Magazyny rosną na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej i Wschodniej

Prawie pół miliona mkw. powierzchni magazynowej powstaje na Górnym Śląsku, po 200-300 tys. w Polsce Centralnej, Wschodniej i w rejonie Wrocławia. Łącznie w całej Polsce w budowie jest prawie 2 mln mkw. – wynika z najnowszego raportu CBRE „Market  View:  Polski  rynek  logistyczny po  IV  kw.  2018”. Na koniec minionego roku wzrost powierzchni magazynowej zbliżył się do rekordowego poziomu z 2017 r. W Polsce przybyło niemal 2,2 mln mkw. powierzchni, łącznie magazyny zajmują już 15,7 mln mkw. Wszystko wskazuje na to, że takie tempo wzrostu utrzyma się w najbliższych miesiącach.

Beata Hryniewska
Beata Hryniewska

Rynek magazynowy nie przestaje rozwijać się w stabilnym, ale szybkim tempie. W minionym roku w utrzymaniu tego tempa nie przeszkodziły nawet wyższe koszty budowy i siły roboczej. Widzimy, że deweloperzy magazynowi są mocno zainteresowani nawet działkami w mniejszych miejscowościach, takich z 100-200 tys. mieszkańcami, na przykład na północy kraju czy w rejonie Poznania. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie rynek będzie rozwijał się w podobnym tempie. Konkurencyjność polskiego rynku przemysłowo-logistycznego na tle innych państw europejskich, w szczególności w CEE, nadal jest wysoka. Rynek napędzać będzie wzmacniająca się branża e-commerce – zauważymy to w transakcjach dla sektora logistyki i sieci handlowych – mówi Beata Hryniewska, Szef Działu Powierzchni Magazynowych i Logistyki CBRE.

Jest dużo, a będzie jeszcze więcej

Obecnie w całej Polsce w budowie jest prawie 2 mln mkw. powierzchni magazynowej. Najwięcej na Górnym Śląsku – 488 tys. mkw., 295 tys. mkw. w Polsce Centralnej, 258 tys. mkw. we Wschodniej i 215 tys. mkw. w rejonie Wrocławia. Większość jest już objęta umowami najmu, tylko jedna trzecia jest budowana spekulacyjnie – bez umów najmu. Analizy rynku wskazują, że większość z tej powierzchni zostanie zajęta przez wspomniane już wcześniej branże handlu elektronicznego, logistykę, ale również firmy z sektora automotive.

Mimo dużej ilości nowej przestrzeni zapotrzebowanie nie zmniejsza się, poziom pustostanów utrzymuje się na niskim, stałym poziomie, ok. 5%. Największy jest w Warszawie, w której niewynajętych pozostaje ok. 9% magazynów. Kolejny sezon z rzędu wolnej przestrzeni logistycznej brakuje w Polsce Zachodniej – jej dostępność tam jest bliska zeru.

Centrum urosło najbardziej

Łączna ilość powierzchni magazynowej na koniec IV kw. 2018 r. wyniosła 15,7 mln mkw. – mamy jej dwa razy więcej niż Czechy i sześć razy tyle, co Słowacja. W 2018 r. roku do użytku najemcom zostało oddane prawie 2,2 mln mkw. Do tak wysokiego wyniku przyczyniło się oddanie takich inwestycji jak m.in. Hillwood BTS Zalando Głuchów i Panattoni Park Stryków III, kolejnych etapów Central European Logistics Hub oraz pierwszej części centrum dystrybucyjnego dedykowanego Leroy Merlin w Piątku.

Rynek rozwijał się w szybkim tempie we wszystkich regionach, jednak najbardziej wyróżniła się Polska Centralna, gdzie deweloperzy oddali do użytku ponad 730 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej – to aż jedna trzecia całej powierzchni oddanej w 2018 r. Najmniej aktywnym regionem była Warszawa Miasto, którego zasoby powiększyły się tylko o 25 tys. mkw. W tym regionie oddany został City Logistics Warsaw I, wpisujący się w obecne trendy magazynów “logistyki miejskiej”. To sektor, który od jakiegoś czasu intensywnie się rozwija, odpowiadając na zapotrzebowanie sektora handlu elektronicznego. Projekty tego typu powstały lub powstają w centrach największych ośrodków magazynowych w Polsce – Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Gdańsku i Szczecinie.

Nowa ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych to dodatkowe koszty dla biznesu

W związku z projektem nowej ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych zwiększą się koszty działalności firm. Wynika to z nałożonego obowiązku wprowadzenia określonych procedur zgodności z prawem.

-Te zmiany sprowadzają się do trzech płaszczyzn: prawidłowych procedur rekrutacyjnych, nadzorczych, a następnie, i to jest najbardziej enigmatyczna kategoria, prawidłowej organizacji podmiotu zbiorowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Katarzyna Witkowska-Moździerz, adwokat z Crido Legal J.Ziółek i Wspólnicy sp. Komandytowa. – Ustawa tylko wymienia jakich przykładowych obszarów ta prawidłowa organizacja podmiotu zbiorowego ma dotyczyć.

W tym ostatnim aspekcie chodzi o procedury, które zagrożenia popełnieniem czynu zabronionego w ramach spółki. I będzie dotyczył co najmniej przedsiębiorstw średniej wielkości.

Dla firm oznacza to konieczność stworzenia stanowiska dla compliance officer. Praca compliance officera polega na minimalizowaniu ryzyka braku zgodności działań przedsiębiorstwa z regulacjami prawnymi, normami, bądź zestawami zaleceń, w celu zapobiegania stratom finansowym lub utracie reputacji.

Dla większych firm może to oznaczać konieczność stworzenia odrębnego działu, bo jedna osoba może nie poradzić sobie z takim natłokiem obowiązków.

– Firmy będą musiały zdefiniować swoją transparentność zarówno korporacyjną, jak i podatkową – wyjaśnia dr Katarzyna Witkowska-Moździerz. – Jak się można spodziewać, będzie to prowadziło do zwiększenia kosztów, zwłaszcza na pierwszym etapie przygotowania zmian.

Kredyty mieszkaniowe w 2019 r. okiem ekspertów rynku nieruchomości

HoReCa najbardziej obawia się mniejszych zamówień, budownictwo braku pracowników, a firmy transportowe presji płacowej

Tylko 23 proc. firm z sektora MŚP prognozuje wzrost sprzedaży swoich produktów i usług w I kwartale 2019 roku – wynika z najnowszego Barometru EFL. Większość, 52 proc., zakłada utrzymanie podobnego poziomu zamówień co kwartał wcześniej, a 19 proc. liczy się z jego spadkiem kw./kw. Najczęściej sen z powiek mikro, małym i średnim przedsiębiorstwom spędzają sezonowy spadek zainteresowania produktami lub usługami (54 proc.) oraz sytuacja na polskim rynku pracy. 51 proc. firm ma problemy ze znalezieniem pracowników, a 49 proc. obawia się rosnących oczekiwań płacowych.

– Firmy w Polsce od kilku kwartałów jak mantrę powtarzają, że najpoważniejszym czynnikiem, który może zahamować ich rozwój, jest trudna sytuacja na polskim rynku pracy. Z najnowszych danych GUS wynika, że 2018 rok zakończyliśmy najniższą stopą bezrobocia od początku lat 90-tych. Wyniosła ona zaledwie 5,8%. Jednocześnie mamy w tej chwili mniej niż milion osób bezrobotnych, na nasz rynek pracy wchodzi rocznie ok. 400 tys. absolwentów, a ubywa z niego ok. 700 tys. zatrudnionych. Wniosek jest prosty – liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce systematycznie spada, a dalsze korzystanie z coraz mniejszej puli bezrobotnych oraz zatrudnianie pracowników z Ukrainytego braku nie zrekompensuje. Dlatego tak ważna jest automatyzacja, której celem nie jest odebranie zatrudnienia Polakom, lecz zadziałanie tam, gdzie tych Polaków brakuje – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Pierwszy hamulec: spadek zamówień

Wśród czynników mogących wpłynąć negatywnie na sytuację przedsiębiorstwa w I kwartale 2019 roku, zapytani w pierwszej kolejności wskazali na sezonowy spadek popytu na produkty lub usługi (54 proc.). Ten element niepokoi niezależnie od wielkości podmiotu (mikro: 52 proc., małe: 54 proc., średnie: 55 proc.). Bardziej zróżnicowane obawy widać w przypadku poszczególnych branż. Najbardziej zmniejszenia zainteresowania na usługi i produkty obawiają się zarządzający restauracjami i hotelami – aż 78 proc. wskazań. Natomiast najmniej firmy transportowe – 39 proc.

Drugi hamulec: pracownicy

Na dostępność pracowników oraz rosnącą presję płacową wskazało odpowiednio 51 proc. i 49 proc. Problem dostępu do siły roboczej jest zdecydowanie bardziej widoczny wśród małych i średnich firm, a mniej w przypadku mikro. Ponad dwa razy więcej podmiotów zatrudniających od 10 do 49 pracowników i od 50 do 249 pracowników ma poważne problemy ze znalezieniem rąk do pracy (odpowiednio po 61 proc. wskazań) niż jest to w przypadku najmniejszych przedsiębiorstw (29 proc.). Podobnie jest z presją płacową, której zdecydowanie bardziej obawiają się większe podmioty z sektora MŚP (małe: 60 proc., średnie: 54 proc.) niż mikro firmy (27 proc.).

Patrząc na branże, największy problem ze skompletowaniem kadry ma budownictwo (65 proc. wskazań), w drugiej kolejności produkcja (59 proc.), a w trzeciej handel (55 proc.). Najrzadziej na ten aspekt zwracają uwagę przedstawiciele firm usługowych (29 proc.). Jeśli chodzi o presję płacową, najbardziej obawiają się jej przedsiębiorstwa produkcyjne (64 proc.) i handlowe (56 proc.), a najmniej usługowe (28 proc.).

Trzeci hamulec: podwykonawcy

Prawie 15 proc. zapytanych przedstawicieli sektora MŚP odpowiedziała, że hamulcem rozwoju ich firm mogą być problemy wynikające ze współpracy z podwykonawcami. W szczególności dotyczy to średnich przedsiębiorstw (23 proc.odpowiedzi), rzadziej mikro (14 proc.) i małych (12 proc.). Z podwykonawcami największe kłopoty mają firmy transportowe (29 proc.) oraz budowlane (21 proc.), a najmniejsze handlowe (9 proc.).

Wśród pozostałych przyczyn możliwego pogorszenia się kondycji MŚP, firmy wskazują jeszcze między innymi na split payment (10 proc.), obowiązki związane z RODO (8 proc.) oraz mniej korzystne warunki uzyskania finansowania (6 proc.)

MŚP liczą na zamówienia publiczne, obcokrajowców i dotacje

Szukając możliwych czynników, które wpłyną na poprawę sytuacji przedsiębiorstw, najczęściej mikro, mali i średni przedsiębiorcy wskazywali na sezonowy wzrost sprzedaży oraz wprowadzenie na rynek nowego produktu lub usługi (w obydwu przypadkach 40 proc.). Pozostałe czynniki, istotne dla ok. co czwartego przedsiębiorcy, to dotacje unijne, możliwość zatrudnienia pracowników z zagranicy oraz wzrost zamówień publicznych.

Sezonowy wzrost zainteresowania produktami lub usługami dotyczy w największym stopniu firm średnich (49 proc.) i małych (45 proc.), zaś w zdecydowanie mniejszym mikro (26 proc.). Również możliwość zatrudnienia pracowników z zagranicy odzwierciedla podobną tendencje (w firmach średnich 43 proc., zaś w mikro jedynie 16 proc.). Optymizm związany z sezonowym wzrostem sprzedaży dotyczy w największym stopniu branży produkcyjnej (50 proc.) oraz transportowej (40 proc.). Wprowadzenie na rynek nowych usług lub produktów oraz wzrost zamówień ze strony administracji publicznej najbardziej może wpłynąć na kondycję branży budowlanej (odpowiednie 49 proc. i 53 proc.).

W Warszawie zaczyna brakować dostępnej powierzchni biurowej

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Dział Badań i Analiz Rynkowych BNP Paribas Real Estate Poland, w 2018 roku popyt na powierzchnie biurowe w Warszawie utrzymywał się na bardzo wysokim poziomie, co w połączeniu z niewielkim przyrostem podaży przyniosło spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej. Nieznacznie wzrosły stawki czynszu najwyższej jakości aktywów w centrum miasta.

Osiągnięty wynik to w dużej mierze zasługa nowych najemców i firm rozwijających swoją działalność, które poszukiwały lokalizacji bądź powiększały dotychczasowe siedziby. Podejmowaniu decyzji sprzyjała dobra dostępność powierzchni oraz wciąż jeszcze korzystne warunki najmu – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP
Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Coraz większy odsetek w gronie warszawskich najemców stanowią operatorzy powierzchni biurowych współdzielonych (tzw. coworking), którzy w ciągu 2018 roku wygenerowali ok. 10% ogólnego popytu netto. Powierzchnia biur tego typu, wliczając powierzchnie w nieukończonych jeszcze projektach, osiągnie w stolicy ponad 160 tys. mkw.

Polska wpisuje się w globalny trend rozwoju powierzchni coworkingowych. Duże zapotrzebowanie na tego typu usługi sprawia, że na rynku pojawiają się kolejni operatorzy. Typowa powierzchnia wynajmowana pod ten rodzaj działalności wynosi jednorazowo średnio ok. 2 – 4 tys. mkw. Rekordowa, pod względem wielkości, powierzchnia – 14 tys. mkw. została wynajęta przez WeWork, co tylko pokazuje poziom popularności tego trendu na rynku biurowym – Adrian Bojczuk, Zastępca Dyrektora, Dział Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland

Niewielki odsetek powierzchni niewynajętej

Ograniczony wolumen nowej podaży oraz utrzymujący się wysoki popyt ze strony najemców przełożyły się na zmniejszenie udziału niewynajętej powierzchni na koniec 2018 r. Średni wskaźnik pustostanów dla budynków biurowych w stolicy uległ obniżeniu do poziomu ok. 8.7%, co oznacza spadek o ponad 2,5 p.proc. w porównaniu do stanu z końca 2017 roku. W samej strefie Centrum wskaźnik powierzchni niewynajętej spadł do ok. 5,5%. Wolumen dostępnej powierzchni jest nadzwyczaj niski co daje lepszą pozycję negocjacyjną wynajmującym i powoduje, że najemcy rzadziej mogą liczyć już na duże zachęty w postaci wakacji czynszowych czy dofinansowania prac aranżacyjnych.

Patrycja Dzikowska
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Spadek wskaźnika pustostanów oraz ograniczony wolumen powierzchni, której dostarczenie przewidziane jest do końca 2019 roku, przełożą się na wzmocnienie pozycji negocjacyjnej wynajmujących i powrót rynku do poziomu równowagi na linii: najemca – wynajmujący. Biorąc pod uwagę stan zaawansowania obecnie budowanych projektów, dopiero od drugiej połowy 2020 r. podaż nowej powierzchni biurowej będzie nieznacznie większa, co da najemcom możliwość większego wyboru

Dominacja Strefy Centralnej

Wyniki raportu wskazują jednoznacznie, że zarówno deweloperzy, jak i najemcy najczęściej koncentrują swoją uwagę na centralnej części Warszawy. Na strefę Centralną przypadło niemal 50% popytu netto zrealizowanego w ciągu trzech pierwszych kwartałów br. Na strefę Mokotów przypadło 22% popytu netto, a Korytarz Al. Jerozolimskie przyciągnął kolejne 11%. W kontekście problemów komunikacyjnych  w stolicy i rekordowo niskiego poziomu bezrobocia, dostępność komunikacji publicznej staje się kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o lokalizacji siedziby firmy.

Aktywność deweloperów skupia się w strefie Centrum. Udział samej tylko podstrefy Centrum Zachód  w wolumenie obecnie powstającej powierzchni biurowej wynosi 53%, a Centralnego Obszaru Biznesu – 23%.

Stawki czynszu dla najwyższej jakości aktywów w centrum miasta odnotowują niewielki wzrost i obecnie mieszczą się w przedziale od 21,00 do 22,50 euro za m kw./m-c. W najbliższym czasie nie jest spodziewany skokowy wzrost stawek czynszu bazowego, chociaż w rezultacie rosnących kosztów obsługi i realizacji inwestycji zmniejszeniu ulega różnica pomiędzy stawkami bazowymi a efektywnymi.

Newsletter wciąż najpopularniejszym narzędziem w komunikacji marketingowej

E-mail Marketing nadal zajmuje pierwsze miejsce w komunikacji marketingowej – wynika z danych zebranych przez SARE w XV Badaniu wykorzystania poczty elektronicznej. Analizując odpowiedzi i podsumowując badanie, możemy zaprzeczyć plotkom, że ta forma dodarcia do konsumenta czasy świetności ma już za sobą. W ubiegłym roku Piotr Bucki, bloger, dziennikarz i doświadczony coach, skomentował raport w ten sposób: „Newsletter daje gwarancję, że jeśli treści nas interesują, to… do nas dotrą”. I tak rzeczywiście się dzieje, co potwierdzają statystyki badania.

Szczegółowy ranking platform do e-mail marketingu znajdziesz na – https://mailgrow.pl/najlepsze-programy-do-mailingu/. Na stronie znajdziesz porównanie kilkunastu programów do mailingu dla Twojej firmy.

Uzyskany raport ma na celu przedstawienie sposobu wykorzystania poczty elektronicznej oraz monitorowanie zmian i trendów w komunikacji marketingowej. Dzięki respondentom badania dowiedzieliśmy się więcej o sile kanału e-mail i kampaniach na nim opartych. Wyniki badania pozwalają na poznanie preferencji współczesnego konsumenta w Internecie i mają realny wpływ na kształt media planów i strategii w komunikacji marketingowej. Poszczególne części raportu okrasili komentarzem eksperci z branży marketingu, monitorowania mediów i prawa. Czego się dowiedzieliśmy? Odnotowaliśmy kilka utrzymujących się tendencji, ale też pewne pytania przyniosły zaskakujące odpowiedzi. Raport XV edycji Badania wykorzystania poczty elektronicznej w Polsce potwierdził, że email marketing ma się dobrze, bo aż 77% ankietowanych chętnie subskrybuje newslettery.

Co i dlaczego czytamy?

Wysoko na liście otrzymywanych newsletterów plasują się mailingi programów lojalnościowych i serwisów zakupowych. Wciąż na pierwszym miejscu znajdują się newslettery branżowe i informacyjne. Zaskakujące wyniki przyniosło w tym roku pytanie o powody zapisu na newsletter. Okazuje się, że większość ankietowanych rozpoczyna subskrypcję ze względu na korzyści, takie jak upominki, zniżki czy oferty specjalne. 60% respondentów zapisuje się na newsletter przez wzgląd na tematykę serwisu. Niemal połowa respondentów ceni sobie szybki dostęp do informacji.

Zdaniem Artura Maciorowskiego, Redaktora Prowadzącego Magazyn Online Marketing:
Na uwagę zasługuje fakt, iż na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy na popularności mocno zyskały newslettery o charakterze lojalnościowym i serwisów zakupowych. (…) To dowodzi, iż e-mail marketing jako kanał komunikacji i zakupów wciąż ma duży potencjał tak w pozyskiwaniu nowych, jak i utrzymaniu obecnych klientów. Zupełnie nieuzasadnione jest uśmiercanie mailingów reklamowych. Wciąż e-mailingi – zwłaszcza oparte na wysyłce do własnych baz – są skutecznym kanałem generowania trafficu w serwisach www i konwersji w sklepach internetowych.

Z jaką częstotliwością wysyłać mailingi?

Według badania marketerzy powinni dbać o jakość komunikacji ze swoimi odbiorcami! Jeśli chcemy budować trwałe relacje, należy trzymać się deklarowanych przy zapisie na newsletter ustaleń. Konieczne jest wywiązanie się z obietnic dotyczących, np.: częstotliwości wysyłanych maili do klienta lub rodzaju i formy takich wysyłek.

Paweł Tkaczyk, autor bestsellerów „Zakamarki marki” czy „Grywalizacja”, mówca publiczny, szkoleniowiec, doradca budowania marki, tak komentuje wyniki badania dotyczące powodów usuwania maili bez wcześniejszego ich otwarcia: Pokonanie pierwszej linii obrony, czyli jak uniknąć „spalenia przed przeczytaniem”? Stosujmy teorię luki informacyjnej, a nasze maile rzadziej spotkają się z guzikiem „kasuj” przed otwarciem. (…) Wysyłajmy tyle, ile zapowiadaliśmy. Jeśli zamierzamy wysyłać maile codziennie, zapowiedzmy przy zapisie wyraźnie, że to codzienne maile. Jeśli wysyłki będą raz w tygodniu – warto to powiedzieć z góry. Oczywiście, będą tacy, którym wysyłki się znudzą, ale najgorsze, co możemy zrobić, to zaskoczyć odbiorcę częstotliwością, której się nie spodziewał.

Renesans Email Marketingu

Marketerzy nie wykorzystują w pełni potencjału newsletterów! Wysyłki prowadzi jedynie 21% badanych firm.  Z różnych powodów, jak brak danych o odbiorcach czy odpowiednich narzędzi, personalizacji nie stosuje aż 54% ankietowanych. Spadek notujemy także wśród użytkowników profesjonalnych systemów marketing automation. Z zewnętrznych programów korzysta tylko 32% ankietowanych. Zaniedbywanie komunikacji z klientami może przynosić długofalowe negatywne konsekwencje.

Patronat nad tegorocznym Badaniem objęli:

Online Marketing Polska, IAB Polska, Izba Gospodarki Elektronicznej, Koncept, Marketer+, Mam Startup, Nowy Marketing, Tygrysy Biznesu, JU, Fundacja Force, Dobre Softy, Szef Sprzedaży, Nowoczesna firma, IMM, Agencja Badawcza BioStat, INIS, Salelifter,

Zachęcam do publikacji i do lektury pełnego raportu o sposobach korzystania z poczty elektronicznej w Polsce.

Jakie zmiany czekają nas w branży HR? – Karolina Serwańska

HR jest branżą, na która wpływ mają liczne czynniki zewnętrzne, rozrój technologii, sytuacja polityczna, gospodarcza i społeczna. Co ciekawe, to co dzieje się w krajach ościennym również wpływa na rynek pracy.

Karolina Serwańska z agencji Polski HR
Karolina Serwańska z agencji Polski HR

Pierwszym obszarem mającym spory wpływ na HR jest rozwój technologii. Zwiększona automatyzacja poprawia skuteczność procesu rekrutacyjnego i pozwala na bardziej trafny wybór pracownika. Duży wkład w branże HR mają także social media. Z punktu widzenia pracodawcy czy osoby rekrutującej to skarbnica wiedzy, ale też alternatywne miejsce, jeżeli chodzi o poszukiwanie potencjalnych pracowników. Tu w moim przekonaniu już następuje duża zmiana, jeżeli chodzi o headhunting. Zwiększona automatyzacja wpływa też na system wynagradzania pracowników i rozwiązania motywacyjne. Dzięki informatycznym technikom i aplikacjom zdecydowanie łatwiej pozyskać informacje z rynku względem obowiązujących trendów w tych aspektach. Dostrzegam również zmiany, które bywają problematyczne. Chodzi głównie o nowe przepisy dotyczące RODO. Utrudniają one, a czasem wręcz uniemożliwiają zbieranie referencji i ich weryfikację u poprzednich pracodawców. Przepisy wprowadzone po 25 maja generują również więcej tzw. pracy papierkowej, której i tak w branży HR nie brakuje. Wszystkie te zmiany wymagają od osób pracujących w branży HR dużych kompetencji i znajomości środowiska w jakim pracują. Stwarza to konieczność ciągłej nauki, bycia na bieżąco z licznymi zmianami w prawie.

Kolejna kwestia jaka warto poruszyć w kontekście zmian w branży HR jest sprawa niedoboru pracowników. Według różnych badań, w Polsce brakuje ponad 120 tys. pracowników, a nawet ok. 60% pracodawców ma problem ze znalezieniem osoby z odpowiednimi kwalifikacjami. Jeżeli chodzi o pracowników z Ukrainy, niestabilna sytuacja w ich kraju zachęca do wyjazdu w poszukiwaniu pracy. Naturalnym celem jest sąsiadująca Polska. Warto też zauważyć co dzieje się z tymi, którzy już pracują w naszym kraju. Ci, którzy sami przyjechali do Polski w poszukiwaniu pracy, coraz częściej deklarują chęć wyjazdu dalej na Zachód – do Niemiec czy Anglii. W pewnym momencie zaplecze pracowników z Ukrainy może się wyczerpać, już pojawiają się pierwsze oznaki tego zjawiska. Pracodawcy w związku z tym sięgają po siłę roboczą z dalszych rynków, Gruzji, czy nawet Azji.  Tu jednak problemem są wysokie koszty sprowadzenia takiego pracownika, dużo większa bariera językowa, a czasem również kulturowa.

Ograniczona liczba pracowników to jeden z powodów podwyżek. Pracodawca w ten sposób zachęca nowe osoby i stara się zatrzymać te już pracujące. Jeżeli chodzi o wzrost wynagrodzeń warto poruszyć dwie kwestie. Po pierwsze od 1 stycznia wzrasta płaca minimalna i minimalna stawka godzinowa. To odpowiednio 2225 zł i 14,70 zł brutto. Jeżeli chodzi o deklaracje pracodawców, owszem planują podwyżki, jednak nie w tak dynamicznym stopniu. Według raportu Korn Ferry Hay Group (KFHG) 2018 roku pensje podwyższało około 96% pracodawców, w przyszłym deklaruje je 93%.  Dla coraz większej liczby pracowników wszelkiego rodzaju benefity są równie ważne co samo wynagrodzenie. W moim przekonaniu to dodatek, na który pracodawcy powinni zwrócić uwagę chcąc przyciągać do siebie wykfalifikowanych pracowników. Może być to dobra alternatywa dla podwyżek.

Autorski komentarz dotyczący zmian w branży HR przygotowany przez Karolinę Serwańską – dyrektor zarządzającą w agencji pośrednictwa pracy Polski HR

Długoterminowa prognoza kursu dolara na 2019 r.

Eksperci Ebury prognozują osłabienie dolara amerykańskiego w relacji do złotego. Kurs USD/PLN powinien poruszać się na koniec roku w okolicy 3,67.

Mimo względnej słabości pod koniec roku, dolar amerykański zakończył 2018 r. na plusie. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy waluta USA umocniła się względem wszystkich pozostałych walut G10 z wyłączeniem jena japońskiego. Warto podkreślić, że w połowie listopada kurs dolara amerykańskiego względem euro był najwyższy od ponad półtorej roku. Napływ kapitału związany ze statusem dolara amerykańskiego jako waluty „safe haven”, gołębia retoryka Europejskiego Banku Centralnego i zwiększona niepewność polityczna w Europie doprowadziły do spadku kursu pary EUR/USD o 8% w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy. W tym czasie kurs USD/PLN wzrósł o ponad 10%.

Kurs USD/PLN & indeks USD (styczeń ’18-styczeń ’19)

prognoza kursu dolaraŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 18/01/2019

Zmiana narracji

Po wspomnianym umocnieniu, dolar amerykański zdążył się jednak nieco osłabić. Z tym ostatnim związane było m.in. przedłużające się zamknięcie rządu USA (tzw. shutdown) oraz zmiana oczekiwań inwestorów względem działań Rezerwy Federalnej w 2019 r. Co prawda, podczas grudniowego spotkania Fed stopy procentowe wzrosły, jednak zgodnie z naszymi oczekiwaniami obniżone zostały projekcje oczekiwanych stóp procentowych. Po podwyżce o 25 pb. stopy procentowe Rezerwy Federalnej znajdują się w widełkach 2,25-2,5%. Była to czwarta podwyżka stóp procentowych w 2018 roku. Decydenci FOMC opowiedzieli się za nią jednogłośnie.

Komentarze przewodniczącego Powella podczas konferencji po spotkaniu były względnie optymistyczne. Wielokrotnie podkreślał on, że warunki gospodarcze w Stanach Zjednoczonych są dobre, zwracał też uwagę na dalszą poprawę sytuacji na rynku pracy. Prezes Fed stwierdził, że o ile warunki rynkowe zacieśniają się, znacząco nie zmieniło to perspektyw. Dodatkowe podwyżki stóp procentowych pozostają na horyzoncie, jednak język komunikacji został zmieniony – Fed obecnie oczekuje „jakichś” podwyżek. Prognozy wzrostu gospodarczego zostały wprawdzie obniżone, niemniej nie aż w takim wymiarze jakiego oczekiwał rynek. Decydenci oczekują obecnie ekspansji rzędu 2,3% w 2019 roku, o 0,2 p.p. mniej niż podczas poprzedniej aktualizacji prognoz. Dodatkowo niższą od oczekiwanej okazała się również inflacja. Zdaniem Powella oznacza to, że „pozwala ona [decydentom] na cierpliwość w przyszłości”. Obecnie bank centralny zakłada, że pod koniec 2018 r. inflacja wyniesie nie 2%, a 1,9% w ujęciu rocznym, spadając tym samym poniżej celu inflacyjnego. Według członków FOMC inflacja powinna utrzymywać się w okolicy tego poziomu przez następne 12 miesięcy.

Obawy rynków okazały się również nadmiernie pesymistyczne w kontekście „dot plotu” FOMC – oczekiwania względem przyszłych stóp procentowych również zostały obniżone, ale w dużo mniejszym stopniu niż powszechnie zakładano. Z mediany „dotów” dla 2019 roku wynika, że decydenci oczekują obecnie dwóch podwyżek stóp procentowych w 2019 roku. Jeszcze we wrześniu członkowie FOMC szacowali, że stopy zostaną podniesione trzykrotnie. Nowe prognozy zakładają również spadek długookresowej stopy procentowej z 3% do 2,8%.

„Dot plot” FOMC [grudzień 2018]

FOMC dot plotŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 20/12/2018

Powell zwracał również uwagę, że stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych znajdują się w „dolnej granicy” neutralnego przedziału stóp procentowych. Wypowiedź przewodniczącego FOMC tym bardziej sugeruje, że czeka nas spadek tempa zacieśniania polityki monetarnej. Na tę chwilę rynki nie wyceniają jednak ani jednej podwyżki stóp Rezerwy Federalnej. Co stało za tak gwałtowną zmianą oczekiwań?

  1. Wyprzedaż globalnych akcji. Rynki akcji na całym świecie doświadczyły dość trudnej końcówki roku. W ciągu jednego miesiąca w grudniu indeks S&P 500 doświadczył spadku aż o 15%. Za samą wyprzedażą również stał szereg czynników, w tym m.in. niepokój względem perspektyw globalnego wzrostu gospodarczego, jak i normalizacja polityki pieniężnej najważniejszych banków centralnych.
  2. Spadki wskaźników aktywności biznesowej PMI sugerujące spowolnienie. W ciągu ostatnich kilku miesięcy doszło do istotnego obniżenia wskaźników aktywności biznesowej PMI w najważniejszych gospodarkach świata (czyli w Stanach Zjednoczonych, strefie euro i Chinach), co napędzało niepokój względem globalnego spowolnienia gospodarczego.
  3. Powell sygnalizuje, że Rezerwa Federalna może zadecydować o zmianach w redukcji bilansu. Podczas wypowiedzi w styczniu przewodniczący Fed stwierdził, że nie będzie wahał się dostosowywać tempa redukcji bilansu, jeżeli miałoby ono stanowić problem dla rynków finansowych.
  4. Niższa dynamika cen w Stanach Zjednoczonych. Jedną z głównych przesłanek sugerujących obniżenie tempa zacieśniania polityki monetarnej w 2019 r. jest brak presji inflacyjnej w gospodarce Stanów Zjednoczonych. Dynamika cen zdążyła wyhamować po tym, jak latem osiągnęła niemal 3%. Z kolei w grudniu inflacja spadła już do zaledwie 1,9% rocznie. W tym samym okresie wykazała ona ujemny wzrost w ujęciu miesięcznym, co ostatni raz mogliśmy zaobserwować w marcu.

Indeksy S&P 500 oraz STOXX Europe 600 (styczeń ’18-styczeń ’19)

Indeksy SP 500 oraz STOXX Europe 600Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 17/01/2019

Co przed nami?

Mimo wymienionych powyżej czynników jesteśmy zdania, że wspomniana zmiana oczekiwań rynku jest przesadzona. Po pierwsze, gospodarka Stanów Zjednoczonych doświadcza nieprzerwanie stabilnego wzrostu i nie widzimy żadnych przesłanek mających świadczyć o nadchodzącej recesji. W trzecim kwartale 2018 roku obserwowaliśmy wzrost amerykańskiego PKB o 3,4% w ujęciu zanualizowanym, w poprzednim kwartale gospodarka w ujęciu zanualizowanym rosła jeszcze szybciej. Z pewnością w 2019 roku osłabnie wpływ jaki na ekspansję gospodarczą Stanów Zjednoczonych miała obniżka podatków, niemniej wciąż oczekujemy wzrostu na poziomie 2-2,5%. Uważamy, że zarówno wysoki wskaźnik kreacji miejsc pracy, jak i wzrost realnych wynagrodzeń będą wspierały konsumpcję.

Silny rynek pracy powinien wesprzeć amerykańską gospodarkę. W grudniu w Stanach Zjednoczonych powstało 312 tys. nowych miejsc pracy. Tym samym średnia krocząca zatrudnienia w sektorach pozarolniczych z ostatnich dwunastu miesięcy wyniosła 232 tys. – była najwyższa od września 2016 roku. Tempo kreacji miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych nadal przekracza wzrost siły roboczej. Bezrobocie jest obecnie najniższe od niemal pięciu dekad, a zacieśniające się warunki na rynku pracy zaczynają przekładać się na wzrost wynagrodzeń. Przeciętne nominalne wynagrodzenia na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy rosły o ponad 3% w ujęciu rocznym. Po uwzględnieniu inflacji wskaźnik przeciętnego wzrostu wynagrodzeń był najwyższy od ponad dwóch lat, co zdecydowanie jest optymistycznym sygnałem.

Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych w USA (2013-2018)

Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych w USAŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 17/01/2019

Inflacja bazowa, czyli wskaźnik dynamiki cen nieuwzględniający najbardziej zmiennych cen energii i żywności, utrzymuje się na stabilnym poziomie 2,2% w ujęciu rocznym. Ciasny rynek pracy, wysoki poziom wzrostu gospodarczego, jak i ryzyko wyższych cen w imporcie (co miałoby być naturalną konsekwencją protekcjonistycznej retoryki Donalda Trumpa) powinny doprowadzić jednak do wzrostu cen w 2019 roku. To z kolei może zwiększyć presję na bank centralny i skłonić Fed do dalszych podwyżek stóp procentowych.

Jak już wspominaliśmy, za siłą dolara amerykańskiego stał m.in. przepływ kapitału spowodowany tym, że dolar jest uznawany za walutę „safe haven”. Również w 2019 roku dolar mógłby skorzystać na zwiększonej awersji do ryzyka, z uwagi na prawdopodobieństwo dalszej eskalacji konfliktu Stanów Zjednoczonych z Chinami – o ile oczywiście taka eskalacja miałaby miejsce. Trump wielokrotnie groził, że nałoży kolejne taryfy celne, sugerował m.in. podniesienie obecnej 10% stawki na równowartości 200 mld USD importu z Chin do dużo bardziej znaczących 25%. Póki co, jednak w następstwie szczytu G20 w Argentynie zarówno prezydent Xi Jinping jak i Donald Trump zdecydowali się nie nakładać dodatkowych „sankcji” w handlu przez 90 dni. O ile w żadnym wypadku nie gwarantuje to, że reprezentanci obu krajów zdecydują się zawrzeć umowę handlową, jest to dość optymistyczny sygnał, który sugeruje, że porozumienie między supermocarstwami może być na horyzoncie.

Podtrzymujemy naszą opinię, że skala niepokoju przed globalną wojną handlową jest przesadzona. Nie wierzymy, że gabinet Trumpa faktycznie chce zaburzyć sieci powiązań handlowych. Protekcjonistyczna retoryka Trumpa jest w naszej opinii przede wszystkim teatrem politycznym oraz techniką negocjacyjną.

Prognozy Ebury

Mimo, że w najbliższym roku można się spodziewać pewnej zmiany rynkowego apetytu na ryzyko, nadal uważamy, że najważniejszym czynnikiem w kontekście kształtowania się kursu dolara amerykańskiego będzie polityka monetarna. Z ostatniego spotkania FOMC wynika jasno, że Rezerwa Federalna w nadchodzącym roku stawia na znacznie wolniejsze tempo zacieśniania polityki monetarnej niż w 2018 roku, aczkolwiek nie aż tak wolne, jak wyceniają rynki. Naszym zdaniem bank centralny zdecyduje się zastopować cykl podwyżek na mniej więcej pół roku, po tym okresie decydenci będą wyczekiwać danych o inflacji przed podjęciem decyzji o tym, czy trzeba podnieść stopy procentowe w drugiej połowie roku. To sprawia, że bieżący rok najpewniej przyniesie zaledwie jedną podwyżkę stóp procentowych, na którą trzeba będzie poczekać do ostatnich kwartałów.

Kombinacja kilku czynników (wolniejszego tempa podwyżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej, wysokiego prawdopodobieństwa braku podwyżek stóp procentowych ze strony Europejskiego Banku Centralnego do 2020 r. oraz nieobecność sygnałów przemawiających za recesją w żadnej z głównych światowych gospodarek) wspierają nasz pogląd o względnie stabilnym kursie pary EUR/USD, jak i o szerokim ożywieniu walut gospodarek wschodzących względem dolara amerykańskiego w 2019 roku.

Liczymy na osłabienie dolara amerykańskiego w relacji do złotego, szczególnie w 2020 r. Zakładamy, że kurs EUR/PLN do końca przyszłego roku spadnie z obecnych poziomów do okolic 4,15, jednocześnie spodziewamy się wtedy również wspomnianego wzrostu kursu EUR/USD. Obie te kwestie pomogłyby złotemu w umocnieniu do dolara amerykańskiego.

  EUR/USD GBP/USD USD/PLN
Q1-2019 1,16 1,33 3,68
Q2-2019 1,15 1,35 3,70
Q3-2019 1,15 1,38 3,70
E-2019 1,15 1,40 3,67
E-2020 1,18 1,45 3,52

 

Autorzy: Eksperci Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Ultimate Games pozyskał 3 mln zł z emisji i zmierza na główny parkiet GPW

Ultimate Games, producent i wydawca gier, specjalizujący się w popularnych symulatorach wędkarstwa, pozyskał ok. 3 mln zł na dalszy rozwój. W tym roku planowany jest debiut Spółki na głównym parkiecie GPW.

Pozyskane finansowanie pozwoli na zwiększenie skali działalności Spółki. W 2019 roku Ultimate Games S.A. zamierza wydać ponad 50 gier, zarówno nowych, jak         i portów wydanych już produkcji na nowe platformy. Kluczowe tytuły powinny zadebiutować w II półroczu 2019 roku i właśnie wtedy powinien być dostrzegalny istotny wzrost wyników finansowych Spółki.

Bardzo się cieszymy, że inwestorzy instytucjonalni doceniają naszą Spółkę. Zależy nam na budowie stabilnego akcjonariatu, co zapewni mocną pozycję rynkową Spółki w dłuższym terminie. Spełnienie wymogu o rozproszeniu akcjonariatu otwiera nam również drogę do przejścia na główny rynek GPW jeszcze w tym roku – mówi Mateusz Zawadzki, CEO Ultimate Games.

Według wstępnych szacunków, Ultimate Games w 2018 r. zarobił ponad 2 mln zł netto przy przychodach rzędu 4,7 mln zł. Od początku działalności model biznesowy Spółki zakłada produkcję oraz dystrybucję dużej ilości niskobudżetowych, a zarazem wysokomarżowych gier na różne platformy. Plany wydawnicze na 2019 rok zakładają wydanie między innymi gier: Phantom Doctrine (Nintendo Switch), Professional Fishing (Mobile), Unlucky 7 (PC), Woodzone (PC) czy Deadliest Catch: The Game (PC), tworzonej w ścisłej współpracy z Discovery Channel.

Spore szanse na odroczenie brexitu. Kurs funta spada

Funt brytyjski ucierpiał przez wyniki wczorajszych głosowań nad poprawkami do porozumienia brexitu, gdyż spodziewana eliminacja ryzyka scenariusza „no deal” nie nastąpiła. Pozytywnym rezultatem jest wypracowanie parlamentarnej większości za jedną, konkretną wizją brexitu, która jednak nie jest do końca wyartykułowana i niemal na pewno grozi świeżym sporem z UE. Poza tym mamy dziś decyzję FOMC, gdzie nie spodziewamy się niespodzianek.

Brytyjscy politycy nie rozczarowują swoim niezdecydowaniem i brakiem zdolności do racjonalnej oceny sytuacji. W szeregu głosowań nad poprawkami do porozumienia ws. brexitu udało się jedynie przegłosować, że parlament wolałby (ale nie wiąże legalnie rządu) nie rozstawać się z UE bez żadnego porozumienia, ale też jest przeciwny procedurze backstopu i wysłał premier May do Brukseli na wynegocjowanie „alternatywnych ustaleń”. Tylko nie do końca wiadomo, co się pod tym określeniem kryje. Optymiści traktują wczorajsze wydarzenia za sukces, gdyż pokazują, że w parlamencie jest większość za porozumieniem, ale ze zmienionymi warunkami backstopu. Nie dostrzegają jednak, że zmianom stanowczo sprzeciwia się UE i jeszcze wczoraj w kilka minut po głosowaniu prezydent Rady Europy Tusk o tym przypomniał. Ponadto niejasność pojęcia „alternatywnych ustaleń” wcale nie gwarantuje jedności brytyjskiego parlamentu, gdyż każda frakcja może oczekiwać odmiennej formy zastąpienia backstopu. Po wczoraj prawdopodobieństwo „no deal Brexit” w żadnym razie nie spadło, a nawet wzrosło, jeśli weźmiemy pod uwagę optymistyczne oczekiwania budowane na rynku w ostatnich dniach. Premier May ma czas do 14 lutego na przywiezienie z Brukseli alternatywy, jednak jest nierealne, aby sama UE przedstawiła propozycję. To oznacza wyczekiwanie na konsensus w Izbie Gmin, a ostatnie kilkanaście tygodni nauczyło nas, że szanse na to są nikłe. Zmierzamy ku scenariuszowi, że brexit zostanie odroczony i nie będzie miał miejsca 29 marca. Jednak w mojej ocenie bilans ryzyk wokół GBP przesunął się w negatywną stronę.

Dziś wieczorem uwagę przyciągnie Federalny Komitet Otwartego Rynku, który utrzyma stopy procentowe bez zmian, za to interesujące będzie, jakie zmiany dosięgną komunikatu. Spodziewamy się, że spójnie z ostatnią ofensywą medialną przedstawicieli Fed dziś podkreślona zostanie cierpliwość i zależność przyszłych decyzji od danych. Cierpliwość oznacza, że Fed nigdzie się nie spieszy z normalizacją i nie narzuca sobie z góry kwartalnego tempa podwyżek i raczej nie wróci do tematu wcześniej, jak bliżej połowy roku. Warunkowanie polityki od danych powinno oznaczać, że jakkolwiek gospodarka USA w dalszym ciągu rozwija się solidnie, a rynek pracy błyszczy, tak ryzyka spowolnienia napływają z zewnątrz (Chiny, strefa euro), a i sam government shutdown komplikuje interpretację sytuacji w kraju. Może i Fed nie zgadza się ze stanowiskiem rynku i nie widzi podstaw, by kończyć cykl zacieśniania polityki już teraz, to jednak by nie przysparzać dodatkowych perturbacji będzie wolał przeczekać najbliższe miesiące, zanim dane same zaczną przekonywać do kontynuacji podwyżek. W rezultacie po przekazie FOMC nie oczekujemy niczego nad wyraz gołębiego: zostaną podkreślone negatywne ryzyka dla perspektyw gospodarczych, ale Fed podtrzyma oczekiwania „dalszego powolnego podwyższania” stóp procentowych. W ostatnich dniach rynek USD zdawał się przygotowywać na bardziej gołębi wynik posiedzenia, zatem wieczorem nie wykluczylibyśmy odreagowania. Biorąc jednak pod uwagę, że cofnięcie USD było dość umiarkowane, zmienność dziś wieczorem raczej będzie nieduża.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Bank nie może przedkładać ochrony dłużnika ponad ochronę wierzyciela

Banki jako instytucje zaufania publicznego w stosunkach z konsumentem traktowane są jako podmioty profesjonalne. W praktyce oznacza to, że w przypadku zaistnienia w tych stosunkach sporu, instytucje sprawujące nadzór nad działalnością banków, jak i sądy silniejszą ochroną otaczają konsumentów. Nie znaczy to jednocześnie, że ochronie tej zawsze należy przyznawać prym. W wyroku z 20 listopada 2018 r. Sąd Okręgowy w Poznaniu orzekł: „Okoliczność, że bank jest podmiotem profesjonalnym w ramach swojej działalności nie uzasadnia jednak stawiania ochrony dłużnika ponad ochronę wierzyciela” (sygn. akt XII C 840/18).

Art. 353 § 1 Kodeksu cywilnego stanowi: „Zobowiązanie polega na tym, że wierzyciel może żądać od dłużnika świadczenia, a dłużnik powinien świadczenie spełnić” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Co więcej, „Dłużnik powinien wykonać zobowiązanie zgodnie z jego treścią i w sposób odpowiadający jego celowi społeczno-gospodarczemu oraz zasadom współżycia społecznego (…)” (art. 354 § 1). Zgodnie jednak z art. 320 Kodeksu postępowania cywilnego: „W szczególnie uzasadnionych wypadkach sąd może w wyroku rozłożyć na raty zasądzone świadczenie (…)” (Dz.U. 1964 nr 43, poz. 296, ze zm.).

Nieskuteczne wnioski o restrukturyzację

We wrześniu 2017 r. powódka – bank prowadzący działalność w formie spółki akcyjnej – wniosła o zasądzenie od dwójki pozwanych solidarnie na jej rzecz kwoty ponad 111 tys. zł tytułem zwrotu pożyczki wraz z należnymi odsetkami. Dwa miesiące później uzyskała nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym, od którego 5 grudnia 2017 r. pozwani wnieśli zarzuty. Nie zgłosili jednak sprzeciwu co do wysokości należnego bankowi zobowiązania, a jedynie wnioskowali o częściowe zmniejszenie jego ratalnego ciężaru. Pożyczkobiorcy wskazali na podjętą próbę restrukturyzacji długu, poprzez czasowe obniżenie przez bank wysokości rat spłaty zobowiązania, aby następnie powrócić do ustalonej w umowie pożyczki ich wysokości. Powódka nie wyraziła na to zgody, więc pozwani ponownie złożyli wniosek o restrukturyzację, który do dnia zgłoszenia przez nich zarzutów pozostał bez odpowiedzi.

W odpowiedzi bank podtrzymał swoje żądania i wnioskował o utrzymanie wydanego w tej sprawie nakazu zapłaty. Odnosząc się do zarzutu pozostawienia bez odpowiedzi złożonego przez pożyczkobiorców wniosku o restrukturyzację, wyjaśnił, że udzielił jej w dniu 6 grudnia 2017 r. Zawarł w niej swoje stanowisko, że jakikolwiek układ ugodowy możliwy będzie dopiero po zakończeniu postępowania sądowego.

Pozwani podjęli kolejną, ponownie nieudaną próbę uzyskania od banku zgody na obniżenie wysokości rat należnego mu świadczenia. Motywowali ją m.in. złym stanem zdrowia oraz faktem posiadania jeszcze innych, ciążących na nich zobowiązań finansowych.

Wypowiedzenie z powodu zagrożenia upadłością

W umowie pożyczki strony zawarły zapis, że bank może obniżyć kwotę przyznanej pożyczki lub wypowiedzieć umowę, jeśli pożyczkobiorca nie dotrzymuje jej postanowień, utraci zdolność kredytową bądź wystąpi zagrożenie jego upadłości. W tym ostatnim przypadku termin wypowiedzenia umowy liczony od dnia doręczenia pożyczkobiorcy wypowiedzenia wynosił 7 dni. W obliczu zaprzestania dokonywania przez pozwanych terminowych spłat rat pożyczki, bank wezwał ich do zapłaty całego zobowiązania wraz z odsetkami we wskazanym 7-dniowym terminie.

Pożyczkobiorcy ponownie złożyli wniosek o zmniejszenie wysokości rat ciążącego na nich zobowiązania do kwoty 500 zł. Bank zaproponował, że nie będzie wszczynał postępowania egzekucyjnego pod warunkiem dokonywania przez pozwanych wpłat minimum w trzykrotnie wyższej wysokości.

Bank nie może przedkładać ochrony dłużnika ponad ochronę wierzyciela

Sąd Okręgowy w Poznaniu utrzymał w mocy nakaz zapłaty. W uzasadnieniu wyroku przywołał treść uregulowanej w art. 720 § 1 Kodeksu cywilnego umowy pożyczki, zgodnie z którą pożyczkodawca, zobowiązując się przenieść na własność pożyczkobiorcy określoną ilość pieniędzy lub rzeczy, ma prawo oczekiwać od pożyczkobiorcy zwrotu tej samej ilości pieniędzy lub rzeczy. Pomimo trudnej sytuacji finansowej pozwanych, nie zdecydował się więc zastosować zawartej w art. 320 Kodeksu postępowania cywilnego instytucji rozłożenia na raty spłaty zasądzonego świadczenia. Rolą sądu jest wyważenie interesów obu stron procesu, a jak wskazał sąd: „Okoliczność, że bank jest podmiotem profesjonalnym w ramach swojej działalności nie uzasadnia jednak stawiania ochrony dłużnika ponad ochronę wierzyciela. (…) w niniejszej sprawie nie zachodzą przesłanki do rozłożenia świadczenia na raty, albowiem proponowana przez pozwanych wysokość rat nie uwzględniałaby interesu powoda w uzyskaniu zaspokojenia swojej wierzytelności w rozsądnym terminie” (sygn. akt XII C 840/18).

Restrukturyzacja zadłużenia

Ustawa Prawo bankowe w art. 75c dopuszcza możliwość zawarcia przez pożyczkobiorcę z bankiem umowy o restrukturyzację ciążącego na nim zadłużenia. Negocjowanie z instytucjami finansowymi umów restrukturyzacyjnych (zmiana harmonogramu płatności, zmiana zabezpieczeń, umorzenie części zobowiązań) nie ogranicza się jednak wyłącznie do powołania się na ustawowe do tego prawo oraz złą sytuację materialną. Taka ugoda musi stanowić wyważenie interesów zarówno pożyczkobiorcy, jak i pożyczkodawcy. A o zawarcie układu restrukturyzacyjnego warto zawalczyć. Celem restrukturyzacji nie jest bowiem doprowadzenie do upadłości, a uchronienie się przed nią.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Smart tachografy – odległa przyszłość, czy tu i teraz?

Inteligentne tachografy to temat dyskusji wielu środowisk związanych z transportem drogowym. Debatują o nich urzędnicy w Parlamencie Europejskim, rząd polski wprowadza ustawę dostosowującą polskie prawo do unijnych regulacji, przewoźnicy i kierowcy uważnie śledzą, jakie jeszcze pomysły będą mieć eurodeputowani. Zmianom przyświeca idea poprawy bezpieczeństwa na drodze poprzez walkę z manipulowaniem zapisu czasu pracy kierowców. Jest też drugie dno związane z nierozstrzygniętym jeszcze Pakietem Mobilności. Jednak na razie wiemy tylko tyle, że urządzenia „smart” będą montowane na pokładzie nowych fabrycznie pojazdów od czerwca br. Czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie oraz jakie pytania pozostają bez odpowiedzi? Komentują eksperci Inelo.

Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej od 15 czerwca 2019 roku wszystkie nowe ciężarówki i autokary na ternie Unii Europejskiej, które obejmuje wymóg posiadania tachografu, będą wyposażane w tzw. inteligentne tachografy. Choć w tym momencie nie są one jeszcze dostępne na rynku, to wśród transportowców budzą wiele kontrowersji. Pojawiły się bowiem obawy związane z nadmiernym monitorowaniem pojazdu, co postrzegane jest jako inwigilacja przez służby kontrolne. Te zaś wypowiedziały walkę nieuczciwym przewoźnikom, gdyż inspektorzy w krajach UE w ostatnim czasie próbują ukrócić plagę manipulacji tachografami.

Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO
Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO

Kary dla przewoźników sięgające nawet 12 000 PLN za manipulacje przy tachografie wciąż nie są wystarczającym powodem do rezygnacji ze stosowania nielegalnych praktyk. Kierowcy notorycznie decydują się na korzystanie z magnesów w przypadku starszych wersji tacho lub – przy nowszych modelach – przedsiębiorcy inwestują w bardziej skomplikowane urządzenia, zakłócające rejestrację czasu jazdy. Szacuje się, że średnio na 100 skontrolowanych pojazdów aż w co siódmym dochodzi do ingerencji w zapis tachografutłumaczy Mateusz Włoch, ekspert firmy INELO.

Nowe znaczy lepsze?

Nowe – inteligentne – tachografy będą automatycznie rejestrowały początek, koniec trasy oraz położenie geograficzne pojazdu co trzy godziny jazdy. Ponadto wykrywalność manipulacji znacznie ułatwi możliwość zdalnej kontroli tzw. „wstępna preselekcja”. Inspektorzy, używając urządzeń krótkiego zasięgu, będą mieli możliwość odczytu z pojazdu tych danych, które mogą wskazywać na manipulacje. Wraz z tachografami IV generacji zostaną także wprowadzone nowe karty kierowców, przedsiębiorstw, kontrolne oraz inspekcyjne. Producenci zapewniają, że dotychczasowe dokumenty kierujących ciężarówką będą kompatybilne z inteligentnymi rejestratorami. Z kolei nowych kart będzie można używać również w starszych modelach tachografów.

UE ma swoje granice

Piotr Żółty, ekspert ds. obsługi służb kontrolnych z Inelo: Smart tachografy będą obowiązywały w państwach członkowskich UE, zaś w pozostałych miejscach, gdzie obowiązuje AETR [1], wciąż ten przepis nie jest wdrożony. Oznacza to, że tam nie będą obowiązkowe tachografy cyfrowe nowej generacji. W krajach unijnych wraz z nowym modelem czytnika będą wprowadzone inne karty – w tym także karty warsztatowe. Uwaga, bo jako jedyne nie są one kompatybilne z poprzednimi generacjami tacho. W konsekwencji, jeśli pojazd z UE z tachografem IV generacji będzie wymagał naprawy, sprawdzenia lub kalibracji poza krajami wspólnoty, może okazać się to po prostu niemożliwe.

Na gwarancji

O czym jeszcze przewoźnicy powinni pamiętać? Miedzy innymi o tym, że tachografy mają ściśle określony termin przydatności. Ważność certyfikatu przypisanego danemu urządzeniu wynosi 15 lat. Po tym czasie właściciel firmy transportowej jest zobligowany do wymiany czytnika cyfrowego na nowy. Koszt takiego urządzenia oscyluje obecnie w granicy 2 000 – 4 000 PLN, a może wzrosnąć w przypadku urządzeń inteligentnych. Eksperci podkreślają, że tego typu zaawansowane rozwiązania IT są potrzebne. Przede wszystkim mają za zadanie zwiększyć bezpieczeństwo na drogach. A dzięki wyeliminowaniu nieuczciwej konkurencji, czyli kierowców manipulujących rejestrowaniem czasu jazdy, zwiększy się konkurencyjność na rynku przewozowym.– dodaje Piotr Żółty.

Odległa przyszłość, czy tu i teraz?

15 lat – tyle dano przewoźnikom na dostosowanie taboru do aktualnych przepisów. Od połowy czerwca smart tachografy będą instalowane w nowych pojazdach, zaś zgodnie z rozporządzeniem 165/2014 do 2034 roku mają być one wprowadzone we wszystkich ciężarówkach w ruchu międzynarodowym. Wdrożenie ich jeszcze się nie zaczęło, a już teraz Komisja Europejska debatuje o skróceniu tego okresu, a także o tym, jak ulepszać kolejne wersje rejestratorów. Jedną z propozycji w ramach Pakietu Mobilności jest wprowadzenie konieczności wymiany tachografów we wszystkich pojazdach do 2024 roku na inteligentne urządzenia II generacji. W grudniu 2018 Dyrekcja Generalna ds. Mobilności i Transportu (DG Move) zorganizowała spotkania, na których szczegółowo omawiano funkcjonalności tych urządzeń. Wiodący producenci zadeklarowali gotowość do wprowadzenia jednej z wymaganych funkcji do 2021 lub 2022 roku. Inteligentne tachografy II generacji miałyby automatycznie odnotowywać dane związane
z przekraczaniem granic – takie jak data, godzina oraz współrzędne geograficzne.

Co ma wspólnego Pakiet Mobilności z tacho-rewolucją?

Z pewnością wprowadzenie funkcjonalności związanej z automatycznym rejestrowaniem przekraczania granic stanie się niezbędnym rozwiązaniem wpierającym propozycje zmian w ramach Pakietu Mobilności. Dlaczego? Bo pozwoli ono skutecznie monitorować przestrzeganie zasad kabotażu oraz wypłacania kierowcom płacy minimalnej.zauważa Mateusz Włoch, firma Inelo.

Specjaliści rozważają także techniczne możliwości wprowadzenia dodatkowej funkcji tachografu, jaką miałoby być automatyczne zapisywanie informacji w zakresie rozładunku i załadunku pojazdu.

Jednym z zaproponowanych rozwiązań jest sczytywanie przez tachograf nacisku na osie, wówczas nie byłoby wątpliwości, co do rejestrowania właściwego momentu wykonywania czynności załadunku i „zrzucenia” towarukomentuje Piotr Żółty. – Jednak urządzenie smart II generacji jest jeszcze w fazie planowania. Konieczne będzie stworzenie szczegółowych przepisów, które uwzględnią jego techniczne aspekty. Wówczas będziemy w stanie określić przybliżony czas jego produkcji i wdrożenia. Wskazanie 2024 roku jako ostatecznego terminu wymiany wszystkich tachografów w pojazdach w ruchu międzynarodowym może być zbyt optymistyczną datą na tak rozległe działania dodaje ekspert Inelo.

[1] Konwencja, na mocy której ustalone zostały zasady zatrudniania kierowców wykonujących przewozy międzynarodowe, czasu pracy oraz jego ewidencji zarówno przez państwa członkowskie, jak i pozostałe wykonujące przewozy na terenie UE.

Największy wzrost środków na lokatach bankowych od trzech lat. Trzymamy na nich ponad 250 mld zł

Największy wzrost środków na lokatach bankowych od trzech lat. Trzymamy na nich ponad 250 mld zł 1

Rośnie zainteresowanie lokatami. Tylko w grudniu na lokaty trafiło 5,5 mld zł, to największy wzrost od trzech lat. Zdaniem ekspertów ten trend może się utrzymywać mimo niskich stóp procentowych. Spowalnia rynek nieruchomości, więc mniej pieniędzy będzie wypływało z lokat w związku z zakupem mieszkań. Do tego niska inflacja i przepisy, które ograniczą inwestycje w obligacje przedsiębiorstw, sprawią, że do tego bankowego instrumentu wróci coraz więcej osób – ocenia Jarosław Sadowski z Expander Advisors.

– Na lokatach bankowych Polacy trzymają około 255 mld zł. Dla porównania na zwykłych kontach znacznie więcej, bo ok. 460 mld zł. Zdecydowany wzrost zainteresowania lokatami obserwowaliśmy w grudniu 2018 roku. Przez cały ubiegły rok mieliśmy stabilizację, te wartości niemalże się nie zmieniały i nagle w grudniu mieliśmy wzrost o około 5,5 mld zł – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors.

W grudniu kwota oszczędności, jakie trzymamy w bankach, wzrosła o 13,4 mld zł. Na lokaty trafiło z tego nieco ponad 40 proc. Z jednej strony wynika to ze specyfiki miesiąca – w grudniu wypłacane są różne premie, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw było o 6 proc. wyższe niż w listopadzie. Z drugiej jednak strony, ostatnio tak dużo środków na lokaty trafiło w grudniu 2015 roku. Widać więc, że powoli zainteresowanie lokatami rośnie.

– W ostatnich dwóch miesiącach roku bardzo mocno wzrosło oprocentowanie w dwóch bankach, które miały pewne problemy związane z aferą wokół KNF. To mogło przełożyć się na pewien wzrost wpłat na lokaty. Generalnie wciąż oprocentowanie na lokatach jest bardzo niskie, ale w tym właśnie przypadku bank był w na tyle trudnej sytuacji, że musiał zaproponować klientom bardzo wysokie oprocentowanie – tłumaczy Jarosław Sadowski.

Średnie oprocentowanie lokat terminowych ogółem wzrosło w listopadzie 2018 roku z 1,6 w październiku do 1,8 proc., w przypadku lokat na 1–3 miesiące – z 1,8 do 2,3 proc. W ten sposób Getin Noble Bank i Idea Bank próbowały walczyć z odpływem depozytów po wybuchu afery KNF. Zdaniem eksperta był to jednak tylko jeden z elementów, który wpłynął na wzrost zainteresowania lokatami.

– Zmienia się sytuacja na rynku nieruchomości. Wcześniej pieniądze wypływały z banków, z lokat i płynęły na konta deweloperów, bo Polacy kupowali mieszkania, ale ten trend zaczyna się odwracać. Już ostatnie dane deweloperów sugerują, że sprzedaż mieszkań spada i wiele wskazuje na to, że też w kolejnych miesiącach będzie to wyglądało podobnie, więc skala wypłat pieniędzy z lokat pewnie będzie mniejsza – ocenia Jarosław Sadowski.

Z ostatniej analizy REAS wynika, że w 2018 roku sprzedaż mieszkań na sześciu największych rynkach w Polsce spadła o 11 proc. do 64,8 tys. Dodatkowo ze względu na coraz wyższe koszty (związane z brakiem robotników i drożejącymi materiałami), część inwestycji została wyhamowana. Na rynek wprowadzono niecałe 66 tys. mieszkań, podczas gdy rok wcześniej było ich 65,7. Mimo to wielkość oferty dostępnej na rynku jest większa (50,7 tys. vs 48,3 tys. w 2017 roku).

Na popularność lokat wpływa też stosunkowo niska inflacja. RPP ocenia, że w 2019 roku może nieznacznie przekroczyć 2,5 proc.

– W poprzednich miesiącach pojawiały się obawy na temat tego, że inflacja może bardzo mocno wzrosnąć. Gdyby tak było, to na wielu lokatach oszczędzanie byłoby po prostu nieopłacalne. To powodowało, że część pieniędzy płynęła np. w obligacje skarbowe, gdzie mamy gwarancję, że oprocentowanie nie będzie nigdy niższe niż inflacja – tłumaczy główny analityk Expander Advisors. – Prognozuje się, że inflacja może wzrosnąć do 2,5 proc., a to już nie straszy tak bardzo jak ponad 3 proc., więc zainteresowanie obligacjami może nieco spaść.

Dodatkowo afera GetBacku może oznaczać spadek zainteresowania obligacjami przedsiębiorstw. Inwestycje tego typu mogą też zostać ograniczone przez wejście w życie dyrektywy MiFID II, która może mocno wpłynąć na sprzedaż produktów inwestycyjnych, a także przez rekomendację KNF, która wymusiła, by obligacje podporządkowane banków miały nominał nie mniejszy niż 400 tys. zł

– Mimo że oprocentowanie lokat prawdopodobnie jeszcze przez dłuższy czas pozostanie niskie, to po prostu nie ma teraz za bardzo innych rozwiązań, które wydawałyby się atrakcyjne. Oczywiście są też osoby, które oszczędzają, trzymając pieniądze w gotówce czy na nieoprocentowanych rachunkach, i dla nich pewnie nie za wiele się zmieni. Jednak osoby, którym zależy na tym, żeby pieniądze pomnażać, mogą powrócić do lokat bankowych – przekonuje Jarosław Sadowski.

J. Kurella: Energetyczna strategia rządu zbyt mało ambitna. Potrzebny większy nacisk na innowacyjne źródła

J. Kurella: Energetyczna strategia rządu zbyt mało ambitna. Potrzebny większy nacisk na innowacyjne źródła 2

Opieranie polskiej energetyki w 60 proc. na węglu to mało ambitny cel na 2040 rok – ocenia Jerzy Kurella, były prezes Tauronu i PGNiG. Jak podkreśla, projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040” kładzie zbyt mały nacisk na pozyskiwanie energii z innowacyjnych technologii i odnawialnych źródeł, a zbyt duży – na samowystarczalność energetyczną. – Dla gospodarstw domowych i przemysłu ważniejsza staje się efektywność energetyczna i niższe ceny energii, a nie wyłącznie kwestia bezpieczeństwa energetycznego – podkreśla ekspert Instytutu Staszica.

– Projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” jest dokumentem życzeniowym. To jest jego wada, ponieważ nie jest to plan konkretnych działań rządu, a raczej wyrażenie woli i chęci. Rządowa strategia powinna być konkretnym planem działań, swoistym zobowiązaniem państwa, z jasno określonymi kamieniami milowymi, skwantyfikowanymi celami, symulacją kosztów i wskazanymi ścieżkami dojścia do wyznaczonych celów. PEP2040 nie została jednak opracowana zgodnie z powyższą metodologią. Ponadto, silny związek z węglem, jako głównym źródłem energii, zarysowany w tym dokumencie powoduje, że nadal możemy spodziewać się kontestacji instytucji europejskich i tego faktu nie możemy w żadnym wypadku bagatelizować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Kurella, ekspert ds. energetyki Instytutu Staszica, były prezes Tauronu i PGNiG.

Ekspert ocenia jednak, że już samo przedstawienie projektu dokumentu jest pozytywnym aspektem, ponieważ do tej pory bazujemy na założeniach przyjętych jeszcze w listopadzie 2009 roku, a więc w zupełnie innych realiach gospodarczych. W ciągu blisko dekady zaszło wiele bardzo istotnych zmian na rynku energetycznym.

Projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” wskazuje kierunki w energetyce, które są priorytetowe dla obecnego rządu, wynikające z programu partii rządzącej. Zgodnie z jego założeniami polska energetyka do 2040 roku nadal będzie się opierać na węglu – źródła węglowe mają stanowić 60 proc. miksu energetycznego.

W mojej opinii jest to zbyt mało ambitny cel, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę to, że tylko 21 proc. energii ma być pozyskiwane z odnawialnych źródeł energii. To stoi w sprzeczności i z polityką klimatyczną Unii Europejskiej, i z większością dokumentów tego typu, które są przyjmowane na świecie. Ponadto, w PEP2040 nie przedstawiono fundamentalnego dla tego rodzaju dokumentu, bilansu paliwowo-energetycznego kraju. Są co prawda załączone „Wnioski z analiz prognostycznych dla sektora energetycznego”, ale dotyczą one wyłącznie elektroenergetyki. Bez kompleksowego bilansu paliwowego, jak również surowcowego, bardzo trudno odnieść się do rzetelności założeń i celów projektu Polityki – mówi Jerzy Kurella.

Ekspert podkreśla, że rząd powinien przykładać większą wagę do projektów ukierunkowanych na zwiększanie udziału OZE w miksie energetycznym do 2040 roku.

– Widzimy, jak szybki jest postęp w takich dziedzinach jak fotowoltaika, jak rozwija się elektromobilność. Otwierają się możliwości związane z pozyskiwaniem energii ze źródeł wodorowych. Takie jednoznaczne oparcie polityki energetycznej na zasobach węglowych nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nie oznacza to jednak w żadnym razie, że za pięć czy dziesięć lat mamy zamykać polskie kopalnie, bo jest to nierealne i niemożliwe. Natomiast w dokumencie przedstawionym przez ME ewidentnie zbyt mały nacisk kładzie się na nowoczesne technologie związane z energetyką i na innowacyjne możliwości pozyskiwania nowych źródeł energetycznych – mówi Jerzy Kurella.

Zdaniem byłego prezesa PGNiG projekt Ministerstwa Energii zbyt zachowawczo podchodzi do polityki gazowej, która ma w głównej mierze się opierać na imporcie gazu ziemnego, i wskazuje, że zamiana monopolu wschodniego na norweski niekoniecznie jak optymalnym rozwiązaniem w zakresie dostaw gazu. Zdaniem eksperta Instytutu Staszica w strategicznym interesie Polski jest takie ukształtowanie rynku zasobów, aby maksymalnie uniezależnić się od kosztownego importu gazu ziemnego, na rzecz poszukiwania i produkcji gazu, w tym biogazu, pochodzącego z instalacji krajowych. Ambicją „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku” powinno być doprowadzenie do sytuacji co najmniej równowagi pomiędzy importem gazu ziemnego a jego krajowym wydobyciem i produkcją. Pozwoli to przekierować znaczący strumień finansowania z kapitało chłonnych inwestycji infrastrukturalnych poza granicami Polski, na wsparcie i rozwój technologii produkcji gazu bezpośrednio w Polsce.

Nadrzędnym celem PEP2040 jest bezpieczeństwo energetyczne kraju, ale ono nie może być traktowane jako pewnego rodzaju fetysz, który rozwiązuje nam wszystkie problemy w polskiej energetyce. Wręcz przeciwnie, musi być elementem składowym, ale nie tym najważniejszym. Nadmierne eksponowanie bezpieczeństwa energetycznego może przynieść więcej szkody niż pożytku. Dla konsumentów energii elektrycznej w Polsce, dla gospodarstw domowych i przemysłu ważniejsza staje efektywność energetyczna, poprawa konkurencyjności i co za tym idzie – niższe ceny energii, a nie wyłącznie kwestia bezpieczeństwa energetycznego – mówi Jerzy Kurella.

Projekt nowej polityki energetycznej państwa podkreśla samowystarczalność jako bazę bezpieczeństwa energetycznego państwa. Jednak – zdaniem eksperta – bardzo niewiele państw na świecie może mówić o pełnej samowystarczalności energetycznej, a gospodarka i energetyka to system naczyń połączonych. Dlatego polski rząd powinien raczej postawić na budowanie relacji i powiązań z innymi państwami UE, które – w przypadku ewentualnych zakłóceń – pozwolą skorzystać z dobrodziejstw wolnego rynku. Jak podkreśla Jerzy Kurella, bardzo silne podkreślanie samowystarczalności, w sytuacji kiedy Polska jest ważnym członkiem Unii Europejskiej, kłóci się z ideą otwartości i wspólnego rynku energetycznego w Europie. Stąd też pełna współpraca, pełne włączenie się polskiego systemu energetycznego w system unijnego bezpieczeństwa energetycznego powinno być strategicznym celem polityki energetycznej Polski.

– Trzeba się zastanowić nad zamianą mocno już nienowoczesnego dogmatu związanego z bezpieczeństwem energetycznym, na cele takie, jak efektywność gospodarcza, nowoczesna energetyka i energia po cenach akceptowalnych dla gospodarstw domowych i przemysłu, uzupełnione o solidarność energetyczną Europy – zaznacza Jerzy Kurella.

Google może kolejny raz zostać ukarany za łamanie RODO. Fundacja Panoptykon złożyła skargę za naruszenia ochrony danych osobowych

Google może kolejny raz zostać ukarany za łamanie RODO. Fundacja Panoptykon złożyła skargę za naruszenia ochrony danych osobowych 3

Na rynku reklamy behawioralnej co sekundę dochodzi do ogromnego wycieku danych osobowych, w tym wrażliwych informacji o naszym zdrowiu, seksualności, psychice czy poglądach politycznych – podkreśla Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon. Fundacja złożyła do Urzędu Ochrony Danych Osobowych skargę na działalność Google’a i IAB Europe – nieformalnych regulatorów rynku reklamy interaktywnej – dotyczącą naruszania przepisów RODO. Panoptykon chce, aby została połączona z innymi skargami, złożonymi już w Irlandii i Wielkiej Brytanii.

– Chodzi o rolę, jaką Google i IAB odgrywają w organizowaniu, regulowaniu rynku reklamy behawioralnej. Jest to reklama, która wyświetla się nam na portalach internetowych, dobrana pod to, kim jesteśmy, co robimy w sieci, jakie mamy cechy jako konkretna osoba. Na tym rynku reklamy behawioralnej co sekundę dochodzi do ogromnego wycieku danych osobowych, w tym wrażliwych informacji o naszym zdrowiu, seksualności, psychice czy poglądach politycznych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Szymielewicz, prezeska Fundacji Panoptykon.

W poniedziałek fundacja złożyła do Urzędu Ochrony Danych Osobowych skargę na działalność Google i organizacji IAB Europe, która zrzesza firmy działające na rynku reklamy online. Panoptykon domaga się większej przejrzystości i umożliwienia użytkownikom wglądu do swoich cyfrowych profili oraz większego nadzoru nad tym, jak wykorzystywane są ich dane osobowe.

Fundacja zwraca uwagę na to, że kiedy użytkownik czeka na załadowanie strony internetowej, dane o nim płyną szerokim strumieniem do setek firm biorących udział w licytacji, której zwycięzca płaci 1/5 grosza za możliwość wyświetlenia swojej reklamy. Są wśród nich takie informacje, jak wiek, płeć, miejsce zamieszkania, model urządzenia i system operacyjny, język i lokalizacja, wyszukiwane słowa i odwiedzane strony.

– Każda strona, która chce u siebie pokazać reklamę targetowaną, wystawia na aukcję profil użytkownika, do którego dobierane są jeszcze informacje z innych źródeł. Sęk w tym, że dane, które tam trafiają, są o wiele bogatsze niż to, co jest potrzebne do wyświetlania reklamy. Sam link strony często ujawnia, jak tam trafiliśmy i czego szukamy. Jeżeli niepokoi nas stan zdrowia, stan psychiczny, szukamy czegoś w związku z bieżącą polityką – wszystkie te informacje również się tam znajdą, podobnie jak nasza lokalizacja, numer IP, dane o naszym urządzeniu. To wszystko trafia na giełdę, gdzie widzą to setki podmiotów, z których każdy może te informacje później wykorzystywać poza naszą kontrolą – podkreśla Katarzyna Szymielewicz.

W praktyce użytkownik nie ma nad tym żadnej kontroli – nie wie, jak ani przez kogo wykorzystywane są jego dane. Tym samym nie jest w stanie korzystać z praw, które przysługują mu na mocy RODO, jak prawo dostępu do swoich danych, ich skorygowania albo usunięcia.

– To jest sytuacja, której nie możemy akceptować na gruncie RODO, która jest niezgodna z prawem, a mimo to jest tolerowana, bo tak było od zawsze – mówi Katarzyna Szymielewicz.

Prezeska Panoptykonu podkreśla, że przez blisko rok członkowie fundacji – jako osoby fizyczne – próbowali oficjalną ścieżką uzyskać dostęp do swoich profili i sprawdzić, jakie informacje o nich są przetwarzane, i skorygować albo usunąć wrażliwe dane na swój temat.

– Wysłaliśmy kilkadziesiąt wniosków do różnych firm, które współpracują w tym ekosystemie, do portali internetowych, brokerów danych, do samego Google’a. Prawie zawsze odbijaliśmy się od ściany. Po tym eksperymencie uznaliśmy, że nie ma innej drogi niż skarga na tych graczy, którzy organizują ten rynek i narzucają reguły innym, mniejszym podmiotom – mówi Katarzyna Szymielewicz.

Fundacja zwraca uwagę na to, że skargę na zaprojektowane przez Google i IAB systemy aukcyjne w ubiegłym roku złożył już Johnny Ryan z firmy Brave Software we współpracy z Open Rights Group. Panoptykon ma nadzieję, że skargi złożone w Polsce, Wielkiej Brytanii i Irlandii zostaną połączone przez organy ochrony danych osobowych do wspólnego rozpoznania – byłoby to precedensowe, pierwsze postępowanie transgraniczne od wejścia w życie RODO. Pod koniec stycznia francuski urząd ochrony danych (CNIL) nałożył już na Google’a karę 50 mln euro za łamanie przepisów tego rozporządzenia.

Polscy producenci wieprzowiny walczą o rynek. Spadek produkcji i eksportu to skutek ASF oraz informacji o szkodliwości mięsa

0

Polscy producenci wieprzowiny walczą o rynek. Spadek produkcji i eksportu to skutek ASF oraz informacji o szkodliwości mięsa 4

O ile polski drób w ostatnim dziesięcioleciu odniósł niebywały sukces eksportowy, o tyle rynek wieprzowiny nie może zaliczyć tej dekady do udanych. Spadł eksport i pogłowie trzody chlewnej, a Polska więcej tego mięsa sprowadza z innych krajów, niż sprzedaje za granicę. Sytuację tą ma zmienić kampania promująca zalety polskiej wieprzowiny.

– Przez ostatnie 10 lat pogłowie trzody spadło, ale Polska wieprzowina walczy o powrót do łask. Spadek produkcji i eksportu to skutek ASF i mitów o szkodliwości mięsa o ponad 30 proc. Eksport również zmalał. Dzisiaj mamy niestety ujemny bilans w handlu zagranicznym wieprzowiną i wynosi on prawie 1,8 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Choiński, prezes Związku „Polskie Mięso”. – Wśród odbiorców dominują wyłącznie kraje UE. Te kluczowe rynki, jak Chiny, Japonia, Korea, są zamknięte z powodu występowania w Polsce ognisk ASF. Dzisiaj największym odbiorcą polskiego mięsa wieprzowego jest USA. W ubiegłym roku wyeksportowaliśmy tam prawie 60 tys. ton.

Produkcja polskiej wieprzowiny spadła z 2,8 mln ton w 2007 r. do 2,4 mln ton w 2017 r., co spowodowało, że z trzeciego eksportera wieprzowiny w Europie Polska spadła na miejsce siódme. Natomiast w imporcie zajmujemy piątą pozycję na świecie. Sprowadzamy wieprzowinę głownie z Niemiec, Danii, Holandii i Belgii.

Zmieniła się także struktura eksportu. Przed wybuchem ASF kluczowy rynek eksportu stanowiły Chiny, które w ciągu roku potroiły zakupy polskiej wieprzowiny, osiągając liczbę 60 tys. ton. Większość mięsa, około 60 proc., polscy hodowcy sprzedawali poza Unię Europejską. Po zamknięciu rynków pozaeuropejskich – oprócz Stanów Zjednoczonych i Hongkongu – cztery piąte wywozu pozostaje na Starym Kontynencie.

To nie jest związane tylko i wyłącznie z ASF. Jest kilka czynników, które mają na to wpływ. Są niestety ograniczenia w rozwoju hodowli. Mamy często telefony od rolników, którzy mówią, że chcą wybudować chlewnie, chcą się rozwijać i nie mają możliwości – mówi Witold Choiński. – Uzyskanie pozwoleń budowlanych rolnośrodowiskowych trwa często 4–5 lat, co jest ewenementem w skali europejskiej, a nawet światowej.

Podkreśla, że średnia produkcja trzody chlewnej na gospodarstwo w Polsce wynosi 64 sztuki, podczas gdy np. w Danii jest to średnio ponad 3 tys., w Niemczech – ponad 1 tys., a w Holandii – 1,5 tys. Daje to potencjał rozwoju gospodarstw towarowych, czego chcieliby także rolnicy, mają jednak problemy z biurokracją.

Związek „Polskie Mięso” chciałby przynajmniej powrócić do stanu rynku sprzed dekady i dlatego rozpoczął kampanię „Marka Polskie Mięso”, która ma promować spożycie m.in. wieprzowiny. Akcja prowadzona będzie w mediach społecznościowych, telewizji i internecie, a także poprzez spotkania z dziennikarzami. Potrwa do 30 kwietnia.

Mówimy o tym, jak zmieniła się struktura i skład mięsa wieprzowego. Jeszcze niedawno mówiliśmy, że mięso jest tłuste, kaloryczne, w zasadzie niepotrzebne w diecie człowieka. Taki mit jest powtarzany od wielu lat – tłumaczy prezes Związku „Polskie Mięso”. – Wyniki ostatnich badań pokazują, że wartość dietetyczna mięsa zmieniła się na plus. Jest to jeden z ważniejszych elementów dostarczających żelazo do organizmu. 100 g mięsa zastępuje 30 kg szpinaku. Mięso wieprzowe jest jednym z chudszych mięs dostępnych na rynku, podobnie jak drób. W schabie czy szynce zawartość tłuszczu jest na poziomie zaledwie 3,5 proc.

Te zmiany są skutkiem udoskonaleń w hodowli. Jak podaje Związek, obecnie 100 g schabu dostarcza 152 kcal, a 100 g szynki – 118 kcal. Wieprzowina zawiera znacznie mniej cholesterolu, niż się powszechnie sądzi – 54 mg na 100 g. W porównaniu z normami amerykańskimi USDA polski boczek zawiera mniej cholesterolu o 41 proc., żeberka o 57 proc., a łopatka, szynka i schab – o 31–35 proc.

Statystyczny Polak zjada rocznie 76,5 kg mięsa i jego przetworów, w tym ok. 40 kg wieprzowiny, ok. 30 kg drobiu i ok. 3 kg wołowiny.

W galeriach handlowych rośnie znaczenie rozrywki i gastronomii. W niektórych obiektach stanowią już 20 proc. oferty

0

W galeriach handlowych rośnie znaczenie rozrywki i gastronomii. W niektórych obiektach stanowią już 20 proc. oferty 5

Zmienia się rola galerii handlowych. Z tradycyjnego miejsca zakupów stają się ośrodkami spotkań towarzyskich i spędzania wolnego czasu. Stąd rośnie udział najemców z sektora rozrywkowego i gastronomicznego, który w niektórych obiektach sięga już 20 proc. Galerie w coraz większym stopniu stają się także częścią miejskiej tkanki, pełniąc nie tylko funkcje handlowe, lecz także kulturalne i społeczne. Zmiany wymuszają oczekiwania konsumentów i rosnący wpływ nowych technologii na sektor handlu – podkreśla Michał Świerczyński, członek zarządu, odpowiedzialny za komercjalizację nieruchomości w EPP.

– Centra handlowe niewątpliwie będą ewoluowały. Jeżeli chcą przetrwać na rynku, muszą wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów. Styl życia się zmienia, wchodzą nowoczesne technologie, które dają nam niesamowicie szybki dostęp do informacji i oferty produktowej. Zmieniają się więc także nasze oczekiwania co do centrów handlowych. Nie chcemy, żeby były to duże magazyny z towarami na półkach, po których trzeba godzinami chodzić i szukać. Chcemy, żeby centra handlowe bardziej odnosiły się do naszych oczekiwań ze spersonalizowaną ofertą – mówi agencji Newseria Biznes Michał Świerczyński.

Galerie przestają być tradycyjnym miejscem zakupów, stają się ośrodkami spędzania wolnego czasu i spotkań towarzyskich. Udział najemców z sektora entertainment oraz food and beverage w całkowitej powierzchni handlowej niektórych obiektów sięga nawet 20 proc.

– Widzimy znaczne zwiększenie oferty gastronomicznej. Coraz więcej czasu spędzamy w kawiarniach, restauracjach – i to nie tylko w fast-foodach, lecz także slow-foodach, gdzie mamy obsługę kelnerską. To zaczyna odgrywać coraz istotniejszą rolę w większości projektów. Chcemy także, aby centra handlowe były miejscem, w którym można pójść do kina, pograć w kręgle, spędzić czas z dziećmi na placach zabaw, pójść na fitness, szukamy także oferty kulturalnej – mówi Michał Świerczyński.

Członek zarządu EPP ocenia, że obecnie cały rynek handlowy ewoluuje i dostosowuje się do konsumentów. Stąd galerie w coraz większym stopniu stają się częścią tkanki miejskiej, pełniąc nie tylko funkcje handlowe, lecz także kulturalne, społeczne i rozrywkowe.

– Na wiosnę planujemy otwarcie Galerii Młociny, gdzie odsetek F&B będzie sięgał ponad 20 proc. Będzie to połączenie typowej oferty gastronomicznej, fast-foodowej, z jakościowymi, zasiadanymi restauracjami i bardzo szeroką ofertą rozrywkową. Oprócz kina dojdzie jeszcze bowling, fitness, strefy zabawy dla dzieci, ogrody letnie i zimowe, w których będzie można spędzić czas. W najbliższych latach planujemy też otwarcie projektu przy Towarowej 22, który będzie mieć bardzo centrotwórczy charakter. Będą tam m.in. duże place miejskie, prawdziwa oferta teatralna i kulturalna w połączeniu z hotelem, mieszkaniami i biurami w bezpośrednim sąsiedztwie metra – mówi Michał Świerczyński.

Według danych Cushman & Wakefield w ubiegłym roku odnotowano rekordowy wolumen transakcji, biorąc pod uwagę całość rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. W przypadku wyłącznie segmentu nieruchomości komercyjnych wartość transakcji zbliżyła się z kolei do rekordowego poziomu z 2006 roku, osiągając poziom 2,5 mld euro.

– Myślę, że w mniejszych miastach, gdzie duże centra handlowe oparte są na hipermarketach czy marketach budowlanych, aż tak dużej rewolucji nie będzie, ale jednak każdy będzie się starał dotrzeć do klientów. Ich oczekiwania wszędzie są podobne – chcemy, żeby oferta była spersonalizowana, i nie chcemy tracić czasu w galeriach – mówi Michał Świerczyński.

Konsumenci szukają wygody i coraz lepszych doświadczeń zakupowych. Pomagają im w tym nowe technologie, aplikacje, które na podstawie indywidualnych preferencji podsuwają odpowiednie oferty i promocje, pomagają odnaleźć się w centrum handlowym, podpowiadają możliwości spędzenia czasu. Z drugiej strony służą także najemcom, zapewniając możliwość spersonalizowanego dotarcia do klienta i połączenia oferty w sklepach stacjonarnych z e-commerce.

– Jest to łączenie kanału sprzedaży tradycyjnej ze sprzedażą online, czyli możliwość zamówienia produktów przez internet i wysłania ich do siebie do domu albo odebrania w centrum handlowym – mówi Michał Świerczyński.

Integracja sprzedaży tradycyjnej z e-commerce i kanałem mobilnym to dziś jedno z największych wyzwań dla właścicieli i zarządców centrów handlowych – wynika z raportu MarketBeat międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

Nadchodzi rewolucja w badaniach klinicznych. Poziom stresu u pacjentów automatycznie zbadają algorytmy uczenia maszynowego

Nadchodzi rewolucja w badaniach klinicznych. Poziom <a title=stresu u pacjentów automatycznie zbadają algorytmy uczenia maszynowego" title="Nadchodzi rewolucja w badaniach klinicznych. Poziom stresu u pacjentów automatycznie zbadają algorytmy uczenia maszynowego" />

stresu-u-pacjentow-automatycznie.jpg” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Dzięki sztucznej inteligencji badania kliniczne mogą być przeprowadzane z dużo większą dokładnością. Algorytmy uczenia maszynowego w oparciu o dane biometryczne sprawdzą poziom stresu u osób poddanych badaniu. Dzięki strumieniowej transmisji danych lekarze będą mieli możliwość dokładniejszej i szybszej oceny wpływu badania na pacjenta, co pomoże udoskonalić testowane leki, również po ich wprowadzeniu na rynek. Sztuczna inteligencja jest przyszłością medycyny, a jej wykorzystanie pozwoli na znaczne oszczędności w systemach ochrony zdrowia.

– Stworzyliśmy nieinwazyjny system pomiaru i monitorowania poziomu stresu u pacjentów biorących udział w badaniach klinicznych. Podstawowym wskaźnikiem poziomu stresu jest stężenie kortyzolu, jednak jego pomiar wymaga pobrania krwi lub śliny. Stworzyliśmy więc zastępczy system pomiaru poziomu stresu oparty na czujnikach i sztucznej inteligencji, przeprowadzając uczenie algorytmu w zakresie zgłaszania odczuwanego stresu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jaquie Finn z Cambridge Consultants.

Opracowany w porozumieniu z klinicystami i neurologami system Verum wykorzystuje moc danych biometrycznych, głównie głosowych i elektromiograficznych (EMG), oraz uczenie maszynowe w celu lepszego zrozumienia wyników i zwiększenia prawdopodobieństwa sukcesu klinicznego. System oparty na uczeniu maszynowym może zapewnić głębszy wgląd w wyniki uczestników badania podczas prób. Strumieniowanie danych w czasie rzeczywistym umożliwia lekarzom, pielęgniarkom i koordynatorom testów m.in. wpływ poziomu stresu na wyniki badania klinicznego.

– Aby zebrać potrzebne informacje, umieściliśmy na naszych ciałach osiem różnych czujników biometrycznych i nosiliśmy je przez 12 godzin na dobę, 4 dni w tygodniu. Stworzyliśmy aplikację, za pomocą której zebraliśmy dane kontekstowe i behawioralne. Następnie, korzystając z trzech wzorcowych kwestionariuszy do mierzenia poziomu stresu, przeprowadziliśmy odpowiednie uczenie algorytmu. Zbadaliśmy 256 różnych kombinacji czujników, aby sprawdzić, które kombinacje są niezbędne do pomiaru stresu – tłumaczy Jaquie Finn.

Dotychczas monitorowanie samopoczucia pacjentów biorących udział w próbach klinicznych najczęściej opierało się na codziennym wypełnianiu testu. Kompleksowe badanie samopoczucia leczonej osoby odbywało się natomiast podczas wizyt w określonych tygodniach, nawet po miesiącu od rzeczywistego badania. Verum dane zbiera na bieżąco, co może znacznie poprawić wiarygodność badań klinicznych.

Dane z czujników zintegrowane są w poręcznej aplikacji. System działa poprzez umożliwienie lekarzom, pielęgniarkom i koordynatorom dostępu do danych biometrycznych i behawioralnych stale monitorowanych pacjentów. Zastosowanie algorytmu uczenia maszynowego analizującego spływające na bieżąco dane, pozwala określić konkretny stan pacjenta w konkretnym czasie oraz jego zmiany, np. przy podaniu jakiegoś leku.

– Ustaliliśmy, że do dokładnego określenia poziomu stresu wystarczą dwa pomiary: elektromiografia mięśnia czworobocznego – jego napięcie w określonym czasie pozwala bowiem na określenie poziomu stresu – oraz badanie głosu – przekonuje ekspertka.

W ten sposób powstaje jeden numeryczny estymator poziomu stresu pacjenta na dowolnym etapie próby. Takie rozwiązanie zapewnia niespotykany dotychczas wgląd kliniczny. Zdaniem twórców zdolność Verum do dostarczania bogatych, kontekstualnych informacji biometrycznych zarówno na poziomie populacji, jak i pacjenta może potencjalnie zrewolucjonizować precyzyjną medycynę, a także nadzór po wprowadzeniu do obrotu i rozwój leków.

Rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji znajdują coraz szersze zastosowanie w medycynie. Już dziś algorytmy uczenia maszynowego są w stanie precyzyjnie diagnozować chociażby zmiany nowotworowe. Według wyników badań opublikowanych w majowym numerze specjalistycznego czasopisma Annals of Oncology głęboko uczące się splotowe sieci neuronowe (CNN) wykryły potencjalnie rakowe zmiany skórne lepiej niż 58 dermatologów uczestniczących w teście. Ustalenia te mogą mieć znaczący wpływ na przyszłość opieki zdrowotnej.

Według Skin Cancer Foundation w ostatnim dziesięcioleciu roczna liczba diagnozowanych przypadków czerniaka wzrosła o prawie 53 proc. Potrzeba wdrożenia szybkich i wydajnych narzędzi diagnostycznych jest więc większa niż kiedykolwiek, a CNN bardzo może pomóc dermatologom wcześniej wykryć i leczyć potencjalnie nowotworowe zmiany skórne.

Sztuczna inteligencja znajduje w medycynie ogromne zastosowanie również w salach operacyjnych. Zrobotyzowane systemy chirurgiczne wyposażone w sztuczną inteligencję mogą być używane do standaryzacji jakości procedur chirurgicznych. Sztuczna inteligencja napędzająca działanie robotów umożliwia chirurgom wykonywanie skomplikowanych procedur z wysoką dokładnością i precyzją.

Z analiz sporządzonych przez Frost & Sullivan wynika, że rynek sztucznej inteligencji w sektorze opieki zdrowotnej osiągnie do 2022 roku wartość ponad 6 mld dol.

Inteligentne słuchawki ułatwią rozmowę w hałaśliwym otoczeniu. Przyszłością rynku słuchawek i aparatów słuchowych będą asystenci głosowi

Inteligentne słuchawki ułatwią rozmowę w hałaśliwym otoczeniu. Przyszłością rynku słuchawek i aparatów słuchowych będą asystenci głosowi 6

Dzięki inteligentnym słuchawkom, łączącym w sobie również funkcję aparatu słuchowego, rozmowa w hałaśliwym otoczeniu przestanie być kłopotliwa. Pomimo że neurony słuchowe mają wysoką zdolność do adaptacji w różnych środowiskach, to zrozumienie rozmówcy przy dużym natężeniu dźwięków otoczenia bywa często niemożliwe. Inteligentne rozwiązania i asystenci głosowi będą najprawdopodobniej najważniejszymi kierunkami rozwoju branży słuchawek i aparatów słuchowych.

– Lizn Hearpieces są w pełni bezprzewodowymi słuchawkami. Jak w przypadku innych słuchawek, mogą być wykorzystywane do słuchania muzyki czy rozmów telefonicznych, ale mają też drugą funkcjonalność, która odróżnia je od wszystkich pozostałych urządzeń tego typu, a mianowicie ułatwiają nam słyszenie i porozumiewanie się w głośnym otoczeniu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michael Lovbjerg z Lizn.

Gdy słuchawki pracują w trybie słyszenia, zaawansowany system przetwarzania dźwięku wzmacnia odgłosy odpowiadające profilom głosek mowy ludzkiej. W połączeniu z technologią mikrofonów kierunkowych poprawia to możliwość zrozumienia rozmowy w hałaśliwym otoczeniu, np. w restauracji czy metrze. Aby słuchawki wykryły mowę, należy się zwrócić tylko w kierunku rozmówcy.

– W naszych słuchawkach skupiliśmy się głównie na przetwarzaniu dźwięku, chcąc zapewnić redukcję hałasu w otoczeniu i wzmocnienie dźwięku. W szczególności wykorzystaliśmy kierunkowość, aby ułatwić rozumienie osoby, z którą rozmawiamy. Na tym bazuje funkcja ułatwiająca rozumienie mowy – tłumaczy Michael Lovbjerg.

Z badania przeprowadzonego przez naukowców z Macquarie University wynika, że im bardziej neurony słuchowe zaznajamiają się z dźwiękami otoczenia, tym szybciej adaptują się do hałasu. Wielu ludzi niemających problemów ze słyszeniem boryka się mimo to z problemem „ukrytej utraty słychu”, polegającym na nienadążaniu za rozmówcą w głośnym tle.

– Zasadniczo każdy ma problemy ze zrozumieniem mowy w otoczeniu, w którym panuje duży hałas. Gdy prowadzimy rozmowy w cichym otoczeniu z jedną osobą, nie mamy takich problemów. Lecz w większości sytuacji, gdy chcemy z kimś porozmawiać np. w restauracji, kawiarni, w biurze typu open space, podczas spotkania czy uroczystości rodzinnej, a więc zawsze w otoczeniu większej liczby osób, panuje mniejszy lub większy hałas. Nasze słuchawki powstały po to, by pomagać właśnie w takich sytuacjach – twierdzi ekspert.

Lizn trafią do sprzedaży jeszcze w tym roku. Tymczasem wprowadzanie inteligentnych rozwiązań będzie najprawdopodobniej jednym z najważniejszych kierunków rozwoju rynku słuchawek i aparatów słuchowych. Trzech z pięciu najważniejszych producentów aparatów słuchowych ogłosiło niedawno wprowadzenie funkcji asystenta głosowego do swoich produktów.

Duński producent Oticon wprowadza na rynek wspartego sztuczną inteligencją asystenta aparatu słuchowego Kaizn. Również duński GN Resound ogłosił na CES 2019, że dzięki specjalnej aktualizacji dla wielu modeli aparatów tej firmy będzie wkrótce dostępny asystent Siri. Z kolei amerykański producent Starkey ogłosił na targach w Las Vegas, że wprowadzi autorskiego asystenta Thrive w nowej linii aparatów słuchowych Livio AI.

Z analiz opublikowanych przez Grand View Research wynika, że globalny rynek aparatów słuchowych osiągnie w 2020 r. wartość 5,5 mld dol. Z kolei według firmy analitycznej Arizton wartość rynku inteligentnych słuchawek bezprzewodowych wyniesie 8 mld dol. w 2023 r.

Kwota 13 mld a nie 4 mld zł na rekompensaty za wzrost cen prądu

Ustawa o cenach energii już negatywnie wpływa na rynek. Po pierwszych trzech tygodniach obowiązywania ustawy o cenach energii już widać, że jej negatywne skutki odczują odbiorcy i firmy sprzedające energię elektryczną.

Ustawa o cenach energii w sposób nieuzasadniony wspiera wytwarzanie oparte o paliwa kopalne, gdyż sztucznie podwyższa jego konkurencyjność wobec technologii nisko- bądź zeroemisyjnych. Jest do działanie szkodliwe dla gospodarki w dłuższej perspektywie. Niweluje też wysiłek polskich przedsiębiorstw w zakresie podwyższenia efektywności energetycznej – rozliczanych w formule ESCO – finansowania inwestycji z oszczędności. W sytuacji zamrożenia/administracyjnego obniżenia cen, podważona jest formuła takiego finansowania inwestycji oraz prowadzenia działalności przez przedsiębiorstwa zajmujące się taką działalnością. Nowe przepisy już powodują ograniczenie inwestycji w nisko – i zeroemisyjne wytwarzanie energii elektrycznej, zarówno przez przedsiębiorców jak i konsumentów.

W drugiej połowie 2018 roku pojawiło się na rynku bardzo wiele nowych ofert w zakresie wytwarzania zeroemisyjnego, gdyż wyższy poziom cen energii na rynku hurtowym sprawił, że te inwestycje stały się bardziej atrakcyjne. Wprowadzone rozwiązania w znaczący sposób wpłyną na ograniczenie działań pro efektywnościowych, stymulujących działania nastawione na optymalizację wykorzystania i zużycia energii elektrycznej. Te środki, przeznaczone na rekompensaty mogłyby poprawić efektowność energetyczną i optymalizację zużycia energii przez odbiorców końcowych, a w rezultacie przynieść dla tych odbiorców obniżenie zużycia energii i w konsekwencji redukcję rachunków za zużycie tej energii. Wprowadzenie nowych regulacji znacząco zmniejsza zaufanie przedsiębiorstw energetycznych do funkcjonowania zliberalizowanego rynku energii. Interwencja w system kształtowania cen energii oznacza spadek przewidywalności i wiąże się z utratą zaufania dla rozwiązań rynkowych.

Przedstawione rozwiązania nie wskazują na systemowe podejście rządu i regulatora do rozwiązania problemu stanowienia cen energii w przyszłości. W warunkach Polski wzrost cen będzie narastał, jak wskazują także prognozy Ministerstwa Energii przygotowane przy okazji opracowania Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku. Sztuczne utrzymanie cen dla odbiorców końcowych w 2019 roku będzie prowadzić do przesunięcia tego wzrostu w kolejnych latach. Rekompensaty obciążają budżet państwa i trudno wyobrazić sobie wprowadzenie ich jako element stały w kolejnych latach.

ZPPE pragnie ponadto ponownie zwrócić uwagę na niedoszacowanie skutków wprowadzenia ustawy dla spółek sprzedających energię do odbiorców. Według publicznych deklaracji przedstawicieli rządu i uzasadnienia ustawy kwota rekompensat powinna wynieść około 4 miliardów złotych. Tymczasem według szacunków ZPPE kwota rekompensat może przekroczyć kwotę 13 miliardów złotych, co wynika ze wzrostu kosztu zakupu o około 100 zł/MWh dla odbiorców TPA i około 70 zł/MWh dla odbiorców z grupy gospodarstw domowych. Dane te pochodzą z dokumentów przygotowanych przez Ministerstwo Energii i Regulatora.

Założenie takiej kwoty rekompensat skutkuje spadkiem przychodów budżetu państwa z tytułu podatku dochodowego i VAT. Spadek przychodów z VAT może sięgnąć 3 miliardów złotych. Budżet państwa w 2018 był beneficjentem wzrostu cen energii. Faktyczne obniżenie cen sprzedaży energii elektrycznej do odbiorców spowoduje spadek przychodów z VAT.

Kurs funta złamie barierę 5 PLN

Po odrzuceniu przez brytyjski parlament planu brexitu Izba Gmin przejmuje większą inicjatywę w przygotowaniu warunków opuszczenia UE. Drugi oddech łapie także premier May, która dzięki zmniejszeniu się temperatury sporu wewnątrz obozu konserwatystów liczy na akceptację zupełnie nowego rozwiązania. Jaki te wydarzenia mogą wpłynąć na funta w kolejnych godzinach i tygodniach? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Tylko dwa miesiące zostały do przyjęcia umowy wyjściowej z UE przygotowanej przez brytyjskich oraz unijnych negocjatorów. Ostatnia próba zakończyła się olbrzymią porażką premier Theresy May, gdyż wynegocjowane rozwiązane zostało odrzucone w połowie stycznia znaczną większością głosów przez Izbę Gmin (432 do 202 głosów). Co dalej z brexitem i czy rzeczywiście Wielkiej Brytanii grozi chaotyczne opuszczenie UE?

Walka o uniknięcie katastrofy

Wbrew pozorom ryzyko twardego brexitu ostatnio wyraźnie zmalało. Odrzucenie planu May wcale nie sugeruje, że Wielka Brytania kieruje się w stronę przepaści. Widać to chociażby po poglądach członków Izby Gmin, którzy w większości stoją w opozycji do wyjścia z UE bez umowy.

Brytyjski parlament natomiast wyraźnie przejął inicjatywę w ostatnich dniach, by dyskusja dotyczyła różnych form przyszłych relacji z Brukselą, ale jednocześnie wykluczała twardy brexit. W tym celu podczas dzisiejszego posiedzenia Izby Gmin zostanie przedstawione kilkanaście poprawek, które w większości dają więcej czasu do namysłu wszystkim zainteresowanym stronom i oddalają perspektywę chaotycznego brexitu.

Najważniejsze poprawki są opracowywane przez członków złożonych z obu zwykle zwalczających się partii (rządzących torysów i opozycyjnych laburzystów). Najszersze poparcie może zyskać poprawka przygotowywana przez umiarkowanego konserwatystę Nicka Bolesa oraz przedstawicielkę lewicy Yvette Cooper.

Inicjatywa „Cooper-Boles” zakłada, że jeżeli żadne porozumienie przedstawione przez gabinet May nie zostanie zaakceptowane przez parlament do 26 lutego, wtedy moment wyjścia z Unii Europejskiej powinien zostać przesunięty prawdopodobnie do końca 2019 r. To dałoby więcej czasu na opracowanie nowego porozumienia. Warto jednak zauważyć, że na to wyjście niekoniecznie zgodzi się Unia, jeśli ono nie będzie zawierać akceptowalnych propozycji dotyczących backstopu (np. dążenie do utworzenia przynajmniej unii celnej). Dodatkowo inicjatywa umiarkowanych członków Izby Gmin prawdopodobnie zostanie poparta głównie przez laburzystów i liberalnych demokratów. Rdzeń konserwatystów może sprzyjać innemu pomysłowi, który pojawił się w rządzących kręgach dopiero ubiegłej nocy.

Torysi miękną i chcą wydłużenia okresu przejściowego

Widząc napływające na dzisiejsze posiedzenie Izby Gmin poprawki i spodziewane ich poparcie, konserwatyści w nocy zdecydowali się opracować szeroki plan również zmniejszający podziały wewnątrz sprawującego władzę ugrupowania (rozwinięcie poprawki Sir Grahama Brady dotyczącej backstopu). W dokumencie, który przeniknął do mediów (m.in. do BBC), proponowane przez konserwatystów rozwiązanie zakłada, że jeżeli nowa umowa handlowa oraz warunki backstopu nie zostaną w okresie przejściowym uzgodnione, to zostanie on przedłużony o rok, czyli do końca 2021 r. W tym okresie, jako zachęta do zaakceptowania tej formuły przez UE, będą m.in. płacone unijne składki.

Rozwiązanie to prawdopodobnie nie zadowala najbardziej eurosceptycznych torysów, ale prawdopodobnie zdobędzie ono więcej głosów poparcia niż ostatni plan. Nadal jednak, mimo odsunięcia faktycznego opuszczenia UE, nie rozwiązuje ono kwestii backstopu, chociaż wydłuża czas na jego modyfikowanie bądź włączenie go już w przyszłą umowę handlową, która dopiero będzie negocjowana.

Trudno też dokładnie określić, jak na to zareaguje Bruksela. Czasowy backstop został wykluczony przez Irlandię. Gdyby jednak przyszłe relacje handlowe z Unią pozostały bliskie, to może udałoby się przygotować alternatywny scenariusz. Ogólnie jednak plan konserwatystów bardziej sceptycznie może odebrać Bruksela niż inicjatywę stricte parlamentarną. Kwestia backstopu ma mniejsze szanse na pozytywne rozwiązanie niż w przypadku kolejnych działań wynikających z poprawki „Cooper-Boles”. Również ryzyko chaotycznego brexitu wydaje się  większe w kontekście działań rządu niż w opcji pełnego przejęcia kontroli przez Izbę Gmin.

Wpływ na kurs funta. Przekroczenie 5 zł prawdopodobne

Inwestorzy stosunkowo szybko ocenili, że ryzyko chaotycznego opuszczenia UE maleje. Funt w relacji do dolara zyskał od początku roku ok. 3 proc., a w porównaniu do złotego 3,5 proc., rosnąc niecałe 20 gr i osiągając poziomy zbliżone do półtorarocznych szczytów (4,95 zł).

Wydaje się, że najbardziej pozytywne dla funta byłoby silne poparcie Izby Gmin dla inicjatywy Cooper-Boles. Takie rozwiązanie pokazałoby rosnącą kontrolę parlamentu nad procesem brexitu i wyraźne malejące ryzyko chaotycznego opuszczenia UE. Wtedy już dziś bariera 5 zł za funta mogłaby zostać przekroczona. Dalsze wzrosty byłyby prawdopodobne, gdyby obecny lub przyszły parlament skłaniał się do bliskich relacji z UE (przynajmniej unia celna, a być może wspólny rynek czy nawet finalnie brak opuszczenia Wspólnoty).

Pierwsza reakcja na nowy plan gabinetu premier May (modyfikacja poprawki Sir Grahama Brady) raczej nie pomogłaby funtowi, głównie ze względu na możliwość odrzucenia jej przez Unię w związku z niejednoznacznym podejściem do backstopu. Nie jest także pewne, czy plan ma szansę przyjęcia go przez Izbę Gmin, mimo że zbliża do siebie silnie podzielony obóz konserwatystów. Ogólnie jednak również inicjatywa torysów pokazuje chęć do wypracowania kompromisu i uniknięcie chaotycznego brexitu, co finalnie powinno być pozytywne dla funta.

5 powodów dlaczego split payment szkodzi przedsiębiorcom

Split payment jest narzędziem, które zostało stworzone przez Ministerstwo Finansów w celu uszczelnienia wyłudzeń VAT. W rzeczywistości rozwiązanie nie spełnia swoich wstępnych założeń. Według danych zaledwie 7 proc podatników skorzystało z podzielonych płatności i rozliczono tylko 1,5 proc. transakcji o wartości 10,7 mld zł[1]. System wymaga wielu poprawek i precyzyjnych rozwiązań, które pomogą przedsiębiorcom w utrzymaniu płynności finansowej.

Przedsiębiorcy już od pierwszych dni działalności są zmuszeni do ciągłej walki o swoje prawa, pieniądze, a nawet sposób zarządzania biznesem. Obecne przepisy “split payment” znacząco wpływają na ograniczenie płynności finansowej, czyli na przyszłość i rozwój biznesu. Nowe zasady określają konieczność wykonywania dwóch przelewów do każdej płatności. Kwota netto trafia na bieżący rachunek kontrahenta, a należny VAT zostanie przelany na oddzielne, dedykowane konto przeznaczone do dokonywania transakcji wyłącznie związanych z rozliczeniem tego podatku.

Zamrożone pieniądze przedsiębiorcy

Podzielona płatność blokuje środki przedsiębiorców i negatywnie wpływają na ich kondycję finansową, co może doprowadzić do utraty płynności. 70% przedsiębiorców nie ocenia tego instrumentu korzystnie[2]. Osoby oczekujące na wypłatę nadwyżki z Urzędu Skarbowego są zależne od dobrej woli urzędników, w którą przedsiębiorcy już przestali wierzyć.

Przedsiębiorcy każdego dnia zderzają się z urzędnikami i prawem, które narzuca  zasady funkcjonowania ich biznesu. Często właściciel musi wydać, zanim zarobi. W wielu przypadkach potrzebne fundusze nie są w zasięgu nowych firm czy start-upów. Ich zdolność kredytowa jest w dużej mierze zależna od przychodów, których jeszcze nie wygenerowali. W efekcie, od pierwszych dni działalności znajdują się na przegranej pozycji. Uruchomienie środków, które byłyby dostępne w każdej chwili w postaci np. linii kapitałowej nie tylko pomoże w szybkim rozwoju firmy, ale również napędza polską gospodarkę’, mówi Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Solidarna odpowiedzialność przed Urzędem Skarbowym

Zapracowani przedsiębiorcy pełnią wiele funkcji, m.in. zajmują się księgowością i wykonują przelewy. Nowe regulacje “split payment” wymagają więcej uwagi i zaangażowania ze względu na obecność dodatkowego konta VAT. W razie pomyłki i wysłania zobowiązania na niewłaściwe konto odpowiedzialność ponoszą solidarnie obie strony. Zarówno podmiot, który omyłkowo otrzymał środki, jak i sprzedawca. Taka sytuacja wpływa na zwiększenie biurokracji, a przede wszystkim zabierze cenny czas przedsiębiorców.

Zwiększone koszty prowadzenia przedsiębiorstwa

Wielu przedsiębiorców prowadzi własną księgowość. Do tej pory zasady rozliczania podatku, wyliczenia stawki ZUS i VAT były jasne i nie wymagały zaawansowanej wiedzy eksperckiej. Po wprowadzeniu split payment sytuacja uległa zmianie. Split payment posiada luki prawne utrudniające prostą interpretację. Właściciel biznesu będzie zmuszony do zatrudnienia księgowych lub konsultantów, a przy obniżonej płynności finansowej każdy dodatkowy wydatek jest dużym obciążeniem.

Split payment wyklucza płatność gotówką i kartą

Przedsiębiorcy, którzy chcą zastosować mechanizm podzielonej płatności mogą jej dokonywać wyłącznie przelewem, a forma jej wykonania zależy od nabywającego. Nie ma możliwości regulowania zobowiązań za pomocą gotówki bądź karty płatniczej. W praktyce przedsiębiorcy często płacą gotówką czy kartą, np. tankując paliwo. Przy takich transakcjach nie mają możliwości korzystania ze środków zgromadzonych na specjalnym koncie. Muszą więc pokryć VAT w danej transakcji z własnej kieszeni.

Brak możliwości weryfikacji posiadania rachunku VAT

Jedną z grup, której dotyczą nowe przepisy split payment są samozatrudnieni, którzy nie mają obowiązku posiadania firmowych rachunków bankowych, mogą korzystać z kont indywidualnych.

Przedsiębiorca nie ma możliwości weryfikacji, czy podane konto posiada specjalny rachunek VAT. W przypadku jego braku – bank cofa przelew. Wynikiem tego są opóźnienia w płatnościach i stworzenie kolejnego punktu zapalnego do generowania zatorów finansowych, dodaje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

[1]  dane z Ministerstwa Finansów

[2] Raport „Split payment oczami przedsiębiorców”

Jakich mieszkań poszukiwali klienci deweloperów w 2018 roku?

Statystyki dotyczące struktury mieszkań sprzedanych przez deweloperów zazwyczaj różnią się od analogicznych statystyk, dotyczących zapytań użytkowników korzystających z baz danych wyszukiwarek serwisów nieruchomościowych. Z czego mogą wynikać te różnice, jakiej są skali, i czy mają znaczenie dla prognozowania rynkowych trendów popytowych?

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl statystyki mieszkań sprzedanych przez firmy deweloperskie są przede wszystkim odzwierciedleniem aktywności inwestycyjnej popytu efektywnego na rynku pierwotnym. Z kolei dane dotyczące zapytań użytkowników przeglądających bazy danych wyszukiwarek serwisów nieruchomościowych, to już efekt kombinacji działań zarówno popytu efektywnego jak i potencjalnego, a więc niejako odłożonego w czasie.

O odpowiednie lokum pytają bowiem nie tylko te osoby, które mają zamiar oraz możliwości przeprowadzenia transakcji w bezpośredniej perspektywie, ale także ci, którzy planują zakup w bliżej nieokreślonej przyszłości. Można więc założyć, że przedmiotowe zapytania z dużym prawdopodobieństwem mogą być odzwierciedleniem trendów popytowych, jakie będą obowiązywać w przyszłości. Są bowiem wynikiem zainteresowania i deklarowanych preferencji bardzo istotnej statystycznie grupy potencjalnych klientów deweloperskich biur sprzedaży.Tabela1

Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że praktycznie „od zawsze” najchętniej nabywanymi przez rodaków mieszkaniami z pierwszej ręki były lokale dwupokojowe. Sytuacja ta zgodnie z przewidywaniami nie uległa większej zmianie także w ubiegłym roku. Jak wynika ze statystyk portalu RynekPierwotny.pl, „dwójki” w dalszym ciągu zdecydowanie królują w preferencjach amatorów rodzimych mieszkań deweloperskich, osiągając w skali całego kraju udział w sprzedaży na poziomie 42,6 proc.

Tymczasem w statystykach zapytań lokale dwupokojowe osiągają wyraźnie niższy o około 8 p.p. poziom rzędu 34,5 proc. Tym sposobem zrównały się praktycznie z zainteresowaniem internautów mieszkaniami 3-pokojowymi, w przypadku których zapytania mają udział niemal identyczny z odsetkiem sprzedaży (33,6% vs. 34,4%). Równie ciekawie wygląda sytuacja w przypadku lokali największych, a więc cztero- i pięciopokojowych. Według statystyk bazy danych portalu RynekPierwotny.pl udział w sprzedaży takich lokali wynosi odpowiednio 10,7 oraz 1,5 proc. przy udziale zapytań na poziomie 18,8 i 4,0 proc. Mamy więc tu znacznie większe zainteresowanie niż realny poziom transakcji. Może to być efektem nienadążania w rodzimych warunkach gospodarczo-ekonomicznych możliwości budżetowych rodaków za ich realnymi potrzebami i marzeniami o dużym, wygodnym i funkcjonalnym lokum.

Warto też zwrócić uwagę na rozkład zapytań w poszczególnych miastach. Rekordowe zainteresowanie skromnymi „dwójkami” przy jednocześnie najmniejszym w przypadku największych mieszkań występuje w Gdyni, a więc mieście o rekordowych wzrostach cen w ostatnich dwóch latach. Odwrotna sytuacja występuje na rynku stołecznym, co należy tłumaczyć największą zasobnością tutejszej klienteli deweloperskich biur sprzedaży, niezależnie od najwyższych w skali kraju cen mieszkań z pierwszej ręki.   Tabela2

Rosnące zainteresowanie większymi mieszkaniami dodatkowo potwierdza struktura zapytań portalu RynekPierwotny.pl dotycząca powierzchni użytkowej mieszkań deweloperskich w ubiegłym roku. W tym przypadku odsetek zapytań o najbardziej popularne mieszkania wielkości 35-50 mkw. rzędu 28,4 proc. był mniejszy o 7,2 p.p. od udziału takich mieszkań w sprzedaży. Dokładnie odwrotnie ma się sytuacja z dużymi lokalami o pow. 65-80 mkw., gdzie odsetek zainteresowania na poziomie 21,9 proc. przewyższa udział w sprzedaży deweloperów w identycznym zakresie 7,2 proc.

Natomiast szczególnym wyjątkiem potwierdzającym wyżej opisaną regułę są lokale o powierzchni do 25 mkw., a więc niejako zakazane przez krajowe przepisy „mikrokawalerki”, sprzedawane jako lokale użytkowe z trzykrotnie wyższym od „mieszkaniowego” podatkiem VAT. W tym przypadku udział takich lokali w ogólnej sprzedaży deweloperów wyniósł w ub. roku zaledwie 0,6 proc. Jak jednak widać w załączonej tabeli, wolumen zapytań w największych miastach o najbardziej skompresowane mieszkania wyraźnie przekracza poziom 4 proc., kilkukrotnie przewyższając ich realną dostępność. Wniosek jest oczywisty: wprowadzenie limitu powierzchni budowanych mieszkań było nie tylko działaniem merytorycznie nieuzasadnionym, ale przede wszystkim antyrynkowym.

Autor: Jarosław Jędrzyński, portal RynekPierwotny.pl

Informacje o zagrożeniu radiacyjnym łatwiej dostępne

Polska Agencja Atomistyki rozpoczęła prace nad nowym systemem informatycznym, który będzie zbierał, analizował i wizualizował dane ze stacji badających zagrożenie radiacyjne na terenie Polski. Dzięki nim informacje o bieżącej sytuacji radiacyjnej będą łatwo dostępne nie tylko dla specjalistów, którzy będą mogli szybciej reagować na niebezpieczne sytuacje, ale też dla wszystkich mieszkańców. Projekt techniczny systemu przygotowała chorzowska firma Evertop.

W Polsce prowadzony jest stały monitoring mocy dawki promieniowania gamma oraz pomiarów zawartości izotopów promieniotwórczych w środowisku i produktach spożywczych. Funkcjonuje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i pozwala na bieżąco śledzić sytuację radiacyjną oraz wcześnie wykrywać potencjalne zagrożenia. Pomiary wykonywane są przez wyspecjalizowane stacje, placówki oraz służby.

Dziś dane z tych stacji są przesyłane ręcznie do Państwowej Agencji Atomistyki, której specjaliści analizują je i wizualizują. Nowy system ma zautomatyzować ten proces i tym samym przyspieszyć czas reakcji na zagrożenia.

– Państwowa Agencja Atomistyki zbiera i opracowuje dane dotyczące sytuacji radiacyjnej w Polsce. Zebrane dane pokazują, że w świetle norm przyjętych na świecie i stosowanych w kraju przepisów ochrony radiologicznej narażenie radiacyjne statystycznego mieszkańca Polski w 2018 r., wynikające ze stosowania sztucznych źródeł promieniowania jonizującego, było niskie. Nie wolno jednak zapominać o tym, że wpływ na sytuację radiacyjną w Polsce mają nie tylko źródła promieniowania jonizującego stosowane w kraju, ale również te wykorzystywane w krajach sąsiednich czy nawet położonych daleko od Polski. Skutki poważnych zdarzeń radiacyjnych, takich jak np. awaria w elektrowni jądrowej w Czarnobylu czy w znacznie mniejszym stopniu awaria w Fukushimie, były odczuwane również w Polsce – mówi Paweł Lipiński, naczelnik Wydziału Monitoringu i Prognozowania w Centrum ds. Zdarzeń Radiacyjnych. – Naszym zadaniem jest śledzenie wszelkich zmian w zakresie promieniowania jonizującego w środowisku, reagowanie na zdarzenia radiacyjne i informowanie ludności o sytuacji radiacyjnej w kraju. Im szybciej dostaniemy dane pomiarowe, im bardziej szczegółowe one będą, tym precyzyjniej możemy określić sytuację radiacyjną oraz tym skuteczniejsze mogą być podjęte przez nas działania.

Zamknięte źródła promieniotwórcze są dziś stosowane między innymi w teleradioterapii w medycynie, radiografii przemysłowej czy geologii. Z materiałami jądrowymi pracują zakłady medyczne, naukowe oraz przemysłowe, diagnostyczne i usługowe.

Stan promieniowania monitorują stacje pomiarowe, tworzące system wczesnego wykrywania skażeń; placówki mierzące poziom substancji radioaktywnych w żywności i środowisku oraz służby zajmujące się obiektami jądrowymi.

– Projekt techniczny, nad którym pracowaliśmy, jest podstawą do zbudowania i wdrożenia w Państwowej Agencji Atomistyki systemu informatycznego służącego między innymi do zbierania, wprowadzania, weryfikacji, analizy statystycznej, raportowania i publikacji danych z monitoringu radiacyjnego. Będzie on automatycznie przetwarzał dane przesyłane od działających stacji pomiarowych należących do PAA. Co ważne, umożliwi też przyłączanie do systemu innych stacji, w planach jest między innymi współpraca z urządzeniami MON i IMGW – tłumaczy Maciej Kotok, prezes zarządu Evertop.

Dzięki prowadzonym pracom dane dotyczące zagrożenia radiacyjnego będą dostępne dla wszystkich mieszkańców Polski. Będzie je można sprawdzać na stronie Państwowej Agencji Atomistyki. Projekt systemu powstał pod koniec 2018 roku.

Prognoza dla rynków finansowych na 2019 rok – Esaliens TFI

Poniżej prezentujemy czynniki, które w naszej ocenie będą wpływały na rynki inwestycyjne w 2019 roku:

RYNEK OBLIGACJI – POLSKA

  • Osłabienie koniunktury gospodarczej w porównaniu do roku 2018 odroczy decyzję Rady Polityki Pieniężnej o podwyższeniu stóp procentowych. Oczekujemy, że w roku 2019 RPP nie podniesie stóp procentowych NBP.
  • Utrzymująca się dobra sytuacja budżetowa (m.in. dzięki lepszej ściągalności podatku VAT oraz poprawie na rynku pracy) powinna mieć przełożenie na wzrost wyceny polskich obligacji skarbowych.
  • Decyzja rządu o zablokowaniu wzrostu cen prądu redukuje prognozy wzrostu inflacji. Ze względu na spadek cen surowców energetycznych na świecie inflacja w Polsce może być relatywnie niższa.

RYNEK AKCJI – POLSKA

  • Atrakcyjne wyceny polskich akcji, dla których wskaźnik C/WK (cena do wartości księgowej) wynosi 1,18 i jest poniżej historycznej średniej (1,55 za ostatnie 15 lat).
  • Wyjątkowo atrakcyjnie wyceniany jest sektor małych spółek, gdzie wskaźnik C/WK dla indeksu sWIG80 wynosi 0,89.
  • Wprowadzenie Pracowniczych Planów Kapitałowych powinno przyczynić się do zwiększenia popytu oraz płynności.
  • Spodziewamy się relatywnie dobrej sytuacji w gospodarce na tle innych krajów europejskich, tym niemniej dynamika wzrostu będzie niższa niż w 2018 roku ze względu na pogarszające się otoczenie gospodarcze w Europie (m.in. w Niemczech).
  • Oczekujemy nieznacznego spowolnienia dynamiki wzrostu wyników spółek.
  • Wciąż nierozstrzygnięta sprawa OFE stwarza potencjalne ryzyko podaży akcji.

RYNEK OBLIGACJI – ŚWIAT

  • Rezerwa Federalna (FED) zakończy cykl podwyżek stóp w USA z uwagi na niższy wzrost gospodarczy oraz brak presji inflacyjnej.
  • Dynamika PKB w Unii Europejskiej i Japonii powinna utrzymać się powyżej historycznej średniej, więc polityka monetarna w naszej ocenie pozostanie w tych regionach stabilna.
  • Z uwagi na silną przecenę aktywów na rynkach wschodzących (emerging markets) w roku 2018 spodziewamy się, wobec zmiany polityki amerykańskiej Rezerwy Federalnej, relatywnie dobrych stóp zwrotu na tych rynkach w porównaniu do krajów rozwiniętych.

RYNEK AKCJI – ŚWIAT

  • Jednym z najważniejszych czynników, który będzie determinował nastroje na rynku są wojny handlowe na linii USA – reszta świata. Z jednej strony, dalsza eskalacja konfliktu może negatywnie wpływać na rynek akcji, jednakże ewentualne informacje dotyczące łagodzenia sporów mogą poprawiać nastroje wśród inwestorów.
  • Obecny poziom stóp procentowych w USA będzie przekładał się na spadek dynamiki wzrostu gospodarczego w USA, co w dalszej kolejności może wpłynąć na pogorszenie wyników amerykańskich spółek.
  • Koniec programu skupu aktywów oraz ewentualne zacieśnianie polityki pieniężnej przez Europejski Bank Centralny może negatywnie wpłynąć na europejski rynek akcji.
  • Potencjalnym zagrożeniem dla europejskiego rynku akcji jest także tzw. hard Brexit, czyli wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej bez porozumienia. Z kolei, gdyby doszło do powtórki referendum w sprawie Brexitu i jego wynik oznaczałby pozostanie Zjednoczonego Królestwa w Unii Europejskiej to może to wywołać falę optymizmu wśród inwestorów.
  • Obniżanie stóp procentowych oraz luźna polityka monetarna dawało w ostatnich latach silny impuls wzrostowy, jednakże wpływ tych działań na sytuację gospodarczą wyczerpał się.

Zespół Inwestycyjny ESALIENS  Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Ceny mieszkań w 2019 r. – prognozy ekspertów rynku nieruchomości

Dynamika cen na rynku nieruchomości w Polsce jest coraz wyższa. Jak wynika z raportów NBP w trzecim kwartale 2018 r. średnie ceny transakcyjne nowych lokali mieszkalnych rozpatrywane razem na dziesięciu najważniejszych rynkach mieszkaniowych w Polsce wzrosły o 6,8%. W Warszawie między III kwartałem 2017 roku, a III kwartałem 2018 roku średnie stawki mieszkań od dewelopera zwyżkowały o 9,5%.

Czy taka tendencja może się utrzymać i ceny będą rosły, również w 2019 roku?

– Niedawno Eurostat podał dane, że w Polsce ceny wzrosły o około 16%, od początku 2013 roku do III kwartału ubiegłego roku. Średnio w Unii Europejskiej 20%, więc my mówimy, że te wzrosty są istotne, ale w porównaniu do tego co działo się dziesięć lat temu ten wzrost nie jest, aż tak mocny. Wiele jednak wskazuje na to, że już wyższych cen raczej w tym roku nie zobaczymy – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

NBP podał dane, że od kwietnia do czerwca 2018 roku w samej Warszawie kupiono 72% mieszkań za gotówkę. Czy rzeczywiście tych transakcji gotówkowych jest tak dużo na polskim rynku i czy takie liczby mogą się utrzymać w 2019 roku?

– Narodowy Bank Polski publikuje od dawna takie dane. To jest metodyka, której ja do końca nie rozumiem np. zaliczanie wkładu własnego zakupów mieszkaniowych do zakupów gotówkowych. Ci najwięksi deweloperzy za gotówkę sprzedają do 40% mieszkań, natomiast średnio jest to 30%. Jest to bardzo dużo – mówi Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

Czy deweloperzy nadal mają, gdzie budować mieszkania na wynajem?
– Czy tych najlepszych lokalizacji może powoli brakować? – pyta Jarosław Mikołaj Skoczeń, Emmerson Realty.

– Brakuje, bo przez ostatnie 5 lat sprzedaż rosła po 20% rocznie i deweloperzy wrzucali na rynek wszystko co mogli i po prostu już nie mają tych gruntów, a teraz przygotowanie nowego gruntu to jest przynajmniej półtora roku do dwóch lat, więc brakuje w tej chwili gruntów w dobrych lokalizacjach – mówi Aleksander Skirmuntt, Maxon.

Prokurator pod nadzorem sądów będzie mógł ingerować w działalność spółki

Ingerencja prokuratorów w działalność firmy ma zwiększyć się, co zakłada projekt nowej ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. Najbardziej drastyczne rozwiązanie to wprowadzenie certyfikowanego nadzorcy, który zastąpi dotychczasowy zarząd, nawet jeśli są to współwłaściciele firmy.

– Już na etapie postępowania przygotowawczego, czyli nowej fazy postępowania, która zostanie wprowadzona w przypadku odpowiedzialności spółek, prokurator pod nadzorem sądów będzie mógł ingerować w działalność spółki – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Katarzyna Witkowska-Moździerz, adwokat z Crido Legal J.Ziółek i Wspólnicy sp. Komandytowa. – To będzie ingerencja przez nałożenie zakazu uczestniczenia w przetargach publicznych czy prowadzenia reklamy, nałożenie obowiązku zwrotu subwencji czy też dotacji w określonym zakresie.

Tych środków ingerencji, którymi będzie dysponował prokurator jest jednak o wiele więcej. Najbardziej dotkliwym jest zarząd przymusowy przedsiębiorstwa.

Prokurator będzie mógł wyznaczyć certyfikowanego nadzorcę, który będzie prowadził działalność spółki, zamiast jej dotychczasowego zarządu. Zmiany w projekcie ustawy na szczęście wykluczyły możliwość wprowadzenia zmian w zakresie działalności spółki przez certyfikowanego przez takiego zarządcę.

– Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że zarządzanie spółką, to nie jest tylko techniczna obsługa różnych procesów, to przede wszystkim znajomość rynku, współpraca z kontrahentami, to także kwestia zaufania, którym klienci darzą spółkę, więc samo pojawienie się zarządcy wyznaczonego przez prokuratora może przynieść katastrofalne efekty dla jej działalności, dla jej wyników finansowych – wyjaśnia dr Katarzyna Witkowska-Moździerz. – Można mieć nadzieję, że będą to sytuację wyjątkowe, zwłaszcza, że takie działanie jest prowadzone przed ostatecznym wyrokiem przypisującym odpowiedzialność, a przecież może okazać się, że spółka nie ponosi odpowiedzialności za powstałe zdarzenia.

Marcin Krasoń: Koniec boomu mieszkaniowego jest coraz bliżej

Mamy historyczny rekord i być może symboliczny koniec okresu boomu mieszkaniowego. 111 550 mieszkań oddali w 2018 r. do użytkowania deweloperzy.

Na całym rynku liczba oddanych do użytkowania lokali wzrosła o 3,6 proc., a wśród deweloperów – o 6,2 proc.

– To zastanawiająco niewiele patrząc na to, że liczba rozpoczynanych budów i pozwoleń na budowę uzyskiwanych przez deweloperów cały czas dwucyfrowo rośnie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Krasoń, analityk Home Broker. – Najprawdopodobniej jest to związane z pojawiającymi się opóźnieniami w realizacji inwestycji. Nie jest to zjawisko powszechne, ale w związku z kłopotami z wykonawcami i wysokimi cenami materiałów, na budowach pojawiają się przestoje i pierwsze opóźnienia.

Znaczny spadek sprzedaży w czwartym kwartale potwierdza, że zbliża się koniec boomu na rynku. Dodajmy do tego prognozę Związku Banków Polskich, zgodnie z którą sprzedaż kredytów hipotecznych w 2019 r. spadnie do 45-50 mld zł (w 2018 r. było to 53-54 mld) i wygląda na to, że koniec boomu mieszkaniowego jest coraz bliżej.

– Statystyki GUS i ceny mieszkań mogą jeszcze siłą rozpędu rosnąć przez kilka miesięcy, ale moim zdaniem 2019 r. będzie rokiem odwrócenia trendu – komentuje analityk. – Osoby chcące kupić mieszkanie nie mają jednak powodów, aby liczyć na spektakularne spadki: wysokie koszty budowy, podwyższający je wprowadzany przez rząd deweloperski fundusz gwarancyjny i niskie stopy procentowe nie pozwolą mieszkaniom tanieć szybciej niż o 5-8 proc. w skali roku.

Huawei uruchamia najnowsze rozwiązania dla 5G

Huawei wprowadził na rynek pierwszy na świecie chip rdzeniowy zaprojektowany specjalnie dla stacji bazowych 5G, Huawei TIANGANG. Innowacyjny mikroprocesor będzie upraszczał obsługę i wdrażanie sieci 5G na dużą skalę na całym świecie. Ponadto, firma do tej pory podpisała ponad 30 komercyjnych kontraktów 5G i dostarczyła ponad 25 000 stacji bazowych sieci nowej generacji. 

Huawei jest niezwykle zaangażowany w upraszczaniu skomplikowanych procesów i rozwiązań na rzecz swoich klientów. W tym celu firma poczyniła znaczne inwestycje, dzięki czemu nieustannie wprowadza nowe rozwiązania. Są to m.in. kompleksowe układy 5G obsługujące sieci wszystkich standardów i wszystkich pasm (pasmo C, 3,5G i 2,6G), ułatwiające klientom dostęp do najlepszych usług bezprzewodowych.

Huawei od dawna inwestuje w nauki podstawowe. Byliśmy pierwszymi, którzy dokonali przełomu w kluczowych technologiach 5G do zastosowań komercyjnych na dużą skalę. Firma posiada obecnie wiodące w branży możliwości dostarczania kompletnych usług dla sieci 5G, które upraszczają ich obsługę i konserwację (O&M). Jesteśmy liderem we wprowadzaniu na rynek 5G i budowaniu dojrzałego ekosystemu przemysłowego powiedział Ryan Ding, Prezes Zarządu i Dyrektor Wykonawczy Huawei Carrier BG.

Pierwszy na świecie chip rdzeniowy do stacji bazowej 5G

Pierwszy w branży chip rdzeniowy 5G Huawei TIANGANG to przełomowe osiągnięcie w zakresie integracji, mocy obliczeniowej i przepustowości. Układ ten jest wysoce zintegrowany, co oznacza, że może wspierać koncentrację na dużą skalę aktywnych wzmacniaczy mocy (PAs) i pasywnych układów antenowych w bardzo małych nadajnikach. Ponadto gwarantuje wysoką wydajność obliczeniową, przy 2,5-krotnym wzroście w porównaniu z poprzednimi układami. Z kolei wykorzystując najnowsze algorytmy i technologię kształtowania wiązki, pojedynczy układ może sterować nawet 64 kanałami, co stanowi najwyższy standard w branży. Układ ten obsługuje również 200 MHz szerokości pasma częstotliwości, przygotowując się do przyszłego wdrożenia sieci.

Chip przynosi również rewolucyjne ulepszenia w aktywnych jednostkach antenowych (AAU) – o 50% mniejsze, 23% lżejsze i 21% mniej energochłonne stacje bazowe. Funkcje te pomogą w rozwiązaniu problemów takich jak koszty pozyskania lokalizacji i wdrożenia sieci.

Uproszczone rozwiązania dla szybkiego i globalnego wdrożenia 5G na dużą skalę

Huawei rozpoczął wprowadzanie komercyjnych sieci 5G w 2018 roku. Firma stała się liderem w testach terenowych, ich analizie, a także wprowadzaniu na rynek pełnej gamy komercyjnych produktów 5G i wykorzystanych na dużą skalę przy budowie sieci nowej generacji. Dodatkowo, pod koniec ubiegłego roku Huawei ukończył wszystkie testy i weryfikację swoich produktów 5G w Chinach, dając zielone światło do komercyjnego użytku 5G.

Ponadto, 9 stycznia tego roku, stacja bazowa 5G Huawei otrzymała nagrodę First Class Progress in Science and Technology w uznaniu za jej przełomowe rozwiązanie technologiczne i ujednoliconą konstrukcję modułową. Dzięki temu, że wszystkie stacje bazowe maja kształt łopatek, a różne moduły mogą być łączone w zależności od potrzeb, co sprawia, że instalacja stacji bazowej 5G jest tak prosta i łatwa jak budowanie bloków.

Wszystkie uproszczone produkty 5G Huawei są gotowe na wszystkie możliwe scenariusze. Produkty te pomagają znacząco zwiększyć wydajność sieci, usprawnić obsługę i konserwację oraz ułatwić wdrożenie 5G w porównaniu z 4G powiedział Yang Chaobin, prezes Huawei 5G Network Product Line.

AI dla autonomicznych sieci prowadzenia pojazdów

Huawei uruchomił również pierwszy na świecie data center switch z funkcja AI. Charakteryzuje się on wiodącą w branży wydajnością, przez co umożliwia zerową utratę pakietów Ethernet i opóźnienia end-to-end poniżej 10 milisekund. Pobiera także mniej niż 8W mocy, zapewniając jednocześnie więcej mocy obliczeniowej niż 25 dwukierunkowych serwerów CPU innych dostawców łącznie.

Huawei wprowadził również w pełni funkcjonalne, gotowe na wszystkie scenariusze technologie AI, aby umożliwić autonomiczną sieć napędową, oraz opracował rozwiązanie SoftCOM AI, aby pomóc operatorom zmaksymalizować efektywność energetyczną, wydajność sieci, usprawnić obsługę i konserwację oraz poprawić doświadczenia użytkowników.

Richard Yu, Prezes Zarządu i Dyrektor Wykonawczy Huawei Consumer BG, ogłosił również najszybszy na świecie układ scalony 5G dla komercyjnych urządzeń wielofunkcyjnych.

Bezrobocie w Hiszpanii, Włoszech i Grecji. Amerykanie odcinają Wenezuelę od pieniędzy

Bezrobocie w Hiszpanii spada, ale wciąż jest bardzo wysokie. Pierwsza z trójki światowych agencji wchodzi do Chin. Odcięcie Wenezueli od źródeł finansowania.

Bezrobocie południa kontynentu

Zgodnie z oczekiwaniami liczba bezrobotnych w Hiszpanii spadła. Gorzej, że w dalszym ciągu na koniec kwartały było ich aż 14,45%. Co ciekawe w sąsiedniej Portugalii stopa bezrobocia jest o połowę niższa. We Włoszech również przekracza 10%. Z kolei w Grecji dopiero w tym roku udało się je obniżyć poniżej 20% po raz pierwszy od 2011 roku. Dane makroekonomiczne z południa kontynentu bardzo mocno ciążą wspólnej walucie. Jeżeli dojdzie do spowolnienia w gospodarce, kraje te odczują to bardzo dotkliwie.

Agencja ratingowa wchodzi do Chin

S&P będzie miało swoje biuro w Chinach i będzie tam prowadzić ocenę wiarygodności kredytowej. Jest to pierwsza z trzech największych agencji ratingowych, która otrzymała zgodę na wejście na tamtejszy rynek. Część analityków wskazuje, że skoro tylko jedna agencja na razie otrzymała zgodę na działalność, może ona zostać obwarowana dodatkowymi, niejawnymi warunkami jak to często miało miejsce w przeszłości. Niemniej otwiera to drogę do bardziej wiarygodnej oceny chińskich przedsiębiorstw, a to z kolei powinno zwiększyć atrakcyjność inwestycji w Chinach.

Amerykanie odcinają Wenezuelę od pieniędzy

USA podjęło decyzję o nałożeniu sankcji na PDVSA. Ta niewiele mówiąca wielu osobom nazwa kryje pod sobą największą wenezuelską firmę. Zajmuje się ona oczywiście wydobyciem ropy naftowej. Blokada rachunków ma spowodować, że obecny rząd nie będzie w stanie wydawać pieniędzy narodu i nie rozgrabi wszystkiego. Drugim ważniejszym gestem było nie wydawanie Wenezuelskiego złota z depozytów Banku Anglii. Powodem odmowy był strach, że zostanie ono wydane na opłacenie armii, by przedłużyć utrzymanie się u władzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Mieszkanie Plus i Mieszkanie na Start – eksperci o realizacji programów rządowych

Mieszkanie Plus to program rządowy, który już dawno miał ruszyć, a na razie mało się o tym słyszy, a mieszkań wybudowano jedynie kilkaset. Co wiadomo na temat 100 tysięcy mieszkań, o których słyszeliśmy w zeszłym, czy nawet w 2017 roku?

– Cały czas ten program tak naprawdę stoi w miejscu i pomimo optymistycznych zapowiedzi wiceministra inwestycji, pomimo zapowiedzi innych animatorów tego programu tak naprawdę to te kilkaset mieszkań, o których mówi się dokładnie 488, które już niby są oddane do użytkowania, to wcale nie są mieszkania, które powstały w tym programie, także możemy spokojnie powiedzieć, że jeszcze w tej chwili nikt nie mieszka w takich prawdziwych mieszkaniach oddanych w ramach tego programu – odpowiada Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

Dodatkowo w tym roku ruszył kolejny program Mieszkanie na Start. Ma on pomóc osobom, których nie stać na wynajęcie mieszkania i zapewnić dopłaty do najmu w wysokości od 300 zł do 560 zł przez pierwsze 15 lat wynajmowania lokum.

Powstaje pytanie dlaczego deweloperzy nie zgłaszają się do rządowego programu?

– To jest kwestia finansów. Deweloper mieszkaniowy jest nastawiony na to, żeby wziąć krótki kredyt, wybudować budynek i sprzedać mieszkania. W momencie, kiedy my budujemy mieszkania na wynajem, to te mieszkania nam się zwracają w długim okresie czasu i to jest zupełnie inny sposób finansowania, dlatego ten program nie ma szans, jeśli nie znajdą się inwestorzy, którzy będą to finansować w długim okresie czasu – mówi Aleksander Skirmuntt, Maxon.

-Z programów mogłyby skorzystać setki tysięcy młodych, polskich rodzin. Może warto by było skorygować plany tak, żeby te programy (Mieszkanie Plus i Mieszkanie na Start) ruszyły? – pyta prowadzący debatę Jarosław Mikołaj Skoczeń, Emmerson Realty.

Pomysłodawca programu rządowego nie przemyślał jednej, podstawowej rzeczy: kto miałby te mieszkania realizować?

– Trzeba pamiętać o tym, że w tym momencie nie mamy państwowych przedsiębiorstw budowlanych, które mogłyby taki proces inwestycyjny przeprowadzić – komentuje Michał Rudnicki, Emmerson Realty.

Rynek FinTechów – podsumowanie 2018 i prognozy na 2019 rok

Szacuje się, że „pozabankowe” FinTechy w Polsce wypracowały w 2017 roku od 450 do 600 mln zł zysku netto. Rok 2018 – zdecydowanie nastawiony na inwestycje i przygotowania firm do wdrożenia m.in. dyrektywy unijnej PSD2 – mógł być z tego względu nieco słabszy w odniesieniu do samych dochodów, ale jego potencjał bez wątpienia z każdym miesiącem znacząco rósł.

Aleksandra Wodzisławska, prezes zarządu Aforti Exchange
Aleksandra Wodzisławska, prezes zarządu Aforti Exchange

Analizy rynku FinTechów – prowadzone m.in. przez KPMG – wskazują, że tylko w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2018 roku łączna wartość inwestycji w 875 największych, światowych spółkach z branży FinTech osiągnęła rekordową wartość 57,9 mld USD. Oznacza to wzrost o ponad 70 proc. względem całego 2017 roku.

Co napędzało ten sektor w 2018 roku? Kto wiódł branżowy prym? Co rok 2019 przyniesie na rynku FinTechów?

W opinii ekspertów Aforti Exchange największy, a nawet wręcz rewolucyjny wpływ na branżę FinTech w 2019 roku będą miały:

  • otwarta bankowość, którą niesie ze sobą wdrożenie dyrektywy unijnej PSD2
  • rozwój alternatywnych systemów bankowych, jak chociażby Revolut
  • wzrost znaczenia RegTechów, szczególnie w kontekście regulacji RODO i PSD2
    czy przepisów bankowych wynikających z regulacji bazylejskich (Bazylea IV)
  • aktywność sektora InsurTech, czyli rozwiązań technologicznych usprawniających działanie branży ubezpieczeniowej
  • dalszy rozwój technologii blockchain
  • nowe systemy biometryczne oraz inne technologie wspierające proces onboardingu klienta
  • wdrożenia z obszaru sztucznej inteligencji czy wzmożona robotyzacja

Dynamicznie ewoluujący – czy już nawet wręcz rewolucyjnie rozwijający się rynek FinTechów wkroczył na kolejny poziom zaawansowania, generując milionowe zyski dla spółek z obszaru technologii finansowych. Rewolucji tej nikt już nie zatrzyma, dlatego tylko umiejętne wykorzystanie nowych rozwiązań pozwoli na dalszy rozwój szeroko rozumianej branży finansowej. Szalone wręcz tempo globalnie wdrażanych zmian technologicznych i prawnych nie pozostawia złudzeń, angażując potencjał tych, którzy znaleźli swoją niszę i mają fundusze, aby być nie tylko beneficjentem nowych wdrożeń, ale wręcz narzucać trendy rynkowe. Te same podmioty zostawiają w tyle lub eliminują z rynku konkurencję, wierzącą jedynie w moc bankowości mobilnej, która ma za zadanie utrzymać Klienta. Nic bardziej mylnego…

Europa FinTechami stoi? Revolut „Uberem” rynku finansowego

W ocenie ekspertów Aforti Exchange najbardziej doniosłym wydarzeniem dla branży fintechowej w 2018 roku było uzyskanie przez Revolut europejskiej licencji bankowej.
Ten FinTech – specjalizujący się w transakcjach wielowalutowych – sprawił, że m.in. polscy klienci indywidualni i korporacyjni mają już dostęp do darmowych kont i kart pozwalających dokonywać transakcji za granicą w 150 walutach po kursie międzybankowym. Uzyskana licencja pozwoli również na to, by Revolut mógł wejść niebawem na rynek pożyczek i depozytów – tak indywidualnych, jak i dla firm. Stanowi to poważne zagrożenie w tym zakresie dla pozycji rodzimych instytucji finansowych. W opinii ekspertów Aforti Exchange poziom konkurencji będzie porównywalny do tego, który stworzył Uber dla tradycyjnych korporacji taksówkarskich, wchodząc na polski rynek. Sytuacja jest jednak o tyle trudniejsza, że Revolut z bankową licencją prowadzi regulowaną prawem działalność, co w pełni uzasadnia jego dynamiczny rozwój na europejskim, a w przyszłości – globalnym rynku.

Litwa wychodzi na fintechowe prowadzenie Nie tylko Revolut – dzięki uzyskanej na Litwie – europejskiej licencji bankowej, może rozwijać skrzydła na rynku finansowym. Nasz północny sąsiad przyczynił się również do zdobycia przez:

  • Google / Google Payment Lithuania UAB licencji EMI (e-money institution)
  • Kontomatik UAB – polski FinTech z licencją uzyskaną również na Litwie – statusu dostawcy AISP (account information service provider)

Tym samym Litwa – wykorzystując niejako niepewność na rynku związaną z Brexitem – staje się poważnym konkurentem Londynu w aspiracjach do tytułu europejskiej stolicy FinTechów.

Polska „pod presją” PSD2 i w cieniu afery KNF

Rynek polskich FinTechów, mimo ogromnego potencjału w zakresie innowacyjności i nieco mniejszego w kwestii finansowania własnych inwestycji, próbował nadążyć za technologiczną rewolucją w świecie finansów i ubezpieczeń, ale przeszkodą okazał się chociażby opór sektora bankowego na wdrażaną dyrektywę unijną PSD2. Narzuca ona wprost „otwartą bankowość”, której instytucje te – w przeciwieństwie do FinTechów – sprzymierzeńcami nie są.

Rodzimym FinTechom nie pomogła również afera KNF, która wybuchła w końcówce 2018 roku, odciskając piętno na wizerunku całej branży finansowej i kładąc się cieniem na działalności banków.

Gdzie szukać klucza do fintechowych sukcesów?

Wbrew pozorom, sukces polskich FinTechów pozostaje w zasięgu ręki. W ocenie ekspertów Aforti Exchange można go osiągnąć przez działania sprawdzające się nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Oczekiwania firm z obszaru technologii finansowych są przy tym jasno sprecyzowane.

To, czego oczekuje rynek, można zamknąć w czterech postulatach:

  • wobec regulatora rynku – unormowanie w formie regulacji prawnych działalności FinTechów, w tym kantorów internetowych, i objęcie ich kontrolą, co znacząco zwiększy zaufanie klientów względem tego typu instytucji
  • wobec banków – wdrożenie współpracy bazującej na polityce ’open banking’, która niestety w Polsce nie jest rozumiana przez banki jako poważna szansa ich rozwoju
  • wobec klientów – ciągłego zdobywania wiedzy, co do tego, że FinTechy mają często nie tylko lepsze, ale też znacząco bardziej korzystne cenowo usługi z pogranicza nowych technologii i finansów
  • wobec FinTechów – działań biznesowych opartych na rzetelności i transparentności,
    w tym stosowania dobrych praktyk, do których zobowiązane są instytucje finansowe
    na całym świecie. Ma to na celu podniesienie zaufania i wiarygodności względem sektora finansowego – bankowego i pozabankowego

FinTechy u progu 2019 roku – nowe nadzieje i stare obawy

Ze względu na ogromną dynamikę rozwoju rynku FinTechów, trudno pokusić się o prognozy finansowe branży na 2019 rok. Z pewnością tak krajowy, jak i globalny rynek będą notować znaczące wzrosty na poziomie przychodów, inwestując jednocześnie w coraz nowsze rozwiązania i technologie, zmieniające diametralnie rynek usług finansowych w kolejnych kwartałach, latach i dekadach.

To, co z pewnością czeka branżę w 2019 roku i wpłynie na cały rynek jest – na poziomie europejskim – planowane wyjście Wielkiej Brytanii z UE. Z powodu Brexitu rynek, mimo zaawansowanych technologii i wykorzystywania sztucznej inteligencji w branżowych rozwiązaniach – nie potrafi przewidzieć, co stanie się z FinTechami zarejestrowanymi obecnie  w UK i posiadającymi tym samym licencje brytyjskie.

Z kolei na rodzimym rynku trwać będzie wyścig o klientów banków. Po finalnym wdrożeniu Polish API – w ramach PSD2 – to FinTechy będą edukować rynek ku temu, by klienci bez obaw zlecali transakcje płatnicze właśnie za ich pośrednictwem. Fintechowa rewolucja staje się faktem i dokonywać się będzie bezpośrednio z naszym – klienckim – udziałem.

Medicover Stomatologia otwiera swoje centrum w Łodzi

Już w lutym Medicover Stomatologia otwiera swoje centrum w Łodzi. Nowa lokalizacja to siedem nowocześnie wyposażonych gabinetów oraz specjalny pokój wybudzeń. Pacjenci skorzystają w nich z leczenia implantologicznego, ortodontycznego, protetycznego, endodoncji oraz stomatologii estetycznej  i dziecięcej. Ponadto – kompleksowy plan leczenia oraz pomoc w koordynacji i planowaniu wizyt.

Centrum Medicover Stomatologia to siedem nowocześnie wyposażonych gabinetów oraz specjalny pokój wybudzeń, z którego skorzystają pacjenci decydujący się na wykonanie zabiegu stomatologicznego w pełnym znieczuleniu. Tego typu usługa może być wykonywana u osób dorosłych i dzieci powyżej 5. roku życia.

Wiemy, że wśród naszych pacjentów są również tacy, którzy borykają się z problemem dentofobii. Wychodząc naprzeciw ich potrzebom oferujemy możliwość leczenia w znieczuleniu ogólnym pod narkozą. Jego wykonanie poprzedzone jest kwalifikacją lekarza i wywiadem medycznym prowadzonym przez anestezjologa. Pacjent, który poddaje się leczeniu w tej formie, siada na fotelu dentystycznym, zasypia, a następnie budzi się już po wykonaniu zabiegu w wygodnym pokoju wybudzeń i wraca do domu
-– mówi Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Nowa placówka będzie oferować pełen zakres usług stomatologicznych, w tym również leczenie implantologiczne, ortodontyczne, protetyczne, endodoncję oraz stomatologię estetyczną oraz dziecięcą. Pacjenci będą mieć dostęp do pełnej diagnostyki w oparciu o nowoczesny sprzęt. Wśród nich mikroskop wizyjny, który umożliwia przekazywanie obrazu, który widzi operator mikroskopu, na urządzenia zewnętrzne oraz skaner wewnątrzustny, którego zastosowanie zastępuje wykonywanie tradycyjnych wycisków dentystycznych, a także służy interakcji lekarza z pacjentem podczas wizyty.

Firma podkreśla, że jakością wizyt i poziomem obsługi pacjentów chce zmieniać oblicze stomatologii.

Na doświadczenie pacjentów, którzy odwiedzają dentystę składa się wiele drobnych elementów. Łatwość w komunikacji z personelem, przyjazny wystrój, relaksująca muzyka czy możliwość wypicia kawy w recepcji, to sprawy, które naprawdę mają znaczenie
-– mówi Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Pacjenci Medicover Stomatologia mogą liczyć na indywidualną opiekę, która przejawia się m.in. w kompleksowym planie leczenia, obejmującym wszystkie potrzeby medyczne oraz oczekiwania pacjenta.

Dodatkowo każdy pacjent ze specjalistycznym planem leczenia otrzymuje w naszych centrach pomoc w koordynacji procesu i planowaniu wizyt. Wiemy, że często od tego rodzaju wsparcia zależy zaangażowanie pacjenta i skuteczność leczenia
-– dodaje Wioletta Januszczyk.

Medicover Stomatologia posiada obecnie 118 gabinetów dentystycznych w 27 lokalizacjach. Nowe centrum w Łodzi zlokalizowane będzie przy al. Rydza-Smigłego 20, w pobliżu skrzyżowania z ul. Milionową. Dla pacjentów będzie dostępne od 18 lutego 2019 r.

W 2018 r. TAURON zainwestował w infrastrukturę sieciową ponad 2 mld złotych

Ponad 2 mld złotych zainwestował TAURON w 2018 roku w infrastrukturę sieciową. Zrealizowane projekty, na które składa się prawie 70 tysięcy zadań inwestycyjnych,  pozwalają na rozwój sieci na wszystkich poziomach napięć i na całym obszarze działania TAURON Dystrybucja. Wpływa to bezpośrednio na stabilność dostaw energii dla klientów spółki.  Ważnym kierunkiem działań była także automatyzacja sieci, pozwalająca przyspieszać reakcje w sytuacjach kryzysowych.

– Dystrybucja energii jest pierwszym wyborem w zakresie inwestycjiPodstawowy cel inwestycji w ten obszar to zwiększenie pewności dostaw energii elektrycznej do klientów oraz możliwość przyłączania do sieci nowych podmiotów, w tym z obszaru OZE. Z jednej strony zwiększamy więc finansowanie, z drugiej aplikujemy tam nowe rozwiązania – mówi Jarosław Broda wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. zarządzania majątkiem i rozwoju.

TAURON wydatkuje swoje środki w taki sposób, aby optymalnie realizować programy nastawione na wzrost niezawodności i ciągłości dostaw energii (poprawa wskaźników niezawodności SAIDI i SAIFI), co bezpośrednio przekłada się na zmniejszenie liczby przerw w dostawach energii dla klientów.

Obecnie zadania inwestycyjne spółki są realizowane na podstawie „Planu inwestycyjnego na lata 2018-2020 dla TAURON Dystrybucja S.A.”. Zadania ujęte w planie obejmują inwestycje związane z podstawową działalnością operacyjną spółki, a ich cel to przede wszystkim realizacja umów o przyłączenie, zapewnienie bezpieczeństwa i jakości dostaw energii elektrycznej, efektywności funkcjonowania sieci dystrybucyjnej, ograniczanie strat energii oraz rozwój nowych technologii.

– Plan inwestycyjny, to rodzaj mapy wyznaczającej kierunki działania spółki na następne lata. Przygotowując nasze inwestycje analizujemy stan sieci, potrzeby klientów, ale również prognozujemy możliwości rozwoju poszczególnych obszarów regionu w perspektywie następnych lat – powiedział Robert Zasinaprezes TAURON Dystrybucja S.A.

Przykładem takiego lokalnego zadania, które w istotny sposób wpływa na rozwój regionu, jest przyłączenie do sieci Ośrodka Narciarskiego w Szczyrku w 2018 r. Rozpoczęcie działalności przez Ośrodek wymagało po stronie energetyki wymiany transformatorów 110/15kV, budowy linii kablowej 15kV o długości około 9 km i modernizacji pól średniego napięcia w Głównym Punkcie Zasilania (GPZ). Całkowita wartość zrealizowanego w latach 2017-2018 zadania wyniosła  ponad 11 mln zł.

Inne kluczowe inwestycje segmentu dystrybucji zakończone w 2018 roku to m.in. modernizacja rozdzielni 110kV w stacji 110/20/6kV SE Brynów – projekt związany ze zwiększeniem bezpieczeństwa funkcjonowania systemu elektroenergetycznego; budowa napowietrznej stacji elektroenergetycznej 110/15 kV Stróża – inwestycja zwiększyła bezpieczeństwo dostaw energii odbiorców zlokalizowanych na terenach gmin Dobra, Jodłownik, Tymbark i Mszana Dolna oraz modernizacja linii 110 kV Siersza – Olkusz.

W minionym roku priorytetem TAURON Dystrybucji było zapewnienie rezerwowego zasilania podczas awarii oraz skracanie ciągów liniowych, co zmniejsza spadki napięć na końcach obwodów. Spółka intensywnie poszukuje i wdraża technologie, które są odporne na wpływ otoczenia, w tym szczególnie na zjawiska atmosferyczne. Celem tych działań jest zmniejszenie liczby awarii i przerw w dostawach energii dla klientów. Temu celowi również służy, prowadzona na szeroką skalę, modernizacja obiektów i urządzeń o przestarzałej konstrukcji, które mają podwyższone koszty eksploatacji i prowadzenia ruchu sieci oraz mniejszą niezawodność w zakresie dostaw energii.

Część inwestycji TAURON Dystrybucji ukierunkowana jest na przyłączenie nowych produkcyjnych podmiotów gospodarczych, często zlokalizowanych w specjalnych strefach ekonomicznych. Takie działania miały miejsce w ubiegłym roku w przypadku budowy stacji 110/20kV wraz z powiązaniami liniowymi 110kV i 20kV służącymi przyłączeniu Zakładu Produkcyjnego Mercedes na terenie Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej SA. Tak duże zadania inwestycyjne są rozłożone w czasie i obecnie realizowane również na terenie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej i w Biskupicach Podgórnych, gdzie przygotowywana jest infrastruktura energetyczna do przyłączenia zakładu LG Chem.

W działaniach inwestycyjnych TAURONA pojawiają się też nowe wyzwania. Przykładem może dostosowywanie sieci do przyłączenia coraz większej liczby mikroinstalacji, które oddają energię do sieci spółki.  Drugi ważny obszar z zakresu nowych technologii, który wpływa na podejmowane decyzje inwestycyjne, to konieczność stworzenia warunków technicznych do wdrażania sieci inteligentnych (SMART).

Wyczekiwanie przed posiedzeniem Fed i głosowaniem w brytyjskim parlamencie

Przed posiedzeniem Fed zmienność na rynku dłużnym pozostaje niska. EUR/PLN nadal pozostaje w okolicach 4,29 czemu sprzyja zarówno bieżące otoczenie wewnętrzne jak i zewnętrzne rynku.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Pierwszy dzień nowego tygodnia przebiegał spokojne, w poniedziałek kurs EUR/PLN nadal pozostawał w okolicach 4,29 zaś EUR/USD konsolidował się lekko powyżej 1,14 po tym jak euro po raz kolejny wybroniło strefę wsparcia w rejonie 1,13 USD, co spotkało się z dynamiczną reakcją strony popytowej rynku. Kolejne dni będą już zawierać wiele istotnych wydarzeń, kluczowych dla dalszego rozwoju sytuacji na rynkach finansowych, co może zwiększyć zmienność notowań. Uwagę przedrada polie wszystkim przyciągać będą wtorkowe głosowanie w parlamencie brytyjskim dot. Brexitu oraz środowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej i minutes RPP.

Dla Fed-u ważne jest, że udało się zakończyć częściowe zawieszenie rządu USA, który uzyskał finansowanie do 15 lutego. Pozostaje więc wysokie prawdopodobieństwo, że FOMC na razie nie wycofa zapowiedzi dalszych podwyżek stóp, chociaż może potwierdzić brak pospiechu w normalizacji polityki pieniężnej, w tym większą elastyczność w kwestii redukcji bilansu.

Nadal ostrożne tony płyną z EBC. W poniedziałek, przed komisją do spraw gospodarki Parlamentu Europejskiego M.Draghi powtórzył, że w ciągu ostatnich miesięcy gospodarka strefy euro radziła sobie gorzej niż oczekiwano, a niepewność dotycząca sytuacji globalnej psuła nastroje (szczególnie związana z czynnikami geopolitycznymi i zagrożeniem ze strony protekcjonizmu).

Na rynku stopy procentowej poniedziałek również nie przyniósł istotnej zmiany obserwowanych trendów, jednak rentowności obligacji kierowały się nieznacznie w dół. Relatywnie pusty kalendarz publikacji makroekonomicznych sprzyjał stabilizacji notowań, przed ważniejszymi wydarzeniami zaplanowanymi na ten tydzień, gdzie oprócz wspomnianych wydarzeń związanych z polityką monetarną, oczekiwane będą dane o PKB za cały 2018 rok.

We wtorek inwestorzy w Europie Środkowo-Wschodniej mogą przyglądać się wydarzeniom na Węgrzech. Narodowy Bank Węgier prawdopodobnie nie zdecyduje się jeszcze na podwyżkę stóp procentowych, jednak oczekiwane jest, że pojawią się kolejne sugestie na temat zacieśniania polityki pieniężnej. W ostatnim czasie prezes Nagy sugerował, że jeśli inflacja bazowa przekroczy 3%, to możliwe jest przejście do restrykcyjnych działań. Obecnie rynek wycenia, że stopa główna na Węgrzech powinna rosnąć i w przekroju dwóch lat powinna znaleźć się na poziomie wyższym niż stopa referencyjna NBP. Spread węgierskich obligacji nad polskimi w sektorze 10-letnim odsunął się od zeszłorocznych szczytów w okolicach 70pb, jednak nadal pozostaje dodatni (powyżej 10pb).

Wykres dnia: Kurs EUR/USD po raz kolejny wybronił strefę wsparcia w rejonie 1,13, co spotkało się z dynamiczną reakcją strony popytowej i powrotem notowań euro powyżej 1,14.

kurs euro
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Budowlanka, gastronomia i motoryzacja na celowniku fiskusa

Zgodnie z zapowiedzią Zastępcy Szefa KAS Pawła Cybulskiego resort finansów uruchamia akcję „Stop Szarej Strefie”, w ramach której zapowiedziano weryfikację rozliczeń podatkowych przedsiębiorców z branży gastronomicznej, budowlanej oraz motoryzacyjnej. W ocenie ministra branże te są szczególnie narażone na wpływ nieuczciwych przedsiębiorców, osiągających przewagę rynkową dzięki nieopłacaniu danin publicznoprawnych. Oficjalnie Ministerstwo tłumaczy się, że planowana akcja jest odpowiedzią na prośby rzetelnych przedsiębiorców, którzy muszą mierzyć się z nieuczciwą konkurencją. Wydaje się jednak, że jest to kolejny element narastającej presji fiskalnej ze strony Państwa, który będzie odczuwalny przez kolejne grupy podatników. Realizacja obietnic wyborczych wymaga zwiększania wpływów budżetowych, które tradycyjnie pozyskuje się, sięgając do kieszeni przedsiębiorców. Najwyraźniej masowe kwestionowanie zwrotów podatku VAT przez fiskusa nie wystarcza do finansowania stale rosnących wydatków Państwa.

Czego mogą się spodziewać przedsiębiorcy?

Wedle zapowiedzi resortu, urzędy skarbowe przeprowadzą powszechną akcję informacyjną, polegającą między innymi na kierowaniu do przedsiębiorców listu Szefa KAS Mariana Banasia, wskazującego na konieczność przestrzegania prawa podatkowego i rzetelnego uiszczania danin. Po otrzymaniu rzeczonego pisma przedsiębiorca ma dwa tygodnie na dokonanie rachunku sumienia i korekty swoich rozliczeń podatkowych. Jak zapowiedziano, działania organów podatkowych mają być przykładem przyjaznego nastawienia Państwa do przedsiębiorcy. Tym niemniej należy zakładać, że bezskuteczny upływ 14-dniowego terminu i brak autodenuncjacji ze strony podatnika mogą owe przyjazne nastawienie zmienić. Fiskus został wyposażony przez ustawodawcę w cały arsenał środków pozwalających złamać krnąbrnego podatnika. Dla przykładu uruchomienie kontroli celno-skarbowej przy równoczesnym wstrzymaniu zwrotów podatku VAT czy zabezpieczeniu środków firmowych na poczet przyszłych i domniemanych zobowiązań podatkowych to działania, które są w stanie doprowadzić do szybkiego upadku najprężniejszej firmy z zagrożonych branż. Na razie jednak fiskus działa wzorem uprzejmego dżentelmena, który w ciemnym zaułku składa przechodniom propozycję nie do odrzucenia – „kup Pan cegłę, to cegła nie wyląduje na Pańskiej głowie”. W tym wypadku propozycja brzmi: „złóż korektę, przelej nam trochę gotówki, a my damy ci spokój”. Złożenie korekty deklaracji pozwoli, zgodnie z zapowiedzią MF, uniknąć kontroli podatkowej, co oznacza, że nowa deklaracja podatkowa nie będzie nawet weryfikowana (naturalnie, o ile kwota przelewu na rachunek urzędu skarbowego będzie zadowalająca).

Zapowiadana działalność epistolarna organów podległych Ministerstwu Finansów budzi zdziwienie ekspertów. Po pierwsze niejasny jest tryb, w jakim owe listy mają być do podatnika wysyłane. Co do zasady organy podatkowe działają w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego lub kontroli celno-skarbowej. Te tryby weryfikacji rozliczeń podatnika mają swoje ustawowe rygory, bowiem strona postępowania dysponuje określonym katalogiem praw i obowiązków, podobnie jak organ prowadzący daną procedurę. Najwyraźniej w tym wypadku fiskus postanowił zrezygnować z krępujących go rygorów formalnych, decydując się na rozsyłanie oderwanego od jakiejkolwiek istniejącej podstawy prawnej swoistego ultimatum dla podatnika, który jest pozbawiony instrumentów prawnych do zakwestionowania działań organu KAS. Kolejną kwestią jest pozorna alternatywa „albo korekta, albo kontrola”. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że dany organ podatkowy, zachęcony wstępnym sukcesem, nie zechce badać innych okresów rozliczeniowych danego podatnika. Nie jest również jasne, jak planowana akcja da się pogodzić z ustawą Prawo przedsiębiorców, której naczelne zasady to m.in. zasada zaufania do przedsiębiorcy, obowiązek zakładania przez organ administracji publicznej, że przedsiębiorca działa zgodnie z prawem, uczciwie oraz z poszanowaniem dobrych obyczajów czy wreszcie zasada, że przedsiębiorca może być obowiązany do określonego zachowania tylko na podstawie przepisów prawa. Najwyraźniej wprowadzana z wielką pompą ustawa pozostanie zbiorem dobrze brzmiących, lecz w praktyce niestosowanych norm, a prawa przedsiębiorców są mniej istotne, niż stale rosnące potrzeby finansowe Państwa.

Jak się nie dać fiskusowi?

Oczywiście, ilu przedsiębiorców, tyle różnych odmiennych stanów faktycznych i prawnych. Próba stworzenia jednego uniwersalnego wzorca zachowań dla wszystkich podatników nie jest możliwa. Co jednak można zrobić z całą pewnością? Po otrzymaniu pisma z Urzędu Skarbowego, będącego wyrazem „przyjaznego zainteresowania” fiskusa kieszenią podatnika, należy nawiązać współpracę z wyspecjalizowaną kancelarią prawną. Wykwalifikowany i doświadczony doradca podatkowy jest w stanie ocenić istniejące ryzyko fiskalne czy przeprowadzić audyt ksiąg podatkowych danego przedsiębiorcy, ze wskazaniem potencjalnych zagrożeń ze strony organów KAS. Znajomość stale zmieniających się przepisów prawnych, linii orzeczniczych sądów administracyjnych, bieżących interpretacji podatkowych – to wszystko wydatnie zwiększa szanse podatnika na możliwie bezbolesne przetrwanie konfrontacji z maszyną fiskalną. Jeżeli doradca podatkowy dysponuje doświadczeniem w sporach z administracją, może przeprowadzić podatnika przez cały ten proces, występując w jego imieniu przed organami skarbowymi.

Mówi się, że trudne czasy wymagają trudnych decyzji. Niewątpliwie nadeszły trudne czasy dla przedsiębiorców. Wydaje się jednak, że powierzenie losów firmy profesjonaliście nie jest decyzją trudną, jednakże nierzadko jest to jedyna słuszna decyzja.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kurs funta po brexicie. Prognoza długoterminowa analityków Ebury

W ciągu ostatnich miesięcy kurs funta brytyjskiego był determinowany niemal wyłącznie przez zmiany sytuacji w kontekście Brexitu. Pomimo trudności w prognozowaniu w tak niesprzyjających warunkach, Ebury przedstawia swoje przewidywania.

Niepewność co do reguł na jakich w przyszłości będzie opierać się relacja Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, jak i niepokój związany z potencjalnym „Brexitem bez umowy” w 2018 r. mocno zaważyły na sentymencie inwestorów do funta brytyjskiego. W ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy (do stycznia) szterling osłabił się względem dolara amerykańskiego o 10%. W grudniu waluta Wielkiej Brytanii w relacji do dolara amerykańskiego spadła do najniższego poziomu od kwietnia 2017 r., w parze ze złotym znalazła się na najniższym poziomie od blisko czterech miesięcy.

Kurs GBP/PLN (styczeń ’18-styczeń ’19)

kurs funtaŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/01/2019

Kurs funta brytyjskiego osłabił się również w stosunku do koszyka walut najważniejszych partnerów handlowych Wielkiej Brytanii. Funt tracił zwłaszcza po tym, jak Theresa May przesunęła termin głosowania parlamentu nad porozumieniem o Brexicie, czyli tzw. Withdrawal Agreement.

Podsumowanie wydarzeń

Pod koniec listopada Theresa May zdołała ustalić z reprezentantami Unii Europejskiej 585-stronicowy szkic umowy regulującej wyjście Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Jednocześnie premier postanowiła odroczyć głosowanie nad umową w brytyjskim parlamencie, które miało odbyć się w grudniu, z uwagi na ryzyko „odrzucenia jej treści w Izbie Gmin ze znaczną przewagą głosów”.

May zdecydowała się po raz kolejny skontaktować z głowami państw UE, prosząc o ustępstwa w kwestii tzw. backstopu na granicy Irlandii Północnej, szczególnie gwarancję, że Wielka Brytania nie będzie znajdowała się w unii celnej na czas nieokreślony.

Dotychczasowe gwarancje, które otrzymała nie zdołały jednak przekonać parlamentarzystów. Podczas głosowania w połowie stycznia porozumienie wynegocjowane przez May uzyskało poparcie zaledwie 202 członków Izby Gmin, 432 posłów było przeciw. W historii głosowań w Izbie Gmin jeszcze nie zdarzyło się, żeby przewaga w głosowaniu wyniosła aż 230 głosów. O ile samo odrzucenie umowy May przez Izbę Gmin było dość powszechnie oczekiwanym scenariuszem (mocno wycenionym przez rynki), skala przewagi opowiadających się przeciwko Withdrawal Agreement znacząco przekroczyła średnie oczekiwania.

Na ogłoszenie wyników szterling zareagował jednak umocnieniem. Jesteśmy zdania, że inwestorzy postanowili, dość paradoksalnie, potraktować skalę przegranej Theresy May za zjawisko korzystne dla funta w krótkim okresie.

Możliwe scenariusze

Nie widzimy w tym momencie zbyt dużych szans na to, żeby brytyjski parlament był w stanie zaakceptować umowę regulującą wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej przed wyznaczonym terminem 29 marca, kiedy ma rozpocząć się Brexit. Liderzy Partii Konserwatywnej, głowy państw UE oraz Partia Pracy są przeciwni tzw. Brexitowi bez umowy, stąd spodziewamy się, że z bardzo dużym prawdopodobieństwem dojdzie do wydłużenia artykułu 50 o co najmniej trzy miesiące. Dodatkowy czas może okazać się potrzebny nie tylko na przygotowanie ugodowego rozwiązania – w tym czasie rośnie również prawdopodobieństwo przeprowadzenia drugiego referendum, tzw. People’s vote. Naszym zdaniem obecnie możliwe są trzy scenariusze:

  • Theresa May wnioskuje o wydłużenie artykułu 50 (wymagana będzie zgoda wszystkich 27 krajów członkowskich). Pozwoli to poświęcić premier May więcej czasu na renegocjację umowy i osiągnięcie ugodowego rozwiązania. W przypadku realizacji tego scenariusza wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej w ramach nowej umowy powinno nastąpić w kolejnych miesiącach 2019 roku. Realizacja tego scenariusza byłaby pozytywna dla brytyjskiej waluty.
  • Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską 29 marca (albo później) bez umowy regulującej jej stosunki z UE. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza wyraźnie spadło. Trybunał Sprawiedliwości (TSUE) wydał niedawno opinię, w której sąd przyznał Wielkiej Brytanii możliwość jednostronnego cofnięcia artykułu 50. Zarówno Theresa May, Jeremy Corbyn z Partii Pracy jak i reprezentanci Unii Europejskiej wyrazili chęć uniknięcia tzw. Brexitu bez umowy. Na realizację tego scenariusza szterling zareagowałby naszym zdaniem gwałtowną deprecjacją, sięgająca ok. 10% w relacji do dolara amerykańskiego i wyprzedażą o nieco mniejszej skali w parze ze złotym.
  • Ogłoszone zostaje drugie referendum ws. wyjścia z UE (tzw. People’s Vote). Kolejne referendum naszym zdaniem byłoby zdecydowanie korzystne dla funta. Oznaczałoby ono bowiem, że istnieje ok. 50% szans na to, że Wielka Brytania ostatecznie pozostanie członkiem Unii Europejskiej. Aby mogło dojść do referendum należałoby oczekiwać dymisji Theresy May (premier Wielkiej Brytanii wielokrotnie odrzucała pomysł kolejnego referendum) lub przeprowadzenia wyborów powszechnych, które zakończyłyby się zwycięstwem Partii Pracy. Około 70% członków Partii Pracy wyraża chęć przeprowadzenia „People’s Vote”, jednak na ten moment nie znamy oficjalnego stanowiska Jeremy’ego Corbyna. W przypadku realizacji tego scenariusza brytyjska waluta powinna umocnić się w relacji do głównych walut i złotego.

Perspektywy gospodarcze

W związku z niepewnością jakiej dostarczała kwestia Brexitu, gospodarka Wielkiej Brytanii w ostatnich miesiącach radziła sobie dość słabo. Po optymistycznym trzecim kwartale obserwujemy wyraźny spadek wskaźników aktywności biznesowej PMI. Kluczowy, zbiorczy wskaźnik PMI, który jest średnia ważoną indeksów dla przemysłu, usług i budownictwa spadł w listopadzie do poziomu zaledwie 50,8, w grudniu rosnąc do 51,4. Jego wartość jest nadal bliska poziomowi 50, spadek, poniżej którego oznacza brak ekspansji sektorów. Warto dodać, że poziom tego kluczowego wskaźnika w listopadzie był najniższy od lipca 2016 roku, czyli okresu tuż po ogłoszeniu wyników referendum ws. wyjścia z Unii Europejskiej. Pod koniec grudnia w obliczu pogarszających się danych makroekonomicznych prognozy wzrostu obniżył Bank Anglii. Według nowych szacunków banku centralnego w ostatnim kwartale 2018 roku PKB Wielkiej Brytanii wzrosło o zaledwie 0,2%.

Indeksy PMI dla Wielkiej Brytanii (2016-2018)

Indeksy PMI dla Wielkiej BrytaniiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/01/2019

Podczas grudniowego spotkania Banku Anglii decydenci postanowili jednogłośnie opowiedzieć się za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie 0,75%. Członkowie banku centralnego uzasadniali tę decyzję dość niejasną sytuacją związaną z Brexitem. Dopiero po wyklarowaniu się warunków na jakich Wielka Brytania opuści Unię Europejską decydenci będą chcieli planować dalsze posunięcia w kwestii polityki monetarnej. Przewodniczący Mark Carney podkreślał, że „na rynkach finansowych wyraźnie da się zaobserwować podwyższoną niepewność związaną z Brexitem”. Członkowie BoE stwierdzili również, że są gotowi zarówno podnieść, jak i obniżyć stopy, jeśli Brexit będzie „nieuporządkowany” i szkodliwy.

Inflacja w Wielkiej Brytanii (2013-2018)

Inflacja w Wielkiej BrytaniiŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 25/01/2019

Jeżeli Wielka Brytania postawi na „Brexit bez umowy”, Bank Anglii musiałby zmierzyć z potencjalnym wzrostem cen dóbr konsumpcyjnych, w kontekście wzrostu opłat celnych, spowolnieniem wzrostu gospodarczego związanym ze spadkiem nastrojów biznesu i konsumentów. Tym samym bank znalazłby się w trudnym położeniu.

Wskaźnik dynamiki cen dóbr konsumpcyjnych przekracza 2-procentowy cel inflacyjny Banku Anglii, aczkolwiek w ciągu ostatnich trzynastu miesięcy wykazywał on trend spadkowy. W grudniu inflacja spadła do 2,1% w ujęciu rocznym, co jest jej najniższym poziomem od stycznia 2017 r. Kiedy w sierpniu ubiegłego roku decydenci Banku Anglii decydowali się na podwyżkę stóp procentowych, ich głównym argumentem było właśnie przekroczenie przez wskaźnik dynamiki cen celu inflacyjnego BoE. Jeżeli inflacja będzie uparcie utrzymywała się powyżej celu inflacyjnego, Bank Anglii może być skłonny do kolejnej podwyżki stóp procentowych – aczkolwiek bardzo wiele będzie zależało oczywiście od kwestii Brexitu.

W tym kontekście warto jednak zwrócić uwagę na dobrą sytuację na brytyjskim rynku pracy. Stopa bezrobocia znajduje się obecnie na najniższym poziomie od około 40 lat, a dynamika wynagrodzeń jest najwyższa od ponad dekady. Jeżeli proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie przebiegał w dość „uporządkowany” sposób, naszym zdaniem istnieje realna szansa, że w drugiej połowie 2019 r. doczekamy podwyżki stóp procentowych Banku Anglii.

Prognoza kursu funta ekspertów Ebury

Dalsze losy funta brytyjskiego zależą wyłącznie od kwestii Brexitu. Uważamy, że scenariusz, w którym Wielka Brytania opuszcza UE bez porozumienia okazałby się katastrofalny dla szterlinga. W przypadku realizacji najgorszej możliwej opcji w naszej opinii mielibyśmy do czynienia z silną wyprzedażą brytyjskiej waluty względem zarówno głównych walut, jak i złotego. Przeprowadzenie drugiego referendum, jak i odroczenie, a nawet wycofanie artykułu 50, powinny być natomiast pozytywne dla waluty. Rosnące oczekiwania rynków względem realizacji któregoś z tych scenariuszy w ostatnich dniach wspierały brytyjską walutę. W takim wypadku można liczyć na gwałtowne umocnienie funta brytyjskiego.

Naszym zdaniem do Brexitu dojdzie w sposób realizujący założenia któregoś z tych dwóch scenariuszy. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Wielka Brytania powinna wystąpić z Unii Europejskiej w nieco chaotyczny sposób, najpewniej bliżej końcówki 2019 r., co pozwoliłoby pozbyć się ryzyka związanego z perspektywą tzw. Brexitu bez umowy. Realizacja takiego scenariusza pozwoliłaby naszym zdaniem niedowartościowanej brytyjskiej walucie na stopniowy wzrost z obecnych poziomów.

W związku z powyższym nadal spodziewamy się długoterminowej aprecjacji funta względem zarówno dolara amerykańskiego, euro jak i złotego, co powinno uczynić szterlinga jedną z najlepiej radzących sobie walut G10 w nadchodzącym roku. Niemniej, w tym miejscu warto po raz kolejny podkreślić, że obecne warunki można określić mianem „niezbadanego terytorium”, co sprawia, że dokładne prognozowanie zachowania rynku walutowego staje się jeszcze trudniejsze.

GBP/USD GBP/EUR GBP/PLN
Q1-2019 1,33 1,16 4,91
Q2-2019 1,35 1,17 5,00
Q3-2019 1,38 1,20 5,12
E-2019 1,40 1,22 5,12
E-2020 1,45 1,23 5,12

 

Eksperci Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Coraz więcej pesymistów wśród prezesów firm na świecie

Z 5% do 28% zwiększył się odsetek prezesów, którzy spodziewają się spowolnienia światowej gospodarki w nadchodzących miesiącach. W konsekwencji, dużo ostrożniej oceniają też perspektywy wzrostu przychodów firm, którymi kierują – wynika z najnowszej, 22. edycji badania PwC „Global CEO Survey”. Wśród wyzwań najczęściej wymienianych przez respondentów z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej na czele znajduje się dostęp do pracowników i kluczowych umiejętności.

Adam Krasoń, prezes PwC na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie
Adam Krasoń, prezes PwC na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie

Dawno już nie byłem świadkiem tak gwałtownej zmiany nastrojów wśród prezesów dużych międzynarodowych firm jak teraz. 28% prezesów firm spośród ponad 1300 ankietowanych przez nas co roku w ramach badania CEO Survey uważa, że globalny wzrost gospodarczy zmniejszy się w ciągu najbliższych 12 miesięcy. To rekordowy pesymistyczny skok w 22-letniej historii tego badania. W poprzednim roku jedynie 5% prezesów na świecie (a 6% w naszym regionie) było aż tak pesymistycznych. Chcąc tę statystykę zilustrować, trzeba śmiało powiedzieć, że raczej nie pyta się już dziś czy wejdziemy w okres spowolnienia gospodarczego, a częściej po prostu kiedy to nastąpi. W Europie Środkowo-Wschodniej pesymistów w tym roku jest tyle samo co na całym świecie, a zazwyczaj byliśmy bardziej pozytywnie nastawieni niż reszta świata. – Adam Krasoń, prezes PwC na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie

Jak wynika z badania, mimo znaczącego powiększenia liczby pesymistów, nadal nie stanowią oni większości. 29% respondentów w Europie Środkowo-Wschodniej (28% globalnie), oczekuje, że tempo rozwoju gospodarczego pozostanie na tym samym poziomie, a 38% (42% globalnie) widzi nawet szansę na jego poprawę.

Na całym świecie widać wyraźny spadek pewności odnośnie zwiększenia przychodów biznesu, zarówno w perspektywie najbliższych 12 miesięcy, jak i 3 lat. W Europie Środkowo-Wschodniej bardzo pewnych takiego rozwoju wypadków jest odpowiednio 37% i 26% prezesów (globalnie 35% i 36%).

Największe wyzwania dla rozwoju biznesu

W poprzedniej edycji „CEO Survey” pierwsze 3 miejsca wśród największych zagrożeń dla rozwoju biznesu wskazywanych prezesów na świecie zajmowały: przeregulowanie rynku, terroryzm i niepewność geopolityczna. W tym roku jedynie pierwsze miejsce pozostało bez zmian. Na drugim znalazła się niepewność polityczna, a na trzecim dostępność talentów i kluczowych umiejętności.

Jak wynika z badania, tylko w regionie Europy Środkowo-Wschodniej jest jedno, tak wyraźne zagrożenie dla biznesu, na które wskazała w tym roku rekordowa liczba 89% badanych. Chodzi o dostęp do pracowników i kluczowych umiejętności.

Luka kompetencyjna to szczególnie dotkliwy problem, hamujący innowacyjność oraz zwiększający koszty osobowe. Wśród działań najczęściej podejmowanych przez firmy na świecie, by zapobiec temu zjawisku, jest inwestycja w przekwalifikowanie pracowników, a także współpraca z rządem i środowiskami naukowymi, w celu zmiany systemu edukacji, aby lepiej dopasować go do potrzeb biznesu. Nie rozwiązuje to jednak w pełni problemu, najbardziej widocznego właśnie w Polsce i innych krajach naszego regionu, czyli po prostu braku pracowników. – Adam Krasoń, prezes PwC na Polskę, Ukrainę i kraje bałtyckie

Z analizy polskiego zespołu PwC wynika, że do 2025 r. w Polsce może brakować nawet 1,5 mln pracowników. Wśród propozycji zgłoszonych przez ekspertów w celu rozwiązania tego problemu znalazły się m.in. ulgi i zachęty podatkowe aktywizujące grupy pozostające poza rynkiem racy, a także uproszczenie i ujednolicenie procedur legalizacji pracy cudzoziemców w Polsce.

Jak sztuczna inteligencja zmieni świat

Aż 85% prezesów firm na świecie, którzy wzięli udział w badaniu PwC, oczekuje, że sztuczna inteligencja w ciągu pięciu lat radykalnie zmieni ich biznes, a prawie 2/3 uważa, że to wciąż nowe zjawisko będzie miało większy wpływ na gospodarkę niż wynalezienie Internetu. Podobnego zdania są także liderzy biznesowi w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Jak na razie, sztuczna inteligencja nie jest jeszcze powszechnie stosowana w przedsiębiorstwach. Jedynie 6% badanych twierdzi, że już wdrożyła na szeroką skalę rozwiązania AI w swoich organizacjach. 35% zamierza to zrobić w ciągu najbliższych 3 lat, a 23% nadal nie stworzyło konkretnych planów w tym zakresie.

Ważny wieczór dla funta – o 20-tej głosowanie ws. brexitu

Dziś wieczorem będą się ważyć losy brexitu i przyszłej ścieżki, gdyż brytyjski parlament będzie głosował nad szeregiem poprawek mających na celu przerwać impas i doprowadzić do zgody wśród skłóconych polityków. Funt zyskiwał w ostatnich dniach, gdyż wzrosło przeświadczenie, że nieuzgodniony brexit przestaje być zagrożeniem. Jednak to, co dziś wieczorem może zostać uznane za postęp, jednocześnie oznacza nowy konflikt z UE. To nie jest dobra informacja.

Dziś wieczorem od godziny 20:00 brytyjska Izba Gmin ma głosować nad poprawkami do projektu porozumienia Wielkiej Brytanii i UE w sprawie warunków brexitu. Zgłoszonych jest 14 poprawek, ale które zostaną poddane pod głosowanie zależy od wyboru marszałka. Do najważniejszych należą dwie: poprawka Brady’ego i Cooper-Boles’a. Pierwsza wzywa do zastąpienia procedury backstopu (tj. planu awaryjnego dotyczącego tymczasowych ustaleń granicznych między Irlandią Północną a Irlandią) „alternatywnymi ustaleniami”, jednak nie precyzuje o jakie ustalenia chodzi. To miałoby dać gwarancję premier May przy nowych negocjacjach z UE, że cokolwiek zostanie ustalone (o ile nie jest bakcstopem), automatycznie zostanie poparte przez brytyjski parlament. Problem w tym, że przedstawiciele UE wielokrotnie podkreślali, że żadne zmiany do negocjowanego miesiącami porozumienia nie wchodzą w grę. W efekcie co może zjednoczyć brytyjskich polityków (i być pozytywne dla GBP) oznacza nowy konflikt z UE bez perspektyw popchnięcia ustaleń brexitu do przodu (negatywne dla GBP).

Druga poprawka zabrania rządowi premier May „uruchomienia” brexitu bez uzgodnionego porozumienia. Jeśli do 26 lutego rząd nie znajdzie rozwiązania akceptowanego przez UE i brytyjski parlament, premier May będzie zobligowana do odroczenia Artykułu 50., tj. unijnej procedury, na podstawie której 29 marca Wielka Brytania ma opuścić Unię. W oparciu o tą poprawkę narósł entuzjazm wobec funta, gdyż opóźnienie brexitu usuwa ryzyko jego wystąpienia bez uzgodnionych warunków. Jeśli jednak UE nie będzie widzieć solidnych przesłanek, że brytyjscy politycy dodatkowego czasu nie zmarnują na dalsze kłótnie, nie będzie chętna na długie odroczenie brexitu, zatem problem „no-deal brexit” powróci wcześniej niż rynek teraz wycenia.

Uważam, że rynek zapędził się w euforii i zbyt pochopnie przyjmuje, że teraz przed nami przestrzeń dla wyłącznie pozytywnych informacji. Inwestorzy zbyt beztrosko podchodzą do ryzyka ponownego skomplikowania debaty nad brexitem. To moim zdaniem stawia funta w pozycji krótkoterminowego wykupienia z perspektywą przynajmniej sprzedaży faktów, kiedy dziś wieczorem poprawki zostaną przyjęte (o ile będą). Odrzucenie poprawek, krytyczne komentarze od brytyjskich polityków oraz sprzeciw wobec rewizji procedury backstopu wyartykułowany przez stronę unijną to są ryzyka, które mogą zachwiać obecną pozycją funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2018 pod znakiem RODO. Rośnie świadomość firm w kwestiach cyberbezpieczeństwa

Rok 2018 był wyjątkowy, za sprawą przepisów prawnych, które weszły w życie – na czele z Rozporządzeniem o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Nie bez znaczenia jest również fakt, że przedsiębiorcy coraz poważniej podchodzą do kwestii bezpieczeństwa w sieci, sięgając po coraz to nowsze narzędzia.

RODO zmobilizowało przedsiębiorców

Wprowadzenie Rozporządzenia o Ochronie Danych osobowych było jednym z najważniejszych wydarzeń w obszarze cyberbezpieczeństwa w 2018 roku. Przedsiębiorcy w obawie przed milionowymi karami, dokonywali szeregu usprawnień w swojej infrastrukturze.

Według danych firmy Veracomp, dystrybutora profesjonalnych rozwiązań IT, RODO wywołało wzmożone zainteresowanie systemami DLP (Data Loss Protection – ochrona przed utratą danych), a także wdrożeniami zaawansowanych systemów do zbierania, archiwizowania oraz korelacji logów.

Wielu użytkowników nie zdaje sobie z tego sprawy, ale systemy DLP są już obecne nawet w popularnych UTM-ach, czyli sprzętowych zaporach sieciowych, takich jak np. seria FortiGate od Fortinet. Po odpowiedniej konfiguracji mogą one obniżyć ryzyko,  zdiagnozowane wcześniej przez administratorów, w obowiązkowej karcie oceny i realnie pomóc w ochronie danych – komentuje Grzegorz Szałański, Team Leader w firmie Veracomp.

Kolejnym aktem prawnym, który wpłynął na działania firm w tym obszarze, jest ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Zobowiązuje ona m.in. banki, szpitale czy firmy energetyczne do raportowania incydentów naruszających zabezpieczenia przed atakami w sieci.

Z projektów, w których uczestniczymy, wynika, że ochrona realizowana za pomocą jedynie rozwiązań aplikacyjnych dotyczy głównie rynku mikroprzedsiębiorstw. Małe i średnie firmy – szczególnie w obliczu nowych przepisów w zakresie ochrony danych osobowych oraz dokumentowania incydentów – mają świadomość, że o bezpieczeństwo należy dbać w sposób scentralizowany – mówi Artur Madejski, Product Manager w Dziale Systemów Sieciowych w Veracomp.

Narzędzia dorównują wymaganiom

Z danych firmy wynika, że drugim najpopularniejszym rozwiązaniem po antywirusach są UTM-y (Unified Threat Management), czyli urządzenia ochrony punktu styku z operatorem telekomunikacyjnym – jak na przykład FortiGate-30E, które oferuje m.in. zaporę sieciową, system prewencji włamań, kontrolę treści WWW, czy też ochronę antywirusową. Na popularności zyskiwały również funkcje bezpieczeństwa pośredniczące z chmurą – jak CASB (Cloud Access Security Broker, czyli działający w chmurze broker zabezpieczeń dostępu).

Z kolei duże przedsiębiorstwa w 2018 roku skupiły się głównie na wzmocnieniu ochrony przed nieznanymi zagrożeniami, a posłużyły im do tego takie rozwiązania jak ATP (Advanced Threat Protection, czyli zaawansowana ochrona przed zagrożeniami) i sandboxing (wykorzystanie odseparowanego środowiska do analizy potencjalnych zagrożeń).

Kluczowym wnioskiem za rok 2018 jest to, że niezależnie od skali prowadzonej działalności, świadomość przedsiębiorstw w obszarze cyberbezpieczeństwa znacznie wzrosła. Zmiany wiązały się z faktem wprowadzenia istotnych aktów prawnych, ale również nieustannym rozwojem rozwiązań dopasowanych do potrzeb małych, średnich, jak i dużych firm.

2019 rokiem Sztucznej Inteligencji

Eksperci Veracomp nie mają wątpliwości, że rok 2019 upłynie przede wszystkim pod znakiem wprowadzania coraz większej liczby mechanizmów Sztucznej Inteligencji. W dużej mierze będzie sprowadzać się ona do uczenia maszynowego, dzięki któremu algorytmy będą w stanie podejmować samodzielne decyzję.

Przy niedoborze specjalistów na rynku, stanie się ono istotnym elementem, mającym wpływ na rozwój firm. Bez względu na to, czy element AI realizowany jest na poziomie UTM, czy aplikacji agentowej na komputerach, cel pozostaje ten sam – zapewnić bezpieczeństwo – podkreśla Maciej Leszczak, Inżynier Wsparcia Technicznego Veracomp.

Uwierzytelnianie wieloskładnikowe (MFA/2FA) jest kolejnym rozwiązaniem, któremu wróży się większą popularność w nadchodzących miesiącach. Przedsiębiorstwa będą je wprowadzać w związku z wdrażaniem i rozszerzaniem systemów kontroli dostępu do sieci (NAC) połączonych z chmurowymi usługami. Przewiduje się, że po ten rodzaj uwierzytelnienia będą sięgać przede wszystkim najpopularniejsze serwisy internetowe.