3/4 polskich sklepów internetowych jest w złej lub bardzo złej sytuacji finansowej

Czego życzyć na Gwiazdkę sklepom internetowym? Oprócz wesołych Świąt, lepszej kondycji finansowej i zmniejszenia zaległych zobowiązań. Pomimo rosnącej popularności zakupów online, finanse branży nie prezentują się najlepiej. Jak wynika z analiz wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska aż trzy czwarte firm jest w złej lub bardzo złej sytuacji finansowej, a to o połowę więcej niż przed rokiem. Liczba firm z zaległościami zwiększyła się o jedną trzecią, a niespłacone zadłużenie sklepów internetowych w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK wzrosło o ponad 50 proc. do 231 mln zł.

Czas przed świętami Bożego Narodzenia to dla handlu prawdziwe żniwa. Eksperci szacują, że w ostatnim kwartale roku obroty w sklepach są około jedną trzecią wyższe niż w pozostałych okresach. W listopadzie rusza wysyp promocji, trzeba też zrobić zakupy, aby zorganizować święta, no i koniecznie znaleźć odpowiednie prezenty. W zeszłym roku aż 71 proc. Polaków wręczyło upominki zarówno dzieciom, jak i dorosłym i wydawali na nie przeciętnie 525 zł. W tym roku kwota ta pewnie będzie jeszcze wyższa – wynika z badania dla BIG InfoMonitor. Trzy czwarte Polaków przynajmniej część z nich znajdzie w sieci. Czy świąteczny szał zakupów pomoże internetowym sklepom? Byłoby wskazane, bo mimo rosnącej popularności sprzedaży przez internet branża ma jednak swoje problemy.

Jak wskazują dane BIG InfoMonitor oraz BIK, na koniec III kw. 2019 z niespłacone zobowiązania wobec kontrahentów i banków miało 4 277 firm, co oznacza, że od początku roku przybyło ich blisko 1200. W stosunku do wszystkich firm z branży odsetek podmiotów z zaległościami wynosi 4,9 proc. Na koniec zeszłego roku było to 4,2 proc. Łączne zaległości tej branży wobec banków i partnerów biznesowych, czyli płatności przeterminowane o minimum 30 dni, na co najmniej 500 zł, to w sumie 230,6 mln zł. Oznacza to, że od stycznia 2019 r. pojawiło się ponad 78 mln zł nowych długów. Co powinno być szczególną przestrogą dla dostawców, szybciej przybywa zadłużenia pozakredytowego niż kredytowego. Stanowi ono również większość zaległości.

– Kłopoty z zaległymi zobowiązaniami wobec banków i kontrahentów dotyczą 4,9 proc. firm e-commerce. To wciąż mniej niż wynosi średnia dla polskiej gospodarki, która kształtuje się na poziomie 6,2 proc., ale niestety branża szybko nadrabia dystans. Prognozy ekspertów mówiące, że ten rynek osiągnie dojrzałość dopiero około roku 2030, kusi wielu nowych graczy do podejmowania ryzyka. Niestety nie każdemu się udaje, dlatego dostawcy powinni być ostrożni mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Potwierdza to analiza wywiadowni gospodarczej Bisnode Polska. Wynika z niej, że blisko trzy czwarte podmiotów na rynku znajduje się w słabej kondycji finansowej (z czego 7,5 proc. w bardzo słabej). To o połowę więcej niż rok wcześniej.

kondycja sklepów internetowych
Źródło: Bisnode Polska

Mikołaje lubią kupować tanio i komfortowo

Obecnie na rynku e-commerce funkcjonuje 31,7 tys. sklepów. Oznacza to, że w ostatnich dwunastu miesiącach ich liczba powiększyła się blisko 2,8 tys. Zła kondycja finansowa oraz zadłużenie zmuszają jednak niektórych do zamknięcia działalności. Bisnode Polska wskazuje, że przyrost o 2 789 sklepów to wynik zarejestrowania 5 013 nowych sklepów internetowych przy jednoczesnym wykreśleniu 2 224 działalności. Zazwyczaj problemy dotykają mniejsze sklepy, powstające bez odpowiedniego przygotowania. Rynek jest dziś bardzo wymagający, zarówno ze względu na dużą konkurencję, jak i rosnące oczekiwania klientów.

Wskazując na trzy kluczowe czynniki przy wyborze sklepu internetowego, konsumenci podkreślają znaczenie nie tylko atrakcyjnej ceny, ale także szybkiej i taniej dostawy oraz pozytywnych doświadczeń z danym sklepem – podaje e-Commerce Polska. Promuje to większych graczy, którzy mają odpowiednie doświadczenie w obsłudze klienta. A ci oczekują od zakupów online wygody. Na przykład ponad połowa kupujących wymienia możliwość darmowego odesłania produktów kurierem (door-to-door) jako czynnik zachęcający do skorzystania z oferty danego sklepu.

Alternatywą dla mniejszych i początkujących sprzedawców jest prowadzenie działalności przez platformy typu Allegro czy Amazon. Są one spontanicznie wskazywane jako miejsce zakupów w sieci przez większość internautów, co świadczy o ich popularności. Taka forma bardzo ogranicza jednak możliwość budowania marki, a to za nią idą wyższe marże. Opiera się więc głównie na atrakcyjnych cenach. Jak wskazują eksperci, konkurowanie na takich zasadach jest ryzykowne, choć z punktu widzenia klientów atrakcyjne. Polacy lubią kupować prezenty spontanicznie, a najczęściej do ostatecznej decyzji zachęcają nas promocje. To m.in. dzięki świątecznej gorączce zakupów rynek e-commerce w roku 2019 osiągnie wartość ok. 50 mld zł. Wynik przed końcem roku mógłby być zapewne jeszcze lepszy, ale część z nas nauczona doświadczeniem zrezygnuje z zakupu prezentów w sieci „na ostatnią chwilę” ze względu na problemy z dostawą. Jak co roku można spodziewać się, że kurierzy będą mieli nadmiar pracy. W okresie świątecznym liczba przesyłek skoczy o około 50 proc.

Ponad 70 proc. Polaków deklaruje, że w okresie Bożego Narodzenia planuje wspomóc inicjatywy charytatywne

Święta Bożego Narodzenia to nie tylko prezenty i choinka. Dla wielu osób to także okazja, by pomóc tym, którzy potrzebują wsparcia. Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte „Zakupy świąteczne 2019” Polacy chętnie dzielą się tym, co mają z innymi. Taką postawę deklaruje ponad 73 proc. z nas.  Ponad 35 proc. ankietowanych chce pomóc osobom, które zmagają się z ciężkimi chorobami, a prawie jedna czwarta przeznaczy pieniądze dla najbiedniejszych. Na wsparcie mogą liczyć również inicjatywy kulturalne czy organizacje pomagające zwierzętom. Najczęściej Polacy deklarują pomoc finansową w wysokości do 100 zł.

W tym roku Polacy na prezenty, świąteczne potrawy, spotkania z najbliższymi oraz podróże przeznaczą średnio 1 521 zł. – Z roku na rok wydajemy coraz więcej. W tym roku odnotowaliśmy wzrost o 5 proc. Ale co ciekawe, jednocześnie coraz chętniej wspomagamy najbardziej potrzebujących. Stąd pomysł, by w tegorocznej edycji badania zapytać naszych respondentów, czy i komu chcą pomagać przy okazji Bożego Narodzenia – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w dziale strategii Deloitte.

Jak się okazuje pomoc charytatywną planuje prawie trzy czwarte ankietowanych (73,2 proc.). Rok temu było to 71 proc. osób. Pierwsza „trójka” inicjatyw, które najchętniej wspieramy to pomoc dla chorych i wymagających ratowania życia, działalność wspierająca ochronę przyrody, klimatu i zwierząt, a także organizacje religijne. W ubiegłym roku na podium znalazła się pomoc dla najuboższych.

W tym roku w okresie bożonarodzeniowym w pierwszej kolejności chcemy wesprzeć chorych (35,2 proc.). W tej grupie na ten cel ponad połowa ankietowanych przeznaczy od 20 do 49 zł, a 35 proc. od 50 do 99 zł.

Z kolei prawie jedna trzecia badanych Polaków (29 proc.) zasili konto organizacji walczących ze zmianami klimatu i działających na rzecz zwierząt. To wzrost o 5 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Ponad 90 proc. osób w tej grupie przeznaczy na tę pomoc do 100 zł.

Wsparcie inicjatyw religijnych planuje 27,6 proc. badanych. To prawie dwa razy więcej niż rok temu, gdy taką pomoc deklarowało 14,2 proc. I tak ponad połowa z tych osób (53,4 proc.) ze swojego budżetu przeznaczy na ten cel od 50 do 99 zł.

Niemal 24 proc. Polaków zamierza również wesprzeć osoby w trudnej sytuacji materialnej i co ciekawe, inicjatywy kulturalne (obie odpowiedzi – 23,7 proc.). Ta ostatnia kategoria w ciągu roku wzrosła o przeszło 100 proc.

Bez euforii po potwierdzeniu umowy USA-Chiny

Nie ma euforii po potwierdzeniu umowy USA-Chiny, a powody są te same, co wcześniej: brak terminu, szczegółów i generalnie czegoś nowego do dyskontowania. Przynajmniej nowe cła nie są wprowadzane i to wystarcza, by podtrzymać optymistyczny spokój, choć wizja przerwy świątecznej w dalszym ciągu może przynieść odwrót. Przy osłabieniu wpływu ryzyk politycznych, dane wracają do łask.

Jeśli jestem zainteresowany jakimś filmem, który wchodzi do kin, staram się unikać wszelkich zwiastunów. Te krótkie filmy promocyjne czasami zdradzają tak wiele z fabuły, że zbytecznym staje się pójść na film do kina. Z porozumieniem handlowym USA-Chiny jest podobnie. Od września rynki były karmione zapewnieniami, że do umowy Pierwszej Fazy dojdzie i że będzie ona wstępem do szerokiego porozumienia i zakończenia sporu. Spekulacji (często podpartych przeciekami ze „źródeł”) było sporo, dzięki czemu inwestorzy uwierzyli, że porozumienie jest kwestią czasu. W efekcie ostateczne potwierdzenie nie wywołało euforii, gdyż większość jego skutków od dawna było oczekiwane. Jedyne, co można odbierać jako pozytywne i nowe, to niewprowadzenie nowych ceł od 15 grudnia, a dodatkowo redukcja o połowę ceł na imporcie towarów wartych 120 mld USD. Ale wciąż informacjom o umowie brakuje kluczowych szczegółów, terminu ostatecznego podpisania przez głowy państw, więc pewna doza niepewności musi pozostać. Rynki otrzymały za mało, by stało się to katalizatorem świeżego skoku apetytu na ryzyko. Szczególnie, że choć umowa wydaje się uzgodniona na prawie 100 proc., to jednak wciąż podlega rewizji. Dokładając do tego perspektywę wygaszania handlu przed świąteczną przerwą, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rynek może spróbować schłodzić emocje i zrealizować część zysków, biorąc pod uwagę nieprzewidywalność ryzyka politycznego.

Przy odstawieniu na bok czynników geopolitycznych, wzrasta znaczenie danych makro, a tu ciągle nie widać solidnych oznak przyspieszenia ożywienia. Dane mogą być czynnikiem decydującym dla całego tygodnia. Rozczarowujące odczyty wzmocnić przekonanie, że rynki zapędziły się w dyskontowaniu optymizmu, z kolei pozytywne niespodzianki utwierdzą optymistów w swoich racjach.

W USA indeksy PMI, NY Empire State czy Philly Fed powinny pomóc określić kondycję aktywności biznesu, szczególnie kiedy ostatnie szacunki ISM pozostawiły mieszane nastroje. Mocne odczyty w połączeniu z pasywnym Fed i solidną postawą rynku pracy powinny budować obraz przyjazny bardziej ryzyku i rynkowi akcji, a niekoniecznie dla USD. EUR potrzebuje silnego potwierdzenia, że gospodarka wychodzi z dołka, ale dziś rano europejskie PMI oddalają ta wizję. Ostatnia szansa jeszcze w niemieckim indeksie Ifo w środę. W Wielkiej Brytanii z danych w następnym tygodniu trudno będzie odsiać niepewność o wynik wyborów i przyszłość brexitu, więc do wahnięć względem prognoz należy podchodzić z rezerwą. Posiedzenie Banku Anglii (czw) powinno przynieść utrzymanie stopy procentowej bez zmian, ale przy dysydentach chcących cięcia. Ostatnim razem było ich dwóch – większa liczba podsienie ryzyko obniżki na początku przyszłego roku. GBP może być ponownie wrażliwy na czynniki makro, szczególnie przy nawisie długich pozycji budowanych przed wyborami.

W Polsce mamy wysyp danych makro (śr-pt), które (pomijając wahania sezonowe) powinny wskazać na stabilizację aktywności gospodarczej. Ponieważ RPP na każdym kroku potwierdza chęć utrzymania stóp procentowych bez zmian w 2020, a prawdopodobnie też i w 2021 r., dane nie są katalizatorem dla rynku walutowego. EUR/PLN wrócił do korytarza utrzymywanego przez większość czasu w ciągu ostatnich 18 miesięcy (4,26-4,32) i nie sądzimy, aby miał z niego się wychylać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Połowa środków przeznaczonych na reklamę jest zmarnowana, tylko która?

Guru marketingu, John Wanamaker, zwykł pytać retorycznie: “Połowa środków przeznaczonych na reklamę jest zmarnowana, tylko która?”. Dziś, blisko 100 lat po jego śmierci, jesteśmy bliżej odpowiedzi niż kiedykolwiek wcześniej. Dzięki badaniom Gartnera dowiedzieliśmy się, że wiele wskazuje na to, że chodzi o technologie. Mimo rosnących inwestycji, specjaliści od promowania nie wykorzystują w pełni możliwości, jakie oferują posiadane przez nich narzędzia. Jak twierdzą pytani w badaniu Gartnera – marketerzy wykorzystują zaledwie 60% potencjału, jaki oferują te rozwiązania.

Wartość rynku martech systematycznie rośnie, potwierdza to nowy raport “Martech: 2020 i później”, opracowany przez University of Bristol, który szacuje, że światowe wydatki na technologię marketingową wyniosą w 2019 r. 121,5 mld USD. To więcej niż roczna wartość gospodarki Ukrainy (112 mld USD), a przecież mówimy tylko o jednym z narzędzi promowania. Jednocześnie światło dzienne ujrzały wyniki badania Gartnera, które wywołały zaniepokojenie w branży marketingu. Okazuje się bowiem, że mimo iż specjaliści ds. promowania mają do dyspozycji wiele wydajnych narzędzi, tak naprawdę wykorzystują zaledwie 60% ich możliwości. Prosta matematyka pozwala obliczyć, że to blisko… 50 mld USD straty! Co jest tego przyczyną?

Martech, czyli marketing nowego millenium

Określenie martech wydaje się niszowym zagadnieniem. Może to zaskakiwać, gdyż jest całkowicie odwrotnie! Marketing technologies, a po naszemu technologie marketingowe to rozwiązania, które są nie mniej popularne niż technologie dla branży finansowej, zwane lepiej jako fintech. Martech, podobnie jak fintech jest wszechobecny i oddziaływuje na każdego z nas. Nie ważne jak dużą działalność prowadzisz, niezależnie czy mówimy o małych, średnich, dużych, czy największych podmiotach, każdy z nich wykorzystuje martech.

To nie jest wyłącznie przywilej zarezerwowany dla gigantów – dziś wykorzystują go wszystkie firmy świata, zarówno te z rozbudowanym działem marketingu, jak i też te, gdzie za działania promocyjne odpowiada jedna osoba. Martech jest jak szwajcarski scyzoryk – posiada wiele funkcji, których wykorzystanie zależy wyłącznie od potrzeb właściciela. – “Do narzędzi martech zaliczamy między innymi platformy DMP, które używane są do integracji danych z różnych źródeł oraz ich segmentacji, co pozwala realizować wysoce spersonalizowane kampanie online w modelu programmatic” – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, specjalizującej się w big data marketingu..

Masz 60% szans na sukces

Według Gartner, Inc. liderzy marketingu starają się robić postępy w wykorzystaniu możliwości, jakie oferuje posiadana przez nich technologia marketingowa – martech. Jednak to zaledwie usprawiedliwienie dla wyników badania Marketing Technology Survey 2019, które budzą pewien niepokój, ponieważ wg raportu, liderzy marketingu wykorzystują tylko 58% potencjału posiadanych rozwiązań klasy martech. – “W dobie cyfrowej transformacji działania marketingowe jak nigdy wcześniej łączą się z obszarami zarządzania i IT. Marketerzy nie muszą mieć umiejętności programistycznych, ale analityczne już tak. Gdy każdego dnia mają do czyniania z ogromem danych, muszą wiedzieć co ma wartość, a co nie. Bo to tam ukryty jest klucz do zrozumienia potrzeb klientów, i zaplanowania skutecznej kampanii marketingowej. Bez technologii marketing nie będzie efektywny.” – mówi Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Dzieje się tak pomimo faktu, że marketerzy nie szczędzą środków na rozwiązania technologii marketingowych – jak wskazują wyniki badania Gartner Spend Survey 2019-2020, przeszło 26% budżetów promocyjnych przeznacza się na nowe rozwiązania z zakresu martech.

Zmarnowany czas i pieniądze

Mawia się, że czas to pieniądz, a przecież narzędzia martech to przede wszystkim szansa na automatyzację wielu procesów, czasochłonnych i powtarzalnych, ale również tych bardzo złożonych. W tym kontekście oszałamiające są statystyki raportu WorkMarket 2020 przygotowanego przez In(Sight). Ponad połowa ankietowanych pracowników twierdzi, że może zaoszczędzić do 2h pracy dziennie, dzięki automatyzacji. To jednak nie koniec, 78% liderów biznesu oceniło, że automatyzacja może skrócić ich czas pracy nawet o 3h dziennie – to aż 360h rocznie.

Gdzie wobec tego upatrywać przyczyny powstania takiej wyrwy, między tym co firma może a tym, co rzeczywiście robi? W omawianym raporcie Gartnera 29% liderów marketingu wskazało, że głównymi przeszkodami, które nie pozwalają im w pełni wykorzystać potencjału martech, który drzemie w ich organizacjach, są braki w wyszkoleniu i posiadanych umiejętnościach. Technologia bez ludzi jest kompletnie bezużyteczna. Tym bardziej że współczesny marketing wymaga interdyscyplinarnego podejścia, a tych kompetencji nie zdobywa się nagle.

To jednak niejedyna przyczyna obecnego stanu – równie ważne jest to, że aż 27% liderów marketingu twierdzi, że zarówno integracja pomiędzy rozwiązaniami technologii marketingowych, jak i identyfikacja i rekrutacja nowych talentów są największymi przeszkodami w efektywnym wykorzystaniu rozwiązań martech.

Bank Millennium i ING Bank Śląski liderami rankingu lojalności w Polsce – badanie Bain & Company

Bank Millennium i ING Bank Śląski mają najbardziej lojalnych klientów detalicznych, wynika z najnowszego badania zachowań i preferencji klientów (NPS) przeprowadzonego przez firmę doradczą Bain & Company. Większość banków w Polsce poprawiła wskaźniki zadowolenia w porównaniu z rokiem ubiegłym, a klienci docenili poprawę jakości świadczonych usług w kanale cyfrowym, szczególnie bankowości mobilnej.

Wskaźnik zadowolenia NPS (Net Promoter Score) dla Banku Millennium wzrósł w porównaniu z rokiem ubiegłym o 10 punktów do 43, co oznacza, że odsetek klientów w pełni zadowolonych i gotowych polecać go znajomym jest o 43% wyższy od odsetka osób niezadowolonych. Tuż za bankiem Millennium uplasował się ING Bank Śląski z wynikiem NPS na poziomie 42, co oznacza wzrost o 5 punktów w stosunku do ubiegłego roku. PKO Bank Polski i Bank Pekao, które dotychczas notowały najniższe wskaźniki lojalności wśród polskich banków, w ostatnich dwóch latach znacząco poprawiły wskaźniki zadowolenia, które obecnie wynoszą odpowiednio 25 i 21.

Ranking lojalności w Polskim sektorze bankowym

Ranking lojalności w Polskim sektorze bankowymPoprawa ocen klientów to w dużej mierze zasługa rozwoju bankowości internetowej i mobilnej. Klienci doceniają to, że większość spraw mogą załatwić przez aplikację bankową lub na stronie internetowej i nie muszą odwiedzać oddziału – powiedział Marcin Szczuka, dyrektor w Bain & Company Poland/CEE w Warszawie. –  Dlatego dalsze rozwijanie kanałów cyfrowych powinno być strategicznym priorytetem banków detalicznych, ponieważ bezpośrednio przekłada się na poziom zadowolenia klienta, jego lojalność i w rezultacie pozwala zwiększać przychody.

Badanie Bain & Company pokazuje, że obecnie około 80% kontaktów z bankiem odbywa się poprzez kanały cyfrowe, a smartfon i tablet stały się najbardziej popularną formą kontaktu. Liderzy rankingu lojalności swoją pozycję w dużej mierze zawdzięczają właśnie inwestycjom w rozwój bankowości mobilnej.

Sposób kontaktu z bankiem

Sposób kontaktu z bankiemZ badania wynika również, że banki mają wciąż duże pole do poprawy zadowolenia klientów. Chociaż klienci coraz częściej wyszukują informacji o ofercie w Internecie, to większość produktów kupują podczas wizyty w oddziale lub przez telefon. Dotyczy to zwłaszcza kart kredytowych, pożyczek oraz produktów dla małych przedsiębiorstw. Niemal 30 proc. respondentów przyznało, że wyszukiwało informacji o produktach w kanale cyfrowym ale potem kupiło je w oddziale banku. Był to najwyższy odsetek wśród 22 krajów objętych badaniem.

Sposób zakupu produktów bankowych

Niektórych produktów bankowych wciąż po prostu nie można w Polsce kupić przez Internet. Ankietowani klienci najczęściej tłumaczyli, że kupili produkt w oddziale, bo tak im było łatwiej lub potrzebowali pomocy ze strony pracownika banku – powiedział Szczuka. – W czasach, gdy coraz więcej osób korzysta z cyfrowego dostępu, banki powinny skupić się na rozwoju tego kanału sprzedaży. Problem staje się również o tyle istotny, że o klienta detalicznego konkurują między sobą nie tylko banki, ale również w coraz większym stopniu firmy technologiczne.

Jak wynika z badania, zainteresowanie usługami finansowymi oferowanymi przez uznane firmy technologiczne utrzymuje się w Polsce na jednym z najwyższych poziomów wśród krajów rozwiniętych. Prawie dwie trzecie klientów banków w Polsce (63%) deklaruje chęć korzystania z ich usług, przy czym największą otwartość przejawiają osoby młode. Wśród firm technologicznych, z których usług korzystali ankietowani w ciągu ostatniego roku, najwięcej z nich wymieniło Facebook, Google i Allegro.

Tegoroczne badanie zostało przeprowadzone przez Bain & Company wśród klientów banków detalicznych w 22 krajach i objęło łącznie 134.000 osób. W Polsce wzięło udział 6.900 klientów. Badano poziom lojalności klientów, ich zachowania i preferencje.

Złodzieje nie mają świąt

Według policyjnych statystyk w niemal co 10 minut w Polsce dochodzi do wyłamania. W zeszłym roku policja odnotowała 69 058 kradzieży z włamaniem. Nadchodzący okres świąteczny to czas wypoczynku i rodzinnych wyjazdów, warto jednak pamiętać, że świąteczny czas to również czas wzmożonej aktywności włamywaczy.

Nie ma jednego sposobu, aby ustrzec się przed włamaniem. Złodzieje co chwila zaskakują nowymi sposobami na dostanie się do domów i mieszkań, a okres około świąteczny jest dla nich jednym z najbardziej pracowitych okresów ciągu całego roku. Wynika to z kilku kwestii. Po pierwsze świąteczne wyjazdy, czy to dłuższe kilkudniowe, czy też krótkie odwiedziny. Złodzieja bacznie obserwują mieszkanie i jego właścicieli, na podstawie zebranych informacji planują włamanie. Przed wyjazdem warto sprawdzić czy dokładnie zamknęliśmy mieszkanie i uruchomić alarm, jeśli go mamy. Przy dłuższych wyjazdach warto poprosić o pomoc zaufaną sąsiadkę. Jeśli wieczorem w oknach pojawi się włączone światło, włamywacze będę mieli wątpliwości, czy aby na pewno w mieszkaniu nikogo nie ma.

W ostatnim czasie dochodzi również do tzw. białych włamań. Mechanizm jest bardzo prosty, złodziej sprawdza pociągając za klamkę czy drzwi są zamknięte, jeśli tak, trudno, jeżeli jednak właściciel przez nieuwagę nie przekręcił zamka, jest to otwarta droga dla złodzieja. W takich przypadkach trudno udowodnić przed policją, że do włamania doszło, skoro zamek nie jest zniszczony. Białe włamania są popularne właśnie w okresie świątecznym, kiedy jesteśmy zabiegani, lista zadań do wykonania jest bardzo długa. W takim zabieganiu nietrudno zapomnieć o zamknięciu drzwi.

Zdarza się również, że złodzieje wchodzą do domu pod obecności mieszkańców. Korzystają z tego, że drzwi są otwarte, a właściciele zajęci są gośćmi w innej części domu. Łupem takich włamań padają najczęściej przedmioty, które są najbliżej drzwi. W ten sposób złodziej kradną również samochody, ponieważ kluczyki bardzo często leżą tuż przy drzwiach.

Nie ma zabezpieczeń, które w 100% zapewnią nam ochroną przed włamaniem. Zarówno z moich obserwacji, jaki i statystyk policyjnych wynika, że zdecydowanie warto jednak zainwestować w solidne, antywłamaniowe zamki, drzwi i okna. Trzeba tez sprawdza przed wyjściem, czy są dokładnie pozamykane.  Dobrym rozwiązaniem są również antywłamaniowe rolety. Z policyjnych statystyk wynika, że ok. 80% włamań następuje przez okna. Próba sforsowania tego rodzaju zabezpieczenia wymaga więcej czasu niż wybicie szyby. Osoba, która siłuje się z metalowym zabezpieczeniem zwróci uwagę sąsiadów, a to może uchronić przed utratą dobytku. Warto mieć dobre relacje z sąsiadami, to oni w pierwszej kolejności mogą zapobiec włamaniu.

Komentarz Mariusza Łubińskiego, Prezesa Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy wyspecjalizowanej w zarządzaniu nieruchomościami.

Port Lotniczy Lublin podsumował 7 lat działalności

Ponad 2,2 mln odprawionych pasażerów, 99 mln euro wygenerowanych przychodów pośrednich dla gospodarki regionu oraz nowe miejsca pracy – tak Port Lotniczy Lublin podsumowuje 7 lat funkcjonowania na rynku.

Port Lotniczy Lublin rozpoczął działalność 17 grudnia 2012 roku, otwierając tym samym okno regionu na świat. Z Lublina przez siedem lat operowało 13 przewoźników: Wizzair, Rynair, PLL LOT, BMI Regional, Small Planet, Eurolot, Bravo Airways, Lufthansa, Carpatair, Travel Service, Enter Air, TUI fly. Lubelskie lotnisko było też jednym z dwóch w Polsce, z którego latał easyJet. Przez ten czas w siatce lotów pojawiły się połączenia krajowe i zagraniczne oraz loty czarterowe. Warto wspomnieć, że rozwija się także ruch general aviation. Samoloty biznesowe przylatują nie tylko z Polski i Europy, ale nawet USA i Australii.

Od momentu powstania, z lotniska skorzystało ponad 2,2 mln podróżnych. Należy jednak pamiętać, że lotnisko to nie tylko liczba odprawionych pasażerów, ale także wymierne korzyści dla regionu, które są impulsem pobudzającym gospodarkę. Dzięki rozwojowi ruchu turystycznego, wygenerowanego przez Lublin Airport, pośrednie przychody regionu wyniosły 99 mln euro. Około 30% ruchu stanowią pasażerowie mieszkający na stałe poza regionem i turyści, którzy przylatując do Lublina wydają średnio około 150 euro.

7_lat_Lublin_Airport_1 7_lat_Lublin_Airport_1 7_lat_Lublin_Airport_3 7_lat_Lublin_Airport_1Ale to nie wszystko. Port Lotniczy Lublin to także jeden z bardzo dużych pracodawców, który obecnie zatrudnia 235 osób. Oprócz tego, na terenie lotniska powstało około 220 dodatkowych miejsc pracy związanych z działalnością operacyjną (straż graniczna, celnicy, pracownicy IMGW, pracownicy Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, handlingu, pracownicy dostarczający paliwo czy catering, mechanicy, załogi, obsługa sklepów, gastronomii) oraz wiele innych indukowanych miejsc pracy w  gospodarce miasta i regionu.

Port Lotniczy Lublin na stałe wpisał się w krajobraz gospodarczy naszego województwa. Lotnisko otworzyło możliwości dla wielu firm produkcyjnych i handlowych w województwie lubelskim. Wpłynęło też znacząco na komfort podróżowania mieszkańców regionu. Siódmy rok naszej działalności kończymy wprawdzie spadkiem liczby odprawianych pasażerów, ale jest on kontrolowany. To konsekwencja, podjętej przez linie Wizz Air dwa lata temu, decyzji o ograniczeniu oferowania i zamknięciu bazy operacyjnej w Lublinie. Już dzisiaj wiemy, że liczba miejsc w samolotach w przyszłym roku, nie tylko naszego głównego partnera linii lotniczych Wizz Air, ale też innych przewoźników, znacząco się zwiększy i powróci do wartości z poprzedniego roku – powiedział prezes zarządu Portu Lotniczego Lublin Krzysztof Wójtowicz.

W 2020 roku planowane jest ponowne przekroczenie bariery 400 tys. obsłużonych podróżnych.

Warto dodać, że wprowadzone do siatki lotów połączenie przesiadkowe do Warszawy, realizowane przez linie lotnicze LOT, okazało się dużym sukcesem. Rejsy wpłynęły na zwiększenie dostępności komunikacyjnej miasta i regionu z największymi ośrodkami miejskimi w Polsce, ale także Europy, USA i Dalekiego Wschodu. Dzięki temu, udało się zamienić ruch pasażerów, którzy do tej pory wybierali lotniska w Warszawie, na ruch wylatujący bezpośrednio z Lublina. Co ważne, mimo poprawy komunikacji drogowej do stolicy, połączenie nadal cieszy się dużym zainteresowaniem.

Na szczególną uwagę zasługują także powracające do siatki lotów połączenia czarterowe. W tej chwili w sprzedaży są już trzy trasy oferowane przez trzy biura podróży: dwa rejsy do Antalyi i jeden do Burgas. Istnieje szansa, że lista kierunków jeszcze się powiększy – dodaje prezes Wójtowicz.

Port Lotniczy Lublin odbudowując ofertę lotów czarterowych, szacuje, że liczba pasażerów przewiezionych na trasach wakacyjnych w 2020 roku przekroczy 10 000.

Od połowy 2019 roku, pasażerowie korzystający z lotniska mają do dyspozycji większą poczekalnię i bogatszą część komercyjną, To efekt zakończonej w mijającym roku budowy nowej części terminala. Dzięki temu, zwiększyła się jego przepustowość, a port może obsługiwać jednocześnie pięć samolotów o pojemności od 180 do 230 pasażerów.

Przed świętami szaleństwo pożyczkowe, po świętach windykacja

Zaciągnięcie kredytu lub pożyczki wydaje się być coraz szybsze i prostsze. Właściwie każdy pełnoletni obywatel może zaciągnąć pożyczkę, ale czy każdy może sobie na nią pozwolić? Jak pożyczać odpowiedzialnie? W jaki sposób sprawdzić, czy nasz domowy budżet udźwignie ratę kredytu? Jak nie wpaść w spiralę zadłużenia? O czym pamiętać w kontakcie z firmą windykacyjną?

Warto pamiętać, że dużą część sytuacji windykacyjnych prowokują sami konsumenci, którzy zadłużyli się w sposób nieodpowiedzialny. O zaciąganie nowych zobowiązań nietrudno – zwłaszcza w okresie przedświątecznym, któremu towarzyszą duże emocje i gdy potrzeb zakupowych mamy zdecydowanie więcej, a każdą z nich moglibyśmy sfinansować nowym kredytem czy pożyczką. Zewsząd kuszą nas reklamy „najlepszych”, „najtańszych”, „najpotrzebniejszych” produktów i usług. W takich sytuacjach często tracimy kontrolę nad domowym budżetem i zapominamy, że rozsądek powinien być priorytetem.

Świadome gospodarowanie domowym budżetem to umiejętność nie do przecenienia. Warto poświęcić kilka godzin w miesiącu na uporządkowanie swoich finansów oraz prowadzenie tzw. „małej księgowości”, dotyczącej wszystkich wpływów oraz wydatków. Najlepiej zapisać kwotę, którą mamy do dyspozycji na początku miesiąca. Następnie odjąć to, co przeznaczamy na opłaty stałe oraz tzw. bieżące wydatki (jedzenie, komunikację, zakup ubrań czy kosmetyków). Warto uwzględnić wszystkie zobowiązania, które już zaciągnęliśmy i musimy je spłacać, np. pożyczki konsumenckie, kredyt mieszkaniowy czy leasing za samochód. Po dokonaniu tych wyliczeń, zobaczymy, czy i jakie rezerwy zostają w naszym budżecie i czy możemy sobie pozwolić na zaciągnięcie nowego kredytu. Jeżeli – bez dodatkowych zobowiązań – trudno nam zmieścić się w kwocie, jaką mamy do dyspozycji, to kolejna rata kredytu może pogorszyć naszą sytuację finansową, a nawet doprowadzić do niewypłacalności – mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych. Organizacja, którą zarządza realizuje kampanię edukacyjną „Windykacja? Jasna Sprawa!”.

Polak mądry… przed wzięciem pożyczki

Z badania „Sytuacja na rynku consumer finance”, przeprowadzonego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych oraz Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH, wynika, że rośnie liczba gospodarstw, które mają trudności z ich terminową spłatą z powodu lekkomyślnie zaciąganych kredytów oraz braku planowania wydatków i dochodów. W 2018 r. taką odpowiedź wskazało 56,5 proc. respondentów, co oznacza 20 proc. wzrost w porównaniu z sytuacją sprzed czterech lat. Tylko 14,5 proc. ankietowanych przyznało, że przyczyną problemów z regulowaniem zobowiązań były losowe wypadki. Przed zaciągnięciem pożyczki warto więc zastanowić się, czy rzecz, którą chcemy kupić „na kredyt” jest nam w tej chwili rzeczywiście niezbędna oraz czy nasz domowy budżet „uniesie” spłatę rat.

Instytucję pożyczkową warto zweryfikować

Przed zaciągnięciem pożyczki warto zweryfikować instytucję, która będzie jej udzielać. Zgodnie z polskim prawem firma, która pożycza pieniądze, musi mieć formę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub spółki akcyjnej. Takie przedsiębiorstwo powinno posiadać też kapitał zakładowy w wysokości co najmniej 200 tys. zł, który nie może pochodzić z emisji obligacji, kredytu, pożyczki lub nieudokumentowanych źródeł. Kluczowy jest też wpis do rejestru prowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. Warto też sprawdzić, czy firma należy do jednej z organizacji branżowych (np. Związku Przedsiębiorstw Finansowych) oraz czy przestrzega norm etycznych takich jak Zasady Dobrych Praktyk, ustanowione w ramach ZPF.

W umowie trzeba zwracać uwagę na zapisy dokonane „małym druczkiem”, ale nie tylko

Jeżeli decyzja o zaciągnięciu pożyczki już zapadła, warto porównać oferty dostępne w różnych instytucjach. Najważniejsze jest oprocentowanie nominalne oraz RRSO, czyli Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania. Warto pamiętać, że oprócz oprocentowania wskaźnik RRSO uwzględnia również wszelkie prowizje, ubezpieczenia oraz inne opłaty, które spłacane są w ratach miesięcznych. Przed podpisaniem umowy trzeba ją zawsze dokładnie przeczytać (także te postanowienia, jeśli takie są, które zapisano tzw. małym druczkiem), a następnie przeanalizować. W przypadku wątpliwości zadawać pytania lub skonsultować się z kimś bliskim, o ile jego wiedza finansowa może być dla nas wsparciem. Warto podkreślić, że w takiej umowie musi znaleźć się między innymi informacja o tym, jaka jest suma wszystkich kosztów ponoszonych przez kredytobiorcę oraz o terminach spłat.

Uwaga na spiralę zadłużenia

Zdarza się, że zaciągając nowe zobowiązanie, byliśmy w dobrej sytuacji finansowej, która później uległa pogorszeniu. Okazało się, że musieliśmy poradzić sobie z niespodziewanymi wydatkami, straciliśmy pracę, bliska osoba lub członek rodziny poważnie zachorował albo najzwyczajniej – przeszacowaliśmy koszty i obecnie nie mamy wystarczających środków na spłatę zobowiązania. W takich sytuacjach często szukamy ratunku w kolejnej pożyczce, a nowe środki chcemy przeznaczyć na spłatę wcześniejszego zobowiązania. Takie działanie może nas wpędzić w tzw. spiralę zadłużenia i spowodować jeszcze większe problemy finansowe – przypomina Andrzej Roter, Prezes Zarządu ZPF. – Zanim weźmiemy nową pożyczkę, warto porozmawiać z obecnym pożyczkodawcą i powiedzieć mu o swoich problemach finansowych. Być może istnieje możliwość wydłużenia terminu spłaty, odroczenia płatności (czyli tzw. wakacje kredytowe), rozłożenia zobowiązania na niższe raty. Jeżeli posiadamy kilka zobowiązań, warto sprawdzić, czy można je skonsolidować i spłacać przez dłuższy czas, nawet z niższą ratą.

Z firmą windykacyjną warto rozmawiać

Co robić, gdy dzwoni przedstawiciel firmy windykacyjnej i upomina się o spłatę zadłużenia? Do takiej sytuacji dochodzi zazwyczaj wtedy, gdy konsument przez dłuższy czas nie spłacał zaciągniętych zobowiązań. Z osobą zadłużoną może kontaktować się zarówno sam wierzyciel (np. bank lub instytucja pożyczkowa czy telekom lub spółdzielnia mieszkaniowa), jak i firma windykacyjna, która odkupiła od niego wierzytelność i teraz działa w imieniu wierzyciela, co oznacza, że odzyskuje należność na jego zlecenie.

Z przeprowadzonego w ramach kampanii „Windykacja? Jasna Sprawa!” badania wynika, że konsumenci obawiają się kontaktu z windykatorem i nie zawsze wiedzą co zrobić, gdy dzwoni. Warto jednak rozmawiać z firmą windykacyjną – i to z kilku względów. Po pierwsze, tylko w taki sposób można dowiedzieć się, o jakie zadłużenie chodzi, z jakiego tytułu powstało oraz jakie kwoty mamy do uregulowania. To może pozwolić nam nie dopuścić do sprawy sądowej i jeszcze wyższych kosztów, jakie w związku z tym nas obciążą. Po drugie, można negocjować warunki spłaty: ustalić harmonogram, rozłożyć zadłużenie na dogodne dla nas raty etc. Dzisiejsza windykacja opiera się na dialogu i negocjacjach, a firmie windykacyjnej zależy na tym, by pomóc osobie zadłużonej wyjść z kłopotów finansowych. Skierowanie sprawy do sądu jest zazwyczaj ostatecznością. Gdy sąd wyda prawomocny wyrok bądź nakaz zapłaty, sprawa wkroczy w etap postępowania egzekucyjnego. Komornik będzie miał wtedy prawo zająć przedmioty należące do osoby zadłużonej. Jako dłużnicy, z prawomocnym wyrokiem nakazującym spłatę należności, będziemy musieli się wtedy liczyć z dodatkowymi wydatkami. A przecież w spłacie długu nie o chodzi o to, by generować kolejne koszty. Warto być mądrym przed zaciągnięciem pożyczki, w trakcie pożyczania oraz… spłacania. Przede wszystkim warto jednak pamiętać, że wyłącznie rozsądne pożyczanie ma sens i jest pożyteczne. Inaczej wpędzić się możemy w niechciane w długi.

60 dni na zwrot VAT, nie 660. Przedsiębiorca wygrywa w sądzie ws. nieuzasadnionego wstrzymywania zwrotu VAT

„Sprawnie” działający organ podatkowy potrafi kilkukrotnie bądź też nawet kilkunastokrotnie przedłużać termin zwrotu należnej przedsiębiorcy nadwyżki VAT. Jeden z warszawskich przedsiębiorców, nękany kolejnym takim wydłużaniem kontroli, wniósł na te działania skargę do sądu i uzyskał ochronę. Mimo wyroku organ nie zamierzał jednak zwracać kwoty należnego przedsiębiorcy podatku. Zamiast tego wniósł skargę kasacyjną.

Zgodnie z art. 87 ust. 2 ustawy o VAT (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.) należny podatnikowi zwrot nadwyżki podatku naliczonego nad należnym powinien nastąpić w terminie 60 lub 25 dni od dnia złożenia przez niego deklaracji podatkowej. Gdy zasadność zwrotu wymaga dodatkowej weryfikacji, naczelnik urzędu skarbowego może ten termin wydłużyć. Jeśli przed podjęciem czynności sprawdzających lub w trakcie ich przeprowadzania okaże się, że nie będą one mogły zostać zakończone we wskazanym terminie, organ może przedłużyć termin zwrotu VAT do czasu zakończenia tych czynności (art. 274b § 1 Ordynacji podatkowej, Dz.U. 1997 nr 137, poz. 926, ze zm.).

Organy nie podały ani jednego argumentu

Warszawski przedsiębiorca prowadzący działalność w zakresie hurtowej sprzedaży warzyw i owoców złożył przed fiskusem deklarację VAT-7 za kwiecień 2017 r., wykazując w niej nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym w wysokości ponad 32 tys. zł. Naczelnik urzędu skarbowego kilkukrotnie przedłużał termin dokonania zwrotu. Po kolejnym takim przedłużeniu, gdy dodatkowo jego zasadność potwierdził Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, zirytowany przedsiębiorca zwrócił się o pomoc prawną. Mec. Robert Nogacki, radca prawny z Kancelarii Prawnej Skarbiec, wniósł skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, który wyrokiem z 16 stycznia 2019 r. przychylił się do podniesionych w niej zarzutów przedłużania przez organy terminu zwrotu należnej przedsiębiorcy kwoty podatku, bez podania uzasadnienia prawnego takich działań.

Jak zawarł w swoim orzeczeniu WSA w Warszawie, uchylając postanowienia organów obu instancji: „…postanowienie przedłużające termin wnioskowanego przez skarżącą zwrotu, powinno wskazywać przyczyny dokonywania dodatkowej weryfikacji zasadności tego zwrotu i je uzasadniać. Powodem niedokonania zwrotu nie może być tylko sam fakt wydania postanowienia, czy też sam fakt rozpoczęcia dodatkowej weryfikacji (…) Żaden z organów orzekających w tej sprawie nie podał natomiast choć jednego argumentu przemawiającego za tym, że istnieją przynajmniej wątpliwości dotyczące zadeklarowanego zwrotu” (sygn. akt III SA/Wa 1989/18).

Fiskus nie dał za wygraną

Mimo wygranej w sądzie fiskus nie zwrócił przedsiębiorcy pieniędzy. Jak podnosił Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, WSA błędnie przyjął, że organ nie wykazał w sposób dostateczny istnienia wątpliwości co do zasadności zwrotu VAT, podczas gdy organ podejmował czynności prowadzące do zbadania zasadności jego zwrotu. Stwierdził również, że wbrew ustaleniom sądu w uzasadnieniu swojego postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku poinformował przedsiębiorcę o powodach leżących u podstaw takiego postanowienia, jakimi były wątpliwości związane z koniecznością zweryfikowania przeprowadzonych przez niego rozliczeń z podmiotami biorącymi udział w transakcjach. Od korzystnego dla przedsiębiorcy wyroku organ wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Tym samym po raz kolejny, choć już inną metodą, wydłużył termin zwrotu należnego przedsiębiorcy podatku VAT.

Sąd kasacyjny potwierdził zasadność skargi przedsiębiorcy

NSA stanął jednak po stronie przedsiębiorcy, a dokładnie potwierdził słuszność wyroku wydanego przez WSA w Warszawie. W odpisie wyroku NSA doręczonym pełnomocnikowi przedsiębiorcy 5 listopada 2019 r. czytamy, że sąd kasacyjny przychylił się do opinii sądu pierwszej instancji, iż z zaskarżonego postanowienia oraz postanowienia NUS nie wynika na jakiej podstawie organy podatkowe powzięły wątpliwości co do przebiegu transakcji dokonywanych przez Stronę. Tym samym nie wynikają z nich wątpliwości co do zasadności zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym” (wyrok z 13 września 2019 r., sygn. akt I FSK 1069/19).

Organ ma 60 dni na zwrot VAT, nie 660

Wstrzymywanie latami należnych przedsiębiorcom zwrotów nadpłaconego przez nich podatku VAT, i to bez uzasadnienia, może powodować i powoduje utratę płynności finansowej skutkującą pogorszeniem pozycji rynkowej, zwolnieniami pracowników, a w najgorszym wypadku upadłością samych przedsiębiorstw. A przecież przepisy podatkowe z jakiejś przyczyny wskazują, że termin badania zasadności zwrotu wynosi 60 dni – nie 660 czy 1 660. Oczywiście można dopuścić, że w zawiłych sprawach organ będzie potrzebował dodatkowego, kilku-, lub kilkunastodniowego, nawet ponownego 60-dniowego terminu na zweryfikowanie zasadności zwrotu. Trudno jednak o takie zrozumienie przy wielokrotnym przedłużaniu tego terminu, jak to miało miejsce w przypadku klienta warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec. Zwłaszcza iż sprawa ta pokazuje, że organy potrafią działać szybko, nawet bardzo. Zgodnie bowiem z art. 177 § 1 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi termin na wniesienie skargi kasacyjnej wynosi 30 dni od dnia doręczenia odpisu wyroku z uzasadnieniem. A to jedynie połowa 60-dniowego terminu na dokonanie należnego przedsiębiorcom zwrotu VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Inflacja w Polsce rośnie. Funt po wyborach wciąż niestabilny

Pomimo zdecydowanego zwycięzcy wyborów w Wielkiej Brytanii funt w dalszym ciągu raz zyskuje, raz traci. Niepokoje na kontynencie jednak wyraźnie spadają, o czym świadczą kolejne umocnienia złotego.

Funt dalej niespokojny

Brytyjska waluta wciąż charakteryzuje się bardzo dużą zmiennością. W nocy z czwartku na piątek wyceniano ją powyżej 5,17 zł, następnie wieczorem przez chwilę testowała poziom 5,10 zł. Dzisiaj z samego rana otarła się o 5,15 zł, by następnie spaść poniżej 5,11 zł. Zmienność ta jest efektem wyborów, w których z jednej strony mamy jasnego zwycięzcę, z drugiej, tak naprawdę, sam wynik nie informuje nas jeszcze dokładnie o tym, co będzie.

Inflacja w Polsce rośnie

W piątek poznaliśmy dane na temat wzrostu cen. Zgodnie z oczekiwaniami przyspieszył on do 2,6%, co jest wynikiem w dalszym ciągu bardzo bliskim celowi inflacyjnemu, który wraz z korytarzem tolerancji wynosi 1,5%-3,5%. Warto natomiast zwrócić uwagę, że jeżeli utrzyma się trend wzrostowy na cenach ropy naftowej, który będzie się przekładał na wzrost kosztów transportu, możemy szybko zobaczyć wyższe poziomy. Nie bez znaczenia może okazać się też odmrożenie cen prądu.

Słabe wstępne dane dla Unii

 Od rana poznajemy wstępne odczyty indeksów PMI dla przemysłu i dla usług. Lepsze od oczekiwań dane na temat usług nie powinny szczególnie cieszyć, gdyż wersja indeksu dla przemysłu jest zwyczajowo znacznie ważniejsza dla rynku. Ten indeks z kolei wypadł znacznie poniżej oczekiwań. Są to badania managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Im wyższy indeks, tym większa przewaga oczekiwań optymistycznych nad pesymistycznymi w spojrzeniu ankietowanych na przyszłość. Wskaźnik ten jest uważany za istotny, gdyż pozwala wcześniej zauważyć pewne problemy, z którymi gospodarka będzie się mierzyć dopiero za jakiś czas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Mobilny trojan zagraża naszym smartfonom

XHelper – to obecnie najbardziej popularny malware atakujący użytkowników smartfonów. Umożliwia on pobieranie zainfekowanych aplikacji lub reklam bezpośrednio na telefon, bez wiedzy użytkownika – takie wnioski przedstawiają analitycy Check Point Research, którzy regularnie dokonują analiz zagrożeń w cyberprzestrzeni.

Zespół badawczy firmy Check Point poinformował, że po raz pierwszy od ponad trzech lat trojan mobilny wszedł na szczyt listy najpopularniejszego szkodliwego oprogramowania, zajmując w listopadzie 8 pozycję.

Zdaniem analityków najczęściej wykorzystywanym typem malware jest botnet Emotet, który utrzymał pozycję nr 1 z października. Jednak w listopadzie wpłynął na zaledwie 9% organizacji na całym świecie, w porównaniu z 14% w poprzednim miesiącu.

– Zarówno Emotet, jak i XHelper to wszechstronne, wielofunkcyjne złośliwe oprogramowania, które można dostosować do potrzeb przestępców, tzn. mogą odpowiadać za dystrybucję oprogramowania ransomware, rozprzestrzenianie kampanii spamowych lub instalować złośliwe oprogramowanie na urządzeniach użytkowników. To pokazuje, że przestępcy próbują wielu różnych nielegalnych taktyk, aby zarabiać na swoich operacjach, zamiast podążać za jednym trendem, jak np. szyfrowaniem, które zdominowało sektor w 2018 r. – powiedziała Maya Horowitz, dyrektor ds. Analizy i badań zagrożeń, produkty w Check Point. – Dlatego ważne jest, aby organizacje wdrażały najnowszą generację rozwiązań anty-malware w swoich sieciach, a także na urządzeniach mobilnych pracowników, chroniąc wszystkie punkty końcowe przedsiębiorstwa. Należy również informować pracowników o niebezpieczeństwach związanych z otwieraniem załączników e-mail, pobieraniem zasobów lub klikaniem linków, które nie pochodzą z zaufanego źródła lub kontaktu.Polska_stan

Top 3 najbardziej poszukiwanych złośliwych programów z listopada 2019 r.:

Emotet utrzymał swoją pozycję na szczycie listy złośliwych programów z globalnym wpływem wynoszącym 9%. XMRig był drugim najpopularniejszym złośliwym oprogramowaniem atakującym 7% organizacji na całym świecie, a natomiast Trickbot dotknął 6% organizacji na całym świecie. W Polsce, stopień zagrożenia Emotetem jest jeszcze wyższy (9,6%), drugim najpowszechniejszym malware jest Magecart (8,9%), natomiast podium zamyka, Trickbot z ponad 8-procentowym wpływem na wszystkie badane organizacje.

  1. Emotet – Emotet to zaawansowany, samoreplikujący się i modułowy trojan. Znany wcześniej jako trojan bankowy, ostatnio wykorzystywany jako dystrybutor innego złośliwego oprogramowania lub złośliwych kampanii. Wykorzystuje wiele technik unikania wykrycia. Ponadto można go rozprzestrzeniać za pośrednictwem wiadomości e-mail zawierających spam typu phishing, zawierających złośliwe załączniki lub łącza.
  2.    ↔ XMRig – cryptominer, który dzięki pracy bezpośrednio na urządzeniu końcowym, a nie na samej przeglądarce internetowej jest w stanie wykopywać kryptowalutę Monero bez potrzeby sesji aktywnej przeglądarki internetowej na komputerze ofiary. Wykryty po raz pierwszy w maju 2017 roku
  3.     ↔ Trickbot – dominujący trojan bankowy, stale aktualizowany o nowe możliwości, funkcje i wektory dystrybucyjne. Dzięki temu Trickbot może być elastycznym i konfigurowalnym złośliwym oprogramowaniem, które może być dystrybuowane w ramach kampanii o wielu celach.

Najpopularniejsze podatności w Listopadzie 2019 w Polsce

  1. xHelper – Złośliwa aplikacja na Androida, która pojawiała się w marcu 2019 r., Używana do pobierania innych złośliwych aplikacji i wyświetlania reklam. Aplikacja może ukrywać się przed użytkownikami i mobilnymi programami antywirusowymi i instaluje się ponownie, jeśli użytkownik ją odinstaluje.
  2. Guerrilla – Trojan na Androida, który znalazł się w wielu legalnych aplikacjach. Może pobierać dodatkowe złośliwe ładunki. Generuje przychody z fałszywych reklam dla twórców aplikacji.
  3. Lotoor – Narzędzie hakerskie, które wykorzystuje luki w systemie operacyjnym Android w celu uzyskania uprawnień roota na zainfekowanych urządzeniach mobilnych.

Najczęściej wykorzystywane podatności

Pierwsza trójka najpopularniejszych podatności utrzymuje się już drugi miesiąc z rzędu. Techniki wstrzykiwania SQL nadal przodują na liście, wpływając na 39% organizacji na całym świecie, druga w zestawieniu jest luka w zabezpieczeniach OpenSSL TLS DTLS, a tuż za nią zdalne wykonanie kodu MVPower DVR – wpływają odpowiednio na 34% i 33% organizacji na całym świecie.

Marek Skowroński (DB Schenker): Wyzwania polskiego transportu drogowego

W ostatnich latach transport drogowy w Polsce przeszedł transformację. Sytuację na rynku i wyzwania, z którymi mierzy się branża logistyczna, ocenia Marek Skowroński, Vice President Land Transport Cluster North East Europe w DB Schenker.

Analitycy Banku Gospodarstwa Krajowego prognozują spowolnienie gospodarki europejskiej. W najbliższych kwartałach może pojawić się problem z utrzymaniem dodatniego wzrostu gospodarczego.[1] Tendencja ta zaczyna być widoczna również w branży logistycznej, która jest nazywana barometrem gospodarki. „Dużym wyzwaniem ostatnich miesięcy jest zauważalne zmniejszenie się masy towarowej na rynku, co może być sygnałem nadchodzącego wyhamowania gospodarczego w na świecie. Dodatkowo cały czas branża TSL w Polsce mierzy się z niedoborem pracowników i odczuwa dużą presję kosztową, a na horyzoncie wciąż jest Brexit. Opuszczenie Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię może skutkować utrudnieniami w przepływie towarów, a co za tym idzie w działaniu operatorów logistycznych – wyjaśnia Marek Skowroński, Vice President Land Transport Cluster North East Europe w DB Schenker.

Sytuacja na rynku zmienia się dynamicznie, dlatego tak ważna jest kadra doświadczonych managerów, którzy pomogą firmie poradzić sobie z wyzwaniami i złożonością procesów. W szybko zmieniającej się rzeczywistości klienci branży logistycznej oczekują nie tylko rozwiązań szytych na miarę, ale przede wszystkim wysokiej jakości usług. Coraz częściej zwracają także uwagę na aspekty środowiskowe.

„Operator logistyczny powinien oferować wysoką i stabilną jakość w każdej sytuacji rynkowej, zachowując odpowiednie proporcje cenowe. Istotne jest również proaktywne informowanie o wszelkich odstępstwach. DB Schenker, z najsilniejszą siecią połączeń w Europie, jest stabilną firmą o ugruntowanej pozycji rynkowej, co daje możliwości skutecznego stawiania czoła wyzwaniom”, mówi Marek Skowroński.

Zdaniem eksperta inwestycje w innowacje są koniecznością dla operatorów logistycznych, którzy chcą sprostać wymaganiom zmieniającego się świata. „Warto inwestować w rozwijające się technologie takie jak: autonomiczne pojazdy wspierające pracę kierowcy, platformy do komunikacji pomiędzy kierowcą, spedytorem i klientem czy automatyzację terminali przeładunkowych”, mówi Marek Skowroński.

Biznes drogowy w DB Schenker

W 2019 roku najważniejszym projektem biznesu lądowego DB Schenker była wymiana tradycyjnie stosowanych naczep na nadwozia wymienne (zwane też swap body lub BDF) do obsługi krajowych połączeń międzyterminalowych. Swap body umożliwiają efektywniejsze wykorzystanie taboru, co zmniejsza liczbę pojazdów na drogach i obniża emisję spalin, a dla klientów oznacza to wyższą jakość usług i mniejszy ślad węglowy.

„Niedawno wdrożyliśmy także nową, cyfrową platformę o nazwie Connect4Land, by klienci w Polsce mogli łatwiej i szybciej zlecić online usługi transportu lądowego. Narzędzie umożliwia prosty i natychmiastowy booking przewozów, również w sposób mobilny, a także wygodne śledzenie statusu” – mówi Marek Skowroński. Nowe rozwiązanie dla przesyłek lądowych działa już w Polsce, Niemczech i Hiszpanii.

[1] https://media.bgk.pl/78733-europejska-gospodarka-nadal-bedzie-spowalniac-najblizsze-miesiace-pokaza-w-jakim-stopniu-odbije-sie-to-na-wzroscie-polskiego-pkb

Mikrorachunek podatkowy – od 2020 roku

Od nowego roku wpłaty do Urzędu Skarbowego będą dokonywane na nowe mikrorachunki podatkowe. Będzie to dotyczyło nie tylko osób prowadzących działalność gospodarczą, ale także wynajmujących mieszkanie czy też prowadzących tzw. działalność bez rejestracji.

Od 1 stycznia 2020 roku zobowiązania za PIT, CIT i VAT należy wpłacać na indywidualny mikrorachunek podatkowy. Wszystkie obecne numery rachunków podatkowych Urzędów Skarbowych będą obowiązywać jedynie do końca 2019 roku. – Oznacza to, że przelewy wykonane od 1 stycznia na rachunki US nie będą przyjmowane. Podatnicy i płatnicy od 1 stycznia będą mieli obowiązek rozliczać się z wykorzystaniem mikrorachunków. Warto zaznaczyć, że podatki inne niż PIT, CIT, VAT, czyli np. PCC lub akcyzę, w dalszym ciągu trzeba będzie płacić na rachunki bankowe US, które zostaną umieszczone w wykazie rachunków bankowych urzędów skarbowych – wyjaśnia Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt.

Jak podkreśla Ministerstwo Finansów, mikrorachunek będzie wykorzystywany wyłącznie do wpłat podatków oraz identyfikacji podatników. – Co ważne, podatnik nie będzie miał możliwości sprawdzenia salda rozliczeń oraz historii wpłat na mikrorachunek – wskazuje ekspert inFakt. Zwroty nadpłat oraz podatków, wynikające na przykład z rozliczenia rocznego, będą realizowane na wskazany w urzędzie skarbowym rachunek podatnika lub przekazem pocztowym.

Numery mikrorachunków są generowane przez Ministerstwo Finansów i przydzielane każdemu przedsiębiorcy – przedsiębiorca nie musi więc sam niczego w tym zakresie robić. Swój numer mikrorachunku można sprawdzić już teraz, podając PESEL lub NIP firmy, korzystając z generatora udostępnionego przez Ministerstwo Finansów.

Numer PESEL należy podać, gdy osoba nie prowadzi działalności gospodarczej, ale za to np. prowadzi najem prywatny i płaci PIT z tego tytułu lub prowadzi działalność nierejestrowaną i ma obowiązek rozliczenia zaliczek na PIT. PESEL podają także osoby, które nie są czynnymi podatnikami VAT.

Natomiast numerem NIP należy posługiwać się w przypadku prowadzenia działalności gospodarczej, statusu czynnego podatnika VAT lub jeśli jest się podatnikiem na podstawie odrębnych ustaw – ale takim, którego nie dotyczy ewidencja PESEL. Dodatkowo identyfikatorem NIP dla celów mikrorachunku należy posługiwać się w przypadku statusu płatnika podatków, składek na ubezpieczenie społeczne i/lub zdrowotne. Dotyczy to np. pracodawców czy zleceniodawców, którzy opłacają składki ZUS i PIT za kogoś innego.

Ważną kwestią, która dotyczy przedsiębiorców, jest kolejność księgowania wpłat na mikrorachunek (ściśle określona w art. 62 Ordynacji podatkowej). Jeżeli podatnik reguluje zobowiązanie, dla którego nie minął jeszcze termin płatności, wpłaty zaliczane są na poczet podatku zgodnie ze wskazaniem podatnika lub w przypadku braku takiego wskazania – na poczet zobowiązania podatkowego o najwcześniejszym terminie płatności spośród wszystkich zobowiązań podatkowych.

 

Piotr Ciszewski przypomina również, że jeżeli podatnik reguluje wpłaty z tytułu podatków, dla których termin płatności upłynął, wpłaty zaliczane są na poczet zaległości o najwcześniejszym terminie płatności we wskazanym podatku, a w przypadku braku takiego wskazania lub braku zaległości we wskazanym podatku – na poczet zaległości o najwcześniejszym terminie płatności spośród wszystkich pozostałych.

Mikrorachunek składa się z 26 znaków w schemacie LK10100071222YXXXXXXXXXXXX, gdzie:

  • LK jest liczbę kontrolną,
  • wartość 10100071 jest stała dla każdego mikrorachunku podatkowego; wskazuje na numer rozliczeniowy w NBP,
  • wartość 222 jest stała dla każdego mikrorachunku podatkowego; wskazuje na numer uzupełniający w NBP,
  • Y=1 w przypadku, gdy numerem identyfikacyjnym jest numer PESEL,
  • Y=2 w przypadku, gdy numerem identyfikacyjnym jest numer NIP,
  • kolejne pola to podany numer identyfikacyjny (PESEL lub NIP),
  • na ostatnich miejscach pojawią się zera, tak aby rachunek składał się z 26 znaków.

Elektromobilność czy gazomobilność?

Elektromobilność w Polsce już na początku ścieżki rozwoju spotkała się z huraoptymizmem. Polski rząd obiecał, że do 2025 roku na naszych drogach znajdzie się milion samochodów elektrycznych. Była to bardzo ambitna zapowiedź. Dla porównania – nawet w Niemczech zakładano mniejszą liczbę aut ładowanych prądem w dłuższej perspektywie. Polskie plany zderzyły się jednak z trudną rzeczywistością. Do rozwoju elektromobilności potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, która wymaga z kolei mechanizmu wsparcia. Ten pojawił się w Polsce dopiero w 2019 roku, prawie cztery lata po rozpoczęciu dyskusji o samochodach elektrycznych. Fundusz Niskoemisyjnego Transportu to rozwiązanie, które będzie wspierać elektromobilność i nie tylko. Przyczyni się także do rozwoju pozostałych alternatywnych form – gazomobilności czy napędów wodorowych oraz innych rozwiązań. W dyskusji o przyszłości polskiego transportu odgrywają one coraz większą rolę.

– To technologie, które coraz bardziej odwracają uwagę od elektromobilności. Czasami są nawet bardziej konkurencyjne – jak gazomobilność, która wygrywa w sektorze autobusów na paliwa alternatywne – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert. –  Okazuje się, że polski transport napędza coraz częściej gaz, a samochody elektryczne pozostają w tyle. Wspomniany fundusz ma jednak pozwolić na rozwój elektromobilności. Obecnie prace nad nim są już na finiszu. Prawdopodobnie w 2020 roku zobaczymy skutki tego rozwiązania – więcej aut ładowanych prądem na polskim rynku. Elektromobilność w transporcie osobowym będzie jednak rozwijać się wolniej niż w przypadku autobusów. Prywatny użytkownik nie wybierze auta elektrycznego z uwagi na brak punktów ładowania na trasach. Tymczasem w transporcie miejskim w obrębie jednego ośrodka nie powinno ich zabraknąć. W tym zakresie mamy spory potencjał. Znaczna część łańcucha produkcji komponentów do pojazdów elektrycznych znajduje się właśnie w Polsce. Duże firmy eksportują także za granicę. Dzięki temu autobusowy transport elektryczny może radzić sobie całkiem dobrze. Coraz większą konkurencją staje się jednak gazomobilność, która także pojawia się w komunikacji miejskiej. W niektórych miastach autobusy gazowe istnieją już od lat 70. ubiegłego wieku. W wielu miejscach pojawia się ich coraz więcej – jak choćby w Rzeszowie czy Gdyni. To sprawia, że nadal nie jest pewne, czy to właśnie elektromobilność będzie gałęzią transportu alternatywnego zmniejszającego emisyjność – analizuje Jakóbik.

W Polsce powstaje rocznie 20 mln ton ubocznych produktów spalania węgla. Mogą one być cennym surowcem dla innych gałęzi przemysłu

Popioły, żużel, gips i inne substancje, które powstają jako produkt uboczny spalania węgla kamiennego i brunatnego (UPS-y), mogą być cennym surowcem dla innych gałęzi przemysłu. Produkuje się z nich m.in. podbudowy, spoiwa czy elementy hydrauliczne, wykorzystywane przy inwestycjach infrastrukturalnych. Zagospodarowanie tych produktów ubocznych, których rocznie powstaje w Polsce ok. 20 mln ton, pozwala też znacznie ograniczyć emisję dwutlenku węgla, przez co stało się szczególnie ważne w kontekście polityki ochrony klimatu.

Tak zwane UPS-y to uboczne produkty spalania – popioły, żużel, gips i inne substancje, które powstają elektrowniach czy elektrociepłowniach w tracie procesu spalania węgla kamiennego i brunatnego.

– Popioły, gipsy i żużel mają rejestrację w systemie REACH, czyli są bezpieczne do wykorzystania w przemyśle, bezpieczne dla środowiska, ludzi i technologii budowlanych. Bardzo dużym klientem jest dla nas przemysł cementowy, który wykorzystuje je do produkcji betonu, oraz budownictwo infrastrukturalne – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Lech Sekyra, członek zarządu Polskiej Unii Ubocznych Produktów Spalania i prezes zarządu spółki PGE Ekoserwis, należącej do PGE Energia Ciepła z Grupy kapitałowej PGE.

Tylko w ramach PGE EC powstaje rocznie prawie 6 mln ton popiołów wapiennych z węgla brunatnego, ponad 2 mln ton gipsu i około 3 mln ton popiołu i żużla z węgla kamiennego. Ich przetwarzaniem w pełnowartościowe surowce dla innych gałęzi przemysłu zajmuje się spółka PGE Ekoserwis.

– Dysponujemy własnymi zakładami produkcji, mamy własne mieszalnie. Produkujemy m.in. spoiwa górnicze, hydrauliczne i hydrotechniczne. Spore wolumeny są dedykowane budownictwu infrastrukturalnemu – mówi Lech Sekyra.

Przetwarzanie UPS-ów w pełnowartościowe i bezpieczne produkty – które mogą następnie zostać wykorzystane w innych gałęziach przemysłu – stało się ważnym elementem wdrażanej właśnie na poziomie ogólnoeuropejskim gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ). Ma również kluczowe znaczenie w kontekście europejskiej polityki klimatycznej i środowiskowej, nastawionej na maksymalne ograniczanie emisji dwutlenku węgla.

– Przykładowo, wykorzystując popioły, ograniczamy zużycie cementu, który jest produktem wysokoemisyjnym. Na jedną tonę popiołu, co zostało potwierdzone przez Organizację Narodów Zjednoczonych ds. Klimatu, przypada około 600 kg mniej emisji dwutlenku węgla niż w przypadku cementu. Dlatego przy obecnej skali jego wykorzystania mówimy o bardzo dużym ograniczeniu emisji – mówi Lech Sekyra. – UPS-y zastępują także surowce naturalne, dzięki czemu ograniczane jest ich wydobycie. Wykorzystanie popiołów czy żużli jako surowców wtórnych pozwala zachować pokłady naturalnych surowców dla przyszłych pokoleń.

Jak podkreśla, pod względem zagospodarowania UPS-ów w Polsce wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Największym wyzwaniem pozostaje przetworzenie popiołów wapiennych z węgla brunatnego, ale te są jednocześnie najbardziej korzystne i bezpieczne jako materiał do wykorzystania w wielu gałęziach przemysłu.

– Cały czas mamy duże możliwości w zakresie zmian systemowych w Polsce. Nie ma u nas takich regulacji jak w Europie Zachodniej, gdzie przy inwestycjach infrastrukturalnych trzeba obligatoryjnie wykorzystać określony odsetek surowców wtórnych. Polski rząd przyjął we wrześniu mapę wdrażania gospodarki obiegu zamkniętego, gdzie pierwsze dwa punkty są dedykowane właśnie bezodpadowej energetyce węglowej oraz symbiozie pomiędzy górnictwem a energetyką i budownictwem. Wykorzystanie surowców wtórnych powinno być zdecydowanie większe i rekomendowane przy inwestycjach budowlanych, dzięki czemu byłaby większa możliwość ich upłynnienia – podkreśla Lech Sekyra.

Prezes PGE Ekoserwis ocenia też, że – w porównaniu z innymi krajami jak Indie czy Indonezja, gdzie energetyka węglowa ma cały czas bardzo wysoki udział w miksie energetycznym – Polska jest pozytywnym przykładem i realizuje wiele inwestycji w zakresie zagospodarowania UPS-ów.

– Przez najbliższą dekadę musimy jak najlepiej wykorzystywać tę wartość, jaką stwarzają UPS-y. Na naszym krajowym podwórku istotne jest to, żeby wprowadzony został ten współczynnik antropogeniczności, czyli współczynnik wykorzystania surowców wtórnych przy inwestycjach, i aby zminimalizować wydobywanie surowców naturalnych. Równie ważna jest rekultywacja terenów zdegradowanych działalnością wydobywczą i wykorzystanie materiału, który jest nagromadzony na hałdach. Jeszcze niedawno mówiliśmy o składowiskach odpadów, teraz mówimy już, że są to magazyny z surowcami, które będzie można wykorzystać w przyszłości. W USA i Europie Zachodniej proces wykorzystywania UPS-ów jest na to silnie ukierunkowany – mówi Lech Sekyra.

Prezes spółki PGE Ekoserwis, należącej do PGE EC, wygłosił wystąpienie w drugim dniu konferencji klimatycznej COP 25, na spotkaniu poświęconym wyzwaniom i szansom na osiągnięcie zerowej emisji dwutlenku węgla netto. Przybliżył rozwiązania, jakie realizowane są w polskiej energetyce węglowej w ramach zarządzania UPS-ami, oraz podkreślił znaczenie symbiozy energetyki, górnictwa i budownictwa infrastrukturalnego, która umożliwia gospodarcze wykorzystanie ubocznych produktów spalania i odpadów wydobywczych – zarówno z bieżących procesów produkcyjnych, jak i z zasobów zgromadzonych na składowiskach i hałdach.

Szczyt klimatyczny ONZ COP25 odbywa się od 2 do 13 grudnia w Madrycie. Uczestniczą w nim przedstawiciele blisko 200 państw świata. Tegoroczny szczyt ma na celu sfinalizowanie zasad wdrażania paktu klimatycznego, podpisanego w Paryżu w 2015 roku.

Cyfryzacja w służbie zdrowia przyspiesza. Pacjenci zyskają bezpieczny dostęp do ich danych medycznych dzięki uwierzytelnieniu bankowemu

Polscy pacjenci chcą mieć stały dostęp do wyników swoich badań i historii leczenia. Takie możliwości od prawie roku daje Internetowe Konto Pacjenta. Teraz można zalogować się do niego z wykorzystaniem uwierzytelnienia bankowego. Taką opcję wprowadził Medicover, wdrażając innowacyjne narzędzie mojeID utworzone przez KIR. Dzięki niemu pacjenci mogą elektroniczne potwierdzić swoją tożsamość – bez konieczności wizyty w placówce, żeby wyrobić indywidualny login i hasło dostępu do ich danych medycznych. To oznacza przede wszystkim duże ułatwienie w korzystaniu z porad telemedycznych i usług online, a także wysokie bezpieczeństwo logowania. ​ 

– Narzędzie to daje gwarancję bezpiecznego i jednoznacznego uwierzytelnienia pacjenta. W sektorze medycznym jest to szczególnie ważne, ponieważ dane medyczne są wrażliwe i szczególnie chronione – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Marcjasz, wiceprezes zarządu Krajowej Izby Rozliczeniowej.

MojeID to narzędzie dostarczane przez KIR, kluczowego partnera technologicznego polskiego sektora bankowego. Umożliwia klientowi elektroniczne potwierdzenie swojej tożsamości i łatwy dostęp do usług online. Klient potwierdza tożsamość za pomocą danych logowania do swojego rachunku bankowego. Eliminuje to konieczność posiadania wielu loginów i haseł do różnych serwisów online. MojeID przekierowuje klienta do bezpiecznego środowiska, w którym podaje on swoje dane, a po uwierzytelnieniu przenosi go z powrotem na stronę usługodawcy.

Z usługi mojeID mogą już korzystać klienci trzech banków. Z jego pomocą można zalogować się również do cyfrowego biura obsługi klienta spółki PGNiG. Teraz na wdrożenie zdecydował się również Medicover, pierwszy podmiot w sektorze medycznym.

– Aby korzystać ze zdalnych usług i porad lekarskich w Internetowym Portalu Pacjenta, należy uzyskać hasło dostępu do naszych systemów. Dzięki rozwiązaniu mojeID pacjenci bez konieczności wizyty w placówce mogą uzyskać hasło i login zdalnie, a następnie logować się do portalu – mówi Artur Białkowski, członek zarządu, dyrektor zarządzający ds. usług biznesowych w Medicover Polska.

Narzędzie zapewnia najwyższy poziom bezpieczeństwa. Potwierdzenie tożsamości odbywa się za pośrednictwem banków, które dysponują zweryfikowanymi informacjami na temat klienta.

Jak podkreśla wiceprezes KIR, mojeID upraszcza procesy i oszczędza czas – zarówno firmy, jak i klienta. Pozwala zweryfikować jego tożsamość i załatwić formalności całkowicie online.

– Firma nie musi się już kontaktować z klientem poprzez punkt obsługi klienta czy kuriera. Z drugiej strony klienci mogą wszystkie formalności załatwić bez wychodzenia z domu. Wprowadzając to narzędzie, firma ma więc możliwość skrócenia swojej drogi do klienta – mówi Dariusz Marcjasz.

Wiceprezes KIR informuje, że mojeID będzie niedługo wdrażane przez kolejne banki i dostawców usług z innych sektorów. Izba rozpoczęła także współpracę z dostawcami usług z innych sektorów.

– Branż, które mogą skorzystać na wdrożeniu mojeID, jest bardzo wiele, poczynając od tych masowych, jak gazownictwo czy sektor medyczny. Rozmawiamy też m.in. z branżą energetyczną i telekomunikacyjną – wskazuje Dariusz Marcjasz.

Wdrożenie mojeID w Medicover jest pierwszym w sektorze medycznym. Dla klientów oznacza przede wszystkim ogromne ułatwienie w korzystaniu z usług online za pośrednictwem Internetowego Portalu Pacjenta. Jak podkreśla Artur Białkowski, innowacyjna usługa wpisuje się w szerszy trend, jakim jest postępująca cyfryzacja całego systemu ochrony zdrowia w Polsce.

– Nasi pacjenci mogą już korzystać z porad tradycyjnych i zdalnych. Te drugie stanowią już dzisiaj 37 proc. wszystkich udzielanych porad lekarskich. Nowe rozwiązania z zakresu e-zdrowia, jak choćby elektroniczna recepta, także to ułatwiają. Wystawiliśmy już ponad milion e-recept, z roku na rok udzielamy też coraz więcej porad telemedycznych, gdyż tego oczekują nasi pacjenci – mówi członek zarządu, dyrektor zarządzający ds. usług biznesowych w Medicover Polska.

Rośnie problem nielegalnego zatrudnienia na wsi. Rolników nie stać na płacenie składek, a i sami pracownicy często wolą pracę bez umowy

Co siódma osoba pracująca w szarej strefie wykonuje prace ogrodniczo-rolne. Rolnicy, walcząc z brakiem osób chętnych do pracy, oferują wyższe stawki, kosztem oficjalnych umów. Pracownicy często się na to godzą, bo nie mają innej pracy albo dlatego, że legalne umowy mogą dla nich oznaczać koniec świadczeń z budżetu państwa. Wprowadzenie umowy o pomocy przy zbiorach miało pomóc rozwiązać część problemów, jednak korzysta z niej niewielka część rolników. Kara za nielegalne zatrudnienie może sięgać nawet 30 tys. zł.

 Rokrocznie rolnicy, sadownicy i producenci warzyw w sezonie borykają się z problemem znalezienia pracownika do gospodarstwa. Składa się na to wiele czynników, przede wszystkim aspekty ekonomiczne, finansowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marta Knop-Kołodziej z Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie.

Rolnikom trudno jest znaleźć chętnych do pracy, w dużej mierze przez to, że jest ona ciężka, zwykle sezonowa i niezbyt dobrze opłacana. Niskie ceny skupów warzyw i owoców oraz nieduże ze względu na warunki pogodowe zbiory sprawiają, że rolnicy nie są w stanie płacić wysokich stawek. Często praca bez umowy oznacza, że pracownik może zarobić trochę więcej. Jak wynika z raportu GUS „Praca nierejestrowana w Polsce”, jest to najczęściej podawany argument przez osoby podejmujące pracę nierejestrowaną (37,5 proc.).

– Poza tym, kiedy pracownik przychodzi na kilka miesięcy do pracy i zatrudniony jest legalnie, może przekroczyć pewien próg dochodowy i wtedy zabrane są mu świadczenia, które dotychczas otrzymywał. Z tego względu często pracownicy sami wychodzą z inicjatywą, że chcą pracować na czarno – wskazuje Marta Knop-Kołodziej.

Na ten czynnik w badaniu GUS wskazało 16,6 proc. osób pracujących na czarno. Częściej do podejmowania pracy nierejestrowanej skłaniały ich niewystarczające dochody (33,3 proc.), brak możliwości znalezienia pracy (35,1 proc.), wysoka składka ubezpieczeniowa (24,8 proc.).

Raport GUS wskazuje, że obecnie na czarno pracuje ok. 880 tys. osób (dane za 2017 rok). To 5,4 proc. w ogólnej liczbie pracujących. W szarej strefie najczęściej prowadzone są prace ogrodniczo-rolne. Zajmowała się nimi co siódma osoba (15 proc.) wykonująca pracę nierejestrowaną. Dla porównania remonty i naprawy budowlano-instalacyjne wykonywało ponad 11 proc. Częściej na czarno w rolnictwie pracują mężczyźni niż kobiety.

 Z pewnością są gospodarstwa, w których rolnicy zatrudnieni są legalnie. Taką tendencję można zauważyć w gospodarstwach, które specjalizują się w produkcji zwierzęcej. Producentom mleka łatwo jest stwierdzić, że zapotrzebowanie na danego pracownika nie zmieni się z dnia na dzień i wtedy łatwiej jest im się zdecydować, żeby zatrudnić go legalnie – tłumaczy Marta Knop-Kołodziej.

W branżach, w których brakuje rąk do pracy, ratunkiem mogą być obcokrajowcy, przede wszystkim ze Wschodu. Obecnie w Polsce zatrudnionych na podstawie umów o pracę, umów-zleceń czy prowadzących własną działalność gospodarczą jest ok. 665 tys. osób, z czego blisko pół miliona stanowią Ukraińcy. W rzeczywistości może ich być jednak znacznie więcej – nieoficjalne szacunki wskazują, że w Polsce może ich pracować nawet ok. 1,5 mln.

 Jeszcze na pewno w zeszłym roku wyraźnie było widać tendencję, że obcokrajowców zatrudnionych w sektorze rolnictwa jest więcej niż Polaków. Dzisiaj trochę się to zmienia. Co niektórzy po krótkiej pracy w Polsce zmierzają dalej na Zachód, kierując się jeszcze wyższymi zarobkami. Jednak na pewno sporo z nich zostaje, patrząc chociażby na brak bariery językowej czy mniejszą odległość od domu rodzinnego – mówi Marta Knop-Kołodziej.

W Polsce teoretycznie zatrudnienie cudzoziemców ze Wschodu jest stosunkowo proste, m.in. poprzez procedurę składania oświadczeń o powierzeniu pracy. Dotyczy ona obywateli Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy. Statystyki Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wskazują. że w zeszłym roku wpłynęło ponad 1,5 mln takich oświadczeń, z czego ok. 13 tys. dotyczyło pracy w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie.

Od 2018 roku do pracy w rolnictwie, ogrodnictwie lub turystyce dla obcokrajowców można uzyskać zezwolenie na pracę sezonową. Z danych resortu pracy wynika, że liczba wniosków o wydanie takiego zezwolenia, które wpłynęły do powiatowych urzędów pracy w I połowie br., wyniosła 170,6 tys., a wydano 70 tys. zezwoleń. W całym ubiegłym roku wpłynęło takich wniosków 235,3 tys., a wydano 121,4 tys. zezwoleń na pracę sezonową.

Udogodnieniem dla rolników jest wprowadzenie w 2018 r. nowego rodzaju umowy cywilnoprawnej – umowy o pomocy przy zbiorach. Poprzez ten rodzaj umowy pomocnik rolnika zobowiązuje się do osobistego świadczenia pomocy przy zbiorach takich produktów rolnych, jak chmiel, owoce, warzywa, tytoń, zioła i inne rośliny zielarskie.

 Zaletą tego typu umowy jest to, że są tutaj dużo niższe składki do odprowadzenia przez rolników. Składki opłaca tylko rolnik, a nie pomocnik, a do tego odprowadzane są one do KRUS-u, a nie do ZUS-u – przypomina Marta Knop-Kołodziej.

Miesięczna stawka za ubezpieczenie zdrowotne wynosi 152 zł i ponad 40 zł za ubezpieczenie chorobowe, wypadkowe i macierzyńskie.

Rządowe szacunki z ubiegłego roku wskazywały, że z nowych przepisów może skorzystać nawet 500 tys. osób.

– Organem kontrolującym legalność zatrudnienia jest Państwowa Inspekcja Pracy. Inspektorzy, którzy przychodzą na kontrolę do pracodawcy i stwierdzają jakieś nieprawidłowości czy brak umów, mogą nałożyć karę grzywny. Takie mandaty wahają się od 1 tys. do 2 tys. zł. Istnieją również sytuacje, kiedy ta kara może wynieść nawet 5 tys., a jeśli inspektor zgłasza taką sytuację do sądu pracy, to pracodawca może się liczyć z karami sięgającymi aż 30 tys. zł – wylicza Marta Knop-Kołodziej.

Na Boże Narodzenie wydamy w tym roku ponad 1,8 tys. zł. Zakupy spożywcze robimy głównie w sklepach stacjonarnych, ale prezentów częściej szukamy w sieci

Na tegoroczne święta Bożego Narodzenia przeciętna rodzina wyda prawie 1 838 zł, średnio o 84 zł więcej niż przed rokiem. Nieco więcej, bo ponad 2 tys. zł, wydadzą rodziny, które korzystają z programu Rodzina 500+ – wynika z badania MilleŚwięta 2019. Świąteczne zakupy spożywcze zrobimy najczęściej w dyskontach oraz hiper- i supermarketach, natomiast prezenty kupimy przede wszystkim w sieci. To będą zwykle przemyślane decyzje. Pod choinką najczęściej znajdziemy kosmetyki i perfumy, a dzieci – zabawki. Zdecydowaną większość Polaków ucieszyłby prezent w postaci karty podarunkowej.

 Polska rodzina wyda na organizację tegorocznych świąt Bożego Narodzenia średnio blisko 1 838 zł, czyli ponad 84 zł więcej niż deklarowano w ubiegłym roku. Mowa o łącznych wydatkach związanych z zakupem prezentów, produktów spożywczych czy organizacją świątecznych wyjazdów – mówi agencji Newseria Biznes Dorota Hołownia, ekspert w Departamencie Public Relations Banku Millennium.

Z badania MilleŚwięta, przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium, wynika, że na Boże Narodzenie wydadzą więcej rodziny, które korzystają z programu Rodzina 500+. W ich przypadku średnie wydatki przekroczą 2 021 zł.

– Po produkty na świąteczny stół wybierzemy się, podobnie jak w ubiegłych latach, przede wszystkim do dyskontów lub super- i hipermarketów – wskazuje Dorota Hołownia.

Dyskonty wybierze 60 proc. konsumentów, a blisko połowa – hiper- i supermarkety. Rzadziej planujemy kupować na bazarach (25 proc.), a w internecie zakupy spożywcze zrobi zaledwie 5 proc. badanych. To jednak e-zakupy są najpopularniejsze przy wyborze świątecznych prezentów. Kupujemy przede wszystkim za pomocą komputera (37 proc.), choć coraz więcej konsumentów zrobi zakupy przez urządzenie mobilne.

– Jeszcze dwa lata temu tylko 5 proc. osób twierdziło, że w ten sposób kupi świąteczne prezenty, a dzisiaj zakup podarunków z wykorzystaniem smartfona deklaruje aż 22 proc. respondentów – zauważa ekspertka Banku Millennium.

Polacy deklarują, że wyboru prezentów dokonują częściej w sposób przemyślany niż spontaniczny. Upominki z wyprzedzeniem planuje 54 proc. badanych. Najczęściej pod choinką znajdziemy perfumy i kosmetyki (50 proc.), zabawki (50 proc.) i książki (34 proc.). Z badania wynika, że zdecydowana większość Polaków ucieszyłaby się z karty podarunkowej pod choinką.

– Z pomocą przychodzą nowoczesne technologie. Od niedawna w aplikacji mobilnej goodie można w kilka chwil założyć wirtualną kartę podarunkową – mówi Dorota Hołownia.

Zaletą takiej wirtualnej karty podarunkowej jest to, że można ją kupić nawet tuż przed wigilijną kolacją. Aplikacje mobilne są też często wykorzystywane do śledzenia aktualnych promocji sklepów. Informacji o zniżkach najczęściej szukamy na stronach internetowych konkretnych sklepów (50 proc.), rzadziej w gazetkach promocyjnych (44 proc.), tak popularnych jeszcze w ubiegłych latach (65 proc. w 2018 i 67 proc. w 2017 roku) czy na portalach społecznościowych i w telewizji (odpowiednio 23 proc. i 22 proc.).

Badanie IBRiS dla Banku Millennium wskazuje także, że blisko dwie trzecie Polaków spędzi święta u siebie w domu, a 33 proc. – u rodziny. Wyjazd turystyczny planuje tylko 2 proc. badanych.

85 proc. Polaków płaci rachunki elektroniczne. Co szósty nadal robi to na poczcie

W ciągu ostatnich czterech lat znacznie wzrosło zainteresowanie elektronicznymi formami płatności. W ten sposób swoje należności reguluje 85 proc. konsumentów – wynika z badania Autopay Research „Jak płacimy rachunki”. To dla nich przede wszystkim duża wygoda. Tym bardziej że dostawcy usług oferują swoim konsumentom wiele możliwości płacenia online. Co szósty Polak opłaca swoje rachunki na poczcie lub w punktach dostawców usług.

Polacy płacą średnio od 3 do 6 rachunków miesięcznie. Już blisko 85 proc. z nas płaci je w sposób elektroniczny. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że wystawcy faktur udostępniają wiele narzędzi płatniczych. Spływają do nas należności w postaci płatności przez e-maila czy faktury w e-BOK-ach – mówi agencji Newseria Biznes Sylwia Frydel, ekspertka Blue Media.

Z elektronicznych biur obsługi klienta korzysta 7 proc. płacących online. Znacznie częściej zlecamy przelewy elektroniczne (78 proc.), ale też korzystamy z polecenia przelewu – zarówno online, jak i w stacjonarnych punktach (12 proc.).

Co szósta osoba wciąż płaci rachunki na poczcie oraz w punktach obsługi kasowej u poszczególnych dostawców, co jest spowodowane tym, że w tych miejscach nie płacimy prowizji – dodaje Sylwia Frydel.

Z badania Autopay Research, marki należącej do Blue Media, wynika, że coraz rzadziej zwlekamy z zapłatą należności do ostatniej chwili. Robi tak jedynie co piąte gospodarstwo domowe. Ten nawyk jest bardziej charakterystycznym dla starszych konsumentów. To młodzi ludzie nie mają w zwyczaju odwlekać zapłaty.

Wiele osób zbiera swoje rachunki przez cały miesiąc, by w dniu wpłynięcia wynagrodzenia zasiąść do komputera i je opłacić. Jednak coraz częściej rachunki opłacane są w dniu ich wpłynięcia [robi tak 23 proc. badanych, a w ubiegłym roku – 18 proc. – red.]. Tutaj warto dodać, że osoby z mniejszych miast częściej czekają na datę wymagalności opłaty, co jest spowodowane głównie płynnością finansową – tłumaczy ekspertka Blue Media.

Tutaj istotna jest również płeć. Kobietom częściej zdarza się przekroczyć termin zapłaty. Mężczyźni z kolei, choć bardziej uważni, rzadziej zajmują się gospodarstwem domowym. Te proporcje jednak powoli się zmieniają – z roku na rok rośnie bowiem liczba panów opłacających rachunki. W tym roku robił to już co trzeci mężczyzna, a w 2016 roku – co czwarty.

Jednak prawie połowie badanych zdarzyło się zapomnieć o mijającym terminie zapłaty.

Najczęstszym powodem jest natłok codziennych zajęć [73 proc. – red.]. Wielu osobom po prostu brakuje środków na koncie pod koniec miesiąca [30 proc. – red.] – dodaje Sylwia Frydel.

13 proc. Polaków nie pamięta, czy kiedykolwiek nie uregulowało należności na czas.

Robotyka i sztuczna inteligencja przejmuje rynek pracy. Zastępuje ludzi, lecz stworzy także nowe zawody

Już w 2020 roku statystyczny człowiek będzie miał więcej interakcji z botami niż ze współmałżonkiem. Robotyzacja dotyka wszystkich dziedzin życia, rewolucjonizuje też rynek pracy. Do 2026 roku pracę może stracić ponad 400 mln osób na świecie. Niemal połowa wszystkich wykonywanych przez człowieka czynności może zostać zautomatyzowana. Technologie i robotyka mogą jednak stworzyć więcej miejsc pracy i nie muszą powodować bezrobocia.

– Wyszliśmy już z fazy badań, przechodzimy przez fazę prototypowania i wchodzimy w bardzo dużą skalę masowego zastosowania nowych technologii. To oznacza, że w zasadzie w każdej przestrzeni naszego życia i pracy nastąpią bardzo istotne zmiany związane z robotyzacją i automatyzacją różnych procesów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Zofia Dzik, prezes Instytutu Humanites.

Technologia i robotyzacja weszły już do niemal każdej dziedziny życia. Według szacunków Gartnera już w 2020 roku przeciętny człowiek będzie częściej wchodził w interakcje z botami niż z własnym współmałżonkiem. Technologia stopniowo zmienia też rynek pracy. W najbliższych latach zmiany mogą być jednak fundamentalne.

– Branża po branży będziemy doświadczać sytuacji, w której coraz więcej procesów będzie jednak w jakimś stopniu poddane automatyzacji i zmodyfikowane ze względu na nowe technologie – przekonuje Zofia Dzik.

McKinsey Institute w raporcie „Jobs lost, jobs gained: Workforce transitions in a time of automation” wskazuje, że do 2026 roku pracę może stracić ponad 400 mln osób na świecie, a 30 proc. może pozostać trwale bez możliwości zatrudnienia. Niemal połowa wszystkich wykonywanych przez człowieka czynności może się stać przedmiotem automatyzacji.

– Już teraz widzimy bardzo dużą falę automatyzacji i zmian technologicznych w branży bankowej czy samochodowej. W Polsce zatrudniamy również kilkaset tysięcy osób w centrach usług wspólnych, jesteśmy zagłębiem tego typu rozwiązań. W tych centrach usługi zostały już bardzo mocno scentralizowane i wystandaryzowane. Biorąc pod uwagę rosnące koszty pracy w Polsce również te obszary mogą być zagrożone dalszym procesem automatyzacji ze strony właścicieli dużych koncernów – twierdzi prezes Instytutu Humanites.

Raport „Pracownik Przyszłości” zrealizowany przez Infuture Hatalska Foresight Institute na zlecenie firmy Samsung podaje, że tylko w latach 1997–2007 automatyzacja sprawiła, że w USA zniknęło 86 proc. miejsc pracy w produkcji. Połowa istniejących stanowisk pracy będzie przechodziła radykalną zmianę właśnie ze względu na postęp technologiczny. Jak podkreśla Zofia Dzik, to zaś sprawia że duża odpowiedzialność za pomoc w przejściu przez transformację cyfrową spoczywa na biznesie.

– Biznes nie jest wyłącznie siłą wpływu ekonomicznego, jest ogromną siłą wpływu społecznego. I myślę, że to jest też taki moment, w którym też biznes powinien sobie zadać pytanie, czy to aby nie jest ten moment, żeby wziąć jednak odpowiedzialność za ludzi – mówi ekspertka.

Raport „Pracownik Przyszłości” podaje, że zdaniem 60 proc. Polaków prawdopodobne jest, że większość obowiązków wykonywanych obecnie przez ludzi może w przyszłości zostać zastąpiona pracą robotów lub sztucznej inteligencji.

– Jednocześnie tylko kilkanaście procent osób korzysta z jakiejś formy samodoskonalenia i jest otwarta na istotną zmianę w swoim życiu. Ciągle jesteśmy trochę w takiej bańce. Widzimy bardziej deficyt i brak rąk do pracy na dzisiaj, a nie widzimy, że w ciągu najbliższych 2–3 lat w wielu branżach będą się pojawiać zwolnienia. Na razie to ignorujemy, myślimy, że one nas nie dotkną – mówi prezes Instytutu Humanites.

Karmy dla zwierząt produkowane są już nie z mięsa, lecz z insektów czy produktów z recyklingu. Pozwala to znacznie ograniczać emisję dwutlenku węgla

Zrównoważony rozwój coraz jest coraz mocniej promowany w produkcji karm dla zwierząt. Polska firma opracowuje hipoalergiczną karmę dla psów opartą na komponentach warzywnych oraz białku i tłuszczach pozyskiwanych z insektów. Produkcja ma być przyjazna dla środowiska i zdrowia zwierząt. Trend promowania zrównoważonego rozwoju w produkcji karm jest coraz mocniej dostrzegalny na całym świecie. Powstają m.in. karmy z recyklingowanych odpadów spożywczych.

Według Organizacji ds. Wyżywienia i Rolnictwa Organizacji Narodów Zjednoczonych (FAO) około jednej trzeciej wyprodukowanej rocznie żywności marnuje się. Jeszcze wyższy współczynnik notowany jest w rozwiniętych regionach, takich jak Ameryka Północna i Europa Zachodnia. Jednocześnie, według ONZ 815 milionów ludzi na całym świecie głoduje. Do 2050 r. 2 miliardy ludzi będzie niedożywionych. Tymczasem populacja zwierząt domowych stale rośnie, a ich właściciele coraz częściej chcą karmić swoich podopiecznych w sposób podobny do ludzkiego.

– Karma Frens ma bardzo prosty skład i to jest jej silna strona. Ma w zasadzie same warzywa, białko i tłuszcze z insektów. Te tłuszcze i białko są hipoalergiczne, lekkostrawne i dobre dla środowiska, bo przy ich produkcji jest 25 razy mniej dwutlenku węgla niż przy produkcji wołowiny. Psiaki mają piękną sierść i dobrze działające żołądki po tym wszystkim. Razem z bardzo dobrym zespołem stworzyliśmy świetną recepturę i aktualnie testujemy karmę  na kolejnych psiakach – mówi agencji Newseria Innowacje Patryk Paluszek, założyciel Frens.

Jak podkreśla, rynek karm dla zwierząt zdominowany jest przez produkty produkowane bez uwzględniania zasad zrównoważonego rozwoju. W większości karmy oparte są na składnikach mięsnych. Ich produkcja wiąże się więc z hodowlą zwierząt i uprawą roślin stanowiących dla nich paszę. Tymczasem ludzie coraz mocniej dążą do ograniczenia spożycia mięsa, zwłaszcza tego gorszej jakości.

– Problemem jest nadużywanie spożycia mięsa. Wszyscy przerzucamy się aktualnie na mięso lepszej jakości lub szukamy dla niego alternatyw. Dla naszych psów nie ma za bardzo alternatyw. Albo trzeba ich szukać daleko za granicą, albo trzeba bardzo kombinować. Wegański pies to też nie jest rozwiązanie, więc jesteśmy właśnie gdzieś pomiędzy. W tym bezpiecznym miejscu, gdzie jest wszystko w zrównoważonym rozwoju, a z drugiej strony mamy tę przyjemność, że serwujemy naprawdę smakujące rzeczy – przekonuje Patryk Paluszek.

Trend, w który wpisuje się polski producent karmy, rozwijany jest na świecie już od pewnego czasu. Amerykańska firma Shameless Pets produkuje karmy z komponentów poddawanych recyklingowi. Dostępnych jest kilka rodzajów, m.in. Lobster Roll wykonana ze skorup homara, które stanowią naturalne źródło glukozaminy dla zdrowia stawów i bioder, Break an Egg produkowana z bogatych w wapń skorupek jaj, co jest korzystne dla zdrowia kości, a także z serów i niewymiarowych brukselek, czy Applenoon Delight zrobiona z brzydkich jabłek i miąższu, dzięki czemu bogata jest w antyoksydanty.

– Rynek karmy dla zwierząt w Polsce jest absolutnie szybko rosnący, zresztą na całym świecie również, jest warty 2 mld zł, rośnie około 15–20 proc. rocznie. Najszybciej rosną karmy luksusowe i karmy premium. Rynek jest chłonny na wszystkie produkty hipoalergiczne, które mają dobry skład – twierdzi ekspert.

Jeszcze w 2019 roku polska firma wprowadzi na rynek pasztety wykonane z owadów i batatów. W lutym do warszawskich sklepów i elektronicznego kanału dystrybucji ma trafić sucha karma. Kolejnym krokiem ma być opracowanie karmy dla kotów. Promowanie zrównoważonego rozwoju w branży spożywczej, również jej gałęzi obejmującej żywność dla zwierząt, jest bardzo ważne w kontekście ochrony środowiska.

– Jeżeli ktoś nie zajmuje się klimatem, to patrzy bardzo krótkowzrocznie. To aktualnie chyba jeden z najważniejszych tematów dla wszystkich, dla naszych psów i dla nas również. I warto się zainteresować tym, żeby szukać rozwiązań, które są przyjazne dla środowiska, przyjazne dla zwierzaków, no i wszyscy z tego skorzystamy – przekonuje Patryk Paluszek.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 16.12 – 20.12

Ostatni regularny tydzień w tym roku zapowiada się optymistycznie w klimacie zbudowanym na porozumieniu handlowych USA i Chin oraz wyparowaniu ryzyka bezumownego brexitu. Ale przy odstawieniu na bok czynników geopolitycznych, wzrasta znaczenie danych makro, a tu ciągle nie widać solidnych oznak przyspieszenia ożywienia. Rynki mogą być pełne nadziei na poprawę, ale kredyt zaufania nie będzie wieczny.

Przyszły tydzień: PMI, Ifo, BoE, Riksbank, Norges Bank, BoJ, rynek pracy z Australii, PKB z NZ, CPI z Kanady

USA

W USA indeksy PMI (pon), NY Empire State (pon) czy Philly Fed (czw) powinny pomóc określić kondycję aktywności biznesu, szczególnie kiedy ostatnie szacunki ISM pozostawiły mieszane nastroje. Mocne odczyty w połączeniu z pasywnym Fed i solidną postawą rynku pracy powinny budować obraz przyjazny bardziej ryzyku i rynkowi akcji, a niekoniecznie dla USD.

Strefa euro

W strefie euro wskaźniki PMI (pon) mogą zasygnalizować próby odbijania w przemyśle, ale ciekawszym będzie, czy sektor usługowy „nie zaraził się” apatią? Przy nowych strajkach we Francji ryzyka przeważają po stronie rozczarowania. W Niemczech indeks Ifo powinien wzrosnąć, odzwierciedlając poprawę w indeksach ZEW i Sentix. Byłoby to miłym impulsem dla kupujących EUR, którzy powoli odzyskują inicjatywę.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii porządkowanie po wyborach z formowaniem nowego rządu, expose premiera (czw) i potencjalnym rozpoczęciem prac nad ustawą brexitowa (pt). Z danych w następnym tygodniu trudno będzie odsiać niepewność o wynik wyborów i przyszłość brexitu, więc do wahnięć względem prognoz należy podchodzić z rezerwą. Posiedzenie Banku Anglii (czw) powinno przynieść utrzymanie stopy procentowej bez zmian, ale przy dysydentach chcących cięcia. Ostatnim razem było ich dwóch – większa liczba podsienie ryzyko obniżki na początku przyszłego roku. GBP może być ponownie wrażliwy na czynniki makro, szczególnie przy nawisie długich pozycji budowanych przed wyborami.
W Szwecji Riksbank idzie pod prąd i niemal na pewno dokona podwyżki stóp procentowych (czw). Świadomość ryzyk wynikających z ujemnych stóp procentowych skłania bank do podwyżki, pomimo zagrożeń dla perspektyw inflacji i wzrostu. W projekcji bank powinien zasugerować brak zmian w przyszłym roku, co powinno być neutralne dla SEK. Korona ma potencjał do umocnienia, o ile klimat globalny nie będzie generował nieprzyjemnych niespodzianek.

Norwegia

Dla odmiany Norges Bank (czw) nie dokona zmian w poziomie stóp procentowych. Dane od ostatniego posiedzenia nie zmieniły obrazu gospodarki, co powinno prowadzić do utrzymania dotychczasowego nastawienia z neutralną ścieżką na kolejne miesiące, ale z podtrzymaniem wyższego prawdopodobieństwa dla podwyżki. Jeśli to by uległo zmianie, NOK będzie tracił.

Polska

W Polsce mamy wysyp danych makro (śr-pt), które (pomijając wahania sezonowe) powinny wskazać na stabilizację aktywności gospodarczej. Ponieważ RPP na każdym kroku potwierdza chęć utrzymania stóp procentowych bez zmian w 2020, a prawdopodobnie też i w 2021 r., dane nie są katalizatorem dla rynku walutowego. EUR/PLN wrócił do korytarza utrzymywanego przez większość czasu w ciągu ostatnich 18 miesięcy (4,26-4,32) i nie sądzimy, aby miał z niego się wychylać.

Japonia

Na grudniowym posiedzeniu Bank Japonii (śr-czw) powinien utrzymać parametry polityki monetarnej bez zmian. Przy innych głównych bankach (głównie Fed) przechodzącym w tryb wiat-and-see, BoJ nie musi kontrować dodatkowym luzowaniem. Szczególnie, że każde posunięcie byłoby bardzo ryzykowne w skutkach ubocznych dla sektor bankowego. JPY może skupić się na wycenie ryzyka globalnego.

Australia i Nowa Zelandia

W Australii wydarzeniem tygodnia będzie raport z rynku pracy (czw). Niski przyrost zatrudnienia lub kolejny ubytek miejsc pracy może podbić stopę bezrobocia do 5,4 proc., co otwiera dyskusję o kolejnej obniżce stopy procentowej na najbliższym posiedzeniu w lutym. To może hamować umocnienie AUD wynikające z korzystnego wpływu czynników globalnych. W Nowej Zelandii brak paniki w szeregach RBNZ i poprawa w indeksach aktywności biznesowej stały się paliwem do odbicia NZD. Odczyt PKB za III kw. (śr) może podtrzymać ten trend.

Kanada

Informacje o finalizacji prac na USMCA, pozytywny sentyment globalny i wyższe ceny ropy tworzą razem klimat przyjazny umocnieniu CAD lub przynajmniej utrzymaniu USD/CAD na miesięcznych minimach. Ale w tle czai się ryzyko gołębiego zwrotu Banku Kanady po tym, jak spekulacje obudził silnie rozczarowujący raport z rynku pracy. W następnym tygodniu testem zaufania będą dane o inflacji (śr) – słaby odczyt odsuwający inflację od celu 2 proc. wzmocni gołębie oczekiwania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport po wyborach w Wielkiej Brytanii

Torysi mają większość w Izbie Gmin, co dalej z Brexitem?

W nocy z czwartku na piątek kurs GBP/PLN wzrósł do najwyższego poziomu od stycznia 2017 roku. Umocnienie brytyjskiej waluty było reakcją na informacje sugerujące wyraźne zwycięstwo torysów w wyborach parlamentarnych w Wielkiej Brytanii.

Aprecjacja brytyjskiej waluty rozpoczęła się jednak wcześniej. Funt zyskiwał w miesiącach poprzedzających wybory. Rynki oczekiwały bowiem zdecydowanej wygranej Partii Konserwatywnej przewodzonej przez Borisa Johnsona. Wczoraj późnym wieczorem – po publikacji przez Ipsos MORI wyników exit poll, ale jeszcze przed opublikowaniem oficjalnych wyników z jakiegokolwiek okręgu wyborczego – dla inwestorów stało się jasne, że torysi uzyskali większość w Izbie Gmin, notując silny wzrost poparcia w porównaniu z wyborami z 2017 roku.

Zgodnie ze wspomnianym badaniem exit poll (które w 2017 roku bardzo trafnie przewidziało liczbę miejsc w Izbie Gmin, jaką uzyskały dwie główne partie), torysi w tegorocznym głosowaniu powinni uzyskać przewagę rzędu 86 miejsc. Tak duży wzrost poparcia nie był oczekiwany przez rynek i przekraczał nawet najbardziej optymistyczne projekcje. W tym kontekście warto wspomnieć, że uznawany za wyjątkowo wiarygodny model MRP, opracowany przez YouGov, jeszcze we wtorek wieczorem wskazywał na większość torysów rzędu jedynie 28 miejsc. Niektóre z ostatnich sondaży wskazywały na 6-procentową przewagę torysów nad Partią Pracy. W rzeczywistości przewaga ta wyniosła ok. 11%.

Pierwsze wyniki spływające z okręgów wyborczych potwierdziły, że Partia Konserwatywna w wyborach poradziła sobie fenomenalnie. Partia Pracy straciła na rzecz torysów swoje tradycyjne okręgi wyborcze takie jak Blyth Valley, Darlington, Leigh czy Wexham – czyli społeczności przemysłowe, które od dekad wspierały laburzystów. To o tyle znaczące, że spora część tych okregów pokrywa dawne dzielnice górnicze, które doświadczyły znacznego spadku liczby miejsc pracy pod rządami torysów za czasów Thatcher. O ile samemu Corbynowi udało się obronić mandat w okręgu Islington North, w wyniku czwartkowych wyborów z miejscem w Izbie Gmin musiała pożegnać się m.in. liderka Liberalnych Demokratów, Jo Swinson.

Podobnie jak dwa lata temu, wyniki sondażu exit poll Ipsos MORI okazały się niezwykle trafne. Większość Torysów okazała się odrobinę mniejsza niż zakładał exit poll, jednak zgodnie z najnowszymi wynikami Partia Konserwatywna uzyskała w Izbie Gmin aż 364* mandaty, co oznacza większość rzędu 78* miejsc. Od 2001 roku żadna partia nie miała takiej większości w Izbie Gmin. Dla Partii Konserwatywnej wynik wyborów był najlepszy od 1987 roku, z kolei Partia Pracy nie osiągnęła tak złego wyniku od 1935 roku.

Wykres 1: Wyniki wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii [grudzień 2019]

Wyniki wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii
Źródło: Refinitiv Datastream/BBC Data: 13/12/19
*wynik dla jednego miejsca jeszcze nie został ogłoszony

W następstwie publikacji wspomnianych badań exit poll, funt brytyjski umocnił się o ok. 2% w parze z polskim złotym. Kurs GBP/PLN wzrósł do okolic 5,18, jednak nie przekroczył tego poziomu. Po kilku godzinach jednak para doświadczyła spadku i w momencie pisania niniejszego raportu – kiedy jeszcze czekamy na wynik dla jednego miejsca – znajduje się w okolicy poziomu 5,10 (Wykres 2). Dla przypomnienia, przed wyborami wspominaliśmy, że w bezpośrednim następstwie ogłoszenia wyników, w przypadku uzyskania przez torysów większości brytyjska waluta w naszej opinii powinna umocnić się do okolic 5,10-5,15 w parze z polskim złotym.

Wykres 2: Kurs GBP/PLN (12/12/19 – 13/12/19)

Kurs GBP PLN
Źródło: Refinitiv Data: 13/12/2019

Za silną aprecjacją funta brytyjskiego stoi fakt, że samodzielne rządy torysów w Izbie Gmin – na ten moment – oznaczają praktyczne pozbycie się ryzyka Brexitu “bez umowy”. Konsensus ekonomistów i rynku od dłuższego czasu sugerował, że tzw. “no deal Brexit” byłby najgorszym, co mogłoby spotkać brytyjską gospodarkę i funta. Wyniki wyborów oznaczają też uniknięcie zawieszenia parlamentu, które mogłoby prowadzić do kolejnego wydłużenia przeciągającego się brexitowego procesu.

Co dalej z Brexitem?

Lider laburzystów, Jeremy Corbyn jeszcze oficjalnie nie zrezygnował ze stanowiska, ale w obliczu druzgoczącej porażki wyborczej Partii Pracy zdaje się być to jedynie kwestią czasu. W związku z wyjątkowo słabym wynikiem w wyborach, swoją rezygnację ze stanowiska ogłosiła natomiast liderka Liberalnych Demokratów, Jo Swinson.

Przytłaczająca większość w parlamencie oznacza, że Johnson może z pełną mocą kontynuować swój plan wyprowadzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Obecnie najważniejszym krokiem prowadzącym do tego jest powrót ustawy brexitowej do parlamentu. Głosowanie nad nią w Izbie Gmin powinno odbyć się przed świętami Bożego Narodzenia – potencjalnie 21 grudnia. Jest praktycznie pewne, że ustawa przejdzie przez Izbę Gmin bez żadnych przeszkód. Następnie zostanie ona skierowana do Izby Lordów, potencjalnie w okresie między Bożym Narodzeniem, a Nowym Rokiem. Przyjęcie ustawy brexitowej zapewni, że Wielka Brytania opuści Unię Europejską do końca stycznia.

Sądzimy, że spadek ryzyka tego, że Wielka Brytania opuści UE bez umowy powinien zapewnić wsparcie brytyjskiej walucie w kolejnych miesiącach. Uwaga inwestorów powinna jednak stosunkowo szybko zwrócić się na faktyczne negocjacje ws. Brexitu, a szczególnie na to, czy premier Johnson będzie dążył do takiego Brexitu, którego potencjalny wpływ na brytyjską gospodarkę będzie łagodniejszy.

Po „rozwodzie” rozpocznie się okres przejściowy, który ma trwać do 31 grudnia 2020 roku. Chociaż torysi w swoim manifeście stwierdzili, że nie będą prosić o wydłużenie okresu przejściowego (na co mają czas do końca czerwca), wielu analityków politycznych pozostaje sceptycznych, czy tak krótki czas wystarczy na przeprowadzenie negocjacji z UE.

Jeśli Wielka Brytania nie wniosłaby o wydłużenie okresu przejściowego, a stałoby się jasne, że porozumienie z UE nie zostanie osiągnięte w terminie, powrót ryzyka opuszczenia Unii Europejskiej bez porozumienia mógłby doprowadzić do osłabienia brytyjskiej waluty w drugiej części roku. Nie jest to nasz scenariusz bazowy. Rynek również zdaje się nie wierzyć w taki obrót spraw.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Tydzień wyborów w UK i posiedzeń banków centralnych nie przyniósł zmian

Ten tydzień na rynkach walutowych upłynął pod znakiem posiedzeń przedstawicieli banków centralnych, tj. Europejskiego Banku Centralnego i amerykańskiego Fed. Spotkania te nie przyniosły jednak zasadniczych zmian. W strefie euro podstawowa stopa procentowa pozostaje na poziomie 0%, stopa oprocentowania kredytu 0,25%, a stopa depozytowa -0,5%. EBC zmodyfikował jedynie w minimalnym stopniu prognozy dotyczące inflacji i PKB. PKB w strefie euro ma wzrosnąć w tym roku o 1,2%, natomiast w przyszłym o 1,1%. W podobnym tempie powinna rosnąć również inflacja. Przewidywania te należy jednak traktować z rezerwą ze względu na niepewność rozwoju sytuacji związanej z Brexitem. Wydaje się, że nowa Prezes Europejskiego Banku Centralnego, Christine Lagarde, popiera obecne założenia polityki pieniężnej, co oznacza, że nie należy spodziewać się istotnych zmian w związku z jej przybyciem. Stanowisko Fed względem polityki pieniężnej również pozostaje niezmienne. Podstawowa stopa procentowa została utrzymana w przedziale 1,51,75%.

Kolejnym ważnym wydarzeniem były wybory parlamentarne w Wielkiej Brytanii, które wygrała konserwatywna partia premiera Borisa Johnsona. Brytyjczycy potwierdzili tym decyzję z referendum i dali Johnsonowi silny mandat do przeforsowania umowy w sprawie Brexitu. Perspektywa wystąpienia UK z Unii w dniu 31  stycznia 2020 r. jest zatem bardzo realistyczna. Nie oznacza to jednak końca problemów. Wielka Brytania będzie musiała negocjować wiele innych warunków współpracy z UE po Brexicie lub stawić czoła presji części Szkotów, którzy opowiadają się za opuszczeniem Wielkiej Brytanii przez Szkocję.

Rynki walutowe zareagowały pozytywnie na wyniki wyborów. Zarówno funt, jak i euro umocniły się względem dolara. W ubiegłym tygodniu złoty umocnił się w stosunku do głównej waluty europejskiej do poziomu 4,29 EUR/PLN. Kurs wymiany eurodolara w piątek rano wynosił 1,116 EUR/USD.+

Tygodniowy komentarz walutowo-makroekonomiczny Roksany Cichej, analityczki AKCENTY

Polacy polubili zakupy za granicą

E-commerce w Polsce wciąż osiąga dwucyfrowe wzrosty. Już 57% internautów kupuje w sieci, w tym 50% z użyciem laptopów i komputerów stacjonarnych, a 1/3 z wykorzystaniem smartfonów. 33% internautów jest online codziennie lub prawie codziennie, a kolejne 18% deklaruje, że jest online cały czas. Podczas e-zakupów bardzo szybko polscy konsumenci zaczęli wykorzystywać nowoczesne metody płatności, jak pay-by-linki, płatności kartowe i BLIK-iem, a także nowoczesne sposoby dostawy, jak paczkomaty czy punkty odbioru w sklepach i na stacjach paliwowych. Połowa konsumentów oczekuje, że sklepy internetowe będą proponować im coraz to nowe rozwiązania zakupowe, jak dostawy tego samego dnia, rezerwacja produktu do przetestowania w sklepie stacjonarnym czy głosowy e-doradca. Optymalne działanie e-sklepu na smartfonie to już konieczność, a nie opcja.

Polacy polubili zakupy transgraniczne

Otwarci, a jednocześnie świadomi cen konsumenci, to duże prawdopodobieństwo rozszerzenia listy miejsc zakupowych o e-sklepy zagraniczne. W tym roku stało się to faktem. Zakupy internetowe poza Polską zrobił w ciągu ostatnich 12 miesięcy co 4. internauta. 16% wśród tych, co dokonali takiego zakupu, zrobiło to ponad 5 razy, a 41% 2-5 razy. Wśród kupujących na urządzeniach pełnowymiarowych, odsetek kupujących za granicą wyniósł 28%, a w przypadku kupujących mobilnie był jeszcze wyższy, osiągając 47% wśród kupujących z wykorzystaniem tableta i 33% wśród kupujących na smartfonie. Wzrost zainteresowania e-zakupami za granicą potwierdza też Patrycja Sass-Staniszewska, Prezes Izby Gospodarki Elektronicznej, mówiąc, że: Polski konsument jest bardzo świadomy, tego, co e-commerce może mu zaoferować. Głównym atutem zakupów w sieci są już dla Polaków nie atrakcyjne ceny (choć to też), ale przede wszystkim duży wybór. Co tworzy ten duży wybór? Szeroki wachlarz miejsc sprzedażowych, nie tylko polskich, ale i zagranicznych, dostępnych na jedno kliknięcie. Polski konsument uzyskał dzięki handlowi elektronicznemu dostęp do znanych i unikalnych marek, które mogli kupować jedynie mieszkańcy Warszawy, Krakowa, czy Gdańska. Teraz ma też dostęp do marek znanych tylko mieszkańcom Londynu, Paryża, Berlina czy Sztokholmu. Zakupy transgraniczne to też ogromna szansa dla polskich e-sklepów, które mogą wyjść ze swoją ofertą za granicę. Znam już dużo takich sklepów, które z sukcesem sprzedają do zagranicznych konsumentów.

Kto kupuje za granicą?

Obecnie częściej globalny e-konsument to kobieta (29% vs 20% mężczyzn). Chętniej i więcej za granicą kupują też zdecydowanie młode osoby. Dwie najsilniejsze grupy konsumentów kupujących transgranicznie, to osoby w wieku 25-34 lata oraz 15-18 lat. Patrząc na miejsce zamieszkania, otwarci na zagraniczne oferty Polacy mieszkają częściej w dużych miastach, ale i średnich miastach o liczbie mieszkańców pomiędzy 20 a 100 tys.

Płatności za zagraniczne zakupy

Polacy są przygotowani na zakupy za granicą, ponieważ na co dzień korzystają z nowoczesnych e-commerce’owych metod płatności. Za zakupy zagraniczne najczęściej płacą kartą płatniczą (31%), ale prawie tak samo często korzystają też z serwisów takich jak PayPal i Revolut (odpowiednio 28% i 27%). Z rachunku walutowego skorzystał co 8. konsument, który kupił od zagranicznego dostawcy. Przy odbiorze zapłaciło jedynie 26% transgranicznych klientów. To jeszcze mniej niż w przypadku zakupów w polskich e-sklepach.

Dane pochodzą z raportu „Płatności Cyfrowe 2019” Izby Gospodarki Elektronicznej przygotowywanego przez serwis GoMobi.pl na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute. Tegoroczna edycja badania jest już czwartą. W ramach projektu Mobile Institute zebrał w dniach 21.10-4.11.2019 odpowiedzi od 2400 internautów. Raport stanowi solidną bazę wiedzy dla branży e-commerce. Pokazuje w jaki sposób firmy mogą dostosować swoje funkcjonalności z zakresu płatności, aby odpowiadać na potrzeby współczesnych konsumentów. Partnerami raportu są: Visa, Przelewy24.pl i Nest Bank.

Po więcej informacji i danych na temat płatności cyfrowych, zapraszamy na stronę Izby Gospodarki Elektronicznej, gdzie znajduje się raport  https://eizba.pl/wp-content/uploads/2019/11/PLATNOSCI_CYFROWE_2019.pdf. Można pobrać go bezpłatnie.

Jesteśmy jedną wielką rodziną – czy na pewno? Kiedy wigilia firmowa staje się przymusem

Zbliżają się Święta, a wraz z nimi firmowe wigilie. Dla niektórych pracowników jest to okazja do spotkania się przy jednym stole i wspólnej zabawy, dla innych uciążliwy obowiązek, który trzeba znieść z przyszytym do twarzy uśmiechem.  Dlaczego? O tym, skąd się bierze niechęć do korporacyjnych spotkań świątecznych, mówi Malwina Puchalska-Kamińska, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

„Dlaczego mam ściskać się i składać życzenia osobom, z którymi nic mnie nie łączy?”, „Po co mam kupować prezent wylosowanej osobie z innego działu, z którą rozmawiałam może raz w życiu?” – tego typu komentarze często padają z ust sceptyków świątecznych spotkań. Wbrew pozorom nie muszą one wynikać z małej otwartości pracowników czy skąpstwa. Wielokrotnie słyszałam, jak pracownicy podśmiewywali się z prezesów, którzy na imprezach używali wymyślnych słów, nazywając firmę wielką i kochającą się rodziną. Skąd takie sceptyczne reakcje pracowników?

Powodem niechęci wobec spotkań przy jednym stole bywa brak spójności między tym, jakie wartości są oficjalnie promowane przez daną organizację (często jedną z nich jest współpraca), a tym, co dzieje się w rzeczywistości. Współpraca i pozytywne relacje między pracownikami zaczynają się od wspólnoty celów i przekonania, że wszyscy „gramy do tej samej bramki”. Tymczasem w niektórych firmach, m.in. przez brak przepływu informacji oraz nierealne oczekiwania, pracownicy zamiast współdziałać, wzajemnie wywierają na sobie presję. Narzekają też na brak terminowości i popełniane przez innych błędy. W wyniku braku współpracy na co dzień, pracownicy z niesmakiem podchodzą do inicjatyw, które mają umacniać więzi między nimi. Dobra współpraca zaczyna się od dobrego zarządzania. Z badań, które realizowałam w polskich organizacjach w 2019 roku, wynika, że informowanie pracowników o celach i strategii firmy jest ważne dla budowania pozytywnych relacji. Szczególnie jest to widoczne w organizacjach turkusowych, które charakteryzuje wysoki poziom transparentności w komunikacji. Zauważyć to można także w firmach, w których pracownicy mają zaufanie do swoich managerów oraz podejmowanych przez nich decyzji. W takich miejscach pojawia się też zaufanie współpracowników do pozostałych członków zespołu.

Liczą się codzienne rytuały

Firmowe imprezy integracyjne na nic się zdadzą, jeżeli na co dzień brakuje przestrzeni do budowania nieformalnych kontaktów między pracownikami. W jednym z eksperymentów prowadzonych pod kierunkiem Alexa Pentlanda z Massachusetts Institute of Technology (MIT) pokazano, że rytuał wspólnych przerw kawowych w pracy wpływa nie tylko na relacje, lecz także na efektywność pracowników. Badacze przeanalizowali sieci społeczne w organizacji przy pomocy urządzeń rejestrujących, m.in. częstotliwość i czas rozmów między pracownikami. Odkryli, że aby wiedza i umiejętności mogły „rozchodzić się” między pracownikami, ważne jest umożliwienie im nieformalnych spotkań „twarzą w twarz”. W wyniku eksperymentu Bank of America zdecydował się na wprowadzenie wspólnych przerw dla swoich pracowników we wszystkich oddziałach call center. W efekcie satysfakcja pracowników wzrosła o ponad 10%. Zmiana przyniosła również efekty biznesowe. Wyniki najsłabszych zespołów wzrosły o ponad 20%, a ogólna poprawa wydajności dla wszystkich pracowników wyniosła ponad 8%. Badacze z MIT pokazali, jak ważne dla efektywności i jakości relacji są bezpośrednie kontakty między pracownikami. Te kontakty budowane są codziennie, nie od święta.

Dobrowolność ma znaczenie

Uznana badaczka relacji w pracy, Jane Dutton, w jednym ze swoich artykułów opisała ku przestrodze przykład procedury witania się wprowadzonej przez władze jednego ze szpitali w Michigan. Procedura ta nazwana była „zasadą pięciu i dziesięciu kroków”. Zgodnie z narzuconą zasadą pracownicy szpitala mieli witać się uśmiechem, gdy znajdowali się w odległości dziesięciu kroków od siebie. Gdy przebywali w odległości pięciu kroków, musieli się uśmiechnąć i powiedzieć do siebie „dzień dobry”. Celem procedury, miało być zadbanie o relacje między pracownikami. Efekt narzuconego zwyczaju był jednak odwrotny – po kilku tygodniach pracownicy odczuwali wobec siebie większą niechęć, wzrósł także poziom cynizmu. Dutton, współautorka koncepcji Kontaktów Wysokiej Jakości (ang. High Quality Connections) podkreśla, że ludzie mają doskonałe wyczucie nieautentyczności w relacjach i zamiast sztucznego uśmiechu potrzebują wzajemności w interakcji. Gdy integracja pracowników odbywa się pod przymusem, istnieje ryzyko, że również przyniesie efekt odwrotny od zamierzonego.

Oddolne inicjatywy mają sens

Organizacje, które dbają o pracowników „nie tylko od święta”, wyróżniają się dbałością o dobrą organizację pracy, ale też wysokim stopniem autonomii. Pracownicy w takich firmach mogą nie tylko swobodnie porozmawiać na pozazawodowe tematy w czasie przerw, lecz także mogą podzielić się w codziennej pracy swoimi mocnymi stronami, a czasem też niekonwencjonalnymi pomysłami. Liczne badania pokazują, że zachowanie tego typu, określane jako przekształcanie pracy (ang. job crafting), związane jest z wyższym poziomem zaangażowania, poczucia sensu i efektywnością pracowników. Dlatego też tak ważne są rytuały i inicjatywy wypracowane samodzielnie przez pracowników. Przykład? Co roku w grudniu w jednej z polskich firm pracownicy organizują dla siebie aukcje z prezentami. Można na nie przynieść coś, co jest stworzone własnoręcznie, np.: ciasto, eko-kosmetyk lub też wystawić swoją usługę (godzina lekcji gry na gitarze lub nauka programowania). Dochód z aukcji przeznaczany jest na wspólnie wybrany cel charytatywny. Jaki jest efekt? Integracja pracowników, radość z robienia czegoś wspólnie i to w zgodzie z samym/ą sobą.

Malwina Puchalska-Kamińska, psycholog, Uniwersytet SWPS

Trójmiejski rynek biurowy z wyjątkowymi projektami

Największe inwestycje w Trójmieście przygotowywane są do realizacji przy gdańskim porcie lotniczym i gdyńskim nabrzeżu  

Trójmiasto to jedna z najszybciej rozwijających się lokalizacji inwestycyjnych w Polsce, jak i w regionie CEE. Wyjątkowy charakter, standard i skala realizowanych i przygotowywanych do budowy na rynku trójmiejskim projektów idzie w parze z atrakcyjnym poziomem życia, który oferuje region. To, po Warszawie, Krakowie i Wrocławiu, kolejny ośrodek biznesowy w Polsce, którego zasoby biurowe przekroczą wkrótce poziom 1 mln mkw. powierzchni. Trójmiasto plasuje się w pierwszej trójce wśród regionów, w których powstaje najwięcej biur.  Jak oblicza Walter Herz, na trójmiejskim rynku w budowie jest aktualnie ponad 200 tys. mkw. powierzchni biurowych.

– Oferta Trójmiasta, licząca dziś ponad 900 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, wzrośnie dzięki trwającej obecnie intensywnej rozbudowie w segmencie nieruchomości biurowych oraz realizacji przygotowywanych do budowy spektakularnych projektów w Gdańsku i Gdyni. W Gdańsku, obok rozwijającego się na terenach postyczniowych Nowego Miasta, powstać ma pierwsze w naszym kraju zagłębie biurowe przy porcie lotniczym, a Gdynia zaoferuje biura w budynkach położonych bezpośrednio przy nabrzeżu – informuje Mateusz Strzelecki, Partner i Head of Regional Markets w Walter Herz.

Gdańska Oliwa, która  skupia prawie jedną trzecią trójmiejskiej oferty, jest dziś największym centrum biurowym w regionie. W rejonie skrzyżowania ulic Grunwaldzkiej i Kołobrzeskiej w Gdańsku mieści się największy ośrodek biznesowy w tej części kraju z Alchemią oferującą 112 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. Zlokalizowany jest tu także kompleks Olivia Business Centre z najwyższym budynkiem biurowym w Trójmieście Olivia Star mierzącą 156 metrów, gdzie w trakcie realizacji jest obecnie 55 metrowy biurowiec Olivia Prime B z 30 tys. mkw. powierzchni i jest jeszcze miejsce na nowe budynki.

Na tym obszarze aktualnie inwestycję prowadzi także firma Skanska. czternastokondygnacyjny biurowiec Wave, który realizuje przyniesie 24,7 tys. mkw. powierzchni. Budynek osiągnął już docelową wielkość, a do użytkowania ma zostać oddany w czerwcu 2020 roku. W drugim etapie tego projektu planowana jest budowa kolejnego biurowca. Inwestor zamierza wykorzystać przy jego realizacji tzw. zielony beton. Betonowe płyty, położone od alei Grunwaldzkiej, mają redukować stężenie szkodliwych związków w powietrzu zanieczyszczonym smogiem miejskim i spalinami.

Miasteczko biznesowe przy gdańskim lotnisku

Z ogromnym rozmachem w Gdańsku planowany jest natomiast projekt Airport City. Kompleks biurowców, który powstać ma naprzeciwko lotniska im. Lecha Wałęsy, dostarczy ponad 120 tys. mkw. powierzchni użytkowej. W nowym centrum biznesowym Trójmiasta, które zostanie tam stworzone, zaprojektowanych zostało siedem budynków o przeznaczeniu biurowym z funkcjami usługowymi, rekreacyjnymi i gastronomicznymi o nazwach Alpha, Bravo, Charlie, Delta, Echo, Foxtrot i Golf  oraz hotel. Realizacja inwestycji potrwać ma 10 do 15 lat. Oddanie pierwszego z biurowców o całkowitej powierzchni najmu 8,5 tys. mkw. planowane jest w trzecim kwartale 2021 roku.

Przy ulicy Droszyńskiego w Gdańsku trwa już natomiast budowa biurowca Format, który zaoferuje 16 tys. mkw. powierzchni. Firma Torus planuje oddać budynek w drugim kwartale 2021 roku. Inwestor przymierza się również do budowy boisk sportowych na terenie obiektu i przygotowuje już kolejne inwestycje w Gdyni.

Rozbudowuje się także ciekawy architektonicznie kompleks Garnizon firmy Hossa, położony w Gdańsku Wrzeszczu w kwartale ulic Szymanowskiego, Chrzanowskiego, Słowackiego i alei Grunwaldzkiej. Powstaje w nim biurowiec Gato z 11 tys. mkw. powierzchni, który ma  być ukończony w pierwszym kwartale 2021 roku.

W Gdańsku Wrzeszczu w budowie jest również drugi etap inwestycji Officyna. Biurowiec, który dostarczy blisko 7,3 tys. mkw. powierzchni najmu, ma być gotowy na początku 2021 roku.

Na terenie stoczni w Gdańsku, w ramach projektu rewitalizacji tych terenów, planowany jest także zielony dziesięciokondygnacyjny biurowiec C300, który ma zostać ukończony w kwietniu 2021 roku. Na 1,55 ha działce, położonej w pobliżu Europejskiego Centrum Solidarności, realizację wielofunkcyjnej inwestycji przygotowuje również firma YIT. W projekcie zaaranżowane zostały, zarówno biura, jak i mieszkania.

Do realizacji nowego projektu w Gdańsku przygotowuje się także firma Cavatina.

Gdynia przyspiesza

Jak zauważa Mateusz Strzelecki, duże ożywienie inwestycyjne widoczne jest także w Gdyni. -Zainicjowane i planowane na gdyńskim rynku biurowym inwestycje przyniosą w najbliższych latach 100 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni – szacuje Strzelecki.

Wiosną 2020 roku firma Vastint Poland ma ruszyć w Gdyni z budową drugiego etapu wielofunkcyjnego kompleksu Waterfront. Przy Nabrzeżu Prezydenta, w obrębie ulic Waszyngtona, Hryniewickiego i Jana Pawła II w ramach tej inwestycji zrealizowany został już budynek biurowy i hotelowy. W kolejnej fazie projektu wzdłuż pierzei ulicy Waszyngtona powstać mają dwa biurowce, które przyniosą 14,5 tys. mkw. powierzchni najmu. Docelowo istniejąca na tym obszarze zabudowa ma zostać uzupełniona o 80 tys. mkw. powierzchni mieszkalno-biurowo-usługowej.

Jeszcze w pierwszym kwartale 2020 roku z budową inwestycji w nadmorskiej części Gdyni zamierza wystartować także Polski Holding Nieruchomości. W skład kompleksu Marina Office wejdą trzy pięciokondygnacyjne budynki biurowe o całkowitej powierzchni najmu około 27 tys. mkw. Projekt Obiekt zaoferuje blisko 24 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej i ponad 3 tys. mkw. powierzchni handlowej na parterach budynków, gdzie znajdą się restauracje, kawiarnie i lokale usługowe. Inwestycja ma zostać zakończona w pierwszym kwartale 2022 roku.

Staną kolejne wieże biurowe

Największą inwestycję biurową prowadzoną aktualnie w Gdyni jest natomiast 3T Office Park. W skład kompleksu, zlokalizowanego przy skrzyżowaniu ulic Kazimierza Górskiego i Sportowej w dzielnicy Redłowo, wejdą trzy wieże, dwie dziesięciokondygnacyjne i jedna trzynastopiętrowa. W pierwszej połowie 2021 roku inwestycja dostarczy na trójmiejski  rynek 54,5 tys. mkw. całkowitej powierzchni użytkowej, w tym 38,5 tys. mkw. powierzchni najmu.

Teren Gdyni Międzytorza planuje z kolei zagospodarować PKP i Grupa Inwestycyjna Semeko. Zapowiedziana inwestycja Gdynia Centrum ma zostać zrealizowana w ścisłym centrum miasta, pomiędzy ulicami Jana z Kolna, Janka Wiśniewskiego, Wendy oraz projektowaną ulicą Nową Węglową. Staną tam zarówno budynki mieszkalne, jak również biurowe i handlowe oraz stworzona zostanie przestrzeń rekreacyjna i integracyjna.

W tym roku na rynek trójmiejski weszły m.in. takie obiekty jak: biurowiec Heweliusza 18 w Gdańsku z 10 tys. mkw. powierzchni, Hiro w gdańskim Garnizonie z 5 tys. mkw. biur, budynek Office Kokoszki B przy ulicy Budowlanych w Gdańsku z 2,4 tys. mkw. powierzchni, a także Officyna I przy alei Grunwaldzkiej w Gdańsku z 4,6 tys. mkw. biur i Fenix przy alei Zwycięstwa w Gdyni z 1,5  tys. mkw. powierzchni. Został oddany także Neon, ostatni biurowiec kompleksu Alchemia w Gdańsku Oliwie z 35,4 tys. mkw. powierzchni.

Popyt na trójmiejskie biura większy niż rok temu

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2019 roku, jak zauważa Mateusz Strzelecki, popyt na trójmiejskie biura był większy niż rok wcześniej. Według danych Walter Herz, wolumen transakcji najmu osiągnął w tym czasie w Trójmieście poziom prawie 75 tys. mkw. powierzchni. Do największych podpisanych umów należał kontrakt firmy Nordea na 10,8 tys. mkw. w kompleksie Olivia Star w Gdańsku, umowa firmy Jeppensen w Arkońska Business Park na 9,5 tys. mkw., UTC na 7,3 tys. mkw. w biurowcu Heweliusza 18 oraz umowy firm Dynatrace i Amazon na 4 tys. mkw. powierzchni.

Popyt na biura w Trójmieście generują głównie firmy z sektora IT i telekomunikacji, a także handlowego i finansowego. Coraz większe zapotrzebowanie na powierzchnię widoczne jest też ze strony firm logistycznych oraz przedsiębiorstw związanych z handlem morskim i przemysłem portowym, jak również z branży TSL.

Pomimo dużej aktywności deweloperów na rynku trójmiejskim od kilku lat stale maleje współczynnik powierzchni niewynajętej. Jak podaje Walter Herz, w Trójmieście jest niespełna 5 proc. wolnych biur. Współczynnik pustostanów w tym regionie jest najniższy w kraju. Stawki czynszowe w nowoczesnych, trójmiejskich obiektach biurowych mieszczą się w przedziale od 13 do 17 euro/mkw./m-c.

Zwycięstwo Konserwatystów w Wielkiej Brytanii

Wczoraj odbyły się wybory w Wielkiej Brytanii. Boris Johnson dokonał tego, co nie udało się Theresie May. Poprowadził swoją formację do zwycięstwa, stabilizując samodzielną większość. Drzwi do brexitu stoją otworem.

Zwycięstwo Konserwatystów

Wydaje się, że wczorajsze wybory wyjaśniają dosyć wyraźnie, jak będzie wyglądał dalszy ciąg procesu brexitowego. Boris Johnson istotnie zwiększył stan posiadania Partii Konserwatywnej. Ma teraz samodzielną większość z niemal 40 posłami zapasu, co prawdopodobnie pozwoli mu dyktować warunki. Obserwatorzy wskazują na historyczne zwycięstwo Torysów. Porażka Partii Pracy również jest szczególnie dotkliwa. Warto zwrócić uwagę, że konserwatyści zdobyli wiele bastionów dotychczas zajmowanych przez Partię Pracy. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Funt wyskoczył z okolic 5,07 zł i dotarł w pierwszym ruchu aż 10 groszy wyżej. Po korekcie wciąż znajduje się powyżej 5,12 zł.

Ryzyka związane z wyborami

Boris Johnson nie jest jedynym zwycięzcą. Szkocja – zdecydowanie antybrexitowa –  ma swoją Szkocką Partię Narodową, która zdobyła imponującą liczbę 48 mandatów. Teoretycznie, sondaże dawały jej jeszcze więcej, ale to i tak bardzo dobry wynik. Jego konsekwencją może być próba doprowadzenia w Szkocji do kolejnego referendum niepodległościowego. Argumenty używane w przypadku brexitu w ujęciu Wielka Brytania – Unia Europejska doskonale pasują do powodów, jakie wysuwa Szkocja względem Wielkiej Brytanii.

EBC nie zaskakuje

Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Komunikat mówi o chęci utrzymania programu skupu aktywów tak długo jak to będzie konieczne oraz zakończenie go przed procesem podnoszenia stóp procentowych. Ten jednak nie nastąpi do momentu, kiedy inflacja znajduje się w ryzach. Co więcej, komunikat raczej mówi o warunkach ich obniżania, a nie podnoszenia. Podana przez EBC informacja zginęła w cieniu oczekiwań inwestorów na wyniki wyborów w Wielkiej Brytanii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Gorączka świątecznych zakupów

Święta za pasem. Przed nami zakupy prezentów i produktów spożywczych na wigilijny stół. Jaką kwotę przeznaczamy na upominki dla najbliższych? I czy promocje przygotowywane w tym okresie przez sklepy wpływają na nasze decyzje zakupowe? W najnowszym badaniu PAYBACK Opinion Poll sprawdziliśmy, jak do tematu zakupów świątecznych podchodzą Polacy.

Zakupy na wigilijny stół

Większość Polaków spędza święta w domu. Trzeba się do nich odpowiednio przygotować i zapełnić lodówkę produktami spożywczymi na Wigilię i rodzinne biesiadowanie. Dokąd się udajemy po takie artykuły? Aż 60% ankietowanych kupuje w super- i hipermarketach, natomiast 17% w dyskontach. Wybierając konkretny sklep najczęściej kierujemy się dobrymi cenami i ofertami promocyjnymi. Dla ponad połowy badanych istotna jest także dostępność wszystkich interesujących artykułów w jednym miejscu oraz ich jakość.

Gdzie po prezenty?

Jak święta to oczywiście prezenty. Prawie połowa respondentów rozpoczyna poszukiwania upominków dla najbliższych już miesiąc przez świętami, co dziesiąty natomiast pozostawia to na ostatnią chwilę. Oprócz galerii handlowych, do których udaje się w tym celu 33% badanych, co czwarty prezenty świąteczne kupuje wyłącznie przez Internet. Większość z nas korzysta wówczas z laptopa, natomiast dla co szóstego respondenta najwygodniej jest dokonać transakcji przy użyciu smartfona, który zawsze jest pod ręką. Okres świąteczny często oznacza tłumy w sklepach stacjonarnych. Co piąty respondent robi wówczas zakupy online, gdyż w spokoju może zastanowić się nad swoim wyborem, natomiast 16% twierdzi, że znacznie lepsze okazje może znaleźć właśnie w tym kanale.KIEDY ZACZYNAMY ZAKUPY PREZENTÓW ŚWIĄTECZNYCH

Prezenty świąteczne to często dość spory wydatek. Ile średnio na nie wydajemy? Połowa badanych przeznacza na nie od 100 do 500 zł, natomiast co trzeci nawet do 1000 zł. Jak się okazuje, budżet staramy się mieć pod kontrolą. 40% Polaków nie przekracza ustalonej wcześniej maksymalnej kwoty, którą może wydać na świąteczne prezenty. Dla kogo najczęściej kupujemy upominki? Na pierwszym miejscu są oczywiście najmłodsi. Prezenty dla dzieci kupuje aż 73% respondentów. Nieco mniej dla swoich partnerów (71%) oraz rodziców (63%). Przeważnie zakupów świątecznych prezentów dokonujemy sami (45%) i zajmuje nam to zwykle kilka godzin. Wśród prezentów dominują kosmetyki, na które decyduje się prawie 60% ankietowanych, na dalszym miejscu znajdują się zabawki (45% wskazań) oraz ubrania (37% wskazań).

Święta to moment, w którym myślimy nie tylko o najbliższych, ale także o najbardziej potrzebujących. W tym czasie organizowanych jest wiele zbiórek charytatywnych – udział w nich deklaruje 66% respondentów.

Jak święta to promocje

Do ofert promocyjnych podchodzimy zazwyczaj z dystansem i korzystamy z nich tylko czasem, gdy akurat bardzo spodoba nam się dany produkt (37%). Inaczej sprawa wygląda, gdy mówimy o zniżkach w okresie świątecznym. W tym czasie ponad 60% badanych często z nich korzysta, a prawie 30% twierdzi, że promocje świąteczne są dużo atrakcyjniejsze niż w pozostałe dni w roku.ILE CZASU ZAJMUJĄ NAM ZAKUPY PREZENTÓW

Skąd czerpiemy wiedzę na temat aktualnych ofert promocyjnych? Taki sam odsetek respondentów (31%) dostaje sms od swoich ulubionych sklepów, a także obserwuje reklamy w telewizji, radiu czy prasie. Zdecydowanie najczęściej śledzimy informacje  na stronach  internetowych sklepów, w których planujemy zrobić świąteczne zakupy – robi tak aż 70% badanych. Ponad połowa respondentów twierdzi jednak, że najchętniej otrzymywałaby informacje o aktualnych promocjach drogą mailową.

PAYBACK Opinion Poll

Powyższe badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 28 listopada-3 grudnia 2019 r. metodą ankiety online na grupie 587 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Wielka Brytania po wyborach

Tym razem sondaże były trafne: W wyborach w Wielkiej Brytanii Partia Konserwatywna zdobyła zdecydowaną większość z przewagą 74 miejsc – największą jaką miała od wyborów pod wodzą Margaret Thatcher w 1987 roku. Pozwoli im to na realizację „get Brexit done” (dokonajmy Brexitu) w 2020 roku, zmniejszając niepewność w gospodarce brytyjskiej. Ryzyko przedterminowych wyborów jest w ciągu najbliższych trzech lat raczej niskie.

W wyniku zmniejszenia się niepewności oraz w efekcie wyższych wydatków fiskalnych skorygowaliśmy naszą prognozę wzrostu dla Wielkiej Brytanii na rok 2020 z +0,8% do +1,0% i oczekujemy, że wzrost będzie nadal odbudowywał się także w 2021 r. (+1,6%).

Co to oznacza dla firm?

Silniejszy popyt krajowy byłby mile widziany w kontekście wcześniejszego spowolnienia tempa wzrostu obrotów. Jednak przeważać będzie trend spadku cen, biorąc pod uwagę wciąż „ponadprzeciętne” poziomy zapasów poczynionych wcześniej, w ciągu całego roku zapasach interwencyjnych. Spodziewamy się spowolnienia tempa wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw do +3% w 2020 roku, po +6% w 2019 roku. W 2021 r. prawdopodobny jest umiarkowany spadek ich liczby o -2%.

Co to oznacza dla rynków?

Funt szterling powinien nadal zyskiwać na wartości (1,25 GBP/EUR na koniec 2019 roku) i ustabilizować się w 2020 roku. Krajowy (brytyjski) rynek kapitałowy powinien na tym skorzystać. Kombinacja presji wzrostowej wynikającej zarówno ze składników realnych, jak i inflacyjnych dla obligacji rządowych, pociąga za sobą rosnące ryzyko odwrócenia dotychczasowej tendencji (spadku ich wyceny  – i wyższą premię). Nasz autorski model wyceny zakłada obecnie wzrost ryzyka przekładający się na możliwy +10bps (punktów bazowych) wzrost wartości 10-letnich papierów skarbowych.

Jednak najtrudniejsze jest jeszcze przed nami: umowa handlowa z UE raczej nie zostanie sfinalizowana przed 2022 r., biorąc pod uwagę wyzwania związane z wdrożeniem kontroli granicznych na Morzu Irlandzkim.

Komentarz ekspertów Euler Hermes

W 2020 r. jedna trzecia firm planuje powierzyć robotom czynności niebezpieczne i powtarzalne

  • 37% firm planuje zwiększenie automatyzacji w ciągu najbliższych 12 miesięcy
  • Ponad jedna trzecia przedsiębiorstw oczekuje, że automatyzacja przyczyni się do wzrostu produktywności i zmniejszenia liczby błędów
  • Najnowsze badania firmy reichelt elektronik są poświęcone analizie podejścia przedsiębiorstw do kwestii zakupu nowych robotów i wykorzystania ich w zakładach

Z opublikowanych dzisiaj badań wynika, że upowszechnienie automatyzacji będzie wciąż jednym z głównych trendów biznesowych w roku 2020, a sztuczna inteligencja (AI) i roboty będą przejmować coraz więcej zadań wykonywanych dotychczas przez człowieka. Maszyny przeznaczone do realizacji różnego rodzaju zadań staną się niejako członkami personelu.

Firmy reichelt elektronik i OnePoll przeprowadziły wspólnie ankietę poświęconą automatyzacji, w której wzięło udział 250 kierowników różnego szczebla z Wielkiej Brytanii. W ponad jednej trzeciej firm roboty są już wykorzystywane w niektórych rolach, zaś 37% przedsiębiorstw planuje inwestycje w nowe technologie mające na celu zwiększenie automatyzacji w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

Więcej robotów to większe bezpieczeństwo i mniej błędów

Zdaniem ankietowanych kierowników główną motywacją do zwiększenia automatyzacji w miejscu pracy była chęć zwiększenia produktywności (40%) i ograniczenia liczby błędów (36%). Od dawna wiadomo, że automatyzacja może oszczędzić czas poświęcany przez pracowników na realizację powtarzalnych czynności, a spadające koszty rozwiązań technologicznych eliminują bariery finansowe dla wdrożeń.

62% firm wykorzystujących roboty lub automatyzację procesów robi to głównie po to, aby chronić swoich pracowników, zdejmując z nich obowiązek wykonywania niebezpiecznych czynności. Respondenci wyrazili pewne zaniepokojenie w związku z upowszechnieniem automatyzacji. 39% ankietowanych martwi kwestia kompatybilności rozwiązań z istniejącą infrastrukturą firmową, a 33% respondentów uważa, że koszty pozyskania rozwiązań i ich konserwacji mogą przewyższać korzyści. 47% firm wykorzystujących roboty lub automatyzację robi to w celach szkoleniowych.

Zakup robotów

W przypadku automatyzacji firmy mają zaplanowane budżety na zakup robotów w roku 2020. Prawie trzy czwarte respondentów twierdzi, że automatyzacja jest uwzględniona w budżecie firmy, przy czym u 25% ankietowanych jest to kwota w przedziale od 50 do 100 tysięcy funtów. Jeśli chodzi o preferencje zakupowe, 45% respondentów twierdzi, że woli kupować od producentów, zaś 33% od dystrybutorów. Pomoc techniczna i doradztwo zdają się być priorytetami dla kupujących (48%), a na drugim miejscu znajduje się kwestia zgodności z istniejącą infrastrukturą firmową (45%). Z ankiety firmy reichelt wynika, że istnieje wyraźny popyt na automatyzację, w związku z czym dystrybutorzy powinni zadbać o ofertę sprzętu i części zamiennych w celu zapewnienia prawidłowej integracji nowych technologii.

Dzięki automatyzacji i robotom zadania są wykonywane szybciej i wydajniej. Mimo wyzwań jesteśmy przekonani, że trend związany z upowszechnieniem automatyzacji przez zwiększenie liczby robotów i podobnych technologii utrzyma się w roku 2020. Rynek rozwija się dynamicznie, a oferta obejmuje coraz więcej przystępnych cenowo rozwiązań dla firm średniej wielkości – mówi Tobias Thelemann, menedżer ds. produktów w reichelt elektronik.

Ankieta internetowa firmy OnePoll odbyła się we wrześniu 2019 r. i wzięło udział 250 kierowników różnego szczebla.

Kara za opóźnienia, a koszty podatkowe

Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT), jak i ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) przewidują, że nie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów, wydatków poniesionych z tytułu kar umownych i odszkodowań z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług. Pomimo takiego określenia należy pamiętać, że nie każde zapłacone odszkodowanie bądź kara umowna podlega wyłączeniu z kosztów podatkowych. Ustawodawca ogranicza możliwość rozpoznania kosztów podatkowych w sytuacji niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania. Ocena czy w przypadku powstania kar i odszkodowań możliwe jest ich zakwalifikowanie w koszty podatkowe nie jest łatwa i powinna być dokonana na wielu płaszczyznach z uwzględnieniem dorobku doktryny i orzecznictwa.

Niewykonania i nienależyte wykonanie

Oba pojęcia wynikają z prawa cywilnego. Niewykonanie zobowiązania dotyczy sytuacji gdy podmiot albo w ogóle nie świadczy usługi lub wykonuje ją inny podmiot niewskazany w umowie. Zasadniczo można wyróżnić 4 typy niewykonania: niemożliwość świadczenia, za którą podmiot ponosi lub nie odpowiedzialność oraz opóźnienie wykonania świadczenia proste (podmiot nie ponosi odpowiedzialności) i kwalifikowane (za które podmiot ponosi odpowiedzialność). Rozróżnieniem pomiędzy świadczeniem niewykonany, a wykonanym nienależycie jest przyjęcie tego świadczenia przez zlecającego. Pojęcie nienależytego wykonania jest bardzo szerokie, z uwagi na mnogość sytuacji, które mogą je powodować.

Zwłoka w wykonaniu świadczenia

Zgodnie z treścią art. 476 zd. 1 KC „Dłużnik dopuszcza się zwłoki, gdy nie spełnia świadczenia w terminie, a jeżeli termin nie jest oznaczony, gdy nie spełnia świadczenia niezwłocznie po wezwaniu przez wierzyciela”. Jest to więc kwalifikowany typ opóźnienia w spełnieniu świadczenia. Powyższy przepis przewiduje, że zwłoki można dopuścić się tylko na skutek własnych działań. W efekcie przepisy ustawy o CIT/PIT odnoszą się do pojęcia zwłoki w usunięciu wad towarów lub wykonaniu robót wynikających z okoliczności, za które dłużnik odpowiada. W efekcie każdy przypadek zwłoki w wykonaniu świadczenia będzie objęty ograniczeniem w możliwości zaliczenia do kosztów podatkowych. Należy jednak odróżnić zwłokę, od opóźnienia, które może być także niezawinione.

Opóźnienie w wykonaniu świadczenia, a należyta staranność

Organy podatkowe w interpretacjach wskazują, że przy kwalifikacji wydatków na kary umowne lub odszkodowania do kosztów podatkowych nie ma znaczenia samo niedochowanie terminu wykonania, lecz kwestia odpowiedzialności dłużnika, co może przykładowo wynikać z umowy lub innego stosunku łączącego strony. Kluczową kwestią jest tzw. należyta staranność. Przekonał się o tym jeden z programistów, który w toku świadczonych usług nie zweryfikował wpływu zmian w licencjach na przygotowane oprogramowanie, w efekcie czego zostało ono oddane z opóźnieniem i powstała konieczność zapłaty kary umownej. Fiskus wskazał w interpretacji z 11-09-2019 r. nr 0112-KDIL3-1.4011.198.2019.1.KF, że odpowiedzialność na potrzeby tego przepisu należy rozumieć szeroko i nie można jej ograniczać do odpowiedzialności na zasadzie winy czy też na zasadzie ryzyka.

Podobne stanowisko zajął fiskus w interpretacji z dnia 24-10-2019 r. nr 0111-KDIB2-1.4010.387.2019.1.AR, gdzie odmówił zaliczenia do kosztów podatkowych kar umownych z tytułu opóźnienia w zakresie realizacji robót budowlanych.

Uznanie roszczenia, a koszty

W orzecznictwie sądów administracyjnych można zaobserwować podejście, w ramach którego uznaje się, że wypłata odszkodowania/kary umownej jest konsekwencją uznania roszczenia i zasadniczo stanowi potwierdzanie, że usługa nie została wykonana prawidłowo (por. wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 21 grudnia 2016 r. sygn. III SA/Wa 2631/15). Takie podejście nie jest jednak zawsze zgodne z prawdą i stanem faktycznym. Można sobie wyobrazić sytuację w ramach której przedsiębiorca nie akceptuje odpowiedzialności za powstanie kary umownej, ale decyduje się na jej zapłatę, żeby utrzymać relacje z klientem i zapewnić w przyszłości przychody. W takich kwestiach zastosowanie ograniczenia w kwalifikacji do kosztów podatkowych powinno być dodatkowo przeanalizowane.

Podsumowanie

Kwalifikacja do kosztów niepodatkowych wydatków z tytułu kar i odszkodowań została ściśle określona w przepisach ustawy o podatku dochodowym CIT/PIT. Zasadniczo więc w przypadku innych sytuacji ograniczenie to nie powinno mieć zastosowania. Niemniej w ostatnich interpretacjach podatkowych fiskus usztywnia się w podejściu do traktowania kar umownych z tytułu opóźnień, obejmując ograniczeniem odliczenia szeroki katalog wydatków, nie zwracając uwagi na argumentację podatników związaną z wpływem tych wydatków na przychody.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Exit tax nie ma charakteru bezwzględnego – przeniesienie działalności nadal jest opłacalne

Praktyka gospodarcza pokazuje, że szereg polskich przedsiębiorców przenosi lub zamierza przenieść działalność gospodarczą za granicę. Przyczyny takiego stanu rzeczy są różnorakie, począwszy od rozszerzenia rynków zbytu, zredukowania barier przepływu towarów, wzrostu konkurencyjności, na bardziej namacalnych pobudkach w postaci minimalizacji obciążeń administracyjnych tudzież zbyt agresywnej polityki aparatu fiskalnego naszego państwa skończywszy.

Należy zauważyć, że każdy transfer aktywów gospodarczych poza terytorium Polski wiąże się z powstaniem obowiązków podatkowych. Mowa tutaj przede wszystkim o podatkach dochodowych oraz o podatku od towarów i usług. O ile do końca 2018 r. obowiązki te nie zawsze wiązały się z koniecznością zapłaty podatku, o tyle od początku 2019 r. ustawodawca postanowił sięgnąć do kieszeni podatników. W konsekwencji status podatnika nadano:

  • osobom przenoszącym majątek przedsiębiorstwa poza granice naszego kraju oraz
  • osobom, które postanowiły zmienić polską rezydencję podatkową na rezydencję innego kraju.

Kolejnym warunkiem nałożenia podatku jest utrata przez Polskę możliwości opodatkowania dochodów ze zbycia majątku, który został przeniesiony albo który nie został przeniesiony, ale jest własnością osoby, która zmieniła rezydencję podatkową.

Tak zwany podatek od wyjścia (exit tax) został wprowadzony w wielu krajach w celu ochrony ich suwerenności podatkowej w dobie postępującej globalizacji rynków międzynarodowych. W pierwotnym zamyśle podatek ten miał być czynnikiem hamującym w poszukiwaniu przez przedsiębiorców oszczędności podatkowych, ponieważ dla wielu państw utrata jurysdykcji podatkowej w odniesieniu do zysków osiągniętych na ich terytorium stanowiła wyzwanie gospodarcze i budżetowe. Skutkiem tego exit tax wprowadzony został m.in. w Niemczech, Holandii, Danii, Francji, Hiszpanii, Irlandii, Luksemburgu, Portugalii, Szwecji oraz we Włoszech.

Przeniesienie działalności nadal jest opłacalne

Dobra wiadomość jest taka, że exit tax nie ma charakteru bezwzględnego. W rezultacie spełnienie określonych warunków ustanowionych przez ustawodawcę eliminuje obowiązek zapłaty podatku. Pierwszy z nich odnosi się do wartości rynkowej przenoszonych składników. Jeśli wartość ta jest niższa od 4 mln zł, to exit tax nie ma zastosowania. Wyłączenie opodatkowania nastąpi również w wyniku jedynie czasowego przeniesienia składnika majątkowego (do 12 miesięcy) w ramach polityki zarządzania płynnością przedsiębiorstwa.

Kolejna pomyślna wiadomość jest taka, że exit tax nie ma charakteru ryczałtowego. W rezultacie podatek pobierany jest od dochodu, który można pomniejszyć o wartość podatkową składników majątku przedsiębiorstwa. W praktyce wartość ta stanowi kwotę niezaliczoną uprzednio do kosztów uzyskania przychodów, jaka zostałaby przyjęta przez podatnika za koszt uzyskania przychodów, gdyby składnik ten został przez niego odpłatnie zbyty. Zatem im wyższa wartość podatkowa, tym niższy będzie podatek podlegający zapłacie.

Wniosek jest więc następujący – wykorzystanie powyższych preferencji eliminujących lub redukujących kwotę podatku w połączeniu z jurysdykcją podatkową oferującą korzystny sposób opodatkowania nadal stanowi realny i opłacalny sposób na zmianę otoczenia prawnego, w którym funkcjonuje przedsiębiorca.

Kierunek?

Od dłuższego czasu prym wiedzie kilka prawodawstw wspierających przedsiębiorców oraz hamujących przyrost obciążeń administracyjnych. Wyróżnić tutaj należy przede wszystkim maltański system podatkowy, który w Unii Europejskiej nie ma sobie równych z punktu widzenia korzyści podatkowych. Wystarczy wspomnieć chociażby o braku opodatkowania dochodów oraz zysków kapitałowych (np. dywidend), które zostały osiągnięte poza terytorium Malty. Korzyści finansowe są więc doraźne i – co ważne – łatwe do policzenia. Podobnie rzecz ma się w przypadku rezydenta podatkowego Monako lub Cypru.

W tym kontekście nie sposób również nie wspomnieć o naszych północnych sąsiadach, którzy wiedzą jak stworzyć przyjazny przedsiębiorcom system podatkowy. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj wprowadzony w 2014 r. w Estonii program e-Residency, nazywany inaczej wirtualną rezydencją lub rezydencją elektroniczną. Co ważne, jest on skierowany także do nie-Estończyków, co oznacza, że skorzystać z niego mogą polscy przedsiębiorcy. Dzięki systemowi założenie estońskiej spółki zajmuje jedynie kilka godzin, a czynności takie jak zarządzanie przedsiębiorstwem, założenie rachunku bankowego oraz skorzystanie z międzynarodowych systemów płatności są wykonywane zdalnie z domowego fotela. Co warte uwagi, estoński aparat skarbowy nie przewiduje skali progresywnej, co w konsekwencji przekłada się na brak stosowania podwyższonej stawki podatkowej, stosowanej do opodatkowania osób fizycznych. Niższa jest również stawka VAT (o trzy punkty procentowe). Co prawda stawka estońskiego CIT wynosi 20%, ale z uwagi na zwolnienie z podatku reinwestowanych zysków efektywna stopa opodatkowania wynosi jedynie 8%. Jest ona zatem dwa razy niższa od polskiej, wynoszącej blisko 15%.

Przeniesienie działalności w praktyce

Transfer aktywów i rozpoczęcie działalności w nowym kraju zawsze będzie związane z wypełnieniem pewnych wymogów formalnych. Wyróżnić tutaj należy zarejestrowanie działalności w odpowiednim rejestrze, uzyskanie numeru identyfikacji podatkowej oraz założenie rachunku bankowego. Podobnie jak w Polsce, we wszystkich krajach Unii czynności te wykonuje się fizycznie lub zdalnie w odpowiedniej jednostce oraz w banku. Kolejnym rozwiązaniem jest skorzystanie z systemu, jaki funkcjonuje w Estonii, o którym mowa była powyżej. Niestety takie rozwiązanie nie jest dostępne w każdym kraju Unii. Trzeci scenariusz przewiduje możliwość skorzystania z pomocy kancelarii prawnej, która zarejestruje działalność gospodarczą, założy rachunek bankowy oraz dokona innych czynności w imieniu przedsiębiorcy.

Kolejnym zagadnieniem, z którym muszą zmierzyć się podatnicy, jest zmiana lub pozostawienie polskiej rezydencji podatkowej. Innymi słowy, nie każdy transfer przedsiębiorstwa będzie powodował automatyczną zmianę rezydencji. Ta wystąpi jedynie w przypadku fizycznej obecności podatnika w kraju przeprowadzki lub przeniesienia tam centrum interesów życiowych i gospodarczych. Reasumując, podatnik stanie przed wyborem dwóch scenariuszy polegających na tym, że zagraniczną działalność gospodarczą będzie prowadził jako polski rezydent podatkowy albo jako rezydent podatkowy kraju, do którego działalność została przeniesiona. Należy jednak wspomnieć, że pierwszy scenariusz nie skutkuje koniecznością opodatkowania w Polsce zysków z tej działalności. W tym zakresie wymagana jest jednak analiza odpowiednich umów międzynarodowych.

Osoby chcące przenieść działalność gospodarczą do innego kraju, mogą również stanąć przed dylematem zamknięcia bądź likwidacji działalności prowadzonej dotychczas w Polsce. Odpowiedź na pytanie, czy jest to konieczne, brzmi „nie”. Nie ma bowiem przeciwwskazań prawnych dla prowadzenia działalności w obu krajach. Należy jednak zwrócić uwagę na zagadnienie rozliczeń podatkowych, które w przypadku takiego scenariusza mogą wystąpić w obu krajach. Decyduje o tym odpowiednia umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Oczywiste jest z kolei, że zamknięcie działalności gospodarczej w Polsce oraz uzyskanie rezydencji podatkowej innego kraju zakończy definitywnie związek podatkowy z naszym krajem.

Podsumowanie

Transfer działalności gospodarczej do innej jurysdykcji prawnej nadal stanowi realną i korzystną alternatywę dla polskich przedsiębiorców.

Nie ulega jednak wątpliwości, że decyzja ta powinna zostać poprzedzona stosowną analizą w zakresie:

  • ustalenia wartości rynkowej przenoszonych składników oraz okresu, na jaki będą przeniesione;
  • obliczenia dochodu oraz kwoty ewentualnego podatku (exit tax);
  • ustalenia kraju, do którego nastąpi transfer przedsiębiorstwa;
  • ustalenia, czy transfer ten będzie wiązał się z utratą polskiej rezydencji podatkowej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zmiany we władzach Związku Polskiego Leasingu

Do Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu (ZPL) zostali wybrani dwaj nowi członkowie: Radosław Woźniak oraz Rafał Merk. Komitet Wykonawczy ZPL, który liczy obecnie ośmiu reprezentantów, kieruje bieżącą działalnością polskiej organizacji leasingowej.

Podczas Walnego Zebrania ZPL, zwołanego w trybie nadzwyczajnym, odbyły się wybory uzupełniające do Komitetu Wykonawczego ZPL. W wyniku głosowania do władz związku został wybrany Radosław Woźniak, Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Do Komitetu Wykonawczego ZPL dołączył także Rafał Merk, Członek Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), Dyrektor Zarządzający Athlon Polska. PZWLP jest członkiem zbiorowym Związku Polskiego Leasingu, a Rafał Merk został oficjalnym reprezentantem PZWLP we władzach ZPL.

Obok nowo powołanych prezesów, swoją misję we władzach ZPL będą kontynuować Andrzej Krzemiński (Prezes Zarządu 99rent), Marcin Balicki (Prezes Zarządu Millennium Leasing), Ewa Łuniewska (Prezes Zarządu ING Lease Polska), Artur Nowicki (członek Rady Nadzorczej Grupy DBK oraz prezes spółki HAMA Polska), Paweł Pach (Prezes Zarządu PKO Leasing) oraz Mieczysław Woźniak (członek zarządu Leaseurope). Eksperci branży leasingowej pracują społecznie na rzecz rozwiązań istotnych dla funkcjonowania polskich leasingodawców i ich klientów.

Biogramy nowych członków Komitetu Wykonawczego ZPL

Rafał Merk
Rafał Merk

Rafał Merk jest absolwentem Wydziału Zarzadzania Politechniki Łódzkiej. Od 20 lat jest związany ze spółkami sektora usług finansowych. Od 2007 roku pracuje w spółkach leasingowo-faktoringowych. W 2007 objął funkcję CFO w ING Commercial Finance, następnie, od 2010 – Finance Managera w holenderskiej centrali ING LeaseHolding. W latach 2012 – 2017 pełnił rolę CFO dla regionu Europy Wschodniej w De Lage Landen. Od 2017 jest Dyrektorem Zarządzającym Athlon Polska.


Radosław Woźniak_ZPL_m
Radosław Woźniak

Radosław Woźniak, jest absolwentem Wydziału Elektroniki i Informatyki Politechniki Wrocławskiej oraz Wydziału Doradztwa Finansowego i Pośrednictwa Business Development Institute. Obok funkcji Prezesa Zarządu EFL, pełni także rolę Prezesa Zarządu EFL Finance, Członka Rady Nadzorczej Carefleet SA, Członka Rady Nadzorczej Eurofactor Polska SA i Członka Rady Nadzorczej CA Leasing Serbia. We wszystkich tych miejscach aktywnie pracuje na rzecz rozwoju i promocji leasingu w Europie Środkowo-Wschodniej.

To był dobry rok dla fotowoltaiki. Co czeka nas w 2020 r.?

  • Łączna moc uruchomionych instalacji PV wzrosła o 163,8% w ciągu jedenastu miesięcy.
  • Podwyżka cen prądu oraz rozszerzenie definicji prosumenta spowodują jeszcze większe zainteresowanie instalacjami PV.
  • Głównym wyzwaniem w 2020 r. dla właścicieli projektów farm fotowoltaicznych będzie zapewnienie finansowania inwestycji.

Mijający rok upłynął pod znakiem boomu w energetyce odnawialnej, w szczególności w fotowoltaice. Przyniósł on też kilka istotnych zmian legislacyjnych oraz regulacji, które znacząco wpłyną na obraz nie tylko rynku PV, ale całego sektora OZE. W związku z tym to, jak branża sprosta wyzwaniom, które przyniesie 2020 r., może zaważyć na dalszym rozwoju sektora i popularności poszczególnych technologii.

Rok 2019 był bardzo udany z perspektywy sektora fotowoltaiki, o czym świadczy, chociażby fakt, że łączna moc uruchomionych instalacji przekroczyła 1 GW. Także tegoroczne zmiany legislacyjne wpłyną pozytywnie na zainteresowanie fotowoltaiką. Zwłaszcza poszerzenie definicji prosumenta. Może to się okazać szczególnie istotne w związku z planowaną podwyżką cen prądu w 2020 r. Dlatego uważam, że rynek fotowoltaiki nabierze jeszcze większego rozpędu i wysunie się na czoło sektora OZE w niedalekiej przyszłości. Jeżeli sprosta kilku wyzwaniom, które stoją przed nim w przyszłym roku – zauważa Małgorzata Gil, Dyrektor Działu Projektów w PCWO Energy S.A.

Najważniejsze zmiany, jakie przyniósł 2019 r.

  • Nowelizacja ustawy o OZE

Latem Sejm przyjął nowelizację ustawy o odnawialnych źródłach energii. Wśród szeregu zmian, które zostały wprowadzone, najważniejszymi z punktu widzenia rozwoju fotowoltaiki są pakiet prosumencki oraz wydłużenie do 24 miesięcy terminu na wybudowanie instalacji, która wygrała aukcję organizowaną przez Urząd Regulacji Energetyki.

Rozszerzenie definicji prosumenta oznacza, że będą nim mogli zostać również przedsiębiorcy, zwłaszcza z sektora MŚP, którzy poprzez zamontowanie instalacji chcą zwiększyć swoją niezależność energetyczną i obniżyć rachunki za prąd. Jest to niezwykle istotna zmiana, która spowoduje zapewne większe zainteresowanie firm zakupem instalacji PV.

Z kolei wydłużenie terminu na uruchomienie farmy fotowoltaicznej, która zyskała wsparcie rządowe, sprawi, że do aukcji URE zgłaszanych będzie coraz więcej projektów.

  • Podwyżka cen prądu

Rozszerzenie definicji prosumenta jest też niezwykle istotne w połączeniu z ustanowieniem nowych cen prądu, które zaczną obowiązywać w przyszłym roku. O ile dla odbiorców indywidualnych będą one uciążliwe (ok. 10% wzrost), to w przypadku firm, mogą one znacząco zachwiać ich sytuacją finansową. Przewidywane zwiększenie cen prądu w taryfach dla firm będzie się wahać od kilkunastu do nawet 40%. W związku z czym przedsiębiorcy na pewno będą szukali sposobów na obniżenie rachunków. Jednym z nich jest zamontowanie instalacji fotowoltaicznej, żeby samodzielnie produkować prąd na własne potrzeby. Jeżeli odpowiednio skalkulują niezbędne im zasoby, może się okazać, że będą w stanie wyprodukować nadwyżki, które na mocy nowego prawa będą mogli sprzedać na rynku.

  • Rekordowy wzrost mocy PV

W tym roku mieliśmy do czynienia z największym w historii polskiej fotowoltaiki przyrostem mocy zainstalowanych instalacji. Polskie Sieci Elektroenergetyczne poinformowały, że na początku grudnia łączna moc elektrowni PV zarejestrowanych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła 1185,7 MW – to 163,8% wzrost w porównaniu z końcem 2018 r.

Wyzwania, którym będzie musiała sprostać branża w 2020 r.

  • Zapewnić finansowanie budowy farm

Mimo że rynek fotowoltaiki dynamicznie się rozwija, wzrasta liczba instalacji, prosumentów oraz projektów, które otrzymują wsparcie rządowe w ramach aukcji URE, to istnieje bariera, z którą muszą się zmierzyć wytwórcy – brak łatwego dostępu do kredytowania w przypadku dużych elektrowni, farm PV. – Choć podejście polskich instytucji finansowych powoli się zmienia, to nadal część wytwórców wspiera się kredytami zaciąganymi w zagranicznych bankach. Dlatego jednym z głównych zadań branży PV w 2020 r. będzie przekonanie sektora finansowego, że udzielenie wsparcia wytwórcom energii ze słońca nie jest obarczone ryzykiem braku spłaty pożyczki. W szczególności dotyczy to tych projektów, które wygrały aukcje URE. Co więcej, zaangażowanie się w budowę farm fotowoltaicznych może być dla nich także korzystną inwestycją, co udowadnia aktywność zagranicznych funduszy inwestycyjnych na naszym rynku – dodaje Małgorzata Gil z PCWO Energy.  

  • Rozwinąć siły wykonawcze

Rosnąca popularność instalacji PV, zarówno tych prosumenckich, jak i „aukcyjnych” sprawiła, że na rynku brakuje instalatorów. W związku z tym inwestorzy muszą bardzo ostrożnie kalkulować czas wykonania inwestycji. Biorąc pod uwagę zbliżające się podwyżki cen prądu i związane z tym zwiększone zainteresowanie budową mikroinstalacji, może się okazać, że w przyszłym roku nie starczy zasobów na realizację wszystkich inwestycji. Może to zagrozić realizacji projektów, które uzyskały wsparcie rządowe. Dlatego zwycięzcy aukcji powinni już teraz prowadzić rozmowy z wykonawcami oraz rozważyć uruchomienie własnych sił konstruktorskich.

  • Zapewnić dostępność komponentów

Kolejnym zagadnieniem, które także może zaważyć na liczbie zrealizowanych w 2020 r. inwestycji, jest dostępność komponentów do montażu instalacji. Już obecnie istnieją problemy z szybkim zakupem poszczególnych części. Rosnący popyt sprawia, że nie są one magazynowane. Co więcej, liczba dystrybutorów paneli i części do nich pozostaje bez znaczących zmian. W związku z tym trzeba się liczyć z kilkutygodniowym oczekiwaniem na zamówione komponenty, ponieważ są one sprowadzane z zagranicy, najczęściej z Chin.

Źródło: PCWO Energy

Zakup używanego mieszkania – kiedy fiskus doliczy nam podatek?

Polska podobnie, jak wiele innych krajów Starego Kontynentu cechuje się rozbudowanym fiskalizmem, czyli skłonnością państwa do opodatkowywania rożnych  czynności prawnych oraz transakcji. Zakup używanego mieszkania jest bardzo dobrym przykładem polskiego fiskalizmu. Warto wiedzieć, że obciążenia podatkowe związane z taką transakcją ponosi zarówno sprzedawca, jak i nabywca lokalu. Obowiązek podatkowy po stronie kupującego jest związany z podatkiem od czynności cywilnoprawnych (PCC). Jeżeli natomiast chodzi o sprzedawcę lokum niebędącego przedsiębiorcą, to musi on zapłacić podatek PIT (19%) jeśli od nabycia nieruchomości nie upłynął pięcioletni termin. Warto wiedzieć, że urząd skarbowy może uznać cenę transakcyjną mieszkania (domu albo lokalu) za zaniżoną. W takiej sytuacji fiskus sam oszacuje cenę (wartość) rynkową nieruchomości i naliczy wyższy podatek. Wyjaśniamy, jak taka procedura swoistego domiaru podatkowego wygląda z perspektywy sprzedawcy i nabywcy mieszkania.

Urząd skarbowy może skorzystać z wyceny rzeczoznawcy

Analizę procedur stosowanych przez fiskusa, warto rozpocząć od aspektów związanych z podatkiem od czynności cywilnoprawnych (PCC). Ta danina płacona przez nabywcę mieszkania, wynosi 2,00% wartości rynkowej lokum. Jeżeli strony zaakceptowały umowę, która przewiduje zakup używanego mieszkania, to podatek PCC naliczy i odprowadzi notariusz. Brak formalnych obowiązków nabywcy „M” związanych z podatkiem od czynności cywilnoprawnych sprawia,  że wiele osób kupujących lokal szybko zapomina o tym podatku. „Dlatego wezwanie z urzędu skarbowego może być bardzo przykrym zaskoczeniem” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa z dnia 9 września 2000 r. o podatku od czynności cywilnoprawnych (Dz.U. 2000 nr 86 poz. 959) wskazuje, że fiskus ma prawo do przedstawienia własnej wyceny kupionego mieszkania. W opisywanej sytuacji, kupujący jest wzywany do urzędu skarbowego i musi przedstawić dowody mówiące o tym, że zakup używanego mieszkania jednak odbył się po cenie rynkowej. Takim dowodem mogą być np. zdjęcia dokumentujące zły stan lokalu w chwili zakupu. Jeżeli argumenty nie przekonają fiskusa, to może on przedstawić wycenę opierającą się na opinii wybranego przez siebie rzeczoznawcy albo na operacie szacunkowym dostarczonym przez podatnika. „Nabywca mieszkania oprócz zapłaty wyższego podatku PCC pokryje również koszty wyceny zleconej przez fiskusa jeśli jej wynik o więcej niż 33% przekracza cenę sprzedaży” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Procedura dotycząca PIT i PCC wygląda bardzo podobnie

Warto wiedzieć, że ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 350) daje fiskusowi podobne uprawnienia w zakresie domiaru podatkowego, jak ustawa o podatku od czynności cywilnoprawnych. Różnica polega na tym, że oprócz podatnika PIT (sprzedawcy mieszkania) fiskus może wezwać również nabywcę lokalu. Rola osoby, która zdecydowała się na zakup używanego mieszkania, polega jedynie na złożeniu wyjaśnień. Kolejna różnica względem wcześniej opisywanej procedury wiąże się z faktem, że nie istnieje możliwość oparcia wyceny mieszkania na operacie dostarczonym przez podatnika. To nie jest kluczowa sprawa, bo w przypadku podatku PCC fiskus i tak zwykle samodzielnie zleca wycenę nieruchomości. Jeżeli chodzi o koszt takiej wyceny, to osoba zobowiązana do zapłaty PIT pokryje wynagrodzenie rzeczoznawcy jeśli szacunek eksperta będzie się różnił o ponad 33% od ceny transakcyjnej. Leszek Markiewicz podkreśla, że jest to identyczne rozwiązanie, jak w przypadku podatku PCC.

Obiekcje fiskusa mogą pojawić się nawet po 5 – 6 latach

Urzędy skarbowe niezbyt chętnie dzielą się informacjami o kryteriach, które są stosowane przy okazji kwestionowania ceny transakcyjnej mieszkań. Wiadomo jedynie, że fiskus korzysta z własnej bazy danych, w której zostały uwzględnione wcześniejsze transakcje. „Dla stron transakcji niepokojące jest to, że zakup używanego mieszkania pod względem cenowym może być kwestionowany nawet przez 5 lat. Tyle bowiem wynosi termin przedawnienia zobowiązań podatkowych” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto pamiętać, że zgodnie z ordynacją podatkową pięcioletni termin przedawnienia nalicza się od końca roku, w którym podatnik był zobowiązany do zapłaty PIT lub PCC. Taka zasada oznacza, że warunki transakcji z czerwca 2019 r. fiskus będzie mógł kwestionować do końca 2024 r. (jeśli chodzi o wysokość podatku PCC) albo do końca 2025 r. (pod względem wysokości podatku PIT). „Wspomniana różnica terminów wynika z faktu, że podatek PIT od sprzedaży mieszkania jest płatny do końca kwietnia albo do początku maja kolejnego roku (w zależności od rozkładu dni roboczych)” – zwraca uwagę Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Osoby, którym zakup używanego mieszkania przysporzył kłopotów z fiskusem powinny pamiętać, że mają prawo do złożenia odwołania. Takie samo prawo posiada również sprzedawca „M”. Pismo odwoławcze trzeba skierować do dyrektora izby skarbowej. „W razie niepowodzenia, pozostaje możliwość przeniesienia sporu z fiskusem do wojewódzkiego sądu administracyjnego” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Założyciele RTB House inwestują 4 mln w Omnipack

Dynamiczna ekspansja międzynarodowa, rozwój technologii i inwestycje w infrastrukturę – tak prezentuje się najbliższa przyszłość Omnipack, lidera na rynku fulfillmentu dla e‑commerce, który właśnie zamknął rundę finansowania. W czwartym kwartale br. spółka pozyskała 4 mln zł – tym samym łączny poziom inwestycji osiągnął 10 mln zł.

Wśród inwestorów kolejnej rundy finansowania znaleźli się przedsiębiorcy, którzy budowali biznesy takie jak RTB House, iProspect, Travelist czy Groupon Poland. Środki inwestycyjne będą przeznaczone na dalszą ekspansję międzynarodową, rozwój technologii oraz uruchomienie dwóch profesjonalnych centrów logistycznych, w tym jednego na granicy z Niemcami. Już dziś prawie połowa biznesu Omnipack pochodzi z zagranicy.

– Rynek, na którym funkcjonujemy, zmienia się i rośnie bardzo dynamicznie, a my razem z nim. Naszym celem jest zdobycie europejskiego rynku. W Omnipack rozwijamy i tworzymy narzędzia, których nie ma żaden nasz konkurent. Jesteśmy ekspertami w e-commerce, dlatego koncentrujemy się wyłącznie na tej dziedzinie. Cieszę się, że nasi inwestorzy to dostrzegli – mówi Tomek Kasperski, Founder & CEO Omnipack.

Firma tylko w 2019 roku uruchomiła kilkanaście nowych rynków oraz oddała własną technologię. Posiada wewnętrzny zespół programistów, opracowujący autorskie rozwiązania, do których należą m.in. Client Portal, Return Tool.

Client Portal zapewnia klientom całodobowy dostęp do informacji o ich logistyce. Pozwala im monitorować stan magazynowy i dostawy oraz generować szczegółowe raporty m.in. na temat zwrotów. Return Tool jest ściśle związany z procesem zwrotów. Narzędzie wspiera kadrę magazynową, usprawnia przyjmowanie zwrotów oraz umożliwia dodawanie zdjęć i innych załączników. Korzysta z indywidualnie wygenerowanych pod każdego klienta pytań, np. czy produkt nosi ślady użytkowania. Dzięki temu proces przebiega sprawnie, a przygotowywane raporty są zgodne z potrzebami klientów.

Dzięki temu, że mocno koncentrujemy się na technologii, zapewniamy naszym klientom elastyczne, skalowalne i stabilne rozwiązania. Wiemy, jak ważne w przypadku naszej usługi jest właśnie to poczucie stabilności i pewności – komentuje Rafał Szcześniewski, Founder & COO Omnipack.

Również w tym roku do zarządu jako CCO dołączył Karol Milewski, który wcześniej pełnił funkcję prezesa zarządu w iProspect.

Dużym wyzwaniem przy rozpoczęciu korzystania z zewnętrznego fulfillmentu są bariery emocjonalne. Wynikają one z tego, że mając własny magazyn, właściciel sklepu ma dostęp do produktów właściwie od ręki – często są “tuż za ścianą”. Przy fulflilmencie tego nie ma. Stworzyliśmy więc dedykowany software, który daje naszym klientom możliwość pełnej kontroli operacji magazynowych bez fizycznego odwiedzania magazynu – fulfillment in the cloud – dodaje Karol Milewski, Founder & CCO Omnipack.

– Prawie połowa klientów Omnipack prowadzi biznes międzynarodowy. Firma swoim działaniem obejmuje już kilkanaście europejskich rynków, jest obecna m.in. w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji i Czechach. Usługi logistyczne tzw. fulfillment dla ecommerce to bardzo szybko rosnący rynek. Omnipack oferuje swoje usługi w oparciu o zaawansowane rozwiązania informatyczne. Nic więc dziwnego, że z Firmą współpracuje nie tylko wiele polskich i europejskich rozwijających się firm średniej wielkości, ale też najwięksi gracze światowi – ocenia Radosław Przybył, inwestor i członek rady nadzorczej Omnipack.

Firmę tworzą seryjni przedsiębiorcy z wieloletnim doświadczeniem, którzy budowali prosperujące marki takie, jak Westwing CEE czy Groupon Poland. Rozumieją, jak logistyka w e-commerce, z naciskiem na fulfillment, wpływa na konsumentów – ich satysfakcję, lojalność i pozytywne doświadczenie. Omnipack skupia się na segmencie średniej wielkości sklepów internetowych, które odczuwają dużą presję ze strony wielkich graczy. Presję m.in. na poziomie customer experience, u którego podstaw leży właśnie całościowa, operacyjna obsługa zamówień. Dzięki rozwiązaniom dostarczanym przez Omnipack, firmy tego segmentu mogą uwolnić się od pracy operacyjnej i skupić na rozwoju biznesu.

– Sukces Omnipack jest wynikiem wielu czynników, niemniej jednak nie bez znaczenia jest fakt, że spółkę tę tworzą eksperci, którzy przez lata mierzyli się z różnymi problemami logistycznymi w branży e-commerce – ocenia Tomasz Nowiński, założyciel Travelist.

Firma już w niedługim czasie swoim zasięgiem będzie obejmować kolejne regiony.

W sieci funkcjonują 3 miliony sklepów internetowych. Globalny rynek e-commerce r/r powiększa się o 21%, jego przewidywana wartość do 2021 roku wyniesie 5 bilionów dolarów. Kluczowymi kierunkami rozwoju e-commerce są potrzeby klientów. To oni dają odpowiedzi, jakich rozwiązań oczekują, zarówno pod względem zakupów, jak i wygodnej dostawy. Omnipack oferuje kompleksową obsługę logistyczną w modelu fulfillment – operacyjną: magazynowanie, pakowanie, wysyłkę oraz obsługę zwrotów, jak i technologiczną: integracje z kurierami i platformami e-commerce oraz dedykowany Client Portal.

Które branże podniosły wynagrodzenia w 2019 roku?

Jak wynika z raportu Devire „Rynek Zmiany Pracy” – w ciągu ostatniego roku podwyżkę otrzymała niemal połowa pracowników (49%). Jednocześnie aż 61% osób, które nie dostało podwyżki, chce zmienić pracę i aktywnie jej szuka. To znaczy, że wynagrodzenie nadal jest ważnym czynnikiem determinującym decyzje zawodowe. Które branże podniosły wynagrodzenia w 2019 roku?

Osoby zajmujące się pozyskiwaniem talentów, docierają dziś do niemal wszystkich kandydatów, kusząc ich atrakcyjnymi ofertami i zmianą pracy. Raport „Rynek Zmiany Pracy” potwierdza, że aż 83% specjalistów i managerów, którzy nie są zadowoleni ze swoich zarobków, jednocześnie otrzymuje zaproszenie do udziału w procesie rekrutacyjnym. To stwarza duże ryzyko straty pracownika.

Kto otrzymał podwyżkę?

Z raportu „Rynek Zmiany Pracy” wiemy, że o przyjęciu oferty pracy decyduje przede wszystkim duet pieniędzy i możliwości rozwoju (odpowiednio 65 i 66% wskazań w badaniu). Największą presję płacową widzimy w sektorze nowoczesnych usług biznesowych – aż 78% respondentów z tego sektora przyznaje, że otrzymało podwyżkę w 2019.
Warto zauważyć, że 44% osób w tej branży zdecydowało się na zmianę pracy, która zazwyczaj wiąże się z większym wynagrodzeniem. Można więc szacować, że pozostałe 34% stanowią pracownicy, którzy otrzymali większą pensję, nie zmieniając pracodawcy.

Ta informacja nie dziwi, ponieważ SSC/BPO rośnie w Polsce rok do roku. Jak wynika z najnowszego raportu ABSL – w ciągu ostatnich trzech lat, dziennie tworzonych było średnio 85 nowych miejsc pracy w sektorze. Całkowite zatrudnienie wynosi 307 tys. pracowników, czyli 10% więcej w stosunku do roku poprzedniego. Tak duża dynamika zatrudnienia powoduje, że firmy muszą konkurować ze sobą o dostępne talenty.

Biorąc pod uwagę fakt, że nowych miejsc pracy w branży SSC/BPO przybywa z dnia na dzień, to pracodawcom nie pozostaje nic innego jak oferowanie bardzo konkurencyjnych warunków pracy – w tym wynagrodzenia i podwyżki, które zniechęcą kandydata do zmiany. Poza wiedzą specjalistyczną w danym obszarze, jednym z kluczowych elementów, determinujących wzrost wynagrodzeń, jest znajomość języków obcych. Niektóre stanowiska wymagają znajomości minimum dwóch języków jednocześnie. Przykładowo specjalista posługujący się jednym z języków skandynawskich może liczyć nawet na 15% wzrost wynagrodzenia. – Krzysztof Stanczykiewicz, manager zespołu SSC/BPO w firmie rekrutacyjnej i outsourcingowej Devire.

Wniosek jest prosty – im więcej języków w swoim portfolio posiada kandydat, tym atrakcyjniejszy jest dla pracodawcy. To z kolei przekłada się na większą konkurencję o kandydata i częstsze oferowanie podwyżki.
Które branże podniosły wynagrodzenia w 2019 rokuMotoryzacja i lotnictwo w czołówce

Zarówno motoryzacja, jak i lotnictwo doświadczają trudności w pozyskaniu inżynierów, a także wykwalifikowanych pracowników produkcyjnych. Stąd wynika druga pozycja w zestawieniu sektorów, które najczęściej oferowały podwyżki w 2019 roku. Jak wynika z raportu „Rynek Zmiany Pracy” – aż 61% pracowników w motoryzacji i lotnictwie dostało wyższą pensję.

Stosunkowo wysoka dynamika wzrostu wynagrodzeń kadry inżynieryjnej w firmach produkcyjnych związanych z sektorem motoryzacyjnym i lotniczym spowodowana jest kilkoma czynnikami. Oprócz niespecyficznych – takich jak ogólny wzrost wynagrodzeń – można pokusić się o wskazanie kilku czynników charakterystycznych dla tych gałęzi przemysłu. Warto zwrócić uwagę na to, że ponad jedna trzecia respondentów zmieniła pracę (39%), a wraz ze zmianą pracy, następuje polepszenie warunków zatrudnienia. Bezpośrednio z tym związane są podwyżki dla osób, które organizacje starają się zatrzymać, mając świadomość trudności w pozyskaniu odpowiednich specjalistów z rynku.

Innym powodem, który można wskazać jest stopniowe przenoszenie akcentu z działalności czysto produkcyjnej na inwestycje w działy rozwoju oraz centra techniczne – w tym przypadku wzrost wynagrodzeń we wspomnianych sektorach często jest związany z zatrudnianiem inżynierów o innym profilu niż w przypadku zakładów produkcyjnych – mam tutaj na myśli zwłaszcza specjalistów związanych z obszarem IT, rozwojem oprogramowania wbudowanego, bezpieczeństwem i funkcjonalnością systemów. – Rober Błażyca, dyrektor ds. relacji z klientami w Devire.

Firmy IT nie tak chętne do podwyżek

Ciekawą sytuację obserwujemy w IT. Choć jest to branża, która od lat oferuje satysfakcjonujące wynagrodzenia, to w porównaniu do SSC/BPO oraz motoryzacji i lotnictwa, pracownicy nie tak często mogą liczyć na podwyżkę. IT znalazło się dopiero na trzecim miejscu zestawienia – 59% respondentów badania z tej branży zadeklarowało, że dostało wyższą pensję w 2019 roku.

Trzy ekosystemy, które zmienią świat do 2030 roku

Na początku grudnia w Madrycie odbył się kolejny szczyt klimatyczny COP25. Obok delegacji rządowych w wydarzeniu brało udział 30 tysięcy uczestników, a wśród prelegentów byli także eksperci Capgemini, którzy przedstawili raport z obszaru zrównoważonego i odpowiedzialnego biznesu – „Sustainable Business Revolution 2030” – na temat zmian, jakie zajdą w organizacjach w ciągu nadchodzącej dekady.

Według autorów sprawozdania skuteczne przeciwdziałanie zmianom klimatycznym będzie możliwe wyłącznie wtedy, gdy wszyscy będą ze sobą współpracować i podejmować masowe działania. Żadna firma nie jest w stanie sama osiągnąć zamierzonych efektów – to najważniejszy wniosek płynący z raportu Capgemini pt. „Sustainable Business Revolution 2030”, analizującego możliwości nowych modeli biznesowych opartych na idei zrównoważonego rozwoju ekologicznego.

Jedynym sposobem, aby w znaczący sposób wpłynąć na emisję szkodliwego dwutlenku węgla, jest szeroko zakrojona współpraca w ramach poszczególnych ekosystemów. To podejście wymaga od firm radykalnej zmiany koncepcji prowadzenia biznesu – przemyślenia swoich modeli biznesowych, wyboru odpowiednich rozwiązań technologicznych oraz podjęcia otwartej współpracy z innymi podmiotami.

Trzy ekosystemy, które zmienią świat do 2030 roku

W wizji przyszłości, opisanej w raporcie, trzy obszary w szczególny sposób przyczynią się do zmian na rzecz zrównoważonego rozwoju w nadchodzącej dekadzie. To decyzje podejmowane w zakresie innowacji i technologii pozwolą wywrzeć duży wpływ na ograniczenie destrukcyjnych zmian klimatycznych.

Energetyka

Energetyka – skupienie się na inteligentnej sieci energetycznej (smart grids) i wykorzystanie rozproszonych modeli biznesowych. Te działania mają szansę zmienić rynek i wpłynąć na klimat.

Mobilność

Mobilność – wykorzystanie sztucznej inteligencji, rozwiązań Blockchain, oraz rozwój sieci 5G spowoduje efektywniejsze wykorzystanie transportu, lepsze zarządzanie produkcją i procesem logistycznym, co wpłynie pozytywnie na środowisko.

Inteligentne miasta

Inteligentne miasta – wyzwaniem dla biznesu jest wykorzystanie swoich innowacyjnych rozwiązań, stworzonych na rzecz zrównoważonego rozwoju, we współpracy z miastami.
Właśnie w tych obszarach należy upatrywać największych zmian w nadchodzącej dekadzie. Zmiany zachodzą już teraz, na rynku nie brakuje ambitnych pionierów, którzy w tej chwili podejmują właściwe dla środowiska działania i warto z tych inspiracji wyciągać lekcje na przyszłość.

W raporcie „Sustainable Business Revolution 2030” znajdują się liczne tego przykłady z każdego z trzech wymienionych wcześniej obszarów:

NATIONAL GRID (ENERGETYKA)

– Ostatni rok jest historyczny dla National Grid System Operator, narodowego dostawcy energii elektrycznej i gazu w Wielkiej Brytanii. To w 2019 roku po raz pierwszy wyprodukowano więcej energii elektrycznej z OZE niż z paliw kopalnych, natomiast w maju przez dwa tygodnie udało się zupełnie nie korzystać z węgla. To pierwszy taki okres od czasów rewolucji przemysłowej. W 2019 roku zakończono dwuletni program transformacji spółki, który przeprowadzono wspólnie z Capgemini Invent. Wyodrębniono prawnie spółkę National Grid ESO, odpowiedzialną jedynie za elektryczność, aby była ona bardziej przejrzysta w zarządzaniu i sprostała wymaganiom klientów. Nowa spółka jest praktycznie niezależna i w jej ramach podejmowane są działania na rzecz dekarbonizacji transportu, ogrzewania i przemysłu. Ostateczny cel ma zostać osiągnięty do 2050 roku.

AUDI (MOBILNOŚĆ)

– Gigant branży motoryzacyjnej podejmuje ambitne działania na rzecz zmiany swojego biznesu. Do 2025 roku zelektryfikowanych będzie 30 modeli, z czego 20 będą to pojazdy czysto elektryczne, a 10 pozostałych będzie dostępnych w wariancie hybrydowym. Do tego samego roku wszystkie zakłady produkcyjne mają być też neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla. Tak szeroko zakrojone działania wymagają zmiany strategii i nowego podejścia do produkcji. W opracowaniu odpowiednich procesów i rozwiązań AUDI wspierane jest przez Capgemini Invent. Wśród pierwszych wspólnie wypracowanych rozwiązań znalazł się nowatorski system ładowania pojazdów elektrycznych Audi E-tron. Zarówno klienci biznesowi, jak i indywidualni konsumenci tego pojazdu zyskali dostęp do ponad 110 000 punktów ładowania w 21 krajach Europy. A to dopiero początek.

DUSSELDORF (SMART CITY)

– To czołowe miasto w największej aglomeracji w Niemczech, gdzie Capgemini Invent pomaga władzom przygotować i realizować wizję zrównoważonej mobilności. Celem jest znaczne zmniejszenie wykorzystania tradycyjnych indywidualnych pojazdów mechanicznych na rzecz systemu nowoczesnej mobilności. W mieście powstała nowa jednostka odpowiedzialna za wdrożenie tego projektu. W ramach nowego systemu mieszkańcy, osoby dojeżdżające do Dusseldorfu do pracy, oraz odwiedzający, mają mieć dostęp do zintegrowanego systemu mobilności w ramach całego portfolio powiązanych usług. W mieście powstaną centra mobilności, pojawią się nowe inteligentne rozwiązania parkingowe oraz aplikacja do wygodnego korzystania z całej platformy.

Ochrona środowiska wymaga kompleksowych rozwiązań i natychmiastowych działań
Raport „Sustainable Business Revolution 2030” jest przewodnikiem dla organizacji w jaki sposób zmieni się nasz świat w ciągu najbliższej dekady i jakie kroki należy podjąć w firmach, aby te zmiany wprowadzać. To drogowskaz na ścieżce do podejmowania niezbędnych działań, mających chronić naszą planetę.

Redukcja dwutlenku węgla wymaga natychmiastowej współpracy nas wszystkich. Aby ochronić środowisko przed destrukcyjnymi zmianami klimatycznymi, potrzebna jest rewolucja w prowadzeniu biznesu, oraz zmiana nawyków każdego z nas. Firmy powinny jednak podejmować odpowiedzialne kroki i korzystać z doświadczeń ekspertów. Transformacja biznesu, prowadząca do korzystania z czystej energii, musi być przeprowadzona natychmiast dla dobra biznesu ,planety i dla dobra nas wszystkich.

Podatki 2020 – przegląd najważniejszych zmian podatkowych

Przed nami znów duże zmiany dotyczące podatków. Przedstawiamy sześć najważniejszych, które będą obowiązywać w 2020 r.

Zmiana dotycząca zatorów płatniczych jest szczególnie istotna ponieważ wartość zaległości przedsiębiorstw wobec partnerów biznesowych i banków zbliżyła się na koniec III kw. do 31,5 mld zł. Przepisy dotyczące tzw. złych długów obowiązują już w podatku VAT. Od 2020 r. podobna regulacja dotyczyć będzie podatków dochodowych.

– Zmiana polega na tym, że jeśli dłużnik nie zapłaci za fakturę, to firma która ją wystawiła będzie mogła zmniejszyć swoja podstawę opodatkowania o niezapłaconą kwotę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Stańczyk, doradca podatkowy, Lider Praktyki Planowania Podatkowego w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Jednocześnie dłużnik będzie zobowiązany do podwyższenia swojej podstawy opodatkowania.

Od 1 stycznia obowiązywać będą sankcje finansowe dotyczące tzw. białej listy podatników. Podatnik, który dokona wpłaty za fakturę na niewłaściwe konto, na rachunek nie ujawniony na tej liście będzie zobowiązany do wyłączenia tej płatności z kosztów uzyskania przychodów. Negatywne konsekwencje finansowe takiego błędu dotyczyć będą także podatku VAT.

Zmiany dotyczące JPK VAT wchodzą od 1 kwietnia dla dużych podatników i 1 od lipca 2020 r. dla pozostałych firm. Praktycznie oznaczają likwidację comiesięcznych i kwartalnych deklaracji VAT.

Podatek u źródła miał się zmienić już od 1 stycznia 2019 r. Terminy zmieniano, najnowszy to początek przyszłego roku.

– Na tę zmianę warto zwrócić uwagę ze szczególnego względu, pojawił się projekt rozporządzenia, aby termin wprowadzenia przesunąć na 1 lipca 2020 r. – wyjaśnia doradca podatkowy P.Stańczyk.

Zmienią się zasady wystawiania faktur VAT. Aby wystawić fakturę do paragonu na tymże paragonie musi być podany NIP.

Od 1 stycznia pojawią się indywidualne rachunki podatkowe dla każdego podatnika. Nie będziemy jak dotychczas wpłacać podatków na różne rachunki bankowe swojego urzędu skarbowego.