Nowa marka z mieszkaniami na wynajem. Golub GetHouse prezentuje INSPIRENTALS

Inspiracja do zawierania nieoczekiwanych znajomości i aktywnego życia, przestrzeń do wzmacniania więzi oraz miejsce gwarantujące poczucie przynależności do wielopokoleniowej społeczności. To tylko niektóre z określeń, opisujących charakter nowej marki nieruchomościowej w portfolio Golub GetHouse – INSPIRENTALS. W jej ramach realizowane będą projekty w sektorze mieszkań na wynajem (Private Rented Sector), oferujące niespotykany na polskim rynku zakres udogodnień, dostępnych dla wszystkich mieszkańców. Pod marką INSPIRENTALS Golub GetHouse zrealizuje m.in. warszawskie projekty Postępu Apartments (nazwa robocza) i Liberty Tower.

Marka INSPIRENTALS powstała w wyniku analiz zjawisk społecznych i oczekiwań osób, poszukujących najbardziej komfortowych miejsc do zamieszkania. Jest odpowiedzią na trendy panujące na międzynarodowych rynkach nieruchomości, które coraz odważniej zaznaczają swoją obecność także w Polsce. Dzięki współpracy z naszymi amerykańskimi partnerami posiadamy dostęp do unikalnej wiedzy w zakresie realizacji nowoczesnych inwestycji z mieszkaniami na wynajem. W Stanach Zjednoczonych nasza firma od wielu lat realizuje i w pełni zarządza projektami PRS (Private Rented Sector), wywierającymi ogromny wpływ na kreowanie społeczności mieszkańców. Chcemy przenieść te doświadczenia na rynek polski, oczywiście uwzględniając przy tym wszelkie uwarunkowania lokalne. Obecnie w Warszawie mamy zabezpieczone grunty do realizacji ok. 1,5 tys. mieszkań na wynajem. W pierwszej kolejności, pod marką INSPIRENTALS realizowane będą inwestycje Postępu Apartments i Liberty Tower – mówi Czarek Jarząbek, Założyciel i Prezes Zarządu Golub GetHouse.

Postępu Apartments to zespół czterech budynków połączonych szklanym sercem, zlokalizowanym w środkowej części nieruchomości z pełnym otwarciem na zielone patia. Wejście do budynków będzie prowadziło przez lobby z czynną całodobowo recepcją. W ramach projektu powstanie 371 jednostek mieszkalnych (o powierzchni od 26 do 71 m kw.), które wynajmowane będą z w pełni wyposażoną kuchnią, łazienką i zabudową meblową. Natomiast jeśli chodzi o pozostałe pomieszczenia, inwestor zaoferuje pakiety wykończeniowe, na podstawie których najemcy będą mogli doposażyć mieszkanie poprzez leasing mebli.

Postepu Apartments_wizualizacja_2
Postępu Apartments

Inwestycja zlokalizowana będzie na warszawskim Służewcu przy ul. Postępu, w bezpośrednim sąsiedztwie centrum biurowego. Za jej projekt architektoniczny odpowiada pracownia Grupa 5 Architekci. Postępu Apartments to przede wszystkim liczne udogodnienia dla mieszkańców (zarówno te zlokalizowane wewnątrz budynków, jak i w ich bezpośrednim otoczeniu), stwarzające doskonałe warunki do integracji społeczności. Mieszkańcy będą mogli korzystać m.in. z: tarasów na dachu, siłowni ze strefą spa, pokoju TV, pokoju gier, wspólnej kuchni z tarasem, strefy chillout, czytelni, sali konferencyjnej z pełnym wyposażeniem biurowym czy punktu odbioru paczek. Ponadto, na parterze budynku od strony ulicy Postępu będzie znajdowało się zaplecze handlowo – usługowe z restauracjami, kawiarniami czy sklepami spożywczymi. Dodatkowo, teren zewnętrzny otaczający budynki został zaprojektowany tak, aby zaspokoić szeroki wachlarz potrzeb mieszkańców. Znajdzie się tam miejsce przeznaczone do wypoczynku (ławki, huśtawki, tereny zielone), oraz boisko do gry w bule, siatkówkę plażową i koszykówkę, a także zewnętrzna strefa cardio. Rozpoczęcie prac w ramach inwestycji zaplanowano na I kwartał 2020 r.

Liberty Tower
Liberty Tower

Drugim z projektów, realizowanych przez Golub GetHouse pod marką INSPIRENTALS jest 140-metrowy wieżowiec Liberty Tower, który powstanie przy skrzyżowaniu ulic Żelaznej
i Grzybowskiej na warszawskiej Woli. Inwestycja obejmuje realizację 42-kondygnacyjnej wieży wraz z 9-kondygnacyjnym podium i garażem podziemnym. W części wysokościowej budynku sięgającego aż 140 metrów, znajdzie się ponad 500 wykończonych apartamentów (powierzchnia od 32 do 132 m kw.), przeznaczonych na długoterminowy najem. Elementem wyróżniającym Liberty Tower będzie niezwykle szeroka gama udogodnień, dostępnych jako standard, dla każdego mieszkańca. W specjalnie zaaranżowanej strefie na 10. i 11. kondygnacji Liberty Tower znajdą się m.in. centrum fitness i strefa spa, centrum konferencyjne, sala gier, strefa relaksu, a także otwarta kuchnia, stwarzająca doskonałe warunki do wspólnego gotowania, jak również organizacji zamkniętych przyjęć. Co więcej, na dachu podium wieży znajdą się duży basen z jacuzzi oraz zielone tarasy z elementami małej architektury i strefami BBQ.

W Liberty Tower, oprócz apartamentów przeznaczonych na długoterminowy najem,
znajdzie się także hotel Radisson RED. W hotelu, umiejscowionym w 9-kondygnacyjnym podium, zostanie zaaranżowanych 267 pokoi. W jego wnętrzach znajdzie się m.in. centrum konferencyjne, strefa fitness, restauracja, lobby bar oraz dedykowane strefy spotkań. Za projekt architektoniczny Liberty Tower odpowiada renomowana amerykańska pracownia architektoniczna Arquitectonica, która na swojego lokalnego partnera wybrała uznane biuro projektowe Epstein. Rozpoczęcie prac budowlanych w ramach inwestycji zaplanowano na II kwartał 2020 r.

Wprowadzając INSPIRENTALS chcemy zaproponować zupełnie nową jakość obsługi. Budujemy mieszkania wraz z szeroką infrastrukturą udogodnień, wynajmujemy je i nimi
w pełni zarządzamy. W sercu naszej marki jest społeczność. Tworząc wyjątkową przestrzeń wokół mieszkańców, umożliwiamy im zarządzanie wszystkimi aspektami ich życia. Odpowiadamy na ich potrzeby, dobierając odpowiednio usługi i udogodnienia. Równocześnie,  szanujemy indywidualność każdego członka naszej społeczności, tworząc przestrzeń do swobodnego rozwoju.
Nie zamykamy się także na żadną z grup społecznych czy wiekowych. Charakter INSPIRENTALS definiuje wielopokoleniowość – naszą ofertę adresujemy również do dojrzałych osób, które nie chcą być samotne, lecz  pragną uczestniczyć w życiu społeczności – dodaje Jakub Bartos, Head of Residential w Golub GetHouse.

INSPIRENTALS stanowi z jednej strony odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie rynku na profesjonalnie zarządzane mieszkania na wynajem, z drugiej zaś, jej powstanie jest związane z widocznymi zmianami społecznymi. Coraz więcej osób definiuje samych siebie poprzez wartości – wolność, niezależność czy mobilność.

– W Polsce obserwujemy obecnie coraz większą dywersyfikację rynku mieszkaniowego, która jest efektem zachodzących zmian społecznych. Rozwój segmentu mieszkań na wynajem jest stymulowany głównie przez najmłodsze pokolenia i ich odmienne podejście do życia, ale trend ten nie dotyczy wyłącznie tej grupy. Zmiana podejścia do charakteru miejsca zamieszkania widoczna jest już u przedstawicieli wszystkich pokoleń. I choć większość zasobów mieszkaniowych nadal pozostaje w prywatnych rękach to sektor najmu instytucjonalnego będzie nabierał coraz większego rozpędu. Powodem nie jest wyłącznie trudność z otrzymaniem kredytu, ale położenie coraz większego nacisku na elastyczność w życiu prywatnym i zawodowym. Wybierając miejsce do życia millenialsi patrzą w pierwszej kolejności na koszty utrzymania, dostępność komunikacyjną, bliskość miejsc pracy, czystość okolicy czy dostęp do terenów zielonych. Decydując się na najem mają możliwość spełnienia tych potrzeb, a do tego zostawiają sobie możliwość szybkiej zmiany miejsca zamieszkania, która ma dla nich kluczowe znaczenie – mówi Przemysław Chimczak, założyciel think co. – real estate research lab.

SMARTNEY – nowy gracz na rynku kredytowym w Polsce

Na polskim rynku pojawiła się instytucja finansowa, która łączy tradycyjną bankowość z uproszczonym systemem ubiegania się o kredyt konsumencki. Jest częścią francuskiej Grupy Oney Bank, która w sektorze bankowym działa od 35 lat, obecnie zatrudnia 2500 pracowników w 11 krajach i obsługuje 7,6 mln klientów na całym świecie. Założony przez Oney Bank SMARTNEY kieruje swoją ofertę do klientów, dla których liczy się niska cena i szybki dostęp do gotówki. Proponuje kredyty w wysokich kwotach (do 60 tys. zł), z długim okresem spłaty (do 5 lat), dostępne całkowicie bez formalności. Dzięki modelowi biznesowemu (m.in. partnerstwom technologicznym) proces kredytowy jest maksymalnie zautomatyzowany, a interakcja z klientem, na każdym etapie obsługi, przebiega w sposób błyskawiczny.  

W kwietniu ruszyła pilotażowa sprzedaż w wybranych punktach sieci brokerskiej Unilink Cash. Kredyty konsumenckie Smartney są też dostępne w punktach Oney Polska znajdujących się w Auchan i Leroy Merlin. Niebawem ruszy sprzedaż online. Za wdrożeniem w Polsce stoi Katarzyna Jóźwik, Manager z blisko dwudziestoletnim doświadczeniem na rynku Consumer Finance. – Zaczęliśmy sprzedaż pilotażową od agentów w sieci brokerskiej Unilink Cash i punktów Oney Polska. Nasza oferta spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem, zarówno ze strony klientów, jak i partnerów. Dotychczas o finansowanie zwróciło się do nas prawie 10 000 klientów. Po etapie testowania w kanale brokerskim, zamierzamy wkrótce wejść do kanału online. Nasz proces jest prosty, przejrzysty, transparenty i oparty na najnowszych technologiach. W ciągu najbliższych lat chcemy wzbogacać ofertę, konsekwentnie zwiększać udział w rynku i rozszerzać działalność o nowe kanały dystrybucji – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna SMARTNEY.

Kredyt konsumencki do 60 tys. zł

SMARTNEY oferuje pożyczki do 60 tys. zł, z terminem spłaty do 5 lat. Założeniem było stworzenie produktu hybrydowego – połączenie w jednym produkcie najlepszych cech kredytu bankowego i wygodnego procesu pożyczki pozabankowej. Główne korzyści dla klienta to: minimum formalności, korzystne oprocentowanie oraz prosty i szybki proces oparty na najnowszych technologiach. Klienci mogą wnioskować o wysokie kwoty, które dotychczas były niedostępne w tym segmencie rynku. Spłatę pożyczki mogą rozłożyć na dłuższy czas.

– Proponujemy kredyt konsumencki który można nazwać hybrydą. Łączy on w sobie cechy produktów oferowanych w sektorze bankowym i pozabankowym. Dlaczego? Ponieważ widzimy, że w niedalekiej przyszłości oferowanie pożyczek online, dostępnych w kilka minut, będzie zwykłą transakcją. Dzisiaj wyspecjalizowały się w tym firmy pożyczkowe, najczęściej udzielające małych kwot na krótki czas, czy banki oferując uproszczone procesy kredytowe dla wybranych klientów. Moim zdaniem przyszłością będą jednak pożyczki błyskawiczne także na wyższe kwoty, dłuższy czas i co więcej – w atrakcyjnej cenie. Takie rozwiązanie wymaga solidnego inwestora, ekspertyzy w obszarze zarządzania biznesem kredytowym oraz modelu biznesowego  bogatego w partnerstwa technologiczne.  My te zasoby posiadamy, więc stworzyliśmy propozycję, której dotychczas brakowało na rynku  – mówi Katarzyna Jóźwik.

– Pamiętajmy, że pożyczki na wyższe kwoty wymagają dużego zaangażowania ze strony firmy, która ich udziela. Aby uniknąć pułapek, technologia pomaga przetwarzać dostępne informacje, ostrzegać przed prawdopodobnymi oszustwami czy np. dostosowywać proponowane klientom rozwiązania finansowe do wyniku oceny ich indywidualnej sytuacji. Dzięki automatyzacji procesów klient jest obsługiwany w sposób błyskawiczny, a informację o decyzji kredytowej otrzymuje w kilka, czy kilkanaście minut. Jednakże zdrowe pożyczanie pieniędzy nie może się obyć bez czynnika ludzkiego. Dlatego zatrudniamy ekspertów wnioskujących z bogatych analiz i przewidujących różne scenariusze. To przyszłość nowoczesnych i „smartnych” finansów – podsumowuje Katarzyna Jóźwik.

Komentarz dr Mirosława Bieszki, Doradcy Ekonomicznego Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF):

Od kilku lat systematycznie wzrasta średnia kwota kredytu gotówkowego, przy czym najbardziej dynamicznie rozwija się segment kredytów na kwoty ponad 100 tys. zł. Firmy pożyczkowe z oczywistych względów skupiły się na niskich kwotach, gdzie utrzymują przewagę nad bankami. Pojawienie się na rynku nowego gracza o wyraźnie zdefiniowanej strategii „wysoka kwota na długi okres” jest na pewno nowym zjawiskiem na polskim rynku. Dziś taka strategia znajduje wsparcie, ponieważ rosną dochody do dyspozycji w gospodarstwach domowych, a problemem nie jest bezrobocie, ale brak rąk do pracy. Warto jednak pamiętać, że szybko rosnące kwoty kredytów gotówkowych zwróciły uwagę nadzoru bankowego, co zapewne wzmocni podejście spółki do stosowanych w takiej strategii wejścia na rynek standardów oceny ryzyka. Dużym atutem Smartneya jest właściciel, bowiem nie ma rynku polskim firmy pożyczkowej, której właścicielem jest bank, będący w stanie zapewnić odpowiednie finansowanie obranej strategii.

Postaw na szczerość i normalność. Dowiedz się czego pracownicy oczekują od swoich pracodawców

Czego osoby poszukujące pracy oczekują od przyszłych pracodawców? Czy przedsiębiorstwa odpowiadają na te potrzeby? Badania przeprowadzone przez OLX wykazują, że oferty pracy w sekcji Co oferujemy?” nie prezentują informacji, które pracownicy w rzeczywistości chcieliby tam znaleźć. Przedstawiamy wskazówki, które warto wdrożyć, przygotowując się do rekrutacji nowego członka zespołu.infografika-olx-5

Gdyby zapytać kandydatów, jakie benefity najczęściej pojawiają się w ofertach firm, wymieniliby: przyjazna/miła atmosfera, atrakcyjne wynagrodzenie, elastyczne godziny pracy czy możliwość rozwoju. Zdarzają się również firmy, które wymieniają w tej części ogłoszenia wypłatę w terminie czy umowę.

Warto przypomnieć, że część „co oferujemy” powinna zawierać te elementy oferty, które według nas będą szczególnie interesujące dla kandydata, będą wyróżniać nas na tle konkurencji i będą budować nasz pozytywny wizerunek jako pracodawcy. Jeśli oferta zostanie źle skonstruowana, może nie tylko zniechęcić kandydata do złożenia aplikacji, ale również przyczynić się do negatywnej opinii na temat firmy.

Aplikujący często są sfrustrowani frazesami pojawiającymi się w ogłoszeniach. Niektórzy uznają, że są one przejawem braku ciekawych perspektyw na danym stanowisku. Jeśli mamy zamiar je dodać do ogłoszenia, lepiej ominąć część “co oferujemy”.  Nadmierna ogólnikowość informacji w ogłoszeniu o pracę oraz powtarzalność używanych sformułowań również zmniejsza jego skuteczność.

Czego oczekują pracownicy?

Badania przeprowadzone na użytkownikach OLX praca wykazały trzy kluczowe potrzeby, które szczególnie często pojawiają się wśród kandydatów aplikujących na takie stanowiska, jak: kierowca, przedstawiciel handlowy, kasjer, pracownik produkcji, call center i administracja biurowa. Są to:

NORMALNOŚĆ

Kandydaci mają poczucie, że firmy przeceniają wagę benefitów w postaci owoców czy świeżej kawy, które są jedynie dodatkiem uprzyjemniającym dzień. Znacznie ważniejsza jest dla nich szeroko pojęta normalność, która dotyczy zarówno warunków pracy, narzędzi do wykonywania obowiązków, zasad współpracy, jak i relacji międzyludzkich. Krótko mówiąc pracownicy chcą pracować w bezpiecznych warunkach (np. mieć do dyspozycji sprawne i odpowiednio wyposażone auta), mieć jasno sformułowany zakres zadań i ustalone warunki współpracy (np. określony czas pracy czy sposób rozliczenia) oraz być traktowanymi z szacunkiem. Ważne jest dla nich, żeby ich praca była doceniana i przełożony wyrażał wdzięczność, a relacje między współpracownikami były przyjazne i umożliwiały wymianę wiedzy, doświadczeń, a nawet były źródłem wsparcia.

SYMETRIA

Pracownicy zwrócili uwagę na istotę relacji z przełożonym/pracodawcą. Niestety często są one źródłem frustracji. Uczestnicy badań uznali, że czasem czują się jak dodatek do samochodu, telefonu czy kasy. Chcieliby natomiast być traktowani jak partnerzy, specjaliści w swojej dziedzinie. Szczególnie, że są przekonani, iż to pracownicy i ich zaangażowanie decydują o sukcesie firmy. Ten rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami a realiami obniża motywację. Jej wzrost jest możliwy, jeśli w firmie panuje poczucie wspólnotowości (zamiast podziałów na my pracownicy – oni przełożeni). Co więcej, badani zwrócili uwagę na potrzebę silnego przywództwa, które zapewnia poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.

PRAWDA

Pracownicy oczekują traktowania relacji pracodawca-pracownik jako wymiany, w której obie strony dostarczają to, co oferują. Pracownik oferuje swój czas, kompetencje i zaangażowanie, pracodawca – uczciwe warunki pracy. Oczywistym jest, że w trakcie rekrutacji obie strony chcą pokazać się z jak najlepszej strony. Kandydaci uważają jednak, że często ogłoszenia są niezgodne z informacjami, które otrzymują w trakcie rozmów rekrutacyjnych. Tego rodzaju działania budują negatywny wizerunek firmy, ale i generują dodatkowe koszty, gdyż rekruterzy prowadzą rozmowy z kandydatami, którzy nie zaakceptowaliby zaproszenia znając oferowane warunki.

W oparciu o wymienione przez badanych potrzeby, można zdefiniować 7 wskazówek dotyczących formułowania obszaru ,,co oferujemy” w ogłoszeniu:

  • Podawaj szczegółowe informacje, dotyczące narzędzi pracy, które dostarczasz pracownikom do wykonywania obowiązków.
  • Prezentuj sposoby wymiany wiedzy i doświadczeń oraz ścieżkę rozwoju pracownika w swojej organizacji.
  • Nie bój się publikować w ofercie warunków współpracy – określ formę współpracy, widełki płacowe, godziny pracy oraz możliwości rozwoju.
  • Podkreśl te elementy, które wyróżniają Twoją firmę od innych. Mogą one dotyczyć benefitów lub prezentować kulturę organizacyjną.
  • Kluczowa wskazówka! Nie zamieszczaj w ofercie elementów, co do których nie masz pewności, że zostaną spełnione.

Wszystkie wyżej wymienione podpowiedzi można sprowadzić do jednej wskazówki – punktem wyjścia do przygotowania oferty dostosowanej do grupy docelowej jest zrozumienie kim jest kandydat, jakie ma potrzeby, czego oczekuje, do czego dąży i czego doświadcza na poszczególnych etapach kontaktu z firmą. Jednocześnie warto brać pod uwagę wymienione przez badanych potrzeby – więcej normalności, więcej symetrii oraz więcej prawdy.

Coraz trudniej o kandydatów do pracy tymczasowej. Na sytuacji najbardziej skorzystają Ukraińcy

W 2018 roku znacząco spadła liczba osób skierowanych do pracy tymczasowej. Według raportu Polskiego Forum HR, było ich aż o 121 tysięcy mniej niż 12 miesięcy wcześniej. Z kolei dane MRPiPS wskazują spadek na poziomie ok. 88 tysięcy. Przyczyniła się do tego nowelizacja ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. W efekcie wiele firm zmieniło swoje podejście do polityki kadrowej. Coraz częstsze stało się oferowanie pracy etatowej. Personel dorywczy wciąż jest i będzie potrzebny na rynku, ale rekruterzy mają spore problemy ze znalezieniem kandydatów. Eksperci przedstawiają różne prognozy dot. sytuacji w najbliższych miesiącach, najczęściej mówią o dalszych spadkach. Wolne stanowiska mogą obsadzić obcokrajowcy, głównie z Ukrainy.

Rynek na minusie

W ubiegłym roku liczba pracowników tymczasowych w Polsce wyniosła ok. 743 tys. W ciągu dwunastu miesięcy grupa ta zmniejszyła się o 121 tys., tj. o 14%. Tak wynika z raportu „Rynek agencji zatrudnienia”. Na dokument przygotowany przez Polskie Forum HR powołuje się Wojciech Ratajczyk, wiceprezes ds. pracy tymczasowej ww. organizacji. Z kolei Leszek Kurycyn, dyrektor zarządzający Jobhouse, informuje o danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Według resortu, w ubiegłym roku agencje zatrudnienia skierowały do pracy okresowej 776,1 tys. osób. To mniej o niespełna 88 tys. niż w rekordowym 2017 roku.

– W ciągu ostatnich piętnastu lat funkcjonowania rynek pracy tymczasowej rósł dynamicznie od kilku do kilkunastu procent rocznie. W 2004 roku liczba zatrudnionych pracowników tymczasowych wyniosła 167 tysięcy, a 13 lat później – ponad 863 tysiące. W ub.r. zanotowano pierwszy istotny spadek od 2009 roku, chociaż nie jedyny w omawianym okresie. Trend spadkowy nie dotyczy całego kraju. Liczba pracowników tymczasowych wzrosła w województwach, np. opolskim o 106%, podlaskim – o 46%, a zachodniopomorskim – o 11% – komentuje Iwona Szmitkowska, prezes zarządu Work Service.

Jak wskazuje Jakub Dysarz, kierownik projektów w LeasingTeam, w 2017 roku nastąpiło umocnienie pozycji pracownika na polskim rynku pracy. Przyczyniły się do tego takie zjawiska, jak spadek bezrobocia do 6,6%, wzrost gospodarczy na poziomie 4,6% PKB oraz przyrost liczby ogłoszeń o pracę o 10% r/r. Ekspert zaznacza, że kolejny rok tylko potwierdził tę tendencję. Wówczas zaobserwowano znaczącą migrację pracowników tymczasowych, którzy wyruszyli w poszukiwaniu lepszych warunków pracy. Natomiast Mateusz Żydek, rzecznik prasowy Randstad Polska, podkreśla, że pracodawcy częściej starają się zaoferować pracownikom bezpośrednie zatrudnienie. W ten sposób liczą na ograniczenie rotacji w swoich zakładach oraz zmniejszenie wpływu wyzwań rekrutacyjnych, z którymi się mierzą.

– W ubiegłym roku większość branż zmagała się z problemami w dwóch obszarach. To pozyskiwanie nowych pracowników i zatrzymanie na dłużej zespołu już zatrudnionego w firmie. Trudności stawały się szczególnie widoczne, gdy spadało bezrobocie i jednocześnie rosła liczba ofert pracy, na które brakowało chętnych. Według GUS-u, liczba wykazanych wakatów pod koniec trzeciego kwartału 2018 roku wyniosła ponad 157 tysięcy – mówi Cezary Maciołek, wiceprezes zarządu Grupy Progres.

Potrzeby kadrowe pracodawców rosły w ciągu dwóch ostatnich lat. Dominik Malec, business unit director w Manpower, informuje, że w tym okresie znacznie przybyło cudzoziemców na rynku. Dotyczy to głównie obywateli Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu. Ekspert zaznacza, że w większości nie są oni zatrudniani na podstawie ustawy o pracy tymczasowej, tylko w innych formach, chociażby outsourcingu. Według Wojciecha Ratajczyka, firmy przekonały się do przyjmowania przyjezdnych. Z danych MRPiPS wynika, że w 2017 roku wydano 235 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców, a w 2018 roku było to już ponad 328 tys. Z kolei jak dodaje Iwona Szmitkowska, w ub.r. 35% wszystkich zatrudnionych pracowników tymczasowych stanowili obcokrajowcy. 90% z nich to Ukraińcy.

Zmiana prawa i podejścia

– Przyczyną spadku jest nowelizacja ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Najważniejsza z wprowadzonych zmian dotyczy czasu, jaki mogą oni pracować dla jednej firmy. Od 1 czerwca 2017 roku ten limit wynosi osiemnaście miesięcy. W ostatnich dwóch latach firmy, opierające wcześniej politykę kadrową o rotację pracowników pomiędzy agencjami zatrudnienia, zostały zmuszone do zmiany swojego podejścia – informuje Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR i dyrektor generalna Adecco Poland.

Rynek odczuł pierwsze efekty ww. ustawy w czwartym kwartale 2018 roku. Wówczas pierwsze limity czasu dobiegły końca. Jakub Dysarz zaznacza, że już w połowie ub. roku wielu klientów rozpoczęło przygotowania do zmiany przepisów. Chcieli wybrać najlepszy biznesowo sposób na zatrzymanie pracowników tymczasowych w organizacjach. Ostatecznie najbardziej popularnymi metodami okazały się outsourcing procesów lub usług oraz zatrudnienie w oparciu o etat. W obu przypadkach mamy więc do czynienia z ograniczeniem zapotrzebowania na pracowników tymczasowych.

– W obliczu coraz trudniejszego rynku pracy konieczne staje się korzystanie z fachowej pomocy wyspecjalizowanych agencji zatrudnienia i doradztwa personalnego. W 2018 roku naszymi usługami szczególnie zainteresowani byli klienci z branży produkcyjnej, głównie FMCG, AGD, a także automotive, a ponadto logistycznej. Średni wzrost zapotrzebowania szacujemy na 20% w stosunku do roku ubiegłego – analizuje Krzysztof Czajkowski, dyrektor handlowy InterKadry.

Wprowadzone zmiany legislacyjne nie sprawią, że praca tymczasowa zniknie z rynku. Wciąż będą prowadzone nabory dla takich kandydatów, którzy szczególnie potrzebni są w wakacje i w okresie przedświątecznym. Mateusz Żydek zaznacza, że coraz częściej taka forma zatrudnienia jest stosowana także w sektorach związanych z nowoczesnymi technologiami. W tym przypadku stanowi odpowiedź na potrzeby pracowników, którzy szukają pracy przy konkretnych projektach. Natomiast ekspert z  LeasingTeam zwraca uwagę na jedno z zaleceń. Mówi ono o zatrudnieniu zewnętrznym w firmach na poziomie 20-30% całego personelu. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą szybciej odpowiadać na zmiany rynkowe, a także optymalizować koszty pracownicze.

Spadek czy wzrost?

– Prognozujemy, że w 2019 roku liczba pracowników tymczasowych będzie oscylowała w Polsce w okolicach 800 tys., a więc wzrośnie. Spadek w ub. roku był związany ze zmianami w ustawie o zatrudnieniu tymczasowym – mówi prezes zarządu Work Service.

Według Dominika Malca, sytuacja w pierwszym kwartale br. była stabilna. I taka też powinna być do końca roku. Wprawdzie potrzeby różnych firm wciąż rosną, ale już nie tak dynamicznie jak w dwóch ostatnich latach. Wpływ na największych pracodawców w kraju mają też m.in. kwestie związane z brexitem czy słabszą koniunkturą w Niemczech. Stabilizacji w najbliższym czasie spodziewa się też Mateusz Żydek. Czynnik związany ze zmianą przepisów nie będzie już bowiem miał aż takiego wpływu na liczbę pracowników tymczasowych. Wciąż część z nich może jednak przechodzić na stałe zatrudnienie.

– Bieżący rok prawdopodobnie przyniesie utrzymanie trendu spadkowego, jednak nie będzie on tak znaczny. Z drugiej strony możliwy jest wzrost liczby pracowników tymczasowych. Widać bowiem coraz większe zapotrzebowanie na cudzoziemców w branży magazynowej, przemysłowej, handlu, logistyce i przetwórstwie owocowo-warzywnym. Coraz częściej agencje specjalizują się w zatrudnianiu obywateli Ukrainy, Gruzji, Rosji, Mołdawii, Białorusi czy kontynentu subindyjskiego – stwierdza Kamil Wiatr, kierownik operacyjny w Grupie Aterima.

Z kolei Leszek Kurycyn prognozuje spadek liczby pracowników tymczasowych o 6-8%. Pod koniec roku będzie on pogłębiony ze względu na odpływ Ukraińców do Niemiec. Również przewidywania Wojciecha Ratajczyka zakładają trend spadkowy. Skalę zjawiska trudno jeszcze oszacować, ale możliwy jest podobny wynik do tego z ub. roku. Natomiast zdaniem Michała Króla, dyrektora regionalnego Jobman Group, nadal będziemy mówić o rynku pracownika. Kandydat, mając szeroki wybór, zwróci uwagę nie tylko na warunki finansowe. Na jego decyzję wpłyną też takie kwestie, jak atrakcyjność i prestiż oferowanego stanowiska, a także benefity pozapłacowe. Ekspert jest przekonany, że nastąpi dalszy spadek dostępności pracowników.

– Walka o pracowników wejdzie w nową fazę. Niż demograficzny, rosnąca liczba emerytów, a także znaczący wzrost kosztów pozyskiwania i utrzymania zatrudnionych mogą doprowadzić do drastycznej weryfikacji na rynku. Podobnie jak w 2018 roku, również teraz spodziewany jest dalszy wzrost liczby niewypłacalności. To spowodowane jest – z punktu widzenia przedsiębiorcy – m.in. brakiem poprawy na rynku pracy i dalszą presją na wzrost wynagrodzeń – podsumowuje wiceprezes zarządu Grupy Progres.

Jakich wydatków związanych z korzystaniem z samochodu Polacy nie lubią najbardziej

44% Polaków nie lubi kupować OC, a kolejne 24% ankietowanych niechętnie płaci za ubezpieczenia nieobowiązkowe: AC, NNW i Assistance. Kierowców najbardziej zniechęca wysoka cena polis komunikacyjnych (39%) oraz fakt, że drożeją one z roku na rok, nawet przy ich odnowieniu w tym samym towarzystwie (24%) – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie porównywarki ubezpieczeń Mubi.pl[1]. Jak wskazują eksperci firmy wydatki na OC są szczególnie odczuwalne przez osoby młode i mieszkańców większych miejscowości.

Wśród najbardziej nielubianych wydatków związanych z eksploatacją auta, mamy dwa dotyczące zakupu polis komunikacyjnych. Ubezpieczenia tego typu uznawane są przez polskich kierowców za bardzo drogie. Właścicielom aut nie podoba się, że nie są nagradzani przez firmy ubezpieczeniowe za lojalność. Niestety ten rynek tak nie działa – zazwyczaj zdecydowanie lepszą ofertę otrzymamy od konkurencji niż towarzystwa, któremu jesteśmy wierni od lat. Mimo to, aż 38% z nas korzysta z automatycznego przedłużenia OC bez porównywania innych ofert – komentuje Teresa Wrońska – analityk w Mubi.pl.Jakich wydatków związanych z korzystaniem z samochodu nie lubisz najbardzi

Paliwo i OC za drogie

Równie nielubiane jak zakup polis ubezpieczeniowych są wydatki związane z naprawami auta: mechanicznymi (48%) oraz blacharsko-lakierniczymi (37%). Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez Mubi.pl polscy kierowcy również wzdrygają się na myśl o tankowaniu (36%). Trudno się temu dziwić, skoro średnia cena benzyny Pb95 w ciągu pół roku wzrosła z 4,81 zł do 5,26 zł, a oleju napędowego z 5,11 zł do 5,19 zł.

Co ciekawe w kwestii nielubianych wydatków na auto obie płcie są niemal zgodne. Różnice pojawiają się jednak wraz z wiekiem ankietowanych. Im młodsza osoba, tym większe obciążenie stanowi dla niej ubezpieczenie OC i koszty paliwa – twierdzi tak połowa ankietowanych, mających mniej niż 24 lata. Natomiast starsze generacje bardziej zwracają uwagę na wydatki związane z ewentualnymi kolizjami – 48% wskazań wśród osób powyżej 50 roku życia.

Utrzymanie auta w dużym mieście daje w kość

Zdaniem kierowców auta w dużych miastach są używane znacznie intensywniej, a ich utrzymanie wiąże się z nieproporcjonalnie wysokimi kosztami. Porównując dane dla aglomeracji powyżej 500 tys. ludzi ze średnią krajową okazuje się, że wśród mieszkańców metropolii aż o 31 p.p. więcej ankietowanych nie lubi płacić za OC, 25 p.p. więcej naprawiać swoich pojazdów, a 24 p.p. więcej tankować (przy wskazaniach dla całej Polski odpowiednio: 44%, 48% oraz 36%). W miastach od 200 do 500 tys. te wyniki również wyraźnie przewyższają średnią, odpowiednio o 8 p.p., 21 p.p. i 19 p.p .wydatki samochód

Co zrobić, żeby ograniczyć te koszty?

Na cenę paliwa lub zdarzenia losowe kierowcy nie mają wpływu, lecz na to, ile wydadzą na polisę już jak najbardziej. Wśród czynników ułatwiających zakup odpowiedniego ubezpieczenia polscy kierowcy najczęściej wskazując, poza niższą ceną, możliwość szybkiego porównania ofert (22%) oraz szybkiego zakupu bez zbędnych formalności (17%).

– Głównym czynnikiem stanowiącym największy problem przy zakupie polis komunikacyjnych dla polskich kierowców wciąż pozostaje relatywnie wysoka cena. Chcąc zaoszczędzić, warto więc uważnie porównywać oferty ubezpieczycieli i szukać najkorzystniejszego rozwiązania, zarówno pod względem zakresu ochrony, jak i finansowym. Uzyskane w ten sposób pieniądze można z kolei przeznaczyć na inne wydatki związane z utrzymaniem auta, których nie brakuje – podsumowuje Teresa Wrońska – analityk w Mubi.pl.

[1] Badanie zostało zrealizowane w dniach 28.05-03.06.2019 na zlecenie Mubi.pl przez agencję SW RESEARCH metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowych SW Panel, obejmującym 1094 ankiety z osobami posiadającymi samochód.

Progi dokumentacyjne cen transferowych – zasady i zakres regulacji

Polskie regulacje w zakresie cen transferowych przed 1 stycznia 2019 r. były bardziej rygorystyczne niż wytyczne OECD, przez co dokumentację musiało przygotowywać więcej podatników i w zakresie dużej liczby transakcji. W związku z powyższym ustawodawca zdecydował się dokonać gruntownych zmian w przepisach, mających na celu dostosowanie regulacji do standardów międzynarodowych. Jedną z ważniejszych zmian obowiązujących od 1 stycznia 2019 r. jest podniesienie progów transakcyjnych, po przekroczeniu których powstaje obowiązek sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych. Jest to bardzo korzystna zmiana z punktu widzenia podatników, jednak wraz z nią powstał szereg definicji i wątpliwości.

Zakres regulacji

Obowiązujący od 1 stycznia 2019 r. przepis art. 11k ustawy o CIT oraz odpowiednio art. 23w ustawy o PIT przewiduje, że lokalna dokumentacja cen transferowych powinna być sporządzana dla transakcji kontrolowanej o charakterze jednorodnym, której wartość, pomniejszona o podatek od towarów i usług, przekracza w roku obrotowym progi dokumentacyjne określone odrębnie dla transakcji towarowych, finansowych, świadczenia usług oraz innych. Warto zwrócić uwagę, że już na wstępie ustawodawca rozstrzyga wątpliwość, czy kwoty niezbędne do ustalenia progów wartościowych powinny być kalkulowane na podstawie wartości netto, czy brutto. Przed 1 stycznia 2019 r. informacja ta nie była zawarta w ustawie, co rodzi liczne wątpliwości wśród podatników i organów skarbowych.

Progi dokumentacyjne

Ustawodawca w nowych przepisach odszedł od określania determinantów sporządzenia dokumentacji na podstawie przychodów podatnika, a odniósł się do dokonywanych przez niego transakcji, wprowadzając następujące progi dokumentacyjne do transakcji kontrolowanej o jednorodnym charakterze:

  1. 10 000 000 zł – w przypadku transakcji towarowej,
  2. 10 000 000 zł – w przypadku transakcji finansowej,
  3. 2 000 000 zł – w przypadku transakcji usługowej,
  4. 2 000 000 zł – w przypadku innej transakcji.

Wskazane powyżej kwoty należy odnosić do każdej transakcji kontrolowanej o charakterze jednorodnym, niezależnie od przyporządkowania transakcji kontrolowanej do transakcji towarowych, finansowych, usługowych albo innych transakcji, dokonując podziału na stronę przychodową i kosztową. Przykładowo podatnik zawarł z podmiotami powiązanymi następujące transakcje o charakterze jednorodnym: zakup centralnych usług IT za 3 mln zł, zakup towarów handlowych za 7 mln zł oraz zakup surowców za 4 mln zł. W powyższym przykładzie obowiązkiem sporządzenia dokumentacji cen transferowych objęty będzie jedynie zakup usług IT. Pozostałe transakcje, mimo iż są transakcjami towarowymi, nie przekraczają określonego w ustawie progu.

Transakcja kontrolowana o jednorodnym charakterze

Ustawodawca wskazał, że wartość transakcji kontrolowanej o charakterze jednorodnym określa się bez względu na liczbę dokumentów księgowych, dokonanych lub otrzymanych płatności oraz podmiotów powiązanych, z którymi zawierana jest transakcja kontrolowana. Jeżeli więc sprzedaż o jednolitym charakterze dokonywana jest w partiach i do każdej wystawiana jest odrębna faktura, to sam fakt wystawienia wielu faktur nie wpływa na istnienie lub brak obowiązku dokumentacyjnego. Ma to na celu zapobieżenie sztucznemu dzieleniu transakcji jedynie w celu uniknięcia obowiązków dokumentacyjnych.

Istotne jest, aby transakcja miała charakter jednorodny. Ustawodawca nie zostawia jednak podatnika bez pomocy i wskazuje kryteria, jakie taka „jednorodność” transakcji powinna spełniać. Bardzo istotne jest odniesienie się do ekonomicznego sensu transakcji, weryfikując cechy charakterystyczne, dóbr usług lub innych świadczeń, przebieg transakcji, w tym funkcje, jakie pełnią podmioty, warunki transakcji określone w umowie, porozumieniu lub innym dowodzie dokumentującym warunki ekonomiczne występujące w czasie i miejscu, w których dokonano transakcji, strategię gospodarczą, a także metodę weryfikacji cen transferowych.

Określenie wartości transakcji

W celu ograniczenia wątpliwości w zakresie interpretacji jednolitej transakcji kontrolowanej ustawodawca przewidział pewne wskazówki w art. 11l ustawy o CIT oraz odpowiednio w art. 23x ustawy o PIT. Przykładowo wartość transakcji kontrolowanej w przypadku pożyczki i kredytu równa jest wartości kapitału w przypadku poręczenia lub gwarancji, tj. sumie gwarancyjnej.

Co do zasady wartość transakcji kontrolowanej równa jest w pierwszej kolejności wartości otrzymanych lub wystawionych faktur w danym roku obrotowym. Jeżeli nie jest możliwe określenie wartości na powyższej podstawie, wówczas należy to zrobić na podstawie umów lub innych dokumentów, a dopiero na końcu w oparciu o otrzymane lub przekazane płatności.

Co ważne, przy przeliczaniu wartości ustawodawca nie odnosi się do przepisów z ustaw CIT lub PIT, wskazując, że wartość transakcji kontrolowanej wyrażoną w walucie obcej przelicza się na złote według kursu średniego ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski, obowiązującego w ostatnim dniu roboczym poprzedzającym dzień realizacji operacji gospodarczej lub zawarcia umowy.

Inni podatnicy obowiązani do sporządzenia lokalnej dokumentacji cen transferowych

Ustawodawca określił także kategorię podmiotów, które pomimo niespełniania wyżej opisanych warunków, zobowiązane będą do przygotowania dokumentacji cen transferowych. Szczególną uwagę muszą zwrócić podatnicy współpracujący pośrednio lub bezpośrednio z podmiotami z rajów podatkowych. Dotyczy to współpracy w zakresie umów spółki, wspólnego przedsięwzięcia czy innych umów, gdzie kwota przekracza 100 tys. zł.

Co prawda, przed podatnikami stoi obecnie wyzwanie przygotowania dokumentacji cen transferowych za 2018 r., jednak warto już teraz spojrzeć na działalność przedsiębiorstwa pod kątem przepisów obowiązujących od 1 stycznia 2019 r. Weryfikacja progów transakcyjnych jest pierwszym i najważniejszym etapem przygotowania dokumentacji.

Dokumentacja na żądanie

W dalszym ciągu podatnicy będą musieli przedstawić dokumentację cen transferowych. Przepis art. 11s ustawy o CIT oraz odpowiednio art. 23ze ustawy o PIT ust. 2 umożliwia organom podatkowym zażądanie lokalnej dokumentacji cen transferowych również dla transakcji kontrolowanych, których wartość nie przekroczyła wysokości wyżej opisanych progów. Istotne jest jednak to, że organy podatkowe muszą wykazać okoliczności wskazujące na prawdopodobieństwo zaniżenia wartości transakcji kontrolowanej. Na spełnienie tego żądania podatnik będzie miał 30 dni.

Jednocześnie, na żądanie organu podatnik ma obowiązek przedłożenia grupowej dokumentacji cen transferowych w języku polskim (tłumaczenia dokumentacji grupowej sporządzonej w języku angielskim) w terminie 30 dni od dnia doręczenia tego żądania. Termin ten zapewnia podatnikowi dostateczną ilość czasu na sporządzenie tłumaczenia dokumentacji grupowych, będących często bardzo obszernymi opracowaniami.

Wsparcie doradców podatkowych

W świetle licznych zmian przepisów w tym zakresie na przestrzeni ostatnich lat coraz częstszą praktyką grup kapitałowych jest korzystanie ze wsparcia doradców podatkowych w zakresie przygotowania dokumentacji cen transferowych. Dodatkowo doradcy podatkowi wspierają podatników w zakresie sporów z urzędami dotyczących kalkulacji cen transferowych czy żądania dodatkowych wyjaśnień. Ostatnio można spotkać się także z praktyką urzędów polegającą na losowym wysyłaniu próśb o przysłanie dokumentacji cen transferowych za poprzednie lata, bez wszczynania formalnej kontroli podatkowej. W takiej sytuacji warto wcześniej skontaktować się z doradcą podatkowym, gdyż może to być początek dyskusji z urzędem.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Szwajcarskie ruchy

Konferencja Banku Szwajcarii nie wpłynęła szczególnie na rynki. Najważniejsze zmiany to bardziej kwestie organizacyjne niż ekonomiczne. Jednak nie wiadomo jeszcze jaki wpływ w przyszłości będą one miały na kredyty walutowe, dla których może się zmienić podstawa procentowania.

Decyzje Banku Narodowego Szwajcarii

Na ostatnim posiedzeniu oprócz standardowych, potwierdzanych od ponad 4 lat, zapewnień o gotowości do interwencji, pojawiła się nowość. Mowa o wprowadzeniu własnej stopy procentowej ustalonej na -0,75%. To do tej wartości bank centralny będzie się starał doprowadzać krótkoterminowe stopy rynkowe. Czy to istotna zmiana? Dotychczas był to przedział od -1,25% do -0,25%. Realnie LIBOR i tak utrzymywał się bardzo blisko wartości -0,75%. Zmiana była jednak konieczna, gdyż jak często ostatnio słyszymy przy różnych okazjach: wszystkiemu winny Brexit. Brytyjski nadzór zapewnia funkcjonowanie tego instrumentu (London Interbank Offered Rate) tylko do 2021, w rezultacie czego powstała własna wartość. Inwestorzy przyjęli tę zmianę jako dowód odpowiedzialności Banku Narodowego i jeszcze bardziej zwiększyli zaufanie do tej instytucji. W tej sprawie możemy dostrzec jeszcze jeden ważny element. W kredytach walutowych LIBOR jest podstawą oprocentowania, a skoro za dwa lata ma przestać istnieć, to jakiś wskaźnik będzie musiał zająć jego miejsce.

Zapasy ropy dalej rosną

Popyt na czarne złoto ponownie został przeszacowany. Dobry dowodem na poparcie tej tezy jest wzrost zapasów pomimo ograniczeń produkcji. Analitycy spodziewali się, że rynek jest ustabilizowany, a okazało się, że w ciągu tygodnia zapasy w USA wzrosły o 2,2 miliona baryłek przy oczekiwanym spadku o 0,5 miliona. W rezultacie ropa na giełdzie w Londynie spadła wczoraj do 60 dolarów, a w USA do 51 USD. Pamiętajmy, że są to różne gatunki ropy, co nie zmienia faktu, że różnica pomiędzy kursami jest wyjątkowo wysoka. Wraz z cenami ropy spada również rosyjski rubel, jako waluta silnie powiązana z tym surowcem.

Australijski rynek pracy

W nocy poznaliśmy dane z Sydney. Z jednej strony bezrobocie nie spadło zgodnie z oczekiwaniami do 5,1%, a pozostało na poziomie 5,2%. Na dodatek ten wskaźnik wśród młodzieży wzrósł o 0,1%. Z drugiej liczba nowych miejsc pracy okazała się wyraźnie wyższa od oczekiwań. Analitycy spodziewali się 17,5 tysiąca, a otrzymali aż 42 tysiące. Oznacza to, że bezrobocie spada, aczkolwiek nie tak szybko, jak oczekiwano. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Dolar australijski wyraźnie tracił, w szczytowym momencie jego kurs do USD spadał niemal o 0,5%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

W perspektywie kilkunastu lat autonomiczne samochody mogą wyeliminować kierowców

Do 2025 roku jedna trzecia samochodów ciężarowych zjeżdżających z linii produkcyjnych będzie wysoce autonomiczna – wskazuje firma doradcza MC Kinsey. Pozwoli to zaoszczędzić nawet 80% czasu pracy[1] ponieważ tyle średnio zajmuje samo prowadzenie pojazdu. Według raportu PwC, w Polsce jest obecnie około 600-650 tys. zawodowych kierowców[2], ale – jak wskazują eksperci Personnel Service – w perspektywie kilkunastu lat autonomiczne samochody mogą wyeliminować z rynku kilkadziesiąt tysięcy takich miejsc pracy.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

Autonomiczne pojazdy sprawdzą się przede wszystkim na długich trasach, na autostradach, wykonując dużą część pracy kierowców i ograniczając w ten sposób czas wymagany na odpoczynek. Dzięki temu wydajność jednego takiego pracownika dla przedsiębiorstwa zdecydowanie wzrasta, redukując liczbę miejsc pracy na rynku. Tym bardziej, że wiele firm zaczyna inwestować także w automatyzację floty małych samochodów dostawczych np. takich jeżdżących na stałych, niedługich trasach. W efekcie w ciągu kilkunastu lat możemy spodziewać się spadku liczby miejsc pracy dla kierowców nawet o kilkadziesiąt tysięcy – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Jak dodają eksperci Personnel Service, automatyzacja floty w małych firmach przekłada się nie tylko na ograniczenie kosztów, ale także w znaczącym stopniu na poprawę jakości usług.  Z danych Renault-Nissan-Mitsubishi[3] wynika, że aż 55% małych przedsiębiorstw wierzy, że w ciągu najbliższych 20 lat ich flota stanie się w pełni autonomiczna.

Automatyzacja nie taka straszna

Samochody autonomiczne wykorzystywane do transportu towarów na długich trasach pozwolą ograniczyć najbardziej żmudną część pracy kierowców, dzięki czemu będą mogli jechać dłużej, poświęcając mniej czasu na obowiązkowe przystanki. Jak zauważają eksperci Personnel Service, takie rozwiązanie wpłynie pozytywnie na płynność działalności w firmach ograniczając problemy z zatrudnieniem kierowców. Jednocześnie nie sprawi ono, że zawód kierowcy samochodu ciężarowego zupełnie zniknie – człowiek za kółkiem nadal pozostanie niezastąpiony podczas skomplikowanych manewrów, np. konieczności zawracania na zatłoczonych parkingach.

Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży
Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży

– Rozwój aut autonomicznych wpłynie na zmniejszenie liczby miejsc pracy dla kierowców ciężarówek, kurierów czy taksówkarzy, ale równocześnie stworzy wokół siebie całkowicie nowy ekosystem, który zapewni ludziom zatrudnienie przy m.in. zarządzaniu flotą i relacjami z klientem, tworzeniu inteligentnych miast, a także w punktach ładowania, czyszczenia i naprawy pojazdów. Wiele przyszłych zawodów wciąż pozostaje nieznana. I chociaż producenci zapewniają, że pierwsze samojezdne auta trafią do sprzedaży w ciągu kilku lat, na ich popularyzację potrzeba będzie następnych kilkunastu. Przed nami jeszcze wiele wyzwań, jak np. wprowadzenie odpowiednich regulacji prawnych obejmujących takie samochody. Szczęśliwie, Europa pozostaje nieco w tyle za USA czy Chinami, w których automatyzacja nabrała większego rozpędu, dzięki czemu mamy okazję lepiej przygotować się do nadchodzących wyzwań – mówi Jacek Opala z Exact Systems.

[1] https://mckinsey.pl/wp-content/uploads/2018/05/Rami%C4%99-w-rami%C4%99-z-robotem_Raport-McKinsey.pdf

[2] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[3] https://newsroom.nissan-global.com/releases/release-41181d20da4d17b77ed88d700817c540-businesses-need-smarter-tech-in-their-fleets-to-survive-e-commerce-boom

ORLEN Południe inwestuje w czyste źródła energii

Energia elektryczna i cieplna będą produkowane w Elektrociepłowni Trzebinia, należącej do spółki ORLEN Południe, z czystego gazu ziemnego, który częściowo zastąpi węgiel. To efekt wartej blisko 80 mln zł inwestycji. Dzięki redukcji emisji związków ze spalin do atmosfery, korzystnie wpłynie ona na środowisko naturalne.

Realizacja inwestycji w nowe źródło ciepła umożliwi wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej w wysokosprawnej kogeneracji już nie tylko z węgla, ale też z przyjaznego środowisku gazu ziemnego. W ten sposób ograniczona zostanie aż o ok. 30% emisja dwutlenku siarki,  dwutlenku azotu o kolejne 45%, natomiast pyłu o blisko 90%.

Trzebinia Orlen Południe
12.06.2019 – Trzebinia .ORLEN . Modernizacja i otwarcie nowej instalacji elektrocieplowni Orlen Poludnie .Fot. Mat. prasowe / Rafal Klimkiewicz / ORLEN

Konsekwentnie inwestujemy w nowoczesne technologie i wdrażamy ekologiczne rozwiązania, by minimalizować wpływ naszej działalności na środowisko naturalne. Projekt modernizacji elektrociepłowni w Trzebini wpisuje się w strategiczne założenia Grupy ORLEN w zakresie rozwoju niskoemisyjnej energetyki – mówi Jarosław Wróbel, Prezes Zarządu ORLEN Południe.

W ramach inwestycji zbudowane zostały m.in. kotłownia gazowa, stacja uzdatniania wody, stacja przygotowania gazu, a także rurociągi gazu wysokiego i niskiego ciśnienia. Generalnym wykonawcą była spółka z grupy ORLEN Projekt. Dzięki modernizacji elektrociepłowni, której całkowita moc wynosi teraz 61 MW, spółka ORLEN Południe dysponuje wielopaliwowym źródłem wytwarzania energii. Pozwoli to optymalizować koszty produkcji związane ze zmianami cen paliw.

Energia wytwarzana w elektrociepłowni dostarczana będzie do wszystkich instalacji produkcyjnych zlokalizowanych w zakładzie Trzebinia, a także – poprzez wewnętrzną sieć c.o. – do firm znajdujących się na terenie zakładu oraz jedynego w mieście dystrybutora ciepła i odbiorców prywatnych.

Budowa nowego źródła ciepła to już kolejna przyjazna środowisku inwestycja ORLEN Południe. W maju podpisana została umowa na budowę w Trzebini pierwszej w Polsce i drugiej w Europie instalacji do produkcji ekologicznego glikolu propylenowego. Jest to krok w kierunku przekształcenia zakładu w nowoczesną biorafinerię. Natomiast w jedlickiej rafinerii trwają analizy dotyczące budowy instalacji do produkcji bioetanolu II generacji.

Preferencje Klienta w sklepie internetowym a wysyłka towaru

Sposób dostawy, który oferujesz w swoim e-sklepie, ma znaczenie – w końcu może zadecydować o powodzeniu bądź zaniechaniu transakcji przez klienta. Dlaczego dostawy są tak ważnym aspektem prowadzenia działalności online? Czego tak naprawdę oczekują klienci? Odpowiedzi na te i inne pytania udzielają eksperci z firmy Sendit S.A. – największego pośrednika usług kurierskich w Polsce – oraz Bliskapaczka.pl.

Osoby biorące udział w zeszłorocznej edycji badania „E-Commerce w Polsce, Gemius dla e-Commerce Polska” zapytane o to, co skłoniłoby je do częstszego robienia zakupów przez internet, wskazały: niższe koszty dostawy (67 proc.), szybszą dostawę (32 proc.) oraz większy wybór sposobów dostawy (26 proc.). Dlaczego właśnie te czynniki są kluczowe dla klientów? O tym poniżej.

Sposób dostawy oraz elastyczny wybór miejsca odbioru przesyłki

Czasy, w których paczki dostarczane były wyłącznie za pośrednictwem Poczty Polskiej, bezpowrotnie minęły. Z badań „E-Commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska” przeprowadzonych w latach 2015-2018 wynika, że największym zainteresowaniem wśród kupujących online cieszą się tradycyjne dostawy kurierskie „do drzwi”. Co więcej, można wyciągnąć wniosek, że traktowane są one jak wszechobecny standard. Z tych samych badań wynika również, że możliwość odbioru przesyłek w paczkomatach coraz częściej motywuje Polaków do dokonania zakupów przez internet. Potwierdzają to także dane firmy Sendit, gdyż liczba tego rodzaju dostaw w 2018 roku – w stosunku do poprzedniego – wzrosła o blisko 39%, a w bieżącym roku firma również spodziewa się znacznego wzrostu zainteresowania tym rozwiązaniem. Wszystko ze względu na coraz szybsze tempo życia Polaków, którzy rzadziej są w stanie określić czas, w którym będą w stanie odebrać przesyłkę pod wskazanym adresem.

O tym, jak duże znaczenie odgrywa dostawa do punktów i paczkomatów, można wywnioskować na podstawie wprowadzonej w ostatnim roku usługi Allegro Smart! Odzew użytkowników platformy był bardzo pozytywny, a samo rozwiązanie niewątpliwie ustanowiło nowe standardy obsługi użytkownika w zakresie dostawy i ukształtowało oczekiwania klientów na całym rynku. W dzisiejszych czasach niezwykle ważne jest natychmiastowe reagowanie na trendy i oczekiwania kupujących – jest to warunek efektywnej walki rynkowej z konkurencją – komentuje Wojciech Kliber, Wiceprezes Zarządu Sendit S.A. oraz współzałożyciel Bliskapaczka.pl.

Warto pamiętać, że w przypadku sklepów internetowych to już nie tylko atrakcyjne ceny, ale całe spektrum możliwości – w tym właśnie m.in. elastyczne i sprawdzone formy dostaw.

 – Stworzyliśmy wygodne narzędzie – Bliskapaczka.pl – wykorzystujące mapę, za pomocą której klienci mogą swobodnie wybierać spośród wielu naszych przewoźników i dostępnych punktów sieci partnerskich, takich jak m.in. FedEx, DPD, GLS, paczkomaty InPost, sklepy Żabka i FreshMarket, kioski RUCHu, stacje Orlen i Lotos czy placówki Poczty Polskiej. Ponadto narzędzie udostępnia informacje m.in. o położeniu najbliższych punktów odbiorczych, ich adresie, godzinach otwarcia, dostępności parkingu, bliskości komunikacji miejskiej i wielu innych, istotnych z punktu widzenia klienta, kwestiach kontynuuje Wojciech Kliber, Wiceprezes Zarządu Sendit S.A. oraz współzałożyciel Bliskapaczka.pl.

Koszt dostawy

Koszt dostawy może zadecydować o porzuceniu koszyka. Dzieje się tak w szczególności w sytuacjach, gdy oferowany towar nie jest unikatowy, a tym samym możliwy do zakupienia w innych e-sklepach. Podobnie może zdarzyć się, gdy e-sklep oferuje produkty o niskiej wartości, a łączna wartość koszyka może być mniejsza niż przesyłki. Jak wynika z badania Gemius, bezpłatna dostawa skłoniłaby do częstszego dokonywania zakupów online aż połowę ankietowanych osób.

– Zdajemy sobie sprawę, jak duże znaczenie odgrywają koszty dostaw dla klientów, a także z jakimi problemami borykają się sklepy internetowe. Dzięki największemu w Polsce zasięgowi punktów odbioru jesteśmy w stanie zaoferować im niższe koszty przesyłek średnio o 10-15%. Co więcej, nasze narzędzia pozwalają elastycznie uruchamiać nowych, tańszych operatorów i automatyzować obsługę zleceń, co pośrednio również przyczynia się do obniżenia kosztu obsługi całego wolumenu przesyłek. Ponadto zapewniamy wsparcie technologiczne w postaci gotowych integracji dla e-sklepów – mówi Kamila Kowalska, Dyrektor handlowy w Sendit S.A.

Czas dostawy

Zakupy online to oszczędność czasu – zarówno ze względu na możliwość dokonania ich w dogodnym dla nas miejscu i czasie, jak i pod względem braku konieczności osobistego stawienia się w sklepie. Okazuje się również, że tą samą wartością kierują się kupujący online biorąc pod uwagę czas dostawy zakupów. Jak wynika z badania Gemius, aż 62 proc. kupujących online, zapytanych jak szybko powinna nastąpić dostawa, aby zmotywowała ich do częstszego dokonywania zakupów, wskazała czas do 24 godzin.

Niższe koszty dostawy, szybsze dotarcie przesyłki do klienta oraz większy wybór sposobów dostawy, to wartości, którymi kierują się kupujący online. Powyższe rady mogą w znaczący sposób wpłynąć na doświadczenia zakupowe, które przełożą się na częstsze składanie zamówień.

Brak umiejętności zapanowania nad danymi negatywnie wpływa na możliwości wydobywania z nich korzyści

Średnio mniej niż 40% przedsiębiorstw w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) jest przekonanych, że potrafi zapanować na swoimi danymi, tj. zarządzać nimi, chronić je i wydobywać z nich użyteczne informacje oraz używać ich w odpowiedzialny sposób. Z niedawnego badania pt. „Rediscovering trust in your data and security”, przeprowadzonego przez Oracle wynika, że w ciągu najbliższych trzech lat nie należy liczyć na wzrost możliwości w tych czterech obszarach. Respondenci zdają sobie jednak sprawę z korzyści płynących z osiągnięcia doskonałości w tych dziedzinach, a jako trzy kluczowe zalety wymieniają tu wzrost lojalności klientów, przychodów i wartości marki.

„Wiemy, że umiejętność wykorzystywania danych przynosi firmom olbrzymie korzyści biznesowe i przewagę, którą trudno jest zniwelować innym przedsiębiorstwom” — powiedział Andrew Sutherland, wiceprezes Oracle, szef działu technologii i systemów na region Dalekiego Wschodu i EMEA. „Wyniki naszego badania dowodzą jednak, że przedsiębiorstwa w dalszym ciągu są przytłoczone zalewem danych, z jakim mają do czynienia. Firmy muszą bezpośrednio stawić czoła temu problemowi. W tym celu potrzebują lepszych procedur wewnętrznych i wdrożenia strategii zarządzania danymi oraz udoskonalonych mechanizmów zabezpieczeń. Kluczowe będzie też rozważne korzystanie z chmury i nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja i automatyzacja, ponieważ dotarliśmy do punktu zwrotnego, w którym wyzwania związane z danymi i bezpieczeństwem zaczynają nas przerastać i zmuszają nas do skorzystania ze wsparcia maszyn”.

Wskazanie obszarów odpowiedzialnych za zabezpieczanie danych budzi wiele wątpliwości. Przykładowo, prawie połowa decydentów w działach finansów i informatyki twierdzi, że odpowiadają one za ochronę danych w obrębie firmy. Za dane odpowiedzialna czuje się jednak tylko jedna trzecia typowych użytkowników danych — czyli pracowników działów marketingu i kadr.

53% szefów przedsiębiorstw z regionu EMEA jest przekonanych, że bezpieczne zarządzanie danymi ma bardzo duże znaczenie dla reputacji ich firm. Z badania wynika też jednak, że istnieje wiele ważnych zachowań wewnętrznych, które mogą zagrozić budowanemu zaufaniu.

Jedna czwarta respondentów twierdzi, że ich największą obawą związaną z bezpieczeństwem danych wewnątrz firmy jest brak dbałości o zachowanie ich poufności. Na kolejnych miejscach w tym rankingu znalazły się słabe mechanizmy kontroli dostępu do danych (24%), chęć zarządzania danymi za pomocą urządzeń mobilnych lub platform społecznościowych (23%) oraz korzystanie z niezaufanych urządzeń i połączeń (23%).

Mniej więcej jedna piąta ankietowanych (22%) stwierdziła też, że do najważniejszych zachowań, które zmniejszają ich zaufanie do sposobu zarządzania danymi w ich firmach, należą: nieprzykładanie wagi do tego, jak dane powinny być używane, niewłaściwe korzystanie z newralgicznych danych i nieprzestrzeganie obowiązujących przepisów dotyczących danych.

Wprowadzanie zmian

Po przeciwnej stronie tych problematycznych zachowań znajdują się firmy dysponujące strategiami zarządzania danymi, które o 8% częściej stosują dokumenty chronione hasłem, o 10% częściej mają dostęp do bezpiecznych lokalnych baz danych i o 9% częściej korzystają z danych na zaufanych urządzeniach.

W odpowiedziach na pytania o najważniejsze priorytety w dziedzinie danych i bezpieczeństwa na najbliższy rok oraz o działania podejmowane w celu promowania odpowiedzialnego używania danych, na wysokich pozycjach znalazły się egzekwowanie lepszej kontroli i procedur oraz szkolenia i warsztaty łączące ludzi z różnych pionów. Przedsiębiorstwa zaczynają też korzystać z technologii, które mają im pomóc z całym spektrum zadań związanych z opanowaniem danych. Dlatego przyspieszają migrację do chmury z myślą o poprawie skuteczności zabezpieczeń (30%), wprowadzają sztuczną inteligencję i automatyczne uczenie w celu wydobywania z danych użytecznych informacji (26%) i stosują funkcje automatycznego uczenia do samodzielnego wprowadzania poprawek i ochrony danych (25%).

Najważniejsze wnioski z badania:

  • Średnio 42% respondentów nie dysponuje wdrożoną strategią zarządzania danymi
  • Tylko 4 na 10 ankietowanych jest przekonanych o swojej zdolności zarządzania danymi, ich ochrony i korzystania z nich w odpowiedzialny sposób
  • Tylko 35% respondentów jest w dużej mierze przekonanych, że są w stanie zarządzać danymi tak, aby wydobywać z nich użyteczne informacje
  • Kluczowe działy w dalszym ciągu nie akceptują odpowiedzialności za zarządzanie danymi
  • Protokoły bezpieczeństwa danych są często niezrozumiałe lub nieprzestrzegane

Informacje o raporcie

Prezentowany raport przygotowano w oparciu o globalną ankietę, zawierającą 23 pytania i przeprowadzoną wyłącznie w kanale mobilnym. Respondenci reprezentowali kadrę kierowniczą, w tym kierowników, dyrektorów, wiceprezesów i menedżerów wyższego szczebla mających wpływ na procesy decyzyjne związane z rozwiązaniami chmurowymi, platformami i infrastrukturą lub oprogramowaniem biznesowym.

Huckleberry Games S.A. pozyskuje 1,5 mln zł z emisji akcji serii F

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, notowana na rynku NewConnect od grudnia 2017 r., pozyskała 1,5 mln zł z emisji akcji serii F. Środki te zostaną przeznaczone na realizację nowej strategii operacyjnej, kontynuowanie prac nad grą „Edengrad” oraz na realizację nowych ciekawych i rozwojowych projektów.

Spółka przeprowadziła emisję akcji serii F, z której pozyskała 1,5 mln zł. Inwestorzy objęli łącznie 750.000 szt. akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 2,00 zł za akcję. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na wdrożenie i realizację nowej strategii operacyjnej oraz zakończenie prac nad grą „Edengrad” i jej pełne wydanie, a także na realizację i wdrożenie nowych projektów. Zarząd Huckleberry Games S.A. jest bardzo zadowolony z powodzenia emisji i wierzy, że uzyskane środki finansowe pozwolą skutecznie realizować przyjętą strategię rozwoju.

„Emisja serii F była bardzo ważnym krokiem w historii Spółki. To dzięki niej Spółka będzie mogła kontynuować pracę nad naszym flagowym produktem, czyli Edengradem oraz wesprze rozwój nowych obiecujących projektów. Cieszymy się, że kolejni akcjonariusze, pomimo stosunkowo kiepskiego PR-u wokół Spółki, uwierzyli w nią i razem z nami chcą ją rozwijać, a my w zamian zapewnimy im nową, lepszą jakość.” – wyjaśnia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

Emitent przygotowuje się do wydania aktualizacji gry „Edengrad” o nazwie kodowej „Your own Wasteland”. Aktualizacja ma umożliwić graczom uruchamianie własnych prywatnych serwerów gry, a także modyfikowanie gry w celu stworzenia własnych światów, zadań, przedmiotów oraz przeciwników. Planowany termin wydania aktualizacji to VI 2019 r.

W zeszłym roku na platformie Android w sklepie Google Play opublikowana została pełna wersja gry „The Minglers”, która została wyprodukowana przez Huckleberry Games S.A. Spółka zamierza dopieścić produkcję właśnie z pozyskanego w formie emisji finansowania oraz wprowadzić do niej mikropłatności, dzięki którym wygeneruje zysk. Doświadczenie i know-how zdobyte przy okazji prac nad grą „The Minglers” zostaną wykorzystane przy pracach nad kolejnymi tego typu produkcjami.

„Aktualnie skupiamy się głównie nad wypuszczeniem finalnej aktualizacji do Edengradu o podtytule „Your own wasteland”. Aktualizacja ta wprowadzi bardzo wiele mechanik, na które nasi gracze czekają od jakiegoś czasu. Oczywiście nie chcemy się jednak zamykać tylko na ten tytuł. Jesteśmy zespołem kreatywnych osób i chcemy tworzyć nowe, jeszcze lepsze produkcje. Jednak więcej o tym w najbliższej przyszłości.” – zakończył Prezes Borowski.

Bezsilność z przejedzenia

Inflacja bazowa z USA nie sprostała prognozom, ale gołębie oczekiwania względem polityki Fed są już tak wyśrubowane, że trudno dołożyć coś więcej, o ile dane nie będą dramatycznie złe. W temacie wojen handlowych mamy senne wyczekiwanie szczytu G20 pod koniec miesiąca, co razem tłumi zmienność.

W maju inflacja bazowa CPI w USA spowolniła do 2 proc. r/r, wbrew oczekiwanemu utrzymaniu 2,1 proc. USD tracił w pierwszej reakcji, zanim nie przestał i nie odwrócił całego ruchu. Oczekiwania względem przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC obniżyły się z -1 pb do -4 pb, a dla lipca: z -21 pb do -24 pb. Niewielkie zmiany, gdyż jeszcze przed odczytem oczekiwania były silnie gołębie. W efekcie przy skromnym rozczarowaniu w danych o inflacji, trudno liczyć na drastyczną rewizję oczekiwań, wprawdzie z jednego słabszego wyniku Fed nagle nie zaskoczy cięciem za tydzień. By wyraźnie zamieszać oczekiwaniami (i wyceną aktywów dolarowych) potrzeba prawdziwej bomby. Następna próba w piątek przy publikacji sprzedaży detalicznej. Do tego czasu, kto już ma ustanowioną pozycję w USD – cierpliwe czeka; kto nie ma – za późno jest na pozycjonowanie z wyprzedzeniem i pozostaje tylko czekać na faktyczne zdarzenie (sprzedaż, FOMC).

Czynniki techniczne też przemawiają za siedzeniem na rękach. Indeks dolarowy zaparkował na średniej 200-sesyjnej; EUR/USD – pod średnią 200-tygodniową. Rynek akcji notuje zmiany w wąskim pasmie od -0,5 proc. do 0,5 proc. Impulsów nie dostarcza też drugi „temat sezonu”: wojny handlowe. Wprawdzie prezydent Trump powtórzył, że ma „przeczucie”, iż dojdzie do porozumienia handlowego z Chinami, ale jeśli nie, to plan nałożenia dodatkowych ceł będzie wprowadzony w życie. Dla rynków to nie jest nowa wiadomość, co sprowadza nas do odliczania dni do szczytu G20, gdzie prawdopodobnie dojdzie do spotkania przywódców obu państw (28-29 czerwca).

Wczoraj Boris Johnson oficjalnie rozpoczął kampanię o posadę szefa Partii Konserwatywnej, a w sowim programie oczywiście skupił się na brexicie. Deklaruje wyjście UE 31 października, ale „no deal” nie jest dla niego końcowym celem. Zamiast tego, chce pozostawić tą opcję, jak „ważne narzędzie negocjacyjne”, gdyż dotychczas wynegocjowana wersja porozumienia jest nie do przyjęcia, głównie w temacie backstopu. Manifest Johnsona wydawał się w mniejszym stopniu skierowany do członków partii, którzy mają na niego głosować, ale do szerszej publiki. BoJo atakował May, Partię Pracy i krytykował lidera laburzystów Corbyna. Łagodząc stanowisko wobec brexitu może i liczyć na pozyskanie większej akceptacji jako kandydata, ale w rozkładzie prawdopodobieństwa przyszłych scenariuszy niewiele zmienia. Johnson chce renegocjować umowę brexitu, co Bruksela kategorycznie odrzuca i nakazuje wciąż to, co jest, albo opuścić UE z niczym. Wielka Brytania nie ma żadnej alternatywy do zaoferowania UE, gdyż parlament nie jest w stanie uzgodnić niczego. Wydaje się, że niemal do samego końca może nie być wiadomo, jaka przyszłość czeka Wielka Brytanię i albo dojdzie do twardego brexitu, albo Johnson (lub ktokolwiek, kto zwycięży w wyścigu na szefa partii) zarządzi nowe wybory, by zmienić układ sił w parlamencie. Tak czy inaczej nie ma tu miejsca na szybki entuzjazm względem funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowe przepisy o kasach fiskalnych – jakie zmiany czekają na przedsiębiorców?

Od 1 maja 2019 obowiązują nowe przepisy w zakresie kas fiskalnych. Urządzenia z elektronicznym oraz papierowym zapisem kopii będą stopniowo wycofywane z rynku na rzecz nowego typu kas online. Pochodzące z nich dane będą spływać bezpośrednio do Centralnego Repozytorium Kas. Jaki jest dokładny harmonogram procesu wprowadzenia nowoczesnych kas oraz proponowane rozwiązania w tym zakresie?

Kasy online

Marta Serafin, doradca podatkowy w firmie inFakt
Marta Serafin, doradca podatkowy w firmie inFakt

Nowe kasy online mają zastąpić stopniowo kasy starego typu z elektronicznym oraz papierowym zapisem kopii. W odróżnieniu od nich będą miały wbudowaną funkcjonalność, która umożliwi zautomatyzowany i bezpośredni przesył danych z kasy rejestrującej do centralnego systemu informatycznego. W Centralnym Repozytorium Kas prowadzonym przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej gromadzone będą dane o sprzedaży oraz zdarzeniach zapisywanych w pamięciach kas rejestrujących. Na ich podstawie dokonywana będzie analiza oraz kontrola rozliczeń przedsiębiorców, szczególnie w zakresie nieprawidłowości w podatku VAT.

Co istotne, kasy online zapewnią kupującemu możliwość otrzymania paragonu fiskalnego w formie papierowej. Zniesiony dla użytkowników kas online został obowiązek wydruku raportów fiskalnych dobowych, jednak nadal będą wystawiać raporty fiskalne okresowe, w tym miesięczne, w wersji papierowej.

Połączenie z Centralnym Repozytorium Kas

Przepisy dotyczące kas online uwzględniają sytuacje, gdy użytkownik kasy ma problem z brakiem zasięgu sieci komórkowych lub dostępem do operatorów świadczących usługi w zakresie zapewnienia dostępu do sieci telekomunikacyjnej. Gdy z przyczyn niezależnych od podatnika nie jest możliwe czasowo zapewnienie połączenia z Centralnym Repozytorium Kas, jest on zobowiązany prowadzić ewidencję i zapewnić połączenie niezwłocznie po ustaniu tych przyczyn. W sytuacji, gdy połączenie nie jest możliwe w sposób trwały, użytkownik kasy ma obowiązek prowadzić ewidencję sprzedaży oraz, za zgodą właściwego[1] naczelnika urzędu skarbowego, zapewnić to połączenie w ustalonych z nim odstępach czasowych.

Harmonogram zmian

Ministerstwo Finansów podkreśla, że wycofywanie z rynku kas rejestrujących, które nie spełniają wymogów dla kas online, będzie procesem ewolucyjnym. W pierwszej kolejności do 31 sierpnia 2019 roku zlikwidowane zostaną kasy z papierowym zapisem kopii. Nie będzie także możliwości wymiany do tego czasu pamięci kasy fiskalnej.

Kasy z elektronicznym zapisem kopii zostaną ostatecznie wycofane do 31 grudnia 2022 roku. Wyjątkiem będą podatnicy prowadzący działalność w branżach szczególnie narażonych na nieprawidłowości w zakresie ewidencjonowania sprzedaży, którzy zostaną objęci bezwzględnym obowiązkiem wymiany kas już wcześniej. Zmiana na kasy online dotyczy sprzedaży usług i towarów w następujących branżach uznanych za wrażliwe:

  • od 1 stycznia 2020 – sprzedaż benzyny silnikowej, oleju napędowego, gazu przeznaczonego do napędu silników spalinowych; świadczenie usług naprawy pojazdów silnikowych oraz motorowerów (w tym naprawy opon, ich zakładania, bieżnikowania i regenerowania), oraz w zakresie wymiany opon lub kół dla pojazdów silnikowych oraz motorowerów;
  • od 1 lipca 2020 – świadczenie usług związanych z wyżywieniem wyłącznie świadczonych przez stacjonarne placówki gastronomiczne, w tym również sezonowo, oraz usług w zakresie krótkotrwałego zakwaterowania; sprzedaż węgla, brykietu i podobnych paliw stałych wytwarzanych z węgla, węgla brunatnego, koksu i półkoksu przeznaczonych do celów opałowych;
  • od 1 stycznia 2021 – świadczenie usług fryzjerskich, kosmetycznych i kosmetologicznych, budowlanych, w zakresie opieki medycznej świadczonej przez lekarzy i lekarzy dentystów, prawniczych, związanych z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej (wyłącznie w zakresie wstępu).

Wynajem kas online

Nowym rozwiązaniem jest możliwość używania kas online na podstawie umowy najmu, dzierżawy, leasingu lub umów o podobnym charakterze. Wynajmowaniu mogą podlegać jedynie kasy online posiadające ważne potwierdzenie Prezesa Głównego Urzędu Miar o tym, że kasy zapewniają m.in. połączenie i przesyłanie danych do Centralnego Repozytorium Kas.

Ulga na zakup kasy online

Wysokość ulgi na kasę nie ulega zmianie – jest to 90% ceny zakupu (bez VAT) i nie więcej niż 700 zł. Ulga przysługuje, gdy zakup kasy online nastąpi nie później niż w terminie 6 miesięcy od dnia rozpoczęcia prowadzenia ewidencji sprzedaży. Dzień rozpoczęcia prowadzenia ewidencji sprzedaży został określony w przepisach i jest to 1 stycznia 2020, 1 lipca 2020 lub 1 stycznia 2021 w zależności od branży, w której działa podatnik.

Ulga na zakup kasy przysługuje także podatnikom, który dobrowolnie rozpoczną prowadzenie ewidencji sprzedaży przy zastosowaniu kas online i dotychczas nie stosowali kas rejestrujących (zarówno online jak i z papierowym czy elektronicznym zapisem kopii).

Nowe obowiązki dla podatnika

Przepisy wykonawcze wprowadzają nowy obowiązek dla podatnika polegający na zapoznaniu osoby prowadzącej u niego ewidencję sprzedaży na kasie fiskalnej z informacją o zasadach ewidencji obejmującą podstawowe zasady prowadzenia ewidencji i wystawiania paragonu fiskalnego oraz skutki ich nieprzestrzegania.

Osoba prowadząca ewidencję składa podatnikowi – przed rozpoczęciem jej prowadzenia – oświadczenie zgodnie z określonym przepisami wzorem. Natomiast osoby, które rozpoczęły prowadzenie ewidencji sprzedaży przed 1 maja 2019, zobowiązane były do złożenia stosownych oświadczeń do 31 maja 2019.

Na podatników prowadzących ewidencję sprzedaży przy użyciu kas rejestrujących został nałożony także obowiązek przypisania oznaczeń literowych od „A” do „G” do stawek podatku lub zwolnienia od podatku, przypisanych do nazw towarów i usług. Dotychczasowe oznaczenie należy dostosować do nowych przepisów rozporządzenia w sprawie kas rejestrujących w terminie do 31 lipca 2019.

[1] Przy jednoosobowej działalności – właściwy ze względu na miejsce zamieszkania, w przypadku spółek – ze względu na siedzibę.

Branża nieruchomości poszukuje zyskownych nisz. Jedną z nich są mieszkania dla studentów

Rynek nieruchomości w Europie Środkowej, w tym także w Polsce, nieustannie się rozwija. Jak wynika z pierwszej edycji badania „Deloitte Real Estate Confidence Survey for Central Europe (CE)”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, najwięksi gracze w środkowoeuropejskim sektorze nieruchomości są optymistami co do dalszej przyszłości. Prawie dwie trzecie badanych oczekuje, że klimat gospodarczy pozostanie sprzyjający, a 78 proc. jest zdania, że dostępność kredytów pozostanie na niezmienionym poziomie. Niemal 40 proc. spodziewa się pojawienia się w tym roku nowych możliwości inwestycyjnych. W orbicie zainteresowania deweloperów znajdują się przede wszystkim nieruchomości biurowe oraz prywatne akademiki.

W badaniu wzięli udział przedstawiciele branży nieruchomości (inwestorzy, deweloperzy oraz agencje nieruchomości i inni doradcy obsługujący tę branżę) działający w regionie Europy Środkowej.

Niepewność polityczna i rosnące koszty kredytów to tylko niektóre z czynników wpływających na rynki światowe. Globalny wzrost gospodarczy zwalnia, a Bank Światowy zmienił prognozę wzrostu gospodarczego na świecie z 3 proc. do 2,9 proc. Coraz częściej pojawia się pytanie czy jest to naturalne dostosowanie globalnej gospodarki czy początek następnego kryzysu? Najnowsze badanie Deloitte wskazuje jednak, że gracze rynkowi pozytywnie oceniają perspektywy dla gospodarki Europy Środkowej w drugiej połowie 2019 r. Wyraźna większość respondentów (62 proc.) oczekuje, że ogólny klimat gospodarczy pozostanie stabilny, podczas gdy tylko 22 proc. jest przeciwnego zdania. Prawie jedna trzecia ankietowanych, dla których głównym rynkiem działalności jest Polska, spodziewa się poprawy sytuacji gospodarczej, a tylko co dziesiąty wyraża przeciwstawny pogląd.

Ponad trzy czwarte osób biorących w badaniu (78 proc.) oczekuje, że dostępność kredytów pozostanie niezmieniona. Zarówno negatywny, jak i pozytywny scenariusz przewiduje 11 proc.

Ponieważ większość finansowania realizowana jest w euro, tak optymistyczne nastawienie może być reakcją na decyzję Europejskiego Banku Centralnego o utrzymaniu podstawowych stóp procentowych na obecnym poziomie co najmniej do końca 2019 roku – mówi Maciej Krasoń, Partner, Lider Zespołu Nieruchomości i Budownictwa w Europie Środkowej.

Zdecydowana większość respondentów (84 proc.) nie spodziewa się również w tym roku żadnych znaczących zmian w otoczeniu podatkowym w regionie Europy Środkowej. Nie oznacza to jednak, że uwadze respondentów uszły dość częste i skomplikowane zmiany szczególnie w polskim systemie podatkowym.

Aktywność rynkowa

W ciągu ostatnich trzech lat odnotowano wyjątkowo wysoką liczbę transakcji w regionie Europy Środkowej. Do końca 2018 r. na nieruchomości komercyjne wydano 13,8 mld euro. Połowa tych transakcji miała miejsce w Polsce, co oznacza, że nasz kraj jest nadal głównym miejscem dla działalności inwestycyjnej w sektorze nieruchomości. Na drugim miejscu uplasowały się Czechy (19 proc.), a następnie Węgry (13 proc). Uczestnicy badania oczekują, że ogólna aktywność na rynku nieruchomości utrzyma się na podobnym poziomie jak w 2018 r.

Opinie na temat dostępności możliwości inwestycyjnych w ciągu najbliższych trzech lat rozkładają się mniej więcej po równo: 38 proc. respondentów spodziewa się ich wzrostu, podczas gdy 36 proc. oczekuje spadku. Liczby dla Polski są jeszcze bardziej zachęcające: 45 proc. respondentów prognozuje, że dostępność produktów inwestycyjnych wzrośnie w najbliższej przyszłości.

Ten optymizm jest pochodną bardzo dobrej sytuacji gospodarczej zarówno w Polsce jak i całym naszym regionie oraz dużej odporności na zawirowania polityczno-gospodarcze w innych częściach świata. Dodatkowo wciąż duża dostępność kapitału i kredytu powoduje, że nasz region stał się, prawdopodobnie już na stałe, jednym ze składników zdywersyfikowanych portfeli inwestycyjnych. Europa Środkowa nie funkcjonuje oczywiście w oderwaniu od rynków sąsiednich, zatem Brexit, spowolnienie wzrostu gospodarczego w Europie Zachodniej i Azji zapewne wpłyną na przyszłość branży również w naszej części kontynentu – mówi Dominik Stojek, Partner Associate w dziale Doradztwa Nieruchomościowego Deloitte.

Grunty na wagę złota

Jak wynika z badania 45 proc. respondentów twierdzi, że szuka nowych inwestycji, podczas gdy 41 proc. chce skupić się na zarządzaniu swoim obecnym portfelem. Pozostałe 14 proc. do końca tego roku koncentruje się na pozyskiwaniu nowych funduszy. Na pytanie o plany kupna /sprzedaży 41 proc. badanych odpowiedziało, że w roku 2019 kupi i sprzeda nieruchomości w równych proporcjach, podczas gdy podobny odsetek (38 proc.) zadeklarował koncentrację na sprzedaży. Tylko pozostałe 21 proc. zamierza kupić więcej niż sprzedać. Warto zaznaczyć, że w badaniu nie brali udziału azjatyccy inwestorzy, którzy coraz częściej w regionie Europy Środkowej szukają nowych możliwości inwestycyjnych.

Dla 63 proc. deweloperów największym wyzwaniem jest pozyskanie gruntów pod zabudowę. Jest to wynik wzrostowej tendencji cen i kurczącej się dostępności atrakcyjnych terenów.

Zmniejszająca się dostępność nowych działek zmusza inwestorów do zweryfikowania dotychczasowych strategii. Jednym ze skutków tej zmiany jest widoczny wzrost liczby projektów mających na celu przebudowę istniejących budynków – wyjaśnia Dominik Stojek.

Z kolei dla 19 proc. badanych problemem są rosnące koszty materiałów i robót budowlanych, a dla 13 proc. finansowanie projektów.

W świetle powyższych odpowiedzi nie dziwi fakt, że ponad połowa respondentów (56 proc.) spodziewa się, że marża dewelopera spadnie w tym roku. Może to skutkować zmniejszeniem liczby nowych projektów i wzrostem cen dla najemców, inwestorów i klientów indywidualnych.

Najbardziej zyskowne segmenty

Największą uwagę inwestorów przyciągnie w tym roku sektor nieruchomości biurowych. Skoncentruje się na nim jedna czwarta respondentów, podczas gdy w przypadku handlu i logistyki było to odpowiednio 13 i 6 proc. Aż 62 proc. badanych prognozuje, że rentowność na rynku nieruchomości biurowych pozostanie na niezmienionym poziomie. W ubiegłym roku transakcje na tym rynku wygenerowały około 5,6 mld euro. Największą z nich w 2018 roku było nabycie przez Savills IM w dwóch biurowców w kompleksie Gdański Business Centre za około 200 mln euro. Najwyższe czynsze za powierzchnie biurowe notuje się w Warszawie i Budapeszcie (21 – 25 euro ) oraz w Pradze (21 – 22 euro).

Inwestorzy są za to mniej entuzjastycznie nastawieni do nieruchomości handlowych – tylko 7% z nich zamierza zwiększyć swoją aktywność inwestycyjną z tym segmencie rynku. Wpływ na to ma z pewnością rosnąca rola handlu elektronicznego, który dynamicznie zwiększa swój wolumen, jednocześnie stymulując dalszy rozwój sektora logistycznego. W Polsce ważnym czynnikiem wpływającym potencjalnie na decyzje inwestorów ma dodatkowo zakaz handlu w niedzielę. Innym powodem mniej entuzjastycznego podejścia do sektora detalicznego może być stosunkowo wysoki poziom nasycenia powierzchni handlowych na głównych rynkach regionu. Na przykład wskaźnik ten w Polsce wynosi około 386 m² na 1000 mieszkańców, a w wielkich miastach może to być nawet dwa razy więcej. Zachęca to deweloperów do skupienia się na mniejszych miastach i peryferyjnych lokalizacjach.

Szybki rozwój gospodarczy w regionie stymuluje popyt na nowe hotele biznesowe. Dodatkowo, takie miasta takie jak Praga i Budapeszt są dobrze znanymi ośrodkami turystycznymi, więc nie jest zaskoczeniem, że zainteresowanie inwestorów sektorem hotelarskim i rekreacyjnym jest tam duże. Także Warszawa, Kraków, Gdańsk i Wrocław przyciągają coraz więcej turystów, co pobudza polski sektor hotelarski. Uczestnicy badania jako niszę wskazywali także inwestycje w mieszkania studenckie, które mogą stanowić interesującą alternatywę dla innych inwestycji.

Rynek studencki jest nadal bardzo niewielki, ale ma interesujące perspektywy, biorąc pod uwagę rosnącą liczbę studentów. Kilka prywatnych akademików zostało już zbudowanych, a kilka innych planowanych jest w Warszawie, Pradze i innych miastach regionu – mówi Maciej Krasoń.

Kluczowym wyzwaniem w sektorze mieszkaniowym może być rosnąca przepaść między siłą nabywczą ludności a rosnącymi cenami na rynku pierwotnym, co pozostawia niewiele miejsca na wzrost cen. Kolejna kwestia związana jest z kosztami pracy, które są napędzane przez niską stopą bezrobocia i wzrost średnich płac. Spadająca dostępność działek i rosnące koszty budowy i robocizny mogą wpłynąć na zmniejszenie zysków deweloperów. Jednak pomimo tych wyzwań utrzymujący się silny popyt na mieszkania zachęca ich do podejmowania nowych projektów.

Dassault Systèmes przejmuje Medidata Solutions

  • Wiodące na rynku rozwiązania chmurowe na potrzeby badań klinicznych firmy Medidata Solutions są wykorzystywane przez 1300 klientów na całym świecie do rozwoju innowacji w leczeniu i zwiększania wydajności zabiegów klinicznych.
  • Połączenie modelowania naukowego, symulacji i cyfrowych zasobów wiedzy w zakresie badań na całym świecie przyspiesza rozwój spersonalizowanej opieki zdrowotnej, z korzyścią dla pacjenta.
  • Nauki biologiczne również skorzystają z efektu platformy obejmującego badania nad lekami i ich opracowywanie, rozwój, badania kliniczne, produkcję i komercjalizację.

Dassault Systèmes (Euronext Paris: #13065, DSY.PA) oraz Medidata Solutions, Inc. (NASDAQ: MDSO), lider cyfrowej transformacji branży biotechnologicznej w zakresie badań klinicznych, komercjalizacji i inteligencji danych gromadzonych w świecie rzeczywistym, ogłosiły podpisanie ostatecznej umowy o przejęciu przez Dassault Systèmes firmy Medidata w transakcji gotówkowej po cenie 92,25 USD za akcję Medidata, co stanowi wartość przedsiębiorstwa wynoszącą 5,8 mld USD. Transakcja została jednogłośnie zatwierdzona przez zarządy obu spółek. Rok obrotowy Medidaty zakończył się 31 grudnia 2018 r., a jej przychody wyniosły 636 mln USD.

Wraz z przejęciem amerykańskiej firmy Medidata oraz jej rozwiązań do zastosowań klinicznych i komercyjnych, Dassault Systèmes wzmocni swoją pozycję firmy opartej na badaniach naukowych dostarczając branży biotechnologicznej zintegrowaną platformę biznesową, pozwalająca na kompleksowe podejście do badań i odkryć, rozwoju, badań klinicznych, produkcji i komercjalizacji nowych sposobów leczenia i technologii medycznych.

Bernard Charlès, wiceprezes i dyrektor generalny firmy Dassault Systèmes
Bernard Charlès, wiceprezes i dyrektor generalny firmy Dassault Systèmes

„Dzisiejszy dzień stanowi kamień milowy dla branży biotechnologicznej i znaczenia wirtualnego świata, który ma na celu rozwiązanie problemu złożoności medycyny spersonalizowanej i doświadczeń skupionych wokół pacjenta. Multidyscyplinarne innowacje naukowe i przemysłowa wydajność wymagają platformy łączącej ludzi, pomysły i dane”, powiedział Bernard Charlès, wiceprezes i dyrektor generalny Dassault Systèmes. „Wiodąca pozycja firmy Medidata w badaniach klinicznych uzupełnia nasze rozwiązania dla branży biotechnologicznej, dostępne w ramach platformy współpracy 3DEXPERIENCE. Niedawna ekspansja firmy Medidata w kierunku przetwarzania materiału dowodowego i analiz w świecie rzeczywistym w połączeniu z mocą modelowania i symulacji pokazuje, w jaki sposób świat wirtualny będzie katalizował następną generację leczenia pacjentów. Jesteśmy teraz dobrze przygotowani aby stać się motorem transformacji branży biotechnologicznej, realizując cel naszej firmy, jakim jest harmonizacja produktu, przyrody i życia”.

Doświadczenie kliniczne Medidata i rozwiązania oparte na chmurze umożliwiają rozwój i komercjalizację inteligentniejszych sposobów leczenia dla 1300 klientów na całym świecie, w tym firm farmaceutycznych i biotechnologicznych, organizacji prowadzących badania na zlecenie (CRO) oraz ośrodków i placówek medycznych. Rozwiązania firmy umożliwiają zwiększenie wydajności i poprawę jakości we wszystkich programach rozwoju klinicznego poprzez usprawnienie procesu decyzyjnego, przyspieszenie realizacji procesów i nadzoru, minimalizację ryzyka operacyjnego, redukcję kosztów i dostosowanie strategii badań. Trzynaście z 15 najlepszych leków sprzedanych w 2018 roku było zasilanych technologią Medidaty. Osiemnaście z 25 największych firm farmaceutycznych i dziewięć z 10 największych CRO to klienci Medidaty. Założona w 1999 r. firma Medidata ma siedzibę w Nowym Jorku, posiada 16 biur w siedmiu krajach, w szczególności w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Korei i Wielkiej Brytanii, i zatrudnia 2 800 pracowników i wykonawców.

„Nasza misja polegająca na zapewnieniu właściwego leczenia pacjentów we właściwym czasie od 20 lat toruje nam drogę innowacji i zaangażowania w branżę nauk biologicznych”, powiedział Tarek Sherif, współzałożyciel, prezes i dyrektor generalny Medidata. „Dzielimy wspólną wizję, wartości i pasję z Dassault Systèmes, a nasze połączone talenty wzmocnią przemysł biotechnologiczny dzięki kompleksowej platformie biznesowej”.

„Usprawnione wprowadzanie innowacji terapeutycznych, tak by stały się kolejnym standardem medycznym, jest naszym zobowiązaniem od pierwszego dnia istnienia firmy”, powiedział Glen de Vries, współzałożyciel i prezes Medidata. „Otworzymy przed naszymi klientami i pacjentami ogromne możliwości rozwijając biotechnologię w dobie medycyny precyzyjnej.”

Od momentu ujawnienia w 2012 roku swojej misji, jaką jest harmonizacja produktu, przyrody i życia, Dassault Systèmes stale wykorzystuje swoją wiedzę i know-how do przekształcania sfery produktów do postaci wspólnego systemu multidyscyplinarnych innowacji w biosferze. Dassault Systèmes współpracuje z 20 największymi światowymi firmami biofarmaceutycznymi, setkami firm biotechnologicznych, producentami urządzeń medycznych, instytutami badawczymi i rządowymi agencjami regulacyjnymi opracowując i wprowadzając na rynek innowacyjne produkty i technologie medyczne, wykorzystując moc wirtualnych światów do transformacji doświadczenia pacjenta.

Zakończenie procesu przejęcia spodziewane jest w ostatnim kwartale 2019 r. i jest uzależnione od uzyskania określonych zgód wymaganych przez przepisy prawa, zatwierdzenia przez większość akcjonariuszy Medidaty oraz innych zwyczajowych warunków finalizacji transakcji.

Revolut startuje w Australii

Revolut udostępnił w Australii wersję beta aplikacji – przelewy między Polską, Europą i Australią będą bezpłatne i natychmiastowe.

  • Revolut wchodzi na nowy kontynent by pomóc konsumentom odzyskać kontrolę nad codziennymi finansami
  • Użytkownicy Revolut będą mogli przesyłać pieniądze pomiędzy Europą i Australią błyskawicznie i bezpłatnie
  • Z uwagi na duży popyt fintech będzie stopniowo rejestrował określoną liczbę użytkowników każdego dnia
  • Firma zatrudni w Melbourne 30 osób i zainwestuje miliony w rozwój nowego rynku

Revolut, z którego korzysta ponad 5 milionów użytkowników, po raz pierwszy  zaoferował dziś swoje usługi poza Europą. Fintech udostępnił apkę w wersji beta na kontynencie australijskim. Firma stopniowo rejestruje konta. W pierwszej kolejności dostęp do aplikacji uzyska 20 tysięcy Australijczyków, którzy od początku roku zapisywali się na listę oczekujących na premierą usługi.

 

Z uwagi na duże zainteresowanie Revolut będzie stopniowo rejestrował określoną liczbę użytkowników każdego dnia. Priorytet będą miały osoby, które zapisały się wcześniej na listę kolejkową. Nowe wnioski o konto trafią na tymczasową listę oczekujących, a ich autorzy otrzymają powiadomienie przez aplikację, gdy będą mogli podejść do procesu rejestracji.

Zainteresowanie Revolut w Australii przekroczyło nasze oczekiwania. Dlatego, chcemy wchodzić na nowy kontynent stopniowo, słuchając na każdym etapie opinii i sugestii naszych użytkowników. Wersja usługi, którą udostępniamy pozwoli zgromadzić wskazówki od klientów odnośnie tego, jak najlepiej dostosować produkt do potrzeb użytkowników w Australii. Oferta obejmuje kluczowe funkcjonalności z zakresu wymiany walut i kontroli wydatków. W przyszłości planujemy rozszerzenie jej o konta dla firm, kryptowaluty, bez-prowizyjny handel akcjami oraz karty Metal” – mówi Will Mahon-Heap, dyrektor Revolut w Australii.

Od czterech lat Revolut tworzy konsekwentnie kolejne innowacje finansowe. Od początku był aplikacją mobilną, która po pobraniu na telefon, pozwala w kilka minut założyć konto, wygenerować wirtualną kartę płatniczą i zamówić kartę fizyczną. Użytkownicy w Australii będą mogli docelowo, tak jak obecnie Europejczycy, zwiększyć kontrolę nad codziennymi wydatkami otrzymując po każdej płatności notyfikacje, ustawiać alerty i limity na wydatki w poszczególnych kategoriach, oszczędzać na końcówkach, zrzucać się na prezent i jednym kliknięciem podzielić rachunek w restauracji.

Zapewnienie przejrzystego wglądu i kontroli nad wydatkami ułatwia utrzymanie finansów w dobrej kondycji. Dlatego, tworzymy intuicyjne narzędzia, które pomagają użytkownikom zwiększyć kontrolę nad domowym budżetem i osiągać zakładane cele” – powiedział Will Mahon-Heap.

Dla Australijczyków, którzy często realizują przelewy międzynarodowe, Revolut może być źródłem istotnych oszczędności. Stopniowe udostępnienie usługi w Australii pozwoli użytkownikom przesyłać pieniądze i płacić za granicą po atrakcyjnym kursie. Do dyspozycji będą mieli 15 walut w aplikacji, w tym dolara australijskiego, dolara nowozelandzkiego, dolara amerykańskiego, a także brytyjskiego funta i euro. Błyskawiczne, bezpłatne przelewy z kontynentu na kontynent pomiędzy użytkownikami Revolut uwolnią rynek transferów pieniężnych.

Przesyłanie pieniędzy między Australią i Europą zawsze było bolączką, kosztowało czas i pieniądze, przelewy trwały często trzy dni robocze. Chcemy ułatwić życie Australijczykom i zlikwidować niepotrzebne bariery finansowe pomiędzy Australią i Europą” – mówi Will Mahon-Heap, dyrektor Revolut w Australii.

Wład Jacenko i Nik Storoński – Revolut
Wład Jacenko i Nik Storoński – Revolut

Naszym celem zawsze było stworzenie globalnej usługi finansowej. Uruchomienie wersji beta aplikacji na rynku australijskim to kolejny krok w realizacji tej strategii. W ciągu czterech lat stworzyliśmy produkt, który pomaga 5 milionom konsumentom lepiej kontrolować wydatki i ułatwia zarządzanie codziennymi finansami. Cieszę się, że korzystają już z niego nasi pierwsi użytkownicy w Australii” – mówi Nik Storoński, CEO i współzałożyciel Revolut.

Revolut na swą siedzibę na kontynencie australijskim wybrał miasto Melbourne, które jest nie tylko centrum usług fintech, ale i największym skupiskiem Polonii australijskiej. Tworzony właśnie zespół zajmie na początek przestrzeń biurową w coworku Stone and Chalk. Firma utworzy też małe zespoły w Sydney i Perth.

Z przelewów międzynarodowych może korzystać zarówno wielotysięczna Polonia australijska, jak i Polacy, którzy planują w tym roku wakacyjną podróż do Australii. Mam nadzieję, że szybkie bezpłatne przelewy z kontynentu na kontynent pomiędzy użytkownikami Revolut staną się w przyszłości nowym rynkowym standardem” – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Wejście na rynek Australijski to początek naszej ekspansji poza Europę. Jesteśmy coraz bliżej oficjalnego wejścia na pierwsze rynki w Azji i na rynek Amerykański” – mówi Jakub Zakrzewski, general manager Revolut odpowiedzialny za ekspansję w regionie Azji i Pacyfiku.

Niespłacone długi Polaków przekraczają już 76 mld zł. Tylko na początku tego roku przybyło prawie 22 tys. dłużników

Niespłacone długi Polaków przekraczają już 76 mld zł. Tylko na początku tego roku przybyło prawie 22 tys. dłużników 1

W pierwszym kwartale 2019 roku zaległości kredytowe i pozakredytowe Polaków wzrosły o ponad 2 mld zł do łącznej kwoty 76 mld zł. W tym czasie o 21,5 tys. osób powiększyła się też liczba niesolidnych dłużników – w sumie nieopłacone w terminie zobowiązania albo opóźnianą o 30 dni ratę kredytu ma już blisko 2,8 mln Polaków – wynika ze statystyk Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor.  Średnia przypadająca na osobę zaległość z tego tytułu przekracza już 27 tys. zł. Natomiast rekordzista z województwa lubelskiego ma do oddania ponad 70 mln zł.

– W I kwartale tego roku obserwujemy spowolnienie – przynajmniej w kwestii przyrostu kwoty zaległości – w porównaniu z końcówką ubiegłego. Wówczas te zaległości przyrosły o niemal 2,4 mld zł w ciągu trzech miesięcy, teraz mamy wzrost o ponad 2 mld zł. Z kolei w porównaniu do początków 2018 roku – dynamika przyrostu zaległości przyspieszyła. Podsumowując, te ponad 2 mld zł wzrostu dało 76 mld zł zaległości łącznie i jest sporą kwotą. Jest ona zarówno efektem przyrostu zaległości kredytowych, na które przypadło około miliarda zł, jak i zaległości pozakredytowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Statystyki BIG InfoMonitor pokazują, że tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku zaległości kredytowe i pozakredytowe Polaków wzrosły o ponad 2 mld zł do łącznej kwoty 76 mld zł. Przeterminowane zadłużenie mieszkańców Polski rosło w tym czasie nieznacznie wolniej niż w ostatnim kwartale 2018 roku (przyrost o 2,4 mld zł). Wartość długów z tytułu niespłacanych rachunków wzrosła o nieco ponad 1,015 mld zł ( 2,5 proc.), natomiast nieregulowanych w terminie kredytów o 1,030 mld zł (3 proc.).

W pierwszym kwartale br. łącznie o 21,5 tys. osób powiększyła się też liczba niesolidnych dłużników – w sumie nieopłacone w terminie zobowiązania albo opóźnianą o 30 dni ratę kredytu ma już blisko 2,8 mln Polaków.

– Liczba dłużników zdecydowanie szybciej niż w BIK przyrasta w Rejestrze BIG InfoMonitor. Wpisywane są do niego osoby, które nie płacą za telefon, telewizję czy internet, nie regulują alimentów, czynszu, nie opłaciły kosztów sądowych albo mają na koncie opłaty karne za jazdę bez biletu. Do tego trzeba dodać zaległości na konto firm pożyczkowych czy wobec firm windykacyjnych, które coraz chętniej zgłaszają dłużników do rejestrów biur informacji gospodarczej. Zaległości z tego tytułu sięgają już blisko 41 mld zł i mają przewagę w tej łącznej kwocie 76 mld zł – mówi Halina Kochalska.

To właśnie osób, które nie regulują w terminie bieżących rachunków i zobowiązań, przybywa najszybciej w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor – o 33,5 tys. zł w I kw. W tym samym czasie o 14,3 tys. spadła natomiast liczba niesolidnych kredytobiorców w Biurze Informacji Kredytowej. Jednak to właśnie zaległości kredytowe, ze względu na wyższe wartości, generują większą średnią zaległość. Wynosi ona obecnie 29 799 zł na osobę, podczas gdy średnie przeterminowane zobowiązania pozakredytowe wynoszę 18 518 zł.

Dane BIG pokazują, że dłużników przybywa w każdym przedziale wiekowym, choć bardziej wśród osób po 65 roku życia. Jeśli chodzi o regiony, to w pierwszych miesiącach tego roku największy wzrost widoczny był na Pomorzu, gdzie odnotowano największy przyrost średniej zaległości na osobę, a także liczby dłużników i w efekcie łącznej zaległości. Niezmiennie jednak w rankingu najbardziej zadłużonych województw prowadzi Mazowsze – stąd pochodzi najwięcej rekordzistów, co wpływa też na łączne zaległości tego województwa, które są najwyższe w Polsce.

– Zaległości Polaków po rozłożeniu na mapę pokazują pewną prawidłowość. Cała Polska Zachodnia to jest właśnie ta część, w której problemy finansowe mają największą skalę, podobnie jest też z Polską Północną. Poczynając od województwa zachodniopomorskiego, przez lubuskie, po dolnośląskie – tam już ponad jeden na dziesięciu dorosłych mieszkańców ma problemy finansowe, to jest całkiem wysoka statystyka. Co najmniej jedna osoba na dziesięć ma również problemy w województwach pomorskim, kujawsko-pomorskim i warmińsko-mazurskim. Te regiony, dodając jeszcze Śląsk, wyróżniają się negatywnie na tle kraju. Z naszych danych wynika też, że właśnie w województwie śląskim jest najwięcej dłużników, którzy nie radzą sobie z płatnościami, jest ich już ponad 390 tys. Dominuje też Mazowieckie, choć akurat tu upowszechnienie problemu niepłacenia na czas jest zdecydowanie niższe niż na Śląsku i w Polsce Zachodniej czy Północnej – mówi Halina Kochalska.

Jak informuje, średnia, przypadająca na osobę zaległość z tytułu nieopłaconych na czas kredytów i zobowiązań pozakredytowych wynosi już obecnie 27 158 zł (wzrost o 2 proc., czyli ponad 500 zł w ciągu trzech miesięcy). Znacznie więcej mają jednak do oddania osoby między 45 a 54 rokiem życia.

– Tutaj w grę wchodzą już kwoty znacznie powyżej 30 tys. zł. Wśród 10 rekordzistów niesolidnych dłużników dominują panowie. Jest jedna kobieta, która zajmuje 5. pozycję w tym niechlubnym zestawieniu i wyróżnia się też wiekiem, bo ma jedynie 36 lat i blisko 40 mln zł zaległości. To jednak i tak mało w porównaniu z rekordzistą, który wywodzi się z województwa lubelskiego, 62-latek ma do oddania ponad 70 mln zł. Zestawienie rekordzistów jest bardzo ambitne, bo osoba, która zamyka pierwszą dziesiątkę, ma do zwrotu ponad 20 mln zł zaległości – mówi Halina Kochalska.

W I kwartale br. średnie zadłużenie zwiększyło się we wszystkich grupach wiekowych, ale największe wzrosty utrzymują się wśród osób po 65 roku życia. W tej grupie wiekowej przeciętna zaległość wzrosła do kwoty 23 610 zł. Z kolei w grupie 18–24 latków wynosi ona już 6 965 zł.

– Tak jak przyrosła suma zaległości i liczba dłużników, tak wzrosło też przeciętne zadłużenie. Jest to m.in. zasługą znaczącego wzrostu średniej zaległości z tytułu kredytów mieszkaniowych. Obecnie to już prawie 180 tys., czyli o ponad 6 tys. więcej niż jeszcze 3 miesiące temu. To właśnie kredyty mieszkaniowe spowodują, że zaległości w poszczególnych grupach wiekowych w największym stopniu dotykają osoby aktywne zawodowo, w grupach od 35 do 64 lat – mówi Halina Kochalska, ekspert Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

S. Mull, były ambasador USA w Polsce: Sztuczna inteligencja będzie zmieniać gospodarki i stosunki międzynarodowe. Musimy zacząć znajdować ludziom inne zawody

S. Mull, były ambasador USA w Polsce: Sztuczna inteligencja będzie zmieniać gospodarki i stosunki międzynarodowe. Musimy zacząć znajdować ludziom inne zawody 2

Robotyzacja i sztuczna inteligencja wyprą z rynku pracy wiele istniejących obecnie zawodów. – To może powodować niestabilności społeczne, dlatego potrzebne są rozwiązania dla milionów pracowników, którzy zostaną bez zajęcia – uważa Stephen D. Mull, były ambasador USA w Polsce, który przyjechał do Warszawy na zaproszenie NASK. Jak podkreśla, AI ma potencjał, żeby zmienić także całe gospodarki i stosunki międzynarodowe, dzięki niej np. agencje wywiadowcze mogą przewidywać problemy, takie jak zamieszki czy epidemie, i reagować na nie z wyprzedzeniem. Z drugiej strony niesie ze sobą szereg zagrożeń, jeżeli dane będą trafiać do nieuprawnionych podmiotów.

– W sztucznej inteligencji drzemie ogromny potencjał określenia na nowo, co to znaczy być człowiekiem. Już teraz obserwujemy jej oddziaływanie na pracę wykonywaną przez ludzi. Postępująca automatyzacja gospodarek i coraz większe poleganie na sztucznej inteligencji zmniejsza rolę człowieka w gospodarce. Co to oznacza dla nas? Gdy nie masz pracy, do której codziennie chodzisz, jesteś nieszczęśliwy. To z kolei tworzy niestabilności społeczne. Dlatego ważne, żebyśmy w miarę rozwijania sztucznej inteligencji i automatyzowania gospodarki znajdowali ludziom inne zawody, dzięki którym zachowają poczucie sensu życia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stephen D. Mull, prorektor University of Virginia ds. stosunków międzynarodowych, były ambasador USA w Polsce.

Sztuczna inteligencja jest technologią, która ma ogromny potencjał dla rozwoju biznesu i całych gospodarek. Z wyliczeń Ministerstwa Cyfryzacji („Założenia do strategii AI w Polsce”) wynika, że szerokie wykorzystanie technologii związanych z uczeniem maszynowym, wykorzystaniem danych i sztucznej inteligencji pozwoliłoby osiągnąć poziom PKB zaplanowany na lata 2035–2036 już o pięć lat wcześniej. Opierając się na danych Gartnera, resort wskazuje też, że na każde sto miejsc pracy, które zostaną wyparte przez sztuczną inteligencję, pojawi się blisko 140 nowych. Do roku 2025 roku w Polsce będzie potrzebnych już około 200 tys. specjalistów aktywnie pracujących przy budowie i wdrożeniach sztucznej inteligencji, głównie architektów AI, specjalistów data mining/analityków danych i developerów software.

Z drugiej strony sztuczna inteligencja i robotyzacja wyprą z rynku pracy wiele istniejących w tej chwili zawodów. Szef Tesli i SpaceX Elon Musk już od kilku lat podkreśla, że w przyszłości koniecznością stanie się wprowadzenie przez rządy państw gwarantowanego, podstawowego dochodu. Zwłaszcza że – jak wynika z ubiegłorocznego badania SAS, Accenture Applied Intelligence, Intela i Forbes Insights – już w tej chwili 72 proc. organizacji na całym świecie prowadzi projekty z zakresu AI. 70 proc. z nich deklaruje organizowanie specjalnych szkoleń dla pracowników, których celem jest zapewnienie, że projekty AI są realizowane z zachowaniem zasad etyki.

– Ryzyko przekroczenia granic w kwestii sztucznej inteligencji polega na tym, że agencje, instytucje i grupy działające poza rządową kontrolą mogą manipulować danymi w celu wywierania wpływu na wydarzenia polityczne w poszczególnych krajach. Dlatego też współpraca na szczeblu rządowym jest bardzo ważna, a szczególnie współpraca między rządami demokratycznymi, bo te są przede wszystkim narażone na ataki z wykorzystaniem danych. Ważne więc, żebyśmy współpracowali ze sobą na rzecz skutecznej kontroli wykorzystania danych i sztucznej inteligencji – mówi Stephen D. Mull.

Były ambasador USA w Polsce i zasłużony amerykański dyplomata przyjechał w tym miesiącu do Warszawy na zaproszenie NASK. W ramach cyklu seminariów związanych z tematyką sztucznej inteligencji – które inaugurują działalność Centrum AIDA (Artificial Intelligence and Data Analysis) – udzielił wykładu pt. „New Frontiers in Artificial Intelligence and Data Science: Risks and Opportunities in International Relations”.

Jak ocenił, sztuczna inteligencja może mieć ogromny wpływ na stosunki międzynarodowe. Agencje wywiadowcze i rządowe na całym świecie mogą w tej chwili automatycznie obserwować zachodzące zjawiska i informować o nich decydentów.

– Na przykład monitorowanie mediów społecznościowych i zdjęć satelitarnych przy pomocy sztucznej inteligencji pozwala rządom uzyskać informacje o wybuchu epidemii, np. wirusa ebola bądź o powstaniu zamieszek lub przypadków niestabilności społecznej. Są to więc doskonałe narzędzia umożliwiające rządom szybsze reagowanie na problemy – wyjaśnia Stephen D. Mull.

Z drugiej strony, jak podkreśla dyrektor NASK Jacek Leśkow, wyzwaniem w kontekście sztucznej inteligencji i zarządzania danymi jest fakt, że olbrzymi ich potencjał znajduje się w rękach organizacji, które niekoniecznie mają społeczny mandat do dysponowania nimi.

– Nie ma nic złego w tym, że prywatne korporacje zbierają dane, to jest rzecz normalna. One mają swoje miejsce w porządku ekonomicznym, nie możemy zabraniać im działalności biznesowej w obszarze danych, ale ta działalność dotyka praw społecznych, bo dzisiaj posiadanie danych jest fundamentalnym prawem, podobnie jak 200 lat temu fundamentalne było prawo posiadania. Zarządzanie tymi prawami do danych powinno się odbywać poprzez organizacje, które mają do tego mandat społeczny, a w demokracji ten mandat dostaje się poprzez wybory – mówi Jacek Leśkow.

Szef NASK ocenia również, że zagrożenia – jeżeli chodzi o sztuczną inteligencję i big data w relacjach międzynarodowych – są stare i dobrze znane, tylko w nowej odsłonie i z użyciem nowych narzędzi.

– Na świecie istnieją duże imperia, które nie kierują się regułami demokratycznymi i chcą uzyskać przewagę polityczną bądź ekonomiczną z wykorzystaniem właśnie tej nowej infrastruktury. Musimy być tego świadomi. To nie znaczy, że koniecznie trzeba wprowadzić embargo handlowe na produkty z tych imperiów, ale po prostu musimy być świadomi, że takie podmioty są, starać się zrozumieć mechanizmy ich działania i bronić się przed negatywami – mówi Jacek Leśkow.

Ceny benzyny w wakacje mogą spaść w przypadku decyzji o zwiększeniu wydobycia. Możliwe są obniżki rzędu kilkunastu groszy na litrze

0

Ceny benzyny w wakacje mogą spaść w przypadku decyzji o zwiększeniu wydobycia. Możliwe są obniżki rzędu kilkunastu groszy na litrze 3

Od końca kwietnia ceny ropy naftowej spadają, a szczególnie mocną przecenę przyniosła druga połowa maja. W ciągu kilku tygodni czarne złoto potaniało o kilkanaście dolarów na baryłce i teraz teksańska ropa WTI wyceniana jest na niewiele ponad 50 dol. za tę jednostkę. Jednak to, czy ruch ten przełoży się na ceny paliw na stacjach, zależeć będzie od decyzji krajów OPEC i Rosji.

– W te wakacje jest szansa na większe obniżki na stacjach, ale jest jeden warunek: producenci ropy, którzy funkcjonują w ramach grupy OPEC+, musieliby podjąć decyzję o zwiększeniu wydobycia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw, e-petrol.pl. – To jest możliwe, bo są problemy wynikające z sytuacji w Wenezueli czy amerykańskich sankcji nałożonych na Iran, które powodują, że tej ropy na rynek i tak płynie mniej. Jeżeli OPEC i współpracująca z nim Rosja oraz mniejsi producenci zdecydują się na to, żeby jednak zwiększyć te limity wydobycia, to zobaczymy prawdopodobnie spadek cen ropy na światowych giełdach i w dalszej kolejności też cen paliw na stacjach.

Prezydent USA Donald Trump postanowił od 10 czerwca wprowadzić 5-proc. cła na towary z Meksyku i poinformował o tym w ostatnim tygodniu maja. Potem co miesiąc mają one wzrastać o kolejne 5 punktów procentowych aż do października, gdy osiągną poziom 25 proc. Amerykański przywódca, który od wielu miesięcy prowadzi wojnę handlową z Chinami, chce także obłożyć cłami towary z Indii. Zdaniem ekonomistów i analityków te posunięcia mogą doprowadzić do spowolnienia w światowej gospodarce, a nawet do recesji w samych Stanach Zjednoczonych. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) już obniżyła swoje szacunki globalnego wzrostu PKB w 2019 r. do 3,2 proc. z 3,3 proc. prognozowanych wcześniej.

– Mamy w tym momencie sporo zagrożeń, które powinny się przełożyć na spadek popytu na produkty naftowe. Zestawienie tych dwóch czynników będzie przekładać się na spadki – przewiduje Grzegorz Maziak. – Z drugiej strony w mniej optymistycznym scenariuszu musimy patrzeć na Bliski Wschód, gdzie cały czas jest napięta sytuacja, w ostatnich tygodniach dochodziło tam do aktów sabotażu, ataków na infrastrukturę naftową należącą m.in. do Arabii Saudyjskiej. Ten problem ciągle pozostaje nierozwiązany, podobnie jak napięte relacje pomiędzy Teheranem a Stanami Zjednoczonymi. Jeszcze kilka tygodni temu pojawiały się spekulacje, że być może Amerykanie nawet zaatakują Iran militarnie i w tym wypadku na pewno zobaczylibyśmy wzrost cen ropy naftowej. Dzisiaj wydaje się, że jednak ten scenariusz umiarkowanie optymistyczny z niewielkim spadkiem cen paliw na stacjach wydaje się być bardziej prawdopodobny.

Najbliższe spotkanie krajów OPEC i dwunastu państw producentów ropy spoza kartelu, w tym Rosji, jest zaplanowane na 25 i 26 czerwca w saudyjskiej Dżuddzie. W jego trakcie ma zapaść decyzja o przedłużeniu porozumienia naftowego lub jego porzuceniu. Minister energetyki Rosji zapowiedział, że na czerwcowym spotkaniu grupy OPEC+ zostanie przedstawiony szkic karty o współpracy w ramach porozumienia naftowego bez terminu ważności. Obecne porozumienie zakładające redukcję wydobycia o 1,2 mln baryłek dziennie wobec poziomu z października 2018 roku wygasa w czerwcu.

– Przy założeniu, że zrealizuje się optymistyczny scenariusz dla kierowców, w przypadku benzyny możemy się spodziewać spadku cen do poziomu 5,10 zł, 5,15 zł, w przypadku oleju napędowego w okolicy 5 zł za litr paliwa, autogaz również może tanieć, jeżeli zobaczymy presję na obniżkę cen benzyny, bo to paliwo zazwyczaj podąża w podobnym kierunku jak 95-oktanowa odmiana benzyny. I tutaj również kilka, kilkanaście groszy byłoby możliwe, ale musi pojawić się więcej ropy na światowych rynkach – zastrzega analityk e-petrol. – Zmiany mogłyby być spore, nawet kilkanaście groszy na litrze paliwa, być może w takim bardzo optymistycznym scenariuszu ceny znowu spadłyby poniżej 5 zł za litr paliwa.

Pod koniec maja średnia cena benzyny Pb95 w Polsce wynosiła 5,25 zł za litr i była wyższa niż tydzień wcześniej we wszystkich województwach, olej napędowy był o 6 groszy tańszy, benzyna Pb98 kosztowała 5,57 zł, zaś gaz LPG 2,24 zł. 5 czerwca (tydzień później) najdroższa benzyna staniała o 1 grosz, ale dziewięćdziesiątkapiątka o jeden grosz podrożała. Autogaz okazał się tańszy niż tydzień wcześniej o 2 grosze, a cena diesla się nie zmieniła.

– Przełom czerwca i lipca, kiedy zapadną decyzje OPEC odnośnie do limitów wydobycia, jest tym momentem, który powinien mieć kluczowy wpływ na całą drugą połowę roku. Jeżeli producenci w obliczu trudności w Wenezueli czy Iranie nie zdecydują się na zwiększenie produkcji, to presja na wysokie ceny będzie się utrzymywać – mówi Grzegorz Maziak. – I ten poziom 70–80 dol. za baryłkę, od którego chwilowo się oddalamy w ostatnich dniach, znowu zacznie być poziomem docelowym. Początek lipca na pewno da sporo odpowiedzi i pokaże, czy ta szansa na obniżki na stacjach jest realna.

Zbrojeniówka rozwija ultranowoczesne technologie na polu walki. Polska musi zmodernizować Siły Powietrzne, żeby nie zostać w tyle

Zbrojeniówka rozwija ultranowoczesne technologie na polu walki. Polska musi zmodernizować Siły Powietrzne, żeby nie zostać w tyle 4

Jeśli Polska chce utrzymać pozycję liczącego się członka NATO, będzie musiała zainwestować w modernizację Sił Powietrznych. Obecnie na ich wyposażeniu są służące od 30 lat, postsowieckie MiG-29 i Su-22 i tylko trzy eskadry nowoczesnych maszyn bojowych F-16, które zostały zakupione ponad 15 lat temu. Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało już przyspieszenie programu HARPIA, który zakłada pozyskanie dla Sił Powietrznych wielozadaniowych myśliwców piątej generacji. To konieczność, bo nowe maszyny muszą być dostosowane do współczesnych wymogów pola walki, na które wkraczają najnowocześniejsze technologie. 

– Praktycznie wszystkie siły powietrzne korzystają z samolotów starej generacji. Polska nadal ma na stanie MiG-i 22 i 29 oraz F-16, więc za 10–20 lat, tak jak wszystkie inne siły powietrzne, będzie musiała wymienić stare samoloty na nowe. Pod tym względem sytuacja w Polsce nie różni się od tej, którą obserwujemy na innych rynkach. Oczywiście siły powietrzne niektórych państw dysponują większym budżetem na zmiany i łatwiej im będzie zakupić większe czy nowsze samoloty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Didier Vernet z Airbus Defence & Space.

Jak podkreśla, polskie Siły Powietrzne należą do sojuszu w ramach członkostwa w Unii Europejskiej i NATO. Z tego wynikają pewne zobowiązania dotyczące m.in. inwestycji, międzynarodowej współpracy, zgodności i łączności statków powietrznych.

W tej chwili Polska ma na wyposażeniu służące od 30 lat postsowieckie MiG-29 i Su-22 (łącznie w służbie jest ich w tej chwili prawie 50) i tylko trzy eskadry nowoczesnych maszyn bojowych F-16, które zostały zakupione już ponad 15 lat temu, krótko po dołączeniu do NATO.

– W kwestii unowocześnienia floty Polska boryka się z tymi samymi problemami, co wszystkie inne państwa w Europie – mówi Didier Vernet. – Głównym czynnikiem jest tu właśnie budżet.

Jeśli Polska chce utrzymać pozycję liczącego się kraju NATO, będzie musiała zainwestować w modernizację sił powietrznych. Wykorzystywane obecnie MiG-i i Su-22 nie przystają do wymogów współczesnego pola walki, na które wkraczają nowoczesne technologie. Dla przykładu, największe mocarstwa pracują już nad stworzeniem konstrukcji samolotu bojowego szóstej generacji, Stany Zjednoczone przodują w pracach nad bronią elektromagnetyczną, a zaprezentowany w ubiegłym roku przez Chiny radar kwantowy pozwala obejść nawet najbardziej zaawansowane systemy maskowania samolotów i – jak twierdzą inżynierowie – wykryje nawet komara z odległości 2 km. Nowe maszyny muszą być dostosowane do współczesnych wymogów.

Ekspert Airbus Defence & Space zwraca też uwagę na znaczenie ścisłej współpracy rządów z przemysłem zbrojeniowym w modernizacji wojska i opracowywaniu nowych technologii.

– Siły zbrojne nie opracowują ani nie rozwijają nowych samolotów same. To jest rola przemysłu, dlatego każdy producent myśliwców w Europie czy Stanach Zjednoczonych zajmuje się w tej chwili opracowywaniem nowych technologii. Nie ma więc specjalnej potrzeby rozwijania zdolności technologicznych wewnątrz polskich sił powietrznych. Te muszą się jednak zaadaptować, przeszkolić ludzi w zakresie korzystania z nowych rozwiązań. Polska armia ma dobre zaplecze ku temu, aby szkolić nowe pokolenia w tym zakresie – mówi Didier Vernet.

Airbus – w ramach międzynarodowego konsorcjum, w skład którego wchodzą również firmy Dassault Aviation, Safran i MTU Aero Engines – pracuje nad stworzeniem nowego typu myśliwca, który będzie charakteryzować m.in. niska wykrywalność, możliwość korzystania z broni laserowej i pilotowania maszyny z pokładu bezzałogowych statków powietrznych. Koncern pracuje również nad projektem Future Combat Air System, dzięki któremu pilot myśliwca zyska dostęp do map satelitarnych w czasie rzeczywistym.

– Siły Powietrzne RP są nakierowane na rozwój i pozyskiwanie nowych samolotów, szczególnie myśliwców. Dzięki Eurofighterowi i systemowi Future Combat Air System Airbus może spełnić wszelkie przyszłe potrzeby polskich sił powietrznych. Na ten moment polskie lotnictwo korzysta z jednego ze statków powietrznych Airbusa, C-295, który jest samolotem transportowym – mówi Didier Vernet.

Zatwierdzony w końcówce ubiegłego roku Program Rozwoju Sił Zbrojnych do 2026 roku zakłada, że do tego czasu rząd przeznaczy rekordowe 185 mld zł na modernizację techniczną wojska. Jednym z ważniejszych programów jest HARPIA, który zakłada pozyskanie dla Sił Powietrznych wielozadaniowych myśliwców piątej generacji. Jak poinformował pod koniec lutego szef MON Mariusz Błaszczak resort chce pozyskać 32 takie maszyny.

WWF Polska: Za 20 lat w niektórych miejscach w Polsce może zabraknąć wody. Konieczna jest większa oszczędność energii, ciepła i zużycia wody

WWF Polska: Za 20 lat w niektórych miejscach w Polsce może zabraknąć wody. Konieczna jest większa oszczędność energii, ciepła i zużycia wody 5

Na jednego Polaka przypada średnio 1,6 tys. m3 wody w ciągu roku. Przeciętny Europejczyk ma do dyspozycji ponad 4,5 tys. m3. W Polsce zaopatrzenie opiera się przede wszystkim na wodach powierzchniowych, praktycznie nie wykorzystujemy potencjału wód podziemnych. W połączeniu z coraz większym zanieczyszczeniem wód powierzchniowych przez przemysł czy hodowle bydła oznacza to, że za 20 lat może nam zabraknąć wody. To, co może nas uratować, to oszczędzanie energii, ciepła i wody – wskazuje Mirosław Proppé, prezes Fundacji WWF Polska.

– W Polsce może zabraknąć wody w ciągu dwudziestu kilku lat, chociaż w niektórych miejscach już dzisiaj jest problem z dostępnością. W szczególności w małych miejscowościach położonych na terenach wiejskich, gdzie jest znacznie więcej toksyn wylewanych z masowej produkcji bydła czy trzody chlewnej. To tam koncentracja substancji szkodliwych jest tak duża, że trzeba mieć porządne urządzenia, które są w stanie oczyścić wodę. Największe problemy z wodą powoduje przemysł – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mirosław Proppé, prezes Fundacji WWF Polska.

ONZ określiła intensywną hodowlę zwierząt jako jeden z decydujących czynników powodujących obecnie najpoważniejsze problemy środowiskowe. Hodowla przemysłowa bazuje na zbożach i soi bogatych w białko. Ich uprawa pochłania znaczne ilości pestycydów i nawozów o dużej zawartości azotu i fosforu. Te trafiają do wód gruntowych, powodują nadmierny rozwój glonów, tym samym mniej jest tlenu i powstają tzw. martwe strefy. Poważnym zagrożeniem dla lokalnego środowiska i wód gruntowych są też odchody zwierząt pochodzących z hodowli. Mogą się znajdować w nich np. bakterie E. Coli, metale ciężkie i pestycydy. Ma to ogromne znaczenie zwłaszcza przy lokalizacji w pobliżu ujęć wody pitnej.

Szacuje się, że w Polsce nieco ponad 10 proc. wody zużywają gospodarstwa domowe, a przemysł – ponad 70 proc. Tu problemem jest także zjawisko marnotrawienia wody.

– Wciąż nie mówimy o efektywności wodnej procesów produkcyjnych. Woda do tej pory była bardzo tania i właściwie nikt nie zwracał na nią uwagi. Nowe przepisy, które weszły w życie ponad rok temu, dotyczące nowych pozwoleń wodno-prawnych, podnoszą te opłaty, ale to nadal nie jest dużo. Jeżeli popatrzymy na proces produkcyjny, to koszt wody jest bardzo niewielki, więc nie opłaca się inwestować w jej oszczędzanie. Ta woda wycieka w czasie procesu technologicznego, ale w ten sposób możemy doprowadzić do przedwczesnego wykorzystania naszych zasobów – ocenia Mirosław Proppé.

Statystyki wskazują, że elektrownia węglowa co trzy minuty zużywa tyle wody, ile mieści się w basenie olimpijskim. Do wyprodukowania jednej kartki papieru potrzebne jest 10 litrów wody, 500 gramów plastiku pochłania ok. 90 litrów wody, a dla wyprodukowania jednego samochodu osobowego trzeba zużyć ok. 3 000 litrów wody. Biorąc pod uwagę ograniczone zasoby wody na świecie, także w Polsce, może jej w niedalekiej przyszłości zabraknąć albo będzie tak droga, że stać będzie na nią tylko nielicznych.

– Z jednej strony przemysł będzie musiał inwestować bardzo dużo w nowe procesy technologiczne, więc będzie miał wysokie koszty, ale z drugiej strony, wszystkie przedsiębiorstwa, które pozyskują wodę, będą musiały albo głębiej kopać studnie, albo wydawać znacznie większe środki na urządzenia i stacje uzdatniające tę wodę. Koszt wody będzie po prostu znacznie wyższy – wskazuje prezes WWF Polska.

Zmiany klimatu powodują, że coraz częściej Polskę dotykają susze. Z danych PGW Wody Polskie wynika, że tylko w 2018 roku z uwagi na panującą suszę na jednego mieszkańca Polski przypadało czterokrotnie mniej wody niż na statystycznego Europejczyka. Susze oznaczają znacznie niższe zbiory, na czym cierpią rolnicy, którzy tylko dzięki systemom dopłat są w stanie poradzić sobie ze złą sytuacją. Zdaniem eksperta jest to jednak działanie doraźne, które tak naprawdę niewiele zmienia.

– Jeśli przypomnimy sobie wprowadzenie nowych taryf na wodę, bo to jest urealnienie tego kosztu wody, to rząd zaproponował zamrożenie cen wody dla mieszkańców. To nieuczciwe wobec obywateli, bo to jest odpychanie podwyżek na przyszłość. Lepiej zacząć je wprowadzać powoli, z jakimś mechanizmem społecznego wsparcia dla najbardziej potrzebujących, niż odsuwać wszystko w niewiadomą przyszłość, aż któregoś dnia będzie krach. To się wydarzyło w Grecji i nas też może spotkać – podkreśla Mirosław Proppé.

Jedynym rozwiązaniem – zdaniem eksperta – jest zmiana przyzwyczajeń i oszczędność. Nie tylko wody.

 Musimy oszczędzać energię, powinniśmy zacząć oszczędzać ciepło i wodę. To trzy podstawowe kierunki działania, które nas uratują. Nawet jeżeli przestawimy cały nasz system elektroenergetyczny na OZE, to i tak wodę będziemy pozyskiwać z ziemi i będzie tej wody tyle, ile będzie, a jeżeli będą susze, to będzie jej po prostu mniej albo będzie jeszcze głębiej. Oszczędzając i racjonalnie użytkując dzisiaj wodę, przedłużamy ten okres, kiedy mamy ją za względnie niższą cenę – przekonuje Mirosław Proppé.

W Polsce powstaje innowacyjny w skali świata system do zarządzania ruchem dronów. Pozwoli m.in. zaplanować i uzyskać zgodę na lot za pomocą aplikacji mobilnej

W Polsce powstaje innowacyjny w skali świata system do zarządzania ruchem dronów. Pozwoli m.in. zaplanować i uzyskać zgodę na lot za pomocą aplikacji mobilnej 6

Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego obecnie w polskiej przestrzeni powietrznej jest około 100 tys. dronów. Rosnąca popularność pojazdów tego typu wymusi na władzach wypracowanie nowych norm prawnych, które umożliwią im bezpieczne funkcjonowanie w przestrzeni powietrznej z załogowymi pojazdami latającymi. W Polsce powstaje innowacyjny w skali świata system do zarządzania ruchem bezzałogowych statków powietrznych, który pozwoli z wyprzedzeniem zaplanować lot i uzyskać zgodę poprzez aplikację mobilną. Uproszczenie procedur ma pozwolić na upowszechnienie się dronów na rynku komercyjnym.

– Pansa UTM to system do zarządzania ruchem bezzałogowych statków powietrznych, który ma umożliwić przeciętnemu użytkownikowi planowanie lotu i składanie zapotrzebowania na lot. System ma zapewnić pełne zobrazowanie zmieniającej się dynamicznie przestrzeni powietrznej i ułatwić do niej dostęp. Umożliwi zaplanowanie całego lotu i wykonanie go oraz rejestrację platformy bezzałogowej za pomocą aplikacji mobilnej. System przyczyni się do bezpiecznej integracji lotnictwa bezzałogowego z załogowym – mówi agencji Newseria Innowacje Maciej Włodarczyk, p.o. kierownika działu zarządzania operacjami bezzałogowych statków powietrznych Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej rozpoczęła już testy elektronicznych planów lotu dla bezzałogowych statków powietrznych w ramach systemu Pansa UTM. Wprowadzenie tej technologii na rynek może przyspieszyć udzielanie zgód na loty oraz skoordynuje loty pojazdów bezzałogowych, a co za tym idzie – zwiększy bezpieczeństwo uczestników ruchu lotniczego.

W projekcie wdrożenia systemu pomogą inżynierowie Hawk-E specjalizujący się w procesach badawczo-rozwojowych technologii dronowych oraz jej partner technologiczny DroneRadar, twórca aplikacji mobilnej umożliwiającej sprawdzanie warunków lotów w dowolnym miejscu na terenie Polski. Dzięki wdrożeniu systemu Pansa UTM możliwe stanie się elektroniczne zarządzanie oraz kontrola ruchu pojazdów bezzałogowych, w tym m.in. zdalne przyznawanie zgód na przeprowadzenie misji lotniczej w zgodzie z prawem.

– Wybiegamy bardzo mocno do przodu. Musimy pamiętać o tym, że konkurencja nie śpi, także musimy się bardzo spieszyć. Jesteśmy jednak bardzo mocno do przodu przed konkurencją. Rozwiązania są bardzo kompleksowe, nad resztą elementów trwają prace, nigdzie jeszcze na szeroką skalę na świecie taki system nie funkcjonuje – przekonuje Maciej Włodarczyk.

Na dynamiczny rozwój rynku dronów zwrócił uwagę także Polski Instytut Ekonomiczny, który wraz z Ministerstwem Infrastruktury wydał Białą Księgę Rynku Bezzałogowych Statków Powietrznych, w której przedstawiono wyzwania, przed jakimi stanie branża na przestrzeni kilku najbliższych lat. Wraz ze wzrostem zainteresowania bezzałogowymi pojazdami latającymi pojawi się konieczność stworzenia placów testowych, które pozwolą przebadać drony dopuszczane do polskiego ruchu lotniczego.

Za powstanie tzw. piaskownic regulacyjnych do testowania dronów odpowiada program Żwirko i Wigura opracowany przez Polski Fundusz Rozwoju. Powołano go w celu możliwie jak najszerszego otworzenia przestrzeni powietrznej dla pojazdów bezzałogowych, w tym m.in. dronów dostawczych oraz specjalistycznych systemów monitoringu zanieczyszczenia powietrza w mieście.

– Rolą takich przedsięwzięć, rolą programu „Żwirko i Wigura” jest również to, żeby pobudzić nasze społeczeństwo, naszych inżynierów, producentów dronów oraz włodarzy miast. Myślę, że tutaj też jest rola miast. To one muszą się zgłaszać jako chętne i gotowe, aby wesprzeć technologię dronową i wdrażać usługi możliwe do realizacji za pomocą dronów, tworząc ekosystem do rozwoju tej branży na swoim terenie – zaznacza ekspert.

Działania Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej względem rynku dronowego są odpowiedzią na europejską inicjatywę U-Space, czyli koncepcję stworzenia w miastach przestrzeni powietrznej zarezerwowanej dla bezzałogowych pojazdów latających, która nie kolidowałaby z przestrzenią lotnictwa załogowego. Realizacja założeń U-Space umożliwi rozwój firm oraz usług bazujących na transporcie dronowym.

Tymczasem na terenie Stanów Zjednoczonych prowadzone są testowe loty dronów pod nadzorem inżynierów NASA. Program pilotażowy realizowany przez Institute for Autonomous Systems oraz Lone Star UAS ma sprawdzić funkcjonowanie systemu UAS Traffic Management do zarządzania ruchem dronowym na terenach miejskich. Testy przygotowano z myślą o systemach komercyjnych, np. firmach kurierskich zainteresowanych dostarczaniem paczek przy wykorzystaniu dronów.

Na rynku nie brakuje firm, które oferują klientom usługi wykorzystujące drony. Firma Alphabet planuje uruchomić system dronów dostawczych na terenie australijskiego miasta Canberra, który poprzedzono kilkuletnim programem lotów pilotażowych. Za obsługę systemu odpowie spółka-córka WING, której urząd ds. Bezpieczeństwa Lotnictwa Cywilnego udzielił zgody na prowadzenie działalności handlowej z wykorzystaniem dronów dostawczych.

Z kolei firma Zipline wyspecjalizowała się w dronach medycznych, które dostarczają leki do trudno dostępnych miejsc w krajach rozwijających się. Firma działa już na terenie Rwandy, a wkrótce rozpocznie działanie na terenie Ghany. Przedstawiciele Zipline podpisali już porozumienie z tamtejszym rządem, które umożliwi wykonywanie około 600 lotów dziennie. Za obsługę 2 tys. ośrodków medycznych będą odpowiadać cztery centra logistyczne, każde wyposażone w 30 dronów autonomicznych.

Według MarketsandMarkets globalna wartość branży bezzałogowych pojazdów latających w 2017 roku przekroczyła 18 mld dol. Szacuje się, że do 2025 roku będzie się rozwijać w średniorocznym tempie na poziomie przeszło 14 proc.

Cyfrowe prawo jazdy może być dostępne już w I kwartale 2020 r. Dowód rejestracyjny i polisa OC już w aplikacji mobilnej

Cyfrowe prawo jazdy może być dostępne już w I kwartale 2020 r. Dowód rejestracyjny i polisa OC już w aplikacji mobilnej 7

Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło usługę mPojazd, pozwalającą na zapisanie w aplikacji mobilnej dowodu rejestracyjnego i potwierdzenia zawarcia polisy OC. Choć dokumentów tych nie trzeba już przy sobie wozić, to jednak w niektórych sytuacjach okazują się być pomocne. Najbardziej oczekiwaną zmianą jest wejście w życie tzw. pakietu deregulacyjnego, który umożliwi zapisanie w aplikacji mobilnej prawa jazdy, a także przypisanie numeru rejestracyjnego do kierowcy. Nowelizacja jest na etapie konsultacji, a usługa ma być dostępna na początku przyszłego roku.

– W niedługim czasie, kiedy będą odpowiednie zmiany prawne, będziemy mogli udostępnić cyfrowe prawo jazdy w aplikacji mPojazd. W tym momencie nie ma takiej możliwości, ale po uchwaleniu przepisów, które są w tym momencie na etapie konsultacji międzyresortowych, zakładamy, że też taka możliwość się pojawi. Wtedy faktycznie będzie można się wybrać w podróż autem wyłącznie z telefonem komórkowym. Biorąc pod uwagę cały proces legislacyjny, zakładamy, że to nie będzie jednak wcześniej niż w I kw. przyszłego roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Przewidujący wprowadzenie elektronicznego prawa jazdy projekt zmian w Prawie o ruchu drogowym, czyli tzw. pakiet deregulacyjny, zakłada zniesienie kar za jazdę bez dokumentu prawa jazdy. W ramach pakietu konsultowana jest też likwidacja karty pojazdu i nalepki z numerem rejestracyjnym na szybę, a także przypisanie tablicy rejestracyjnej do kierowcy, a nie pojazdu.

Tymczasem na początku maja 2019 r. Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło nową usługę mPojazd, która bazuje na rozwiązaniu mObywatel. Do aplikacji dołożono kolejny moduł, który zaczytuje do telefonu w bezpieczny sposób dane z dowodu rejestracyjnego, karty pojazdu i polisy ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej wszystkich pojazdów, których właściciel jest właścicielem lub współwłaścicielem.

– Od 1 października 2018 r. nie ma obowiązku wożenia ze sobą prawa jazdy, bo organy kontroli ruchu drogowego mogą sprawdzić te dane bezpośrednio w rejestrze. Niemniej są takie sytuacje, kiedy chcielibyśmy te dane o naszym pojeździe mieć i mPojazd tutaj wychodzi naprzeciwko temu – tłumaczy Karol Okoński.

Sytuacje, w których informacje zawarte w dokumentach mogą się przydać kierowcy, to np. kolizja drogowa, po której wypełnia się oświadczenie niezbędne do zgłoszenia szkody w towarzystwie ubezpieczeniowym.

– Dodatkową funkcjonalnością jest np. przypominanie o tym, że upływa termin badań technicznych bądź ubezpieczenia OC. Z racji tego, że to są czynności, które wykonujemy raz w roku, to siłą rzeczy, dopóki nie zapiszemy sobie tego sami w kalendarzu, to możemy o nich zapomnieć. Tym bardziej że nie zaglądamy tak zwyczajowo do dowodu, o ile nie musimy – mówi podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Tymczasem kara za jazdę bez ważnego badania technicznego to mandat w wysokości nawet do 500 zł, a także ryzyko niewypłacenia odszkodowania z tytułu AC i NNW. Jazda bez ważnej polisy ubezpieczeniowej może się zakończyć karą nawet do 4,5 tys. zł. Według danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, bez ważnej polisy OC jeździ około 100 tys. kierowców.

Aplikacja mPojazd jest jedną z usług wchodzących w skład usługi mObywatel, która pozwala zapisywać dokumenty w formie elektronicznej. Może to być dowód osobisty, legitymacja studencka czy legitymacja szkolna. Aplikację mObywatel pobrało już ponad 100 tys. klientów sklepu Google Play. Dostępna jest również dla użytkowników iOS w AppStore.

„Sell in May and go away!” niespodziewanie sprawdziło się w tym roku

  • Rynki oczekują obniżki stóp procentowych i rozluźnienia polityki monetarnej.
  • Przewidywalne spowolnienie gospodarcze i wojna handlowa skutecznie obniżają sentyment do inwestowania
Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI
Marek Straszak, zarządzający portfelami inwestycyjnymi Union Investment TFI

W tym roku sprawdziło się powiedzenie „Sell in May and go away. Tegoroczny maj okazał się bowiem najgorszym miesiącem od początku roku dla aktywów ryzykownych. Większość parkietów odnotowała straty, widać odpływ kapitałów z rynków rozwiniętych: Chiny spadek o 9 proc, USA  spadek o 6 proc., Japonia spadek o 7 proc. Widać już wyraźny odpływ kapitału z rynku, który teraz wybiera aktywa uważane za bezpieczne.

Mamy już prognozowane obniżenie stóp procentowych przez główne banki centralne FED i ECB. W lipcu lub we wrześniu spodziewane jest obniżenie stóp proc. przez FED. Przypuszczalnie zmiana wcześniejszych zapowiedzi podyktowana jest m.in. zaostrzeniem konfliktu na linii Waszyngton-Pekin, którego jeszcze kilka tygodni temu nikt się nie spodziewał i niższymi niż oczekiwano wynikami gospodarki amerykańskiej.

Przewidywalne spowolnienie gospodarcze i wojna handlowa – skutecznie obniża sentyment do inwestowania. Nałożyły się na to też publikacje słabszych odczytów wskaźników wyprzedzających zachowanie koniunktury gospodarczej.

Globalny zjazd rentowności obligacji nie ominął Polski

Rynki obligacji wyceniają, że FED obniży w tym roku stopy procentowe, co stanowi zmianę narracji względem zapowiadanych w zeszłym roku podwyżek stóp, i marcowej aktualizacji o utrzymaniu ich na obecnych poziomach, aż do ubiegłotygodniowego wystąpienia J. Powella, w którym zasygnalizował gotowość do cięć stóp procentowych, nawiązując m.in. do negocjacji handlowych pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a ich największymi partnerami handlowymi.

Adam Szymko, Zarządzający funduszami, Union Investment TFI S.A.
Adam Szymko, Zarządzający funduszami, Union Investment TFI S.A.

Dane z amerykańskiej gospodarki okazały się być istotnie poniżej oczekiwań. Opublikowane dane za maj o przyroście miejsc pracy w sektorze pozarolniczym (tzw. „payrolle”) rozczarowały odczytem na poziomie 75 tys., mocno poniżej konsensusu rynkowego na poziomie 190 tys. Mimo, że to rekordowy 104. dodatni  odczyt z rzędu, to rynki rozgrywają już późną fazę cyklu koniunkturalnego i antycypują obniżki stóp procentowych, których FED miałby dokonać, by pobudzić amerykańską gospodarkę.

Europejski Bank Centralny pozostawił bez zmian podstawowe stopy procentowe. Decyzją Rady Prezesów stopy procentowe pozostaną bez zmian do końca pierwszej połowy 2020 r., natomiast sama konferencja prezesa ECB, Mario Draghiego, miała gołębi wydźwięk, a rentowności 10-letnich obligacji niemieckich krótko po tym zanotowały historyczne minimum na poziomie -0,26%, choć wpływ konferencji miał ograniczony wpływ na rynek.

Nastawiam się na wzrost na rynkach wschodzących. Oczekiwane obniżki stóp procentowych przez FED istotnie dolewają paliwa dla rynków wschodzących, ponieważ inwestorzy szukają wyższych rentowności, a osłabiający się dolar jest pozytywnym zjawiskiem dla walut tych rynków.

Spread do bunda na długim końcu polskiej krzywej zbliżył się do poziomów sprzed ogłoszenia wprowadzania pakietu fiskalnego (tzw. Piątka PiS), co wydaje się wyczerpywać potencjał do dalszego zawężania się, ale nie jest aberracją w świetle dobrego wykonania budżetu polski (75 mln PLN deficytu po kwietniu 2019 r.) i faktu, że również 10-letnie obligacje krajów regionu dokonały podobnych ruchów (Rumunia, Węgry i Czechy, choć w przypadku tych ostatnich nie dostrzegam pola do dalszego spadku rentowności). Od końca kwietnia, w ciągu 9 tygodni 10-letnie obligacje skarbowe Polski zeszły w rentowności o 50 punktów bazowych, co jest dobrym momentem na realizację zysków i oczekiwanie na korektę części tego ruchu. Szczególną uwagę zwracam w stronę obligacji zmiennokuponowych (WZ-etek), których wycena fundamentalna w kategoriach premii a ryzyko pozwala dostrzec atrakcyjność obecnych ich cen.

Dobra wiadomość dla frankowiczów i młodych pracowników

Dzisiejszy dzień to dobre wiadomości dla dwóch grup: kredytobiorców frankowych oraz pracowników do 26 roku życia. Frank spadł poniżej 3,80 zł  i jest spora szansa, że bank centralny Szwajcarii pogłębi ten spadek. Natomiast polskie Ministerstwo Finansów potwierdza obniżki podatków dla osób do 26 roku życia.

Dobra wiadomość dla kredytobiorców frankowych

Na rynku panuje obecnie przekonanie, że Szwajcarski Narodowy Bank będzie zmuszony dać sygnał osłabiający franka. Powodem jest narracja prowadzona przez Europejski Bank Centralny. Nadmiar ryzyk w Europie spowodował, że kurs euro do franka w ostatnich tygodniach ponownie zanurkował. Na to nakładały się wypowiedzi EBC o gotowości do działań. W rezultacie bez reakcji Szwajcarów może dojść do dalszego umacniania się franka wobec euro. Zbyt silna waluta jest czynnikiem mocno ciążącym gospodarce Helwetów. W rezultacie najprawdopodobniej dadzą oni sygnał mający ją osłabić. Raczej nie będzie to obniżka stóp procentowych, ale słowna gotowość do działań. Dlaczego jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców? Jeżeli mamy obecnie passę umacniania się euro do złotego, to jeżeli frank osłabi się do euro, to tym bardziej do złotego. W rezultacie może oznaczać to spadek rat kredytów. Gdyby doszło do spadku stóp procentowych, na co na razie się nie zanosi, spadek kursu byłby zdecydowanie większy.

Obniżka PIT do 26 roku życia

Na stronach Ministerstwa Finansów został opublikowany projekt ustawy o obniżce podatków został opublikowany na stronach ministerstwa finansów. Zakłada on, że zarobki do kwoty 85,5 tysiąca złotych, czyli pierwszego progu podatkowego, nie będą opodatkowane podatkiem PIT. Oznacza to dwie rzeczy po pierwsze korzyść dla najmłodszych pracowników, a po drugie spadek dochodów dla budżetu państwa. Zakładając, co oczywiście nie jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, że środki te trafią na lokaty, a nie zostaną skonsumowane, jest to spadek dla sektora finansów publicznych na poziomie 2-2,5 mld złotych rocznie. Część tych środków najprawdopodobniej wróci w postaci podatków pośrednich np. VAT. Nie zmienia to faktu, że kwota 2,5 mld złotych to 0,25% całkowitego zadłużenia naszego kraju. Nie jest to zatem mała wartość. Wpływ tych zmian na rynki walutowe będzie odłożony w czasie, jeżeli budżet będzie miał problemy z dopinaniem się, a deficyt budżetowy będzie rósł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Po otwarciu rynku pracy w Niemczech, nie będzie masowego wyjazdu ukraińskich pracowników z Polski

Przyjęte w ubiegłym tygodniu przez niemiecki parlament regulacje prawne, które już w przyszłym roku ułatwią obywatelom spoza Unii Europejskiej podejmowanie pracy w Niemczech, nie spowodują masowego wyjazdu ukraińskich pracowników z Warszawy do Berlina, czego obawiają się polscy przedsiębiorcy. Potrzebne jest jednak uproszczenie procedur w ich zatrudnianiu, by polski rynek pracy był konkurencyjny wobec niemieckiego i zachęcał kolejnych migrantów z Ukrainy do podejmowania pracy w naszym kraju – oceniają eksperci Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Jak wyjaśnia mec. Katarzyna Ziółkowska, przegłosowane w piątek 7 czerwca przez Bundestag przepisy nie spowodują, jak wcześniej się spodziewano, szerokiego otwarcia niemieckiego rynku pracy na pracowników z Ukrainy i innych krajów spoza Unii Europejskiej. Podjąć pracę w Niemczech od 2020 r. będą bowiem mogli tylko pracownicy posiadający odpowiednie, uznane przez mający być powołany urząd, kwalifikacje zawodowe – lub w pewnych branżach, w szczególności IT, wykazane odpowiednio długie doświadczenie zawodowe. Zrezygnowano jednocześnie z tzw. testu rynku pracy oraz z wymogu znajomości języka niemieckiego – Cała ustawa jest skoncentrowana na tym, aby przyciągnąć do Niemiec wykwalifikowanych pracowników, a nie dla tzw. taniej siły roboczej. Niemiecki ustawodawca zabezpieczył się, by do ich kraju nie przyjeżdżali pracownicy, którzy od razu weszliby w niemiecki system ubezpieczeń społecznych – wyjaśnia Katarzyna Ziółkowska.

Zdaniem prezesa Foreign Personnel Service Pawła Kułagi nie powinniśmy zatem spodziewać się masowego wyjazdu Ukraińców z Polski.  Niemcy, owszem potrzebują, prawie 1,5 miliona pracowników, ale  przyjmą najwyżej 25 tysięcy bardzo dobrze wykwalifikowanych migrantów. Ułatwienia nie obejmą pracowników niewykwalifikowanych, którzy w większości obsługują w Polsce zakłady produkcyjne, uzupełniają braki w pracach sezonowych, czy usługach. Ci w większości pozostaną w Polsce – ocenia Paweł Kułaga.

Potrzebne ułatwienia w zatrudnianiu Ukraińców w Polsce

Niemniej, jak podkreśla wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej Andrzej Drozd, to dobry moment, aby przyśpieszyć w Polsce prace nad ułatwieniami administracyjnymi w zatrudnianiu Ukraińców. Zdaniem ekspertów Izby, konieczna jest konkurencja ze strony Polski poprzez organizację na szeroką skalę bezpłatnych kursów języka polskiego, aby związać cudzoziemców z rynkiem. – Potrzebujemy także reformy procedur legalizacji pracy i pobytu cudzoziemców w Polsce –  uważa Andrzej Drozd.

Wiceprezes zarządu Inicjatywy Mobilności Pracy dr Marek Benio ocenia, że bez takiej reformy w Polsce nasz kraj szybko straci na atrakcyjności dla pracowników cudzoziemskich, np. z Ukrainy. – W konkurencji z niemieckim rynkiem pracy, ci Ukraińcy, którzy już się u nas osiedlili nie będą masowo wyjeżdżać za chlebem do Niemiec, ale nowi migranci będą mieli do wyboru: łatwa droga administracyjna legalizująca pracę w Niemczech i trudny dla nich język niemiecki albo trudna droga administracyjna w Polsce i łatwiejszy język polski. Bez reformy procedur administracyjnych napływ nowych pracowników z Ukrainy może się zmniejszyć  – podkreśla dr Marek Benio.

Ponadto, jak zwraca uwagę dyrektor krajowego biura Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji Anna Rostocka, nie powinniśmy zapominać o integracji migrantów, niezbędnym elementem której jest budowanie społeczeństwa otwartego, tolerancyjnego, opartego na dialogu społecznym i poszanowaniu wielokulturowości.

W Niemczech rozrośnie się szara strefa

Niemiecki rząd podjął decyzję o obniżeniu barier dla wykwalifikowanych pracowników spoza Unii Europejskiej. Zmiany dotyczące imigrantów znających język niemiecki mają wejść w życie od 2020 r. W efekcie z Polski może odpłynąć 200-250 tys. Ukraińców, nie tylko specjalistów, ale także słabiej wykwalifikowanych pracowników. Od pewnego czasu obserwujemy w Niemczech powiększanie się szarej strefy, szczególnie w rolnictwie i budownictwie, które na razie spotyka się z pobłażliwością władz, ze względu na ogromne niedobory rąk do pracy. Niemcy są na drugim miejscu w UE pod względem poziomu bezrobocia, niższe jest jedynie w Czechach.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

Nowe przepisy zniosą wiele barier dla imigrantów zarobkowych z krajów spoza UE, w tym Ukraińców. Pracę w Niemczech łatwiej znajdą osoby, które mają kwalifikacje w zawodach nieakademickich lub dyplom uczelni wyższej oraz znają język niemiecki. Trochę inaczej mają być traktowani specjaliści IT, których gospodarka niemiecka szczególnie potrzebuje – im wystarczy kilka lat praktycznego doświadczenia w branży. Imigranci spoza UE wciąż będą podlegać wielu obostrzeniom. Największym z nich pozostanie język niemiecki, który osoby ubiegające się o pracę specjalistyczną muszą znać w stopniu wyższym niż komunikatywny.

Mimo to, po wejściu niemieckich przepisów w życie, z Polski może odpłynąć nawet jedna czwarta Ukraińców, wśród których większość stanowić będą pracownicy niewykwalifikowani. Od pewnego czasu w Niemczech rozrasta się szara strefa, szczególnie w budownictwie i rolnictwie. Luka na rynku pracy jest tak duża, że władze traktują proceder zatrudniania na czarno z pobłażliwością. Stworzenie bardziej przyjaznego środowiska dla imigrantów, które nastąpi w 2020 r. sprawi, że Ukraińcy pracujący w Polsce chętniej zdecydują się na wyjazd na Zachód. W efekcie z ok. 1 mln pracowników zza wschodniej granicy w naszym kraju odpłynąć do Niemiec może nawet 250 tys.

W Polsce zmiany te mogą odczuć zwłaszcza pracodawcy zatrudniający w usługach. To obszar, w którym z roku na rok potrzeba coraz więcej pracowników. Jak wskazują dane GUS, w 2018 r. zatrudnienie w zakwaterowaniu i gastronomii wzrosło o ponad 4% r/r, a w handlu o ok. 3% r/r. Biorąc pod uwagę nadchodzący niż demograficzny na rynku pracy i poprawę warunków zatrudniania u naszych sąsiadów, nie tylko Niemiec, liczba osób do pracy w usługach może zmniejszyć się nawet o jedną piątą w ciągu najbliższych 10 lat. Pamiętajmy, że o Ukraińców cały czas zabiegają również Czesi i Słowacy.

Dlatego powinniśmy jak najszybciej podjąć kolejne działania, które zachęcą Ukraińców do przyjazdu i pozostania w Polsce na dłużej. Z danych Personnel Service wynika, że dwie trzecie polskich pracodawców chciałoby, żeby Ukraińcy mogli zostawać w Polsce legalnie dłużej niż 6 miesięcy – nawet do 18 miesięcy. Chce tego też 3 na 4 Ukraińców.

Koniec z podatkiem od pieniędzy, których przedsiębiorca nie otrzymał

  • 14 maja Rada Ministrów przyjęła projekt tzw. ustawy antyzatorowej, która w czerwcu ma trafić do Sejmu, a w życie wejdzie od nowego roku.
  • To szereg poprawek mających udrożnić ściągalność należności od przedsiębiorców i ułatwiających rozliczenia biznesowe.
  • Jedną ze zmian jest możliwość pomniejszenia podstawy opodatkowania o kwotę zaległych wierzytelności.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii walczy z zatorami ustawą, która może poprawić sytuację w długiej perspektywie. Najistotniejsze dla przedsiębiorców rozwiązania nowych przepisów to skrócenie terminów zapłaty do 30 dni dla podmiotów publicznych i 60 dni dla firm; upoważnienie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów do ścigania dużych przedsiębiorstw powodujących znaczne zatory; obowiązek raportowania do ministerstwa w jakich terminach regulują przelewy (dla największych firm); a także ulga na złe długi w PIT i CIT.

Ta ostatnia zmiana może być bardzo istotną dla prowadzących firmy. Będzie to polegało na tym, że wierzyciel, który nie otrzyma zapłaty w ciągu 90 dni od upływu terminu określonego w umowie lub na fakturze będzie mógł pomniejszyć podstawę opodatkowania o kwotę wierzytelności; jednocześnie dłużnik będzie miał obowiązek podniesienia podstawy opodatkowania o kwotę, której nie zapłacił.

– Przynajmniej 8 na 10 przedsiębiorców w Polsce doświadczyło opóźnień w otrzymywaniu należności za wykonaną usługę czy wyprodukowany towar. Bardzo często przedsiębiorcy, którzy przychodzą do nas po finansowanie konieczność poszukiwania zewnętrznego wsparcia motywują obciążeniami fiskalnymi od dochodów, która mają jedynie na papierze. Wiele umów z dużymi partnerami jest tak skonstruowana, że przelew ma nastąpić np. po 90 dniach, a często nawet ten termin bywa przedłużany o kolejny miesiąc czy dwa. Przedsiębiorca musiał jednak zapłacić podatek od wirtualnego dochodu. Od stycznia ustawa ma to zmienić, więc to duża ulga dla firm – Miłosz Wekka – Dyrektor Regionu Pomorskiego eFaktor S.A.

Czkając na sąd lub pieniądze na już

Zmiana ma wejść od stycznia, o ile zostanie przegłosowana w Sejmie. Eksperci oceniają ją zazwyczaj pozytywnie, choć obawy budzi forma weryfikacji sumienności terminowych przelewów ze strony firm, które do tej pory miały z tym kłopot. Do kontroli może kwalifikować się aż 60 tys. ociągających się płatników. Ustawa zakłada, że w wielu przypadkach przedsiębiorcy oczekujący na pieniądze i tak będą musieli pójść do sądu.

– Droga sądowa jest długotrwała, a jej wyniki niepewny. Dla wielu firm brak środków na koncie to sprawa życia i śmierci, a dokładnie przetrwania lub bankructwa. Oczekiwanie wielu miesięcy na wynik batalii sądowej to mało pocieszające rozwiązanie. Bardzo często pieniędzy potrzebują na już, tu i teraz, dlatego tak wielu przedsiębiorców coraz częściej korzysta z faktoringu, który z założenia pozwala firmie dysponować pieniędzmi z faktury od razu, do 24h po wystawieniu dokumentu. Faktoring powala im znacząco skrócić drogę do uzyskania ich własnych pieniędzy. Prawdziwa walka dla wielu firm toczy się przecież każdego dnia, a przed upadkiem ratuje nie ustawa, a faktoring, który pozwala utrzymać płynność finansową i przetrwać trudny okres – dodaje Miłosz Wekka z eFaktor.

III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum

III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum odbyły się w dniach 28 i 29 maja w Warszawskim hotelu The Westin. Dwa dni, siedem paneli dyskusyjnych, ponad 30 ekspertów z branży nieruchomości oraz finansowej i 14 wręczonych statuetek „Diamentów Inwestycji”, tak w skrócie wyglądała dwudniowa konferencja zorganizowana przez Executive Club.

III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum (2) III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum (3) III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum (4) III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum (5) III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum (6) III edycja Premium Real Estate Summit oraz jubileuszowa X edycja Investment & Finance Forum (1)Podczas Premium Real Estate Summit zaproszeni paneliści omówili m.in. rynek powierzchni magazynowych oraz biurowych w Polsce, zagadnienia związane ze zrównoważonym rozwojem Warszawy,  przepis na sukces w branży hotelarskiej oraz zmiany zachodzące w sektorze retail. Eksperci zgłębili również temat finansowania projektów hotelowych oraz rozwoju condo i aparthoteli, które mają coraz większe znaczenie w branży. Dyskutanci zwrócili uwagę na fakt, iż czynnikami, które decydują o atrakcyjności inwestycyjnej Polski, są: silna gospodarka, tania siła robocza i dobrze rozwinięta infrastruktura oraz normy prawne. Pod lupę wzięte zostało również  zagadnienie niedziel niehandlowych. Zdaniem panelistów duże centra handlowe wciąż przyciągają ludzi ofertą rozrywkową i to się nie zmieni. Problem mają natomiast mniejsze centra, które szczególnie odczuły spadek obrotów. W skrajnych przypadkach jest to spadek aż o 10%. W opozycji do galerii handlowych są parki handlowe, w których obroty są najniższe właśnie w niedziele a koszty z kolei najwyższe. Z drugiej strony rozwijającą się alternatywą wobec stacjonarnego handlu jest e-commerce, którego wartość jest szacowana na 40 mld PLN a ilość sklepów działająca na tym rynku szacowana na 30 000. Jednak wysokie koszty logistyki i zwrotów towarów każą przedsiębiorcom szukać nowych rozwiązań, którym jest np. omnichannel – połączenie tradycyjnego handlu z internetowym.

Drugi dzień konferencji, czyli X edycja Investment & Finance Forum była okazją do dyskusji na tematy takie jak: cyfrowa rewolucja w polskim sektorze finansowym, rola aniołów biznesu w rozwoju przedsiębiorstw, transakcje M&A oraz prognozy dotyczące inwestowania w przyszłości. Dyskusja rozpoczęła się od zwrócenia uwagi na fakt wchodzenia dużych firm technologicznych (GAFA) na rynek finansowy. Mają one ogromną wiedzę o swoich klientach oraz doświadczenie w zbieraniu danych, co może się okazać nieocenione na tym rynku. Wkrótce czeka nas również ekspansja wielu nowych technologii takich jak np. biometria głosowa, dzięki której prostym poleceniem można sprawdzić stan konta oraz historię transakcji. W rozwoju przedsiębiorstw ważne jest również tempo, aby nie wypaść z obiegu. Zdaniem Pana Rafała Beneckiego, Głównego Ekonomisty, ING Bank Śląski SA rozwój elektromobilności oraz ekonomia współdzielenia rozwijają się za wolno, mimo że razem mogą przynieść istotne plusy społeczne – popularyzacja carsharingu może przyspieszyć komercjalizację samochodów elektrycznych. Jeśli chodzi natomiast o prognozy inwestycyjne to najatrakcyjniejszym sektorem do inwestowania jest sektor usług, który rośnie bardzo szybko, są na nim ciekawe firmy i sprawni przedsiębiorcy oraz łatwo można go konsolidować. Wszystko to jednak jest niczym wobec najważniejszego czynnika z perspektywy przyszłego inwestora, czyli czynnika ludzkiego. Słaby zespół i przywódca to elementy nie do przeskoczenia, nawet jeśli ma się dobry produkt.

Zwieńczeniem konferencji była wieczorna gala rozdania statuetek „Diamenty Inwestycji”, które uhonorowały wybitne podmioty z obu branż w 14 kategoriach. Wszystkich laureatów, jak i obszerne relacje mogą Państwo znaleźć na stronie: executive-club.com.pl

Rynek pracy a równouprawnienie. Nowy raport o sytuacji kobiet w UE

Kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni i znacznie trudniej jest im wspiąć na wyższe szczeble kariery, choć nierzadko posiadają lepsze wykształcenie i kwalifikacje. Wyniki nowego raportu ALEO.com. komentują ekspertki od równouprawnienia w pracy oraz właścicielki firm.

W najnowszym raporcie ALEO.com „Rynek pracy z kobiecej perspektywy” autorzy wzięli pod lupę sytuację zawodową kobiet we wszystkich krajach członkowskich UE, analizując dane opublikowane m.in. przez Eurostat i OECD.

Kopia_aleo_kobiety_w_biznesie_edukacja_(3) aleo_kobiety_w_biznesie_zatrudnienie (1) aleo_kobiety_w_biznesie_zarobki (1) aleo_kobiety_w_biznesie_PieniądzeChociaż na całym terenie Unii to kobiety częściej zdobywają wyższe wykształcenie, ich zarobki znacznie różnią się od płac mężczyzn. Pod tym względem Polska plasuje się na 5. miejscu rankingu (luka rzędu 7%), zaś najgorzej pod względem nierówności jest w Estonii – tam za tę samą pracę kobiety otrzymują wypłatę mniejszą średnio aż o ¼ w stosunku do płacy mężczyzn.

“Wyższe wykształcenie nie gwarantuje równości szans na rynku pracy. Jest to związane m.in. ze stereotypowymi rolami społecznymi. Kobiety wciąż postrzegane są jako te odpowiedzialne za opiekę nad domem, dziećmi, członkami rodziny i osobami starszymi.” – wyjaśnia Anna Górska, wicedyrektor Research Centre for Women and Diversity in Organizations.

W parze ze słabszym wynagrodzeniem idzie również o wiele mniejszy stopień zatrudnienia kobiet. W całej Unii jedynie 63% pań jest obecnych na rynku pracy; dla porównania jedynie co czwarty mężczyzna pozostaje bez pracy.

“Wzrost poziomu wykształcenia kobiet sprzyja ich zatrudnieniu i zmniejszeniu luki płacowej, natomiast wciąż pozycja kobiet na rynku pracy pozostaje gorsza od sytuacji mężczyzn. Pomimo lepszego wykształcenia wskaźnik bezrobocia jest wyższy wśród kobiet bez względu na ich poziom edukacji, a różnica w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w Unii Europejskiej jest największa wśród pracowników z wykształceniem wyższym” – mówi Anna Górska.

Sprawę nierówności tłumaczy również Angelika Chimkowska, strateg biznesu oraz autorka książki „Psychologia zmiany w życiu i biznesie”. Według niej niższy odsetek zatrudnienia i słabsze zarobki kobiet wynikają przede wszystkim z zajmowania niższych stanowisk:

“Jeżeli statystycznie mężczyźni piastują wyższe stanowiska to oczywistym jest, że różnica w zarobkach będzie na ich korzyść.”

Chimkowska do powyższych argumentów dolicza także mniejszy wymiar czasu pracy, jaki częściej zdarza się właśnie u kobiet:

“Głównym powodem takiej decyzji jest większe zaangażowanie kobiet w obowiązki rodzinne. Tu niestety sprawdza się prawdziwość stwierdzenia, że dziecko nie przeszkadza w karierze pod warunkiem, że jesteś ojcem.“

Według ekspertki trzecim powodem nierówności płacowych jest brak wiary we własne możliwości:

“Myśląc o praktycznych rozwiązaniach, przede wszystkim zachęcałabym same kobiety do zdecydowanej walki o wyższe stanowiska i niezależność finansową. Niestety, często my kobiety same sobie robimy szkodę, zaniżając wartość swojej pracy.”

Powyższe zależności rosną w miarę pięcia się po szczeblach kariery. Im wyższa pozycja w firmie, tym szklany sufit wydaje się trudniejszy do przebicia: w Polsce wśród osób obejmujących stanowiska kierownicze kobiety stanowią zaledwie 17%. Czy jednak płeć ma tutaj aż tak duże znaczenie?

“– Bycie szefem to odpowiedzialne zadanie, bo ludzie na nas polegają – ale czy płeć ma na to wpływ? Myślę, że nie. Dla mnie ważniejsza jest umiejętność podejmowania trudnych decyzji, inteligencja emocjonalna, czy też komunikacja interpersonalna.” –  tłumaczy Natalia Świrska, zdobywczyni tytułu Businesswoman Roku.

Więcej informacji nt. sytuacji kobiet na unijnym rynku pracy można znaleźć w pełnym raporcie ALEO.com: https://aleo.com/pl/blog/kobiety-w-biznesie

W dobie digitalizacji potrzeba zaufania 3.0

70% liderów biznesu z 9 krajów wskazuje, że jest im trudno ocenić wiarygodność informacji zamieszczonych w sieci. 72% obawia się, że organizacje wykorzystują dane personalne bez zezwolenia, natomiast blisko 70% boi się możliwych wycieków informacji o klientach* – mówił Christian Leutner, Vice President, Head of EMEIA Product Sales w Fujitsu podczas Fujitsu World Tour 2019. Zdaniem Fujitsu, cyfrowe zaufanie można zagwarantować tylko dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu technologii.

Zawrotne tempo cyfryzacji wszystkich sfer życia sprawia, że zaistniała potrzeba redefinicji zaufania, które tradycyjnie opierało się na zaufaniu do rodziny czy przyjaciół, a w formie rozbudowanej – na przykład do polityków czy instytucji rządowych. Ponad 50% światowej populacji jest już online. Ludzie ci codziennie powierzają informacje na swój temat dziesiątkom instytucji, które muszą obdarzyć zaufaniem w zakresie bezpieczeństwa danych. Fujitsu wskazuje, że kluczowe dla uwiarygodnienia działania biznesu będzie umiejętne wykorzystanie technologii.

Pomiędzy wygodą i zaufaniem

Dariusz Kwieciński, prezes Fujitsu PolandGwałtownie wzrastająca ilość przetwarzanych informacji to jedno z najważniejszych wyzwań dla współczesnego biznesu. Firmy muszą przede wszystkim zapobiegać utracie danych, przy jednoczesnej presji ze strony klientów na dostarczanie produktów i usług szybciej, taniej i nieprzerwanie. Musimy być bardzo biegli w kontroli danych i wprowadzać szereg narzędzi, by je kompleksowo zabezpieczać – od rozwiązań sprzętowych po odpowiednie aplikacje i oprogramowanie, automatyzując równocześnie jak największą liczbę procesów i procedur. -komentuje Dariusz Kwieciński, prezes Fujitsu Poland

Aby zapewnić efektywność i rentowność biznesu, należy połączyć wysoki poziom bezpieczeństwa danych z łatwym i wygodnym do nich dostępem, co nierzadko bywa ze sobą sprzeczne. W związku z tym firmy często obawiają się migracji do chmury.

Salomonowym rozwiązaniem jest tu połączenie chmury z przechowywaniem krytycznych informacji na własnych serwerach lokalnych, czyli chmura hybrydowa. Ważne jest, żeby odpowiednio dobrać proporcje tradycyjnych i chmurowych rozwiązań – tak, by efekt był odpowiedzią na rzeczywiste problemy i potrzeby biznesowe. Kluczowe jest spojrzenie nie tylko przez pryzmat firmy, ale też stosunek lokalnego rynku do kwestii prywatności, na to, jak odnoszą się do niej nasi klienci. -komentuje Piotr Brychczyński, Business Development Manager w Fujitsu

Kontrolowane AI wspiera zaufanie

Jako technologię, która znacząco wpłynie na rozwój zaufania do przetwarzanych informacji, Fujitsu wskazuje sztuczną inteligencję. Firma zaznacza jednak, że warunkiem jest, by technologia ta pozostawała pod ludzką kontrolą. Żeby mogła odpowiednio działać, wyniki jej analiz muszą podlegać ostatecznej ocenie człowieka.

Jak wskazują eksperci firmy, techniczna dokładność AI jest niezwykła, ale brak jej ludzkiej inteligencji emocjonalnej. Bywało, że algorytmy sprzyjały dyskryminacji lub mylnie oceniały przestępcze skłonności ludzi. Jak twierdzi Fujitsu, rozwiązaniem jest poddanie kontroli decyzji podejmowanych przez AI. Firma rozwinęła więc tzw. Explainable AI, będące połączeniem dwóch unikatowych technologii – Knowledge Graph i Machine Learning, z funkcją wyjaśnienia powodu oceny.

Technologia ta została już zastosowana w Kyoto University w dziedzinie genomowej medycyny nowotworowej. Sztuczna inteligencja przeanalizowała 180 000 fragmentów danych dotyczących mutacji genowych, aby zidentyfikować tę, która spowodowała raka. Połączenie tej analizy z bazą wiedzy zbudowaną z 17 milionów dokumentów medycznych i ponad 10 miliardów innych informacji pozwala technologii znaleźć połączenie pomiędzy mutacją a rzeczywistą przyczyną medyczną.

Fujitsu podkreśla, że zaufanie i sukces biznesowy będą możliwe tylko wtedy, gdy znajdziemy sposób na budowanie przedsiębiorstw i społeczeństwa wokół ludzi (Human Centric Innovation) – inaczej technologie staną się bezużyteczne.

Mastercard: Biometria stanie się nowym standardem potwierdzania tożsamości w płatnościach

  • Już niemal połowa polskich e-konsumentów (47%) chciałaby biometrycznie uwierzytelniać płatności kartą
  • Odcisk palca już teraz jest uważany za bezpieczniejszą formę potwierdzania płatności niż kody jednorazowe
  • 76% respondentów uważa, że silne uwierzytelnienie płatności kartą online, które wejdzie w życie w połowie września br., jest potrzebne

Mastercard zaprezentował wyniki badania pt. „Bezpieczne e-zakupy”, które dotyczy m.in. postaw polskich konsumentów wobec zakupów online, także w kontekście nadchodzących zmian w płatnościach w e-commerce. Z badania wyłania się obraz polskiego konsumenta będącego entuzjastą internetowych zakupów, który jest otwarty na korzystanie z biometrycznych form autentykacji płatności i widzi potrzebę wprowadzenia tzw. silnego uwierzytelnienia, którego jednym z elementów jest biometria.

Infografika_Wyniki badaniaPolscy e-konsumenci lubią zakupy online przede wszystkim za wygodę (78%), szybkość (70%), dostępność o każdej porze (68%) i prostotę (62%). Rynek e-commerce dynamicznie się rozwija, a katalizatorami dalszego wzrostu tej formy zakupów mogłyby być według ankietowanych jeszcze niższe ceny za produkty w ofercie sklepów online (51%), ale także większe bezpieczeństwo i gwarancja ochrony danych – na ten czynnik wskazał ponad co piąty respondent (21%).

SCA odpowiedzią na potrzeby konsumentów

Wybierając formę płatności za e-zakupy, już ponad połowa ankietowanych w badaniu Mastercard (51%) wskazała na karty debetowe lub kredytowe. I choć ich popularność w Polsce szybko rośnie (dwucyfrowy wzrost pod względem liczby transakcji online 2017 vs. 2018 r.[1]), to ankietowani wskazali na czynniki, które skłoniłyby ich do płacenia kartą w sieci jeszcze częściej. Wśród najpopularniejszych odpowiedzi znalazły się: specjalne oferty lub zniżki (51%), a także jeszcze większe bezpieczeństwo na etapie płatności (46%). Ważne według polskich e-konsumentów są też: zaufanie do danego sklepu (28%) oraz prostszy proces płatności (27%).

Dla ankietowanych większe bezpieczeństwo przy zakupach online, w tym przy płatnościach, jest zatem istotną kwestią. W najbliższym czasie ich oczekiwania w tym zakresie zostaną spełnione, wraz z wprowadzeniem tzw. silnego uwierzytelnienia klienta (ang. strong customer authentication, SCA). Jest to jeden z elementów, które przewiduje PSD2 – dyrektywa UE o usługach płatniczych, wchodząca w życie 14 września br. Płacąc za zakupy online kartą, konsument (w zależności od tego, co zaproponuje bank-wydawca karty) będzie potwierdzał swoją tożsamość z wykorzystaniem 2 z 3 elementów: tego co zna (np. hasło), tego co posiada (np. telefon) lub tego czym jest (np. odcisk palca).

Zdecydowana większość polskich e-konsumentów (76%) jest przekonana, że silne uwierzytelnienie przy płatnościach kartą online jest potrzebne. Deklarują oni, że dodatkowy element potwierdzający tożsamość i zwiększający ich bezpieczeństwo nie zniechęci ich do płacenia w ten sposób. Wręcz przeciwnie – ponad co czwarty ankietowany (28%) sygnalizuje, że dzięki temu będzie płacił kartą w internecie jeszcze częściej, a ponad połowa (56%) – z taką samą częstotliwością, jak dotychczas. Zaledwie 6% respondentów deklaruje, że po wejściu w życie nowych przepisów będzie rzadziej płacić kartą online.

Świetlana przyszłość przed biometrią

Spośród oferowanych obecnie metod potwierdzania tożsamości, najwięcej zainteresowania budzi biometria. Może to wynikać z coraz większej dostępności urządzeń umożliwiających taką formę uwierzytelnienia, jak również z rozwoju technologii, już dziś oferującej szeroką gamę rozwiązań biometrycznych. Obecnie już co czwarty ankietowany w badaniu Mastercard (25%) korzysta z biometrii (nie tylko do autentykacji płatności), lecz gdyby mieli taką możliwość, korzystałby z niej już co drugi z nich (50%).

47% polskich e-konsumentów preferowałoby biometryczne uwierzytelnienie przy płatnościach kartą, zarówno online, jak i w sklepach fizycznych. Ci z nich, którzy wskazują tę metodę, najchętniej korzystaliby z technologii rozpoznawania odcisku palca, skanu tęczówki oka, rozpoznania głosowego lub analizy rysów twarzy. Obecnie swoją tożsamość podczas płatności kartą weryfikuje w sposób biometryczny 19% respondentów. Różnica między aktualnym wskaźnikiem korzystania z biometrii a tym preferowanym potwierdza niewątpliwy potencjał tej formy autentykacji.

Inaczej jest chociażby w przypadku kodów PIN, związanych z płatnościami kartą w sklepach fizycznych. Korzysta z nich 64% ankietowanych, przy czym metoda ta jest uznawana jako preferowana „zaledwie” przez 52%. Jeśli chodzi o kody SMS do potwierdzania transakcji, to obecnie korzysta z nich 46% ankietowanych, a jako metodę preferowaną wskazuje na nie 48%.

Mimo, że biometria jest stosunkowo nową metodą uwierzytelniania i są inne, do których konsumenci są o wiele bardziej przyzwyczajeni, już na tym wczesnym etapie widać duże zainteresowanie i gotowość do korzystania z tej formy potwierdzania tożsamości. Wiąże się to z zaletami biometrii, która jest nie tylko bezpieczniejsza niż hasła i kody jednorazowe, ale też wygodniejsza w użyciu.

„W ciągu najbliższych kilku lat biometria stanie się nowym standardem potwierdzania tożsamości, wypierając tym samym kody czy hasła. Tych zdarza się nam zapominać, co często skutkuje porzucaniem koszyka w czasie zakupów online. Biometria zapewnia jeszcze wyższy poziom bezpieczeństwa, dzięki czemu pomaga bankom i internetowym sprzedawcom spełnić wymagania nowych przepisów, związanych m.in. z silnym uwierzytelnieniem. Jednocześnie jest szybka i wygodna, a to dwie cechy, za które tak bardzo polubiliśmy zakupy w e-commerce” – mówi Aleksander Naganowski, dyrektor ds. rozwoju nowego biznesu w polskim oddziale Mastercard Europe.

Odcisk palca bezpieczniejszy niż hasło

Biometria, oprócz innowacyjności gwarantującej wygodę, spełnia też kluczowy warunek z perspektywy konsumentów, a mianowicie jest uważana za bezpieczną. Potwierdzanie transakcji odciskiem palca za takowe uznaje co czwarty ankietowany (75%) w badaniu Mastercard. Jest to wyższy wynik niż w przypadku kodów jednorazowych (66%). Więcej niż połowa ankietowanych uznała za bezpieczną technologię rozpoznawanie rysów twarzy (54%) lub inny rodzaj biometrii (53%).

Wskazując na kryteria istotne przy wyborze danej formy uwierzytelnienia płatności, konsumenci w pierwszej kolejności wybierali bezpieczeństwo środków na rachunku bankowym (45%), a dalej bezpieczeństwo danych osobowych (22%), prostotę (18%) i szybkość zrealizowania płatności (12%).

Mastercard wspiera banki w oferowaniu użytkownikom kart biometrii m.in. poprzez rozwiązanie Mastercard Identity Check, dostępne na 37 rynkach na całym świecie. Eliminuje ono konieczność zapamiętywania haseł, co znacznie przyspiesza proces płatności przy jednoczesnym zwiększeniu jego bezpieczeństwa. Posiadacz karty potwierdza swoją tożsamość za pomocą skanera linii papilarnych lub technologii rozpoznawania twarzy czy funkcji skanu tęczówki oka. Innym rozwiązaniem jest tzw. biometria behawioralna, oferowana w usłudze NuData. W tym przypadku nie są weryfikowane fizyczne cechy użytkownika, a jego zachowanie – sposób korzystania z klawiatury czy trzymania telefonu.

[1] Raport NBP o kartach płatniczych, IV kwartał 2018 r.

Porozumienie o współpracy pomiędzy ORLEN Projekt i Energa Invest

ORLEN Projekt podpisał list intencyjny o współpracy z Energa Invest. Te dwie spółki projektowe, funkcjonujące w strukturach największych w kraju Grup Kapitałowych zadeklarowały wzajemne  wykorzystanie potencjału obu firm.

W celu poprawy  jakości i efektywności realizowanych procesów biznesowych spółki zobowiązały się do poszukiwania wspólnych zleceń obejmujących obszary specjalizacji każdej z nich. Inicjatywa ta będzie służyła wymianie doświadczeń i swobodnemu przepływowi wiedzy.

Zainicjowana współpraca, oprócz wspólnej działalności biznesowej obejmie uczestnictwo w pracach badawczych i rozwojowych w celu maksymalnego wykorzystania posiadanych kompetencji. W ramach inicjatywy będziemy szukać synergii, które przyczynią się do rozwoju każdej ze spółek – podkreśla Marcin Kasza, Prezes Zarządu ORLEN Projekt.
 
Podpisany list intencyjny jest przykładem dobrej kooperacji spółek funkcjonujących w strukturach Grup Kapitałowych, w których dominującym akcjonariuszem jest Skarb Państwa, a ich działalność biznesowa realizowana jest w podobnych zakresach kompetencyjnych tj. realizacji zadań projektowych w szeroko rozumianym obszarze elektroenergetycznym – mówi Marek Konieczny, Prezes Zarządu Energa Invest.

Takie współdziałanie jest przykładem nowej jakości w realizacji zadań projektowych na rynku polskim. Dwa podmioty doskonale znające branżę, z potencjałem kadrowym i ugruntowaną pozycją na rynku, dają gwarancję i pewność usług na najwyższym poziomie.

ORLEN Projekt – spółka należąca do Grupy Kapitałowej ORLEN realizuje pełny zakres usług inżynierskich (Generalną Realizację Inwestycji), czyli wykonywanie dokumentacji projektowej na wszystkich etapach rozwoju procesu inwestycyjnego, zakupy dóbr inwestycyjnych oraz wybudowanie i uruchomienie inwestycji. Spółka wykonuje dokumentację projektową instalacji produkcyjnych lub ich fragmentów dla przemysłu petrochemicznego i chemicznego. Dokumentacja projektowa jest wykonywana we wszystkich branżach projektowych, występujących w przemyśle rafineryjnym i petrochemicznym.

Energa Invest jest należącą do Grupy Kapitałowej Energa spółką projektową, działającą w obszarze energetyki konwencjonalnej, wodnej, wiatrowej, fotowoltaicznej oraz źródeł kogeneracyjnych. Wiodący strumień realizacji zadań Energi Investu to m.in. obszary: projektowania linii napowietrznych i kablowych SN i WN, stacji elektroenergetycznych, budowli hydrotechnicznych, opracowania koncepcji technicznych, studiów wykonalności, programów funkcjonalnoużytkowych oraz projektowania źródeł.

Technologia dla człowieka, a nie człowiek dla technologii

Technologia przenika każdy aspekt naszego życia. Niektóre usługi w całości opierają się na zasobach cyfrowych. Człowiek musi nauczyć się współpracy z maszyną oraz adaptacji do ciągłych i wszechobecnych zmian. Efektywne i odpowiedzialne wykorzystanie technologii wymaga określonych kompetencji i predyspozycji u osób na stanowiskach decyzyjnych, ale również zmian w strukturze społeczeństwa. Analityka pozwala zapanować nad danymi, które stanowią najważniejszy surowiec cyfrowego świata i napędzają rozwój biznesu.

Postęp technologiczny jest niezwykle szybki, o czym świadczy fakt, że według przewidywań Cisco, do 2022 roku na świecie będzie 4,8 miliarda użytkowników Internetu oraz 28,5 miliarda stacjonarnych i mobilnych urządzeń osobistych i połączeń. Jak wprowadzić zmiany w biznesie i przetrwać w świecie, w którym coraz bardziej stajemy się zależni od pracy komputerów, rozwoju algorytmów sztucznej inteligencji czy możliwości pozyskiwania i przetwarzania lawiny informacji? Należy na nowo zwrócić uwagę na człowieka i przygotować społeczeństwo na zmianę. Wprowadzenie innowacji powinno być kojarzone z szansą, a nie ryzykiem.

Technologia rozwija się tak szybko, że z trudem za nią nadążamy. Od nas zależy czy będziemy zmierzali w kierunku rozwoju człowieka poprzez innowacje, odkrycia naukowe i dzieła stworzone przy wykorzystaniu technologii – mówi Anders Indset, filozof biznesu, który był gościem specjalnym SAS Executive Forum 2019. Zarówno stary model ekonomii oparty na eksploatacji zasobów naturalnych, jak i ten bazujący na usługach i produkcji z wykorzystaniem technologii, już się skończyły. Żyjemy w czasach ekonomii kwantowej (ang. Q Economy). Ten model zakłada, że należy poszukiwać pozamaterialnych kierunków rozwoju. Do tego celu niezbędna jest współpraca podmiotów tworzących cyfrowy ekosystem. Potrzebujemy innowatorów i wizjonerów zmian technologicznych w biznesie i administracji rządowej. Chcąc stawić czoła nadchodzącym wyzwaniom, powinniśmy na nowo zdefiniować współczesną ekonomię. 

Liderzy cyfrowych zmian

Niespójna strategia innowacji, braki w zakresie kompetencji i zasobów, skostniałe struktury organizacyjne i niedopasowanie procesów biznesowych do nowych realiów rynkowych, a także trudna w modernizacji infrastruktura IT to tylko kilka wyzwań, jakim muszą stawić czoła liderzy cyfrowych zmian. Rolę technologicznych prekursorów pełniły dotychczas firmy telekomunikacyjne, które najwcześniej przeszły proces cyfryzacji i jako jedne z pierwszych wdrażały zaawansowane technologie, w tym analitykę. Dzięki temu są dziś w stanie planować m.in. wprowadzenie usług dodanych (ang. value-added services), takich jak dostęp do serwisów streamingowych czy platform VOD (ang. video on demand), a w efekcie generować dodatkowy zysk. Pozwala to skutecznie zmierzyć się z problemem erozji marż i rosnącą konkurencją. W wystąpieniu otwierającym SAS Executive Forum 2019 o mechanizmach i czynnikach napędzających zmiany w branży telco mówił Sebastian Grabowski, Dyrektor IoT i Zawansowanych Technologii w Orange Polska.

Sektor finansowy od lat wykorzystuje analitykę w bardzo szerokim zakresie, między innymi do zarządzania relacjami z klientem, walki z nadużyciami, zarządzania ryzykiem. Zaawansowane technologicznie banki są dziś dobrze przygotowane na rewolucję w sektorze usług finansowych związaną z takimi inicjatywami, jak na przykład open banking. Również branża retail coraz szerzej otwiera się na zaawansowane rozwiązania analityczne, wykorzystujące detaliczne dane o transakcjach sprzedażowych, podróży klienta przez kanały dystrybucji oraz faktach z całego łańcucha dostaw. Algorytmy prognozowania statystycznego, optymalizacji matematycznej czy modele oparte o uczenie maszynowe pozwalają na znalezienie rozwiązań o większej efektywności w porównaniu do tradycyjnych metod. Kilkuprocentowa poprawa kluczowych wskaźników efektywności jest wystarczająco silnym bodźcem, aby rozważyć ich wykorzystanie już teraz.

Szczególne znaczenie dla każdego z nas ma transformacja cyfrowa sektora publicznego. Powszechna dostępność i szybka adopcja nowych, cyfrowych usług powoduje identyczne oczekiwania obywateli wobec administracji państwowej. Z drugiej strony możliwość implementacji sztucznej inteligencji i automatyzacji podejmowania decyzji to droga do efektywnego i sprawnego państwa. Połączenie tych celów z umiejętnością wykorzystania doświadczeń innych branż stanowi o sukcesie w cyfryzacji sektora usług publicznych. Związane z tym wyzwania istotnie przekraczają to, z czym mierzą się przedstawiciele biznesu – sektor publiczny to regulacje, przepisy, transparencja i odpowiedzialność wobec obywateli. Kluczem jest zagwarantowanie im korzyści, czego przykładem w Polsce są między innymi działania Ministerstwa Finansów.

O tym, co znaczy być liderem cyfrowych zmian dyskutowali, podczas SAS Executive Forum 2019, przedstawiciele managementu wiodących polskich firm i instytucji: Grzegorz Bartler, Business Intelligence Department Director, Polkomtel; Dyrektor Generalny ds. Techniki, Członek Zarządu, Netia; Piotr Kiszkiel, IT Director, Rossmann; Przemysław Koch, Pełnomocnik do Spraw Informatyzacji, Ministerstwo Finansów i Piotr Krawczyk, Dyrektor Pionu Rozwoju i Utrzymania Aplikacji, PKO Bank Polski. Panel dyskusyjny prowadził Krzysztof Frydrychowicz, Managing Director w CIONET.

Rozwiązania SAS stanowią motor napędowy cyfrowej transformacji. Digitalizacja procesów biznesowych spowodowała, że sukces bezpośrednio kojarzy się z umiejętnością reakcji na zmieniające się warunki, a także podejmowaniem właściwych decyzji w czasie rzeczywistym, dopasowanych do strategii organizacji i potrzeb klientów. Kiedy obserwujemy, jak interdyscyplinarne staje się wykorzystanie zbudowanych przez nas systemów, to naturalnym kolejnym krokiem jest umożliwienie wykorzystania ich przez przedstawicieli wszystkich branż i administracji publicznej – mówi Anna Muszyńska, Country Lider SAS Polska.

Etyka, edukacja, ewolucja

Efektywne i odpowiedzialne wykorzystanie technologii wymaga określonych kompetencji decydentów, ale również zmian w strukturze całego społeczeństwa.

Etyka – zarówno liderzy zmian, jak i całe społeczeństwa muszą kierować się we wdrażaniu technologii etyką. Należy mieć na względzie przede wszystkim rozwój społeczeństwa i pamiętać o kluczowej roli człowieka, któremu technologia ma służyć, pomagać w wykonywaniu codziennych zadań, a nie doprowadzać do marginalizacji jego roli. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez SAS, 70% firm wdrażających projekty z zakresu sztucznej inteligencji potwierdza, że organizuje szkolenia dla pracowników, których celem jest pokazanie, że projekty AI są realizowane z zachowaniem zasad etyki.

Edukacja – ewolucja człowieka jest powolna, a postęp technologiczny niezwykle dynamiczny. Eksperci SAS podkreślają, że obecny rozwój technologiczny wymaga długofalowego budowania kompetencji cyfrowych oraz szeroko zakrojonej edukacji, która pomoże zniwelować obawy i zrozumieć korzyści płynące z wykorzystania takich technologii, jak sztuczna inteligencja. O tym, jak ważne jest właściwe nastawienie, świadczy fakt, że ponad 57% respondentów badania przeprowadzonego przez Forbes Insights pod patronatem firm SAS, Accenture i Intel wyraża zaniepokojenie związane z wpływem AI na ich pracę czy relacje w zespole.

Ewolucja – należy odrzucić dogmaty, nie bać się zadawania pytań i poddawania w wątpliwość kierunków zmian. Taka postawa doprowadziła do postępu technologicznego i stanowiła bodziec do wdrażania innowacji, które pozwoliły organizacjom wyróżnić się w realiach niezwykle konkurencyjnej, cyfrowej ekonomii. Z drugiej strony twórcy rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję zwracają uwagę na fakt, że wymagają one nadzoru specjalistów, którzy wezmą odpowiedzialność za ich działanie. Analityka umożliwia zrozumienie, w jaki sposób maszyna doszła do określonych wniosków, utrzymanie należytego poziomu kontroli nad technologią i określenie dalszych kierunków jej rozwoju.

SAS Executive Forum odbyło się 11 czerwca 2019 roku w Ufficio Primo w Warszawie. Partnerami wydarzenia były firmy: Amazon Web Services, Billennium, Intel oraz VMware. Wśród partnerów merytorycznych znaleźli się: CIONET, PIIT oraz Digital Excellence.

Blisko dziewięciu na dziesięciu Polaków uważa się za dobrych ojców

Statystyczny polski mężczyzna tatą zostaje po 30. Ponad 80 proc. ojców chciałoby spędzać więcej czasu z dziećmi i bardziej angażować się w ich wychowanie, a jedna trzecia po założeniu rodziny ogranicza życie zawodowe – wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Powrót taty. Polskie ojcostwo: pełen etat czy praca dorywcza?”. Współczesny ojciec uczestniczy i chce być obecny we wszystkich obszarach życia swoich dzieci. Szczególnie jest to widoczne w zakresie edukacji finansowej. Ponad 60 proc. Polaków deklaruje oszczędzanie z myślą o własnej przyszłości, a połowa gromadzi pieniądze na „lepsze jutro” dzieci.

Od lat obserwujemy, jak bardzo zmieniają się polskie rodziny. Poprzednie edycje naszych raportów były poświęcone różnym aspektom ich funkcjonowania. Tym razem postanowiliśmy przyjrzeć się ojcom, jak sobie radzą w roli rodzica, co jest dla nich największym wyzwaniem i jak dbają o przyszłość dzieci – mówi Diana Rychter, Menedżer ds. Badań i Analiz Rynkowych Nationale-Nederlanden. – Nasze badanie pokazało, że obraz ojca, który znamy z przeszłości, czyli mało zaangażowanego lub wręcz nieobecnego w życiu dzieci, odchodzi do lamusa. Partnerki współczesnych mężczyzn stawiają im wysoko poprzeczkę, a oni starają się ich nie zawieść – dodaje.

Ojciec na pełen etat

Czas spędzany z rodzicami jest niezwykle cenny, szczególnie w kontekście rozwoju dziecka. Jak pokazuje raport Nationale-Nederlanden blisko dwie trzecie ankietowanych ojców uważa, że poświęca swoim dzieciom średnio od 3 do 8 godzin dziennie. Jest to dość śmiała deklaracja, biorąc pod uwagę, że doba ma tylko 24 godziny, a większość ojców ma własną karierę zawodową. Co ciekawe – ponad 80 proc. panów chciałoby poświęcać swoim dzieciom jeszcze więcej czasu. I choć kobiety nieco krytyczniej oceniają ich zaangażowanie w opiekę nad potomstwem, to w ostatecznym rozrachunku zdecydowanie częściej widzą w swoich partnerach bardzo dobrych ojców. Nie oznacza to jednak, że mężczyźni uważają się za złych rodziców. Wręcz przeciwnie – na pytanie “czy jesteś dobrym ojcem?” blisko trzy czwarte badanych odpowiada “raczej tak”.

Wspieranie dzieci największym wyzwaniem

Nie ulega wątpliwości, że ojcostwo to jedno z większych wyzwań dla wielu mężczyzn. Jak się okazuje, prawie jedna trzecia ankietowanych jest zdania, że najtrudniejsze w byciu tatą jest umiejętność wspierania dziecka na każdym etapie jego rozwoju oraz bycie dla niego autorytetem. Z kolei dla 27 proc. ojców trudnością jest bycie partnerem dziecka. – Raport pokazuje, że zmiana sposobu funkcjonowania mężczyzn w rodzinach widoczna jest także we wskazywanych trudnościach bycia ojcem. Do tej pory na jego barkach spoczywała przede wszystkim odpowiedzialność za byt materialny rodziny. Dziś od mężczyzn oczekuje się, że będą obecni również w sferze emocjonalnej, zarówno partnerek, jak i dzieci  dr Aleksandra Piotrowska, doktor psychologii z Uniwersytetu Warszawskiego.

Równy podział obowiązków domowych?

Prawie 30 proc. ojców twierdzi, że po narodzinach dziecka mniej czasu poświęca karierze. Ponadto, zdecydowanie częściej niż matki deklarują dzielenie się po równo obowiązkami domowymi. Potwierdza to blisko połowa mężczyzn i tylko 29 proc. kobiet. Mniej, bo 39 proc. ankietowanych przyznaje, że obowiązki domowe w większej części spoczywają na partnerce. Zaledwie 7 proc. kobiet dostrzega, że druga strona przejęła w tym zakresie większą odpowiedzialność.

Co ciekawe – narodziny dziecka skłaniają ojców nie tylko do ograniczenia pracy, ale i wydatków na siebie. Ponad 70 proc. respondentów potwierdza, że wraz z przyjściem na świat potomstwa wydaje mniej na własne przyjemności. Największą gotowość do finansowania potrzeb dzieci przejawiają ojcowie w wieku 30-39 lat. Jedynie co dziesiąty rodzic nie wiąże posiadania dziecka z ograniczeniem wydatków na siebie.

W wolnym czasie: aktywności i zabawa

Ojcostwo to nie tylko finansowanie potrzeb dzieci. Wielu panów uważa, że czynnie angażuje się w obowiązki opiekuńczo-wychowawcze. Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden, nie do końca jest to prawdą. Zdrowie i pielęgnacja to wciąż domena kobiet. Matki nie zauważają zbyt dużego wkładu mężczyzn w rutynowe badania i szczepienia dzieci, choć aż 62 proc. z nich zapewnia, że zajmuje się tym zawsze lub często. Tego samego zdania jest tylko 37 proc. respondentek.

Na tym jednak nie koniec. Ponad trzy czwarte ojców utrzymuje, że w ramach swoich obowiązków, promuje wśród dzieci aktywne spędzanie wolnego czasu. Kobiety zauważają, że niektóre deklaracje panów mijają się z prawdą. Największa różnica zdań w tym zakresie dotyczy robienia wspólnych zakupów, chodzenia z dzieckiem na spacery oraz zabaw.

Ojciec mentor i… kierowca

Według zapewnień respondentów, ojcowie dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa, ale też chcą, by wyciągały wnioski z własnych potknięć. 89 proc. mężczyzn uważa, że pozwala im na swobodne rozwijanie talentów. Jednocześnie blisko trzy czwarte ankietowanych przyznaje, że buduje zainteresowania dzieci z myślą o ich przyszłym zawodzie. Aż 82 proc. ojców deklaruje, że pozwala im uczyć się na własnych błędach.

Panowie także bardzo pozytywnie wypowiadają się na temat wypełniania obowiązków rodzicielskich związanych z edukacją. Aż 69 proc. przekonuje, że bierze aktywny udział w życiu szkolnym dzieci i ma kontakt z wychowawcą. Jednak w praktyce najczęściej ich rola sprowadza się do funkcji kierowcy. 83 proc. ojców przyznaje, że odwozi dzieci na zajęcia, a trzy czwarte odbiera je ze spotkań u koleżanek i kolegów.

Do ojca po kieszonkowe

Niemal trzy czwarte ojców rozmawia z dziećmi na tematy związane z finansami. Zachęcanie dzieci do oszczędzania i rozsądnego wydawania pieniędzy oraz angażowanie ich w kwestię domowych wydatków to zwyczajowo przyjęty sposób na edukację finansową. Aż 80 proc. ojców utrzymuje, że uczy swoje potomstwo rozsądnego wydawania pieniędzy. Pod tym względem kobiety są ostrożniejsze w ocenie – zdanie panów podziela 67 proc. matek.

Równie ważną formą realizowania przez rodziców edukacji finansowej jest zachęcanie najmłodszych do zarabiania własnych pieniędzy. Blisko trzy czwarte ankietowanych ojców deklaruje, że podsuwa swoim dzieciom takie rozwiązanie. – Panowie są też bardziej skłonni przyznać, że często rozmawiają z dziećmi na tematy związane z pieniędzmi i budżetem domowym –  podkreśla Diana Rychter z Nationale-Nederlanden.  –Trudno się dziwić – ponad 80 proc. ojców uważa za swój obowiązek finansowanie wyjazdów dziecka oraz dawanie mu kieszonkowego – dodaje.

Oszczędzanie z myślą o przyszłości dziecka

Ponad 60 proc. Polaków deklaruje oszczędzanie z myślą o własnej przyszłości, a połowa gromadzi pieniądze na „lepsze jutro” dzieci. Moment narodzin to czas, kiedy zaczynamy zastanawiać się nad zabezpieczeniem finansowym przyszłości najmłodszych członków rodziny. Na taką odpowiedź wskazała blisko jedna czwarta ojców i matek. Okazuje się, że to nie dobra materialne, lecz solidne wykształcenie jest tym, co powinien zapewnić ojciec dziecku, chcąc ułatwić mu start w dorosłe życie. Jedynie co dziesiąty respondent jest zdania, że bezpieczny start w przyszłość zagwarantuje najmłodszym edukacja finansowa.

Co piąty rodzic wykupuje indywidualne ubezpieczenie dla dziecka

Ojcowie chcą chronić swoje dzieci. Jednym ze sposobów na to jest wykupienie specjalnej polisy NNW. Już 80 proc. rodziców zapewnia, że zainwestowało w tę dodatkową formę zabezpieczenia – 58 proc. w ramach ubezpieczenia szkolnego, z kolei 22 proc. w ramach ubezpieczenia indywidualnego. Samych dorosłych, jak pokazują statystyki, zazwyczaj ubezpiecza pracodawca. – Nie ulega wątpliwości, że polisa na życie zapewnia ochronę polskim rodzinom. Ankietowani wśród zalet indywidualnego ubezpieczenia wymieniają: poczucie bezpieczeństwa, możliwość zabezpieczenia finansowego bliskich w przypadku śmierci oraz spokój o ich przyszłość – podsumowuje Diana Rychter, Menedżer ds. Badań i Analiz Rynkowych  Nationale-Nederlanden.

O badaniu:

Badanie „Powrót taty. Polskie ojcostwo: pełen etat czy praca dorywcza?” zrealizowane na zlecenie Nationale-Nederlanden przez GfK na przełomie kwietnia i maja 2019 roku. Badania miały charakter ilościowy, w ramach którego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CAWI, na reprezentatywnej grupie osób pomiędzy 20 a 65 rokiem życia.

Sklepy bezobsługowe i inteligentne technologie przechytrzą zakaz handlu w niedziele

Rozwiązania technologiczne z obszaru IoT będą stopniowo pojawiały się w środowisku zakupowym, podnosząc jakość obsługi klientów. I tak np. inteligentne półki będą informowały pracowników sklepów o braku towarów. Trzeba jednak podkreślić, że takie nowości będą wprowadzane u nas zdecydowanie wolniej niż na Zachodzie. Jedną z przyczyn są różnice w kosztach operacyjnych. Dla przykładu, wyposażenie placówki w maszynę cyklicznie składającą ubrania wynosi tam tyle samo, co zaledwie jedno miesięczne wynagrodzenie. W naszym kraju odpowiadałoby to aż kilku pensjom. Oczywiście niektóre sieci po cichu inwestują w innowacje, by za parę lat zostawić w tyle konkurencję. Tymczasem konsumenci już teraz zaczynają oswajać się z osobistymi asystentami, dostępnymi poprzez smartfony. Za kilkanaście lat tego typu systemy będą powszechnie używane do zamawiania zakupów, które następnie będą dowożone do domów autonomicznymi pojazdami. W takich realiach zakaz handlu w niedziele zupełnie starci na znaczeniu.

Droga do nowoczesności

Eksperci przewidują, że w ciągu najbliższych 10 latach polskie firmy handlowe będą inwestowały w narzędzia, które pomogą im zoptymalizować m.in. łańcuchy dostaw, magazynowanie produktów i komunikację z pracownikami. Rozwiązania technologiczne z obszaru IoT, tj. Internetu Rzeczy, stopniowo będą pojawiały się w środowisku zakupowym. Dla przykładu, inteligentne półki będą wyposażone w czujniki informujące sprzedawców o braku towarów. Konsumenci zyskają dzięki nim większą dostępność produktów. Unowocześnienia będą prowadziły do zwiększenia sprzedaży, podwyższenia jakości obsługi i podniesienia satysfakcji klientów.

– Obszar IoT obejmuje różnego typu czujniki drgań, które stale wysyłają aktualne dane na temat objętych analizą urządzeń. Biorąc pod uwagę to, że mocno tanieją, coraz częściej będą wdrażane m.in. do środowiska zakupowego. To oczywiście będzie wymagało od pracowników sklepów szybkiego opanowania obsługi nowoczesnych urządzeń. Pomocne będzie wprowadzenie jednego narzędzia do sterowania wszystkimi sprzętami. Może nim być choćby zwykły smartfon wyposażony w odpowiednią aplikację – wyjaśnia Krzysztof Nowicki, Chief Growth Officer z platformy TakeTask.

Nowoczesne technologie najwcześniej zostaną wykorzystane w tych punktach sprzedaży, w których obsługa konsumentów jest dość prosta i nie wymaga interakcji z klientami. Mogą to być m.in. stacje paliw. Konsumenci raczej nie oczekują tam specjalistycznych porad od sprzedawców. W takich miejscach pracownicy będą zastępowani robotami wykonującymi cykliczne czynności, polegające np. na układaniu towaru na półkach. Natomiast ludzie zaczną koncentrować się na ważniejszych obowiązkach, wymagających np. kreatywności czy elastyczności. Będą m.in. projektowali nowe ekspozycje.

– W naszym kraju ww. zmiany będą zachodziły powoli, głównie z uwagi na wysokie koszty. Na Zachodzie wdrożenie maszyny, która np. cyklicznie składa ubrania w sklepie, wynosi tyle samo, co miesięczne wynagrodzenie jednego pracownika. A u nas może to odpowiadać aż kilku pensjom. To mocno spowalnia wdrażanie inteligentnych maszyn w polskich punktach sprzedaży. Niemniej warto wiedzieć o tym, że stosowanie ich obniża stałe wydatki. Dla przykładu, lodówki, informujące m.in. o wysokości temperatury, pomagają zmniejszać straty żywności – komentuje Sebastian Starzyński, futurolog i prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Dodatkowo Krzysztof Nowicki zwraca uwagę na to, że polscy pracodawcy borykają się z problemem braku pracowników. Dlatego powstaje coraz więcej kas samoobsługowych czy ekranów do zamawiania jedzenia w fast foodach. Jednak trudność wdrażania rozwiązań AI, czyli opartych na sztucznej inteligencji, polega na tym, że te algorytmy potrzebują na bieżąco zdobywać nowe informacje, aby działać efektywnie. I tak np. w pełni automatyczny robot musi sam rozpoznawać produkty znajdujące się w magazynie i na bieżąco przestawiać je, gdy klienci odkładają towary na niewłaściwe półki. Biorąc pod uwagę to, że w sprzedaży ciągle pojawiają się nowe artykuły, maszyna musi na bieżąco uczyć się ich cech szczególnych.

– Już teraz testowane są rozwiązania polegające na tym, że po wyjściu pracowników ze sklepów roboty uzupełniają wszystkie towary na półkach. I rano wszystko jest poukładane. Ci gracze rynkowi, którzy najszybciej zaczną inwestować w tego rodzaju technologię, zdobędą przewagę konkurencyjną. Będą posiadali więcej danych historycznych do wykorzystania w uczeniu maszynowym niż inni. Co więcej, sposób optymalizowania procesów sprzedażowych jest bardzo trudny do skopiowania. Wymaga nie tylko nakładów finansowych, ale też czasu potrzebnego do zebrania danych i umiejętnego zastosowania ich. Dlatego korzyści wynikające z digitalizacji będą trwałe – zapewnia prezes Starzyński.

Z obserwacji ekspertów wynika, że polscy managerowie niechętnie podchodzą do innowacji. I nie trzeba się temu dziwić. Korzystanie z firm, które zajmują się analityką big data i tworzą różne modele uczenia maszynowego, jest bardzo kosztowne i czasochłonne. To samo dotyczy rozwijania własnej organizacji w tym kierunku. Jednak im wcześniej to się zacznie, tym szybciej algorytmy AI będą mogły zbierać odpowiednie informacje. Na tej podstawie będą się uczyć i optymalizować procesy sprzedażowe, aby przynosić sieci handlowej korzyści finansowe.

– Sztuczna inteligencja ma szansę zrewolucjonizować rodzimy handel detaliczny za ok. 10 lat. Zajdzie to dużo później niż np. w Europie Zachodniej czy w USA z kilku powodów, nie tylko finansowych. Należy zaznaczyć, że nasze kadry zarządzające mają mniejszą skłonność do ryzyka niż ich odpowiednicy np. w Niemczech czy w Wielkiej Brytanii. Oczywiście w naszym kraju nie brakuje ludzi z nowoczesnym podejściem do biznesu. Ale oni z reguły zakładają startupy i starają się o adaptację swoich pomysłów na międzynarodowym rynku. Natomiast lokalnie działające firmy, które inwestują w innowacje, z reguły robią to po cichu, aby w końcu pozostawić w tyle przestarzałą konkurencję – dodaje Sebastian Starzyński.

Nowa rzeczywistość

Tymczasem konsumenci już teraz dostrzegają zmiany i powoli zaczynają się do nich przyzwyczajać. W obszarze nowych technologii klienci zauważają inteligentnych asystentów, do których mają dostęp poprzez smartfony. Wśród tych systemów można wymieć np. Siri, Google Now czy Amazon Alexa. Powoli pojawiają się też aplikacje sieci handlowych, które analizują koszyki zakupowe. Gdy zostaną one sprzężone z inteligentnymi systemami dostaw, sklepy zaczną się wyludniać i staną się centrami dystrybucyjnymi, których jedynym celem będzie wysyłanie paczek.

– Początkowo będzie to dotyczyło zakupów spożywczych, utożsamianych przez niektórych ludzi z nudnym obowiązkiem. Już teraz część osób korzysta przecież z paczkomatów. A za ok. 10 lat będzie to dość częstym zjawiskiem. Kupowanie ubrań, uważane za przyjemność zwłaszcza przez kobiety, raczej wciąż będzie wykonywane osobiście lub kierowane do wyspecjalizowanych aplikacji, które będą uczyły się preferencji użytkowników – przewiduje Krzysztof Nowicki.

Sklepy już dzisiaj przekształcają się w showroomy, a dostawy produktów w 24 godziny przyspieszają proces przyzwyczajania klientów do zmian. Eksperci przewidują, że za 20 lat zakupy w tradycyjnym sklepie z możliwością dotknięcia asortymentu mogą stać się luksusem, dostępnym tylko dla najzamożniejszych Polaków. Dla nas to dość daleka wizja przyszłości, biorąc pod uwagę np. to, że w Polsce paczkomaty mocno odbiegają od rozwiązania popularnego w niektórych azjatyckich miastach, gdzie montuje się je już w większości budynków mieszkalnych.

– Interfejsy głosowe uproszczą wiele czynności związanych z zakupami spożywczymi. Konsument będzie mówił do swojego telefonu, aby Google zamówił dla niego składniki potrzebne do przygotowania spaghetti bolognese, według ulubionego przepisu, z dostawą, gdy będzie on w mieszkaniu. Dzięki temu klient nie będzie musiał sprawdzać listy produktów na blogu kulinarnym, a następnie – w sklepie online. Jego asystent uwzględni też np. cotygodniowy trening sportowy po pracy i przybliżoną godzinę powrotu do domu. Chcąc korzystać z tych wygód, człowiek będzie musiał tylko pogodzić się z potrzebą udostępnienia swoich danych obsługującej go firmie – twierdzi Krzysztof Nowicki.

Przeciętnemu konsumentowi trudno to wszystko sobie dziś wyobrazić. Jednak rzeczywistość zmieni się tak bardzo, że nawet zakaz handlu w niedziele przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie dla klientów. Regulacja dotyczy przecież tylko i wyłącznie ludzkiej pracy, a nie zakupów zamawianych do domów przez osobistych asystentów AI i dowożonych do domów autonomicznymi pojazdami. A tak właśnie ma być za kilkanaście lat. Tak naprawdę technologia pozwala na to już dziś. Jednak istnieją bariery natury prawnej. Wiele też zależy od tego, kiedy ludzie będą gotowi na całkowitą zmianę przyzwyczajeń zakupowych.

– Stały dostęp do produktów spożywczych w domu będzie podobny do posiadania ciepłej wody w kranie. Najpierw jednak trzeba będzie uporządkować kwestie prawne związane z poruszaniem się autonomicznych pojazdów po polskich drogach, a także w przestrzeni powietrznej. Należy też dodać, że na początku autonomiczne systemy będą kosztowne i implementowane w miejscach, w których działanie człowieka jest najdroższe. Dlatego rodzimi klienci prawdopodobnie będą musieli czekać na takie udogodnienia aż dekadę. Dużo szybciej nastąpi to np. w USA, gdzie odpowiednie regulacje już są wprowadzane – informuje prezes Starzyński.

Oczywiście niektóre systemy będą tworzone po to, żeby nakłaniać klientów do kupowania większej ilości rzeczy niż potrzebują. Będą też zachęcać ich do nabywania produktów wysokomarżowych. Na korzyść sklepów będą działali osobiści asystenci, dostępni za darmo dla kupujących. Zatem płacenie za tego typu usługi będzie dla konsumentów korzystniejsze. Jak podsumowuje ekspert z platformy TakeTask, to będzie zupełnie inny sposób podchodzenia do zakupów niż teraz. Trzeba będzie się go prostu nauczyć. I mamy na to w Polsce zaledwie kilka lat.

Narasta patologia z prowizjami dla pośredników nieruchomości

Wielu agentów oczekuje płatności w wysokości minimum 2,5% ceny domu czy mieszkania. Jednak stawki dla sprzedających są zróżnicowane. Niekiedy wynoszą zaledwie 0,5%, co branża negatywnie odbiera. Można też zapłacić 5% i nie będzie to nic nadzwyczajnego. Jednym z proponowanych wariantów jest rozliczenie po transakcji. Jednak nie brakuje klientów, którzy na siłę próbują omijać regulacje dotyczące wynagrodzenia. Pośrednicy zabezpieczają się więc na różne sposoby, ale nie są w stanie przewidzieć każdego scenariusza. Z kolei sądy uznają postanowienia umowne za nieważne i zdarza się to dość często. Ponadto pojawiają się korzystne orzeczenia dla sprzedających. Wynika z nich, że nie muszą oni płacić pośrednikom, nawet w przypadku umowy na wyłączność.

Procenty pod lupą

Istnieją różne modele wynagradzania pośrednika przez sprzedającego mieszkanie czy dom, co podkreśla Zbigniew Kubiński, wiceprezydent Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości. Często warunkiem zapłaty jest osiągnięcie założonego celu, tzn. zawarcia umowy sprzedaży z nabywcą. Niekiedy jednak można się umówić na odpowiednią stawkę za same czynności pośrednictwa lub promowanie oferty bez względu na efekty. Istnieje też model mieszany wynagradzania, który zakłada połączenie płatności za czynności pośrednictwa i za osiągnięcie sukcesu.

– Takie minimum, przy którym pośrednik jest w stanie zaangażować się w sprzedaż, wynosi około 2,5% ceny nieruchomości. Dlatego że ok. 0,5% to jest VAT, a kolejne 0,5% – drugi podatek. Zostaje więc 1,5%, a prezentacji, które poprzedzają sprzedaż domu czy mieszkania, może być nawet 20. Oczywiście na rynku są też prowizje zdecydowanie wyższe. Nawet 5% i nie jest to czymś nadzwyczajnym. To się wiąże po prostu z ilością pracy, którą trzeba wykonać, odległością od nieruchomości, ale też swego rodzaju specyfiką zlecenia – komentuje Piotr Jaskulski, prezes Warszawskiego Stowarzyszenia Pośredników w Obrocie Nieruchomościami.

Jak dodaje Łukasz Kułaga, starszy prawnik z Kancelarii M. Krotoski Adwokaci i Radcy Prawni, powszechnie przyjmuje się, że klient zapłaci prowizję jedynie wówczas, gdy pośrednik doprowadził do zawarcia umowy sprzedaży. Z kolei Zbigniew Kubiński podkreśla, że na rynku dochodzi do zaniżania prowizji, np. do poziomu 0,5%. Ekspert Federacji ocenia to zjawisko negatywnie, ponieważ ww. stawka nie pokrywa kosztów związanych z daną transakcją. Przedsiębiorca przecież nie działa dobroczynnie, dlatego też jego wynagrodzenie oprócz pokrycia kosztów powinno zawierać godziwy zysk.

– Obsługa klienta sprzedającego za symboliczną złotówkę wpływa też na współpracę pośredników. Załóżmy, że podpisałem taką umowę. Jeśli kolega z innej firmy zgłosi się do mnie z potencjalnym nabywcą, to pokazanie nieruchomości uzależnię od tego, czy dostanę wynagrodzenie od niego. I tutaj dochodzi do patologii, bo wówczas ten zainteresowany zakupem musi zapłacić aż dwie prowizje. A to naprawdę utrudnia sprzedaż – mówi prezes Jaskulski.

Na wysokość wynagrodzenia wpływa m.in. sytuacja na rynku, co zaznacza Zbigniew Kubiński. Jeśli jest popyt na określone nieruchomości, to są spore szanse na szybkie jej sprzedanie. Niektórzy pośrednicy obniżają więc prowizję pobieraną od sprzedającego, aby mieć możliwość zajmowania się danym domem czy mieszkaniem. Z kolei kupujący w warunkach wzmożonego popytu więcej płacą za pośrednictwo. W czasie kryzysu mamy sytuację odwrotną, pozyskanie nieruchomości jest stosunkowo łatwe, a trudniejsze okazuje się znalezienie nabywcy. W związku z tym, wtedy wyższe prowizje płacą sprzedający, a kupujący bywa, że nie ponoszą kosztów w ogóle lub mają do uregulowania niewielkie kwoty.

Skok na kasę?

– Pośrednik ma stworzyć klientowi potencjalne warunki do sprzedaży. Przy tym nie musi dojść do finalizacji transakcji, aby wynagrodzenie było należne. Oczywiście niekiedy kupujący wycofuje się w ostatniej chwili, ale takie sytuacje powinna regulować umowa pośrednictwa. Istnieje przecież swoboda ich zawierania. Ten dokument zabezpiecza przed mnóstwem sytuacji, ale nie da się przewidzieć wszystkiego. Zapisy muszą dość dobrze precyzować pewne kwestie. Jeżeli tak nie jest, to poprzez niedopowiedzenia tworzy się furtki do różnych zachowań, a to z kolei przekłada się na niekorzystne dla pośredników rozstrzygnięcia sądowe. Niestety ilość prób obejścia wynagrodzenia pośredników mogłaby być mniejsza – stwierdza ekspert z WSPON.

Jest wiele sposobów zabezpieczenia roszczenia pośrednika wynikającego z należnej mu prowizji, o czym informuje mecenas Łukasz Kułaga. Ekspert zaznacza, że jednym z rozwiązań jest ustanowienie wynagrodzenia płatnego z góry. Ponadto, często stosowane jest zastrzeżenie kary w razie niewykonania umowy przez klienta, np. sprzedaży nieruchomości na własną rękę lub za pośrednictwem innej osoby w czasie trwania takiej umowy. W kontaktach z konsumentami postanowienia te często są jednak w razie sporu sądowego uznawane za nieważne, zwłaszcza gdy zastrzegają dla pośrednika wygórowaną karę, przewyższającą jego rzeczywistą stratę.

– Praktycznie wszystkie nieruchomości mam przyjęte na zasadach wyłączności. Ze sprzedającym umawiam się, że przez okres trwania umowy każdy klient, który przyjdzie do niego „bezpośrednio”, będzie traktowany jako ten pozyskany przeze mnie i ja go będę obsługiwał. Współpracuję z moim klientem, a nie rywalizuję. Uważam, że to jest jasne i klarowne. Tak się umawiamy, więc tak działam i ten model pracy stosuje wielu z członków WSPON – dodaje prezes Jaskulski.

Z kolei wiceprezydent Federacji PPRN podkreśla, że swoboda zawierania umów jest ograniczona niesprzecznością zapisów umowy z prawem, z istotą danego stosunku prawnego i zasadami współżycia społecznego. W efekcie sprzedający nieruchomość domagają się pewnych zapisów, także dot. rozliczenia z pośrednikiem. Są klienci, którzy deklarują określone wynagrodzenie po sprzedaży za oczekiwaną kwotę, wynoszącą np. 500 tys. zł. Jeśli jednak agent sprzeda drożej, np. za 550 tys. zł, to dodatkowo dostanie jeszcze część z tej nadwyżki.

Finał w sądzie

– Zdarza się, że sąd uznaje postanowienia umowne za niedozwolone. Wbrew pozorom dochodzi do tego dość często. Niedozwolonym jest zapis zawierający oświadczenie klienta, iż treść umowy została uzgodniona z nim indywidualnie. Inny przykład to zastrzeżenie wynagrodzenia dla pośrednika z tytułu transakcji przeprowadzonej po upływie okresu, na który umowa została zawarta lub po jej rozwiązaniu – informuje prawnik Łukasz Kułaga.

Natomiast Zbigniew Kubiński podkreśla, że poszczególne zapisy, regulujące pośrednictwo, nie mogą być sprzeczne z zasadami współżycia społecznego, czyli z poczuciem sprawiedliwości. Przykładowo, nie jest dopuszczalne, aby wynagrodzenie pośrednika wynosiło połowę ceny nieruchomości lub nawet jeszcze więcej. Wiceprezydent Federacji Porozumienie Polskiego Rynku Nieruchomości przypomina, że na stronie UOKiK-u istnieje rejestr klauzul niedozwolonych, a także baza decyzji dotyczących tych klauzul. Tam też możemy znaleźć zakwestionowane kwestie związane z pośrednictwem nieruchomości.

– Jeśli nieważny zapis nie wpływa na istotę i przedmiot umowy, która może być realizowana, to ona pozostaje w mocy. Inaczej jest w sytuacji, gdy sprawa dotyczy regulacji mającej spore znaczenie, np. wynagrodzenia pośrednika. Wówczas nieważna staje się cała umowa. W takim przypadku żadne postanowienie podpisanego dokumentu nie pomoże pośrednikowi w dochodzeniu należnej mu prowizji. Jednak można wystąpić do kontrahenta z roszczeniem o zapłatę z tytułu jego bezpodstawnego wzbogacenia kosztem pośrednika – analizuje ekspert z Kancelarii M. Krotoski Adwokaci i Radcy Prawni.

Dla przykładu, warto wskazać, że w tym roku Sąd Rejonowy w Szczecinie uznał, że sprzedający nieruchomość nie musi płacić prowizji, jeśli kupujący zgłosi się do niego sam. Nawet przy zawarciu umowy na wyłączność (XI GC 1869/18). Wyrok nie jest prawomocny. W opinii Zbigniewa Kubińskiego, rozumowanie sądu jest oczywiste i właściwe. Konsekwencją naruszenia wyłączności przez klienta nie może być wypłacenie wynagrodzenia. Ono bowiem należy się za świadczenie usługi, a nie może być karą lub restrykcją.

– Orzeczenia o podobnej tezie zdarzały się już wcześniej, np. wydane przez Sąd Rejonowy w Gdyni w wyroku z dnia 29 września 2015 roku, sygn. I C 835/15. Co więcej, stanowisko to popiera Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który już w 2015 roku wskazywał, iż klauzula wyłączności może zabezpieczać prowizję dla pośrednika jedynie wówczas, gdy klient skorzysta z usług innego pośrednika, nie zaś, gdy zawrze umowę samodzielnie. Uznać zatem należy, iż powyższy pogląd utrwalił się w orzecznictwie w ciągu ostatnich 4 lat. Na tym etapie trudno już z nim polemizować – podsumowuje mecenas Łukasz Kułaga.

Nowy rozdział rynku sztuki w Polsce

Blisko 3 miliony złotych – tyle łącznie warte są prace wystawione na aukcji online Od geometrii do iluzji. Tym samym już dziś wiemy, że będzie to rekordowa aukcja online w Polsce. Do tej pory licytacje internetowe traktowane były jako dodatek do tych odbywających się fizycznie lub pojawiały się na nich dzieła o niskiej wartości. Od geometrii do iluzji otwiera nowy rozdział dla rynku w Polsce.

Wojciech Fangor
Wojciech Fangor

To najbardziej innowacyjna aukcja, jaka odbywała się do tej pory. Po raz pierwszy dzieła najwybitniejszych twórców sztuki współczesnej wystawiono do sprzedaży wyłącznie online. Licytacja najdroższego z nich, „M44” Wojciecha Fangora, rozpoczyna się od 400 tys. zł, a jego wartość szacuje się nawet na 900 tys. zł. Tym samym ma szansę osiągnąć rekord dla dzieła sztuki na aukcji online.

Na aukcji Od geometrii do iluzji zorganizowanej przez DESA Unicum zostało wystawionych blisko 30 prac najważniejszych twórców sztuki współczesnej takich jak: Ryszard Winiarski, Wojciech Fangor, Henryk Stażewski, Victor Vasarely czy Julian Stańczak. Licytować można poprzez stronę internetową (bid.desa.pl) lub za pomocą mobilnej aplikacji, którą DESA Unicum, jako pierwsza na polskim rynku sztuki, uruchomiła na początku tego roku.

Dynamika rozwoju rynku w skali globalnej jest bardzo duża. Według raportu działającej od 30 lat European Fine Art Foundation za rok 2018, światowy rynek sztuki online osiągnął wartość 6 mld dolarów. To wzrost o 11% w stosunku do roku poprzedniego. Udział sprzedaży internetowej w całym rynku sztuki to dziś już 9%. Aukcje online są też kluczową metodą pozyskiwania nowych klientów. Według raportu ponad połowa nowych klientów pozyskiwana jest z działalności domów aukcyjnych w internecie. Z kolei aż 70% uczestników rynku sztuki wskazało, że w ich przekonaniu w przyszłości to aukcje online będą generować większość obrotu rynku sztuki.

– Zdajemy sobie sprawę, że wystawienie topowych nazwisk i prac na aukcji online może wydawać się krokiem ryzykownym.  Nie chcemy jednak czekać na rozwój rynku sztuki, a za ten rozwój odpowiadać. W 2018 roku na aukcjach w Polsce odnotowano rekordowy obrót – ponad 250 mln złotych. Dalsze wzrosty zależne są w dużej mierze od umiejętności otwarcia się na nowego klienta oraz od innowacyjności. Oba te cele spełnia wprowadzenie jakościowych aukcji online – mówi Juliusz Windorbski, prezes Domu Aukcyjnego DESA Unicum.