Czy jednoosobowe firmy mogą spać spokojnie?

Mali przedsiębiorcy i osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą nie mają w Polsce łatwo. Ostatnio głośno było o możliwych planach wprowadzenia tzw. testu przedsiębiorcy. Miał on wykazać prowadząc jednoosobową firmę tylko udaje osobę prowadzącą własny biznes, by zyskać na ubezpieczeniu i podatkach. Tym samym rząd miał pomysł na ukrainie najbardziej przedsiębiorczych i niezależnych, a ci wcale nie zamierzają na to czekać.

Jeden z ostatnich pomysłów polskiego rządu, który miał utrudnić życie osobom prowadzącym mały, ale własny biznes, był tzw. test przedsiębiorcy. Za jego pomocą Ministerstwo Finansów chciało oddzielić osoby faktycznie prowadzące  działalność gospodarczą od tych, którzy zdecydowali się na samozatrudnienie tylko po to, aby płacić niższe podatki przechodząc na podatek liniowy. Zgodnie z prawem,  prowadząc działalność należy wybrać rodzaj opodatkowania. W takiej sytuacji, gdy przychód był odpowiednio duży, a rozliczenie na zasadach ogólnych nie dawało możliwości korzystnych rozliczeń np. z małżonkiem – jednoosobowe firmy decydowały się na 19 – procentowy podatek liniowy.

Komu nie podobają się jednoosobowe działalności w Polsce?

W obliczu zapowiedzi rządu dotyczących tekstu przedsiębiorcy można było przypuszczać, że niektórym przedsiębiorcom miałaby zostać odebrana możliwość rozliczania się podatkiem liniowym. Na cel mieli zostać wzięci tzw. „niby-przedsiębiorcy”, którzy wystawiają jedną fakturę w miesiącu na rzecz tego samego podmiotu. Według fiskusa takie osoby zamiast płacić podatek dochodowy według stawek 18- i 32- procentowej uciekły na samozatrudnienie, które zapewnia im płaską stawkę podatku na poziomie 19%. W przypadku wolnych strzelców, pracujących na jakimś etapie tylko dla jednego kontrahenta, korzystny był także sposób naliczania składek ZUS. Nie od dziś bowiem wiadomo, że koszty pracy przy umowie o pracę i umowach cywilnoprawnych są w Polsce bardzo wysokie. To z kolei nie podoba się Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych.

Zapowiedzi resortu finansów wywołały prawdziwą burzę w mediach. W obliczu wszechogarniającej krytyki przedstawiciele rządu wyraźnie zaznaczyli, że kwestia ta była jedynie dyskutowana podczas analiz systemu podatkowego i żadne konkretne decyzje nie zostały podjęte. W oficjalnym komunikacie wydanym przez Ministerstwo Finansów czytamy, że „nie ma też żadnego projektu ani harmonogramu działań” dotyczących rzekomego testu przedsiębiorcy, a jakiekolwiek decyzje o rozpoczęciu konkretnych prac nie zostały podjęte. Można więc spać spokojnie? Niekoniecznie! Jak czytamy w „Gazecie Prawnej” tego typu rozwiązanie może pojawić się w projekcie którejś z innych ustaw. Co więcej, już teraz fiskus ma w ręku odpowiednie narzędzia, aby móc zakwestionować prawo do „liniówki” osobom prowadzącym jednoosobową firmę.

Polska wypada gorzej nawet na tle Bułgarii

Całe zamieszanie związane z „testem przedsiębiorcy” dobitnie pokazuje w jaki sposób traktowani są nie tylko samozatrudnieni, ale również przedsiębiorcy w całego sektora MŚP w Polsce. Dość powiedzieć, że według raportu sporządzonego przez Europejskie Perspektywy Przedsiębiorczości Polsca znajduje się w przysłowiowym ogonie Europy pod tym względem. Biorąc pod uwagę czas oraz koszty poświęcone na samo założenie firmy oraz autorski wskaźnik MWG okazało się, że Polska zajmuje 23 miejsce na 30 państw naszego kontynentu. Przed nią uplasowały się takie kraje, jak: Bułgaria, Łotwa czy Węgry, które –  z całym szacunkiem – potęgami gospodarczymi nie są, ale aktywnie starają się działać na rzecz pobudzania biznesu. A samo założenie działalności to przecież dopiero początek. Kontrole skarbowe, ciągle zmieniające się przepisy, które znać po prostu trzeba, częsta niechęć ze strony urzędników … Znamiennym wydaje się fakt, że po pierwszym roku działalności aż 25% nowych firm w Polsce zawiesza lub wręcz likwiduje swoją działalność.

Prowadzenie firmy w Polsce wiąże się z permanentnym stresem. Kolejne działania rządu sprawiły, że osoby prowadzące firmy mówią wprost – czujemy się coraz bardziej inwigilowani. Rośnie liczba kontroli, które odbywają się na poziomie analizy dokumentów, a nie wizyty w siedzibie firmy, co może jeszcze bardziej pogłębiać dyskomfort tych, którzy są kontrolowani. Istnieje jedynie nikła szansa, że sytuacja w tej kwestii wkrótce się poprawi. Trwające prace nad projektem Nowej Ordynacji Podatkowej (NOP) dają pewne nadzieje, że prawa podatnika będą w końcu chronione, ale praktyka pokazuje, że to nie przedsiębiorcy są priorytet w polskim systemie fiskalnym – a powinni! Wiceminister finansów Filip Świtała co prawda zapewnia, że to „dobry akt prawny, który umożliwi nowe otwarcie w relacjach pomiędzy podatnikami”, jednak patrząc na nastroje wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, raczej tak się nie stanie. W NOP mają się pojawić takie rozwiązania, jak mediacja podatkowa, zakaz orzekania na niekorzyść podatnika przez organ pierwszej instancji, zmniejszenie liczby interpretacji przepisów prawa podatkowego i zwalczanie przewlekłości postępowania, a oprócz tego ma zostać powołany Rzecznik Praw Podatnika – to jednak nie rzutuje na to jak faktycznie kształtować się będą relacje z fiskusem w sektorze przedsiębiorców.

Ucieczka przed testem przedsiębiorcy

Wracając do wspomnianego wyżej raportu EPP, najlepszy krajem do prowadzeniu biznesu okazała się Wielka Brytania. Na Wyspach panują znakomite warunki do prowadzeniu biznesu, zarówno tego wielkiego, jak i tego mniejszego. Założenie firmy – na przykład w najpopularniejszej formule spółki limited – odbywa się online. Wystarczy podać swoje podstawowe dane, nie trzeba płacić żadnego kapitału początkowego. Nie trzeba udawać się do żadnego urzędu, a jeśli kiedykolwiek pojawi się taka konieczność to urzędnicy brytyjscy mają zupełnie inne podejście niż ci z Polski, oferując pomoc.

Nic więc dziwnego, że pierwsze jaskółki dotyczące testu przedsiębiorcy spowodowały lawinowe zainteresowanie tym, aby działalność przenieść do innej jurysdycji podatkowej, głównie wskazując na Wielką Brytanię. Tak “nielubiani” przez fiskusa i ZUS w Polsce jednoosobowi przedsiębiorcy, działający na rynku B2B, a jednocześnie mogący swoje usługi świadczyć zdalnie z każdego miejsca na świecie – to grupa, którą z otwartymi ramionami wita Wielka Brytania. W obliczu możliwego, ale już nie tak pewnego Brexitu, rząd brytyjski stara się mocniej przyciągać przedsiębiorczych.

Tym samym w 2019 roku w Wielkiej Brytanii kwota wolna od podatku wzrosła do 12 500 funtów w skali roku i 1041 funtów miesięcznie. Pierwotnie chciano podnieść ten limit w 2020 roku, ale plany przyspieszono. Dodajmy, że w UK kwota wolna od podatku w przeciągu ostatnich 20 lat wzrosła o 200 procent. W Polsce również podnoszono kwotę wolną, ale… tylko dla najbiedniejszych obywateli i w skali ostatnich 20 lat jedynie o 30 procent.

Polscy przedsiębiorcy nigdy spać spokojnie nie mogli i wydaje się – mimo oddalonej na chwilę uciążliwości w postaci testów przedsiębiorcy – dalej spać spokojnie nie będą. Duża niepewność związana z polskim prawodawstwem, biurokracja,  nieatrakcyjne podatkowo rozwiązania i brak zaufania do ZUS – to wszystko powoduje, że szukają oni innych rozwiązań. Część deklaruje powrót firmy do Polski za kilka lat, gdy się sytuacja się wyklaruje, ale praktyka pokazuje, że póki co powrotów prawie nie ma, a ucieczki biznesu to coś, co dzieje się już na dużą skalę.

Agnieszka Moryc, Dyrektor Zarządzająca Admiral Tax, www.admiral.tax

Savills: biurowa Warszawa czeka na kolejne spektakularne transakcje

Po rekordowym 2018 roku rynek nieruchomości biurowych w Warszawie łapie oddech w oczekiwaniu na kolejne spektakularne transakcje i ukończenie nowych budynków wieżowych. W pierwszym kwartale 2019 roku stolica wzbogaciła się o trzy budynki biurowe a kolejne 775 000 m kw. nowej powierzchni pozostaje w budowie, podaje firma doradcza Savills.

W okresie od początku stycznia do końca marca 2019 r. w Warszawie wynajęto ponad 140 100 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Największą transakcją najmu było nowe biuro Wirtualnej Polski (7000 m kw.), które mieścić się będzie w kompleksie Business Garden.

Z opublikowanego przez Savills najnowszego raportu Market in Minutes wynika, że na koniec pierwszego kwartału 2019 r. w Warszawie było już blisko 5,5 mln m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, w tym 20 200 m kw. oddanych do użytkowania w pierwszych trzech miesiącach roku. Największym obiektem dostarczonym na rynek w tym czasie był budynek B kompleksu Spark (15 700 m kw.), którego deweloperem jest Skanska Property Poland.

Na koniec marca 2019 r. w budowie pozostawało ok. 775 000 m kw. powierzchni biurowej, w tym wysokościowce takie jak Mennica Legacy Tower, Skyliner, Varso Place, The Warsaw Hub i Warsaw Unit, a także budynek wieżowy w ramach kompleksu Generation Park. Jedynym spośród wymienionych obiektów, który ukończony zostanie jeszcze w tym roku będzie Mennica Legacy Tower. Łącznie do końca 2019 r. w Warszawie przybędzie 237 000 m kw. nowej powierzchni, z czego ok. 66% jest już wynajęte bądź zarezerwowane poprzez popisanie listu intencyjnego lub umowy przednajmu.

Zgodnie z danymi Savills, średnia stopa pustostanów dla Warszawy pod koniec marca 2019 r. wyniosła 9,1%, co oznacza nieznaczny wzrost w porównaniu z końcem 2018 r. (o 0,4 pp.). Najwięcej niewynajętej powierzchni biurowej (16,3%) znajduje się na Mokotowie, a najniższy współczynnik (4,6%) przypada na strefę zachodnią.

„Jak wynika z naszych analiz, na koniec marca 2019 r. czynsze nominalne za najlepsze powierzchnie biurowe w centralnych lokalizacjach, ze względu na ograniczoną nową podaż, nieznacznie wzrosły. Niemniej jednak w krótkoterminowej perspektywie spodziewamy się stabilizacji poziomu czynszów, wraz z jednoczesnym dalszym ograniczaniem pakietu zachęt oferowanych potencjalnym najemcom, m.in. z powodu kosztów prac budowlanych i wykończeniowych, które znacząco wzrosły w zeszłym roku. W dłuższej perspektywie czynsze za najlepsze lokalizacje mogą wykazywać potencjał wzrostowy” – powiedział Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja wynajmującego, Savills.

W Centralnym Obszarze Biznesu oraz w Centrum czynsze nominalne kształtują się na poziomie od 21,00 do 25,50 euro/m kw./miesiąc za powierzchnie na najwyższych piętrach wieżowców. W najlepszych budynkach zlokalizowanych w granicach Służewca wahają się od 13,00 do 14,75 euro/m kw./miesiąc.

Daniel Czarnecki z Savills„Wysoki poziom zabezpieczenia umowami najmu powierzchni w budowie, wynoszący prawie 50%, pokazuje, że warszawski rynek biurowy niezmiennie pozostaje niezwykle atrakcyjny i jest na nim miejsce na kolejne projekty. Obecnie znajdujemy się w okresie przejściowym, pomiędzy rekordowym pod względem popytu zeszłym rokiem, a najbliższymi kwartałami, które przyniosą znaczący wzrost podaży. Liczba dużych transakcji w toku, w tym spodziewana w najbliższym czasie finalizacja spektakularnej umowy najmu podpisanej przez mBank na powierzchnię w Mennica Legacy Tower, pokazuje jednak, że o nowe biuro wcale nie musi być teraz dużo łatwiej, niż ostatnio. W tej chwili powinniśmy mieć do czynienia ze stabilizacją, bez znaczących odchyleń w kierunku rynku najemcy lub wynajmującego, z wyjątkiem najlepszych lokalizacji, w których właściciele nieruchomości mogą mieć nieco silniejszą pozycję negocjacyjną” – podsumowuje Daniel Czarnecki z Savills.

Elastyczność to nowa karta przetargowa w walce o najlepszego pracownika

83% pracowników twierdzi, że mając do wyboru dwie podobne oferty pracy zdecydują się na taką, która oferuje elastyczność i dogodną lokalizację biura – wynika z najnowszego badania IWG, w którym udział wzięło 15 tys. respondentów z 80 krajów. Ponad połowa ankietowanych twierdzi, że możliwość korzystania z elastycznych form pracy[1] jest dla nich ważniejsza niż praca dla firmy cieszącej się prestiżem. W rezultacie, w przeciągu ostatnich 10 lat, 85% firm na całym świecie zaczęło wdrażać nową politykę elastycznych przestrzeni do pracy.

Nowe badania sugerują, że firmy, które nie dają pracownikom możliwości wyboru lokalizacji biura, ryzykują utratę najlepszych ludzi.

IWG, największy na świecie operator elastycznych przestrzeni do pracy, który zrzesza na polskim rynku takich dostawców sieci biur serwisowanych i coworkingów jak Regus czy Spaces, od dziesięciu lat prowadzi badania na temat przestrzeni do pracy. Z najnowszej edycji wynika, że 83% respondentów w pierwszej kolejności wybrałoby firmę oferującą pracownikom elastyczną pracę. Prawie jedna trzecia badanych (28%) wyżej ocenia taki pozapłacowy benefit niż bonus w postaci dodatkowych, płatnych wakacji. W związku z powyższym nie wydaje się zaskakującym, że 75% z 15 tys. respondentów z 80 krajów na całym świecie uważa, że elastyczna forma pracy stała się nowym standardem. W rezultacie w ciągu ostatnich dziesięciu lat 85% firm wprowadziło elastyczną politykę* dotyczącą obszaru roboczego lub planuje ją wdrożyć.

Wg najnowszego raportu JLL sektor flex – elastycznych przestrzeni do pracy (biur serwisowanych, coworkingowych i hybrydowych) urósł w Europie ponad dwukrotnie od 2014 r. i może rozwijać się w tempie nawet 30% rocznie w ciągu najbliższych pięciu lat [JLL Disruption or Distraction].

W praktyce jednak nie wszystkie firmy są gotowe przyjąć tę koncepcję. 60% ankietowanych twierdzi, że głęboko zakorzeniona stacjonarna kultura pracy stanowi barierę przed wdrożeniem tego rozwiązania. Ponad jedna trzecia (41%) twierdzi, że największą przeszkodą jest właśnie obawa przed tym jak elastyczna polityka pracy może wpłynąć na ogólną kulturę firmy.

Mark Dixon, Dyrektor Zarządzający oraz założyciel IWG, wyjaśnia: Nasze zeszłoroczne badanie na temat przestrzeni roboczej mówiło, że elastyczne formy pracy stają się trendem. Ku naszemu zaskoczeniu, tegoroczne dane pokazały, że benefit pracy w takim systemie jest przez wielu uważany za nowy standard oraz wyznacznik firmy, która poważnie myśli o produktywności, rozwoju oraz o byciu ważnym graczem na rynku, na którym trwa nieustanna walka o najlepszego pracownika. Już teraz połowa wszystkich naszych respondentów twierdzi, że pracuje poza główną lokalizacją biura przez co najmniej połowę tygodnia.  

Jak dodaje Dyrektor Generalny IWG na Polskę Rafał Gabteni: Sekretem sukcesu idei elastycznych przestrzeni do pracy IWG jest dostęp do ponad 3 tys. biur na całym świecie. Oznacza to, że nasz pracownik będący czy to w delegacji, czy w miejscu zamieszkania, zawsze może mieć swoje biuro na wyciągnięcie ręki. Poza tym, przed przedsiębiorstwami na całym świecie stoi wiele wyzwań, jednym z nich jest potrzeba bycia gotowym na nieustające zmiany i potrzeby rynku. Nie bez powodu elastyczne biura serwisowane już od jakiegoś czasu są narzędziem w rękach ekspertów ds. zarządzania ryzykiem. Jest to narzędzie, wykorzystywane do zmniejszenia nakładów kapitałowych czy kosztów operacyjnych. Nasze badania pokazują, że firmy, które nie rozważały do tej pory finansowych i strategicznych korzyści płynących z elastycznych przestrzeni do pracy, powinny zrobić to teraz. W przeciwnym razie narażone są zarówno na ograniczenie kontaktu z konkurencją jak i dyskwalifikację w grze o najlepszego pracownika.

Przyciągnąć i zatrzymać najlepszych pracowników

Wyniki pokazują, że 71% firm uważa, że ​​oferowanie dostępu do elastycznych form pracy pomaga im zwiększyć liczbę talentów. Z punktu widzenia samego pracownika: jedna trzecia z nich twierdzi, że benefit ten jest ważniejszy niż otrzymanie potencjalnego awansu. 77% firm wykorzystuje politykę elastycznych form pracy w walce o najlepszego pracownika.

Być może jest to odpowiedź na obecne czasy, w których coraz częściej pracownikowi brakuje balansu między życiem zawodowym i prywatnym. Elastyczna praca poprawia tę równowagę o 78%. Badania pokazują, że forma ta dodatkowo wspiera integrację środowiska zawodowego, jest jednym z bardziej pożądanych benefitów przez pracujących rodziców oraz sprawdza się jako idealna forma pracy dla osób cierpiących na stres lub zmagających się z problemami zdrowia psychicznego.

Na ratunek produktywności

Elastyczność nie tylko sprawia, że pracownicy stają się szczęśliwsi i zdrowsi, ale również zwiększa ich produktywność: 85% przedsiębiorstw potwierdza, że dzięki wprowadzonej nowej polityce elastyczności wzrosła produktywność w ich firmie. Co więcej, dwie trzecie (67%) ankietowanych zgłosiło co najmniej 21% poprawę wydajności w wyniku elastycznej pracy. Wyniki te nabierają na znaczeniu zwłaszcza w obliczu obwieszczenia ONZ, który donosi o globalnym spadku produktywności jako jednej z najważniejszych cech światowej gospodarki w ostatnich latach[2].

Przygotowani na wszystko

Umiejętność szybkiego reagowania na otoczenie rynkowe oraz optymalizacja kosztów to najczęstsze priorytety, które stawiają sobie przedsiębiorstwa w tych niepewnych czasach. 55% badanych firm stwierdziło, że w 2019 r. chce być lepiej przygotowane na podejmowanie szybkich decyzji, a ponad jedna trzecia chce rozszerzyć swoją działalność na skalę międzynarodową. W tym celu 64% ankietowanych wybrało elastyczne przestrzenie do pracy wierząc, że przyspiesza to rozwój na obcych rynkach. W ocenie 66% z nich taka forma ogranicza ryzyko związanej z najmem określonej powierzchni biurowej. Dla 65% firm to sposób na zmniejszenie wydatków kapitałowych i operacyjnych. Ta sama liczba respondentów zdecydowała się na elastyczne formy pracy w celu ograniczenia ryzyka biznesowego i konsolidacji swojego portfolio.

Długim dojazdom do pracy mówimy NIE!

Dwie piąte osób na całym świecie postrzega dojazdy do pracy jako najgorszą część swojego dnia (40%). Co ciekawe, ponad połowa z nich uważa, że za sprawą elastycznych przestrzeni do pracy, w ciągu 10 lat problem ten może już nie istnieć. Rośnie niezadowolenie z powodu długości oraz jakości dojazdu do pracy – wg badania jeden na pięciu (22%) respondentów „regularnie spóźnia się” z powodu korków. Prawie połowa (48%) pracowników pracuje podczas dojazdów do pracy, w wyniku czego prawie połowa z nich (42%) uważa, że oficjalne godziny pracy powinny obejmować czas dojazdu do ich firmy, ponieważ nie stanowi to „czasu wolnego” w ich rozumieniu.

Nowy standard

Dla wielu pracodawców i pracowników elastyczna forma pracy stała się dziś normą. Połowa ankietowanych twierdzi, że pracuje poza siedzibą swojej firmy przez przynajmniej połowę tygodnia, dla 70% z nich możliwość wyboru lokalizacji swojego biura jest kluczowa przy wyborze nowego miejsca zatrudnienia. Dla samego pracodawcy elastyczny model pracy jest rozwiązaniem, które z jednej strony pomaga w rekrutacji najlepszych na rynku talentów, z drugiej – podnosi produktywności już zatrudnionych pracowników, a do tego wszystkiego pozwala szybko reagować na niezależne od niego uwarunkowania na rynku.

[1] Dla większości ankietowanych, definicja polityka elastycznych form pracy oznacza możliwość wyboru oraz zmiany lokalizacji swojego biura

[2] https://www.un.org/development/desa/dpad/publication/development-issues-no-11-the-slowdown-in-productivity-growth-a-view-from-international-trade/

Rewolucja w motoryzacji nadchodzi. Wywołają ją gry komputerowe

“Motoryzację czeka jedna z największych zmian od czasów opracowania linii produkcyjnej” – mówi Tim McDonough, przedstawiciel Unity Technologies. Amerykańska firma, która słynie z tworzenia platform wykorzystywanych w grach komputerowych, od kilku lat chętnie udostępnia swoje narzędzia również producentom samochodów. Efekty tej współpracy zrewolucjonizują wiele obszarów – od projektowania po sprzedaż samochodów.

Gry komputerowe i motoryzacja

Chociaż dział odpowiedzialny za motoryzację powstał w Unity Technologies dopiero w maju ubiegłego roku, współpraca firmy z markami samochodowymi trwa już od ponad trzech lat. Unity ma wiele do zaoferowania. Na platformie 3D opracowanej przez amerykańską firmę bazuje wiele topowych gier, stworzonych na przeróżne urządzenia – od komputerów, po konsole i urządzenia mobilne. Unity mocno inwestuje w rozwój technologii rozszerzonej (AR) i wirtualnej rzeczywistości (VR), a te znajdują wiele zastosowań w motoryzacji.

Największe marki na tak

Potencjał produktów opracowywanych przez amerykańską firmę dostrzegli najwięksi producenci samochodów, w tym Toyota, Lexus, Volkswagen, Audi i Volvo. “W Toyocie wykorzystujemy Unity do rozwoju narzędzi VR i AR, aby podnieść wydajność i jakość projektowania stylistyki i elementów technicznych samochodów, a także szkolenia pracowników. To bardzo elastyczna platforma, wspierająca urządzenia VR/AR, których potrzebujemy” – mówi Koichi Kayano, menadżer projektów w dziale Operation Improvement Department Toyoty.

Moc Unity

Rozwiązania opracowane przez Unity pozwalają nawet na tworzenie wirtualnego środowiska dla samochodów autonomicznych i testowanie ich działania nawet bez wyjeżdżania na prawdziwe drogi. A wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości umożliwia producentom samochodów szkolenie pracowników fabryk i mechaników. Dzięki goglom VR niedoświadczeni pracownicy mogą złożyć albo naprawić samochód bez wchodzenia do serwisu czy na linię produkcyjną – w bezpiecznych warunkach i bez wytwarzania dodatkowych, niepotrzebnych kosztów. Wielki potencjał platform Unity widać również na polu marketingu i projektowania aut.

Wirtualny Lexus jak prawdziwy

Pierwszym samochodem, na którym zbadano marketingowe możliwości Unity i wirtualnej rzeczywistości był Lexus LC 500. Stworzony przez agencję Team One pełny model 3D obejmował nawet układ napędowy, podwozie i elementy strukturalne auta. Projektantom udało się odtworzyć najdrobniejsze detale sportowego Lexusa, takie jak połączenia elementów karoserii, odcienie lakieru, kolory i teksturę tapicerki. Stworzony model pozwalał na żywo zmienić kolor lakieru, tapicerki we wnętrzu czy wzór felg, a także usiąść w środku wirtualnego auta. “Pracuję w przemyśle motoryzacyjnym od 15 lat i to co zobaczyłem przez ostatnie pół roku przekonało mnie, że rewolucja nadchodzi” – mówił później David Telfer, National Manager działu Digital and Social w Lexusie. “Model Unity naprawdę zmienił nasze myślenie o marketingu” – dodał.

Konfigurator Lexusa UX

Co więcej, w ubiegłym roku firma pokazała konfigurator nowego crossovera Lexusa, modelu UX. Narzędzie pozwala wyświetlić samochód na ulicy, zmienić kolor lakieru czy wersję wyposażenia, a nawet sprawdzić działanie niektórych elementów we wnętrzu samochodu, w tym na przykład ekranu centralnego. Konfigurator wyposażono również w narzędzia analityczne, które śledzą zachowania użytkowników.

W sam raz dla sprzedawców

Wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości w konfiguratorach samochodów jest coraz popularniejsze. Firma Rewind, we współpracy z HP i Intelem stworzyła narzędzie Salesdrive. Program 3D pozwala na stworzenie w rzeczywistym czasie pełnowymiarowego, wirtualnego modelu nowego auta. Sprzedawca może opisywać je klientom i w tym samym czasie dodawać elementy wyposażenia, np. uchwyty rowerowe. Dzięki Salesdrive można ponadto zobaczyć, ile miejsca zajmie w bagażniku wózek dziecięcy albo jak wygląda tylna kanapa po zamontowaniu fotelika dziecięcego.

Rewolucja w projektowaniu samochodów

Rozwiązania dostarczane przez Unity rozpoczynają również rewolucję w projektowaniu samochodów od samego początku. “Dzięki mocy technologii real time 3D, czyli jądra tego, czym Unity jest, projektanci samochodów mogą działać z prędkością myśli. Zmieniać, modyfikować ich modele i widzieć te zmiany w czasie rzeczywistym” – mówi Clive Downie, Chief Marketing Officer w Unity Technologies. Dzięki platformie inżynierowie mogą ponadto sprawdzić, jak wnętrze auta będzie widziane oczami jego użytkownika. Projektant może zaprojektować samochód, założyć okulary VR, a potem obejść go dookoła czy usiąść na fotelu kierowcy.

“Kiedyś proces wyglądał następująco – pierwotny pomysł, seria szkiców i tak dalej, aż do ostatecznego auta. W tej chwili wszystko staje się w jednym momencie. Zbliżamy się do optymalnej sytuacji, kiedy będziemy mogli użyć Unity do stworzenia samochodu od początku do końca – dodaje Beau Cameron, Immersive Reality Studio Lead w Team One.

Małe, ciasne, ale własne. Nasze mieszkania kurczą się już od 5 lat

W kontekście wyników krajowej „mieszkaniówki”, najczęściej mówi się o liczbie lokali i domów, które zostały oddane do użytkowania. Znacznie rzadziej poruszanym tematem jest powierzchnia takich ukończonych mieszkań. Warto wziąć pod lupę odpowiednie dane, gdyż mówimy o milionach metrów kwadratowych rocznie. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili dokładnie sprawdzić, ile takich milionów mkw. przez ostatnie lata ukończyli krajowi inwestorzy. Kolejną ciekawą kwestią wydaje się spadek średniej powierzchni mieszkania oddawanego do użytku w Polsce.  

Łączny metraż nowych mieszkań rośnie wolniej niż ich liczba

Przeanalizowanie łącznej powierzchni mieszkań oddanych do użytkowania wydaje się dobrym pomysłem, ponieważ Główny Urząd Statystyczny niedawno opublikował informacje na ten temat dotyczące 2018 r. Takie najnowsze wyniki zostały uwzględnione na poniższym wykresie. Prezentuje on łączną powierzchnię użytkową mieszkań, które od 2004 r. do 2018 r. ukończyli wszyscy polscy inwestorzy. W 2018 r. taki łączny metraż oscylował na poziomie 16,71 mln metrów kwadratowych.

Przez cały analizowany okres (lata 2004 – 2018), GUS tylko raz odnotował większą wartość (patrz poniższy wykres). Mowa o wyniku z 2008 r. wynoszącym 17,19 mln mkw. Wtedy wielu deweloperów kończyło mieszkania rozpoczęte na początku boomu hipotecznego. Takie lokale były relatywnie duże (podobnie jak powstające prywatne domy), ponieważ banki liberalnie oceniały zdolność kredytową i kusiły niskim oprocentowaniem kredytów w CHF.

Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że w 2018 r. łączna powierzchnia wszystkich mieszkań ukończonych przez polskich inwestorów wzrosła o 1,0%. Bardziej zwiększyła się całkowita liczba ukończonych mieszkań (lokali i domów). Ostateczne informacje Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że od stycznia do grudnia 2018 r. oddano do użytku o 3,8% więcej mieszkań niż rok wcześniej. Taka rozbieżność poziomu rocznych zmian (+1,0% vs +3,8%) sugeruje spadek przeciętnej powierzchni mieszkania ukończonego przez wszystkich inwestorów. Powierzchnia mieszkań RP wyk.1

Maleją zarówno prywatne domy jak i lokale deweloperskie …

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, jak bardzo rozbieżność pomiędzy wzrostem liczby i łącznej powierzchni mieszkań ukończonych w 2018 r. wpłynęła na przeciętny metraż takich lokali oraz domów. Informacje zaprezentowane w poniższej tabeli wskazują, że spadek przeciętnej powierzchni wszystkich ukończonych mieszkań wyniósł 2,5 mkw. (z 92,7 mkw. w 2017 r. do 90,2 mkw. w 2018 r.). Poniższa tabela prezentuje również „GUS-owskie” dane o średniej powierzchni mieszkań w poprzednich latach (2004 r. – 2016 r.).

Warto zwrócić uwagę, że najwyższy wynik (aż 107,5 mkw.) notowano w 2004 r. Średni metraż obliczony dla 2018 r. okazał się najmniejszy w całym analizowanym okresie. Trzeba również dodać, że w latach 2014 – 2018 spadki średniej powierzchni wszystkich ukończonych mieszkań były ciągłe. Największa ujemna zmiana (-5,3%) miała miejsce w 2016 r.

Powierzchnia mieszkań RP tab.1Przyczyny długookresowych spadków średniej powierzchni mieszkań oddawanych do użytku przez polskich inwestorów na pewno są dość złożone. Podstawowym czynnikiem wydaje się malejącą wielkość gospodarstw domowych połączona ze wzrostem liczby singli w młodym i średnim wieku. W relacji do poprzedniego boomu hipotecznego (2005 r. – 2008 r.), znaczenie może mieć mniej liberalna polityka kredytowa banków. Jeżeli chodzi o trzy – cztery ostatnie lata, to warto zwrócić uwagę na aktywizację deweloperów (statystycznie budujących mniejsze mieszkania niż prywatni inwestorzy) i szybki wzrost cen lokali oraz kosztów budowy domów.

Statystyki GUS-u wskazują, że średnia powierzchnia nowych mieszkań spada zarówno w przypadku indywidualnych inwestorów (budujących domy na własny użytek), jak i deweloperów. W 2018 r. przeciętny ukończony dom liczył sobie 144,2 mkw. i był o 0,6% mniejszy niż rok wcześniej. Analogiczny spadek średniej powierzchni nowych mieszkań deweloperskich wyniósł 0,8%. Takie lokale i domy przeznaczone na sprzedaż, w 2018 r. średnio liczyły sobie 60,7 mkw. Ten wynik był zawyżany przez nowe domy, które są znacznie większe od lokali i stanowią około 4% oferty deweloperów.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

expondo przekazuje kolejną darowiznę Szpitalowi Uniwersyteckiemu w Zielonej Górze

23 kwietnia 2019 r. expondo po raz kolejny wsparło zielonogórską placówkę medyczną. Szpital Uniwersytecki otrzymał darowiznę w postaci najwyższej klasy narzędzi chirurgicznych, które trafiły  na Centralny Blok Operacyjny. Warto podkreślić, że tylko w ubiegłym roku w zielonogórskim szpitalu wykonano blisko 16 tysięcy zabiegów operacyjnych.

expondo przekazuje kolejną darowiznę Szpitalowi Uniwersyteckiemu w Zielonej Górze (1)

–  Dzięki wsparciu expondo mieszkańcy Zielonej Góry mogą bezpośrednio korzystać z przekazanej darowizny. Podarowany sprzęt nie tylko usprawni prace lekarzy, ale przede wszystkim wpłynie na lepsze wyposażenie bloku operacyjnego i tym samym komfortowe warunki przeprowadzania zabiegów. – podkreśla Sylwia Malcher-Nowak, rzecznik prasowy Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.

Zestaw przekazanych narzędzi chirurgicznych zawiera profesjonalny sprzęt chirurgiczny, w tym m.in. raspatory, kleszczyki czy osteotomy. Na blok operacyjny Szpitala Uniwersyteckiego trafiły również pincety, nożyczki czy pojemniki, które posłużą nie tylko do użytku lekarzy, ale również do edukacji studentów uczelni medycznych – przyszłych chirurgów.

expondo przekazuje kolejną darowiznę Szpitalowi Uniwersyteckiemu w Zielonej Górze (2)

Jako firma mocno zakorzeniona w Zielonej Górze chcemy angażować się w działania, które bezpośrednio służą lokalnemu społeczeństwu. Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze jest ważnym regionalnym ośrodkiem o najwyższej referencyjności i bardzo cieszymy się, że udało nam się znowu go wesprzeć. To ważne, by współpraca biznesu z instytucjami sektora publicznego generowała  długofalowe korzyści dla wszystkich zainteresowanych – komentuje Piotr Galant, prezes expondo Zielona Góra.

Cieszę się, że wsparcie ze strony firmy expondo nabrało charakteru cyklicznego – podkreśla prezes Zarządu Szpitala dr Marek Działoszyński. – Pod koniec ub. roku otrzymaliśmy duże wsparcie rzeczone dla Oddziału Rehabilitacji z Pododdziałem Udarowym, tym razem dla Centralnego Bloku Operacyjnego. Godny podkreślenia jest fakt, iż właściciele firmy sami wyszli z inicjatywą cyklicznej pomocy dla naszego szpitala i  – jak widać – dotrzymują słowa. Co ważne – wsłuchują się w nasze potrzeby i konsultują z  naszym personelem kolejne zakupy. A następnie  konsekwentnie je realizują. Bardzo dziękujemy. 

Wzrost pomocny wielu

Rynki przeszły w stan wyciszenia i wyczekiwania ostatniego ważnego wydarzenia tego tygodnia – publikacji danych o PKB z USA. Rynek nastawia się solidny odczyt, a oczekiwania zostały wczoraj wzmocnione silniejszym do prognoz wzrostem zamówień na dobra trwałe. Dobre dane mogą być zarówno korzystne dla USD, jak i dla apetytu na ryzyko, więc reakcja może być mieszana.

Mediana w konsensusie Bloomberga zakłada wzrost PKB USA w I kwartale o 2,3 proc. (zannualizowana stopa kwartalna) po 2,2 proc. w IV kw. 2018 r. Miniony kwartał był sporą huśtawką w przewidywaniach dotyczących siły gospodarki. Uważnie obserwowany model prognostyczny zespołu z oddziału Fed w Atlancie przewiduje wzrost o 2,7 proc., choć jeszcze kilka tygodni temu nie dawał więcej, jak 0,5 proc. Ale solidne odbicie sprzedaży detalicznej czy silniejszy od oczekiwań wzrost zamówień na dobra trwałego użytku pozwoliły odsunąć na bok kasandryczne prognozy. Oczywiście możemy się przejściowo ekscytować przeszłością, ale zawsze ważniejsza jest przyszłość. Dlatego oznaki silnej dynamiki konsumpcji (poprzez sprzedaż detaliczną), czy inwestycji (zamówienia na maszyny) dobrze rokują dla podtrzymania solidnej aktywności gospodarczej w kolejnych kwartałach.

Mocne dane naturalnie są dobre dla USD, gdyż fundamenty znaczą wiele, kiedy jesteśmy u progu rozważań, które gospodarki najgorsze mają już za sobą. Wystarczy przypomnieć jak w pierwszej połowie kwietnia rynki żyły euforią wokół poprawiających się danych z Chin, a potem entuzjazm szybko przygasł, gdy indeksy PMI z Eurolandu przypominały o problemach regionu. Jednocześnie trzeba pamiętać, że interpretacja danych z USA dla rynków jest bardziej skomplikowana. Co jest dobre dla największej gospodarki świata, wspiera też globalną ekonomię, a zatem służy poprawie rynkowego sentymentu. A gdy apetyt na ryzyko wzrasta, rośnie presja na odchodzenie od bezpiecznego USD. Jeśli dodamy do tego, że silny wzrost nie przekłada się od razu na aspiracje Fed do powrotu do podwyżek stóp procentowych, umocnienie dolara po mocnych danych przestaje być oczywiste. W końcu Fed także patrzy na inflację, która jednak nie pokazuje oznak odbicia w ślad za aktywnością.

W efekcie dziś po południu możemy obserwować selektywne wybieranie, gdzie ważniejsze jest rozgrywanie siły USD, a gdzie pozycjonowanie względem apetytu na ryzyko. W kluczowych położeniach są EUR/USD i AUD/USD, które dużo mogą skorzystać na powiewie pozytywnego sentymentu. USD/JPY może w czystszy sposób odzwierciedlać wpływ na dolara, gdyż lepsze dane będą zaproszeniem do wzrostu indeksów, z którymi USD/JPY jest pozytywnie skorelowany.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Luka w finansowaniu potrzeb kredytowych MŚP w strefie euro to ponad 400 mld EUR

  • Luka w finansowaniu przez banki sektora MŚP (Małych i Średnich przedsiębiorstw) w strefie euro znacznie się zmniejszyła od 2015 roku, kiedy to EBC rozpoczął program łagodzenia ilościowego. Luka ta mierzy różnicę między popytem a podażą kredytów dla MŚP, co oznacza, że wychwytuje ona niezaspokojone zapotrzebowanie na kredyt. Można przyjąć, że spadło ono z poziomu 6% PKB w 2015 r. do 3% PKB w 2019 r. (co odpowiada 400 mld EUR), zbliżając się tym samym do poziomu 2% PKB obserwowanego w USA, gdzie finansowanie przedsiębiorstw jest znacznie bardziej rozwinięte i zróżnicowane pod względem kredytów bankowych i finansowania z innych źródeł dostępnych na rynku.
  • Nadal jednak utrzymuje się zróżnicowanie krajowe. Luka w finansowaniu MŚP ma największa skalę w Holandii (22 %PKB), Belgii (14%) i Francji (9 %), gdzie tempo wzrostu zadłużenia przedsiębiorstw przewyższyło zapotrzebowanie na finansowanie związane ze wzrostem aktywności gospodarczej. W Belgii i we Francji luka w finansowaniu w latach 2015-2019 nawet się zwiększyła, a wskaźniki zadłużenia MŚP są zwykle znacznie wyższe niż trzy lata temu. W międzyczasie MŚP w Europie Południowej zdecydowanie zmniejszyły swój popyt na kredyty, głównie w związku z brakiem ich podaży.

Małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP) stanowią ponad 99% wszystkich europejskich przedsiębiorstw niefinansowych a ich finansowanie zewnętrzne (strefa euro) w 70% opiera się na tym zapewnianym przez banki. Sektor MSP oprócz generowania blisko 60% całkowitej wartości dodanej brutto zatrudnia ponad 90 milionów osób, co stanowi prawie 70% zatrudnienia ogółem w sektorze niefinansowym UE-28. Specyficzne cechy MSP sprawiają, że przedsiębiorstwa te są bardziej narażone podczas kryzysów (Chowdhury 2011): Ponieważ nie są one m.in. oceniane na bieżąco przez agencje ratingowe, w razie kryzysu znacznie szybciej będą odcięte od źródeł finansowania niż większe spółki. Ponadto MSP ma skłonność do wytwarzania wysoce specyficznych produktów, wykazuje mniejszą elastyczność w dostosowaniu się (swojej oferty) do kryzysów. W 2009 r. MSP w pierwszej kolejności ucierpiały z powodu światowego kryzysu gospodarczego – zmniejszonego popytu i ograniczonym dostępie do finansowania zewnętrznego.

Badanie Euler Hermes koncentrowało się więc na firmach z sektora MSP jako kluczowych podmiotach gospodarki europejskiej; oszacowano w nim lukę w finansowaniu przez banki sektora MSP w całej strefie euro i w sześciu głównych jej krajach: Niemczech, Francji, Włoszech, Hiszpanii, Holandii i Belgi.

Zmniejszenie luki w finansowaniu sektora MSP przez banki

Przyjmujemy, że luka w finansowaniu MŚP w strefie euro zmniejszyła się z 6% PKB w 2015 r. do 3% PKB w 2019 r. w strefie euro. Ten poziom luki w finansowaniu przez banki potrzeb kredytowych sektora MSP w strefie euro jest już bliższy analogicznemu w USA, ale wciąż wyższa niż obserwowane tam luka na poziomie 2% PKB„, powiedział Kai Gerdes, kierownik działu analiz w Euler Hermes Rating.

Najnowszy raport Euler Hermes podkreśla przy tym duży kontrast między głównymi krajami strefy euro (Niemcy, Francja, Belgia i Holandia) a krajami Europy Południowej, takimi jak Włochy i Hiszpania. Euler Hermes zaobserwował silny wzrost popytu na kredyty w krajach centrum Strefy Euro, ale znaczący spadek w krajach Europy Południowej (-59% we Włoszech, -45% w Hiszpanii).

Z jednej strony może to być związane z bardziej ostrożnym zwiększaniem podaży kredytów przez banki (w krajach południa strefy Euro), ale także z większą zdolnością do samofinansowania przedsiębiorstw w tych krajach w porównaniu z głównymi krajami strefy euro”, wyjaśnia Ana Boata, starszy ekonomista w Europie. „Ponadto wzrost inwestycji w krajach Europy Południowej przyspieszył później niż w pozostałej części regionu, a finansowanie kapitału obrotowego napotkało większe ograniczenia i zwiększyło ich zależność od kredytu krótkoterminowego”.

Podczas gdy w większości krajów oczekuje się, że luki w finansowaniu firm przez banki będą w 2019 r. mniejsze w porównaniu z tymi w 2015 r., to prawdopodobnie w Belgii i we Francji rozziew ten jeszcze wzrośnie, a poziom zadłużenia przedsiębiorstw w tych krajach jest 4. i 5. co do wielkości w strefie euro. Świadczy to o tym, że przedsiębiorstwa w tych krajach są bardziej narażone na spowolnienie gospodarcze, zważywszy na ich dużą zależność od zadłużenia w finansowaniu inwestycji.

Luka w finansowaniu banków powinna pozostać stabilna w przyszłości, ponieważ EBC przyjął bardziej „gołębie” stanowisko

Zależność sektora MSP od banków w strefie euro jest nadal wysoka – banki odpowiadają za 70% ich finansowania zewnętrznego, podczas gdy w USA, gdzie pozostałe formy finansowania rynkowego odgrywają większą rolę, poziom finansowania przez banki to 40% kapitału pozyskiwanego z zewnątrz. Tym niemniej bardzo akomodacyjna polityka pieniężna EBC przyczyniła się do zmniejszenia luki w finansowaniu przez banki małych i średnich przedsiębiorstw. Obecna polityka pieniężna ma być kontynuowana przynajmniej do końca 2020 r., co oznacza, że stopy procentowe powinny pozostać niskie, a płynność powinna pozostać wysoka. Polityka ta ma kluczowe znaczenie dla firm z sektora MSP strefy euro, ponieważ jakakolwiek luka między popytem na kredyty a ich podażą może prowadzić do niższego wzrostu inwestycji, co może stanowić ograniczenie dla ogólnego wzrostu gospodarczego w strefie euro w przyszłości.

Badanie to zostało opracowane wspólnie przez Dział Badań Ekonomicznych Euler Hermes i przez Euler Hermes Rating. Założona w 2001 r. i mająca siedzibę w Hamburgu i Paryżu, Euler Hermes Rating była pierwszą agencją ratingową zarejestrowaną zgodnie z rozporządzeniem UE w sprawie agencji ratingowych. Specjalizuje się ona w dostarczaniu niezależnych opinii kredytowych na temat MSP i MidCaps (spółek o średniej kapitalizacji). 4,99% udziałów w Euler Hermes Rating GmbH posiada Moody’s. W czerwcu 2017 r. Euler Hermes Rating uruchomił TRIBRating, solidną ocenę wiarygodności kredytowej MSP opracowaną w ramach współpracy Euler Hermes z Moody’s Investors Service.

Warszawski rynek biurowy – popyt, podaż, pustostany i czynsze

W I kwartale roku wynajęto ponad 140 000 mkw., natomiast w budowie pozostaje ok. 750 000 mkw. powierzchni. Aktywność najemców będzie rosła, a rynek już teraz czeka na oddanie spektakularnych projektów biurowych.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec I kwartału 2019 r.

Podaż – rynek biurowy w czasie zmian

Jak wynika z danych JLL, w I kwartale do użytku oddano ponad 20 000 mkw. w trzech budynkach, z czego największym był Spark B, zrealizowany przez Skanska Property Poland. Z kolei do największych biurowców przewidzianych do otwarcia w tym roku należą Mennica Legacy (Golub GetHouse) oraz Chmielna 89 (Cavatina). Rynek czekają dynamiczne zmiany w nadchodzących latach.

Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL
Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL

„Jesteśmy świadkami transformacji biznesowej panoramy Warszawy, w głównej mierze dzięki budowie licznych wież biurowych. Obecnie w realizacji znajduje się ok. 750 000 mkw. biur, które zostaną ukończone do 2021 roku. Dwiema najbardziej spektakularnymi realizowanymi inwestycjami są The Warsaw Hub, wielofunkcyjny projekt, który cieszy się ogromnym zainteresowaniem najemców, oraz Varso Place, którego wieża biurowa będzie najwyższym budynkiem w Unii Europejskiej”, informuje Tomasz Czuba, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL.

Innymi projektami, które powstają w centrum stolicy są także, m.in. Generation Park, Skyliner czy Warsaw Unit.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

„Od dłuższego czasu obserwujemy silną koncentrację projektów budowanych w centralnych strefach Warszawy, co w średniej perspektywie może doprowadzić do braku nowego produktu na rynku poza centrum. Dlatego tym ważniejsze są planowane zmiany infrastrukturalne, które mają na celu poprawę komunikacji pomiędzy poszczególnymi częściami miasta, co może doprowadzić do wykreowania nowych adresów biurowych w stolicy. Przykładowo – taką szansę stwarza planowana budowa tramwaju z Dworca Zachodniego na Wilanów” , komentuje Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

2019 rok będzie wyjątkowy dla operatorów przestrzeni elastycznych. Część z nich już w I kwartale zdecydowała się rozszerzyć skalę swojej obecności na stołecznym rynku. Przykładem może być Spaces w Centrum Marszałkowska czy New Work w Wola Retro.  Co więcej, około 50 000 mkw. nowej powierzchni elastycznej jest już potwierdzone do otwarcia w 2019 r., a wolumen ten może być jeszcze większy. W kontekście nowych operatorów na rynku, swoją pierwszą lokalizację może otworzyć UMA Workspace, pod warunkiem ukończenia przed końcem roku budynku Chmielna 89.

Popyt – warszawski rynek biurowy się rozpędza, dobry wynik Mokotowa

Od stycznia do końca marca 2019 r. zapotrzebowanie na biura w Warszawie osiągnęło ponad 140 000 mkw., z czego za jedną trzecią popytu odpowiadały firmy z sektora IT, usług oraz sektora publicznego. Jednym z najważniejszych wydarzeń w tym czasie było ogłoszenie decyzji o konsolidacji i relokacji operacji mBanku, który docelowo zajmie ok. 40 000 mkw., dzięki czemu będzie to jedna z rekordowych umów w historii polskiego rynku biurowego. Na uwagę zasługuje także rosnąca aktywność sektora publicznego. Aktywność najemców w Warszawie nabiera rozpędu, a w kolejnych miesiącach można spodziewać się szeregu znaczących transakcji.

„Patrząc na poszczególne strefy biurowe, największą popularnością w I kw. tego roku cieszył się Mokotów, gdzie wynajęto 41 000 mkw. Pierwsze trzy miesiące tego roku potwierdziły mocną kondycję tej części biurowej Warszawy i mimo słabszej passy ostatnich lat pokazują duży potencjał do dalszego rozwoju w przyszłości”, dodaje Tomasz Czuba.

Pustostany i czynsze

Współczynnik pustostanów pozostaje na niskim poziomie 9,1% (6,3% w strefach centralnych i 11,0% poza nimi). Jest to skutek silnego zapotrzebowania na biura w stolicy, przez co duże firmy muszą rozważać opcje przednajmu, aby zabezpieczyć interesujące je powierzchnie. Poziom pustostanów spadł 1,7 pp rok do roku, a największy spadek zanotowała strefa Żwirki i Wigury (9,6 pp r-d-r). W 2019 r. przewiduje się dalszy spadek wakatu.

Najwyższe czynsze transakcyjne wzrosły w centralnych częściach Warszawy ze względu na wysoki popyt, niski wskaźnik pustostanów oraz rosnące koszty budowy. W szerokim centrum czynsze dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17€ do 24€/m²/miesiąc, a poza nim od 11€ do 15€/ m²/miesiąc.

Polacy nie płacą czynszu. Rekordzistka ma ponad pół miliona złotych długu

Rekordzistka z Dolnego Śląska ma ponad pół miliona złotych długu z tytułu opóźnień w opłatach za czynsz – pokazują dane BIG InfoMonitor. Kupiłaby za tę kwotę całkiem spore mieszkanie i to w Warszawie. Niepłacenie czynszu to częsta praktyka w wielu polskich domach. Na dłuższą metę prowadzi to do nadmiernego zadłużania się. W ciągu roku, zaległości czynszowe osób i firm wzrosły o 18,6 mln zł i wyniosły na koniec marca br. ponad 154,4 mln zł. A to tylko czubek góry lodowej. Średnio na jednego dłużnika przypada już 17 tys. zł zaległości. Choć statystycznie nieregulowanie zobowiązań jest domeną panów, to kobiety częściej zalegają z czynszem. Najwięcej niesolidnych lokatorów wpisanych do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor zamieszkuje województwo kujawsko-pomorskie i mazowieckie.

Informacje o skali zaległości przekazują do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe, zarządcy nieruchomości, jednostki samorządu terytorialnego, prywatni właściciele wynajmujący lokale, ale też firmy windykacyjne. W sumie łączna wartość długów czynszowych osób i firm przekroczyła z końcem marca 154,4 mln zł. Kwota ta w ciągu roku wzrosła o 18,6 mln zł. Najwyższy wzrost odnotowano w województwie kujawsko-pomorskim, które wyprzedziło w tym niechlubnym rankingu Mazowsze.

Czynszowe zaległości widoczne w BIG InfoMonitor to tylko czubek góry lodowej. Według szacunków GUS* wynoszą one 4,6 mld złotych. Gdyby wszyscy umieszczali niesolidnych lokatorów w bazach dłużników dałoby to realny obraz tego narastającego problemu. Dlaczego tak się nie dzieje? Powody są różne. Z jednej strony samorządy, w gestii których pozostaje część mieszkań i lokali nie chcą zrażać potencjalnych wyborców. Z drugiej strony spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe wykazują się przesadną wyrozumiałością, a co za tym idzie zbyt późną reakcją i gromadzeniem się kwot zaległości, które z każdym miesiącem trudniej i spłacić, i odzyskać.

Co mobilizuje do płacenia?

Niekiedy już samo pismo sygnowane znakiem Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor może zmobilizować do zapłacenia zaległego czynszu. Jak wynika z obserwacji BIG InfoMonitor, pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile jest wysłane szybko, skłania do działania aż dwie trzecie czynszowych dłużników. Dlatego ważne jest, aby o zaległą płatność upomnieć się jak najszybciej. Reagowanie dopiero wtedy, gdy lokatorowi czy właścicielowi uzbiera się kilka tysięcy złotych zaległości może skutecznie utrudnić odzyskanie należności.

 – Dlatego coraz więcej podmiotów sięga po zdecydowane środki, takie jak wezwanie do zapłaty z informacją, że nieopłacenie czynszu grozi wpisem do Rejestru Dłużników, np. BIG InfoMonitor, a gdy to nie przynosi efektów wpis dłużnika do rejestru. Osoby zgłoszone do BIG InfoMonitor mogą mieć kłopoty z wzięciem kredytu, pożyczki, zawarciem umowy z dostawcą internetu czy operatorem telefonii komórkowej. Wpisany do rejestru może też zapomnieć o ratach na zakup sprzętu AGD lub RTV. To działa mobilizująco na dłużników i wiele podmiotów odzyskuje w ten sposób należności – tłumaczy Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Mimo wzrastających kwot zadłużenia, z danych BIG InfoMonitor wynika, że o 1 200 osób spadła liczba dłużników czynszowych w ciągu ostatniego roku. Potwierdzają to także wierzyciele, którzy w ten sposób sukcesywnie mobilizują do płacenia swoich lokatorów i najemców lokali.

 – W wielu przypadkach, wysłanie wezwania do zapłaty prowadzi do całkowitego uregulowania długu. Opierając się na prowadzonych przez naszą Spółkę analizach należy stwierdzić, że w I kwartale br. ponad 50 proc. dłużników, do których skierowano wezwanie do zapłaty spłaciło co najmniej połowę zadłużenia, w tym 38 proc. dłużników spłaciło zadłużenie objęte wezwaniem w całości. Trzeba jednak wskazać, że część dłużników nie reaguje na wezwania i dlatego podjęliśmy decyzję o wpisywaniu ich do bazy dłużników – informuje Magdalena Marszałek, rzecznik prasowy Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy. – Odzyskiwane kwoty przeznaczamy na realizację remontów i inwestycji gminnego zasobu mieszkaniowego – dodaje.

Administracja Domów Miejskich z Bydgoszczy przekazuje na bieżąco informacje o wszystkich dłużnikach spełniających ustawowe przesłanki do umieszczenia ich w rejestrze dłużników, czyli w przypadku konsumentów jeśli dług wynosi co najmniej 200 zł, a termin wymagalności co najmniej 30 dni. Wg stanu na kwiecień, liczba dłużników czynszowych przekazanych przez ADM widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wynosiła 1 032 osoby, zalegające z czynszem na łączną kwotę sięgającą prawie 24,3 mln zł.

W ciągu roku największy wzrost zaległości odnotowano na Kujawach i Pomorzu

Jeszcze rok temu Mazowsze wypadało najgorzej pod względem solidności płatniczej z tytułu czynszu. Teraz odnotowano tu zarówno spadek liczby dłużników, jak i wartości takich długów. Na prowadzenie tym razem wysunęło się województwo kujawsko-pomorskie z zaległością w wysokości 49,8 mln zł, podczas gdy jeszcze w marcu ub.r. kwota ta wynosiła 21,9 mln zł. To największy przyrost spośród wszystkich województw. Regionem, w którym wzrosły zarówno wartość długów, jak i liczba dłużników jest województwo łódzkie. Z kolei przeciętna zaległość na osobę z tytułu nieopłaconych czynszów wynosi już 17 029 zł. Najwyższa średnia należy do Wielkopolski i wynosi prawie 29,6 tys. zł.niepłacone czynsze Polaków

Kobiety częściej nie płacą czynszu

Z powodu nieopłaconego czynszu do rejestru częściej trafiają kobiety. Jest ich więcej w przedziałach wiekowych zaczynających się od 45 lat, w tym zdecydowana przewaga występuję wśród osób po 65 roku życia, gdzie mamy o 229 więcej pań niż panów. Największe kwoty zaległości też należą do kobiet. 960 tys. zł – to dług 39-letniej mieszkanki z Podlasia. Z kolei 66-latka z Legnicy zalega na kwotę 544 tys. zł. Dopiero na trzecim miejscu jest mężczyzna, 53-latek z województwa kujawsko-pomorskiego z długiem na ponad 433 tys. zł.

Niepłacony czynsz to dla wielu darmowy kredyt na mieszkanie

Najwyższe zaległości należące do jednej osoby znajdują się w przedziale od 100 do 900 tys. zł. Za takie kwoty z pewnością niejedna osoba mogłaby już kupić sobie mieszkanie.

Przyczyny niepłacenia są różne. Dłużnicy usprawiedliwiają się najczęściej tym, że mają niewystarczające dochody, stracili pracę, bądź dotknęły ich różne wypadki losowe. Niektórzy nie płacą z premedytacją. Są też i tacy, którzy odkładają opłacenie czynszu na później, regulując w pierwszej kolejności kredyty, np. na nowy telewizor lub pralkę. Po kilku miesiącach zalegania z czynszem może zgromadzić się pokaźna kwota, stanowiąca niekiedy równowartość niemałego nowego mieszkania. Kwoty narastające z tytułu zaległości czynszowych są zazwyczaj bardzo trudne do odzyskania. Kto na tym traci? Bez terminowych wpłat od mieszkańców kurczy się budżet miasta. Nie ma pieniędzy na bieżące wydatki np. sprzątanie, oświetlenie, niezbędne naprawy i remonty. Niekiedy nieuchronne jest podniesienie opłat dla współlokatorów budynku, w tym dla tych, którzy płacą w terminie.

 – Do najczęstszych powodów niepłacenia czynszu wskazywanych przez mieszkańców Bydgoszczy należy zaliczyć trudną sytuację materialną w gospodarstwie domowym będącą konsekwencją uzyskiwania niskich dochodów, co w szczególności dotyczy to emerytów i rencistów, choroby lub utraty pracy. Występuje także grupa dłużników, dla których priorytetem jest spłata uprzednio zaciągniętych zobowiązań finansowych takich jak kredyty i pożyczki, a w dalszej kolejności zapłata czynszu za lokal komunalny – wylicza Magdalena Marszałek, rzecznik Prasowy Administracji Domów Miejskich w Bydgoszczy.

Firmy też nie płacą, ale rzadziej

Zaległości dotyczą głównie osób prywatnych, bo udział firm wśród tego typu dłużników stanowi tylko 6,2 proc. Łączna zaległość firm mających problem z płaceniem czynszu za wynajem lokali wynosi 12,3 mln zł. Rekordzista z województwa lubuskiego winien jest ponad 663 tys. zł.

*Z danych GUS na koniec 2016 r. wynika, że około 7,56 mln poddanych analizie mieszkań ma nieuregulowane opłaty, które wraz z odsetkami sięgają około 4,6 mld zł. 2,25 mld to długi lokatorów mieszkań komunalnych, 1,25 mld zł spółdzielni mieszkaniowych, 0,76 mld zł winni są niepłacący wspólnotom mieszkaniowym, 0,2 mld zł zamieszkujący lokale zakładowe i po 0,06 mld zł TBS-y oraz mieszkania Skarbu Państwa. Przeciętna kwota zaległości sięgała wówczas 2,4 tys. zł. Największy udział niepłacących czynszu, bez względu na formę własności lokalu, występuje w województwach: mazowieckim, lubelskim, lubuskim i zachodniopomorskim.

GreenWay udostępnia ładowarki o mocy 100kW

GreenWay Polska umożliwi kierowcom samochodów elektrycznych jeszcze szybsze ładowanie dzięki stacjom o mocy zwiększonej do 100 kW. Umożliwi to obsługę najnowocześniejszych, dopiero wchodzących na rynek, pojazdów elektrycznych nowej generacji i zwiększy wydajność istniejących stacji ładowania. Dwie stacje już zostały zmodyfikowane – Magnolia Park Wrocław i Podium Park Kraków – wkrótce kolejne.

W związku z rozwojem technologicznym samochodów elektrycznych, GreenWay Polska wychodzi naprzeciw oczekiwaniom rynku i rozpoczyna proces rozbudowy wybranych stacji ładowania podnosząc ich moc z 50 do 100 kW. Dzięki temu skraca się czas ładowania najnowszych modeli samochodów elektrycznych, które mogą ładować baterie z mocą powyżej 50 kW. Obecnie dotyczy to kilku dostępnych na rynku samochodów, np. Audi etron, Jaguar IPace, Nissan Leaf e+, Hyundai Kona Electric, Kia eSoul. Dodatkowo stacje o podwyższonej do 100 kW mocy pozwalają na równoczesne ładowanie dwóch pojazdów z mocą do 50 kW. Stacja rozdziela wówczas swoją moc na ładujące się jednocześnie pojazdy (jeden na złączu CCS, drugi CHAdeMO), co pozwala na szybsze uzupełnianie energii w baterii.moc ładowania greenway

Liczba ładowarek o mocy 100 kW będzie stopniowo zwiększana i dotyczyć będzie urządzeń marki Delta. Tylko w tym roku pojawi się aż 10 takich ulepszonych stacji. GreenWay Polska wybiera do modernizacji stacje bazując na popycie na usługi w danej lokalizacji oraz ich bliskości względem sieci tranzytowej (autostrad i dróg szybkiego ruchu). Pod uwagę brane są także kryteria kosztowe wynikające z typu przyłączenia stacji do sieci energetycznej. Na razie modernizowane będą tylko punkty podłączone do sieci wewnętrznej innych obiektów, gdyż stacje przyłączone bezpośrednio do sieci OSD generują zbyt wysokie, w stosunku do obecnego popytu na usługi ładowania, koszty stałe wynikające z taryfy dystrybucyjnej za moc umowną.

Dodatkowo – w połowie 2019 roku – GreenWay Polska zainstaluje pierwsze w Polsce ultraszybkie ładowarki o mocy do 350 kW na autostradzie A1 na odcinku Grudziądz-Toruń na MOP Malankowo w obu kierunkach. Kolejne stacje tego typu będą instalowane jeszcze w tym roku na innych odcinkach autostrad.

Rafal Czyzewski, GreenWay Polska
Rafal Czyzewski, GreenWay Polska

– Rynek pojazdów elektrycznych rozwija się zgodnie z wymaganiami konsumentów, zatem wkrótce na ulice wyjadą pojazdy elektryczne kolejnej generacji umożliwiające pokonywanie znacznie dłuższych dystansów, które ładować się będą z mocą 100 i więcej kilowatów – mówi Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska. – To wymaga także modernizacji naszych stacji ładowania. Wychodzimy więc już teraz naprzeciw tym przyszłym potrzebom naszych klientów.

Sprzedaż kredytów w Polsce w marcu 2019 r.

W marcu 2019 r., w porównaniu do marca 2018 r. w ujęciu wartościowym, banki i SKOK-i udzieliły kredytów na wyższą kwotę w trzech grupach produktowych. Najwyższy wzrost odnotowano w przypadku limitów przyznawanych na kartach kredytowych – wzrost o (+31,1%) oraz kredytów konsumpcyjnych (+5,7%). Kredyty mieszkaniowe w ujęciu wartościowym wzrosły o (+5,6%).

W ujęciu liczbowym, w stosunku do marca 2018 r. odnotowano wzrost sprzedaży tylko jednego produktu kredytowego – kart kredytowych (+25,7%). Spadek wyniku widać było w limitach kredytowych (-6,5%), kredytach konsumpcyjnych (-6,4%) i mieszkaniowych (-5,1%).

W trzech pierwszych miesiącach 2019 r. banki udzieliły o (-9,8%) mniej kredytów mieszkaniowych niż w analogicznym okresie zeszłego roku, natomiast w ujęciu wartościowym udzieliły ich więcej o (+3,7%).

W przypadku kredytów konsumpcyjnych spadek liczby udzielonych kredytów w okresie I kwartał 2019 do I kwartału 2018 wyniósł (-2,2%), jednak w ujęciu wartościowym zanotował wzrost (+6,9%). Analizując ten sam okres w kontekście dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, wyraźnie zaznaczył się wzrost w kartach kredytowych odpowiednio (+20,7%) oraz (+28,5%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W marcu 2019 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 592,7 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,92 mld zł. Stanowi to spadek o 6,4% w ujęciu liczbowym oraz wzrost o 5,7% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r.

Waldemar Rogowski
Waldemar Rogowski

– W marcu 2019 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły jedynie kredytów średnio i wysokokwotowych. Najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (7,2%) w ujęciu liczbowym i (9,5%) w wartościowym. Obecnie ponad 30% udzielanych przez banki kredytów konsumpcyjnych stanowią kredyty średniokwotowe (7 – 20 tys. zł) oraz wysokokwotowe (powyżej 20 tys. zł). W ujęciu wartościowym stanowią one już 86% wartości wszystkich udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Wynika to głównie z wydłużania okresu kredytowania, co przy stabilnym poziomie stóp procentowych i rosnących dochodach, powoduje wzrost średniej wartości udzielanych kredytów konsumpcyjnych. Co ciekawe, wydłużaniu umownego okresu spłaty kredytów gotówkowych nie towarzyszy wydłużanie rzeczywistego okresu, w jakim kredyty te są w całości spłacane. Rzeczywisty okres spłaty jest przeciętnie o połowę krótszy od okresu umownego. Może to wynikać z faktu spłaty kredytów z dochodów gospodarstw domowych nie uwzględnianych przy liczeniu zdolności kredytowej. Ponadto zapotrzebowanie na wysokokwotowe kredyty, szczególnie ratalne, wynika z finansowania zakupu samochodów, w tym głównie używanych – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W dalszym ciągu nie obserwujemy jednak wzrostu poziomu ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych. Jakość portfela dla kredytów konsumpcyjnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają miesięczne odczyty Indeksu Jakości portfela kredytów w tym segmencie. Jego bieżący (marcowy) odczyt wynosi 5,61%. W mojej opinii podstawowe ryzyko związane z kredytami konsumpcyjnymi determinowane jest przez wysokokwotowe kredyty, które są obarczone wyższym ryzykiem kredytowym od kredytów niskokwotowych, o czym informowaliśmy w Wykresie Dnia z 1 marca 2019 r.  – dodaje prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe

W marcu 2019 r. banki udzieliły łącznie 20,5 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 5,40 mld zł. Stanowi to spadek o 5,1% w ujęciu liczbowym i wzrost o 5,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r.

– W marcu br. na rynku kredytów mieszkaniowych mieliśmy powrót, znanego już z poprzednich miesięcy zjawiska, ujemnej dynamiki dla liczby udzielanych kredytów i dodatniej dynamiki dla wartości kredytów. Dynamiki te w ujęciu marzec 2019 r. do marca 2018 r. wyniosły (-5,1%) dla liczby oraz (+5,6%) dla wartości, co wynika głównie ze struktury udzielanych kredytów. W marcu już ponad 66% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 250 tys. zł. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, w obu ujęciach, dotyczyły jedynie kredytów powyżej 250 tys. zł. Liczba kredytów powyżej 350 tys. zł, udzielonych w marcu br. była wyższa nawet o 29% w stosunku do marca 2018 r.

– Marzec to już kolejny miesiąc wyraźnego zróżnicowania sytuacji na rynku kredytów mieszkaniowych. Hossa w najlepsze trwa na rynku kredytów wysokokwotowych, które są domeną aglomeracji, gdzie są wyższe ceny nieruchomości oraz dominują zakupy mieszkań, na które całość finansowania musi być zgromadzona w momencie zawierania transakcji. Natomiast spadki obejmują kredyty z czterech przedziałów wartości poniżej 250 tys. zł. Ujemne dynamiki dotyczyły zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Kredytów do 100 tys. zł banki udzieliły o 28,7% mniej, a w przedziale 100 – 150 tys. zł mniej o 21,3% niż w marcu 2018 r.

– Coraz bardziej przychylam się do wniosku, że jest to negatywny efekt końca programu MdM. Będziemy oba te zjawiska z dużą uwagą obserwować w kolejnych miesiącach. Sądzę, że rok 2019 na rynku kredytów mieszkaniowych będzie o wiele ciekawszy, niż miało to miejsce w poprzednich kilku latach, zważywszy również na sytuację na rynku deweloperskim, z którego dochodzą informacje o spadku sprzedaży nowych mieszkań na rynku deweloperskim – 11% mieszkań mniej niż przed rokiem sprzedała w I kw. 2019 r. czternastka giełdowych deweloperów – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski z BIK.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w marcu 2019 r. wyniósł (0,72%), co potwierdza wieloletnią już obserwację dotyczącą niskiego poziomu ryzyka kredytowego związanego z udzielaniem kredytów mieszkaniowych. W ostatnich 12 miesiącach (marzec 2019 do marca 2018) jakość portfela nieznacznie się pogorszyła, o czym świadczy lekki wzrost Indeksu o +0,03%.

– Na razie nie widać istotnych zagrożeń, które w krótkim horyzoncie czasowym mogłyby istotnie wpłynąć na wzrost szkodowości tych kredytów, a tym samym na wzrost poziomu ryzyka kredytowego. Zjawiskiem, które w 2019 r. musimy bacznie obserwować jest koniec dopłat do oprocentowania około 50 tys. kredytów mieszkaniowych udzielonych w ramach programu Rodzina na Swoim (poprzednika MdM), które mogą wygenerować dodatkowe ryzyko dla portfela kredytów mieszkaniowych. W perspektywie kilkuletniej głównymi czynnikami ryzyka dla portfela kredytów mieszkaniowych, w mojej opinii będzie ewentualny wzrost stóp procentowych (ryzyko stopy procentowej) zarówno dla kredytów złotowych, jak i indeksowanych i denominowanych do walut obcych oraz spowolnienie gospodarcze, któremu może towarzyszyć wyhamowanie wzrostu dochodów gospodarstw domowych lub ich obniżenie. Wystąpienie obu tych zjawisk równocześnie może w istotny sposób pogorszyć wartość wskaźnika DtI, co w konsekwencji może przełożyć się na pogorszenie jakości portfela kredytów mieszkaniowych – zaznacza prof. Rogowski.

Karty kredytowe

W marcu 2019 r. banki wydały 108,1 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 635 mln zł. Stanowi to wzrost o 25,7% w ujęciu liczbowym i wzrost o 31,1% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r.

– W marcu 2019 r., podobnie jak w ostatnich miesiącach 2018 r. oraz styczniu i lutym 2019 r., obserwujemy wysokie wartości sprzedaży kart kredytowych, aż 25,7% wyższą wartość przyznanych limitów niż w analogicznym okresie 2018 r. Wzrosty nie dotyczą jednak wszystkich przedziałów kwotowych. Najwyższą dodatnią dynamikę przyznawanych limitów na kartach kredytowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały karty o limitach w przedziale 1-2 tys. zł, odpowiednio 56,8% oraz 53,6%. Czyżby na rynek kart kredytowych weszły osoby o niższych dochodach, co może być konsekwencją wzrostu ich dochodów wynikających zarówno ze wzrostu wynagrodzeń, jak i transferów socjalnych? Wcześniejsze dochody uniemożliwiały im korzystanie z tego produktu kredytowego. Drugą najwyższą dynamiką w ujęciu wartościowym charakteryzowały się limity wysokokwotowe > 10 tys. zł. W ich przypadku dynamika marzec 2019 r. do marca 2018 r. wynosi 41,9%. Możemy już chyba powoli mówić o zmianie negatywnego trendu na rynku kart kredytowych – mówi prof. Rogowski z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W marcu 2019 r. banki przyznały łącznie 52,3 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 249 mln zł. Stanowi to spadek o 6,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 6,2% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do marca 2018 r. Co ciekawe w przypadku limitów w kontach nie obserwujemy typowego zjawiska związanego z rosnącą sprzedażą w obu skrajnych przedziałach kwotowych. W przypadku limitów dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym odnotowaliśmy jedynie dla przedziałów środkowych tj. 1-2 tys. zł oraz 2-4 tys. zł. Odpowiednio dla ujęcia liczbowego: 16,4% i 11,7% oraz wartościowego: 12,2% i 8,1% – zauważa prof. Rogowski z BIK.  

Sondaż: Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli

Rząd postępujący odpowiedzialnie i troszczący się o rozwój kraju to taki, który tworzy skuteczny system zdrowia (57%) i edukacji (36%) oraz patrzy perspektywicznie, tworząc długoterminowe rozwiązania, pozytywne również dla przyszłych pokoleń (36%). Natomiast odpowiedzialny obywatel troszczący się o rozwój kraju to ten, który płaci podatki (57%), pracuje, by samodzielnie zapewnić sobie środki do życia (55%) oraz dba o środowisko (55%). Udział w wyborach (43%) znalazł się dopiero na piątym miejscu – tak wynika
z badania przeprowadzonego dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna.

Badani Polacy w odpowiedzi na pytanie „Jakie działania powinien podejmować każdy rząd, abyś mógł uznać, że postępuje odpowiedzialnie i troszczy się o rozwój kraju?” najczęściej zaznaczali odpowiedzi: tworzenie skutecznego systemu zdrowia (57%), tworzenie skutecznego systemu edukacji (36%)  oraz patrzenie perspektywiczne, czyli tworzenie długoterminowych rozwiązań, pozytywnych również dla przyszłych pokoleń (36%). Na kolejnych miejscach znalazło się dbanie o równość praw i swobód obywatelskich niezależnie od wyznania, orientacji czy poglądów (34%) i tworzenie dobrych warunków do rozwoju firm (29%).

Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli (56%), jak i Koalicji Europejskiej (64%). Zgodnie również umieścili na 4-tym miejscu w hierarchii ważności tworzenie skutecznego sytemu edukacji (36% vs. 37%).

W przypadku pozostałych odpowiedzi wyraźnie widać różnice między elektoratami dwóch głównych bloków politycznych i odmienne pojmowanie odpowiedzialności i troski rządów za kraj.

Elektorat PiS na kolejnych miejscach wskazał: umacnianie pozycji i bezpieczeństwa Polski na arenie międzynarodowej (41%), tworzenie długoterminowych rozwiązań, pozytywnych również dla przyszłych pokoleń (37%).

Zwolennicy Koalicji Europejskiej wskazali natomiast: dbanie o równość praw i swobód obywatelskich niezależnie od wyznania, orientacji i poglądów (51%), zapewnienie niezależności sądownictwa (48%).

Podczas gdy zapewnienie niezależności sądownictwa znalazło się na trzecim miejscu w hierarchii ważności odpowiedzialnych działań dla wyborców Koalicji Europejskiej (48% wskazań), to wyborcy PiS ulokowali je na ostatnim 9-tym miejscu (23%). Z kolei dbanie o równość praw i swobód obywatelskich niezależnie od wyznania, orientacji i poglądów uzyskało 2-gie miejsce (51% wskazań) wśród elektoratu KE, natomiast wyborcy PiS umieścili to działanie dopiero na 6-tym miejscu (26%). Wspieranie pieniędzmi publicznymi najbardziej potrzebujących znalazło się na 5-tym miejscu wśród wskazań elektoratu PiS (31%), a na 8-mym miejscu wśród wyborców KE (14%).

Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli 2
o tym, że Ty osobiście postępujesz odpowiedzialnie i troszczysz się o rozwój kraju?”, badani Polacy wskazywali najczęściej: płacenie podatków (57%), praca i samodzielne zapewnienie sobie środków do życia (55%) oraz dbanie o środowisko (55%). Na kolejnych miejscach znalazły się: tolerowanie wszystkich ludzi niezależnie od światopoglądu, wyznania czy sposobu życia (45%), branie udziału w wyborach (43%) oraz unikanie hejtu i mowy nienawiści (41%).

Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli 3Analiza odpowiedzi dotyczących osobistej odpowiedzialności i troski za kraj w podziale na wyborców partii rządzącej i głównego bloku opozycyjnego również uwidoczniła różnice, ale i podobieństwa.

Dla osób, które głosują w wyborach, czyli zarówno dla wyborców PiS, jak i KE, ten obywatelski obowiązek jest bardzo ważny (63% vs. 55%), w przeciwieństwie do ogółu społeczeństwa, którego zazwyczaj połowa na wybory nie chodzi.

„Wyniki badania pokazują smutną prawdę o Polakach, ponieważ branie udziału w wyborach znalazło się prawie na końcu hierarchii odpowiedzialnych działań, które podejmujemy w trosce o kraj. A przecież od tego, czy i na kogo zagłosujemy, zależy, kto będzie sprawował władzę, a tym samym – czy będzie realizował te działania, na których nam zależy i które są dla nas ważne” – mówi Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl.

Na podium odpowiedzialnych działań wśród elektoratu PiS znalazło się jeszcze: płacenie podatków (63%) oraz praca i samodzielne zapewnienie sobie środków do życia (57%), natomiast wśród wyborców KE: dbanie o środowisko (55%) oraz tolerowanie wszystkich ludzi niezależnie od światopoglądu, wyznania czy sposobu życia (53%).Odpowiedzialność rządzących a odpowiedzialność obywateli 4

————————————————————————————

Nota metodologiczna: Badanie przeprowadzone dla serwisu ciekaweliczby.pl na panelu Ariadna w dniach 19-22 kwietnia 2019 roku. Próba ogólnopolska osób od 18 lat wzwyż (N=1058). Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku, wykształcenia i wielkości miejscowości zamieszkania. Metoda: CAWI

Advantech zainteresowany współpracą z polskimi startupami

Advantech, jeden z czołowych światowych producentów automatyki przemysłowej otwiera się na współpracę z polskimi startupami. Dzięki umowie, którą firma zawarła z Fundacją Przedsiębiorczości Technologicznej – organizatorem programów akceleracyjnych MIT Enterprise Forum CEE, Bridge to MassChallenge Warsaw oraz Smartup, młode przedsiębiorstwa technologiczne będą mogły oferować swoje rozwiązania globalnym klientom Advantech.

Rozwiązania startupów będą udostępniane setkom klientów Advantech na całym świecie za pomocą platformy IoT oferowanej w modelu PaaS (ang. Platform as a Service). Obecnie firma posiada ponad 40 oddziałów, m.in. w Azji, Europie oraz Ameryce Północnej i Południowej, a jej zysk w 2018 roku przekroczył 1,6 mld dolarów.

Okno na światowe rynki

Fundacja Przedsiębiorczości Technologicznej, jako jeden z wiodących w regionie CEE organizatorów projektów akceleracyjnych, będzie pełnić rolę łącznika pomiędzy Advantech a innowacyjnymi startupami z Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

– Nawiązanie współpracy z globalnym graczem, takim jak Advantech, który chce swoimi kanałami i wśród swoich obecnych klientów dystrybuować rozwiązania tworzone przez startupy, to dla wielu młodych, innowacyjnych firm ogromna szansa na zaistnienie na rynkach międzynarodowych. Platforma WISE-PaaS umożliwia startupom dotarcie ze swoimi produktami do setek przedsiębiorstw na całym świecie, które mogą być zainteresowane ich wdrożeniem – mówi Krzysztof Jakubczak, ekspert Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej. – Jako operator programów akceleracyjnych wspieramy startupy nie tylko w ich działaniach na rynku Polskim, ale również w szeroko rozumianym procesie internacjonalizacji. Podpisanie umowy z firmą Advantech jest kolejnym strategicznym krokiem Fundacji ukierunkowanym na to, aby mogły one rozwijać się globalnie – dodaje Jakubczak.

Celem Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej jest zapewnienie startupom, które rozwijają innowacyjne rozwiązania z obszaru Internet of Things i Big Data szybkiej ścieżki pozwalającej na zweryfikowanie potencjału do współpracy i integrację z platformą Advantech, a co za tym idzie – ułatwienie im ekspansji na rynkach międzynarodowych. Obecnie dwie młode firmy technologiczne, które brały udział w programach akceleracyjnych realizowanych przez Fundację – Lerta i Ecofile, aplikują do procesu integracji z platformą WISE-PaaS. Pod koniec marca br. roku oba startupy wzięły udział w odbywającym się na Tajwanie spotkaniu akceleracyjnym, w trakcie którego miały okazję zaprezentować swoje rozwiązania przed zarządem Advantech. Lerta już podpisała list intencyjny dotyczący dalszej współpracy z liderem branży ICT.

– Jako Lerta mamy ambitny, lecz prosty cel: poprawić elastyczność i efektywność systemu energetycznego, dzięki inteligentnemu zarządzaniu obiektami przemysłowymi, budynkami biurowymi i użyteczności publicznej. Aby osiągnąć ten cel, nieustannie szukamy synergii z podmiotami, z którymi wspólnie możemy oferować naszym klientom dodatkowe wartości. Bardzo się cieszę, że udało nam się przekonać do naszej wizji zarząd Advantecha – globalnego lidera w dziedzinie komputerów przemysłowych – mówi Borys Tomala, prezes Lerty. – Podpisany list intencyjny to pierwszy krok do długofalowej i strategicznej współpracy nad rozwiązaniami efektywności energetycznej dla przemysłu i inteligentnych miast. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie wsparcie zespołu MIT
Enterprise Forum CEE, z którym kontynuujemy współpracę od czasu programu akceleracyjnego, który ukończyliśmy w 2017r. –
dodaje.

Potencjał polskich startupów dostrzeżony

Obecnie jednym z kierunków rozwoju Advantech jest budowanie kompleksowej oferty dla różnych sektorów rynku w oparciu o Internet of Things. Firma tworzy wokół IoT architekturę składającą się z produktów, oprogramowania i usług, a także tzw. frameworki, czyli platformy które obejmują po kilkanaście gotowych rozwiązań, np. do zastosowań w maszynach, w aplikacjach sprzedażowych czy zarządzaniu flotą. Mogą z nich korzystać klienci i partnerzy Advantech. To właśnie we frameworkach skupionych w platformie WISE-PaaS znajdzie się przestrzeń dla rozwiązań startupowych.

Dążąc do tego, by być współautorem sukcesu powstania AIoT, Advantech globalnie zaangażował się w rozwój partnerstwa ze startupami. Wykorzystując stworzoną przez nas bardzo sprawną platformę AIoT, WISE-PaaS, obszerne portfolio hardware’owe i międzynarodowość, chcemy zaprosić startupy z Polski i krajów Europy Środkowo-Wschodniej do dołączania do naszego ekosystemu. Dzięki temu będą mogły one rozwijać się jeszcze szybciej i dynamiczniej – mówi Tony Liu, investment manager Advantecha. – W szczególności koncentrujemy się na startupach funkcjonujących w oparciu o model B2B w branży IoT (AI, Big Data, Wireless Sensing itp.) oraz Smart City (Industry 4.0, Environment & Energy, Smart Retail i Smart Hospital). Dzięki Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej i programowi MIT Enterprise Forum CEE przekonaliśmy się, że ekosystem innowacji Europy Środkowo wschodniej ma bardzo duży potencjał i liczymy na współpracę z kolejnymi startupami w regionie. Przyszłość AIoT jest w naszych wspólnych rękach – dodaje.

A potencjał, zwłaszcza Polski, jest ogromny. Jak pokazują dane zebrane w raporcie Polskie Startupy 2018 przygotowanym przez Fundację Startup Poland, Big Data oraz Internet of Things to dwie główne specjalizacje polskich startupów, które rozwija odpowiednio 15 i 14 proc. badanych firm. Dodatkowo, jak wynika z badania 83 proc. polskich startupów sprzedaje swoje rozwiązania w modelu business to business, a 1/3 ma doświadczenia we współpracy z korporacjami.

Rośnie niewypłacalność firm budowlanych

Rok 2018 był punktem zwrotnym dla rynku budowlanego, po którym zaczęła się pogarszać kondycja całego rynku i płynność finansowa firm. Tylko dwa kraje spośród 20 największych rynków budowlanych na świecie będą notować wzrost wartości pracy. Będą to Niemcy – jeden z krajów rozwiniętych, gdzie wzrost rynku budowlanego będzie utrzymywał się na poziomie około 2,8% w skali roku. Wśród krajów rozwijających się takim rynkiem będzie Brazylia – w przypadku której za dobrą monetę analitycy biorą stopniowe wyhamowywanie tempa spadku produkcji. Reszta krajów – między innymi Francja, Włochy i Wielka Brytania, boryka się z jeszcze gorszą sytuacją.

– Pomimo wzrostu obrotów całego rynku, który utrzymuje się na poziomie 3,5% w skali roku, analitycy notują coraz większy stopień niewypłacalności firm budowlanych – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Błachnio, analityk Euler Hermes – O ile w roku 2017 na świecie było 35 niewypłacalności dużych firm budowlanych – czyli o obrotach powyżej 50 milionów euro, to w ubiegłym roku w ciągu pierwszych trzech kwartałów mieliśmy już 41 takich przypadków. Nawet na rynkach takich, jak Niemcy – na których notuje się wzrost wartości pracy, analitycy zauważają spadek rentowności kontraktów i pogarszający się stan płynności finansowej firm budowlanych. To pokazuje, że terminu „kryzys” nie należy odnosić tylko do obrotów wartości całego rynku, ale także do kondycji płynności finansowej wykonawców. Prognozujemy, że ten stan będzie się z roku na rok pogarszać – zaznaczył Błachnio.

Wynalazek z UW i WUM pomoże w leczeniu poważnych schorzeń nerek

Uniwersytet Warszawski wraz z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym rozwija nową metodę diagnostyczną pozwalającą na wykrywanie białka w moczu, a także na wcześniejsze prognozowanie jego wystąpienia. Pozwoli to znacznie zredukować ilości sterydów przyjmowanych w leczeniu zespołu nerczycowego. Wynalazek współautorstwa dr. hab. prof. UW Macieja Mazura z Wydziału Chemii UW oraz dr Elżbiety Kuźmy-Mroczkowskiej i dr hab. n. med. Małgorzaty Pańczyk-Tomaszewskiej z WUM niebawem wejdzie na rynek pod szyldem nowej uniwersyteckiej spółki spin off – Nephrolab Plus.

„Na podstawie dotychczasowych badań potwierdziliśmy, że opracowany zestaw diagnostyczny wskazuje obecność białka w moczu. Po wykonaniu testów laboratoryjnych prototypu, a potrwają one kilka miesięcy, będziemy mogli wprowadzić nowy produkt na rynek” – mówi profesor Maciej Mazur (Wydział Chemii UW).

Jedną z największych zalet rozwiązania jest prostota i jednoznaczność otrzymania wyniku. Przeprowadzane w domowych warunkach testy polegają na dodaniu pastylki do zebranej w pojemniku niewielkiej próbki moczu. Po minucie można stwierdzić obecność lub brak białka w moczu. Dostępne na rynku konkurencyjne produkty przysparzają pacjentom problemów związanych z interpretacją wyników. W przypadku popularnych testów paskowych pojawiający się odcień na zanurzonym w moczu pasku trzeba porównywać ze skała barwną.

Przewidywanie nawrotów choroby – wyścig z czasem

Naukowcy chcą jednak pójść dalej i starają się wprowadzić rewolucyjne rozwiązanie, które pozwoli w domowych warunkach uchwycić moment poprzedzający pojawienie się białka w moczu. Gdyby to się udało, wielu chorych otrzymałoby sygnał o nadciągającym nawrocie choroby. Pozwoliłoby im to wcześniej zgłosić się do lekarza, co oznacza możliwość przyjęcia mniejszych dawek leków.

„Wiemy, że tuż przed nawrotem choroby, gdy jeszcze nie pojawia się białko, mocz ulega pewnym, widocznym gołym okiem zmianom. Prawdziwym przełomem w naszej pracy będzie bezsprzeczne potwierdzenie, że urządzenie wykrywa tę fazę, pozwalając pacjentom szybko działać. Oczywiście wymaga to przeprowadzenia dodatkowych badań, jednak jestem pełen optymizmu. Trudno dziś dokładnie określić, jak długo mogą one potrwać, jednak jestem pełen optymizmu” – tłumaczy Maciej Mazur.

Wynalazek będzie oferowany pacjentom w ramach utworzonej spółki spin off, Nephrolab Plus. Wkrótce rozpoczną się badania udostępnionych wybranej grupie pacjentów prototypowych domowych zestawów diagnostycznych. Testy potrwają kilka miesięcy. Ich celem jest potwierdzenie skuteczności metody i precyzji działania urządzenia. Na potwierdzenie, czy zestaw jest w stanie prognozować nawrót białkomoczu zanim on wystąpi, trzeba będzie jednak poczekać dłużej.

Nephrolab Plus powstała dzięki strategicznej kooperacji UW z Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, przy wsparciu Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii (UOTT) UW. Zespół Nephrolab Plus oprócz dr. hab. prof. UW Macieja Mazura tworzą dr hab. n. med. Małgorzata Pańczyk-Tomaszewska, Kierownik Kliniki Pediatrii i Nefrologii WUM oraz dr Elżbieta Kuźma-Mroczkowska.

Przed założeniem spółki zespół otrzymał na rozwój swojego odkrycia grant na prace przedwdrożeniowe w konkursie w ramach programu Inkubator Innowacyjności+. „Środki finansowe pozwoliły rozwinąć wynalazek i przeprowadzić kolejne eksperymenty. Dopracowano też kwestie techniczne testu, który w porównaniu do wczesnej wersji jest bardziej funkcjonalny, ergonomiczny i skuteczny. Założenie spółki spin off to kolejny krok na drodze do komercjalizacji pomysłu i metoda wprowadzenia testu do sprzedaży” – mówi dr Robert Dwiliński, dyrektor UOTT UW.

Rozwijany przez spółkę wynalazek chroniony jest patentem, co ułatwi wprowadzenie go na rynek. Przyszłość Nephrolab Plus wykracza jednak daleko poza test na białkomocz. Równolegle prowadzone są prace nad stworzeniem kolejnych nowatorskich testów diagnostycznych. Podejmowane są także działania zmierzające do rozszerzenia zastosowania testu na białkomocz. Mógłby on być używany do oznaczania białka w moczu zwierząt. Pierwsze rozmowy dowodzą, że środowiska weterynaryjne są żywo zainteresowane tym wynalazkiem.

Od domowego testu do zmiany schematów leczenia

Geneza powstania Nephrolab Plus to prowadzone przez Macieja Mazura obserwacje zmian właściwości fizykochemicznych moczu przed rzutem zespołu nerczycowego. Ich efektem było opracowanie innowacyjnej metody wcześniejszego wykrywania nawrotu białkomoczu. „Na kilka dni przed nawrotem choroby zmniejsza się napięcie powierzchniowe moczu chorego. Zmiany właściwości fizycznych są na tyle duże, że można je wykryć w domowych warunkach bez konieczności stosowania zaawansowanych i drogich metod, urządzeń czy odczynników” – tłumaczy dr hab. prof. UW Maciej Mazur, który osobiście zetknął się z zespołem nerczycowym i dlatego postanowił zająć się poszukiwaniem sposobów na poprawę losu chorych. Odkrycie daje nadzieję na zmianę schematu leczenia oraz ograniczenie ilości sterydów przyjmowanych w leczeniu zespołu nerczycowego u dzieci i dorosłych.

Prognozowanie nawrotu, zanim jeszcze nastąpi wzmożone wydalanie białka do moczu, pozwoli w przyszłości na zastosowanie mniejszych dawek sterydów. Pacjenci chorujący na zespół nerczycowy są systematycznie monitorowani pod kątem obecności białka w moczu. Istnieją różne metody pomiaru, jednak wszystkie informują chorego o pojawieniu się białkomoczu, czyli o istniejącym już nawrocie choroby. Domowy zestaw diagnostyczny Nephrolab Plus to nadzieja na radykalną poprawę sytuacji chorych.

„Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość. Proponowany przez nas zestaw diagnostyczny nie jest wystarczający, żeby zmienić schemat leczenia pacjentów z zespołem nerczycowym. Kiedy uda się potwierdzić naukowo możliwości przewidywania z wyprzedzeniem pojawienia się białkomoczu, potrzebne będzie jeszcze stworzenie metody laboratoryjnej, która potwierdzi wskazania zestawu diagnostycznego. W kolejnym etapie będzie konieczne przeprowadzenie badań klinicznych oceniających skuteczność leczenia pacjentów niższymi dawkami sterydów. Powstanie testu laboratoryjnego to niezbędny warunek na drodze wprowadzenia zmian w schematach leczenia” -tłumaczy dr Elżbieta Kuźma-Mroczkowska z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Ratunek ze skutkami ubocznymi

Zespół nerczycowy to grupa objawów związanych z nieprawidłowym funkcjonowaniem kłębuszków nerkowych, prowadzącym do masywnej utraty białka z moczem. Skutkuje to obniżeniem stężenia albumin w surowicy krwi oraz rozwojem między innymi hiperlipidemii i zaburzeń w układzie krzepnięcia. U pacjentów pojawiają się obrzęki twarzy, kończyn, wodobrzusze, płyn w jamach opłucnowych. W przypadku nasilonych zaburzeń mogą pojawić się powikłania zakrzepowe, niewydolność nerek, nadciśnienie tętnicze, dolegliwości bólowe brzucha i powikłania infekcyjne.

Zespół nerczycowy może wystąpić w przebiegu kłębuszkowych zapaleń nerek, ogniskowego szkliwienia kłębuszków nerkowych, ale także wielu innych chorób ogólnoustrojowych takich jak cukrzyca, nowotwory i zakażenia wirusowe. Do jego rozwoju może dojść również w wyniku genetycznie uwarunkowanych defektów białek budujących struktury kłębuszków nerkowych (sterydooporny zespół nerczycowy), czy też kolagenu (zespół Alporta). U dzieci natomiast najczęstszą postacią jest idiopatyczny zespół nerczycowy.

Standardowym sposobem terapii jest podawanie pacjentom sterydów. Umożliwia to ustąpienie białkomoczu i towarzyszących mu objawów zespołu nerczycowego, ale nie zapewnia trwałego wyleczenia. Nawroty białkomoczu mogą wystąpić nawet kilkukrotnie w ciągu roku i są wywołane przez stany zapalne w organizmie (np. infekcje, próchnicę lub wyrzynanie się zębów, ukąszenia przez owady i inne) lub zmniejszanie dawki sterydów. Poziom białka w trakcie nawrotu choroby narasta zazwyczaj lawinowo. Obniżenie go wymaga stosowania dużych dawek sterydów. Dodatkowo, nawet jeśli poziom białka w moczu uda się szybko obniżyć do zera, dalsze zmniejszanie dawek sterydów musi być dokonywane stopniowo. Leczenie pierwszego rzutu idiopatycznego zespołu nerczycowego trwa 6 miesięcy. Ze względu na nawroty choroby leczenie u niektórych pacjentów – sterydoterapia trwa przez całe lata, a to powoduje rozwój działań niepożądanych stosowanej terapii.

Objawy zespołu nerczycowego są bardzo uciążliwe. Chorzy wymagają częstego przeprowadzania badań moczu (w okresie zaostrzeń choroby nawet codziennie), badań kontrolnych z krwi, wizyt w poradni, a w okresie nawrotów choroby hospitalizacji. Przyjmowane przewlekle sterydy prowadzą do licznych działań ubocznych takich jak otyłość, nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, choroba wrzodowa, zaćma, jaskra, osteoporoza, obniżenie odporności, nawracające zakażenia oraz zahamowanie wzrostu u dzieci. Niektóre dzieci ze względu na znaczne obniżenie odporności, częste infekcje i nawroty choroby przejściowo wymagają indywidualnego nauczania w domu. Ze względu na wystąpienie powikłań po sterydach albo częstych nawrotów choroby, u niektórych pacjentów istnieje konieczność leczenia cyklosporyną, takrolimusem, mykofenolanem mofetylu czy rituximabem. Każdy z tych leków ma dodatkowe, specyficzne dla siebie spektrum działań niepożądanych.

Z uwagi na specyfikę i uciążliwość choroby ważne jest szybkie wykrywanie nawrotów białkomoczu, co umożliwi modyfikację dawek leków i pozwoli minimalizować rozwój działań ubocznych stosowanych terapii. System pozwalający na prognozowanie wystąpienia białkomoczu może okazać się pomocny w opracowaniu nowych schematów sterydoterapii, tak aby zmniejszyć dawkę sumaryczną sterydów przyjętych przez pacjenta i zmniejszyć ryzyko wystąpienia działań niepożądanych.

Coraz więcej cyberataków na sektor energetyczny

Według raportu F-Secure[1] celem atakujących sektor energetyczny są nie tylko zyski, ale też działania o charakterze szpiegowskim czy wywieranie nacisków politycznych. Punktem dostępu do zakładowej sieci są często pracownicy, którzy padają ofiarami tzw. spear phishingu[2]. Efektem może być zablokowanie kontroli nad urządzeniami, a nawet całkowity paraliż systemów.

Celem przestępców, często powiązanych z rządami państw, jest infrastruktura krytyczna (ang. Critical Network Infrastructure, CNI). W przemysłowych systemach sterowania oraz technologiach operacyjnych (OT[3]) nie zostały zaimplementowane odpowiednie protokoły bezpieczeństwa, gdyż tego typu rozwiązania powstały jeszcze przed popularyzacją internetu. Ze względu na spadki cen paliwa sektor energetyczny ogranicza wydatki i korzysta często z nieaktualnych systemów oraz technologii. Osłabia to odporność na ataki i wydłuża czas ich wykrywania. W ostatnich kilku latach szczególnie wyróżniły się cztery metody ataków cyberprzestępców na branżę energetyczną[4].

  1. Złośliwe załączniki, czyli Operacja Sharpshooter

Sharpshooter to odkryty z końcem 2018 roku atak grupy Lazarus, prowadzącej działania cyberszpiegowskie m.in. na zlecenie władz Korei Północnej[5]. Przestępcy przez Dropbox wysyłali pracownikom wiadomości z załączonymi złośliwymi dokumentami rekrutacyjnymi. Otworzenie pliku powodowało uruchomienie trojana umożliwiającego pobieranie informacji o urządzeniu i przechwytywanie plików[6]. Poza kradzieżą poufnych danych atak stanowił prawdopodobnie okazję do rekonesansu przed kolejnym incydentem. Podobne metody stosowała grupa BlackEnergy, która w 2015 roku m.in. odcięła dostawy energii z kilku regionalnych spółek na Ukrainie oraz zaatakowała przedsiębiorstwo energetyczne w Polsce[7].

Przykład maila wykorzystującego phishing.

Przykład maila wykorzystującego phishing.

  1. Metoda wodopoju grupy Dragonfly i Havexa

Grupa Dragonfly, łączona z rządem rosyjskim, od 2011 roku infekuje komputery organizacji m.in. z sektora energetycznego, jądrowego, wodnego i lotniczego. Przestępcy kierują pracownika na zainfekowaną stronę, np. dostawcy sprzętu lub usług IT. W ten sposób przechwytują dane dostępu do infrastruktury sieci i mogą prowadzić działania zarówno wywiadowcze, jak i sabotażowe. Podobnie działało oprogramowanie Havex, które umożliwiało twórcom zdalną kontrolę nad zainfekowanym urządzeniem i zakłócanie jego pracy. Przestępcy włamywali się na strony producentów, następnie podmieniali np. oryginalne sterowniki na zarażoną wersję i czekali, aż zostanie ściągnięta.

  1. Sabotaż przez naśladowanie, czyli Triton/Trisis

Triton został po raz pierwszy wykorzystany do ataku na zakłady Samara, potentata chemicznego z Arabii Saudyjskiej. Oprogramowanie było ściśle ukierunkowane na stosowany w branży system zabezpieczeń Triconex[8]. Atak nie był jednak związany z działaniami wywiadowczymi, celem było wyrządzenie materialnych szkód. Cyberprzestępcy dbali przede wszystkim o zamaskowanie swojej obecności – Triton naśladował procesy administracyjne, zmieniał nazwy plików na niewzbudzające podejrzeń, usuwał pobierane pliki i działał tylko w momentach bezczynności urządzeń[9]. W efekcie mógł pozostawać niewykryty latami.

  1. Okup na żądanie

Jedną z najbardziej udanych kampanii ransomware[10] był CryptoLocker, który w ciągu czterech miesięcy zainfekował ponad 250 tys. komputerów. W 2017 roku WannaCry przypisywany rządowi Korei Północnej obrał na cel m.in. jednego z największych na świecie producentów półprzewodników i procesorów, Taiwan Semiconductor Manufacturing Company. Kosztowało to firmę setki milionów dolarów. Ostatni przykład pochodzi sprzed zaledwie miesiąca, gdy zaszyfrowane zostały systemy norweskiego producenta aluminium Norsk Hydro.

Przestępcom wystarczy jeden udany atak. Organizacje powinny prześledzić swoją politykę cyberbezpieczeństwa, ocenić ryzyko, zmierzyć zdolność do identyfikacji hakera w swoich sieciach i przede wszystkim – być zawsze w gotowości. Monitorowanie, ostrzeganie i reagowanie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu umożliwiają m.in. rozwiązania z zakresu detekcji i reakcji na zagrożenia (ang. Endpoint Detection & Response, EDR). Zespół IT organizacji może w standardowych godzinach pracy sprawdzać podejrzane incydenty, podczas gdy resztą zajmują się specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa – tłumaczy Kamil Donarski, Analityk zagrożeń w F-Secure.

[1] Raport F-Secure The state of the station. A report on attackers in the energy industry.

[2] Metoda, w której przestępca wysyła maile, podszywając się pod inną osobę lub instytucję w celu wyłudzenia np. danych logowania. Atak poprzedza wywiad środowiskowy oparty na informacjach dostępnych w sieci, dlatego treść wiadomości jest spersonalizowana.

[3] ang. Operational Technology, OT – technologia operacyjna.

[4] Wszystkie prezentowane zagrożenia opisano w raporcie F-Secure The state of the station. A report on attackers in the energy industry.

[5] http://securityglobal24h.com/sharpshooter-attacks-linked-to-north-korea-researchers-discover/general/news/Information-Security-latest-Hacking-News-Cyber-Security-Network-Security

[6] https://securityaffairs.co/wordpress/78884/hacking/operation-sharpshooter.html

[7] https://www.welivesecurity.com/wp-content/uploads/2018/10/ESET_GreyEnergy.pdf

[8] https://www.cyber.nj.gov/threat-profiles/ics-malware-variants/blackenergy

[9] https://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-6913775/Experts-warn-hackers-murderous-malware-Triton-targeting-critical-infrastructure.html

[10] Złośliwe oprogramowanie blokujące dostęp do systemu i zapisanych w nim danych oraz żądające okupu za ich odszyfrowanie.

Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny „Ultima Ratio” rozpoczął swoją działalność

Pierwszy Elektroniczny Sąd Polubowny „Ultima Ratio” rozpoczął swoją działalność. To arbitraż dla firm, w którym sprawy są prowadzone wyłącznie przez internet. Powstał dzięki wspólnej inicjatywie Stowarzyszenia Notariuszy Rzeczypospolitej oraz spółki Causa Finita. W zamyśle twórców Ultima Ratio Sąd ma odciążyć działalność sądownictwa tradycyjnego, które rocznie prowadzi około miliona spraw, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Wyrok zgodnie z regulaminem ma być wydany w ciągu 3 tygodni.

Ultima Ratio ma rozpatrywać sprawy gospodarcze, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Żeby złożyć pozew, obydwie strony muszą zgodzić się na rozstrzygnięcie sporu właśnie przez Ultima Ratio. Sąd rozpatruje sprawy wyłącznie przez internet – nie posiada budynku, w którym trzeba się stawić, nie organizuje rozpraw, na które trzeba dojechać. Pozew składa się w ciągu kilku minut, po zalogowaniu się do systemu informatycznego. Sąd będzie mógł korzystać z profilu zaufanego, podpisu kwalifikowanego oraz e-dowodów tożsamości. Ułatwi to identyfikacje tożsamości użytkowników, którzy będą występować przed sądem w charakterze stron. Takie rozwiązania udostępniło Ministerstwo Cyfryzacji. Wyrok zaś ma być co do zasady wydany w 3 tygodnie czyli ponad 20 razy szybciej niż w sądzie tradycyjnym. Arbitrami są notariusze przeszkoleni w Stowarzyszeniu Notariuszy RP. Stowarzyszenie Notariuszy RP sprawuje kompleksowy nadzór nad procesem orzeczniczym, jest także odpowiedzialne za proces szkolenia arbitrów oraz za zapewnienie panelu eksperckiego do rozpoznawania spraw o szczególnie zawiłym charakterze. Korporacja notarialna liczy ponad 3.500 czynnych zawodowo notariuszy.

„Od początku jesteśmy gotowi do prowadzenia dużej liczby spraw. Odpowiednia liczba arbitrów- notariuszy przeszła już szkolenia. Prowadzone były także testy symulowanych spraw. Po zapisaniu się do naszego e-arbitrażu pozew – zamiast do sądu państwowego – składa się online w systemie informatycznym Sądu. Założenie sprawy dzięki internetowym „podpowiadaczom”, które np. z różnych rejestrów zaciągają dane firm lub odpowiednie paragrafy, trwa kilka – kilkanaście minut. Wraz ze złożeniem pozwu system automatycznie doręcza go pozwanemu i wybiera arbitra, który ma 24 godzin na przyjęcie sprawy. Postępowanie z założenia trwa około trzech tygodni” – mówi Paweł Orłowski, członek Zarządu Stowarzyszenia Notariuszy Rzeczypospolitej.

System elektroniczny Ultima Ratio jest prosty i intuicyjny – czynności procesowych można dokonywać o każdej porze dnia i nocy i w każdym miejscu na świecie, posiadającym oczywiście dostęp do internetu. Niezwykle wygodne jest prezentowanie materiału dowodowego – w przypadku na przykład roszczeń z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej, strona będzie mogła wprost z aplikacji mobilnej Ultima Ratio nakręcić telefonem komórkowym film obrazujący wady oraz jednym kliknięciem umieścić go na profilu danej sprawy. W analogiczny sposób możliwa jest prezentacja zdjęć, skanów pism, linków, nagrań audio, zrzutów ekranu i innych tego typu materiałów. Arbiter zaś ma możliwość kontaktowania się ze stronami poprzez dedykowany każdej sprawie czat.

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio
Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio

„Liczymy się z tym, że działanie naszego e-arbitrażu może odciążyć sądy powszechne. Obecnie rozstrzygają one około miliona spraw gospodarczych rocznie, np. o zapłatę za wykonane prace podwykonawcze. Takie sprawy średnio trwają 13 miesięcy w różnych instancjach. Przesłuchanie stron, przesłuchanie świadków, pisma procesowe, doręczenia, zwrotki, dojazd na proces, delegacje- tak wygląda wtedy przebieg sprawy. W Ultima Ratio tego nie ma. Sprawa jest prowadzona w wirtualnej sali sądowej, strony mogą przesyłać dowody w formie dokumentów, plików wideo, zdjęcia etc. A arbiter może kontaktować się ze stronami poprzez dedykowany sprawie czat. Takie możliwości udostępnia nasz system informatyczny, w każdym miejscu gdzie jest dostęp do internetu” – komentuje  Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

Działanie Ultima Ratio jest monitorowane przez specjalnie powołaną Radę Sądu, złożoną między innymi ze znanych prawników i osób działających na rzecz rozwoju gospodarki cyfrowej w Polsce.

Rozpoznawanie spraw cywilnych, gospodarczych z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej jest już wykorzystywane w sądownictwie powszechnym, np. w e-sądzie dla elektronicznego postępowania upominawczego. Wydaje się jednak, że ten rodzaj komunikacji pomiędzy stronami a sądem powinien znaleźć zastosowanie w postepowaniu arbitrażowym. Arbitraż bowiem, ze swej natury, jest mniej sformalizowany, niż postepowanie przed sądami państwowymi i dlatego można w większym stopniu wykorzystywać środki komunikacji elektronicznej. Pierwszy  Elektroniczny  Sąd Polubowny Ultima ratio może realizować właśnie w pełni idee sądu polubownego, który wykorzystuje w swojej działalności atuty nowych technologii. Ten sąd różni się zatem od innych sądów polubownych w Polsce, że działa wyłącznie elektronicznie, na co strony postepowania się godzą przystępując do sprawy przed tym sądem. Szybkość, transparentność (poprzez dostęp do dokumentów w sprawie przez Internet), jest walorem, który na pewno zainteresuje kontrahentów do tej formy rozpoznawania spraw” – komentuje prof. Jacek Gołaczyński, Przewodniczący Rady Ultima Ratio.

Czynności procesowe pełnomocników i stron również zajmują co najmniej kilkanaście razy mniej czasu, nie licząc oszczędności czasu związanego z brakiem konieczności dojazdu i udziału w rozprawach przed sądami powszechnymi czy innymi sądami polubownymi. Zabezpieczenia systemu elektronicznego Ultima Ratio są analogiczne do zabezpieczeń systemów bankowości elektronicznej.

System informatyczny Ultima Ratio został zbudowany przez polską spółkę ZETO Rzeszów.

Miasta wojewódzkie – ceny OC w I kw. 2019 r.

Porównywarka Ubea.pl zbiera dane o składkach OC z miast wojewódzkich. Warto dowiedzieć się, gdzie w I kw. 2019 r. kierowcy płacili najwięcej.  

Na podstawie danych Ubea.pl można w różny sposób porównywać koszty zakupu ubezpieczeń OC na terenie poszczególnych miast wojewódzkich. Eksperci wspomnianej porównywarki stwierdzili, że dobrym pomysłem jest analizowanie średniej składki OC w „najtańszej” firmie. Poniższa tabela prezentuje przeciętny koszt zakupu obowiązkowej polisy w towarzystwie, które było najbardziej atrakcyjne cenowo. Oprócz danych ze stycznia, lutego oraz marca, pod uwagę wzięto również cały I kw. 2019 r. „Średnie wyniki dla stycznia oraz marca br. dotyczące wszystkich miast wskazują na spadek najniższej składki OC (z 654 zł do 632 zł). W ujęciu procentowym, ten spadek wyniósł 3,4%” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Ceny OC I kw. 19 miasta Ubea 25.04 – infografika

Niezależnie od uwzględnionego okresu, uwagę zwracają też bardzo duże różnice cenowe pomiędzy poszczególnymi miastami. Jako przykład warto podać ośrodki miejskie notujące skrajnie różne wyniki. „Od początku stycznia do końca marca 2019 roku, za obowiązkową polisę OC najwięcej płacili mieszkańcy Gdańska (przeciętnie 803 zł u „najtańszego” ubezpieczyciela), Szczecina (794 zł) oraz Wrocławia (793 zł). Analogiczny wynik z Rzeszowa był około dwa razy mniejszy (397 zł)” – podaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Bardzo wysoki poziom składek OC notowany między innymi na terenie Gdańska, Wrocławia i Szczecina prawdopodobnie ma bezpośredni związek z wysoką szkodowością. Niestety trudno jest znaleźć statystyki dotyczące zdarzeń drogowych tylko na terenie miast wojewódzkich. „Informacje na temat całych województw opublikowane niedawno przez polską Policję wskazują jednak, że w 2018 r. województwa dolnośląskie i pomorskie wyróżniały się najwyższą liczbą rannych na 100 wypadków. To ważna obserwacja, ponieważ szkody osobowe są szczególnie kosztowne dla ubezpieczycieli” – komentuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Średni poziom składek OC w „najtańszych” towarzystwach ubezpieczeniowych (I kw. 2019 r./miasta wojewódzkie)
Miasto

Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie

(I kw. 2019 r.)

Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie (styczeń 2019 r.) Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie

(luty 2019 r.)

Średnia składka OC w „najtańszym” towarzystwie (marzec 2019 r.)
Białystok 765 zł 789 zł 726 zł 781 zł
Bydgoszcz 753 zł 895 zł 655 zł 708 zł
Gdańsk 803 zł 836 zł 857 zł 715 zł
Gorzów Wlk. 589 zł 507 zł 603 zł 658 zł
Katowice 603 zł 527 zł 744 zł 537 zł
Kielce 541 zł 609 zł 438 zł 576 zł
Kraków 573 zł 521 zł 438 zł 760 zł
Lublin 625 zł 631 zł 770 zł 473 zł
Łódź 736 zł 783 zł 755 zł 671 zł
Olsztyn 655 zł 774 zł 619 zł 573 zł
Opole 472 zł 450 zł 500 zł 467 zł
Poznań 661 zł 869 zł 563 zł 552 zł
Rzeszów 397 zł 388 zł 395 zł 409 zł
Szczecin 794 zł 813 zł 909 zł 659 zł
Toruń 602 zł 507 zł 507 zł 791 zł
Warszawa 728 zł 648 zł 717 zł 820 zł
Wrocław 793 zł 803 zł 815 zł 762 zł
Zielona Góra 514 zł 426 zł 656 zł 459 zł
Wynik dla wszystkich analizowanych miast 645 zł 654 zł 648 zł 632 zł

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Zmiany w prawie upadłościowym

Czy rząd przygotuje rewolucję dla upadających konsumentów?

Szymon Mojzesowicz, Lege Advisors
Szymon Mojzesowicz, Lege Advisors

Rada Ministrów wznowiła prace nad głośnym projektem nowelizacji w prawie upadłościowym. Postulowane zmiany dotyczą wielu aspektów postępowań prowadzonych wobec niewypłacalnych dłużników, jednak śmiało możemy powiedzieć o rewolucji w przypadku upadłości konsumenckiej.

Przepisy obowiązujące od ponad czterech lat przyniosły znaczny wzrost zainteresowania upadłością konsumencką, a co za tym idzie większą liczbą spraw trafiających do sądów upadłościowych. Brak odpowiednio licznej kadry oraz niedoskonałe procedury z czasem doprowadziły do dużego spowolnienia prowadzonych postępowań.

Z drugiej strony, o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej decydowało badanie przez sąd, czy dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności umyślnie lub przez rażące niedbalstwo, a interpretacja tych pojęć stała się bardzo różnorodna w zależności od orzekającego sądu, co wywołało zjawisko „turystyki upadłościowej”, taka opinia znalazła  się z resztą w uzasadnieniu omawianego projektu.

Procedowany obecnie projekt z jednej strony zakłada otwarcie znacznie szerszego, niż dotychczas dostępu do upadłości konsumenckiej poprzez odejście od sprawdzania wspomnianych powyżej okoliczności na etapie oceny wniosku o upadłość i przeniesienie go do czasu ustalania planu spłaty wierzycieli. Takie rozwiązanie oczywiście sprowadziłoby na i tak już przeciążone sądy lawinę nowych postępowań, jednak omawiany projekt zakłada nieznane dotąd tryby oddłużania, uproszczenie niektórych procedur, jak również przerzucenie części pracy do kancelarii syndyków. Wskazane zmiany z pewnością ograniczyłyby nakład pracy sądów, ale przecież siłą rzeczy zwiększy się liczba postępowań, co doprowadza do wniosku, że wydziały upadłościowe i tak niezmiennie będą potrzebowały wsparcia kadrowego, aby cały „system upadłościowo-restrukturyzacyjny”  działał sprawnie.

Jakie będą skutki omawianych rozwiązań? W pierwszym odruchu nasuwa się myśl o demoralizacji społeczeństwa pod względem spłacania zobowiązań, a tym samym o stratach na jakie zostają w ten sposób narażeni wierzyciele. Należy jednak pamiętać, że według ostatnich badań przynajmniej dwa miliony Polaków ma problemy z terminowym regulowaniem zobowiązań, co nierzadko spycha te osoby do szarej strefy nie pozostawiając perspektyw na wyjście z zadłużenia i powrót do normalnego funkcjonowania. Zdaje się zatem, że mamy do czynienia z kompleksowym planem na masowe oddłużenie społeczeństwa, co w dalszej perspektywie może przynieść znaczne korzyści gospodarcze.

Adam Pasternak, Lege Advisors
Adam Pasternak, Lege Advisors

Niezależnie od budzących największe zainteresowanie zmian w upadłości konsumenckiej, warto wspomnieć o najciekawszych wątkach, które dotyczą nowelizacji pozostałych przepisów. Na pierwszy plan wysuwa się zrównanie sytuacji prawnej osoby fizycznej będącej przedsiębiorcą z konsumentem na gruncie prawa upadłościowego. Dalej warto pochylić się nad propozycjami co do przebiegu przygotowanej likwidacji (tzw. pre-pack) takimi jak możliwość złożenia wniosku przez każdego z uczestników, także w formie odpowiedzi dłużnika na wniosek wierzyciela, czy też dokonania sprzedaży na rzecz wielu nabywców. Nie wspomnę o rozwiązaniu, które ma zapewnić szerszą ochronę majątku byłego lub obecnego małżonka dłużnika.

Poruszone powyżej kwestie to tylko wycinek z procedowanego projektu mający na celu ukazanie jak szerokie zmiany mogą niebawem dotknąć tę dziedzinę prawa. Czy i w jakim ostatecznie kształcie wejdą pokaże czas, choć temat na pewno jeszcze nieraz wywoła wiele dyskusji.

Autorzy: Szymon Mojzesowicz i Adam Pasternak – firma doradcza Lege Advisors

Wycena nieruchomości – samodzielnie, czy ze specjalistą?

Katarzyna Młynarczyk, Lege Advisors
Katarzyna Młynarczyk, Lege Advisors

Większość z nas, przynajmniej raz w życiu, staje przed decyzją o sprzedaży/zakupie nieruchomości, prywatnej lub komercyjnej. I każdy z nas chce, aby cena takiej nieruchomości była jak najlepsza. Ze względu na ilość pozornie wiarygodnych danych dostępnych w internecie, łatwo ulec złudzeniu, że wyceny można dokonać samodzielnie, bez większego wysiłku i nakładów. Jednak w rzeczywistości próba samodzielnego szacowania nieruchomości może prowadzić do błędnych wyników i w konsekwencji przysporzyć wiele problemów.

Mówiąc o wycenie nieruchomości, nie mamy na myśli jedynie wstępnego szacowania, które faktycznie można dokonać z udziałem tabelek w internecie, czy u pośrednika. Mamy na myśli realne określenie wartości rynkowej. Korzystając z wycen np. biur pośrednictwa otrzymujemy jedynie część prawdy o rynku nieruchomości. Oferty mogą różnić się od finalnych wycen nawet o 20 procent i często odzwierciedlają życzenia właścicieli nieruchomości, a nie ich faktyczną wartość. Zdarza się, że oferty nie uwzględniają w wystarczający sposób m.in. lokalizacji, rodzaju i intensywności zabudowy w otoczeniu, stanu technicznego obiektów, ich funkcji, parametrów powierzchniowych itp. Niestety, szacunkowa wycena staje się w polskich realiach wyceną finalną, często ze względu na koszty. W pośpiechu i bez refleksji atakujemy rynek kwotą pozbawioną kontaktu z rzeczywistością i przy okazji sami psujemy obraz tej rzeczywistości. Efekt – nieruchomość wystawiana miesiącami w serwisach internetowych, co działa na niekorzyść sprzedającego. Krótko mówiąc, sami stwarzamy sobie problem. A może jednak warto oddać wycenę w ręce specjalistów?

Rzeczoznawca – kim jest i po co?

Naturalnym wyborem jest rzeczoznawca majątkowy. Nie jest to osoba przypadkowa. Dostęp do wykonywania tego zawodu regulowany jest przepisami prawa. By uzyskać uprawnienia konieczne jest m.in. ukończenie studiów podyplomowych w zakresie wyceny nieruchomości, odbycie praktyki w zakresie wyceny lub zdobycie doświadczenia zawodowego na stanowisku związanym z wyceną, a następnie pozytywne przejście postępowania kwalifikacyjnego, w tym zdanie egzaminu. Rzeczoznawcy majątkowi wpisani są do ogólnodostępnego rejestru prowadzonego przez Ministra Inwestycji i Rozwoju. Rzeczoznawca majątkowy dokonuje określenia wartości nieruchomości, a także maszyn i urządzeń trwale związanych z nieruchomością. Wyceny dokonuje się dla konkretnego celu. Skorzystanie z usług specjalisty będzie konieczne m.in. przy  transakcjach kupna – sprzedaży nieruchomości, podziałach majątkowych, darowiznach, ustalaniu wartości masy spadkowej, wniesieniu nieruchomości aportem do spółki, zabezpieczeniu wierzytelności, w postępowaniach sądowych, przy ustalaniu odszkodowań czy przy egzekucjach z nieruchomości, a także dla sprawozdań finansowych.

Rzeczoznawca wie więcej

Rzeczoznawca majątkowy szacuje wartość w oparciu o dane z rynku, w tym akty notarialne, dostępne rejestry cen transakcyjnych kupna – sprzedaży nieruchomości, które miały miejsce na rynku, co pozwala na precyzyjną analizę cen transakcyjnych nieruchomości podobnych. Przeprowadzonych szacowań i czynności rzeczoznawcy majątkowego  nie jest w stanie wykonać inna osoba, m.in. ze względu na ograniczony dostęp do danych. Nie da się też zastąpić go kalkulatorami dostępnymi  w serwisach internetowych. Ponadto, zgodnie z przepisami prawa oraz obowiązującymi standardami, rzeczoznawca majątkowy bada stan prawny (księgi wieczyste, ewidencję gruntów i budynków, pozwolenia formalno – prawne, obciążenia, umowy najmu), uwarunkowania planistyczne oraz inne dostępne dokumenty, mogące mieć wpływ na poziom wartości nieruchomości oraz na sposób jej postrzegania na rynku. Szczegółowe badanie stanu nieruchomości jest bardzo istotnym etapem procesu szacowania, wymagającym często dużego zaangażowania i dociekliwości. Zdarza się, że to właśnie od rzeczoznawcy potencjalny nabywca uzyskuje informacje o ukrytych wadach prawnych nieruchomości.

Co to jest operat szacunkowy?

W temacie profesjonalnej wyceny nieruchomości, warto jeszcze zwrócić uwagę na jeden element – jej znaczenia prawnego. Standardowa wycena dokonana przez licencjonowanego rzeczoznawcę w formie operatu szacunkowego jest dokumentem istotnym. Jest ekspertyzą uznawaną w wielu sytuacjach i ma moc urzędową. Ten typ zaawansowanej wyceny zleca się, aby szacowanie nieruchomości nie było łatwe do podważenia. Aby nie stało się obiektem długotrwałych sporów sądowych. Operat szacunkowy jest idealnym rozwiązaniem w przypadku: starania się o kredyt na zakup nieruchomości, egzekucji nieruchomości lub przy skomplikowanym podziale spadku, problemów z Urzędem Skarbowym, czy aktualizacji opłat za użytkowanie wieczyste. Operat musi być sporządzony w formie pisemnej, a jego treść powinna być zgodna z przepisami prawa. Forma i treść operatu powinna być jednolita, niezależnie od regionu, czy autora opracowania.

W operacie szacunkowym przedstawia się sposób dokonania wyceny nieruchomości, w tym:
1)   określenie przedmiotu i zakresu wyceny;
2)   określenie celu wyceny nieruchomości;
3)   podstawę formalną wyceny nieruchomości oraz źródła danych o nieruchomości;
4)   ustalenie dat istotnych dla określenia wartości nieruchomości;
5)   opis stanu nieruchomości;
6)   wskazanie przeznaczenia wycenianej nieruchomości;
7)   analizę i charakterystykę rynku nieruchomości w zakresie dotyczącym celu i sposobu wyceny;
8)   wskazanie rodzaju określanej wartości, wyboru podejścia, metody i techniki szacowania;
9)   przedstawienie obliczeń wartości nieruchomości oraz wyniku wyceny wraz z uzasadnieniem.

Operat szacunkowy może być wykorzystywany do celu, dla którego został sporządzony przez okres 12 miesięcy od daty jego sporządzenia, chyba, że wystąpiły zmiany uwarunkowań prawnych lub istotne zmiany czynników. Koszty standardowej wyceny nieruchomości wykonanej przez licencjonowanego rzeczoznawcę w formie operatu szacunkowego wahają się w zakresie od 500 do 1500 złotych dla nieruchomości o funkcji mieszkaniowej oraz od 1500 do 5000 złotych dla typowych nieruchomości komercyjnych.

Dobra (profesjonalna) wycena nieruchomości to dokument oparty na faktach, procedurach i metodach, które gwarantują, że informacje są po prostu wiarygodne. Każdy z nas musi więc sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto błądzić i narażać się na stres, czy może jednak warto oddać (i zapłacić) szacowanie nieruchomości wiarygodnym praktykom?

Autor:  Katarzyna Młynarczyk – manager działu Analiz i Opinii, firma doradcza Lege Advisors

Polscy pracownicy najbardziej zestresowani w Europie. Negatywnie oceniają relacje w swoich firmach

Polscy pracownicy najbardziej ze<a title=stresowani w Europie. Negatywnie oceniają relacje w swoich firmach" title="Polscy pracownicy najbardziej zestresowani w Europie. Negatywnie oceniają relacje w swoich firmach" />

stresowani-w-Europie.-Negatywnie-oceniaja-relacje-w.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Kontrole Państwowej Inspekcji Pracy wykazują szereg uchybień polskich firm, między innymi w zakresie terminowości wypłaty wynagrodzeń czy zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa pracy. To tylko niektóre z elementów, które składają się na relacje pracownicze, a wśród najważniejszych problemów wymienia się m.in. stres, twarde zarządzanie i mobbing. Zdaniem ekspertów dyskutujących o tym przy okrągłym stole Komitetu Dialogu Społecznego KIG prowadzi to do bierności pracowników i spadku kreatywności, szkodząc nie tylko pojedynczym firmom, lecz także krajowej gospodarce.

Relacje pracownicze w Polsce są oceniane jako złe lub bardzo złe – wynika z raportu „Między feudalizmem a personalizmem. Medialny obraz relacji pracowniczych w Polsce” przygotowanego na zlecenie Komitetu Dialogu Społecznego KIG. Najważniejsze zdefiniowane problemy w relacjach pracowniczych to stres, zarządzanie folwarczne i mobbing.

Z badania „The Workforce View in Europe 2018” wynika, że Polacy są narodem pracującym w największym stresie, a to prowadzi wprost do spadku motywacji i produktywności. 27 proc. pracowników twierdzi, że odczuwa stres każdego dnia. Wśród następnych w zestawieniu pracowników francuskich i brytyjskich ten odsetek wynosi 20 proc. Najmniej zestresowani są natomiast pracownicy w Holandii (10 proc.).

– Trzeba pamiętać, że człowiek jest kapitałem i nie należy postrzegać go tylko przez pryzmat wynagrodzenia. W pracy ważna jest także godność, dyskusja, informacja. Jeżeli człowiek identyfikuje się z zakładem pracy, to jego wydajność jest lepsza, lepiej pracuje. Wtedy relacje między poszczególnymi pracownikami, a także między pracownikami a pracodawcą, są zdecydowanie lepsze, co dobrze wpływa na atmosferę w firmie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes posłanka Izabela Katarzyna Mrzygłocka, wieloletnia przewodnicząca Rady Ochrony Pracy.

Według badań przeprowadzonych przez ADP na europejskich pracownikach („Okiem europejskich pracowników 2018”) w Polsce – zdaniem ankietowanych – pracodawcy wykazują brak zainteresowania dobrym samopoczuciem psychicznym swoich podwładnych, mimo że wielu z nich cierpi z powodu nadmiernego stresu. Dane ZUS z 2017 roku wskazują, że liczba dni zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń i dysfunkcji psychicznych wzrosła w ciągu sześciu lat o ponad 70 proc.

– Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że kwestie dotyczące jakości relacji pracowniczych będą jedynie zyskiwać na znaczeniu. Nurt zarządzania zasobami ludzkimi (HR) i społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw (CSR) coraz mocniej akcentują swoje podejście w odniesieniu do zdrowia i dobrostanu pracowników. Global Reporting Initiative (GRI), system raportowania społecznego przedsiębiorstw, w ostatniej wersji raportu rozbudował dwa obszary: zdrowie i bezpieczeństwo pracowników oraz aspekty środowiskowe. Pracodawcy wszystkich sektorów w dobie coraz ostrzejszej walki o dobrego pracownika zdają sobie sprawę z tego, że przyjazne środowisko pracy i psychofizyczna kondycja pracowników przyczyniają się do tego, że nie szuka on alternatywy – podsumowuje Konrad Ciesiołkiewicz, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG.

Te wartości są generalnie niemierzalne. Z kolei te mierzalne, czyli to, jak człowiek funkcjonuje w firmie, oraz to, jak jest przestrzegane prawo, jak człowiek jest zabezpieczony, bada Państwowa Inspekcja Pracy – mówi Izabela Katarzyna Mrzygłocka.

Państwowa Inspekcja Pracy bada rynek pracy na dwa sposoby. Po pierwsze, przez kontrole planowane, a po drugie – kontrole nieplanowane, podejmowane na skutek zgłoszeń pracowników. Ponad 1/3 takich zgłoszeń dotyczy nieprawidłowości przy wypłacaniu wynagrodzeń.

– Blisko 23 proc. kontroli wykazuje sytuację, w której wynagrodzenie wypłacane jest w niewłaściwej wysokości. Kolejne 17 proc. wykazuje, że wynagrodzenie jest wypłacane nieregularnie, czyli w różne dni miesiąca. Efekt jest taki, że pracownik nigdy nie wie, czy otrzyma pensję w tym tygodniu, w przyszłym czy może jeszcze za dwa tygodnie. 90 proc. Polaków utrzymuje się z pracy zarobkowej, więc jeżeli pensja wpływa nieregularnie, tworzy to bardzo duże poczucie zagrożenia. Na to jesteśmy szczególnie wrażliwi – mówi Łukasz Komuda z Fundacji Inicjatywy Społeczno-Ekonomicznych, szef portalu Rynekpracy.org. – W Polsce pracujemy relatywnie dużo na tle Europy i wciąż niewiele zarabiamy. Jesteśmy 6. krajem UE o najniższym poziomie wynagrodzeń.

Terminowość w wypłacaniu wynagrodzeń czy zapewnienie pracownikom odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa to tylko dwa z długiej listy elementów, które składają się na dobre relacje pracownicze. W tym drugim obszarze pracodawcy także mają sobie wiele do zarzucenia. Blisko 1/3 kontroli Inspekcji Pracy wykazuje różnego rodzaju nieprawidłowości w zakresie technicznego bezpieczeństwa pracy, czyli tego, na ile przestrzegane są m.in. regulacje dotyczące BHP oraz bezpieczeństwa pracy maszyn i urządzeń.

 Okazuje się, że w 86 proc. przypadków niespełnione są wszystkie wymagania dotyczące bezpieczeństwa technicznego pracy. Gdy badane były rusztowania, w 83 proc. przypadków inspektorzy PIP wykazali naruszenia regulacji. W Polsce blisko 400 osób co roku traci życie w wypadkach przy pracy, kolejne kilkaset osób traci kończyny albo doznaje bardzo poważnych obrażeń ciała, w związku z tym to nie są sprawy, które można zbagatelizować – mówi Łukasz Komuda.

Sami pracownicy zwracają też uwagę na słabość otoczenia instytucjonalnego, m.in. związków zawodowych czy Państwowej Inspekcji Pracy, która pilnuje przestrzegania Kodeksu pracy i praw pracowniczych. Jak ocenia posłanka Izabela Katarzyna Mrzygłocka, PIP wymaga jednak zmian organizacyjnych i odciążenia, żeby lepiej realizować swoje zadania.

– Inspekcja ma za dużo zadań, kiedy powinna realizować tylko trzy główne, czyli sprawdzać bezpieczeństwo pracy człowieka, przestrzeganie prawa pracy oraz legalność zatrudnienia. Tutaj dostrzegam konieczność zmiany ustawy. Ta obowiązująca obecnie funkcjonuje od 2007 roku, a rynek dynamicznie się zmienia. Dlatego uważam, że tę ustawę należy zmienić i m.in. wprowadzić kadencyjność Głównego Inspektora Pracy, żeby wpływ polityków na tę instytucje był mniejszy, ponieważ polityka w Państwowej Inspekcji Pracy jest całkiem niepotrzebna – dodaje posłanka

Deweloperzy trzymają poziom. Ceny rosną, ale już nie tak gwałtownie

Deweloperzy działający w sześciu największych miastach Polski sprzedali w pierwszym kwartale br. 16,5 tysiąca nowych mieszkań i tym samym powtórzyli wynik z ostatniego kwartału 2018 r. Podobna liczba, 16,8 tysiąca lokali, trafiła w tym czasie do oferty. Opóźniony boom przeżywają Poznań i Łódź, w których odnotowano w ostatnim kwartale rekordy sprzedażowe – czytamy w najnowszym raporcie JLL Rynek mieszkaniowy w Polsce Q1 2019.

Pierwszy kwartał 2018 roku nie przyniósł zaskakujących zmian, jeśli chodzi o wyniki w sektorze mieszkaniowym. Mimo wyraźnego spadku (-12,5% k/k) liczby nowych wprowadzeń deweloperom udało się ustabilizować proces uruchamiania kolejnych inwestycji, a liczba mieszkań wprowadzonych na rynek w okresie ostatnich 12 miesięcy (67,9 tys.) wyraźnie przewyższyła liczbę mieszkań sprzedanych w tym samym czasie (62,9 tys.). Zrównoważenie popytu oraz ustabilizowanie sytuacji w sektorze budowlanym zahamowało gwałtowny wzrost cen, z którym mieliśmy do czynienia w ostatnim roku. W Krakowie, Trójmieście i Poznaniu średnie ceny mieszkań pozostających w ofercie utrzymały się na poziomie z grudnia, a w Łodzi były wyższe zaledwie o 1,3%.

Mniej zakupów gotówkowych

Ani odpowiednio wysoka podaż, ani stabilizacja cen nie pozwoliła jednak deweloperom działającym na największych rynkach istotnie zwiększyć w pierwszym kwartale roku liczby transakcji, a firmy działające we Wrocławiu i Trójmieście odnotowały w porównaniu z grudniem procentowo nawet dwucyfrowe spadki.

Mniejsza liczba transakcji jest w dużej mierze związana ze spadającym popytem ze strony prywatnych inwestorów kupujących mieszkania na wynajem. Rosnące ceny zmniejszyły istotnie rentowność najmu takich mieszkań, a nabywcy, zwłaszcza ci najbardziej zamożni, kupujący mieszkania za gotówkę, decyzję o inwestycji odłożyli na później.

Boom na najmniejszych rynkach

Ciekawie natomiast przedstawia się sytuacja w Poznaniu i Łodzi, miastach o najmniejszej skali obrotów na rynku pierwotnym[1]. One właśnie teraz przeżywają swój boom. O ile w pozostałych (Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście) najwyższe wolumeny transakcji przypadały na wybrane kwartały 2017 roku, to w Poznaniu i Łodzi rekordy padły właśnie teraz. Na rynku poznańskim sprzedano 1700 mieszkań (+36% k/k), a w Łodzi 1300 (+26% k/k).

Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL
Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL

„Jeśli wziąć pod uwagę, że jeszcze w 2017 r. w Łodzi liczba sprzedanych mieszkań oscylowała w granicach 800 kwartalnie, to wynik przekraczający 1300 jednostek jest imponujący. Jest to nagroda dla deweloperów działających w tym mieście za wyjątkowo wysokie i atrakcyjne wprowadzenia w poprzednich kwartałach. Jeśli podobnie na zwiększenie oferty zareagują nabywcy z Poznania, to rekord sprzedażowy w tym mieście jeszcze przed nami”, komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL.

Szanse i zagrożenia

Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL
Kazimierz Kirejczyk, Wiceprezes Zarządu JLL

Zdaniem Kazimierza Kirejczyka, Wiceprezesa Zarządu JLL „Polski rynek deweloperski wciąż funkcjonuje na bardzo wysokich obrotach. Choć w większości miast sprzedaż zmalała w porównaniu z rekordami odnotowywanymi w 2017 r., to polskie metropolie pozostają na tle innych miast w regionie i Europie liderami w liczbie mieszkań budowanych na sprzedaż”.

Zdaniem autorów raportu Rynek Mieszkaniowy w Polsce Q1 2019 nie oznacza to jednak, że branża nie ma powodów do niepokoju. Kluczowa dla stabilności sektora jest równowaga pomiędzy popytem a podażą i to właśnie ona przez ostatnie lata zapewniała wzrost polskiej mieszkaniówce. Z punktu widzenia elastyczności podaży kluczowe będą planowane zmiany legislacyjne, w tym m. in. planowane przywrócenie możliwości nabywania gruntów rolnych w granicach miast i nowa ustawa o planowaniu przestrzennym. Po stronie popytu czynnikiem hamującym mogą być kolejne wzrosty cen, nieuniknione przy dalszym ograniczaniu podaży.

Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Rynku Mieszkaniowego, JLL
Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Rynku Mieszkaniowego, JLL

„Szansą pozwalającą w najbliższych latach na utrzymanie dotychczasowego wolumenu transakcji jest coraz większa liczba i aktywność funduszy inwestycyjnych zainteresowanych nabyciem całych budynków mieszkaniowych z myślą o długoterminowym wynajmie. Coraz więcej firm deweloperskich zaczyna traktować inwestorów instytucjonalnych jako równoległą ścieżkę sprzedaży mieszkań”, komentuje Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Rynku Mieszkaniowego, JLL.

[1] W grupie analizowanych w niniejszym raporcie 6 miast, w których REAS | JLL Residential Advisory realizuje kwartalny monitoring. Są to Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań i Łódź.

Co czwarty pacjent nie pracuje z powodu przewlekłej choroby. Koszty dla gospodarki są liczone w miliardach złotych

Koszty pośrednie związane z chorobami przewlekłymi kilkukrotnie przewyższają wydatki NFZ na leczenie pacjentów. Przykładowo, w przypadku cukrzycy tylko 11 proc. wydatków przeznaczana jest na refundację, pozostałe 89 proc. to leczenie powikłań, hospitalizacje i koszty pośrednie związane z rentami i przedwczesnymi zgonami. Eksperci podkreślają, że wczesna diagnostyka i szybkie wdrożenie leczenia znacznie zwiększają szansę na wyleczenie pacjenta i jego powrót do pracy. Dlatego niezbędne są m.in. zmiany w dostępie i finansowaniu nowoczesnych terapii.

Koszty pośrednie – i w ogóle koszty leczenia chorób przewlekłych – z roku na rok wzrastają, bo rośnie również liczba zachorowań na tzw. choroby cywilizacyjne. To duże wyzwanie dla zdrowia publicznego i nie jest to tylko kwestia optymalizacji i efektywności leczenia, ale też podejmowania działań, które zapobiegają powstawaniu tych chorób. Jeżeli profilaktyka, promocja zdrowia, leczenie i późniejsza rehabilitacja będą połączone, wtedy będziemy mogli mówić o zredukowaniu kosztów pośrednich – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Beata Małecka-Libera, posłanka, członek sejmowej Komisji Zdrowia.

Koszty pośrednie przekładają się na kondycję całej gospodarki, w szczególności na podaż pracy, wpływy z sektora publicznego oraz wzrost PKB. Przykładem jest łuszczyca, na którą choruje w Polsce około miliona osób, a u ok. 1/3 pacjentów dochodzi do rozwoju łuszczycowego zapalenia stawów. Chorzy mają również większe ryzyko zaburzeń sercowo-naczyniowych, zespołu metabolicznego, cukrzycy typu II oraz depresji. Koszty samego tylko prezenteizmu spowodowanego łuszczycą sięgnęły w 2017 roku ok. 4,9 mld zł. Kolejne 3,1 mld zł to koszty związane z leczeniem powikłań, w tym artropatii i łuszczycowego zapalenia stawów.

Pośrednie koszty chorób przewlekłych trzeba wyliczyć i oszacować, ponieważ cały czas mamy sytuację, w której za część wydatków odpowiada resort zdrowia, a za pozostałe – resort pracy i polityki społecznej. Warto na problem spojrzeć całościowo – podkreśla Tomasz Latos, poseł i członek Sejmowej Komisji Zdrowia.

Eksperci podkreślają, że wczesna diagnostyka i szybkie wdrożenie leczenia znacznie zwiększają szansę na wyleczenie pacjenta i jego powrót do pracy zawodowej. W efekcie zmniejszają się koszty pośrednie i obciążenie dla budżetu państwa. Dlatego niezbędne są m.in. zmiany w dostępie i finansowaniu nowoczesnych terapii.

– W Polsce najpilniejszą potrzebą dla pacjentów z chorobami przewlekłymi jest dostępność do nowoczesnych terapii, ale i lekarzy, którzy mieliby takich chorych pod stałą opieką. W wielu przypadkach może to być oczywiście lekarz rodzinny, ale tutaj niezbędna jest też współpraca i stała możliwość konsultacji między lekarzem rodzinnym a specjalistą – podkreśla Latos.

Przykładem może być sytuacja chorych na cukrzycę, których – według Instytutu Ochrony Zdrowia – jest ok. 3 milionów. W 2016 roku zmarło z jej powodu ponad 30 tys. osób, z których 36 proc. było w wieku produkcyjnym. W 2017 roku koszty całkowite leczenia cukrzycy wyniosły w Polsce między 7-9 mld zł, ale tylko 11 proc. tej kwoty stanowiły wydatki refundacyjne. Pozostałe 89 proc. wydano na leczenie powikłań, hospitalizacje i koszty pośrednie związane z rentami oraz  przedwczesnymi zgonami. Przez ostatnich 20 lat nie było refundacji nowoczesnych leków na cukrzycę typu 2.

Cukrzyca jest chorobą, która wprawdzie nie boli, ale bagatelizowana i leczona wywołuje katastrofalne powikłania, np. zawały serca, udary mózgu, amputacje kończyn dolnych, utrata wzroku i dializy – mówi Anna Śliwińska z Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków. – W cukrzycy bardzo ważna jest farmakoterapia, czyli stosowane leczenie. Niestety Polska ciągnie się w ogonie Unii Europejskiej, ponieważ pacjenci nie mają dostępu do nowoczesnych terapii. Można je zakupić, ale nie są refundowane, przez co mało kto może sobie na nie pozwolić.

Z roku na rok liczba zachorowań na cukrzycę wzrasta.Podobnie jest w przypadku nowotworów, na które składa się grupa ok. 200 schorzeń. Każdego roku taką diagnozę słyszy około 160 tys. osób, z których blisko 95 tys. umiera. Szacunki pokazują, że nowotwory – obecnie druga najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce – za kilka lat awansują na pierwsze miejsce. Do 2025 roku taką diagnozę usłyszy rokrocznie już 180 tys. osób.

Według wyliczeń NIK w 2015 roku koszty ekonomiczne związane z chorobami nowotworowymi w Polsce sięgnęły 4,35 mld euro. Tylko 36 proc. tej kwoty stanowiły bezpośrednie koszty opieki zdrowotnej. Na pozostałą składają się m.in. straty produkcyjne (43 proc.) czy koszty opieki nieformalnej nad pacjentami (7 proc.).

Przykładem może być rak jelita grubego. Roczne straty dla gospodarki związane z utratą produktywności spowodowaną tym nowotworem szacowane są na ponad 2,2 do 2,4 mln zł – wynika z raportu „Możliwości poprawy opieki nad chorymi na raka jelita grubego” opracowanego przez Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Eksperci podkreślają, że w tym kontekście wydatki na profilaktykę, efektywną diagnostykę i leczenie raka jelita grubego należy traktować nie jako wydatek, ale inwestycję w produktywność i ograniczenie kosztów społecznych związanych z czasową lub trwałą niezdolnością do pracy.

W procesie leczenia najważniejsza jest jak najlepsza terapia. Pacjent oczekuje, że będzie leczony według najnowszej wiedzy medycznej, najlepszymi lekami. Często te oczekiwania mijają się z prawdą, bo nie wszystkie leki dostępne na rynkach europejskich czy światowych są dostępne również w Polsce. Nasze stowarzyszenie od 2 lat walczy o wprowadzenie leku w zaawansowanym raku jelita grubego. Tego leczenia w Polsce brakuje i pacjenci muszą sobie te leki kupować sami, ewentualnie wyjeżdżać za granicę, żeby się leczyć – mówi Dorota Kaniewska z Polskiego Towarzystwa Stomijnego Pol-ilko.

Branża leasingowa coraz bardziej się cyfryzuje. Rynek musi się nastawić na usługi w internecie

Branża leasingowa coraz bardziej się cyfryzuje. Rynek musi się nastawić na usługi w internecie 1

Leasing to jedna z najszybciej rozwijających się form finansowania inwestycji polskich firm. Teraz stoi przed wyzwaniem związanym z cyfryzacją swoich usług i kanałów kontaktu z klientem. Dostępny na rynku od niedawna leasing online szybko zdobywa popularność, a w tym kierunku powoli zmierzają wszyscy gracze na rynku.

Tradycyjne firmy leasingowe dostrzegają potrzebę zmiany w kierunku rozwoju technologicznego, procesowego i customer experience swoich usług. Natomiast uważam, że są jeszcze na wstępnym etapie tej drogi. W branży leasingu jest jeszcze dużo do zrobienia w tym obszarze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Kazimierski, prezes LeaseLink.

Zarówno indywidualni, jak i biznesowi klienci coraz częściej przenoszą się do internetu. Według Gemiusa w ubiegłym roku 56 proc. Polaków kupowało w sieci, a ten odsetek rośnie z każdym rokiem. W internecie zapada coraz więcej decyzji zakupowych. Stąd firmy leasingowe, jak i każda inna branża, muszą wdrażać nowe technologie, cyfryzować swoje usługi i kanały kontaktu z klientem. Przykładem jest dostępny od niedawna na rynku leasing online.

– Przyszłość leasingu online jest świetlana – tak samo jak każdego innego segmentu, który przenosi swoje usługi do internetu. W tym obszarze jest duży potencjał i dużo do zrobienia. Nie ulega wątpliwości, że zmieniają się klienci, ich potrzeby, sposób kupowania – nie tylko ubrań czy samochodów, lecz także usług finansowych. Dlatego w tym segmencie online’owym też będzie się dużo działo. Klienci będą oczekiwać od każdej firmy leasingowej możliwości wykupienia usługi w modelu samoobsługowym – mówi Wojciech Kazimierski.

Jak podkreśla, fundamentalną różnicą pomiędzy tradycyjnym a online’owym leasingiem jest to, że klient jest w stanie zaspokoić swoją potrzebę w czasie rzeczywistym.

– Żeby to zobrazować, posłużę się przykładem przelewów, które kiedyś wypisywaliśmy odręcznie i nosiliśmy do okienka w banku, staliśmy w kolejce i musieliśmy się dostosować do godzin otwarcia. Teraz wykonujemy je przez telefon albo internet, o dowolnej porze i w dowolnym miejscu. W leasingu online cały proces odbywa się w sieci. Nie polega to tylko na wypełnieniu landing page&HASH39;a i oczekiwaniu na kontakt z handlowcem. Mowa o takiej usłudze, w której klient załatwia wszystko w internecie, z poziomu swojego komputera: przechodzi weryfikację kredytową, zapoznaje się z umową i od razu ją akceptuje – mówi Wojciech Kazimierski.

Usługi leasingu online do tej pory ograniczały się w zasadzie do wypełnienia formularza internetowego z prośbą o kontakt z agentem, przy czym i tak konieczne było podpisanie papierowej umowy w obecności kuriera i odesłanie dokumentów do weryfikacji leasingodawcy. Obecnie klient może przejść całą procedurę – od złożenia wniosku, weryfikacji kredytowej, po podpisanie umowy i sfinalizowanie transakcji – w 100 proc. przez internet. Weryfikacja kredytowa trwa kilka minut, procedury są maksymalnie uproszczone i klient może wszystko zrobić sam, bez potrzeby kontaktu z agentem.

Przedsiębiorca, który potrzebuje jakiegoś środka trwałego do prowadzenia czy rozwijania swojej firmy, spotyka się z naszą usługą w sklepach internetowych bądź stacjonarnych, które sprzedają tego typu urządzenia, i w prosty sposób może sfinansować swój zakup leasingiem – mówi prezes LeaseLink. – Nasza oferta skierowana jest do dwóch typów odbiorców – do wszelkiego rodzaju sprzedawców środków trwałych, nastawionych na przedsiębiorców, oraz do mikro-, małych i średnich firm, które tych zakupów dokonują.

LeaseLink to modelowy przykład fintechu, czyli wykorzystania technologii w usługach finansowych. Platforma oferuje leasing jako metodę płatności w e-commerce. Przedsiębiorca może wybrać potrzebne mu narzędzia lub sprzęt, np. komputer czy meble biurowe (platforma nie finansuje zakupu pojazdów), w internecie, a następnie wybrać leasing jako metodę płatności i sfinalizować cały proces w ciągu kilku minut.

Model biznesowy LeaseLink jest całkowicie inny niż tradycyjnych firm leasingowych. Usługa jest w zasadzie samoobsługowa, dostępna 24/7, a weryfikacja kredytowa klientów odbywa się na podstawie informacji BIG, BIK i wewnętrznych algorytmów. Jako forma płatności jest już dostępna u ponad 2,5 tys. agentów, głównie w sklepach internetowych, ale i stacjonarnych. Udostępniają ją e-commerce’owi giganci, jak Allegro, Saturn, MediaMarkt czy OleOle!, ale wprowadziły ją też niektóre banki. W lutym br. z usług LeaseLink korzystało już przeszło 20 tys. klientów.

Sektor fintech rozwija się w Polsce bardzo dobrze, w dynamicznym tempie. Jest to zapewne pokłosie tego, że cały polski sektor bankowy jest jednym z najnowocześniejszych na świecie. Ze względu na większy dostęp do kapitału za granicą rozwija się kilka firm, które są liderami w tym obszarze, szczególnie w consumer bankingu i otwartej bankowości – mówi Wojciech Kazimierski. – W segmencie fintechowym bardzo wiele firm koncentruje się na zaspokajaniu potrzeb klientów biznesowych, mikro- i małych przedsiębiorstw. Usługi takie jak leasing, factoring czy różne raty dla firm są bardzo popularne i oczekiwane przez klientów biznesowych.

Branża leasingowa ma blisko 30-proc. udział w finansowaniu inwestycji firm. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w ubiegłym roku branża sfinansowała inwestycje o łącznej wartości 82,6 mld zł. Wzrost na poziomie 21,8 proc. roku do roku był najwyższy od 11 lat. Łączna wartość aktywnych umów obsługiwanych przez sektor leasingowy na koniec ubiegłego roku wyniosła 146,6 mld zł, co z kolei oznacza ponad 22-proc. wzrost. Niezmiennie najwyższy udział w rynku (48,4 proc.) ma finansowanie pojazdów osobowych i dostawczych do 3,5 tony, ale wyniki nakręca też dobra koniunktura w gospodarce i rosnące zainteresowanie firm finansowaniem maszyn i urządzeń (w zeszłym roku wzrost w tym segmencie był bliski 18 proc. rok do roku).

Turyści wypoczywający w popularnych miastach i kurortach narażeni na kradzieże. Ich ryzyko można zminimalizować

Turyści wypoczywający w popularnych miastach i kurortach narażeni na kradzieże. Ich ryzyko można zminimalizować 2

Zbliżająca się majówka to czas wyjazdów do popularnych kurortów, gdzie turyści są szczególnie narażeni na kradzieże. Mogą być one okazjonalne albo dokładnie zaplanowane przez złodziei – mówi Arkadiusz Majewski z Pacsafe Polska. Przed takimi incydentami nie da się całkowicie ustrzec, ale ryzyko można zminimalizować, jeżeli turyści będą przestrzegać kilku elementarnych zasad bezpieczeństwa.

Kradzież – zwłaszcza za granicą – to źródło dużego stresu i mnóstwa problemów. Utrata portfela, telefonu czy dokumentów oznacza m.in. konieczność wizyty w lokalnej jednostce policji i konsulacie. Nie dość, że turysta może zostać bez pieniędzy i kart kredytowych, to na dodatek może mieć trudności z powrotem do kraju, jeżeli skradziony został paszport i dowód osobisty. Równie dużym problemem będzie utrata bagażu, w którym znajdują się np. niezbędne leki albo cenne przedmioty. W takim scenariuszu turysta – zamiast zwiedzać – będzie zmuszony szukać najbliższego lekarza, który wystawi recepty, a na dodatek szanse na odzyskanie dobytku są minimalne.

– Kradzieże można podzielić na kilka grup. Pierwsze to takie, w których ingerencja złodzieja w nasz bagaż jest znikoma. Wynikają z tego, że nie zamykamy plecaka czy torebki albo kieszenie w bagażu są rozsunięte i zachęcamy tym złodziei. Wystarczy sięgnąć i wyjąć cenne rzeczy. Druga grupa to kradzieże, które wymagają od złodzieja nieco umiejętności i manipulacji. Złodzieje znieczulają turystów np. poszturchiwaniami, sztucznym tłumem gdzieś w metrze czy w komunikacji, rozsuwają zamki bagażu i wyciągają z niego cenne przedmioty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Majewski z firmy Pacsafe Polska, która produkuje m.in. antykradzieżowe plecaki i torby.

Na południu Europy – w krajach takich jak Włochy, Portugalia czy Hiszpania – często zdarzają się też tzw. kradzieże „na wyrwę”. Złodziej podjeżdża do turysty znienacka na skuterze, wyrywa mu torebkę lub plecak i szybko odjeżdża.

– To jest dość brutalny rodzaj kradzieży, czasami nawet bardzo – mówi Arkadiusz Majewski.

Na kieszonkowców i kradzieże „na wyrwę” turyści są najbardziej narażeni w zatłoczonych miejscach publicznych – w metrze i środkach komunikacji, na bazarkach albo w galerii handlowej. Nie da się całkiem ustrzec przed takimi incydentami – zwłaszcza jeżeli złodziej obrał sobie nas za cel. Ryzyko można jednak zminimalizować, a turyści za granicą powinni przestrzegać kilku elementarnych zasad bezpieczeństwa.

– Im mniej zabieramy ze sobą, tym lepiej. Schowajmy portfel i telefon do kieszeni, byle nie do tylnej. Przydatne są np. specjalne, sekretne portfele, do których można schować dokumenty i karty kredytowe. Nie epatujmy tym, co ze sobą mamy. Jeżeli chcemy być modni i pokazać swoją najnowszą torebkę, to właśnie takimi elementami przyciągamy uwagę złodziei – mówi Arkadiusz Majewski.

Jak podkreśla, dokumentów ani cennych rzeczy nie powinno się zostawiać w hotelowym pokoju. Po pierwsze, nie zawsze są one wyposażone w skrytki i sejfy, w których można je bezpieczne przechować. Po drugie, nawet jeżeli w hotelu jest sejf, to otworzenie go i tak nie jest dla złodzieja większym problemem.

– Nawet na YouTube można przejść dokładne szkolenie z otwierania hotelowego sejfu. Poza tym sejfy mają tzw. master key, czyli uniwersalny kod, którym obsługa jest w stanie otworzyć każde urządzenie. Dlatego zabierajmy ze sobą cenne rzeczy, ale róbmy to z głową. Przede wszystkim nie bierzmy ze sobą zbyt wiele dobytku. Mając sześć kart kredytowych, zabierzmy tylko te, z których naprawdę potrzebujemy skorzystać – mówi ekspert Pacsafe Polska.

Przed wyjazdem za granicę warto wcześniej znaleźć na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych i zapisać sobie adres konsulatu RP. W przypadku kradzieży dokumentów konieczna będzie wizyta w placówce celem wyrobienia tymczasowego dowodu lub paszportu. Przed podróżą warto też rozważyć wykupienie polisy, która zabezpiecza na wypadek kradzieży i odpowiednio zabezpieczyć swój bagaż. Specjalne pasy czy szyfrowane kłódki skutecznie uniemożliwią złodziejom dostanie się do środka torby czy walizki.

Urządzenia 5G wkraczają na rynek. Nowa technologia transmisji danych przyspieszy wymianę informacji i usprawni działanie internetu rzeczy

Urządzenia 5G wkraczają na rynek. Nowa technologia transmisji danych przyspieszy wymianę informacji i usprawni działanie internetu rzeczy 3

W tym roku pierwsi operatorzy komórkowi uruchomią komercyjne nadajniki pracujące w technologii 5G. Dzięki nim znacząco zwiększy się szybkość przesyłania danych na urządzenia mobilne. Technologia ta sprawdzi się jednak nie tylko w smartfonach czy tabletach, jej potencjał wykorzysta także branża internetu rzeczy. Przyspieszenie transmisji danych pozwoli m.in. zautomatyzować rolnictwo, nad czym pracują już także polskie firmy. Jedną z grup, która może najbardziej odczuć różnicę pomiędzy nową a poprzednią generacją łączności, będą gracze.

– Pierwszą falę urządzeń wyposażonych w technologię 5G, które będą dostępne jeszcze w tym roku, tworzą przede wszystkim smartfony. Ogłosiliśmy natomiast niedawno opracowanie drugiej generacji modemu 5G, pod nazwą Snapdragon X55, który umożliwi zastosowanie technologii 5G nie tylko w telefonach, lecz także w laptopach, urządzeniach ze stałym, bezprzewodowym dostępem do internetu, tabletach, samochodach i wielu innych urządzeniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Ignacio Contreras z firmy Qualcomm Technologies.

Zapewnienie masowego dostępu do sieci 5G jest koniecznością, z którą kraje wysokorozwinięte muszą się zmierzyć w ciągu najbliższych kilku lat. Obecna architektura telekomunikacyjna jest zbyt obciążona, aby wytrzymać napływ nowych urządzeń. Popularyzacja systemów internetu rzeczy oraz serwisów streamingowych, zwłaszcza tych oferujących filmy w rozdzielczości 4K jak np. Netflix, sprawia, że wydolność sieci 4G wkrótce stanie się niewystarczająca do zaspokojenia bieżących potrzeb użytkowników.

Wdrożenie 5G ma zapobiec przeciążeniom sieci starej generacji, które za kilka lat mogłyby sparaliżować systemy łączności. Aby temu zapobiec, kraje z całego świata pracują nad wdrożeniem tej technologii w życie. Korea Południowa dysponuje już rozwiniętą architekturą 5G, w Stanach Zjednoczonych prowadzone są pilotażowe testy tej technologii, a Komisja Europejska ustaliła, że wszystkie kraje członkowskie do 2020 roku powinny wdrożyć 5G w co najmniej jednym mieście. Według wstępnych ustaleń do 2025 roku sieć 5G ma upowszechnić się na terenie całej Unii Europejskiej.

– Użytkownicy będą mogli cieszyć się znacznie szybszym dostępem do internetu oraz urządzeniami o większej responsywności, czyli małych opóźnieniach. Jest to istotne np. dla fanów gier wieloosobowych. Dla osób grających w strzelaniny FPS w trybie multi-player minimalne opóźnienia mogą się skończyć zastrzeleniem przez przeciwnika – mówi Ignacio Contreras.

W tym roku pojawią się pierwsze konsumenckie urządzenia wyposażone w moduły 5G. Samsung Galaxy S10 5G dostępny jest już teraz w sprzedaży na terenie Korei Południowej, Lenovo zaplanowało premierę modelu Z6 Pro na 11 listopada, a wkrótce zadebiutują także telefony 5G od Xiaomi, LG czy Oppo. Jednak nie tylko branża mobilna skorzysta na wprowadzeniu nowego standardu.

– Nasz nowy chip został zaprojektowany po to, by wspierać wdrażanie technologii 5G na całym świecie, począwszy od bieżącego roku. Do końca 2019 r. ujrzymy zatem w sprzedaży urządzenia wyposażone nie tylko w stworzony przez nas modem 5G pierwszej generacji, lecz także drugiej generacji. Mówimy tu o rozwiązaniu, którego opracowanie zostało już ogłoszone – naszej pierwszej platformie mobilnej Snapdragon system-on-a-chip ze zintegrowanym modemem 5G. Testy prowadzone będą w II kw. 2019 r., zaś urządzenia wykorzystujące tę technologię trafią do sprzedaży w 2020 r. – zapowiada ekspert Qualcomma.

W rozwój technologii 5G angażują się także polskie firmy. Comarch podjął współpracę z południowokoreańską firmą LG Uplus w ramach budowy infrastruktury sieciowej. Polska firma odpowiada m.in. za stworzenie narzędzi do zarządzania siecią wirtualną. Comarch podjął także współpracę z brytyjskim rządem w ramach Centrum Innowacji Inżynierii Rolniczej w Shepton Mallet. Firma postanowiła sprawdzić, jak technologia 5G przysłuży się w procesie automatyzacji rolnictwa.

W ramach programu pilotażowego wyposażyła w inteligentne obroże 50 krów spośród stada składającego się ze 180 sztuk bydła. Sprzęt w czasie rzeczywistym kontroluje parametry zdrowotne zwierząt oraz ich położenie, i przesyła te informacje do centrum zarządzania. Obroże pomogą usprawnić także proces dojenia – kiedy krowa podejdzie do dojarki, system rozpozna ją i automatycznie rozpocznie odciąganie mleka.

Inteligentne okulary ThirdEye zaprojektowane zostały z kolei z myślą o branży szkoleniowej. Dzięki wykorzystaniu rzeczywistości rozszerzonej oraz mieszanej instruktor może zdalnie udzielać porad dotyczących rozwiązania danego problemu, na bieżąco analizując to, co widzi osoba zgłaszająca dany problem. Wykorzystanie do komunikacji systemu 5G usprawni ten rodzaj komunikacji.

– Kolejną zaletą technologii 5G jest szybszy dostęp do usług w chmurze, a tym samym praktycznie nieograniczone możliwości przetwarzania i przechowywania danych. Do tego dochodzą jeszcze lepsze wrażenia z użytkowania technologii wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości. Podsumowując, w bieżącym roku 2019 konsumenci na całym świecie będą mogli po raz pierwszy doświadczyć zalet technologii 5G, cieszyć się szybszym dostępem do internetu oraz urządzeniami o większej responsywności – twierdzi ekspert.

Według firmy badawczej Analysys Mason liczba urządzeń z zakresu internetu rzeczy do 2027 roku wzrośnie do 5,4 mld. Jak informują analitycy ReportBuyer, do tego czasu wartość globalnego rynku układów 5G wzrośnie do ponad 24 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 39 proc.

Ustawa o biokomponentach i biopaliwach ciekłych trafiła do konsultacji społecznych.

  • Ministerstwo Energii proponuje, aby obowiązkowe dodawanie biokomponentów do tradycyjnych paliw, wynosiło od 2023 r. dla oleju napędowego 6,2%. Przedsiębiorcy akceptują ten cel, ale postulują inną ścieżkę dojścia. Wskazują również na konieczność zmian w sposobie rozliczania Narodowego Celu Wskaźnikowego (określa minimalny udział biokomponentów w paliwach).
  • Dynamicznie rosnąca konsumpcja paliw powoduje, że firmy muszą dodawać coraz więcej biokomponentów. Może to doprowadzić do kryzysu paliwowego – ostrzega Konfederacja Lewiatan.
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Resort energii chce, aby obowiązkowy udział biokomponentów w paliwach wynosił dla oleju napędowego 4,8%, dla lat 2020-2022 i był podwyższony do 6,2% od 2023 r. My proponujemy inną ścieżkę dojścia do tego celu: 4,8% w 2020 r., 5,2% w 2021 r., 5,6% w 2022 r. i 6,2% w 2023 r. Chcemy uniknąć sytuacji, w której wymagany poziom obowiązkowego blendingu (dodawanie biokomponentów do tradycyjnych paliw) zmienia się skokowo. Ewentualne problemy w dojściu do 6,2% zostaną zauważone wcześniej – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

W ustawie proponuje się również zmianę trybu rozliczenia NCW z kwartalnego na roczny, który jest korzystny dla przedsiębiorców. Zdaniem pracodawców nie stworzono jednak żadnych narzędzi kontroli śródokresowej, mających na celu wyeliminowanie sytuacji, w której podmiot zobowiązany do realizacji NCW uniknie obowiązku w końcówce roku, np. poprzez zawieszenie działalności. Takie zachowania miały już miejsce w przeszłości i spowodowały rozwój „szarej strefy”.

– Proponujemy pozostawienie obowiązku blendowania również w kwartałach, przyjmując jako kwartalny poziom minimum 3% dla ON – dodaje Daria Kulczycka.

Konfederacja Lewiatan zwraca też uwagę, że nowe przepisy stwarzają ryzyko dla tzw. co-processingu dokonywanego poza granicami Polski (na terytorium Unii Europejskiej). Istnieje ryzyko, że nie będzie możliwości zaliczenia takich paliw do NCW, jeżeli jedynie laboratoria określone w ustawie i jej aktach wykonawczych będą mogły badać stopień przereagowania biomasy. Konieczne jest zatem takie doprecyzowanie przepisów, które jasno wskaże, że będą uwzględniane wyniki badań przeprowadzonych w zagranicznych laboratoriach.

NCW obowiązuje od stycznia 2017 r. i określa minimalny udział biokomponentów w ogólnej ilości paliw ciekłych, zużywanych w ciągu roku w polskim transporcie. Poprzez tzw. blending realizują go producenci i importerzy paliw, czyli m.in. Lotos, Orlen, PERN i firmy prywatne. Firmy mają jednak trudności z osiągnięciem NCW. Powodem jest dynamicznie rosnąca konsumpcja paliw, przez którą muszą dodawać coraz więcej biokomponentów.

Czy łatwo o kredyt w 2019 roku?

Przymierzasz się do zaciągnięcia kredytu gotówkowego? Zastanawiasz się, jakie masz szanse na uzyskanie pozytywnej decyzji kredytowej? Sprawdź, czy w 2019 roku banki równie chętnie udzielają wsparcia finansowego.

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK), ponad 15 mln Polaków ma czynny kredyt lub pożyczkę zaciągnięte w banku, SKOK-u lub firmie pożyczkowej. Chociaż część kredytobiorców nie spłaca zobowiązania w terminie, nie zniechęca to banków do udzielania kredytów. Tego rodzaju wsparcie finansowe nadal jest łatwo dostępne – można się o tym przekonać, wchodząc na stronę https://finanse.rankomat.pl/kredyty/gotowkowe/.

Kto może otrzymać kredyt gotówkowy?

O kredyt gotówkowy z możliwością przeznaczenia pieniędzy na dowolny cel może ubiegać się każdy. Nie wszyscy jednak otrzymają pozytywną decyzję wydaną przez bank. Trzeba bowiem spełnić kilka kryteriów, m.in. związanych z:

  • osiąganiem stałego dochodu,
  • zatrudnieniem na jedną z form umów akceptowalnych przez instytucję,
  • wykazywaniem odpowiedniej zdolności kredytowej
  • dobrą historią kredytową w BIK oraz innych bazach.

Istotną rolę spełnia także kryterium wiekowe – kredytobiorca musi być pełnoletni, aczkolwiek czasami wsparcie finansowe udzielane jest osobom, które ukończyły 21 rok życia.

Warto przy tym podkreślić, że nie wszystkie banki wymagają dostarczenia zaświadczenia o zatrudnieniu. Upraszcza to znacząco procedury i sprawia, że ubieganie się o kredyt gotówkowy jest znacznie łatwiejsze.

Jak ubiegać się o kredyt gotówkowy?

Procedura przyznawania kredytu gotówkowego nie jest skomplikowana. Opiera się o uproszczone formalności, co znacznie skraca ścieżkę kredytową. Wystarczy złożyć stosowny wniosek, a następnie przedstawić wymagane dokumenty – często wystarczy tylko oświadczenie o wysokości osiąganych dochodów albo wyciąg z konta bankowego z ostatnich trzech miesięcy. Potem nie pozostaje nic innego, jak czekać na decyzję kredytową i wypłatę środków.

Potrzebujesz gotówki? Porównaj dostępne oferty

Kredyt kredytowi nierówny, dlatego wybór przypadkowej oferty może sporo kosztować. Jeśli zatem liczyć na atrakcyjne warunki finansowe, porównaj dostępne możliwości. Z pomocą przychodzi internetowy kalkulator dostępny np. pod adresem https://finanse.rankomat.pl/kredyty/kalkulator-gotowkowy/.

Zestawiając oferty, weź pod uwagę nie tylko oprocentowanie. Istotną rolę odgrywają m.in. takie parametry jak: RRSO (rzeczywista roczna stopa oprocentowania), całkowita kwota do spłaty, maksymalna kwota kredytu, możliwy okres kredytowania, warunki przyznawania zobowiązania.

V jubileuszowa konferencja Ucząca się Organizacja – Kraków 28 maja 2019 r.

Patronat Medialny - V jubileuszowa konferencja Ucząca się OrganizacjaJak uzyskiwać wpływ i budować autorytet w organizacji? Zapraszamy do udziału w V Konferencji Ucząca się Organizacja. Wspólnie z ekspertami i praktykami pokarzemy:

  • Jak mądrze korzystać z władzy i autorytetu?
  • Kiedy i jak dzielić się władzą z zespołem?
  • Jak być szefem, którego chcą słuchać?
  • Jak budować autorytet w roli zawodowej?
  • Jak wzmacniać pozycję firmy w otoczeniu biznesowym?

Termin: 28 maja 2019 – konferencja, 27/29-31 maja 2019 – warsztaty towarzyszące.

Miejsce: Kraków, Vienna House Andel’s Cracow

Cena specjalna: 600 zł (+23% VAT) na konferencję przy podaniu hasła: CEO.com.pl.

http://www.wszechnica.uj.pl/konferencja

Wideokonferencje w chmurze – czym są i jak działają?

biurko

Wideokonferencje w chmurze – czym są i jak działają?

Żyjemy w czasach otwartego świata. Teraz możesz w jednej chwili skontaktować się z osobą na innym końcu planety. Tak dużo możliwości otwierają przed nami technologie, nie tylko w życiu prywatnym, ale także w biznesie. Współczesne technologie są siłą, która z niewiarygodną prędkością rozwija biznes.

Pracownicy nie muszą znajdować się w jednym pomieszczeniu, a nawet kraju, aby uczestniczyć w spotkaniu, co znacznie sprzyja pracy. Tele- i wideokonferencje są jednym z kluczowych elementów biznesu w naszych czasach i trudno wyobrazić prowadzenie firmy, niezależnie od jej branży, bez użycia tej technologii.

Czym jest chmura?

Od momentu, kiedy w naszym życiu pojawiły się smartfony oraz inne urządzenia mobilne, pojawiło się także pojęcie przechowywania danych w chmurze. Choć jest to technologia używana przez większość z nas na co dzień, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę jest cloud.

Cloud, czy tak zwana chmura, to technologia, która pozwala nam przechowywać dane na zdalnym serwerze, zamiast na własnym, fizycznym urządzeniu. Zaletą danej technologii jest wygoda i bezpieczeństwo. Nie stracisz danych w  razie utraty telefonu czy innego urządzenia, dlatego masz pewność, że Twoje dane są bezpieczne, a także masz dostęp do danych przechowywanych w chmurze z każdego miejsca na ziemi (gdzie jest dostęp do internetu). W ciągu dnia używamy skrzynek pocztowych w chmurze, przechowujemy pliki, zdjęcia, a nawet hasła i całe bazy danych.

Dla kogo są wideokonferencje w chmurze?

Gdy myślimy o wideokonferencji, to do głowy przychodzi nam duża sala z pokaźną ilością osprzętu, takiego jak na przykład kamery, ekrany i inne elementy, ale pytanie – czy to wszystko jest niezbędne? Wideokonferencja w chmurze, to następny krok w kierunku wygodnej i dostępnej technologii, która znacznie upraszcza naszą codzienną pracę.

Wideokonferencje w chmurze są rozwiązaniem dla osób wymagających, które chcą w szybki i prosty sposób mieć dostęp do wszystkich funkcjonalności tele- i wideokonferencyjnych, bez długiej instalacji i bez pomocy osób trzecich.

Przeczytaj więcej o wideokonferencjach w chmurze: https://www.visioncube.pl/offer-item/cloud/

Wideokonferencje w chmurze – pełny pakiet możliwości

Sprzęt do tradycyjnych wideokonferencji często wymaga wiedzy technicznej potrzebnej do jego instalacji oraz zarządzania, co znacznie utrudnia korzystanie z tego typu technologii. Dobrym rozwiązaniem jest wideokonferencja w chmurze. Potrafi być ona równie funkcjonalna co tradycyjne formy, przy czym jej instalacja oraz obsługa jest dla “laika” mniej problematyczna. Używając tej technologii każdy, nawet bez wiedzy technicznej o sprzęcie wideokonferencyjnym, może w prosty sposób skonfigurować system i przygotować, prawdopodobnie, każde pomieszczenie zamieniając je w salę do wideokonferencji.

Podsumowując, wideokonferencje i cloud, to niezwykłe połączenie dwóch technologii, których zastosowanie pomaga w rozwoju biznesu na całym świecie i jest dostępne na wyciągnięcie ręki.

Do kiedy rozliczyć PIT 2019? e-Deklaracja PIT za 2018 online

Kwiecień to ostatni miesiąc, w którym można rozliczyć większość najpopularniejszych deklaracji PIT. Podatnicy, którzy jeszcze tego nie zrobili mają coraz mniej czasu na złożenie deklaracji. Wcześniej warto jednak uporządkować swoją wiedzę na temat poszczególnych wariantów formularzy podatkowych, by zminimalizować ryzyko popełnienia błędu w rozliczeniu.

Dowiedz się, do kiedy PIT powinien zostać złożony do urzędu skarbowego i jakie są grupy docelowe poszczególnych arkuszy podatkowych. Na co jeszcze należy zwrócić uwagę, aby tegoroczny PIT został wypełniony poprawnie?

Do kiedy PIT 2019: rodzaje deklaracji podatkowych

30 kwietnia 2019 r. (wtorek) upływa termin złożenia pięciu rodzajów deklaracji podatkowych, różniących się od siebie m.in. stawką podatkową wypracowanego wynagrodzenia oraz rodzajem źródła przychodu. Niniejsze deklaracje to:

  • PIT-37 – przeznaczony dla większości podatników, którzy otrzymują wynagrodzenie pomniejszone o składki i zaliczki przy pośrednictwie płatnika (umowa o pracę, umowa zlecenia, umowa o dzieło), rozliczane zgodnie z zasadami ogólnymi i skalą podatkową,
  • PIT-36 – dla osób prowadzących działalność gospodarczą, rozliczaną zgodnie z zasadami ogólnymi i skalą podatkową, oraz pracowników, na których spoczywa obowiązek odprowadzenia podatku od otrzymanego wynagrodzenia brutto,
  • PIT-36L – dla osób prowadzących działalność gospodarczą, rozliczaną liniowo według 19% stawki,
  • PIT-38 – przeznaczony do rozliczenia dochodów pochodzących z odpłatnego zbycia udziałów, papierów wartościowych,
  • PIT-39 – służy do rozliczenia zysków powstałych w wyniku sprzedaży nieruchomości.

Deklaracja pracownika: do kiedy PIT-11 musi zostać przekazany przez pracodawcę?

W przypadku podatników, których źródłem wynagrodzenia jest umowa o pracę, umowa zlecenia lub umowa o dzieło, fundamentem poprawnego rozliczenia deklaracji podatkowej (w większości przypadków będzie to PIT-37) jest druk PIT-11. Zawiera on informacje na temat otrzymanych w danym roku wypłat – wypracowanych kwot netto i brutto, składek na ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenia społeczne oraz zaliczek na podatek dochodowy.

Do kiedy PIT-11 musi trafić do urzędu skarbowego?

Zgodnie z obowiązującymi przepisami, pracodawca ma obowiązek dostarczenia PIT-11 do właściwego urzędu skarbowego do 31 stycznia. Przekazanie dokumentu pracownikowi musi nastąpić w ciągu kolejnego miesiąca, do 28 lutego.

W jaki sposób złożyć deklarację podatkową?

O ile wszystkie powyższe deklaracje mogą być złożone drogą tradycyjną w formie drukowanej (tj. osobiście złożone do urzędu skarbowego lub przesłane tam za pośrednictwem Poczty Polskiej), wygodniejszym rozwiązaniem jest wypełnienie formularza przy pomocy przeznaczonego do tego celu oprogramowania, takiego jak program PIT PRO 2018/2019.

Decydując się na skorzystanie z dedykowanego programu PIT, podatnik zyskuje dostęp do wielu przydatnych funkcji, ułatwiających proces poprawnego wypełnienia arkusza podatkowego. Wśród zalet programu PIT PRO 2018/2019 wymienić należy rozwiązania, takie jak:

  • samoczynne podliczenie wpisanych przez użytkownika wartości liczbowych,
  • możliwość dostępu do deklaracji z dowolnego komputera w dowolnej chwili,
  • dodanie do formularza niezbędnych załączników przy pomocy jednego kliknięcia,
  • natychmiastowe potwierdzenie przesłania deklaracji (UPO).

Twój smartphone też może rozliczyć PIT 2019

Rozliczenie deklaracji podatkowej można przeprowadzić w tym roku jeszcze prościej. Aplikacja PIT APP przez telefon, dostępna na system operacyjny Android, automatycznie wypełni deklarację PIT-37 wyłącznie przy pomocy zdjęcia deklaracji PIT-11. Za poprawne działanie programu odpowiada funkcja OCR, służąca do natychmiastowego przetwarzania zdjęć w postać tekstową, dzięki czemu poszczególne pola formularza PIT uzupełniają się samoczynnie.

Zwrot podatku – do kiedy? PIT 2019

Na termin otrzymania zwrotu od fiskusa największy wpływ mają dwa czynniki: sposób, w jaki podatnik zdecydował się złożyć swoją deklarację, oraz do kiedy PIT został przesłany do urzędu skarbowego.

Jeśli obowiązujące zeznanie podatkowe zostało rozliczone bezpośrednio w urzędzie skarbowym (osobiście bądź listownie), maksymalny okres oczekiwania na zwrot podatku może wynosić do 3 miesięcy od dnia dostarczenia PIT. W przypadku rozliczenia online za pośrednictwem programu PIT, czas oczekiwania skraca się do maksymalnie 45 dni.

Do kiedy PIT 2019 powinien być złożony?

O ile nie zostanie przekroczona odgórnie ustalona data (wtorek, 30 kwietnia 2019 r.), PIT można złożyć w dowolnym, odpowiadającym podatnikowi momencie. Nie należy jednak zapominać, iż można przesłać go jedynie wtedy, gdy podatnik jest w posiadaniu wszystkich wymaganych informacji, takich jak te, które zawierają formularze PIT-11 od każdego zeszłorocznego pracodawcy.

Rozliczenie deklaracji podatkowej przy pomocy narzędzi, takich jak program PIT PRO 2018/2019, jest procesem bezpiecznym, szybkim i wygodnym. Podatnik zyskuje pełną kontrolę nad treścią uzupełnianej deklaracji, a mechanizmy zabezpieczające aplikacji przesyłają formularz podatkowy wprost na serwery Ministerstwa Finansów. Nie zastanawiaj się do kiedy PIT powinien być przesłany – uzupełnij go już dziś!

Nadal nie rozliczyłeś PIT za 2018? Rozlicz PIT 2019 już dziś! Pobierz Program PIT Pro / Wypełnij PIT Online / Rozlicz PIT prze telefon w 5 minut!

Rozlicz PIT przez telefon Programem PIT Pro 2018/2019 online

Źródło: Portal podatkowy Podatnik.Info oferujący Darmowy Program PIT Pro 2018/2019

Polityka energetyczna Polski do 2040 – analiza Europejskiego Instytutu Miedzi

Bez odpowiednich inwestycji w sieci dystrybucyjne i przesyłowe, nie zapewnimy polskiej gospodarce właściwych warunków dalszego rozwoju – analiza Europejskiego Instytutu Miedzi

Ministerstwo Energii zadeklarowało przyjęcie strategii „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.” (PEP 2040) już latem. Dotychczasową dyskusję nad dokumentem zdominował temat priorytetów w zakresie rozwoju źródeł wytwarzania energii elektrycznej. Tymczasem, bez intensywnych inwestycji rozwojowych oraz modernizacji sieci energetycznych, energia elektryczna nie dotrze do jej odbiorców, bez względu na źródło jej wytwarzania – wskazują analitycy Europejskiego Instytutu Miedzi i podkreślają, że jest jeszcze czas na wprowadzenie odpowiednich zmian w PEP 2040 na etapie prac parlamentarnych.

Sieci energetyczne wymagają rozwoju i modernizacji

Polska gospodarka rozwija się w coraz szybszym tempie, czego skutkiem jest m.in. rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną. Jej zużycie w 2018 r. było wyższe o blisko 1,7% r/r. i osiągnęło historyczny poziom – niemal 171 TWh. Równocześnie krajowa produkcja energii elektrycznej spadła o blisko 0,3% w porównaniu do 2017 r. i wyniosła 165,3 TWh. W efekcie import netto energii elektrycznej do Polski również osiągnął najwyższy poziom w historii – 5,7 TWh.

Tymczasem krajowy system energetyczny w dużej mierze opiera się na przestarzałej i niskoefektywnej infrastrukturze. Jak wynika z wyliczeń Biura Bezpieczeństwa Narodowego w czasie przesyłu „ginie” ponad 7 proc. wytworzonej energii. Generuje to straty w wysokości ponad 2 mld zł rocznie.

Za generowanie strat w dużej mierze odpowiadają linie niskiego napięcia. Dodatkowo, efektywność energetyczną obniża zużycie krajowej infrastruktury, w tym głównie urządzeń, tj. stacji transformatorów. Choć pod tym względem Polska nie odbiega od krajów Europy zachodniej, to jednak tam wiek infrastruktury rekompensowany jest m.in. przez większe zagęszczenie sieci.

Inwestycje w modernizację oraz rozbudowę polskiej sieci przesyłowej i dystrybucyjnej wydają się więc nieuniknione, pomimo iż będą wiązały się one z koniecznością poniesienia znacznych nakładów finansowych.

Transformacja jest niezbędna

Pomimo iż PEP 2040 zakłada inwestycje w modernizację i rozbudowę infrastruktury przesyłowej i dystrybucyjnej, w wielu miejscach w dokumencie brakuje zapisów konkretyzujących planowane działania rządu w poszczególnych obszarach. W przyszłości może to utrudniać realizację zadań oraz osiągnięcie wyznaczonych celów.

Przykładem może być zapowiedź opracowania Krajowego Planu Skablowania Sieci Średnich Napięć (SN) w horyzoncie do 2040 r. W ocenie Europejskiego Instytutu Miedzi powinno nastąpić to jak najprędzej i zostać włączone w szczegółach techniczno-operacyjnych do PEP 2040. O ile jednak w tekście dokumentu jest zapowiedź, iż nastąpi to w 2019 r., o tyle w Zestawieniu Działań PEP 2040 ta data już się nie pojawiła, co utrudnia ocenę rzeczywistych priorytetów rządu.

W tym kontekście punktem odniesienia do działań krajowych powinno być osiągnięcie poziomu tzw. okablowania sieci porównywalnego do tego w państwach UE, tj. około 75% w sieciach średnich napięć (SN) i ok. 65 % w przypadku sieci niskich napięć (nn). Aby osiągnąć wymierne efekty, niezbędne jest jednak przedstawienie konkretnego programu działań w tym zakresie. Sytuację na liniach SN poprawić mogą nie tylko linie kablowe, ale również nowe linie napowietrzne. Ich liczba zapewne będzie spadać, ale jeżeli powstaną, to będą mniej awaryjne dzięki większym wymaganiom, jakie stawia się dzisiaj liniom napowietrznym.

Dla zapewnienia odpowiedniego stopnia bezpieczeństwa energetycznego Polski warto również zmodyfikować przyjęte w PEP 2040 założenia dotyczące deklarowanego stopnia odtworzenia infrastruktury dystrybucji na poziomie ok. 1,4% rocznie w perspektywie do 2022 roku. W ocenie Europejskiego Instytutu Miedzi należy wydłużyć horyzont tych działań co najmniej do 2025 r. i zwiększyć ich tempo.

Planując inwestycje w rozwój infrastruktury energetycznej należy również wziąć pod uwagę możliwości aktywnego włączenia się Polski w jednolity, europejski rynek energii elektrycznej i gazu. O ile w kontekście gazu wychodzimy na znaczącą pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej, to w przypadku energii elektrycznej sytuacja nie jest tak korzystna. Pomimo iż istnieją połączenia Krajowego Systemu Elektroenergetycznego z systemami energetycznymi Niemiec, Czech, Słowacji, Litwy oraz Szwecji, są to jednak połączenia pojedyncze, o niewielkim znaczeniu dla bilansu energetycznego Polski. Wynika to przede wszystkim z mocy przesyłowych węzłów łączących oraz linii energetycznych odchodzących z tych węzłów. Niestety w PEP 2040 brakuje ilościowej oceny zdolności przesyłowych z poszczególnych kierunków w odniesieniu do założonego minimum krajowego zapotrzebowania na moc i energię. Istniejąca struktura energetyczna zarówno co do rozmieszczenia i mocy węzłów wytwórczych energii elektrycznej, jak i istniejąca sieć linii 400 kV nie pozwalają na aktywną działalność Polski na międzynarodowym rynku energii elektrycznej. Dla przyszłego bezpieczeństwa naszego kraju należy więc zwiększyć liczbę i przepustowość połączeń transgranicznych, zaś harmonogram tych działań powinien zostać włączony do PEP 2040.

Wśród kluczowych obszarów PEP 2040 należałoby również wskazać kwestie dotyczące magazynowania energii. Rozwiązania technologiczne tego typu dają wiele możliwości, ale stworzenie odpowiedniego systemu wymaga dużej rozwagi i solidnej analizy celowości stosowania poszczególnych technologii oraz kosztów. Z jednej strony należy budować obiekty o dużej zdolności magazynowania energii typu elektrownie szczytowo-pompowe, a z drugiej strony być świadomym docelowej ilości obiektów o relatywnie niewielkiej zdolności do magazynowania energii typu baterie lub kondensatory. W polu widzenia trzeba mieć także kwestie związane zarówno z produkcją, jak i z utylizacją zasobników magazynowania energii oraz silnym oddziaływaniem tych procesów na środowisko. W ocenie Europejskiego Instytutu Miedzi niezbędne jest więc niezwłoczne opracowanie krajowego Programu Rozwoju Magazynów Energii na okres co najmniej 10-letni, tworząc dla niego zawczasu stosowną infrastrukturę prawną.

Należy zrobić więcej

Pomimo iż w PEP 2040 zostały poruszone kwestie modernizacji infrastruktury, dokument pozostawia uczucie pewnego niedosytu. W ocenie Europejskiego Instytutu Miedzi, poprawie efektywności energetycznej, ze szczególnym uwzględnieniem sieci dystrybucyjnych i przesyłowych, trzeba nadać taki sam priorytet, jak kwestii bezpieczeństwa energetycznego, tym bardziej, że poprawa efektywności energetycznej daje ten sam skutek, co budowa nowych źródeł wytwarzania energii.

Ponadto działania w tym zakresie powinny zostać ujęte w PEP 2040 w postaci konkretnego planu, z harmonogramem realizacji poszczególnych priorytetów, chociażby ramowym. W ocenie Instytutu, w PEP 2040 należałoby również zawrzeć konkretne informacje na temat możliwości finansowania projektów mających na celu poprawę efektywności energetycznej z Europejskiego Funduszu Pomocowego.

Czas na wdrożenie odpowiednich zmian w strategii energetycznej, gwarantujących bezpieczeństwo infrastruktury elektroenergetycznej Polski, jeszcze jest, zarówno na etapie prac rządowych, jak i parlamentarnych.

Pomimo pewnych zastrzeżeń, Europejski Instytut Miedzi popiera główne cele wskazane dla Polski w PEP 2040, a więc bezpieczeństwo energetyczne przy zapewnieniu konkurencyjności, efektywności energetycznej i zmniejszenie oddziaływania sektora energii na środowisko. Zgodnie z naszą misją popieramy wszelkie inicjatywy mające na celu tworzenie otoczenia systemowego wspierającego prowadzenie inwestycji w zakresie modernizacji i poprawy efektywności całego Polskiego systemu energetycznego, obejmujące m.in. skablowanie sieci, rozwój OZE, w tym mikrosieci i systemów magazynowania energii, zwiększenie elastyczności systemu energetycznego, rozwój klastrów energetycznych, tworzenie inteligentnych sieci, czy rozwój usług z zakresu DSR i DSM.

RAFAMET podsumowuje rok 2018

Grupa Kapitałowa RAFAMET rok 2018  zamyka zyskiem i sprzedażą w wysokości około 122 mln zł. Większa część przychodów została zrealizowana na rynkach zagranicznych.  Spółka  regularnie wdraża do produkcji nowe rozwiązania konstrukcyjne i kontynuuje budowanie kompetencji innowacji.

Rok 2018 w RAFAMET S.A.


– Celem działań zarządczych w roku 2019, podobnie jak w roku ubiegłym, będzie budowanie na wielu obszarach aktywności biznesowej Spółki kompetencji innowacji. Konieczności działań innowacyjnych, tak w zakresie myślenia o nowych produktach i rynkach, jak również w odniesieniu do modyfikacji kultury organizacyjnej firmy, jest stałym i bardzo istotnym elementem działalności Spółki –
podkreśla Prezes Zarządu Fabryki Obrabiarek RAFAMET S.A. E. Longin Wons.

Utrzymanie pozycji czołowego światowego producenta obrabiarek do obróbki profili jezdnych kół pojazdów szynowych, odbudowa pozycji renomowanego dostawcy ciężkich tokarek poziomych marki Poręba, bardzo dobra rentowność biznesu (wskaźnik opisany został poprzez oczekiwany poziom marży EBIDTA), innowacyjność asortymentowa i takie jej postrzeganie przez otoczenie, jak i zrównoważony rozwój całej firmy również w aspekcie stabilnego, dobrze płatnego miejsca pracy, przy ciągłym minimalizowaniu szkodliwych wpływów działalności Spółki na środowisko oraz przy zapewnieniu bezpiecznych warunków pracy – to główne cele strategiczne dla Grupy Kapitałowej RAFAMET, przyjęte w strategii.

– Zarząd RAFAMET S.A. w ramach studiów nad strategicznymi opcjami rozwojowymi Spółki wskazał na biznesowy segment produkcji kół kolejowych oraz zestawów kołowych, jako na kompatybilny z aktualnym profilem biznesowym Spółki. W związku z czym przeprowadzamy analizy warunków krytycznych oraz efektywności tego pomysłu rozwojowego – dodaje E. Longin Wons.

Dużym ograniczeniem tego potencjalnego przedsięwzięcia jest brak polskiego dostawcy kutych, „surowych” (przeznaczonych do dalszej obróbki wiórowej) kół kolejowych. To krytyczny element dla tej inwestycji i dlatego do czasu wypracowania z dwoma, trzema firmami warunków i zasad gwarantowanych, stałych dostaw surowcowych, a należy zauważyć, że liczących się firm tej branży jest w Europie łącznie sześć, nie należy oczekiwać ze strony RAFAMET działań rodzących zobowiązania finansowo – inwestycyjne – uzupełnia Prezes Zarządu firmy RAFAMET, E. Longin Wons.

Od 2019 roku Projekt PORĘBA realizowany na bazie zakupionej w 2016 roku polskiej marki obrabiarkowej zostanie całkowicie zasymilowany z działaniami Spółki dominującej tj. RAFAMET S.A.  – Była to trafna inwestycja, przynosząca nam już obecnie do kilkunastu milionów złotych rentownych przychodów ze sprzedaży rocznie – mówi E. Longin Wons.

Rok 2019 będzie kolejnym rokiem, w którym kuźniański producent zaprezentuje swoje nowe, innowacyjne produkty. – Jesteśmy gotowi do rozpoczęcia produkcji prototypowej obrabiarki do produkcji kół kolejowych typu KKB 150 N. W tym jednak przypadku produkcję rozpoczniemy dla konkretnego klienta, o którego obecnie zabiegamy. Definitywnie z kolei rozpoczynamy w pierwszym kwartale br. produkcję 3 sztuk tokarek kłowych dla kolejnictwa tj. całkowicie nowego wyrobu opracowanego na bazie konstrukcji marki PORĘBA o nazwie TCG 135 N.  W tym roku powstanie również stanowisko SP 125 N do diagnostyki i pomiarów kolejowych zestawów kołowych – dodaje Prezes Wons.

W 2018 r. większą część swoich przychodów Spółka zrealizowała na rynkach zagranicznych tj.: chińskim i francuskim. Innymi istotnymi obszarami sprzedaży eksportowej dla RAFAMET S.A. były rynki: belgijski, indonezyjski, singapurski, rosyjski, indyjski i niemiecki oraz Czechy, Izrael, Mauretania i Węgry. Podobnie będzie i w br., z zaznaczeniem, że udział krajowego rynku zbytu obrabiarek znacząco wzrośnie, co potwierdza wysoką dynamikę polskiej gospodarki w branży kolejowej.

Kuehne + Nagel – wyniki finansowe za I kw. 2019 i sytuacja na rynku

  • Wzrost obrotów netto, zysku brutto oraz EBIT
  • Wzrost EBITDA o 118 CHF, dzięki realizacji standardu IFRS 16
  • Fracht morski znacznie zwiększa EBIT
  • Transport lotniczy osiąga największe marże
  • Transport drogowy znacznie zwiększa swoje wyniki
  • Logistyka kontraktowa kontynuuje restrukturyzacje

Kuehne + Nagel
 

Q1

2019

 

Q1

2018

 

 

 

 

 

Zmienność

 

 

        

CHF mln
           
Obroty netto 5,237 4,862     + 7.7%  
Zysk brutto 1,987 1,843     + 7.3%  
Wynik operacyjny (EBITDA) 1) 418 289     + 44.6%  
EBIT 1) 242 236     + 2.5%  
Zysk za okres 181 184     – 1.6%  
             

 1) Skutki wdrożenia standardu IFRS16 w rachunku zysków i strat.
Bilans zaprezentowano w śródrocznym, kompletnym sprawozdaniu finansowym.

– W pierwszym kwartale 2019 roku, Kuehne + Nagel ponownie zwiększyło obroty netto, zysk brutto i EBIT. Zysk operacyjny EBIT znacząco wzrósł we frachcie morskim, a zanotowane wyniki operacyjne transportu drogowego były wyższe w porównaniu z ubiegłym rokiem. Związany z sytuacją rynkową spadek wolumenu transportu lotniczego został w znacznym stopniu ustabilizowany przez aktywne zarządzanie kosztami. Logistyka kontraktowa jest  w trakcie restrukturyzacji, nadal zajmujemy się przeglądaniem portfolio projektów, przez co osiągi tego sektora zmniejszyły się. Ogólnie grupa osiągnęła dobry wynik. Wdrożenie standardu  IFRS 16W związku z wdrożeniem standardu IFRS 16, EBITDA Grupy Kuehne + Nagel w pierwszym kwartale 2019 roku wzrosło o 118 milionów CHF, a EBIT o 3 miliony. Nie miało to istotnego wpływu na osiągnięty zysk przed podatkowaniem. Spedycja morskaKuehne + Nagel nadal umacnia swoją pozycję globalnego lidera we frachcie morskim z 6,2% wzrostem wolumenu. Grupa zarządzała transportem 1.146 mln (standardowych kontenerów) TEU. To prawie o 70 000 sztuk więcej, niż w tym samym okresie w roku ubiegłym.

W pierwszym kwartale nieznacznie spadł import z rynków północnoamerykańskich i europejskich do Azji (-2 do 3%). Wyniki te odzwierciedlają aktualne ograniczenia importowe dotyczące produktów rolnych i materiałów z recyklingu. Mimo tego, grupie udało się osiągnąć dwucyfrowy wzrost wolumenu azjatyckiego eksportu do Ameryki Północnej i Europy. EBIT osiągnął 112 mln CHF. Wskaźnik EBIT do zysku brutto (współczynnik konwersji) wzrósł do 29,3% (w poprzednim roku: 27,2%). Spedycja lotniczaPo znacznym wzroście tonażu w poprzednich latach, w pierwszym kwartale 2019 roku wolumen przewozów lotniczych spadł nieznacznie o 3,1% do 409 000 ton. Sektor transportu lotniczego rozwijał się zgodnie z całościowym rynkiem lotniczym, który zanotował spadek o 2 do 3%. Od początku 2019 roku, Grupa zintegrowała działalność biznesową
z Quick International Courier, wiodącym na rynku dostawcom krytycznych czasowo rozwiązań transportowych i logistycznych dla przemysłu medycznego i farmaceutycznego oraz lotnictwa. Przyczyniło się to do znacznego wzrostu marży brutto. EBIT osiągnął wynik 80 mln CHF i prawie dorównuje bardzo wysokiemu poziomowi sprzed roku.  Spedycja drogowaTransport drogowy dalej umacnia się, notując w pierwszym kwartale
2019 roku wzrost obrotów netto o 6%, a zysku brutto o 8%.

Kuehne + Nagel nadal osiąga znacznie większy wzrost niż cały rynek spedycji lądowej. Wpływ na ten wynik miał w szczególności transport intermodalny w Ameryce Północnej oraz sieci transportowe w Europie. Kuehne + Nagel dalej rozwija swoje możliwości w spedycji drogowej, m.in. dzięki rozwiązaniom cyfrowym i rozszerzeniem europejskiej floty do obsługi towarów farmaceutycznych.   Logistyka kontraktowaW pierwszym kwartale 2019 r. Kuehne + Nagel kontynuowało restrukturyzację logistyki kontraktowej, przeglądając aktualne portfolia oraz wdrożyło aktywne zarządzanie kosztami. Obroty netto wzrosły
o 6,3% a zysk brutto zanotował wzrost o 4,9%. W pierwszym kwartale 2019 roku, wdrożono nowy, globalny system zarządzania magazynami, który został zainicjowany w ubiegłym roku. EBIT spadł o 26 mln CHF w porównaniu z ubiegłym rokiem.  Dr Detlef Trefzger, CEO Kuehne + Nagel International AG:

„Kuehne + Nagel dobrze rozpoczęło rok 2019. Po raz kolejny zwiększyliśmy obroty netto, zysk brutto i EBIT. Aktualnie, globalny wzrost gospodarczy wyraźnie spowalnia, mimo tego jesteśmy dobrze przygotowani na zmieniający się rynek. Zgodnie z naszą strategią biznesową, skupiamy się na wprowadzaniu nowych rozwiązań cyfrowych
i wysoce wyspecjalizowanych rozwiązań branżowych. W 2019 roku planujemy pozostać na obranym kursie i dalej rozwijać się jako Grupa, zwiększając swoje wyniki.”

Polska gospodarka i przemysł w dobrej kondycji

Mamy głęboką rysę na polskiej gospodarce. Wzrost sprzedaży detalicznej w marcu był najniższy od czterech lat, a dynamika wynagrodzeń najmniejsza od półtora roku.

– Marcowe dane gospodarcze sieją ziarno niepewności dotyczące koniunktury gospodarczej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Pojawiły się rozczarowania, a największym są dane o sprzedaży detalicznej.

Sprzedaż detaliczna wzrosła 1,8 proc. w porównaniu do marca 2018 r. To najgorszy wynik od kwietnia 2015 r. Wzrost wynagrodzeń o 5,7 proc. był najmniejszy od lipca 2017 r.

Według GUS niskie tempo wzrostu sprzedaży w marcu związane było z przesunięciem terminu świąt (tzw. efekt kalendarza). W 2018 r. Wielkanoc wypadała 1 kwietnia, więc przedświąteczne zakupy robiliśmy w marcu.

– Potwierdzeniem tej tezy jest spadek sprzedaży żywności o ponad 10 proc. Efekt świąt poznamy więc dopiero za miesiąc, gdy GUS poda dane za kwiecień – mówi ekspert XTB.

Wzrost sprzedaży mebli i artykułów rtv był największy niemal od siedmiu lat. Gdyby doszło do załamania konsumpcji, tutaj byłoby najbardziej widoczny.

– Dane za kwiecień powinny przynieść wzrost konsumpcji o 6-7 proc. – ocenia P.Kwiecień.

Projekt Baltic Pipe z nowym dofinansowaniem z UE w wysokości 215 mln euro

Gaz-System podpisał umowę na dofinansowanie prac budowlanych dla Baltic Pipe w ramach programu „Łącząc Europę”. Maksymalna wartość nowego dofinansowania z UE to 215 mln euro.

– Współfinansowanie z Unii Europejskiej oznacza, że zwiększy się rentowność tego przedsięwzięcia, a także jego wiarygodność w oczach partnerów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red.nacz. BiznesAlert.pl. – Im więcej takich “pieczątek jakości” ze strony UE, tym większe szanse na pozyskanie klientów i rozwój dostaw gazu z Norwegii, przez Danię, do Polski.

Dofinansowanie zostanie przeznaczone na realizację prac budowlanych zarówno dla gazociągu podmorskiego, jak i na rozbudowę oraz modernizację polskiego systemu przesyłowego gazu ziemnego.Uzyskanie kolejnego dofinansowania potwierdza, że Baltic Pipe jest bardzo ważny nie tylko dla Polski, ale także dla całej UE.

Podpisanie umowy na dofinansowanie stanowi realizację podjętej 23 stycznia 2019 r. decyzji państw członkowskich UE o przyznaniu pomocy finansowej dla programu Baltic Pipe z unijnego instrumentu „Łącząc Europę” (Connecting Europe Facility – CEF). Wcześniej wsparciem objęto realizację prac projektowych w maksymalnej wysokości około 51,45 mln euro i projekt otrzymał także dofinansowanie w maksymalnej wysokości 400 tys. euro na realizację studium wykonalności.

– Baltic Pipe to strategiczny projekt mający na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu na europejskim rynku, a Polska jest jego głównym beneficjentem – komentuje W.Jakóbik.

Od października 2022 r. będziemy mogli sprowadzać rocznie 10 mld m sześc. gazu ziemnego ze złóż na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

„Kreatywna kreacja” – o tym jak budować i wprowadzać na rynek nowe marki młodych

Zanim zdecydujemy się na wprowadzenie nowej marki na rynek, warto zadać sobie kluczowe pytanie: jaka jest koncepcja istnienia marki i jakie cele ma ona osiągnąć? Bez względu na skalę przedsięwzięcia należy przeprowadzić badania, dobrze poznać rynek, wnikliwie przeanalizować jego potrzeby, zasady funkcjonowania i prawa rządzące daną branżą. Do zaplanowania strategii konieczna jest analiza rynku wskazująca zestawienie szans i zagrożeń, słabych i mocnych stron produktu. Należy wziąć też pod uwagę różne ścieżki dla nowej marki, pozytywne i negatywne.

Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group
Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group

Nieważne, jak duża jest firma. Ważne, jak daleko sięga wyobraźnia jej właścicieli. Jeśli potrafią sobie  wyobrazić, że usługa, którą świadczą, zdobywa szerszy od dotychczasowego zasięg, to wszystko jest możliwe.  Ważne, aby w profesjonalny sposób zbudować markę, a stanie się znana, produkt będzie rozpoznawalny i wyróżni się na tle konkurencji. Zawsze należy zacząć od określenia celów. Trzeba mieć świadomość, że nie wszystkie projekty będą sukcesem, dlatego najważniejsza jest analiza rynku i wyciąganie wniosków na przyszłość – mówi Iwo Rybacki z grupy Assay.

Określenie korzyści  dla potencjalnego odbiorcy, czyli propozycje wartości.

Kluczowa wydaje się tu być wiedza o potencjalnych  klientach,  ich przyzwyczajeniach i potrzebach. Znając je, można odpowiednio wypozycjonować produkt na rynku i  wyróżnić go na tle konkurencji. Nieodzowne w takiej sytuacji są badania rynku, które, odpowiednio przeprowadzone, wykażą nie tylko preferencje klientów co do cech produktu, ale i procentowy zamiar zakupu czy szacowany udział w rynku. W pierwszej kolejności należy określić  korzyści, czyli tak zwane propozycje wartości, które można osiągnąć korzystając  z oferty danej marki. Ważne, aby oddziaływały one na wyobraźnię odbiorcy. W przypadku nowości biotechnologicznych, przykładową propozycją wartości może być bezinwazyjne leczenie schorzenia i optymalny czas rekonwalescencji. W przypadku nowej aplikacji – jej funkcjonalność i bezpieczeństwo w sieci. W przypadku eko, może to być katalizator, który ograniczy emisję dwutlenku węgla. W branży spożywczej możemy zainteresować odbiorców nową formą opakowań. Najważniejsze jest to, aby propozycja wartości niosła ze sobą widoczne korzyści.

Potrzeby odbiorców i regulacje prawne

Kolejnym krokiem do udanego wprowadzenia marki na rynek jest identyfikacja regulacji prawnych, które mogą wpłynąć pozytywnie lub negatywnie na proces komercjalizacji oraz sprecyzowanie co naszym zdaniem wpłynie na podjęcie decyzji zakupowej. Ten krok jest szczególnie istotny, ze względu na fakt, że klienci zazwyczaj podejmują decyzje zakupowe na podstawie bieżących potrzeb. Zatem określenie ich jest bardzo pomocne w tworzeniu strategii komunikacji. Naturalnie w zależności od rodzaju produktu czy usługi strategie będą się znacząco od siebie różnić. Inaczej należy planować, chcąc lokalnie sprzedawać koktajle mleczne, inaczej, jeśli myślimy o wysyłce na 5 różnych kontynentów… Strategia jest kluczowa dla launchu nowej marki.

Nie można zapominać również o istotnym elemencie jakim jest ustawodawstwo. Może okazać się, że nasz pomysł z góry skazany jest na porażkę. Dotyczy to szczególnie rozwiązań z zakresu nowoczesnej medycyny oraz produktów czy usług dla dobra publicznego, których rozwój skutecznie blokowany jest przez polskie prawo.

Segmentacja odbiorców

Ważnym czynnikiem przed podjęciem decyzji  o  wejściu marki na rynek jest określenie  docelowego rynku odbiorców. Należy pamiętać, że grupa odbiorców nie może być zbyt wąska, ponieważ może nie przynieść oczekiwanych zysków, ale też nie powinna (przynajmniej w pierwszej fazie) być zbyt szeroka, bo może okazać się, że nie będziemy w stanie sprostać oczekiwaniom rynku. Zdefiniowanie takiej grupy może być też niekorzystne z powodu nieefektywności związanych z komunikacją.  Trudno bowiem stworzyć kampanię promocyjną „dla wszystkich”.

Po określeniu poszczególnych segmentów warto  przeanalizować dostępne dane z rynku i porównać  nasze prognozy z podobnymi, obecnymi  już w danej branży.  Pomoże nam to określić, przynajmniej w przybliżeniu szansę powodzenia. Naturalnie nie ma tu jednego schematu, bo chcemy zainwestować w wynalazek, który ma ściśle określoną grupę odbiorców (np. gospodarstwa agroturystyczne, kluby sportowe), warto sprawdzić, w jakich obszarach geograficznych jest ich najwięcej oraz zidentyfikować organizacje, które zrzeszają tego typu podmioty. Wówczas możemy liczyć na wsparcie przy opracowywaniu strategii komercjalizacji.

Wszystko już było…

Niestety częstym scenariuszem jest to, że nasz wynalazek i potrzeba jaką ma on zaspokajać… został już wynaleziony, a potrzeba jest zaspokajana  przez inne, konkurencyjne produkty lub technologie. To nie oznacza, że mamy rezygnować z pomysłu. Jednak należy dokładnie przeanalizować konkurencję . Może okazać się, że odbiorcy nie są usatysfakcjonowani tym, co jest dostępne na rynku i chętnie spróbują nowych rozwiązań.

Analiza konkurencji

Po zidentyfikowaniu naszych konkurentów, należy dokładnie przeanalizować ich działania czyli przeprowadzić tzw. benchmarking.  Dzięki niemu jesteśmy w stanie uzyskać wiele cennych informacji, które następnie możemy wykorzystać w celu udoskonalenia swojej kampanii i usprawnienia wprowadzenia marki na rynek. Pamiętajmy, że konkurenci nie wyróżniają się jedynie mocnymi stronami. Jednak dużą przewagę, mimo braków, daje wysoka pozycja na rynku. Dlatego zanim przystąpimy do launchu należy wyciągnąć wnioski z badań i odpowiedzieć sobie na kilka pytań: czy faktycznie będziemy konkurencyjni na rynku? Czy nasza marka ma szansę wyróżnić się na tle konkurencji, czyli mieć własny Unique Selling Point? Czy spełnimy oczekiwania naszej grupy docelowej? Czy znamy jej potrzeby i sprostamy oczekiwaniom? Czy jesteśmy przygotowani na ewentualną krytykę?

Po wyciągnięciu wniosków z analizy konkurencji należy rozważyć wprowadzenie rozwiązań, których oczekują nasi potencjalni odbiorcy, a których nie otrzymali od konkurencji. W tej fazie należy też opracować model biznesowy przedsięwzięcia. Jakie będą kanały dystrybucji – czy warto budować własną sieć dystrybucji, czy lepiej podjąć współpracę z innymi jednostkami? Jaki będzie model rozliczeń z odbiorcami? Jakie będą główne źródła przychodu i główne źródła kosztów?  W niektórych  przypadkach może okazać się, że lepszym rozwiązaniem będzie zaoferowanie danego produktu, technologii lub usługi odbiorcy końcowemu za darmo, a źródłem przychodu będą reklamodawcy, jeśli produkt może być nośnikiem treści reklamowych. Konieczne jest też określenie struktury kosztów. Często produkcja jest znacznie niższym kosztem niż zasoby ludzkie. Wówczas, może warto poszukać partnera lub odbiorcy, który weźmie ich część na siebie.

Implementacja marki

Wprowadzanie na rynek nowego produktu wiąże się ze sporym ryzykiem. Zazwyczaj zaangażowane są duże środki finansowe i popełnienie błędu może okazać się bardzo kosztowne. Wszyscy zdają sobie sprawę, jak istotne jest dopasowanie produktu do oczekiwań klientów, dlatego należy pamiętać o konieczności przeprowadzenia testów produktu przed wprowadzeniem go na rynek. Dzięki nim dowiemy się jak klienci oceniają produkt, czy będą go kupowali gdy pojawi się na rynku, co należy zmienić, dodać, poprawić w produkcie, żeby zwiększyć efektywność działań promocyjnych, ile kosztuje pozyskanie nowego klienta, które kanały promocyjne są najlepiej dopasowane do grupy docelowej, i który przekaz promocyjny jest najbardziej skuteczny.

W większości przypadków  przeprowadzenie testów  kosztuje od kilku do kilkunastu razy mniej niż wprowadzenie lub wycofanie z rynku nieudanego produktu.

Klient musi nas znaleźć

Obecnie absolutnym must have jest obecność marki w mediach. Zaczynamy od odpowiednio przygotowanej strategii marketingowej dostosowanej do branży, w której chcemy zaistnieć. Nie zawsze najlepszym rozwiązaniem jest rozbudowana strona internetowa, gdyż na przykład w przypadku aplikacji mobilnych, bądź nowych technologii – nie gwarantuje ona sukcesu ekonomiczno-finansowego. Zawsze o wyborze formy reklamy decydują przede wszystkim środki finansowe oraz specyfika produktu i jego grupa docelowa. Coraz bardziej popularna jest tzw. strategia „product placement”, polegająca na umieszczaniu produktu wewnątrz jakiegoś przekazu. Nowej marce, bardzo przyda się też opinia eksperta czy lidera opinii, który poleci ją i będzie sygnował swoim autorytetem. Działań, mających na celu budowanie świadomości marki jest całe mnóstwo, jednak prawdziwa sztuka polega na ich odpowiednim doborze.

Czujność w biznesie jest bardzo ważna

Wprowadzanie marki na rynek wiąże się ze stworzeniem przemyślanego planu, który  sprawnie przeprowadzony pozwoli szybko odnaleźć miejsce marki na rynku. Po pierwsze odpowiednio przemyślana strategia z uwzględnieniem aspektów biznesowych, grupy docelowej, polityki cenowej, możliwości logistyki i dystrybucji oraz popytu i podaży.  Każdy  z tych elementów  może  mieć istotnie znaczenie przy wejściu na rynek. Ważne, aby nowa marka była nowatorska i wzbudzała zainteresowanie.  Dobry produkt w dobie wysokiej konkurencyjności i nasycenia rynku, to  za mało. Należy przygotować dla niego odpowiednią narrację. Wyjątkową historię, z którą mogą utożsamiać się przyszli klienci. Marka, która dopiero rozpoczyna działalność, lub funkcjonuje na rynku od niedawna powinna stale dokonywać analiz. Analizy te powinny dawać odpowiedzi na pytania: jak zachowują się konkurenci? Czy pojawiają się nowe produkty na rynku? Jak zmieniają się preferencje klientów? Czy i w jaki sposób zmienia się koniunktura rynkowa? Jak wygląda polityka cenowa na tle działań konkurencji? Obserwować i analizować powinniśmy na każdym etapie działalności. Warto przyjrzeć się, jakie działania podejmują konkurenci, a czego nie robią – być może znajdziemy takie rozwiązania, które pozostawi ich daleko w tyle. Właśnie przygotowanie nowatorskiego, innowacyjnego, zaskakującego działania marketingowego jest jednym z ważniejszych elementów strategii. Drugą sprawą dla przedsięwzięć rozpoczynających działalność może być znalezienie niszy na rynku. Może to być nieco skomplikowane, ponieważ rynek jest mocno nasycony i znalezienie niszy staje się coraz trudniejsze. Jednak gdy firmie się to uda – będzie to idealnym początkiem drogi do sukcesu.

Istotna jest również ciągła aktywność i otwartość na dynamikę rynku i jego zmiany. Ważne, by wciąż być aktywnym, dokonywać działań w odpowiedzi na zmiany, jakie zachodzą w oczekiwaniach klientów, pojawiania się „nowych graczy” etc. Gdy marka wchodzi w fazę intensywnego wzrostu musimy wciąż pamiętać o tym, by wszelkie działania były spójne z ustaloną strategią. W przeciwnym razie marka może być postrzegana jako chwiejna, zmienna, niestabilna.

Największym ryzykiem niepowodzenia obciążona jest marka wprowadzana na rynek przez nowo powstałą firmę, która dopiero rozpoczyna działalność.  Zazwyczaj nie ma ona możliwości skorzystania ze wsparcia renomy firmy. Co więcej, taka firma dysponuje zazwyczaj ograniczonymi możliwościami finansowymi i środki przeznaczone na kreowanie marki mogą być niewystarczające. Dlatego firmy chcące wprowadzić nową markę na rynek powinny od początku tworzyć markę nieprzeciętną, porywającą, inną niż dotychczasowe. Wówczas ma ona szansę zdobyć rzesze fanów, a jej właścicieli doprowadzić na szyty rankingów najbogatszych ludzi w biznesie.

Kolejne podwyżki cen mieszkań wzmocniły trójmiejski rynek nieruchomości

Pierwszy kwartał bieżącego roku sprzyjał kolejnym podwyżkom cen mieszkań. Do najbardziej spektakularnych zmian doszło na Pomorzu. Z raportu Expandera i Rentier.io wynika, że w Gdańsku ceny dużych mieszkań wzrosły aż o 13 proc.

Najnowsze dane pokazują, że ogólne ceny ofertowe za mieszkania na sprzedaż w I kwartale 2019 r. wzrosły o ok. 3 proc. w porównaniu do IV kwartału 2018 r. Największe wzrosty widać w Gdańsku, gdzie cena za duże mieszkania podskoczyła aż o 13 proc.

Ponadto, jak wynika z raportu, małe mieszkania drożeją wolniej (do 35 mkw), choć to właśnie ich cena za mkw jest w dalszym ciągu najwyższa w porównaniu do mieszkań o średnim czy dużym metrażu. W ciągu minionych 3 miesięcy zdrożały one jedynie w Gdańsku o 8 proc. i we Wrocławiu o 6 proc.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Dobra koniunktura wciąż utrzymuje się na rynku nieruchomości na sprzedaż.  Nie da się jednak ukryć, że obecnie w Polsce dynamiczne tempo wzrostu cen mieszkań jest wyższe niż tempo wzrostu wynagrodzeń. Pierwsze oznaki wyhamowania są już widoczne – dane za I kwartał 2019 r. pokazują, że deweloperzy zanotowali spadek sprzedaży mieszkań o 11 proc. w stosunku do I kwartału 2018 r. – zauważa Rafał Malik.

Także Eurostat przynosi kolejne ciekawe wyliczenia. W latach 2013 – 2018 ceny transakcyjne w Polsce wzrosły o 19 proc. Co ciekawe, to jeden ze zdecydowanie najwolniejszych wzrostów w całej Unii Europejskiej. Na czele uplasowały się Irlandia ze spektakularnym wzrostem 81 proc., następnie Islandia notująca 77 proc. Trzecie miejsce zajęły Węgry ze zwyżką rzędu 59 proc. Warto nadmienić, że jedynym państwem ze spadkiem cen mieszkań w ciągu omawianych pięciu lat były Włochy z wynikiem  minus 11 proc.

Krajowa osobliwość – Gdynia

Nietypową sytuację na rynku nieruchomości możemy zaobserwować w Gdyni. Tam ceny za duże mieszkania w ostatnim kwartale spadły o niemal 5 proc. Ponadto to w Gdyni cena najmu mieszkania jest niższa niż przed rokiem. Choć spadek jest minimalny, zaledwie o 1 proc., to jest to ewenement w skali krajowej. Rentowność na gdyńskim rynku nieruchomości wynosi dziś ok. 6 proc. brutto, pod warunkiem, że mieszkanie jest zamieszkane przez cały rok. W rezultacie w Gdyni jak i w Gdańsku koszt najmu i rata kredytu są do siebie bardzo zbliżone.

– Osoby oferujące wynajem mieszkań w trójmieście mogą liczyć na jeszcze większe przychody, i tym samym rentowność, w sezonie letnim, kiedy wynajmują swoje lokale przyjezdnym, głównie turystom. Sam Fundusz posiada dwie inwestycje w Gdańsku – w Starym Browarze i na ul. Kołodzieja – które od momentu oddania do użytku cieszą się dużym zainteresowaniem osób, chcących skorzystać z bezpiecznej oferty najmu instytucjonalnego – zauważa Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Dla przeciwwagi miastem, w którym najbardziej wzrosła cena najmu jest Toruń. Tu zanotowano wzrost rzędu 18 proc. Zaraz za nim znalazły się Łódź z wynikiem 13 proc. i Szczecinie 10 proc. Delikatne, bo o 1-2 proc. wzrosty zauważono w Krakowie i Poznaniu. W Warszawie natomiast wyniosły one 4 proc.

Biuro Inwestycji Kapitałowych poprawia wartość aktywów netto

O 8% do 19,2 mln zł wzrosły w 2018 roku przychody Grupy BIK w ujęciu r./r. Jednocześnie wartość kapitałów własnych czyli aktywów netto zwiększyła się o 2,6% do 96,7 mln zł. W planie jest realizacja nowych projektów logistycznych i handlowych.

Biuro Inwestycji KapitałowychFot: BIK Park Wocław I

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w 2018 r. osiągnął 19,2 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o ponad 8% w ujęciu r./r. Grupa zanotowała 10,3 mln zł zysku z działalności operacyjnej, czyli niemal osiem razy więcej niż rok wcześniej (było 1,3 mln zł). Wypracowała jednocześnie 2,1 mln zł zysku netto, względem 4,5 mln zł w poprzednim roku.

Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.
Mirosław Koszany

Przez dwanaście miesięcy minionego roku Grupa BIK zwiększyła jednocześnie wartość kapitałów własnych o 2,6% do 96,7 mln zł. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych wyniosła 112,4 mln zł i była około 40% niższa niż na koniec poprzedniego roku. „Zmniejszenie wartości nieruchomości inwestycyjnych jest konsekwencją finalizowanych transakcji. Wynika bowiem z zawarcia przedwstępnych umów sprzedaży dwóch parków logistycznych o łącznej wartości około 90 mln zł. W efekcie przekwalifikowane zostały te aktywa z nieruchomości inwestycyjnych do aktywów trwałych przeznaczonych do sprzedaży” powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

W planie spółka ma jednocześnie realizację nowych projektów logistycznych. Głównym z nich jest wybudowanie nowego centrum pod Wrocławiem (BIK Park Wrocław I), które dostarczy około 47 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. Biuro Inwestycji Kapitałowych zamierza również rozszerzać ofertę Retail Parków.

Grupa BIK zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 67,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Obecnie w portfelu spółki jest Retail Park Karpacka w Bielsku – Białej o powierzchni najmu prawie 7,0 tys. m2 oraz Galeria Nad Potokiem w Radomiu oferująca 5,2 tys. m2 powierzchni użytkowej.