Universal-Investment otwiera oddział w Krakowie. Docelowo zatrudni 150 specjalistów

Universal-Investment otworzył oddział w Krakowie. Docelowo utworzone zostanie około 150 miejsc pracy.

Aneta Pilch – Universal-Investment
Aneta Pilch, Universal-Investment

W Krakowie zbudowany zostanie od podstaw zespół specjalistów w obszarach robotyki i data science. Polskim oddziałem Universal-Investment pokieruje Aneta Pilch, która przez ostatnie lata związana była z UBS Business Solutions w Krakowie pełniąc funkcję członka zarządu. Aneta Pilch swoje doświadczenie zdobywała w HSBC Service Delivery jako regionalny szef operacji na Europę kontynentalną, a swoją karierę zawodową rozpoczynała w bankowości w Stanach Zjednoczonych. Jest absolwentką studiów ekonomicznych na Uniwersytecie Illinois w Chicago. Anetę Pilch będzie wspierał Bartłomiej Jakubiec, który obejmie funkcję szefa działu obsługi klienta. Bartłomiej Jakubiec był wcześniej związany z Citibankiem.

 Pierwsi pracownicy nowego zespołu rozpoczną pracę na początku 2019 r. – komentuje Bernd Vorbeck, prezes zarządu Universal-Investment. Planowana jest pełna integracja krakowskiego oddziału z organizacją i procesami, co w praktyce oznacza, że nie będzie relokacji zespołów czy obszarów biznesowych. Zarząd uważa, że jest to właściwa droga, nawet jeśli taka struktura organizacyjna może stanowić wyzwanie dla menedżerów zarządzających międzynarodowymi zespołami.

Decydujące znaczenie miała dla nas dostępność wysokiej klasy ekspertów z branży finansów i IT, co jest gwarancją zadowolenia klientów, sprawnego funkcjonowania procesów i efektywnej współpracy  – dodaje Bernd Vorbeck.

Universal-Investment jest największym niezależnym dostawcą produktów inwestycyjnych oraz usług związanych z administracją funduszy inwestorów instytucjonalnych i podmiotów zarządzających aktywami w regionie państw niemieckojęzycznych. Universal-Investment ma jasno sprecyzowany cel rozwoju. W ciągu 5 lat chce zarządzać portfelem aktywów o łącznej wartości 500 miliardów euro i jednocześnie stać się największą w Europie platformą obsługującą fundusze inwestycyjne wszystkich kategorii. Osiągnięcie tego ambitnego celu wymaga rozszerzania kompetencji spółki. Nowa lokalizacja w Krakowie stwarza możliwość zatrudnienia wykwalifikowanych pracowników, a tym samym zwiększa międzynarodową konkurencyjność Universal-Investment.

Pełna integracja zamiast outsourcingu

Po skomplikowanym procesie wyboru lokalizacji, podjęto decyzję na korzyść Krakowa. Na lokalnym rynku pracuje ponad 60 tysięcy ekspertów specjalizujących się w procesach biznesowych.  W ciągu ostatnich 10 lat, rozwinął się również obszar zarządzania funduszami. Wśród pozostałych czynników, które decydowały o wyborze Krakowa, Universal-Investment wymienia atrakcyjny poziom płac, odpowiednią ofertę nieruchomości, jak również bliskość kulturową Niemiec.

Pięć największych problemów polskiego rynku pracy

Z najnowszych danych GUS wynika, że na koniec II Q 2018 r. w naszym kraju było prawie 165 tys. wolnych miejsc pracy. To o 8% więcej, niż w I Q br. i aż 35% różnicy r/r. Jednak niedobór rąk do pracy i ryzyko odpływu kolejnych pracowników, skuszonych lepszymi warunkami w innych krajach, to nie jedynie zmartwienie polskiego rynku. Eksperci Personnel Service wskazują, z jakich jeszcze powodów polscy przedsiębiorcy powinni mieć się na baczności.

Polskim firmom brakuje rąk do pracy

Polska jest w trójce krajów z najniższym poziomem bezrobocia w Europie – wskazują najnowsze dane Eurostatu za wrzesień 2018 r. Wynosi ono tyle samo, co w Niemczech – 3,4%, niższe jest jedynie w Czechach – 2,3%. Prawie 57% polskich firm ma wakaty, na które brakuje Polaków, a jedna trzecia ma wolne miejsca pracy, którymi Polacy w ogóle nie są zainteresowani – podają to jako główne powody poszukiwania i zatrudniania Ukraińców – wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018”, badania Personnel Service. Wszystko wskazuje na to, że problemy z dostępnością pracowników będą narastać – to jedno z największych zagrożeń dla polskiej gospodarki. Brak rąk do pracy to problemy z ciągłością działalności polskich firm, a w konsekwencji nawet spadek PKB.

Niemcy, Czesi i Węgrzy zabiorą nam Ukraińców

Dane Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej za I półrocze br., wskazują, że oświadczeń o powierzeniu pracy Ukraińcowi jest obecnie 692 tys. Należy jednak jeszcze uwzględnić nowy typ zezwoleń, z których aż 154 tys. dotyczyło Ukraińców. Wtedy liczba Ukraińców, którzy pracują w Polsce legalnie wzrasta do 846 tys. Tymczasem Niemcy, Czesi, Węgrzy na wzór Polski zaczynają zabiegać o pracowników z Ukrainy, co stanowi realne zagrożenie dla dostępności kadry ze Wschodu dla polskich przedsiębiorców. Planowane od 2019 r. zmiany w przepisach w Niemczech, które otworzą tamtejszy rynek pracy dla obywateli spoza UE, mogą spowodować odpływ nawet 200-300 tys. Ukraińców z Polski. Najnowsze analizy NBP wskazują, że ten proces będzie następował stopniowo, ale spowoduje relatywnie trwałe pogorszenie atrakcyjności Polski względem Niemiec jako miejsca pracy dla imigrantów.

W Polsce wciąż zarabia się za mało

Z najnowszych danych GUS wynika, że średnie wynagrodzenie brutto w Polsce w trzecim kwartale 2018 r. wyniosło 4580,20 zł. W  Czechach jest to ok. 20% więcej, a w Niemczech nawet trzy razy tyle, co w Polsce. Polska siła nabywcza jest więc mniejsza, niż w wymienionych krajach, co negatywnie wpływa na wzrost gospodarczy w naszym kraju w porównaniu do innych gospodarek UE, w których pensje są wyższe. Z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze” wynika, że prawie jedna trzecia polskich przedsiębiorców jest w stanie płacić Ukraińcom więcej, niż Polakom. Jednak wciąż nie są to kwoty, którymi możemy konkurować np. z Niemcami.

Szkoły uczą niepotrzebnych rzeczy

W Polsce nadal zbyt mały nacisk kładzie się na nowoczesne rozwiązania na uczelniach, przez co wielu studentów wybiera kierunki mało przyszłościowe. Pokazuje to chociażby lista zawodów nadwyżkowych opublikowana przez Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej. Znajdują się na niej takie profesje, jak ekonomista, filozof, historyk, politolog, kulturoznawca czy pedagog. Na ten problem wskazuje też ranking stu najbardziej innowacyjnych uniwersytetów, publikowany co roku przez agencję Reuters – jako jedyny znalazł się w nim Uniwersytet Jagielloński i to dopiero na 90 pozycji.

Jeśli nie wprowadzimy zmian w systemie edukacji, wkrótce możemy być w poważnych tarapatach. Zamiast uczyć dzieci i studentów schematycznych czynności, które już powoli na rynku pracy zastępuje sztuczna inteligencja, powinniśmy postawić na uniwersalne umiejętności, takie jak rozwiązywanie problemów, kreatywność i samodzielność w myśleniu, praca zespołowa. W Polsce działa solidny system oparty o przekazywanie wiedzy i podstawowych umiejętności, ale brakuje pomysłów na zreformowanie tradycyjnego modelu kształcenia w kierunku promowania kreatywności. A tego typu projekty realizują już takie kraje jak Finlandia, Kanada, Estonia, Singapur, Japonia, Korea czy Chiny – mówi Krzysztof Inglot, prezes agencji zatrudnienia Personnel Service.

Polaków kusi Zachód i USA

Z najnowszych danych Eurostatu za 2017 r. wynika, że obywatele Polski byli drugą, pod względem wielkości, grupą obywateli UE mieszkających w innych państwach członkowskich UE, tuż za Rumunią. Z kolei wg danych GUS, w końcu 2016 r. na emigracji przebywało ponad 2,5 mln Polaków – o prawie 5% więcej, niż rok wcześniej. Spośród krajów UE, najwięcej polskich emigrantów przebywało w Wielkiej Brytanii (788 tys.), Niemczech (687 tys.), Holandii (116 tys.) oraz w Irlandii (112 tys.) – wynika z danych GUS.

Niskie bezrobocie i wyższe pensje na zachodzie Europy kuszą nie tylko Ukraińców, ale także Polaków. Najniższe bezrobocie jest w Niemczech – mamy do nich blisko, dlatego Polacy, szczególnie Ci wykwalifikowani, chętnie pracują na tym rynku i ten trend będzie się pogłębiał. Zagrożeniem może być także zniesienie wiz do USA, które niedawno zapowiedziała nowa ambasador. Choć uważa się, że zniesienie wiz ma obecnie w zasadzie głównie znaczenie dyplomatyczne, to taka informacja z pewnością będzie zachętą do wyjazdu dla kolejnych naszych rodaków – mówi Krzysztof Inglot.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2018 r.

Otoczenie makroekonomiczne nie będzie sprzyjać poprawie konkurencyjności MSP

Niestety, minął już najlepszy czas na zwiększenie konkurencyjności naszych małych i średnich przedsiębiorstw na rynku europejskim.

Sonia Buchholtz
Sonia Buchholtz

W październiku 2018 r. przewaga przedsiębiorstw deklarujących pogorszenie pozycji konkurencyjnej na rynku UE, nad tymi deklarującymi poprawę, wyniosła 4,6 pkt. proc. Największy pesymizm sygnalizowały przedsiębiorstwa średnie (5,1 pkt. proc.) w porównaniu do małych i dużych (po 2,5 pkt. proc) – wynika z danych GUS.

Wśród wielu pytań regularnie zadawanych przez GUS polskim przedsiębiorcom znajduje się to o ocenę konkurencyjności firmy na rynkach krajowym, UE i pozostałych. Deklaracje przedsiębiorstw zebrane od 2003 zawiera publikacja „Koniunktura w przemyśle, budownictwie, handlu i usługach 2000-2018″. W jej świetle polskie firmy deklarowały relatywną poprawę konkurencyjności w badanym okresie w 13 kwartałach z 64: w 2004, na przełomie 2006/2007, 2007/2008, 2015/2016 (z jednym kwartałem poniżej zera) i w 2018 roku. W ostatnim cyklu koniunkturalnym epizody optymizmu uległy skróceniu do trzech i jednego kwartału.

Co istotne, sentyment rozkłada się bardzo nierównomiernie między firmami różnej wielkości. Od 2003 r. obserwowano przewagę optymistów w dużych przedsiębiorstwach aż w 49 kwartałach (77%), ale już tylko w 10 kwartałach w średnich i w 5 w małych. Wprawdzie dla małych firm ostatni rozkwit był pierwszym w historii badań, jednak trudno mówić o znaczącej poprawie. Pogorszenia są głębsze niż fale poprawy w obu kategoriach przedsiębiorstw, natomiast epizody optymizmu bardzo nietrwałe.

Ekspansja gospodarcza obserwowana w ostatnich latach (mierzona np. luką popytową czy stopą bezrobocia) sugerowała, że czerpiemy garściami z poprawy koniunktury. Tymczasem deklaracje mniejszych przedsiębiorców studzą ten optymizm. Pozycja konkurencyjna MŚP wydaje się w ostatnim czasie wątła. Odsetek małych eksporterów deklarujących poprawę konkurencyjności pozostaje niski, mimo drgnięcia w ostatnim roku (26,5 proc. vs. 23,7-24,8 proc. w 2014-2017), w przypadku średnich udział spadł do 46,5 proc. po kilku lepszych latach. Jeszcze niższe saldo odpowiedzi odnotowuje się w odniesieniu do rynków innych niż UE – tylko częściowo jest to w stanie zniwelować nieznaczna poprawa na rynku krajowym.

Otoczenie makroekonomiczne nie będzie w najbliższym czasie sprzyjać poprawie konkurencyjności mniejszych przedsiębiorstw: wysokie tempo wzrostu płac czy drożejące surowce (w tym, energia) pogarszają terms of trade. Uzyskiwanie wysokich marż przy stabilnym kursie euro także będzie utrudnione. Wreszcie, spowolnienie gospodarcze w zachodniej Europie nie pomoże zdobywać i zwiększać udział na nowych rynkach. Wydaje się, że najlepszy czas dla podnoszenia konkurencyjności małych i średnich firm na rynku europejskim minął.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Inflacja wyższa od oczekiwań

Październikowe dane dotyczące inflacji okazały się wyższe niż 1,7 proc., szacowane wcześniej przez GUS. Ostatecznie wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych okazał się wyższy i wyniósł 1,8 proc. Wyższa inflacja to głównie efekt wciąż wysokich notowań ropy naftowej. Koszty transportu wzrosły w związku z tym o 7,5 proc., a więc nieco mocniej niż miesiąc wcześniej, gdy wzrost sięgał 7 proc. Benzyna była droższa niż przed rokiem o 10,9 proc., a olej napędowy o 15,5 proc. (wzrost cen paliw do prywatnych środków transportu wyniósł ogółem 12,8 proc.).

Konsumenci mogą natomiast cieszyć się z nieco wolniejszego wzrostu cen żywności. Poszły one w październiku o 1,8 proc., podczas gdy we wrześniu rosły o 2,3 proc. W tej grupie po raz kolejny najmocniej, bo o 16,8 proc. zdrożały jaja i warzywa, za które w związku z suszą trzeba było płacić o 10 proc. więcej niż przed rokiem. O 7,4 proc. w górę poszły ceny pieczywa. W stałym sięgającym 2 proc. tempie zwiększają się koszty użytkowania mieszkania, z czego opłaty na rzecz właścicieli wzrosły o 4,2 proc., opał o 3,6 proc., a gaz o 2,2 proc. Bez zmian pozostały ceny energii, ale ich wzrost jest prawdopodobny w przyszłym roku, w związku z silnymi zwyżkami cen prądu. O 4,3 proc. w górę poszły ceny usług związanych z prowadzeniem gospodarstwa domowego. O 3,4 proc. zdrożały usługi lekarskie.

Tradycyjnie już taniały odzież (o 3,5 proc.) i obuwie (o 1,9 proc.), ale w dół poszły także ceny samochodów osobowych (o 3,3 proc.), sprzętu telekomunikacyjnego (o 11,3 proc.) oraz usług telekomunikacyjnych (o 3,4 proc.) i sprzętu audiowizualnego i informatycznego (o 4,1 proc.).

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Bratkowski: Wprowadzenie PPK uważam za zupełnie niepotrzebne

Kto najbardziej skorzysta na zmianach w systemie emerytalnym? Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych zyskała akceptację Senatu. To pracodawcy będą decydować dokąd trafią składki przyszłych emerytów, mogą więc trafić do państwowych funduszy, które będą wspierać rządowe inwestycje.

Wprowadzenie PPK oznacza, że składki będą wpłacane przez pracowników i ich pracodawców. Jednak to pracodawcy będą decydować do jakich funduszy inwestycyjnych trafi kilka miliardów złotych. To jest istotne różnica w porównaniu do OFE. Wśród największych polskich firm są spółki, w których państwo jest największym współwłaścicielem. Co wybiorą? Państwowe czy prywatne fundusze? Jeżeli państwowe, to będzie to powiązane z rządowymi inwestycjami, a od ich opłacalności będą zależne emerytury.

Powstaną nowe fundusze inwestycyjne, ale nadal istnieją OFE, choć zmarginalizowane. Dlaczego powstają Pracownicze Plany Kapitałowe? Opinie ekspertów są różne.

– Nadal istnieją OFE, to po co tworzyć nowe fundusze inwestycyjne? Po to, aby wydawać nowe koncesje i decydować o obsadach personalnych tych funduszy – twierdzi w rozmowie z MarketNews24 dr Andrzej S.Bratkowski, były wiceprezes NBP i byłych członek RPP.

Do PPK najszybciej muszą zapisywać się największe polskie firmy. Mniejsze w kolejnych etapach.

-Wprowadzenie PPK uważam za niepotrzebne, to ukryta forma przejmowania przez państwo kontroli nad firmami – ocenia A.S.Bratkowski.

Spowolnienie jeszcze nie nadchodzi

Realizacja prognoz zakładających nadejście lekkiego spowolnienia w polskiej gospodarce przesuwa się na dalszą przyszłość. Według wstępnego szacunku GUS, w trzecim kwartale tempo wzrostu PKB wyniosło 5,1 proc. Ekonomiści spodziewali się, że sięgnie ono 4,7 proc. Bardzo dobry wynik oznacza szansę na utrzymanie się w całym roku rezultatu zbliżonego do 5 proc., a więc wyższego od osiągniętego w 2017 r. Jednak to głównie efekt silnego, przekraczającego 5 proc. tempa wzrostu w pierwszej połowie obecnego roku. W kolejnych kwartałach należy jednak spodziewać się osłabienia dynamiki PKB. Główną przyczyną tej tendencji będzie widoczne już spowolnienie w strefie euro. Według wstępnych danych, w trzecim kwartale tempo wzrostu niemieckiej gospodarki spowolniło z 2,3 do 1,1 proc., a prognozy na przyszły rok zakładają kontynuację tej tendencji. Niemieccy ekonomiści spodziewają się spadku przyszłorocznego tempa wzrostu do 1,5 proc. Komisja Europejska ocenia, że w przypadku całej Unii Europejskiej PKB w 2019 r. wzrośnie o 1,9 proc., wobec szacowanych 2,1 proc. w obecnym roku.

Choć wstępny szacunek GUS nie obejmuje danych dotyczących poszczególnych czynników, wpływających na tempo wzrostu PKB, można przypuszczać że wciąż główną siłą napędową pozostaje wysoka konsumpcja gospodarstw domowych. Wsparciem były prawdopodobnie inwestycje publiczne, jednak trudno liczyć na inwestycyjne ożywienie ze strony sektora prywatnego, a szczególnie małych i średnich firm. Patrząc na dane z Niemiec i strefy euro, należy też zakładać słabsze wyniki polskiego eksportu, który w prawie 28 proc. trafia do naszego zachodniego sąsiada. Przy prawdopodobnym utrzymywaniu się silniejszego wzrostu importu, oznacza to negatywny wpływ deficytu handlowego na nasz PKB.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Podążając po śladach klienta – rosnąca rola analityki w branży handlowej

Jak wynika z badania[1] przeprowadzonego przez SAS, Intel oraz Accenture Applied Intelligence, największą korzyścią wynikającą z wdrożenia rozwiązań z zakresu analityki w czasie rzeczywistym jest utrzymanie klientów (58% odpowiedzi). Kolejno ankietowani wskazywali lepsze zrozumienie ścieżki zakupowej klienta (51%), wzrost przychodów (44%) oraz wartości klienta (33%). Na podstawie różnorodnych danych o niemal każdej czynności, jaką wykonują kupujący, tworzony jest ich profil. Dzięki temu doświadczenia zakupowe są coraz bardziej spersonalizowane, a sklepy wiedzą, co zaproponować klientom, zanim ci zdążą o tym pomyśleć.

Według danych firmy badawczej Bisnode, w Polsce w 2010 roku zarejestrowano ponad 7,6 tys. sklepów internetowych. Na koniec stycznia 2018 roku mniej lub bardziej aktywnie funkcjonowało już tylko 2,3 tys. firm. Oznacza to, że tylko 30% polskich e-sklepów działa dłużej niż 8 lat. Zdaniem ekspertów SAS o sukcesie w trudnej branży retail decyduje umiejętność wykorzystania posiadanych danych w najbardziej optymalny sposób. Ważne jest także zrozumienie, że od przedstawienia oferty do dokonania zakupu prowadzi niekiedy niezwykle długa droga, a wielu klientów rezygnuje z transakcji dopiero na etapie koszyka.

W handlu liczą się nie tylko umiejętności przewidywania zapotrzebowania na dane produkty, właściwa polityka cenowa, planowanie akcji rabatowych czy sprawna komunikacja z klientem. Istotna jest także cierpliwość i konsekwentne, ale nienachalne promowanie danej oferty. Chodzi o to, aby nie spamować, ale subtelnie przypominać się osobom, które z różnych powodów odstąpiły od zakupu, ale dalej są nim zainteresowane – mówi Anna Walkiewicz, Territory Sales Manager w SAS Polska.

Walka o uwagę klienta

Chcąc zrozumieć rolę narzędzi analitycznych w branży retail, najlepiej prześledzić przykładową ścieżkę zakupową klienta. Poniższy przykład pokazuje, jak wiele wysiłku wymaga sfinalizowanie zakupu i jak dużo czynników może odciągnąć czy rozproszyć klienta.

Krok 1 – E-mail ze spersonalizowaną ofertą

Będąc w pracy, klient otrzymuje wiadomość e-mail ze spersonalizowaną ofertą sezonową z akcesoriami w kategorii, która go najbardziej interesuje. Dodatkowo zareklamowane są akcesoria z innej kategorii (których klient nie kupował do tej pory, ale są powiązane z interesującymi go produktami lub je uzupełniają).

Krok 2 – Porzucony koszyk

W sklepie internetowym klient klika w link z wiadomości e-mail nawigujący do oferty sezonowej. Spersonalizowana reklama z akcesoriami jest zaprezentowana na stronie z ofertą sezonową. Klient klika w reklamę i przechodzi do strony produktu. Dodaje produkt do koszyka, ale ponieważ zaraz zaczyna spotkanie, nie finalizuje zakupu.

Krok 3 – Zdarzeniowy mobile push

Następnego dnia wiadomość mobile push zostaje wysłana do klienta. Informuje go o dostępnym rabacie. Nawiguje klienta do aplikacji na stronę programu lojalnościowego. Klient otwiera banner, reklamę produktu z porzuconego koszyka. W tym samym momencie ktoś do niego dzwoni, opuszcza aplikację mobilną i odbiera telefon.

Krok 4 – Mobile Push po wejściu do sklepu

Dwa dni później klient przyjeżdża do sklepu. Otrzymuje wiadomość „push” przypominającą mu o rabacie.

Krok 5 – Mobile Push w dziale sklepu

Podczas tej samej wizyty klient otrzymuje push message reklamujący produkt, który planował kupić, co ostatecznie skłania go do sfinalizowania zamówienia.

Wiedza z paragonu

Przykładem wykorzystania analityki w branży retail jest analiza danych paragonowych. Dzięki informacjom znajdującym się na dowodzie zakupu można dowiedzieć się, w jakich godzinach i w jakie dni placówkę odwiedza najwięcej klientów, ile sztuk danego towaru kupują podczas jednej wizyty lub jaka jest średnia wartość ich koszyka. Ponadto, w przypadku większych sklepów możliwe jest sprawdzenie, które kasy są najbardziej obciążone.

Ten niewielki kawałek papieru, który większość z kupujących wyrzuca do kosza na śmieci może mieć ogromną wartość dla biznesu. Zawarte na nim informacje umożliwiają m.in. planowanie działań promocyjnych, optymalne ustalenie grafiku pracy sprzedawców czy podjęcie odpowiednich decyzji odnośnie zatowarowania poszczególnych sklepówtłumaczy Anna Walkiewicz, Territory Sales Manager w SAS Polska.

Rozwiązaniem, które pozwala efektywnie wykorzystać dane dotyczące obecnych i potencjalnych klientów jest SAS Customer Intelligence. Poza danymi paragonowymi, informacje te pochodzą z różnych źródeł i są to m.in.:

  • informacje deklaratywne z programów lojalnościowych oraz te dotyczące wykorzystania programu przez klienta,
  • wszelkie dane o zachowaniu obecnych i potencjalnych klientów w kanałach elektronicznych, w tym: odwiedzane strony, oglądane produkty, interakcje z koszykiem zakupowym,
  • informacje o lokalizacjach, w których pojawia się klient i o zachowaniu klientów w tradycyjnych punktach sprzedaży.

Rozwiązania analityczne zmieniły krajobraz retail raz na zawsze. Teraz do właścicieli sklepów należy decyzja, na ile zechcą włączyć je w strategię pozyskiwania i utrzymywania klientów, zwiększając tym samym swoje szanse na pierwszeństwo na rynku.

[1] Analityka w czasie rzeczywistym: Klucz do wiedzy o kliencie i personalizowania doświadczenia klienta, Raport Działu Usług Analitycznych Harvard Business Review, 2018

W październiku 2018 r. o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 36,38 tys. osób

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Najnowszy październikowy odczyt wyniósł + 17,4% i jest niższy od odczytu wrześniowego o – 6,2 p.p. Wartość indeksu na poziomie + 17,4% oznacza, że w październiku 2018 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe, na kwotę wyższą o 17,4%, w porównaniu z październikiem 2017 r.

– W październiku 2018 r., w porównaniu do września 2018 r., wartość indeksu spadła o 6,2 p.p. Jednak październikowy odczyt nadal jest bardzo wysoki. Łącznie w październiku o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 36,38 tys. osób w porównaniu do 32,13 tys. rok wcześniej (+13,2%). Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku 2018 r. wyniosła 258,46 tys. zł, tj. o 8,4% więcej niż rok wcześniej. Wzrost indeksu spowodowany jest więc zarówno wzrostem liczby wnioskodawców, jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu. Wzrostowi liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy sprzyja nadal bardzo dobra sytuacja gospodarstw domowych, której towarzyszy optymizm co do przyszłej sytuacji finansowej. Natomiast wnioskowanie o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych niż w 2017 r. może mieć swoje główne źródła zarówno we wzroście cen nieruchomości, jak i wzroście zdolności kredytowej, któremu sprzyja wzrost dochodów gospodarstw domowych, i nadal rekordowo niskie stopy procentowe – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Nową generację Lexusa ES będzie promowała pierwsza w świecie reklama stworzona przez sztuczną inteligencję

  • Na zamówienie Lexusa powstał pierwszy w świecie film, którego scenariusz napisała sztuczna inteligencja
  • 60-sekundowy film „Driven by Intuition” nakręcił laureat Oscara Kevin Macdonald
  • Projekt, reklamujący w Europie nową generację Lexusa ES, podkreśla nowatorstwo marki
  • Film będzie prezentowany na internetowych kanałach Lexusa od 19 listopada, przed rozpoczęciem europejskiej kampanii reklamowej ES w grudniu

Globalna reputacja Lexusa jako marki znanej z innowacji i wykorzystania najnowszych technologii stała się inspiracją dla powstania pierwszego w świecie filmu reklamowego, którego scenariusz w całości stworzyła sztuczna inteligencja (AI, Artificial Intelligence). 60-sekundowy film „Driven by Intuition” wyreżyserował zdobywca Oscara Kevin Macdonald.

Premiera filmu odbędzie się jutro (15 listopada) w Wielkiej Brytanii, po czym będzie on prezentowany w kanałach mediów społecznościowych oraz europejskich kinach, zapowiadając wprowadzenie na rynek nowej generacji luksusowego sedana ES na początku przyszłego roku.

Film „Driven by Intuition” jest efektem tego samego śmiałego ducha technicznej innowacji, dzięki któremu powstała słynna lewitująca „deskorolka” Lexus Hoverboard. Scenariusz filmu został w całości wygenerowany przez mechanizmy sztucznej inteligencji stworzone przez technicznego partnera Lexusa, firmę Visual Voice we współpracy z The&Partnership za pomocą zestawu narzędzi AI i aplikacji IBM Watson.

Tak powstałą koncepcję wcielił w życie Kevin Macdonald, reżyser filmów „Ostatni król Szkocji” i „Whitney”, nagrodzony przez amerykańską Akademię Filmową Oscarem dla najlepszego filmu dokumentalnego za „One Day in September”.

Na potrzeby filmu stworzono specjalny system sztucznej inteligencji, który poddał analizie wszystkie nagodzone reklamy dóbr luksusowych z ostatnich 15 lat. Pomogło to w określeniu emocji wpływających na percepcję reklam przez widzów oraz na wyniki wykonanych na zamówienie badań ludzkiej intuicji.

Nową reklamę będzie można oglądać na kanałach Lexusa od 19 listopada.

Grupa Impel – wyniki po III kw. 2018 r.

Grupa Impel – największa w kraju grupa firm świadczących usługi dla biznesu – wypracowała przez dziewięć miesięcy 2018 roku przychody na poziomie 1 589 mln zł. Skonsolidowany zysk operacyjny w tym okresie wyniósł 38,4 mln zł i jest wyższy w stosunku do pierwszych trzech kwartałów ubiegłego roku o 13,4%. Zysk netto po dziewięciu miesiącach osiągnął poziom 16 mln zł.

Przychody ze sprzedaży wyniosły 1 589 mln zł i są niższe niż analogiczne w roku ubiegłym o około 5%. Między innymi jest to efekt strategii konsekwentnego wycofywania się z kontraktów nierentownych lub nisko rentownych. W 2018 roku Grupa obniża zadłużenie przygotowując się do finansowania nowych rentownych usług i projektów rozwojowych, w tym współfinansowanych ze środków UE.

Wojciech Rembikowski
Wojciech Rembikowski, Wiceprezes Zarządu Impel S.A.

– Wyniki operacyjne potwierdzają, że działamy skutecznie na rzecz poprawy wyników. Wypowiedzenie ponad 500 kontraktów zwiększyło rentowność Grupy, a aktywna współpraca z naszymi partnerami biznesowymi oparta o segmentację, prospecting, sprzedaż pakietową i oczywiście efektywność ekonomiczną realizowaną na wyższych marżach pozytywnie wpłynęła na finanse Grupy – mówi Wojciech Rembikowski, Wiceprezes Zarządu Impel S.A.

Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.
Grzegorz Dzik, prezes Impel S.A.

– Obecna sytuacja na rynku pracy, prognozy dotyczące jego rozwoju i wzrost znaczenia kryteriów poza cenowych wymagają od nas nowego podejścia do procesów realizacji usług. Dodatkowo na otoczenie biznesowe naszej branży ogromny wpływ ma konieczność dostosowywania się do zmieniającej się rzeczywistości prawnej. Od roku 2015 stale angażujemy zasoby handlowe, operacyjne, administracyjne, które generują wysokie koszty funkcjonowania na rynku. Bardzo ważne jest, aby nastąpiła stabilizacja. Naszą strategią jest rozwój dotychczasowych usług w oparciu o nowe technologie. Poszukujemy i równocześnie tworzymy innowacyjne rozwiązania na wszystkich poziomach naszej organizacji. Dotyczy to zarówno kształtu usług, ich rodzajów, jakości, jak i naszej wewnętrznej organizacji pracy. Wykorzystujemy rozwiązania technologiczne, cyfrowe, zwiększające efektywność usług, ale również zwiększamy specjalizację obsługi wewnętrznych procesów biznesowych. Tylko stabilność prawa pozwoli nam tę strategię skutecznie wdrażać – mówi Grzegorz Dzik, Prezes Zarządu Impel S.A.

Facility Management

Jakub Dzik, Wiceprezes Impel S.A.
Jakub Dzik, Wiceprezes Impel S.A.

Największy udział w skonsolidowanych przychodach Grupy Impel, stanowią przychody segmentu FM, które wynoszą 1 112 mln zł. Zysk operacyjny ukształtował się na poziomie 19,57 mln zł. – Grupa w trzecim kwartale pozyskała nowe kontrakty na usługi fizycznej ochrony mienia na rzecz spółek Grupy PKP, obejmujące obsługę wszystkich dworców kolejowych w województwie lubuskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim. Natomiast w obszarze usług porządkowych premium rozpoczęliśmy obsługę prestiżowego obiektu biurowo-handlowego w Warszawie – podkreśla Jakub Dzik, Wiceprezes Impel S.A.

Dzięki rozpoczęciu współpracy z firmą Amic Polska, operatorem sieci stacji paliw Lukoil, Grupa Impel wzmocniła swoją pozycję w zakresie usług świadczonych dla sieci paliwowych. Kontrakty dotyczą dostarczania materiałów higienicznych i biurowych, odzieży roboczej, produktów do utrzymania czystości, a dodatkowo Grupa świadczy usługę utrzymania czystości na terenach zewnętrznych dla 115 stacji Lukoil w Polsce.

– Branża paliwowa poszukuje partnerów, którzy zapewnią im kompleksową obsługę. Jesteśmy otwarci na łączenie usług, szukanie synergii, możliwości integracji. Obecnie świadczymy usługi z obszaru facility management dla podmiotów zarządzającymi takimi markami jak ORLEN, Shell, Moya i Lukoil – podsumowuje prezes Dzik.

Industrial Services

Segment Industrial Services w skonsolidowanych wynikach uzyskał przychody na poziomie 220 mln zł, a zysk operacyjny wyniósł 3,11 mln zł.

– Najważniejszy kontrakt w obszarze Industrial Services to realizacja budowy nowoczesnej sieci szerokopasmowej w rejonach szczecińskim i nowotarskim, współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Zarówno prace projektowe jak i realizacja prac inwestycyjnych przebiegają zgodnie z harmonogramem i oczekiwaniami inwestora. Realizowane działania obejmują budowę 1800 km sieci światłowodowej i 138 węzłów dostępowych. Efektem inwestycji będzie podłączenie do nowoczesnej sieci FTTH 300 jednostek oświatowych i ponad 41 tys. gospodarstw domowych. Szacowana łączna wartość dwóch zamówień to ponad 120 mln zł realizowanych w okresie ponad 30 miesięcy. Dostrzegamy dalszy rozwój Grupy Produktowej Rebranding, zajmującej się m.in. produkcją oznakowania np. dla stacji paliwowych Grupy Lotos. Prowadzimy cały proces od projektu przez produkcję, a kończąc na montażu na miejscu u klienta. W tym obszarze finalizujemy trzy duże kontrakty. Dalszy rozwój tej Grupy Produktowej zagwarantuje nam planowana automatyzacja procesów produkcyjnych – podkreśla Jakub Dzik, wiceprezes zarządu Impel S.A.

W obszarze Industrial Services sukcesywnie rezygnujemy z niskomarżowych kontraktów angażujących kapitał. Koncentrujemy się na usługach dla branży energetycznej, szczególnie dla energetyki przemysłowej.

– Nasza przyszłość w tym segmencie to rozwój usług polegających na budowie lub modernizacji infrastruktury niskiego i średniego napięcia. Posiadamy silne zaplecze projektowe do realizacji wysokospecjalistycznych zadań. Kompetencje, to przewaga, na której budujemy rozpoznawalne know how – podkreśla Jakub Dzik.

Digital Services & Business Process Outsourcing

W ramach Digital Services & Business Process Outsourcing Grupa Impel uzyskała przychody na poziomie 344,7 mln zł. Zysk operacyjny wyniósł 5,09 mln zł.

Spółka Impel Business Solutions rozpoczęła automatyzację procesów z wykorzystaniem robotyzacji. Sukcesywne wprowadzenie robotów do wykonywania zadań operacyjnych pozwoliło spółce poprawić procesy wewnętrzne Grupy Impel, a także stworzyć ofertę dla klientów, którym zależy na efektywnym wykorzystaniu zasobów ludzkich i automatyzacji prostych czynności. Robotyzacja implementowana przez Impel Business Solutions polega na zastępowaniu w całości lub w części zadań i procesów wykonywanych dotychczas przez pracowników, wykorzystując zaawansowane algorytmy zaprogramowane w technologii UIPath.

Obecnie w spółce uruchomiliśmy 30 zrobotyzowanych procesów z obszaru kadrowo-płacowego, a 50 kolejnych czeka na implementację. Wśród wdrożonych warto wyróżnić takie procesy jak: generowanie zgłoszeń pracowników do ZUS, księgowanie wyciągów bankowych, wystawianie ulg na PFRON czy wystawianie zaświadczeń. Mamy ambicję stać się w przyszłości innowacyjnym, zrobotyzowanym centrum procesowym. Jesteśmy przekonani, że duże zainteresowanie wprowadzonymi przez nas rozwiązaniami z zakresu automatyzacji i robotyzacji procesów przełoży się na nowe płaszczyzny współpracy z obecnymi klientami Grupy Impel, a także na pozyskanie nowych partnerów – podsumowuje Jakub Dzik, wiceprezes Zarządu Impel S.A.

Spółka SI-Consulting buduje kompetencje w tworzeniu autorskich rozwiązań opartych na technologii Blockchain przeznaczonych dla rynku reklamowego.

– Autonomiczny system zarządzania procesami reklamowymi w transporcie to projekt, który na rozproszonej i zdecentralizowanej bazie danych buduje rozwiązanie pozwalające na zautomatyzowanie procesu biznesowego związanego z wyświetlaniem reklam na środkach transportu i precyzyjnym dostosowaniu oferty reklamowej dla zleceniodawców i odbiorców. Dzięki zastosowaniu IoT i algorytmów analizy zbieranych danych, system określa, jakie reklamy powinny zostać wyświetlone w miejscu, w którym obecnie znajduje się pojazd. Weryfikując zdefiniowane czynniki, np. porę dnia, obszar, przez który przemieszcza się pojazd, planowane zgromadzenia ludzi, system dynamicznie określa opłatę za daną reklamę. Dzięki zastosowaniu technologii Blockchain całość procesu przypieczętowana jest automatycznym podpisaniem tzw. SmartContractu. Szukamy nowoczesnych rozwiązań dla wielu branż, dlatego coraz bardziej usługi w Grupie Impel będą związane z nowymi technologiami – podkreśla Jakub Dzik.

Produkcja motoryzacyjna w Polsce będzie rosnąć! Twierdzi tak aż 68% producentów

Przedstawiciele motobranży w Polsce z optymizmem patrzą w przyszłość. 2 na 3 z nich oczekuje, że produkcja w ich zakładach będzie rosnąć. W tym roku mamy niemal dwa razy więcej produkcyjnych optymistów niż w 2017 r. (wzrost o 32 p.p.). Podobnie dobre lub nawet lepsze nastroje panują w Turcji, Rumunii, na Słowacji i Węgrzech. Jedynie w Niemczech i Wielkiej Brytanii zauważalna jest większa powściągliwość w prognozowaniu przyszłości – wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2018. Nastroje w automotive”.

Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży
Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A., odpowiedzialny za rozwój sprzedaży

Wyniki tegorocznego „MotoBarometru” pokazują, że dynamika produkcji motoryzacyjnej uzależniona jest od stopnia zaawansowania danego rynku. Tym samym optymizm panujący w Polsce nie jest przypadkiem odosobnionym, lecz wpisuje się w szerszy trend, obejmujący także inne rozwijające się rynki automotive, takie jak Rumunia, Węgry czy Słowacja. Kraje te pracują na najwyższych obrotach, nadrabiając dystans do Europy Zachodniej i liczą, że korzystna koniunktura potrwa jak najdłużej. Natomiast na rynkach rozwiniętych, czyli w Niemczech i Wielkiej Brytanii, obserwujemy rosnącą niepewność. W przypadku naszych zachodnich sąsiadów jest to prawdopodobnie efekt afery dieselgate i zmniejszenia produkcji tradycyjnych napędów, zaś Brytyjczycy wciąż nie wiedzą, z jakimi ekonomicznymi konsekwencjami wiązać będzie się nadchodzący Brexit mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A.

Motoryzacyjna Europa dwóch prędkości

Po zeszłorocznym spadku nastrojów nie ma już śladu, a przedstawiciele motobranży w Polsce znów wykazują spory optymizm produkcyjny. Podobnie jak przed dwoma laty, aż 68% zapytanych liczy na zwiększenie poziomu zamówień. Jest to wynik o 32 p.p. lepszy niż w 2017 r. Warto zauważyć, że zaledwie 2% producentów motoryzacyjnych uważa, że do końca 2018 r. wolumen wytwarzanych przez nich towarów spadnie. Natomiast co czwarty ankietowany nie spodziewa się w tym względzie zmian.Produkcja motoryzacyjna w Polsce będzie rosnąć

Są jednak aż 4 kraje, w których optymistów produkcyjnych jest więcej niż w Polsce. Należą do nich Rumunia (77%), Rosja i Słowacja (po 74%) oraz Węgry (72%). Nastroje w tureckiej branży automotive są niemalże identyczne jak te panujące nad Wisłą (68% optymistów), zaś w Czechach optymizm jest nieco mniejszy (55% wskazań). Przedstawiciele najbardziej rozwiniętych rynków motoryzacyjnych, czyli Niemcy i Brytyjczycy, są znacznie bardziej zachowawczy w swoich prognozach. Większość z nich nie przewiduje znaczących zmian w najbliższych miesiącach.

Nastroje w Polsce zależne od zagranicznej koniunktury

Silne umiędzynarodowienie łańcucha dostaw w branży motoryzacyjnej powoduje, iż czynnikiem najbardziej wpływającym na poziom produkcji w polskich zakładach są zamówienia z zagranicy. Aż 95% respondentów jest zdania, że nowe zlecenia od zagranicznych partnerów mogą wpłynąć na wzrost produkcji. W mniejszym stopniu odczuwalne mogą być nowe zamówienia od kontrahentów z Polski, na co wskazuje 29% ankietowanych, czy otwarcie nowej fabryki aut w sąsiednich państwach (16%). Zaledwie 9% respondentów liczy na wzrost produkcji związany z powstaniem nowej fabryki samochodów w naszym kraju.

Przemysł motoryzacyjny w Polsce jest silnie powiązany z europejską koniunkturą, szczególnie w Niemczech. Ważnym  czynnikiem  wpływającym  na  optymizm  polskich  menadżerów  jest  rosnący  eksport  komponentów. W pierwszych pięciu miesiącach tego roku komponenty odnotowały blisko 9-procentowy wzrost. Ich udział w całości wymiany handlowej przemysłu samochodowego zbliża się do połowy jego wartości (47,5 proc.) – mówi Rafał Orłowski, Partner w AutomotiveSuppliers.pl

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2017 roku za granicę wyeksportowaliśmy towary o łącznej wartości 870 mld zł, a motoryzacja odpowiadała za 12,3% tego eksportu. To jak istotna jest branża motoryzacyjna dla naszego eksportu potwierdzają dane z zestawienia „TOP10 polskich hitów eksportowych” opracowanego przez Bank Zachodni WBK we współpracy z Exact Systems. W ubiegłym roku w pierwszej dziesiątce rankingu uplasowały się aż trzy produkty eksportowe wytwarzane przez fabryki motoryzacyjne. Były to: części i akcesoria do samochodów, samochody osobowe oraz ciężarówki.

A czego przedstawiciele motobranży w Polsce obawiają się najbardziej? Przede wszystkim zmniejszenia zamówień od partnerów z zagranicy (52%) oraz spadku produkcji i sprzedaży aut w krajach do których eksportujemy nasze wyroby (29%). Natomiast 21% respondentów obawia się ewentualnych skutków mniejszej liczby zleceń od partnerów z Polski.

Metodologia badania

Badanie „MotoBarometr 2018. Nastroje w automotive. Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania” zostało przeprowadzone przez firmę Exact Systems na celowej próbie przedstawicieli firm z sektora automotive będących klientami Exact Systems. Wśród nich znajdują się m.in. producenci samochodów, poddostawcy części i komponentów samochodowych Tier I i Tier II takich jak wycieraczki, szyby samochodowe, dachy, kolumny kierownicze czy elementy bezpieczeństwa. Wielkość próby wyniosła 597 respondentów z 9 państw (Polska, Czechy, Niemcy, Rosja, Rumunia, Słowacja, Turcja, Węgry, Wielka Brytania).

Badanie zrealizowano metodą telefonicznych wywiadów (CATI), ankiet online oraz ankiet indywidualnych od kwietnia do lipca 2018 roku.

Technologie mobilne wciąż nieokiełznane przez przedsiębiorców

65% firm w Polsce korzysta z urządzeń mobilnych w codziennej pracy. Blisko połowa organizacji wykorzystuje je do dostępu do firmowej poczty elektronicznej lub kalendarza, zaś co piąta korzysta z nich w bardziej zaawansowany sposób – realizując dzięki aplikacjom mobilnym część procesów biznesowych. W znacznej większości przedsiębiorstwa deklarują, że dbają o bezpieczeństwo urządzeń mobilnych, ale jednocześnie aż 57% ankietowanych uważa, że włamania do urządzeń mobilnych nie stanowią istotnego ryzyka dla ich organizacji. Jedynie 4% firm całkowicie ignoruje dzisiejsze cyberzagrożenia w tym obszarze, a 30% ogranicza się wyłącznie do zdefiniowania wymagań w formie zapisów w wewnętrznych politykach i procedurach bezpieczeństwa.

W większości organizacji (76% wskazań) pracownicy nie mogą korzystać z prywatnych urządzeń mobilnych w celu przetwarzania danych firmowych. 13% firm pozwala przetwarzać dane przedsiębiorstwa na prywatnych urządzeniach mobilnych pracowników bez stosowania wewnętrznych uregulowań w tym zakresie. Pozostałe organizacje wdrożyły politykę BYOD (ang. Bring Your Own Device) umożliwiającą pracę na prywatnych smartfonach i tabletach. Niska popularność tego rozwiązania może wynikać z ograniczonej możliwości wymuszenia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

Spośród firm, które wzięły udział w badaniu KPMG, aż 35% nie wykorzystuje technologii mobilnych i nie planuje tego robić w najbliższej przyszłości. Z kolei 9% nie korzysta z takich rozwiązań, ale planuje je niebawem wdrożyć.

Ponad połowa firm bagatelizuje ryzyko cyberataku na urządzenia mobilneTechnologie mobilne na naszych oczach rewolucjonizują rzeczywistość. Są najbliższym i przez to często najwygodniejszym dla użytkowników interfejsem do cyfrowego świata. Obserwowane obecnie trendy cyfryzacji czy Internetu rzeczy nie byłyby bez nich możliwe. Technologie te są wykorzystywane dziś przez większość polskich przedsiębiorstw. Zastanawia jedynie, że aż co trzecie przedsiębiorstwo w ogóle nie rozważa stosowania tych rozwiązań – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Oprogramowanie antywirusowe najpopularniejszym zabezpieczeniem urządzeń mobilnych

Najczęściej stosowanym zabezpieczeniem stosowanym w urządzeniach mobilnych jest instalacja oprogramowania antywirusowego. 7 na 10 przedsiębiorstw wymusza uwierzytelnianie w celu dostępu do urządzenia, a ponad 60% organizacji daje możliwość instalowania jedynie zatwierdzonych aplikacji. Urządzenia mobilne są również często kontrolowane zdalnie, poprzez wymuszanie aktualizacji, szyfrowanie danych oraz możliwość zdalnego czyszczenia danych.
Ponad połowa firm bagatelizuje ryzyko cyberataku na urządzenia mobilne 2Niewiele firm podchodzi do zarządzania bezpieczeństwem urządzeń mobilnych kompleksowo. Jedynie co szósta wdrożyła rozwiązanie Mobile Device Management. W przypadku dużych organizacji efektywne zarządzanie bezpieczeństwem technologii mobilnych bez scentralizowanego systemu jest niemożliwe lub bardzo nieefektywne kosztowo. Poprzeczkę w tym zakresie podnosi dodatkowo umożliwienie przetwarzania danych firmowych na urządzeniach prywatnych na co zdecydowała się co czwarta firma – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

Firmy najbardziej obawiają się złośliwego oprogramowania

W opinii przedsiębiorstw największym cyberryzykiem jest złośliwe oprogramowanie – szpiegujące oraz szyfrujące dane. Równie istotnym jest phishing oraz ataki na sieci bezprzewodowe. Natomiast włamania do urządzeń mobilnych są rozpatrywane jako realne ryzyko przez niecałą połowę badanych firm (43% wskazań).

Najczęściej za bezpieczeństwo informacji w przedsiębiorstwach odpowiedzialny jest prezes zarządu (38% wskazań) lub pracownik działu IT (36% wskazań). W niewielkiej liczbie firm bezpieczeństwem zajmują się niezależne, dedykowane do tego osoby. W co dziesiątym przedsiębiorstwie nie ma osoby zajmującej się formalnie cyberbezpieczeństwem.

Ponad połowa firm bagatelizuje ryzyko cyberataku na urządzenia mobilne 3Najistotniejszym źródłem cyberzagrożenia dla większości firm są pojedynczy hakerzy (62% wskazań). Co druga organizacja jako realnie zagrażające bezpieczeństwu firmy wskazuje również zorganizowane grupy cyberprzestępcze. Niezadowoleni lub podkupieni pracownicy (28% wskazań), a także cyberterroryści (22% wskazań) i haktywiści (20% wskazań) są zdecydowanie rzadziej postrzegani jako szkodliwi w kontekście bezpieczeństwa przedsiębiorstwa. Co dziesiąta firma nie jest w stanie określić grupy zagrażającej jej bezpieczeństwu.

W mniejszych firmach bardzo często nie ma osoby formalnie odpowiedzialnej za zapewnienie bezpieczeństwa. Okazuje się, że tego typu organizacje mają trudności ze zrozumieniem dzisiejszych cyberzagrożeń oraz oceniają wszystkie typy cyberataków, jako mniej zagrażające niż pozostałe przedsiębiorstwa. Potwierdza to, że dużo jest jeszcze do zrobienia w zakresie budowania świadomości na temat cyberbezpieczeństwa. Niestety obecnie proces ten odbywa się najczęściej zgodnie z powiedzeniem „Polak mądry po szkodzie” – mówi Michał Kurek, partner w dziale usług doradczych, szef zespołu ds. cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce.

87% mikro i małych firm ma poczucie bezpieczeństwa finansowego

nestbank infografiki zbiorcze v1

87% mikro i małych firm ma poczucie bezpieczeństwa finansowego – wynika z Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku. Jednocześnie ponad 60% przedsiębiorców obawia się o przyszłość finansową swojej firmy.

Mikrofirmy poczuły się bezpiecznie na polskim rynku. Mają świetne pomysły na biznes, a ich przychody nieprzerwanie rosną. Kredyt w ofercie już nie wystarczy. To dla banków duże wyzwanie. Stajemy się elastycznym partnerem dostępnym wszędzie tam, gdzie działa przedsiębiorca, szybko, intuicyjnie i bezpiecznie.
mówi Agnieszka Porębska-Kość z Nest Banku

Drobny biznes rośnie w siłę

Jak wskazują dane Głównego Urzędu Statystycznego od 2010 roku liczba firm zatrudniających mniej niż 9 osób systematycznie rośnie. W 2017 roku odnotowano ich 2073,6 tys., czyli o ponad 20% więcej niż 7 lat wcześniej. Wzrosły również przychody tej grupy firm – o ponad 47,5% w porównaniu do 2010 roku.

Agnieszka Porębska-Kość - Nest Banku
Agnieszka Porębska-Kość – Nest Banku

Mikro i małe firmy w Polsce rosną w siłę i czują się całkiem pewnie na rynku. Jak wynika z Indeksu Bezpieczeństwa Nest Banku, aż 87% z nich ma poczucie bezpieczeństwa finansowego. Co ciekawe 59% badanych zadeklarowało także, że ma poczucie stabilności finansowej.- Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania w Nest Banku

Jak pokazują nasze badania, mikro i małe firmy poczuły się bezpiecznie na polskim rynku. Potrafią odnaleźć się w dynamicznym i niepewnym otoczeniu. To dla instytucji finansowych duże wyzwanie, bo nie wystarczy już oferta kredytowa, aby być dla nich partnerem. Jako bank od początku działalności skupiamy się na potrzebach takich firm i chcemy działać jak one – dynamicznie, szybko, intuicyjnie. Wykorzystujemy nowoczesne technologie, aby być wszędzie tam, gdzie potrzebuje tego klient. – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania w Nest Banku

Co sprawia, że mali przedsiębiorcy czują się bezpiecznie?

Okazuje się, że poczucie bezpieczeństwa właścicieli mikro i małych przedsiębiorstw zależy w największej mierze od pracowników oraz płynności finansowej firmy i popytu na ich usługi. Ponadto dla 71,5% badanych znaczenie ma wsparcie instytucji finansowych, w tym banków.

Co niepokoi mikro i małe firmy?

Indeks Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku wykazał, że ponad 60% mikro i małych firm obawia się o finansową przyszłość swojej firmy. Wśród najczęstszych obaw przedsiębiorcy wskazywali brak płynności finansowej, opóźnienia w płatnościach od kontrahentów, niewypłacalność klientów, nieprzewidywalność rynku, trudności w prowadzeniu księgowości czy braku dostępu do kredytów czy pożyczek. Jedynie 4% badanych wskazało, że nie ma żadnych obaw w obszarze finansowym firmy.

Mikro i mali przedsiębiorcy a banki

57% badanych przedsiębiorców zadeklarowało, że ma pełne zaufanie do swojego banku. Co więcej prawie 45% z nich twierdzi, że otrzymuje od niego wsparcie w rozwijaniu biznesu. Przeciwnego zdania jest 36% badanych.

To ważne, że większość przedsiębiorców ufa swojemu bankowi. Ciekawsze jest jednak, co możemy zrobić dla 36% badanych, którzy nie czują się wspierani w rozwijaniu biznesu. W Nest Banku jesteśmy przekonani, że wsparcie to dużo więcej, niż obsługa w zakresie finansowania. Dlatego stale unowocześniamy nasze procesy. Udostępniamy porównywarki ofert, dajemy dodatkowe usługi, jak np. pakiet 1000 zł na rozwój firmy w Internecie czy pakiet związany z finansowaniem faktur. Jako jedni z pierwszych na rynku udostępniliśmy przedsiębiorcom płatności zbliżeniowe Google Pay, Apple Pay i Garmin Pay. Od października 2018 r. mamy także nowoczesny system bankowości elektronicznej z funkcjonalnościami dedykowanymi firmom, takimi jak dostęp dla dowolnej liczby użytkowników z indywidualnymi uprawnieniami czy wielopoziomowa autoryzacja przez więcej niż jedną osobę. Jako pierwszy bank na rynku dajemy możliwość założenia konta dla wybranych spółek w pełni online, bez konieczności pojawienia się w oddziale czy wizyty kuriera. Chcemy towarzyszyć klientowi w każdej jego decyzji, dając narzędzia oszczędzające czas i otwierające nowe możliwości. – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Dyrektor Zarządzająca Obszarem Bankowości Przedsiębiorstw i Finansowania w Nest Banku Indeks Bezpieczeństwa Finansowego

* to badanie zrealizowane na zlecenie Nest Banku we wrześniu i październiku 2018 roku przez agencję SW RESEARCH na reprezentatywnej grupie polskich mikro i małych firm. Celem badania było sprawdzenie postaw i przekonań przedsiębiorców w zakresie bezpieczeństwa finansowego.

Wielka Brytania i Unia Europejska osiągnęły porozumienie ws. brexitu

Wielka Brytania i Unia Europejska osiągnęły porozumienie w sprawie projektu umowy brexitowej. Szczegóły miały pozostać tajne do zatwierdzenia projektu przez rząd… więc brytyjska prasa już informuje o szczegółach, z których przejawia się kompromis z pewnością niezadowalający niektórych eurosceptyków w Partii Torysów. Ale chaos z rozwiązania rządu lub powtórzone referendum są jeszcze gorszą alternatywą. Dziś po południu projekt ma zatwierdzić rząd i możemy być krok bliżej porozumienia.

Dziś o 15:00 zbiera się brytyjska rada ministrów, by debatować nad projektem porozumienia, jakie wczoraj osiągnęli negocjatorzy z Wielkiej Brytanii i UE. Szczegóły, do jakich dotarła prasa, sugerują tymczasowe pozostanie Wielkiej Brytanii w ramach europejskiej unii celnej; jeśli w terminie nie zostaną ustalone warunki nowych relacji handlowych, procedura backstopu zatrzyma na unijnych zasadach Irlandię Północną (by uniknąć twardej granicy poprzez wyspę). Wielka Brytania będzie dalej podlegać pod regulacje unijne dotyczące konkurencji, prawa pracy, podatki. Jeśli te informacje się potwierdzą, sprzeciw eurosceptyków w brytyjskim parlamencie jest pewny. Jednak premier May postawiła sprawę jasno – ministrowie, którzy nie zaakceptują dziś projektu, mogą składać dymisję. Pozostali członkowie Partii Konserwatywnej także nie są w lepszym położeniu. Bunt przeciwko May, rozwiązanie parlamentu i powtórzenie wyborów zamraża proces negocjacyjny bez żadnych konkretnych ustaleń i gwarantuje chaotyczny brexit na koniec marca przyszłego roku. Alternatywnie wzmocnienie mandatu poprzez powtórzenie referendum nie zda egzaminu, gdyż sondaże wskazują na wzrost poparcia dla pozostania w UE.

Gdyby analiza decyzji politycznych rzeczywiście była taka prosta? Premier May może wygrać pierwsze starcie z własnym gabinetem i projekt zostanie zatwierdzony, co rynek FX może przyjąć z zadowoleniem. Jednak o pełną euforię będzie trudno. Do pełnego sukcesu potrzeba jeszcze akceptacji na szczycie unijnym (prawdopodobnie 25 listopada) oraz – co najważniejsze i najtrudniejsze – ratyfikacji projektu w brytyjskim parlamencie (na początku grudnia). Do tego czasu możemy liczyć na wiele słów krytyki ze strony zatwardziałych Brexitowców. Opozycja pewnie też nie będzie siedzieć cicho. Targi polityczne podtrzymają dziką zmienność na GBP, co dalej będzie zniechęcać dużych graczy do aktywnego wejścia do handlu. Osobiście jestem optymistą i liczę na zaakceptowane porozumie i rajd GBP do końca roku, ale nie widzę tego w prostej linii.

Dziś mamy napakowany danymi dzień. Za nami już gorszy od prognoz odczyt PKB z Niemiec (w III kw. -0,2 proc. k/k, prog. -0,1 proc.), choć odczyt jest obciążony jednorazowym wpływem obciążeń regulacyjnych w sektorze motoryzacyjnym i w kolejnym kwartale można liczyć na odbicie. PKB dla całego Eurolandu jest podawany drugi raz i już zawiera w sobie pesymistyczne oczekiwania. Z Polski poznamy szybki szacunek PKB z a III kw., gdzie spodziewamy się osłabienia tempa wzrostu do 4,7 proc. r/r z 5,1 proc. w II kw. Szczególnie wrzesień przyniósł niepokojące wyhamowanie produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, co świadczy zarówno o minięciu szczytu cyklu koniunkturalnego, jak i o odczuwalnych skutkach spowolnienia na świecie. Ryzyka przeważają po stronie słabszego odczytu, który będzie rysą na tarczy ochronnej solidnych fundamentów, która broniła złotego przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. EUR/PLN powinien jednak nie oddalać się do 4,30.

W przypadku inflacji z Wielkiej Brytanii CPI rozczarował we wrześniu spadkiem do 2,4 proc. r/r, więc prognoza na październik na 2,5 proc. zawiera w sobie element odreagowania, ale ryzyka są po stronie stabilizacji wskaźnika. Dane mogą przejść echa z uwagi przyćmione sprawą brexitu. Po południu uwagę skupi CPI z USA. Wzrost cen benzyny i odreagowanie słabości niektórych komponentów inflacji bazowej powinno podnieść wskaźnik roczny CPI do 2,5 proc. Przy silnej postawie USD w ostatnim czasie rozczarowania w danych będą miały większy wpływ od pozytywnych zaskoczeń.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

TSL i handel optymistycznie. Budownictwo i usługi niepewne. HoReCa obawia się końca roku

Na koniec 2018 roku nastroje przedsiębiorców w poszczególnych branżach są zróżnicowane. Najgorzej jest w HoReCa, gdzie w IV kwartale br. odnotowano najniższy subindeks Barometru EFL[1] w historii badania – 48,3 pkt. (-8,4 pkt. kw./kw.). W opinii aż 73% hotelarzy i restauratorów do pogorszenia ich kondycji najmocniej przyczyni się sezonowy spadek klientów. Podobnie najsłabsze nastroje w historii pomiaru są w przemyśle (50,8 pkt., -4,3 pkt. kw./kw.). Największym problemem dla 66% firm produkcyjnych jest brak pracowników. W budownictwie i usługach spadek był niewielki, zaś w handlu i transporcie odnotowano niewielki wzrost optymizmu.

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

– Kondycja danej branży jest wynikową kilku czynników, które najbardziej determinują działalność firm ją reprezentujących. Te okoliczności z pewnością wpływają także na subiektywną ocenę sytuacji przedstawiciela firmy. Mam tutaj na myśli na przykład czynniki związane z rokiem kalendarzowym. Koniec roku to czas, w którym hotele i restauracje zwalniają, podobnie zadyszkę ma wtedy branża budowlana, podczas gdy handel ma swoje pięć minut z uwagi na „szał” świątecznych zakupów. Jednak wartość branżowych subindeksów to również pochodna sytuacji gospodarczej w kraju, Unii Europejskiej czy u najważniejszych partnerów handlowych. Każdy właściciel firmy uważnie obserwuje to, co dzieje się wokół – jakie nastroje panują wśród zachodnich kontrahentów, jakie są ceny ropy, jak wygląda sytuacja na zagranicznych giełdach – i uwzględnia to w swoich prognozach i planach – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

HoReCa obawia się końca roku

Wśród badanych branż najniższą wartość odnotował subindeks HoReCa (48,3 pkt.). Co ciekawe, jest to wynik odwrotny niż przy pomiarze dokonanym w III kwartale br., kiedy przedstawiciele tego sektora najlepiej ze wszystkich badanych oceniali swoją sytuację. Kwartał do kwartału mamy spadek o 8,4 pkt. Co więcej, jest to najniższy odczyt Barometru EFL dla HoReCa w historii badania, czyli od początku 2015 roku. Na pogorszenie kondycji hoteli, restauracji i firm cateringowych najbardziej, w opinii aż 73% respondentów badania, może wpłynąć zmniejszenie liczby klientów. W efekcie, ponad 40% przedstawicieli branży obawia się spadku zamówień, a tylko co czwarty ich wzrostu.

Brak uśmiechu na twarzach producentów

Również producenci obawiają się, że ostatni kwartał tego roku będzie najsłabszy od kilku lat. Odczyt subindeksu Barometru EFL dla tej branży wyniósł tylko 50,8 pkt. i był o 4,3 pkt. niższy w stosunku do III kwartału tego roku. Na taki wynik wpływ miały przede wszystkim czynniki związane z zatrudnieniem. Aż 66% firm produkcyjnych ma problem ze znalezieniem pracowników, a 60% obawia się rosnących oczekiwań płacowych. Problemy kadrowe mogą wpłynąć na realizację bieżących zamówień i przyjmowanie kolejnych. Warto też podkreślić, że wśród przedstawicieli produkcji jest najwięcej obaw związanych z nowymi regulacjami dotyczącymi tzw. podzielonej płatności podatku VAT (17%).

Budownictwo i usługi niepewne

W IV kwartale br. subindeks dla branży budowlanej wyniósł 53,5 pkt. i był niższy o 1 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Z pominięciem tylko II kwartału br., sytuacja w całym 2018 roku w budowlance nie jest optymistyczna, ale stabilna. Największym problemem w branży, podobnie jak w produkcji, jest brak pracowników, na który narzeka ponad 66% (najwięcej ze wszystkich 6 branż). Warto zwrócić uwagę, że firmy budowlane spośród wszystkich badanych za jedno z najlepszych rozwiązań problemów kadrowych uważa zatrudnienie obcokrajowców (45% wskazań).

Subindeks dla usług spadł poniżej bezpiecznego progu 50 pkt. i wyniósł 49,4 pkt. (-2,3 pkt. kw./kw.). Jest to też najniższy wskaźnik dla branży od początku realizacji badania. Tutaj również dominują problemy kadrowe – 53% narzeka na brak pracowników, a 41% obawia się presji płacowej. Warto też podkreślić, że firmy usługowe najbardziej ze wszystkich obawiają się wymogów związanych z ochroną danych osobowych (RODO) – 21% wskazań.

Więcej optymizmu w handlu i transporcie

Handel i transport to wyjątki, które mogą pochwalić się wzrostem optymizmu kwartał do kwartału. Choć subindeks handlowy Barometru EFL na IV kwartał nie należy do najwyższych dla tej branży (52,9 pkt.) to jest wyższy o 1,8 pkt. kw./kw. Firmy handlowe w największym stopniu dotyczy optymizm związany z sezonowym wzrostem sprzedaży (65,3%), co może wiązać się z okresem przedświątecznym.

W przypadku branży transportowej subindeks wyniósł 51,6 pkt., czyli o 3,6 pkt. więcej niż w poprzednim kwartale. Firmy transportowe spośród wszystkich badanych sektorów są największymi optymistami w kwestii sprzedaży – prawie 34% z nich liczy na wzrost zamówień pod koniec tego roku. Plany mogą pokrzyżować problemy kadrowe – 65% respondentów nie może znaleźć ludzi do pracy. Rozwiązaniem mogą okazać się pracownicy z zagranicy – o ich zatrudnieniu myśli ponad 36% ankietowanych.

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 20-28 września 2018 r.

III kwartał 2018 r. na polskim rynku magazynowym

Warszawa, 13 listopada 2018 – Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowuje III kwartał br. na polskim rynku nowoczesnych powierzchni przemysłowych i logistycznych w raporcie: MARKETBEAT – RYNEK MAGAZYNOWY W POLSCE – III KW. 2018 r.

Na koniec III kwartału 2018 r. całkowite zasoby rynku powierzchni przemysłowych i logistycznych przekroczyły granicę 15 mln mkw. dzięki oddaniu od początku roku 1,42 mln mkw. powierzchni magazynowej. Od czerwca do września br. deweloperzy ukończyli 687 000 mkw. w ramach 23 projektów. Najwięcej powierzchni dostarczono w regionie Polski Centralnej (210 000 mkw.), gdzie firma Panattoni zakończyła realizację obiektu dla Media Expert w Central European Logistics Hub (74 000 mkw., Panattoni) a SEGRO rozbudowę SEGRO Logistics Park Stryków (55 000 mkw., w tym 39 000 mkw. dla Corning Optical Communications). Wśród największych oddanych do użytku inwestycji były również Goodman Wrocław V Logistics Center (57 000 mkw. dla The Hut Group), Hillwood Krosno Odrzańskie (41 500 mkw.) oraz Panattoni Park Białystok (41 000 mkw.).

Analitycy Cushman & Wakefield wskazują, że na rynku obserwowany jest dalszy wzrost aktywności deweloperskiej wspierany wysokim popytem. Na koniec września 2018 roku w budowie pozostawało 2,1 mln mkw. (w 61 projektach), z czego 78% zostało zabezpieczone umowami najmu. Najwięcej powierzchni magazynowej powstaje w Polsce Centralnej (584 000 mkw.), na Górnym Śląsku (383 000 mkw.) oraz w regionie Warszawy (259 000 mkw.). Znaczący wzrost zasobów spodziewany jest również w północnej i zachodniej części kraju m.in. w Trójmieście (183 000 mkw.), Wrocławiu (145 000 mkw.) i Szczecinie (130 000 mkw.).

Adrian Semaan, Konsultant w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield
Adrian Semaan, Konsultant w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield

– W strukturze inwestycji dominują duże centra dystrybucji zlokalizowane wzdłuż głównych szlaków transportowych oraz projekty typu BTS realizowane na potrzeby takich firm jak Amazon, Zalando, Leroy Merlin, BSH, Ideal Automotive, Metsa Tissue czy K-Flex. Rośnie zaangażowanie deweloperów w segmencie miejskich obiektów logistycznych, co ma związek z szybkim rozwojem sektora e-commerce i rosnącą presją na skrócenie czasu dostaw – informuje Adrian Semaan, konsultant w dziale powierzchni przemysłowych i logistycznych, Cushman & Wakefield, autor raportu. – Najwięcej powierzchni w budowie niezabezpieczonej umowami najmu odnotowano w okolicach Warszawy (91 000 mkw.), w Trójmieście (91 000 mkw.), a także we Wrocławiu (61 000 mkw.), w Poznaniu (52 000 mkw.), na Górnym Śląsku (44 000 mkw.) oraz w Polsce Centralnej (38 000 mkw.) – dodaje Adrian Semaan.

Zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię logistyczną i produkcyjną w Polsce w III kwartale 2018 r. utrzymało się na wysokim poziomie.. Wolumen transakcji najmu wyniósł 789 000 mkw. a całkowity popyt w okresie pierwszych trzech kwartałów osiągnął rekordowy poziom 2,89 miliona mkw. i był wyższy o 15% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Tradycyjnie najwięcej wynajęto na pięciu głównych rynkach (prawie 2,18 mln mkw.), z których liderem był region Górnego Śląska (515 000 mkw.), Polska Centralna (495 000 mkw.) oraz okolice Warszawy (460 000 mkw.). W strukturze transakcji największy udział miały branże: logistyczna (33%), sieci sklepów (17%), e-commerce (15%) i produkcyjna (8%). Popyt netto uwzględniający nowe umowy i ekspansje wyniósł 2,19 miliona mkw. (76% całkowitego popytu), a pozostałe 700 000 mkw. (24%) stanowiły renegocjacje. Największymi transakcjami zawartymi w okresie ostatnich trzech miesięcy były ekspansja Amazon w ramach realizowanej inwestycji BTS w Gliwicach (60,000 mkw.) oraz rozszerzenie powierzchni najmu Jysk w P3 Mszczonów (35,000 mkw.).

Na koniec września 2018 roku około 672 000 mkw. powierzchni magazynowej pozostawało niewynajęte, co stanowi 4,5% całkowitej podaży. Wskaźnik powierzchni niewynajętej wzrósł o 0,5 pp. względem II kw. br.,jednakże spadł o 0,8 pp. w relacji do stanu sprzed roku. Najwięcej dostępnej powierzchni odnotowano na czterech rynkach: w okolicach Warszawy (184 000 mkw.), na Górnym Śląsku (178 000 mkw.), w Poznaniu (86 000 mkw.) i Warszawie – miasto (78 000 mkw.).Natomiast w Szczecinie, Polsce Zachodniej i Bydgoszczy-Toruniu nie zarejestrowano pustostanów. Najwyższy poziom wskaźnika powierzchni niewynajętej utrzymywał się w Warszawie (10,6%, wzrost o 0,2 pp. w porównaniu do stanu na koniec II kw. 2018 r.) oraz w Krakowie (7,9%, -0,5 pp.), najniższe wartości odnotowano w Trójmieście (1,4%, +1,3 pp.) i Polsce Centralnej (1,5%,+1.1 pp.).

– Rosnące koszty usług budowlanych ograniczają elastyczność deweloperów w zakresie negocjacji czynszów, co prowadzi do zmniejszenia luki pomiędzy stawkami bazowymi a efektywnymi. Równolegle obserwujemy nieznaczny wzrost skłonności deweloperów do realizacji inwestycji o charakterze spekulacyjnym, co powinno obniżyć presję na wzrost czynszów w perspektywie najbliższych miesięcy – wyjaśnia Adrian Semaan.

Najwyższe czynsze bazowe i efektywne niezmiennie obowiązują w Warszawie (max. 5,25 EUR/mkw./miesiąc za moduł typu Small Business Units i max. 4,50 EUR/mkw./miesiąc) i w Krakowie (max. 4,50 EUR/mkw./miesiąc i 4,00 EUR/mkw./ miesiąc). Na pozostałych rynkach, w przypadku większych modułów magazynowych typu BIG-BOX (powyżej 2 000 – 5 000 mkw.), stawki czynszu bazowego są znacznie niższe (max. 3,60 EUR/mkw./miesiąc).  Natomiast czynsz efektywny zazwyczaj nie przekracza 3,20 EUR/mkw./miesiąc.

Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield
Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield

Dziś najważniejszymi siłami napędowymi dla rynku magazynowego w Polsce są: dynamiczny rozwój e-commerce, wzrastająca konsumpcja oraz dobra koniunktura gospodarcza. Wysoki wolumen inwestycji deweloperskich to odpowiedź na rosnący popyt. Swoje potrzeby powierzchniowe zgłaszają przede wszystkim firmy rozbudowujące sieć dystrybucji w naszym kraju, ale także nowi gracze przenoszący część swoich procesów logistycznych bądź produkcyjnych do Polski. Dynamiczny rozwój branży e-commerce, z pewnością znajdzie odzwierciedlenie w  kontynuacji wysokiej aktywności najemców. Powstaną kolejne magazyny dla tej grupy klientów- zwykle obiekty dedykowane, uwzględniające specyfikę branży w parametrach technicznych budynków, częściowo zautomatyzowane, w lokalizacjach dogodnych pod kątem dystrybucyjnym ale również racjonalnych z punktu widzenia rynku pracy. Korzystne prognozy dla rozwoju sektora logistycznego w Polsce, jak na całym kontynencie europejskim, pozwalają z optymizmem patrzeć na rozwój rynku w perspektywie zbliżającego się 2019 roku. Warto pamiętać również o wyzwaniach, z których najistotniejszym jest dynamiczna sytuacja na rynku pracy i zapotrzebowanie na pracowników, szczególnie na głównych rynkach magazynowych – powiedziała Joanna Sinkiewicz, Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield.

Boom na apartamenty wypoczynkowe i condohotele trwa

Inwestycjom w mieszkania na wynajem rośnie konkurencja. Wysokie zyski przyciągają inwestorów do rynku apartamentów wypoczynkowych i condohoteli. Segment ten czeka w najbliższym czasie intensywny rozwój. Według prognoz zawartych w raporcie „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018” firmy Emmerson Evaluation, do 2020 r. nad Bałtykiem liczba condohoteli i obiektów oferujących apartamenty wypoczynkowe wzrośnie o ok. połowę w stosunku do obecnej podaży i wygeneruje ok. 7 tys. nowych pokoi. O 5 tys. rozszerzy się także oferta w górach, o 3,5 tys. w największych polskich aglomeracjach, a na Warmii i Mazurach w tego typu obiektach przybędzie blisko 350 nowych pokoi.

W związku z dobrą sytuacją gospodarczą w kraju, niskimi stopami procentowymi oraz oprocentowaniem lokat, Polacy coraz chętniej inwestują w nieruchomości. Dynamiczny rozwój turystyki oraz atrakcyjne zyski z wynajmu krótkoterminowego w lokalizacjach popularnych turystycznie lub biznesowo napędzają rozwój rynku apartamentów wypoczynkowych i condohoteli. Eksperci Emmerson Evaluation wskazują, że w takich miejscach wyższe stopy zwrotu z zainwestowanego kapitału częściej uzyskuje się z wynajmu krótkoterminowego (tzw. wynajmu na doby), niż z wynajmu lokalu mieszkalnego na długi termin jednemu najemcy. Duże znaczenie, zwłaszcza dla rozwoju rynku apartamentów wypoczynkowych, miał w ostatnich latach również wzrost atrakcyjności i popularności serwisów internetowych, jak Booking.com czy AirBnB, dzięki którym oferta prywatnych inwestorów stała się konkurencyjna nawet wobec najlepszych pokoi hotelowych w danych lokalizacjach.

Nowy kierunek dla deweloperów

Szansę na udany biznes dostrzegli na tym rynku także deweloperzy, którzy starając się maksymalizować zysk, zaczęli dostosowywać swój produkt do potrzeb klienta i tym samym tworzyć inwestycje oferujące apartamenty wypoczynkowe/wakacyjne, prawnie stanowiące samodzielne lokale mieszkalne lub użytkowe oraz tzw. condohotele. – Z punktu widzenia dewelopera takie przedsięwzięcie jest atrakcyjne, bo pozwala na uzyskanie znacznie większej marży niż w przypadku sprzedaży mieszkań. Ceny ofertowe lokali w takich inwestycjach są często wyższe, a w przypadku najbardziej luksusowych inwestycji mogą sięgać prawie 30 tys. zł netto/mkw. Nie dziwi więc, że mamy obecnie „wysyp” tego typu inwestycji na polskim rynku – mówi Robert Korczyński, członek Zarządu Emmerson Evaluation.

W przypadku oferty obiektów z apartamentami wypoczynkowymi rynek jest bardzo zróżnicowany. Najbardziej okrojoną formą takiego obiektu jest budynek mieszkalny wielorodzinny, bez recepcji, rozbudowanych części wspólnych, nie oferujący żadnych usług dodatkowych, o różnorodnym standardzie wykończenia poszczególnych lokali, w którym obsługą najmu zajmuje się kilku operatorów, w tym właściciele. Tego typu inwestycje powstawały głównie w początkowej fazie rozwoju rynku apartamentów wakacyjnych, a ze względu na atrakcyjną lokalizację w popularnej destynacji turystycznej bardzo szybko znajdowały swoich nabywców, zaznaczają autorzy raportu „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018”. Wraz z rozwojem segmentu rynku nieruchomości wypoczynkowych, wzrostem konkurencji oraz oczekiwań ze strony nabywców, deweloperzy zaczęli tworzyć inwestycje mieszkaniowe wielorodzinne o podwyższonym lub wysokim standardzie wykończenia i wyposażenia, z bogatą ofertą usług dodatkowych. Często takie obiekty funkcjonują pod jedną nazwą marketingową i prowadzona jest dla nich indywidualna strona internetowa z możliwością rezerwacji poszczególnych apartamentów. W takich obiektach standard wykończenia i wyposażenia lokali również może być ujednolicony, co sprawia, że z punktu widzenia gości obiekt ten może nie różnić się od typowego hotelu.

Zapisy miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego w atrakcyjnych lokalizacjach miejscowości turystycznych oraz aglomeracji miejskich bardzo często pozwalają jedynie na realizację inwestycji polegającej na budowie obiektu o funkcji usługowej – np. dla turystyki i rekreacji, czyli najczęściej hotelu lub pensjonatu. Z tego powodu wielu deweloperów, chcąc wykorzystać wysoki popyt ze strony inwestorów indywidualnych na nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach, zaczęło tworzyć przedsięwzięcia typu condohotel. Z punktu widzenia gościa taki obiekt nie różni się od tradycyjnego hotelu, a deweloperowi umożliwia szybsze wyjście z inwestycji – tłumaczy Izabela Bednarczyk, analityczka Emmerson Evaluation.

W Polsce rynek condohoteli jest relatywnie młody i cały czas w fazie kształtowania się, zaznacza ekspertka. Definicja dla tego typu obiektu nie jest w Polsce jeszcze prawnie uregulowana. Emmerson Evaluation sformułował jednak opis charakteryzujący tego typu inwestycje. Wg autorów raportu condohotele to budynki hotelowe, w których wyodrębnione zostały prawnie samodzielne lokale niemieszkalne i powstało z nich kondominium (wspólnota właścicieli). Poszczególne lokale sprzedawane są w ujednoliconym standardzie wykończenia i wyposażenia. Funkcjonalnie lokale najczęściej składają się z 1-2 pokoi hotelowych i łazienki. Występują również condohotele, w skład których wchodzą apartamenty składające się z 1-2 pokoi hotelowych, aneksu kuchennego i łazienki. Z dalszą, bardziej szczegółową częścią definicji można zapoznać się w raporcie przygotowanym przez Emmerson Evaluation.

Największy przypływ pokoi nad morzem

W raporcie „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018”, eksperci Emmerson Evaluation poddali analizie rynek obiektów typu condo, jaki i obiektów z apartamentami wypoczynkowymi w najbardziej popularnych miejscowościach nadmorskich, górskich, na Warmii i Mazurach, a także w największych polskich aglomeracjach.

Największą podażą obiektów typu condohotel oraz obiektów z apartamentami wypoczynkowymi charakteryzuje się nadmorski obszar naszego kraju. Wg danych za pierwsze trzy kwartały 2018 r. w sumie funkcjonuje ich tam łącznie ponad 100. To też ponad 46% wszystkich zidentyfikowanych obiektów w analizowanych rejonach. Oferta w pasie górskim stanowi 40%, w aglomeracjach ok. 10%, na Warmii i Mazurach zaś jedynie ok. 4%.

Dominująca liczba obiektów na wynajem krótkoterminowy w pasie nadmorskim (prawie 75%) znajduje się w województwie zachodniopomorskim. Obiekty z apartamentami wypoczynkowymi występują tu także zdecydowanie częściej niż condohotele, które stanowią ok. 10% wszystkich obiektów w pasie nadmorskim. Najbardziej popularnymi lokalizacjami dla obiektów z apartamentami wypoczynkowymi są: Świnoujście (znajduje się tam ponad 20% obiektów z apartamentami wypoczynkowymi), Kołobrzeg (prawie 19%), a także Władysławowo (ponad 14%). Kilka obiektów funkcjonuje także w Międzyzdrojach, Mielnie, Dziwnowie, Rewalu. Pojedyncze obiekty działają także w Jastarni, Krynicy Morskiej, Ustce, Stegnie, Ustroniu Morskim, Trzebiatowie, Darłowie i na Helu.

Najwięcej condohoteli znajduje się w Kołobrzegu. Stanowią one ponad 50% wszystkich zidentyfikowanych przez nas obiektów condohotelowych w pasie nadmorskim. Pojedyncze obiekty funkcjonują także w Świnoujściu, Władysławowie, Krynicy Morskiej, Jastarni i Mielnie.

Obecnie najwięcej obiektów przygotowywanych (w budowie lub planowanych) jest w miejscowościach województwa zachodniopomorskiego – Kołobrzegu, Dziwnowie, Świnoujściu i Międzyzdrojach. W sumie condohotele oraz obiekty z apartamentami wypoczynkowymi przygotowywane w województwie zachodniopomorskim stanowią niemal 90% wszystkich obiektów tego typu realizowanych w pasie nadmorskim.

Według szacunków Emmerson Evaluation do końca 2020 r. najwięcej condohoteli i obiektów z apartamentami wypoczynkowymi (ponad 30) nadal będzie funkcjonowało w Kołobrzegu. Na kolejnych miejscach znajdą się Świnoujście z 28 obiektami, oraz Władysławowo (16), Międzyzdroje (15) i Dziwnów (15). W sumie do końca 2020 r. w całym pasie nadmorskim przybędzie ponad 7 tys. nowych pokoi i apartamentów w condohotelach i obiektach z apartamentami wypoczynkowymi.

PAS NADMORSKI ISTNIEJĄCE W PRZYGOTOWANIU
CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI WYPOCZYNKOWYMI
OGÓŁEM CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI WYPOCZYNKOWYMI
OGÓŁEM
POMORSKIE   27   6
WŁADYSŁAWOWO 1 13 14 1 1 2
JASTARNIA 2 3 5 0
KRYNICA MORSKA 2 2 2 0
HEL 2 2 1 1
USTKA 2 2 2 2
STEGNA 2 2 0
ŁEBA 0 1 1
ZACHODNIOPOM.   77   44
KOŁOBRZEG 7 17 24 4 4 8
ŚWINOUJŚCIE 2 19 21 2 5 7
MIĘDZYZDROJE 8 8 2 5 7
MIELNO 1 7 8 5 5
DZIWNÓW 7 7 1 7 8
REWAL 5 5 1 1
USTRONIE MORSKIE 2 2 3 3
TRZEBIATÓW 1 1 1 2 3
DARŁOWO 1 1 1 1
SARBINOWO 0 1 1
OGÓŁEM 13 91 104 11 39 50
NOWA PODAŻ POKOI/APARTAMENTÓW DO 2020 R. ok. 7000

 

 Góry zyskują w oczach deweloperów

Kolejnym obszarem z największą liczbą condohoteli oraz obiektów z apartamentami wypoczynkowymi jest pas górski. Najwięcej funkcjonujących obiektów eksperci Emmerson Evaluation zidentyfikowali w rejonie Sudetów (ponad 42%), następnie w rejonie Tatr (ok. 33%) oraz Beskidów (ok. 24%).

Najpopularniejsze miejscowości dla lokalizowania obiektów z apartamentami wypoczynkowymi to: Zakopane (ok. 31% wszystkich obiektów z apartamentami wypoczynkowymi w pasie górskim), Karpacz (ok. 27%) oraz Szklarska-Poręba (ok. 12%). Obiekty z apartamentami wypoczynkowymi funkcjonujące w Wiśle i Krynicy-Zdroju stanowią po ok. 10% podaży w pasie górskim. Takie obiekty znajdują się również w Ustroniu, Szczyrku, Świeradowie-Zdroju, Polanicy-Zdroju oraz miejscowości Sienna k. Stronia Śląskiego.

Condohotele w obszarze pasa górskiego stanowią zdecydowaną mniejszość – jedynie ok. 4% wszystkich zidentyfikowanych przez Emmerson Evaluation obiektów. Obecnie funkcjonują w Zakopanem oraz w miejscowości Podgórzyn w rejonie Sudetów.

Nowe inwestycje do 2020 r. w największej liczbie pojawią się w rejonie Tatr – w Zakopanem i Białce Tatrzańskiej. Będzie to prawie 40% inwestycji będących w przygotowaniu w pasie górskim. Budowane lub projektowane obiekty z planowaną datą oddania do użytkowania w 2020 r. w rejonie Sudetów oraz Beskidów wygenerują po ok. 30% nowej podaży. Łącznie pas górski do końca 2020 r. wzbogaci się
o niemal 5 tys. nowych pokoi w obiektach condohotelowych i apartamentach wypoczynkowych.

PAS
GÓRSKI
ISTNIEJĄCE W PRZYGOTOWANIU
CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI WYPOCZYNKOWYMI
OGÓŁEM CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI WYPOCZYNKOWYMI
OGÓŁEM
TATRY   30   13
ZAKOPANE 3 27 30 2 10 12
BIAŁKA TATRZAŃSKA 0 1 1
BESKIDY   22   11
WISŁA 8 8 1 2 3
USTROŃ 4 4 3 3
KRYNICA-ZDRÓJ 8 8 1 1
SZCZAWNICA 0 1 1
SZCZYRK 2 2 2 2
KOZUBNIK 0 1 1
SUDETY   38   11
KARPACZ 23 23 3 3
SZKLARSKA PORĘBA 10 10 1 1
ŚWIERADÓW ZDRÓJ 2 2 1 1
POLANICA ZDRÓJ 1 1 1 1
DUSZNIKI ZDRÓJ 0 1 1
PODGÓRZYN 1 1 2 2
SIENNA 1 1 2 2
OGÓŁEM 4 86 90 11 24 35
NOWA PODAŻ POKOI/APARTAMENTÓW DO 2020 R. ok. 5000

 

 Znikoma oferta nad jeziorami

W rejonie Warmii i Mazur podaż condohoteli i obiektów z apartamentami wypoczynkowymi jest zdecydowanie niższa niż w rejonie pasa nadmorskiego i górskiego. Obszar ten dopiero od jakiegoś czasu w tym segmencie zyskuje na atrakcyjności w oczach deweloperów i indywidualnych inwestorów, zaznaczają autorzy raportu „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018”.

Podobnie jak w przypadku pozostałych analizowanych regionów, również tutaj dominują obiekty
z apartamentami wypoczynkowymi. Stanowią ponad 60% podaży nieruchomości tego typu w rejonie Warmii i Mazur. Condohotele można znaleźć jedynie w Mikołajkach i Olsztynie.

Jednakże, w przygotowaniu jest kilka nowych obiektów z apartamentami wypoczynkowymi w Mikołajkach, Giżycku i jego okolicach, Rucianem-Nidzie, a condohoteli w Olsztynie. W rejonie Warmii i Mazur autorzy raportu szacują przyrost nowych pokoi i apartamentów do 2020 r. na poziomie ponad 350.

WARMIA
I MAZURY
ISTNIEJĄCE W PRZYGOTOWANIU
CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI WYPOCZYNKOWYMI
OGÓŁEM CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI WYPOCZYNKOWYMI
OGÓŁEM
GIŻYCKO 1 1 1 1
MIKOŁAJKI 2 1 3 2 2
OLSZTYN 1 1 1 1
IŁAWA 1 1 0
RUCIANE NIDA 0 1 1
PASYM 1 1 0
MIŁKI K. GIŻYCKA 1 1 1 1
OGÓŁEM 3 5 8 1 5 6
NOWA PODAŻ POKOI/APARTAMENTÓW DO 2020 R. ok. 350

 

Rynek rośnie także w aglomeracjach

W raporcie Emmerson Evaluation analizie pod kątem obecności obiektów z apartamentami na wynajem oraz condohoteli poddano także rynki największych polskich aglomeracji. Ogółem, ok. 70% podaży stanowią obiekty oferujące apartamenty na wynajem krótkoterminowy. Występują one głównie w: Warszawie (ok. 30% z podaży obiektów z apartamentami na wynajem krótkoterminowy), Szczecinie (ok. 20%) oraz Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku (po ok. 13% w każdym z tych miast). W przypadku condohoteli podaż rozłożyła się pomiędzy Warszawę (ok. 70%) oraz Gdańsk (ok. 30%).

Sytuacja dotycząca podaży będącej w przygotowaniu przedstawia się na korzyść condohoteli – do 2020 r. powstanie kilkanaście nowych obiektów. Będzie to niemal 60% wszystkich obiektów tego typu będących w budowie lub na etapie projektowania. Największej liczby condohoteli oraz apartamentów na wynajem krótkoterminowy spodziewamy się w Warszawie, Wrocławiu oraz Łodzi – będzie to ok. 75% podaży będącej obecnie w przygotowaniu. Do końca 2020 r. szacujemy przyrost nowych lokali w condohotelach i apartamentów wypoczynkowych na poziomie 3,5 tys. – podaje Izabela Bednarczyk, analityczka Emmerson Evaluation.

AGLOMERACJE ISTNIEJĄCE W PRZYGOTOWANIU
CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI
NA WYNAJEM
OGÓŁEM CONDOHOTELE OBIEKTY
Z APARTAMENTAMI
NA WYNAJEM
OGÓŁEM
WARSZAWA 5 5 10 4 3 7
KRAKÓW 2 2 2 1 3
WROCŁAW 2 2 4 3 7
GDAŃSK 2 2 4 2 2
POZNAŃ 1 1 1 1
ŁÓDŹ 0 2 2 4
SZCZECIN 3 3 0
OGÓŁEM 7 15 22 14 10 24
NOWA PODAŻ POKOI/APARTAMENTÓW DO 2020 R. ok. 3500

 

Konkurencja będzie coraz większa, a zysk mniejszy

Wraz ze wzrostem popularności inwestowania w rynek condohoteli i apartamentów wypoczynkowych oraz wysypem nowych obiektów, zaostrza się konkurencja. Deweloperzy oraz operatorzy zarządzający tego typu obiektami starają się dostosowywać swoją ofertę do wymagań klientów. Obecnie oferowane są lokale z gwarantowaną stopą zwrotu, dla których dokonujący zakupu inwestor ma zapewnioną i określoną w umowie wysokość zysku. Niekiedy zysk może być dość wysoki i sięgać nawet 8 %, co jest znacznie lepszym wynikiem niż ten, który można uzyskać w przypadku wynajmu lokalu mieszkalnego na dłuższy okres.

Pomimo licznych zalet inwestowania kapitału w inwestycje condohotelowe czy apartamenty wypoczynkowe, wiąże się ono z potencjalnym ryzykiem, które należy uwzględnić, podkreślają autorzy raportu „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018”. – Biorąc pod uwagę fakt, że zdecydowana większość takich obiektów zlokalizowana jest w miejscowościach wypoczynkowych, należy zwrócić uwagę na sezonowość i obłożenie obiektów w poszczególnych okresach roku. Sezon turystyczny w Polsce, chociaż w ostatnich latach wydłuża się, nadal trwa jedynie kilka miesięcy w roku. Nie wiadomo więc, jak długo operatorzy będą w stanie oferować tak wysokie stopy zwrotu z inwestycji w obliczu coraz większej podaży, „starzenia się” obiektów i rosnącej konkurencji. Przewidujemy, że w kolejnych latach rynek ten zacznie dojrzewać i z biegiem czasu nasyci się. Bardzo wysoka podaż spowoduje, że nowe inwestycje będą pojawiać się wolniej i prawdopodobnie nie zaoferują już tak wysokich stóp zwrotu – prognozuje Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Ministerstwo wprowadza zmiany w zakresie leasingowania pojazdów

Zmiany dotyczące nabywania oraz użytkowania pojazdów lekkich w działalności gospodarczej – czyli samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 t – zostały uchwalone. Z jednej strony Ministerstwo Finansów podwyższyło limit odpisów amortyzacyjnych z tytułu nabycia pojazdu, który nie był zmieniany przez ostatnie 16 lat i wynosił 20 tys. euro. Teraz wynosi on 150 tys. złotych. W przypadku transakcji leasingowych będzie to kwota brutto w wysokości 184 tys. złotych. Kolejna zmiana dotyczy kosztów eksploatacji. Do tej pory można było w całości zaliczać się do kosztów podatkowych, jeżeli samochód użytkowany był w działalności gospodarczej. Dzisiaj Minister Finansów chce ograniczyć je do 75 proc., o ile pojazd jest wykorzystywany do tzw. celów mieszanych, czyli oprócz służbowych, także prywatnych. Jeżeli przedsiębiorca nadal chce zaliczać w całości tego typu wydatki do kosztów podatkowych, musi prowadzić ewidencję przebiegu pojazdu – podobnie jak przy rozliczeniach podatku VAT.

– Przedsiębiorcy, którzy do tej pory mogli w pełni zaliczać raty leasingowe czy wynajmu do kosztów uzyskania przychodu, teraz zostaną ograniczeni w przypadku samochodów powyżej wartości 150 tys. zł – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sugajski dyrektor generalny Związku Polskiego Leasingu – Dla podatników zainteresowanych pojazdami do kwoty 184 tys. złotych brutto nic się nie zmieni. Polepszają się jedynie warunki zaliczania do kosztów podatkowych wydatków z tytułu zakupu. Po przeliczeniu na złotówki limit ten został zwiększony z 85 tys. złotych. Doradcy podatkowi zgłaszają jednak pewne wątpliwości. Konfederacja Lewiatan twierdzi, że prywatny użytek został już uregulowany w 2015 roku. Jest on doliczany do wynagrodzenia, jako świadczenie rzeczowe, a tym samym – podobnie jak inne jego składniki – opodatkowany podatkiem dochodowym od osób fizycznych, jak również obciążony składkami ZUS. Takie świadczenie pieniężne – które służy uzyskiwaniu dochodów przez pracodawcę – powinno stanowić w pełni koszt podatkowy transakcji. Podobnie jest w przypadku usług medycznych dla pracownika czy jego rodziny, które w całości stanowią koszy uzyskania przychodu – dodał Sugajski.

Dramatyczna sytuacja Wenezueli

Już 3 mln osób wyemigrowało z pogrążonej w niewyobrażalnym kryzysie Wenezueli. W kraju brakuje jedzenia, wody pitnej i elementarnej opieki zdrowotnej. Nie ma też śladu po przygotowywanej miesiącami reformy walutowej. Przez zaledwie trzy miesiące boliwar stracił ponad 75 proc. wartości – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Dramat Wenezuelczyków pogłębia się. Według najnowszych szacunków organu ONZ zajmującego się kwestiami migracji (UNHCR) do krajów Ameryki Łacińskiej przybyło 2,4 mln Wenezuelczyków. Tylko w samej Kolumbii przed biedą, chorobami, głodem i przestępczością schroniło się ok. 1 mln obywateli pogrążonego w kryzysie kraju. W sumie poza ojczyzną przebywa 3 mln obywateli (ok. 10 proc. ludności) tego południowoamerykańskiego państwa.

Emigracja w tym momencie wcale nie jest najpoważniejszym problemem Wenezueli. Tragicznie przedstawia się los tych, którzy zostali w Boliwariańskiej Republice. Gehennę lokalnej ludności pokazują raporty opublikowane przez pozarządowe organizacje oraz lekarzy.

Brakowało żywności, a teraz nie ma nawet wody i prądu

Według opracowania „Right to Water” przygotowanego przez organizacje społeczne, aż 82 proc. populacji (26 mln ludzi) nie ma regularnego dostępu do wody. 20 lat temu proporcje były odwrotne i 87 proc. mieszkańców otrzymywało zdatną do picia wodę.

Nie tylko gospodarstwa domowe czy przedsiębiorstwa mają kłopot z dostępem do wody. 75 proc jednostek publicznej służby zdrowia również nie otrzymuje regularnie wody, a 25 proc. nie ma jej w ogóle. Zresztą jej jakość i tak jest niezadowalająca. Braki kadrowe i finansowe powodują, że przedsiębiorstwa użyteczności publicznej nie wywiązują się z obowiązków, a woda jest zanieczyszczona lub nie jest badana.

Środków brakuje także na utrzymanie potencjału największej hydroelektrowni Wenezueli (Guri). Według Raportu powinna zaspokajać 65 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Obecnie jednak 9 z 20 turbin nie działa, co oznacza, że brak prądu przekraczający 12 godzin „dotyka znaczne części terytorium kraju” – czytamy w „Right to Water”.

Publiczna służba zdrowia zamarła

Zanieczyszczenia lub braki wody w powiązaniu z przerwami w dostępie do energii elektrycznej generują olbrzymi problem dla szpitali. Gdy do tego dodamy cięcia w finansowaniu leków, katastrofa jest praktycznie gwarantowana.

Według wrześniowego raportu „Right to Health” od 2011 r. aż o 82 proc. zmniejszyły się możliwości udzielenia pomocy lekarskiej w publicznym systemie zdrowia. Od 2016 r. leczenia pozbawiono 300 tys. osób, które miały przeszczepione organy, hemofilię, raka lub wymagały innej specjalistycznej pomocy.

Między 2017 a 2018 rokiem na 15 tys. regularnie dializowanych osób aż 2,5 tys. zmarło, ze względu na awarie bądź braki urządzeń do dializ, ich zanieczyszczenie bądź konieczność zamknięcia placówki medycznej.

Na 25 oddziałów zapewniających radioterapię funkcjonują tylko cztery. Ze względu na całkowite uzależnianie się Wenezueli od importu leków (95 proc. medykamentów sprowadzano z zagranicy) ich konsumpcja spadła o 93 proc. Aż 92 proc. placówek medycznych i oddziałów szpitalnych raportuje braki w podstawowych i relatywnie tanich leków (np. aspiryny).

Gospodarka na dnie

Biorąc pod uwagę całkowitą zapaść państwa i poważny kryzys humanitarny, wielkim zaskoczeniem nie będzie fakt, że przygotowywana miesiącami reforma gospodarcza legła w gruzach. Powiązanie boliwara z kryptowalutą uzależnioną od ceny ropy naftowej zakończyło się całkowitym fiaskiem.

Trzy miesiące temu za dolara trzeba było płacić 60 nowych boliwarów (6 mln starych). Tylko przez kilka dni kurs czarnorynkowy był zbliżony do oficjalnego. Teraz amerykańska waluta już kosztuje 250 boliwarów, czyli ponad cztery razy więcej.

Coraz gorzej wygląda także sytuacja sektora paliwowego w kraju. Choć w Wenezueli, państwie z największymi złożami ropy naftowej na świecie, benzyna jest nadal praktycznie darmowa, to zaczyna jej po prostu brakować. Dane agencji Bloomberg pokazują, że rafinerie pracują poniżej 20 proc. swoich możliwości produkcyjnych, co jest przede wszystkim spowodowane brakiem inwestycji oraz personelu. Doniesienia mediów ujawniają również wielogodzinne kolejki po paliwo.

Niewykluczone, że niedostatek paliwa, nawet w większym stopniu niż problemy związane z opieką zdrowotną, elektrycznością czy wodą, przyczyni się do upadku reżimu prezydenta Nicolasa Maduro. Prawdopodobnie dlatego zresztą do tej pory władze starały się utrzymać podaż paliw dla kraju na relatywnie wysokim poziomie, tnąc przy tym wydatki na wszelkie inne publiczne dobra i usługi.

Od stycznia 2019 roku nowe ułatwienia dla małych i średnich firm. Zmiany mogą zachęcić przedsiębiorców do większych inwestycji

Od stycznia 2019 roku nowe ułatwienia dla małych i średnich firm. Zmiany mogą zachęcić przedsiębiorców do większych inwestycji 1

Możliwość jednorazowego rozliczenia straty podatkowej do 5 mln zł, wprowadzenie statusu małego podatnika PIT i CIT dla firm o przychodach do 2 mln euro rocznie, możliwość wliczenia wartości pracy współmałżonka do kosztów uzyskania przychodu czy zniesienie obowiązku przeprowadzania okresowych szkoleń BHP w niektórych branżach – to część propozycji zawartych w Pakiecie MŚP. Większość rozwiązań dla mikro-, małych i średnich firm zacznie obowiązywać w 2019 roku. Zdaniem minister przedsiębiorczości i technologii Jadwigi Emilewicz ograniczenie biurokracji i kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw może się przełożyć na zwiększone inwestycje po ich stronie.

Pakiet MŚP to kolejne – po pakiecie 100 zmian dla firm i Konstytucji Biznesu – rozwiązanie ustawowe, które ma ograniczyć bariery biurokratyczne dla małych i średnich przedsiębiorstw. Wprowadza wiele atrakcyjnych rozwiązań, które – jak zapisaliśmy w naszej ocenie skutków regulacji – spowodują, że w kieszeni przedsiębiorców w perspektywie najbliższych 10 lat zostanie ponad 4 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii.

Pakiet MŚP to blisko 50 zmian w prawie podatkowym i gospodarczym, które mają ułatwić funkcjonowanie małym i średnim firmom oraz obniżyć ich koszty. W końcówce września został on przyjęty przez rząd, a teraz pracuje nad nim Sejm. Część zmian ma wejść w życie już w styczniu 2019 roku.

Wśród głównych projektowanych zmian jest m.in. możliwość wliczenia wartości pracy współmałżonka do kosztów uzyskania przychodu. Ta zmiana ma przynieść korzyści kilkudziesięciu tysiącom mikro- i małych przedsiębiorców rodzinnych. Podatnik zatrudniający małżonka (na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia czy umowy o dzieło) będzie przez fiskusa traktowany tak samo, jak podatnik zatrudniający osobę spoza najbliższej rodziny.

Kolejne ułatwienia to możliwość jednorazowego rozliczenia straty podatkowej do 5 mln zł, wprowadzenie statusu małego podatnika PIT i CIT, który uzyskają firmy o przychodach nieprzekraczających 2 mln euro rocznie (obecnie limit to 1,2 mln euro).

Znosimy także obowiązek okresowych badań BHP dla tych najlżejszych miejsc pracy w firmach, dla pracowników biurowych. To dla nich kosztowna uciążliwość biurokratyczna – podkreśla Jadwiga Emilewicz.

Według szacunków resortu z okresowych szkoleń BHP zwolnionych zostanie w sumie blisko 5 mln pracowników, głównie z branży administracyjno-biurowej. To przełoży się na oszczędności, ponieważ obecnie pracodawca ponosi koszt związany z zakupem usługi i przeprowadzeniem szkolenia.

Wśród ważnych zmian jest także propozycja skrócenia ze 150 do 90 dni terminu uprawniającego wierzyciela, który nie otrzymał należności, do skorzystania z ulgi na złe długi w VAT.

Jadwiga Emilewicz podkreśla, że ograniczenie biurokracji i kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw może się przełożyć po ich stronie na zwiększone inwestycje.

– Mamy nadzieję, że to kolejne ułatwienia dla firm oraz zachęta dla tych, którzy się wahają, zastanawiają się, czy warto zakładać w Polsce działalność gospodarczą. To jest kolejny drogowskaz, zielone światło na skrzyżowaniu, które pokazuje, że warto jechać tą drogą. Wreszcie jest to uwolnienie środków w firmach, w które być może przedsiębiorcy zechcą dzięki tym rozwiązaniom inwestować, bo odjęte zostaną im wydatki, które dotychczas musieli ponosić z tytułu obciążeń biurokratycznych – mówi Jadwiga Emilewicz.

Technologie poprawiają bezpieczeństwo na drogach i ograniczają liczbę wypadków. Barierą w ich wdrażaniu często jest prawo

Technologie poprawiają bezpieczeństwo na drogach i ograniczają liczbę wypadków. Barierą w ich wdrażaniu często jest prawo 2

W krajach Unii Europejskiej w ubiegłym roku na drogach zginęło 25,3 tys. osób, w Polsce liczba ofiar przekroczyła 2,8 tys. Śmiertelne wypadki drogowe to potężny problem zarówno społeczny, jak i ekonomiczny. Szwedzka program „Wizja zero” zakłada ich całkowite wyeliminowanie, a w tym celu niezbędne są odpowiednie rozwiązania prawne, kontrola i poprawa stanu technicznego pojazdów oraz infrastruktury drogowej. Na świecie pojawiają się nowe technologie oparte m.in. na analizie danych czy innowacyjnych elementach infrastruktury, które mogą poprawić bezpieczeństwo na drogach. Problemem jest jednak ich wdrażanie, w wielu przypadkach barierę stanowi Prawo zamówień publicznych.

– Stoimy przed licznymi wyzwaniami. Wszyscy dążymy do jednego celu, jakim jest całkowite wyeliminowanie wypadków śmiertelnych na drogach. Wymaga to usprawnień w zakresie infrastruktury oraz innego podejścia do ochrony najbardziej wrażliwych użytkowników dróg – pieszych, motocyklistów, rowerzystów czy kierowców seniorów najbardziej narażonych na obrażenia w czasie wypadku. Musimy projektować nasze drogi w taki sposób, aby potencjalne błędy użytkowników nie prowadziły do poważnych wypadków. Musimy też robić więcej w kierunku podnoszenia kultury bezpieczeństwa wśród kierowców – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Greg Cohen, prezes i dyrektor generalny American Highway Users Alliance (Amerykańskiego Stowarzyszenia Użytkowników Autostrad).

Według WHO każdego roku w wypadkach drogowych na całym świecie ginie ok. 1,3 mln osób – więcej niż na wojnach i w konfliktach zbrojnych. Wypadki komunikacyjne stanowią obecnie główną przyczynę śmierci młodych ludzi na świecie. Najbardziej zagrożeni są najsłabiej chronieni uczestnicy ruchu – prawie połowę ofiar śmiertelnych stanowią piesi, rowerzyści lub motocykliści.

W krajach UE w ubiegłym roku na drogach zginęło 25,3 tys. osób. Europejskie drogi są jednak najbezpieczniejszymi na świecie, ponieważ w wypadkach drogowych ginie 49 na milion osób. Polska wypada w tej statystyce nieco gorzej – średnio jest tu 75 ofiar na milion mieszkańców. Według danych Komendy Głównej Policji w całym ubiegłym roku doszło w Polsce do 32,7 tys. wypadków drogowych, w których zginęło 2,8 tys. osób, a prawie 40 tys. odniosło obrażenia.

– Pod względem bezpieczeństwa na drogach Polska nie wypada najlepiej na tle krajów UE i innych państw wysoko rozwiniętych. Jest jednak coraz lepiej, obraliśmy właściwy kierunek. Liczba ofiar śmiertelnych na drogach się zmniejsza – to duży skok cywilizacyjny, bo jeszcze 10 lat temu mówiliśmy o 6 tys. ofiar śmiertelnych, teraz mówimy już o ok. 3 tys. rocznie. Uważamy jednak, że to wciąż za dużo – podkreśla Bogdan Rzońca, przewodniczący sejmowej Komisji Infrastruktury.

Z raportu Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego „Stan bezpieczeństwa ruchu drogowego 2017” wynika, że w ciągu ostatniej dekady nastąpił blisko 50-proc. spadek liczby zabitych na polskich drogach oraz ponad 30-proc. spadek liczby ciężko rannych.

Wypadki drogowe to problem nie tylko społeczny, lecz także ekonomiczny. Komisja Europejska szacuje koszty takich incydentów na ok. 120 mld euro rocznie. Z danych KRBRD wynika, że w 2015 roku koszty wypadków na polskich drogach stanowiły 2 proc. PKB i sięgnęły kwoty 33,6 mld zł.

Według prognoz WHO bez odpowiednich rozwiązań prawnych, poprawy infrastruktury i stanu technicznego pojazdów do 2020 roku liczba śmiertelnych ofiar wypadków może wzrosnąć już do 1,9 mln. Statystyki wyglądają najgorzej w krajach rozwijających się. W Chinach do wypadku komunikacyjnego dochodzi średnio co trzy sekundy, a co 10 minut ktoś z tego powodu umiera. Prym wiodą natomiast Holandia, Wielka Brytania i Szwecja, gdzie liczba wypadków jest najniższa na świecie, a w takich incydentach ginie tylko 25 na milion osób. To efekt zapoczątkowanej w 1997 roku polityki „Wizja zero”, która ma na celu całkowite wyeliminowanie śmiertelnych wypadków na drogach. Działania w tym kierunku podejmuje również Polska.

– Nasze zadanie polega na tym, aby zwiększać liczbę środków na drogi gminne, powiatowe, wojewódzkie, obwodnice i bezkolizyjne skrzyżowania oraz budować świadomość wśród kierowców. Mamy już dobre rozwiązania związane z ewidencją kierowców i pojazdów, poprawia się stan techniczny samochodów, ale zawsze może być lepiej, dlatego przygotowujemy odpowiednie przepisy, które mają ograniczyć oszustwa i fałszerstwa związane z cofaniem liczników. Zmieniamy prawo także w kontekście działania stacji kontroli pojazdów. Badania techniczne muszą być ewidencjonowane i historia pojazdów będzie mieć charakter ciągły, żeby wiedzieć, czy aby ktoś nie manipulował przy liczniku albo przy składaniu tego samochodu w całość z trzech pojazdów. Taki samochód jest bardzo niebezpieczny – mówi Bogdan Rzońca.

Jak podkreśla, podnoszenie bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce wymaga z jednej strony poprawy infrastruktury i odpowiedniego prawodawstwa, a z drugiej – wdrażania nowych i innowacyjnych rozwiązań.

– Żyjemy w świecie cyfryzacji. Musimy mieć bardzo dobre systemy, które będą uprzedzały użytkowników dróg o tym, gdzie są trudności w przejazdach, ostrzegały, gdzie są źle przygotowane do użytku obwodnice, skrzyżowania, miejsca niebezpieczne. Wyświetlanie miejsc niebezpiecznych to jest wyzwanie. Mówi się o czarnych punktach, zakrętach śmierci, więc system ostrzegania w tym aspekcie musi być wdrożony w Polsce na większą skalę – podkreśla Bogdan Rzońca.

Technologie pozwalają na nowo projektować transport drogowy i wpływają na poprawę bezpieczeństwa. Najnowsze rozwiązanie, które pojawiają się na świecie, to m.in. wykorzystanie analizy danych w celu poprawy bezpieczeństwa na drogach czy innowacyjne elementy infrastruktury drogowej, np. bariery dźwiękoszczelne czy słupy elektryczne, które dzięki specjalnej konstrukcji zmniejszają ryzyko w przypadku kolizji.

– W Stanach Zjednoczonych mocno koncentrujemy się na rozwiązaniach opartych o dane. Dzięki temu mamy mnóstwo konkretnych informacji na temat tego, które rozwiązania najbardziej efektywnie poprawiają bezpieczeństwo, uwzględniając korzyści i koszty. Zainwestowaliśmy znaczne środki w tworzenie wyśrubowanych standardów w zakresie znaków, oznaczeń czy barierek, w wysokiej jakości materiały. Wydaliśmy miliony dolarów na poprawę standardów – mówi Greg Cohen.

Rik Nuyttens, prezes Federacji Drogowej Unii Europejskiej podkreśla, że wiele firm pracuje nad stworzeniem nowych technologii poprawiających bezpieczeństwo na drogach, ale barierą we wdrażaniu takich rozwiązań są procedury związane z Prawem zamówień publicznych.

– Jesteśmy skazani na przetargi publiczne ogłaszane przez władze, które wcześniej określają wymagany przez siebie rodzaj usług lub produktów. Gdy pojawia się nowa technologia, która nie spełnia tych specyfikacji, wówczas mamy problem. Konieczna jest zmiana standardów i przepisów tak, aby władze mogły skorzystać z nowych technologii. Kłopot w tym, że w wielu przypadkach zajmuje to bardzo dużo czasu. Wprowadzono szereg metod przyspieszających ten proces dla firm oferujących nowe technologie. Komisja Europejska przygotowała przeznaczone do tego narzędzia, ale wciąż cały proces wdrożenia trwa dłużej niż rok – mówi Rik Nuyttens.

Kolejny problem polega na tym, że kiedy pojawi się nowa technologia, to zazwyczaj jest oferowana tylko przez jedną firmę, która ją stworzyła. To problem, ponieważ rządy wolą mieć wielu dostawców, żeby nie narażać się na oskarżenia o monopol, naruszanie konkurencji czy faworyzowanie konkretnych firm. Ta bariera we wdrażaniu nowych rozwiązań także wynika z charakteru zamówień publicznych.

– Pierwszy dostawca danej technologii zawsze boryka się z największymi trudnościami, jeśli chodzi o jej wykorzystanie przez władze. Taką sytuację mamy teraz z infrastrukturą drogową czy inteligentnymi samochodami. Dochodzi do tego przytłaczająca liczba nowych technologii. Zarządy dróg czy ministerstwa transportu spotykają się z tak wieloma ofertami, że jest im bardzo trudno wybierać, trudno określić, gdzie najlepiej ulokować pieniądze, na co przeznaczyć środki z budżetu. Zastanawiają się, czy dobrym pomysłem jest nawiązanie współpracy z daną firmą z branży oprogramowania albo z jakąś dużą korporacją, bo zawsze obawiają się monopolu. To stanowi duże utrudnienie – mówi Rik Nuyttens.

Na cukrzycę choruje już ponad 3 mln Polaków. Dla pacjentów najważniejsze jest zapobieganie groźnym dla życia powikłaniom jak zawał serca czy udarmózgu

0

Na cukrzycę choruje już ponad 3 mln Polaków. Dla pacjentów najważniejsze jest zapobieganie groźnym dla życia powikłaniom jak zawał serca czy udarmózgu 3

Walka z cukrzycą to nie tylko kontrolowanie poziomu cukru we krwi, lecz także zapobieganie powikłaniom, takim jak zawał serca i udar mózgu. To z ich powodu pacjenci żyją nawet kilka lat krócej niż osoby zdrowe. Leczenie powinno obejmować stosowanie leków, do których polscy chorzy mają ograniczony dostęp, zdrowe żywienie oraz aktywność fizyczną. Niezbędne jest wsparcie bliskich osób, zapewniających pacjentom równowagę emocjonalną oraz motywację do walki z chorobą.

Cukrzyca to choroba cywilizacyjna, którą Światowa Organizacja Zdrowia uznała za epidemię XXI wieku. Chorych stale przybywa – według Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej od 1980 roku liczba osób cierpiących z powodu cukrzycy zwiększyła się ze 108 mln do ponad 400 mln. Jak wynika z danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w Polsce choruje obecnie ponad 3 mln osób, przy czym na przestrzeni najbliższych 15–20 lat liczba ta może się podwoić.

– Pacjenci z cukrzycą umierają o kilka lat wcześniej niż osoby bez cukrzycy i to jest najważniejsze wyzwanie, które stoi przed wszystkimi, którzy opiekują się osobami z cukrzycą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Maciej Małecki. – Chodzi o to, żeby wydłużyć życie pacjenta z cukrzycą. Pacjenci przede wszystkim z cukrzycą typu 2 umierają dlatego, że doświadczają zawału mięśnia sercowego, udaru mózgu, wszystkich postaci miażdżycy tętnic. Chodzi o to, żeby to widmo, tę plagę odsunąć, żeby odsunąć przewlekłe powikłania, te, o których wspomniałem, a także powikłania oczne, powikłania nerkowe, żeby pacjenci nie tracili wzroku, żeby nie doświadczali konieczności dializoterapii, przeszczepów nerek – dodaje.

Znacznie gorzej przedstawia się sytuacja pacjentów borykających się z cukrzycą typu 2. Jest to najcięższa postać choroby, dotykająca 90 proc. wszystkich pacjentów, w efekcie której dochodzi do zaburzenia działania i wydzielania insuliny. Leczenie polega na redukcji masa ciała poprzez wprowadzenie odpowiedniej diety i aktywności fizycznej oraz stosowania odpowiedniej farmakoterapii.

Cukrzycy żyją nawet o kilkanaście lat krócej niż osoby wolne od tej choroby. Przyczyną przedwczesnych zgonów są najczęściej powikłania sercowo-naczyniowe, m.in. zawał serca i udar mózgu – osoby chore na cukrzycę są dwukrotnie bardziej narażone na wystąpienie tych schorzeń niż osoby zdrowe. Do istotnych komplikacji towarzyszących cukrzycy należą ponadto retinopatia cukrzycowa, stopa cukrzycowa, niewydolność nerek oraz zapalenie nerwów obwodowych. Przedłużenie życia chorych i poprawa jego jakości to obecnie największe wyzwanie stojące przed systemem opieki zdrowotnej, możliwe do zrealizowania dzięki nowoczesnym lekom. Równie istotne jest zwiększanie świadomości Polaków w zakresie skutecznej walki z chorobą.

– Edukacja rodzin ma również kluczowe znaczenie, dlatego że rodzina może bardzo pomagać choremu w codziennym zarządzaniu chorobą. Niestety, niewyedukowana rodzina może mu wręcz w tym przeszkadzać. Cukrzyca nie jest tylko chorobą tej osoby, która na nią choruje, lecz także jest chorobą całej rodziny – mówi Anna Śliwińska, prezes zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Bez wsparcia najbliższych pacjentom bardzo trudno jest zmienić dotychczasowy tryb życia i wykorzenić złe nawyki. Rodzina może zapewniać pomoc poprzez kontrolowanie wykonywania badań, mierzenie poziomu cukru we krwi czy zachęcanie do zdrowego stylu odżywiania. Eksperci radzą, by najbliższe pacjentowi osoby również zmieniły dietę, zwiększy to bowiem motywację chorego. Warto też pamiętać o wsparciu psychicznym.

– Człowiek chory ma swoje słabsze momenty i wówczas rodzina dająca wsparcie to chyba najlepsze lekarstwo. To pozwala mu żyć dalej, ale nie tylko, czuje się, że nie jest osamotniony – mówi Monika Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków oddziału w Złotoryi i mama zwyciężczyni nagrody głównej w konkursie „Rodzina wygrywa”, który przeprowadzono w ramach kampanii „Dłuższe życie z cukrzycą”.

Ogólnopolska kampania edukacyjna „Dłuższe życie z cukrzycą” ma na celu zwiększenie świadomości Polaków w zakresie skutecznej walki z chorobą. W 2017 roku jej organizatorzy sformułowali Deklarację 12 zasad w walce o dłuższe życie z cukrzycą. Elementem tegorocznej odsłony kampanii był konkurs „Rodzina wygrywa” przeznaczony dla Polaków mających pośród bliskich krewnych przynajmniej jedną osobę chorą na cukrzycę typu 2. W ten sposób organizatorzy chcieli pokazać pozytywne przykłady pacjentów, którzy dzięki pomocy najbliższych radzą sobie z chorobą. Ambasadorem kampanii został Michał Piela, popularny aktor, u którego 3 lata temu zdiagnozowano cukrzycę typu 2.

– Dzięki mojej popularności serialowej, artystycznym działaniom, jestem dziś osobą rozpoznawalną, więc poproszono mnie, żebym wziął udział w tej kampanii, żebym został jej twarzą. Uważam, że to bardzo ważne, bo ta kampania ma na celu uświadomienie społeczeństwu, na czym polega cukrzyca i jak z nią walczyć – mówi aktor.

Co czwarte dziecko nie je codziennie śniadania. Zdrowe nawyki żywieniowe mogą budować w najmłodszych szkoły

Co czwarte dziecko nie je codziennie śniadania. Zdrowe nawyki żywieniowe mogą budować w najmłodszych szkoły 4

Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Badania wskazują jednak, że w porannym pośpiechu często o nim zapominamy. 24 proc. dzieci nie je codziennie śniadania, nie wszystkie zabierają też drugie śniadanie do szkoły – mówi Ewa Gayny z Partnerstwa dla Zdrowia. By nauczyć dziecko tego zdrowego nawyku, potrzebny jest przede wszystkim dobry przykład. To ważna rola nie tylko rodziców, lecz także nauczycieli. W tym roku w podstawówkach w całej Polsce po raz ósmy odbędzie się akcja „Śniadanie daje moc”, której celem jest zaszczepianie wśród najmłodszych zdrowego nawyku, jakim jest codzienne jedzenie śniadań.

– Zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych śniadanie jest podstawą tego, aby w ciągu dnia funkcjonować prawidłowo. Zapewnia energię, żeby dzieciaki mogły się w szkole skupić, korzystać z wiedzy, którą szkoła im daje, i bawić się. Ale energia to nie wszystko – ważne, żeby śniadanie było dobrze skomponowane, zawierało różne składniki i dostarczało dzieciom wszystkich ważnych składników odżywczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Gayny z Partnerstwa dla Zdrowia.

Ekspert podkreśla, że dobrze zbilansowane śniadanie powinno być urozmaicone i zawierać produkty z różnych grup piramidy żywieniowej, a więc produkty zbożowe, warzywa, owoce i przetwory mleczne. Typowo polskie śniadanie to przede wszystkim kanapki, ale warto je urozmaicać.

– Nie ma nic złego w kanapkach, ale warto się pokusić o zrobienie z dzieckiem czegoś więcej – sałatek, koktajli na bazie jogurtu, warzyw i owoców w formie sałatek. To są wszystko rzeczy, które kuszą oczy i potem dobrze smakują, a dodatkowo zapewniają potrzebne wartości odżywcze. Tylko wcześniej przygotowane śniadanie daje nam pewność, że będzie odpowiednio zbilansowane i odpowiednio smaczne, bo nawet najzdrowsze śniadanie, ale niewystarczająco smaczne, po prostu nie zostanie zjedzone – mówi Ewa Gayny.

Aby nauczyć dziecko jeść codzienne śniadania, przede wszystkim trzeba dawać mu dobry przykład. Także szkoła odgrywa ważną rolę w zaszczepianiu najmłodszym prawidłowych nawyków żywieniowych.

 Przede wszystkim trzeba jeść śniadania w obecności dzieci. W szkole mamy taką tradycję, że drugie śniadania nauczyciele zawsze jedzą razem z dziećmi, żeby widziały, co jemy i jak jemy. Rola nauczyciela jest wiodąca, ponieważ często uczymy dzieci, które tych śniadań w domu nie jedzą i nie mają dobrych wzorców od rodziców. Część dzieci je ma i dobrze, żeby nauczyciel pokazywał ich jako wzór dla klasy. Co roku urządzamy też „Dzień dobrego jedzenia”, żeby dzieci na warsztatach żywieniowych mogły pokazać, co jedzą w domu. Uświadamiamy je, jak powinny jeść, żeby dobrze funkcjonował organizm – mówi Kamila Brzostek, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Podstawowej nr 221 w Warszawie.

8 listopada to Europejski Dzień Zdrowego Jedzenia i Gotowania. Z tej okazji w szkołach w całej Polsce odbywała się już ósma edycja programu edukacyjnego „Śniadanie daje moc”. Organizowały one w klasach wspólny posiłek oraz przeprowadzały zajęcia z zakresu zdrowego odżywiania, oparte na materiałach opracowanych przez Instytut Matki i Dziecka specjalnie na potrzeby programu. Szkoły podstawowe wciąż mogą dołączać do programu – w tym celu nauczyciele klas I–III szkół podstawowych muszą zgłosić swoją klasę poprzez formularz dostępny na oficjalnej internetowej stronie programu „Śniadanie daje moc”.

– „Śniadanie daje moc” to program, który prowadzimy od 8 lat w szkołach podstawowych w klasach I–III. Jest to program, który ma na celu uczyć dzieci prawidłowo jeść – nie zapominać o śniadaniu, pamiętać o tym, że to jest najważniejszy posiłek w ciągu dnia i uczyć się, co powinniśmy jeść, żeby śniadanie działało na naszą korzyść. Zakładamy kluby śniadaniowe, dzieci uczą się 12 zasad prawidłowego żywienia sformułowanych przez Instytut Matki i Dziecka. Na tej bazie przygotowują też wspólne posiłki, a kulminacją jest dzień „Śniadanie daje moc” 8 listopada, w którym dzieci w klasach przygotowują wspólne, zdrowe śniadanie – mówi Ewa Gayny.

Program „Śniadanie daje moc” jest organizowany przez Partnerstwo dla Zdrowia – koalicję firm Biedronka, Danone, Lubella oraz Instytutu Matki i Dziecka, która działa od 2006 roku. Celem jest przeciwdziałanie niedożywieniu dzieci i propagowanie zdrowych nawyków żywieniowych wśród najmłodszych. O tym, jak ważne jest śniadanie w codziennej diecie, przekonały się jak dotąd dzieci w 8,7 tys. szkół w całej Polsce.

 Akcje tego typu dzieci odbierają bardzo pozytywnie. Bywa, że tygodniami już nie mogą się doczekać, przynoszą nam różne produkty kupione przez rodziców i dopytują się, kiedy będziemy robić sałatki, koreczki czy przekąski – mówi Kamila Brzostek.

W tym roku organizatorzy przygotowali dla uczestników programu konkurs na śniadaniowy reportaż. Aby wziąć w nim udział, trzeba udokumentować realizację co najmniej jednego scenariusza lekcji dostępnego w materiałach edukacyjnych programu i ciekawie pokazać obchody dnia „Śniadanie daje moc”. Zgłoszenie należy wysłać poprzez formularz konkursowy na stronie programu najpóźniej do 9 grudnia. Nagrodzona zostaje szkoła, klub oraz każdy uczestnik klubu. Szkoły mają szansę zdobyć do 3 tys. zł na działalność edukacyjną, a kluby – bon o wartości do 700 zł oraz zestawy śniadaniowe „Śniadanie daje moc”.

– Program ma dwa cele. Z jednej strony, jest nim budowanie wiedzy o tym, co powinniśmy jeść, jak powinniśmy jeść, jak powinno wyglądać zdrowe śniadanie. Z drugiej – budowanie zdrowego nawyku. W klubach śniadaniowych w szkołach często dzieci jedzą wspólne śniadanie, to pozwala im po prostu dobrze wykorzystywać przerwę śniadaniową, bo wiemy, że dzieci mają mnóstwo bardzo ważnych rzeczy do zrobienia w czasie przerw, a śniadanie nie zawsze się na tej liście mieści. W domach i rodzinach też powinniśmy pamiętać o wspólnym śniadaniu – szczególnie w weekendy, bo wtedy jest więcej czasu i możemy przyłożyć do tego odpowiednią wagę. To wszystko buduje dobre nawyki – mówi Ewa Gayny.

Auta na minuty nie tak popularne jak rowery. Korzysta z nich tylko 18 proc. Polaków

Auta na minuty nie tak popularne jak rowery. Korzysta z nich tylko 18 proc. Polaków 5

Nowe technologie i usługi transportu oparte na ekonomii współdzielenia stają się w Polsce coraz bardziej powszechne. Korzystają z nich przeważnie młodzi, zamieszkujący duże miasta i zarabiający powyżej średniej krajowej. Największą popularnością cieszy się wynajem rowerów na minuty oraz aplikacje do zamawiania taksówek i współdzielenia przejazdów, takie jak Uber czy Taxify. Stosunkowo niewielu użytkowników korzysta za to z carsharingu, choć w dużych miastach ta usługa jest znana 70 proc. mieszkańców. Nową usługą, która pojawi się w Polsce na większą skalę w 2019 roku, będą elektryczne hulajnogi na minuty, które mogą zdobyć sobie wierne grono klientów.  

– Jak często bywa w przypadku nowych technologii, z usług Mobility as a Service (MaaS) korzystają przeważnie młodzi ludzie, czyli milenialsi i pokolenie Z. Są to przede wszystkim osoby z większych miast, liczących ponad 500 tys. mieszkańców, zarabiające powyżej średniej krajowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Jędraszak, prezes Straal.

Z raportu „Mobility as a Service PL”, przygotowanego przez Straal w partnerstwie z fundacją Digital Poland, wynika, że połowę respondentów korzystających z MaaS stanowią osoby w grupie wiekowej 18–29. Większość użytkowników żyje w gospodarstwach domowych o dochodzie przekraczającym 5 tys. zł netto miesięcznie i ma dostęp do własnego samochodu.

– Mimo że z usług Mobility as a Service korzysta ta bardziej zamożna część społeczeństwa, to wydatki na tego typu usługi są wciąż niskie i wynoszą średnio ok. 60 zł miesięcznie. Wyjątkiem jest wynajem rowerów na minuty, na który użytkownicy wydają jedynie ok. 28 zł miesięcznie. Z drugiej strony na wynajem samochodu na minuty użytkownicy wydają miesięcznie średnio ok. 140 zł – mówi Michał Jędraszak.

Rozpoznawalność poszczególnych usług z kategorii MaaS waha się wśród polskich konsumentów od 28 do nawet 91 proc. Największą popularnością cieszą się rowery na minuty – to rozwiązanie zna 9 na 10 Polaków. Kolejny jest carsharing, czyli współdzielenie samochodów (68 proc.). Dalej uplasowały się aplikacje do zamawiania licencjonowanych taksówek, które są znane 65 proc. polskich konsumentów, oraz aplikacje kojarzące pasażerów z kierowcami, takie jak Uber czy Taxify (61 proc.). Najmniej kojarzoną usługą jest wynajem elektrycznego skutera lub hulajnogi na minuty – zetknęło się z nią na razie zaledwie 28 proc. Polaków.

– Gdy przychodzi do korzystania z usług MaaS, 61 proc. użytkowników korzysta z usługi wynajmu roweru na minuty. Natomiast drugą najbardziej popularną usługą jest zamawianie taksówek za pomocą aplikacji mobilnej (47 proc.). Ze skuterów na minuty korzysta jedynie 5 proc. użytkowników, natomiast tutaj przewidujemy gwałtowny wzrost. Najczęściej popularność idzie w parze z korzystaniem z danej usługi. Wyjątek stanowi jednak carsharing – mimo że 68 proc. populacji rozpoznaje tę usługę, to korzysta z niej zaledwie 18 proc. – mówi Michał Jędraszak.

Jak podkreśla, wyzwaniem dla firm oferujących wynajem samochodów na minuty jest przekonanie konsumentów do korzystania z ich oferty. Jedną z najczęściej wskazywanych przez Polaków barier są niejasne warunki świadczenia takiej usługi, dlatego dostawcy carsharingu powinni postawić na edukację rynku i przejrzystość oferty. Użytkownik musi wiedzieć, jak działa i co obejmuje ubezpieczenie, co robić w razie stłuczki oraz jakie mogą być konsekwencje zakończenia wynajmu w niedozwolonym miejscu.

Poza tym użytkownicy cały czas twierdzą, że ta usługa jest dość droga. Natomiast porównanie kosztów korzystania z własnego samochodu w dużym mieście z wynajmem auta na minuty pokazuje, że ta usługa może być o wiele tańszą opcją – wskazuje Michał Jędraszak.

Prezes Straal ocenia, że – biorąc pod uwagę rozpoznawalność i liczbę użytkowników danej usługi – można podzielić je na trzy kategorie. Pierwszą są usługi mocno już osadzone na rynku, druga to usługi wschodzące, które cieszą się stopniowo rosnącą popularnością.

Usługi mocno już osadzone na rynku to przede wszystkim aplikacje do zamawiania taksówek licencjonowanych, aplikacje do kojarzenia kierowców z pasażerami oraz aplikacje do wynajmu rowerów na minuty. Patrząc na drugą kategorię, czyli usługi wschodzące, tutaj prym wiedzie carsharing, który cieszy się wysoką rozpoznawalnością – mówi Michał Jędraszak.

Trzecią kategorią MaaS są usługi niszowe, które dopiero weszły na rynek i starają się znaleźć na nim swoje miejsce. Do tej ostatniej kategorii należą wynajem skuterów elektrycznych, dostępny w Polsce krócej niż 3 lata, oraz hulajnóg elektrycznych na minuty. Ta usługa ma się pojawić na polskim rynku na większą skalę dopiero w 2019 roku, choć pierwszy dostawca – firma Lime – pojawił się na warszawskich ulicach tej jesieni.

Straal, fintech założony w 2016 roku przez grupę programistów i ekspertów e-commerce, jest globalnym dostawcą rozwiązań płatniczych, analitycznych, optymalizacyjnych i ochronnych dla innowacyjnych biznesów i usługodawców. Umożliwia akceptację kart płatniczych wszystkich wiodących organizacji, przyjmowanie przelewów SEPA, przelewów ekspresowych pay-by-link, a także płatności dokonywanych za pomocą BLIK.

Kamery wyposażone w sztuczną inteligencję rozpoznają intruza i zaalarmują właściciela. Dopasują też do nastoju domownika temperaturę otoczenia lub uruchomią telewizor

Kamery wyposażone w sztuczną inteligencję rozpoznają intruza i zaalarmują właściciela. Dopasują też do nastoju domownika temperaturę otoczenia lub uruchomią telewizor 6

Nowoczesne systemy monitoringu rozpoznają domowników, nie wpuszczą do domu obcych. Rozpoznają też stan emocjonalny i potrafią na niego odpowiednio zareagować. Kamery z algorytmem sztucznej inteligencji w przeciwieństwie do zwykłych kamer z czujnikiem ruchu, rozpoznają kto znalazł się w jej zasięgu i powiadamiają właściciela. Dzięki SI kamera zareaguje też na powrót domowników – włączy ogrzewanie, światło, czy ulubiony program telewizyjny.

– Nasze kamery wspierane przez algorytmy sztucznej inteligencji potrafią rozpoznawać członków rodziny użytkownika i odróżniać ich od nieznajomych. Potrafią też powiadomić użytkownika o obecności nieznanej osoby w domu. Jest to o wiele lepsze rozwiązanie od kamer wyposażonych w czujnik ruchu, ponieważ kamera nie tylko wykrywa, ale i rozpoznaje kto znajduje się w jej zasięgu i wysyła powiadomienie do właściciela tylko gdy zaistnieje taka potrzeba – mówi agencji Newseria Innowacje Florian Deleuil, główny menedżer produktu w Netatmo.

Systemy monitoringu współpracujące ze sztuczną inteligencją są coraz częściej wykorzystywane. Wzmacniają bezpieczeństwo podczas imprez masowych, w Chinach policjanci są zaś wyposażeni w okulary, które skanują i identyfikują twarze podróżnych. Niedługo w inteligentne kamery zostaną wyposażeni strażnicy graniczni na Węgrzech, Łotwie i w Grecji. Monitoring pozwoli skontrolować prawdomówność imigrantów.

Kamery z algorytmem sztucznej inteligencji zapewnią też bezpieczeństwo domów i domowników. W przeciwieństwie do zwykłego monitoringu, który reaguje na ruch, nowoczesna kamera rozpoznaje, kto znalazł się w jej pobliżu. Jeśli jest to domownik – system otworzy drzwi, jeśli obcy – zawiadomi właściciela.

– Opracowaliśmy urządzenia wyposażone w sztuczną inteligencję w trosce o spokój naszych użytkowników, aby mogli opuszczać dom, nie martwiąc się o jego bezpieczeństwo. Technologia służy do rozpoznawania twarzy w celu identyfikacji osób, a także do rozpoznawania kształtów, dzięki czemu potrafi odróżnić sylwetkę człowieka od np. zwierzęcia. Dysponujemy także algorytmami, które potrafią odróżnić kobiety od mężczyzn lub analizować stan emocjonalny, czyli rozpoznać, czy ktoś jest w dobrym lub złym nastroju – tłumaczy Florian Deleuil.

Coraz częściej po sztuczną inteligencję sięga handel – inteligentne lustra w przymierzalniach podpowiadają, jakie ubrania będą do nas pasować, który rozmiar będzie odpowiedniejszy, same też zamówią do przymierzalni potrzebną garderobę. Monitoring w centrach handlowych pozwala ustalić, co wpływa na wizytę w konkretnych sklepach. Dzięki możliwości rozpoznania stanu emocjonalnego, kamery mogą sprawdzić jak klient reaguje na określone przedmioty. Tego typu urządzenia sprawdzą się także w domu.

– Rozpoznawanie twarzy umożliwia zaprogramowanie określonych działań, które ma wykonać inteligentny dom. Jeśli wchodzi do niego domownik, dom może np. włączyć telewizor lub ulubioną muzykę. Zastosowaliśmy w naszych kamerach instalowanych wewnątrz domów podobne rozwiązanie jak w iPhone’ach, które mają funkcję Face ID, czyli odblokowywanie telefonu przy pomocy rozpoznawania twarzy właściciela – podkreśla przedstawiciel Netatmo.

Kamery po rozpoznaniu twarzy domownika mogą automatycznie otworzyć drzwi do domu. Choć jak przekonują producenci ich rozwiązania są bezpieczne, mogą jednak okazać się problematyczne. Niedawno w Stanach Zjednoczonych właściciel nie mógł dostać się do domu, bo inteligentny zamek potraktował jako intruza wizerunek Batmana na koszulce właściciela.

– Aby wykorzystać technologię SI, należy użyć dobrego algorytmu, np. algorytmu do rozpoznawana twarzy, i zastosować system uczący się, który pomaga udoskonalać algorytmy. SI pomoże ludzkości w dalszym rozwoju. Umożliwi urządzeniom poznanie przyzwyczajeń ludzi, co sprawi, że będą one otwierały okna, włączały ogrzewanie lub światło w pomieszczeniu zgodnie z naszymi upodobaniami. Dzięki temu nasze życie będzie łatwiejsze – przekonuje Florian Deleuil.

Według analityków marketsandMarkets, światowy rynek inteligentnych systemów bezpieczeństwa do 2020 roku osiągnie wartość 3 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 10 proc.

Nowy państwowy program ma unowocześnić administrację publiczną. Do przetargów na wdrażanie innowacji mogą stanąć także małe firmy i startupy

Nowy państwowy program ma unowocześnić administrację publiczną. Do przetargów na wdrażanie innowacji mogą stanąć także małe firmy i startupy 7

Ruszył pilotażowy program GovTech Polska, który ma połączyć świat administracji publicznej z biznesem. W ramach programu wypracowane zostaną rozwiązania, które ułatwią wdrażanie nowych technologii i innowacji stworzonych na potrzeby jednostek administracyjnych. Projektowanie narzędzi na potrzeby administracji publicznej ma przypominać metodologię wykorzystywaną podczas zamawiania i realizacji produktów na rynku komercyjnym. Program zakłada rozwiązywanie realnych problemów, a do przystąpienia do programu najważniejszy jest pomysł.

– Program GovTech Polska ma za zadanie połączyć dwa światy: administracji publicznej i biznesu. Chcemy wypracować ścieżki, które pozwolą administracji publicznej na zamawianie produktów IT w innowacyjny sposób, zbliżony do tego, jak zamawia biznes innowacyjne produkty na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Justyna Orłowska, dyrektor programu GovTech Polska.

W pilotażu programu GovTech Polska biorą udział cztery ministerstwa – Finansów, Zdrowia, Cyfryzacji, Przedsiębiorczości i Technologii – oraz samorząd lokalny, czyli miasto Świdnik. Rozwiązania wypracowywane w ramach programu nie będą się jednak skupiać wokół konkretnych ministerstw czy jednostek administracji publicznej, mają mieć charakter uniwersalny. Rząd planuje stworzyć procedury rozwiązywania problemów administracyjnych za pomocą nowoczesnych, innowacyjnych technologii. Za wzór mają służyć programy działające m.in. w Anglii czy Finlandii.

Proces realizacji projektów GovTech Polska będzie podzielony na kilka etapów. W pierwszej fazie urzędnicy wskażą problem, z którym się borykają, a następnie przeprowadzą konsultacje z firmami wyspecjalizowanymi w danej branży. Następnie rozpisany zostanie konkurs dla przedsiębiorstw, które mają pomysł na narzędzie, które pozwoli rozwiązać dany problem jak najszybciej i najefektywniej.

– Wyzwania, z którymi się mierzymy w pierwszej edycji GovTech Polska, to m.in. poszukiwanie przez miasto Świdnik optymalnego rozwiązania na uszczelnienie systemu poboru opłat za śmieci. Niestety, jest ich wywożona coraz większa ilość, podczas gdy mieszkańców miasta ubywa, w związku z czym pieniędzy jest z tego tytułu o wiele mniej w budżecie, a miasto nie może przeznaczyć tych pieniędzy np. na budowę dróg, przedszkoli. To jest w skali kilku lat kilka milionów złotych – mówi Justyna Orłowska.

Podczas realizacji programu przydadzą się doświadczenia zebrane w trakcie przeprowadzania konkursu MinFinTech. W ramach tego konkursu wyłoniono specjalistów z branży IT, którzy dołączyli do zespołu programistów Ministerstwa Finansów i pomogli w stworzeniu narzędzi informatycznych do zwalczania wyłudzeń VAT.

Do pierwszego etapu GovTech Polska zakwalifikują się wszystkie zamówienia o wartości nieprzekraczającej 144 tys. euro, czyli minimalnego unijnego progu przetargowego. Takie rozwiązanie ma ułatwić partycypowanie w programie nawet niewielkim firmom, które nie mają doświadczenia w realizacji projektów rządowych, ale mają pomysł na rozwiązanie konkretnych problemów administracyjnych.

– Przede wszystkim zminimalizowaliśmy kryteria podmiotowe. Tutaj każdy w konkursie może wystartować, nie trzeba przygotowywać referencji, wadium. Wykorzystujemy konkurs, w którym najważniejszym kryterium jest pomysł. Tutaj nie to, kim jesteś, nie to, jaki jest twój zespół, tylko to, co zaprezentujesz ma znaczenie – przekonuje dyrektor programu GovTech Polska.

Rozwiązania z dziedziny GovTech cieszą się rosnącą popularnością na całym świecie. Singapurski rząd sięgnął po ten model współpracy biznesowej przy realizacji Narodowego Systemu Biometrycznej Identyfikacji Twarzy (NDIFBC), który w przyszłym roku ma wejść w fazę pierwszych testów. Narzędzie ma się sprawdzić w roli centralnego systemu identyfikacji i będzie wykorzystywane m.in. do weryfikacji tożsamości podczas składania zeznań finansowych czy wnoszenia opłat urzędowych.

Potencjał tej branży dostrzegli także założyciele amerykańskiej firmy Govtech Fund, która ma ułatwiać małym i średnim przedsiębiorstwom nawiązywanie współpracy przy realizacji projektów rządowych. Fundusz inwestycyjny ma pełnić rolę doradczą oraz inwestycyjną, firma planuje wspomagać młode start-upy w zaistnieniu na rynku globalnym.

– Ideą naszego programu jest to, aby pomysłodawca mógł wdrożyć rozwiązanie. Ogłaszając konkretne wyzwanie, ministerstwo bądź miasto zobowiązuje się do tego, że na koniec chce kupić i wdrożyć to rozwiązanie – twierdzi Justyna Orłowska.

Według analiz przeprowadzonych przez Govtech Fund wartość globalnych rozwiązań z branży GovTech przekracza 400 mld dol.

Nowy rządowy program ma unowocześnić administrację publiczną. Do przetargów na wdrażanie innowacji mogą stanąć także małe firmy i startupy

Nowy rządowy program ma unowocześnić administrację publiczną. Do przetargów na wdrażanie innowacji mogą stanąć także małe firmy i startupy 8

Ruszył pilotażowy program GovTech Polska, który ma połączyć świat administracji publicznej z biznesem. W ramach programu wypracowane zostaną rozwiązania, które ułatwią wdrażanie nowych technologii i innowacji stworzonych na potrzeby jednostek administracyjnych. Projektowanie narzędzi na potrzeby administracji publicznej ma przypominać metodologię wykorzystywaną podczas zamawiania i realizacji produktów na rynku komercyjnym. Program zakłada rozwiązywanie realnych problemów, a do przystąpienia do programu najważniejszy jest pomysł.

– Program GovTech Polska ma za zadanie połączyć dwa światy: administracji publicznej i biznesu. Chcemy wypracować ścieżki, które pozwolą administracji publicznej na zamawianie produktów IT w innowacyjny sposób, zbliżony do tego, jak zamawia biznes innowacyjne produkty na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Justyna Orłowska, dyrektor programu GovTech Polska.

W pilotażu programu GovTech Polska biorą udział cztery ministerstwa – Finansów, Zdrowia, Cyfryzacji, Przedsiębiorczości i Technologii – oraz samorząd lokalny, czyli miasto Świdnik. Rozwiązania wypracowywane w ramach programu nie będą się jednak skupiać wokół konkretnych ministerstw czy jednostek administracji publicznej, mają mieć charakter uniwersalny. Rząd planuje stworzyć procedury rozwiązywania problemów administracyjnych za pomocą nowoczesnych, innowacyjnych technologii. Za wzór mają służyć programy działające m.in. w Anglii czy Finlandii.

Proces realizacji projektów GovTech Polska będzie podzielony na kilka etapów. W pierwszej fazie urzędnicy wskażą problem, z którym się borykają, a następnie przeprowadzą konsultacje z firmami wyspecjalizowanymi w danej branży. Następnie rozpisany zostanie konkurs dla przedsiębiorstw, które mają pomysł na narzędzie, które pozwoli rozwiązać dany problem jak najszybciej i najefektywniej.

– Wyzwania, z którymi się mierzymy w pierwszej edycji GovTech Polska, to m.in. poszukiwanie przez miasto Świdnik optymalnego rozwiązania na uszczelnienie systemu poboru opłat za śmieci. Niestety, jest ich wywożona coraz większa ilość, podczas gdy mieszkańców miasta ubywa, w związku z czym pieniędzy jest z tego tytułu o wiele mniej w budżecie, a miasto nie może przeznaczyć tych pieniędzy np. na budowę dróg, przedszkoli. To jest w skali kilku lat kilka milionów złotych – mówi Justyna Orłowska.

Podczas realizacji programu przydadzą się doświadczenia zebrane w trakcie przeprowadzania konkursu MinFinTech. W ramach tego konkursu wyłoniono specjalistów z branży IT, którzy dołączyli do zespołu programistów Ministerstwa Finansów i pomogli w stworzeniu narzędzi informatycznych do zwalczania wyłudzeń VAT.

Do pierwszego etapu GovTech Polska zakwalifikują się wszystkie zamówienia o wartości nieprzekraczającej 144 tys. euro, czyli minimalnego unijnego progu przetargowego. Takie rozwiązanie ma ułatwić partycypowanie w programie nawet niewielkim firmom, które nie mają doświadczenia w realizacji projektów rządowych, ale mają pomysł na rozwiązanie konkretnych problemów administracyjnych.

– Przede wszystkim zminimalizowaliśmy kryteria podmiotowe. Tutaj każdy w konkursie może wystartować, nie trzeba przygotowywać referencji, wadium. Wykorzystujemy konkurs, w którym najważniejszym kryterium jest pomysł. Tutaj nie to, kim jesteś, nie to, jaki jest twój zespół, tylko to, co zaprezentujesz ma znaczenie – przekonuje dyrektor programu GovTech Polska.

Rozwiązania z dziedziny GovTech cieszą się rosnącą popularnością na całym świecie. Singapurski rząd sięgnął po ten model współpracy biznesowej przy realizacji Narodowego Systemu Biometrycznej Identyfikacji Twarzy (NDIFBC), który w przyszłym roku ma wejść w fazę pierwszych testów. Narzędzie ma się sprawdzić w roli centralnego systemu identyfikacji i będzie wykorzystywane m.in. do weryfikacji tożsamości podczas składania zeznań finansowych czy wnoszenia opłat urzędowych.

Potencjał tej branży dostrzegli także założyciele amerykańskiej firmy Govtech Fund, która ma ułatwiać małym i średnim przedsiębiorstwom nawiązywanie współpracy przy realizacji projektów rządowych. Fundusz inwestycyjny ma pełnić rolę doradczą oraz inwestycyjną, firma planuje wspomagać młode start-upy w zaistnieniu na rynku globalnym.

– Ideą naszego programu jest to, aby pomysłodawca mógł wdrożyć rozwiązanie. Ogłaszając konkretne wyzwanie, ministerstwo bądź miasto zobowiązuje się do tego, że na koniec chce kupić i wdrożyć to rozwiązanie – twierdzi Justyna Orłowska.

Według analiz przeprowadzonych przez Govtech Fund wartość globalnych rozwiązań z branży GovTech przekracza 400 mld dol.

Pracodawcy RP: Czy sieć szpitali doczeka się ewaluacji?

Już ponad 400 dni temu weszła w życie nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, która wprowadziła w Polsce tzw. sieć szpitali. Sieć działa od 13 miesięcy, a nadal nie można doczekać się podsumowania jej funkcjonowania.

Pracodawcy RP wierzyli, że Ministerstwo Zdrowia, jako racjonalny ustawodawca, przeprowadzi we współpracy z Narodowym Funduszem Zdrowia ewaluację tzw. sieci szpitali i podejmie zapowiadane działania korygujące jej funkcjonowanie w oparciu o twarde dane statystyczne.

Niestety minął październik, mamy połowę listopada, a MZ i NFZ milczą – mimo wielu zapowiedzi, że pierwsze podsumowania pojawią się po roku.
W związku z tym Pracodawcy RP czują się zobowiązani przekazać swoją opinię o nowym systemie funkcjonowania i rozliczania szpitali.

Przede wszystkim uważamy, że system nie uległ istotnym zmianom z punkty widzenia pacjenta. Nie zauważyliśmy skrócenia kolejek, poprawy dostępności do świadczeń medycznych, lepszego gospodarowania środkami przez szpitale, czy też zmniejszenia zadłużenia sektora szpitali – mimo otrzymania dodatkowych funduszy na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną (AOS). Środki przeznaczane na leczenie szpitalne według planu NFZ wzrosły z 38,7 mld zł (według ostatniej dostępnej wersji planu finansowego) do 42,1 mld zł. Mimo, iż do szpitali trafiło dodatkowo prawie 3,5 mld zł, nie obserwuje się znaczącego skrócenia kolejek do usług medycznych. Trzeba jeszcze przypomnieć, że Fundusz zdecydował się w wielu przypadkach aneksować umowy z podmiotami świadczącymi usługi w zakresie AOS: prywatni świadczeniodawcy, wielokrotnie przy przedłużaniu umowy, otrzymywali istotnie niższą propozycję kontraktu.

To tylko pobieżne obserwacje, gdyż dane NFZ z pierwszego półrocza jednoznacznie pokazują, że kolejki nie mogą się zmniejszać, jeśli maleje liczba przyjętych pacjentów zarówno w AOS, jak i w szpitalu. Przypomnijmy, że w I połowie 2017 r. wartość świadczeń udzielonych w szpitalach wyniosła 9,75 mln zł, a w analogicznym okresie 2018 r. już tylko 8,89 mln zł. W tych samych okresach koszty pobytów w oddziałach szpitalnych wyniosły odpowiednio 5,1 mln zł i 4,65 mln zł.

Oczywiście zmniejszanie się liczby wykazanych świadczeń nie świadczy o tym, że dostępność się pogarsza i nie musi to być zły trend, ale wymaga głębszej analizy na podstawie danych, jakimi przecież dysponuje NFZ.

Nadal liczymy, że Minister Zdrowia zdecyduje się na publicznie pokazać, czy sieć szpitali spełnia swoją rolę oraz czy finansowanie ryczałtowe jest rzeczywistym sukcesem dla uczestników systemu, a przede wszystkim dla pacjentów.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Polska „budowlanka” nadal w okowach biurokracji? Spadek w rankingu Doing Business

Ostatnio sporo mówi się o najnowszej edycji prestiżowego rankingu Doing Business. To zainteresowanie nie ma jednak związku z awansem Polski we wspomnianym zestawieniu. Wręcz przeciwnie – nasz kraj odnotował dość bolesny spadek o sześć pozycji (na 33 miejsce). To niepokojąca zmiana zważywszy na fakt, że rok wcześniej też odnotowano spadek Polski (z 24 pozycji na 27 pozycję). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy pogarszająca się lokata Polski w rankingu Doing Business, ma jakiś związek z biurokracją dotyczącą inwestycji budowlanych.

Bank Światowy sprawdza trzy budowlane kwestie

Ranking Doing Business cieszy się sporym zainteresowaniem nie tylko ze względu na prestiż Banku Światowego, czyli instytucji czuwającej nad jego publikacją. Duże znaczenie ma również przemyślana i szczegółowa metodologia. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl Bank Światowy w ramach swojego sztandarowego rankingu już od dłuższego czasu uwzględnia trzy kategorie dotyczące łatwości prowadzenia inwestycji budowlanych. Chodzi o ocenę łatwości załatwienia przez przedsiębiorstwo następujących spraw:

  • uzyskania pozwoleń na budowę i użytkowanie nowego magazynu
  • podłączenia prądu do nowego magazynu
  • zakupu działki z istniejącym magazynem

Bank Światowy przy pomocy ekspertów z całego świata (m.in. Polski), ocenia czas załatwienia wspomnianych spraw, liczbę potrzebnych procedur oraz łączny koszt biurokracji z punktu widzenia przedsiębiorstwa. W przypadku każdego kraju uwzględniane są również trzy specjalne indeksy. Mowa o wskaźnikach dotyczących: przejrzystości taryf energetycznych i stabilności dostaw prądu, jakości kontroli i regulacji budowlanych oraz jakości administracji związanej z gospodarką przestrzenną.

Spora poprawa miała miejsce w 2012 r. oraz 2013 r.

Poniższy wykres portalu RynekPierwotny.pl informuje, jak zmieniał się czas załatwiania trzech rodzajów nieruchomościowych spraw badanych w ramach rankingów Doing Business. To właśnie czas postępowania administracyjnego jest przez wiele osób postrzegany jako główna miara uciążliwości biurokracji. Prezentowane poniżej informacje wskazują, że w trzech ostatnich edycjach rankingu Doing Business (DB 2017, DB 2018, DB 2019) nie zmienił się czas załatwiania analizowanych spraw przez przykładowe przedsiębiorstwo. Taka stagnacja może wydawać się niepokojąca, ponieważ ostatnie bardzo wyraźne i pozytywne zmiany rankingowe miały miejsce w edycjach badania DB 2012 oraz DB 2013. Wtedy znacząco skrócił się czas potrzebny na załatwienie pozwoleń budowlanych (DB 2011 – 288 dni, DB 2012 – 173 dni) oraz sfinalizowanie zakupu nieruchomości firmowej (DB 2012 – 150 dni, DB 2013 – 52 dni). Te zmiany były związane m.in. z informatyzacją ksiąg wieczystych i nowelizacją przepisów dotyczących pozwoleń na inwestycje budowlane.Doing Business RP 2019 wyk.1

Rankingowa konkurencja niestety jest bardzo duża

Analiza najnowszego rankingu Doing Business wskazuje, że kategorie dotyczące inwestycji budowlanych nie wpływają najgorzej na sumaryczną pozycję Polski. Nasz kraj wśród 190 analizowanych państw zajmuje odpowiednio: 40 miejsce (pozwolenia budowlane), 58 miejsce (podłączenie prądu) oraz 41 miejsce (zakup nieruchomości). Gorzej są oceniane aspekty dotyczące zakładania działalności gospodarczej (121 miejsce) oraz łatwości płacenia podatków przez przedsiębiorców (69 miejsce).

Szczegółowe wyniki rankingu Doing Business związane z „budowlanymi” kategoriami wskazują jednak, że brak szerzej zakrojonych reform może skutkować stopniowym pogarszaniem się inwestycyjnego wizerunku Polski. Dobry przykład stanowi kategoria dotycząca podłączenia prądu do modelowego magazynu. Polska odnotowała tutaj spadek (DB 2016 – 49 miejsce, DB 2019 – 58 miejsce), pomimo że nieco zmniejszył się czas załatwienia całej procedury oraz jej koszt w relacji do dochodu per capita (zobacz poniższa tabela). Ten przykład pokazuje, że rankingowa konkurencja jest bardzo wzmożona. Presję wywierają przede wszystkim kraje rozwijające się gospodarczo. Traktują one ranking Doing Business jako darmową i wiarygodną reklamę skierowaną do zagranicznych inwestorów. Polski rząd również powinien prezentować taki punkt widzenia.     Doing Business RP 2019 tab.1

Skutki zniesienia limitu składek na ZUS – koszty wyższe niż korzyści

Ustawa dot. zniesienia limitu składek ZUS osób zatrudnionych na podstawie umowy o pracę zakłada, że osoby zarabiające rocznie powyżej 30-krotności średniej pensji będą płacić składki przez cały rok (dziś przestają je płacić po przekroczeniu w danym roku pułapu 30-krotności średniej pensji – w 2018 r. jest to kwota 133,3 tys. zł). Według raportu „Skutki zniesienia limitu składek na ZUS” przygotowanego przez Fundację Republikańską we współpracy z ABSL, wejście w życie Ustawy przyniesie efekty przeciwne od planowanych, znacząco podniesie koszty pracy, jest też niespójne z rządową Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Zgodnie z Oceną Skutków Regulacji (OSR) przygotowaną przez Ministerstwo Rodziny, zmiany dotkną około 350 tysięcy pracowników zarabiających na umowy o pracę powyżej 11.107,50 zł brutto miesięcznie, a wpływy do sektora publicznego miałyby wzrosnąć o około 5,6 mld zł rocznie. – OSR nie określiła jednak, jaki będzie wzrost kosztów zatrudnienia – zarówno w sektorze prywatnym, jak i publicznym, jaki będzie spadek dochodów pracowników, ilu pracowników potencjalnie zmieni formę zatrudnienia w celu optymalizacji swojego dochodu, ilu pracowników zdecyduje się na emigrację oraz czy i jak zmiana ta wpłynie na spadek konkurencyjności polskiego rynku pracy. Warto przeanalizować te czynniki, mówi Dominik Mazur, Wiceprezes Fundacji Republikańskiej.

Dla średniego wynagrodzenia w grupie pracowników, których obejmie zmiana, spadek wynagrodzenia netto po wprowadzeniu nowej ustawy wyniesie prawie 500 zł miesięcznie. Po stronie pracodawców nastąpi z kolei wzrost kosztów pracy. Całkowity wzrost składki na ZUS wyniesie 1.780 zł, jeśli zsumuje się składki płacone przez pracownika i pracodawcę.

Proponowane zmiany mogą spowodować zwiększenie liczby pracowników przechodzących na samozatrudnienie, którzy odprowadzają znacząco niższą składkę miesięczną do ZUS. Warto zauważyć, że już dziś Polska charakteryzuje się dużą wartością wskaźnika samozatrudnienia – według OECD wynosi on 20,7%, co daje 9. miejsce wśród państw członkowskich i 3. w Europie. Przechodzenie na samozatrudnienie spowoduje również obniżenie wpływów z tytułu PIT oraz wpłat do ZUS – w takim przypadku cel Ustawy znoszącej limit w postaci zwiększonych przychodów do budżetu nie zostanie osiągnięty.

Innym problemem może być kolejna fala emigracji. Pracodawcy obawiają się utraty konkurencyjności na rzecz zagranicznych rynków pracy, gdzie obciążenia podatkowe są niższe, czego efektem może być emigracja zarobkowa specjalistów za granicę – dobrze wykształceni, znający języki obce specjaliści bez trudu znajdą pracę w swojej specjalizacji w innych krajach, gdzie zarobią więcej.

Wejście w życie Ustawy dodatkowo zmniejszy efektywność polskiego rynku pracy. W publikowanym corocznie przez Światowe Forum Ekonomiczne „Global Competitiveness Report” konkurencyjność Polski jest niska ze względu na efektywność polskiego rynku pracy. W najnowszym rankingu kwalifikujemy się na 39. miejscu na świecie, jednak pod względem efektywności jesteśmy na 78. pozycji, za takimi państwami jak Kazachstan, Botswana czy Peru.

Nowa ustawa spowoduje także znaczny wzrost nierówności w wysokościach wypłacanych emerytur w przyszłości. Grupa dotknięta zmianami będzie w stanie uzbierać emerytury w wysokości nawet kilkunastokrotnie przekraczającej przeciętną wysokość świadczeń emerytalnych (np. przeciętny 35 latek, zarabiający dziś około 17 tys. zł brutto, mógłby otrzymać o około 1900 zł miesięcznie większą emeryturę). Spowoduje to pogorszenie wypłacalności Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i jeszcze silniejsze uzależnienie od budżetu państwa.

Warto zaznaczyć, że znaczna część pracowników zarabiających powyżej limitu składek jest związana z sektorem nowoczesnych usług biznesowych (średnie zarobki na stanowiskach specjalistycznych to ponad 11 000 zł miesięcznie brutto). Według danych ABSL zmiana dotknie ok. 35% zatrudnionych, a w segmencie badawczo-rozwojowym – nawet między 60 a 80%. Taka skala zjawiska stanowi realne zagrożenie dla tempa rozwoju tej dotąd dynamicznie rozwijającej się branży, w której tylko w ciągu ostatnich dwóch lat powstało ponad 65 tysięcy nowych miejsc pracy, a aż 74% przedsiębiorstw planuje poszerzyć swoją działalność, co świadczy o ambitnych planach rozwojowych.

Rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR) podkreśla rolę innowacyjnych przedsiębiorstw w realizacji ambitnych celów. Udział przychodów netto ze sprzedaży produktów innowacyjnych (nowych lub istotnie ulepszonych) w przychodach netto ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów w przedsiębiorstwach przemysłowych i usługowych ma wynosić dla sektora usług kolejno: 3,3% w 2015 roku, 4,0% w 2020 roku oraz 6,0% w 2030 roku. Wiele przedsiębiorstw z sektora usług biznesowych to firmy o wysokiej innowacyjności (np. IT czy B+R), w związku z czym zniesienie limitu podniesie koszty pracodawców średnio o ponad 5% i może zmniejszyć nakłady na innowacyjność, badania i rozwój. W tym kontekście wprowadzenie Ustawy przyniesie przeciwne efekty do planowanych w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju.

Wzrost kosztów pracy wysokiej klasy specjalistów spowoduje zmniejszenie atrakcyjności tworzenia w Polsce innowacyjnych miejsc pracy, co również jest sprzeczne z celami SOR, zakładającej m.in. tworzenie w naszym kraju miejsc pracy wysokiej jakości, a co za tym idzie – wysoko wynagradzanych.

Wolne 12-go niekorzystne dla złotego

12 listopada złoty był w odwrocie względem większości głównych walut. NBP aktualizowało prognozy dla Polski. Inflacja przyspieszy. Ropa naftowa znów spada.

Wolne niekorzystne dla złotego

Poniedziałek przez brak inwestorów z Polski, którzy w sporej części mieli wolne złoty był w odwrocie. Euro podrożało o 1,5 grosza, mocniej w górę szedł za to frank, który podrożał o 3 grosze. Powodem tej różnicy był ruch na parze EURCHF. Inwestorzy w obawie o relacje Włochy-Komisja Europejska przenoszą środki w bezpieczniejsze kierunki. To właśnie dlatego względem euro zyskiwał frank uważany zwyczajowo za bezpieczną przystań na trudne czasy.

NBP podnosi prognozy inflacji

Według nowych prognozy inflacja ma wynieść w 2019 roku 3,2%. Pomimo tego, że to istotnie wyższy poziom niż obecnie to w dalszym ciągu jest to w zakresie celu inflacyjnego. Wynosi on obecnie 2,5% z tolerancją +/-1%. Gdyby poziom ten został przekroczony można by się spodziewać, że Rada Polityki Pieniężnej zacznie reagować podnosząc stopy procentowe. Tak długo jak jednak inflacja nie przekracza celu a Unia Europejska nie podniesie stóp procentowych u siebie RPP również nie reaguje. Gdyby jednak reagowała to należałoby się spodziewać umocnienia waluty w reakcji na wzrost stóp procentowych.

Ropa nadal w dół

Ostatnie posiedzenie OPEC nie przyniosło ważnych decyzji. Wielu analityków spodziewało się, że dojdzie wtedy do deklaracji o zmniejszeniu wydobycia. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Obserwatorzy wskazują jednak, że pewną okazją na wzrosty są ryzyka w związku z napięciami na linii USA-Iran. Teheran zapowiada, że użyje marynarki do obrony swoich tankowców. Powodem jest dążenie USA do zablokowania dostępu dla irańskich tankowców do portów przeładunkowych (grożąc sankcjami) oraz do kanałów. Próby sił na takim poziomie nie działają uspokajająco na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 20:00 – USA – budżet federalny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Powstanie Związek Pracodawców Branży Komunikacji Elektronicznej

Spółki z sektora komunikacji elektronicznej dla biznesu powołają Związek Pracodawców Branży Komunikacji Elektronicznej. Podmioty podpisały list intencyjny, obecnie trwają czynności formalne w celu oficjalnego zawiązania współpracy. Inicjatywa skupia firmy reprezentujące około 90 proc. rynku komunikacji masowej w Polsce i ma na celu m.in. szerzenie wiedzy na temat technologii mobilnych w biznesie, prowadzenia badań dotyczących rynku oraz rozwój i efektywne wykorzystanie nowych technologii.

Związek Pracodawców zawiązuje 20 podmiotów, w tym 5 największych spółek w obszarze komunikacji SMS, które reprezentują blisko 90 proc. rynku masowej komunikacji SMS w Polsce, zarówno pod względem liczby obsługiwanych klientów, jak i generowanego ruchu SMS. W jego skład wejdą LINK Mobility Poland (SMSAPI.pl), Materna Communications (mprofi.pl), SerwerSMS Polska (SerwerSMS.pl), Tide Software (tidesoftware.pl) oraz Vercom (redlink.pl). Związek jest otwarty na kolejne podmioty działające w obszarze nowoczesnych kanałów komunikacji elektronicznej, zarówno mobile, chatbotów czy komunikacji e-mail.

Wspólnie z przedstawicielami największych podmiotów z branży zdecydowaliśmy o powołaniu Związku Pracodawców Branży Komunikacji Elektronicznej. Potrzebujemy organizacji, w której jako specjaliści z tej dyscypliny moglibyśmy wspólnie rozwijać wiedzę i dzielić się doświadczaniem. Związek będzie reprezentować wspólne interesy np. w kwestiach projektów rozwiązań prawnych w dziedzinie telekomunikacji, w rozmowach i negocjacjach z operatorami telekomunikacyjnymi i prezentować specjalistyczne opinie w sprawach związanych z komunikacją mobilną. – mówi Krzysztof Szyszka, prezes Vercom S.A.

Związek tworzony przez spółki z branży ma na celu reprezentowanie wspólnej opinii w sprawach komunikacji mobilnej. To szczególnie ważny aspekt przy wdrażaniu nowych rozwiązań technologicznych oraz legislacyjnych. – Chcemy reprezentować spójne stanowisko w kwestiach zmian, które będą dotyczyć nas wszystkich. Jako Związek planujemy sprawnie porozumieć się z operatorami telekomunikacyjnymi, co jest niezbędne by zapewnić powszechną dostępność do nowych technologii, np. wiadomości RCS. Wierzymy, że niedługo będą one podstawą komunikacji mobilnej, dlatego zależy nam na wynegocjowaniu korzystnych warunków współpracy, które będą wpływać na całą branżę. – komentuje Daniel Zawiliński, dyrektor zarządzający SerwerSMS Polska

Przedstawicielom spółek, które wejdą w skład organizacji przyświeca również idea szerzenia wiedzy na temat technologii mobilnych w Polsce. Związek planuje aranżować seminaria, konferencje i inne formy wymiany poglądów, doświadczeń, a także przekazywania wiedzy. – To niezwykła okazja dla każdej ze spółek, aby dzielić się wiedzą, doświadczeniem i jeszcze skuteczniej edukować rynek. Wydarzenia, które chcemy organizować będą skierowane do biznesów wszystkich branż. Pokażemy jakie korzyści płyną z wykorzystania technologii mobilnych i komunikacji tekstowej, jak wysoką mają skuteczność, oraz jak w łatwy sposób tworzyć kampanie omnichannelowe. – dodaje Wojciech Kaczmarek, prezes LINK Mobility Poland

Komunikacja mobilna jest dynamicznie rozwijającą się i szybko zmieniająca się branżą. To powoduje konieczność ciągłego kształcenia, poszukiwania nowych koncepcji i prowadzenia badań rynkowych. – W ramach współpracy powołamy zespół, który będzie działał w celu efektywnego wdrożenia i wykorzystania nowych technologii mobilnych na polskim rynku. Chcemy jak najszybciej wprowadzać pojawiające się innowacje, aby nie tylko podążać za trendami, ale je wyznaczać. Wierzymy, że w oparciu o przewagi w nowych, nowatorskich niszach, będziemy mogli również rozwijać działalność na zagranicznych rynkach. – informuje Piotr Herman, dyrektor zarządzający Materna Communications

Związek Pracodawców będzie realizował również zadania z zakresu badań i analizy rynku oraz doradztwa na rzecz członków Związku. W porozumieniu stworzony zostanie także obszar, który pomoże w rekrutacji pracowników. – W tak specjalistycznej branży, jaką jest sektor technologii mobilnych, cały czas potrzebujemy nowych, ambitnych i dobrze wykształconych pracowników. Chcielibyśmy edukować młodych i zaangażowanych ludzi, aby mogli rozwijać się w tym obszarze, ale także pozyskiwać ekspertów z branży. Przy tak dużym dostępie do wiedzy, którą możemy im zaoferować, będzie to znacznie prostsze, niż gdybyśmy mieli to robić w pojedynkę. – mówi Janusz Pytlak, wiceprezes Tide Software

Sztuka perswazji w sprzedaży

Czy można stosować wobec innych techniki perswazji, a jednocześnie pozostawać szczerym i autentycznym? Pozornie może to się wydawać sprzecznością, ale w praktyce każdy, kto próbuje przekonać do czegokolwiek drugą osobę, stosuje perswazję. I nie musi to mieć nic wspólnego z manipulacją.

Każdy musi czasem przekonać drugą osobę do siebie (by wzbudzić zaufanie) lub do swoich pomysłów (by móc osiągnąć swoje cele) – i w równej mierze dotyczy to życia prywatnego, jak i zawodowego.

– Najprostszą techniką perswazji jest argumentacja – mówi Arkadiusz Bober, trener w firmie szkoleniowej Effect Group. – Pokazujemy drugiej osobie, dlaczego jesteśmy przekonani do danego produktu lub pomysłu i w ten sposób próbujemy wpłynąć na sposób, w jaki postrzega dany temat. W przypadku sprzedawcy perswazja powinna przybierać kształt uczciwej, dobrze przekazanej informacji o produkcie – podkreśla.

Dobre intencje to podstawa

Na efektywność handlowca składa się wiele elementów – od naturalnych predyspozycji i osobowości, przez wiedzę o produkcie i zaangażowanie, po kompetencje narzędziowe. I dopiero wtedy, gdy wszystkie te warunki zostaną spełnione, mamy do czynienia ze sprzedawcą, który poradzi sobie nawet w sytuacjach trudnych i nietypowych.

Techniki perswazji i wywierania wpływu mogą stanowić bardzo duże wsparcie w sprzedaży i pozytywnie służyć zarówno handlowcowi, jak i klientowi. Aby jednak można było mówić o dwustronnym zwycięstwie, sprzedawca musi postępować etycznie. Narzędzia perswazji „w rękach” nieuczciwego handlowca zakończą się transakcją zadowalającą tylko jego. W konsekwencji jednak będzie to sprzedaż jednorazowa, ponieważ klient, który poczuje się oszukany, z pewnością nie będzie chciał dokonywać u tego sprzedawcy zakupów w przyszłości.

– Zakładając, że naszym celem jest długotrwała współpraca, to dzięki odpowiednio wykorzystywanym technikom perswazji rozmowy będą efektywniejsze i skróci się ich czas. A do tego wyeliminujemy błędy i nieporozumienia, co powinno przynieść korzyści obydwu stronom – twierdzi Arkadiusz Bober.

Zadbaj o dobry klimat

Dobry handlowiec wie, że poza rzeczowymi informacjami oraz argumentami dotyczącymi oferowanego produktu lub usługi bardzo istotne jest coś jeszcze – atmosfera, w jakiej przebiegać będzie sprzedaż. Dlatego doświadczony sprzedawca w pierwszej kolejności dba o to, by klient dobrze poczuł się w relacji z nim.

Jeśli mamy do czynienia ze spotkaniem biznesowym, potencjalny klient często  zapraszany jest do wygodnego pomieszczenia (w sali konferencyjnej lub nawet w restauracji), gdzie podając pyszną kawę i ciasto lub inne smakołyki możemy wywołać u niego przyjemne odczucia. Dobrze urządzone wnętrze, wygodny fotel, zrelaksowana postawa handlowca – wszystkie te „drobiazgi” mogą mieć duży wpływ na nastawienie klienta, a w konsekwencji, także na jego decyzję o współpracy. Jeśli w ślad za tym pójdzie miły ton głosu, przyjazne gesty i w końcu – merytoryczne przygotowanie i argumentacja sprzedawcy, wszystko to razem będzie sprzyjało interesom.

Należy przy tym pamiętać, że klienci mogą mieć różną wrażliwość, upodobania i uprzedzenia. To, co dla jednych będzie nawiązywaniem partnerskiej relacji, dla innych może być np. „przymilaniem się” lub przekraczaniem granic kontaktu profesjonalnego. Dlatego stosowane techniki i narzędzia zawsze należy dostosowywać do stylu zachowania i wrażliwości konkretnego klienta.

Poznaj potrzeby klienta

Stworzenie dobrej atmosfery, czy to podczas bezpośredniego spotkania, czy podczas rozmowy telefonicznej ma na celu skłonienie klienta do większej otwartości. Handlowiec chce w ten sposób sprawić, by klient poczuł się komfortowo i zaczął szczerze, bez obaw, przedstawiać swoją sytuację i potrzeby. Tylko wtedy bowiem sprzedawca będzie mógł zaproponować klientowi najbardziej odpowiednią ofertę (lub też szczerze przyznać, że takowej nie posiada). Bardziej bezpośredni sposób na docieranie do autentycznych potrzeb klienta sprowadza się do zadawania pytań, szczególnie tych o charakterze otwartym.

– Handlowcy najczęściej są ludźmi  z mocną osobowością i w związku z tym naciskają na ofertę, gloryfikują własny produkt, starają się dominować w rozmowie. W takiej sytuacji kupujący automatycznie przyjmuje pozycję obronną, co nie sprzyja dialogowi i  współpracy, a raczej skłania do rywalizacji i walki. Można tego uniknąć, korzystając z perswazyjnej funkcji pytań otwartych. Na im więcej pytań odpowie klient, tym bardziej otworzy się na nas i naszą propozycję – mówi trener Effect Group.

Szczególnie na początku rozmowy sprzedażowej warto skoncentrować się na pytaniach zaczynających się od: „co”, „gdzie”, „kiedy”, „jak”, „ile”, „na co”, „po co”. Osoba, która zgodzi się na nie odpowiedzieć, przedstawi sprzedawcy swoje przekonania, sposób myślenia, opowie o swoich celach, aspiracjach i problemach. W odpowiedzi sprzedawca może dopasować ofertę konkretnie do potrzeb rozmówcy.

Pytania zamknięte powinniśmy zadawać dopiero wtedy, gdy zyskamy już poczucie, że klient jest wstępnie zainteresowany współpracą lub konkretnym produktem. Wtedy pytanie można zacząć od „czy” (np. „czy jest pan zainteresowany współpracą?”).  Jest to pytanie zamknięte, ponieważ ostateczna odpowiedź może brzmieć tylko „tak” lub „nie”. W ten sposób mamy możliwość zweryfikować wolę klienta lub usłyszeć od niego prośbę o dodatkowe informacje.

Emocje, słowa i gesty w sprzedaży

Jeśli klientowi uda się całkowicie odciąć od własnych emocji, wówczas będzie mógł dokonać najbardziej racjonalnego zakupu. Nie da się jednak ukryć, że wszyscy jesteśmy ludźmi i emocje czasem biorą nad nami górę. Łatwo sobie wyobrazić np. ekscytację klienta związaną z zakupem wymarzonego samochodu. Sprzedawca może w takiej sytuacji próbować jeszcze „podkręcić” jego emocje, podkreślając korzyści z podjęcia szybkiej decyzji zakupowej.

– W negocjacjach często używa się technik służących do wyprowadzenia z równowagi przeciwnika. Wywołują one negatywne lub pozytywne emocje i dzięki temu odwracają uwagę od twardych danych, stając się jednocześnie efektywnym orężem – zauważa Arkadiusz Bober.

Na emocje, reakcje i w końcu decyzje klientów wpływ mają określone słowa, a nawet gesty. Błędem będzie chociażby prezentowanie zalet oferty w sposób odnoszący się do negatywnych skojarzeń. Używanie sformułowań typu „nigdy się nie spóźniamy”, „reagujemy szybko na awarię” lub „nasza firma przyjmuje wszystkie reklamacje” sprawia, że klient automatycznie myśli właśnie o spóźnieniach, awariach i reklamacjach. Nie oznacza to, że wszystkie sformułowania muszą mieć zabarwienie jednoznacznie pozytywnie, warto jednak zadbać o odpowiednie proporcje. Lepiej eksponować to, co klient może zyskać (np. „terminowość”, „szybką realizację usług”, „niezawodne działanie”, czy „świetny serwis”).

O ile jednak nad słowami zapanować jest stosunkowo łatwo, o tyle trudniej zadbać o właściwą mowę ciała. Postawa ciała drugiej osoby to taki element komunikacji, który odbieramy nieświadomie i również nieświadomie na niego odpowiadamy. Kiedy jesteśmy wciągnięci w rozmowę, często tracimy uważność i kontrolę nad własnym ciałem. Kiedy natomiast nasza uwaga wraca i zaczynamy animować gesty i postawy własnego ciała, wtedy jesteśmy w stanie skorygować postawę. Dzięki częstemu powtarzaniu pewnych zachowań, możemy wypracować sobie model „profesjonalnych” postaw.

– Najistotniejsze w tym procesie jest to, żeby zachować naturalność. Nic nas tak nie odstrasza drugiego człowieka, jak sztuczna, wyreżyserowania postawa. Nawet jeśli wygląda to profesjonalnie, to kontakt z tak idealną osobą może wywoływać u rozmówcy dyskomfort. Lepiej więc nie przesadzać z wyuczonymi postawami, a starać się zachowywać „normalnie” i swobodnie. Budowanie relacji jest o wiele przyjemniejsze, kiedy po drugiej stronie stoi człowiek taki jak my, nawet jeśli nie jest doskonały – mówi trener Effect Group.

Perswazja nie tylko dla handlowców

Jak wspomnieliśmy na początku, właściwie każdy człowiek w pewnych sytuacjach usiłuje wpływać na decyzje innych, a w innych sam jest do czegoś przekonywany. Szczególnie podczas kontaktów profesjonalnych znajomość technik perswazji może okazać się bardzo pomocna.

Drugą obok handlowców grupą osób, dla których techniki perswazji są codziennymi narzędziami pracy są menedżerowie. Kiedy wydają polecenia i organizują pracę innych ludzi, muszą być wiarygodni i skuteczni. To natomiast będzie zależało w dużym stopniu od sposobów, jakimi będą przekonywali pracowników do swoich racji i zdobywali akceptację dla swoich pomysłów.

– Każdy z kim załatwiamy jakąś sprawę wewnątrz firmy, staję się dla nas klientem wewnętrznym. I tu naturalnie zastosowanie ma ten sam warsztat narzędzi, które stosujemy w relacjach z klientami zewnętrznymi. Poprawne zastosowanie technik sprzedaży i perswazji może więc przynosić pożądane skutki bez względu na to, w jakim dziale firmy pracujemy – podkreśla Arkadiusz Bober.

Nic więc dziwnego, że obecnie na szkoleniach z perswazji coraz częściej pojawiają się także pracownicy działów logistyki, marketingu, kadr i HR, czy produkcji. W niektórych przypadkach szkolenia pomagają w osiąganiu konkretnych celów, w innych służą do obrony przed technikami manipulacji.

Pamiętajmy, że jeśli pracujemy z ludźmi, oznacza to, że na pewno mamy do czynienia zarówno ze zjawiskami perswazji, jak i manipulacji. Warto wtedy wiedzieć, jak je rozpoznać i jak na nie reagować.

FPP i CALPE: Zniesienie limitu 30-krotności to zły pomysł – państwo straci finansowo

Pracodawcy i związki zawodowe od miesięcy apelują o nie likwidowanie limitu składek na ZUS na poziomie 30-krotności pensji minimalnej. W długim terminie biedni będą dopłacać do emerytur bogatych, a państwo straci finansowo. Ponadto drastycznie zwiększy się rozwarstwienie poziomu emerytur, wpływy ze składki zdrowotnej zmniejszą się o ok. 270 mln zł, a samorządy otrzymają rocznie ok. 560 mln zł mniej z tytułu PIT. Brak właściwie przeprowadzonych konsultacji społecznych był powodem skierowania przez Prezydenta ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Zastrzeżenia te są w pełni uzasadnione.

Polski system ubezpieczeń społecznych działa w oparciu o regułę zdefiniowanej składki, którą najprościej można wyjaśnić słowami: jakie płacimy składki, taką otrzymamy emeryturę. Obecnie z powodu obowiązywania limitu składek, wysokość emerytur wypłacanych osobom najlepiej zarabiającym jest ograniczona przez naturalny górny pułap. Gdyby limit 30-krotności został zniesiony, składki byłyby płacone przez najbogatszych od całego ich dochodu. To powodowałoby automatyczny wzrost należnych im świadczeń. Powstałyby tzw. kominy emerytalne, a różnica pomiędzy najniższymi i najwyższymi emeryturami wypłacanymi przez ZUS wzrosłaby dramatycznie w stosunku do sytuacji, z jaką mamy do czynienia obecnie. Biorąc pod uwagę niekorzystne tendencje demograficzne oraz związane z nimi pogłębiające się niezbilansowanie systemu emerytalnego, mielibyśmy do czynienia z sytuacją, w której biedni – również przez płacone przez siebie podatki – będą dokładać się do wysokich emerytur bogatych.

„Zniesienie limitu składek spowoduje wzrost wpływów do systemu ubezpieczeń społecznych, na krótką metę poprawiając sytuację sektora finansów publicznych. W przeciwieństwie do podatków, za płacone składki obywatelom należą się konkretne świadczenia zwrotne ze strony państwa. W efekcie następuje akumulacja dodatkowych zobowiązań państwa, z których będzie musiało się w przyszłości wywiązać. Z powodu obniżenia podstawy opodatkowania po zwiększeniu efektywnego poziomu oskładkowania, więcej wpływów sektora publicznego zaczyna mieć charakter zwrotny (składki), a mniej bezzwrotny (podatki). Znosząc limit 30-krotności, budżet państwa poprawi sobie sytuację bieżącą kosztem jej pogorszenia w przyszłości, a więc wtedy, gdy sytuacja demograficzna i tak będzie znacznie mniej korzystna niż obecnie z punktu widzenia systemu emerytalnego” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Ograniczenie podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe jest częstym rozwiązaniem stosowanym w krajach rozwiniętych. Instrumentem redystrybucji dochodowej jest bowiem przede wszystkim system podatkowy, a nie ubezpieczenia społeczne. Także w innych krajach system emerytalny skonstruowano z myślą o tym, że celem jego funkcjonowania nie jest gwarantowanie bardzo wysokich emerytur osobom osiągającym bardzo wysokie dochody, w związku z czym zdefiniowano górny limit składek.

Ile podatnicy dopłacają do Kościoła?

Państwo wydaje rocznie ok. 1,2 mld zł na pensje katechetów. 0,5 mld zł łoży na działalność edukacyjną Kościoła katolickiego. Kontrowersyjny Fundusz Kościelny pochłania zaledwie 150 mln zł. Likwidacja tych rozwiązań przyniosłaby miliardowe oszczędności budżetowe. Ale na realizację takich działań w praktyce nie ma szans. Rezygnacja z lekcji religii w szkołach wymagałaby wypowiedzenia konkordatu, a wcześniej zmiany Konstytucji. Także opodatkowanie dochodów z datków na tacę jest praktycznie niemożliwe. Nie ma nad nimi żadnej kontroli. Objęcie duchownych podatkiem PIT byłoby krokiem do wprowadzenia równości podatkowej. Jednak wpływy do budżetu od 25 tys. duchownych miałyby marginalne znaczenie.

Finanse Kościoła niezagrożone

Odejście od państwowego finansowania działalności Kościoła katolickiego przyniosłoby rocznie oszczędności budżetowe na poziomie 1,8 mld zł. Tak uważa lewicowy polityk Robert Biedroń. By osiągnąć ten wynik, należałoby zlikwidować Fundusz Kościelny, nie finansować pensji katechetów, wprowadzić podatek PIT zamiast ryczałtu dla księży i pobierać daninę od zbiórek na tacę.

– Największy udział w tej kwocie mają koszty nauki religii w szkołach – ok. 1,2 mld zł. Fundusz Kościelny, służący głównie finansowaniu składek społecznych na ubezpieczenie księży, zakonników i katechetów to wydatki ok. 150 mln zł rocznie. Mniej więcej 500 mln zł pochłaniają dotacje na szkoły wyższe i inne placówki edukacyjne prowadzone przez Kościół. Do tego dochodzą pozostałe strumienie finansowania – informuje dr hab. Michał Mackiewicz, prof. Uniwersytetu Łódzkiego.

Według ekonomisty prof. Roberta Gwiazdowskiego, przewodniczącego rady Centrum im. Adama Smitha, pomysły odcięcia kleru od budżetu są nie do zrealizowania. Uważa on jednak, że postulaty likwidacji Funduszu Kościelnego i części innych przywilejów są racjonalne. Podkreśla, że choć Kościół poniósł straty materialne po II wojnie światowej, dotknęło to też wielu osób prywatnych. Ale tylko ta jedna organizacja uzyskała możliwości szybkiego zwrotu dóbr po roku 1989.

– Mam mieszane uczucia. W wielu aspektach dominacja Kościoła wykracza poza standardy. Koncepcje ograniczenia czy likwidacji finansowania tej instytucji stały się głośne po fali skandali związanych z przypadkami pedofilii. Być może te pomysły to odnowienie postulatów tradycyjnej socjaldemokracji, do tej pory liberalnej. Ale przesłaniają ważniejsze problemy ekonomiczne, jak kwestia równych praw podatkowych – komentuje Ryszard Bugaj, b. przewodniczący Unii Pracy i prof. w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN.

Fundusz Kościelny i katecheci

Próbę likwidacji Funduszu Kościelnego podjął w przeszłości rząd Donalda Tuska. Mimo wstępnego porozumienia państwa i Kościoła, dalszych działań zaniechano. Prof. Mackiewicz uważa, że likwidacja funduszu nie powinna podlegać dwustronnym negocjacjom. Oczekiwanie na zgodę władz kościelnych stawia problem na głowie. To nie jest świadczenie wzajemne, zatem decyzje należą wyłącznie do rządu. Fundusz wywodzi się z lat 50. XX wieku, miał zrekompensować utracone mienie. Lata później dobra oddawała Komisja Majątkowa. W efekcie doszło do sytuacji, w której przeszłe straty pokrywane są dwukrotnie.

– Pomysł zamknięcia Funduszu Kościelnego może zostać zrealizowany, ale powinien zostać zgłoszony przez ugrupowanie, które – słusznie czy niesłusznie – nie ma stempla antyklerykalnego. A Robert Biedroń ma taką pieczęć, więc jeszcze mocniej rozpali już rozgrzane emocje. A te warto studzić i działać racjonalnie. Bez wątpienia Kościół ma duży wpływ na życie polityczne – przekonuje prof. Bugaj.

Kontrowersje budzi też pomysł zaniechania opłacania z budżetu państwa pensji katechetów w szkołach. W opinii prof. Roberta Gwiazdowskiego, ważniejsze jest przeniesienie lekcji religii z powrotem do parafii, a nie zabranie wynagrodzeń. Tym bardziej, że katecheci to nie tylko księża, ale także osoby świeckie. Ekspert pyta, co w takim razie zrobić z kapelanami w szpitalach czy wojsku.

– W tym przypadku decyzje mają światopoglądowy, a nie finansowy charakter. Katechezy w placówkach edukacyjnych są przez uczniów traktowane jak wszystkie inne przedmioty. Odejście od tego rozwiązania przywróciłoby wagę takiego nauczania. A jednocześnie przyniosłoby miliardowe oszczędności w budżecie edukacji – stwierdza prof. Michał Mackiewicz.

Były przewodniczący Unii Pracy dodaje, że nauczania religii w szkołach nie da się zlikwidować bez wypowiedzenia konkordatu. A to niemal niemożliwe, ponieważ umowę między państwem a Kościołem katolickim wpisano do art. 25 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Wszelkie próby wprowadzania takich zmian wywołają ostre spory, nie tylko polityczne. Prof. INE PAN proponuje też rozważyć, czy finansowanie katechez przez państwo jest złe.

PIT i danina od tacy

– Opodatkowanie duchownych tak jak innych obywateli – podatkiem PIT zamiast ryczałtu – jest praktycznie niemożliwe. Przede wszystkim trudno określić, co jest osobistym przychodem księdza. Z otrzymywanych pieniędzy musi łożyć na utrzymanie np. kościoła i budynków parafialnych, czy opłacić koszty eksploatacji prądu lub gazu. To jałowy spór wokół podatku dochodowego, a ten należy zlikwidować. Wystarczą daniny od działalności gospodarczej i konsumpcji – twierdzi przewodniczący rady CAS.

Prof. Ryszard Bugaj zauważa, że w Polsce przywilejami podatkowymi cieszą się też inne grupy zawodowe. Liczebnie jest ich znacznie więcej niż duchownych. PIT od dochodów z prowadzenia gospodarstwa rolnego nie płacą np. rolnicy. Duchowni to grupa zaledwie 25 tys. osób. Dlatego wprowadzenie obowiązku uiszczania podatku dochodowego w tym przypadku miałoby dla budżetu państwa znaczenie marginalne.

– To jednak nie jest argument za utrzymaniem status quo. Usługi państwowe kosztują coraz więcej, więc uszczelnianie systemu podatkowego jest koniecznym posunięciem. Większe wpływy to szansa na złagodzenie rosnącego rozwarstwienia dochodów. Na finansowanie takich działań musimy się składać solidarnie, dotyczy to także księży. Jeśli założymy, że nie powinien ich obowiązywać PIT, bo uprzywilejowani są także inni, to nigdy nie wprowadzimy zasady równości podatkowej dla wszystkich – informuje prof. Michał Mackiewicz.

Inną możliwością pozyskania pieniędzy od kleru jest wprowadzenie danin od zbiórek na tacę. Prof. Gwiazdowski uważa, że to pomysł irracjonalny. Przekonuje, że to dobrowolne datki składane przez wiernych i nikt nie powinien się do nich wtrącać. Szczególnie ci, którzy nie uczestniczą w takich zbiórkach. Wierni przekazują pieniądze i godzą się, że ksiądz decyduje o ich przeznaczeniu. I uzupełnia, że tak nierozsądne koncepcje niwelują te uzasadnione, jak likwidacja Funduszu Kościelnego.

– Opodatkowanie dochodów z tacy w aktualnych warunkach byłoby trudne, tym bardziej, że finanse Kościoła katolickiego są poza jakąkolwiek kontrolą. W innych zgromadzeniach, np. protestanckich, zbiórki są nadzorowane przez wiernych, a po każdej sporządza się protokół. A to już może być podstawą do ustalenia wymiaru podatku – podsumowuje prof. Michał Mackiewicz.

Przewodniczący rady CAS konkluduje, że gdyby rzeczywiście ograniczono finansowanie Kościoła, to dodatkowe wpływy do budżetu zostałyby przekierowane gdzie indziej. Uważa, że z punktu widzenia budżetu i podatnika nie są to kwoty istotne ekonomicznie. A cała dyskusja dotyczy tylko sporów politycznych i gry na emocjach.

Ile kosztuje wychowanie dziecka w Polsce?

Koszt wychowania jednego dziecka przez pierwsze 18 lat jego życia to kwota ponad 305 000 zł. W wypadku pozostawania dziecka na utrzymaniu rodziców również w okresie studiów muszą oni liczyć się z kolejnym wydatkiem, ponad 130 000 zł (średnio 2186 zł miesięcznie). Można więc śmiało stwierdzić, że wychowanie jednego potomka to dla wielu polskich rodzin wysiłek finansowy na poziomie blisko pół miliona złotych, ponoszony w perspektywie około 25 lat. Jest to zatem wydatek porównywalny z kredytem hipotecznym na mieszkanie w dużym mieście. Wysokość kosztów wychowania dziecka została określona przez 1000 polskich rodziców w ramach badania przeprowadzonego przez ośrodek badawczy SW Research na zlecenie platformy do obniżania i opłacania rachunków za media MAM, która stale bada zachowania konsumenckie. Co składa się na tak wysoką kwotę wydawaną przez Polaków posiadających potomstwo?

Ile kosztuje wychowanie dziecka w PolsceWydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki

Wydatki związane z posiadaniem dzieci to nie tylko koszty, które pojawiają się już po ich przyjściu na świat. Jak wynika z deklaracji polskich rodziców, wydatki zaczynają się znacznie wcześniej. Ekspertom platformy MAM udało się określić, że ciąża oraz przygotowanie siebie i gospodarstwa domowego na pojawienie się nowego członka rodziny to łączny średni wydatek ok. 8500 zł!

Radość narodzin – szok dla portfela

Miesięczny koszt wychowywania dzieci rośnie równomiernie wraz z wiekiem pociech. Średnie miesięczne wydatki ponoszone na jedno dziecko w okresie niemowlęcym to niespełna 1050 zł, w wypadku nastolatka jest to już ok. 1500 zł, zaś studenta – niemal 2200 zł.

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie platformy MAM, średni koszt wychowania jednego dziecka do osiągnięcia przez nie pełnoletniości to ponad 305 000 zł. Jeśli rodzice decydują się na utrzymywanie swojej pociechy również w okresie studiów, muszą liczyć się z kolejnym wydatkiem w wysokości ponad 130 000 zł. Można zatem przyjąć, że wychowanie jednego dziecka, aż do jego wejścia w dorosłość (ukończenia studiów), to koszt blisko pół miliona złotych. Jest to wydatek porównywalny z kosztami nabycia mieszkania w dużym mieście w Polsce.

Pół miliona – ale na co? 

Pojawienie się nowego domownika to niemal automatyczne zwiększenie stałych comiesięcznych kosztów gospodarstwa domowego. Rachunki za podstawowe media (m.in. prąd, woda, gaz) wzrastają średnio o ok. 200 zł w skali miesiąca, wydatki na żywność o prawie 300 zł miesięcznie, a wydatki na chemię gospodarczą i kosmetyki, przynajmniej na początkowych etapach wychowywania dzieci – o prawie 260 zł miesięcznie. Istotną kategorię kosztów stanowi opieka zdrowotna dla dziecka. Co prawda 1/3 rodziców (31%) deklaruje, że nie ponosi dodatkowych kosztów, ponieważ korzysta jedynie z publicznych, bezpłatnych usług medycznych, jednak większość rodziców określa kwotę przeznaczaną na opiekę zdrowotną na ok. 314 zł miesięcznie. Dodatkowy koszt stanowi również opieka nad dziećmi. Około 22% Polaków korzysta z opiekunki do dzieci, co kosztuje ich średnio ponad 700 zł miesięcznie. Alternatywą są żłobki i przedszkola, później szkoły i oferowane przez nie świetlice. 70% biorących udział w badaniu platformy MAM rodziców zadeklarowało, że ich dzieci uczęszczają do jakiejś placówki edukacyjnej, z czego aż 20% przyznało, że jest to instytucja prywatna, za którą trzeba płacić dodatkowe czesne. Prywatna szkoła to wydatek od kilku do kilkunastu tysięcy złotych rocznie, jednak istnieją w Polsce placówki, gdzie roczne czesne to wydatek nawet 50 tysięcy złotych!

Zabawa i rozwój

Posiadanie dzieci to również koszty związane z ich rozwojem fizycznym i intelektualnym oraz zabawą. Okazuje się, że przeciętne polskie dziecko dostaje nowe zabawki nie częściej niż raz w miesiącu, a miesięczny budżet przeznaczany na takie zakupy to – zgodnie z deklaracjami ankietowanych uczestniczących w badaniu platformy MAM – ok. 200 zł. Średni miesięczny budżet na zakup książek dla dzieci to natomiast 127 zł.

Zdecydowanie wysoki priorytet w procesie wychowawczym i rozwojowym najmłodszych Polaków mają różnego rodzaju zajęcia dodatkowe i pozaszkolne. 70% dzieci uczęszcza na jakieś zajęcia, z czego zdecydowanie najczęściej są to lekcje języków obcych (28%) i zajęcia sportowe (30%). Koszty zajęć dodatkowych to niemały wysiłek dla portfela rodziców. Zajęcia sportowe to miesięczny wydatek rzędu 214 zł, nauka języków obcych to 260 zł miesięcznie, zaś lekcje gry na instrumencie i korepetycje indywidualne z przedmiotów szkolnych – to już koszt blisko 350 zł miesięcznie za każde. Budżet przeznaczany natomiast na atrakcje dodatkowe to najczęściej od 250 do 300 zł miesięcznie.

Dzieci, nawet przy wsparciu programu 500+, to w Polsce bardzo drogie „przedsięwzięcie”, na które nie każda rodzina może sobie pozwolić. Powodem ponoszenia tak wysokich kosztów jest w wielu wypadkach zmiana podejścia do wychowania potomstwa. Współcześni rodzice dużo chętniej niż poprzednie pokolenia inwestują we wszechstronny rozwój swoich pociech, zapewniają im dobrą edukację i odpowiednią dawkę wartościowej rozrywki. Dużo odpowiedzialniej traktują też m.in. ich zdrowie i żywienie. Takie podejście kosztuje, ale również przyniesie (lub już przynosi) znakomite efekty w postaci nowego pokolenia świetnie wykształconych, zdrowych Polaków. Dzieci, mimo że generują jedne z większych wydatków w skali całego życia ekonomicznego ich rodziców, są też najlepszą inwestycją, na której nie należy oszczędzać. Dlatego właśnie rodzice powinni cechować się zaradnością i szukać najlepszych dróg optymalizacji kosztów w innych sferach życia, aby dzięki powstałym w ten sposób oszczędnościom, zapewnić swoim pociechom jak najlepszą przyszłość.

Raport „Ile kosztuje dziecko” został opracowany na podstawie badania ilościowego przeprowadzonego metodą CAWI, przez ośrodek badawczy SW Research, na reprezentatywnej grupie 1000 rodziców dzieci w wieki do 24 r.ż., w dniach 04-07.09.2018 r.

Uwalniamy polski potencjał… na Podkarpaciu

Przed nami trzecia edycja Kongresu 590. Perspektywy rozwoju krajowej gospodarki, polskie inwestycje zagraniczne czy wyzwania na rynku pracy to tylko niektóre z zagadnień, które zostaną poruszone podczas wydarzenia. Poznamy także laureatów Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP.  

W dniach 15-16 listopada G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowe stanie się miejscem wymiany poglądów i doświadczeń przedstawicieli przedsiębiorstw, środowisk naukowych i politycznych. To właśnie w podrzeszowskiej Jasionce w sąsiedztwie międzynarodowego portu lotniczego odbędzie się jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w Polsce – Kongres 590.

Panelom dyskusyjnym podzielonym na kilkanaście bloków tematycznych przyświecać będzie jedno hasło – „Uwalniamy polski potencjał”. To właśnie narodowy rozwój gospodarczy i wspieranie przedsiębiorczości będą głównymi tematami rozmów. –  Już sama nazwa wydarzenia to nawiązanie do narodowego przemysłu i polskich produktów, które mają świadczyć o rosnącym potencjale naszego kraju. Podkarpackie to najlepsze miejsce do poruszania takich tematów, ponieważ nasz region jest coraz częściej kojarzony z szybkim rozwojem i kreowaniem innowacyjnych technologii. Podkarpackie również uwalnia swój potencjał – w oparciu o inteligentne specjalizacje, takie jak lotnictwo, motoryzację czy informatykę. To właśnie one w połączeniu z walorami przyrodniczymi stanowią nasze największe atuty i są motorem napędowym regionalnej gospodarki – przekonuje Władysław Ortyl, Marszałek Województwa Podkarpackiego.

Dla podkreślenia szczególnej roli, którą w polskiej gospodarce odgrywa sektor MŚP, po raz kolejny zostanie przygotowana dedykowana strefa, w której przedsiębiorstwa będą mogły zaprezentować swoje produkty i usługi, a także wziąć udział w licznych warsztatach. W trakcie imprezy poznamy również laureatów XVI edycji konkursu Nagroda Gospodarczej Prezydenta RP. W siedmiu kategoriach nominowanych zostało 21 przedsiębiorstw o wyróżniającym się wkładzie w polską gospodarkę oraz budowanie jej pozytywnego wizerunku poza granicami kraju. Wśród nich znalazły się firmy takie jak PKO BP, Ceramika Paradyż, Ekoenergetyka, Synthos, a także przedstawiciel podkarpackiego biznesu – firma Ultratech.

– Nasza firma zajmuje się produkcją części i podzespołów dla światowych firm z sektorów lotnictwa, inżynierii kosmicznej i energetyki. Od wielu lat realizujemy również różne projekty badawcze we współpracy z krajowymi i zagranicznymi jednostkami naukowymi. W ramach klastra Dolina Lotnicza aktywnie działamy na rzecz branży lotniczej w Polsce. Uzyskanie nominacji do tak prestiżowej nagrody to dla nas wielkie wyróżnienie i silna motywacja do dalszego rozwoju firmy – mówi Marek Bujny, wiceprezes firmy Ultratech nominowanej w kategorii Lider MŚP.

To nie pierwszy raz, kiedy w konkursie zostały docenione przedsiębiorstwa z Podkarpacia. W poprzedniej edycji w kategorii Międzynarodowy sukces nagrodę zdobyła firma Melex, jeden z najstarszych na świecie producentów pojazdów elektrycznych. W 2016 roku liderem kategorii MŚP została firma ML System, producent pierwszych na świecie drukowanych ogniw fotowoltaicznych. – Wyróżnienia zdobywane przez firmy z Podkarpacia to powód do dumy dla całego regionu, ponieważ są świadectwem ogromnego potencjału i przedsiębiorczości naszego społeczeństwa. Pokazują, że jako region wchodzimy na wyższy poziom innowacji. Trzymamy kciuki za tegorocznych nominowanych – dodaje Marszałek Ortyl.

Województwo podkarpackie po raz kolejny znalazło się w gronie partnerów wydarzenia. Dla odwiedzających G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowe przygotowana zostanie specjalna strefa biznesowo-wypoczynkowa pod szyldem województwa. Podczas wydarzenia nie zabraknie także regionalnych akcentów, takich jak występ Filharmonii Podkarpackiej czy uroczysta kolacja, w której główną rolę odegrają podkarpackie produkty regionalne. – Kongres 590, który stanowi jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w Polsce, dla G2A Arena jest prawdziwą nobilitacją. Po raz trzeci będziemy mogli chwalić się, ale przede wszystkim promować piękno Podkarpacia i jego ogromny potencjał. G2A Arena już po raz trzeci stanie się miejscem obrad, spotkań, konferencji i prelekcji, a przede wszystkim przestrzenią do networkingu.  Mam nadzieję, że biznesowe serce regionu, którym jest G2A Arena spełni swoją funkcję – komentuje Kamil Szymański, prezes zarządu CWK Operator, spółki zarządzającej G2A Arena Centrum Wystawienniczo-Kongresowym Województwa Podkarpackiego.

5 zachowań pracowników, które ułatwiają cyberprzestępcom życie

51% organizacji obawia się, że błąd pracowników może spowodować naruszenia ich bezpieczeństwa w sieci[1]. Ten niepokój jest uzasadniony. Hakerzy często bazują na socjotechnice i wykorzystują złe nawyki, niewiedzę, nieuwagę i zaniedbania człowieka. Jakie zachowania pracowników mogą skutkować utratą danych przez firmę?

Według prognoz do 2022 roku na świecie nawet 6 miliardów osób będzie korzystało z internetu[2]. Już teraz wielu pracowników ma niemal stały dostęp do urządzeń i aplikacji służbowych podłączonych do sieci. Nieuważne korzystanie z firmowej sieci, systemów lub sprzętu może otworzyć cyberprzestępcom drzwi do zasobów organizacji. Specjaliści Fortinet przedstawiają 5 obszarów działania pracowników, które stwarzają ryzyko dla bezpieczeństwa firmy.

  1. Jedno hasło na wielu kontach

Pracownicy często używają tych samych danych logowania na wielu różnych platformach, serwisach i aplikacjach, zarówno prywatnych, jak i służbowych. Stanowi to duże ryzyko, gdyż w momencie naruszenia jednego konta cyberprzestępca może wykorzystać dane uwierzytelniające na pozostałych. Wszyscy pracownicy powinni więc stosować unikalne, silne hasła, zwłaszcza do kont firmowych. Jednocześnie warto ograniczyć pracownikom dostęp do tych obszarów sieci organizacji, które nie są im potrzebne. W tym celu można skorzystać z narzędzi do zarządzania tożsamością wymuszających dwuetapową autoryzację czy wewnętrznych zapór sieciowych.

  1. Przesyłanie i przechowywanie danych poza systemem

Wyciek danych może być spowodowany także przenoszeniem przez pracowników poufnych informacji firmowych poza sprawdzone i zatwierdzone programy czy sieci. Osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo i kierujące zespołem powinny więc kontrolować, jakich urządzeń i aplikacji używają pracownicy oraz korzystać z rozwiązań ochrony punktów końcowych sieci i firewalli. Pozwoli to wykrywać wszystkie aplikacje i urządzenia w sieci oraz odpowiednio je klasyfikować – na stwarzające zagrożenie oraz zaufane.

  1. Nieuwaga podczas pracy zdalnej

Pracujący spoza biura korzystają z domowego internetu lub publicznych hotspotów, które często nie są odpowiednio zabezpieczone. Podczas połączenia z ogólnodostępnym Wi-Fi cyberprzestępcy mogą np. przechwycić dane przesyłane między użytkownikiem a firmowym systemem. Pracownik powinien więc upewnić się, czy wszystkie służbowe urządzenia łączą się z bezpieczną siecią oraz czy mają zainstalowane oprogramowanie VPN szyfrujące ruch sieciowy.

  1. Brak ostrożności przy otwieraniu e-maili i załączników

Wykorzystywanie poczty elektronicznej to wciąż popularny sposób na rozsyłanie złośliwego oprogramowania, m.in. przez phishing. Użytkownicy otrzymują wiadomości, których nadawca podszywa się pod znaną i zaufaną instytucję – bank czy firmę kurierską. E-maile za pomocą linków odsyłają do podstawionej strony, która przejmuje dane uwierzytelniające po tym jak użytkownik się na niej zaloguje lub infekuje urządzenie po otwarciu złośliwego załącznika. Ważne jest więc uświadamianie pracowników w kwestii zagrożeń, ale także wdrażanie mechanizmów kontrolnych.

  1. Aktywność w mediach społecznościowych

Portale społecznościowe to kolejne popularne miejsce rozpowszechniania złośliwych linków i wykradania wrażliwych danych osobowych, wykorzystywanych potem do przeprowadzania spersonalizowanych ataków. Ważne jest więc przeszkolenie pracowników w zakresie bezpiecznego korzystania z mediów społecznościowych na urządzeniach służbowych oraz w sieci firmowej, m.in. odrzucania zaproszeń i wiadomości od nieznajomych, zwłaszcza, jeśli zachęcają do kliknięcia w link.

Ważne jest, aby organizacje monitorowały, w jaki sposób pracownicy korzystają z sieci i urządzeń podczas wykonywania służbowych obowiązków. Powinny także pamiętać o wdrażaniu niezbędnych do tego narzędzi – tłumaczy Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Bezpieczne bramki pocztowe, firewalle, ochrona punktów końcowych i zabezpieczenia sieciowe czy zarządzanie dostępem są skuteczne, jeśli tworzą spójną architekturę zabezpieczeń. Odizolowane od siebie nie zapewnią kompleksowego nadzoru nad siecią.

[1] https://www.ca.com/content/dam/ca/us/files/ebook/insider-threat-report.pdf

[2] https://www.csoonline.com/article/3153707/security/top-cybersecurity-facts-figures-and-statistics.html

Sektor MŚP z zadowoleniem ocenia ostatnie 6 miesięcy

Ponad 45% przedsiębiorstw uważa, że w ostatnim półroczu klimat ekonomiczny sprzyjał prowadzeniu działalności – wynika z 16. fali badania Bibby MSP Index. To znaczny wzrost w porównaniu do 15. edycji raportu. Wówczas tylko 26% ankietowanych oceniło sytuację gospodarczą pozytywnie. Wyniki ten potwierdza również badanie przeprowadzone przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. W czerwcu 2018 r. 48% przedsiębiorców uznało koniunkturę na rynku za lepszą niż przed rokiem. Na optymizm polskich firm może wpływać pędząca w zawrotnym tempie krajowa gospodarka.

Optymizm mimo wyzwań finansowych

Najnowsze badanie Bibby MSP Index wskazuje, iż zdecydowana większość ankietowanych nie odnotowała pogorszenia się kondycji ekonomicznej swoich biznesów. Co więcej, niemal 30% z nich zauważyło jej poprawę. Wśród czynników, które w ostatnim półroczu okazały się największą przeszkodą w rozwoju przedsiębiorstw, dominowały trudności z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników. Odpowiedzi tej udzieliło przeszło 28% respondentów. Na podium uplasowała się także niepewność związana z nowymi regulacjami prawno-podatkowymi (11% wskazań) oraz zbyt duże obciążenia podatkowe (10%). Wyniki te znacznie różnią się od tych uzyskanych w poprzedniej edycji badania. Wówczas głównym czynnikiem utrudniającym rozwój działalności była niepewność co do nowych regulacji prawno-podatkowych (55,3% wskazań). Przedsiębiorcy w dalszej kolejności wskazywali także wysokie koszty pracy (54,6%) oraz niejasność przepisów prawnych/handlowych związanych z prowadzoną działalnością (47,7%).

Pozytywne nastroje i poprawa kondycji naszej gospodarki wpłynęły na liczbę powstających firm. W porównaniu z rokiem poprzednim liczba nowopowstałych firm wzrosła o 3,4% – wynika z badania PARP. Mimo poprawy nastrojów dla większości prowadzących biznes nadal problemem pozostają opóźnienia w płatnościach ze strony kontrahentów.

Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services
Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services

Niestety problem z zatorami finansowymi wśród MŚP wciąż przybiera na sile, potwierdzają to dane. W 14. fali badania Bibby MSP Index realizowanego we wrześniu 2017 roku wskazywało go 66,9% przedsiębiorstw. 15. fala przeprowadzona w kwietniu bieżącego roku to chwilowa poprawa sytuacji i 63,7% deklaracji zmagania się z opóźnieniami w płatnościach. W przeciągu ostatnich 6 miesięcy problem ten dotyczył już ponad 70% ankietowanych. Widzimy, że zagrożenie to ciągle narasta  – mówi Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Zatorom można zapobiegać

Możliwości uniknięcia opóźnień w płatnościach, które finalnie prowadzić mogą nawet do upadłości danego przedsiębiorstwa jest wiele. W ujęciu ostatniego półrocza przedsiębiorcy za najskuteczniejszą metodę walki z nieterminowo regulującymi swoje należności kontrahentami uznali dział księgowy, który na bieżąco monitoruje wszelkie płatności (74% wskazań). Odpowiedź ta uzyskała największe poparcie również w 15. fali badania, wtedy wskazało ją 61,3% badanych. Niemal 30% ankietowanych skłania się ku rozwiązaniu, w którym to właściciel/prezes firmy osobiście kontaktuje się z opóźniającymi swoje płatności.

Niewypłacalni klienci są dziś ogromnym zagrożeniem, a zarazem wyzwaniem dla prawidłowo funkcjonującego przedsiębiorstwa. Można próbować się przed nimi ustrzec. Warto wykorzystywać ogólnodostępne rejestry, raporty oraz bazy danych dotyczące dłużników, takie jak: Krajowy Rejestr Dłużników czy Biuro Informacji Kredytowej. Za ich pomocą można łatwo sprawdzić daną firmę, eliminując niegodnych zaufania przedsiębiorców – podsumowuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny firmy faktoringowej Bibby Financial Services.

Firmy chcąc uchronić się przed konsekwencjami współpracy z niewypłacalnymi kontrahentami coraz częściej decydują się na zewnętrzne wsparcie. Najpopularniejsze formy finansowania działalności przedsiębiorstwa to obecnie środki własne (ponad 78% odpowiedzi). Ponad połowa ankietowanych wskazuje, że korzysta z kredytu bankowego (50%). Popularnym wsparciem jest również faktoring (13%). Wybrało go już obecnie przeszło 15 tys. klientów – wskazuje Polski Związek Faktorów.

Bibby MSP Index to cykliczny projekt badawczy realizowany na zlecenie Bibby Financial Services. Celem badania jest pozyskanie informacji na temat aktualnej oceny sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, ich otoczenia zewnętrznego i klimatu ekonomicznego do prowadzenia biznesu w Polsce. Raport dostarcza także szacunkowych prognoz co do najbliższej (w perspektywie 6 miesięcy) przyszłości przedsiębiorstw. Na podstawie zebranych danych dotyczących zatrudnienia, sprzedaży, inwestycji, płynności finansowej oraz zadłużenia przedsiębiorstw wyznaczany jest wskaźnik (Bibby MSP Index) obrazujący kondycję firm z grupy MSP.

Kampania pt. „Płacę faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Skierowana jest do przedsiębiorców z sektora MŚP. Głównym celem działań jest zwiększenie świadomości przedsiębiorców o wadze płynności finansowej w każdym przedsiębiorstwie oraz wprowadzenie do świadomości sektora MŚP pojęcia „odpowiedzialność gospodarcza”.

Patronat honorowy nad działaniami objął: Polski Związek Faktorów.

Akcję wspierają również: Biuro Informacji Gospodarczej, Brytyjsko-Polska Izba Handlowa, Info Credit, Marsh Polska, Izba Polskich Przedsiębiorców, Vindicat.

Patroni medialni kampanii: 4budowlani.pl, 6krokow.pl, biznes2biznes.com, Business Magazine MANAGER, CEO Magazyn Polska, Eurologistics, Fintek.pl, Gazeta MSP, Gazeta Przemysłu Drzewnego i Meblarstwo, LOG24.pl, Logistics Manager, MŚP Biznes, My Company Polska, Production Manager, Strefawystawcy.pl, Transport Manager, Truck & Business.

Na zwrot podatku VAT poczekasz latami

Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, tylko w 1 procencie przypadków ubiegania się przez firmy o zwrot podatku naliczonego VAT przedłużono ustawowy termin do jego zwrotu. Przedsiębiorcy, których objęto weryfikacją zasadności zwrotu nadwyżki VAT, dobrze wiedzą, że oznacza to dla nich długie lata oczekiwania i ryzyko utraty płynności finansowej. Spór z fiskusem niejednokrotnie kończy się przed sądem administracyjnym.

Kontrole podatkowe, kontrole celno-skarbowe lub postępowania podatkowe

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zwrot różnicy między kwotą podatku naliczonego co do zasady następuje w terminie 60 dni od złożenia rozliczenia przez podatnika. Może on się jednak ubiegać o zwrot w przyspieszonym 25-dniowym terminie, o ile spełni szereg wymogów określonych w ustawie o VAT. Jednym z nich jest warunek, aby należności udokumentowane fakturami, z których wynika podatek do zwrotu, były w całości uregulowane za pośrednictwem rachunku bankowego, inne faktury są dopuszczalne pod warunkiem, że należności je dokumentujące nie przekraczają 15 000 zł. Konieczne jest również, aby podatnik przez 12 miesięcy poprzedzających okres, za który występuje o zwrot podatku, był zarejestrowany jako czynny podatnik i składał deklaracje za poszczególne okresy rozliczeniowe. Z kolei, jeśli przedsiębiorca za dany okres rozliczeniowy nie wykazał żadnych czynności opodatkowanych VAT, czyli – krótko mówiąc – nie dokonywał sprzedaży, a jedynie zakupów, w związku z którymi ubiega się o zwrot nadwyżki podatku naliczonego, naczelnik urzędu skarbowego może przedłużyć termin zwrotu do 180 dni od dnia złożenia deklaracji. Prawdziwy problem zaczyna się w momencie, kiedy organ uzna, że zasadność zwrotu wymaga dalszego zbadania. Wówczas może przedłużyć termin do czasu zakończenia weryfikacji w ramach czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub postępowania podatkowego. Doświadczenie uczy, że czynności te urzędnicy potrafią prowadzić bardzo długo i wnikliwie.

Duże sumy i długi czas oczekiwania

W odpowiedzi na interpelację poselską z dnia 30 czerwca 2018 r. resort finansów poinformował, że kwota wstrzymanych, czyli objętych weryfikacją zwrotów VAT wynosi prawie 800 mln złotych. Średni czas oczekiwania na zwrot wyniósł blisko 2 lata, ale w praktyce okazuje się on znacznie dłuższy. Jeśli wobec podatnika wszczęto np. kontrolę podatkową, nie ma w zasadzie szans, aby zwrot nastąpił przed jej zakończeniem. Urząd skarbowy będzie wydawał kolejne postanowienia o przedłużeniu terminu, nie bacząc na to, że podatnik tkwi w zawieszeniu, a widmo utraty płynności finansowej staje się coraz bardziej realne. Nie oznacza to oczywiście, że przedsiębiorca nie może podjąć żadnych środków pozwalających mu na dyskusję z organem podatkowym. Każde postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu podlega zaskarżeniu w drodze zażalenia do izby administracji skarbowej, a następnie skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Jeśli za każdym razem naczelnik urzędu skarbowego będzie prezentował tę samą argumentację, uzasadniając przedłużenie weryfikacji oczekiwaniem na wyniki czynności, które podjął wiele miesięcy temu, szansa na uchylenie takiego rozstrzygnięcia niewątpliwie wzrośnie. W sytuacji, gdy ze zgromadzonego w sprawie materiału wynika, że zasadność zwrotu nie budzi wątpliwości, a fiskus mimo to dalej będzie chciał ją badać, szala zwycięstwa znacząco przechyla się na korzyść podatnika. Przedłużanie terminu zwrotu, przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek inicjatywy ze strony organu, może stanowić podstawę do podniesienia przeciwko niemu zarzutu bezczynności lub przewlekłego prowadzenia postępowania. Gdy prowadzenie kontroli polega głównie na biernym oczekiwaniu na odpowiedź krajowych bądź zagranicznych organów podatkowych w sytuacji, gdy już przeprowadzone dowody i zgromadzone dokumenty jasno wskazują, że postępowanie winno zmierzać do końca, istnieje duże prawdopodobieństwo, że sąd administracyjny nakaże organowi zintensyfikować działania i załatwić sprawę w rozsądnym terminie. Jak wynika z obserwacji aktualnie prowadzonych procedur, urzędnicy, badając zasadność zwrotu VAT, niejednokrotnie ograniczają się do mozolnego gromadzenia informacji na temat kontrahentów kontrolowanego, co trudno uznać za efektywne działanie. Należy pamiętać, że w obowiązku organów leży załatwienie sprawy w rozsądnym terminie.

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą

Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Finansów wynika, że od początku 2012 r. zakwestionowano zasadność 1 763 zwrotów. Jedna trzecia z tych spraw do dnia udzielenia odpowiedzi na interpelację, czyli do 30 czerwca 2018 r., nie zakończyła się wydaniem jakiegokolwiek rozstrzygnięcia. Z kolei te, w których zapadły konkretne ustalenia, w przeważającej mierze kończyły się po myśli fiskusa. Nawet jeśli podatnicy ostatecznie odnieśli sukces i otrzymali zwrot podatku wraz z odsetkami, to w wielu przypadkach było to zwycięstwo pyrrusowe, gdyż ich płynność finansowa została mocno zachwiana. Biorąc pod uwagę, że pewna spółka zakończyła spór z Naczelnikiem Urzędu Skarbowego Warszawa-Praga o zwrot VAT za luty 1999 r. po ponad 16 latach batalii po to, aby ostatecznie dowiedzieć się, że nie uzyska go z powodu przedawnienia, zdecydowanie nie można sobie pozwolić na bierne oczekiwanie. Ważne jest, aby monitorować działania fiskusa i właściwie reagować na jego poczynania. Podejmując dyskusję z organem podatkowym, dobrze jest mieć po swojej stronie trafne argumenty, a przede wszystkim zręcznie poruszać się zarówno w gąszczu przepisów, jak i biurokratycznym labiryncie. Warto odpowiednio wcześnie zadbać o swoje interesy, tak aby proces ubiegania się o zwrot VAT przebiegł jak najsprawniej i zakończył się pomyślnie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.