Polska gospodarka i przemysł w dobrej kondycji

Mamy głęboką rysę na polskiej gospodarce. Wzrost sprzedaży detalicznej w marcu był najniższy od czterech lat, a dynamika wynagrodzeń najmniejsza od półtora roku.

– Marcowe dane gospodarcze sieją ziarno niepewności dotyczące koniunktury gospodarczej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Pojawiły się rozczarowania, a największym są dane o sprzedaży detalicznej.

Sprzedaż detaliczna wzrosła 1,8 proc. w porównaniu do marca 2018 r. To najgorszy wynik od kwietnia 2015 r. Wzrost wynagrodzeń o 5,7 proc. był najmniejszy od lipca 2017 r.

Według GUS niskie tempo wzrostu sprzedaży w marcu związane było z przesunięciem terminu świąt (tzw. efekt kalendarza). W 2018 r. Wielkanoc wypadała 1 kwietnia, więc przedświąteczne zakupy robiliśmy w marcu.

– Potwierdzeniem tej tezy jest spadek sprzedaży żywności o ponad 10 proc. Efekt świąt poznamy więc dopiero za miesiąc, gdy GUS poda dane za kwiecień – mówi ekspert XTB.

Wzrost sprzedaży mebli i artykułów rtv był największy niemal od siedmiu lat. Gdyby doszło do załamania konsumpcji, tutaj byłoby najbardziej widoczny.

– Dane za kwiecień powinny przynieść wzrost konsumpcji o 6-7 proc. – ocenia P.Kwiecień.

Projekt Baltic Pipe z nowym dofinansowaniem z UE w wysokości 215 mln euro

Gaz-System podpisał umowę na dofinansowanie prac budowlanych dla Baltic Pipe w ramach programu „Łącząc Europę”. Maksymalna wartość nowego dofinansowania z UE to 215 mln euro.

– Współfinansowanie z Unii Europejskiej oznacza, że zwiększy się rentowność tego przedsięwzięcia, a także jego wiarygodność w oczach partnerów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red.nacz. BiznesAlert.pl. – Im więcej takich “pieczątek jakości” ze strony UE, tym większe szanse na pozyskanie klientów i rozwój dostaw gazu z Norwegii, przez Danię, do Polski.

Dofinansowanie zostanie przeznaczone na realizację prac budowlanych zarówno dla gazociągu podmorskiego, jak i na rozbudowę oraz modernizację polskiego systemu przesyłowego gazu ziemnego.Uzyskanie kolejnego dofinansowania potwierdza, że Baltic Pipe jest bardzo ważny nie tylko dla Polski, ale także dla całej UE.

Podpisanie umowy na dofinansowanie stanowi realizację podjętej 23 stycznia 2019 r. decyzji państw członkowskich UE o przyznaniu pomocy finansowej dla programu Baltic Pipe z unijnego instrumentu „Łącząc Europę” (Connecting Europe Facility – CEF). Wcześniej wsparciem objęto realizację prac projektowych w maksymalnej wysokości około 51,45 mln euro i projekt otrzymał także dofinansowanie w maksymalnej wysokości 400 tys. euro na realizację studium wykonalności.

– Baltic Pipe to strategiczny projekt mający na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu na europejskim rynku, a Polska jest jego głównym beneficjentem – komentuje W.Jakóbik.

Od października 2022 r. będziemy mogli sprowadzać rocznie 10 mld m sześc. gazu ziemnego ze złóż na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

„Kreatywna kreacja” – o tym jak budować i wprowadzać na rynek nowe marki młodych

Zanim zdecydujemy się na wprowadzenie nowej marki na rynek, warto zadać sobie kluczowe pytanie: jaka jest koncepcja istnienia marki i jakie cele ma ona osiągnąć? Bez względu na skalę przedsięwzięcia należy przeprowadzić badania, dobrze poznać rynek, wnikliwie przeanalizować jego potrzeby, zasady funkcjonowania i prawa rządzące daną branżą. Do zaplanowania strategii konieczna jest analiza rynku wskazująca zestawienie szans i zagrożeń, słabych i mocnych stron produktu. Należy wziąć też pod uwagę różne ścieżki dla nowej marki, pozytywne i negatywne.

Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group
Iwo Rybacki  – Członek Zarządu w Assay Group

Nieważne, jak duża jest firma. Ważne, jak daleko sięga wyobraźnia jej właścicieli. Jeśli potrafią sobie  wyobrazić, że usługa, którą świadczą, zdobywa szerszy od dotychczasowego zasięg, to wszystko jest możliwe.  Ważne, aby w profesjonalny sposób zbudować markę, a stanie się znana, produkt będzie rozpoznawalny i wyróżni się na tle konkurencji. Zawsze należy zacząć od określenia celów. Trzeba mieć świadomość, że nie wszystkie projekty będą sukcesem, dlatego najważniejsza jest analiza rynku i wyciąganie wniosków na przyszłość – mówi Iwo Rybacki z grupy Assay.

Określenie korzyści  dla potencjalnego odbiorcy, czyli propozycje wartości.

Kluczowa wydaje się tu być wiedza o potencjalnych  klientach,  ich przyzwyczajeniach i potrzebach. Znając je, można odpowiednio wypozycjonować produkt na rynku i  wyróżnić go na tle konkurencji. Nieodzowne w takiej sytuacji są badania rynku, które, odpowiednio przeprowadzone, wykażą nie tylko preferencje klientów co do cech produktu, ale i procentowy zamiar zakupu czy szacowany udział w rynku. W pierwszej kolejności należy określić  korzyści, czyli tak zwane propozycje wartości, które można osiągnąć korzystając  z oferty danej marki. Ważne, aby oddziaływały one na wyobraźnię odbiorcy. W przypadku nowości biotechnologicznych, przykładową propozycją wartości może być bezinwazyjne leczenie schorzenia i optymalny czas rekonwalescencji. W przypadku nowej aplikacji – jej funkcjonalność i bezpieczeństwo w sieci. W przypadku eko, może to być katalizator, który ograniczy emisję dwutlenku węgla. W branży spożywczej możemy zainteresować odbiorców nową formą opakowań. Najważniejsze jest to, aby propozycja wartości niosła ze sobą widoczne korzyści.

Potrzeby odbiorców i regulacje prawne

Kolejnym krokiem do udanego wprowadzenia marki na rynek jest identyfikacja regulacji prawnych, które mogą wpłynąć pozytywnie lub negatywnie na proces komercjalizacji oraz sprecyzowanie co naszym zdaniem wpłynie na podjęcie decyzji zakupowej. Ten krok jest szczególnie istotny, ze względu na fakt, że klienci zazwyczaj podejmują decyzje zakupowe na podstawie bieżących potrzeb. Zatem określenie ich jest bardzo pomocne w tworzeniu strategii komunikacji. Naturalnie w zależności od rodzaju produktu czy usługi strategie będą się znacząco od siebie różnić. Inaczej należy planować, chcąc lokalnie sprzedawać koktajle mleczne, inaczej, jeśli myślimy o wysyłce na 5 różnych kontynentów… Strategia jest kluczowa dla launchu nowej marki.

Nie można zapominać również o istotnym elemencie jakim jest ustawodawstwo. Może okazać się, że nasz pomysł z góry skazany jest na porażkę. Dotyczy to szczególnie rozwiązań z zakresu nowoczesnej medycyny oraz produktów czy usług dla dobra publicznego, których rozwój skutecznie blokowany jest przez polskie prawo.

Segmentacja odbiorców

Ważnym czynnikiem przed podjęciem decyzji  o  wejściu marki na rynek jest określenie  docelowego rynku odbiorców. Należy pamiętać, że grupa odbiorców nie może być zbyt wąska, ponieważ może nie przynieść oczekiwanych zysków, ale też nie powinna (przynajmniej w pierwszej fazie) być zbyt szeroka, bo może okazać się, że nie będziemy w stanie sprostać oczekiwaniom rynku. Zdefiniowanie takiej grupy może być też niekorzystne z powodu nieefektywności związanych z komunikacją.  Trudno bowiem stworzyć kampanię promocyjną „dla wszystkich”.

Po określeniu poszczególnych segmentów warto  przeanalizować dostępne dane z rynku i porównać  nasze prognozy z podobnymi, obecnymi  już w danej branży.  Pomoże nam to określić, przynajmniej w przybliżeniu szansę powodzenia. Naturalnie nie ma tu jednego schematu, bo chcemy zainwestować w wynalazek, który ma ściśle określoną grupę odbiorców (np. gospodarstwa agroturystyczne, kluby sportowe), warto sprawdzić, w jakich obszarach geograficznych jest ich najwięcej oraz zidentyfikować organizacje, które zrzeszają tego typu podmioty. Wówczas możemy liczyć na wsparcie przy opracowywaniu strategii komercjalizacji.

Wszystko już było…

Niestety częstym scenariuszem jest to, że nasz wynalazek i potrzeba jaką ma on zaspokajać… został już wynaleziony, a potrzeba jest zaspokajana  przez inne, konkurencyjne produkty lub technologie. To nie oznacza, że mamy rezygnować z pomysłu. Jednak należy dokładnie przeanalizować konkurencję . Może okazać się, że odbiorcy nie są usatysfakcjonowani tym, co jest dostępne na rynku i chętnie spróbują nowych rozwiązań.

Analiza konkurencji

Po zidentyfikowaniu naszych konkurentów, należy dokładnie przeanalizować ich działania czyli przeprowadzić tzw. benchmarking.  Dzięki niemu jesteśmy w stanie uzyskać wiele cennych informacji, które następnie możemy wykorzystać w celu udoskonalenia swojej kampanii i usprawnienia wprowadzenia marki na rynek. Pamiętajmy, że konkurenci nie wyróżniają się jedynie mocnymi stronami. Jednak dużą przewagę, mimo braków, daje wysoka pozycja na rynku. Dlatego zanim przystąpimy do launchu należy wyciągnąć wnioski z badań i odpowiedzieć sobie na kilka pytań: czy faktycznie będziemy konkurencyjni na rynku? Czy nasza marka ma szansę wyróżnić się na tle konkurencji, czyli mieć własny Unique Selling Point? Czy spełnimy oczekiwania naszej grupy docelowej? Czy znamy jej potrzeby i sprostamy oczekiwaniom? Czy jesteśmy przygotowani na ewentualną krytykę?

Po wyciągnięciu wniosków z analizy konkurencji należy rozważyć wprowadzenie rozwiązań, których oczekują nasi potencjalni odbiorcy, a których nie otrzymali od konkurencji. W tej fazie należy też opracować model biznesowy przedsięwzięcia. Jakie będą kanały dystrybucji – czy warto budować własną sieć dystrybucji, czy lepiej podjąć współpracę z innymi jednostkami? Jaki będzie model rozliczeń z odbiorcami? Jakie będą główne źródła przychodu i główne źródła kosztów?  W niektórych  przypadkach może okazać się, że lepszym rozwiązaniem będzie zaoferowanie danego produktu, technologii lub usługi odbiorcy końcowemu za darmo, a źródłem przychodu będą reklamodawcy, jeśli produkt może być nośnikiem treści reklamowych. Konieczne jest też określenie struktury kosztów. Często produkcja jest znacznie niższym kosztem niż zasoby ludzkie. Wówczas, może warto poszukać partnera lub odbiorcy, który weźmie ich część na siebie.

Implementacja marki

Wprowadzanie na rynek nowego produktu wiąże się ze sporym ryzykiem. Zazwyczaj zaangażowane są duże środki finansowe i popełnienie błędu może okazać się bardzo kosztowne. Wszyscy zdają sobie sprawę, jak istotne jest dopasowanie produktu do oczekiwań klientów, dlatego należy pamiętać o konieczności przeprowadzenia testów produktu przed wprowadzeniem go na rynek. Dzięki nim dowiemy się jak klienci oceniają produkt, czy będą go kupowali gdy pojawi się na rynku, co należy zmienić, dodać, poprawić w produkcie, żeby zwiększyć efektywność działań promocyjnych, ile kosztuje pozyskanie nowego klienta, które kanały promocyjne są najlepiej dopasowane do grupy docelowej, i który przekaz promocyjny jest najbardziej skuteczny.

W większości przypadków  przeprowadzenie testów  kosztuje od kilku do kilkunastu razy mniej niż wprowadzenie lub wycofanie z rynku nieudanego produktu.

Klient musi nas znaleźć

Obecnie absolutnym must have jest obecność marki w mediach. Zaczynamy od odpowiednio przygotowanej strategii marketingowej dostosowanej do branży, w której chcemy zaistnieć. Nie zawsze najlepszym rozwiązaniem jest rozbudowana strona internetowa, gdyż na przykład w przypadku aplikacji mobilnych, bądź nowych technologii – nie gwarantuje ona sukcesu ekonomiczno-finansowego. Zawsze o wyborze formy reklamy decydują przede wszystkim środki finansowe oraz specyfika produktu i jego grupa docelowa. Coraz bardziej popularna jest tzw. strategia „product placement”, polegająca na umieszczaniu produktu wewnątrz jakiegoś przekazu. Nowej marce, bardzo przyda się też opinia eksperta czy lidera opinii, który poleci ją i będzie sygnował swoim autorytetem. Działań, mających na celu budowanie świadomości marki jest całe mnóstwo, jednak prawdziwa sztuka polega na ich odpowiednim doborze.

Czujność w biznesie jest bardzo ważna

Wprowadzanie marki na rynek wiąże się ze stworzeniem przemyślanego planu, który  sprawnie przeprowadzony pozwoli szybko odnaleźć miejsce marki na rynku. Po pierwsze odpowiednio przemyślana strategia z uwzględnieniem aspektów biznesowych, grupy docelowej, polityki cenowej, możliwości logistyki i dystrybucji oraz popytu i podaży.  Każdy  z tych elementów  może  mieć istotnie znaczenie przy wejściu na rynek. Ważne, aby nowa marka była nowatorska i wzbudzała zainteresowanie.  Dobry produkt w dobie wysokiej konkurencyjności i nasycenia rynku, to  za mało. Należy przygotować dla niego odpowiednią narrację. Wyjątkową historię, z którą mogą utożsamiać się przyszli klienci. Marka, która dopiero rozpoczyna działalność, lub funkcjonuje na rynku od niedawna powinna stale dokonywać analiz. Analizy te powinny dawać odpowiedzi na pytania: jak zachowują się konkurenci? Czy pojawiają się nowe produkty na rynku? Jak zmieniają się preferencje klientów? Czy i w jaki sposób zmienia się koniunktura rynkowa? Jak wygląda polityka cenowa na tle działań konkurencji? Obserwować i analizować powinniśmy na każdym etapie działalności. Warto przyjrzeć się, jakie działania podejmują konkurenci, a czego nie robią – być może znajdziemy takie rozwiązania, które pozostawi ich daleko w tyle. Właśnie przygotowanie nowatorskiego, innowacyjnego, zaskakującego działania marketingowego jest jednym z ważniejszych elementów strategii. Drugą sprawą dla przedsięwzięć rozpoczynających działalność może być znalezienie niszy na rynku. Może to być nieco skomplikowane, ponieważ rynek jest mocno nasycony i znalezienie niszy staje się coraz trudniejsze. Jednak gdy firmie się to uda – będzie to idealnym początkiem drogi do sukcesu.

Istotna jest również ciągła aktywność i otwartość na dynamikę rynku i jego zmiany. Ważne, by wciąż być aktywnym, dokonywać działań w odpowiedzi na zmiany, jakie zachodzą w oczekiwaniach klientów, pojawiania się „nowych graczy” etc. Gdy marka wchodzi w fazę intensywnego wzrostu musimy wciąż pamiętać o tym, by wszelkie działania były spójne z ustaloną strategią. W przeciwnym razie marka może być postrzegana jako chwiejna, zmienna, niestabilna.

Największym ryzykiem niepowodzenia obciążona jest marka wprowadzana na rynek przez nowo powstałą firmę, która dopiero rozpoczyna działalność.  Zazwyczaj nie ma ona możliwości skorzystania ze wsparcia renomy firmy. Co więcej, taka firma dysponuje zazwyczaj ograniczonymi możliwościami finansowymi i środki przeznaczone na kreowanie marki mogą być niewystarczające. Dlatego firmy chcące wprowadzić nową markę na rynek powinny od początku tworzyć markę nieprzeciętną, porywającą, inną niż dotychczasowe. Wówczas ma ona szansę zdobyć rzesze fanów, a jej właścicieli doprowadzić na szyty rankingów najbogatszych ludzi w biznesie.

Kolejne podwyżki cen mieszkań wzmocniły trójmiejski rynek nieruchomości

Pierwszy kwartał bieżącego roku sprzyjał kolejnym podwyżkom cen mieszkań. Do najbardziej spektakularnych zmian doszło na Pomorzu. Z raportu Expandera i Rentier.io wynika, że w Gdańsku ceny dużych mieszkań wzrosły aż o 13 proc.

Najnowsze dane pokazują, że ogólne ceny ofertowe za mieszkania na sprzedaż w I kwartale 2019 r. wzrosły o ok. 3 proc. w porównaniu do IV kwartału 2018 r. Największe wzrosty widać w Gdańsku, gdzie cena za duże mieszkania podskoczyła aż o 13 proc.

Ponadto, jak wynika z raportu, małe mieszkania drożeją wolniej (do 35 mkw), choć to właśnie ich cena za mkw jest w dalszym ciągu najwyższa w porównaniu do mieszkań o średnim czy dużym metrażu. W ciągu minionych 3 miesięcy zdrożały one jedynie w Gdańsku o 8 proc. i we Wrocławiu o 6 proc.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Dobra koniunktura wciąż utrzymuje się na rynku nieruchomości na sprzedaż.  Nie da się jednak ukryć, że obecnie w Polsce dynamiczne tempo wzrostu cen mieszkań jest wyższe niż tempo wzrostu wynagrodzeń. Pierwsze oznaki wyhamowania są już widoczne – dane za I kwartał 2019 r. pokazują, że deweloperzy zanotowali spadek sprzedaży mieszkań o 11 proc. w stosunku do I kwartału 2018 r. – zauważa Rafał Malik.

Także Eurostat przynosi kolejne ciekawe wyliczenia. W latach 2013 – 2018 ceny transakcyjne w Polsce wzrosły o 19 proc. Co ciekawe, to jeden ze zdecydowanie najwolniejszych wzrostów w całej Unii Europejskiej. Na czele uplasowały się Irlandia ze spektakularnym wzrostem 81 proc., następnie Islandia notująca 77 proc. Trzecie miejsce zajęły Węgry ze zwyżką rzędu 59 proc. Warto nadmienić, że jedynym państwem ze spadkiem cen mieszkań w ciągu omawianych pięciu lat były Włochy z wynikiem  minus 11 proc.

Krajowa osobliwość – Gdynia

Nietypową sytuację na rynku nieruchomości możemy zaobserwować w Gdyni. Tam ceny za duże mieszkania w ostatnim kwartale spadły o niemal 5 proc. Ponadto to w Gdyni cena najmu mieszkania jest niższa niż przed rokiem. Choć spadek jest minimalny, zaledwie o 1 proc., to jest to ewenement w skali krajowej. Rentowność na gdyńskim rynku nieruchomości wynosi dziś ok. 6 proc. brutto, pod warunkiem, że mieszkanie jest zamieszkane przez cały rok. W rezultacie w Gdyni jak i w Gdańsku koszt najmu i rata kredytu są do siebie bardzo zbliżone.

– Osoby oferujące wynajem mieszkań w trójmieście mogą liczyć na jeszcze większe przychody, i tym samym rentowność, w sezonie letnim, kiedy wynajmują swoje lokale przyjezdnym, głównie turystom. Sam Fundusz posiada dwie inwestycje w Gdańsku – w Starym Browarze i na ul. Kołodzieja – które od momentu oddania do użytku cieszą się dużym zainteresowaniem osób, chcących skorzystać z bezpiecznej oferty najmu instytucjonalnego – zauważa Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Dla przeciwwagi miastem, w którym najbardziej wzrosła cena najmu jest Toruń. Tu zanotowano wzrost rzędu 18 proc. Zaraz za nim znalazły się Łódź z wynikiem 13 proc. i Szczecinie 10 proc. Delikatne, bo o 1-2 proc. wzrosty zauważono w Krakowie i Poznaniu. W Warszawie natomiast wyniosły one 4 proc.

Biuro Inwestycji Kapitałowych poprawia wartość aktywów netto

O 8% do 19,2 mln zł wzrosły w 2018 roku przychody Grupy BIK w ujęciu r./r. Jednocześnie wartość kapitałów własnych czyli aktywów netto zwiększyła się o 2,6% do 96,7 mln zł. W planie jest realizacja nowych projektów logistycznych i handlowych.

Biuro Inwestycji KapitałowychFot: BIK Park Wocław I

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w 2018 r. osiągnął 19,2 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o ponad 8% w ujęciu r./r. Grupa zanotowała 10,3 mln zł zysku z działalności operacyjnej, czyli niemal osiem razy więcej niż rok wcześniej (było 1,3 mln zł). Wypracowała jednocześnie 2,1 mln zł zysku netto, względem 4,5 mln zł w poprzednim roku.

Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.
Mirosław Koszany

Przez dwanaście miesięcy minionego roku Grupa BIK zwiększyła jednocześnie wartość kapitałów własnych o 2,6% do 96,7 mln zł. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych wyniosła 112,4 mln zł i była około 40% niższa niż na koniec poprzedniego roku. „Zmniejszenie wartości nieruchomości inwestycyjnych jest konsekwencją finalizowanych transakcji. Wynika bowiem z zawarcia przedwstępnych umów sprzedaży dwóch parków logistycznych o łącznej wartości około 90 mln zł. W efekcie przekwalifikowane zostały te aktywa z nieruchomości inwestycyjnych do aktywów trwałych przeznaczonych do sprzedaży” powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

W planie spółka ma jednocześnie realizację nowych projektów logistycznych. Głównym z nich jest wybudowanie nowego centrum pod Wrocławiem (BIK Park Wrocław I), które dostarczy około 47 tys. m2 nowoczesnej powierzchni magazynowej. Biuro Inwestycji Kapitałowych zamierza również rozszerzać ofertę Retail Parków.

Grupa BIK zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 67,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Obecnie w portfelu spółki jest Retail Park Karpacka w Bielsku – Białej o powierzchni najmu prawie 7,0 tys. m2 oraz Galeria Nad Potokiem w Radomiu oferująca 5,2 tys. m2 powierzchni użytkowej.

Dzięki cyfryzacji wzrośnie liczba etatów w polskich firmach

Aż 87% polskich pracodawców w wyniku cyfryzacji chce zwiększyć lub utrzymać obecną liczbę pracowników, tylko 7% firm przewiduje redukcje etatów. Najwięcej rąk do pracy będzie potrzebnych w IT, produkcji przemysłowej i obsłudze klienta. Zmniejszenia liczby pracowników można się spodziewać w administracji i zarządzaniu biurem – potwierdza opublikowany dziś raport ManpowerGroup „Rewolucja umiejętności 4.0. Czy roboty potrzebują ludzi?”.

Według raportu ManpowerGroup o wpływie automatyzacji procesów na zatrudnienie w firmach 13% polskich przedsiębiorstw w wyniku cyfryzacji w ciągu dwóch lat zwiększy liczbę pracowników. 74% firm chce utrzymać obecną liczbę zatrudnionych, podczas gdy 7% przewiduje redukcje etatów, a 6% nie wie, jaki wpływ będzie miała automatyzacja na zatrudnienie w ich firmach.

IwonaJanas_ManpowerGroup
Iwona Janas

– Automatyzacja procesów nie jest nowym zjawiskiem, a roboty już od wielu lat zastępują pracę człowieka przy prostych, powtarzalnych czynnościach. Biorąc pod uwagę rosnący niedobór pracowników, firmy przyspieszają swoją decyzję o inwestycji w nowe technologie, szczególnie w przypadku nowo otwieranych fabryk lub linii produkcyjnych – mówi Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup. – Firmy optymalizują procesy oraz podwyższają swoją efektywność, by szybciej reagować na potrzeby konsumentów i być bardziej konkurencyjnym na rynku. W cyfryzacji nie chodzi zatem o zastąpienie prac ludzi maszynami, ale o zwiększenie wydajności przedsiębiorstw i możliwość konkurowania z innymi graczami. Maszyny stanowią część siły roboczej, mogą odciążyć pracowników w wykonywaniu monotonnych prac, często związanych z wysiłkiem fizycznym, jednak brakuje im inteligencji emocjonalnej oraz umiejętności miękkich, którymi dysponuje człowiek. Dzięki cyfryzacji pracownicy mogą skupić się na rozwoju i w przyszłości zajmować specjalistyczne stanowiska – dodaje Iwona Janas.

Produkcja przemysłowa z największymi zmianami w zatrudnieniu

Spośród 6 przeanalizowanych przez ManpowerGroup branż najwięcej zmian w wyniku automatyzacji procesów przewidują polscy pracodawcy z sektora produkcji przemysłowej – 30% firm deklaruje, że będzie powiększać swoje zespoły, podczas gdy 21% planuje je redukować. Cyfryzacja doprowadzi do zmian w zatrudnieniu w IT, gdzie 11% przedsiębiorstw deklaruje wzrost, a 1% spadek zatrudnienia, w obsłudze klienta (9% vs. 4%), HR (3% vs. 0%), finansach i księgowości (4% vs. 3%). W administracji i zarządzaniu biurem w wyniku automatyzacji więcej firm będzie redukować niż powiększać zespoły – 19% vs. 4%.

Kompetencje miękkie kompetencjami przyszłości

W obliczu największego od 12 lat niedoboru talentów coraz więcej przedsiębiorstw zamierza inwestować w rozwój swoich pracowników. Firmy są świadome, że znalezienie odpowiedniego kandydata może stanowić wyzwanie, dlatego aż 90% organizacji w Polsce przewiduje, że do 2020 r. będzie podnosić kwalifikacje swoich pracowników. Jednocześnie, 34% przedsiębiorstw w Polsce stwierdziło, że trudno jest szkolić pracowników w zakresie umiejętności technicznych, natomiast 36% pracodawców przyznało, że jeszcze trudniej jest szkolić z kompetencji miękkich, takich jak myślenie analityczne i komunikacja. Jakie umiejętności zyskają na znaczeniu w ciągu najbliższych dwóch lat? W produkcji przemysłowej, która ulegnie największym zmianom pod wpływem cyfryzacji będą to zdolność uczenia się, zarządzania maszynami i rozwiązywania skomplikowanych problemów. W obsłudze klienta na znaczeniu zyska umiejętność komunikacji, budowania relacji i zarządzania cyfrowymi rozwiązaniami. Z kolei w administracji i zarządzaniu biurem, gdzie wiele zadań zostanie oddelegowanych maszynom kluczowe będą komunikacja, myślenie krytyczne i analiza oraz budowanie relacji i wywieranie wpływu.

Badaniem ManpowerGroup objęto 19417 pracodawców z 6 sektorów rynku z 44 krajów, w tym 301 z Polski. Pracodawcy zapytani byli o wpływ automatyzacji na poziom zatrudnienia w ich firmach w ciągu najbliższych dwóch lat, obszary, w stosunku o do których przewidują oni największy wzrost zatrudnienia oraz o wdrażane strategie zarządzania talentami w celu utworzenia przyszłej kadry pracowniczej. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

8 najważniejszych trendów sportowych 2019 roku według Deloitte

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość, zakłady sportowe czy esport – między innymi te trendy będą miały największy wpływ na przemysł sportowym w nadchodzących miesiącach. Jak zauważają w raporcie „Deloitte’s sports industry starting lineup – Trends expected to disrupt and dominate 2019” eksperci firmy doradczej Deloitte, branża sportowa dynamicznie się zmienia za sprawą osiągnięć technologicznych, przemian społecznych i kulturowych. W najbliższym czasie tematy takie jak psychika sportowców czy kompleksowe podejście do fanów będą dominować na forum, a piłka nożna zyska na popularności w Stanach Zjednoczonych.

Rok 2018 obfitował w wydarzenia na arenie sportowej. W emocjonującym finale Mistrzostw Świata francuscy piłkarze pokonali Chorwatów, a era Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego w wyścigu o miano najlepszego piłkarza roku zakończyła się wraz z odebraniem tytułu przez Lukę Modrića. Również nad Wisłą nie zabrakło emocjonujących chwil. Kamil Stoch po raz trzeci odebrał złoto olimpijskie, polscy siatkarze obronili tytuł Mistrzów Świata, a Justyna Kowalczyk i Agnieszka Radwańska ogłosiły przejście na sportową emeryturę.

Branżę sportową charakteryzuje wyjątkowo duża dynamika zmian. Graniczy więc prawie z niemożliwym przewidywanie konkretnych wydarzeń, które nas czekają. Biorąc jednak pod lupę ubiegły rok jesteśmy w stanie wskazać obszary o zwiększonej aktywności i na ich podstawie wyznaczyć ogólne trendy, które będą miały wpływ na świat sportu w nadchodzących miesiącach, – mówi Przemysław Zawadzki, Partner Associate, Lider Grupy Sportowej w Deloitte.

W 2018 roku uwagę ekspertów Deloitte zwróciły m.in. kwestia bezpieczeństwa podczas wydarzeń sportowych, znaczna poprawa jakości i oferty serwisów streamingowych, a także wzrost aktywności sportowców w sferze działań społecznych i politycznych.

Sportowcy nie tylko od sportu

Minęły już czasy, w których, aby dowiedzieć się czegoś na temat ulubionych graczy, trzeba było czekać na oficjalne materiały od dziennikarzy. Sportowcy stają się coraz aktywniejsi w mediach społecznościowych i za pośrednictwem platform takich jak Twitter czy Instagram sami tworzą treści, dzieląc się z fanami informacjami z życia zawodowego i prywatnego. Chociaż znaczenie takich portali wciąż stanowi jedynie dodatek do mediów tradycyjnych, trend ten, wspierany przez gwiazdy, które wychowały się już w sferze cyfrowej, może w nadchodzących latach zyskać na znaczeniu. Lekkoatleta Derek Jeter dostrzegł potrzebę wymiany poglądów i spostrzeżeń wśród sportowców i w tym celu założył platformę The Players’ Tribune. Za jej pośrednictwem gwiazdy sportu dzielą się informacjami o nawiązywanych współpracach, punktach zwrotnych w karierze oraz dyskutują na wrażliwe tematy. Taka forma interakcji z fanami może pomóc sportowcom w budowaniu i umacnianiu marek osobistych.

W stronę wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości

Rozwój nowoczesnych technologii daje liczne możliwości, ale również stawia wyzwania. Coraz trudniej utrzymać zainteresowanie widzów, którzy przyzwyczajeni do natłoku informacji, przy najmniejszym zastoju w grze przekierowują uwagę na telefon komórkowy lub inne urządzenia. Twórcy treści sportowych rozwiązanie tego problemu również dostrzegają w technologii – proponują odbiorcom nowoczesny sposób oglądania rozgrywek, pozwalający fanom „zbliżyć się” do sportowców. Znaczące kroki ku wdrożeniu wirtualnej (VR) i rozszerzonej rzeczywistości (AR) w sporcie w 2018 roku podjęły m.in. NBA czy Major League Baseball. Dzięki nowoczesnym rozwiązaniom kibice na stadionie mogą za pośrednictwem aparatu w telefonie uzyskiwać dodatkowe informacje na temat sytuacji na boisku, a w domu cieszyć się z oglądania gry ze wszystkich miejsc murawy, które nie zawsze pokazują telewizyjne kamery.

Rewolucja w ofensywie

Powszechnie uznaje się, że atrakcyjna, ofensywna gra sprzedaje bilety, ale to obrona wygrywa mecze.

Ofensywa się sprzedaje. Widać to choćby na przykładzie amerykańskiej NFL – z dwudziestki najlepiej opłacanych zawodników, tylko dwóch gra na pozycjach defensywnych. Zawodnicy zdobywają więcej punktów, a oglądalność meczów rośnie. Trend ten jest jeszcze wyraźniejszy w koszykówce. Liga odnotowuje jeden z najwyższych rokrocznych wzrostów w ciągu ostatnich 50 lat, ponieważ tempo gry w NBA rośnie. Każdy zespół jest w posiadaniu piłki średnio ponad 100 razy w ciągu meczu, mówi Przemysław Zawadzki.

Drużyny stają zatem przed trudnym wyborem – nadal inwestować w atak, licząc, że to wystarczy na utrzymanie konkurencyjnej pozycji, czy może wziąć pod uwagę strategiczne inwestowanie w obronę, które pozwoliłoby na konkurowanie zarówno na boisku, jak i na rynku.

Zakłady sportowe

Oglądanie meczów już dawno przestało być traktowane jako czysta rozrywka. Obstawianie wyników sportowych starć jest dla niektórych sposobem na biznes, dla którego prognozy są bardzo obiecujące. Szacuje się, że do 2021 roku wielkość zakładów osiągnie 287 mld dolarów (przy obecnych 4,9 mld dolarów), a całkowite przychody bukmacherów mogą wynieść 4,6 mld dolarów (obecnie 800 mln dolarów).

Zakłady sportowe będą miały wpływ nie tylko na relacje pomiędzy ligami, instytucjami bukmacherskimi, dostawcami danych czy rządem, ale również zmienią sposób zaangażowania widzów, co już można dostrzec. NBA wprowadziło niedawno ofertę, która pozwala na transmisję jedynie ostatniej kwarty gry za 1,99 dolara. Z założenia wygodne rozwiązanie dla zapracowanych kibiców okazało się być szczególnie atrakcyjne dla osób stawiających zakłady w czasie rzeczywistym, mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte.

O zdrowiu psychicznym bez wstydu

Elitarni sportowcy są często postrzegani przez swoich fanów jako bohaterowie zdolni do osiągania niemożliwego. Definiowani przez statystyki i wartości transferowe, w oczach kibiców przestają być zwykłymi ludźmi. Tymczasem w ostatnich latach wiele gwiazd ujawniło, że po zejściu z mistrzowskiego podium zmaga się z depresją, lękami i innymi tego typu problemami. Na zaburzenia psychiczne lub neurologiczne cierpi prawie jedna czwarta społeczeństwa. Fakt, że znani sportowcy głośno mówią o swoich problemach sprawia, że świat sportu inwestuje w zdrowie psychiczne zawodników, a przysłowiowy Kowalski przestaje się wstydzić swoich ewentualnych kłopotów ze zdrowiem.

Piłka nożna w europejskim wydaniu podbija Amerykę

Co cztery lata popularność piłki nożnej w Stanach Zjednoczonych gwałtownie wzrasta w okresie zmagań o Mistrzostwo Świata. Jednak ostatnie badanie opinii publicznej wykonane przez stacje telewizyjną ESPN wykazało także trwały wzrost jej popularności. Trend ten nie uszedł uwadze Europejczyków. Angielska Premier League podpisała w 2015 roku umowę z amerykańską siecią telewizyjną NBC Sports, dzięki której stacja może transmitować mecze ligi. Inwestycje obejmują także kapitał ludzki – europejskie kluby coraz częściej szukają nowych zawodników wśród młodych, utalentowanych Amerykanów.

Rynek amerykański jest ogromną szansą dla europejskiej piłki nożnej. To nowe możliwości marketingu, finansowania i pozyskiwania talentów zarówno dla piłkarskich potęg, jak i zespołów niższej rangi, które chciałyby wzmocnić swoją pozycję, mówi Daniel Martyniuk.

E-sport tuż obok sportu tradycyjnego

Na przestrzeni ostatnich lat obserwowaliśmy jak rynek e-sportu rósł, aby dzisiaj być multimiliardowym biznesem. Przyciąga on ogromną publiczność i jest coraz częściej związany z profesjonalnymi ligami sportowymi, odgrywając ważną rolę w integracji drużyny poza boiskiem. Ligi stawiają na budowanie i poszerzanie swoich baz fanów, a interakcja z nimi ma się odbywać w dużym stopniu za pośrednictwem e-sportu. Eksperci Deloitte spodziewają się, że w nadchodzącym roku zespoły nadal będą wykorzystywać elementy e-sportu, integrując jego możliwości z dotychczasowymi doświadczeniami sportowymi. Przykładem może być amerykańska sieć Topgolf, która otwiera salony do e-sportu w swoich obiektach, a także specjalna e-arena, która powstanie na nowym stadionie Real Madrytu, Santiago Bernabéu. Krajobraz branży stabilizuje się wraz z osiąganiem dojrzałości przez drużyny i ligi e-sportowe oraz rosnącym zaangażowaniem sponsorów.

Spersonalizowane podejście do fanów

Organizacje sportowe od lat gromadzą dane na temat posiadaczy biletów, członków programów lojalnościowych i innych źródeł zaangażowania fanów. Te informacje mogą teraz znaleźć zastosowanie przy zarządzaniu relacjami z klientami. Coraz częściej mówi się o holistycznym podejściu do fanów, które wymaga zebrania danych i ich analizy oraz stworzenia konkretnych profili. Drużyny sportowe, wykorzystując osiągnięcia rewolucji e-commerce mogą adresować bardziej spersonalizowane treści, tym samym pogłębiając zaangażowanie fanów, zarówno na stadionie, jak i poza nim. Eksperci Deloitte przewidują, że w przyszłym roku organizacje będą kontynuowały prace nad ulepszeniem rozwiązań marketingowych, tak aby wykorzystywać dane fanów w jeszcze sprawniejszy i bardziej zautomatyzowany sposób.

Disney+ a rynki finansowe: plus dla Disneya, ale nie End Game dla konkurencji

Disney chce namieszać na rynku płatnych platform streamingowych i na listopad zapowiedział start Disney+ – swój własny projekt, gdzie zgromadzi, zabierając z innych platform, wszystkie materiały stworzone pod logiem Disneya, Pixara, Gwiezdnych Wojen i Uniwersum Marvela. O sile marki przypomniały ostatnie zapowiedzi Krainy Lodu 2, Toy Story 4, dziewiątej części Gwiezdnych Wojen, a obecnie w kinach rządzi Avengers: End Game. Inwestorzy na giełdzie w Nowym Jorku odebrali zapowiedź jako przełomowy skok do przodu dla firmy i jednocześnie cios w innych graczy, głównie w Netflixa. Jednak w końcowym rozrachunku możliwe, że każdy zyska, w tym widzowie.

Po konferencji przedstawiającej szczegóły Disney+ akcje spółki na giełdzie w Nowym Jorku skoczyły 12 proc. Wspomniany Netflix został przeceniony o 5 proc., gdyż powstanie nowej, silnej konkurencji zostało wstępnie uznane jako drenaż subskrybentów innych platform.

Rynek zna mocne strony Disneya i ich nierozerwalność z popkulturą, na której generowane są miliony. Wymieniając największe i najbardziej kasowe hity ostatnich lat nie sposób nie wymienić dzieł ze stajni Disneya. Mało kto nie kojarzy Rycerzy Jedi, Iron Mana, Krainy Lodu czy serii Auta. Do tego dochodzą jeszcze materiały National Geographic. Disney planuje zebrać to wszystko w jednym miejscu, oferować w najwyższej jakości, ale też tworzyć nowe historie dziejące się w znanych widzom „światach”.

Na pierwszy rzut oka na tej decyzji traci cała konkurencja, która dotychczas oferowała filmy i seriale należące do Disneya lub tworzyła własne materiały w oparciu o wykupione licencje (np. netflixowy Daredevil). Jeśli wśród nas jest ktoś, kto lubi walki na miecze świetlne, komiksowych superbohaterów lub po prostu ma dzieci, nie będzie mógł odrzucić pomysłu wykupienia abonamentu w Disney+. I nie mówimy tutaj tylko o ponownym obejrzeniu starych tytułów. Disney już zapowiedział przedstawienie w pierwszym roku funkcjonowania co najmniej 25 nowych seriali i 10 nowych, ekskluzywnych dla swojego serwisu filmów. Dodatkową zachętą ma być informacja, że np. wydarzenia seriali umieszonych w Uniwersum Marvela będą miały wpływ na fabułę kinowych produkcji. Dla prawdziwych fanów subskrypcja w Disney+ będzie obowiązkowa.

Czy baśniowy sen Disneya jest koszmarem Netflixa, Amazon Prime Video, czy HBO:GO? Nie. Disney+ nie będzie oferował wszystkiego i nie może być substytutem dla innych serwisów. Zaleta Disneya jest jednocześnie jego wadą w kontekście szerokiego pozyskiwania widzów – nie każdy szuka treści przyjaznych do oglądania w rodzinnym gronie. Disney+ będzie serwisem dodatkowym, a jedocześnie niezbędnym dla każdego, kto chce być aktywnym konsumentem popkultury. Disney ma ambitne, ale realne plany pozyskania 60-90 milionów abonentów w ciągu pięciu lat. Nie oznacza to jednak takiego samego ubytku dla subskrypcji innych serwisów. Dla koneserów kina i fanów seriali staje się normą posiadanie dostępu do więcej niż jednego serwisu. Nowa platforma może zmusić klientów do przeanalizowania, czy rzeczywiście aktywnie korzystają ze wszystkich swoich subskrypcji i czy nie rozsądnym byłoby z którejś nie zrezygnować albo zastąpić inną. Jednak ten proces dzieje się niezależnie, czy na rynek wchodzi nowy gracz, czy nie. Refleksja ta dobitnie została zobrazowana na giełdzie w Nowym Jorku: w dwa tygodnie po prezentacji Disney+ cena akcji Netflixa spadki o 5 proc. zamieniła we wzrost o 4 proc.

Ale czy w takim razie przegranymi musimy być my, widzowie, bo za oglądanie tego samego przyjdzie nam płacić o jeden abonament więcej? Niekoniecznie. Walka serwisów o klienta oznacza pójście w ekskluzywność i treści powiązane z własnymi tytułami. To więcej filmów i seriali oraz zaangażowanie większych pieniędzy w produkcję oryginalną, zamiast wykup obcych licencji. Przy ryczałtowym źródle dochodu właściciele serwisów mogą podjąć się większego ryzyka w wyborze projektów do zrealizowania. Jako widzowie nie będziemy skazani tylko na bezpieczne decyzje wytwórni – pochłaniające setki milionów produkcje z jednego uniwersum. Może powstać więcej ciekawych, kontrowersyjnych filmów i seriali, które w starym porządku nie miały szans na zaistnienie. Z punktu widzenia widza za koszt jednej dodatkowej subskrypcji zyskujemy wielokrotnie więcej.

Przyszły sukces Disney+ nie może być mierzony tylko tym, że zamykając swoje treści na dedykowanej platformie streamingowej uzależnia chętnych widzów do płacenia kolejnego abonamentu. Współczesny widz wiążąc się z serwisem zawiera układ, w którym oczekuje równie dobrego, jeśli nie lepszego materiału w przyszłości, w trybie ciągłym. Serwisy musza się z tego układu wywiązywać. Tworzenie świeżych, oryginalnych treści medialnych przestało być poboczną funkcją serwisu, a jest jego nieoderwalną częścią, często stanowiącą o sile platformy. Wystarczy wspomnieć o sukcesie Romy Netflixa na ostatnich Oscarach, czy szał związany z Grą o Tron od HBO. Platformy streamingowe są gałęzią przemysłu medialnego, który kusi największe spółki giełdowe szukające kierunków dla nowych inwestycji. W USA Amazon ma swój serwis Prime Video, a Apple szykuje Apple TV+. Ten kierunek rozwoju ma ogromny potencjał, o czym wiedzą największe spółki na Wall Street, a na czym coraz częściej mogą korzystać inwestorzy kupujący akcje tych spółek.

Konrad Białas, Główny Ekonomista w Domu Maklerskim TMS Brokers

Faktoring w Polsce po I kw. 2019 r.

Początek 2019 roku przyniósł kolejny wzrost rynku faktoringu w naszym kraju. Polski Związek Faktorów odnotował w I kwartale ponad 18-procentowe zwiększenie obrotów branży, w porównaniu do wyników osiągniętych rok wcześniej. Firmy członkowskie PZF objęły wierzytelności o wartości 62,6 mld zł. Z tej formy finansowania korzysta w Polsce obecnie blisko 16 tys. przedsiębiorstw. Zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym najszybszy wzrost zanotował faktoring pełny.

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Zrzesza 30 członków: 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, 3 podmioty o statusie partnera oraz 2 członków honorowych.

Podmioty należące do PZF sfinansowały w I kwartale 2019 r. działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 62,6 mld zł. Dzięki temu rynek zanotował wzrost o 18,4 proc.

Wykres 1. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w I kwartale 2019 r. (w mld zł)

faktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój

faktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój 2

Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF
Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF

– Wzrost rynku notowany w ostatnich latach jest przez faktorów kontynuowany. Sprzyja temu dobra i stabilna koniunktura gospodarcza w Polsce. Zwłaszcza pod koniec roku oceny sytuacji makroekonomicznej wśród przedsiębiorców były wysokie, toteż zapotrzebowanie na gotówkę i płynność przełożyły się na korzystanie z finansowania w formie faktoringu –

– mówi Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Najpopularniejszą formą faktoringu. podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach europejskich, trwale stał się faktoring pełny. Zainteresowanie nim szczególnie dynamicznie rośnie w obrocie krajowym. Umożliwia szybki dostęp do środków na bieżącą działalność, połączony z ochroną przed brakiem zapłaty za dostarczone towary lub usługi ze strony kontrahentów. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w I kwartale 2019 r. w jego ramach blisko 31,7 mld zł wierzytelności, co stanowi 51 proc. obrotów. Kolejne 33 proc., generuje faktoring niepełny. Pozostałe 16 proc. przypada natomiast na faktoring importowy, odwrócony oraz wymagalnościowy.

– Przewaga faktoringu pełnego zarówno w obrocie krajowym, jak i międzynarodowym, wskazuje na rosnącą wśród przedsiębiorców świadomość wagi, jaką w biznesie mają bezpieczeństwo i pewność. Nie sięgają po faktoring tylko po to, aby skorzystać z prostej formy finansowania. Oczekują także ochrony przed ryzykiem braku zapłaty ze strony kontrahentów za dostarczone towary bądź usługi, a tę oferuje tylko faktoring pełny. W przypadku nieprzewidzianych trudności handlowych zabezpiecza on przedsiębiorców przed utratą płynności oraz wpadnięciem w pułapkę zatorów płatniczych

– wyjaśnia Sebastian Grabek.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 15,9 tys. przedsiębiorców. Wystawili oni blisko 2,8 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Szybki i prosty dostęp do gotówki sprawia, że faktoring pozostaje najszybciej rozwijającą się usługą finansową w Polsce. Rozwiązuje kluczowy problem, z jakim borykają się krajowe firmy: przeciwdziała skutkom opóźnień w płatnościach.

Dzięki faktoringowi przedsiębiorcy mogą zaspokoić swoje najpilniejsze potrzeby i zobowiązania, takie jak wypłaty wynagrodzeń, pokrywanie ubezpieczenia społecznego czy wypełnianie obowiązków podatkowych. W odróżnieniu od innych form finansowania, faktorzy nie wymagają przedstawienia zabezpieczeń. Przejmują zobowiązania jedynie na podstawie faktur wystawionych przez przedsiębiorców

– mówi Sebastian Grabek.

Wykres 2. Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF w I kwartale w latach 2017 – 2019 (w tys.)

faktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój 3

 

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.

Wykres 3. Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w I kwartale 2019 r. w ujęciu sektorowymfaktoring w Polsce kontynuuje dynamiczny rozwój 4

Firmom kończy się czas na unowocześnienie swoich przedsiębiorstw

Według najnowszego badania Siemens Financial Services w najbliższym czasie ponad połowa producentów na świecie przejdzie na model Przemysłu 4.0. Duże przedsiębiorstwa mają na to 5-7 lat, natomiast w sektorze MŚP zostało 9-11 lat. Jeśli nie zrobią tego w tym czasie, dogonienie konkurentów może stać się niemal niemożliwe.

Siemens Financial Services zapytał przedsiębiorców i ekspertów z całego świata, kiedy ich zdaniem nastąpi „punkt krytyczny” adaptacji nowych technologii, czyli moment, w którym ponad 50 proc. wszystkich producentów przejdzie na model Przemysłu 4.0, tym samym wyprzedzając konkurentów. Z przeprowadzonego badania wynika, że czas na wprowadzenie koniecznych zmian zależy od wielkości przedsiębiorstwa. W przypadku dużych firm okres ten wynosi od 5 do 7 lat. Nieco więcej czasu mają producenci z sektora MŚP – od 9 do 11 lat.

– Z naszego raportu wynika, że minął już okres, gdy producenci zastanawiali się nad wdrożeniem zmian w ramach koncepcji Przemysłu 4.0. Zdają sobie sprawę z przewagi jaką daje i starają się wprowadzić nowe technologie jak najszybciej, ponieważ po upływie tego umownego „punktu krytycznego”, będzie to już tylko doganianie rynkowych standardów – mówi Grzegorz Jarzębski, szef linii biznesowej Asset Finance w Siemens Financial Services.

Wydłużony czas wdrożenia dla MŚP wynika głównie z dużych kosztów z jakimi wiąże się transformacja cyfrowa, jednakże firmy z tego sektora mogą przeprowadzić zmiany o wiele szybciej – korzystając ze specjalistycznego Finansowania 4.0, czyli zupełnie nowego modelu inwestowania w rozwój.

Większość firm myśli o Przemyśle 4.0, jednak nie wszystkie w Polsce

Najnowszy raport Siemens Financial Services pokazuje również na jakim etapie transformacji cyfrowej znajdują się obecnie producenci. W przypadku dużych przedsiębiorstw aż dwie trzecie podmiotów już wdrożyło projekt pilotażowy o głębokim zasięgu dla rozwiązań produkcyjnych z zakresu modelu Przemysłu 4.0. Natomiast w sektorze MŚP jest to już niemal co druga firma. Zdaniem części polskich przedsiębiorców, nie wszystkie branże w wystarczającym stopniu dołączają do rywalizacji z pozostałymi producentami na świecie.

– Jeśli chodzi o wdrożenie koncepcji Przemysł 4.0, w mojej opinii, polski przemysł metalowy znajduje się dopiero na początku drogi. Dotychczasowy postęp jest powolny, ze względu na duże nakłady finansowe z tym związane. Obszarem najbardziej widocznych zmian jest robotyzacja procesów produkcyjnych, które wymagają najwyższego poziomu precyzji i jakości – mówi Ireneusz Ciepielewski, Członek Zarządu firmy Metaltech.

Finansowanie największym wyzwaniem

Według badań przeprowadzonych przez Siemens Financial Services, jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją przedsiębiorstwa, jest pozyskanie kapitału na inwestycje. Coraz częściej przedsiębiorcy wykorzystują w tym celu nowoczesne metody oparte na Finansowaniu 4.0. Dzięki temu rozwiązaniu firmy nie potrzebują dużych nakładów własnych, zaś producenci maszyn, urządzeń i technologii mogą zwiększyć sprzedaż oferując kompleksową ofertę.

– Dostawcy technologii produkcyjnych, którzy będą w stanie zaoferować klientom kompleksowe finansowanie dopasowane do potrzeb nabywcy, będą mieli znacznie większe szanse na sprzedaż swoich produktów – mówi Ireneusz Ciepielewski z Metaltech. – Dobrze dobrane rozwiązania finansowe są kluczowym elementem transformacji cyfrowej – dodaje.

Finansowanie 4.0 to pojęcie, którym określa się specjalistyczne techniki finansowania, takie jak opłaty za korzystanie, finansowanie zakupu oprogramowania i opłaty za osiągnięte rezultaty. To zestaw praktycznych narzędzi, które umożliwiają firmom inwestowanie w program Przemysł 4.0 i uzyskanie przewagi konkurencyjnej na wczesnym etapie.

Odpowiedni sposób finansowania, oparty na Finansowaniu 4.0, umożliwia przejście do modelu Przemysłu 4.0 niemal każdej firmie, niezależnie od wielkości. Indywidualna oferta przygotowana przez doświadczonego partnera pozwala zbilansować koszty związane z wdrożeniem nowych technologii z korzyściami wynikającymi z inwestycji. Sięgając po tego typu narzędzia przedsiębiorcy mogą sfinansować zakup zarówno pojedynczego sprzętu, jak i całej fabryki. Jest to również sposób na adaptację modelu Przemysłu 4.0 przed osiągnięciem „punktu krytycznego”, gdy obecne, innowacyjne rozwiązania będą już rynkową normą.

Biura z prestiżową lokalizacją wynajmują się szybko

W stołecznych historycznych murach niewiele biur świeci dziś pustkami – przyciągają one jak magnes renomowane firmy, preferujące budynki z ciekawą historią zamiast przeszklonych drapaczy chmur.

Plac Bankowy 1 Warszawa
Plac Bankowy 1

W Warszawie najemcy coraz częściej stawiają na biura w standardzie 5-gwiazdkowego hotelu – to już w ubiegłym roku ponad wszelką wątpliwość stwierdzili eksperci CBRE, w raporcie „Premier Properties”. Wysoka jakość, niezwykła architektura, nowoczesne technologie plus świetny adres – oczywiście w samym sercu miasta – to crème de la crème na rynku stołecznych biur, zarówno w przypadku drapaczy chmur jak i pieczołowicie odnowionych historycznych nieruchomości. Stawki za najem takich powierzchni nie spadają poniżej 20 euro za mkw. miesięcznie, nie mówiąc o opłatach eksploatacyjnych czy miejscach parkingowych. – Przestrzenie w rewitalizowanej tkance, traktowane jako dobro luksusowe, zawsze znajdują swoich zwolenników, gotowych podpisać z miejsca kontrakty najmu, niezależnie od tego, że stawki są wyższe od średniej rynkowej – zapewnia Anna Olszewska, zarządca nieruchomości Plac Bankowy 1.

Niszowy charakter

Według danych CBRE, w stolicy znajduje się ponad 40 prestiżowych adresów. Stanowi to ok. 14 proc. ogólnej podaży biur i jednocześnie aż 37 proc. obiektów stojących w centrum. Co istotne, te wskaźniki szybko rosną. Eksperci wskazują bowiem, że dwie trzecie wszystkich biurowców będących w budowie lub planach w latach 2018-2020 powstaje właśnie prestiżowych lokalizacjach.

Z kolei w samych historycznych budynkach w Warszawie znajdziemy obecnie ok. 240 tys. mkw. biur a w ciągu najbliższych dwóch lat podaż ta wzrośnie o ok. 42 proc.

– Mimo to oferta powierzchni w rewitalizowanych murach nie przekracza nawet 5 proc. całkowitych zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej na stołecznym rynku. I nie ma szans drastycznie się zwiększyć, bo w Warszawie po prostu nie znajdziemy dużej liczby historycznych obiektów w dobrych „biurowych” punktach, w których można aranżować siedziby dla firm. Istniejące już biurowce w rewitalizowanych murach, przy aktualnym dynamicznym rozwoju szklanych drapaczy chmur, będą więc nabierać niszowego charakteru – oceniaAnna Olszewska – Popyt na tego typu oferty na pewno nie osłabnie, a czynsze utrzymają się na wysokim poziomie –dodaje.

Wskaźnik pustostanów w tym sektorze wynosi aktualnie ok. 10 proc. czyli niewiele, biorąc od uwagę wysokie stawki najmu. Co więcej, na fali boomu na powierzchnie biurową, czynsze nominalne za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie w ubiegłym roku nieco wzrosły.  Wyższe mogą być również koszty eksploatacyjne. Przełożyć się na nie mogą rosnące koszty pracy wpływające na cenę usług sprzątania i ochrony nieruchomości oraz niepewność związana z cenami energii i wywozu odpadów – zauważają przedstawiciele Savills, globalnej firmy świadcząca usługi w branży obrotu nieruchomościami.

Adres z historią

Jak wskazują eksperci CBRE, atrakcyjne biuro to karta przetargowa dla wielu firm, które muszą walczyć o kandydatów i pracowników na konkurencyjnym rynku pracy. I nie wystarczy już tylko dobra lokalizacja. – Prestiż to też zielone rozwiązania, zaawansowane technologie oraz odpowiednia aranżacja powierzchni biur – wylicza Sebastian Biedrzycki, szef Zespołu ds. Zarządzania Nieruchomościami Biurowymi i Logistycznymi w CBRE.

Mocnym wyznacznikiem prestiżowego adresu jest też rozbudowane zaplecze handlowo-usługowe, a nawet i rozrywkowe. Wszak pracownicy najemców lubią mieć dziś wszystko na wyciągnięcie ręki. Oprócz coraz popularniejszych rozwiązań typu mixed-use czyli łączenia powierzchni biurowej z ofertą handlową czy restauracyjną, nadal mile widziana jest bliskość kultowych na mapie Warszawy miejsc rozrywkowo-zakupowych. W zestawie top najlepszych ulic handlowych, pełnych restauracji, sklepów i nietuzinkowych butików, brylują niezmiennie takie ulice jak:Nowy Świat dopełniony turystycznym Krakowskim Przedmieściem, Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie czy Chmielna. Ich sąsiedztwo stanowi dodatkową kartę przetargową dla każdego biurowca.

To nie wszystko. Dla konkretnych branż duże znaczenie ma również fakt umiejscowienia siedziby pod adresem z historią.Kancelarie prawne, firmy finansowe, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne, podmioty doradcze a także spółki z sektora energetycznego chętnie wybiorą biuro właśnie w rewitalizowanej nieruchomości, by tym samym podkreślić swoją pozycję na rynku.

– Ulokowanie siedziby w obiekcie o unikalnej architekturze i ciekawej historii, w centralnym miejscu Warszawy może pomóc też firmie, np. w negocjacjach z klientami. Bo prestiżowy adres wzbudza zaufanie. Eleganckie biura o podwyższonym standardzie są też dowodem stabilności i wiarygodności firmy – zapewnia Anna Olszewska.

Jednym z takich biurowców jest Plac Bankowy 1, któryoferuje technologicznie zaawansowane, nowoczesne biura w murach z historią i duszą. Najemcy mogą tu liczyć nawet na takie udogodnienia jak usługi konsjerża. W bliskim sąsiedztwie znajdują się modne warszawskie restauracje i knajpki a skrzyżowanie dwóch ważnych arterii miasta – ul. Marszałkowskiej i al. Solidarności oraz stacja metra Ratusz, stanowią również ogromny atut. – Przy wyborze siedziby duże znaczenie ma także wygoda klientów, a więc dobra komunikacja przy głównych ulicach a nie w jakiś ciasnych, niewygodnych do parkowania, a czasem nawet i niebezpiecznych, zaułkach – podkreśla Anna Olszewska.

Biura w zrewitalizowanych obiektach kojarzą się z reguły właśnie z utrudnieniami w parkowaniu samochodu, ale przykład Placu Bankowego 1 zdecydowanie przeczy tej obiegowej opinii – biurowiec dysponuje dwupoziomowym parkingiem podziemnym, którego budowa wydłużyła realizację projektu o prawie dwa lata. Mimo to, opłaciło się – Najemcy i użytkownicy biurowca mają do dyspozycji 50 miejsc, w tym zwykle kilka z nich jest wolnych – mówi Anna Olszewska.

PKO Leasing ogłosił kolejne wezwanie na akcje Prime Car Management

  • · Cena jaką oferuje PKO Leasing za każdą akcję PCM wynosi 23,75 zł. To o 0,5 zł i jednocześnie 2,1 proc. więcej, niż cena oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, oceniona przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlająca wartość godziwą spółki.
  • · Cena w wezwaniu PKO Leasing jest o 6,5 proc. wyższa w stosunku do ceny akcji PCM na zamknięciu sesji w dniu poprzedzającym ogłoszenie wezwania oraz o blisko 20 proc. wyższa od średniej ceny z trzech miesięcy poprzedzających wezwanie.
  • · Jedynym warunkiem wezwania jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji.

PKO Leasing, lider rynku leasingu w Polsce, ogłosił kolejne wezwanie na 100 proc. akcji Prime Car Management. Cena jaką oferuje PKO Leasing za każdą akcję PCM wynosi 23,75 zł. To o 0,5 zł więcej, niż cena oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, która została oceniona przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlająca wartość godziwą spółki. Zapisy na akcje PCM będą odbywały się w dwóch etapach. Pierwszy potrwa od 13 maja do 22 maja 2019 r., a drugi od 23 maja do 11 czerwca 2019 roku. Jedynym warunkiem wezwania jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.
Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

– PKO Leasing chce dalej umacniać swoją pozycję rynkową i dlatego w listopadzie ubiegłego roku podjęliśmy decyzję o ogłoszeniu warunkowego wezwania na 100% akcji spółki Prime Car Management. W pierwszym wezwaniu nie udało się uzyskać odpowiedniej liczby zapisów, ale sytuacja od czasu jego zakończenia zmieniła się i dlatego zdecydowaliśmy się na ogłoszenie kolejnego wezwania, które w naszej ocenie ma duże szanse zakończyć się sukcesem. Cena za każdą akcję PCM jaką oferuje PKO Leasing wynosi 23,75 zł. Jest więc o 0,5 zł większa niż oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, ocenionym przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlające wartość godziwą spółki. Jedynym warunkiem wezwania jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji – powiedział Paweł Pach, prezes zarządu PKO Leasing

Wezwanie na 100 proc. akcji

Wezwanie obejmuje 100 proc. akcji spółki Prime Car Management, czyli 11 908 840 walorów. W odróżnieniu od kończącego się niedługo konkurencyjnego wezwania na akcje PCM, jedynym warunkiem wezwania PKO Leasing jest objęcie zapisami co najmniej 66 proc. ogólnej liczby akcji. Cena jaką oferuje PKO Leasing za każdą akcję PCM wynosi 23,75 zł. To o 0,5 zł więcej, niż cena oferowana w konkurencyjnym wezwaniu, która została oceniona przez zarząd Prime Car Management jako odzwierciedlająca wartość godziwą spółki. Cena w wezwaniu PKO Leasing jest o 6,5 proc. wyższa w stosunku do ceny akcji PCM na zamknięciu sesji w dniu poprzedzającym ogłoszenie wezwania oraz o blisko 20 proc. wyższa od średniej ceny z trzech miesięcy poprzedzających wezwanie.

Zapisy na akcje PCM będą odbywały się w dwóch etapach. Pierwszy potrwa od 13 maja do 22 maja 2019 r., a drugi od 23 maja do 11 czerwca 2019 roku. Taka konstrukcja ma na celu umożliwienie inwestorom szybszego wyjścia z inwestycji. W przypadku bowiem spełnienia warunków wezwania już w pierwszym etapie, po jego zakończeniu nastąpi rozliczenie transakcji, a jednocześnie kontynuowane będzie przyjmowanie kolejnych zapisów w ramach drugiego etapu wezwania. Przewidywany dzień nabycia akcji w pierwszym etapie to 24 maja, a w drugim etapie to 13 czerwca. Rozliczenie transakcji mogłoby wtedy nastąpić odpowiednio 27 maja i 14 czerwca 2019 r. Jeśli w wyniku wezwania PKO Leasing uzyska nie mniej niż 90 proc. akcji PCM to zamierza wycofać akcje nabywanej spółki z obrotu na rynku regulowanym GPW.

Wzmocnienie usług CFM w PKO Leasing

PKO Leasing należy do Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego i jest liderem krajowego rynku leasingu. Spółka 2018 rok zakończył rekordowym wynikiem sprzedaży na poziomie 9,2 mld zł oraz z ponad 11 proc. udziałem w rynku i blisko 14 proc. dynamiką wzrostu mierzoną r/r. PCM to jedna z wiodących firm w segmencie wynajmu samochodów i zarządzania flotą. W wyniku ewentualnego nabycia akcji PCM udział PKO Leasing w rynku CFM (ang. car fleet management) wzrósłby z 4,5 proc. do 17,5 proc. wg danych za pierwszą połowę 2018 r. Oferta produktowa PCM istotnie wzmocniłaby pozycję PKO Leasing w segmencie finansowania samochodów o ładowności do 3,5t.

Progressive Web Application – game changer dla handlu mobilnego?

Dzięki niej Tinder zredukował czas ładowania aplikacji o ponad połowę, a Pinterest zwiększył przychody z reklam o 44 proc. Mowa o technologii PWA (Progressive Web App). Coraz częściej to właśnie ona wybierana jest do budowy rozwiązań mobilnych. Klient końcowy uzyskuje dostęp do zasobów danego usługodawcy przez swój telefon, jednym tąpnięciem, bez konieczności pobierania „ciężkiej” aplikacji czy otwierania przeglądarki. Progressive Web App (PWA) szturmem zdobywa kolejne sektory rynku. Jak wskazuje ekspert ITMAGINATION, jej wykorzystanie może zwiększyć zyski z reklam i zmniejszyć wskaźnik porzuceń koszyków zakupowych w e-sklepach.

W skrócie „PWA” kluczowe są słowa „web” i „app”. W przypadku tradycyjnych aplikacji tzw. natywnych, które użytkownicy pobierają przykładowo z Google Play lub AppStore, problemem może być pojemność telefonu. Im więcej aplikacji, tym więcej zajmują pamięci. Poszczególne aplikacje wolniej się ładują i działają. Co więcej właściciel smartfona może stanąć przed koniecznością wyboru aplikacji, które chce zachować, a które musi usunąć, aby zwolnić miejsce. Dla właściciela aplikacji taki dylemat to być albo nie być. Lekka aplikacja PWA rozwiązuje ten problem.

Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION
Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION

– Warto przyjrzeć się możliwościom PWA, szczególnie, jeśli zysk naszej firmy zależy od tego, ile osób odwiedza daną stronę internetową i jak są one na niej zaangażowane – mówi Marcin Dąbrowski, Chief Innovation Officer w ITMAGINATION. Tym bardziej, że jak podkreśla Dąbrowski, technologia PWA daje możliwość zbudowania aplikacji webowej przy wykorzystaniu narzędzi, które potrzebne są do zbudowania każdej nowoczesnej strony internetowej: HTML5, CSS i przede wszystkim JavaScript.

Zgodnie z manifestem PWA, to zaawansowane rozwiązanie pozwala osiągnąć trzy cele:

  1. Zwiększenie zaangażowania użytkownika. Serwis zbudowany w oparciu o PWA bardziej angażuje użytkownika niż standardowa mobilna strona. Właściciel smartfona umieszcza ikonkę aplikacji na ekranie głównym, wśród innych pobieranych ze sklepu dedykowanego danemu systemowi (np. AppStore, Google Play). Mimo, że to jest nadal strona internetowa, ikona dostępna jednym tąpnięciem na ekranie smartfona potęguje wrażenie, że użytkownik ma do czynienia z prawdziwą aplikacją. Znika pasek adresu znany ze zwykłej przeglądarki. Przy ładowaniu aplikacji pojawia się tzw. splash screen (ekran powitalny). Na dodatek, spływające powiadomienia push zapraszają do częstszego odwiedzania aplikacji.
  2. Działanie nawet przy niskiej jakości łącza lub zupełnie offline. Zaawansowane funkcje przeglądarki, takie jak Service Worker, cache czy lokalne bazy danych pozwalają twórcy aplikacji PWA przygotować ją do działania również w trybie bez dostępu do sieci. Dla użytkownika oznacza to, że dane i ekrany, które udało się załadować będąc online (np. informacje o hotelu z aplikacji do rezerwacji noclegów), będą dostępne także po wylądowaniu w obcym kraju, gdzie dostęp do internetu jest niemożliwy lub bardzo drogi. W przypadku tradycyjnego otwarcia strony WWW w przeglądarce telefonu taki scenariusz nie byłby możliwy.
  3. Szybkość. Dzięki mechanizmom PWA aplikacja ładuje się momentalnie. Podobnie jak w przypadku aplikacji natywnej, która zapisuje na urządzeniu większość swoich danych, również PWA może zapisać w systemie sporą część swoich plików (CSS, JavaScript, dane w formacie JSON) i aktualizować je tylko, gdy jest to niezbędne. Dzięki temu ładowanie strony PWA jest krótsze nawet o połowę niż zwykłe otwarcie strony WWW w przeglądarce.

– Przykłady wdrożeń PWA u takich gigantów, jak chociażby Tinder pokazują, jak spektakularne efekty można dzięki temu osiągnąć. Udostępnienie aplikacji Tinder w wersji PWA pozwoliło zredukować czas ładowania o ponad połowę, w porównaniu z jej wersją natywną na system Android. I to w sytuacji, kiedy „paczka dystrybucyjna” natywna waży 30 MB a PWA jedynie 2,8 MB – zaznacza Marcin Dąbrowski z ITMAGINATION.

Również zachowania użytkowników pokazują, że pokochali oni szybkość i możliwości, jakie daje PWA. Badanie przeprowadzone na nowej stronie Pinterest po wprowadzeniu PWA pokazało 40-proc. wzrost liczby sesji użytkowników trwających ponad 5 minut i wzrost o 44 proc. przychodów z reklam. W porównaniu z aplikacjami natywnymi, licząc liczbą sesji trwających ponad 5 minut, PWA wygrywa o 5 proc.

– Z tych statystyk wynika, że PWA szczególnie dobrze sprawdzi się w takich obszarach, jak e-commerce. Więcej użytkowników i dłuższe sesje przełożą się na większą liczbę konwersji, mniejszy wskaźnik porzuceń koszyków zakupowych oraz większy zysk. Również media nowych technologii (portale, gazety, blogi) czerpiące zyski z reklam i walczące o każdą sekundę uwagi swoich czytelników powinny pomyśleć o PWA. Dodatkowe funkcje offline lub online będą doskonałe dla firm oferujących różnorakie bilety, podróże, rezerwacje itp. – dodaje Marcin Dąbrowski.

PWA a sklepy z aplikacjami

Twórcy aplikacji PWA mogą dodawać je do sklepów, takich jak Google Play czy Microsoft Store. W systemie Android aplikacja PWA, raz dodana do ekranu głównego, będzie widoczna w panelu ustawień w sekcji Aplikacje, jak każda inna aplikacja natywna. Co ciekawe, również sam Microsoft automatycznie przegląda zasoby internetu w poszukiwaniu aplikacji PWA i dodaje je do swojego sklepu bez żadnej ingerencji twórcy.

W przypadku iOS i AppStore, ze względu na wyższe wymagania (m.in. dodatkowe „opakowanie” aplikacji w paczkę dystrybucyjną), wystawienie aplikacji PWA dla użytkowników oznacza więcej pracy, ale wciąż jest jak najbardziej możliwe.

Przeobrażenie WWW w PWA

Jeśli strona WWW powstała nie tak dawno temu (do 2 lat), jest całkiem możliwe, że przeobrażenie jej w aplikację PWA wcale nie oznacza dużo pracy. Szczególnie jeśli spełnia ona następujące wymagania wstępne:

  1. Komunikuje się z serwerem przez protokół HTTPS;
  2. Jest responsywna zgodnie z RWD (Responsive Web Design), tzn. dobrze dostosowuje się do wielkości ekranu urządzenia, na którym jest wyświetlana;
  3. Jest oparta o rozwiązanie typu SPA (Single Page Application), np. z wykorzystaniem jednego z popularnych frameworków JavaScript, Angular lub React.

– Nawet jeśli strona nie spełnia tych kryteriów, nie jest dzisiaj trudne ich osiągniecie. Framework JavaScript pozwala na tworzenie aplikacji szybko, wydajnie i o wysokiej jakości. Zaprojektowanie nowej strony WWW, gdy z góry wiemy, że powinna być również dostępna jako PWA, nie podnosi znacząco kosztów. Realizacja Proof of Concept aplikacji PWA dla większości typowych projektów powinno zamknąć się w maksymalnie trzech miesiącach – podsumowuje Marcin Dąbrowski.

Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła

  • Niepewność wymiany handlowej wpłynęła w znacznie większym stopniu na globalną wymianę handlową niż same taryfy – poprzez trzy kanały: inwestycje (opóźnienia w planach inwestycyjnych), konsumpcję (stopy oszczędności zwiększyły się globalnie) i zapasy oraz ceny. Szacujemy, że podczas gdy amerykańskie cła zmniejszyły wzrost światowej wymiany handlowej w 2018 r. o -0.3 punktu procentowego, to zapoczątkowana przez USA niepewność w wymianie handlowej kosztowała -0.5 punktu procentowego
  • Obecnie zmiana zapasów w USA w stosunku do ich zmiany w Chinach, dobry złożony wskaźnik pogorszenia koniunktury w handlu światowym, osiągnął historycznie wysoki poziom 4.5 zgodnie z jego naszym autorskim wzorem. Jeżeli Chiny i USA nie dojdą w II kwartale br. roku do porozumienia, niepewność utrzyma się i w efekcie globalna wymiana handlowa i światowy wzrost gospodarczy mogą jeszcze bardziej zwolnić. Oceniamy, że każde dwa miesiące niepewności wymiany handlowej będą kosztować -0.1 punktu procentowego wzrostu globalnej wymiany handlowej, a każde cztery miesiące odpowiednio -0.1 punktu procentowego światowego wzrostu gospodarczego
  • Jeżeli w II kwartale 2019 r. USA i Chiny zawrą porozumienie, spodziewamy się, że tempo wzrostu światowej wymiany handlowej spowolni do +3% w 2019 r. i +2.7% w 2020 r., ponieważ globalny wzrost gospodarczy i tak spowalnia, a przedsiębiorstwa mają obecnie niewielki już margines kształtowania cen

Koszt niepewności jest większy od kosztu taryf

„Największym problemem jest tu niepewność. Niepewność powoduje problemy z planowaniem” – Sanjeev Gandhi, członek rady dyrektorów wykonawczych w niemieckiej firmie chemicznej BASF

Po miesiącach napięć Chiny i USA zawarły pod koniec 2018r. rozejm dotyczący ich wymiany handlowej. Chociaż te dwa kraje pracują nad sposobem rozwiązania sporów a pewne cła zostały zredukowane (np. na samochody importowane przez Chiny z USA), wzrost światowej wymiany handlowej nadal spowalnia. W 2018 r. zwolnił do poziomu +3.8% (po +5.2% w 2017 r.), zaś zaawansowane wskaźniki za I kwartał sugerują nadejście dalszego spowolnienia.

Jest to spowodowane tym, że pozostałe cła nadal wpływają na wzrost. Po drugie, koszt niepewności wymiany handlowej akumuluje się. Szacujemy, że podczas gdy taryfy amerykańskie zahamowały globalny wzrost wymiany handlowej o -0.3 punktu procentowego, to niepewność wymiany handlowej wprowadzona przez USA kosztowała -0.5 punktu procentowego w ubiegłym roku.

Niepewność wpływa negatywnie na wzrost poprzez trzy kanały:

  • Inwestycje – Przedsiębiorstwa opóźniają swoje inwestycje i decyzje o zatrudnieniu, czekając na wyklarowanie się wyniku rozmów USA-Chiny w sprawie wymiany handlowej.
  • Konsumpcję – Konsumenci zwiększają zapobiegawczo oszczędności i opóźniają decyzje zakupowe.
  • Zapasy i ceny – W wyniku spadku popytu i wzrostu barier w wymianie handlowej w największych gospodarkach najmniej konkurencyjne przedsiębiorstwa zmagają się ze sprzedażą swoich towarów. Prowadzi to do wzrostu zapasów i spadku produkcji, ale także do błędnego koła, gdy przedsiębiorstwa zaczynają obniżać ceny, aby sprzedać swoje towary.

Wykresy 1 i 2 przedstawiają obraz wpływu tych trzech sekwencji. Wykres nr 1 pokazuje, że wzrost inwestycji na rynkach eksportowych o ustabilizowanej pozycji (Japonia, Niemcy i Korea Płd.) zahamował błyskawicznie, kiedy to niepewność w zakresie prowadzonej przez Stany Zjednoczone polityki handlowej wzrosła. Wzrost wydatków konsumpcyjnych również uległ spowolnieniu, ponieważ gospodarstwa domowe spodziewały się gorszej przyszłości w obliczu rosnących napięć handlowych.Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła

Wykres nr. 2 przedstawia, w jaki sposób wzrost zróżnicowania zapasów wpływa na globalny cykl koniunkturalny. W celu uzyskania źródła informacji o tej nierównowadze opracowaliśmy wskaźnik oparty na różnicy pomiędzy zapasami zgromadzonymi w USA (mniej konkurencyjny rynek dla eksportu towarów) i tymi zgromadzonymi w Chinach (bardziej konkurencyjny rynek). Ta zmienna jest dobrym znacznikiem zaburzeń globalnej wymiany handlowej, szczególnie czułym na rosnącą niepewność polityki gospodarczej.

W kontekście słabszego wzrostu globalnego popytu i rosnących barier wymiany handlowej mniej konkurencyjne przedsiębiorstwa (tu USA) gromadziły zapasy, ponieważ nie mogły sprzedać swoich produktów, podczas gdy najbardziej konkurencyjne przedsiębiorstwa (w Chinach) swoje zapasy redukowały. Wykres nr 2 pokazuje, że różnica pomiędzy zapasami amerykańskimi i zapasami chińskimi w styczniu 2019 r. osiągnęła najwyższy poziom od 2005 r.Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła 2

Ten „nawis (nadmiar) zapasów” ma istotne znaczenie dla perspektywy globalnej wymiany handlowej. Po pierwsze, oznacza to, że przedsiębiorstwa będą zmniejszać produkcję w najbliższym czasie i koncentrować się na sprzedaży zapasów. To także oznacza, że ceny globalnej wymiany handlowej zostaną zaniżone, ponieważ przedsiębiorstwa prawdopodobnie użyją ich jako narzędzia do zdobycia przewagi konkurencyjnej. Chiny już otworzyły sobie pole w tym względzie. Ceny producenta spadły błyskawicznie od zeszłego roku, a inne rynki azjatyckie podążają w ślad za tym.

Wielkość nadwyżki zapasów przypomina o potrzebie jak najszybszego zawarcia porozumienia USA-Chiny już w II kwartale 2019 r.

Jeżeli Chiny i USA nie osiągną porozumienia w II kwartale, utrzyma się niepewność a zarówno światowy handel jak i globalny wzrost gospodarczy mogą jeszcze bardziej spowolnić. Oceniamy, że każde dwa miesiące niepewności w wymianie handlowej pociągną za sobą spadek o -0.1 punktu procentowego wzrostu światowego handlu, a każde cztery miesiące dodatkowo spadek o -0.1 punktu procentowego w tempie globalnego wzrostu gospodarczego.

Oprócz kwestii związanych z wymianą handlową trzy czynniki mogą dodatkowo wpływać na przedłużenie negocjacji:

  1. Wpływy gospodarcze i polityczne: Oba rynki poszukują i cha wywierać wpływ politycznych i gospodarczy, nawet jeśli nie są na tym samym etapie. I podczas gdy USA stopniowo wycofuje się ze swojej roli dostarczyciela dóbr publicznych, to Chiny stopniowo starają się wypełnić pustkę nowymi propozycjami multilateralizmu (inicjatywa „Belt and Road Initiative – Pasa i szlaku” czyli tzw. Nowego Szlaku Jedwabnego) i nowym modelem wzrostu.
  2. Nieuleganie przez Chiny wobec żądań USA: Chiny prawdopodobnie uczynią ustępstwa (i) w zakresie wymiany handlowej poprzez propozycję zakupu większej ilości amerykańskich towarów i (ii) w sprawie przepływów inwestycyjnych, poprzez dalsze otwarcie swojego rynku. Jednak jest mało prawdopodobne, aby ustępstwa te w zdecydowany sposób zniwelowały nierównowagę, która istnieje pomiędzy tymi dwoma krajami, i rozwiązało kwestie o dużym strategicznie znaczeniu (produkcja w horyzoncie 2025, prawa własności intelektualnej, sprawiedliwe traktowanie).
  3. Zmęczenie negocjacjami: Minął rok, odkąd napięcia między Chinami a USA zaczęły się nasilać. W trakcie negocjacji odnotowano kilka wzlotów i upadków, które doprowadziły do silnej niestabilności nastrojów na świecie. Różnica w podejściu (nieustępliwe stanowisko USA, bardziej pojednawczy ton Chinach) utrudnia negocjacje. Na przykład propozycja prezydenta Trumpa, aby utrzymać taryfy nawet po zawarciu porozumienia pokazuje, jak skomplikowane negocjacje mogą mieć miejsce w najbliższym czasie. Trudno też uwierzyć w to, że Chiny pójdą na ustępstwa bez uzyskania czegoś w zamian.

Spowolnienie tempa wzrostu handlu światowego do +3% w 2019r. i +2,7% w 2020r.

Analitycy Euler Hermes spodziewają się spowolnienia tempa wzrostu handlu światowego do +3% i +2,7% odpowiednio w 2019 i 2020 roku. Jeżeli rozłożymy te liczby na półrocza, to zaobserwujemy wyraźne spowolnienie w I półroczu (<2% wzrost), odzwierciedlające ciągłą niepewność i efekt obowiązujących taryf celnych; normalizację w II półroczu 2019 r., w przedziale 2-4%, gdy zmniejszy się niepewność wymiany handlowej a Chiny otrzymają odczuwalny gospodarczo impuls, oraz kolejne spowolnienie w I półroczu 2020 r. (<3%) wraz z wyhamowaniem wzrostu w Chinach i USA – obecnie przewidujemy wystąpienie recesji technicznej w USA w I kwartale 2020 r.

Rynki krajów rozwijających się prawdopodobnie w największym stopniu przyczynią się do wzrostu światowego importu zarówno w roku 2019 jak i 2020. Odpowiadać będą za 55% globalnej wymiany handlowej, w porównaniu do 45% w latach 2017-18. Pierwszy z powodów wzrostu ich znaczenia jest elastyczność i odporność wschodzących gospodarek azjatyckich (dzięki impulsowi z Chin) oraz stopniowym ożywieniem w Ameryce Łacińskiej (w miarę jak nowi przywódcy budzą nadzieję i silniejszy popyt prywatny).

Wykres nr 3: Wielkość globalnego wzrostu importu (%) z udziałem jego uczestników (pp)Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła 3

Drugi powód takiego rozwoju sytuacji opiera się na stabilizacji (lub aprecjacji) kursów walutowych, ponieważ Fed sygnalizuje bardziej stopniowe podejście do swojego cyklu zacieśniania. Ten sam gołębi Fed może przyczynić się do poluzowania polityk monetarnych na rynkach wschodzących wraz z ograniczeniem presji cenowej i walutowej. Indie obniżyły w lutym swoje stopy procentowe o 25 punktów bazowych dzięki niższej inflacji. Prawdopodobieństwo obniżenia w przyszłości stóp procentowych zwiększyło się także na rynkach takich jak Indonezja i Malezja.

Należy zauważyć, że zakładamy, iż Chiny i USA osiągną porozumienie w II kwartale 2019 r. Zapewniłoby to większą jasność co do przyszłości i pomogłoby przedsiębiorstwom w ponownym rozpoczęciu inwestycji. Uznajemy też za oczywiste, że impuls z Chin częściowo zrekompensuje koszt niepewności. Rzeczywiście, równowartość 5% PKB w dodatkowych wydatkach fiskalnych, związana z hojnymi warunkami monetarnymi pomoże rozpocząć minicykl koniunktury w Chinach i tym samym pobudzi wzrost globalnej wymiany handlowej o około +3%.

Chociaż trwające rozmowy dotyczące wymiany handlowej mogą tymczasowo położyć kres obawom związanym z wojną handlową, ważne jest, aby mieć na uwadze fakt, iż relacje Chiny-USA przeszły już od etapu zaangażowania do etapu rywalizacji. Dlatego też należy zwracać uwagę zarówno na protekcjonizm w ogóle (np. poza taryfami handlowymi mogą to być np. wstrząsy regulacyjne) jak i na bardzo rozdrobnione (i nadal poszerzane) łańcuchy dostaw obejmujące obydwa regiony. Przykładem może być przemysł samochodowy, w którym kumulują się obydwa te zagrożenia.

Wreszcie, co ciekawe, efekt wzrostu cen w wymianie handlowej będzie ograniczony: rzeczywiście prognozujemy jej wzrost w 2019 r. o +4.2% pod względem wartości oraz o +2.9% w 2020 r. Stabilizacja cen towarów i nieco słabszy dolar amerykański wyjaśniają brak efektu cenowego w globalnej wymianie handlowej. W ujęciu mikroekonomicznym możemy zaobserwować stagnację wzrostu obrotów eksportowych przedsiębiorstw, a także brak pola manewru w kształtowaniu cen ze względu na rozpaczliwe poszukiwanie sposobu na zmniejszenie nadwyżki zapasów nagromadzonych przez ostatnie 12 miesięcy i wznowienie normalnego cyklu produkcyjnego.

Wykres nr 4: Wzrost światowej wymiany handlowej (wielkość i wartość)

Niepewność w wymianie handlowej USA-Chiny kosztuje już znacznie więcej niż rzeczywiste cła 4Autorzy analizy:

Alexis Garatti, Szef Badań Makroekonomicznych w Euler Hermes

Mahamoud Islam, Starszy Ekonomista ds. Azji w Euler Hermes

Na rynek głównych walut wraca bałagan

Zaskoczenie w zmianie stanowiska Banku Kanady, skromne modyfikacje w komunikacie Banku Japonii i złagodzenie tonu Riksbanku – te decyzje świadczą o tym, że bankierzy centralni boją się wyróżniać spośród głównego nurtu łagodzenia nastawienia. CAD i SEK tracą, bierność JPY podkreśla bezsensowność deklaracji BoJ. Zyskuje USD, ale nie dlatego, że Fed jest mniej gołębi, ale w całym tym chaosie dolar ponownie wydaje się najbezpieczniejszy.

W tych niepewnych czasach żaden bank centralny nie chce się wyróżniać relatywnie jastrzębim nastawieniem i w ten sposób ryzykować niepotrzebną aprecjację waluty. Niezależnie od tego, co bankierzy myślą o perspektywach gospodarczych i co zamierzają zrobić w kolejnych miesiącach, nie ma obecnie sensu przesadnie dzielić się swoim optymizmem, kiedy całe otoczenie przyjmuje zwrot w gołębią stronę. To jest najbardziej logiczne wyjaśnienie wczorajszej decyzji Banku Kanady. Pomimo generalnej poprawy w danych z gospodarki od czasu poprzedniego posiedzenia, bank zaskakująco porzucił restrykcyjne nastawienie – dotychczas zakładał, że stopa procentowa powinna dalej być podnoszona do poziomu neutralnego. Wczoraj zostało to zamienione na zasadność utrzymania akomodacyjnej polityki, na co CAD zareagował przeceną. Czy to oznacza, że Bank Kanady już więcej nie podniesie stopy procentowej, albo zaraz zacznie obniżki? Nie. Równie dobrze za kilka miesięcy komunikat ponownie się zmieni, a bank powróci na starą ścieżkę. Ale na razie nie ma żadnego pożytku z uporczywego trzymania się swoich przewidywań i na wszelki wypadek bezpieczniej jest trzymać się blisko grupy.

Dzisiejsze informacje po posiedzeniach Banku Japonii i szwedzkiego Riksbanku idealnie wpisują się w trend. BoJ dodał do komunikatu, że zamierza utrzymywać rekordowo niskie stopy (główna stopa wynosi -0,1 proc.) co najmniej do wiosny przyszłego roku. Nikt racjonalnie nie zakładał, że bank może podnosić stopy procentowe wcześniej, więc to zdanie nic nie zmienia w percepcji rynku, a jednak BoJ najwyraźniej uznał, że trzeba podkreślić ultra-gołębie nastawienie. Riksbank wyraźnie stonował swoje dotychczas jastrzębie nastawienie i odsunął prognozę kolejnej podwyżki na koniec roku lub na początek 2020 r., a dalsze podwyżki będą postępować w wolniejszym tempie. W tym przypadku zaskoczenie jest silne i korona traci rano ponad 1 proc.

Na rynek głównych walut wraca bałagan. Niemal za każdą walutą stoi gołębi bank centralny. Bardzo niewygodne do tradingu jest rozgrywanie różnicy w relatywnej wartości walut przez porównywanie, co jest bardziej, a co mniej słabe. Jest to trudne, gdyż nawet jeśli któraś waluta może wydawać się „mniej brzydka”, pozostaje wrażliwa na negatywne zaskoczenia (w danych, w stanowisku banku centralnego). Wszyscy są przegranymi, a każdego dnia jedna waluta może być większym. Wczoraj był to CAD, dziś jest SEK. Z całego bałaganu obronną ręką wychodzi USD, ale nie dlatego, że ma za sobą wspierający bank. Jeśli już, to Fed pierwszy wykonał ostrego zwrotu i zrezygnował z ambitnej ścieżki podwyżek. Inne banki centralne równają do Fed. Teraz dolara ratuje tylko to, że wciąż jest ostoją stabilności i podstawowym kierunkiem do ucieczki, gdy na rynkach panuje bałagan. Bezpieczna przystań w pełnej krasie. I nie ma co z tym na razie walczyć, a przynajmniej do czasu, aż nie dostaniemy dowodu w danych, że gołębi nurt w polityce monetarnej nie jest konieczny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zmiany w podatku u źródła w 2019 r

Od 1 stycznia 2019 r. obowiązują nowe przepisy regulujące kwestię podatku u źródła, które utrudniają płatnikom możliwość skorzystania ze zwolnień oraz preferencyjnych stawek opodatkowania. Do tej pory polscy przedsiębiorcy mogli uwzględniać ulgi już w momencie wpłacania należności do urzędu skarbowego. Czy zmieniło się to w 2019 r.?

Czym jest podatek u źródła?

Podatek u źródła to instytucja wprowadzona w art. 26 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, która nakłada na osoby prawne, jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej oraz osoby fizyczne będące przedsiębiorcami obowiązek pobierania zryczałtowanego podatku dochodowego od należności wypłacanych na rzecz tego samego podatnika i tylko od tych należności, które nie przekraczają wartości 2 000 000 złotych. Jednak obowiązek ten nie powstaje, jeśli pomiędzy Polską a krajem rezydencji odbiorcy wypłacanej należności funkcjonuje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, a polski przedsiębiorca posiada ważny certyfikat rezydencji podatkowej podmiotu zagranicznego.

Stawka zryczałtowanego podatku u źródła w zależności od rodzaju transakcji wynosi 10% lub 20% kwoty należności. Jeśli pomiędzy Polską a krajem rezydencji odbiorcy istnieje stosowna umowa międzynarodowa wprowadzająca inny przelicznik, można dostosować do niej stawkę krajową. Jednak także wówczas płatnik (czyli polski przedsiębiorca, który jest zobowiązany do odprowadzenia podatku od kwoty należności) musi posiadać ważny certyfikat rezydencji podatkowej swojego kontrahenta.

Kto jest opodatkowany, a kto pobiera podatek?

Podatek u źródła jest pobierany od przychodów podatnika, którego obowiązuje ograniczony obowiązek podatkowy (czyli od podmiotu zagranicznego) i tylko wówczas, gdy osiąga ten przychód na terytorium Polski. Jednak podmiot ten nie oblicza, nie odprowadza i nie wpłaca kwoty podatku do urzędu skarbowego samodzielnie. To zadanie należy do płatnika, czyli polskiego przedsiębiorcy, który wypłaca opodatkowaną należność podmiotowi zagranicznemu.

Jednak podatek u źródła nie jest pobierany od wszystkich uzyskanych dochodów, ale jedynie od tych wskazanych w art. 29 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 21 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, w tym m.in. od:

  • odsetek,
  • praw autorskich i pokrewnych oraz praw własności przemysłowej, w tym także od sprzedaży tych praw,
  • usług doradczych, księgowych, prawnych, reklamowych, rekrutacji pracowników, przetwarzania danych.

Ponadto, art. 30a ust. 1 pkt 4 i ust. 6 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz art. 22 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych rozszerza katalog opodatkowanych przychodów na środki uzyskane z dywidend oraz udziałów w dochodach osób prawnych.

Nowy model poboru podatku u źródła

Z nowym rokiem nadeszły także zupełnie nowe reguły odprowadzania podatku u źródła, które komplikują sytuację płatników. Podstawowa nowość polega na zmianie systemu korzystania z preferencyjnych stawek oraz zwolnień. Od 1 stycznia nie jest możliwe bezpośrednie stosowanie zwolnień lub preferencyjnych stawek przez płatnika. Teraz musi on najpierw odprowadzić obliczoną należność do urzędu skarbowego, a dopiero po tym fakcie ubiegać się o zwrot. Odstępstwo od tej zasady dotyczy tylko należności, które w skali roku nie przekroczyły wartości 2 000 000 złotych.

Ustawodawca ujednolicił stawki podatku do dwóch wartości – 19% i 20%. Jeśli płatnik będzie chciał skorzystać ze stawek traktatowych lub zwolnień przewidzianych na mocy ustawy już w momencie wpłaty należności do organu podatkowego, będzie się to wiązało z:

  • koniecznością złożenia przez niego stosownego oświadczenia, które potwierdzi zasadność zastosowania wnoszonych ulg lub preferencyjnych stawek lub
  • koniecznością uzyskania opinii od organu podatkowego o stosowaniu zwolnienia z poboru zryczałtowanego podatku dochodowego od wypłacanych na rzecz podatnika należności.

O opinię organu podatkowego o stosowaniu zwolnienia może wystąpić także podatnik, składając odpowiedni wniosek elektroniczny poprzez Biuletyn Informacji Publicznej uzupełniony o dokumentację potwierdzającą zasadność jego złożenia.

Zgodnie z treścią art. 26 ust. 1 ustawy o CIT płatnik jest zobowiązany zachować należytą staranność przy weryfikacji warunków skorzystania ze zwolnienia albo niepobrania podatku. Samo dochowanie należytej staranności również podlega ocenie uwzględniającej charakter oraz skalę działalności prowadzonej przez płatnika.

Negatywne zmiany dla podmiotów osiągających duże przychody

Nowe zasady stają się problematyczne dla podmiotów generujących duże przychody oraz dla tych, które dokonywały wypłat dla nierezydentów. Od początku roku płatnicy nie mogą swobodnie korzystać z obniżonych stawek lub zwolnień z poboru podatku na mocy umów międzynarodowych albo przepisów z art. 21 ust. 3 i art. 22 ust. 4 ustawy o CIT. Ponadto wielu płatników osiągnęło roczny limit w postaci 2 000 000 złotych już w pierwszych miesiącach nowego roku, co zamknęło im drogę do ubiegania się o zwolnienie.

Ponadto do ustawy o CIT wprowadzono nieznane wcześniej temu aktowi normatywnemu pojęcie „należytej staranności”. Ustawodawca zrezygnował jednak z jego precyzyjnego wyjaśnienia, co może generować kolejne kłopoty w dowodzeniu, że taką staranność zachowało się przy weryfikowaniu przesłanek do skorzystania ze zwolnień.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Na rynku pracy są już cztery różne pokolenia. To ogromne wyzwanie dla pracodawców

Na rynku pracy są już cztery różne pokolenia. To ogromne wyzwanie dla pracodawców 1

Obecnie na polskim rynku pracy są cztery pokolenia: najstarsi baby boomersi, pokolenie X, pokolenie Y oraz najmłodsze – pokolenie Z. Każde z nich ma odmienne oczekiwania i podejście do pracy. Charakterystyka poszczególnych pokoleń to dla firm narzędzie, które umożliwia im wprowadzanie odpowiednich instrumentów i konstruowanie skutecznych systemów motywacyjnych. Budowanie zaangażowania i lojalności wśród pracowników – zwłaszcza w generacji Z – to obecnie największe wyzwanie dla pracodawców.

Obecny rynek pracy w Polsce jest rynkiem pracownika. Oznacza to, że ofert pracy jest więcej niż osób jej poszukujących. Według Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności stopa bezrobocia wynosi obecnie 3,5 proc. Taki wynik umiejscawia Polskę na 5. miejscu wśród wszystkich krajach Unii Europejskiej – wyżej znalazły się tylko Czechy, Węgry, Holandia i Niemcy.

Stopa bezrobocia jest zróżnicowana na obszarach wiejskich i miejskich. Niewątpliwie trudniej znaleźć pracę w małych aglomeracjach albo na obszarach wiejskich. Sytuacja jest trudniejsza również z punktu widzenia młodych osób. Najwyższa stopa bezrobocia kształtuje się wśród ludzi pomiędzy 24. a 35. rokiem życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Joanna Nieżurawska-Zając, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, ekspert w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi.

Jak podkreśla, obecnie na polskim rynku pracy są cztery pokolenia. Zgodnie definicją organizacji Center for Generational Kinetics, która na co dzień zajmuje się badaniem generacji na rynku pracy, do pokolenia Z zaliczają się osoby pomiędzy 15. a 23. rokiem życia. Igreki mają od 24 do 42 lat, natomiast generacja X to osoby pomiędzy 43. a 54. rokiem życia. Do najstarszego pokolenia baby boomersów należą natomiast pracownicy w wieku 55–73 lata. Oni stanowią ok. 17 proc. rynku pracy. Każde z tych pokoleń ma odmienne oczekiwania i podejście do pracy.

Baby boomersi cenią sobie stabilność i bezpieczeństwo zatrudnienia. Niewątpliwie ich największym problemem jest strach przed nowoczesną technologią, oni potrzebują więcej czasu na zdobycie takich umiejętności – mówi dr Joanna Nieżurawska-Zając. – Pokolenie Y, czyli milenialsi, to tzw. pokolenie sieci, wychowane w permanentnym dostępie do internetu. Cechuje je mobilność, elastyczność, a także chęć życia. Dla nich najważniejszy jest tzw. work-life balance. Chcą równoważyć pracę i życie zawodowe, dlatego też pracodawcy powinni to uwzględniać przy budowaniu systemów motywacyjnych.

Obecna na rynku pracy generacja X jest z kolei określana mianem „niebieskich kołnierzyków”. Najważniejszy jest dla nich prestiż, pełniona funkcja, praca jako wartość sama w sobie. Bardzo istotnym aspektem dla pokolenia X są finanse, które stanowią jeden z ważniejszych motywatorów. Przedstawiciele tego pokolenia są też zwolennikami bezpośredniej komunikacji, otwartymi na nowe technologie.

O ile te trzy pokolenia są na rynku pracy już od dawna i są znane socjologom i HR-owcom, o tyle Zetki, najmłodsza z generacji, są wciąż niedokładnie zbadane.

– Pracodawcy mówią, że jest to pokolenie bardzo roszczeniowe, które nie chce – czy wręcz boi się – ciężko pracować. Chciałabym jednak tę tezę obalić i zwrócić uwagę na to, że nie do końca powinniśmy w ten sposób ich postrzegać. Są to ludzie bardzo otwarci, elastyczni, mobilni, szybko odnajdują się w internecie. Mają wiele atutów, które mogą spowodować, że staną się kluczowymi pracownikami. Problem jest jednak z ich lojalnością – mówi dr Joanna Nieżurawska-Zając.

Jak podkreśla, największym wyzwaniem, przed którym stoją obecnie pracodawcy, jest budowanie zaangażowania i lojalności pracowników. Charakterystyka poszczególnych pokoleń to dla firm narzędzie, które umożliwia im wprowadzanie odpowiednich instrumentów i konstruowanie skutecznych systemów motywacyjnych.

Badania wskazują, że aby zwiększyć zaangażowanie i lojalność młodej generacji, należy stosować nową koncepcję motywowania, jaką jest hygge – skandynawska koncepcja szczęścia w pracy. To właśnie dzięki niej młodzi pracownicy mogą stać się bardziej lojalni i bardziej zaangażowani – mówi dr Joanna Nieżurawska-Zając.

Hygge to skandynawska koncepcja, która zakłada że kluczowa jest dobra atmosfera pracy, przyjazne stosunki z przełożonym i płaska struktura organizacyjna. Opiera się na egalitaryzmie, tzn. równym traktowaniu wszystkich pracowników. Zgodnie z tą koncepcją pracodawca może np. wprowadzać takie instrumenty motywowania jak elastyczny czas pracy czy możliwość pracy zdalnej, które przyczynią się do zwiększenia lojalności i zaangażowania najmłodszej generacji.

Nowe prawo budowlane ma uprościć i przyspieszyć proces inwestycji. Urzędnicy będą sojusznikami inwestorów

Nowe prawo budowlane ma uprościć i przyspieszyć proces inwestycji. Urzędnicy będą sojusznikami inwestorów 2

Prostsze i szybsze procedury, większa pewność wydawanych decyzji oraz większe bezpieczeństwo pożarowe – to najważniejsze założenia nowego prawa budowlanego proponowanego przez resort inwestycji i rozwoju. Nowe przepisy mają ułatwić i przyspieszyć uzyskiwanie pozwolenia na budowę. Do wniosku inwestor będzie musiał składać znacznie mniej dokumentów projektowych niż do tej pory. Pojawią się też terminy, w jakich urzędy muszą wydać określone zgody i decyzje, oraz sankcje za ich przekroczenie. Chcemy, żeby inwestor wiedział, że ma w urzędnikach sojuszników – podkreśla Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

Zależy nam na tym, żeby – jeśli ktoś decyduje się na inwestowanie – mógł to zrobić najłatwiej i najszybciej, jak to możliwe, a urzędnik, który wydaje zgody, był przyjazny. Żeby na koniec dnia obywatel, który bierze na siebie ciężar realizacji inwestycji, wiedział, że w dziale budownictwa w nadzorze ma sojuszników, a nie przeciwników – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju.

Przygotowywana nowelizacja prawa budowlanego ma na celu przede wszystkim uproszczenie, przyspieszenie i zmniejszenie uciążliwości procesu inwestycyjno-budowlanego. Poważne ułatwienie dotyczy już procesu uzyskiwania pozwoleń na budowę. Projekt budowlany – zgodnie z nowymi propozycjami – ma być podzielony na dwie części. Pierwsza z nich – w wersji uproszczonej – będzie zatwierdzania przez administrację na etapie udzielania decyzji o pozwoleniu na budowę. Pozostała dokumentacja projektowa będzie składana na późniejszym etapie inwestycji. Wtedy też będzie weryfikowana zgodność budowy z dokumentacją techniczną.

– Zmniejszamy zakres projektu budowlanego. Na dobrą sprawę, żeby uzyskać pozwolenie na budowę, będzie potrzeba tylko projektu zagospodarowania działki i samego projektu architektonicznego – mówi Artur Soboń.

Z danych resortu wynika, że obecnie przygotowanie dokumentacji dla domu jednorodzinnego to często nawet ok. 100 stron, a projekt należy złożyć do właściwego urząd w czterech egzemplarzach. Biorąc pod uwagę to, że przeciętnie urzędy dostają w ciągu pół roku niemal 50 tys. takich aplikacji, muszą przejrzeć około 18 mln stron. Po zmianach liczba wymaganych dokumentów zmniejszy się o około połowę.

Po zmianach znacznie skróci się też czas oczekiwania na pozwolenie, przede wszystkim dzięki zniwelowaniu obszarów, które wydłużają całą procedurę w procesie inwestycyjnym.

– Jednym z takich obszarów jest uzyskanie warunków przyłączenia do sieci: wodno-kanalizacyjnej, sieci sanitarnej czy energetycznej. Dzisiaj na te warunki można czekać naprawdę bardzo długo. Nie ma obowiązujących terminów w przypadku sieci wodno-kanalizacyjnej, a w przypadku sieci energetycznej, gdzie terminy są określone, nie ma z kolei sankcji za ich nieprzestrzeganie. Wprowadzamy więc i terminy, i sankcje, i bezpłatne warunki przy przyłączach od poszczególnych gestorów sieci tak, aby jeszcze szybciej można było to pozwolenie na budowę uzyskać – przekonuje Artur Soboń.

Resort chce także zwiększyć pewność dla inwestorów. Obecnie właściwie w każdym momencie można cofnąć pozwolenie na budowę, nawet jeśli budynek jest już użytkowany i zamieszkany. Nowe przepisy wprowadzają graniczny, 5-letni termin na stwierdzenie nieważności decyzji pozwolenia na budowę czy użytkowanie.

Nowelizacja reguluje też sytuację samowoli budowlanych. Według inspektorów powiatowych nadzoru może być w Polsce nawet pół miliona takich budynków.

To budynki, w których często mieszkają ludzie i nie są w stanie uzyskać pozwolenia na rozbudowę czy remont. Często nie płacą podatków, nie robią przeglądów, żyją w zawieszeniu, bo nie mogą zalegalizować tych budynków. Przyjmujemy zasadę, że tam, gdzie są ponad 20-letnie budynki, co do których nie toczy się żadne postępowanie, nie ma wątpliwości sąsiadów czy samorządów, wprowadzamy szybką, prostą ścieżkę legalizacji – mówi wiceminister inwestycji i rozwoju.

Nowe przepisy kładą też duży nacisk na kwestie bezpieczeństwa pożarowego. W przypadku zmiany przeznaczenia lokalu, np. mieszkania na przedszkole czy piwnicy na escape room, konieczne będzie porządzenie ekspertyzy przeciwpożarowej.

– Jeśli był wielorodzinny budynek mieszkalny, a jest aparthotel, zmienia to sytuację użytkowników tego budynku. To są często drobne zmiany związane z drogami ewakuacyjnymi, systemem zabezpieczeń czy gaśnicami, ale to wszystko powinno być prawidłowo przygotowane w sytuacji, w której doszłoby do zagrożenia zdrowia bądź życia. To musi być budynek, który jest dostosowany do aktualnego sposobu użytkowania – podkreśla Artur Soboń.

Zgodnie z zapowiedziami resortu projekt nowego prawa w czerwcu może trafić do Sejmu.

S. Kluza: jest coraz więcej obszarów, w których państwo powinno być aktywne. Potrzebne wsparcie przy aktywizacji zawodowej młodych

S. Kluza: jest coraz więcej obszarów, w których państwo powinno być aktywne. Potrzebne wsparcie przy aktywizacji zawodowej młodych 3

Trend ingerencji państwa w  gospodarkę jest w Polsce coraz wyraźniejszy, ale wciąż jesteśmy bardziej liberalni niż np. Niemcy. Z badań CBOS wynika, że w Polsce ponad połowa osób opowiada się za aktywną rolą państwa w gospodarce, przede wszystkim w zakresie wspierania przedsiębiorczości. Poprzez program 500+ państwo wspiera redystrybucję, a zwolnienie z podatku osób przed 26 rokiem życia motywuje do wcześniejszej aktywności zawodowej – ocenia Stanisław Kluza, były minister finansów.

– Istnieje bardzo wiele obszarów, w których państwo powinno być aktywne. To szeroki obszar związany z redystrybucją, kwestia obecności jako regulatora – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stanisław Kluza, były minister finansów i przewodniczący KNF, prezes Instytutu Debaty Eksperckiej i Analiz Quant Tank. – Państwo optymalizuje wartość dóbr publicznych w gospodarce. To nie tylko edukacja, opieka zdrowotna, obronność, infrastruktura, lecz także np. ład przestrzenny. Przykładowo, dla miasta działka w środku miasta może być bardzo atrakcyjna, jeżeli będzie tam skwer. Gdybyśmy mieli wyłącznie optymalizować efektywność ekonomiczną, to postawienie tam kamienicy pewnie przyniosłoby więcej dochodu.

Jak wynika z badań przeprowadzanych przez CBOS „Rola państwa w gospodarce”, Polacy w większości uważają, że państwo powinno zapewniać obywatelom wysoki poziom świadczeń społecznych, spełniać funkcje redystrybucyjne oraz odgrywać aktywną rolę w gospodarce. Z raportu DNB i PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu” wynika, że w sferze regulacyjnej najsilniej w działalność sfery finansowej ingerują rządy Francji, Niemiec i właśnie Polski.

Zdaniem badanych (CBOS) do priorytetowych zadań państwa w sferze gospodarki należy przeciwdziałanie bezrobociu oraz dbanie o rozwój gospodarczy, dobry stan finansów publicznych, niski deficyt, stwarzanie dobrych ram dla funkcjonowania gospodarki.

Przeregulowanie może oznaczać wzrost kosztów funkcjonowania instytucji finansowych, a to z kolei przekłada się na dostępność i koszt usług dla klienta. Nadmiernie regulowany sektor rozwija się wolniej, ale z drugiej strony zaufanie do niewidzialnej ręki rynku może oznaczać mniejszą odpowiedzialność za konsekwencje złego zarządzania. To równowaga regulacyjna jest podstawą stabilnego rozwoju w nowoczesnej społecznej gospodarce rynkowej.

– Państwo, tworząc pewne programy społeczne, realizuje swoją rolę redystrybucyjną. Identyfikuje te obszary, w których wydając, de facto inwestuje albo w stabilność, albo bezpieczeństwo, albo rozwój. Jednym z nich jest 500+, innym – ulgi podatkowe do 26 roku życia. W tym wypadku jest pytanie, czy państwo może zwiększyć szansę szybszego znalezienia zatrudnienia przez młode osoby albo zmobilizować ich do większej aktywności – zaznacza były minister finansów.

Obecnie długie mieszkanie z rodzicami to tradycyjny wzór życia rodzinnego m.in. krajach południa Europy: Grecji, Portugalii czy Hiszpanii. Także wielu Polaków mimo osiągnięcia pełnoletności wybiera domy rodzinne lub po pewnym czasie wraca na łono rodziny. Zwiększanie aktywności takich osób, np. poprzez program ulg na pracowników do 26 roku życia, może znacznie zwiększyć wskaźnik samodzielności.

– Poszukiwanie możliwości szybkiego wejścia młodych pokoleń na rynek pracy, usamodzielnienia się zawodowo i życiowo pozwoli tym ludziom dużo lepiej dokonywać samodzielnych wyborów. Jeżeli ktoś będzie chciał założyć rodzinę, będzie miał ku temu środki. Jeżeli ktoś będzie chciał piąć się po szczeblach kariery na wyższe stanowiska, to wcześniejsze zdobycie kompetencji, bardzo podnosi jego szanse – analizuje Stanisław Kluza.

Wprowadzenie dla osób poniżej 26 roku życia zerowej stawki podatku PIT to część „Nowej piątki PiS”. Szacunkowy koszt tego zwolnienia wyniesie 2–3 mld zł rocznie.

– Pytanie, czy nie korzystniejsze byłoby zmniejszenie obciążeń podatkowych dla pracodawców w przypadku zatrudnienia takich osób. To po ich stronie leży decyzja, czy wezmą taką osobę. Jeżeli byłby dodatkowy bodziec ekonomiczny, finansowy dla pracodawcy, na pewno dużo chętniej sięgaliby po praktykantów i osoby młodsze – ocenia Stanisław Kluza.

Propozycja zwolnienia z podatku młodych osób nie musi oznaczać, że będą oni rezygnować ze studiowania.

– Czasami dobrą rzeczą jest zdecydowanie szybciej pójść do pracy. Są też osoby, które być może więcej skorzystałyby na studiach, gdyby wcześniej zdobyły jakieś doświadczenie zawodowe. Osoby studiujące będą miały więcej bodźców do równoległego zdobywania doświadczenia zawodowego. Będą miały większą motywację, żeby szybciej skończyć studia. A zatem motywatory do wcześniejszej aktywności zawodowej, by zdobywać doświadczenie, usamodzielnić się i lepiej się rozwijać, są bardzo istotnym elementem – podkreśla ekspert. – Czy ten mechanizm jest najlepszy? Nie wiem, ale działanie w tym obszarze jest bardzo potrzebne społecznie.

Polacy najbardziej boją się chorób układu sercowo-naczyniowego. 8 na 10 stara się przed nimi zabezpieczyć

Polacy najbardziej boją się chorób układu sercowo-naczyniowego. 8 na 10 stara się przed nimi zabezpieczyć 4

80 proc. Polaków obawia się najbardziej schorzeń układu krążenia, w tym zawałów serca, udarów mózgu czy miażdżycy, a 60 proc. – nowotworów – wynika z raportu Pharmeny pt. „Kondycja zdrowotna Polaków”. Większość badanych wie, jak można przeciwdziałać tym chorobom, ale z wdrażaniem tego w życie idzie już znacznie gorzej. Eksperci podkreślają, że ważny jest ruch i odpowiednie odżywianie. Produkty z diety japońskiej – uważanej za jedną z najzdrowszych na świecie – cieszą się znikomą popularnością, chociaż to one są źródłem cennej cząsteczki 1-MNA, wspierającej układ sercowo-naczyniowy.

Większość, bo aż 74 proc. Polaków, dobrze ocenia swoją kondycję zdrowotną. Mimo to 95 proc. chciałoby być zdrowszym lub mieć więcej energii i witalności – wynika z najnowszego raportu Pharmeny „Kondycja zdrowotna Polaków”.

– Polacy uważają, że czują się świetnie, są zdrowi, długowieczni, radośni i pogodni. Mówię to trochę z przekąsem, bo wiele osób tak sądzi, ale pytani, czy chcieliby coś zmienić, w większości odpowiadają twierdząco. Obiektywnie rzecz ujmując, jako lekarze wiemy, że wcale nie jest tak dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii II Wydziału Lekarskiego na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

W badaniach 8 na 10 Polaków zadeklarowało, że podejmuje działania mające poprawić ich stan zdrowia lub dodać energii. W tym celu najczęściej dbają o regularny odpoczynek (66 proc.), wysypiają się (61 proc.) lub podejmują aktywność fizyczną (59 proc.). Ponad połowa wymienia też walkę ze stresem i suplementację diety.

– Ludzie umieją identyfikować zagrożenia. Wiedzą, że lepiej nie mieć nadciśnienia albo je leczyć, że warto się dobrze odżywiać, ale sami odpoczywają biernie. Badani wstydzili się przyznać, że palą dalej, mimo że wiedzą o tym, że palenie szkodzi. Polacy wiedzą też, że źle się odżywiają, mają w diecie za dużo przetworzonego mięsa, tłuszczu, soli, a za mało warzyw, ziaren, błonnika i ryb. Jednak przekładanie teorii na praktykę wychodzi słabiej, nie umieją wybierać dobrego tłuszczu. Niewiele osób mówi też, co mnie zaskoczyło negatywnie, że w diecie jest za dużo kalorii, co jest głównym powodem otyłości, która będzie zbierać największe żniwo w nadchodzącym stuleciu – mówi prof. Artur Mamcarz.

Z badań Pharmeny wynika też, że Polacy najbardziej obawiają się schorzeń układu krążenia (80 proc.), w tym zawałów serca, udarów mózgu czy miażdżycy, oraz chorób nowotworowych (60 proc.). Stąd coraz częściej podejmują jakieś działania, które mają tym chorobom zapobiec.

– Trzy podstawowe zasady: nie palić, właściwie się odżywiać i dużo ruszać. Trzeba poprawić aktywność fizyczną, ruszać się przez około godzinę dziennie. Można to robić na różne sposoby: biegać, grać w tenisa, siatkówkę, pływać, jeździć na rowerze, chodzić z kijami albo po prostu wysiąść dwa przystanki przed domem i pójść pieszo szybkim krokiem. Od małych kroków do większych, trzeba zbudować takie przeświadczenie, że warto coś zmienić, żeby o siebie dbać – mówi prof. Artur Mamcarz.

Ponad połowa Polaków, wybierając produkty spożywcze, stara się kierować ich właściwościami zdrowotnymi, a 40 proc. deklaruje, że stosuje odpowiednią dietę, żeby zachować młodość. Według Polaków najbardziej ich zdrowiu służy dieta niskotłuszczowa (46 proc.) i śródziemnomorska (40 proc.), bogata w witaminy.

Uważana za jedną z najzdrowszych na świecie dieta japońska jest w najmniejszym stopniu kojarzona przez Polaków. Jej prozdrowotne właściwości docenia tylko 14 proc. z nich. O ile zieloną herbatę – główny składnik tej diety – kojarzy ze zdrowiem połowa, a co piąty badany spożywa ją regularnie, o tyle algi i wodorosty są przez Polaków spożywane bardzo sporadycznie. Prawie połowa w ogóle nie jada takich produktów. Są one istotne, ponieważ stanowią naturalne źródło cennej cząsteczki 1-MNA, czyli 1-metylonikotynamidu (metabolitu witaminy B3).

– Ta cząsteczka wykazuje działanie śródbłonkowe. Śródbłonek to „dyrygent” układu krążenia. W przypadku wystąpienia czynników ryzyka rozwoju chorób układu sercowo-naczyniowego, takich jak stres czy otyłość, ten śródbłonek niestety nie funkcjonuje najlepiej. Stąd też pomysł na zastosowanie 1-MNA, cząsteczki naturalnej – mówi dr Marzena Wieczorkowska, wiceprezes zarządu oraz dyrektor ds. badań i rozwoju Pharmena. – Przy naszym trybie życia często nie jesteśmy w stanie zadbać o właściwą kondycję układu sercowo-naczyniowego, a jest to niezwykle istotne dla naszego zdrowia i długości życia. 1-MNA jest wskazane w suplementacji u wszystkich osób, które chcą zadbać o ochronę układu sercowo-naczyniowego.

Badania polskich naukowców prowadzone od kilkunastu lat nad cząsteczką 1-MNA potwierdziły, że korzystnie wpływa na funkcjonowanie układu sercowo-naczyniowego i stymuluje do produkcji prostacykliny, która przeciwdziała zakrzepom i miażdżycy.

– Odkrywanie cząsteczki 1-MNA to proces, który trwał kilkanaście lat. To prace chemików z Politechniki Łódzkiej oraz farmakologów z Krakowa, a później włączyły się w nie również inne zespoły badawcze. W efekcie mamy niezwykle interesujące wyniki badań wskazujące na duży potencjał cząsteczki. Zainteresowały się nią także zespoły międzynarodowe z wiodących ośrodków badawczych – wyjaśnia dr Marzena Wieczorkowska.

Pharmena, notowana na GWP, w ubiegłym roku otrzymała zgodę na wprowadzenie na rynek cząsteczki 1-MNA jako składnika nowej żywności.

– To naukowcy byli siłą sprawczą powstania naszej firmy. Jesteśmy typowym przykładem spółki spin-off, która utworzona została po to, aby komercjalizować odkrycia naukowe i wprowadzić na rynek produkty zawierające 1-MNA – mówi wiceprezes Pharmeny.

Nastolatki coraz chętniej oszczędzają. Najczęściej na realizację marzeń

0

Nastolatki coraz chętniej oszczędzają. Najczęściej na realizację marzeń 5

Blisko połowa nastolatków odkłada pieniądze na realizację swoich marzeń – wynika z obserwacji aplikacji Cashap. Zdecydowanie rzadziej oszczędzają na prezenty urodzinowe czy gwiazdkowe albo na podróże. U młodych ludzi wpływy do skarbonki są raczej okazjonalne i uzależnione od decyzji rodziców, więc motywacja do oszczędzania jest duża.

Nastolatki nie różnią się bardzo od dorosłych w chęci oszczędzania. Nawet 17-latkowie, którzy z praktyk dostają jakieś minimalne wynagrodzenie, potrafią zbierać pieniądze do tradycyjnej świnki skarbonki. Młodzi rzeczywiście chcą to robić, natomiast mają mniej możliwości odkładania niż dorośli – mówi agencji Newseria Biznes Marta Kaleńska-Jaśkiewicz, założyciel i prezes firmy GenZet, która stworzyła aplikację Cashap, łączącą w sobie wirtualną skarbonkę z e-sklepem.

Nastolatki własne środki zaczynają gromadzić stosunkowo wcześnie. Z raportu CBOS wynika, że blisko 60 proc. pracuje dorywczo w wakacje, 38 proc. w ciągu roku szkolnego, a 13 proc. ma stałą pracę. Większość jest jednak uzależniona od decyzji rodziców i wpływu z kieszonkowego. To oznacza, że trudno im planować swój budżet.

Z badań zrobionych na potrzeby BGŻ Optima [z 2016 roku – red.] wynika, że ponad 90 proc. rodziców uważa, że należy dzieci uczyć oszczędności. Z drugiej strony tylko 42 proc. daje dzieciom kieszonkowe, głównie mniej zamożni. Może to wynikać z faktu, że osoby w rodzinach bardziej zamożnych nie potrzebują zbierać, bo generalnie czują, że mają wszystko – zaznacza Marta Kaleńska-Jaśkiewicz.

Jak wynika z obserwacji Cashap, celem oszczędzania często są marzenia, aspiracje i spełnianie siebie.

– Prawie połowa dzieciaków zbiera przede wszystkim na marzenie, przy czym jest to dosyć szerokie pojęcie. Z drugiej strony są to także takie okazje jak urodziny, ale też prezenty dla innych. Dzieciaki chcą, co nam się potwierdziło w badaniach, żebyśmy im przypominali w aplikacji o różnych okazjach, że powinni zebrać na prezent dla babci czy mamy – mówi prezes GenZet.

Z danych Cashap wynika, że na marzenia zbiera 44 proc. nastolatków. Popularne są też okazjonalne zakupy związane ze świętowaniem urodzin (12 proc.) i Dnia Dziecka (10 proc). Mniej niż co dziesiąty zbiera na rzeczy potrzebne do szkoły, podobny odsetek – na prezent dla innych. Po 2 proc. oszczędza na podróże i hobby. Większość zbiera na stosunkowo niewielkie i mało kosztowne rzeczy, choć zdarzają się też zbiórki na np. elektryczną hulajnogę.

Przez aplikację mobilną Cashap nastolatki mogą założyć zbiórkę i zbierać pieniądze od rodziny i znajomych na prezent. Po zalogowaniu się do aplikacji wysyłają wybranym kontaktom w telefonie prośbę o pieniądze, czekają na akceptację zbiórki i listy zaproszonych osób przez opiekuna, a po zebraniu środków kupują prezent. Aplikacja daje swobodę decydowania, na co przeznaczyć zebrane oszczędności. To z kolei pozwala zniwelować problem nietrafionych prezentów.

Najdroższe są prezenty po kilka tysięcy złotych i wtedy to są już długie zbiórki, np. na rowery elektryczne. Natomiast średnio taka prośba o wpłatę na zbiórkę to jest od 10 do 100–200 zł maksymalnie – wyjaśnia Marta Kaleńska-Jaśkiewicz.

Polski „silnik na wodę” może zrewolucjonizować elektromobilność. Rozwiązanie pozwoli wydłużyć zasięg auta i żywotność baterii

Polski „silnik na wodę” może zrewolucjonizować elektromobilność. Rozwiązanie pozwoli wydłużyć zasięg auta i żywotność baterii 6

Elektromobilność jest coraz powszechniejsza, jednak wciąż na rynku istnieją pewne bariery, takie jak zbyt małe zasięgi pojazdów elektrycznych, czy żywotność baterii. Twórcy innowacyjnego modułu napędowego wykorzystującego silnik elektryczny i pompę wysokociśnieniową. Urządzenie w uproszczeniu nazywane „silnikiem na wodę” generuje obecnie moc 860 W. Stojący za projektem Polacy mają jednak nadzieję, że technologia trafi wkrótce do samochodów osobowych.

– Innowacyjny moduł napędowy to przekładnia hydrauliczna do silnika elektrycznego. Stworzyliśmy go głównie po to, żeby ulepszyć już istniejące silniki elektryczne. Celem projektu jest sprawienie, aby silniki elektryczne zużywały mniej energii, co pozwoli przejechać danemu pojazdowi dłuższy dystans na jednym ładowaniu, a sam silnik elektryczny i ogniwa będą się wolniej zużywały – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dorian Żarna, współtwórca Innowacyjnego Modułu Napędowego.

Opracowywany przez Polaków silnik to hybryda – połączenie energii elektrycznej oraz wody. Pompa wysokociśnieniowa z silnikiem elektrycznym napędza wodę, która wprawia w ruch wirnik znajdujący się w komorze. Woda jest wtłaczana do komory przez rurkę o grubości 1 mm pod ciśnieniem dochodzącym do nawet 120 barów. Obecnie jednostka napędowa osiąga moc rzędu 860 W, przy 3500 obrotów na minutę.

– Strumień wody po okręgu wprawia wirnik pięcioramienny w ruch obrotowy i potem przechodzi do drugiej komory, gdzie drugi mniejszy wirnik wykorzystuje ten sam pęd wody, który nam już jest niepotrzebny, ponieważ swoją pracę już wykonał. Wykorzystujemy go albo jako alternator napędzający drugi niezależny wirnik podłączony do silnika elektrycznego, albo jako zwiększoną powierzchnię pierwszego silnika, co pozwala na uzyskanie jeszcze lepszych wyników – tłumaczy Dorian Żarna.

W praktyce oznacza to kolejną możliwość odzysku energii w samochodzie napędzanym takim modułem. Przekłada się to na mniejsze zużycie energii i większą wydajność, co w efekcie przełoży się na wydłużenie żywotności baterii, zwiększenie zasięgu na jednym ładowaniu, a także ograniczenie kosztów eksploatacyjnych.

– Przy wykorzystaniu naszego silnika samochód będzie mógł przejechać większy dystans z taką samą liczbą ogniw, aniżeli ten sam samochód napędzany zwykłym silnikiem elektrycznym. Dodatkowo nasze ogniwa byłyby w stanie przetrwać dłużej. Zamiast 10 lat, być może 12, albo nawet więcej – twierdzi współtwórca projektu.

Rozwiązanie jest innowacyjne w skali światowej. Jak zapewniają twórcy, żaden koncern nie korzysta z takiego typu napędu. Tymczasem w samochodach Tesli, inżynierowie podnoszą wydajność dzięki stosowaniu silników reluktancyjnych z magnesami trwałymi „Raven”. Magnesy są odpowiedzialne za wzbudzanie wstępne. Takie rozwiązanie zostało zastosowane w Tesli model 3. Pozwala to zarejestrować wydajność na poziomie 97 proc. Dla porównania, silniki stosowane w modelach S i X cechują się wydajnością sięgającą 93 proc.

Innowacyjny Moduł Napędowy opracowywany przez Polaków  na razie testowany jest na rowerze. Aspiracje twórców są jednak znacznie większe.

– Przeprowadziliśmy szereg testów m.in. w terenie z zamontowanym silnikiem na rowerze. Docelową grupą będą pojazdy osobowe oraz inne środki transportu – mówi Dorian Żarna.

Według analityków z Allied Market Research, światowy rynek pojazdów elektrycznych wyceniany był w 2017 r. na niemal 119 mld dol. W najbliższych latach ma rosnąć w tempie ponad 22 proc. rocznie, by w 2025 r. osiągnąć wartość ponad 567 mld dol.

Smartfony z grafenu mają trafić na rynek w 2023 roku. Będą się charakteryzować pełną elastycznością, błyskawicznym przesyłaniem danych oraz pełnym naładowaniem baterii w 10 sekund

Smartfony z grafenu mają trafić na rynek w 2023 roku. Będą się charakteryzować pełną elastycznością, błyskawicznym przesyłaniem danych oraz pełnym naładowaniem baterii w 10 sekund 7

Inżynierowie i naukowcy zaczynają wdrażać rozwiązania grafenowe do branży mobilnej. Ten dwuwymiarowy materiał złożony z płaskich atomów węgla umożliwia zaprojektowanie urządzeń, które nie mogłyby powstać przy wykorzystaniu technologii krzemowej. Grafen pozwoli zaprojektować w pełni elastyczne smartfony, superszybkie układy łączności bezprzewodowej czy baterie o wydajności dalece wykraczającej poza możliwości klasycznych ogniw litowo-jonowych. Według prognoz przeprowadzonych przez analityków Graphene Flagship pierwsze grafenowe technologie mobilne mogą zadebiutować na rynku konsumenckim w 2023 roku.

– Grafen ma ogromny potencjał w telefonach przyszłości. Można go wykorzystać na wiele różnych sposobów, począwszy od grafenowych baterii, które są naprawdę elastyczne i umożliwiają szybsze ładowanie i odłączanie urządzenia od ładowania, a skończywszy na zastosowaniu grafenu w komunikacji, tj. w tworzeniu sieci 5G czy 6G – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sian Fogden z Graphene Flagship.

Po grafen sięgają już producenci urządzeń oraz akcesoriów mobilnych, którzy widzą w nim narzędzie do zrewolucjonizowania rynku smartfonów, tabletów oraz gadżetów do noszenia. Mimo że powstały już elastyczne telefony takie jak Royole FlexPai, Samsung Galaxy Fold czy Huawei Mate X, zginają się one wyłącznie w ściśle określonych miejscach, ponieważ elastycznym elementem jest wyłącznie wyświetlacz. Zastosowanie grafenu pozwoliłoby uelastycznić niemal całą powierzchnię obudowy.

Opracowano już kilka prostych prototypowych urządzeń grafenowych o elastycznej konstrukcji. Zespołowi z Instytutu Fotoniki ICFO udało się nanieść cienką warstwę grafenu na powierzchnię bandaża. W ten sposób stworzyli protoplastę opatrunku, który mógłby mierzyć ciśnienie bądź natlenienie krwi. Naukowcom udało się także skonstruować m.in. elastyczny czujnik promieniowania UV w formie przezroczystego tatuażu nanoszonego na skórę, który komunikuje się z telefonem bezprzewodowo. Tę samą technologię wykorzystano do zaprojektowania elastycznej opaski sportowej. Następnym krokiem są elastyczne smartfony.

– Grafen umożliwi produkcję w pełni elastycznych telefonów, ponieważ jest to bardzo giętki materiał. Kolejną generacją telefonów będą więc urządzenia całkowicie elastyczne. Grafen może również znaleźć zastosowanie w produkcji elastycznych ekranów, baterii oraz elastycznych obwodów. Rozwiązania, które dzisiaj prezentujemy, będą stopniowo wdrażane przez branżę telekomunikacyjną. Zgodnie z naszymi przewidywaniami pierwsze rozwiązania, które mogą trafić do masowej produkcji, pojawią się na rynku w 2023 r. – zapowiada ekspertka Graphene Flagship.

Prace and akumulatorami wykorzystującymi ten innowacyjny materiał prowadzi m.in. Samsung. Choć firma nie opracowała jeszcze w pełni grafenowej baterii, opatentowała ogniwo wzbogacone grafenem. Zastosowanie dodatkowej warstwy węglowej umożliwi pięciokrotne przyspieszenie procesu ładowania. Nowe ogniwa mają się także charakteryzować większą pojemnością oraz mniejszą podatnością na przegrzanie.

Eksperymenty z grafenem prowadzi także start-up Elecjet, który zaprojektował powerbank Apollo Traveler. Sprzęt ten doładuje urządzenia mobilne znacznie sprawniej niż jakiekolwiek baterie przenośne bazujące na ogniwach litowo-jonowych. Hybrydowe ogniwo o pojemności 5000 mAh ma się ładować w 18 minut, a dzięki wysokiej efektywności rzędu 96 proc. zapewni o 10 proc. mniejsze straty energii niż konkurencyjne rozwiązania. Powerbank cechuje się także znacznie większą żywotnością, przetrwa do 1000 cykli ładowania, a konkurencyjne rozwiązania zapewniają żywotność rzędu 500 cykli ładowania.

Powyższe technologie nie wykorzystują w pełni potencjału grafenu, materiał ten usprawnia jedynie działanie akumulatorów o współczesnej konstrukcji. Stworzenie w pełni grafenowych telefonów drastyczne odmieniłoby sposób funkcjonowania tych urządzeń, gdyż przepływ energii przez układy węglowe byłby znacznie szybszy i wydajniejszy. Grafenowe smartfony ładowałyby się w niespełna dziesięć sekund i pozwalałyby przesyłać dane ze znacznie większą prędkością niż systemy sieci 5G.

Nad wykorzystaniem grafenu w łączności pracuje m.in. zespół z Uniwersytetu w Delaware. Naukowcy eksperymentują z urządzeniami fotonowymi skonstruowanymi w oparciu o układy silikonowo-grafenowe. Takie podzespoły są w stanie transmitować fale radiowe w mniej niż pikosekundę przy blisko terahercowej częstotliwości. Dzięki takim układom producenci smartfonów mogliby projektować jeszcze mniejsze urządzenia, które komunikują się bezprzewodowo znacznie sprawniej niż jakiekolwiek podzespoły mobilne zbudowane w oparciu o technologię krzemową.

Większość z tych technologii ma charakter prototypowy, ale już w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy na rynku mogą się pojawić pierwsze urządzenia wykorzystujące potencjał grafenu. Konsorcjum Graphene Flagship zaprezentowało m.in. słuchawki z membraną węglową, która wywarza dźwięk o wysokiej klarowności czy fotodetektory wysokiej czułości.

– Fotodetektory z grafenu zapewniają dużo dokładniejszą widoczność podczerwieni i spektrum widzialnego. Dzięki temu za pomocą aparatu w telefonie będzie można zrobić znacznie więcej, używając go w ciemności czy we mgle. Można sobie wyobrazić zastosowanie spektrometru w telefonie – jeśli pójdziemy do supermarketu i zrobimy zdjęcie stosu jabłek, telefon wskaże, które z nich jest najlepsze do zjedzenia – twierdzi Sian Fogden.

Komisja Europejska powołała do życia inicjatywę badawczą Graphene Flagship w odpowiedzi na rosnące zainteresowanie wykorzystaniem grafenu w branży technologicznej. W skład konsorcjum weszło przeszło 150 jednostek akademickich oraz przedstawicieli biznesu z 23 krajów, którzy pracują nad wykorzystaniem tego przyszłościowego materiału na masową skalę.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku grafenowego do 2025 roku wzrośnie do 550 mln dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 38 proc. w skali roku.

Kanibalizacja treści zagrożeniem dla Twojego SEO?

Kanibalizacja słów kluczowych wewnątrz serwisu powoduje fluktuacje i spadki w pozycjach oraz mniejszą widoczność w Google, co w rezultacie prowadzi do tego, że ruch na stronie maleje. Ale czym właściwie jest kanibalizacja i jak ją wykryć?

Czym jest kanibalizacja?

Pod pojęciem kanibalizacji słów kluczowych rozumie się sytuację, w której po wpisaniu do wyszukiwarki konkretnej frazy, w Google wyświetlają się różne adresy URL w ramach jednej witryny. Przyczyna problemu jest prosta – kanibalizacja to wynik optymalizacji różnych podstron w serwisie pod te same słowa kluczowe.

Dlaczego kanibalizacja w SEO to problem?

Głównym skutkiem kanibalizacji fraz jest mniejszy ruch w serwisie. Dlaczego się tak dzieje, skoro na to samo zapytanie wyświetlamy się podwójnie? Przyczyna jest prosta – mając do wyboru różne adresy URL odpowiadające konkretnemu zapytaniu użytkownika, Google gubi się i nie wie, który wybrać. W rezultacie bywa, że wyżej w wynikach wyszukiwania pojawi się podstrona, która wcale nie konwertuje lub ma przestarzałe treści.

Z jednej strony kanibalizacja prowadzi więc do niższych pozycji w Google (a tym samym mniejszego ruchu na stronie), z drugiej zaś, nawet jeśli użytkownik trafi do naszego serwisu, to prawdopodobnie zostanie odesłany na nieodpowiednią podstronę, w rezultacie czego szybko ją opuści.

Kanibalizacja treści nie zawsze oznacza jednak stratę dla serwisu. Sprawdź przykłady serwisów, które straciły i zyskały na kanibalizacji treści: https://hubs.ly/H0hztPl0

Jak wykryć problem kanibalizacji treści w serwisie?

Aby móc walczyć z kanibalizacją, musimy najpierw zlokalizować problem. Można wykorzystać do tego nowy raport w Senuto, który wskaże:

– frazy, na które Twój serwis jest widoczny podwójnie (skanibalizowane frazy)

– adresy URL, których dotyczy kanibalizacja

– pozycje poszczególnych podstron oraz ich zmiany w czasie.

Luka w płaceniu podatku CIT nadweręża budżet państwa. To aż 24 miliardy złotych rocznie

Luki w opłacalności podatków przekładają się bezpośrednio na straty w budżecie państwa. Tak, jak w przypadku zmniejszania luki w płaceniu podatku VAT organy kontroli i instytucje publiczne osiągnęły sukces, tak braki w płaceniu podatku od dochodów spółek wciąż nadwerężają wspólną kasę. Nieopłacony CIT, według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego, kosztował Polskę w ostatnim roku do 24 miliardów złotych. Może stanowić aż 1,08% produktu krajowego brutto. W większości przypadków nie jest to wynik nielegalnego działania, lecz rozliczania podatku niezgodnie z intencją ustawodawcy.

– Luka w opłacaniu podatku CIT bierze się z kilku źródeł. Przedsiębiorstwa ukrywają część przychodów, które otrzymują, lub zawyżają swoje koszty. Mogą także transferować swoje przychody do zagranicznych podmiotów, zmniejszając w ten sposób swoje opodatkowanie w naszym kraju – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Arak, prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Po sukcesach związanych z redukcją luki w podatku VAT przyszedł czas, żeby zając się luką w podatku CIT. Działalność polskich przedsiębiorców dążąca do redukcji płaconego podatku korporacyjnego w latach 2015-2017 kosztowała polski fiskus od 58 do 90 miliardów złotych – szacuje Arak.

Ceny paliw wystrzeliły w górę. Taniej ma być w wakacje

Ceny ropy naftowej na świecie mocno wystrzeliły w górę w okresie świątecznym. W Polsce powinny rosnąć przez kilka tygodni, ale w wakacje możemy spodziewać się wyjątkowej zmiany cen.

Ceny poszybowały, gdy Stany Zjednoczone ogłosiły swoje sankcje wobec Iranu, które doprowadzą do spadku podaży. To Iran zwiększał wydobycie, gdy kraje OPEC i Rosja ograniczały produkcję. Był to wzrost z 600 tys. do 1,3 mln baryłek dziennie. Teraz podaż irańskiej ropy spadnie do ok. 500 tys. Baryłek.

– W średnim terminie ceny powinny jednak spadać, bo Arabia Saudyjska zapowiedziała, że swoim wydobyciem nadrobi ten spadek podaży – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

To powinno doprowadzić do nietypowej sytuacji, jeżeli chodzi o sezonową zmienność cen na stacjach paliw, bo zwykle w wakacje płaciliśmy więcej.

– W najbliższych tygodniach ceny mogą jeszcze rosnąć, ale sezonie letnim powinny spadać – komentuje M.Stajniak.

Młodzi zapłacą za obniżenie wieku emerytalnego

Spośród osób urodzonych w latach 90. aż 70 proc. otrzyma minimalne emerytury. To negatywne konsekwencje tego, że poparliśmy obniżenie wieku emerytalnego. Większość Polaków jest zdumionych, że była to ich decyzja o drastycznym obniżeniu emerytury.

Polska należy do państw o najniższym wieku emerytalnym, ponieważ wiele osób korzysta z przywilejów przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Obniżając wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, jeszcze bardziej pogorszyliśmy stan systemu emerytalnego.

– Powróciliśmy do takiego wieku emerytalnego, który został wprowadzony w latach 30. XX wieku, gdy powstawał ZUS – mówi w rozmowie z MarketNews24 Oliwia Komada, główna ekonomistka ośrodka analitycznego GRAPE. – Zmieniła się nasza demografia, dlatego jesteśmy skazani na coraz większy odsetek osób z minimalną emeryturą.

Gdybyśmy powrócili do systemu sprzed 3 lat, z wiekiem emerytalnym 67 lat dla kobiet i mężczyzn, odsetek osób otrzymujących najniższą emeryturę byłby o połowę niższy.

– Gdy badaliśmy ile osób jest zwolennikami obniżenia wieku emerytalnego, to okazało się, że 80 proc., ale gdy jednocześnie pytaliśmy kto jest za jego obniżeniem, jeżeli będzie się wiązać z dużym obniżeniem wysokości emerytury, to okazało się, że jedynie 30 proc. A to świadczy o nieznajomości tego, jak działa nasz system emerytalny – ocenia Oliwia Komada.

Benzyna jest najdroższa od października 2014 r.

Ci, którzy uważają, że ceny paliw rosną przed świętami, muszą być zadziwieni. Dziś w hurcie paliwowym Pb95 drożeje 33 zł/m3, a ON 21 zł/m3 i tym samym benzyna jest najdroższa od października 2014 r. Wczoraj na zamknięciu giełdy w Londynie ropa Brent osiągnęła cenę 74,31 USD/b (+3,25%), w ostatnim tygodniu zdrożała 4,79%.

Ceny paliw gotowych w notowaniach ARA:

  • Pb95 2,8% i 6,19%;
  • a ON 2% i 3,18% .

W tym czasie w polskich rafineriach:

  • Pb95 +0,77% i +0,94%;
  • a ON +0,55% i +0,89%.

Średnia marża polskiej stacji w 17. tygodniu 2019 r. ukształtowała się na poziomie -0,0053 zł/l (-0,10% ceny paliwa), wobec poziomu: 0,00 zł/l w 9. tygodniu i 0,08 zł/l (1,71%) jako średniej lutego br.

Przypomnijmy też, jak kształtowały się średnie marże w:

  • IV kwartale 2018 r.: 0,22 zł/l (4,49%).
  • II półroczu 2018 r. to: 0,11 zł/l (2,33%);
  • zaś w całym 2018 r.0,06 zł/l, czyli 1,21% ceny litra paliwa.

Dziś w hurcie polskich rafinerii Pb95 zdrożała średnio 4 gr/l, a ON 3 gr/l brutto.

  • Przez ostatnie 7 dni Pb95 +6 gr/l, ON +5 gr/l.
  • Od 01.04 Pb95 +19 gr/l, ON +14 gr/l.
  • Od początku 2019 r. zaś Pb95 +96 gr/l (+23%), ON +61 gr/l (+14%).

W pierwszej połowie kwietnia br. hurtowe ceny benzyny (Pb95) przekroczyły poziom 5 zł/l brutto.  Ostatnio z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w październiku 2018 r.

Hurtowe ceny ON utrzymują się powyżej 5 zł/l od początku kwietnia.

Jednocześnie zmniejszała się w hurcie różnica cen Pb95/ON. 12 kwietnia wynosiła zaledwie 18 zł/m3 – ostatnio  było tak w początkach września ub.r., kiedy to ceny diesla przeważyły ceny benzyny.

Dziś różnica ON/Pb95 to 6 zł/m3 w Orlenie i 8 zł/m3 w Lotosie.

* Zestawienie sporządzone wg monitoringu cen paliw prowadzonego przez Biuro Polskiej Izby Paliw Płynnych (notowanie z 24 kwietnia 2019 r.) (więcej na: paliwa.pl).

Ministerstwo Finansów rozwiewa złudzenia o 6 proc. PKB na ochronę zdrowia

Z przedstawionego przez Ministerstwo Finansów Wieloletniego Planu Finansowego Państwa na lata 2019–2022 wynika, że publiczne wydatki na ochronę zdrowia prawie nie będą rosły i że ich poziom nawet nie zbliży się do obiecanych 6 proc. PKB. Zapisane w przedstawionym Planie wydatki na zdrowie w 2030 r. mają wynieść 4,5 proc. PKB, a po dołączeniu wydatków na opiekę długookresową może osiągną 5,2 proc. Gdyby nadal sumować te wartości – choć MF je rozdziela – to mityczne 6 proc. PKB osiągniemy dopiero w 2050 r.

Pracodawcy RP wielokrotnie apelowali, aby zacząć poważnie rozmawiać o zabezpieczeniu odpowiednich środków finansowych na ochronę zdrowia. Należałoby odejść od tych fikcyjnych procentów i wskazać konkretne kwoty, które będą w kolejnych latach konieczne do zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych obywateli. W tej sprawie odbyła się w również Sejmowa Komisja Zdrowia, na której prezentowaliśmy nasze stanowisko.To przykre, że nie ma zrozumienia wśród decydentów, że wzrost wydatków na opiekę zdrowotną przełoży się na poprawę sytuacji nie tylko pacjentów, lecz także podmiotów leczniczych oraz personelu medycznego.

Warto też w tym miejscu przypomnieć, że najczęściej występujące trudności w polskim systemie opieki zdrowotnej –opisane przez Najwyższą Izbę Kontroli – to brak dostępności do części świadczeń zdrowotnych, różnice w dostępie do świadczeń w poszczególnych województwach (dotyczy to zarówno liczby, jak i wartości udzielanych świadczeń) oraz długi czas oczekiwania na świadczenie. Powyższe problemy jednoznacznie wskazują, że przyjęte zasady finansowania świadczeń, jak i wielkość przeznaczanych na nie środków finansowych nie zapewniają prawidłowego funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce.

W systemie publicznej opieki zdrowotnej nie ma i nie będzie pieniędzy – tym samym nie będą zaspokajane potrzeby zdrowotne Polaków.

Pracodawcy RP ponownie apelują, aby planowane wydatki urealnić tak, aby Polki i Polacy w kwestiach dotyczących opieki zdrowotnej czuli się w naszym kraju bezpiecznie.

Bezrobocie w Polsce już poniżej 6 proc.

Przedsiębiorcy raczej nie będą na większą skalę zatrudniać osób długotrwale bezrobotnych i bez aktualnych kwalifikacji. Nadal brakuje bowiem nowych pomysłów na skuteczną aktywizację.

Dane GUS potwierdziły wcześniejsze doniesienia resortu rodziny, pracy i polityki społecznej, dotyczące spadku bezrobocia w marcu do 5,9 proc., w stosunku do 6,1 proc. w lutym i towarzyszącego mu zmniejszeniu liczby zarejestrowanych osób w powiatowych urzędach pracy do 984,7 tys. osób

Obecna sytuacja na rynku pracy jest korzystna dla pracujących – niskie bezrobocie i rosnące płace powodują, że stosunkowo łatwo jest podjąć i utrzymać zatrudnienie, szczególnie jeśli rośnie popyt na prace sezonowe (m.in. w budownictwie, rolnictwie i turystyce).

Spadek liczby osób zarejestrowanych jako bezrobotne nie jest znaczący (spadek o 32 tys. w skali kraju) i trudno oszacować na ile jest on wynikiem powrotu tych osób na rynek pracy, a na ile uruchomieniem programów aktywizacyjnych finansowanych ze środków Funduszu Pracy.

Mimo utrzymującego się od ponad dwóch lat dużego zapotrzebowania na pracę, którego nie zaspakaja nawet napływ pracowników cudzoziemskich, nie wydaje się, aby osoby zarejestrowane w powiatowych urzędach pracy mogły w całości trafić na rynek pracy. Nadal brakuje nowych pomysłów na skuteczną aktywizację szczególnie osób długotrwale bezrobotnych i bez aktualnych kwalifikacji.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Pierwszy kwartał w mieszkaniówce wciąż z symptomami inwestycyjnej euforii

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje wyniki, których wymowa nie odzwierciedla symptomów hamowania koniunktury. Co więcej, dane bardziej wskazują na trwającą rynkową euforię inwestycyjną. Trudno bowiem o bardziej adekwatne określenie statystyk pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki, wypracowane przez inwestorów w trzech pierwszych miesiącach br. 

Jak się okazuje, wciąż bardzo byczo prezentujące się statystyki budownictwa mieszkaniowego ostatnich kwartałów nie stanowią dla inwestorów większej przeszkody w przekraczaniu kolejnych historycznych poziomów. Wg portalu RynekPierwotny.pl pierwszy kwartał br. okazał bowiem się zdecydowanie lepszy inwestycyjnie od analogicznego okresu 2018 roku, choć ten ostatni przed rokiem także oceniany był bardzo wysoko, jako wyjątkowo udany. W sposób szczególny widać to w przypadku rekordowych wolumenów rozpoczętych inwestycji.

Pełen rozruch sezonu budowlanego zaowocował zwłaszcza w marcu wynikami budzącymi prawdziwy respekt. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową blisko 24 tys. mieszkań, co jest rezultatem nie tylko o prawie 18 proc. lepszym od uzyskanego w marcu ub. roku, ale i historycznie rekordowym. Tym razem to główna zasługa deweloperów, którzy rozpoczęli budowę imponującej w skali miesiąca liczby ponad 13,2 tys. mieszkań. W efekcie także pierwszy kwartał z wynikiem 33,4 tys. lokali okazał się dla nich historycznym wynikiem, lepszym rok do roku o 8,6 proc.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2019 roku w Polsce ruszyła budowa 53,9 tys. mieszkań i domów, o 12,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku, i najwięcej w historii kwartalnych wyników krajowego rynku pierwotnego. W tej sytuacji statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego w pierwszym kwartale tego roku. Jednak i w tym przypadku mamy dobre wiadomości, satysfakcjonujące dane i optymistyczne perspektywy.

W marcu było takich mieszkań w sumie 15,1 tys., czyli 1,8 proc. więcej licząc rok do roku. Znacznie lepiej prezentuje się dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie 47,4 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 5,8 proc.

Tym razem jednak rynkowej euforii inwestycyjnej nie potwierdzają GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę. W sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano pozwolenia na budowę 19,8 tys. mieszkań, co jest wynikiem o ponad jedną piątą gorszym od uzyskanego w marcu 2018 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń było ogółem 57,2 tys. czyli o 14 proc. mniej rok do roku.

Co ciekawe, przy wyraźnie dodatniej dynamice prezentowanej w tej kategorii danych przez inwestorów indywidualnych, znaczący regres zaprezentowali deweloperzy. Zgromadzili oni w okresie styczeń – marzec ponad 34,9 tys. tego rodzaju decyzji administracyjnych, czyli o ponad 20 proc. mniej niż w trzech pierwszych miesiącach ub. roku.

Jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Czyżby więc w przewidywalnej przyszłości należałoby oczekiwać ostrego hamowania nowych inwestycji na pierwotnym rynku mieszkaniowym?

Tak silne tąpniecie tej kategorii danych może być faktycznie efektem sygnalizowanego przez deweloperów pogorszenia ich środowiska gospodarczego w porównaniu do jego stanu jeszcze sprzed roku czy dwóch. Coraz więcej słychać też o rosnących trudnościach z pozyskiwaniem nowych terenów inwestycyjnych, i to pomimo trwania w najlepsze już misji specustawy mieszkaniowej, która miała stanowić skuteczne panaceum na szereg problemów branży deweloperskiej. Z drugiej strony absolutnie rekordowe wolumeny nowych pozwoleń pozyskiwanych przez deweloperów w ostatnich miesiącach i kwartałach być może doprowadziły do zgromadzenia ich zapasu na poziomie, który teraz wymusił okresową korektę tej kategorii danych GUS.

Lektura aktualnej informacji GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się mimo wszystko być na tyle optymistyczna, że aż zastanawiająca. Podstawowe dla bieżącej oceny stanu koniunktury statystyki, a więc te dotyczące nowych inwestycji, nie tylko bez problemu utrzymują się na bardzo wysokich poziomach, ale ponownie wybiły do rekordowych wartości. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie komunikowane od z górą już roku dane o spadającej liczbie mieszkań sprzedawanych na rynku pierwotnym. Tego typu dywergencja niesie ze sobą ryzyko sytuacji kryzysowej, gdyby tendencja spadkowa sprzedaży nowych mieszkań miała się nie tylko utrzymać, co jest bardzo prawdopodobne, ale co gorsza ulec dalszemu pogłębieniu, czego niestety nie można w żadnym razie wykluczyć.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ekologia i technologia – Marcin Gomoła o nowych inwestycjach Polnordu

Przyszłe projekty mieszkaniowe koncentrować się będą na innowacyjnych technologiach. Przede wszystkim dotyczyć one będą budownictwa ekologicznego, czyli realizacji projektów zorientowanych na ochronę środowiska. Polnord zamierza zrealizować ten plan budując domy pasywne, które w jak najmniejszym stopniu będą przykładać się do zanieczyszczania planety. Mimo tego, że spółka wciąż będzie doprowadzać do swoich budynków energię z sieci zewnętrznej, domy będą dodatkowo wyposażone w fotowoltaikę i pompy ciepła, ogrzewające budynki energią czerpaną z wnętrza ziemi. W tę politykę spółki wpisuje się także jej flagowa dewiza, czyli „Ogrody zamiast kominów”.

– Dzisiaj dachy w budynkach są mocno niezagospodarowanymi przestrzeniami. W naszej ocenie mogą stanowić bardzo społecznościowe i bardzo twórcze środowiska dla ludzi mieszkających w budynkach wielorodzinnych – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Gomoła, prezes zarządu Polnord – Ogrody na dachach mają wzbogacić estetykę budynku i stanowić ogólnodostępne miejsce dla mieszkańców. Chcemy, by były częścią życia wspólnoty.

Rozwiązania ekologiczne i prospołeczne uzupełnione są o rozwiązania „smart home”. Będą to systemy pozwalające zarządzać działaniem osiedli i domów z pozycji smartfona. Planujemy, by stał się to standard w naszych budynkach i na naszych osiedlach. Patrzymy z nadzieją na Miasteczko Wilanów 2, które powinno stać się warszawskim Smart City. Miasteczkiem, gdzie zamieszkują ludzie zorientowani technologicznie – planuje Gomoła.

Brak uzasadnienia dla wykładni Inspekcji Farmaceutycznej. Ministerstwo Zdrowia po stronie przedsiębiorców

Niektórzy Wojewódzcy Inspektorzy Farmaceutyczni stosowali wykładnię przepisów, zgodnie z którą postanowienia „Apteki dla aptekarza” miałyby być stosowane również do zezwoleń na prowadzenie apteki wydanych przed wejściem w życie ustawy. Taka interpretacja była forsowana również przez samorząd aptekarski. Ministerstwo Zdrowia oficjalnie ją podważyło.

25 czerwca 2017r. ustawodawca wprowadził do Prawa Farmaceutycznego przepisy, zgodnie z którymi zezwolenia na prowadzenie apteki udziela się jedynie farmaceucie z ważnym prawem wykonywania zawodu, posiadającemu nie więcej niż 4 apteki ogólnodostępne. Literalne brzmienie przepisów w postaci: „zezwolenia nie wydaje się jeśli” lub ,,prawo do uzyskania zezwolenia (…) posiada (…)”) nie pozostawia wątpliwości, że kryteria te mają zastosowanie jedynie w przypadkach, w których przedsiębiorca wnosi o udzielenie nowego zezwolenia na prowadzenie apteki.

Nie zważając na powyższe, niektórzy Wojewódzcy Inspektorzy Farmaceutyczni, zaczęli wywodzić ze wspomnianych przepisów obowiązki dla posiadaczy już wydanych zezwoleń i w rezultacie, rozpoczęli administracyjną procedurę pozbawiania przedsiębiorców aptecznych legalnie uzyskanych zezwoleń bądź odmowy ich zmiany. Dla przykładu – działający w ramach spółki osobowej przedsiębiorca, wniósł o zmianę zezwolenia w zakresie zmiany firmy spółki. Główny Inspektor Farmaceutyczny uznał, że z uwagi na zmianę składu osobowego spółki, w której jeden z nowych wspólników nie spełniał wymogu posiadania prawa wykonywania zawodu farmaceuty, nie może dokonać zmiany zezwolenia. Zdaniem organu, regulacja ,,Apteki dla aptekarza” ogranicza zakres modyfikacji, które przedsiębiorca może dokonać, aby utrzymać zezwolenie.

Ministerstwo Zdrowia całkowicie zaprzeczyło prawidłowości takiej wykładni Inspekcji. Uznano ją za całkowicie sprzeczną z literalną wykładnią przepisów i zasadami przyzwoitej legislacji. Ministerstwo podkreśliło, że kryteria prawne wprowadzone nowelizacją nie znajdują zastosowania do zezwoleń na prowadzenie apteki ogólnodostępnej wydanych przed dniem jej wejścia w życie. Z uwagi na to, organom nadzoru nie jest dozwolone pociągać przedsiębiorców do odpowiedzialności za niespełnienie tych wymagań. Odmienna interpretacja, jak zaznacza Ministerstwo, prowadziłaby de facto do nałożenia na posiadaczy zezwoleń na prowadzenie apteki ogólnodostępnej obowiązku dostosowania się do nowych wymogów osobowych, bez wcześniejszego doprecyzowania terminu i skutków jego niewypełnienia.

Stanowisko Ministerstwa Zdrowia dodatkowo potwierdza, że wykładnia organów państwa nie może stać w sprzeczności ideą wolności gospodarczej wyrażoną w Konstytucji Biznesu.

Korporacja aptekarska od wielu lat, angażując organy Inspekcję Farmaceutycznej, forsuje pomysły mające doprowadzić do ograniczenia powstawania nowych aptek i likwidację istniejących. Wyrażamy głęboką nadzieję, że tak stanowcze postawienie sprawy przez Ministerstwo Zdrowia, ukróci te działania i zapobiegnie dalszym usiłowaniom przekłamań przepisów prawa przez członków samorządu aptekarskiego.

Złoty nieco słabszy, zyskuje dolar

Polski złoty na przestrzeni ostatnich kilku dni nieznacznie osłabił się w relacji do euro i dolara amerykańskiego. Zmiany na parach były jednak związane przede wszystkim z tym, co działo się na szerokim rynku – szczególnie ze spadkami na parze EUR/USD, a nie z tym, co ma miejsce w kraju.

Sytuacja gospodarcza Polski cały czas rysuje się bardzo dobrze. Wczoraj wprawdzie rozczarowały dane o dynamice sprzedaży detalicznej w marcu, jednak wygląda na to, iż za gorszy odczyt odpowiada przede wszystkim ułożenie dni w kalendarzu. Sprzedaż detaliczna systematycznie, ale powoli wyhamowuje, jest to jednak naturalny proces.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,28-4,29. Dzisiejsze odczyty indeksów Ifo, opisujących nastroje biznesowe w Niemczech, w kwietniu znalazły się na poziomach nieznacznie niższych od oczekiwanych, sugerując, że obawy o sytuację w niemieckiej gospodarce nadal są wyraźne. Zgodnie ze słowami ekonomisty Ifo, Klausa Wohlrabe cytowanego przez agencję Reutersa dane sugerują, że wzrost gospodarczy w Niemczech w tym roku będzie niższy niż 0,8%. Zgodnie z jego słowami na ekspansję gospodarczą negatywnie wpływać ma sytuacja w sektorze przemysłowym. Nie jest to zaskakujące, jeśli spojrzymy na ostatnie odczyty, czy to w postaci twardych danych, czy chociażby indeksów PMI.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,93-4,96. Po przerwie wielkanocnej brytyjski parlament powrócił do pracy, a na nagłówki gazet wrócił temat Brexitu. O ile z uwagi na odsunięcie w czasie procesu wyjścia z UE, w kolejnych tygodniach na znaczeniu powinny zyskiwać dane makroekonomiczne, inwestorzy nadal jednak zwracają uwagę na kwestie związane z Brexitem. Obecnie kluczowe są rozmowy premier Theresy May i lidera Partii Pracy, Jeremy’ego Corbyna w kwestii wypracowania porozumienia, które byłby w stanie zaakceptować brytyjski parlament. Premier May sugerowała ostatnio, iż rozmowy są poważne, jednak miejscami „trudne”.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,80-3,83. Amerykańska waluta wczoraj radziła sobie dobrze, zyskując szczególnie po otwarciu amerykańskiego rynku. Dolarowi pomagały m.in. dobre dane makroekonomiczne, które zdają się wspierać nastroje przed publikacją piątkowych danych o dynamice PKB w I kwartale bieżącego roku.

Co tyczy się wspomnianych danych: wczoraj poznaliśmy szereg dobrych odczytów z amerykańskiego rynku nieruchomości. Sprzedaż nowych domów jednorodzinnych w marcu wzrosła do najwyższego poziomu niemal od półtora roku, rozwiewając nieco obaw o perspektywy amerykańskiej gospodarki. Na poprawę sytuacji na amerykańskim rynku nieruchomości w ostatnim czasie wpływ mógł mieć zwrot w retoryce Fed sugerujący (co najmniej) długą pauzę w podwyżkach stóp procentowych. To automatycznie przekłada się na niższe ryzyko rosnących rat kredytów zaciąganych przez Amerykanów.

Druga część dnia nie przyniesie istotnych publikacji z kluczowych gospodarek.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Niemiecka gospodarka znów straszy. Bezrobocie w Polsce spada

Dane wyprzedzające na temat koniunktury w Niemczech znów straszą. Zgodnie z prognozami bezrobocie w Polsce spada. Dług publiczny w Unii Europejskiej udało się ograniczyć do 80% PKB.

Niemiecka gospodarka znów słabo

Indeks instytutu IFO, będący swoistym barometrem kondycji niemieckiego przemysłu, znów wskazuje na recesję. Parametr ten powstaje jako wynik ankiet przeprowadzanych wśród przedsiębiorców i ich poglądu na rozwój gospodarki. Wynik 99,2pkt to relatywnie niewiele poniżej symbolicznej granicy 100 punktów, która rozdziela przewagę głosów za recesją od głosów za wzrostem. Można zadać sobie pytanie, dlaczego tego typu ankieta jest ważna? Jeżeli firmy przewidują pogorszenie koniunktury, to same będą mniej zamawiać i zatrudniać mniejszą liczbę ludzi. W rezultacie może to być samospełniająca się przepowiednia.

Bezrobocie w Polsce znów spada

Stopa bezrobocia spadła z 6,1% w lutym do 5,9% w marcu. Niższe odczyty odnotowaliśmy tylko w okresie od sierpnia do grudnia 2018 roku. Biorąc pod uwagę, że rok temu bez pracy było 6,6% obywateli, można oczekiwać, że w ciągu jednego, dwóch miesięcy będziemy ponownie świadkami najniższych poziomów od momentu przemian ustrojowych. Wskaźnik zatrudnienia cały czas rośnie, zatem kolejne minima są niemal pewne. Złotówka reaguje na te dane neutralnie. Są one zgodne z oczekiwaniami i potwierdzone wspomnianym wzrostem.

Spada zadłużenie Europy

Unia Europejska, mimo ostatnich, słabszych danych, może się pochwalić pewnym sukcesem. Udało się po raz kolejny ograniczyć relację długu publicznego do PKB. Osiągnął on poziom 80%. Brzmi to jak sukces. Warto jednak przypomnieć, że kryteria przyjęcia wspólnej waluty euro wymagają wskaźnika poniżej 60%. Co ciekawe, to państwa nie będące w Unii Walutowej obniżają średnie zadłużenie w UE. Limitu 60% nie spełnia żadna gospodarka większa od polskiej, za wyjątkiem Holandii i Szwecji. Czy to zatem długookresowo dobra, czy też może zła wiadomość dla euro? Wydaje się, że całkiem dobra, skoro w USA ten parametr wynosi obecnie 110%…

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Luka CIT mogła wynieść nawet 21,4 mld złotych w 2017 r.

W 2017 roku luka w podatku dochodowym od osób prawnych mogła osiągnąć maksymalnie wartość 1,08 proc. PKB – wynika z najnowszego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Horyzont optymalizacji – geneza, skala i struktura luki w podatku CIT”. To jedna z pierwszych w Polsce prób kompleksowego przebadania największego zagrożenia dla finansów publicznych, zaraz obok luki VAT.

Luka CIT w 2017 roku mieściła się w przedziale od 11 do 21,4 mld złotych, co przekłada się na od 0,55 proc. do 1,08 proc. PKB. Jeśli porównać ją do teoretycznych przychodów z podatku (luka + rzeczywiste przychody budżetowe tytułem CIT), mieści się ona w przedziale pomiędzy 22,43 proc. a 36 proc. Maksymalna wartość luki CIT wyniosła w 2016 roku 18,4 mld złotych, a w 2015 roku – 50 mld złotych. Rozbieżność między górnym a dolnym progiem wynika z przyjętych założeń maksyminowych, co oznacza, że realnie luka mieści się w podanym przedziale, nie można jednak z całą pewnością stwierdzić, ile dokładnie wynosi.Luka CIT mogła wynieść nawet 21,4 mld złotych w 2017 r

Raport przygotowany przez Polski Instytut Ekonomiczny stanowi kompleksową próbę obliczenia różnicy między kwotą, która powinna wpłynąć do budżetu, a tą, która faktycznie została odnotowana. W ostatnich latach wiele uwagi poświęcono zmniejszaniu luki VAT, natomiast analiza luki CIT była mocno utrudniona ze względu na brak określonych standardów i dostępu do szczegółowych danych – wyjaśnia Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dlatego w ramach działalności Instytutu postanowiliśmy kompleksowo opracować to zagadnienie, wykorzystując narzędzia i zasoby, którymi dysponujemy.

Do wyników zaprezentowanych w raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego doprowadziła autorska metodyka, polegająca na wyliczeniu teoretycznego dochodu do opodatkowania na podstawie rachunków narodowych raportowanych przez Główny Urząd Statystyczny. Następnie skorygowaliśmy ją o niektóre dane z Ministerstwa Finansów oraz o różnice między sprawozdawczością finansową a raportowaniem podatkowym – mówi Marek Lachowicz, kierownik Zespołu Makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Pomnożenie wartości dochodu przez rzeczywistą stawkę podatku daje wartość teoretyczną dochodów podatkowych, które następnie porównuje się z realnymi wpływami. Do tak powstałej luki dodaje się komponent zagraniczny i komponent kontroli skarbowych.

Czym jest luka CIT?

Luka w podatku CIT stanowi różnicę między teoretycznymi wpływami z podatku dochodowego od osób prawnych, które powinno otrzymać państwo, a rzeczywistymi dochodami budżetowymi. Zainteresowanie nią wynika z sukcesów w walce z luką VAT, które pokazały, jak duże kryją się w niej rezerwy pieniężne.

Poza nieświadomymi pomyłkami, luka ta wynika z niewypełniania zeznań podatkowych, zaniżania podstawy opodatkowania oraz zalegania z płatnościami – tłumaczy Marek Lachowicz. Mechanizmy mające na celu zmniejszenie płaconego podatku można podzielić na trzy grupy: ukrywanie przychodów, zawyżanie kosztów oraz sztuczne transfery zagraniczne.

Co zmieni „nowe” RODO? Rozporządzenie w sprawie przepływu danych nieosobowych

Wsparcie rozwoju gospodarki oraz nowoczesnych technologii opartych na danych i ich przepływie to jeden z priorytetów Unii Europejskiej. Przyjęte 18 grudnia 2018 roku rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/1807 w sprawie ram swobodnego przepływu danych nieosobowych w UE jest kolejnym elementem kształtowania piątej swobody unijnej – przepływu danych osobowych i nieosobowych na Jednolitym Rynku Cyfrowym. Nowe przepisy będą miały zastosowanie od 28 maja 2019 roku. Zasady przetwarzania danych i informacji nie będą już wynikać z regulacji wewnętrznych państw członkowskich.

Dane nieosobowe ­– czyli?

Dane nieosobowe to informacje elektroniczne inne niż te osobowe zdefiniowane w RODO – nie dotyczą zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej. Przykładami danych nieosobowych są algorytmy informatyczne, dane generowane przez maszyny oraz ich zanonimizowane zbiory wykorzystywane do analiz big data. Ponadto, są nimi także informacje dotyczące przeglądanych stron internetowych, nie związanych jednak z danymi wskazującymi na tożsamość osoby fizycznej lub pozwalającymi na ustalenie jej tożsamości.

Przetwarzaniem danych nieosobowych jest każda operacja lub zestaw operacji wykonywanych na danych nieosobowych lub ich zbiorach w formie elektronicznej, w sposób zautomatyzowany lub niezautomatyzowany. Do takich czynności zalicza się zbieranie, utrwalanie, organizowanie, porządkowanie, przechowywanie, adaptowanie lub modyfikowanie, pobieranie, przeglądanie, a także wykorzystywanie informacji – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Korzystne rozwiązanie

Celem nowej regulacji jest w głównej mierze zwiększenie swobody przy przetwarzaniu danych przez podmioty świadczące usługi cloud computing, (IaaS, PaaS, SaaS), big data, internetu rzeczy oraz sztucznej inteligencji, a ponadto wzmocnienie cyfrowej gospodarki Europy.

dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy
dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Rozporządzenie, podobnie jak RODO, wspiera samoregulację sektorową – stwarza podstawy do wypracowania i przyjęcia odpowiednich kodeksów postępowania. Głównym celem kodeksów będzie ułatwienie przenoszenia danych nieosobowych przez użytkowników oraz pomiędzy dostawcami lub do własnych systemów informatycznych. Co więcej, szczegółowe i przejrzyste kodeksy powinny umożliwiać użytkownikom łatwe porównanie ofert różnych podmiotów. Przewidziane powinno być wykorzystanie formatów ustrukturyzowanych, powszechnie używanych i nadających się do odczytu maszynowego, w tym formatów opartych na otwartych standardach. Jako datę skutecznego wdrożenia kodeksów wskazano 29 maja 2020 roku, zachęca się jednak, żeby nastąpiło to jeszcze przed 29 listopada br. – wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Nowe przepisy są także poniekąd ukłonem w stronę start-upów oraz małych i średnich firm. Otwierają one drogę do projektowania nowych usług opartych na transgranicznym przepływie danych.

Nowe przepisy a RODO

Rozporządzenie o swobodnym przepływie danych nieosobowych w UE nie wpłynie na regulacje wynikające z RODO. W sytuacji, gdy przetwarzane dane – nieosobowe oraz osobowe – znajdą się w tym samym zbiorze dla danych nieosobowych zastosowanie będzie miało nowe rozporządzenie, natomiast osobowych – dotychczas regulujące je przepisy, w szczególności RODO. Kiedy dane osobowe i nieosobowe są w zbiorze nierozerwalnie związane, omawiane Rozporządzenie nie uchyla obowiązków wynikających z RODO – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner i Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

W praktyce odpowiednie stosowanie rozporządzeń o ochronie danych osobowych oraz o swobodnym przepływie danych nieosobowych może rodzić wiele wątpliwości. Bruksela zapowiada opublikowanie wskazówek w zakresie powiązań pomiędzy oboma dokumentami jeszcze przed 29 maja br.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach

Wprowadzenie rozwiązań dotyczących wjazdu i pobytu cudzoziemców w celu prowadzenia badań naukowych, odbycia studiów, stażu oraz udziału w wolontariacie w ramach programu wolontariatu europejskiego jest głównym celem nowelizacji. Ustawa przewiduje również rozwiązania mające na celu wyeliminowanie tzw. „turystyki pobytowej”. Nowe przepisy wejdą w życie 27 kwietnia 2019 r.

Ustawa wdraża do polskiego porządku prawnego dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/801 w sprawie warunków wjazdu i pobytu cudzoziemców w celu prowadzenia badań naukowych, odbycia studiów, szkoleń, udziału w wolontariacie, programach wymiany młodzieży szkolnej lub projektach edukacyjnych oraz podjęcia pracy w charakterze au pair (wersja przekształcona).

Jej celem jest zachęcenie do przyjazdu do Unii Europejskiej wysoko wykwalifikowanych obywateli państw trzecich, a w szczególności naukowców oraz studentów. Ponadto, promowanie Unii jako atrakcyjnego miejsca do badań i innowacji, zwiększanie jej szans w globalnej rywalizacji o talenty oraz poprawa unijnej konkurencyjności. Będzie to realizowane przez szereg rozwiązań przewidzianych ustawą takich jak możliwość korzystania przez cudzoziemców z mobilności studenta przez okres do 360 dni, mobilności krótkoterminowej naukowca i członka jego rodziny przez okres do 180 dni w dowolnym okresie liczącym 360 dni oraz mobilności długoterminowej naukowca i członka jego rodziny.

Przepisy ustawy o cudzoziemcach przewidują także wydawanie wiz krajowych i zezwoleń na pobyt czasowy w celu odbywania studiów, prowadzenia badań naukowych, odbycia stażu lub udziału w wolontariacie w ramach programu wolontariatu europejskiego.

Warunkiem wydania wizy krajowej lub udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy w ww. celach będzie zatwierdzenie danej jednostki przyjmującej – jednostki prowadzącej studia (z wyłączeniem określonych kategorii), jednostki naukowej, organizatora stażu lub jednostki organizacyjnej, na rzecz której cudzoziemiec ma wykonywać świadczenia jako wolontariusz. W przypadku jednostek prowadzących studia, które nie będą podlegały obowiązkowi zatwierdzenia, wymogiem wydania wizy krajowej lub udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy w celu studiów będzie brak wydania decyzji o zakazie przyjmowania cudzoziemców.

Ustawa przewiduje również udzielanie zezwolenia na pobyt czasowy w celu umożliwienia studentom oraz naukowcom poszukiwania na terytorium Polski pracy lub planowania rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej. Będzie ono wydawane po zakończeniu studiów lub badań naukowych, jednorazowo na okres 9 miesięcy.

Nowe przepisy zapewniają możliwość wykonywania na terytorium Polski pracy przez naukowców oraz studentów lub doktorantów posiadających wydane przez władze polskie wizę krajową lub kartę pobytu z adnotacją „student” lub „naukowiec”. Możliwości takie będą również mieli naukowcy oraz studenci lub doktoranci korzystający z mobilności wewnątrzunijnej na terytorium Polski. Dodatkowo przewidziano zwolnienie z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę dla członków rodziny naukowca posiadających zezwolenie na pobyt czasowy w celu mobilności długoterminowej.

Ustawa przewiduje ponadto nowe podstawy odmowy wszczęcia postępowania w sprawie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy i pracę oraz zezwolenia na pobyt czasowy w celu wykonywania pracy w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji. Związane są one z deklarowanym pierwotnie przez cudzoziemca celem wjazdu na terytorium Polski. Odmowa wszczęcia ww. postępowań będzie dotyczyła cudzoziemców przebywających w Polsce na podstawie:

– wizy Schengen lub wizy krajowej wydanych przez władze polskie w celu turystycznym lub w celu odwiedzin u rodziny lub przyjaciół;

– wizy wydanej przez inne państwo obszaru Schengen w celu turystycznym lub w celu odwiedzin u rodziny lub znajomych.

PKN ORLEN buduje w Płocku Centrum Badawczo-Rozwojowe

Centrum Badawczo-Rozwojowe to kluczowa inwestycja w ramach Programu Rozwoju Petrochemii – strategicznego projektu PKN ORLEN. Inwestycja w Płocku umożliwi rozwój i wdrażanie własnych technologii. W CBR będą m.in. przeprowadzane testy usprawniające procesy technologiczne, udoskonalające produkty i optymalizujące koszty. Będzie także nowoczesną platformą współpracy pomiędzy PKN ORLEN a światem nauki i biznesu.

Inwestycja wpisuje się w zapowiadane przez Koncern wydłużenie łańcucha wartości produkcji petrochemicznej. Podpisana umowa z generalnym wykonawcą, którym jest spółka Budimex S.A. zakłada zakończenie budowy do końca 2020 roku. Szacowany całkowity koszt inwestycji to ok. 184 mln złotych.

Daniel Obajtek
Daniel Obajtek

Centrum Badawczo-Rozwojowe to jeden z najważniejszych projektów inwestycyjnych dla przyszłości Polskiego Koncernu Naftowego. Dzięki tej inwestycji będziemy w stanie opracowywać nowe technologie i uzyskiwać dla nich patenty, co przyczyni się do efektywnego wydłużenia łańcucha wartości. Budowa Centrum umożliwi nam także testowanie nowych rozwiązań i produktów technologicznych pojawiających się na rynku przed ich wprowadzeniem na instalacje. W ten sposób będziemy mogli jeszcze sprawniej wdrażać nowe pomysły i innowacje do działalności produkcyjnej, odpowiadając w szybko na zapotrzebowanie rynku i wzmacniając pozycję na konkurencyjnym europejskim rynku – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN. – CBR to także szansa na zintensyfikowanie współpracy ze światem nauki i biznesu przy jednoczesnym wykorzystaniu olbrzymiego potencjału pracowników GRUPY ORLEN. Centrum Badawczo-Rozwojowe będzie więc stanowiło nowoczesną platformę wymiany wiedzy i doświadczenia pomiędzy kadrą Grupy ORLEN, a uczelniami, instytutami czy start-up’ami – dodał Prezes Obajtek.

Najważniejszą częścią CBR będzie Hala Odwzorowań i Pilotaży. Blisko 2 tys. m2 zaawansowanej konstrukcyjnie i technologicznie powierzchni wyposażone będzie w szeroki wachlarz instalacji badawczych oraz pilotażowych. Do hali doprowadzone zostaną media i gazy techniczne niezbędne do prowadzenia zaawansowanych procesów badawczych. Temperatury procesów oraz ciśnienia odwzorowywać będą warunki na wielkotonażowych instalacjach produkcyjnych, sięgając nawet 1000 o C i 40 atm. Hala Odwzorowań i Pilotaży wykonana zostanie w najwyższej klasie bezpieczeństwa i pozwoli na sterowanie procesami z poziomu przeszklonej sterowni.

Istotnym elementem Centrum Badawczo-Rozwojowego będą nowoczesne, proekologiczne rozwiązania. Ośrodek zaopatrywany będzie w przyjazną środowisku energię elektryczną, wytworzoną przy użyciu własnych paneli fotowoltaicznych i turbiny wiatrowej. Nie zabraknie również rozwiązań w zakresie elektromobilności. Na terenie CBR powstanie stacja ładowania pojazdów elektrycznych, umożliwiająca ładowanie do trzech samochodów w jednym momencie.

Centrum Badawczo-Rozwojowe wpisuje się w system infrastruktury badawczej Grupy ORLEN. Uzupełni m.in. możliwości ośrodka UniCRE, zlokalizowanego w czeskim Litvinovie. Nowe technologie oraz rozwiązania wprost z fazy naukowych doświadczeń będą mogły zostać przetestowane w realnych warunkach przed wdrożeniem na Zakładzie Produkcyjnym. Istotnym elementem obiektu będzie również zaplecze analityczno-techniczne, które w momencie oddania obiektu do eksploatacji, będzie w pełni wyposażone w najwyższej klasy aparaturę badawczą. Umożliwi ono prowadzenie analiz dla różnych dziedzin, w tym biopaliwowej, petrochemicznej, asfaltów oraz olejów smarowych. Ośrodek zostanie również wyposażony w innowacyjną, jedną z kilku w kraju, hamownię silnikową przeznaczoną do prowadzenia testów i rozwoju najwyżej jakości paliw.

W trakcie analizy potencjalnej lokalizacji CBR brano pod uwagę strukturę działalności badawczo-rozwojowej czołowych firm chemicznych w Europie. Zdecydowana większość infrastruktury badawczej w Europie znajduje się w pobliżu jednostek produkcyjnych. Stąd decyzja o realizacji inwestycji w Płocku, co umożliwi wykorzystanie bliskości Zakładu Produkcyjnego oraz funkcji Płockiego Parku Przemysłowo-Technologicznego, w tym Laboratorium Centralnego. Zakład Produkcyjny w Płocku jest największą zintegrowaną jednostką produkcyjną w Grupie ORLEN, łączącą zarówno działalność rafineryjną, jak i petrochemiczną.

CBR będzie miejscem łączącym przemysł ze środowiskiem naukowym. Istotnym celem inwestycji jest także promocja nauki. Na terenie kompleksu znajdować się będzie ścieżka edukacyjna nawiązująca do nauk ścisłych i działalności Grupy ORLEN. W ramach realizacji projektów badawczych, planowane jest zaangażowanie studentów i młodych naukowców, którzy będą mieli możliwość zdobycia doświadczenia i nowych kompetencji.

Ekspert: Polska może wygrywać z Niemcami w walce o pracowników z Ukrainy

Polska pozostanie nadal atrakcyjnym krajem dla migrantów zarobkowych z Ukrainy. Dlatego otwarcie Niemiec na ukraińskich pracowników nie jest aż tak wielkim, jak początkowo przewidywano, zagrożeniem dla polskiego rynku pracy  – ocenia Paweł Kułaga, szef Komitetu ds. Migracji i Zatrudnienia Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej oraz prezes zarządu spółki Foreign Personnel Service. Jego zdaniem potrzebne są jednak działania, które zachęcą Ukraińców do pozostania w Polsce na dłużej.

Prawdopodobnie od początku 2020 r., jeśli do skutku dojdzie postulowana przez rząd niemiecki reforma, migranci zarobkowi z Ukrainy niektórych zawodów będą mogli legalnie podjąć pracę w Niemczech. Polscy przedsiębiorcy obawiają się, że ukraińscy pracownicy, którzy dziś wypełniają braki kadrowe, zdecydują się na wyjazd do naszego zachodniego sąsiada.

– Jak wynika z naszych obserwacji i badań dla ukraińskich pracowników Polska pozostaje nadal atrakcyjna. Przede wszystkim ze względu na bliskość geograficzną oraz pozytywne doświadczenia z zatrudnienia nad Wisłą. Ponad dwie trzecie ukraińskich pracowników pozytywnie ocenia pracę w naszym kraju – mówi Paweł Kułaga. Ekspert podkreśla, że na razie migracja z Ukrainy ma charakter czasowy, co nie jest na rękę polskim pracodawcom.

– Aby ukraińscy migranci zarobkowi czuli się w Polsce bardziej komfortowo i pozostawali na dłużej, powinniśmy zadbać o zwiększenie poziomu wynagrodzenia, wprowadzenie bezpłatnych kursów językowych i pomocy informacyjnej, a także zapewnienie transparentnego i szybkiego procesu legalizacji pobytu i pracy w Polsce – postuluje prezes Foreign Personnel Service.

Z badania opublikowanego w połowie kwietnia przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą, przeprowadzonego na podstawie odpowiedzi ponad 1000 pracowników Foreign Personnel Service w ramach kampanii społecznej „Partnerstwo i Zatrudnienie” wynika, że 64 proc. respondentów planuje nadal pracować za granicą w ciągu najbliższego roku, przy czym zdecydowana większość z nich, bo 59 proc.  nadal wybierze Polskę. Jednocześnie pracownicy z Ukrainy oczekują, że ich wynagrodzenie wzrośnie. Jak deklarują, czynnikiem, który może wpłynąć na osiedlenie w Polsce na stałe, jest także lepsza znajomość języka polskiego, co może pozwolić na wykorzystanie wykształcenia i doświadczenia zdobytego w kraju rodzimym oraz możliwość nabycia nieruchomości w naszym kraju.