Inflacja rośnie zgodnie z planem – ceny żywności oraz paliw w górę

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS, zakładające wzrost inflacji w marcu do 1,7 proc. Mocniej w górę poszły ceny żywności oraz paliw.

W marcu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyższy niż przed rokiem o 1,7 proc. Oznacza to przyspieszenie inflacji w skali zgodnej zarówno z wcześniejszymi szacunkami, jak i z oczekiwaniami ekonomistów. Jest ona najwyższa od października ubiegłego roku. Jednocześnie w marcu ubiegłego roku ceny wzrosły jedynie o 1,3 proc. W minionym miesiącu mocniej w górę poszły ceny żywności i były wyższe niż przed rokiem o 2,6 proc. (w lutym wzrost wyniósł 2,1 proc.). Ceny związane z transportem przyspieszyły zwyżkę z 2,5 proc. w lutym do 3,5 proc. Złożył się na to sięgający 7,3 proc. wzrost cen paliw, w tym olej napędowy zdrożał aż o 13,2 proc. a benzyna o 4,4 proc. W lutym wzrost był wyraźnie niższy i wynosił odpowiednio 10,8 i 3,1 proc.

Spośród pozostałych głównych kategorii wydatków nadal silniej zwyżkowały koszty związane ze zdrowiem, które poszły w górę o 2,9 proc. (w lutym wzrosły o 2,6 proc.). Koszty dotyczące edukacji zwiększyły się o 3,1 proc. w porównaniu do marca 2018 r., a wysokie tempo wzrostu w tym przypadku utrzymuje się już od kilku miesięcy. O 3,6 proc. więcej trzeba było płacić w hotelach i restauracjach. Tradycyjnie już taniała odzież i obuwie, tym razem o 2,4 proc. oraz wydatki związane z łącznością, których ceny spadły o 2,5 proc. (ceny sprzętu telekomunikacyjnego obniżyły się aż o 11 proc.). Z 2,3 proc. w lutym do 2,7 proc. w marcu przyspieszył wzrost cen usług, co ma związek z rosnącymi płacami i dużym udziałem kosztów wynagrodzeń w tym sektorze. Ponownie nieco zwiększyły się koszty związane z użytkowaniem mieszkania, z 0,6 proc. w lutym do 1 proc. w marcu. Najmocniej, bo aż o 10,6 proc. zwiększyły się koszty wywozu śmieci. Ceny energii elektrycznej były niższe niż przed rokiem aż o 7 proc., ale o 5,2 proc. zdrożał gaz.

Wśród najbardziej popularnych artykułów żywnościowych nadal silnie drożeje pieczywo, za które w marcu trzeba było płacić o 9,6 proc. więcej niż przed rokiem (w lutym zwyżka sięgała 9,3 proc.). O 2,4 proc. w górę poszły ceny mięsa drobiowego, ale za to o 2,7 proc. mniej trzeba było płacić za wieprzowinę. Niewiele, bo o 0,7 proc. staniały mleko, sery i jaja, w tym mleko o 2,5 proc., a jaj aż o 10,6 proc. Producenci sygnalizują dużą nadpodaż jaj i zbliżające się święta niewiele im pomogą, zaś konsumenci za ten składnik tradycyjnego koszyczka będą płacić mniej. Z kolei o 1,3 proc. zdrożały wędliny. Nadal silnie rosną ceny warzyw, przyspieszając z 15,8 proc. w lutym do 16,6 proc. w marcu. Dość niespodziewanie, aż o 11,2 proc. podrożał cukier. Z 1,8 do 2,1 proc. wzrosła dynamika cen napojów alkoholowych.

Dość powszechne, zarówno ze strony ekonomistów, jak i konsumentów, jest oczekiwanie umiarkowanego wzrostu inflacji w kolejnych miesiącach. Proinflacyjnie powinien oddziaływać utrzymujący się dynamiczny wzrost średnich płac i zapowiadane transfery socjalne oraz wciąż bardzo dobra z punktu widzenia pracowników sytuacja na rynku pracy. Z kolei na inflację hamująco może działać perspektywa spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego. Zagadką pozostają natomiast notowania ropy naftowej oraz sytuacja na rynku produktów rolno-spożywczych. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się wzrost wskaźnika cen o około 2 proc. na koniec roku, jednak możliwe są odchylenia zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Warto zwrócić uwagę, że najnowsza prognoza Banku Światowego zakłada na ten rok inflację w wysokości aż 3 proc., Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się wzrostu o 2 proc. Z kolei agencja ratingowa Fitch obniżyła niedawno swoją prognozę inflacji na ten rok z 2,7 do 1,7 proc.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

MFW zwiększył swój szacunek dla wzrostu polskiego PKB w tym roku

W minionym tygodniu nie poznaliśmy zbyt wielu nowych danych dla polskiej gospodarki. Warta uwagi jest jednak nowa prognoza Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), wg której w tym roku polska gospodarka wzrośnie o 3,8%, a więc o 0,3 p.p. więcej w porównaniu z poprzednią prognozą. Polska jest jednym z nielicznych krajów, dla których MFW podniósł szacunki wzrostu PKB w tym roku. Dla porównania dla największych gospodarek światowych, jak USA, Niemcy czy Japonia, MFW znacznie je obniżył. Przyczyną podwyższenia prognoz dla rozwoju PKB w Polsce jest głównie ekspansywna polityka fiskalna polskiego rządu. Jednakże, podczas gdy ekspansja fiskalna wspiera szybszy wzrost PKB, to negatywnie odbija się na polskich finansach publicznych. Wg MFW deficyt budżetu państwa wzrośnie w tym roku do 2,2%, z szacowanych wcześniej 0,5%.

W bieżącym tygodniu zostaną opublikowane interesujące

statystyki z polskiego rynku pracy oraz wyniki marcowej produkcji przemysłowej. Dane te nie powinny zmienić fundamentów złotego. Rynki zdążyły się już przyzwyczaić do dobrej sytuacji i wyników polskiej gospodarki. Paradoksalnie, większy potencjał wpływu na złotego ma rozwój w strefie euro. Tutaj nie oczekuje się jednak znaczących zmian. Po odroczeniu Brexitu sytuacja na pewien czas się uspokoi, a na zasadnicze zmiany rozwoju gospodarczego w Niemczech jest jeszcze wcześnie.

Złoty w ubiegłym tygodniu umocnił się i tydzień zakończył na poziomie 4,28 EUR/PLN. Kurs eurodolara w piątek wynosił 0,03 EUR/USD.

AKCENTA CZ a.s.

Bezpieczeństwo firmowej chmury

Rozwiązania chmurowe stale zyskują na popularności. Według firmy badawczej Forrester całkowity rynek chmury publicznej osiągnął w 2018 roku wartość 178 miliardów dolarów – to ponad o 32 miliardy więcej niż rok wcześniej. Z kolei analitycy IDC przewidują, że 90% przedsiębiorstw będzie korzystać z co najmniej kilku usług i platform w chmurze do 2020 roku.

Zalety przetwarzania danych w chmurze są widoczne dla wielu firm i organizacji. Równocześnie wyraźne stają się zagrożenia i poważne wyzwania związane z chmurą publiczną, prywatną i hybrydową.  Monitorowanie tych wszystkich środowisk jest coraz trudniejsze, dlatego warto przyjrzeć się trzem aspektom zapewnienia bezpieczeństwa chmury opracowanym przez ekspertów Fortinet.

1) Środowisko wielochmurowe pojawia się spontanicznie

Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce
Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce

Zazwyczaj systemy wielochmurowe powstają w firmach spontanicznie, korzystanie z nich nie jest dokładnie zaplanowane, a ich jakiekolwiek zabezpieczenia są wdrażane po fakcie. – Wystarczy, że pracownicy zaczną korzystać z Dropboxa, Google Drive czy Office 365 i nagle firma staje się użytkownikiem wielu różnych dostawców usług w chmurze – zauważa Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce. – Takie sytuacje ograniczają kontrolę nad danymi, które wpływają do firmy i ją opuszczają. Każda z wykorzystywanych usług ma odrębną, często niezbyt jasną politykę zabezpieczeń, co w efekcie zwiększa ryzyko naruszenia poufności danych.

Należy pamiętać, że zabezpieczenia są tak silne, jak ich najsłabsze ogniwa. Wystarczy, że pracownicy zaczną korzystać z tych samych haseł do różnych aplikacji w chmurze, a ryzyko automatycznie rozszerzy się o obszary niekontrolowane przez zespół IT firmy. Brak informacji o tym, jakie dane są przechowywane oraz gdzie i komu są udostępniane sprawi, że poziom zagrożeń będzie trudny do określenia, ale niemal na pewno się zwiększy. Nie pomaga też fakt, że każda platforma jest podatna na inne rodzaje ataków.

2) Praktyczne rozwiązania lepsze niż ograniczenia

Zatrudnieni w firmie specjaliści od bezpieczeństwa powinni skupić się na promowaniu wśród pracowników dobrych praktyk, zaczynając np. od założenia przeznaczonych do użytku służbowego kont Dropbox i aplikacji Google. Nie rozwiąże to wszystkich problemów, ale w dalszej perspektywie ułatwi centralne zarządzanie tymi usługami i zmniejszy ryzyko.

Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet
Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo danych w chmurze ostatecznie leży po stronie użytkownika. Dostawcy usług wielochmurowych zazwyczaj zapewniają szczegółową dokumentację informującą o warunkach i zagrożeniach związanych z ich wykorzystywaniem – mówi Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce. – Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa muszą więc ustalić granicę, gdzie zaczyna się ich odpowiedzialność, a kończą obowiązki dostawcy. Dopiero wtedy można zacząć opracowywać strategię zabezpieczeń, włączając w to szyfrowanie danych i ustalanie odpowiednich wymagań poufności.

3) Bezpieczeństwo w chmurze

Przedsiębiorstwa oraz ich zespoły IT muszą przygotować się na to, że pracownicy będą korzystać z wielu środowisk w chmurze. Aby zapewnić odpowiednią ochronę i widoczność, konieczna będzie integracja zabezpieczeń i stworzenie odpowiedniej polityki reagowania na zagrożenia. Takie podejście pozwoli na bezpieczną komunikację w chmurze pomiędzy aplikacjami a urządzeniami końcowymi (komputerami, smartfonami), zaś firma będzie mogła czerpać korzyści z zalet przetwarzania danych w chmurze, jednocześnie unikając potencjalnych niebezpieczeństw.

Trójmiasto z najniższym od dekady poziomem pustostanów

W 2018 r. łączne zasoby biurowe Gdańska, Gdyni i Sopotu sięgnęły 775 tys. mkw., co plasuje je na trzecim miejscu wśród rynków regionalnych. Na koniec 2018 roku w Trójmieście było w sumie 145 tys. mkw. biur w budowie. Jednocześnie odnotowano najniższy od blisko dekady poziom pustostanów na poziomie 6,1%.

W minionym roku w trójmiejskiej aglomeracji oddano do użytku 77 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach trzech projektów: Olivia Star (43,7 tys. mkw.) i Olivia Prime A (29,4 tys. mkw.) w Gdańsku oraz Centrum Sportowa C w Gdyni (3,8 tys. mkw.).

Wśród największych budynków w fazie realizacji są m.in. IV etap kompleksu biurowego Alchemia – Neon (niemal 34 tys. mkw.), kolejny budynek w kompleksie Olivia Business Centre (26 tys. mkw.), budynek A w kompleksie biurowym WAVE (22,6 tys. mkw.), Heweliusza 18 (10 tys. mkw.) czy biurowiec GATO – w ramach projektu Garnizon (10 tys. mkw.).

2018 rok pod znakiem nowych umów i relokacji

Popyt brutto na powierzchnię biurową w Trójmieście zmniejszył się w 2018 roku o 25% w porównaniu do 2017 roku i wyniósł 84 tys. mkw. Dominującą częścią wszystkich transakcji były nowe umowy i relokacje, których udział wyniósł 60%, co świadczy o nieustającej, wysokiej dynamice lokalnego rynku. Ekspansje dotychczasowych najemców stanowiły 20%, a renegocjacje i przedłużenia 19% całkowitego wolumenu. Poziom transakcji pre-let odnotowany w 2018 roku stanowił 28% łącznego popytu.

Sektor IT i telekomunikacji z przewagą na rynku

Ze względu na wysoką jakość życia, wyjątkowe położenie, jak również dostępność wykwalifikowanej kadry ze szczególnymi umiejętnościami, jak np. znajomość języków skandynawskich, Trójmiasto niezmiennie pozostaje atrakcyjną lokalizacją zarówno dla nowych firm, jak również dotychczasowych najemców, którzy z sukcesem rozwijają tu swoją działalność.

Błażej Kucharski, dyrektor regionalny Colliers International w Gdańsku
Błażej Kucharski, dyrektor regionalny Colliers International w Gdańsku

— Pod względem aktywności najemców z poszczególnych branż w 2018 r. dominowały firmy z sektora IT i Telekomunikacji (39%), w tym największy na rynku trójmiejskim – bank Nordea, należący do grona naszych klientów. W ostatnim czasie doradzaliśmy spółce przy umowach najmu blisko 25 tys. mkw. w Gdańsku i Gdyni. Wśród firm, z którymi mieliśmy okazję w ubiegłym roku współpracować znalazły się też polskie i międzynarodowe korporacje reprezentujące branżę usług profesjonalnych, medyczną, jak również startupy — mówi Błażej Kucharski, dyrektor regionalny Colliers International w Gdańsku.

Na drugim miejscu, tuż za sektorem IT i telekomunikacji, znalazł się sektor handlowy, a na trzecim branża finansowa (odpowiednio 14% i 12%). Wśród największych transakcji na rynku należy wymienić m.in. nową umowę Sii w Olivia Prime A w kompleksie Olivia Business Centre (10,1 tys. mkw.), renegocjację i ekspansję firmy Bayer w budynkach Olivia Point i Olivia Tower w tym samym kompleksie (niecałe 6 tys. mkw.) oraz renegocjację i ekspansję LPP w Waterside (5,2 tys. mkw.).

Popyt i czynsze

Zdaniem ekspertów Colliers International w Trójmieście mamy aktualnie do czynienia z rynkiem neutralnym. Popyt oraz aktywność deweloperów znajdują się na wysokim poziomie, jednak utrzymujący się niski wskaźnik pustostanów może odmienić tę sytuację na korzyść właścicieli – w 2018 roku utrzymywał się on na poziomie 6,1%. W najbliższych kwartałach wskaźnik może stopniowo wzrastać, w miarę oddawania do użytku kolejnych projektów.

W najlepszych budynkach klasy A czynsze za powierzchnię biurową wynoszą od 12 do 15,5 euro za mkw. miesięcznie. W starszych budynkach klasy B/B+ stawki miesięczne są niższe i wynoszą 10-12 euro za mkw.

Dominujący Gdańsk

Najwięcej istniejącej powierzchni biurowej w Trójmieście jest w Gdańsku – 75%, pozostałe 21% w Gdyni i 4% w Sopocie. Ich koncentracja występuje wzdłuż trasy Szybkiej Kolei Miejskiej, Drogi Gdyńskiej oraz alei Grunwaldzkiej. Projekty biurowe występują też w okolicach gdańskiego lotniska oraz w centrum Gdańska.

— Według naszych szacunków aktywność deweloperów i popyt na nowe biura będą się utrzymywały w kolejnych latach na wysokim poziomie. W budowie znajduje się rekordowa ilość powierzchni biurowej, a oprócz lokalnych deweloperów, niezmiennie stanowiących największy udział w trójmiejskim rynku biurowym (Allcon, Olivia Business Centre, Torus), realizację inwestycji w najbliższym czasie deklarują również międzynarodowi gracze jak Skanska, Vastinst czy Cavatina — podsumowuje Błażej Kucharski

Tomasz Owczarek nowym dyrektorem sprzedaży w Mastercard

15 kwietnia 2019 r. rolę dyrektora sprzedaży w polskim oddziale Mastercard Europe obejmuje Tomasz Owczarek. W swojej nowej roli będzie odpowiadał za współpracę z bankami w Polsce oraz strategię i koordynację projektów.

Tomasz Owczarek - nowy dyrektor sprzedaży w Mastercard
Tomasz Owczarek – nowy dyrektor sprzedaży w Mastercard

Tomasz Owczarek dotychczas w polskim oddziale Mastercard Europe odpowiadał za rozwój strategii i koordynację projektów kluczowych, prowadząc m.in. inicjatywy związane z open banking.

Wcześniej Tomasz pracował w banku Citi Handlowy i firmie konsultingowej McKinsey. Posiada 15-letnie doświadczenie w bankowości detalicznej i branży płatniczej. Obejmuje ono bezpośrednie doświadczenie operacyjne w zakresie zarządzania produktami płatniczymi oraz zarządzania sprzedażą w bankowości detalicznej. Ponadto był konsultantem strategicznym zaangażowanym w rozwój strategii oraz przy okazji przekształceń dla kluczowych graczy branży finansowej. Jest absolwentem wydziału międzynarodowych stosunków gospodarczych Akademii Ekonomicznej w Katowicach.

Tomasz Owczarek objął stanowisko po Piotrze Domaszewskim, który awansował w międzynarodowych strukturach Mastercard i od kwietnia tego roku jest odpowiedzialny za strategię firmy w zakresie kart kredytowych dla klientów indywidualnych na rynku amerykańskim.

System kaucyjny jedynym rozwiązaniem dla rynku butelek plastikowych

Już wkrótce Rada Unii Europejskiej zatwierdzi dyrektywę w sprawie ograniczenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko. Zdaniem ekspertów Deloitte zawarte w tym dokumencie ambitne cele ograniczające stosowanie plastiku nie będą możliwe bez wprowadzenia systemu kaucyjnego. Z 5 mln 565 tys. ton opakowań wprowadzonych na rynek w Polsce w 2017 roku, około 2,5 mln ton (45 proc.) trafiło do gospodarstw domowych. System depozytowy dotyczyłby jedynie około jednej trzeciej tych opakowań, a więc około 740 tys. ton rocznie. Kraje, w których został on wdrożony, odnotowują korzyści w postaci wzrostu poziomu recyklingu odpadów opakowaniowych, poprawy jakości surowca czy większej świadomości środowiskowej społeczeństwa. Z drugiej strony, wprowadzenie dobrze funkcjonującego systemu wymaga odpowiedzi na wiele pytań, by jego finalny kształt uwzględniał aspekty funkcjonowania wszystkich podmiotów.

Dyrektywa „Single-Use Plastics” od 2021 roku przewiduje różne rodzaje działań mających na celu ograniczenie negatywnego wpływu odpadów z tworzyw sztucznych na środowisko. Zakaz wprowadzenia do obrotu części produktów jednorazowego użytku będzie dotyczył patyczków higienicznych, sztućców, talerzy, słomek, mieszadeł do napojów oraz patyczków do balonów. Produkty te będą musiały zostać zastąpione przez biodegradowalne alternatywy. Inne artykuły, takie jak opakowania na żywność, paczki i owijki na butelki, pojemniki na napoje, kubki na napoje, wyroby tytoniowe z filtrami, chusteczki nawilżane, balony i lekkie torby plastikowe nadal będą mogły być wprowadzane do obrotu, ale w stosunku do nich zostaną wzmocnione mechanizmy rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP). Poza tym od 2025 roku nakrętki i wieczka plastikowe będzie można wprowadzić do obrotu tylko pod warunkiem, że będą one przymocowane na stałe do butelek i pojemników. Od tego samego roku wszystkie butelki PET muszą być wykonane co najmniej w 25 proc. z surowca wtórnego, a od 2030 wszystkie butelki plastikowe (niezależnie od rodzaju tworzywa) – w 30 proc. Co więcej, do końca 2025 roku poziom zbiórki i recyklingu opakowań plastikowych po napojach ma wynieść 77 proc., a do 2029 r. – 90 proc. – Osiągnięcie tych celów nie będzie możliwe bez efektywnego systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, którego uzupełnieniem może być system kaucyjny. Pewne jest, że depozytu nie należy traktować jako rozwiązania problemu zbiórki i zagospodarowania wszystkich odpadów komunalnych, ale jako sposób na wzrost poziomu recyklingu wybranych frakcji – mówi Julia Patorska, Lider zespołu ds. analiz ekonomicznych w Deloitte.

System kaucyjny w Europie

Obecnie z depozytu korzysta 133,1 mln ludzi w Europie, czyli nieco ponad jedna czwarta populacji. System funkcjonuje w dziesięciu europejskich krajach: Chorwacji, Danii, Estonii, Finlandii, Niemczech, Holandii, Norwegii, Szwecji, Islandii i na Litwie. Z uwagi na restrykcyjne wymogi prawne w zakresie odpadów opakowaniowych jego wprowadzenie rozważa coraz więcej państw, m.in. Austria, Belgia, Francja, Łotwa czy Wielka Brytania.

Efektywność systemów działających w poszczególnych państwach jest zbliżona, a średni poziom zbiórki odpadów włączonych w system kształtuje się na poziomie 91 proc. – Co do zasady system kaucyjny przyczynia się do podniesienia ogólnych poziomów recyklingu odpadów opakowaniowych. Trend ten zaobserwować można na przykładzie Danii, Holandii i Niemiec.  Trzeba jednak zwrócić uwagę na fakt, że Belgia, Czechy czy Hiszpania osiągają zbliżone wyniki w zakresie poziomów recyklingu, choć nie wprowadziły systemu depozytowego. Bardzo efektywnie natomiast działa w tych krajach zasada rozszerzonej odpowiedzialności producenta, za pośrednictwem której producenci wprowadzający opakowania na rynek w całości lub części pokrywają koszty gospodarki odpadami opakowaniowymi– mówi Julia Patorska.

To nie jest kwestia „czy” ale „jak” wprowadzić system kaucyjny

Do gospodarstw domowych trafia 45 proc. wszystkich opakowań – w przybliżeniu 2,5 mln ton rocznie.  Butelki PET i szklane, puszki aluminiowe oraz opakowania wielomateriałowe do płynnej żywności to około 30 proc. wszystkich opakowań wprowadzonych do gospodarstw domowych.  Przy założeniu zbiórki na poziomie 91 proc. odpady te stanowiłyby zaledwie ok. 6 proc. wszystkich zebranych odpadów komunalnych. To pokazuje, że system kaucyjny jest rozwiązaniem fragmentarycznym i nie rozwiązuje całościowo problemu zagospodarowania odpadów, w szczególności tych problematycznych, takich jak opakowania wielomateriałowe, tacki, owijki na butelki, kubeczki na jogurty czy folie.

Jak wskazują eksperci Deloitte, system ROP jest rozwiązaniem, które może przynieść korzyści w odniesieniu do poziomów zbierania i recyklingu wszystkich typów odpadów opakowaniowych i powinien stanowić podstawę działań w tym zakresie. Tym bardziej, że system kaucyjny może stanowić jego skuteczne uzupełnienie, jak dzieje się to m.in. w Holandii i Niemczech, które są wśród pięciu krajów z najwyższymi poziomami recyklingu.

Wdrożenie sprawnie funkcjonującego systemu kaucyjnego jest zawiłym i skomplikowanym procesem. Na drodze do jego wprowadzenia pojawia się szereg pytań odnośnie kształtu, kosztów, zasad funkcjonowania i wpływu na obecnie istniejące zależności. Pytania te odnoszą się do niemal każdego z potencjalnych interesariuszy systemu – od wprowadzających produkty w opakowaniach na rynek, poprzez handel, konsumentów, aż po firmy zaangażowane w transport i recykling opakowań, a także pośrednich uczestników systemu – gminy i organizacje odzysku.

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Jednym z najistotniejszych czynników do rozważenia, decydującym o kosztach systemu kaucyjnego i jego funkcjonalności, jest to, czy będzie on automatyczny czy manualny. Różnica dotyczy przede wszystkim liczby czynności związanych z odbiorem i segregacją opakowań, które musi wykonać pracownik sklepu lub automat, a tym samym czasu jaki cały proces zajmuje. Gdy małe sklepy, nie chcąc angażować dodatkowego pracownika, zdecydują się na zbiórkę automatyczną, podniesie to koszty inwestycyjne całego systemu. – Jego automatyzacja i objęcie nim wszystkich sklepów jest wariantem bardzo kosztownym. Jak wynika z naszych obliczeń, nawet przy założeniu, że automaty trafią tylko do dużych sklepów, kwota potrzeba na sfinansowanie przedsięwzięcia to ponad miliard zł. Koszty inwestycyjne związane z wprowadzeniem systemu kaucyjnego będą w znaczny sposób wpływać na jego funkcjonalność i wygodę dla poszczególnych uczestników. To z kolei będzie decydującym czynnikiem kształtującym jego efektywność – mówi Julia Patorska.

Choć dyskusja na temat słuszności wprowadzania systemu kaucyjnego trwa od lat, żaden kraj dotąd nie opracował rozwiązania idealnego, na którym inne państwa mogłyby się wzorować. Przed ewentualnym przystąpieniem do systemu depozytowego warto przeprowadzić szeroką akcję informacyjno-edukacyjną w zakresie selektywnego zbierania odpadów, w szczególności tych, których właściwe posortowanie stanowi problem dla gospodarstw domowych.

Ile uda się wykrzesać przed Świętami Wielkanocnymi?

Na mierniku rynkowego sentymentu wskaźnik wychylił się w piątek w stronę risk-on, przez co bezpieczne USD, CHF i JPY traciły, a siła była po stronie walut surowcowych i rynków wschodzących. Trudno wskazać jednoznaczny powód i nawet ja osobiście spodziewałem się kontynuacji marazmu z czwartku. Jednak niezdecydowanie inwestorów ma to do siebie, że czasami potrzeba niewiele, by skierować wszystkich w jednym kierunku.

Jako jeden z powodów optymizmu wskazywano lepsze dane z Chin, ale tutaj każdy może zobaczyć to, co chce. Bez wątpienia przyspieszenie dynamiki nowych kredytów do wieloletniego szczytu (1,3,7 proc. r/r) jest pozytywną informacją wskazującą, że ekspansja monetarna przynosi rezultaty, ale już dane z handlu nie są już tak proste w interpretacji. W marcu eksport wyraźnie przyspieszył (14,2 proc. r/r, prog. 6,5 proc.) i odwrócił spadek o 20,8 proc. z lutego, ale już import silnie się obniżył o 7,6 proc. (prog. 0,2 proc.). Słaby popyt wewnętrzny może być oznaką słabości gospodarki i jeszcze nie daje pewności, że dołek został minięty. Z drugiej strony ożywienie eksportu pomaga ukoić obawy o globalna wymianę handlową – coś, co jest kluczowym czynnikiem ryzyka do miesięcy. Zatem pesymiści i optymiści mogą czytać dane na swój sposób, ale zachowanie rynków w piątek wskazuje, że więcej jest tych, którzy chcą widzieć szklankę do połowy pełną. Na papierze mamy osłabioną (ale nierecesyjną) globalną gospodarkę przy bankach centralnych skręcających w gołębią stronę. Z tego można rozbudzić rajd ryzyka, potrzebne jest tylko lekkie pchnięcie. Być może z takim mieliśmy do czynienia w piątek.

Ile z tego uda się wykrzesać w tygodniu przed Świętami Wielkanocnymi? Kalendarz publikacji jest w zasadzie spakowany do czterech dni, ale też i dziś nie ma zbyt wiele do obserwowania (CPI z Polski, NY Empire State). W kolejnych dniach obniżoną zmienność mogą przebudzić PKB z Chin (środa) i indeksy PMI z Eurolandu (czwartek) – będą najistotniejsze pod kątem oceny siły globalnej gospodarki. Poza tym z czołowych gospodarek nie będzie brakować standardowych odczytów produkcji, sprzedaży detalicznej i danych z rynku pracy.

W piątek Polska otrzymała laurkę od agencji S&P. Rating i perspektywa zostały bez zmian (A-, stabilna), ale ocena sytuacji gospodarczej była pozytywna. Agencja przewiduje, że w długim terminie wzrost PKB będzie zmierzał do 2,8 proc., ale obecnie przejściowo pozostaje wyższy, w czym pomaga zdywersyfikowana gospodarka, wykształcona siła robocza, członkostwo w UE, możliwe do obsłużenia poziomy długu publicznego i prywatnego, solidne wskaźniki dotyczące pozycji zewnętrznej gospodarki oraz relatywnie głęboki krajowy rynek kapitałowy. Co istotne, impuls fiskalny (szacowany na 1,6 pkt proc. w 2019 i 2020 r.) nie doprowadzi do przekroczenia 3 proc. deficytu/PKB. To ważna wskazówka dla inwestorów zagranicznych, którzy analizują politykę fiskalną. Jednocześnie jest mało prawdopodobne, aby opinia S&P (czy każdej innej agencji) miała teraz dużą siłę oddziaływania – wysokie zadłużenie i ryzyko bankructwa nie są już głównymi czynnikami ryzyka. EUR/PLN zaczyna tydzień pod 4,28, ale więcej tutaj wpływu generalnej poprawy sentymentu na rynkach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Programy lojalnościowe w erze cyfrowej

Według badania przeprowadzonego przez Comarch i Kantar TNS ponad 70% polskich konsumentów należy przynajmniej do jednego programu lojalnościowego. Coraz częściej klienci oczekują jednak natychmiastowej gratyfikacji i jeszcze więcej cyfrowych rozwiązań. W jaki sposób zwiększyć ich entuzjazm, który przełoży się na realizację celów sprzedażowych?

Coraz więcej osób korzysta z programów lojalnościowych dostępnych z poziomu aplikacji mobilnych. Dlaczego? – Zapewniają one łatwą i szybką rejestrację, często nawet w czasie zakupów. Ich główną zaletą jest brak konieczności posiadania przy sobie plastikowej karty – stwierdza Izabela Kaczmarska, Strategic Planner w agencji reklamowej PA. – Kolejnym atutem takiego rozwiązania jest także to, że telefon komórkowy praktycznie zawsze mamy przy sobie, a co za tym idzie, możemy na bieżąco sprawdzać stan transakcji. Wirtualne karty lojalnościowe to także podstawowe źródło wiedzy o zachowaniach konsumentów. Na podstawie takich danych marketerzy mogą z łatwością wysyłać do zarejestrowanych użytkowników spersonalizowane treści, które są obecnie integralną częścią strategii oferty i produktu – dodaje Kaczmarska.

Karty lojalnościowe, ale w aplikacji mobilnej

Standardowe funkcjonalności programów lojalnościowych zmieniają swoją funkcję i rolę. Plastikowa karta powoli ustępuje miejsca aplikacjom mobilnym, które dzięki ogólnej  dostępności Internetu, pozwalają szybciej nawiązać interakcję z klientem. Za pomocą powiadomień push można na bieżąco informować o promocjach i dodatkowych rabatach, tworząc do tego jednocześnie spersonalizowany przekaz reklamowy. Z kolei aktywność użytkowników w aplikacji stanowi niezwykle przydatne narzędzie dla marketerów. Zbierają oni w ten sposób bazę kontaktów, pozwalającą na późniejszą automatyzację i optymalizację działań marketingowych. Stale aktualizowany i wygodny dostęp do konta to tylko jeden z czynników, który wpływa na budowanie zaufania wśród konsumentów.

Klasyczne mechanizmy programów lojalnościowych ewoluują i nie ograniczają się już jedynie do zbierania punktów i ich wymiany na nagrody. Klienci poszukują bodźca, który dodatkowo pobudzi ich do działania, dlatego coraz częściej w nowoczesnych strategiach partnerskich programów, stosowana jest grywalizacja i storytelling. Zastosowanie tych działań okazuje się znacznie skuteczniejszym sposobem na zaangażowanie użytkowników – dodaje Kaczmarska z PA.

Stworzenie aplikacji mobilnej ma także pewne ograniczenia. Najczęściej związane są one z kosztami, przekraczającymi często budżety marketingowe małych firm, które nie mają wystarczającego zaplecza finansowego, aby stworzyć dwie platformy opierające się na systemach operacyjnych iOS i Android. Istnieją jednak alternatywne sposoby, np. Progressive Web Application (PWA), czyli strony internetowe dające wrażenie działania jak aplikacje natywne. Czas potrzebny do ich realizacji i wdrożenia jest zdecydowanie krótszy i znacznie tańszy w produkcji.

Influencer marketing w programach lojalnościowych

Pozytywna rekomendacja w mediach społecznościowych jest w dzisiejszych czasach bardziej wartościowa od wysokobudżetowych kampanii reklamowych. Zaangażowanie influencerów staje się więc nieocenione w procesie tworzenia i promocji programów lojalnościowych. Marka Diesel stworzyła program i zachęca wszystkich swoich followersów do założenia cyfrowego sklepu. W ramach platformy SIDE: BIZ, każdy może zostać ambasadorem i zdobywać nagrody. Za utworzenie konta na stronie tego producenta można otrzymać rabat na pierwsze zakupy, jak również dostać personalizowany kod. Im więcej osób skorzysta z unikalnego linku, tym jego właściciel będzie mógł skorzystać z większej zniżki.

Programy lojalnościowe są inwestycją, która z pewnością zaprocentuje w przyszłości. Odpowiednio dopasowane narzędzia i niestandardowe funkcjonalności wpłyną na odmienne doświadczenia konsumenckie i przewagę konkurencyjną. Świadomość społeczeństwa i ich oczekiwania wychodzą poza ofertę produktową, oczekują oni nie tylko rzetelności i wiarygodności marki, ale także natychmiastowej gratyfikacji, która wywoła w nich pozytywne uczucia.

Ayming Polska: Firmy tracą na zawyżonej składce wypadkowej

Z analiz Ayming wynika, że jedynie 2 proc. przedsiębiorstw ma ustaloną stopę procentową składki wypadkowej na minimalnym poziomie dopuszczonym przez ustawodawcę. Choć składka wypadkowa jest w stu procentach finansowana przez pracodawcę, temat kosztów z nią związanych nie jest tak ściśle monitorowany przez działy finansowe jak inne koszty operacyjne. Tymczasem weryfikacja składki może przynieść znaczące oszczędności. Za 65 proc. z nich odpowiada prawidłowe zidentyfikowanie czynników zagrożenia i ograniczenie ryzyk z nimi związanych – czytamy w raporcie Ayming „Składka wypadkowa. Nieoczywisty koszt, ukryte oszczędności”.

Pod koniec marca pracodawcy otrzymali od ZUS-u zawiadomienie o wysokości stopy procentowej składki wypadkowej w 2019 r. Nowe stawki obowiązują od kwietnia. To dobry moment, aby przyjrzeć się wysokości swoich zobowiązań oraz zweryfikować poprawność naliczenia stopy procentowej. Z analiz Ayming wynika, że 75 proc. przedsiębiorstw płaci składkę wyliczoną w oparciu o wyższą stopę procentową niż to wynika z ich kodu PKD.

Składka wypadkowa to jedyna składka w polskim systemie ubezpieczeń społecznych, która jest zależna od wielu czynników i ruchoma. Oznacza to, że ustawodawca nie narzuca z góry jednakowej stawki dla wszystkich płatników, jak ma to miejsce w przypadku składki emerytalnej czy rentowej. Składka wypadkowa jest ustalana indywidualnie z uwzględnieniem ryzyk występujących u danego pracodawcy. Jeśli dochodzi do wielu wypadków i zidentyfikowano liczne warunki zagrożenia, jej wysokość automatycznie rośnie. Ale jeśli pracodawca dba o bezpieczeństwo pracowników, płaci mniejszą składkę wypadkową.

Składka poza kontrolą

Wielu przedsiębiorców nie ma świadomości, że wysokością składki wypadkowej można zarządzać w takim samym stopniu, jak innymi kosztami operacyjnymi i zgodnie z prawem obniżać jej wysokość. Tymczasem firmy mogą zweryfikować obciążenia z tytułu składki wypadkowej i odzyskać nadpłacone środki nawet za 5 lat wstecz. Uzyskana kwota może być na tyle znacząca, że wpłynie na poprawę wyniku finansowego firmy. Należy podkreślić, że nie wystarczy raz ustalić wysokość składki – trzeba ją weryfikować co roku.

Zazwyczaj składka wypadkowa znajduje się w obszarze kompetencji wielu działów, począwszy od działu BHP i HR, poprzez finanse i księgowość, a na dziale prawnym kończąc. Każdy z tych działów ma inne podejście do kwestii ubezpieczenia wypadkowego. Dla przykładu, działy kadr patrzą na składkę wypadkową zazwyczaj pod kątem liczby ubezpieczonych, zaś inspektorzy BHP mają na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo pracowników. Do ustalenia prawidłowej wysokości składki wypadkowej niezbędne jest uwzględnienie wszystkich perspektyw i ścisła współpraca wymienionych działów.

Ukryte oszczędności

Na dużą rozpiętość stopy procentowej składki wypadkowej (od 0,67 do 5,00 proc.) mają wpływ m.in. liczba zatrudnionych w warunkach zagrożenia i poszkodowanych w wypadkach przy pracy oraz charakter działalności przedsiębiorstwa i związana z nią kategoria ryzyka. Weryfikacja wszystkich czynników, które wpływają na części zmienne w wyliczaniu indywidualnej dla każdego płatnika wysokości składki, może wskazać zawyżanie opłat z tego tytułu. Przyczyny nadpłat zależą od specyfiki danej branży, a ich zniwelowanie wymaga indywidualnego podejścia. Uzyskane środki mogą stanowić nawet 3 proc. rocznej masy wynagrodzeń.

Obecnie przedsiębiorcy zmagają się z wyższymi kosztami zatrudnienia i muszą stawić czoło rosnącym kosztom operacyjnym. Nowe obciążenia finansowe mogą zostać częściowo zrekompensowane poprzez weryfikację wysokości składki na ubezpieczenie wypadkowe. Przykładowo, sprawdzenie poprawności rozliczenia składki w przedsiębiorstwie budowlanym zatrudniającym 1500 osób może przynieść oszczędności w wysokości ponad 2 mln zł. Odzyskane nadpłaty mogą więc realnie wpłynąć na wynik finansowy przedsiębiorstwa – tłumaczy Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzająca Ayming Polska.

Bezpieczeństwo się opłaca

Wnioski płynące z systematycznych kontroli składki wypadkowej mogą przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa pracowników, a w konsekwencji do obniżenia jej wysokości. Z analiz Ayming wynika, że działania podejmowane w kierunku identyfikacji i ograniczania czynników zagrożenia oraz liczby wypadków odpowiadają za 91 proc. oszczędności uzyskiwanych przez firmy w ramach składki wypadkowej. Przy czym szczególnie należy zwrócić uwagę na kategorię „warunki zagrożenia”, która średnio odpowiada za 65 proc. nadpłat. W przypadku branży górniczej jest to aż 72 proc., metalurgicznej – 70 proc., a przetwórstwa przemysłowego – 68 proc.

Z kolei 26 proc. oszczędności z tytułu weryfikacji składki wypadkowej wynika z wypadkowości. Według danych GUS w pierwszych trzech kwartałach 2018 r. główną przyczyną wypadków w Polsce było nieprawidłowe zachowanie się pracownika. Inwestując w poprawę bezpieczeństwa pracowników, przedsiębiorcy
w długofalowej perspektywie mogą uzyskać oszczędności z tytułu zmniejszonej wysokości składki wypadkowej.

Działania w kierunku zmniejszenia liczby wypadków i minimalizacji czynników zagrożenia nie muszą wymagać ogromnych nakładów finansowych. Czasem wystarczą proste akcje informacyjne czy cykliczne szkolenia BHP, aby wykluczyć najczęściej występujące ryzyka. Gdy konieczne jest poniesienie większych nakładów, np. związanych z przeprowadzeniem specjalistycznych pomiarów lub zakupem dodatkowego sprzętu, koszt ten prędzej czy później zwróci się w postaci obniżonej stopy procentowej składki wypadkowej – wyjaśnia Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming Polska.

Udział poszczególnych obszarów w oszczędnościach

Udział poszczególnych obszarów w oszczędnościachŹródło: raport Ayming „Składka wypadkowa. Nieoczywisty koszt, ukryte oszczędności”

Włodzimierz Ehrenhalt: Jak będzie wyglądała przyszłość energetyki?

Energetyka rozproszona jest przyszłością energetyki światowej. Powoli kończy się czas koncernów energetycznych w postaci gigantycznych elektrowni węglowych czy atomowych. W zastępstwie pojawia się generowanie energii w systemie rozproszonym. Rozwiązaniem tym są przede wszystkim odnawialne źródła energii. Jednym z nich jest wiatr – szczególnie ten na lądzie, jako najtańsze źródło – chociaż ceny wiatru na morzu również maleją. To także fotowoltaika, która daje ogromne możliwości w rejonach o dużym nasłonecznieniu, które również znajdują się w Polsce. Oprócz tego stosowane są także bloki biomasowe wykorzystujące odpady leśne i rolnicze. Energetyka rozproszona to także energetyka zakładowa. Wielkie fabryki mają swoje elektrownie i mogą sprzedawać nadwyżki prądu i ciepła. Na świecie sektor ten odnotowuje ogromny rozwój. Stopień inwestycji to ponad 300 miliardów dolarów rocznie. Głównie środki te są przeznaczane na odnawialne źródła energii. Oznacza to szansę dla przemysłu, który w przyszłości będzie odczuwał zmniejszone zapotrzebowanie na wytwarzanie części i serwis dla energetyki węglowej. Jej rolę zajmie branża OZE.

– Choć dla Polski oznaczałoby to dużą szansę, na razie nasz kraj zmierza w odwrotnym kierunku. Nad ekonomią i rozsądkiem górę wzięła polityka – powiedział serwisowi eNewsroom Włodzimierz Ehrenhalt, wiceprezes zarządu Stowarzyszenia Energetyki Odnawialnej (SEO) – Rozwój odnawialnych źródeł został zahamowany na 3 lata. Obecnie poziom pochodzącej z nich energii wynosi 11, a nie 15 proc. jak zakładano. Jeżeli wymagany wynik nie zostanie osiągnięty – Polska zapłaci kary. Tym samym szanse i zagrożenia dla naszego przemysłu są ogromne. Dziś większość światowych producentów mebli, samochodów, czy części chwali się swoją ekologiczną działalnością, która oparta jest na zielonej energii. Europa przygotowuje się do wprowadzenia obowiązkowego znakowania produktów tzw. śladem węglowym. Czarny znak na polskim produkcie sprawi, że zagranicą – w Niemczech czy Szwecji, spadnie zainteresowanie konsumentów, a w konsekwencji sprzedaż. Polska musi zwiększać ilość zielonej energii, aby nasz przemysł i gospodarka były konkurencyjne w Europie. Musimy wprowadzać inny niż dotychczas podział pracy w ramach koncepcji Przemysłu 4.0. W tej chwili należy skupić się na tym, aby wykorzystać szansę i wypełnić lukę w tym zakresie. W przyszłości zostaniemy zmuszeni do inwestowania w energetykę rozproszoną, nie tylko zieloną. Specyficzna sytuacja energetyczna Polski wymaga jednak ochrony posiadanego węgla, jednocześnie nie wykraczając poza ekonomiczną logikę. Należy wydobywać tylko tyle własnego surowca, aby było to opłacalne. Polskie elektrownie węglowe będą musiały pracować jeszcze przez wiele lat. Nastąpi jednak odwrócenie ról. Głównym źródłem prądu staną się źródła rozproszone. Energetyka zawodowa – konwencjonalna, węglowa będzie włączana w razie potrzeby. Kończą się czasy produkowania energii bez względu na zapotrzebowanie. Staje się ona towarem, który musi być dostarczany tam, gdzie jest potrzebny – po cenie rynkowej – wskazał Ehrenhalt.

SYNERGA.fund S.A. pracuje nad połączeniem z ALL IN! GAMES

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., kontynuuje proces połączenia ze spółką ALL IN! GAMES Sp. z o.o. zajmującą się działalnością wydawniczą na rynku gier komputerowych. W marcu br. Sąd zarejestrował scalenie akcji Emitenta w stosunku 100:1.

W marcu 2019 r. SYNERGA.fund S.A. (Spółka przejmująca) oraz ALL IN! GAMES Sp. z o.o. (Spółka przejmowana) podpisały Term Sheet, zgodnie z którym obie spółki będą dążyły do przeprowadzenia procesu połączenia. Ma ono nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Spółki przejmowanej na Spółkę przejmującą za akcje, które Spółka przejmująca wyda Udziałowcom Spółki przejmowanej. Po połączeniu Spółka będzie działała pod nazwą ALL IN! GAMES S.A. lub inną wskazaną przez Spółkę przejmowaną, co zostanie określone w Planie Połączenia. Podstawę do określenia parytetu wartości obu spółek będzie stanowiła ich wartość określona przez niezależnego, wybranego przez oba podmioty, biegłego rewidenta. Spółka po połączeniu będzie prowadziła działalność w branży gier komputerowych jako wydawnictwo różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole i komputery osobiste.

„Zgodnie z podpisanym przez obie spółki porozumieniem o podstawowych warunkach transakcji (Term Sheet) pracujemy obecnie nad realizacją kolejnych etapów całego procesu połączenia. Będziemy na bieżąco informowali rynek o postępach w przeprowadzanej fuzji. Zależy nam na jak najlepszym przygotowaniu transakcji od strony formalno-prawnej, aby móc płynnie realizować kolejne etapy. Jestem przekonany, że dzięki zmianie profilu działalności na prowadzenie wydawnictwa gier komputerowych i wykorzystaniu obecności na rynku NewConnect, Spółka będzie w stanie dynamicznie zwiększać swoje przychody i osiągać coraz lepsze wyniki finansowe, budując w ten sposób wartość dla swoich Akcjonariuszy.” wyjaśnia Tomasz Wykurz, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

ALL IN! GAMES Sp. z o.o. jest wydawnictwem różnorodnych gier przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste i pozyskało dotychczas aż 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich oraz zagranicznych deweloperów, m.in. Destructive Creations, PolyAmorous, w tym także zagraniczne produkcje, takie jak „Fort Triumph” tworzony przez zespół deweloperski z Izraela. W tym roku podmiot ten zamierza wydać przynajmniej 6 gier, a w 2020 r. minimum 10 produkcji. Gra „Fort Triumph” znajdująca się w fazie Early Access będzie pierwszą produkcją ALL IN! GAMES, która pojawi się w sprzedaży poprzez przypisanie jej oficjalnie do Wydawnictwa, co powinno nastąpić na początku drugiej połowy kwietnia br. Przedstawiciele ALL IN! GAMES uczestniczyli w największej na świecie konferencji Game Developers Conference (GDC) w San Francisco, a trzy wydawane gry zostały zaprezentowane podczas targów PAX East w Bostonie. Wydawnictwo przystąpiło również do programu partnerskiego z Epic Games uzyskując w ten sposób dostęp do wsparcia merytorycznego oraz możliwość prezentowania przez ten podmiot wydawanych gier na wielu targach i konferencjach oraz wydarzeniach branżowych. ALL IN! GAMES prowadzi też działania biznesowe mające na celu pozyskanie kolejnych trzech tytułów do portfela wydawanych gier.

„Wydawnictwo ALL IN! GAMES posiada już imponujące i zróżnicowane portfolio gier, które będą przez nie wydawane. W dalszym ciągu pracuje jednak nad jego rozbudową i prowadzi negocjacje z kolejnymi studiami. Spółka nawiązała również współpracę z Epic Games, która bardzo dobrze rokuje i otwiera przed Wydawnictwem nowe możliwości. ALL IN! GAMES uczestniczy w wydarzeniach branżowych, co pozwala zarówno na pozyskiwanie kolejnych gier do portfela wydawniczego, jak i wymianę doświadczeń z innymi uczestnikami rynku.” – zakończył Prezes Wykurz.

W marcu 2019 r. SYNERGA.fund S.A. poinformowała o zarejestrowaniu przez Sąd scalenia akcji w stosunku 100:1. Obecnie kapitał zakładowy Spółki wynosi 27.310.000,00 zł i dzieli się na 2.731.000 akcji o wartości nominalnej 10,00 zł każda. Emitent podejmie działania mające na celu dokonanie scalenia akcji w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych.

KUKE: Ubezpieczyciele objęli ochroną rekordową wartość światowego handlu i inwestycji

Transakcje handlowe i inwestycje o rekordowej kwocie 2,5 biliona dolarów zostały w 2018 roku wsparte przez instytucje skupione w Unii Berneńskiej1, do której należy KUKE. Oznacza to wzrost o 7 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. W KUKE pokryty ubezpieczeniem i gwarancjami biznes zwiększył się w 2018 roku o 20 proc. do wartości 49 mld zł.

Unia Berneńska poinformowała, że agencje ubezpieczeń kredytów eksportowych w niej zrzeszone w 2018 roku ubezpieczyły transakcje handlowe i inwestycje na kwotę 2,48 bln dolarów. To aż 13 proc. światowych obrotów handlowych. Z tej kwoty 2,37 bln dolarów przypada na ubezpieczenie kredytu kupieckiego; 193 mld dolarów na ubezpieczenie średnio- i długoterminowych kredytów eksportowych, a 46 mld dolarów na ubezpieczenie inwestycji zagranicznych przed ryzykiem politycznym związanym m.in. z konfliktami zbrojnymi, wywłaszczeniem czy ograniczeniem wymienialności waluty.

W KUKE łączna wartość ubezpieczonego obrotu i udzielonych gwarancji ubezpieczeniowych wyniosła w 2018 roku rekordowe 48,9 mld zł i była o 19,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. Wolumen objętych ochroną krótkoterminowych należności eksportowych i krajowych wyniósł 45,8 mld zł (wzrost o 19 proc. w skali roku), a wartość ubezpieczeń średnio- i długoterminowych sięgnęła 2,1 mld zł (wzrost o 58 proc.).

Janusz Władyczak, prezes KUKE
Janusz Władyczak, prezes KUKE

„Z zebranych przez Unię Berneńską danych wynika, że z roku na rok zwiększa się rola ubezpieczeń w międzynarodowym handlu i inwestycjach zagranicznych. To – jak w przypadku Polski – gdzie biznes KUKE rośnie dużo szybciej niż średnio na świecie, efekt większej świadomości przedsiębiorców co do konieczności stosowania różnych instrumentów zabezpieczających obrót handlowy. Ale niestety to również konsekwencja stanu globalnej gospodarki, większej niepewności politycznej, zmienności na rynkach, obserwowanego spowolnienia wzrostu. Polskie firmy są w przeważającej mierze uzależnione od koniunktury w krajach Unii Europejskiej, gdzie trafia 80 proc. naszego eksportu, a jednocześnie perspektywy pozostają mocno zamglone. Zadaniem KUKE jest przeprowadzić polskie przedsiębiorstwa przez ten okres niepewności u naszych głównych partnerów, a jednocześnie podpowiadać i wspierać w ekspansji na te rynki, gdzie szanse wzrostu są bardziej obiecujące i marże cały czas wysokie” – powiedział Janusz Władyczak, prezes KUKE.

Najszybszy wzrost ubezpieczanego handlu i inwestycji zanotowano w Afryce, co również może być wskazówką dla polskich firm co do kierunku ekspansji. Europa Środkowa i Południowa oraz Azja Południowowschodnia odpowiadały w 2018 roku za 20 proc. nowego biznesu pokrytego ubezpieczeniem i gwarancjami, Europa Zachodnia to 27 proc., Stany Zjednoczone 11 proc., a Azja Wschodnia 10 proc.

Wypłacone przez instytucje skupione w Unii Berneńskiej odszkodowania wyniosły w ubiegłym roku 6,4 mld dolarów, rosnąc o 3 proc. w porównaniu z 2017 rokiem. To aż o 17 proc. więcej niż kwota odszkodowań z 2009 roku, gdy globalna gospodarka przeżywała najtrudniejsze chwile wywołane załamaniem systemu finansowego rok wcześniej. Unia Berneńska zwraca uwagę, że ponownie zaczyna rosnąć udział odszkodowań wywołanych czynnikami politycznymi, stanowiąc już 32 proc. całości, po podwojeniu się ich kwoty wobec 2017 roku. Jeszcze w 2016 roku ich odsetek wynosił zaledwie 9 proc.

Badania SAP: Czy Polacy potrzebują „fizycznych” sklepów?

50 mld złotych – tyle według raportu Interaktywnie.com wydamy na zakupy online w 2019 roku. Jak podają Ecommerce Europe i SAP, już 49% Polaków robi regularnie zakupy online. Inne badania SAP pokazują, że tyle samo Polaków wciąż chce testować produkty „na żywo”. Priorytetem staje się więc budowa spójnych doświadczeń klientów – niezależnie od wybranej formy kontaktu z marką. Z pomocą w tym procesie przychodzą rozwiązania IT dla branży retail.

Polscy konsumenci poszukują spójnych, zintegrowanych doświadczeń zakupowych – przekonywali eksperci SAP podczas najnowszej, kwietniowej edycji wydarzenia SAP Intelligent Enterprise Truck w Warszawie. Prezentacja rozwiązań z pakietu C/4 HANA pokazała, jak ważne jest wdrożenie wielokanałowej strategii kontaktu z klientem. Szczególnie w Polsce, gdzie konsumenci charakteryzują się specyficznymi oczekiwaniami wobec firm.

Tomasz Niebylski, dyrektor ds. wsparcia sprzedaży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w SAP
Tomasz Niebylski, dyrektor ds. wsparcia sprzedaży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w SAP

Infografika_SAP_1Nad Wisłą obserwujemy rosnącą popularność modelu e-commerce, połączoną jednak z wyróżniającą się na tle innych krajów chęcią dostępu do fizycznych placówek. Wskazuje to na potrzebę rozwijania przez firmy w Polsce wielokanałowych strategii i narzędzi budowy relacji z klientami. Niezależnie od tego, czy wchodzą oni w interakcje z marką poprzez sklep internetowy, punkt w centrum handlowym czy rozmowę z konsultantem, Polacy chcą, aby oferta była dopasowana do ich potrzeb i gwarantowała szybki proces zakupowy
— przekonuje Tomasz Niebylski, Dyrektor Rozwoju Sprzedaży w SAP Polska.

Polacy: z miłością do sieci i …sklepów

Opinie ekspertów potwierdzają wyniki Consumer Propensity Report przygotowanego ostatnio przez SAP – największego globalnego dostawcę oprogramowania dla biznesu. Firma przebadała 20 000 osób w 24 krajach. Zgodnie z raportem, Polska znajduje się wśród państw, w których możliwość przetestowania produktów w „fizycznym” sklepie jest szczególnie ważna – zależy na niej 49% Polaków. Wyprzedzają nas tylko Rosjanie (56%). Dla porównania, podobną potrzebę wyraża np. tylko 29% Niemców, 34% Brytyjczyków czy 38% Francuzów.

Na co jeszcze zwracają uwagę Polscy konsumenci przebadani przez SAP? W ramach relacji z markami szukają spójności i szybkiego wsparcia. Jak pokazały wcześniejsze badania SAP (SAP Consumer Insights 2017), 4 na 10 Polaków zrezygnuje z usług firmy, jeśli dostrzeże różnice w cenach między sklepem internetowym, a fizyczną placówką. Z kolei we wspomnianym wcześniej, najnowszym raporcie najczęściej oczekiwaną przez Polaków zaletą kontaktu z marką jest prosta ścieżka wymiany lub zwrotu towaru – zwraca na nią uwagę 62% badanych. Blisko połowa konsumentów (47%) za ważny uważa dostęp do porównywarek produktów.

Przy tym wszystkim Polska należy jednocześnie do krajów, w których konsumenci są najbardziej konsekwentni, kupując online. Zakup produktów wrzuconych do wirtualnego koszyka zdarzyło się porzucić przed zapłatą 64% badanych Polaków – dla porównania, taką deklarację składa aż 8 na 10 Brytyjczyków czy 79% Włochów, Francuzów i Niemców.

Inteligentnie w sklepie

Badania SAP pokazują, że Polacy szukają wielokanałowych relacji z markami, na które składają się zarówno narzędzia cyfrowe, jak i dostęp do doświadczeń offline – w fizycznych sklepach. W jaki sposób integrować te dwa kanały? Za przykład mogą służyć wdrożenia zrealizowane przez SAP w Polsce i zagranicą. Firma w 2018 roku ogłosiła stworzenie pakietu C/4 HANA – przełomową integrację swoich rozwiązań wspierających budowę relacji zarówno w kanale B2B, jak i B2C.

Przykładem wykorzystania potencjału tego pakietu jest wdrożenie platformy SAP Marketing Cloud w SPAR Switzerland – sieci 160 sklepów spożywczych. Jej program lojalnościowy SPAR Friends w ciągu tygodnia od uruchomienia przyciągnął 20 000 klientów, a w kolejnych kilku miesiącach – łącznie ponad 100 000.

Jak tego dokonano? Każdy z uczestników programu ma okazję na pełną refundację zakupów – dotyczy ona co tysięcznej transakcji. O zwycięstwie klient dowiaduje się już przy kasie, dzięki analizie danych w czasie rzeczywistym. Do skorzystania z programu wystarczy konsumentowi aplikacja na smartfon. Sieć zbudowała w ten sposób szybko bazę danych o klientach, dostosowaną już do przepisów GDPR. Co więcej, stworzyła fundamenty pod rozszerzenie funkcji platformy o mechanizmy machine learning, umożliwiające tworzenie jeszcze bardziej spersonalizowanych ofert. Połączyła w ten sposób „fizyczne” doświadczenia konsumentów z analizą cyfrowych danych
-– tłumaczy Tomasz Niebylski.

W nieco inny sposób tradycyjne placówki z narzędziami e-commerce łączy Vision Express. Wykorzystując narzędzia SAP Commerce Cloud, sieć umożliwiła klientom umawianie badań wzroku oraz wizyt bez fizycznej obecności w sklepie, a także łatwą lokalizację najbliższych salonów. System umożliwia także rezerwację wymarzonych oprawek okularów online – co jest szczególnie ważne w wypadku bardziej popularnych czy limitowanych modeli.

Jeden kontakt, wiele kart

Czasem jeden kanał kontaktu w zupełności wystarczy. Dowodzi tego projekt zrealizowany przez sieć komórkową Play przy wsparciu firmy enginiety. Wykorzystując platformę SAP Hybris (obecnie stanowi część pakietu C/4 HANA) Play wdrożył do swojego systemu e-commerce możliwość sprzedaży end-to-end ofert multiSIM – czyli umów na wiele kart SIM. W momencie rozpoczęcia wdrożenia (początek 2017 roku) tego typu możliwości oferowali tylko operatorzy poza Polską, np. w Stanach Zjednoczonych.

W innych polskich sieciach proces sprzedaży multiSIM musiał być finalizowany przez call center lub w fizycznej placówce. Dzięki wykorzystaniu rozwiązań SAP, cały proces mógł być przeprowadzony online. Konsultanci pomagali nabywcom m.in. w ramach funkcji Assisted Service, mając dostęp do ekranu klienta w e-sklepie. Dzięki zastosowaniu tego rozwiązania, czas potrzebny do konfiguracji umowy grupowej został skrócony z 40 do 3 minut. O 10% wzrosła także średnia wartość zamówień realizowanych online.

End-to-end: but mówi pas

Wielokanałowe, spersonalizowane kontakty coraz częściej mogą być budowane przez… urządzenia podłączone do sieci. Na przykład buty do biegania, wyposażone w sensory zintegrowane z odpowiednim systemem. Takie obuwie poinformuje nas, gdy przekroczymy standardową liczbę kilometrów, po których powinniśmy rozważyć ich zmianę na nowe, jeśli nie chcemy złapać kontuzji.

System SAP działający na platformie S/4 HANA i wspierany przez narzędzia z pakietu C/4 HANA przeanalizuje nasze zwyczaje zakupowe, bieżące zasoby magazynowe i trendy, odsyłając spersonalizowaną ofertę nowych butów. Konsument otrzyma do wyboru różne ścieżki zakupu – np. możliwość 5% zniżki przy odbiorze osobistym w sklepie. Klient płaci mniej, a firma uzyskuje szansę zaoferowania dodatkowych usług. Na miejscu nowe obuwie zostanie wpisane do systemu, który zacznie mierzyć przebyte przez klienta kilometry. Po takie rozwiązanie sięgnęła np. firma Under Armour – jeden z liderów rynku odzieży sportowej.

Klient jest wszędzie

O czym świadczą przedstawione case studies? Zadaniem marek jest budowanie trwałych relacji z konsumentami. Niezależnie od czasu i sposobu kontaktu z nimi firmy powinny udowadniać, że rozumieją ich potrzeby. Wszystkie interakcje – np. w fizycznym sklepie, na platformie online, za pośrednictwem botów czy innych narzędzi – są źródłami informacji o klientach. Jeśli są one dobrze wykorzystane – potrafią przyciągnąć klientów wiernych na lata. Technologie wspierające wielokanałowe relacje paradoksalnie mogą pomagać firmom wspierać klientów w bardziej ludzki, spersonalizowany sposób.

Grupa Mex Polska ponownie oceniona przez Dom Analiz SII

Dom Analiz SII dokonał aktualizacji rekomendacji dla akcji Mex Polska, podtrzymując wcześniejsze zalecenie „kupuj”. Nowa 12-miesięczna cena docelowa dla tych walorów została ustalona na poziomie 7,07 zł.

Grupa Mex Polska rozwija na terenie Polski sieć lokali gastronomicznych pod szyldami m.in.: „The Mexican”, „Pijalnia Wódki i Piwa” oraz „PanKejk”.

Jak przewidzieliśmy w poprzednim naszym raporcie, plany Zarządu Spółki co do liczby otwarć nowych lokali oraz idącej za tym znaczącej poprawy wyników okazały się zbyt ambitne. W 2018 roku powstały 2 kolejne restauracje „PanKejk” (spośród średnio 3 planowanych rocznie), jeden lokal „Klubokawiarnia”, a także 3 bistra „Pijalnia Wódki i Piwa” (spośród średnio 5 planowanych rocznie). Jednocześnie wszystkie wspomniane wyżej placówki „Pijalnia Wódki i Piwa” otwarte zostały nie jako lokale własne, ale w modelu franczyzowym, a dodatkowo w I półroczu zamknięta została jedna z restauracji „The Mexican”. W konsekwencji przychody ze sprzedaży Grupy zwiększyły się w 2018 roku tylko o 3,3% rdr do poziomu 66,5 mln zł. Wynik EBITDA w tym samym okresie wzrósł o 2,7% rdr do 6,1 mln zł, a wynik netto spadł o 14,2% rdr do 3,2 mln zł, przy czym zwrócić należy uwagę na zdarzenia jednorazowe, m.in. w postaci rozwiązania części aktywa na podatek odroczony w związku z ustawowym obniżeniem stawki podatku CIT z 15% na 9% (negatywny wpływ na wynik netto równy 0,72 mln zł) – podsumowano w raporcie.

Zgodnie z prognozami Domu Analiz SII w 2019 roku przychody ze sprzedaży Grupy Mex Polska przekroczą poziom 70 mln zł wobec 66,5 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie, nie uwzględniając wpływu implementacji nowego standardu MSSF 16, skonsolidowany wynik operacyjny wzrośnie o 3,4% rdr do 4,8 mln zł, a wynik netto o 22,8% rdr do 3,9 mln zł.

Jak przewiduje Dom Analiz SII, do poprawy wyników restauracyjnej Spółki w kolejnych latach może przyczynić się dynamiczny rozwój sieci franczyzowej lokali „Pijalnia Wódki i Piwa”, a także ustawowe obniżenie stawki podatku CIT dla małych podatników.

Naszym zdaniem motorem napędowym wyników Grupy może stać się dynamiczny rozwój sieci franczyzowej, który mocno przyspieszył w ostatnich miesiącach – w konsekwencji zakładamy, że liczba placówek franczyzowych zwiększy się z obecnych 8 do 24 w 2023 roku. Zwracamy przy tym uwagę, że model ten charakteryzuje się co do zasady niższym ryzykiem (choć potencjalne zyski są ograniczone do otrzymywanych opłat franczyzowych). Jednocześnie założyliśmy, że pozytywny wpływ na wyniki Grupy Mex Polska od 2019 roku będzie miało obniżenie stawki podatku CIT z 15% do 9% – dodano.

W prognozach założono także dalsze stopniowe zwiększanie placówek własnych, choć konserwatywnie przyjęto, że rozwój ten będzie przebiegał nieco wolniej niż przewiduje Zarząd Spółki.

W naszych prognozach pozostajemy ostrożni co do szacowanego tempa rozwoju lokali własnych Grupy. Do końca 2023 roku założyliśmy zwiększenie liczby restauracji „PanKejk” z obecnych 4 do 8 placówek oraz nowego konceptu „Prosty Temat” z 1 do 3 placówek. Jednocześnie konserwatywnie przyjęliśmy tylko jedno otwarcie lokalu własnego „Pijalnia Wódki i Piwa” w okresie prognozy – wskazano w raporcie.

Rekomendacja została wydana 15 kwietnia 2019 roku o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 15 kwietnia 2019 roku, godz. 8:00. Autorem raportu jest Paweł Juszczak. Dom Analiz SII zawarł ze Spółką Mex Polska umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.

Rekordowo wysoka liczba niewypłacalności w I kw. 2019 r.

  • W I kwartale 2019 opublikowano informację o 285 niewypłacalnych przedsiębiorstwach wobec 260 w I kwartale 2018 roku – wzrost o 10% w porównaniu r/r, dynamika z ub. roku nie zmniejsza się.
  • Jest to aktualnie czwarty rok z rzędu wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm, a tym samym kwartał z najwyższa liczbą niewypłacalności w ciągu dekady.
  • W marcu opublikowano informację o niewypłacalności 100 firm wobec 102 w marcu 2018 roku.
  • Na czele sektorów o największej liczbie/wkładzie w tempo wzrostu niewypłacalności były budownictwo, sektor produkcyjny, handel i usługi, ponownie sektor produkcyjny. Potwierdza to wspólną przyczynę kłopotów polskich firm (obok specyficznych trendów koniunkturalnych) – trwałą słabość finansową, niezwiększanie bazy kapitałowej współmiernie do skali sprzedaży.
  • Największa liczba niewypłacalności miała miejsce w sektorze produkcyjnym (69 firm w I kwartale 2019 r.), usług (67 firm) i w dystrybucji hurtowej (57 niewypłacalności)
  • Branżowa mapa ryzyka nie jest jednolita – nie wszędzie dominowały w I kwartale w tym samym stopniu kłopoty firm handlowych, produkcyjnych i usługowych

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W I kwartale 2019 roku w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 285 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 260 w I kwartale 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Zmienność branż przeżywających kłopoty na największa skalę …

W poszczególnych miesiącach I kwartału zmianie ulegały branże, w których wzrost niewypłacalności r/r przyczyniał się do utrzymania a nawet wzrostu ich liczby r/r. W styczniu były to sektory produkcyjny i budowlany, w lutym handel i usługi a w marcu ponownie handel, ale tym razem obok sektora produkcyjnego. Transport doświadczył wzrostu liczby niewypłacalności o 67% r/r, przed handlem (+46%). Wysoka ich liczba w skali kwartału była także w sektorze usług czy w budownictwie, gdzie nawet jeśli już nie rosła r/r, to oznaczała powrót do skali ryzyka z 2017r. , gdy liczba niewypłacalności w ewidentny sposób już rosła (+59% r/r w stosunku do 2016r).

Efekt jest jeden – najwyższa liczba niewypłacalności nie tylko w I kwartale czy w ogóle w ostatnim dziesięcioleciu, ale zapewne także od czasu przemian ustrojowych.

… i jedna ich wspólna przyczyna

Jest wiele specyficznych dla poszczególnych branż trendów, stojących za kłopotami firm do nich zaliczanych, ale zmiany sektorów przodujących w zestawieniu niewypłacalności świadczą o szerszych, wspólnych dla całej gospodarki ich przyczynach. Wzrost wynagrodzeń najmocniej dotyka budownictwa i sektora usług mających najwyższy procentowy ich udział strukturze kosztów, wyższe ceny nośników energii z kolei najboleśniej odczuwa przemysł i transport, zakaz handlu… We wszystkie branże uderza zaś wzrost obciążeń podatkowych – czy to wskutek nowych przepisów (jak np. odwrócony VAT czy PPK), czy nawet bardziej jako efekt zmian w ich interpretacji i egzekucji, ale jednak w różnym stopniu i niejednocześnie.

Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.
Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.

Wymienione czynniki nie wyczerpują całej listy przyczyn negatywnie odbijających się na finansach polskich przedsiębiorstw, które same w sobie są po prostu… słabe – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.  To dlatego wzrost zamówień i obrotów jest nie tylko szansą, ale i jednocześnie zagrożeniem – wymaga bowiem większego wysiłku kapitałowego (np. nakładów na materiały i wspomniane koszty pracy w budownictwie). Każde zachwianie i tak niskiej rentowności w tej sytuacji burzy misternie budowany przez dyrektorów finansowych polskich firm domek z kart.

Jak dodaje:Niski poziom finansowania zewnętrznego, przede wszystkim kredytem bankowym niekoniecznie jest więc powodem do zadowolenia z zaradności czy organicznego wzrostu sektora MSP, ale w tej sytuacji jawi się raczej jako świadectwo ich niskiej wiarygodności w oczach banków – gotowych udzielać kredytów, ale nie tym firmom, które by ich potrzebowały. To dlatego niski koszt pieniądza nie pobudza akcji kredytowej i w efekcie polskiej gospodarki w takim stopniu, jak w wysoko rozwiniętych gospodarkach zachodnioeuropejskich czy w Stanach Zjednoczonych. Wzrost zapotrzebowania na kapitał jest realizowany zaś kosztem dostawców – są oni z reguły mniej wymagający i gorzej zabezpieczeni niż instytucje finansowe, ale niestety w efekcie opóźnienia płatności i niewypłacalności wywołują efekt domina całych łańcuchów firm.

Spektakularna skala / liczba niewypłacalności firm wytwórczych i dystrybucyjnych

I kwartał to swoiste „sprawdzam” w handlu, gdy okazuje się komu udało się zarobić na najgorętszym okresie roku – sezonie świątecznym. Widoczne jest, iż wzrost dochodów (skutek czy to transferów socjalnych, czy wyższych zarobków), wysoki optymizm konsumencki i w efekcie wzrost konsumpcji nie zatrzymuje, a nawet potęguje skalę wzrostu liczby niewypłacalności w handlu hurtowym.

Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 2

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

W tym samym czasie przemysł zakończył zapełniać magazyny, wzrost ich stanów po spadku zamówień nie będzie zwiększał dynamiki PKB. Ciekawe, iż wspomniane spadki zamówień w eksporcie nie wiążą się (przynajmniej wprost) z niewypłacalnościami – profil i skala produkcji dotkniętych nimi firm wskazuje w zdecydowanej większości przypadków na krajowy profil ich sprzedaży (art. budowlane, odzież i obuwie czy żywność, w tym mięso). Kolejny argument za tym, iż koniunktura nie decyduje o wszystkim, bo tej akurat w tych sektorach na rynku krajowym nie zabrakło.

Branżowa mapa ryzyka nie jest jednolita

Nie wszędzie dominowały w I kwartale w tym samym stopniu kłopoty firm handlowych, produkcyjnych i usługowych. W samym marcu w Małopolsce 4 z 7 niewypłacalności to firmy handlowe, nie było za to wśród nich firm produkcyjnych (pomimo panoramy gospodarczej regionu, w której przemysł, m.in. ma niepoślednie miejsce). Śląsk – również w tym województwie najliczniejsze w ubiegłym miesiącu były niewypłacalności firm handlowych (w marcu – 6 z 16), ale ponadto ewidentne były też problemy budownictwa i firm produkcyjnych. Usługi – niewypłacalności w tej branży aktualnie stosunkowo liczne były w woj. łódzkim, mazowieckim, dolnośląskim i małopolskim.Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 3 Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 4 Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 5 Rekordowo wysoka kwartalna liczba niewypłacalności polskich firm 6

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Tylko co dziesiąta polska firma korzysta z chmury. Orange i Google chcą to zmienić

Tylko co dziesiąta polska firma korzysta z chmury. Orange i Google chcą to zmienić 1

Migracja do chmury zapewnia elastyczność, usprawnia pracę i optymalizuje koszty, dlatego na taki krok decyduje się coraz więcej firm. Polski rynek wciąż ma jednak ogromne możliwości rozwoju, bo – jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego – z usług chmurowych korzysta na razie tylko 11,5 proc. rodzimych firm, z czego 1/3 stanowią wciąż te duże. Ten potencjał chce zagospodarować Orange – już teraz własne usługi chmurowe świadczone prze Orange Polska rosną w tempie ok. 30 proc. rocznie. Operator liczy, że ten trend jeszcze przyspieszy dzięki rozszerzonej właśnie współpracy z Google.

– Chmura staje się jednym z najważniejszych elementów transformacji biznesu. Transformacja, którą przechodzi w tej chwili większość firm, sprowadza się do tego, żeby oferować swoim klientom rozwiązania bardziej elastyczne, dostosowane do zmieniających się potrzeb. Zatem firmy, przenosząc swój biznes, swoje dane i przetwarzając je w chmurze, uzyskują przewagę konkurencyjną, nowe możliwości reagowania na bardzo szybko zmieniające się potrzeby klientów w świecie cyfrowym. Ponieważ taka jest potrzeba naszych czasów, spodziewamy się eksplozji chmury i przechodzenia przedsiębiorstw na rozwiązania chmurowe. Dane Instytutu IDC pokazują, że ten wzrost będzie dwukrotny w ciągu nadchodzących 3 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Migracja do chmury jest jednym z kluczowych elementów rozwoju i cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. To także jeden z najgorętszych trendów w IT. Według prognoz Gartnera za kilka lat firmy niewykorzystujące rozwiązań chmurowych będą tak rzadkie jak te, które dziś nie wykorzystują w swojej działalności internetu. W globalnej skali prognozy Gartnera zakładają, że w 2019 roku rynek usług chmury publicznej wzrośnie o 17,3 proc., osiągając wartość 206,2 mld dol. (w porównaniu z 175,8 mld dol. i 21-proc. wzrostem w 2018 roku).

Natomiast w Polsce – jak wynika z raportu PMR „Rynek przetwarzania danych w chmurze w Polsce 2018. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2018–2023” – rośnie on w tempie 5–6-krotnie wyższym niż cały rynek IT. Według prognoz przytaczanych przez Orange do 2022 roku rynek chmury w Polsce podwoi swoją wartość w stosunku do roku 2018 i osiągnie wartość 593,5 mln dol.

– Rozwiązania chmurowe dają biznesowi przede wszystkim elastyczność, pozwalają przenosić swoje dane. Przetwarzanie tych danych odbywa się poza firmą, co pozwala obniżać koszty IT, optymalizować koszty infrastruktury. W przypadku skorzystania z usług jako serwis (model IaaS, Infrastructure as a Service) płaci się tylko za faktycznie wykorzystywaną przestrzeń dyskową – mówi Bożena Leśniewska.

Chmura oznacza dla firm przede wszystkim wygodę, oszczędności i bezpieczeństwo. Usługi Infrastructure as a Service i Platform as a Service oznaczają, że klient otrzymuje własną przestrzeń na serwerze, gdzie instaluje swoje oprogramowanie i nie musi się troszczyć o utrzymanie serwerowni, połączenia sieciowe, bezpieczeństwo fizyczne. Cechą chmury jest rozliczanie kosztów tylko za te zasoby i platformy, z których klient faktycznie korzysta, co z kolei przekłada się na efektywne wykorzystanie budżetów. Firmy korzystają z rozwiązań cloudowych również po to, żeby umożliwić pracownikom zdalny dostęp do poczty czy zasobów plikowych, co z kolei przekłada się na elastyczność i wydajność pracy.

– Jeżeli firmy chcą oferować swoim klientom jakieś usługi w czasie rzeczywistym, to posiadanie i przetwarzanie danych w chmurze daje dużo większe możliwości w tym zakresie. Pozwala reagować w czasie rzeczywistym, tworzyć spersonalizowane oferty i produkty. Biznes szuka obecnie tego rodzaju rozwiązań dla swoich klientów. Chmura stwarza takie możliwości. Nie mówiąc już o takich jej zaletach, jak usprawnianie całego środowiska pracy, uczynienie go lżejszym, bardziej mobilnym – mówi Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Chmura obliczeniowa to technologia obok której biznes nie może przejść obojętnie. Dzisiaj każda firma, która planuje rozwijać się na rynku, potrzebuje nowoczesnych technologii, te z kolei w większości budowane są na platformach cloudowych. Model chmury obliczeniowej otwiera drogę do optymalizacji procesów, a w przypadku wielu daje także możliwość wprowadzenia na rynek nowych rodzajów usług. Właściwie rozwiązania software’owe nie powstają już w takiej tradycyjnej wersji on-premise – wszystko tworzone jest już w oparciu o technologie chmurowe. Umożliwiają one uniezależnienie się od posiadania własnej infrastruktury i co ważne, są w pełni skalowalne. Dlatego każde przedsiębiorstwo, które chce odnieść sukces na rynku, musi dzisiaj podłączyć się do tego wielkiego silnika zarządzającego danymi, i to jest właśnie taka metafora chmury publicznej – dodaje Magdalena Dziewguć, Territory Manager Central Europe, Google Cloud.

Jak wynika z ubiegłorocznych danych GUS, w Polsce rozwiązania chmurowe wykorzystuje 11,5 proc. przedsiębiorstw, z czego jedną trzecią (ok. 37 proc.) stanowią wciąż duże firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników. Większość firm korzysta z usług w chmurze za pomocą serwerów współdzielonych (77,1 proc. firm korzystających z chmury) lub serwerów dedykowanych do ich potrzeb (44,1 proc.). Polskie przedsiębiorstwa decydują się też głównie na podstawowe funkcjonalności, spośród usług oferowanych w chmurze w ubiegłym roku najczęściej kupowane były te związane z udostępnianiem poczty e-mail.

Dla porównania według danych Eurostatu z ubiegłego roku z usług chmurowych korzysta ponad połowa przedsiębiorstw w Finlandii (65 proc.), Szwecji (57 proc.) i Danii (56 proc.), co oznacza, że polski rynek wciąż ma ogromny potencjał rozwoju.

– W Orange oferujemy rozwiązania chmurowe oparte na własnej infrastrukturze, czyli jest to chmura prywatna, i w ostatnich latach obserwujemy dynamiczne, ponad 30-procentowe wzrosty. To potwierdza, że klienci zdecydowanie przeformatowują, zmieniają swoje modele biznesowe, zmieniają sposób korzystania z infrastruktury. Czynią swoje IT „lżejszym”, dzięki czemu uzyskują oszczędności i większą elastyczność w korzystaniu z rozwiązań, które następnie oferują również swoim klientom – mówi Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Usługi oparte na technologiach chmurowych świadczy Integrated Solutions, integrator należący do Orange. W ramach pakietu udostępniania i zarządzania infrastrukturą IT zapewnia podstawowe, klasyczne funkcjonalności infrastruktury. W rozwiązaniach chmury publicznej oferuje ponad sto funkcjonalności, w tym zaawansowane rozwiązania big data, z których mogą korzystać klienci o specjalistycznych potrzebach. Już teraz własne usługi chmurowe świadczone prze Orange Polska rosną w tempie ok. 30 proc. rocznie. Operator liczy, że ten trend jeszcze przyspieszy dzięki nawiązanej właśnie współpracy z Google.

– Partnerstwo Google Cloud i Orange to szansa dla polskich firm. Dzisiaj największym ograniczeniem szybkiej adopcji nowych usług opartych o chmurę jest ich dostępność. Migracja do chmury jest dzisiaj jednym z kluczowych elementów rozwoju i cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. Dlatego będziemy wspierać konsultantów i wdrożeniowców w ich działaniach. Będziemy dzielić się wiedzą i know-how tak, żeby wdrażania usług chmurowych następowały szybciej – mówi Magdalena Dziewguć, Territory Manager Central Europe, Google Cloud.

Partnerstwo z globalnym gigantem technologicznym pozwoli Orange i Integrated Solutions zaoferować firmom rozwiązania, które mogą sprawnie adaptować do swoich potrzeb we wszystkich modelach chmury publicznej, hybrydowej lub prywatnej. Google wesprze też szczególnie ważne dla Orange Polska obszary, jak big data i analiza danych, uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja, internet rzeczy, IoT, M2M, robotyzacja i automatyzacja procesów czy szeroko rozumiany obszar aplikacji internetowych i mobilnych.

Operator zapowiada, że będzie dalej rozwijać segment chmurowy, wprowadzając kompleksowe pakiety end-to-end i dostarczając klientom kompletne rozwiązania, składające się z optymalnego modelu chmury, oprogramowania biznesowego, dopasowanych opcji sieciowych oraz usług związanych z bezpieczeństwem danych i sieci. Przykładem takiego rozwiązania mogą być kompleksowe platformy internetu rzeczy, przygotowywane np. dla logistyki czy samorządów w ramach smart city.

Umowa o strategicznym partnerstwie Orange Polska i Google ogłoszona została podczas Innovation Gardens Summit 2019 w Warszawie. To konferencja technologiczna inspirowana Mobile World Congress w Barcelonie. Do dyskusji o trendach i wyzwaniach w świecie cyfrowej transformacji Orange Polska zaprosił 19 swoich partnerów – kluczowe firmy na rynku technologii. Oprócz Google uczestniczą w nim m.in. Integrated Solutions, Comarch, Ericsson, Nokia, Cisco, ZTE, Huawei, Samsung, Xiaomi, Linux Polska, Arbor, Motorola, Salesforce, Corning, FancyFon. Partnerzy Orange zaprezentowali nowości technologiczne i rozwiązania, które właśnie wkraczają na polski rynek lub wkrótce się na nim pojawią.

Citi rozszerza działalność w Polsce. W nowym centrum bankowości transakcyjnej pracę znajdzie 100 osób

Citi rozszerza działalność w Polsce. W nowym centrum bankowości transakcyjnej pracę znajdzie 100 osób 2

W centrum usług wspólnych Citi Service Center Poland pracuje już przeszło 4 tys. specjalistów. Bank zdecydował właśnie o rozszerzeniu jego zakresu działalności, dodając nowy obszar: TTS Hub, czyli centrum transakcyjno-rozliczeniowe na region Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. W ciągu dwóch lat planuje stworzyć około 100-osobowy zespół, składający się m.in. ze specjalistów w zakresie zarządzania projektami i rozwoju produktów oraz fachowców od nowych technologii, w tym SAP i API. Jak podkreśla szef implementacji bankowości transakcyjnej Citi na region EMEA Mark McAteer – dotychczasowe dobre doświadczenia w Polsce i dostęp do wykwalifikowanej kadry naturalnie przesądziły o wyborze lokalizacji.

– Citi wybrało Warszawę na siedzibę swojego centrum obsługi klienta dla bankowości transakcyjnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mark McAteer, szef implementacji bankowości transakcyjnej Citi na region EMEA.

W Polsce działa już Citi Service Center Poland – centrum usług wspólnych, które rozpoczęło pracę w 2005 roku, zatrudniając na początek 57 pracowników. Teraz w CSC pracuje już ponad 4 tys. pracowników i jest to największy z tego typu zespołów Citi w regionie EMEA. W lokalizacjach w Warszawie i Olsztynie realizowane są wyspecjalizowane usługi dla klientów Citi w 94 krajach Europy, Azji, Afryki, Australii oraz obydwu Ameryk.

Bank postanowił właśnie rozszerzyć swoją obecność Polsce i rozbudować Citi Service Center Poland o nowy obszar: TTS Hub – czyli centrum transakcyjno-rozliczeniowe na region EMEA (Europa, Bliski Wschód i Afryka). Będzie to zarazem pierwsze w Polsce centrum z tą specjalizacją. W ramach TTS Citi prowadzi operacje bankowości transakcyjnej i jest liderem tego sektora. Ma oddziały w ponad 100 krajach i każdego dnia obsługuje transakcje o wartości ponad 4 bln dol.

– Citi już od dawna prowadzi działalność na terenie Polski. Nasze centrum usług wspólnych, które znajduje się tu już od ponad 10 lat, zatrudnia ponad 4 tys. pracowników. Zatem rozszerzenie go o centrum obsługi klienta wydało się dla nas czymś zupełnie naturalnym – mówi Mark McAteer – Mamy bardzo pozytywne doświadczenia związane z prowadzeniem działalności w Polsce, mamy tu dostęp do dużej liczby dobrze wykształconych pracowników, którzy są nastawieni na wykonywanie swojej pracy na wysokim poziomie.

W związku z rozszerzeniem zakresu działalności swojego centrum Citi prowadzi już rekrutację pracowników. W TTS Hub powstaną nowe stanowiska m.in. w zakresie zarządzania projektami, prowadzenia rachunków i opracowywania produktów. W tym momencie w TTS Hub pracuje już 30-osobowy zespół, ale w ciągu dwóch lat liczba zatrudnionych ma już wzrosnąć do setki.

– Część z tych stanowisk zostanie obsadzona pracownikami przeniesionymi z naszego centrum obsługi w Londynie. Pozostałe obejmą nowi pracownicy. Będziemy poszerzać naszą pulę fachowców, zatrudniając specjalistów od nowych technologii, takich jak API – mówi Mark McAteer.

Do TTS Hub Citi poszukuje także w większości pracowników działu obsługi klienta, w tym specjalistów z zakresu zarządzania projektami, opieki nad klientem i rozwoju produktów.

– Pod kątem wymaganych przez nas umiejętności nie szukamy tutaj stricte osób z wykształceniem bankowym. Chcemy jednak przyjąć doświadczonych specjalistów dysponujących, zależnie od pozycji, na którą aplikują, różnymi umiejętnościami, w tym m.in. z zakresu zarządzania projektami, obsługi klienta oraz komunikacji. Na bardziej techniczne stanowiska szukamy znajomości SAP, XML oraz API – mówi Mark McAteer.

Jak podkreśla, Citi to duża, zróżnicowana i globalna organizacja o ugruntowanej pozycji w przeszło 100 krajach, co czyni z niej perspektywiczne miejsce pracy.

– Inwestujemy znaczne środki w technologię i infrastrukturę, a co jeszcze bardziej istotne – także w nasz personel i nowych pracowników. W obszarze bankowości transakcyjnej jest bardzo duża konkurencja. TTS to zdecydowany lider rynku, ale żeby utrzymać naszą przewagę – musimy wdrażać prawdziwe innowacje i ciągle inwestować w prowadzoną działalność. Myślę, że kultura innowacji, którą obserwujemy w Warszawie, przyciąga nową generację pracowników do sekcji obsługi klienta – mówi Mark McAteer, szef implementacji bankowości transakcyjnej Citi na region EMEA.

Citi stawia mocny akcent na politykę różnorodności i wspieranie rozwoju zawodowego kobiet. Wśród 7,8 tys. pracowników Citi w Polsce, dokładnie 51,75 proc., stanowią kobiety. W warszawskim centrum usług biznesowych Citi obsadzają 16 proc. z 1,2 tys. pracowników działów IT, ale organizacja prowadzi działania, które mają podwoić ten odsetek w ciągu najbliższych 2–3 lat. Ponadto w CSC co dziesiąty z ponad 4 tys. pracowników jest obcokrajowcem, a specyfika pracy świadczonej w 27 językach, dla klientów w ponad 90 krajach świata tworzy międzynarodowy klimat. Citi wspiera go m.in. dzięki szerokiej ofercie grup networkingowych i wewnętrznym inicjatywom ukierunkowanym na różnorodność.

Rynek centrów biznesowych w Polsce jest jednym z najszybciej rosnących w całej Europie. Cechuje go zarówno szybki rozwój, jak i regularny wzrost zatrudnienia. Z danych ABSL wynika, że w I kwartale 2018 roku na polskim rynku działało ponad 1,2 tys. centrów usług dla biznesu, zatrudniających 279 tys. osób (ponad 80 proc. pracuje w centrach zagranicznych). Licząc od 2016 roku, całkowity przyrost nowych miejsc sięgnął aż 30 proc. To oznacza, że w ciągu dwóch lat w branży przybyło 65 tys. nowych miejsc pracy. ABSL szacuje, że w optymalnym scenariuszu już na początku przyszłego roku zatrudnienie w centrach usług biznesowych sięgnie 340 tys. osób. W Radzie Strategicznej ABSL – które jest prestiżowym, największym branżowym stowarzyszeniem skupiających inwestorów z tego sektora – od 2017 roku zasiada Iwona Dudzińska, kierująca Citi Service Center Poland.

Działania społeczne przestają być domeną dużych koncernów. Inwestuje w nie coraz więcej małych i średnich polskich firm

Działania społeczne przestają być domeną dużych koncernów. Inwestuje w nie coraz więcej małych i średnich polskich firm 3

Do społecznej odpowiedzialności (CSR) przykłada wagę coraz więcej polskich firm, w tym małych i średnich. Działania takie przekładają się na zaufanie i lojalność klientów, większe zaangażowanie pracowników i lepsze relacje z inwestorami czy dostawcami. Na takie działania postawił ubezpieczyciel Vienna Life. Są one nakierowane przede wszystkim na wsparcie lokalnych społeczności. Firma startuje właśnie z kampanią, która ma zwrócić uwagę na problemy, z jakimi borykają się dzieci oraz opiekunowie świetlic i poradni środowiskowych. 

– Rozwój CSR-u w Polsce od wielu lat postępuje bardzo dynamicznie, powstaje coraz więcej programów z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. Dotyczą one już nie tylko ludzi, lecz także całego otoczenia, środowiska, w którym żyjemy. Bardzo wiele mówi się obecnie m.in. o ekologii. Myślę, że dzięki działaniom CSR-owym jako społeczeństwo będziemy bardziej świadomi, a firmy w pewnym sensie odnajdą w tym sens funkcjonowania na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes f, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group.

Społeczna odpowiedzialność biznesu (ang. corporate social responsibility, CSR) to filozofia prowadzenia biznesu, zgodnie z którą firma bierze odpowiedzialność za wpływ, jaki wywiera na swoich klientów, pracowników, dostawców i środowisko. Zakłada, że przedsiębiorstwo musi znaleźć równowagę pomiędzy zyskiem a pożytkiem społecznym i realizować swoje cele biznesowe z poszanowaniem środowiska i dbałością o relacje z otoczeniem i różnymi grupami społecznymi, zwłaszcza na poziomie lokalnym.

Taka strategia zarządzania ma wiele korzyści, przede wszystkim buduje pozytywny wizerunek firmy w oczach jej pracowników, klientów i potencjalnych inwestorów. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” – 40 proc. firm zrzeszonych w Izbie, które prowadzą działalność na polskim rynku, ma długofalową strategię CSR. Dla 75 proc. z nich motywacją do działań w tym obszarze było wzmocnienie wizerunku organizacji, ale 1/3 wskazała także na chęć pozyskania klientów i ich zaufania oraz zwiększenie zaangażowania pracowników.

– Dzięki działaniom CSR-owym pracownicy są zdecydowanie bardziej zaangażowani, świadomi funkcjonowania firmy na rynku. Tworzą pewien kolektyw, który się wspiera, któremu łatwiej jest stawiać czoła wyzwaniom i dostają background, który daje im pewność siebie, pomaga przejść przez trudne momenty – mówi Paweł Ziemba.

W Polsce CSR jest obecny od kilkunastu lat i wciąż mocno zyskuje na popularności. Początkowo był domeną dużych przedsiębiorstw, koncernów i oddziałów zagranicznych firm, które przejęły dobre praktyki z centrali. W tej chwili coraz więcej działających w Polsce firm – poza realizacją strategii biznesowej – wdraża projekty z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu. W Polsce CSR jest już ideą rozpoznawalną już na tyle, że przestał być mylony z PR-em, a firmy – inaczej niż jeszcze kilkanaście lat temu – nie postrzegają już takich działań jako elementu marketingu.

Trudno o dokładne dane pokazujące skalę zaangażowania polskich firm w działania CSR-owe. Jednak ostatnie raporty Forum Odpowiedzialnego Biznesu pokazują, że z każdym rokiem jest ono coraz większe. Ubiegłoroczna edycja zgromadziła 1 190 projektów z zakresu społecznej odpowiedzialności i zrównoważonego rozwoju (o 330 więcej niż jeszcze w roku poprzednim), realizowanych przez blisko 180 firm, w tym 50 małych i średnich. To pokazuje też, że CSR przestaje być zarezerwowany tylko dla dużych graczy.

– Działalność CSR tworzy świadomość funkcjonowania spółki oraz świadomość funkcjonowania pracowników w spółce. Poza informacjami codziennymi, związanymi z działalnością firmy, zwracamy też uwagę na to, co dzieje się dookoła nas, na potrzeby, wyzwania, przed jakimi stoi dzisiejsze społeczeństwo. Myślę, że każda firma jest również instytucją, która kształtuje nas jako ludzi, bo spędzamy w pracy znacznie więcej czasu niż w domu. I ważne jest, żebyśmy potrafili przeznaczać też trochę czasu na inne sprawy – mówi Paweł Ziemba.

W ramach społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstwa najczęściej angażują się w projekty dotyczące edukacji, ochrony środowiska, wspierania lokalnych społeczności czy rozwoju swoich pracowników. Działania CSR-owe Vienna Life są nakierowane między innymi na wsparcie lokalnych społeczności.

– CSR stanowi istotną część naszego funkcjonowania na rynku. Jesteśmy towarzystwem ubezpieczeniowym, pracujemy z indywidualnymi klientami na co dzień, podnosimy świadomość. Tym bardziej istotne jest dla nas to, żeby prezentować pewne postawy, takie jak empatia, umiejętność wsłuchania się w czyjeś potrzeby, umiejętność rozumienia ludzi. I taką właśnie funkcję również przypisujemy działaniom CSR-owym – mówi Paweł Ziemba, prezes Vienna Life – Od wielu lat firma wspiera różnego rodzaju działania skierowane do środowiska społecznego. Współpracujemy m.in. z domem dziecka, wspierając zarówno dzieci, jak i wychowawców, organizując różnego rodzaju wyjazdy.

– Chcemy dać coś od siebie społecznościom, w których funkcjonujemy. Organizujemy m.in. obozy letnie dla dzieci. W ramach tej inicjatywy każdego lata zapraszamy do Austrii 500 dzieci z 25 różnych krajów, które uczestniczą w obozach, wspólnie się bawią i zbierają doświadczenia. Angażujemy je również w działania społeczne. Do przykładów należą wizyty w domach spokojnej starości, w których uczestnicy obozów dają pokazy taneczne, organizują przedstawienia lub innego rodzaju działania dla osób starszych. Dzieciaki to uwielbiają, dlatego w bieżącym roku obóz zostanie zorganizowany już po raz dziesiąty – mówi Barbara Grötschnig, kierownik ds. sponsoringu Vienna Insurance Group.

Jedną ze sztandarowych inicjatyw jest też  „Dzień Aktywności Społecznej”, w ramach którego pracownik może przeznaczyć jeden dzień roboczy na dowolną działalność realizowaną na zasadzie wolontariatu. W 2017 roku w projekcie wzięło udział w sumie ponad 5 tys. pracowników grupy.

– Wszystkie te działania są dla nas istotne, ale najważniejsze jest okazywanie szacunku naszym partnerom społecznym i promowanie społeczności opartych na zasadach uczciwości i sprawiedliwości we wszystkich krajach, w których działamy – podkreśla Barbara Grötschnig.

W Polsce od ubiegłego roku Vienna Life współpracuje z Powiślańską Fundacją Społeczną, która wspiera rodziny z trudną sytuacją materialną i życiową z warszawskiego Śródmieścia. Pracownicy firmy dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem z podopiecznymi fundacji w ramach warsztatów w świetlicach, organizowanych dla dzieci i młodzieży. W ubiegłym roku brali też udział w licznych akcjach mających na celu wsparcie fundacji i jej podopiecznych. Wolontariusze pomagają m.in. w pracach porządkowych czy działaniach promocyjno-marketingowych. W 2018 roku w działania na rzecz wsparcia Powiślańskiej Fundacji Społecznej zaangażowało się prawie 30 proc. wszystkich pracowników Vienna Life.

– Fundację wspieramy od roku i jest to przedsięwzięcie bardzo ważne, ponieważ angażuje dużą część pracowników. Nie tylko finansowo, ale przede wszystkim poprzez bezpośrednie zaangażowanie, prowadzenie warsztatów, spotkania, różnego rodzaju zbiórki czy rozmowy z dziećmi – mówi Paweł Ziemba, prezes zarządu Vienna Life TU na Życie.

– Firma nagradza pracowników, którzy działają w ramach wolontariatu. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy szereg projektów wspierających fundację i jej podopiecznych. Zamierzamy dalej planować takie inicjatywy, które jak najlepiej odpowiadają ich potrzebom, warsztaty, zajęcia integracyjne, pomoc w odrabianiu zajęć domowych czy też wsparcie finansowe albo zbiórki pieniędzy na wakacyjny wypoczynek dla dzieciaków – dodaje Agnieszka Książek, dyrektor ds. marketingu, Vienna Life TU na Życie – Razem z fundacją przygotowaliśmy także kampanię społeczną pod hasłem „Zauważaj”. Dzięki temu przesłaniu chcemy zwrócić uwagę na to, jak ważna jest każda pomoc na rzecz fundacji i jej podopiecznych, żeby dzieci miały zapewnione ciepłe posiłki, godne miejsce do zabawy, do nauki i wypoczynku. Zatrzymajmy się na chwilę i zauważmy problemy społeczności lokalnej.

Głównym celem kampanii „Zauważaj” jest zwrócenie uwagi na problemy, z jakimi borykają się dzieci oraz opiekunowie świetlic i poradni, oraz podkreślenie jak ważna jest pomoc i zaangażowanie innych. Akcja ma też zaakcentować to, że każde dziecko powinno mieć prawo do miłości, uwagi i poczucia bezpieczeństwa. Główny element kampanii to film przygotowany wspólnie z Powiślańską Fundacją Społeczną, którego premiera odbyła się na początku kwietnia. Produkcja w założeniu ma pokazać, na czym polega działalność fundacji, z jakimi wyzwaniami mierzą się pracownicy i jakiej pomocy potrzebują.

Autonomiczne mikropojazdy elektryczne to przyszłość komunikacji w miastach. Już za kilka lat w polskich miastach mogą się pojawić pierwsze takie rozwiązania

Autonomiczne mikropojazdy elektryczne to przyszłość komunikacji w miastach. Już za kilka lat w polskich miastach mogą się pojawić pierwsze takie rozwiązania 4

Już teraz średnio co tydzień do miast przeprowadza się 1,5 mln ludzi. W 2040 roku nawet 65 proc. populacji będzie mieszkało w miastach o ograniczonej przepustowości, ze zbyt małą liczbą miejsc parkingowych. Przyszłością transportu będzie mikromobilność. To nie tylko odpowiednie pojazdy, lecz także opracowanie całego systemu komunikacji opartego na lekkich pojazdach zasilanych prądem. Dlatego SEAT stawia na strategię dotyczącą miejskiej mikromobilności i elektryczności. – Chcemy zmienić sposób mobilności w miastach i być liderem tej rewolucji – zapowiada Jakub Góralczyk, PR manager SEAT i CUPRA.

– Każdego roku ludzi na świecie jest 83 mln więcej. Każdego tygodnia ponad 1,5 mln ludzi przenosi się do miast. Coraz więcej estymacji socjologicznych mówi też o tym, że w 2040 roku będziemy mieli 43 megamiasta, czyli takie megapolis o ludności powyżej 10 mln. Na razie jest to 31 takich ośrodków, czyli o 12 mniej. W 2040 roku już 65 proc. ludności całego świata będzie zamieszkiwała miasta. Dlatego też tak bardzo ważne jest odciążenie ruchu w miastach i przede wszystkim skupienie się na właśnie tym aspekcie mobilności elektrycznej, która jest bardziej przyjazna środowisku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Góralczyk, PR manager SEAT i CUPRA.

Z danych ONZ wynika, że obecnie na świecie jest ponad 30 miast, w których mieszka powyżej 10 mln osób. Już w 2030 roku miast z liczbą mieszkańców powyżej 10 mln będzie 41 i 63 miasta z liczbą mieszkańców 5–10 milionów. Miast z przedziału 1–5 mln osób będzie zaś 558. Obecnie w miastach o zaludnieniu 10 mln lub więcej mieszka ponad 500 mln osób. W 2030 r. będzie to już 730 mln. Coraz większa liczba metropolii i ich mieszkańców sprawia, że konieczne staje się poszukiwanie alternatywnych form transportu. Zwłaszcza że największe miasta już teraz mają ograniczoną przepustowość, a bolączką jest też zbyt mała liczba miejsc parkingowych.

– Bardzo ciasna zabudowa w większości przypadków uniemożliwia rozszerzanie dróg. Dlatego też miasta szukają innych sposobów na mobilność. Już niedługo, bo to już jest kwestia najbliższej przyszłości, będziemy w stanie skorzystać z aplikacji, takiego naszego personalnego doradcy transportowego, który nam podpowie, że np. jadąc z punktu A poza miastem do punktu B w mieście efektywnie jest przedostać się np. do parkingu poza miastem samochodem, tam wziąć elektryczną hulajnogę, wsiąść w metro, na odpowiedniej stacji przesiąść się na elektryczną hulajnogę czy skorzystać z mikrosamochodu na platformie carsharingowej i przedostać się do punktu B – tłumaczy Jakub Góralczyk.

Przyszłością jest nie tylko mikromobilność, lecz także pojazdy zasilane prądem. Według badań McKinsey Center for Future Mobility około 60 proc. podróży samochodami na całym świecie to przejazdy na dystansie mniejszym niż 8 kilometrów. Dlatego rozwiązaniem przy ograniczonej przepustowości może być carsharing. W połączeniu z systemem komunikacji miejskiej może nie tylko przyspieszyć przejazdy, lecz także ograniczyć szkodliwy wpływ transportu na środowisko. Już teraz dane pokazują, że carsharing i kicksharing, czyli współdzielone mikromobilne platformy, np. hulajnogi, stają się coraz popularniejsze.

– To także bardzo pozytywne aspekty bezpieczeństwa, bo jednak ta prędkość jest troszeczkę inna, ruchu jest mniej, więc też to bezpieczeństwo wzrasta w centrum miasta. E-mobilność to są bardzo ciche pojazdy, więc centra miast automatycznie stają się bardzo ciche i komfortowe, a my jesteśmy w stanie szybko i efektywnie przedostać się do odpowiedniej lokalizacji, nie stojąc w korkach, nie szukając przez długi czas miejsca do zaparkowania, ten komfort podróży jest nieporównywalnie większy – przekonuje ekspert.

SEAT rozwija strategię mikro- i elektromobilności. W 2020 roku na rynek ma trafić sześć modeli z alternatywnym napędem – hybryd i samochodów elektrycznych. Model el-Born to pierwszy w pełni elektryczny pojazd, który łączy w sobie kluczowe rozwiązania przyszłości, jak napęd elektryczny, system autonomicznej jazdy, potrzeby shared mobility oraz łączność z siecią. Hybrydowy Formentor to z kolei pierwszy autorski samochód Cupry, a Minimó to pierwszy pojazd w portfolio SEAT-a, który wpisuje się w ideę mikromobilności.

– Będziemy dla Grupy Volkswagen liderem, jeżeli chodzi o wprowadzenie w mikromobilność. Będziemy też pracować nad nową platformą, tzw. mniejszą platformą MEB, przeznaczoną dla miejskich samochodów elektrycznych – zapowiada Jakub Góralczyk. – Chcemy absolutnie zmienić oblicze mobilności w miastach, wprowadzić rewolucję i być jej liderem. Widzimy naszą sprawczość, nie tylko odpowiadamy na wyzwania przyszłości, lecz także ją kreujemy.

W edukacji finansowej dzieci są ogromne luki. Potrafią korzystać z nowych technologii, ale nie rozumieją pojęcia pieniądza

W edukacji finansowej dzieci są ogromne luki. Potrafią korzystać z nowych technologii, ale nie rozumieją pojęcia pieniądza 5

Dzieci na co dzień nas obserwują i naśladują, dlatego jeśli chcemy nauczyć dziecko oszczędzania, sami powinniśmy oszczędzać. Jeżeli chcemy, żeby nasze dzieci podejmowały racjonalne decyzje zakupowe, sami nie powinniśmy ulegać zachciankom – mówi Paulina Wołosz-Sitarek, członek zarządu Fundacji Banku Millennium. Jak podkreśla, w edukacji finansowej najmłodszych są duże luki, a przysłowiowe trzy grosze dokładają rodzice, którzy popełniają przy tym wiele błędów, m.in. w ogóle nie rozmawiają z dziećmi o pieniądzach i nie uczą oszczędzania.

– Wiele badań wskazuje na lukę w wiedzy finansowej dzieci i młodzieży. Generalnie również wiedza całego naszego społeczeństwa na temat finansów jest bardzo niska. I trudno się dziwić, bo nikt nas zarządzania pieniędzmi nie uczy. Badania pokazują, że dzieci w wieku przedszkolnym w zasadzie nie wiedzą, skąd biorą się pieniądze, nie kojarzą posiadania pieniędzy z pracą. Zakupy traktują bardziej jako rytuał i nie rozumieją, że jest to wymiana towaru na pieniądz. Nie rozumieją też wartości pieniądza. Choć ogólny poziom kompetencji dzieci wzrasta, dzieci bardzo chętnie korzystają z nowinek technologicznych i nawet 3-latek potrafi obsłużyć smartfon, nie idzie to w parze z wiedzą finansową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paulina Wołosz-Sitarek, członek zarządu Fundacji Banku Millennium.

Zarządzanie pieniędzmi to jedna z podstawowych, życiowych umiejętności. Im wcześniej dzieci zaczynają rozumieć podstawy świata finansów, tym sprawniej będą się poruszać w nim jako dorośli. Tymczasem w edukacji finansowej dzieci i młodzieży są duże luki. Przedszkolaki w ogóle nie rozumieją pojęcia pieniądza, dzieci dość powszechnie sądzą też, że pieniądze biorą się z bankomatu, nie wiążąc ich pochodzenia z pracą. Tym samym nie rozumieją, że trzeba na nie zapracować.

– Dorośli popełniają trzy główne błędy w edukacji finansowej swoich dzieci. Po pierwsze, nie rozmawiają z nimi o finansach w ogóle. Po drugie, nie wykorzystują naturalnych okazji, bo np. codzienne zakupy, planowanie budżetu domowego, opłacanie rachunków za prąd, gaz czy wodę może być dobrym momentem, żeby wprowadzić dziecko w sprawy finansowe, nauczyć je przedsiębiorczości. Polacy również niechętnie dają dzieciom kieszonkowe. Z badań wynika, że tylko 60 proc. dzieci w wieku szkolnym dostaje je regularnie. Przez to trudno jest nauczyć dzieci zarządzania pieniędzmi, jeśli one nie mają swoich pieniędzy. Trzecim największym błędem rodziców jest to, że nie uczymy dzieci oszczędzania – a to jest najważniejszy nawyk, który powinniśmy w nich wyrobić – mówi Paulina Wołosz-Sitarek.

Jak podkreśla, dobrym momentem na rozpoczęcie edukacji finansowej jest już przedszkole. Na tym etapie trzeba zacząć rozmawiać z dzieckiem o pieniądzach, wprowadzać podstawowe pojęcia, wykorzystywać naturalną dla przedszkolaków ciekawość, dociekliwość i chęć poszukiwania odpowiedzi na trudne pytania. Przede wszystkim trzeba wzbudzić w dziecku świadomość, że pieniądze nie rosną na drzewach, a każda, nawet najmniejsza rzecz, ma swoją wartość. Można zacząć od wytłumaczenia dziecku, dlaczego za jedną monetę nie można kupić wszystkiego, a pieniędzy z bankomatu nie można wyjmować bez końca.

– Warto z dziećmi rozmawiać i wykorzystywać codziennie sytuację do tego, żeby wprowadzać dzieci w świat finansów. Bezwzględnie już od najmłodszych lat trzeba pokazywać, że życie kosztuje, że płacimy za wodę, za gaz, za prąd. Dlatego warto zachęcać dzieci np. żeby gasiły światło, kiedy wychodzą na dłużej z pokoju albo zakręcały wodę w kranie, kiedy myją zęby – mówi Paulina Wołosz-Sitarek.

Od najmłodszych lat warto też dawać dzieciom własne, drobne pieniądze, żeby mogły gospodarować swoim budżetem, podejmować decyzje i uczyć się na błędach. Nie muszą to być duże kwoty, na początek wystarczy złotówka bądź dwie. Przedszkolak może na nie zapracować np. sprzątając zabawki lub zanosząc coś na miejsce. Dzieci, które dostają kieszonkowe i zdobywają własne doświadczenia z gospodarowaniem pieniędzmi, szybciej przyswajają pojęcia ekonomiczne.

Do nauki oszczędzania dobrą pomocą naukową jest z kolei z pewnością skarbonka, którą można zrobić samodzielnie, z puszki, pudełka lub słoika. Najlepiej, gdyby jej ścianki były przeźroczyste – wtedy dziecko będzie obserwować rosnące oszczędności i tym chętniej odkładać otrzymane od rodziny pieniądze.

– Trzeba pamiętać, że dzieci uczą się poprzez obserwację. One na co dzień nas obserwują i naśladują, dlatego jeśli chcemy nauczyć dziecko oszczędzania, sami powinniśmy oszczędzać. Jeżeli chcemy, żeby nasze dzieci podejmowały racjonalne decyzje zakupowe, sami nie powinniśmy ulegać zachciankom – mówi Paulina Wołosz-Sitarek – Warto też wykorzystać naturalną potrzebę dziecka do eksperymentowania i proponować zabawy, przez które będziemy uczyć dzieci obchodzenia się z pieniędzmi. Dobrym pomysłem jest wspólna zabawa w sklep, w trakcie której można nauczyć dziecko wartości pieniądza.

W odpowiedzi na luki w edukacji finansowej najmłodszych Fundacja Banku Millenium uruchomiła też projekt Finansowy Elementarz, cykl bezpłatnych warsztatów w przedszkolach w całej Polsce.

– Aby dotrzeć do kilkuletniego, bardzo wymagającego odbiorcy, powołaliśmy do życia dziecięcych bohaterów: psa Sebastiana i młodocianych przyjaciół, którzy wypełnili serię książeczek swoimi przygodami. Przeżywając różne przygody, wprowadzają dzieci w skomplikowany świat finansów, uczą, czym jest pieniądz, skąd się biorą pieniądze, do czego służy karta kredytowa, jak wyglądają banknoty i monety – mówi Paulina Wołosz-Sitarek.

Do tej pory w ramach projektu Finansowy Elementarz zostało przeprowadzonych 1,3 tys. warsztatów z edukacji finansowej w 400 przedszkolach w całej Polsce. W zajęciach wzięło dotąd udział już 33 tys. dzieci.

– Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że takie projekty nie wypełnią luki edukacyjnej, ale stanowią na pewno pierwszy krok do tego, aby wychować nasze dzieci na dojrzałych i odpowiedzialnych dorosłych. Projekt jest zauważany i doceniany. Między innymi otrzymaliśmy pierwszą nagrodę w konkursie „Złoty Bankier” w kategorii „Bank wrażliwy społecznie”. To pokazuje, że naszą misję, jaką jest edukacja finansowa najmłodszych, realizujemy z powodzeniem – mówi Paulina Wołosz-Sitarek, członek zarządu Fundacji Banku Millennium.

Już wkrótce rośliny będą mogły bez przeszkód rosnąć w Kosmosie. Kolonizacja innych planet staje się coraz bardziej realna

Już wkrótce rośliny będą mogły bez przeszkód rosnąć w Kosmosie. Kolonizacja innych planet staje się coraz bardziej realna 6

Wegetacja roślin w Kosmosie jest możliwa. W przestrzeni kosmicznej wyrósł i zakwitł kwiat, a amerykańskim astronautom udało się wyhodować pszenicę. Niedawno Chińczycy wyhodowali pierwszą biologiczną materię na Księżycu. Dopracowanie możliwości wzrostu roślin otworzy drogę do dalszej eksploracji Kosmosu i wypraw na Marsa, bez tego wyprawy byłyby zależne od dostaw z Ziemi. Naukowcy chcą się w szczególności przyjrzeć skutkom wpływu stanu nieważkości i promieniowania kosmicznego na komórki roślinne. Trwają też prace nad technologią regeneracyjną do wspomagania życia w przestrzeni kosmicznej.

Możliwość wzrostu roślin w Kosmosie to konieczny warunek, by możliwe były podróże i dalsza eksploracja Kosmosu. Pierwsze sukcesy już są. Na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej hodowla roślin jest już możliwa. Dzięki komorze badawczej na ISS udało się już wyhodować pszenicę. W komorze można uprawiać nie tylko pojedyncze małe rośliny, lecz także badać pełen cykl uprawowy. Tym samym z jednego nasiona może już wkrótce udać się stworzyć całą plantację. Uprawa roślin w Kosmosie niesie jednak ze sobą wiele wyzwań, a badania mogłyby potrwać dziesiątki lat. Dzięki wolontariuszom i programowi AstroPlant ten proces można znacznie przyspieszyć.

– AstroPlant to zestaw pozwalający na uprawę warzyw w sztucznych warunkach. W ten sposób zyskujemy sporo danych dotyczących tego, w jaki sposób rośliny rosną i dojrzewają, a na podstawie zgromadzonych informacji jesteśmy w stanie opracować protokoły uprawy, które wskazują najlepsze warunki dla wzrostu roślin. Dane te są przekazywane do ESA w celu dostarczenia naukowcom informacji na temat tego, jak stworzyć zamknięte systemy podtrzymywania życia – mówi agencji Newseria Innowacje Sebastian Veldman z Mobgen.

W oparciu o specjalną metodę, opracowaną w laboratoriach Orbital Technologies Corp, w kosmosie udało się wyhodować już kwiat czy sałatę. Chińska Agencja Kosmiczna (CLEP) wyhodowała niedawno na Księżycu pierwszą biologiczną materię. Eksperyment chińskiej załogi kosmicznej obejmował nasiona ziemniaków, pomidorów, a także jaja jedwabników. Systemy środowiskowe utrzymywały pojemnik w warunkach zbliżonych do ziemskich, z wyjątkiem niskiej grawitacji księżycowej. Gdyby jaja wylęgły się, larwy wytworzyłyby dwutlenek węgla, a kiełkujące rośliny tlen przez fotosyntezę. Ostatecznie hodowla obumarła, ale pierwsze dni pokazały, że rośliny mogą rosnąć nie tylko na stacjach kosmicznych, lecz także w Kosmosie.

AstroPlant pozwala ocenić, jakie warunki muszą być koniecznie spełnione, aby rośliny mogły rosnąć i czym zastąpić ziemskie warunki. Dzięki pracy wolontariuszy i trwającym projektom informacje przekazywane są bezpośrednio do NASA.

– Mobgen włączyło się do projektu, ponieważ wykorzystywana w urządzeniu tablica z wynikami badań nie dostarczała wszystkich niezbędnych informacji. Wykorzystując nasze doświadczenie, zaczęliśmy pracować nad prototypem, który pozwala tworzyć unikalne cyfrowe doświadczenie hodowli roślin, zachęcające do podejmowania wielu różnych wyzwań czy misji w ramach prowadzonych badań oraz porównywania swoich wyników z wynikami uzyskanymi przez inne osoby zaangażowane w ten projekt – mówi ekspert.

Uzyskanie potrzebnych danych zajęłoby lata, ponieważ naukowcy musieliby sami hodować każdą roślinę. Korzystanie z takiej inicjatywy obywatelskiej nauki ma ogromny potencjał. Dzięki specjalnej aplikacji opracowanej przez Mobgen praca wolontariuszy przebiega sprawniej.

– Urządzenie to jest prototypem i nie zostało jeszcze udostępnione. Naszym celem jest pozyskanie wiedzy na temat uprawy warzyw i dostarczenie jej naukowcom, by promować eksplorację przestrzeni kosmicznej – wskazuje Sebastian Veldman.

Według prognoz Research and Markets globalny rynek technologii kosmicznych w 2026 r. osiągnie wartość 560 mld dol.

Sieć 5G pozwala na uzyskanie superszybkiego internetu w pociągach jadących z prędkością nawet 250 km/h. Przyczyni się też do rozwoju samochodów autonomicznych

Sieć 5G pozwala na uzyskanie superszybkiego internetu w pociągach jadących z prędkością nawet 250 km/h. Przyczyni się też do rozwoju samochodów autonomicznych 7

Wdrożenie sieci 5G w transporcie zapewni opóźnienia w odbieraniu sygnałów nieprzekraczające 10 milisekund. Oznacza to przede wszystkim gigantyczną poprawę bezpieczeństwa samochodów autonomicznych, które informacje z drogi i otoczenia będą mogły otrzymywać w czasie rzeczywistym. Superszybka sieć sprawdzi się również w innych rodzajach transportu. Wdrożenie jej w pociągach znacznie poprawi komfort podróżnych i ułatwi zarządzanie siecią kolejową.

Obecnie technologię 5G testuje się w wielu rodzajach zastosowań. Jednym z nich jest transport, gdzie główną barierą w dostępie do internetu jest przede wszystkim prędkość, z jaką poruszają się pojazdy takie jak pociągi. Rozwiązania z zakresu superszybkiej sieci testowane są przez AutoAir, grupę przedsiębiorstw finansową przez brytyjski rząd. Konsorcjum skutecznie przeprowadziło testy sieci 5G w jadącym z prędkością ponad 250 kilometrów na godzinę samochodzie.

– Na dachu samochodu marki McLaren umieściliśmy antenę, dzięki której pojazd pędzący z prędkością 250 km/h jest podłączony do bezprzewodowej sieci. W testach uzyskaliśmy już przepustowości rzędu 1 Gb/s. Nasze rozwiązanie nie jest przeznaczone wyłącznie dla samochodów. Przewidujemy raczej jego zastosowanie w pociągach, jednak jego testowanie w pociągach nastręcza wiele trudności, ponieważ trudno jest uzyskać dostęp do linii kolejowych. Z tego względu rozwiązania testujemy na szybkich samochodach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Peter Claydon z firmy Airspan Networks.

Technologia 5G może zrewolucjonizować transport zarówno samochodowy, jak i publiczny. Dostęp do superszybkiej sieci może znacząco poprawić komfort podróżowania koleją.

Na początku roku FirstGroup i Blu Wireless ogłosiły projekt mający na celu znaczne podniesienie jakości łączności w brytyjskich pociągach, dzięki pionierskiemu wykorzystaniu technologii 5G na kolei. Nowa technologia umożliwi niezawodne przesyłanie strumieniowe, szybkie przeglądanie i łączność z aplikacjami w chmurze, takimi jak Office 365. Twórcy projektu opracowali opłacalne ekonomicznie, kompleksowe rozwiązanie 5G, które może przetwarzać wolumeny danych 100 razy większe niż obecnie jest to możliwe dzięki technologii 4G. W praktyce oznacza to, że ​​klientom łatwiej będzie uzyskać spójne i szybkie połączenie Wi-Fi w pociągu.

Nowy standard pozwala osiągnąć opóźnienia w wysyłaniu sygnałów sięgające 10 milisekund, które w przypadku LTE wynoszą co najmniej 26 ms. Krótsze opóźnienie oznacza szybszą reakcję w przypadku wystąpienia zagrożenia. Szybkość i niezawodność przesyłania danych będzie więc kluczowym elementem w budowaniu bezpieczeństwa ruchu z udziałem samochodów autonomicznych. By jednak w pełni skorzystać z nowej technologii, niezbędna jest odpowiednia infrastruktura na drogach.

– Tradycyjne wdrożenie sieci wiąże się z postawieniem dużego masztu, który gwarantuje przepustowość sieci w zakresie od 1 do 5 gigabitów na sekundę, do której dostęp mogą mieć tysiące samochodów. My pracowaliśmy nad nowym modelem, który przewiduje rozstawienie niewielkich stacji bazowych wzdłuż dróg co 400–500 metrów. Przy założeniu, że każda stacja ma przepustowość 1–5 Gb/s, ich zasięg pozwoliłby objąć od 10 do 100 samochodów, które dzięki temu miałyby dostęp do sieci o świetnych parametrach – tłumaczy Peter Claydon.

Dostęp do superszybkiej sieci może być kluczowe przede wszystkim dla upowszechnienia się pojazdów autonomicznych.

– Opracowywany przez nas system sprawdziłby się doskonale przy monitorowaniu pojazdów autonomicznych. Parametry te byłyby wystarczające do śledzenia zdarzeń drogowych, umożliwiając rejestrowanie i dokumentowanie wszelkich zajść – przekonuje Peter Claydon.

Według analityków z MarketsandMarkets wartość rynku usług 5G będzie sięgała w 2020 roku kwoty niemal 54 mld dol. W najbliższych latach ma rosnąć w tempie 18 proc. średniorocznie, by osiągnąć w 2025 r. wartość ponad 123 mld dol.

RODO a rejestracji wejść i wyjść

Podmioty, które weryfikują tożsamość oraz utrwalają dane osób wchodzących do budynku, są zobowiązane do spełnienia obowiązku informacyjnego wynikającego z art. 13 RODO. Utrwalanie danych w ewidencji wejść i wyjść nie zawsze musi mieć miejsce, jeżeli jednak ma następować, to przetwarzanie danych osobowych w tym celu musi odpowiadać wymogom określonym w przepisach o ochronie danych osobowych.

Do Prezesa UODO napływają informacje o tym, że od osób wchodzących na teren firm prywatnych czy instytucji publicznych wymaga się podawania danych osobowych, nie realizując przy tym jednego z podstawowych obowiązków administratora, jakim jest informowanie osób o przetwarzaniu dotyczących ich danych. Tymczasem w takich sytuacjach osoby te powinny zostać poinformowane już na etapie gromadzenia danych m.in.:

  • kto przetwarza ich dane osobowe (art. 13 ust. 1 lit. a RODO)
  • w jakim celu i na jakiej podstawie prawnej to robi (art. 13 ust. 1 lit. c RODO)
  • kim są odbiorcy danych osobowych (art. 13 ust. 1 lit. e RODO)
  • jaki jest okres przechowywania danych osobowych (art. 13 ust. 2 lit. a RODO)
  • o prawie dostępu do danych (art. 13 ust. 2 lit. b RODO)
  • o prawie do sprostowania danych (art. 13 ust. 2 lit. b RODO)
  • o prawie do usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych (art. 13 ust. 2 lit. b RODO)
  • o prawie do wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania danych (art. 13 ust. 2 lit. b RODO)
  • o prawie do wniesienia skargi do UODO (art. 13 ust. 2 lit. d RODO).

Informacja dotycząca spełnienia przez administratora obowiązku informacyjnego wobec osoby wchodzącej na teren budynku musi być czytelna i znajdować się w miejscu odbierania danych, tak żeby osoba mogła się bez problemu z nią zapoznać np. na kontuarze recepcyjnym lub tablicy umieszczonej tuż nad nim.

Prowadzenie ewidencji wejść i wyjść w celu np. zapewnienia bezpieczeństwa osób przebywających w budynku lub znajdującego się w budynku mienia może dotyczyć wielu administratorów, realizujących to zadanie na podstawie różnych przepisów prawa. W określonych przypadkach, przetwarzanie danych może być niezbędne w celu wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym lub w ramach sprawowania władzy publicznej powierzonej administratorowi (art. 6 ust. 1 lit. e RODO). Przykładem zadań, o których mowa w tej przesłance są zadania określone w ustawie o zasadach zarządzania mieniem państwowym, gdzie dla zapewnienia bezpieczeństwa mienia możliwe jest stosowanie zabezpieczeń na terenie nieruchomości i w obiektach budowlanych stanowiących mienie państwowe (art. 5a ustawy o zasadach zarządzania mieniem państwowym). Innym przykładem może być ogólny  obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w szkole (art. 1 pkt 14 ustawy prawo oświatowe), który wskazuje, iż system oświaty zapewnia utrzymywanie bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki w szkołach i placówkach. W innych przypadkach, przetwarzanie danych może być niezbędne do wypełnienia obowiązku prawnego ciążącego na administratorze (art. 6 ust. 1 lit. c RODO) np. obowiązku wynikającego z przepisów ustawy o ochronie informacji niejawnych w zakresie kontroli wejść i wyjść do/z określonych stref ochronnych (art. 46 pkt 1 ustawy o ochronie informacji niejawnych). Przepisy ustawy o ochronie osób i mienia dają podstawę pracownikom ochrony do przetwarzania danych osób wchodzących do budynku czy na teren przedsiębiorcy (art. 36 ust. 1 ustawy o ochronie osób i mienia). Przesłanką przetwarzania danych osobowych w ewidencji wejść i wyjść może być także  prawnie uzasadniony interes administratora (art. 6 ust. 1 lit. f RODO).

Wprowadzenie ewidencji wejść i wyjść rodzi również po stronie administratora szereg innych obowiązków wynikających z przepisów o ochronie danych osobowych. Administrator musi wypracować wewnętrzne procedury, w których precyzyjnie określi, w jaki sposób będzie on gromadzić, a następnie w jaki sposób i jak długo  – przechowywać dane osobowe w związku z przedmiotową ewidencją. Starannego przemyślenia wymaga również ustalenie, w jaki sposób dokonywana będzie weryfikacja tożsamości danej osoby, która zamierza wejść do określonej przestrzeni. Administrator zobowiązany jest precyzyjnie określić zakres danych osobowych i przetwarzać jedynie takie dane, które są niezbędne do osiągnięcia zamierzonego celu (zasada „minimalizacji danych”, art. 5 ust. 1 lit. c RODO). Pozyskiwanie danych osobowych przez zarządców czy właścicieli budynków, będzie działaniem dopuszczalnym, jeżeli będzie ograniczone do niezbędnych danych, tj. obejmujących imię, nazwisko oraz numer dokumentu tożsamości wraz z jego nazwą.

Administrator powinien każdorazowo pamiętać o tzw. zasadzie „ograniczenia przechowywania”, czyli gromadzeniu danych przez okres nie dłuższy, niż jest to niezbędne do celów, w których dane te są zebrane (art. 5 ust. 1 lit. e RODO). Innymi słowy, w sytuacji zrealizowania przez administratora zamierzonego celu, dane powinny zostać usunięte.

Niezmiernie istotne jest również zagwarantowanie odpowiedniego zabezpieczenia danych osobowych zawartych w ewidencji, w tym przed dostępem osób nieupoważnionych przez administratora. Administrator lub podmiot przetwarzający zobowiązany jest bowiem – uwzględniając stan wiedzy technicznej, koszt wdrażania oraz charakter, zakres, kontekst i cele przetwarzania oraz ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych o różnym prawdopodobieństwie wystąpienia i wadze zagrożenia – wdrożyć i zapewnić skuteczne funkcjonowanie odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych, aby zapewnić stopień bezpieczeństwa danym osobowym (art. 24 i art. 32 ust. 1 RODO). Innymi słowy administrator ma  obowiązek zorganizowania bezpieczeństwa procesu przetwarzania danych osobowych, w sposób odpowiadający obowiązującym przepisom w zakresie przetwarzania danych osobowych i  dokonania tego w taki sposób, który odpowiadał będzie zagrożeniom oraz kategoriom przetwarzanych danych.

Deficyt największy od 7 lat i będzie się powiększać

Dane NBP o bilansie płatniczym za luty pokazują niebezpieczną tendencję. Rośnie wyraźnie deficyt w obrotach handlowych Polski z zagranicą. Może to oznaczać, że krajowa gospodarka przestaje być konkurencyjna na rynku globalnym. Powód? Zbyt szybki wzrost konsumpcji zagranicznych dóbr — pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Tylko w lutym br. deficyt w obrotach towarowych Polski z zagranicą osiągnął 1,3 mld euro (5,7 mld  mld zł) według danych NBP. Była to największa przewaga importu nad eksportem od grudnia 2011 r., czyli od ponad siedmiu lat. Czasami na przełomie roku zmiany w handlu zagranicznym mają dość chaotyczny przebieg i jednorazowe wahania nie muszą być wyrazem zagrożenia. Teraz jednak wiele wskazuje, że mamy  po prostu do czynienia negatywnym długoterminowym trendem.

25 mld zł pod kreską

Rosnący szybciej od eksportu import pokazuje, że Polska może stracić konkurencyjność. Jeszcze pod koniec 2017 r. za okres 12 miesięcy (od grudnia 2016 r. do listopada 2017 r.) miała nadwyżkę w obrotach towarowych na poziomie ponad 10 mld zł. Teraz dane skumulowane za ostatnie 12 miesięcy (od marca 2018 r. do lutego 2019 r.) pokazują deficyt na poziomie 25 mld zł według wyliczeń NBP. To najwięcej od 6 lat.

Mniejszy problem, jeżeli wzrost importu stanowią przede wszystkim dobra inwestycyjne. Tak jednak prawdopodobnie nie jest. Według danych GUS i klasyfikacji BEC (Broad Economic Categories) wzrost importu dóbr inwestycyjnych z wyłączeniem środków transportu wzrósł o 6,7 proc., podczas gdy ogółem import wzrósł o 9,3 proc. w całym 2018 r.

Bardzo szybko rośnie import dóbr konsumpcyjnych. W przypadku samochodów osobowych wyniósł prawie 13 proc. w zeszłym roku, a towarów konsumpcyjnych trwałego użytku (np. telewizory, lodówki, zmywarki) o 18.1 proc. Z kolei sprzedaż detaliczna w kategorii meble, RTV, AGD rośnie w tempie 14,3 proc. r/r według danych za luty.

Dane NBP są mniej szczegółowe niż publikacje GUS dotyczące handlu. Jednak wzrost wartości importu r/r jest potężny i wynosi 17,4 proc. Jak przedstawił bank centralny, jest on związany ze wzrostem wartości ropy naftowej, części komputerowych oraz nowych samochodów.

Sytuacja będzie się pogarszać

Biorąc pod uwagę zaplanowaną stymulację fiskalną i spowolnienie koniunktury poza granicami Polski, trend rosnącego deficytu w handlu zagranicznym może jeszcze przyspieszyć.

Dodatkowe pieniądze z programu 500 plus na każde dziecko trafią w większej części do osób, które uzyskują dochody powyżej mediany (ci, którzy teraz mają świadczenie Rodzina 500 plus na pierwsze dziecko, nie otrzymają dodatkowego wsparcia). Może być to zachętą do wymiany dóbr trwałego użytku przez gospodarstwa domowe na te z wyższej półki, a także do wyjazdów zagranicznych (co z kolei pogorszy saldo usług). Podobnie może wyglądać sytuacja ze środkami z programu emerytura plus. W tym przypadku nie ma kryterium dochodowego, więc dodatkowe świadczenia dostaną również zamożne gospodarstwa domowe.

Ujemne saldo obrotów towarowych w kolejnych miesiącach może się więc zwiększać i generować silnie negatywny wkład eksportu do PKB. Będzie więc to naturalnie obniżać wzrost gospodarczy związany z nowymi programami socjalnymi. Zbyt duże transfery społeczne w relacji do możliwości państwa także będą oznaczać, że w przyszłości zabraknie środków na badania i rozwój oraz inwestycje infrastrukturalne, co z kolei będzie pogarszać nasz potencjał eksportowy i sprzyjać jeszcze większemu deficytowi handlowemu.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Obniżona zmienność na rynkach finansowych może uśpić czujność i zwiększa wrażliwość walut na nieprzywdziane wydarzenia. Przy wyciszeniu ryzyk politycznych (rozmowy USA-Chiny, brexit), na ważności mogą zyskać dane makro. PKB z Chin i indeksy PMI z Eurolandu będą najistotniejsze pod kątem oceny siły globalnej gospodarki. Poza tym z czołowych gospodarek nie będzie brakować standardowych odczytów produkcji, sprzedaży detalicznej i danych z rynku pracy.

Przyszły tydzień: produkcja/sprzedaż/indeksy koniunktury z USA, ZEW/PMI z Eurolandu, CPI z Wielkiej Brytanii/NZ/Kanady, PKB z Chin, rynek pracy z Australii

USA

W ostatnich dniach USD w pewnym sensie przestał być kowalem własnego losu, gdyż ogólnorynkowy sentyment decyduje, czy bezpieczna przystań w USD jest potrzebna inwestorom czy nie. W rezultacie lepsze dane z USA mogą niekoniecznie wspierać dolara, jeśli jednocześnie pomogą wzmocnić apetyt na ryzyko. Inwestorzy będą poszukiwać oznak poprawy aktywności gospodarczej w indeksach koniunktury: NY Empire State (pon), Philly Fed i PMI (czw). Po produkcji przemysłowej (wt) oczekuje się odreagowania marazmu z poprzednich miesięcy. Na tej samej podstawie prognozy zakładają silną sprzedaż detaliczną (czw). Pogorszenie w bilansie handlowym (śr) może obudzić gniew prezydenta Trumpa w stosunku do partnerów handlowych.

Strefa euro

W Eurolandzie dostaniemy odświeżenie indeksów PMI dla przemysłu i usług (czw). Może być jeszcze za wcześnie na odbicie w sektorze przemysłowym, więc pozytywnych zaskoczeń prędzej trzeba będzie szukać w usługach. Marne to pocieszenie dla EUR. Więcej optymizmu może się ujawnić w badaniu ZEW (wt). Bez solidnego wsparcia w poprawie danych widzimy ograniczony potencjał do umocnienia EUR.

Wielka Brytania

Ryzyko bezumownego brexitu zostało oddalone na kilka miesięcy, a brytyjscy politycy udają się na przerwę w obradach, co przynajmniej na chwilę powinno pozwolić na przerzucenie uwagi na dane makro. Rynek pracy (wt) pozostaje silny, a dane o sprzedaży detalicznej (czw) mogą być zaburzone przez odreagowanie silnych figur ze stycznia i lutego. CPI (śr) będzie podbity wahaniami cen ropy naftowej (spadek w marcu ub.r.) i sezonowymi przesunięciami z tyt. Wielkanocy. Jeśli wewnętrzny trend pozostanie mocny, to przy odsunięciu ryzyka brexitu możliwe jest przebudzenie dyskusji o szybszym powrocie Banku Anglii do podwyżek. GBP może znaleźć w danych punkt zaczepienia dla krótkoterminowego wzrostu.

Polska

Każdy dzień poza piątkiem przynosi odczyty z polskiej gospodarki (CPI, inflacja bazowa, rynek pracy, produkcja przemysłowa i PPI), ale szanse na to, że znajdą odzwierciedlenie w kursie złotego, są raczej niewielkie. Potrzeba niepohamowanego rajdu ryzykownych aktywów, by rynek złotego mógł z tego uszczknąć coś dla siebie, gdyż pierwsza fala kapitału trafi na rynki, gdzie potencjał dyskonta aktywów jest większy.

Chiny

Tydzień przynosi dane o PKB z Chin w otoczeniu marcowych szacunków sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej (śr). Wydaje się zbyt wcześnie, by twarde dane wykazały pozytywny wpływ stymulacyjnych działań rządu, za to bardzo prawdopodobny jest rezydualny wpływ spowolnienia z IV kw. Rynek zbytnio nie przejmie się słabszymi danymi, gdyż inwestorzy patrzą już w przyszłość, która wygląda lepiej chociażby przez pryzmat odbicia w indeksach PMI.

Australia

W Australii dane z rynku pracy (czw) prawdopodobnie ponownie potwierdzą solidność zatrudnienia i stabilizację stopy bezrobocia. Raport nie powinien zaszkodzić AUD, ale też nie daje podstaw do pozytywnego zaskoczenia. Rynkowe oczekiwania tych, którzy liczą na obniżki stopy procentowej RBA, raczej nie ulegną zmianie. AUD pozostaje skakanym na podążanie za sentymentem rynkowym.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii w centrum uwagi będzie CPI (śr). Oczekiwania przeważają po stronie gorszego odczytu, na co rynek już się nastawia wyceną 30 proc. szans cięcia stopy OCR na najbliższym posiedzeniu w maju. Zatem większym zaskoczeniem będzie mocny odczyt, który wyzwoliłby kapitulację inwestorów z krótkich pozycji.

Kanada

Pełen wydarzeń dzień w Kanadzie z produkcją przemysłową (wt), bilansem handlowym, CPI (śr) i sprzedażą detaliczną (czw). Dwa ostanie raporty będą najważniejsze, gdyż na nie Bank Kanady patrzy najuważniej. Lepsze odczyty wzmocniłyby dyskusje o szybszym powrocie BoC do zaostrzania polityki i pozwoliłyby CAD skorzystać z rajdu ryzyka obecnego na innych klasach aktywów. Bez tego USD/CAD pozostaje zamknięty w paśmie 1,3250-1,3470.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

„Registry lock” – domenę .pl można teraz zabezpieczyć przed kradzieżą

Grupa H88 zaoferowała we współpracy z NASK usługę „registry lock” dla domen z rozszerzeniem .pl. Umożliwia to zabezpieczenie domeny z poziomu rejestru przed nieautoryzowanymi bądź przypadkowymi zmianami administracyjnymi, w tym próbami usunięcia lub przejęcia domeny. Usługa jest już dostępna we wszystkich markach hostingowych należących do grupy H88, w tym Domeny.pl, Hekko.pl, Kei.pl czy Linuxpl.com.

Po aktywowaniu opcji „registry lock” dla domeny, nie będzie już możliwe wprowadzenie kluczowych zmian w jej właściwościach na podstawie jedynie zgłoszenia online. Dotyczy to m.in. zmiany abonenta czy jego danych, transferu domeny do innego rejestratora, czy też usunięcia domeny. Dokonanie takich zmian będzie wymagało bezpośredniego kontaktu z właścicielem domeny ze strony rejestratora. Dzięki temu właściciel domeny będzie miał pewność, że jego domena nie zostanie zmieniona przez niepowołane do tego osoby w sposób, który może spowodować ogromne konsekwencje dla jego biznesu.

„Przykładem takiego niepożądanego działania może być wytransferowanie domeny do własnego rejestratora przez jednego ze wspólników w spółce. Staje się on w ten sposób faktycznym dysponentem domeny, co niekoniecznie jest zgodne z interesem pozostałych wspólnikom. Podobnie w dużych firmach, o rozproszonej strukturze, zawsze istnieje zagrożenie, że trafi się nieuczciwy pracownik, który wykorzysta przyznane mu hasła dostępu do transferu domeny, modyfikacji jej właściwości lub wręcz jej usunięcia” – tłumaczy Elżbieta Kornaś, Brand Director w serwisie Domeny.pl.

Według przedstawiciela Domeny.pl, takie działania mogę przynieść firmom kolosalne straty, bo dla wielu z nich domena stanowi kluczową wartość ich majątku. Wycena domeny jest obecnie często ujawniana w sprawozdaniach finansowych spółek i może sięgać wielu milionów złotych.

Dziś Polskę oceni kolejna agencja ratingowa

Już dziś wieczorem, dwa tygodnie po tym jak zrobiła to agencja Fitch Ratings, nad wiarygodnością kredytową Polski pochyli się S&P, czyli kolejna agencja tzw. Wielkiej Trójki.

Tak jak w przypadku agencji Fitch, tak i teraz: zarówno my, jak i rynkowy konsensus, nie spodziewamy się zmiany ani perspektywy ratingu, ani tym bardziej oceny wiarygodności kredytowej kraju. Silne fundamenty gospodarcze i perspektywy lepsze niż można było oczekiwać jeszcze kilka miesięcy temu – a to pomimo dość dużej zewnętrznej niepewności – powinny zagwarantować brak działań ze strony agencji. Na jakiekolwiek zmiany jest po prostu za wcześnie, a agencje ratingowe, zazwyczaj starają się nie działać zbyt pochopnie.

Niemniej, ostatnio ogłoszone plany rządu, oprócz swojego prowzrostowego charakteru, będą wiązały się z konsekwencjami w postaci wzrostu deficytu, co ograniczy potencjał poprawy sytuacji fiskalnej w Polsce. W kontekście tego, warto będzie zwrócić uwagę na retorykę agencji. Ostatnio Międzynarodowy Fundusz Walutowy zmienił prognozę deficytu sektora finansów publicznych, który zdaniem MFW w 2020 r. ma dobić do poziomu 3,1% PKB, tym samym nieznacznie przekraczając limit Komisji Europejskiej. W przypadku realizacji tego scenariusza Polsce groziłoby uruchomienie procedury nadmiernego deficytu. Realizacja tego niekorzystnego scenariusza nie byłaby obojętna agencjom ratingowym. Warto więc już teraz wypatrywać wszelkich sygnałów sugerujących, iż S&P się go obawia.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w okolicy poziomu 4,28. W parze z dolarem amerykańskim wczoraj euro nie radziło sobie zbyt dobrze. Dziś jednak waluta doświadcza wyraźnej aprecjacji, po raz pierwszy od dwóch tygodni przebijając poziom 1,13. W umocnieniu euro pomagają m.in. dobre dane makro. Dynamika produkcji przemysłowej we wspólnym bloku wprawdzie spadła, tak w miesięcznym, jak i rocznym ujęciu, niemniej był to spadek wyraźnie mniejszy od oczekiwań konsensusu. Może to sugerować, że obawy o sytuację w gospodarkach strefy euro – związane przede wszystkim z sytuacją sektora – które w ostatnim czasie ściągały kurs EUR/USD w dół były przesadzone.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,96-4,97. Inwestorzy przyzwyczajają się do tego, że Brexit po raz kolejny został odsunięty w czasie. Widać wyraźny spadek oczekiwanej zmienności kursu GBP/USD, co widoczne jest w zmianie cen opcji. W kontekście Brexitu obecnie kluczową kwestią jest to, czy premier May i Jeremy Corbyn dojdą do porozumienia ws. unii celnej po Brexicie. Corbyn jest jej zwolennikiem z kolei May zdaje sobie sprawę z opozycji względem niego ze strony „twardych” zwolenników Brexitu w Partii Konserwatywnej.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 3,79-3,81. Wczoraj dolara amerykańskiego wspierały m.in. dobre dane makroekonomiczne. Szczególną uwagę warto zwrócić na cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych. Liczba wniosków o zasiłki w ostatnim tygodniu spadła do najniższego poziomu od 1969 roku, potwierdzając siłę amerykańskiego rynku pracy. Dziś z kolei opublikowany zostanie indeks zaufania konsumentów w USA Uniwersytetu Michigan, jego znaczenie powinno być jednak ograniczone.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – indeks zaufania konsumentów według Uniwersytetu w Michigan w USA w kwietniu

Godziny wieczorne – decyzja agencji S&P ws. ratingu Polski

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Czarne złoto w górę. Niemiecka gospodarka zwalnia

Poznaliśmy wstępne odczyty na temat wzrostu PKB w Niemczech. Jest słabiej niż wcześniej prognozowano, ale to wciąż wzrost. Kolejny tydzień wzrostu cen ropy naftowej.

Niemiecka gospodarka zwalnia

Wstępne prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok u naszych zachodnich sąsiadów zmierzają do 0,5%. Jest to spowodowane znacznie gorszą kondycją eksportu w związku z wojną handlową USA. Co ciekawe prognozy nie przewidują większego kryzysu, gdyż na 2020 rok zapowiadanych jest już 1,5% wzrostu gospodarczego. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na kalendarz gdzie aż cztery święta mają wypaść w weekendy. W rezultacie spora część tego wzrostu to po prostu większa ilość dni pracy. Inwestorzy spodziewali się słabszej informacji stąd podchodzą do niej spokojnie. Oficjalne dane mają się pojawić co prawda dopiero w środę, ale wątpliwe jest by były one istotnie różne od tych. To najprawdopodobniej dopiero na nie jednak zareagują waluty.

Ropa naftowa wciąż w górę

Rynki zapomniały już o przecenie czarnego złota z końca 2018 roku, kiedy to surowiec spadał w okolice 50 dolarów za baryłkę. Obecnie po 6 tygodniach wzrostów jest niemal 20 dolarów wyżej. Co powoduje nagłe zmiany nastawienia inwestorów do ropy? Po pierwsze konflikt handlowy Chiny-USA do grudnia eskalował. W grudniu doszło jednak do tzw. “zawieszenia broni”. W tym czasie rozmowy okazały się wystarczająco konstruktywne by inwestorzy zaczęli wierzyć w łagodzenie konfliktu a nie jego eskalację. W rezultacie popyt na ropę zaczął rosnąć co w połączeniu z sankcjami oraz spadkiem produkcji u kilku ważnych producentów spowodowało, że ceny rozpoczęły marsz w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Katowicki Supersam dobrze rozpoczął rok

Katowicki Supersam

Katowicki Supersam ma za sobą udany początek roku. Pomimo dziesięciu niehandlowych niedziel, w I kw. 2019 r. obiekt odnotował wzrost liczby odwiedzających. To efekt uzupełnienia oferty handlowej wydarzeniami i akcjami organizowanymi w odnowionych przestrzeniach domu handlowego.

Supersam, nowoczesny wielofunkcyjny budynek zlokalizowany w centrum Katowic, przez pierwsze trzy miesiące 2019 r. odwiedziło ponad półtora miliona klientów, co stanowi kilkuprocentowy wzrost w porównaniu z zeszłym rokiem. Taki wynik pokazuje, że ciekawe projekty wielofunkcyjne przyciągają odwiedzających mimo rozszerzenia zakazu handlu w niedziele.

Wzrost frekwencji to wynik przemyślanych i konsekwentnie realizowanych działań. Uzupełniliśmy ofertę handlową licznymi wydarzeniami charytatywnymi, warsztatami i spotkaniami. Rozwijamy również Strefę Rozrywki, gdzie już działa sala do gry w tenisa stołowego, uruchomiliśmy Strefę Bajek i kącik zabaw dla dzieci. Rozszerzenie zakazu handlu w niedziele to wyzwanie, z którym aktualnie mierzy się cała branża. My staramy się wyjść mu naprzeciw, a ponad półtora miliona odwiedzających pokazuje silną markę, jaką jest Supersam na lokalnym rynku. – Remigiusz Królikowski, Head of Property and Asset Management w firmie Globalworth Poland, która jest właścicielem i zarządcą kompleksu

Supersam zdobył tytuł „Przyjaciela dzieci 2018 r.” za cykliczną współpracę ze Stowarzyszeniem Dom Aniołów Stróżów. To nie jedyne działania z zakresu CSR, które podejmuje zespół najbardziej znanego obiektu wielofunkcyjnego na Górnym Śląsku. Na terenie Supersamu organizowane są bezpłatne badania medyczne, spotkania czytelnicze oraz akcje promujące ekologię i ochronę zwierząt. Część handlowa kompleksu przyciąga odwiedzających konkursami i loteriami. W grudniu ur. wprowadzono również program lojalnościowy – stali klienci mogą korzystać ze zniżek dzięki aplikacji mobilnej.

Supersam oferuje łącznie prawie 25 000 mkw.  powierzchni,  z czego większość (ponad 18 000 mkw.) zajmuje część handlowa. Wśród najemców znajdują się popularne marki, takie jak Rossmann, Hebe, Empik, sklepy grupy LPP, CCC, Smyk, Media Expert, Aldi oraz klub fitness Calypso i internetowy sklep sportowy SportsDirect. Na początku kwietnia do tego grona dołączył również salon komputerowy X-com, który zajmuje ponad 300 mkw. powierzchni na pierwszym piętrze budynku.

Planujemy dalszy rozwój funkcji handlowej, ponieważ Supersam to miejsce kultowe, położone w samym centrum Katowic – sercu aglomeracji śląskiej, w tradycyjnie handlowej części miasta, niedaleko rynku. Lokalizacja obiektu jest nieprzypadkowa, bo w tym właśnie miejscu mieszkańcy miasta i regionu robią zakupy już od ponad 70 lat. – Remigiusz Królikowski, Head of Property and Asset Management w firmie Globalworth Poland, która jest właścicielem i zarządcą kompleksu

galeriaW pozostałej części kompleksu znajdują się biura wynajęte przez takie firmy jak: Groupon, CitySpace oraz Jamf. Właścicielem i zarządcą Domu Handlowego Supersam jest Globalworth Poland.

Druk w erze cyfrowej transformacji. Jak zmieni się jego rola?

87% przedsiębiorców uważa, że w ciągu najbliższych dwóch lat[1] druk pozostanie ważny dla ich działalności, natomiast 64% wskazuje na jego dominującą rolę aż do 2025 roku[2]. Digitalizacja jednak postępuje, a od 1 stycznia br. działy kadr w polskich firmach mogą przejść całkowicie na elektroniczne akta osobowe[3]. Jak cyfryzacja zmieni druk?

Cyfrowe połączenie

Rosnące znaczenie big data czy korzystanie przez pracowników z urządzeń mobilnych wymusza rozwój firmowych systemów IT. Wprowadzając zmiany wiele organizacji nie uwzględnia jednak drukarek czy skanerów – w efekcie nie współpracują one ze sobą ani z pozostałymi urządzeniami.

Marta Kudła, menedżer ds. rozwiązań biznesowych w firmie Konica Minolta
Marta Kudła, menedżer ds. rozwiązań biznesowych w firmie Konica Minolta

Brak kontroli nad drukiem i obiegiem informacji stwarza ryzyko wycieku lub kradzieży danych, obniża wydajność organizacji i dodatkowe koszty oraz stratę czasu, jaki pracownicy poświęcają na szukanie dokumentów. W dobie cyfryzacji konieczne staje się włączanie druku w szerszy proces zarządzania sprzętem, oprogramowaniem i IT firmy. Ułatwia to kontrolę systemu obiegu dokumentów i przepływ pracy, w efekcie zwiększając jej efektywność. Pozwala także w pełni korzystać z możliwości nowych technologii i dopasowywać je do ewoluujących potrzeb – wskazuje Marta Kudła, menedżer ds. rozwiązań biznesowych w firmie Konica Minolta.

Skala ma znaczenie

W biurach samej Grupy BMW w 44 krajach zarządza się ponad 11 tys. urządzeń drukujących. Dzięki połączeniu wielofunkcyjnych drukarek z inteligentnym oprogramowaniem i rozwiązaniami Konica Minolta, firma znacznie obniżyła koszty, zminimalizowała emisję CO2 i zwiększyła efektywność obiegu informacji na całym świecie. Różnicę odczuwa nie tylko przedsiębiorstwo, ale i środowisko.

Druk wspierany digitalizacją

Łączenie papierowych i cyfrowych procesów przetwarzania dokumentów umożliwiają usługi zarządzania drukiem (ang. Managed Print Services, MPS). Poza sprzętem i jego serwisowaniem, obejmują także śledzenie sposobu korzystania z floty drukarek, faksów, kopiarek i urządzeń wielofunkcyjnych oraz integrowanie ich z systemami IT, rozwiązaniami z zakresu cyberbezpieczeństwa czy procesami przepływu pracy. Już niemal co czwarty przedsiębiorca (23%) uważa, że usługi MPS odgrywają bardzo ważną rolę w transformacji cyfrowej, a ponad połowa (54%) oczekuje, że stanie się tak w ciągu dwóch lat[4].

– Wdrożenie usług zarządzania drukiem pomaga uprościć i zoptymalizować obieg dokumentów cyfrowych oraz drukowanych dzięki integracji środowisk druku i IT. Wdrażanie sprzętu i oprogramowania jest uzupełniane doradztwem w zakresie zarządzania procesami całej organizacji. Model „pay-as-you-use”, czyli opłat według faktycznego korzystania z usługi, zapewnia stabilność finansową i redukuje ponoszone przez firmę koszty podsumowuje Marta Kudła.

[1] https://quocirca.com/wp-content/uploads/2019/02/Quocirca-Print-Security-Feb-2019-Final-Web.pdf

[2] Źródło: Quocirca’s Global Print 2025 – 7 trends that will redefine the print industry in 2019, https://quocirca.com/content/7-trends-that-will-redefine-the-print-industry-in-2019/

[3] https://www.infor.pl/akt-prawny/DZU.2018.031.0000357,ustawa-o-zmianie-niektorych-ustaw-w-zwiazku-ze-skroceniem-okresu-przechowywania-akt-pracowniczych-oraz-ich-elektronizacja.html

[4] Quocirca “Managed Print Services Landscape 2018”,

https://quocirca.com/wp-content/uploads/2018/09/Quocirca-MPS-2018-Summary-Report-Web.pdf

Polski biznes z potencjałem na otwarte oprogramowanie

Open source, czyli otwarte oprogramowanie rozwijane przez społeczności, obchodzi w tym roku swoje 21-lecie. Choć na początku kojarzony był głównie ze słabo działającymi pakietami biurowymi i nie wróżono mu sukcesu, z czasem zyskał zwolenników, a jego globalna wartość ma – według prognoz – osiągnąć w 2022 r. kwotę nawet 32,95 mld. dolarów[1]. Mało kto wie, ale obecnie programiści pracujący nad rozwojem nowych aplikacji nawet w 80-90 proc. bazują na otwartych komponentach[2]. Z kompletnych rozwiązań, zaprojektowanych w duchu „wolnego oprogramowania”, korzystają dziś także np. administracje Rzymu czy Barcelony. A świadomie lub nie z oprogramowania typu open source korzystamy wszyscy. Jak jednak pokazuje badanie OVH – mimo że polscy programiści są świadomi zalet rozwiązań open source, to osoby decyzyjne w aż co piątym polskim przedsiębiorstwie są nadal na nie obojętne lub ich nieświadome.

Open source, czyli know-how wystawione na kradzież

Nazwą „open source” określamy oprogramowanie, którego kod źródłowy jest udostępniony do powszechnego użytku, dzięki czemu mogą nad nim pracować programiści z całego świata. Do powstania tej filozofii przyczyniło się ponad dwie dekady temu upublicznienie przez firmę Netscape kodu źródłowego bardzo popularnej przeglądarki internetowej Netscape Navigator. To był prawdziwy wstrząs. W tamtych czasach bowiem duże firmy trzymały kody swoich sztandarowych rozwiązań pod kluczem, pilnie strzegąc przed konkurencją i przestępcami. Początkowe obawy o ujawnianie swojego know-how stopniowo jednak malały. Stopniowo do grona wspierającego open source zaczęli dołączać także inni globalni gracze, włączając do wspólnej puli, jak OVH, autorskie patenty. Trend ten wciąż jest rozwojowy i niedawno jeden z gigantów uwolnił około 60 tysięcy patentów związanych z Linuksem.

Koncepcji open source udało się w ciągu dwóch dekad rozkwitnąć, ponieważ okazało się, że zalet społecznościowego opracowywania oprogramowania jest znacznie więcej niż wad. W efekcie, za pośrednictwem samego GitHub’a i w samym tylko 2018 roku, nad setkami tysięcy projektów pracowały ponad 24 miliony programistów z ponad 200 krajów. Niektóre z tych projektów są dopracowywane do końca, a część służy jako element składowy większych lub bardziej zaawansowanych rozwiązań. Dzięki open source powstało ponadto wiele popularnych programów, takich jak pakiet biurowy LibreOffice, legendarny edytor grafiki GIMP czy najpopularniejszy darmowy edytor audio – Audacity. Prace na otwartym kodzie doprowadziły też do powstania systemu operacyjnego Ubuntu oraz elementów innego – Android OS, z którego korzysta około 2 miliardów użytkowników smartfonów. Wreszcie przyjęło się uważać, że open source jest jednym z motorów rozwoju innowacji w IT.

Otwarte oprogramowanie, nieskończone możliwości

Open source to jednak nie tylko aplikacje dla konsumentów. Otwarte oprogramowanie to przede wszystkim spektrum nieskończonych możliwości rozwoju kodu źródłowego przez programistów w skali globalnej. Z rodowodem otwartego oprogramowania funkcjonuje więc też bardzo wiele krytycznych obecnie rozwiązań IT. Obecnie korzystanie z otwartego oprogramowania deklaruje aż 9 na 10 polskich firm z sektora technologii[3]. Jak pokazało badanie przeprowadzone przez OVH – specjaliści, inżynierowie i osoby zarządzające projektami IT największych przewag open source upatrują w niskich kosztach zakupu i utrzymania tego typu rozwiązań. Doceniają też niezależność od wielkich dystrybutorów, a także elastyczność w tworzeniu oprogramowania na własne potrzeby.

Właśnie ta ostatnia zdaje się przemawiać najgłośniej do innowatorów IT. Open source dostarcza bowiem doskonałe, łatwo dostosowywalne komponenty do budowy własnych, oryginalnych rozwiązań. Ktoś oparł na otwartym oprogramowaniu mobilny system operacyjny, ktoś inny rozwiązania cloud.

Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH, Polska
Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH, Polska

Jak mówi Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży OVH Polska: open source to model, który się nie starzeje, dlatego jest także głęboko wpisany w DNA firmy OVH. Opieramy na nim m.in. naszą chmurę publiczną czy usługę zarządzania kontenerami. Lata praktyki pokazują, że moc tkwi w kooperacji i współdzieleniu wiedzy, dlatego chętnie włączamy się w działania propagujące ruch na rzecz otwartego programowania. Wierzymy, że to podejście definiuje przyszłość innowacji IT.

Otwarty, czyli niebezpieczny?

Idea open source ma też jednak grono przeciwników. Jednym z argumentów, który często pojawia się w ustach krytyków jest ten, że otwartość może ułatwiać hakowanie. Jak tłumaczy Robert Paszkiewicz, OVH: Już samo słowo „otwarty” może sugerować, że kod dostępny do wglądu dla każdego łatwo może stać się pożywką także dla przestępców. W praktyce jednak to właśnie w otwartości tkwi siła open source – dzięki temu, że kod jest wciąż rozwijany i mają do niego dostęp użytkownicy z całego świata, a nie tylko zamknięta grupa programistów, jak ma to miejsce w przypadku rozwiązań komercyjnych. Wszelkie luki mogą zostać łatwiej znalezione i – co za tym idzie – szybciej załatane. Nie jest także prostym wprowadzenie tzw. „backdoor’a” (luka w zabezpieczeniach systemu utworzona umyślnie w celu późniejszego wykorzystania) właśnie z uwagi na monitoring wielu osób.

Jako najpoważniejszą wadę otwartego oprogramowania ankietowani przez OVH wymienili brak gwarancji profesjonalnego wsparcia technicznego – sytuacja ta jednak odchodzi do lamusa. Początkowo użytkownicy open source rzeczywiście mogli liczyć głównie na pomoc społeczności, co jednak sukcesywnie zmienia się wraz z angażowaniem się w ruch otwartego oprogramowania dużych korporacji. Niektórzy z zapytanych przez OVH jako wadę open source wymieniali także problemy z kompatybilnością wsteczną.

Zamknięci na otwarte, zamknięci na przyszłość

Jak pokazują doświadczenia z całego świata, oprogramowanie bazujące na wolnej licencji to już rzeczywiste poligony doświadczalne, generujące impuls rozwojowy dla takich kluczowych gałęzi, jak data science czy uczenie maszynowe (przykładowo na GitHub’ie znajduje się już 295 repozytoriów). Jak natomiast wynika z badań OVH, polskie firmy IT wciąż stronią od korzystania z open source, i to kierując się powielanymi, stereotypowymi argumentami – prawie 19 proc. zapytanych przez OVH specjalistów IT uważa, że firma, w której pracuje, nie korzysta w sposób świadomy z tego modelu. Wiele jest więc jeszcze do zrobienia.

[1] https://www.marketsandmarkets.com/PressReleases/open-source-services.asp

[2] według firmy doradczej Forrester

[3] https://linuxpolska.pl/aktualnosci/badanie-polski-rynek-open-source-2018/

Ustawa o postępowaniu egzekucyjnym w administracji – ważne zmiany

Robert Nogacki Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki -Kancelaria Prawna Skarbiec

Uproszczenie procedur obowiązujących w egzekucji administracyjnej to główny cel projektu ustawy o zmianie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz niektórych innych ustaw (nr z wykazu UD326) autorstwa Ministra Finansów, opublikowanych 25 lutego 2019 r. Nowelizacja stanowi gruntowną przebudowę procedury egzekucyjnej, wprowadzając liczne zmiany m.in. w zakresie egzekucji z majątku wspólnego małżonków, zasadach dochodzenia roszczeń z przedmiotu hipoteki przymusowej lub zastawu skarbowego, czy w procedurze licytacji elektronicznej.

W uzasadnieniu nowelizacji Minister Finansów wskazał, że: „Projekt ustawy obejmuje głównie zmiany w zakresie przepisów regulujących środki zaskarżenia, egzekucję z majątku wspólnego małżonków, egzekucję z majątku dłużnika rzeczowego, zbieg egzekucji, egzekucję z pieniędzy, egzekucję z ruchomości, egzekucję z rachunków bankowych oraz wykonywanie przez naczelników urzędów skarbowych postanowień o zabezpieczeniu majątkowym wydanych przez prokuratora lub są w postępowaniu karnym lub karnym skarbowym” (Uzasadnienie projektu ustawy z dnia 30 stycznia 2019 r. o zmianie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz niektórych innych ustaw). Projekt jest bardzo obszerny, jego uzasadnienie liczy 84 strony.

Zeznanie o stanie majątkowym na żądanie wierzyciela

Sporządzenie protokołu o stanie majątku dłużnika leży w gestii organu egzekucyjnego. Proponowane zmiany mają ten stan zmodyfikować, nadając wierzycielowi prawo żądania od dłużnika podania informacji o posiadanym stanie majątkowym pod rygorem odpowiedzialności karnej za złożenie fałszywego oświadczenia. Taka sama odpowiedzialność ma obowiązywać, gdy do ujawnienia składników majątkowych i źródeł dochodu wzywa organ egzekucyjny.

Skuteczne doręczenie mimo zmiany adresu

Dłużnik zostanie zobowiązany do zawiadomienia wierzyciela oraz organu egzekucyjnego o każdej zmianie adresu miejsca zamieszkania lub siedziby. Pouczenie o tym będzie zawarte w pisemnym upomnieniu, które wierzyciel przesyła zobowiązanemu dłużnikowi zgodnie z art. 15 § 1 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (dalej: u.p.e.a.): „Egzekucja administracyjna może być wszczęta, jeżeli wierzyciel, po upływie terminu do wykonania przez zobowiązanego obowiązku, przesłał mu pisemne upomnienie, zawierające wezwanie do wykonania obowiązku z zagrożeniem skierowania sprawy na drogę postępowania egzekucyjnego, chyba że przepisy szczególne inaczej stanowią. Postępowanie egzekucyjne może być wszczęte dopiero po upływie 7 dni od dnia doręczenia tego upomnienia” (Dz.U. 1966 nr 24, poz. 151, ze zm.).

Proponowane zmiany mają przyspieszyć tok postępowania egzekucyjnego, uznając w braku informacji od dłużnika o zmianie adresu za skutecznie doręczoną pod dotychczasowy adres korespondencję związaną z toczącą się egzekucją.

Egzekucja ze zdwojoną mocą

Do dokonywania czynności egzekucyjnych powierzonych naczelnikowi urzędu skarbowego według właściwości miejscowej, minister właściwy ds. finansów publicznych będzie mógł upoważnić i delegować naczelnika innego urzędu skarbowego. Upoważnienie będzie mogło zostać udzielone zarówno do określonych czynności, jak i na stałe. Co najistotniejsze, upoważniony organ będzie mógł podejmować czynności egzekucyjne niezależnie, obok czynności przeprowadzanych przez naczelnika właściwego miejscowo.

Nadzór nad egzekucją należności niepieniężnych

Obowiązujący art. 25 u.p.e.a. statuuje zwierzchnictwo ministra właściwego ds. finansów publicznych nad przestrzeganiem przez wierzycieli i organy egzekucyjne w toku prowadzonej egzekucji przepisów u.p.e.a. w zakresie egzekucji należności pieniężnych. W ustawie ma zostać dodany zapis, który takie zwierzchnictwo powierzy ministrowi właściwemu ds. administracji publicznej w zakresie egzekucji należności niepieniężnych.

Moment wszczęcia egzekucji – nowe zasady

Wszczęcie egzekucji administracyjnej następuje dopiero z chwilą doręczenia zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego, chyba że przed nim nastąpiło doręczenie zawiadomienia o zajęciu wierzytelności lub innego prawa majątkowego – wówczas wszczęcie egzekucji następuje już z chwilą doręczenia tego zawiadomienia. Po zmianach za moment wszczęcia egzekucji uznana zostanie również chwila podpisania protokołu zajęcia ruchomości przez pracownika obsługującego organ egzekucyjny oraz ujawnienie wpisu w księdze wieczystej o wszczęciu egzekucji z nieruchomości lub złożenie wniosku o wpis o wszczęciu egzekucji z nieruchomości do zbioru dokumentów. Niemniej obowiązek doręczenia tytułu wykonawczego pozostaje w każdym przypadku obligatoryjny.

Łatwiej o egzekucję z majątku małżonka i przedmiotu hipoteki lub zastawu

Nowe przepisy mają utrudnić dłużnikom ochronę majątku. We wskazanych w ustawie przypadkach dokonanie przeniesienia własności składników majątkowych na inny podmiot nie zapewni skutecznej ochrony przed ich egzekucją.

Zgodnie z projektowanym art. 27e § 3: „Zawarcie umowy majątkowej małżeńskiej lub zaistnienie innego zdarzenia skutkującego ograniczeniem, zniesieniem, wyłączeniem lub ustaniem wspólności majątkowej po powstaniu należności pieniężnej nie stanowi przeszkody do prowadzenia egzekucji ze składnika majątkowego, który należałby do majątku wspólnego, gdyby nie zawarto umowy majątkowej małżeńskiej lub nie wystąpiło inne zdarzenie prawne. Składnik ten uznaje się za wchodzący w skład majątku wspólnego”.

Podobne rozwiązanie zastosowano w odniesieniu do egzekucji z rzeczy lub prawa majątkowego, obciążonych zastawem skarbowym lub hipoteką przymusową: „Jeżeli rzecz lub prawo majątkowe obciążone zastawem skarbowym lub hipoteką przymusową zabezpieczającymi należność pieniężną i odsetki z tytułu niezapłacenia jej w terminie zostało przeniesione na inny podmiot, tytuł wykonawczy wystawiony na zobowiązanego obejmujący tę należność jest podstawą do prowadzenia egzekucji z tej rzeczy lub prawa majątkowego” (art. 27i § 1 projektu ustawy).

Zarzuty w sprawie egzekucji

Zobowiązanemu będzie również przysługiwało prawo do wniesienia zarzutów w sprawie egzekucji administracyjnej do wierzyciela za pośrednictwem organu egzekucyjnego. Ustanowione zostaną zasady co do formułowania treści wnoszonego przez dłużnika zarzutu. Jej niezbędnymi elementami będą: określenie istoty i zakresu żądania oraz dowody uzasadniające to żądanie. Odpowiedź wierzyciela na zarzuty wydawana będzie w formie postanowienia. To z kolei implikuje konieczność zmiany ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. 2002 nr 153, poz. 1270, ze zm.), poprzez wprowadzenie sądowej kontroli postanowienia wierzyciela o nieuznaniu zarzutów.

Kupując rzecz, można stać się dłużnikiem

Rozporządzenie przez dłużnika zajętym już przez organ egzekucyjny prawem majątkowym lub rzeczą nie przeszkodzi w kontynuowaniu egzekucji z tego prawa lub rzeczy, tak jakby do rozporządzenia nie doszło. Oznacza to, na przykładzie transakcji sprzedaży domu, że podejmowane czynności egzekucyjne będą skuteczne nie tylko wobec zobowiązanego sprzedającego, ale też wobec nabywcy nieruchomości.

Przesłanki umorzenia postępowania egzekucyjnego

Zmianie uległ art. 59 u.p.e.a, zawierający katalog przesłanek umorzenia postępowania egzekucyjnego. Choć w praktyce większość z nowo sformułowanych przesłanek stanowi odpowiednik aktualnie obowiązujących lub została wprost powtórzona, to pojawią się również nowe, jak np. przesłanka z projektowanego art. 59 § 1 pkt 4 – niespełnienie w tytule wykonawczym wymogów określonych w art. 27, a w przypadku zagranicznego tytułu wykonawczego, niespełnienie wymogów określonych w art. 102 ustawy o wzajemnej pomocy. Podstawą umorzenia postępowania egzekucyjnego będzie więc wystawienie tytułu wykonawczego niezgodnie z przepisami ustawy.

Uzupełnieniu ulegnie przesłanka umorzenia w związku ze śmiercią zobowiązanego. Umorzyć postępowanie egzekucyjne będzie można także w przypadku dochodzenia obowiązku, który nie jest ściśle związany ze zobowiązanym, ale w postępowaniu egzekucyjnym nie zajęto rzeczy lub prawa majątkowego lub też zajęto rzecz lub prawo majątkowe, które wygasło wskutek śmierci zobowiązanego.

Z katalogu podstaw umorzenia usunięto przesłankę zastosowania w postępowaniu niedozwolonego środka egzekucyjnego. Jak wyjaśnia ustawodawca w uzasadnieniu, zastosowanie niedopuszczalnego środka egzekucyjnego powinno skutkować jedynie jego uchyleniem, a nie umorzeniem całego postępowania.

Zbieg egzekucji

Nowelizacja uzupełnia także regulację w zakresie zbiegu egzekucji. Zgodnie z dodawanym art. 62 § 3: „w przypadku zbiegu egzekucji administracyjnej i egzekucji sądowej należności alimentacyjnych lub innych świadczeń powtarzających się albo należności pieniężnej, której egzekucja następuje w walucie obcej, egzekucje do rzeczy albo prawa majątkowego, do którego nastąpił zbieg egzekucji, przejmuje sądowy organ egzekucyjny, który prowadzi postępowanie egzekucyjne jednej z ww. należności” (Uzasadnienie projektu ustawy z dnia 30 stycznia 2019 r. o zmianie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz niektórych innych ustaw).

Nowe brzmienie regulacji o licytacji elektronicznej

Całkowicie na nowo został zbudowany przepis art. 107e u.p.e.a. regulujący procedurę elektronicznej licytacji przeprowadzanej przez organ egzekucyjny. Stanowi on, że organ może przeprowadzać licytację przy pomocy wybranego przez siebie systemu teleinformatycznego (np. OLX czy Allegro) na zasadach określonych w regulaminie podmiotu, do którego ten system należy. O zamiarze sprzedaży zajętej rzeczy za pośrednictwem wybranego podmiotu w trybie licytacji elektronicznej organ zobowiązany jest powiadomić dłużnika. Licytację może rozpocząć wówczas nie wcześniej niż po upływie 3 dni od dnia doręczenia zawiadomienia. Licytacja w tym trybie musi potrwać co najmniej 7 dni, a nie można jej przeprowadzać w zakresie ruchomości łatwo ulegających zepsuciu oraz ruchomości, której sprzedaż wymaga specjalnego zezwolenia.

Zabezpieczenie majątku firmy

Ustawa o zmianie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz niektórych innych ustaw przewiduje zmiany i wprowadzenie nowych regulacji jeszcze w wielu elementach administracyjnej procedury egzekucyjnej, jednocześnie niosąc ze sobą konieczność zmian wielu innych ustaw. Poza nowelizacją ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji projekt autorstwa Ministra Finansów dokonuje zmiany w: Kodeksie postępowania cywilnego, Kodeksie karnym wykonawczym, Kodeksie postępowania karnego, ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych, Prawie o postępowaniu przed sądami administracyjnymi oraz w ustawie o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych.

Ilość wprowadzonych zmian wymusza na przedsiębiorcach i innych zobowiązanych, którzy mogą stać się podmiotem administracyjnego postępowania egzekucyjnego, konieczność przeprowadzenia audytu prawnego prowadzonej działalności. Z kolei nowe zasady egzekucji implikują potrzebę rewizji posiadanych struktur organizacyjnych z punktu widzenia ochrony majątku firmy czy też własnego. Dokonane zawczasu zabezpieczenie majątku może skutecznie ochronić jego składniki przed zagrażającymi mu roszczeniami osób trzecich.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Miliardowa sprzedaż obligacji skarbowych

Z informacji Ministerstwa Finansów wynika, że w marcu posiadacze oszczędności kupili obligacje skarbowe o wartości ponad miliarda złotych. To o prawie 17 proc. więcej niż rok wcześniej. Okazuje się więc, że niewielki spadek zainteresowania tymi papierami w lutym był zjawiskiem przejściowym.

Największym powodzeniem cieszyły się papiery o najkrótszym, 3-miesięcznym terminie wykupu i najniższym oprocentowaniu, wynoszącym 1,5 proc. Na ich zakup przeznaczono nieco ponad 380 mln zł, czyli niemal 38 proc. wszystkich środków wydanych na obligacje detaliczne w marcu. Spadek inflacji w pierwszych miesiącach obecnego roku skłonił również sporą część posiadaczy wolnej gotówki do zakupów obligacji dwuletnich o stałym, wynoszącym 2,1 proc oprocentowaniu w skali rocznej. Wartość sprzedaży tych papierów sięgnęła 301,5 mln zł, czyli prawie 30 proc. całej oferty obligacji skarbowych. Niższa inflacja przyczyniła się do niewielkiego spadku zainteresowania obligacjami czteroletnimi, których oprocentowanie zależne jest od wskaźnika wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych. Wydano na nie 244,4 mln zł, czyli 22,2 proc. środków przeznaczonych na papiery skarbowe w marcu. To udział najniższy od czerwca ubiegłego roku, gdy inflacja sięgała 2 proc. Oszczędzający z pewnym opóźnieniem reagują na zamiany poziomu inflacji, a więc należy się spodziewać, że w kolejnych miesiącach papiery indeksowane wskaźnikiem inflacji staną się bardziej popularne. Po wzroście w pierwszych dwóch miesiącach roku zainteresowania obligacjami dziesięcioletnimi (EDO), zwanymi emerytalnymi, ich udział w sprzedaży ponownie obniżył się w marcu do 8,7 proc. Na początku roku oszczędzający korzystający z Indywidualnych Kont Emerytalnych zwykle dokonują wpłat na nie, a za wpłacone pieniądze kupują dające najwyższe odsetki (2,7 proc. w pierwszym, rocznym okresie odsetkowym) obligacje dziesięcioletnie. W kolejnych miesiącach zainteresowanie nimi zdecydowanie maleje.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Pracodawcy RP: Kres elastycznego zatrudnienia

Umowy o pracę staną się mniej elastyczne i mogą być rzadziej zawierane, jeśli propozycja zmian w prawie pracy, jaka trafiła do senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji, zostanie zrealizowana. Zmusi ona bowiem pracodawców do podawania przyczyn wypowiedzenia w przypadku umów zawartych na czas określony dłuższy niż 6 miesięcy.

Kodeks pracy w art. 30 § 4 nakłada na pracodawcę obowiązek wskazania przyczyny uzasadniającej rozwiązanie umowy o pracę w dwóch przypadkach: gdy chodzi o rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia (niezależnie od rodzaju umowy) oraz w razie wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony. Przepis ten nie przewiduje natomiast konieczności uzasadniania przez pracodawcę wypowiedzenia umowy o pracę zawartej na czas określony.

Elastyczność rynku pracy osiąga się m.in. właśnie poprzez zróżnicowanie form zatrudnienia. Wybór formy zatrudnienia, w tym rodzaju umowy, umożliwia objęcie kodeksową ochroną zatrudnienia pracowniczego większej grupy osób. Funkcję ochronną pracownika realizuje umowa o pracę na czas określony, nie gwarantuje jej natomiast zatrudnienie cywilnoprawne.

Wprowadzenie wymogu podawania przyczyny przy rozwiązaniu umowy o pracę na czas określony zawartej na co najmniej 6 miesięcy podważy jednak ustawowy cel rozróżnienia rodzajów umowy o pracy, a także sprzeciwi się elastyczności terminowego zatrudnienia pracowniczego. Samo zrównanie okresów wypowiedzenia tych umów zmniejszyło już występujące między nimi różnice, a wprowadzenie obowiązku uzasadniania wypowiedzenia umowy na czas określony w zasadzie całkowicie je zniweluje.

Tymczasem duży odsetek zawieranych umów o pracę stanowią umowy na czas określony, a efektem wprowadzenia zmiany będzie zmniejszenie liczby umów na czas określony powyżej 6 miesięcy. W efekcie może to spowodować popularyzację zatrudnienia na czas określony poniżej 6 miesięcy, których nie dotyczy proponowana zmiana. Skutki takiego działania nie odczują tylko pracodawcy, ale też sami pracownicy. Pracodawcy RP zwracają uwagę, że zbytnie usztywnienie systemu prawa pracy, w szczególności zasad rozwiązywania umów na czas określony może spowodować skutki odwrotne od zamierzonych – zamiast przyczynić się do szerszego stosowania umów o pracę, doprowadzi do wzrostu zatrudnienia pozapracowniczego.

ORLEN – do Polski sprowadzamy 50 procent ropy spoza Rosji

Blisko połowa ropy naftowej sprowadzanej do Polski przez PKN ORLEN pochodzi już spoza Rosji. To efekt dywersyfikacji dostaw surowca i systematycznego poszerzania współpracy biznesowej z firmami spoza Europy, między innymi z Saudi Aramco Oil Company. Podejmowane działania w tym zakresie umożliwiają uzyskanie korzystnego z punktu widzenia PKN ORLEN miksu rop, prowadzącego do optymalizacji produkcji i pozytywnego wpływu na finalną jakość i cenę produktów dla klientów PKN ORLEN oraz stabilność na rynku. Miesięcznie do płockiej rafinerii trafia ok. 1,4 mln ton ropy naftowej, z czego średnio ok. 700 tys. ton z kierunków alternatywnych, w tym z Arabii Saudyjskiej.

Współpraca z Saudi Aramco poszerza się. Świadczą o tym zawarte nowe umowy handlowe ze spółkami zależnymi koncernu, np. kontrakt z Saudi Aramco Products Trading Company na dodatkowe dostawy saudyjskiej ropy do rafinerii PKN ORLEN , a także  na zakup przez saudyjskiego partnera ciężkiego oleju opałowego produkowanego przez ORLEN Lietuva.  O kolejnych obszarach biznesowych i wzmacnianiu wzajemnych relacji rozmawiali Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN i Amin Nasser, Prezes Zarządu Saudi Aramco. Spotkanie na szczycie, w którym uczestniczył również Abdulaziz Al-Judaimi pierwszy wiceprezes, odpowiedzialny za segment Downstream, odbyło się 11 kwietnia br. w Arabii Saudyjskiej.

Daniel Obajtek
Daniel Obajtek

Dobrej jakości ropa naftowa, którą możemy kupić na korzystnych warunkach cenowych i bezpieczeństwo dostaw surowca są ważne dla dalszego rozwoju PKN ORLEN. W naszym interesie leży poszerzanie relacji biznesowych z takimi firmami jak Saudi Aramco. Mam satysfakcję, że w ramach dotychczasowej współpracy zrobiliśmy przełomowy krok naprzód. Poszerzamy współpracę i podpisujemy umowę „produkt za ropę”. To pierwsza tego typu umowa w historii ORLENu i dodatkowy biznes dla naszych rafinerii. Liczę, że znajdą się kolejne obszary do robienia dobrych interesów – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Przedstawiciele PKN ORLEN podczas pobytu w Arabii Saudyjskiej prowadzili również rozmowy w centrum Eksploracji i Inżynierii Naftowej oraz Centrum Rozwoju Wydobywczego. Spotkali się z przedstawicielami Saudi Aramco Trading Products Company.

Relacje handlowe z saudyjskim koncernem PKN ORLEN nawiązał w 2016 roku, podpisując pierwszą umowę na dostawy ropy w ramach kontraktu długoterminowego. W kwietniu 2018 r., w ramach polityki dywersyfikacji kierunków dostaw prowadzonej przez PKN ORLEN, firmy podpisały aneks do umowy, który zwiększył dostarczany wolumen ropy saudyjskiej do 300 tys. ton surowca miesięcznie. W ciągu 2018 roku z Arabii Saudyjskiej PKN ORLEN kupił ponad 3,5 mln ton surowca.

Podpisana właśnie umowa umożliwi zakup GK ORLEN dodatkowo ok. 800 tys. ton ropy saudyjskiej, co oznacza, że wolumen sprowadzanej ropy saudyjskiej wzrośnie do ok. 400 tys. ton surowca miesięcznie. Zgodnie z kontraktem PKN ORLEN będzie mógł sprowadzić sześć ładunków saudyjskiej ropy. Wolumen będzie każdorazowo ustalany z producentem w zależności od bieżących potrzeb Koncernu. W zależności od potrzeb surowiec będzie dostarczany zarówno do Naftoportu w Gdańsku, jak i terminalu w Butyndze. Z kolei w ramach terminowej umowy handlowej, PKN ORLEN zagwarantował odbiór całości, czyli do 160 tys. ton miesięcznie ciężkiego oleju opałowego z rafinerii w Możejkach, przeznaczonego do sprzedaży morskiej. W ten sposób zabezpieczono fizyczną sprzedaż produktu w początkowym okresie perturbacji rynkowych związanych z wejściem w życie od 1 stycznia 2020 roku nowych globalnych regulacji dla paliw bunkrowych, ograniczających zawartość siarki – IMO 2020. Ich wprowadzenie ma bowiem wpływ na popyt na ciężki olej opałowy sprzedawany przez litewską spółkę Grupy ORLEN.

Dzięki realizowanej polityce dywersyfikacji kierunków dostaw prowadzonej przez Grupę PKN ORLEN obecnie 30% ropy przerabianej ropy przez wszystkie rafinerie (Polska, Litwa, Czechy) pochodzi spoza kierunku rosyjskiego. Natomiast znacząco więcej, bo prawie 50 procent ropy naftowej sprowadzanej do Polski pochodzi z innych kierunków niż rosyjski. Obecnie do rafinerii w Płocku oprócz rosyjskiej ropy sprowadzana jest ropa z Norwegii, Angoli, Nigerii i właśnie Arabii Saudyjskiej.

Badanie NASK I PBS: uczniowie najchętniej korzystają z sieci w domu

Jak wynika z najnowszej analizy przeprowadzonej przez NASK we współpracy z PBS, globalna sieć jest codziennie eksplorowana przez 96% polskich nastolatków. Każdego dnia spędzają oni w Internecie średnio 4 godziny, nierzadko traktując go jako przydatne narzędzie edukacyjne.

Wnioski zawarte w powyższym opracowaniu przekonują, że Internet stał się nieodłącznym elementem życia uczniów, którzy deklarują korzystanie z jego zasobów nie tylko w celach rozrywkowych czy społecznych, ale wykorzystują go w dużej mierze także na potrzeby swojej edukacji.

Sieciowi domownicy

O ile zaskakujący nie jest nieznaczny odsetek nastolatków, którzy deklarują użytkowanie Internetu rzadziej niż raz dziennie, o tyle interesująco przedstawiają się odpowiedzi na pytanie gdzie robią to na najczęściej. Zdecydowana większość – a dokładnie aż 95% respondentów – największą część swoich „sieciowych podróży” po bezkresach Internetu odbywa w domu. 60% ankietowanych przyznała, że z korzysta z sieci w trakcie codziennych dojazdów do szkoły, zaś nieco ponad 41% wskazała na użytkowanie Internetu w swojej placówce edukacyjnej. Pomimo szerokiej i powszechnej dostępności urządzeń mobilnych, w tym szczególnie smartfonów, korzystających z łączności 3G, 4G czy LTE, młodzi internauci szczególnie chwalą sobie eksplorowanie Internetu w domu. Być może wpływ na taki stan rzeczy mają koszty pakietów Internetu mobilnego bądź jego wciąż ograniczone zasięgi.

Partner dydaktyczny

Nieco ponad połowa uczestników badania przyznała, że korzysta z dobrodziejstw globalnej sieci w celach edukacyjnych – w tym szczególnie traktując Internet jako narzędzie wsparcia w odrabianiu lekcji. Co piąty uczeń stwierdził natomiast, że wykorzystuje jego zasoby w przygotowywaniu się do kartkówek czy sprawdzianów.

Głównym celem, który przyświeca młodym Internautom przy uruchamianiu internetowych przeglądarek jest jednak chęć korzystania z serwisów rozrywkowo – kulturalnych. Młody użytkownik sieci stawia przede wszystkim na relaks. Filmy i seriale na platformach streamingowych, słuchanie podcastów lub piosenek z serwisów na żądanie oraz gry video – to dominuje. Wielu naszych klientów działa w branży e-commerce. Wiemy od nich, że uczniowie liceów i techników regularnie przeglądają strony sklepów internetowych i dokonują tam zakupów. Dodałbym do tego jeszcze media społecznościowe. Nastolatkowie uwielbiają dzielić się w Internecie swoim życiem prywatnym. Każdego dnia umieszczają wpisy, dodają zdjęcia, linkują do interesujących treści. Na szczęście rośnie też świadomość potencjalnych zagrożeń. Młodzi ludzie coraz częściej zwracają uwagę na phishing, próby włamań oraz ataki hakerskie. Czytają o tym, dopytują i zwiększają tym samym swoje bezpieczeństwo w sieci – komentuje Bartosz Gadzimski, właściciel firmy hostingowej Zenbox.

Według badania polski nastolatek spędza codziennie przed ekranem komputera lub smartfona średnio 4 godziny i 12 minut. To wzrost o ponad pół godziny w porównaniu z poprzednim zestawieniem.

FLYO Boards reprezentantem Polski w Wielkim Finale konkursu PowerUp! podczas Impact’19

To właśnie w FLYO Boards jury polskiego finału konkursu PowerUp! 2019 dostrzegło największy potencjał rozwojowy i przyznało mu tytuł zwycięzcy, będący jednocześnie biletem na Wielki Finał. Już 21 maja w Krakowie, podczas konferencji Impact’19, zwycięski start-up zmierzy się z pozostałymi laureatami finałów krajowych i powalczy o główną nagrodę.

Winners_fotoWiktor Kitzman, CEO FLYO Boards, od wielu lat pasjonuje się windsurfingiem, co można było zaobserwować podczas jego występu na scenie, gdzie z zapałem opowiadał o swoim innowacyjnym produkcie – lewitującej desce surfingowej FLYO. Urządzenie wyposażone jest w napęd elektryczny, dzięki któremu może unosić się ok. metra nad powierzchnią wody, a także pilota, umożliwiającego zdalne sterowanie. Konstrukcja deski, a szczególnie wbudowane w nią autorskie skrzydło, sprawiają, że sprzęt nie tylko wygląda efektownie, ale także jest bezpieczny w użytkowaniu.

„FLYO to zupełnie nowy środek transportu. Chcąc porównać nasz produkt do czegoś, co już znamy, możemy powiedzieć, że to rodzaj elektrycznej wodnej hulajnogi, która potrafi unosić się w powietrzu. Naszym marzeniem jest, żeby każdy człowiek mógł przemieszczać się z punktu A do B, zupełnie jak na Segwayu, jednak nie tylko po drogach, ale również po wodzie. Jesteśmy pewni, że konkurs PowerUp! umożliwia nam rozwinięcie skrzydeł! – mówi prezes Electric Foil Sp z. o o Wiktor Kitzman

Drugie miejsce w konkursie przyznano Eco Bean, projektowi naukowców z Politechniki Warszawskiej. Opracowana przez nich unikatowa technologia wykorzystuje zużyte fusy po kawie i pozwala produkować z nich brykiety, stanowiące „zieloną” alternatywę dla tradycyjnych materiałów opałowych. Trzecią lokatę zajął start-up Hyper Poland z obszaru mobility, który zaprezentował platformę logistyczną składającą się z autonomicznych, w pełni elektrycznych pojazdów, opartych na ekologicznym systemie magnetycznym.

5 edycji, 24 kraje, niemal 900 uczestników

Audience_fotoPowerUp! to największy konkurs dla start-upów z 24 krajów Europy Środkowo-Wschodniej, organizowany przez InnoEnergy. Do tegorocznej, piątej już edycji zgłosiło się niemal 300 zespołów, prezentujących rozwiązania dla przemysłu z obszaru energii, mobilności, technologii czystego powietrza, ciepłownictwa, cleantech i szeroko rozumianych technologii smart. Już kolejny rok rekordzistą pod względem liczby zgłoszeń okazała się Polska, z której nadesłano 46 aplikacji.

Podczas regionalnej gali finałowej w Warszawie przed jury oraz publicznością swoje produkty i usługi zaprezentowało 10 najbardziej obiecujących polskich start-upów.

Świadomość biznesowa zespołu oraz potencjał rynkowy projektu przepisem na sukces

„Możliwość globalnego zastosowania innowacji oraz widoczna perspektywa jej rozwoju były głównymi kryteriami naszej oceny. Start-upy biorące udział w finale krajowym zaprezentowały różnorodne rozwiązania, jednak to w FLYO Boards dostrzegliśmy największy potencjał. Firmę czekają teraz przygotowania do Wielkiego Finału, gdzie będą reprezentować nasz kraj. A jest o co walczyć, ponieważ dostęp do wiedzy i sieci kontaktów InnoEnergy, które zainwestowało między innymi w Skeleton Technologies oraz Ferroamp Elektronik AB listowaną na Nasdaq Frist North, to niepowtarzalna szansa na globalną ekspansję biznesu.” – mówi przewodniczący jury, Sebastian Siuchta, Business Creation Officer w InnoEnergy Central and Eastern Europe.

Michał Maćkowiak, Head of Innovation w RAFAKO S.A. będącym już po raz kolejny Gold Partnerem konkursu, a także członek jury, dodaje:

„Tegoroczna edycja PowerUp!, co bardzo mnie cieszy, wyniosła poziom konkursu na kolejny, wyższy poziom. Cieszy przygotowanie i jakość projektów, wzrastająca z roku na rok, a RAFAKO, będąc sponsorem tego wydarzenia już trzeci rok z rzędu, może o tym najlepiej zaświadczyć. W tegorocznej edycji swoją ocenę skupiłem na trzech kryteriach: pierwszym jest zbieżność prezentowanych innowacji z rozwiązaniami poszukiwanymi przez RAFAKO. Drugim jest rynkowa wartość projektu i jego skalowalność. Trzecim kryterium natomiast jest sposób i forma prezentacji. Uważam, że zwycięzca tegorocznej edycji spełniał wyżej wymienione kryteria w największym stopniu i z ciekawością będę obserwował dalsze losy tego ambitnego zespołu.”

W tym roku do grona Supporting Partners konkursu PowerUp! dołączyło Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Przedstawiciel instytucji, Maciej Martyniuk, Dyrektor Działu Rozwoju Innowacyjnych Metod Zarządzania Programami w NCBR, zasilił skład jury.

„Oferta Narodowego Centrum Badań i Rozwoju kierowana jest do przedsiębiorców różnej wielkości. W naszym portfolio nie brakuje więc programów kierowanych do zespołów, których pomysły są dopiero w fazie preseed lub seed, a także na etapie startupu – mówi prof. Maciej Chorowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Wierzymy, że połączenie entuzjazmu ze znajomością nowych technologii, które wyróżnia młodych ludzi jest wartościowym źródłem innowacji.

Obok RAFAKO w gronie Gold Partners znalazł się również DTEK, dla którego konkurs PowerUp! to  szansa na odkrycie innowacyjnych produktów i usług.

“Szukamy rozwiązań w zakresie produkcji gazu i węgla, wytwarzania ciepła, energii odnawialnej, budowy sieci, e-mobilności, efektywności energetycznej i obsługi klienta.” – wylicza Emanuele Volpe, DTEK Chief Innovation Officer.

Prezentacjom uczestników przyglądali się także przedstawiciele mediów oraz inwestorzy. W roli keynote speakera wystąpił Greg Albrecht, doradca i inwestor związany z szeroko pojętym rynkiem biznesu i start-upów, który pierwsze nowe marki i produkty wprowadził na rynek w wieku 19 lat.

Pojedynek 14 najlepszych europejskich start-upów już w maju, podczas Impact’19

FLYO Boards wraz ze zwycięzcami pozostałych 13 finałów krajowych (odbywających się m.in. w Grecji, Czechach czy Estonii) powalczy o główną nagrodę pieniężną 50 000€ i szansę na finansowanie do wysokości €150 000 w prestiżowym akceleratorze biznesu Highway® by InnoEnergy. Laureat piątej edycji PowerUp! zostanie wyłoniony 21 maja w Krakowie podczas Impact’19 – jednego z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Wyciszenie

Po bogatej w wydarzenia środzie rynki wróciły do fazy wyczekiwania i poszukiwania kierunku. Zmienność ponownie gaśnie, a przed weekendem raczej wiele się nie zmieni. Gołębie wzmianki z Fed pomagają w cofnięciu USD, a plotki o potencjalnej transakcji między bankami z Japonii i Niemiec podbijają EUR/JPY. Złoty kontynuuje płaski dryf przed decyzją S&P ws. ratingu, po której nie spodziewamy się zmian.

Brexit został odroczony o 7 miesięcy, EBC jest gołębi, ale nie bardziej gołębi, a Fed nie zamierza wracać do podwyżkę stóp procentowych. Z perspektywy rynków finansowych jesteśmy pozbawieni nowych szoków (przynajmniej w krótkim terminie), co niestety oznacza, że inwestorzy nie mają punktu zaczepienia do handlu, więc zmienność rynkowa siada. Podskórny optymizm nie ma siły przebicia, gdyż potrzebuje potwierdzenia w danych, a po tym tygodniu jedyne, co jest godne zapamiętania, to obniżone prognozy MFW dla globalnego wzrostu. Co chroni rynek akcji i inne aktywa ryzykowne, to powtarzana przez członków Fed gołębia retoryka. W nocy Neel Kashkari z Fed w Minneapolis przypomniał, że nie widzi potrzeby „zaciągania hamulca” dla ożywienia, a stopy procentowe są bliku poziomu neutralnego. Richard Clarida z zarządu banku poszedł dalej i przyznał, że obniżki nie zawsze muszą mieć miejsce przy recesji. Wynika z tego jasno, że Fed nie będzie blokadą dla rajdu ryzyka, o ile taki wreszcie się rozwinie.

Na rynku walutowym jedyny istotny ruch w ostatnich godzinach miał miejsce na EUR/JPY w związku ze spekulacjami o szykowanej transakcji przejęcie części biznesu przez japoński bank od niemieckiego kredytodawcy. Wstrząsy wtórne rozniosły się po EUR/USD i USD/JPY. Dawno nie widziałem, aby dyskusje nt. transakcji M&A były w stanie zachwiać eurodolarem, co trochę mówi o warunkach płynnościowych. Może to jednak tylko pretekst, by potwierdzić coś, o czym wspominałem od dawna – rynek nie ma siły albo przekonania do pociągnięcia EUR/USD pod 1,12, więc jedynym rozsądnym wyjściem jest odbicie w górę. Jednocześnie nie widzę, aby znaleźli się zapaleńcy, by istotnie windować kurs bez wsparcia fundamentów (których nie dają słabe dane i gołębi EBC), więc wypchnięcie ponad 1,13 będzie płytkie.

Niegasnący apetyt na ryzyko jednak sprzyja EUR, a także przynosi odpływ kapitału od bezpiecznego USD. Na tej samej fali defensywnie mogą zachowywać się JPY i CHF. Uwagę przyciąga EUR/CHF, który wrócił ponad 1,13 i wymazał całe załamanie z przełomu marca i kwietnia. Pewnym zgrzytem w pro-ryzykownych trendach jest wyparowanie siły AUD. AUD/USD jest takim nowym EUR/USD – zamknięty w nudnej konsolidacji, tutaj: 0,70-0,72. W środę zwyżka nie dotarła nawet do górnej bandy, a brak świeżych wieści znad stołu negocjacyjnego USA-Chiny skłania do realizacji zysków. We własnym świecie żyje natomiast GBP, który dalej boryka się z premią za niepewność. Co z tego, że można na kilka miesięcy wykluczyć bezumowny brexit, jeśli w międzyczasie Wielką Brytanię mogą czekać nowe wybory (na szefa Partii Konserwatywnej lub parlamentarne), po których wszytko może być inaczej? Funt dziś traci, gdyż inwestorzy przygotowują się na krytyczną ofensywę brytyjskiej weekendowej prasy.

A co na złotym? Nic. Powiem optymizmu z rynków zewnętrznych wystarczył, by ściągnąć EUR/PLN do 4,28, ale potem handel jakby zamarł. Potrzeba niepohamowanego rajdu ryzykownych aktywów, by rynek złotego mógł z tego uszczknąć coś dla siebie, gdyż pierwsza fala kapitału trafi na rynki, gdzie potencjał dyskonta aktywów jest większy. Wcześniej przed Polską są gospodarki azjatyckie, Meksyk, Rosja. Z kolei przecenę walut rynków wschodzących najlepiej rozgrywa się poprzez problemy lokalne, a w Polsce jest za dobrze, by rozgrywać spekulacyjne próby osłabienia. O tym wie też agencja ratingowa S&P, która dziś powinna potwierdzić rating i perspektywę dla Polski.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport Oxford Economics: detalisto, tylko sztuczna inteligencja pozwoli Ci przetrwać na rynku

Według raportu instytutu analitycznego Oxford Economics, retailerzy muszą inwestować w chatboty i algorytmy uczenia maszynowego, by przetrwać na coraz bardziej konkurencyjnym rynku. Takiego zdania jest 72 proc. przedstawicieli amerykańskiej branży handlowej. Ich zdaniem w ciągu najbliższych pięciu lat technologie sztucznej inteligencji będą miały decydujący wpływ na kształt całego sektora. Ich wdrożenie rozsądzi – kto zostanie liderem branży, a kto będzie skazany na walkę o przetrwanie.

Dynamiczny rozwój handlu internetowego sprawił, że tradycyjne fizyczne sklepy, znalazły się w bardzo trudnym ekonomicznie położeniu. Wiele z nich podjęło jednak wyzwanie i zaczyna inwestować w nowe technologie, by przyciągnąć klientów spragnionych cyfrowych doznań. Według badań Oxford Economics, sztuczna inteligencja już jest jednym z popularniejszych narzędzi, które umożliwia detalistom m.in. automatyzację logistyki czy personalizację doświadczeń zakupowych.

Handel na miarę cyfrowych czasów

Według Oxford Economics, 40 proc. amerykańskich detalistów obecnie wspiera swoje działania chatbotami. Prawie połowa z nich zamierza w ciągu 3 lat wdrożyć kolejne technologie SI do planowania dostaw, kontroli jakości, analizowania trendów rynkowych czy optymalizacji kampanii marketingowych. Ankietowani już teraz dostrzegają szereg zmian.

Co drugi ankietowany (55 proc.) stwierdził, że sztuczna inteligencja znacznie poprawiła szybkość rozwiązywania skarg zgłaszanych przez klientów, a ponad połowa zgłosiła wzrost przychodów – komentuje wyniki Matthew Reynold, szef działu analiz w Oxford Economics.

SI to jednak nie jedyna nowinka kusząca detalistów. Branża na całym globie bardzo odważnie inwestuje w wiele innych innowacyjnych rozwiązań. Wszystko po to, by przyciągnąć i przywiązać do siebie coraz bardziej wymagających klientów. Przykładowo, według Gartnera do 2020 r. 100 mln konsumentów będzie robiło zakupy z wykorzystaniem rozszerzonej rzeczywistości lub wirtualnej rzeczywistości.

Zastosowanie tych, niszowych do tej pory, technologii stanie się możliwe na szerszą skalę głównie dzięki nadchodzącej wielkimi krokami technologii 5G. Ten nowy standard komunikacji jest bowiem fundamentem wdrażania wszystkich nadchodzących nowinek technologicznych – przekonuje Jean Pierre Brulard, wiceprezes i dyrektor generalny w VMware na region EMEA. I nie chodzi tutaj tylko o SI czy IoT. Wielokrotnie już słyszeliśmy, że wielkie firmy detaliczne planują dostarczać paczki z pomocą dronów. Jak na razie nie widać na niebie rojów maszyn z pakunkami w mechanicznych łapkach. Jednak dzięki 5G ta wizja już niebawem może stać się czymś więcej niż tylko projekcją biznesowych marzeń.

Jak przekonuje ekspert VMware, sieci przyszłości, oparte na technologii 5G, będą w stanie „obsłużyć” ogromną ilość latających urządzeń, umożliwiając ich operatorom koordynowanie trasy, tak by nie doszło do kolizji. Taka technologia umożliwi choćby dostawy produktów do obszarów, do tej pory niedostępnych ze względu na brak odpowiedniej infrastruktury drogowej lub centrów logistycznych.

5G to epokowa okazja, a nie tylko kolejne „G”

Rok 2019 w wielu środowiskach okrzyknięto momentem przełomowym dla technologii 5G. W wielu branżach, nie tylko handlowej czy telekomunikacyjnej, można dostrzec pewne związane z tym poruszenie. Zdaniem Åsy Tamsons, szefowej działu rozwoju biznesu w firmie Ericsson, wiele firm oraz instytucji na całym świecie nadal niestety uważa, że technologia 5G to tylko kolejna „sieć”. Eksperci VMware przekonują jednak, że takie myślenie to poważny błąd, który może kosztować firmy nie lada straty.

Myśląc, że 5G to tylko kolejne „jakieś tam G”, biznes może przespać okazję do wyprzedzenia konkurencji.  Każda organizacja, która nie wykorzysta tej możliwości już wkrótce będzie walczyć o przetrwanie w cyfrowym świecie – przekonuje Jean Pierre Brulard z Vmware.  Firma, która w swojej działalności wykorzystuje sieć, powinna poważnie pomyśleć, jak technologia 5G może pomóc jej w osiągnięciu celów biznesowych. Nie ma znaczenia czy dana organizacja działa w sektorze handlowym, logistycznym, publicznym czy prywatnym. 5G to okazja, by całkowicie przemodelować biznes i sposób komunikacji z konsumentami – dodaje.

Bez inwestycji nie ma zysku

Osiągniecie efektów jakie daje technologia 5G będzie wymagało oczywiście od firm dużych nakładów finansowych w rozwój infrastruktury sieciowej. Według badań McKinsey’a, w Europie wydatki inwestycyjne związane z siecią mogą wzrosnąć o 60 procent, począwszy od 2020 r. do 2025 r., w przybliżeniu podwajając TCO w tym okresie.

Taka inwestycja to swoiste rynkowe być albo nie być, przede wszystkim dla dostawców usług komunikacyjnych. Najprawdopodobniej w najbliższych latach firmy te nie wdrożą jednak czystej oferty 5G. Konsumenci raczej otrzymają mieszane podejście. Sieci LTE dla podstawowych usług i 5G dla tych dodatkowych, bardziej innowacyjnych – komentuje Jean Pierre Brulard z VMware. W najbliższym czasie więc popularnością będą się cieszyć chmury telekomunikacyjne. Bazująca na oprogramowaniu infrastruktura pozwala bowiem łatwo łączyć rozwiązania 4G/LTE z fundamentami systemowymi pod przyszłe wdrożenia technologii  5G – dodaje.

Jak podaje Ministerstwo Cyfryzacji, nakłady inwestycyjne niezbędne do wdrożenia sieci 5G w Polsce wynieść mogą nawet 20,3 mld zł i nie będą uwzględniały nakładów związanych z rezerwacją częstotliwości dla sieci nowej generacji.  Według analityków, z sieci 5G w Polsce w pełni będzie można korzystać w ciągu następnych 6-8 lat.

Pieniędzy dla nauczycieli nie trzeba daleko szukać. Część leży w Funduszu Pracy

Dr Wojciech Warski, Business Centre Club
Dr Wojciech Warski, Business Centre Club

Organizacje pracodawców popierają wprowadzenie wyższych wynagrodzeń dla tej grupy zawodowej. Przedsiębiorcy przedstawiają rządowi propozycję, która może rozwiązać patową sytuację. Część środków na sfinansowanie podwyżek w br. można pobrać z Funduszu Pracy. Przewiduje się, że będzie to nie więcej niż 2 miliardy złotych. Pomysłodawcy ww. rozwiązania dodają, że ten ruch nie spowoduje zachwiania płynności FP, w którym obecnie znajduje się ok. 10 miliardów złotych. Natomiast w kolejnych latach wyższe pensje powinny być uwzględnione w budżecie. Wówczas wydatki staną się łatwe do przewidzenia.  

Od początku protestu strona rządowa przekonuje, że w budżecie nie ma środków na wyższe pensje dla nauczycieli. Organizacje pracodawców, takie jak BCC, Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP oraz Związek Rzemiosła Polskiego, są zwolennikami znaczącej podwyżki kwoty bazowej wynagrodzenia. I dlatego zaproponowały, aby w tym roku wykorzystać część środków zgromadzonych w Funduszu Pracy. Zebrane w nim pieniądze mają łagodzić skutki bezrobocia, promować zatrudnienie i służyć aktywizacji zawodowej. Jednak są też przeznaczane na inne cele, o czym można było się przekonać w ostatnich tygodniach.

– W tym roku podobno tych pieniędzy nie ma, chociaż znalazły się 42 miliardy złotych na tzw. Piątkę Kaczyńskiego. Rząd pobiera środki z Funduszu Pracy, jak i kiedy chce, również na cele niezwiązane z jakąkolwiek działalnością zawodową. Teraz dołożył z niego kilkaset milionów złotych do trzynastej emerytury. Jako organizacje pracodawców zgłosiliśmy propozycję, że część pieniędzy brakujących do sfinansowania podwyżek w tym roku może trafić właśnie z tego miejsca. Podkreślam, że chodzi tylko o ten rok – mówi dr Wojciech Warski, wiceprezes BCC i wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego, który jako obserwator pracodawców uczestniczył w rozmowach ze stroną rządową.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej rządzi Funduszem Pracy, który jest finansowany przez pracodawców. Ich przedstawiciele wyobrażają sobie, że z FP mogłaby trafić kwota nie większa niż 2 miliardy złotych. To jednak zależy od dalszego przebiegu negocjacji.

– Nasza propozycja jest jak najbardziej do zrealizowania. Fundusz Pracy ma w tej chwili ponad 10 miliardów złotych. W związku z tym nawet wydatek dwóch miliardów złotych nie spowoduje jakiegoś zachwiania jego płynności. To nie może być stałe obciążenie, bo FP nie wytrzymałby tego. My zaoferowaliśmy, aby zasilenie nastąpiło tylko w tym roku – zaznacza ekspert BCC.

Jednocześnie organizacje pracodawców przekonują, że w kolejnych latach nie będzie potrzeby korzystania z Funduszu. Środki na wyższe wynagrodzenia nauczycieli będą normalną pozycją budżetową. Ten sztywny wydatek stanie się do przewidzenia.

– Pracodawcy traktują to jako inwestycję, która ma szerszy charakter. Oczywiście widzimy również nasz interes w tym, żeby nauczyciele przyszłych pracowników zarabiali pieniądze adekwatne do ich zawodu. I staramy się to po prostu wspierać. Można by to szumnie nazwać postawą obywatelską – stwierdza dr Warski.

Pracodawcom zależy na wysokiej jakości kształcenia kadr, czyli na kompetentnych nauczycielach.  Przedstawiciele tego zawodu powinni być dowartościowani, również finansowo. Zwłaszcza, że ranga tej profesji mocno spadła w ostatnich latach. Nasz naród ma tendencję do postrzegania czy wartościowania ludzi i wykonywanych przez nich zawodów w kontekście zarobków. I z tego też powodu nauczyciele są tak właśnie małostkowo traktowani.

– W tej chwili jest pięć organizacji reprezentatywnych w Radzie Dialogu Społecznego. Cztery z nich bez żadnych dyskusji wspólnie przedstawiły propozycję. Natomiast Związek Pracodawców i Przedsiębiorców powiedział, że się pod nią nie podpisze, nie podając argumentów. Traktowanie nauczycieli trzeba skokowo zmienić, bo to jest w interesie narodowym. A który wariant podwyżek zostanie zrealizowany, to już tylko zmartwienie rządu, a nie organizacji pracodawców – podsumowuje wiceprezes BCC i wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego.