PGNiG wybrało najbardziej innowacyjne pomysły z polskich uczelni. Nowy sposób magazynowania wodoru może zrewolucjonizować branżę

PGNiG zamierza do 2022 roku przeznaczyć na innowacje około 700 mln zł. Branża gazu i paliw inwestuje w inteligentne systemy monitoringu sieci dystrybucyjnej, wykorzystanie pojazdów bezzałogowych w procesie poszukiwania węglowodorów czy technologie wytwarzania i magazynowania wodoru. Kluczowe znaczenie ma przy tym współpraca ze start-upami i naukowcami. Jednym z innowacyjnych pomysłów, który pojawił się w piątej edycji konkursu „Młodzi Innowacyjni dla PGNiG”, jest nowy sposób magazynowania wodoru w postaci ciała stałego. To efektywne kosztowo i bezpieczne rozwiązanie może zrewolucjonizować branżę, w której wodór uznawany jest za paliwo przyszłości.

– Konkurs „Młodzi Innowacyjni dla PGNiG” wpisuje się w naszą formułę open innovation. Bazujemy na pomysłach zespołów studentów i doktorantów z polskich uczelni, których projekty odpowiadają na potrzeby technologiczne spółek z całej Grupy Kapitałowej PGNiG. Oczywiście te propozycje wymagają badań i dostosowania do naszych potrzeb, jednak sam pomysł już się liczy – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Kroplewski, wiceprezes zarządu PGNiG ds. rozwoju. – Najlepsze pomysły rozwijamy aż do wdrożenia. Z poprzednich edycji skorzystaliśmy z pomysłu badań nad przetwarzaniem odpadów wiertniczych na produkty oraz z zastosowania ultralekkich proppantów ceramicznych przy wydobyciu gazu ze źródeł niekonwencjonalnych. Cieszą nas tegoroczne projekty związane z magazynowaniem, wytwarzaniem i dystrybucją wodoru.

– Nasz projekt polega na stworzeniu systemu magazynowania, oczyszczania i kompresji niemechanicznej wodoru. Opiera się na technice magazynowania wodoru w postaci ciała stałego, co jest dosyć innowacyjne i rzadko na razie jeszcze spotykane podczas powszechnego użytkowania, ponieważ my rozwijamy to w postaci wodorków metali – mówi Mikołaj Krupa, student Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. – To jest innowacyjna technologia, która pozwoli Polsce stać się pionierem w zakresie magazynowania wodoru w dosyć nietypowy, ale efektywny, tani i bezpieczny sposób.

Rozwiązanie problemów związanych z magazynowaniem energii jest jednym ze strategicznych celów wskazanych w najważniejszych dokumentach dotyczących rozwoju polskiego sektora energetycznego. Tylko szereg projektów inwestycyjnych związanych z modernizacją i budową nowych sieci przesyłowych oraz projektów rozwojowych w zakresie magazynowania energii pomoże rozwiązać problem starej infrastruktury przesyłowej. Istotne jest więc poszukiwanie rozwiązań, które pomogą w magazynowaniu energii.

– Jesteśmy obecnie bardzo mocno skupieni na rozwoju obszarów związanych z wykorzystaniem wodoru. W tej chwili w fazie realizacji w Grupie PGNiG znajduje się projekt uruchomienia stacji tankowania pojazdów wodorem realizowany we współpracy z Toyotą – wskazuje Łukasz Kroplewski.

Jednym z perspektywicznych obszarów rozwoju całej Grupy Kapitałowej PGNiG jest wytwarzanie wodoru z odnawialnych źródeł energii. Rozwijane są także innowacyjne metody magazynowania wodoru.

– Nasza technologia pozwoli faktycznie magazynować energię w taki sposób, w którym się go obecnie jeszcze nie magazynuje, a będziemy mogli to robić taniej, bezpieczniej i z dużo większą efektywnością energetyczną – zapowiada Mikołaj Krupa.

– To są znakomite pomysły, które sprzyjają funkcjonowaniu Grupy Kapitałowej PGNiG. Wzrasta nasza efektywność, ale zyskujemy wszyscy, bo nie tylko my jako spółka, lecz także ci młodzi naukowcy, którzy do nas trafiają – z jednej strony dzięki wsparciu naszych specjalistów, z drugiej strony dzięki funduszom, które wykładamy w związku z wcielaniem w życie tych znakomitych przedsięwzięć – ocenia Łukasz Kroplewski.

Raport „W kierunku energii przyszłości”, jaki PGNiG przygotował razem z PwC wskazuje, że przed sektorem stoi wiele wyzwań, a branża musi dotrzymać kroku rewolucji cyfrowej. Dla firm z sektora kluczowe jest m.in. ograniczenie kosztów związanych z eksploracją nowych złóż i wydobyciem, dystrybucja i transport surowców czy zastosowanie inteligentnych systemów.

– W ramach naszego projektu zaproponowaliśmy rozwiązanie umożliwiające inteligentną optymalizację sieci dystrybucyjnej rynku małego LNG. Przy wykorzystaniu innowacyjnych metod sztucznej inteligencji takich jak reinforcement learning można dobierać trasy autocystern poprzez dobór kolejnych punktów rozładunku oraz dobór odpowiedniej pojemności, która na danej stacji powinna zostać rozładowana – tłumaczy Edyta Kuk, doktorantka z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, uczestniczka 5. edycji Konkursu „Młodzi Innowacyjni”.

Optymalizacja sieci może zapewnić PGNiG znaczne oszczędności w samym transporcie, może też zwiększyć efektywność.

– Nasz projekt może umożliwić Grupie Kapitałowej PGNiG obniżenie kosztów transportu LNG do lokalnych stacji regazyfikacji, ale także umożliwi optymalizację usługi dystrybucyjnej, a także wykorzystania autocystern będących w posiadaniu grupy kapitałowej, ponieważ przy danej ilości posiadanych cystern jesteśmy w stanie obsługiwać większą ilość klientów – zaznacza Edyta Kuk.

Organizacja Unilever Foundry ocenia, że do 2025 roku korporacje i startupy będą ze sobą ściśle współpracować, żeby spełnić oczekiwania konsumentów. Większość start-upów i firm uważa, że dzięki zjednoczeniu tylko zyskają – dla start-upów to możliwość realizacji ich projektów, dla korporacji – możliwość wprowadzania przełomowych innowacji.

PGNiG do 2022 roku chce przeznaczyć na innowacje łącznie około 700 mln zł. Konkurs „Młodzi Innowacyjni” jest jednym z wielu takich działań. W poprzednich czterech edycjach konkursu wygrały m.in. pomysły na recykling płuczek wiertniczych, technologie zastosowania enzymów do degradacji zanieczyszczeń węglowodorowych i produkcji glikolu czy zastosowanie metod sztucznej inteligencji. Zwycięzca konkursu „Młodzi Innowacyjni” może zrealizować swój autorski pomysł w PGNiG, otrzyma na ten cel nawet 400 tys. zł. Trójka laureatów otrzyma nagrody pieniężne w wysokości odpowiednio: 30, 20 i 10 tys. zł.

Raport „W kierunku energii przyszłości” podkreśla rolę innowacji w transformacji energetycznej sektora gazu, paliw i energii. Dlatego w ramach Grupy Kapitałowej PGNiG działa od niedawna fundusz inwestycyjny PGNiG Ventures, który będzie inwestował w startupy.

PGNiG zaangażowało się też w program Poland Prize, gdzie w ramach akceleracji w tym roku prawie 30 zagranicznych start-upów rozpoczęło w Polsce pracę nad innowacjami w energetyce.

Śląsk chce się specjalizować w rozwoju internetu rzeczy. Powstaną tam technologie światowego formatu

Śląsk ma kapitał intelektualny i technologiczny, a specjalizacje regionalne opierają się m.in. na energetyce, motoryzacji, ICT czy medycynie. Szybki rozwój internetu rzeczy dobrze wpisuje się w każdą z tych branż – podkreślają inicjatorzy powołanego właśnie Śląskiego Klastra Internetu Rzeczy SINOTAIC. Klaster ma być platformą współpracy firm, instytucji naukowych i administracji na rzecz rozwoju tej technologii. Jego pomysłodawcy chcą, żeby efektem były produkty i rozwiązania z zakresu IoT przeznaczone do sprzedaży na globalnym rynku.

Chcemy tworzyć na Śląsku produkty i najnowocześniejsze rozwiązania dla internetu rzeczy przeznaczone dla rozwijających się rynków. Chcemy też zintegrować środowisko biznesu i nauki, dać mu możliwość rozwoju i współpracy nad nowymi rozwiązaniami, które później mogłyby być sprzedawane globalnie. Przede wszystkim, chcemy stworzyć platformę wymiany doświadczeń i wiedzy o tym, co już udało się wypracować, żeby wspólnie tworzyć rozwiązania odpowiadające na potrzeby rynkowe. To obejmuje tworzenie wspólnych projektów, konsorcjów, zupełnie nowych technologii. Po połączeniu tych wszystkich elementów, tutejszy kapitał może dać niesamowite efekty na skalę światową – mówi agencji Newseria Biznes Marek Ostafil, dyrektor ds. operacyjnych Cyberus Labs, pomysłodawca i współzałożyciel Śląskiego Klastra Internetu Rzeczy.

Internet rzeczy (IoT) to tej chwili jedna z najszybciej rozwijających się technologii. IDC szacuje, że w 2025 roku do sieci będzie podłączonych już  41,6 mld urządzeń – maszyn, czujników i kamer – które będą generować 79,4 zettabajtów danych (jeden zettabajt to miliard terabajtów, a jeden terabajt to tysiąc gigabajtów). Z kolei wydatki na wdrożenia IoT rosną skokowo i w tym roku mają sięgnąć już 726,5 mld dolarów. Organizacje inwestują w sprzęt, oprogramowanie i urządzenia związane z tą technologią, ale wyzwaniem pozostaje znalezienie rozwiązań, które pomogą przetwarzać i analizować ogromne ilości generowanych przez nie danych – zwraca uwagę IDC.

W Polsce do szybkiego rozwoju internetu rzeczy ma przyczynić się wdrożenie ultraszybkiej sieci 5G, która w przyszłym roku – zgodnie z wymogami UE – ma pojawić się w przynajmniej jednym dużym mieście, a do 2025 roku pokrywać już teren całego kraju. Jak wynika z prognoz Komisji Europejskiej przytaczanych przez Ministerstwo Cyfryzacji, korzyści z wprowadzenia 5G, która stanowi technologiczny fundament dla IoT, w czterech kluczowych sektorach przemysłu (motoryzacja, zdrowie, transport i energia) mogą sięgnąć 114 mld euro rocznie.

Powołany właśnie Śląski Klaster Internetu Rzeczy ma stworzyć warunki dla rozwoju działalności badawczej i gospodarczej w obszarze internetu rzeczy. Będzie platformą współpracy firm, instytucji naukowych i administracji na rzecz rozwoju tej technologii.

Klaster skupia trzy strony: przemysłową, która jest zainteresowana odbiorem nowych technologii, naukową, czyli instytuty badawcze, które rozwijają nowe technologie i przygotowują absolwentów na rynek pracy, oraz samorząd, bez którego nie da się rozwijać takich inicjatyw – mówi dr hab. inż. Anna Timofiejczuk, dziekan Wydziału Mechanicznego Technologicznego Politechniki Śląskiej.

W tej chwili technologia IoT jest już na tyle skomplikowana, że jeden czy dwa podmioty gospodarcze nie są w stanie udźwignąć niektórych projektów czy koncepcji. Dlatego jedyny słuszny kierunek to budowanie zespołów projektowych, kształtowanie tego środowiska, szkolenie i dzielenie się wiedzą w ramach klastra – dodaje Artur Pollak, współzałożyciel klastra i prezes APA Group.

Pomysłodawcy podkreślają, że Śląsk ma ogromny kapitał intelektualny i technologiczny, a regionalne specjalizacje opierają się m.in. na energetyce, ICT, medycynie czy zielonej gospodarce. Szybki rozwój internetu rzeczy dobrze wpisuje się w każdą z tych branż. Inicjatywa uzyskała wsparcie instytucjonalne Urzędu Marszałkowskiego Województwa Śląskiego, którego przedstawiciele obiecują pomoc w rozwoju Klastra.

– Przez lata na Śląsku dominował przemysł ciężki, natomiast w tej chwili przechodzi transformację i wyzwaniem, a jednocześnie szansą dla regionu, jest właśnie przejście od tego ciężkiego do nowoczesnego przemysłu – mówi Marek Ostafil. – Na Śląsku jest wielu specjalistów z zakresu nowoczesnych technologii. Ma mocną pozycję w przemyśle motoryzacyjnym, a wokół tego sektora funkcjonują firmy, które dostarczają podzespoły i komponenty i siłą rzeczy muszą podążać za nowymi trendami technologicznymi wyznaczonymi przez motoryzację. Z drugiej strony, mamy w regionie firmy skupione wokół nanotechnologii, Śląski Klaster Lotniczy, przedsiębiorstwa działające w sektorze kosmicznym. Połączenie potencjału z różnych gałęzi przemysłu tworzy świetną bazę dla rozwoju nowych technologii.

Koordynatorem klastra będzie gliwicka spółka Secure Smart Networks, a wśród podmiotów założycielskich znalazły się: Politechnika Śląska, Fundusz Górnośląski oraz spółki APA Group, Cyberus Labs, EMAG Katowice, Revolve, Skygate Sellect i SPIN-US.

Artur Pollak, gospodarz uroczystego podpisania umowy założycielskiej i prezes zarządu APA Group wierzy w sukces inicjatywy, jeżeli zostanie przyjęty model sprawdzonych, zagranicznych rozwiązań:

– Miałem możliwość rozmawiania z przedstawicielami podobnego klastra w Niemczech. Zaskoczyła mnie informacja, że roczny obrót w ramach samych zrzeszonych organizacji sięga 1,8 miliarda euro. To dowodzi, że łączenie się i wymiana informacji nie jest zagrożeniem dla firm, a ogromną szansą.

Śląski Klaster Internetu Rzeczy SINOTAIC ma być miejscem, gdzie będą powstawać produkty i rozwiązania z zakresu IoT przeznaczone na globalny rynek. Z drugiej strony, jak podkreśla dziekan Wydziału Mechanicznego Technologicznego Politechniki Śląskiej dr hab. inż. Anna Timofiejczuk, przyczyni się też do wzrostu innowacyjności całego województwa śląskiego.

Dla uczelni oznacza to nowe kierunki studiów, które zaowocują nową kadrą. W ramach klastra będziemy mogli formułować potrzeby przemysłu i wspólnie tworzyć nowe kierunki, które będą na nie odpowiadać. To już się dzieje, bo uruchamiamy kierunki związane z cyberbezpieczeństwem i internetem rzeczy, przemysłem 4.0. Jest ogromne zapotrzebowanie na projekty. Wiele firm pyta, czy możemy włączyć się do projektów kierowanych przez przemysł z zakresu cyberbezpieczeństwa, IoT, technologii informatycznych. W ramach klastra będzie łatwiej znaleźć partnera i działać razem – mówi dr hab. inż. Anna Timofiejczuk.

Właściciele domów mogą skorzystać z ulgi podatkowej na termomodernizację budynku. Przy zakupie materiałów jeszcze w tym roku można zaoszczędzić nawet 17 tys. zł

Wymiana okien, drzwi i systemu ogrzewania oraz ocieplenie ścian zewnętrznych przekładają się na niższe rachunki za ogrzewanie domu i większy komfort mieszkańców. Choć remont to spory koszt, właściciele budynków jednorodzinnych mogą skorzystać z ulgi termomodernizacyjnej, która obowiązuje od początku tego roku. Na podstawie faktur w przyszłorocznym zeznaniu podatkowym można odliczyć koszt usług, materiałów budowlanych do ocieplenia domu czy nowych okien. Ulga obejmuje również wymianę starych pieców na nowe, a także inwestycje w odnawialne źródła energii. Zaoszczędzić można nawet do 17 tys. zł.

 Termomodernizacja budynku pozwala znacząco obniżyć koszty jego eksploatacji, szczególnie ogrzewania. Bywa, że w okresie zimowym zastanawiamy się, dlaczego pomimo sprawnego ogrzewania i gorących kaloryferów nie mamy komfortu cieplnego. Jedną z przyczyn może być przestarzała i złej jakości stolarka okienna, która powoduje utratę ciepła – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Wypych, dyrektor ds. sprzedaży w VELUX. – Tylko wymieniając okna i drzwi, możemy zaoszczędzić do 15 proc. energii. Ale tu nie chodzi tylko o oszczędności, bo inwestujemy w komfort i zdrowie, biorąc pod uwagę, że w pomieszczeniach spędzamy ok. 90 proc. naszego czasu.

Jak podkreśla, w nieremontowanych budynkach często występuje tzw. syndrom chorego domu. Oznacza to, że niedogrzane, źle wentylowane i niedoświetlone pomieszczenia cechują się dużą wilgocią, obecnością grzybów i pleśni. Te czynniki są z kolei przyczyną zachorowań na astmę, ostre nieżyty nosa, egzemę i alergie. Termomodernizacja domu pozwala więc nie tylko zmniejszyć wysokość rachunków za ogrzewanie, lecz także poprawić komfort i warunki życia jego mieszkańców.

– Do termomodernizacji najlepiej podejść kompleksowo, uwzględniając nie tylko wymianę okien i ogrzewania na nowocześniejsze, ale też wymianę drzwi, termomodernizację ścian zewnętrznych, dachu, stropu nad nieogrzewaną piwnicą czy podłogi na gruncie. Takie kompleksowe podejście zagwarantuje najlepsze efekty i parametry cieplne budynku – mówi Krzysztof Wypych.

Termomodernizacja domu (w ustawie rozumiana jest m.in. jako ulepszenie, które zmniejsza zapotrzebowanie na energię do ogrzewania budynku) wiąże się z dużymi kosztami, dlatego ich właściciele często dzielą ją na etapy. Od tego roku można jednak skorzystać z ulgi podatkowej na materiały budowlane i urządzenia, a także usługi związane z termomodernizacją.

– Intencją ustawodawcy było zadbanie o lepszą jakość powietrza, ograniczenie smogu i zachęcenie obywateli do wprowadzenia oszczędności energetycznych w domach jednorodzinnych. Dlatego w ramach ulgi mogą zostać odliczone m.in. wydatki na zakup materiałów budowlanych do ocieplenia domu jednorodzinnego, wymiana starych pieców na nowe kotły na paliwo stałe, olej czy gaz, a także inwestycje w odnawialne źródła energii, np. w kolektory słoneczne. Jednym z najczęstszych wydatków związanych z ulgą termomodernizacyjną może być wymiana okien i związane z tym wydatki, które pozwolą ocieplić mieszkanie i ograniczyć chłód i wilgoć – mówi Agnieszka Cedzidło, ekspert działu podatkowo-prawnego w PwC Polska.

Z ulgi mogą skorzystać właściciele lub współwłaściciele domów jednorodzinnych albo budynków mieszkalno-użytkowych, ale pod warunkiem, że powierzchnia użytkowa nie przekracza 30 proc. całkowitej powierzchni budynku. Nie mogą natomiast skorzystać z niej właściciele ani współwłaściciele obiektów, które dopiero znajdują się na etapie budowy. Nie są nią objęci także podatnicy, którzy skorzystali już z innej pomocy państwa w zakresie projektów termomodernizacyjnych,

 Mogą z niej skorzystać podatnicy opodatkowani podatkiem PIT na zasadach ogólnych i liniowym podatkiem 19-proc. bądź też opłacający ryczałt od przychodów ewidencjonowanych – wyjaśnia Agnieszka Cedzidło. – Ulga jest odliczana od dochodu podatnika i limitowana do wysokości 53 tys. zł. To oznacza, że jeśli wykorzystamy ją maksymalnie, możemy zaoszczędzić 17 tys. zł podatku do zapłaty.

Wysokość wydatków na termomodernizację, które podlegają odliczeniu, jest ustalana na podstawie faktur za materiały i usługi. Przedsięwzięcie modernizacyjne musi zostać zakończone w ciągu 3 lat, licząc od końca roku podatkowego, w którym poniesiono pierwszy wydatek. Jeśli podatnik kupi np. nowe okna jeszcze w tym roku, ale nie zdąży już ich zamontować, to i tak koszt zakupu może odliczyć w zeznaniu podatkowym za 2019 rok.

– Pierwszy raz ulga termomodernizacyjna będzie miała zastosowanie w zeznaniu podatkowym za rok 2019. Wydatki poniesione z tego tytułu będą wykazywane w załączniku PIT-O, który dołączamy do deklaracji rocznej PIT-37, PIT-36, PIT-36L lub PIT-28 – precyzuje Agnieszka Cedzidło. – Jeśli wydatki dotyczące ulgi termomodernizacyjnej nie znajdą pokrycia w dochodzie podatnika w danym roku podatkowym, wówczas będzie można rozliczyć je w kolejnych latach, jednak nie dłużej niż przez 6 kolejnych lat, licząc od końca roku podatkowego, w którym nastąpił pierwszy wydatek.

W przypadku podatników, którzy są w związkach małżeńskich ulga termomodernizacyjna jest liczona odrębnie. To oznacza, że każdy ze współmałżonków, jeśli jest współwłaścicielem domu jednorodzinnego, może skorzystać z niej w pełnej wysokości.

 Ulga termomodernizacyjna obowiązuje od tego roku, ale nadal pewnym wyzwaniem jest świadomość inwestorów. Szczególnie że jest to pierwszy taki program dedykowany właścicielom domów jednorodzinnych. Takie dopłaty często są jednak impulsem do podjęcia dawno odkładanego remontu – twierdzi Krzysztof Wypych.

Zakup elektryka nie jest jeszcze opłacalny. Oszczędności w kosztach eksploatacji nie zawsze zrekompensują dwa razy wyższą cenę

Wzrost sprzedaży samochodów elektrycznych napędzają na razie głównie klienci flotowi i sektor publiczny, bo zainteresowanie klientów indywidualnych jest znikome. Obok ograniczonych zasięgów i braku infrastruktury główną barierą wciąż pozostaje dla nich wysoka cena elektryków, które są nawet dwukrotnie droższe od konwencjonalnych aut. Niższe koszty eksploatacji i oszczędność na paliwie nie zawsze wyrównują tę różnicę, więc z czysto matematycznego punktu widzenia nie będzie to zakup opłacalny. Jak wynika z badań PSPA, żeby kierowcy realnie brali pod uwagę taki zakup, ceny elektryków muszą spaść o co najmniej 35 proc.

W najbliższym czasie nie należy stawiać na kupno samochodu elektrycznego z założeniem, że to się opłaca. Zakup hybrydy może być opłacalny w niektórych przypadkach, zakup elektryka – tylko w szczególnych. Jednak patrząc rynkowo, trzeba to dobrze policzyć i zasadniczo większości konsumentów nie będzie się to opłacać jeszcze przynajmniej przez 2–3 lata. Później, kiedy technologia pójdzie do przodu, a samochody stanieją, będzie można wrócić do tego pytania, ale dzisiaj, z matematycznego punktu widzenia, taki zakup się nie opłaca – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Grabarczyk, dyrektor handlowy Eurotax/Autovista Polska.

Jak pokazuje „Licznik elektromobilności” PSPA i PZPM, na koniec listopada br. po polskich drogach jeździło 8225 samochodów osobowych z napędem elektrycznym, z których blisko 60 proc. stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (4886), a pozostałą część hybrydy typu plug-in (3339). Od stycznia liczba rejestracji z obu tych grup osiągnęła poziom 3591 sztuk, czyli o 98 proc. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego.

Ten wzrost napędzają jednak głównie klienci flotowi i sektor publiczny. Zgodnie z ustawą o elektromobilności od 2020 roku floty w sektorze publicznym muszą mieć co najmniej 10 proc. samochodów z napędem elektrycznym. Popyt ze strony klientów indywidualnych wciąż utrzymuje się na marginalnym poziomie.

Dla większości z nich główną barierą wciąż pozostaje stosunkowo wysoka cena elektryków. Jak podaje Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych, auto elektryczne w Polsce jest wciąż średnio dwukrotnie droższe od swoich konwencjonalnych odpowiedników. Ceny przekraczają średnio 100 tys. zł, podczas gdy podobny model spalinowy można kupić za kilkadziesiąt tysięcy, co skutecznie zniechęca potencjalnych nabywców, mimo przyszłych oszczędności na paliwie i eksploatacji.

Z perspektywy firmy, która analizuje rynek od strony cen transakcyjnych na samochodach używanych, widzimy, że elektryki i hybrydy trzymają wartość w pieniądzu lepiej niż samochody spalinowe. Takie używane auta są po prostu droższe, trzeba jednak pamiętać, że one są też droższe cennikowo, często nawet dwukrotnie. Biorąc pod uwagę utratę wartości samochodu, czyli to, co nam ubywa z portfela, samochód hybrydowy czy elektryczny nie zawsze na siebie zarobi niższymi kosztami eksploatacji. Wszystko zależy więc od preferencji, ale procentowo samochody elektryczne tracą na wartości więcej, choć mają większą wartość jako auta używane – mówi Paweł Grabarczyk.

Jak wynika z nowego „Barometru elektromobilności” PSPA, zakup samochodu elektrycznego w ciągu najbliższych trzech lat rozważa 28 proc. Polaków w porównaniu do 17 proc. rok wcześniej. To nie przekłada się na istotny wzrost udziału elektryków w polskim rynku motoryzacyjnym – wynosi on 0,02 proc., ośmiokrotnie mniej niż średnia unijna.

Eksperci podkreślają, że ceny powinny być niższe o 35–48 proc. w odniesieniu do aktualnych cen katalogowych elektryków, żeby kierowcy realnie brali pod uwagę taki zakup. Jak wynika z badania PSPA, Polacy na kupno samochodu elektrycznego chcieliby przeznaczyć kwotę od 80 do 90 tys. zł, czyli znacznie poniżej cen rynkowych.

Rosnąca popularność elektryków oraz rozwój technologii i spadek cen ogniw litowo-jonowych w ciągu nadchodzących kilku lat prawdopodobnie sprawie jednak, że ceny takich samochodów wyrównają się do poziomu akceptowalnego przez większość konsumentów. Eksperci firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego (raport „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?”) prognozują, że najpóźniej do 2030 roku zniknie już większość barier dla elektryków, które do tego czasu będą odpowiadać za ok. 6 proc. całkowitej sprzedaży aut.

W ciągu roku sprzedaż medycznej marihuany w Polsce wyniosła 70–80 kg. W przyszłym będzie czterokrotnie większa

– Pierwszy rok medycznej marihuany na rynku polskim może się zakończyć łączną sprzedażą 70–80 kg suszu o wysokiej zawartości THC, czyli substancji psychoaktywnej – ocenia Tomasz Witkowski z Canopy Growth. W przyszłym roku ta ilość może być nawet czterokrotnie większa, a w 2028 roku rynek może być wart 2 mld euro. Na razie pacjenci nie mogą liczyć na refundację konopi. To – podobnie jak niekorzystna interpretacja przepisów o VAT i niska świadomość społeczeństwa – ma decydujący wpływ na wielkość sprzedaży.

 Konopie mają bardzo szerokie zastosowanie w medycynie. W wielu krajach wykorzystywane są już od kilkudziesięciu lat. Główne obszary terapeutyczne, w których możemy widzieć pozytywny efekt wykorzystywania konopi, to przede wszystkim neurologia, mówimy tutaj o padaczce oraz leczeniu bólu przewlekłego, onkologia, przy ubocznych efektach stosowania chemio- i radioterapii, a także reumatologia, medycyna paliatywna i dermatologia – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Witkowski, country manager w Canopy Growth, która importuje do Polski i dystrybuuje konopie medyczne.

Marihuana ma ponad 100 aktywnych składników. THC to substancja chemiczna, która powoduje zmiany w świadomości. Szczepy zdominowane przez CBD mają niewielki lub żaden THC. Ryzyko uzależnienia jest niewielkie, zwłaszcza że pacjent znajduje się pod stałą opieką lekarza. Samo CBD ma z kolei wiele korzyści – od łagodzenia bezsenności, lęku i bólu do leczenia potencjalnie zagrażających życiu chorób. Chociaż marihuana nie jest wystarczająco silna, aby uśmierzyć silny ból, związany np. ze złamaniem kości, jest skuteczna w przypadku przewlekłego bólu.

Polska jest 12. europejskim krajem, który zalegalizował marihuanę do celów leczniczych. Stało się to w listopadzie 2017 roku, ale dopiero od stycznia tego roku możliwe stało się zrealizowanie recepty na preparaty z THC.

– Pierwsza dostawa konopi medycznych dotarła do Polski w styczniu 2019 roku. To pierwszy rok obecności medycznej marihuany na rynku polskim. Liczymy na to, że do końca roku uda nam się sprzedać około 70–80 kg suszu o wysokiej zawartości THC. Dynamika z miesiąca na miesiąc wzrasta i w przyszłym roku szacujemy, że będzie to 250–300 kg konopi – ocenia Tomasz Witkowski.

Ze względu na to, że uprawa konopi w Polsce jest zakazana, są one importowane z Kanady. Obecnie można kupić medyczną marihuanę zawierającą 19 proc. substancji aktywnej THC oraz mniej niż 1 proc. CBD (która nie ma właściwości odurzających i uzależniających). Susz z 10 proc. zawartością THC i 7 proc. CBD, z którego skorzystać mogą przede wszystkim chorzy na raka, jest już w trakcie rejestracji

Szacuje się, że lecznicza marihuana mogłaby być skutecznym lekiem dla co najmniej 300 tys. osób. Problemem w Polce jest nie tylko niska jeszcze dostępność, lecz także ceny.

– W Niemczech produkt jest już refundowany. We Włoszech zakupem konopi medycznych zajmują się instytucje państwowe. Czechy spodziewają się refundacji od stycznia. W Polsce na razie jest ona nieosiągalna, w związku z czym pacjent dokonuje 100-proc. odpłatności za produkt. Kolejnym elementem jest wysoka 23-proc. stawka VAT-u – przekonuje Tomasz Witkowski.

W Polsce medyczne konopie są słabo znane pacjentom i lekarzom, a dodatkowo krąży na jej temat wiele mitów. Wiele osób nie widzi różnicy między konopią stosowaną w celach leczniczych a używką.

– Marihuana wykorzystywana do celów medycznych produkowana jest dokładnie w ten sam sposób jak leki, czyli z zachowaniem całkowicie czystości mikrobiologicznej, bez zawartości jakichkolwiek innych substancji pochodzących z zewnątrz, czyli pestycydów, nawozów, metali ciężkich, które często znajdują się w produkcie pochodzącym z rynku rekreacyjnego – mówi ekspert. – Pacjenci stosujący medyczne konopie znajdują się pod stałą kontrolą prowadzącego lekarza, w związku z tym ryzyko uzależnienia jest niewielkie. Z kolei indeks terapeutyczny do przedawkowania konopi wynosi 1000:1, a przy ciężkich opioidach jest 70:1, co wskazuje na to, że stosowanie konopi medycznych jest bezpieczne.

W Niemczech, czyli największym europejskim rynku medycznej marihuany, w ciągu pierwszego kwartału 2019 roku lekarze wystawili ok. 60 tys. recept na konopie. W całym 2019 roku może to być ok. 250 tys. Co więcej, ok. 60 proc. recept jest refundowanych. Do 2024 roku już milion niemieckich pacjentów będzie miał dostęp do medycznej marihuany, a do 2028 roku rynek będzie wart 7,7 mld euro – wynika z raportu „The Germany Cannabis Report” przygotowanego przez Prohibition Partners. Analogiczny raport dla Polski prognozuje, że wartość krajowego rynku za 8 lat sięgnie 2 mld euro. Cały europejski rynek będzie wart ok. 123 mld euro.

– Polska na tle świata jest bardzo małym rynkiem, dopiero się rozwijamy. Przoduje tutaj oczywiście Kanada ze sprzedażą rzędu 90 mln euro miesięcznie, drugim rynkiem największym są obecnie Niemcy, gdzie ta sprzedaż wynosi około 2,5 mln euro miesięcznie – zaznacza Witkowski.

W Polsce powstają nowoczesne promy hybrydowe. Ładują się w ciągu kilku minut, są tańsze w eksploatacji i całkowicie ekologiczne

Przemysł morski przechodzi z zanieczyszczającego oleju napędowego na czystszą energię. Coraz więcej statków pasażerskich i promów jest zasilanych energią z akumulatorów lub paliwem LNG. Rynek bada także inne środki alternatywnej energii, w tym wodór i metanol. W Polsce powstają natomiast największe promy hybrydowe na świecie. Spalinowe agregaty prądotwórcze służą jako rezerwowe źródło zasilania. Promy na trasie korzystają z własnych baterii zasilanych bezpośrednio z lądu podczas ładunku i rozładunku jednostki.

– Widzimy rozwój technologii napędowych. Wybudowaliśmy już dwa promy o napędzie hybrydowym, gdzie mamy silniki konwencjonalne, które służą wspomaganiu przede wszystkim systemów bateryjnych – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Lisowski, dyrektor ds. sprzedaży w Stoczni CRIST.

Światowy przemysł morski stopniowo przechodzi z oleju napędowego na alternatywne systemy zasilania. Choć wciąż jeszcze dominują tradycyjne systemy, coraz więcej firm inwestuje w czystszą energię. Statki i promy zasilane są już energią z akumulatorów lub paliwem LNG, a rynek promów bada także inne środki alternatywnej energii, w tym wodór i metanol.

Rygorystyczne lokalne przepisy dotyczące emisji oraz potrzeba jak największej efektywności energetycznej, żeby obniżyć koszty paliwa, sprawiają, że już wkrótce to alternatywne systemy zasilania mogą niemal całkowicie zastąpić olej napędowy. Amsterdam wymaga, aby każdy statek handlowy, który pływa po kanałach, miał zerową emisję do 2020 lub 2025 roku. W Kalifornii obowiązują z kolei ograniczenia dotyczące cumowania dla statków handlowych w portach Los Angeles, Long Beach, Oakland, San Diego, San Francisco i Hueneme.

Według Corvus Energy zastąpienie tylko jednego z czterech silników spalinowych hybrydowym pozwala na oszczędności paliwa rzędu 15–30 proc. Polskie stocznie jako jedne z pierwszych na świecie rozwijają właśnie technologie napędowe.

– Prom Elektra, który został zdany w 2017 roku, był drugim na świecie promem hybrydowym wprowadzonym do eksploatacji. Następnym promem była nasza jednostka budowana pod numerem budowy NB 70, dostarczona w tym roku do Islandii. I oba te promy zawierają właśnie technologię hybrydową, gdzie napęd bateryjny jest wspomagany napędem konwencjonalnym, spalinowym – tłumaczy Maciej Lisowski.

Już w 2017 roku z portu Gdynia wypłynął pierwszy zbudowany w Polsce prom o napędzie hybrydowym Elektra dla fińskiego operatora FinFerries, przeznaczony do żeglugi na krótkich trasach. Prom wyposażony jest w zestaw baterii akumulatorów (żywotność ok. 7 lat). Baterie ładują się w doku, za każdym razem podczas rozładunku i ładunku (ok. 5 minut) i dwa razy na dobę przez dłuższy czas. Z kolei w listopadzie Finferries oficjalnie poinformował, że w stoczni Crist ma powstać przyjazny środowisku prom hybrydowy – zasilany bateriami akumulatorów i wyposażony we wspomagający, dieslowski napęd. Budowa nowego promu ma ruszyć w połowie 2020 roku.

– Jest szereg baterii, które na statku są zainstalowane, chłodzone powietrzem bądź wodą. Te baterie najzwyczajniej w świecie są ładowane w wielkim uproszczeniu z wtyczki, która jest na lądzie przy kei. Jest to automatyczne ładowanie, a baterie dostarczają prąd do silników elektrycznych – wskazuje ekspert.

Jak ocenia Lisowski, budowa promu hybrydowego nie wymaga innych technologii niż tych wykorzystywanych przy tradycyjnym napędzie. Sama budowa trwa ok. 1,5 roku, do tego dochodzi niemal 10 miesięcy na dokumentację i niezbędne testy.

– W przypadku naszego najnowszego projektu, niedawno zakończyły się próby modelowe na basenie lodowym w Hamburgu. Statek będzie eksploatowany w Finlandii, również w ciężkich warunkach lodowych, więc trzeba było zbadać, jak będzie kruszył lód i poruszał się w ciężkich warunkach. Istnieją w tej chwili bardzo nowoczesne metody obliczeniowe typu CFD, natomiast w dalszym ciągu one nie są doskonałe. Zawsze symulacje, jak kadłub będzie się zachowywał w eksploatacji, muszą być poparte fizycznymi próbami na basenach modelowych – dodaje Maciej Lisowski.

Druk 3D dostępny już nie tylko dla przemysłu. Domowe drukarki 3D pozwalają już tworzyć w pełni kolorowe obiekty z różnych materiałów

Dzięki drukowi 3D można stworzyć protezy, części samochodów czy materiały budowlane i wykończeniowe. Z możliwości druku 3D korzysta m.in. amerykańskie wojsko. Technologia pozwala też rozwijać metamateriały. Drukarki stają się też coraz bardziej innowacyjne – pojawiają się już drukarki 5D, które potrafią drukować nawet wklęsłe materiały. Także domowe drukarki potrafią coraz więcej. Biurowa drukarka da Vinci Color 5D łączy w sobie pełnokolorowe drukowanie 3D z drukowaniem na papierze atramentowym 2D i grawerowaniem laserowym na jednej platformie.

– Drukarka Da Vinci Color 5D odznacza się dużą innowacyjnością. Oferuje druk 3D i 2D w ramach jednego urządzenia. Jeśli użytkownik chce skorzystać z drukarki 2D, wystarczy włożyć podajnik do papieru do drukarki 3D i można korzystać z wydruków papierowych w pełnym kolorze. Po zdjęciu modułu można wykonywać wydruki 3D każdego możliwego przedmiotu w pełnym kolorze. Jako jedyni na rynku oferujemy drukarkę 3D w pełnym kolorze. Stosowane przez nas filamenty umożliwiają wykorzystanie tuszu atramentowego, tworząc ponad 3 miliony odcieni i kolorów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Cin-Yee Syria Ho, menedżer marketingu w XYZ Printing.

Drukarki 3D to już nie tylko codzienność w przemyśle, lecz także coraz częściej w domach. Te mniejsze, biurkowe drukarki są coraz bardziej innowacyjne i łączą różne rozwiązania. Da Vinci Color 5D, czyli najnowsza biurkowa drukarka 3D od XYZ Printing, łączy pełnokolorowe drukowanie 3D z drukowaniem na papierze atramentowym 2D i grawerowaniem laserowym na jednej platformie. XYZ Printing twierdzi, że ulepszył i zaktualizował swoją istniejącą technologię drukowania 3D FDM w kolorze, aby zaoferować trzy razy lepsze nasycenie kolorów niż wcześniej. Wynika to głównie z połączenia atramentu CMYK nowej generacji i specjalnego absorbującego kolory materiału PLA (drukarka jest kompatybilna z innymi włóknami).

Da Vinci Color 5D może drukować części pigmentowane w pełnym spektrum kolorów, a przy tym – jak zapewniają twórcy – pozwala zoptymalizować zużycie atramentu w kolorowych wkładach.

– Klienci kupują drukarki 3D, żeby korzystać z nich w domu, tworząc własne figurki, przedmioty czy części do komputerów. To bardzo duża grupa docelowa, a w przypadku kolorowej drukarki 3D jest ona bardzo zróżnicowana, ponieważ nie jest to najtańsza dostępna drukarka, jednak jest to produkt szczególny. Małe i średnie przedsiębiorstwa zaczynają z niej korzystać w celu tworzenia prototypów, a do tego dochodzą zastosowania bardziej przemysłowe – przekonuje Cin-Yee Syria Ho.

Technologia 3D rewolucjonizuje również medycynę – z druku powstają precyzyjne implanty i protezy. Co istotne, nie tylko w zaawansowanych fabrykach i laboratoriach. e-Nable to organizacja złożona z wolontariuszy, która zmienia sposób projektowania i dystrybucji protez, umożliwiając osobom prywatnym drukowanie w 3D lepszych, tańszych protez i przekazywanie ich potrzebującym. Mają różne konstrukcje dostosowane do różnych typów osób po amputacji. Stworzyli nawet kilka projektów specyficznych, jak np. drukowany uchwyt 3D z łukiem aby umożliwić osobie urodzonej bez palców grę na altówce.

Z drukarek 3D korzystają już producenci samochodów, drukując części do aut, czy firmy budowlane. Amerykańskie wojsko w ten sposób stworzyło ceramiczne kamizelki kuloodporne. W 3D powstają też obiekty reagujące na bodźce, czasem określane jako drukowane 4D lub inteligentne obiekty. Naukowcy stworzyli np. przedmioty, które odkształcają się, fałdują lub zmieniają kształt w odpowiedzi na ciepło.

– Przyszłość drukowania 3D jest obiecująca, ta branża ma duży potencjał rozwoju w rozmaitych kierunkach. Firma XYZ Printing wchodzi do branży przemysłowej, nie porzucając jednak rynku konsumenckiego – twierdzi Cin-Yee Syria Ho. – Jestem przekonana, że w nowym pokoleniu, które od dziecka ma kontakt z drukarkami 3D, takie urządzenia znajdą się w każdym domu.

Według analityków Mordor Intelligence rynek druku 3D będzie rósł w tempie blisko 30 proc. średniorocznie, by osiągnąć wartość w 2024 r. przeszło 49 mld dol.

5 korzyści jakie może uzyskać sklep Magento może zyskać dzięki content marketingowi

Czy chciałbyś, aby Twój sklep Magento generował więcej sprzedaży? Świetnym rozwiązaniem w tym wypadku jest content marketing, który już od wielu lat sprawdza się jako skuteczna strategia do zdobywania klientów. W tym artykule dowiesz się, jakie korzyści może on dać Twojemu sklepowi.

Content marketing w Magento – na czym to polega?

grafika-wektorowa-e-commerceContent marketing to szereg działań, które mają na celu zdobywanie klientów za pomocą publikacji treści mających dla nich znaczenie (inne cele i korzyści omówimy za chwilę). Sprawuje on ważną rolę w dostarczaniu grupie docelowej informacji, które rozwiązują jej problemy oraz dostarczają wartościowe porady. W procesie tym odbiorcy owego contentu nabywają większego zaufania do jego autora, czyli w tym przypadku Twojego sklepu Magento. Tworzenie takiej relacji jednocześnie pozytywnie sprzyja sprzedaży.

Content marketing przybiera różne formy. Mogą to być artykuły blogowe, e-booki, filmy instruktażowe, e-maile itd. Kluczowym czynnikiem jest tutaj to, że owe treści są darmowe, a dzięki swojej wysokiej wartości pomagają docelowym odbiorcom.

Dlaczego inwestowanie w content marketing powinno być tak ważne? Wcześniej sprzedawcy promowali swoje produkty głównie przez gazety, czasopisma, telewizję, radio czy ulotki. Obecnie te tradycyjne formy marketingu dalej mają zastosowanie, jednak tracą swój potencjał z racji rosnącego znaczenia Internetu w wyszukiwaniu, jak i w bezpośrednim kupowaniu produktów. Z tego powodu mądrym wyborem jest promowanie swojego biznesu e-commerce właśnie za pomocą omawianej metody.

5 korzyści, jakie daje content marketing dla sklepu Magento

Oto przykładowe powody, które zapewne zachęcą Cię do inwestowania w content marketing:

1. Lepsze SEO

Internauci chcą wynajdywać użyteczny content, który zaspokoi ich potrzeby – w dokładnie takim celu powstał Google. Z tego powodu owa wyszukiwarka będzie faworyzować strony, które publikują liczny i wartościowy content.

Przykładowo dodanie do swojego sklepu Magento tematycznego bloga może bardzo pomóc pod względem pozycjonowania. Treściwe i rozbudowane artykuły dostosowane pod odpowiednie słowa kluczowe nie tylko pomogą klientom podejmować decyzje zakupowe, ale i sprawią, że Twoja witryna pojawi się wyżej w wynikach wyszukiwania.

2. Budowanie wizerunku marki

Sprzedawcy Magento powinni inwestować w content marketing, gdyż jest to świetny sposób na tworzenie wizerunku. Według Content Marketing Institute 70% ludzi woli nabywać wiedzę o danej firmie dzięki artykułom, a nie bezpośrednim reklamom. Oprócz tego, jeśli na pewne popularne zapytania w swojej niszy (np. „jak wybrać kolor ściany” w branży remontowo-budowlanej) to właśnie treści z Twojej strony pokazują się jako pierwsze w wynikach wyszukiwania, tworzysz w ten sposób wizerunek eksperta, co także niesie ze sobą wiele korzyści.

3. Lepsza konwersja

Content marketing nie tylko przyciągnie ruch do Twojego sklepu Magento czy też zbuduje zaufanie do marki, ale i przekształci potencjalnych klientów w tych prawdziwych. Rozbudowane artykuły czy filmy poradnikowe dotyczące konkretnego asortymentu lub kategorii służą tak naprawdę jako poszerzone opisy produktów. Klienci często szukają zestawień typu „10 najlepszych telefonów do 1 000 złotych”. Możesz zamieścić taki ranking na swoim blogu z rozbudowanym opisem poszczególnych telefonów oraz z linkami do tychże produktów będących w ofercie sklepu. Prezentujesz dlatego swoją ofertę, ale i jednocześnie dostarczasz wartość.

4. Tworzenie relacji z klientami

Budowanie długotrwałej więzi z klientami jest konieczne, jeśli chcesz zapewnić powodzenie swojemu sklepowi Magento. Content marketing właśnie na to pozwala, gdyż rozwiązywanie problemów klientów poprzez dostarczanie im wartościowych treści buduje taką relację.

5. Lepsza obsługa klienta

Jakościowe treści mogą tak naprawdę zredukować czas i środki, jakie należy przeznaczyć na pomoc klientom. Content marketing charakteryzuje się proaktywnym podejściem do problemów klientów. Dlaczego można tak powiedzieć? Nie muszą oni choćby zadawać bezpośrednich pytań odnośnie do szczegółów produktów, czy dzwonić w razie problemów do centrum obsługi klienta. Wystarczy, że przeczytają bardziej rozbudowane artykuły blogowe oraz sekcje FAQ odpowiadające na jedne z częściej zadawanych pytań. W ten sposób nie tylko oszczędzasz czas, ale i z wyprzedzeniem dajesz wartość klientom.

Podsumowanie

Jak zatem widać inwestowanie w content marketing może przynieść wiele korzyści dla Twojego sklepu Magento. Nie tylko przyciągniesz więcej ruchu, ale i zadbasz o jego lepszą konwersję. Przy tym wszystkim reputacja i rozpoznawalność Twojej marki na pewno się poprawi. Pamiętaj jednak, że efekty te zwykle pojawiają się dopiero po czasie, dlatego uzbrój się w cierpliwość, a na pewno tego nie pożałujesz.

Potrzeba lepszego systemu zatrudniania cudzoziemców

Jedną z największych przeszkód, na jakie natrafiają polscy przedsiębiorcy, jest trudność w znalezieniu pracowników. Stopa bezrobocia utrzymuje się poniżej 3%, a Polska dodatkowo mierzy się z kryzysem demograficznym – więc pula osób na rynku pracy jest dosyć niska. Dlatego coraz więcej firm przyjmuje do pracy obcokrajowców. Jednak nie jest to prosty i szybki sposób na znalezienie nowych pracowników. Chociaż chętnych nie brakuje, procedura otrzymania pozwolenia na pracę stałą jest nieefektywna. Brak drożności w urzędach sprawia, że na pozwolenie stałe czeka się bardzo długo – zaś bez niego pracę można powierzyć cudzoziemcowi tylko na sześć miesięcy. Następne pół roku musi on zaś spędzić poza granicami Polski. Większość przedsiębiorstw nie jest w stanie w taki sposób zatrudniać pracowników. Cudzoziemcom pozostaje więc długie oczekiwanie na pozwolenia, a najwięcej tracą na tym polskie firmy.

– W obecnych warunkach powinno odejść się od zbędnych wymogów biurokratycznych i przyspieszyć tę procedurę. Dzięki temu polskie firmy będą mogły się efektywnie rozwijać – odpowiadając na ogromny popyt, jaki jest obecnie na rynku. Właśnie przez niedobór pracowników, nie są w stanie go zaspokoić – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Jako Federacja Przedsiębiorców Polskich postulujemy zmiany w procedurze przyznawania pozwoleń na pracę. Oczekujemy, że wojewódzkie urzędy pracy będą dodatkowo zasilone środkami finansowymi i kadrowymi – co udrożni ich działanie. Potrzebne są również zmiany w procedurze. Okres zatrudnienia na podstawie oświadczenia pracodawcy powinien być wydłużony co najmniej do roku. Powinien również zostać uchylony obowiązek „testu rynku”, a na jednym pozwoleniu pracownik powinien móc poruszać się po szczeblach kariery w jednej firmie. Jeśli nie wprowadzimy takich zmian, ucierpimy na tym wszyscy. Zleceń  na rynku nie brakuje, klientów nie brakuje – ale firmy nie mają możliwości zaspokojenia ogromnego popytu na towary i usługi. Właśnie przez usprawnienie systemu zatrudniania cudzoziemców możemy tę barierę wyeliminować, przyczyniając się do szybszego rozwoju polskiej gospodarki – wskazuje Kozłowski.

UX Designerzy – przedstawiciele zawodu przyszłości

Nagłówki gazet grzmią: sztuczna inteligencja zabierze nam pracę! Ma to swoje odzwierciedlenie w nastrojach społecznych. Wrześniowe badanie przeprowadzone wśród 500 osób w wieku 18-23 lat przez Nintex wykazało, że ponad połowa ankietowanych obawia się negatywnego wpływu automatyzacji na swoją pracę. Podobne nastroje panują wśród osób z wieloletnim stażem. Tymczasem istnieje grono specjalistów, którzy śpią spokojnie.

Czemu biznes coraz odważniej wchodzi w UX? Bo to mu się opłaca! Badanie przeprowadzone przez Forrester wykazało, że firmy inwestujące w UX odnotowały niższe koszty pozyskania klientów, niższe koszty realizacji procesu wsparcia posprzedażowego, wyższą retencję klientów i wzrost udziałów rynkowych. Ponadto statystyki pokazują, że każdy 1 USD zainwestowany w UX przynosi 100 USD w zamian, co podnosi ROI do oszałamiającego 1000 procent.

Młodym ludziom coraz trudniej odnaleźć się na współczesnym rynku pracy. Rozwój sztucznej inteligencji i automatyzacja mocno wpłynęły na nastroje potencjalnych pracowników, którzy już szukają, bądź też wkrótce zaczną szukać zatrudnienia.

Mówi się, że szczególnie młodzi ludzie, tzw. przedstawiciele Gen. Z, będą bardziej otwarci na SI w miejscu pracy. Taką wizję chcieliby sprzedać nam reprezentanci firm, które oferują narzędzia do automatyzacji. Ci “cyfrowi tubylcy”, co jest mało trafnym tłumaczeniem angielskiego zwrotu Digital Natives, to ludzie tak zżyci z technologią, że wydaje im się ona czymś naturalnym i oczywistym. Jednak zamiłowanie do IT konsumenckich nie oznacza, że takie same wzorce pojawią się w życiu zawodowym – twierdzi Piotr Chwiedziewicz, Marketing Manager z SYMETRIA UX, wiodącej polskiej agencji specjalizującej się w projektowaniu doświadczeń użytkownika.

Ryzyko zawodowe

Pracownicy fabryk, sklepów spożywczych i obsługa lokali typu fast food – oni pierwsi odczują na swojej skórze co oznacza powiedzenie: rewolucja zjada swoje dzieci, w tym przypadku mowa o rewolucji IoT. Istnieją jednak profesje, które jeszcze długo pozostaną bezpieczne, a ich etaty zyskają wręcz na znaczeniu. Jedną z nich jest UX designer.

Poszukiwanie “bezpiecznych zawodów” jest dziś niezwykle istotne. Jak wskazują wyniki badania, które zostało przeprowadzone wśród 500 osób w wieku 18–23 lat przez Lucid Research na zlecenie firmy Nintex, większość ankietowanych – 57% obawia się, że automatyzacja negatywnie wpłynie na ich pracę, a około jedna czwarta – 23% stwierdziła, że ​​są poważnie zaniepokojeni swoimi perspektywami.

Strach przed automatyzacją jest obecnie elementem codziennego życia, który nie ogranicza się do krajów czy kontynentów. Jak pokazują badania, obawy są uzasadnione, dlatego wiele osób poszukuje zawodów, które zapewnią im szansę długotrwałego i stabilnego rozwoju. Przykładem takiej profesji jest UX designer, Data Scientist czy inne zawody wymagające umiejętności abstrakcyjnego myślenia – tłumaczy ekspert, Piotr Chwiedziewicz z SYMETRIA UX Agency.

Ile dokładnie osób jest zagrożonych z powodu rozwoju SI w miejscach pracy? Według ankiety przeprowadzonej przez IBM ponad 120 milionów pracowników na całym świecie będzie wymagać przekwalifikowania w ciągu najbliższych trzech lat ze względu na wpływ sztucznej inteligencji na rynek zatrudnienia.

Rezerwat pracowniczy, czyli UX Designer pod ochroną

Wielki projektant wzornictwa przemysłowego Dieter Rams, powiedział kiedyś: „Nie jesteś w stanie zrozumieć dobrego designu, jeśli nie rozumiesz ludzi; design jest stworzony dla ludzi”. A ponieważ algorytmy nie są w stanie pojąć złożoności ludzkich decyzji, a więc i kolejnych części procesu, który zachodzi codziennie w głowach 5 miliardów obywateli Ziemi. Tak długo jak człowiek nie będzie w stanie samodzielnie rozpisać tego jak funkcjonuje nasz mózg do poziomu kodu programistycznego – nie ma możliwości by algorytmy nas wyprzedziły w kwestii abstrakcyjnego myślenia.

Według Przewodnika po wynagrodzeniach Onward Search Digital, Creative and Marketing Professionals projektant UX zajmuje drugą pozycję w rankingu popytu na 2019 r.

Obecnie projektanci UX odgrywają kluczową rolę w procesie tworzenia produktów czy usług. Znaczenie ich pracy może tylko wzrosnąć, gdyż każda witryna, aplikacja, czy produkt są skierowane do określonego grona użytkowników, którzy oczekują, że ich doświadczenie będzie bezproblemowe i przyjemne. Raz zrażeni – najprawdopodobniej do nas nie wrócą. Tak dzieje się w większości przypadków – tłumaczy Piotr Chwiedziewicz.

Czy uczenie maszynowe i sztuczna inteligencja zagrożą specjalistom od projektowania UX? Zdaniem Chwiedziewicza z pewnością zmieni się sposób w jaki pracują, natomiast są nikłe szanse na to, że pozbawi ich pracy, a wręcz przeciwnie, sprawi, że będzie jeszcze bardziej interesująca. SI pozwoli UX designerom projektować bardziej złożone procesy i produkty, zwiększając tym samym wartość dodaną dla użytkowników końcowych.

Adobe rozmawiało z 500 menedżerami i kierownikami działów zajmującymi się projektowaniem UX pytając ich o potrzeby i priorytety rekrutacyjne. Około 87% ankietowanych stwierdziło, że zatrudnienie większej liczby projektantów UX było najwyższym priorytetem dla organizacji, wyższym niż grafików czy menedżerów produktu.

PUIG: W 2020 r. spadnie napływ ukraińskich pracowników

Według ekspertów Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej (PUIG) i Foreign Personnel Service dynamika napływu ukraińskich pracowników na polski rynek w 2020 r. może stać się po raz pierwszy od 6 lat ujemna. Powód? Polska przestaje być atrakcyjnym rynkiem pracy, m.in. przez wysokość zarobków oraz długotrwałe procedury związane z otrzymaniem pozwolenia na zatrudnienie i pobyt w naszym kraju. Rośnie za to atrakcyjność Niemiec i Czech.

Jak podaje Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza dla zdecydowanej większości Ukraińców, którzy wyjechali za granicę, głównym powodem podjęcia takiej decyzji było poszukiwanie wyższego niż w swojej ojczyźnie wynagrodzenia. Jeśli jednak wysoka dynamika wzrostu ukraińskiego PKB i wynagrodzenia, którą obserwuje się od połowy 2019 r. utrzyma się w kolejnych kwartałach w roku 2020, liczba migrantów zarobkowych, po raz pierwszy od 6 lat, zacznie spadać – prognozuje PUIG. W III kwartale 2019 r. odnotowano wzrost PKB
o rekordowe dla ostatnich lat 4,2 proc (w II kwartale – 4,6 proc,), a wzrost realnego wynagrodzenia utrzymuje się na poziomie ponad 10 proc.

Na ogólną sytuację migracyjną wpływa z pewnością poprawa społeczno-gospodarczej sytuacji Ukrainy. A im lepiej będzie się rozwijała gospodarka w kraju, tym mniej osób będzie decydować się na emigrację zarobkową – ocenia Paweł Kułaga, ekspert Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej i prezes Foreign Personnel Service.

Efekty przynoszą też szerokie kampanie promocyjne, które prowadzą rządzący Ukrainy. Celem akcji ma być zatrzymanie obywateli w kraju oraz zachęcanie do powrotu tych osób, które wyjechały wcześniej.

Prognozujemy, że te wszystkie czynniki sprawią, iż rok 2020 będzie przełomowym pod względem tendencji migracyjnych Ukraińców. Prognozowane jest, że po raz pierwszy od kilku lat wskaźnik migracji netto będzie pozytywny, co oznacza, że z Ukrainy wyjedzie mniej osób, niż wróci – uważa Paweł Kułaga.

Kierunkiem nie Polska, a Niemcy i Czechy

Według Ministerstwa Polityki Społecznej Ukrainy obecnie za granicą przebywa około 3,2 miliona Ukraińców, co stanowi prawie 18 proc. aktywnej zawodowo ludności kraju w wieku 15–70 lat. Większość z nich pracuje w Polsce oraz Rosji. W 2020 roku priorytety się zmienią. Z niedawnego badania przeprowadzonego przez ukraiński portal OLX Praca wynika, że 20 proc. pracowników, którzy dotychczas wyjeżdżali do pracy za granicę, nie ma zamiaru kontynuować tego w przyszłości. A ci, którzy będą wyjeżdżać do pracy za granicę chętniej jednak będą starali się o pozwolenia na pracę w Niemczech,  Czechach i krajach bałtyckich. Natomiast na atrakcyjności będą traciły Polska i Białoruś – uważają eksperci Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Jak zauważa Paweł Kułaga, dodatkowym czynnikiem hamującym napływ pracowników z Ukrainy do Polski jest liberalizacja procedur legalizacji pobytu oraz pracy w Niemczech oraz Czechach, gdzie do ułatwień biurokratycznych doszedł zwiększony limit dla ukraińskich pracowników z 19,6 do 40 tys. osób. Znaczenie ma też złagodzenie konfliktu na linii Ukraina – Rosja, co też będzie skutkować wzrostem rosyjskiego kierunku migracji. – Istotna część napływu ukraińskich migrantów zarobkowych do Polski po 2014 roku wynikała z tego, że spora ich liczba zrezygnowała z wyjazdu do Rosji, ponieważ obawiali się, że zostaną zatrzymani na granicy. Część z tych osób dziś wolałaby powrócić na rosyjski rynek pracy – wyjaśnia ekspert.

W ocenie Andrzeja Drozda, wiceprezesa Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej spadająca dynamika napływu ukraińskich pracowników na rynek polski z jednej strony przyczyni się to do wzrostu deficytu migrantów zarobkowych, zaś z drugiej zaowocuje tym, że nastąpi pewne uporządkowanie rynku. – W Polsce pozostaną osoby, które wiążą swoją przyszłość z tym krajem, a zatem będą dążyły do stałego i legalnego zatrudniania, które zapewni im możliwość korzystania m.in.: z programów polityki społecznej czy systemu emerytalnego – zauważa Andrzej Drozd.

Jak zatrzymać ukraińskich pracowników w Polsce?

Zdaniem ekspertów PUIG Polska, by nadal być dla Ukrainy atrakcyjnym kierunkiem w poszukiwaniu pracy, powinna podjąć kilka poważnych kroków ukierunkowanych na ucywilizowanie i uporządkowanie rynku pracy dla pracowników zagranicznych. – Z pewnością trzeba uprościć procedury legalizacji pobytu i pracy. Bo dziś okres oczekiwania na uzyskanie niezbędnych decyzji sięga trwa nawet 10 miesięcy – mówi Andrzej Drozd, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. I dodaje: – Warto też wprowadzić dla cudzoziemców programy, które ułatwią im szybszą adaptację oraz integrację. Nie każda osoba potrafi poradzić sobie skutecznie z szokiem wywołanym zmianami kulturowymi. Wielu pracowników potrzebuje sygnałów, że nie są wykluczeni i nie będą traktowani jako druga, gorsza klasa robotników.

Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza od 2018 r. działa w Polsce i na Ukrainie na rzecz etycznego zatrudniania ukraińskich pracowników w naszym kraju. Działania te realizuje w ramach kampanii „Partnerstwo i zatrudnienie”, której celem jest zwalczanie patologii na rynku zatrudnienia Ukraińców w Polsce, walka ze stereotypami związanymi z migracją, a także pomoc i wsparcie w procesie adaptacji pracowników z Ukrainy, którzy wypełniają lukę na polskim rynku pracy. Partnerem strategicznym kampanii jest spółka Foreign Personnel Service oraz BNP Paribas Bank Polska.

Prognoza makroekonomiczna 2020 r. – Deutsche Bank

Po roku 2019 – kolejnym bardzo dobrym roku w gospodarce Polski, koniunktura w 2020 r. będzie również dobra, ale wyraźniej zaznaczy się spowolnienie gospodarcze wynikające ze słabszego popytu zagranicznego. Umiarkowane pogorszenie koniunktury będzie widoczne w eksporcie, ale także
w niższej dynamice inwestycji, głównie w sektorze prywatnym. Dynamika PKB w 2019 r. wyniosła ok. 4,2%, a w 2020 r. prawdopodobnie wyniesie 3,6%, co będzie oznaczać umiarkowane spowolnienie wzrostu wynikające z tego, że większość ryzyk, które będą występować w 2020 r., jest dobrze zdefiniowana, oraz że występowały one już z różnym nasileniem w 2019 r.

  • W najbliższych kwartałach popyt krajowy będzie nadal silny, przy wciąż bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy i relatywnie wysokim, ale spowalniającym wzroście wynagrodzeń oraz umiarkowanej inflacji konsumenta – realna siła nabywcza gospodarstw domowych powinna nadal być wysoka po przejściowym wzroście inflacji w I połowie 2020 r. Dynamika spożycia prywatnego w 2020 r. powinna utrzymać się na poziomie 4%.
  • Inwestycje powinny być kontynuowane w budownictwie mieszkaniowym, ze względu na niskie stopy procentowe w Polsce, wzrastające ceny nieruchomości, utrzymującą się wysoką dynamikę wynagrodzeń i wysoki poziom zatrudnienia. Natomiast inwestycje w środki trwałe powinny mieć dobrą dynamikę w I połowie 2020 r., ze względu na kontynuację inwestycji infrastrukturalnych wynikających w dużej części z cyklu wyborczego. Inwestycje w środki trwałe w 2020 r. powinny wzrosnąć realnie o 4,1%.
  • Obecny, wysoki poziom transferów do gospodarstw domowych zostanie utrzymany ze względu na wybory prezydenckie, bardzo dobrą sytuację budżetową, brak problemów
    z finansowaniem potrzeb pożyczkowych na 2020 r. oraz niski poziom deficytu rządowego
    i samorządowego. Przestrzeń do aktywnej polityki transferów do gospodarstw domowych
    w 2020 r. będzie stopniowo się wyczerpywać.
  • W 2020 r. sytuacja budżetu będzie nadal bardzo dobra, wspierana przez poprawę ściągalności podatków, podwyżkę akcyzy, wyższą inflację w pierwszej połowie roku, nadal wysokie dochody gospodarstw domowych oraz niski poziom bezrobocia.
  • Po szczycie koniunktury w 2018 r., wzrost gospodarczy stopniowo spowalniał w roku 2019, ale gospodarstwa domowe tego nie odczuwały, ze względu na wysokie transfery do gospodarstw domowych związane z cyklem wyborczym, wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń oraz spadek stopy bezrobocia. Pod koniec 2019 r. pojawiły się wyraźniejsze sygnały spadku koniunktury w sektorze przemysłowym (silniejszy spadek indeksu PMI w rejon kontrakcji), wynikające przede wszystkim z osłabienia popytu zagranicznego. W naszej ocenie koniunktura w strefie euro, w tym w Niemczech, będzie stabilizować się w 2020 r. Oznacza to że w 2020 r. stopa bezrobocia rejestrowanego powinna stabilizować się nieco powyżej 5,0% a wynagrodzenia nominalne w sektorze przedsiębiorstw powinny wzrosnąć o ok. 6,2%, ze względu na utrzymujący się popyt na pracę.
  • W 2020 r. sytuacja w eksporcie będzie mniej korzystna niż średnio w 2019 r., ale powinna być lepsza niż pod koniec br. ze względu na sygnały deeskalacji wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami, stabilizację wzrostu  gospodarczego w strefie euro oraz zmniejszenie niepewności wokół brexitu. W IV kw. 2019 r. słabszy złoty częściowo kompensował spadek popytu zagranicznego, ale stabilizacja eksportu poprzez osłabienie złotego będzie trudniejsza do osiągnięcia w 2020 r. ze względu na silniej działający dysparytet stóp procentowych po zahamowaniu procesu normalizacji stóp procentowych w strefie euro oraz po obniżkach stóp procentowych przez Fed.  W 2020 r. złoty powinien być relatywnie stabilny, ponieważ spadek popytu zagranicznego na polski eksport (działający w kierunku osłabienia złotego) oraz popyt na polskie obligacje skarbowe (działający w kierunku umocnienia złotego) powinny się równoważyć.
  • Inflacja w I kw. 2020 r. wzrośnie do ok. 3,5%, z powodu efektu bazy oraz wzrostu akcyzy na alkohol i tytoń, energię elektryczną, wzrostu cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych (szacowanym na 12%-15%) oraz silniejszego wzrostu cen energii elektrycznej dla przedsiębiorstw. Wzrost cen energii przełoży się na wyższe ceny towarów konsumpcyjnych,
    a zwłaszcza żywności, ale w drugiej połowie roku prawdopodobna jest stabilizacja inflacji
    w przedziale 2,5%-3,0% pod warunkiem braku dodatkowych szoków inflacyjnych.
    W średnim terminie wzrost cen energii będzie głównym czynnikiem podnoszącym inflację
    w Polsce.
  • Słabszy popyt zagraniczny oraz osłabienie popytu krajowego oraz wzrost cen energii dla przedsiębiorstw będzie wywierać presję na zmniejszenie marż producentów  w 2020 r.
  • W 2020 r. Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuowała swą dotychczasową politykę utrzymywania stóp procentowych bez zmian. Zatrzymanie procesu normalizacji polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny oraz ostatnie obniżki stóp procentowych przez amerykański Fed pozostawią więcej swobody w kształtowaniu polityki pieniężnej przez RPP. Sądzimy, że w ciągu najbliższych dwóch lat RPP utrzyma stopy procentowe bez zmian.
  • Po obniżeniu stóp o 75 punktów bazowych w 2019 r. amerykański Fed najprawdopodobniej pozostawi stopy procentowe bez zmian do końca 2020 r. W pierwszej połowie 2021 r. Fed najprawdopodobniej  obniży  stopy procentowe o 50 punktów bazowych, aby podtrzymać  inflację w USA w okolicach 2%. Recesja w USA jest w najbliższym czasie mało prawdopodobna.
  • W nadchodzącym roku Europejski Bank Centralny najprawdopodobniej nie będzie wprowadzał zmian w polityce pieniężnej utrzymując stopy procentowe bez zmian do końca 2020 r. Do końca przyszłego roku EBC przeprowadzi przegląd strategii polityki pieniężnej, który prawdopodobnie zaowocuje wprowadzeniem symetrycznego celu inflacyjnego wokół 2%, konsolidacją Rady Zarządzającej EBC oraz przeglądem skutków ubocznych polityki łagodzenia ilościowego (w tym ujemnej stopy depozytowej), co będzie oznaczać łagodną politykę pieniężną w strefie euro w 2020 r.
  • Krajowy rynek akcji pozostanie pod presją w 2020 r. ze względu na ekspozycję dużych przedsiębiorstw na spowolnienie w eksporcie, oraz ze względu na coraz bardziej istotny dla sektora bankowego temat kredytów mieszkaniowych indeksowanych do walut obcych. Stabilizująco na ceny akcji będzie wpływać program Pracowniczych Planów Kapitałowych.
  • W perspektywie najbliższego roku ani w strefie euro ani w USA nie pojawią się istotne szoki inflacyjne, a inflacja w tych krajach pozostanie relatywnie niska.
  • Umiarkowana inflacja w Polsce, polityka stabilnych stóp procentowych, wciąż łagodna polityka pieniężna EBC oraz spodziewana dobra sytuacja budżetu Państwa spowodują,
    że rentowności polskich obligacji skarbowych będą wzrastać bardzo powoli w 2019 r.
  • Deutsche Bank spodziewa się, że rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w Polsce na koniec 2020 r. wzrośnie do 2,20%, a rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i Niemczech na koniec 2020 r. wzrosną odpowiednio do 1,90% oraz 0%.
  • W 2020 r. wzrost gospodarczy w USA powinien spowolnić do 1,7% z 2,3% w 2019 r., PKB strefy euro powinien wzrosnąć realnie o 1,0% po wzroście o 1,2% w 2019 r., a PKB Niemiec powinien wzrosnąć realnie o 1,0% po wzroście o 0,5% w 2019 r. Globalny wzrost gospodarczy w 2020 r. prawdopodobnie będzie marginalnie wyższy niż 3,1% w 2019 r. i wyniesie 3,2%, ze względu na przyspieszenie wzrostu na rynkach wschodzących do 4,5% w 2020 r. z 4,0%
    w 2019 r.
  • Główne ryzyka dla wzrostu gospodarczego w Europie i w konsekwencji w Polsce w 2020 r. to ponowna eskalacja wojny handlowej pomiędzy USA Chinami i potencjalnie pomiędzy USA a UE, brexit i nowa umowa o wolnym handlu pomiędzy UK a UE, czy też wzrost ryzyka politycznego związanego z wyborami w USA.

Rozwój sieci 5G może przynieść Polsce wzrost PKB o ponad 63 miliardy złotych

  • Raport „Sieci 5G w Polsce. Szanse i wyzwania”, przygotowany na potrzeby Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej przez Accenture, skupia się na przedstawieniu społecznego i ekonomicznego wpływu wdrożenia sieci 5G w Polsce.
  • Efekty gospodarcze wdrożenia w Polsce sieci 5G do 2028 r. – wzrost PKB o 63,2 miliardy zł, czyli o 1,2%, 98 tysięcy nowych miejsc pracy.
  • Technologia 5G będzie trampoliną, która umożliwi kolejne innowacje w obszarze usług, produktów i administracji publicznej.

Wdrożenie sieci 5G w Polsce jest nieuniknione, jednak nadal trwają dyskusje i konsultacje dotyczące strategii wprowadzenia tej nowej technologii. Raport „Sieci 5G w Polsce. Szanse i wyzwania” przedstawia społeczny i ekonomiczny wpływ wdrożenia sieci 5G w naszym kraju z perspektywy konsumentów, przedsiębiorców oraz administracji publicznej. Raport, we współpracy z Pracodawcami Rzeczpospolitej Polskiej, przygotowała firma Accenture.

Z analizy przeprowadzonej na potrzeby raportu wynika, że wprowadzenie technologii 5G przyczyni się do korzystnych dla Polski zmian gospodarczych. Raport zwraca uwagę na korzyści, jakie mogą osiągnąć przedsiębiorstwa oraz indywidualni konsumenci w wyniku rozwoju tej technologii, tworzenia nowych produktów i usług oraz wdrożenia infrastruktury 5G. Szacuje się, że do 2028 roku dzięki zastosowaniu technologii 5G polskie PKB zwiększy się relatywnie o 1,2%, a rynek wzrośnie o 98 tysięcy miejsc pracy. Korzyści w odniesieniu do wzrostu gospodarczego kraju prognozowane są na 63,2 miliardy zł.

„Poziom osiąganych dzięki rozwojowi sieci 5G korzyści będzie w dużej mierze zależał od przyjętych zasad jej wdrożenia. Wypracowanie podejścia do zarządzania częstotliwościami oraz sprzyjające przepisy to wyzwanie stojące przed regulatorem, które jest jednocześnie kluczowym warunkiem sukcesu. Niezwykle istotne jest także oszacowanie oraz określenie zasad finansowania kosztów budowy infrastruktury 5G w Polsce przez państwo i firmy prywatne w modelu współdzielenia częstotliwości i sieci telekomunikacyjnej, również w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. W przypadku tak dużej inwestycji, jaką jest rozwój infrastruktury dla sieci 5G, niezbędna jest dokładna analiza każdego z możliwych scenariuszy finansowania” – mówi Piotr Muszyński, doradca Prezydenta Pracodawców RP ds. telekomunikacji.

„Rozwój sieci 5G może być gigantyczną szansą na rozwój dla Polski. Jest naturalnym następstwem dotychczasowej sieci 4G/LTE – dzięki niej Internet mobilny uzyska gigabitowy transfer danych o znacznie mniejszym opóźnieniu na poziomie zaledwie kilku milisekund. Istotną przewagą sieci 5G jest również umożliwienie dostępu do łącza internetowego znacznie większej liczby urządzeń w jednej lokalizacji – nawet do miliona na kilometr kwadratowy. Zmieni to radykalnie sposób używania urządzeń mobilnych, na przykład podczas imprez masowych. Mniejsze zużycie energii w urządzeniach korzystających z sieci 5G pozwoli z kolei wydłużyć czas pracy baterii telefonów, tabletów czy urządzeń Internetu Rzeczy (Internet of Things). Innymi słowy, sieć 5G nie jest po prostu szybszym łączem internetowym, ale technologią, która będzie narzędziem dla rozwoju kolejnych, być może rewolucyjnych produktów i usług” – mówi Tomasz Grabowski, Dyrektor Zarządzający, Accenture w Polsce.

„Technologia 5G przyniesie nową jakość w łączności bezprzewodowej i umożliwi powstanie urządzeń, sensorów oraz połączeń pomiędzy nimi, które pozwoli na dostarczenie danych w czasie rzeczywistym. Dzięki nim możliwe będzie praktyczne wdrożenie koncepcji inteligentnych miast, Przemysłu 4.0 oraz cyfrowej administracji. Ta postępująca integracja zarówno urządzeń, ich użytkowników, jak i poszczególnych dziedzin gospodarki doprowadzi do powstania sieci powiązań i zależności określanych mianem ekosystemu sieci 5G, który obejmie konsumentów jak i administrację publiczną oraz przemysł” – dodaje dr Aleksandra Suchorzewska, szefowa zespołu strategii technologicznej w Accenture.

Urząd Skarbowy ponownie wstrzymał firmie VAT, choć wiedział że nie ma do tego prawa

Jeśli zatem podatnikowi nie doręczono postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu różnicy podatku przed upływem terminu (…) to tym samym ma on uprawnione przekonanie, że zwrot (…) nastąpi w terminie 60 dni (ust. 2) lub 25 dni (ust. 6)…” – orzekł w listopadzie 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, dwukrotnie uchylając postanowienia organu podatkowego o przedłużeniu terminu zwrotu VAT (sygn. akt III SA/Wa 1158/18 i III SA/Wa 1895/18). Firma od roku czeka na zwrot ponad 4 mln zł wpłaconej nadwyżki podatku, bo urząd skarbowy, zamiast ją zwrócić, wydał kolejne postanowienie o przedłużeniu.

Firma czeka na ponad 4 mln zł zwrotu VAT

Nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym w kwocie 1 mln 998 tys. zł za październik 2017 r. oraz w kwocie 2 mln 110 tys. zł za listopad 2017 r. w złożonych do Urzędu Skarbowego Warszawa-Targówek deklaracjach wykazał jeden z warszawskich przedsiębiorców specjalizujący się w imporcie i eksporcie metali kolorowych i surowców dla huty metali. Zawarł w nich wniosek o dokonanie zwrotu w terminie 25 dni, zgodnie z art. 87 ust. 6 ustawy o podatku od towarów i usług. Ponieważ pierwsza z deklaracji wpłynęła do urzędu 3 listopada 2017 r., a druga 5 grudnia 2017 r., termin zwrotu nadpłaconego podatku upływał odpowiednio 28 listopada i 30 grudnia 2017 r.

Postanowieniami z 27 listopada (1 dzień przed upływem terminu zwrotu) i 28 grudnia 2017 r. (2 dni przed upływem terminu) naczelnik ww. urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu VAT. Choć wskazane postanowienia organ wydał przed upływem ustawowych terminów na ich wydanie, to jednak zgodnie z wyrokami warszawskiego sądu nie dokonał skutecznego przedłużenia terminu zwrotu VAT, albowiem nie doręczył ich przedsiębiorcy w terminie. Uczynił to odpowiednio 6 grudnia 2017 r. i 3 stycznia 2018 r. WSA zgodził się z podniesionym przez radcę prawnego Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec, pełniącego w sprawie rolę pełnomocnika firmy, zarzutem potwierdzonym w orzecznictwie Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z 23 kwietnia 2018 r., sygn. akt I FSK 255/17), że termin zwrotu VAT można skutecznie przedłużyć tylko pod warunkiem doręczenia podatnikowi postanowienia o przedłużeniu przed upływem terminu na zwrot. Wyroki uchylające cztery postanowienia organów (po dwa w każdej instancji) sąd wydał 16 listopada 2018 r. (sygn. akt III SA/Wa 1158/18 i III SA/Wa 1895/18).

Po siedmiu miesiącach organ, zamiast zwrócić VAT, ponownie przedłużył jego wstrzymanie

Po uzyskaniu korzystnych wyroków firma czekała na zwrot ponad 4,1 mln zł. Jednak zamiast pieniędzy 25 czerwca 2019 r. otrzymała dwa postanowienia Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa-Targówek z 13 czerwca 2019 r., którymi przedłużył on przedmiotowy zwrot do 31 grudnia 2019 r. Trzy dni później reprezentująca przedsiębiorcę kancelaria wniosła zażalenie na powyższe postanowienia, domagając się wskazania podstaw takich działań organu i przyczyn, dla których przedsiębiorca wciąż nie otrzymał zwrotu.

Gdyby firma nie zaskarżyła działania organów, te nadal przedłużałyby zwrot, bo podobno miały jakieś dowody

Wniesiony środek odwoławczy Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie rozpoznał dopiero po upływie kolejnych czterech miesięcy. W wydanym 31 października 2019 r. postanowieniu stwierdził, że naczelnik urzędu skarbowego mógł ponowienie wstrzymać zwrot VAT, bo pozawalają mu na to przepisy. Ponadto zdaniem DIAS organ podatkowy pierwszej instancji zasadnie stwierdził istnienie przesłanek wskazujących na konieczność przedłużenia terminu zwrotu, co znajduje potwierdzenie w zgromadzonym materiale dowodowym. Niemniej przyznał, że wie, iż w świetle wydanych 16 listopada 2018 r. wyroków organy nie mają prawa przedłużać więcej terminu zwrotu VAT temu przedsiębiorcy, bowiem Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie nie wniósł od tych wyroków skargi kasacyjnej. Jak przyznał sam organ:

…wyrokiem z dnia 16 listopada 2018 r. (…) Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (…) uchylił postanowienie Dyrektora (…) z dnia 28 lutego 2018 r. oraz poprzedzające je postanowienie Naczelnika (…) z dnia 27 listopada 2017 r. (…) Prawomocne wyeliminowanie z obrotu prawnego ww. postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT (…) spowodowało, iż termin ten nie został w sposób skuteczny przedłużony (…) Skoro zatem w przedmiotowej sprawie nie doszło do skutecznego przedłużenia terminu zwrotu podatku, to tym samym postanowienie Naczelnika Urzędu Skarbowego Warszawa-Targówek z dnia 13 czerwca 2019 r., skutków prawnych w postaci przedłużenia tego terminu do dnia 31 grudnia 2019 r. wywołać nie może” (postanowienie DIAS w Warszawie z 31 października 2019 r., sygn. akt 1401-IOA.4033.42.2019.BJ).

(Bez)prawne wstrzymywanie zwrotu

Upłynął rok od wygranej w sądzie, a firma wciąż czeka na zwrot ponad 4,1 mln zł. Co więcej, organy nie zwracają należnych firmie dość znacznych środków mogących mieć wpływ na jej sytuację finansową, mimo iż – jak wskazuje postanowienie DIAS z 31 października 2019 r. – świadomość braku prawnych możliwości dalszego przedłużania terminu zwrotu należnych firmie pieniędzy organ miał już najpóźniej z końcem stycznia 2019 r. Wyroki z 16 listopada 2018 r. zostały doręczone do pełnomocnika firmy mec. Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec 10 i 19 grudnia 2018 r. Zakładając, że DIAS otrzymał doręczenie odpisu wyroku nawet 31 grudnia 2018 r., ostatnią prawną możliwość przedłużania zwrotu utracił 30 stycznia 2019 r. Wyroki sądów administracyjnych uprawomocniają się bowiem wraz z upływem terminu na wniesienie skargi kasacyjnej, a ten wynosi 30 dni od dnia doręczenia stronie odpisu orzeczenia wraz z uzasadnieniem. Czy w obliczu powyższego dokonywane wobec przedsiębiorcy w niniejszej sprawie działania organów można jeszcze nazwać zgodnymi z prawem?

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Po powyborczym umocnieniu funta nie ma już śladu

W trakcie sesji azjatyckiej, w nocy z wtorku na środę, kurs GBP/PLN znalazł się w okolicy psychologicznego poziomu 5,00, chociaż jeszcze kilka dni temu, po ogłoszeniu wyników exit poll po czwartkowych wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii, para zbliżyła się do okolic 5,18. W związku z tym zasadne jest pytanie: co stało się z brytyjską walutą?

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,26-4,27. Para EUR/USD zakończyła dzień na lekkim plusie, dziś rano jednak utraciła wszystkie wczorajsze zyski.

Ostatnie dni przyniosły sporo danych ze strefy euro. Nie szła z nimi w parze istotnie większa zmienność na rynku, jednak warto na nie spojrzeć, aby być lepiej zorientowanym, w jakim punkcie znajduje się gospodarka wspólnego bloku walutowego.

Poniedziałkowe, wstępne dane PMI pokazały, że aktywność biznesowa w strefie euro w grudniu istotnie nie różniła się od tej notowanej w poprzednich miesiącach. Co ciekawe, indeks Composite PMI – opisujący zbiorczą aktywność w kluczowym i mającym największą wagę sektorze usług i mniej istotnym, ale ostatnio szczególnie obserwowanym, sektorze przemysłu – od trzech miesięcy pozostaje na tym samym poziomie 50,6. Sugeruje to, że koniec roku przyniósł niewysoką, ale jednak ekspansję gospodarczą strefy euro.

Dzisiejszy dzień przyniósł publikację grudniowych danych Ifo o nastrojach biznesowych w największej gospodarce strefy euro – Niemczech. Odczyty kluczowego indeksu od kilku miesięcy powoli, acz systematycznie rosną, sugerując, że nastroje wśród niemieckich przedsiębiorców poprawiają się. Mimo że to dane “miękkie” – czyli dane ankietowe, które nie są wolne od subiektywizmu, ani też nie pokazują “realnych” zmian w gospodarce – należy na nie spojrzeć przychylnie. Poprawiający się sentyment wśród przedsiębiorców docelowo powinien przełożyć się na ich wyższą aktywność.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 1,3%, wahając się w widełkach 5,01-5,08. Brytyjska waluta kontynuowała wyprzedaż z poprzedniego dnia, schodząc dziś do najniższego poziomu od półtora miesiąca.

Od początku tygodnia poznaliśmy dość sporo danych ekonomicznych dla Wielkiej Brytanii. Pomimo tego, że część z nich zawiodła oczekiwania, raczej nie należy wiązać z nimi słabości funta. Za wyprzedaż waluty najpewniej odpowiadają dwie kluczowe kwestie. Po pierwsze, chęć realizacji zysków przez inwestorów utrzymujących długie pozycje na walucie. Po drugie, wyprzedaż funta brytyjskiego można połączyć z informacjami o tym, że premier Johnson – poprzez modyfikację ustawy brexitowej, nad którą niedługo będzie głosował brytyjski parlament – chce zablokować możliwość wydłużenia okresu przejściowego powyżej obecnej daty zakończenia, czyli 31 grudnia 2020 roku.

Jeśli okres przejściowy ostatecznie nie zostałby wydłużony, a do jego zakończenia Wielkiej Brytanii nie udałoby się dogadać z UE w kwestii handlu, Zjednoczonemu Królestwu groziłoby „twarde” wyjście z Unii z początkiem 2021 roku i handel na zasadach WTO. Miałoby to szereg negatywnych reperkusji i oznaczałoby szok dla brytyjskiej gospodarki.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,81-3,83. Wahania amerykańskiej waluty w parze ze złotym nie były wczoraj zbyt duże. Obecnie kurs USD/PLN znajduje się w niewielkiej odległości od poziomu notowanego na początku tygodnia.

Ostatnie dni przyniosły stosunkowo dużo danych z USA, które ogólnie można określić jako dobre. Poniedziałkowe, wstępne dane PMI opisujące aktywność biznesową w przemyśle i usługach pokazały, że indeksy w ostatnim miesiącu pomiarów znalazły się w niewielkiej odległości od oczekiwanych poziomów. Zbiorczy indeks (średnia ważona dla sektorów) znalazł się na poziomie 52,2 wobec poziomu 52 notowanego miesiąc wcześniej i był nieznacznie wyższy niż szacował konsensus.

Wydźwięk wczorajszych danych można określić jako jeszcze bardziej optymistyczny. Produkcja przemysłowa w listopadzie w porównaniu do poprzedniego miesiąca doświadczyła największego skoku od nieco ponad dwóch lat. Ożywienie w sektorze można powiązać m.in. z powrotem na stanowiska pracowników General Motors, którzy w końcówce października zakończyli ponad miesięczny strajk. Odczyty z rynku pracy również były dobre – na spory plus zaskoczyły dane JOLT z amerykańskiego rynku pracy, które pokazały, że liczba wakatów w październiku osiągnęła poziom o 235 tys. wyższy niż miesiąc wcześniej.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Przed nami sezon wyprzedaży – ile na promocjach traci retail?

  • Wszystkie towary sprzedawane od 1 listopada do końca grudnia mogą stanowić nawet 30 proc. całkowitej rocznej sprzedaży detalistów.
  • Dwie trzecie konsumentów deklaruje, że dokonało zakupu, którego pierwotnie nie planowali dokonać wyłącznie na podstawie znalezienia kuponu lub rabatu.
  • Globalne instytucje handlowe oceniły, że sprzedawcy na całym świecie tracą rocznie ponad 600 mld USD na zwrotach
  • Aż 41 proc. klientów kupuje z wyraźnym planem natychmiastowego zwrotu części lub wszystkich produktów.

Listopad i grudzień dla większości firm handlowych jest najważniejszym okresem w roku. Wszystkie towary sprzedawane od 1 listopada do końca grudnia mogą stanowić nawet 30 proc. całkowitej rocznej sprzedaży detalistów[1]. Obrót przed Świętami Bożego Narodzenia, na pełnej marży, jest o tyle istotny, że już pierwszego dnia po przerwie świątecznej w sklepach ruszają wyprzedaże. Co za tym idzie, przedsiębiorcy chcąc przeczyścić magazyny na nowy rok idą w skalę i zachęcają, jak największą liczbę konsumentów atrakcyjnymi zniżkami komunikowanymi w przekazach marketingowych. Eksperci UBS przeanalizowali te oferty na przykładzie Black Friday i przedstawili dane, z których wynika, że r/r najpopularniejsi merchanci podnieśli poziom zniżek z -32 proc. w 2018 r. do -39 proc. w br.[2]

W 2018 roku analitycy wróżyli kryzys marki H&M, gdy na światło dzienne wyszła informacja o magazynach przepełnionych ubraniami za aż 4,3 mld USD. Sprzedaż udało się po wielu miesiącach stagnacji nieco rozruszać, dzięki wyprzedażom. To wskazuje spadek zysku H&M aż o 20 proc.[3] i zmniejszenie się marży o 1,1 pkt. proc. do 50,3 proc. Co więcej, działania konkurencji na rynku zmusiła H&M do kolejnych obniżek marży, co w efekcie podniosło sprzedaż, ale zaniżyło rzeczywiste zyski marki. Wyniki te pokazują, że wyprzedaże istotnie pomagają detalistom w sprzedażu, ale czy są warte obniżenia dochodów?

Wyprzedaż to obowiązek sprzedawcy

Duże marki do tego stopnia przyzwyczaiły klientów do cyklu wyprzedaży, że wielu konsumentów, żyje tylko okresami promocji. Co nasuwa pytanie, w jaki sposób małe firmy mogą konkurować z gigantami, którzy mogą sobie pozwolić na znaczne obniżenie cen i dotrzeć do większej liczby osób poprzez szerokie działania marketingowe. Mniejsi przedsiębiorcy narzekają, że oczekiwania klientów wykreowane przez duże korporacje zmuszają ich do obniżania cen, a już na kilka tygodni przed np. Black Friday sprzedaż spada do minimum, ponieważ konsumenci czekają na promocje.

Na rynku zdominowany przez dużych graczy, którzy mogą oferować wyższe rabaty, przy zastosowaniu wysokich budżetów reklamowych, mniejsi sprzedawcy mogą zdobyć klientów tzw. wartością dodaną. Europejskie badanie przygotowane przez Ingenico wykazało, że obniżki cen nie są jedyną motywacją dla kupujących. Po ubiegłorocznym Black Friday ponad jedna czwarta (27 proc.) konsumentów stwierdziła, że zamiast rabatów wolą inne zachęty, takie jak oferty lojalnościowe i bonusy za polecenia, przedłużone terminy zwrotów lub bezpłatną dostawę następnego dnia.[4]

Jednak szerzenie się kultury poszukiwaczy promocji jest coraz bardziej popularne. Badania pokazują, że dwie trzecie konsumentów „dokonało zakupu, którego pierwotnie nie planowali dokonać wyłącznie na podstawie znalezienia kuponu lub rabatu”. Podobnie czterech na pięciu (80 procent) stwierdziło, że do zakupu nowej marki po raz pierwszy zachęca ich oferta specjalna lub zniżka. Współcześni przedsiębiorcy nie są w stanie uciec od nowych przyzwyczajeń konsumentów, jeśli chcą być widoczni i obecni na rynku z największymi graczami.

Konsumencka spirala

Medialny ferwor wokół promocji w Black Friday z roku na rok staje się coraz bardziej intensywny, ponieważ coraz więcej sprzedawców i konsumentów bierze udział w wydarzeniu, również w Polsce. Black Friday i tydzień promocji trwający od Święta Dziękczynienia, przez Black Friday do Cyber Monday w tym roku pod wieloma względami był ogromnym sukcesem. Dla przykładu Narodowa Federacja Detaliczna (NRF) poinformowała, że w wyprzedażach wzięła udział ​​rekordowa liczba amerykańskich konsumentów – 189,6 milionów, co stanowi wzrost o 14 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. W Polsce, z badań wynika, że już 3 na 4 Polaków deklarowało zakupy w tym dniu i jest to jeden z najwyższych wyników w Europie. W przypadku większości sprzedawców promocje nie ograniczały się do jednego dnia, ale trwał nawet cały tydzień. Nie oznacza to jednak zbyt wielu atrakcyjnych okazji dla klientów, choć informacjami reklamowymi o promocjach konsumenci byli zarzucani już od początku listopada. W rzeczywistości pomiędzy piątkiem 22 listopada a piątkiem 29 listopada, czyli Black Friday, różnica w obniżonych cenach analizowanych kategorii produktów wynosiła średnio 4 proc.[5] Promocje były niższe i rozłożone na cały tydzień, a nie skumulowane na samej piątkowej wyprzedaży.

  • Przesunięcie Święta Dziękczynienia w stosunku do zeszłego roku skróciło przerwę między Black Friday a szczytem zakupów przed Bożym Narodzeniem o 6 dni. Aby to zrekompensować, niektórzy detaliści rozpoczęli “piątkowe” promocje wcześniej niż zwykle, ponieważ sprzedaż w grudniu prawdopodobnie spadnie w stosunku do zeszłego roku, zmuszając tym samym sprzedawców do oferowania większych rabatów podczas zimowej wyprzedaży. – komentuje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Zapłacone nie znaczy kupione

Szacuje się, że ilość zwrotów zakupów, które zawsze były problematycznym, choć najbardziej zachęcającym konsumentów aspektem w sprzedaży online, będą kosztować firmy e-commercowe ok. 550 mld USD do 2020 r.[6] Jest to problem widoczny przez cały rok, szczególnie nasilony w przypadku dużych okresów dyskontowania, takich jak Black Friday. Wg Satisty w samych Stanach Zjednoczonych do 2020 r. zwroty będą wyższe o 75,2 proc. i jest to więcej niż cztery lata wcześniej. Co gorsza, liczba ta nie obejmuje kosztów uzupełnienia zapasów ani poniesionych strat. Ustalenie dokładnych danych dotyczących zwrotów jest trudne, jednak dane pochodzące z różnych źródeł malują ponury portret, szczególnie dla sprzedawców internetowych. Aż 41 proc. klientów kupuje z wyraźnym planem natychmiastowego zwrotu części lub wszystkich produktów[7]. W odpowiedzi firmy zatrudniają nowych pracowników, zwiększają powierzchnię magazynową i ustanawiają osobne działy do ​​obsługi zwrotów.

  • Możliwość zwrotu to już norma i wręcz kluczowa przewaga marki, która jednak negatywnie wpływają na płynność finansową przedsiębiorstw. Globalne instytucje handlowe oceniły, że sprzedawcy na całym świecie tracą rocznie ponad 600 mld USD na zwrotach. Amerykański urząd skarbowy obliczył, że średnio 10 proc. zwracanych produktów nigdy nie wróci już do ponownej sprzedaży – są oddawane na darowizny lub utylizowane.[8] – dodaje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

W ramach ograniczenia zwrotów podczas wyprzedaży niektórzy detaliści magazynują mniej kategorii produktów o niestandardowym zakresie rozmiarów, starając się uniknąć kosztów związanych z masowymi odsyłkami. Dużym korporacjom znaczne łatwiej zrekompentoswać takie straty, podczas gdy mniejszych sprzedawców takie zachwianie skutkuje pogorszeniem całorocznych wyników.

[1] https://nrf.com/insights/holiday-and-seasonal-trends/winter-holidays/winter-holiday-faqs

[2] raport UBS: European Apparel Retailers, Black Friday 2019: still-heavy discounts, new tactics

[3] przed opodatkowaniem

[4] https://startups.co.uk/black-friday-for-small-businesses-is-it-worth-the-effort/

[5] raport „Zakupy Świąteczne 2019”, Deloitte

[6] https://edited.com/resources/black-friday-post-mortem-trends-2019/

[7] https://www.shopify.com/enterprise/ecommerce-returns

[8] https://www.voguebusiness.com/consumers/returns-rising-costs-retail-environmental

Zakończył się pilotaż programu Startup Hub: Poland Prize

26 najbardziej obiecujących zagranicznych spółek z sektora energetycznego i ICT zakończyło akcelerację w ramach Startup Hub: Poland Prize – rządowego programu Poland Prize koordynowanego przez Fundację Startup Hub Poland oraz wspieranego przez PGNiG. Wybrane do projektu spółki otrzymały możliwość rozwoju swojego rozwiązania w Polsce, a najlepsze z nich pracują wraz z PGNiG, partnerem strategicznym programu, nad wdrożeniami.

Prace nad pilotażem programu Poland Prize rozpoczęły się jeszcze w 2018 roku. Jego głównym założeniem było zdywersyfikowanie polskiej sceny startupowej poprzez efektywne włączanie zagranicznych liderów innowacji w polski ekosystem oraz zapewnienie zagranicznym zespołom wsparcia przy wdrażaniu projektów technologicznych w Polsce.

– Na pierwszy rzut oka misja programu wydaje się prosta: w ramach Poland Prize zachęcamy startupy z zagranicy do rozwoju biznesu w Polsce. Wiedzieliśmy jednak, że zrealizowanie takiego założenia jest wielkim wyzwaniem i dlatego do realizacji programu zaprosiliśmy najlepsze akceleratory działające na rynku polskim, w tym Fundację Startup Hub Poland. Podsumowując 1,5 roku funkcjonowania programu widzimy, że obrany kierunku jest właściwy: do dalszego rozwoju polskiej sceny startupowej konieczne jest przyciągnięcie odważnych pomysłów i niecodziennych rozwiązań, różnorodność stanowi tutaj istotny atut. Zagraniczni founderzy sprawiają, że nasz lokalny ekosystem jest coraz bardziej atrakcyjny na innowacyjnej mapie świata  –  podkreślił Marcin Seniuk, Dyrektor Departamentu Rozwoju Startupów w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Fundacja Startup Hub Poland oraz PGNiG koncentrowały się nad przyciągnięciem najbardziej innowacyjnych spółek z branży energetycznej. W trzech rundach akceleracyjnych udział wzięło 26 spółek m.in. z Litwy, Łotwy, Estonii, Rosji, Niemiec, Węgier, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. Wśród zakwalifikowanych do programu rozwiązań znalazły się takie rozwiązania, jak przenośny generator na ogniwo paliwowe z wymiennymi zbiornikami wodoru do wielokrotnego napełniania, fotogrametryczne oprogramowanie, które może wesprzeć proces poszukiwania węglowodorów, platformy wykorzystujące AI do analizy Big Data czy nowa przyjazna środowisku technologia chłodzenia i mrożenia.

– Kiedy na początku tego roku rozpoczynaliśmy program Poland Prize, stało za nami doświadczenie współpracy jedynie z krajowymi zespołami. Przez te kilkanaście ostatnich miesięcy intensywnego programu przejrzeliśmy wspólnie z naszym partnerem StartUp Hub Poland ponad tysiąc zgłoszeń, a ostatecznie 26 innowacyjnych zespołów z całego świata zagościło w Polsce. Część nawiązała rozmowy z podmiotami z Grupy Kapitałowej PGNiG.  Program miał duże tempo, w wielu przypadkach rozmowy o testowych wdrożeniach nadal są w toku. Niezależnie od formalnego zakończenia programu, współpracę z wybranymi zespołami będziemy kontynuować, bo to są bardzo ciekawe rozwiązania dla branży – powiedział Łukasz Kroplewski, wiceprezes Zarządu PGNiG SA ds. rozwoju.  – Cieszy nas ogromne zainteresowanie programem – potwierdza to, że Polska jest interesującą destynacją dla zagranicznych przedsiębiorców. PGNiG jest globalną firmą i potrzebuje innowacyjnych rozwiązań, dlatego szukamy innowacji również poza granicami. Jesteśmy szczególnie zadowoleni z faktu, że kilka startupów, z którymi rozpoczęliśmy współpracę znalazło się w gronie finalistów programu. W poszczególnych rundach programu zidentyfikowaliśmy również rozwiązania wpisujące się w obszary zainteresowania naszego biznesu. Na szczególną uwagę zasługuje m.in. projekt, dzięki któremu „sięgnęliśmy gwiazd” wykorzystując system analizujący zdjęcia satelitarne obiektów do monitorowania infrastruktury. Kolejnym rozwiązaniem godnym naszej uwagi okazał się pomysł wykorzystania nanocząsteczek do oczyszczania płuczek wiertniczych oraz ścieków produkcyjnych, dzięki któremu jeszcze lepiej możemy dbać o środowisko naturalne. Uważam, że program Poland Prize był dobrą lekcją zarówno dla startupów jak i dla nas. Wykorzystamy to doświadczenie, pozyskane projekty i zdobyte kontakty także w naszym najnowszym przedsięwzięciu – PGNiG Ventures” – podsumował Łukasz Kroplewski.

– W czasie rekrutacji do projektu szczególnie zwracaliśmy uwagę na zaproponowane przez startupy rozwiązania. Zależało nam na tym, aby do programu zaprosić spółki, które nie tylko posiadają zaawansowaną technologię, ale też mają pomysł na usprawnienie konkretnego procesu w branży energetycznej i ICT. Natomiast podczas akceleracji pracowaliśmy głównie nad tym, aby startupy dopasowały swoje rozwiązania do specyfiki polskiego rynku, tak aby zagraniczne spółki mogły z sukcesem przejść przez proces wdrożenia, przede wszystkim ze spółkami z Grupy Kapitałowej PGNiG. Cieszę się, że ponad 7-letnie doświadczenie Fundacji Startup Hub Poland w pracy z zagranicznymi startupami przydało się przy realizacji założeń programu Poland Prize – podkreślił Maciej Sadowski, prezes Fundacji Startup Hub Poland.

W ramach programu startupy otrzymały nie tylko wsparcie finansowe czy opiekę wykwalifikowanych mentorów, ale też możliwość udziału w warsztatach z profesjonalistami oraz sesjach networkingowych z inwestorami czy funduszami VC. Po każdej rundzie Fundacja Startup Hub Poland oraz PGNiG wyłaniało najbardziej obiecujące spółki. Zwycięzcami poszczególnych akceleracji zostali: brytyjski Spottitt tworzący system analizujący zdjęcia satelitarne ziemi do optymalnego pozycjonowania, m.in. elektrowni czerpiących energię z odnawialnych źródeł energii, rosyjski BioMicroGel opracowujący technologię płynów oczyszczających wodę z substancji szkodliwych dla środowiska oraz niemiecki Dabbel pracujący nad technologią usprawniającą zarządzanie budynkami w sposób ekologiczny.

– Naszym planem w 2019 roku było znalezienie sposobu wejścia na europejskie rynki. Udział w programie Startup Hub: Poland Prize bardzo pomógł nam w realizacji tych założeń strategicznych. Jesteśmy też zadowoleni ze współpracy, jaką podjęliśmy z EXALO, jedną ze spółek Grupy Kapitałowej PGNiG. Wspólnie zidentyfikowaliśmy problem zachowania czystości zbiorników i stworzyliśmy specjalny detergent przemysłowy oparty na mikrobiologicznych cząsteczkach, które opracowaliśmy. Mamy nadzieję, że to początek długoterminowej współpracy, której efektem będzie zwiększenie sprzedaży ekologicznych środków czyszczących wśród europejskich firm – podsumował Vladislav Perunov, założyciel BioMicroGel, zwycięzcy II rundy akceleracji Startup Hub: Poland Prize.  

PGNiG oraz Fundacja Startup Hub Poland współpracowały przy realizacji programu Startup Hub: Poland Prize od lutego 2019 roku. Startup Hub Poland odpowiadała za rekrutację startupów i koordynację programu akceleracyjnego. W sumie do programu zaaplikowało prawie 1250 startupów, z których wybrano 26 innowacyjnych zespołów biorących udział w pilotażu programu. PGNiG był strategicznym partnerem projektu, który wśród zagranicznych startupów poszukiwał ciekawych, innowacyjnych rozwiązań odpowiadających na wyzwania technologiczne spółek z Grupy Kapitałowej PGNiG. Po zakończeniu programu spółki konstytuują współpracę przy wdrożeniach, których efekty będą widoczne najwcześniej w 2020 roku,

Mordasewicz: 3 zasadnicze zmiany w systemie emerytalnym, które zapewnią nam wyższe emerytury

Trzy odważne zmiany mogłyby doprowadzić do tego, że emerytury nie będą niskie. Jednym z warunków jest likwidacja przywilejów zawodowych, choć te nie są tak liczne jak we Francji.

– Polski system emerytalny wcale nie jest taki zły. Prezydent Francji bardzo nam zazdrości ponieważ musi dać sobie radę z 46 grupami zawodowymi, z których każda ma inne zasady przechodzenia na emeryturę i spotkał się z ogromnym buntem społecznym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jeremi Mordasewicz, członek Rady Dialogu Społecznego, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Polska przed dwudziestu laty wprowadziła system polegający na tym, że wysokość emerytury zależy od tego ile kapitału emerytalnego zgromadziliśmy w postaci składek i oczekiwanego czasu życia w momencie, gdy przechodzimy na emeryturę. To oznacza, że emerytura szybko nam rośnie z każdym dodatkowym rokiem pracy po przekroczeniu wieku emerytalnego.

Jednak ten system ma trzy słabości wymagające zmian. Po pierwsze mamy wyjątkowo niski wiek emerytalny dla kobiet, który powoduje, że przed nimi emerytury, które należy uznać za głodowe.

– W ciągu dziesięciu lat powinniśmy wyrównać wiek emerytalny mężczyzn i kobiet – komentuje J.Mordasewicz.

Powinniśmy też podnosić wiek emerytalny wraz z wydłużaniem się życia. Bo wiek emerytalny 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn został wprowadzony przed… osiemdziesięciu laty, gdy żyło się znacznie krócej. W tym czasie nasze życie statystycznie wydłużyło się o ponad 15 lat.

Zmiany są potrzebne także w przywilejach emerytalnych. Rolnicy, górnicy i pracownicy służb mundurowych otrzymują 3-krotnie więcej niż wnieśli do systemu emerytalnego składek.

Te trzy zmiany spowodowałyby, że w systemie emerytalnym rocznie nie będzie brakować 60 mld zł.

Pensje rosną, polska gospodarka zwalnia

Rynek pracy ma się w Polsce dobrze. Zatrudnienie rośnie szybciej od oczekiwań przy wolniejszym wzroście wynagrodzeń. Z drugiej strony prognozy gospodarcze dla naszego kraju okazują się coraz słabsze.

Zarobki Polaków

Pensje rosną wolniej od oczekiwań. Rosną o 0,6% wolniej od oczekiwań, aczkolwiek 5,3% to w dalszym ciągu bardzo solidny rezultat. Średnia pensja za listopad wyniosła 5 229 złotych brutto. Warto jednak pamiętać, że po pierwsze to średnia, po drugie dotyczy tylko przedsiębiorstw zatrudniających przynajmniej 10 pracowników. Warto zwrócić uwagę na przyspieszenie we wzroście zatrudnienia do 2,6% w skali roku. Oznacza to, że być może czeka nas kolejny rok rekordów minimów bezrobocia. Teraz, ze względu na czynniki sezonowe, zobaczymy i tak chwilowy wzrost bezrobocia.

Coraz gorsze prognozy dla Polski

Wzrost gospodarczy Polski to temat, który, w zależności od tego kto tworzy prognozy, wygląda bardzo różnie. Niedawno był co prawda korygowany w dół, ale ostatnie prognozy analityków ING wyraźnie budzą niepokój. Spowolnienie w 2020 roku ma sięgnąć 3,3%, a w 2021 zaledwie 2,2%. Przy okazji pojawia się problem inflacji, która zdaniem specjalistów banku może przejściowo przekroczyć 3,5%, czyli cel inflacyjny z buforem bezpieczeństwa. Teoretycznie należałoby wtedy podnosić stopy procentowe. Z drugiej strony ciężko wyobrazić sobie podniesienie stóp procentowych przy gwałtownie hamującej gospodarce. Będzie to zatem sygnał osłabiający dla polskiej waluty.

Historyczne rekordy straszą inwestorów

Dwa lata temu bitcoin wspinał się na swoje historyczne maksima w okolicach 20 000 dolarów. Dzisiaj nurkuje na ⅓ tej ceny. Inwestorzy dobrze pamiętają tamtejszą skalę spadków, która w ciągu roku doprowadziła do sześciokrotnej obniżki cen najpopularniejszej kryptowaluty. Warto przypomnieć, że kryptowaluty generalnie mają bardzo dużą zmienność, aczkolwiek jeszcze w sierpniu wycena przekraczała 12 000 dolarów, a dzisiaj ponownie spadła poniżej 7 000.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co czeka rynek mieszkaniowy w 2020 roku?

Dobiegający końca 2019 rok zapewne zostanie zapamiętany jako bardzo udany z punktu widzenia uczestników rynku nieruchomości mieszkaniowych. Zwłaszcza deweloperzy będą zapewne świętować jego zakończenie w szampańskich nastrojach. Rosnące ceny na rynku pierwotnym przekładają się również na coraz droższe mieszkania z drugiej ręki.

Rynek pierwotny

Jak tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.plwolumen zakontraktowanych  przez deweloperów mieszkań okaże się zbliżony do tego z ubiegłego roku, co oznacza wynik korespondujący z drugim najlepszym w historii. Natomiast komunikowane przez GUS statystyki inwestycyjne mieszkaniówki będą rekordowe w każdym z trzech aspektów: lokali oddanych, rozpoczętych oraz nowych pozwoleń.” To zdaje się jak najlepiej wróżyć rynkowej koniunkturze na kolejne miesiące i kwartały.

Podobnie świetnie zapowiada się tegoroczny wynik rodzimego rynku kredytów mieszkaniowych. Wbrew pesymistycznym prognozom z początku roku zamiast spadku akcji kredytowej oczekuje się rekordowego wyniku na poziomie ponad 60 mld zł pożyczonych przez banki środków pod hipotekę. Świadczy to o wciąż ogromnej determinacji popytu, który nie zważając na rosnące w dwucyfrowym tempie rdr ceny nowych mieszkań, wciąż nie daje za wygraną. Czy nie odpuści także w nowym roku?

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl wygląda na to, że przynajmniej pierwsze miesiące 2020 roku upłyną pod znakiem kontynuacji dobrej passy deweloperów mieszkaniowych. Trudno jednak o jednoznacznie optymistyczną prognozę na cały nadchodzący rok.

Bardzo wysokie prawdopodobieństwo pogorszenia koniunktury gospodarczej w Polsce, o ile ulegnie materializacji, zapewne nie pozostanie bez wpływu na pierwotny rynek mieszkaniowy. Zapowiadane wzrosty cen energii mogą wywindować nie tylko koszty życia Polaków, ale także ceny nowych lokali do poziomu, który trudno będzie zaakceptować stronie popytowej. Ogromnym ryzykiem dla branży deweloperskiej jest też możliwy eksodus zatrudnionych na budowach imigrantów ze Wschodu do Niemiec, które otwierają dla nich swoje granice od stycznia. Bardzo prawdopodobne jest także pogorszenie sytuacji sektora bankowego w Polsce, będące efektem niedawnych niekorzystnych dlań wyroków TSUE, co z kolei grozi znacznym zaostrzeniem polityki kredytowej banków.

Wszystkie te czynniki tworzą zdecydowanie wybuchową mieszankę, która przez cały nadchodzący rok będzie groziła jeśli nie załamaniem, to z pewnością znacznym pogorszeniem koniunktury na rynku nowych mieszkań.

Rynek wtórny

Wzrost zainteresowania rynkiem nieruchomości i postrzeganie zakupu mieszkania w celach inwestycyjnych jako jednego z najbardziej racjonalnych rozwiązań pozwalających spożytkować nadwyżki gotówki powodują liczne zmiany w popycie na mieszkania z drugiej ręki. Jak twierdzi ekspert Metrohouse, Marcin Jańczuk: „Brak możliwości zaspokojenia popytu na mieszkania na rynku pierwotnym powoduje, że klienci przenoszą swoje poszukiwania na rynek wtórny. Atutami takich ofert jest różnorodność produktów, duża rozpiętość cenowa, ale przede wszystkim dostępność mieszkań od ręki, czego nie może zagwarantować obecnie rynek mieszkań deweloperskich.”

Zwykle rynek wtórny wybierany jest wśród osób poszukujących swojego pierwszego mieszkania. Jego niewątpliwym plusem jest możliwość wprowadzenia się do mieszkania bez dość dużych nakładów remontowych. Ma to duże znaczenie w kontekście silnych wzrostów cen materiałów budowlanych, wykończeniowych i wykonawstwa. Z tego też względu można spodziewać się, że w kolejnym roku popularnością będę cieszyć się mieszkania z segmentu popularnego, których koszt zakupu będzie niższy niż zakup na rynku pierwotnym wraz z kosztami remontu. Choć dobre nastroje na rynku pracy przekładają się na zwiększoną liczbę przeprowadzek do większych mieszkań, wysokie ceny mogą spowodować wzrost zainteresowania innymi nieruchomościami, tj. segmenty pod miastem, które już teraz można kupić taniej niż trzypokojowe mieszkanie w granicach administracyjnych dużych aglomeracji.

Nabywcy mieszkań z drugiej ręki muszą być jednak świadomi, że ten rynek jest bardzo podatny na wzrosty ceny, o czym świadczą kilkunastoprocentowe podwyżki średnich cen w największych polskich miastach. Jak dodaje ekspert Metrohouse – „można spodziewać się, że kształtowanie się cen może stać się bardzo nierównomierne i być coraz bardziej zależne od wielu czynników: technologii i standardu sprzedawanego mieszkania – na wartości będą zyskiwać mieszkania oddane w ostatnich latach, w dobrym standardzie, podczas gdy mieszkania będące pokłosiem inwestycji z wielkiej płyty, już dziś będące niejednokrotnie mocno przeszacowane, będą musiały silnie rywalizować o klienta.”  Ważną kartą przetargową może być bardzo dobra lokalizacja i dostępna infrastruktura, na której brak narzekają nabywcy mieszkań od deweloperów.

Eksperci rynkowi zwracają coraz większą uwagę na możliwość przegrzania rynku wtórnego, co może doprowadzić do spadku tempa sprzedaży. Już dziś spotykamy się z sytuacją, kiedy wystawiane do sprzedaży mieszkania posiadają ceny ofertowe znacząco oderwane od rzeczywistej wartości. O ile znajdują się chętni, by takie mieszkanie kupić, to przy zakupie na kredyt banki mogą dość asekuracyjnie podchodzić do zabezpieczania się na nieruchomościach, których cena nie ma realnego uzasadnienia ani w standardzie ani w cenie rynkowej.

ORLEN rozważa innowacyjną produkcję biokomponentu do paliw

PKN ORLEN chce wykorzystać różne możliwości wzmacniania swojej pozycji na rynku biopaliw. Jedną z nich jest wdrożenie w zakładzie w Płocku nowoczesnej  technologii uwodornienia olejów roślinnych (HVO – Hydrotreated Vegetable Oil) i zużytych tłuszczów (UCO – Used Cooking Oil). Inwestycja byłaby istotnym wsparciem dla polskiego rolnictwa i odpowiedzią na unijne wyzwania, zobowiązujące Polskę do stosowania paliw odnawialnych i biokomponentów w transporcie. PKN ORLEN zakupił licencję i projekt bazowy na zastosowanie tego innowacyjnego, ekologicznego rozwiązania od firmy AXENS.

Inwestycje w nowoczesne technologie są jednym z celów strategicznych PKN ORLEN. Znaczenie odnawialnych źródeł energii w transporcie systematycznie rośnie. Zapisy Dyrektywy RED II, zwiększającej wykorzystanie biopaliw, będą w przyszłości w istotny sposób kształtowały rynek paliw. Inwestując z wyprzedzeniem w przyjazne środowisku rozwiązania, będziemy dobrze przygotowani do realizacji tych ambitnych, unijnych celów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W przypadku podjęcia decyzji realizacyjnej, PKN ORLEN zbuduje instalację HVO i wdroży nowatorską technologię polegającą na uwodornieniu oleju rzepakowego, oleju posmażalniczego (UCO) lub ich mieszanki. Produkt końcowy będzie stosowany jako dodatek do oleju napędowego lub paliwa lotniczego JET. Ułatwi to spółce realizację Narodowego Celu Wskaźnikowego, a tym samym spełnienie unijnych wymogów w zakresie zwiększania udziału biokomponentów w paliwach.

Analizowana inwestycja w Płocku wpisuje się w program operacyjny dla biopaliw realizowany przez PKN ORLEN. Wydajność instalacji HVO może wynieść około 300 tys. ton uwodornionego oleju rocznie. Taka ilość zaspokoiłaby potrzeby płockiego zakładu, przyczyniając się do realizacji NCW, a w konsekwencji europejskiej Dyrektywy o Odnawialnych Źródłach Energii  tzw. RED II.

Zgodnie z prawodawstwem Unii Europejskiej w kolejnych latach zwiększy się znaczenie biopaliw w transporcie, przede wszystkim tych wytwarzanych między innymi z surowców niespożywczych i odpadowych. Już od 2020 r. ograniczone zostanie wykorzystanie standardowych biokomponentów, produkowanych z surowców żywnościowych do maksymalnie 7 proc., nie zostaną one jednak całkowicie wyeliminowane. W praktyce, dla spółek z branży paliwowej,  oznacza to możliwość wykorzystania biokomponentów zarówno I (żywnościowe), jak i II (m.in. z surowców niespożywczych i odpadowych) generacji do produkcji paliw.

Czy Europa stworzy własną chmurę?

Choć przyzwyczailiśmy się do myśli, że Internet jest jedną wielką, globalną wioską, to co raz częściej dostajemy dowody na to, że takie wyobrażenie nie zawsze jest prawdziwe. O istnieniu granic przypominaliśmy sobie tylko w sytuacjach, kiedy serwisy YouTube czy Netflix komunikowały nam, że dostęp do wybranych treści nie jest dozwolony dla użytkowników spoza USA. Tymczasem wśród europejskich zarówno konsumentów, jak i decydentów co raz silniej słychać głosy, że Unia powinna budować własną technologiczną siłę, stanowiącą przeciwwagę dla dominacji amerykańskich firm w budowaniu cyfrowej gospodarki.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy dwa istotne wydarzenia podważyły dogmat o bezgranicznym, ponadnarodowym Internecie. Pierwszym z nich było przyjęcie przez amerykańską administrację ustawy Cloud Act. Dokument ten zobowiązuje wszystkie podmioty oferujące rozwiązania chmurowe do udostępnienia danych na wniosek amerykańskich służb, nawet jeśli dane te fizycznie znajdują się poza jurysdykcją USA. Ostatnio również w amerykańskim kongresie pojawiła się propozycja ustawy zakazującej przechowywania danych użytkowników lub kluczy szyfrujących w Chinach. Wynika o z obawy o nieuprawnione wykorzystywanie danych obywateli przez chińskie władze.

Drugim wydarzeniem było ogłoszenie przez niemieckiego ministra gospodarki Petera Altmaiera uruchomienia paneuropejskiego rozwiązania chmurowego Gaia-X. Projekt ten zakłada stworzenie, dzięki kooperacji pomiędzy europejskimi gospodarkami, podmiotu, który będzie w stanie rzucić wzywanie amerykańskim hegemonom. Za wzór współpracy służy firma Airbus, która łącząc kompetencje w dziedzinie przemysłu lotniczego kilku europejskich krajów, jest w stanie konkurować z Boeingiem. Projekt został skrytykowany przez przedstawicieli Microsoftu i Amazona jako „blokujący transgraniczny dostęp do usług cyfrowych”. Podobne działania podjął rząd francuski, który we współpracy z rodzimymi firmami OVH i Dassault przygotowuje własną platformę chmurową, w której lokalne instytucje i firmy mogłyby bezpiecznie przechowywać swoje dane oraz systemy biznesowe.

Jako zaostrzenie polityki UE wobec ochrony danych można także rozpatrywać wzmocnienie politycznej roli komisarz Margrethe Vestager, która zasłynęła nakładaniem kar na Google za nadużywanie dominującej pozycji rynkowej.

Często słyszy się frazę, że „dane są współczesną ropą”. Rozpatrując ją w kontekście znaczenia ich przetwarzania dla rozwoju współczesnych gospodarek trudno zaprzeczyć jej trafności. Ale jeśli spojrzeć na tę metaforę „ropa – dane” w kontekście konfliktów i napięć, jakie były związane z dostępem do tego surowca w XX wieku trudno nie odnieść wrażenia, że znacząco nie doceniamy roli politycznej kontroli na nimi. Podobnie jak z ropą, z czasem odkrywamy co raz więcej zastosowań dla danych, ich rola rośnie, a innowacyjne sposoby ich wykorzystania co rusz nas zaskakują.

Niezależnie od politycznych ruchów w tym temacie niewątpliwie kwestia bezpieczeństwa zyskuje na znaczeniu, także wśród klientów. Cyklicznie pojawiające się skandale wybuchające w związku z nieautoryzowanym i nieuprawnionym zbieraniem oraz wykorzystywaniem danych przez korporacje wśród rosnącej grupy przedsiębiorców budzą uzasadnione obawy. Co raz częściej będą powracać pytania o to, czy dane powierzone firmie są w pełni bezpieczne, czy może są wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem przez nieautoryzowane do tego osoby?

Odpowiedzialność za to spoczywa także na dostawcach usług chmurowych oraz ich partnerach. Ważne jest współdziałanie firm w celu promowania dobrych praktyk, kooperacji przy przygotowywaniu regulacji a także edukacja klientów. Przykładem takiej współpracy jest organizacja CISPE, zrzeszająca europejskich dostawców chmury. Z kolei po partnerów i klientów leży przygotowanie świadomej strategii migracji i funkcjonowania w wirtualnym środowisku. Ważne, by nie opierała się na jednym dostawcy, a także by przynajmniej jeden z nich podlegał europejskiej legislacji. Strategia multicloud może pozwolić uniknąć problemów z dostępem i bezpieczeństwem danych jednocześnie umożliwi dostęp do unikalnych oferowanych usług.

Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Ceny żywności wpłyną na droższe święta?

Od kilku lat statystycznie na Święta Bożego Narodzenia wydajemy około 720 zł. Czy w tym roku będzie to mniejsza czy większa kwota? Wpływ na to ma wiele czynników. Z jednej strony wzrost cen żywności, inflacja, a z drugiej wzrost średniego wynagrodzenia. 

Według badań firmy Deloitte tegoroczne święta zamkną się rachunkiem o około 5% wyższym niż poprzednie. Co na to wpłynie? – W tym roku mamy spory problem, jakim jest najwyższy od 12 lat wzrost cen żywności. Głównym czarnym charakterem nie są już jednak ceny masła. W tym roku będzie to prawdopodobnie cukier drożejący o 20%. Nie bez znaczenia są też około 10% wzrosty cen mąki czy mięsa. To właśnie żywność może niespodziewanie w tym roku nadwyrężyć nasze świąteczne domowe budżety – mówi Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomat.pl

Jak było w poprzednich latach?

Badania Barometru Providenta na temat wydatków statystycznego Polaka, pokazują, że w 2016 roku wydawaliśmy średnio 722 złote na święta, w 2017 było to 721 złotych, a w 2018 zaledwie 718 złotych. Oznacza to, że pomimo wzrostu wynagrodzeń w Polsce wydawaliśmy coraz mniej na same święta. Proste powiązanie zarobków, które w tym czasie wzrosły o około 20%, z wydatkami nie jest zatem uzasadnione.

Wpływ inflacji na ceny

Jeśli chcielibyśmy wiedzieć czy, i o ile, więcej zapłacimy za święta warto przyjrzeć się różnym wskaźnikom. Teoretycznie można w tym celu próbować wspierać się wskaźnikiem inflacji. Ten jednak dosyć mocno zniekształca sytuację. Dlaczego?

Koszyk inflacji zawiera określone składniki. Nie są one takie same jak w naszych wydatkach świątecznych. Inflacja składa się w niecałych 25% z wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe. To nie oddaje charakteru przygotowań do świąt. W tym roku inflacja rosła o 2,6%, według ostatnich danych żywność zdrożała jednak 6,5%. Powodem tej różnicy jest to, że w koszyku inflacyjnym są elementy, które ostatnio nie tylko względnie trzymają cenę, ale wręcz tanieją. Dobrym przykładem jest tutaj odzież i obuwie, czy transport, który staniał dzięki spadkowi cen ropy naftowej. Relatywnie wolno rósł również ważny element koszyka, czyli użytkowanie mieszkań i nośniki energii. Tutaj jednak pomogło zamrożenie kosztów energii – tłumaczy M. Przygórzewski z Walutomatu.

Wydawać by się mogło, że skoro w latach ubiegłych wydatki były niższe a mieliśmy deflację, to jednak porównanie inflacyjne będzie bardziej zasadne. Problem w tym, że wydatki najmocniej spadły w 2018 roku, kiedy inflacja faktycznie przyspieszyła do 2%.

Wynagrodzenia poszły w górę

Drugim nasuwającym się elementem, którym można oszacować wydatki Polaków jest wzrost średniego wynagrodzenia podawanego przez GUS. Ten z kolei wynosi obecnie 5,9% więcej niż rok temu. Byłaby to dobra metoda, gdyby społeczeństwo uzyskiwało w miarę porównywalne dochody i wydawało podobny procent na święta. Tak jednak nie jest, jak pokazują dane statystyczne, co czyni tą metodę wątpliwą.

Na żywność tyle co na prezenty

Komentatorzy wskazują na pewną zmianę zwyczajów. Coraz więcej zakupów prezentowych robimy przez internet, co pozwala nam skutecznie ograniczać koszty. Nie bez znaczenia jest też dobra kondycja złotego względem euro w ostatnich tygodniach, pozwalająca zaoszczędzić na prezentach importowanych. Z drugiej strony nie jest to aż tak istotne gdyż, jak pokazują badania Deloitte, w przeciwieństwie do Zachodniej Europy wydatki na żywność mamy bardzo zbliżone do tych na prezenty. Na Zachodzie prezenty wyraźnie wygrywają.

Materiał przygotowany przez ekspertów serwisu Walutomat.pl.

Sztuczna inteligencja w pierwszym w Polsce sądzie arbitrażowym on-line

Ultima Ratio, pierwszy w Polsce elektroniczny sąd arbitrażowy przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, podpisał umowę z warszawską spółką IUS.AI na wdrożenie modułów informatycznych opartych na sztucznej inteligencji. Wyroki będą zapadać szybciej, bo docelowe, nowe funkcje mogą zastąpić człowieka nawet w 80% procesu związanego z prowadzeniem sprawy i wydawaniem wyroków. Pierwsze moduły oparte na sztucznej inteligencji rozpoczną pracę już w połowie przyszłego roku.

Sztuczna inteligencja w sądach to nie fikcja. W wielu krajach już dziś funkcjonują systemy informatyczne, których zadaniem jest usprawnianie pracy sędziów i arbitrów. Wspomagają w analizie dowodów, a także znajdują wzorce i podobieństwa między daną sprawą, a innymi, już rozstrzygniętymi. Sądy w Szanghaju posiłkują się oprogramowaniem opartym na sztucznej inteligencji, które wspomaga wymiar sprawiedliwości w orzecznictwie w sprawach karnych, a w niektórych stanach USA stosowane są algorytmy, które wyliczają prawdopodobieństwo, z jakim dana osoba popełni kolejne przestępstwo czy też nie zgłosi się na wezwanie sądu lub instytucji penitencjarnych. Z kolei Estonia planuje do końca tego roku wdrożyć specjalne systemy informatyczne analizujące wszystkie dowody i wydające wstępną decyzję w sprawach, w których wartość przedmiotu sporu nie przekracza 7 tys. euro. A jak sprawa ma się w Polsce? Eksperci podkreślają, że AI w naszych sądach to tylko kwestia czasu, zaznaczając przy tym, że sztuczna inteligencja może znacznie usprawnić funkcjonowanie całego sądownictwa.

To trochę tak, jak z podróżą autonomicznym samochodem. Kierowca wsiada i decyduje, gdzie chce jechać, a resztą zajmuje się oprogramowanie. Pojazd samodzielnie rusza, utrzymuje się na pasie ruchu, obserwuje znaki drogowe, przestrzega ograniczeń prędkości, zwalnia przed zakrętami a otrzymawszy od innych aut informację o wypadku czy korkach, zmieni trasę. Taką samą sytuację mamy w przypadku wykorzystania sztucznej inteligencji w sądownictwie czy arbitrażu. Systemy informatyczne pełnią jedynie role wspomagającą. Nie podejmują żadnych decyzji, tak jak oprogramowanie samochodów autonomicznych nie decyduje za kierowcę o celu podróży.  AI ma za to pomóc arbitrowi w wykonywaniu pewnych prostych acz czasochłonnych i często powtarzalnych czynności – na przykład automatycznie przygotować projekt uzasadnienia orzeczenia. Z naszych szacunków wynika, że sztuczna inteligencja może potencjalnie zredukować nakład pracy sędziego bądź arbitra nawet o 80%, pomagając mu skupić się na meritum sprawy.”  – komentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

„Nasze oprogramowanie pomoże arbitrom skupić się na meritum sprawy a nie na typowym copy-paste, aby przygotować orzeczenie i jego uzasadnienie. Obecnie duża część pracy arbitra to praca z tekstem, która zabiera większość czasu. Jest to praca żmudna i często powtarzalna. Idealna dla sztucznej inteligencji. Systemy sztucznej inteligencji mogą porównać sprawy między sobą, wyłapać punkty wspólne, ale też różnice. Obie te cechy są kluczowe dla przewidywania wyniku danej sprawy. Pozwalają też na wypracowanie i stosowanie linii orzeczniczych. Arbiter może łatwo dostać wyciąg z posumowanych informacji i zadecydować o podążeniu daną linią orzeczniczą lub uznać, że sprawa jest różna i wymaga bardzo dokładnej analizy.

Co więcej, sztuczna inteligencja może bardzo szybko sprawdzić, czy zaszły zmiany w orzeczeniach Sądu Najwyższego, które mogły by mieć wpływ na daną linię orzeczniczą. Normalnie taka praca mogła by za każdym razem zając długie godziny natomiast AI jest wstanie to wykonać w ułamku sekundy znając stan faktyczny. Technologie pozwalające na to już są częściowo gotowe albo są w stadium R&D w firmie IUS.AI.”  – mówi Adam Zadrożny, CTO w IUS.AI

Ultima Ratio, we współpracy ze spółką IUS.AI, planuje w ciągu trzech lat wprowadzić nowe moduły informatyczne oparte na AI. Docelowo sztuczna inteligencja będzie automatycznie przygotowywać gotowy projekt orzeczenia wraz z uzasadnieniem, przetwarzając w tym celu dane i stanowiska stron zgromadzone w toku postępowania. System będzie też wspierał arbitra dostarczając mu informacji o przebiegu i wyniku podobnych spraw, a także przedstawi mu te fragmenty uzasadnień innych orzeczeń, które najlepiej wyjaśniają konkretny problem czy zagadnienie prawne. Co więcej, specjalny algorytm będzie szybko sprawdzał, czy zaszły zmiany w orzeczeniach Sądu Najwyższego, które mogły by mieć wpływ na daną linię orzeczniczą.

Święta w pracy, czy praca w święta?

Dwa tygodnie urlopu czy dni wolne przeplatane pracą – jak wygląda końcówka zawodowego roku dla Polaków? Według badań Pracuj.pl życie w wielu biurach w tym czasie znacznie zwalnia. Blisko połowa badanych deklaruje branie wolnego na część dni roboczych, a co piąty – w ogóle nie pracuje w okresie od świąt do końca roku. Natomiast pracodawcy są wyraźnie podzieleni w ocenie takich praktyk – równie często zachęcając, jak i zniechęcając zespoły do urlopów w okresie okołoświątecznym.

Koniec grudnia: sezon urlopów

Zespół portalu Pracuj.pl przepytał pracujących specjalistów – użytkowników serwisu – o ich plany urlopowe związane ze świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem. Jak pokazują wyniki, końcówka grudnia to okres wyjątkowego uspokojenia się sytuacji w większości miejsc pracy. Dla wielu Polaków to także okazja do wykorzystania do końca przysługujących im dni wolnych.

Jak deklaruje 47% badanych przez Pracuj.pl, w tym czasie biorą oni wolne na przynajmniej część dni pracujących. Co piąty (22%) przez cały ten okres decyduje się urlopować, a tylko co trzeci decyduje się być w biurze we wszystkie dni oprócz ustawowo wolnych. Ponadto 8% respondentów deklaruje, że ich firmy zamykają się na cały okres od świąt do końca grudnia.Święta w pracy, czy praca w święta

Świąteczna przerwa? Co pracodawca, to opinia

Specyfika pracy w okresie przypadającym od świąt do sylwestra zazwyczaj znacząco różni się w zależności od branży, w jakiej działa firma. Odbicie tej sytuacji widać w postawach przyjmowanych wobec okresu urlopowego pod koniec grudnia przez pracodawców.  Są oni pod tym względem wyjątkowo mocno podzieleni. Według 46% badanych ich pracodawca zachęca pracowników do brania wolnego w tym okresie, ale według tylko niewiele mniejszej grupy (43%) – zniechęcają do nieobecności w pracy w tym czasie.

Grudzień to okres, który w niemal każdej firmie i specjalizacji ma swoją konkretną specyfikę. Na przykład, w branży handlowej, eventowej czy turystycznej to oczywiście czas wzmożonej pracy i zainteresowania klientów niemal przez cały miesiąc, także w okresie tuż po świętach. Z kolei w innych organizacjach najbardziej intensywna praca, związana np. z podsumowaniami roku i dopinaniem formalności, ma miejsce w pierwszej połowie grudnia. Natomiast w ostatnich dwóch tygodniach tego miesiąca raczej nie realizuje się kluczowych projektów, a frekwencja w biurach wyraźnie maleje. Te rozbieżności odbijają się także wyraźnie w postaci zróżnicowanych odpowiedzi naszych badanych
— komentuje Agnieszka Dobosz, ekspertka Pracuj.pl, Koordynator ds. Komunikacji z Użytkownikami w Grupie Pracuj.Święta w pracy, czy praca w święta 2

Święta w pracy, czy praca w święta

Do interesujących zagadnień dotyczących świąt w pracy należą nie tylko plany urlopowe. Zespół Pracuj.pl zapytał także swoich użytkowników m.in. o zwyczaje świąteczne panujące w ich firmach, oferowane im z tej okazji benefity czy o cechy, jakimi z tej okazji powinien wykazać się dobry pracodawca. Wszystkie te kwestie porusza badanie „Święta w pracy”, którego szersze opracowanie można znaleźć w biurze prasowym Pracuj.pl.

TOP 10 rynkowych wydarzeń. Eksperci Colliers podsumowują 2019 rok

Końcówka roku to czas podsumowań. Także eksperci Colliers International wybrali 10 wydarzeń, które istotnie wpłynęły na kształt rynku nieruchomości w Polsce w 2019 roku.

  1. Inwestycje w aktywa alternatywne

Zamknięto pierwszą transakcję inwestycyjną dotyczącą domów studenckich w Europie Środkowo-Wschodniej. Kajima, instytucjonalny inwestor z Japonii, nabył od Oaktree większościowy pakiet udziałów w Student Depot oferującym 2 000 łóżek w pięciu polskich miastach. Wartość transakcji to za ok. 60 mln euro.

  1. Rekordowe transakcje inwestycyjne na warszawskim rynku biurowym

Immofinanz kupił Warsaw Spire A za ok. 386 mln euro, a Mapletree przejął od HB Reavis kompleks West Station za ok. 190 mln euro. Właściciel zmienił także Warsaw Trade Tower, który został sprzedany Globalworth za ok. 133 mln euro. Z kolei Credit Suisse zakupił budynek biurowy Ethos w Warszawie za 115 mln euro.

  1. Biurowa granica 11 mln mkw. GLA przekroczona

Na koniec 2019 r. całkowita podaż na 9 głównych rynkach biurowych w Polsce przekroczyła poziom 11 mln mkw. Udział powierzchni biurowej zlokalizowanej w 8 głównych miastach regionalnych: Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu, Górnośląskiej-Zagłębiowskiej Metropolii, Lublinie i Szczecinie niemalże dorównuje całkowitym zasobom nowoczesnej podaży biur w stolicy.

  1. Rekordy biurowe w Warszawie

W 2019 roku na warszawskim rynku biurowym padły kolejne rekordy. Odnotowano tu najniższe od 2012 roku pustostany Warszawie – 8.2% oraz największą umowę najmu w historii rynku biurowego w Polsce (przednajem) – mBank wynajął w Mennicy Legacy Tower niemal 46 tys. mkw. Kolejny rok przyniesie także rekordową liczbę ukończonej powierzchni biurowej – 395 tys. mkw..

  1. Kraków liderem wśród miast regionalnych

Zainteresowanie najemców krakowskimi powierzchniami biurowymi z rok na rok zaskakuje. Tylko w trzech pierwszych kwartałach wynajęło się tam 234 tys. mkw., czyli 3 razy więcej niż w Trójmieście, kolejnym największym rynku regionalnym pod względem aktywności najemców. Aż 35% wszystkich podpisanych umów stanowiły transakcje przednajmu w budynkach będących w trakcie budowy, a stopa pustostanów od początku roku spadła do poziomu 9.5%. Ponad połowa całkowitego wolumenu najmu przypisywana jest firmom z sektora outsourcingu – BPO, SSC, ITO i R&D.

  1. Handlowa granica 12 mln mkw. GLA przekroczona

Dzięki nowo oddanej podaży (ok. 300 tys. mkw. GLA), całkowite zasoby powierzchni w polskich galeriach handlowych przekroczyły granicę 12 mln mkw. Największym projektem oddanym do użytku w 2019 roku była Galeria Młociny w Warszawie (78 tys. mkw.).

  1. Aktywność inwestorów i deweloperów w sektorze parków handlowych w małych miastach rośnie

Wzmaga się aktywność inwestorów i deweloperów w średnich oraz małych miastach. Zakup parku handlowego w Łowiczu przez Immofinanz powiększył zasięg konceptów Stop Shop w Polsce. Na rynku pojawił się też nowy gracz – EDS  Retail  Park, który zapowiedział budowę obiektów poniżej 5 000 mkw.  GLA m.in. w Legnicy, Nowym Dworze Mazowieckim, Redzie oraz Lubinie. Firma Trei  Real  Estate GmbH otworzyła Vendo Park w  Pułtusku oraz zabezpieczyła działki pod kolejne projekty m.in. w Kutnie i Kobyłce. Także Saller systematycznie rozbudowuje swoje portfolio.

  1. Ponad 18 mln mkw. GLA na rynku magazynowym

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła poziom 18 mln mkw. W ciągu całego roku zasoby w Polsce zwiększyły się łącznie o ponad 2 mln mkw. nowej powierzchni. Największym rynkiem magazynowym pozostaje niezmiennie Warszawa (4,1 mln mkw.), a za nią plasują się Śląsk (3,3 mln mkw.) oraz region Polski Centralnej (2,9 mln mkw.).

  1. Duże otwarcia w sektorze e-commerce

Branża e-commerce w Polsce jeszcze silniej zaznaczyła swoją obecność w Polsce, dzięki ukończeniu kolejnych dużych inwestycji magazynowych. W 2019 r. oddano do użytku 3 obiekty BTS dla firmy Amazon – w Łodzi, Bolesławcu oraz w Gliwicach (łącznie ponad 315 tys. mkw. powierzchni). Działalność rozpoczęło także centrum logistyczne Zalando w Olsztynku k. Olsztyna.

  1. Deweloperzy magazynowi na zakupach

Deweloperzy zabezpieczają tereny pod kolejne inwestycje. W 2019 r. m.in. firma Hillwood w III kwartale sfinalizowała zakup 13 ha działki w powiecie pruszkowskim, na której powstanie ok. 43 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Również SEGRO planuje swój kolejny park. W tym celu firma kupiła nieruchomość gruntową o powierzchni 17 ha w okolicach Wrocławia.

— Powyższe podsumowanie pokazuje, że rok 2019 był czasem rekordów na rynku nieruchomości komercyjnych. Być może także w kolejnym roku odnotowane zostaną historyczne momenty. W 2020 będziemy mieli do czynienia z ogromną falą podaży powierzchni biurowych w Polsce. Szacuje się, że do użytku zostanie oddanych 1,2 mln mkw. biur, o około 0,5 mln więcej niż w tym roku. Bacznie będziemy obserwować także dalszy rozwój parków handlowych w małych i średnich miastach, jak również obiektów typu mixed-use, np. Fabryki Norblina w Warszawie czy Fuzji w Łodzi  — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Prawie dwie trzecie Polaków sprawdza produkt w internecie zanim go kupi, jedynie 25 proc. wybiera wyłącznie sklepy stacjonarne

Internet odgrywa ważną rolę w planach zakupowych Polaków. Aż sześciu na dziesięciu konsumentów szuka informacji o danym produkcie właśnie w sieci, zanim zdecyduje się na jego zakup – wynika z badania Wonga Polska. Natomiast połowa z nas produkty inne niż spożywcze najchętniej kupuje w internecie. Wirtualne zakupy to oszczędność czasu oraz możliwość porównania opinii innych użytkowników. Nadal jednak co czwarty ankietowany wybiera wyłącznie sklepy stacjonarne.

Grudzień jest momentem wzmożonych zakupów. Szukamy świątecznych ozdób, planujemy dania na wigilijny stół, a także myślimy o prezentach dla najbliższych. Czy podczas zakupów wolimy korzystać z nowoczesnych usług i zamawiać produkty online, czy raczej stawiamy na tradycję i wybieramy sklepy stacjonarne? Wonga Polska zbadała, co preferują Polacy.

Online kupujemy AGD, ale już niekoniecznie żywność

Zdecydowanie najchętniej przez internet kupujemy małe AGD, a więc takie sprzęty jak: odkurzacz, żelazko, ekspres do kawy, toster czy suszarkę do włosów. Te produkty wybrało aż 73 proc. badanych. Niewiele mniej, bo 67 proc. nie ma też nic przeciwko zaopatrywaniu się w ten sposób w sprzęt i akcesoria telefoniczne – wynika z kolejnego cyklu badania „Cyfrowe zwyczaje Polaków”, przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Wonga Polska.Prawie dwie trzecie Polaków sprawdza produkt w internecie zanim go kupi, jedynie 25 proc. wybiera wyłącznie sklepy stacjonarne

Podobnie oceniamy zakupy zabawek dla dzieci i szeroko pojętego asortymentu komputerowego (laptopów lub komputerów stacjonarnych, tabletów, konsoli do gier) – analogicznie wybrało je 64 i 63 proc. badanych. Sześciu na dziesięciu Polaków kupuje też przez internet urządzenia RTV i audio, kosmetyki i perfumy, a także ubrania i biżuterię. Połowa z nas jest skłonna wybrać w sieci także duże AGD, a więc lodówkę, pralkę czy zmywarkę oraz sprzęt fotograficzny. Jedynie 20 proc. zamawia online artykuły spożywcze.

– Polacy kupują w internecie znaczną część urządzeń domowego użytku. Sytuacja zmienia się, jeśli chodzi o żywność – w tym wypadku nadal chętniej decydujemy się na stacjonarne zakupy spożywcze w osiedlowych sklepach lub dużych marketach. Może to być spowodowane m.in. wygodną dostępnością takich miejsc oraz ich szerokim zaopatrzeniem. Wiele osób może się także obawiać o świeżość i stan produktów spożywczych, zwłaszcza w trakcie transportu. Dodatkowo, cena takich usług przy mniejszej ilości często jest znacznie wyższa niż przy stacjonarnych zakupach – zauważa Aneta Gergont-Gałązka, dyrektor departamentu marketingu w Wonga Polska.

Wizyta u lekarza usługą numer jeden online

Jak wynika z badania Wonga Polska, prawie siedmiu na dziesięciu ankietowanych jest skłonnych do umawiania wizyt lekarskich online (68 proc.). Na zapisanie do fryzjera, kosmetyczki czy barbera zdecydowałoby się 57 proc. – tyle samo, co na przedłużenie umowy telekomunikacyjnej. Konto w banku przez internet założyłaby mniej więcej co druga osoba (56 proc.), a ubezpieczenie wykupiłoby 46 proc. Ponad trzech na dziesięciu ankietowanych jest skłonnych dokonać wymiany walut online, a co czwarty wziąć pożyczkę gotówkową. Jedynie 23 proc. Polaków umówiłoby się online na randkę z nieznaną osobą.

– Wśród usług, które chętnie rezerwujemy bądź kupujemy w sieci, rekordy biją wizyty lekarskie. Polacy pokochali internetowe rejestracje do specjalistów, ponieważ są wielką oszczędnością czasu. Najmniejszą popularnością cieszą się za to aranżacje spotkań z nieznajomymi. Może to świadczyć m.in. o wzmożonej ostrożności, co jest jak najbardziej pożądaną cechą – mówi Aneta Gergont-Gałązka z Wonga Polska.

Ile ludzi, tyle sposobów na zakupy

– Przeprowadzone badania pokazały, że Polacy kupują świadomie. 60 proc. z nas w pierwszym kroku, zanim zdecyduje się na wybór produktu lub usługi, sprawdza informacje o danej rzeczy w internecie. Daje nam to możliwość porównania cen czy też przeczytania opinii osób, które już kupiły ten przedmiot lub skorzystały z oferty – zaznacza Aneta Gergont-Gałązka z Wonga Polska.

22 proc. najpierw czyta o produkcie w internecie, później ogląda go w sklepie stacjonarnym i dopiero dokonuje zakupu. Co piąty Polak proces zakupowy przeprowadza wyłącznie w sieci – tam wybiera produkt na podstawie dostępnych informacji i kupuje go. Niewiele mniej, bo 18 proc., po przejrzeniu wiadomości w internecie ogląda rzecz w sklepie stacjonarnym, by znów przenieść zakupy do świata online i tam zakończyć transakcję. Natomiast prawie co siódmy Polak najpierw ogląda produkt w rzeczywistości, a później kupuje go w sklepie internetowym. 25 proc. badanych od razu idzie do sklepu stacjonarnego i tam wybiera przedmiot.w jaki sposób robią zakupy spożywcze

Rynki zapędziły się w swoim optymizmie?

Zachwyt związany z rozejmem handlowym USA i Chin zaczyna powoli przygasać. Wprawdzie rynki pozostają w relatywnie pozytywnych nastrojach z nadzieją na lepsze perspektywy w 2020 r., ale stopniowe uciekanie inwestorów na świąteczną przerwę odciska swoje piętno.

Przyjmując, że ten tydzień jest ostatnim „normalnym” w tym roku, inwestorzy przeznaczają czas na finalne porządki w portfelach. Zdania są podzielone, co przyniesie przyszły rok. Albo porozumienie handlowe USA-Chiny jest zapowiedzią odbicia ożywienia globalnego i podstawa dla kontynuacji hossy, albo rynki zapędziły się w swoim optymizmie, którego nie mogą nadgonić fundamenty. Osobiście bliżej mi do drugiego obozu i nie przekonuje mnie nawet klasyczne wytłumaczenie, że rynki dyskontują przyszłość (gdyż mogą dyskontować jej wypaczoną wersję). Mimo to do oceny sytuacji rynkowej i kształtowania strategii często nie liczy się, czyja racja na koniec będzie słuszna, ale jak aktywa będą się zachowywać po drodze. Na razie obie frakcje – tych, którzy wierzą w kontynuację trybu risk-on, oraz tych, którzy teraz wolą realizować zyski – zdają się być równoliczne. Albo podobnie ostrożne. Tak, czy inaczej, wahnięcia w tą lub inną stronę w kolejnych dniach, o ile nie będą wyraźnego uzasadnienia, mogą być przypadkowym błądzeniem.

Jak optymistycznie i spokojnie będzie wyglądać przyszły rok, to się jeszcze okaże. Już widać, że ryzyko twardego brexitu będzie dalej obecne, nawet jeśli czarny scenariusz dla 31 stycznia został oddalony. Ale premier Boris Johnson nie zamierza marnować czasu, by wywierać presję na Brukselę dla uzyskania jak najlepszej umowy handlowej podczas okresu przejściowego. Johnson jest świadomy, że UE ma interes w uzgodnieniu jak najwięcej i najkorzystniej dla obu stron, ale też nie pozwoli się zastraszyć. Szanse na szczęśliwe zakończenie i wyraźne umocnienie GBP nie są zaprzepaszczone, ale po drodze czeka funta jazda po wybojach. Na razie straszy to kapitał spekulacyjny, który ściąga zyski zarobione na powyborczej euforii.

Polityka Fed również może zaskoczyć, gdyż obowiązują jej dwie wizje. Pierwsza wywodzi się z samego Fed, o czym przypomniał wczoraj Eric Rosengren z Fed z Bostonu. Ma on nadzieję, że 2020 będzie „nudnym rokiem” dla polityki pieniężnej i Fed utrzyma stopy procentowe bez zmian przez „dość istotny” okres czasu. To interesujące stwierdzenie, gdyż pada z ust członka Fed o jastrzębich poglądach. Jednak odmienne zdanie posiada prezydent USA Trump, który wczoraj przypomniał, że „byłoby świetnie, gdyby Fed dalej obniżał stopy procentowe”. Rok wyborczy jest kluczowym okresem dla starającego się o reelekcję prezydenta, by gospodarka prężnie się rozwijała. Stąd jedno potknięcie w danych prawdopodobnie będzie szybko wywoływać krytykę prezydenta w stosunku do zbyt restrykcyjnej polityki Fed. Rynki nie lubią takich nacisków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zaktualizuj WhatsApp! Bug w czacie grupowym pozwalał na usunięcie wszystkich danych konwersacji i awarię aplikacji

Eksperci ds. bezpieczeństwa z firmy Check Point znaleźli lukę w aplikacji WhatsApp, która pozwala na utworzenie złośliwej wiadomości grupowej, doprowadzając do awarii aplikacji wszystkich członków grupy. Komunikator ten jest bardzo popularny wśród polskich polityków. Według źródeł Wirtualnej Polski z 2018 roku, prezydent Andrzej Duda loguje się na nią niemal codziennie, korzysta z niej także premier Mateusz Morawiecki.

Zespół Check Point Research odkrył tę lukę, sprawdzając komunikację między WhatsApp a WhatsApp Web, internetową wersją aplikacji, która odzwierciedla wszystkie wiadomości wysyłane i odbierane z telefonu użytkownika. Umożliwiło to badaczom sprawdzenie parametrów używanych do komunikacji WhatsApp i manipulowanie nimi. Nowe badanie opiera się na usterce „FakesApp” odkrytej przez Check Point Research, która umożliwiała edytowanie wiadomości czatu grupowego w celu rozpowszechniania fałszywych wiadomości.

WhatsApp posiada około 1,5 miliarda użytkowników i ponad miliard grup, dzięki czemu jest najpopularniejszą aplikacją do komunikacji na całym świecie. Ponad 65 miliardów wiadomości jest codziennie wysyłanych za pośrednictwem WhatsApp. Komunikatory są bardzo popularne wśród polskich polityków. Jak informował tygodnik Newsweek w 2018 roku, z WhatsAppa korzystają m.in. Arkadiusz Mularczyk, Borys Budka, Władysław Kosiniak-Kamysz czy Sławomir Neumann. Z kolei z podobnej aplikacji o nazwie Viber komunikują się np. Jacek Żalek, Bartosz Arłukowicz czy Robert Biedroń, z Telegrama Marcin Kierwiński i Stanisław Gawłowski, a z Signala – Włodzimierz Czarzasty, Krzysztof Kwiatkowski i Marek Suski.

Check Point Research, ramię wywiadu zagrożeń firmy Check Point Software Technologies, pomógł w procesie łatania luki w komunikatorze WhatsApp, która mogła pozwolić hakerom na wysłanie złośliwego czatu grupowego, który spowodowałby awarię aplikacji wszystkich członków grupy. Aby odzyskać aplikację WhatsApp, użytkownicy musieliby ją odinstalować i zainstalować ponownie, a następnie usunąć grupę zawierającą wiadomość.

Aby utworzyć złośliwą wiadomość, która miałaby wpływ na grupę WhatsApp, „zły aktor” musiałby być członkiem grupy docelowej (WhatsApp pozwala na maksymalnie 256 użytkowników na grupę). Używając WhatsApp Web i narzędzi do debugowania swojej przeglądarki internetowej, mógłby edytować określone parametry wiadomości i wysłać edytowany tekst do grupy. Ta edytowana wiadomość spowodowałaby awarię u wszystkich członków grupy, uniemożliwiając im dostęp do wszystkich funkcji WhatsApp, dopóki nie zainstalują aplikacji ponownie i nie usuną grupy ze złośliwą wiadomością.

Oded Vanunu, szef działu badań nad lukami bezpieczeństwa produktów w firmie Check Point, powiedział: – Ponieważ WhatsApp jest jednym z wiodących na świecie kanałów komunikacji dla konsumentów, firm i agencji rządowych, możliwość uniemożliwienia korzystania z WhatsApp i usunięcie cennych informacji z czatów grupowych jest potężną bronią dla hakerów. Wszyscy użytkownicy WhatsApp powinni zaktualizować aplikację do najnowszej wersji, aby uchronić się przed tym potencjalnym atakiem.

Check Point Research przekazało swoje ustalenia WhatsAppowi 28 sierpnia 2019 r. WhatsApp potwierdził je i opracował poprawkę, aby rozwiązać problem, który jest dostępny od wersji WhatsApp 2.19.58. Użytkownicy powinni ręcznie dokonać aktualizacji swojego oprogramowania.

– WhatsApp zareagował szybko i odpowiedzialnie, by opracować zabezpieczenie przed wykorzystaniem tej luki – powiedział Oded Vanunu.

– WhatsApp bardzo ceni pracę społeczności technologicznej, w utrzymaniu silnego bezpieczeństwa dla naszych użytkowników na całym świecie – powiedział Ehren Kret, inżynier oprogramowania WhatsApp. – Dzięki odpowiedzialnemu zgłoszeniu z Check Point, szybko rozwiązaliśmy ten problem już w połowie września. Niedawno dodaliśmy również nowe elementy sterujące, aby uchronić użytkowników przed dodaniem do niechcianych grup, unikając w ten sposób komunikacji z niezaufanymi podmiotami.

Wnętrzarskie wybory Polaków: co kupowaliśmy w 2019 roku?

Coraz chętniej poszukujemy w internecie mebli wypoczynkowych – zainteresowanie tą kategorią wzrosło aż o 25% względem ub. roku. W które elementy wyposażenia inwestowaliśmy najczęściej? Wnętrzarskie wybory ostatnich 12 miesięcy podsumowuje Homebook.pl.

Jak pokazują dane Homebook.pl – platformy, która prezentuje ofertę większości sklepów i marek wnętrzarskich w Polsce – użytkownicy najczęściej poszukiwali produktów z kategorii oświetlenie – głównie lamp wiszących (3,5 mln klików). Tuż za nimi znalazły się łóżka  (2,4 mln klików) oraz narożniki  (1,6 mln klików). Dalsze pozycje tej listy przypadły stolikom i ławom do salonu, sofom oraz krzesłom kuchennym. Okazuje się, że w 2019 chętniej niż w 2018 kupowaliśmy przez internet meble wielkogabarytowe, rzadziej dekoracje (wśród których prym wiodły lustra i zegary).

Na tropie inspiracji: salon i kuchnia

Obecna ścieżka zakupowa klientów, którzy zastanawiają się nad urządzaniem  konkretnego pomieszczenia, rozpoczyna się od przeglądania inspiracji dostępnych w sieci. Dopiero na podstawie wybranych aranżacji podejmowana jest decyzja o zakupie produktów w wybranym stylu. Według danych Homebook.pl, platformy gromadzącej niemal 700 tysięcy zdjęć pomieszczeń, wynika, że użytkownicy w 2019 roku najczęściej poszukiwali w sieci pomysłów na urządzenie salonu (30% odsłon wszystkich zdjęć inspiracyjnych platformy)

Na drugim miejscu znalazła się kuchnia – serce domu, uzyskując wynik 29% odsłon. W tej kategorii największą popularnością cieszyły się inspiracje prezentujące kuchnie w stylu nowoczesnym oraz połączenie salonu z aneksem kuchennym. W trzeciej kolejności użytkownicy portalu byli zainteresowani konceptami związanymi z urządzaniem łazienki (23%). Co istotne, w przypadku wszystkich pomieszczeń, internauci szukali pomysłów na aranżację wnętrz kompaktowych, gdzie kluczowym kryterium  był niewielki metraż.

Marketplace’y  na tropie okazji

W polskim e-commerce zmniejsza się skala efektu ROPO, czyli tendencji do poszukiwania informacji o produktach i usługach w internecie, które będą jednak zakupione w sklepach tradycyjnych.

Potwierdza to raport Gemius, według którego odsetek osób kupujących online wzrósł do poziomu 62%, czyli o 6% względem 2018 roku. Zmiana ta może wynikać z rosnącej popularności smart shoppingu – trendu związanego z rozsądnymi zakupami w okazyjnych cenach. Sklepy internetowe ułatwiają  nam realizację przemyślanych zachowań konsumenckich m.in. poprzez dedykowane akcje promocyjne. Potwierdzają to statystyki platformy Homebook.pl, według których największa aktywność konsumentów przypada na okres zimowych wyprzedaży. Tylko w grudniu średnia wartość pojedynczej transakcji w obrębie najpopularniejszej kategorii wyniosła 508 zł.

Jednym z głównych czynników, który decyduje o rosnącej popularności marketplace’ów oraz e-sklepów jest rozbudowana oferta, większa niż w przypadku sklepów tradycyjnych. Dodatkową zaletą platform  takich jak Homebook.pl jest gromadzenie oferty kilkuset sklepów w jednym miejscu, co w przypadku produktów wyposażenia wnętrz, dla wielu konsumentów pozostaje kluczowe.

Jak szacują eksperci Homebook.pl, według prognoz na rok 2020 możemy spodziewać się kontynuacji wzrostów sprzedaży online w kategorii dom i wnętrze oraz rosnących tendencji zakupowych w obszarze mebli oraz sprzętu RTV/AGD.

Na polski rynek wchodzi nowy format reklamy w grach mobilnych

Agencja marketingu mobilnego Mobiem Polska, należąca do Grupy INTERIA.PL, rozpoczęła współpracę z firmą Adverty w zakresie możliwości umieszczania niestandardowych i nieinwazyjnych reklam w grach mobilnych. W rezultacie na polskim rynku pojawia się nowa usługa, przeznaczona nie tylko dla reklamodawców. Zyskają też developerzy gier, którzy dostaną możliwość monetyzacji swoich powierzchni reklamowych. Otrzymają również dostęp do danych wg najnowszych wskaźników, m.in. poziomu skupienia widoczności użytkownika na danym przekazie. Gracze zaczną oglądać reklamy w zupełnie neutralny sposób, np. jako elementy rozgrywających się scen. Z kolei unikalna technologia BrainImpression dodatkowo zoptymalizuje ich widoczność.

– Na  mocy porozumienia nasza agencja stała się wyłącznym przedstawicielem Adverty na polskim rynku. Stwarza to reklamodawcom dostęp do potencjalnych klientów za pośrednictwem innowacyjnego i nieinwazyjnego rozwiązania. Ponadto właściciele gier mobilnych zyskują nowe możliwości monetyzacji swoich aplikacji. Reklama in-app, bo o niej mowa, doskonale sprawdza się na wielu zagranicznych rynkach. Obok prezentacji marki, istnieje też możliwość wypróbowania innowacyjnego formatu VR – mówi Norbert Kowalski, prezes zarządu Mobiem Polska.

Dotychczas branża reklamowa była głównie skupiona na efektywności w postaci zdobywania tzw. klików. Jednak w grach mobilnych takie rozwiązanie nie do końca się sprawdza. Często po kliknięciu użytkownik jest wyrzucany z aplikacji. Adverty oferuje formaty będące elementami samej rozgrywki, które nie przeszkadzają w graniu. Z kolei opatentowana technologia BrainImpression optymalizuje widoczność reklam.

– W nowej formule możemy zaproponować rynkowi promocję marki w przyjaznym kontekście, który ułatwia przyswajanie i zapamiętywanie przekazu. Z kolei transparentność produktu pozwoli na mierzenie efektywności reklam standardowymi dla tego rynku narzędziami. Jednocześnie klienci otrzymają dostęp do dodatkowych statystyk i wskaźników, z którymi wcześniej nie mieli do czynienia – stwierdza Michał Giera, Head of Mobile Product Mobiem Polska.

Nowe rozwiązanie pozwala również na zaawansowane targetowanie, dotyczące m.in. wieku, płci czy zainteresowań. Najwięcej możliwości stwarza to firmom z branży przekąsek, fast foodów, napojów i szeroko pojętej rozrywki, ale nie tylko. Z kolei Mobiem Polska ma obecnie największe zasięgi w tak popularnych grach, jak Subwaysurfers oraz CriticalOps. Łącznie to daje ok. 250 tysięcy graczy. Zgodnie z założeniami będzie tworzony produkt w zakresie rozwoju współpracy z polskimi developerami gier. To oznacza, iż w krótkim czasie agencja zaoferuje znacznie wyższe zasięgi.

Mity przysłaniają fakty. Co naprawdę przyniesie #Polskie5G?

5G zmienia świat, a Polska także chce uczestniczyć w technologicznym wyścigu i zaczyna rozwijać #Polskie5G. Podejmowane są pierwsze działania, jednak na razie przynoszą one więcej pytań niż odpowiedzi. Część niewiadomych oraz wątpliwości może rozwiać analiza mitów i faktów na temat technologii – wskazują eksperci rynku telekomunikacji i technologii DNB Bank Polska.

Polski rząd wspólnie z przedstawicielami branży podpisał memorandum w sprawie spółki #Polskie5G, czyli operatora hurtowego sieci komórkowej na bazie pasma 700MHz. Urząd Komunikacji Elektronicznej rozpoczął natomiast konsultacje w sprawie aukcji jednego z pasm wykorzystywanych przez technologię (3,6 GHz). Potrwają one do 10 stycznia 2020 i ich finałem będzie aukcja, która pozwoli na podział częstotliwości pomiędzy operatorów (planowo dla czterech). Proponowana cena wywoławcza to 450 mln zł za pasmo. Rynek liczy, że taka inwestycja szybko się zwróci. Wszyscy są zgodni, że rozwój technologii może przynieść wiele korzyści, jednak sama budowa, operowanie i rozwój systemu są dziś tematem gorącej debaty. W ocenie ekspertów obecnych na konferencji Inspiring Connections zorganizowanej przez DNB Bank Polska jednym z kluczowych zagadnień jest koszt związany z 5G. Szacuje się, że może on sięgać 11-20 mld zł.

Nowe rozwiązania, jakie powstaną w wyniku rozwoju technologii 5G to trzy elementy. Pierwszym jest ulepszony internet mobilny. Drugi to błyskawiczna i niezawodna komunikacja radiowa, zwłaszcza tam, gdzie ma ona krytyczne znaczenie. Trzecim jest masowa komunikacja maszyn z maszynami. Oznacza to, że możliwości zastosowania 5G, jakie widzimy już teraz, jest bardzo dużo, a wraz z rozwojem technologii może pojawić się ich jeszcze więcej – mówi Szymon Adamczyk, Dyrektor Departamentu Komunikacji i Technologii w DNB Bank Polska.

Mity i fakty – czy technologia ma swoje ograniczenia?

Rynek wiąże z 5G duże oczekiwania. Do krótkiej charakterystyki najczęściej używa się trzech cech: wyższa prędkość przesyłu danych, większe zużycie danych i niższe opóźnienie i to jest fakt. Wyobrażenia co do dalszego rozwoju świata telekomunikacji są jednak częściowo zniekształcone przez błędne przekonania. Dotyczą one zarówno samego rozwoju technologii, jak i możliwości jej wykorzystania.

Mit pierwszy: Wzrost zużycia danych nie ma ograniczeń – świadczy o tym średni wzrost zużycia danych, który w ostatnich pięciu latach rósł w tempie 60 proc. Przyczyniają się do tego rosnąca powszechność i dostępność smartphonów oraz streaming video, który odpowiada za około 60 – 80 proc. całego ruchu w internecie.

Fakt: Wzrost zużycia danych ma ograniczenia – szybki wzrost zapotrzebowania na użycie danych to w dużej mierze efekt coraz bardziej powszechnego dostępu do technologii; w 2018 roku 80 proc. wzrostu pochodziło z Chin i Indii, czyli dużych, nienasyconych jeszcze rynków. Ograniczeniami dla dalszego wysokiego tempa wzrostu są same urządzenia (m.in. wielkość wyświetlacza) oraz czas, który użytkownicy mogą poświęcić na ich użytkowanie. Branżowe analizy wskazują, że dalszy rozwój technologii i możliwości przesyłowych może być szybszy niż tempo wzrostu konsumpcji danych, co doprowadzi do większej podaży ruchu internetowego niż faktyczne zapotrzebowanie.

Biorąc pod uwagę możliwości rozwoju sieci 5G wydaje się, że tempo wzrostu użycia danych będzie spadać, m.i.n. dzięki rozwojowi technik kompresji wideo. Z drugiej strony tempo wzrostu przepustowości sieci będzie rosnąć szybciej niż wzrost konsumpcji danych. Stąd wniosek, że w przyszłości podaż przepustowości będzie wyższa niż konsumpcja danych – wskazuje Szymon Adamczyk.

Mit drugi: Technologia 5G ma jedynie pozytywny wpływ na środowisko i człowieka. Zastosowanie nowoczesnych technologii pozwala na oszczędzanie energii i w efekcie obniża ślad węglowy i przyczynia się do polepszenia jakości życia. Jednym z kluczowych obszarów jest transport, którego rozwój w stronę aut autonomicznych oraz wykorzystaniu energii elektrycznej, będzie możliwy m.in. dzięki 5G. Technologia pozwoli zwiększyć nie tylko bezpieczeństwo, ale także wydajność jazdy samochodów.

Fakt: 5G pozwala w prawdzie optymalizować procesy, ograniczać zużycie energii a co za tym idzie ograniczać emisję CO2, ale sam w sobie przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych. Badania wskazują, że obecnie sektor telekomunikacji odpowiada za około 4 proc. emisji gazów cieplarnianych, a dla porównania wszystkie samochody na świecie odpowiadają obecnie za 7 proc. emisji.

Sektor telekomunikacji zostawia po sobie ślad węglowy. Zarówno produkcja sprzętu telekomunikacyjnego tj anten, serwerów, smartphonów, ich transport i użytkowanie; każdy SMS, połączenie głosowe, minuta filmu, etc. można przeliczyć na gram emitowanego CO2, ale co ważniejsze ca. 60 proc. ruchu w Internecie to czysta rozrywka. Już teraz widzimy rosnącą świadomość zarówno firm i konsumentów o tym, że każda wizyta w sieci to zużycie prądu. To czy centrum danych, w którym zawieszona jest dana strona www jest zasilane energią konwencjonalną czy odnawialną, ma duże znaczenie – mówi Szymon Adamczyk.

Mit trzeci: Możliwość zastosowania 5G dotyczy jedynie rozwiązań biznesowych. Będąc bardziej precyzyjnym, wiele firm ma wątpliwości czy istnieje zapotrzebowanie na niskie latency oraz na dane w aplikacjach konsumenckich.

Fakt: Okazuje się, że zapotrzebowanie na szybki przesył danych i małe opóźnienia rośnie wraz z rozwojem rozwiązań chmury, AR (rozszerzona rzeczywistość) oraz VR (wirtualna rzeczywistość). Na przykład gry komputerowe mogą być coraz bardziej udoskonalane bez dodatkowych kosztów dla użytkownika, ponieważ szybkie i stabilne połączenie 5G odciąża sprzęt. Technologia stwarza także dodatkowe pole dla marketingu tzw. in-game advertising. Innym przykładem jest C-V2X. Skrót ten oznacza Cellular Vehicle-To-Everything, czyli standard komunikacji między samochodami podłączonymi do sieci komórkowej a otoczeniem, który staje się podstawą autonomicznych systemów prowadzenia pojazdów. Inteligentne rozwiązania dotyczą także domu (tzw. Smart Home).

Mit czwarty: Nawet jeśli konsumenci rozpoznają korzyści zastosowania 5G, to nie będą chcieli dodatkowo płacić za usługi w nowej technologii. Koszt będzie przewyższał potencjalne korzyści.

Fakt: Rozwiązania 5G są bardziej kosztowne, jednak badania Ericsson Consumer Lab wskazują, że konsumenci mają pozytywne podejście do 5G (ale pod pewnymi warunkami). Okazuje się, że zainteresowanie usługą oraz skłonność do zapłacenia za nią jest wyższa, gdy konsumenci widzą realną korzyść. Chodzi o rozwiązania możliwe do zastosowania lub rozwijane już dzisiaj, np. AR, autonomiczne samochody, roboty, smart home. Dużo mniejszy entuzjazm i chęć ponoszenia dodatkowych kosztów dotyczy rozwiązań futurystycznych takich jak wirtualne uczestnictwo w wydarzeniach live, rozszerzona rzeczywistość na przedniej szybie samochodu czy domowe roboty.

Technologia 5G jest postrzegana jako jeden z kluczowych elementów technologicznej rewolucji. Okazuje się, że jest ona często bliżej niż sądzimy. Rozprawienie się z mitami na temat 5G udowadnia, że ma ona wartość zarówno dla biznesu, jak i użytkowników. Jak wskazuje DNB Bank Polska w krajach takich jak Niemcy czy Finlandia operatorzy oferują technologię, która wcale nie musi być wiele droższa (w Niemczech około 20 proc. więcej względem 4G) oraz może z powodzeniem zastąpić tradycyjne połączenia (w Finlandii zastępuje internet kablowy). Oczywiście tak jak każde przedsięwzięcie niesie ze sobą wiele wyzwań. Dziś w dużej mierze od uczestników rynku zależy, w którą stronę rozwinie się #Polskie5G.

Zapraszamy na Targi Franczyza Expo 2020

Już 7 marca 2020, w prestiżowej części PGE Narodowego – Business Club odbędzie się wyjątkowe wydarzenie biznesowe Targi Franczyza Expo 2020.

Targi Franczyza Expo – To już druga edycja, międzynarodowych targów franczyzy. Ponad 900 m2  przestrzeni wystawienniczej, 100 konceptów franczyzowych z różnych branż, wyjątkowa konferencja edukacyjna dla przyszłych franczyzobiorców, dedykowane spotkania biznesowe business matching, moderowany networking oraz konsultacje ekspertów. To wszystko w jeden dzień, w części Business Club PGE Narodowego w Warszawie.

Dlaczego warto zaprezentować swoją ofertę?

Po sukcesie pierwszej edycji targów i ogromnym zainteresowaniu odwiedzających, przenosimy się do najbardziej prestiżowej części PGE Narodowego, do Business Club. Swoje oferty zaprezentują czołowe na rynku polskim firmy, które bardzo aktywnie poszukują przyszłych franczyzobiorców.  Odwiedzający będą mieli szanse poznać m.in. pomysły na franczyzę bez wkładu własnego, pomysły na biznes w domu oraz dowiedzieć się dlaczego warto postawić na znaną markę i sprawdzony pomysł. Odwiedzający będą mieli możliwość wyboru licencji franczyzowych z wielu branż. Wśród wystawców pojawią się sieci franczyzowe takie jak Xtreme Fitness Gyms, Natur House, Remax, Carrefour Express, Lodolandia, Magic School, Yasumi , Blinkee.city, Ezo Edukacja, Matplaneta czy Drogerie Natura. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęła Krajowa Izba Gospodarcza.

Co czeka na wystawców ?

900 m2 strefy wystawienniczej – czyli przestrzeń gdzie franczyzodawcy będą mieli okazję przeprowadzić dziesiątki rozmów, które będą decydować o rozpoczęciu współpracy. Ponad 15 sektorów franczyzowych pod jednym dachem i wysoki standard wykończenia stoisk.

Dotarcie do odwiedzających  Kilkadziesiąt gotowych i sprawdzonych pomysłów na biznes w pierwszej edycji przyciągnęło 1500 osób szukających dodatkowych zarobków oraz inwestorów z Polski i z zagranicy.

Bezpłatne warsztaty dla wystawców Przed rozpoczęciem wydarzenia organizujemy dedykowane dla wystawców szkolenie z autoprezentacji biznesowej.

Nowa strefa konsultacji – strefa gdzie doradcy od franczyzy będą odpowiadać na ogólne pytania przedsiębiorców.

Business Matching, czyli dedykowane 15 minutowe spotkania biznesowe między franczyzodawcą, a potencjalnym franczyzobiorcą.  Ciesząca się zainteresowaniem forma bezpośrednich, konkretnych spotkań umawianych za pomocą nowej aplikacji mobilnej.

Franchising Awards – prestiżowy konkurs dla sieci franczyzowych. Uczestnicy targów będą mogli oddać swój głos przez aplikację mobilną i ocenić oferty sieci w kategorii Franczyza Roku, Innowacja Roku oraz Debiut Roku. Wystawcy rywalizują o nagrody, a miejsca, które zajmą są zależne od ocen odwiedzających w aplikacji.

Do kogo skierowane jest wydarzenie?

Targi Franczyza Expo 2020 to wydarzenie dla aktualnych liderów biznesu, którzy chcą powiększać swoje sieci franczyzowe i rozwijać swoją markę oraz przedsiębiorców poszukujących konkretnych ofert, inspiracji oraz trendów we franczyzie. Więcej informacji o programie i biletach na https://franczyzaexpo.pl/.

1 dzień, 100 konceptów franczyzowych, 1500 franczyzobiorców. Nowe możliwości, unikatowe wydarzenia towarzyszące, prestiżowa lokalizacja.

Aktualne informacje o wystawcach, patronach medialnych oraz wydarzeniach towarzyszących na facebooku/FanczyzaExpo oraz linkedin/TargiFranczyzaExpo.

Organizatorem wydarzenia jest IC Events II – doświadczony i najszybciej rozwijający się organizator branży targowo – konferencyjnej w Polsce.

Mniej nowych miejsc pracy w transporcie i logistyce

Od stycznia do marca nowego roku 7% przedsiębiorstw z sektora transportu i logistyki będzie rekrutować nowych pracowników, podczas gdy żadna z firm w tej branży nie planuje zwolnień. Kandydaci będą mieli możliwość znalezienia nowej pracy, ale ofert będzie mniej niż przed rokiem, a konkurencja o miejsce pracy większa. Raport ManpowerGroup potwierdza też, że branża transportu i logistyki będzie w najbliższych miesiącach stabilnym miejscem do pracy – 9 na 10 firm nie planuje żadnych zmian związanych z zatrudnieniem.

Według raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od stycznia do marca 2020 roku 7% przedsiębiorstw zajmujących się transportem i logistyką chce powiększać swoje zespoły, żadne nie prognozuje redukcji etatów, 90% nie przewiduje zmian personalnych a 3% nie zna swoich planów na najbliższe trzy miesiące. Prognoza netto zatrudnienia (różnica pomiędzy odsetkiem pracodawców planujących wzrost i spadek zatrudnienia) wynosi +7%.

– Najbliższy kwartał będzie spokojniejszy dla firm i nie zapowiada tak intensywnej jak w ostatnich miesiącach walki o kandydata. Osoby poszukujące nowego zatrudnienia nie będą mogły przebierać w ofertach, ale opcja zmiany pracy nadal będzie dostępna. Firmy w dalszym ciągu powinny utrzymać atrakcyjne oferty i zachować intensywne sposoby poszukiwania kandydatów, ponieważ wzrosty zatrudnienia w transporcie i logistyce nadal będą notowane. W pierwszym kwartale roku największe perspektywy znalezienia nowej pracy czekają na pracowników niższego szczebla niewykwalifikowanych oraz wykwalifikowanych jak operatorzy wózka widłowego. Poszukiwani będą również kierowcy samochodów ciężarowych, których niedobór jest silnie odczuwalny. W cenie w kolejnym roku będą też stanowiska związane z tendencją automatyzacji procesów logistycznych i magazynowych – wyjaśnia Kamil Sadowniczyk, dyrektor w agencji rekrutacyjnej Manpower.

Prognoza rekrutacyjna polskich firm jest niższa o 3 punkty procentowe w stosunku do ubiegłego kwartału oraz o 11 punktów procentowych w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. To wynik najniższy od wiosny 2013 roku. Choć wyraźnie zmalał odsetek firm deklarujących zwiększenie zatrudnienia, to wzrósł udział przedsiębiorstw, które chcą zachować obecną liczbę zatrudnionych.Mniej nowych miejsc pracy w transporcie i logistyce

– Najwyższy sezon w logistyce i transporcie mamy już za sobą i przypada on na ostatni kwartał roku. Pozostaje jednak grupa przedsiębiorstw, specjalizujących się w obsłudze poświątecznych zwrotów, która właśnie w pierwszym kwartale będzie potrzebowała najwięcej rąk do pracy. Branża związana z transportem i logistyką będzie się w dalszym ciągu rozwijać, ale duże wzrosty w zatrudnieniu zostały już zrealizowane w minionych kwartałach, stąd w najbliższych miesiącach prognozy rekrutacyjne firm są mniej optymistyczne. Jeśli 90% firm planuje utrzymanie swoich obecnych zasobów personalnych, to zachowanie ich przy konieczności zapewnienia pracowników w sytuacjach rotacji wymaga otwartych procesów rekrutacyjnych, które będą generować ruch na rynku pracy – dodaje Sadowniczyk.

W ramach raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” zapytano też pracodawców z państw regionu EMEA (Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki) o ich plany rekrutacyjne na pierwszy kwartał roku. W transporcie i logistyce o nową pracę będzie najłatwiej w Grecji (+24%) i w Rumunii (+13%). Polska z wynikiem +7% jest dziesiątym z 26 rynków w regionie. Dla porównania w Niemczech i w Holandii prognoza wynosi po -5%, w Irlandii i w Wielkiej Brytanii po -4%, co jest zapowiedzią zwolnień w tej branży.

– W Europie Zachodniej operatorzy logistyczni szukają krajów bardziej atrakcyjnych pod kątem kosztów zatrudnienia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby klientów w Europie Zachodniej obsługiwać logistyczne z pozycji Europy Środkowej. Firmy korzystają z takiego rozwiązania i przenoszą etaty do Polski. Dlatego pomimo spadków prognoz rekrutacyjnych na Zachodzie, my nadal notujemy wzrosty w zatrudnieniu i korzystamy z wyższych kosztów pracy u naszych zachodnich sąsiadów. Logistyka to branża, w której stosunkowo łatwo przenieść etaty z jednego magazynu do innego, zlokalizowanego w Polsce lub w Europie Środkowej. Transport i logistyka mogą być nawet buforem dla naszego rynku w warunkach spowolnienia gospodarczego. Duża liczba nowo powstających magazynów oraz rozwój branży e-commerce, która z kolei napędza polski transport, pomogą częściowi uchronić gospodarkę przed spowolnieniem – tłumaczy Sadowniczyk i dodaje – Wyzwaniem dla rozwoju biznesu w Polsce będzie z pewnością duży deficyt rąk do pracy, który wymusza wzrost płac. Szczególnie dotyczy to stanowisk najniżej wykwalifikowanych, a także kierowców, spedytorów oraz operatorów wózków widłowych, których brakuje na polskim rynku pracy. To profile zawodowe najczęściej występujące w tej branży. Sektor logistyki powinien również cechować się dużą elastycznością i potrzebuje kandydatów mobilnych, skłonnych do pracy w różnych sezonach u różnych pracodawców – uzupełnia ekspert Manpower.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Od 1 stycznia za prąd zapłacimy więcej – WSZYSCY

17 grudnia o godzinie 15.00 Prezes Urzędu Regulacji Energetyki rozwiał wszelkie wątpliwości związane ze stawkami za energię, jakie przyjdzie nam zapłacić od 1 stycznia 2020 roku. Niespodzianki nie było ponieważ nasze rachunki od początku roku będą wyższe. Na chwilę obecną najgłębiej do kieszeni będą musieli sięgnąć mieszkańcy południa Polski czyli klienci firmy Tauron. U pozostałych odbiorców rachunki również wzrosną.

Zachowana na chwilę obecną zostaje wprawdzie stawka za 1 kWh energii elektrycznej czynnej (potocznie nazywana ceną prądu) u osób rozliczających się na tzw. stawkach taryfowych, ale wyższe będą opłaty za dystrybucję prądu. Finalnie zapłacimy więcej za prąd już od 1 stycznia – wszyscy.

Która grupa odbiorców najbardziej odczuje wzrost cen prądu?

Tak drastyczny wzrost cen rok do roku w przypadku firmy Tauron (pozostali sprzedawcy wnioskują do URE o jeszcze większy wzrost cen) to skutek przede wszystkim zamieszania na rynku jakie powstało po wprowadzeniu tzw. ustawy zamrażającej ceny prądu. Nic dziwnego, że w 2020 roku podwyżka całego rachunku na poziomie ponad 12% będzie bardzo odczuwalna. Klienci firmy Tauron, którzy zużywają ok. 1 MWh rocznie zapłacą ponad 50 złotych więcej, z kolei rodzina 2+4 zapłaci ponad 250 złotych wyższy rachunek za prąd. Pozostali odbiorcy energii elektrycznej, korzystający z usług innych Państwowych Spółek zapłacą również od 1 stycznia wyższe rachunki. Urząd na dzień dzisiejszy zatwierdził stawki za dystrybucję prądu i utrzymał dotychczasową wysokość opłat za 1 kWh energii elektrycznej czynnej. Stało się tak dlatego, że 3 pozostałe przedsiębiorstwa energetyczne czyli PGE, Enea i Energa domagały się jeszcze większych podwyżek od Tauronu. URE się nie zgodziło. Sprzedawcy prądu mogą się jednak w każdej chwili od tej decyzji odwołać – co z pewnością uczynią. Zapewne efekt będzie taki, że URE zgodzi się na podwyżkę samego składnia z rachunku odpowiadającego za sprzedaż prądu na poziomie ponad 20%, co finalnie spowoduje jeszcze większe podwyżki u klientów rozliczających się na tzw. stawkach taryfowych u pozostałych sprzedawców.

Jak wzrost cen prądu wpłynie na udział kosztów dystrybucji i sprzedaży w całym rachunku?

Wracając do firmy Tauron i jej klientów, którzy jako jedyni w komplecie (sprzedaż i dystrybucja) mają na chwilę obecną zamknięty temat związany z zatwierdzaniem cen, sprawdźmy jak zmienił się udział kosztów związanych z zakupem energii elektrycznej i dystrybucji prądu w samym rachunku. Okazuje się, że nowe taryfy wpłynęły na odwrócenie udziału tych dwóch składników w porównaniu z rokiem ubiegłym. Biorąc pod uwagę stawki tylko i wyłącznie firmy Tauron na rok 2020, pierwszy raz od czerwca 2013 roku ponad 50%
kosztów na rachunku to te związane z zakupem prądu (dokładnie 53,92%) a nieco ponad 46% to koszty dystrybucji energii.

W jakiej grupie taryfowej podwyżki są bardziej odczuwalne – G11 czy G12?

Podwyżka ceny energii elektrycznej czynnej na poziomie 19,92% dotyczy taryfy G11. Jest jednak spora grupa odbiorców, która rozlicza się w oparciu o taryfę G12. Charakteryzuje się ona tym, że w ciągu doby pobieramy prąd w dwóch strefach czasowych: dziennej – droższej i nocnej – tańszej. Tutaj podwyżki są również odczuwalne i wynoszą dokładnie 19,97% w przypadku strefy dziennej i 19,99% w strefie nocnej.

Osoby ogrzewające domy prądem zapłacą wysoki rachunek!

Wspomniana taryfa G12 czy też G12w dominuje u osób, które swoje domy ogrzewają energię elektryczną. To ta grupa odbiorców prądu odczuje w swoich portfelach najbardziej skutki podniesienia cen energii. Rocznie koszt ogrzewania energią elektryczną może wzrosnąć nawet o ponad 1 tysiąc złotych.CENY-PRADU-2020-INFOGRAFIKA-OE

Rynek biurowy w Warszawie kwitnie

Warszawski rynek powierzchni biurowej rośnie w szybkim tempie. Całkowite zasoby w stolicy na koniec III kwartału br. osiągnęły prawie 5,6 mln m kw. Prawie jedna czwarta istniejących zasobów ma mniej niż 5 lat, a w ciągu następnych dwóch lat sektor odnotuje przyrost o kolejne ponad 10% powierzchni. Rok 2019 może być kolejnym rekordowym okresem pod względem wielkości najmu powierzchni biurowej, na co wskazują dotychczasowe tegoroczne wyniki. Poziom popytu windują umowy najmu podpisywane na rekordowo duże powierzchnie, jak chociażby wynajęcie przez mBank niemal całej powierzchni w wieży biurowej kompleksu Mennica Legacy Tower.

Pod koniec trzeciego kwartału br. na stołecznym rynku w fazie budowy znajdowało się ok. 774 600 m kw. powierzchni biurowej, z czego aż 88% zlokalizowana jest w strefie Centrum. Na tę część stolicy przypadła również największa ilość oddanej do użytku nowej podaży, a to za sprawą m.in. trzech nowych inwestycji: Generation Park Z (17 300 m kw.), drugiej fazy kompleksu Spark (15 700 m kw.) oraz kameralnego biurowca położonego w odnowio­nej kamienicy przy ul. Poznańskiej 37 (3 000 m kw.). Drugą pod względem wolumenu nowej powierzchni była strefa Korytarz Jerozolimskie (prawie 30 000 m kw.) z oddanymi do użytku czterema obiektami w dzielnicy Włochy. Największym obiektem oddanym do użytku jest Wola Retro (24 500 m kw. ), zlokalizowana przy ulicy Skierniewickiej w strefie Zachód. Warto również zwrócić uwagę na rynek powierzchni biurowych po prawej stronie Wisły, który powoli się rozwija, szczególnie za sprawą kolejnych etapów obiektów Centrum Praskiego Koneser. Budowa metra po praskiej stronie zdecydowanie wspomaga rozwój tej części miasta i kreuje nowe lokalizacje. Znaczący wzrost nowej podaży planowany jest na lata 2020-2021, pod warunkiem, że nie nastąpi przesunięcie terminów ukończenia wybranych inwestycji.

Podstrefy Centralny Obszar Biznesu i Centrum-Zachód niezmiennie cieszą się ogromnym zainteresowaniem zarówno deweloperów jak i najemców. Okolice ronda Daszyńskiego stają się kluczowym hubem biurowym stolicy. Odwiedzając tamte rejony trudno się oprzeć wrażeniu, że znajdujemy się na wielkim placu budowy. Powstają tam m.in. takie inwestycje jak: The Warsaw Hub, Warsaw Unit, Skyliner, Mennica Legacy Tower, Browary Warszawskie czy wieżowiec Chmielna 89. Wraz z budową wymienionych obiektów trwa intensywny proces komercjalizacji, któremu towarzyszą spektakularne transakcje na duże pod względem metrażu powierzchnie. Tak znaczne zainteresowanie obu stron rynku spowodowało dalszy spadek wskaźnika pustostanów, który na koniec III kw. zarówno w Centralnym Obszarze Biznesu jak i w podstrefie Centrum-Zachód nieznacznie przekraczał 5% – Mikołaj Laskowski, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland

Wysoki popyt i ograniczony wolumen nowej podaży przełożyły się na obniżenie stopy pustostanów, który dla całej Warszawy wyniósł 8,2 % co oznacza spadek o 1,8 p. proc. w porównaniu ze stanem rok wcześniejszym. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni biurowej osiągnęła strefa Centrum – ok. 5,5%, natomiast średnia dla stref poza Centrum wyniosła ok. 10%. Najwyższy wskaźnik osiągnęła strefa Mokotów (13,7%), co w dużej mierze spowodowane jest nadal wysokim stanem pustostanów w podstrefie Służewiec (18,3%). Warto jednak podkreślić, że sytuacja w obrębie Służewca uległa poprawie – wynik na koniec III kwartału był lepszy o 1,9 p. proc. w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku. Relatywnie niewielki przyrost nowej podaży oraz spodziewane wysokie zainte­resowanie ze strony najemców mogą przynieść dal­szy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej.

W trzecim kwartale tego roku osiągnięto wysoki wolumen popytu brutto na powierzchnię – 284 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, zwiększając tym samym wynik za trzy kwartały do ponad 689 tys. m kw. Rezultat ten jest o 10% lepszy niż uzyskany w analogicznym okresie ubiegłego roku, co zapowiada kolejny rok z rekordowym poziomem popytu.

Patrycja Dzikowska
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Jednym z głównych motorów wzrostu była zawarta w lipcu br. umowa najmu przez mBank największej powierzch­ni w historii polskiego rynku biurowego (45 600 m kw.) w wieżowcu Men­nica Legacy Tower. W tym samym okresie odnotowano również dwie inne znaczące umowy dot. odnowienia najmu dużych powierzchni – przez Orange ( 44 800 m kw.) oraz T-Mobile (27 400 m kw.) – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa w BNP Paribas Real Estate Poland

Co istotne, około 40% popytu netto stanowią umowy zawarte w biurowcach będących jeszcze w trakcie budowy (tzw. pre-let). Największy udział tego rodzaju transakcji odnotowano w podstrefie Centrum – Zachód, gdzie stanowiły one aż 84% wolumenu zawartych umów – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa w BNP Paribas Real Estate Poland

Od początku roku poziom bazowych stawek czynszu dla najwyż­szej jakości aktywów w centrum miasta systematycznie rośnie. Na koniec września oscylował on pomiędzy 22 a 24 euro za m kw./ mies. Według ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland przedział ten dotyczył głównie nowych budynków, których właści­ciele muszą zbalansować obserwowany ostatnio znaczący wzrost kosztów budowy i wyposażenia powierzchni biurowych. Spodzie­wany spadek wskaźnika pustostanów oraz ograniczony wolumen nowej powierzchni w tym roku przekładają się na wzmocnienie pozycji negocjacyjnej wynajmujących i powrót rynku do poziomu równowagi najemca – wynajmujący. Sytuacja może zmienić się po dostarczeniu na rynek znaczącej ilości powierzchni, co spodziewa­ne jest w latach 2020 i 2021.

Więcej informacji o aktualnej sytuacji na rynku biurowym w Warszawie znajdą Państwo w raporcie międzynarodowej firmy doradczej BNP Paribas Real Estate pt. „Rynek powierzchni biurowych w Warszawie, III kw. 2019 r.”

Demograficzne wyzwania dla Polski

Jednym z kluczowych wyzwań stojących przed Polską jest kryzys demograficzny. To długoterminowe wyzwanie, gdyż konsekwencje kroków podjętych teraz będziemy mogli zobaczyć dopiero w przyszłości. Niemniej jednak konsekwentna walka z kryzysem demograficznym jest potrzebna już teraz, gdyż zmniejszona pula osób na rynku pracy zaczyna poważnie wpływać na naszą gospodarkę. Statystyki sugerują, że już teraz grozi nam spowolnienie gospodarcze wysokości 0,2%. Dzieje się tak, ponieważ mniejsze zasoby kadrowe wpływają na kondycję rynku pracy i odbijają się na działalności przedsiębiorstw. Zawęża się rynek konsumencki, co wpływa na obrót gospodarczy w państwie. Przyspiesza proces starzenia się społeczeństwa, co obciąża system opieki zdrowotnej i budżet państwa, wypłacający coraz więcej emerytur – rośnie liczba osób, które są wieku emerytalnym, natomiast osób pracujących na te emerytury jest wyraźnie mniej. Kryzys demograficzny już dzisiaj dotyka wielu obszarów gospodarczych Polski. Żeby mu zaradzić, musimy podjąć zdecydowane działania na kilku frontach.

– Już dzisiaj wiemy, że jest to element, który będzie wpływał negatywnie na wzrost gospodarczy w Polsce. Powinniśmy więc pracować nad poprawą tego bilansu, projektując na przyszłość różne rozwiązania – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Ważną kwestią jest polityka migracyjna. Mniej więcej sześćdziesiąt milionów Polaków rozsianych jest po wszystkich zakątkach globu – to zasób, który możemy przyciągnąć z emigracji, na którą wysłała ich sytuacja gospodarcza lub zaszłości historyczne. Dostosować należy również wytyczne polityki emigracyjnej, które pozwolą nam przyciągać nowych pracowników z Unii oraz ze Wschodu. Kolejną kwestią jest poprawa poziomu urodzeń. By podnieść dzietność Polaków, musimy zadbać o lepszą dostępność instytucji opiekuńczych i edukacyjnych, a także dopasować rynek pracy do modelu rodziny z dziećmi. Z niedawnych badań Eurostatu wynika, że trudno jest w Polsce łączyć karierę zawodową z opieką nad dziećmi. To hamuje wzrost poziomu urodzeń w naszym kraju i jednoznacznie łączy się z kolejnym obszarem polityki demograficznej – aktywizacją grup społecznych wykluczonych z rynku pracy. Wśród ich przedstawicieli, między innymi młodych matek i osób niepełnosprawnych, mamy duże rezerwy kadrowe. Musimy nauczyć się je wykorzystywać – wzorem naszych sąsiadów, gdzie poziom aktywności zawodowej jest o prawie 10% wyższy. Pracując w wymienionych obszarach nie uda nam się jednak całkowicie zaradzić depopulacji naszego kraju. Jedyne, co możemy zrobić, to zamortyzować jej skutki – ostrzega Kubisiak.

Polskie koncerny energetyczne coraz mocniej stawiają na odnawialne źródła energii. Innowacje i niskoemisyjność to ich główne cele

Do 2030 roku grupa Enea chce być innowacyjnym i niskoemisyjnym koncernem energetycznym – wynika z nowej, długoterminowej strategii rozwoju firmy. To odpowiedź na główne trendy na rynku energii. Wśród głównych zmian są m.in. nowe produkty i usługi dla klientów oparte na internecie rzeczy i technologii blockchain, wzrost wydatków na działalność innowacyjną i B+R oraz duże inwestycje w zero- i niskoemisyjne źródła energii. Tylko na rozwój OZE grupa przeznaczy 14,7 mld zł, a zarządzaniem i rozwojem tych projektów zajmie się specjalnie w tym celu powołana spółka. – Strategia grupy Enea zakłada zasadniczy wzrost udziału źródeł zeroemisyjnych, i to jest kierunek, który będzie w najbliższych latach mocno podkreślany – mówi minister klimatu Michał Kurtyka.

– Strategia grupy Enea zakłada zasadniczy wzrost udziału źródeł zeroemisyjnych, i to jest kierunek, który będzie w najbliższych latach mocno podkreślany. Mamy spadek kosztów technologii zeroemisyjnych, a jednocześnie potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego poprzez synergiczne funkcjonowanie systemu konwencjonalnego i odnawialnego – mówi minister klimatu Michał Kurtyka. – Chcemy, żeby transformacja energetyczna, która jest przed nami, doprowadziła do utworzenia w Polsce nowych sektorów, nowych wysokopłatnych miejsc pracy, była źródłem korzyści zarówno środowiskowych, jak i gospodarczych.

– Powinniśmy optymalizować nasze aktywa w kierunku bardziej akceptowalnym przez otoczenie biznesowe. Odpowiadamy na nowe trendy i wyzwania, nasza nowa strategia opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to transformacja mocy wytwórczych, a drugi filar to transformacja w kierunku innowacji i usług, które obsłużą nową strukturę rynku energii, zmieniającego się wraz z instalacjami OZE podłączanymi do sieci – mówi agencji Newseria Biznes Mirosław Kowalik, prezes zarządu Enea.

Koncern właśnie zaktualizował swoją długoterminową strategię rozwoju do 2030 roku (z perspektywą 2035 roku). Nowy dokument to odpowiedź na aktualne trendy w sektorze energetycznym, a wprowadzone w nim zmiany mają wzmocnić pozycję rynkową grupy Enea i jej przewagę konkurencyjną, głównie w zakresie obsługi klienta. Aktualizacja strategii ma też wspierać cele klimatyczne zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. Grupa stawia mocny akcent na rozwój zero- i niskoemisyjnych źródeł wytwórczych.

Transformacja aktywów wytwórczych znacząco obniży poziom jednostkowej emisji dwutlenku węgla – ta ma zostać zredukowana o 30 proc. do 2030 roku (do poziomu 550 kg CO2/MWh) i zmniejszy się jeszcze (do 434 kg CO2/MWh) w ciągu następnych pięciu lat.

– Udział OZE w 2030 roku ma osiągnąć poziom ok. 33 proc., z kolei dział źródeł niskoemisyjnych, czyli spełniających te normy, które nakłada nam UE, wyniesie 41 proc. Natomiast w 2035 roku zakładamy już blisko 60 proc. produkcji energii elektrycznej ze źródeł niskoemisyjnych, przy czym do tego czasu chcemy też utrzymać 33–35 proc. ze źródeł odnawialnych – wskazuje Mirosław Kowalik. – Wymaga to dużych nakładów inwestycyjnych. Dlatego w nowe źródła odnawialne i niskoemisyjne źródła gazowe zamierzamy zainwestować 22 mld zł.

Jak podkreśla, podstawą działalności grupy jest segment wydobycia, wytwarzania, dystrybucji i obrotu, czyli handlu energią elektryczną. We wszystkich tych czterech obszarach Enea zamierza budować dodatkową wartość dla klientów i interesariuszy. Do 2030 roku chce też zwiększyć sprzedaż energii elektrycznej klientom końcowym do poziomu 24,8 TWh, co zapewni jej 15-procentowy udział w rynku.

– Po stronie popytowej będziemy oferowali dodatkowe usługi oraz produkty dla klientów, których obsługujemy. To będą m.in. usługi operatorskie dla klientów włączających OZE albo mikroklastry, spółdzielnie energetyczne. Chcemy zagospodarować ten segment rynku i być dla klientów wiarygodnym partnerem w ich obsłudze – mówi Mirosław Kowalik.

Nowe produkty i usługi dywersyfikujące działalność Enei to drugi filar, na którym opiera się strategia koncernu. Te mają być oparte na cyfrowych technologiach, jak np. internet rzeczy i blockchain. Wdrożenie technologicznych innowacji pozwoli poprawić efektywność operacyjną oraz zarządzanie infrastrukturą i aktywami, a z drugiej strony umożliwi zaoferowanie klientom nowych usług.

– Klienci są coraz bardziej zaawansowani technologicznie. Dlatego w tym kierunku będziemy budować nowe modele biznesowe i stosować nowoczesne technologie typu IoT czy blockchain, które usprawniają i automatyzują pewne procesy. To bardzo perspektywiczny kierunek rozwoju – podkreśla Mirosław Kowalik.

Częścią zaktualizowanej strategii jest też program inwestycyjny o wartości 64 mld zł. Tylko na inwestycje w odnawialne źródła energii grupa przeznaczy 14,7 mld zł, a zarządzaniem i rozwojem tych projektów zajmie się specjalnie w tym celu powołana spółka – Enea Nowa Energia.

W 2030 roku udział wydatków na działalność innowacyjną i B+R ma już stanowić 2 proc. łącznego budżetu inwestycyjnego, a grupa ma w planach m.in. intensyfikację udziału w projektach badawczo-rozwojowych oraz przygotowań do masowego wdrożenia projektu inteligentnych sieci.

– Program inwestycyjny został oszacowany na podstawie obecnych cen aktywów wytwórczych – chodzi głównie o odnawialne źródła energii elektrycznej i aktywów gazowych. Ten program ma dwa podstawowe elementy. Pierwszy to inwestycje w transformację źródeł wytwórczych, które wyniosą blisko 27 mld. Drugi to inwestycje w dystrybucję i infrastrukturę, które pozwolą zwiększyć naszą wydolność i pojemność dla instalacji odnawialnych źródeł energii – mówi Mirosław Kowalik.

Przed świętami wydajemy coraz więcej, ale bardziej świadome. Chętniej też wyjeżdżamy na Boże Narodzenie

0

Tegoroczne wydatki Polaków przed Bożym Narodzeniem będą o 5 proc. wyższe niż przed rokiem – wynika z raportu Deloitte. Najbardziej wzrosną te związane z zakupem produktów na świąteczny stół. Jednak z roku na rok Polacy w coraz większym stopniu stawiają na odpowiedzialną konsumpcję i odchodzą od tradycyjnego modelu spędzania świąt. Wielu konsumentów rezygnuje z żywego karpia na rzecz łososia z ekologicznych połowów albo zastępuje plastikową choinkę żywym drzewkiem, które potem można przesadzić do ogródka. Upowszechnia się też moda na świąteczne wyjazdy.

– Wzorem państw zachodnich Polacy coraz częściej kupują prezenty świąteczne przez internet, to już mniej więcej co trzeci zakup. Z drugiej strony wydają pieniądze trochę inaczej niż np. mieszkańcy Wielkiej Brytanii czy Niemiec, którzy większą część budżetu świątecznego przeznaczają właśnie na podarunki dla bliskich. Polacy przeznaczają proporcjonalnie więcej na żywność kupowaną na świąteczny stół – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Jacek Kall, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Badania Deloitte „Zakupy świąteczne 2019” pokazują, że przed tegorocznymi świętami wzrosną przede wszystkim wydatki na zakupy spożywcze. Polacy zamierzają przeznaczyć na nie kwotę o 7,8 proc. wyższą w stosunku do ubiegłego roku.

– Z drugiej strony sieci detaliczne twierdzą, że dzisiaj przyrosty sprzedaży w okresie przedświątecznym są mniejsze niż kiedyś. To może świadczyć o tym, że w przeszłości kupowaliśmy rzeczy unikalne i wyjątkowe tylko raz w roku, specjalnie na święta. Natomiast teraz stały się na tyle powszechne, że nie ma już tak dużego piku sprzedażowego w okresie przedświątecznym – mówi dr hab. Jacek Kall. – Część konsumentów w Polsce zaczyna się zachowywać bardziej odpowiedzialnie, prospołecznie i przyjaźnie dla środowiska, np. nie kupują już żywej ryby, a zamiast plastikowej choinki wybierają żywe drzewko, które można potem posadzić koło domu.

Ekspert poznańskiej WSB podkreśla, że bardzo zauważalny jest trend ograniczania konsumpcji i bardziej racjonalnych, przemyślanych zakupów. Potwierdza to też badanie Euromonitora („Top 10 globalnych trendów konsumenckich na rok 2018”), które pokazuje, że konsumenci kładą coraz większy nacisk na transparentność marki i wartości, które są dla nich ważne. Średnio co piąty to minimalista, kierujący się zasadą „clean living” – kupuje mniej i rzadziej, np. wymieniając produkt na nowy, kiedy rzeczywiście tego wymaga sytuacja, a nie dlatego że na rynku pojawił się kolejny model.

– To jest bardzo silny trend, od którego już nie uciekniemy, widoczny zwłaszcza wśród młodych konsumentów, millenialsów, szczególnie w dużych miastach – mówi dr hab. Jacek Kall.

Polacy uciekają też przed konsumpcjonizmem na wakacje. Z badania serwisu Nocleg.pl wynika, że w ostatnich trzech latach odnotowano przyrost rezerwacji w okresie świąt o około 25 proc. każdego roku. Eksperci wskazali też, że najczęściej są to wyjazdy rodzinne – rezerwujący pytają hotelarzy o ofertę z kolacją wigilijną, mikołajem i atrakcjami dla dzieci, wspólnym ubieraniem choinki i kuligiem. 8 na 10 wyszukiwań dotyczy wyjazdów w polskie góry, przy czym zdecydowana większość to zapytania o Zakopane.

– Z drugiej strony mamy także wstyd przed lataniem [ukuty w Szwecji termin flygskam – red.], wywołany troską o środowisko, co może powodować, że nie będą to wyjazdy w tropiki, ale do Polski, np. w góry, lecz niekoniecznie przy suto zastawionym stole – wskazuje dr hab. Jacek Kall.

Zmieniające się zachowania konsumenckie oznaczają, że zmienić musi się też filozofia działania firm. Jedną z tych, które czeka rewolucja, będzie m.in. branża modowa, nastawiona obecnie na tzw. fast fashion, a przy tym odpowiedzialna za ok. 20 proc. globalnego śladu węglowego.

– Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że kupując kolejną sukienkę czy dżinsy, nie poprawiają sobie samopoczucia. Biorąc też pod uwagę, jak bardzo ta branża szkodzi środowisku, coraz więcej ludzi chce kupować mniej rzeczy, ale lepszej jakości, na dłuższy czas – mówi dr hab. Jacek Kall. – Ruchy konsumenckie rzeczywiście wpływają na to, że biznes zmienia swoje podejście. To nie wynika ze szlachetnych pobudek, że wielki biznes sam wpadł na to, że trzeba ograniczać ilość zużywanego plastiku i karmić nas zdrowiej. To wynika właśnie z trendów konsumenckich i oczekiwań bardziej świadomych nabywców.

Ekspert poznańskiej WSB podkreśla, że potrzebny jest złoty środek pomiędzy konsumpcjonizmem, który napędza gospodarkę, a jego ograniczaniem i trendami takimi jak zero waste, ponieważ radykalizm w którąkolwiek ze stron będzie na dłuższą metę szkodliwy.

– Jeśli nie będziemy nic kupowali, nie będziemy wyjeżdżali na wakacje, bo grozi to skażeniem środowiska, nie pomożemy gospodarce i sami nie będziemy szczęśliwi. Dlatego wskazany jest umiar i złoty środek – mówi dr hab. Jacek Kall. – Przed świętami warto się zastanowić, jak utrzymać budżet w sensownych granicach, i przemyśleć główne pozycje w wydatkach, a przede wszystkim nie popadać w euforię, która się udziela ludziom zwłaszcza w centrach handlowych, gdzie widzą tłumy i wydaje się im, że będą niezadowoleni, jeśli nie wyjdą z wielką ilością toreb. 

Co trzeci internauta płaci za dostęp do treści wideo na żądanie. Większość korzysta równolegle z kilku platform

0

Już 40 proc. polskich internautów co najmniej raz w tygodniu ogląda treści wideo dostępne na platformach VoD. Co trzeci internauta płaci za dostęp do nich – wynika z badania Mindshare Polska. Najpopularniejszą platformą jest Netflix, z którego korzysta 57 proc. internautów, na kolejnych miejscach znalazły się HBO Go i Ipla, ale co ciekawe, ponad połowa regularnych użytkowników danego serwisu systematycznie korzysta też z innych platform. Zmiany w konsumpcji mediów w Polsce zauważyli też marketerzy, którzy coraz częściej wykorzystują wideo online jako kanał promocji.

 Polscy internauci masowo konsumują wideo w internecie. Już blisko 90 proc. internautów robi to co najmniej raz w tygodniu, natomiast blisko 50 proc. codziennie lub kilka razy w tygodniu – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Chołuj, dyrektor działu badawczego w Mindshare Polska.

Z badania Mindshare Polska wynika, że bardzo często treści wideo oglądamy na platformach VoD. Codziennie lub prawie codziennie korzysta z nich blisko 40 proc. polskich internautów. Zdecydowana większość wybiera bezpłatne serwisy, ale za dostęp do VoD płaci już co trzeci internauta.

 Segment płatnych treści VoD rośnie najbardziej dynamicznie. Względem 2018 roku wzrósł już praktycznie dwukrotnie, jeśli chodzi o deklaracje tego, czy konsumenci oglądają treści płatne w internecie. Zwiększa się także częstotliwość oglądania treści płatnych – ocenia Karolina Chołuj.

Ci, którzy nie posiadają płatnej subskrypcji, tłumaczą to tym, że treści emitowane w telewizji są dla nich wystarczające lub też darmowe materiały oferowane na platformach zaspokajają ich potrzeby. Co piąta taka osoba wskazała, że nie wykupiła dostępu ze względu na wysokie koszty.

Dane Mindshare Polska wskazują, że to użytkownicy Netfliksa najczęściej płacą za dostęp do materiałów (57 proc.). Zdecydowanie rzadziej w przypadku drugiego w rankingu HBO Go (31 proc.) i trzeciej Ipla, oferującej także treści bezpłatne (20 proc.). W przypadku pozostałych platform za oglądanie treści płaci kilkanaście (Player, nc+ GO, cda.pl.) lub kilka procent (vod.pl, TVP VoD czy eKino).

– Polskich internautów ponadto cechuje korzystanie z wielu serwisów. To nie jest tak, że jak ktoś ma wykupiony abonament do jednego serwisu, to wtedy ogląda wideo głównie na nim. Największa współkonsumpcja dotyczy serwisów oferujących treści bezpłatne – zauważa Karolina Chołuj.

Średnio ponad połowa (58 proc.) regularnych użytkowników danego serwisu systematycznie korzysta też z innych platform. Najwięcej lojalnych widzów ma Netflix i HBO Go. Po materiały w innych serwisach sięga odpowiednio ok. 50 proc. i 54 proc. ich użytkowników.

– W platformach płatnych VoD Polacy najchętniej oglądają treści fabularyzowane. To segment, który najbardziej rośnie, więc to też pokazuje wzrost zainteresowania tego typu treściami. Warto zauważyć, że są to treści unikalne dla tych serwisów, których nie zobaczymy nigdzie indziej, i to głównie nakręca popyt na tego rodzaju platformy i materiały – tłumaczy ekspertka Mindshare.

Płatne serwisy VoD pod względem popularności systematycznie gonią telewizję. Trend zauważają również marketerzy – w lipcu już 15 proc. czasu emisji programów w VoD zajmowały reklamy. To tyle samo, co w przypadku TVP1 i TVP2, nieznacznie mniej niż w przypadku Polsatu (17 proc.) i TVN (20 proc.).

 Kanał wideo w internecie z jednej strony jest wartościowy, bo możemy dzięki niemu docierać do osób, które rzadko lub w ogóle nie oglądają telewizji, a z innych badań wiemy, że ten segment konsumentów rośnie. Natomiast też zauważamy dużą współkonsumpcję telewizji i kanałów wideo online, dlatego też platformy te mogą być wykorzystywane do zwiększania częstotliwości dotarcia do wybranych grup, szczególnie młodych ludzi – podkreśla Karolina Chołuj.

41 proc. konsumentów wideo na żądanie deklaruje, że szuka na platformach innych treści niż te emitowane w telewizji. Tylko nieznacznie mniej osób deklaruje, że korzysta z VoD, by oglądać filmy i seriale emitowane równolegle w tradycyjnych kanałach TV.