Dekpol w I półroczu 2019 r. zwiększył obroty i zyski

Dekpol opublikował wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2019 rok, zgodnie z którymi skonsolidowane przychody wzrosły w ujęciu r./r. o 19,4% do 423,4 mln zł. Grupa Kapitałowa specjalizująca się w generalnym wykonawstwie, działalności deweloperskiej oraz produkcji osprzętu do maszyn budowlanych wypracowała w tym okresie 17,5 mln zł zysku netto.

Grupa Kapitałowa Dekpol w pierwszym półroczu 2019 r. osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 423,4 mln zł, czyli o 19,4% więcej niż rok wcześniej. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku wypracowała 17,5 mln zł zysku netto, co oznacza poprawę r./r. o 16%. Wartość kapitałów własnych od początku roku wzrosła z kolei o 9,1% do 209 mln zł.

Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA
Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol SA

„Jesteśmy zadowoleni z poprawy osiąganej we wszystkich naszych obszarach biznesowych. Cały czas koncentrujemy się na rozbudowie portfela zleceń realizowanych w ramach usług generalnego wykonawstwa. W segmencie oprzyrządowania maszyn budowlanych zakładamy dalszy dynamiczny przyrost przychodów. W obszarze deweloperskim systematycznie wprowadzamy do oferty nowe inwestycje, także w segmencie premium.  W efekcie spodziewamy się  dalszego wzrostu skali działania w kolejnych okresach”- podkreślił Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol S.A.

W ramach segmentu Generalnego Wykonawstwa Grupa Kapitałowa na koniec pierwszego półrocza br. realizowała kontrakty dla podmiotów zewnętrznych o łącznej umownej wartości ponad 500 mln zł netto. Do wykonania pozostawały projekty o łącznej wartości ponad 208 mln zł netto, z czego znacząca większość prac zostanie ukończonych w 2019 roku. Dodatkowo wartość projektów deweloperskich, pozostających do realizacji po 30 czerwca br., obsługiwanych w ramach zleceń wewnątrzgrupowych wynosiła niemal 120 mln zł netto.

Z kolei departament produkcji osprzętów do maszyn budowlanych w pierwszym półroczu osiągnął 39% wzrost obrotów w ujęciu r./r. Efekty przyniosła konsekwentnie realizowana polityka optymalizacji procesów produkcyjnych oraz dążenie do skrócenia terminów realizacji zamówień. Wzrost przychodów był również wynikiem dywersyfikacji  w stronę łyżek wielkogabarytowych i wysoko marżowych, których głównymi odbiorcami są kopalnie odkrywkowe na całym świecie.

„Wiele nowych kontaktów handlowych nawiązaliśmy podczas naszej tegorocznej, debiutanckiej ekspozycji na największych targach maszyn budowlanych na świecie BAUMA w Monachium. Nasza oferta spotkała się z dużym uznaniem wśród fachowców i specjalistów w branży maszyn budowlanych. W efekcie na stałe zostaliśmy zapisani na listach autoryzowanych dostawców do wielu renomowanych odbiorców. Obecnie realizujemy już nowo pozyskane zamówienia” – dodał Mariusz Tuchlin.

W ramach segmentu deweloperskiego Grupa Dekpol utrzymuje stabilną pozycję na rynku. W pierwszym półroczu br. kontraktacja w rozumieniu umów przedwstępnych, deweloperskich oraz rezerwacyjnych wyniosła 227 lokali względem 319 rok wcześniej. Wyższy udział sprzedaży inwestycji mieszkaniowych o wysokim prestiżu spowodował wzrost obrotów w ujęciu wartościowym o ok. 19% r./r. W przychodach pierwszego półrocza br. rozpoznana została sprzedaż 209 lokali, w porównaniu do 224 przekazanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. Na koniec czerwca br. w ofercie sprzedażowej pozostawało 346 mieszkań i domów.

GPW rozpoczyna budowę nowej Platformy Transakcyjnej

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wchodzi w etap prac operacyjnych związanych z budową nowej Platformy Transakcyjnej. W tym celu Zarząd GPW zdecydował o uruchomieniu biura w Łodzi,  w którym zespół specjalistów będzie pracował nad systemem.

– Otwarcie biura to dla nas ważne, historyczne wydarzenie i zmiana formy działania. Tworzymy centrum rozwojowe, które może dostarczyć rozwiązania technologiczne rodzimemu rynkowi, jak również klientom zagranicznym. Cieszę się również, że prace badawczo-rozwojowe nad uruchomieniem systemu transakcyjnego idą w szybkim tempie i zgodnie z harmonogramem. Przypomnę, że wdrożenie Platformy Transakcyjnej planujemy do końca czerwca 2023 r. Nowa platforma przyniesie wiele korzyści zarówno giełdzie, emitentom, jak i inwestorom – mówi Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Umowa na budowę Platformy Transakcyjnej GPW, której koszt szacowany jest na 90 mln zł (dofinansowanie Narodowego Centrum Badań i Rozwoju sięgnęło 30,27 mln zł), została podpisana w lipcu 2019 r. Powstanie Platformy Transakcyjnej ma przynieść obniżkę kosztów transakcji i wprowadzić nowe funkcjonalności dla uczestników rynku.

System transakcyjny giełdy musi spełniać parametry, być wydajny, szybki i dostosowany do zmieniających się potrzeb rynku. Wykorzystywane technologie muszą charakteryzować się wysokim stopniem niezawodności, zapewniać jak najkrótszy czas między złożeniem zlecenia a potwierdzeniem jego obsługi, gwarantować wysoką odporność na dużą liczbę zleceń, przystosowaniem do przyjmowania i przetwarzania setek milionów komunikatów w ciągu dnia oraz do dużej zmienności obciążenia w czasie.

Analiza różnic cen produktów w dyskontach na przestrzeni 2 lat

Badacze przeprowadzili analizę różnic cen, jakie wystąpiły w dyskontach na przestrzeni dwóch ostatnich lat. I wyszło, że najmocniej zdrożały artykuły standardowo kupowane przez rodziny – bo aż o 11%. Najmniej mogli odczuć podwyżki seniorzy – o 5%. Nieco bardziej podrożały towary z koszyka zakupowego singli – o 7%. We wszystkich zestawach najbardziej poszły w górę ceny warzyw, bo nawet o 55%. W pierwszej grupie na 21 analizowanych produktów potaniały tylko 3, a w pozostałych odnotowano po 6 obniżek. Niemniej wszystkie spadki były nieznaczne. Największy był w przypadku pomarańczy, tj. o 16%. Reszta oscylowała wokół 1-4 %.

Cele badawcze

– Do porównania wybraliśmy dyskonty, bo zdecydowana większość konsumentów właśnie tam robi swoje zakupy. Z kolei dobór produktów oparliśmy o dwie zasady. Badany artykuł musiał być obecny na stałe przez ostanie dwa lata w ofercie i wystąpić co najmniej w dwóch różnych sieciach – wyjaśnia dr Paweł Jurowczyk z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Każdy z koszyków zawiera te same, podstawowe kategorie spożywcze, kosmetyczne i chemii gospodarczej. Zestawy różnią się przede wszystkim rodzajem produktów i wielkością opakowań, które zostały dostosowane do zachowań zakupowych singli, seniorów i rodzin z dziećmi. Uwzględniono m.in. to, że gospodarstwo jednoosobowe nabywa jednorazowo mniejszą liczbę towarów niż np. czteroosobowe. Wzięto też pod uwagę, że sklepy dyskontowe często oferują podobne artykuły pod własnymi markami.

– Wyjaśnienie rozbieżności w podwyżkach odczuwanych przez singli, seniorów lub rodziny upatrywałbym w różnicach produktowych. Dla przykładu, cena ziemniaków sprzedawanych luzem wzrosła bardziej niż oferowanych w opakowaniu o wadze 3 kg – dodaje dr Jurowczyk.

Analizie poddano ceny regularne (bez promocji) produktów z 4 sieci – Biedronki, Lidla, Aldi i Netto. Dane zbierano cyklicznie, czyli 2 razy w miesiącu od początku lipca 2017 roku do końca sierpnia br.

Drożyzną w rodziny

– W całym badanym okresie najbardziej zdrożał koszyk zakupów dla rodzin, bo aż o 11%. W tym zestawie znajdowało się bowiem najwięcej produktów, które odnotowały podwyżki na przestrzeni dwóch ostatnich lat. Rodzice mogli szczególnie odczuć rosnące ceny warzyw – komentuje Marcin Lenkiewicz, ekspert z Grupy Qpony-Blix.

Najbardziej podrożał 1 kg ogórków świeżych – o 45%. Podobny wzrost odnotowały ziemniaki kupowane po 3 kg – o 44%. Zdaniem Katarzyny Grochowskiej z Hiper-Com Poland, powodem tego były warunki klimatyczne, m.in. nawalne deszcze i lokalne podtopienia, a także skrajne upały. To wszystko istotnie wpływało na uprawy, transport i magazynowanie produktów krajowych oraz importowanych, bo za granicą występowały podobne problemy jak u nas. Ponadto wzrosły ceny paliw, energii elektrycznej, nawozu i koszty pracy, co też przełożyło się na wartość koszyków w dyskontach.

– Wzrost cen artykułów spożywczych nie jest w równym stopniu odczuwalny w każdej polskiej rodzinie. Struktura spożycia art. żywnościowych często zależy oczywiście od liczby i wieku dzieci, a także od zawodów wykonywanych przez rodziców czy miejsca zamieszkania. Inaczej odżywiają się np. osoby mieszkające na wsiach i w miastach. W rezultacie podwyżki w różnym zakresie miały wpływ na portfele konsumentów – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank.

Dr Jurowczyk przekonuje, że większość polskich rodzin odczuła podwyżki, bez względu na styl życia i zasobność portfeli. Warto zaznaczyć, że łącznie zaobserwowano obniżki tylko 3 produktów na 21 badanych w tym koszyku. Najbardziej potaniały pomarańcze – spadek o 16%. Nieznacznie spadły ceny dwóch artykułów z kategorii chemii gospodarczej. Mydło w płynie zanotowało obniżkę o 2%, a mleczko do czyszczenia – o 3%. Nie zmieniła się tylko cena zakupu wafli w czekoladzie (235 g).

Seniorzy w najlepszej sytuacji

– Z analizy wynika również, że w seniorzy najmniej odczuli podwyżki z trzech analizowanych grup. W przypadku ich koszyka wyniosły one 5%. Sytuacja wygląda analogicznie jak w przypadku zakupów dla rodzin. To znaczy, najbardziej podrożały warzywa. Cena 1 kg ziemniaków poszła w górę o 55%, a 1 kg świeżych ogórków – o 45%. Jednak tego typu klienci co do zasady kupują i spożywają mniejszą ilość jarzyn niż rodzice z dziećmi – wskazuje Marcin Lenkiewicz.

Jak podaje Grzegorz Rykaczewski, z powodu suszy o 10% spadła produkcja warzyw gruntowych w 2018 roku. Konsekwencją tego były istotne podwyżki w drugiej połowie ub. roku. Ceny utrzymały się na wysokim poziomie w I kwartale br. W kolejnych trzech miesiącach nastąpił dalszy wzrost, co wynikało też z obaw o produkcję warzyw w tym roku. Według danych GUS-u, zbiory w 2019 roku mogą być o blisko 9% niższe od i tak już niskiej produkcji z poprzedniego roku. W sierpniu w sprzedaży detalicznej tego typu asortyment były droższy średnio o 32,8% w porównaniu do analogicznego miesiąca ubiegłego roku.

– W koszyku dla seniorów majonez zdrożał o 17%. To było związane ze wzrostem cen składników, głównie jajek. Wyraźnie podniosła się też jakość tego rodzaju artykułów, co musiało wpłynąć na koszt zakupu. Znaczenie miało też to, że rynek sosów i przypraw bardzo się wzbogacił w ostatnim czasie. Z badania wynika także, że pierogi ruskie odnotowały podwyżkę na poziomie 12%. Tego typu dania również stały się lepsze gatunkowo i zwiększyła się ich wartość – zauważa dr Maria Andrzej Faliński, niezależny ekspert rynku detalicznego.

Z 21 produktów znajdujących się w koszyku dla seniorów spadek cen zanotowało 6, czyli dwa razy więcej towarów niż w przypadku rodzinnych zestawów. Jednak trzeba zaznaczyć, że wszystkie obniżki były dość niewielkie. Największa wyniosła 3% – likier wiśniowy. Olej słonecznikowy, maślanka naturalna i mydło w kostce potaniały po 2%, a płyn do naczyń i filet z kurczaka – po 1%.

Single w środku stawki

– Koszyk typowego singla odnotował wzrost o 7%. Z tego wynika, że ta grupa mocniej odczuła podwyżki niż seniorzy. Może to mieć związek z faktem, że np. osoby młode, aktywne zawodowo i niewychowujące dzieci mają większe oczekiwania względem produktów niż emeryci – analizuje ekspert z ABR SESTA.

Warto zwrócić uwagę na to, że w zestawie artykułów dla singli znalazł się np. łosoś (filet), którego nie było w pozostałych koszykach. I ten produkt zdrożał o 12%. Jak stwierdza dr Maria Andrzej Faliński, jest to wynikiem polityki ochrony łowisk, realizowanej przez kraje Unii Europejskiej. W jej efekcie zmniejszyła się podaż. Ponadto wzrosły ceny pasz stosowanych w hodowlach. To wszystko wpłynęło na podwyżki w sklepach.

– W tej grupie, tak samo jak w pozostałych, najmocniej zdrożały warzywa – 1 kg ogórków świeżych – o 45%, a 500 g pomidorów rzymskich – o 40%. Poszły też w górę ceny pierogów ruskich – 12%, barszczu czerwonego – o 11%, jak również chleba wieloziarnistego – o 10%. Przyczyną większości wzrostów może być nie tylko wyższa wartość samych surowców. Wymuszone przez rynek podwyżki płac pracowników mocno wpłynęły na całe łańcuchy dostaw do dyskontów – przypomina Marcin Lenkiewicz.

W tym zestawieniu łącznie potaniało 6 na 21 produktów. Podobnie, jak przypadku seniorów, gdzie dokładnie tyle samo artykułów odnotowało obniżki, wszystkie spadki były na poziomie paru procent. Należy wymieć jabłka – 4%, jogurt truskawkowy – 4%, filet z indyka – 3%, a także mydło w płynie – 2%. Natomiast jeden produkt nie zmienił ceny w okresie badawczym. I był to ser edamski.

Przegląd wydarzeń tygodnia 30/09 – 4/10

Tydzień rozpoczyna się od spadku NZD/USD najniżej od 2015 roku po fatalnych danych o nastrojach w biznesie. Nie pomogły nawet całkiem przyzwoite szczegóły odczytów PMI dla Chin, zwłaszcza sektora przemysłowego. EUR/USD broni się przed spadkiem pod 1,09 a GBP/USD próbuje powrócić ponad 1,23. W obu przypadkach widzimy pole do zwyżki a raczej nasze nastawienie należałoby przekuć w stwierdzenie, że potencjał do zniżki został wyczerpany. Dla EUR/USD pierwszym sufitem jest 1,0965.

W końcu około 10 października startuje kolejna runda negocjacji handlowych, został miesiąc do przesuniętego terminu brexitu, Arabia Saudyjska powinna finalizować przywracanie do pracy utraconych mocy wydobywczych i przetwórczych na polu w Churajs i rafinerii Bukajk. Wciąż świeży pozostaje też temat impeachmentu Trumpa, ale obecnie nic nie wskazuje, żeby procedura ta mogła dla demokratów zakończyć się sukcesem. Pierwszy szok szybko minął i tak długo jak nie stanie się coś zmieniającego diametralnie pogląd na tę kwestię, tak długo pozostanie ona tematem zastępczym i drugorzędnym.

Nadchodzący tydzień ma przede wszystkim pomóc w odnalezieniu klucza od odgadnięcia zamierzeń Fed. Na pierwszy plan wysuwają się oczywiście dane z amerykańskiego rynku pracy oraz odczyty wskaźników ISM dla przemysłu i usług. Będą to najważniejsze publikacje nie tylko tygodnia, ale też najistotniejsze odczyty przed październikowym posiedzeniem Rezerwy Federalnej. Rynek pracy wyraźnie wyhamował w ostatnim roku pod kątem tempa tworzenia nowych etatów. Zmiana zatrudnienia poza rolnictwem wynosiła w ubiegłym roku ok 220 tys. osób. W tym jest to około 150 tys. nowych miejsc pracy tworzonych poza rolnictwem każdego miesiąca. Mniej więcej podobnego odczytu należy oczekiwać po poprzednim miesiącu, ale biorąc pod uwagę trend zagrożenie leży po stronie niższej wartości. Stopa bezrobocia powinna pozostać na bardzo niskim pułapie 3,7 proc. Dynamika wynagrodzeń na poziomie 0,3 proc. miesiąc do miesiąca powinna wystarczyć do tego by średnia płaca godzinowa nadal była 3,2 proc. wyższa niż rok wcześniej. Publikacje o tradycyjnej porze: w pierwszy piątek miesiąca o godzinie 14:30.

Jeśli chodzi o najważniejsze barometry koniunktury, to rynek skupi się na ISM dla przemysłu. Nie ulega wątpliwości, że na całym świecie koniunktura w sektorze jest słaba a nowe zamówienia, zwłaszcza eksportowe w pokłosiu wojen handlowych mocno kuleją. Kluczowe będzie to, czy publikowany we wtorek wskaźnik odbije ponad 50 pkt (a na to mogą wskazywać publikacje regionalnych wskaźników z ostatnich dwóch tygodni). W takim scenariuszu ostatni odczyt poniżej 50 pkt byłby pewnie rozpatrywany w kategoriach wypadku przy pracy a to mogłoby uspokoić część decydentów z Fed. Odmienna jest sytuacja sektora usług. Radził on sobie w ostatnich kwartałach wyśmienicie, ale stopniowo powinien on hamować. Skala rozlewania się słabości przemysłu na inne sfery gospodarki jest kluczowym dla Fed i dolara zagadnieniem. Przed czwartkowym odczytem ISM dla usług zakładane jest pogorszenie się kondycji sektora, ale będzie on pozostawał w więcej niż przyzwoitej kondycji. W najbliższych dniach zaplanowanych jest także kilkanaście wystąpień aż dwunastu członków FOMC, z których siedmiu dysponuje w tym roku prawem głosu. Warto zwrócić uwagę czy po ostatniej obniżce Clarida I Williams widzą naglącą potrzebę dalszego luzowania. Bowman dawno nie była słyszana, więc jej wtorkowe wystąpienie również powinno być odnotowane. Poza kluczowymi odczytami należy zwrócić uwagę na: wskaźnik Chicago PMI (poniedziałek), Raport ADP (środa) i bilans handlu zagranicznego.

W Europie najważniejszym tematem może stać się potencjalny spadek dynamiki inflacji konsumenckiej poniżej 1 proc. rok do roku. Sygnały wysyłane przez gospodarkę są słabe i niejednoznaczne, więc nie można przeoczyć wtorkowych rewizji PMI, które ostatnio wypadły fatalnie (i znacznie gorzej niż wskaźniki ZEW oraz Ifo). Przy okazji poznamy też pierwsze odczyty dla peryferyjnych gospodarek. W czwartek warto przyjrzeć się dynamice sprzedaży detalicznej za sierpień, ale nie ma co liczyć, że wywoła ona większą reakcję w atmosferze wyczekiwania na ISM dla usług i informacje z rynku pracy USA.

Pierwszy raz od dawna będzie to również tydzień mocno wyczekiwany na rynku złotego. Nie chodzi o inflację konsumencką (w poniedziałek odczyt, który naszym i konsensusu zdaniem wskaże na wyhamowanie rocznej dynamiki CPI z 2,9 do 2,7 proc.). Nie chodzi też o wskaźnik PMI. Który- powinien obniżyć swoją wartość, ale naszym jedynie minimalnie, ponieważ z 48,8 do 48,6 pkt. Nasza prognoza jest jedną z najwyższych na rynku. W centrum uwagi nie będzie też srodowa decyzja RPP. Stopy pozostaną bez zmian jeszcze przez wiele kwartałów. Najważniejszym wydarzeniem tygodnia jest bowiem wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie hipotek walutowych, który zostanie opublikowany 3 października o 9:30. Złoty przed tygodniem, dopiero w momencie ogłoszenia daty wyroku znalazł się pod mocną presją. Wcześniej przez wiele tygodni potencjalne obciążenie dyskontowane było w notowaniach rodzimych banków. Nie zakładamy by w najbliższych kilku dniach EUR/PLN oddalił się od 4,40.

W przypadku pozostałych walut warto odnotować jeszcze decyzję RBA ws. stóp procentowych. Widzimy prawdopodobieństwo zaskoczenia: przychylamy się do zdania zdecydowanej rynkowej mniejszości, która zakłada, że władze monetarne Australii ostatecznie nie zdecydują się na cięcie stóp. W ostatnich tygodniach prawdopodobieństwo takiego ruchu nagle się pojawiło, podsyciły je dane z rynku pracy, ale nieco stłumiło ostatnie wystąpienie gubernatora Lowe’a. Brak obniżki nie da jednak trwałych podstaw do umocnienia dolara australijskiego. Co się odwlecze, to nie uciecze. Oczekujemy cięcia z 1 proc. do 0,75 proc., ale dopiero na posiedzeniu 5 listopada. Sprawi to, że rynek pozostanie w trybie wygaszania odbić kursu AUD/USD (jak również NZD/USD). W Chinach od 1 do 7 października trwać będą obchody Złotego Tygodnia.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Relacja z Kongresu Faktoringu 2019

Rekordowa liczba ponad 260 uczestników wzięła udział w dziesiątej edycji Międzynarodowego Kongresu Faktoringu. Gościem specjalnym wydarzenia był były premier Jan Krzysztof Bielecki. Jako ekspert merytoryczny wystąpił Patrick de Villepin, szef FCI, światowej organizacji faktoringowej. Podczas kongresu świętowano 25-lecie tego rynku w Polsce, a także dyskutowano o czekających go zmianach prawnych, potrzebach klientów oraz wyzwaniach technologicznych.

Rynek faktoringu w Polsce ma już 25 lat. Podsumowaniu osiągnięć sektora w pierwszym ćwierćwieczu jego funkcjonowania poświęcona została pierwsza część tegorocznej, dziesiątej edycji Międzynarodowego Kongresu Faktoringu, organizowanego przez Polski Związek Faktorów.

Wydarzenie rozpoczęła prelekcja Jana Krzysztofa Bieleckiego, byłego premiera, byłego prezesa Banku Pekao SA, a dziś przewodniczącego Rady Doradczej Partnerów EY Polska. Zwracał on uwagę, że pierwsze lata transformacji ustrojowej w Polsce, kiedy to rodził się także rynek finansowy, wymagały odwagi, chęci do współpracy i kreatywności. Dziś wartości te nie straciły na znaczeniu. Wprost przeciwnie, wyzwania stojące przed przedsiębiorcami, menedżerami i instytucjami skłaniają do poszukiwania nowych źródeł inspiracji i motywacji.

Jan Krzysztof Bielecki
Jan Krzysztof Bielecki

– Lepiej mieć zły pomysł, ale dobry zespół, niż dobry pomysł i zły zespół. Dobrej koncepcji niewłaściwie dobrani ludzie i tak nie zrealizują. Natomiast dobrze współpracujący zespół prędzej czy później będzie umiał skierować na właściwe tory nawet najgorzej ukierunkowany pomysł – podsumował swoje wystąpienie Jan Krzysztof Bielecki.

Po nim głos zabrał Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF. Przedstawił najważniejsze dokonania i sukcesy rynku faktoringowego w pierwszych 25 latach jego funkcjonowania.

Sebastian Grabek
Sebastian Grabek

– Sektor skupiony wokół PZF zajmuje ważne miejsce zarówno na europejskiej, jak i światowej mapie faktoringu. Rozwijamy się najszybciej spośród wszystkich dużych rynków tych usług na Starym Kontynencie. Nasza oferta zyskuje coraz większe uznanie w oczach przedsiębiorców. To ważne osiągnięcia. Czeka nas też sporo wyzwań. Jakich? Na to i wiele innych pytań odpowiemy podczas dzisiejszego kongresu – powiedział Sebastian Grabek.

Patrick de Villepin

Następnie Patrick de Villepin, przewodniczący komitetu wykonawczego FCI, przedstawił sytuację na światowym rynku faktoringowym. Jego obroty sięgały w 2018 r. 2,8 bln euro, a tempo wzrostu utrzymuje się na poziomie 6,5 proc. Wyzwania przed nim stojące są podobne do tych, jakim musi sprostać rynek polski. Szef FCI zaliczył do nich utrzymanie wzorstu, przeciwdziałanie wyłudzeniom i adaptację nowych technologii.

– Światowy rynek faktoringu w ciągu ostatnich 20 lat rósł bardzo dynamicznie. Jego dotychczasowy, ale i przyszły rozwój jest ściśle powiązany ze wzrostem gospodarczym. Tam, gdzie PKB będzie rosło, wzrastać będzie także nasz sektor. Ważną rolę odegrają innowacje, takie jak sztuczna inteligencja, blockchain czy cloud computing – podkreślał Patrick de Villepin, przewodniczący komitetu wykonawczego FCI.

Największy udział w światowym rynku faktoringu ma Europa, a w niej: Francja, Wielka Brytania, Włochy, Niemcy i Hiszpania. Kolejne miejsca zajmują: Holandia, Belgia oraz Polska. Nasz rynek zalicza się do tych, na których większą rolę odgrywa faktoring pełny. Jest to nie tylko prosta forma finansowania, ale także gwarancja ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi. Popularność tej oferty dowodzi coraz większej świadomości przedsiębiorców odnośnie sposobów przeciwdziałania ryzykom handlowym.

W programie kongresu zaplanowano trzy panele dyskusyjne. Pierwszy poświęcono omówieniu zagadnień prawnych. Debatę poprowadziła radca prawny Ewa Guzowska, Wspólnik Zarządzający KGK Kancelarii Radcowskiej E. Guzowska i S-ka, sp.k., specjalizująca się w faktoringu od początku jego funkcjonowania na polskim rynku. W dyskusji wzięli udział: Tadeusz Białek, Dyrektor Zespołu Legislacyjno – Prawnego Związku Banków Polskich, Artur Krzykowski, Partner Zarządzajacy AK Legal, Zbigniew Makowski, Zastępca Dyrektora Departamentu Podatku od Towarów i Usług Ministerstwa Finansów, Bartosz Nadra, Partner Zarządzający Jaśkowiak Nadra Adwokaci oraz Tomasz Wagner, Senior Manager EY.Relacja z Kongresu Faktoringu – panel prawny

– Od ubiegłorocznego Kongresu Faktoringu, podczas którego również miałam przyjemność prowadzić panel dyskusyjny poświęcony zagadnieniom prawnym, Polski Związek Faktorów, we współpracy ze Związkiem Banków Polskich, bardzo aktywnie brał udział w pracach nad przygotowywaniem i prezentowaniem stanowisk w procesach legislacyjnych, dotyczących zagadnień najbardziej palących dla branży faktoringowej – podkreślała Ewa Guzowska.

Uczestnicy panelu podzielili się swoimi spostrzeżeniami związanymi z białą listą podatników, omówili wprowadzenie dobrowolnego i obligatoryjnego mechanizmu podzielonej płatności oraz przepisów dotyczących zapobieganiu zatorom płatniczym. Podkreślali ich wpływ na działalność faktoringową.

– W odniesieniu do białej listy podatników, kwestie rachunków bankowych oraz rachunków technicznych czy cesyjnych, stanowiły od początku obszar szczególnie newralgiczny. Rachunki techniczne nie podlegają obowiązkowi zgłoszenia. Jednak mocą przepisów regulujących System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej, banki zgłaszają do niego maski rachunków wirtualnych. Na skutek powiązania tych przepisów rachunki wirtualne pojawiają się w kontekście białej listy. To zrodziło szereg obaw i wywołało niepokój branży faktoringowej. Jeśli zatem chodzi o rachunki cesyjne, do czasu wejścia w życie sankcji związanych z przelewem na rachunek niezgłoszony, wszelkie wątpliwości zostaną na drodze legislacyjnej i interpretacyjnej rozwiane – powiedział Tadeusz Białek z ZBP.

Potwierdził to także Zbigniew Makowski z Ministerstwa Finansów. – Mamy świadomość wątpliwości interpretacyjnych i problemów technicznych, dlatego pracujemy nad rozwiązaniami systemowymi i legislacyjnymi, które przed 1 stycznia 2020 r. rozwieją wszelkie obawy. Jesteśmy przekonani, że dzięki państwa działaniom uświadamiającym przedsiębiorców i dobrej komunikacji po stronie administracji, właściwe praktyki upowszechnią się – dodał.

Podczas panelu przypomniano również o ważnej inicjatywie Polskiego Związku Faktorów – kampanii „Wolne Faktury – bez zakazu cesji”.

Kolejny już raz swoimi spostrzeżeniami na temat faktoringu podzieli się także klienci, korzystający z tych usług. Dialog z przedsiębiorcami i menedżerami wszedł na stałe do programu Kongresu. Wagę znajomości ich potrzeb podkreślał Roman Maciejewski, prezes zarządu Santander Factoring, który poprowadził panel. Dyskusję poprzedziły dwie krótkie prezentacje: wyników badań nt. postrzegania faktoringu wśród przedsiębiorców oraz wizji rozwoju tej usługi w przyszłości.

– Chcemy nie tylko inwestować w obsługę klienta i jej jakość, ale także poznawać opinie odbiorców naszych usług, aby przekonać się czy obieramy właściwe kierunki – podkreślał Roman Maciejewski.

W panelu wzięli udział: Maciej Górniak, Właściciel Gór-Tor, Katarzyna Kreczmańska-Gigol, Wiceprezes ds. Finansowych KGHM Polska Miedź, Justyna Nałęcz-Chmielewska, Zastępca Dyrektora Biura Finansowego PKP Energetyka, Jadwiga Pyrka, Główna Księgowa Confirme oraz Maciej Sioda, Sales Manager Indorama.

Jednym z kierunków, w jakich podążają faktorzy, jest automatyzacja procesów obsługowych. Ma ona przyspieszyć obieg dokumentów i sprawić, że współpraca będzie wygodniejsza z punktu widzenia przedsiębiorcy. Uczestnicy panelu podkreślali jednak, że bezpośredni kontakt z przedstawicielem firmy faktoringowej jest w dalszym ciągu nie do przecenienia.

– We współpracy z faktorami bardzo ważny jest stały kontakt nie tylko na poziomie menedżerskim, ale przede wszystkim z personelem operacyjnym. Mamy do zrealizowania konkretne cele korporacyjne i zależy nam na tym, aby faktoring nam w tym pomógł. Ważna jest w tym miejscu zdolność do szybkiego reagowania i rozwiązywania bieżących problemów operacyjnych – powiedziała Justyna Nałęcz-Chmielewska, Zastępca Dyrektora Biura Finansowego PKP Energetyka.

Ten aspekt współpracy na linii: faktor – klient popodkreślała też Katarzyna Kreczmańska-Gigol, Wiceprezes ds. Finansowych KGHM Polska Miedź. – Duże podmioty korzystają zazwyczaj ze wsparcia wielu faktorów. Dlatego po stronie dostawców finansowania ważna jest elastyczność. Zależy nam przede wszystkim na tym, abyśmy wspólnie mogli zadbać o nasz biznes – mówiła.

W trzecim panelu spotkali się przedstawiciele czołowych firm technologicznych z Polski i ze świata. Rozmawiali o tym, jak najnowsze rozwiązania wpłyną na rozwój usług faktoringowych. Debatę poprowadził Michał Pawlik, prezes FinTechowej firmy faktoringowej SMEO.

– Technologie takie jak sztuczna inteligencja, blockchain czy deep learning bezpośrednio dotyczą nas – przedstawicieli wciąż rosnącego w Polsce rynku faktoringu – mówił Michał Pawlik.

W dyskusji wzięli udział: Wojciech Bublik, CEO Mint Software, Kevin Day, CEO HPD LendScape, Daniel Mączyński, Wiceprezes Zarządu Pragma GO, Hubert Rachwalski von Rejchwald, CEO Nethone, Tomasz Rodak, Dyrektor Działu Innowacji BibbyLAB, Karol Sadaj, Country Manager Revolut oraz Bartosz Wójcicki, Dyrektor Biura Usług Antyfraudowych BIK SA.

Panel technologiczny – forum faktoringu– W naszych działaniach nadal kluczowe jest zwiększanie świadomości przedsiębiorców. Zdecydowana większość klientów dopiero będzie korzystać z naszych usług. A to oznacza, że nie musimy wyrywać sobie nawzajem kawałków rynkowego „tortu”, ale powinniśmy go cały czas go powiększać. I nowe technologie mogą nam w tym tylko pomóc – mówił Tomasz Rodak, Dyrektor Działu Innowacji BibbyLAB.

Uczestnicy panelu wskazywali też, że ciągu najbliższych 15 lat, rynki czeka rewolucja podobna do zmian, jakie wniosły w ciągu ostatnich lat w nasze życie smartfony. Procesy operacyjne, również w faktoringu, ulegną przyspieszeniu, a ich realizacja będzie tańsza i bardziej efektywna. A grupą odbiorców, którzy o tym zdecydują są przedstawiciele młodego pokolenia.

– Najmłodsi klienci, millenialsi, są przede wszystkim mobilni. Ich nieodłącznym narzędziem do kontaktu z rzeczywistością jest telefon i zainstalowane w nim aplikacje. Nie zmieniają się więc same potrzeby odbiorców wszelkich usług, ale ich sposób komunikowania się z otaczającym światem. To jest istotą nowego modelu życia. Naszą rolą, rolą świata finansów, jest ich zrozumieć i przekonać do swoich usług. Potrzebujemy do tego z jednej strony technologii, z drugiej – otwarcia się na ten właśnie nowy model życia – podkreślał Karol Sadaj, Country Manager Revolut.

Jak co roku, Komitet Wykonawczy PZF ogłosił wyniki konkursu „Złote Pióro” 2019 na najlepsze prace dyplomowe, poświęconą faktoringowi. Najpierw jednak władze Związku uhonorowały Tomasza Biernata, wieloletniego sekretarza PZF.Uhonorowanie Tomasza Biernata

– Zasługi Tomasza dla funkcjonowania PZF są nieocenione. To on przez lata prowadził sprawy organizacyjne, odpowiadał za współpracę ze środowiskiem akademickim, nadzorował wydawanie Almanachu i organizował Kongres. To w dużej mierze dzięki niemu wszyscy się tu spotykamy – podkreślał Sebastian Grabek, przewodniczący KW PZF.

W kategorii na najlepszą pracę magisterską nagrodę główną „Złote Pióro PZF” przyznano Krzysztofowi Jankowi, absolwentowi Szkoły Głównej Handlowej, za pracę pt. „Motywy korzystania z faktoringu w polskich przedsiębiorstwach”.

Wyróżnienie za pracę magisterską pt. „Wpływ zmian prawnych i technologicznych na rynek faktoringu w Polsce” przyznano panu Michałowi Pokrywie, także absolwentowi Szkoły Głównej Handlowej.

Złote Pióro PZFNagrodę „Złote pióro PZF” w kategorii najlepsza praca licencjacka za pracę pt. „Faktoring – formy, wpływ na działalność przedsiębiorstwa oraz perspektywy rozwoju rynku” przyznano pani Aleksandrze Pawlik, również absolwentce Szkoły Głównej Handlowej.

Komitet Wykonawczy Polskiego Związku Faktorów serdecznie gratuluje laureatom konkursu, a także dziękuje uczestnikom za udział w Kongresie i zaprasza za rok.Relacja z Kongresu Faktoringu 2019 Relacja z Kongresu Faktoringu Relacja forum faktoringu 2019 2 Relacja forum faktoringu 2019

Relacja z V edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019

W dniach 26-27 września 2019 r. w Siedlcach odbyła się V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019, poświęcona filarom polskiej gospodarki przyszłości, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (1) V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (2) V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (3) V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2019 (4)

Szczyt objęty został Honorowym Patronatem przez Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, Marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotra Glińskiego, Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Środowiska Henryka Kowalczyka, Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka, Ministra Obrony Narodowej Mariusza Błaszczaka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Marka Gróbarczyka, Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Bożeny Borys-Szopy, Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Jana Krzysztofa Ardanowskiego, Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Pawła Solocha, Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, Andrzeja Koniecznego, Ministerstwo Finansów, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Urząd Regulacji Energetyki, Centrum Unijnych Projektów Transportowych, Urząd Lotnictwa Cywilnego, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Urząd Patentowy RP, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, 18 Dywizja Zmechanizowana im. gen. broni Tadeusza Buka, Główny Inspektorat Transportu Drogowego, Wojewodę Kujawsko-Pomorskiego, Wojewodę Mazowieckiego, Wojewodę Podkarpackiego, Wojewodę Podlaskiego,  Wojewodę Pomorskiego, Wojewodę Warmińsko-Mazurskiego, Marszałka Województwa Mazowieckiego, Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Marszałka Województwa Lubelskiego, Marszałka Województwa Podkarpackiego, Marszałka Województwa Podlaskiego, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego, Prezydenta Białegostoku, Prezydenta Chełma, Prezydenta Kielc, Prezydenta Lublina, Prezydent Łodzi,  Prezydenta Olsztyna, Prezydenta Ostrołęki, Prezydenta Poznania,  Prezydenta Rzeszowa, Prezydenta Siedlec, Prezydenta Torunia, Główny Instytut Górnictwa, Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Hutniczą Izbę Przemysłowo-Handlową, Instytut Ochrony Środowiska, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Izbę Gospodarczą Zaawansowanych Technologii, Krajowy Związek Grup  Producentów Owoców i Warzyw, Polską Izbę Gospodarki Odpadami, Polską Izbę Gospodarczą Zaawansowanych Technologii, Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji, Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, Polską Izbę Radiodyfuzji Cyfrowej, Polską Izbę Spedycji i Logistyki, Polski Przemysł Spirytusowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, Polskie Towarzystwo Elektrociepłowni Zawodowych, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Związek Banków Polskich, Związek Miast i Gmin Morskich, Związek Miast Polskich, Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych, Związek Powiatów Polskich, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami, Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego, Związek Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej.

Dwa dni Szczytu zostały podzielone na cztery części: Sesję Plenarną, otwierającą obrady, zatytułowaną „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”, Sesję I pt. Energetyka, Sesję II pt. Gospodarka, Sesję III pt. Bezpieczeństwo. W drugim dniu odbyła się Sesja IV organizowana przez Ministerstwo Energii oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, która została zatytułowana Zielona energia szansą na rozwój regionów. Na zakończenie pierwszego dnia debat OSG 2019 odbyła się uroczysta gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki”.

Szczyt został oficjalnie zainaugurowany przez Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, który w swoim wystąpieniu podkreślał konieczność pogłębionej dyskusji nad przyszłością i rozwojem polskiej gospodarki.  Minister Tchórzewski wyraził przekonanie, że zarówno dobór tematów podczas OSG 2019, jak i zaproszonych do debat gości pozwolą na rzetelną i kompleksową dyskusję na temat rozwoju Polski. Minister Energii odczytał także list skierowany do uczestników Szczytu od Pana Premiera Mateusza Morawieckiego.

Sesją otwierającą Szczyt była Sesja Plenarna pt. „Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”. Wzięli w niej udział: prof. dr hab. Grażyna Ancyparowicz – Członek Rady Polityki Pieniężnej; Piotr Dziadzio – Sekretarz Stanu, Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa, Ministerstwo Środowiska; Paweł Jaroszek – Członek Zarządu, Zakład Ubezpieczeń Społecznych; Bartosz Marczuk – Wiceprezes Zarządu, Polski Fundusz Rozwoju S.A.; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Piotr Naimski – Sekretarz Stanu w KPRM, Pełnomocnik Rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej; Witold Naturski – Zastępca Dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce; Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii. Moderatorem debaty była Iga Lis – Partner, CMS. Początek sesji poświęcony został ogólnemu zarysowaniu sytuacji Polski na tle UE i świata, co stanowiło wstęp do nakreślenia kierunków i uwarunkowań zrównoważonego rozwoju. Następnie starano się odpowiedzieć na pytanie, czy Państwo jest kreatorem i gwarantem rozwoju gospodarki, zwłaszcza w kontekście nowej perspektywy budżetowej UE. W dalszej kolejności zastanawiano się nad strategiami bezpieczeństwa Państwa z perspektywy najważniejszych sektorów gospodarki, z uwzględnieniem rozwoju społecznego. Na koniec nakreślono prognozy rozwoju polskiej gospodarki w najbliższej przyszłości, uwzględniając kwestie spowolnienia gospodarczego w Europie, a także możliwości rozwoju Polski poprzez skuteczne wykorzystywanie swojego potencjału innowacyjnego.

Sesja I: Energetyka składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Energetyka”, „Ciepłownictwo i kogeneracja. Inwestycje w czyste powietrze” oraz „Rozwój – inwestycje w infrastrukturę kraju”.

Panel Energetyka poprowadzony został przez Zbigniewa Kozłowskiego – Partnera, DWF Poland, zaś w dyskusji wzięli udział: Mateusz Aleksander Bonca – Prezes Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Ryszard Gburek – Dyrektor Departamentu Dużych Przedsiębiorstw, Bank Gospodarstwa Krajowego; Filip Grzegorczyk – Prezes Zarządu, TAURON Polska Energia S.A.; Mirosław Kowalik – Prezes Zarządu, Enea S.A.; Paweł Śliwa – Wiceprezes Zarządu ds. Innowacji, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Dominik Wadecki – Wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych, Energa S.A.; Józef Węgrecki – Członek Zarządu ds. Operacyjnych PKN ORLEN S.A; Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, PGNiG S.A. W pierwszej kolejności zaproszeni goście dokonali krótkiego omówienia aktualnie obowiązującej Polityki Energetycznej Państwa. Stanowiło to wstęp do zaproponowania koniecznych zmian strategii grup energetycznych, wraz z podaniem ich głównych przyczyn. Zastanawiano się także czy zbliża się kres dotychczasowego modelu gospodarki paliwowej w Polsce. W dalszej części prelegenci starali się rozwiązać dylemat jaki pojawia się w relacji pomiędzy bezpieczeństwem energetycznym, oczekiwaniami klientów, a interesem akcjonariuszy grup energetycznych. Równie istotnym punktem debaty była kwestia innowacji technologicznych wspierający zrównoważony rozwój i ich wpływ na modele rynkowe w poszczególnych podsektorach energetyki. Na koniec przeanalizowano możliwości synergii rozwoju z sektorem wydobywczym, transportem i energochłonnymi gałęziami przemysłu oraz odniesiono się do kwestii szans i korzyści wynikających z prosumenckiej produkcji energii i biogazu. Dyskusja dotyczyła też kwestii uzależnienia polskiej energetyki od systemów wsparcia oraz energetyki jądrowej dla Polski.

 

Panel Ciepłownictwo i kogeneracja. Inwestycje w czyste powietrze moderowany był przez Adama Szalca – Wspólnika w Kancelarii Elżanowski Cherka & Wąsowski Kancelaria Prawna sp. k. Gospodarzem Panelu była spółka PGNiG Termika S.A. Do dyskusji, w ramach powyższego panelu zasiedli: Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Jarosław Głowacki – Prezes Zarządu, PGNiG Termika S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Robert Grzywacz – Prezes Zarządu, Przedsiębiorstwo Energetyczne w Siedlcach sp. z o.o.; Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Jacek Szymczak – Prezes Zarządu, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie. W ramach dyskusji odniesiono się najpierw do oczekiwań i szans rozwoju nowego systemu wsparcia kogeneracji, co było punktem odniesienia do kwestii nakreślenia preferencji dla rozwoju efektywnych energetycznie systemów ciepłowniczych i czy oznaczają one schyłek kogeneracji węglowej. Następnie omówiono stan zaawansowania inwestycji w czyste powietrze oraz najważniejszych inwestycji w ciepłownictwie. Starano się przy tym nakreślić rolę samorządów, w tym możliwości gospodarki odpadami oraz wykorzystanie OZE w rozwoju ciepłownictwa systemowego. Na koniec dyskusji odniesiono się do zmian w otoczeniu regulacyjnym ciepłownictwa i nowych technologii w ciepłownictwie i kogeneracji.

 

Panel Rozwój – inwestycje w infrastrukturę kraju, zamykający Sesję I Szczytu został poprowadzony przez Kazimierza Krupę – Niezależnego publicystę ekonomicznego, Redaktora Naczelnego magazynu Euroinfrastruktura XXI. W roli prelegentów wystąpili: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE  „Energoprojekt Poznań” S.A.; Krzysztof Figat – Prezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Tomasz Jakubowski – Dyrektor ds. Operacyjnych, Centralna Jednostka Inwestycyjna, Polskie Sieci Elektroenergetyczne S.A.; Antoni Józwowicz – Prezes Zarządu, ENEA Wytwarzanie Sp. z o.o.; Łukasz Górny – Dyrektor, EIB S.A.; Paweł Kolczyński – Wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.; Jan Styliński – Prezes Zarządu, Polski Związek Pracodawców Budownictwa; Marcin Tadeusiak – Prezes Zarządu JT S.A., Wiceprezes Zarządu Izby Gospodarczej Gazownictwa; Mateusz Wodejko – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.;  Robert Zasina – Prezes Zarządu, TAURON Dystrybucja S.A. Panel rozpoczął się od nakreślenia stanu infrastruktury energetycznej – jej potrzeb, szans i zagrożeń, w tym tych dotyczących zaburzeń płynności finansowej w trakcie realizacji kontraktów. Odniesiono się przy tym do znaczenia dla strategicznych sektorów nowego Prawa Zamówień Publicznych. W dalszej części dyskutowano nad obiektami o zerowym zużyciu energii, jak i istotnej roli banków i firm ubezpieczeniowych w realizacji procesów inwestycyjnych. Odniesiono się także to zagadnienia deficytu terenów inwestycyjnych, problemów na rynku developerskim, wyższych kosztów i zmiennego otoczenia prawnego.

 

 

Sesja II: Gospodarka składała się z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Gospodarka 4.0 – przemysł i innowacyjność”, „Infrastruktura i transport” oraz „Samorząd lokalny”.

Panel Gospodarka 4.0 – przemysł i innowacyjność został poprowadzony przez Izabellę Żyglicką – Rzecznika Praw Przedsiębiorców przy Regionalnej Izbie Gospodarczej w Katowicach, Radcę Prawnego, Wspólnika Zarządzającego w Kancelarii Żyglicka i Wspólnicy zaś do debaty zasiedli: Adam Abramowicz – Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców; Maciej Bombol – Dyrektor Działu Rynku Pierwotnego, Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie; Adam Kutyłowski – Główny Konstruktor, Triggo S.A.; Wioletta Czemiel-Grzybowska – Członek Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o.; Roman Masek – Dyrektor Techniczny BELSE Sp z o.o.; Dawid Klimczak – Prezes Zarządu, Enea Trading Sp. z o.o.; Andrzej Konieczny – Dyrektor Generalny Lasów Państwowych; Andrzej J. Piotrowski – Wiceprezes Zarządu, PGE Systemy S.A.; Lechosław Rojewski – Wiceprezes ds. Finansowych,  Węglokoks S.A.; Jacek Srokowski – Wiceprezes Zarządu, p.o. Prezesa Zarządu, JSW Innowacje S.A.; Radosław Żydok – Dyrektor Departamentu Analiz Regulacyjnych i Strategicznych, KGHM Polska Miedź S.A. Zaproszeni goście najpierw starali się odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda Gospodarka 4.0 po 4 latach funkcjonowania programu. Zastanawiano się także nad rolą Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Uczestnicy panelu, na podstawie własnych doświadczeń starali się również określić, czy innowacyjność należy rozumieć jako szybkie wdrożenie rozwiązań przełomowych, czy jest to raczej rozwój poprzez optymalizację. Bardzo ważnym elementem dyskusji były sposoby na pozyskanie kapitału na badania i rozwój. W drugiej części panelu skoncentrowano się nad zagadnieniami bezpieczeństwa – w kontekście inwestycji w rozwiązania poprawiające poziom bezpieczeństwa projektów, jak i również dynamiki otoczenia regulacyjnego. Rozważania objęły także kontekst europejski i globalny – w szczególności zastanawiano się nad dostępnością środków unijnych na innowacje w perspektywie finansowej 2014-2020 oraz kondycją gospodarek narodowych w czasach globalnej konkurencji. Na koniec odniesiono się do rosnącego znaczenia sztucznej inteligencji w przemyśle.

Panel Infrastruktura i transport moderowany był przez prof. Halinę Brdulak ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W debacie wzięli udział: Przemysław Janiszewski – Wiceprezes Zarządu, Polimex-Mostostal S.A.; Wojciech Jurkiewicz – Dyrektor Zarządzający, Związek Niezależnych Przewoźników Kolejowych; Piotr Kisiel – Prezes Zarządu, Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno – Technologiczne S.A.; Jarosław Lubowicki – Kierownik ds. Rozwoju Biznesu, Siemens Mobility Sp. z o.o.; Krzysztof Mleczak – Prezes Zarządu, Exito Broker; Grzegorz Modrykamień – Kierownik działu Rozwoju Projektów, Stadler Polska; Marek Tarczyński – Przewodniczący Rady, Polska Izba Spedycji i Logistyki; Marek Cisłowski – Dyrektor Departamentu Żeglugi Powietrznej, Urząd Lotnictwa Cywilnego. Początek debaty zdominowany został przez temat Centralnego Portu Komunikacyjnego jako wartościowego rozwiązania dla gospodarki i logistyki kraju. Następnie odniesiono się do kluczowych projektów kolejowych i drogowych z punktu widzenia gospodarki. Tematem o dużym znaczeniu był ten dotyczący transportu intermodalnego, z uwzględnieniem hubów i centrów logistycznych. Stanowiło to wstęp do rozważań nad rosnącym rynkiem prywatnych przewoźników cargo. Na koniec starano się odpowiedzieć na pytanie, czy nowelizacja Prawa zamówień publicznych odpowiada realiom rynkowym.

Panel Samorząd lokalny poprowadzony został przez Jarosława Jóźwiaka – Adwokata w Kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni, zaś w debacie wzięli udział: Jakub Banaszek – Prezydent Miasta Chełm; Jerzy Bauer – Burmistrz Ostrowii Mazowieckiej; Krzysztof Bieńkowski – Starosta Powiatu Przasnyskiego; Rafał Ciszewicz – Zastępca Burmistrza Gminy Międzychód; Tomasz Hapunowicz – Wójt Gminy Zbuczyn; Maciej Jeziorski – Dyrektor Segmentu Public CEE, Signify Poland Sp. z o.o. W pierwszej kolejności zaproszeni goście odnieśli się do realizowanych i planowanych inwestycji samorządowych w kontekście nowej perspektywy finansowej UE. Starano się przy tym nakreślić sposoby utrzymania tempa inwestycji w kolejnych latach w kontekście mniejszych środków pochodzących z funduszy europejskich. Następnie podjęto temat smogu jako problemu trudniejszego do rozwiązania niż się spodziewano. W tym kontekście prelegenci odnieśli się również do reformy śmieciowej. Kolejna część panelu poświęcona była  współpracy biznesu i samorządu a zwłaszcza skuteczności samorządów w budowaniu środowiska otoczenia biznesu. Koniec panelu poświęcony był Funduszowi Dróg Samorządowych i pytaniu czy inwestycje w drogi są impulsem dla rozwoju gmin i powiatów.

Sesja III: Bezpieczeństwo złożona była z trzech paneli dyskusyjnych pt. „Bezpieczeństwo narodowe” „Bezpieczeństwo surowcowe i przesyłowe” oraz „Bezpieczeństwo środowiskowe i ekologiczne”.

Panel Bezpieczeństwo narodowe był moderowany przez płk dr Piotra Potejko – Doradcę Zarządu ds. Bezpieczeństwa, Deloitte Advisory Sp. z o. o., zaś w dyskusji wzięli udział: Juliusz Brzostek – Dyrektor ds. Cyberbezpieczeństwa, NASK; gen. dyw. dr Jarosław Gromadziński – Dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej im. Generała Tadeusza Buka; Julia Hetlof – Attorney at Law, USANATO Liason; Piotr Kisiel – Prezes Zarządu, Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno Technologiczne S.A.; dr Łukasz Kister – Ekspert ds. (Cyber) Bezpieczeństwa, BezpieczneInformacje.PL.; Agata Kołodziejczyk – Dyrektor Projektów Naukowych, Analog Astronaut Training Center; Leon Komornicki – Przewodniczący, Członek Rady Wykonawczej, Komitet Przemysłowy, Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie; Jacek Kosiorek – Wiceprezes Zarządu, PIRC; Marek Kubiak – Dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Debata rozpoczęła się od tematu kształtowania polityki bezpieczeństwa państwa w aktualnej sytuacji międzynarodowej i w ogóle pytania, czy Polska jest krajem bezpiecznym, w kontekście priorytetowych obszarów bezpieczeństwa narodowego. W szczególności odniesiono się do Narodowej Polityki Zbrojeniowej i jej fundamentalnego znaczenia dla modernizacji i rozwoju przemysłu obronnego.  W tym kontekście odniesiono się do aktywności Polski w NATO i aktywności NATO w Polsce oraz potencjału Polskiego przemysłu obronnego. Kolejna część dyskusji skoncentrowana była na próbie nakreślenia miejsca Polska na tle globalnej mapy cyfryzacji  gospodarek i społeczeństw. Nie bez znaczenia był także temat gospodarki cyfrowej w dobie RODO i Dyrektywy Parlamentu i Rady UE w sprawie środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu bezpieczeństwa sieci i systemów informatycznych na terenie UE – NIS (Network and Information Security). Na koniec zastanawiano się, jak świat korzysta z sektora kosmicznego w kontekście Polskiej Strategii Kosmicznej.

Panel Bezpieczeństwo surowcowe i przesyłowe moderowany był przez Agnieszkę Łakomą – Dziennikarkę, Eksperta ds. Energetyki, natomiast w debacie udział wzięli: Tomasz Heryszek – Prezes Zarządu; Węglokoks S.A.; Rafał Miland – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.;  Tomasz Rogala – Prezes Zarządu, Polska Grupa Górnicza S.A.; Beata Wittmann – Członek Zarządu, Gas Storage Poland; Maciej Woźniak – Wiceprezes Zarządu ds. Handlowych, PGNiG S.A.; Marian Żołyniak – Prezes Zarządu, Polska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o. Zaproszeni prelegenci w pierwszej kolejności zastanawiali się nad stanem bezpieczeństwa surowcowego Państwa z perspektywy kluczowych zasobów. Jednocześnie starano się nakreślić obecny stan infrastruktury przesyłowej (docelowy model, szanse, zagrożenia). Stanowiło to wstęp do omówienia stopnia zaawansowania projektu Baltic Pipe jako elementu współpracy w ramach basenu Morza Bałtyckiego. Wnioski z tej części debaty pozwoliły odnieść się do pytania w jakim stopniu polityka klimatyczna i surowcowa wpływa na politykę energetyczną. Dalsza część panelu zdominowana została przez dyskusje na temat innowacyjności i aktywności badawczo-rozwojowej w sektorze energetycznym oraz ochrony konkurencyjności przemysłu energochłonnego. Następnie dyskusja została sprowadzona na obszary dotyczące sektora gazowego: z jednej strony starano się nakreślić stopień liberalizacji polskiego rynku gazu, z drugiej przeanalizowano rozwój rynku giełdowego gazu ziemnego. Zastanowiono się także nad problemem dywersyfikacji źródeł i kierunków dostaw gazu, ropy naftowej i paliw płynnych oraz zmianami w zakresie utrzymania zapasów obowiązkowych.

Panel Bezpieczeństwo środowiskowe i ekologiczne, zamykający trzecią sesję OSG 2019 moderowany był przez Piotra Stępińskiego – Redaktora, BiznesAlert.pl, zaś do dyskusji zasiedli: Michał Dąbrowski – Przewodniczący Rady Izby, Polska Izba Gospodarki Odpadami; Janusz Gajowiecki – Prezes Zarządu, PSEW; Zbigniew Gryglas – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Grzegorz Obajtek – Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu Bioeko Grupa TAURON; dr Arkadiusz Sekściński – p.o. Prezesa Zarządu, Wiceprezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A.; dr inż. Krystian Szczepański – Dyrektor, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor, Port Czystej Energii Sp. z o.o.; Karol Wójcik – Przewodniczący Rady Programowej, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami; Anna Żyła – Główny Ekolog Banku, Bank Ochrony Środowiska S.A. Na samym początku zaproszeni prelegenci zarysowali miejsce rynku energii odnawialnej w Polityce Energetycznej Państwa. Jednocześnie zastanawiano się nad najważniejszymi wyzwaniami na najbliższe dziesięciolecia, jeżeli chodzi o adaptację do zmian klimatu. W tym kontekście zastanawiano się jak ograniczyć niską emisję w polskich miastach. Nie bez znaczenia był tutaj problem skutecznej gospodarki odpadami. W drugiej części panelu odniesiono się do tematu zrównoważonego rozwoju w strategiach firm i odpowiedzialności w kwestiach środowiskowych. Podjęto się także przedstawienia bilansu E-mobility w Polsce. Następnie poproszono uczestników panelu o zaprezentowanie, ich zdaniem realnych, scenariuszy rozwoju gospodarczego z uwzględnieniem strategii ochrony środowiska i zeroemisyjnej gospodarki. Pozwoliło to odnieść się do obecnie kluczowych problemów, jakimi są kwestia odpadów i opakowań zwrotnych w przemyśle i smogu. Na koniec omówiono wkład fotowoltaiki w OZE.

Na zakończenie pierwszego dnia Szczytu odbyła się wieczorna gala wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2019”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Gospodarki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki w kraju i zagranicą. Nagroda jest uhonorowaniem Laureatów za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy.

Laureatami tegorocznej nagrody „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2019” zostali:

Marek Zagórski, Minister Cyfryzacji

Mariusz Błaszczak, Minister Obrony Narodowej (nagrodę w imieniu Pana Ministra odebrał Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Paweł Woźny)

gen. dyw. dr Jarosław Gromadziński, Dowódca 18 Dywizji Zmechanizowanej im. Generała Broni Tadeusza Buka

Marcin Chludziński, Prezes Zarządu KGHM Polska Miedź S.A.

Paweł Borys, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju S.A.(nagrodę w imieniu Pana Prezesa odbrał Wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju p. Bartosz Marczuk)

W drugim dniu Szczytu odbyła się Sesja IV organizowana przez Ministerstwo Energii i Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, zatytułowana „Zielona Energia szansą na rozwój regionów”. W ramach sesji odbyły się dwa panele: „Wyzwania w sektorze energetycznym w świetle nowej perspektywy finansowej UE” oraz „Ekologiczne źródła energii w każdym domu”. Sesji towarzyszyły warsztaty prowadzone przez doradców energetycznych skierowane do przedsiębiorców, właścicieli domów, właścicieli gospodarstw rolnych, przedstawicieli jednostek samorządu terytorialnego, na których omówiono możliwości zdobycia dofinansowania na inwestycje z zakresu efektywności energetycznej oraz zagadnienia związane z ograniczeniem negatywnego wpływu emisji na jakość powietrza. Sesję oficjalnie zainaugurowali Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii; Marek Zagórski – Minister Cyfryzacji; Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Moderatorem Sesji był dr Paweł Grzejszczak – Partner, Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka Po oficjalnej inauguracji, w ramach wprowadzenia, zaprezentowany został film poświęcony rozwojowi inteligentnych sieci energetycznych w Polsce.

Panel Wyzwania w sektorze energetycznym w świetle nowej perspektywy finansowej UE rozpoczął się od wystąpienia wprowadzającego, wygłoszonego przez Jarosława Orlińskiego – Dyrektora Departamentu Programów Infrastrukturalnych, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, pt. Przygotowanie perspektywy finansowej 2021-2027.

Następnie odbyła się dyskusja, w której udział wzięli: dr hab. Inż. Dariusz Baczyński – Prodziekan, Wydział Elektryczny, Politechnika Warszawska; Andrzej Kojro – Prezes Zarządu, Enea Operator Sp. z o.o.; Wojciech Lutek – Prezes Zarządu, PGE Dystrybucja S.A.; Michał Godlewski – Dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich, Ministerstwo Energii; Wiesław Jasiński –  Zastępca Prezesa Zarządu, Energa-Operator S.A.; Robert Zasina – Prezes Zarządu TAURON Dystrybucja S.A.

Panel Ekologiczne źródła energii w każdym domu rozpoczął się od wystąpienia wprowadzającego Artura Michalskiego – Zastępcy Prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Następnie odbył się pokaz filmu Projekt Doradztwa Energetycznego po czym odbyła się dyskusja poświęcona programowi „Mój Prąd” i możliwościom wytwarzania energii przez prosumentów. W roli uczestników debaty wystąpili: Sławomir Mazurek – Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Środowiska; Artur Michalski – Zastępca Prezesa Zarządu, NFOŚiGW; Marcin Szczudło – Wiceprezes Zarządu, PGNiG Obrót Detaliczny sp. z o.o.; Andrzej Rajkiewicz – Wiceprezes Zarządu, Narodowa Agencja Poszanowania Energii S.A.; Piotr Czopek – Dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej, Ministerstwo Energii; Jarosław Wiśniewski – Zastępca Dyrektora Departamentu Gospodarki Ziemią w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi; Anna Trudzik – Kierownik Wydziału Projektu Doradztwa Energetycznego, NFOŚiGW.

V edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego była wspierana przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia. Europejskie Centrum Biznesu główny organizator Szczytu pragnie szczególnie podziękować Partnerowi Energetycznemu: TAURON Polska Energia S.A., Partnerom Głównym: PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., KGHM Polska Miedź S.A., Enea S.A., Grupie Energa, Węglokoks S.A., Partnerom Agencji Rozwoju Przemysłu, Bankowi Gospodarstwa Krajowego, firmie BELSE Sp. z o.o., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., GAZ-SYSTEM S.A.; Grupie LOTOS S.A., PERN S.A., firmie Polimex-Mostostal S.A., PGNiG S.A., PGNiG Termika S.A., Stadler Polska Sp. z o.o., Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, Sponsorom PKN ORLEN S.A., Bankowi Ochrony Środowiska S.A., Partnerowi Społecznemu Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych, Współorganizatorowi Uniwersytetowi Przyrodniczo-Humanistycznemu w Siedlcach. Dziękujemy także za współpracę Ministerstwu Energii oraz Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, a także Polskiej Spółce Gazownictwa Sp. z o.o., PGNiG Obrót Detaliczny, Miastu Siedlce, Centrum Kultury i Sztuki im. Andrzeja Meżeryckiego Scena Teatralna Miasta Siedlce, 18 Dywizji Zmechanizowanej, Kancelarii DWF Polska.

Podziękowania składamy także na ręce Patronów Medialnych: Polskie Radio 24, Magazyn Biomasa, Portal Biznesalert.pl, Portal CEO.com.pl, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, , Dziennik Gazeta Prawna, Dziennik Warto Wiedzieć, Czasopismo Echo Katolickie, Portale grupy Xtech: elektroinzynieria.pl i środowisko.pl, Portal Energetyka24, Magazyn Energetyka Cieplna i Zawodowa, Magazyn Energetyka Wodna, Portal Energetykon.pl, Wortal Energoelektronika.pl, Portal ESCO w Polsce, Magazyn EuroLogistics, Magazyn Euroinfrastruktura XXI, Portal INFOR.PL, Portal Inteligentne Miasta i Regiony, Agencja ISB News, Katolickie Radio Podlasie, Portal kierunekenergetyka.pl, Czasopismo Law Business Quality, Portal Log24, Portal Logistyka.net.pl, Magazyn Autostrady, Portal Multimodalny.pl, Czasopismo Nowa Energia, Magazyn Nowoczesne Technologie w Przemyśle, Portal Nuclear.pl, Portal OptimalEnergy.pl, Magazyn OZEON, Magazyn Perspektywy, Portal Podlasie24.pl, Polish Market Online, Miesięcznik Przetargi Publiczne, Reporter Chemiczny, Serwis Administracyjno-Samorządowy, Smart Grids Polska, Portal Strefa Biznesu, TV Wschód, Portal TerazSrodowisko.pl, Warsaw Business Journal, Wiadomości Naftowe i Gazownicze, Portal WysokieNapiecie.pl.

Prawie połowa Polaków wyrzuca jedzenie. Od jednej rodziny do kosza trafia średnio równowartość 2,5 tys. zł rocznie

Prawie połowa Polaków wyrzuca jedzenie. Od jednej rodziny do kosza trafia średnio równowartość 2,5 tys. zł rocznie 1

49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie – wynika z badania przeprowadzonego dla Grupy KRUK. Przeciętna czteroosobowa rodzina wrzuca do śmieci równowartość 2,5 tys. zł rocznie. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, wiele z nich mogłoby spłacić średni dług w ciągu około dwóch lat. Kupowanie rodzimych produktów u lokalnych dostawców, życie w zgodzie z zasadą zero waste czy robienie zakupów z listą może nie tylko przynieść oszczędności w domowym budżecie, ale i przyczynić się do poprawy stanu środowiska.

– Na koniec I półrocza br. mieliśmy w Polsce ponad 4 mln osób zmagających się z zadłużeniem. Głównym powodem długów są m.in. niespłacone kredyty i pożyczki. Jest to poniekąd związane z obecnym trendem, czyli konsumpcjonizmem. Wszyscy chcemy mieć jak najlepsze, jak najnowsze rzeczy. To z kolei przekłada się na ekologię, bo takie kupowanie bez zastanowienia nie wpływa pozytywnie na środowisko. Zatem okazuje się, że ekonomia ma tu wiele wspólnego z ekologią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy Kruk.

Jak podaje Federacja Polskich Banków Żywności, w ciągu roku czteroosobowa polska rodzina wyrzuca do śmieci jedzenie o średniej wartości aż 2,5 tys. zł. Gdyby taką kwotę miały do dyspozycji osoby zadłużone, w ciągu około dwóch lat wiele z nich mogłoby spłacić swoje długi. Ten, jak wynika z danych Grupy KRUK, na koniec pierwszego półrocza br. wyniósł średnio niespełna 5,8 tys. zł na osobę.

W badaniu „Konsumpcjonizm i świadomość ekologiczna Polaków” przeprowadzonym dla Grupy KRUK 49 proc. Polaków deklaruje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie do śmietnika. Powody marnowania jedzenia są bardzo różne – najczęstszym z nich jest roztargnienie, które powoduje, że nie sprawdzamy daty przydatności produktów do spożycia. Wskazuje tak 42 proc. polskich konsumentów.

– Zawsze kupujemy więcej, niż potrzebujemy. W weekendy, przed świętami te koszyki zakupowe robią się coraz większe. Cała gospodarka sprzyja konsumpcji, więc dopóki nie zaczniemy kupować racjonalnie tego, czego faktycznie potrzebujemy, może być problem. Kupujemy oczami. W portfelu wszystko się zgadza, tylko koniec końców nie jesteśmy w stanie tego przejeść albo są to rzeczy nie do końca nam potrzebne. Kończy się tym, że pieniądze pośrednio, w postaci zmarnowanych produktów, wędrują do śmietnika – mówi Tomasz Jaroszek, dziennikarz i bloger finansowy, Doradca.tv.

 Pójście z listą zakupów do sklepu sprawia, że kupimy przynajmniej o 1/3 mniej. Zaoszczędzimy nie tylko pieniądze, lecz także czas, bo zrobimy zakupy szybciej i kupimy tylko to, co mamy zapisane na kartce. Ta lista zakupów jest banałem, ale ułatwia nam ona ekonomiczne i ekologiczne życie. Poza tym wykorzystujmy resztki. Jeśli zostanie nam w lodówce jedna marchewka, cebula, kawałek cukinii, to już jest potencjał, żeby stworzyć z tego pełnowartościowy obiad. Wymieszamy to z kaszą i mamy świetną kolację na ciepło – dodaje Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Takie zachowania są również bardziej ekologiczne.

– Bardzo wiele osób uważa, że życie w zgodzie z trendem ekologicznym jest drogie. Opierają tę tezę na tym, że produkty z oznaczeniem bio lub eko na ogół są droższe od tych zwykłych towarów. Stąd 81 proc. Polaków uważa, że ekologiczne życie jest dużo droższe. Tymczasem my chcemy pokazać, że jest odwrotnie. Życie w duchu zero waste powoduje, że kupujemy mniej, świadomie wybieramy produkty – mówi Agnieszka Salach.

Jak wynika z badania SW Research przeprowadzonego dla Grupy KRUK, 63 proc. Polaków decyduje się na zakup produktów ekologicznych ze względu na to, że są zdrowsze. Natomiast 41 proc. decyduje się na nie, ponieważ są bardziej przyjazne dla środowiska. Wciąż jednak zdecydowana większość Polaków, bo aż 81 proc., uważa, że ekologiczne zakupy są droższe.

 Etykiety „eko” i „bio” mogą być mylące. Polacy często nie rozróżniają, nie wiedzą, co się pod tymi nazwami kryje. Coś, co jest bio, nie zawsze musi być zdrową żywnością. To oznaczenie nie sygnalizuje, że taki produkt nie zawiera cukru czy konserwantów. A warto też mieć na uwadze, że często jest zapakowany w niepotrzebny plastik, który nie jest eko – mówi Sylwia Majcher, dziennikarka, autorka książki „Gotuję, nie marnuję”.

Ekologia może też pomóc w oszczędzaniu i lepszym gospodarowaniu domowym budżetem. Eksperci wskazują, że wystarczy na przykład zamienić egzotyczne produkty na rodzime i zacząć kupować u lokalnych dostawców albo zwracać uwagę na to, co i w jakich ilościach kupujemy. Tylko na zakup wody butelkowanej Polacy wydają łącznie 3 mld zł (ok. 980 zł na osobę rocznie), podczas gdy zdatna do picia kranówka jest niemal całkiem darmowa.

 Przede wszystkim trzeba czytać etykiety i robić listy zakupów. Zastanawiać się, co chcemy ugotować. Wykorzystywać te produkty, które mamy pod ręką, czyli gotować sezonowo. Mamy październik, więc trzeba wykorzystywać warzywa korzeniowe, które o tej porze roku są najlepsze. Nie należy kupować pomidorów w grudniu, bo to nie jest sezon pomidorowy. Wtedy właśnie świetne są kiszone warzywa, które są też tańsze. Dzięki takiemu racjonalnemu i rozsądnemu kupowaniu możemy sporo zaoszczędzić – mówi Sylwia Majcher.

NASK: Dezinformacja w internecie nasila się przed wyborami. Jest poważnym zagrożeniem dla stabilizacji państwa

Dezinformacja stała się problemem na tyle poważnym, że może wpływać na funkcjonowanie państw i rządów oraz destabilizować sytuację polityczną – wynika z najnowszego raportu NASK. Jego publikacji towarzyszył okrągły stół, do którego zaproszono m.in. przedstawicieli Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, MON, BBN i Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. To istotne o tyle, że dezinformacja w internecie nasila się zwłaszcza przed wyborami, a w ocenie Komisji Europejskiej ostatnie lata pokazały już, że kampanie dezinformacyjne miały wpływ na wybory i referenda przeprowadzane w krajach UE. – Trzeba wypracować systemowe mechanizmy reagowania na to zjawisko – podkreśla wicedyrektor NASK Krzysztof Silicki.

– Dezinformacja jest zjawiskiem znanym od dawna. Nas interesuje to, w jakim stopniu zagraża ono bezpieczeństwu w cyberprzestrzeni, na ile jesteśmy w stanie to zjawisko monitorować, opisywać, definiować i mu przeciwdziałać, bo niewątpliwie ma ono charakter negatywny. Wpływ, jaki dezinformacja ma na rozmaite sfery naszego życia, ale też na gospodarkę, biznes, społeczeństwo i politykę, to temat naszego najnowszego raportu o zjawisku dezinformacji w dobie rewolucji cyfrowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Silicki, zastępca dyrektora ds. cyberbezpieczeństwa i innowacji NASK.

W raporcie „Zjawisko dezinformacji w dobie rewolucji cyfrowej” eksperci NASK podkreślają, że dezinformacja ma miejsce wtedy, kiedy rozpowszechniane informacje dotyczą kwestii ważnych z punktu widzenia interesu publicznego, mają wywołać niepewność lub wrogość, doprowadzić do zakłócenia procesów demokratycznych i są rozpowszechniane za pomocą zautomatyzowanych i agresywnych technik, takich jak boty, sztuczna inteligencja, mikrotargeting czy trollowanie.

– Sama definicja dezinformacji jest już ciekawym zagadnieniem, bo nie jest jeszcze zbyt precyzyjna. Generalnie chodzi o zjawiska, które na masową skalę wpływają na percepcję użytkowników cyberprzestrzeni. Zwykle są to kampanie stworzone po to, żeby osiągnąć pewien cel polityczny – choć nie tylko, co pokazuje przykład kampanii dezinformacyjnej wokół „Niebieskiego wieloryba” – mówi Krzysztof Silicki.

Jak podkreśla, trzeba wypracować systemowe mechanizmy reagowania na zjawisko dezinformacji. Stąd do współpracy zaproszone zostały instytucje, które mają z nim do czynienia prawie na co dzień, m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Obrony Narodowej, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, Ośrodek Studiów Wschodnich, UODO oraz Facebook.

Publikacji raportu towarzyszył także zamknięty dla mediów okrągły stół dotyczący problemu dezinformacji, do którego zaproszono też przedstawicieli resortu cyfryzacji, CSIRT MON, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, resortu spraw zagranicznych, Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, UODO, KRRiT, OSW, CERT Polska, Zespołu Dyżurnet, Ekspertów CyberPolicy, Ekspertów Akademii Nask, Akademii Sztuki Wojennej, Facebooka i EDGE. Publikacji raportu towarzyszy Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa, który startuje dziś.

Jak podkreśla dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Marek Kubiak, współpraca wszystkich tych podmiotów jest kluczowa zwłaszcza przed wyborami, kiedy zjawisko dezinformacji przybiera na sile.

– Przy okazji wyborów parlamentarnych w Polsce również może to nastąpić. Dlatego podejmujemy działania zaradcze, jak uruchomienie Zespołu ds. Incydentów Krytycznych oraz zespołu, który zajmuje się zagrożeniami hybrydowymi. To są gremia eksperckie, w których uczestniczą przedstawiciele służb specjalnych i instytucji odpowiedzialnych za prawidłowy przebieg wyborów. Analizujemy wszystkie spływające informacje i podejmujemy stosowne działania, żeby przeciwdziałać wszystkim stwierdzonym nadużyciom – mówi Marek Kubiak.

W ocenie Komisji Europejskiej ostatnie lata pokazały już, że kampanie dezinformacyjne miały wpływ na wybory i referenda przeprowadzane w krajach Unii Europejskiej. To właśnie dezinformacja ze strony Federacji Rosyjskiej miała stanowić największe zagrożenie przed tegorocznymi, majowymi wyborami do Parlamentu Europejskiego.

– Prowadziliśmy już działania związane m.in. z zabezpieczeniem wyborów samorządowych i wyborów do Europarlamentu. W Polsce nie było zagrożeń, które spowodowałyby zakłócenie procesu wyborczego czy wpływałyby na wynik tych wyborów. Natomiast stwierdzamy próby wpływania na świadomość społeczeństwa poprzez tworzenie nieprawdziwych narracji i próby ich uwiarygodnienia poprzez udostępnianie w mediach. To jest problem, który staramy się zneutralizować – mówi dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.

Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej, 73 proc. internautów w krajach UE jest zaniepokojonych dezinformacją w okresie przedwyborczym, stąd walka z nią jest jednym z unijnych priorytetów w zakresie cyberbezpieczeństwa. Wokół tego zjawiska ostatnio dużo dzieje się na forum międzynarodowym: we wrześniu ub.r. przyjęto Kodeks postępowania w zakresie zwalczania dezinformacji. Z kolei w grudniu KE ogłosiła Plan Działań Przeciwko Dezinformacji („Action Plan against Disinformation”). Wskazała w nim konkretne działania do realizacji dla unijnych instytucji i państw członkowskich (np. stworzenia Rapid Alert System, systemu szybkiego ostrzegania przed kampaniami dezinformacyjnymi). Te miały zapobiec manipulacjom w majowych wyborach do Parlamentu Europejskiego i przyszłych elekcjach, które będą się odbywać w krajach członkowskich UE.

W Polsce problem dezinformacji na szczeblu ogólnopaństwowym i strategicznym był poruszany m.in. w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego, podczas prac nad rekomendacjami do nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego. Jak wynika z nowego raport NASK, problemem w dalszym ciągu pozostaje brak sprawnego systemu komunikacji i koordynacji działań w zakresie zwalczania dezinformacji na szczeblu krajowym.

– Problemem jest gigantyczna liczba informacji we współczesnym systemie komunikacyjnym. Coraz większe znaczenie ma nie tylko to, kto te informacje wytwarza, lecz także kto je filtruje, czyli kto z tej gigantycznej przestrzeni wybiera dla nas to, co my powinniśmy przeczytać i usłyszeć. Problemem pojawia się, kiedy tę rolę pełnią komercyjni pośrednicy w internecie, który na tle innych mediów jest przestrzenią bardzo słabo regulowaną – mówi dr hab. Mirosław Filiciak, dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych na Uniwersytecie SWPS.

Jak podkreśla, walka z dezinformacją wymaga zarówno odgórnych regulacji, edukacji i podnoszenia świadomości internautów, jak i wypracowania pewnego społecznego dialogu wokół tego zagadnienia, co jest zadaniem dla państwowych instytucji i NGO-sów.

– Myślę, że po aferach ostatnich dwóch lat, których symbolem jest Cambridge Analytica, pojawił się pewien konsensus pomiędzy regulatorami a biznesem, że tę przestrzeń trzeba w jakiś sposób uregulować, że konieczna jest pewna odgórna interwencja – podkreśla dr Mirosław Filiciak.

Badania przeprowadzone w tym roku przez Pracownię Badań Społecznych NASK pokazały, że z manipulacją lub dezinformacją zetknęła się w ostatnich miesiącach blisko połowa Polaków. Co trzeci (35 proc.) trafia w sieci na sfałszowane informacje przynajmniej raz w tygodniu lub częściej. Mimo to co piąty internauta (19 proc.) nie sprawdza wiarygodności internetowych informacji ani ich źródeł.

Producenci aut przechodzą na hybrydy i elektryki. Wymuszają to nowe unijne normy emisji dwutlenku węgla

Producenci aut przechodzą na hybrydy i elektryki. Wymuszają to nowe unijne normy emisji dwutlenku węgla 2

Od 2020 roku w Unii Europejskiej zaczną obowiązywać nowe restrykcje dla samochodów dotyczące emisji dwutlenku węgla. Większość producentów już się do nich przygotowuje i modyfikuje ofertę modelową, dołączając do niej samochody hybrydowe i elektryczne. Te mają pomóc im zmieścić się w limitach narzuconych przez Unię Europejską. – Nowe restrykcje UE przyspieszą elektryfikację transportu – ocenia rzecznik Volvo Car Poland. Za miesiąc marka, która już od kilku lat stopniowo przechodzi na napędy hybrydowe, zaprezentuje swój pierwszy w pełni elektryczny samochód.

Polski rynek samochodów elektrycznych i hybrydowych jest jeszcze bardzo zacofany w stosunku do pozostałych krajów UE. W Polsce na przestrzeni kilku lat zostało zarejestrowanych ok. 7 tys. samochodów elektrycznych, hybrydy są liczone w dziesiątkach tysięcy sztuk, ale nadal jest tego niewiele. To się jednak zmieni, ponieważ UE narzuca producentom samochodów nowe, bardzo restrykcyjne normy dotyczące emisji dwutlenku węgla i nie da się ich w żaden inny sposób spełnić, jak tylko oferując samochody hybrydowe i elektryczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

Jak podkreśla, na polskim rynku zakup samochodu elektrycznego – o ile nie wynika z polityki flotowej firm – jest głównie indywidualnym wyborem kierowców. Do tej pory nie istniały jednak specjalne zachęty, np. w postaci ulg podatkowych, dzięki którym by się to opłacało. Wprowadziła je dopiero ustawa o elektromobilności. Z drugiej strony w Polsce nie ma też żadnych dodatkowych obciążeń podatkowych związanych z dwutlenkiem węgla. Dla odmiany, na przykład w Danii podatki od samochodów emitujących duże ilości dwutlenku węgla potrafią sięgać nawet do 270 proc. już na etapie zakupu, wobec czego zakup elektryka jest ekonomicznie bardziej opłacalny.

Nasz rynek jest bardzo liberalny. To się jednak będzie zmieniać, ponieważ postępująca elektryfikacja jest już faktem. Kolejni producenci wprowadzają do oferty miękkie hybrydy, które odzyskują tylko część prądu z hamowania, i hybrydy plug-inowe, które mogą na dystansie 30–40 km poruszać się niemalże jak samochód elektryczny. Elektryki też debiutują na rynku – mówi Stanisław Dojs.

Od 2020 roku w Unii Europejskiej zaczną obowiązywać nowe normy emisji dwutlenku węgla dla samochodów – limit będzie wynosić 95 gramów dwutlenku węgla na przejechany kilometr. Producenci samochodów nieco cięższych, z segmentu premium, tacy jak Volvo, mają minimalnie wyższe limity (107 gramów). Od 2025 roku UE planuje wprowadzić kolejną redukcję o 15 proc.

– Jest tylko jedna możliwość, żeby spełnić te normy – silniki spalinowe muszą mieć mniejszą pojemność. Coraz częściej muszą im też towarzyszyć silniki elektryczne – mówi Stanisław Dojs.

Rzecznik Volvo Car Poland zaznacza, że w tej chwili większość producentów przygotowuje się do unijnych norm emisji dwutlenku węgla i modyfikuje swoją gamę modelową, dołączając do oferty samochody hybrydowe i elektryczne. Te mają pomóc im obronić się na rynku i zmieścić się w limitach narzuconych przez Unię Europejską.

– Swoją cegiełkę dołożą także firmy, zwłaszcza międzynarodowe, działające w Polsce, które w politykach flotowych zapisują limity dwutlenku węgla. To o tyle istotne, że segment droższych samochodów jest zależny od rynku biznesowego, klientów indywidualnych, którzy nie biorą samochodu na fakturę, jest bardzo niewielu – wyjaśnia Dojs.

Poza korzyściami dla środowiska i oszczędnościami na paliwie klienci coraz częściej zaczynają dostrzegać inne zalety podróżowania hybrydami i elektrykami.

Można nimi niemal bezszelestnie manewrować na parkingu. Skłaniają też do spokojniejszej jazdy. Kiedy chcemy przyspieszyć w hybrydach typu plug-in, naciskamy delikatnie pedał gazu i ten samochód po prostu płynie, w środku jest cicho i spokojnie. Jeśli sytuacja drogowa wymaga gwałtownego przyspieszenia, można użyć silnika elektrycznego i spalinowego naraz. Wtedy ten samochód zostawi w tyle większość samochodów o napędzie wyłącznie spalinowym, dlatego że elektryfikacja daje też niesamowicie dużo benefitów czysto użytkowych, o których nie przekonamy się, dopóki takimi samochodami nie zaczniemy jeździć – mówi Stanisław Dojs.

Hybrydy typu plug-in Volvo ma w ofercie od 2012 roku, natomiast od kilku lat producent stopniowo wycofuje z niej silniki większe niż 2 l i diesle. Od tego roku wszystkie nowo prezentowane modele marki będą już tylko hybrydami, z kolei za miesiąc swoją premierę będzie mieć pierwszy w pełni elektryczny samochód Volvo.

Długofalowa strategia marki zakłada stopniowe przechodzenie na napędy hybrydowe, a w dalszej perspektywie – na samochody elektryczne. W ubiegłym roku Volvo sprzedało w Polsce 168 hybrydy typu plug-in, które są najbardziej zaawansowane pod względem technicznym i najdroższymi samochodami w portfolio marki. Dla porównania rok wcześniej sprzedaż wyniosła około 100 sztuk.

Wszyscy mamy świadomość, że żyjemy na jednej planecie, oddychamy tym samym powietrzem i zmiany klimatyczne są bezpośrednim efektem działalności człowieka. Nawet najmniejsze rzeczy, od selekcji śmieci, poprzez oszczędzanie energii elektrycznej albo używanie elektrycznych czy hybrydowych samochodów, to jest coś, co możemy zrobić dla planety. W Polsce ta świadomość ekologiczna wygląda coraz lepiej, dużo się o tym mówi. Wybór samochodu coraz częściej wiąże się z decyzją dotyczącą troski o środowisko – mówi Kamil Sokołowski, odpowiedzialny za PR i eventy centralne Volvo Car Poland.

Inwestorzy coraz chętniej wspierają zielone projekty. Sektor finansowy wprowadził nowe sposoby ich finansowania

Inwestorzy coraz chętniej wspierają zielone projekty. Sektor finansowy wprowadził nowe sposoby ich finansowania 3

Inwestorzy poszukują inwestycji przyjaznych środowisku i coraz większy kapitał przeznaczają na firmy neutralne pod względem emisji dwutlenku węgla. To m.in. z tego powodu firmy podejmują tego rodzaju inicjatywy z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Zadaniem sektora bankowego jest łączenie inwestorów i firm – podkreślają przedstawiciele DNB Bank Polska i prognozują – wzorem rynków skandynawskich – dynamiczny rozwój zielonych instrumentów finansowych.

 W krajach skandynawskich, jeśli firma zamierza dokonać inwestycji w inicjatywę przyjazną środowisku, może się starać o emisję zielonych obligacji, dzięki czemu znajduje nowych inwestorów. To sprawia, że na rynkach europejskich i skandynawskich nastąpił znaczny wzrost emisji zielonych obligacji, zrównoważonych kredytów czy obligacji klimatycznych – mówi agencji Newseria Biznes Carina Skogs Enocksson, dyrektor Biura Przemysłu Wytwórczego i Spożywczego w DNB Bank Polska.

Na takie trendy reaguje też sektor finansowy, który w ciągu ostatnich dwóch lat wprowadził do oferty wiele możliwości finansowania przyjaznych dla środowiska inicjatyw.

 Banki i instytucje finansowe powinny pośredniczyć między klientami a inwestorami, towarzysząc na każdym etapie działań w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu oraz przy włączaniu zrównoważonego rozwoju w ich strategię biznesową. To często wiąże się z potrzebą zdobycia funduszy, dlatego banki i instytucje finansowe powinny wspierać klientów zarówno na tym kluczowym etapie, jak i w dalszym rozwoju – mówi Carina Skogs Enocksson.

Społeczna odpowiedzialność biznesu (ang. corporate social responsibility, CSR) to filozofia zarządzania, zgodnie z którą firma bierze odpowiedzialność za wpływ, jaki wywiera na swoich klientów, pracowników, dostawców i środowisko. Realizuje swoje cele biznesowe, ale z dbałością o relacje z otoczeniem i z poszanowaniem środowiska.

Dla DNB Bank społeczna odpowiedzialność biznesu to jeden z filarów działalności. Dzięki temu, że bank działa w 15 krajach, a z wieloma innymi współpracuje, ma możliwość szerokiego oddziaływania na rynek i klientów. Z obserwacji banku wynika, że CSR staje się coraz istotniejszym aspektem działalności dla klientów bankowości korporacyjnej, którzy postrzegają go nie tylko jako sposób na ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko, lecz także jako element budowania swojego pozytywnego wizerunku w oczach jej pracowników, klientów i potencjalnych inwestorów.

W Polsce trend ten jest obecny od kilkunastu lat i wciąż mocno zyskuje na popularności. Przestał być też traktowany jako forma marketingu i coraz więcej firm włącza go do swojej strategii, co potwierdza publikowany cyklicznie raport „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Z roku na rok coraz więcej firm zgłasza do niego swoje projekty z obszaru CSR. W tym roku ich liczba wzrosła o 30 proc. i po raz pierwszy przekroczyła 1,5 tys.

– Wiele polskich firm, z którymi mamy styczność, już realizuje koncepcję społecznej odpowiedzialności biznesu lub zrównoważonego rozwoju. Jednym z elementów, który ma duże znaczenie dla pomyślnej realizacji tej koncepcji, jest ustalanie celów na najwyższych szczeblach zarządzania i nadanie im wysokiego priorytetu, a także powołanie pracowników lub zespołu do koordynacji inicjatyw z tego obszaru – mówi Carina Skogs Enocksson.

Co istotne, działania z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu przez długi czas były domeną dużych przedsiębiorstw, koncernów i oddziałów zagranicznych firm, które przejęły dobre praktyki z centrali. W tej chwili wdraża je również coraz więcej średnich, a nawet mniejszych firm. Przedsiębiorstwa angażują się najczęściej w projekty dotyczące edukacji, ochrony środowiska, wspierania lokalnych społeczności czy rozwoju swoich pracowników.

 Firmy, które jeszcze nie rozpoczęły takich działań lub są na wczesnym etapie, mogą zacząć od ustalenia swojego śladu węglowego i wyznaczenia celów, jakie chcą w tym zakresie osiągnąć za kilka lat. Wiele firm, z którymi współpracujemy, realizuje cele zawarte w agendzie ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju do 2030 roku. Można wybrać jeden lub kilka takich celów, które są ważne dla firmy i mają znaczenie dla jej zasadniczej działalności, i na nich się skoncentrować – mówi Carina Skogs Enocksson.

Agenda 2030 jest odpowiedzią na najważniejsze globalne wyzwania. Obejmuje 17 celów i blisko 170 związanych z nimi zadań do realizacji. Są wśród nich m.in.: eliminacja ubóstwa, zapewnienie wszystkim ludziom dostępu do zrównoważonej energii po przystępnej cenie, zmniejszenie nierówności czy uczynienie miast bardziej zrównoważonymi. Obok rządów czy organizacji międzynarodowych w realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju ważną rolę do odegrania ma także biznes. Dzięki modyfikacji produkcji czy działaniom proekologicznym firmy mogą się znacząco przyczynić do realizacji zadań nakreślonych przez ONZ.

– Jeśli chodzi o społeczną odpowiedzialność biznesu i zrównoważony rozwój przedsiębiorstw – ważnym aspektem są też stosowne regulacje w tym zakresie, których w przyszłości będzie przybywać. Uważam jednak, że firmy powinny się skupiać na swoich interesariuszach. Po pierwsze – klienci. Obserwujemy, że klienci na polskim rynku stają się coraz bardziej wymagający, jeśli chodzi o produkty przyjazne dla środowiska. Na przykład na rynku spożywczym w ostatnich latach można zauważyć wzrost produkcji biożywności. Trzeba więc obserwować rynek i popyt – mówi Carina Skogs Enocksson.

Badania pokazują, że zrównoważony rozwój i CSR mają coraz większe przełożenie na wybory konsumenckie. Według badań SW Research dla Stena Recycling blisko 70 proc. Polaków chciałoby, żeby ich ulubione produkty pochodziły ze zrównoważonej produkcji. Podobny odsetek jest skłonny zmienić swoje przyzwyczajenia i zrezygnować z produktów ulubionej firmy na rzecz takich, które zostały wyprodukowane w zrównoważony sposób i zgodnie z zasadami gospodarki obiegu zamkniętego.

– Kolejny aspekt to pracownicy – zarówno obecni, jak i przyszli. Młode pokolenie oczekuje od swoich pracodawców myślenia o społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonym rozwoju. Chce pracować dla firm, którym zależy na ochronie środowiska, zmniejszaniu ich śladu ekologicznego, udoskonalaniu w tym zakresie ich łańcucha dostaw – mówi Carina Skogs Enocksson. – Działania zgodnie z koncepcją społecznej odpowiedzialności biznesu i zrównoważonego rozwoju stanowią dziś o przewadze konkurencyjnej firmy.

Łódź zagłębiem innowacyjnych firm biotechnologicznych. To przyciąga do regionu zagraniczny kapitał

Łódź zagłębiem innowacyjnych firm biotechnologicznych. To przyciąga do regionu zagraniczny kapitał 4

Biotechnologia i farmacja to jedne z najszybciej rosnących i najbardziej innowacyjnych sektorów polskiej gospodarki. Napędzają je zarówno innowacyjne projekty polskich firm i start-upów, jak i inwestycje zagranicznych firm, które przyciąga wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowe. – Stajemy się znaczącym graczem na mapie europejskiej, bo w Polsce jesteśmy już liderem w branży life science – mówi Hanna Zdanowska, prezydent miasta. W Łodzi odbyła się właśnie pierwsza w Polsce konferencja skupiająca specjalistów, inwestorów, przedstawicieli biznesu, nauki i administracji.

 Łódź stawia na branżę life science i wszystko, co jest związane z ochroną zdrowia, jakością życia. To jest przyszłość. Przy bardzo dobrych uczelniach i studentach, którzy kończą nasze uczelnie, przy szerokim zakresie firm, które zaczynają pączkować, jeśli chodzi o ogólnie pojętą healthcare, na to właśnie powinniśmy stawiać – mówi agencji Newseria Biznes prezydent Łodzi Hanna Zdanowska.

Inwestorów przyciąga do Łodzi m.in. centralna lokalizacja, dobrze wykwalifikowana kadra, świetne uczelnie wyższe i konkurencyjne ceny nieruchomości. Proaktywne podejście miasta do wspierania przedsiębiorstw jest doceniane przez korporacje i inwestorów, a Łódź na siedzibę główną wybrały firmy takie, jak Aflofarm czy Takeda.

 Przede wszystkim tworzymy właściwą infrastrukturę i sprzyjający klimat do rozwoju. Infrastruktura to m.in. Bionanopark, który konsekwentnie rozbudowujemy. Wspieramy łódzkie uczelnie, wchodzimy w różnego typu projekty, m.in. z Uniwersytetem Medycznym – wymienia Hanna Zdanowska.

 W branży life science jest sporo start-upów, część z nich ląduje w inkubatorze Bionanoparku i wiele z nich obiecująco się rozwija. Przykładowo, firma NapiFeryn, która zaczynała u nas, dzisiaj robi karierę globalną i jej pomysł na nowe białko fantastycznie zaczyna sprzedawać się na rynku – dodaje Marek Cieślak, prezes Bionanopark. – Specjalizujemy się w implantach indywidualnych, prowadzimy badania nad szpiczakiem i kilka innych, związanych np. ze strukturami nano. Jesteśmy na początku drogi do tego, żeby Łódź faktycznie stała się taką Doliną Krzemową, jeśli chodzi o te technologie. Zrobiliśmy już kawał dobrej roboty i fajnie było by tego nie zmarnować.

Polska jest dla firm farmaceutycznych i biotechnologicznych coraz bardziej atrakcyjnym rynkiem. Polskie wydatki na opiekę zdrowotną wynoszą około 24 mld euro rocznie, a w najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zainwestuje w rozwój biotechnologii ok. 300 mln zł (w ramach Programu Rozwoju Biotechnologii). Biotechnologia jest wymieniona jako jeden z motorów innowacyjności polskiej gospodarki w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i – jak podaje PAIiH, należy do najszybciej rozwijających się sektorów w kraju.

 Do tej pory panowało przekonanie, że najciekawsze projekty powstają w Stanach Zjednoczonych i Izraelu. Oczywiście tamtejsze rynki są mocno rozwinięte, ale dzięki współpracy z partnerami zagranicznymi, pokazujemy, że i w Polsce ten rynek jest naprawdę ciekawy. Potencjał, który kryją polskie uczelnie i polscy naukowcy, jest naprawdę duży i wart wykorzystania na arenie międzynarodowej. Widzimy, że zagraniczni inwestorzy są coraz bardziej zainteresowani, bo widzą, że ten ekosystem w Polsce staje się coraz bardziej dojrzały, daje gwarancję korzystnych zysków w przyszłości – mówi Marek Gajewski, członek zarządu Poland Biomed Ventures.

Również badania kliniczne w Polsce rozwijają się w ostatnich latach dzięki polityce sprzyjającej innowacjom, a cały krajowy sektor farmaceutyczny wart jest ok. 8 mld euro. Z kolei sektor technologii medycznych jest wyceniany na ok. 1,6 mld euro i w ciągu najbliższych trzech lat ma rosnąc w 10-proc. tempie.

 Aby każdy, nawet najciekawszy projekt mógł się znaleźć na rynku, po drodze musi się wiele wydarzyć. Przede wszystkim musimy pozyskać odpowiedni zespół, znaleźć specjalistów, którzy pomogą wprowadzić te innowacje na rynek i znaleźć na to finansowanie – mówi Marek Gajewski.

Miejscem, w którym liderzy międzynarodowego sektora life science – obejmującego m.in. biotechnologię, farmację, bioinformatykę i przemysł urządzeń medycznych – mają okazję się spotkać i nawiązać współpracę jest EU-MED SUMMIT. Konferencja, która w tym tygodniu odbyła się w Łodzi, to pierwsze takie wydarzenie w Polsce, wspierane przez izraelską Grupę Shizim i Poland Biomed Ventures. Cel to m.in. promowanie polskich start-upów life science w celu przyciągnięcia inwestycji zagranicznych.

 Od kilku lat rynek start-upowy w Polsce mocno się rozwija. Do tej pory projekty skupiały się głównie na aplikacjach mobilnych czy produktach o ograniczonym poziomie innowacyjności. My otwieramy się na rynek life science, czyli urządzeń medycznych, technologii farmaceutycznych i digital health. We współpracy z naszymi partnerami powstały już w Polsce dwa fundusze inwestycyjne, które inwestują w te technologie, mamy kilka projektów, które są już w fazie badań klinicznych. Wszystko wskazuje, że to będzie bardzo dobry okres w rozwoju life science w Polsce – mówi Marek Gajewski.

Jak podkreśla, duże zainteresowanie rozwojem technologii w sektorze life science jest widocznie zarówno w Polsce, jak i globalnie. Jednak w Polsce nie było dotąd tak dużego wydarzenia, które skupiałoby międzynarodowych graczy chętnych, aby zaistnieć na tutejszym rynku.

– Udało nam się stworzyć miejsce, gdzie ci partnerzy, którzy są niezbędni do rozwoju innowacji, chcieli się pojawić. Mieliśmy wielu przedstawicieli funduszy inwestycyjnych, wśród nich bardzo dużych międzynarodowych graczy, przedstawicieli akceleratorów technologicznych, start-upów oraz nauki i administracji rządowej – mówi Marek Gajewski.

Jak podkreśla, EU-MED SUMMIT ma się na stałe wpisać w kalendarz imprez start-upowych. Strategicznym partnerem wydarzenia jest miasto Łódź.

Producenci żywności zmieniają sposób produkcji i dostawy surowców na bardziej przyjazne środowisku. Coraz więcej konsumentów kieruje się tym przy zakupach

Producenci żywności zmieniają sposób produkcji i dostawy surowców na bardziej przyjazne środowisku. Coraz więcej konsumentów kieruje się tym przy zakupach 5

70 proc. badanych Brytyjczyków i Amerykanów wskazuje, że indywidualne postawy konsumenckie mają największe znaczenie dla przyszłości środowiska naturalnego – wynika z badania Global Web Index. W codziennych decyzjach zakupowych widać już ten wpływ. Co trzeci konsument unika artykułów spożywczych, których produkcja niszczy środowisko. Dlatego coraz więcej firm stawia na zrównoważoną produkcję. Firma Mondelēz zapowiada, że do 2022 roku wszystkie ciastka produkowane przez firmę w Unii Europejskiej będą pochodzić wyłącznie z pszenicy uprawianej w sposób zrównoważony, w ramach programu Harmony.

 Konsumenci, wybierając produkty spożywcze, dawniej zwracali uwagę przede wszystkim na cenę, teraz to się zmienia. To jakość staje się wartością i czynnikiem dominującym przy wyborze – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ewa Kosowska, kierownik ds. marketingu ciastek w Mondelēz Polska.

Z Global Web Index wynika, że 61 proc. świadomych ekologicznie konsumentów w Wielkiej Brytanii i USA sprawdza, czy produkty spożywcze są przyjazne środowisku. Podobny odsetek deklaruje, że ​takie produkty są lepsze dla ich zdrowia.

 Konsumenci, w szczególności młodzi, coraz bardziej interesują się nie tylko samym produktem, jego smakiem czy ceną, lecz także tym, jaki wpływ na środowisko naturalne mają użyte surowce. Firmy na to wyzwanie muszą odpowiedzieć – podkreśla dr Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. – Widzimy nacisk na sposób pozyskiwania surowców i ich jakość. Dotyczy to przede wszystkim rolnictwa zrównoważonego i surowców uzyskiwanych w sposób zrównoważony, czyli taki, aby w jak najmniejszym stopniu ingerować w środowisko naturalne, w jak najmniejszym stopniu zużywać zasoby naturalne i używać jak najmniej środków ochrony roślin.

W odpowiedzi na zachodzące zmiany klimatyczne i coraz większą świadomość żywieniową konsumentów firmy z branży FMCG coraz częściej angażują się w programy wspierające pozyskiwanie surowców w sposób zrównoważony. Przykładem może być Mondelēz International, największy producent przekąsek w Europie, który poprzez program Harmony dba m.in. o to, by pszenica, z której wypiekane są ciastka, była pozyskiwana z zachowaniem równowagi w przyrodzie i bioróżnorodności.

– Informacja o tym, że produkt jest wytworzony z surowców pozyskanych w sposób zrównoważony oraz że firma dba o środowisko i zasoby naturalne ma znaczenie dla konsumentów. Myślę, że właściwe komunikowanie tego może się przyczynić do zwiększenia konkurencyjności produktu na rynku – przekonuje dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności.

Zainicjowany ponad 10 lat temu przez Mondelēz International program zrównoważonego rozwoju Harmony obejmuje obecnie sześć krajów europejskich i blisko 1,7 tys. rolników. Z ich upraw wyprodukowano 177 tys. ton mąki. Zaangażowani w niego rolnicy poza działaniami mającymi na celu redukcję zużycia wody lub dwutlenku węgla przeznaczają część terenów upraw na potrzeby pszczół i motyli.

 W przypadku ciastek kluczowym surowcem jest mąka. Dlatego nasz program Harmony zakłada, że pszenica do ciastek Mondelēz będzie pozyskiwana w sposób odpowiedzialny i korzystny dla środowiska w kooperacji z lokalnymi rolnikami, spółdzielniami, tak aby minimalizować nasz wpływ na środowisko naturalne. Celem programu jest ograniczanie zużycia ilości wody, emisji dwutlenku węgla oraz pestycydów i nawozów przy jednoczesnym dbaniu o jakość gleby i bioróżnorodność. Do 2022 roku wszystkie ciastka produkowane przez nas w Unii Europejskiej będą produkowane z pszenicy Harmony – deklaruje Ewa Kosowska.

W Polsce inicjatywa obejmuje dwa gospodarstwa rolne, których skala działania wyróżnia się na tle innych krajów. W 2018 roku zebrali ok. 11 tys. ton pszenicy. Uprawiane przez nich zboże zajmowało ponad 2 tys. hektarów, czyli ponad 5 proc. wszystkich gruntów przeznaczonych na program Harmony w Europie. W 2018 roku z ich zbóż wyprodukowano 8,8 tys. ton mąki. Trafiła ona m.in. do fabryki Mondelēz w Płońsku, gdzie wytwarzane są Lubisie oraz Delicje. W ramach zadeklarowanego przez firmę dalszego rozwoju programu jeszcze w tym roku pszenica Harmony trafi również do drugiej zlokalizowanej nad Wisłą fabryki ciastek w Jarosławiu, gdzie produkowane są m.in. Petitki.

U wybrzeży środkowej Anglii powstaje największa morska farma wiatrowa na świecie. Podobne instalacje planowane są także na Bałtyku

U wybrzeży środkowej Anglii powstaje największa morska farma wiatrowa na świecie. Podobne instalacje planowane są także na Bałtyku 6

Największa na świecie morska farma wiatrowa już w przyszłym roku wyprodukuje energię dla miliona brytyjskich gospodarstw domowych. Turbiny wiatrowe montowane na akwenach są coraz bardziej wydajne i można montować je zarówno w głębokich, jak i płytszych zbiornikach. Polska również planuje budowę morskiej farmy wiatrowej. Rozpocznie ona produkcję prądu najwcześniej w 2025 roku, ale już dziś polska technologia osiąga duże znaczenie w światowym rynku morskich instalacji przybrzeżnych.

– Morska energetyka wiatrowa na świecie jest obecnie w fazie niewątpliwego wzrostu. Technologia osiąga w tej chwili już bardzo wysoki stopień dojrzałości, choć cały czas się rozwija. Trwa wyścig technologiczny, stymulowany mechanizmami rynkowymi. Chodzi tutaj o dążenie do osiągnięcia cen energii elektrycznej odpowiadającej cenom rynkowym. Stąd presja na podnoszenie efektywności instalacji farm wiatrowych na morzu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mariusz Witoński, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Morskie farmy wiatrowe są coraz większe i wydajniejsze. Na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii powstaje największa taka farma na świecie. Hornsea One to projekt, który jest realizowany około 120 kilometrów od wybrzeża Yorkshire. Składająca się ze 174 turbin o mocy 7 megawatów farma ma zapewnić energię pokrywającą zapotrzebowanie miliona brytyjskich domów. Farma ma zostać oddana do użytku już w 2020 roku.

– W Europie zrealizowano już ponad 20 GW mocy zainstalowanych głównie na Morzu Północnym, niemniej jednak Morze Bałtyckie, a także Morze Śródziemne oraz wybrzeże Oceanu Atlantyckiego będzie poligonem inwestycyjnym w najbliższych latach i spodziewamy się, że do roku 2030 wolumen instalacji w Europie zostanie zwiększony kilkukrotnie – przewiduje Mariusz Witoński.

W planowaniu tworzenia morskich farm wiatrowych bardzo ważna jest lokalizacja. Większość farm jest obecnie budowana w głębokich akwenach, na wodach o głębokości do 65 metrów. Konstrukcje turbin są mocowane w tym przypadku na stałe na dnie zbiornika wodnego. Wiele państw nie ma jednak dostępu do takich akwenów, w związku z czym w ostatnich latach na popularności zyskują coraz bardziej turbiny, których konstrukcja nie jest na stałe związana z dnem, a jedynie na nim zakotwiczona.

– Portugalia, Norwegia i wybrzeże Morza Śródziemnego to lokalizacje, które najprawdopodobniej w perspektywie najbliższych 10-15 lat będą wykorzystane do instalowania farm wiatrowych w oparciu o różnego rodzaju koncepcje pływających konstrukcji wsporczych. Te koncepcje rozwijane są również na Dalekim Wschodzie, zwłaszcza w Japonii i wydaje się, że jest to bardzo obiecujący kierunek rozwoju technologii, zapewniający dużo szersze możliwości rozwoju projektów na morzu, również na akwenach, które wydawać by się mogły niewłaściwe dla lokalizowania tego rodzaju wielkoskalowych konstrukcji – wskazuje ekspert.

W połowie przyszłej dekady powinna rozpocząć produkcję energii pierwsza polska farma wiatrowa na Morzu Bałtyckim. PGE Baltica ma łącznie trzy koncesje na budowę takich obiektów. Spółka zawarła z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi umowę przyłączeniową, co oznacza, że farmy, które powstaną na Bałtyku będą przyłączone do polskiej sieci energetycznej. PGE planuje, by do 2030 roku morskie farmy wiatrowe w Polsce dysponowały łączną mocą 3,5 GW. Choć pierwsza taka polska farma wyprodukuje prąd najwcześniej w 2025 roku, to już dziś rodzimi producenci są liczącą się siłą na globalnych rynkach.

– Jesteśmy jednym z kluczowych dostawców kabli morskich dla połączeń wewnętrznych farm wiatrowych. Dostarczamy dla sektora morskiej energetyki wiatrowej najbardziej wyspecjalizowane jednostki pływające, służące do budowy farm wiatrowych na morzu. Polskie stocznie, a przede wszystkim stocznia CRIST uzyskała w tym zakresie właściwie najwyższą pozycję, dostarczając statek o parametrach, które pozwalają mu na dominację obecnie w sektorze instalacji na rynku europejskim – podkreśla Mariusz Witoński.

Według analityków z MarketsandMarkets światowy rynek morskiej energetyki wiatrowej osiągnie do 2022 roku wartość przekraczającą 55 mld dol. Oznacza to podwojenie wartości rynku w stosunku do wyceny z 2017 roku.

Twardy brexit przeraża Brytyjczyków. Brexit bez umowy w styczniu 2020 roku?

Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej
Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej

Zbliżający się termin wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej niesie coraz większe ryzyko tak zwanego “twardego brexitu”. Oznaczałoby to opuszczenie wspólnoty przez Zjednoczone Królestwo bez odpowiedniej umowy, regulującej między innymi kwestie eksportowe i transportowe. Bezumowny brexit grozi dużymi cłami na eksportowane i importowane przez Wielką Brytanię produkty, niepewną przyszłością cudzoziemców mieszkających na Wyspach i widmem konfliktu w Irlandii – dla której powrót twardej granicy mógłby oznaczać poważne zamieszki. Nic dziwnego, że tą perspektywą przestraszona jest nie tylko Unia, lecz także sami Anglicy. Posłowie opozycyjni, działający w parlamencie brytyjskim – do spółki z posłami partii rządzącej, buntującymi się przeciwko swoim przełożonym, przeforsowali projekt ustawy zmieniającej ostateczny termin brexitu. Ustawa najprawdopodobniej przełoży wyjście z Unii na styczeń 2020 roku.

– Obecny termin, czyli koniec października 2019 roku, utrudnia wypracowanie kompromisu i umowy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Wprowadzenie tej ustawy w życie jest więc wysoce prawdopodobne. Natomiast nadal nie wykluczałbym niebezpieczeństwa tak zwanego “no deal brexitu”, czyli bezumownego wyjścia – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – To ryzyko nadal istnieje. Twardy brexit byłby dosyć dotkliwy, zarówno dla Wielkiej Brytanii, jak i dla innych krajów eksportujących na ten rynek. Wielka Brytania znajduje się na trzecim miejscu wśród głównych odbiorców polskiego eksportu. Większe cła, nałożone głównie na produkty branży spożywczej i mleczarskiej, a także motoryzacyjnej i chemicznej, byłyby dla nas dotkliwym kosztem. Na szczęście wygląda na to, że niebezpieczeństwo brexitu bez umowy zostało odsunięte w czasie – analizuje Sielewicz.

Jakie szkolenia biznesowe polecane są dla nowo upieczonych menadżerów?

Z awansem na stanowisko menadżera wiąże się zupełnie nowy zakres obowiązków zawodowych. Dotyczą one przede wszystkim obszarów takich jak zarządzanie projektami oraz zarządzanie zespołem. Wbrew pozorom, oba te zagadnienia mogą być wyzwaniem, a aby mu podołać, menadżer powinien nieustannie poszerzać wiedzę i zdobywać nowe kompetencje. Pomogą w tym umiejętnie dobrane szkolenia.

Na jakie szkolenia biznesowe powinien uczęszczać świeżo upieczony menadżer? Wiele zależy od:

  • specyfiki branży firmy, w której jest on zatrudniony,
  • wielkości zespołu, którym zarządza,
  • struktury organizacyjnej firmy.

Niemniej jednak, kluczowe obszary, w których szkolenia są absolutnie nieodzowne, to zarządzanie zespołem oraz zarządzanie projektami.

Jakie szkolenia z zakresu zarządzania projektami będą kluczowe?

Praca metodą projektu stała się domeną większości nowoczesnych firm – zarówno tych małych, jak i działających na szerszą skalą. Warto jednak wiedzieć, że istnieje cała gama różnorodnych metodyk zarządzania projektami. Najpopularniejszymi są metodyki lean oraz agile. Menadżer powinien w pierwszej kolejności odbyć szkolenia – wprowadzające lub rozszerzające wiedzę – z zakresu metodyki stosowanej w organizacji, np. Scrum czy Six Sigma, a następnie poszerzać swoje kompetencje. Dzięki temu będzie on mógł w przyszłości wprowadzać innowacje do sposobu pracy swojego zespołu. Listę szkoleń z zarządzania projektami znajdziecie na https://eventis.pl/szkolenia/zarzadzanie-projektami

Efektywne zarządzanie zespołem

Szkolenia z zakresu zarządzania zespołem to drugi obszar, w którym menadżer powinien się podszkolić. Bez względu na to, czy w zespole jest kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt osób, to od tego, jakim liderem okaże się osoba zarządzająca, zależy efektywność jego pracy.

Kluczowe umiejętności z tego obszaru dotyczą kwestii takich jak:

  • motywowanie pracowników – menadżer powinien poznać różne techniki związane m.in. z feedbackiem, systemem nagradzania czy wprowadzaniem zdrowej rywalizacji,
  • efektywna komunikacja – liczą się m.in. przejrzyste przekazywanie poleceń, utrzymywanie dobrej atmosfery w zespole, jak również umiejętność sprawnego rozwiązywania sytuacji konfliktowych,
  • delegacja zadań – sprawny podział obowiązków tak, aby dopasować je do kompetencji pracowników to klucz do szybkiej realizacji kolejnych etapów projektów.

Jak widać, dobry menadżer to taki, który nieustannie się rozwija, łącząc wiedzę teoretyczną z praktyką.

Stawki wynagrodzeń dla tłumaczy przysięgłych – idą zmiany?

Kolejna obietnica Ministerstwa Sprawiedliwości – kiedy tłumacze przysięgli otrzymają zasłużone podwyżki?

Tłumacze przysięgli, którzy już od ponad czternastu lat bezskutecznie ubiegali się o podwyższenie stawek wynagrodzenia za wykonywaną pracę w końcu mogą odetchnąć z ulgą. Kilka tygodni temu Ministerstwo Sprawiedliwości złożyło obietnicę dotyczącą udzielenia stosownych podwyżek dla tłumaczy sądowych. Niestety przedstawiciele rządu nie podali konkretnej daty zrealizowania wyznaczonych celów. Co na ten temat sądzą sami zainteresowani? Stawki miały być podwyższone o 50%, a zmiana ta miała nastąpić najwcześniej od 1 lipca 2019 r.. Wielu tłumaczy przysięgłych wyraziło swoje rozczarowanie z powodu niedotrzymania przez Ministra Sprawiedliwości tego przyrzeczenia. Jak długo tłumacze przysięgli będą pracować za tak niskie wynagrodzenie?

Według aktualnych danych statystycznych w Polsce, w zawodzie tłumacza przysięgłego pracuje niecałe 10 tysięcy wykwalifikowanych specjalistów, w tym tylko niewielki ich odsetek podejmuje się pracy w sądzie lub innej placówce wymiaru sprawiedliwości. Największa grupa tłumaczy sądowych to pracownicy specjalizujący się w tłumaczeniach z języka angielskiego lub niemieckiego, którzy narzekają nie tylko na niską wysokość otrzymywanego wynagrodzenia, ale także i otrzymywanie płatności za wykonaną usługę z dwutygodniowym opóźnieniem.

Koniec z pracą za grosze?

Liczba tłumaczy przysięgłych, którzy na co dzień współpracują z polskimi sądami maleje z dnia na dzień. Oczywiście głównym powodem tego są niskie kwoty uzyskiwanych pensji. O tym jak bardzo ważna jest praca wykwalifikowanych tłumaczy wspominaliśmy już nie raz. W dobie dzisiejszych czasów, kiedy to w Polsce ciągle wzrasta liczba imigrantów, współpraca tłumaczy przysięgłych z sądami jest jednym z podstawowych elementów usprawniających prawidłowe funkcjonowanie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Bowiem pośród wszystkich oskarżonych, zatrzymanych, podejrzanych i świadków znajduje się również duża grupa obcokrajowców. Warto tutaj wspomnieć o tym, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa każdy tłumacz przysięgły posiada status biegłego sądowego. Jak nietrudno się domyślić ich praca w dużej mierze wpływa na bieg toczących się rozpraw. Zatem jak prezentują sią aktualne stawki wynagrodzenia tłumaczy sądowych? Otóż w przypadku przekładu jednej strony A4 z języka obcego na język polski kwota ta waha się w granicach 20-25 zł, nieco lepiej przedstawia się sytuacja tłumaczenia z polskiego na język obcy, wówczas stawki wynoszą ok. 25-35 zł za stronę.

Problem nieadekwatnej wysokości wynagrodzenia do wykonywanych obowiązków zawodowych, w przypadku tłumaczy sądowych ciągnie się już od czternastu lat. Pomimo wielokrotnego wysyłania pism do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz polityków powiązanych z branżą sądowniczą, których treść była pewnego rodzaju protestem i apelem przeciwko dyskryminacji tłumaczy oraz pełnionych przez nich obowiązków. Niestety znaczna większość złożonych wniosków pozostawiona została bez jakiejkolwiek odpowiedzi i komentarza ze strony rządu, aż do dnia dzisiejszego, kiedy to resort ministerstwa obiecał tłumaczom przysięgłym podwyżki. Zgodnie ze złożoną obietnicą aktualna stawka wynagrodzenia za wykonywane tłumaczenia na rzecz sądów i innych organów wymiaru sprawiedliwości ma zostać podwojona. Oprócz tego władze zaproponowały pracownikom sądowym kwotę 0,50 zł za każdy dodatkowy egzemplarz tzw. tłumaczenia poświadczonego. Choć brzmi to niezwykle atrakcyjnie, to Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapowiedziało, kiedy dokona nowelizacji rozporządzenia o stawkach wynagrodzenia dla tłumaczy przysięgłych.

Nowe stawki wynagrodzenia tłumaczy przysięgłych

Dnia 3 lipca bieżącego roku Ministerstwo Sprawiedliwości zaprezentowało projekt dotyczący nowych stawek wynagrodzeń osób zatrudnionych na stanowisku tłumaczy sądowych.

Zgodnie z informacjami w nim zawartymi, koszty wykonanej usługi tłumaczenia na język polski za jedną stronę będą wynosiły:

– 34,50 zł w przypadku tłumaczeń z języka angielskiego, francuskiego, niemieckiego, a także rosyjskiego;
– 37,16 zł w przypadku tłumaczeń z języka łacińskiego bądź innego języka europejskiego;
– 45,11 zł w przypadku tłumaczeń z języka pozaeuropejskiego posługującego się alfabetem łacińskim;
– 50,42 zł w przypadku tłumaczeń z języka posługującego ideogramami lub alfabetem niełacińskim.

Z kolei w sytuacji tłumaczeń z języka polskiego stawki wynagrodzenia za jedną stronę będą wynosiły:

– 45,11 zł w przypadku tłumaczeń na język angielski, francuski, niemiecki oraz rosyjski;
– 53,07 zł w przypadku tłumaczeń na język łaciński lub inny język europejski;
– 61,04 zł w przypadku tłumaczeń na język pozaeuropejski posługujący się alfabetem łacińskim;
– 74,31 zł w przypadku tłumaczeń na język posługujący się ideogramami bądź alfabetem niełacińskim.

Oprócz tego w projekcie znalazła się adnotacja dotycząca stawki wynagrodzenia za tworzenie dodatkowych egzemplarzy poświadczonych tłumaczeń, która wynosić będzie 0,50 zł za jedną stronę. Ponad to Ministerstwo Sprawiedliwości ustosunkowało się także do tłumaczeń ustnych. W tej sytuacji stawki prezentują się dokładnie tak jak w przypadku tłumaczeń pisemnych, z tą różnicą, że kwota ta zostanie powiększona o dodatkowe 30% lub 100% za tłumaczenia ustne w postępowaniu przyspieszonym. Natomiast wynagrodzenie za tłumaczenie ustne wykonane w porze nocnej, niedzielę lub święto powiększone zostanie o kolejne 20%.

Co o proponowanej kwocie podwyżek sądzą tłumacze przysięgli?

Jak na tę wiadomość zareagowało środowisko tłumaczy? Zdecydowana większość pracowników tego sektora gospodarki jest zadowolona z zaproponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości nowych stawek wynagrodzenia. Oto komentarz Biura Tłumaczeń 123tlumacz.pl świadczącego usługi tłumaczeń uwierzytelnionych –

Jesteśmy niezmiernie usatysfakcjonowani, że wysiłek i trud wkładany w wykonywaną pracę tłumaczy, w końcu po wielu latach został doceniony przez polski rząd. Przedstawione kwoty podwyżki jak najbardziej spełniają nasze oczekiwania, teraz z niecierpliwością czekamy na wprowadzenie w życie nowej ustawy” – powiedziała Kateryna Tkachenko.

Nie wszyscy są jednak tak entuzjastycznie nastawieni do obietnic resortu sprawiedliwości. Pośród pozytywnych opinii można znaleźć i także te negatywne, które odnoszą się do zbyt niskiej wysokości kwoty podwyżki, biorąc pod uwagę długi czas oczekiwania na wprowadzenie zmian – w tym miejscu warto przypomnieć, że tłumacze walczą o lepsze płace już od ponad czternastu lat (od 2004 r., stawki wynagrodzenia tłumaczy przysięgłych są zamrożone).

Ponowny wzrost kosztów sądowych

Zmianie uległy nie tylko stawki wynagrodzeń tłumaczy przysięgłych, ale także i opłaty sądowe, zwłaszcza te z zakresu prawa majątkowego. Nowe przepisy weszły w życie dnia 21 sierpnia bieżącego roku, co odbiło się dosyć głośnym echem wśród polskich obywateli. Na poniesienie większych kosztów muszą przygotować się osoby, które planują wnieść pozew w sprawie o prawo majątkowe. W tym wypadku opłata wynosić będzie 5% wartości przedmiotu sporu, pod warunkiem, że przekracza ona kwotę 20 tys. zł.  Zgodnie z nowymi przepisami wysokość opłaty stosunkowej w kwocie maksymalnej będzie wynosiła 200 tys. zł – wcześniej 100 tys. zł. W sytuacji, kiedy wartość przedmiotu będzie niższa niż 20 tys. zł, wysokość opłat stosunkowych może wahać się w granicach od 30 do 1000 zł. To jednak tylko kilka z wielu podwyżek jakie uwzględnione zostały we wprowadzonej w życie nowelizacji. Udając się do miejscowego sądu musimy liczyć się z tym, że w większości przypadków cenny ze starego cennika zostały podwojone, co niestety negatywnie wpływa na stan naszych portfeli, a tym samym zniechęca do załatwiania spraw poprzez wniesienie np. skargi lub wniosku. Czy wzrost kosztów sądowych ma związek z podwyżką dla tłumaczy przysięgłych? Patrząc na to z punktu ekonomicznego, nikogo nie powinien zdziwić fakt, że wraz ze wzrostem minimalnych plac dla pracowników sądowych wzrosły cenny świadczonych przez organy wymiaru sprawiedliwości usług.

Podsumowując, ciężka i odpowiedzialna praca tłumaczy sądowych w końcu została zauważona i doceniona przez polski rząd. Zaproponowane nowe stawki wynagrodzeń za wykonaną usługę prezentują się nad wyraz korzystnie, zwłaszcza z punktu widzenia tłumaczy przysięgłych, którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w tym zawodzie. Teraz należy trzymać kciuki za to by nowelizacja rozporządzenia została jak najszybciej uchwalona i wprowadzona w życie.

Nie słabnie napięcie w europejskiej gospodarce

W tym tygodniu poznaliśmy wskaźniki wyprzedzające dla dwóch głównych rynków europejskich (Francja, Niemcy). Jedną z najbardziej istotnych publikacji były wyniki indeksu nastrojów biznesowych IFO w Niemczech, który wyniósł we wrześniu 94,6 pkt. W dalszym ciągu wskaźnik ten pozostaje więc na poziomie znacznie poniżej 100 pkt., co nie pozwala stawiać optymistycznych prognoz dla gospodarki Niemiec. Poważne problemy dotykają również niemieckiego przemysłu, co potwierdza spadek wskaźnika PMI do 41,4 pkt. Co więcej, napięcia są również widoczne na rynku czeskim. Gospodarka w Czechach w dalszym ciągu stabilnie rośnie, jednak badanie przeprowadzone przez Czeski Urząd Statystyczny pokazało, że zaufanie firm i konsumentów spadło w tym mięsiącu do najniższego poziomu od pięciu lat. Przedstawiciele Czeskiego Banku Centralnego wskazali także, że spowolnienie gospodarcze w Europie prędzej czy później odbije się na gospodarce kraju. Głównie z tego względu nie zdecydowali się na podniesienie stóp procentowych na ostatnim posiedzeniu. Podstawowa stopa procentowa w Czechach pozostaje na poziomie 2%. Utrzymująca się nerwowość w gospodarce europejskiej doprowadziła w tym tygodniu ponownie do lekkiej deprecjacji złotego. Kurs polskiej waluty względem euro w piątek rano oscylował wokół poziomu 4,38 EUR/PLN. Kurs eurodolara spadł natomiast do 1,09 EUR/USD. W kontekście notowań dolara amerykańskiego na uwagę zasługuje wypowiedź Donalda Trumpa, w której wyraził optymizm względem negocjacji umowy handlowej z Chinami. Oświadczenie prezydenta USA należy jednak na ten moment przyjmować z dystansem.

AKCENTA CZ a.s.

Koszty uzyskania przychodu, a biała lista podatników VAT

Jednym z ważnych elementów prowadzenia działalności gospodarczej jest nieunikniona konieczność ponoszenia kosztów. Firmy nie tylko zarabiają, ale również wydają pieniądze. Jeżeli są one przeznaczane na określone cele, to w sposób pośredni lub bezpośredni wpływają na kondycję firmy oraz mogą wpływać na nawet jej zobowiązania podatkowe. Dokładnie chodzi o koszty uzyskania przychodu. Czym tak naprawdę są? I jak zmienia się ich kwalifikacja oraz zasady w związku z aktualnymi zmianami przepisów i nie tak dawnym wprowadzeniem białej listy podatników VAT?

Biała lista podatników VAT – informacje ogólne

Biała lista VAT jest nowym wykazem, prowadzonym od 1 września 2019 roku w formie elektronicznej przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej. Ma ona za zadanie zbierać podstawowe informacje o podatnikach na wybrany dzień (jest aktualizowana raz dziennie w dni robocze), aż do danych w okresie 5 lat poprzedzających rok, w którym podmiot jest sprawdzany. W szerokim katalogu informacji, które można znaleźć w białej liście podatników VAT, jedną z pozycji jest numer rachunku rozliczeniowego lub imiennego rachunku w SKOK. Ta rubryka powinna wskazywać aktualny i prawidłowy numer rachunku bankowego, który przedsiębiorca podawać będzie na fakturze. W przypadku jeżeli poda inny, jego kontrahent może ponieść różne konsekwencje, które mogą odbić się zarówno na jego odpowiedzialności w zakresie podatku VAT, jak i podatku dochodowego i mieć wpływ na rozliczenie PIT.

Koszty uzyskania przychodu

Zgodnie z art. 22 ustawy podatek dochodowy od osób fizycznych, ustawodawca wprowadził następującą definicję kosztów uzyskania przychodu:

Kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 23.

Koszty te są o tyle ważne, że będą wpływały na rozliczenie PIT, ponieważ będą pomniejszać zobowiązania podatkowe. Ustawodawca wprowadzając białą listę podatników VAT, która ma mieć wpływ bezpośrednio na ściągalność i prawidłowości w podatku od towarów i usług, nałożył jednak na podatników sankcje, które będą odnosić skutki właśnie w zakresie podatku dochodowego.

Sankcje za nieprawidłowy rachunek bankowy

Każdy podatnik powinien nauczyć się korzystania z białej listy podatników VAT już teraz, od 1 września 2019 roku. Ustawodawca wprowadził jednak pewien okres przejściowy, toteż sankcje o których mówią przepisy zostaną wprowadzone od dnia 1 stycznia 2020 roku.

W ramach tego ustalono, że za płatność na zły numer rachunku bankowego (nie zgodny z tym podanym na białej liście podatników VAT) podatnikowi grozić będą poniżej wymienione konsekwencje:

1) odpowiedzialność w zakresie VAT – solidarna wraz z kontrahentem za ewentualny brak płatności podatku

2) odpowiedzialność w zakresie podatku dochodowego – poprzez brak możliwości zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów kwoty od tej części, w jakiej płatność przekracza kwotę 15 000 zł.

Strony internetowe widoczne w wyszukiwarce Google

Uruchamiając nową witrynę www, warto zadbać nie tylko o jej ładny design i atrakcyjną treść, która będzie na niej publikowana, ale również o to, aby dało się do niej dotrzeć poprzez wyniki wyszukiwania Google.

O tym, że nie jest to łatwa sztuka, przekonało się wielu właścicieli stron internetowych. Trudność w dostaniu się na pierwsze strony wyszukiwań wynika z kilku kwestii. Związane są one przede wszystkim z koniecznością spełnienia wielu kryteriów stawianych przez roboty indeksujące Google, a także ze sporą konkurencją w postaci innych stron www z tego samego segmentu.

Strony internetowe Poznań tworzone są zgodnie z zasadami optymalizacji i pozycjonowania dla wyszukiwarek internetowych, co daje gwarancję, że utworzony serwis zostanie zauważony przez Internautów. Jest to niezwykle istotne, bo jak się okazuje, większość ruchu internetowego na stronach generują właśnie wyszukiwarki

Daj się zauważyć w Internecie

Warto w tym miejscu zastanowić się, czym powinna charakteryzować się strona internetowa, by możliwe stało się zdobycie wspomnianych pozycji w wynikach wyszukiwania. Choć metody i zasady często ulegają modyfikacjom, kilka punktów pozostaje niezmiennych od wielu lat.

W pierwszej kolejności należy wspomnieć o optymalizacji technicznej strony internetowej. Nie da się ukryć, że roboty indeksujące „lubią” strony www, które działają w sposób szybki i bezproblemowy. Każde spowolnienie związane z koniecznością ładowania zbyt dużych plików graficznych czy też innego rodzaju problemy techniczne przekładają się nie tylko na złą ocenę strony www przez użytkowników, ale również przez roboty Google.

To oczywiście nie wszystko, ponieważ ogromne znaczenie ma również sama struktura strony internetowej. Każda podstrona musi zostać odpowiednio opisana, na stronie www powinien znajdować się również sprawny mechanizm wyszukiwania, swoje robi także linkowanie wewnętrzne. Linki nie mogą być zepsute, muszą zostać także odpowiednio skonstruowane. Wszystko to ma znaczenie.

Nie należy zapominać także o contencie strony internetowej. Treści publikowane na jej łamach muszą nie tylko zostać napełnione odpowiednimi słowami kluczowymi. Powinny także zawierać wartościowy przekaz, dzięki któremu użytkownicy strony www pozostaną na niej dłużej. Tym właśnie zajmuje się content marketing. Chodzi o to, aby teksty nie przejawiały wyłącznie wartości reklamowej. Powinny angażować odbiorców stron www, a także oferować im coś, z czego korzystają.

Do tych wszystkich działań prowadzonych na stronie internetowej, należy dodać także realizację zadań poza nią. Mowa tu zarówno o serwisach zapleczowych, jak i o pracy wykonywanej w serwisach społecznościowych czy na innych stronach www o podobnej tematyce. Dobrze przeprowadzony link building to podstawa sukcesu.

Strony internetowe Poznań dają gwarancję spełnienia wszystkich wymienionych wyżej kryteriów. Są one tworzone z użyciem najnowszych technologii i zgodnie z wszelkimi istotnymi zasadami.

Złoty czeka na wyrok TSUE

W oczekiwaniu na wyrok TSUE ws. frankowiczów, który poznamy w najbliższy czwartek, polski złoty pozostaje słaby, od początku tygodnia wahając się w widełkach 4,37-4,40. Wczorajsze informacje z kraju nie były przesadnie istotne – “minutki” z ostatniego spotkania RPP pokazały, że większość członków Rady sugeruje utrzymanie stabilnych stóp procentowych w kolejnych kwartałach. Do (odrzuconego) wniosku o obniżkę stóp procentowych złożonego podczas spotkania raczej nie należy przywiązywać większej wagi – najpewniej został on złożony przez Eryka Łona, którego poglądy dość istotnie odbiegają od tych, które reprezentują pozostali członkowie Rady.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,37-4,40. Mimo, iż miała umiarkowany wpływ na rynek, w kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o wypowiedzi Phillipa Lane’a, głównego ekonomisty EBC, której udzielił dla magazynu Handelsblatt. Z jednej strony jego ton był pozytywny – Lane sugerował, że spowolnienie, które obserwujemy w strefie euro jest tymczasowe i nie oznacza recesji. Z drugiej natomiast, pamiętając o ryzykach dla perspektyw wspólnego bloku, stwierdził, że EBC w razie potrzeby może dalej obniżać stopy procentowe, dodatkowo wskazując, że skala programu QE, którego wznowienie zaplanowano na listopad nie jest zbyt duża.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,94-4,96. Dziś brytyjska waluta jednak wyraźnie traci, co wyjątkowo nie ma związku z Brexitem. Na słabość funta wpłynęła retoryka Michaela Saundersa z Banku Anglii, który stwierdził, że jego zdaniem nawet jeśli Wielkiej Brytanii uda się uniknąć Brexitu bez porozumienia, to niepewność związana z tą kwestią będzie trwać i szkodzić brytyjskiej gospodarce, co może oznaczać, że utrzymywanie luźnej polityki monetarnej w Wielkiej Brytanii lub jej poluzowanie będzie zasadne. Jest to dość znamienna wypowiedź uwzględniając to, że Saunders wcześniej nie był uznawany za zwolennika cięć stóp procentowych, postrzegany był raczej jako jeden z największych jastrzębi w BoE.

Rynek raczej nie był zbyt przekonany do obniżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, po wypowiedzi Saundersa zdaje się jednak nieco zmieniać nastawienie, oczekując, że za kilka miesięcy może dojść do cięcia kosztów pieniądza – szacowane prawdopodobieństwo cięcia stóp procentowych podczas spotkania BoE w styczniu wzrosło z okolic 35% notowanych wczoraj do nieco ponad 50% obecnie.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,99-4,01. W USA media żyją przede wszystkim kwestią dochodzenia ws. impeachmentu Donalda Trumpa, które rozpoczęli Demokraci z niższej izby. W związku z brakiem przełomowych informacji w tej kwestii (oraz bardzo niewielkim prawdopodobieństwem, że Trump opuści urząd), amerykańska waluta nie doświadcza istotnej presji z tego powodu, kontynuując rajd w górę.

Dziś warto zwrócić uwagę na szereg danych ekonomicznych z USA, wśród których największą uwagę powinny przykuć odczyty inflacji PCE w sierpniu. Ostatnio widać dość duży rozstrzał między zachowaniem bazowej inflacji CPI w USA, a pozostałymi wskaźnikami dynamiki cen – pierwsza miara znajduje się na poziomie 2,4%, wyraźnie powyżej celu inflacyjnego – wyższy od tego poziom indeksu notowaliśmy ponad dekadę temu. Pozostałe indeksy cen – bardziej zależne od sytuacji zewnętrznej – jednak pozostają na niskich poziomach. Warto obserwować, jak w tym kontekście zachowa się indeks PCE, który jest jednym z kluczowych odczytów na które zwraca uwagę Rezerwa Federalna.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o zamówieniach środków trwałych w USA w sierpniu
  • 14:30 – dane o inflacji PCE w USA w sierpniu
  • 14:30 – przemawia Randal Quarles z FOMC
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów w USA według Uniwersytetu Michigan we wrześniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Dojrzałość rynku pracy w Polsce

Polska zajmuje 21. miejsce w stworzonym przez PwC rankingu Labour Market Performance Index, analizującym dojrzałość rynku pracy w krajach OECD. Od 2007 r. Polska dokonała największego awansu spośród analizowanych państw, przesuwając się aż o 10 pozycji. To efekt m.in. niskiego bezrobocia, zmniejszającej się luki płacowej pomiędzy mężczyznami a kobietami oraz malejącej stopy bezrobocia osób powyżej 55. roku życia.

Analiza PwC pokazuje ogromny potencjał ekonomiczny, który mógłby zostać uwolniony w przypadku większej aktywizacji zawodowej wszystkich analizowanych grup. Gdyby krajom OECD udało się osiągnąć poziom notowany w Szwecji w zakresie liczby osób nieaktywnych na rynku pracy i w systemie edukacji w wieku 20-24 lata, stopy zatrudnienia kobiet oraz osób powyżej 55. roku życia, PKB mógłby wzrosnąć w długiej perspektywie nawet o ok. 7 bln dol. Tylko dla Polski oznaczałoby to wzrost PKB o 135 mld dol. – Mike Wilder, partner zarządzający działem doradztwa biznesowego w PwC Polska

Zestawienie PwC Labour Market Performance Index powstało na podstawie zagregowania trzech rankingów PwC, które analizują rynek pracy pod kątem aktywności zawodowej i warunków pracy dla: kobiet (Women in Work Index), osób starszych (Golden Age Index) oraz młodych (Youth Employment Index).

W Golden Age Index, Polska (mimo poprawiającej się sukcesywnie stopy zatrudnienia osób 55+) nadal zajmuje 30. miejsce wśród krajów OECD. Lepiej wypadamy w obszarze aktywności zawodowej osób w wieku 15-24, plasując się na 23. pozycji. Najlepiej jednak wygląda sytuacja w zakresie przyjazności rynku pracy dla kobiet. W Polsce, dzięki relatywnie niskiemu gender pay gap i małemu bezrobociu wśród kobiet, zajmujemy wysoką, 8. pozycję.

Pierwsze miejsca Labour Market Performance Index należą do Islandii, Szwecji i Nowej Zelandii, a na przeciwległym biegunie są Hiszpania, Włochy i Grecja (Łotwa i Turcja nie są uwzględnione w rankingu ze względu na brak danych w zestawieniu Women in Work Index).

Eksperci PwC wskazują na trzy kluczowe obszary działań, które powinny być podjęte w celu podnoszenia jakości rynku pracy. Pierwszy z nich to komunikacja i obalanie mitów, np. dotyczących mniejszej efektywności starszych pracowników. W kampanię edukacyjną powinni być zaangażowani zarówno pracodawcy, jak też rządy poszczególnych krajów. Drugi ważny element to inwestowanie w szkolenia pracowników, a także zachęcanie ich do udziału w szkoleniach podnoszących kompetencje i uczące nowych, szczególnie tych związanych z transformacją cyfrową. I wreszcie trzeci obszar, którym jest wdrożenie elastycznych modeli pracy, zarówno w zakresie godzin, miejsca wykonywania obowiązków czy wynagradzania – dopasowując każdy z tych elementów do oczekiwań pojedynczych pracowników i ich trybu życia.
PwC Labour Market Performance Index

Cyfrowe kompetencje pracowników

Z innego raportu PwC (Upskilling Hopes & Fears) wynika, że pracownicy w Polsce optymistycznie patrzą na proces automatyzacji pracy. 63% twierdzi, że automatyzacja stwarza więcej możliwości niż zagrożeń (globalnie takie zdanie wyraziło 50% badanych), choć nadal 46% jest zdania, że automatyzacja stwarza ryzyko dla istnienia niektórych miejsc pracy.

89% polskich pracowników wyraża chęć podnoszenia kompetencji, a nawet przekwalifikowania, by pozostać na rynku pracy i dopasować do zmieniającej się rzeczywistości. 87% osób, które wzięły udział w badaniu PwC w Polsce, przyznaje, że aby lepiej zrozumieć nowe technologie, uczestniczy w kursach i szkoleniach. Dlatego też, jedynie 18% respondentów w Polsce obawia się, że może nie mieć odpowiednich kompetencji do wykonywania pracy w przyszłości.

Ogromną rolę w procesie dopasowywania wiedzy pracowników do nowej rzeczywistości odgrywają pracodawcy. Obecnie – zdaniem badanych – 73% pracodawców zapewnia możliwość udziału w szkoleniach w zakresie kompetencji cyfrowych. Jednak tylko 27% pracowników bierze w nich udział, a 71% kształci się indywidualnie.

Rząd obiecuje – pracodawca płacze i płaci

Zmiany w kodeksie pracy, które weszły w życie 7 września, nie oszczędzają przedsiębiorców. Dla małych i średnich przedsiębiorstw nowe zasady to generowanie kolejnych kosztów, zaburzenie planowanego budżetu i większe ryzyko wykorzystywania przepisów przez nielojalnych pracowników.

Większa ochrona pracownika blokadą dla pracodawcy

Pierwsza zmiana wprowadzona w Kodeksie Pracy dotyczy przepisów świadectwa pracy. Do tej pory obowiązek wystawienia świadectwa był po zakończonym stosunku pracy (najwcześniej następnego dnia). Zmiana polega na wprowadzeniu nowego terminu wystawienia świadectwa pracy, tj. ostatniego dnia pracy, ponadto nakazuje wręczyć je osobiście. W przypadku, gdy pracownik przebywa na urlopie wypoczynkowym lub jest nieosiągalny z innego powodu w wymaganym czasie pracodawca ma obowiązek wysłać świadectwo maksymalnie do 7 dni po zakończeniu stosunku pracy za potwierdzeniem odbioru (najlepiej Pocztą Polską). Dodatkowo wydłużył się okres odwołania pracownika do sprostowania świadectwa pracy z 7 do 14 dni.

Bardziej inwazyjny dla pracodawcy, ale korzystny dla pracownika jest przepis o ochronie zatrudnienia dla członków najbliższej rodziny zatrudnionego. Zapis dotyczy urlopów macierzyńskich i rodzicielskich – do tej pory osoba, która przebywała na w/w urlopie nie mogła być zwolniona po powrocie do pracy  i jej ochrona wynosiła 12 miesięcy od momentu powrotu (w przypadku, gdy wymiar etatu uległ zmianie). Ochrona zostaje rozszerzona na np. ojca, którego partnerka przebywa na urlopie macierzyńskim lub prawnych opiekunów w przypadku adopcji.

Przedsiębiorco, uważaj, jak patrzysz!

Ostatnio popularne na forach i w mediach są tematy mobbingu i dyskryminacji – do tej pory w prawie był wskazany katalog przyczyn – czym jest dyskryminacja i mobbing, wraz z nowelizacją Kodeksu zostaje on zniesiony i obecnie każda rzecz, którą uznasz za nękanie, znęcanie się nad pracownikiem zostanie zaklasyfikowane pod tę definicję. Kiedyś mobbingowany pracownik mógł domagać się odszkodowania, gdy został zwolniony z pracy lub sam się zwolnił. Zmiana wprowadza to prawo do odszkodowania nawet w sytuacji, gdy pracownik wciąż pracuje w danej firmie.

Ta zmiana jest bardzo niekorzystna dla pracodawców, zwłaszcza gdy jest coraz więcej pracowników, którzy wykorzystują takie wyłomy w przepisach prawa. Drobne spojrzenia lub dotyk już mogą skutkować oskarżeniem o mobbing i możliwość żądania odszkodowania. – ocenia ekspert Monika Żebrowska, Senior HR&Finance Manager Clue PR.

Kolejne zmiany w prawie pracy planowane są na początek 2020 r., prawdopodobnie procedowane będą: nowe regulacje w urlopach (dot. kumulowania się urlopów), nadgodzin, kwestie kiedy rozliczane będą nadgodziny). Obecnie prace są na etapie  projektowania.

Rząd przyjął zmiany w wynagrodzeniach od nowego roku. Zwiększeniu ulegnie najniższe wynagrodzenie z 2 250 zł na 2 600 zł i przeciętna płaca w gospodarce 4 765 zł na 5 223 zł (obliczana na podstawie wskaźników makroekonomicznych), w efekcie wzrosną składki ZUS o +/- 127 zł. Stawka godzinowa na umowie zlecenie również wzrośnie do 17 zł brutto. Ostatnia deklaracja premiera Morawieckiego zakłada podwyższenie płacy minimalnej nawet do 4000 zł brutto do 2021 roku, co dodatkowo obciąża budżety pracodawców.

Budujemy pokolenie dużych oczekiwań

Od 1 sierpnia 2019 r. w życie weszło zwolnienie z opodatkowania wynagrodzeń osób do ukończenia 26 roku życia. Nowe zasady korzystania z zerowego PIT dla młodych są korzystne dla zatrudnionych na umowie o pracę, pracę nakładczą i zlecenie. Dla pracodawcy to kolejny obowiązek – musi on pilnować wieku pracownika, aby wiedzieć od kiedy musi rozliczać zaliczkę na podatek od wynagrodzenia. Chociaż jeszcze przedsiębiorcy tego nie widzą, rośnie pokolenie osób przyzwyczajonych od młodego wieku do wysokich zarobków.

Zwolnienie młodych ludzi z podatku spowoduje albo eliminowanie młodych z wielu firm, by budować zespół tylko wśród doświadczonych i stabilnych pracowników, albo stawianie tylko na młodych i niedoświadczonych, ale objętych zwolnieniem z podatku. – ocenia Alexander Beresford, CMO Finiata.

Przykładowo, młody człowiek na starcie zarabia 2800 zł, po 3 latach pracy kończy 26 lat, traci ulgi i benefity, ale nie chce już zarabiać 2800 zł tylko 3800 zł, bo ma doświadczenie i wiedzę, więc pracodawca będzie musiał podwoić swoje wydatki, a wtedy po przeanalizowaniu budżetu może okazać się, że nie stać go na takiego pracownika.

Naturalnie młodzi ludzie, nie będą także chcieli pozostać w firmie na słabszych warunkach finansowych. Zwłaszcza, gdy najnowsze badania wykazały, iż 56% przedstawicieli pokolenia Z jako priorytetową aspirację w życiu stawia wysokie zarobki i majętność – to 4% skok w stosunku do millenialsów.[1]

Pozytywną zmianą w najbliższej przyszłości (już od 1 października 2019) będzie obniżenie podatku z 18% na 17% i podwojenie kosztów uzyskania przychodów. Dzięki temu nieznacznie zmaleją koszty pracy, a przeciętny Kowalski “na rękę” dostanie więcej.

[1] The Deloitte Global Millennial Survey 2019.

Rynek Inteligentnych Domów rośnie 20% rdr. Nie wiemy jak działają, ale wiemy czego od nich oczekujemy

Automatyka domowa przeżywa prawdziwy rozkwit. Analitycy z IDC w wrześniowym raporcie przewidują, że światowy sektor inteligentnych urządzeń typu smart home wzrośnie tym roku o ¼, a na rynek trafi niemal 815 mln urządzeń. To nie koniec dobrych wieści, popularyzacja rozwiązań Internetu Rzeczy i zamiłowanie młodych pokoleń do technologii, również domowych, będą rosnąć mimo, że blisko połowa z nas nie rozumie jak to wszystko działa, donosi Entrata.

Jeszcze nie tak dawno temu technologia inteligentnych domów wydawała się niedostępna dla zwykłego Kowalskiego. Automatyzacja, sterowanie z poziomu smartfona czy optymalizacja warunków panujących wewnątrz pomieszczeń brzmiały jak scenariusz filmu sci-fi. Konsumenci pokochali wszystko z przedrostkiem smart: bandy, fony i homy.

  • Popularyzacja wpłynęła na spadek kosztów produkcji technologii w ostatnich latach, dzięki czemu nowoczesne rozwiązania stały się dostępne dla szerszego grona odbiorców. Zaczęło się od telefonów, a dziś – nawet zegarki wykorzystują sztuczną inteligencję, by prowadzić dialog ze swoim właścicielem.” – mówi Marcin Kotarski, Product Manager z Rettig Heating, właściciela marki Purmo.

Nie wiemy jak działają, ale wiemy jaki dają efekt

Według raportu marki Entrata, blisko 40% konsumentów nie rozumie czym jest sztuczna inteligencja, a mimo to chcą ją posiadać w swoim domu. Czemu? Bo jak sami twierdzą – życie staje się wówczas łatwiejsze. Respondenci uważają również, że możliwości jakie oferuje ta technologia, okażą się pomocne w ich domu lub mieszkaniu. A na czym zależy im najbardziej? W pierwszej trójce znajdują się bezpieczeństwo dobytku (56%), inteligentne termostaty (47%) i inteligentne oświetlenie (44%).

Co istotne dla rozwoju tej gałęzi technologii, już co czwarty ankietowany twierdzi, że gdy poszukuje nowego miejsca do zamieszkania to zwraca uwagę na to, czy rozważana oferta posiada jakieś smart rozwiązania. Fakt że lokalna społeczność aktywnie wykorzystuje różne formy SI i technologii inteligentnego domu sprawia, że są bardziej chętni do zamieszkania w tym regionie lub na tym osiedlu.

Z kieszeni do salonu – o tym jak inteligentne rozwiązania podbijają serca i portfele

International Data Corporation (IDC) co jakiś czas bierze pod lupę to jak rozwija się rynek smart home. Specjaliści z firmy badawczej stworzyli raport, pt. World Data Quarterly Smart Home Device Tracker. Jak pokazuje przeprowadzona przez nich analiza, światowy rynek inteligentnych urządzeń domowych wzrośnie o 23,5% w 2019 r. co spowoduje, że do sprzedaży trafi prawie 815 milionów urządzeń. Przewiduje się, że w 2023 r. na zasili ponad 1,39 miliarda jednostek, a pięcioletnia złożona roczna stopa wzrostu (CAGR) wyniesie 14,4%.

  • Raport IDC uwidacznia tylko to o czym mówi się już od dawna, zainteresowanie tą technologią błyskawicznie rośnie. Dziś nie jest to już jedynie nisza, która zarezerwowana jest dla geeków. Jak podaje Entrata, korzyści jakie niesie za sobą inteligentna automatyka domowa są pożądane przez konsumentów, którzy nie mają pojęcia o technologii, ale poszukują pewnych korzyści.” – tłumaczy Marcin Kotarski.

Technologia inteligentnego domu staje się łatwiejsza w użyciu, a jej zalety krystalizują się – dzięki czemu budzi zainteresowanie “zwykłych” użytkowników, którzy nie rozumieją zawiłości technicznych i technologicznej nowomowy. Jak twierdzi IDC w swoim raporcie –  “…branża jest gotowa do startu, oczekuje się, że trwały wzrost będzie się utrzymywał wraz z wprowadzaniem przez klientów kolejnych urządzeń segmentu IoT w ich domach oraz wzrostem globalnej dostępności produktów i usług z tego segmentu…”.

Usługa agencyjna pomiędzy podmiotami powiązanymi a ograniczenie z art. 15e

Jednym z powszechnie stosowanych sposobów współpracy pomiędzy podmiotami powiązanymi jest umowa agencyjna, mająca na celu co do zasady doprowadzanie do zawierania umów sprzedaży. Od 1 stycznia 2018 r. wprowadzono przepisy ograniczające możliwości zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów kwot związanych z określonymi usługami i wartościami o charakterze niematerialnym i prawnym. Przepisy te dotykają podmiotów, które współpracują w ramach grup kapitałowych i nabywają usługi niematerialne lub różnego rodzaju prawa. W związku z tym wśród podatników pojawiła się wątpliwość, czy umowy agencyjne podlegają pod limitowanie z art. 15e? Umowy takie zawierają szereg czynności, przez co ich klasyfikacja na gruncie tego przepisu ustawy o CIT jest niejasna, o czym przekonał się podatnik w omawianym niżej orzeczeniu Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach.

Usługa agencyjna

Zgodnie z art. 758 kodeksu cywilnego „przez umowę agencyjną przyjmujący zlecenie (agent) zobowiązuje się – w zakresie działalności swego przedsiębiorstwa – do stałego pośredniczenia, za wynagrodzeniem, przy zawieraniu z klientami umów na rzecz dającego zlecenie przedsiębiorcy albo do zawierania ich w jego imieniu”. W zamian za swoje usługi agent otrzymuje wynagrodzenie w postaci prowizji.

Czynności objęte powyższą definicją to zasadniczo przedstawianie propozycji oraz doprowadzanie do zawierania umów sprzedaży produktów. Ponadto takie umowy często przewidują dodatkowe czynności jak np. utrzymywanie ciągłego kontaktu z klientami, negocjowanie cen, wsparcie w rozwiązywaniu bieżących problemów, opracowywanie propozycji transakcji sprzedaży, przekazywanie informacji o produktach, wysyłanie opracowań dotyczących sytuacji ekonomicznej, wypłacalności i zdolności produkcyjnej każdego z klientów, opracowywanie raportów sprzedażowych, obsługiwanie uwag i reklamacji od klientów.

Usługi o podobnym charakterze

Usługi agencyjne nie są wprost wymienione w art. 15e ustawy o CIT. Jednak przepis ten zawiera katalog otwarty usług, na co wskazuje sformułowanie „(…) oraz świadczeń o podobnym charakterze”. Nie ma legalnej definicji pojęcia „usług o podobnym charakterze”, dlatego pozostaje posiłkowanie się orzecznictwem i doktryną. Zgodnie z wyrokiem WSA w Krakowie z dnia 20 lutego 2019 r. (sygn. I SA/Kr 1398/18): „Poprawna wykładnia pojęcia „świadczenie o podobnym charakterze” z art. 15e ust. 1 u.p.d.o.p. prowadzi do wniosku, że świadczenie takie to nie każde świadczenie niematerialne, ale tylko świadczenie równorzędne pod względem prawnym do (świadczeń) usług doradczych, badania rynku, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, ubezpieczeń, gwarancji i poręczeń”.

Przykładowo WSA w Poznaniu w wyroku z 8 lutego 2019 r. (sygn. I SA/Po 878/18) wskazał, że usługi w zakresie zarządzania procesem płatnościami nie mogą być traktowane, jako usługi podobne do zarządzania i kontroli, gdyż – biorąc pod uwagę ich charakter, a także ryzyko związane z materią, jakiej dotyczą – wymagają one zarówno szczegółowej kontroli, jak i podejmowania istotnych decyzji dotyczących zasobów finansowych przez zleceniodawcę. W konsekwencji WSA stwierdził, że usługi takie nie podlegają ograniczeniu z art. 15e ustawy o CIT.

Usługa kompleksowa a pojedyncze świadczenia

Biorąc pod uwagę, że usługa agencyjna może składać się z wielu komponentów, kolejne pytanie brzmi: czy można ją traktować, jako usługi kompleksowe? Nad podobną problematyką pochylił się WSA w Gliwicach w wyroku z 4 lipca 2019 r. (sygn. akt I SA/Gl 579/19), gdzie zwrócił uwagę, że niedopuszczalne jest objęcie zakresem art. 15e ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT usługi kompleksowej, w której jedynie pojedyncze pomocnicze świadczenie stanowi usługę z katalogu zawartego w tym przepisie. A contrario niedopuszczalne jest, aby niejednorodne usługi kompleksowe obejmujące w przeważającym zakresie usługi wymienione w art. 15e ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT oraz usługi do nich podobne wyłączyć z omawianego limitowania ze względu na to, że określony przez strony w umowie cel jej zawarcia co do zasady nie jest wymieniony wśród usług z art. 15e ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT. Z takiego stanowiska wynika, że co do zasady, aby usługi traktować, jako kompleksowe, powinny być one ze sobą ściśle powiązane. W szczególności o kwalifikacji do art. 15e ustawy o CIT nie decyduje sposób, w jaki świadczenia nazwały strony, lecz ich rzeczywisty charakter ustalany na podstawie obiektywnej analizy całokształtu okoliczności faktycznych (por. wyrok WSA w Gliwicach z 21 maja 2019 r., sygn. akt I S/Gl 224/19).

Usługa agencyjna – ograniczenie z art. 15e

Podsumowując powyższe rozważania, bardzo istotne jest odpowiednie przygotowanie umowy agencyjnej oraz czynności, jakie mają wchodzić w jej skład. Co do zasady zgodnie z wyrokiem WSA w Gliwicach z dnia 4 lipca 2019 r. (sygn. akt I SA/Gl 579/19) do nabywanej usługi agencyjnej o charakterze pośrednictwa znajdzie zastosowanie ograniczenie, o którym mowa w art. 15e ust. 1 ustawy o CIT. Jednak z analizy wyroku wynika, że podatnik popełnił błąd, chcąc przyporządkować do umowy agencyjnej, która co do zasady nie jest objęta ograniczeniem z art. 15e ustawy o CIT, zbyt dużo czynności. Innymi słowy, podatnik pod pojęciem kompleksowej usługi agencyjnej, „ukrył” czynności zarządzania i doradcze, powodując, że usługa ta nie mogła zostać uznana za kompleksową usługę agencyjną – związek pomiędzy poszczególnymi czynnościami był zbyt mały. Sprawa ta pokazuje, jak bardzo istotne jest odpowiednie przygotowanie umów oraz współpracy, szczególnie w ramach podmiotów powiązanych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

8 powodów, które sprawiają, że Twoja strategia marketingowa nie działa

Każda firma potrzebuje skutecznej strategii marketingowej, aby promować swoje produkty, dotrzeć do odbiorców i przyciągnąć nowych klientów. Niestety wielu menedżerów nie osiąga swoich celów. Dlaczego strategie marketingowe tak często zawodzą?

1.  Brak znajomości odbiorców

Zanim stworzysz efektywny plan marketingowy, musisz wiedzieć, do kogo kierujesz swoje usługi. Analiza potencjalnych klientów powinna stanowić jeden z pierwszych kroków w procesie planowania.

Firmy, które pomijają ten istotny etap, ryzykują tworzenie przekazów niezgodnych z zainteresowaniami swoich klientów. Koncentrując swoje działania na niewłaściwej grupie docelowej, nie uda się skutecznie przyciągać potencjalnych klientów. Aby temu zapobiec, poświęć więcej czasu na zbudowanie person zakupowych dla różnych segmentów docelowych odbiorców. Persony zakupowe są złożonym szkicem rynku docelowego opartego na sprawdzonych podobieństwach, a nie założeniach. Zwróć uwagę nie tylko na ich dane demograficzne i lokalizację, ale również potrzeby, wartości i zainteresowania.

2.  Brak konkretnych celów

Jednym z zasadniczych błędów jest brak wyznaczenia mierzalnych celów. Wielu marketingowców realizuje swoje działania, ale nie wie, do czego w zasadzie dążą wspólnie. Twoja firma może tego uniknąć, ustalając konkretne cele. Kiedy każdy członek zespołu dokładnie wie, co musi osiągnąć, jest bardziej zmotywowany i efektywny. Pamiętaj, że cel powinien być określony w czasie, skonkretyzowany, mierzalny, osiągalny, istotny i określony w czasie. Upewnij się, że Twoje cele spełniają kryteria.

Załóżmy, że planujesz zwiększyć liczbę konwersji w witrynie. Jest to cel wielu firm, ale pozostawia wiele miejsca na interpretację. Bądź konkretny. Twoim celem może być wzrost współczynnika konwersji na podstronach produktów z 2% do 4% do końca roku.

Postaraj się wyznaczać konkretne cele do realizacji.

3.  Brak planu

Po ustaleniu celów musisz opracować plan działania. Powinieneś dokładnie określić kroki, które należy wykonać, aby osiągnąć to, co założyłeś. Stwórz listę działań dla każdego poddziałania. Jeśli nie wiesz, dlaczego korzystasz z określonego kanału lub prowadzisz konkretną kampanię, marnujesz czas i pieniądze.

Po opracowaniu ogólnego planu należy go rozbić na indywidualne obowiązki dla każdego członka zespołu. Jest to szczególnie ważne, jeśli współpracujesz z dużym zespołem marketingowym. Jednym z częstych problemów jest brak odpowiedniej komunikacji. Prowadzi do tego, że członkowie zespołu wykonują te same zadania lub nikt nie jest odpowiedzialny za realizację danego zagadnienia.

W takich przypadkach warto zastosować macierz RACI (odpowiedzialności) dla każdego członka zespołu. To narzędzie pomoże jasno określić, kto i za co jest odpowiedzialny. Dzięki temu Twoja strategia marketingowa będzie skutecznie realizowana.

4.  Ignorancja konkurentów

Wiele przedsiębiorstw, szczególnie o silnej pozycji w swojej branży, popełnia istotny błąd. Całkowicie ignoruje działania innych firm. Nawet jeśli dziś jesteś najlepszy w swojej branży, nie możesz sobie pozwolić na lekceważenie konkurencji. Oni każdego dnia rosną w siłę i jutro mogą Cię wyprzedzić. Strategiczna analiza konkurencji powinna stanowić istotną część strategii marketingowej Twojej firmy.

Sprawdź, jakie słowa kluczowe, kanały i taktyki stosowane są przez konkurencję, a jakich możliwości nie wykorzystują. Znajdź mocne strony oraz luki w ich strategiach. Wykonując kompleksową analizę,  dowiesz się, jak wyróżnić swoją markę. Pokaż, dlaczego Twoja firma jest lepszym wyborem.

5.  Brak wartości

W dzisiejszym świecie opartym na informacjach nie wystarczy już po prostu powiedzieć odbiorcom, że powinni stać się Twoimi klientami. Zamiast tego musisz pokazać im, dlaczego mogą zaufać Twojej firmie. Przedstaw najważniejsze zalety oferowanych produktów i usług.

W tym celu wykorzystaj marketing treści, który obejmuje tworzenie artykułów, wpisów na blogu, grafiki i innych treści cyfrowych.  Skuteczne działania musisz jednak poprzedzić analizą odbiorców.

Sprawdź, jakich informacji poszukują o Twoich produktach, firmie i całej branży. Zrozum jakie bodźce skłaniają ich do zakupu. Sprawdź treść, która znajduje się już na stronie internetowej i zidentyfikuj luki w informacjach.

Następnie wykorzystaj swoją wiedzę, aby wypracować unikalny punkt widzenia na te tematy. Postaraj się, aby treści były ciekawe. Zespół marketingowy może eksperymentować z różnymi formami, stylami i typami tekstów. Skuteczność Twojej strategii zależy w dużej mierze od jakości. Plagiaty nie pomogą Twojej firmie. Skoncentruj się na jakości, a nie na ilości.

Opracowanie szczegółowych instrukcji i filmów zajmie więcej czasu, ale działania przyniosą w dłuższej perspektywie wymierne rezultaty. Firma która przekazuje informacje cieszy się większym zaufaniem wśród klientów. Staje się bardziej wiarygodna.

6.  Tylko jeden kanał marketingowy

W dzisiejszym świecie, gdzie w każdej minucie docierają do nas przekazy reklamowe, koncentracja działań wyłącznie na jednym kanale marketingowym nie jest skuteczna. Chcąc osiągnąć wymierny sukces musisz połączyć działania na wielu płaszczyznach. Dywersyfikacja komunikacji marketingowej pozwala:

  • zwiększyć zasięg (informacje pojawiające się w wielu miejscach zwiększają szansę na dotarcie do odbiorcy)
  • wzmacnianie przekazu (wielokrotne powtarzanie komunikatu sprawia, że staje się on silniejszy)
  • optymalizacja wydatków na marketing i wzrost ROI (dysponując kilkoma kanałami można zdywersyfikować wydatki)

7.  Brak relacji z klientami

Niektóre zespoły marketingowe popełniają błąd, postrzegając klientów jedynie jako potencjalne źródło dochodów. I choć zakupy prowadzą do zwiększenia przychodów, musisz pamiętać jeszcze o innych wartościach.

Jeśli oceniasz odbiorców tylko pod kątem wartości pieniężnej, nie będą lojalni wobec Twojej marki. Dlatego nie osiągniesz sukcesu. Aby zbudować lojalną bazę klientów, potraktuj marketing relacji jak część ogólnej strategii.

Kiedy regularnie współpracujesz z klientami, możesz zdobyć ich wsparcie. Wielu z nich na dłużej zostanie przy Twojej marce. Jest to ważny cel, ponieważ pozyskanie nowych klientów jest trudniejsze (i droższe) niż utrzymanie obecnych. Długoterminowe zaangażowanie pomaga budować reputację Twojej marki. Kiedy pokazujesz klientom, że cenisz ich wsparcie, a nie tylko pieniądze, udowadniasz, że Twoja marka to coś więcej niż oferowane produkty lub usługi. Budowanie relacji jest istotne na wszystkich etapach strategii marketingowej.

Jeśli wykorzystasz marketing treści, aby przyciągnąć odwiedzających do Twojej witryny, nawiązujesz pierwszą interakcję potencjalnych klientów z marką. Jeżeli treści będą dla nich użyteczne, zrobisz świetne pierwsze wrażenie.

Możesz kontynuować ten trend, zapewniając doskonałą obsługę klienta na wszystkich etapach procesu zakupu. Zbuduj przyjazną stronę dla użytkownika, zatrudnij konsultantów, którzy będą odpowiadać na pytania klientów i sprawdzaj, kiedy każdy klient dokonuje zakupu.

8.  Brak komunikacji między zespołem marketingowym a sprzedaży

Istnieją dwie grupy osób odpowiedzialnych za zwiększenie przychodów: zespół marketingowy i zespół sprzedaży. I chociaż zazwyczaj funkcjonują jako dwa odrębne działy, pracują skuteczniej, jeśli dobrze się ze sobą komunikują.

Jeśli ze sobą nie współpracują, wizerunek Twojej firmy nie jest spójny. W przypadku, gdy każdy działa niezależnie, konsekwencje mogą być katastrofalne. Brak komunikacji może również skutkować nakładaniem się obowiązków. Zespoły, które nie współpracują i nie wyznaczają jasno określonych granic, mogą marnować czas i pieniądze, wykonując te same zadania.

Dobrym rozwiązaniem będą comiesięczne (lub co dwa tygodnie) spotkania z kierownikami obu działów. Menedżer ds. marketingu przedstawi nowe kampanie, promocje i cele, a sprzedaży wskaże możliwość dostarczenia danych wejściowych. Oba działy lepiej zrozumieją odbiorców. Jest to kluczowe, jeśli chcesz stworzyć skuteczną strategię marketingową.

Agnieszka Szklarczyk, CEO Agencji Marketingowej IAM

Trójmiejski rynek biurowy goni liderów

Trójmiasto jest wyjątkowym miejscem na biznesowej mapie Polski. Połączenie potencjału Gdańska, Sopotu i Gdyni z doskonałymi warunkami życia, jakie oferują te trzy miasta, przekłada się na wciąż rosnącą atrakcyjność inwestycyjną i coraz większą skalę sektora biurowego. Unikalność trójmiejskiego rynku biur potwierdza między innymi fakt, że właśnie tu mieści się największy kompleks biurowy w Polsce. Co więcej, w Gdańsku planowane jest pierwsze w Polsce miasteczko biurowe w ramach portu lotniczego, natomiast Gdynia zaoferuje jedyne w swoim rodzaju powierzchnie biurowe zlokalizowane bezpośrednio przy nabrzeżu.

Według ubiegłorocznych szacunków JLL, w 2021 roku Trójmiasto będzie trzecim rynkiem regionalnym, na którym zasoby biurowe przekroczą 1 mln mkw. powierzchni.
W ciągu ostatnich kilku lat Trójmiasto przeszło niesamowitą metamorfozę, stając się jedną z najbardziej pożądanych polskich lokalizacji inwestycyjnych, która nie tylko zapewnia nowoczesne zaplecze biurowe, ale też przyciąga pracowników wysoką jakością życia. Aktualnie najczęściej wybieraną przez deweloperów biurowych dzielnicą w Trójmieście jest Oliwa w Gdańsku, a już niedługo atrakcyjną lokalizacją z projektami typu mixed-use stanie się Młode Miasto, planowane na terenach postoczniowych. Wzrasta również zainteresowanie terenami wokół portu lotniczego. Plany inwestycyjne w Gdyni także nabierają tempa – rozwija się tam dzielnica biznesowa w okolicy przystanku PKM Stadion, a w najbliższych latach przewidujemy również wzrost atrakcyjności Śródmieścia w okolicach tamtejszego nabrzeża. – Magdalena Sierant, Starszy Konsultant w trójmiejskim biurze JLL

Oferta Gdańska, Gdyni i Sopotu umożliwia spełnienie oczekiwań każdego typu najemców, oferując zarówno duże huby biurowe z tzw. drapaczami chmur, odnowione kamienice, jak i biurowce zlokalizowane na obrzeżach miast. Aktywność deweloperów, którzy realizują w tym momencie 160 000 mkw. nowej powierzchni, idzie w parze z popytem. W pierwszej połowie tego roku najemcy wynajęli blisko 35 200 mkw. Całkowite zasoby biurowe kształtowały się natomiast na poziomie ponad 790 000 mkw. Rok po roku popularność rynku biurowego w Trójmieście potwierdza niski współczynnik pustostanów, który na koniec pierwszego półrocza wynosił 6,06%. Obecnie czynsze transakcyjne w Trójmieście wahają się w przedziale od 13,0 do 14,0 euro / mkw./ miesiąc.

Franklin Templeton: Nasz punkt widzenia na nasilające się napięcia handlowe pomiędzy USA-Chiny

Na początku sierpnia doszło do eskalacji napięć handlowych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, gdy amerykański prezydent Donald Trump zapowiedział wprowadzenie nowych ceł na chińskie towary, a Chiny ogłosiły wstrzymanie zakupów produktów rolnych ze Stanów Zjednoczonych, co w połączeniu ze słabszą kondycją chińskiej gospodarki wzbudziło obawy wśród inwestorów. Sukumar Rajah i Jason Zhu z zespołu Franklin Templeton Emerging Market Equity analizują tę sytuację i tłumaczą, dlaczego gospodarka Chin może być lepiej przygotowana na trudności w handlu niż sądzą niektórzy obserwatorzy.

W czwartek, 1 sierpnia 2019 r., prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapowiedział nałożenie dodatkowego 10-procentowego cła na wartą 300 mld USD kolejną transzę importu z Chin, które miałoby wejść w życie z dniem 1 września 2019 r. Chiny odpowiedziały zawieszeniem zakupów amerykańskich produktów rolnych.

kurs juanaNastępnie, 6 sierpnia, Stany Zjednoczone formalnie nadały Chinom status „manipulatora walutowego” po tym, jak kurs renminbi chińskiego spadł do ponad 7 RMB za dolara amerykańskiego po raz pierwszy od 2009 r.

Te wydarzenia wywołały rozległą i głęboką wyprzedaż na światowych rynkach akcji. Od początku miesiąca indeksy MSCI EM Index i MSCI World Index spadły o odpowiednio 6,17% i 3,33% w USD, natomiast indeks MSCI China Index poszedł w dół o prawie 7,39%.[1]

Eskalacja sporu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami rozprzestrzeniła się z handlu na sektor technologii, a obecnie także na sferę finansów, w związku z oskarżeniami o manipulowanie kursem waluty, co powoduje, że ryzyko pogłębiającej się długotrwałej konfrontacji narasta.

Nasze spojrzenie na Chiny

W krótkiej perspektywie tempo rozwoju chińskiej gospodarki spada; stopa wzrostu produktu krajowego brutto (PKB) w drugim kwartale była najniższa od 27 lat. Utrzymująca się niepewność w handlu skłania niektórych producentów do dywersyfikacji produkcji poprzez przenoszenie jej na inne rynki niż Chiny. Gdyby zamknięcia zakładów produkcyjnych przełożyły się na problemy z wypłacalnością, mogłoby to oznaczać niekorzystne konsekwencje dla instytucji finansowych.

Możliwe długoterminowe implikacje utrzymujących się problemów w handlu to, między innymi, przyspieszenie procesu otwierania gospodarki i deregulacji w Chinach, czemu jednak towarzyszy spowolnienie delewarowania związane z rządowymi działaniami na rzecz pobudzenia wzrostu gospodarczego.

Wprowadzone w ostatnich latach zmiany polityki, takie jak uelastycznienie kursu waluty, reforma spółek skarbu państwa połączona ze wsparciem dla przedsiębiorstw prywatnych oraz poluzowanie polityki pieniężnej i budżetowej, łagodzą wpływ konfliktu handlowego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Kluczowe wsparcie dla chińskiej gospodarki w krótkiej perspektywie mogą także zapewnić dodatkowe inwestycje w infrastrukturę.

Należy także zauważyć, że:

  • wzrost chińskiej gospodarki jest dziś mniej zależny od handlu; chiński eksport towarów i usług (jako procent PKB) spadł na przestrzeni ostatniej dekady z 32,6% w 2008 r. do 19,5% w 2018 r.[2];
  • bilans chińskiej wymiany handlowej ze Stanami Zjednoczonymi zawęził się, a na poziomie rachunku obrotów bieżących chiński import amerykańskich towarów (w odróżnieniu od usług) poszedł w górę;
  • trwa proces przesuwania środka ciężkości chińskiej gospodarki, a kluczowym motorem wzrostu gospodarczego jest dziś konsumpcja krajowa, która w 2018 r. wygenerowała 76% wzrostu PKB, w porównaniu z 44% dekadę wcześniej.[3]

 Wpływ na technologie

Sądzimy, że wpływ wojny handlowej jest najlepiej widoczny (1) w obszarach technologicznych związanych z bezpieczeństwem narodowym i najnowocześniejszymi technologiami (takimi jak 5G czy sztuczna inteligencja) oraz (2) na rynkach urządzeń stanowiących część globalnych łańcuchów dostaw (np. smartfonów, notebooków, tabletów).

Przypuszczamy, że koszty ceł zostaną wchłonięte przez łańcuchy dostaw, dostawców markowych wyrobów i konsumentów, co złagodzi konsekwencje dotyczące pojedynczych spółek. Może to jednak skutkować słabszym popytem konsumenckim i obniżeniem wolumenów sprzedaży, jak również odkładaniem inwestycji kapitałowych na później.

W dłuższej perspektywie napięcia handlowe mogą prowadzić do opóźnień we wdrażaniu kluczowych technologii (np. 5G), dywersyfikacji łańcuchów dostaw i fragmentacji standardów branżowych.

Strukturalne czynniki, które nie odzwierciedlają poważniejszych konsekwencji, to, między innymi, lokalne innowacje na rynkach wschodzących, rosnąca w bezprecedensowo szybkim tempie ilość przetwarzanych/generowanych danych i wynikający z tego trendu popyt na chipy, a także coraz większa popularność usług i sprzedaży online.

 Spółki z rynków wschodzących dywersyfikują łańcuchy dostaw

Ostatni rozejm pomiędzy skonfliktowanymi Stanami Zjednoczonymi i Chinami był wyjątkowo krótki, a coraz większa wrogość pomiędzy stronami konfliktu sugeruje, że wojna handlowa może trwać także po wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych przypadających na 2020 r., a inwestorzy powinni być przygotowani na wzmożoną zmienność rynkową.

Zważywszy na przedłużającą się napiętą sytuację w handlu wiele globalnych spółek koncentrowało się na dywersyfikowaniu łańcuchów dostaw jeszcze przed ostatnimi wydarzeniami z pierwszych tygodni sierpnia. Ten trend jest wprawdzie niekorzystny dla Chin, ale może przełożyć się na wzrost wydatków kapitałowych na innych rynkach w Azji i na świecie. Przykładowo, tradycyjne powiązania z amerykańskimi łańcuchami dostaw, lokalizacja geograficzna oraz konkurencyjne płace mogą przyciągać inwestycje na rynek meksykański, a działania odwetowe Chin wymierzone w amerykańskie rolnictwo także mogą zwiększyć eksport z Ameryki Południowej jako alternatywnego źródła zaopatrzenia.

Analogicznie, wraz ze spadkiem wymiany handlowej pomiędzy Chinami a Stanami Zjednoczonymi, niektóre kraje azjatyckie (np. Indie, Tajwan, Wietnam) zanotowały wzrost wolumenu handlowego w 2019 r., a także awans w łańcuchu wartości na przestrzeni ostatnich lat (np. Korea Południowa, Wietnam).

Ostatnie obniżenie stóp procentowych przez Rezerwę Federalną łagodzi presję podwyższającą kurs dolara amerykańskiego, którą cła mogłyby wzmocnić, sprzyjając walutom z rynków wschodzących i zapewniając bankom centralnym z tych rynków większą elastyczność w obszarze polityki pieniężnej (np. umożliwiając cięcia stóp w Korei Południowej, Indonezji czy Tajlandii). Co więcej, historia pokazuje, że cykle luzowania polityki pieniężnej przez Fed generalnie sprzyjały rynkom wschodzącym.[4]

Nasze podejście do zmienności

Przez ten dłuższy okres zmienności związanej z sytuacją w handlu stale analizowaliśmy ryzyko, na jakie narażone są nasze portfele, przeprowadzając zarówno „testy wytrzymałościowe” akcji poszczególnych spółek przy różnych założeniach, jak i szersze analizy scenariuszy dotyczących całego rynku, we współpracy z grupą Franklin Templeton ds. ryzyka inwestycyjnego.

Co istotne, uważamy, że poza tymczasowym wpływem na zyski, konkurencyjność wybranych przez nas spółek wciąż jest nienaruszona. Dążymy do inwestowania w spółki o zrównoważonych strumieniach wysokiej jakości zysków, solidnych przepływach pieniężnych i stabilnych bilansach, które, według nas, są w stanie przetrwać w niepewnych warunkach makroekonomicznych.

Niemniej jednak przedłużające się i nieprzewidywalne napięcia w handlu, nasilane dodatkowo przez codzienne doniesienia medialne, mają niekorzystny wpływ na nastroje wśród konsumentów i przedsiębiorców, tłumiąc konsumpcję i opóźniając decyzje inwestycyjne. Trudno jest uniknąć ryzyka, jednak jesteśmy optymistami i sądzimy, że w tej szerokiej klasie aktywów można znaleźć korzystne możliwości inwestycyjne, a wyceny są bardzo atrakcyjne.

[1] Źródło: MSCI. Dane do 8 sierpnia 2019 r. Indeks MSCI Emerging Markets Index odzwierciedla wyniki akcji dużych i średnich przedsiębiorstw z 24 krajów zaliczanych do rynków wschodzących. Indeks MSCI World Index odzwierciedla wyniki akcji dużych i średnich przedsiębiorstw z 23 rynków rozwiniętych. Indeksy nie są zarządzane, a bezpośrednia inwestycja w indeks nie jest możliwa. Indeksy nie uwzględniają opłat, kosztów ani obciążeń naliczanych przy sprzedaży. Wyniki historyczne nie wskazują ani nie gwarantują wyników przyszłych. MSCI nie udziela żadnych gwarancji ani nie ponosi żadnej odpowiedzialności w związku z przedstawionymi danymi MSCI. Dalsze rozpowszechnianie lub wykorzystywanie jest zabronione. Niniejszy raport nie został zatwierdzony ani opracowany przez MSCI. Ważne uwagi i warunki dotyczące podmiotów dostarczających dane można znaleźć na stronie www.franklintempletondatasources.com.

[2] Źródło: Bank Światowy.

[3] Źródło: Główny Urząd Statystyczny Chińskiej Republiki Ludowej.

[4] Wyniki historyczne nie wskazują ani nie gwarantują wyników przyszłych.

Spowolnienie gospodarcze coraz bliżej Polski

To już nie tylko gospodarcze spowolnienie. Dane z niemieckiego przemysłu są fatalne. Tam zaczęła się recesja, a Niemcy to najważniejszy polski partner w międzynarodowej wymianie handlowej.

Po wiośnie, gdy mieliśmy spowolnienie, można było mieć nadzieję, że jest to sytuacja przejściowa. Te optymistyczne oczekiwanie nie sprawdziły się. Dane za wrzesień pokazują, że jest coraz gorzej.

Nie jest zaskoczeniem regres niemieckiego eksportu do Wielkiej Brytanii, przyczyną recesji jest jego spadek do krajów strefy euro. Prognozy też nie są optymistyczne.

– Spowolnienie gospodarcze w Azji może właśnie teraz okazać się dotkliwie odczuwalne dla niemieckiej gospodarki , a Polska nie jest oderwana od tych tendencji, które widzimy w Europie, choć wcześniej nie odczuliśmy skutków tego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Polski wzrost gospodarczy zostanie utrzymany dzięki wysokiej dynamice konsumpcji związanej z wydatkami na świadczenia społeczne.

– Gdy te efekty wygasną, nie utrzymamy dynamiki PKB bliskiej 4 proc. – komentuje ekspert.

Amazońska dżungla płonie, świat bagatelizuje. Utrata „zielonych płuc Ziemi” odbije się na każdej gospodarce

Płonie puszcza Amazońska – o wielkim kryzysie alarmują media na świecie. Liderzy opinii, ambasadorzy ONZ zbierają i przekazują fundusze na wsparcie akcji gaśniczej, jak i odbudowy potencjału Amazonii. Dotychczas w akcję włączyły się już znane nazwiska – oferując pomoc pieniężną, wynajmując samoloty gaśnicze i zajmując zdecydowane stanowiska w kwestii podejmowania koniecznych działań. Podczas ostatniego szczytu grupy G7 zaproponowano wsparcie na rzecz ratowania amazońskich lasów w kwocie 20 milionów euro. To środki, które miałyby być przekazane natychmiast. Tymczasem prezydent Brazylii, Jair Bolsonaro odmówił ich przyjęcia.

– Z jednej strony to smutna wiadomość – ale sama suma środków, które miały zostać przekazane w geście od 7 najbogatszych państw świata, nie robi wrażenia – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady Global Compact Network Poland. – Skala problemu jest przecież bardzo duża i dotyczy wszystkich krajów na świecie, bez wyjątku. Utrata „zielonych płuc Ziemi” odbije się na każdej gospodarce, a w długiej perspektywie – szansie na przetrwanie ludzkości. Odmowa przyjęcia wsparcia przez Brazylię jest zrozumiała ze względów politycznych. Pojawił się nawet spór pomiędzy Bolsonaro, a prezydentem Francji – Emmanuelem Macronem. Brazylijska głowa państwa doradza przeznaczenie środków na zasadzenie drzew w Europie, która została znacznie przetrzebiona przez gospodarki wysokorozwinięte. Biorąc pod uwagę ilość strat środowiskowych na Starym Kontynencie, trudno odmówić mu racji. Jednak odmowa pomocy w sytuacji kryzysowej – trwających pożarów puszczy amazońskiej – świadczy o wyraźniej krótkowzroczności w prowadzonej polityce – ocenił Wyszkowski.

Złotemu ciążą obawy o skutki wyroku TSUE i realizacji obietnic wyborczych

dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB
dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB

Ostatnie dni przyniosły duże osłabienie polskie waluty wobec franka szwajcarskiego. Frank kosztuje ponad 4 zł, najdrożej w ciągu ostatnich 12 miesięcy. To efekt ataku inwestorów spekulacyjnych, którzy chcą zarobić na wyroku TSUE, dotyczącym frankowiczów.

Wyrok TSUE mamy poznać 3 października, a choć dotyczy sprawy indywidualnej będzie miał bardzo istotne znaczenie dla rynku walutowego, banków i posiadaczy kredytów mieszkaniowych w walutach obcych, a więc przede wszystkim frankowiczów.

– Banki mają zabezpieczenia walutowe, a gdyby wszystkie kredyty w walutach obcych miały w jednym momencie zostać zamienione na kredyty złotowe, musiałyby te zabezpieczenia zlikwidować. To wymagałoby zakupu waluty obcej przez banki i taki scenariusz jest rozgrywany przez inwestorów spekulacyjnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Temat jest gorący dla inwestorów, ale może się okazać, że wyrok niekorzystny dla banków może wzmocnić złotego, zamiast go osłabić. Dlaczego? Bo ewentualne efekty tego wyroku byłyby rozłożone na lata, każda umowa kredytowa byłaby zmieniana indywidualnie, po wytoczeniu bankowi procesu i jego wygraniu. Czyli nie pojawi się ogromny popyt na franka.

– Spekulanci nie będą zainteresowani, aby śledzić sytuację w nieskończoność – komentuje ekspert.

Jędrzyński: Wyrok TSUE ws. frankowiczów może doprowadzić do kryzysu na rynku nieruchomości

Jeżeli wyrok TSUE będzie korzystny dla frankowiczów, banki ograniczą kredytowanie. Skutki mogą być dramatyczne. Kryzys na rynku nieruchomości może okazać się znacznie poważniejszy od tego sprzed dekady.

– Czarny łabędź wpływa z zupełnie nieoczekiwanej strony, z gmachu TSUE, a 3 października zapadnie wiążący wyrok, jeżeli okaże się korzystny dla frankowiczów, banki będą zmuszone do przewalutowania kredytów na złotowe, przy utrzymaniu dotychczasowej, czyli ujemnej stawki LIBOR – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Banki przesadnie optymistycznie zapewniały, że kredyty w walutach obcych są wyjątkowo bezpieczne, zwłaszcza we frankach szwajcarskich. Gdy szwajcarski bank centralny przestał bronić swej waluty był to szok.

Pierwszą reakcją banków, po ewentualnie niekorzystnym dla nich wyroku TSUE, będzie drastyczne ograniczenie akcji kredytowej dla kupujących mieszkania i dla deweloperów.

Jakie dla gospodarki ma znaczenie czarny łabędź? Gdy się pojawia, dzieją się rzeczy, których nie da się przewidzieć, a nabyte wcześniej doświadczenie nie przygotowuje do tego, co ma nastąpić.

PPK a wysokość emerytury. Pierwsze wpłaty na konto PPK już w listopadzie

Jarosław Sadowski z Expandera
Jarosław Sadowski z Expandera

Już wkrótce pierwsi pracownicy zaczną oszczędzać w ramach nowego systemu. Jednak pieniądze, które zgromadzimy w PPK w niewielkim stopniu poprawią sytuację przyszłych emerytów, a zwłaszcza kobiet. Polski system emerytalny jest w bardzo trudnej sytuacji.

Z wyliczeń Expandera wynika, że kobiety obecnie będące w wieku około 35 lat, do uzyskania emerytury w wysokości ich ostatniej pensji, potrzebują 9-krotnie wyższych oszczędności niż te, które uda im się zgromadzić w PPK. W przypadku mężczyzn w tym wieku, potrzeba 3-krotnie więcej.

Argumentem przemawiającym za pozostaniem w PPK jest fakt, że zgromadzimy tam znacznie więcej pieniędzy niż odkładając je samodzielnie. Składki płyną tam bowiem nie tylko z naszego wynagrodzenia, ale również od pracodawcy i od państwa.

– To może sugerować, że zgromadzimy tam niebotyczne sumy, które zagwarantują nam komfortową sytuację na starość. To jednak tylko złudzenie – mówi w rozmowie z MarketNews Jarosław Sadowski z Expandera.

Kobieta, która przystąpi do PPK w wieku 35 lat i która zarabia 3000 zł netto, zgromadzi w tym programie ok. 105 000 zł (przy podstawowych składkach). Mężczyzna, w takim samym wieku i z takim samym dochodem, odłoży natomiast 147 000 zł (dzięki o 5 lat dłuższej pracy). Te kwoty mogą robić wrażenie, ale w rzeczywistości nie wystarczą na emeryturę pod palmami.

– Ci, który przejdą na emeryturę za 20-30 lat otrzymają świadczenie z ZUS wynoszące jedynie 20%-30% ich ostatniego wynagrodzenia. W naszych wyliczeniach przyjęliśmy optymistycznie, że będzie to 40%, czyli jeśli ktoś będzie zarabiał równowartość np. 3000 zł, to emerytury dostanie jedynie 1200 zł. Przyczyną tego problemu jest demografia – wyjaśnia J.Sadowski. – W przyszłości liczną grupę emerytów urodzonych w latach 70-tych i 80-tych będą musiały utrzymać nieliczne roczniki z lat 90-tych i młodsze. Żeby było to możliwe, to albo kosmicznie wysokie musiałyby być wtedy składki na ZUS, albo emerytury będą musiałby być bardzo niskie.

Aby na emeryturze móc utrzymać wcześniejszy poziom życia, trzeba mieć oszczędności, które pozwolą na wypłacanie sobie co miesiąc brakującej kwoty. Jeśli np. przed emeryturą będziemy zarabiać równowartość 3000 zł, a emerytury dostaniemy 1200 zł, to oznacza, że brakujące 1800 zł powinniśmy wypłacać sobie z oszczędności. Żeby jednak było to możliwe trzeba zgromadzić wielokrotnie wyższą kwotę niż ta, jaką odłożymy w PPK.

Żeby mieć emeryturę w takiej wysokości jak pensja, to będąca obecnie w wieku 35 lat kobieta, zarabiająca obecnie 3000 zł, do 60 roku życia powinna zebrać 969 000 zł. To aż 9-krotnie więcej niż kwota jaką zgromadzi w PPK, płacąc podstawowe składki. Mężczyzna w wieku 35 lat, do 65 roku życia powinien zgromadzić 488 000 zł. Potrzebuje więc 3-krotnie więcej niż w odłoży w PPK. Niezależnie czy ktoś będzie uczestniczył w PPK czy też nie, to i tak powinien sporo oszczędzać na starość. W tabeli prezentujemy jaką kwotę dochodu netto należy odkładać, aby zapewnić sobie emeryturę w takiej wysokości jak ostatnia pensja.

1 lipca największe firmy (powyżej 250 pracowników) weszły do systemu Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK). Ustawa ich dotycząca zakłada utworzenie prywatnego, dobrowolnego systemu gromadzenia oszczędności emerytalnych, w który zaangażowane mają być: państwo, pracodawcy i pracownicy. Do programu może przystąpić każda osoba zatrudniona, która podlega obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym.

Firmy do 25 września, miały obowiązek porozumienia się z zatrudnionymi co do wyboru instytucji, która będzie dla firmy prowadziła PPK. Później, do 25 października powinny podpisać umowę o zarządzanie PPK. Do 12 listopada będą musiały bowiem podpisać kolejną umowę, tym razem o prowadzenie PPK. Dopiero ta umowa pociągnie za sobą obowiązek przekazywania składek.

Dolar pozostaje mocny

Dolar pozostaje mocny w końcówce kwartału. Jego siła idzie w parze z coraz pozytywniej zaskakującymi danymi z amerykańskiej gospodarki. Wskaźnik mierzący jak odczyty wypadają na tle prognoz przyjmuje obecnie najwyższe wartości nie tylko w tym roku, a wręcz od maja 2018, czyli czasu gdy Fed szykował się do kontynuacji polityki podnoszenia stóp procentowych.

Oczywiście impet wzrostu w tym okresie mocno wyhamował. Wysokie wartości indeksu pokazują jednak, że nie aż tak mocno jak obawiał się tego rynek. Innymi słowy: wzrost jest słabszy niż rok temu, ale lepszy niż prognozowano. A skoro nie było aż tak wyraźnego pogorszenia się koniunktury jak zakładano, to w wielu głowach rodzi się myśl, że nie ma też ewidentnej potrzeby silnej redukcji stóp. Część inwestorów zaczyna powątpiewać w zakładaną wcześniej skalę obniżek. W rezultacie obecnie wycenione są jeszcze dwie pełne obniżki w horyzoncie dwunastomiesięcznym. W ostatnim miesiącu wyceniano nawet 38 pb obniżek więcej. Wodą na młyn są sygnały z Fed, zwłaszcza wystąpienie Evansa, który uważa, że parametry polityki są w tej chwili odpowiednie.

Uważamy, że w obecnym położeniu dolar stoi przed poważnymi zagrożeniami a przestrzeń do jego umocnienia jest wąska. Warto też odnotować, że dolar ma ewidentne problemy ze zdobywaniem pola – impet aprecjacji jest mizerny. EUR/USD bezpośrednio po przebiciu 1,0925 nie spadł nawet pod 1,09.

Postrzeganie euro jest nadal negatywne, trudno żeby było inaczej przy tak fatalnych odczytach PMI. Jednocześnie mamy wrażenie, że strach przed recesją w Eurolandzie jest przesadzony. Wzrost pozostanie pewnie mizerny w kolejnych kwartałach, ale nie powinna się ona skurczyć. Funt runął na 300 pipsów od szczytów z ubiegłego piątku i GBP/USD powrócił w okolice 1,23. Uważamy, że w tych okolicach powinna wystąpić próba wyhamowania ostrej zniżki. Brytyjskiej walucie nie pomagają jednak na pewno sygnały z Banku Anglii. Nawet zwolennicy restrykcyjnej polityki przyznają, że nawet w scenariuszu brexitowego happy endu nie można wykluczyć obniżki stóp. Globalna fala luzowania dociera zatem również na Wyspy. O ile funtowi władze monetarne nie pomagają, to walutom Antypodów nawet sygnały z banków centralnych nie są w stanie pomóc. Wszystkie podbicia AUD/USD czy NZD/USD zakorzenione w studzeniu oczekiwań na luzowanie są szybko wygaszane. EUR/PLN pozostaje blisko 4,40 i przed wyrokiem TSUE nie powinno ulec to zmianie. Silny dolar szkodzi też notowaniom złota, kurs uncji spada pod 1500 USD. Jeśli mowa o rynkach surowców, to naszym scenariuszem bazowym jest ponowne odbicie notowań ropy na wyższe pułapy.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niższa stawka PIT od 1 października. Co się zmienia?

Od 1 października wejdą w życie nowe przepisy dotyczące rozliczania podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Ustawa reguluje między innymi obniżenie stawki podatku dla pierwszego progu podatkowego oraz obniżenie kwoty zmniejszającej podatek.

Obniżenie stawki pierwszego progu podatkowego

Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt
Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt

Według Piotra Ciszewskiego, eksperta podatkowego w firmie inFakt, najważniejszą zmianą wprowadzoną na mocy znowelizowanej ustawy jest obniżenie stawki pierwszego progu podatkowego. Zgodnie z art. 27 znowelizowanej ustawy o PIT podatek dochodowy jest pobierany od podstawy jego obliczenia według następującej skali:

  • do 85 528 zł podatek wynosi 17%
  • ponad 85 528 zł wynosi bez zmian 12 539,76 zł +32% nadwyżki ponad 85 528 zł

Wyliczony podatek podlega pomniejszeniu o kwotę zmniejszającą podatek, która z uwagi na obniżenie stawki PIT będzie wynosić:

  • 1 360 zł dla podstawy obliczenia podatku nieprzekraczającej 8 000 zł;
  • 1 360 zł – (834,88 * [podstawa obliczenia podatku – 8 000 zł] / 5 000 zł) dla podstawy obliczenia podatku wyższej niż 8 000 zł, ale nieprzekraczającej 13 000 zł;
  • 525,12 zł dla podstawy obliczenia podatku wyższej niż 13 000 zł, ale nie wyższej niż 85 528 zł;
  • 525,12 zł – (525,12 zł * [podstawa obliczenia podatku – 85 528 zł] / 41 472 zł) dla podstawy obliczenia podatku wyższej niż 85 528 zł, ale nieprzekraczającej 127 000 zł.

W przypadku podatników, których dochody nie przekroczą kwoty stanowiącej górną granicę pierwszego przedziału skali podatkowej, przy wyliczaniu zaliczki na podatek dochodowych przedsiębiorcy stosowali kwotę zmniejszającą w wysokości 556,02 zł rocznie. Od nowego roku kwota ta będzie wynosić 525,12 zł. Opisane zmiany będą obowiązywać dla przychodów osiągniętych od 1 stycznia 2020.

Przepisy przejściowe od 1 października 2019 roku

Jak zauważa ekspert inFakt, znowelizowana ustawa reguluje także sposób rozliczania zaliczek na podatek dochodowy za IV kwartał 2019 roku. Przy obliczaniu zaliczek na podatek dochodowy od dochodów uzyskanych od 1 października 2019 do dnia 31 grudnia:

  • zamiast stawki 18% stosuje się stawkę 17%;
  • kwota zmniejszająca podatek wynosi 525,12 zł.

Z uwagi na rozliczanie zaliczek na podatek dochodowy według stawki 18% dla miesięcy styczeń wrzesień oraz według stawki 17% dla przychodów uzyskanych od października do grudnia ustawodawca wprowadza za cały rok podatkowy stawki 17,75% – wyjaśnia Piotr Ciszewski.

Natomiast kwota zmniejszająca podatek będzie wynosić:

  • 1 420 zł dla podstawy obliczenia podatku nieprzekraczającej 8 000 zł;
  • 1 420 zł – (871,70 * [podstawa obliczenia podatku – 8 000 zł] / 5 000 zł) dla podstawy obliczenia podatku wyższej niż 8 000 zł, ale nieprzekraczającej 13 000 zł;
  • 548,30 zł dla podstawy obliczenia podatku wyższej niż 13 000 zł, ale nie wyższej niż 85 528 zł;
  • 548,30 zł – (548,30 zł * [podstawa obliczenia podatku – 85 528 zł] / 41 472 zł) dla podstawy obliczenia podatku wyższej niż 85 528 zł, ale nieprzekraczającej 127 000 zł.

Koszty uzyskania przychodu

Pierwszą z planowanych zmian jest zwiększenie kosztów uzyskania przychodów z tytułu służbowego, stosunku pracy, spółdzielczego stosunku pracy oraz pracy nakładczej. Koszty uzyskania przychodów:

  • 111, 25 zł miesięcznie, a w skali roku podatkowego nie więcej niż 1 335 zł, w przypadku uzyskania przychodów z tytułu jednego stosunku służbowego, stosunku pracy, spółdzielczego stosunku pracy oraz pracy nakładczej zostaną zwiększone do kwoty 250 zł, a w skali roku podatkowego nie więcej niż 3 000 zł (art. 22 ust. 2 pkt. 1);
  • w przypadku, gdy podatnik uzyskuje przychody równocześnie z tytułu więcej niż jednego stosunku służbowego, stosunku pracy, spółdzielczego stosunku pracy oraz pracy nakładczej, nie mogą przekroczyć łącznie 2 002,05 zł za rok podatkowy, po zmianach limit wzrośnie do 4 500 zł;
  • 139,06 zł miesięcznie, a w skali roku podatkowego nie więcej niż 1 668,72 zł, w przypadku gdy miejsce stałego lub czasowego zamieszkania podatnika jest położone poza miejscowością, w której znajduje się zakład pracy, a podatnik nie uzyskuje dodatku za rozłąkę. Analogicznie po zmianach wynoszą 300 zł miesięcznie, a w skali roku podatkowego nie więcej niż 3 600 zł (art. 22 ust. 2 pkt. 3);
  • w przypadku, gdy podatnik uzyskuje przychody równocześnie z tytułu więcej niż jednego stosunku służbowego, stosunku pracy, spółdzielczego stosunku pracy oraz pracy nakładczej, a miejsce stałego lub czasowego zamieszkania podatnika jest położone poza miejscowością, w której znajduje się zakład pracy, a podatnik nie uzyskuje dodatku za rozłąkę, obecny limit nie mógł przekroczyć łącznie 2 502,56 zł za rok podatkowy, po zmianach koszty nie będą mogły przekroczyć 5 400 zł.

Nowa era motoryzacji, czyli przyszłość sektora motoryzacji w Polsce

Przemysł motoryzacyjny w Polsce w ostatnich kilkunastu latach rósł w tempie 6,5 proc. rocznie. Branża ta jest niekwestionowanym liderem wśród polskich eksporterów. Z najnowszego raportu Banku Pekao wynika, że przemysł nowej generacji, obejmujący m.in. napędy elektryczne czy inteligentne samochody, stanowi wyzwanie, ale też i dużą szansę dla działających w Polsce firm.

Z raportu „Nowa era motoryzacji. Jak odnajdzie się w niej polski przemysł?”, opublikowanego przez Bank Pekao, wynika, że w 2018 roku polski przemysł motoryzacyjny wytworzył dobra o łącznej wartości 145 mld zł. Głównym motorem rozwojowym stał się segment części, w którym wyrośliśmy na jednego z europejskich liderów. Branża zalicza się do ekskluzywnego grona największych sektorów przemysłowych Polski, posiadając 13 proc. udział w krajowym przetwórstwie.

Sektor wyróżnia się wysokim zaangażowaniem kapitału zagranicznego. Międzynarodowe koncerny współpracują jednak ściśle z polskimi firmami, tworząc rozległy ekosystem. Sektor zatrudnia łącznie nawet 225 tys. osób, generując zaawansowane miejsca pracy (przeciętna miesięczna płaca jest wyższa o 8 proc. od średniej w gospodarce).

– Branża motoryzacyjna to jeden z fundamentów polskiej gospodarki, dlatego przyglądamy się jej ze wzmożoną uwagą. Mimo wyzwań w krótkim terminie – takich jak spowolnienie gospodarcze w UE czy konflikty handlowe – perspektywy rysują się optymistycznie. Branża stoi na solidnych fundamentach i rozwija się w wielu wymiarach, dzięki czemu jak dotąd skutecznie opierała się schłodzeniu niemieckiej gospodarki. Nawet jeśli kolejne kwartały przyniosą spowolnienie, powinno ono być tymczasowe – podkreśla Kamil Zduniuk, ekspert z Zespołu Analiz Sektorowych Banku Pekao S.A, autor raportu.

Raport Pekao powstał w kluczowym dla branży momencie. Przemysł motoryzacyjny na całym świecie wchodzi w nową erę, definiowaną przez megatrendy, takie jak nowe rodzaje napędów (w tym elektromobilność), inteligentne rozwiązania dla samochodów czy carsharing.

– Główne megatrendy przyniosą nieodwracalne zmiany we wszystkich elementach łańcucha wartości i nie inaczej będzie w Polsce. Przed sektorem staną poważne wyzwania, ale też niepowtarzalne szanse. Skala jego adaptacji do tych zmian będzie determinowała przyszłe tempo rozwoju. Dla przykładu, oceniamy, że nawet połowę udziału w krajowym przemyśle części mają obszary wrażliwe na wzrost roli napędów elektrycznych – twierdzi Kamil Zduniuk.

Według raportu, kluczem będzie zdolność Polski do absorpcji nowych inwestycji, a więc zachęcenie dotychczasowych i zupełnie nowych inwestorów do rozwoju krajowej motoryzacji w kierunku zgodnym ze światowymi trendami. Jednocześnie, proaktywnie w te nowe łańcuchy wartości muszą włączać się również krajowe przedsiębiorstwa.

– Widzimy wiele szans dla polskiej motoryzacji. Wykreowana specjalizacja w obszarze części daje doskonały fundament do tego, abyśmy w przyszłości stali się optymalnym miejscem w Europie do lokowania produkcji w zakresie nowoczesnych rozwiązań, np. elektromobilności. Takie inwestycje już zaczynają napływać, a po stronie polskich firm widoczne jest coraz większe zaangażowanie w tych obszarach. Nasz kraj może być też zagłębiem kapitału intelektualnego, umożliwiającego tworzenie hubów rozwiązań dla samochodów inteligentnych i autonomicznych. Mamy tu znaczące przewagi konkurencyjne nawet wobec bogatych państw zachodnich – uważa Kamil Zduniuk.

Jednocześnie, jak wynika z raportu Banku Pekao, Polska może być nadal beneficjentem dalszego optymalizowania produkcji tradycyjnych aut spalinowych i części. Obszar ten jeszcze długo będzie odgrywał istotną rolę mimo zachodzących zmian, m.in. ze względu na rolę rynku wtórnego czy zróżnicowane tempo rozwoju poszczególnych regionów świata.

– Napędy spalinowe nie znikną z dnia na dzień, a stopniowa transformacja motoryzacji to ważna informacja dla branży. Pozwala na „okres przejściowy”, który będzie trwał jeszcze kilkanaście lat. W tym czasie można rozwijać się dzięki dotychczasowym motorom wzrostu, jednocześnie budując drugą już gałąź działalności, ukierunkowaną na motoryzację przyszłości – mówi autor raportu.

Spośród trzech zaproponowanych scenariuszy, scenariusz bazowy zakłada, że branża do 2030 roku osiąga wartość produkcji 245 mld zł, przy średnim tempie rozwojowym 4,5 proc. rocznie (łączny wzrost o prawie 70 proc.).Szybkość adaptacji nowych technologii mogłaby jednak pozwolić na osiągnięcie nawet 305 mld zł (ponad dwukrotny wzrost względem 2018 r.). Istnieje jednak też wariant pesymistyczny – trwałe pozostanie przy kurczących się segmentach tradycyjnych może skutkować długoterminową stagnacją branży (średnie tempo nieprzekraczające 1 proc. rocznie).

Aby wykorzystać otwierające się szanse, potrzebne są działania zarówno samych firm, jak i instytucji państwowych. Wykreowanie wizerunku Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla nowoczesnych rozwiązań motoryzacyjnych przyniesie długotrwałe korzyści dla sektora i całej gospodarki – podsumowuje Kamil Zduniuk.

Branża paliwowa pracuje nad czystymi paliwami. Mają być nieszkodliwe dla ludzi i środowiska

Branża paliwowa pracuje nad czystymi paliwami. Mają być nieszkodliwe dla ludzi i środowiska 7

Spaliny samochodowe są dużo bardziej szkodliwe dla ludzi niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu, a pojazdy samochodowe są największym źródłem skażenia środowiska. Rynek opracowuje więc ekologiczne alternatywy dla tradycyjnych paliw. Jedną z istniejących jest benzyna alkilatowa, która zmniejsza emisję dwutlenku węgla o 40 proc., emisję szkodliwych substancji o ponad 90 proc. Nie zawiera też rakotwórczych związków. Na razie jest to rozwiązanie do małych silników, np. w kosiarkach czy piłach, ale firmy z branży pracują nad alternatywnymi systemami zasilania.

– Rynek paliw od wielu lat dąży do zmniejszenia negatywnego wpływu na środowisko. Producenci silników, urządzeń, ale przede wszystkim paliw dążą do tego, aby te paliwa były jak najczystsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Skorupski, prezes zarządu firmy Warter Fuels. – W ubiegłym roku zostało wyeliminowane z rynku ostatnie paliwo ołowiowe, a jeszcze kilkanaście lat temu ołów był standardowym składnikiem paliwa dla samochodów.

Spalanie tradycyjnych paliw przyczynia się do wysokiej emisji dwutlenku węgla do atmosfery i powstawania smogu. Ma też wpływ na zdrowie ludzi. Benzen jest jedną z najgroźniejszych trucizn przemysłowych, uznawaną za czynnik rakotwórczy dla układu krwiotwórczego i chłonnego. A jest to tylko jeden z niebezpiecznych związków występujących w klasycznym paliwie.

– Tradycyjne paliwa przyczyniają się do emisji dwutlenku węgla do atmosfery, węglowodorów, benzenów i innych szkodliwych substancji – podkreśla Skorupski.

Od kilku lat branża motoryzacyjna i paliwowa są świadome zagrożeń i pracują nad innowacyjnym zasilaniem. Biopaliwa, gaz, energia elektryczna czy wodór stopniowo zastępują benzynę i diesla. Trwają również prace nad alternatywnymi paliwami.

Przykładem jest benzyna alkilatowa, która jest pozbawiona węglowodorów aromatycznych, w tym kancerogennego benzenu oraz olefin i związków tlenowych (alkoholi, eterów). Paliwo to zmniejsza emisję dwutlenku węgla o 40 proc., a emisję szkodliwych substancji – o 90 proc.

To rozwiązanie, które w krajach skandynawskich jest już stosowane niemal powszechnie, na razie w mniejszych silnikach, np. w kosiarkach spalinowych czy motorówkach. Korzystają z nich np. drwale, którzy pracują przez kilka godzin dziennie z piłami spalinowymi.

 Przykładem może być zwykła kosiarka ogrodowa, która jest pozbawiona katalizatora. Podczas swojej pracy emituje ona tyle substancji szkodliwych do atmosfery co ok. 50 samochodów osobowych. Nawet nie mamy świadomości, jak duży wpływ na emisję szkodliwych substancji ma używanie nawet takich podstawowych urządzeń, jak piła spalinowa, kosiarka, podkaszarka, agregat prądotwórczy – tłumaczy ekspert.

Paliwo alkilatowe produkuje obecnie pięć rafinerii, w tym jedna w Polsce. Na naszym rynku można je kupić online od połowy 2019 roku.

Paliwa alkilatowe są droższe ze względu na swoją konstrukcję i kompozycję, ponieważ są skonstruowane i skomponowane z zupełnie innych substancji niż standardowe paliwa. Ale powstaje pytanie, czy jest kompromis dla własnego zdrowia, ekologii i dbania o sprzęt? – mówi Kamil Skorupski.

Ceny paliw alternatywnych będą spadać wraz z ich upowszechnieniem.

– Mamy ogromną liczbę urządzeń spalinowych, czyli napędzanych silnikami tłokowymi, które nie znikną przez jeszcze wiele lat z naszego rynku. Nie wszystkie da się zastąpić urządzeniami elektrycznymi, dlatego producenci robią wszystko, aby użytkowanie urządzeń napędzanych silnikami spalinowymi czy tłokowymi było jak najbardziej przyjazne środowisku. Wydaje mi się, że minie jeszcze wiele lat, zanim nastąpi rewolucja elektryczna – ocenia Kamil Skorupski.

Wydatki na sponsoring sportowy szybko rosną. Wyzwaniem dla rynku jest rozwój własnych platform streamingowych przez federacje i kluby

Wydatki na sponsoring sportowy szybko rosną. Wyzwaniem dla rynku jest rozwój własnych platform streamingowych przez federacje i kluby 8

Wydatki na sponsoring sportowy są najwyższe od lat. Łącznie na wspieranie różnych dyscyplin w Polsce w 2018 roku sponsorzy przeznaczyli ponad 916 mln zł – wynika z raportu Sponsoring Insight. To efekt nie tylko lepszych wyników polskich sportowców, lecz także większej liczby organizowanych wydarzeń. Prym wiedzie piłka nożna, która odpowiada za 1/3 przychodów ze sprzedaży praw sponsoringowych. Wysoko są także siatkówka i sporty motorowe.

– Wartość rynku zależy przede wszystkim od jego dojrzałości, od gotowości sponsorów, firm decydujących się na sponsoring sportu jako formę promocji swojej marki. Ważnym czynnikiem jest też liczba wydarzeń sportowych. Większe zaangażowanie sponsorów widzimy w latach, kiedy w Polsce organizowane było euro w piłce nożnej czy ręcznej, mistrzostwa świata lub Europy w siatkówce. Duże znaczenie mają też sukcesy poszczególnych klubów lub reprezentacji krajowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Seweryn Plotan, dyrektor zarządzający Sponsoring Insight.

Z raportu „Rynek sponsoringu sportowego” przygotowanego przez Sponsoring Insight wynika, że w 2018 roku wartość rynku – liczonego jako nakłady spółek prawa handlowego – przekroczyła 916 mln zł. Dla porównania w 2017 roku było to ok. 870 mln, a jeszcze w 2012 roku – 743 mln zł.

W Europie wartość sponsoringu sportowego przekroczyła w 2018 roku 22,6 mld dol., a Polska wciąż goni europejskie i światowe potęgi. Takie transakcje, jak PKO BP z Lotto Ekstraklasą, Coca-Cola z PZPN, czy Fortuna z 1. Ligą pokazują, że potencjał marketingowy zauważają największe koncerny. Tym samym wartość sponsoringu będzie stopniowo rosnąć.

Wśród dyscyplin prym wiedzie piłka nożna – zarówno w Polsce, Europie, jak i na świecie. W Polsce w rankingu przychodów ze sprzedaży praw sponsoringowych jest absolutnym liderem (32,3 proc. przychodów przy 30,8 proc. w 2017 roku). Wzrost udziału wynika m.in. z wyraźnego zwiększenia przychodów ze sprzedaży praw sponsoringowych przez Lotto Ekstraklasę, która zarządza rozgrywkami czołowych klubów piłkarskich w Polsce.

– Polska ma swoje specyficzne dyscypliny sportu takie jak siatkówka, która jest na 2. miejscu, zarówno pod względem zainteresowania Polaków, jak i pod względem nakładów finansowych na sponsoring [18,3 proc. udział – red.]. Kolejną taką dyscypliną jest żużel. Sporty motorowe zajmują 3. miejsce w rankingu [13,3 proc. – red.]. Mówimy tutaj też o Formule 1. Topową piątkę zamykają koszykówka, która po 52 latach wróciła na mistrzostwa świata, i piłka ręczna [obie po ok. 8 proc. udziału – red.] – wymienia Seweryn Plotan.

W zestawieniu właścicieli praw sponsoringowych pod względem udziału w przychodach z tytuły sprzedaży tych praw liderem są kluby sportowe, które mają nieco ponad połowę rynku. Następnie są związki sportowe (20 proc.), wydarzenia sportowe (10 proc.) i ligi sportowe (9 proc.).

Dwie trzecie badanych właścicieli praw sponsoringowych podkreśla, że buduje ich wartość głównie przez inwestowanie w media własne (w tym social media). To może znacząco zmienić rynek.

– Coraz więcej lig sportowych w Europie, w tym polska Ekstraklasa, uruchamia własne platformy. Kolejne ligi prawdopodobnie będą szły tym tropem i będą się komunikować za pomocą swoich własnych platform, tam będziemy wykupywać pojedyncze transmisje, a nie całe pakiety w sieciach kablowych, więc de facto jest to wyeliminowanie pośrednika na tym rynku transmisji telewizyjnych – przekonuje Seweryn Plotan.

Własne platformy OTT [Over The Top – udostępniane przez operatorów ich abonentom – red.] mają – poza Ekstraklasą – także UEFA czy hiszpańska La Liga. Materiały wideo poprzez własne serwisy streamingowe udostępniają też amerykańskie NBA i NHL.

 To wyzwanie pod kątem technologicznym z jednej strony, z drugiej strony kwestia przerzucenia odbiorców telewizji linearnej i zmiany nawyków – mówi Seweryn Plotan. – Telewizja jest bardzo wygodna, włączasz kanał i jest transmisja, a nie trzeba jej kupować. Dlatego to medium na pewno będzie jeszcze istniało wiele lat, jeśli nie zawsze. Pamiętam, że jeszcze parę lat temu, kiedy w MMA trzeba było zapłacić pierwszy raz za wideo on demand, to były głosy sprzeciwu, jak to ma działać. Dzisiaj to już jest zupełnie normalne. Przyszłe lata pokażą, czy to będzie standard na polskim rynku.

Nowym trendem jest też sponsoring e-sportu, którego popularność szybko rośnie. Newzoo podaje, że rynek wirtualnego sportu w 2019 roku może osiągnąć wartość 1,1 mld dol., a Polska to jeden z większych e-sportowych rynków.

 Różni się od tradycyjnego sportu grupą docelową. Dociera do młodych odbiorców w wieku 15–25 lat i są oni na pewno bardzo zaangażowani. Druga różnica to forma promocji sponsora. E-sport transmituje się za pomocą własnych platform komunikacyjnych, więc ma możliwość dodania wielu form promocji, myślę tutaj o formach digitalowych, wyświetlaniu logotypów itp. – mówi ekspert.

Zmiany w działalności fizjoterapeutów. Pacjenci będą lepiej chronieni

Do 31 października fizjoterapeuci mają czas na wybór odpowiedniej dla siebie formy prawnej prowadzenia działalności gospodarczej. Mogą zarejestrować praktykę fizjoterapeutyczną albo stać się właścicielami podmiotu leczniczego. Różnice pomiędzy obiema formami dotyczą przede wszystkim kwoty obowiązkowego ubezpieczenia OC dla fizjoterapeuty – minimum 30 tys. euro w przypadku praktyki i 75 tys. euro przy podmiocie leczniczym.

Fizjoterapeuci mają mało czasu, żeby podjąć bardzo ważną decyzję. Do 31 października wszyscy, którzy prowadzą działalność gospodarczą – szacujemy, że jest ich blisko 20 tysięcy – muszą ją zamienić w działalność regulowaną w sektorze ochrony zdrowia. Oznacza to, że muszą albo zarejestrować praktykę fizjoterapeutyczną, albo zarejestrować i stać się właścicielami podmiotu leczniczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Twardowski, dyrektor Biura Ubezpieczeń Medycznych i Odpowiedzialności Cywilnej w INTER Polska.

Organ, który wpisuje do rejestru, ma na to 30 dni od dnia wpłynięcia wniosku.

– Na pewno praktyczniejszą formą prowadzenia działalności, łatwiejszą do zarejestrowania, do prowadzenia i wymagającą spełnienia mniej warunków jest rejestracja praktyki fizjoterapeutycznej. Rejestracja podmiotu leczniczego wiąże się z większymi restrykcjami zarówno lokalowymi, jak i związanymi z ubezpieczeniem odpowiedzialności cywilnej – ocenia Andrzej Twardowski.

Co do zasady, praktyka zawodowa to rozwiązanie dla osób, które chcą wykonywać zawód fizjoterapeuty w ramach działalności gospodarczej, bez wielu obostrzeń prawnych. Podmiot leczniczy pozwala zatrudniać inne osoby, ale przy tym jest też obarczony wieloma restrykcjami, których nie ma w przypadku praktyki zawodowej.

– Pierwszą z różnic jest miejsce, w którym fizjoterapia/”>fizjoterapeuta musi dokonać rejestracji. Jeśli decyduje się na rejestrację praktyki fizjoterapeutycznej, musi jej dokonać w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów. Jeśli natomiast chce zostać właścicielem podmiotu leczniczego, to rejestracji powinien dokonać u odpowiedniego wojewody w województwie, w którym tę działalność leczniczą chciałby wykonywać – mówi Andrzej Twardowski.

Za rejestrację praktyki trzeba zapłacić 98 zł, a podmiotu leczniczego – 486 zł. W obu przypadkach przy rejestracji konieczne jest przedstawienie polisy obowiązkowego ubezpieczenia OC.

– Dla praktyki fizjoterapeutycznej ubezpieczenie może być niższe – na 30 tys. euro na jedno zdarzenie w okresie ubezpieczenia, natomiast dla podmiotu leczniczego jest to suma 75 tys. euro w okresie ubezpieczenia – wylicza ekspert.

Pacjent może dochodzić od fizjoterapeuty odszkodowania za szkody będące wynikiem procesu leczenia, zadośćuczynienia za ból i cierpienie, a gdy uszczerbek na zdrowiu spowodował niezdolność do pracy – także renty. Ubezpieczenie OC ma pokryć ewentualne skutki majątkowe szkód na zdrowiu pacjenta. Maksymalna wysokość odpowiedzialności ubezpieczyciela za wszystkie szkody w okresie ubezpieczenia to odpowiednio: 150 tys. euro, jeśli fizjoterapeuta zdecyduje się na praktykę, oraz 350 tys. euro w przypadku podmiotu leczniczego.

– Trzeba sobie zadać pytanie, czy wystarczy, kiedy spełnię obowiązek ubezpieczeniowy i kupię ubezpieczenie na najniższą wymaganą prawnie sumę. Zdarza się, że roszczenia pacjentów i szkody wyrządzone przez fizjoterapeutę wielokrotnie przewyższają wysokość 30 tys. euro. Warto się więc zastanowić nad tym, żeby dokonać wyboru ubezpieczenia na jak najwyższą sumę – przekonuje Twardowski.

Wyższe kwoty ubezpieczenia mogą się okazać koniecznością, bo w przypadku wysokich roszczeń klientów, fizjoterapeuci będą musieli pokryć je z własnych oszczędności. Tymczasem, jak wynika z badania firmy Kantar na zlecenie Krajowej Izby Fizjoterapeutów, przeciętny fizjoterapeuta zarabia ok. 2 075 zł netto. Posiadanie ubezpieczenia nawet na minimalną wymaganą kwotę, to zabezpieczenie interesów zarówno fizjoterapeuty, jak i pacjentów.

– Działalność, niezależnie od tego, czy jest to praktyka, czy jest to podmiot leczniczy, musi spełniać określone wymogi związane z zabezpieczeniem finansowym nie tylko samego fizjoterapeuty, lecz także pacjenta. Takim zabezpieczeniem jest właśnie ubezpieczenie obowiązkowe odpowiedzialności cywilnej. W przypadku szkody zabezpieczy ono interesy pacjenta i pozwoli mu na pokrycie kosztów leczenia, kosztów zadośćuczynienia, a jeśli sytuacja będzie rzeczywiście krytyczna –  na pokrycie comiesięcznej dożywotniej renty – podkreśla Andrzej Twardowski.

Polacy jedzą o 12 kg cukru przetworzonego więcej niż dekadę temu. Podatek cukrowy mógłby zahamować ten wzrost

Polacy jedzą o 12 kg cukru przetworzonego więcej niż dekadę temu. Podatek cukrowy mógłby zahamować ten wzrost 9

W latach 2008–2017 spożycie czystego cukru spadło o blisko 6 kg na osobę, ale za to o blisko 12 kg wzrosła konsumpcja cukru przetworzonego, zawartego w słodkich przekąskach i gotowych potrawach – wynika z danych przytaczanych przez MZ i NFZ. W tym samym okresie o kilka procent wzrosła liczba osób otyłych i z nadwagą, a to pociąga za sobą wzrost zachorowań na cukrzycę. Choruje na nią 2,7 mln Polaków. – Wszystkie produkty, które zawierają cukry proste i sacharozę, powinny być dodatkowo opodatkowane, a z tych pieniędzy powinniśmy sfinansować profilaktykę i leczenie cukrzycy – wskazuje Krzysztof Łanda, były wiceminister zdrowia.

 Ponieważ podatki nakładane na tytoń są coraz wyższe, to spada konsumpcja i palenie papierosów. Wydaje mi się, że podobnie byłoby z cukrem. Na każdy produkt, który zawiera cukry proste bądź sacharozę, powinien być nałożony dodatkowy podatek, może 2 proc., 5 proc., może 20 proc. ceny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Łanda, prezes firmy Meritum LA, były wiceminister zdrowia.

Podatek nałożony na produkty z cukrem pomógłby zmniejszyć ilość spożywanego cukru. Jak wynika z danych prezentowanych w ramach kampanii MZ i NFZ „Planuję długie życie”, w 2017 roku statystyczny Polak zjadł nieco ponad 11 kg czystego cukru i 33,3 kg w innej postaci, np. w napojach gazowanych. To w sumie o 6 kg więcej niż w 2012 roku.

– Niektóre napoje gazowane zawierają nie tylko sacharozę, którą nasz język i kubki smakowe odczuwają i dzięki czemu wiemy, czy coś jest słodkie, czy nie, lecz także np. glukozę, która nie wydaje nam się tak słodka, ale niesie ze sobą kalorie. Wszystkie te cukry proste oraz sacharoza powinny być obłożone podatkiem – przekonuje Krzysztof Łanda. – Jeżeli nikt nie będzie stosował tych trików cukrowych, to po prostu konkurencja będzie się odbywała wokół smaku, a nie wokół uzależnienia nieświadomych konsumentów.

Jak pokazują dane przytaczane przez MZ i NFZ, liczba osób otyłych i z nadwagą stopniowo rośnie. W 2025 roku otyłych będzie 30 proc. mężczyzn i 26 proc. kobiet. W 2016 roku było ich odpowiednio 25 proc. i 23 proc. Nadmierna masa ciała staje się też poważnym problemem wśród dzieci i młodzieży. W 2025 roku na leczenie chorób związanych z otyłością wydamy więcej nawet o 1,0 mld zł niż w 2017 roku. Wśród nich jest m.in. cukrzyca.

– Cukrzyca jest bardzo dużym problemem, nie tylko w Polsce, lecz także w innych wysoko rozwiniętych krajach, które charakteryzują się wysoką konsumpcją. Problemem w Polsce jest to, że mamy epidemię cukrzycy nie tylko u dorosłych, lecz także u dzieci – podkreśla były wiceminister zdrowia.

Z raportu NFZ i resortu zdrowia o wpływie spożycia cukru na wzrost zachorowalności wynika, że w Polsce na cukrzycę choruje 2,7 mln dorosłych Polaków, a nawet co trzecia osoba nie jest tego świadoma. Cukrzyca nieleczona w odpowiedni sposób pociąga za sobą poważne konsekwencje związane m.in. z sercem, wzrokiem czy nerkami. Kampania „Razem ścigamy się z cukrzycą” uczy, że leczenie cukrzycy to nie tylko właściwa regulacja poziomu cukru we krwi, lecz także tam, gdzie to możliwe, zapobieganie lub ograniczanie rozwoju powikłań. Trwa właśnie czwarta edycja kampanii.

– Mamy bardzo słaby dostęp do innowacyjnych leków, innowacyjnych technologii medycznych, np. związanych z ciągłym monitorowaniem poziomu cukru we krwi – przekonuje Krzysztof Łanda. – Za mało wydajemy na refundację. W 2012 roku poza refundacja było 256 technologii lekowych dopuszczonych do obrotu na terenie Unii Europejskiej przez European Medicines Agency, a teraz jest ich już ponad 800. Widać, że ta przepaść pomiędzy Polską a innymi krajami rośnie. Świadomość społeczeństwa to kolejna sprawa i być może nawet ważniejsza niż sama refundacja leków czy wyrobów medycznych.

Zdaniem Krzysztofa Łandy już sama debata społeczne na temat wprowadzenia podatku cukrowego i jego ewentualnej wysokości zwiększyłaby poziom wiedzy Polaków na temat spożycia cukru i konsekwencji z tym związanych.

Całkowicie cyfrowych dowodów tożsamości opartych na blockchain nie uda się podrobić. Technologia pozwoli wprowadzić także wybory przez internet

Całkowicie cyfrowych dowodów tożsamości opartych na blockchain nie uda się podrobić. Technologia pozwoli wprowadzić także wybory przez internet 10

To dzięki technologii blockchain zrodził się rynek kryptowalutowy, ale jej potencjał wykracza dalece poza możliwość wydobywania wirtualnych walut. Wdrożenie rozwiązań blockchainowych w korporacjach finansowych pozwoli stworzyć bezpieczniejsze metody weryfikacji dokumentów oraz tożsamości, a wykorzystanie tej technologii przez administrację publiczną zwiększy transparentność podejmowania kluczowych decyzji. Technologia pozwoli wprowadzić m.in. w pełni bezpieczne cyfrowe dowody tożsamości, a także zorganizować bezpieczne wybory przez internet.

– Blockchain poza kryptowalutami najszersze zastosowanie znajdzie w obszarze dokumentów tożsamości, tzn. paszportów i dowodów osobistych zdigitalizowanych właśnie w blockchainie. W przyszłości nasze dowody będą całkowicie cyfrowe i będą wymagać infrastruktury blockchain, dzięki której nie będzie dało się ich podrabiać. Będzie można łatwo weryfikować tożsamość przez internet a także wprowadzić głosowania i demokrację przez internet – mówi w agencji Newseria Innowacje Kamil Gancarz, prezes Blockchain Development Foundation.

Nad zastosowaniem technologii blockchain w procesie wyborczym pracuje wiele krajów, testy tej technologii prowadzi się m.in. w Rosji, Tajlandii, Szwajcarii czy Stanach Zjednoczonych.

Bezprecedensowy pomysł wysunęli przedstawiciele Hrabstwa Utah, którzy we współpracy z Narodowym Centrum Cyberbezpieczeństwa opracują aplikację mobilną umożliwiającą zdalne oddanie głosu w wyborach lokalnych osobom, które w trakcie głosowania znajdują się poza miejscem zamieszkania. Choć opracowano ją głównie z myślą o żołnierzach pełniących misje wojskowe, jeśli technologia przejdzie pomyślnie proces testów, może znacząco usprawnić przeprowadzanie wyborów w skali całego kraju. Aplikacja wykorzystuje blockchain do weryfikacji tożsamości użytkownika i szyfrowania procesu oddawania głosu, a działa wszędzie tam, gdzie użytkownik ma dostęp do internetu.

Do blockchaina przekonują się także przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości. Dobrym przykładem przyswojenia tej technologii jest m.in. uznanie przez Chiński Sąd Najwyższy, że dowody cyfrowe potwierdzone blockchain są wiarygodne i mogą być wykorzystywane w sporach prawnych. Takie orzeczenie umożliwiło uruchomienie w Chinach sądów internetowych, w których cały proces odbywa się w trybie zdalnym.

– Jeżeli dowód tożsamości czy paszport będzie w blockchainie, to będzie dużo łatwiej podpisywać dokumenty. Będzie mniejsze zapotrzebowanie na notariuszy, bo wiele rzeczy będzie weryfikować za nas technologia. Czyli to, czy faktycznie ta osoba się stawiła, czy ta osoba podpisała dokument, już nie będzie wymagało notariusza, tylko to będzie wszystko się działo na poziomie warstwy technologicznej i technologii blockchain, które będą po prostu wspierane i wykorzystywane przez państwa –  tłumaczy ekspert.

Rozwiązania blockchainowe powoli wchodzą także na polski rynek. Przedstawiciele banku PKO BP postanowili wykorzystać tę technologię do zwiększenia bezpieczeństwa korespondencji prowadzonej ze swoimi klientami. We współpracy z Krajową Izbą Rozliczeniową wprowadzono blockchainowy system weryfikacji dokumentów przesyłanych drogą elektroniczną. Wszystkie e-maile wysyłane za jego pośrednictwem dostarczane są z unikatowym hashem (identyfikatorem) dokumentu oraz linkiem do strony banku. Po wprowadzeniu identyfikatora klient może sprawdzić historię modyfikacji danego pisma, a co za tym idzie – zweryfikować jego autentyczność

Ambitne plany względem tej technologii ma także Krajowa Izba Rozliczeniowa, która we współpracy z Urzędem Komisji Nadzoru Finansowego planuje stworzyć własną finansową platformę blockchainową. Projekt ma być elementem systemowego wsparcia infrastruktury fintechowej. Państwowa platforma ma się stać ujednoliconą platformą biznesową, która umożliwi wymianę informacji pomiędzy wieloma podmiotami działającymi na polskim rynku finansowym. W obecnej odsłonie umożliwia sporządzenie wykazu osób uprawnionych do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu, a w przyszłości umożliwi emitentom z rynku kapitałowego oddawanie głosów w tych zgromadzeniach.

– Mamy sytuację, że nie musimy już wysyłać regulaminu drogą pocztową, jeszcze za potwierdzeniem odbioru bądź listem poleconym. Wysyłanie drogą mailową nie zawsze stanowi dowód w sprawie przed sądem, który np. może uznać, że to nie jest trwały nośnik. Są orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który mówi o tym, że musimy mieć trwały nośnik dokumentujący, że faktycznie klient dostał taką informację, i blockchain jest idealny do tego. Mamy już takie fizyczne wdrożenie w Polsce – mówi Kamil Gancarz.

Według analityków z firmy MarketsndMarkets wartość globalnego rynku rozwiązań blockchainowych w 2018 roku wyniosła 1,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie ona do 23,3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 80 proc.