Cyberzagrożenia w 2019 roku – przewidywania eksperta F-Secure

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

W 2019 roku pojawią się nowe rodzaje zagrożeń, ale cyberprzestępcy będą też rozwijali sprawdzone metody – m.in. rozsyłanie spamu. Miejsce złośliwego oprogramowania, które blokuje dane i wymusza okup (ransomware[1]), już teraz masowo zajmują koparki kryptowalut wyłudzające moc obliczeniową naszych urządzeń (cryptojacking[2]). Sztuczna inteligencja będzie coraz szerzej wykorzystywana zarówno w rozwiązaniach ochronnych, jak i cyberatakach. Na celowniku hakerów z pewnością znajdą się urządzenia z zakresu Internetu rzeczy (ang. Internet of Things, IoT). Z uwagi na wejście w życie RODO w kręgu zainteresowań cyberprzestępców pojawi się jeszcze więcej firm, a szczególną ostrożność powinni zachować dostawcy rozwiązań chmurowych.

Moc obliczeniowa zamiast okupu

Ransomware traci na znaczeniu – liczba nowych zagrożeń tego typu spadła z prawie 350 tys. końcem 2017 roku do około 64 tys. w pierwszym kwartale 2018[3]. Ich miejsce regularnie zajmował cryptojacking. Wzrost zainteresowania koparkami kryptowalut, które po cichu korzystają z mocy obliczeniowej urządzeń ofiary, jest racjonalnym ruchem ze strony cyberprzestępców. Ransomware to brutalne narzędzie, które przykuwa uwagę mediów, a przy tym nie każdy chce i potrafi zapłacić okup. Efekt jest ten sam, a ryzyko mniejsze – hakerzy już teraz wybierają „bezpieczniejsze” rozwiązanie, a trend na pewno utrzyma się w 2019 roku.

Dwa oblicza sztucznej inteligencji

Powstaje coraz więcej rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję (ang. Artificial Intelligence, AI). Szerokie możliwości uczenia maszynowego wykorzystują zarówno twórcy aplikacji i systemów, jak i producenci z dziedziny cyberbezpieczeństwa – łącząc AI z doświadczeniem oraz wiedzą ekspertów. W najbliższych latach możemy być świadkami wykorzystania tej technologii także przez hakerów oraz rozwoju opartych na niej metod cybermanipulacji. Przykładem mogą być algorytmy potrafiące udawać głos danej osoby czy generujące sfałszowane wideo. To potężne narzędzia, które mogą służyć m.in. do wpływania na opinię publiczną za pomocą tzw. fake newsów. Odróżnienie ich od prawdziwych informacji będzie coraz trudniejsze, a może nawet niemożliwe.

Internet rzeczy na celowniku

Urządzeń z zakresu IoT już teraz jest więcej niż ludzi na świecie[4]. Producenci wypuszczają na rynek kolejne gadżety, nie traktując priorytetowo kwestii ich bezpieczeństwa. Tymczasem inteligentne lodówki czy pralki mogą stać się dla hakerów bramą dostępu do domowej sieci. Biorąc pod uwagę skalę zjawiska, rządy państw powinny podjąć kroki w celu nałożenia na producentów odpowiednich regulacji prawnych dotyczących bezpieczeństwa urządzeń.

Mikrochipy i cyberszpiegostwo

Ciekawe są przypadki szpiegostwa przemysłowego, rzadko potwierdzone jednak w stu procentach przez niezależne źródła. Przykładem jest ujawniona w 2018 roku sytuacja związana z największymi gigantami sceny technologicznej – rzekomy atak polegał na wszczepieniu mikrochipa do serwerowej płyty głównej przez jednego z chińskich producentów. Chip udający standardowy komponent elektroniczny miał umożliwić zdalne infekowanie systemu operacyjnego maszyny, na której został zainstalowany. Niezależnie od tego, czy w tym przypadku historia była prawdziwa, tego typu atak jest całkowicie wykonalny technicznie. Może to przynieść kolejne konflikty oraz potęgować nieufność względem technologii opracowywanych przez politycznych czy biznesowych adwersarzy.

RODO nowym pretekstem w atakach na firmy

Od maja 2018 roku obowiązują nowe przepisy RODO, które sieją postrach wśród przedsiębiorców. W związku z rozporządzeniem możemy spodziewać się nowego rodzaju ataków opartych na wykradaniu danych oraz wymuszaniu okupu – pod groźbą ujawnienia informacji o wycieku i otrzymania kary. W efekcie więcej firm może być teraz na celowniku hakerów. Dotyczy to nawet przedsiębiorstw, które do tej pory nie były dla nich interesujące.

Które trendy zostaną z nami dłużej?

Systemy bezpieczeństwa coraz lepiej radzą sobie z powszechnymi cyberzagrożeniami, takimi jak luki w oprogramowaniu. Z tego powodu cyberprzestępcy nadal będą rozpowszechniali malware oraz kradli i wyłudzali poufne dane, rozsyłając w mailach szkodliwe linki i załączniki. Wciąż bardzo skuteczną metodą jest w tym kontekście phishing[5] – zwłaszcza w atakach na firmy. Trendem, który będzie się nadal rozwijał, jest także szerokie wykorzystanie technologii chmurowych. Przykłady z przeszłości pokazują jednak, że dostawcy takich usług mogą zostać przez hakerów wykorzystani jako punkt dostępu do danych organizacji – dlatego istotne jest integrowanie rozwiązań chmurowych z mechanizmami zabezpieczeń.

Skuteczna ochrona na 2019

W branży cyberbezpieczeństwa coraz częściej stosowane będą rozwiązania z zakresu EDR[6], polegające na szybkiej detekcji intruza w systemie i reakcji na incydent. W celu lepszego wykrywania ataków producenci będą śmielej sięgali po mechanizmy z zakresu sztucznej inteligencji. Nadal nie jest to jednak samodzielna technologia, a jedynie element składowy łańcucha detekcji ataku. Ze względu na globalny niedobór specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa producenci będą także starali się obniżać poprzeczkę dla operatorów i dostarczać rozwiązania, które są proste w obsłudze i umożliwiają łatwą interpretację incydentów. Cześć z tych rozwiązań będzie automatycznie reagowała na wykryte ataki, przykładowo odcinając dostęp konkretnej maszyny do sieci.

Informacja o ekspercie

Leszek Tasiemski obecnie jest odpowiedzialny za Rapid Detection Center oraz rozwijanie produktów związanych z wykrywaniem ataków i podatności w firmie F-Secure. Posiada wieloletnie doświadczenie w przeprowadzaniu testów penetracyjnych oraz analiz powłamaniowych, głównie dla europejskiego sektora finansowego. Entuzjasta zastosowań sztucznej inteligencji w wykrywaniu cyberataków. Absolwent Informatyki, Ekonomii oraz MBA. Obecnie studiuje psychologię. Działa również jako mentor dla start-upów.

[1] Ransomware – oprogramowania szyfrujące dane i żądające okupu.

[2] Cryptojacking – wykorzystywanie mocy obliczeniowej zainfekowanego komputera do wykopywania kryptowaluty.

[3] Według AV-TEST Security Report 2017-2018.

[4] https://www.gartner.com/newsroom/id/3598917

[5] Phishing – podszywanie się pod osobę lub instytucję w celu wyłudzenia danych logowania.

[6] ang. Endpoint Detection and Response

FPP i CALPE: Ochrona środków w PPK uzgodniona przez Radę Dialogu Społecznego

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wskazują, że PPK stanowią dobrowolną formę oszczędzania – pracownik może w każdej chwili zrezygnować z dalszych wpłat. W przeciwieństwie do systemu OFE, ZUS nie jest zaangażowany w pobór składki związanej z PPK ani wypłatę świadczeń. Ponadto przewidziana została ustawowa gwarancja prywatnego statusu środków zgromadzonych w PPK, zawarta w art. 3 ust. 2 ustawy o PPK. W przepisie tym stwierdzono wprost, że środki gromadzone w PPK stanowią prywatną własność ich uczestników. Oznacza to, że w przeciwieństwie do OFE, nie istnieje na gruncie prawnym jakakolwiek podstawa do kwestionowania prywatności środków w pracowniczych planach kapitałowych.

Pracownicze plany kapitałowe są całkowicie odmienne od OFE. Wpłata na PPK ma charakter dodatkowej składki i nie stanowi w jakimkolwiek stopniu elementu powszechnego, obligatoryjnego systemu emerytalnego. Środki z PPK mogą zostać wycofane w dowolnym momencie przez oszczędzającego – istnieją jedynie zachęty podatkowe motywujące do długoterminowej akumulacji aktywów.

„Organizacja Pracodawcy RP wystosowała apel o ponowne podjęcie prac w ramach Rady Dialogu Społecznego nad pracowniczymi planami kapitałowymi w celu zapewnienia wyższego stopnia ochrony ich środków. Powołuje się na przejęcie części środków OFE w 2014 r. – jako przykład świadczący o potrzebie takich działań. Podobną opinię wyraziło Forum Związków Zawodowych. Nie można jednak zgodzić się z przedstawioną argumentacją w tej sprawie. Ponowne podjęcie prac w Radzie Dialogu Społecznego w proponowanym zakresie jest bezprzedmiotowe. Po pierwsze, kwestie te zostały już dawno omówione i uzgodnione w ramach prac nad projektem ustawy o PPK w RDS. Po drugie, nie istnieje możliwość zapisania w ustawie o pracowniczych planach kapitałowych silniejszej gwarancji prywatności środków uczestników PPK od tej, która została już uwzględniona. Tematem rzeczywiście wymagającym dyskusji jest natomiast zapewnienie jednoznacznego uregulowania statusu prawnego 160 mld zł środków, które pozostają w OFE – np. przez przekształcenie ich w element III filaru systemu emerytalnego oraz wyeliminowanie tzw. mechanizmu suwaka. Ustawa o pracowniczych planach kapitałowych była przedmiotem intensywnych prac Zespołu problemowego ds. ubezpieczeń społecznych Rady Dialogu Społecznego. Konsultacje w tej formule były prowadzone od lutego do lipca, na konferencji uzgodnieniowej rozpatrzono 1081 propozycji zmian w ustawie, a ok. 75% uwag zgłoszonych przez partnerów społecznych do projektu ustawy zostało rozpatrzonych pozytywnie. W toku konsultacji z Radą Dialogu Społecznego była omawiana kwestia ochrony prywatnego statusu środków PPK oraz zgłaszano propozycje w tym zakresie, które zostały przyjęte przez projektodawców. 

W lipcu br. zostało przyjęte pozytywne wspólne stanowisko partnerów społecznych – w tym Pracodawców RP oraz FZZ – w sprawie ustawy o PPK. 

W pkt. 5 tego stanowiska czytamy: ‘Zagwarantowanie explicite – zgodnie z art. 3 ust. 2 projektowanej ustawy – prywatnego statusu środków zgromadzonych w PPK powinno wzmocnić zaufanie do tworzonego systemu.’ Oznacza to, że sygnatariusze stanowiska uznali gwarancje prywatności środków w pracowniczych planach kapitałowych za adekwatne” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Status prawny środków w OFE jest zupełnie odmienny od tego, jaki będą miały aktywa PPK. Przede wszystkim, otwarte fundusze emerytalne stanowią część obowiązkowego, powszechnego systemu emerytalnego. Składki do OFE pochodzą bowiem z wydzielonej części obowiązkowej składki emerytalnej, będącej obligatoryjną daniną o charakterze publicznoprawnym. Uczestnictwo w OFE było do 2014 r. obowiązkowe dla osób urodzonych po 1968 r., zaś obecnie w ramach okien transferowych istnieje możliwość wyboru między ZUS a OFE, lecz nie ma możliwości rezygnacji z opłacania składki w tej części. Emerytury ze środków gromadzonych w OFE wypłacane są przez instytucję państwową – ZUS, a ich aktywa są tam już przenoszone stopniowo poczynając od momentu, w którym pozostaje 10 lat do osiągnięcia wieku emerytalnego. Nie ma ponadto jakiejkolwiek możliwości wycofania środków z OFE przez członka przed przejściem na emeryturę, choć w razie śmierci podlegają one dziedziczeniu. Powyższa sytuacja doprowadziła do powstania sporu prawnego co do tego, w jakim stopniu aktywa OFE stanowią prywatną własność ich członków, co zostało wykorzystane jako argument za przejęciem i umorzeniem ich części obligacyjnej.

Wodór czy baterie? Co będzie paliwem przyszłości?

W dobie zanieczyszczeń i coraz większych problemów ekologicznych naszej planety, podjęto decyzję o elektryfikacji pojazdów. Ten proces już się zaczął, ale ogromnych trudności przysparza konstruktorom znaczna masa i ograniczona wydajność baterii. Elektryczne pojazdy wymagają też zbudowania gęstej, globalnej infrastruktury ładowania. Alternatywą już dziś wdrażaną do różnego rodzaju pojazdów są zasilane wodorem ogniwa paliwowe. Mogą one skutecznie zastąpić baterie – są od nich o wiele lżejsze i efektywniejsze. Ogniwa wodorowe generują energię elektryczną bezpośrednio na pokładzie pojazdu. Oto najważniejsze fakty o wodorze i pojazdach na ogniwa paliwowe.

Wodór jest powszechnie występującym w przyrodzie pierwiastkiem, wchodzącym w skład wielu substancji. Można go pozyskiwać z łatwo dostępnych źródeł, np. przez elektrolizę wody, z odpadów rolnych lub komunalnych. Do jego wytworzenia potrzebna jest energia i substancja zawierająca wodór. Można go produkować w dowolnym miejscu.

Wodór pozwala przechowywać więcej energii niż akumulator o tej samej masie. Z tego powodu ogniwa paliwowe mogą okazać się rozwiązaniem problemu deficytu surowców kluczowych dla produkcji akumulatorów, takich jak kobalt. Energetyka wodorowa może być także sposobem na zwiększenie niezależności energetycznej państwa, ograniczając nasze uzależnienie od importu ropy naftowej i gazu z rynków wrażliwych na sytuację polityczną.

Znakomity nośnik energii

Sam wodór jest nie tyle paliwem, co nośnikiem energii, umożliwiającym jej wygodne i efektywne przechowywanie i transportowanie. Pozwala łatwiej i bardziej ekonomicznie gromadzić energię. Powszechnie stosowane w napędach elektrycznych akumulatory trakcyjne ustępują technologii wodorowej pod względem ilości gromadzonej energii i szybkości ładowania.

Wodór jest praktyczniejszy nawet od elektrowni szczytowo-pompowych, magazynujących prąd na skalę przemysłową, ponieważ elektrolizery wody mogą mieć praktycznie dowolną wielkość i można je instalować w niemal każdym miejscu. To rozwiązanie, w okresach mniejszego zapotrzebowania na prąd, pozwala zagospodarować nadmiar energii elektrycznej, wytwarzanej przez turbiny wiatrowe, panele fotowoltaiczne lub konwencjonalne elektrownie.

Na tym nie koniec zalet wodoru. Można go pozyskiwać bez obciążania środowiska naturalnego z czystych surowców, przy wykorzystaniu energii odnawialnej lub np. w procesie utylizacji odpadów z użyciem metody parowego reformingu metanu. Wykorzystanie nadmiaru prądu z elektrowni wiatrowych lub słonecznych w okresach mniejszego zapotrzebowania pozwala lepiej gospodarować zasobami infrastruktury energetycznej i obniża koszty produkcji, a pozyskiwanie wodoru z odpadów przyczynia się do ograniczenia emisji zwiększającego efekt cieplarniany metanu. Wytwarzanie energii elektrycznej z wodoru nie powoduje powstawania żadnych szkodliwych dla środowiska substancji. Jedynym produktem ubocznym reakcji jest… woda.

Wodór jest bezpieczny

Owszem, jest gazem łatwopalnym i w połączeniu z powietrzem tworzy wybuchową mieszankę, ale w praktyce stwarza o wiele mniejsze zagrożenie, niż popularny gaz LPG albo benzyna. Ze względu na to, że jest 14-krotnie lżejszy od powietrza, w przypadku rozszczelnienia instalacji natychmiast ulatuje w górę, zanim utworzy niebezpieczną mieszankę.

W przeciwieństwie do benzyny i LPG, nawet w przypadku zapłonu wodór nie powoduje wielkich szkód, ponieważ nie rozlewa się po podłożu. Pali się wąskim, szybko uciekającym ku górze płomieniem, wytwarzającym niewiele promieniowania cieplnego.

Ponadto instalacje wodorowe są wykonane w sposób gwarantujący szczelność i wyposażone w zwielokrotnione zabezpieczenia. Np. ściany zbiorników z wodorem w zasilanej ogniwami paliwowymi Toyocie Mirai wykonano z zastosowaniem niezwykle wytrzymałych włókien węglowych.

Wodór nie tylko w samochodach

jacht energy observer zasilany wodoremNa wodorowej rewolucji mogą skorzystać m. in. żegluga i porty. Do połowy 2019 roku w San Francisco rozpoczną się morskie testy pierwszego w USA statku, zasilanego ogniwami wodorowymi. Water-Go-Round będzie pierwszym na świecie komercyjnym promem z tego rodzaju napędem. Swoją służbę w białej flocie ma rozpocząć już w drugiej połowie przyszłego roku. To nie jedyny statek z napędem wodorowym, który powstaje w Kalifornii.

Kolejny projekt to jednostka badawcza ZERO-V, która będzie wykorzystywana przez Instytut Oceanograficzny Scripps. Główną zaletą statku o zerowej emisji jest cicha praca. To ważny czynnik dla naukowców, badających ocean i żyjące w nim wrażliwe na hałas i wibracje zwierzęta. Z tej samej przyczyny UE finansuje projekt na rzecz ogniw paliwowych i technologii wodorowych MARANDA, wykorzystujący napęd wodorowy na statku badawczym VTT. Pasażerski prom zasilany wodorem będzie wkrótce pływać również po wodach Norwegii. Zaletą ogniw paliwowych na statkach jest także brak wywołujących chorobę morską i szkodliwych dla zdrowia oparów oleju napędowego.

Z wodorowych napędów mogą korzystać również porty. Te znajdujące się w Los Angeles i Long Beach planują przejście na zeroemisyjne technologie dla swoich pojazdów i urządzeń, aby do 2035 roku nie emitować żadnych zanieczyszczeń. Z technologii ogniw paliwowych będą korzystać również porty w Auckland w Nowej Zelandii oraz hiszpańskiej Walencji.

Obecnie żegluga jest odpowiedzialna za 2,2 proc. rocznych emisji gazów cieplarnianych na świecie. Prognozy globalnej emisji dwutlenku węgla przez statki wskazują jednak, że do 2050 roku może ona wzrosnąć do poziomu 10 – 15 proc. Dlatego wodór może odegrać kluczową rolę w przyszłości transportu morskiego. Jego powszechne zastosowanie do 2050 roku może doprowadzić do dekarbonizacji sektora żeglugi aż o 96 proc.

Zakłada się, że potrzebny m.in. żegludze wodór mógłby być masowo produkowany na Bliskim Wschodzie, gdzie dostępna jest tania odnawialna energia elektryczna, a następnie transportowany statkami. Porty w Los Angeles i Long Beach dysponują już projektami urządzeń do obsługi ładunków wodorowych w ogniwach paliwowych, które mogą zostać uruchomione już w 2019 roku.

pociągPrzejście na ogniwa paliwowe w żegludze byłoby proste ze względu na to, że już dziś większość kontenerowców korzysta z silników elektrycznych, zasilanych przez agregaty prądotwórcze. Jest również duży potencjał eksportu wodoru z krajów o ogromnych zasobach odnawialnych, takich jak Australia, Nowa Zelandia i Chile. Produkowany tam i na Bliskim Wschodzie wodór mógłby się stać źródłem zasilania również dla zelektryfikowanego transportu na lądzie.

pociąg wodórOgniwa wodorowe nadają się do zastosowania w każdym rodzaju pojazdów, napędzanych silnikami elektrycznymi. Sięgnęła po nie np. francuska kolej SNCF, która zapowiedziała wprowadzenie całego taboru wodorowych pociągów we wszystkich regionach kraju. Pierwsze składy mają pojawić się na torach do 2022 roku, a do roku 2035 roku całkowicie wyprzeć z Francji pociągi napędzane olejem napędowym.

Ciężarówki i auta na wodór

ciężarówka napędzana wodoremDo obsługi amerykańskich portów w Los Angeles i Long Beach wykorzystywana jest także pierwsza na świecie ciężarówka z napędem wodorowym o mocy ponad 670 KM i 1800 Nm maksymalnego momentu obrotowego. W samochodzie pracują dwa zestawy ogniw paliwowych z Toyoty Mirai. Ładowność ciężarówki wynosi 36 290 kg, a jej zasięg z obciążeniem to ponad 320 km na jednym tankowaniu.

Wodorowa ciężarówka służy do transportu towarów z terminali portowych w Los Angeles i Long Beach do pociągów towarowych i magazynów. Codziennie pokonuje ok. 320 km, emitując wyłącznie czystą wodę. Dodajmy, że napędy wodorowe znajdziemy także w wózkach widłowych, pracujących w wielu fabrykach, oraz w miejskich autobusach w Japonii. Trwają tam również testy wodorowych samochodów dostawczych.

Toyota Mirai
Zaczęło się jednak od samochodów. Pierwszymi seryjnie produkowanymi samochodami elektrycznymi, zasilanym ogniwami wodorowymi, były Hyundai ix35 Fuel Cell i Toyota Mirai (jap. „przyszłość”), zdolna pokonać na pełnych zbiornikach dystans od 550 do ok. 700 km. Ich napełnianie wodorem zajmuje ok. 3 min. Na rynku pojawiło się też kilka innych, zasilanych wodorem modeli, jak Honda FCX Clarity czy Nissan X-Trail FCV i Hyundai Nexo, a ostatnio Mercedes GLC F-Cell.

Wodorowa Toyota ma dwa zbiorniki o łącznej pojemności 122 l, mieszczące łącznie 5 kg wodoru, zmagazynowanego pod ciśnieniem 700 barów. Co ciekawe, ogniwa paliwowe Mirai można wykorzystać również do zasilania prądem gospodarstwa domowego. W bagażniku znajduje się gniazdo, do którego można podłączyć zewnętrzne odbiorniki prądu. Mirai z powodzeniem zastąpi generatory Diesla, nie powodując hałasu ani zanieczyszczenia powietrza i dostarczając energii wystarczającej na dwa dni zasilania jednorodzinnego domu.

Elektryczny silnik o mocy 154 KM i momencie obrotowym 335 Nm rozpędza Toyotę Mirai w 9 sekund do setki i maksymalnie do prędkości 178 km/h. Jest zasilany ogniwami paliwowymi, generującymi prąd z reakcji wodoru i tlenu w 370 warstwowych ogniwach paliwowych. Pojazd zużywa średnio 0,76 kg wodoru na 100 km. W Europie funkcjonują już duże floty wodorowych sedanów Toyoty, ok. 100 taksówek jeździ po Paryżu, ponad 50 aut w wypożyczalni w Londynie, w Hamburgu 35 takich samochodów wozi pasażerów w serwisie ridesharingowym.

Tankowanie wodoru w Polsce

wodór ładowanie samochódSieć stacji tankowania wodoru na świecie szybko się rozrasta. W Europie od kilku lat działa ich już kilkadziesiąt, a wkrótce będzie ich kilkaset. Uruchomienie do końca 2021 roku dwóch stacji tankowania wodoru w Polsce, przede wszystkim z myślą o zasilanych ogniwami paliwowymi pojazdach komunikacji miejskiej, zapowiedziała właśnie Grupa Lotos.

Wodór po raz pierwszy będzie można zatankować przy rafinerii Grupy Lotos w Gdańsku oraz na stacji LOTOS przy ul. Łopuszańskiej w Warszawie. Wodorowe stacje są częścią projektu Niebieski Szlak, mającego na celu rozbudowę sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych.

Zanim powstaną, Lotos rozpocznie produkcję wodoru o bardzo wysokiej czystości (99,999%), niezbędnego do zasilania ogniw paliwowych w samochodach. Taki rodzaj czystego paliwa zapewni daleki zasięg pojazdu (450 km), bez konieczności dodatkowego tankowania wodoru na trasie pomiędzy stolicą Polski a rafinerią w Gdańsku i ograniczy koszty inwestowania w dodatkową infrastrukturę sieci elektroenergetycznych. Gdańska rafineria w ramach projektu EFRA zmodernizuje swoją instalację i wybuduje dodatkową do jego oczyszczania. Docelowo Lotos będzie produkować ponad 16,5 tony wodoru na godzinę (obecnie ok. 13 t/h).

Dodajmy, że do 2030 roku także Grupa PGE planuje zbudować 9 stacji tankowania wodoru w Białymstoku, Szczecinie, okolicach Łodzi i Trójmiasta, a także Katowicach, Wrocławiu i Krakowie. Stacje mają powstać wzdłuż przebiegających przez Polskę transeuropejskich dróg, łączących Morze Północne z Bałtykiem i Morze Bałtyckie z Adriatykiem.

Spółka z o.o., Sp. z o.o. sp. k. w praktyce – kiedy warto, a kiedy nie?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Prowadzenie działalności gospodarczej w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością spółki komandytowej od lat jest popularną praktyką zarówno wśród największych podmiotów, jak i mniejszych spółek. Niezależnie od wielkości firmy, cel jest jeden: takie ukształtowanie biznesu, aby był on bezpieczny i jak najkorzystniejszy podatkowo. Często okazuje się jednak, że próba osiągnięcia tych celów bez koniecznego doświadczenia i odpowiedniego przygotowania może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych.

Sp. z o.o. sp. k. – najkorzystniejsza forma prowadzenia działalności?

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością spółka komandytowa jest spółką osobową, w której komplementariuszem, czyli wspólnikiem ponoszącym nieograniczoną odpowiedzialność za zobowiązania, jest spółka z o.o. Jednocześnie spółka taka nie jest podatnikiem podatku dochodowego – obowiązki podatkowe powstają jedynie po stronie jej wspólników. Taka konstrukcja łączy podstawowe zalety spółek osobowych i spółek kapitałowych. Wspólnicy będący komandytariuszami (zwykle osoby fizyczne) ponoszą odpowiedzialność tylko do określonej kwoty. Ich majątek jest więc bezpieczny.

Unika się także podwójnego opodatkowania, które występuje w przypadku spółek z o.o. Spółka kapitałowa przed podziałem zysku musi zapłacić CIT. Zysk wypłacony wspólnikom jest następnie ponownie opodatkowany. W spółce komandytowej problem ten nie występuje – sama spółka nie jest podatnikiem, więc obowiązek podatkowy powstanie jedynie po stronie wspólników. W przypadku niewielkiego udziału w zysku komplementariusza – spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, problem podwójnego opodatkowania jest zatem marginalny.

Nie oznacza to jednak, że taka forma prowadzenia działalności zawsze będzie korzystna. Konieczne jest dokładne rozważenie opłacalności takiego wariantu oraz takie ukształtowanie stosunków między wspólnikami, aby ograniczyć ryzyka podatkowe. Te są natomiast poważne.

Jak ustalić udziały w zysku?

Głównym problemem jest ustalenie wkładów do spółki i udziału w zysku. Kodeks spółek handlowych pozostawia decyzję w tym zakresie wspólnikom. Ustawy podatkowe są jednak bardziej rygorystyczne.

Wspólnikami sp. z o.o. sp. k. są najczęściej spółka z o.o. oraz jej udziałowcy. To pozwala na pozostawienie wygenerowanego zysku w tych samych rękach, ale też sprawia, że powstają powiązania między wszystkimi wspólnikami spółki z o.o. sp. k. Oznacza to duże ograniczenia w zakresie kształtowania wzajemnych stosunków. Powstają też dodatkowe obowiązki. Jednym z nich jest obowiązek sporządzenia dokumentacji cen transferowych w przypadku wniesienia wkładów o wartości przekraczającej równowartość 50 000 EUR. Jednak przy wkładach mniejszych organy podatkowe mogą zażądać takiej dokumentacji w celu skontrolowania, czy stosunki wewnętrzne w spółce zostały określone na zasadach rynkowych, tj. czy w taki sam sposób zostałyby one ustalone przez podmioty niezależne. W przypadku stwierdzenia, że tak nie jest, pojawić się może szereg sankcji, głównie związanych z oszacowaniem dochodu oraz z sankcyjną stawką podatku dochodowego w wysokości 50% oszacowanych dochodów. Możliwe jest także pociągnięcie wspólników do odpowiedzialności karnej.

Tymczasem to, co jest rynkowe według fiskusa, nie zawsze odpowiada realiom biznesu. Najbezpieczniejsze wydaje się określenie udziału w zysku w proporcji odpowiadającej wysokości wkładów, jednak nie zawsze z ekonomicznego punktu widzenia będzie to najkorzystniejsze rozwiązanie. Dlatego też istotne jest uchwycenie wszystkich elementów wpływających na podział zysku, uwzględnienie ich w umowie spółki oraz odpowiednie wyjaśnienie w dokumentacji. W praktyce może to rodzić wiele problemów. Z tego powodu konieczna jest drobiazgowa analiza ekonomiczna, prawna i podatkowa (nie tylko z zakresu cen transferowych) stosunków ukształtowanych przez wspólników.

Problemy z zakresu cen transferowych pojawiać mogą się także później, w czasie prowadzenia działalności, gdyż dokładnego zbadania będzie wymagała każda transakcja dokonywana między wspólnikami oraz między spółką i wspólnikiem. Także na tę okoliczność należy się przygotować.

Oszczędność podatkowa czy unikanie opodatkowania?

Spółka z o.o. sp. k. jest obecnie konstrukcją dość powszechną i niebudzącą wątpliwości co do tego, że działa w oparciu o przepisy prawa obowiązującego na terytorium RP. Z dniem 1 stycznia 2018 r. wszedł jednak w życie przepis nazywany potocznie „małą klauzulą przeciw unikaniu opodatkowania”, z którego wynika, iż w sytuacji, gdy „połączenie spółek, podział spółek, wymiana udziałów lub wniesienie wkładu niepieniężnego” nie zostały zrealizowane z tzw. uzasadnionych przyczyn ekonomicznych, zachodzi domniemanie, że głównym lub jednym z głównych celów było właśnie uniknięcie lub uchylenie się od opodatkowania. Tym samym rozważając powołania do życia spółki komandytowej ze spółką z ograniczoną odpowiedzialnością jako komplementariuszem, dobrze jest skorzystać z porady prawników, którzy mają doświadczenie w takich sprawach. Pomogą oni nie tylko zweryfikować, czy takie rozwiązanie będzie rzeczywiście korzystne i odpowiednie dla prowadzonej działalności gospodarczej, ale również sprawdzą wszystkie ewentualne ryzyka, także pod kątem ww. klauzuli. Wiedza i doświadczenie profesjonalisty z pewnością pozwoli uniknąć mało przyjemnych konsekwencji w postaci wszczęcia przez organy podatkowe odpowiedniej procedury i zakwestionowania zastosowania takiego modelu biznesowego.

Przede wszystkim zachować ostrożność

Wszystko to nie zmienia faktu, że spółka z o.o. sp. k. pozostaje w wielu przypadkach najkorzystniejszą formą prowadzenia działalności. Podejmując się prowadzenia biznesu w tej formie, trzeba mieć jednak na uwadze szereg potencjalnych problemów i jeszcze przed ich pojawieniem się znajdować rozwiązania. Bez tego działalność w tej formie prawnej może przysporzyć przedsiębiorcom bardzo wielu problemów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Świąteczne prezenty, imprezy – co można rozliczyć w kosztach?

Prezenty dla kontrahentów

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Przedsiębiorcy coraz częściej wręczają prezenty swoim kontrahentom. Wielu zastanawia się, w jaki sposób te koszty można rozliczyć w działalności gospodarczej.

Warto podkreślić, że obecnie większość interpretacji i stanowisk sądów wskazuje na to, że droższe prezenty świąteczne stanowią raczej wydatki na reprezentację i nie mogą być ujęte w kosztach działalności gospodarczej. Przykładowo, jeśli przedsiębiorca zdecyduje się podarować drogi zegarek swojemu kluczowemu klientowi, to wydatek taki jest traktowany jako koszt reprezentacji i nie można go rozliczyć.

Niestety termin „drogi” jest niejednoznaczny, ponieważ co dla jednej osoby jest dużym wydatkiem, dla drugiej nie stanowi poważnego kosztu. Ostateczne zdanie w tym przypadku mają zazwyczaj kontrolujący urzędnicy, którzy decydują o tym, czy wydatek jest zbyt wystawny i albo wymagają od przedsiębiorcy uargumentowania, albo jednoznacznie go kwestionują.

Według organów podatkowych wręczenie drogiego upominku jest kreowaniem wizerunku przedsiębiorcy, natomiast nie ma na celu utrzymania czy uzyskania przychodu. Zdaniem wielu nie ma także podstaw do odliczenia VAT-u, gdyż zakup nie służy do działalności opodatkowanej.

Sytuacja wygląda inaczej, jeśli przedsiębiorca przekazuje upominek o niewielkiej wartości: kalendarz czy długopis, i to dodatkowo z logiem firmy. Wówczas wydatki na prezenty mogą być rozliczone w kosztach, bo traktowane są jako reklama firmy. Co więcej, jeśli ich wartość nie przekracza 200 zł, to kontrahent nie ma obowiązku zapłacić od otrzymanego prezentu podatku dochodowego.

Dla czynnych podatników VAT, którzy wręczają podarunki, istotne jest również naliczanie tego podatku. Trzeba wziąć pod uwagę VAT, jeśli:

  • wartość prezentu przekracza 100 zł;
  • prezent jest o wartości powyżej 10 zł, a nie większej niż 100 zł i gdy nie jest prowadzona ewidencja pozwalającą na ustalenie tożsamości obdarowanych.

Prezenty dla pracowników

Jeśli pracodawca kupi pracownikom np. czekoladki czy kosmetyki, to oczywiście takie wydatki może ująć w kosztach. Z kolei pracownik nie musi wykazywać przychodu i płacić od niego podatku, jeśli:

  • środki na prezenty będą pochodzić z Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych,
  • upominki będą związane z działalnością socjalną pracodawcy,
  • wartość prezentów dla danego pracownika w skali roku nie przekracza kwoty 1000 zł.

Imprezy świąteczne

Spotkanie z kontrahentem, które ma na celu utrzymanie dobrych relacji, nie będzie stanowić kosztu w działalności, ponieważ jest traktowane jako reprezentacja.

Inaczej sytuacja wygląda w przypadku świątecznych spotkań dla pracowników. Koszt imprezy może być potraktowany jako koszt w działalności pracodawcy. Co więcej, udział w imprezie firmowej nie stanowi przychodu pracownika, więc nie jest opodatkowany.

Etyka pracownika – przykład idzie z góry

Zdecydowana większość prezesów, menedżerów, a także szeregowych pracowników dba o to, by w swoich działaniach przestrzegać prawa, a przynajmniej nie naruszać go w sposób ewidentny. Tyle, że etyka to coś więcej – oznacza przestrzeganie wyższych standardów niż wymagane przepisami minimum.

Definicji etyki jest wiele, jednak potocznie etyka rozumiana jest po prostu jako zbiór zachowań uczciwych, sprawiedliwych, uwzględniających wzajemny szacunek wobec członków określonej społeczności i oczywiście zgodnych z prawem. O ile prawo wyznacza pewne minimalne standardy, które należy spełnić, o tyle etyka wskazuje na wartości, czyli pozytywne aspekty, które uznawane są za moralne i pożądane (np. szacunek wobec innych).

Dotyczy to także etyki biznesu – pewne sytuacje mogą nie podlegać sankcjom z punktu widzenia prawa, ale jednocześnie mogą już wykraczać poza to, co uznawane jest za etyczne.

– Przykładem mogą być  zachowania polegające na absurdalnym „zarządzaniu poprzez konflikt” – mówi Jarosław Marciniak, trener w firmie szkoleniowej Effect Group. – Konflikty nie są zabronione przez prawo, ale mogą łatwo doprowadzić do naruszenia zasad współżycia społecznego, godności osobistej, czy też skutkować przemocą psychiczną. Osoby, które celowo wywołują konflikty, zazwyczaj nie mają świadomości, jak łatwo stracić nad nimi kontrolę. Tego typu manipulacje stanowią zaprzeczenie zarządzania zgodnego z etyką – podkreśla.

Korupcja – nie zawsze oczywista

Gdy myślimy o działaniach nieetycznych, jednym z pierwszych skojarzeń może być korupcja. W powszechnym przekonaniu do korupcji dochodzi przede wszystkim w urzędach, ale nie jest to prawdą. Kilka lat temu głośno było w Polsce o procesach handlowców, którzy przekupywali pracowników sieci handlowych w zamian za lepszą ekspozycję ich produktów w wybranych sklepach (oczywiście z pominięciem oficjalnych zasad sieci). Ale bardzo często zachowania o charakterze korupcyjnym są dużo bardziej subtelne. Zdarza się, że nawet sami zainteresowani nie mają świadomości, że postępują niewłaściwie.

Do tego typu praktyk można zaliczyć lobbing oparty np. na koneksjach rodzinnych.  Dany pracownik, ceniony jako bardzo dobry specjalista, może wpływać na osoby decyzyjne, próbując przekonać je do zamówienia usług w polecanej przez siebie firmie. Używa przy tym argumentów merytorycznych, wskazuje na konkretne korzyści z ewentualnej współpracy z usługodawcą. Dopiero po podpisaniu umowy okazuje się, że preferowana firma prowadzona jest np. przez kuzyna lobbującego pracownika.

– Tego rodzaju korupcja nie musi być związana z konkretną korzyścią majątkową dla „lobbysty”. Wystarczy zwykła reguła wzajemności – pracownik liczy, że kuzyn odwdzięczy się kiedyś za jego przysługę. A wśród pracowników utrwala się przekonanie, że w tej firmie większość spraw załatwia się w taki właśnie, nietransparentny sposób – zauważa Jarosław Marciniak.

Etyka – gwarantowana na piśmie

Powyższy przykład dobrze obrazuje, że postawy nieetyczne, jeśli są w firmie tolerowane, w długiej perspektywie mogą powodować wymierne straty i stanowić zagrożenie dla interesów firmy. Jak bronić się przed sytuacjami tego typu?

– W organizacji muszą być jasno określone i spisane reguły gry. Programy polecania czy rekomendacji są dzisiaj dobrą praktyką. Powinny być one jednak jawne, przejrzyste i stosowane bez wyjątków. Wtedy ryzyko nepotyzmu czy kumoterstwa zostaje ograniczone – mówi trener Effect Group.

To samo dotyczy również innych zasad. Przedsiębiorstwa powinny wpisywać etykę w swoje standardy, a następnie, konsekwentnie przestrzegać własnych reguł. Zacząć najlepiej od spisania obowiązujących procedur. Preferowane zasady postępowania można zapisać np. w formie kodeksu etycznego i wiele przedsiębiorstw tworzy dziś dokumenty tego typu.

Tyle, że to oczywiście nie wystarczy. Zasady muszą być przestrzegane, a w przypadku ich złamania, konsekwencje powinny być wyciągane tak wobec szeregowych pracowników, jak i wobec ich menedżerów. Przewidziane kary mają przede wszystkim charakter prewencyjny – a więc ich rolą jest w pierwszej kolejności powstrzymywanie przed określonymi zachowaniami. Powinny stanowić sygnał, że działania sprzeczne z kodeksem etycznym nie będą w firmie tolerowane.

Świadomość menedżerów i pracowników

Często pomijanym, a w praktyce niezwykle ważnym elementem tworzenia etycznej kultury organizacyjnej jest edukacja pracowników i menedżerów. W końcu nawet najlepszy kodeks etyczny pozostanie martwy, jeśli będzie niezrozumiały dla pracowników lub zespół po prostu nie będzie znał zapisanych w nim zasad. Ważne jest także, jak dość ogólne zapisy stosować w konkretnych sytuacjach. A w tym celu potrzebne jest stałe budowanie świadomości i uzupełnianie wiedzy.

W szczególności dotyczy to kadry kierowniczej. Mawia się, że „przykład idzie z góry”. I faktycznie, zachowanie menedżerów często modeluje postępowanie pracowników niższych szczebli.

– Potrzebne są szkolenia i warsztaty dotyczące postaw i zachowań, uprawnień i zobowiązań kierowniczych. Konieczne jest uświadomienie, że pracodawca ma pełne prawo oczekiwać od menedżerów więcej niż od pozostałych pracowników! – podkreśla Jarosław Marciniak.

Obecnie prawo zmienia się w kierunku, w którym przedsiębiorstwa stają się zobowiązane do przestrzegania zachowań prawnych i etycznych, jednocześnie zapewniając bezpieczeństwo sygnalistom – czyli osobom, które zgłaszają nieprawidłowości zauważone w firmie. A te mogą dotyczyć zarówno zachowań korupcyjnych, defraudacji, pospolitych kradzieży (np. materiałów biurowych), jak i przypadków mobbingu czy molestowania. Niestety, można mieć poważne wątpliwości, czy polskie firmy są przygotowane do wyjaśniania tak różnorodnych problemów oraz do zapewnienia ochrony tym, którzy mają odwagę zgłosić nieetyczne lub bezprawne praktyki swemu pracodawcy.

W tym zakresie także potrzebne są właściwe działania. Od mini-audytów w poszczególnych obszarach (relacje, etyka, „antykorupcja”), przez odpowiednie regulacje wewnętrzne, po edukację wszystkich zatrudnionych.

– Warto zacząć od przeglądu sytuacji obecnej. Można np. przeprowadzić ankietę dla pracowników (lub ich reprezentatywnej grupy). W tym przypadku zdecydowanie powinien to robić ekspert spoza firmy. Informacje zebrane w ten sposób, z gwarancją anonimowości, mogą okazać się doskonałym podłożem do ustalenia priorytetów i poszczególnych kroków w tym obszarze – zapewnia trener.

O etyce trzeba więc głośno mówić, ale też podejmować bardzo konkretne działania, by tworzyć etyczne środowisko pracy.

Najbardziej prestiżowe i najdroższe ulice w Polsce – TOP 10

Nowy Świat, Marszałkowska i Chmielna w Warszawie, Floriańska w Krakowie, Półwiejska w Poznaniu, Długi Targ w Gdańsku, Świdnicka we Wrocławiu i Krupówki w Zakopanem – to ulice z największym potencjałem handlowym, które znalazły się w najnowszym rankingu CBRE „TOP10 high streets w Polsce”. Wyróżnia je połączenie prestiżowych obiektów handlowo-biurowych z walorami turystycznymi miast. Rewitalizacja historycznych budynków, takich jak CEDET w Alejach Jerozolimskich, oraz budowa nowych obiektów premium, jak Ethos na Placu Trzech Krzyży, przekłada się na wzrost zainteresowania turystów i klientów, a w efekcie inwestorów. Eksperci CBRE prognozują, że w ciągu najbliższych 10 lat zasoby powierzchni handlowej na polskich high streets mogą zwiększyć się o 15%-20%.

Renata Kamińska, Senior Property Negotiator, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, CBRE
Renata Kamińska, Senior Property Negotiator, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, CBRE

High streets to najbardziej prestiżowe adresy w miastach, najważniejsze ulice handlowe, które pełnią kilka funkcji jednocześnie. Są zlokalizowane w centrach miast, z dobrym dojazdem, blisko popularnych, miejskich obiektów turystycznych. Przyciągają zarówno najbardziej prestiżowe marki, jak również te lokalne i unikalne, co mocno wpisuje się w rozwijający się trend poszukiwania wyjątkowych produktów przez polskich konsumentów. Paradoksalnie, rozwojowi ulic handlowych sprzyja ograniczenie handlu w niedziele – zamknięte supermarkety powodują, że ludzie coraz chętniej spacerują po mieście w celach rozrywkowych i wybierają te miejsca, gdzie oferta usług jest najszersza. Dzięki temu na miejskich pasażach powstają nowe obiekty gastronomiczne i wzrasta liczba osób, które przy okazji robią tam zakupy – mówi Renata Kamińska, Ekspert ds. ulic handlowych w CBRE.

CBRE prognozuje, że w ciągu 10 lat na polskich ulicach handlowych nastąpi przyrost powierzchni handlowej o ok. 15%-20%.  Wzrost ten będzie związany zarówno z powstawaniem  nowych ulic jak i rozwojem już istniejących. Będą temu sprzyjać takie czynniki jak bardzo niski poziom pustostanów w najlepszych warszawskich galeriach handlowych, wynoszący obecnie tylko 2%, oraz zakaz handlu w niedzielę, który sprzyja rozwojowi oferty food&beverage na ulicach.najdroższe ulice w Polsce

  1. Nowy Świat w Warszawie

Obowiązkowy punkt każdej turystycznej wizyty w Warszawie, jedno z najpopularniejszych miejsc spotkań towarzyskich i najbardziej znana ulica handlowa w Polsce – tak jednym zdaniem można opisać Nowy Świat. I choć w tym kontekście nasuwają się przede wszystkim skojarzenia modowe, to Nowy Świat aż w 60% zajmują najemcy z branży gastronomicznej – ulica jest coraz bliżej miana „najdłuższej restauracji” współczesnej Europy. Udział najemców modowych spadł tu o 3 p.p. w ciągu ostatnich trzech lat. Dopełnieniem tej ulicy jest Krakowskie Przedmieście, przede wszystkim o turystycznym charakterze, które w tym roku zostało wzbogacone o najbardziej luksusowy hotel w Polsce – Raffles Europejski. Wkrótce mogą pojawić się w nim nieobecne dotąd na polskim rynku marki modowe. Obiekt w połączeniu z ofertą pobliskiego Metropolitana i Moliera 2 nadaje tej okolicy najbardziej prestiżowy charakter w Polsce.

  1. Marszałkowska w Warszawie

Zakupy na Marszałkowskiej to przede wszystkim dom towarowy Wars Sawa Junior – budynek z długą handlową historią, do dziś pewna inwestycja dla wszystkich jego najemców. Ulica ma 3,6 km i choć tylko część jej długości można nazwać „high street”, to drugie miejsce w rankingu CBRE zajmuje nie bez powodu – znajduje się w centrum miasta, może pochwalić się doskonałym dojazdem, wysokim prestiżem i bliskością innych kluczowych handlowych ulic takich jak Chmielna, Krucza czy Aleje Jerozolimskie. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w ostatnim czasie swoje flagowe showroomy postanowiły otworzyć marki takie jak Volvo czy Ikea ze swoim innowacyjnym konceptem Centrum Ikea dla Firm.

  1. Chmielna w Warszawie

Od wymienionych wyżej ulic, Chmielną odróżnia przede wszystkim zdecydowanie bardziej kameralny charakter. Luksusowe sklepy w małych lokalach z dużymi witrynami, przeplatane uroczymi kawiarniami i podwórzami, w których kryją się różnorodne restauracje, a także znacząco ograniczony ruch samochodowy nadają jej wyjątkowego miejskiego klimatu. A potencjał Chmielnej nadal rośnie. To tu ma powstać Implant – nowoczesny obiekt o powierzchni 5 tys. mkw., w którym znajdą się lokale gastronomiczne, usługowo-handlowe i szkoleniowe. Będzie można w nim odwiedzać m.in. butiki polskich projektantów.

  1. Floriańska w Krakowie

Wartość wydatków turystów w Krakowie szacuje się na 5,5 mld zł rocznie – wynika z raportu CBRE „Krakowskie Ulice Handlowe”. To ogromna kwota, wydawana przede wszystkim w okolicach Rynku Głównego, np. w trakcie zakupów na ulicy Floriańskiej. Krakowskie ulice handlowe wyróżnia przede wszystkim duża liczba butików z akcesoriami, np. biżuterią i galanterią. Oprócz luksusowych zagranicznych marek modowych można tu spotkać wyjątkowo dużo tych rodzimych, niemasowych, często nawet niedostępnych przez internet. Bardzo dobrze widoczny jest tu trend zamiany lokali modowych na gastronomiczne – te pierwsze jeszcze w 2014 r. stanowiły aż 36% najemców, by w 2018 spaść do poziomu 27%. A kawiarni i restauracji jest coraz więcej – w analogicznym okresie ich liczba wzrosła o 6 p.p.

  1. Długi Targ i Długa w Gdańsku

To typowy przykład ulicy handlowej, na której rozwój handlu jest ściśle związany z turystyką. Położenie blisko rynku i obowiązkowych punktów dla wszystkich zwiedzających miasto przyciąga rzesze turystów. Tu handel ma inny wymiar – dominuje ten drobny, lokalny i pamiątkowy. Jego kwintesencją jest coroczny Jarmark św. Dominika, który łączy handel z wydarzeniami kulturalnymi.

  1. Plac Trzech Krzyży w Warszawie

To tu zlokalizowanych jest  najwięcej luksusowych marek w stolicy oraz najlepsze restauracje. Dużym zainteresowaniem cieszą się przede wszystkim luksusowe lokale handlowe w przebudowanym ostatnio handlowo-biurowym budynku Ethos, przyciągającym najbardziej prestiżowe marki. Plac Trzech Krzyży jest położony w ciągu Traktu Królewskiego, a jego przedłużeniem jest ulica numer jeden na mapie polskiego handlu – Nowy Świat.

  1. Półwiejska w Poznaniu

Półwiejska prowadzi prawie do Starego Rynku, z którym dzieli ją ulica Wrocławska, i sąsiaduje z prestiżową dzielnicą biurową. Mnogość małych i dużych butików oraz restauracji buduje jej potencjał zakupowy. Dopełnieniem jest Stary Browar, w 2005 r. uznany za najlepsze centrum handlowe średniej wielkości na świecie przez ICSC (International Council of Shopping Centers).

  1. Świdnicka we Wrocławiu

Domy handlowe przy Świdnickiej zaczęły powstawać już w XIX wieku. Obecnie klientów przyciągają przede wszystkim domy handlowe Renoma i Arkady. Oprócz handlu, na ulicy wyłączonej z ruchu kołowego, kwitnie życie towarzyskie. To także trasa do popularnych miejsc rozrywki: Teatru Muzycznego „Capitol”, Dolnośląskiego Centrum Filmowego oraz knajp i pubów wzdłuż ulicy Bogusławskiego.

  1. Aleje Jerozolimskie w Warszawie

Podobnie jak w przypadku Marszałkowskiej, z którą krzyżują się Aleje Jerozolimskie, nie całą długość ulicy można nazwać „handlową”. Jednak to tu znajduje się dom handlowy VitkAc z markami luksusowymi, niedawno sprzedany i odrestaurowany – zabytkowy CEDET, a do Złotych Tarasów przy ul. Złotej jest rzut beretem.

CEDET to jedna z pierwszych transakcji „highstreetowych” na rynku polskich nieruchomości handlowych. W stolicy ulice handlowe czerpią wyraźne korzyści z deficytu powierzchni w centrach handlowych i przechodzą duże zmiany. Aleje Jerozolimskie są tego najlepszym przykładem – prace prowadzone głównie na odcinku od ulicy Marszałkowskiej do Nowego Światu takie jak modernizacja Rotundy czy właśnie odrestaurowanie CEDET-u wzmacniają wizerunek ulicy i przyciągają nowe marki, deweloperów i inwestorów – podkreśla Renata Kamińska z CBRE.

  1. Krupówki w Zakopanem

Handel na zakopiańskich Krupówkach wyrósł na turystyce. Od pełnej góralskiego folkloru alei spacerowej do ulicy handlowej – tak można nazwać ewolucję tego wyjątkowego miejsca. Dziś można tam znaleźć wszystko: sklepy z góralskimi pamiątkami, popularne marki modowe, prestiżowe butiki, obiekty gastronomiczne z typowo lokalną kuchnią i luksusowe restauracje. W grudniu został tutaj otwarty nowy obiekt handlowy – Centrum Handlowe Krupówki 40.

Zestawienie CBRE „TOP10 high streets w Polsce” zostało przygotowane przez CBRE, międzynarodową firmę doradczą na rynku nieruchomości komercyjnych. Ranking powstał na podstawie subiektywnej analizy ekspertów CBRE, którzy ocenili popularne polskie ulice pod kątem wielu różnorodnych czynników. Wśród nich znalazły się m.in. natężenie i jakość punktów handlowych, w szczególności zajmowanych przez najemców sieciowych, infrastruktura drogowa, komunikacja, potencjał turystyczny (np. bliskość zabytków i baz noclegowych), zaplecze gastronomiczno-rozrywkowe, zainteresowanie inwestorów oraz rosnący popyt ze strony najemców, którzy dostrzegają rosnący potencjał ulic i jednocześnie dywersyfikują formaty handlowe.

Polacy przestali lubić kawalerki?

Typowe mieszkanie z oferty polskich deweloperów liczy sobie 40 mkw. – 60 mkw. i posiada dwa lub trzy pokoje. Warto sprawdzić, czy popularność takich lokali doprowadziła do marginalizacji kawalerek. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili odpowiedzieć na to pytanie i przy okazji przeanalizować całą ofertę małych mieszkań.

Mieszkania jednopokojowe znajdują się w większości nowych inwestycji deweloperskich. Właśnie dlatego kawalerki nadal stanowią dość ważny element największych rynków pierwotnych. Poniższy wykres przedstawia udział nowych mieszkań jednopokojowych na terenie poszczególnych polskich metropolii wg danych portalu RynekPierwotny.pl na koniec listopada 2018 r.Polacy przestali lubić kawalerki

Powyższe wyniki nie odzwierciedlają popularności wszystkich małych mieszkań (do 40 mkw.) na obszarze największych polskich miast. W tym kontekście warto pamiętać, że deweloperzy budują również M2 mniejsze niż 40 mkw. Po uwzględnieniu wszystkich nowych mieszkań o analizowanym metrażu (do 40 mkw.) okazuje się, że na przełomie listopada i grudnia 2018 r. ich udział wyglądał następująco:Polacy przestali lubić kawalerki 2

Powyższe dane portalu RynekPierwotny.pl wskazują na wyraźny wzrost popularności małych mieszkań z Łodzi oraz Wrocławia. W pozostałych metropoliach nie odnotowano dużych wahań. Zmiany dotyczące łódzkiego oraz wrocławskiego rynku pierwotnego, mogą wynikać np. ze wzrostu popularności inwestycji w wynajem. Takie inwestycje zwykle są bardziej zyskowne w przypadku małych mieszkań.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Stopy Fed w górę? Kurs euro do dolara powrócił w okolice 1,14

Rentowności polskich obligacji wciąż spadają mimo zbliżającego się wyniku grudniowego posiedzenia Fed. Rynek pozycjonuje się pod gołębi Fed. Kurs EUR/USD powrócił w okolice 1,14 pozwalając EUR/PLN utrzymywać poziomy zbliżone do 4,28.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W środę kończy się dwudniowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, po którym powszechnie oczekuje się podwyżki stopy funduszy federalnych o 25 pb do w przedziale 2,25-2,50%. Dla inwestorów ważniejsze będą jednak wyniki najnowszych projekcji makroekonomicznych, a w szczególności ścieżka kształtowania stóp procentowych w przyszłości w kontekście obaw o spowalnianie koniunktury w USA i ogólnie na świecie. Niemniej, nawet jeśli Fed rzeczywiście zrewidowałby dotychczasowe jastrzębie założenia, pokazując to w grudniowej projekcji, przecena dolara względem koszyka walut nie musi być znacząca szczególnie że rynek w ostatnich dniach taki scenariusz wycenia (co widać w notowaniach euro do dolara pomimo napływających na rynek słabych danych z Europy), a członkowie komitetu potwierdzą zapewne wolę dalszych, stopniowych podwyżek stop w przyszłości.

We wtorek, w oczekiwaniu na wynik Fed-u złoty stabilizował się w okolicach 4,28-4,285 przy rosnących notowaniach euro do dolara. Podczas sesji europejskiej kurs EUR/USD przetestował 1,14 i to pomimo publikacji słabszego od oczekiwań indeksu nastrojów gospodarczych Ifo w Niemczech. Grudniowy najniższy od sierpnia 2016 roku poziom 101 pkt. pokazuje bowiem, że spowolnienie w Niemczech to coś więcej niż tylko chwilowa słabość gospodarki. Menedżerowie zza naszej zachodniej granicy coraz pesymistyczniej postrzegają już nie tylko bieżącą koniunkturę, ale też w coraz ciemniejszych kolorach widzą przyszłość. Sytuacja na rynku potwierdza więc, że inwestorzy obecnie pozostają bardziej pod wpływem oczekiwań na zasygnalizowanie spowolnienia cyklu podwyżek stóp w USA w 2019 roku niż bieżącej sytuacji gospodarczej, zdecydowanie przemawiającej na korzyść dolara.

Na lokalnym rynku stopy procentowej wtorek przyniósł spadek rentowności obligacji. Zawęził się też ASW w sektorze 10 lat, chociaż pozostaje on wciąż na podwyższonym poziomie 35 pb. Rynek zbliża się już do negowania podwyżek stóp procentowych w perspektywie dwóch lat (kontrakty wyceniają 80% prawdopodobieństwo podwyżki stóp o 25 pb.). Poprawa nastrojów mogła być wspierana oczekiwaniami na środową publikację słabszej produkcji przemysłowej za listopad. Ekonomiści oczekują bowiem wzrostu wskaźnika o 4,3% r/r wobec 7,4% w październiku (PKO: 1,4% r/r). Dodatkowo dochodzi okresowo niższa podaż papierów skarbowych na rynku pierwotnym. Z kolei na świecie rynek długu wspierają obawy przed spowolnieniem światowej gospodarki.

Rentowności obligacji w kraju spadały, mimo, że na środowym posiedzeniu Fed prawdopodobnie podwyższy stopy o 25 pb. Inwestorzy oczekują jednak złagodzenia tonu komentarza. Za takim scenariuszem przemawiają m.in. rozczarowujące wskaźniki wyprzedzające na świecie i wypowiedzi członków FOMC. Rynek wycenia zaostrzenie polityki pieniężnej w USA w grudniu i kolejną podwyżkę o 25 pb. w 2019 r. Jest to umiarkowany scenariusz w relacji do tego prezentowanego przez bank centralny, który zakłada wzrost podstawowej stopy funduszy federalnych do 3,10% w 2019 r. Patrząc z tej perspektywy, widać asymetryczne ryzyko po stronie możliwej negatywnej reakcji rynku i wzrostu rentowności UST. W przypadku polskiego rynku ten potencjalnie negatywny efekt powinien być jednak neutralizowany poprzez korzystne uwarunkowania na lokalnym rynku.

Wykres dnia: Od ostatniego posiedzenia Fed na rynku FRA gwałtownie spadły oczekiwania na dalsze podwyżki stóp procentowych w USA.
Od ostatniego posiedzenia Fed na rynku FRA gwałtownie spadły oczekiwania na dalsze podwyżki stóp procentowych w USA
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

5 zasad firmowej cyberhigieny

Temat cyberbezpieczeństwa dawno trafił pod przysłowiowe strzechy. Nie jest już czymś nad czym głowią się tylko specjaliści z wielkich firm, korporacji i instytucji rządowych. Małe i średnie firmy oraz zwykłe gospodarstwa domowe także muszą czuwać nad swoim cyfrowym bezpieczeństwem. Dzisiaj nie wystarczy jednak tylko nadążać za dynamicznie zmieniającym się krajobrazem cyfrowych zagrożeń. Trzeba je przewidywać i przeciwdziałać. Jak? To radzą eksperci VMware.

Choć rosnąca świadomość cyberzagrożeń i braki kadrowe napędzają wydatki na produkty związane z cyberbezpieczeństwem, wiele firm i osób nadal działa reaktywnie, zamiast proaktywnie. Według Gartnera światowe wydatki na zabezpieczenia wyniosą w 2018 r. ponad 114 mld dol., co stanowi wzrost o 12,4 proc. w stosunku do 2017 r. Jednocześnie według najnowszego raportu firmy SailPoint prawie 90 proc. organizacji na świecie nie potrafi bezpiecznie zarządzać dostępem do firmowych danych. Rodzi to poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa.

Jest to o tyle bardziej szkodliwe, że nowych cyberataków przybywa z dnia na dzień. Według firmy SonicWall codziennie ma miejsce około 1095 nowych ataków hakerskich. Od początku 2018 r. badacze zaobserwowali ponad 300 tys. różnych wariantów ataków ze strony cyberprzestępców. Około 50 tys. z nich do tej pory było nieznanych specjalistom z dziedziny cyberbezpieczeństwa

Joe Baguley, VP & CTO EMEA, VMware
Joe Baguley, VP & CTO EMEA, VMware

Dzisiaj reagowanie na zaistniałe już zagrożenia nie działa. Wiele przedsiębiorstw nadal tak postępuje i zapomina, że najlepszą metodą działania jest wpisanie odpowiednich narzędzi do firmowej strategii i polityki bezpieczeństwa już na samym początku ich tworzenia. Oczywiściej łatwiej powiedzieć niż zrobić. Z nowoczesnymi technologiami jak cloud computing, jest to jednak znacznie prostsze niż kilka lat temu – tłumaczy Joe Baguley, wiceprezes i dyrektor ds. technologii w VMware, region EMEA. ­Oczywistym problemem, o którym rzadko się mówi są przede wszystkim jednak przestarzałe systemy i nieprzestrzegane procedury bezpieczeństwa. Firmy mogą inwestować w kolejne narzędzie, nakładać kolejne warstwy zabezpieczeń, ale bez innowacji, zawsze znajdą się luki do pokonania przez crackerów. By ochronić wrażliwe firmowe dane, przedsiębiorstwa muszą myśleć inaczej. Tu potrzeba cyberhigieny – dodaje.

Czym jest firmowa cyberhigiena?

Cyberhigienę w skrócie możemy zdefiniować jako zestaw podstawowych zasad, które każda firma powinna przestrzegać każdego dnia pracy. Nie są to nowe idee, ale często firmy i pracujący w nich ludzie, zapominają o tych regułach albo raz wdrożone zostawiają samym sobie.

  1. Ograniczone zaufanie – fakt, że Twoja firma stara się budować atmosferę zaufania i koleżeństwa nie oznacza, że musisz ufać wszystkim, w równym stopniu. Tak jak goście hotelowi nie dostają klucza otwierającego każde pomieszczenie w budynku, tak pracownik nie musi mieć haseł dostępowych do każdego firmowego systemu. Recepcjonistka w biurze nie musi mieć takich samych uprawnień jak specjalista czy prezes. Im mniej dostępów ma dany pracownik, tym mniejsze ryzyko wycieku danych.
  2. Mikrosegmentacja – chroniąc współczesne miasta nie opasamy ich dookoła murami, ani tym bardziej nie stosujemy fos czy mostów zwodzonych. Dają bowiem złudne wrażenie bezpieczeństwa. Gdy ktoś sforsuje bowiem ten jeden pas zabezpieczeń od razu dostaje się do miasta, a zagrożenie nie znika. Jest bliżej niż oczekiwaliśmy, a my nie mamy gdzie uciec. Zabezpieczając jednak każdy sektor miasta z osobna czuwamy nad bezpieczeństwem całości.  O bezpieczeństwie IT trzeba myśleć podobnie. Jeden firewall do zabezpieczenia całego firmowego systemu to nieporozumienie. Dzięki mikrosegmentacji dzielimy nasz krajobraz IT na części, z których każda jest inaczej zabezpieczona.
  3. Szyfrowanie – to powinna być linia ostatniej obrony w firmowym, technologicznym arsenale przeciwko cyberprzestępcom. Jeśli wszystko inne zawiedzie, firewall i protokoły dostępu zostaną naruszone, szyfrowanie danych sprawi, że wszystkie krytyczne informacje, które trafią w ręce crackerów, będą dla nich bezużyteczne. Twoje zaszyfrowane dane staną się trudną do złamania łamigłówką, podobną do kostki Rubika – jeśli nie wiesz, jak połączyć wszystkie elementy, dostaniesz tylko kostkę łez ładu i składu. Podstawowa higiena cybernetyczna wymusza dzisiaj wręcz na firmie szyfrowanie plików i danych przed udostępnieniem. To samo dotyczy szyfrowania ruchu sieciowego, gdy tylko jest to możliwe.
  4. Uwierzytelnianie wielopoziomowe – czytniki linii papilarnych czy systemy rozpoznawania twarzy sprawiają, że cyberhigiena staje się coraz bardziej spersonalizowana. I to jest nasza droga ku pełnemu bezpieczeństwu. Nawet przy zachowaniu wszystkich środków ostrożności, bez dwufazowego uwierzytelnienia pozostajemy narażeni na ataki hakerskie. Pierwsza linia zabezpieczeń zawsze może zostać sforsowana, ale im bardziej uwierzytelnienie jest osobiste tym sieć i dane są bezpieczniejsze. W końcu twój odcisk kciuka jest o wiele trudniejszy do wykradzenia niż hasło.
  5. Aktualizuj! – firmowe systemy wymagają aktualizacji nie bez powodu. Za każdym razem gdy ataki hakerskie stają się coraz bardziej zaawansowane, dostawcy oprogramowania wprowadzają odpowiednie zmiany i zabezpieczenia. Warto poświęcić chwilę na ich instalację. Tylko wtedy uda się przechytrzyć cyberprzestępców.

Zrozumienie i polubienie tych wytycznych to jedna strona medalu. Druga – to ich skuteczne wdrożenie. Tutaj trzeba już działać u podstaw. Nie wystarczy, że rozumie je dyrektor IT lub specjalista ds. bezpieczeństwa. Każdy w organizacji musi mieć swój wkład w budowanie bezpieczeństwa informatycznego i wdrażać powyższe zasady. Cyfrowe bezpieczeństwo musi być jak higiena osobista. Należy o niej pamiętać jak o codziennym myciu zębów – komentuje Joe Baguley z VMware.

Agnieszka Krzekotowska wzmacnia skład panelu doradczego RICS w Polsce

Agnieszka Krzekotowska MRICS Colliers International
Agnieszka Krzekotowska MRICS Colliers International

Agnieszka Krzekotowska MRICS, dyrektor działu zarządzania nieruchomościami w Colliers International, została oficjalnie powołana w skład panelu doradczego RICS w Polsce. 

Panel doradczy RICS reprezentują wysocy rangą profesjonaliści związani z lokalnym rynkiem nieruchomości. W jego skład mogą wejść zarówno członkowie, jak i nie-członkowie RICS. Panel odgrywa kluczową rolę w rozwoju działalności RICS w Polsce w strategicznych dla RICS obszarach, takich jak etyka i zawodowe standardy, oraz zapewnieniu, że członkowie organizacji posiadają niezbędną wiedzę i kompetencje aby odpowiedzieć na wyzwania jutra, wpływające na branżę i środowisko.

„Rynek nieruchomości przechodzi obecnie transformację. Nowe technologie niemal z dnia na dzień zmieniają jego oblicze. Ważny jest swoisty punkt odniesienia, zbiór zasad i standardów zapewniających odpowiednią jakość usług. Dlatego organizacja RISC ma dziś do odegrania szczególnie ważną rolę, nie tylko w specjalizacjach, którymi zajmowała się dotychczas. Istotne jest, by swoim zasięgiem obejmowała nowe obszary, które nadal wymagają ustandaryzowania. Jako nowy członek rady doradczej w strukturach RICS będę pomagała te obszary wyznaczyć. Jednym z celów moich działań będzie także podniesienie rangi zawodu zarządcy. Zarządzanie nieruchomościami to bardzo wymagająca i angażująca rola, ale przez rynek wciąż niedoceniana. Chcę budować świadomość deweloperów, inwestorów i najemców w kwestii złożoności sektora zarządzania nieruchomościami,” Agnieszka Krzekotowska MRICS.

Jako nowy członek panelu doradczego RICS w Polsce Agnieszka Krzekotowska dołączyła do powołanych w kwietniu br. Kingi Barchoń (PwC), Iana Scattergooda (Cushman&Wakefield), Nigela Wade (KNN), Artura Winnickiego (Reesco), Jarosława Batora (Skanska), Macieja Wójcikiewicza (CBRE) oraz Bartosza Dobrowolskiego (PropTech Poland).

Kluczowym obszarem jej praktyki zawodowej jest zarządzanie nieruchomościami. W ramach swojej nowej roli Agnieszka chciałaby się skoncentrować na popularyzowaniu wartości reprezentowanych przez RICS pośród kandydatów na członków i nowych członków organizacji oraz na wzmocnieniu prestiżu zawodu Property Managera i podniesieniu rangi tej profesji poprzez stworzenie katalogu dobrych praktyk zgodnych z zasadami etyki RICS.

Na Gwiazdkę prezenty za 525 zł i mniej kłopotów finansowych niż rok temu

Trump atakuje. Przed szefem Fed i jego kolegami trudne zadanie

Fed nie wywołał bałaganu i upłynniania ryzykownych aktywów na rynkach finansowych, mimo że wielu (w tym sam prezydent Trump) go o to oskarża. Jednocześnie oczekuje się, że poprzez złagodzenie swojego stanowiska, a nawet odwołanie dzisiejszej podwyżki stóp procentowych, Fed posprząta powstały bałagan. Przed szefem Fed J. Powellem i jego kolegami trudne zadanie znaleźć równowagę między gołębiością i optymizmem.

Jeśli od strony ekonomicznej wszystko jest w porządku, to po co rezygnować z podwyżek? Indeksy aktywności biznesu z USA są najwyżej na świecie, konsumpcja jest silna, a rynek pracy ma się tylko lepiej. Inwestycje przyhamowały w obliczu obaw o eskalację wojen handlowych, ale USA i Chiny przynajmniej rozmawiają, co daje nadzieję na zażegnanie konfliktu. Jednak upierając się przy jastrzębim nastawieniu Fed ryzykuje rozpętanie na rynkach paniki, że restrykcyjna polityka monetarna zabija hossę na rynku akcji i zdławi ożywienie, w efekcie czego spirala obaw na rynkach finansowych bardzo łatwo może przerodzić się w problem ekonomiczny. Stąd dziś wieczorem złagodzenie komunikatu jest konieczne.

A może by tak spełnić oczekiwania co niektórych i zrezygnować z podwyżki już na grudniowym posiedzeniu? Fed miałby się przerazić skalą ucieczki kapitału z rynku akcji i uznać, że potrzebne są doraźne i błyskawiczne działania tonujące rynkowe nastroje. Ale takie rozwiązanie ma więcej wad niż korzyści. Biorąc pod uwagę wycenę dzisiejszej podwyżki na 80 proc. byłoby szokiem dla rynku stopy procentowej i walutowego. Byłoby też zaprzeczeniem przekazu, jaki w ostatnich tygodniach prezentowali członkowie FOMC w indywidualnych wywiadach. Co miałoby się zmienić w tym czasie, że postawiono odwołać podwyżkę? Wątpliwości są trucizną dla sentymentu rynkowego i podsycą spekulacje, że Fed ma wiedze o jakimś zagrożeniu, którego inwestorzy nie są jeszcze świadomi. Alternatywnie brak podwyżki dziś zostanie odebrany jako poddanie się presji prezydenta Trumpa, który w tym tygodniu już dwukrotnie nawoływał do utrzymania stóp procentowych bez zmian. Nie wiem, co brzmi bardziej niebezpiecznie: zakwestionowanie niezależności Fed czy wizja funkcjonowania banku centralnego według logiki Trumpa?

Prezes Powell musi znaleźć złoty środek. Nie sprowokować wrażenia, że Fed obawia się mocno o perspektywy gospodarcze. Musi podkreślić solidne aspekty ożywienia, a jednocześnie odnieść się do napięć rynkowych. Tym może spróbować zaradzić poprzez sugestie, że tempo dalszych podwyżek nie jest ustalone z góry, ale Fed nie rezygnuje całkowicie z zacieśniania. Obniżenie projekcji z trzech do dwóch podwyżek w 2019 r. i złagodzenie komunikatu jest w większości zdyskontowane, stąd przy takim rozwoju wypadków spodziewalibyśmy się umiarkowanego osłabienia dolara. Problem widzimy jednak w tym, że inwestorzy z przesadną gorliwością analizują przekaz Fed, często nadinterpretując niektóre informacje. Z tego punktu widzenia za wyraźnie gołębi sygnał może zostać odebrane usunięcie z komunikatu fragmentu o „stopniowych podwyżkach” i zastąpienie go innym zwrotem, który wcale nie wyklucza kontynuacji cyklu zacieśniania. Podobnie pozostawienie tego zwrotu bez zmian może zostać odebrane jako jastrzębi sygnał, choć nie będzie to mówiło nic o tym, ile podwyżek Fed ma faktycznie przed sobą.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Złoto powraca na ścieżkę wzrostu

Złoto traciło przez większość miesięcy 2017 r., ale teraz wraca do łask. Inwestorzy szukają bezpiecznych przystani dla swego kapitału.

– Złoto traciło ze względu na silnego dolara, który teraz znajduje się pod presją – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Ale teraz, gdy dolar słabnie, a spadki widać też na giełdach, inwestorzy szukają bezpiecznych przystani, bo boją się nadejścia recesji i dalszych spadków na giełdach.

W styczniu 2019 r. cena złota może osiągnąć poziom 1 300 USD za uncję.

Marketing sensoryczny – świąteczne oddziaływanie na zmysły

Z raportu firmy Deloitte “Zakupy Świąteczne 2018” jasno wynika, że Polakom żyje się coraz lepiej. Optymizm naszych rodaków odzwierciedlają badania – aż 34% ankietowanych ocenia pozytywnie sytuację gospodarczą w naszym kraju. Jakie prezenty są najbardziej pożądane jako upominek pod choinkę?

Według badania Deloitte, Polacy w tym roku wydadzą na święta średnio 1168 zł, co stanowi 6 proc. wzrost w stosunku do roku ubiegłego. Ankietowani deklarują również, że na prezenty świąteczne przeznaczą więcej niż na żywność, czyli ok. 45% bożonarodzeniowego budżetu. Od lat na podium najchętniej kupowanych prezentów są słodycze i książki, ale to kosmetyki i perfumy wiodą prym w czasie świątecznych zakupów. Zatem w jaki sposób sklepy starają się zwrócić uwagę konsumentów na swoją ofertę promocyjną?

Zestawy upominkowe, jednak w świątecznej oprawie

Marki starają się wykorzystać wiele niuansów, aby znacząco wzmocnić lojalność swoich klientów. Kreatywne rozwiązania skupione są wokół marketingu sensorycznego, który ma konkretny cel – wzbudzić określone emocje i skojarzenia, które zachęcą konsumentów do zakupów. Jak za pomocą czarodziejskiej różdżki witryny sklepowe zmieniają się w piękne wystawy z motywami choinki, mikołaja czy śniegu, a produkty pakowane są w wyjątkowe zestawy świąteczne w atrakcyjnej formie wizualnej. Zaraz obok nich uwaga konsumentów koncentruje się na cenach. Są one właściwie eksponowane i prezentowane na przykład poprzez odpowiednią grę świateł, która wpływa na uwydatnianie atutów produktów, dzięki którym stają się one jeszcze bardziej atrakcyjne dla naszego oka.

Audiomarketing w praktyce

W okresie świąt marketingowcy na każdym kroku trzymają rękę na pulsie. W swoich działaniach promocyjnych mają także coś, co niesie ukojenie dla naszych uszu. Tuż po przekroczeniu progu sklepu z łatwością można dostrzec, że muzyczne playlisty ustępują miejsca kolędom i bożonarodzeniowym pieśniom, dlaczego? W świątecznym nastroju tworzonym przez muzykę, o wiele przyjemniej jest robić zakupy dla najbliższych. Jednak każdy sklep powinien zadbać o nieco odmienną atmosferę i dobrać utwory tak, aby pasowały one do poszczególnych powierzchni sprzedażowych. Niezwykle istotne w tym czasie jest także to, aby wszystkie komunikaty marketingu sensorycznego były dostosowane do grupy docelowej, bowiem inna muzyka jest rekomendowana do sklepu z branży odzieżowej dla nastolatek, a inna do eleganckiej perfumerii przy modnej ulicy w centrum miasta. Poziom głośności świątecznego repertuaru powinien być także spokojniejszy, ponieważ pozwoli klientom skupić i skoncentrować się na zakupach.

Aromat świąt

Badania „Journal of Consumer Marketing” pokazują, że aż 65% ankietowanych lepiej zapamiętuje firmę po miłym zapachu niż po obserwowanych obrazach. Zatem jaką ucztę dla naszych uszu oferuje aromamarketing, który stanowi najważniejszy element marketingu sensorycznego? Polega on na aromatyzowaniu pomieszczeń sklepu w celu wykreowania przyjemnej atmosfery i utrwalenia w klientach pozytywnych skojarzeń z marką. W wielu sklepach i punktach usługowych królują nuty jabłecznika czy goździków. Ciekawym rozwiązaniem jest także kuszenie klientów konkretnym zapachem perfum, który jest delikatnie rozpylany na powierzchni sprzedażowej. Taki zabieg sprawia, że istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że przyjemna woń skłoni odwiedzających sklep do zakupu produktu, którego nie zauważyli na półce, a poczuli jego zapach przy konkretnej alejce zakupowej.

Jak widać, głównym motorem napędzającym zakupy świąteczne jest oddziaływanie na zmysły. Nie wystarczy już jednak zaangażowanie jednego z nich. Coraz częściej sukces sprzedażowy zapewnia zaabsorbowanie kilku zmysłów. Wiele wskazuje też na to, że ten trend będzie rozwijał się w kolejnych latach, wbrew zasadzie less is more.

Każdy sklep za odtwarzanie znanych i popularnych utworów powinien odprowadzać opłaty z tytułu praw autorskich i pokrewnych do właściwych organizacji, które chronią twórców, wykonawców, artystów, a także producentów. Są nimi m.in.: ZAIKS, STOART, SAWP i ZPAV. Często wystarczy jeden kontakt telefoniczny do tych instytucji, aby podpisać stosowne dokumenty umożliwiające rozpowszechnianie muzyki w sklepie.

Jacek Jaroszewski, specjalista ds. PR, agencja PA

Jak i gdzie Polacy robią świąteczne zakupy? Jak je finansują?

Zakupy świąteczne nie przypominają dziś tych sprzed kilku lat. Rośnie popularność e-handlu, a świąteczne wyprzedaże nie budzą już takiego zainteresowania – wynika z raportu “Polaków portfel własny – świąteczne przygotowania” przygotowanego przez Santander Consumer Bank.

  • Tłum w sklepach i korki na ulicach najbardziej utrudniają Polakom przygotowania do Świąt.
  • Z powodu ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę co piąty badany planował w tym roku zacząć świąteczne zakupy wcześniej i zamówić więcej w sklepach internetowych.
  • Ponad 20 proc. badanych stresuje się dużymi wydatkami, jakie towarzyszą przygotowaniom do Świąt Bożego Narodzenia.
  • Większe obciążenie budżetów domowych w okresie świątecznym nie wpływa na sposób wykorzystania środków z programu 500+ – głównymi beneficjentami będą dzieci.

Boże Narodzenie to najbardziej intensywny czas zakupowy. Jak w soczewce skupiają się w tym czasie zmiany, jakie zachodzą w handlu i nawykach konsumentów. Żeby zrozumieć decyzje zakupowe Polaków w tym gorącym okresie, Santander Consumer Bank przeprowadził badania dot. świątecznych finansów. Efektem tej analizy jest raport “Polaków portfel własny – świąteczne przygotowania”, który analizuje m.in. sposób, w jaki robimy świąteczne zakupy, i wskazuje czynniki, które mają na to wpływ.

Tegoroczne zakupy świąteczne są zupełnie inne, niż te robione pięć, a nawet trzy lata temu. – Handel tradycyjny nieustannie ewoluuje, podążając za trendami i oczekiwaniami klientów. Pojawiają się nowe kanały sprzedaży. Zmianom ulega również prawo, które wpływa zarówno na sposób prowadzenia biznesu, jak i na nawyki samych konsumentów – wylicza Piotr Monkiewicz, Dyrektor Departamentu Pożyczek Gotówkowych z Santander Consumer Banku.

Wyjątkowa atmosfera Bożego Narodzenia i tradycja obdarowywania bliskich sprawiają, że Polacy chętnie w tym okresie korzystają z oferty handlowców ale i banków oraz pozostałych instytucji finansowych. To czas wzmożonego zainteresowania kredytami konsumpcyjnymi i kredytem na  zakup towarów i usług (zwanych popularnie ratami). Z danych BIK wynika, że sprzedaż kredytów finansujących sprzedaż ratalną rośnie z  roku na rok, a najbardziej zauważalne jest to w kredytach na niskie kwoty.

Według badania wykonanego na zlecenie Santander Consumer Banku Polacy dostrzegają zmiany, jakie zachodzą w handlu. – Jako czynniki, które mają w tym roku najwięszy wpływ na zakupy świąteczne, wskazują rozwój sklepów internetowych (28,5 proc.) i płatności bezgotówkowych (23,3 proc.) – mówi Piotr Monkiewicz z Santander Consumer Banku – Z kolei ekspansja dyskontów była najczęściej wskazywana w grupie badanych o najniższych dochodach – 31,8 proc. obserwacji – dodaje.

Rozwojowi sklepów internetowych na pewno sprzyja stres, który towarzyszy świątecznym zakupom w sklepach handlu tradycyjnego. Na czele zestawienia najbardziej stresogennych czynników Polacy wymienili tłum w sklepach (51,4 proc.) oraz korki w okolicach centrów handlowych (43,1 proc.). Ponad 20 proc. badanych jako denerwujące wskazało również duże wydatki związane z tym okresem. Może to mieć też wpływ na postrzeganie poświątecznych wyprzedaży. Prawie połowa badanych (42,8 proc.) nie interesuje się nimi wcale lub uważa, że to żadna okazja i źródło niepotrzebnych wydatków.

Tegoroczne Boże Narodzenie będzie pierwszym od czasu wprowadzenia zakazu handlu w niedzielę. Kilka miesięcy obowiązywania ograniczeń sprawiło, że większość badanych nie przewiduje problemów z tego powodu (zwłaszcza że w grudniu niedziel handlowych będzie więcej, niż zwykle). Jednak co piąta osoba deklaruje, że uregulowania wpłyną na jej świąteczne przygotowania i będzie zmuszona do dokonania zakupów dużo wcześniej lub kupi więcej produktów w sklepach online.

I tak prawie połowa badanych z wyższym wykształceniem (45 proc.) poszuka inspiracji zakupowych w internecie. Dla 30 proc. najmniej wykształconych nie będzie ważne co kupią w prezencie innym Niedziele niehandlowe najmniej utrudnień spowodują w miastach do 50 tys. mieszkańców, gdzie problemy przewiduje niecałe 11 proc. badanych, a najbardziej odczuwalne będą w miastach od 250 do 500 tys. mieszkańców – 36 proc. ankietowanych. W grupie wiekowej 30-39 lat aż ponad 40 proc. badanych deklaruje zmiany w przedświątecznych zakupach z powodu nowych ograniczeń w handlu. W najmniejszym stopniu wpłyną one na przygotowania osób najstarszych, wśród których niecałe 10 proc. przewiduje problemy z  tego powodu.

Jak pokazują wyniki badania, większe obciążenie budżetów domowych przed Świętami ma znikomy wpływ na sposób wykorzystania środków z programu Rodzina 500+. Pomimo większych wydatków w tym okresie, zdecydowana większość rodzin (prawie 80 proc.) deklaruje, że pieniądze z programu przeznaczy na prezenty dla dzieci i ich potrzeby. Tylko co dziesiąta rodzina planuje wydać te pieniądze na przygotowania do Świąt, finansując w ten sposób zakup artykułów spożywczych.

O BADANIU:

Badanie zostało zrealizowane na zlecenie Santander Consumer Banku w ankiecie telefonicznej, przeprowadzonej przez Instytut IBRIS w dniach 5–6 listopada 2018 r. W badaniu wzięły udział osoby dorosłe reprezentatywne dla całej Polski. Próba n=1000

Grudniowe tłumy w centrach handlowych, obroty rosną o niemal 100 proc.

Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) odwiedzalność centrów handlowych w Polsce w grudniu rośnie o prawie 25 proc. w stosunku do innych miesięcy.   Oznacza to, że w grudniu wszystkie centra handlowe w Polsce mogą osiągnąć około 180 mln odwiedzin. W tym newralgicznym dla branży handlowej okresie największym zainteresowaniem klientów cieszą się sklepy oferujące biżuterię, zegarki, akcesoria i zabawki oraz książki. 

Na podstawie raportu PRCH Turnover Index przygotowywanego przez Polską Radę Centrów Handlowych, na przestrzeni ostatnich 8 lat w grudniu największy wzrost zainteresowania
ze strony klientów odwiedzających galerie handlowe notuje sektor sklepów oferujących produkty takie jak biżuteria, zegarki, zabawki, akcesoria sportowe oraz księgarnie. Wspomniane wyżej branże notują ponad dwukrotny wzrost wartości koszyka zakupowego w stosunku do pozostałych miesięcy w roku.

Bardzo dużym zainteresowaniem Polaków w grudniu cieszą się również sklepy oferujące meble, elektronikę, dekoracje i akcesoria użytku domowego, w stosunku do rocznej  średniej zainteresowanie to jest wyższe o niemalże 75 proc. Polska Rada Centrów Handlowych obserwuje również znaczny, bo aż 54 proc. wzrost koszyka zakupowego, pośród  sklepów działających w segmencie „zdrowie i uroda” takich jak drogerie, perfumerie, salony urody i salony optyczne.

W grudniu w mniejszym stopniu z przedświątecznej gorączki zakupowej korzystają kina, kluby fitness czy kręgielnie, które nie notują takiego wzrostu obrotów jak inne kategorie ze względu na przekierowanie wydatków na cele stricte świąteczne zakupy.

„Obroty w centrach handlowych generowane w grudniu są średnio aż o 47% wyższe niż średnia z całego roku, wyższe obroty wygenerowane są nie tylko przez większą odwiedzalność galerii, ale także przez zdecydowanie wyższe wartości zakupów. Według naszych danych mniejsze i średniej wielkości centra odwiedza w grudniu około 400 tys. klientów, duże obiekty mogą liczyć na ponad 600 tys. gości w miesiącu. Są jednak galerie w Polsce, w których odwiedzalność w grudniu mocno przekracza 1 mln gości.” – wylicza Anna Zachara Widła, Research & Education Manager w Polskiej Radzie Centrów Handlowych.

ING Bank Śląski kupuje 45% akcji NN Investment Partners TFI

ING Bank Śląski podpisał z NN Investment Partners International Holdings B.V. wstępną umowę nabycia 45% akcji NN Investment Partners TFI za 177,2 mln zł.  Zgodnie z umową zakupu, kluczowym warunkiem zawieszającym dla zamknięcia transakcji jest niezgłoszenie sprzeciwu przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Brunon Bartkiewicz prezes ING Banku Śląskiego
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego

W ING Banku Śląskim stawiamy na rozwój organiczny, ale nie wykluczamy akwizycji jeśli pojawia się możliwość rynkowa, która pozwala nam uatrakcyjnić naszą ofertę. Obecnie NN TFI to dla naszych Klientów sprawdzony i pewny dostawca rozwiązań inwestycyjnych. W przyszłości ścisła współpraca obu podmiotów przyczyni się do dalszego rozwoju oferty produktowej. Związek z bankiem umożliwi NN TFI dostęp do szerokiej sieci dystrybucji. Natomiast dla banku posiadanie pakietu 45% akcji pozwala w istotny sposób partycypować we wzroście wartości spółki. Ta transakcja da nam impuls do dalszego rozwoju – powiedział Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.

Mamy wieloletnie doświadczenie w tworzeniu produktów dla klientów ING Banku Śląskiego. W przyszłości chcielibyśmy uruchomić kolejne innowacyjne rozwiązania, jeszcze lepiej dopasowane do ich potrzeb – zapowiedziała Małgorzata Barska, prezes NN Investment Partners TFINa coraz bardziej wymagającym rynku funduszy inwestycyjnych bliższa współpraca z ING Bankiem Śląskim zapewni nam stabilny rozwój. Uczestnicy naszych funduszy dostaną bardziej efektywne, skrojone na miarę strategie inwestycyjne – dodała Małgorzata Barska.

Zgodnie z zawartą umową cena zakupu w wysokości 177,2 mln zł zostanie powiększona o 2,5% w skali roku za okres od 1 stycznia 2018 roku do dnia zamknięcia transakcji.

ING Bank Śląski będzie uprawniony do otrzymania dywidend począwszy od dywidendy wypłaconej z zysku netto za 2018 roku. Ostateczna cena nabycia będzie podlegała korekcie zgodnie z warunkami przewidzianymi w Umowie Zakupu. O zamknięciu transakcji i ostatecznej wysokości ceny Bank poinformuje w odpowiednim raporcie bieżącym.

Bank spodziewa się, że zamknięcie transakcji nastąpi w II kw. 2019 roku. Według szacunków banku zakup pakietu akcji NN Investment Partners  TFI  obniży skonsolidowany łączny współczynnik kapitałowy oraz współczynnik Tier 1 o ok. 15 p.b.

Poza umową zakupu ING Bank Śląski i NN Investment Partners  TFI  zawarły Umowę Akcjonariuszy, która określa zasady współpracy oraz realizacji wspólnych przedsięwzięć.

NN Investment Partners  TFI na koniec listopada zarządzało aktywami o wartości 17,4 mld PLN. Obecny udział rynkowy spółki wynosi ok. 8,9%. NN Investment Partners  TFI zajmuje czwartą pozycję pod względem wartości aktywów. TFI zarządza 38 funduszami otwartymi oraz zamkniętymi o różnych klasach ryzyka (akcji, absolutnego zwrotu, mieszane, obligacyjne oraz pieniężne)

Maciej Leściorz: Jest duża szansa na tegoroczny rajd św. Mikołaja

Rajd św. Mikołaja, to w żargonie inwestorów giełdowych nazwa okresu od początku do końca grudnia charakteryzującego się wzrostami kursów akcji na giełdach papierów wartościowych. Na GPW częściej bywa inaczej niż na najważniejszych giełdach.

Inwestorzy indywidualni, spodziewający się efektu stycznia, zaczynają już na początku grudnia dokonywać zakupów akcji, mając nadzieję, że odsprzedadzą je w styczniu w trakcie trwania hossy, przez co generują wzrosty kursów poprzez dodatkowy popyt, tworząc „rajd św. Mikołaja”. Inwestorzy instytucjonalni natomiast pod koniec roku dokonują transakcji związanych z porządkowaniem portfela inwestycyjnego, co jest okazją do zakupów.

– Czy w tym roku pojawi się efekt rajdu św.Mikołaja? Statystycznie patrząc: jest na to duża szansa. Analizując XXI wiek, aż 12 razy amerykański indeks S&P 500 zakończył grudzień wzrostami, natomiast w 5 przypadkach były spadki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets, notowanej na londyńskiej giełdzie.

Mniej korzystna jest sytuacja dla rynku polskiego. W przypadku WIG-20 rajd zakończył się wzrostami jedynie 10-krotnie.

W przypadku indeksu S&P w ostatnich latach motorem wzrostu były takie spółki, jak Facebook, Google, Netflix, Amazon oraz Google.

– W ostatnim czasie spółki te dość mocno straciły, dlatego tutaj mamy pole do ewentualnych wzrostów, co akurat doskonale wpisuje się w to, co nazywamy efektem św.Mikołaja – komentuje ekspert CMC Markets.

Tanio już było. Ceny paliw na stacjach benzynowych pójdą w górę

W ostatnich miesiącach ceny ropy naftowej były bardzo niestabilne. Tak dużych wahań nie powinno już być, ale w najbliższych miesiącach na polskich stacjach paliw ceny będą rosły.

Na początku października cena ropy była najwyższa w ciągu 2018 r. Wynosiła 86 USD za ropę brent. Pod koniec listopada spadła do 58 USD, ale wystarczył jeden dzień niepewności, aby skoczyła do 62 USD.

– Przewidujemy, że globalny wzrost gospodarczy w 2019 r. będzie nadal dość wysoki, bo w granicach 3 proc., czyli nie będzie istotnego spadku popytu na ropę, natomiast Rosja i OPEC zapowiedziały obniżenie wydobycia, a USA nie są zainteresowane dalszymi spadkami cen ropy, ze względu na opłacałność wydobycia ze złóż łupkowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Stąd diagnoza, że w najbliższych miesiącach ceny ropy będą nieznacznie rosnąć, jednak już bez tak dużych wahań.

Jak to się przełoży na ceny na stacjach paliw w Polsce? – Koniec 2019 r. podobnie jak kolejne miesiące przyszłego roku powinny przynieść niewielkie wzrosty cen.

Warszawiacy wciąż mogą skorzystać z bonifikaty za przekształcenie użytkowania wieczystego

Spór o bonifikatę za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność gruntu dla budżetu Warszawy ma olbrzymie znaczenie, bo chodzi o kwotę 1,7-3,0 mld zł. Okazuje się, że warszawiacy mogą ten spór wykorzystać, działając jednak jak najszybciej, czyli najlepiej zaraz po 1 stycznia.

Stołeczni radni tuż przed wyborami samorządowymi uchwalili 98-procentową bonifikatę w opłacie za zmianę użytkowania wieczystego we własność gruntów pod ich nieruchomościami, dzięki której wielu właścicieli mieszkań oraz domów miałoby szansę po 1 stycznia 2019 r. pozbyć się za niewielkie pieniądze obowiązku zapłaty opłaty za użytkowanie wieczyste. To była inicjatywa radnych PiS, idącą dużo dalej niż bonifikaty rządowe, dotyczące gruntów Skarbu Państwa, które objęte są 60 proc. bonifikatą przy jednorazowej wpłacie

Po wyborach miasto wycofało się z wysokich upustów, uchwalając o wiele niższe bonifikaty. Radni przyjęli 60 proc. bonifikatę, czyli taką, która właśnie dotyczy gruntów w Warszawie, które należą do Skarbu Państwa. Wojewoda może nie opublikować uchwały obniżającej bonifikatę, a uchwała rady miasta może wejść w życie tylko wtedy, gdy zostanie opublikowana w Dzienniku Urzędowym Województwa Mazowieckiego. Ma 30 dni na ocenę jej legalności, czyli do połowy stycznia. Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że prezydent Warszawy 18 grudnia zmienił zdanie i chce powrotu do “dużej ulgi”.

– Pomimo uchwały dotyczącej obniżenia bonifikaty jest możliwość skorzystania nadal z wyższej, bo 98 proc. stawki bonifikaty, a w tym celu należy jak najszybciej po 1 stycznia złożyć we właściwym urzędzie dzielnicowym pisemny zamiar wniesienia opłaty jednorazowo – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Wystrzychowska, radca prawny w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Co się jednak stanie, gdy uchwała obniżająca bonifikatę wejdzie jednak w życie z początkiem roku, choć nie jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz?

-Wówczas nadal będzie otwarta droga do zaskarżenia tej uchwały do sądu administracyjnego, bo chodzi o jej zgodność z zasadami demokratycznego państwa – wyjaśnia M.Wystrzychowska.

W okresie świąteczno-noworocznym rachunki Polaków wzrastają o ponad 20%

Boże Narodzenie to wyjątkowy czas w roku, który Polacy chętnie spędzają w gronie najbliższych, podczas tradycyjnej wieczerzy wigilijnej oraz rodzinnych spotkań. Święta to jednak także okres zwiększonych wydatków, nie tylko na jedzenie, prezenty czy bożonarodzeniowe ozdoby. Jak wynika z raportu „Świąteczne rachunki Polaków” opracowanego przez platformę MAM, na podstawie badań przeprowadzonych przez ośrodek badawczy SW Research, zwiększone zużycie domowych mediów w grudniu powoduje wzrost opłat średnio aż o 22%! Styczeń to dla większości badanych kolejny wyjątkowo trudny miesiąc. Zwłaszcza że 1/3 Polaków opłaca wówczas także zaległe rachunki za listopad odłożone na później w związku z dodatkowymi wydatkami przeznaczanymi na przygotowania do świąt.

Wysokie opłaty za media to tak naprawdę bolączka Polaków przez cały rok. Pieniądze przeznaczane na opłacenie comiesięcznych zobowiązań już dziś pochłaniają aż 1/4 budżetu rozporządzalnego statystycznej polskiej rodziny[1], a w świetle podwyżek, które czekają konsumentów w 2019 r. kwoty te mogą być jeszcze większe. Okres świąteczny, kiedy zużycie mediów wzrasta w związku z przygotowaniami i obchodami Bożego Narodzenia to kolejne spore obciążenie dla mocno nadwyrężonej już kieszeni Polaków.

Liczniki w górę

Jak wynika z raportu platformy do obniżania rachunków za media MAM, zdecydowana większość badanych przyznaje, że z powodu świąt najbardziej wzrastają ich rachunki za prąd (80%), który na dodatek i tak jest najdroższym, i najbardziej obciążającym domowy budżet kosztem w Polsce. Przeciętnie Polacy płacą za niego miesięcznie aż 125 zł[2]. Kolejne opłaty rosnące w związku z obchodami Bożego Narodzenia to te za wodę i gaz. Nic dziwnego. Przygotowania do świąt wiążą się m.in. z domowymi porządkami, a także przygotowaniem tradycyjnych potraw. Przeciętnie Polacy w tym szczególnym okresie w roku spędzają w kuchni około 13 godzin, a rekordziści, którzy stanowią aż 1/4 badanych, nawet 30 godzin. Taka wzmożona aktywność kulinarna sprawia, że opłata za prąd potrafi wzrosnąć średnio o 40-50 zł[3], a ta za gaz o 23%. Do wyższego rachunku za energię przyczyniają się także elektryczne ozdoby świąteczne, którymi Polacy przyzdabiają choinki, okna, tarasy, a także fasady domów, oraz wzmożona praca sprzętów AGD, takich jak: roboty kuchenne czy zmywarki.

Jak widać przygotowania do świąt wiążą się z realnym wzrostem wydatków z domowego budżetu. Czy otrzymując rachunki za grudzień, Polacy będą jednak wiedzieli, dlaczego są one wyższe niż normalnie? Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że nie, bo niestety wiedza konsumentów o ich comiesięcznych zobowiązaniach pozostawia wiele do życzenia. Aż 62% przepytanych przez platformę MAM przyznało, że nie wie, ile prądu zużywa ich gospodarstwo domowe, a 31% nie wie, w jakiej jednostce to zużycie jest mierzone. Jeśli zaś chodzi o same rachunki za energię elektryczną, to jedynie połowa Polaków rozumie lub przynajmniej deklaruje, że rozumie zawarte na nich zapisy[4]. Tak samo jest w przypadku faktur za gaz.

MAM na rachunki

Boże Narodzenie to okres radości, niestety oczekiwanie na święta może przyćmić wizja styczniowych – wyższych niż normalnie – opłat. Zwłaszcza, że dla wielu miesiąc ten jest okresem tzw. „wielkiej kumulacji”. Poza opłatami za grudzień, które, jak wynika z badań platformy MAM, są większe średnio o 100 zł, spora część Polaków musi zapłacić wówczas również zaległe rachunki za listopad. W konsekwencji wiele gospodarstw domowych przeznacza na rachunki za media na początku roku nawet 1100 zł. Taka kwota to ogromne obciążenie dla większości Polaków, dlatego warto wcześniej pomyśleć o zoptymalizowaniu swoich wydatków, zwłaszcza że na rynku istnieją już nowoczesne narzędzia pozwalające na realne obniżanie opłat za media przy okazji codziennych zakupów.

[1] GUS „Sytuacja gospodarstw domowych w 2017 r. w świetle wyników badania budżetów gospodarstw domowych”, marzec 2018 r.

[2] Raport „Media i rachunki” platformy do obniżania rachunków za media MAM

[3] Opracowanie własne platformy MAM dotyczące cen energii i zużycia dla konkretnych urządzeń

[4] Raport „Media i rachunki” platformy do obniżania rachunków za media MAM

Organizacja świąt może wpędzić w kłopoty finansowe co szóstego Polaka. Jedynie 4 proc. chce na ten cel zaciągnąć pożyczkę

Organizacja świąt może wpędzić w kłopoty finansowe co szóstego Polaka. Jedynie 4 proc. chce na ten cel zaciągnąć pożyczkę 1

Na Boże Narodzenie średnio wydamy w tym roku około 1280 złotych, czyli około 100 zł więcej niż rok temu – wynika z danych BIG InfoMonitor. Lwią część budżetu pochłoną prezenty i jedzenie. Choć sytuacja materialna Polaków jest coraz lepsza, to święta mogą wpędzić w kłopoty finansowe 16 proc. z nich. Większość osób zamierza pokryć wydatki z bieżących pensji i oszczędności. Choć według deklaracji na pożyczkę na Boże Narodzenie zdecyduje się zaledwie 4 proc. badanych. W praktyce skorzysta z niej znacznie więcej osób, np. poprzez zakupy na raty czy z odłożonym terminem płatności.

– Sytuacja materialna polskiego społeczeństwa poprawia się. Wydatki na Boże Narodzenie w tym roku będą większe niż zeszłoroczne. Tym razem chcemy przeznaczyć na ten cel około 1 280 zł i jest to o 100 zł więcej niż w zeszłym roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor.

Z badania „Zwyczaje i wydatki świąteczne Polaków” przeprowadzonego przez Instytut ARC Rynek i Opinia dla BIG InfoMonitor wynika, że dla Polaków w Boże Narodzenie ważne jest praktykowanie tradycyjnych zwyczajów i przede wszystkim spędzanie ich w gronie rodzinnym. Przy wigilijnym stole z najbliższymi zasiądzie 96 proc. Polaków. Zdecydowana większość nie wyobraża też sobie świąt bez prezentów pod choinką. To widać w planowanych wydatkach.

Najwięcej pieniędzy wydajemy właśnie na prezenty (525 zł) i jedzenie (ok. 460 zł). Średnio 65 zł przeznaczymy na choinkę, choć duża część osób, zwłaszcza tych liczących pieniądze, decyduje się na sztuczne drzewko.

 Znaczącą pozycją w wydatkach świątecznych Polaków są też koszty wyjazdów, ale te nie dotyczą wszystkich. Tylko 20 proc. z nas mówi, że będzie podróżować, odwiedzać rodzinę czy spędzać u niej święta. Tego rodzaju wydatki to 301 zł – zauważa ekspertka.

Organizacja świąt Bożego Narodzenia to dla Polaków poważny wydatek. 57 proc. ankietowanych uważa, że jest to spory koszt do zaplanowania w domowym budżecie.

– W zeszłym roku mówiło tak 62 proc. badanych – wskazuje Halina Kochalska. – Tylko 15 proc. osób uważa, że nie ma problemu, żeby sobie z tymi wydatkami poradzić. Proporcje te pokazują, że większość musi się dobrze zorganizować, zaplanować, wcześniej zaoszczędzić czy pożyczyć, żeby pozwolić sobie na te wydatki.

Z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia dla BIG InfoMonitor wynika, że 85 proc. ankietowanych pokryje wydatki z bieżących dochodów. W zeszłym roku deklarowało to prawie 90 proc. Polaków. Co piąty skorzysta ze zgromadzonych oszczędności, a 5 proc. ze świadczenia z programu 500+.

– Wśród beneficjentów programu Rodzina 500 plus tylko 1/3 badanych zauważa, że wpłynie to na zwiększenie wydatków bożonarodzeniowych. Przede wszystkim dzięki programowi droższe będą prezenty, ale też beneficjenci wydadzą więcej na żywność – zauważa Halina Kochalska.

4 proc. badanych deklaruje, że weźmie na święta pożyczkę. W ocenie ekspertów BIG InfoMonitor w rzeczywistości odsetek ten może być znacznie wyższy. Po pierwsze, nie wszyscy chcą się przyznać do tego, że wspomagają się zastrzykiem finansowym z banku lub innej instytucji. Po drugie, nie wszyscy jako pożyczkę traktują coraz popularniejsze dziś zakupy na raty czy z odroczonym terminem płatności.

Co szósty Polak (16 proc.) ocenia, że niezależnie od starań święta będą oznaczać dziurę finansową. Z badania „Nastawienie do finansów” wykonanego przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor wynika, że 62 proc. Polaków ma w grudniu problemy z opłaceniem bieżących rachunków, czynszu i rat kredytów. Nawet co trzecia osoba wychodzi na prostą po grudniowych zakupach dopiero w styczniu, część dopiero w lutym i marcu.

Wiedza na temat smogu wciąż jest niewielka. 1/4 Polaków uważa, że szkodzi on tylko dzieciom, kobietom w ciąży i osobom starszym

Wiedza na temat smogu wciąż jest niewielka. 1/4 Polaków uważa, że szkodzi on tylko dzieciom, kobietom w ciąży i osobom starszym 2

O smogu słyszało 99 proc. Polaków, ale brakuje im rzetelnej wiedzy na ten temat. Pokazują to mity, które krążą w społeczeństwie. Przykładowo 23 proc. Polaków uważa, że smog występuje tylko w dużych miastach, a ponad połowa jest zdania, że to naturalny element życia w metropolii. Jedna czwarta społeczeństwa jest przekonana, że zanieczyszczone powietrze jest szkodliwe tylko dla dzieci, kobiet w ciąży i osób starszych. Wiedzę Polaków na ten temat sprawdził eurobank w ramach w kampanii HASHBezSmogu.

Z badania „Smog – prawdy i mity wśród Polaków” wiemy, że Polacy znają to zjawisko, prawie wszyscy o nim słyszeli, natomiast tylko 59 proc. ocenia swoją wiedzę jako wysoką – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Suchanek, Dyrektor Zarządzający, Euro Bank SA.

Prawie wszyscy badani podkreślają, że smog jest niebezpieczny dla zdrowia oraz życia i może powodować szereg groźnych chorób. Wiedzą też, jakie są główne przyczyny jego powstawania.

 Jako najczęstszą przyczynę powstawania smogu Polacy wskazują spalanie w piecach nieodpowiednich rzeczy (82 proc.). Wymieniają również korzystanie ze starych pieców (67 proc.), przemysł (58 proc.) oraz ruch samochodowy (56 proc.), czyli na cztery czynniki trzy to takie, na które mamy wpływ – dodaje Magdalena Suchanek.

Wokół smogu narosło jednak wiele mitów. Polacy błędnie sądzą, że np. oddychanie zanieczyszczonym powietrzem szkodzi tylko niektórym grupom – dzieciom, osobom starszym i kobietom w ciąży. Tymczasem – jak alarmuje Europejska Agencja Środowiska – co roku w Polsce umiera z tego powodu 47 tys. osób.

– Smog jest problemem, z którym Polacy mierzą się od lat. Poprawa jakości powietrza w Polsce to jednocześnie jedno z największych współczesnych wyzwań. eurobank jako instytucja odpowiedzialna społecznie zwraca uwagę Polaków na ten ważny temat. W ramach kampanii HASHBezSmogu z jednej strony prowadzimy realne działania – niedawno poszerzyliśmy ogólnopolską sieć z danymi dotyczącymi jakości powietrza o 50 kolejnych czujników smogu, które zainstalowaliśmy w naszych placówkach. Z drugiej strony edukujemy – mówimy o konsekwencjach oddychania zanieczyszczonym powietrzem, ponieważ zależy nam na zwiększeniu świadomości tego problemu – komentuje Magdalena Suchanek.

Jednocześnie jedna czwarta społeczeństwa jest zdania, że ze smogiem mamy do czynienia tylko w dużych miastach. To nie jest prawda, choć rzeczywiście to metropolie mają z tym największy problem. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że prawie trzy czwarte polskich miast ma przekroczone normy powietrza. 36 z nich znalazło się w ubiegłorocznym zestawieniu WHO 50 najbardziej zanieczyszczonych miast na świecie. Jeszcze rok wcześniej było ich 33.

Błędne jest założenie, że smog występuje tylko w dużych aglomeracjach. Dlatego w ramach kampanii HASHBezSmogu montujemy czujniki w naszych placówkach również w mniejszych miejscowościach. Dostęp do bieżących pomiarów powinni mieć wszyscy, ponieważ dzięki świadomości zagrożenia można zabezpieczyć się przed jego skutkami. Odczyty z naszych czujników z aktualnym stanem powietrza dostępne są na stronie airly.eu/map/pl oraz w aplikacjach Airly dostępnych na system Android oraz iOS – dodaje Magdalena Suchanek.

Kampania HASHBezSmogu jest jednym z kluczowych elementów działań CSR eurobanku. Jej celem jest szerzenie wiedzy na temat smogu i zwiększenie świadomości Polaków na temat zagrożeń wynikających z oddychania zanieczyszczonym powietrzem. W ramach kampanii eurobank wspiera rozwiązania na rzecz walki ze smogiem. W ciągu dwóch edycji kampanii bank przyłączył się do tworzenia i poszerzenia ogólnopolskiej sieci czujników jakości powietrza i we współpracy z firmą Airly zamontował ich już sto w swoich placówkach w całej Polsce. Dzięki temu lokalne społeczności mają dostęp do bieżących informacji o poziomie stężenia zanieczyszczeń powietrza.

Sensory mierzą poziom stężenia pyłów zawieszonych PM1, PM2.5 oraz PM10, temperaturę powietrza, ciśnienie atmosferyczne oraz wilgotność powietrza. Znajdują się m.in. w województwach: pomorskim, kujawsko-pomorskim, śląskim, dolnośląskim, małopolskim, lubuskim, łódzkim, mazowieckim, lubelskim, zachodniopomorskim, wielkopolskim, opolskim. Pełna lista miast, w których zamontowane zostały czujniki w ramach 1. i 2. edycji kampanii HASHBezSmogu, znajduje się na stronie internetowej kampanii: http://eurobank.pl/o-banku/bez-smogu.

Ogólnopolskie badanie ilościowe „Smog – prawdy i mity wśród Polaków” zostało przeprowadzone we wrześniu przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Euro Banku SA techniką wywiadów internetowych CAWI, z wykorzystaniem panelu internautów ARC Rynek i Opinia – ePanel. Łącznie zrealizowano 3 283 wywiady. Próba badawcza była reprezentatywna dla Polaków w wieku 18–65 lat.

Przyszły rok może być wyjątkowo dobry dla branży PR. Agencje oczekują wzrostu o 10 proc.

Przyszły rok może być wyjątkowo dobry dla branży PR. Agencje oczekują wzrostu o 10 proc. 3

Rok 2018 był bardzo udany dla branży public relations, która w nadchodzącym roku spodziewa się jeszcze większych wzrostów, sięgających 10–11 proc. Najprawdopodobniej będzie to jednak na dłuższy czas ostatnie okienko tak dobrej koniunktury – ocenia Grzegorz Szczepański, prezes Związku Firm PR. Jak podkreśla, zmarnowaną szansą dla sektora publicznego okazały się obchody 100-lecia Niepodległości i organizacja szczytu COP24, jednak na plus trzeba zaliczyć fakt, że sektor publiczny w końcu wrócił do profesjonalnych usług PR. W 2019 roku można się spodziewać dalszego, rosnącego wpływu technologii i zastosowań sztucznej inteligencji na branżę.

– Ten rok kończymy w bardzo dobrych nastrojach. Branża PR rosła szybciej niż cała polska gospodarka. Klienci już się nauczyli, że potrafimy dostarczać im nie tylko proste usługi relacji z mediami, lecz także bardzo wysokiej jakości usługi komunikacji zintegrowanej. To był też rok, w którym sektor publiczny w końcu wrócił do profesjonalnych agencji PR. Można powiedzieć, że od dawna nie było tak dobrego okresu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Szczepański, prezes Związku Firm Public Relations.

Pod względem wyników finansowych branży PR bieżący rok może się okazać jeszcze lepszy od poprzedniego. Jak wynika z rankingu opublikowanego we wrześniu przez ZFPR, w 2017 roku łączny wynik fee income dla 17 agencji i 5 grup kapitałowych uwzględnionych w szacunkach przekroczył 129,3 mln zł i był wyższy o prawie 8 proc. w ujęciu rocznym. Prezes ZFPR podkreśla jednak, że mimo dobrych wyników branży trzeba zwrócić uwagę na zmarnowaną szansę, jaką niosła ze sobą organizacja 100-lecia Niepodległości i szczytu COP24.

Patrząc na to, jak wyglądały przygotowania i realizacja obchodów 100-lecia Niepodległości Polski i konferencji klimatycznej COP24, nasuwa się refleksja, że można było to zrobić lepiej. Mieliśmy szansę – która została nieodwracalnie stracona – żeby pokazać Polskę z jak najlepszej strony. Zabrakło refleksji, że są w Polsce firmy, zespoły i agencje, które potrafią robić promocję tego typu wydarzeń na najwyższym poziomie. W tym rynku jest moc i dobrze by było, gdyby dostrzegły to również osoby odpowiadające za inwestycje w sektorze publicznym – podkreśla Grzegorz Szczepański.

Jak ocenia, nadchodzący rok również powinien być udany dla branży public relations, która będzie nadal rosnąć szybciej niż cała gospodarka. Branża oczekuje w przyszłym roku dwucyfrowego wzrostu, sięgającego 10–11 proc.

– Wykorzystanie tej szansy to zadanie dla wszystkich agencji, bo może się okazać, że to będzie nasze ostatnie okienko tak dobrej koniunktury, która – według prognoz ekonomistów – może skończyć się za 12–14 miesięcy. Nadchodzący rok to będzie dobry czas dla silnych agencji, ale także dla średnich podmiotów, które powinny szukać możliwości konsolidacji. Natomiast dla małych agencji to ostatni moment, żeby inwestować w wąską specjalizację i wyróżnić się na rynku – podkreśla Grzegorz Szczepański.

Kluczowym trendem, który wpływał i będzie wpływać na branżę PR również w przyszłym roku, pozostaje technologia. Z jednej strony wyzwaniem dla PR-owców jest wyjaśnienie opinii publicznej skomplikowanych, zawiłych zagadnień związanych z rozwojem technologicznym. Z drugiej – sama branża zastanawia się, jakie przełożenie będzie mieć na nią chociażby sztuczna inteligencja.

– Technologia będzie ustawiać całą narrację w tej branży na kolejne lata. Wydaje się, że sztuczna inteligencja zostanie wykorzystana m.in. do budowy contentu, tworzenia treści i monitorowania zasięgu, który wywołujemy działaniami PR – mówi Grzegorz Szczepański.

– Drugi trend w branży opiera się na tym, że wkraczamy w erę biznesu idei i ekonomii wartości. To w zachodnim świecie nazywa się CEO albo Brand Activism – czyli szefowie dużych firm i marki zaczynają zajmować stanowisko w ważnych społecznie sprawach, nawet politycznych. Obserwujemy mocno polaryzujące się społeczeństwa w większości krajów na świecie, a za tym podążają także działania marketingowe.

Prezes Związku Firm Public Relations podkreśla, że trendem, którego można się spodziewać w przyszłym roku, będzie też większa obecność Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ (Agenda 2030) w komunikacji CSR-owej firm i marek. Innymi słowy, firmy będą wiązać swoją komunikację i prezentować swoje działania na tle jednego z 17. Celów ONZ dotyczących walki z najważniejszymi globalnymi problemami, takimi jak głód, ubóstwo czy rosnące zapotrzebowanie na energię przy malejącej ilości surowców.

W grudniu Związek Firm Public Relations po raz 16. przyznał Złote Spinacze, czyli nagrody branżowe dla najskuteczniejszych, najbardziej kreatywnych i najlepiej przygotowanych kampanii i działań komunikacyjnych oraz agencji PR. W tegorocznej edycji jury przyznało: 20 Złotych, 34 Srebrnych i 28 Brązowych Spinaczy. Największa liczba statuetek oraz główny Tytanowy Spinacz – po raz drugi z rzędu – powędrowały do agencji Big Picture. Natomiast specjalnym tytułem Gwiazdy PR został nagrodzony szef WOŚP Jerzy Owsiak.

Dla pokolenia Z smartfony są wymarzonym prezentem pod choinkę. Zwykle kupowane są w stacjonarnych salonach operatorów

0

Dla pokolenia Z smartfony są wymarzonym prezentem pod choinkę. Zwykle kupowane są w stacjonarnych salonach operatorów 4

Sprzęt elektroniczny to wymarzony prezent pod choinkę dla osób z pokolenia Z. Chciałby go otrzymać co czwarty urodzony po 1997 roku, a ponad połowa z nich uważa, że dla ich rówieśników najlepszym prezentem byłby smartfon. Od lat przed świętami Bożego Narodzenia rośnie zainteresowanie zakupem elektroniki. W 2017 roku chętnych na świąteczny zestaw Orange Love ze smartfonami było ponad połowę więcej niż kupujących pakiet w poprzednich miesiącach. Klientów przyciąga też elastyczna oferta, czyli możliwość zakupu telefonów na raty w dowolnym momencie trwania umowy.

Z danych TrendForce wynika, że po pierwszych trzech kwartałach 2018 roku globalna sprzedaż smartfonów wzrosła o 8 proc., do blisko 380 mln sztuk. W Polsce telefon to od lat jeden z chętniej kupowanych prezentów.

Z raportu Allegro „Ulubione prezenty Polaków 2018” wynika, że 21 proc. Polaków zamierza w tym roku kupić na prezent elektronikę lub AGD. Natomiast 24 proc. przyznało, że chciałoby znaleźć pod choinką coś z tej kategorii. Konkretnie na smartfona wskazało 18 proc. badanych. Polacy przyznają, że najlepsze ubiegłoroczne prezenty to właśnie elektronika, w szczególności smartfon i smart zegarek, a także konsola do gier i laptop.

– Wśród najmłodszych najbardziej popularny jest sprzęt elektroniczny. Wśród osób z tzw. pokolenia Z, czyli urodzonych po 1997 roku, 25 proc. powiedziało, że chętnie dostałoby jako prezent smartfon pod choinkę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Stankiewicz, dyrektor ds. marketingu rynku konsumenckiego w Orange Polska.

Z badania Kantar Polska na zlecenie Orange Polska wynika, że według 53 proc. młodych ludzi smartfon byłby wymarzonym prezentem dla ich rówieśników.

Prawie 40 proc. osób przy zakupie prezentów na święta Bożego Narodzenia korzysta zarówno ze sklepów stacjonarnych, jak i internetowych. Pozostałe 60 proc. dzieli się – po równo – na zwolenników tradycyjnych sklepów oraz zakupów w onlinie. W przypadku zakupu smartfonów te proporcje wyglądają nieco inaczej. Klienci wolą zobaczyć i przetestować na żywo dany sprzęt przed podjęciem ostatecznej decyzji.

 75 proc. klientów jednak woli pójść do sklepu, zobaczyć ten telefon i go zakupić właśnie w naszym sklepie – wskazuje Artur Stankiewicz.

Co roku przed świętami zainteresowanie telefonami rośnie, dlatego operatorzy na ten okres przygotowują specjalne ofert.

W tym okresie telefony bardzo dobrze się sprzedają, dlatego staramy się odpowiadać na potrzeby klientów. Przykładowo w zeszłym roku mieliśmy promocję, w której do oferty Orange Love dawaliśmy Samsunga J3. Wówczas sprzedaż wzrosła nam o 60 proc. miesiąc do miesiąca. Podobnie było w tym roku w okresie Black Friday. Sprzedaliśmy ponad 10 tys. smartfonów z najwyższej półki – mówi Artur Stankiewicz.

Także w tym roku operatorzy przygotowali świąteczną ofertę, m.in. w Orange to zestawy 2 smartfonów, z których jeden klient otrzymuje za złotówkę. Przy zakupie klienci zwracają jednak uwagę nie tylko na atrakcyjne ceny, ale i elastyczność oferty.

– Świat, który kiedyś wymyśliliśmy, składający się z 24 lub 36 miesięcy abonamentu, nie do końca odpowiada potrzebom klienta. Niektórzy chcą ten telefon zachować dłużej, niektórym telefon się psuje i chcą go wymienić – mówi Artur Stankiewicz. – Dlatego właśnie uruchomiliśmy nową możliwość. Klient może przyjść do Orange w każdym momencie i kupić nowy telefon na raty, czyli nie musi czekać aż skończy mu się umowa.

Taką możliwość klienci Orange mają od lipca. W ciągu kilku miesięcy udział tej oferty w całkowitej sprzedaży telefonów wzrósł do kilkunastu procent.

Szansa dla części pacjentów z nowotworami krwi. W walce z chorobą może pomóc innowacyjna metoda wykorzystująca własne limfocyty T pacjenta

Szansa dla części pacjentów z nowotworami krwi. W walce z chorobą może pomóc innowacyjna metoda wykorzystująca własne limfocyty T pacjenta 5

W ostatnich latach w leczeniu nowotworów krwi dokonał się ogromny postęp. To zasługa rozwoju nowoczesnej immunoterapii, której podstawą jest zdolność ludzkiego organizmu do rozpoznania i eliminowania komórek nowotworowych. Odpowiednio zmodyfikowane i namnożone limfocyty z krwi chorego, czyli tzw. terapia CAR-T, zwalczają komórki nowotworowe, a skuteczność takiego leczenia została potwierdzona w badaniach klinicznych. Stwarza to szansę dla części pacjentów z agresywnymi lub opornymi na leczenie postaciami choroby.

Eksperci zwracają uwagę, że hematologia i hematoonkologia to młode dziedziny, ale w ciągu ostatnich dwóch dekad dokonał się w nich ogromny postęp. Pacjenci mają dostęp do szerokiej grupy leków, a hematologia, zwłaszcza onkologiczna, staje się coraz bardziej spersonalizowana.

Obiecujące są również efekty leczenia niektórych nowotworów hematologicznych za pomocą genetycznie zmodyfikowanych limfocytów T (CAR-T, chimeric antigen receptor). Siła technologii CAR-T tkwi w nauce i krwi pacjenta, a ściślej, w jego własnych limfocytach T, które zostają ukierunkowane przeciwko komórkom nowotworowym. Jest to jednorazowa terapia, która stanowi szansę dla pacjentów z agresywnymi złośliwymi nowotworami krwi.

– Terapia CAR-T to wyprodukowanie własnego, celowanego „wojska” do zwalczania komórek nowotworowych. Celem jest uzbrojenie własnych komórek układu odpornościowego, czyli limfocytów T, w narzędzia, które zniszczą komórki nowotworowe. Jest pewna grupa pacjentów – zarówno pediatrycznych, jak i dorosłych – która pomimo dostępnych już nowoczesnych leków, niestety na nie nie odpowiada. Choroba wznawia się po przeszczepieniu szpiku bądź też pierwotnie jest oporna na standardowe terapie. Natomiast technologia CAR-T daje nam kolejną szansę – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. Krzysztof Kałwak z Kliniki Transplantacji Szpiku, Onkologii i Hematologii Dziecięcej we Wrocławiu.

Mechanizm terapii CAR-T jest dość złożony. Najpierw, w specjalistycznym procesie filtrowania krwi (leukafereza) izolowane są z niej leukocyty, a konkretniej – limfocyty T. Następnie są one zamrażane i przekazywane do laboratorium w celu modyfikacji. Przy pomocy nieaktywnego wektora wirusowego limfocyty T zostają genetycznie zaprogramowane tak, aby rozpoznawały komórki nowotworu. Następnie nowo utworzone komórki CAR-T ulegają namnażaniu i trafiają z powrotem do krwi pacjenta. Tak zaprogramowane są w stanie rozpoznać komórki nowotworowe, przyłączyć się do nich i aktywnie je zniszczyć.

CAR-T to niewątpliwie przełom, rewolucja w myśleniu o terapii. Dzięki tej technologii możemy wykorzystać własne komórki pacjenta, by zwalczały komórki nowotworowe. Limfocyty T, odpowiednio namnożone i zmodyfikowane genetycznie, u części chorych mogą nawet wyeliminować chorobę nowotworową. Proces jest wieloetapowy, daje szansę długotrwałej remisji pacjentom, dla których dotychczasowe opcje terapeutyczne nie miały już nic do zaproponowania – mówi prof. Krzysztof Kałwak.

Jak podkreśla, terapia CAR-T stwarza szansę dla pacjentów, w przypadku których wykorzystane zostały już wszystkie dostępne możliwości terapeutyczne. Dotychczas prowadzone badania kliniczne potwierdzają jej bardzo dobre efekty.

 Badanie pediatryczne dotyczyło grupy ponad 70 dzieci z oporną postacią białaczki limfoblastycznej. Te dzieci były leczone w różnych ośrodkach na świecie. Odpowiedź na leczenie w postaci uzyskania remisji u pacjentów wynosi około 80 procent po trzech miesiącach – mówi prof. Krzysztof Kałwak.

Terapia CAR-T wpisuje się w dziedzinę zwaną immunoterapią nowotworów, której podstawą jest zdolność ludzkiego organizmu do obrony przed patogenami oraz do rozpoznania i eliminowania komórek nowotworowych. Immunoterapia nowotworów to obiecujący kierunek w onkologii, co potwierdza choćby tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie medycyny dla Jamesa P. Allisona z USA i Asuku Honjo z Japonii za odkrycie nowej metody walki z rakiem.

– Pacjenci hematoonkologiczni oczekują innowacyjnych terapii, bo to zmienia perspektywę ich leczenia, ich rokowania. Poza jakością życia, zmienia się też długość przeżycia pacjentów. Pojawianie się ciągle tych nowych terapii pozwala na kontynuowanie ich leczenia, bo wśród pacjentów pojawia się oporność na pewne leki, trzeba wprowadzać kolejne linie leczenia. Dlatego przed naukowcami stoi wyzwanie tworzenia nowych, innowacyjnych leków – podkreśla Aleksandra Rudnicka, rzecznik Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych.

Liczba zachorowań na nowotwory krwi rośnie, jednak wiedza Polaków na ten temat pozostaje niewielka. Część pacjentów trafia do lekarza zbyt późno, biorąc objawy poważnej choroby za zwykłe przeziębienie.

– Polacy w większości nie są świadomi objawów chorób hematoonkologicznych, ponieważ są one niespecyficzne, przypominają inne schorzenia. Gorączka, ból głowy, nocne poty, czasami chudnięcie – takie objawy są bagatelizowane, łączone ze zwykłym przeziębieniem. Większość pacjentów nie idzie do lekarza na badania, nie robi morfologii. 84 procent Polaków wie, że trzeba takie badanie robić, natomiast 43 procent ankietowanych tych badań nie wykonuje. Ale jeżeli takie objawy utrzymują się ponad 3 tygodnie, należy to zrobić, bo to może być początek procesu chorobowego – podkreśla Aleksandra Rudnicka.

 Wiedza polskich pacjentów na temat chorób krwi i szpiku jest bardzo zróżnicowana, zależy trochę od osobistych zainteresowań, trochę od wykształcenia. Przy powszechnym dostępie do Internetu osoby, które mają podejrzenie takiej choroby, natychmiast same poszukują informacji w sieci – mówi prof. dr hab. n. med. Wiesław Jędrzejczak, specjalista chorób wewnętrznych, hematolog, onkolog kliniczny i transplantolog.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory układu krwionośnego i chłonnego wzrosła ponad dwukrotnie w ciągu ostatnich 30 lat. Wielu pacjentów dowiaduje się o chorobie zbyt późno, kiedy leczenie jest utrudnione. Wynika to m.in. z faktu, że wiele nowotworów krwi daje niejednoznaczne objawy, które łatwo pomylić z innymi schorzeniami.

Blockchain może być eksportową siłą Polski. Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii zrzesza już 150 członków

Blockchain może być eksportową siłą Polski. Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii zrzesza już 150 członków 6

Stworzenie technologii blockchain ekosystemu przyjaznego rozwojowi w Polsce to jeden z głównych postulatów, o jakie ma walczyć powołana kilka miesięcy temu do życia Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii. Działalność tej instytucji jest odpowiedzią na dostrzeżenie potencjału, jaki tkwi w technologii blockchain i uznania dla polskich specjalistów tej branży. W wyniku jej działań Polska jest krajem, w którym powstał pierwszy europejski sąd arbitrażowy zajmujący się rozstrzyganiem sporów związanych z blockchain.

Działalność Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii ma się skupiać wokół realizacji zadań związanych z postulatami utworzenia regulacji prawnych umożliwiających rozwój technologii blockchain. To m.in. umożliwienie pokrywania zobowiązań administracyjnych i podatkowych za pomocą walut cyfrowych czy zwolnienie z podatku dochodowego obrotu walutami cyfrowymi. Wprowadzenie takich regulacji miałoby ponadto ułatwić stworzenie ekosystemu, który byłby konkurencyjny chociażby dla Niemiec i pozwolił na przyciągnięcie do Polski start-upów i zagranicznych inwestorów dysponujących kapitałem związanym z walutami cyfrowymi.

– Izba powstała całkiem niedawno, ale już w tej chwili zrzesza ponad 150 członków. Wśród nich są znaczące instytucje finansowe. Izba i jej działania będą koncentrowały się na sprzyjaniu rozwojowi nowych technologii w Polsce, ma to czynić poprzez dialog z administracją państwową, z regulatorami, z legislaturą, z ustawodawcami, jak również poprzez szeroko rozumiane działania edukacyjne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Wachowski, członek Izby Gospodarczej Blockchain i Nowych Technologii.

Choć instytucja działa od kilku miesięcy, to ma już za sobą utworzenie organu, który może znacząco pomóc firmom z branży blockchain w dochodzeniu swoich praw. To pierwszy w Europie Sąd Polubowny do spraw Blockchain. Jego zadaniem ma być przede wszystkim ułatwienie prowadzenia sporów, jakie zachodzą pomiędzy przedsiębiorcami a odbiorcami tych technologii. Jego orzeczenia będą mogły nabierać mocy sądu powszechnego, a sam organ będzie mógł rozstrzygać spory na całym świecie. Pierwszym krajem, którego sądownictwo zaakceptowały dowody w postaci blockchainowej, były Chiny. Działający tam Internetowy Sąd Hangzhou planuje wykorzystywać je w procesach związanych z łamaniem praw autorskich.

Raport „Blockchain w Polsce. Możliwości i zastosowania” wskazuje możliwe zastosowania technologii w Polsce. Choć kojarzona jest ona silnie z kryptowalutami, to można ją również stosować jako trwały nośnik, o czym świadczy takie jej wdrożenie w PKO Banku Polskim. Innymi możliwymi zastosowaniami blockchain może być przechowywanie dokumentacji medycznej czy dokonywanie rozliczeń międzybankowych.

Zarówno powołanie Izby, jak i działającego przy niej Sądu Polubownego, wskazuje, że rynek rozwiązań opartych na technologii blockchain cechuje się obecnie bardzo dużym tempem rozwoju, a Polacy są wymieniani wśród najlepszych ekspertów tej branży.

– Rozwój nowych technologii postępuje w tempie geometrycznym. Kto jeszcze do niedawna nie słyszał o blockchain, tokenach, smart kontraktach czy walutach cyfrowych, niedługo zapewne o tym usłyszy. Zapraszamy do udziału w Izbie wszystkie firmy z branży technologicznej, w szczególności te, które zajmują się uczeniem maszynowym, sztuczną inteligencją, pojazdami autonomicznymi czy usługami chmurowym. Takich firm w Polsce jest coraz więcej i ciągle powstają nowe – mówi Marcin Wachowski.

Jak dowiadujemy się z grudniowego raportu „Blockchain w Polsce. Możliwości i zastosowania”, którego autorzy powołują się na dane Gartnera, wartość dodana wynikająca z innowacji związanych z tą technologią do 2025 roku wyniesie 176 mld dol., a do 2030 roku ma to być już nawet 3,1 bln dol.

Szkolenia, e-commerce i wizualizacje przyszłością wirtualnej rzeczywistości. Trwają prace nad soczewką z rozszerzoną rzeczywistością

Szkolenia, e-commerce i wizualizacje przyszłością wirtualnej rzeczywistości. Trwają prace nad soczewką z rozszerzoną rzeczywistością 7

Dzięki wirtualnej lub rozszerzonej rzeczywistości już dziś można przeprowadzać szkolenia BHP, testować makijaż czy mierzyć ubrania. Tę technologię z powodzeniem można jednak wykorzystywać również do promowania wydarzeń artystycznych czy tworzenia strategii marketingowych. Najbardziej zaawansowane urządzenia oferują standard pozwalający również np. na projektowanie w wirtualnej rzeczywistości nowych modeli samochodów. Trwają także prace nad soczewką AR wyświetlającą wskazówki bezpośrednio przed okiem.

– Przyszłość VR i AR będzie się kształtować w kilku sektorach. Pierwszy sektor to szkolenia, to jest kluczowy sektor, który będzie się bardzo mocno rozwijał. Drugi sektor to całe e-commerce, wizualizacja 3D produktów, tak jak będą wyglądać w naszym mieszkaniu, możliwość obejrzenia ich z każdej strony. Trzecia rzecz to są wizualizacje i showroomy, czyli to, że nakładamy gogle bądź odpalamy telefon i możemy zobaczyć, jak wygląda dana przestrzeń, możemy się przenieść np. do Wielkiego Kanionu – mówi w rozmowie z Agencją informacyjną Newseria Innowacje Maciej Buchowski, prezes MojoApps.

Technologię wirtualnej rzeczywistości planuje upowszechnić w szkoleniach BHP Polska Grupa Górnicza. Dzięki temu szkolony pracownik nie będzie uczył się procedur bezpieczeństwa w sposób teoretyczny, lecz przeniesie się do osadzonego w wirtualnym wyrobisku stanowiska pracy. Z kolei giganci mediów społecznościowych, takich jak Snapchat czy Facebook, ogłosili wprowadzenie technologii reklamowych AR dla marketerów. Również Amazon i Google integrują swoje platformy z rozwiązaniami z zakresu rozszerzonej rzeczywistości. Marka Lacoste stworzyła aplikację mobilną LCST Lacoste AR, której klienci mogli używać do wirtualnego przymierzania butów. Marka kosmetyków Charlotte Tilbury zainstalowała w swoich sklepach lustra z obsługą AR, skanujące twarze klientów i nakładające na nie wirtualny makijaż.

Na niecodzienny pomysł promowania nadchodzącej trasy koncertowej wpadł natomiast management Eltona Johna. W wirtualnej rzeczywistości zostały odtworzone najciekawsze momenty z dotychczasowych koncertów artysty. Fani zainteresowani zakupem biletu dzięki technologii VR mogą się przenieść na salę koncertową, by poczuć, jak takie wydarzenie wygląda na żywo.

Wraz z pojawianiem się kolejnych pomysłów na zastosowanie technologii VR i AR ewoluuje też sprzęt przeznaczony do korzystania z nich.

– Technologia się rozwija bardzo szybko. Producenci prześcigają się w produkcji nowych gogli VR, które są coraz mniejsze, coraz lżejsze, potrzebują mniejszej mocy obliczeniowej. Smartfony są coraz bardziej zaawansowane i mają lepsze kamery, kamery głębi. To wszystko spowoduje, że te doświadczenia będą bardziej realistyczne i z czasem, jestem pewny, bo już nad tym prace trwają u największych gigantów typu Google czy Amazon, pojawi się soczewka na oko, która będzie w stanie nam dodawać elementy cyfrowe do fizycznej rzeczywistości – przekonuje Maciej Buchowski

Na styczniowych targach Consumer Electronics Show zadebiutuje nowa, ulepszona wersja zestawu okularów XTAL do odbioru wirtualnej rzeczywistości. Ma on być wyposażony w dwa wyświetlacze OLED i zapewniać 180 stopni pola widzenia. Dzięki zintegrowanym czujnikom Leap Motion użytkownik będzie miał możliwość śledzenia ruchów swoich rąk podczas korzystania z zestawu. Cena takiego urządzenia to niemal 6 tys. dol., ale jak informuje producent, ma to być rozwiązanie dla zaawansowanych użytkowników, takich jak np. projektanci motoryzacyjni.

W dziedzinie wirtualnej rzeczywistości w światowej czołówce specjalistów są wymieniani Polacy.

– Nasi specjaliści, programiści czy artyści 3D to są kluczowe osoby w całej Europie, jeżeli chodzi o programowanie, o tworzenie contentu 3D. Będąc w Warszawie, mamy dostęp do najlepszej wiedzy w całej Europie, a też kluczowej na świecie. Najlepszym dowodem na to jest gra Wiedźmin, która jest jedną z najlepszych gier na świecie i wywodzi się właśnie z Polski. Wirtualna rzeczywistość to technologia oparta na silniku Unity 3D i to jest ten sam silnik, który jest wykorzystywany do gier – tłumaczy prezes MojoApps.

Badacze z Hampleton Partners przewidują, że wielkość światowego rynku wirtualnej rzeczywistości na świecie przekroczy do 2022 roku wartość 17 mld dol. Średniorocznego tempo wzrostu w najbliższych latach wyniesie 44,5 proc. Jeszcze większe tempo wzrostu prognozowane jest dla rozszerzonej rzeczywistości. do 2022 roku branża ta ma być wyceniana na 161 mld dol przy wzroście przekraczającym 85 proc.

Tomasz Wiśniewski podsumowuje inwestycje Pracowni Finansowej w 2018

Pierwsze zastosowanie na rynku technologii immersion cooling to Blockchain Data Center, które podłączone jest pod elektrownie wiatrowe. W międzyczasie ceny energii z zielonych certyfikatów uległy zmianie, a sytuacja odnawialnych źródeł energii poprawiła się. Choć Blockchain Data Center straciły na wartości, jako wsparcie dla OZE – nadal jest to opcja wspomagająca elektrownie wiatrowe, czy każde inne odnawialne źródło – kiedy ceny będą spadać. To także możliwość uruchamiania go w nocy, kiedy ceny energii są niższe.

– W przypadku nowych technologii mijający rok to remedium na niskie ceny zielonych certyfikatów dla odnawialnych źródeł energii – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Wiśniewski, wiceprezes Pracowni Finansowej – Wybudowano pierwsze kontenerowe centra obliczeniowe i podłączono je do parków wiatrowych. Obecnie powstało pierwsze takie centrum chłodzone zanurzeniowo. To technologia stosowana dotychczas tylko w wojsku. Pozwala wydłużyć żywotność sprzętu komputerowego i podnieść rentowność. Rok 2018 to też ciekawe inwestycje w projektach deweloperskich. Wybudowaliśmy cztery apartamentowce w Zakopanem. Trend tego typu inwestycji jest coraz bardziej popularny. Inwestorzy zarabiają stałe stopy zwrotu – między 6 a 10 proc., a inwestorzy VIP – nawet 15 proc. w zakończonych, rozliczonych już projektach – wyjaśnił Wiśniewski.

Krystian Maciaszek dołączył do kancelarii DLA Piper

Kancelaria DLA Piper z nowym counselem, rzecznikiem patentowym w praktyce ds. prawa własności intelektualnej i nowych technologii

Krystian Maciaszek DLA Piper
Krystian Maciaszek, DLA Piper; archiwum własne DLA Piper

Z początkiem grudnia br. do zespołu kancelarii DLA Piper dołączył rzecznik patentowy, radca prawny dr Krystian Maciaszek na stanowisko counsela w praktyce ds. prawa własności intelektualnej i nowych technologii.

Krystian Maciaszek specjalizuje się w doradztwie w zakresie ochrony własności intelektualnej. Głównym obszarem jego praktyki jest ochrona marki, tak w oparciu o zarejestrowane znaki towarowe, jak i zasady zwalczania nieuczciwej konkurencji, najczęściej na rynkach dóbr szybkozbywalnych i farmaceutycznym. Równie aktywnym polem jego działalności są sprawy dotyczące ochrony niezarejestrowanych i zarejestrowanych wzorów przemysłowych oraz praw autorskich. Posiada również doświadczenie w obszarze ochrony rozwiązań technologicznych w branży budowlanej i meblarskiej oraz odzieżowej. Krystian brał udział w projektach dotyczących naruszenia praw do oprogramowania komputerowego. Krystian reprezentuje klientów przed sądami powszechnymi, administracyjnymi, arbitrażowymi oraz EUIPO.

Jego ekspertyza jest ceniona przez środowisko i znajduje to odzwierciedlenie w przyznanych wyróżnieniach. Otrzymał wyróżnienia „Rising Stars Prawnicy – liderzy jutra” – rankingu Dziennika Gazety Prawnej oraz Wolters Kluwer oraz „Zasłużony dla Samorządu Rzeczników Patentowych”. Przed dołączeniem do DLA Piper Krystian Maciaszek był m.in. partnerem w kancelarii Kulikowska i Kulikowski Intellectual Property Attorneys.

Ewa Kurowska-Tober
Ewa Kurowska-Tober – DLA Piper; archiwum własne DLA Piper

„Ekspertyza Krystiana Maciaszka jako rzecznika patentowego i bardzo cenionego eksperta w zakresie własności przemysłowej jest doskonałym uzupełnieniem kompetencji naszego zespołu. Jego wieloletnie i wieloaspektowe doświadczenie będzie procentować dla naszych klientów. DLA Piper to także świetne miejsce dla Krystiana do dalszego rozwoju zawodowego ze względu na nasze usieciowienie i klientów reprezentujących największe i najbardziej prestiżowe marki na świecie”, mówi Ewa Kurowska-Tober, Partner kierująca praktyką ds. prawa własności intelektualnej i nowych technologii.

Larragoiti objął nowe obowiązki w Ferrovial i zrezygnował z wiceprezesury w Budimex SA

Fernando Luis Pascual Larragoiti
Fernando Luis Pascual Larragoiti

18-go grudnia 2018 r. Zarząd Budimeksu SA otrzymał oświadczenie pana Fernando Luis Pascual Larragoiti o rezygnacji z dniem 18 grudnia 2018 r. z pełnienia funkcji wiceprezesa Budimeksu SA. Jako przyczynę rezygnacji Fernando Luis Pascual Larragoiti podał objęcie nowych obowiązków w Grupie Ferrovial.

Fernando Luis Pascual Larragoiti jest inżynierem górnictwa, absolwentem Politechniki Madryckiej i Uniwersytetu Andyjskiego w Santiago de Chile, na którym ukończył program PADE (Senior Management Program).

Karierę zawodową rozpoczął w roku 1983 w firmie Schlumberger, gdzie był odpowiedzialny za wiercenia w poszukiwaniu węglowodorów. Od 1987 roku związany z Ferrovialem, gdzie do roku 1997 pełnił funkcję kierownika na wielu kontraktach w zakresie inżynierii wodnej i lądowej. W latach 1997 – 2001 był odpowiedzialny za rozwój i zarządzanie autostradowym projektem koncesyjnym w Chile.

Od 2001 do 2008 roku zarządzał krajowym oddziałem Ferrovialu w Chile, a od roku 2008 zarządza krajowym oddziałem Ferrovialu w Grecji. W Budimeksie SA funkcję wiceprezesa zarządu objął 24 kwietnia 2014 roku.

Powierzchnie flex to przyszłość rynku biurowego

Do 2030 roku elastyczne przestrzenie do pracy będą stanowić nawet 30% portfoliobiurowych niektórych najemców. Jak wynika z badań JLL, europejski sektor powierzchni flex, napędzany m.in. przez rozwój start-up’ów, przemysłu kreatywnego i firm MŚP, od 2014 roku urósł dwukrotnie. Co więcej, połączenie wysokiej aktywności najemców z planami biznesowymi największych światowych operatorów pozwala szacować, że tylko w 2018 wolumen elastycznych powierzchni w większości europejskich miast wzrośnie o 20-40%.

Elastyczne powierzchnie do pracy na fali wzrostu

Prawdziwe tygle elastycznych przestrzeni do pracy to biznesowe huby Europy – Londyn, Amsterdam, Dublin, Berlin czy Kopenhaga. Pod koniec ubiegłej dekady, jako echo globalnego kryzysu finansowego, wzrosła tam liczba osób samozatrudnionych, co automatycznie wygenerowało potrzebę stworzenia elastycznych biur. – Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Doradztwa ds. Miejsca Pracy, JLL

Na tych rynkach można było zaobserwować nie tylko najwyższe wzrosty w sektorze flex, ale również największą liczbę nowych operatorów i formatów wchodzących na rynek. Wzrost popularności elastycznych przestrzeni biurowych widać również w innych europejskich metropoliach. Hamburg, Warszawa i Barcelona w 2017 roku odnotowały ponad 30% wzrost podaży przestrzeni flex.

Sektor elastycznych przestrzeni do pracy jest niezwykle zróżnicowany, bo napędzany zarówno przez lokalnych operatorów działających na poszczególnych rynkach, jak i przez duże międzynarodowe marki, które kontynuują swoją ekspansję. Już dziś widzimy również rosnącą aktywność ze strony deweloperów i właścicieli budynków biurowych, którzy tworzą swoje autorskie platformy flex. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Według prognoz JLL, do 2030 roku elastyczne biura będą stanowić już 30% portfolio niektórych najemców. Poki co, rynek jest podzielony na trzy grupy użytkowników elastycznych biur. Pierwsza z nich to grupa „konserwatywna” o niskim procencie przestrzeni flex w obecnych portfelach, z planowaną zerową lub bardzo ograniczoną ekspansją w przyszłości. Na rynku funkcjonują również użytkownicy, eksperymentujący z elastycznymi biurami, które stanowią od niskiego do umiarkowanego procentu istniejących portfeli z możliwością wzrostu od 10% wzwyż w ciągu najbliższych 3-5 lat. I w końcu – popularność sektora flex najbardziej rośnie w grupie „wizjonerów”, którzy chętnie korzystają z elastycznych rozwiązań i które w przyszłości będą stanowić 20% i więcej portfolio biurowego.

Dywersyfikacja – słowo klucz

Podobnie jak wiele stosunkowo nowych sektorów, rynek elastyczny przestrzeni do pracy jest aktualnie dość rozdrobniony. Obecnie w dużych europejskich miastach istnieje co najmniej 25 indywidualnych operatorów, jednak mniej niż 15% europejskich marek działa w więcej niż trzech lokalizacjach. I to właśnie oni mają największą szansę na utrzymanie wysokiego tempa rozwoju. Co ciekawe, w Polsce prawie 60% przestrzeni elastycznej jest w rękach czterech największych operatorów.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Rynek powierzchni biurowych w Europie, choć pozostaje w świetnej kondycji, musi być oczywiście przygotowany na chwilowe spadki koniunktury. Z taką sytuacją powinni się również liczyć operatorzy przestrzeni flex. Co ciekawe, ta branża nie została jeszcze nigdy przetestowana przez globalne spowolnienie i zawirowania na rynkach finansowych ze względu na swój młody wiek. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Mimo że zapotrzebowanie na elastyczne przestrzenie biurowe wyraźnie rośnie, istnieją pewne przeszkody na drodze jeszcze wyższej adopcji tego modelu pracy. Powszechnie przywoływane obawy obejmują kwestie związane z bezpieczeństwem informacji, poufnością i prywatnością w bardziej otwartych środowiskach. Inne firmy obawiają się potencjalnego wpływu na ich branding, a szczególnie na osłabienie marki. Z drugiej strony, eksperci zwracają uwagę na jeszcze wyższe ryzyka związane z brakiem powierzchni flex w portfelach firm. Ma to związek z rozwijającym się rynkiem pracownika, kiedy to wielu pracodawców jest zaniepokojonych coraz większymi problemami z utrzymywaniem lub przyciąganiem specjalistów.

Anna Bartoszewicz-Wnuk, dyrektor Workplace Advisory w JLL
Anna Bartoszewicz-Wnuk, dyrektor Workplace Advisory w JLL

Na wyzwania związane z rozwijającym się rynkiem pracownika odpowiadają m.in. powierzchnie flex, które są doskonałą opcją dla coraz bardziej mobilnych i poszukujących innowacyjnych przestrzeni do pracy młodych ludzi. Warto przy tym zwrócić uwagę na szereg dodatkowych elementów w ofercie operatorów. Mowa tu na przykład o różnorodnych opcjach eventowych budujących społeczność wokół danej przestrzeni biurowej. To wartość dodana, poszukiwana przez coraz więcej pracodawców, dzięki której ich kultura organizacyjna idzie z duchem czasu. – Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Doradztwa ds. Miejsca Pracy, JLL

Revolut wprowadza polskie karty, numery kont i obsługę w j. polskim

  • Polska jest pierwszym krajem poza Wielką Brytanią gdzie Revolut lokalizuje usługi
  • Revolut udostępnił w swojej aplikacji czat wsparcia dla klientów w języku polskim
  • Zarówno karty jak i konta polskich użytkowników będą rozpoznawane jako polskie
Wład Jacenko i Nik Storoński – Revolut
Wład Jacenko i Nik Storoński – Revolut

Revolut, najszybciej rosnący fintech w Europie, lokalizuje swoje usługi poza Wielką Brytanią. Polska jest pierwszym rynkiem gdzie firma wprowadza lokalny język do obsługi klienta – czat w aplikacji w języku polskim. Fintech oferuje już także karty i konta, które są rozpoznawane jako polskie – ułatwi to zasilanie ich przelewami bankowymi i uprości wypłaty z bankomatów. Revolut ogłosił w zeszłym tygodniu, że uzyskał europejską licencję bankową. Fintech ma już w Polsce 280 000 klientów.

Karol Sadaj
Karol Sadaj

Polska jest jednym z najważniejszych rynków dla Revolut i chcemy by nasi użytkownicy realizowali transakcje w najprostszy możliwy sposób. Dzięki karcie i kontu, które są rozpoznawane jako polskie, łatwiej wypłacimy pieniądze, zapłacimy kartą oraz ustawimy stały przelew z banku lub od pracodawcy” – mówi Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Revolut stanie się również bardziej dostępny dla osób, które nie posługują się językiem angielskim. Będą one mogły skorzystać z supportu w języku polskim na czacie w aplikacji. To naturalny krok z uwagi na fakt, że w naszym centrum usług w Krakowie pracuje większość spośród 600 pracowników firmy. Obecnie już ponad 350 osób” – dodaje.

Fintech lokalizując usługi w Polsce odpowiada na głosy użytkowników, którzy chcieli w łatwy sposób przelewać swoje pensje na konto w Revolut oraz klientów, którzy mieli trudność w komunikowaniu się na czacie w języku angielskim. Teraz te bariery zostały wyeliminowane. Konto ma polskie numery, wydawana karta Mastercard rozpoznawana jest jako polska, a na pytania na czacie czekają polskojęzyczni konsultanci.

Revolut otrzymał europejską licencję bankową. Choć na dziś, z perspektywy polskiego użytkownika, nie oznacza to zmian, otwiera drogę do wprowadzenia nowych usług w przyszłości – pożyczek, inwestycji, depozytów – chronionych do kwoty 100 000 EUR w ramach europejskiego systemu gwarancji depozytów. Paszportowanie licencji na europejskie rynki może potrwać wiele miesięcy, ale prace nad tym już trwają.

Rok 2018 rozpoczęliśmy na polskim rynku z grupą 30 tysięcy klientów. Obecnie społeczność użytkowników Revolut liczy ponad 280 tysięcy osób. Dziękujemy naszym klientom w Polsce za rekomendacje, wzajemną pomoc i zaufanie. Zrobimy co w naszej mocy by w dalszym ciągu rozwijać aplikację, usprawniać support, wprowadzać nowe produkty i lokalizować je pod kątem polskiego rynku“ – mówi Karol Sadaj.

Do końca Świąt Bożego Narodzenia trwa przedłużona promocja na darmowe karty i bezpłatną wysyłkę Revolut. Skorzystało z niej już w Polsce przeszło 30 000 osób. Promocja dotyczy standardowej karty Revolut, kończy się 25 grudnia o północy czasu GMT.

Motywacja nie tylko w korporacjach! Sektor MŚP bierze przykład z dużych przedsiębiorstw

W Polsce wciąż bardzo popularne jest przeświadczenie, że motywowanie pracowników to domena korporacji i dużych przedsiębiorstw. Tymczasem jak wynika z badania zrealizowanego w 4. kwartale 2018 roku przez Instytut Keralla Research na zlecenie VanityStyle, aż 78,8 proc. mikro, małych i średnich firm dostrzega korzyści płynące ze stosowania narzędzi motywacyjnych. Według przedstawicieli sektora MŚP, w którym zatrudnionych jest 7 mln Polaków, motywacja w firmie przekłada się na większe zadowolenie, efektywność i lojalność pracowników.

Większa firma, większa świadomość

Według Głównego Urzędu Statystycznego polski sektor MŚP liczy 2 mln przedsiębiorstw.  Jak wynika z badania, im większa firma, tym większa świadomość przewag wynikających z motywowania pracowników. Aż 9 na 10 przedstawicieli średnich przedsiębiorstw, zatrudniających od 50 do 249 osób, dostrzega korzyści wynikające ze stosowania narzędzi motywacyjnych. W przypadku małych firm odsetek ten wynosi blisko 80 proc., a w mikroprzedsiębiorstwach nieco ponad 71 proc.

Joanna Skoczeń, VanityStyle, prezes zarządu
Joanna Skoczeń, prezes zarządu VanitySyle

– Polscy pracodawcy przeszli długą drogę, zanim dostrzegli potrzebę motywowania pracowników. Podobnie jak w przypadku wielu innych zjawisk zachodzących w organizacjach, kwestie związane z motywowaniem były na początku domeną przede wszystkim dużych korporacji, które czerpały wzorce z krajów macierzystych. To właśnie korporacje i duże firmy przetarły szlak, którym podążają obecnie mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa – mówi Joanna Skoczeń, prezes zarządu VanitySyle. – Należy jednak pamiętać, że sektor MŚP jest bardzo zróżnicowany. O ile w strukturach średnich przedsiębiorstw często spotykani są specjaliści z obszaru HR, mający świadomość tego, jak ważne dla organizacji jest umiejętne i efektywne motywowanie kadr, o tyle na przykład w mikroprzedsiębiorstwach kwestia ta spoczywa zazwyczaj w rękach właścicieli, którzy często nie mają czasu na zagospodarowanie tego obszaru lub wciąż jeszcze nie zawsze przykładają do motywacji należytą wagę – dodaje.

Jak wynika z badania VanityStyle w sektorze MŚP korzyści wynikające z motywowania kadr dostrzegają najczęściej decydenci firm z branży produkcyjnej (86,6 proc. wskazań).

Zadowolenie, efektywność i lojalność pracowników

Przedstawiciele sektora MŚP nie wskazują jednej wyróżniającej się przewagi przedsiębiorstw, które stosują narzędzia motywacyjne. Dla niemal 28 proc. respondentów najważniejszą korzyścią wynikającą z motywowania pracowników jest ich większe zadowolenie, 26,9 proc. wskazuje na większą efektywność, a 26,6 proc. na większą lojalność. Przedstawiciele mikro, małych i średnich przedsiębiorstw zauważają także, że stosowanie narzędzi motywacyjnych ułatwia pozyskanie nowych pracowników (23,4 proc. wskazań) oraz przekłada się na kwestie employer brandingowe (20,1 proc. wskazań). Co istotne, ponad 1/5 przedstawicieli firm z sektora MŚP nie potrafi wskazać żadnych korzyści wynikających z motywowania kadr.

– Jak wynika z badania przedsiębiorstwa, w zależności od wielkości zatrudnienia i branży, w której działają, akcentują inne korzyści wynikające ze stosowania narzędzi motywacyjnych – zaznacza Joanna Skoczeń. – Firmy małe istotnie częściej podają, że tego typu działania podnoszą efektywność pracowników. Z kolei największe podmioty spośród sektora MŚP, zatrudniające od 50 do 249 osób oraz producenci i firmy handlowe wskazują przede wszystkim na łatwość związania pracowników z firmą oraz lepszy wizerunek pracodawcy zapewniającego dodatkowe świadczenia. Usługodawcy natomiast istotnie częściej są zdania, że narzędzia motywujące wpływają przede wszystkim na większe zadowolenie pracowników – podsumowuje.

Katarzyna Grzywaczewska objęła stanowisko dyrektora marketingu w PAYBACK

W połowie grudnia 2018 roku do zespołu zarządzającego PAYBACK Polska dołączyła Katarzyna Grzywaczewska, która objęła stanowisko dyrektora marketingu. Do głównych zadań p. Katarzyny należeć będzie m.in. dalsze wzmacnianie multipartnerskich działań koalicji partnerów Programu, wsparcie komunikacji oraz nawiązywanie relacji z przyszłymi partnerami, a także budowanie zaangażowania, aktywności i satysfakcji uczestników Programu PAYBACK.

Katarzyna Grzywaczewska - nowa szefowa marketingu PAYBACK Polska
Katarzyna Grzywaczewska – nowa szefowa marketingu PAYBACK Polska

Katarzyna Grzywaczewska jest związana z marketingiem od 2001 roku. W tym czasie pracowała dla takich firm jak Raiffeisen Polbank, Orange, Aviva Poland oraz Liberty Ubezpieczenia. Przez ostanie 3 lata pełniła funkcję dyrektora ds. komunikacji marketingowej w T-Mobile, gdzie była odpowiedzialna m. in. za wdrożenie nowej strategii komunikacji oraz ponowne uruchomienie platformy Electronic Beats, której ideą jest stwarzanie szans do dalszego rozwoju młodym, zdolnym artystom.

Marcin Pilarski, dyrektor zarządzający PAYBACK Polska
Marcin Pilarski, dyrektor zarządzający PAYBACK Polska

Bieżący rok był dla nas bardzo intensywny i obfitował w wiele sukcesów, wyzwań oraz liczne działania mające na celu zbudowanie solidnych podstaw do dalszego, dynamicznego rozwoju programu PAYBACK w Polsce. Naszym celem jest przede wszystkim wzmacnianie relacji partnerów Programu z ich klientami i wierzę, że dołączenie do naszego zespołu p. Katarzyny w znaczny sposób przyczyni się do budowania wspólnego sukcesu w oparciu o jak najlepsze doświadczenia i praktyki z obszaru nowoczesnej i innowacyjnej komunikacji marketingowej. Kasia pracowała dotychczas dla wielu znanych firm, w których odpowiadała za całe spektrum obszarów marketingowych. Jestem przekonany, że jej ogromna wiedza oraz doświadczenie wesprą zespół PAYBACK w budowaniu długoterminowego wzrostu wartości marek, które z nami współpracują – mówi Marcin Pilarski, dyrektor zarządzający PAYBACK Polska.

Bardzo się cieszę, że dołączam do zespołu specjalistów w zakresie marketingu B2B i B2C, a także personalizacji i Smart Data. PAYBACK, dzięki zasięgowi i sposobie dotarcia, ma olbrzymi potencjał na wdrażanie angażujących rozwiązań dla klientów naszych partnerów. Już teraz widzę obszary, w których jeszcze mocniej możemy zaakcentować naszą obecność na rynku. Zaczynam pracę w firmie z długą historią i mocną pozycją, ale co najważniejsze w gronie ambitnych, profesjonalnych i kreatywnych osób, z którymi mam nadzieję budować przyszłość PAYBACK w Polsce – mówi Katarzyna Grzywaczewska.

Pracownicy ze Wschodu – oszczędność czy konieczność?

Z racji powiększającego się deficytu kadrowego na polskim rynku pracy, pracodawcy coraz częściej decydują się na pozyskiwanie pracowników z zagranicy. Dlaczego tak się dzieje? Na to pytanie odpowie Prezes firmy Smart Work – Mariusz Hoszowski.  

Mariusz Hoszowski -  Prezes firmy Smart Work
Mariusz Hoszowski –  Prezes firmy Smart Work

Z danych firmy Smart Work wynika, że na chwilę obecną na polskim rynku pracy brakuje wszystkich rodzajów pracowników – zarówno tych wykonujących prace fizyczne, jak i umysłowe. To rosnące z roku na rok zapotrzebowanie na pracę i wzrost gospodarczy powodują, iż polscy pracodawcy coraz mocniej stawiają na pracowników zagranicznych.

Dla kogo pracownicy ze Wschodu?

Z danych firmy Smart Work wynika, że z usług pozyskiwania pracowników najczęściej korzystają średnie i duże firmy związane z przetwórstwem przemysłowym albo z szeroko pojętą produkcją. Abstrahując od potrzeb rynku budowlanego, dostarczani są wszyscy specjaliści – począwszy od ślusarzy, szwaczek, operatorów maszyn, wszelkiego rodzaju kierowców, po pracowników niewykwalifikowanych, których firmy – klienci agencji pracy – przyuczają do wykonywania relatywnie niezłożonych prac, na przykład związanych z szeroko pojętym montażem AGD. Co dzięki temu zyskują? Niezależnie od branży, podstawową korzyścią jest wykwalifikowana, dostosowana do oczekiwań i stanowiska kadra pracownicza, która zapełnia luki kadrowe powstające w związku ze zwiększaniem wolumenu produkcji, zmianami demograficznymi, przejściami pracowników na emerytury czy sezonowością popytu. Co więcej, takie wsparcie stosuje się również w celu obniżenia i optymalizacji kosztów danej działalności, zwiększenia przychodów oraz rozwoju przedsiębiorczości.

Pracownik z zagranicy – plusy ujemne czy plusy dodatnie?

Zatrudnianie pracowników z zagranicy jest złożonym procesem, z którym wiąże się sporo niedogodności. Są wśród nich: proces rekrutacyjny, legalizacja pobytu, zakwaterowanie, transport, tłumaczenie dokumentów, organizacja całości pobytu, wymiana pracowników wyjeżdżających na nowych – przy jednoczesnych barierach językowych. Stąd firmy z różnych gałęzi przemysłu chętnie wykorzystują agencje pracy do pomocy w tym zakresie. Jak mówi Mariusz Hoszowski, Prezes firmy Smart Work: „Z pozyskiwaniem pracowników z zagranicy wiąże się ogrom formalności, którymi na ogół zajmują się agencje pracy. Decydując się więc na tego typu formę zatrudnienia kadry pracowniczej, dobrze jest wybrać firmę, która kompleksowo zajmie się obsługą pracodawcy oraz posiada własne, rozległe struktury rekrutacyjne na wschodzie. Dzięki temu przedsiębiorca na pewność, że niezależnie od wahań sezonowych nie zabraknie mu pracowników.”

Pracownik pracownikowi nierówny

Czym pracownik z zagranicy różni się od pracownika z Polski? Jak twierdzi Mariusz Hoszowski, najczęściej spotykani w Polsce pracownicy zagraniczni, czyli obywatele Ukrainy, cechują się nierzadko znacząco wyższą motywacją. „Jest to związane przede wszystkim z różnicami płacowymi w Polsce i na Ukrainie. Co więcej, z naszych obserwacji wynika, że jeśli tylko pracodawca jest w stanie określić zadania ilościowe, to również efektywność i elastyczność pracowników z Ukrainy pozytywnie odróżnia się od pozyskiwanych na bieżąco z rynku pracy pracowników polskich. Pracownicy ze Wschodu są także bardziej mobilni i chętni do pracy w godzinach nadliczbowych.

Obecnie nie ma już różnicy w stawkach wynagrodzeń. O ile jeszcze 3 lata temu pracownicy ze Wschodu byli tańsi niż ci z Polski, to aktualnie są oni przygotowani, by zarabiać tyle samo co Polacy. „Polska to bardzo popularny kierunek migracji zarobkowej pracowników ze Wschodu. Dzieje się tak dzięki bardziej atrakcyjnym zarobkom, coraz liczniejszej obecności mniejszości ukraińskiej, braku izolacji kulturowej oraz mniej restrykcyjnym regulacjom prawnym dotyczącym zatrudniania.” – mówi Prezes firmy Smart Work.

Choć Polska w pewnym stopniu otworzyła się na pracowników zagranicznych i ułatwiła im tutejszy pobyt, w ostatnim czasie coraz więcej mówi się o ryzyku związanym z otwarciem zachodnioeuropejskiego rynku pracy na pracowników ze Wschodu. Jednak pomimo tych negatywnych prognoz, Polska i tak będzie stanowić atrakcyjne miejsce dla pracowników na przykład z Ukrainy. Jest to związane z mniejszą barierą językową, lepszą bazą mieszkaniową oraz bliskością geograficzną naszego kraju, która umożliwia migrantom na łatwiejszy kontakt ze swoimi rodzinami.

Mariusz Maksymiuk: Dlaczego personalizacja jest ważna w digital marketingu

W personalizacji chodzi o to, aby klienci czuli się związani z marką, która tworzy przekaz dopasowany do ich potrzeb, nie naruszając przy tym ich prywatności. Głównym celem spersonalizowanego marketingu jest dopasowanie do danej osoby właściwego produktu w odpowiednim czasie. Co właściwie daje nam tak starannie dobrany przekaz? O tym Mariusz Maksymiuk z sieci reklamowej Adexon.

Czym jest personalizacja?

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Dziś o personalizacji mówi się wiele. Możemy przeczytać szereg artykułów poświęconych temu tematowi. Personalizacja to proces, który pozwala dostosować strategie marketingowe do konkretnego klienta indywidualnie, w zależności od jego wyborów i preferencji. Jest również nazywana marketingiem indywidualnym, ponieważ koncentruje się na każdym kliencie, w oparciu o jego upodobania i zainteresowania.

Spersonalizowany marketing wykorzystuje informacje o użytkownikach, takie jak ich zachowanie, preferencje czy dane demograficzne, które pomagają lepiej zrozumieć klientów i stworzyć z nimi osobisty kontakt. To świetne rozwiązanie na bardziej skuteczne i wydajne zaspokojenie ich potrzeb. Personalizacja sprawia również, że ​​interakcje są łatwiejsze, szybsze, zwiększają zadowolenie i lojalność klientów, a tym samym budują przywiązania do marki.

Personalizacja w dzisiejszych czasach

Rozwój Internetu dał konsumentom i marketerom ogromne możliwości. Badanie przeprowadzone przez Frost & Sullivan wykazało, że do 2020 roku doświadczenie klienta będzie kluczowym czynnikiem wyróżniającym markę, ważniejszym niż ceny i produkty. Dlatego też największym wyzwaniem, przed którym stają obecnie firmy zajmujące się marketingiem cyfrowym, jest poprawa sposobu, w jaki marka jest w stanie komunikować się, angażować i zachwycać klientów.

Co personalizacja oznacza dla klientów?

Ankieta Epsilon przeprowadzona na grupie 1000 osób, które nie są powiązane z branżą marketingową, dostarczyła informacji na temat tego, jak klienci postrzegają personalizację.

32% klientów postrzega ją jako formę dostosowywania usług do ich potrzeb. Przykładem tego typu personalizacji jest posiadanie oferty specjalnie dostosowanej do potrzeb użytkownika.

16% osób interpretowało personalizację w odniesieniu do rabatów czy ofert, a 8% jako konkretny produkt lub usługę. 7% respondentów zgodziło się, że stanowi ona wygodny sposób zarówno dla klientów, jak i dla firmy, która może monitorować działania użytkowników w Internecie oraz sposób, w jaki dokonują zakupu. Dzięki temu może dostosować reklamy i opcje zakupów w oparciu o ich preferencje.

75% respondentów zgodziło się, że personalizacja jest bardzo dobrą strategią zrozumienia zachowań konsumentów i zaspokajania ich potrzeb. 2/3 ankietowanych przyznało, że zgodzili się na to, aby dostarczać firmom informacji o sobie w celu otrzymywania spersonalizowanych ofert.

Dlaczego personalizacja jest ważna?

O zaletach i korzyściach wynikających z podjęcia działań polegających na personalizacji słyszeliśmy już wiele. Warto jednak wyodrębnić te najważniejsze, aby wdrażając i realizując strategie móc skupić się na tym, co dla nas najważniejsze. Kluczowe w personalizacji jest:

  • zwiększenie sprzedaży – personalizacja pomaga w monitorowaniu preferencji klientów, zarówno tych nowych, jak i stałych. Ta cecha jest świetnym czynnikiem zwiększającym sprzedaż;
  • budowanie relacji – niezależnie od tego, czy firma działa w sektorze B2B czy B2C, budowanie silnych relacji z klientami jest konieczne. Personalizacja to świetny sposób, aby poinformować konsumentów, że firma o nich dba;
  • zwiększenie współczynnika zaangażowania – dopasowywanie treści w oparciu o preferencje klientów oraz pokazywanie im produktów, którymi faktycznie będą zainteresowani, może pomóc w zwiększeniu zaangażowania;
  • wzrost liczby powracających klientów – personalizacja jest zawsze pozytywnym doświadczeniem dla klientów, a dobra opinia o firmie skłania ich do powrotów i dalszego korzystania ze spersonalizowanych usług;
  • zdobycie nowych informacji o klientach – im częściej klient powraca, tym łatwiej uzyskać informacje na jego temat, które mogą pomóc firmie w dokonywaniu lepszych i bardziej świadomych wyborów, dzięki którym zyska ona większe grono zaufanych odbiorców.

Wszystkie wyżej wymienione przykłady sprawiają, że planując strategie marketingowe na 2019 rok, warto postawić na działania związane z personalizacją, które z pewnością pomogą osiągnąć zamierzone cele. Pozwala ona bowiem nie tylko generować lepsze wyniki sprzedaży, ale także pozytywnie wpływa na wizerunek firmy i buduje pozytywne relacje z klientami.

Mariusz Maksymiuk – Prezes Adexon. Funkcję tę pełni od marca 2016 roku. Posiada ponad 9-letnie doświadczenie w branży mediów, marketingu i reklamy. Jako CEO Adexon kieruje rozwojem agencji.

Fundacja Polska Przedsiębiorcza wybrała 7 najbardziej rokujących startupów z Mazowsza.

W połowie grudnia odbył się półfinał Programu Akceleracyjnego dla startupów Przedsiębiorcze Mazowsze, w którym udział brało 15 zespołów, wyłonionych spośród 154 zgłoszeń z województwa mazowieckiego. Tym samym zostało podsumowane wiele tygodni pracy zespołów pod okiem doświadczonych trenerów i szkoleniowców. Obecni byli m.in. przedstawiciele samorządów, funduszy VC, korporacji. Galę otworzyło wystąpienie Michała Misztala, reprezentującego realizatora projektu Fundację Polska Przedsiębiorcza, który podsumował drogę jaką przebyło 15 zespołów, od czasu rekrutacji, poprzez szkolenia, konsultacje i mentoring. Potem nadszedł czas na prezentacje pomysłów biznesowych każdego z uczestników. Komisja oceniająca w składzie Grzegorz Wolff, Jacek Aleksandrowicz, Marta Diana Koziarska, Tomasz Marczuk oraz Sylwia Sztark w trakcie długich obrad, dokonała decyzji i ogłosiła, że do następnego etapu przeszło 7 pomysłów biznesowych.

Prezentujemy TOP 7, która weźmie udział w dalszym etapie i zaprezentuje się w finale Programu walcząc o zdobycie nagród pieniężnych na rozwój swojego pomysłu z budżetu województwa mazowieckiego o łącznej wysokości 35 tys. zł.

– Rossmed

Przenośna aparatura do pomiaru napięcia mięśni na powierzchni skóry za pomocą specjalnych elektrod (EMG). Aparatura ta za pomocą technologii Bluetooth transmituje dane na urządzenia mobilne (komputer, tablet, telefon). Produkt uzupełniony jest o dedykowaną aplikację służącą do treningu EMG biofeedback (trening z kontrolą stopnia napięcia mięśni wykorzystywany do rehabilitacji ruchowej). Aparatura ma na celu poprawę wydajności rehabilitacji ruchowej (badania wskazują nawet na 10 krotnie większą wydajność), zmniejszenie jej kosztów nawet o 80% i ułatwienie pacjentowi powrotu do pełnej sprawności. Aplikacja zachęca pacjentów, w szczególności dzieci do aktywności i zaangażowania w trening.

– ACRO Bike

System rowerów miejskich czwartej generacji bez stacji dokujących na abonament, który każdy może dopasować do swoich preferencji. W ofercie mają różne typy rowerów miejskich, a także rower elektryczny, a w najbliższej przyszłości planuje się wdrożenie hulajnogi elektrycznej. Czas leasingu usługi jest elastyczny, a użytkownik może rozwiązać umowę w dowolnym momencie. Posiadanie własnego jednośladu często wiąże się wieloma troskami takimi jak serwisowanie sprzętu czy obawa, że zostanie on skradziony.  ACRO Lease jest pierwszą tego typu usługą w Polsce i wpisuje się w trend idealnie dopasowanych do potrzeb użytkownika usług abonamentowych.

– Duer

Serwis internetowy Duer.pl to miejsce, gdzie można szybko i wygodnie zamówić zweryfikowanego, godnego zaufania fachowca – elektryka, hydraulika, złotą rączkę, ślusarza, itd. Innymi słowy jest to marketplace łączący gospodarstwa domowe ze sprawdzonymi specjalistami. Duer posiada również value proposition dla B2B – świadczy kompleksową obsługę techniczną („usterkowo-remontową”) obiektów takich jak lokale usługowe, biura czy spółdzielnie mieszkaniowe.

– Deali.io

Innowacyjna platforma umożliwiającą monetyzowanie posiadanych informacji w celach sprzedażowych i cross-sellingowych. Do określonych działań wprowadzamy mechanizm zachęt, m.in. do zapoznania się z ofertą, zakupu, rekomendowania ofert, przekazywania wartościowych informacji i współpracy. Platforma oparta jest na technologii blockchain oraz wykorzystuje zaawansowane algorytmy (AI) łączące przedsiębiorstwa i klientów.

– HeatMiner

Heatminer to pomysł na odzysk i ponowne wykorzystania ciepła z urządzeń elektronicznych wykorzystywanych do autoryzacji transakcji Blockchain. To projekt zbiornika posiadającego nowatorskie pędniki, pozwalające na cyrkulację oleju. Sprzęt ten wyciszy koparki kryptowalut i wprowadzi utracone energię cieplną do systemu ogrzewającego dom.

– Supply Chain Finance Optimization (SCFO)

innowacyjny fintechowy startup oferujący rozwiązanie optymalizacji finansowej, łączące firmy potrzebujące gotówki z tymi, które mają jej nadwyżkę, aby uwolnić miliardy złotych zablokowane w zobowiązaniach. Jest to rozwiązanie na którym zyskują obie strony – zarówno odbiorcy, jak i dostawcy w każdym łańcuchu dostaw. Prawdziwie unikalne podejście do rynku pozwala zaoferować każdemu kontrahentowi w łańcuchu dostaw dyskonto od ich należności w zamian za wcześniejszą płatność na żądanie. Jest to doskonała możliwość generowania zysku z nadwyżek gotówki odbiorców oraz posiadanych zobowiązań.

– CyberStudio

Aplikacja stworzona z myślą o firmach, które nie posiadają wewnętrznych zespołów zarządzania ryzykiem w IT. System nie tylko identyfikuje incydenty bezpieczeństwa, ale także wyświetla w czasie rzeczywistym wszystkie informacje istotne z perspektywy zapewnienia integralności, poufności i dostępności przetwarzanych danych. Umożliwia nadzór nad poziomem bezpieczeństwa systemów IT poprzez detekcję i analizę potencjalnych zagrożeń.

Obserwujemy, że ekosystem start upów na Mazowszu ciągle ewoluuje, pojawia się również coraz więcej szans dla pomysłodawców – będziemy śledzić losy finalistów akceleratora mazowieckiego.

www.przedsiebiorczemazowsze.pl

Najbliższe dni mogą przynieść osłabienie złotego

Niższa inflacja sprzyja spadkom rentowności polskich papierów z krótszym terminem do wykupu. Złoty pozostaje w dotychczasowym przedziale wahań. Kurs EUR/PLN oscyluje w okolicach 4,28-4,29.

Rozpoczął się ostatni regularny tydzień na rynku finansowym z posiedzeniem Fed i pakietem listopadowych publikacji krajowych w kalendarzu. Po niedzieli już w świątecznej atmosferze inwestorzy oczekiwać będą końca roku domykając ostatnie transakcje, czemu towarzyszyć będzie coraz niższa płynność.

Od pierwszych godzin poniedziałkowego handlu kurs EUR/USD rósł, jeszcze podczas sesji europejskiej atakując 1,135 po tym jak w piątek para przetestowała wsparcie na 1,127. Umocnieniu wspólnej waluty towarzyszyły wzrosty złotego (kurs EUR/PLN spadł do 4,28), niemniej nadal pozostawał on w dotychczasowym przedziale wahań. Z technicznego punktu widzenia sytuacja wokół PLN nie uległa większej zmianie. EUR/PLN nadal stabilizuje się w okolicach 4,28-4,29 PLN.

Najbliższe dni mogą jednak przynieść osłabienie naszej waluty. Kolejna podwyżka kosztu pieniądza przez Fed i zapewne podtrzymanie woli dalszych stopniowych podwyżek stóp (nawet jeśli obawy o globalny wzrost zmuszą Rezerwę Federalną do rewizji jastrzębich założeń wrześniowej projekcji makroekonomicznej) wraz z gołębim minutes RPP i oczekiwanymi słabszymi danymi dot. polskiej gospodarki (w tym produkcyjnymi) powinny ciążyć złotemu. Nominalnie kurs EUR/PLN może więc powrócić powyżej 4,31 szczególnie jeśli Fed nie zabrzmiałby tak gołębio jak spodziewa się tego rynek. A nawet, jeśli w „dotsach” na 2019 roku większości członków FOMC będą bliższe dwie a nie trzy podwyżki stóp, to ze względu na słabość koniunktury w strefie euro i wyraźnie gołębi EBC dolar nie powinien mocno stracić na wartości, co nie będzie wspierało wzrostów PLN. Choć w ostatnim czasie wyraźnie spadły rynkowe oczekiwania na podwyżki stóp w USA, to mimo to EUR/USD nadal utrzymuje się w okolicach 1,13–1,14.

W poniedziałek GUS opublikował dane o inflacji bazowej za listopad, które swym wydźwiękiem (w listopadzie na poziomie 0,7% r/r wobec 0,9% miesiąc wczesnej) wspierają łagodną retorykę RPP umacniając stanowisko, że jak na razie nie ma podstaw do myślenia o podwyżce stóp procentowych. Obniżenie się inflacja pod koniec roku (zarówno dla głównego wskaźnika jak i bazowego) pozostaje obojętne dla złotego, ale przekłada się na umiarkowaną presję na wzrost rentowności obligacji z krótkiego końca krzywej dochodowości, gdzie papiery 2Y notowane są poniżej 1,50%, natomiast 1Y poniżej 1%. Nachylenie polskiej krzywej dochodowości może wskazywać, że rynek powoli zaczyna wyceniać nawet obniżkę stóp procentowych, co jednak wydaje się mało prawdopodobne. Ponadto niektórzy członkowie RPP wykluczają taką możliwość z tytułu stabilności systemu finansowego. Naszym zdaniem krótki koniec krzywej może znajdować się przy minimach, a odbicie inflacji w przyszłym roku będzie dawać powody do wzrostu ich rentowności.

W sektorze 10-letnim zauważalne jest ponowne rozszerzenie spreadu węgierskich papierów nad polskimi. Rentowności węgierskich obligacji wzrosły w ostatnim tygodniu o około 10pb, co odzwierciedla oczekiwania na prawdopodobne przygotowanie rynku przez Narodowy Bank Węgier podczas wtorkowego posiedzenia na możliwe zacieśnianie polityki monetarnej w kolejnych latach. Z kolei w Polsce temat podwyżek stóp jest na razie odległy, a ostatni wniosek o podwyżkę stóp procentowych nie uzyskał większości w RPP, a do tego przez prezesa A.Glapińskiego został określony „egzotycznym”.

Wykres dnia: Niższa inflacja sprzyja spadkom rentowności polskich papierów z krótszym terminem do wykupu.

Niższa inflacja sprzyja spadkom rentowności polskich papierów
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski