaniami klientów. Tutaj zarządzający ryzykiem muszą zwrócić uwagę na konsekwencje zmian zachodzących po stronie produktów (płatności, kredytowanie nieruchomości, produkty depozytowe i oszczędnościowe) w powiązaniu z modelami ich oferowania (subskrypcja), a także operacji (digitalizacja i wykorzystanie technologii).

– Zespoły zarządzania ryzykiem stoją przed wyzwaniami nowego rodzaju, wynikającymi z ewolucji bankowych modeli biznesowych i operacyjnych, napędzanej przez technologię, analitykę danych i współpracę w ramach ekosystemów biznesowych. Priorytetowego znaczenia nabierają niefinansowe ryzyka decydujące o zaufaniu do banków, które koncentrują się wokół stabilności i ciągłości operacyjnej, cyberbezpieczeństwa, ochrony prywatności danych czy zarządzania produktami. Ponadto rośnie potrzeba zarządzania ryzykiem wynikającym z braku przewidywalności otoczenia geopolitycznego czy też wpływu zmian klimatycznych na działalność banku, sytuację klienta i szerzej społeczeństwo. Zmiany w sektorze wynikające z digitalizacji, wykorzystania danych i zmienności otoczenia otwierają nowe fronty, które CRO muszą opanować, aby ochronić zaufanie i zapewnić długoterminową stabilność biznesu. Będzie to wymagać od nich uzupełnienia brakujących kompetencji i transformacji obecnej infrastruktury zarządzania ryzykiem w banku. Jakby tego było mało, wszystkie te inicjatywy dzieją się dziś w cieniu spodziewanego spowolnienia gospodarczego – mówi Janusz Miszczak, Partner EY, Dział Zarządzania Ryzykiem Finansowym i Analityki.

W badaniu EY i Instytutu Finansów Międzynarodowych (Institute of International Finance) wzięło udział 115 zarządzających ryzykiem w 94 bankach z 43 krajów z całego świata. Badanie prowadzone było w okresie od lipca 2019 roku do września 2019 roku.

Pełen raport dostępny jest pod linkiem: ey.com/bankingrisk

W grudniu biznes zamiera na dwa tyg., wiele firm nie poprawi bilansu

  • Grudzień to dla firm czas poprawiania wyników, śrubowania sprzedaży, finalizowania umów, po to, żeby z dobrym wynikiem zamknąć cały rok.
  • W tym roku kalendarz im nie sprzyja – od soboty 21 grudnia biznes zamiera na ponad dwa tygodnie.
  • Świąteczne dni mogą też wydłużyć czas oczekiwania na przelew. W wolne dni standardowe przelewy nie są przez banki wykonywane, dlatego w IV kwartale zainteresowanie finansowaniem faktoringiem rośnie o ponad 11%.

Przedsiębiorcy starają się zamknąć rok z jak najlepszym wynikiem, dlatego grudzień bywa czasem gorączkowych wysiłków do tego zmierzających. W tym okresie na porządku dziennym (a nawet nocnym) jest wydłużanie godzin pracy. Wielu firmom się to opłaca nawet jeśli wiąże się to z koniecznością płacenia nadgodzin. Dobry bilans roczny pomaga w przyszłości w trakcie starania się o finansowanie czy podczas podpisywania ważnych umów.

W tym roku takich działań nie ułatwia kalendarz – od soboty 21 grudnia biznes zamiera na ponad dwa tygodnie. Z 17 dni które zostają od 21.12 do 06.01 aż 10 jest wolnych. Święta Bożego Narodzenia są co roku, więc tego typu przestoje są oczywiste. W tym roku kalendarz układa się jednak specyficznie, bo pomiędzy dniami świątecznymi są pojedyncze, ew. podwójne dni robocze (teoretycznie). Wielu pracowników na pewno zrobi wszystko, żeby mieć wolne w poniedziałek przed Wigilią czy Sylwestrem.

Przedsiębiorcy zapłacą za nasze święta

Wg ekspertów Konfederacji Lewiatan, każdy dzień ustawowo wolny to 4 mld zł strat dla całej gospodarki. Dużą część kosztów ponoszą firmy.

 

– Oczywiście nie można tej kwoty przemnożyć przez liczbę wolnych dni pozostałych do końca roku, bo grudniowe święta są uwzględniane we wcześniejszych planach produkcji. Z drugiej strony firmom nie uda się przez tak dużą liczbę dodatkowych wolnych dni nadgonić spóźnionych prac czy produkcji. To może oznaczać dla nich opóźnienia we wpływie środków za wystawione faktury. Co roku widzimy wzmożenie zainteresowania faktoringiem pod koniec roku, bo to pozwala firmom skrócić te terminy przelewów nawet do jednej doby. W tym roku jest to jeszcze bardziej widoczne, można powiedzieć, że otrzymujemy około 11% wniosków więcej w IV kwartale – mówi Anna Konecka – Pająk – Dyrektor Makroregionu Mazowieckiego w eFaktor.

Opóźnienia w płatnościach to od lat duży problem w polskim obrocie handlowym. Na koniec III kwartału tego roku zaległości przedsiębiorstw sięgnęły 31,5 mld zł. To gigantyczna kwota, nie da się jej „ukryć” w księgach rachunkowych. Z powodu opóźnień cierpią przedsiębiorcy. Ci którzy nie zabezpieczyli dla swoich firm zastępczych środków mogą być mocno zagrożeni bankructwem. Tym bardziej, że oczekiwanie na przelew może przedłużać się w nieskończoność. Według danych Związku Przedsiębiorców Finansowych w Polsce i Krajowego Rejestru Długów, obecnie co siódma niezapłacona faktura jest przeterminowana od więcej niż roku.

250 miliardów złotych jest przelewane szybciej

Takie realia wpływają na wzrost popularności faktoringu, który powstał jako remedium na opóźnienia w płatnościach. Według Polskiego Związku Faktorów, wartość faktur finansowanych przez faktorów przekroczyła już ponad ćwierć biliona złotych. To blisko 20-proc. wzrost w stosunku do 2017 r.

– Spodziewamy się, że w tym roku z faktoringu skorzysta jeszcze więcej firm niż robiło to w poprzednich latach. Z jednej strony wpływ na to ma kalendarz i duża liczba dni wolnych, kiedy przelewy nie dotrą do odbiorcy, dodatkowo wydłużając czas oczekiwania na pieniądze. Z drugiej strony z roku na rok coraz więcej przedsiębiorców zna to narzędzie i korzysta z niego upatrując w nim skutecznej metody na utrzymywanie ciągłości finansowej na bezpiecznym poziomie. Tym bardziej, że koszty faktoringu systematycznie spadają – mówi Anna Konecka-Pająk – z eFaktor.

Wg danych po trzech miesiącach oczekiwania na zapłatę wierzyciel ma nawet 80 procent szans na otrzymanie własnych pieniędzy od niesolidnego partnera. Po 12 miesiącach ściągalność długu spada do 10 procent. W takim przypadku, może pomóc odpowiednio wcześnie podpisana umowa faktoringu pełnego.

Pracownicy z Ukrainy wyjadą z Polski w 2020 roku – alternatywy brak!

Rynek pracy w Niemczech dla pracowników spoza Unii Europejskiej otwiera się już 1 marca 2020. I choć w przypadku głębszego spowolnienia tamtejszej gospodarki chęć do zatrudnienia imigrantów może być mniejsza niż zakładana, szacunki wskazują na to, że spora część Ukraińców pracujących w Polsce może nas opuścić. Ilu ich będzie? Jak przedsiębiorcy mogą sobie radzić w takiej sytuacji? Na te pytania odpowiada Mariusz Hoszowski, Prezes Agencji Pracy Smart Work.

Nie tak, jak pierwotnie zapowiadano, tylko dwa miesiące później, czyli 1 marca 2020 roku wchodzą w życie przepisy otwierające niemiecki rynek pracy dla pracowników z państw trzecich. Jak prognozuje Mariusz Hoszowski ze Smart Work: „Mając na uwadze około czteromiesięczny okres uzyskania pozwolenia na pracę w Niemczech, możemy się spodziewać, że już w lipcu 2020 roku pierwsi Ukraińcy będą mogli pracować u naszych zachodnich sąsiadów. Zakładamy, że będą to przede wszystkim wykwalifikowani specjaliści znający język niemiecki, ale przepisy wykonawcze odnośnie nowego prawa nie są jeszcze w pełni dostępne. W zależności od tego, jak zostaną skonstruowane i jak będą później egzekwowane, może się okazać, że pozwolą na szerszy dostęp do rynku pracy niż zakładają zapowiedzi niemieckiego rządu.”

Ilu Ukraińców wyjedzie?

Pożądani w Niemczech pracownicy powinni posiadać kwalifikacje oraz udokumentowane doświadczenie. I choć rynek pracy w Niemczech będzie otwarty – to barierą może być znajomość języka niemieckiego. Jest to jeden z wymogów dotyczących legalnej pracy w Niemczech, a z obserwacji firmy Smart Work wynika, że odsetek osób pochodzenia wschodniego znających język niemiecki jest bardzo mały. Stąd w ostatnim czasie Ukraińcy intensywnie uczą się tego języka – i na Ukrainie, i w Polsce – aby zmaksymalizować swoje szanse na tamtejszym rynku pracy.

Pracodawcy już teraz obawiają się sytuacji, w której szeroka grupa Ukraińców pracujących w Polsce znajdzie zatrudnienie w Niemczech. Jak szeroka będzie to grupa? Jak mówi Mariusz Hoszowski ze Smart Work: „Wstępne szacunki rządu niemieckiego mówią o liczbie ponad 400 000 pracowników już  w 2020 roku. Bierzemy pod uwagę to, że pierwszą grupą, która skorzysta z nowego prawa będą Ukraińcy pracujący w Polsce – ze względu chociażby na fakt, że wyjechali oni już ze swojej ojczyzny w poszukiwaniu lepszych zarobków. Jeśli policzymy, że w Polsce pracuje prawie 1,5 miliona Ukraińców, a 400 000 miałoby wyjechać – uzyskujemy bardzo poważne uszczuplenie kadrowe, które na pewno nie zostanie niezauważone na rynku pracy.”

Branża budowlana bez głównego filaru?

Według szacunków firmy Smart Work Polskę opuszczą przede wszystkim specjaliści. Skutki odczuje w pierwszej kolejności rynek budowlany. „Z naszych danych wynika, że Ukraińcy, którzy stanowią w tej chwili podstawę działalności większości firm budowlanych czekają na możliwość podjęcia pracy w Niemczech – oczywiście za znacznie wyższe stawki niż w Polsce. Te osoby również intensywnie uczą się języka niemieckiego – tak, aby przygotować się do wyjazdu.” Oprócz tego najprawdopodobniej opuszczą nas spawacze i kierowcy. Są oni bowiem przedmiotowo zwolnieni ze znajomości języka niemieckiego w ramach wchodzących w życie 1 marca 2020 roku regulacji prawnych.

Wyjadą – ale wrócą do Polski?

Część pracowników, skuszonych wyższym wynagrodzeniem, wyjedzie do Niemiec do pracy w szarej strefie. W przypadku pracowników wyspecjalizowanych agencji pracy takich jak Smart Work może się okazać, że po jakimś czasie podejmą decyzję o powrocie do naszego kraju. Tu bowiem mają zapewniona legalną pracę, zakwaterowanie, pozwolenie na pobyt i opiekę koordynatora. Nie bez znaczenia pozostaje również brak bariery językowej. Jak prognozuje Mariusz Hoszowski ze Smart Work: „Oczekiwania części ukraińskich migrantów mogą zostać zweryfikowane przez realia niemieckiego rynku. Niemcy są dobrym kierunkiem migracyjnym dla całego świata – w związku z czym część specjalistów o wysokich kwalifikacjach na pewno znajdzie tam pracę. Z punktu widzenia obywatela Ukrainy istnieje jednak cały szereg czynników – począwszy od kulturowych, poprzez językowe, mieszkaniowe i te, dotyczące poziomu kosztów życia – które mogą skłonić ukraińskich pracowników do powrotu do Polski. Stawki wynagrodzeń w Polsce rosną, poziom życia również, co w zestawieniu z mniejszą ilością negatywnych uwarunkowań może spowodować powrót części tych pracowników do naszego kraju. Powiem więcej – uważam, że Polska jest najlepszym miejscem pracy dla Ukraińców.”

Alternatywy brak!

Czy istnieje realna alternatywa dla pracowników z Ukrainy? Zdaniem Smart Work takiej alternatywy nie ma. Jak mówi Prezes firmy Smart Work: „Można się oczywiście posiłkować pracownikami z innych krajów, ale w związku z aktualnymi procedurami ich dostępność nie jest przewidywalna – nie ma możliwości zaplanowania czasu przybycia określonej grupy. Stąd na dzień dzisiejszy zastąpienie Ukraińców innymi imigrantami jest praktycznie niemożliwe”.

Co zatem mogą zrobić przedsiębiorcy, którzy już teraz obawiają się, że ich pracownicy wyjadą za naszą zachodnią granicę? Niezależnie od branży mogą skorzystać z usług wyspecjalizowanej agencji pracy – takiej jak Smart Work. Dzięki posiadaniu własnego przedstawicielstwa, struktur, pracowników i partnerów biznesowych w różnych punktach za granicą, ma ona stałe źródło wszelkiego rodzaju pracowników – bez względu na zmiany na niemieckim rynku pracy.

Sprzedaż kredytów w Polsce – listopad 2019 r.

W listopadzie 2019 r., w porównaniu do listopada 2018 r., w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły na wyższą kwotę jedynie kredytów mieszkaniowych (+9,8%). Najwyższy spadek odnotowały kredyty konsumpcyjne (-5,0%) oraz karty kredytowe (-1,4%). W ujęciu liczbowym, w stosunku do listopada 2018 r. odnotowano wzrost sprzedaży kart kredytowych (+5,4%) oraz kredytów mieszkaniowych (+0,7%), spadek dotyczył limitów kredytowych (-21,3%) oraz kredytów konsumpcyjnych (-3,4%).

W listopadzie 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły kredytów konsumpcyjnych na kwotę 6,781 mld zł, zaś mieszkaniowych na kwotę 4,996 mld zł. W porównaniu do października 2019 r. wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych spadła o (-17%), limitów kredytowych (-13,5%), kredytów konsumpcyjnych (-8,9%), a kart kredytowych o (-4,8%).

W okresie styczeń – listopad 2019 r. banki udzieliły o (+3,2%) więcej kredytów mieszkaniowych oraz na wartość wyższą o (+14,3%) niż w analogicznym okresie zeszłego roku. W przypadku kredytów konsumpcyjnych spadek liczby udzielonych kredytów wyniósł (-0,9%), jednak w ujęciu wartościowym zanotowano wzrost (+5,5%). Bardzo wysoka dodatnia dynamika zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wystąpiła w kartach kredytowych: odpowiednio (+20,3%) oraz (+17,0%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

Narastająco od początku roku udzielono 6 693,6 mln kredytów konsumpcyjnych na wartość 81,702 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku ubyło (-0,9%) kredytów, ale o (+5,5%) zwiększyła się ich wartość.

– W okresie styczeń – listopad 2019 r. dodatnie dynamiki liczby oraz wartości udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. W przypadku kredytów konsumpcyjnych do 3,5 tys. zł dynamika była ujemna. Najwyższa ujemna dynamika występowała w kredytach konsumpcyjnych do 1 tys. zł: liczbowo (-14,2%) oraz (-13,8%) wartościowo, a najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł: (+7,4%) w ujęciu liczbowym i (+7,1%) w wartościowym.

– W pierwszych jedenastu miesiącach 2019 r., 34% udzielanych przez banki i SKOK-i kredytów konsumpcyjnych stanowiły kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe (powyżej 20 tys. zł). W ujęciu wartościowym stanowiły one już 85,6% wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Dzięki wydłużaniu okresu kredytowania, przy rekordowo niskich stopach procentowych, przy wzroście dochodów gospodarstw domowych, banki mogły udzielać kredytów na wyższe kwoty. Zjawisko to dotyczy głównie kredytów gotówkowych. Należy jednak pamiętać, że rzeczywisty okres spłaty kredytów gotówkowych jest istotnie krótszy od umownego, nawet o połowę, co w związku z „małym TSUE” może zniechęcić banki do wydłużania okresu kredytowania, a tym samym banki mogą ograniczyć udzielanie wysokokwotowych kredytów gotówkowych – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dynamika kredytów gotówkowych wysokokwotowych (powyżej 50 tys. zł) udzielonych w okresie styczeń – listopad 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku w ujęciu liczbowym wynosi (+6,4%), a w wartościowym, ok. (+5%). Średnia wartość udzielonego kredytu konsumpcyjnego w listopadzie 2019 r. wyniosła 10 645 zł i była niższa o (-1,6%) od średniej wartości udzielonego kredytu konsumpcyjnego w listopadzie zeszłego roku. Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 17 505 zł – spadek o (-3,7%). Średnia wartość kredytu ratalnego to 4580 zł i jest ona wyższa niż rok temu o (+13,2%).

– Poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych jest przez BIK cyklicznie co miesiąc monitorowany w oparciu o Indeks jakości, który pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (listopadowy) odczyt wynosi 5,62%. W porównaniu do listopada 2018 r. wartość indeksu wzrosła o (+0,26). Podtrzymuję już wcześniej wyrażaną opinię, że podstawowe ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi, w szczególności gotówkowymi, determinowane jest przez wysokokwotowe kredyty, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych i wydłużanie okresu kredytowania przy najczęściej zmiennej stopie procentowej – dodaje prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe

W okresie styczeń – listopad 2019 r. banki udzieliły 219,8 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 59,846 mld zł. Wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku dotyczył zarówno liczby (+3,2%), jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (+14,3%).

– W listopadzie br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy dodatnie dynamiki zarówno wartości udzielonych kredytów, jak i ich liczby w porównaniu z listopadem 2018 r., co już sygnalizował wrześniowy i październikowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe. Dodatnia dynamika wartościowa wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów. W okresie styczeń – listopad 2019, już 69% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, nadal obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym dotyczą głównie kredytów powyżej 250 tys. zł, w tym w szczególności kredytów powyżej 350 tys. zł, których w okresie styczeń – listopad 2019 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o (+36,4%), a wartościowym o (+36,6%).

– Wyniki listopada potwierdzają, że hossa na rynku kredytów wysokokwotowych ma się dobrze. Natomiast spadki obejmują kredyty poniżej 200 tys. zł. Ujemne dynamiki dotyczyły zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Kredytów do 100 tys. zł banki udzieliły o (-21,9%) mniej, a w przedziale 100 – 150 tys. zł mniej o (-16,7%) niż w analogicznym okresie 2018 r.

Listopadowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe 21,9% również sygnalizuje, że kolejne miesiące powinny być dobre dla rynku kredytów mieszkaniowych. W styczniu 2019 r. prognozowaliśmy wzrost wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych na poziomie (+5-8%). W rzeczywistości dynamika jedenastu pierwszych miesięcy 2019 r. do analogicznego okresu 2018 r. wynosi już (+14,3%). Uważam, że 2019 rok będzie już kolejnym rekordowym rokiem ze sprzedażą około 62-64 mld zł, uwzględniając niższą aktywność kredytową z uwagi na święta – wyjaśnia prof. Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2019 r. wyniósł 0,75%, co potwierdza wieloletnią już stałą obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych.

W ostatnich 12 miesiącach (listopad 2019 do listopada 2018) jakość portfela nieznacznie się pogorszyła, o czym świadczy lekka zmiana Indeksu o (+0,03).

– Obecnie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby wpłynąć na wzrost poziomu szkodowości kredytów mieszkaniowych, a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W listopadzie 2019 r. banki wydały 101,7 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 544 mln zł. Stanowi to wzrost o (+5,4%) w ujęciu liczbowym, ale spadek o (-1,4%) w ujęciu wartościowym, w porównaniu do listopada 2018 r. W pierwszych jedenastu miesiącach banki wydały łącznie 1108,3 tys. kart kredytowych – wzrost o (+20,3%) w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. W tym okresie banki przyznały 6,402 mld zł limitów na kartach kredytowych, co oznacza wzrost w porównaniu do pierwszych jedenastu miesięcy 2018 r. o (+17,0%).

– W listopadzie 2019 r., podobnie jak w poprzednich miesiącach, obserwujemy wysokie dynamiki sprzedaży kart kredytowych. Najwyższą dodatnią dynamikę przyznawanych limitów na kartach kredytowych w okresie styczeń – listopad 2019 r. w porównaniu do pierwszych jedenastu miesięcy 2018 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, odnotowały karty o limitach w przedziale 1-2 tys. zł, odpowiednio (+41,3%) oraz (+36,8%) oraz 2 do 3,5 tys. zł (+32,7%) oraz (+31,0%), co w dużej części wynika z zaangażowania niektórych banków w finansowanie zakupów w sklepach i na platformach internetowych w formie przyznawania limitów w kartach kredytowych. Należy jednak podkreślić, że dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym i wartościowym dotyczyły większości przedziałów kwotowych.

O (+0,19) polepszyła się wartość Indeksu Jakości kart kredytowych w porównaniu do października 2019 r., średnia wartość Indeksu ponownie obniżyła się poniżej 4% i wyniosła 3,83%. Jest to bezpieczny poziom – mówi główny analityk BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W okresie jedenastu miesięcy 2019 r. liczba przyznanych limitów wyniosła 603,3 tys. sztuk, a wartość przyznanych limitów 2,965 mld zł. Oznacza to spadek o (-6,8%) w ujęciu liczbowym i wzrost o (+4,8%) w ujęciu wartościowym w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r.

– W przypadku limitów dodatnią dynamikę w ujęciu liczbowym odnotowaliśmy jedynie dla limitów wysokokwotowych – pow. 7 tys. zł (+0,6%). W ujęciu wartościowym dodatnią dynamiką charakteryzował się przedział limitów niskokwotowych do 0,5 tys. zł (+0,9%) oraz przedział pow. 7 tys. zł (+11,2%) – zauważa prof. Rogowski z BIK. – Jakość limitów kredytowych jest dobra – indeks jakości wynosi 3,1%.

Euvic planuje pozyskać nawet 50 nowych klientów w regionie DACH

Euvic, jeden z wiodących dostawców IT na polskim rynku, zawarł w listopadzie 2019 roku strategiczną umowę o współpracy z BID Equity, doradcą inwestycyjnym z siedzibą w Hamburgu, koncentrującym się na wykupach spółek zajmujących się tworzeniem oprogramowania z regionu DACH.

Strategią Bid Equity  jest wynajdywanie i inwestowanie w stosunkowo małe, ale dochodowe firmy z ciekawymi produktami software’owymi w starannie wytypowanych branżach. Firmy takie, pomimo stabilnej pozycji rynkowej, nie osiągnęły znaczącej skali, a tym samym borykają się z długiem technologicznym i wyzwaniami związanymi ze stale rosnącymi kosztami rozwoju i utrzymania oprogramowania.

Bid Equity, działając w myśl zasady “smart money”, jako pierwszy w Europie oferuje spółkom portfelowym gotowy zestaw usług profesjonalnych obejmujących:

  • mapowanie kompetencji i odpowiedzialności zespołów technicznych,
  • audyty pod kątem praw autorskich,
  • wsparcie przygotowania i migrację do chmury,
  • utrzymanie i rozwój oprogramowania w oparciu o profesjonalne zarządzane zespoły,
  • outsourcing w zakresie infrastruktury IT.

Kompleksowe wsparcie dla spółek portfelowych zostało zbudowane w oparciu o starannie wyselekcjonowanych partnerów. Oprócz Euvic, świadczą je również niemiecka firma consultingowa TZ Consulting oraz holenderska spółka Cloud Nation, specjalizująca się w budowie i utrzymaniu środowisk chmurowych. Ta ostatnia współpracowała już z Euvic na rynku szwedzkim.

„Naszą ambicją jest nie tylko otwieranie nowych możliwości współpracy ze sprawdzonymi partnerami, ale również efektywne uruchamianiu usług w konkretnych obszarach, które będą wspierane przez: standardowe kontrakty, wspólny  onboarding, dedykowanego menedżera odpowiedzialnego za cały program oraz coroczne konferencje i wymianę doświadczeń pomiędzy poszczególnymi podmiotami” – wskazuje zespół BID Equity.

Wojciech Wolny, prezes Euvic, podkreśla, iż umowa z Bid Equity w pełni wpisuje się w strategię spółki, która zakłada umocnienie działalności w regionie DACH przez rozpoczęcie współpracy z nawet 50 nowymi klientami w ciągu najbliższych 3 lat. Planowany szeroki charakter współpracy może być podstawą do dalszych wspólnych inwestycji w podmioty usługowe na terenie Niemiec, Austrii lub Szwajcarii.

No-code – najgorętszy trend technologiczny na 2020 rok

Deficyt programistów, kosztowność i czasochłonność tradycyjnego developmentu sprawiają, że firmy poszukują alternatywy. Z pomocą przychodzi technologia no-code, która pozwala ludziom biznesu tworzyć niestandardowe rozwiązania i aplikacje, bez programowania. Jesteśmy świadkami ogromnej zmiany i dynamicznie rosnącego trendu, jakim jest demokratyzacja IT.

Cyfrowa transformacja jest odmieniana w mediach przez wszystkie przypadki. Firmy wydają niebotyczne sumy na inwestycje w IT. Wciąż jednak wiele z nich ma spore zaległości. Jednym z czynników utrudniających pełną digitalizację jest deficyt programistów na rynku. Według CompTIA nieobsadzonych pozostaje prawie milion stanowisk IT w amerykańskich firmach. Niewiele lepiej jest w Europie, gdzie deficyt programistów w przyszłym roku może wynieść nawet pół miliona deweloperów. Drugim silnie odczuwalnym zjawiskiem jest globalne spowolnienie gospodarcze. To w takich warunkach z pomocą może przyjść – i przychodzi – technologia.

To technologia wyzwala ludzi z ograniczeń, stwarzając przestrzeń dla innowacji i kreatywności, które pozwalają budować przewagę konkurencyjną. Jednak jak wdrażać technologię, gdy brakuje ekspertów? I tak dochodzimy do jednego z najdynamiczniejszych trendów, pojawiającego się w większości prognoz na 2020 rok, jakim jest demokratyzacja IT. Demokratyzacja IT odnosi się do zjawiska, dzięki któremu dostęp do technologii zyskują osoby bez umiejętności technicznych. Firmy przechodzą z modelu zamkniętego systemu IT (walled garden), w stronę samoobsługowej technologii, zrozumiałej dla wszystkich pracowników. Według autorów raportu IDC FutureSpace: Worldwide CIO Agenda 2020 Predictions do 2024 r. taką transformację przejdzie 80% cyfrowo zaawansowanych organizacji. Czym jest ta samoobsługowa technologia? To właśnie no-code.

Przedsiębiorcy poszukują sposobu, aby skierować zasoby ludzkie tam, gdzie widzą możliwości rozwoju firm. Przeniesieniu ciężaru odpowiedzialności z IT na pozostałych specjalistów pomaga jednym poszerzać ich cyfrowe kompetencje, zyskać realny wpływ na kierunek zmian, a drugim pozwala angażować się w bardziej specjalistyczne projekty. – Narzędziem, które umożliwia tę zmianę są platformy no-code – mówi Krzysztof Kowal, CEO polskiego start-upu Qalcwise. – Qalcwise, podobnie jak inne platformy do budowy aplikacji, pomija sferę techniczną, pozwalając w ciągu kilku dni zbudować cały system. 

Jak to możliwe, że technologia no-code pozwala tworzyć nawet zaawansowane rozwiązania osobom bez wiedzy na temat programowania? Platformy wykorzystujące no-code są niezwykle proste – użytkownicy po prostu przeciągają i upuszczają komponenty wizualne, aby złożyć aplikację. Takie rozwiązania mają też swoje ograniczenia, jednak Qalcwise znalazł na nie sposób. Co wyróżnia polskie rozwiązanie? – Większość narzędzi oferuje proste szablony, gotowe moduły i widgety – wyjaśnia Krzysztof Kowal. – Jako pierwsi i do tej pory jedyni zaproponowaliśmy interfejs korzystający z funkcjonalności podobnych do tych z powszechnie znanego Excela. Do funkcjonalności arkuszy kalkulacyjnych dodaliśmy możliwości integracji z istniejącymi bazami danych i systemami informatycznymi oraz funkcje śledzenia obiegu dokumentów i komunikowania decyzji, tworząc tym samym zupełnie nową jakość w obszarze rozwiązań IT dla biznesu – dodaje.

Takie aplikacje pozwalają zautomatyzować procesy (analityczne, planistyczne, administracyjne itp.) tym, którzy najlepiej je znają. Bez długotrwałych analiz, absorbowania dodatkowych zasobów i kosztownych, złożonych projektów deweloperskich. I chociaż no-code’owe platformy programistyczne nie oznaczają końca tradycyjnego kodowania, to na pewno zyskają na znaczeniu w nadchodzących latach. Szczególnie wśród przedsiębiorstw, których budżety niekoniecznie pozwalają na outsourcing usług.

Według IDC FutureSpace do 2024 r. powstanie generacja specjalistów korzystających tylko i wyłącznie z rozwiązań no-code. Będzie ich ponad cztery razy więcej niż tradycyjnych deweloperów! Ci z kolei skupią się na rozwijaniu bardziej zaawansowanych rozwiązań. No-code pozwoli firmom szybko reagować na zmieniający się rynek bez konieczności angażowania IT, ale z gwarancją, że te rozwiązania są bezpieczne i kompatybilne z cyfrowym ekosystemem przedsiębiorstwa.

Źródła:

Gartner: Top 10 strategic technology trends for 2020

G2: Mobile App development trends

Towards Data Science: 20 predictions about software development trends in 2020

CIO: 10 future trends and how CIOs can keep ahead in 2020

The Wall Street Journal: America’s Got Talent, Just Not Enough in IT

Raport Komisji Europejskiej: High-Tech Leadership Skills for Europe

Wyszukiwarka prawdę Ci powie, czyli co Google wie o naszych świątecznych zwyczajach

Polak przed świętami szuka w internecie oryginalnego pomysłu na życzenia, świerka i kalendarza adwentowego. Szwedzi i Rosjanie wyszukują hasło „grzane wino”, a Kanadyjczycy – „syrop klonowy”. W Ameryce Południowej i Europie Centralnej sporym zainteresowaniem cieszą się kolędy. Trzy postaci królujące w grudniowych wyszukiwaniach to Jezus, Święty Mikołaj i …Grinch. Specjaliści Data Science z ITMAGINATION przeanalizowali tysiące zapytań zadanych wyszukiwarce przez internautów z 50 krajów, w tym Polski. Badali zależności pomiędzy wyszukiwanymi hasłami a tradycjami i sposobem obchodzenia Świąt Bożego Narodzenia w różnych częściach świata.

Celem badania była identyfikacja skojarzeń ludzi z różnych krajów ze świętami Bożego Narodzenia i wykazanie nieoczywistych różnic między narodami. Analiza uwzględniła częstotliwość wyszukiwania poszczególnych słów kojarzących się z Bożym Narodzeniem na podstawie wyszukiwań w przeglądarce Google w okresie przedświątecznym.[1] W osiągnięciu tego celu pomogła analiza języka naturalnego, a dokładniej wektoryzacja słów oraz wyszukiwanie ich najbliższych semantycznie sąsiadów.

– Jako firma specjalizująca się w innowacjach przede wszystkim opartych o Data Science chcemy pokazać, jak można wykorzystać najnowszą technologię do zrozumienia świątecznych zainteresowań i tradycji. Można śmiało powiedzieć, że wyszukiwarka internetowa nie kłamie i hasła, które jej podajemy są najlepszym świadectwem tego, w jaki sposób przeżywamy Święta Bożego Narodzenia. Ciekawym doświadczeniem jest porównanie wyników w różnych krajach, podobieństw między nami i obserwowanie, gdzie rodzą się nowe tradycje – mówi Łukasz Dylewski, Data Science Team Manager w ITMAGINATION.

W większości krajów słowo “xmas” jest wyszukiwane częściej niż “christmas”. Najpopularniejszymi postaciami w wyszukiwarkach są Jezus, Święty Mikołaj i …Grinch. Poszczególne kraje znacząco różnią się pod względem najczęściej wyszukiwanych haseł. Szwedzi intensywnie wyszukują przed świętami prezentów w postaci voucherów i kart podarunkowych. Często „googluje” się też „gingerbread house” (domek z piernika) i „christmas town” (miasteczko świąteczne). Analogicznie jak Rosjanie szukają też hasła „grzane wino”. W Kanadzie jako jedynym kraju na świecie przed świętami w wyszukiwarce wysoko pojawia się haslo “maple” – które jest związane z dobrze znanym syropem klonowym. W Brazylii w czołowej 30. wyszukiwań są kartki z życzeniami, podczas gdy w innych krajach nie występują one nawet w pierwszej 100.

Jak pokazuje analiza ITMAGINATION, Polacy częściej niż inne narody szukają w internecie pomysłów na życzenia świąteczne, kalendarzy adwentowych i …dzwonków. Świerk to drzewko, które jest najcześciej wyszukiwane jako przyszła choinka w Polsce, Szwecji, Kanadzie i Rosji podczas gdy w innych krajach internauci szukają po prostu hasła “choinka” lub “drzewo bożonarodzeniowe”. Wyjątkiem są Amerykanie, którzy wyszukują cedru. Polacy, Ukraińcy, Kolumbijczycy, Meksykanie i Hiszpanie najcześciej szukają kolęd. Wyniki Google wyraźnie wskazują na podobieństwa kulturowe i religijne krajów Ameryki Południowej i Europy Środkowo-Wschodniej. To tu poszukuje się więcej niż w innych regionach informacji o kolędach i Jezusie Chrystusie.

– Do badania wykorzystaliśmy technologię Natural Language Processing. Proces rozpoczął się od wybrania kilku słów w języku angielskim kojarzących się ze Świętami. Następnie zastosowano model NLP CBOW (The Continuous Bag of Words) oraz Skip-Ngram do znalezienia 1 tys. wyrazów najbliższych znaczeniowo. Uwzględniono również frazy świąteczne np. tytuły piosenek lub nazwy potraw. Istotne było przetłumaczenie wygenerowanych słów na języki narodowe, tak aby trend każdego kraju został zbadany w ojczystym języku. Na koniec zebrano dane z Google Trends z 5. ostatnich lat, na które złożyło się ok. 10 tys. zapytań z 50 krajów. Mieliśmy szansę „odwiedzić” w ten sposób tak oddalone miejsca jak Wenezuela, Japonia, Indie czy Nowa Zelandia – mówi Dawid Kowalczyk, Data Scientist w ITMAGINATION.

[1] Badanie przeprowadzone w grudniu w latach 2014-2018

Handel obrał kurs na cyfryzację

Detaliści znaleźli się pod dużą presją, dlatego wdrażają nowe strategie adresowane głównie do młodszych klientów. Świąteczny szał zakupów traktują jako okazję do wypróbowania pomysłów usprawniających handel. Stawiają na różnorodność kanałów sprzedaży. Kuszą szybką obsługą i technologicznym hitem ostatnich miesięcy – sprzedażą głosową ze wsparciem asystentów Amazona, Apple’a, Microsoftu i Google’a.

Im bliżej Gwiazdki, tym większy ruch w sklepach. W przedświątecznych zakupach prym wiodą osoby w wieku 18-34 lata, spośród których aż 40 proc. chce na prezenty, żywność i wyjazdy wydać więcej niż w roku ubiegłym. Dla porównania: we wszystkich grupach wiekowych podobne deklaracje składa tylko 28 proc. konsumentów – wynika z raportu o okołoświątecznych zakupach, który został opracowany przez firmę Capgemini.

O tym, co ląduje w koszykach kupujących, tradycyjnie decydują według ankietowanych takie czynniki, jak jakość i cena produktów oraz wygoda robienia sprawunków. Nie sposób jednak zignorować demograficznych aspektów grudniowej gorączki w handlu – skoro tak dużą rolę odgrywają osoby młode, detaliści powinni postawić na nowe strategie, które przypadną do gustu szczególnie tej grupie klientów. Szczególnie ceni ona omnichannel, czyli połączenie zwykłych sklepów, marketów, salonów i galerii handlowych z platformami online. Ostatnim krzykiem technologicznej mody są zakupy głosowe (ang. voice-based shopping – VBS).

Jakość, wygoda, zrównoważony rozwój

Mówimy o cyfrowych tubylcach, czyli pokoleniu wychowanym wśród nowinek cyfrowych, dla którego świat wirtualny jest równie realny, jak ten fizyczny. Przedstawiciele tej generacji oczekują różnorodności kanałów sprzedaży, zarówno w Internecie, jak i w placówkach stacjonarnych. Poza tym bardziej niż ich rodzice wyczuleni są na ekologię i komfort zakupów, który zależy także od wykorzystania nowych technologii. -Daniel Jarzęcki, Transformation Director w Capgemini

Bez względu na wiek, konsumenci coraz częściej biorą pod uwagę zrównoważony rozwój, głównie to, czy produkty i opakowania powstają z uwzględnieniem wyśrubowanych norm środowiskowych. Czym jeszcze ludzie kierują się przy podejmowaniu decyzji zakupowych? Jeśli problemem nie jest cena, do najważniejszych kryteriów należą szeroki asortyment wyrobów (34 proc.) i lokalizacja placówki (21 proc.). A jakie są trzy najważniejsze czynniki, które mają wpływ na wybór prezentów dla rodziny i przyjaciół? Respondenci najczęściej wymieniali: jakość produktów, możliwość zaoszczędzenia na zakupach np. dzięki promocjom (po 54 proc.), a także różnorodność dostępnych produktów (50 proc.).

Konsumencki szał ogarnia społeczeństwo już miesiąc przed Wigilią – właśnie wtedy 30 proc. badanych przez Capgemini zaczyna zaopatrywać się na święta. Nie inaczej jest w Polsce.

Czym lipiec i sierpień są dla rolnictwa, tym końcówka roku jest dla handlu detalicznego: okresem wzmożonej aktywności, czasem żniw. Zakupowy szczyt zaczął się Czarnym Piątkiem i będzie trwał przez cały grudzień, napędzany przez obniżki i superokazje. Obroty w sklepach zwiększają się również przez to, że miliony Kowalskich chcą ze świąt Bożego Narodzenia i sylwestrowej zabawy uczynić wydarzenia magiczne i nadać im odpowiednią oprawę. -Daniel Jarzęcki, Transformation Director w Capgemini

Wreszcie klient ma głos

W niektórych dziedzinach klienci dostają nawet więcej niż się spodziewają. Przykład: gdy niektóre sklepy internetowe oferują szybkie dostawy (np. przesyłka na drugi dzień), konsumentom często wystarczy odbiór zamówienia w ciągu trzech dni roboczych (33 proc.).

W branży e-commerce co rusz pojawiają się kolejne udogodnienia. Na Zachodzie można już robić zakupy głosowe. Ma to związek z rozpowszechnianiem się asystentów osobistych (ang. digital voice assistant), do których należą m.in.: Alexa, Google Assistant, Siri i Cortana, choć nie wszyscy zdążyli się przekonać do transakcji VBS.

Według badania Capgemini konsumenci częściej korzystaliby z tych systemów, gdyby mieli poczucie bezpieczeństwa (25 proc.), dostawali unikalne rabaty na usługi głosowe (23 proc.) oraz uważali te operacje za proste (20 proc.). W przypadku młodszych osób (18-24 lata) spełnienia powyższych warunków oczekuje odpowiednio 29, 33 i 27 proc.

W Polsce takie rozwiązania to śpiew przyszłości? Raczej niedalekiej. W awangardzie zmian znajduje się platforma e-grocery Frisco.pl, która pod koniec października uruchomiła testową wersję integracji Asystenta Google ze swoim sklepem internetowym, dzięki czemu można składać zamówienie produktów spożywczych przy użyciu głosu.

Prawdopodobnie nie jest przypadkiem, że wdrożenie zainicjowano dwa miesiące przed świętami. Obroty odnotowywane w obecnym okresie decydują o tym, jakie wyniki finansowe ten czy inny sklep osiągnie na przestrzeni całego roku.
-Daniel Jarzęcki, Transformation Director w Capgemini

Jeśli więc wystartować z określoną innowacją w handlu, to teraz.

Raport „Capgemini’s 2019 Festive Shopping Trends” jest dostępny tutaj: https://www.capgemini.com/news/capgemini-festive-shopping-trends/

Jak zmienia się oprogramowanie biznesowe? Trendy na 2020 na rynku ERP

Transformacja cyfrowa jest faktem i wpłynęła już niemalże na wszystkie branże, ale nadal to właśnie ona jest głównym trendem wpływającym na biznesową rzeczywistość firm i organizacji. Wiele zostało już powiedziane o rosnącej ilości danych, które każda firma musi zbierać, przechowywać, przetwarzać. Rola i skuteczność tego procesu będą miały jednak coraz większy wpływ na sukces biznesowy i możliwość pozostania konkurencyjnym na zmieniającym się rynku. Postępująca cyfryzacja wpływa również na oprogramowanie dla biznesu.

Systemy ERP przeszły już długą drogę ewolucji z prostych programów z dostępem dla wybranych użytkowników, do platform, które nie tylko przetwarzają ogromne ilości danych, ale także ułatwiają pracę wszystkich pracowników firmy – ich zresztą stawiając na pierwszym miejscu. Choć w najbliższych latach nikt nie spodziewa się rewolucji, postępować będą dalsze zmiany. Jakie wśród nich można wskazać trendy na nadchodzący rok?

  1. ERP w chmurze

Koszty utrzymania własnej infrastruktury rosną i będą rosły wraz z m.in. podwyżkami cen prądu. Jednocześnie, firmy borykają się z brakiem odpowiednio wykwalifikowanej kadry do zarządzania taką infrastrukturą wewnętrznie. Alternatywą, po którą sięga coraz więcej organizacji, jest chmura. Systemy ERP wdrożone w tym modelu pozwalają na korzystanie z elastycznych opcji subskrypcji oraz zapewniają bezpieczną i niezawodną pracę. Istotne jest to, że dostęp do platformy jest wówczas zapewniony użytkownikom w dowolnym miejscu i czasie – co może mieć kluczowe znaczenie w przypadku pracy zdalnej, częstych podróży służbowych czy elastycznych godzin pracy. Odpowiada więc trendom w zakresie organizacji pracy, pozwala na jeszcze lepsze funkcjonowanie w dużych firmach, a także umożliwia lepszą kontrolę.

To dobre rozwiązanie dla firm każdej wielkości, zwłaszcza, że nie wiąże się z dużym początkowym kosztem zakupu serwerów, a następnie – z ich obsługą, do której potrzeba zatrudnić specjalistów – mówi Filip Fludra, Sales Manager Exact Software Poland.

  1. Łatwo dostępne rozwiązania mobilne

Dawniej systemy dawały dostęp wyłącznie wybranej grupie pracowników. Dzisiaj nie tylko są platformą, które obejmuje już całą firmę, ale także są dostępne mobilnie. Specjalne moduły, które umożliwiają logowanie się poprzez przeglądarkę czy aplikację, sprawiają, że procesy mogą być jeszcze bardziej zautomatyzowane i zoptymalizowane. Systemy ERP już teraz stawiają doświadczenie użytkownika na pierwszym miejscu, a ten trend w najbliższych latach będzie tylko rósł. Oprogramowanie ma być łatwe w obsłudze, niewymagające posiadania skomplikowanych kompetencji cyfrowych czy szkoleń. Nowoczesne systemy ERP pokazują dane w przejrzystej formie, mają przede wszystkim realnie ułatwiać codzienną pracę. Systemy są wciąż udoskonalane o nowe funkcjonalności czy cechy, które pozwalają na dostosowanie do bieżących potrzeb ich użytkowników i automatyzację kolejnych procesów.

  1. Sztuczna inteligencja

Algorytmy sztucznej inteligencji już teraz wykorzystywane są w systemach ERP. Ich znaczenie będzie coraz większe, wraz z przyrostem danych i koniecznością ich efektywnego przetwarzania i wykorzystywania. Analiza danych za pomocą SI odbywa się na dwóch poziomach. Jest stosowana przez producentów, którzy dzięki niej są w stanie dostarczać coraz lepsze rozwiązania, dopasowane do realnych potrzeb swoich klientów. Algorytmy wykorzystuje się również bezpośrednio w systemach, co umożliwia przedsiębiorstwom jeszcze lepsze przetwarzanie informacji i wyciąganie wniosków na podstawie zebranych danych. Proces ten obejmuje coraz bardziej skomplikowane procesy, jest dokładniejszy, szybszy i pozwala na efektywną automatyzację jeszcze większej liczby zadań. Skrócenie czasu wykonywania pewnych czynności oznacza znaczne oszczędności kosztowe. Dane zgromadzone w systemach ERP pozwalają na działania prewencyjne, m.in. związane z dokładną kontrolą kosztów czy elastycznością i efektywnością. ”Różnice w automatyzacji, która wykorzystuje sztuczną inteligencję widać przede wszystkim w sytuacjach nieplanowanych i nieoczekiwanych. O ile wcześniej systemy pozwalały na automatyzację rutynowych i powtarzalnych czynności, coraz częściej będą także radziły sobie z sytuacjami mniej oczywistymi. W niektórych przypadkach system będzie jedynie informował pracownika o nietypowych wynikach – ale to właśnie takie informacje, pozwalają niemal natychmiastowo reagować na potencjalne problemy, nadmierne koszty czy awarie – mówi Filip Fludra, Sales Manager Exact Software Poland.

  1. Klient na pierwszym planie

Stawianie potrzeb klientów na pierwszym planie jest raczej obecną rzeczywistością niż trendem. Obecnie ta idea jest jednak realizowana za pomocą innych narzędzi i w dzisiejszej cyfrowej rzeczywistości oznacza coś innego niż jeszcze kilka lat temu. Oczekiwania klientów rosną i firmy muszą im sprostać, aby pozostać konkurencyjnymi. Cykl życia produktu znacząco się skrócił, klienci oczekują większej różnorodności, łatwej i szybkiej możliwości skorzystania z oferty. Jednocześnie przedsiębiorstwa posiadają ogromne zasoby danych i informacji, które wspierają ich w tym procesie, a tym samym umożliwiają spełnienie potrzeb. W kolejnych latach integracja między systemami ERP i CRM dodatkowo się pogłębi, w obsłudze klienta jeszcze większą rolę będzie pełniła wspomniana wyżej sztuczna inteligencja, a także możliwość zautomatyzowanej personalizacji. Dostęp do danych poszczególnych klientów, w tym także informacji nieformalnych, umożliwia niemalże natychmiastowe reagowanie na konkretne sytuacje, w których pracownicy mogą dopasować ofertę i rabaty każdorazowo na potrzeby danej transakcji.

Co wspólnego mają Europejski Urząd ds. Pracy i pakiet mobilności?

Ponad 17 mln Europejczyków mieszka lub pracuje za granicą. Moda i zapotrzebowanie na delegowanie pracowników rośnie z roku na rok. Unia Europejska już dawno przymierzała się do sprawowania większej kontroli nad tym zjawiskiem. Wreszcie się udało. Swoją działalność rozpoczął urząd, który ma stać na straży przestrzegania europejskiego prawa w zakresie pracowników delegowanych, których liczba jest dwa razy większa niż 10 lat temu. Co polscy przedsiębiorcy powinni wiedzieć o nowej unijnej instytucji?

Dwa lata temu ówczesny przewodniczący KE Jean Claude Juncker zainicjował powstanie urzędu, którego celem miało być czuwanie nad poprawą europejskich przepisów dotyczących mobilności pracowników w granicach Wspólnoty w myśl poprawy warunków ich pracy i życia.

Czym jest ELA?

Na mocy rozporządzenia UE 2019/1149 pomysł Junckera został przyjęty, dając początek pracą nad powstaniem Europejskiego Urzędu ds. Pracy (ELA z ang. European Labour Authority). Instytucja rozpoczęła swoją działalność  16 października 2019 r. Aktualnie jest na etapie organizowania własnych struktur administracyjnych, ale pierwsze działania operacyjne rozpocznie najprawdopodobniej w połowie 2020 r. Obecnie siedzibą ELA są pomieszczenia w budynku KE w Brukseli, jednak już wiadomo, że miejscem docelowym Urzędu będzie Bratysława.

Przewodniczącym Urzędu ds. Pracy został Belg, Tom Bevers, zaś vice przewodniczącą Agnieszka Wołoszyn, która dotychczas pełniła funkcję zastępcy dyrektora w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w Polsce. W zarządzie ELA, zgodnie z założeniami, mają zasiadać przedstawiciele państw członkowskich UE, dwóch reprezentantów KE, niezależny ekspert, którego wyznaczy PE oraz partnerzy społeczni UE. Przewidziane jest także stanowisko dyrektora wykonawczego, który jest odpowiedzialny za zarządzanie pracą Urzędu, będąc równocześnie jego przedstawicielem prawnym. W strukturach urzędu przewidziana jest również Grupa Zainteresowanych Stron, w skład której mają wchodzić dwaj przedstawiciele KE oraz 10 przedstawicieli społecznych, których obowiązkiem jest zapewnienie specjalistycznej wiedzy doradczej.

Europejski Urząd ds. Pracy – możliwości i kompetencje

Przy ścisłej współpracy pomiędzy urzędnikami ELA pracującymi w siedzibie instytucji, a „łącznikami” znajdującymi się w każdym kraju należącym do struktur UE – urząd będzie zapewniał wsparcie, przepływ informacji i koordynował przeprowadzane kontrole.

Wśród zadań ELA można wyróżnić:

  • Koordynacja sieci EURES (Europejski Portal Mobilności Zawodowej), co ma  poprawić dostępność i jakość informacji dla osób fizycznych, pracodawców i organizacji partnerów społecznych.
  • Współpraca i wymiana informacji między państwami członkowskimi.
  • Koordynacja wspólnych inspekcji.
  • Analiza i ocena ryzyka wynikającego z mobilności siły roboczej, w tym między innymi koordynacja zabezpieczenia społecznego na terenie Wspólnoty.
  • Budowanie potencjału w zakresie skutecznego stosowania i egzekwowania przepisów UE.
  • Wspieranie współpracy, mającej na celu wyeliminowanie tzw. szarej strefy.
  • Mediacje między państwami UE.

Zakres działań nowo powstałej instytucji można zamknąć w trzech głównych obszarach: kontrola, informacja, mediacja. Genezą powstania ELA jest chęć stworzenia wyspecjalizowanego organu ponadpaństwowego, który będzie czuwał nad przestrzeganiem praw pracowniczych w obrębie struktur UE – podsumowuje Adam Kapuściński, ekspert Grupy Inelo.

Pierwszy obszar działań ELA– Kontrola

Z perspektywy polskich przewoźników  istotnym elementem, w obrębie którego unijny urząd będzie funkcjonować, są kontrole. Nic więc dziwnego, że powstanie tej komórki może budzić obawy. Jednak sam Urząd ds. Pracy nie będzie miał uprawnień do inicjowania inspekcji. W kompetencjach ELA będzie raczej koordynowanie takich działań kontrolnych, które będą przeprowadzane w europejskich krajach przez różne wewnętrzne jednostki mówi ekspert Inelo. – ELA ma tutaj stanowić wsparcie dla krajowych służb kontrolnych. W kompetencjach jego pracowników jest także sugerowanie uprawnionym organom konieczności przeprowadzenia w danym obszarze działań kontrolnych, jak również rozpatrywanie takich zgłoszeń odebranych od organizacji partnerów społecznych. Mamy informacje, że pierwsze takie sugestie już się pojawiły.

Temat kontroli i samego powstania ELA wiążę się ze zmianami legislacyjnymi dotyczącymi delegowania pracowników. Szczególnie w przypadku kierowców największe znaczenie mają kwestie dotyczące pakietu mobilności, który jeżeli zostanie przyjęty, nakłada na pracodawcę obowiązek rozliczania pracowników delegowanych – kierowców według minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w danym kraju. W ramach tego systemu rozliczeń, kierującym ciężarówkami po drogach Europy będą przysługiwały także wszystkie dodatki, wynikające z układów zbiorowych w poszczególnych krajach.

Mnogość i różnorodność przepisów, wobec których przewoźnicy będą musieli się stosować, może wprowadzić chaos legislacyjny i sprawić, że przedsiębiorcy będą mieć wiele wątpliwości związanych z prawidłowością naliczonego wynagrodzenia. Możliwe więc, że Europejski Urząd ds. Pracy będzie miał w tym zakresie bardzo dużo pracy – komentuje sytuację Adam Kapuściński.

Ważny aspekt – Informacja

ELA ma przejąć pieczę nad EURES, którego zadaniem jest wpieranie i udzielanie informacji na temat pracy poszukiwanej poza krajem zamieszkania.

Ten aspekt nieszczególnie zmienia sytuację w branży transportowej. Obecnie na rynku dużo mówi się o deficycie wykwalifikowanych kierowców, więc ci, którzy poszukują pracy, nie mają większego problemu ze znalezieniem dla siebie wakatu – zauważa ekspert Inelo. – Możliwe jednak, że w obrębie informacji ELA będzie miał za zadanie szerzyć rzetelne informacje dotyczące przepisów związanych z zatrudnieniem i wynagrodzeniem minimalnym. Czy faktycznie Urząd będzie takim wsparciem dla przedsiębiorców i kierowców? Tego niestety jeszcze nie wiadomo, jednak widoczne jest położenie nacisku na poprawienie współpracy pomiędzy poszczególnymi instytucjami UE – dodaje.

Trzeci obszar działań ELA – Mediacja

W przypadku ewentualnego sporu pomiędzy krajami  UE zadaniem Urzędu będzie zapewnienie mediatora i w razie konieczności ekspertów, którzy pomogą dojść do porozumienia stronom konfliktu. Uwaga – warunkiem jest obopólna zgoda stron sporu na uczestnictwo w mediacjach oraz, co istotne, mediacje nie będą prowadzone pomiędzy osobami fizycznymi czy też pracodawcami, lecz na poziomie poszczególnych państw zaangażowanych w konflikt.

Jeśli działania mediacyjne nie osiągnął oczekiwanego skutku istnieje jeszcze drugi etap – udział w tzw. Komisji Pojednawczej. W jej skład mieliby wchodzić eksperci z państw członkowskich z wykluczeniem krajów biorących udziału w konflikcie. Ważne w tym przypadku jest, aby strony nie toczyły ze sobą postępowań sądowych, żeby nie powielać kompetencji TSUE.

Działalność Europejskiego Urzędu ds. Pracy będzie szczególnie dotyczyła pracowników delegowanych – w tym kierowców i nikt nie ma co do tego wątpliwości. Niezależnie od tego czy, kiedy i w jakiej formie pakiet mobilności zostanie przyjęty Urząd będzie prowadził swoją działalność. Z zainteresowaniem będziemy śledzić pierwsze efekty jego pracy, które przynajmniej według  założeń mają koncentrować się na ochronie, egzekwowaniu i regulowaniu praw pracowników na terenie UE – podsumowuje Adam Kapuściński, Inelo.

Faktoring cichy

Nawet niewielkie opóźnienia w zapłacie faktur mogą spowodować problemy finansowe zwłaszcza małej firmy, a także zablokować możliwość rozwoju. Firma, która będzie stała w miejscu, skazana jest na bankructwo, bo konkurencja nie śpi. Czekanie tygodniami aż kontrahent wywiąże się z umowy i dokona wpłaty, może przesądzić o losie firmy, dlatego warto ustabilizować kwestię finansową i korzystać z faktoringu, który oferowany jest nie tylko dużym podmiotom gospodarczym, lecz także niewielkim firmom. Ważne, by rozsądnie podejść do tego tematu.

Faktoring – z czym to się wiąże?

Nie każdy zna tę definicję a faktoring w prostym tłumaczeniu to nic innego jak zamiana nieopłaconych faktur na gotówkę. Oczywiście należy pamiętać, że korzystając faktoringu, każdy przedsiębiorca ma obowiązek wystawić fakturę oraz przesłać do klienta, a także do banku bądź firmy, z którą podpisał usługę faktoringu. Dalsze etapy są proste, bo każda faktura ma swój termin zapłaty i osoba zobowiązana musi zapłacić należność zgodnie z wytycznymi. Terminy zapłacenia faktury przez kontrahentów zazwyczaj wynoszą nawet kilka tygodni, co niestety może burzyć finanse firmy, a korzystając z usługi faktoringu, pieniądze otrzymuje się nawet w ciągu kilku godzin, co jest dużym uproszczeniem. By wybrać najlepszego faktora, warto wcześniej sprawdzić faktoring ranking, gdzie bez trudu uda się znaleźć najlepsze firmy faktoringowe i zawrzeć korzystne umowy.

Jakie są rodzaje faktoringu?

Znajomość samej definicji faktoringu nie wystarczy, trzeba też wiedzieć, jakie są jego rodzaje, by wybrać ten, który będzie dopasowany do faktycznych potrzeb firmy. Należy wyróżnić:

– faktoring pełny. Występuje wtedy, gdy faktor przejmuje pełną odpowiedzialność za opłacenie faktury, czyli firma otrzymuje pieniądze w krótkim czasie i nie musi się interesować dalszym postępowaniem w tej sprawie. Klient po otrzymaniu informacji musi zapłacić należną gotówkę firmie faktoringowej, (tutaj warto sprawdzić faktoring ranking), która w przypadku opóźnień może wystąpić na drogę windykacji, oczywiście już bez udziału firmy, która swoje pieniądze dostała

– faktoring niepełny. W praktyce oznacza to, że firma wystawiająca fakturę musi dopilnować, by klient zapłacił zobowiązanie w terminie. Należy pamiętać, iż w tym przypadku kontrahent nie płaci pieniędzy faktorowi, lecz przedsiębiorcy, który wydał fakturę. Ten z kolei ma obowiązek zwrócić tę sumę faktorowi, który opłacił ją wcześniej. Takie działania to regres i ważne jest, by przestrzegać terminów. Decydując się na taki rodzaj faktoringu, warto najpierw sprawdzić poziom ryzyka, gdyż może okazać się, że kontrahent nie zapłaci faktury i firma będzie stratna

Faktoring cichy

Nie tylko rodzaje faktoringu mają tak naprawdę znaczenie, lecz także jego formy. Jeśli już udało się wybrać faktora, to teraz czas przeanalizować jaka forma faktoringu sprawdzi się w firmie. Faktoring cichy polega na tym, że klient nie zostaje poinformowany, że wystawiona faktura znajduje się w faktoringowym systemie. Należy jednak pamiętać, iż taka forma jest związana bezpośrednio z faktoringiem niepełnym i to firma musi dopilnować, aby klient uregulował należność zgodnie z terminem. Jednym słowem mówiąc, skoro kontrahent nie wie, na jakich zasadach opłacana jest faktura, to firma musi zając się wszystkimi formalnościami i zadbać o regres. O faktoringu jawnym będzie mowa wtedy osoba, na którą została wystawiona faktura, zostanie powiadomiona, iż firma korzysta z faktoringu. W tym przypadku to na faktora spada odpowiedzialność za załatwienie formalności i ściągnięcie należności z kontrahenta.

Dla kogo faktoring cichy?

W praktyce faktoring cichy stosuje się w przypadkach, gdy w umowach między kontrahentami występuje często zawarty zakaz cesji. Z uwagi na zwiększone ryzyko faktoring cichy jest droży od tradycyjnego, a decyzja zależy od dokładnej analizy sytuacji finansowej obydwu kontrahentów.

Wybierz faktoring najlepszy dla firmy

Faktoring jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla dużych, jak i średnich firm, które współpracują z dużą ilością klientów. Szukając najlepszego faktora, warto najpierw przeanalizować sytuację finansową firmy, jeśli jest stabilna, to warto skusić się na takie rozwiązanie. Dokonując porównania ofert firm faktoringowych, można zapoznać się z dokładnymi szczegółami i sprawdzić jakie wady i zalety niesie za sobą oraz przede wszystkim jak wybrać odpowiedni rodzaj i formę faktoringu.

Wyszukiwarka prawdę Ci powie

Z pomocą może przyjść porównywarka ofert kilkudziesięciu firm faktoringowych – sprawdź ranking firm faktoringowych. Świadomość realnych oszczędności, zmniejszone ryzyko i zaoszczędzony czas z pewnością powinny przypaść do gustu wielu przedsiębiorcom.

Przedświąteczne porządki bankierów centralnych

To już ostatnie chwile, żeby rynki finansowe obserwowały jakikolwiek zryw zmienności, gdyż przy wyciszeniu ryzyka geopolitycznego nie zanosi się na zawirowania podobne do tych sprzed roku. Stopniowo coraz więcej inwestorów myśli o świątecznej przerwie niż szukaniu okazji do wyciśnięcia skromnych stóp zwrotu. Porządki w swoich stanowiskach czynią też bankierzy centralni, których oświadczeń dziś nie brakuje.

Pierwsze w kolejce dziś był Bank Japonii, który jednak niczym nie zaskoczył. Główna stopa procentowa została utrzymana na -0,1 proc., a cel dla rentowności obligacji 10-letnich pozostał na 0 proc. Bank dalej jest gotowy utrzymywać stopy procentowe na obecnym lub niższym poziomie, dopóki istnieje ryzyko, że inflacja utraci pęd w powrocie do celu. Choć w ostatnim czasie dane z Japonii nie zachwycają, co by uzasadniało reakcję banku centralnego, to pole manewru BoJ jest dość ograniczone (jeśli nie powiedzieć: najbardziej ograniczone wśród wszystkich głównych banków centralnych). Póki presja na BoJ nie jest wywiera przez działania innych (głównie Fed), bank może sobie pozwolić na granie na czas. Władze monetarne liczą też na rząd, który tworzy nowy pakiet fiskalny. Póki otoczenie ekonomiczne wygląda na stabilne, BoJ pozostaje w trybie wait-and-see(-and-pray). Ale można mieć pewność, że zagrożenia płynące z silnej aprecjacji jena, jeśli taka wystąpi, spotkają się z reakcją BoJ.

Ciekawiej powinno być za to na posiedzeniu Riksbanku. Szwedzki bank centralny idzie pod prąd i niemal na pewno dokona podwyżki stopy repo o 25 pb do 0 proc. Świadomość ryzyk wynikających z ujemnych stóp procentowych skłania bank do podwyżki, pomimo zagrożeń dla perspektyw inflacji i wzrostu. Inflacja bazowa pozostaje poniżej celu, a dane o PKB za III kw. i stopa bezrobocia rozczarowały. Ale osłabienie napięć handlowych i wyciszenie ryzyka twardego brexitu powinny pomóc bankowi z większym optymizmem patrzeć w przyszłość. Wydaje się jednak bezpieczniejszą drogą utrzymanie neutralnego poglądu na przyszłość, a w projekcji bank powinien zasugerować brak zmian w przyszłym roku, co powinno być neutralne dla SEK. Korona ma potencjał do umocnienia, o ile klimat globalny nie będzie generował nieprzyjemnych niespodzianek.

Dla odmiany Norges Bank utrzyma główną stopę procentową na 1,50 proc. Dane od ostatniego posiedzenia nie zmieniły obrazu gospodarki – inflacja wypada nieco lepiej od prognoz banku centralnego, ale martwi słaba aktywność gospodarcza. To powinno prowadzić do utrzymania dotychczasowego nastawienia z neutralną ścieżką na kolejne miesiące, ale z podtrzymaniem wyższego prawdopodobieństwa dla podwyżki (ok. 10 pb w 2020 r.). Rynek jest trochę sceptycznie nastawiony do prognoz Norges Banku i wycenia zaledwie 5 pb szansy podwyżki. Jeśli ma rację i bank centralny przyjmie ostrożniejsze nastawienie, NOK będzie tracił. Ale podtrzymanie ścieżki bez zmian wybrzmi jastrzębio, więc ryzyka dla NOK obecne są w obu kierunkach.

Bez zmian w parametrach polityki powinno się obyć na posiedzeniu Banku Anglii (stopa procentowa 0,75 proc., cel skupu aktywów 435 mld GBP), ale też, podobnie jak poprzednim razem, nie zabraknie wniosku o obniżkę. W listopadzie dwóch członków Komitetu – Saunders i Haskel – chciało poluzowania polityki. Jeśli dziś ktoś do nich dołączy, podsienie to ryzyko obniżki na początku przyszłego roku, choć przy oddaleniu ryzyka chaotycznego brexitu na początku przyszłego roku, będzie łatwo uzasadnić pozostawanie w trybie wyczekiwania. Ale na oddech ulgi i uśmiechy zadowolenia jest jeszcze za wcześnie., Okres przejściowy niesie ze sobą nowe ryzyka związane z brexitem, a gospodarka pozostaje osłabiona przez ciągnącą się niepewność o kształt rozwodu z UE. Brak oznak odbicia ożywienia na początku roku będzie wzmacniać argumenty gołębi za obniżką w maju lub sierpniu 2020 r. Aktualnie GBP ma inne problemy na głowie.

Konrad Białas

Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kontrole skarbowe i ich uciążliwość w opinii przedsiębiorców

  • 57% respondentów badania PwC odwołuje się od decyzji pokontrolnych polskiej skarbówki
  • 31% badanych polskich przedsiębiorców jest niezadowolonych z działalności organów podatkowych
  • Jedynie 43% firm z Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) ocenia jakość pomocy w kwestiach podatkowych świadczonej przez krajowe organy skarbowe jako dobrą lub bardzo dobrą
  • W ciągu 2 ostatnich lat 64% respondentów z krajów CEE zwróciło się do organów skarbowych z wnioskiem o pomoc lub udzielnie wyjaśnienia
  • 61% dodatkowych zobowiązań wyliczanych przez organy kontroli skarbowej w CEE mieściło się w kwocie poniżej 100 000 euro
  • 38% odwołań od decyzji podatkowych zostało uznanych za zasadne w części lub całości

W związku z częstym brakiem jednoznaczności co do tego, jak należy stosować przepisy podatkowe w praktyce, 64% firm w Europie Środowo-Wschodniej przyznaje, że w ciągu ostatnich dwóch lat zwróciło się do krajowych organów podatkowych o pomoc lub udzielenie wyjaśnień. Co ważne, jedynie 43% respondentów oceniło pomoc udzieloną przez organy podatkowe jako dobrą lub bardzo dobrą, 38% jako zadowalającą, a 19% stwierdziło, że uzyskane wyjaśnienia nie były zadowalające. Badanie przeprowadzone zostało przez PwC wśród 872 przedsiębiorstw prowadzących działalność w naszym regionie.

Spośród podatników z naszego regionu najbardziej usatysfakcjonowani działaniami organów podatkowych byli respondenci ze Słowacji i Litwy (50%), a zaraz po nich uplasowali się Łotysze (41%) i Bułgarzy (38%). Na przeciwległym biegunie znaleźli się niezadowoleni respondenci ze Słowenii (37%), Polski (31%), Czech (30%) oraz Bośni i Hercegowiny (22%).

Do najczęściej wymienianych przyczyn niezadowolenia z działalności organów skarbowych należały długie terminy rozstrzygania lub odpowiadania na zapytania (39%), brak rozliczalności i profesjonalizmu urzędników podatkowych (32%), przedłużające się kontrole skarbowe (31%) oraz obsługa infolinii (27%).

Choć poziom niezadowolenia polskich przedsiębiorców z działań organów podatkowych należy do najwyższych w regionie, nasze badanie potwierdziło, że ogólnie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest wiele do zrobienia w obszarze poprawy działań organów podatkowych. Najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby zainwestowanie w podnoszenie kwalifikacji i wiedzy technicznej urzędników podatkowych, usprawnienie systemów umożliwiających obsługę elektroniczną w celu zwiększenia stopnia zdalnej weryfikacji rozliczeń, a także usprawnienie działań infolinii podatkowych w zakresie odpowiadania na często zadawane pytania i wydawania wytycznych. Odnosimy wrażenie, że polska administracja skarbowa ma tego świadomość – pytanie tylko, na ile skuteczne okażą się planowane aktualnie rozwiązania. – Jan Tokarski, partner odpowiedzialny za praktykę sporów podatkowych w PwC Polska i jeden z liderów sieci Tax Controversy and Dispute Resolution w PwC na Europę Środkowo-Wschodnią.

Kontrole skarbowe i ich uciążliwość

Z odpowiedzi respondentów wynika, że większość kontroli skarbowych w regionie trwa poniżej trzech miesięcy (47% badanych). W przypadku 15% kontrole trwały jednak ponad rok. Chociaż w wyniku ponad połowy kontroli na podmioty nakładane są dodatkowe zobowiązania podatkowe o wartości poniżej 100 000 euro, bądź też kontrole takie nie skutkują dodatkowymi zobowiązaniami (27%), niemal 60% respondentów skarży się, że kontrole skarbowe mają negatywny wpływ na działalność firmy. Związane jest to z czasem trwania kontroli (26%) lub ilością informacji i dokumentów, które należy przedłożyć w trakcie czynności sprawdzających (21%).

Dobrą informacją jest to, że większość respondentów (79%) stwierdziła, że inspektorzy podatkowi nie domagali się informacji nieistotnych i koncentrowali się na najważniejszych kwestiach podatkowych, jednak każda kontrola skarbowa trwająca dłużej niż to zasadne utrudnia funkcjonowanie działów podatkowo-finansowych firmy, odciągając uwagę i zasoby od strategicznych inicjatyw biznesowych. Krajowe organy podatkowe powinny więc skoncentrować się na skróceniu kontroli skarbowych przez skupienie środków i uwagi na obszarach cechujących się wysokim ryzykiem uchylania się od podatków, a równocześnie aktywnie zachęcać do dobrowolnego wywiązywania się z obowiązków podatkowych.- Andrzej Zubik, dyrektor w zespole Tax Controversy and Dispute Resolution w PwC.

Z badania PwC wynika, że większość kontroli dotyczyła podatku od osób prawnych, a zwłaszcza transakcji zawieranych pomiędzy spółkami wewnątrz grup kapitałowych oraz kosztów z tytułu nabywanych usług, a także kwestii związanych z podatkiem VAT, gdzie najczęściej sprawdzano sposób obliczenia podatku naliczonego.

Większość przedsiębiorców w Europie Środkowo-Wschodniej (62%) zaniechała odwoływania się od decyzji pokontrolnych określających zobowiązanie podatkowe. Jedynie w Polsce większość respondentów (57%) postanowiła skorzystać ze środków odwoławczych. Jednak w skali regionu tylko 38% odwołań od decyzji pokontrolnych było skutecznych w całości lub części, choć niektóre sprawy nie zostały jeszcze sfinalizowane.

O badaniu PwC Tax Controversy and Dispute Resolution Survey

Badanie dotyczące sporów podatkowych i ich rozstrzygnięć zostało przeprowadzone przez sieć Tax Controversy and Dispute Resolution (TCDR) PwC w 17 krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Wzięło w nim udział 872 respondentów, reprezentujących kadrę kierowniczą z obszarów finansowo-podatkowych, którzy w okresie od marca do września 2019 r. wypełnili ankietę internetową.

Markety rezygnują ze sprzedaży żywego karpia. Polacy mocno podzieleni w tej kwestii

Z najnowszego badania ABR SESTA i SYNO Polska wynika, że 46% konsumentów chce kupić w tym roku żywego karpia, a 49% nie przewiduje tego. Ci, którzy to planują, w większości nabędą go na targowiskach lub bezpośrednio u hodowców – łącznie 44%. Tylko 35% rozpatruje dokonanie takiego zakupu w dużych sieciach handlowych. Jeżeli chodzi o powody, to Polacy decydują się na kupno żywej ryby przede wszystkim ze względu na tradycję – 79%. Z kolei badani niepraktykujący tego zwyczaju mają szczególnie na uwadze aspekty etyczne – 52%.

Polacy są niemal po równo podzieleni w sprawie zakupu żywego karpia. 46% chce go nabyć, a 49% nie zamierza tego robić. Tylko 6% nie potrafi tego określić. Dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, uważa, że deklaracje respondentów odzwierciedlają ich wrażliwość na komunikaty prozwierzęce. Głównie tworzą je sieci handlowe, które w większości zrezygnowały z ww. oferty. Niejako „przy okazji” nie ponoszą kosztu aranżacji stoiska i ryzyka związanego z kontrolami.

– Najwięcej respondentów zamierza kupić żywego karpia na lokalnym targowisku – 23%. Prawie tyle samo osób planuje bezpośredni zakup od hodowców – 21%. Kolejnym wskazywanym miejscem jest hipermarket – 17%, a potem – supermarket – 14%. Natomiast 12% jeszcze nie wie, gdzie nabędzie ww. produkt. 9% deklaruje sklep rybny. Ranking zamykają dyskonty z 4%. Z tego wynika, że 53% chce dokonać zakupu poza sieciami handlowymi – mówi dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei jak stwierdza dr Faliński, wskazania respondentów świadczą o tym, że do dużej części nabywców dotarł komunikat o rezygnacji sieci ze sprzedaży żywych karpi. I tym samym wzrosła popularność targowisk. Zdaniem eksperta, decyzja o zakupie ryby prosto od hodowcy może wynikać z chęci nabycia jej w najświeższej postaci. Część konsumentów z przyzwyczajenia wybierze sieci handlowe. W badaniu wymieniło je łącznie 35% osób zainteresowanych tym produktem.

– Ci, którzy w tym roku zamierzają kupić żywego karpia, przede wszystkim robią to ze względu na tradycję – 79%. Dla ponad połowy tych osób najważniejszy jest smak ww. ryby – 51%. Z kolei 25% wskazało preferencje członków rodziny, a 20% wspomniało o wartościach odżywczych. Można zauważyć, że główny czynnik zakupu, czyli przywiązanie do świątecznego zwyczaju, z roku na rok słabnie. W ostatnich latach sieci handlowe zwracały na to uwagę – dodaje dr Jurowczyk.

Natomiast wśród respondentów, którzy nie planują takiego zakupu, największe znaczenie mają względy etyczne – 52%. W tej grupie 32% konsumentów twierdzi, że nie lubi smaku karpia, a 21% woli kupić gotowy produkt. 17% nie potrafi go przyrządzić, zaś 10% nie ma na to czasu. Tylko 5% wyjaśnia, że nie obchodzi bądź samodzielnie nie organizuje świąt w tym roku.

– Odpowiedzi badanych świadczą o przemianach świadomości konsumenckiej, jakie zaszły na przestrzeni ostatniej dekady. Respondenci uwzględniają zarówno argument humanitarny, jak i dążenia do komfortu zakupu oraz przygotowania potrawy. A to oznacza, że dojrzewamy jako społeczeństwo konsumpcyjne – podsumowuje dr Maria Andrzej Faliński.

Badanie zostało zrealizowane techniką CAWI w dniach od 3 do 5 grudnia 2019 roku. Poddano mu losowo wybraną próbę 812 pełnoletnich osób. Odpowiada ona strukturze kobiet i mężczyzn w wieku 18-80 lat.