Innowacje wchodzą do branży spożywczej. Usprawnią komunikację pomiędzy dostawcami i producentami żywności a sklepami detalicznymi

Branża spożywcza otwiera się na innowacje. Nowe technologie mają pomóc m.in. w komunikowaniu się pomiędzy producentami i dostawcami żywności a sklepami detalicznymi. Chmurowa aplikacja przygotowywana przez Polaków ma całkowicie zautomatyzować proces komunikacji na rynku spożywczym. Z ośmiu tygodni do zaledwie kilku minut może zminimalizować czas potrzebny na zebranie dokumentacji niezbędnej w procesie budowania nowego produktu spożywczego.

– Multispec jest narzędziem bazy danych, w której dostawcy dodają specyfikację swoich produktów do chmury, z której następnie mogą korzystać różnego rodzaju podmioty spożywcze. Jest to rewolucyjne podejście, dlatego że w chwili obecnej wszelka dokumentacja wymieniana jest praktycznie mailowo, czasami nawet jeszcze listownie, a mówimy tutaj o całkowicie cyfrowym podejściu, w którym informacje są zaciągane do systemu czy do klienta końcowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Daniel Turek, założyciel MultiSpec.

Na autonomiczne systemy przetwarzania informacji w chmurze stawia m.in. firma Oracle, która zaprojektowała Oracle Autonomous Database. Narzędzie automatycznie konfiguruje bazy danych, potrafi także samodzielnie zarządzać zasobami i instalować najnowsze poprawki bezpieczeństwa dzięki wykorzystaniu systemów sztucznej inteligencji.

Firma MultiSpec postanowiła wykorzystać rozwiązania z zakresu digitalizacji procesów przetwarzania informacji, aby usprawnić funkcjonowanie branży spożywczej. Chce usprawnić komunikację pomiędzy dostawcami żywności, producentami, sklepami detalicznymi a prywatnymi łańcuchami dostaw.

– Przemysł spożywczy jest jednym z najmniej efektywnych – twierdzi Daniel Turek. – Z naszych kalkulacji wynika, że około 8 tygodni trwa zebranie dokumentacji po to, żeby rozpocząć proces projektowania nowego produktu. Z MultiSpecem można ten czas zminimalizować do kilku minut, więc jest to ogromny zysk dla firm produkcyjnych, a także dla sieci, które mogłyby bezpośrednio korzystać z takich danych.

Oprogramowanie wykorzystuje chmurę danych w roli nośnika dokumentacji, która dotychczas była wymieniana za pośrednictwem e-maili bądź drogą listowną. Dostawcy mogą przesyłać specyfikację swoich produktów do MultiSpeca, a ta może być natychmiast zaciągnięta do systemów informatycznych podmiotów spożywczych współpracujących z danym dystrybutorem.

Start-up jest obecnie na etapie poszukiwania interesariuszy oraz inwestorów. Planowany termin udostępnienia aplikacji klientom przewidziano na 2021 rok.

– Istnieją już  pewne rozwiązania, natomiast nie rozwiązują kompleksowo problemu, z którym stykają się producenci. Podchodzą do częściowych rozwiązań, jak np. wyłącznie kwestia alergenów, kwestia specyfikacji, certyfikacji trzecich stron, dostępu do wiedzy dla sieci. Natomiast Multispec jako aplikacja jest rozwiązaniem kompleksowym i jest w stanie zamienić te aplikacje, które istnieją na rynku w odpowiednim czasie – twierdzi Daniel Turek.

Według analityków z firmy Globe Newswire wartość globalnego rynku przemysłowych baz danych w 2018 roku wyniosła 65,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 155,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 11 proc.

Soundbary zamykają dźwięk przestrzenny w jednym urządzeniu. Najnowsze wyposażane są w sztuczną inteligencję

Systemy dźwięku przestrzennego funkcjonują na rynku od wielu lat, zajmują jednak dużo miejsca i są uciążliwe w konfiguracji. Soundbary rozwiązują ten problem poprzez ograniczenie liczby głośników. Na rynek trafiają już pojedyncze urządzenia, potrafiące emitować dźwięk przestrzenny oraz głębokie basy. Coraz częściej wyposaża się je także w asystenta głosowego, który pozwala kontrolować urządzenia elektroniczne za pośrednictwem komend głosowych.

– Większość telewizorów jest teraz płaska i taki jest właśnie trend. Im bardziej płaski telewizor, tym lepszy. Dźwięk wymaga jednak objętości, dlatego nasz subwoofer ma duże rozmiary – potrzebuje przestrzeni, aby odprowadzać duże ilości powietrza. Przejście ze zwykłej jakości dźwięku z telewizora na dźwięk immersyjny, jaki zapewnia soundbar robi jednak niezwykłe wrażenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jermo Köhnke z firmy Sennheiser.

Produkcją soundbarów zainteresowali się przede wszystkim producenci telewizorów klasy premium, w których nie można zainstalować porządnego systemu audio ze względu na ich cienką obudowę. Samsung zaprojektował model Q90R 7.1.4, który łączy cechy klasycznego kina domowego i kompaktowej belki audio. Sercem zestawu jest soundbar, który komunikuje się bezprzewodowo z subwooferem oraz dwoma satelitami tylnymi. Ten 17- głośnikowy system wyposażono w technologię dźwięku adaptacyjnego, która automatycznie optymalizuje brzmienie każdej sceny, aby w pełni oddać potencjał przestrzennego dźwięku Dolby Atmos.

Z technologii Dolby Atmos skorzystają także użytkownicy znacznie tańszych i prostszych konstrukcji. W 3.1-kanałowym soundbarze TCL RAY∙DANZ zaimplementowano technologię wirtualizowania kanałów dźwięku przestrzennego. Dzięki zastosowaniu głośników bocznych i skierowania toru fali akustycznej ku górze, projektantom udało się odwzorować wrażenie dźwięku dookolnego przy wykorzystaniu wyłącznie belki oraz bezprzewodowego subwoofera.

– Soundbary są coraz częściej wyposażane w technologię Dolby, umożliwiającą uzyskanie efektu dźwięku przestrzennego. Niektórzy tworzą systemy kina domowego z wykorzystaniem wielu głośników, ale naszym zdaniem jeden głośnik jest optymalnym rozwiązaniem – przekonuje Jermo Köhnke. – Instalacja wieloelementowego systemu nagłośnienia wiąże się z wieloma wątpliwościami, np. jak daleko od ściany powinno się znajdować dane urządzenie? Czy postawić subwoofer w rogu czy gdzieś indziej? To pracochłonne zajęcie, które wymaga sporo wiedzy. Kupując soundbar nie musimy się martwić o takie rzeczy, ponieważ urządzenie samo się kalibruje, a my możemy się w tym czasie zrelaksować.

Sennheiser zaprojektował swój pierwszy soundbar jako jedno urządzenie. Nie korzysta ono z zewnętrznego subwoofera, a mimo to generuje głębokie, 30-herzowe basy. Za sprawą funkcji kalibracji pozwoli dostosować brzmienie głośników do każdego pomieszczenia. Inżynierowie Sennheisera postawili na wszechstronność. Firma specjalizuje się w produkcji urządzeń audio dla melomanów, dlatego soundbar AMBEO nie tylko nada głębi produkcjom filmowym, pozwoli także w pełni cieszyć się muzyką zarejestrowaną w wysokiej jakości.

Soundbar może być jednak czymś znacznie więcej, niż tylko elementem kina domowego. Projektanci JBL zaimplementowali w swoim Link Barze system operacyjny Android TV z Asystentem Google, dzięki czemu ten sprawdzi się jako przystawka telewizyjna oraz interfejs do obsługi inteligentnego domu. Kiedy soundbar funkcjonuje w trybie czuwania, wystarczy powiedzieć „Hej, Google”, aby wywołać asystenta głosowego.

Według analityków z firmy MarketWatch wartość globalnego rynku soundbarów w 2019 roku wyniosła 2,9 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 5,77 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 14,7 proc.

W Polsce rodzi się 50 dzieci rocznie z rdzeniowym zanikiem mięśni. Od roku w Polsce chorzy są objęci leczeniem farmakologicznym powstrzymującym rozwój choroby

Na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) choruje w Polsce 800–900 osób, a co roku rodzi się ok. 50 dzieci z tym schorzeniem –​ wynika z informacji podanych przez Fundację SMA. Jest to najczęstsza genetyczna przyczyna śmierci dzieci przed 2. rokiem życia. Od roku dla pacjentów w Polsce dostępna jest nowoczesna terapia, która już zaczyna przynosić przełomowe efekty. Chorzy mają szansę odzyskać sprawność ruchową, o ile leczenie zostanie wdrożone odpowiednio szybko. W tym mogłyby pomóc badania przesiewowe.

– Rdzeniowy zanik mięśni (SMA – przyp. red.) jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, związaną z jedną konkretną mutacją w genie SMN1. W wyniku tej mutacji dochodzi do obumierania motoneuronów rdzenia kręgowego i wtórnie do osłabienia, i zaniku mięśni – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Maria Jędrzejowska z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN.

U zdrowej osoby gen neuronu ruchowego wytwarza białko, które ma kluczowe znaczenie dla funkcji nerwów kontrolujących mięśnie. Bez niego – jak w przypadku chorych na SMA – komórki nerwowe nie mogą prawidłowo funkcjonować i ostatecznie umierają, co prowadzi do wyniszczającego osłabienia mięśni, a z czasem do śmierci. Według szacunków choroba ta pojawia się raz na 6–7 tys. urodzeń.

– Mniej więcej połowa dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni choruje na tzw. postać ciężką, SMA 1 – chorobę Werdniga-Hoffmanna. Około 90 proc. dzieci z tą ciężką postacią umiera bądź rozwija niewydolność oddechową przed 2. rokiem życia – wskazuje dr Maria Jędrzejowska.

Również w przypadku SMA 2 może dojść do przedwczesnego zgonu z powodu niewydolności oddechowej. Ta postać choroby dotyka ok. 15 proc. pacjentów. Często pojawia się u dzieci, które już siedzą, ale jeszcze nie nauczyły się chodzić. Im później dojdzie do ataku choroby, tym jej przebieg jest łagodniejszy. SMA 3 pojawia się najczęściej u nieco starszych dzieci, które stawiają pierwsze kroki, lecz może także wystąpić znacznie później. Z kolei SMA 4 to najłagodniejsza postać choroby, która może się pojawić między 30. a 40. rokiem życia. Pacjenci cierpiący na łagodniejsze postaci choroby, chociaż nie są zagrożeni niewydolnością oddechową, także tracą sprawność ruchową i są uzależnieni od pomocy innych.

W ostatnich latach dla chorych na rdzeniowy zanik mięśni pojawiła się jednak przełomowa terapia. Lek nusinersen nie cofa wprawdzie skutków choroby, lecz może zahamować jej rozwój. To pierwszy skuteczny lek na SMA. W Polsce jest dostępny dla pacjentów od 1 stycznia 2019 roku.

– Efekty rocznej terapii programu lekowego „Leczenie rdzeniowego zaniku mięśni” pacjentów pediatrycznych preparatem nusinersen, można określić ewidentnym przełomem. Efekty zależą od tego, na jakim etapie choroby terapia zostanie włączona – ocenia prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej GUM.

Nusinersen daje efekty także w najcięższych przypadkach choroby, przywraca czynności ruchowe albo umożliwia ich pojawienie się po raz pierwszy. Obecnie leczeniem objętych jest już ponad 400 chorych. Do końca roku ich liczba ma sięgnąć pół tysiąca. Tempo włączania nowych pacjentów stawia Polskę w czołówce państw europejskich. Dzięki terapii chore dzieci rozwijają się w podobnym tempie, co zdrowe.

– Im szybciej włączone leczenie, im mniej objawowy jest pacjent, tym większe szanse na to, że pod względem ruchowym będzie na poziomie swoich rówieśników – podkreśla prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

– W próbie Nurture z lekiem nusinersen 25 dzieci miało podany lek jeszcze przed wystąpieniem objawów choroby. Normalnie te dzieci chorowałyby prawdopodobnie na postać ostrą, czyli nigdy nie osiągnęłyby zdolności samodzielnego siedzenia. Dzieci, które zostały włączone do tej próby, otrzymały lek tuż po urodzeniu i rozwijały się prawie prawidłowo. 100 proc. z nich osiągnęło zdolność samodzielnego siedzenia, a 88 proc. – zdolność samodzielnego chodzenia – podkreśla dr Maria Jędrzejowska.

Zdaniem lekarzy wprowadzenie badań przesiewowych, podobnych do tych stosowanych przy mukowiscydozie, pozwoliłoby odkryć mutację genu od razu po urodzeniu dziecka, a tym samym rozpocząć leczenie jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów.

– Bardzo nam zależy na tym, żeby włączyć rdzeniowy zanik mięśni do ogólnopolskiego programu badań przesiewowych, czyli żeby wszystkie noworodki były rozpoznane w tym pierwszym okresie, a te, które chorują, miały włączone leczenie – mówi dr Maria Jędrzejowska.

5G i sztuczna inteligencja zmienią branżę cyberbezpieczeństwa. Największym wyzwaniem dla firm będzie jednak znalezienie wyspecjalizowanych kadr

W ubiegłym roku wykryto 813 mln ataków na polskie firmy, a już ponad połowa polskich firm narażona jest na cyberataki. Cyberzagrożeń przybywa, a co więcej, pojawiają się ich nowe rodzaje wraz z rozwojem nowych technologii, takich jak 5G czy internet rzeczy. Ekspert Accenture podkreśla, że dla firm warunkiem koniecznym jest dzisiaj posiadanie własnych zasobów w obszarze bezpieczeństwa IT, nawet jeżeli część zadań zlecają na zewnątrz. Największym wyzwaniem jest jednak brak kadr, bo konkurencja o specjalistów na rynku IT jest dziś bardzo duża.

– Technologie takie jak 5G, wirtualna rzeczywistość, sztuczna inteligencja czy internet rzeczy zmienią zarówno świat cyfrowy, jak i nasze życie. Zmieni się też cyberbezpieczeństwo. Będziemy musieli się dostosować do nowych zagrożeń, które pojawią się wraz z tymi technologiami, będziemy coraz bardziej uzależnieni od internetu, od zdolności maszyn do podejmowania decyzji, od wymiany informacji machine-to-machine, a także od cyfrowych asystentów, których poprawność działania będzie miała ogromny wpływ na nasze funkcjonowanie. To nowa rzeczywistość, która sprawi, że cyberbezpieczeństwo będzie trzeba wymyślić na nowo – mówi agencji Newseria Biznes Artur Józefiak, dyrektor zespołu ds. bezpieczeństwa cyfrowego w Europie Środkowo-Wschodniej w Accenture Security.

W badaniu Accenture Technology Vision 2019 przeprowadzonym wśród ponad 6 600 przedstawicieli najwyższej kadry zarządzającej biznesem oraz IT na całym świecie 94 proc. respondentów stwierdziło, że w ciągu ostatnich trzech lat tempo innowacji technologicznych w ich organizacjach znacznie przyspieszyło. Współcześnie działające firmy – szczególnie te, które planują działać za pomocą kanałów cyfrowych – są mocno uzależnione od cyfrowych technologii, a co za tym idzie – narażone na cyberzagrożenia. Z raportu Interaktywnie.com „RODO i cyberbezpieczeństwo 2019” wynika, że w ubiegłym roku wykryto 813 mln ataków na polskie firmy, a już ponad połowa polskich firm narażona jest na cyberataki. Tylko 33 proc. nie zauważyło żadnego cyberincydentu.

Z badania Accenture Technology Vision 2019 wynika, że przedsiębiorstwa budują rozległe, połączone ze sobą ekosystemy, ale tylko 29 proc. kadry kierowniczej biznesu i IT deklaruje rzetelność swoich partnerów biznesowych w zakresie bezpieczeństwa.

– Nie ma dziś możliwości, żeby poważny podmiot, który działa przy wykorzystaniu technologii IT, nie posiadał zarazem silnego zespołu bezpieczeństwa. To fundament. Albo firma zbuduje te kompetencje sama, albo wejdzie w partnerstwo z inną. Ale zawsze trzeba pamiętać, że umiejętność identyfikacji i kontrolowania ryzyka powinna pozostać w rękach firmy i tego nie można wyoutsourcować – mówi Artur Józefiak. – Nawet jeśli ma się sprawdzonego partnera, co jest coraz częstszym modelem, potrzebne są przynajmniej minimalne zespoły bezpieczeństwa, które znają firmę i jej potrzeby.

Zdaniem Accenture jednym z najważniejszych trendów w cyfrowym świecie jest tzw. człowiek+ w pracy. To nowe pokolenia pracowników i nowe miejsca pracy, w których oprócz wiedzy i kompetencji zawodowych liczy się nowy, stale powiększający się zestaw możliwości, które zawdzięczają technologii. Obecnie firmy muszą dostosować swoje strategie technologiczne, aby wspierać ten nowy sposób pracy, charakterystyczny dla ery postcyfrowej.

Problemem jest jednak dostęp do wyspecjalizowanych kadr, szczególnie w dużych miastach. Obecnie jedną z największych bolączek branży IT jest konkurencja o wyspecjalizowane kadry.

– Budowanie zespołów IT security jest dzisiaj wyzwaniem, ponieważ ogromnie brakuje kadr w tym obszarze. Co za tym idzie – wynagrodzenia są ponadprzeciętne. Współpraca z firmami, które specjalizują się w cyberbezpieczeństwie, jest kluczem, żeby poradzić sobie z wieloma problemami – podkreśla ekspert.

Jak wynika z najnowszego raportu Fundacji Citi Handlowego przygotowanego z Organizacją Pracodawców Sektora IT (SoDA), aż 89 proc. polskich firm z branży IT ocenia, że dostęp do wykwalifikowanych pracowników to kluczowy czynnik przesądzający o ich sukcesie i dalszym rozwoju. Dlatego 80 proc. z nich inwestuje zyski w obecnych, a 78 proc. – w rekrutowanie nowych specjalistów (dla porównania zyski w B+R inwestuje 53 proc. firm).

– Kluczem do przyciągnięcia najlepszych pracowników są wyzwania – ludzie chcą pracować nad ciekawymi problemami, chcą rozwiązywać nietuzinkowe kwestie. Żeby mieć taką szansę, trzeba działać w projektach globalnych. To są właśnie czynniki, na których opieramy budowę naszego zespołu, czyli innowacyjność, poważne problemy, ciekawe wyzwania – podkreśla Artur Józefiak. – W Accenture przynosimy innowacje – zasysamy najlepsze techniki, metody i narzędzia, starając się je zaaplikować w polskich firmach, a zarazem dajemy szansę polskim ekspertom do tego, żeby działali w najtrudniejszych projektach na świecie związanych z cyberbezpieczeństwem.

Polskie kadry IT są doceniane za granicą. Stąd może wynikać brak specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa w kraju.

– Jako kraj jesteśmy postrzegani bardzo dobrze w obszarze cyberbezpieczeństwa, natomiast wciąż dotyczy to przede wszystkim naszych kadr. Mamy za mało polskich produktów i usług. Jako firma globalna staramy się wypromować właśnie polskie rozwiązania na rynku globalnym – podkreśla Artur Józefiak.

Zarówno sytuacja polskiego rynku IT, jak i nowe zagrożenia w obszarze bezpieczeństwa i budowanie architektury IT Security były jednymi z zagadnień szeroko omawianych podczas tegorocznej konferencji „What the hack”, która 14 grudnia odbyła się na warszawskim PGE Stadionie Narodowym. Organizatorami konferencji, która gromadzi środowisko polskiego ITSec, są m.in. Accenture i Zaufana Trzecia Strona.

Podstawowe wyposażenie sklepu stacjonarnego

Bardzo często posiadając sklep internetowy, pragniemy rozwinąć swój biznes stacjonarnie. O ile posiadanie swojego sklepu stacjonarnego wiąże się z o wiele większym kosztem, to bezpośredni kontakt z klientem jest bezcenny. Dlatego też postanowiliśmy napisać o wszystkich “za i przeciw” sklepów stacjonarnych wraz z wymaganym podstawowym sprzętem.

Dobra lokalizacja gwarancją sukcesu

W pierwszej kolejności, by nasz sklep dobrze prosperował, musimy postawić albo na dobrą reklamę, albo na doskonałą lokalizację. Ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna, ponieważ obecnie w gąszczu reklam nasz biznes może się zagubić. Oczywiście najważniejsza jest pozytywna opinia – najlepsza obsługa i jakość oferowanych towarów, jednak lokalizacja jest kluczowa, podobnie jak w przypadku restauracji. Wielu klientów może przyjść do nas po prostu z ulicy, stąd też warto zainwestować więcej w miejsce widoczne, często odwiedzane, sprzyjające zakupom. Jeśli chodzi o duże miasta, można rzec, że najlepszym tego typu miejscem jest centrum miasta. Nie zawsze jednak udajemy się do centrum na zakupy – zazwyczaj rynek jest miejscem, gdzie chcemy pospacerować, zjeść coś dobrego, pobyć z rodziną. My bardziej celowalibyśmy w centrum, ale handlowe. Tam ceny wynajmu mogą być zaporowe, jednak jest to gwarancja sukcesu i kontakt z klientami, którzy nastawieni są na zakup. Należy także pamiętać o odpowiedniej obsłudze – tylko dobrze przeszkolony personel może zagwarantować nam zysk, ponieważ wiedząc wszystko o sprzedawanym towarze, jest w stanie odpowiednio doradzić klientom. Zazwyczaj na samym początku prowadzenia sklepu zajmują się tym sami właściciele – oni najlepiej znają posiadane przez nich dobra.

Wydatki od samego początku, czyli wymagane urządzenia

W polskim prawie handlowym podstawą jest kasa fiskalna. Musimy ją posiadać bezwzględnie, by odprowadzać podatki od sprzedanego towaru. Rejestrowanie dowodów zakupu, raporty z kasy fiskalnej – to podstawa w prowadzeniu legalnego biznesu. Podobnie jest w przypadku wystawiania faktur – należy posiadać do tego celu odpowiedni program oraz drukarkę. Warto zainwestować w terminal płatniczy, najlepiej przenośny, by potencjalni klienci ze swobodą mogli u nas wybrać rodzaj zapłaty. Jest to obecnie swego rodzaju wymóg w sklepie stacjonarnym – zazwyczaj sama płatność gotówką jest niewygodna dla gości naszego punktu, ponieważ nie każdy z nas ma potrzebę posiadania przy sobie pieniędzy w gotówce. Należy także pamiętać o tym, że gdy sprowadzamy towar z zagranicy, ten, który znajduje się w naszym sklepie, powinien być odpowiednio ometkowany, a także posiadać swój kod EAN. Brzmi nieco skomplikowanie, jednak wszystkie te niezbędne w handlu akcesoria możesz zamówić na stronie 4Labels. Dlaczego akurat tam? Ponieważ jest to sklep internetowy, który zapewni Ci konkurencyjne ceny, a także duży wybór sprzętu, który umożliwi Ci wygodne prowadzenie biznesu. Sklepy online mają tę przewagę nad stacjonarnymi, że ich utrzymanie wiąże się z mniejszymi kosztami, stąd też właściciele mogą pozwolić sobie na niższe, bardziej atrakcyjne dla klienta ceny.

Spełnij marzenia swojego dziecka

Szukasz idealnego prezentu dla swojej pociechy, chrześniaka bądź wnuka? Marzy Ci się dla niego plac zabaw, który będzie nie tylko bezpieczny dla Twojego dziecka, ale także gwarantujący wiele zabawy? A może po prostu szukasz ciekawych elementów do swojego ogrodu, które mogą urozmaicić zabawę dzieciakom? Jeśli chociaż jedna odpowiedź na te pytania brzmi „tak”, to coś idealnego dla Ciebie!

Bezpieczna zabawa dla każdego!

Posiadając dom, trudno nie przewidzieć w nim przestrzeni, w której mogą się bawić dzieci. Zarówno wewnątrz budynku, jak i w ogrodzie, miejsce zabaw musi być odpowiednio zorganizowane, z zachowaniem podstawowych zasad bezpieczeństwa. Nie można narażać najmłodszych na skaleczenie lub poważne urazy, więc już przy projektowaniu i remontowaniu domu są rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę. Pierwsza to zabezpieczenie gniazdek, kabli i ruchomych elementów. Wszystko, czego dziecko nie powinno dotykać, powinno być od niego odizolowane, wliczając w to także ostre krawędzie. Ta zasada sprawdza się nie tylko w środku budynków, ale także na zewnątrz, w ogrodzie, czy na tarasie i balkonie. Żeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo, trzeba też zapewnić odpowiednie podłoże. Piaskowe i trawiaste najlepiej amortyzuje skoki i przewrotki dziecka, z kolei gumowe łatwiej utrzymać w czystości i porządku. Mniej też niszczą się na nim ubrania dziecka. Zależnie od tego, jak bardzo aktywne jest rozrabiaka, które chcesz obdarować, dobierz dla niego najlepszy plac zabaw! Sięgaj tylko po takie elementy wyposażenia placów, które są wykonane z najlepszej jakości materiałów, pomalowane nietoksycznymi farbami, zaimpregnowane przed szkodliwym działaniem warunków atmosferycznych i które posiadają odpowiednie atesty. Wszystkie elementy, które składają się na przestrzeń do zabawy, powinny być ze sobą dobrze połączone, na stałe, elementami, które nie tylko wytrzymają obciążenie wagowe dzieci, ale także nie będą stwarzać dla nich niepotrzebnych zagrożeń. Montując miejsca zabaw, upewnij się, że wszystkie śrubki są w odpowiednim miejscu, że nic nie wystaje i nie pokaleczy małych użytkowników.

Dlaczego warto w nie inwestować?

W dobie cyfryzacji świata bardzo ważne jest zachęcanie dzieci do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. A place zabaw dla dzieci są do tego idealnym środkiem! Inspiracji możesz poszukać pod adresem: https://www.4iq.com.pl/76-place-zabaw. Zależnie od tego, jak dużo miejsca posiadasz w swoim ogrodzie lub podwórku przy swoim domu, możesz zainstalować dzieciom huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownice, ścianki wspinaczkowe i całe domki zabaw. Huśtawki możesz też instalować wewnątrz domu.

Zależnie od tego, jakim dysponujesz metrażem i budżetem, zdecyduj się na najlepszą opcję dla wybranego dziecka. Huśtawki i zjeżdżalnie są optymalnym prezentem, który wpasuje się w większość gustów zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Instalując huśtawkę w typie „bocianie gniazdo”, zapewniasz rozrywkę nie tylko najmłodszym, ale także starszym dzieciakom, które mogą korzystać z niej jak z małego hamaka. Podobnie ścianki wspinaczkowe, motywują dziecko do ćwiczeń, pokonywania własnych słabości i jednocześnie wzmacniają ich ciało. A mając cały plac zabaw, zabawa całymi dniami gwarantowana i to przez wiele lat. Zaoferuj dziecku to, co najlepsze!

Pożyczki dla zadłużonych. Co warto o nich wiedzieć?

Przy ocenie zdolności osób ubiegających się o kredyt, banki korzystają z bardzo rygorystycznych kryteriów. Nasze szanse na otrzymanie finansowania znacznie zmniejszają takie czynniki jak zatrudnienie na podstawie umowy cywilno-prawnej, niski wiek lub niekorzystna historia kredytowa. To sprawia, że współczynnik odrzuceń wniosków w bankach jest bardzo wysoki, a wiele osób nie może liczyć na to, że otrzyma kredyt.

  1. Czy w sektorze pozabankowym każdy może pożyczyć pieniądze?
  2. Chwilówki bez BIK – na czym polega to rozwiązanie?
  3. Chwilówki dla zadłużonych. Jak znaleźć najlepszą ofertę?

Czy jednak oznacza to, że w awaryjnej sytuacji są one pozbawione szans na otrzymanie pożyczki umożliwiającej im pokrycie najpilniejszych wydatków? Na szczęście nie. Ratunek znajdą w sektorze pozabankowym. Wiele działających w nim firm znacznie mniej rygorystycznie podchodzi do kwestii oceny zdolności kredytowej swoich klientów. Warto więc dowiedzieć się więcej na ten temat. Jakie firmy oferują chwilówki dla zadłużonych? Jak znaleźć najkorzystniejszą pożyczkę?

Czy w sektorze pozabankowym każdy może pożyczyć pieniądze?

Do niedawna wśród klientów pokutował obraz sektora pozabankowego jako części rynku, na której działają firmy pożyczające dosłownie każdemu, kto złoży wniosek, jednak naliczające bardzo wysokie oprocentowanie i stosujące nieuczciwe praktyki. Obecnie na szczęście postrzeganie firm pożyczkowych ulega stopniowej poprawie. Oczywiście nie dzieje się tak bez powodu, a wpływ na to ma podniesienie standardów obsługi klienta i coraz wyższa jakość produktów finansowych.

To z kolei sprawia, że spora część firm zaczęła bardziej starannie analizować zdolność kredytową swoich klientów. W tym celu sprawdzają między innymi:

  • wysokość zarobków klienta;
  • jego wiek – problemy z otrzymaniem pieniędzy mogą mieć osoby, które nie ukończyły jeszcze 21 roku życia oraz seniorzy;
  • historię spłaty poprzednich zobowiązań, sprawdzaną za pomocą raportu BIK oraz w biurach informacji gospodarczej takich jak BIG InfoMonitor lub Krajowy Rejestr Dłużników

Nadal jednak mniej rygorystycznie pochodzą do kwestii źródła dochodów potencjalnego pożyczkobiorcy. W przeciwieństwie do większości banków, honorują nie tylko umowę o pracę, ale też o dzieło i zlecenie. Szansę na otrzymanie pożyczki mają również osoby utrzymujące się dzięki zasiłkom socjalnym – spore jest na przykład grono firm uznających jako dochód uczestnictwo w programie Rodzina 500+.

Chwilówki bez BIK – na czym polega to rozwiązanie?

Na szczęście w sektorze pozabankowym wciąż działa wiele firm oferujących chwilówki bez BIK. Jak nietrudno się domyślić, przy rozpatrywaniu wniosku, nie sprawdzają one historii kredytowej klienta. Dzięki temu takie pożyczki mogą okazać się dobrym rozwiązaniem w wielu sytuacjach. Na wzięcie jednej z nich warto zdecydować się między innymi:

  • kiedy z różnych przyczyn nie spłacaliśmy terminowo poprzednich zobowiązań;
  • jeśli nasze dochody są zbyt niskie, by otrzymać kredyt w banku;
  • jeżeli zależy nam na czasie – brak sprawdzania historii kredytowej znacznie skraca długość rozpatrywania wniosku, a pieniądze zwykle trafiają na nasze konto jeszcze tego samego dnia.

Więcej informacji na temat pożyczek dla zadłużonych znajdziemy na stronie https://kredyt-dla-zadluzonych.pl/chwilowka-dla-zadluzonych/.

Chwilówki dla zadłużonych. Jak znaleźć najlepszą ofertę?

Decydując się na wzięcie chwilówki dla zadłużonych warto pamiętać, że tego typu produkty dla pożyczkodawcy związane są z większym ryzykiem – są zatem obarczone wyższym oprocentowaniem. Dlatego przed podpisaniem umowy warto upewnić, że dana oferta jest najkorzystniejszą. W tym zadaniu pomogą nam porównywarki i rankingi takie jak ten dostępny na https://www.czerwona-skarbonka.pl/chwilowki-bez-bik/.

Ile kosztuje powrót do zdrowia po wypadku przy pracy?

  • Co godzinę urazu w pracy doznaje 34 polskich pracowników.
  • Średni okres niezdolności do pracy po wypadku to 33 dni. Zatrudnienie zastępstwa na ten czas to koszt ponad 4,3 tys. zł.
  • Grupowe ubezpieczenia zdrowotne pozwalają zminimalizować czas i koszty związane z powrotem do zdrowia po wypadku w pracy.

Do końca września 52 866 osób zostało poszkodowanych w wyniku wypadków przy pracy, wynika z raportu GUS „Wypadki przy pracy w okresie styczeń-wrzesień 2019 r. – dane wstępne”. To średnio 34 przypadki na godzinę roboczą! Ponad 23,2 tys. osób (43,9% poszkodowanych) doznało obrażeń kończyn górnych, ponad 18,6 tys. (35,3%) kończyn dolnych, a ponad 5 tys. (9,6%) pracowników ucierpiało wskutek obrażeń głowy.

Każdy wypadek przy pracy wiąże się z późniejszą absencją chorobową wynikającą z rekonwalescencji po urazie. Zarówno poszkodowanym pracownikom, jak i pracodawcom zależy, żeby powrót do zdrowia trwał jak najkrócej i zakończył się odzyskaniem pełnej sprawności. Na niektóre świadczenia, jak na przykład na rehabilitację, trzeba niestety czekać w ramach NFZ miesiącami. Dlatego pracodawcy coraz częściej decydują się na opłacenie pracownikom prywatnej opieki zdrowotnej – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Analiza GUS pokazuje też czas niezdolności do pracy wszystkich poszkodowanych. Średnio wynosi on 33 dni na jedną osobę. Z obliczeń SALTUS Ubezpieczenia wynika, że zatrudnienie zastępstwa na taki okres absencji wiąże się z kosztem nie mniejszym niż 4 370,66 PLN po stronie pracodawcy.

Oto przykładowe urazy i szacunkowe koszty leczenia:

Złamanie nadgarstka – 1560 zł

Powyższy koszt dotyczy świadczeń medycznych, z jakich musiałby skorzystać poszkodowany w przypadku złamania niepowikłanego. W przeciwnym wypadku łączny koszt (bez zabiegu operacyjnego) opieki medycznej może wzrosnąć do 4500 zł z powodu dłuższej rehabilitacji oraz większej liczby konsultacji i badań, które trzeba wykonać.

Podstawowe świadczenia:

  • konsultacje lekarskie (3) – 360 zł
  • badania diagnostyczne (RTG, USG) – 200 zł
  • rehabilitacja (20 sesji) – 1000 zł

Zwichnięcie stawu kolanowego – 2260 zł

Podobnie jak w przypadku złamania nadgarstka, szacunek kosztów dotyczy zwichnięcia niepowikłanego. W przypadku bardziej skomplikowanego urazu koszty samej rehabilitacji rosną co najmniej dwukrotnie.

Podstawowe świadczenia:

  • konsultacje lekarskie (3) – 360 zł
  • badania diagnostyczne (RTG, USG, rezonans magnetyczny) – 900 zł
  • rehabilitacja (20 sesji) – 1000 zł

Uraz głowy – 640 zł

Przedstawiona kalkulacja dotyczy pomocy ambulatoryjnej urazu lekkiego, bez powikłań i następstw. W przypadku poważniejszych urazów, powodujących zaburzenia neurologiczne, trzeba się liczyć z koniecznością odbycia rehabilitacji. Jej rodzaj i liczba sesji zależy od stopnia uszkodzenia mózgu. Należy pamiętać, że osoby po nawet niewielkich urazach głowy, np. w wyniku wypadku komunikacyjnego, mogą wymagać dodatkowej pomocy psychologicznej, aby pełni wrócić do sprawności.

Podstawowe świadczenia:

  • konsultacje lekarskie (2) – 240 zł
  • badania diagnostyczne – (tomografia komputerowa głowy) – 400 zł

Grupowe ubezpieczenie zdrowotne pozwala obniżyć koszty powrotu do zdrowia

Powyższe wyliczenia pokazują, ile kosztowałby powrót do zdrowia pracownika, gdyby za każdą konsultację oraz świadczenie trzeba by było zapłacić pojedynczo. Inaczej wygląda sytuacja, gdy pracownik ma zapewniony stały dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej, za pośrednictwem grupowego ubezpieczenia zdrowotnego lub abonamentu medycznego. W takiej sytuacji koszt, jaki musi ponieść pracodawca, jest zdecydowanie niższy. Co więcej, część ponoszonych wydatków można rozliczyć w ramach medycyny pracy, co sprawia, że są korzystniej opodatkowane.

Towarzystwa ubezpieczeń stale obserwują zmieniające się potrzeby w kwestii ochrony zdrowia, zarówno pracodawców, jak i pracowników. Wychodząc im naprzeciw, proponują nowe rozwiązania, jak chociażby programy badań profilaktycznych w ramach medycyny pracy czy pakiety świadczeń rehabilitacyjnych i diagnostycznych przyspieszających powrót do zdrowia po urazach, które miały miejsce w trakcie pracy – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Z ubezpieczeń zdrowotnych korzysta już ponad 2,8 mln Polaków. To 15% więcej niż rok temu. Większość z nich objętych jest ochroną w ramach polis grupowych zapewnianych przez pracodawców. Warto też zauważyć, że dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej jest niezmiennie najbardziej pożądanym benefitem pracowniczym.

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

Magik na imprezie firmowej lub okolicznościowej

W ostatnich latach popularne stało się zatrudnianie artystów do urozmaicenia imprez firmowych oraz okolicznościowych. Można wybierać spośród animatorów zabaw, barmanów, operatorów fotobudek, jak również postawić na współpracę z iluzjonistą. To bezsprzecznie jedna z największych atrakcji, jakie można zaserwować gościom, aby spotkanie na długo pozostało w ich pamięci.

Imprezy firmowe i rodzinne składają się zazwyczaj z kilku stałych punktów. Oprócz poczęstunku, toastów, przemów, podziękowań i tańców ważnym elementem jest część artystyczna. W wykonaniu profesjonalnego iluzjonisty to wielkie show, które sprawi, że wydarzenie będzie wspominane jeszcze przez długi czas.

Po co organizować występ artystyczny na imprezie?

Organizatorzy imprez rzadko kiedy pozwalają na to, aby zabawa toczyła się własnym rytmem. Zwłaszcza w dużych miastach tego typu spotkania są „reżyserowane” przez menadżerów eventów czy wedding plannerów. Bardzo często w tych harmonogramach przewidują oni część artystyczną, której zadaniem jest integracja uczestników, zapewnienie im dozy dobrej zabawy i humoru, a także oderwania od codzienności. Iluzjonista z Warszawy Just Edi Show to jeden z artystów, który często gości na tego typu imprezach. Współpraca z profesjonalnym magikiem to dla wielu organizatorów gwarancja, że ich wydarzenie będzie udane i niezapomniane w kręgu rodzinnym czy biznesowym.

Ile czasu przeznaczyć na występ artystyczny?

Występ iluzjonisty to bardzo mocny punkt programu Twojej imprezy. Pamiętaj jednak, że nie powinien jej zdominować. Sukcesem każdego udanego eventu jest zachowanie odpowiednich proporcji przy planowaniu poszczególnych etapów wydarzenia, przy czym nie należy zapominać o przestrzeni kuluarowej, czasie na tańce i swobodne rozmowy.

Magik daje zazwyczaj pokaz trwający około 30 minut. To wystarczający czas, aby zabawić gości i zaprezentować im swoje najlepsze numery. Oczywiście, jeśli wyrazisz chęć, występ może zostać wydłużony do pełnego 45-minutowego spektaklu teatralnego. To jednak jeszcze nie wszystko. Czas po pokazie przeznaczony jest na interakcję z gośćmi, czyli tzw. close-up. Liczba numerów prezentowanych przy stolikach oraz czas ich trwania zależą od indywidualnych ustaleń z magikiem.

Jaki występ wybrać?

W ofercie dobrego magika znajdziesz kilka rodzajów występów. Ważne jest, aby zarówno charakter, jak również tematyka pokazu były dostosowane do okoliczności. Do wyboru są:

  • pokazy iluzji na event firmowy,
  • pokazy iluzji na wesele,
  • pokazy iluzji close-up,
  • pokazy iluzji scenicznej.

Optymalnym wariantem jest zdecydowanie się na połączenie dwóch rodzajów występów — pokazu na scenie i sztuczek przy stolikach, w bezpośrednim towarzystwie gości. Jednak finalnie dużo zależy od charakteru wydarzenia i ilości osób, które biorą w nim udział. Czasem realizacja iluzji typu close-up jest niemożliwa choćby ze względu na ustawienia stolików (lub ich całkowity brak) czy zbyt dużą publikę.

Deweloperzy podsumowują 2019 rok

Jakie czynniki miały w tym roku największy wpływ na rozwój rynku mieszkaniowego? Jak deweloperzy oceniają 2019 rok? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl  

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Rok 2019 to kontynuacja trendu z 2018 roku, tym bardziej, że trudno dostrzec zdarzenia, które miałyby istotny wpływ na rynek. Stopy procentowe pozostały na niezmiennym poziomie, nie było znaczących zmian w ustawodawstwie, na przykład w zakresie ustawy deweloperskiej. Koniunktura na rynku wciąż jest bardzo dobra, choć tempo wzrostu niższe niż w poprzednich latach.

Podobnie jak w 2018 roku, ceny mieszkań stale rosły, choć dynamika ich wzrostu była niższa. Mimo wzrostu cen mieszkań, zainteresowanie klientów ciągle jest bardzo duże, zarówno wśród osób poszukujących mieszkania dla zaspokojenia własnych potrzeb lokalowych, jak i klientów inwestycyjnych. W przypadku inwestorów motorem zakupu nie jest już sama stopa zwrotu, ponieważ jej poziom spada, ale chęć ucieczki przed inflacją, która w przyszłym roku ma wynieść 3,5 proc. W tych okolicznościach zakup mieszkania, którego cena w ostatnich latach rośnie średnio 10 proc. w skali roku, wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Sytuacja rynkowa sprawia, że w tym roku należy spodziewać się wyników sprzedaży mieszkań na podobnym poziomie, jak w roku 2018.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Dobiegający końca rok potwierdził, że rynek mieszkaniowy nie tylko jest stabilny, ale wciąż znajduje się w fazie wysokiej aktywności. Od strony popytowej sytuacja w segmencie mieszkaniowym jest zdrowa, a sytuacja w branży korzystna dla dobrze wyspecjalizowanych spółek. Dowodzą tego bardzo dobre wyniki sprzedażowe, do końca listopada br. zakontraktowaliśmy 2887 lokali. Tylko w kwietniu br. podpisaliśmy 348 umów deweloperskich, co jest miesięcznym rekordem sprzedaży w historii firmy.

Niezmiennie znaczący wpływ na rynek nieruchomości mają obecne uwarunkowania makroekonomiczne. Podjęciu decyzji o zakupie nieruchomości u dewelopera sprzyjają olbrzymie braki lokalowe, spadek bezrobocia oraz niskie stopy procentowe. Poza, wysokim popytem na mieszkania, dominujący wpływ na sektor nieruchomości mają rosnące aspiracje życiowe społeczeństwa. Wpływ na rynek deweloperski ma także aktualna sytuacja gospodarczo-polityczna, m.in. ubiegłoroczne wybory samorządowe i tegoroczne wybory parlamentarne, co przekłada się na przebieg procesów administracyjnych. Branża zmaga się z brakiem decyzyjności, przeciągającymi się postępowaniami w urzędach i przerostem biurokracji. Wpływa to negatywnie na tempo prowadzania inwestycji i ma swoje przełożenie na koszty oraz poziom oferty.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Rynek mieszkaniowy napędzała dobra sytuacja na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia. Niskie stopy procentowe zachęcały Polaków, zarówno do kupowania mieszkań na własne potrzeby, jak też inwestowania w mieszkania na wynajem. Według wskazań analityków, 30 proc. lokali z rynku pierwotnego kupowanych jest inwestycyjnie. Szacujemy, że w naszej, warszawskiej inwestycji Bliska Wola Tower w tym celu zakupionych zostało około 40 proc lokali. Niskie stopy procentowe oznaczają niskie raty kredytu, dlatego pomimo utrzymujących się wysokich cen mieszkań, popyt ustabilizował się na wysokim poziomie. Według najnowszych danych w ciągu pierwszych 9 miesięcy br. wybudowano i oddano do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem. Z perspektywy deweloperów rok 2019 można nazwać rokiem prosperity. Analitycy przewidują, że w tym roku padnie rekord, jeśli chodzi o ilość wybudowanych mieszkań.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Miniony rok odznaczył się kolejnymi wzrostami sprzedaży i cen nowych mieszkań. Głównym czynnikiem wpływającymi na stały, wysoki poziom popytu jest bardzo dobra sytuacja gospodarcza, determinująca niezmiennie pozytywne nastroje wśród nabywców, zarówno tych decydujących się na zakup mieszkań na własne potrzeby, jak i lokujących nadwyżki kapitału na rynku nieruchomości. Dalszy wzrost cen mieszkań był natomiast skutkiem rosnących cen wykonawstwa i materiałów budowlanych oraz ogólnych kosztów obsługi inwestycji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Rok 2019 oceniamy bardzo dobrze, ponieważ już dziś mamy pewność, że uda nam się pobić historyczny rekord sprzedaży mieszkań w prawie 15 letniej działalności Grupy Kapitałowej Home Invest na warszawskim rynku deweloperskim. Poza tym, na rynku mieszkaniowym można było w mijającym roku zaobserwować znaczące wzrosty cen mieszkań, zarówno nowych, jak i używanych. Nie zniechęciło to jednak nabywców, o czym świadczą imponujące w licznych przypadkach wyniki sprzedaży. Dodatkowo, duży dostęp do kredytów hipotecznych, wzrost wynagrodzeń i stabilizacja stóp procentowych sprzyjały zawieraniu transakcji na rynku mieszkaniowym.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Patrząc na rok 2019 rok pod kątem sprzedaży i jej dynamiki jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Jedynym, acz kluczowym czynnikiem hamującym rynek są przedłużające się procedury administracyjne, spowalniające możliwość wprowadzenia kolejnych projektów na rynek.

Agnieszka Kozak, pełnomocnik zarządu ds. sprzedaży w Republice Wnętrz

Rok 2019 był dla nas czasem wytężonej pracy. Nie mniej, oceniamy ten rok jako bardzo udany  dla nas i dla naszej branży. Z jednej strony, zmniejszające się zasoby gruntów, wzrost kosztów pracy oraz cen materiałów budowlanych wymusiły wzrost cen na rynku. Z drugiej, silny popyt mobilizował nas do wprowadzania na rynek kolejnych inwestycji. W efekcie w roku 2019 do oferty weszło ponad 400 nowych mieszkań, częściowo opartych o produkty inwestycyjne, które cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Rok 2019 oceniamy bardzo pozytywnie. Dobra koniunktura w kraju, przy wysokim wzroście PKB oraz stabilna polityka kredytowa przełożyły się na wzrost siły nabywczej Polaków. To rok stabilizacji rynkowej z tendencją wzrostową. Ryzyko wzrostu kosztów wykonawstwa zostało zniwelowane przez wzrost cen mieszkań.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Przez cały 2019 rok zauważaliśmy stały wzrost zainteresowania zakupem mieszkań, które nie stygło nawet w sytuacji zwyżek cenowych. Ten wysoki poziom popytu udowadnia, że nabywcy poszukują własnego miejsca do życia i poczucia bezpieczeństwa, które zapewnia posiadanie nieruchomości. To, co się jednak zmienia to podejście do budownictwa. Zarówno deweloperzy, jak i klienci zaczęli patrzeć na osiedla mieszkaniowe długoterminowo. Mają to być miejsca do życia na lata, które będzie można mądrze zmieniać, nie tylko wraz z upływem czasu, ale także wiekiem i poziomem sprawności zamieszkujących w nich ludzi. To naszym zdaniem kierunek przyszłości.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

Bez wątpienia dla całego rynku deweloperskiego kluczowa jest utrzymująca się od lat dobra sytuacja ekonomiczna. PKB rośnie nieprzerwanie od 28 lat, wzrastają płace, co pozwala Polakom z optymizmem patrzeć w przyszłość. Utrzymujące się na niskim poziomie stopy procentowe zapewniają wysoką dostępność kredytów, więc wiele czynników ekonomicznych sprzyja koniunkturze na rynku mieszkaniowym.

W 2019 roku rozpoczęliśmy sprzedaż i realizację projektów obejmujących łącznie ponad 1100 lokali, co jest rekordową liczbą w całej historii firmy. Zakładamy, że dzięki temu w kolejnym roku zbliżymy się do poziomu 1000 sprzedanych mieszkań, podczas gdy w poprzednich latach sprzedawaliśmy po około 800 lokali rocznie.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

W tym roku przekonaliśmy się, że rządowe zapewnienia o szybkim i mocnym starcie programu Mieszkanie Plus nie znalazły pokrycia w rzeczywistości w skali, która mogłaby wpłynąć na nasze działania jako deweloperów. Obserwowaliśmy kontynuację trendów, które utrzymują się już od pewnego czasu, choć w nieco mniejszym nasileniu niż dotąd. Dotyczy to na przykład cen, które w tym roku także wzrosły, ale nie tak bardzo, jak w roku ubiegłym i w nadchodzących miesiącach również należy spodziewać się pod tym względem stabilizacji.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Mijający rok dla naszej firmy był okresem umacniania stabilnej pozycji na rynku. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. sprzedaliśmy 314 mieszkań, a do użytkowania przekazaliśmy 372 lokale. Popyt na rynku oceniamy jako wysoki. Zauważyliśmy niewielkie zmiany w zakresie preferencji klientów. Więcej osób poszukuje lokali o większym metrażu, w tym czteropokojowych. Dużą popularnością cieszą się również obiekty typu premium. Głównymi czynnikami, wpływającymi w tym roku na rynek mieszkaniowy w Polsce jest m.in. dobry dostęp do kredytów hipotecznych, poprawa stopy życiowej społeczeństwa oraz rozwijający się rynek najmu nieruchomości mieszkaniowych. W tym roku mieliśmy również do czynienia ze wzrostem cen nieruchomości.

8 kroków do sukcesu w e-commerce – nie tylko przed świętami

Co najmocniej wpływa na wzrost sprzedaży online? Firma Salesforce postanowiła odpowiedzieć na to pytanie analizując dane pobrane bezpośrednio z systemów obsługujących klientów na całym świecie. Przebadano zachowania i zakupy dokonane przez pół miliarda ludzi w okresie przedświątecznym. Co wynika z tych badań?

Okres przedświąteczny, który obejmuje m.in. CyberWeek (w tym coraz popularniejsze także w Polsce Black Friday i Cyber Monday), to dla handlowców najlepszy czas w roku, w którym sprzedaż zwiększa się średnio o 12%. Są natomiast branże, w których w tym czasie obroty rosną o kilkaset procent. To czas żniw i prawdziwej walki o klienta, ale też bardzo trudny okres ze względu na konieczność zapewnienia klientom jak najlepszej obsługi i zabezpieczenia logistyki.

Po zamknięciu sezonu świątecznego w 2018 r. Salesforce przedstawił raport „2018 Holiday Shopping Report”, w którym omówił analizę danych z transakcji i zachowań ponad 500 mln klientów z całego świata. W raporcie wskazano tendencje towarzyszące zakupom online. Jakie obserwacje płyną z tych analiz? W okresie przedświątecznym w 2018 roku:

  • kanał mobilny odpowiadał za 66% ruchu w sieci – o 11% więcej niż w 2017 r.;
  • 48% zakupów zrobiono za pomocą urządzeń mobilnych, a tylko 44% za pomocą komputerów stacjonarnych. Średni udział zamówień realizowanych przez komórki wzrósł o 19% w stosunku do 2017 r.;
  • 28% kupujących używa do realizacji płatności takich jak narzędzi jak Apple Pay czy PayPal;
  • media społecznościowe stają się coraz większym kanałem sprzedaży, przy czym warto podkreślić, że Facebook i Instagram odpowiadały łącznie za 93% ruchu w social mediach;
  • 24% działów marketingu firm wykorzystuje sztuczną inteligencję (AI) do personalizowania procesu zakupowego online (tzw. customer journey);
  • rekomendacje produktowe decydują o 26% przychodów i zwiększają średnią wartość zamówienia (AOV – Average Order Value) o 10%;
  • klienci, którzy działali zgodnie z podpowiedziami AI, średnio kupowali o 14% więcej;
  • zastosowanie wyszukiwarki na stronie internetowej sklepu zwiększa jego przychody średnio o 24%.

8 kroków do sukcesu w sprzedaży – nie tylko przed świętami

Zebrane dane pozwoliły Salesforce stworzyć przewodnik: „2019 Holiday Readiness Guide”, który w ośmiu krokach podpowiada, jak opracować skuteczną strategię sprzedaży w celu maksymalizacji przychodów oraz jak sprostać wyzwaniom związanym z tym czasem.

  1. Przygotowanie: kompletuj dane, przygotuj zespół, planuj kampanie i promocje

Sprzedawcy detaliczni powinni przyjrzeć się działaniom (takim jak np. mailingi czy łączenie produktów w pakiety), które w ubiegłym sezonie świątecznym skutkowały największą liczbą odwiedzin serwisu i największą konwersją. Jest to wstępna baza do opracowania promocji i pogrupowania produktów w kategorie prezentów. Salesforce przytacza przykład firmy Hickory Farms – producenta żywności. Firma ta odnotowała wzrost przychodów o 125% dzięki interaktywnemu programowi poczty elektronicznej, który obejmował quizy, sondaże i inne działania angażujące klientów planujących zakup prezentów. Własne źródła danych warto uzupełnić informacjami z zewnętrznych firm, takich jak np. Nielsen czy Acxiom. W czasie przygotowań firmy powinny też zapewnić odpowiedni poziom zapasów produktów, przydzielić zespołom i pracownikom działania na okres wzmożonej pracy, a w trakcie tych przygotowań starać się zidentyfikować ewentualne ryzyka, takie jak możliwe awarie czy wąskie gardła w procesach biznesowych.

  1. Pozycjonowanie: zwiększ skuteczność SEO tworząc specjalne strony świąteczne

W okresie przedświątecznym warto uruchamiać specjalne serwisy (landing page) promujące spersonalizowane propozycje prezentów. Ułatwią to takie narzędzia jak np. Commerce Cloud Page Designer, które pozwalają szybko tworzyć i zarządzać serwisami za pomocą kilku kliknięć. Serwisy takie powinny być uruchamiane jeszcze przed sezonem. Dobrym pomysłem są też przewodniki z prezentami. Można je uporządkować, by następnie móc filtrować wg różnych kryteriów: grup docelowych (np. dla podróżników, fanów fitness, studentów itd.), kategorii produktowych lub cen. Pozycjonowanie serwisów powinno się optymalizować poprzez skorelowanie zawartych w nich treści z zapytaniami klientów. Warto też sprawdzić 50 najczęstszych haseł wyszukiwania z zeszłego roku oraz hasła używane przez klientów w tym roku. Nie można też zapomnieć o nowościach, jakie pojawiły się w ofercie.

  1. Wyszukiwanie produktów: uruchom i zoptymalizuj wyszukiwarkę w e-sklepie

Z analiz danych wynika, że po uruchomieniu wyszukiwarki produktów w sklepie internetowym, jego obroty rosną średnio aż o 24%. Jednak narzędzie do wyszukiwania produktów powinno być efektywne. Można to zapewnić, stosując się do czterech zasad:

  • okno wyszukiwania powinno być umieszczone w widocznym miejscu na górze strony. Narzędzie wyszukiwania jest szczególnie ważne w przypadku klientów mobilnych, ponieważ zwiększa ono częstość robienia przez nich zakupów aż 2,6-krotnie;
  • warto zadbać o wyszukiwanie semantyczne, które uwzględnia nie tylko odmiany wyrazów, ale też synonimy oraz błędy w pisowni;
  • proces wyszukiwania powinien być wspierany przez sztuczną inteligencję. AI pozwala rekomendować dodatkowe produkty oraz skuteczniej sortuje kolejność ich wyświetlania, bazując na danych z zachowań kupujących;
  • warto zastosować technologię rozpoznawania obrazu, która pozwala dopasować albo powiązać prezentowane produkty na podstawie przesłanych przez klientów zdjęć. Obecnie już 62% millenialsów uznaje wyszukiwarki wizualne za najlepszy sposób wyszukiwania.
  1. Obecność marki: walcz o zasięg, uwagę i spójność

Dzisiejsi, szczególnie młodsi klienci oczekują, że poszukiwane przez nich marki będą obecne – w kontekście możliwości zakupu, ale też komunikowania się – na platformach, na których spędzają oni najwięcej czasu. Jednocześnie klienci spodziewają się spójnego doświadczenia w kontakcie i obsłudze, niezależnie od tego, w jakim kanale kontaktują się z marką i z pomocą jakiego urządzenia. Oczekiwania te można spełnić wykorzystując interfejsy programowania aplikacji (API). Dają one możliwość integracji systemów i aplikacji na tyle, by zapewnić obecność firmy i jej oferty w każdym kanale. W serwisach społecznościowych można np. oferować wyprzedaże już na wczesnym etapie sezonu świątecznego, a fanom profilu proponować współpracę z marką. Gorącym trendem są obecnie zakupy na Instagramie, który umożliwił zakupy poprzez swoje środowisko. Kolejna sprawa to tworzenie inteligentnej, spersonalizowanej reklamy w oparciu o historię przeglądania i wyszukiwania produktów. Dziś najważniejszym kanałem udostępniania aktualnych wiadomości, ofert, aktualizacji przesyłek i resetowania haseł jest już kanał mobilny. Nadal jednak utrzymuje się znaczenie e-maili w kontaktach z klientami. Firmy oferujące dobra konsumpcyjne utrzymują, że każdy wydany dolar na marketing poprzez pocztę elektroniczną przynosi zwrot w wysokości 45 dolarów.

  1. Personalizacja: twórz oferty wykorzystując sztuczną inteligencję

Dziś co czwarty (24%) zespół marketingu wykorzystuje AI do personalizacji procesu zakupowego swoich klientów. Personalizowane rekomendacje produktów opracowywane online przez AI generują w okresie przedświątecznym około 26% przychodów i jednocześnie zwiększają średnią wartość zamówienia (AOV) o 10%. AI identyfikuje produkty, które często kupowane są razem i dzięki temu tworzy pakiety, które są chętniej wybierane przez przyszłych klientów. Technologie AI oferują też szybszą i sprawniejszą obsługę klienta –klasyfikują sprawy przenosząc te priorytetowe na początek kolejki i przy tym dostarczają pracownikom działu obsług informacje jeszcze przed rozpoczęciem interakcji z klientem.

  1. Klient chce mieć wybór: różnicuj metody płatności i odbioru zamówień

Oczywistym ułatwieniem dla klientów jest umożliwienie płatności mobilnych. Sprzedawcy, którzy posiadają opcję mobilnego portfela, odnotowują średnio 14% wzrost zamówień i uzyskują dwukrotnie większy współczynnik konwersji. Co ważne – dokonanie płatności mobilnej zajmuje półtorej minuty mniej w stosunku do zapłaty w tradycyjny sposób. Jeśli marka posiada sklepy stacjonarne, powinna zaoferować kupującym last-minute opcję zakupu towaru online i odebrania go w sklepie. Wymaga to zsynchronizowania zapasów na poziomie poszczególnych sklepów z witryną internetową, aby kupujący mogli wyszukiwać dostępne produkty w pobliżu swojej lokalizacji. Dodatkową korzyścią takiego działania jest zwiększenie obrotów, ponieważ kupujący, gdy znajdą się już w sklepie, częściej dokonują dodatkowych zakupów.

  1. Wydajność i dostępność serwisu: korzystaj z niezawodnych rozwiązań

Nawet najbardziej znani sprzedawcy detaliczni cierpią z powodu przestojów i otrzymują skargi na zbyt długi czas otwierania się serwisu internetowego. Połowa klientów oczekuje, że strona internetowa załaduje się w 2 sekundy, przy czym aż 40% kupujących może zrezygnować z wejścia na stronę, gdy ładuje się ona dłużej niż 3 sekundy. Dlatego warto przeprowadzać testy obciążenia i testy wydajności serwisu, by określić maksymalne progi ruchu na stronie. Wpływ na szybkość ładowania się strony ma ilość informacji w pamięci serwisu. Sprzedawcy powinni mieć na uwadze optymalizację treści również pod tym kątem.

  1. Sprawny serwis: staraj się jak najszybciej zamykać sprawy

Serwis internetowy sklepu powinien udostępniać centra pomocy online i funkcjonalności, które pozwalają rozwiązywać klientom różne sprawy w sposób samoobsługowy. Pomocne jest tworzenie zakładek z odpowiedziami na najczęściej zadawane pytania. Warto, aby klienci mieli do dyspozycji infolinię. Wg danych Small Business Chronicle, klienci odkładają słuchawkę po jednej minucie i 55 sekundach oczekiwania, dlatego warto rozważyć dodanie chatbotów w celu zwiększenia zadowolenia klienta i skrócenia czasu oczekiwania na kontakt. Chatbot w handlu detalicznym powinien odpowiedzieć na proste pytania dotyczące statusu zamówień, możliwości zwrotu towaru czy złożenia reklamacji. Jeśli boty nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, przekierowują sprawę do odpowiedniego pracownika działu obsługi. Witając kupujących, chatboty powinny od razu identyfikować się jako boty.

Dane, w oparciu o które powstało opracowanie, pochodzą bezpośrednio z platform informatycznych Salesforce wspomagających zarządzanie procesami rynkowymi: Commerce Cloud, Service Cloud i Marketing Cloud. Zebrano je podczas sezonu świątecznego obejmującego 37 dni (w tym: Cyber Week, Boże Narodzenie, Boxing Week) – od 20 listopada do 26 grudnia 2018 r.

Opracowany przewodnik może być pomocny nie tylko w czasie organizacji bożonarodzeniowych promocji, ale może też wspierać handel w trakcie całego roku.

Omawiany przewodnik dostępny jest pod adresem:

https://c1.sfdcstatic.com/content/dam/web/en_us/www/assets/pdf/datasheets/holidayreadinessguide_salesforce_2019.pdf

Przy okazji badania powstał też raport omawiający dane. Jest on dostępny pod adresem:

https://www.salesforce.com/solutions/industries/retail/holiday-shopping-report/?d=cta-body-promo-277

Polskie badanie: Introwertycy wolą rozmawiać z botami, a część z nas omyłkowo bierze je za ludzi

Z chatbotów najczęściej korzystamy podczas zakupów online i przy zgłaszaniu reklamacji – wynika z badania zrealizowanego przez Symetrię UX, wiodącą polską agencję specjalizującą się w projektowaniu doświadczeń użytkownika. Świadomość istnienia tej klasy wirtualnych asystentów jest w społeczeństwie stosunkowo niska. Ze słowem „chatbot” spotkało się zaledwie 34 proc. respondentów, z których tylko 53 proc. weszła w jakąkolwiek interakcję z takim oprogramowaniem.

Chatbot to, inaczej mówiąc, wirtualny asystent, pewien typ oprogramowania, które umożliwia prowadzenie konwersacji 24 godziny na dobę. Interfejsem chatbota może być komunikator internetowy (np. Messenger) lub chat wbudowany w stronę www. Najpopularniejszym środowiskiem dla chatbotów w Polsce jest Facebook Messenger, z którego – według tegorocznych danych NapoleonCat – korzysta ponad 13,5 mln użytkowników. – Rosnąca popularność chatbotów wynika z tego, że umożliwiają one uzyskanie natychmiastowej odpowiedzi i to w natywnym języku użytkownika. Jest to interaktywne doświadczenie, dopasowane do sposobu, w jaki korzysta on z internetu. Dotyczy to zwłaszcza młodych osób, przyzwyczajonych do komunikatorów internetowych. Po drugie, chatboty umożliwiają firmom automatyzację komunikacji, optymalizując tym samym koszty – tłumaczy Anna Schneider, UX Specialist w Symetrii UX.

Fenomen chatbotów rozpoczął się w Chinach i to już w 2013 roku. To wtedy WeChat uruchomił pierwsze środowisko dla botów. Dlaczego właśnie Chiny? Chińscy konsumenci kierują się zupełnie inną psychologią w porównaniu z zachodnimi konsumentami. Nie mają zaufania do produktów wytwarzanych lokalnie z powodu licznych skandali związanych z bezpieczeństwem, które miały miejsce w Chinach w ciągu ostatnich kilku lat. W związku z tym, zanim dokonają zakupu online lub w sklepie stacjonarnym, często starają się pozyskać opinie innych osób lub bombardują pytaniami samą firmę. Ogromna liczba chińskich użytkowników przyczyniła się do tego, że powstał popyt na chatboty, zanim te pojawiły się jeszcze w świadomości innych gigantów internetu, jak np. Facebooka. Obecnie na rynku występują chatboty wyspecjalizowane w określonych zadaniach, w tym m.in. rekrutacyjne, onboardingowe, zakupowe, zajmujące się obsługą klienta, marketingowe, a nawet – rozrywkowe.

Zawsze gotowe do akcji

Według badania przeprowadzonego przez agencję Symetria UX, aż 54 proc. internautów korzystało z chatbotów przy okazji robienia zakupów, 28 proc. za ich pomocą zgłosiło błąd lub reklamację, a 28 proc. zapoznało się z firmową ofertą. Internauci są najbardziej skłonni do interakcji z wirtualnym asystentem, aby uzyskać informację o produkcie lub usłudze, a najmniej – w celu obsługi konta bankowego (np. realizacji przelewu). W bankowości można się zetknąć m.in. z KrEdytką, która pomoże w doborze kredytu. Jest to chatbot banku Credit Agricole na Messengerze. Z kolei klienci banku ING mogą porozmawiać z chatbotem o nazwie Mój Asystent, który pomaga znaleźć informacje na temat funkcji systemu bankowości internetowej Moje ING. Chatboty stanowią obecnie jeden z elementów strategii customer service.

Z badań prowadzonych przez Symetrię UX wynika, że większość osób, które miała jakąkolwiek styczność z chatbotami, ma do nich pozytywny stosunek, podczas gdy spora część osób traktuje je neutralnie. Przedstawiciele tego grona deklarowali na przykład, że korzystają z chatbotów w ostateczności, gdy nie ma w danej chwili innych możliwości kontaktu lub gdy zależy im na czasie. To właśnie oszczędność tego ostatniego zdaje się być główną przyczyną, dla której tak chętnie wchodzimy w interakcję z wirtualnymi asystentami. 45 proc. respondentów wybiera rozmowę z chatbotem, ponieważ zależy im na natychmiastowym uzyskaniu odpowiedzi, co nie zdarza się zbyt często podczas kontaktu ze zwyczajnym centrum obsługi klienta. Dla 9 proc. osób objętych badaniem kontakt z wirtualnym asystentem jest ciekawszym doświadczeniem, a 14 proc. uważa, że tego typu kontakt z ludźmi nie jest aż tak istotny. Fakt, że użytkownik, aby zrealizować swój cel, nie musi wchodzić w interakcję z innym człowiekiem, może stanowić znaczący atut tej metody. Takiego zdania jest spora część ankietowanych. Ponad 41 proc. uważa, że chatboty są doskonałym narzędziem dla osób wstydliwych. – Bardzo dobrze odbieram istnienie chatbotów. Jestem osobą nieśmiałą i boty w wielu sytuacjach pomagają mi w uzyskaniu informacji na temat jakiejś usługi – stwierdził jeden z uczestników badania. Inny uczestnik przyznał, że chętnie korzystał z bota, bo on nie jest zirytowany moją nieznajomością marki bądź usługi, z którą chciałam się zapoznać.

Sporym atutem wirtualnych asystentów jest to, że w rozmowie z nimi nie boimy się zadawać „głupich” pytań. Niemniej, mimo ogromnych inwestycji w rozwój kluczowych technologii, chatboty wciąż nie potrafią sprostać oczekiwaniom większości internautów. – Każdy chatbot jest złożonym programem, który integruje niekiedy wiele różnych rozwiązań, takich jak np. przetwarzanie języka naturalnego, rozpoznawanie obrazów, analizę sentymentu [nastawienia emocjonalnego rozmówcy – red.], Big Data, czy uczenie maszynowe. Mitem jest jednak, że każdy chatbot musi opierać się na sztucznej inteligencji. Jest to błędne przekonanie, gdyż wiele chatbotów, zwłaszcza tych w środowisku Messengera, opiera się na predefiniowanych skryptach, tzn. korzystają one ze schematów blokowych – zwraca uwagę Anna Schneider z agencji Symetria UX.

„Przepraszam, nie rozumiem…”

Wszystko wskazuje na to, że programistów pracujących nad doskonaleniem wirtualnych asystentów czeka długa i wyboista droga. Z badań Symetrii UX wynika, że aż 55 proc. użytkowników jako ich największą wadę wymieniło brak zrozumienia zadawanych im pytań. Według Anny Schneider, w niektórych przypadkach dzieje się tak, ponieważ internauci, przyzwyczajeni do stylu rozmów ze znajomymi w różnych komunikatorach internetowych, rozkładają jedno pytanie na kilka wiadomości. – O ile nasz znajomy bez problemu zrozumie, o co go pytamy i do czego nawiązujemy, o tyle wirtualny asystent może już sobie nie poradzić – zwraca uwagę ekspertka i dodaje, że w chatbotach scenariuszowych firmy nie są w stanie przewidzieć wszystkich możliwych scenariuszy rozmowy ani tego, w jaki sposób użytkownik zada pytanie. W przypadku chatbotów konwersacyjnych potrzeba czasu i wielu przeprowadzonych rozmów, aby nauczyły się właściwie rozmawiać, lecz nawet wtedy od poziomu człowieka dzielą je lata świetlne.

Czasem bywa też tak, że brakiem przenikliwości wykazują się sami internauci. Gdy na awatar chatbota, czyli jego internetowy wizerunek, firma wybrała postać człowieka, niektórzy rozmówcy przekonani są, że rozmawiają z pracownikiem biurowym, a nie – jak ma to miejsce w rzeczywistości – z komputerem. Z badania Symetrii UX wynika, że awatar przedstawiający kobietę lub mężczyznę może wprowadzać internautów w błąd. Z kolei nieodpowiednio dobrany wizerunek robota często budzi niepokój. Mimo to, grafika przedstawiająca humanoidalną maszynę sprawdza się o niebo lepiej. Należy jednak zadbać o to, aby robot wyglądał przyjaźnie. – Wizerunek chatbota jako człowieka jest jak montowanie głośnego wydechu w starym golfie, żeby udawał szybkiego. Nie ma co udawać, że automat jest z żywej tkanki. Poza tym rozmowa z robotem jest bardziej futurystyczna – uważa Kamil, 25-letni uczestnik badania. – Dla mnie wizerunek robota nie pozostawia złudzeń, kto jest po drugiej stronie. Zmniejsza to oczekiwania w sprawach odpowiedzi na trudniejsze pytania – wtóruje mu 47-letni Krzysztof. Za grafiką przedstawiającą uśmiechniętego robota opowiedziało się 64 proc. respondentów.

Od chatbotów nie uciekniemy, nawet jeśli nie darzymy ich szczególną sympatią. Oracle przewiduje, że do 2020 roku korzystać z nich będzie 80 proc. przedsiębiorstw (badanie było przeprowadzone na 800 osobach decyzyjnych w firmach z Francji, Holandii, RPA i Wielkiej Brytanii). Tymczasem według prognozy opublikowanej przez portal Statista, rynek tej klasy wirtualnych asystentów do 2025 roku osiągnie wartość ponad 1,25 mld $. – Nawet jeśli prognozy te wydają się zbyt śmiałe, to dość dobrze oddają zainteresowanie, jakim cieszą się chatboty ze strony biznesu oraz kierunek przemian, jakie na przestrzeni najbliższych lat obserwować będziemy w wirtualnej przestrzeni – podsumowuje Anna Schneider.

Podwyżka płac minimalnych to okazja biznesowa

Zgodnie z zapowiedziami polityków partii rządzącej, nabierają tempa coroczne podwyżki wynagrodzeń minimalnych. W 2015 roku, czyli w momencie objęcia władzy przez rząd Beaty Szydło, płaca minimalna wynosiła 1750 zł brutto. Od 1 stycznia 2016 wzrosła o niecałe 6%. W następnych latach wzrost wynosił odpowiednio: 8,1% w roku 2017, 5% w roku 2018 oraz 7,1% na początku tego roku. Podwyżka, jaka nas czeka na początku 2020 roku jest największa z dotychczasowych. Płaca minimalna wzrośnie z 2250 do 2600 złotych, to jest o ponad 15%.

W najbogatszych krajach Unii Europejskiej, płaca minimalna kształtuje się na poziomie od 1400 do 1600 euro. W Grecji i Portugalii pracownikom trzeba płacić około 700 euro. Płacę minimalną niższą od polskiej mają między innymi Węgry, Czechy i Słowacja. Najniższa stawka w UE obowiązuje w Bułgarii i w 2019 roku wynosiła 286 euro.

Zgodnie z podstawowymi prawami ekonomii, wzrost kosztów pracy doprowadzi do spadku popytu na nią. Z tego faktu wynika największy zarzut, jaki podnoszą przeciwnicy ustalania wysokich poziomów wynagrodzeń minimalnych. Gdyby wszystkie inne czynniki mające wpływ na wielkość zatrudnienia nie zmieniły się, podwyżka płacy minimalnej doprowadziłaby do wzrostu bezrobocia. W Polsce prawdopodobnie na razie się to nie wydarzy. Negatywny efekt zostanie stłumiony przez stosunkowo wysokie tempo wzrostu gospodarczego.

Wynagrodzenie minimalne ma rosnąć dalej. Od 2024 roku ma wynosić 4000 złotych brutto. Oznacza to, że prawdopodobnie poziom wynagrodzeń minimalnych przekroczy 60% średniego wynagrodzenia w gospodarce. Byłby to najwyższy poziom w Europie. W większości krajów wskaźnik ten jest na poziomie pomiędzy 40 a 50% i ekonomiści z reguły uważają, że takie poziomy nie powodują ujemnych skutków dla wzrostu gospodarczego. Główny Urząd Statystyczny nie ma jeszcze danych za 2019 rok, ale według dostępnych statystyk za rok 2018, prawie jedna trzecia zatrudnionych w polskiej gospodarce, zarabiała mniej niż 60% średniej krajowej. Jeżeli ten wskaźnik się nie zmieni, na początku roku 2024 pracodawcy będą musieli dość znacznie podnieść wynagrodzenia aż 3 milionów osób. Obiektywnie patrząc, koszty takiej operacji dla całej gospodarki mogą być ogromne.

W tej sytuacji większość komentatorów i polityków opozycji prawdopodobnie zajmie się narzekaniem. My jednak nie traćmy czasu. Poszukajmy szans biznesowych.

Zastanówmy się, jakie efekty może przynieść podwyżka płacy minimalnej dla konkretnych działów gospodarki. Obecnie wynagrodzenia poniżej 2600 zł brutto są najczęściej wypłacane w gastronomii, usługach hotelarskich, handlu detalicznym, produkcji odzieży i ochronie mienia.

Konieczność wzrostu wynagrodzeń sprawi, że szczególnie w tych branżach, opłacalne stanie się zastąpienie człowieka przez maszynę. W gastronomii może wzrosnąć rola lokali samoobsługowych, w handlu coraz częściej będą wprowadzane samoobsługowe lub automatyczne kasy, a być może już niedługo bezobsługowe staną się całe sklepy. Przy okazji wzrośnie jeszcze bardziej rola z natury zautomatyzowanej branży e-commerce. Ochroną mienia coraz częściej będą się zajmować systemy monitoringu, również automatyczne i używające sztucznej inteligencji, a rolę kierowców przejmą samochody autonomiczne.

Wnioski dla inwestorów są oczywiste. Należy inwestować w rozwiązania umożliwiające zastąpienie pracy człowieka w branżach, gdzie wzrost kosztów pracy będzie znaczący.

Wnioski dla technologicznych start-upów? Też oczywiste. Szukać zastosowań algorytmów sztucznej inteligencji czy rozwiązań z zakresu robotyki i automatyki dla branży handlowej, gastronomicznej czy hotelarskiej.

A co z bezrobociem? Pozostaje mieć nadzieję, że maszynę zastępującą pracę pięciu robotników będzie musiało obsługiwać dziesięciu inżynierów. A nawet jeżeli nie, to i tak największym kapitałem będzie wiedza.

SAS wskazuje najważniejsze trendy analityczne na rok 2020

Według IDC rynek rozwiązań analitycznych w zakresie Big Data w 2019 roku był wart prawie 190 mld dol. Eksperci SAS nie mają wątpliwości, że analityka będzie miała kluczowe znaczenie również w nadchodzącym roku. Ma to związek z coraz bardziej złożonymi wyzwaniami, jakim musi stawić czoła biznes – od przeciwdziałania nadużyciom, po rosnące oczekiwania klientów.

Analityka to dziedzina, która wciąż ewoluuje wraz ze zmieniającymi się potrzebami biznesu. Ogromny wpływ na jej rozwój ma upowszechnienie algorytmów „sztucznej inteligencji”. Technologia ta usprawnia zarówno samo działanie modeli analitycznych, jak i interakcje użytkowników z systemem. Dzięki temu rozwiązania klasy Business Intelligence będą bardziej przydatne dla większej liczby pracowników organizacji – mówi Patryk Choroś, Business Development Director w SAS.

Eksperci SAS wskazują 3 najważniejsze trendy, które wpłyną na oblicze analityki w roku 2020.

  1. Coraz częściej będziemy rozmawiali z maszynami

Asystenci głosowi stają się coraz popularniejsi, co potwierdzają wyniki badania reichelt elektronik. Aż 87% respondentów przyznało, że korzysta z asystentów głosowych za pośrednictwem smartfonów. W biznesie obsługa systemów analitycznych za pomocą komend głosowych również zyskuje na znaczeniu dzięki technologii NLP (Natural Language Processing). Jak przewiduje Gartner, dzięki NLP i analityce konwersacyjnej, do 2021 roku odsetek pracowników wykorzystujących rozwiązania z zakresu analityki i business intelligence wzrośnie z 35% do ponad 50%, włączając w to nowe kategorie użytkowników, głównie pracowników pierwszej linii kontaktu z klientami.

  1. Sztuczna inteligencja pozwoli zrozumieć wyniki analiz

Zdaniem ekspertów SAS demokratyzacja analityki będzie postępowała w nadchodzącym roku, co ma związek z coraz powszechniejszym wykorzystaniem sztucznej inteligencji do tłumaczenia wyników analiz. Dzięki temu coraz więcej osób w ramach organizacji będzie mogło korzystać z narzędzi analitycznych i nie będą one zarezerwowane jedynie dla specjalistów Data Science. Trend dostrzega firma SAS, która w najnowszej wersji SAS® Viya® duży nacisk położyła na przejrzystość realizacji zadań i procesów analitycznych. Oprogramowanie tworzy diagramy przebiegu kroków modelowania, tak aby proces analityczny był bardziej zrozumiały. Nowe funkcjonalności wspierają pracę i upraszczają wiele skomplikowanych czynności wykonywanych do tej pory ręcznie. AI umożliwia również doskonalenie modeli analitycznych m.in. przez określanie ich mocnych i słabych stron, a także szacowanie ryzyka, czy otrzymane wyniki będą zaburzone statystycznie.

  1. Analiza grafów pozwoli odpowiedzieć na złożone pytania zadawane przez użytkowników

Wraz ze wzrostem popularności narzędzi analitycznych użytkownicy biznesowi wykorzystują je do zadawania coraz bardziej złożonych pytań. Znalezienie na nie odpowiedzi wymaga przetwarzania zarówno ustrukturyzowanych, jak i nieustrukturyzowanych danych, często pochodzących z wielu źródeł, zewnętrznych i wewnętrznych. Tradycyjne metody analityczne nie zawsze to umożliwiają, dlatego w 2020 roku znaczenie będzie zyskiwała analiza powiązań i grafów. Ten zestaw technik analitycznych umożliwia zobrazowanie powiązań pomiędzy poszczególnymi analizowanymi klientami, transakcjami czy miejscami. Techniki te są już z powodzeniem wykorzystywane w wykrywaniu nadużyć, modelowaniu społeczności i analizie kryminalnej. Dzisiaj eksperci Gartnera przewidują, że rynek aplikacji z zakresu analityki graficznej będzie rósł o 100% rocznie przez najbliższe pięć lat.

Funt zawrócił

Wiele osób było pod wrażeniem tego, jak wysoko zaszedł funt po zwycięstwie konserwatystów. Szybko jednak okazało się, że optymizm jest przesadny i brytyjska waluta zaczęła tracić.

Dane z USA w normie

Wyniki indeksów koniunktury w USA (pomimo tego, że symbolicznie słabsze od oczekiwań) mają jedną podstawową przewagę nad swoimi europejskimi konkurentami. Jest to przewaga odpowiedzi pozytywnych. Amerykanie dalej patrzą z optymizmem w przyszłość. Europejczycy z kolei spodziewają się recesji. Rynki przyjęły to dosyć ostrożnie i nie widać zmian na głównej parze walutowej.

Funt wraca po wyborach

W wyniku początkowej euforii po wyborach funt wyskoczył o niemal 2% w górę. Jednak od tego momentu jest już 2,5% niżej. Brytyjska waluta kosztuje teraz 5,04 zł. Okazuje się, że z jednej strony zakończenie impasu brexitowego nie jest złe. Z drugiej strony Boris Johnson nie budzi zaufania inwestorów, tym bardziej z tak dużą większością, która powoduje, że musi się on mniej niż wcześniej ograniczać. Już teraz mówi się o dużej rekonstrukcji rządu w lutym po opuszczeniu Unii Europejskiej.

Budżet jednak bez deficytu?

Rzeczpospolita potwierdziła, że resort finansów pracuje nad taką konstrukcją budżetu, by był zgodny z zapowiedziami braku deficytu. Pytanie, czy księgowe sztuczki związane z pożyczkami z funduszy, są warte tego wizerunkowego zagrania. Zobaczymy, jak uda się ten cel osiągnąć w najbliższych tygodniach. Projekt budżetu powinniśmy bowiem poznać już w tym roku. Rynki na razie wciąż patrzą przychylnie na Polskę, a złoty powoli odrabia ostatnie straty będąc już bardzo blisko minimum z tego kwartału.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – USA – wskaźnik zamówień wg. CBI,
  • 14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Ważny wyrok dla przedsiębiorców, którym odmówiono prawa do odliczenia VAT z uwagi na oszustwa ich kontrahentów

Prawo do odliczenia VAT stanowi podstawową zasadę wspólnego systemu podatku od towarów i usług. Jednak organy podatkowe odbierają przedsiębiorcom to uprawnienie, gdy tylko stwierdzą, że któryś z ich kontrahentów brał udział w oszustwach VAT. 16 października 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał niezwykle istotny dla przedsiębiorców wyrok, w którym orzekł, że organy, ustalając istnienie oszustw popełnionych przez dostawców przedsiębiorcy, a następnie biorąc te ustalenia za podstawy wydawanych względem niego decyzji, nie mogą jednocześnie pozbawiać przedsiębiorcy dostępu do stwierdzających te oszustwa dowodów, a tym samym pozbawiać go prawa do skutecznej obrony (sprawa C-189/18 Glencore Agriculture Hungary Kft. Vs. Nemzeti Adó- és Vámhivatal Fellebviteli Igazgatósága, ECLI:EU:C:2019:861).

Ponad 6 mln euro zobowiązania podatkowego

Węgierski organ podatkowy stwierdził, że spółka Glencore trudniąca się hurtową dostawą towarów bezprawnie odliczyła VAT za wrzesień i październik 2011 r. Organ uznał, że dysponowała ona wiedzą, lub powinna była nią dysponować, że dokonywane przez nią transakcje są elementem karuzeli VAT. Istnienie oszustw organ ustalił w odrębnych postępowaniach prowadzonych u dostawców spółki. W sumie określił spółce całkowite zobowiązanie z tytułu VAT wraz z grzywną i karą za zwłokę w kwocie ok. 6 400 tys. euro. Spółka wniosła do sądu skargę na działanie organu pozbawiające ją prawa do obrony, w tym prawa do rzetelnego procesu gwarantowanego przez art. 47 Karty praw podstawowych UE (Dz.Urz. UE 2012 C 326/391). Węgierski sąd administracyjny zawiesił postępowanie skargowe, zwracając się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem prejudycjalnym o dopuszczalność takiego działania organów podatkowych.

Przedsiębiorca musi mieć zapewnione prawo do obrony

Trybunał Sprawiedliwości UE, wskazując na Dyrektywę Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE 2006 L 347/1), jak i na zasadę poszanowania prawa do obrony wyrażoną w art. 47 Karty praw podstawowych, stwierdził, że należy je rozumieć w ten sposób, że choć organy przy weryfikacji rozliczeń VAT podatnika są związane ustaleniami dokonanymi w ramach powiązanych postępowań wszczętych przeciwko jego dostawcom, to mają obowiązek zapoznania podatnika z tymi ustaleniami tak, by nie odbierać mu możliwości skutecznego ich zakwestionowania. Musi on mieć zapewniony dostęp do wszystkich dowodów, na których organ zamierza oprzeć swą decyzję dotyczącą tego podatnika. W skrócie: przedsiębiorca musi mieć szansę na obronę przed negatywnymi dla niego, dokonanymi w ten sposób ustaleniami.

„Na ten wyrok powołaliśmy się już dwukrotnie, wnosząc odwołania w sprawach naszych klientów – przedsiębiorców, którym odmówiono prawa do odliczenia VAT w oparciu o dowody zebrane w sprawach oszustw dokonanych przez ich kontrahentów” – komentuje mec. Robert Nogacki, radca prawny z warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec. A nie było na to zbyt wiele czasu, bo zgodnie z art. 240 § 1 pkt 11 Ordynacji podatkowej: „W sprawie zakończonej decyzją ostateczną wznawia się postępowanie, jeżeli orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wpływ na treść wydanej decyzji” (Dz.U. 2019 r. poz. 900). Można to jednak zrobić w terminie miesiąca od publikacji sentencji orzeczenia TSUE w Dzienniku Urzędowym UE (art. 241 § 2 pkt 2 O.p.).

Ważny wyrok dla przedsiębiorców

Ponieważ wyrok TSUE opublikowano 16 października, więc termin na składanie wniosków o wznowienie postępowania upłynął 15 listopada. Ale nie zmienia to faktu, że to niezwykle ważny wyrok dla wszystkich przedsiębiorców, którzy staną się albo już są podmiotem postępowań kontrolnych, i zostanie im odmówione prawo do odliczenia VAT z uwagi na oszustwa dokonane przez ich dostawców czy innych kontrahentów” – podsumowuje mec. Nogacki.

Organy podatkowe nie mogą bowiem zapominać, że posądzając przedsiębiorcę o bezprawne odliczenie podatku od towarów i usług, muszą wykazać jego świadome uczestnictwo w karuzeli VAT. Nakazywało to już znacznie wcześniej orzecznictwo sądów zarówno polskich, jak i wspólnotowych. W wyroku z 4 marca 2019 r. WSA w Gliwicach orzekł: „Ustalenia faktyczne, które potwierdzają wykorzystanie karuzeli podatkowej zorganizowanej przez inne podmioty niż podatnik, do oszukańczych działań nie mogą obciążać podatnika, którego świadomy udział w karuzeli wykluczono. Po to twórcy karuzeli tworzą pozory legalnej działalności, aby takie podmioty jak skarżący nie mogły się w ich działaniach orientować” (sygn. akt III SA/Gl 27/19). Z kolei Europejski Trybunał Sprawiedliwości już w 2006 r. wskazał, że „…prawo podatnika dokonującego dostawy do odliczenia podatku naliczonego nie może ucierpieć tylko dlatego, że inna transakcja w łańcuchu dostaw, w której on uczestniczy, a o której nie ma świadomości, dokonana później lub wcześniej, stanowi oszustwo” (wyrok w połączonych sprawach C-354/03, C-355 i C-484/03).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

5 najważniejszych zmian w prawie spółek okiem ekspertów

Koniec roku sprzyja podsumowaniom i ocenom. Mijający rok 2019 przyniósł wiele zmian w regulacjach prawnych dotyczących podmiotów prawa handlowego. Jakie modyfikacje zostały wdrożone w ciągu ostatnich 12 miesięcy? Czy wprowadzone zmiany ułatwiły działalność spółek czy spowodowały pewne utrudnienia? W końcu, jakie nowe obowiązki zostały nałożone na członków zarządu czy wspólników? Eksperci z zakresu prawa gospodarczego z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy – adwokat Patrycja Czarniak, adwokat Bartosz Olszewski oraz aplikant adwokacki Mateusz Latosiński oceniają mijający rok z perspektywy spółek handlowych, udzielając wyjaśnień na temat zmian w prawie. 

  1. Zgromadzenie Wspólników z wykorzystaniem telekonferencji

Zgodnie z przyjętym przez Senat 2 sierpnia 2019 r. projektem zmiany kodeksu spółek handlowych, umowa spółki z o.o. może przewidywać przeprowadzenie zgromadzenia wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Taki tryb przeprowadzenia zgromadzenia zakłada:

  • transmisję obrad zgromadzenia wspólników w czasie rzeczywistym;
  • dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której wspólnicy mogą wypowiadać się w toku obrad zgromadzenia wspólników, przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad zgromadzenia wspólników;
  • wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku zgromadzenia wspólników.

Umowa spółki powinna jednocześnie przewidywać tryb identyfikacji wspólników i zapewnienia bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej. Jest to istotne także z punktu widzenia interesów samej spółki, która powinna upewnić się, czy osoby uczestniczące w telekonferencji faktycznie są wspólnikami spółki.

  1. Trudniejsze zwolnienie spółki z ponoszenia kosztów sądowych

Przepis art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych został zmieniony ustawą z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, która to ustawa w dniu 24 lipca 2019 roku została podpisana przez Prezydenta RP. Ustawodawca zdecydował się wprowadzić dodatkowe wymogi, które będzie musiała spełnić spółka handlowa występująca do sądu z wnioskiem o zwolnienie od kosztów sądowych. I tak, poza przesłankami zwolnienia wskazanymi w aktualnie obowiązującym przepisie, spółka handlowa będzie musiała wykazać także, że jej wspólnicy albo akcjonariusze nie mają dostatecznych środków na zwiększenie majątku spółki lub udzielenie spółce pożyczki. Wyżej wskazany obowiązek nie będzie miał jednak zastosowania do spółki handlowej, której jedynym wspólnikiem albo akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

  1. Postępowanie gospodarcze na nowo

Postępowanie gospodarcze to specjalny rodzaj postępowania cywilnego przewidzianego tylko dla przedsiębiorców, które  w polskim prawie obowiązywało od października 1989 r. do maja 2012 r.

Po 7 latach powraca na nowo. Przepisy o postępowaniu gospodarczym weszły w życie 7 listopada 2019 r. Zgodnie z nimi, postępowanie gospodarcze będzie obligatoryjne przede wszystkim w sprawach  stosunków cywilnych między przedsiębiorcami, w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej. Nowa forma postępowania będzie fakultatywna dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, które mogą w swoim pierwszym piśmie złożyć wniosek o rozpoznanie sprawy w zwykłym trybie.

  1. Zasady rezygnacji przez ostatniego Członka Zarządu

Dotychczasowe przepisy w ogóle nie regulowały kwestii składania rezygnacji przez ostatniego członka zarządu spółki, co skutkowało powstaniem całego wachlarza różnych poglądów na ten temat. Dostrzegając wagę problemu, ustawodawca zdecydował się zmienić przepisy Kodeksu spółek handlowych. Począwszy od 1 marca 2019 r. rezygnacja ostatniego członka zarządu przebiega w następujący sposób:

  • w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością – członek zarządu składa rezygnację wspólnikom, jednocześnie zwołując zgromadzenie wspólników. Zaproszenie na zgromadzenie powinno zawierać także oświadczenie o rezygnacji. Mandat członka zarządu wygasać będzie dzień po dniu, na który zwołano zgromadzenie wspólników;
  • w spółce akcyjnej – członek zarządu składa rezygnację radzie nadzorczej. Natomiast jeżeli żadne stanowisko w radzie nadzorczej nie jest obsadzone, rezygnację składa się akcjonariuszom, zwołując jednocześnie walne zgromadzenie. Ogłoszenie o walnym zgromadzeniu powinno zawierać także oświadczenie o rezygnacji, która staje się skuteczna dzień po dniu, na który zwołano walne zgromadzenie.

Powyższe rozwiązanie stosuje się zarówno, gdy rezygnacja składana jest przez ostatniego członka zarządu, jak i przez wszystkich członków zarządu jednocześnie. Propozycja ustawodawcy wydaje się być klarownym i porządkującym rozwiązaniem.

  1. Całkowite przemodelowanie regulacji dotyczącej upadłości konsumenckiej w prawie upadłościowym szansą także dla wspólników spółek osobowych

W dniu 6 września 2019 r. Prezydent podpisał ustawę z dnia 30 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy prawo upadłościowe oraz niektórych innych ustaw. Ustawa ta wprowadza niezwykle istotne zmiany w modelu upadłości konsumenckiej. Od chwili jej wejścia w życie, w zasadzie każdy niewypłacalny konsument będzie mógł złożyć wniosek o otwarcie wobec niego postępowania upadłościowego licząc na to, że zostanie ono otwarte. 

Ustawa wprowadza:

  • Zwiększenie szans na uzyskanie oddłużenia wskutek liberalizacji przesłanek oddalenia przez sąd wniosku o otwarcie postępowania i w konsekwencji uzyskania umorzenia zobowiązań;
  • Wprowadzenie instytucji warunkowego umorzenia zobowiązań;
  • Wprowadzenie możliwości zawarcia układu przez dłużnika z wierzycielami.

W kontekście prawa spółek handlowych należy zarazem pamiętać, iż możliwe jest ogłoszenie upadłości wspólników spółek osobowych ponoszących odpowiedzialność za zobowiązania spółki bez ograniczenia całym swoim majątkiem (np. wspólników spółki jawnej, komplementariuszy w spółce komandytowej), a także względem wspólników spółki partnerskiej. Co istotne, po utracie przez nich statusu wspólnika nic nie będzie stało na przeszkodzie do ogłoszenia ich upadłości jako konsumentów.

Straty ciepła, czyli ile tak naprawdę kosztuje ogrzewanie?

Sezon grzewczy to często spore wyzwanie finansowe dla wielu rodzin w naszym kraju. W Polsce ponad 10 proc. rocznego budżetu przeciętnego gospodarstwa domowego przeznaczanych jest na ogrzewanie nieruchomości – to ok. 3 680 zł w sezonie. Pytanie czy te wydatki muszą być tak wysokie i jak można je ograniczyć?

Udział wydatków na nośniki energii w budżetach krajowych gospodarstw domowych jest o 60 proc. wyższy niż średnia europejska. Wiąże się to w znacznym stopniu z bardzo słabym poziomem izolacji termicznej polskich domów lub wręcz jej brakiem. Efektem tego są ogromne straty ciepła, a ich konsekwencją zwiększone wydatki na ogrzewanie.

Jak wygląda sytuacja?

Niskie temperatury zimą wymuszają w Polsce średnio o ok. 40 proc. dłuższe i intensywniejsze ogrzewanie budynków niż np. we Francji czy w Niemczech. Tymczasem jak wynika z raportu „Polska ocieplona” przygotowanego przez markę ISOVER na 5,5 mln polskich domów blisko 4 mln spośród z nich wymaga poprawy efektywności energetycznej. Wiąże się to z faktem, że ponad 90 proc. tych nieruchomości stanowią budynki starsze niż 15 lat, a zatem ich standard energetyczny zdecydowanie odbiega od dzisiejszych realiów.  Z badań Instytutu Ekonomii Środowiska z 2017 roku wynika, że 59,2 proc. domów jednorodzinnych w Polsce ma ocieplone ściany zewnętrzne. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że wśród tych domów, tylko 12,8 proc. ma zastosowaną izolację grubszą niż 10 cm. Jeżeli na wszystko spojrzymy dodatkowo przez pryzmat warunków technicznych dla nowobudowanych budynków, które obowiązywać będą od 2021 roku, gdzie wymagana grubość ocieplenia wynosić ma od 18-20 cm, to uświadomimy sobie jak źle zaizolowane są domy w Polsce. To wszystko przyczynia się do zwiększonych wydatków na ogrzewanie, które wraz ze wzrostem cen nośników energii drenują z pieniędzy domowe budżety.

Ile nas to kosztuje?

Polacy energooszczędność utożsamiają z wymianą tradycyjnych żarówek na LEDowe, tymczasem wydatki na oświetlenie nieruchomości stanowią ok 4 proc. energii zużywanej w budynkach. Większość z niej spożytkowana jest na ogrzanie nieruchomości i nagrzanie ciepłej wody. W przeciętnym polskim domu, źródłem energii cieplnej jest węgiel orzech. Wydatki na ogrzewanie takiej nieruchomości o powierzchni ok 140 m kw. wynoszą przeszło 4300 zł rocznie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę domy o niskim standardzie energetycznym, w których stosuje się do ogrzewania gaz ziemny lub energię elektryczną to koszty ich ogrzania mogą wynieść odpowiednio od 6 do przeszło 12 tys. rocznie. Jak podkreśla marka ISOVER w raporcie „Polska ocieplona”, poprawna izolacja budynku pozwala na oszczędności w zużyciu nośników energii nawet o 69 proc.

Właściwe ocieplenie nieruchomości to nie tylko nasz komfort termiczny, ale przede wszystkim wymierne korzyści finansowe. Ocieplając oszczędzamy. Traktujmy więc termomodernizację jako inwestycję z bardzo dobrą stopą zwrotu – mówi Benedykt Korduła, Dyrektor Marketingu ISOVER.

Warto ponadto wykorzystać szansę jaką daje nam dofinansowanie z programu „Czyste Powietrze”. Otrzymując dotację na poziomie 50 proc. kosztów inwestycji, osiągniemy rentowność zainwestowanych środków na poziomie prawie 9 proc. w skali roku. W dzisiejszych czasach takiej stopy zwrotu nie oferuje żaden fundusz czy lokata – dodaje. Jeżeli więc dokonamy kompleksowej i poprawnej termomodernizacji przeciętnego polskiego domu, koszt jego ogrzewania węglem orzech spadnie z 4300 zł rocznie do ok 1300 zł. Widać więc wymierne korzyści, finansowe. Takie nadwyżki w domowych budżetach przeznaczyć można chociażby na rodzinne wakacje.

Jak zacząć oszczędzać?

Zgodnie z danymi zawartymi  w raporcie „Polska ocieplona” ok. 4 mln domów w Polsce może być niedostatecznie zaizolowanych. Większość z nich to budynki powstałe w latach 70 i 80 co powoduje, że charakteryzują się one większym zapotrzebowaniem na energię. Są zatem bardzo kosztochłonne. Kluczowym sposobem, by ograniczyć wydatki na ogrzewanie jest termomodernizacja takich nieruchomości. Aby przyniosła ona jednak oczekiwane efekty, prace należy przeprowadzać w odpowiedniej kolejności. Jest to istotne chociażby z tego względu, że znacznie więcej ciepła ucieka przez źle zaizolowany dach niż przez np. nieszczelne okna, czy niezaizolowane ściany. – Termomodernizację nieruchomości powinniśmy rozpocząć od ocieplenia wszystkich przegród zewnętrznych (dach, ściany, podłogi), następnie wymianie powinny podlegać okna i drzwi, a dopiero w ostatnim etapie zastąpić należy dotychczasowy piec na taki, który odpowiada aktualnemu zapotrzebowaniu na energię. Wówczas przeprowadzone prace przyniosą wymierne korzyści.  W zależności od stosowanego dotychczas paliwa, są to oszczędności rzędu od 2 do ponad 8 tys. zł rocznie – mówi Anna Gil, Kierownik Biura Doradztwa Technicznego ISOVER. Aby właściwie przeprowadzić taką termomodernizację, warto jest skorzystać z wiedzy ekspertów i gruntownie się do niej przygotować. Pomóc może nam w tym chociażby e-book „Termoizolacja – zysk dla Ciebie i Środowiska”. To swoisty przewodnik prowadzący przez cały proces termomodernizacji, który opracowany został w przystępny sposób, tak by każdy zainteresowany mógł się dowiedzieć zarówno o tym od czego zacząć termomodernizację, czy w jaki sposób pozyskać na nią dotację. Znajdziemy go na stronach kampanii społecznej „Lepiej bez smogu”.

Uniknięcie strat ciepła to spore wyzwanie, z którym muszą się zmierzyć mieszkańcy wielu nieruchomości w Polsce. Straty te bowiem niosą za sobą zarówno konsekwencje finansowe, jak i środowiskowe. Rozwiązaniem tych problemów będzie skuteczna termomodernizacja. Warto ją więc przeprowadzić, bo niesie ze sobą wymierne korzyści.

Wysoki popyt na mikroapartamenty. Czy utrzyma się w 2020 roku?

Mikroapartamenty stają się coraz atrakcyjniejszą formą inwestowania. Nabywców zachęca rentowność, która jest wyższa niż w przypadku typowych mieszkań inwestycyjnych. Z kolei najemców przyciąga lokalizacja oraz usługi dodatkowe. Mikroapartamentów przybywa we wszystkich dużych miastach Polski, a Wrocław przoduje wśród miast regionalnych.

Zdaniem analityków, obecna koniunktura na rynku deweloperskim oparta jest w znacznym stopniu na popycie o charakterze inwestycyjnym. W najnowszym raporcie przygotowanym przez JLL czytamy, że w ostatnich kwartałach popyt ze strony inwestorów, był niezwykle silny, dzięki czemu oferta wzbogaciła się o zupełnie nowy nowoczesny zasób. Zakupy inwestycyjne pozostały na wysokim poziomie m.in. dlatego że we wszystkich dużych miastach Polski wzrosły stawki najmu. Najwyższe wzrosty na koniec września br. zanotowano we Wrocławiu i w Krakowie – 5,5%. Popyt na lokale inwestycyjne napędza również migracja do miast w celach zarobkowych.

Zwrot ku mikroapartamentom

Jednym z najbardziej nowoczesnych zasobów w ofercie deweloperów są mikroapartamenty inwestycyjne, których przybywa z miesiąca na miesiąc. – Dane z ostatnich lat wskazują, że kluczową grupą nabywców są inwestorzy. Jedną z najbardziej atrakcyjnych form inwestowania są dla nich obecnie mikroapartamenty, które ze względu na małą powierzchnię są tańsze od typowych mieszkań inwestycyjnych oraz bardziej od nich rentowne – wskazuje Michał Płoucha, dyrektor zarządzający grupą BY MADE, która wprowadziła do oferty mikroapartamenty w realizowanym we Wrocławiu budynku aparthotelowym Legnicka 60C. – Dla inwestorów liczą się proste kalkulacje: ile zapłacę, a ile zarobię. Wysoka rentowność tego typu inwestycji jest możliwa dzięki relatywnie niskiemu kosztowi zakupu małometrażowego lokalu w stosunku do wysokości czynszu, jaki inwestor może uzyskać z jego najmu. Na wysokość czynszu ma wpływ wiele czynników, z których najważniejszy to lokalizacja – wyjaśnia. Rentowność inwestycji w Legnicka 60C jest na poziomie 7% netto w skali roku. Atrakcyjność obiektu w oczach potencjalnych najemców zwiększają dodatkowe udogodnienia w budynku, takie jak recepcja i kawiarnia. Jednak to lokalizacja w centrum, w bliskiej odległości od biurowców, restauracji etc. jest kluczowa.

Michał Płoucha przewiduje, że w nadchodzącym roku podaż mikroapartamentów, a także wiedza uczestników rynku na ich temat zwiększą się. Deweloperzy liczą na to, że popyt utrzyma się na wysokim poziomie. – Zainteresowanie i podaż mikroapartamentów rosną na wszystkich głównych rynkach krajowych, ale to Wrocław przoduje wśród miast regionalnych w ofercie stricte miejskich apartamentów pod wynajem. W porównaniu do Warszawy, równie łatwo znaleźć tu najemców, a rentowność najmu jest wyższa – porównuje dyrektor zarządzający BY MADE. Jego zdaniem, w nadchodzących latach na rynek lokali inwestycyjnych w znacznym stopniu wpłynie rosnąca świadomość klientów i coraz większa wiedza na temat tego sposobu inwestowania. – Budynki aparthotelowe i apartamentowe, takie jak Legnicka 60C, to bez wątpienia przyszłość rynku lokali inwestycyjnych – twierdzi.

Czego spodziewać się w 2020?

W 2020 roku można spodziewać się dążenia rynku lokali inwestycyjnych do centralizacji. Michał Płoucha uważa, że lokale do tej pory rozproszone po całym mieście w budynkach wielorodzinnych są trudniejsze w obsłudze, a ich wykorzystywanie na krótkoterminowy najem może rodzić konflikty z innymi mieszkańcami. W obiektach tego typu najczęściej brakuje dodatkowych usług takich jak np. recepcja czy concierge service. Obiekty typowo inwestycyjne dedykowane pod wynajem łączą potrzeby wszystkich: najemców, operatorów i inwestorów, porządkując sytuację na rynku.

Legnicka 60C to kameralny aparthotel zlokalizowany tuż przy Magnolia Park. Znajdzie się w nim 129 mikroapartamentów o powierzchni od 12,5 do 30,3 mkw. Dominują lokale o wielkości 18 mkw. Mikroapartamenty będą wykańczane pod klucz. Lokal pokazowy będzie można obejrzeć już niedługo. Zarządzeniem mikroapartamentami zajmie się profesjonalny operator. W budynku znajdzie się także recepcja ze strefą do co-workingu, taras na dachu, i kawiarnia z ogródkiem. Przed budynkiem zaprojektowano miejsca postojowe oraz stojaki na rowery. Projekt architektoniczny wykonała pracownia AP Szczepaniak. Budowa aparthotelu potrwa do końca 2021 roku.

Grupa BY MADE to prestiżowe projekty, tysiące metrów zrealizowanych powierzchni i 20 lat doświadczenia w tworzeniu wysokiej klasy budynków. Dzięki bogatemu doświadczaniu trójki inwestorów grupa dostarcza inwestorom kompleksowe i strategiczne wsparcie w zakresie projektowania, budowania i zarządzania nieruchomościami. Wysoki standard usług i szerokie kompetencje grupy przekładają się na sukces w realizacji każdej inwestycji. BY MADE każdorazowo zapewnia najwyższy standard wykonania i obsługi gotowych obiektów. Inwestorzy BY MADE zrealizowali m.in. szereg inwestycji mieszkaniowych we Wrocławiu i Oławie o łącznej liczbie 352 lokali (Redycka Wrocław, Tymiankowa Wrocław oraz Iwaszkiewicza Oława). Wśród realizacji hotelowych warto wymienić wysokiej klasy projekt hotelowy Red Baron w Świdnicy.

Mastercard uruchamia testy pilotażowe usługi tożsamości cyfrowej

Mastercard rozpoczął testy nowej usługi cyfrowej, która umożliwia natychmiastową weryfikację tożsamości danej osoby w bezpieczny sposób, zarówno w świecie cyfrowym, jak i rzeczywistym. Pilotażowy program został uruchomiony w Australii. Obejmuje on dwa osobne projekty, prowadzone we współpracy z dwoma partnerami: Pocztą Australijską oraz Uniwersytetem Deakin.

„Nasze coraz bardziej cyfrowe życie — oraz sposób, w jaki dokonujemy transakcji i wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi — podważyło tradycyjne rozumienie pojęć takich jak tożsamość, zaufanie czy prywatność. Potrzebujemy nowego modelu” — powiedział Ajay Bhalla, prezes Mastercard ds. cyberbezpieczeństwa i analizy danych. „Naszym zdaniem zasadniczą kwestią jest tu odpowiedzialne przetwarzanie danych osobowych poprzez zapewnienie konsumentom kontroli nad tym, które ich dane i w jaki sposób są używane do weryfikacji ich tożsamości” – dodał.

W ramach programu pilotażowego zostaną przetestowane nowe sposoby weryfikacji tożsamości, które nie wymagają noszenia ze sobą wielu różnych dokumentów, przy czym dane przez cały czas pozostaną pod kontrolą ich prawnych właścicieli, czyli użytkowników. Testowana usługa wykorzystuje rozproszony model, w którym informacje przechowywane w urządzeniu mobilnym użytkownika łączone są z tymi weryfikowanymi przez podmioty zewnętrzne, np. bank użytkownika albo instytucje rządowe. Eliminuje to konieczność utrzymywania centralnej bazy danych osobowych.

Podejście Mastercard, stawiające w centrum uwagi konsumenta i bezpieczeństwo jego danych, zostało już wcześniej przedstawione w koncepcji tożsamości cyfrowej. Położono w niej nacisk na zasadę „privacy by design”, czyli uwzględniania ochrony prywatności już na etapie projektowania produktów czy usług.

W początkowej fazie programu pilotażowego realizowanego we współpracy z Uniwersytetem Deakin wzięli udział studenci – ochotnicy. Testowali oni proces weryfikacji tożsamości na potrzeby rejestracji studentów i egzaminów cyfrowych na terenie kampusów Burwood i Geelong w stanie Wiktoria.

„Niezmiernie się cieszymy, że możemy uczestniczyć wraz z Mastercard w realizacji programu pilotażowego, w ramach którego testujemy obiecujące, inteligentne usługi mające potencjał zaspokojenia potrzeb cyfrowego świata” — powiedział William Confalonieri, dyrektor ds. cyfrowych Uniwersytetu Deakin. „Program wpisuje się w strategię cyfrową naszej instytucji, mającą na celu poprawę jakości obsługi użytkowników. Z niecierpliwością oczekujemy kolejnych testów w innych środowiskach”.

Działania Mastercard w zakresie testowania rozwiązań do weryfikacji tożsamości cyfrowej obejmują również odrębną umowę z Pocztą Australijską. Współpraca ta ma na celu integrację z rozwiązaniem Digital iD tej państwowej spółki, tak aby umożliwić Australijczykom łatwą identyfikację podczas korzystania z usług pocztowych.

„Poczta Australijska jest bardzo zadowolona z możliwości uczestniczenia w tym programie pilotażowym. Pomoże on zwiększyć świadomość Australijczyków dotyczącą tożsamości cyfrowej oraz zapewnić użytkownikom naszego rozwiązania Digital iD dostęp do większej liczby funkcji” — powiedział Regis Bauchiere, dyrektor Poczty Australijskiej ds. produktów i usług z zakresu tożsamości. „Ta nowa inicjatywa stanowi uzupełnienie naszego uczestnictwa w programie Trusted Digital Identity Framework oraz czyni Digital iD jedynym rozwiązaniem zapewniającym użytkownikom dostęp zarówno do usług publicznych, jak i prywatnych”.

W 2020 roku programy pilotażowe nowej usługi Mastercard zostaną uruchomione w kolejnych krajach, we współpracy z innymi podmiotami.

Gdzie w Polsce nie brakuje mieszkań?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl po raz kolejny sprawdzili warunki lokalowe w 218 polskich miastach. Warto dowiedzieć się, które miasto najbardziej awansowało w mieszkaniowym rankingu.

Portal RynekPierwotny.pl już od kilku lat przygotowuje statystyczny ranking warunków mieszkaniowych we wszystkich polskich miastach liczących ponad 20 000 mieszkańców. Takie zestawienie jest publikowane późną jesienią, bo trzeba długo poczekać na podsumowanie ubiegłorocznej liczby mieszkań przez GUS. Główny Urząd Statystyczny niedawno opublikował odpowiednie dane o liczbie lokali i domów pod koniec 2018 r. Na podstawie tych informacji, eksperci portalu RynekPierwotny.pl po raz kolejny sprawdzili, w którym polskim mieście warunki mieszkaniowe są statystycznie najlepsze.

Polskie miasta były oceniane tak samo jak poprzednio

Ranking warunków mieszkaniowych przygotowywany przez portal RynekPierwotny.pl cechuje się stałymi zasadami. Właśnie dlatego można porównywać coroczne zmiany wyników. W bieżącym roku (podobnie jak poprzednio), na pozycję każdego z 218 analizowanych miast wpływały dwa wskaźniki. Mowa o liczbie mieszkań przypadających na 1000 osób oraz średniej powierzchni użytkowej mieszkań (domów i lokali) w przeliczeniu na 1 osobę.

Eksperci RynekPierwotny.pl wyznaczyli wartość medianową dla obydwu uwzględnionych wskaźników. Mediana liczby mieszkań na 1000 osób i średniego metrażu na 1 osobę posłużyła jako punkt odniesienia dla wyników ze wszystkich porównywanych miast. Podobnie jak przed rokiem, pozytywne odchylenie wskaźnika od mediany o każdy 1%, oznaczało przyznanie danemu miastu 10 dodatnich punktów. Wynik mniejszy od mediany o 1% skutkował natomiast ujemną liczbą punktów (-10 pkt). W dalszej kolejności, punkty uzyskane przez miasto w dwóch kategoriach (mieszkania/1000 osób i metraż/1 osobę) zostały po prostu zsumowane. Taka suma punktów posłużyła jako kryterium oceny w ramach rankingu. Każdy z 218 analizowanych ośrodków miejskich uszeregowano wedle malejącej liczby punktów.

infografika 1

W 2018 roku Kołobrzeg zastąpił Sopot na pozycji lidera

Po sprawdzeniu najnowszych danych GUS-u okazało się, że 2018 r. przyniósł poprawę warunków mieszkaniowych w praktycznie wszystkich analizowanych miastach. Wystarczy wspomnieć, że medianowa liczba mieszkań na 1000 osób wzrosła z 395 do 399. Pozytywna zmiana dotyczyła również medianowej powierzchni użytkowej lokali i domów w przeliczeniu na 1 osobę (wzrost z 25,7 mkw. do 26,0 mkw.).

Równie ciekawe wnioski można wysnuć po przeanalizowaniu rankingowej czołówki. Okazuje się bowiem, że Kołobrzeg zastąpił Sopot na pozycji lidera. Ten drugi kurort zajął najniższy stopień podium. Nie zmieniła się pozycja Wrocławia (2 miejsce). Warszawa wypadła natomiast poza rankingowe podium, ostatecznie zajmując 4 miejsce.

Interesująco wyglądają również awanse, które odnotowały inne krajowe metropolie. Mowa o Łodzi (awans z 11 miejsca na 10 pozycję), Krakowie (13 → 11), Gdańsku (15 → 14), Szczecinie (26 → 24) oraz Lublinie (33 → 30). Bydgoszcz okazała się jedynym miastem liczącym ponad 300 000 mieszkańców, które zaliczyło rankingowy regres względem 2017 r. (spadek o 3 pozycje na 89 miejsce).Warunki mieszkaniowe RP ranking 19 tab.1

Na końcu rankingu również są widoczne przetasowania

Powyższa tabela oprócz wyników dotyczących czołówki i największych miast prezentuje także dane z końca rankingu. Mowa o dziesięciu miastach, które statystycznie cechowały się najgorszymi warunkami mieszkaniowymi. Większość tych ośrodków miejskich jest znana z poprzednich edycji rankingu. Przykład stanowią miasta takie jak Dębica, Orzesze oraz Police.

Warto jednak zwrócić uwagę, że na końcu rankingu też widoczne są pewne przetasowania. Mianowicie w grupie dziesięciu najgorzej ocenionych miast znalazły się dwa nowe ośrodki miejskie – Kwidzyn oraz Czerwionka-Leszczyny. Obydwa te miasta dobrze pasują do typowego profilu miejscowości zajmujących ostatnie miejsca w rankingu. Mowa o niedużych miastach, które szybko rozbudowały się na fali PRL-owskiej industrializacji, a następnie odczuły kłopoty w związku z regresem przemysłu. Zarówno deweloperzy, jak i prywatni inwestorzy budujący domy jednorodzinne, na ogół omijają właśnie takie miasta. Dlatego można przypuszczać, że w kolejnych rankingach RynekPierwotny.pl grupa ośrodków miejskich zajmujących ostatnie miejsca będzie wyglądała podobnie.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Czy zrównoważony rozwój może być elementem strategii firmy oraz motorem jej rozwoju?

W ciągu najbliższych 15 lat wydatki na infrastrukturę w transporcie, miastach,
w obszarze zarządzania energią i gospodarką wodną są szacowane na ok. 6 tys. miliardów dolarów rocznie. Z kolei do rozwinięcia infrastruktury niskoemisyjnej wystarczyłaby ponad 22 razy mniejsza kwota – 270 miliardów dolarów rocznie – wynika z danych Schneider Electric. Czy zrównoważony rozwój może być bardziej opłacalny niż strategia zorientowana tylko na wyniki finansowe, powodująca nadmierne zużycie zasobów i negatywny wpływ na środowisko?

Jednym z najważniejszych tematów, jakie poruszyli uczestnicy dwudziestej piątej edycji Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (COP25), która odbyła się w dniach 2-13 grudnia w Madrycie, była odpowiedź na pytanie – czy zrównoważony rozwój może być elementem strategii firmy oraz motorem jej rozwoju?

Zrównoważony rozwój jako inwestycja

Zrównoważony rozwój zawsze należy analizować w kategorii inwestycji, która wpływa nie tylko na sukces przedsiębiorstwa, ale również na przyszłość naszej planety. Dzisiejsze technologie, takie jak na przykład Internet Rzeczy, czynią firmę bardziej zrównoważoną, ale jednocześnie sprawiają, że przedsiębiorstwa są w większym stopniu efektywne, a procesy są bezpieczniejsze. Analiza danych pozwala na lepszą kontrolę kosztów operacyjnych oraz identyfikację obszarów wymagających poprawy. Mówiąc krótko digitalizacja to z jednej strony droga do bardziej zrównoważonej przyszłości, a z drugiej sposób na rozwój biznesu. – mówi Jacek Łukaszewski, Prezes Schneider Electric na Polskę, Czechy i Słowację.

Co więcej, koszty wdrożenia strategii zrównoważonego rozwoju mogą być obecnie znacznie niższe niż wydatki na nie-ekologiczne rozwiązania. Porównać tu można zmiany cen energii elektrycznej w Polsce i Szwecji. W Polsce większość energii pozyskiwana jest z węgla, którego cena stale utrzymuje się na wysokim poziomie. Maksymalny jej poziom został osiągnięty w lipcu 2018 r. i wynosił 224zł/MWh[1]. Przeciwieństwem jest Szwecja, w której od 2012 r. ponad połowa zapotrzebowania energetycznego zaspokajana jest OZE. Ceny energii na przestrzeni ostatniej dekady wzrosły maksymalnie o około 10 proc.[2] Co więcej, cena uprawnień do emisji CO2 w ciągu ostatniego roku wzrosła o ponad 5 euro za tonę[3].

Czy zrównoważony rozwój się opłaca?

Dowodem na to, że wdrożenie rozwiązań wspierających zrównoważony rozwój może przynieść korzyści zarówno dla środowiska, jak i w wymiarze ekonomicznym, są wyniki firm wykorzystujących tzw. Science-Based Targets – cele, które mają przybliżać je do spełnienia postanowień Porozumienia Paryskiego (m.in. dążenie do zatrzymania wzrostu temperatury na poziomie 1,5 °C). Przedsiębiorstwa, które przyjęły je w swoich strategiach, odnotowały m.in.:

  • wyższą rentowność – organizacje, które planują działania w obszarze zmian klimatu, są o 18% bardziej rentowne niż konkurencja – wynika z badania CDP[4];
  • zwiększoną wydajność – nowe technologie z jednej strony pomagają w zmniejszeniu emisji, ale z drugiej – dzięki możliwości analizy danych – umożliwiają skuteczniejsze pomiary efektywności energetycznej, co z kolei pozwala na usprawnienie procesów;
  • wyższą innowacyjność – Science-Based Targets to ambitne cele, które wymuszą zmiany i tym samym stymulują innowacje w zakresie produktów, technologii i usług niskoemisyjnych;
  • większy dostęp do kapitału – coraz więcej inwestorów i instytucji finansowych wymaga raportowania działań, dotyczących zrównoważonego rozwoju, dlatego ci, którzy takie działania prowadzą mają większe szanse na sukces, jeśli chodzi o pozyskanie kapitału.

Zrównoważony ekosystem

Fakt, że cele związane ze zrównoważonym rozwojem łączą się z celami biznesowymi potwierdzają globalni liderzy, którzy z walki ze zmianami klimatu uczynili swoją misję. Aby to osiągnąć firmy idą krok dalej, tworząc swoisty ekosystem angażujący klientów i partnerów.

Już lata temu Jean Pascal Tricoire, CEO Schneider Electric, stwierdził, że w kontekście zmian klimatycznych nie możemy być pesymistami czy optymistami, musimy być aktywistami. Dlatego na tegorocznym szczycie klimatycznym w Madrycie Schneider Electric potwierdził, że chce stać się prawdziwym wzorcem w zakresie walki ze zmianami klimatu. Jak chcemy to osiągnąć? Z jednej strony dostarczając usługi i rozwiązania, które pozwalają naszym klientom zmniejszać emisję dwutlenku węgla, a z drugiej działając na rzecz dekarbonizacji całej branży. Chcemy przyspieszyć osiągnięcie neutralności węglowej o 5 lat – neutralność węglową planujemy już na 2025 rok – dodaje Jacek Łukaszewski.

Przyjęta przez Schneider Electric strategia wsparcia klientów na polu obniżenia emisji
i zwiększenia wydajności przynosi już efekty – w 2019 r. Schneider Sustainability Impact (wskaźnik wpływu Schneider Electric na zrównoważony rozwój) wykazał, że klienci oszczędzili ponad 70 milionów ton CO2, a w obszarze transportu poprawa wydajności pozwoliła na zmniejszenie emisji CO2 o niemal 9%.

[1] B. Derski, Ceny prądu w Polsce są najwyższe w historii, https://forsal.pl/artykuly/1183245,ceny-pradu-w-polsce-sa-najwyzsze-w-historii.html

[2] Electricity prices for households in Sweden from 2010 to 2019, semi-annually (in euro cents per kilowatt-hour), https://www.statista.com/statistics/418124/electricity-prices-for-households-in-sweden/

[3] https://handel-emisjami-co2.cire.pl/st,34,368,me,0,0,0,0,0,eex—primary-market-auction.html?startDay=10&startMonth=12&startYear=2018&koniecDay=10&koniecMonth=12&koniecYear=2019&gielda=12&button=poka%BF

[4] Climate action and profitability, CDP S&P 500 Climate Change Report 2014

Dwie rzeczywistości

Rynki kontynuują dostosowanie do nowych warunków, gdzie deeskalacja sporu handlowego USA-Chiny pozwala przychylniejszym okiem patrzeć a perspektywy globalnego ożywienia w 2020 r. Jednak słabe odczyty PMI z Europy przypomniały, że od strony danych makro wciąż nie ma dowodów przygotowania gruntu pod odbicie. Dodatkowo czas, by cieszyć się ze zniknięcia ryzyka twardego brexitu, dość szybko minął.

Największym ryzykiem, z jakim przyjdzie się zmierzyć na początku 2020 r., będzie zderzenie dwóch rzeczywistości: rynkowej i gospodarczej. Wysokich oczekiwań inwestorów i ponurego obrazu globalnego makro. Wygaśnięcie zagrożenia rozpętania wojen handlowych na większą skalę czy rychłego wystąpienia bezumownego brexitu wlało w rynki optymizm i potwierdziło relatywnie dobre nastroje wyrażane w cenach aktywów przez ostatnie kilkanaście tygodni. Ale kiedy prosta gra o to, jakie decyzje polityczne zostaną podjęte, zakończy się, przyjdzie czas na rewizję. W perfekcyjnym scenariuszu obawy o zamrożenie globalnej wymiany handlowej i pobrexitowy chaos w Europie były jedynym hamulcowym ożywienia. Co będzie jednak, gdy geopolityka była tylko najgłośniejszym czynnikiem, ale z kilku innych aktywnych? Wczoraj odczyty PMI z Eurolandu przypomniały, że zapaść przemysłu na Starym Kontynencie jest poważna i wyraźnie odbiega od stanu sektora w USA, czy Chinach. Porozumienia handlowe na linii USA-Chiny mogą nie rozwiązać wszystkich kłopotów. Caką teraz inwestorzy znajdą za wymówkę, aby nie żegnać się z hossą? A może pogodzą się z rzeczywistością, co jednak oznacza korektę indeksów i przełączenie na tryb risk-off? Po nowym roku dane mogą być tak ważne, jak dawno nie były.

W trochę ponad dwa dni funt skonsumował cały zysk związany z powyborczą euforią. Wysoka wygrana Partii Konserwatywnej skutkuje przesądzonym startem brexitu od 31 stycznia 2020 r., ale szybko przebudziły się obawy, co potem. Między Wielką Brytanią a UE pozostało sporo nieuzgodnionych kwestii, szczególnie tych dotyczących handlu. Na negocjacje miał zostać poświęcony okres przejściowy, który pierwotnie miał trwać 21 miesięcy, gdyby dotrzymany został termin budżetu na koniec marca 2019 r. Teraz zostało tylko 11 miesięcy, co może nie wystarczyć. Jednak premier Boris Johnson zdaje się stawiać pobudki polityczne nad ekonomicznymi. Funta osłabiają doniesienia, że Johnson będzie szukał prawnego zablokowania Izby Gmin, a nawet własnych ministrów przed przedłużeniem okresu przejściowego. Brak wydłużenia oznacza ryzyko tworzenia prawa na kolanie lub całkowitego pominięcia niektórych kwestii, w rezultacie relacji między Wyspami a UE będą dużo gorsze niż obecnie. Johnson może czuć się wygranym dotrzymując obietnicy zakończenia negocjacji w terminie, ale dla gospodarki i GBP będzie to porażka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ZPC Brześć: W 2020 roku rynek słodyczy czeka stabilny wzrost

Polski rynek słodyczy ma się dobrze – w okresie od sierpnia 2018 do lipca 2019 jego wartość wyniosła ponad 12,69 mld złotych[1]. W 2020 roku rozwojowi tego segmentu będą sprzyjać: dobra koniunktura, rozwój eksportu oraz różnicowanie się asortymentów produktów.  Producenci słodyczy będą musieli zmierzyć się w nadchodzących miesiącach z nowymi trendami i wahaniami cen surowców oraz przygotować się na możliwe zmiany w prawie.

O tym, jak zmieni się rynek słodyczy w 2020 roku oraz w jakim kierunku zmierzają preferencje konsumentów mówi Arkadiusz Drążek, dyrektor handlowy w firmie Brześć, produkującej słodycze i przekąski.

Na dynamikę rozwoju rynku słodyczy w Polsce w kolejnych miesiącach wpłynie ogólna sytuacja ekonomiczna oraz ewentualne wahania cen półproduktów, takich jak cukier, jaja czy kakao. Co więcej, trendy wskazują na wykorzystywanie w wyrobach cukierniczych egzotycznych składników, które trzeba będzie importować z zagranicy. Mimo to, perspektywa dla polskiego rynku słodyczy w 2020 roku wydaje się być optymistyczna. Eksperci przewidują, że będzie on w najbliższym czasie stabilnie wzrastać, jako że spożycie słodyczy zwiększa się zarówno globalnie, jak i lokalnie. Polacy jedzą coraz więcej słodkości, chociaż wciąż są to mniejsze ilości niż u obywateli innych krajów europejskich[2]. Z drugiej strony, rodzimy rynek słodyczy jest mocno konkurencyjny. Ze względu na różnorodność i ilość dostępnego na rynkach asortymentu, producenci muszą zwiększać wydatki na działania promocyjne i marketingowe. Firmy z branży słodyczy powinny korzystać z dobrej koniunktury i aktualnej sytuacji prawnej – w 2022 roku ma zostać wprowadzony podatek od cukru. Przepis ten ma przede wszystkim ograniczyć spożycie słodkości, zapewniając jednocześnie dodatkowe wpływy do budżetu państwa. Może też przełożyć się na zmniejszenie zysków producentów. Należy więc kuć żelazo, póki gorące. Co jeszcze czeka polski rynek słodyczy?

Dobry skład to podstawa

Popularyzacja zdrowego odżywiania oraz rosnąca świadomość konsumentów nie wpłyną negatywnie na rynek słodyczy. Firmy cukiernicze będą musiały dopasować swoje portfolio pod kątem preferencji kupujących, którzy zwracają coraz większą uwagę na jakość i pochodzenie składników używanych do produkcji łakoci. Skład produktu powinien być widoczny i możliwie jak najkrótszy – wtedy konsument wie, że  został   on wyprodukowany bez zbędnych ulepszaczy i konserwantów. Transparentność w komunikacji przekłada się na ulepszanie receptur i oferowanie coraz lepszych produktów ze zdrowymi dodatkami, jak chociażby ziarna, orzechy lub gorzka czekolada. Co więcej, ze względu na różnorodność sposobów odżywania oraz powszechnych nietolerancji pokarmowych, popularnością będą się cieszyć produkty wykluczające lub eliminujące poszczególne składniki, np. ciastka bez glutenu czy słodycze wegańskie.

Mniejsze znaczy lepsze?

W 2020 roku możemy spodziewać się zmian w kwestii opakowań i gramatury produktów. Na znaczeniu zyskają słodycze z kategorii „on the go” – w małych, poręcznych paczkach, które można wszędzie ze sobą zabrać. Polacy są coraz bardziej zabiegani, dlatego w ciągu dnia chętnie sięgają po przekąski, które dodają energii, a ich spożycie nie zajmuje dużo czasu. Oczywiście, słodycze nie zastąpią pełnowartościowych posiłków, ale „wypełniają” przerwę pomiędzy posiłkami i zaspokajają uczucie głodu. Mniejsze opakowania są też odpowiedzią na trend odpowiedzialnej konsumpcji oraz kontroli dziennego spożyciem kalorii – produkty o małej gramaturze pozwalają uniknąć pułapki zjedzenia pełnowymiarowej paczki na raz[3]. Nie oznacza to jednak zmierzchu produktów o standardowym rozmiarze – Polacy lubią dzielić się przyjemnością i chętnie częstują innych słodkościami. W kwestii opakowań oraz smaku będziemy mieć do czynienia z jeszcze większą ilością produktów „premium”. Marki, które chcą być postrzegane jako bardziej luksusowe, powinny więc inwestować zarówno w skład słodyczy, jak i w jakość opakowań oraz ich szatę graficzną. To właśnie na te aspekty – poza smakiem – zwracają uwagę konsumenci przy zakupie produktów wręczanych na prezent, takich jak czekolady czy praliny.

Egzotyczne smaki i edycje limitowane

Przedstawiciele polskiego rynku cukierniczego na bieżąco śledzą i wprowadzają na „własne podwórko” najciekawsze światowe trendy, docierając tym samym do różnych grup odbiorców. Rodzimych konsumentów można bowiem podzielić na dwie grupy – tych przywiązanych do tradycji i poszukiwaczy nowych smaków. Ci pierwsi wybierają zazwyczaj produkty dużych i rozpoznawalnych marek, których smak dobrze znają. Nie oznacza to, że producenci takich wyrobów nie powinni inwestować w ich rozwój. Wprowadzanie sezonowych lub limitowanych edycji czy odświeżanie opakowań korzystnie wpływa na wizerunek marki i nie pozwala jej zginąć na sklepowej półce. Druga grupa jest ważna dla firm eksperymentujących z nowymi smakami – poszukiwacze mają swoje ulubione słodycze, ale chętnie próbują nowości. To właśnie dla nich powstają produkty o niebanalnych połączeniach, takich jak słodkie ciastka ze słonymi dodatkami czy czekolady z pikantnymi przyprawami. W skali globalnej na rok 2020 przewidywany jest dalszy rozwój niekonwencjonalnych kombinacji smaków oraz wykorzystanie do produkcji słodyczy niecodziennych składników, wśród których można wymienić: kwiaty (np. hibiskus) i mniej popularne owoce, np. klementynki[4]. Trend ten zdaje się być odzwierciedleniem tego, co od dłuższego czasu można zaobserwować na rynku słodkich napojów, gdzie rosnącą popularnością cieszą się oryginalne połączenia smakowe.

Zakład Produkcji Cukierniczej Brześć istnieje od 1984 roku. Rodzinna firma z Brześcia Kujawskiego specjalizuje się w tradycyjnych, opartych na domowych recepturach, wyrobach cukierniczych. Produkuje m.in. słomkę i groszek ptysiowy, ciastka kruche, ciasto drożdżowe i makowce. Więcej informacji na temat Firmy można znaleźć na stronie www.brzesc.pl.

1. http://www.hurtidetal.pl/article/art_id,27034-60/slodki-rynek/.

2. http://www.hurtidetal.pl/article/art_id,27034-60/slodki-rynek/.

3. https://www.kierunekspozywczy.pl/artykul,62335,slodycze-produkowane-na-polski-rynek-coraz-czesciej-w-mniejszych-opakowaniach-ma-to-wspierac-odpowiedzialna-konsumpcje.html.

4. https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykuly/nie-tylko-health-wellness-jakie-inne-trendy-steruj,56652/2.

61% Polaków nie ma zaufania do obecnego systemu emerytalnego w Polsce

Większość Polaków (61%) nie ma zaufania do obecnego systemu emerytalnego w Polsce i prawie tyle samo (63%) nie oszczędza, ani nie inwestuje samodzielnie, by mieć wyższą emeryturę. 59% badanych zdaje sobie sprawę, że ich emerytura będzie niższa niż ostatnie zarobki, ale co dziesiąty (10%) sądzi, że jego emerytura będzie wyższa, a 27% tego nie wie. 13% Polaków uważa, że wysokość emerytury powinna być taka sama dla wszystkich, niezależnie od liczby przepracowanych lat i odłożonych składek – tak wynika z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

Badanie pokazuje, że zaledwie 11% Polaków ma zaufanie do obecnego systemu emerytalnego w Polsce. Większość (61%) nie ma zaufania, a 28% nie jest w stanie jednoznacznie się określić. Największą nieufność do obecnego systemu emerytalnego deklarują wyborcy Koalicji Obywatelskiej (76%) i Lewicy (71%), a najmniejszą – osoby popierające Prawo i Sprawiedliwość (47%).

Wyniki potwierdzają, że ciągłe zmiany w systemie emerytalnym wprowadzane przez kolejne rządy, nie służą budowaniu zaufania do tego systemu.61% Polaków nie ma zaufania do obecnego systemu emerytalnego w Polsce

Pomimo, że większość osób nie ma zaufania do systemu emerytalnego, to jednak aż 63% ani nie oszczędza, ani nie inwestuje samodzielnie, by mieć wyższą emeryturę. Tylko 37% dorosłych Polaków podejmuje starania na poczet wyższej emerytury w przyszłości.

Niezależnie od sympatii politycznych, poziom świadomości badanych, związanej z koniecznością oszczędzania na emeryturę, pozostawia wiele do życzenia.

Wyborcy trzech głównych ugrupowań politycznych: PiS, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy są wyjątkowo zbieżni w tym zakresie i na bardzo podobnym poziomie nie oszczędzają, ani nie inwestują z myślą o wyższej emeryturze (63% vs. 60% vs. 61%).61% Polaków nie ma zaufania do obecnego systemu emerytalnego w Polsce 2

Większość  badanych jest słusznie przekonana (59%), że ich emerytura będzie niższa od ich ostatnich zarobków. Co dziesiąty (10%) uważa, że jego emerytura będzie wyższa, 4% – że będzie na podobnym poziomie, jak jego ostatnie zarobki, a 27% tego nie wie.

Świadomość, że emerytura będzie niższa niż ostatnie zarobki jest zdecydowanie najwyższa wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej (80%) i Lewicy (73%), a najniższa w elektoracie PiS (54%). Wśród wyborców partii rządzącej jest najwięcej osób błędnie przekonanych, że ich emerytura będzie wyższa niż ostatnie zarobki (14%) lub na podobnym poziomie (7%), czyli łącznie 21%, podczas gdy wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej łącznie takich osób jest 5%, a Lewicy – 12%.61% Polaków nie ma zaufania do obecnego systemu emerytalnego w Polsce 3

Obecnie średnie świadczenie emerytalne wynosi trochę ponad połowę przeciętnego wynagrodzenia, a według szacunków obecni 30-40-latkowie będą otrzymywać emerytury w wysokości ok. 30% swoich ostatnich zarobków.

„Badanie pokazuje, że konieczne jest prowadzenie szerokich akcji edukacyjnych zachęcających do samodzielnego oszczędzania na emeryturę. Wciąż większość Polaków nie robi nic, by zwiększyć swoje świadczenia, a duża część  nadal nie wie, że ich emerytury będą niższe lub jest błędnie przekonana, że będą nawet wyższe” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl

Ponad połowa Polaków (54%) jest zwolennikami systemu wyliczania emerytury opartego na liczbie przepracowanych lat oraz wysokości odłożonych składek, czyli systemu, który obecnie w Polsce obowiązuje. Przekonanie o zasadności takiego systemu jest najbardziej rozpowszechnione w elektoracie Koalicji Obywatelskiej (71%) i Lewicy (73%), a najmniej wśród zwolenników Prawa i Sprawiedliwości (52%).

13% Polaków jest natomiast zdania, że wysokość emerytury powinna być taka sama dla wszystkich, niezależnie od tego, jak długo ktoś pracował i ile składek odłożył. Najwięcej zwolenników emerytury równej dla wszystkich jest wśród wyborców PiS (19%), a zdecydowanie mniej wśród wyborców Koalicji Obywatelskiej (8%) i Lewicy (6%).

14% badanych uważa, że wysokość emerytury powinna zależeć od innych rozwiązań, a 19% nie jest w stanie jednoznacznie wypowiedzieć się na ten temat.61% Polaków nie ma zaufania do obecnego systemu emerytalnego w Polsce 4

Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone dla serwisu ciekaweliczby.pl na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna. Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1037 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 6 – 10 grudnia 2019 roku. Metoda CAWI.

Została uzgodniona „pierwsza faza” porozumienia handlowego pomiędzy USA a Chinami

Po dwóch latach od ogłoszenia przez Stany Zjednoczone wprowadzenia ceł na niektóre towary importowane z Chin, w piątek (13.12.2019) amerykańskie i chińskie władze uzgodniły na piśmie „pierwszą fazę” porozumienia handlowego. Według ustaleń, USA odstąpią od zapowiadanego podwyższenia taryf celnych z 25% do 30% na chińskie towary o wartości 250 mld USD (które miało wejść w życie z dniem 15 grudnia), a także dwukrotnie zmniejszą stawkę celną na inne produkty o wartości około 125 mld USD. Chiny ogłosiły natomiast zwiększenie importu z USA towarów rolnych, energetycznych oraz leków i usług finansowych. Ponadto władze chińskie zobowiązały się do zwiększenia ochrony amerykańskich praw intelektualnych. Prezydent USA Donald Trump poinformował na Twitterze, że rozpoczną się negocjacje będące drugą fazą amerykańsko-chińskiej umowy handlowej i administracja USA nie będzie czekać do wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2020 roku. Osiągnięcie „pierwszej fazy” porozumienia jest bardzo dobrą informacją dla światowej gospodarki, gdyż polityka protekcjonistyczna USA wobec towarów z Chin mocno hamowała globalną wymianę handlową, a także pogarszała sentyment konsumpcyjny i inwestycyjny na świecie.

Po kilku tygodniach z rzędu strat, GPW w Warszawie notuje wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości w ciągu tygodnia 1,31%. Notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły nieco wyższy wzrost 1,61%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień bez większych zmian: sWIG80 zyskał na wartości 1,02%, natomiast mWIG40 lekko osłabił się – o 0,21%.

Bieżący tydzień będzie bogaty na dane makroekonomiczne z Polski. W środę (18.12.2019) poznamy dane o dynamice zatrudnienia oraz o średnim i przeciętnym wynagrodzeniu. Z kolei w czwartek (19.12.2019) będą ujawnione dane o produkcji budowlano montażowej oraz produkcji przemysłowej. W piątek (20.12.2019) poznamy dane, dotyczące sprzedaży detalicznej.

Interesujące dane będą również napływały ze Stanów Zjednoczonych. We wtorek (17.12.2019) zostaną opublikowane dane o produkcji przemysłowej. W czwartek (19.02.2019) poznamy indeks wskaźników wyprzedzających – Conference Board. Natomiast w piątek (22.11.2019) nadejdzie kolej na dane o PKB USA, dochody i wydatki Amerykanów oraz indeks uniwersytetu w Michigan.

Poza tym, w środę (18.12.2019) poznamy inflacje HICP dla Strefy Euro.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Dynamiczny wzrost sprzedaży nieruchomości luksusowych w Polsce. Warszawski apartamentowiec wśród najbardziej prestiżowych w Europie

– Koniec roku sprzyja rynkowi nieruchomości premium, wiele transakcji jest zamykanych właśnie teraz – mówi Michał Skotnicki, prezes BBI Development Jak wynika z analiz Deloitte, segment luksusowych apartamentów ma przed sobą bardzo dobre perspektywy. W ubiegłym roku w Warszawie ceny takich nieruchomości poszybowały w górę aż o 16 proc., choć wciąż pozostają dużo niższe od zachodnioeuropejskich. Popyt stabilnie rośnie, a większość nabywców to przedsiębiorcy, z których około 20 proc. to podmioty zagraniczne. Luksusowy apartament traktują jako mało ryzykowną inwestycję i solidną lokatę kapitału. Duża ich część jest po pewnym czasie sprzedawana z zyskiem i trafia z powrotem na rynek, z czasem zyskując na wartości.

– Polski rynek nieruchomości luksusowych nie jest obszerny. Biorąc pod uwagę faktycznie wyjątkowe nieruchomości, jest ich pewnie niewiele ponad dziesięć w całej Polsce, ale jest to rynek, który niewątpliwie bardzo dobrze się rozwija – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Skotnicki, prezes BBI Development, firmy, która jest jednym z inwestorów apartamentowca Złota 44.

Prym na polskim rynku nieruchomości luksusowych wiedzie Warszawa, gdzie znajduje się kilka inwestycji wyjątkowych nawet w skali Europy. Przykładem jest zaprojektowany przez Daniela Libeskinda wieżowiec Złota 44, gdzie ceny apartamentów rozpoczynają się od 650 tys. euro, czy prestiżowa Rezydencja Foksal, zlokalizowana przy Trakcie Królewskim. Do luksusowych nieruchomości zaliczają się apartamenty w nowoczesnych drapaczach chmur czy zabytkowych kamienicach oraz jednorodzinne wille w najlepszych lokalizacjach. O wyjątkowości takich projektów przesądza cały szereg czynników: od atrakcyjnej lokalizacji, designu i bardzo wysokiego standardu wykończenia po dodatkowe usługi dla mieszkańców.

 Użycie najwyższej jakości materiałów to jeden z wielu elementów, które definiują nieruchomość luksusową. Kolejny klucz to części wspólne, najczęściej z basenem i SPA. Przykładowo Złota 44 ma 25-metrowy basen i szereg atrakcji, których nie ma w zwykłych projektach: prywatną salę kinową, symulator golfa, sale konferencyjne do wyłącznego użytku mieszkańców, a także przestrzeń dla dzieci, przestrzeń klubową czy usługi concierge – wymienia Michał Skotnicki.

Jak wskazuje Deloitte, w coraz większym stopniu do parametrów, które klasyfikują nieruchomość jako luksusową, zaliczają się też nowoczesne technologie. Przykładem są e-ładowarki do samochodów elektrycznych czy internet rzeczy, który pozwala sterować urządzeniami domowymi, dostępne, np. w apartamentowcu Złota 44.

– Poza stolicą liczą się te miasta, w których rynek nieruchomości najlepiej się rozwija, czyli Kraków, Wrocław, Poznań i Trójmiasto. W tej chwili cena mieszkań w segmencie popularnym w Trójmieście zbliża się już do średniej warszawskiej. Siłą rzeczy regionalne rynki są trochę mniej rozwinięte niż Warszawa, natomiast są to również rynki perspektywiczne. Poza dużymi miastami wyjątkowa pod tym względem jest jeszcze Jurata z jej przedwojenną urbanistyką – wskazuje Michał Skotnicki.

Dojrzałość stołecznego rynku potwierdza liczba transakcji. Według danych Deloitte od 2016 roku zanotowano w Warszawie ok. 485 transakcji na rynku luksusowych nieruchomości. Z 42-proc. udziałem stolica jest najważniejszym rynkiem dla segmentu premium. Na kolejnych miejscach znajdują się Trójmiasto (9 proc.), Kraków (5 proc.) oraz Wrocław (5 proc.).

– Warto też porównać Warszawę z innymi miastami naszego regionu, czyli Pragą, Budapesztem czy Berlinem. W Pradze ceny luksusowych nieruchomości są o 50–100 proc. wyższe w stosunku do nieruchomości warszawskich. Natomiast Berlin jeszcze 1012 lat temu był niewiele droższy niż Warszawa. W tej chwili ceny popularnych nieruchomości są już dwukrotnie wyższe, z kolei te luksusowe to średnio trzykrotność cen warszawskich – mówi Michał Skotnicki.

Jak pokazuje sierpniowa analiza firmy doradczej Deloitte i Amstar Europe, w ubiegłym roku w stolicy ceny w segmencie premium wzrosły o 16 proc., a za 1 mkw. apartamentu w wysokim standardzie trzeba obecnie zapłacić przeciętnie od 5 do 8,5 tys. euro. Dla porównania, w stolicy Czech 1 mkw. kosztuje od 6 do 16 tys. euro, ale w ocenie analityków istnieje duża szansa, że te ceny zrównają się w ciągu kilku nadchodzących lat. Polskiej stolicy wciąż daleko do doścignięcia Londynu, gdzie inwestorzy muszą się liczyć z wydatkiem rzędu 25–30 tys. euro za mkw.

Te różnice wciąż przyciągają nowych inwestorów, którzy traktują nieruchomości premium jako mało ryzykowną inwestycję. Duża ich część jest wynajmowana, a po pewnym czasie sprzedawana z zyskiem.

– Właściciele nieruchomości zyskują zarówno na wzroście ich wartości, jak i czynszu. Mają też pewność, że taka nieruchomość jeszcze przez wiele lat pozostanie wyjątkowa, z wiekiem będzie wręcz zyskiwać na wartości – mówi Michał Skotnicki.

Prezes BBI Development podkreśla też, że końcówka roku sprzyja rynkowi nieruchomości luksusowych.

– Dobry okres dla rynku nieruchomości trwa średnio od października do maja, do wczesnych wakacji. Natomiast w grudniu mamy gorący okres i wiele transakcji jest właśnie teraz zamykanych – mówi Michał Skotnicki.

Cały europejski rynek nieruchomości luksusowych znajduje się obecnie w dobrej kondycji i ma przed sobą równie dobre perspektywy. W 2018 roku zanotował 3-proc. wzrost sprzedaży, a najszybciej rosnącym regionem jest Europa Środkowo-Wschodnia. Podobnie jak w CEE, tak i w Polsce segment nieruchomości premium napędza przede wszystkim dobra koniunktura gospodarcza.

– W każdym segmencie, zwłaszcza w mieszkaniówce, mamy hossę i wzrost wartości nieruchomości. Nie jest to bańka spekulacyjna. Ten wzrost był rozłożony na lata i szczególnie znaczący w ostatnim roku, również w segmencie luksusowym. Wynika to m.in. z faktu, że takich projektów jest niewiele, a proces inwestycyjny jest dużo dłuższy. Sądzę, że trend wzrostu wartości nieruchomości premium się utrzyma, nawet jeżeli nastąpi spowolnienie gospodarcze – ocenia prezes BBI Development.

Prace nad nowym lekiem zajmują średnio 12 lat i kosztują 2 mld euro. Teraz dzięki wsparciu biznesu prace polskich naukowców mogą przyspieszyć

Zanim nowy lek trafi do pacjentów, w laboratoriach badanych jest nawet 10 tys. różnych substancji. Badania prowadzone nad nową terapią muszą spełniać wyśrubowane standardy naukowe i etyczne, a wczesne etapy, czyli badania przedkliniczne i pierwsza faza badań klinicznych, są kluczowe dla całego tego procesu. Uruchomiona właśnie Akademia Efektywnych Badań Przedklinicznych PACTT – Pfizer ma podnosić świadomość polskich naukowców w zakresie najnowszych europejskich procedur i formalnych wymogów prowadzenia takich badań, jak również przygotowywać je do komercjalizacji. Dzięki temu innowacje powstające w polskim sektorze biotechnologicznym mają szanse szybciej trafiać na rynek.

– Polscy naukowcy mają bardzo duży potencjał naukowo-badawczy. Dotychczas uniwersytety były nakierowane przede wszystkim na publikacje i z tego rozliczane. Natomiast dzisiaj trochę zmieniamy paradygmat prowadzenia badań naukowych, bo one powinny przełożyć się na bardzo konkretne wdrożenia. Poszukujemy innowacyjnych technologii i rozwiązań biomedycznych. Chcielibyśmy, żeby wywodziły się z polskich uczelni, żeby potencjał został właściwie wykorzystany i żeby te rozwiązania mogły przełożyć się na dostępność innowacyjnego leczenia dla pacjentów – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Radosław Sierpiński, p.o. prezesa Agencji Badań Medycznych.

Biotechnologia jest wymieniona jako jeden z motorów innowacyjności polskiej gospodarki w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i należy do najszybciej rozwijających się sektorów w kraju. Z najnowszych danych GUS wynika, że nakłady wewnętrzne poniesione przez przedsiębiorstwa na działalność biotechnologiczną w 2018 r. wyniosły 1,2 mld zł i wzrosły w skali roku o ponad 48 proc. W kolejnych latach Polski Fundusz Rozwoju (w ramach Programu Rozwoju Biotechnologii) planuje zainwestować w ten sektor około 300 mln zł, czego efektem ma być stworzenie ekosystemu, który umożliwi tworzenie innowacyjnych technologii i leków z przeznaczeniem na polski i globalny rynek.

Sierpiński podkreśla, że wsparcie naukowców przez biznes, a więc budowanie partnerstwa publiczno-prywatnego w biotechnologii, pozwala tworzyć konkretne rozwiązania dla pacjentów. Przyczynia się też do budowania potencjału gospodarczego i podnoszenia innowacyjności polskiej gospodarki.

 Mówimy o sektorze wartym kilka miliardów złotych i wysoko płatnych miejscach pracy, gdzie pracują specjaliści wywodzący się z polskich uniwersytetów. Im więcej Polaków będzie pracowało w tym sektorze, tym bardziej polska gospodarka będzie innowacyjna i nowoczesna. Wspieranie naukowców już na wczesnym etapie pozwoli nam zbudować długofalową, wartościową współpracę badawczo-rozwojową z partnerem biznesowym. Dotychczas wychodziło to w Polsce nie najlepiej, ale ostatnich kilku latach przyniosło poprawę – mówi dr n. med. Radosław Sierpiński.

Od odkrycia w laboratorium do momentu, w którym skuteczny i bezpieczny lek trafia na rynek, upływa zwykle kilkanaście lat. Według najnowszego raportu EFPIA „The Pharmaceutical Industry in Figures 2019” średnio jedna na 10 tys. testowanych w laboratoriach substancji przechodzi wszystkie fazy badań i trafia na rynek. Przeciętne koszty opracowania nowego leku są obecnie szacowane na poziomie ok. 2 mld euro, a zanim zostanie on zarejestrowany mija średnio 12 lat. Tyle czasu potrzeba na zyskanie pewności, że potencjalny lek będzie efektywny i bezpieczny dla ludzi. Prowadzone nad nim badania muszą spełniać standardy naukowe i etyczne, z zachowaniem wyśrubowanych norm bezpieczeństwa.

 Badania przedkliniczne to kluczowy proces powstawania nowych leków. Stanowią podwaliny, dzięki którym możliwe jest opracowanie tych terapii, które mają szansę zaistnieć i przynosić efekty u ludzi. Dobre zaprojektowanie wczesnych faz badań ma kluczowe znaczenie dla późniejszego powodzenia tych cząsteczek w fazie badania klinicznego i potencjalnie w fazie rejestracji – mówi Michał Kurzelewski, dyrektor medyczny Pfizer Polska.

Uruchomiona właśnie Akademia Efektywnych Badań Przedklinicznych PACTT-Pfizer ma podnosić świadomość polskich naukowców i pracowników ośrodków naukowo-badawczych w zakresie najnowszych europejskich procedur i formalnych wymogów prowadzenia badań przedklinicznych. To wspólny projekt Porozumienia Akademickich Centrów Transferu Technologii (PACTT) i firmy farmaceutycznej Pfizer Polska.

– Ten projekt jest małym krokiem do przodu w stronę wzmacniania i budowania kompetencji w tym obszarze. Mamy nadzieję, że dzięki Akademii projekty, które naukowcy będą zgłaszać do potencjalnych inwestorów, będą dobrze przygotowane, przemyślane i będą mieć większe szanse na wdrożenie i sukces w przyszłości – podkreśla Michał Kurzelewski.

Akademia Efektywnych Badań Przedklinicznych PACTT – Pfizer ma zapewnić, że prowadzone w Polsce badania będą odpowiadały na rzeczywiste zapotrzebowanie. To z kolei przyspieszy i poszerzy współpracę na polu naukowo-biznesowym, transfer technologii oraz komercjalizację wynalazków.

 Wszystko obraca się wokół innowacyjnych projektów. Wszystkie elementy służą temu, żeby możliwe było opracowanie nowych leków, o nowych mechanizmach działania, spełniających niezaspokojone dzisiaj potrzeby pacjentów w tych dziedzinach chorobowych, w których jeszcze nie mamy skutecznego leczenia – podkreśla Michał Kurzelewski.

W ramach Akademii został zaplanowany 5-miesięczny cykl szkoleń dla naukowców prowadzących lub zamierzających prowadzić badania przedkliniczne oraz pracowników Centrów Transferu Technologii. Nad programem Akademii czuwa pięcioosobowa Rada Naukowa, odpowiedzialna za nadzór merytoryczny. Program szkoleniowy koncentruje się m.in. na zasadach i etapach odkrywania oraz rozwoju leków, obowiązujących normach i wytycznych, określaniu celów terapeutycznych i ochronie patentowej.

 Motywacją do uruchomienia Akademii PACTT – Pfizer była potrzeba wiedzy w zakresie metodologii prowadzenia badań przedklinicznych. Fantastyczne pomysły naukowe, aby przejść do fazy komercjalizacji, powinny być przygotowane w odpowiedni sposób – podkreśla dr Robert Dwiliński, dyrektor Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii UW i prezes Fundacji PACTT. – Wykłady w ramach Akademii obejmą zarówno same badania naukowe w różnych aspektach, m.in. bezpieczeństwa, toksyczności, możliwych zastosowań tych rozwiązań, jak również ochronę prawną czy proces komercjalizacji.

– Największą wartością uczestnictwa w Akademii PACTT – Pfizer jest otrzymanie praktycznych wskazówek i praktyczne warsztaty, a nie tylko tryb akademicki. Mamy nadzieję, że nasi uczestnicy pozyskają umiejętności w zakresie tworzenia innowacji, przechodzenia przez proces wdrażania i komercjalizacji. Płaszczyzna networkingowa, jaką budujemy dzięki Akademii, daje możliwość wymiany doświadczeń, rozwiązywania wspólnie problemów, dzielenia się perspektywami. To burza mózgów, która będzie prowadziła do najlepszych pomysłów i rozwiązań naukowych – dodaje Anna Kowalczuk, dyrektor Narodowego Instytutu Leków.

UE zaostrza politykę klimatyczną. Polska poza głównym nurtem

– Negując cele polityki klimatycznej UE, stawiamy się trochę poza jej nawiasem – mówi europoseł Adam Jarubas. Jego zdaniem Polska powinna zgodzić się co do kierunków i założeń na kolejne lata, ale też przedstawić rzeczywistą analizę kosztów transformacji energetycznej. Zmiany to konieczność nie tylko ze względu na zdrowie społeczeństwa, ale też realia gospodarcze. Polska ma szansę skorzystać ze znaczącej puli środków europejskich, pod warunkiem jednak, że przestanie plasować się poza głównym nurtem unijnej polityki klimatycznej.

– Unia Europejska jest dzisiaj liderem pod względem ambitnych celów klimatycznych. Tylko tu funkcjonuje system handlu emisjami gazów cieplarnianych, czyli zasada zanieczyszczający płaci. Kiedyś podobny krok rozważali Amerykanie, ale się na to nie zdecydowali. Nowy cel redukcji emisji pokazuje, że Unia chce iść dalej, choć niektórzy nie godzą się na takie zaostrzenie kursu – mówi agencji Newseria Biznes europoseł Adam Jarubas. – Te zmiany będą dotyczyć nie tylko przemysłu i energetyki, gdzie są najpilniejsze, ale również emisji z transportu, z budynków czy rolnictwa.

Na ubiegłotygodniowym szczycie Rada Unii Europejskiej zatwierdziła cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku (oznacza to sytuację, w której gospodarka emituje tyle samo dwutlenku węgla, ile pochłania) i zwiększenia redukcji emisji gazów cieplarnianych do 55 proc. do 2030 roku. Przyjęto również, że w kolejnych latach system handlu uprawnień emisjami ma zostać rozszerzony na transport morski i linie lotnicze. W styczniu 2020 roku przedstawiona zostanie propozycja finansowania transformacji energetycznej UE i wsparcia dla regionów, które w największym stopniu dotknie proces dekarbonizacji. We wnioskach po szczycie przyjęto jednak, że jeden kraj członkowski, czyli Polska, na obecnym etapie nie może zobowiązać się do wdrożenia tego celu i Rada wróci do tego tematu w czerwcu 2020 roku.

Pół roku temu, podczas czerwcowego szczytu Polska – wspólnie z Węgrami, Czechami i Estonią – zablokowała już raz przyjęcie deklaracji zobowiązującej UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej przed 2050 rokiem. Polska delegacja na czele z premierem Mateuszem Morawieckim chciała najpierw doprecyzować kwestię wsparcia finansowego dla państw uzależnionych od węgla, dla których transformacja energetyczna wiąże się z gigantycznymi kosztami. Jak stwierdził podczas październikowego Kongresu 590 były minister energii Krzysztof Tchórzewski, osiągnięcie przez polską gospodarkę neutralności klimatycznej do 2050 roku wiązałoby się z szacunkowym kosztem 500 mld do nawet 700 mld euro.

– Można zrozumieć część argumentów, m.in. że potrzebujemy wsparcia ze strony UE w postaci funduszy i na to liczymy. Natomiast trzeba prezentować bardziej pragmatyczne podejście, pokazać, ile nas rzeczywiście będzie kosztowała transformacja, z jakiego punktu startujemy i że nie negujemy tego ambitnego kierunku, ale potrzebujemy pieniędzy na ten cel – mówi Adam Jarubas. – Rośnie świadomość wśród polskich obywateli, którzy codziennie odczuwają skutki smogu w miastach. To pokazuje, że problemu nie da się lekceważyć i polski rząd musi zarysować bardzo perspektywiczny plan, z wykorzystaniem również środków europejskich.

Polska ma w tej chwili jeden z najwyższych odsetków udziału energii generowanej z węgla, sięgający 80 proc., co sytuuje nas w gronie państw, które – jak podkreśla Adam Jarubas – przespały konieczność transformacji energetycznej. Pokazuje to przykład Danii, która 100 proc. swojego zapotrzebowania generuje dzisiaj z wiatraków na morzu. Tymczasem z prognoz rządowych wynika, że w 2030 roku polska gospodarka ma jeszcze w 60 proc. opierać się na węglu.

Jak podkreśla europoseł, transformacja polskiej energetyki jest konieczna nie tylko ze względu na zdrowie społeczeństwa. To również szansa na rozwój nowych technologii i stworzenie wartości dodanej w gospodarce m.in. w obszarze odnawialnych źródeł, energetyki prosumenckiej i wiatrowej.

 Polska ma szansę skorzystać ze znaczącej puli środków europejskich. Dzisiaj w PE trwają prace nad przygotowaniem Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, który wesprze tę drogę odejścia od gospodarki węglowej w regionach, gdzie się wydobywa węgiel, gdzie duża liczba miejsc pracy jest powiązana z sektorem ­– podkreśla Jarubas. – Dzisiaj, negując w ogóle cele polityki klimatycznej, stawiamy się trochę poza nawiasem. Wydaje mi się, że co do tych głównych pryncypiów i kierunków trzeba się zgodzić, ale przedstawić rzeczywistą analizę kosztów i tego, jaki mamy pomysł na energetykę. To jest pytanie, na które będzie musiał przedstawić odpowiedź polski rząd i im szybciej to zrobi, tym lepiej, bo decyzja, ile i na jakie cele przeznaczyć środki zapadnie w UE w ciągu najbliższego roku.

W kontekście ostatniego raportu IPCC (Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu) na forum unijnym mocno podkreślany jest społeczny kontekst zmian klimatycznych, na których już w tej chwili cierpią najbiedniejsze regiony świata. IPCC podkreśla, że do 2050 roku ludzkość musi całkowicie zrezygnować ze spalania paliw kopalnych, żeby zapobiec katastrofie klimatycznej na niespotykaną skalę. Jej konsekwencją może być m.in. 150 tys. zgonów rocznie z powodu upałów w samej Europie, setki miliony zgonów spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza, ograniczony dostęp do wody pitnej czy problemy z produkcją żywności.

– Kontekst łamania praw człowieka jest tu bardzo ważny, ponieważ dotyczy zwłaszcza tych państw i regionów świata, gdzie zmiany klimatu powodują zagrożenie dla siedlisk, w których ludzie funkcjonują. Chociażby w Amazonii, która jest dzisiaj wypalana i miejscowe plemiona muszą pod presją dużych korporacji, wspieranych przez władze, opuszczać swoje miejsca. To też Azja i Afryka, zwłaszcza część subsaharyjska, gdzie warunki do życia na skutek ocieplenia znacząco się pogorszyły i pojawia się kategoria migrantów klimatycznych. Kolejna kwestia to społeczeństwa, które mieszkają na wyspach zagrożonych przez podnoszący się poziom mórz i oceanów – mówi europoseł Adam Jarubas.

Przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym powstaje drugi w Polsce bezpłatny hotel dla rodzin hospitalizowanych dzieci. Będzie gotowy za rok

Walka z przewlekłą chorobą jest jak maraton, a bliskość rodziny pomaga ją pokonać – podkreślają przedstawiciele Fundacji Ronalda McDonalda, która wspiera rodziców hospitalizowanych dzieci. Do końca grudnia w restauracjach McDonald’s prowadzona jest zbiórka pieniędzy na budowę drugiego w Polsce Dom Ronalda McDonalda. Bezpłatny hotel dla rodzin, który powstaje przy Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, będzie gotowy pod koniec 2020 roku. Podobnych fundacyjnych hoteli zlokalizowanych przy wiodących szpitalach pediatrycznych jest już blisko 400 na całym świecie. Ten warszawski będzie pierwszym, w którym znajdzie się również przedszkole.

– Dziecko w trakcie leczenia i powrotu do zdrowia potrzebuje obecności rodziny. Dlatego konieczne są warunki, które umożliwiają pobyt w szpitalu rodzica, a jeśli jest taka potrzeba, to nawet dwójki rodziców. Czyli możliwość skorzystania z kuchni i łazienki, pokoju dziennego i wygodnego łóżka. To są warunki, które pozwalają na godny pobyt rodzica w szpitalu razem z dzieckiem.  My lekarze doskonale wiemy, że to istotnie wpływa na proces powrotu dziecka do zdrowia, efektywnie wspiera proces leczenia – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Maria Kotowska, pediatra i gastroenterolog dziecięcy.

Cztery lata temu powstał w Polsce pierwszy fundacyjny hotel dla rodzin hospitalizowanych dzieci. Z Domu Ronalda McDonalda przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie korzystają rodzice i opiekunowie najmłodszych pacjentów, którzy są leczeni w placówce. Ideą przedsięwzięcia było zapewnienie rodzinom komfortu i bliskości, aby wspomóc dzieci w długotrwałej walce z ciężką chorobą.

Hotel prowadzony ze środków Fundacji jest całkowicie bezpłatny, o pobycie konkretnej rodziny decyduje szpital na podstawie szeregu kryteriów. Na 1 400 mkw. nowocześnie zaaranżowanej powierzchni znajduje się 20 komfortowych pokoi dla rodziców oraz przestrzeń wspólna: jadalnia, kuchnia, pralnia, sale spotkań, pokój zabaw. Inwestycja została zrealizowana w całości ze środków Fundacji, była możliwa dzięki wsparciu licznych darczyńców .

– Drugi taki Dom, większy niż krakowski, powstaje w Warszawie. Realizowany projekt jest efektem partnerskiej współpracy Fundacji Ronalda McDonalda z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym. Liczymy, że prace budowlane zakończą się pod koniec przyszłego roku, bo skala potrzeb w zakresie wsparcia rodzin  jest olbrzymia – informuje Krzysztof Kłapa, prezes zarządu Fundacji Ronalda McDonalda.

Bezpłatny hotel dla rodzin hospitalizowanych dzieci zlokalizowany będzie w sąsiedztwie Dziecięcego Szpitala Klinicznego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, na terenie kampusu WUM. Trzykondygnacyjny budynek  o powierzchni użytkowej 2 tys. mkw. będzie mieścił nie tylko część hotelową.

– Ten projekt jest nowatorski, ponieważ będzie to pierwszy na świecie Dom Ronalda McDonalda połączony z przedszkolem – strefą dziennej opieki dla 50 dzieci pracowników szpitala WUM i rodzeństwa małych pacjentów szpitala. Na pierwszym piętrze  zlokalizowane będzie  również miejsce spotkań dla przyjaciół i darczyńców Fundacji – dodaje Katarzyna Nowakowska, wiceprezes, dyrektor wykonawczy Fundacji.

Podobnych Domów, hoteli rodzinnych Fundacji przy szpitalach dziecięcych, jest już blisko 400 na całym świecie. Realizują one w praktyczny sposób misję Fundacji Ronalda McDonalda „Aby rodzina mogła być razem”. W Domach i funkcjonujących na terenie szpitali fundacyjnych Pokojach Rodzinnych najbliżsi małych pacjentów mogą  liczyć na wsparcie fachowego personelu  oraz  wolontariuszy Fundacji. To oni zapewniają dzieciom i ich rodzinom ciekawe zajęcia tematyczne, warsztaty plastyczne, wspólne czytanie książek. Dbają o to, by pobyt dziecka w szpitalu niósł ze sobą choć odrobinę uśmiechu dla małych pacjentów  i ich rodziców.

– Nie byłoby żadnego z projektów naszej Fundacji bez wsparcia darczyńców – zarówno tych korporacyjnych, jak i indywidualnych. Jesteśmy bardzo wdzięczni za każdą jego formę, wpłaty finansowe, dary rzeczowe jak  i dar pracy naszych wolontariuszy – podkreśla Krzysztof Kłapa.

Grudzień to tradycyjnie miesiąc, kiedy pomóc może każdy gość  McDonald’s. We wszystkich restauracjach sieci trwa akcja McHappy Day – coroczna globalna inicjatywa, której celem jest wsparcie konkretnych programów Fundacji Ronalda McDonalda. W tym roku złotówka z każdej porcji frytek sprzedanych w grudniowe soboty w polskich lokalach sieci będzie przeznaczona na wsparcie budowy drugiego w Polsce Domu Ronalda McDonalda w Warszawie.

– McHappy Day realizujemy już od szeregu lat, przekazując dochód ze sprzedaży wybranego produktu na konto Fundacji. Tegoroczna akcja realizowana jest w każdą sobotę grudnia, nasi pracownicy informują o niej gości. Są też ulotki informacyjne, reklama w telewizji i  w internecie – mówi Angelika Piętka, wolontariusz Fundacji Ronalda McDonalda, na co dzień pracownik biura McDonald’s Polska. – Cieszy bardzo duże zainteresowanie i wspaniałe wyniki dotychczasowych weekendów grudnia. Złotówka do złotówki i warszawski Dom już niedługo  przyjmie pierwszych gości.

Fundacja Ronalda McDonalda jest organizacją pożytku publicznego. Można również przekazywać na nią 1 proc. podatku.

Boże Narodzenie na liście najbardziej stresujących sytuacji życiowych. Kłótni i napięć przy wigilijnym stole można jednak uniknąć

Boże Narodzenie na liście najbardziej <a title=stresujących sytuacji życiowych. Kłótni i napięć przy wigilijnym stole można jednak uniknąć" title="Boże Narodzenie na liście najbardziej stresujących sytuacji życiowych. Kłótni i napięć przy wigilijnym stole można jednak uniknąć" />

Świąteczne spotkania z rodziną przy opłatku mogą być źródłem dużego stresu, bo zamiast radości i przyjaznej atmosfery często pojawiają się kłótnie i napięcia, spotęgowane pośpiechem przedświątecznych przygotowań. Zarzewiem kłótni mogą się stać m.in. spotkania z dawno niewidzianymi członkami rodziny, rozmowy o polityce czy religii albo niezręczne, osobiste pytania przekraczające granice prywatności. W stresie mogą się ujawnić też skrywane od lat rodzinne urazy. Atmosferę przy wigilijnym stole można jednak poprawić, skracając listę przedświątecznych obowiązków do niezbędnego minimum i pamiętając o zasadach dobrej komunikacji.

Święta Bożego Narodzenia są stresujące dla wielu z nas, co już 50 lat temu wykazali dwaj psychiatrzy – Thomas Holmes i Richard Rahe, którzy sporządzili listę kilkudziesięciu najbardziej stresujących wydarzeń życiowych. Wykazali zależność między tym, jak duży stres generuje dane wydarzenie, a zapadalnością na różnego rodzaju choroby. Święta również znalazły się na ich liście – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Agnieszka Wilczyńska, psycholog, profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Na opublikowanej w 1967 roku na łamach pisma „Journal of Psychosomatic Research” liście 43 najbardziej stresujących wydarzeń życiowych święta w rodzinnym gronie zajęły 42. pozycję, tuż przed drobnymi wykroczeniami. Jak podkreśla psycholog, do tej pory zestawienie to jest aktualne. Świąteczne spotkania z rodziną mogą być źródłem dużego stresu i frustracji, bo obraz wykreowany w reklamach i mediach często odbiega od rzeczywistości – zamiast radości i przyjaznej atmosfery pojawia się pośpiech, zabieganie, nierzadko też spory i napięcia.

Jest kilka czynników, które generują stres w trakcie świąt. Pierwszym jest rozbieżność oczekiwań pomiędzy tym, jak je sobie wyobrażamy i jak chcielibyśmy je spędzić, między wysiłkiem włożonym w przygotowania a tym, co dostajemy potem w zamian. Kolejnym źródłem świątecznego stresu mogą być też spotkania z dawno niewidzianymi bądź nowymi członkami rodziny. Poza tym święta mogą być szczególnie trudne dla osób samotnych, starszych lub tych, którzy stracili niedawno kogoś bliskiego – mówi dr hab. Agnieszka Wilczyńska.

Jak podkreśla, źródłem napięć przy świątecznym stole mogą być również niezręczne, osobiste pytania albo wręcz przeciwnie – krępująca cisza i brak tematów do rozmowy pomiędzy członkami rodziny, którzy widują się tylko raz do roku.

– Takie niezręczne pytania, przekraczające sferę prywatności, dotyczą np. zarobków, planów dotyczących zamążpójścia czy posiadania dzieci. Czasami zarzewiem kłótni mogą się stać też elektryzujące tematy, jak polityka czy religia. Jeżeli przy stole nie zasiadają osoby, które podchodzą ze zrozumieniem i akceptują inne poglądy, to rzeczywiście może dojść na tym polu do konfliktu – mówi profesor Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Psycholog podkreśla, że w stresie mogą się ujawnić skrywane od lat rodzinne urazy i bolączki. Dlatego żeby go uniknąć i oszczędzić sobie frustracji, można się do świąt odpowiednio przygotować. Pierwszy krok to skrócenie listy obowiązków do niezbędnego minimum i oddelegowanie części zadań innym domownikom.

– Z całą pewnością nie należy też dać się zwariować, wciągnąć w przekonanie, że trzeba dać z siebie wszystko. Lepiej po prostu wyluzować, odpocząć, dać sobie trochę oddechu. Prezenty też nie muszą być specjalnie drogie, za to bardziej osobiste – mówi Agnieszka Wilczyńska.

O atmosferę przy wigilijnym stole można zadbać, pamiętając o kilku zasadach dobrej komunikacji. Podstawową jest unikanie drażliwych tematów, złośliwości i nietaktownych pytań, dotyczących m.in. planów małżeńskich, rozwodów czy finansów.

Trzeba starać się rozmawiać z drugą osobą tak, żeby jej nie oceniać i nie używać komunikatów w drugiej osobie. Czyli nie mówić:  „ty nigdy..” czy „ty zawsze…”. Przykładowo, zamiast powiedzieć: „ty nigdy nie zmywasz po obiedzie”, można poprosić: „chciałabym, żebyś to zrobił” – mówi Agnieszka Wilczyńska. – Przede wszystkim należy się skoncentrować na relacjach, byciu z drugim człowiekiem i tym, żeby go wysłuchać z uwagą, tolerancją, ze zrozumieniem. Trzeba zacząć od siebie, pierwszemu wyjść z taką otwartością i życzliwością.

Psycholog podkreśla, że podstawą jest również wyciszenie telefonów i wyłączenie telewizora, skupienie się na tym, co inni mają do powiedzenia. Zamiast nudnego siedzenia przy stole i oglądania telewizji można też wprowadzić własną formułę świąt i poświęcić ten czas na rodzinne aktywności, np. spacery czy granie w planszówki.

Innowacje pomogą wykarmić 10 mld ludzi. Na rynek trafiają nowe systemy hodowli roślin, zamienniki mięsa i technologie pozwalające ograniczać marnowanie żywności

Produkcja żywności może odpowiadać za emisję nawet 37 proc. światowych gazów cieplarnianych. Do kilkunastu procent emisji dwutlenku węgla przyczynia się sama hodowla zwierząt, z kolei każde 4 kg zjedzonej wołowiny ma taki sam wpływ na globalne ocieplenie, jak przelot z Nowego Jorku do Londynu. Pomóc może nowa technologia. Naukowcy pracują nad szerszym pozyskiwaniem białka z insektów, a wertykalna hodowla roślin pozwala ograniczyć zużycie wody przy jednoczesnym zwiększeniu plonów. Nowoczesne systemy zapobiegają zaś marnotrawieniu żywności.

– Dzisiaj tempo degradacji środowiska jest naprawdę bardzo duże. W zasadzie tylko technologia jest jedyną odpowiedzią na to, jak można by to pokonać – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Grabowski, współzałożyciel akceleratora Foodtech.ac.

Najnowsze raporty alarmują, że jeśli nie zmienimy swojego podejścia, zachodzące zmiany klimatyczne będą nieodwracalne. Rośnie temperatura, topnieją lodowce, coraz częściej dochodzi do gwałtownych wyładowań atmosferycznych. Już wkrótce może nas czekać walka o wodę i żywność. Konieczne są duże zmiany, które powstrzymają dalszą dewastację planety. Dotyczy to także branży spożywczej i rolnictwa. Przy obecnym wzroście populacji do końca tego stulecia produkcja żywności powinna zaspokoić potrzeby 10 mld ludzi. Przy obecnie wykorzystywanych technologiach i ich wpływie na środowisko może się to okazać niewykonalne.

– Musimy inwestować w technologie, które pomogą nam zmniejszyć wpływ całej produkcji światowej na środowisko. Takimi technologiami, które dzisiaj mocno się rozwijają, albo rozwiązaniami, które się pojawiają na rynku, są np. roślinne odpowiedniki mięs, które pozwalają ograniczyć masową produkcję mięsa i hodowlę zwierząt, co bezpośrednio przekłada się na redukcję emisji gazów cieplarnianych – ocenia Piotr Grabowski.

Według „Special Report on Climate Change and Land” sporządzonego przez Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu wynika, że produkcja żywności przyczynia się do 21–37 proc. światowych gazów cieplarnianych, prowadząc do wylesiania, utraty różnorodności biologicznej i obniżania poziomu wód gruntowych. Problemem jest przede wszystkim hodowla zwierząt gospodarskich, które przyczyniają się nawet do 15 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych. Każde 4 kg wołowiny, którą zjadamy, przyczynia się w takim samym stopniu do globalnego ocieplenia, jak przelot z Nowego Jorku do Londynu.

Ograniczenie spożycia mięsa pomoże chronić środowisko – zmniejszyć zużycie wody i emisję dwutlenku węgla. Innymi rozwiązaniem może być też produkcja białka z insektów na szeroką skalę.

– Ten rynek mocno rozwija się w Azji, natomiast trafia już do nas także na rynku europejskim. W tej chwili w postaci karm dla zwierząt, natomiast możemy się jej spodziewać także na rynku żywności dla ludzi – wskazuje współzałożyciel akceleratora Foodtech.ac.

Obecnie owady je ok. 2 miliardów osób. Badania już pokazały, że owady mają wysoką zawartość białka, zawierają zdrową ilość tłuszczów, minerałów i witamin oraz wymagają mniej ziemi uprawnej i wody, emitując przy tym mniejszy ślad węglowy niż tradycyjne produkty mięsne. Można również stworzyć mieszanki gatunków owadów, które idealnie pasują do profilu białka kurczaka, wieprzowiny, a nawet wołowiny. Jednym z rozwiązań może być także zmiana sposobu hodowli roślin.

– Technologia farm wertykalnych pozwala hodować rośliny w zamkniętym, sterylnym środowisku. Nie są one wtedy narażone na warunki środowiskowe, nie są obciążone tym wszystkim, co dzisiaj do jedzenia niestety trafia – mówi ekspert.

Wertykalna hodowla roślin może być całkowicie zautomatyzowana. Nowoczesne uprawy minimalizują zużycie wody i gleby, produkując przy tym znacznie zdrowszą żywność. AeroFarms produkuje np. rośliny pod lampami, jedne na drugich. Wykorzystuje system aeroponiczny, aby zapewnić odpowiednią ilość wody i składników odżywczych, przy stałej regulacji temperatury i wilgotności, tak aby każda roślina miała idealne warunki wzrostu.

World Economic Forum podaje, że takie gospodarstwa zużywają 95 proc. mniej wody niż tradycyjne, a jednocześnie dają do 390 razy więcej plonów na metr kwadratowy.

– Jednym z największych wyzwań jest ograniczenie wyrzucanej żywności. Powstają już w tej chwili technologie pozwalające mierzyć i redukować skutecznie nie tylko to, co wyrzucamy, lecz także nadprodukcję jedzenia. Bo niestety żyjemy w czasach dobrobytu, w którym wszystko jest super dostępne i coraz więcej żywności trafia do kosza, szacuje się, że jest to już 1/3. Powstają już w tej chwili technologie, które pozwalają to łatwo mierzyć i redukować – tłumaczy Piotr Grabowski.

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa podaje, że co roku marnuje się jedna trzecia wyprodukowanej żywności, czyli ok. 1,3 mld ton jedzenia. Nowoczesne systemy, które dokładnie sprawdzają, jakie produkty i w jakich ilościach wyrzucamy, pozwalają znacznie ograniczyć liczbę wyrzucanej żywności, sprawdzą się także w domach. Innym rozwiązaniem są platformy do sprzedaży jedzenia z kończącą się datą ważności. Przydatne są także aplikacje, które ostrzegają przed kończącą się datą ważności.

Latające pojazdy zrewolucjonizują transport osobowy. Pierwsze mogą się pojawić na niebie już w przyszłym roku

Rozwój motoryzacji będzie uwarunkowany powstaniem latających samochodów. Pojazd w technologii zapożyczonej od dronów budują już Japończycy. Konstruktorzy dwuosobowej maszyny planują rozpoczęcie sprzedaży detalicznej w 2023 roku, a tymczasem nad podobnymi pojazdami pracują już gigantyczne koncerny, takie jak Uber, Toyota czy Porsche. W ciągu najbliższych kilku lat wartość rynku samochodów latających przekroczy kwotę 30 mld dol.

– Opracowujemy w Japonii latający samochód. Budujemy pojazd, który będzie mógł nie tylko przewozić towary oraz pasażerów po ziemi, lecz także w powietrzu. Miejsce dla jednej osoby jest z przodu, a druga siedzi na podwyższeniu. W Japonii mamy już pełnowymiarowy prototyp, na którym codziennie przeprowadzamy dziesięć testów z wykorzystaniem pojazdu w locie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tomohiro Fukuzawa, prezes Skydrive.

Na wystawie „Miami 2020 and Beyond” zaprezentowany został prototyp latającego samochodu PAL-V Pioneer. Ten latający pojazd ma śmigła tylne i wysuwane nad głową oraz tylne skrzydła. Dzięki temu może on jeździć po ziemi jak samochód i wznosić się w niebo jak samolot. Na ziemi samochód może osiągnąć maksymalną prędkość 100 km/h, a na niebie może się poruszać z prędkością 200 km/h. Wersja komercyjna tego pojazdu jest już w produkcji. Cena to 425 tys. funtów. Dostawy do klientów końcowych zaplanowane są na 2021 rok. Jak na razie latający samochód kupiło 70 osób.

Nieco inne podejście do latających pojazdów ma japoński Skydrive, który swój samochód oparł na konstrukcji znanej z dronów.

– Pojazd przypomina trochę drona. Ma osiem śmigieł i osiem silników oraz akumulator, a także kierownicę do sterowania. Zasilanie z akumulatora pozwala na 20–30 minut lotu, czyli lot na dystansie około 20–30 kilometrów. Obecnie staramy się o pozwolenie od japońskiego urzędu lotnictwa cywilnego. Złożyliśmy już wniosek o dopuszczenie do lotu na naszym obszarze. Gdy zakończymy budowę pojazdu, złożymy wniosek o pozwolenie na loty na całym terytorium kraju. Gdy uda nam się je uzyskać w Japonii, możliwe będzie rozszerzenie jego zakresu na cały świat. Wtedy też rozpoczniemy sprzedaż – wskazuje Tomohiro Fukuzawa.

Zarówno Skydrive, jak i producenci PAL-V Pioneer muszą jednak liczyć się z silną konkurencją, zwłaszcza ze strony gigantycznych przedsiębiorstw aspirujących do miana lidera branży. Uber ujawnił plany uruchomienia jeszcze w 2020 roku lotów demonstracyjnych usługi latających taksówek, nazwanej Uber Air. Użycie komercyjne tego rozwiązania zaplanowane jest natomiast na 2023 rok.

Toyota z kolei planuje zaprezentować swój latający samochód podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich 2020 w Tokio. Porsche i Boeing łączą natomiast siły w celu opracowania luksusowych, elektrycznych samochodów latających.

– Naszym celem jest dostarczenie w pełni autonomicznego pojazdu do 2030 roku. Sprzedaż rozpoczniemy w 2023 roku. Niezwykle trudno jest uzyskać dopuszczenie pojazdu do użytku na terenie całego kraju. Początkowo loty będą się więc odbywać na ściśle ustalonej trasie, z punktu A do B. W przyszłości każdy będzie mógł używać takiego pojazdu, tak jak ma to miejsce w przypadku taksówek. Dzięki temu nie będziemy musieli płacić tak dużo za przejazdy i pozwoli to na szybkie przemieszczanie się z punktu A do B – twierdzi prezes Skydrive.

Zgodnie z prognozami opracowanymi na podstawie badania zleconego przez Porsche do 2025 roku wejdą do użycia komercyjne pasażerskie drony. Już 10 lat później ma ich po niebie latać 25 tys. Do tego momentu rynek takich pojazdów ma być wart 32 mld dol.

Państwowy Instytut Badawczy uruchamia nowe moduły Bazy Danych Odpadowych

W związku z planowanym od 1 stycznia 2020 r. udostępnieniem użytkownikom kolejnych modułów Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO) Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy uruchomił dziś w trybie produkcyjnym pełną wersję Bazy. Użytkownicy zyskają dostęp do nowych funkcji, które będą mogli przetestować przed oficjalnym startem systemu.

W okresie od produkcyjnego uruchomienia systemu do końca grudnia 2019 r. użytkownicy podmiotów zarejestrowanych w Rejestrze-BDO będą mogli skorzystać z funkcji związanych z modułami elektronicznych wniosków i ewidencją odpadów. Nowości umożliwią między innymi zaplanowanie, zatwierdzenie karty przekazania odpadów (KPO) i karty przekazania odpadów komunalnych (KPOK) na rok 2020 i wygenerowanie dla nich potwierdzenia. Umożliwią także zweryfikowanie kompletności danych znajdujących się w systemie w zakresie danych identyfikujących podmiot oraz miejsc prowadzenia działalności oraz zapoznanie się z funkcjami modułu wniosków, m.in. poprzez tworzenie wniosków roboczych (bez możliwości ich wysłania).

Znaczna większość podmiotów gospodarczych powinna już mieć konto w Rejestrze-BDO. Od dziś użytkownicy przedsiębiorstw nieposiadających wpisu w Rejestrze-BDO, po zalogowaniu do systemu BDO poprzez Krajowy Węzeł Identyfikacji Elektronicznej (KWIE), czyli potwierdzeniu tożsamości osoby fizycznej przez Węzeł Krajowy, będą mogli utworzyć roboczy wniosek rejestrowy – wysłanie wniosku będzie możliwe w 2020 roku. Pragnę przypomnieć, że od 1 stycznia brak konta w BDO uniemożliwi prowadzenie jakichkolwiek działań w obszarze gospodarki odpadami. A działalność w tym obszarze bez wymaganego wpisu do Rejestru-BDO zagrożone jest karą do 1 miliona złotych – Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego

Osoby testujące funkcjonalności BDO do końca 2019 r. muszą pamiętać, że konta użytkowników oraz miejsca prowadzenia działalności dodane w systemie po produkcyjnym jego uruchomieniu nie będą usuwane przez administratora systemu. To samo dotyczy kart przekazania odpadów (KPO) i kart przekazania odpadów komunalnych (KPOK) zaplanowanych na rok 2020, o statusie „Planowana”, „Zatwierdzona” i „Potwierdzenie wygenerowane”. Ponieważ zgodnie z ustawą o odpadach konieczność prowadzenia ewidencji odpadów oraz składania wniosków za pośrednictwem BDO będzie obowiązywał od 1 stycznia 2020 roku, z systemu zostaną usunięte: wszystkie karty przekazania odpadów (KPO) i karty przekazania odpadów komunalnych (KPOK), które zostały wystawione na rok 2019 oraz wszystkie wprowadzone w nich wpisy.

Jestem dumny, że resort środowiska jest twórcą tak zaawansowanego w skali Unii Europejskiej systemu integrującego informacje o wytwarzających, transportujących, przetwarzających i zagospodarowujących odpady z rzeczywistymi danymi o strumieniu odpadów. Nadrzędnym celem Bazy jest uszczelnienie systemu gospodarki odpadami w Polsce, lepszy nadzór i planowanie. W skrócie: chodzi nam o rzeczywistą ochronę środowiska i efektywny odzysk i recykling surowców. Jestem przekonany, że BDO w kształcie dostępnym od 1 stycznia spełni pokładane w niej oczekiwania – Sławomir Mazurek, podsekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu

Wzrasta liczba pracujących emerytów. Większość stanowią kobiety

Według danych pochodzących z ZUS-u, w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy br. liczba pracujących emerytów wzrosła o około 18 tysięcy, do przeszło 765 tysięcy. Natomiast niespełna 4 lata temu takich osób było ponad 575 tysięcy. Część rodaków decyduje się dorabiać do głodowych emerytur. Inni chcą pozostać aktywni zawodowo. Z analiz wynika, że wpływ na zachodzące zmiany mają przede wszystkim zasady łączenia pracy z pobieraniem świadczenia i koniunktura gospodarcza. Najwięcej dorabiających emerytów jest w woj. mazowieckim i śląskim, a najmniej – w podlaskim. Zdaniem ekspertów, takich ludzi będzie przybywać.

W sierpniu br. liczba pracujących emerytów wyniosła 765,3 tys. To więcej niż w grudniu 2018 roku, kiedy grupa ta liczyła 747,2 tys. Natomiast we wcześniejszych latach sytuacja w tym ostatnim miesiącu wyglądała następująco – 689,4 tys. w 2017 roku, 595,9 tys. w 2016 i 575,4 tys. w 2015 roku.

– Wyraźnie wzrasta liczba pracujących emerytów, bo w niespełna cztery lata o jedną trzecią. Jedni decydują się na ten krok, ponieważ muszą dorabiać, ze względu na głodowe emerytury. Inni chcą być cały czas aktywni zawodowo, niekoniecznie w wymiarze pełnego etatu. W tym przypadku dodatkowe pieniądze nie są najważniejsze, chociaż one zawsze się przydają – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Jak stwierdza dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego, zagadnienie pracujących emerytów zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność. Jednak zakaz pracy spotkałyby się z negatywnym odzewem społecznym i faktycznym pogorszeniem sytuacji wielu rodaków. Zdaniem eksperta, nieakceptowalnym wydaje się wprowadzenie możliwości dorabiania przez osoby, które nabyły prawo do świadczenia przed osiągnięciem wieku emerytalnego i mogą nadal pracować. Głośnymi przykładami są 40-letni funkcjonariusze mundurowi na emeryturach, którzy aktywnie np. prowadzą własne firmy i jednocześnie państwo wypłaca im świadczenia.

– Najbardziej pożądanym stanem z punktu widzenia produktywności gospodarki i standardu życia obywateli jest opóźnianie przejścia na emeryturę. W Polsce wskaźnik zatrudnienia osób do 60. roku życia nie odbiega znacząco od tego, co jest np. w Niemczech. Natomiast po sześćdziesiątce aktywność zawodowa jest słaba, choć pracuje ponad 700 tys. emerytów. U nas jest bardzo nisko ustawiony wiek emerytalny, nie podnosiliśmy go przez 80 lat, choć w tym czasie życie wydłużyło się w naszym kraju o ponad 15 lat. A otrzymywanie świadczenia osłabia motywację do pracy – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Z raportu ZUS-u wychodzi, że wzrost liczby pracujących emerytów wynika przede wszystkim z dobrej koniunktury gospodarczej, ale też korzystnych zasad łączenia pracy z pobieraniem świadczenia. Natomiast Marek Zuber zaznacza, że sytuacja ludności generalnie się poprawiła w ostatnich pięciu latach. Gorzej już to wygląda, jeśli popatrzymy tylko na emerytów. W ich koszyku zakupów spory udział ma żywność i lekarstwa, a one podrożały. Zdaniem eksperta, przed tą grupą wiekową otwierają się nowe możliwości. Na rynku jest coraz więcej pracy, a jednocześnie firmy mają problemy z obsadzeniem wolnych stanowisk.

– Przez wiele lat pracodawcy mogli wybierać pracowników dosyć swobodnie. Dzisiaj już tak nie postępują, ponieważ spadła liczba bezrobotnych, którzy mogliby podjąć zatrudnienie. Firmy w sposób naturalny sięgają również po starszych kandydatów. Oczywiście, do tanga trzeba dwojga. To znaczy emeryt musi chcieć pracować, a przedsiębiorca – widzieć uzasadnienie przyjęcia takiej osoby – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Z danych z końca 2018 roku wynika, że wśród pracujących emerytów więcej jest kobiet (56%) niż mężczyzn (44%). Jak stwierdza dr Kolek, panie nabywając uprawnienia emerytalne bardzo często chcą dalej pracować. Możliwość pobierania świadczenia sprawia, że chętnie łączą te dwie formy dochodów. Ekspert podkreśla, że przeciętna nowo przyznawana emerytura kobiety wynosi około 1750 zł, a mężczyzny – około 2750 zł.

– 60-letnia kobieta ma statystycznie przed sobą jeszcze 25 lat życia, w tym średnio 12 lat w zdrowiu. Przechodząc od razu na emeryturę, zaczyna już czerpać swój kapitał emerytalny. Z kolei gdyby zdecydowała się na to, mając 65 lat, otrzymywałaby świadczenie o około 50% wyższe, tzn. 3000 zł zamiast 2000 zł. Ale to jest kwestia wyboru ludzi. Ponad 90% osób przechodzi na emeryturę w ciągu 12 miesięcy od momentu uzyskania wieku emerytalnego – analizuje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wśród pracujących kobiet, najwięcej jest tych mających 60-64 lata. Natomiast w grupie mężczyzn przeważają ci w wieku 65-69 lat. Z danych ZUS-u wynika, że najwięcej pracujących emerytów zamieszkuje w województwie mazowieckim (16,1%) i śląskim (15,2%), najmniej natomiast w podlaskim (2,1%). Wspomniane śląskie jest jedynym regionem, gdzie mężczyźni stanowią większość wśród pracujących emerytów. Jest ich 59,5% w tej grupie.

– W rejonach mniej uprzemysłowionych są niższe koszty życia. Ta sama wielkość emerytury ma więc inny wymiar na Podlasiu i w Warszawie, jeśli chodzi o kwestie zakupowe. Ponadto w tych biedniejszych regionach jest więcej szarej strefy. To znaczy, że ludzie są w stanie sobie dorabiać nieoficjalnie i tam jest to o wiele łatwiejsze niż np. w Warszawie czy Katowicach – stwierdza Marek Zuber.

Natomiast dr Kolek zaznacza, że w wielu przypadkach dorabianie przez świadczeniobiorców nie jest ujawniane w rejestrach. Dotyczy to branży motoryzacyjnej i budowalnej oraz handlu, ale także korepetycji czy sprzątania. Prezes Instytutu Emerytalnego podkreśla, że dla władz nie jest wygodne poruszanie tematu pracujących emerytów. Zakaz dorabiania oznaczałby niepokoje społeczne oraz sprzeciw wielu środowisk. Z kolei utrzymywanie dzisiejszego stanu rzeczy, wydaje się sprzecznością o charakterze systemowym.

– Liczba pracujących emerytów będzie coraz większa. Ma to związek z ograniczeniem wzrostu naszej gospodarki, czyli zasobami siły roboczej. Są bowiem 4 możliwości, aby poprawić sytuację. Po pierwsze, skokowy wzrost wydajności pracy, czyli automatyzacja, robotyzacja, a tego nie da się szybko osiągnąć. Po drugie, otwieramy się jeszcze bardziej na imigrantów, ale w społeczeństwie nie ma na to teraz zgody. Po trzecie, ściągamy Polaków z emigracji zarobkowej, lecz wciąż są duże różnice w wynagrodzeniach. Po czwarte, aktywizacja zawodowa, m.in. emerytów. To wydaje się najbardziej realne – podsumowuje ekonomista Marek Zuber.

Miniony tydzień przyniósł rozwiązania na dwóch kluczowych frontach

Częściowe rozwiązanie istotnych dla rynku kwestii w minionym tygodniu doprowadziło do wzrostu rynkowego apetytu na ryzyko. W kontekście rynku walutowego ubiegły tydzień był jednym z ciekawszych okresów od dłuższego czasu.

Zdecydowane zwycięstwo Partii Konserwatywnej w brytyjskich wyborach parlamentarnych pozwoliło na wyraźną aprecjację funta. Optymizm na rynkach wspierały również informacje o osiągnięciu przez USA i Chiny częściowego porozumienia w handlu. Z kolei grudniowe spotkanie FOMC stanowiło bardzo wyraźną deklarację decydentów o wstrzymaniu się ze zmianami stóp procentowych. Zeszły tydzień przyniósł osłabienie amerykańskiej waluty w relacji do niemal wszystkich głównych walut.

Bieżący tydzień również będzie obfitował w ważne informacje – istotne dane ze świata będą publikowane praktycznie codziennie. Dzisiejsze odczyty indeksów PMI dla strefy euro były mieszane. W ujęciu ogólnym zaskoczyły lekko in minus, jednak nie na tyle, aby popsuć dobry sentyment na rynkach. W czwartek natomiast zobaczymy, jak Bank Anglii zareaguje na zmianę sytuacji politycznej w Wielkiej Brytanii po czwartkowych wyborach parlamentarnych.

PLN

Miniony tydzień nie obfitował w istotne informacje z Polski. W rezultacie polski złoty w parze z euro zakończył tydzień w niewielkiej odległości od poziomu, na którym go rozpoczął. W tym tygodniu będziemy jednak mieli do czynienia z zatrzęsieniem danych ekonomicznych. Będziemy je obserwować, natomiast – o ile nie dojdzie do dużych zaskoczeń – raczej nie powinny one istotnie wpływać na złotego. Znaczenie dla PLN, podobnie jak dla walut regionu, w dalszym ciągu powinny mieć wahania sentymentu, zwłaszcza w kontekście ostatnich doniesień z frontu amerykańsko-chińskiej wojny handlowej.

GBP

Historyczne zwycięstwo Partii Konserwatywnej w brytyjskich wyborach parlamentarnych w ubiegły czwartek pozwoliło na wyraźne umocnienie funta. Aprecjacja tej waluty miała związek z tym, że samodzielne rządy torysów są postrzegane jako gwarancja rozwiązania kwestii Brexitu. O ile wygrana torysów nie likwiduje całej niepewności co do tego, jak będą wyglądać stosunki Wielkiej Brytanii z UE po Brexicie (ta kwestia pozostaje otwarta co najmniej do 31 stycznia 2020 r., czyli obecnego terminu zakończenia tzw. okresu przejściowego), o tyle tak liczna przewaga partii Johnsona w Izbie Gmin powinna sprawić, że niezależnie od tego, jakie warunki ostatecznie zostaną wynegocjowane przez nowy gabinet, parlament będzie skłonny je poprzeć.

W kontekście nadchodzącego spotkania Banku Anglii liczymy, że retoryka decydentów dotycząca perspektyw gospodarki Wielkiej Brytanii ulegnie poprawie, co może mieć delikatny, pozytywny wpływ na brytyjską walutę.

EUR

Wydźwięk ostatniego spotkania EBC był pozytywny. Projekcje makroekonomiczne banku centralnego uległy jedynie lekkim zmianom, jednak ton przewodniczącej Lagarde w trakcie konferencji prasowej po spotkaniu banku był optymistyczny. Poprawa sytuacji na froncie wojny handlowej USA i Chin może jedynie wpłynąć na zwiększenie poczucia optymizmu.

Wbrew naszym oczekiwaniom, wydźwięk dzisiejszych danych PMI nie był pozytywny. W grudniu odnotowano niższy poziom indeksu dla przemysłu i lekką poprawę indeksu dla usług, co łącznie sprawiło, że zbiorczy indeks PMI pozostał na poziomie notowanym w poprzednich dwóch miesiącach. Reakcja głównej pary na dane nie była jednak zbyt silna.

USD

Podczas ostatniego spotkania FOMC decydenci Rezerwy Federalnej wyraźnie dali rynkom do zrozumienia, że w najbliższym czasie nie zamierzają dokonywać zmian stóp procentowych. Wszystko wskazuje na to, że poprzeczka – której przekroczenie sprawiłoby, że bank zdecydowałby się na ruch w którąkolwiek stronę – jest zawieszona wysoko. Osiągnięcie “fazy pierwszej” porozumienia handlowego przez USA i Chiny sprawia, że cięcie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w najbliższym czasie stało się jeszcze mniej prawdopodobne. Z drugiej strony, brak istotnej presji inflacyjnej sprawia, że oczekiwanie zacieśnienia polityki monetarnej w najbliższym czasie również wydaje się bezzasadne.

Poprawa w kontekście kluczowych czynników ryzyka oraz utrzymanie stabilnej polityki monetarnej w USA to środowisko, które naszym zdaniem jest pozytywne dla euro i walut rynków wschodzących. W ujęciu ogólnym liczymy na ich umocnienie w 2020 roku.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Blockchain, inteligentna automatyzacja, RFID oraz zaawansowane narzędzia analityczne będą dominującymi trendami technologicznymi w biznesie w roku 2020

Firma Zebra Technologies Corporation (NASDAQ: ZBRA), ogłosiła trendy technologiczne, które jej zdaniem będą wpływać na decyzje biznesowe dyrektorów i menedżerów ds. IT oraz technologii w 2020 r. Takie rozwiązania, jak blockchain i inteligentna automatyzacja oraz zaawansowane technologie monitorujące pozwolą firmom w nowej dekadzie działać bardziej innowacyjnie.

Szersze zastosowanie technologii blockchain

Choć technologia blockchain dopiero raczkuje w sektorze biznesowym, bez wątpienia będziemy obserwować jej coraz szersze zastosowanie. Blockchain może poprawić m.in. zdolność śledzenia przepływu zasobów w takich dziedzinach, jak walka z naruszeniami własności intelektualnej, obsługa łańcucha dostaw i zarządzanie danymi pacjentów. Technologia ta nabiera znaczenia i pozwala organizacjom uzyskać kontrolę nad prawami do użytkowania, prywatności i bezpieczeństwa danych. Szczególnie z uwagi na fakt, że stają się one coraz bardziej niezbędne do zapewniania klientom doświadczeń na oczekiwanym przez nich poziomie.

Technologia blockchain zapewnia natychmiastowe korzyści branży farmaceutycznej, producentom żywności i innych dóbr, firmom transportowym i logistycznym, placówkom służby zdrowia i sprzedawcom produktów luksusowych. Blockchain będzie używany wszędzie tam, gdzie trzeba zbudować bazujące na danych „zaufanie”, lub tam, gdzie zachodzi potrzeba udostępniania określonych danych w bezpieczny sposób.

W przypadku produkcji żywności zwiększy się w skali globalnej liczba przepisów dotyczących bezpieczeństwa produktów spożywczych i leków w celu zagwarantowania sprawnego działania łańcuchów dostaw oraz zwiększenia transparentności operacji i bezpieczeństwa konsumentów. Technologia blockchain będzie jednym z fundamentów ekosystemu, który ma pomóc firmom w realizacji założonych celów. Przedsiębiorstwa będą wymagać technologii pozwalających na kompleksowe monitorowanie, takich jak etykiety z czujnikiem temperatury, kody kreskowe i RFID. Blockchain pozwoli użytkownikom korzystać z rekordów lub danych w sposób bezpieczny i możliwy do zweryfikowania.

Rozwój inteligentnej automatyzacji

Firmy szukają rozwiązań technologicznych pozwalających zautomatyzować proces delegowania zadań pracownikom dysponującym danymi pochodzącymi z systemów monitorujących oraz preskrypcyjnych narzędzi analitycznych. Inteligentne technologie z zakresu automatyzacji będą obejmować m.in:

  • Sztuczną inteligencję bazującą na komputerowych systemach wizyjnych z wykorzystaniem takich rozwiązań, jak skanery, czujniki wizyjne i roboty. Z uwagi na fakt, że kamery stają się coraz bardziej inteligentne, przedsiębiorstwa będą w stanie monitorować swoje środowisko oraz obiegi pracy na potrzeby automatyzacji procesu decyzyjnego i zwiększania poziomu zadowolenia klientów. W kontekście handlu detalicznego może to oznaczać szersze zastosowanie kas samoobsługowych lub automatyzację kontroli zapasów w magazynie dzięki robotom-asystentom.
  • Rozwiązania z zakresu rzeczywistości rozszerzonej (ang. Augmented Reality, AR) ułatwiające personelowi realizację zadań lub wspomagające nowych pracowników z wykorzystaniem urządzeń ubieralnych (ang. wearables) lub komputerów przenośnych. Rozwiązania tego rodzaju mogą sprawdzać się najlepiej w przypadku przedsiębiorstw zatrudniających w swoich magazynach, zakładach i sklepach pracowników sezonowych lub tymczasowych.
  • Roboty zapewniające wskazówki lub asystujące ludziom podczas pracy, tak aby mogli oni zapomnieć o monotonnych i powtarzalnych czynnościach i skupić się na ważniejszych zadaniach. Strategia ta pozwoli firmom oddelegować cenny personel tam, gdzie to konieczne. Dla przykładu w szpitalu zadania związane z transportem leków lub próbek i ich monitorowaniem można powierzyć robotom, aby podnieść jakość opieki nad pacjentami.

W miarę wzrostu znaczenia nowych technologii większość współczesnych rozwiązań do optymalizacji obiegów pracy pozostaje w tyle –skupia się tylko na procesach obsługiwanych przez człowieka lub tylko na procesach zautomatyzowanych przy znikomej lub zerowej synergii. W stosunkowo bliskiej przyszłości sprawne zarządzanie systemami zautomatyzowanymi i ludźmi oraz koordynowanie ich działań będzie kluczowe dla maksymalizacji produktywności.

Szersze zastosowanie technologii RFID oraz zaawansowanych narzędzi analitycznych

W celu uzyskania przewagi nad konkurencją, współczesne przedsiębiorstwa potrzebują lepszej kontroli nad stanem zapasów oraz informacji o statusie realizowanych zadań i lokalizacji pracowników. Rosną ich oczekiwania względem technologii do rejestrowania danych wykorzystujących kody kreskowe 2D, komputerowe systemy wizyjne i RFID. Kody kreskowe 2D są codziennością na listach przewozowych, w sklepach spożywczych, na opaskach szpitalnych i przy płatnościach mobilnych, a ich popularność będzie niewątpliwie rosnąć.

Co ciekawe będziemy obserwować szersze zastosowanie technologii RFID i komputerowych systemów wizyjnych w tak odmiennych dziedzinach, jak sport, produkcja i handel. Popularność elektronicznych kodów produktu (ang. Electronic Product Code, EPC) rośnie — w samym tylko roku 2019 wskaźnik rozwoju tego rynku wzrósł o ponad 30 proc., podwajając wynik z roku 2018.

Dostęp do danych w czasie rzeczywistym, jaki oferuje technologia RFID i komputerowe systemy wizyjne, wymusza na przedsiębiorstwach wdrożenie kompleksowych rozwiązań do gromadzenia i analizy danych pozwalających podejmować lepsze decyzje biznesowe w krótszym czasie.

Trendy 2020: Elastyczny styl pracy kusi coraz więcej Polaków

Z najnowszej edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że elastyczność w pracy jest dla pracowników priorytetem. Już co drugi pracownik chce pracować zdalnie i mieć elastyczne godziny pracy. Odsetek osób wskazujących ten element jako kluczowy wzrósł w ciągu 5 ostatnich lat o 42 punkty procentowe. Z drugiej strony czynnikiem najczęściej wpływającym na odejście
z organizacji jest złe zarządzanie. Jak poradzić sobie z oczekiwaniami wykwalifikowanych specjalistów? Jak sprawić, by nie odeszli najlepsi? Co zrobić, żeby przyciągać talenty jak magnes? Antal przedstawia 5 najważniejszych trendów na rynku pracy w 2020 roku.

Kluczowe fakty:

Z  9. edycji badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” zrealizowanego przez firmę rekrutacyjną Antal wynika, że:

  • 40% specjalistów i menedżerów aktywnie dąży do zmiany pracy (np. przegląda i odpowiada na ogłoszenia rekrutacyjne).
  • Poprawę swojej sytuacji zawodowej deklaruje 55% badanych – tj. o 5 punktów procentowych mniej niż w zeszłym roku. Nieznacznie mniej osób otrzymało również podwyżki.
  • Na czele listy powodów wpływających na zmianę pracy znajdują się: bardziej atrakcyjne możliwości kariery, propozycja wyższego wynagrodzenia oraz złe zarządzanie w organizacji. Każdy z wymienionych czynników został wskazany przez 41% respondentów.
  • Na 10 najczęściej wymienianych powodów odejścia z organizacji, aż 7 jest wewnętrznych, związanych z niezadowalającą dla pracowników sytuacją w miejscu pracy, nie zaś konkurencyjną ofertą.
  • Głównymi czynnikami przyciągającymi pracowników do nowej pracy jest elastyczny czas pracy, wskazany przez 50% respondentów.

Wyniki badania pokazują, że rynek zaczyna się stabilizować i coraz mocniej się rozwarstwia. O ile np. liczba ofert pracy dla specjalistów IT wciąż rośnie, dla niemal wszystkich pozostałych obszarów zawodowych spada. Z drugiej strony oczekiwania pracowników nie maleją. Specjaliści bardzo szybko decydują się wejść na rynek pracy, jeśli obecna organizacja ich rozczaruje – np. nie zapewni zwiększenia wynagrodzenia do oczekiwanego pułapu, elastyczności godzin pracy czy innych ważnych dla pracownika aspektów – zauważa Agnieszka Wójcik, Market Research & Strategic Partnerships Manager, Antal.

Czy można zatrzymać pracowników i przyciągnąć uwagę kandydatów, walcząc nie tylko o ich umysły, ale też o ich serca? Czy specjaliści i menadżerowie staną się emocjonalnie związani z firmą, jeśli ta zacznie słuchać ich potrzeb? Czy partnerski styl zarządzania i przejrzysta komunikacja sprawią, że pracownicy będą lepszymi ambasadorami marki? Wyniki najnowszego raportu Antal udowadniają, że tak!

Oto 5 najważniejszych trendów według Antal, które pozwolą firmom przyciągnąć i utrzymać talenty w 2020 roku.

  1. Elastyczne godziny pracy. Przywilej czy nadchodzący standard?

W kontekście pojawiających się zmian społecznych czy ekonomicznych warto zastanowić się nad samą definicją pracy. Z badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że mit „wysiedzianych godzin” jako czasu efektywnej pracy, dobiega już końca. Już co drugi pracownik deklaruje, że warunkiem rozważenia oferty nowego pracodawcy jest możliwość  elastycznych godzin pracy (50%). Odsetek osób wskazujących ten element jako kluczowy wzrósł o 28 punktów  procentowych w porównaniu do 2016 roku i 42 punkty procentowe w porównaniu do 2014 roku. To prawdziwa rewolucja na rynku pracy. Organizacje, które będą w stanie zapewnić takie rozwiązania pracownikom, a jednocześnie zadbać o jakość komunikacji i organizację pracy odniosą sukces w kolejnych latach – zarówno w aspekcie budowania marki pracodawcy, jak i wskaźników biznesowych.Elastyczne godziny pracy

  1. Komunikacja i zaufanie definiują markę pracodawcy

Z badania Antal wynika, że poza atrakcyjniejszymi możliwościami kariery i wyższym wynagrodzeniem, na czele listy powodów wpływających na zmianę pracy znajduje się złe zarządzanie w organizacji. Ten czynnik był powodem odejścia z dotychczasowego miejsca pracy dla 41% respondentów. Wskazuje to na konieczność pracy u podstaw w większości firm z kadrą menedżerską w postaci szkoleń z zakresu komunikacji, dawania feedbacku i wyznaczania celów. Pracownicy, którzy czują, że mają partnerską relację z szefem, są jej wiarygodnymi rzecznikami nie tylko na rynku pracy, ale również w stosunku do partnerów biznesowych.

Coraz częściej spotykam się z sytuacją, że w tej samej firmie, z tymi samymi procesami
i wynagrodzeniem występują zespoły o bardzo różnym poziomie zaangażowania. Dlaczego tak się dzieje? – Badanie Antal pokazuje, że relacje z bezpośrednim przełożonym mają decydujące znaczenie w postrzeganiu organizacji. Patrzymy na firmy poprzez okulary, jakimi jest nasz bezpośredni przełożony
– mówi Anna Piotrowska-Banasiak, Development Director, Antal.

  1. Umowa o pracę – warunek konieczny?

Wbrew obiegowym opiniom na temat rosnącej popularności umowy b2b, dla wielu specjalistów i menedżerów to umowa o pracę nadal stanowi kluczowy czynnik wpływający na wybór pracodawcy. Odsetek osób wskazujących ten element jako kluczowy wzrósł o 4 punkty procentowe w porównaniu do ubiegłego roku. Jednocześnie o 2 punkty procentowe spadł odsetek osób preferujących umowy B2B. Wyjątkiem jest branża IT, gdzie doświadczeni kandydaci oczekują przede wszystkim elastyczności zarówno w wymiarze czasu pracy, jak i formy zatrudnienia.

  1. Budowa marki pracodawcy, poprzez skuteczny content marketing

LinkedIn w ujęciu globalnym to już ponad 645 mln zarejestrowanych użytkowników, z czego ponad 2,5 mln w Polsce. To daje nam 34 pozycję wśród 44 krajów Europy. Średnio co sekundę rejestrują się więcej niż 2 nowe osoby.[1] Z badania Antal wynika, że udział na rynku specjalistów i menedżerów posiadających zaktualizowany profil pozostaje na wysokim poziomie 80%. Wzrost aktywnych kont to konsekwencja cyfrowej transformacji rynku pracy. Media społecznościowe o profilu biznesowym to „żyzny grunt”
dla pracodawców i podstawowy punkt styku dla działań w ramach strategii social sellingu, employer brandingu czy marketingu rekrutacyjnego. Z tego względu transparentna, szczera firma, powinna prowadzić odpowiednią komunikację na portalach społecznościowych, dzięki czemu  sprawi wrażenie niemającej nic do ukrycia, wzbudzi zaufanie i pozytywne emocje wśród potencjalnych kandydatów i tym samym zachęci ich do pracy w firmie.

  1. Rekrutacja bez granic

Pracodawcy, żeby być skuteczni rekrutacyjnie, powinni rozważać również jako możliwości pozyskiwania kandydatów inne regiony Polski oraz zagranicę. Z badania Antal „Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” wynika, że specjaliści i menedżerowie w Polsce są otwarci na relokację zawodową. Najczęściej taką gotowość deklarują przedstawiciele wyższej kadry zarządzającej (79%), logistyki oraz sprzedaży (72%). Na relokacji pracowników zależy nie tylko firmom. Ostatnio coraz bardziej popularne są inicjatywy całych regionów czy miast, które zachęcają do zamieszkania na ich terenie oraz kooperacje lub zrzeszenia firm, które razem promują region widząc szansę we współpracy.

Mieszkając w rejonach oddalonych od stolicy, zaczynamy doceniać jakość życia oferowaną w nieco bliższym otoczeniu. Nie każdy też odnajduje się w wielkiej metropolii. Trend jest widoczny zarówno wśród kadry menedżerskiej, jak i specjalistycznej. Przykładowo specjalista z Katowic relatywnie chętnie relokuje się do Krakowa, nieco mniej chętnie do Wrocławia, natomiast rzadziej zdecyduje się na dalszą eskapadę. W swojej praktyce rekrutacyjnej na co dzień spotykam się z mobilnością w ramach najbliższych regionów, z czego w ogromnej większości przypadków istnieją pewne wymagania minimalne. Dotyczą one dostępu do kultury czy ogólnej jakości życia. I takie kryteria – zdaniem specjalistów i menedżerów – coraz częściej spełniają miasta powyżej 100 tys. mieszkańców,
a niekoniecznie tylko największe ośrodki – podkreśla Dominik Pekról, Regional Manager, Antal.

O badaniu

Badanie Antal Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy przeprowadzone było metodą CAWI w terminie 01.09-30.09. 2019 roku. W badaniu wzięło udział 2225 respondentów z całej Polski, średnio mających 37 lat i 13 lat doświadczenia zawodowego. Badanie było anonimowe.

Raport jest dostępny pod linkiem: https://antal.pl/wiedza/raport/aktywnosc-specjalistow-i-menedzerow-na-rynku-pracy-9-edycja

[1] Źródło: dane Next>Business>Academy z sierpnia 2019

 

4 kluczowe trendy HR, które zdominują 2020 rok

Świat HR nieustannie się zmienia, rosną oczekiwania pracowników, a wraz z nimi pojawiają się innowacje, które mają usprawnić zarządzanie kapitałem ludzkim. Najnowsze rozwiązania, które mają zdominować rynek HR w 2020 roku, skupiają się na motywacji pracowników, opierają się na wsparciu zespołów, personalizacji, sprawnym dostosowaniu do wymogów oraz na technologiach, mających na celu jak największą indywidualizację.

Z badań ADP wynika, że organizacje – starając się angażować pracowników i strategicznie rozwijać swoją działalność – będą coraz bardziej poszukiwać personalizacji i możliwości dostarczania kompletnych i praktycznych rozwiązań.

Świat pracy i zatrudnienia doszedł do punktu zwrotnego, który dodatkowo nabiera znaczenia w związku z niedoborem pracowników i stabilizującym się wzrostem wynagrodzeń. Dostrzegamy niezwykle istotną dla firm wspólną rolę technologii oraz zarządzania danymi w miejscu pracy. W 2020 roku firmy będą starały się kłaść nacisk na rozwiązania technologiczne, realizujące potrzeby ich organizacji, zespołów oraz pracowników, aby tworzyć bardziej angażujące i produktywne środowisko pracy – twierdzi Don Weinstein, wiceprezes, zarządzający globalnymi produktami i technologiami ADP.

Jakie trendy będą kształtować działy HR w 2020 roku?

  • Personalizacja i robotyzacja

Firmy zamiast rozbudowanego, trudnego do wprowadzenia oprogramowania będą wolały prostą i intuicyjną aplikację. W związku z tym platformy technologiczne będą musiały dostarczać możliwie jak najbardziej elastyczne opcje, które firmy, zespoły i pracownicy będą mogły dostosowywać do swoich potrzeb. Sytuacja pracownika będzie ewoluować z uwagi na połączenie nowopowstających technologii, sztucznej inteligencji i samouczących się maszyn. Rozwój przetwarzania naturalnego języka i bardziej zaawansowane chatboty pomogą zredukować czas potrzebny na wykonanie zadań i będą wspierać popularyzację przyjmowania tych rozwiązań przez użytkowników oraz zastosowanie takich systemów do indywidualnych potrzeb.

  • #TeamWork

Organizacje, aby uwolnić potencjał pracowników i stworzyć kulturę komunikacji opartej na zaangażowaniu, muszą rozbić zastane korporacyjne struktury. Przyszłość rynku pracy skupia się na horyzontalnej strukturze organizacji. Pracodawcy, w poszukiwaniu nowych talentów, będą również musieli na nowo oceniać swoje zespoły i poszukiwać alternatywnych źródeł zatrudnienia. W procesach rekrutacyjnych będą mieli coraz większy udział wysoce wyspecjalizowani pracownicy zatrudniani do konkretnych projektów, a także byli oraz emerytowani pracownicy.

  • Sztuczna inteligencja

Robotyzacja i rozwój sztucznej inteligencji wpływa na sytuację rynku pracy. Coraz bardziej zaawansowane chatboty mogą pomóc zredukować czas potrzebny na wykonanie zadań, a także wspierać indywidualne potrzeby pracowników. Innowacje nie ominą również kwestii wynagrodzenia. Jak wynika z badań ADP „Future of Pay”, pracownicy coraz częściej chcą mieć wpływ na to, w jaki sposób i kiedy dostaną swoją pensję. Przewiduje się zatem, że zagadnienie wynagradzania wejdzie na nowy poziom personalizacji, oferując łatwiejsze sposoby wypłacania pensji pracownikom.

  • Analityka danych

Sztuczna inteligencja, samouczące się maszyny, technologie chmurowe czy łączność 5G –  to właśnie te makrotrendy są siłą napędową innowacji i pomogą firmom zoptymalizować doświadczenia pracowników i klientów. Analityka predykcyjna będzie podstawą dla każdej firmy, która będzie chciała odnieść sukces w 2020 roku. Pomoże dostarczyć newralgiczne informacje na temat pracowników, np. wzrost liczby nadgodzin, nadmierna rotacja pracowników, koszty pracy czy nierówne wynagradzanie kobiet i mężczyzn.

Uber wdraża narzędzie weryfikacji tożsamości w czasie rzeczywistym

Uber wprowadza w aplikacji funkcję weryfikowania tożsamości w czasie rzeczywistym (ang. Real Time ID Check). Jest ona rozwinięciem opcji “Zawsze, wiesz, z kim jedziesz” (ang. Check Your Ride), zaimplementowanej w lipcu br. Nowa funkcja jest kolejnym rozwiązaniem firmy Uber wykorzystującym najnowsze technologie, w tym m.in. biometrię, mającym na celu zwiększenie poziomu bezpieczeństwa użytkowników oraz przeciwdziałanie różnego rodzaju nadużyciom.

Nowa funkcja Real Time ID Check, którą Uber wprowadza właśnie w swoich dwóch aplikacjach – Uber i Uber Eats – jest skierowana do kierowców oraz kurierów. Dla pasażerów i osób zamawiających jedzenie oznacza ona kolejną już funkcję poprawiającą bezpieczeństwo zarówno przewozów, jak i dostaw. Wykorzystanie technologii ma na celu przeciwdziałanie nadużyciom i oszustwom.

Na czym polega funkcja Real Time ID Check?

RITD_3 RITD_2 RITD_1Wykorzystując technologię, Uber będzie wymagał od kierowców i kurierów wykonania selfie przed przejściem w tryb aktywności. Następnie system będzie porównywał zdjęcie ze zdjęciem profilowym w aplikacji. Prośba o przeprowadzenie weryfikacji nastąpi w dowolnym momencie, np. podczas logowania lub pomiędzy kolejnymi zleceniami. Kierowcy zostaną wtedy poproszeni o zrobienie zdjęcia i przesłanie go na platformę. W przypadku niezgodności selfie ze zdjęciem w aplikacji lub niewykonania czynności, konto kierowcy lub kuriera zostanie zablokowane w celu dalszego wyjaśnienia.

Mimo że weryfikacje będą losowe, to użytkownicy mający wątpliwości dotyczące zgodności wizerunku z kontem, będą mogli zgłosić tego rodzaju sytuacje w aplikacji – tak, jak ma to miejsce już teraz.

Mając na uwadze wymogi związane z ochroną prywatności, kierowcy i kurierzy będą mieli dwie możliwości dokonania weryfikacji. Pierwszą z nich będzie kontrola automatyczna, wykonywana za pomocą technologii biometrycznej. Natomiast drugą – kontrola ręczna, przeprowadzana przy wsparciu pracownika Ubera.

Rozwinięcie funkcji “Zawsze wiesz, z kim jedziesz”

Real Time ID Check jest rozszerzeniem opcji  “Zawsze wiesz, z kim jedziesz” (ang. Check Your Ride), którą Uber wprowadził w swojej aplikacji w lipcu 2019 roku. W jej ramach, tuż przed przybyciem auta na miejsce, użytkownicy otrzymują powiadomienie push, przypominające im o sprawdzeniu czy numer tablicy rejestracyjnej samochodu, a także wizerunek kierowcy są zgodne z informacjami zawartymi w aplikacji.

Funkcja Real Time ID Check jest w pełni zgodna z europejskimi przepisami dotyczącymi RODO.