Rynek nieruchomości w Polsce w 2018 r. – okiem ekspertów

Istotne wzrosty cen mieszkań, kontynuacja mody na inwestowanie na rynku nieruchomości oraz rekordowa akcja kredytowa. Pod wieloma względami 2018 rok był przełomowy. Trendy minionego roku omawiają eksperci Metrohouse, Expandera oraz portalu RynekPierwotny.pl.

Rekordowe wzrosty cen na rynku wtórnym

Wtórny rynek mieszkań 2018 r. był wyjątkowy pod względem wzrostów cen. Już dawno w największych miastach w Polsce nie obserwowaliśmy tak dynamicznych podwyżek. – O ile na początku 2018 roku nasze analizy wykazywały kilkuprocentowe zmiany cen w porównaniu rok do roku, to już zmiany cen w ostatnich 12-stu miesiącach osiągnęły znacznie wyższe pułapy. Jeszcze przed rokiem liderem wzrostów był Kraków, gdzie odnotowaliśmy zmianę 4 proc. r/r. Obecnie w pięciu na sześć analizowanych miastach wzrosty cen przekroczyły więcej niż 10 proc., mówi Marcin Jańczuk, analityk z Metrohouse.

W ciągu roku byliśmy obserwatorami znacznych wzrostów cen w Trójmieście. Gdańsk, z racji możliwości wynajmu krótkoterminowego i wakacyjnego cieszył się szczególnym zainteresowaniem inwestorów, którzy windowali ceny w tym rejonie. Ostatnie odczyty z raportu Metrohouse i Expandera wskazują, że w ciągu roku ceny mieszkań z rynku wtórnego wzrosły tu o 10,3 proc. (6385 zł za m kw.). Jednak to nie Gdańsk okazał się liderem wzrostów. Są nimi Łódź, gdzie ceny wzrosły o 13,9 proc., a za m kw. lokalu płacimy już 4243 zł oraz Kraków, gdzie różnica w ciągu 12-stu miesięcy wyniosła 13,2 proc., a obecnie za m kw. płacimy już 7114 zł. We Wrocławiu i w Warszawie wzrosty też były bardzo zauważalne i wyniosły odpowiednio 10,8 proc. (5929 zł) i 10,2 proc. (8611 zł). Z największych miast tylko w Poznaniu wzrosty cen nie przekroczyły 10 proc (8,7 proc.). W stolicy Wielkopolski za m kw. płacimy obecnie średnio 5688 zł.

Cenniki deweloperów wpływają na ceny mieszkań z drugiej ręki

Drożejące mieszkania na rynku wtórnym to w prostej linii wynik tego, co możemy zaobserwować na rynku pierwotnym. Zwykle właśnie sytuacja w branży deweloperskiej ma silne przełożenie na zachowania rynkowe sprzedających. Tymczasem na rynku deweloperskim mieliśmy do czynienia z wysokim popytem na mieszkania, który napędzamy był zwłaszcza przez inwestorów indywidualnych, którzy właśnie na rynku nieruchomości upatrywali najlepszej przystani dla swojego kapitału.

Choć w ostatnim kwartale 2018 r. zainteresowanie zakupami w celach inwestycyjnych nieco osłabło, co było pochodną coraz wyższych cenników w biurach deweloperskich, to z pewnością miniony rok był dla branży bardzo udany. – Kupujący mieszkania  na własne potrzeby musieli więc rywalizować z inwestorami, ale także godzić się na bardzo odległe terminy oddawania do użytku wymarzonych M. Alternatywą był, jak zwykle rynek wtórny, gdzie wybór mieszkań i lokalizacji jest znacznie szerszy. Jednak korzystając z okazji sprzedający także zaczęli podnosić poprzeczkę oczekiwań, co bardzo szybko przyczyniło się do pojawienia się na rynku cen (także tych transakcyjnych), które jeszcze nigdy nie gościły w analizach, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Końcówka roku w Warszawie dość spokojna

W IV kwartale 2018 roku mogliśmy zaobserwować kilka ciekawych zmian na lokalnych rynkach mieszkaniowych. Jedną z nich jest fakt, że najmniejsze zmiany cen metrażu wystąpiły w stolicy. – Od października do grudnia 2018 r. średni ofertowy koszt zakupu nowego mieszkania z Warszawy wzrósł o zaledwie 1,0%. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że pomimo cenowej stabilizacji w Warszawie, tamtejsza średnia cena nowych „M” zaczyna przywodzić na myśl czasy poprzedniego boomu mieszkaniowego (tzn. lata 2006 – 2008)” – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dość ciekawie przedstawia się również sytuacja w Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku. Wszystkie te miasta prawie zrównały się pod względem średniej ceny ofertowej, która oscyluje w przedziale 7100 – 7300 zł/mkw. Różnice między nimi można jednak zauważyć, analizując podaż lokali w poszczególnych segmentach cenowych. – Pod koniec 2018 roku, aż jedną trzecią oferty wrocławskich deweloperów stanowiły mieszkania kosztujące 6 – 7 tys. zł/mkw. W Gdańsku dominowały natomiast nowe lokale z ceną ofertową 5 – 6 tys. zł/mkw. (37% podaży). Jeżeli chodzi o Poznań, to widoczna była dominacja „M” za 6 – 7 tys. zł/mkw. (42%) oraz 7 – 8 tys. zł/mkw. (36%).” – tłumaczy ekspert RynekPierwotny.pl.

Stabilna sytuacja w Łodzi, w Krakowie duże wzrosty

Jeśli spojrzymy na Łódź, to w IV kw. 2018 r. pod względem cenowym była ona drugą najstabilniejszą metropolią (wzrost średniej stawki ofertowej o 1,4%). Mimo tej stabilizacji, osoby szukające tanich mieszkań z Łodzi mogą mieć powody do niepokoju. W okresie X – XII 2018 r. udział nowych łódzkich lokali z ceną 4 – 5 tys. zł/mkw. zmalał bowiem o 3,4 punktu procentowego. Znacząco przybyło natomiast „M” kosztujących 6 – 7 tys. zł/mkw. (+3,7 p.p.). Takie mieszkania są znacząco droższe niż łódzkie lokale „z drugiej ręki”.

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w Krakowie, w przypadku którego ostatnie zmiany cenowe budzą największe obawy o stabilność rynku pierwotnego. Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl: „Kolejny kwartał przyniósł podwyżkę wynoszącą aż 5,9%. Była to największa zmiana w grupie sześciu analizowanych metropolii.” Dodatkowo można było zauważyć znaczący ubytek mieszkań w średnich segmentach cenowych (5 – 6 tys. zł/mkw. oraz 6 – 7 tys. zł/mkw.), przy jednoczesnym szybkim wzroście odsetka lokali kosztujących 8 – 10 tys. zł/mkw., które są za drogie dla przeciętnego krakowianina.

Rekordy na rynku kredytów hipotecznych

Ubiegły rok był wyjątkowy jeśli chodzi o zainteresowanie kredytami hipotecznymi. Wartość  przyznanego finansowania wyniosła ok. 53 mld zł i była najwyższa od 2008 r. Ten wynik, to częściowo efekt wzrostu cen mieszkań, przez który Polacy musieli zadłużać na wyższe kwoty niż w poprzednich latach. Dodatkowo wzrosła również liczba osób kupujących mieszkanie z pomocą kredytu. To natomiast wynik bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy połączony z wciąż bardzo niskimi stopami procentowymi.

Dla tych, którzy planują zaciągniecie kredytu w tym roku mamy zarówno dobre jak i złe informacje. Dobrą jest to, że niska inflacja sprawia, że spada ryzyko podwyżki stóp procentowych. – Stopy procentowe mogą pozostać na obecnym poziomie jeszcze przez kilka lat. Dzięki temu kredyty nadal będą tanie i dość łatwo dostępne. Warto jednak pamiętać, że okres spłaty może wynieść 20-30 lat, a w tak długim okresie stopy procentowe zapewne wzrosną, komentuje Jarosław Sadowski z Expandera.

Złą informacją jest prognozowane spowolnienie gospodarcze. Banki, obawiając się gorszej koniunktury, mogą zaostrzać wymogi dotyczące uzyskania kredytów hipotecznych.

Dostępność kredytów obecnie jest dość dobra, ale w tym roku może się pogorszyć.  Dotychczas banki chętnie udzielały kredytów, gdyż były one bardzo dobrze spłacane. Pojawiają się jednak obawy, że wraz z pogorszeniem się koniunktury gospodarczej więcej kredytobiorców może mieć problemy ze spłatą rat. Banki wolą się przed tym zabezpieczyć. Kilka z nich już zaostrzyło wymogi, co zmniejszyło dostępną kwotę kredytów. W najbliższym czasie ich śladem mogą pójść kolejne. Im bardziej gospodarka będzie spowalniała, tym mocniej będą rosły obawy banków, a więc i ograniczenia w zakresie udzielania kredytów, dodaje ekspert Expandera.

Perspektywy rynku kredytowo – pożyczkowego na rok 2019

BIK podsumowuje kredytowo – pożyczkowy rok 2018 oraz wskazuje perspektywy rynkowe na 2019 r.: kilkuprocentowa (2-5%) dodatnia dynamika wartości nowych kredytów gotówkowych i ratalnych w sektorze bankowym, oraz kilkuprocentowy (ok. 5%) wzrost wartości kredytów mieszkaniowych.

Rok 2018 zakończył się największym od dekady wynikiem sprzedaży kredytów mieszkaniowych na kwotę 56,2 mld zł., co stanowi wzrost o 20,1% w stosunku do 2017 r. W kredytach gotówkowych nastąpił wzrost wartości udzielonych kredytów o 6,8%, a wartość zawartych umów na kredyty ratalne  wzrosła o 6,6%.

Zakładając kontynuację pozytywnych trendów w gospodarce i utrzymujących się niskich stóp procentowych, BIK prognozuje na 2019 r. lepszy wynik zarówno w kredytach konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), jak i w mieszkaniowych.

Kredyty gotówkowe i ratalne

Wpływ na ożywienie w segmencie kredytów gotówkowych i ratalnych miały utrzymujące się niskie stopy procentowe i wzrost dochodów gospodarstw domowych. W 2018 r. banki oraz SKOK-i udzieliły łącznie 7,5 mln szt. kredytów konsumpcyjnych, co oznacza wzrost liczby udzielonych kredytów o 2,8% w porównaniu do 2017 r. W ujęciu wartościowym – wzrost o 6,7% przełożył się na kolejny dobry wynik roczny w wysokości  84 mld zł udzielonych nowych kredytów.

Pomimo ograniczenia handlu w niedziele, wzrosła liczba (1,2%) i wartość (6,6%) udzielonych kredytów ratalnych. To najlepszy wynik w ostatnich trzech latach, który jest konsekwencją wysokiej dynamiki kredytów na średnie (10-30 tys. zł) i wysokie kwoty (powyżej 30 tys. zł), odpowiednio 17,0% i 12,6%.Wzrost kredytów ratalnych na wysokie kwoty związany jest głównie z finansowaniem zakupu samochodów.

Zaobserwowano wpływ ustawowego ograniczenia handlu w niedziele – okazuje się, że część sprzedaży kredytów ratalnych przeniosła się z niedzieli na poniedziałek. Potwierdzają to obserwacje BIK z 2-4 kwartału 2018 r. z których wynika, że liczba udzielonych kredytów w niedziele spadła o 100 tys. szt., a w poniedziałki wrosła o 90 tys. kredytów. Ponadto w okresie styczeń́–marzec 2018 r. (gdy nie obowiązywało jeszcze ograniczenie handlu) dynamika liczby udzielanych kredytów ratalnych wyniosła 8,2% a później, w okresie kwiecień–grudzień 2018 r. liczba udzielonych kredytów spadła o 1% (w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego).

Wzrósł również rynek kredytów gotówkowych, których w 2018 r. udzielono na kwotę 70,7 mld zł (wzrost o 6,8%). Najwyższe dynamiki wzrostu dotyczyły zobowiązań na niskie kwoty (<=2 tys. zł) oraz  wysokie kwoty (powyżej 30 tys. zł). Wart odnotowania jest wzrost średniej kwoty nowego kredytu gotówkowego (do 18,3 tys. zł) przy jednoczesnym wydłużeniu średniego umownego okresu spłaty zawieranych kredytów do 45 miesięcy.

– Kredyty gotówkowe są najbardziej popularnym produktem kredytowym. W ubiegłym roku udzielono ich na kwotę 70,7 mld zł. Charakterystyczny był dalszy wzrost średniej kwoty nowo udzielonego kredytu gotówkowego, a jednocześnie zaobserwowaliśmy, że były one udzielane na coraz dłuższe umowne okresy spłaty. Ponadto ponad połowa udzielonych kredytów gotówkowych związana była z konsolidowaniem wcześniej zaciągniętych zobowiązań wraz z przyznaniem dodatkowej kwoty kredytu – mówi dr Mariusz Cholewa, prezes Zarządu BIK.

– Co czwarty kredyt gotówkowy został udzielony na okres dłuższy niż 5 lat, a kredyty te stanowiły ponad połowę wartości wszystkich udzielonych kredytów w 2018 r. – dodaje Prezes BIK.

Pożyczki pozabankowe

Do firm pożyczkowych należy już prawie 2/3 rynku finansowania niskokwotowego (do 2 tys.), a w całym rynku finansowania gotówkowego (bankowe kredyty gotówkowe i pożyczki pozabankowe) to ok. 10% udział. Czynne pożyczki posiada obecnie 571 tys. klientów na łączną kwotę 5,2 mld zł.

Z analiz BIK wynika, że prawie 80% pożyczkobiorców posiada czynne kredyty w bankach. Kredyty posiadane przez pożyczkobiorców są częściej przeterminowane niż kredyty klientów tylko sektora bankowego. Może to oznaczać, że część klientów korzysta z pożyczek pozabankowych aby utrzymać płynność finansową. Pożyczkobiorcy obsługują w bankach 22,8 mld zł co stanowi 80% ich łącznego zadłużenia.

– W ocenie BIK wyzwaniem dla rynku pozabankowego w najbliższym czasie będzie zapewnienie kapitału na udzielanie pożyczek, który pozyskiwany jest m.in. z rynku obligacji i funduszy private equity. Na wielkość sprzedaży może wpłynąć planowane wprowadzenie w sektorze firm pożyczkowych kodeksu odpowiedzialnego pożyczania, który powinien ograniczyć ryzyko nadmiernego zadłużania się klientów – stwierdza dr Mariusz Cholewa.

– Rosnącemu popytowi w sektorze pozabankowym sprzyja prostota i łatwość uzyskania pożyczki, szczególnie w kanałach internetowych, co może być istotne dla klientów młodszych, dominujących w tym obszarze finansowania – dodaje Prezes BIK.

Kredyty mieszkaniowe

Spełniły się optymistyczne prognozy Biura Informacji Kredytowej – sprzedaż kredytów mieszkaniowych była najwyższa od dekady. Pod względem wartości udzielonych kredytów jest to trzeci wynik w historii po rekordowych latach 2007 i 2008.

Wzrost wartościowy zawdzięczamy głównie wzrostowi średniej wartości udzielanego kredytu o 15,2% (247,2 tys. zł.). Wśród czynników pozytywnie wpływających na wysoką sprzedaż kredytów mieszkaniowych można wskazać rosnące dochody gospodarstw domowych, utrzymujące się niskie stopy procentowe, wzrost cen nieruchomości (6-10%) oraz program MdM, który zapewnił finansowanie  ok. 5,5 mld zł. wartości kredytów.

– Na rozwój rynku kredytów mieszkaniowych w przyszłym roku będzie miała wpływ sytuacja na rynku deweloperskim który może wyhamować z uwagi na ograniczone zasoby gruntów oraz wzrost kosztów budowy mieszkań. Dodatkowo banki sygnalizują zaostrzenie polityki kredytowej. Nie do końca możliwy do przewidzenia jest również efekt braku kontynuacji programu „Mieszkanie dla młodych” zarówno dla samego rynku nieruchomości jak i rynku kredytów mieszkaniowych – tłumaczy prezes Cholewa.

Pytania o trwałość styczniowych wzrostów i rosnące obawy o kondycję globalnej gospodarki

Styczeń przyniósł uspokojenie nastrojów na rynkach akcji i umiarkowane wzrosty indeksów. Dla inwestorów była to miła odmiana po silnych grudniowych spadkach, w szczególności jeśli spojrzymy na rynki zagraniczne. Poznaliśmy szereg interesujących danych gospodarczych, które nie dają jednak optymistycznego obrazu na przyszłość. Obraz był jednak niepełny, bo przez najdłuższe w historii zamknięcie rządu w Stanach Zjednoczonych część publikacji nie ujrzała światła dziennego. Temat wojen handlowych zszedł na dalszy plan, przynajmniej na chwilę. Mogliśmy za to obserwować kolejne „odcinki sagi” zwanej Brexitem.

Poprawa nastrojów na rynkach akcji, która była kontynuacją trwających od ostatniego tygodnia wzrostów, pozwoliła na chwilę odetchnąć inwestorom i odsunąć kasandryczne wizje wejścia w permanentną bessę, o czym mówiło się pod koniec ubiegłego roku. Sprawił to między innymi fakt, że w znaczący sposób poprawiła się sytuacja techniczna na rynkach akcji. Indeks dużych spółek w trakcie miesiąca przebił psychologiczną barierę 2400 punktów, znajdując się na najwyższym poziomie od lutego ubiegłego roku. Nie udało się jednak na trwałe obronić tego poziomu. Podobnie wyglądała sytuacja w przypadku niemieckiego DAX-u i amerykańskiego S&P 500. Jednak z uwagi na skalę wcześniejszej przeceny, jedyne co się udało zrobić, to odrobić część  grudniowych spadków.

Styczniowe zachowanie rynku akcji można z pewną dozą ostrożności zakwalifikować jako książkowy efekt stycznia. Co jednak jest istotne, rynki rosły nie dzięki wspierającej sytuacji fundamentalnej, ale pomimo niej. Kończący się powoli sezon wyników amerykańskich spółek za IV kwartał przynosi ze sobą mieszane refleksje. Z jednej strony, dużej części spółek udało się pozytywnie zaskoczyć analityków, ale ani skala tych zaskoczeń, ani też dynamika wzrostu zysków nie była tak oszałamiająca jak w poprzednich okresach. Ponadto, jeśli prognozy na IV kwartał zakładały średnią poprawę EPS (zysku na akcję) o 10%, to estymacje na I kwartał 2019 roku rzadko przekraczają 2-3%. Składają się na to dwa czynniki. Po pierwsze, efekt stymulacji fiskalnej, który tak mocno wsparł wyniki amerykańskiej gospodarki, jest na ukończeniu. Po drugie, spowolnienie globalnego wzrostu powoli staje się faktem. Odczyty wskaźników wyprzedzających za grudzień, jak np. ISM dla usług i amerykańskiego przemysłu, w dalszym ciągu utrzymują się na dość wysokich poziomach, zanotowały jednak bardzo silny spadek miesiąc do miesiąca. Co więcej, wstępne odczyty PMI sektora przemysłowego dla części europejskich krajów, jak Niemcy i Francja, wskazują na wejście w obszar recesji, spadając poniżej poziomu 50 punktów. Takie same wskazania mieliśmy w przypadku Chin. Ponadto, wzrostom na amerykańskim rynku akcji nie przeszkadzało czasowe zawieszenie rządu Stanów Zjednoczonych. Sam goverment shutdown nie jest w USA niczym szczególnym, jednak z uwagi na długość jego trwania szacuje się, że jego negatywny wpływ na PKB wyniesie 0,6% w ujęciu zannualizowanym. Warto też zauważyć, że spór z kongresem o budowę muru z Meksykiem nie został finalnie zakończony.

Temat wojny handlowej w styczniu wyraźnie przycichł, ale z początkiem miesiąca powróci na pierwszy plan, z uwagi na rozpoczęcie drugiej tury negocjacji handlowych i naciski rządu Stanów Zjednoczonych na koncern Huawei. Podobnie wygląda sprawa z Brexitem. Pod koniec miesiąca rząd Teresy May dostał zgodę od parlamentu brytyjskiego na renegocjację umowy wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty Europejskiej.

To spotkało się ze sprzeciwem strony unijnej. Luty przyniesie zapewne kontynuację tych wydarzeń i możliwy kompromis. Twardy Brexit nie leży w tym momencie w niczyim interesie.

Obserwowane od końca grudnia wzrosty na GPW nie współgrały z pojawiającymi się danymi gospodarczymi. Do tej pory mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy wskaźniki wyprzedzające wskazywały stopniowe spowolnienie wzrostu gospodarczego, co nie miało jednak odzwierciedlenia w danych realnych. To się jednak zmieniło. Ostatnie dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej wskazują na spowolnienie w tych sektorach. Jak na razie są to dane z jednego miesiąca, ale ten scenariusz jest spójny z prognozami ekonomistów, którzy wskazują na umiarkowane schłodzenie dynamiki PKB w najbliższych kwartałach. Motorem wzrostu PKB pozostanie konsumpcja prywatna i absorpcja środków unijnych. Pod znakiem zapytania pozostają inwestycje prywatne, tutaj duże znaczenie ma globalny klimat inwestycyjny, który jednak pomimo słabszych danych gospodarczych ma szanse się nieco poprawić w stosunku do 2018 roku. O sile krajowej gospodarki w styczniu świadczyć za to może polski złoty, którego notowania charakteryzowały się niemal zerową zmiennością.

A jak w tym świetle wyglądają perspektywy krajowych spółek? Duże podmioty zostały w styczniu wsparte kapitałem zagranicznym. Mniejsze spółki w dalszym ciągu borykać się będą przede wszystkim z rosnącymi kosztami i problemami na rynku pracy. Temat migracji pracowników z Ukrainy przesunął się na 2020 r., ale w dalszej części tego roku może ponownie wrócić do dyskusji rynkowej. Paradoksalnie, problem rosnącej presji płacowej może zostać przejściowo zahamowany przez malejące tempo wzrostu PKB, ale w dalszym ciągu pozostanie na dość wysokim poziomie.

Jeszcze kilka miesięcy temu kontrowersyjną tezą mogłoby się wydawać, że wsparcie dla rynków akcji może przyjść ze strony polityki pieniężnej. Ostatnie stanowisko EBC nie było specjalnie zaskakujące dla rynkowych obserwatorów. Powtórzono stanowisko, zgodnie z którym stopy zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie przynajmniej do lata 2019 roku. W przypadku utrzymania się spowolnienia gospodarczego w strefie euro trudno jednak oczekiwać dalszych ruchów ze strony Rady Gubernatorów.

Dużo większe znaczenie miała ostatnia konferencja po posiedzeniu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Ostatnie wypowiedzi członków Fed mogły wskazywać na bardziej gołębie podejście tego gremium. Rynek przestał wyceniać jakąkolwiek podwyżkę w 2019 roku, wszystko to bazowało głównie na rynkowych oczekiwaniach. Sytuacja uległa jednak zmianie. Przede wszystkim z komunikatu po posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku zniknęło zdanie o dalszych stopniowych podwyżkach stóp, co było od 2015 roku swoistą mantrą. Zastąpiono je zdaniem o cierpliwym analizowaniu właściwego poziomu stóp dla podtrzymania dobrej koniunktury na rynku pracy oraz o dostosowaniu normalizacji bilansu Fed do aktualnej koniunktury gospodarczej i rynkowej. Informacja ta spotkała się z entuzjastyczną reakcją rynków akcji, co nie powinno dziwić, gdy jeszcze jesienią widmo dalszego zaostrzania polityki pieniężnej przez Fed było typowane jako główny czynnik ryzyka dla rynków finansowych. Osłabił się za to dolar amerykański, co może być dobrym prognostykiem dla rynków wschodzących i rynku surowców.

Koniec miesiąca zostawia nas z pytaniami o trwałość styczniowych wzrostów i rosnącymi obawami o kondycję globalnej gospodarki. Nie można mieć złudzeń, że wysoka zmienność na rynkach poszła w zapomnienie. Obowiązujący trend wcale nie musi być jednak spadkowy.

Autor: Kamil Hajdamowicz, Doradca Inwestycyjny Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Wiceprezes Huawei Eric Xu o cyberbezpieczeństwie i 5G

Wiceprezes Huawei, Eric Xu, udzielił wywiadu największym niemieckim mediom. W swoich wypowiedziach poruszył temat cyberbezpieczeństwa, 5G, wyników finansowych firmy oraz wyzwań stojących przed Huawei. Podkreślił, że cyberbezpieczeństwo powinno być sprawą techniczną, a nie polityczną. W spotkaniu udział wzięły między innymi redakcje: Der Spiegel, Die Welt czy DPA.   

Eric Xu, Wiceprezes Huawei
Eric Xu, Wiceprezes Huawei

Wiceprezes Huawei zaznaczył, że przychody firmy w 2018 r. wyniosły 108,5 mld USD, co oznacza 20% wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Zapowiedział, że tegoroczny wzrost wyniesie ponad 10% w stosunku do roku 2018, aby osiągnąć przychód w wysokości 125 mld dolarów w 2019 r.

Perspektywy rozwoju 5G

Eric Xu w kontekście rozwoju technologii 5G wyróżnił trzy rodzaje rynków. Pierwszy typ obejmuje takie kraje jak Chiny, Japonia, Korea Południowa i kraje z regionu Zatoki Perskiej, gdzie ruch danych rośnie bardzo szybko i istnieje realne zapotrzebowanie na 5G. Wyraził przekonanie, że na tych rynkach technologia 5G będzie rozwijała się  szybciej, a zapotrzebowanie użytkowników będzie większe niż na innych rynkach.

Drugim typem rynku jest Europa, gdzie rzeczywisty popyt na 5G jeszcze nie nadszedł. Nawet technologia 4G nie jest tu w pełni rozwinięta. W związku z tym kraje europejskie nadal będą dążyć do wdrożenia 5G, ale skala nie będzie tak znacząca jak w przypadku rynków pierwszego typu. Wdrożenie 5G jest podyktowane tutaj przede wszystkim celami marketingowymi i brandingowymi. Eric Xu nawiązał do wypowiedzi głównego eksperta Huawei, Danga Wenshuana, który powiedział, że liczba stacji bazowych 4G w Chinach stanowi 55% wszystkich stacji na świecie, podczas gdy w całej Francji jest ich mniej niż tych mniejsza niż liczba stacji 4G rozmieszczonych przez China Mobile w Shenzhen, w Chinach.

Trzecim typem rynku są kraje, w których 4G nie rozwinęło się w dużym stopniu. 5G jest dla nich dość odległą perspektywą.

Cyberbezpieczeństwo według Huawei

Eric Xu nawiązał również do wywiadu udzielonego przez Rena Zhengfeia, CEO Huawei, potwierdzając, że Huawei jako firma prywatna, która chce osiągnąć sukces komercyjny, firma musi kierować się etyką biznesową. Zadeklarował, że Huawei nigdy nie zaszkodzi interesom żadnego klienta ani narodu.

Bezpieczeństwo cybernetyczne powinno być przede wszystkim kwestią techniczną. Nie powinno stać się sprawą polityczną. Jeżeli bezpieczeństwo cybernetyczne przerodzi się w coś związanego z polityką lub ideologią, to moim zdaniem znalezienie rozwiązania będzie niemożliwe. Jeżeli jest to problem techniczny, to możemy go rozwiązać – powiedział Eric Xu.

Wiceprezes firmy podkreślił, że Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyjaśniło już, że żadne prawo w Chinach nie wymaga od przedsiębiorstw, aby instalowały obowiązkowe backdoory w swoich urządzeniach i do tej pory Huawei nigdy nie otrzymał takich próśb.

Przypomniał, że w przypadku Niemiec, sieci telekomunikacyjne są budowane głównie przez trzech największych operatorów komórkowych, którzy korzystają z usług kilkudziesięciu dostawców. Huawei dostarcza tylko część produktów, nie posiada ani nie obsługuje całej sieci. Firma zapewnia jedynie wsparcie techniczne, które zawsze jest nadzorowane przez operatorów.

Zauważył również, że to operatorzy ponoszą główną odpowiedzialność za bezpieczeństwo sieci telekomunikacyjnych. Nawiązał do wypowiedzi dyrektora ds. bezpieczeństwa Deutsche Telekom, Thomasa Tschersicha, który wyjaśniał w jaki sposób firma zarządzała bezpieczeństwem cybernetycznym i swoimi sieciami. Deutsche Telekom zbudował bardzo silne zdolności w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Każdy z produktów Huawei jest dokładnie testowany przed wprowadzeniem go do sieci. Według RODO operatorzy telekomunikacyjni są administratorami informacji. Rolą Huawei jest dostarczanie sprzętu, który pomaga operatorom telekomunikacyjnym w przetwarzaniu tych informacji. Huawei nie ma bezpośredniego dostępu do tych informacji.

Eric Xu poinformował, że Huawei współpracuje z Urzędem Federalnym ds. Bezpieczeństwa w Technikach Informatycznych (BSI – Bundesamt für Sicherheit in der Informationstechnik), zajmującym się cyberbezpieczeństwem w Niemczech. Wiąże się to również z utworzeniem w Bonn innowacyjnego laboratorium bezpieczeństwa cybernetycznego, które ma współpracować z różnymi zainteresowanymi stronami, w tym z BSI, przemysłem i operatorami telekomunikacyjnymi.

Ponadto, zapewnił, że sieć 5G jest znacznie bezpieczniejsza z punktu widzenia standaryzacji i technologii w porównaniu z sieciami poprzednich generacji. 5G używa 256-bitowego szyfrowania dla przesłanych danych, co oznacza, że jeżeli ktoś chciałby złamać te zabezpieczenia to musiałby korzystać z komputerów kwantowych i zajęłoby to setki lat.

Wspomniał również o testach wydajności przeprowadzanych przez grupę P3, niezależną firmę consultingową specjalizującą się w telekomunikacji, inżynierii i energetyce. Sieci dostarczane przez wszystkich operatorów telekomunikacyjnych są oceniane i klasyfikowane przez P3 na podstawie osiągniętych wyników. Sieci komórkowe zbudowane z wykorzystaniem urządzeń Huawei są zazwyczaj jednymi z najlepszych w klasyfikacji, dzięki czemu operatorzy korzystający z sprzętu Huawei mogą być bardziej konkurencyjni na swoim rynku oraz zyskać więcej klientów i większe przychody.

Zdaniem Xu, Huawei wypracował pozycję absolutnego lidera w dziedzinie telekomunikacji. Wykorzystanie sprzętu Huawei w sieciach pozwoliłoby operatorom telekomunikacyjnym na zapewnienie lepszego doświadczenia swoim użytkownikom i uzyskanie wyższego zwrotu z inwestycji.

VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego OSE GDAŃSK 2019

Przed nami VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego OSE GDAŃSK 2019. Szczyt tradycyjnie odbędzie się w Gdańsku w dniach 8-9 kwietnia br. w Europejskim Centrum Solidarności. Tematem przewodnim spotkania będzie:

ENERGETYKA DLA GOSPODARKI – GOSPODARKA DLA ENERGETYKI

VII edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego OSE GDAŃSK 2019Intencją organizatorów OSE Gdańsk 2019 jest ponowne zebranie przedstawicieli kluczowych instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze kraju, polityków, ekonomistów oraz przedstawicieli świata biznesu i nauki celem przeprowadzenia dyskusji ukierunkowanej na zabezpieczenie polskiej gospodarki, a w szczególności strategicznych sektorów pod kątem ryzyk wynikających z sytuacji międzynarodowej oraz polityki UE. Rozwój i innowacyjność jako niekwestionowane elementy budowy przewagi konkurencyjnej na przykładzie przemysłu energetycznego, chemicznego i infrastruktury nadal będą towarzyszyć przewidzianym debatom w celu wyłonienia laureata nagrody Fale Innowacji. Na zakończenie pierwszego dnia obrad tradycyjnie odbędzie się uroczysta Gala podczas której już po raz szósty zostaną wręczone Statuetki „Bursztyn Polskiej Energetyki 2019”.

Podczas najbliższej edycji Szczytu wśród poruszanych zagadnień odniesiemy się do reorganizacji polskiego rynku energii jako konsekwencji polityki surowcowej Państwa. Rewitalizacja narodowego potencjału gospodarczego jest priorytetem polityki Rządu oraz poszczególnych resortów, a tym samym tematem zapewniającym niezwykle ciekawą i inspirującą dyskusję. Uniezależnienie gospodarcze i energetyczne, pewność zaopatrzenia w surowce, stabilność relacji międzynarodowych to tematy przewodnie, które zostaną poruszone w poszczególnych panelach. Szczegółowe informacje: www.osegdansk.pl

Jakie mieszkania najczęściej wybierali kupujący w 2018 roku

Jakie mieszkania były najczęściej wybierane przez kupujących na rynku deweloperskim w minionym roku? O jakim metrażu? W jakiej cenie? Jak wiele osób kupowało lokale inwestycyjnie? Jakie osiedla cieszyły się największym uznaniem nabywców? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Rok 2018 nie różnił się szczególnie od poprzedniego. Wciąż dużym zainteresowaniem cieszyły się mieszkania nadające się pod wynajem, a więc małe, kompaktowe lokale w inwestycjach zlokalizowanych w centrach miast, blisko dużych ośrodków akademickich i biurowych. W segmencie popularnym utrzymał się trend związany z szerszym zainteresowaniem większymi mieszkaniami, co jest efektem większej zdolności nabywczej klientów. Pomimo, iż ceny mieszkań wyraźnie wzrosły, zdolność nabywcza klientów jest dwa razy większa niż przed dekadą. Nowym zjawiskiem jest większe zainteresowanie projektami zlokalizowanymi dalej od centrum lub w miastach sąsiadujących z dużymi aglomeracjami, gdzie ceny aż tak bardzo nie wzrosły.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Skanska Residential Development Poland

Na rynku dominują dwie tendencje. Z jeden strony utrzymuje się zainteresowanie małymi mieszkaniami. Ten trend zauważamy szczególnie w przypadku osiedli, takich jak warszawskie Holm House, zlokalizowanych w okolicy dzielnic biurowych. Klientów przyciągają też tego typu mieszkania w dobrze skomunikowanych miejscach. Zauważają ich potencjał najmu i traktują jako bezpieczną lokatę kapitału. Jednocześnie w niektórych projektach dużą popularnością cieszą się mieszkania czteropokojowe, oferujące po prostu wygodną przestrzeń do życia na lata. Zatem w zależności od lokalizacji, inwestycje przyciągają klientów o różnych potrzebach. Coraz ważniejszym aspektem stają się także dodatkowe udogodnienia. Mam tu na myśli, zarówno rozwiązania smart home, np. szyfrowe zamki ułatwiające korzystanie z mieszkań przeznaczonych pod wynajem, czy termostaty pozwalające na zdalną regulację temperatury, jak i atrakcyjną, zieloną przestrzeń wokół, której rolą jest dbanie o bioróżnorodność i wpasowanie osiedla w istniejącą dookoła przyrodę.

Andrzej Gutowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Ronson Development

Ze względu na duże zainteresowanie zakupami w segmencie inwestycyjnym, wciąż ogromnym powodzeniem cieszyły się małe mieszkania. Najbardziej efektywne dla inwestorów są kawalerki o powierzchni do 30 mkw. i lokale dwupokojowe o metrażu do 46 mkw. w centralnych lokalizacjach. Udział zakupów na cele inwestycyjne zmienia się w zależności od lokalizacji. W centralnych punktach miasta jest znacznie większy i np. w osiedlu City Link na warszawskiej Woli przekracza 70 proc. Natomiast w przypadku ofert z segmentu popularnego, skierowanych przede wszystkim do młodych rodzin, jest o wiele niższy. Nasze bestsellerowe projekty mieszczą się w obu tych segmentach. Wspomniany już City Link to jedna z naszych przodujących inwestycji, ale w podobnym stopniu zadowoleni jesteśmy z osiedla Miasto Moje na warszawskiej Białołęce, które jest wybierane przez klientów jako lokalizacja pierwszego, własnego mieszkania. Coraz większy udział w naszej sprzedaży mają też osiedla położone poza Warszawą, jak szczecińska Panoramika, w której w czwartym etapie sprzedaliśmy już blisko 80 proc. lokali.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Tradycyjnie już największym uznaniem naszych klientów cieszyła się inwestycja Bliska Wola, łącząca atrakcyjną lokalizację i wysoki standard. Projekt realizowany w sercu jednej z najbardziej atrakcyjnych dzielnic miasta i biznesowej części Warszawy, poza apartamentami o wysokości blisko 3 metrów z klimatyzacją i panoramicznymi oknami z widokiem na ścisłe centrum, oferuje także np. powierzchnie biurowe. Przy zakupach inwestycyjnych liczyły się najmniejsze metraże.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Zauważalny wzrost zamożności społeczeństwa przekłada się na gotowość do zmiany dotychczasowego mieszkania na większy lokal albo dom. W naszej ofercie hitem sprzedażowym były domy jednorodzinne w zabudowie bliźniaczej realizowane w ramach Osiedla Familia we wrocławskich Maślicach, których w mijającym roku sprzedaliśmy blisko 70, a także trzypokojowe mieszkania oferowane w inwestycji Rędzińska.

Wojciech Duda, wiceprezes zarządu w Duda Development

Inwestorzy, kupujący mieszkania pod wynajem najbardziej zainteresowani są zakupem kompaktowych, jedno i dwupokojowych mieszkań, które najłatwiej jest później wynająć. Osoby poszukujące lokali na potrzeby własne coraz chętniej kupują duże mieszkania o metrażu przekraczającym nawet 90 mkw., a także domy pod miastem, w naszym przypadku w okolicach Poznania.

Wśród naszych inwestycji w 2018 roku wyraźnie na prowadzenie wysunęło się poznańskie osiedle Fyrtel Wilda i Diasfera Łódzka, które jest naszym pierwszym projektem poza rynkiem poznańskim i jednocześnie największą z dotychczasowych inwestycji firmy. Na wysokim poziomie utrzymuje się także zainteresowanie domami jednorodzinnymi, budowanymi pod Poznaniem w ramach trzeciego etapu osiedla Nowe Złotniki i drugiego etapu inwestycji Morasko Park.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W ubiegłym roku niezmiennie królowały małe mieszkania dwupokojowe. W czasach stabilnej sytuacji gospodarczej, a co za tym idzie stabilizacji finansowej, umożliwiającej gromadzenie oszczędności, klienci chętnie inwestują w takie lokale pod wynajem lub dla dzieci. W 2018 roku odnotowaliśmy też znaczący wzrost ilości sprzedanych lokali czteropokojowych, co również jest oznaką stabilizacji ekonomicznej i optymizmu nabywców, którzy ze względu na powiększenie rodziny, czy w celu poprawy warunków mieszkaniowych wybierali dużo większe mieszkania. Nabywcy są jednak ostrożni i rzadko decydują się na większe mieszkania, których metraż przekracza 80 mkw.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nasi klienci w 2018 roku najczęściej wybierali nieduże mieszkania dwu i trzypokojowe o powierzchni od 34 mkw. do 55 mkw. Generalnie średni metraż nabywanych lokali wyniósł około 44 mkw. Klienci najczęściej kupowali mieszkania do kwoty 350 tys. zł. W celach mieszkaniowych kupowało około 70 proc. nabywców, a pozostałe osoby to inwestorzy. Największym uznaniem wśród klientów cieszyły się inwestycje Warszawski Świt na Targówku, Willa Ochota na Ochocie i Okopowa 59A na warszawskiej Woli.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

W naszej ofercie znajdują się mieszkania i domy z segmentu popularnego, luksusowe apartamenty oraz jednostki condo. Nasze projekty w większości zlokalizowane są na rynku pomorskim, m.in. w Gdańsku, ale powstają także w innych rejonach kraju. Największym zainteresowaniem klientów w zeszłym roku cieszyły się inwestycje: Hotel Grano, Grano Residence, Foresta, Jaworowe Wzgórze, Młoda Morena i Nowe Rokitki.

Olga Pietrzak, specjalista ds. sprzedaży i marketingu w firmie Skaland

Dostrzegamy dwa równoległe trendy sprzedażowe. Pierwszą, najbardziej popularną grupą kupujących są osoby w wieku 30-35 lat, poszukujące mieszkań dla siebie. Tutaj dominowały zakupy lokali trzypokojowych o metrażu 70- 90 mkw., najchętniej z przydomową przestrzenią w postaci ogrodów na lubianym, wybierane w podpoznańskim osiedlu Nowe Koninko. W drugim wariancie klienci dokonywali zakupów inwestycyjnych, decydując się na mieszkania kompaktowe w osiedlu Młodych w Grodzisku Wielkopolskim o powierzchni nieprzekraczającej 40 mkw. Istotnym kryterium wyboru były udogodnienia, jak winda w niskim bloku, brak barier architektonicznych, czy dostęp do komórki lokatorskiej. Charakter tych transakcji nie skupiał się wyłącznie na chęci czerpania zysków z najmu czy inwestowania oszczędności. Mieszkania w tym formacie docelowo mają posłużyć właścicielom lub członkom ich rodziny, kiedy będą w podeszłym wieku. Ceny nie przekraczały 4000 zł/ mkw.

Piotr Tarkowski, pełnomocnik zarządu Allcon Osiedla

Osoby kupujące swoje pierwsze mieszkania najczęściej wybierały trzy pokoje w lokalizacji dobrze skomunikowanej z centrum. Klienci chcący podnieść swój standard życia decydowali się na lokale trzy i czteropokojowe o powierzchni 75 – 120 mkw. Często posiłkując się kredytem płacili za nie od 700 tys. zł do ponad miliona zł. Inwestorzy wybierali głównie dwa pokoje do 50 mkw. W dobrych lokalizacjach byli skłoni zapłacić za nie nawet 600 tys. zł. Coraz bardziej popularne na rynku są mieszkania z obszaru tzw. second home położone nad morzem albo w górach. W tych przypadkach wybierane są zarówno mieszkania o powierzchni 40 mkw. za 400 tys. zł, jak i 130 metrowe apartamenty w cenie 2 mln zł.

Największą popularnością wśród inwestycji Allcon Osiedla w ubiegłym roku cieszyły się apartamenty w Tarasach Bałtyku, zlokalizowane na gdańskim Przymorzu w bezpośrednim sąsiedztwie Parku Regana i morza. Osoby poszukujące lokali second home i inwestorzy kupowali też w projekcie Nexo Apartamenty na Klifie w Pucku, położonym 50 m od morza. Chcący podnieść swój standard życia wybierali kameralne osiedle Kamienice Malczewskiego w pobliżu gdańskiej starówki.

Marcin Antczak, prezes FB Antczak

W 2018 roku największym zainteresowaniem kupujących cieszyły się lokale dwupokojowe. Widocznie rośnie też liczba zapytań o większe mieszkania, dostosowane do potrzeb rozwijających się rodzin. Mamy też sporo zapytań o ofertę domów. Niskie stopy procentowe i łatwość uzyskania kredytu zachęcają również coraz więcej osób do zakupu mieszkań w celach inwestycyjnych. Obecne ceny najmu wciąż pozwalają spłacać zaciągnięte kredyty, a nawet na nich zarobić. Do zakupu pod wynajem najchętniej wybierane są mieszkania dwupokojowe.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

W 2018 roku klienci wybierali najczęściej mieszkania dwupokojowe o średniej wielkości 42 mkw. Cena mieszkania dla najchętniej wybieranych dwójek oscylowała na poziomie 300 tys. zł. Na zakup mieszkania na potrzeby własne zdecydowało się 89 proc. naszych klientów, pozostałe 11 proc. to zakupy inwestycyjne. Inwestycjami cieszącymi się w ubiegłym roku największym uznaniem kupujących były wrocławskie osiedla Olimpia Port, Słoneczne Stabłowice, Na Ustroniu, jak również Cztery Pory Roku. Wynika to w szczególności ze wzrostu zainteresowania klientów mieszkaniami gotowymi do odbioru.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Już od kilku lat widzimy wyraźne zainteresowanie dwupokojowymi mieszkaniami, gdzie metraż mieści się w granicach 45 mkw. Sporym zainteresowaniem cieszą się też mieszkania większe, trzypokojowe o powierzchni do 55 mkw. Kwoty, jakie skłonni są zapłacić klienci za takie lokale mieszczą się w przedziale od 6500 zł do 7000 zł za mkw. Jeśli porównamy ilość mieszkań, które klienci kupowali u nas pod inwestycję w roku 2017 i w roku 2018 widzimy spadek zainteresowania takim zakupem.

W ubiegłym roku bardzo dużą popularnością cieszyła się krakowska inwestycja Piasta Park. Z dużym zainteresowaniem kupujących spotkały się również nasze inwestycje, które miały premierę w ubiegłym roku, do których należały: Krygowskiego III, Lublańska Park oraz Lawendowy Prądnik.

Autor: Dompress.pl

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. coraz bliżej połączenia z ABS Investment

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., poinformowała o podjęciu decyzji o przygotowaniu i rozpoczęciu procesu połączenia z ABS Investment S.A. Emitent prognozuje, że jego skonsolidowany zysk brutto w 2019 r. wyniesie 750 tys. zł.

Zarząd Spółki w wyniku przeprowadzonych rozmów z Zarządem ABS Investment S.A. podjął decyzję o przygotowaniu oraz rozpoczęciu procesu połączenia Spółki z tym podmiotem w drodze przejęcia przez ABS Investment S.A. spółki Emitenta. Przeprowadzenie procesu połączenia wymaga wyrażenia zgody przez Akcjonariuszy obu spółek podczas WZA, na których zaproponowane zostaną stosowne uchwały w tym zakresie, więc samo rozpoczęcie procesu nie jest jednoznaczne z faktycznym dokonaniem połączenia obu podmiotów. Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. liczy, że fuzja obu podmiotów przyniesie wymierne korzyści ich Akcjonariuszom oraz pozwoli na wzmocnienie pozycji połączonej spółki na rynku kapitałowym.

„Pierwszym etapem w procesie połączenia jest przygotowanie koncepcji połączenia. Następnie należy sporządzić wycenę i skonstruować plan połączenia. Wycena pozwoli na uzyskanie proponowanego parytetu wymiany akcji przy połączeniu. W dalszej kolejności uchwały związane z połączeniem trzeba poddać pod głosowanie przez WZA w obu podmiotach, które uczestniczą w połączeniu. Po akceptacji przez Akcjonariuszy można rozpocząć „właściwy” proces połączenia. Główne korzyści to redukcja kosztów, scalenie aktywów i umocnienie pozycji w akcjonariacie w wielu spółkach portfelowych.” – podkreśla Michał Damek, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A.

Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. opublikowało prognozy finansowe na 2019 r., które zakładają wypracowanie w tym roku jednostkowego zysku brutto w wysokości 600 tys. zł. Z kolei skonsolidowany zysk brutto Spółki ma wynieść 750 tys. zł. Prognozy finansowe Emitenta na ten rok zostały przygotowane w oparciu o zakładane przez Zarząd wpływy z działalności inwestycyjnej w ramach Spółki oraz z działalności doradczej w spółce zależnej – Beskidzkie Biuro Consultingowe Sp. z o.o.

„Prognozy na rok 2019 zostały skonstruowane w oparciu o aktualny poziom kosztów, możliwość wzrostu wartości aktywów, oczekiwane strumienie dywidend oraz spodziewany poziom przychodów spółki doradczej. Przypomnę tylko, że działalność spółki doradczej to usługi związane z Autoryzowanym Doradztwem – 15 podmiotów, specjalistyczne usługi finansowe np. wyceny ekonomiczne oraz doradztwo przy pozyskiwaniu różnych środków pomocowych w tym z UE. We wszystkich tych segmentach spodziewamy się wzrostu przychodów w stosunku do roku poprzedniego.” – dodaje Prezes Damek.

Do Spółki Beskidzkie Biuro Inwestycyjne S.A. należy spółka doradcza Beskidzkie Biuro Consultingowe Sp. z o.o. Przedmiotem działalności BBC jest świadczenie usług ekonomiczno-finansowych oraz obsługa consultingowa o charakterze B2B. Podstawowymi usługami świadczonymi przez BBC są usługi doradcze przy pozyskiwaniu dotacji dla przedsiębiorstw, sporządzanie wycen, analiz i innych opracowań ekonomicznych oraz usługi w zakresie pełnienia funkcji Autoryzowanego Doradcy dla rynku NewConnect i Catalyst.

Kolejny krok w kierunku włączenia marihuany do medycyny w Polsce

Polscy pacjenci są zainteresowani korzystaniem z możliwości leczenia marihuaną, natomiast polscy lekarze nie są przygotowani do współpracy z chorymi w tym zakresie – mówili eksperci zgromadzeni na konferencji pt. „Etyczne, psychologiczne i praktyczne aspekty medycznych zastosowań marihuany”. Tymczasem są kraje, w których leczenie stosowane jest z powodzeniem, a pacjentów sukcesywnie przybywa. Chociażby w Kanadzie szacuje się, że w ciągu kilku lat przybędzie kolejnych 450 tys. leczonych – swoim doświadczeniem w temacie marihuany leczniczej podzielili się goście z Holandii, Kanady, Izraela i Niemiec, czyli z krajów słynących z bogatego doświadczenia w zakresie wykorzystania leczniczych właściwości konopi.

W ciągu ostatnich lat na świecie znacząco wzrosło stosowanie konopi kwalifikowanych do celów medycznych (medical grade cannabis), co zbiegło się z faktem odnotowania istotnych postępów w badaniach naukowych nad tym surowcem roślinnym. Dzięki temu dyskusja wokół marihuany leczniczej coraz częściej toczy się wokół wskazań do zastosowania. Najczęściej wykorzystuje się ją w leczeniu bólu, ale także objawowo w chorobach onkologicznych i neurologicznych. Polskie doświadczenia dotyczą m.in. nowotworów, bólów neuropatycznych, firbromialgii i chorób rzadkich. Jednak wciąż brakuje jednolitych czy globalnych standardów w tym zakresie. Biorąc pod uwagę kontrowersje związane z pozamedycznym stosowaniem preparatów konopi, istotne jest omówienie i wprowadzenie systemu kontroli i regulacji mających na celu zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony zdrowia publicznego.

Produkty z marihuany leczniczej stosowane w celach leczniczych powinny być traktowane jak zarejestrowane leki bądź produkty medyczne. Warto byłoby zastanowić się nad nazewnictwem typu „leki kanabinoidowe”, co dałoby szansę na większą wiarygodność tych preparatów. Dzisiaj „marihuaną leczniczą” określa się bowiem surowce, wytwarzane przez uznanych producentów, ale także i te od dilerów, czyli bez różnicy, a przecież
z punktu widzenia chociażby bezpieczeństwa ma to znaczenie. Potrzeba nam ustanowienia właściwych standardów dotyczących jakości produktów leczniczych oraz ujednoliconej, uporządkowanej i jasnej metodologii klinicznej – mówił dr Jerzy Jarosz.

Obowiązujące od listopada ubiegłego roku przepisy prawne udostępniają na polskim rynku preparaty medycznej marihuany. W praktyce jednak nie wygląda to tak łatwo.

Lekarze i farmaceuci są nieprzygotowani do obsługi pacjenta pod tym kątem. Nie każdy lekarz potrafi wypisać receptę, bo po pierwsze: nie zna tego tematu, nie zna badań i wskazań, po drugie: nie chce prowadzić leczenia pacjenta w ten sposób – tylko 4,5% lekarzy korzysta z recepty RTW, która umożliwia ordynację marihuany leczniczej – wyjaśniał dr Jarosz. Dla farmaceuty też sprawa nie jest prosta. Nie każdy będzie wiedział, co może z tego zrobić – maść czy może proszek do sporządzania naparu? – dodaje.

Temat marihuany leczniczej jest wciąż żywy. Potrzebujemy wielu rozmów, szkoleń, aby wypracować odpowiednie standardy. Konieczne jest podjęcie systematycznego, opartego na rzetelnej wiedzy, szkolenia lekarzy i farmaceutów, aby potrafili w sposób najbardziej skuteczny i bezpieczny wykorzystywać nowe leki. Fundacja Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie (FHO) podjęła się tego zadania. Od ponad 3 lat prowadzi punkt konsultacyjny i poradnię dla chorych. Wczorajsza międzynarodowa konferencja jest przykładem działalności edukacyjnej. Rok temu odbyło się podobne wydarzenie z udziałem specjalistów z Izraela. W tym roku wydarzenie było współorganizowane przez Canadian Cannabis Clinics, jednego ze światowych liderów na rynku klinik kanabinoidowych, który zapewnia swoim pacjentom najlepsze doświadczenia, prowadzi także badania kliniczne oraz działania edukacyjne. Organizatorzy nie bez przyczyny przywołują doświadczenia kanadyjskie, gdyż w ciągu ostatnich 5 lat rynek konopi leczniczych w tym kraju nieustannie rozwijał się i znacząco urósł. Według szacunków Health Canada obecnie w tym kraju jest ponad 450 tys. pacjentów, którzy stosują marihuanę leczniczą i oczekuje się, że ta liczba wzrośnie w kolejnych kilku latach.

Początkowo nasz rozwój był kwestionowany przez wielu lekarzy ze względu na brak informacji i ogólną stygmatyzację konopi. Wymagało to podjęcia działań edukacyjnych w ramach kształcenia ustawicznego i nie tylko, aby wykazać bezpieczeństwo i pozytywne efekty stosowania konopi indyjskich w celach medycznych. Dzięki ciągłemu podejmowaniu działań świadomościowych oraz organizowaniu szkoleń udało nam się dotrzeć do tak dużej liczby pacjentów, że nasz dalszy rozwój był podyktowany ich rosnącymi oczekiwaniami. Spodziewaliśmy się, że jeśli otworzymy klinikę, pacjenci będą szukać dostępu do marihuany. Legalizacja użytkowania rekreacyjnego marihuany i wzrost świadomości społecznej przyczyniły się do rozwoju oraz utrzymania zrównoważonego „ekosystemu medycznego”. Terapia konopiami indyjskimi jest wysoce zindywidualizowana, zaś dawki leków dobierane są w myśl znanej zasady rozpoczynania od najmniejszych dawek i stopniowego, powolnego ich zwiększania – mówił dr Mohammad Rahim z Canadian Cannabis Clinics.

Współpraca międzynarodowa to kolejny krok w kierunku włączenia marihuany do medycyny w Polsce.

Gołębi Fed osłabił notowania dolara

Strefa euro spowalnia, co ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie. Gołębi Fed osłabił dolara i umocnił złotego. Kurs EUR/USD wzrósł do 1,15 zaś EUR/PLN powrócił w okolice 4,28 po tym jak jeszcze w pierwszych godzinach sesji uderzał w 4,298.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W środę, w centrum uwagi przede wszystkim znajdowało się posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Fed potwierdził, że będzie „cierpliwy”, jeśli chodzi o dalsze podwyżki stóp w tym roku ze względu na rosnącą niepewność odnośnie perspektyw gospodarki USA. Choć podkreślono, że dalszy wzrost gospodarczy i poprawa sytuacji na rynku pracy są nadal „najbardziej prawdopodobnym scenariuszem”, to jednak z komunikatu usunięto stwierdzenie, że ryzyka dla prognoz są „w zasadzie zbilansowane” oraz, że „pewne dalsze” podwyżki stóp mogą być właściwe. Wyraźnie gołębi wydźwięk przekazu osłabił dolara (EUR/USD wzrósł do 1,15), na czym skorzystał złoty (EUR/PLN powrócił w okolice 4,28 po tym jak jeszcze w pierwszych godzinach sesji uderzał w 4,298).

Obok silniejszego euro, złotego dodatkowo wspierało umocnienie CNY wobec USD wynikające z pozytywnych nastojów wokół rozmów handlowych USA-Chiny. Chińska delegacja rozpoczęła wczoraj wizytę w USA. Sekretarz Skarbu S.Mnuchin nadal wypowiadał się w optymistycznym tonie, co do wyniku negocjacji. Po raz kolejny zasugerował możliwość zniesienia wszystkich ceł nałożonych dotychczas na Chiny w zamian za ustępstwa w polityce przemysłowej Chin oraz wskazał, że kwestie handlowe i zarzuty wobec firmy Huawei to dwa osobne tematy i nie należy ich łączyć. Niemniej, nawet, gdyby rozmowy nie posunęły się istotnie do przodu, to obie strony mogą być zainteresowane sygnalizowaniem w mediach bliskości porozumienia podkreślając dobrą wolę aż do czasu, kiedy będzie wiadome, że trwałe porozumienie nie jest możliwe.

Na rynku stopy procentowej w Europie obserwowaliśmy lekkie spadki rentowności, na co wpływały dane ze strefy euro. Nastroje gospodarcze w EZ od miesięcy się pogarszają i w tym tonie podobnie wybrzmiała publikacja indeksu ESI, który spadł do 106,2 pkt. z 107,4 pkt. w grudniu, przy szacunkach na poziomie 106,8 pkt. W czwartek publikowane będą dane o PKB ze strefy euro za czwarty kwartał 2018 roku, gdzie oczekuje się spowolnienia dynamiki w stronę 1,2% r/r. Niższym odczytem zaskoczył również indeks CPI dla Niemiec, gdzie flash na poziomie 1,4% r/r wobec prognozowanych 1,6%. Przy tych danych niemiecki Bund 10Y notowany był poniżej 0,20%. W USA po wyraźnie gołębim zwrocie w polityce monetarnej Fed rentowności poszły już mocno w dół, w przypadku UST 10Y chwilowo poniżej 2,675%.

W Polsce w czwartek poznamy plan podaży Ministerstwa Finansów w lutym. Szacujemy, że uplasowane zostaną papiery za około 10 mld (wobec 14 mld PLN miesiąc wcześniej). Jednak w odróżnieniu od stycznia nie będą obserwowane wykupy obligacji czy wypłaty odsetek, co powinno sprzyjać utrzymaniu rentowności polskich 10-letnich obligacji w okolicy 2,80%. W ciągu dnia opublikowane zostaną również minutes z RPP, które powinny potwierdzić chęć stabilizacji stóp procentowych w najbliższych miesiącach, co sprzyja utrzymywaniu się krótkiego końca krzywej dochodowości blisko stawki referencyjnej. W czwartek dojdzie również do publikacji polskiego PKB w za cały 2018 rok, którego wzrost był zbliżony do 5% (PKO: 5,0%).

Wykres dnia: Strefa euro spowalnia, co ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie.

Strefa euro spowalnia, co ogranicza pole do wzrostu rentowności obligacji w Europie
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Zatrzymanie w kadrach, czyli HR bez tajemnic

Pięciu na stu szefów i przedstawicieli działów zarządzania zasobami ludzkimi twierdzi, że dział HR ma złą pozycję w firmie. Mniej więcej tyle samo respondentów uważa, że tzw. kompetencje miękkie (komunikacja, umiejętność współpracy itp.) nie są w stanie zastąpić kompetencji twardych, czyli wiedzy merytoryczne – wynika z badań Brainstorm Group, przeprowadzonych podczas III Kongresu HR w Katowicach.

Ankietowani zgadzają się (37,8 proc.), i zdecydowanie zgadzają (54,1 proc.) z twierdzeniem, że zarządy firm powinny przestać kierować się własnymi kryteriami doboru pracowników, a zwracać większą uwagę na rekomendacje z działów HR. Jednocześnie HR-owcy mają poczucie, że ich działy mają dobrą pozycję w firmach (59,5 proc. – dobra, 13,5 proc. – bardzo dobra).

W zestawieniu wagi kompetencji miękkich i twardych ciekawie wypada ocena wyzwań HR w najbliższym czasie. Wśród wyzwań uczestnicy kongresu zwracali uwagę na retencję, a więc przepływ pracowników, pracę z postawą pracowników – przekonywanie ich, że pracują w tej organizacji, do której chcieli trafić, a nawet kwestie pozapłacowego motywowania i wsparcia rozwoju liderów.

Uczestnicy badań byli też niemal w całości zgodni, że obecnie pracownicy kierują się przy wyborze pracodawcy nie tylko wysokością zarobków, ale przede wszystkim dobrą atmosferą. To może oznaczać nie tylko wzrost popularności nowego trendu – widoczny już od kilku lat, ale również potrzebę głębokich zmian przede wszystkim w korporacjach, które, by utrzymać najbardziej cenionych, będą musiały zmienić nie tylko systemy motywacji, ale również zindywidualizować podejście do pracowników.

Dolar traci. Powell dał zielone światło dla rajdu ryzyka

Fed ugiął się pod presją rynków i przyjął gołębie stanowisko, będąc gotowym porzucić chęci dalszego zacieśniania polityki na rzecz podtrzymania hossy na Wall Street. USD traci, gdyż rynek do kosza wyrzuca szanse na dwie podwyżki do końca 2019 r., a jako kolejny ruch banku widzi obniżkę. I na razie nic tego nie zmieni.

Rynek w pewnym stopniu spodziewał się złagodzenia nastawienia Fed, ale wczorajszy przekaz przeszedł najśmielsze oczekiwania. Z komunikatu usunięto fragment mówiący, że dalsze stopniowe podnoszenie stóp procentowych jest spójne z celami banku. W zamian za to pojawiło się stwierdzenie, że Fed zamierza być cierpliwy w określaniu przyszłych dostosowań polityki w obliczu sytuacji globalnej i zachowania rynków finansowych oraz zdławionej presji inflacyjnej. Jednocześnie FOMC wyraża gotowość do rozważenia zmian w zakresie polityki redukcji sumy bilansowej, a dokładniej zakończenie procesu redukcji bilansu wcześniej niż planował (czyli w mniejszej skali ograniczy płynność).

Bez wątpienia od czasu grudniowego posiedzenia nazbierało się czynników ryzyka dla perspektyw ożywienia USA: zapaść rynku akcji, government shutdown, pogorszenie perspektyw wzrostu globalnego (strefa euro, Chiny), brexit oraz negocjacje handlowe z Chinami. Fed ma podstawy, by być mniej jastrzębi, jednak tak silny zwrot w nastawieniu jest zaskoczeniem. Szczególnie, że z gospodarki USA nie napływają silnie niepokojące sygnały hamowania. Chociażby indeksy ISM wciąż pozostają na wysokich poziomach, a rynek pracy jest coraz mocniejszy. Najwyraźniej jednak Fed widzi kruchość rynku akcji i chce przeciwdziałać zagrożeniom, jakie bessa może poczynić na zaufaniu konsumentów i przedsiębiorstw. Wysyłając sygnał, że polityka monetarna w przyszłości będzie dużo łagodniejsza niż się wydawało kilka tygodni temu, zdejmuje z rynków finansowych jeden ciężar.

Prezes Powell podkreślał wczoraj, że decyzje Fed będą determinowane przez napływające dane, ale wydaje się, że ważniejsze będą nastroje inwestorów przynajmniej do czasu, aż gospodarka globalna złapie wiatru w żagle, by rynki finansowe były w stanie przełknąć kolejny zwrot w polityce monetarnej. Gdyż wcześniejsze oczekiwania decydentów Fed o neutralnym poziomie stopy procentowej na 3,0-3,5 proc. nie wzięły się znikąd. Fed mógł uznać, że z dalszej normalizacji polityki będą nici, jeśli już teraz globalna gospodarka w padnie w spiralę zwątpienia i obaw o spowolnienie. Jednak nie chce mi się wierzyć, aby opinie członków FOMC o gospodarce uległy aż tak silnej rewizji, zatem oczekiwałabym, że za kilka miesięcy będą szukać sposobu, by przemycić kolejną podwyżkę. Czerwiec jest najwcześniejszym terminem, jednak bardziej realny jest dopiero wrzesień. Dla rynków może to być wówczas nowy wstrząs i pretekst do zmienności.

Dla USD i rynków teraz nie ma to jednak znaczenia, a liczy się fakt, że prezes Powell dał zielone światło dla rajdu ryzyka i sprzedaży USD. Jest to wzmocnienie sygnału, jaki Powell przekazał pierwszy raz 4 stycznia, pytanie tylko, czy tym razem inwestorzy zrobią z tym więcej niż dotychczas? Pozostałe czynniki ryzyka (spowolnienie, wojny handlowe) dalej są obecne. Krótkoterminowo jednak trudno ignorować falę zapoczątkowaną przez FOMC, więc na razie USD jest na straconej pozycji.

W międzyczasie uwaga przenosi się na trwające od wczoraj rozmowy handlowe USA-Chiny. Niewiele wskazuje na to, że Pekin jest gotów odpowiedzieć na kluczowe żądania USA dotyczące ochrony własności intelektualnej, a sytuację dodatkowo komplikują kryminalne zarzuty przedstawione przez USA dyrektor finansowej Huawei. Mimo to jakiekolwiek oznaki postępu wyartykułowane w oświadczeniu po zakończeniu rozmów prawdopodobnie będą odczytane przez rynki jako wzrost szans na zakończenie sporu. Bo szklanka jest w połowie pełna.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Koncern Beiersdorf dołączył do projektu Platformy Loop

Początek roku przynosi potwierdzenie konsekwentnych działań i inwestycji Beiersdorf związanych z globalną polityką proekologiczną koncernu (marki NIVEA, Tesa, La Prarie, Eucerin, Hansaplast). Grupa dołączyła do przełomowego projektu Platformy Loop działającej na rzecz recyclingu, a w rankingu CDP uznana została za pioniera w działaniach na rzecz zmian klimatycznych, chroniących przed wycinaniem lasów i zaangażowanych w budowanie przyszłej, udoskonalonej gospodarki.

Beiersdorf wspiera fazę pilotażową programu platformy TerraCycle oferując produkty z linii NIVEA MEN, które posłużą sprawdzeniu, czy ten innowacyjny pomysł może stać się długoterminowym rozwiązaniem dla konsumentów. Program rozpocznie się wiosną 2019 r. w Paryżu i Nowym Yorku.

Platforma Loop zaaranżowana przez TerraCycle, światowego lidera w zakresie gospodarką odpadami, jest misją szerzenia idei zero-waste. We współpracy z wiodącymi światowymi markami tworzy przełomowe, przyjazne dla środowiska rozwiązanie, które zrewolucjonizuje dotychczasowy system recyklingu. Celem tej inicjatywy jest wyeliminowanie opakowań jednorazowych i zapewnienie konsumentom wygodnego, przyjaznego dla środowiska rozwiązania opartego na trwałym opakowaniu produktu z możliwością ponownego napełniania oraz zamkniętym łańcuchu dostaw. Loop zapewnia odbiór zużytych produktów w domach konsumentów, następnie oczyszcza je, ponownie napełnia lub poddaje recyklingowi.

Zrównoważony rozwój ma długą tradycję w Beiersdorf. Tak, jak pokazuje nasza tradycja We Care, zawsze staramy się integrować elementy całego systemu wartości z naszymi procesami. Platforma Loop to doskonały sposób na oszczędzanie zasobów poprzez ponowne wykorzystanie naszych opakowań – mówi Dorle Bahr, Kierownik ds. Zrównoważonego Rozwoju Środowiska Beiersdorf.

Na rozwiązaniach nakłaniających do szczepień skorzystaliby wszyscy podatnicy

Eliminacja groźnych chorób ma poważny wpływ na ekonomię. Koszty profilaktyki są niższe niż opłaty za leczenie. Jeden przypadek odry to dla polskiej gospodarki strata minimum 6 tys. zł, nie licząc obniżonej produktywności opiekuna chorego i strat opieki zdrowotnej. A coraz częściej rodzice nie chcą szczepić dzieci. Dlatego pojawiają się pomysły, aby jednak skłaniać opornych do zmiany podejścia. Dla przykładu, Finowie wobec zagrożenia epidemią odry, chcą uzależnić wypłaty świadczeń dla dzieci od szczepień. W Polsce zaproponowano podniesienie składki zdrowotnej dla odmawiających udziału w programach wakcynacji. Część ekspertów uważa takie posunięcie za słuszne, jednak wątpi w ich wprowadzenie w naszym kraju. Uzależnienie wypłaty 500 plus od przedstawienia kart szczepień raczej nie przejdzie. Rząd nie chce tracić wyborców.

Niższe koszty

Z powodu rosnącej liczby rodziców odmawiających szczepienia dzieci, pojawiają się pomysły na nakłonienie ich do zmiany zdania. W Finlandii minister nauki i szkolnictwa zaproponowała uzależnienie wypłaty świadczeń na dzieci (program podobny do polskiego 500 plus) od przedstawienia adekwatnych dowodów. Zdaniem Krzysztofa Kutwy, analityka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w tym kraju poziom szczepień pozostaje wysoki i zapewne ta koncepcja się nie sprawdzi. Tym bardziej, że wymagałaby zmian treści konstytucji. Wysoki poziom wykształcenia Finów i fakt, że ruchy antyszczepionkowe nie są tam popularne, skłoni decydentów raczej do podjęcia działań edukacyjnych i informacyjnych.

– Państwo zawsze określa warunki do otrzymania określonych świadczeń, m.in. takich jak 500 plus. Obowiązek przedstawienia dokumentu potwierdzającego szczepienie nie narusza prawa, o ile da się go racjonalnie wytłumaczyć, a także chroni wartość wyższą, jaką w tym przypadku jest obrona społeczeństwa przed epidemią – komentuje dr Dobrawa Biadun, radca prawny i ekspert ds. polityk publicznych Konfederacji Lewiatan.

Z kolei ekonomista Marek Zuber uważa, że fiński projekt należy ocenić zdecydowanie pozytywnie z ekonomicznego punktu widzenia. Tak samo byłoby w przypadku uzależnienia wypłat 500 plus od karty szczepień. We wszystkich światowych opracowaniach podkreśla się, że koszty działań profilaktycznych są zdecydowanie niższe od wydatków na leczenie. Janusz Jankowiak, ekonomista i właściciel JJ Consulting, podkreśla, że takie działanie w języku ekonomii nazywa się międzyokresowym przesunięciem kosztów i korzyści. Bieżące obciążenie budżetu jest mniejsze niż nakłady ponoszone w długim okresie na wydatki zdrowotne państwa i obywateli.

– Profilaktyka w postaci obowiązkowych szczepień ma zabezpieczyć przed kosztami związanymi z chorobami oraz powikłaniami z nich wynikającymi. Ważną kwestią do rozwiązania będzie nadzór zdrowotny nad wszystkimi osobami przebywającymi na jej terytorium, w szczególności z uwagi na zwiększającą się liczebność cudzoziemców. Świadomość zagrożenia płynącego od osób, które nie zostały zaszczepione w takim samym zakresie, jaki obowiązuje w Polsce, powinny stanowić ważny element działania właściwych organów. Zbudowanie sprawnego systemu nadzoru w tym zakresie jest istotne dla zachowania bezpieczeństwa publicznego – uważa ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Najnowsza krajowa inicjatywa to pomysł Polskiego Towarzystwa Prawa Medycznego na podniesienie do 12% składki zdrowotnej dla rodziców uchylających się od obowiązkowych szczepień dzieci. Jednak Krzysztof Kutwa zwraca uwagę, że to tylko jeden z elementów systemu prewencji zdrowotnej. Czy podobne regulacje powinny dotyczyć programów profilaktyki gruźlicy czy chorób odtytoniowych? To rodzi wątpliwości. Jak zatem postąpić z innymi takimi programami, by było to sprawiedliwe przy założeniu, że podniesienie stawek jest sensu stricto uczciwe i egalitarne.

6 tys. zł za odrę

Natomiast Janusz Jankowiak sądzi, że zapewne polski rząd powinien w przypadku programu 500 plus zdecydować się na takie działania, jakie zaproponowano w Finlandii. Jednak jest pewien, że tego nie zrobi. Twarda postawa w kwestii szczepień obowiązkowych oznacza utratę części głosów wyborczych. Ekspert dodaje, że to bardzo smutne, ale przecież nie zaskakujące. Przypomina również, że według wielu opracowań uśrednione koszty działań prewencyjnych, poniesione w krótkim okresie, są 4-5 razy mniejsze niż skumulowane długookresowe wydatki na leczenie trwale niezdolnych do pracy.

–  Z ekonomicznego punktu widzenia powinniśmy zwrócić uwagę na koszty powstałe w wyniku ewent. wybuchu epidemii. W przypadku odry choroba trwa średnio 11,5 dnia, a w tym czasie pracownik wygenerowałby stratę zarówno dla pracodawcy, jak i gospodarki. Przy założeniu, że praca jest jedynym czynnikiem produkcji, mnożąc średnią liczbę dni choroby przez średnie PKB na zatrudnionego, dochodzimy do ponad 6 tys. zł straty w polskiej gospodarce na chorego, nie licząc powikłań i zgonów. Należy dodać do tego także koszty systemu ochrony zdrowia. W USA to ponad 2 tys. dol. na jeden przypadek. Także opiekun chorego jest mniej produktywny – przekonuje ekspert z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Tymczasem Marek Zuber przytacza szacunki, z których wynika, że koszty zaniechania mogą być nawet 4-5 razy wyższe od wartości profilaktyki. Zapowiadane zwiększenie wydatków na zdrowie w Polsce do 6% PKB nie odbędzie się bez podniesienia składki zdrowotnej lub zwiększenia transferów z budżetu centralnego. Dodatkowe koszty, m.in. związane z konsekwencjami braku szczepień, będą oznaczały kolejne napięcia finansowe w budżecie przede wszystkim NFZ-u. Pojawi się nacisk na wzrost składki zdrowotnej lub innych podatków i parapodatków. A to może negatywnie wpłynąć na wzrost PKB.

– Jestem zdecydowanie za powiązaniem decyzji ponoszonych przez rodziców w związku z obowiązkowymi szczepieniami z odpowiedzialnością finansową. Konkretne rozwiązania, jak np. uzależnienie wypłaty świadczeń 500 plus od udokumentowania wakcynacji, powinny być zainicjowane przez rząd. Bodźce finansowe są wskazane, ale nic nie zastąpi świadomości oraz poczucia odpowiedzialności rodziców – twierdzi Janusz Jankowiak.

Edukacja czy przymus?

Analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego zauważa, że podobnie jak „system kar finansowych” równie dobrze można rozważyć budowę „systemu zachęt finansowych”. Jednak znacznie ważniejsze i potrzebniejsze jest podjęcie działań edukacyjnych oraz odpowiednie dotarcie z wiedzą do przyszłych lub obecnych rodziców. Przymus to nie jest najlepsza metoda. Ekspert przytacza też dane CBOS-u z sierpnia 2017 roku, w których 73% Polaków opowiadało się za tym, że szczepionki są bezpieczne dla dzieci.

– Do momentu, kiedy jednoznacznie nie udowodnimy negatywnego wpływu szczepień na zdrowie dzieci, musimy zgodzić się z tym, że ich brak oznacza dodatkowe wydatki w systemie, których w przeciwnym wypadku by nie było. W takiej sytuacji absolutnie należy rozważyć wprowadzenie obowiązku pokrycia kosztów leczenia chorób, które wiążą się z decyzją o braku wakcynacji. Takie postępowanie byłoby przede wszystkim uczciwe wobec tych, którzy szczepią swoje dzieci – kontruje Marek Zuber.

Podsumowując, Janusz Jankowiak podkreśla, że na rozwiązaniach nakłaniających do szczepień skorzystaliby wszyscy podatnicy. Byliby to nawet przeciwnicy takich zabiegów, ponieważ na tym polega wcześniej wspomniane międzyokresowe przesunięcie kosztów i korzyści. Natomiast Krzysztof Kutwa dodaje, że takie korzyści dotyczą też kapitału ludzkiego. Bowiem eksperci Banku Światowego dowodzą, że jednym ze zdecydowanych działań w tym zakresie, stymulującym rozwój gospodarczy, są inwestycje właśnie w programy wakcynacji.

Fast foody nie zyskały na zakazie handlu w niedziele

W niedziele handlowe placówki McDonald’s i KFC odwiedza blisko 60% konsumentów w wieku od 18 do 34 lat, a w pozostałe – ponad 40%. Ale w niektórych miastach dysproporcje są większe. Najbardziej oblegane są lokale mieszczące się w dużych aglomeracjach. W dni bez handlu w KFC bywa nieco ponad 30% niedzielnych klientów tej sieci. W McDonald’s ten odsetek wynosi prawie 45%. W wolnostojących lokalach obu sieci jest wtedy większy ruch niż w restauracjach znajdujących się w samych galeriach. Ponadto obiekty niedziałające w centrach handlowych są odwiedzane przez badanych w bardziej stabilny sposób niż te, które są w nich zlokalizowane. Warto też dodać, że nie ma sezonowych skoków ani spadków wizyt. Tak wynika z analizy przeprowadzonej przez firmę Proxi.cloud, która bazowała na obserwacji zachowań ponad 1,5 mln konsumentów.

Wspólne ograniczenia

W dni bez handlu placówki McDonald’s i KFC odwiedza ponad 41% młodych konsumentów, a w handlowe niedziele – 58,99%. W ocenie Adama Grochowskiego, analityka z firmy technologicznej Proxi.cloud, różnica na poziomie blisko 18 punktów procentowych jest dość spora. Zdaniem eksperta, ona wyraźnie pokazuje negatywny wpływ zakazu handlu na działanie restauracji typu fast food, jak i samych galerii, w których one się znajdują.

– Takie restauracje lokuje się tam, gdzie mają szansę na duży ruch. Jeśli jedna z istotnych aktywności, jaką są zakupy, zostaje wyłączona, to wtedy drastycznie spada liczba odwiedzin w tych punktach, w których kupujący stanowią ważny udział. I to doskonale widać na przykładzie lokali usytuowanych w galeriach. Zatem wpływ zakazu handlu należy rozpatrywać dla każdej placówki osobno – komentuje Sebastian Starzyński, prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Największy ruch występuje w wielkomiejskich lokalach. Jak wyjaśnia Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony/Blix, w aglomeracjach jest sporo punktów gastronomicznych dostępnych w niedziele bez handlu. Może to wpływać na ogólne poczucie młodych osób, że te dni są nadal pełne atrakcji poza domem i dobre na spotkania ze znajomymi, m.in. w restauracjach z szybkim jedzeniem. Natomiast w mniejszych ośrodkach tego typu lokale występują zdecydowanie rzadziej. Dlatego też chęć wychodzenia z domu jest słabsza.

– W części dużych miast widać spore dysproporcje. W Kielcach w dni bez handlu przybywa do analizowanych restauracji 30,59% badanych, a w niedziele handlowe – 69,41%. W Rzeszowie odnotowaliśmy odpowiednio 31,50% i 68,50%, a w Katowicach – 35,18% oraz 64,82%. Mniejsze rozbieżności zaobserwowaliśmy w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie, Szczecinie, Gdańsku i we Wrocławiu. W tych ośrodkach średnie odchylenia są w proporcji od ok. 40% do niecałych 60%. Wpływ na to może mieć różny dostęp do rozrywek i sposób spędzania wolnego czasu przez mieszkańców – mówi ekspert z Proxi.cloud.

McDonald’s vs KFC

Analiza wykazała również, że 44,65% klientów sieci McDonald’s odwiedza restauracje w niedziele bez handlu. W KFC ten odsetek wynosi 30,73%. Według obserwacji Sebastiana Starzyńskiego, pierwsza z ww. firm posiada więcej placówek zlokalizowanych poza galeriami. Dlatego w te dni notuje w analizowanych miastach mniejsze spadki liczby odwiedzin niż badana konkurencja. Zatem to nie marka, lecz lokalizacja punktów decyduje o tej statystyce.

– Nasze badanie wykazało, że w niedziele handlowe w McDonald’s średnio bywa 55,35% niedzielnych  klientów tej sieci, a KFC – 69,27%. Warto zauważyć, że Kentucky Fried Chicken ma większość swoich restauracji w centrach handlowych, przez co zdecydowanie więcej klientów bywa tam w dni wolne od zakazu sprzedaży. Tym samym sieć jest bardziej narażona na czynniki makroekonomiczne, związane z ograniczeniem handlu, niż jej konkurencja – dodaje Adam Grochowski.

Wyniki sieci McDonald’s jasno pokazują, że młodzi konsumenci w bardziej stabilny sposób odwiedzają jej placówki wolnostojące niż te, które są zlokalizowane w galeriach. W 10 najbardziej uczęszczanych przyulicznych lokalach stosunek wizyt klientów w niedziele wolne od zakazu do ich obecności w dni z ograniczeniem sprzedaży jest dość wyrównany, tj. pomiędzy ok. 60% a 40%. Natomiast w restauracjach usytuowanych w centrach zakupowych występują duże wahania. Dla przykładu, obecność klientów spada z przeszło 90% w niedziele handlowe do ponad 5% w dni bez handlu. Dość podobnie wygląda sytuacja w KFC.

– Tak duże rozbieżności są oczywiście związane z ogólną liczbą odwiedzin galerii podczas niedziel bez handlu. Otwarte punkty gastronomiczne, kina czy nawet kręgielnie same nie są w stanie masowo przyciągać klientów. Zamknięte butiki naturalnie ograniczają ruch w tych placówkach. Osoby, które chcą zjeść szybki posiłek poza domem w dniu z zakazem sprzedaży, nie jadą tam specjalnie. Często chętniej wybierają inne miejsca – podkreśla ekspert z Grupy Mobilnej Qpony/Blix.

Zwyczaje klientów

Z kolei Adam Grochowski zwraca uwagę na to, że konsumenci robiący zakupy w galeriach często spędzają tam całe popołudnia, co wręcz wymusza na nich konieczność zjedzenia posiłku na miejscu. Głównym beneficjentem takich przyzwyczajeń Polaków jest branża gastronomiczna. Tymczasem restauracje wolnostojące przestają być swego rodzaju niewolnikiem ruchu w centrach handlowych. Są bliżej potencjalnych klientów, którzy chcą kupować dania nawet bez konieczności wychodzenia z samochodów.

– Zarówno w McDonald’s, jak i w KFC widać, że w restauracjach wolnostojących w niedziele bez handlu jest większy ruch niż w lokalach znajdujących się w centrach handlowych. Jest to związane z przyzwyczajeniem klientów do miejsc, w których przeważnie spędzają czas wolny. Polacy przywykli do wychodzenia z domów w weekendy. Chętnie jeżdżą wtedy do galerii. Gdy jest to możliwe, odwiedzają butiki, niekoniecznie w związku z intencją zakupową. Przy okazji coś jedzą, korzystają z parkingów, a czasem wybierają się również do kina – stwierdza Andrzej Wierzchoń, Senior Sales Manager z firmy TERRITORY Influence.

Można też zauważyć, że w całym okresie badawczym nie było drastycznych spadków lub skoków liczby odwiedzin w analizowanych restauracjach, np. w letnie czy zimowe dni. Ekspert z Proxi.cloud przypomina, że nie jest to branża sezonowa. Dlatego wizyty w lokalach rozkładają się mniej więcej proporcjonalnie przez cały rok. Wyjątkiem były pierwsze tygodnie po wprowadzeniu zakazu handlu. Wówczas w obu sieciach nastąpił duży wzrost i natychmiastowy, ogromny spadek ogólnej liczby odwiedzających.

– Polacy zwyczajnie nie mają zbyt dużej inwencji w zakresie spędzania czasu wolnego. Alternatywą dla galerii wciąż pozostaje siedzenie w domu przed telewizorem. Do momentu pojawienia się daleko idących zmian w sposobie myślenia, polegających na potrzebie przebywania w innym otoczeniu, m.in. w parku na spacerze czy w lesie na wyprawie rowerowej, nie będzie sezonowości odwiedzin. Jednak za kilka lat, wiosną i latem, podczas dobrej pogody, będzie widoczny spadek liczby wizyt w tego typu restauracjach – przewiduje Andrzej Wierzchoń.

Firma technologiczna Proxi.cloud poddała analizie 339 restauracji McDonald’s i 136 lokali KFC. Badanie objęło okres od 4 marca do 30 grudnia 2018 roku. Łącznie przeanalizowano 20 niedziel handlowych i tyle samo bez handlu. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie. Po ich założeniu w obiektach rejestrowano liczbę użytkowników smartfonów wchodzących na dany teren i posiadających jedną z dostępnych na rynku aplikacji mobilnych agregujących promocje. Badani konsumenci pobierając ww. aplikacje, wyrazili zgodę na udostępnienie swojej lokalizacji.

Revolut udostępnił w swojej aplikacji opcję korzystania z saloników lotniskowych

Revolut testuje i uruchamia nowe usługi. Firma zaprosiła użytkowników swoich kart Premium i Metal do korzystania z globalnej sieci 1000 saloników lotniskowych. Fintech liczy, że nową usługę przetestują polscy turyści wyjeżdżający właśnie na zimowy urlop, ferie narciarskie lub w tropiki. Oferta powstała w partnerstwie z Collinson Group.

Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce
Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce

Revolut zarabia na płatnych planach Premium i Metal oraz ofercie dla firm, czyli Revolut for Business. Chcemy stale zwiększać wartość płatnych planów, tak by zachęcały użytkowników by weszli z nami na wyższy poziom. Od stycznia Revolut oferuje dostęp do saloników lotniskowych. Chcemy sprawdzić, czy jest to opcja, która wzbudzi zainteresowanie polskich użytkowników i być może dalej ją rozwijać“ – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Revolut wprowadza do beta-testów szereg zaplanowanych na ten rok innowacji. Pierwszą, która “wylądowała”, są saloniki lotniskowe. Jako pierwsi skorzystają z niej właściciele płatnych planów Premium i Metal. Usługa jest płatna £25 za każde wejście (przewidziano jedno darmowe wejście w ramach planu Metal). To opcja, z której warto skorzystać gdy poczujemy się przytłoczeni opóźnionym lotem, kolejkami, słabą ofertą gastronomiczną lub zanikającym WiFi. Wystarczy wtedy wejść w aplikację Revolut i sprawdzić co oferuje lokalny airport lounge.

Usługa jest prosta. W ramach dostępnego z poziomu aplikacji LoungeKey Pass można odszukać i sprawdzić godziny otwarcia najbliższego saloniku lotniskowego, obejrzeć na zdjęciach salki konferencyjne, bar, restauracje i inne wygody. Jeśli uznamy, że warto, generujemy unikalny QR kod, pokazujemy go przy wejściu i wchodzimy. Jeśli podróżujemy z osobą towarzyszącą, rodziną, dziećmi lub znajomymi, możemy im także wygenerować kody i przesłać w aplikacji lub jako screenshot z ekranu naszego telefonu (nawet zdalnie, z drugiego końca świata).

Jest nam szczególnie miło, ponieważ w pracach nad projektowaniem i wdrożeniem nowej funkcjonalności szczególną rolę odegrał zespół programistów z centrum Revolut w Krakowie. Choć w krakowskim centrum pracuje już około 400 osób, stale rekrutujemy na nowe stanowiska. Poszukujemy zwłaszcza developerów zainteresowanych tworzeniem autorskich rozwiązań dla globalnego użytkownika” – mówi Stefan Bogucki, PR & Community Manager Revolut w Polsce.

Spięcie polityczno-energetyczne. Polityka i spółki kontrolowane przez Skarb Państwa

Należy pilnować rozdziału między właścicielami spółek Skarbu Państwa, czyli kontrolą właścicielską a prawodawcą regulatorem. Jeżeli są one skupione w jednym ręku, może spowodować to szkody na rynku. Obecnie toczy się dyskusja dotycząca cen energii oraz spółek Skarbu Państwa. Są one na ogół notowane publicznie – natomiast w przypadku tych, w których Skarb Państwa odgrywa istotną rolę, pojawia się cienka granica. Kiedy ich zarządy realizują zadania wpisane w statuty – jak bezpieczeństwo energetyczne, mogą narażać spółki na straty. Wtedy działa nie tylko Prawo Energetyczne, ale Kodeks Spółek Handlowych i Kodeks Karny. W pewnych przypadkach widać, że to oddziaływanie na siebie polityki i gospodarki nie służy tym podmiotom.

– Balans między strategią energetyczną Polski, zadaniami rządu a działalnością gospodarczą musi być zachowany – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Spółki nie są w stanie zrealizować wszystkich założeń. Publiczne wypowiedzi polityków dotyczące podejmowania przez nie pewnych działań wiążą się z odpowiedzialnością. Prezesi spółek odpowiadają przed zgromadzeniem akcjonariuszy, więc porządek zostaje zachwiany. Zarządy przy działaniu na szkodę podmiotów ponoszą odpowiedzialność karną, do 10 lat pozbawienia wolności.  Specyfika sektora energetycznego zakłada jego silne regulacje. W przypadku tej branży ma miejsce przenikanie się między prawodawcą, regulatorem, a nadzorem właścicielskim spółek Skarbu Państwa. Ostatecznie są one notowane na giełdzie, a ich kapitalizacja jest wrażliwa na działania polityków. Wymiana zarządów na takie, które zgodzą się zrealizować pewne zadania, jest niedopuszczalna. Ład korporacyjny wygląda zupełnie inaczej, czego niektórzy politycy nie rozumieją – podkreślił Roszkowski.

Polski rynek stomatologiczny konsoliduje się. Silniejsze marki przyciągają więcej pacjentów

Polski rynek stomatologiczny konsoliduje się. Silniejsze marki przyciągają więcej pacjentów 1

Zdecydowana większość pacjentów korzysta z usług prywatnych gabinetów stomatologicznych. Obok wysokiej jakości i profesjonalizmu, coraz częściej liczy się również zaufanie do lekarzy i poczucie komfortu w gabinecie. Nowe technologie pozwalają skrócić czas leczenia i zwizualizować pacjentowi efekt końcowy, dzięki czemu w czasie całego procesu leczenia czuje się bezpieczniej. Placówki konsolidują się, dołączając do większych podmiotów, aby mieć środki na inwestycje w innowacje oraz sprostać rosnącej konkurencji. Na pozycję lidera wysunęła się sieć Medicover Stomatologia, do której niedawno dołączyła jedna z najlepszych klinik na Śląsku.

– W ostatnich trzech latach spółka Medicover Stomatologia urosła trzykrotnie dzięki nowym otwarciom i polityce akwizycyjnej. Z pewnością będziemy to kontynuować. Obecnie mamy 118 gabinetów dentystycznych w 27 lokalizacjach. Będziemy inwestować w kolejne kliniki, bo chcemy być niekwestionowanym liderem na rynku usług stomatologicznych w Polsce – liderem, który wyznacza nowe trendy, edukuje i wsłuchuje się w potrzeby pacjentów. Ważna jest nie tylko jakość medyczna, lecz także kompetencje komunikacyjne całego zespołu – żeby lekarz, asystentka czy recepcjonistka wiedzieli, jak zaangażować pacjenta w proces leczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

Stomatologia pozostaje jedyną gałęzią medycyny, z usług której pacjenci najczęściej korzystają prywatnie. Z badań CBOS wynika, że w I połowie 2018 roku 53 proc. Polaków przynajmniej raz odwiedziło dentystę, a zdecydowana większość (82 proc.) wybrała usługi prywatnej kliniki stomatologicznej. Raptem co trzeci Polak decyduje się na korzystanie z usług refundowanych w ramach NFZ. Publiczna stomatologia przegrywa konkurencję z powodu niedofinansowania, bo wydatki na nią stanowią zaledwie ok. 2,5 proc. całego budżetu NFZ.

O przewadze prywatnych gabinetów decyduje profesjonalizm, wysoka jakość usług i wyposażenie gabinetów w nowoczesny sprzęt. Pacjenci coraz częściej szukają również wartości dodanej. Liczy się dla nich zaufanie do lekarza, poczucie komfortu i bezpieczeństwa, ponieważ dla wielu osób wizyta u dentysty kojarzy się z bólem i stresem.

– Pacjenci chcą bezkompromisowej jakości medycznej oraz gwarancji bezpieczeństwa leczenia i wiedzy o tym, co się z nimi dzieje. Poprzez bezpieczeństwo mam na myśli przewidywalność procesu leczenia – co się dzieje na danej wizycie i co będzie się dziać na kolejnych. Nowe technologie bardzo pomagają nam w tym, żeby zwizualizować pacjentowi proces leczenia i efekt końcowy. Dlatego decydując się na współpracę z nowymi placówkami, bierzemy pod uwagę kompetencje ludzi, którzy w nich pracują. Ważne są dla nas nie tylko twarde, lecz także miękkie kompetencje, umiejętność komunikacji z pacjentem, umiejętność indywidualnego podejścia do każdego pacjenta – podkreśla Wioletta Januszczyk.

Ze względu na rosnącą konkurencję oraz fakt, że pacjenci oczekują wysokiej jakości usług niezależnie od miejsca ich świadczenia, rynek stomatologiczny od kilku lat jest w trakcie konsolidacji. Mniejsze podmioty dołączają do większych sieci, aby móc lepiej odpowiadać na oczekiwania pacjentów.

Konsolidacja to trend, który występuje nie tylko na polskim rynku, lecz także w całej Europie. Umożliwia budowanie dużej, silnej marki, która budzi zaufanie klientów i świadczy usługi takiej samej jakości – niezależnie od terminu wizyty czy lokalizacji placówki, którą odwiedza pacjent. Duże podmioty mają też środki na inwestycje i wdrażanie innowacji.

 Skupiamy się na partnerach, którzy mają przynajmniej 4–6 gabinetów dentystycznych, z pełną diagnostyką, która umożliwia przygotowanie planu leczenia. Zależy nam na kompleksowości dostarczanych usług pod jednym dachem. Z drugiej strony, ważne są również nowe technologie, dzięki którym pacjent wie dokładnie, jak będzie wyglądał proces leczenia, a wizyty są krótsze i bardziej komfortowe – mówi Wioletta Januszczyk.

Do sieci Medicover Stomatologia dołączyła niedawno katowicka klinika Śmigiel Implant Master Clinic. Placówka jako jedyna na Śląsku otrzymała certyfikat jakości Blanx, umożliwia wykonanie wszystkich badań radiologicznych na miejscu – od małego zdjęcia zębowego po tomografię stożkową – i jest wyposażona w najnowszy sprzęt, jak skanery wewnątrzustne, mikroskop stomatologiczny czy radiowizjografia cyfrowa.

 Śmigiel Implant Master Clinic jest placówką, która świetnie się wpisuje w nasze podejście i strategię akwizycyjną na polskim rynku. Decydując się na współpracę, przede wszystkim patrzyliśmy na lekarzy, którzy tworzą tę placówkę, i ich bardzo wysokie kompetencje, a także na wykorzystanie nowych technologii. Dodatkowo, kompetencje lekarzy w zakresie implantologii, implantoprotetyki i stomatologii estetycznej mamy nadzieję powielić w innych placówkach Medicover Stomatologia – mówi Wioletta Januszczyk.

 Specjalizujemy się w kompleksowym leczeniu. Współpracujemy z osteopatą, fizjoterapeutami, w leczenie pacjentów zaangażowanych jest wielu specjalistów: periodontolog, wykwalifikowana higienistka. Generalnie jesteśmy nastawieni na poszukiwanie przyczyn choroby. Może ich być wiele, stąd nie możemy się skupiać tylko na jednym obszarze. Potrzebujemy więc pomocy innych lekarzy, którzy nas wesprą i dzięki temu budujemy plany leczenia, które są przewidywalne i pozwalają odetchnąć pacjentom – dodaje Barbara Urbanowicz-Śmigiel, założycielka kliniki Śmigiel Implant Master Clinic.

Jak podkreśla, dołączając do większej sieci, prywatne gabinety stają się częścią silnego brandu o ugruntowanej pozycji, zyskują dostęp do know-how i nie muszą się martwić o aspekty związane z zarządzaniem, marketingiem czy pozyskiwaniem funduszy na inwestycje.

– Cieszę się, że z moich barków zostanie zdjęta część administracyjna. Każdy lekarz najlepiej czuje się z pacjentem, z zespołem, a sprawy administracyjne są trudne i czasochłonne. Myślę, że obie strony będą czerpały z tego korzyści – mówi dr Barbara Urbanowicz-Śmigiel.

 Dla nas to duży komfort, bo możemy skupić się na tym, co robimy najlepiej, czyli na pracy lekarza, a niekoniecznie na roli menadżera, kierownika i dyrektora firmy. Z kolei wartość, jaką wniesiemy do Medicover, jako profesjonalny team, pozwoli szybciej stawiać kroki milowe w rozwoju – dodaje dr Tomasz Śmigiel.

UODO będzie walczyć z nieuczciwym i uporczywym telemarketingiem. Firmom grożą kary

UODO będzie walczyć z nieuczciwym i uporczywym telemarketingiem. Firmom grożą kary 2

Niechciany i natrętny telemarketing prowadzony bez zgody abonenta jest niezgodny z prawem. Działające tak firmy muszą się liczyć z różnymi konsekwencjami, w tym karami finansowymi. Z racji tego, że telemarketing to zagadnienie objęte wieloma przepisami i kompetencjami różnych urzędów odpowiedzialnych za ich stosowanie, walka z tym zjawiskiem jest utrudniona. Urząd Ochrony Danych Osobowych zapowiada, że weźmie takie praktyki pod lupę, zacieśniając w tym zakresie współpracę z UKE i UOKiK.

Natrętne, niechciane telefony z ofertami reklamowymi są częstą zmorą. Działające w ten sposób firmy naruszają nie tylko przepisy Prawa telekomunikacyjnego, lecz także ogólnego rozporządzenia o ochronie danych, czyli RODO. Często bowiem nie mają podstaw prawnych do kontaktowania się z nami, nie uwzględniają naszego sprzeciwu i kontaktują się z nami, mimo braku naszej zgody na to.

Te niezgodne z prawem praktyki dotyczą styku wielu różnych przepisów – nie tylko o ochronie danych osobowych, lecz także np. Prawa telekomunikacyjnego. Dlatego problem jest złożony i wymaga zaangażowania nie tylko Urzędu Ochrony Danych Osobowych, lecz także podjęcia działań przez Urząd Komunikacji Elektronicznej czy UOKiK. Zamierzamy takie działania prowadzić wspólnie, żeby wyeliminować niezgodne z prawem praktyki w zakresie telemarketingu – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Edyta Bielak-Jomaa, prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

UODO ma podstawy do podjęcia działań m.in. wówczas, jeżeli do urzędu wpłynie skarga na niezgodne z prawem wykorzystanie danych osobowych do prowadzenia telemarketingu. Jednak, żeby móc zareagować, Urząd musi wiedzieć, kto jest administratorem danych. Dlatego – odbierając telefon od natrętnego telemarketera – nie należy żądać jego danych, ale informacji o tym, kto jest administratorem naszych danych osobowych. Taka informacja powinna nam zostać udzielona. Gwarantuje nam to ogólne rozporządzenie o ochronie danych (RODO), które zaczęło być stosowane od 25 maja ub.r.

Zatem jeżeli dzwoni do nas uciążliwy telemarketer, żądajmy spełnienia obowiązku informacyjnego, bo jeżeli UODO otrzyma skargę na działalność takich uciążliwych telemarketerów działających w imieniu konkretnych administratorów, będzie mógł podjąć działania, czyli wszcząć postępowanie administracyjne – podkreśla dr Edyta Bielak-Jomaa.

Prezes UODO wskazuje, że wachlarz konsekwencji, jakie mogą zostać wyciągnięte wobec administratorów naruszających przepisy, jest bardzo szeroki. Urząd może nakazać zaprzestania dalszego niezgodnego z prawem przetwarzania danych osobowych albo co może być najpoważniejszą konsekwencją nałożyć karę finansową. Maksymalna wysokość tych kar jest określona przepisami RODO i może sięgnąć aż 20 mln euro bądź 4 proc. rocznych, globalnych obrotów firmy.

– UODO prowadzi – i zamierza dalej prowadzić – kontrole prawidłowego przetwarzania danych osobowych w podmiotach z branży telemarketingu. W przypadku stwierdzenia poważnych naruszeń, mogą się one zakończyć nałożeniem kary. Rzecz jasna, decyzja o jej nałożeniu i wysokości jest oceniana w świetle przepisów RODO – mówi dr Edyta Bielak-Jomaa.

Nadużycia w telemarketingu w kontekście ochrony danych osobowych były jednym z głównych tematów poruszanych podczas obchodów Dnia Ochrony Danych Osobowych 28 stycznia.

Ministerstwo Cyfryzacji: potrzeba 9 mld zł do 2023 roku, aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji

Ministerstwo Cyfryzacji: potrzeba 9 mld zł do 2023 roku, aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji 3

Do 2023 roku potrzebne jest 9 mld zł, aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji – wynika z szacunków Ministerstwa Cyfryzacji. Dostępne obecnie mechanizmy finansowania zapewniają ok. 19 proc. tej kwoty. Dodatkowe finansowanie na poziomie 7 mld zł musi wygenerować sektor publiczny i prywatny – mówi Hubert Romaniec z resortu cyfryzacji. Jak podkreśla, szerokie zastosowanie sztucznej inteligencji przyspieszy wzrost gospodarczy i przeobrazi rynek pracy, ale potrzebne są odpowiednie ramy prawne i etyczne oraz budowanie świadomości dotyczącej zastosowań tej technologii.

Dla powodzenia rozwoju sztucznej inteligencji istotny jest przede wszystkim dostęp do danych publicznych i przemysłowych. Tylko duże zasoby danych pozwalają nam trenować algorytmy, które są podstawą do rozwoju usług i kolejnych możliwości zastosowania tej technologii. Musimy też zadbać o finansowanie zarówno prac badawczo-rozwojowych, jak i nowatorskich przedsięwzięć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hubert Romaniec, naczelnik w Departamencie Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Cyfryzacji.

Jak podkreśla, bezwzględnie potrzebne jest budowanie świadomości dotyczącej tego, jak sztuczna inteligencja przeobrazi gospodarkę i społeczeństwo, tak aby absorpcja tej technologii była jak najszersza.

– Nie możemy też zapomnieć o aspektach prawnych i etycznych. Sztuczna inteligencja od razu budzi skojarzenia z czymś potencjalnie groźnym. Uświadomienie szans, które się z nią wiążą, wymaga odpowiedniego prawa i wysokich standardów etycznych – podkreśla Hubert Romaniec. – Musimy także zadbać o finansowanie prac zarówno badawczo-rozwojowych, jak i nowatorskich przedsięwzięć.

Rozwój sztucznej inteligencji to dla Polski przede wszystkim szansa na przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Z wyliczeń Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że szerokie wykorzystanie technologii związanych z uczeniem maszynowym, wykorzystaniem danych i sztucznej inteligencji pozwoliłoby osiągnąć poziom PKB zaplanowany na lata 2035–2036 już o pięć lat wcześniej.

Mamy do czynienia z globalnym wyścigiem między trzema blokami – Chinami, UE i USA. Dobrze by było, aby Polska wpisała się w trend rozwoju sztucznej inteligencji w kontekście swoich partnerów unijnych – mówi Hubert Romaniec.

Sztuczna inteligencja jest technologią, która ma charakter transformacyjny – w nadchodzących latach przeobrazi nie tylko przemysł i gospodarkę, lecz także cały rynek pracy. Ministerstwo – opierając się na danych Gartnera – wskazuje, że na każde sto miejsc pracy, które zostaną wyparte przez sztuczną inteligencję, pojawi się blisko 140 nowych.

– Wyzwaniem jest, aby te miejsca pojawiły się tutaj, czyli żeby one nie zniknęły z Polski, i żeby miały jak najwyższą jakość – podkreśla Hubert Romaniec.

Jak podkreśla, najważniejszy krok, który musi podjąć administracja, sektor pozarządowy i biznes, to wyznaczenie strategicznych dla Polski obszarów, w których sztuczna inteligencja mogłaby wygenerować największą wartość dodaną. Zdaniem eksperta do takich sektorów z pewnością należy zaliczyć rolnictwo, energetykę czy służbę zdrowia.

Nasze badania pokazują, że aby w pełni wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji, do 2023 roku potrzebujemy nakładów rzędu 9 mld zł. Ok. 2 mld zł jest dostępnych w obecnych instrumentach finansowych, ale wciąż pozostaje dodatkowe finansowanie na poziomie 7 mld zł. Tę kwotę musi wygenerować sektor publiczny i prywatny. Dodatkowo musimy też zapewnić odpowiednie oprzyrządowanie prawne, czyli wypracować takie rozwiązania, które umożliwią bezproblemowy rozwój tej technologii w Polsce. To są główne wyzwania na nadchodzący czas – mówi przedstawiciel Ministerstwa Cyfryzacji.

Z przedstawionego w listopadzie ubiegłego roku dokumentu „Założenia do strategii AI w Polsce – Plan działań Ministerstwa Cyfryzacji” wynika, że w nadchodzących latach sztuczna inteligencja może się stać jednym z nowych motorów polskiej gospodarki. Aby to umożliwić, resort utworzył platformę współpracy międzysektorowej, złożoną z blisko dwustu ekspertów (wywodzących się z administracji, NGO-sów, biznesy i nauki), którzy opracowali rekomendacje rozwoju AI w Polsce w czterech głównych obszarach: gospodarka oparta na danych, finansowanie badań i rozwoju, edukacja oraz etyka i kwestie prawne.

Tylko 30 proc. Polaków posługuje się językiem angielskim na poziomie komunikatywnym. W nadrobieniu zaległości mogą pomóc lekcje na żądanie

Tylko 30 proc. Polaków posługuje się językiem angielskim na poziomie komunikatywnym. W nadrobieniu zaległości mogą pomóc lekcje na żądanie 4

Mniej niż co trzeci Polak zna język angielski na poziomie umożliwiającym codzienną komunikację. Podobny odsetek nie posługuje się żadnym językiem obcym. Szkołę języków obcych czy lekcje z native speakerem trudno często pogodzić z napiętym planem dnia. Ułatwieniem są usługi na żądanie. Uberyzacja edukacji pozwala się uczyć w dowolnym miejscu i czasie, wykorzystując 20-minutowe okienka czasowe w ciągu dnia. Dwóch Polaków stworzyło platformę, która popularyzuje w ten sposób naukę języka angielskiego. 

Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że mniej niż 30 proc. Polaków ocenia swoje kompetencje językowe jako średnie, wystarczające minimum do utrzymywania relacji zawodowych z obcokrajowcami. 32 proc. wciąż nie włada żadnym językiem obcym. Tylko co piąty posługuje się dwoma, a 3 proc. – trzema językami obcymi

– To jest olbrzymie wyzwanie, ponieważ gospodarka intensywnie się zmienia. Dziś duża część ogłoszeń o pracę jest już w języku angielskim. Dlatego musimy nadrobić te zaległości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Jabłoński, członek zarządu i współtwórca Tutlo.

Wśród pokolenia milenialsów sytuacja wygląda nieco lepiej. 40 proc. 20- i 30-latków posługuje się językiem angielskim, którego od najmłodszych lat uczyli się w szkole.

Natomiast osoby starsze coraz częściej zaczynają naukę angielskiego, ponieważ rynek pracy je do tego zmusza. Trudno jest jednak pogodzić naukę z rodziną, z pracą po 10–12 godzin czy wożeniem dzieci na zajęcia dodatkowe. Tradycyjna szkoła językowa, do której trzeba dojechać, a zajęcia odbywają się w godz. 18.00–19.00, jest często poza ich zasięgiem. Dlatego szukają efektywniejszych form uczenia się – mówi Tomasz Jabłoński.

Na rynku istnieje wiele form nauki – szkoły językowe oferujące zajęcia stacjonarne w grupie bądź indywidualne, korepetytorzy, którzy przyjeżdżają w umówione miejsce albo udzielają lekcji przez Skype’a wymagają jednak umówienia się z lektorem na konkretną godzinę i dostosowania lekcji do napiętego harmonogramu dnia. Minusem kursów online jest z kolei brak interakcji z lektorem.

Ułatwieniem są usługi na żądanie, które w ostatnich latach zmieniają globalną gospodarkę. Zaspokajają konkretną potrzebę użytkownika w danym momencie, w zamian pobierając proporcjonalną opłatę. Wszystko odbywa się szybko i wygodnie, za pośrednictwem aplikacji. Usługi na żądanie – na których opiera się model biznesowy Ubera – wkraczają do kolejnych branż, w tym także do edukacji.

– Uberyzacja pojawia się już w wielu dziedzinach życia. Klienci oczekują też takiego podejścia w edukacji – chcą się uczyć wtedy, kiedy faktycznie mają na to czas. W badaniach 43 proc. Polaków deklaruje, że pracuje za dużo, co wpływa na mniej wolnego czasu, który mogą poświęcić na naukę czy odpoczynek. Uberyzacja pozwala wykorzystać te okienka, które mamy stojąc w korku, jadąc tramwajem do pracy czy czekając na odbiór dzieci z zajęć – mówi Tomasz Jabłoński

Uberyzacja edukacji polega na tym, że osoba, która chce się uczyć, może to robić w dowolnym momencie, w trybie na żądanie – wtedy kiedy faktycznie ma na to czas, możliwości i ochotę.

– To dość przełomowa zmiana w edukacji. Nie trzeba się z nikim umawiać, przekładać zajęć czy dostosowywać harmonogramu nauki do planu dnia, który często się zmienia – podkreśla Tomasz Jabłoński.

Tutlo to stworzona przez dwóch Polaków platforma, która bazuje właśnie na trendzie uberyzacji w nauce. Jej innowacyjność została doceniona w programie akceleracyjnym Orange Fab Poland, we wczesnej fazie rozwoju firmy Tutlo brało też udział w DMZ Toronto. To prestiżowy uniwersytecki program akceleracyjny na świecie, który przeprowadził proces inkubacji i akceleracji 317 biznesów, dla których zebrał blisko 400 mln dol. finansowania.

Tutlo łączy lektorów i native speakerów z osobami, które chcą uczyć się angielskiego. Mamy ponad 200 lektorów, w tym w większości native speakerów. Nauka z nimi pozwala poznawać różne akcenty. Osoby, które korzystają z platformy, każdego dnia uczą się z kimś innym i dzięki temu przełamują barierę językową. To jest kluczowe, bo ucząc się z jednym native speakerem, przyzwyczajamy się, poziom stresu spada, ale kiedy mamy spontaniczną sytuację, w której musimy się skomunikować, okazuje się, że mamy blokadę i boimy się mówić. Nasz sposób nauki pozwala to przełamać – tłumaczy Tomasz Jabłoński.

Platforma skupia kilkunastu polskich lektorów i ponad 200 anglojęzycznych native speakerów z kilkunastu krajów, m.in.: Wielkiej Brytanii, Australii, Stanów Zjednoczonych czy Kanady. Można się zalogować na nią z każdego miejsca na świecie, bez wcześniejszego umawiania się, na żądanie, w dowolnym wybranym przez kursanta momencie.

– Metodycy budują programy nauki, dopasowane do zainteresowań i potrzeb, niezależnie od tego, czy jest to angielski biznesowy czy ogólny. Personalizujemy kurs pod konkretną osobę – mówi Tomasz Jabłoński. – Te 20 minut na lekcję jesteśmy w stanie znaleźć praktycznie każdego dnia, żeby podtrzymywać kontakt z językiem. Nie musimy się umawiać – to lektorzy i native speakerzy zawsze czekają na nas w platformie, więc tylko logujemy się do aplikacji, klikamy i rozmawiamy.

Tutlo jest w tej chwili najszybciej rozwijającą się platformą do nauki języków w Polsce – uczy się na niej ponad 3 tys. użytkowników.

Zaburzenia snu globalną epidemią. W ich leczeniu pomogą innowacyjne technologie

Zaburzenia snu dotykają prawie połowę populacji na świecie i stają się globalną epidemią. W Polsce cierpi na nie ponad 55 proc. społeczeństwa. Nieleczone zaburzenia mają negatywny wpływ nie tylko na pamięć, zdolność koncentracji i poziom zmęczenia, lecz także mogą prowadzić do poważniejszych chorób. Dlatego na rynku pojawia się coraz więcej inteligentnych urządzeń, które kontrolują jakość snu i pomagają w terapii zaburzeń. Na targach CES 2019 w Las Vegas Philips zaprezentował najnowsze technologie, które mają pomóc osobom z takimi problemami.

– Większość ludzi zna oznaki niewysypiania się – czujemy się wtedy poirytowani i nie funkcjonujemy dobrze w ciągu dnia. Podczas snu zachodzą bardzo ważne procesy biologiczne, które pozwalają nam na utrzymanie zdrowego stylu życia. Sen ma więc ogromne znaczenie w naszej codziennej aktywności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mark Aloia, ekspert ds. snu i behawiorystyki w Philips.

Jak podkreśla, sen jest jednym z filarów zdrowego stylu życia, równie ważnym, co pozostałe czynniki, takie jak odpowiednia dieta, aktywność fizyczna czy jakość powietrza. Zdrowy sen wpływa na prawie każdy aspekt zdrowia psychicznego i fizycznego. Tymczasem zaburzenia snu stają się globalną epidemią, która dotyka już 45 proc. całej populacji – wynika z danych przytaczanych przez Narodową Fundację Snu. Istnieje blisko sto zaburzeń snu, które nieleczone negatywnie wpływają nie tylko na pamięć czy zdolność koncentracji, lecz także mogą prowadzić do poważniejszych chorób, takich jak otyłość, cukrzyca i zwiększone ryzyko zaburzeń metabolicznych, osłabiony układ odpornościowy, a nawet niektóre nowotwory.

 Jest wiele przyczyn nasilenia się problemów ze snem. Pierwszym jest wzrost otyłości, który wiąże się z licznymi problemami zdrowotnymi, takimi jak zespół bezdechu sennego – mówi dr Mark Aloia.

Bezdech senny jest jednym z najczęściej występujących zaburzeń snu. Według statystyk w Stanach Zjednoczonych to schorzenie dotyczy 24 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet.

– W Polsce problem obturacyjnego bezdechu sennego (OBS) dotyczy około 2 mln osób, w szczególności mężczyzn po 40–45 roku życia. Często widzimy ten problem występujący wśród osób, które prowadzą siedzący tryb życia – mówi Michał Grzybowski, dyrektor Działu Zaburzeń Snu i Oddychania w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w Philips. – Są badania, które pokazują, że osoby, które mają nieleczony obturacyjny bezdech senny albo są nieświadome tego problemu, do siedmiu razy częściej uczestniczą w wypadkach samochodowych, bo albo zasypiają za kierownicą, albo ich koncentracja jest obniżona do minimum.

Kierowcy z OBS stwarzają niebezpieczeństwo dla siebie i innych użytkowników dróg. Jak pokazują badania amerykańskie, mniej więcej co piąty wypadek jest powodowany przez deficyt snu. Eksperci porównują ten stan do prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. Dlatego unijna dyrektywa z 2015 roku nakazuje badania kierowców pod tym kątem.

Na podstawie tej dyrektywy w Polsce zostały też przyjęte wytyczne co do tego, w jaki sposób postępować z obturacyjnym bezdechem sennym wśród kierowców – mówi Michał Grzybowski.

Bezdech senny powoduje zmęczenie, rozdrażnienie i problemy z koncentracją, ale jest też źródłem dużo poważniejszych problemów. Może prowadzić do zaburzenia rytmu serca czy wysokiego ciśnienia. Brak terapii bezdechu sennego może również prowadzić do udaru mózgu, padaczki czy cukrzycy.

Głównym problemem jest to, że osoba podczas snu przestaje oddychać nawet od kilkunastu do kilkudziesięciu razy na godzinę, co powoduje liczne wybudzenia. Oznacza to, że pacjent cierpiący na bezdech senny jest w stanie przespać 8 czy 9 godzin, a  jednocześnie, ze względu na złą jakość snu, być chronicznie niewyspany – wyjaśnia Grzybowski.

Dlatego tak istotne jest rozpoznanie i leczenie tego problemu.

Diagnostykę w Polsce przeprowadza się w specjalnych placówkach medycznych. Możliwa jest też diagnoza w warunkach domowych, wtedy pacjent otrzymuje urządzenie, które odnotowuje tzw. epizody bezdechu podczas snu. Następnie, kiedy już pacjent zostanie rozpoznany, czyli wiemy, ile razy bezdech wystąpił, wdrażane jest leczenie polegające na zastosowaniu specjalnego aparatu monitorującego oddech pacjenta podczas snu. Zadaniem tego urządzenia jest dostarczanie powietrza tak, aby epizody bezdechu w ogóle nie wystąpiły – wyjaśnia Michał Grzybowski.

Źródłem coraz powszechniejszych problemów ze snem jest też korzystanie z urządzeń elektronicznych w łóżku, co wpływa na rytm dobowy i zdolność zaśnięcia. Trzecim bardzo istotnym czynnikiem jest stres, który może prowadzić do trudności z zasypianiem i częstego wybudzania się w nocy.

– Naszym celem jest uzyskanie nie tylko odpowiedniej długości snu, lecz także poprawa jego jakości, której potrzebujemy, abyśmy mogli lepiej funkcjonować pod względem biologicznym, emocjonalnym i psychologicznym – mówi dr Mark Aloia. – Naszym celem jest wyeliminowanie 80 proc. problemów ze snem naszych klientów. Nasze osiągnięcia w tym zakresie są znaczne – mamy ponad 40-letnie doświadczenie w leczeniu i diagnozowaniu zespołu bezdechu sennego.

Zaawansowana technologia śledzenia ruchu gałek ocznych to potężne narzędzie marketingowe. Sprawdza się również w diagnostyce i terapii np. udaru mózgu

Zaawansowana technologia śledzenia ruchu gałek ocznych to potężne narzędzie marketingowe. Sprawdza się również w diagnostyce i terapii np. udaru mózgu 5

Technologia śledzenia ruchu gałek ocznych to coraz potężniejsze narzędzie w obszarze marketingu. Pozwala w dokładny sposób przeanalizować, na co patrzą konsumenci, co przyciąga ich wzrok. W połączeniu ze sztuczną inteligencją, może także przewidywać ich zachowanie. W obszarze medycyny z kolei pozwala w zaledwie 4 minuty zdiagnozować wstrząs mózgu. W najbliższych latach rynek eye trackingu zanotuje wzrosty przekraczające 26 proc. rocznie.

– Technologia eye tracking polega na śledzeniu gałek ocznych. Technologia okulografii wykorzystuje kamerę na podczerwień, która wychwytuje i analizuje bardzo szczegółowe ruchy gałek ocznych. Możemy się z nich dowiedzieć, gdzie dany użytkownik patrzy, co go interesuje, co go ciekawi – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Martyna Zielińska z AssisTech.

W tę technologię wyposażone są m.in. zaprezentowane na targach CES 2019 w Las Vegas zestawy słuchawkowe VR Pimax serii 8K. Pozwala ona ich użytkownikom na jeszcze głębszą interakcję w środowisku wirtualnym i zwiększenie immersji. Eye tracking znajduje jednak szerokie zastosowanie również w innych dziedzinach niż gry. To m.in. psychologia, marketing czy medycyna. Zwłaszcza dwie ostatnie z wymienionych stanowią najważniejsze kierunki rozwoju okulografii.

– Skuteczność reklamy po ruchu gałek ocznych można ocenić za pomocą tzw. map cieplnych, które są rezultatem działania naszej kamery na podczerwień i po prostu widzimy na monitorze, w które miejsce dana osoba patrzy. Mapy na podczerwień są specyficznie pozaznaczane kolorami – wskazuje ekspertka.

Spostrzeżenia wynikające z pomiaru uwagi konsumentów i ich spontanicznych reakcji na komunikaty marketingowe pozwalają marketerom tak projektować strategię komunikacji, by w jak największym stopniu przyciągać uwagę klientów. Rozwiązania korzystające z technologii okulograficznych opracowuje m.in. Tobii Pro Insight Research Services. Z usług tej firmy korzystają koncerny takie, jak np. Unilever, który technologię wykorzystuje do projektowania opakowań.

Z kolei naukowcy ze szwedzkiego CTF Karlstad University przeprowadzili w palarni kawy za pomocą Tobii Pro badanie zapachowe połączone ze śledzeniem ruchów oczu. Niemiecka fundacja czytelnicza Stiftung Lesen technologię eye trackingu wykorzystała do zbadania, w jaki sposób młodzi ludzie używają w swoim codziennym życiu języka pisanego podczas korzystania z mediów, również internetowych. Okulografia jest szeroko wykorzystywana także w medycynie.

– W medycynie eye tracking skupia się na diagnozie stanu chorego oraz jego terapii i rehabilitacji. Systemy eye tracking rewelacyjnie sprawdzają się w przypadku diagnozy i terapii takich schorzeń, jak udar mózgu, porażenie mózgowe czy różnego rodzaju zespoły schorzeń neurologicznych – twierdzi Martyna Zielińska.

Urządzenie EyeBOX wykorzystywane jest do nieinwazyjnego diagnozowania wstrząsu mózgu. W niespełna 4 minuty opatentowana technologia Oculogica zbiera i analizuje ponad 100 tys. punktów danych, aby wygenerować obiektywną ocenę, która jest unikalna dla każdego pacjenta. Technologia oparta jest na badaniach dotyczących wpływu nerwu czaszkowego na ruchy gałek ocznych, a nie subiektywnych objawów pacjenta. Generuje ona szybką ocenę bez potrzeby wykonywania testu podstawowego.

Według Grand View Research globalny rynek eye trackingu był w 2017 roku wyceniany na 285,6 mln dol. Zdaniem analityków w latach 2018–2025 będzie on rósł w średniorocznym tempie na poziomie 26,3 proc. Segment śledzenia optycznego prawdopodobnie będzie stanowił około 50,0 proc. ogólnych przychodów branży do 2025 roku.

Inteligentna lampa poprawi skuteczność opieki nad seniorami. Upadki wciąż są jedną z najczęstszych przyczyn nagłej śmierci osób po 65 roku życia

Inteligentna lampa poprawi skuteczność opieki nad seniorami. Upadki wciąż są jedną z najczęstszych przyczyn nagłej śmierci osób po 65 roku życia 6

Co roku w konsekwencji upadków umiera na świecie 646 tys. ludzi, a 37 mln poważnych upadków wymaga interwencji medycznej – wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia. Największą grupą ryzyka są osoby w wieku powyżej 65 lat. Inteligentna lampa pozwoli zminimalizować ryzyko upadku u osób starszych, a także poprawi jakość opieki nad nimi. Domowy system trzech lamp może czuwać nad domownikiem 24 godziny na dobę.

– Aladin to inteligentna lampa, dzięki której starsi ludzie mają szansę na utrzymanie dobrego stanu zdrowia. Chcieliśmy stworzyć produkt, który przeciwdziała upadkom, ponieważ wiemy, że upadki prowadzą do trzykrotnie większej liczby zgonów u osób starszych niż wypadki samochodowe. W większości przypadków brak samodzielności wiąże się z kosztownym pobytem w domu opieki oraz z wydatkami na leczenie, które są dość wysokie. Dlatego stworzyliśmy lampę, która jest dla starszych osób jak towarzysz życia i pomaga im zachować samodzielność – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Melody Bellier z firmy Domalys.

Według firmy badawczej P&S Market Research, głównymi motorami napędzającymi rynek inteligentnych rozwiązań w opiece zdrowotnej mają być w najbliższych latach rosnący popyt na zaawansowaną inteligentną domową opiekę zdrowotną oraz opracowywanie spersonalizowanych technologii opieki zdrowotnej. Znacznie zwiększają się też możliwości zastosowania Internetu Rzeczy w opiece zdrowotnej.

Inteligentna lampa Aladin ma chronić starsze osoby przede wszystkim w domu. Lampa wyposażona jest w czujniki ruchu, które wykrywają ruch osoby będącej pod opieką. Czujniki ruchu są przydatne przede wszystkim w nocy, gdy ryzyko upadku jest większe. Lampa zapala wówczas progresywną wiązkę światła, która oświetla drogę, ułatwiając przejście np. przez korytarz, ale nie oślepiając przy tym użytkownika. Lampa zapewnia całodobowy monitoring aktywności starszej osoby.

– Stworzyliśmy rozwiązanie umożliwiające łączność między np. trzema lampami umieszczonymi w mieszkaniu oraz analizę danych związanych z nocną i dzienną aktywnością osób starszych. Dzięki temu można stwierdzić, czy z babcią jest wszystko w porządku. Jeśli częściej niż zwykle wychodzi do toalety, nie jest to dobry znak i może wskazywać na chorobę. W takim przypadku Aladin przesyła opiekunom ostrzeżenie – mówi Melody Bellier.

Dane zbierane przez czujniki są analizowane przez algorytmy, a następnie wysyłane w formie komunikatów na aplikację mobilną zainstalowaną na smartfonach opiekunów. Dzięki aplikacji Aladin inteligentna lampa daje im bezpośredni dostęp do danych takich jak temperatura w domu, pogoda czy czas aktywności i odpoczynku. W razie potrzeby możliwe jest też skorzystanie z pomocy telemedycznej.

– W nagłych sytuacjach, np. przy upadku, lampa jest w stanie go wykryć, wysłać ostrzeżenie do rodziny, opiekunów czy do sąsiada lub teleopiekuna, który wezwie karetkę – przekonuje ekspertka.

Lampę Aladin można kupić na rynku amerykańskim, ale firma poszukuje dystrybutorów również w innych częściach świata, także w Europie. Tymczasem rozwiązania inteligentne znajdują coraz szersze zastosowanie w opiece nad seniorami.

Robot stworzony przez naukowców z Washington State University wspomaga w codziennym funkcjonowaniu osoby z demencją lub niepełnosprawnością. Działanie robota wykorzystuje pracę czujników, w które wyposażony jest system smart home. Dzięki temu robot jest w stanie określić, gdzie znajdują się mieszkańcy, a także, co robią i kiedy potrzebują pomocy przy codziennych czynnościach. Urządzenie jest w stanie wspomóc seniora, wyświetlając w formie filmu instrukcję wykonywania prostych czynności, a także zaprowadzić go do apteczki czy lodówki.

Z kolei inteligentne dozowniki na leki, takie jak Smart Pillbox wykrywają pominięcie zażycia dawki leku lub zażycie niewłaściwego medykamentu. Co więcej, dozownik może się łączyć poprzez aplikację mobilną z rodziną lub opiekunem seniora.

Analitycy z P&S Market Research wskazują, że światowy rynek inteligentnych rozwiązań w opiece zdrowotnej przyniósł w 2017 roku przychody sięgające 4,5 mld dol. Do 2023 roku zachowa on tempo wzrostu na poziomie 37,3 proc. średniorocznie.

7 obszarów, gdzie analityka lokalizacyjna wspiera pracę CEO

Analityka lokalizacyjna przestaje być kojarzona z niszowym rozwiązaniem opartym o statyczną mapę. Obecne rozwiązania z obszaru location analytics to coraz częściej pełnoprawne platformy analityczne służące do przetwarzania dużych zbiorów danych (nie tylko przestrzennych). Dostęp do coraz większej liczby informacji i skuteczna ich analiza pozwala CEO na realizowanie praktycznie wszystkich zadań które stawiają przed nim akcjonariusze, pracownicy i klienci. Oto 7 obszarów, w których analityka lokalizacyjna wspiera kadrę kierowniczą w ich codziennych obowiązkach.

„Do zadań tych należą m.in. identyfikacja wzorców sprzedaży czy przewidywanie globalnych zmian rynkowych i demograficznych. Analiza dużych zbiorów danych przestrzennych możliwa jest dzięki systemom informacji geograficznej (GIS). Technologia ta umożliwia analizowanie i porządkowanie informacji w oparciu o inteligentne mapy i pulpity menedżerskie.” – mówi Małgorzata Grzywacz z Esri Polska. James McCormick, Główny Analityk ds. Wiedzy o Klientach w Forrester, nazywa takie podejście strategią opartą na analityce: „Potrzebujemy odpowiedniej technologii danych i analityki, które niosą ze sobą wartość strategiczną, a nie tylko typowe wartości zwrotu z inwestycji (ROI). I to musi nas wyróżniać”.

  1. Monitoruj i reaguj na trendy biznesowe, ekonomiczne i społeczne

Przykładem wykorzystania analityki przestrzennej do monitorowania trendów i warunków biznesowych może być malejąca liczba właścicieli samochodów, która powoli zmienia branżę automotive. Wynika to m.in. z rosnącej popularności wynajmu samochodów na godziny i trendu związanego z ekologicznym stylem życia. Mapowanie informacji z rynków globalnych pomaga zrozumieć, w jaki sposób, gdzie i w jakim tempie zmieniają się preferencje konsumentów w zakresie zakupu samochodów. Pulpity menedżerskie dostępne w ramach obecnych na rynku rozwiązań analitycznych pozwalają na monitorowanie:

  • Tendencji i zagrożeń w różnych miejscach na całym świecie;
  • Czynników ryzyka lub szans związanych ze zmianami wzorców politycznych, kulturowych lub gospodarczych;
  • Wskaźników rynkowych, gospodarek regionalnych lub lokalnych, rynków akcji i stóp procentowych;
  • Tematów w mediach społecznościowych, które ujawniają obawy konsumentów dotyczące gospodarki, biznesu lub społeczeństwa.
  1. Zrozum swojego klienta

Dyrektorzy generalni muszą rozumieć zmieniające się oczekiwania klientów i dostarczać im nowe lub zmodyfikowane produkty i usługi. Dane przestrzenne pomagają w głębokim zrozumieniu nie tylko tego, kim są najlepsi i potencjalni klienci, ale także tego, gdzie się znajdują. Jedna z amerykańskich sieci restauracji typu fast casual zdecydowała się na wdrożenie aplikacji pozwalającej na telefoniczne zamawianie jedzenia. W oparciu o platformę analityczną GIS, opracowano mapy miast, które wykazały wysoką sprzedaż i wskaźniki „ucyfrowienia” klientów. Analiza pozwoliła sprawdzić, jaki odsetek osób korzystał w ostatnim czasie z telefonu do zakupu produktów. Wiedza ta pozwoliła na wprowadzenie nowej usług, która ułatwiła popularyzację aplikacji przy jednoczesnym ograniczeniu wydatków marketingowych.

  1. Rozwijaj biznes i broń się przed konkurencją

Firmy mają coraz więcej problemów ze sprawnym monitorowaniem konkurencji. Zmiany technologiczne i prawne sprawiają, że z dnia na dzień możemy obudzić się w zupełnie innej rzeczywistości. Dotyczyło to m.in. branży energetycznej, gdzie w wyniku deregulacji w krótkim czasie krajowi monopoliści musieli zmierzyć się z dużą liczbą nowych podmiotów na rynku. Obecnie wyzywaniem jest demokratyzacja energetyki, która w roli „konkurencji” stawia właścicieli domów czy spółdzielnie mieszkaniowe, które przy wykorzystaniu słońca czy wiatru same mogą wytwarzać energię elektryczną.

Pulpit menedżerski może pomagać śledzić bazujące na lokalizacji informacje, takie jak planowane rozmieszenie placówek konkurentów i rynki, na których rywale zmieniają linie produktów. Niektórzy dyrektorzy stosują bardziej bezpośrednie podejście, pozyskując usługi wykorzystujące sztuczną inteligencję do interpretowania obrazów satelitarnych i ujawniania trendów wśród konkurentów. Wszystkie te dane, czy to na poziomie lokalnym, czy krajowym, wpływają na decyzje wykonawcze dotyczące sposobu alokacji zasobów korporacyjnych w celu rozszerzenia i rozwoju oferty.

  1. Alokuj zasoby

Wykorzystanie analityki lokalizacyjnej pozwoliło jednej z dużych sieci detalicznych w USA na przeanalizowanie swojego łańcucha dostaw. Dzięki naniesieniu na mapę lokalizacji klientów, techników i dostaw udało się przeanalizować takie dane, jak:

  • Dostawy do klienta i trasy usług, w tym dostawy uwarunkowane czasowo;
  • Koszty paliwa i utrzymania floty pojazdów;
  • Raporty z wypadków i koszty obsługi poszczególnych tras;
  • Wynagrodzenia i świadczenia dla kierowców i personelu serwisowego;
  • Regiony przewidywanego wzrostu liczby klientów.

W efekcie, firma zmniejszyła liczbę centrów usług o ponad połowę (z 46 do 22) przy obsłudze wszystkich dotychczasowych klientów. Efektem tego była lepsza obsługa klienta i wzrost rentowności spowodowany m.in. redukcją liczby kierowców ciężarówek czy kosztów paliwa.

  1. Rozwijaj i promuj najlepszych ludzi i najlepsze praktyki

Planowanie zespołu pracowników, coraz częściej opiera się nie tylko na „twardych danych”, ale także tym, gdzie pojawiają się talenty i w jaki sposób firma może je wykorzystać. James Fallows, długoletni współpracownik miesięcznika The Atlantic, i autor wystąpień dla prezydenta Jimmy’ego Cartera , w swojej książce „Our Towns: A 100,000-Mile Journey into the Heart of America” zauważa, że poszukiwanie talentów coraz częściej powinno koncentrować się na nieoczekiwanych miejscach. Coraz częściej młodzi ludzie z pokolenia millenialsów, zostają w swoich rodzinnych stronach, aby być jego częścią i budować jego dobrobyt. Prowadzący biznes mogą korzystać z technologii GIS, aby wykryć tego typu zmiany demograficzne, zanim zrobi to konkurencja.

  1. Odzwierciedlaj zróżnicowaną bazę klientów w zasobach firmy

Badanie z 2013 r. zaprezentowane w Harvard Business Review wykazało, że firmy o zróżnicowanym składzie personalnym wykazują o 45 proc. większe prawdopodobieństwo zwiększania z roku na rok udziałów w rynku. Jednym z celów CEO powinno być zatem tworzenie zespołu, który odzwierciedlałby demografię rynków obsługiwanych przez firmę. Celem tych działań jest tworzenie takiej kultury organizacji, w której poglądy pracowników odzwierciedlają interesy, obawy i subtelności populacji konsumentów. Inteligentne mapowanie może ujawnić, gdzie te i inne kluczowe grupy działają, żyją i bawią się, aby dopasowywać do nich asortyment produktów.

  1. Chroń i wzmacniaj wizerunek firmy

Renoma firmy może się załamać z dnia na dzień w związku z naruszeniem danych klienta lub niewłaściwym zachowaniem któregoś z szefów. Przekonać się o tym mogli zarządzający takich firm jak Theranos i Cambridge Analytica, które w aferze skandalu zniknęły z rynku w 2018 roku. Jednak dla większości firm reputacja psuje się i zmienia w znacznie bardziej subtelny sposób. Przykładowo, jeden niepochlebny wpis na twitterze zamieszczony przez wpływową osobę może wywołać całą lawinę negatywnych komentarzy. Opracowanie mapy influencerów w oparciu o technologię GIS i analizę nastrojów może pomóc zrozumieć skąd pochodzą poglądy na temat firmy lub branży.

Dyrektor generalny świadomy znaczenia lokalizacji może wykorzystywać GIS do śledzenia także innych wskaźników wpływu – jest ich wiele, od wyników sprzedaży na określonych rynkach, poprzez regionalne wyniki badania lojalności klientów, po informacje zwrotne od pracowników sprzedaży i serwisu. W 2018 roku James McCormick z firmy Forrester powiedział, że większość firm może przetrwać bez strategii opartej na głębokiej analizie danych, ale to nie potrwa długo.

Automotive branżowym liderem eksportu

O ponad 7 proc. wzrósł polski eksport w ciągu jedenastu miesięcy 2018 roku – tak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Według ekspertów, w najbliższym czasie możliwy jest dalszy wzrost, ale może go utrudnić m.in. Brexit, schłodzenie gospodarki Niemiec oraz wojny handlowe pomiędzy USA i Chinami.

Od stycznia do listopada 2018 roku polskie przedsiębiorstwa sprzedały za granicę produkty o wartości 204,3 mld euro. Według Narodowego Banku Polskiego o wzroście eksportu towarów zadecydowała głównie większa sprzedaż komputerów, produktów rafinacji ropy naftowej, tworzyw sztucznych oraz odzieży. Z roku na rok rośnie nasz eksport do Niemiec, Francji, Holandii, Belgii, Czech, na Słowację, do USA, a także na Bałkany i do Azji.

Coraz więcej eksportowych hitów

Za sukcesem polskiego eksportu stoi przede wszystkim rosnąca liczba przedsiębiorstw, które rozszerzają zakres działalności o sprzedaż za granicę. Nie bez znaczenia jest również dobra znajomość otoczenia konkurencyjnego oraz uznanie, jakim polskie firmy cieszą się na europejskich i światowych rynkach, zarówno w kontekście jakości oferty jak i obsługi klienta. Czynnikiem stymulującym eksport polskich towarów jest również ich cena. Najlepsze wyniki w tym zakresie osiąga od lat branża automotive, bardzo dobrze radzi sobie również sektor meblarski, AGD oraz szeroko pojęta żywność.

Miniony rok był  udany dla eksportu polskich towarów z branży metalowej. Rodzime spółki odnotowały  znaczne wzrosty we wszystkich kwartałach 2018. Polski przemysł z roku na rok jest coraz bardziej ceniony na świecie. Zagraniczni odbiorcy darzą nasze rodzime firmy rosnącym zaufaniem, co skutkuje  nowymi kontraktami na sprzedaż ich produktów.

Istotna sytuacja międzynarodowa

Jak twierdzą specjaliści, ogromny wpływ na polski eksport ma sytuacja gospodarcza Niemiec. Według Marcina Brola z Katedry Makroekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, od kilku lat sprzedaż polskich towarów do tego kraju stanowi ponad jedną czwartą całego eksportu.

– Wynika to z wielu czynników, m.in. bliskości tego kraju oraz powiązań biznesowych, które wykształciły się w epoce schyłkowego PRL-u i początku transformacji, a przede wszystkim obecności Polski w Unii Europejskiej – uważa Marcin Brol. – Gospodarka Niemiec, podobnie jak Polski, jest gospodarką eksportową, a zatem ważnym czynnikiem wpływającym na wielkość polskiego eksportu jest popyt na towary niemieckie na rynku światowym.

Według ekonomistów, prognozując warunki rozwoju, przedsiębiorcy nie wykazują olbrzymiego optymizmu. Ma to związek z międzynarodową sytuacją polityczną, na czele z wojną handlową miedzy Rosją i Chinami, Brexitem i oczekiwaniem hamowania gospodarek krajowych po wyjątkowo długim okresie nieustannego wzrostu.

Liczą się dobre kontakty biznesowe

Polscy przedsiębiorcy cały czas starają się o nowe zagraniczne kontakty i próbują je nawiązać, wykorzystując uczestnictwo w wydarzeniach branżowych oraz działalność w lokalnych wywiadowniach gospodarczych. Partnerzy są pozyskiwani również poprzez izby branżowe i aktywnie działające stowarzyszenia. W tym celu wykorzystuje się również misje gospodarcze organizowane przez instytucje rządowe i izby gospodarcze, w tym bilateralne, np. polsko-niemiecką.

Wszystko to wpływa pozytywnie na rozwój eksportu, jednak należy brać pod uwagę procesy mogące ten trend odwrócić: spowolnienie europejskich gospodarek i w konsekwencji ograniczenie popytu czy ewentualne wyjście Polski z Unii Europejskiej lub jakiekolwiek osłabienie więzi gospodarczych w ramach wspólnoty. Dużą niewiadomą jest również konflikt pomiędzy USA i Chinami, którego skutki rzutować będą na całą gospodarkę światową.

Szanse na dalszy rozwój eksportu

Jak dodaje Rafał Parvi, ekspert z obszaru analiz ekonomicznych w Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu, aby rozwinąć eksport, należałoby dotrzeć bezpośrednio do wszystkich lub prawie wszystkich przedsiębiorców, bo pomimo tego, że w Polsce mamy 2 mln firm, to tylko około 17 tys. z nich eksportuje. Należy także wziąć pod uwagę eksport nie tylko do krajów Unii Europejskiej, ale i poza nią.

Na zwiększenie eksportu mają większą szansę te przedsiębiorstwa, które już istnieją na zagranicznych rynkach. Znają ich specyfikę i potrzeby, a także mogą pochwalić się udanymi kontraktami, co pozwala nabrać zaufania kolejnym partnerom biznesowym z danego kraju. To z kolei skutkuje nowymi zamówieniami i coraz większą sprzedażą produktów polskiego przemysłu za granicę i rosnącym wskaźnikiem polskiego eksportu.

Ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej

Ponad połowa Polaków ma w rodzinie osobę chorującą na nowotwór – wynika z badania IBRiS przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Mimo to tylko 51 proc. respondentów deklaruje, że regularne wykonuje badania profilaktyczne w celu wykrycia choroby. Na badania częściej decydują się kobiety, osoby starsze oraz mieszkańcy małych i średnich miejscowości. Ubezpieczenie na wypadek choroby zostało uznane przez ankietowanych za najlepsze zabezpieczenie przed finansowymi konsekwencjami nowotworu. Dane Nationale-Nederlanden pokazują, że zdecydowaną większość posiadaczy takich polis stanowią osoby w wieku 30-50 lat.

Według Światowej Organizacji Zdrowia choroba nowotworowa plasuje się na drugim miejscu wśród przyczyn śmierci na świecie. Do czynników zwiększających ryzyko zachorowania należą: otyłość, dieta uboga w warzywa i owoce, brak aktywności fizycznej, palenie papierosów i picie alkoholu.

Mimo rosnącej skali zachorowań, wciąż niewielu Polaków podejmuje aktywne działania prewencyjne. Według danych z raportu „Choroba nowotworowa – profilaktyka zdrowotna i finansowa” Nationale-Nederlanden – częściej stosujemy bierne formy profilaktyki. I tak 65 proc. Polaków deklaruje, że nie spożywa alkoholu w nadmiarze, a 62 proc. nie pali tytoniu. Osoby z wyższym wykształceniem częściej unikają szkodliwych nałogów (ok. 70 proc.). Zdrową dietę stosuje prawie połowa ankietowanych – najczęściej również osoby najlepiej wykształcone. Polacy rzadko wiążą aktywność fizyczną z profilaktyką antynowotworową. Tylko 30 proc. respondentów wskazało, że regularnie uprawia sport jako działanie profilaktyczne przeciw chorobie nowotworowej. Jest to praktyka częstsza wśród mężczyzn (33 proc.) niż wśród kobiet.

Profilaktyka ważniejsza dla kobiet

Jedynie połowa Polaków regularnie bierze udział w badaniach lekarskich, żeby uchronić się przed zachorowaniem na raka. Nieco więcej ankietowanych (57 proc.) przynajmniej raz w roku wykonuje badania profilaktyczne, takie jak: badanie krwi, USG, badania przesiewowe zależne od wieku. Niespełna jedna czwarta ankietowanych (23 proc.) deklaruje wykonywanie badań co 2-3 lata.

Znacznie częściej swój stan zdrowia sprawdzają kobiety (60 proc.) niż mężczyźni (43 proc.). Największą skłonność do wykonywania badań mają 50-latkowie (65 proc.), a najniższą 20-latkowie (40 proc). Mieszkańcy małych i średnich miast częściej odwiedzają gabinety lekarskie niż mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców. Co 10. mieszkaniec wsi deklaruje, że nie wykonuje żadnych badań.

Zabezpieczenie finansowe wciąż mało popularne

Choroba nowotworowa to nie tylko ogromne wyzwanie emocjonalne, ale także finansowe, tym bardziej, że chorzy często nie są w stanie w czasie terapii pracować, a bywa tak, że jedyną szansą na powrót do zdrowia jest leczenie zagranicą. Ankietowani uznają ubezpieczenie na wypadek choroby za najlepszą formę zabezpieczenia przed jej finansowymi konsekwencjami. Na drugim miejscu wskazują samodzielne odkładanie pieniędzy, a na trzecim pomoc ze strony rodziny. Mimo to 38 proc. ankietowanych nie zastanawia się, czy w ciągu najbliższych 2 lat wykupić ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej. Najbardziej skłonne do nabycia polisy są osoby w wieku 40-49 lat. Badanie to znajduje odzwierciedlenie w danych Nationale-Nederlanden. Wśród osób, które posiadają ubezpieczenie przeciwnowotworowe 67 proc. stanowią osoby w wieku 30-50 lat. Co ciekawe większość z nich to mężczyźni.

– Ubezpieczenie na wypadek choroby nowotworowej pozwala nie tylko na skuteczniejszą terapię medyczną, ale także kompleksowe wsparcie osoby chorej i rodziny, np. dzięki pomocy psychologicznej. Patrząc na doświadczenia krajów rozwiniętych należy przypuszczać, że ten rynek ma w Polsce ogromny potencjał – mówi Joanna Walczuk, menadżer ds. produktów Nationale-Nederlanden PTE.

Zabezpieczenie dla rodziny ważniejsze niż szybszy powrót do zdrowia

Za najbardziej istotną korzyść z ubezpieczenia na wypadek nowotworu respondenci uznają wsparcie finansowe dla rodziny w przypadku śmierci (38 proc.). Na drugim miejscu wskazują pieniądze na leczenie i powrót do zdrowia (31 proc.), a na trzecim dostęp do najlepszego zespołu medycznego (26 proc.). Ten rodzaj wsparcia jest najważniejszy jedynie dla osób w wieku 30-39 lat.

Konsultacje lekarskie i badania diagnostyczne w przypadku podejrzenia choroby są najmniej istotną korzyścią dla ankietowanych. Wsparcie w codziennym funkcjonowaniu w przypadku choroby, na przykład pomoc psychologa, transport, rehabilitacja, zostały wskazane przez co 5-tą osobę.

Badanie zrealizowane zostało na zlecenie Nationale-Nederlanden przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 17-18 i 26-27 stycznia 2019 roku. W ramach badania ilościowego przeprowadzono wywiady przy użyciu techniki CATI, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków (n=1100).

Wstępne, niezaudytowane wyniki Grupy Santander Bank Polska za 2018

W 2018 roku Grupa Santander Bank Polska zanotowała wynik netto należny akcjonariuszom podmiotu dominującego w wysokości 2,4 mld zł.

Michał Gajewski, Prezes Zarządu Santander Bank Polska
Michał Gajewski, Prezes Zarządu Santander Bank Polska
  • Zysk należny udziałowcom wypracowany przez Grupę Santander Bank Polska w 2018 roku wyniósł 2,4 mld zł, dochody ogółem zwiększyły się o prawie13% r/r. W efekcie transakcji włączenia wydzielonej części DB oraz dynamicznego wzrostu organicznego aktywa Grupy wzrosły do prawie 206 mld zł, o 35% więcej niż przed rokiem, do blisko 7 mln zwiększyła się liczba obsługiwanych klientów.
  • W minionym roku z powodzeniem przeprowadziliśmy zmianę marki i skutecznie zakomunikowaliśmy jej główne atrybuty – bezpieczeństwo i innowacje. Transakcja włączenia zwiększyła nasz potencjał do dalszego rozwoju. Oba duże projekty zrealizowaliśmy zachowując poziom satysfakcji naszych klientów. Nadchodzi czas na wzmacnianie satysfakcji klienta z relacji z bankiem, aby nasza strategia bycia najlepszym bankiem dla klienta mogła stać się rzeczywistością.

Wyniki Grupy Santander Bank Polska w 2018 roku:

  • Dochody ogółem – wyniosły 8,7 mld zł, i były wyższe o 12,5 % w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
  • Wynik z tytułu odsetek wyniósł 5,7 mld zł i wzrósł o 8,8% r/r.
  • Wynik z tytułu prowizji wyniósł 2,1 mld zł i wzrósł o 2,2% r/r. Wzrost wyniku z tytułu prowizji nastąpił dzięki przyrostom w większości linii produktowych (w obszarze kredytów, wymiany walut, obsłudze kart debetowych).
  • Koszty operacyjne ogółem wyniosły 3,8 mld zł i zwiększyły się o 11,8% r/r przy wzroście kosztów pracowniczych i działania o 10,3% pod wpływem projektów transformacyjnych i rozwojowych.
  • Wskaźnik C/I ukształtował się na poziomie 43,1% i pozostał na zbliżonym poziomie co w roku poprzednim.
  • Obciążenia podatkowe Grupy w 2018 wynoszą łącznie 1,2 mld zł, z czego 466 mln zł to podatek bankowy i 727 mln podatku dochodowego.
  • Odpisy netto z tytułu rezerw kredytowych wyniosły 1,1 mln zł, a zannualizowany koszt ryzyka kredytowego ukształtował się na poziomie 90 pb. i jest zgodny z oczekiwaniami. Wskaźnik kredytów niepracujących wyniósł: 4,5% i był niższy w porównaniu do zeszłego roku (2017 wyniósł 5,8%)

Kapitały Silna pozycja kapitałowa Grupy Santander Bank Polska: Współczynnik kapitałowy na poziomie:16,7% (16,69% na 31 grudnia 2017 r.) oraz Tier1: 14,83%(15,28% na 31 grudnia 2017 r.), zapewniający bezpieczeństwo prowadzonej działalności i stabilny wzrost.

Klienci Należności brutto od klientów zwiększyły się o 26% r/r do 142 mld zł w wyniku wzrostu kredytów dla klientów indywidualnych o 29% r/r do 74,7 mld zł oraz należności od podmiotów gospodarczych o 23% r/r do 59 mld zł.

Depozyty klientów ogółem wzrosły o 34% r/r, przy czym depozyty bieżące o 30% a terminowe o 41% r/r. Depozyty od klientów indywidualnych wzrosły o 36% r/r, a biznesowe o 32% r/r.

Wskaźnik kredytów do depozytów wynosił 91,9% na koniec grudnia 2018 roku.

Na 30 grudnia 2018 r. łączna wartość aktywów netto funduszy inwestycyjnych i portfeli aktywów zarządzanych przez Santander Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych wyniosła 15,4 mld zł i zmniejszyła się o 6,1% r/r.

Transformacja cyfrowa W 2018 r. wdrożono kilkanaście nowych robotów realizujących zadania m.in. w kredytach hipotecznych i reklamacjach, a także w trade finance. O 13% wzrosła liczba klientów, korzystających z kanałów zdalnych, a liczba transakcji realizowanych w mobile przekroczyła 40 mln. W kanałach cyfrowych wprowadzano systematycznie udogodnienia – zarówno dla klientów indywidualnych, jaki i firmowych.

Linie biznesowe. Z nowego Konta Jakie Chcę na koniec kwartału korzystało 1,13 mln klientów, trzykrotnie wzrosła liczba kart dodanych do portfeli cyfrowych, udostępniono płatności Fitbit Pay oraz pakiet wielowalutowy na karcie Dopasowanej. W bankowości korporacyjnej wzrosły dochody w liniach strategicznych, bankowość inwestycyjna notuje wzrost wyniku segmentu. Spółki leasingowa i faktoringowa także zanotowały wzrost zysku.

Bankowość detaliczna w 2018 r.:

  • 3,64 mln kont osobistych w złotych
  • 1,13 mln otwartych Kont Jakie Chcę
  • 431 tys. kart mobilnych HCE, Google Pay, Garmin Pay, Apple Pay, Fitbit Pay (+209% r/r)
  • Wzrosty portfela kredytowego r/r: kredyty gotówkowe 51% r/r do poziomu 11,6 mld; kredyty hipoteczne w złotych 53% r/r do poziomu 37,1 mld
  • 2,36 mln (+13% r/r, 8% q/q) aktywnych klientów digital, w tym 1,34 mln klientów mobilnych (+22% r/r, 8% q/q)
  • 40,9 mln transakcji w bankowości mobilnej (+74% r/r) w 2018 roku, 12,7 mln transakcji w IV kw. wzrost o ponad 2,03 mln (+19% q/q).
  • Co trzeci produkt kredytowy sprzedawany w bankowości elektronicznej udzielany był w aplikacji mobilnej (30% liczby produktów kredytowych oferowanych przez kanały elektroniczne).
  • Dynamiczny wzrost transakcyjności wpłatomatów w ujęciu rok do roku – 12% pod względem liczby wpłat oraz 24% pod względem ich wartości.
  • Wzrost wolumenu depozytów o 38% r/r do poziomu 81,4 mld;
  • W IV kwartale uruchomiono 17 kolejnych oddziałów w nowym innowacyjnym formacie (razem 31 zmodernizowanych w 2018) oraz 1 Strefę Santander w Gdyni (razem działa 5 Stref).

MŚP1 2018 r.:

  • Wzrost wolumenu kredytów o 26% r/r do poziomu 12,4 mld;
  • Wzrost wolumenu depozytów o 31% r/r do poziomu 13,5 mld;
  • Sprzedaż nowych kredytów MSP większa o 15% w stosunku do 2017 r. wartościowo o 635 mln, za IVQ wzrost ten stanowił 12% (156 mln) w stosunku do IVQ 2017.
  • Wzrost przychodów prowizyjnych kredytowych o 30% r/r (o 29 mln)
  • Wzrost przychodów odsetkowych o 12% r/r (o 28 mln)
  • usługi eKsięgowość – księgowość on-line dla jednoosobowych działalności gospodarczych – również w aplikacji mobilnej – oraz wsparcie profesjonalnych księgowych

Bankowość Biznesowa i Korporacyjna w 2018 r.:

  • 11% wzrost przychodów z podstawowej działalności biznesowej
  • 16% wzrost dochodów w sektorach strategicznych
  • 15% wzrost przychodów w obszarach biznesu międzynarodowego
  • Biznes Międzynarodowy – dalszy rozwój korytarzy międzynarodowych – Niemcy, Hiszpania/LatAm, USA/UK.
  • Strefy samoobsługowe w iBiznes24 –rozwój kanału dostępu
  • VIII edycja Programu Rozwoju Eksportu

Globalna Bankowość Korporacyjna i inwestycyjna w 2018 r.:

  • 11% wzrost wyniku segmentu r/r
  • Pierwsze miejsce na rynku kapitałowym pod względem wartości wyemitowanych akcji i obligacji*
  • pierwsza emisja euroobligacji Santander Bank Polska o wartości nominalnej 500 mln EUR, w której Pion pełnił rolę wyłącznego aranżera programu emisji oraz wyłącznego prowadzącego księgę popytu emitowanych obligacji
  • Innowacje
  • Santander Cash Nexus: globalna platforma dla międzynarodowych firm zapewniająca kompletny zestaw rozwiązań transakcyjnych dla różnych krajów poprzez bezpośrednią komunikację elektroniczną
  • Santander Kantor: 25% wzrost dochodów r/r z wymiany walut na platformie
  • SCIB Debt Advisory: uruchomienie usług doradczych w zakresie optymalnej struktury finansowania, logistyki pozyskania finansowania dłużnego oraz kompleksowe wsparcie
    w procesie ratingowym i komunikacji z agencjami ratingowymi
  • natychmiastowe zlecanie i rozliczanie operacji bankowych, obsługa rachunków VAT dla klientów w Polsce jednej z największych amerykańskich instytucji finansowych

Leasing w 2018 r.:

  • W 2018 r. Santander Leasing sfinansował aktywa o wartości netto blisko 5,4 mld zł, czyli
    o +29% r/r więcej – to absolutny rekord w historii spółki!
  • W samej kategorii pojazdów Santander Leasing sfinansował środki trwałe o wartości netto ponad
    3 mld zł, ze wzrostem +45% r/r, a w maszynach i urządzeniach wartość netto sfinansowanych aktywów wyniosła ponad 2,2 mld zł, z blisko 13% wzrostem
  • na koniec roku wartość portfela leasingowego osiągnęła poziom blisko 9 mld zł, co oznacza wzrost +16% r/r, przy jednoczesnym utrzymaniu bardzo wysokiej jakości portfela
  • liczba klientów wzrosła do 57 tys.

Faktoring w 2018 r.:

  • Obroty spółki faktoringowej wyniosły 27,3 mld zł i były wyższe o 17% r/r;
  • Portfel kredytów wzrósł o 21% r/r i osiągnął poziom 5,1 mld zł;
  • Pod względem uzyskanych obrotów Spółka zajmuje trzecią pozycję na rynku, z udziałem na poziomie 11,2%, jednak nadal jest liderem w zakresie finansowania dostawców posiadając
    31% udziału w rynku
  • Sprzedaż na koniec roku wyniosła 2,5 mld zł.

Santander Consumer Bank w 2018 r.:

  • Zysk netto wyniósł 584 mln zł;
  • Aktywa wyniosły 19,8 mld zł
  • należności kredytowe Grupy SCB S.A. osiągnęły wartość 15,8 mld zł,
  • Zobowiązania wobec klientów wyniosły 8,9 mld zł.
  • Wskaźnik C/I wyniósł 36,4%.

(*) Źródło: Bloomberg, GPW, NBP

W 2019 r. wideo będzie dominowało w reklamie internetowej

Wideo online będzie głównym motorem napędowym rynku reklamy online w 2019 r. Co do kosztów emisji, to zauważalne będzie odejście od standardowego modelu na rzecz rozliczeń CPV, gwarantujących płatność dopiero po pełnym obejrzeniu naszych spotów wideo.

Fakt, że użytkownicy chętniej konsumują treści wideo w online nie oznacza śmierci tekstu czy też grafik, ale sprawia że wydawcy chcąc utrzymać, czy też przyciągnąć nowych użytkowników na swoje serwisy, poszukują sprawdzonego tzn. dobrej jakości kontentu, głównie o charakterze newsowym.

Już teraz zdecydowana większość głównych treści prezentowana jest w postaci materiału wideo z krótkim tekstowym leadem. Istotna staje się również unikalność tego kontentu oraz jego profesjonalne przygotowanie – co nie zawsze udaje się uzyskać, szczególnie kiedy mówimy o User Generated Content, mający często charakter stricte viralowy.

– Zdecydowanie wideo online będzie głównym motorem napędowym rynku reklamy online w 2019 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Chrzanowski, Prezes Zarządu VideoTarget.pl, platformy wymiany treści oraz sieci reklamy wideo online. – To stwierdzenie wystarczy poprzeć kilkoma faktami z ubiegłego roku. Mam tu na myśli zwrot globalnych gigantów w stronę prezentacji treści wideo. Wymieńmy choćby wprowadzenie Facebook Watch, IGTV czy rozwój platformy TikTok, która zdobywa coraz większą popularność szczególnie wśród nastolatków.

Rok 2019, to również wyzwania dla reklamodawców, którzy powinni zwrócić uwagę na kilka kwestii planując swoje działania za pomocą wideo. Szukajmy dobrego kontentu, jako otoczenia dla naszego przekazu reklamowego, jest to szczególnie istotne w przypadku kampanii opartych o formy In-streamowe – preroll lub midroll. Zwracajmy uwagę na nasze spoty wideo, standardowe 15-30 sekundowe spoty to może być za mało, często potrzebne są dłuższe filmy promocyjne, głównie o charakterze instruktażowym, prezentujące dany produkt/usługę.

– W kwestii kosztów emisji zauważalne będzie odejście od standardowego modelu rozliczenia emisji w CPM na rzecz rozliczeń CPV, gwarantujących płatność dopiero po pełnym obejrzeniu naszych spotów wideo – wyjaśnia Piotr Chrzanowski z VideoTarget.pl, platformy, która posiada w swojej ofercie ponad 200 serwisów z 12 kategorii tematycznych, a niesięczny potencjał reklamowy sieci wynosi ponad 20 mln wyświetleń spotów wideo w miesiącu.

Podsumowanie rynku powierzchni handlowych w Polsce w 2018 roku

Biurowiec Graffit sprzedany

Hines, międzynarodowa firma działająca na rynku nieruchomości oraz Zeus Capital Management poinformowały o finalizacji zakupu budynku Graffit. Nieruchomość należąca do Hines Russia & Poland Fund (HRPF) została sprzedana TAN Poland Sp. z o. o – spółce zarządzanej przez Zeus Capital Management (Zeus). Nabycie budynku Graffit jest pierwszą transakcją firmy Zeus w Polsce. Inwestycja wchodzi w skład platformy nieruchomości komercyjnych firmy w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej.

HINES GRAFFIT BiurowiecGraffit to wysokiej klasy budynek biurowy z częścią handlowo-usługową, położony przy ul. Domaniewskiej 28 w Warszawie. Obiekt został oddany do użytku w I kwartale 2018 roku i oferuje 18 500 mkw. powierzchni.

„W imieniu Hines chciałbym podziękować Zeus Capital Management oraz doradcom obydwu stron za sprawnie przeprowadzoną transakcję. Graffit jest ważną transakcją nie tylko dla sprzedającego i kupującego, ale także dla całego rynku. Udowodniliśmy, że Mokotów jest wciąż atrakcyjnym rynkiem dla deweloperów, najemców oraz inwestorów” – powiedział Wojciech Rumian, Wiceprezes Zarządu Hines Polska.

„Nabycie biurowca Graffit jest naszą pierwszą transakcją na rynku warszawskim i doskonale wpisuje się w strategię inwestycyjną naszej platformy. Ogromnie cieszy nas zakup jednego z najlepszych budynków biurowych, zlokalizowanego na obiecującym rynku dzielnicy Mokotów. Dzięki idealnemu położeniu, budynek będzie mógł czerpać korzyści z ożywionej koniunktury na rynku nieruchomości. Jesteśmy przekonani, że zakup jest wyjątkowo korzystny dla naszych inwestorów” – skomentowała Lila Pateraki, Chief Investment Officer w Zeus Capital Management.

Podczas transakcji Hines reprezentowany był przez: Dentons, agencję nieruchomości Colliers International Poland oraz CRIDO. Kupującemu doradzały z kolei firmy takie jak: DLA Piper Giziński Kycia, Cushman & Wakefield Polska, Ernst & Young oraz Sentient. Transakcja została sfinansowana przez Berlin Hyp.

Graffit

Graffit to budynek przy ulicy Domaniewskiej 28 w bliskim sąsiedztwie stacji metra Wilanowska. Całość kompleksu oferuje najemcom 18 500 mkw. powierzchni klasy A na siedmiu kondygnacjach, w tym ok. 1 900 mkw. powierzchni handlowo-usługowej. Dzięki niskiemu współczynnikowi powierzchni wspólnych, budynek wyróżnia duża powierzchnia typowego piętra – aż 2 600 mkw. W projekcie przewidziano również trzypoziomowy parking podziemny dla 360 samochodów, a także pełną infrastrukturę dla rowerzystów, w tym miejsca postojowe, szatnie i natryski. Zaprojektowany przez polski oddział pracowni Rolfe Judd z Londynu, Graffit spełnia najwyższe standardy zrównoważonego budownictwa, co potwierdza certyfikat BREEAM Interim na poziomie „Excellent”. Do tej pory obiekt był własnością HRPF, funduszu zarządzanego i finansowanego przez firmę Hines.

Wojny handlowe USA-Chiny a zamieszanie wokół Huawei

Wojny handlowe z amerykańskimi bazami wojskowymi w Polsce łączy jedno: globalna polityka. Rywalizacja pomiędzy USA i Chinami to gra o globalną dominację. W tym kontekście rozgrywa się konflikt wokół Huawei.

– Inwestorzy z dużym napięciem oczekują na kolejne rundy rozmów USA-Chiny, a globalna polityka rządzi rynkami finansowymi – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

W wojnie handlowej Stany Zjednoczone mają ważniejszy cel niż korzyści ekonomiczne, to gra o globalną dominację.

– Stany Zjednoczone grając o globalną dominację naciskają na polski rząd, aby ograniczył dostęp Huawei do naszego rynku i stawiają na szali swoją obecność wojskową w Polsce – komentuje ekonomista z XTB.

Zmiany prawne w zakresie gospodarki odpadami w 2019 roku

W 2019 roku jest kilka dat, które każdy przedsiębiorca wytwarzający lub gospodarujący odpadami powinien znać. To daty wejścia w życie nowych regulacji prawnych, których w nadchodzących miesiącach nie zabraknie. Co, kiedy i kogo obowiązuje?  

Najważniejsze zmiany związane z gospodarką odpadami wynikają z uchwalonej we wrześniu 2018 roku, nowelizacji ustawy o odpadach. Firmom zostało już tylko kilka miesięcy na dostosowanie się do nowych przepisów, a już wiadomo, że to nie koniec nowości. Planowane są bowiem kolejne zmiany ogólne oraz co istotne – wdrożenie przepisów szczegółowych opisujących wytyczne do ogólnych wymagań określonych w ustawie o odpadach.

W najbliższych miesiącach przedsiębiorcy muszą spełnić kilka istotnych wymogów – w innym wypadku grożą im sankcje.

Do najważniejszych zmian należą*:

  • Nowe przepisy dotyczące wizyjnego systemu kontroli miejsc magazynowania odpadów (termin wdrożenia do 05.03.2019), choć ze względu na brak przepisów szczegółowych termin ten prawdopodobnie zostanie wydłużony
  • Nowe przepisy dotyczące wymagań przeciwpożarowych dla miejsc magazynowania odpadów (termin wdrożenia do 22.08.2019)
  • Obowiązek złożenia wniosku o dostosowanie posiadanych pozwoleń/zezwoleń w zakresie gospodarowania odpadami (termin wdrożenia do 05.09.2019)

– Ten okres przejściowy warto wykorzystać na odpowiednie przygotowanie się do nowych wymogów. W pierwszej kolejności należy przyjrzeć się obszarom działalności przedsiębiorstwa i wyznaczyć te, które wymagają modyfikacji. Z naszych obserwacji wynika, że większość wytwórców odpadów coraz lepiej orientuje się w planowanych zmianach, pomimo, że pewne obowiązki stanowią dla nich zupełną nowość. Opierając się na doświadczeniu, staramy się pomagać przedsiębiorcom we wdrażaniu odpowiednich rozwiązań. – komentuje Anna Wójcik-Przybył, kierownik Zespołu Raportowania Środowiskowego w Stena Recycling.

To nie koniec zmian

W styczniu 2019 roku przedstawiono projekt ustawy o zmianie ustawy o odpadach oraz niektórych innych ustaw oraz projekt ustawy o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw. Jeśli wejdą w życie nałożą na przedsiębiorców kolejne obowiązki.

Zmiana odpowiedzialności

Ustawodawca planuje dodać ust 3a do art. 27 Ustawy o odpadach, który stanowi rozszerzenie odpowiedzialności za gospodarowanie odpadami niebezpiecznymi. Zgodnie z tym zapisem wytwórca odpadów będzie odpowiedzialny za odpady niebezpieczne do samego końca (do momentu odzysku tych odpadów). Przedsiębiorstwa wytwarzające odpady niebezpieczne nie będą więc zwolnione z mocy prawa z odpowiedzialności, gdy taki odpad przekażą firmom odbierającym odpady.

– To znacząca zmiana z perspektywy rynku gospodarowania odpadami, nakładająca współodpowiedzialność i zakładająca potrzebę ścisłej współpracy pomiędzy przedsiębiorstwem wytwarzającym odpady niebezpieczne a firmą je odbierającą. Istotna jest też stała kontrola i transparentność w całym procesie. – komentuje Anna Wójcik-Przybył, Stena Recycling.

Ważny rok dla BDO

W tym roku, wszystkie firmy biorące udział w systemie gospodarowania odpadami muszą przygotować się do jego cyfryzacji. W związku z wdrożeniem Bazy Danych o Odpadach w ciągu najbliższych 12 miesięcy powinniśmy  być gotowi do prowadzenia ewidencji odpadów, rejestru i sprawozdawczości wyłącznie w formie elektronicznej za pośrednictwem indywidualnego konta w systemie BDO. Zatem wypełnianie dokumentów ewidencji odpadów następować będzie na bieżąco poprzez ten system.

W planach jest zapewnienie dostępu do danych z zasobów BDO dla Policji, Inspekcji Transportu Drogowego oraz organów nadzoru górniczego celem przeprowadzenia czynności kontrolnych (np. kontroli transportu odpadów).

Transport odpadów na nowych zasadach

Nie jest zaskoczeniem zmiana regulacji przewozu odpadów niebezpiecznych (ADR), która zgodnie z zasadą, wprowadzana jest w każdym roku nieparzystym. Podobnie jak w latach poprzednich, do końca czerwca przedsiębiorców obowiązują okresy przejściowe. W Polsce nowe przepisy wejdą w życie po ogłoszeniu stosownego oświadczenia rządowego.

– Jedną z największą zmian w zakresie przewozu towarów niebezpiecznych, w tym także odpadów, jest zwiększenie roli doradcy ds. bezpieczeństwa. Nowa wersja regulacji nakłada obowiązek wyznaczenia właściwej osoby także na wytwórcę, nawet jeśli nadawanie, przewóz, pakowaniem napełnianie, załadunek lub rozładunek towarów niebezpiecznych zleci na zewnątrz. – komentuje Anna Wójcik-Przybył.

Niewątpliwie 2019 rok będzie wymagający pod względem zmian w zakresie gospodarki odpadami. To jednak pozwala wierzyć, że Polska powoli zmierza w stronę bardziej odpowiedzialnego podejścia do surowców wtórnych.

Wysokie kary za brak informacji o schematach podatkowych (MDR)

To prawdopodobnie najmniej znana zmiana prawna, a jednocześnie bardzo dotkliwa, bo kary mogą być bardzo wysokie. Od 1 stycznia 2019 r. weszły w życie przepisy o raportowaniu tzw. schematów podatkowych (MDR), przy czym przepisy nakazują podatnikom sprawdzić schematy podatkowe nawet na pół roku wstecz dla transakcji międzynarodowych i na dwa miesiące wstecz dla transakcji krajowych.

– Za niewypełnienie tych obowiązków grozi bardzo surowa odpowiedzialność karno-skarbowa, nawet do 20 mln zł. Dodatkowo nałożona kara może wynieść 10 mln zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Agata Dziwisz, Partner i Szef Praktyki Prawa Podatkowego w kancelarii Kochański i Partnerzy.

Schematy podatkowe dotyczą wszystkich podatków, czyli nie ma w tym zakresie żadnych ograniczeń. Dla podatników oznacza to obowiązek zidentyfikowania, czy pojawiają się u nich schematy podatkowe oraz tego, w jakiej roli mogą występować i jakie obowiązki stąd wynikają.

Są to co do zasady transakcje, które zostały zakwalifikowane przez ustawodawcę do raportowania poprzez tzw. cechy rozpoznawcze. Taką cechą może być uzależnienie wynagrodzenia doradcy od success fee, zmiana zasad opodatkowania skutkująca niższym opodatkowaniem, transgraniczne płatności pomiędzy podmiotami powiązanymi, przeniesienie praw trudnych do wyceny wartości niematerialnych,

Obowiązek identyfikacji schematów będzie w pierwszej kolejności spoczywał na tzw. promotorze, który opracowuje, oferuje, udostępnia lub wdraża uzgodnienie lub zarządza wdrażaniem uzgodnienia.

– Należy zwrócić szczególną uwagę na to, że takim promotorem może być każda osoba fizyczna – wyjaśnia mec. Agata Dziwisz. – Ustawodawca wskazał w szczególności na zawody zaufania publicznego, a więc jest tu mowa o doradcach podatkowych, radcach prawnych, adwokatach, pracownikach banków. Taką osobą może być też tzw. in house opracowujący lub oferujący rozwiązania wewnątrz firmy, jeśli takie rozwiązania prezentowane są innym spółkom.

Przedsiębiorcy (osoby prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej), których przychody lub koszty przekraczają 8 mln zł muszą wdrożyć wewnętrzną procedurę w sprawie raportowania.

Scoring bankowy – problemem małych przedsiębiorców. Co warto o nim wiedzieć

Dobra historia kredytowa i brak zaległości finansowych wcale nie gwarantują ubiegającym się o kredyt przedsiębiorcom wydania pozytywnej decyzji. Jest to zależne od tzw. scoringu bankowego, którego zasady przyznawania różnią się w zależności od danej instytucji. Co warto wziąć pod uwagę żeby utrzymać odpowiednią punktację?

Scoring, czyli metoda punktowej oceny ryzyka kredytowego podmiotu ubiegającego się o kredyt, jest składową kilku elementów wykorzystywanych do oceny prawdopodobieństwa spłaty zobowiązania –  zarówno w przypadku poszczególnych osób, jak i przedsiębiorstw. Pierwszym aspektem jest zdolność kredytowa, czyli przychody, umowy współpracy podpisane z klientami, wydatki czy liczba osób na utrzymaniu. Drugim elementem jest wiarygodność dłużnika, która jest weryfikowana przez banki centralnie w BIK.

Właściciele małych firm ubiegający się o kredyt w banku są oceniani na podstawie zdolności finansowej osób indywidualnych. Banki zakładają, że jeśli przedsiębiorca ma problemy ze spłatą prywatnych kredytów, to jest duże prawdopodobieństwo, że podobne kłopoty wystąpią z finansowaniem biznesu. W efekcie dostają negatywną decyzję kredytową – komentuje Joanna Siedlecka z Aasa Polska, technologicznej firmy finansowej.

Jakie działania wpływają na obniżenie punktacji

Niska ocena punktowa może być spowodowana nieregularnym spłacaniem należności lub brakiem historii kredytowej, nawet pomimo wysokich przychodów. Podczas analizy uwzględniany jest wiek oraz współczynnik spłacalności zobowiązań w grupie, do której klient został zakwalifikowany. Na tej podstawie bank buduje własny model oceny – dlatego uzyskana punktacja może się różnić w poszczególnych firmach. Pod uwagę brana jest również liczba i wysokość zaległych kredytów czy przekroczenie przyznanego limitu, np. na kartach kredytowych. Jeśli aplikujący nigdy nie korzystał z zewnętrznego finansowania bank sięga po dodatkowe dane takie jak wykształcenie czy stan cywilny. Im niższy jest scoring, tym wyższy poziom ryzyka dla banku, a w efekcie decyzja odmowna. Według dostępnych danych każdego roku do BIK trafia około 25 milionów zapytań, przy liczbie kredytobiorców szacowanej na 15 milionów[1], a każde dodatkowe zapytanie negatywnie wpływa na ocenę w przyszłości.

Klasyczny kredyt a szybkie finansowanie online dla firm

Proces weryfikacji klientów przez banki jest długi i skomplikowany. Wiążę się z tym przedłożenie licznych dokumentów angażujących cenny czas przedsiębiorców. Wraz z wysokością kwoty, o którą ubiega się klient, wydłuża się czas rozpatrywania wniosku. Mali przedsiębiorcy często otrzymują odmowy bez podania konkretnej przyczyny pod pretekstem zbyt krótkiego okresu prowadzenia firmy lub niskich dochodów[2]. Wpływ na taką decyzję ma wiele czynników. Zaczynając dopiero budowanie biznesu i nie mając odpowiednich środków na rozwój, przedsiębiorcy potrzebują szybkiego finansowania, które będzie pozbawione zbędnych formalności, a proces odbędzie się on-line. Jak pokazują badania, około 40 proc. bankowych klientów w ciągu dwóch lat skorzysta z usług nietradycyjnych firm finansowych, np. FinTechów[3].

W Aasa wykorzystywane są zaawansowane modele scoringowe opierające się na sztucznej inteligencji, które pozwalają określić poziom ryzyka kredytowego. Decyzja jest podejmowana nawet w 15 minut przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich zasad bezpieczeństwa i transparentności. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą dostać wsparcie już od pierwszego dnia prowadzenia działalności – dodaje Joanna Siedlecka z Aasa Polska.

Jak wynika z badania Smartscope dla Aasa Polska prawie połowa mikroprzedsiębiorców jest zainteresowana dodatkowym finansowaniem zewnętrznym, a co czwarty chciałby przeznaczyć środki na rozwinięcie działalności. Jednak aż 14 proc. nie ma wiedzy na temat możliwości zdobycia zewnętrznego finansowania dla swojego biznesu. Co więcej, często otrzymują decyzję odmowną taka sytuacja dotyczy aż 1 na 3 właścicieli małych firm[4]. Dzięki rozwoju technologii i rozwiązaniom mobilnym przedsiębiorca zawsze może skorzystać z szybkich pożyczek online minimalizując wymagane formalności, a oszczędzony czas przeznaczyć na rozwój własnego biznesu.

[1] BIK, Kredytowy portret Polaków

[2] PARP, Raport o stanie małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce

[3] MoneyLive i Chartered Banker Institut, The Future of Retail Banking

[4] Instytut Smartscope, Potrzeby mikroprzedsiębiorstw w zakresie finansowania 2017

Warto wiedzieć przed dzisiejszym posiedzeniem FED

Reguły polityki monetarnej dla polityki Fed-u wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA. Część z nich sugeruje jednak potencjalne odwrócenie kierunku, stąd Fed może wykazywać większą ostrożność z dalszym podnoszeniem stóp. Od stycznia 2019 roku po każdym posiedzeniu Fed-u będzie organizowana konferencja prasowa.

W środę, prezes Powell będzie miał więc okazję zaprezentować rynkowi stanowisko Rady. Wznowienie prac rządu amerykańskiego to dobra wiadomość dla Fed-u deklarującego rosnącą wrażliwość na dane i element zwiększający prawdopodobieństwo, że na razie nie zostaną wycofane zapowiedzi dalszych podwyżek stóp w tym roku, chociaż może potwierdzić brak pośpiechu w normalizacji polityki pieniężnej (m.in. większą elastyczność w kwestii redukcji bilansu). Dopóki USA nie porozumieją się z Chinami w kwestach handlowych (na ten tydzień zaplanowane są kolejne negocjacje), Fed powinien prowadzić łagodniejszą politykę monetarną. Po dokonaniu czterech podwyżek stóp procentowych w ubiegłym roku FOMC zdecydowanie zmienił ton, wskazując na rodzące się wątpliwości, co do utrzymania dotychczasowego tempa normalizacji polityki monetarnej. W piątek pojawiły się doniesienia prasowe, jakoby Fed gotowy był do ogłoszenia modyfikacji w programie QT (redukowania sumy bilansowej), która miałaby polegać na jego wcześniejszym zakończeniu. Nie wydaje się jednak, aby Rezerwa Federalna chciała obecnie składać jakiekolwiek wiążące deklaracje. Wysoce prawdopodobne wydaje się, że Fed poczeka do połowy roku, wówczas to będzie mógł lepiej ocenić sytuację gospodarczą kraju i będzie więcej wiedział o przebiegu amerykańsko-chińskich rozmów handlowych.

Wykres dnia: Reguły polityki monetarnej dla polityki Fed-u wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA. Część z nich sugeruje jednak potencjalne odwrócenie trendu, stąd Fed może wykazywać większą ostrożność z dalszym podnoszeniem stóp.

Reguły polityki monetarnej dla polityki Fed-u wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych w USA
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

3 etapy windykacji i prawa konsumentów

Trzy główne etapy windykacji to: windykacja wstępna, postępowanie sądowe oraz postępowanie egzekucyjne. Warto pamiętać, że na każdym z tych etapów możliwe jest polubowne rozwiązanie problemu zaległych zobowiązań i załatwienie sprawy, związanej z długiem tak, by jego spłata nie rujnowała naszego bieżącego budżetu. Jakie działania podejmuje wierzyciel i reprezentująca go firma windykacyjna podczas windykacji wstępnej, a jakie na etapie postępowania sądowego lub egzekucyjnego? Jakie są prawa konsumentów na każdym z etapów?  

Windykacja wstępna nazywana jest windykacją polubowną. Na tym etapie wierzyciel, lub działająca w jego imieniu firma windykacyjna, w przypadku opóźnienia w wywiązywaniu się przez klienta ze zobowiązań, stara się nawiązać z nim kontakt, by wyjaśnić przyczyny powstałej sytuacji. Windykacja polubowna to okres, w którym dłużnik może np. zwrócić się do wierzyciela z prośbą o wydłużenie okresu spłaty, obniżenie wysokości rat spłaty, czy częściowe wstrzymanie naliczania odsetek. Nie oznacza to, że wierzyciel na pewno zgodzi się na takie rozwiązania, ale im wcześniej dłużnik zwróci się z taką prośbą, tym większe szanse na pozytywną odpowiedź. Warto pamiętać, że na etapie tzw. windykacji wstępnej wierzyciel (np. bank, instytucja pożyczkowa, czy firma telekomunikacyjna) próbuje przede wszystkim przypomnieć osobie lub firmie zadłużonej o zaległościach w spłacie. W tym celu stosuje wezwania, pisma ponaglające lub kontaktuje się z dłużnikiem telefonicznie. Jeżeli nie uda mu się skontaktować z dłużnikiem w ten sposób – będzie podejmował starania, by nawiązać kontakt poprzez swoich przedstawicieli terenowych.

Postępowanie sądowe

Jeśli wezwania do spłaty zaległości zawiodły, a dłużnik uporczywie unika kontaktu z wierzycielem lub firmą windykacyjną, możliwe jest skierowanie sprawy na drogę postępowania sądowego. Wierzyciel może dochodzić swoich roszczeń według przepisów ogólnych (sprawa jest wówczas kierowana na posiedzenie jawne i przed sądem odbywa się rozprawa z udziałem dłużnika i wierzyciela) lub skorzystać z możliwości prowadzenia sprawy według przepisów o postępowaniach odrębnych. W szczególności, właściwe dla dochodzenia roszczeń pieniężnych mogą być postępowania w trybie nakazowym lub upominawczym (w tym elektronicznym). W obu trybach, co do zasady, następstwem skierowania przez wierzyciela pozwu o zapłatę jest wydanie przez sąd nakazu zapłaty na posiedzeniu niejawnym, tj. bez rozprawy, a tym samym bez udziału stron. Warto również pamiętać, że gdy sąd wyda nakaz zapłaty, dłużnik ma dwa tygodnie na złożenie zarzutów (w postępowaniu nakazowym) lub sprzeciwu (w postępowaniu upominawczym). Skutecznie wniesione zarzuty lub sprzeciw powodują zaś konieczność wyznaczenia pierwszej rozprawy w postępowaniu zwykłym, co oznacza, że sprawa będzie się dalej toczyć według przepisów ogólnych.

Postępowanie egzekucyjne

Po otrzymaniu orzeczenia sądu, które opatrzone klauzulą wykonalności stanowi tytuł wykonawczy, lub po uzyskaniu przez wierzyciela innego tytułu wykonawczego, sprawa – na wniosek wierzyciela – może trafić do egzekucji komorniczej. Jest to jednak dla wierzyciela konieczność, wykorzystywana wówczas, gdy dłużnik nie wykazuje żadnej woli porozumienia. Dopuszczenie przez dłużnika do tego kroku np. przez unikanie kontaktu z wierzycielem, jest też dla niego źródłem dodatkowych, często względnie wysokich kosztów nie tylko sądowych, ale także później kosztów postępowania egzekucyjnego, prowadzonego przez komornika.

Prawa konsumenta

Niezależnie od etapu windykacji, zarówno wierzyciel, jak i instytucja, która działa w jego imieniu (np. firma windykacyjna) powinna przestrzegać praw konsumentów oraz zasad etyki. W praktyce bywa różnie, ale firmy windykacyjne zrzeszone w Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych starają się dawać dobry przykład całej branży oraz edukować konsumentów. Firmy te wypracowały w ramach KPF Zasady Dobrych Praktyk, a w codziennej pracy stosują się do zapisów trzeciej księgi ZDP dotyczącej praktyk windykacyjnych. W dokumencie opisane są m.in. standardy komunikacji listownej, telefonicznej i terenowej, a cały zbiór ma na celu ochronę interesów i praw konsumentów. Branża rozpoczęła również kampanię „Windykacja? Jasna sprawa”, w której edukuje jak nie popaść w zadłużenie, jak bezpiecznie zaciągać zobowiązania, ale przede wszystkim, jakie prawa ma konsument w kontakcie z windykatorem. Oto najważniejsze z nich:

  • Kontakt z firmą windykacyjną:
    • Firma windykacyjna może kontaktować się z osobą zadłużoną na różne sposoby: poprzez wysłanie korespondencji, rozmowy telefoniczne czy wizytę terenową konsultanta. Ostatnia z form jest stosowana najczęściej wtedy, gdy dwie poprzednie formy nawiązania kontaktu nie przyniosą rezultatu.
    • Żadna firma windykacyjna nie powinna stosować praktyk zakazanych oraz niedozwolonych. Jej celem zawsze powinna być ochrona interesów kontrahenta, poszanowanie praw osoby zadłużonej oraz wypracowanie takiego rozwiązania, dzięki któremu dłużnik będzie mógł spłacić zobowiązanie bez rujnowania swojego budżetu.
    • Warto pamiętać, że firma windykacyjna powinna zapewnić zachowanie tajemnicy oraz pełną ochronę danych osobowych osoby zadłużonej.
  • Korespondencja i wezwanie do zapłaty:
    • Korespondencja do osoby zadłużonej powinna być wysłana na jej adres zamieszkania (lub inny adres, pod którym ta osoba może być osiągalna), w zamkniętej kopercie, ale bez adnotacji lub znaków wskazujących, że dotyczy ona długu adresata.
    • Wezwanie do zapłaty musi w sposób dokładny opisywać daną wierzytelność. Powinno zawierać m.in. takie informacje jak: tytuł, wierzyciel, wystawca faktury, należność główna, data wymagalności, naliczone odsetki itd.
  • Rozmowy telefoniczne i windykacja terenowa:
    • Zasady Dobrych Praktyk jasno opisują, że zarówno rozmowy telefoniczne powinny być prowadzone w takim czasie, który nie będzie uciążliwy dla dłużnika. Rozmowa powinna być uprzejma i kulturalna.
    • Wizyty windykatorów/konsultantów terenowych mogą być podejmowane w czasie i miejscu, które nie będą uciążliwe dla dłużnika. Konsultant, podczas podejmowania czynności windykacyjnych, jest natomiast zobowiązany do tego, by przedstawić się, okazać (bez wezwania) identyfikator, okazać upoważnienie do działania wydane przez firmę windykacyjną na podstawie upoważnień lub pełnomocnictw udzielonych jej przez kontrahenta, z wyraźnym określeniem zakresu swojego umocowania.

Jeżeli osoba zadłużona będzie miała jakiekolwiek wątpliwości dotyczące metod działania firmy windykacyjnej zrzeszonej w KPF może je zgłosić do Komisji Etyki KPF pod adresem mailowym: [email protected]. Natomiast w przypadku firm windykacyjnych, które nie należą do KPF pozostaje zgłoszenie do Biura Rzecznika Finansowego, Federacji Konsumentów lub na Policję.

Spowalniająca Francja. Zmiany w FED

Dane gospodarcze z Francji były lepsze od oczekiwań, ale wciąż słabe. Polski rynek pracy przed kolejnymi rekordami. Zmiany w polityce komunikacyjnej FED-u.

Dane z Francji

Dzisiaj od rana poznaliśmy dwa ważne odczyty gospodarcze dla Paryża. Z jednej strony wbrew obawom części analityków gospodarka nie skurczyła się w IV kwartale. Wzrosła powyżej oczekiwań, co jest krótkoterminowo dobrym sygnałem dla wspólnej europejskiej waluty. Złym sygnałem jest z kolei fakt, że ten wzrost to zaledwie 0,3% w ujęciu kwartalnym. Drugim powodem do obaw jest spadek wydatków konsumentów o 1,5% przy oczekiwanym spadku o 0,2%. Biorąc pod uwagę sukcesy protestów tzw. żółtych kamizelek wątpliwe jest by większe programy reform zapowiadanych przez prezydenta miały dojść w tym kraju do skutku.

Dobre perspektywy rynku pracy

W Polsce pomimo spodziewanego pogorszenia koniunktury wynikającego z wielu wskaźników wyprzedzających mamy również spodziewany wzrost zatrudnienia. Dlaczego tak się dzieje? Wiele firm ma obecnie problemy wynikające z braku rąk do pracy. To właśnie brak specjalistów dla wielu z nich jest obecnie barierą dla dalszego rozwoju. Jest to bardzo dobry sygnał. Oznacza on bowiem, że firmy mniej boją się pogorszenia koniunktury niż braku rąk do pracy. Obecnie nadwyżka firm chcących zwiększać zatrudnienie nad tymi, które zamierzają zwalniać jest równie duża jaki w szczycie kryzysu z 2008 roku był niedobór.

Amerykanie decydują o stopach procentowych

Dzisiaj o 20:00 poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych z Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to w pewnym sensie amerykański odpowiednik naszej Rady Polityki Pieniężnej. Najprawdopodobniej nie dojdzie do zmiany stóp procentowych. Dlaczego zatem to posiedzenie jest takie ważne? Jest to pierwsza konferencja FED po której odbędzie się regularna konferencja prasowa na jej temat. Coś co jest standardem w Europie w USA z jakiegoś powodu nie miało miejsca. To właśnie ta konferencja oraz wskazania dalszej polityki monetarnej USA powinny być głównym czynnikiem kształtującym wartość dolara w najbliższych dniach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – wstępne dane na temat inflacji,
  • 14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
  • 14:30 – USA – wstępne dane na temat PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Chcą zmienić kraj bardziej niż zarobić – przyznaje tak 8 na 10 Ukraińców pracujących w Polsce

Aż 80% Ukraińców przyjeżdżających do Polski jako najważniejszą motywację wskazuje zmianę kraju zamieszkania – wynika z wewnętrznego badania Personnel Service, przeprowadzanego na pracownikach z Ukrainy pracujących w Polsce. Ten aspekt wyprzedza nawet pobudki typowo finansowe czy polityczne, związane z brakiem pracy na Ukrainie czy niestabilną sytuacją w kraju.

– Ukraińcy chętnie przyjeżdżają do Polski, bo nasz kraj ma zdecydowanie wyższy poziom życia, lepsze perspektywy, możliwości rozwoju dla nich i ich rodzin. Są nam bliscy kulturowo i dobrze się czują w naszym kraju. Zachęcanie ich do pozostawania u nas dłużej jest korzystne także z perspektywy polskiego rynku pracy, który coraz bardziej konkuruje o kadrę z Ukrainy z gospodarkami Czech, Węgier, Słowaków czy Niemców. Prawie 100% rodzimych przedsiębiorców lubi pracowników ze Wschodu, większość zatrudnia ich równie chętnie, co Polaków. Dlatego interesy obu stron są spójne, a o ich realizację powinniśmy lepiej zadbać wprowadzając kolejne zmiany w prawie – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy.

W kolejce po nowe życie

Dla większości przyjeżdżających do nas Ukraińców cel zarobkowy jest celem pośrednim – tak naprawdę ruszają do Polski, aby zmienić swoje życie zmieniając kraj zamieszkania. Wskazuje na to aż 80% naszych sąsiadów ze Wschodu pracujących w Polsce, pytanych przez Personnel Service. Na brak normalnej pracy, czy niskie zarobki jako bezpośredni powód przyjazdu wskazuje jedynie 7%. Trzeba pamiętać, że w wyniku konfliktu na wschodzie Ukrainy wiele miejsc pracy zniknęło, zostawiając bez źródła utrzymania od kilku do nawet kilkunastu tysięcy pracowników.

Około 5% Ukraińców liczy przede wszystkim na to, że przyjazd do Polski pomoże rozwiązać ich problemy finansowe i rodzin. Kolejne 5% wskazuje na względy polityczne – niestabilną sytuację gospodarczą i społeczną w kraju – wielu naszych wschodnich sąsiadów nie chce budować swojego życia i inwestować w miejscu, które nie zapewnia długofalowego poczucia bezpieczeństwa.

Chcą rozwijać biznes

Jak przyznają eksperci Personnel Service, część przyjeżdżających do nas Ukraińców myśli o tym, by w przyszłości założyć w Polsce nawet mały biznes, taki jak np. kawiarnia, restauracja. Z Ukrainy często wyjeżdżają ci najbardziej przedsiębiorczy, którzy mieli już do czynienia z biznesem. Zamiast inwestować siły, czas i pieniądze w rozwój firmy na Ukrainie, często woleliby zostać u nas i tu wykorzystywać swój potencjał, korzystając z większego spokoju gospodarczo-społecznego.

 Powinniśmy zachęcać Ukraińców do osiedlania się w Polsce. Pozostając w naszym kraju na dłużej, przyczyniliby się jeszcze bardziej do wzrostu naszego PKB. Dobrze się czujemy w swoim towarzystwie, język którym mówimy jest zbliżony – Ukraińcy uczą się go bardzo szybko.  Powinniśmy to wykorzystać by lepiej integrować pracujących w Polsce Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

METODOLOGIA

Wyniki pochodzą z wewnętrznych ankiet przeprowadzanych w 2018 r. przez agencję zatrudnienia Personnel Service na ponad 6 tys. Ukraińców, przyjeżdżających do Polski do pracy.

Złoto w 2019 r. może okazać się zyskowną inwestycją

Czy złoto będzie należało do najlepszych inwestycji w 2019 roku? Są duże szanse, jeżeli inwestorzy coraz intensywniej będą szukać „bezpiecznych przystani”, aby chronić swój kapitał.

– Takiej sytuacji jeszcze nie ma – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz z CMC Markets. – W ostatnich miesiącach widać jednak, że inwestorzy dywersyfikują swój portfel.

W ciągu trzech miesięcy złoto zyskało 8 proc. Wydarzenia takie jak Brexit, wojny handlowe czy kłopoty włoskich banków mogą w najbliższych tygodniach i miesiącach ograniczać apetyt inwestorów na ryzyko. Wzrostowi cen „żółtego metalu” mogą sprzyjać również niskie notowania USD, jeśli Fed będzie dalej obniżał stopy procentowe. –Stosunkowo słaby dolar powoduje wzrost cen surowców, a zwłaszcza metali szlachetnych –wyjaśnia Leściorz.

Wiele będzie zależeć od cen akcji na amerykańskiej giełdzie. – Warto obserwować, co się będzie działo z globalnym rynkiem akcji. Jeżeli sytuacja się pogorszy, inwestorzy tym bardziej będą szukać bezpiecznych przystani, takich jak złoto – dodaje ekspert CMC Markets.

Prognozy na 2019 – więcej upadłości i restrukturyzacji polskich firm

Liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce nadal znajduje się w trendzie wzrostowym. W 2018 roku odnotowano ponad 10-procentowy wzrost ich ogólnej liczby. Rok wcześniej dynamika wyniosła 16 proc. Sprzyjające otoczenie gospodarcze nie jest  jedynym czynnikiem, jaki pozwoliłby przedsiębiorstwom na poprawę ich sytuacji płynnościowej. Nadal mamy do czynienia z długimi terminami płatności w relacjach biznesowych oraz znaczącymi opóźnieniami zapłaty w transakcjach. Według ostatnich badań wynoszą one średnio 50 dni. W porównaniu do innych krajów, jak chociażby Niemcy – to długi termin. Warto podkreślić, że w Polsce mamy obecnie lepszą sytuację niż ta, do której przedsiębiorcy przywykli w ostatnich latach. Dotyczy ona korzystnych dla konsumentów warunków na rynku pracy, co pozwala więcej kupować. Dla firm oznacza to jednak wyższe płace dla pracowników oraz trudności w zapełnieniu wakatów. Sięgnęły one nienotowanych dotychczas w historii poziomów. Zdaniem Coface liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw w Polsce będzie się zwiększać. W 2019 roku można się spodziewać wzrostu nawet o 9 proc. r/r.

– Odpowiedź na rosnący popyt jest utrudniona przez czynniki podażowe – braki kadrowe, wyższe koszty operacyjne, płace, jak i rosnące ceny komponentów używanych w produkcji – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Na wzrost liczby upadłości i restrukturyzacji firm w Polsce wpływa także zmiana regulacji, jaka nastąpiła w 2016 roku. Zmieniono prawo upadłościowe i wprowadzono nowe przepisy restrukturyzacyjne. Mimo, że od tego czasu minęły już trzy lata – nadal ma to duże znaczenie jeśli chodzi o statystyki ogólnej liczby postanowień. Aż 43 proc. z nich stanowią obecnie restrukturyzacje. Zdaniem Coface na tym poziomie nastąpi ich stabilizacja. Wiele firm, które sięgają po przewidziane prawem rozwiązania restrukturyzacyjne, powróci zapewne do efektywnej działalności biznesowej – ocenił Sielewicz.