VII edycja konferencji „Top Industry Summit” już za nami

Cztery panele dyskusyjne, trzy wystąpienia, trzydziestu prelegentów oraz czternastu nagrodzonych laureatów prestiżowych statuetek. Tak w skrócie wyglądała VII edycja konferencji „Top Industry Summit”, która odbyła się 7 listopada w warszawskim hotelu The Westin. Zwieńczeniem wydarzenia była uroczysta gala rozdania „Diamentów Top Industry”.

Top Industry Summit (1)Gościem Honorowym konferencji był Jerzy Kwieciński, Minister Inwestycji i Rozwoju, który w swoim wystąpieniu inaugurującym mówił o konieczności rozwoju ekosystemu dla innowacji i start-upów. Minister podkreślił również, że Polska jest najszybciej rozwijającą się gospodarką w Unii Europejskiej spośród dużych gospodarek. Na szczególne wyróżnienie w tym kontekście zasługuje branża motoryzacyjna i właśnie w elektromobilności oraz produkcji części do pojazdów elektrycznych powinniśmy upatrywać swojej szansy.

Top Industry Summit (3)Następnie przyszedł czas na wystąpienia zaproszonych prelegentów, które podzielone zostały na 4 panele dyskusyjne. Głównym tematem pierwszego panelu był przemysł w dobie robotyki i automatyki. Podsumowaniem dyskusji był zgodny wniosek panelistów, iż kluczowe jest wpisywanie się i nadążanie za postępującą rewolucją 4.0, aby przedsiębiorstwa nie straciły pozycji konkurencyjnej.

Top Industry Summit (2)Drugi panel skupił się na kwestiach dotyczących cyberbezpieczeństwa w erze AI, Big Data oraz Machine learning. Rozmawiano przede wszystkim o praktycznym wymiarze zastosowania nowych technologii, który objawia się poprzez m.in. inteligentne ogrzewanie budynków bazujące na tym czy ktoś przebywa w pomieszczeniu, zaawansowanym analizowaniu zachowań klienta podczas zakupów, czy rosnącego zastosowania dronów w przedsiębiorstwach.

Współczesna wizja mobilności i przyszłość branży motoryzacyjnej były głównymi tematami trzeciego panelu dyskusyjnego. Prelegenci podkreślali, że niezwykle istotne jest zachowanie balansu pomiędzy rozwijaniem ekotransportu a zabezpieczeniem łańcucha dostaw i rynku pracy, na którym coraz bardziej brakuje wykwalifikowanych pracowników. Dyskutanci podjęli również temat elektromobilności i napędów wodorowych.

Ostatni panel poświęcony był efektywności sektora gazowego i energetycznego w dobie czwartej rewolucji przemysłowej. Dyskutowano przede wszystkim o przyszłości i trendach panujących na rynku. Ważnym tematem były też sposoby finansowania inwestycji. Do tego zagadnienia odniósł się Pan Adam Burda, Dyrektor Departamentu Klienta Strategicznego-Energetyka, Paliwa i Nowe Technologie, PKO Bank Polski, który stwierdził, że coraz trudniej jest uzyskać finansowanie z banków na duże inwestycje energetyczne, czego przyczyną są m.in. ceny surowców kształtowane globalnie.

Punktem kulminacyjnym wydarzenia była wieczorna gala rozdaniaDiamentów Top Industry. Podczas ceremonii uhonorowane zostały najbardziej wyróżniające się spółki, projekty, produkty i osobowości w całej branży. W tym roku rozdano 10 diamentów i 4 wyróżnienia w 10 kategoriach!Top Industry Summit (4)

LAUREACI  „DIAMENTÓW TOP INDUSTRY”:

INWESTYCJA ROKU: Toyota Motor Poland – otwarcie nowej linii produkcyjnej w fabryce w Wałbrzychu, wyróżnienie – Enea S.A. – otwarcie nowego bloku energetycznego w Elektrowni Kozienice. PRODUKT ROKU: Fibrain – światłowód BDC-DX, wyróżnienie – Xerox Polska – asystent głosowy Gabi. OSOBOWOŚĆ ROKU: Dr Irena Eris – założycielka i współwłaścicielka, Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris, wyróżnienie – Katarzyna Byczkowska – Dyrektor Zarządzająca, BASF Polska. PODMIOT FINANSUJĄCY ROKU: Bank Gospodarstwa Krajowego. DORADCA ROKU: Sołtysiński Kawecki & Szlęzak. MECENAS START – UPU: Orange Polska S.A. SPÓŁKA ROKU: Wielton S.A. LIDER TECHNOLOGII: Synthos S.A. PARTNER PRZEMYSŁOWY ROKU: NASK Państwowy Instytut Badawczy. GLOBALNA MARKA ROKU: CCC S.A., wyróżnienie – OSHEE Polska.

Zakończyła się 5. edycja FinTech Digital Congress. Oto dochodowe modele współpracy z tradycyjnymi instytucjami

Rynek fintechów jest w Polsce tak rozwinięty, a firm tak dużo, że muszą się one skupić już nie tylko na świetnie działającym produkcie, ale też na tym, jak trafić do klientów i zdobyć ich masowe zaufanie. – Coraz skuteczniejsza staje się współpraca z bankami i innymi instytucjami finansowymi – powiedział Michał Pawlik, prezes SMEO, podczas FinTech Digital Congress.

FinTech Digital Congress – Michał Pawlik
Michał Pawlik, prezes SMEO, podczas FinTech Digital Congress

W Europie Środkowo-Wschodniej wartość rynku fintech szacowana jest na 2,2 mld euro (Deloitte, 2016). Polski system bankowy stawiany jest za wzór innowacji na skalę globalną – wystarczy spojrzeć na rozwój takich innowacyjnych usług jak płatności natychmiastowe czy BLIK, który powstał z inicjatywy sześciu polskich banków. – W dorosłe życie wchodzą osoby, które od urodzenia funkcjonują w świecie internetu i innego świata niejednokrotnie nie są sobie w stanie wyobrazić. 10 milionów klientów banków aktywnie używa tzw. bankowości mobilnej. Według informacji banków prawie 3 miliony z nich to tzw. użytkownicy „mobile only”, którzy z bankowości elektronicznej korzystają tylko za pośrednictwem telefonu – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIKA. Polskie fintechy szukają więc sprzymierzeńców wśród tradycyjnych instytucji finansowych. Zresztą, według specjalistów, właśnie współpraca banków z wyspecjalizowanymi firmami technologicznymi jest jednym z powodów wysokiej pozycji Polski w regionie.

FinTech Digital CongressW czasie ostatniej 5. edycji FinTech Digital Congress, która odbyła się 13-14 listopada w Warszawie, niemal 600 przedstawicieli polskiej i europejskiej branży fintech dzieliło się swoimi doświadczeniami, sukcesami i najnowszymi trendami.

Jak współpracować z instytucjami finansowymi?

O trzech modelach współpracy z bankami (i nie tylko) opowiedział podczas prezentacji „The Future of Fintech companies dedicated to SME Clients” Michał Pawlik, prezes SMEO, firmy fintechowej oferującej usługi faktoringu online.

Cross selling

To najprostsza forma współpracy. Partner biznesowy proponuje kolejne usługi (w tym wypadku faktoringowe) z pełnym brandingiem oferującej je instytucji (SMEO). Dzięki dokładnemu podążaniu za drogą zakupową klienta (od mailingu czy esemesa, poprzez landing page, aż do usługi), faktor wie, jaka prowizja należy się partnerowi.

White label

Ta usługa bardzo dobrze przyjęła się w szczególności w sektorze mikro i małych przedsiębiorców, którzy docenili prostotę i szybkość jej uruchomienia. Usługa jest „ukryta” w ofercie innego przedsiębiorstwa – np. banku. Te mogą, dzięki „zewnętrznej” firmie technologicznej, ograniczać dotychczasowe koszty obsługi, równocześnie poprawiając doświadczenia klientów. Dodają nową funkcjonalność, w którą nie inwestują ani swoich pieniędzy, ani zasobów, ale otrzymują procent od sprzedaży.

– Niewiele osób wie, że w Polsce „white labele” dobrze funkcjonują w branży pożyczkowej – powiedział Pawlik. – Natomiast w przypadku faktoringu w bankach, z którymi współpracujemy, faktoring oferowany jest jako produkt długoterminowy i relacyjny, przez co buduje on zaangażowanie i lojalność klientów banków. Dla banków jest to szczególnie ważne – podkreśla.

Integracja (co-branding)

Jest to model znajdujący się gdzieś pomiędzy cross sellingiem i white label. To wspólny produkt pod marką partnera biznesowego oraz fintechu. Pozwala wykorzystać zaufanie do partnera, ale też buduje rozpoznawalność fintechu. – W przypadku faktoringu integracja pozwala przeprowadzić cały proces wnioskowania o finansowanie (udzielanie limitu faktoringowego) oraz finansowania faktur w programie, na stronie www, aplikacji czy serwisie internetowym partnera – wytłumaczył Pawlik.

Edukacja, edukacja, edukacja…

„Aby efektywnie wykorzystać potencjał szybko rozwijającego się rynku, trzeba edukować swoich pracowników tak, aby nie bali się automatyzacji, digitalizacji i robotyzacji, a następnie wprowadzać nowoczesne rozwiązania do praktyk biznesowych. Firma, która otworzy się na zmiany będzie musiała również przeformułować swoją kulturę organizacji, dostosowując ją do nowych zasad” – uznali organizatorzy FinTech & InsurTech Digital Congress, którzy zdecydowali się zaproponować uczestnikom praktyczne panele dyskusyjne.

Profesor Krzysztof Jajuga – ekonomista związany z Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu – poprowadził rozmowę „Efektywność studiów w kontekście rewolucji technologicznej”. Wśród panelistów znaleźli się prof. Katarzyna Śledziewska z DELab (Uniwersytet Warszawski), Martin Zalewski z „The Mindful Eye” i Michał Pawlik ze SMEO. Profesor Śledziewska zwracała uwagę na problem związany z rozdźwiekiem pomiędzy systemem edukacji a przygotowaniem do pracy w środowisku biznesowym: – Jesteśmy rozliczani z zupełnie innych rzeczy – wykładów i publikacji naukowych, których niekiedy nikt nie jest potem w stanie przeczytać, łącznie z autorami – mówiła.

– Dobra sytuacja makroekonomiczna zmusza biznes do współpracy z uczelniami, by dotrzeć do potencjalnych pracowników na jak najwcześniejszym etapie – powiedział Pawlik.

Rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika według projektu nowej Ordynacji podatkowej

Projekt nowej Ordynacji podatkowej z dnia 4 lipca 2018 r. zmienia istotnie zasady ogólne prawa podatkowego, w tym głównie zasady prowadzenia postępowania podatkowego, jak również wprowadza nową instytucję „zobowiązanego”, którym będzie zazwyczaj podatnik w owym postępowaniu. Wśród istotnych zmian wymienić można m.in. wprowadzenie zasad, zgodnie z którymi niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego oraz stanu faktycznego rozstrzyga się na korzyść zobowiązanego. Można by od razu przyklasnąć fiskusowi światłych rozwiązań, gdyby nie pewne wyjątki od tych zasad. Czy nowe zasady to faktycznie rewolucja, czy zwykłe mydlenie podatnikom oczu?

Wątpliwości co do prawa

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Nowy przepis w tym zakresie znajduje się w art. 18 projektu Ordynacji podatkowej. Zgodnie z nim niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść zobowiązanego. Przepis ten to nic innego jak przepisana treść obecnego art. 2a tej ustawy. Jak w praktyce wygląda zastosowanie tego przepisu przez organy podatkowe od czasu jego wprowadzenia w życie w styczniu 2016 r., wie każdy, kto próbował chociażby powołać się na niego we wniosku o wydanie interpretacji podatkowej. Statystyki w tym zakresie są bezlitosne – ta zasada nie istnieje w praktyce. Powód jest jeden – organ podatkowy nigdy nie ma wątpliwości w sprawie przepisów prawa podatkowego mających zastosowanie w danej sprawie podatkowej. Jest przepis i jest jego ewentualna interpretacja, oczywiście urzędowa, profiskalna. Zatem niby jest zmiana na lepsze, ale czy w praktyce ktokolwiek będzie mógł się na złamanie tej zasady przez organ podatkowy powołać? Wydaje się raczej przesądzone, że podatnicy mogą pisać do organów o naruszeniu tej zasady, ale chyba wiadomo z jakim skutkiem.

Wątpliwości co do stanu faktycznego

Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym novum. Otóż w art. 23 § 2 projektu ustawy można przeczytać, że jeżeli po przeprowadzeniu postępowania dowodowego w sprawie pozostają niedające się usunąć wątpliwości co do stanu faktycznego, rozstrzyga się je na korzyść zobowiązanego. Jednakże jest jedno „ale”. Przepisu tego, w myśl art. 23 § 3 projektu ustawy, nie stosuje się, jeżeli przepisy odrębne wymagają od strony wykazania określonych faktów. Pojawiają się co najmniej dwa podstawowe pytania: czy oby na pewno organy podatkowe nie pójdą w interpretacji tej zasady dokładnie tak, jak robią na co dzień w sytuacji wątpliwości co do stanu prawnego i czy nie będzie przypadkiem tak, że realizując inną zasadę postępowania, tj. podejmowania działań niezbędnych dla dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego, organy podatkowe zrealizują w praktyce tylko te dowody w sprawie, które same uznają za wystarczające, zaś zgłoszone przez podatnika inne dowody uznają za zbędne? Wydaje się, że znów organy podatkowe będą górą, gdyż zapewne nie raz stwierdzą z przekonaniem, że żadnych niedających się usunąć wątpliwości przecież nie ma. Jakby tego było mało, organy otrzymały wsparcie w postaci owego odstępstwa od tej zasady, o którym mowa w art. 23 § 3 projektu ustawy. W tym przypadku ta zgoła wspaniałomyślna zasada zostaje wyłączona w ogóle z uwagi na to, że przepis odrębny nakaże podatnikowi wykazanie, czyli w praktyce udowodnienie, określonych faktów, co oznacza, że jeżeli podatnik nie dowiedzie swych racji, to nie będzie miał o czym z organem dyskutować, gdyż wówczas nie można powołać się na klauzulę wątpliwości. Można zaryzykować nawet tezę, że w tym zakresie wyjątek będzie stanowił zasadę, gdyż powyższy przepis przerzuca niejako obowiązek dowodowy na podatnika, na czym skorzystają najczęściej tylko organy.

Światełko w tunelu

Zaproponowane zmiany należy przyjąć z entuzjazmem. Pragmatyzm nakazuje jednak poczekać na ostateczny kształt nowych przepisów. Wszak podatnicy już nie raz przekonali się, jak przewrotnie organy podatkowe podchodzą do interpretacji (zdawałoby się oczywistych) przepisów postępowania. Od podatników zależeć będzie jednak to, czy zostaną one tylko na papierze, czy może będą z premedytacją wykorzystywane przez organ przeciwko nim. Wydaje się także, że już teraz można by spróbować powołać się na owe zasady w obecnie prowadzonych sprawach podatkowych, naturalnie w ograniczonym zakresie, albowiem ustawodawca przez samo stworzenie projektu zmian Ordynacji podatkowej i zawarcie w nim nowych zasad najwyraźniej dał wyraz temu, że istnieją pewne luki prawne, które przez owe zmiany chce teraz wypełnić. Co za tym idzie, przekazał swe intencje, które tylko z uwagi na długi proces legislacyjny muszą nieco poczekać, zanim oficjalnie wejdą w życie. Dlatego warto zaczerpnąć porady prawnej u profesjonalnego prawnika i poważnie zastanowić się nad powierzeniem swych spraw podatkowych właściwemu ekspertowi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Raczej nie należy się spodziewać skokowego spadku cen mieszkań

Analitycy i obserwatorzy rynku nieruchomości wieszczą koniec boomu mieszkaniowego. Notowania deweloperów na warszawskiej giełdzie spadają – WIG nieruchomości stracił 10 proc. od początku roku. Rok 2018 nie jest tak udany jak rekordowy 2017, ale czy na pewno deweloperzy mają się czym martwić?

Dane za 3Q18 potwierdzają wyhamowywanie rynku. Trzeci kwartał z rzędu obserwujemy spadek sprzedaży nowych mieszkań – według raportu REAS na sześciu głównych rynkach (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Łódź) sprzedano w 3Q18 jedynie 14,2 tys. mieszkań, czyli o 19 proc. mniej niż w 3Q17, a od początku roku 48,2 tys. mieszkań czyli o 10 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Powodów takiego stanu rzeczy należy jednak szukać bardziej po stronie podażowej niż popytowej, ponieważ chętnych na kupno mieszkań wciąż nie brakuje i to pomimo rosnących cen. Warto zwrócić uwagę, że w 2018 r. spadała nie tylko sprzedaż, ale również liczba mieszkań w ofercie. Na koniec 3Q18 oferta na 6 głównych rynkach wynosiła 46,8 tys. mieszkań, czyli o 4 tys. mniej niż na koniec 3Q17 (-8 proc.) i była najniższa od pierwszego kwartału 2014 r. (patrz. Wykres 2).

Wykres 1

Czy deweloperzy powinni się martwić
Źródło: REAS, obliczenia własne.

Powyższy wykres pokazuje, że sprzedaż deweloperów rzeczywiście spada w liczbach bezwzględnych, ale gdyby spojrzeć na sprzedaż w relacji do oferty (na początek kwartału), to jest ona bardziej stabilna. Ewidentnie okres od połowy 2016 r. do końca 2017 r. był okresem największej hossy dla deweloperów mieszkaniowych, a rok 2018 przyniósł spowolnienie, jednak nie powinniśmy mówić o kryzysie rynku nieruchomości.

Przy typowym scenariuszu końca hossy i początku dekoniunktury następuje rozminięcie krzywych popytu i podaży. Popyt spada wyhamowany zbyt wysokimi cenami mieszkań i/lub rosnącymi stopami procentowymi, czyli wyższymi kosztami kredytu hipotecznego. W tym samym czasie inwestycje rozpoczęte 2-3 lata wcześniej powodują, że rozpędzona podaż jeszcze cały czas rośnie. Inwestycje, pod które deweloperzy byli gotowi kupować grunty drożej i ponosić wyższe koszty robocizny, spodziewając się, że stale rosnące ceny mieszkań zrekompensują im wyższe koszty. W momencie kiedy nadpodaż mieszkań trafia na rynek i nie znajduje chętnych kupców następuje załamanie poziomu cen mieszkań, a uszczuplone przychody nie są w stanie pokryć poniesionych wcześniej kosztów. Obecne wyhamowanie sprzedaży nie spełnia warunków takiego scenariusza.

Tabela1

Marża brutto ze sprzedaży 2015 2016 2017 1H18
Archicom 31,0% 27,0% 27,1% 26,1%
Atal 27,7% 27,0% 28,6% 28,2%
Dom Development 22,6% 23,5% 27,5% 28,0%
J.W. Construction 21,2% 24,5% 26,0% -8,8%
LC Corp 26,1% 26,0% 28,8% 34,6%
Lokum Deweloper 35,1% 31,9% 39,9% 33,4%
Marvipol Development 20,2% 16,3% 20,5% 25,1%
Polnord -15,5% 30,8% 12,5% 4,9%
Robyg 16,0% 22,5% 26,5% 29,6%
Ronson 18,2% 19,3% 14,2% 16,2%
Vantage Development 22,9% 17,7% 18,0% 22,1%
         
Średnia arytmetyczna 20,5% 24,2% 24,5% 21,8%
         
Średnia cena m2* 6 403 6 573 6 746 7 045

*średnie ceny transakcyjne dla Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Łodzi, Poznania, Gdańska i Gdyni. Źródło: sprawozdania finansowe Spółek, NBP, obliczenia własne

Owszem, dynamicznie rosną zarówno ceny gruntów jak i koszty budowy. Wydaje się jednak, że deweloperzy nie chcą powielać błędów z przeszłości jak np. w 2008 czy w 2012 roku, kiedy nadpodaż mieszkań doprowadziła do załamania cen i kryzysu na rynku. Dlatego firmy starają się kontrolować wielkość podaży, aby utrzymać odpowiednie marże i rentowność – dzięki temu  wyższe koszty są skuteczniej przerzucane na klientów. Nauczeni poprzednimi załamaniami bardziej rozsądnie dostosowują oferty, uważniej kupują grunty i nie „gonią” za rekordowymi wolumenami. Lepiej sprzedawać wolniej, ale po wyższych cenach. Liczba nowych mieszkań wprowadzanych do oferty odpowiada mniej więcej poziomom sprzedaży – oferta jest uzupełniana, a nie powiększana – w  latach 2015-2017 oscylowała w okolicy 50 tys. na sześciu głównych rynkach, a w 2018 r. została odpowiednio zredukowana.

Wykres 2.

Dane dla 6 rynków
Dane dla 6 rynków (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Łódź) Źródło: REAS, obliczenia własne.

Źródło: REAS, obliczenia własne.

Przy obecnym rynku deweloperzy potrzebują niecałych trzech kwartałów, aby wyprzedać swoją ofertę. Potwierdza to, że chętnych na nabycie mieszkań nie brakuje. Popyt wciąż jest wysoki pomimo rosnących cen, głównie dzięki niskim kosztom kredytów hipotecznych. Dopóki NBP będzie utrzymywał je na obecnym poziomie nie należy spodziewać się gwałtownego spadku popytu. Według ostatnich komentarzy podwyżki stóp mogą nastąpić nawet dopiero w 2020 r., a nie w 2019 r. jak wcześniej przewidywano.

Jeżeli nie dojdzie do jakichś nieprzewidzianych zdarzeń, takich jak drastyczne zmiany prawne, raczej nie powinno dojść do nagłego załamania na miarę tego w 2008 r. Okres największej hossy mamy najprawdopodobniej za sobą, ale przejście z fazy boomu do fazy równowagi rynkowej następuje łagodnie. Raczej nie należy się spodziewać skokowego spadku cen mieszkań, a wyhamowania tempa ich wzrostu i stabilizacji.

Wojciech Bartosik, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Kurs funta traci po dymisji ministra ds. Brexitu Dominica Raaba

Jeszcze wczoraj rynek walutowy był pogrążony w letargu. Dziś od początku dnia istotnie traci jednak jedna z głównych walut świata.

Polska waluta w ostatnim czasie nie była poddawana istotnym wahaniom. Wczorajsze dane gospodarcze zaskoczyły in plus – dynamika wzrostu PKB kraju w III kwartale wyniosła 5,1% wobec oczekiwanego poziomu 4,7%. Jest to różnica diametralna, która sugeruje, że Polska jest bardziej odpornym gospodarczo krajem, niż zakładali ekonomiści i – przynajmniej do tej pory – radzi sobie bardzo dobrze, pomimo spowolnienia w krajach strefy euro. Nie znamy jeszcze niestety szczegółowych danych o strukturze wzrostu, aby móc określić co stało za różnicą względem oczekiwań. Na dane przyjdzie nam poczekać do końca miesiąca.

Stabilizacja złotego nie oznacza jednak, że sytuacja na rynku walutowym jest spokojna. Czwartek rozpoczęliśmy od gwałtownej wyprzedaży brytyjskiej waluty, która w momencie pisania traci około 1,5% w relacji do głównych walut i złotego.

Wczoraj wieczorem wydawało się, że sytuacja w Wielkiej Brytanii jest opanowana – informacje agencji prasowych sugerowały, że większość członków gabinetu premier May zaakceptowało porozumienie z Unią Europejską. Dziś jednak od rana kolejni członkowie wspomnianego gabinetu składają dymisję. Funt najmocniej zareagował po informacji o dymisji pierwszej osoby – ministra ds. Brexitu, Dominica Raaba. Zgodnie z jego słowami „z czystym sumieniem nie może [on] poprzeć” porozumienia premier May. Po nim odejść postanowiło trzech innych ministrów, a niewykluczone, że dymisji będzie więcej. Presja na brytyjską walutę utrzymuje się, gdyż w kontekście wspomnianych zmian w rządzie perspektywy osiągnięcia porozumienia z UE oddalają się, a coraz bardziej realistycznym scenariuszem staje się Brexit bez porozumienia (tzw. no-deal Brexit). Cała sytuacja jest tym bardziej interesująca, że dziś rano przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk poinformował o zwołaniu szczytu UE dot. Brexitu na 25 listopada.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Europejska waluta umocniła się wczoraj w relacji do głównych walut, jednak informacje płynące ze strefy euro nie były pozytywne.

Wczorajsze dane o wzroście gospodarek wspólnego bloku wprawdzie okazały się zgodne ze wstępnymi szacunkami – w ujęciu kwartalnym gospodarki rosły średnio o 0,2%, w ujęciu rocznym o 1,7%. Szacunki wzrostu w Niemczech były dość mieszane, budzą jednak więcej obaw – z jednej strony wzrost w ujęciu kwartalnym był nieco lepszy niż wcześniej sugerowano, z drugiej – po raz pierwszy od trzech lat był to wzrost ujemny. Rozczarowała również dynamika w ujęciu rocznym, która wyniosła 1,1%, a nie 1,3% jak wcześniej szacowano. Przy niskim poziomie wzrostu to już zauważalna różnica. Patrząc na dane dla bieżącego kwartału i wskaźniki sentymentu, perspektywy dla gospodarek wspólnego bloku nie są zbyt optymistyczne. Jeśli doświadczymy wyraźnego wzrostu inflacji bazowej, może to postawić EBC w trudnej sytuacji. Bank centralny ma jeden cel – utrzymywanie stabilności cen. Jednak trudno wyobrazić sobie, żeby istotnie podążał w tym kierunku, nie zważając na pogarszające się otoczenie gospodarcze (które swoją drogą również nie sprzyja wzrostowi dynamiki cen). W związku z powyższym niewykluczone, że normalizacja polityki monetarnej w strefie euro zajmie więcej czasu.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,91-4,95. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabieniem również w relacji do głównych walut.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze, gabinet Theresy May, niejednogłośnie poparł porozumienie z UE w kwestii Brexitu – teraz czeka nas okres rozmów, dyskusji z posłami oraz ostatecznie – głosowania w parlamencie nad porozumieniem z UE. Po drugie, nieco rozczarowały dane o inflacji w Zjednoczonym Królestwie – dynamika cen w październiku wyniosła 2,4% i była niższa o 0,1 p.p. w relacji do oczekiwań. Niższa inflacja CPI nie budzi jednak istotnych obaw – w kontekście silnego ostatniego wzrostu płac docelowo wewnętrzna presja cenowa powinna rosnąć i uzasadniać podwyżki stóp procentowych ze strony Banku Anglii w kolejnych latach.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,78-3,81. Dolar wczoraj osłabił się w relacji do euro, nieznacznie umocnił się w parze ze słabszym funtem brytyjskim.

Kluczowe informacje z USA opublikowane wczoraj, czyli odczyty dynamiki cen w październiku, zaskoczyły lekko in minus. Dynamika CPI okazała się wprawdzie w pełni zgodna z oczekiwaniami i nieco odbiła w porównaniu z poprzednim miesiącem (wzrost o 2,5% rocznie wobec 2,3% we wrześniu), bazowa dynamika CPI jednak niespodziewanie nieco spadła (do 2,1% rocznie z 2,2% we wrześniu). Reakcja amerykańskiej waluty na dane była dość ograniczona. Należy pamiętać, że różnica między oczekiwaniami, a ostatecznym szacunkiem była niewielka, a wszystkie kluczowe indeksy dynamiki cen nadal znajdują się powyżej celu inflacyjnego banku centralnego. Wewnętrzna presja na ceny nie powinna również spadać – wzrost płac w USA w ostatnim miesiącu pomiarów przekroczył poziom 3% rocznie i był najwyższy od 2009 r.

Druga połowa dnia przyniesie prawdziwą lawinę informacji z USA. W tym samym czasie poznamy dane o sprzedaży detalicznej w październiku, cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych, odczyt przemysłowego indeksu FED z Filadelfii w listopadzie oraz dane o cenach eksportowych i importowych w październiku. Nieco później przemawiać będzie również kilku członków FOMC, na czele z prezesem FED.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:15 – przemawia Benoit Coeure z EBC
  • 14:00 – przemawia Silvana Tenreyro z brytyjskiego MPC
  • 14:00 – bazowa inflacja CPI w Polsce w październiku
  • 14:10 – przemawia Peter Praet z EBC
  • 14:30 – dane o sprzedaży detalicznej w USA w październiku
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – wskaźnik przemysłowy FED z Filadelfii w listopadzie
  • 14:30 – dane o cenach eksportowych i importowych w USA w październiku
  • 16:00 – przemawia Randal Quarles z FOMC
  • 17:30 – przemawia prezes FED, Jerome Powell
  • 21:00 – przemawia Neel Kashkari z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

ZPP o instytucjach kontrolujących przedsiębiorców – potrzebne zmiany w systemie i w przepisach

Instytucji kontrolujących firmy w Polsce jest zdecydowanie za dużo, ich kompetencje pokrywają się, a przepisy nie gwarantują w wystarczającym stopniu ochrony praw przedsiębiorców w toku kontroli – to podstawowe wnioski płynące z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pn. „System kontroli przedsiębiorców. Diagnoza stanu obecnego, propozycje zmian”.

Jak wynika z odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich, w Polsce przedsiębiorcę może skontrolować ponad 40 różnych podmiotów. To bardzo dużo, jednak nie sama liczba wydaje się być największym problemem.

– Najbardziej problematyczny jest niejasny zakres kompetencji tych instytucji – twierdzi Katarzyna Niemyjska, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. – Mamy pięć podmiotów zajmujących się kontrolą szeroko pojętych produktów spożywczych i żywności, których zakres zadań pokrywa się. Jednocześnie, w większości systemów, tym fragmentem rynku zajmuje się jedna, góra dwie instytucje. To nie jest nasz wydumany zarzut, ponieważ dokładnie na tę kwestię zwrócili uwagę analitycy i eksperci Banku Światowego.

Co ciekawe, opisywany przez ZPP problem nie jest nowy – w raporcie przytoczony został zapis posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki z 2002 roku, podczas którego uczestnicy omawiali koncepcje ograniczenia liczby instytucji kontrolujących firmy. Jak się okazuje, od tamtego czasu nie udało się w tym zakresie poczynić postępu.

W raporcie krytycznie opisano również regulacje odnoszące się do przeprowadzania kontroli u przedsiębiorców. Okazuje się, że przepisy zawarte w ustawie Prawo przedsiębiorców, stanowiącej element Konstytucji dla Biznesu, są w istocie wprost skopiowane z poprzednio obowiązującej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Tym samym, mimo że na pierwszy rzut oka przedsiębiorcy przysługuje szereg praw, a choćby sam czas trwania kontroli jest ograniczony, liczba wyjątków od zasad powoduje, że ochrona wynikająca z przepisów ma charakter iluzoryczny.

– W ustawie jest zapisany maksymalny czas trwania kontroli u przedsiębiorcy – zaznacza Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP. – Pewnie wiele osób zastanawia się, dlaczego w praktyce wygląda  to tak, że organ kontroluje firmę w zasadzie tak długo, jak mu się podoba. Spieszymy z odpowiedzią: w ustawie jest tyle wyjątków, że wpisane w nią terminy nie mają faktycznego znaczenia.

Mając na uwadze powyższe informacje i dane przytoczone w raporcie – zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na zlecenie ZPP, niemal 25% polskich przedsiębiorców z sektora MSP uważa kontrole za jedną z największych barier prowadzenia biznesu w naszym kraju.

O tym, jak dokuczliwy może być niedoskonały system kontroli firm, świadczą konkretne przykłady przytoczone w raporcie, odnoszące się do instytucji takich, jak inspektorat farmaceutyczny, inspekcja sanitarna, czy nadzór budowlany.

Poza krytyczną analizą, w raporcie zaproponowano szereg konkretnych rozwiązań. Zdaniem ZPP, instytucji kontrolujących firmy powinno być zdecydowanie mniej. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Z jednej strony, należy dokonać przeglądu zakresu zadań poszczególnych instytucji i interweniować tam, gdzie się one pokrywają, łącząc podmioty zajmujące się tymi samymi fragmentami rynku w jeden. Ewentualnie przeformułowując zakres ich kompetencji tak, by podziały i różnice pomiędzy nimi były wyraźne. Z drugiej zaś, tam gdzie jest to możliwe, należy zastąpić system państwowych kontroli, rozwiązaniami rynkowymi, takimi jak obowiązkowe ubezpieczenie OC dla przedsiębiorców. Przepisy regulujące przeprowadzanie kontroli w firmach powinny mieć rzeczywistą funkcję gwarancyjną dla przedsiębiorców, a szczegółowe regulacje odnoszące się do zakresu uprawnień inspektorów powinny w maksymalnym możliwym zakresie ograniczać ich uznaniowość.

– Uważamy, że przeprowadzenie tych działań jest konieczne, żeby jakoś uporządkować to państwo w państwie, które stworzono w ramach niektórych instytucji kontrolnych – twierdzi Cezary Kaźmierczak. – W innych zaś, winne absurdów są niedoskonałe przepisy. Trzeba zaznaczyć, że nie wymyślamy koła na nowo, nasze postulaty są spójne z kierunkowymi rekomendacjami ekspertów OECD.

22 listopada 2018 r. czeka nas zmiana w prawie pracy

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Już 22 listopada 2018 roku czeka nas zmiana w prawie pracy. Według niej niektóre umowy o pracę zawarte na czas określony automatycznie przekształcą się w umowy stałe, czyli na czas nieokreślony.

Dlaczego zmiana nastąpi akurat tego dnia? Od 22 lutego 2016 roku pracodawców i pracowników obowiązuje tzw. limit 33/3. Przypomnę, że limit 33/3 stanowi, że okres zatrudnienia na podstawie jednej umowy o pracę na czas określony lub kilku takich umów z jednym pracodawcą nie może przekraczać 33 miesięcy. Z kolei łączna liczba tych umów nie może być wyższa niż 3.

W praktyce oznacza to, że 21 listopada 2018 roku miną dokładnie 33 miesiące od czasu wprowadzenia limitu. Według niego umowy o pracę na czas określony zawarte przed 22 lutego 2016 roku (włącznie z tym dniem) i trwające nadal, przekształcą się 22 listopada w umowy na czas nieokreślony. Co więcej, ta zmiana nie wymaga sporządzenia aneksu do umowy, ponieważ wynika z przepisów prawa.

Jedną z cech umów bezterminowych jest to, że pracodawca nie może jej wypowiedzieć bez wyraźnego powodu. Chcąc rozstać się z pracownikiem zatrudnionym na czas nieokreślony, trzeba w wypowiedzeniu podać przyczynę takiej decyzji.

Część pracowników, mając na uwadze limit 33/3, zastanawia się, czy pracodawcy nie zdecydują się na zwolnienia. Sytuacja, w której przed 22 listopada doszłoby do masowych zwolnień, jest moim zdaniem nierealna. Pracodawcy mieli aż 33 miesiące na przygotowanie się do wejścia w życie nowego przepisu.

Limit 33/3 nie ma natomiast zastosowania w następujących przypadkach umów na czas określony:

  • w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy;
  • w celu wykonywania pracy o charakterze dorywczym lub sezonowym;
  • w celu wykonywania pracy przez okres kadencji;
  • w przypadku, gdy pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie;

jeżeli ich zawarcie w danym przypadku służy zaspokojeniu rzeczywistego okresowego zapotrzebowania i jest niezbędne w tym zakresie w świetle wszystkich okoliczności zawarcia umowy.

Bitcoin najtańszy od roku

Największe kryptowaluty traciły ponad 10 proc. wartości w ciągu ostatniej doby, mniejsze nawet ponad 20 proc. Jedną z przyczyn spadków cen może być “hard fork”, czyli wprowadzenie nowego oprogramowania dla bitcoin cash. Prawda jest jednak taka, że ceny kryptowalut szorują po dnie od dłuższego czasu – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Cena bitcoina spadła w czwartek nawet poniżej 5,6 tys. dolarów, tracąc w krytycznym punkcie ponad 10 proc. Największa z kryptowalut wyznaczyła tym samym najniższy poziom cenowy od równo 12 miesięcy. Choć to duży spadek procentowy, to jednak od połowy maja br. cena ani razu nie przekroczyła 9 tys. dol. Ostatnie dwa miesiące były jeszcze gorsze. Pomijając pojedyncze wystrzały, wycena bitcoina nie przekraczała 7 tys. dol. Tymczasem ledwie w grudniu ub.r. wynosiła 20 tys. dol.

Gwałtowne spadki na niemal całym rynku kryptowalut mogą być spowodowane planowanym na 15 listopada podziałem czwartej pod względem kapitalizacji kryptowaluty – bitcoin cash. Tzw. hard fork to w uproszczeniu wprowadzenie nowego oprogramowania, które nie jest kompatybilne wstecz, stąd konieczność podziału. Sam bitcoin cash był zresztą wynikiem takiego procesu w sierpniu 2017 r.

Kapitalizacja ponad 2 tys. kryptowalut, których ceny śledzi serwis Coinmarketcap, spadła ostatniej doby do najniższego poziomu od początku listopada ub.r., mimo że rok temu kryptowalut było przecież znacznie mniej. Wspomniany “hard fork” mógł wywołać spadki w związku z bardzo dużym elementem niepewności, jaki proces ten wprowadza do ich wyceny. Pojawiają się także problemy z ograniczoną płynnością na niektórych giełdach. Mogą one utrudniać zawierania transakcji na instrumentach powiązanych z kryptowalutą bitcoin cash.

Wbrew pozorom jednak to nie “hard fork” jest najistotniejszy dla kryptowalut. Choć ceny są oczywiście ważnym czynnikiem, ich waga jest bardzo duża dla inwestorów detalicznych, a znacznie mniejsza dla inwestorów instytucjonalnych, od których zainteresowania w dużej mierze zależy przyszłość kryptowalut, więc także w efekcie ceny.

Dla tej drugiej grupy najważniejsze są regulacje, których rynkowi kryptowalut jeszcze brakuje. SEC, odpowiednik polskiego KNF w USA, bacznie przygląda się kryptowalutom (przede wszystkim ICO). Ryzyko potencjalnych procesów przeciw niektórym giełdom może mocno ograniczać wzrosty czy odbicia cenowe. Procesy te mogłyby być wstępem do wypracowania regulacji, choć dziś wydaje się to jednak dość odległe. Prawdopodobnie mogłoby to też powodować dalsze spadki cen podczas tego procesu.

Zestresowany pracownik, niespełniony przywódca i nieszczęśliwy zespół, czyli trujący klimat organizacji

Większość praktyk zarządzania, z których korzystamy dzisiaj, jest nadal zakorzeniona w starym wzorcu „zarządzaj i kontroluj”. Nic więc dziwnego, że Polacy są najbardziej zestresowanym narodem w Europie[i]. Jakie błędy najczęściej popełnia kadra menedżerska? Kim jest niespełniony przywódca i czy naprawdę „taki mamy klimat”? 

trujący klimat organizacji Wielu z nas spędza lata wspinając się po korporacyjnej drabinie, by osiągnąć oczekiwany sukces. Podróż jaką musimy przebyć pozostawia jednak wiele pytań i przemyśleń na temat tego, w jaki sposób korporacje kształtują ludzi oraz relację między nimi. Oprócz bezcennego doświadczenia zawodowego, jest to również świat pełen toksycznych praktyk zarządzania, które niejednego specjalistę doprowadziły do decyzji o zakończeniu swojej korporacyjnej podróży. W czym tkwi problem?

Niespełniony przywódca

Aż 40% nowo mianowanych menedżerów nie radzi sobie i traci stanowisko w ciągu pierwszych 18 miesięcy[ii]. Są również tacy, którzy zostają liderami chociaż nie czują do tego powołania czy predyspozycji. Czasem powodem jest nieobsadzony w firmie wakat lub brak pomysłu na dalszy rozwój kariery zawodowej. Czasem też menedżerem zostaje osoba, której praktyki oparte są o strach, manipulacje, rygorystyczny monitoring czy nierealistyczne cele. Swoje uzasadnienie ma tutaj maksyma „ludzie nie odchodzą z pracy, ale od swoich szefów”. W takiej sytuacji pozostają jedynie przykre konsekwencje – dla menedżera, zespołu i całej firmy. Zazwyczaj oznacza to zwiększoną rotację w organizacji, spadek wyników i generowanie kosztów zatrudnienia nowych pracowników.

Branże, które potrzebują kompetentnych liderów i opierają się na pracy zespołowej to w głównej mierze: marketing, działy HR, logistyki, produkcji i również coraz częściej branży IT, w której managerowie projektów pracują nad wdrożeniami nowych produktów lub funkcjonalności.

Nieszczęśliwy zespół

Nieszczęśliwy zespół to taki, którego nie słucha menedżer – nie zna potrzeb, nie angażuje się w projekty lub angażuje się przesadnie (tzw. mikrozarządzanie) oraz stosuje inne złe praktyki. Bardzo często zdarza się również, że menedżerowie nie wspierają rozwoju swoich pracowników, czasami wręcz blokują ich awanse. W efekcie wielu z nich ma poczucie, że utknęli w organizacji i nie mają szans na zmianę swojej sytuacji zawodowej. Są pracodawcy, którzy w sytuacjach kryzysowych proponują specjalne szkolenia z umiejętności zarządzania lub przesuwają menedżera na inne stanowisko w strukturach firmy. Warto jednak zaznaczyć, że pewne cechy są możliwe do wypracowania, ale nie każdy może i powinien zostawać liderem grupy, a historia zna wiele przypadków na ten temat.

Zestresowany pracownik

Pewien poziom stresu w pracy jest naturalny i potrzebny, ale tę granicę łatwo przekroczyć. Najbardziej narażeni na stres są pracownicy branż: finansowej (46 proc.), gastronomii i rozrywki (38 proc.) oraz opieki zdrowotnej (38 proc.[iii]). To ze względu na tempo pracy, zakres obowiązków przekraczający czas i możliwości pracownika czy wysoki zakres odpowiedzialności. Duże znaczenie mają również kwestie interpersonalne, takie jak: brak wsparcia ze strony przełożonych, problemy z komunikacją, delegowaniem zadań, złe zarządzanie i coraz częściej mobbing. Pracą pod presją w dłuższej perspektywie czasu jest niemożliwa. Spada poziom motywacji i efektywności pracowników, wpływa destrukcyjnie na relacje w zespole, a nawet w domu.

Czy naprawdę „taki mamy klimat”?

Podczas gdy droga do pozyskania wykwalifikowanych specjalistów jest dziś bardzo trudna, nadal mamy problem z powielaniem złych wzorców. Jednocześnie świadomość pracowników na ten temat jest już tak duża, że nie godzą się na niesprawiedliwe lub niegodne traktowanie w miejscach pracy. Zależy im na komforcie, work-life balance, a coraz częściej work-life integration. Natura współpracy również się zmienia – pracownicy oczekują możliwości pracy zdalnej i elastycznych godzin. Działają takie modele współpracy jak turkusowe organizacje. Tam gdzie władza i kontrola idą ramię w ramię, tam możemy spodziewać się wspomnianych wcześniej konsekwencji. Zdarzają się również przypadki, że korporacyjny klimat nie spełnia już oczekiwań pracownika. Dlatego coraz więcej z nich zakłada własną działalność, wybiera freelance lub dołącza do start-upu, który zwykle oznacza dużą swobodę działania i charakteryzuje się większą elastycznością.

Karina Chowaniak, Head of Public Relations, Antal

[i] Raport “The Workforce View in Europe 2018”.

[ii] Badanie Harvard Business Review

[iii] Raport “The Workforce View in Europe 2018”.

Marek Jakubiak wydzierżawił Browar Lwówek spółce Doctor Brew

Dobiegły końca negocjacje między Browarami Regionalnymi Jakubiak Marka Jakubiaka a jedną z wiodących firm wytwarzających piwa rzemieślnicze. W ich wyniku spółka Doctor Brew wydzierżawiła należący do Grupy BRJ Browar Lwówek. Zakład produkował będzie zarówno marki własne, jak i produkty Doctor Brew. Dzierżawca może w ciągu 2 lat kupić zakład. Spółka zapowiada kampanię crowdfundingową na platformie Crowdway.pl, wspierającą cześć operacyjną transakcji.

Polski holding produkujący piwa kraftowe, Doctor Brew rozpoczął rozmowy z Grupą Browary Regionalne Jakubiak w czerwcu br. Zgodnie z zawartą umową, spółka operacyjna holdingu – Doctor Brew sp. z o.o. będzie zarządzać produkcją w Browarze Lwówek na potrzeby własnych marek, jak również marek Lwówka. Do października 2020 roku ma wyłączne prawo zakupu przedsiębiorstwa. Wartość transakcji nie została ujawniona.

Browar Lwówek, którego tradycje sięgają XIX w. został zakupiony w stanie upadłości przez Grupę Browary Regionalne Jakubiak. Zakład przeszedł gruntowne remonty, modernizację i wymianę urządzeń browarniczych, by w 2010 reaktywować produkcję i stać się na nowo piwną perłą woj. dolnośląskiego.

SONY DSC
SONY DSC

– „Jestem dumny z tego, że po 10 latach od inwestycji, Lwówek jest prężnym browarem o wysokim potencjale produkcji. Z wielu ofert, w tym od międzynarodowych koncernów, postanowiłem wybrać i przekazać go w ręce młodych, polskich przedsiębiorców” – powiedział Marek Jakubiak. – „Właściciele spółki Doctor Brew przekonali mnie swoimi pomysłami, kreatywnością, doświadczeniem biznesowym zespołu oraz tym, co do tej pory osiągnęli w biznesie browarniczym. Choć transakcja ma być rozłożona w czasie, przyjąłem ich propozycję, bo jestem pewien, że jest to najlepszy inwestor dla Lwówka” – dodał.

Spółka Doctor Brew oczekuje na stosowne zgody dotyczące przepisania tzw. składu podatkowego. W ciągu najbliższych miesięcy przeniesie całość produkcji do Lwówka i przeprowadzi dodatkowe prace modernizacyjne i inwestycje w wyposażenie, o wartości przekraczającej 1,5 mln zł. Z chwilą zawarcia umowy spółka w miejsce obecnych, kontraktowych mocy produkcyjnych w wysokości 30 tys. hektolitrów, zyskuje potencjał 100 tys. hektolitrów rocznie, z możliwością jego podwojenia w przyszłości. Browar Lwówek będzie też nadal produkował piwa pod własnymi markami.

Browar Lwówek (1)– „Produkcja w Browarze Lwówek to dla nas zaszczyt, wyzwanie i wielki krok naprzód pod wieloma względami. To zwiększenie potencjału, uniezależnienie od produkcji kontraktowej, ale przede wszystkim wyższa kontrola nad procesami i jakością produkcji. W rezultacie pozwoli nam to zwiększyć skalę biznesu i dążyć do pozycji lidera segmentu kraftowego i regionalnego piwa w Polsce” – powiedział Łukasz Lis, prezes zarządu Doctor Brew sp. z o.o.

Doctor Brew zapowiedział przeprowadzenie oferty objęcia udziałów w spółce operacyjnej holdingu, Doctor Brew sp. z o.o. Już w tym momencie prowadzone są rozmowy z inwestorami, a także planowane jest uruchomienie kampanii crowdfundingowej na platformie Crowdway.pl. – „Obecna kondycja finansowa i zdolność kredytowa sprawiają, że przejęcie Browaru Lwówek jesteśmy w stanie sfinalizować już w najbliższych sześciu do dziewięciu miesiącach. Z myślą o zachowaniu jakości i płynności produkcji, postanowiliśmy jednak wdrożyć ten proces stopniowo, a przy tym zapewnić odpowiednią strukturę finansowania transakcji. Z kolei kampania crowdfundingowa ma nam pomóc w operacyjnym przygotowaniu się do niej” – dodał Tomasz Suchowierski, członek zarządu ds. finansowych, Doctor Brew sp. z o.o.

Spółka ogłosi oczekiwaną wartość zbiorki crowdfundingowej z chwilą startu kampanii. Jako cel stawia sobie pozyskanie środków na przystosowanie Browaru Lwówek do wytwarzania piw Doctor Brew, zwiększenie produkcji w zakładzie z 2000 do 4000 hektolitrów miesięcznie oraz zasilenie kapitału pracującego w związku z rozwojem działalności.

– „Pod marką Lwówek kryje się sześć lubianych przez konsumentów odmian piwa regionalnego. Bardzo cieszy mnie fakt, że wraz z objęciem zarządzania browarem, będziemy mogli rozszerzyć nasze portfolio o te produkty. Zamierzamy wspierać ich sprzedaż w dotychczasowych kanałach, a także rozwijać ją w sieci dystrybucji Doctor Brew” – dodał Tomasz Czechowski, członek zarządu Doctor Brew sp. z o.o. odpowiedzialny za sprzedaż.

doctorbrew4 doctorbrew3 doctorbrew2Doctor Brew działa od 2013 roku. W ofercie stałej ma ponad 10 piw kraftowych. Do tej pory firma wyprodukowała przeszło 100 różnych produktów i sprzedała około 3,4 mln butelek piwa pod marką własną oraz private label. Piwa Doctor Brew są dostępne zarówno w sklepach specjalistycznych, jak i w sieciach Lidl, Auchan, Carrefour, Makro, Selgros, Kaufland i Intermarche. Prowadzi też patronacki lokal Doctor’s Bar we Wrocławiu.

Polski rynek biurowy po III kw. 2018 r.

W ciągu trzech kwartałów 2018 r. w regionach przybyło ponad dwa razy więcej nowoczesnej powierzchni biurowej niż w Warszawie (430 tys. mkw. vs. 190 tys. mkw.). Aż 36% udział w regionalnym rynku ma Kraków, a po 16% Wrocław i Trójmiasto. Co więcej, regionalny wskaźnik pustostanów jest niższy niż w Warszawie (9,6% vs. 10%), a najtrudniej o biuro w Poznaniu i Trójmieście – wynika z najnowszego raportu CBRE „Market View: Rynek Biurowy w miastach regionalnych po III kw. 2018”. Eksperci CBRE prognozują, że łączny zasób powierzchni biurowej w miastach regionalnych przekroczy granice 5 mln mkw. i zbliży się do wyniku stolicy w 2019 roku.

Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE
Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE

– Sytuację na rynku biurowym po trzech kwartałach 2018 r. można podsumować jednym zdaniem: rynek rośnie jak na drożdżach. Zarówno rynki regionalne jak i rynek warszawski bardzo mocno się rozwijają, jednak trzeba przyznać, że to regiony wiodą prym. Przez pierwsze trzy kwartały 2018 roku przybyło w miastach regionalnych ponad 430 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, a w Warszawie 190 tys. mkw. Wśród rynków regionalnych w ostatnich kwartałach bardzo silnie rozwijało się Trójmiasto, które goni te największe – Kraków i Wrocław. Te dwa rynki już przekroczyły 1 mln nowoczesnej powierzchni biurowej – mówi Kamil Tyszkiewicz, dyrektor regionalny w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych w CBRE.

Coraz większy wybór biur w regionach

W regionalnej Polsce przybywa zdecydowanie więcej biur niż w stolicy. Od I do III kwartału br. w regionach przybyło ponad 430 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, podczas gdy w Warszawie ponad dwa razy mniej – 190 tys. mkw. Na koniec III kwartału 2018 roku, łączny zasób powierzchni biurowej w miastach regionalnych wyniósł 4,81 milionów m kw., co oznacza 10% wzrost

W miastach regionalnych spotkamy też więcej placów budowy niż w stolicy. W trakcie realizacji są inwestycje, które zapewnią ponad 805 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Natomiast w Warszawie buduje się obecnie ponad 747 tys. mkw. Z raportu CBRE „Market View: Rynek Biurowy w miastach regionalnych po III kw. 2018” wynika także, że w III kwartale 2018 r. nowe budynki w chwili oddania do użytkowania były już skomercjalizowane w niemal 50%.

Nowoczesnych biur jak na lekarstwo

Ilość dostępnej powierzchni do natychmiastowego wynajęcia we wszystkich miastach regionalnych łącznie jest mniejsza niż w Warszawie. Wskaźnik pustostanów na koniec III kwartału br. wyniósł 9,6% (w Warszawie 10%), co stanowi spadek o 0,3 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Najtrudniej o nowoczesną powierzchnię w Trójmieście i Poznaniu, gdzie poziom pustostanów spadł poniżej 7%. Co więcej, dla Poznania poziom dostępnej powierzchni w budynkach powyżej 10 tys. mkw. powierzchni biurowej wyniósł jedynie 5%, natomiast w Trójmieście niewiele ponad 6% – są to rekordy komercjalizacji budynków i świadczą o niespotykanej jak dotąd skali popytu na biura. Relatywnie łatwiej o nowoczesne biuro w Lublinie, gdzie poziom dostępnej powierzchni wyniósł na koniec III kwartału prawie 19%. W Łodzi, Wrocławiu i Krakowie poziom pustostanów jest na poziomie ogólnopolskim – ok. 10%.

Warszawa wciąż atrakcyjna dla firm, Kraków i Trójmiasto gonią

Firmy szukające atrakcyjnej lokalizacji dla swoich biur wciąż częściej decydują się na stolicę niż miasta regionalne. W ciągu III kwartałów 2018 r. w Warszawie łącznie wynajęły ponad 634 tys. mkw., podczas gdy w siedmiu głównych miastach regionalnych ponad 421 tys. mkw. powierzchni biurowej. Największy poziom najmu w III kw. spośród miast regionalnych odnotowano w Krakowie – blisko 46 tys. mkw. oraz w Trójmieście – 40 tys. mkw. Nadmorski rynek szybko goni stolice Małopolski i Dolnego Śląska, które mają ponad 1 mln mkw. powierzchni i wysoki stabilny popyt.

Czynsze w górę

Czynsze bazowe w miastach regionalnych osiągnęły poziom 10,50 –15 euro / mkw./ msc. Najwyższe stawki odnotowano we Wrocławiu, a najniższe zostały zarejestrowane w Lublinie, gdzie jest najwięcej niewynajętej powierzchni. – Zakładamy, że w związku z coraz większym zapotrzebowaniem i wciąż niskim poziomem dostępnej powierzchni może pojawić się presja na zwiększenie czynszów na przełomie roku 2018/2019 – mówi Kamil Tyszkiewicz.

Prognoza na 2019 rok

W 2019 roku zasoby regionalnej powierzchni biurowej mogą przekroczyć 5 mln mkw. i zbliżyć się do tych warszawskich (po III kwartałach br. wynosi 5,4 mln mkw.). W celu stabilnego rozwoju rynku konieczne jest zwiększenie tempa wzrostu zasobu nowoczesnej powierzchni. Obecna ilość biur nie zaspokaja potrzeb najemców przesuwając przewagę rynkową zdecydowanie w stronę właścicieli budynków.

Koniec negocjacji brexitowych? Funt traci

Polska gospodarka wciąż niespodziewanie rośnie powyżej 5%. Wielka Brytania ugięła się w negocjacjach brexitowych, ważne spotkanie jeszcze w listopadzie. Wiemy kto na razie zastąpi szefa KNF.

Dobre dane z Polski

Polska gospodarka wciąż rośnie powyżej 5% w skali roku. Dane za trzeci kwartał zaskoczyły analityków. Spodziewali się oni wyniku w okolicach 4,7% odczyt wyniósł z kolei 5,1%. Jest to o tyle miła niespodzianka, że ostatnie dane cząstkowe jak chociażby produkcja przemysłowa czy sprzedaż detaliczna zapowiadały raczej pogorszenie wzrostu. Warto z kolei zwrócić uwagę, że albo spadki tych dodatkowych wskaźników okażą się przejściowe, albo w końcu pociagną za sobą wzrost gospodarczy w dół. Inwestorzy najwyraźniej również zwrócili uwagę na rozbieżność pomiędzy tymi danymi przez co pomimo bardzo dobrego wyniku złoty nie zyskiwał wyraźnie po publikacji.

Koniec negocjacji brexitowych?

Na 25 listopada zapowiadane jest nadzwyczajny szczyt przywódców państw Unii Europejskiej. Według zapowiedzi organizatorów ma być przedstawiony wynik negocjacji z Wielką Brytanią w ramach opuszczenia Unii. Przełom był możliwy, gdyż Londyn odpuścił w końcu w sprawie granicy lądowej pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną. Czy zatem zakończymy procedurą jeszcze w listopadzie? Jest to możliwe, ale pamiętajmy, że konkretne państwa mogą jeszcze dodać komentarze. To z kolei może spowodować, że wbrew planom może się okazać, że może nie dojść do zatwierdzenia porozumienia na tym spotkaniu. Jak reagują rynki? Funt traci dzisiaj od rana względem większości głównych walut oznacza to, że inwestorzy liczyli, że Wielka Brytania mocniej będzie walczyć pod koniec. Dodatkowo w dół pociągnęła brytyjską walutę rezygnacja głównego negocjatora po stronie Wielkiej Brytanii.

Mamy nowego szefa Komisji Nadzoru Finansowego

Po tym jak Marek Chrzanowski złożył dymisję z funkcji przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego powstała luka na tym stanowisku. Tymczasowo jego funkcję pełnić będzie jego dotychczasowy zastępca Marek Pachucki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Najdroższe ulice handlowe na świecie

  • Górna Piąta Aleja w Nowym Jorku na drugim miejscu wskutek znacznego spadku czynszów
  • Londyńska New Bond Street najdroższą ulicą handlową w Europie i trzecią na świecie
  • 30. wydanie globalnego raportu prezentuje nowe trendy na zmieniającym się rynku handlowym

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield Main Streets Across the World (Główne ulice handlowe świata) wynika, że Causeway Bay w Hongkongu została po raz pierwszy od pięciu lat najdroższą ulicą handlową świata, wyprzedzając pod tym względem nowojorską Górną Piątą Aleję.

Coroczny raport przedstawia ranking 446 najdroższych ulic handlowych świata sporządzony w oparciu o dane własne firmy Cushman & Wakefield dotyczące wysokości czynszów za najlepsze powierzchnie handlowe. 30. już wydanie raportu zawiera zestawienie najdroższych ulic w 65 krajach.Najdroższe ulice handlowe na świecie

Czynsze w Nowym Jorku znacząco się obniżyły w ciągu roku (z 3000 USD do średnio 2250 USD za stopę kwadratową rocznie), wskutek czego Górna Piąta Aleja spadła na drugie miejsce w rankingu najdroższych ulic świata. Pomimo nieznacznego spadku czynszów w Causeway Bay w Hongkongu (do 2671 USD/st. kw./rok), lokalizacja ta awansowała na pierwszą pozycję zestawienia. Z kolei londyńska New Bond Street, gdzie w ciągu ostatniego roku stawki czynszu pozostały na względnie stabilnym poziomie 1744 USD/st. kw./rok, jest obecnie najdroższą ulicą handlową w Europie i trzecią najdroższą w świecie. Świadczy to o tym, że marki luksusowe i z górnej półki nadal uważają stolicę Wielkiej Brytanii za kluczową lokalizację handlową.

W pierwszej dziesiątce najdroższych ulic handlowych znalazły się także Pola Elizejskie na 4. miejscu (1519 USD/st. kw./rok) oraz Via Montenapoleone w Mediolanie na 5. pozycji (1466 USD/st. kw./rok). Szóste miejsce w rankingu – z czynszami na średnim poziomie 1219 USD/st. kw./rok – zajęła tokijska Ginza, która jest jednocześnie najwyżej sklasyfikowaną ulicą w Azji po Hongkongu. Wśród lokalizacji na drugim końcu zestawienia – z czynszami w przedziale 20-30 USD/st. kw./rok – znalazły się głównie ulice na rynkach wschodzących w Afryce i Ameryce Łacińskiej.

W pierwszym wydaniu raportu Main Streets Across the World w 1988 roku najdroższą ulicą handlową świata była nowojorska East 57th Street z czynszem wynoszącym 425 USD/st. kw./rok. Od tego czasu na pierwszym miejscu dominowały ulice Nowego Jorku albo Hongkongu – poza nimi sukces ten odniosła tylko tokijska Ginza.

Darren Yates, autor raportu i dyrektor działu badań rynku handlowego w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedział: „Nadal obserwujemy spore zainteresowanie najbardziej atrakcyjnymi lokalizacjami handlowymi na świecie, a największe sieci handlowe wykorzystują sklepy w ramach strategii pogłębiania doznań zakupowych

Pomimo pewnych różnic, globalne trendy łączy także kilka wspólnych cech. Najbardziej widoczne z nich to dalsza ekspansja sprzedaży online i wielokanałowej, która stanowi już standardowy i znaczny element inwestycji w projekt architektoniczny sklepów. Technologie wciąż rewolucjonizują świat handlu, ale dzięki nim także sklepy stacjonarne mogą reagować na zmiany, ponieważ pozwalają lepiej poznawać klientów i uatrakcyjniać im dokonywanie zakupów”.

Justin Taylor, dyrektor działu powierzchni handlowych w regionie EMEA w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Prognozy dla sektora są nadal optymistyczne, ale wskutek zmian społecznych i technologicznych wchodzimy w etap »pozahandlowy«, co oznacza także konieczność odpowiedniego dostosowania modeli biznesowych. Tradycyjny handel przetrwa i w wielu lokalizacjach będzie dynamicznie się rozwijał, ale jego udział w składzie najemców prawdopodobnie się zmniejszy. Nawet przy najdroższych ulicach handlowych będą powstawały restauracje, obiekty rozrywkowe, centra fitness i punkty usługowe.

Z tego względu w sektorze handlu tradycyjnego obserwujemy zmiany w zakresie wielkości sklepów oraz poszukiwania nowych koncepcji i pomysłów. Jest to najbardziej widoczne w USA i Wielkiej Brytanii – oba te kraje odczuły skutki restrukturyzacji sieci handlowych i ograniczania sieci sklepów w niektórych sektorach, a także spadek czynszów w niektórych regionach. Zmiany te stwarzają jednak również szanse na pojawienie się nowych, ciekawych operatorów i formatów”.

Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Małgorzata Dziubińska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield, komentuje: Zagraniczne marki planujące ekspansję w Polsce muszą uwzględnić specyfikę tutejszego rynku, na którym handel skupia się głównie w centrach handlowych. Na polskich ulicach dominują najemcy z branży gastronomicznej, restauracje, kawiarnie i puby. Jest zatem zupełnie inaczej niż w największych miastach innych krajów europejskich, gdzie zwykle przeważają najemcy modowi. Samorządy wielu miast dokładają jednak wielu starań, aby tę sytuację zmienić. Tworzone są obecnie kompleksowe strategie rozwoju wybranych rejonów, doboru najemców i przygotowania lokali, co pozwoli na zapewnienie warunków odpowiadających potrzebom dużych sieci handlowych i pomoże kompleksowo wspierać rozwój ulic handlowych w największych miastach w Polsce”.najdroższe ulice handlowe w Polsce

Huawei przedstawił plany rozwoju firmy w Europie

Huawei podczas Innovation Day oraz Eco-Connect Europe w Rzymie zaprezentował swoją nową strategię „Platforma + Ekosystem”. Firma przedstawiła szeroki wachlarz najnowszych produktów ICT w rozwijających się dziedzinach, takich jak cloud computing, IoT, Big Data i platformy cyfrowe, jak również nowe rozwiązania dla Smart Cities i przedsiębiorstw.

Nowe OpenLabs

Huawei zbudował dwa OpenLabs w Monachium i Paryżu. Pierwszy z nich skupia się na Smart Manufacturing i Smart City, podczas gdy drugi skupia się na IoT, przemyśle samochodowym i handlu detalicznym. Do końca 2018 roku Huawei zakończy także rozbudowę OpenLab w Monachium. Ponadto, do końca 2021 roku w Europie powstaną trzy Huawei OpenLabs, w które zostanie zainwestowanych łącznie 50 milionów USD. Huawei będzie korzystać z tych laboratoriów w celu realizacji zorientowanych na przyszłość wspólnych innowacji z europejskimi klientami i partnerami w obszarach Smart Manufacturing, IoV i Smart Cities. Firma zapewni też platformy ICT, aby pomóc lokalnym partnerom w testowaniu, weryfikacji i optymalizacji rozwiązań. Będziemy również współpracować z partnerami w celu wspólnego opracowania rozwiązań branżowych i eksploracji rynku. OpenLabs zapewnią również doskonałe środowisko dla szkoleń i doświadczeń w zakresie różnych rozwiązań – powiedział Ernest Zhang, prezes Huawei Enterprise Business Group w Europie Zachodniej.

Nowe projekty umożliwiające cyfrową transformację

Podczas tegorocznego Eco-Connect Europe Huawei ogłosił szereg nowych form współpracy z wiodącymi firmami w branży w celu poprawy rozwiązań dla klientów. Nowa współpraca obejmuje m.in:

  • Huawei współpracował z firmą Microsoft przy wydaniu rozwiązania Azure Stack, które ma na celu przyspieszenie rozwoju hybrydowych usług chmury obliczeniowej
  • Huawei i TIM uruchomiły wspólne rozwiązanie SD-WAN dla przedsiębiorstw w celu budowania sieci o optymalnym doświadczeniu
  • Huawei i Digicom podpisały protokół ustaleń w sprawie współpracy w zakresie inteligentnych terminali parkingowych i OpenCloud
  • Huawei i WAGO podpisały protokół ustaleń w celu opracowania rozwiązania w zakresie automatyzacji i zarządzania efektywnością energetyczną dla inteligentnych fabryk
  • Huawei i Eluminocity podpisały protokół ustaleń w celu przeprowadzenia wspólnych innowacji na rzecz inteligentnego rozwoju miast

W erze cyfrowej transformacji Huawei stale pracuje nad zwiększeniem swoich możliwości platformowych. Kierując się prawem Moore’a, napędzamy innowacyjność i ewolucję produktów. Koncentrując się na trzech polach przełączników sieci DC, urządzeń dostępu Wi-Fi i routera SW-WAN, najnowsza generacja produktów i rozwiązań IDN opartych na technologii AI, które właśnie wprowadziliśmy, może pomóc w budowaniu zorientowanych na użytkownika, uproszczonych sieci ultraszerokopasmowych, które umożliwiają cyfrową transformację przedsiębiorstw – twierdzi Ruiqi Fan, wiceprezes ds. marketingu i sprzedaży rozwiązań Huawei Enterprise Business Group w Europie Zachodniej.

Nowe rozwiązania na rzecz nowoczesnego społeczeństwa i cyfrowego życia

Wraz z ponad 20 partnerami rozwiązań, w tym SAP i Digicom, Huawei zaprezentował swoje rozwiązania i przypadki zastosowania w czterech wyspecjalizowanych sektorach związanych z inteligentnymi miastami, produkcją, finansami i energią. Dla Smart Cities, innowacyjne rozwiązanie Intelligent Operation Center (IOC) , gdzie są analizowane dane z każdego podsystemu miasta, dostarczając informacji, które wskazują status poszczególnych systemów i dostarczają wskazówek do podejmowania decyzji.

Ponadto, rozwiązanie wdraża zarządzanie zasobami w czasie rzeczywistym i wskazuje status zasobów publicznych w mieście. Integruje różne rodzaju procesy, takie jak usługi głosowe, wideo, trunking (łączenie danych w jeden wspólny kanał, w którym przesyłane są dane), interaktywne mapy GIS, call center i centra dowodzenia, które pomagają zarządcom miast w radzeniu sobie z sytuacjami kryzysowymi. W oparciu o platformę cyfrową Smart City, Huawei i jego partnerzy zademonstrowali wiele innowacyjnych aplikacji na rzecz inteligentnego miasta. Na przykład, innowacyjne rozwiązanie mierników opracowane przez Huawei i Qloud daje tradycyjnym licznikom analogowym moc inteligentnego pomiaru, zmniejszając koszty wymiany liczników.

Huawei zademonstrował również inteligentne rozwiązanie oświetleniowe, które opracowała wspólnie z firmą Eluminocity, oraz inteligentne rozwiązanie w zakresie pojemników na odpady, które opracowała wspólnie z firmą Zolitron. Aby umożliwić inteligentną jazdę, Huawei oferuje mobilne centrum danych (MDC – Mobile Data Center) montowane w pojazdach, charakteryzujące się wysokim stopniem bezpieczeństwa, energooszczędnością i niskimi opóźnieniami. MDC jest otwartą, montowaną w pojazdach platformą sprzętową, która zapewnia szeroki zakres łańcuchów narzędzi. Producenci samochodów, dostawcy poziomu 1 i zewnętrzni twórcy algorytmów mogą dostosowywać i rozwijać aplikacje do automatycznego kierowania pojazdami w oparciu o MDC. Korzystając z MDC, Huawei będzie w stanie współpracować ze wszystkimi producentami samochodów i dostawcami.

Zaprezentowane produkty i rozwiązania obejmowały także inteligentną platformę Atlas, która integruje centra obliczeniowe i centra danych, jak również najnowszy, wysokowydajny system typu all-flash, który zapewnia zasoby pamięci masowej oraz zautomatyzowane rozwiązanie zarządzania danymi STaaS.

Huawei pokazał również swoją platformę chmury korporacyjnej z ponad 120 usługami w 16 kategoriach. Te produkty, rozwiązania i platformy tworzą najpotężniejsze w branży portfolio rozwiązań infrastruktury informatycznej. Huawei ma na celu pomóc klientom zmniejszyć ryzyko, koszty i złożoność zgodnie z ich wymaganiami. Ponadto, korzystając z AI, Big Data, rozwiązania IDN opartego na chmurze oraz rozwiązania CampusInsight, Huawei może pomóc klientom zlokalizować usterki sieci w ciągu kilku minut, prognozować potencjalne zagrożenia i w odpowiedzi wykonywać konserwację zapobiegawczą.

Rozwiązanie sieci centrów danych Huawei (DCN) wspiera wizualizację przepływu i proaktywną kontrolę zatorów, zabezpieczając scenariusze aplikacji związanych z sztuczną inteligencją, analizą dużych ilości danych i wysokowydajnymi obliczeniami dla przedsiębiorstw. Branżowe rozwiązanie WAN zapewnia najbardziej złożone interfejsy WAN i możliwości sieciowe w branży, jak również najdokładniejsze wykrywanie jakości aplikacji, w celu zapewnienia optymalnego doświadczenia użytkownika w różnych warunkach sieciowych.

Wyniki finansowe Mitsubishi Motors za pierwsze półrocze roku fiskalnego 2018

Firma Mitsubishi Motors Corporation (MMC) opublikowała wyniki finansowe za pierwsze półrocze roku fiskalnego 2018 (trwającego od 1 kwietnia do 30 września 2018 r.).

1. Wyniki finansowe za 1 półrocze roku fiskalnego 2018

Sprzedaż netto za pierwsze półrocze 2018 r. wyniosła 1 169,3 mld jenów, co stanowi wzrost o 23,4% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego, spowodowany wysoką sprzedażą na całym świecie. Zysk operacyjny wzrósł do 56,9 miliarda jenów, w porównaniu do 44,2 miliarda jenów w tym samym okresie poprzedniego roku fiskalnego, przy marży operacyjnej w wysokości 4,9%. Poprawa wyników była spowodowana wzrostem sprzedaży jednostkowej oraz redukcją kosztów materiałowych i innych. Zysk netto wyniósł 51,9 miliarda jenów.

2. Globalna wielkość sprzedaży

Globalna wielkość sprzedaży w pierwszym półroczu roku fiskalnego 2018 wzrosła o 19% w stosunku rocznym do 594 000 egzemplarzy. Sprzedaż w regionie ASEAN wzrosła o 36% do 152 000 egzemplarzy, ze względu na sukces rynkowy nowego crossovera XPANDER w Indonezji oraz zamówienia pick-upa Triton w Tajlandii. Zwiększono również eksport modelu XPANDER po podniesieniu mocy produkcyjnych zakładu w Indonezji. W regionie Chin sprzedaż w ujęciu rocznym wzrosła o 19%, do 82 000 egzemplarzy, co spowodowane było dobrymi wynikami sprzedaży produkowanego lokalnie Outlandera. W Europie sprzedaż wzrosła w ujęciu rocznym o 29%, do 112 000 egzemplarzy, co odzwierciedla silny popyt na Eclipse Cross w Europie Zachodniej, a także na Outlandera w Rosji.

3. Prognoza dla roku fiskalnego 2018

Prognozy dla Mitsubishi Motors na rok podatkowy 2018 przedstawione poniżej zgadzają się z założeniami przedstawionymi na Giełdzie Papierów Wartościowych w Tokio w maju 2018 roku.

Osamu Masuko
Osamu Masuko

Dyrektor generalny Mitsubishi Motors, Osamu Masuko, powiedział: „Pomimo klęsk żywiołowych, które od czerwca miały wpływ na produkcję i dostawy w Japonii, wyniki finansowe za pierwszą połowę roku podatkowego były w dużej mierze zgodne z naszym rocznym planem. W związku z tym Rada Dyrektorów podjęła decyzję o wypłacie dywidendy śródrocznej w wysokości 10 jenów za akcję, zgodnie z deklaracjami z początku roku podatkowego. Chociaż stoimy przed wieloma niewiadomymi w globalnej gospodarce i ciągłymi wahaniami kursów walutowych, w drugiej połowie roku fiskalnego skupimy się jak zawsze na realizacji naszych prognoz, zwiększając sprzedaż globalną, szczególnie w krajach regionu w ASEAN oraz redukując koszty.”

„Warunki biznesowe w jakich funkcjonujemy oraz globalna sytuacja gospodarcza i geopolityczna zmienia się gwałtownie każdego dnia. Poprzez elastyczne zapobieganie ryzykownym scenariuszom, które mogą mieć wpływ na działanie Mitsubishi Motors, kierujemy firmę na drogę pełnej naprawy i stworzymy podstawy dalszego rentownego i zrównoważonego wzrostu.”

Kurs funta pod wpływem politycznych komentarzy

Premier May zapewniła poparcie swojego gabinetu dla projektu brexitu, ale to mały krok przed większym wyzwaniem przegłosowania dokumentu w parlamencie. Funt handlowany jest z dużą dozą ostrożności w szaleństwie politycznych komentarzy. Dobrym skutkiem skupienia uwagi na Brexicie jest odebranie blasku z dolara i odreagowanie nerwowości.

Po pięciu godzinach debaty rząd premier May zatwierdził projekt brexitu wynegocjowany wcześniej z unijnymi urzędnikami. Po funcie nie widać euforii, gdyż wczorajsza decyzja była jedną z łatwiejszych. Na 25 listopada zaplanowano szczyt unijny, gdzie państwa członkowskie podpiszą się pod projektem rozwodu z Wielka Brytanią, a później premier May stanie przed potężnym wyzwaniem przekonania do dokumentu większości parlamentu. Premier May postawiła sprawę jasno: wybór jest między jej rozwiązaniem, a brakiem jakiejkolwiek umowy z ryzykiem anulowania brexitu. To może osłabić siłę sprzeciwu i krytyki brexitowców, ale na pewno nie zamknie im ust całkowicie. Czeka nas karuzela komentarzy z brytyjskiej sceny politycznej i prawdopodobnie kilka rezygnacji z rządu. Już ogłoszone odejście brytyjskiego negocjatora Raaba jest dużym ciosem dla May i będzie odbierać jej głosów w parlamencie. Nie cichną też spekulacje o potencjalnym wniosku o wotum nieufności. Wniosek wymaga tylko 48 podpisów Torysów, ale 159 głosów w parlamencie i tą druga liczbę może być trudno uzyskać przy ultimatum, jakie postawiła May. Funta może czekać roller-coaster z wstępnym osłabieniem (redukcja pozycji po wczorajszym mini-sukcesie May), ale w dołkach co bardziej wizjonerscy inwestorzy będą szukać okazji do zaczepienia się na rajd.

Na szerszym rynku brexitowa saga ma jedną niezaprzeczalną zaletę: służy jako interesujący temat do dyskusji i nie pozwala wędrować myślami po potencjalnych czynnikach ryzyka. Wachlarz powodów do niepokoju od czasu październikowych zawirowań jest spory: brexit, włoski budżet, polityka Fed, pogorszenie wyników spółek na Wall Street, spowolnienie Chin, spadki cen ropy. Jak już jednak kilkukrotnie wspominałem na łamach komentarz porannego, są to małe problemy, które ewentualnie mogą urosnąć do poważnych, ale wcale nie muszą. Ich mnogość spotęgowała awersję do ryzyka i teraz mało potrzeba, aby stały się samospełniającą się przepowiednią. Ale jeśli odwrócimy od nich uwagę, jest bardziej prawdopodobne, że rynek odnajdzie punkt równowagi. Dziś rano, oprócz debaty nad przyszłością brexitu, pomagają doniesienia, że Chiny wysłały odpowiedź na żądania USA dotyczące reformy handlu. Niewielkie ustępstwa nie spełniają podstawowych oczekiwać prezydenta Trumpa, ale rynek i tak szuka w tym oznak przybliżonego porozumienia. Tak mało trzeba, by poprawić klimat na rynku. To dobry znak.

Z perspektywy FX odwrócenie uwagi od palety ryzyk sprzyja redukcji pozycji w USD, co przede wszytkim pomaga EUR/USD zanegować poniedziałkowy zjazd pod 1,13. Dużo wątpliwości wkradnie się teraz w głowy sprzedających i stoimy przed szansą mocniejszego odbicia. USD/JPY trafił na ścianę na 114 i rezygnacja kupujących może ściągnąć kurs niżej, niezależnie od kierunku rynku akcji. Błyszczą AUD i NZD, ten pierwszy wsparty solidnymi danymi z rynku pracy. Wyższe zatrudnienie nie zmieni myślenia RBA, ale na dziś to dobry pretekst do wzrostów. EUR/PLN siedzi pod 4,30 i tutaj jest mu dobrze przy ograniczonym zainteresowaniu inwestorów. Sentyment zewnętrzny jest ważniejszy niż lokalne dane. Wczoraj szybki szacunek PKB za III kw. był imponujący (5,1 proc. r/r, prog. 4,6 proc.) i pozwolił na uciszenie obaw o tempo odpadania od szczytu cyklu koniunkturalnego, ale przez rynek FX dane niestety zostały zignorowane. Jednak z perspektywy mało stabilnego handlu na rynkach zewnętrznych, jeśli niema komu kupować złotego, później nie będzie też komu sprzedawać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska gospodarka nie zwalnia

Środowa sesja na krajowym rynku walutowym nie przyniosła istotnej zmiany obrazu złotego. Zgodnie z oczekiwaniami bez wpływu na notowania naszej waluty pozostawały publikacje zarówno ostatecznej inflacji konsumenckiej za październik, jak i wstępnego odczytu PKB za III kwartał br. Przed południem złoty wręcz nawet lekko osłabiał się pozostając pod wpływem globalnych nastrojów, ostatecznie kończąc dzień w okolicach 4,295.

Warto jednak odnotować, że wzrost gospodarczy Polski zdecydowanie przewyższył oczekiwania rynkowe. Zamiast prognozowanych 4,7% wzrost PKB wyniósł 5,1% r/r (czyli tyle samo co w II kwartale) i 1,7% kw/kw (wobec 1% zanotowanych wcześniej). Polska ze wzrostem gospodarczym na poziomie 5,7% r/r (wg danych UE wyrównanych sezonowo) odnotowała najlepszy wynik w Europie, obok Łotwy (5,5% r/r) i Węgier (5,0% r/r). Dane dodatkowo zaskakują, gdyż takiego wzrosty nie było widać po odczytach miesięcznych, dot. zarówno sprzedaży detalicznej, jak i produkcji przemysłowej. Nie są też one spójne z tym, co dzieje się w Europie, gdzie m.in. w III kwartale PKB Niemiec zanotowało pierwszy od ponad trzech lat spadek o 0,2% w ujęciu kwartalnym. Opublikowany wstępny szacunek PKB za III kwartał br. zapewne pozytywnie zaskoczył też RPP, ale raczej nie będzie miał większego wpływu na jej decyzje dotyczące stóp procentowych. W tym kontekście o wiele bardziej istotna będzie publikacja struktury PKB, ale i ona nie powinna zmienić założeń NBP utrzymania stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, co najmniej do końca 2019 roku. Neutralna dla rynku była też rewizja w górę do 1,8% r/r danych inflacyjnych za październik (wstępne szacunki wskazywały 1,7%). Jak wskazali ekonomiści Banku, dane ostateczne pokazały nieznaczną rewizję w górę rocznego wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych oraz rewizję w dół cen nośników energii. Jednakże ogólny obraz procesów inflacyjnych pozostaje bez zmian, w tym źródła przyspieszenia inflacji. Ponadto, w końcówce 2018 roku oczekiwane jest spowolnienie dynamiki CPI w okolice dolnego ograniczenia wahań wokół celu. Zatem, ze strony inflacji również na razie nie zobaczymy przesłanek do zmiany polityki monetarnej NBP.

Środowa stabilność notowań złotego była konsekwencją zmian na rynku bazowym, gdzie kurs EUR/USD nadal utrzymywał niskie poziomy, w okolicach 1,13 chwilowo z lekką dominacją dolara, którego umacniały przede wszystkim słabe dane z Europy a po południu inflacyjne z USA wspierające kolejne podwyżki stóp przez Fed (w październiku CPI na poziomie 2,5% r/r wobec 2,3% wcześniej). W strefie euro (wg prezesa Bundesbanku J.Weidmana) pomimo zapowiedzi zaprzestania w tym roku zakupów aktywów przez EBC, ostateczne zakończenie programu wsparcia gospodarczego i znormalizowanie polityki pieniężnej będzie procesem długotrwałym. Do podejmowania umiarkowanych decyzji może EBC skłaniać m.in. słabnąca gospodarka strefy euro. W III kwartale br. PKB EZ rosło najwolniej od czterech lat (1,7% r/r i o 0,2% kw/kw). Presję na euro nadal wywierają Włoch, które ponownie przedłożyły UE projekt budżetu na 2019 rok z takimi samymi założeniami dotyczącymi wzrostu i deficytu, jak w projekcie odrzuconym przez Unię w ubiegłym miesiącu, ale z niższym poziomem długu. Czynnikiem wspierającym euro okazały się zaś doniesienia o poparciu przez brytyjski rząd proponowanego tekstu umowy wyjścia UK z UE. EUR/USD zakończył środę powyżej 1,13.

Wykres dnia: Polska gospodarka nie zwalnia, co zaskakuje biorąc pod uwagę sytuację w Europie. Poniżej PKB Polski na tle danych dla Niemiec i strefy euro.

PKB Polski na tle danych dla Niemiec i strefy euro
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Jak uniknąć zatorów płatniczych w małej i średniej firmie?

Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance
Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance

Co druga firma w Polsce skarży się na problemy z płatnościami od kontrahentów. Przypominają o tym boleśnie wyniki badań przeprowadzonych przez BIG InfoMonitor w III kwartale br. Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance podpowiada, które rozwiązania pozwolą przyspieszyć odzyskanie płatności od dłużników.

Zatory płatnicze są konsekwencją nieterminowego regulowania należności. Aż 50 % polskich przedsiębiorców donosi, że doświadczyła przeterminowania płatności ze strony odbiorców towarów i usług o co najmniej 60 dni. Niestety jest to często spotykane zjawisko, które niesie za sobą większe konsekwencje. Większość firm, które nie otrzymują zapłaty w terminie nie widzi niczego złego w tym, że sami przez to nie opłacają swoich zobowiązań. Problem tkwi w tym, że tworzy to stale poszerzające się błędne koło.

Weryfikacja zatorów płatniczych oraz faktoring

Opóźnieniom w płatnościach i pojawianiu się zatorów płatniczych można zapobiegać. Jednym ze sposobów jest weryfikacja przeszłości płatniczej klienta w KRD, ERIF lub BIG przed podpisaniem umowy.

Często zaległości kontrahenta powodują, że sami tracimy płynność finansową firmy. Psuje to nasze relacje z innym przedsiębiorcami, ponieważ sami nie jesteśmy wstanie opłacić bieżących faktur. Efekt domina może doprowadzić nawet do bankructwa. W takich sytuacjach zawsze można starać się o dodatkowe finansowanie. Na rynku dostępne są obecnie produkty, które umożliwiają spłatę wszystkich zobowiązań w ciągu 48 godzin.
-mówi Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance.

Coraz bardziej popularny faktoring zabezpiecza przed wariantem nieotrzymania zapłaty od swoich kontrahentów. Przeznaczony jest dla wszystkich przedsiębiorców, którzy wystawiają faktury z odroczonym terminem płatności.

Obniżka procentowa

Skonto jest kolejnym rozwiązaniem, które może znacznie przyśpieszyć odzyskanie płatności od kontrahenta. Forma ta poniekąd ma działać jako motywator do wcześniejszego uregulowania płatności. Polega na zmniejszeniu sumy zaległości w zamian za wcześniejsze uregulowanie płatności. Sprzedający ustala termin płatności np. na 30 dni, jeżeli kontrahent opłaci należności np. w ciągu 14 dni to kwota należności zmniejszy się o np. 5%. Mniejszy zysk zapewnia płynność finansową i zmniejsza możliwość powstawania zatorów finansowych.

Rozwiązanie ma obopólną korzyść, ponieważ sprzedawca otrzymuje zapłatę we wcześniejszym terminie, natomiast sam kontrahent płaci mniej. W sytuacji skonta, trzeba pamiętać o konieczności wystawienia faktury korygującej. Zgodnie z przepisami Ustawy podatku od towarów i usług firma, która udziela skonta, wszystkie informacje o wartościach upustów i multiplikacji cen winna umieścić na fakturze.

Kiedy zaległe płatności nie pojawiają się na naszym koncie nie można stać z założonymi rękami. Trzeba działać i szukać sposobów na uniknięcie długów. Takie możliwości na pewno daje skonto, faktoring oraz wcześniejsza weryfikacja przeszłości płatniczej klienta. Pomogą one przede wszystkim uniknąć trudności wynikających z przeterminowanych płatności od kontrahentów, takich jak terminowe regulowanie własnych płatności, osiąganie wyższych zysków, inwestowanie i rozwój firmy. Warto także skontaktować się z firmami, które mają doświadczenie w rozwiązywaniu podobnych sytuacji. Niektóre z nich są w stanie zaoferować dodatkowe środki na rozwój przedsiębiorstwa, poza spłatą zaległości.

MLP Group zwiększyło przychody o 43% – wyniki po III kw. 2018 r.

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za pierwsze trzy kwartały 2018 roku. W tym okresie Grupa osiągnęła 103,2 mln zł przychodów, 62,5 mln zł zysku operacyjnego oraz 28,9 mln zł zysku netto. Przez pierwsze dziewięć miesięcy br. wartość aktywów netto wzrosła o 3,6% do 752,5 mln zł. Priorytetem Zarządu MLP Group pozostaje dynamiczny rozwój w kraju oraz ekspansja na rynku niemieckim.

MLP Group, deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w pierwszych trzech kwartałach 2018 roku uzyskał 103,2 mln zł przychodów, czyli o 43% więcej w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Grupa zanotowała 62,5 mln zł zysku na działalności operacyjnej, co jest wynikiem o jedną czwartą wyższym niż rok wcześniej (było 49,5 mln zł). Z kolei na poziomie wyniku netto MLP Group osiągnęło 28,9 mln zł zysku, co oznacza spadek o 21% względem tego samego okresu poprzedniego roku. Deweloper powierzchni magazynowych na koniec września 2018 r. posiadał kapitały własne (aktywa netto) o wartości 752,5 mln zł, czyli o 3,6% wyższe niż wartości wykazane na koniec minionego roku. W ciągu pierwszych trzech kwartałów br. wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 14,6% do 1,33 mld zł (303 mln euro).

Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.
Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.

„Uzyskane wyniki są bardzo dobre i potwierdzają systematyczne zwiększanie skali działania. Na wzrost wartości nieruchomości inwestycyjnych przełożyły się głównie nakłady poniesione na budowę nowych parków i ciągły rozwój naszego biznesu – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Całkowita powierzchnia wynajęta na koniec września br. wyniosła 496,5 tys. m2 i zwiększyła się o 9,5% (43 tys. m2) w stosunku do całkowitej powierzchni wynajętej w parkach logistycznych na terenie Polski na koniec minionego roku. Na rynku niemieckim w parku MLP Unna wynajęte zostały już miejsca parkingowe i trwają negocjacje z potencjalnymi najemcami powierzchni magazynowych.

 „Ekspansja na rynku niemieckim pozostaje naszym kluczowym celem w perspektywie kolejnych okresów. Duży potencjał wzrostu mamy wciąż na rynku krajowym, gdzie systematycznie rozbudowujemy parki logistyczne w ramach posiadanego banku ziemi. Wychodzimy jednocześnie do najemców z nową ofertą budowy obiektów City Logistic, co w dużej mierze jest związane z globalnym rozwojem e-commerce. Realizowane działania z pewnością będą miały pozytywny wpływ na wzrost wartości grupy kapitałowej” – dodał Radosław T. Krochta.

Grupa prowadzi obecnie siedem operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Teresin, MLP Wrocław, MLP Gliwice oraz dwa parki logistyczne w budowie – MLP Czeladź i MLP Poznań West. Na podstawie umowy deweloperskiej Grupa jest odpowiedzialna także za komercjalizację parku logistycznego MLP Bieruń, który został sprzedany w 2015 roku. W Niemczech Grupa aktualnie prowadzi park logistyczny MLP Unna. Z kolei w Rumunii zakupiła grunt pod budowę nowego parku logistycznego – MLP Bucharest West. Ponadto Grupa posiada działki i umowy rezerwacyjne na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne. Powoduje to, że w skład aktualnego i potencjalnego portfela zarządzanych nieruchomości przez MLP Group wchodzi łącznie szesnaście operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Europie na trzech obsługiwanych rynkach.

Grupa PZU – wyniki po III kw. 2018 r.

Grupa PZU zanotowała najwyższy od 5 lat kwartalny zysk netto, zarówno na poziomie Grupy (1,56 mld zł), jak i jednostki dominującej (1,01 mld zł). Składka przypisana brutto w III kwartale 2018 roku wyniosła 5,38 mld zł, co w ujęciu narastającym daje rekordowe 17,3 mld zł po 9 miesiącach tego roku.

III kwartał

  • Wzrost zysku netto jednostki dominującej z 683 mln zł do 1,01 mld zł o 47,4 proc. w porównaniu do trzeciego kwartału 2017.
  • Poprawa wskaźnika rentowności kapitałów własnych (ROE) dla podmiotu dominującego z 20,2 proc. do 29,3 proc. To wzrost o 9,1 p.p. w porównaniu z trzecim kwartałem 2017.
  • Wysoka rentowność w ubezpieczeniach majątkowych w Grupie PZU – wskaźnik mieszany osiągnął poziom 84,3 proc. w trzecim kwartale 2018 pomimo dużej presji cenowej.
  • Wysoka rentowność ubezpieczeń na życie w polisach grupowych i indywidualnie kontynuowanych: 26,1 proc. marży zysku operacyjnego, tj. 6 p.p. powyżej celu strategicznego.
  • Wysoka dyscyplina kosztowa, wskaźnik kosztów administracyjnych PZU SA i PZU Życie wyniósł
    6,0 proc.
  • Wysoki wskaźnik bezpieczeństwa kapitałowego – wskaźnik SII na poziomie 227 proc.
  • Potwierdzenie przez S&P Global Ratings ratingu Grupy PZU na poziomie „A-” z perspektywą stabilną.

9 miesięcy

  • Wzrost składki przypisanej brutto z 16,93 mld zł do 17,26 mld zł, tj. o 1,9 proc. w porównaniu do
    9 miesięcy 2017.
  • Wzrost skonsolidowanego zysku netto z 2,9 mld zł do 3,9 mld zł, tj. o 34,6 proc. w porównaniu do 3 kwartałów 2017.
  • Wzrost rentowności kapitału własnego dla jednostki dominującej z 21,1 proc. do 22,9 proc., tj.
    o 1,8 p.p. w porównaniu do 9 miesięcy 2017.

Paweł Surówka, prezes PZU SA

Paweł Surówka
Paweł Surówka

Znakomita kondycja finansowa Grupy PZU po trzech kwartałach tego roku to efekt bardzo dobrych wyników w podstawowych segmentach ubezpieczeniowych, wspieranych rosnącą kontrybucją segmentu bankowego. Przypis składki osiągnął rekordowe 17,3 mld zł, a zysk netto Grupy 3,9 mld zł. Jednocześnie w samym trzecim kwartale zysk netto dla jednostki dominującej przekroczył 1 mld zł. Jest to najlepszy rezultat w ciągu ostatnich 5 lat. Tegoroczne wyniki wyróżniają się przy tym wysoką jakością, co widoczne jest na poziomie wskaźników rentowności, przy ograniczonym wpływie wyniku inwestycyjnego.

Równolegle do działań ukierunkowanych na rentowny wzrost, konsekwentnie wdrażamy naszą strategię opartą na innowacjach i nowych technologiach. Od początku roku znacząco zwiększyliśmy liczbę interakcji z klientami przede wszystkim w obszarze sprzedaży zdalnej. Zwiększyliśmy stopień automatyzacji procesów obsługowych w zakresie likwidacji szkód oraz uruchomiliśmy nowoczesną, intuicyjną i przyjazną dla użytkowników nową stronę internetową www.pzu.pl.

W październiku zaczęła działać innowacyjna platforma internetowa inPZU.pl. Dzięki niej można szybko i prosto kupić produkty inwestycyjne. Nigdy wcześniej inwestowanie nie było tak atrakcyjne ze względu na opłaty za zarządzanie funduszami. Na platformie inPZU każdy fundusz ma stałą niską opłatę: 0,5 proc.

Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU
Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU

Tomasz Kulik, CFO Grupy PZU

Osiągnięte wyniki wskazują, że w tym roku konsekwentnie realizujemy główne cele strategiczne. Wskaźnik rentowności kapitałów własnych (ROE) po 9 miesiącach wyniósł 22,9 proc. Taki zwrot z kapitału przewyższa ROE osiągane przez naszych lokalnych i zagranicznych konkurentów.

W trzecim kwartale br. wskaźnik COR dla ubezpieczeń majątkowych wyniósł 84,3 proc. W perspektywie długoterminowej głównym czynnikiem wpływającym na dobre wyniki była adekwatna polityka taryfowa realizowana w warunkach konsekwentnej dyscypliny kosztowej. Dodatkowo w trzecim kwartale br. istotne znaczenie miała niższa szkodowość i brak zdarzeń o charakterze jednorazowym w ubezpieczeniach majątkowych. W analogicznych okresach roku 2016 i 2017 miały miejsce wydarzenia związane z niekorzystnymi warunkami pogodowymi.

Rosnące zyski notowane od początku roku pozwalają na utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu Grupy, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa mierzonego wskaźnikiem wypłacalności SII. Po II kw. wyniósł on 227 proc., tj. 27 p.p. powyżej celu pozwalającego na wypłatę dywidendy, zgodnie z przyjętą Polityką Kapitałową i Dywidendową.

Bardzo dobre wyniki oraz konsekwentną realizację strategii Grupy PZU doceniła międzynarodowa agencja ratingowa S&P Global Ratings, potwierdzając rating Grupy PZU na poziomie „A-” z perspektywą stabilną. Analitycy agencji zwrócili uwagę na bardzo silną pozycję PZU jako lidera rynku ubezpieczeń, o wyższej rentowności niż polscy i międzynarodowi konkurenci oraz ocenili adekwatność kapitałową PZU na najwyższym możliwym poziomie „AAA”.

Roman Pałac, prezes PZU Życie

W najważniejszym dla nas segmencie ubezpieczeń na życie obserwujemy wzrost udziałów rynkowych oraz wysoką rentowność prowadzonej działalności. Udział PZU Życie w rynku ubezpieczeń na życie ze składką okresową na koniec pierwszego półrocza br. osiągnął rekordowy poziom 46 proc.

W trzecim kwartale br. obserwowaliśmy dalszą poprawę marży w ubezpieczaniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych. Po trudnym I kwartale, w którym ta marża wyniosła 16,6 proc, w kwartale II i III powróciliśmy do poziomów znacznie przekraczających 20 proc tj. odpowiednio 23,7 proc i 26,1 proc. Do wzrostów przyczyniły się zarówno zmiany w konstrukcji produktów, jak i niższy poziom szkodowości. Sukcesywnie wprowadzamy nowe, atrakcyjne dodatki do ubezpieczeń grupowych i kontynuowanych, co pozwala docierać do nowych klientów na większą skalę.

Dużą popularnością cieszą się również produkty zdrowotne Grupy PZU. Na koniec września 2018 roku mieliśmy już ponad 2,2 mln aktywnych umów zdrowotnych. Jest to wzrost o 45 proc w porównaniu do III kwartału 2017.dane finansowe pzu

Podsumowanie wyników w głównych[1] segmentach operacyjnych

  • Ubezpieczenia majątkowe i osobowe – ubezpieczenia korporacyjne

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych nastąpił wzrost składki przypisanej brutto z  1 894 mln zł do 2 054 mln zł , tj. o 160 mln zł (+8,4 proc r/r) w stosunku do trzech kwartałów 2017 roku. Grupa PZU odnotowała:

  • wyższą składkę z ubezpieczeń od ognia i innych szkód majątkowych oraz OC pozostałe w wyniku zawarcia kilku umów (w tym długoterminowych) o wysokiej wartości jednostkowej oraz rozwoju portfela ubezpieczeń podmiotów medycznych w TUW PZUW;
  • wzrost sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych (+3,6 proc r/r) oferowanych firmom leasingowym oraz w ubezpieczeniach flot w konsekwencji wzrostu średniej składki przy jednoczesnym spadku liczby ubezpieczeń;
  • rozwój portfela ubezpieczeń wskutek rozszerzenia współpracy TUW PZUW z partnerami strategicznymi kompensowany przez niższy poziom składki z kredytów i gwarancji ubezpieczeniowych.

Po 3 kwartałach 2018 roku segment ubezpieczeń korporacyjnych osiągnął 325 mln zł zysku na ubezpieczeniach, czyli o 87,9 proc więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. O wzroście zysku z ubezpieczeń zdecydowała głównie poprawa rentowności portfela ubezpieczeń w wyniku spadku szkód spowodowanych żywiołami oraz pozostałych szkód rzeczowych (znacznie niższy poziom roszczeń o wysokiej wartości jednostkowej oraz szkód powodowanych przez warunki atmosferyczne) oraz ubezpieczeń Auto Casco.

  • Ubezpieczenia majątkowe i osobowe – ubezpieczenia masowe

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku w segmencie ubezpieczeń masowych, nastąpił wzrost składki przypisanej brutto z 7 508 mln zł do 7 702 mln zł, tj. o 194 mln zł (+2,6 proc) w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku. Zmiana wynikała przede wszystkim z:

  • wzrostu przypisu składki w ubezpieczeniach komunikacyjnych (+2,0 proc r/r);
  • przyrostu składki z ubezpieczeń od ognia i innych szkód majątkowych (+2,1 proc r/r), głównie w ubezpieczeniach mieszkań oraz małych i średnich przedsiębiorstw; efekt częściowo niwelowany przez niższą sprzedaż ubezpieczeń upraw i gospodarstw rolnych – efekt wysokiej konkurencyjności rynku;
  • wyższego przypisu składki w grupie ubezpieczeń OC pozostałych (+5,2 proc r/r) oraz NNW i pozostałych (6,9 proc r/r), głównie ubezpieczeń choroby oraz świadczenia pomocy.

O wzroście zysku w segmencie ubezpieczeń masowych o 358 mln zł (+37,6 proc) w porównaniu do trzech kwartałów 2017 roku zadecydował głównie wzrost rentowności w ubezpieczeniach innych niż komunikacyjne (niższy poziom szkód powodowanych przez warunki atmosferyczne) oraz Auto Casco w nieznacznym stopniu niwelowane spadkiem wyniku w grupie ubezpieczeń OC komunikacyjnych (wpływ doszacowania rezerwy na poczet roszczeń o zadośćuczynienie).

  • Ubezpieczenia na życie – grupowe i indywidualnie kontynuowane

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku składki przypisane brutto z ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych wzrosły z 5 145 mln zł do 5 163 zł, tj. o 18 mln zł (+0,3 proc.) w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Był to efekt przede wszystkim:

  • pozyskania kolejnych kontraktów w ubezpieczeniach zdrowotnych zawieranych w formie grupowej lub kontynuowanej (nowi klienci w ubezpieczeniach ambulatoryjnych oraz sprzedaż wariantów produktu lekowego). Na koniec września 2018 roku PZU Życie posiadał w portfelu ponad 1,7 mln aktywnych umów tego rodzaju. Wprowadzono również do oferty nową umowę dodatkową do ubezpieczeń kontynuowanych „PZU Uraz Ortopedyczny”. Ubezpieczony w razie urazu ortopedycznego spowodowanego nieszczęśliwym wypadkiem, np. złamania, zwichnięcia czy skręcenia otrzyma pomoc fizjoterapeuty i ortopedy. Oprócz tego będzie mógł skorzystać z zabiegów rehabilitacyjnych w prywatnych placówkach medycznych na terenie całej Polski. Ubezpieczenie spotkało się z bardzo dobrym odbiorem wśród klientów – trzech na czterech przystępujących do indywidualnej kontynuacji wybrało również tę umowę dodatkową;
  • aktywnej „dosprzedaży” innych ubezpieczeń dodatkowych w produktach indywidualnie kontynuowanych, w tym szczególnie wraz z oferowaniem umowy podstawowej w oddziałach PZU oraz podwyższania sumy ubezpieczenia w czasie trwania umów.

Jednocześnie przychody z produktów grupowych ochronnych pozostawały pod presją zwiększonych odejść z grup (zakładów pracy) osób w obniżonym ustawowo w IV kwartale 2017 roku wieku emerytalnym.

Zysk z działalności operacyjnej w segmencie ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych po III kwartale 2018 roku wzrósł z 1 131 mln zł do 1 155 mln zł, tj. o 24 mln zł (+2,1 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. Zysk z działalności operacyjnej z wyłączeniem efektu konwersji umów długoterminowych na kontrakty odnawialne w ubezpieczeniach grupowych typ P poprawił się r/r o 41 mln zł (+3,7 proc) – głównie na skutek stale rosnącego portfela ubezpieczeń oraz niższego niż przed rokiem wzrostu rezerw matematycznych w produktach kontynuowanych jako efekt dotychczasowych zmian zasad indeksacji oraz udziału „starych” i „nowych” kontynuacji zarówno wśród osób dochodzących, jak i pozostających w portfelu ubezpieczonych, a dodatkowo także niższego w bieżącym roku poziomu świadczeń w portfelu grupowych produktów ochronnych.

  • Ubezpieczenia na życie – indywidualne

Spadek poziomu składek przypisanych brutto w stosunku do 3 kwartałów 2017 roku z 1 196 mln zł do poziomu 1 007 mln zł, tj. o 189 mln zł (-15,8 proc) był rezultatem niższych wpłat na rachunki ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych w ubezpieczeniach unit-linked oferowanych razem z bankami. Jednocześnie działały pozytywne czynniki takie, jak:

  • stale rosnący poziom składki z produktów ochronnych zarówno o charakterze kapitałowym, jak i terminowym, oferowanych w kanałach własnych – poziom sprzedaży przekracza poziom storn istniejącego portfela;
  • wzrost portfela ubezpieczonych w produktach ochronnych w kanale bancassurance.

Wynik operacyjny segmentu wzrósł z 144 mln zł do 160 mln zł, tj. o 16 mln zł (+1,1 proc) w porównaniu z ubiegłym rokiem, a istotnymi czynnikami były rosnące wynagrodzenie z tytułu opłaty za zarządzanie oraz niższe koszty akwizycji w produktach unit-linked. Na poprawę marży wyniku wpłynął ponadto wzrost udziału w przychodach segmentu produktów ochronnych o znacznie wyższej generowanej marży.

  • Banki

Segment działalności bankowej składa się z grup kapitałowych: Pekao od czerwca 2017 roku (efekt rozliczenia transakcji i rozpoczęcia konsolidacji) oraz Alior Bank.

Po 3 kwartałach 2018 roku w segmencie działalności bankowej zanotowano zysk z działalności operacyjnej (bez uwzględnienia amortyzacji wartości niematerialnych nabytych w transakcjach przejęcia banków) na poziomie 2 814 mln zł, co oznacza wzrost o 1 414 mln zł w porównaniu do 3 kwartałów 2017 roku. Z uwagi na rozpoczęcie konsolidacji jednego z największych banków w Europie Środkowo-Wschodniej Pekao, wszystkie pozycje w rachunku zysków i strat jak i pozycji sprawozdania z sytuacji finansowej w roku 2018 są znacząco wyższe względem roku poprzedniego.

W 2018 roku Pekao kontrybuował do zysku z działalności operacyjnej (bez uwzględnienia amortyzacji wartości niematerialnych nabytych w transakcji przejęcia Pekao) w segmencie „Działalność bankowa” na poziomie 2 071 mln zł, a Alior Bank na poziomie 743 mln zł.

Komentarz do głównych pozycji sprawozdawczych wg MSSF[2]

Składki

W okresie 9 miesięcy 2018 roku Grupa PZU zebrała 17 258 mln zł składki brutto, czyli o 325 mln zł (+1,9 proc) więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wzrost nastąpił głównie w obrębie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego i korporacyjnego (+148 mln zł r/r), ubezpieczeń od ognia i innych szkód majątkowych w segmencie klienta korporacyjnego (+118 mln zł r/r) oraz rozwoju sprzedaży w spółkach zagranicznych (+164 mln zł r/r). Wzrosty zostały częściowo skompensowane niższą składką w segmencie ubezpieczeń indywidualnych na życie (-189 mln zł) głównie w związku z niższymi wpłatami na rachunki w produktach unit-linked w kanale bancassurance.

Po uwzględnieniu udziału reasekuratorów i zmiany stanu rezerw składki, składka zarobiona netto wyniosła 16 721 mln zł i była o 872 mln zł (+5,5 proc) wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W samym III kwartale składka brutto wzrosła z 5 327 mln zł do 5 377 mln zł, tj. o 50 mln zł (+0,9 proc) r/r, natomiast składka zarobiona netto z 5 502 mln zł do 5 667  mln zł, tj. o 165 mln zł (+3,0 proc) r/r.

Odszkodowania i  świadczenia

W okresie 9 miesięcy 2018 roku odszkodowania i świadczenia netto (z uwzględnieniem zmiany stanu rezerw techniczno-ubezpieczeniowych) spadły z 11 252 mln zł do 10 984 mln zł, tj. o 268 mln zł (-2,4 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Na obniżenie odszkodowań i świadczeń netto wpłynął głównie spadek w ubezpieczeniach na życie (ujemny wynik z działalności inwestycyjnej w większości portfeli produktów unit-linked wobec dodatnich, wysokich wyników osiągniętych w roku ubiegłym oraz niższych wpłat klientów na rachunki w indywidualnych produktach unit-linked w kanale bancassurance) oraz w ubezpieczeniach od ognia i innych szkód majątkowych (niższy poziom szkód powodowanych zjawiskami atmosferycznymi).

Z kolei wzrost kategorii odszkodowań i świadczeń netto odnotowano w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta korporacyjnego oraz masowego w związku z doszacowaniem rezerwy (w I kwartale 2018) na poczet roszczeń o zadośćuczynienie za ból spowodowany stanem wegetatywnym osoby bliskiej poszkodowanej w wypadku.

W samym III kwartale 2018 roku odszkodowania i świadczenia netto spadły z 4 038 mln zł do 3 639 mln zł, tj. o 399 mln zł (-9,9 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Koszty akwizycji

Koszty akwizycji w okresie 9 miesięcy 2018 roku wzrosły z 2 142 mln zł do 2 300 mln zł, tj. o 158 mln zł (+7,4 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem wyższych bezpośrednich kosztów akwizycji w segmencie klienta masowego i korporacyjnego będących konsekwencją rosnącego portfela oraz zmiany miksu produktów i kanałów sprzedaży. W samym III kwartale 2018 roku koszty akwizycji wzrosły z 730 mln zł do 781 mln zł, tj. o 51 mln zł (+7,0 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Koszty administracyjne

Koszty administracyjne w segmentach działalności ubezpieczeniowej w Polsce ukształtowały się na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu roku ubiegłego (+25 mln r/r). Wynikało to w znacznej mierze z wyższych kosztów osobowych będących odpowiedzią na widocznie narastające oznaki presji płacowej na rynku przy stale utrzymywanej dyscyplinie kosztowej w pozaosobowych obszarach działalności, zarówno bieżącej jak i projektowej. Jednocześnie w samym III kwartale 2018 roku koszty administracyjne ukształtowały się na poziomie 1 593 mln zł względem 1 592 mln zł w analogicznym okresie 2017 roku.

Koszty administracyjne Grupy PZU z uwzględnieniem banków w okresie 9 miesięcy 2018 roku ukształtowały się na poziomie 4 935 mln zł względem 3 628 mln zł w analogicznym okresie 2017 roku. Wzrost kosztów wynikał w głównej mierze z rozpoczęcia konsolidacji Pekao (koszty administracyjne segmentu działalności bankowej wzrosły o 1 295 mln zł).

Działalność inwestycyjna

W okresie 9 miesięcy 2018 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej[3] z uwzględnieniem kosztów odsetkowych wzrósł z 4 958 mln zł do 6 486 mln zł, tj. o 1 528 mln zł (+30,8 proc.) w porównaniu do analogicznego okresu 2017 roku. Wyższy wynik to w znacznej mierze efekt rozpoczęcia konsolidacji banku Pekao od czerwca 2017 roku.

W III kwartale 2018 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej z uwzględnieniem kosztów odsetkowych spadł z 2 351 mln zł do 2 222 mln zł, tj. o 129 mln zł (-5,5 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku.

Wyłączając wpływ działalności bankowej, wynik netto na działalności inwestycyjnej z uwzględnieniem kosztów odsetkowych w III kwartale 2018 spadł z 528 mln zł do 372 mln zł, tj. o 156 mln zł (-29,5 proc) r/r.

Zysk

Skonsolidowany zysk netto Grupy PZU w okresie 9 miesięcy 2018 roku wzrósł z 2 899 mln zł do 3 902 mln zł, tj. o 1 003 mln zł (+34,6 proc) w porównaniu do wyniku netto za analogiczny okres roku poprzedniego. W III kwartale 2018 roku zysk netto wzrósł z 1 194 mln zł do 1 544 mln zł, tj. o 350 mln zł (+29,3 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku.

W okresie 9 miesięcy 2018 roku zysk netto przypisywany właścicielom jednostki dominującej wzrósł z 2 121 mln zł do 2 432 mln zł, tj. o 311 mln zł (+14,7 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. W III kwartale 2018 roku zysk netto przypisywany właścicielom jednostki dominującej wzrósł z 683 mln zł do 1 007 mln zł, tj. o 324 mln zł (+47,4 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku.

Kapitał własny

Na 30 września 2018 roku skonsolidowane kapitały własne spadły z 36 344 mln zł do 36 012 mln zł, tj. o 332 mln zł (-0,9 proc) w porównaniu do stanu na koniec września 2017 roku. W stosunku do skonsolidowanych kapitałów własnych wg stanu na 31 grudnia 2017 roku kapitały spadły o 1 548 mln zł. Zmiana dotyczyła w szczególności udziałów niekontrolujących, które spadły z 22 961 mln zł do 21 843 mln zł, tj. o  1 118 mln zł (-4,9 proc). Kapitały przypadające udziałowcom jednostki dominującej zmalały o 430 mln zł względem końca poprzedniego roku – efekt podziału zysku przez PZU za 2017 rok, w tym przeznaczenia na wypłatę dywidendy 2 159 mln zł, oraz wpływu zastosowania MSSF9. Powyższe czynniki zostały częściowo skompensowane wynikiem netto przypisanym jednostce dominującej wypracowanym w 3 kwartałach 2018 roku.

Suma kapitałów i zobowiązań na dzień 30 września 2018 roku wzrosła z 317 458 mln zł do 320 117 mln zł, tj. o  2 659 mln zł (+0,8 proc) w porównaniu do 31 grudnia 2017 roku. Wzrost dotyczył głównie salda innych zobowiązań (+1 775 mln zł) i zobowiązań finansowych (+1 741 mln zł).

ROE

W okresie 9 miesięcy 2018 zwrot z kapitałów własnych (wskaźnik ROE) przypadający właścicielom jednostki dominującej wzrósł z 21,1 proc do 22,9 proc, tj. o 1,8 p.p. w porównaniu do osiągniętego w analogicznym okresie poprzedniego roku.

W samym III kwartale 2018 roku zwrot z kapitałów własnych przypadający właścicielom jednostki dominującej ukształtował wzrósł z 20,2 proc do 29,3 proc, tj. o 9,1 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Wypłacalność wg Solvency II

Według stanu na koniec II kwartału 2018 roku wskaźnik wypłacalności (liczony wg formuły standardowej Solvency II) wyniósł 227 proc i pozostał powyżej średniego wskaźnika wypłacalności dla grup ubezpieczeniowych w Europie.wybrane dane pzu I wybrane dane pzu II

[1] Szczegółowy komentarz do pozostałych segmentów został zamieszczony w Skróconym śródrocznym skonsolidowanym sprawozdaniu finansowe wg MSSF za okres 9 miesięcy zakończony 30 września 2018 roku

[2] Zgodnie ze informacjami zawartymi w skróconym śródrocznym skonsolidowanym sprawozdaniu finansowe wg MSSF za okres 9 miesięcy zakończony 30 września 2018 roku

[3] Wynik netto na działalności inwestycyjnej obejmuje przychody netto z inwestycji, wynik netto z realizacji instrumentów finansowych i inwestycji, zmianę wartości odpisów na oczekiwane straty kredytowe i odpisów z tytułu utraty wartości instrumentów finansowych oraz zmianę netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych w wartości godziwej.

Enefit Green uzyskał zgodę urzędu ds. konkurencji na zakup Nelja Energia

Enefit Green, spółka z Grupy Eesti Energia, otrzymał zgodę estońskiego urzędu ds. konkurencji, na sfinalizowanie przejęcia Nelja Energia, producenta energii odnawialnej w krajach bałtyckich. Akwizycja jest zgodna ze strategicznym celem Eesti Energia, zakładającym zwiększenie produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych.

Nelja Energia– Naszym celem na 2022 r. jest wytwarzanie 40% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i alternatywnych. To wielokrotny wzrost w porównaniu do obecnych poziomów, a więc bardzo ambitne zadanie. Wszystkie kraje regionu Morza Bałtyckiego zwiększają udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym, można spodziewać się wielu rozwiązań prawnych, a my mamy duże szanse na udział w rozwoju nowych projektów – powiedział Hando Sutter, prezes zarządu Eesti Energia.

Prezes zarządu Enefit Green, Aavo Kärmas, określa Enefit Green jako szybko rozwijającą się firmę działającą w branży energii odnawialnej w regionie Morza Bałtyckiego. – Dzięki aktywom, kompetencjom i portfelowi projektów Nelja Energia, będziemy producentem energii ze źródeł odnawialnych o silnej pozycji. Nasz rozwój nie ogranicza się do tej jednej transakcji. Zamierzamy dalej inwestować w produkcję energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Biorąc pod uwagę projekty w naszym portfelu, mamy naprawdę duży potencjał wzrostu w krajach bałtyckich i innych krajach nadbałtyckich, w których działa Eesti Energia – powiedział prezes Enefit Green.

Udziałowcy Enefit Green i Nelja Energia podpisali umowę na zakup i sprzedaż akcji Nelja Energia w maju 2018 r. Wartość transakcji wyniosła 289 milionów euro, a Enefit Green przejmie również zadłużenie Nelja Energia w wysokości 204 milionów euro. 77% akcji Nelja Energia należało do Vardar Eurus, spółki w której większościowy udział ma rząd Norwegii. 23% akcji Nelja Energia należało do inwestorów z Estonii.

Łotewski urząd ds. konkurencji zatwierdził transakcję w lipcu bieżącego roku, natomiast jego litewski odpowiednik wyraził zgodę w sierpniu. Transakcję sfinalizowano w listopadzie po zatwierdzeniu przez estoński urząd ds. konkurencji.

Enefit Green jest spółką zależną Eesti Energia, która odpowiada za wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych. Produkuje energię elektryczną i cieplną z wiatru, wody, biomasy, energii słonecznej i zmieszanych odpadów komunalnych. Poza farmami wiatrowymi, wraz z przejęciem Nelja Energia do portfela produkcyjnego Enefit Green trafi fabryka peletu na Łotwie oraz mniejszościowe udziały w elektrociepłowniach biogazowych oraz zakładach naprawczych turbin wiatrowych, zlokalizowanych w Estonii. Po sfinalizowaniu transakcji całkowita moc farm wiatrowych spółki w krajach bałtyckich wyniesie 398 MW. Firma może również wytwarzać 25 MW energii elektrycznej i 85 MWt energii cieplnej w elektrociepłowniach korzystających ze źródeł odnawialnych. Po przejęciu Nelja Energia produkcja energii elektrycznej przez Enefit Green wzrośnie prawie trzykrotnie, przekraczając poziom 1 TWh.

Polacy mają coraz większe problemy ze spłatą zobowiązań. Raport po III kw. 2018 r.

Prawie 2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników przybyło w trzecim kwartale w bazach Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz BIK. Suma niespłaconych w terminie rachunków, alimentów oraz kredytów i pożyczek – 2,76 mln Polaków przekroczyła 73 mld zł. Pieniędzy wystarczyłoby na sfinansowanie przez trzy lata programu 500+ lub na budowę pierwszej w Polsce elektrowni atomowej, przy której prace m.in. ze względu na koszty na razie wciąż nie ruszają.

Na zwiększenie problemów finansowych konsumentów, wpłynęły w trzecim kwartale głównie zaległości wynikające z nieterminowego opłacania bieżących rachunków, rat pożyczek oraz długów zgłoszonych przez firmy windykacyjne. Przybyło z tego powodu – ponad 1,94 mld zł. Zaległości kredytowe zwiększyły się w znacznie mniejszym stopniu, bo o 0,44 mld zł. Kolejny już kwartał dynamika wzrostu kwoty (3,4 proc.) znacznie wyprzedza wzrost liczby dłużników (1,2 proc.), co oznacza, że osoby, które już mają kłopoty finansowe powiększają ich wymiar.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Średnia zaległość wzrosła od czerwca do września z 26 do 26,6 tys. zł. Zwiększa się udział osób, które nie radzą sobie ze spłatą w terminie ponad 10 tys. zł. Na koniec minionego roku tak znaczące problemy miało 38,5 proc. osób teraz jest ich 40,2 proc. Zmalał natomiast odsetek niesolidnych dłużników z kwotami do 5 tys. zł, przed rokiem było ich 47 proc., obecnie jest 45 proc. Warto jednak zaznaczyć, że 27,3 proc., czyli 1 249 153 osób ma do oddania nie więcej niż 2 tys. zł. Przy dyscyplinie i odpowiednim zaplanowaniu jest to kwota możliwa spłaty – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Z drugiej strony, prawie 5 proc. czyli niemal 133 tys. osób ma zaległości przekraczające 100 tys. zł. Wśród nich są rekordziści z niespłaconymi milionami. Osoba z największymi kłopotami finansowymi widoczna w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK ma do zwrotu 68,5 mln zł. Jest to 62 letni mężczyzna z Lubelszczyzny. Kolejny dłużnik pochodzi z Podkarpacia ma 56 lat i 48 mln zł do spłaty. Debetowych milionerów jest na liście około 400. Do grona niesolidnych dłużników trafiają osoby, które jednemu wierzycielowi nie zapłaciły co najmniej 200 zł przez min. 30 dni od wyznaczonego terminu.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 2

Pojawienie się 33 739 nowych niesolidnych dłużników spowodowało wzrost Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Wskaźnik, który pokazuje ile osób z problemami finansowymi przypada na 1000 dorosłych mieszkańców podwyższył się z 86,5 do 87,6. W siedmiu województwach niesolidnych dłużników jest już ponad 100 na 1000 dorosłych mieszkańców. Co oznacza, że co najmniej jedna osoba na dziesięć znajduje się tu w kłopotach finansowych. – Najgorzej wypada Polska Zachodnia, woj. zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie, gdzie na 1000 osób, które ukończyły 18 lat, odpowiednio 114, 115 i 113 nie daje rady opłacać terminowo swoich zobowiązań. Przeciwieństwo stanowi Polska Wschodnia, gdzie w województwach: podlaskim, lubuskim, podkarpackim oraz świętokrzyskim i małopolskim na 1000 osób przypada od 48 do 68 niesolidnych płatników – mówi Sławomir Grzelczak.

Ważne liczby

Na koniec września, łączna kwota zobowiązań Polaków wyniosła 73 366 146 446 zł. W ciągu trzeciego kwartału, tj. od końca czerwca, zaległe zobowiązania kredytowe i pozkaredytowe wzrosły o 2 381 605 020 zł. Choć jest to kwota znacząca, to jednak dużo niższa niż przyrost w kwartale drugim, kiedy to przybyło prawie 5,3 mld zł zaległości.

Jeszcze trzy miesiące temu, na wzrost łącznej kwoty zaległości Polaków wpływ miały głównie zobowiązania kredytowe, podczas gdy w trzecim kwartale roku na ten wynik zapracowały sobie przede wszystkim zobowiązania pozakredytowe. Od końca czerwca, w bazie BIG InfoMonitor odnotowano ich łączny skok o 1,94 mld zł, w wyniku czego wynoszą obecnie 39,8 mld zł. Z kolei zaległe zobowiązania kredytowe zgromadzone w bazie Biura Informacji Kredytowej wzrosły w ciągu trzech miesięcy o 0,44 mld zł, a jeszcze w poprzednim raporcie pisaliśmy o zmianie wynoszącej 3,74 mld zł.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 3

Na powyższe wahania wpływ miał między innymi wzrost liczby dłużników pozakredytowych i spadek kredytowych. Liczba osób niepłacących w terminie rachunków za telefon, media, alimentów czy czynszów itp., zwiększyła się o 61 307 osób, zaś nieregulujących w terminie kredytów spadła o 2 309 osób. W sumie osób z problemami w regulowaniu swoich zobowiązań jest 2 763 138. Liczba ta jest mniejsza niż łączna suma dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, ponieważ 591 147 osób, czyli 21,4 proc. ma jednocześnie źle obsługiwane zobowiązania notowane w obu bazach.

Mimo wszystko zaległości kredytowe, ze względu na wyższe wartości, generują większą średnią zaległość. Wynoszą one obecnie 28 218 zł na osobę, podczas gdy pozakredytowe 18 386 zł. W porównaniu z poprzednim kwartałem odnotowano wzrosty w obu przypadkach, odpowiednio o 2,2 proc. oraz 1,5 proc. Średnia dla Polski zwiększyła się z 26 007 zł do 26 552 zł na osobę, czyli o 2,1 proc.

Ujęcie geograficzne

Patrząc na mapę Polski, widać spore różnice między wielkością zadłużenia mieszkańców w poszczególnych obszarach kraju. W pięciu województwach średnia zaległość przypadająca na osobę przewyższa średnią krajową. Są to Mazowsze (35 887 zł), Małopolska i Zachodniopomorskie – w obu po 28 187 zł, następnie Pomorze (26 798 zł) i województwo łódzkie (26 570 zł). W całej Polsce, w odniesieniu do poprzedniego kwartału, odnotowano wzrosty średnich zaległości.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 5

Podobnie jak w przypadku średniej, tak i liczba osób z zaległymi zobowiązaniami na 1000 dorosłych mieszkańców wzrosła w niemal wszystkich województwach. Na tym samym poziomie utrzymała się jedynie w Łódzkiem. Najgorzej sytuacja wygląda w woj. lubuskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim, gdzie odpowiednio na 1000 dorosłych mieszkańców przypada po 115, 114 i 113 niesolidnych dłużników. Najlepiej w III kwartale prezentują się województwa: podkarpackie, małopolskie i podlaskie.

Przeciętna zaległość w różnych grupach wiekowych

Przeciętna zaległość zwiększyła się we wszystkich grupach wiekowych. Najbardziej jednak wśród osób po 65 roku życia – o 1 128 zł (5,3 proc.) do 22 366 zł. Nadal jednak największe problemy finansowe mają osoby między 45 a 54 rokiem życia, bo przeciętnie jest to 36 429 zł. Wartość ta urosła w ciągu trzech miesięcy o 849 zł (2,4 proc.).

W górę poszły średnie zaległości we wszystkich tytułach zadłużenia. Dalej rosną przeciętne kwoty nieopłacanych w terminie kredytów mieszkaniowych, choć już nie tak znacząco jak wcześniej. Po zmianie o 28 760 zł w drugim kwartale, tym razem widoczny jest wzrost o 4 580 zł. W przypadku zaległości pozakredytowych najbardziej wzrosła średnia wartość niespłacanych alimentów – o 698 zł do 38 181 zł. Na tym samym poziomie utrzymują się zobowiązania wobec sądów – 8 498 zł. Najmniej wzrosły długi z tytułu kary za jazdę bez ważnego biletu, bo o jedyne 4 zł.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 6

Wartości średniego zaległego zobowiązania Polaków w podziale na długi kredytowe i pozakredytowe pokazują w większości wzrosty. Spadki występują w zaległościach kredytowych w przedziałach wiekowych: 18-24 lata (spadek o 236 zł), 25-34 lata (spadek o 360 zł) oraz 35-44 lata (spadek o 389 zł). Najwyższa średnia zarówno kredytowa jak i pozakredytowa przypada na osoby w wieku 45-54 lat. Najniższe występują wśród młodych oraz 25-34 latków.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 7 2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 8

Rekordziści Polski

Na liście rekordzistów bez większych zmian. Wciąż na prowadzeniu jest mieszkaniec województwa lubelskiego z zaległością, która w wyniku naliczania odsetek wzrosła już do 68,5 mln zł. Łącznie długi 10 osób wynoszą aż 381,2 mln zł. Średnia wieku rekordzistów to 56 lat. Zdecydowanie zaniża ją 36-letnia kobieta z Mazowsza, będąca najmłodszą dłużniczką niechlubnego rankingu. Jest ona jedną z dwóch kobiet na liście rekordowo niewypłacalnych Polaków. Najwięcej rekordzistów pochodzi z Mazowsza, jest ich aż pięciu, co nie pozostaje bez wpływu na zaległości mieszkańców tego regionu.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 9

Rekordziści w województwach

Z kolei już wśród wojewódzkich rekordzistów nie ma żadnej kobiety. Listę otwiera tak jak w przypadku zestawienia top 10, mężczyzna z Lubelszczyzny, a zamyka również mężczyzna z województwa świętokrzyskiego z długiem w wysokości nieco ponad 6 mln zł. Rozbieżności są znaczące, ale nie ma wątpliwości, że w obu przypadkach kwoty są już zapewne nie do spłacenia. Najmłodszym reprezentantem wśród wojewódzkich rekordzistów jest 37-latek z Opolszczyzny, natomiast najstarszym – mieszkaniec woj. warmińsko-mazurskiego, który ma 66 lat.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 10

Kwota zadłużenia i liczba dłużników w województwach

W trzecim kwartale zaległości i liczba dłużników wzrosły we wszystkich województwach. W województwie warmińsko-mazurskim zmiana nieopłaconych w terminie zobowiązań podniosła się o niemal 5 proc. Z kolei w Małopolsce, na Mazowszu i w Świętokrzyskiem – o blisko 4 proc. Najmniej zaległości przybyło mieszkańcom Pomorza, gdzie odnotowano przyrost niespełna 2 proc.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 11

Mazowsze niezmiennie pozostaje jednak w czołówce, jeśli chodzi o łączną wartość zadłużenia. Na koniec września wyniosło ono 12,80 mld zł. Drugie miejsce bez zmian należy do Śląska – 9,74 mld zł zaległego zadłużenia, a trzecie do Dolnego Śląska – 6,80 mld zł. Województwa te przodują także jeśli chodzi o liczbę niesolidnych dłużników. Najwięcej takich osób mieszka na Śląsku – 385,4 tys. osób, na Mazowszu – 356,7 tys. oraz Dolnym Śląsku – jest to 273 tys. osób. Największy przyrost liczby dłużników miał miejsce w ciągu minionego kwartału w województwie mazowieckim – o 1,8 proc., następnie w Małopolsce – o 1,7 proc. oraz na Podkarpaciu – o 1,6 proc. Z kolei najmniej nowych dłużników przybyło w Wielkopolsce i w województwie łódzkim, gdzie wzrosty nie przekraczają jednego procenta.

Kurs funta może zanotować duże spadki

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

5 godzin negocjacji, groźby rezygnacji ministrów, a nawet łzy niemocy eurosceptycznej minister zabezpieczenia socjalnego Esther McVey. Tak w skrócie wyglądały negocjacje wewnątrz brytyjskiego rządu w sprawie zaakceptowania wstępnego planu brexitu. Chociaż emocje w środę sięgały zenitu, to kulminacja politycznej batalii i ryzyk dla funta dopiero przed nami – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Co uzgodniono? Przede wszystkim zostały przedstawione ramy granicy pomiędzy Irlandią Północną (część Wielkiej Brytanii) a Republiką Irlandii. Nie będzie na niej kontroli, gdyż całość Zjednoczonego Królestwa pozostanie wewnątrz unii celnej z UE do czasu, aż nowa umowa handlowa zostanie wynegocjowana. Irlandia Północna dodatkowo będzie objęta głębszymi relacjami z UE (podatek VAT, żywność, pomoc publiczna), by “pozwolić północnoirlandzkim towarom na dostęp do unijnego rynku na dotychczasowych zasadach” – donosi Reuters.

Unia celna przed długi czas była odrzucana przez znaczną część rządzących konserwatystów, gdyż oznaczała brak możliwości prowadzenia własnej polityki handlowej. To zostało złagodzone zapewnieniem, że unia celna nie będzie trwać wiecznie i finalnym celem jest wypracowanie nowych relacji pomiędzy Wielką Brytanią a UE.

Przedstawione zapisy jednak prawdopodobnie generują inny problem. Dotyczy on spójności terytorialnej Wielkiej Brytanii. Może to oznaczać, że przez długi czas Irlandia Północna miałaby inne regulacje prawne niż główna brytyjska wyspa. Ten element może być nie do zaakceptowania przez północnoirlandzką Demokratyczną Partię Unionistyczną (DUP), która obecnie tworzy parlamentarną koalicję z konserwatystami premier Theresy May.

Prawdziwy test to parlament

Akceptacja brexitu przez rząd to dopiero pierwszy i wcale nie najważniejszy  etap. Prawdziwy test dla ustaleń pomiędzy Unią i brytyjskimi negocjatorami nastąpi dopiero w Izbie Gmin.

Niższa izba brytyjskiego parlamentu jest niezwykle podzielona. Szacuje się, że od 30 do 50 członków rządzących torysów sprzeciwi się brexitowi, uważając, że nie odpowiada on faktycznemu opuszczeniu Unii Europejskie, uniemożliwia m.in. prowadzenie niezależnej polityki handlowej oraz gospodarczej.

Niewielka część rządzących konserwatystów (tych, co w ogóle nie chcieli opuszczać UE) może sądzić, że porozumienie zbyt mocno zrywa więzy z UE, co będzie szkodzić gospodarce na Wyspach. Będąca w koalicji z torysami DUP z kolei będzie prawdopodobnie przekonywać, że ryzyka dla Irlandii Północnej wzrosną, jeżeli regulacje na jej terenie będą inne niż w pozostałej części Królestwa.

Praktycznie można być pewnym, że znakomita większość będących w opozycji parlamentarnej laburzystów sprzeciwi się przedstawionemu porozumieniu. Może to wynikać nie tylko z różnic ideologicznych, ale partia Jeremy’ego Corbyna będzie upatrywać w odrzuceniu planu szansę na przejęcie władzy na Wyspach.

Scenariusze dla funta

Przyjęcie względnie łagodnego brexitu to szansa na wyraźne wzrosty wartości brytyjskiej waluty. Gdyby Izba Gmin, zgodnie z planami rządu, zaakceptowała plan premier May, wtedy można oczekiwać silnego umocnienia szterlinga. Niewykluczone, że brytyjska waluta w relacji do polskiej wzrosłaby w okolicę poziomu 5,20-5,30 zł. Porozumienie z UE sprzyjałoby funtowi nie tylko ze względu zmniejszenia niepewności co do warunków gospodarczych, ale także otworzyłoby drogę do szybszych podwyżek stóp procentowych przez Bank Anglii.

Obecnie jednak bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że plan zostanie odrzucony przez Izbę Gmin. Konserwatyści razem z DUP mają w nim po zeszłorocznych wyborach 325 z 650 miejsc. Zakładając nawet, że uda się przekonać niewielką część laburzystów do planu, wewnętrzna opozycja u torysów w postaci 30-50 zwolenników ograniczonych relacji z Unią z dużym prawdopodobieństwem storpeduje rządowy plan brexitu. To spowodowałoby bardzo poważną – nawet o 30 gr – przecenę funta, zwłaszcza gdyby wydarzenia zaczęły przybierać niekontrolowany przebieg.

Plan odrzucony. Co dalej?

Odrzucenie rządowego planu (głosowanie prawdopodobnie odbyłoby się w drugiej połowie grudnia) otwiera przynajmniej trzy drogi. Pierwsza z nich to niekontrolowany brexit, który spowodowałoby głębokie problemy handlowe, zmniejszenie znaczenia londyńskiego city i ogólny chaos regulacyjny nadwyrężający wiarygodność gospodarczą Wielkiej Brytanii i jej rating kredytowy.

Inną możliwością są przedterminowe wybory, które wyłonią nowy rząd. Kampania prowadzona podczas politycznego chaosu nie pomagałaby ani gospodarce, ani funtowi. Dodatkowo hipotetyczna wygrana laburzystów, biorąc pod uwagę ich skrajnie lewicowy plan gospodarczy, nie jest raczej preferowanym rozwiązaniem dla rynku, nawet biorąc pod uwagę, że to konserwatyści doprowadzili do brexitu i całego zamieszania.

Ostatnim obecnie rozważanym scenariuszem wydaje się kolejne referendum. Część laburzystów zgłasza konieczność przeprowadzenia powtórki głosowania, argumentując, że ponad dwa lata temu społeczeństwo nie do końca wiedziało, za czym tak naprawdę głosuje. Referendum jednak nie odbyłoby się z dnia na dzień, a jego wynik także nie wydaje się przesądzony. W rezultacie prawdopodobnie odrzucenie planu w grudniu przez parlament spowodowałoby silną globalną przecenę funta i spadki w relacji do złotego w okolicę 4,60 zł.

Tąpnięcie możliwe jeszcze w tym roku

Przyjęcie planu brexitu przez rząd Theresy May to dopiero pierwszy krok w procesie opuszczenia Unii. Otwiera on drogę do głosowania umowy przez Izbę Gmin, a to właśnie wynik negocjacji w parlamencie będzie najważniejszy dla szterlinga. Biorąc pod uwagę obecny rozkład głosów i nastawienie opozycji do rządowej propozycji, ryzyko odrzucenia wynegocjowanego planu i poważnego tąpnięcia funta jeszcze w tym roku jest relatywnie duże.

Zajęcie konta firmowego przez komornika

Dorota Łesak, ekspert wFirma.pl
Dorota Łesak, ekspert wFirma.p

Egzekucja komornicza z rachunku bankowego to jedna z najczęstszych metod odzyskiwania długu. Komornik może rozpocząć postępowanie dopiero w momencie, gdy posiada wyrok sądu lub sądowy nakaz zapłaty oraz wniosek wierzyciela przeciwko dłużnikowi. A czy możliwe jest zajęcie konta firmowego? Czy komornik może zająć wszystkie środki, czy może powinien zostawić jakąś kwotę wolną od zajęcia na koncie firmowym?

Czy komornik może zająć konto firmowe?

Jak wygląda egzekucja z rachunku bankowego w przypadku przedsiębiorców? Czy istnieją osobne przepisy regulujące ten sposób odzyskiwania długów od właścicieli firm?

Według art. 49 ustawy Prawo bankowe, przedsiębiorcy mogą prowadzić rachunek rozliczeniowy oraz rachunek lokat terminowych. Egzekucja z rachunku bankowego może dotyczyć wszystkich typów kont bankowych (za wyjątkiem rachunku powierniczego). Zatem możliwe jest zajęcie konta firmowego – w przypadku osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, ponieważ rachunek jest przypisany do konkretnej osoby. Komornik nie może natomiast zająć konta firmowego, które należy do spółki, ponieważ takie konto nie jest przypisane do konkretnej osoby, tylko do organizacji. W takiej sytuacji komornik ma prawo zablokować konto spółki na 7 dni, ale potem musi ono zostać odblokowane. Zajęta może być kwota proporcjonalna do części udziałów wspólnika-dłużnika. Wysokość udziałów jest ustalana na podstawie umowy z bankiem dotyczącej prowadzenia rachunku. Dłużnik jest zobowiązany przedłożyć umowę komornikowi w terminie tygodnia od daty zajęcia. Jeśli umowa nie będzie przedłożona (lub nie wykazano w niej części udziałowych), uznaje się, że udziały są równe. Po ustaleniu udziału dłużnika komornik zwalnia pozostałe środki od egzekucji.

Skąd komornik zna numer rachunku bankowego przedsiębiorcy-dłużnika?

Brak wskazania przez wierzyciela numeru konta bankowego nie oznacza, że komornik nie będzie mógł go odnaleźć.

Jeżeli wierzyciel nie wskaże numeru rachunku bankowego, komornik może odnaleźć go:

  • kierując zapytanie (za pośrednictwem banków) do Centralnej Informacji o Rachunkach,
  • pytając biuro rachunkowe obsługujące dłużnika,
  • występując z wnioskiem do Krajowej Izby Rozliczeniowej (poprzez system Ognivo).

Często wierzyciel we wniosku o wszczęcie egzekucji sam wskazuje numer rachunku bankowego (wierzyciel taki numer może znać np. z wcześniejszych płatności za faktury).

Procedura zajęcia konta bankowego

Zajęcie konta bankowego dłużnika zachodzi w oparciu o szczegółowo opisaną procedurę wskazaną w Kodeksie postępowania cywilnego.

  1. Pierwszym krokiem jest zawiadomienie banku przez komornika o zajęciu wierzytelności, która jest przedmiotem długu. Zajmowana kwota jest powiększona o koszty egzekucyjne. Zawiadomienie następuje w drodze elektronicznej z użyciem bezpiecznego podpisu elektronicznego.
  1. Komornik wzywa bank, aby nie dokonywał wypłat z rachunku bankowego dłużnika bez zgody komornika – do wysokości zajętej wierzytelności.
  2. Wraz z zablokowaniem rachunku komornik informuje bank, aby ten przekazał bezzwłocznie zajętą kwotę na pokrycie należności albo zawiadomił komornika w terminie siedmiu dni o przeszkodzie do przekazania zajętej kwoty; zawiadomienie jest skuteczne także w przypadku niewskazania rachunku bankowego. Gdy komornik nie wskaże konkretnego rachunku bankowego, bank zajmuje kwotę z każdego z rachunków należących do dłużnika – aby zaspokoić w całości wierzyciela.
  3. Komornik informuje dłużnika, że zajął jego rachunek bankowy (jest zablokowany do wysokości kwoty zadłużenia). Zawiadomienie następuje poprzez doręczenie dłużnikowi odpisu zawiadomienia skierowanego do banku o zakazie wypłat z rachunku bankowego. Zajęcie wierzytelności z rachunku bankowego firmowego obejmuje nie tylko kwoty, które aktualnie się na nim znajdują, lecz także te, które później wpłyną.
  • Parę lat lat temu komunikacja między bankiem a komornikiem odbywała się listownie, dzisiaj już obowiązuje elektroniczne zajęcie konta bankowego. Elektroniczna komunikacja między komornikiem a bankiem trwa chwilę, co może powodować, że konto zostanie przez bank zablokowane, zanim dłużnik zostanie o tym zawiadomiony. Wobec czego może się zdarzyć, że właściciel konta dowiaduje się o jego zablokowaniu dopiero w momencie, gdy np. płaci kartą i okazuje się, że nie ma na niej środków.
  1. Równocześnie komornik przesyła wierzycielowi odpis zawiadomienia przesłanego do banku.
  2. Jeżeli zajmowany jest rachunek bankowy prowadzony w walucie obcej, bank przekazuje komornikowi należność w walucie polskiej przeliczonej według kursu kupna waluty obcej, w której prowadzony jest rachunek, ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski w dniu przekazania należności komornikowi.
  3. Po spłaceniu całego długu, bank odblokowuje konto.

Ile i czego komornik nie może zabrać z konta firmowego?

O ile podczas zajęcia konta firmowego nie obowiązuje kwota wolna od zajęcia (jak to jest w przypadku konta osobistego), to jednak istnieją pewne obostrzenia. Komornik nie może zająć kwot przeznaczonych na:

  • bieżące wynagrodzenie pracowników wraz z podatkami – do wysokości przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego,
  • alimenty i renty alimentacyjne – w tym celu dłużnik powinien przedstawić komornikowi tytuł wykonawczy stwierdzający obowiązek dłużnika do płacenia alimentów lub renty.

Wypłata na wynagrodzenie za pracę następuje po złożeniu bankowi odpisu listy płac lub innego wiarygodnego dowodu.

Ponadto komornik nie może zająć kwot z niektórych źródeł, jak np.:

  • ze świadczeń alimentacyjnych, świadczeń rodzinnych, z dodatków rodzinnych, pielęgnacyjnych, porodowych, dla sierot zupełnych, świadczeń z pomocy społecznej, świadczeń integracyjnych, świadczeń wychowawczych,
  • ze świadczeń, dodatków i pomocy na wychowanie dziecka w rodzinie zastępczej.

Ponieważ komornik nie zna źródeł pochodzenia dochodów, dłużnik powinien powiadomić o takich dochodach komornika i bank. Choć to obowiązkiem banku jest weryfikacja, z jakiego źródła pochodzą dane dochody.

Zajęcie konta firmowego nie różni się znacznie od zajęcia konta osobistego. W obu przypadkach procedura wygląda podobnie, z tą różnicą, że w przypadku konta firmowego nie obowiązuje kwota wolna od zajęcia.

Najlepszym sposobem na uniknięcie kontaktu z komornikiem jest… spłacanie wszystkich zobowiązań w terminie. Jeśli brak środków na koncie uniemożliwia uregulowanie wszystkich płatności, należy zastanowić się nad innym rozwiązaniem. Może warto poprosić wierzyciela o rozłożenie długu na raty? Najgorszym rozwiązaniem jest złudne założenie, że dług sam się spłaci. To niemożliwe, dlatego podejmując jakiekolwiek zobowiązania, należy zastanowić się nad konsekwencjami finansowymi, jakie mogą one przynieść w przyszłości.

Inwestycje w infrastrukturę transportową są zagrożone?

Często stawiane jest pytanie o sytuację, jaka panuje na rynku robót infrastrukturalnych – kolejowych i drogowych. Jest ono aktualne zwłaszcza po podjęciu pierwszej zauważalnej decyzji przez dużego wykonawcę – firmę Astaldi. Obecnie rozstrzygany będzie spór o to, czy place budów zostały porzucone, czy przedsiębiorstwo samo zrezygnowało z kontraktów na skutek niesprzyjających okoliczności. Te z kolei są bardzo problematyczne dla wszystkich firm i powodują opóźnienia. Pomijając przesunięcia obiektywne – wpływają one na mniejszy zasób kolejnych kilometrów dróg krajowych i autostrad, które mają pojawić się w tym roku. Już teraz zdarzają się odmowy podpisania umów ze strony firm. Od momentu złożenia oferty cenowej do czasu, kiedy kontrakt powinien być podpisany, mija dużo czasu. Już na tym etapie ceny stają się nieaktualne. Rząd może więc starać się dopłacać jakąś część do kontraktów ze względu na rosnące koszty. W przeciwnym wypadku trzeba będzie ograniczać rzeczowy zakres programu kolejowego czy drogowego.

– Problemy skupiają się przede wszystkim wokół braku rąk do pracy. Na horyzoncie pojawiła się przeszkoda, która może zniszczyć polskie inwestycje drogowo-kolejowe. Chodzi o uwolnienie niemieckiego rynku pracy dla osób z Ukrainy – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR –  Ponad 50 proc. wschodnich sąsiadów pracujących na naszych budowach zapowiada przejście do wykonawców zza Odry. Będzie to oznaczało bardzo duży paraliż na polskim rynku. Do tego problemem są bardzo wysokie koszty – zarówno pracy, jak i materiałów czy energii. Firmy spierają się w tej chwili z ministerstwem o waloryzację kontraktów. Dotyczy to nie tylko tych zawieranych w przyszłości – żeby odzwierciedlały one rzeczywisty wzrost cen, ale również umów, które zostały już zawarte. Rząd prawdopodobnie nie będzie chciał pójść na ustępstwa – co może spowodować, że będziemy mieli coraz częściej do czynienia ze zrywaniem kontraktów. Póki co nie widać pozytywnej odpowiedzi ze strony rządu, choćby w przypadku zatrudniania pracowników spoza krajów sąsiednich – Białorusi czy Ukrainy. W perspektywie jest też wejście nowych programów, jak choćby Mieszkanie+ – co może spowodować jeszcze większe braki kadrowe.To sytuacja podobna do tej, jaka miała miejsce przed Euro 2012 – kiedy krytykowany był ówczesny rząd nie podejmujący rozmów z wykonawcami w zakresie wysokiego wzrostu cen. Wtedy mieliśmy do czynienia z licznymi bankructwami i zwiększeniem bezrobocia. Możliwość powtórzenia się tego scenariusza powinna zmobilizować do podjęcia decyzji w sprawie waloryzacji kontraktów, ale także innych działań, które do tego nie dopuszczą. Należy pamiętać, że w obecnej perspektywie firmy miały urosnąć – aby być silne i zdolne do ekspansji na rynki wschodnie, kiedy napływ pieniędzy w Polsce się wyczerpie – wskazał Furgalski.

Legrand przejmuje Netatmo – największego francuskiego producenta rozwiązań smart home

Firma Legrand, realizując swoją strategię rozwojową, ogłosiła dziś podpisanie umowy przejęcia[1] Netatmo – francuskiego lidera rynku rozwiązań inteligentnego domu (smart home). Legrand jest akcjonariuszem Netatmo od 2015 roku[2].

Fred Potter, Benoit Coquart – Legrand i Netatmo (1080p)
Fred Potter, Benoit Coquart – Legrand i Netatmo

Założone w 2011 roku Netatmo to producent prostych oraz inteligentnych rozwiązań dla bezpieczniejszego i wygodniejszego domu. Netatmo wprowadziło na globalny rynek wiele urządzeń oraz akcesoriów z kategorii smart home. Firma współpracuje również z firmami z branży budowlanej, poprzez program partnerski „with Netatmo”. Celem programu jest wspólne opracowywanie zintegrowanych systemów dla infrastruktury inteligentnego domu. Netatmo wraz z Legrand współtworzyło dobrze przyjęte na rynku rozwiązania do zarządzania domem, takie jak: Céliane with Netatmo oraz Living Now with Netatmo.

Przejęcie Netatmo i zintegrowanie marki z portfolio Legrand, pozwoli grupie umocnić swoją pozycję na rynku rozwiązań inteligentnego domu. Przyspieszy również rozwój programu Eliot dedykowanego dla segmentu rozwiązań IoT:

  • Legrand wzbogaci swoją ofertę o nowe, mające wysoki potencjał i uzupełniające się nawzajem kategorie produktów dla domów,
  • grupa poszerzy swoją bazę aktywnych urządzeń IoT o 1,3 mln produktów Netatmo,
  • 130 inżynierów Netatmo wniesie swoją wiedzę i doświadczenie z zakresu AI oraz integracji oprogramowania z produktami do zespołów badawczo-rozwojowych Legrand. Fred Potter, założyciel i wieloletni prezes Netatmo, zostanie Dyrektorem ds. Technologii (CTO) programu Eliot. Będzie odpowiedzialny za projektowanie oraz rozwijanie urządzeń IoT marek Legrand oraz Netatmo.

Netatmo zatrudnia blisko 225 pracowników i generuje roczne obroty w wysokości 45 mln euro. Ma siedzibę w podparyskiej miejscowości Boulogne-Billancourt.

Legrand z radością wita zespół Netatmo, który wielokrotnie użyczał swoich talentów przy owocnie realizowanych do tej pory wspólnych projektach, takich jak Céliane with Netatmo, Living Now with Netatmo czy dooxie with Netatmo. Połączenie doświadczenia Legrand oraz Netatmo w zakresie IoT pozwoli przyspieszyć rozwój wartościowego portfolio rozwiązańmówi Benoît Coquart, CEO Legrand.

Przejęcie Netatmo przez Legrand pomoże w urzeczywistnieniu idei smart home. Zbliżymy się do celu, którym jest przekonanie jak największej grupy osób do sięgnięcia po nasze rozwiązania. Nasze zespoły z taką samą starannością będą tworzyć zarówno nowe produkty, jak i rozwijać te już istniejące. Chcemy by nasi użytkownicy jak najlepiej doświadczali korzyści płynących z inteligentnego domu dodaje Fred Potter, założyciel oraz CEO firmy Netatmo.

[1] Transakcja jest przedmiotem standardowych warunków zawieszających

[2] W listopadzie 2015 r. Legrand ogłosił, że bierze udział w rundzie finansowania na łączną kwotę 30 mln euro, wraz z historycznymi inwestorami Netatmo – BPI France oraz Iris Capital.

Silny popyt w sektorach biurowym i przemysłowym napędza rynek

Według najnowszego badania RICS „Poland Commercial Property Monitor” silny popyt w III kw. okazał się być siłą napędową wzrostowego trendu na rynku najmu oraz inwestycji w nieruchomości komercyjne.

Na tle spowolnienia gospodarczego w Europie polska gospodarka nadal prężnie się rozwija. Kluczowym akceleratorem rozwoju pozostają wydatki konsumpcyjne co powinno wspierać aktywność rynkową w nadchodzących kwartałach. Przewidywania uczestników badania RICS w zakresie wysokości czynszu oraz wartości kapitałowych na najbliższy rok wskazują na wartości dodatnie, przy czym oczekuje się, że najwyższy wzrost odnotują sektory biurowy i przemysłowy rynku.

Nastroje na rynku najmu

Wskaźnik sentymentu najemców nieruchomości komercyjnych (kompleksowy wskaźnik uchwytujący dynamikę rynku najmu) osiągnął wartość +17 w III kwartale. Mimo, że nie odbiega to znacząco od +16 w II kwartale wciąż odzwierciedla wzrost na rynku najmu. Co istotne, na podstawie tego wskaźnika można ustalić, że sentyment na rynku jest teraz silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej po roku 2011.

Popyt ze strony najemców nadal rósł na wysokim poziomie a najbardziej wyraźny wzrost odnotowały sektory biurowy i przemysłowy rynku. Dla porównania, zainteresowanie najemców powierzchnią handlową było umiarkowane, jednocześnie jednak popyt w tym obszarze zyskał na sile w ostatnich dwóch kwartałach. Dostępność powierzchni pod wynajem pozostała bez zmian w III kwartale; pierwszy raz w ciągu sześciu lat nie wzrosła podaż. Umiarkowanie zwiększyła się również wartość pakietów zachęt dla najemców.

Oczekiwania odnośnie do wartości czynszów na najbliższy rok pozostały z grubsza bez zmian licząc od poprzedniego kwartału. Uczestnicy ankiety skorygowali w górę przewidywania dla wartości czynszów w najlepszych lokalizacjach biurowych. Optymistyczne także pozostają perspektywy dla sektora najlepszych nieruchomości przemysłowych. Przewidywania dla pozostałych obszarów rynku są umiarkowane w porównaniu do drugorzędnych nieruchomości handlowych, dla których przewidywany jest spadek wartości czynszów w nadchodzącym roku.

Nastroje na rynku inwestycji

Wskaźnik sentymentu inwestycyjnego (łączony wskaźnik obejmujący szereg zmiennych rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne) wskazał +17 w III kw., pozostając na zasadniczo niezmienionym poziomie w stosunku do +18 w II kw. Jest to związane z umiarkowanym wzrostem na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne.

Zapytania inwestycyjne wciąż znacząco rosły w III kw. Wynikało to głównie ze znaczącego wzrostu popytu w sektorach biurowym i przemysłowym, podczas gdy zainteresowanie inwestorów nieruchomościami handlowymi odnotowało spadek. Wzrost zaznaczyły również zapytania ze strony inwestorów zagranicznych w sektorach biurowym oraz przemysłowym rynku choć spadły minimalnie w sektorze powierzchni handlowych. Podaż nieruchomości do celów inwestycyjnych wzrosła umiarkowanie w ciągu kwartału.

Respondenci określili oczekiwania co do wartości kapitałowych na najbliższy rok bez zmian w porównaniu do poprzedniego raportu. Wciąż przewidywany jest znaczny wzrost dla pierwszorzędnych aktywów przy czym oczekuje się, że sektor najlepszych nieruchomości przemysłowych zanotuje najsilniejszy wzrost wartości kapitałowych w najbliższym roku. Zasadniczo nie przewiduje się żadnych zmian w zakresie wartości kapitałowych w odniesieniu do drugorzędnych segmentów rynku nieruchomości biurowych oraz przemysłowych podczas gdy wartości kapitałowe mogą odnotować spadek w sektorze drugorzędnych nieruchomości handlowych. Choć większość respondentów (47%) jest przekonana, że rynek znajduje się aktualnie w szczytowej fazie cyklu, 23% zaznaczyło jego wzrost. Mimo to 85% respondentów uważa, że ceny obiektów handlowych odzwierciedlają lub znajdują się poniżej godziwej wartości. Uczestnicy najnowszego badania RICS zanotowali również umiarkowaną poprawę warunków kredytowych w III kwartale br.

Dorota Kościelniak MRICS
Dorota Kościelniak MRICS

Komentarz Doroty Kościelniak MRICS, dyrektora regionalnego wrocławskiego oddziału Colliers International:

„To niesamowite, jak dynamicznie rozwija się Polska, szczególnie w sektorze nieruchomości biurowych. 1 maja 2014 roku świętowaliśmy 10-lecie wstąpienia Polski do krajów Unii Europejskiej. Był to czas refleksji i wielu podsumowań. Każdy z ekspertów odwoływał się do dekady znaczących zmian ekonomicznych i politycznych w naszym kraju. Podkreślano, iż istotnym bodźcem dla wzrostu naszej gospodarki był w głównej mierze napływ inwestycji zagranicznych, których skumulowana wartość ówcześnie przekraczała 100 mld EUR. To z pewnością miało ogromy wpływ na rynek nieruchomości komercyjnych, w tym w szczególności na rynek nieruchomości biurowych. Dla porównania całkowite zasoby w Polsce były dwukrotnie wyższe w 2014 roku niż przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Jak wygląda rynek nieruchomości biurowych w III kwartale 2018 roku? Z pewnością możemy potwierdzić, że Polska nie zwalnia tempa. Całkowita podaż nowoczesnych powierzchni biurowych w Warszawie wynosi obecnie 5,4 mln m2 oraz 4,8 mln m2 na 8 głównych rynkach regionalnych, do których zalicza się Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin i Lublin. Według danych firmy Colliers International, w III kwartale 2018 roku w trakcie realizacji było ponad 780 000 m2 powierzchni biurowej w samej stolicy oraz 850 000 m2 na rykach regionalnych. Popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe w tym okresie przekroczył 200 000 m2 w samej stolicy oraz wynosił łącznie 160 000 m2 na rykach regionalnych. Wrocław jest świetnym przykładem miasta dynamicznie rozwijającego się w tym sektorze. Pamiętam moje początki na rynku nieruchomości biurowych we Wrocławiu. Był to listopad 2002 roku. Całkowita podaż nowoczesnych powierzchni biurowych nie przekraczała wówczas 80 000 m2, zaś w budowie znajdowało się ok. 30 000 m2 powierzchni klasy A. Popyt na powierzchnie biurowe wynosił w tym okresie ok. 15 000 m2 rocznie. Kiedy podpisywane były transakcje powyżej 1000 – 1500 m2, mówiło się o dużych transakcjach przeprowadzonych w naszym mieście. W III kwartale tego roku podaż nowoczesnych nieruchomości biurowych w stolicy Dolnego Śląska przekroczyła poziom 1 mln m2, a podaż mkw. w budowie wyniosła około 270 000 m2. Popyt na powierzchnie biurowe od początku lipca do końca września 2018 roku osiągnął poziom 96 000 m2, a największe transakcje podpisywane w mieście w tym kwartale przekraczały metraż 5000 m2. Około 30% transakcji odbywających się dzisiaj na wrocławskim rynku nieruchomości biurowych dotyczy dużych transakcji w metrażu pomiędzy 5000 a 10000 m2. Na tym przykładzie doskonale widać jak w ostatnich latach rozwinęły się ośrodki regionalne w naszym kraju. Regionalne rynki biurowe w Polsce w dalszym ciągu z sukcesem przyciągają duże międzynarodowe firmy. Wybór tych lokalizacji pozwala inwestorom wygenerować oszczędności wynikające z niższych kosztów pracy i niższych stawek czynszu za wynajem biur przy zachowaniu dostępu do wykwalifikowanych pracowników. To buduje znaczny optymizm na kolejne miesiące oraz nadchodzący 2019 rok”.

Konferencja Fleet Market 2018. 150 tysięcy, WLTP i 75%

Podczas X Ogólnopolskich Targów Motoryzacyjnych i Biznesowych FLEET MARKET, które odbędą się już 21 listopada br. w nowym miejscu na mapie Warszawy – w hali Global EXPO przy ul. Modlińskiej 6D, odbędzie się panel konferencyjny. Wiodących tematów do wykładów, dostarczyło samo życie: nowe normy WLTP, nowe formy odliczeń przy leasingu powyżej 150 tysięcy czy zmiany w amortyzacji samochodów.

Prelegenci z kancelarii prawnych, firm leasingowych i przedstawiciele niezależnych organizacji będą starali się odpowiedzieć i objaśnić na czym polegają najważniejsze zmiany.  Ustawodawca szykuje zasadnicze zmiany w leasingu oraz opodatkowaniu samochodów firmowych i mimo, że Prezydent jeszcze nie podpisał ustawy, to wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Będziemy także rozmawiać o nowoczesnych wyzwaniach w zakresie elektromobilności i carsharingu.prelegenci konferencji FM 2018

Dean Bowkett, obecnie niezależny konsultant, a w przeszłości osoba pracująca w firmach finansowych i koncernach motoryzacyjnych, przybliży wszelkie aspekty wpływające na rynek motoryzacyjny w Europie i w Polsce, wynikające z wprowadzenia norm WLTP. W podobnym tonie, ale z perspektywy importerów głos zabierze Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Opowie, czy faktycznie silniki Diesla są na wymarciu, i czy jedyną alternatywą dla nich, okażą się napędy hybrydowy lub elektryczny. Panowie: Andrzej Krzemiński – Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu oraz Andrzej Sugajski – Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu – opowiedzą jak wygląda branża leasingowa na tle otoczenia makroekonomicznego.

Mecenasi z kancelarii Hogan Lowells, Andrzej Dębiec i Zbigniew Marczyk na stałe wpisali się już w harmonogram części konferencyjnej targów Fleet Market. Tak się jednak składa, że każdego roku mają bardzo dużo nowych tematów. Tym razem będą mówić o sprawach najbardziej palących dla przedsiębiorców, czyli o zmianach w amortyzacji samochodów, zmianach w podatkach umożliwiających odliczenie pełnej wartości pojazdu tylko do wartości 150 tysięcy złotych, czy planowanych odliczeniach do wysokości 75% kosztów. Zmiany, dotyczące głównie – ale nie tylko – podmiotów finansujących samochody w leasingu, wejdą w życie od 1 stycznia 2019 roku.

Skoro mówimy już o leasingu, to najlepszy punkt widzenia na to, co dzieje się w tej branży ma ktoś, kto reprezentuje wiodącą na rynku firmę z sektora car fleet management. Jarosław Pleskot, dyrektor finansowy firmy Carefleet skupi się na kluczowych zmianach dotyczących leasingu. Opowie o tym, czy po 1 stycznia przedsiębiorcy planujący leasing lub wynajem samochodu powyżej wartości 150 tysięcy stracą, czy niekoniecznie.

Staramy się, aby panel konferencyjny dotyczył różnych aspektów związanych z samochodami firmowymi. Wciąż dużo kontrowersji jest wokół tematu odpowiedzialności pracowników, ale także pracodawców, za powierzone mienie – czyli samochód służbowy. Agnieszka Szczodra-Hajduk z kancelarii Hogan Lovells opowie o tym, jak poprawnie powierzyć samochód, czego możemy i powinniśmy wymagać od pracowników, jaki system kar i nagród jest zgodny z kodeksem pracy.

Postaramy się także, ustami Ireneusza Tymińskiego, prezesa Emotis, odpowiedzieć na pytanie, co oznacza obecnie, i co będzie oznaczać w najbliższej przyszłości, mobilność. Czy firmy będą korzystały z samochodów, a może zamiast aut służbowych powstanie ogólna sieć carsharingu. Ireneusz Tymiński opowie o trendach europejskich, gdzie coraz częściej duże firmy car fleet management czy wypożyczalnie oferują także wynajem rowerów.

Ponad to, Daniel Worthmann z firmy Free To Move  przybliży zagadnienia związane z usługami mobilności, Marek Zaskurski z  Athlon Car Lease Polska opowie o nowej propozycji dla klientów produktów CFM oraz HRV (Idea one Stop Shop). Tematy związane ze stylem jazdy, jako środkiem wpływającym na poprawę bezpieczeństwa pracowników, ale też metodą na realne oszczędności w firmie zreferuje Agnieszka Himel z Telematics Technologies.

Na pewno nie wyczerpiemy wszystkich tematów, ale wszyscy prelegenci zostaną z nami do końca trwania targów, dzięki czemu będzie możliwość aby niektóre wątki pogłębić i dopytać o szczegóły.

Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia targów Fleet Market i udziału w konferencji, to jedyna możliwość aby w jednym miejscu poznać różne punkty widzenia.

Konferencja Fleet Market 2018 odbędzie się 21.11.2018, na 1. piętrze w Global EXPO przy ul. Modlińskiej 6D w Warszawie podczas targów Fleet Market 2018.

  • SZCZEGÓŁOWY PROGRAM KONFERENCJI: https://www.fleetmarket.pl/program-konferencji-na-fleet-market/
  • PRELEGENCI: https://www.fleetmarket.pl/program-konferencji-na-fleet-market/#prelegenci

Targi Fleet Market to wydarzenie zamknięte, organizowane z myślą wyłącznie o przedstawicielach firm, zarówno tych posiadających jeden samochód, który pomaga im w prowadzeniu działalności biznesowej oraz tych, którzy poszukują pojazdów do flot liczących od kilkudziesięciu do kilkuset aut. Wstęp jest bezpłatny. Warunkiem uczestnictwa jest poprawne wypełnienie formularzu zgłoszeniowego na stronie: www.fleetmarket.pl Szczegóły dotyczące targów, harmonogram konferencji oraz lista premier i nowości motoryzacyjnych, jakie zostaną zaprezentowane podczas targów, na bieżąco są aktualizowane na stronie internetowej www.fleetmarket.pl.

  • TERMIN TARGÓW: 21 listopada 2018 (środa), od godz. 8:00 do 16:00
  • MIEJSCE TARGÓW I KONFERENCJI: hala Global EXPO w Warszawie, przy ul. Modlińskiej 6D (tj. teren byłej fabryki FSO na warszawskim Żeraniu); wjazd od ul. Elektronowej 10
  • UDZIAŁ W TARGACH: jest bezpłatny dla osób powiązanych z branżą flotową (na podstawie wypełnionego formularza zgłoszeniowego na: fleetmarket.pl )

Grupa Morele łączy się z Pigu

Grupa Morele łączy się z Pigu – największym graczem sprzedaży online w krajach bałtyckich. W wyniku fuzji powstanie jedna z największych grup e-commerce w Środkowo – Wschodniej Europie, z planem przekroczenia obrotu rocznego 4 mld zł w ciągu najbliższych 5 lat.

Głównym celem realizowanej strategii jest rozszerzanie oferty nowopowstałego holdingu – Grupy Morele – o nowe kategorie sprzedaży, wykraczające poza elektronikę. W pierwszej kolejności, nowo nawiązana współpraca z Pigu bazować będzie na wymianie najlepszych praktyk w zakresie marketingu, logistyki oraz procesów i operacji biznesowych między firmami. W 2019 roku rozpocznie się proces ujednolicania rozwiązań technologicznych, w oparciu o które funkcjonują sklepy. Opracowana w Grupie Morele autorska, zaawansowana platforma e-commerce, wdrożona zostanie na potrzeby Pigu.lt. Z rozwiązania tego w ostatnim czasie skorzystały m.in. sklep-presto.pl i budujesz.pl, które regularnie poszerzają ofertę produktową i zwiększają obroty.

– Polacy to innowacyjny i pracowity naród. Potrafimy tworzyć technologie ale musimy ją konfrontować z realiami rynku globalnego. Jako Grupa Morele przyświeca nam cel zbudowania platformy e-commerce obecnej we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Michał Pawlik, prezes morele.net. – Wykorzystując taką skalę liczę, że będziemy mogli zabezpieczyć region przed dominacją jednego globalnego gracza i wpływać korzystnie na poprawę konkurencji na wszystkich rynkach, na których będziemy obecni – podsumowuje.

Holdingiem zarządzać będzie nowy zarząd, składający się z managerów morele.net i Pigu.lt. Dzięki powstaniu nowego holdingu Klienci dostaną jeszcze niższe ceny i jeszcze większy wybór produktów. W pierwszej kolejności, jeszcze w tym roku, istotnie wzmocni się oferta sklepów amfora.pl (drogeria), meblujesz.pl (dom i meble) oraz hulahop.pl (zabawki i akcesoria dla dzieci), których kategorie są szeroko dostępne w Pigu.

W 2019 roku wchodzą nowe obciążenia prawne dla pracodawców. Koszty pracy będą dalej rosnąć

W 2019 roku wchodzą nowe obciążenia prawne dla pracodawców. Koszty pracy będą dalej rosnąć 1

Polscy pracodawcy odczuli w ostatnich miesiącach wzrost kosztów pracy. Generują go, po pierwsze, dobra koniunktura gospodarcza, która pociąga za sobą wzrost płac, a po drugie, szereg zmian prawnych, na które pracodawca nie ma żadnego wpływu. Już w tej chwili obciążenie składkowe po stronie pracodawcy wynosi ok. 20 proc. wynagrodzenia pracownika. Po wprowadzeniu pracowniczych programów kapitałowych będzie ono jeszcze wyższe. Nadal istnieje ryzyko związane ze zniesieniem limitu tzw. 30-krotności. Choć Trybunał Konstytucyjny uznał przepisy za niezgodne z Konstytucją, temat wciąż może powrócić. Wzrostu kosztów nie da się uniknąć, ale pracodawcy mogą je sobie zrekompensować gdzie indziej – wskazują eksperci Ayming Polska.

Polska należy do krajów o najniższych kosztach pracy w Europie. Biorąc jednak pod uwagę udział, jaki w ogólnych kosztach pracy stanowią obowiązkowe składki płacone przez pracowników i pracodawców, okazuje się, że obciążenie pozapłacowymi kosztami pracy w Polsce należy do najwyższych w Europie. Wyprzedzamy pod tym względem Szwecję czy Wielką Brytanię.

– Koszty pracy rosną w Polsce dość dynamicznie i mamy tego kilka przyczyn. Dwie główne to uwarunkowania koniunkturalne wynikające z tego, że mamy zapotrzebowanie na pracowników i musimy podnosić wynagrodzenia, oraz uwarunkowania prawne, na które składają się zmiany legislacyjne w tym zakresie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes adw. Robert Adamczyk, ekspert Ayming Polska.

To m.in. wzrost płacy minimalnej, pojawienie się nowej obowiązkowej składki na pracownicze plany kapitałowe czy tzw. daniny solidarnościowej oraz ryzyko związane ze zniesieniem limitu opłacania składek emerytalno-rentowych po przekroczeniu progu tzw. trzydziestokrotności. Obecnie obciążenie składkowe po stronie pracodawcy już wynosi ok. 20 proc. wynagrodzenia pracownika. Po wprowadzeniu PPK będzie ono jeszcze wyższe.

– Wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych będzie najważniejszą zmianą, jaka czeka pracodawców w 2019 roku. Z założenia system będzie tworzony przez podmioty zatrudniające i podmioty zatrudnione, a więc głównie pracowników – mówi Robert Adamczyk.

Od 2019 roku wszyscy pracownicy będą automatycznie zgłaszani do PPK, a część ich wynagrodzenia (od 2 do 4 proc.) będzie odkładana na przyszłe świadczenie. Złożą się na nią także ich pracodawcy, odprowadzając minimum 1,5 proc. pensji. To oznacza kolejny wzrost kosztów pracy.

– Warto też zwrócić uwagę na ustawę, która znosiła limit trzydziestokrotności. Trybunał Konstytucyjny uznał, że przepisy te są niezgodne z Konstytucją, ale trzeba pamiętać, że w każdej chwili mogą ponownie trafić do Sejmu i zostać uchwalone. Gdyby tak się stało, to od okresu, kiedy będą one obowiązywały, wszyscy pracownicy, którzy przekroczą limit trzydziestokrotnosci przeciętego wynagrodzenia w gospodarce krajowej, będą zmuszeni odprowadzać składki na ubezpieczenia emerytalno-rentowe. Dzisiaj jest tak, że składek tych po przekroczeniu tego limitu nie odprowadzają – wyjaśnia ekspert Ayming Polska.

Jak podkreśla, ryzyko powrotu do zniesienia limitu trzydziestokrotności jest realne. Szacuje się, że potencjalne dodatkowe wpływy z tego tytułu do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych miałyby sięgnąć ponad 5 mld zł rocznie. Zniesienie limitu trzydziestokrotności spowodowałoby znaczący wzrost kosztów dla osób najlepiej zarabiających i ich pracodawców. Dla jednych i drugich wzrosłyby świadczenia związane z ZUS. W konsekwencji pracodawca zapłaciłby więcej, a pracownik otrzymywał niższe wynagrodzenie netto. Przykładowo, osoba zarabiająca 15 tys. zł miesięcznie po przekroczeniu drugiego progu odprowadzałaby podatek dochodowy w wysokości 32 proc. oraz wszystkie składki na ubezpieczenia społeczne, w tym na ubezpieczenie emerytalno-rentowe.

– Dla przykładu, pracownik, zarabiający dzisiaj 15 tys. zł brutto, odprowadziłby więcej o 3,5 tys. zł w skali roku, gdyby limit został zniesiony. Natomiast pracodawca poniósłby większe koszty zatrudnienia o ok. 7,5 tys. zł w skali roku. Łącznie daje to kwotę blisko 11 tys. zł wyższych kosztów rocznie – mówi Robert Adamczyk.

Pracodawcy nie uchronią się przed wzrostem kosztów związanych ze zmianami ustawowymi i muszą je przewidzieć w budżecie. Mogą się jednak przyjrzeć innym kosztom, np. ponoszonym przez przedsiębiorstwo w obszarze ubezpieczeń społecznych, i częściowo zrekompensować podwyżki.

– Jednym z takich obszarów potencjalnych oszczędności jest składka wypadkowa, która z założenia maleje, jeżeli pracodawcy dbają o bezpieczeństwo i higienę pracy. Można by w ten sposób częściowo zrekompensować koszty związane z innymi obszarami. Innym rozwiązaniem jest wystąpienie do ZUS o dofinansowanie inwestycji z zakresu BHP, aby składkę na ubezpieczenie wypadkowe stosownie obniżyć w przyszłości – wskazuje mecenas Adamczyk.

Część przedsiębiorstw nie zdaje sobie sprawy z możliwości obniżenia składki na ubezpieczenie wypadkowe. Tymczasem weryfikacja czynników wpływających na części zmienne w wyliczaniu indywidualnej dla każdego płatnika składki wypadkowej, często wykazuje, że przedsiębiorstwo zawyża swoje opłaty z tego tytułu. Nienależnie opłacone składki można odzyskać za wiele lat wstecz.

Zadłużenie Polaków przekracza już 34 mld zł i wciąż rośnie. Potrzebna lepsza edukacja finansowa

Zadłużenie Polaków przekracza już 34 mld zł i wciąż rośnie. Potrzebna lepsza edukacja finansowa 2

Złe nawyki finansowe, przeszacowanie swoich możliwości albo kompulsywne zakupy, a także sytuacja życiowa – na przykład utrata pracy, rozwód czy ciężka choroba w rodzinie – mogą być przyczyną zadłużenia. Z danych Grupy KRUK wynika, że na koniec III kwartału tego roku z takim problemem boryka się 4,5 mln Polaków. Mają oni łącznie do spłaty 34 mld zł. 17 listopada już po raz dziesiąty w Polsce będziemy obchodzić Dzień bez Długów. Jest to między innymi okazja do edukacji finansowej Polaków i zwrócenia ich uwagi na problem zadłużenia. 

Z danych Grupy KRUK wynika, że z problemem zadłużenia zmaga się obecnie 4,5 mln osób. Łączne zadłużenie Polaków na koniec III kwartału 2018 roku wyniosło 34 mld zł i względem ubiegłego roku wzrosło o 15 proc. Natomiast grono osób zadłużonych powiększyło się w tym czasie o 500 tys. osób. Dla porównania jeszcze pięć lat temu, czyli w 2013 roku, łączny dług Polaków wynosił niecałe 16 mld zł.

– Już od dłuższego czasu średnie zadłużenie to około 5,5 tys. zł na osobę. To tylko o 800 zł więcej niż wynosi średnie krajowe wynagrodzenie, więc teoretycznie – przy zachowaniu samodyscypliny, powinniśmy sobie z tym zadłużeniem poradzić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Jak wskazuje, wśród głównych przyczyn zadłużania się Polacy wymieniają przede wszystkim przeszacowanie swoich możliwości finansowych i kompulsywne zakupy, bez zastanowienia i wcześniejszego zaplanowania. Statystki pokazują też, że Polacy często mają problem ze spłatą rat bankowych kredytów konsumpcyjnych. Co ciekawe, kredyty hipoteczne – na dużo większe kwoty – są w większości spłacane terminowo.

– Z tym nie mamy problemu. Jest to pewnie kwestia psychologiczna wynikająca z tego, że jednak bardzo dbamy, aby mieć dach nad głową, więc pilnujemy terminu spłaty rat kredytów hipotecznych. Mamy natomiast problem przede wszystkim ze spłatą kredytów konsumpcyjnych. Na drugim miejscu nie płacimy za rachunki telefoniczne, rachunki za internet – mówi Agnieszka Salach.

Obok złych nawyków finansowych częstą przyczyną zadłużenia Polaków jest też zmiana sytuacji życiowej, utrata pracy bądź nagły spadek zarobków, długotrwała choroba w rodzinie, rozwód czy utrata bliskiej osoby. Powodem zadłużenia w około 40 proc. przypadków jest branie pożyczek na spłatę wcześniejszych długów. W momencie, kiedy bank odmówi udzielenia kredytu lub pożyczki, jest jeszcze dostęp do pożyczek online lub przez SMS. Bardzo wiele zadłużonych osób korzysta z tej formy pożyczania pieniędzy, nie zwracając uwagi na oprocentowanie. To łatwy sposób na wpadnięcie w spiralę zadłużenia.

– Niestety, okazuje się że Polacy nie mają wystarczającej wiedzy finansowej i często to jest największy problem. Z badania, które przeprowadziliśmy kilka lat temu, wynika, że Polacy dzielą się na trzy mniej więcej równe grupy. Pierwsza to osoby, które rzeczywiście dobrze oceniają swoją wiedzę finansową, potrafią oszczędzać, inwestować i pomnażać zyski, inwestować. Jest też spora grupa, która uważa, że ich podstawowa wiedza o finansach jest wystarczająca, nie pogłębiają jej, po prostu korzystają z podstawowych produktów finansowych i rozumieją, jak one działają, np. potrafią ocenić, czy dana pożyczka jest dla nich opłacalna. Trzecia grupa po prostu nie zna się na finansach. W grupie osób zadłużonych te procenty rozkładają się już inaczej i tutaj aż 65 proc. osób mających długi ocenia swoją wiedzę finansową na średnim poziomie, a 30 proc. uważa ją za niewystarczającą, na niskim poziomie – mówi Karolina Duniec z Grupy KRUK.

W tym roku po raz dziesiąty Grupa KRUK, która jest pomysłodawcą obchodzonego 17 listopada Dnia bez Długów, przygotowała kolejne działanie z zakresu edukacji finansowej. Eksperci podkreślają, że takie święto to dobry moment, żeby zastanowić nad swoją sytuacją finansową albo skontaktować się z wierzycielem i zrobić pierwszy krok w kierunku rozwiązania swoich problemów.

– W tym roku oferujemy kurs online, do którego zaprosiliśmy do współpracy blogera finansowego Tomasza Jaroszka. Kurs składa się z dwunastu lekcji wideo. Dowiemy się z niego m.in., jak zarządzać domowym budżetem, oszczędzać, jak zrobić plan spłaty zadłużenia, jeśli takie mamy, jak szukać wsparcia i motywować się do spłaty zadłużenia oraz budować poduszkę finansową, która zabezpieczy nas na przyszłość. Sam materiał to dwie godziny nagrań, ale każdą lekcję można też odsłuchać w formie audio albo przeczytać w transkrypcji. Oczywiście mamy także dużo materiałów dodatkowych. Są to zadania, arkusze kalkulacyjne, kalkulatory, artykuły, poradniki. Tych materiałów jest dużo, dlatego warto podzielić sobie te dwanaście lekcji, na przykład na dwa tygodnie codziennej, systematycznej pracy, jak komu wygodnie – mówi Karolina Duniec z Grupy KRUK.

Citi Handlowy stawia na sztuczną inteligencję. W 2019 roku biometria ma zastąpić tradycyjny sposób logowania w nowej aplikacji mobilnej

Citi Handlowy stawia na sztuczną inteligencję. W 2019 roku biometria ma zastąpić tradycyjny sposób logowania w nowej aplikacji mobilnej 3

W ciągu trzech pierwszych kwartałów tego roku Citi Handlowy wypracował wzrost zysku netto z 372,2 mln zł do 486,6 mln zł. W części instytucjonalnej bank zamierza nadal aktywnie promować biznes międzynarodowy, wspierając ekspansję polskich przedsiębiorstw e-commerce. W bankowości detalicznej strategia zakłada inwestowanie w relacje z klientami i dalszą digitalizację rozwiązań, która ma poprawić jakość oferowanych produktów i usług. W 2019 roku Citi Handlowy wdrażać będzie w dwóch fazach nową aplikację mobilną, zbudowaną zgodnie z trendem otwartej bankowości, w której tradycyjny model logowania zastąpi biometria. Prezes banku Sławomir S. Sikora podkreśla, że technologie – zwłaszcza sztuczna inteligencja – będą przesądzać o przyszłym kształcie usług bankowych. 

– Trzeci kwartał był bardzo udany dla Citi Handlowy. Nasz zysk wyniósł 158 mln zł i w ciągu ostatnich trzech kwartałów odnotowaliśmy wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, głównie za sprawą dobrych wolumenów klientowskich i dobrego wyniku z działalności skarbcowej. Nasi klienci rosną szybciej niż moglibyśmy się spodziewać, najszybciej – klienci globalni, dla których Polska pozostaje atrakcyjnym rynkiem a Citi Handlowy bankiem pierwszego wyboru –mówi Sławomir S. Sikora, prezes Banku Handlowego w Warszawie SA.

Z wyników finansowych Citi Handlowy za III kwartał br. wynika, że spółka odnotowała w tym czasie 158,48 mln zł skonsolidowanego zysku netto wobec 171,57 mln zł zysku rok wcześniej. Wynik odsetkowy wzrósł o 3 proc. do 280,7 mln zł, natomiast wynik z tytułu prowizji i opłat zmniejszył się o 8 proc. do 135,1 mln zł. Bank podał w raporcie, że największy spadek dotyczył wyniku prowizyjnego z tytułu pośrednictwa w sprzedaży produktów ubezpieczeniowych i inwestycyjnych, a powodem tego było pogorszenie sentymentu na rynkach kapitałowych i większa awersja do ryzyka. Saldo rezerw na koniec III kwartału wyniosło 19 mln zł, a koszty ogółem bank utrzymuje pod kontrolą – w ujęciu kwartalnym spadły o 2 proc. do poziomu 275 mln zł.

Łącznie w ciągu trzech pierwszych kwartałów tego roku Citi Handlowy wypracował wzrost zysku netto z 372,2 mln zł do 486,6 mln zł, pomimo spadku przychodów z tytułu odsetek i wyniku prowizyjnego w tym samym okresie.

– Spodziewamy się, że wynik netto będzie istotnie lepszy niż w roku ubiegłym. Co istotne dla inwestorów, chcielibyśmy zrealizować naszą obietnicę, że zwrot na kapitale wyniesie powyżej 10 proc. – mówi Sławomir Sikora.

Prezes Citi Handlowy wskazuje, że w części instytucjonalnej bank nie planuje żadnych zmian w dotychczasowej strategii i nadal zamierza aktywnie promować biznes międzynarodowy, wspierając ekspansję polskich przedsiębiorstw.

– Nawet małe firmy w segmencie e-commerce preferują ekspansję poza polski rynek. 65 proc. z nich deklaruje, że chciałyby się rozwijać poza polskim rynkiem i dla takich firm jesteśmy partnerem. Natomiast jeżeli chodzi o bankowość detaliczną, chcielibyśmy zwiększyć liczbę klientów. Wspólnym mianownikiem dla obu segmentów jest oparcie o innowacyjną technologię, w kolejnych trzech latach tej technologii będziemy widzieć zdecydowanie więcej. Mam tu na myśli m.in. biometrię i sztuczną inteligencję – mówi Sławomir Sikora.

W 2019 roku Citi Handlowy wdroży nową aplikację mobilną, zbudowaną w oparciu o API (zgodnie z trendem otwartej bankowości), w której tradycyjny model logowania zastąpi biometria, a klientom zostaną zaoferowane kontekstowe oferty produktowe. Jednocześnie bank zapowiada rozwój programu korzyści CitiSpecials.

W tym roku bardzo doceniana przez klientów jest oferta Citi Specials, oferta przedsprzedaży biletów na atrakcyjne koncerty spotkała się to z ogromnym zainteresowaniem klientów. Muszę więc powiedzieć, że w tej chwili, aby kupić w ofercie przedsprzedaży bilety na koncerty Backstreet Boys i Muse, trzeba otworzyć relację z Citi Handlowy i zapłacić kartą Citi Handlowy. Wtedy można zostać tym szczęśliwcem, który ma dostęp do najlepszych koncertów wcześniej niż inni – mówi Sławomir Sikora.

Prezes Citi Handlowego podkreśla też, że bankowość jutra będzie oparta na robotyzacji i sztucznej inteligencji, która znajdzie coraz szersze zastosowania w różnych obszarach, począwszy od interakcji z klientem. Citi Handlowy AI rozwija w obszarze AML, czyli zapobieganiu oszustwom i praniu pieniędzy. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji czas identyfikacji podejrzanych transakcji został zredukowany o 80 proc.

– W moim przekonaniu na przestrzeni kolejnych kilku lat rozwiązania takie jak chatboty staną się powszechne, a klienci przekonają się do nich. Rozwój chatbotów dojdzie do takiego poziomu, na którym praktycznie nie będzie już różnicy pomiędzy rozmową z człowiekiem a robotem. Natomiast jeżeli zajdzie potrzeba uszycia na miarę usługi bankowej – wtedy moim zdaniem nadal będzie dominował człowiek. Przynajmniej w naszej strategii, bo w przypadku fintechów i banków internetowych będziemy obsługiwani automatycznie od początku do końca, często skazani na samoobsługę. Natomiast w części operacyjnej, czyli tam, gdzie procesujemy transakcje, przelewy czy różnego rodzaju płatności, ta automatyzacja będzie się zwiększać – mówi prezes banku Sławomir Sikora.

Polacy wystawiają często negatywne komentarze firmom w internecie. Robią to z chęci rekompensaty i ostrzeżenia innych klientów

0

Polacy wystawiają często negatywne komentarze firmom w internecie. Robią to z chęci rekompensaty i ostrzeżenia innych klientów 4

Pozytywne opinie budują wiarygodność firm w oczach potencjalnych klientów. Zdaniem ekspertów Polacy woleliby wystawiać dobre oceny, nie mają jednak motywacji do dzielenia się pozytywnymi doświadczeniami. Do negatywnych komentarzy skłania ich chęć powetowania własnych strat oraz ostrzeżenia innych konsumentów przed nietrafionym wyborem. Podejmujemy decyzje kierując się opiniami, dlatego do dzielenia się nimi  w sieci zachęca kampania „Dobry głos dla firm”.

Decydując się na zakup towarów lub usług, Polacy kierują się w dużej mierze opiniami zamieszczonymi w internecie. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez magazyn E-commerce Polska ponad połowa Polaków uważa, że tego rodzaju oceny w największym stopniu budują wiarygodność sprzedawcy. Dla biznesu kluczowe znaczenie mają pozytywne komentarze, badania pokazują, że dominują one w sieci, ich siła oddziaływania jest jednak znacznie mniejsza niż komentarzy krytycznych.

– Jesteśmy bardziej skłonni, mniej więcej dwa razy bardziej, udzielać pozytywnych opinii niż negatywnych. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że negatywne opinie mają zdecydowanie szerszy zasięg oddziaływania – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Jolanta Tkaczyk z Katedry Marketingu Akademii Leona Koźmińskiego.

Udzielaniu krytycznych komentarzy sprzyja anonimowość, jaką zapewnia internet. Konsumenci są też znacznie bardziej zmotywowani do dzielenia się negatywnymi doświadczeniami, co wynika z ich poczucia niezadowolenia z zakupu. Podłożem braku satysfakcji może być zarówno źle wykonana usługa czy otrzymanie wadliwego produktu, jak i nieodpowiedni kontakt ze sprzedawcą. Wystawiając negatywną ocenę, konsumenci chcą powetować sobie stratę oraz przestrzec innych internautów. A przecież konstruktywna ocena może zmotywować przedsiębiorcę do podniesienia jakości świadczonych usług i lepszego dostosowania ją do oczekiwań klientów.

– Firmom zależy na dobrych opiniach, czyli takich, które są na tyle konstruktywne, żeby można było wyciągnąć na ich podstawie wnioski związane z obecnym funkcjonowaniem firmy. Opinie mogą być pozytywne lub negatywne, ale dopóki są konstruktywne, mają duży sens. Dzielenie się dobrymi opiniami jest w interesie nas wszystkich, ponieważ odwraca negatywny trend hejtu oraz skutecznie motywuje firmy do robienia lepszych rzeczy, na czym zyskują konsumenci – mówi dr Jolanta Tkaczyk.

Do wystawiania pozytywnych ocen Polaków skłania przede wszystkim altruizm, chcą w ten sposób pomóc innym konsumentom dokonać dobrego wyboru i uniknąć zakupowej wpadki. Istotną motywacją jest także pragnienie wsparcia lokalnej przedsiębiorczości lub znanego nam osobiście sprzedawcy. Zachęcaniu Polaków do wystawania pozytywnych ocen służy kampania „Dobry głos dla firm”, zainicjowana przez ING Bank Śląski.

– Dzielimy się opiniami o firmach, kiedy jesteśmy niezadowoleni, żeby ostrzec innych, natomiast jeżeli jesteśmy zadowoleni, często brakuje nam motywacji, żeby to zrobić. Chcielibyśmy to zmienić i zmotywować Polaków do tego, żeby chwalili firmy, doceniali to, co robią, i dzielili się pozytywnymi opiniami o nich w internecie. Mamy poczucie, że brakuje nam nawyku dawania pozytywnego feedbacku i naszym celem jest odwrócenie tego trendu – mówi Anna Witecka z ING Banku Śląskiego.

Na stronie internetowej kampanii „Dobry Głos dla Firm” Polacy mogą zostawiać opinie o swoich ulubionych markach, miejscach lub usługodawcach. Część z nich zostanie następnie zamieniona w krótkie piosenki, które we własnych aranżacjach wykonują Mela Koteluk i Paweł Domagała. Organizatorzy wybrali tę parę artystów ze względu na ich wyjątkowe zdolności muzyczne i nietuzinkowe podejście artystyczne do realizacji projektu. Na stronie internetowej kampanii można oglądać powstające w ten sposób piosenki wraz z mini teledyskami. Ich autorzy przywiązują wagę nie tylko do samych piosenek, lecz także do scenografii nagrania, wykorzystując rekwizyty związane tematycznie z firmą, na której temat opinię  artyści wyśpiewują.

– Myślę, że internauci pozytywnie odbierają nagrane opinie. Sama zresztą nucę te wszystkie melodie cały czas, bo naprawdę świetnie się tego słucha. Nie wiem, może będzie z tego coś jeszcze większego niż początkowo zakładaliśmy – mówi Julia Rogowska, reżyser z Papaya Films.

Akcja wystartowała 5 listopada i mamy nadzieję, że dla wielu osób dzielenie się dobrymi opiniami stanie się nawykiem. Organizatorzy planują nagrać i opublikować blisko 70 filmów z piosenkami, które można oglądać na stronie internetowej kampanii, w mediach społecznościowych oraz na platformie YouTube. Już teraz – zgodnie z informacjami twórców akcji – odzew jest bardzo pozytywny.

– Liczymy na to, że tych opinii będzie jeszcze więcej i tak naprawdę każda z nich jest wartościowa, niezależnie od tego, czy zostanie nagrana w formie piosenki, czy opublikowana wyłącznie w formie tekstu na stronie – mówi Krzysztof Matlak z ING Banku Śląskiego.

60 proc. Polaków pracuje nieefektywnie. Przyczyną permanentne zmęczenie i nieumiejętne zarządzanie energią życiową

60 proc. Polaków pracuje nieefektywnie. Przyczyną permanentne zmęczenie i nieumiejętne zarządzanie energią życiową 5

11 mln Polaków cierpi z powodu permanentnego zmęczenia. Przekłada się ono zarówno na jakość życia prywatnego, jak i na obniżoną efektywność w pracy. Przyczyną jest m.in. nieumiejętne zarządzanie energią, którą należy czerpać z czterech źródeł: fizycznego, emocjonalnego, mentalnego i społecznego. Pomaga to rozwijać siłę i odporność psychiczną.

Spadające zaangażowanie w pracę to problem ogólnoświatowy. Według informacji amerykańskiego Instytutu Gallupa ograniczoną determinację w tym zakresie zdradza prawie 80 proc. pracowników, co przekłada się na ich mniejszą efektywność. Jedynie co piąty z menedżerów to lider, który osiąga najwyższy poziom efektywności. W Polsce na niezadowolenie z pracy i zmęczenie nadmiarem obowiązków zawodowych skarży się blisko 60 proc. pracowników. Mniejsze zaangażowanie oraz idąca za nim ograniczona efektywność mogą mieć kilka przyczyn.

– To są czynniki zarówno organizacyjne, np. takie, że firmy mają słabo poukładane procesy, pracownicy są przeciążeni, nie wiedzą, jakie są priorytety, mają słaby kontakt ze swoim przełożonym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marzena Jankowska, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie i Katowicach.

Na niskie zaangażowanie w pracę wpływa ponadto przeciążenie informacyjne. Współczesny człowiek dziennie przyswaja ok. 100 tys. słów, a więc o 350 proc. więcej niż w 1980 roku. Nowoczesna technologia sprawia, że ludzie są stale obecni w internecie i wchłaniają zawarte w nim informacje, co również przekłada się na gorsze samopoczucie. Niezwykle istotny jest ponadto brak umiejętności zarządzania uwagą, czyli podstawowym procesem poznawczym, oraz energią życiową.

–  Ludzie, którzy dobrze zarządzają swoją energią, to są ludzie, którzy są po prostu szczęśliwi. Mają zwykle dobrze poukładane priorytety, są blisko swoich wartości, którzy wiedzą, jakie są te wartości i od nich zaczynają dzień – mówi Marzena Jankowska.

Osoby te cechuje ponadto asertywność, zdolność do odpowiedniego organizowania czasu oraz skupienia na wykonywanych obowiązkach. Dzięki temu zachowują równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, a w pracy nie ulegają niepotrzebnym napięciom. Ludzi dobrze zarządzających swoją energią życiową łatwo poznać, nie mają bowiem problemu z permanentnym zmęczeniem, które zdaniem ekspertów powoli staje się plagą XXI wieku. Z badań wynika, że ciągłe wyczerpanie odczuwa już blisko 11 mln Polaków.

– Na tle innych krajów europejskich pracujemy bardzo dużo, ale jednocześnie jesteśmy krajem ludzi, którzy najsłabiej o siebie dbają, tu chodzi o czas przeznaczany codziennie na regenerację. Jeśli połączymy jedno z drugim, to mamy prosty sposób na obniżenie efektywności i wypalenie zawodowe – mówi Marzena Jankowska.

Istnieją cztery źródła energii życiowej: fizyczne, emocjonalne, mentalne i społeczne, z których należy czerpać codziennie. Pierwsze z nich odnosi się do biologii i ciała człowieka i jest podstawą dobrego samopoczucia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Polacy często zapominają jednak, że o ciało należy dbać, głównie poprzez przestrzeganie tak podstawowych zasad jak prawidłowe odżywianie, odpowiednia ilość snu na dobę, regularna aktywność fizyczna. Równie istotnym źródłem energii życiowej jest to emocjonalne.

– Tutaj są wszystkie hedonistyczne, do niczego innego niesłużące przyjemności, jak tylko do tego, żeby się zregenerować, czerpać dobrą energię, czuć się dobrze. To są proste rzeczy, to jest obejrzenie wspólnie wybranego filmu z rodziną czy posmyranie psa za uchem, czy przeczytanie dobrej książki – mówi Marzena Jankowska.

Energię życiową należy czerpać również ze źródła mentalnego, obejmującego działania prowadzące do stałego rozwoju intelektualnego. Może to być zarówno dokształcanie się i poszerzanie kompetencji zawodowych, jak i rozwiązywanie krzyżówek. Źródło to dotyczy także ćwiczenia woli, zastanawiania się nad podejmowanymi decyzjami, refleksyjnego podejścia do rzeczywistości. Ostatnim źródłem jest to społeczne, a więc energia, którą czerpie się od innych ludzi. Jest to bardzo ważne źródło energii dla każdego typu osobowości, zarówno ekstrawertyków, jak i introwertyków.

– Jeśli nie zapewniamy sobie stałego wsparcia, jeśli nie budujemy dobrych relacji, jeśli nie mamy zbudowanych więzi z najbliższymi ludźmi, to jesteśmy bardzo mocno narażeni na wypalenie, nie tylko zawodowe, lecz także wypalenie życiowe – mówi Marzena Jankowska.

Minister Emilewicz: polska branża kosmiczna jest mała, ale rośnie w siłę

Wysoko wyspecjalizowana i uznana na świecie kadra naukowa jest siłą Polski w walce o wpływy w europejskiej branży kosmicznej – twierdzi minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz. Coraz więcej polskiej myśli technicznej w tej branży udaje się skomercjalizować dzięki udziałom w międzynarodowych konsorcjach. Polscy naukowcy już dziś dysponują technologią pozwalającą sprzątać odpady w przestrzeni kosmicznej. Przetestują także czujnik Słońca.

– Analizując dotychczasowe osiągnięcia polskich firm w dziedzinie kosmicznej od 2012 roku, czyli od czasu, kiedy Polska stała się członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej i co roku kontrybuuje składką powyżej 35 mln euro do budżetu ESA, możemy powiedzieć, że branża kosmiczna jest mała, ale rośnie bardzo szybko, zaczynaliśmy od trzydziestu podmiotów, dzisiaj jesteśmy na poziomie około 350 podmiotów gospodarczych i jesteśmy bardzo skuteczni –mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz.

Polskie firmy działające w sektorze kosmicznym obecnie najczęściej spełniają rolę podwykonawców lub łączą się z zagranicznymi podmiotami w konsorcja. Polacy biorą m.in. udział w unijnych projektach DIAS, upowszechniających dostęp do danych satelitarnych. Wart 15 mln euro kontrakt CREODIAS jest realizowany przez konsorcjum, którego główną siłą są właśnie polskie firmy technologiczne na zlecenie Europejskiej Agencji Kosmicznej. Jego istotą jest opracowanie platformy upowszechniającej szerokiej rzeszy użytkowników dane zbierane przez satelity Sentinel, wystrzelone w 2014 roku w ramach programu Copernicus.

W ramach programu Horyzont 2020 granty uzyskały także polskie firmy mające pomysł na oczyszczanie orbity okołoziemskiej za pomocą siatki. SKA Polska z Warszawy i OptiNav ze Słupska na realizację projektu otrzymały 2,5 mln zł.

– Jeśli zobaczymy wskaźnik sukcesu podmiotów z branży kosmicznej, które aplikowały do programu europejskiego Horyzont 2020 z branży kosmicznej, to ona cieszy się najwyższym wskaźnikiem sukcesu. Choć branża jest niewielka, to jest bardzo kompetentna, bardzo skuteczna. Ta branża to często firmy zakładane przez pracowników naukowych, wysokiej klasy inżynierów z dużym doświadczeniem międzynarodowym, którzy dali się poznać na rynku międzynarodowym – podkreśla minister Emilewicz.

19 listopada w przestrzeń kosmiczną zostanie wystrzelony satelita PW-Sat2 opracowany przez studentów Politechniki Warszawskiej. Oprócz zadania głównego, jakim ma być test systemu zapobiegającego zaśmiecaniu orbity, stoi przed nim wiele dodatkowych zadań. To miedzy innymi testy czujnika Słońca. Dzięki temu rozwiązaniu panele słoneczne satelitów będą automatycznie nastawiały się w kierunku źródła światła, co zapewni im stabilną pracę w przestrzeni kosmicznej.

Firma Astronika z kolei w ramach współpracy z NASA opracowała próbnik kosmiczny przeznaczony do wykorzystania w marsjańskiej misji InSight. Penetrator Kret HP3 umożliwi sondzie wgryzienie się w marsjański grunt i pobranie próbek z głębokości ok. pięciu metrów. Firma SatRevolution tymczasem zaprojektowała sondę Światowid, przystosowaną do obserwacji powierzchni Ziemi w świetle widzialnym. Będzie wykorzystywana m.in. do monitorowania poziomu wód i jakości powietrza. Lądownik InSight z sondą na pokładzie wyląduje na Marsie najprawdopodobniej już 26 listopada.

Na początku października 2018 r. podczas Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego w Bremie Polska Agencja Kosmiczna została przyjęta do Międzynarodowej Federacji Astronautycznej (IAF). W praktyce członkostwo w niej zapewnia dostęp do badań i materiałów opracowywanych przez organizację. IAF skupia kilkuset członków, w tym najważniejsze na świecie agencje kosmiczne.

Polska Strategia Kosmiczna, przyjęta przez rząd w lutym 2017 roku, zakłada, że do 2030 roku Polska będzie uczestniczyć na poziomie 3 proc. w europejskim obrocie sektora kosmicznego.

– Widzimy, że dzisiaj polityka kosmiczna i polityka obronna to będą prawdopodobnie najobszerniejsze kieszenie finansowe w kolejnej perspektywie finansowej. Myślę, że polski rynek naukowo-badawczy i przemysłowy, przedsiębiorczy, jest dzisiaj gotowy do tego, żeby korzystać z tych nowych funduszy – podsumowuje Jadwiga Emilewicz.

W sumie w latach 2014–2020 Komisja Europejska planuje przeznaczyć w ramach programu Horyzont 2020 kwotę ponad 1,4 mld euro na obszar związany z badaniem przestrzeni kosmicznej. Oprócz tego planowany jest Europejski Program Kosmiczny z budżetem 16 mld euro, którego główne obszary tematyczne to nawigacja satelitarna (program Galileo), obserwacje satelitarne (program Copernicus) czy ochrona przed zagrożeniami w przestrzeni kosmicznej (SST) i bezpieczna łączność (Govsatcom).

Polscy naukowcy opracowali rewolucyjną metodę terapii w autyzmie. Elektroniczna kostka nauczy przewidywać i zwiększy liczbę neuronów lustrzanych

Polscy naukowcy opracowali rewolucyjną metodę terapii w autyzmie. Elektroniczna kostka nauczy przewidywać i zwiększy liczbę neuronów lustrzanych 6

Autyzm, obok AIDS, nowotworów i cukrzycy, jest według ONZ, największym zagrożeniem zdrowotnym dla ludzkości. Obecnie w Europie autyzmem dotkniętych jest ok. 5 mln osób. W Polsce cierpi na nią 30 tys. osób, z czego zdecydowana większość to dzieci. Opracowana przez Polaków elektroniczna kostka do terapii autyzmu może zwiększać liczbę neuronów lustrzanych w mózgu, a tych dzieci autystyczne mają kilkukrotnie mniej. Na rynku pojawia się coraz więcej rozwiązań, które pomagają w normalnym życiu.

– Elektroniczna kostka do terapii autyzmu jest sposobem na rozwiązanie problemów autystycznych dzieci, takich jak zaburzony proces przewidywania czy zaburzony proces odtwarzania motorycznego. Dzieci z autyzmem mają zaburzony proces przewidywania, co powoduje, że nie potrafią się uczyć, współpracować z najbliższymi osobami – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Adam Pabiś, neurobiolog z Kinetic Centrum Nowoczesnej Audiologii.

Kostka  skłania dzieci do powtarzania określonych ruchów. W ten sposób może podnieść liczbę neuronów lustrzanych, które odgrywają kluczową rolę w uczeniu poprzez naśladowanie, czy empatię. Naukowcy szacują, że o ile dzieci niedotknięte autyzmem mają neuronów lustrzanych ok. 45 tys., to autystyczne – zaledwie 15 tys. Dzięki elektronicznej kostce ich liczba może wzrosnąć nawet do 25–30 tys.

Kostka ma kształt sześcianu, a każdy bok jest jednocześnie ekranem dotykowym. Ruch kostki jest zintegrowany z wirtualną kostką, wyświetlaną na ekranie tabletu. Dzięki odpowiednim czujnikom każdy ruch jest monitorowany, a dziecko musi możliwie jak najdokładniej odwzorować ruch wirtualnej kostki.

– Kostka działa w naturalnym procesie przewidywania, czyli np. jeżeli zauważamy, że klucze spadają, to staramy się je złapać. To jest naturalny proces przewidywania, czyli wiemy, że są w jakimś miejscu, w którym mogą spaść i próbujemy je złapać. Dzieci autystyczne mają zaburzony proces przewidywania, więc w takiej sytuacji klucze spadają na ziemię bez reakcji dziecka. Zadaniem kostki jest naprawienie tego procesu. Chcemy nauczyć neurony przewidywać pod względem wzroku, dotyku i słuchu – mówi dr Adam Pabiś.

Elektroniczna kostka to tylko jedna z terapii, jaka może być stosowana w autyzmie. Naukowcy odkryli, że autystycy mają też zaburzoną florę bakteryjną w układzie pokarmowym, a przez to zaburzona jest produkcja neuroprzekaźników.

– Dużą skalą rozwoju są probiotyki i tworzenie specjalnych kultur bakterii, które będą wchodziły w interakcje z zaburzonymi bakteriami w układzie pokarmowym dziecka z autyzmem i naturalnie będą przywracały do normy te kultury bakterii, które odpowiadają za kontrolowanie pracy mózgu – ocenia neurobiolog.

Autyzm został przez ONZ uznany za jedno z największych zagrożeń ludzkości, obok nowotworów czy cukrzycy. Według danych Autism Europe w Unii Europejskiej ok. 5 mln osób dotkniętych jest autyzmem. W Stanach Zjednoczonych jedno na 68 urodzonych dzieci jest dotkniętych tym rodzajem niepełnosprawności. W Polsce – według różnych szacunków – na autyzm cierpi ok. 30 tys. osób. Większość to dzieci. Szansą dla nich może być właśnie elektroniczna kostka.

– Elektroniczna kostka będzie dostępna na rynku w dwóch postaciach. Dla specjalistów w gabinetach, neurologopedów, psychiatrów, psychologów. Cena będzie uzależniona od liczby dzieci, którą lekarz chce leczyć. Będzie także dostępna do domu dla rodzica, do treningu na okres sześciu miesięcy. Abonament to koszt około 300–400 zł miesięcznie – zapowiada Adam Pabiś.

Według analityków Technavio globalny rynek terapii autyzmu do 2022 r. osiągnie wartość 3,8 mld dol.

Zmiany w księgowaniu umów najmu – rewolucji na rynku biurowym nie będzie

MSSF 16 wpłynie na obraz rynku najmu powierzchni biurowych, ale sektor nie musi obawiać się znaczących przetasowań.

Zmiany, które wprowadza MSSF 16, wydają się nieznaczące dla właścicieli nieruchomości. Okazuje się jednak, że po wprowadzeniu nowego standardu rachunkowości, niektórym najemcom bardziej może opłacić się zawieranie krótkich umów najmu. Ale jak wskazują eksperci, taki scenariusz może być możliwy przede wszystkim w przypadku mniejszych firm i start-upów, jednak nie korporacji.

W styczniu 2016 r. Rada Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (RMSR) opublikowała treść nowego standardu rachunkowości dotyczącego leasingu – MSSF 16. Zgodnie z ustaleniami ma on wejść w życie już 1 stycznia 2019 r. Chodzi przede wszystkim o ujednolicenie zasad prezentowania danych finansowych. Oznacza to, że obowiązująca obecnie forma leasingu operacyjnego nie będzie już dostępna – za wyjątkiem umów krótkoterminowych (do 12 miesięcy) oraz tych dotyczących aktywów o niskiej wartości.

  • Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL
    Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

    MSSF 16 będzie miał szczególnie odczuwalny wpływ na spółki, dla których forma leasingu operacyjnego stanowiła istotne źródło finansowania pozabilansowego. Może on również po części wpływać na zamianę strategii niektórych firm i pójście np. w kierunku łączenia typowego, wieloletniego wynajmu biura z przestrzeniami oferowanymi w tym samym budynku przez operatorów przestrzeni elastycznych. Dziś elastyczność to słowo klucz. Niemniej jednak tradycyjny leasing pozostanie podstawową formą dysponowania przestrzenią biurową dużych korporacji – zauważa Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL.

Niektórzy eksperci sądzą, że możliwa będzie presja ze strony firm, na skracanie okresów najmu. Obawy te rozwiewa Artur Apostoł, Head of Investments w Globalworth Poland, którego zdaniem duże korporacje nie będą przechodziły z umów długoterminowych na krótkoterminowe tylko z tego powodu, że zostały zmienione zasady prezentowania zobowiązań.

  • Ten scenariusz może oczywiście być możliwy, ale raczej w przypadku mniejszych firm i start up’ów. Co więcej, sami nie zauważamy żadnych ruchów ze strony najemców, które wskazywałyby na to, że mają w planach zmianę umów na krótsze – zapewnia Artur Apostoł.
Artur Apostoł, Head of Investments w Globalworth Poland
Artur Apostoł, Head of Investments w Globalworth Poland

Globalworth Poland to obecnie największy, instytucjonalny właściciel powierzchni biurowej w Polsce. W portfolio firmy znajdują się zróżnicowane pod względem powierzchni i lokalizacji projekty biurowe m.in. w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu czy Krakowie. Zdaniem Artura Apostoła, zmiany w podejściu firm  do najmu biur, które zachodzą na rynku, nie są spowodowane wdrożeniem zmian w MSSF 16, a zmianą sposobu myślenia samych przedsiębiorców o ich potrzebach lokalowych. Już teraz można zaobserwować znaczny wzrost liczby firm coworkingowych w kraju, które są w stanie oferować krótkoterminowe umowy najmu np. start-upom czy freelancerom, ale z tej oferty korzystają nierzadko także duże korporacje, które lokują niektóre swoje zespoły w takich przestrzeniach biurowych.

Starsze biurowce wracają do łask

Jak wynika z raportu „MSSF – co przyniesie przyszłość”, zrealizowanego przez JLL, średnia długość umowy wynajmu biur wynosi obecnie w Polsce pięć lat. Nowe regulacje mogą natomiast sprawić, że bardziej popularne staną się tzw. break option, czyli możliwość rozwiązania umowy po trzech latach. Co ciekawe, jak zauważają eksperci, zasady MSSF 16 mogą  pozytywnie wpłynąć na rynek starszych nieruchomości biurowych, które są w stanie oferować krótsze okresy najmów, niż ma to miejsce w przypadku całkiem nowych inwestycji.

  • W starszym budynku biurowym można zawrzeć chociażby trzyletnią umowę najmu, która nie będzie w aż tak znacznym stopniu wpływała na bilans spółki – komentuje Mateusz Polkowski.

Nie ulega wątpliwości, że nowe standardy księgowe będą w pewien ograniczony sposób wpływać na obraz rynku najmu powierzchni biurowych w Polsce. Warto jednak podkreślić, że popyt na nie systematycznie rośnie. Jak wynika z analizy JLL, w okresie I-III kw. 2018 r. wyniósł on ponad 1 mln mkw., z czego za około 40 proc. odpowiadają główne rynki poza Warszawą. Ponadto w całej Polsce w trakcie budowy jest obecnie 1,6 mln mkw. powierzchni biurowych.

Wydatki z tytułu rękojmi stanowią koszt uzyskania przychodu

Wydatki poniesione przez firmę w celu zachowania lub zabezpieczenia źródła przychodów stanowią koszt ich uzyskania. Są ciężarem, jaki zmuszony jest ponieść przedsiębiorca celem wypracowania dochodu, dlatego ich niewliczenie w koszty prowadzenia działalności gospodarczej zakłamałoby wysokość rzeczywistego zysku, jaki wypracował. Skutkowałoby to powstaniem wyższego zobowiązania w podatku dochodowym od osób prawnych, co z kolei ucieszyłoby fiskusa. Dlatego organy podatkowe przy każdej nadarzającej się okazji odmawiają przedsiębiorcom możliwości zaliczania ponoszonych wydatków do kosztów uzyskania przychodów. W wyroku z 25 lipca 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku pouczył organy podatkowe, że nie mogą przy tym zakłamywać rzeczywistości (I SA/Gd 568/18).

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia, zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów. Jak stanowi jednak art. 16 ust. 1: „Nie uważa się za koszty uzyskania przychodów (…) kar umownych i odszkodowań z tytułu wad dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłoki w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów, albo wykonanych robót i usług” (Dz.U. 1992 nr 21, poz. 86 ze zm.).

Zadośćuczynienie pieniężne, jako forma usunięcia wad

W lutym 2018 r. spółka z o.o. z branży skórzanej wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej (dalej: DKIS) z wnioskiem o wydanie interpretacji w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych. Spółka w imieniu swojego partnera biznesowego/pośrednika zajmuje się garbowaniem skór. Produkt finalny trafia do odbiorcy końcowego, który jest jednym z najważniejszych klientów spółki.

W procesie realizacji jednego z zamówień, pomimo zachowania przez spółkę wymogów specyfikacji produkcji, przeprowadzenia wszelkich niezbędnych testów i badań, odbiorca końcowy zgłosił reklamację produktu wskutek powstania w nim wady. Była ona wynikiem niewłaściwej interakcji dwóch komponentów produkcji. Odbiorca finalny zagroził wytoczeniem powództwa zarówno przeciw spółce, pośrednikowi, jak i dostawcy jednego z feralnych komponentów. Wszystkie trzy podmioty zobowiązały się do usunięcia wad realizacji zamówienia poprzez zapłatę na rzecz jego odbiorcy określonych kwot.

We wniosku o wydanie interpretacji spółka wskazała, iż „Kwoty te nie miały charakteru ani sankcyjnego, ani odszkodowawczego. Co istotne, a co było podkreślane przez Finalnego Odbiorcę, nieuiszczenie umówionych kwot pieniężnych przez Podmioty wiązałoby się z zerwaniem wzajemnych stosunków handlowych, a więc z utratą źródła przychodów przez Podmioty, w tym Spółkę” (interpretacja indywidualna 0111-KDIB1-2.4010.69.2018.1.MS z 10.04.2018 r.).

Rękojmia za wady to nie to samo, co odszkodowanie i kara umowna

Spółka wystąpiła do organu o potwierdzenie, czy przekazana w tym charakterze przez nią kwota pieniędzy na rzecz finalnego odbiorcy będzie stanowiła dla niej koszt uzyskania przychodów w rozumieniu art. 15 ust. 1 ustawy o CIT. Wydatek został poniesiony przede wszystkim w celu zabezpieczenia i zachowania przychodów i może mieć wpływ na ich wysokość. Albowiem brak poniesienia tego wydatku skutkowałby zaprzestaniem współpracy i utratą zamówień zarówno od odbiorcy finalnego, jak i pośrednika.

Zdaniem przedsiębiorcy wydatek nie znajdował się również w grupie wyłączonych z zakresu kosztów uzyskania przychodów wymienionych w art. 16 ust. 1. Nie spełniał on zwłaszcza definicji „odszkodowania” i „kary umownej” ujętych w tym katalogu. Obciążenie finansowe poniesione przez spółkę w ramach zgłoszonych reklamacji celem prawidłowego wykonania umowy realizuje za to przesłanki zdefiniowane w art. 556 Kodeksu cywilnego rękojmi za wady: „Sprzedawca jest odpowiedzialny względem kupującego, jeżeli rzecz sprzedana ma wadę fizyczną lub prawną” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93 ze zm.). Na potwierdzenie, że koszty reklamacji mogą być uznane za koszty uzyskania przychodów, spółka przywołała m.in. interpretacje: Dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z 27.06.2014 r. nr IBPBI/2/423-365/14/BG, z 02.09.2014 r. nr IBPBI/2/423-663/14/CzP oraz DIS w Bydgoszczy z 13.03.2009 r. nr ITPB3/423-744/08/MK. To, iż wydatki związane z reklamacją nie są odszkodowaniem ani karą umowną potwierdzają m.in. interpretacje: DIS w Poznaniu z 11.01.2016 r. nr ILPB3/4510-1-479/15-4/KS; z 30.05.2014 r. nr ILPB3/423-118/14-2/PR; DIS w Katowicach z 02.09.2014 r. nr IBPBI/2/423-663/14/CzP.

Skarb państwa nie może ponosić negatywnych konsekwencji prowadzenia działalności

Organ nie zgodził się ze spółką, stwierdzając, że poniesiony przez nią wydatek stanowi odszkodowanie. Odszkodowanie jest rekompensatą za straty powstałe u poszkodowanego. I do takiej rekompensaty została zobowiązana spółka wskutek własnego zawinienia, które stanowi element ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej, „którego negatywnych konsekwencji finansowych nie można przenosić na Skarb Państwa poprzez zmniejszenie obciążeń podatkowych” (0111-KDIB1-2.4010.69.2018.1.MS). Osiągnięcie przychodu wskutek usunięcia przeszkód na drodze do realizacji umowy nie może być wystarczającą podstawą do uznania poniesionych w tym celu nakładów za koszty uzyskania przychodu, skoro ta kara finansowa jest następstwem nienależytego wykonania umowy.

Modyfikacja stanu faktycznego na własne potrzeby

WSA w Gdańsku nie znalazł w zaskarżonej interpretacji wytłumaczenia, dlaczego organ uznał przedmiotowy wydatek za odszkodowanie, skoro spółka wyraźnie wskazała, że został przez nią poniesiony w ramach instytucji rękojmi. Sąd zgodził się ze spółką, że ponoszone przez nią wydatki w celu należytego wykonania zobowiązania miały znaczący wpływ na zachowanie przez nią źródeł przychodów i w tym świetle organ powinien rozpoznawać możliwość zaliczenia tego wydatku do kosztów uzyskania przychodów.

Niezrozumiały był również zarzut niedochowania należytej staranności przez spółkę przy realizacji zamówienia, skoro ta wyraźnie wskazała, że dopełniła wszelkich wymogów i przeprowadziła testy, które nie zasygnalizowały nieprawidłowości – takim też opisem stanu faktycznego organ powinien być związany przy wydawaniu interpretacji. WSA przychylił się tym samym do podniesionego przez spółkę zarzutu wykroczenia przez organ poza zakres wniosku o wydanie interpretacji.

„Dokonana przez organ ocena, że opisany wydatek nie został poniesiony w celu zachowania czy zabezpieczenia źródła przychodów jest arbitralna, organ, dokonując jej, nie odniósł się bowiem do opisanych we wniosku okoliczności faktycznych, lub wręcz je zmodyfikował. (…) Organ nie uzasadnił, dlaczego opisany wydatek stanowi odszkodowanie. Nie odniósł się do kwestii poniesienia tego wydatku w ramach instytucji rękojmi, w celu należytego wykonania zobowiązań, co było trzonem argumentacji prawnej skarżącej zarówno w zakresie wykazania związku wydatku z zachowaniem źródła przychodu w rozumieniu art. 15 ust. 1 u.p.d.p. jak i brakiem zastosowania art. 16 ust. 1 pkt 22 u.p.d.p.” (I SA/Gd 568/18).

Sankcje grożą tylko jednej stronie

Niezgodność stanu faktycznego ze stanem podanym we wniosku o wydanie interpretacji podatkowej to najczęstszy zarzut fiskusa i powód odmowy udzielenia podatnikom ochrony wynikającej z tej interpretacji. Ta niezgodność może skutkować negatywnymi konsekwencjami finansowymi po stronie podatnika np. w postaci domiaru podatkowego, obciążenia zaległymi odsetkami, a nawet odpowiedzialności karnej lub karnoskarbowej dla osób odpowiedzialnych za stosowanie prawa podatkowego w przedsiębiorstwie.

Zgodnie z wyrokiem WSA w Rzeszowie z 10 czerwca 2009 r.: „Organ podatkowy ma obowiązek przyjąć za wnioskodawcą do oceny prawnej stan faktyczny przez niego przedstawiony. Stanu tego organ nie może kwestionować, weryfikować, czy zmieniać” (I SA/Rz 310/09). „Weryfikowanie przedstawionego we wniosku stanu faktycznego przez organ stanowi niedopuszczalną w postępowaniu o wydanie interpretacji ingerencję organu” (wyrok NSA z 06.06.2017 r., I FSK 1788/15).

W świetle przywołanych wyroków w pełni uzasadnione wydaje się stosowanie tych samych sankcji finansowych, karnych lub karnoskarbowych wobec organów podatkowych, zwłaszcza gdy dokonują one niedozwolonej modyfikacji stanu faktycznego na niekorzyść podatników. Być może przypadki nadużyć i urzędniczego bezprawia nie byłyby wówczas tak powszechne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Trybunał Konstytucyjny: Zniesienie limitu 30-krotności składek ZUS niezgodne z konstytucją

Trybunał Konstytucyjny ustalił, że ustawa znosząca limit 30-krotności składek ZUS nie jest zgodna z Konstytucją. Tym samym groźba kolejnego zwiększenia obciążeń wynagrodzeń została oddalona. Pracownicy, przynajmniej na razie, odetchnęli z ulgą.

Pracodawcy RP od początku podzielali wątpliwości Prezydenta RP dotyczące sposobu przeprowadzenia konsultacji społecznych w przypadku tej ustawy. Było jednak jasne, że ustawa przede wszystkim nie jest zgodna ze zdrowym rozsądkiem, rachunkiem ekonomicznym i potrzebami polskiej gospodarki. Budowanie nowoczesnych przedsiębiorstw i urzędów wymaga zatrudniania najbardziej kompetentnych pracowników. Ich wynagrodzenia są faktycznie dość wysokie jak na polskie warunki, ale i tak są raczej niskie, jeśli je porównamy z wynagrodzeniami w innych krajach, do których mogliby oni wyjechać. Efektem wprowadzenia ustawy byłaby nie tylko demotywacja najcenniejszych pracowników, ale także dodatkowa zachęta do poszukiwania pracy za granicą lub rezygnacji z etatu.

Nawet jeśli okazałoby się, że ustawa jest zgodna z Konstytucją, Pracodawcy RP i tak domagaliby się rezygnacji z jej wprowadzenia. Podstawowe zarzuty wobec niej dotyczyły bowiem nie tego, czy jest zgodna z prawem, ale tego, że w sposób oczywisty nie jest zgodna z ekonomicznym interesem Polski i Polaków. Mamy zatem nadzieję, że liczne argumenty podawane przez pracodawców i pracowników okażą się dla rządu przekonujące. Dzięki temu będzie można wrócić do konstruktywnych, wspólnych działań na rzecz wzrostu wynagrodzeń polskich pracowników.

Wyrok Trybunału jest bez wątpienia korzystny dla pracowników, bo nie podwyższa przymusowych składek na ZUS. Będą więc oni mogli wydać te pieniądze na towary i usługi, które sami uznają za najważniejsze dla siebie i swoich rodzin. Ważniejszy jednak niż osobisty interes jest w tym przypadku sposób wprowadzania zmian. Oczywistym jest to, że państwo realizując ambitne zadania potrzebuje na to środków. Na pewno jest możliwe wypracowywanie rozwiązań, które będą optymalne zarówno z perspektywy państwa, jak pracowników i pracodawców. Wymaga to jednak otwartego dialogu z udziałem wszystkich partnerów społecznych. Dlatego pozostaje mieć nadzieję, że przy kolejnych zmianach prawa głos pracowników i pracodawców będzie uwzględniany. Dzisiejszy wyrok potwierdził, że praca w pośpiechu nad bardzo ważnymi ustawami nie tylko nie przynosi pożądanych rezultatów, ale także nie jest skutecznym rozwiązaniem. Prowadzenie otwartego dialogu pozwala natomiast na wypracowanie takich rozwiązań, które są korzystne dla wszystkich i dzięki odwołaniu się do ekspertów – praktyków, nie zawierają błędów prawnych. Ustawa o zniesieniu limitu 30-krotności do takich z pewnością nie należała.

Gra o kosmiczne pieniądze

Sektor globalnej gospodarki związany z rozwojem przemysłu i usług kosmicznych w 2016 r. osiągnął wartość 345 miliardów USD[1]. Szansę na podbój tego rynku ma polskie rozwiązanie. Głównym celem misji PW-Sat2 – satelity zbudowanego przez studentów Politechniki Warszawskiej – będzie przetestowanie żagla deorbitacyjnego. Rozwiązanie w przyszłości pomoże ograniczyć problem powstawania tzw. „kosmicznych śmieci” tj. urządzeń, które zakończyły swoją misję, ale pozostając na orbicie zagrażają czynnym orbiterom czy Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Szacunki wskazują, że w najbliższych latach ma zostać wystrzelonych niemal 1500 satelitów takich jak PW-Sat2, co obrazuje komercyjny potencjał zastosowania żagla deorbitacyjnego. Aspiracje do odgrywania istotnej roli w sektorze kosmicznym mają również gliwickie firmy Future Processing oraz FP Instruments – partnerzy strategiczni budowy PW-Sat2. Obie spółki w ramach konsorcjum FPSpace realizują własny program kosmiczny. PW-Sat2 zostanie umieszczony na orbicie 19 listopada 2018 r., z pokładu rakiety Falcon 9.

Jak wynika z opracowania Global Space Industry Dynamics (raport badawczy sporządzony przez analityków firmy Bryce Space and Technology dla rządu Australii) na wartość globalnego sektora kosmicznego składa się ponad 86,25 mld USD inwestycji państwowych, a także 258,75 mld USD pochodzących z sektora prywatnego. W podbój kosmosu inwestuje blisko 50 państw, z czego dziewięć dysponuje kwotą ponad 1 miliard dolarów, a prawie 20 z nich ok. 100 milionów dolarów rocznie. Obecnie 80 państw posiada swoje satelity[2].

Skutkiem coraz intensywniejszej eksploracji bliskiego kosmosu jest m.in. powstawanie  „kosmicznych śmieci”. W 2013 r. do 2000 km ponad Ziemią odnotowano obecność m.in. ok. 7000 satelitów (z czego działających było tylko 1200), 20 teleskopów, części rakiet, kawałki powłoki wahadłowców, człony rakiet z misji Apollo oraz 32 reaktory atomowe, które zasilały satelity. Rozwiązanie tego problemu zaproponowali polscy studenci.

Inna Uwarowa w trakcie konferencji prasowej konsorcjum FP Space (3)
Inna Uwarowa

– Celem żagla deorbitacyjnego jest zwiększenie powierzchni satelity, a co za tym idzie oporu aerodynamicznego, dzięki czemu PW-Sat2 obniży swoją orbitę, by docelowo spłonąć w atmosferze. Taki system pozwala przyspieszyć ok. 20 krotnie zwolnienie miejsca na orbicie po zakończeniu misji satelity. Zastosowanie systemu deorbitacyjnego na przyszłych satelitach pomoże rozwiązać problem powstawania śmieci kosmicznych. Jesteśmy przekonani, że pomyślny przebieg testu wspomoże późniejszą komercjalizację naszego rozwiązania – mówi Inna Uwarowa, koordynator projektu.

Żagiel deorbitacyjny to nie jedyny przykład stworzonego przez polskich inżynierów rozwiązania, które ma szansę zawojować sektor kosmiczny. Własną misję pn. Intuition-1 realizuje śląskie konsorcjum FPSpace.  Tworzą je spółki Future Processing i FPInstruments – partnerzy strategiczni projektu PW-Sat2 oraz KPLabs. Celem misji Intuition-1* będzie przeprowadzenie obserwacji Ziemi z wykorzystaniem satelity wyposażonego w instrument hiperspektralny i zaawansowane przetwarzanie danych na pokładzie. Podniesienie jakości wykonywanych zdjęć satelitarnych i segmentacja obrazów na pokładzie satelity pozwolą skrócić czas reakcji na zdarzenia, które będą monitorowane przez  Intuition-1. Dane przetworzone w ten sposób znajdą zastosowanie w wielu sektorach, takich jak: rolnictwo, ochrona środowiska, górnictwo i geologia czy przemysł obronny.

Future Processing ufundowała oraz dostarczyła oprogramowanie dla komputera pokładowego, czyli „mózgu” PW-Sat2.

– Rozwój oprogramowania, które kontroluje pracę satelity, to ciekawe wyzwanie. Mamy do czynienia z wieloma ograniczeniami, które nie występują w typowych systemach, a każdy błąd niesie wysokie ryzyko, że misja nie zostanie doprowadzona do końca –  komentował zaangażowanie firmy w projekt Jarosław Czaja, CEO Future Processing.

Sukcesem zakończyła się zbiórka pieniędzy na zakup biletów lotniczych, która umożliwi studentom obejrzenie na własne oczy startu rakiety Falcon 9, z PW-Sat2 na pokładzie. Udało się zebrać ponad 100 proc. kwoty (https://zrzutka.pl/e6gdvw), a we wsparcie finansowe wyjazdu zaangażowała się m.in. kancelaria SSW Pragmatic Solutions.

– Innowacyjna myśl techniczna, która znajduje uznanie w skali globalnej i przyczynia się do rozwoju przemysłu kosmicznego – nie ma inicjatywy, która trafniej oddawałaby strategię SSW Pragmatic Solutions. Działania naszej firmy już od dekady wychodzą poza utarte schematy myślenia o doradztwie prawnym, ponieważ oferujemy klientom więcej niż oczekują. Wierzymy w innowacyjność i jej rolę w postępie ekonomicznym, naukowym czy wręcz – nie waham się użyć tego słowa – cywilizacyjnym. Trzymamy kciuki za projekty takie jak PW-Sat2, bo widzimy w nich podobne do naszego śmiałe i innowacyjne podejście do rzeczywistości – mówi Barbara Lenarcik, Dyrektor ds. marketingu oraz rozwoju biznesu z SSW Pragmatic Solutions. Wyjazd wsparły również Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Politechnika Warszawska.

Sukces studentów docenia prof. dr hab. inż. Janusz Frączek, dziekan Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa Politechniki Warszawskiej, który wskazuje również na ogromny potencjał sektora kosmicznego.

– Studenci ze Studenckiego Koła Astronautycznego (SKA) osiągnęli to, co jest marzeniem wielu inżynierów – mają szansę na umieszczenie satelity swojego autorstwa na orbicie okołoziemskiej. Jestem szczególnie dumny z tego osiągnięcia, bo SKA to największe w Polsce naukowe koło studenckie tak zaawansowane w działalności kosmonautycznej. Mam nadzieję, że studenci jeszcze chętniej będą podejmowali studia w zakresie specjalności Kosmonautyka na naszym wydziale. Otwierają one bowiem przed swoimi absolwentami wiele wspaniałych możliwości rozwoju własnych zainteresowań
i atrakcyjnej pracy w przyszłości – mówi prof. dr hab. inż. Janusz Frączek.

W kontekście szeregu wydarzeń, odbywających się w listopadzie pod wspólnym hasłem pod hasłem „Poland in Space – kosmiczny listopad”, związanych z polskim przemysłem kosmicznym prezes Polskiej Agencji Kosmicznej dr hab. Grzegorz Brona powiedział: – Bardzo kibicujemy powodzeniu eksperymentu realizowanego przez studentów Politechniki Warszawskiej w ramach misji satelity
PW-Sat2. Ten projekt jest istotny dla polskiego sektora kosmicznego z dwóch powodów. Po pierwsze, wpisuje się w światowy trend poszukiwania skutecznego rozwiązania problemu wzrostu ilości śmieci kosmicznych. Po drugie zaś jest miernikiem potencjału i ambicji polskich studentów, którzy zasilają kadry rodzimej branży kosmicznej. Rosnący krajowy przemysł kosmiczny potrzebuje zdolnych, zmotywowanych, dobrze przygotowanych inżynierów. Polska Agencja Kosmiczna realizuje i zamierza podjąć szereg działań na rzecz budowania tych kadr – zostały one uwzględnione w Krajowym Programie Kosmicznym na lata 2019-2021, który do końca 2018 r. chcemy przedłożyć do akceptacji Prezesa Rady Ministrów. Mam nadzieję, że po uruchomieniu tych projektów wsparcia polscy studenci, zamiast poszukiwać funduszy, będą się mogli skupić na pracy merytorycznej, a ich ambitne projekty, na których realizacji może skorzystać cały krajowy sektor kosmiczny, nie będą zagrożone.

***
Informacje dodatkowe:

Rozwój rynku usług kosmicznych w Europie i na świecie. 

Rynek europejskich usług kosmicznych w 2017 r. zanotował sprzedaż o wartości 8,76 mld € (+ 6,2%). Bezpośrednie zatrudnienie w europejskim przemyśle kosmicznym wyniosło 42 664 FTE (FTE – Full Time Equivalent, oznacza godziny przepracowane przez jednego pracownika, pracującego na pełnym etacie w ciągu jednego roku) i wzrosło o 3,2%. Kobiety stanowią około 21% pracowników przemysłu kosmicznego, z podobnym poziomem odpowiedzialności i kwalifikacji jako mężczyźni[3].

Szacunki wskazują, że rynek usług kosmicznych na świecie będzie utrzymywał tendencję wzrostową, tak by w 2040 r. osiągnąć 1 bilion USD (Goldman Sachs), a wg prognoz Bank of America Merrill Lynch[4] w ciągu 30 lat wzrośnie do 2,7 biliona USD.

Segmenty usług kosmicznych na rynkach dojrzałych (skrót)[5]: 

Segment rynku Przykłady Obecna wartość Trend Bariera wejścia
Produkcja satelitów Boeing, TAS, MELCO, 14 miliardów  USD Rosnący wysoka
Usługi związane z umieszczaniem satelitów na orbicie ULA, SpaceX, Ariane Group, MHI 6 miliardów USD Rosnący wysoka
Obserwacja Ziemi DigitalGlobe,

Airbus, Imagesat

Intl.

2 miliardy USD Mocno rosnący wysoka

 

Analiza danych wskazuje, że satelitów takich jak PW-Sat2 (od 1kg do 50 kg), w latach 2013-2017 wyniesiono na orbitę ponad 750 – to pokazuje potencjał zastosowania żagla deorbitacyjnego. A prognozy pokazują, że liczba ta będzie wciąż przyrastać:

  • w 2020 r. – ma zostać wyniesionych 361 satelitów takich, jak PW-Sat2,
  • w 2021 r. – ma zostać wyniesionych 411 satelitów takich, jak PW-Sat2,
  • w 2022 r. – ma zostać wyniesionych 460[6] satelitów takich, jak PW-Sat2.

Możliwości wykorzystania danych uzyskanych z kosmosu.

Jaki potencjał niesie ze sobą podbój kosmosu? Eksperci mówią m.in. o:

  1. Wykrywaniu przecieków wody w instalacjach naziemnych.
  2. Wykrywaniu wycieków gazu.
  3. Dostarczaniu, za pomocą konstelacji satelitów, Internetu (OneWeb).
  4. Przewidywaniu trzęsień ziemi i fal tsunami.
  5. Wsparciu rolnictwa. Np. opolskie https://www.yellowai.co/pl/index.html to algorytmy służące analizie upraw rzepaku, wykorzystujące sztuczną inteligencję. Dzięki temu możliwe jest prognozowanie kwitnienia z kilkudniowym wyprzedzeniem, wskazanie obszaru z największą ilością upraw, przedstawienie danych statystycznych w formie graficznej. YellowAI wykorzystuje zdjęcia satelitarne przedstawiające ziemię w różnych spektrach.
  6. Analizie składu atmosfery i walka ze smogiem. Rozwiązanie firmy Future Processing pn. DiscovAir (https://www.discovair.pl), pomaga walczyć ze skutkami smogu. DiscovAir wykorzystuje do wizualizacji zanieczyszczenia atmosfery m.in. dane pozyskane z satelity Sentinel-5P dzięki realizowanemu w Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) programie Copernicus. Dane satelitarne pomagają w korelacji Benzo(a)pirenu (BaP) z pyłami zawieszonymi PM10 i PM2.5. BaP  jest jednym z najbardziej toksycznych składników smogu.

* Program kosmiczny Intuition-1 konsorcjum FP Space

Śląskie konsorcjum FPSpace (Future Processing, FPInstruments oraz KPLabs), https://fpspace.com/, pracuje nad misją kosmiczną Intuition-1. Jej celem jest przeprowadzenie obserwacji Ziemi z wykorzystaniem satelity wyposażonym w instrument hiperspektralny i zaawansowane przetwarzanie danych na pokładzie wykorzystujące głębokie sieci neuronowe. Będzie to pierwszy na świecie satelita o mocy przetwarzania pozwalającej na segmentację obrazów hiperspektralnych na orbicie. Intuition-1 będzie satelitą klasy 6U, w kształcie prostopadłościanu o wymiarach 10x22x36 cm, a jego waga w przybliżeniu wyniesie 10 kg. Zostanie w nim umieszczona specjalistyczna kamera o rozdzielczości spektralnej w zakresie światła widzialnego i bliskiej podczerwieni. Dzięki podzieleniu tego pasma na 150 kanałów będzie można uzyskać zdecydowanie więcej informacji w stosunku do aktualnie istniejących na rynku instrumentów, które oferują ich jedynie 40. Zwiększona liczba kanałów pozwoli na podniesienie jakości wykonywanych zdjęć satelitarnych, a segmentacja obrazów na pokładzie satelity – na skrócenie czasu reakcji na zdarzenia, które chcemy monitorować. Dane przetworzone w ten sposób znajdą zastosowanie w wielu sektorach, takich jak:

  • Rolnictwo: klasyfikacja pokrycia gruntów, prognoza plonów, mapy upraw, mapy gleb, detekcja chorób roślin, śledzenie biomasy, mapowanie chwastów.
  • Leśnictwo: klasyfikacja lasów, określanie gatunków i stanu zdrowia lasów, planowanie zalesiania.
  • Ochrona środowiska: mapy emisji zanieczyszczeń, mapy zanieczyszczeń wód i gleby, zarządzanie i analiza zagospodarowania gruntów.
  • Górnictwo i geologia: klasyfikacja pokryć gruntowych, tworzenie map rozkładu minerałów, monitoring obszarów kopalnianych i pokopalnianych, wykrywanie zanieczyszczeń przedostających się do wód i gruntu, możliwość detekcji na postawie sygnatury spektralnej metali ciężkich takich jak kadm, ołów i arsen.
  • Obronny: identyfikacja obszarów terenu modyfikowanych przez człowieka, odróżnienie tych obszarów od środowiska naturalnego

Satelita Intuition-1 trafi na niską orbitę okołoziemską (LEO), planowany czas wystrzelenia to 2022 rok.

O konsorcjum FP Space:

Budowa satelity Intuiton-1 z najbardziej wydajnym na świecie komputerem pokładowym i zaawansowanymi przyrządami do obserwacji Ziemi, stworzenie oprogramowania, które będzie interpretowało dane satelitarne napływające na Ziemię z orbity oraz zaangażowanie w budowę czwartego polskiego satelity PW-Sat2 – to cele
FP Space, konsorcjum utworzonego przez trzy śląskie firmy: KP Labs, FP Instruments oraz Future Processing. Więcej informacji: https://www.fpspace.com/.

Jarosław Kacprzak, PR Manager Future Processing, tel. 501 361 021, email: [email protected].

PW-Sat2 – czwarty polski satelita

Satelita PW-Sat2 trafi na orbitę synchronizowaną słonecznie o wysokości ok. 575 km. Start planowany jest na 19 listopada 2018 r. z bazy Vandenberg w Stanach Zjednoczonych. Satelita PW-Sat2 ma kształt prostopadłościanu o wymiarach 10x10x22 cm, wewnątrz którego zamontowano żagiel deorbitacyjny i czujnik Słońca.  Studenci zaprojektowali również strukturę satelity. Nad pracą całego satelity będzie panował komputer pokładowy
z oprogramowaniem stworzonym przez programistów Future Processing. Dwie kamery zarejestrują otwarcie żagla, a sygnały radiowe nadawane z systemu komunikacji będą mogli odbierać radioamatorzy z całego świata. Stan satelity internauci będą mogli śledzić w aplikacji zbudowanej przez SoftwareMill.

Studenci Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa, Wydziału Mechatroniki i Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej pracowali nad satelitą w cleanroomach (miejsce o podwyższonej czystości i kontrolowanych parametrach, o znikomej ilości zanieczyszczeń typu: pył, kurz, opary chemiczne) Centrum Badań Kosmicznych PAN oraz dzięki JM Rektorowi PW w Centrum Zaawansowanych Materiałów
i Technologii CEZAMAT. Wcześniej przez wiele miesięcy projektowali i rozwijali swoje rozwiązania w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej. Wraz z firmą SoftwareMill stworzyli narzędzie do analizy i prezentacji danych odebranych z satelity, które będzie dostępne dla internautów i radioamatorów.

Intensywny listopad w polskim sektorze kosmicznym

W listopadzie – oprócz wyniesienia satelity PW-Sat2 na orbitę – będą miały miejsce również inne bardzo ważne wydarzenia związane z polskim sektorem kosmicznym. Na pokładzie tej samej rakiety Falcon9 znajdą się satelita ICEYE-X2 oraz satelita ESEO/S-50 zrealizowany w ramach programu edukacyjnego Europejskiej Agencji Kosmicznej, dla którego system telekomunikacyjny został przygotowany w znacznej mierze na Politechnice Wrocławskiej.

26 listopada 2018 r. na Marsie wyląduje sonda InSight NASA, na pokładzie której znajduje się urządzenie penetrujące grunt marsjański z mechanizmem opracowanym i wykonanym w Polsce przez firmę Astronika ze wsparciem krajowych przedsiębiorstw i instytutów naukowo-badawczych. Również w drugiej połowie listopada 2018 r. na poligonie w Drawsku planowane jest wystrzelenie na wysokość 15 km prototypu rakiety suborbitalnej przygotowanej przez polskie przedsiębiorstwo SpaceForest – jednej z 2 rakiet konstruowanych w Polsce, która podczas lotów do granicy kosmosu może umożliwić w przyszłości testowanie technologii i prowadzenie badań w stanie mikrograwitacji. Dobiegają końca negocjacje prowadzone przez Polską Agencję Kosmiczną agencję w sprawie dołączenia Polski do Europejskiego Konsorcjum SST (Space Surveillance and Tracking). Członkostwo w konsorcjum umożliwi polskim podmiotom udział w przedsięwzięciach finansowanych ze środków Unii Europejskiej, których budżet w bieżącej perspektywie finansowej wyniesie prawie 100 mln euro. Agencja finalizuje również prace analityczne nad wynikami badania ankietowego dotyczącego zapotrzebowania polskiej administracji publicznej na wykorzystanie danych satelitarnych, zrealizowanego przez PAK w ramach projektu Sat4Envi.

Listopadowym wydarzeniom krajowego sektora kosmicznego towarzyszy kampania informacyjna pod hasłem „Poland in Space – kosmiczny listopad” realizowana przy wsparciu Polskiej Agencji Kosmicznej oraz Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

Listopadowe osiągnięcia polskich podmiotów wpisują się w kierunki rozwoju wyznaczone przez Polską Strategię Kosmiczną przyjętą przez rząd w 2017 r. Polska branża kosmiczna liczy obecnie około 50 podmiotów, w większości z sektora MŚP, których działalność koncentruje się na obszarze technologii satelitarnych i kosmicznych. Dla kolejnych ponad 100 podmiotów projekty w tego obszaru stanowią tylko fragment prowadzonej aktywności. Dynamiczny rozwój tej branży rozpoczął się wraz z dołączeniem Polski do Europejskiej Agencji Kosmicznej w listopadzie 2012 r. Polskie przedsiębiorstwa i instytuty naukowo-badawcze efektywnie wykorzystały 6 lat członkostwa naszego państwa w ESA. Zrealizowały lub realizują dla europejskiej agencji około 330 kontraktów o łącznej wartości ponad 100 mln euro, biorą udział w prestiżowych misjach kosmicznych ESA, takich jak: Rosetta – na kometę 67P/Czuriumow-Gierasimienko, Cassini-Huygens – na Tytana, księżyc Saturna, Proba 3 – badająca zewnętrzną warstwę atmosfery słonecznej, ExoMars2016 czy JUICE – do księżyców Jowisza. W kraju rozwijają się kosmiczne specjalizacje, takie jak: robotyka, optoelektronika, systemy mikrosatelitarne i integracja małych satelitów czy rakiety suborbitalne.

Działania te ma wspierać Krajowy Program Kosmiczny – dokument wykonawczy Polskiej Strategii Kosmicznej, nad opracowaniem którego pracuje Polska Agencja Kosmiczna. Celem programu jest budowa w Polsce kompetencji umożliwiających zabezpieczenie krajowych potrzeb w zakresie technologii satelitarnych oraz rozwój potencjału podmiotów tworzących narodowy sektor kosmiczny i ich konkurencyjności na rynku międzynarodowym. Trwają obecnie konsultacje Krajowego Programu Kosmicznego na lata 2019-2021, a gotowy dokument zostanie przekazany do akceptacji Prezesa Rady Ministrów do końca 2018 r.

[1] https://brycetech.com/downloads/Global_Space_Industry_Dynamics_2017.pdf

[2] https://www.zerohedge.com/news/2017-11-13/bank-america-what-700-quadrillion-could-buy-you-today

[3] https://eurospace.org/wp-content/uploads/2018/06/eurospace-facts-and-figures-2018-press-release-final.pdf

[4] https://www.cnbc.com/2017/10/31/the-space-industry-will-be-worth-nearly-3-trillion-in-30-years-bank-of-america-predicts.html oraz https://spacenews.com/a-trillion-dollar-space-industry-will-require-new-markets/

[5] https://brycetech.com/downloads/Global_Space_Industry_Dynamics_2017.pdf

[6] https://twitter.com/SpaceWorksSEI/status/1027261924306771968