Niskie stopy procentowe pozwoliły zaoszczędzić Polakom aż 37 mld zł

Rekordowo niskie stopy procentowe panują w Polsce niepodzielnie od marca 2015 r., czyli już czterdziesty czwarty miesiąc. Przeciętne oprocentowanie kredytu hipotecznego spadło z 6,9% do 3,7% obecnie. Skala oszczędności jest imponująca. Przeznaczając je wszystkie na zakup dwupokojowych mieszkań, można by kupić ich aż 111 tys.

Ta zmiana stóp procentowych powoduje, że w kieszeniach złotowych kredytobiorców pozostaje więcej pieniędzy niż pierwotnie zakładali. Gdyby przez ostatnie 6 lat oprocentowanie złotowych hipotek nie spadło, tylko utrzymywało się na stałym poziomie 6,9%, to na obsługę długu Polacy wydaliby łącznie ponad 36 mld zł więcej niż faktycznie wydali.

– Kwota jest imponująca, bo odpowiada jednej dziesiątej tegorocznego budżetu państwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, analityk Open Finance.

Kwota 36 mld zł wystarczyłaby na zakup 111 tysięcy popularnych 50-metrowych mieszkań używanych na 7 największych rynkach. NBP szacuje bowiem, że w drugim kwartale za przeciętny metr z drugiej ręki w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie, Łodzi, Gdańsku i Gdyni płacono średnio 6 509 zł.

Pod koniec 2012 r. przeciętny kredytobiorca miał wciąż do spłacenia 125 tys. zł. Dług trzeba było jeszcze regulować średnio 227 miesięcy, a jego oprocentowanie wynosiło 6,9%. Efekt? Przeciętna rata opiewała na około 990 zł – wynika z szacunków Open Finance.

Szybko wartość ta zaczęła spadać. Już w kwietniu było to o 100 złotych mniej. Na tym nie koniec. Na początku 2015 r. miesięczna rata modelowego kredytobiorcy spadła bowiem nawet poniżej poziomu 800 zł miesięcznie i od tego czasu taka pozostaje.

Sumując te wszystkie oszczędności otrzymamy w listopadzie br. ponad 12 tys. zł. Przeciętnie tyle zaoszczędził w ciągu 6 lat przeciętny kredytobiorca, który spłacał kredyt opiewający na 125 tys. zł. Wszystko to było możliwe dzięki liberalnej polityce pieniężnej prowadzonej przez RPP. Gdyby kredytobiorca pieniądze te akumulował, a nie przejadał, mógłby pozbyć się ósmej części swojego długu – obniżając sobie w ten sposób ratę także o niecałe 13%.

W takim wypadku niechybne podwyżki stóp procentowych byłyby mniej niepokojącym scenariuszem – o ile oczywiście kredytobiorcy byliby na tyle wstrzemięźliwi, aby zamiast na bieżąco wydawać zaoszczędzone na kredycie pieniądze, przeznaczali je na nadpłatę długu. Dlaczego warto nadpłacać kredyt? Po prostu po to, aby spać spokojniej. Gdybyśmy mieli w miarę świeżo zaciągnięty dług na 25-30 lat, to podwyższenie się stóp procentowych do poziomu sprzed 6 lat, oznaczałby konieczność wpłacania do banku raty wyższej o nawet 30-40%.

Małe firmy wierzą na słowo. I nie dostają zapłaty

63% polskich mikrofirm w ciągu ostatnich dwóch lat doświadczyło sytuacji, w której nie uzyskało płatności za dostarczony produkt lub usługę – wynika z badania SMEO/ERIF BIG. Co czwarta przed rozpoczęciem współpracy nie sprawdza nawet, czy ich nowy kontrahent istnieje.

Okazuje się, że skala zjawiska jest niewiele mniejsza niż nagłośniony w minionych miesiącach problem zatorów płatniczych i dotyczy zdecydowanej większości mikrofirm. 27% z nich na przestrzeni ostatnich miesięcy straciło całą należną im kwotę wynagrodzenia. Pozostałe 36% odzyskało swoje należności jedynie częściowo.

W październiku bieżącego roku w bazie ERIF BIG S.A. znalazło się 780 tys. informacji o zadłużeniu przedsiębiorców. 49% negatywnych informacji gospodarczych dotyczyło zaległości w regulowaniu faktur względem kontrahentów.

Pracodawcy narażeni bardziej

Niepokoi fakt, że na brak zapłaty za produkt lub usługę bardziej narażone są firmy zatrudniające pracowników. Aż 67% z nich zadeklarowało, że w ciągu ostatnich 2 lat doszło do takiej sytuacji. Dla porównania, spotkało to jedynie 47% właścicieli mikrofirm, którzy działają w pojedynkę. Kolejna niepokojąca informacja jest taka, że 15% mikrofirm w razie problemów finansowych decyduje się na redukcję kosztów działalności, w tym kosztów pracowniczych.

Ryzyko braku zapłaty może zmniejszyć współpraca z zewnętrznym podmiotem pomagającym kontrolować finanse. W firmach, w których właściciel sam zarządza finansami, nieco częściej niż w pozostałych zdarzało się, że klient w ogóle nie zapłacił (63%). W lepszej sytuacji zdają się być mikroprzedsiębiorstwa współpracujące z zewnętrznymi firmami księgowymi. Brak zapłaty dotyczył 58% z nich.

Mimo to nie sprawdzają

Według danych SMEO/ERIF BIG niemal co czwarta (23%) mikrofirma pracująca dla klientów instytucjonalnych przyznaje, że w żaden sposób nie weryfikuje ich przed rozpoczęciem współpracy. Najmniejsza ostrożność cechuje firmy usługowe. Przedsiębiorstwa produkcyjne niemal dwukrotnie częściej sprawdzają dane finansowe potencjalnych klientów.

Prawie czterech na dziesięciu właścicieli firm (38%), które nie korzystają z usług wywiadowni gospodarczych, nie widzi w ogóle takiej potrzeby. 17% procent nie zna tego typu usług. Tyle samo twierdzi, że weryfikacja kontrahentów w BIG-ach jest zbyt droga. Co piąta osoba nie potrafi określić przyczyn.

Mikrofirmy, które podejmują jakiekolwiek środki ostrożności, najczęściej poprzestają na sprawdzeniu podstawowych, ogólnodostępnych w internecie informacji o nowych kontrahentach (32%). 29% przeprowadza wywiad środowiskowy wśród znajomych. 21% analizuje KRS firmy, 19% sprawdza kondycję finansową potencjalnego klienta w BIK-u. 31% sprawdza, czy firma widnieje w KRD, a 14% korzysta z innych wywiadowni gospodarczych typu BIG.

Uwaga na zakaz cesji

Jak pokazują wyniki najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Związku Faktorów, dość powszechną praktyką w umowach handlowych jest stosowanie zakazu cesji. Zetknęło się z nim aż 76% polskich firm. Jest to de facto zakaz swobodnego dysponowania własnymi należnościami. 81% przedsiębiorców twierdzi, że niesie on za sobą podwyższone ryzyko wystąpienia problemów z płynnością finansową firmy.

– W Polsce zakaz cesji dość często jest wymuszany przez duże przedsiębiorstwa na mniejszych dostawcach. Warto zastanowić się, jaka intencja stoi za takim zakazem i czy nie jest nią opóźnianie lub unikanie zapłaty. Duzi gracze unikają cesji zwykle dlatego, by ich wierzycielem nie okazał się podmiot równie silny, jak oni sami, a co za tym idzie taki, który mógłby wywierać presję na terminowe spłaty zobowiązań. Ograniczenie lub całkowite zniesienie zakazu cesji mogłoby istotnie poprawić kondycję finansową właśnie tych najmniejszych podmiotów. Mali przedsiębiorcy mieliby większe możliwości przeniesienia ryzyka nieterminowego regulowania należności na podmioty silniejsze finansowo – mówi Michał Pawlik, prezes SMEO, jednej ze spółek zrzeszonej w ramach PZF.

Cena paliwa nie spada bo koncerny chcą nadrobić 10 groszy tzw. opłaty paliwowej?

Prognozy dotyczące cen paliw na stacjach są optymistyczne. Wprawdzie od niedawna obowiązują sankcje nałożone przez Stany Zjednoczone na Iran, ale na rynku światowym potaniała ropa naftowa. Analitycy rynkowi twierdzą, że wkrótce za litr Pb 95 znów zapłacimy poniżej 5 zł. Obniżki powinni też odczuć nabywcy oleju napędowego. Ten jednak wciąż pozostanie droższy od wspomnianej bezołowiówki, choć tendencja może się odwrócić. Nie są też wykluczone podwyżki obu tych paliw, nawet do wartości ponad 5,30 zł za litr. Jednak według ekspertów, na chwilę obecną to mało prawdopodobny scenariusz. Przypominamy, że od 1 stycznia 2019 r. do benzyny i oleju napędowego doliczana będzie nowa opłata emisyjna. 

Na stacjach w Polsce trzeba więcej płacić za olej napędowy niż za benzynę 95-oktanową. Sytuacja utrzymuje się od października. Potwierdzają to dane Polskiej Izby Paliw Płynnych z 7 listopada br. Wynika z nich, że detaliści musieli przygotować średnio 5,28 zł za litr diesla, czyli o 4 grosze więcej niż tydzień wcześniej. Statystyczne stawki za Pb 95 i autogaz pozostały bez zmian i wyniosły odpowiednio 5,08 zł oraz 2,55 zł/l.

– Cena ropy w dwóch ostatnich tygodniach października mocno spadła, co nastąpiło wbrew oczekiwaniom wielu ekspertów. Oni wiedzieli, że od 5 listopada zaczną obowiązywać bardzo ostre sankcje nałożone na Iran przez USA. To pokazuje, że ten rynek jest nieobliczalny i niezwykle trudno będzie przewidzieć sytuację w końcówce roku – mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Z kolei dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z portalu e-Petrol.pl, potwierdza, że do niedawna można było oczekiwać wyraźnych zmian zwyżkowych, właśnie ze względu na sankcje. Spodziewano się bowiem, że brak perskiego surowca spowoduje lukę podażową. Tymczasem ceny ulegają obniżkom. Wpływ na to ma zaangażowanie producentów, m.in. z Arabii Saudyjskiej. Ponadto kilku kluczowych odbiorców zostało na 180 dni wyłączonych spod sankcji. To może rzutować na rynek polski, gdzie już benzyna potaniała.

– Jeżeli podaż przekracza popyt, to zwiększają się zapasy ropy naftowej. Wtedy ryzyko wzrostów cen maleje, a rośnie szansa na ich spadek. Ważne są także wielkości magazynowe paliw oraz możliwości przerobowe rafinerii. Zbyt wiele awarii czy przestojów w tych zakładach może oznaczać wyższe ceny poszczególnych paliw. Teraz jest to widoczne w przypadku diesla – wyjaśnia Marcin Lipka, główny analityk serwisu Cinkciarz.pl.

Według dr. Boguckiego, mimo wszystko w najbliższych tygodniach można spodziewać się spadków cen benzyn poniżej 5 zł za litr. Ekspert prognozuje, że realny jest też scenariusz z tańszym dieslem. Obecnie ON jest droższy niż Pb. Jednak historyczne doświadczenia pokazują, że wkrótce ta tendencja może się odwrócić. Natomiast Marcin Lipka stwierdza, że diesel będzie droższy od 95, ale i tak powinien tanieć. W okresie Bożego Narodzenia trzeba będzie za niego zapłacić około 5 zł, a za benzynę – poniżej tego poziomu.

– Wchodzimy w sezon grzewczy w Stanach Zjednoczonych, czyli wzrost popytu na paliwo i olej opałowy. Teoretycznie to raczej spowoduje podwyżki. Moim zdaniem, cena za ropę powinna być w miarę stabilna, z wahaniami nie większymi niż 1-2%, i wynieść 60-70 dolarów za baryłkę. To, ile zapłacą nasi kierowcy, zależeć będzie od siły złotego w stosunku do dolara. Zgodnie z wiedzą na temat fundamentów gospodarczych, nasza waluta powinna się umacniać. Trzeba tylko pamiętać o tym, że rynek walutowy jest jeszcze bardziej nieprzewidywalny niż paliwowy – dodaje Piotr Kuczyński.

Zdaniem analityka z serwisu Cinkciarz.pl, na zmianę optymistycznych prognoz może wpłynąć kilka czynników. Wśród nich należy wymienić m.in. większy od oczekiwań spadek eksportu ropy z Iranu, a także mocniejsze obniżenie wydobycia w Wenezueli i zahamowanie wzrostów produkcji w USA. To wszystko prawdopodobnie spowodowałoby podniesienie cen ropy ponownie powyżej poziomu 80-85 dol. za baryłkę. Koszty zakupu paliw powróciłyby do trendu wzrostowego, a to oznaczałoby, że za olej napędowy czy 95 płacilibyśmy ponad 5,30 zł za litr. Teraz prawdopodobny jest jednak spadek cen niż powrót do ich wzrostów.

– Nie wierzę w to, że sam okres przedświąteczny spowoduje wzrost cen na stacjach, m.in. ze względu na większe zapotrzebowanie transportu. Bardziej zastanawiam się nad tym, czy koncerny nie zaczną powoli wprowadzać podwyżek, żeby nadrobić 10 groszy z powodu tzw. opłaty paliwowej. To duży znak zapytania. Już nie są to kwestie gospodarcze czy zarządzania firmą, ale chodzi o czystą politykę. Jesteśmy po wyborach, a do kolejnych jeszcze sporo czasu zostało, więc politycy nie muszą specjalnie chronić konsumentów – podsumowuje główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Prawie połowę kupujących FMCG denerwuje nadmiar reklam

Prawie połowa konsumentów z dużych miast nie jest zainteresowana reklamami lokalnych producentów. Blisko 40% nie chciałoby ich otrzymywać jeszcze więcej. Jeżeli już brakuje pewnych komunikatów, to głównie powinny one dotyczyć mięsa i wędlin – 29%, a także alkoholi – 24%. Ewentualnie mogłyby informować o nabiale – 18%. Najmniejszym zainteresowaniem odbiorców reklam cieszą się ryby, pieczywo, słodycze i napoje. Z kolei Internet oraz gazetki reklamowe to dwa najbardziej preferowane źródła tego typu przekazów. Takie są wyniki analizy przeprowadzonej przez portal Reklama FMCG i Grupę Mobilną Qpony-Blix.

(Nie)widzialny przekaz

Aż 29% badanych raczej nie jest zainteresowanych reklamami lokalnych producentów, a 18% zdecydowanie to przyznaje. To w sumie blisko połowa respondentów. Zdaniem Mateusza Chołuja z portalu Reklama FMCG, wynika to z faktu, że coraz częściej klienci w ogóle nie zwracają uwagi na tego typu przekazy, bez względu na ich treści. W społeczeństwie rośnie tzw. ślepota reklamowa. W obecnych czasach sposobem na to może być przekaz oparty o intencje zakupowe i kontekst konsumentów.

– Klienci są zmęczeni tradycyjnymi formami przekazu marketingowego. Wyrazem tego są dyskusje prowadzone na forum publicznym, dotyczące braku regulacji w dziedzinie reklamy zewnętrznej. Ludzie narzekają na wszechobecne billboardy, tablice i wielkoformatowe płachty. Drugim przykładem są gazetki reklamowe, często porozrzucane w okolicy skrzynek na listy. I to też jest negatywnie postrzegane – mówi Krzysztof Przybył, prezes zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego.

Jednak, zgodnie z analizą, w sumie 30% badanych zwraca uwagę na reklamy lokalnych producentów. 11% z nich jest o tym zdecydowanie przekonanych. Według Marcina Lenkiewicza, wiceprezesa Grupy Mobilnej Qpony-Blix, coraz większa część społeczeństwa rozumie korzyści płynące z kupowania miejscowych dóbr. I tych osób będzie sukcesywnie przybywało. Ludzie dowiadują się z reklam o produktach lokalnych, które często są zdrowe, ekologiczne i wytwarzane w tradycyjny sposób. Takie przekazy są zdecydowanie lepiej postrzegane niż komunikaty promocyjne dużych firm, często masowo kierowane do konsumentów.

Więcej komunikatów?

– Z badania wynika, że łącznie 37% respondentów nie chciałoby otrzymywać większej ilości reklam lokalnych producentów. W mojej ocenie, ta niechęć jest pochodną zamknięcia się konsumentów na tego typu relację. Chcąc do nich dotrzeć, należy precyzyjnie targetować przekazy reklamowe. Obecnie nie brakuje narzędzi, które mogą w tym pomóc – komentuje Krzysztof Przybył.

Prawie 20% ankietowanych jest mniej lub bardziej otwartych na otrzymywanie większej ilości reklam lokalnych producentów. Mateusz Chołuj uważa, że jest to optymistyczny wynik. W kolejnych latach komunikaty na temat takich artykułów powinny być coraz lepiej odbierane. Trend sięgania po ekologiczną i miejscową żywność będzie się umacniał w Polsce, podobnie jak ma to już miejsce w Europie Zachodniej. Należy jednak prowadzić odpowiednią komunikację reklamową z właściwą grupą docelową, zainteresowaną m.in. świadomym i zdrowym odżywianiem.

– Większość respondentów nie miała wyrobionej opinii na ww. temat – 41%. Może to świadczyć o tym, że reklamy lokalnych producentów pojawiają się zbyt rzadko lub są mało widoczne. Niezdecydowane osoby nie napotykały na nie dość często i dlatego też nie potrafią jeszcze ocenić ich atrakcyjności czy też zbędności ­– analizuje Marcin Lenkiewicz.

Oczekiwania nabywców

Jeżeli już konsumentom brakuje jakichś reklam, to głównie chodzi o komunikaty dotyczące mięsa i wędlin – 29%. Jak zaznacza ekspert z portalu Reklama FMCG, tego typu asortyment produkowany lokalnie kojarzy się z bardzo dobrą jakością. Producenci takich artykułów mają największy potencjał do tego, aby zwiększać swój udział w rynku poprzez odpowiednią komunikację. Klienci chcą być lepiej informowani na temat możliwości zakupu najzdrowszych w okolicy produktów mięsnych. Interesuje ich m.in. to, czym były karmione zwierzęta.

– Żywność wytwarzana przez lokalnych producentów jest przeciwwagą dla produkowanej masowo. W tej kategorii zwiększą się nakłady reklamowe. Wpłynie na to nie tylko zwrot konsumentów w kierunku ekologii. Lokalni producenci artykułów żywnościowych współpracują z markami turystycznymi. Wzrosty w obu segmentach są ze sobą sprzężone. Rozwój turystyki i rekreacji sprawi, że do klientów będzie docierało więcej reklam dotyczących m.in. miejscowych wędlin – przewiduje ekspert z Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego.

Na drugim miejscu w zestawieniu znalazły się alkohole – 24%. Jak wynika z obserwacji części ekspertów, ich producentom trudno jest docierać z reklamami do klientów. Mają do czynienia z silną, często ponadregionalną konkurencją. Mała ekspozycja promocyjna lokalnych napojów alkoholowych na co dzień wpływa na to, że Polacy oczekiwaliby większego zaangażowania reklamowego w tym segmencie. Są ciekawi np. nowych smaków piw.

– Konsumenci mniej oczekują reklam lokalnie wytwarzanego nabiału – 18%, a także miejscowych warzyw i owoców – 11%. A prawie zupełnie nie interesują ich komunikaty reklamowe dotyczące takich produktów, jak pieczywo – 3%, napoje bezalkoholowe – 2%, a także słodycze – 1%. Szczególnie artykuły z tej ostatniej kategorii są powszechnie reklamowane w wielu kanałach. Klienci mają często słabość np. do popularnych na całym świecie czekoladek czy cukierków – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz.

Źródła reklam

Konsumenci chcą otrzymywać reklamy o lokalnych produktach głównie za pośrednictwem Internetu – 41%. Krzysztof Przybył zachęca do tego, by właśnie ci najmniejsi przedsiębiorcy korzystali z ww. kanału komunikacji. Dzięki kreatywnemu wykorzystaniu możliwości marketingowych sieci, nawet drobny producent lokalny może trafić ze swoim przekazem na bardzo konkretny rynek – dokładnie taki, jaki wynika z jego strategii.

– Następnie ankietowani wskazywali gazetki sieci handlowych – 33%. Obok Internetu są one najważniejszym źródłem podejmowania decyzji zakupowych. W przejrzysty i atrakcyjny sposób dostarczają informacji o produktach. Można je przeglądać m.in. za pomocą smartfonów i komputerów. Lokalni producenci powinni skupić się przede wszystkim na reklamie internetowej i na docieraniu do osób przeglądających ww. publikacje – przekonuje Mateusz Chołuj.

Na trzecim miejscu są tradycyjne media lokalne – 11%. Dalej znalazły się wszelkiego rodzaju materiały drukowane, czyli m.in. foldery i ulotki producenta. Tylko 7% osób chciałoby dowiadywać się z nich o miejscowych wyrobach. Jak podkreśla wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix, konsumenci są świadomi tego, że Internet i aplikacje są przyjazne ekologicznie i jednocześnie prezentują im najbardziej aktualne promocje.

Możliwości do wykorzystania

– Internet powinien być coraz lepiej wykorzystywany przez lokalnych producentów. Dzięki tak powszechnym już narzędziom, jak m.in. aplikacje mobilne, mogą skutecznie docierać do potencjalnych klientów. Duże możliwości daje im również geotargetowana reklama, która pozwala na przedstawienie miejscowych produktów na danym obszarze. Korzystając z tej możliwości, marki mają pewność, że w chwili dostarczenia komunikatu jest on interesujący dla odbiorcy – dodaje ekspert z portalu Reklama FMCG.

Sprawdzony format czytelnej gazetki handlowej, komunikowany w aplikacjach mobilnych lub w Internecie, pozwoli na dotarcie do konsumentów, którzy planują zakupy i są blisko miejsca, w którym mogą je zrobić. Według Marcina Lenkiewicza, inwestycja w takie narzędzie często jest bardziej opłacalna i wymaga mniejszych budżetów niż szerokie działania wizerunkowe.

– Reklama w Internecie często nie jest oceniana przez konsumentów jako nachalny przekaz. Stanowi raczej podpowiedź, szczególnie gdy jest otrzymana za pośrednictwem serwisu społecznościowego. Wiele dzisiejszych budżetów marketingowych przekazuje się właśnie na takie działania. Producenci lokalni również mogą korzystać z tego trendu. Jednak muszą szybko rozwijać swoje kompetencje cyfrowe. Zaczyna to już być warunkiem funkcjonowania i rozwoju biznesu – podsumowuje Krzysztof Przybył.

Ankieta została przeprowadzona na terenie Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Poznania i Łodzi i ich najbliższych okolic w październiku br. Uczestniczyło w niej 620 osób bezpośrednio robiących zakupy w sieciach handlowych. Byli to tylko ci klienci, którzy od razu wyraźnie zadeklarowali, że regularnie sami robią zakupy – minimum raz w tygodniu. Mieli od 18. do 65. roku życia. Wśród nich 56% stanowiły kobiety. Udział mężczyzn był na poziomie 44%.

Firmy z branży TSL nie radzą sobie z brakiem pracowników i zatorami płatniczymi

W ostatnich miesiącach obserwuje się dynamiczny wzrost upadłości i restrukturyzacji w branży transportowej, choć sektor ten korzysta z dosyć dobrego otoczenia gospodarczego w Polsce i na rynkach zagranicznych. W pierwszej połowie 2018 roku wzrost gospodarczy w naszym kraju przekroczył 5 proc. r/r. Nasi główni partnerzy – Niemcy – oraz pozostałe kraje Strefy Euro rozwijają się w dosyć stabilnym tempieW branży transportowej poza tym sprzyjającym otoczeniem makroekonomicznym mamy jednak do czynienia z wieloma innymi czynnikami, które stają na drodze do rozwoju całego sektora i pogarszają sytuację płynnościową firm.

– Głównie są to dosyć duże trudności w rekrutowaniu nowych pracowników, jak również rosnące ceny paliw. Koszt baryłki ropy blend wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat niemal trzykrotnie. Ostatnio drożejący dolar spowodował, że przedsiębiorstwa transportowe muszą płacić znacznie więcej za paliwo – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Dodatkowo nasze firmy z tego sektora obecne są na rynkach zagranicznych, mamy największy udział w przewozach towarowych drogami spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. W Europie Zachodniej mamy zaś do czynienia z działaniami protekcjonistycznymi. Chodzi przede wszystkim o objęcie płacą minimalną w krajach, gdzie świadczony jest transport, a wynagrodzenie to utrzymuje się na znacznie wyższym poziomie niż w Polsce. W związku z tym, nic dziwnego, że sytuacja płynnościowa firm transportowych pogarsza się. Zgodnie z ostatnim badaniem przeprowadzonym przez Coface, branża ta doświadcza najdłuższych opóźnień w płatnościach spośród wszystkim sektorów w naszym kraju. Średnio wynoszą one 146 dni, czyli przedsiębiorstwa muszą czekać blisko pięć miesięcy na swoje należności. Dla innych branż czas ten to 62,5 dnia, czyli ok. dwóch miesięcy. Dodatkowo firmy transportowe zgłaszają, że wiele z tych płatności ma dosyć duży udział w ich obrocie. W ten sposób powstają znaczące zatory płatnicze, powodujące w konsekwencji brak możliwości opłacenia swoich kontrahentów – dodał Sielewicz.

Euler Hermes obchodzi 20-lecie działalności w Polsce

Euler Hermes obchodzi 20-lecie działalności w Polsce. Od 1998 r. Euler Hermes współtworzy rynek ubezpieczeń należności zabezpieczając w tym czasie obrót polskich firm na kwotę ponad 1,9 bln zł i wypłacając im odszkodowania na sumę 2,2 mld zł, co wydatnie przyczyniło się do rozwoju polskich firm i sukcesu transformacji gospodarczej.

W 1998 r. Euler Hermes we współpracy z Allianz zaoferował biznesowi w Polsce znane w krajach wysokorozwiniętych rozwiązania ubezpieczeniowe, dopasowane do specyfiki i indywidualnych potrzeb firm prowadzących sprzedaż z odroczonym terminem płatności. Euler Hermes pozycję lidera polskiego rynku ubezpieczeń należności, gwarancji i windykacji B2B zbudował zarówno w oparciu o rozwój organiczny, własną sieć sprzedaży jak i dzięki współpracy z brokerami i agentami. Dziś Euler Hermes jest jedynym, międzynarodowym ubezpieczycielem należności, działającym w Polsce w oparciu o licencję ubezpieczeniową jako Towarzystwo Ubezpieczeń. Polskie firmy zyskały dostęp do międzynarodowych kompetencji i usług nie tylko w zakresie ubezpieczenia należności czy windykacji, ale także honorowanych na całym świecie gwarancji ubezpieczeniowych, raportów handlowych oraz specjalistycznej obsługi z zakresu prawa handlowego.

Indywidualne podejście

Flagowym ubezpieczeniem należności oferowanym przez Euler Hermes, stworzonym specjalnie na potrzeby polskich przedsiębiorców jest polisa „All Inclusive”, dedykowana przede wszystkim firmom z sektora MiŚP. Dla dużych przedsiębiorstw zostało opracowane ubezpieczenie ryzyka kredytu kupieckiego z opcją windykacji – INTPOL. Natomiast międzynarodowe korporacje prowadzące działalność na terenie Polski mają do dyspozycji rozwiązania i usługi w ramach programu Euler Hermes World Agency.

Paul Flanagan EHTU
Paul Flanagan, Prezes Zarządu Euler Hermes

– Polskie przedsiębiorstwa rozwijają się i z odwagą wychodzą poza granicę kraju. To powoduje zmianę potrzeb w zakresie zabezpieczenia transakcji, a wśród ubezpieczycieli determinuje większą ekspozycję na udzielaniu gwarancji transakcji zagranicznych czy windykacji należności. Naturalnym jest, iż będąc częścią międzynarodowej grupy posiadamy przewagę konkurencyjną by monitorować lokalne rynki i kondycję branż, a wraz z informacją zwrotną pomagać polskim przedsiębiorcom. Z drugiej strony, internacjonalizacja nasila proces wchodzenia na nasz lokalny rynek zagranicznych firm, co powoduje skracanie łańcuchów dostaw, większą presję cenową i niwelowanie dotychczasowych, lokalnych przewag polskich firm. W tym momencie istotne staje się dbanie o rentowność biznesu, chronienie marży, zwiększanie jej poprzez kontrakty z rzetelnymi i efektywnymi odbiorcami, co jest naszą rolą jako ubezpieczyciela ich należności – wskazuje Paul Flanagan, Prezes Zarządu Euler Hermes.

Euler Hermes posiada największą bazę danych oraz wiedzę o podmiotach, branżach i trendach gospodarczych w Polsce – 80% danych jest nie starsza niż 3 miesiące. W związku z tym ma unikalną możliwość opracowywania raportów handlowych, które dają możliwość weryfikacji potencjalnych kontrahentów nie tylko przez pryzmat wyników finansowych, ale także analizę ich zadłużenia, moralności płatniczej – skłonności do regulowania zobowiązań, powiązań kapitałowych i personalnych, czy też zdarzeń prawnych. Dostęp do bieżącej, całodobowej informacji odnośnie kontrahenta oraz branży umożliwia dedykowany Program Analiz Należności.

Z wizją w przyszłość

Pozycja lidera rynku ubezpieczeń należności zobowiązuje do ciągłego rozwoju, wyprzedzania trendów rynkowych, by poprzez wdrażanie innowacyjnych rozwiązań zapewniać klientom najlepszy serwis i komfort relacji biznesowych.

Euler Hermes w trzecie dziesięciolecie działalności na polskim rynku wchodzi z projektami procesowego podejścia do obsługi potrzeb biznesu, intensyfikacji informatyzacji procesów analizy danych. To wszystko przekłada się na szybszy i efektywniejszy przepływ informacji oraz szereg ułatwień w sposobie składania zamówień i realizacji umów on-line. Przykładem może być dostępny od kilku tygodni dla polskich przedsiębiorców nowy międzynarodowy system obsługi gwarancji ubezpieczeniowych – Avalis. W jego ramach polscy przedsiębiorcy obsługiwać mogą na bieżąco wnioski o gwarancje ubezpieczeniowe na całym świecie, co istotne jest zwłaszcza dla sukcesu naszych eksporterów.

Euler Hermes otwiera obecnie nowy rozdział z planem strategicznego rozwoju i rebrandingu całej Grupy Euler Hermes. Plan strategicznego rozwoju do 2021 roku zakłada ekspansję poza tradycyjną i najstarszą linię biznesową, czyli ubezpieczenie kredytów kupieckich, w kierunku uzupełniających się i innowacyjnych produktów i linii biznesowych. Celem jest zapewnienie najlepszej oceny tego, co wydarzy się jutro, tak aby firmy i ich liderzy biznesowi mogli lepiej przewidywać, analizować i reagować na zmiany w wynikach biznesowych i warunkach rynkowych, aby uniknąć nieściągalnych długów. W tym celu powołano m.in. laboratoria technologiczne w Paryżu i Londynie pracujące nad nowymi narzędziami analitycznymi. Nowy cel i nowe pozycjonowanie wyrażone jest przez hasło firmy “Confidence in Tomorrow”, za którym stoi przewidywanie ryzyka handlowego i kredytowego już dziś, aby chronić przepływy pieniężne jutro.

 

Bilans dokonań Euler Hermes w minionym 20-leciu w Polsce

  • 20 tys. klientów,
  • 1,9 bln zł ubezpieczonego obrotu,
  • 106 tys. wypłaconych odszkodowań o wartości przekraczającej 2,2 mld zł, w tym blisko 2 mld zł z tytułu ubezpieczenia należności,
  • 7,3 mld zł odzyskanych z tytułu działań windykacyjnych

Grupa Euler Hermes w Polsce jest częścią Allianz, jednej z największych instytucji finansowych na świecie. Działa poprzez trzy podmioty: Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes, Euler Hermes Collections oraz Euler Hermes, Okurowska-Minkiewicz, Maliszewski – Kancelaria Prawna. Zatrudnia łącznie około 400 specjalistów i ekspertów w warszawskiej centrali i pięciu biurach regionalnych.

Hossa na rynku magazynowym. W kolejnych latach branży może zagrozić brak pracowników

Hossa na rynku magazynowym. W kolejnych latach branży może zagrozić brak pracowników 1

Polski rynek magazynowy wciąż jest w fazie hossy i nie zwalnia. Świadczą o tym zarówno duża liczba nowych powierzchni w budowie, jak i rekordowy popyt, który generują głównie najemcy z sektora e-commerce, sieci handlowe i operatorzy logistyczni. W tej ostatniej branży coraz większą rolę odgrywają nowe technologie, których koszt spada, wobec czego stają się bardziej dostępne nawet dla mniejszych przedsiębiorstw. Czynnikiem, który może zahamować rozwój rynku w kolejnych latach, jest jednak niska podaż pracy i rosnące koszty współpracy z podwykonawcami.

– Polski rynek magazynowy nadal dynamicznie się rozwija. Według dostępnych danych do tej pory została wykorzystana zaledwie 1/3 gruntów z przeznaczeniem pod zabudowę magazynową, będących w posiadaniu deweloperów. Tym, co może stanąć na przeszkodzie tego rozwoju i go spowolnić, są przede wszystkim problemy z dostępnością pracowników, a co za tym idzie – rosnące koszty współpracy z podwykonawcami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Sałek, dyrektor handlowa QSL Polska.

Polski rynek magazynowy wciąż jest w fazie hossy. Z danych Colliers wynika, że w III kwartale tego roku na rynek trafiło 683,4 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej. Tym samym jej całkowite zasoby na koniec września br. przekroczyły 15 mln mkw.
W budowie pozostaje prawie 2 mln mkw. nowych magazynów, z czego ponad 25 proc. w Polsce Centralnej. To obok Warszawy i Górnego Śląska najdynamiczniej rozwijający się rynek regionalny.

– W rozwoju rynku magazynowego najbardziej na popularności zyskują i umacniają się centralna i zachodnia Polska, z rozbudowaną infrastrukturą. Jednocześnie widać dynamiczny rozwój w okolicach Katowic, Sosnowca czy w regionie Silesia. My również, wybierając lokalizację dla magazynów, bierzemy pod uwagę siatkę dróg i autostrad, czego przykładem jest Wrocław, cross-dock Gdańsk, Poznań i nasze magazyny w Błoniu i Sosnowcu – mówi Rafał Strzałkowski, dyrektor operacyjny QSL Polska.

– Infrastruktura drogowa ma największy wpływ na rozwój rynku magazynowego w Polsce. Doskonałym przykładem jest centrum magazynowe powstałe w Markach, w okolicach Radzymina, które rozwinęło się zaraz po oddaniu obwodnicy Warszawy. W ślad za nowymi drogami, nowymi autostradami, pojawiają się nowe centra magazynowe – dodaje Agnieszka Sałek.

Polska ma strategiczną rolę na mapie powierzchni magazynowo-przemysłowych w Europie. Z danych Colliers wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat całkowity wolumen powierzchni na polskim rynku magazynowym uległ podwojeniu. Rynek nie zwalnia, o czym świadczą zarówno duża liczba nowych powierzchni w budowie, jak i rekordowy popyt, który generują głównie najemy z sektora e-commerce, sieci handlowe i operatorzy logistyczni.

Eksperci zwracają uwagę na to, że w tej ostatniej branży coraz większą rolę odgrywają nowe technologie. Ich koszt ciągle spada, dzięki czemu stają się bardziej dostępne.

– My również wykorzystujemy takie technologie w naszej pracy, są to systemy GPS połączone z bieżącym systemem kontroli temperatur w transporcie i w magazynach, skanery, systemy PIM, są to tablety wykorzystywane przez kierowców, przy pomocy których wdrażamy elektroniczne dowody dostaw. Oczywiście tę tendencję widać również w transporcie. Jest to widoczne szczególnie w połączeniu tych wszystkich systemów, jak również GPS, WMS, TMS, CRM, w jedną technologię służącą bieżącej optymalizacji tras, bieżącej kontroli pracy kierowców oraz polepszeniu kosztów i zadowoleniu klientów. Widać też trend autonomicznego transportu, który – moim zdaniem – w niedalekiej przyszłości znajdzie zastosowanie w transporcie wewnątrzzakładowym, w dużych parkach logistycznych, w centrach, fabrykach. Pozwoli to na lepsze planowanie niezawodnego transportu – mówi Rafał Strzałkowski.

Jak podkreśla, warunkiem rozwoju dla firm operujących w tej branży jest wykwalifikowany i doświadczony zespół pracowników.

– Od początku obecności QSL w Polsce jesteśmy skoncentrowani na serwisie. Wiedza wniesiona przez grupę QSL w połączeniu z doświadczeniem polskiego zespołu zaowocowały wysokiej jakości usługami, które sprostały oczekiwaniom klientów. Te starania są również potwierdzane corocznymi audytami krajowymi i międzynarodowymi. Mamy nowoczesny magazyn, nowoczesny sprzęt, doświadczony zespół, co pozwala nam zaoferować swoje usługi klientom nie tylko w obszarze QSR, czyli sieci restauracji szybkiej obsługi, lecz także innym klientom zainteresowanym działalnością w obszarze 3PL, czyli magazynowanie, cross-docking, przepakowanie i inne funkcje związane ze składowaniem towaru w magazynie – mówi Agnieszka Sałek.

Głównym elementem działalności grupy pozostaje kompleksowa obsługa logistyczna. Jednak dzięki nowoczesnemu magazynowi w Błoniu firma zwiększyła swoją powierzchnię magazynową o 50 proc., co pozwoliło zaoferować usługi również innym klientom spoza branży QSR, rozpoczynając już od jednego miejsca paletowego.

– W QSL Polska dalszy rozwój to przede wszystkim sprostanie oczekiwaniom naszych klientów, podążanie za ich rozwojem. W najbliższej przyszłości stawiamy na dalszy rozwój logistyki w obszarze 3PL, zatem magazynowanie, cross-docking, przepakowywanie, etykietowanie, wszystkie te operacje, które są niezbędne w codziennej działalności. W naszych nowoczesnych magazynach jesteśmy w stanie zaoferować przestrzeń magazynową i doświadczone ekipy, zespoły magazynowe klientom również z innych branż: spożywczej, przemysłowej czy producentom opakowań – mówi Agnieszka Sałek, dyrektor handlowy QSL Polska.

Min. Cyfryzacji: polska strategia rozwoju sztucznej inteligencji powstanie najpóźniej do połowy 2019 r.

Min. Cyfryzacji: polska strategia rozwoju sztucznej inteligencji powstanie najpóźniej do połowy 2019 r. 2

Polski rząd rozpoczyna prace nad wdrożeniem strategii rozwoju sztucznej inteligencji. Do rozmów z administracją rządową przystąpili przedsiębiorcy, naukowcy oraz specjaliści zajmujący się sztuczną inteligencją. W ramach pracy nowej grupy roboczej powstał wstępny raport formułujący podstawowe założenia nowego programu. Najpóźniej do połowy przyszłego roku rząd planuje stworzyć i przyjąć dokument, który opisze strategię dotyczącą polskich programów rozwoju sztucznej inteligencji.

– Prace nad polską strategią sztucznej inteligencji są na etapie inicjalnym, natomiast przez ostatnie pół roku pracowały grupy robocze, w skład których wchodzili oprócz przedstawicieli administracji rządowej również przedsiębiorcy, ośrodki naukowe, trzeci sektor i wszyscy inni pasjonaci zajmujący się tą technologią. Oni przygotowali raport, który de facto formułuje pewne założenia, oczekiwania, co w polskiej strategii powinno się znaleźć – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

O nadziejach związanych z rozwojem sztucznej inteligencji coraz częściej dyskutuje się już nie tylko w gronie entuzjastów nowych technologii, lecz także w świecie biznesu oraz polityki. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji oraz postępującą automatyzacją pracy, ludzie staną się zbędni zarówno w procesie produkcyjnym, jak i usługowym. Zmiany te już dziś zachodzą na naszych oczach, a Polska chce odgrywać na tym rynku znaczącą rolę.

– Raport będzie podstawowym wkładem do polskiej strategii, ale potrzebujemy konkretnego planu działania w poszczególnych domenach ministerstw, żeby finalnie była to strategia rządowa, ale z jasnymi rolami poszczególnych ministerstw. Te prace, które przez ostatnie pół roku trwały, stanowią bardzo cenny wkład do tej strategii, który zakładamy, że zostanie zwieńczony przyjęciem przez Radę Ministrów już dokumentu formalnego, zakładamy, że najpóźniej do połowy przyszłego roku – zapowiada Karol Okoński.

Na początku roku Amazon uruchomił pierwszy publiczny sklep samoobsługowy Go, pozbawiony tradycyjnych kas oraz systemów rozliczeniowych. W drogerii zainstalowano sztuczną inteligencję, która monitoruje stany magazynowe oraz zawartość koszyków klientów, a następnie automatycznie rozlicza zakupy za pośrednictwem konta w serwisie Amazon. Kilka miesięcy po uruchomieniu pierwszej publicznej placówki firmie udało się otworzyć pięć kolejnych, a do 2021 roku ma powstać aż 3 tys. sklepów Amazon Go.

Sztuczna inteligencja pełni także coraz większą rolę w rynku transportowym. Kiedy Elon Musk wprowadził do dystrybucji Teslę z autopilotem, był prekursorem w dziedzinie sztucznej inteligencji na rynku motoryzacyjnym. Dziś z inteligentnych rozwiązań korzysta większość koncernów motoryzacyjnych. Powstają projekty wykorzystania tej technologii w zautomatyzowaniu transportu publicznego.

Władze Tokio testują autonomiczne taksówki, które w 2020 roku będą wozić kibiców podczas zimowych igrzysk olimpijskich. Nad podobnym programem pracuje firma technologiczna Oxatobica oraz korporacja taksówkarska Addison Le, które chcą wypuścić na londyńskie ulice pierwsze inteligentne taksówki w 2021 roku. Jeszcze ambitniejsze plany ogłosiła firma Volocopter, która w przyszłym roku przetestuje pierwsze autonomiczne latające taksówki w środowisku miejskim w Singapurze.

– Oczywiście powiedzieć, jak będzie wyglądał świat za 100 lat, nikt się tego w tym momencie nie podejmuje. Ale mamy świadomość, że pewne działania podejmowane w tym momencie, szczególnie związane z obszarem sztucznej inteligencji, pozwolą w znaczącym stopniu wpłynąć na to, w jakim tempie będziemy się rozwijać przez kolejne dziesiątki lat. Jeśli wykonamy pewne ruchy i pewne działania teraz w zły sposób, to właśnie Polska za 100 lat będzie wyglądać zupełnie inaczej i będzie krajem dużo mniej zaawansowanym  – twierdzi Karol Okoński.

Rozwój sztucznej inteligencji niesie ze sobą także wiele zagrożeń. Chiński rząd powołał specjalną jednostkę, która wyszkoli ekspertów ds. inteligentnych broni. Powołano do niej wyłącznie niepełnoletnich uczniów wykazujących się ponadprzeciętną inteligencją, kreatywnością, wolą walki oraz patriotyzmem. Nastolatkowie zostaną wyszkoleni w projektowaniu inteligentnego uzbrojenia, a ich docelowym zadaniem będzie opracowanie broni, która sama zadecyduje, kiedy można pozbawić człowieka życia.

Polski rząd planuje się skupić na wykorzystaniu sztucznej inteligencji w administracji publicznej i biznesie.

– Nam zależy na tym, żeby wykorzystać sztuczną inteligencję w tych miejscach, gdzie pozwala ona podwyższyć produktywność, jakość usług i zdjąć z obywateli oraz  przedsiębiorców pewne działania. Automaty po prostu mogą działać lepiej, a ludzie mogą się skupić na innych działaniach, gdzie potencjał mózgu może być w pełni wykorzystany. Uważamy, że to, jak zadziałamy przez najbliższych parę lat, będzie mieć znaczący wpływ na to, w jakich nastrojach będziemy świętować kolejne 100-lecie niepodległości  – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Według badań przeprowadzonych przez firmę analityczną Research Conducted wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji wyniosła w zeszłym roku 15,7 mld dol. Szacuje się, że w najbliższych latach branża będzie rosła w tempie 38,3 proc. i do 2026 roku osiągnie wartość 300,26 mld dol.

Osłabienie światowej koniunktury odbije się na polskim rynku, ale w umiarkowanym stopniu. W 2019 r. PKB nadal powinno rosnąć o ok. 4 proc.

Osłabienie światowej koniunktury odbije się na polskim rynku, ale w umiarkowanym stopniu. W 2019 r. PKB nadal powinno rosnąć o ok. 4 proc. 3

W październiku po raz trzeci z rzędu polskie firmy odnotowały spadek zamówień eksportowych, i to najszybszy od sześciu lat. Wiąże się to z wyhamowaniem światowych gospodarek, zwłaszcza europejskiej, która jest największym partnerem handlowym Polski. Jednak zdaniem szefowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego polska gospodarka, nawet jeśli będzie rosła wolniej, to wciąż będzie to tempo wyraźnie wyższe niż w większości krajów Wspólnoty.

Właściwie prawie wszystkie ośrodki sygnalizują osłabienie koniunktury gospodarczej, ale warto zwrócić uwagę na to, że Bank Światowy od początku tego roku podnosi ciągle prognozy dla Polski, czyli to są pozytywne opinie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – To zresztą jest częsty przypadek, że te ośrodki światowe, MFW, Bank Światowy i inne, zwykle mylą się w prognozach w odniesieniu do Polski, mylą się na niekorzyść Polski, czyli jeżeli prognozują wzrost gospodarczy, ten wzrost gospodarczy prognozowany jest na niższym poziomie, a potem jest podwyższany i teraz też tak jest.

Komisja Europejska w listopadzie podniosła prognozy wzrostu PKB Polski na 2018 rok z 4,3 proc. przewidywanych w maju do 4,8 proc. Bank Światowy już w październiku zaopiniował, że gospodarka Polski wzrośnie w tym roku o 4,7 proc. i jest to również wzrost o pół punktu procentowego wobec prognoz sprzed pół roku. MFW w tym samym czasie podwyższył swoje oczekiwania z 4,1 proc. do 4,4 proc., jednocześnie obniżając je dla USA, Wielkiej Brytanii czy Chin. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju w ciągu pół roku nabrał jeszcze większego zaufania do polskiej gospodarki, podnosząc prognozy o 0,7 punktu proc. do 4,7 proc.

Oczywiście Polska nie jest samotną wyspą, jest bardzo ściśle powiązana ze światem i duży mamy udział eksportu, zwłaszcza do Niemiec, więc na pewno osłabienie koniunktury u partnerów Polski, w jakimś stopniu też się przełoży na osłabienie naszej koniunktury – przekonuje prof. Elżbieta Mączyńska. – Ale nie zgadzam się z tymi dość pesymistycznymi prognozami, że to będzie znaczne osłabienie. Moim zdaniem jeżeli będzie osłabienie, to nieznaczne i w 2019 roku tempo wzrostu PKB nadal będzie oscylowało wokół 4 proc.

W I kw. 2018 roku polska gospodarka urosła w ujęciu rocznym o 5,2 proc., a w kolejnych dwóch – o 5,1 proc. Cała Unia Europejska i strefa euro odnotowały w tym czasie wzrosty odpowiednio o 2,1 proc. oraz 2,3–2,4 proc. W III kwartale dynamiki te spadły poniżej poziomu 2 proc. To spowolnienie wzrostu przekłada się na polska gospodarkę, bo to Wspólnota odpowiada za ponad 80 proc. polskiego eksportu, a strefa euro za 57,7 proc. Co więcej, oba udziały rosną, podobnie jak waga Niemiec w odbiorze polskich produktów (28 proc.).

W konsekwencji w październiku Polska odnotowała trzeci z rzędu spadek zamówień eksportowych, i to najszybszy od sześciu lat. W efekcie wskaźnik PMI, obrazujący nastroje menadżerów zajmujących się w firmach przemysłowych zakupami surowców i półproduktów, spadł z wrześniowego wyniku 50,5 pkt do poziomu 50,4 pkt, sygnalizując najwolniejsze ogólne tempo wzrostu polskiego sektora przemysłowego od dwóch lat. W wypadku tego wskaźnika istotną granicą jest poziom 50 pkt – jego przekroczenie wskazuje na rozwój sektora produkcyjnego, wynik niższy – na jego kurczenie się.

– Wskaźnik PMI pogarsza się, ale ciągle jest powyżej 50 pkt, więc jak zwykle w gospodarce rynkowej nieodłączną cechą jest cykliczność, czyli jak rośnie, to znaczy, że będzie spadać, zgodnie z filozofią Lejzorka Rojtszwańca – mówi prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – Po tym rozgrzaniu, jakie mieliśmy do tej pory, można się spodziewać osłabienia koniunktury, ale biorąc pod uwagę fakt, że Polska jest krajem na dorobku, krajem doganiającym, krajem o ogromnych, niezaspokojonych potrzebach, krajem, w którym rosną płace, a jak rosną płace, to rośnie popyt, można zakładać, że jeżeli nawet koniunktura będzie słabła, to nie będzie to jakiś wysoki poziom spadku.

W nowoczesnych centrach usług dla biznesu pracuje ok. 30 tys. obcokrajowców. Polska jest dla nich bardzo atrakcyjnym miejscem do życia

W nowoczesnych centrach usług dla biznesu pracuje ok. 30 tys. obcokrajowców. Polska jest dla nich bardzo atrakcyjnym miejscem do życia 4
W ostatnich dwóch latach zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu wzrosło o 30 proc. Na koniec I kwartału br. w branży było zatrudnionych prawie 280 tys. pracowników, z których 10 proc. to obcokrajowcy pochodzący głównie z Ukrainy, Włoch, Hiszpanii, Indii, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Cudzoziemców zatrudnia zdecydowana większość, bo 90 proc. działających w Polsce centrów usług. Pracowników z zagranicy w sektorze BPO/SSC będzie przybywać, bo większość firm planuje szybki wzrost zatrudnienia, a obcokrajowcy postrzegają Polskę jako coraz atrakcyjniejsze miejsce do życia i rozwijania kariery zawodowej. 

– Dane GUS pokazują, że w Polsce jest obecnie około 541 tys. obcokrajowców, natomiast w sektorze nowoczesnych usług biznesowych pracuje ich około 30 tys. To oznacza, że około 5 proc. wszystkich obcokrajowców w Polsce jest zatrudnionych w nowoczesnych usługach dla biznesu. Dominującą grupą są pracownicy z Ukrainy, ale nie brakuje też osób z Europy Zachodniej – mówimy głównie o Włochach, Hiszpanach, Portugalczykach, ale również pracownikach z Niemiec czy Wielkiej Brytanii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcelina Godlewska, członek zarządu ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych.

Polska jest jednym z najdynamiczniej rosnących rynków dla BPO/SSC (business process outsourcing/ shared service center). Z danych branżowego stowarzyszenia ABSL wynika, że w I kwartale tego roku na polskim rynku działało już 1 236 centrów biznesowych. Wśród 831 firm, które mają w Polsce swoje centra usług, 10 proc. stanowią inwestorzy z prestiżowej listy Fortune Global 500.

Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Polsce cechuje regularny wzrost zatrudnienia. Na koniec I kwartału br. zatrudnienie w branży sięgnęło 279 tys. pracowników i w ujęciu rocznym wzrosło o 13 proc. Całkowity przyrost nowych miejsc pracy w ostatnich dwóch latach (począwszy od I kwartału 2016 roku) wyniósł 30 proc., co oznacza, że w tym czasie przybyło 65 tys. nowych miejsc pracy. Cudzoziemcy stanowią 10,6 proc. zatrudnionych w nowoczesnych usługach biznesowych.

Cudzoziemców zatrudnia zdecydowana większość, bo 90 proc. działających w Polsce centrów usług. Dane ABSL pokazują, że 38 proc. z nich zatrudnia co najmniej 10 proc. pracowników zza granicy, a 2,5 proc. – co najmniej 50 proc.

Najliczniejszą grupę stanowią Ukraińcy. Drugą najbardziej liczną narodowością są Włosi, a trzecią Hiszpanie. Dalsze miejsca zajmują kolejno Indie, Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Białoruś. Ogółem obcokrajowcy zatrudnieni w Polsce w nowoczesnych usługach biznesowych pochodzą z ponad 24 państw.

– Wiąże się to głównie z faktem, że gros usług jest realizowanych w językach ojczystych krajów, na rzecz których są świadczone, dlatego w sumie obsługujemy w tej chwili około 27 języków – mówi Marcelina Godlewska.

Spośród 1 236 działających w Polsce centrów usług – ponad dwie trzecie (68 proc., czyli 840 centrów) to inwestycje firm zagranicznych. Na polskim rynku jest obecnych 601 inwestorów zagranicznych, którzy mają tu swoje centra biznesowe i odpowiadają za 81 proc. zatrudnienia w sektorze. Centra biznesowe świadczą usługi na rzecz kilkudziesięciu państw (w czołówce są Niemcy, Wielka Brytania, USA i Francja).

Z badań ABSL wynika też, że 83 proc. firm z sektora zamierza zwiększać zatrudnienie w nadchodzących miesiącach. Do 2020 roku łączne zatrudnienie w sektorze może wzrosnąć już do 340 tys., przybywać będzie również pracowników z zagranicy.

– W ich ocenie Polska jest krajem przyjaznym i dynamicznie się rozwijającym. Stwarza bardzo duże szanse na rozwój kariery, a dynamiczny rozwój ośrodków miejskich ma ogromne znaczenie dla jakości życia. To jest już cały przyjazny ekosystem – nie mówimy tylko o rynku pracy, lecz także o rekreacji i możliwościach związanych ze spędzaniem wolnego czasu, które dzisiaj spokojnie mogą stawać w konkury z europejskimi stolicami – mówi Marcelina Godlewska.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu opracowanego przez serwis Morizon.pl, praca była głównym powodem przeprowadzki do Polski dla 52 proc. cudzoziemców. Oprócz możliwości rozwoju zawodowego w polskich miastach doceniają oni m.in. niskie ceny i koszty życia, bezpieczeństwo, przyjazne nastawienie i bogatą ofertę rozrywkową. Mieszkający w Polsce cudzoziemcy najlepiej ocenili w badaniu Poznań, Trójmiasto i Wrocław.

– Myślę, że ten trend, jakim jest wzrost zatrudnienia obcokrajowców i ich udziału w rynku, będzie się utrzymywał. Z jednej strony jest to spowodowane bardzo niskim bezrobociem w Polsce i potrzebą poszukiwania pracowników poza granicami. Z drugiej strony Polska staje się po prostu bardzo atrakcyjnym miejscem jeżeli chodzi o jakość życia, a także moc nabywczą, czyli stosunek wynagrodzenia do tego, co się otrzymuje – mówi Marcelina Godlewska.

Badanie rynku: Polacy chcieliby kupować w e-Biedronce. Jeśli dyskont zdecyduje się na uruchomienie sklepu internetowego, to ma szanse na sukces

Badanie rynku: Polacy chcieliby kupować w e-Biedronce. Jeśli dyskont zdecyduje się na uruchomienie sklepu internetowego, to ma szanse na sukces 5

Niemal połowa posługujących się internetem mieszkańców miast liczących powyżej 200 tys. osób robiła już zakupy podstawowych produktów, m.in. żywności czy środków czyszczących, w sieci. Liczba ta będzie rosła, gdyż konsumenci coraz bardziej cenią sobie wygodę. Polacy rozpoznają większość popularnych sklepów internetowych i pozytywnie oceniają swoje doświadczenia z e-zakupami. Najchętniej jednak robiliby je w e-Biedronce.

Choć w internecie Polacy najchętniej wciąż kupują elektronikę, odzież czy książki, z badania przeprowadzonego przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna na grupie dorosłych internautów z wielkich miast wynika, że 47 proc. z nich kupowało już drogą elektroniczną także produkty codziennego użytku: żywność, kosmetyki pielęgnacyjne czy chemię gospodarczą. Ponad połowa z tej grupy ceni sobie dostawy do domu, a 40 proc. – wygodę.

– Głównym powodem, dla którego klienci robią podstawowe zakupy przez internet, jest przede wszystkim fakt, że nie muszą wnosić tych zakupów i jest to dla nich wygodniejsze. Kupują też wtedy, kiedy mają czas, a nie wtedy, kiedy np. są kolejki w sklepach, natomiast podstawowym kryterium, które wskazują, to jest ten element, że nie muszą tego wnosić do domu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Tomasz Baran z Panelu Ariadna i Wydziału Psychologii UW. – Trudno oczekiwać, żeby Polska odstawała od trendów ogólnoświatowych w zakresie przenoszenia się z zakupami online i żeby e-commerce się nie rozrastał – zdecydowanie cały czas będziemy co najmniej równali do tego poziomu, który istnieje w innych krajach rozwiniętych.

Trudno jednak przypuszczać, by zakupy całkowicie przeniosły się do wirtualnego świata. Kupujący często wolą bowiem obejrzeć i samodzielnie wybrać produkt – argument taki podaje ponad dwie trzecie (69 proc.) osób, które z e-zakupów nie korzystają. Dokładnie jedna trzecia tej grupy chodzi osobiście do sklepów, bo lubi, a co czwarty pytany nie ma ochoty płacić za dostawę.

– Jedną z ważniejszych motywacji wśród osób, które dotychczas w ogóle nie robiły zakupów, a takich osób w dużych miastach ciągle jest ponad połowa, jest to, że po prostu lubią obejrzeć produkty, które kupują, i lubią wychodzić na zakupy – mówi dr Tomasz Baran. – To są dwie dominujące motywacje, więc na razie trudno mi sobie wyobrazić taką sytuację, że ludzie będą kupować, zwłaszcza takie podstawowe, codzienne produkty, wyłącznie online, natomiast na pewno robienie tygodniowych, dwutygodniowych zakupów produktów, które są potrzebne w domu, ale nie są produktami pierwszej potrzeby, w które możemy zaopatrzyć w sklepach znajdujących się obok domu, typu Żabka, to na pewno docelowo będzie przyszłość.

Polscy internauci najczęściej decydują się na zakupy w Tesco Ezakupy (43 proc. wskazań), które cieszą się także największą rozpoznawalnością, Rossmannie (13 proc.) oraz Auchan Direct (8 proc.). Liczba opinii pozytywnych w wypadku wszystkich e-sklepów zdecydowanie przeważa nad negatywnymi, a kupujący najbardziej doceniają Rossmanna (91 proc.), Frisco.pl (88 proc.) oraz Auchan (85 proc.). Jednak więcej niż co trzeci (35 proc.) badany zadeklarował, że najchętniej kupowałby w sklepie internetowym Biedronki, gdyby sieć zdecydowała się na jego uruchomienie. Niewiele mniej, bo 30 proc., chciałoby zamawiać przez internet zakupy w Lidlu, a połowa tej liczby – w Kauflandzie. Na Żabkę zdecydowałoby się zaledwie 3 proc. pytanych. Według autorów badania największe szanse na sukces mają szyldy znane już konsumentom ze sklepów stacjonarnych.

– Obecnie coraz trudniej się przebić w komunikacji marketingowej z nowym konceptem, z nową marką, zwłaszcza że rynek zakupów online wcale nie jest już rynkiem nowym, na którym ktoś może zaistnieć jako nowinka wprowadzająca nowe rozwiązanie, więc moim zdaniem w pierwszej kolejności przyszłość handlu online będzie należała dla uznanych i rozpoznawanych marek sklepów tradycyjnych – przekonuje Tomasz Baran. – Na rynku zawsze będzie obowiązywała jedna zasada: dostosuj się do oczekiwań konsumentów albo zgiń. Na razie Tesco odniosło – przynajmniej z tych badań też wynika – spory sukces, otwierając Zakupy online. Jeżeli Biedronka zdecyduje się na ten ruch, to ma szansę ten sukces powtórzyć – konkluduje dr Tomasz Baran.

Badanie zostało przeprowadzone na zlecenie „Mediów i Marketingu Polska” przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna z okazji czwartej edycji konferencji Shopper Day.

Polki zajmują się domem nawet do pięciu godzin dziennie. Choć są zmęczone i obciążone, niechętnie dzielą się obowiązkami z partnerami

Polki zajmują się domem nawet do pięciu godzin dziennie. Choć są zmęczone i obciążone, niechętnie dzielą się obowiązkami z partnerami 6

Kobiety częściej zajmują się praniem, prasowaniem i gotowaniem, a mężczyźni – remontami i pracami naprawczymi – wynika z raportu „Podział obowiązków w polskich gospodarstwach domowych”, przygotowanego na zlecenie marki Indesit. Zdaniem psycholog Marii Rotkiel wskazane deklaracje świadczą o tym, że wciąż postrzegamy domowe obowiązki przez pryzmat utartych schematów społecznych. Choć mężczyźni coraz częściej chcą się włączać w prace domowe, to problemem jest jednak niechętna postawa kobiet.

– My jesteśmy wielozadaniowe i przekonane, że same wszystko zrobimy najlepiej. W konsekwencji tracimy przyjemność z wykonywania tych rutynowych czynności. Czasami trochę masochistycznie pielęgnujemy w sobie takie poczucie, że wszystko jest na mojej głowie, beze mnie ten dom by nie działał, wszystko by się zawaliło, natomiast płacimy za to bardzo wysoką cenę. To jest nasze zmęczenie, frustracja, czasem pretensja do naszych partnerów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maria Rotkiel, psycholog.

Polki zajmują się domem nawet do pięciu godzin dziennie, wykonując te prace, które zabierają najwięcej czasu. Kobiety czują się więc nimi zbyt mocno obciążone. Maria Rotkiel uważa, że w tej kwestii panie powinny zdecydowanie zmienić swoją mentalność i sposób myślenia.

– Kobiety mają takie zadanie przed sobą, żeby odnaleźć przyjemność w cedowaniu tych obowiązków na swoich partnerów i we wspólnym zajmowaniu się domem. Wspólnie to znaczy lepiej, efektywniej, przyjemniej, rodzinniej. I wynika z tego bardzo wiele korzyści, a finalnie na koniec dnia jesteśmy mniej zmęczone i mamy lepszy humor – mówi Maria Rotkiel.

Badanie „Podział obowiązków w polskich gospodarstwach domowych” zostało zrealizowane, aby ocenić, na ile polskie pary i rodziny potrafią się zastosować do idei HASHDoItTogether, czyli HASHZróbmyToRazem. Kampania zachęca do wspólnego wykonywania obowiązków domowych. Tymczasem z ankiety wynika, że wspólnie wykonywane obowiązki to najczęściej zakupy i zajmowanie się dziećmi.

Jak podkreśla Maria Rotkiel, w każdej rodzinie powinien być więc wyraźny podział obowiązków tak, żeby nie było niejasności i niedomówień. Dodatkowo, by dbanie o dom i codzienne zajęcia były sprawiedliwe i przyjemne, musi ono uwzględniać zainteresowania i preferencje każdego z domowników.

– Kobiety oczekują tego, żeby mężczyźni mieli zdolności telepatyczne. Jak mam minę niezadowoloną, to musisz się domyślać, o co mi chodzi, i musisz wpaść na to, że chodzi mi o to, że nie odkurzyłeś. Natomiast ludzie tych zdolności nie mają. Dlatego trzeba wcześniej ustalać ze wszystkimi członkami rodziny, kto jest za co odpowiedzialny. Wtedy będziemy tym domowym gospodarstwem zarządzały jak małą firmą, bo przecież wiemy, kto co robi najlepiej, kto co lubi robić najbardziej. Chodzi o to, żeby wszystko było przyjemne i efektywne i naprawdę każdy na tym zyska – mówi Maria Rotkiel.

Kobiety powinny dać mężczyznom pole do wykazania się, bo czasem nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jakie umiejętności ma ich partner. Dzięki większemu zaangażowaniu w domowe obowiązki panowie mogą poczuć się bardziej docenieni przez swoje partnerki, co dla wielu z nich jest niezwykle istotne.

– Fajnym pomysłem jest też to, żeby nasi mężczyźni mogli wybrać. Mówimy: „To i to jest do zrobienia, wybierz to, co masz ochotę robić, podzielimy się tak, żebyś robił to, co lubisz”. Wtedy się okazuje, że mamy mężczyzn, którzy wspaniale gotują, doskonale odkurzają i przy okazji mają dobry humor, więc każdy na tym zyskuje – mówi Maria Rotkiel.

Niektórzy mężczyźni jednak wola pozostać biernymi i całkiem na rękę jest im to, że partnerka bierze na siebie wszystkie domowe obowiązki.

– Wygodnie jest mieć uprane, posprzątane i pod nos podstawione jedzenie, jednak jednocześnie oni czują się czasami wykluczeni, niedocenieni, a na pewno nie lubią marudzenia i frustracji, które wynikają z tego przemęczenia ich żon i partnerek. Jeżeli więc naszym celem jest poprawa atmosfery rodzinnej, a dom jest miejscem, w którym odpoczywamy, to z tego względu podział domowych obowiązków powinien być jednym z naszych najważniejszych celów – mówi Maria Rotkiel.

Marka Indesit w ramach prowadzonej kampanii HASHDoItTogether, czyli HASHZróbmyToRazem, zachęca do wspólnego wykonywania obowiązków domowych przez obydwoje partnerów wraz z dziećmi. Ma to prowadzić przede wszystkim do oszczędności czasu, który później będziemy mogli poświęcić bliskim. Nie mniej ważny jest jednak czas poświęcany na obowiązki. Może się on bowiem stać płaszczyzną do pielęgnowania rodzinnych relacji, np. podczas przygotowywania obiadu przez wszystkich członków rodziny.

Dlaczego warto inwestować w obsługę klienta?

Skuteczna obsługa klienta to jedna z kluczowych kwestii w strategii biznesowej firmy. W dzisiejszych czasach szkolenia z obsługi klientów cieszą się coraz większym zainteresowaniem, a biorąc pod uwagę znaczenie kontaktu z klientem, pracodawcy mogą spodziewać się szybkiego zwrotu poniesionych kosztów. Czym tak naprawdę jest customer service i dlaczego warto w to inwestować?

Customer service – co to?

Customer service, czyli obsługa klienta, to dość złożone pojęcie. Najczęściej pod tym określeniem znajdują się różnego rodzaju interakcje między klientem a dostawcą produktu czy usług. Często o obsłudze klienta mówi się również jako o wartości, którą otrzymuje nabywca przy okazji zakupu danej rzeczy lub usługi. Co ciekawe, jest to również pewnego rodzaju reklama oraz sposób na kształtowanie wizerunku firmy. Dlaczego? Już w 2000 roku Janelle Barlow i Dianna Maul w książce „Wartość emocjonalna” podkreślały, że niesatysfakcjonująca obsługa klienta jest najczęstszym powodem przejścia klienta do konkurencji (według 68% badanych). Dla porównania jakość produktu i jego cena była powodem rezygnacji z usług odpowiednio 14% i 9% badanych.

Dlaczego obsługa klienta ma tak duże znaczenie?

Przez wiele lat w marketingu pokutowało przeświadczenie, że to cena ma największą moc przyciągania klientów. Choć nie da się ukryć, że ze względu na dużą konkurencję na rynku, wciąż dla wielu klientów jest to niezwykle ważny czynnik, to nie można opierać swoich strategii tylko na tym. Według raportu „The Cost of Poor Customer Service: The Economic Impact of the Customer Experience and Engagement”, który powstał na podstawie opinii 8 800 klientów z 16 krajów (w tym z Polski), udało się określić, że zły poziom obsługi klienta może generować straty sięgające 338,5 mld dol. rocznie. Te same badania pokazują, że każdy stracony klient w Polsce to dla firm strata średnio 145 euro rocznie. Oprócz strat finansowych zła obsługa klientów hamuje też pozyskiwanie nowych kupujących (brak pozytywnych rekomendacji).

Jak odpowiednio zmotywować personel?

Jak widać, to jak klient zostanie obsłużony (zarówno osobiście, jak i telefonicznie czy poprzez pocztę elektroniczną) ma ogromny wpływ na wizerunek marki. Zadaniem pracodawców powinno być więc zadbanie o rozwój pracowników. Doskonałym sposobem są różnego rodzaju szkolenia (zarówno te zewnętrzne, jak i wewnętrzne), ale nie można zapomnieć o odpowiedniej motywacji pracowników. Mają na nią wpływ względy finansowe, ale również liczne pakiety benefitów, które dają personelowi gwarancję bezpieczeństwa. Coraz większe znaczenie ma również idea job craftingu, umożliwiająca pracownikom nie tylko podnoszenie zawodowych kwalifikacji, ale także realizację pasji, niekoniecznie związanych z profilem zawodowym. Jedną z form tego zjawiska jest m.in. wolontariat pracowniczy. Tego typu pozabiznesowy sposób pomocy potrzebującym propaguje, chociażby firma odzieżowa LPP S.A., której drużyna LPP Team poprzez jazdę na rowerach, hulajnogach czy deskorolkach uzbierała 35 tys. złotych dla Krakowskich Domów Dziecka oraz Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznych. Wspomniane wyżej działania, w połączeniu z możliwością rozwoju sprawiają, że w zespole panuje lepsza atmosfera, a to przekłada się nie tylko na relacje między pracownikami, ale także na jakość oferowanych usług.

Sklepy stacjonarne zmieniają się w showroomy z inteligentnymi lustrami. Digitalizacja salonów sprzedaży to odpowiedź na rosnącą popularność zakupów online

Sklepy stacjonarne zmieniają się w showroomy z inteligentnymi lustrami. Digitalizacja salonów sprzedaży to odpowiedź na rosnącą popularność zakupów online 7

Zwrot w kierunku digitalizacji i połączenia ze sklepami internetowymi – tak według specjalistów przyszłość sklepów stacjonarnych. Sklepy coraz częściej będą pełniły rolę showroomów, ale w ślad za tym muszą pójść usprawnienia logistyki, zarówno u sprzedawców, jak i firm kurierskich. Klient, mimo że zamówi towar przez internet, będzie chciał go dostać jak najszybciej. Niemal połowa sklepów stacjonarnych generuje większość przychodów ze sprzedaży online.

– Na rynku będzie coraz więcej digitalizacji i połączenia z e-commerce, czyli przełączanie się pomiędzy dostępnością treści online i w sklepie, porównywanie ich, zdobywanie większej informacji. Etykieta elektroniczna może przekierować od razu za pomocą smartfona do strony produktu lub na YouTube i dać więcej informacji, a nawet wskazać, gdzie klient może kupić taniej albo z czym kupi to taniej – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Kiliński, prezes zarządu Shoppertech.

Zakupów coraz częściej nie dokonujemy już w sklepach stacjonarnych, lecz przez internet – wynika ze statystyk zawartych w raporcie „E-commerce w Polsce 2018” sporządzonym przez Gemius Polska dla e-Commerce Polska. Na taką formę zakupów decyduje się już 56 proc. polskich internautów. Zdaniem specjalistów zmiany w podejściu konsumentów do sposobu dokonywania zakupów wymuszą na właścicielach tradycyjnych sklepów wprowadzenie szeregu zmian wychodzących naprzeciw oczekiwaniom klientów.

Zmiany na rynku e-commerce już są widoczne. Sklepy dotychczas działające wyłącznie online otwierają swoje salony również w galeriach handlowych. Przykładem może być eObuwie, który prowadzi w Polsce sześć takich punktów. Diametralnie różnią się one jednak od tradycyjnie rozumianych sklepów z obuwiem. Klienci mogą obejrzeć i wybrać interesujące buty na tablecie, a następnie fizycznie je przymierzyć. Do dyspozycji mają również usługę esize.me, która za pomocą skanera pozwala dobrać rozmiar obuwia.

– To trochę może zmierzać w kierunku showroomowym, przy czym wtedy wyzwaniem dla firm transportowych będzie logistyka. Produkt, który zamówimy, chcemy dostać szybko. W dalszym ciągu będą tacy klienci, którzy chcą przymierzyć, zobaczyć czy pasuje, usłyszeć drugiego człowieka, który mu doradzi, z kimś się wybrać też na te zakupy, ale w oparciu o tę technologię, która będzie dookoła – przewiduje Andrzej Kiliński.

Przyszłością sklepów odzieżowych mogą być również wirtualne przymierzalnie. Inteligentne lustra rozpoznają sylwetkę, wymiary i pozwalają wybrać ubrania za pomocą gestów. Z jednej strony ma to ułatwić proces wyboru odpowiedniego rozmiaru i przymierzenia ubrania bez poszukiwania towaru fizycznie w sklepie, a z drugiej – może ograniczyć straty salonów wynikające z kradzieży i uszkodzenia ubrań podczas mierzenia.

W produkcję inteligentnych luster zainwestował polski start-up Abyss Glass, który ma już na koncie około stu wdrożeń u klientów na czterech kontynentach. Lustra dostarczane przez polską firmę mogą być dodatkowo wyposażone w czytniki RFID, które pozwolą sprawdzić, czy na magazynie znajduje się inny rozmiar, a jeżeli go nie ma – dokonać odpowiedniego zamówienia.

– Sklepy mogą się zmieniać w taki sposób, że zaplecze będzie grało rolę logistyczną od strony technologicznej, a klient będzie tylko sobie dopasowywał ubrania. To jest dobry kierunek, wydaje mi się jednak, że lubimy przestrzennie poczuć produkt, dotknąć go, czasem dla niektórych zapach jest istotny, jak czują go na skórze i dopiero wtedy podjąć decyzję. Wydaje mi się, że rynek się będzie dzielił i dla każdego będzie jakieś fajne rozwiązanie – twierdzi ekspert.

Z badań instytutu doradczego ECC wynika, że w przypadku 42 proc. sklepów stacjonarnych większość przychodu generowana jest z użyciem kanału online.

Synerise zainwestuje w program nauczania sztucznej inteligencji dla 1500 przedszkoli, szkół podstawowych i liceów

Polska spółka technologiczna Synerise nie zwalnia tempa. Po sukcesach na arenie międzynarodowej, jakimi były między innymi wybór przez EY do najbardziej innowacyjnych 30 spółek technologicznych na świecie oraz zwycięstwo w globalnych konkursach Microsoft i New Europe 100, tworzy innowacyjny program kształcenia z zakresu sztucznej inteligencji, przygotowany wspólnie z partnerami i klientami.

W ramach programu spółka zamierza finansować nauczanie w postaci zajęć dodatkowych w liczbie minimum 10 godzin miesięcznie w 1500 instytucjach. Zajęcia te pozwolą uczniom rozwijać swoje umiejętności, poszerzać zakres zainteresowania nowoczesnymi technologiami, a także aktywizować kadrę nauczycielską do rozwoju swoich kompetencji.

Instytucje, które wyrażą chęć uczestnictwa w programie otrzymają dostęp do szerokiej bazy wiedzy, chmury obliczeniowej, kursów online oraz dotację celową na uruchomienie dodatkowych klas. Synerise chce, aby zajęcia prowadzone były przez nauczycieli z instytucji, które zgłosiły chęć uczestnictwa w programie. Zostaną oni przeszkoleni w kursach online oraz wynagradzani finansowo w cyklu miesięcznym za prowadzone zajęcia.

Program będzie realizowany w formacie Open Data, który pozwoli na transparentną ewaluację finansowania oraz efektów kształcenia. Wybitni uczniowie i nauczyciele zostaną nagrodzeni dodatkowymi stypendiami.

Oficjalna inauguracja programu nastąpi 14 grudnia 2018 roku w Szkole Podstawowej w Hańczowej, Zespole Szkół Rolniczych w Hańczowej, Miejskim Zespole Szkół nr 6 w Gorlicach oraz I Liceum im. Marcina Kromera w Gorlicach. W tej ostatniej placówce odbędzie się oficjalne spotkanie inaugurujące.

Jarosław Królewski, CEO Synerise
Jarosław Królewski, CEO Synerise

Synerise od początku swojego istnienia stawia na edukację rynku oraz inicjatywy społeczne. Współtworzyliśmy z sukcesem wiele innowacyjnych programów, które funkcjonują do dziś w formie studiów licencjackich, inżynierskich, magisterskich, podyplomowych oraz w tym roku doktoranckich na polskich uczelniach. Publikowaliśmy liczne pozycje książkowe z zakresu nowych technologii do dziś będące bestsellerami najlepszych polskich wydawnictw. Obserwując trendy światowe, jeszcze w tym roku zainwestujemy w trzy ambitne inicjatywy z zakresu sztucznej inteligencji (dwie kolejne zostaną ogłoszone wkrótce). Są one dla nas ekstremalnie istotne na poziomie mentalnym, ideowym i komercyjnym w dziedzinie, która jest kluczowa dla sektora IT. Pierwsza inicjatywa ma charakter społeczny – to wprowadzany obecnie unikalny program nauczania. Jest on wyrazem społecznej odpowiedzialności biznesu, dbałości o jakość naszej gospodarki, a także tak ważnego dla nas rynku pracy oraz merytokratycznej postawy naszych partnerów. Chcemy aktywizować zarówno nauczycieli takich dyscyplin jak matematyka, fizyka czy informatyka jak i najmłodszych uczniów. Wierzymy, że wśród polskiej kadry nauczycielskiej jest mnóstwo wybitnych osobistości, kochających swoją pracę, posiadających ogromną misję i chęć rozwoju w nowych dyscyplinach. Chcemy dotrzeć do najodleglejszych zakątków kraju, dlatego też program uruchomimy symbolicznie w mojej rodzinnej wiejskiej miejscowości Hańczowa oraz Gorlicach, wspólnie z kadrą zarządzającą największych marek konsumenckich. -Jarosław Królewski, CEO Synerise.

Partnerami głównymi programu są Microsoft oraz EY Polska.

Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce
Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce

Nowe technologie, w tym AI odciskają swoje piętno na wszystkich sferach życia i transformują instytucje, przedsiębiorstwa, branże oraz całe gospodarki. Musimy zadbać o to, by pokolenia przyszłych pracowników, przedsiębiorców i liderów były należycie przygotowane do tego, żeby w pełni i mądrze czerpać z ich potencjału. Dlatego edukacja ma dzisiaj kluczowe znaczenie dla sukcesu polskiej gospodarki i dobrobytu społecznego. W Microsoft wierzymy w to, że technologia tworzy szanse. Z takiej szansy skorzystał Synerise, nagrodzony tytułem Partnera Roku Microsoft 2018, w zaledwie kilka lat przekuwając studencki projekt w prężnie rozwijającą się firmę, która dostarcza inteligentne rozwiązania dla marketingu i sprzedaży i konkuruje globalnie. Dziś jest czas na rozbudzanie pasji do technologii wśród uczniów. To oni będą decydować o przyszłości świata wokół nas. Cieszę się, ze możemy być częścią tej inicjatywy. -Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce.

Ogromnie cieszy mnie wsparcie naszych partnerów komercyjnych, klientów i otoczenia biznesowego, które podziela naszą inicjatywę, są wśród nich najbardziej prominentne polskie i zagraniczne firmy, które część swojego budżetu CSR przeznaczą na finansowanie klas AI. -Jarosław Królewski, CEO Synerise.

Fenomen – ropa tanieje, a cena paliwa na stacjach ani drgnie

Co się dzieje z cenami paliw? Takie pytanie mogą zadawać sobie kierowcy, ponieważ za benzynę bezołowiową czy olej napędowy płacimy dziś tyle samo co kilka tygodni temu, a przecież ceny ropy spadły o ponad 20 proc. – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

1,61 zł za litr. Tyle wynosi cena podstawowej benzyny bezołowiowej na europejskim rynku hurtowym ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia). To o 49 gr mniej niż podczas szczytu z początku października i ponad 40 gr mniej niż przeciętna cena z okresu od czerwca do września br.

5,07 zł za litr – taka średnia cena za popularną „95” widniała przy dystrybutorach na początku drugiej dekady listopada, według danych Komisji Europejskiej. W porównaniu z ceną z końca października oznaczało to ledwie symboliczną obniżkę na poziomie jednego grosza na litrze, a w zestawieniu ze średnią ceną z całego ubiegłego miesiąca spadki wynoszą tylko 2 gr.

3,46 zł to z kolei różnica pomiędzy ceną paliwa dla konsumenta a ceną na ARA, która stanowi wyznacznik dla europejskich rafinerii. Obecnie wspomniana różnica jest najwyższa od ponad 3 lat, a zwykle utrzymuje się na poziomie ok. 3,10 zł, zawierając podatki (akcyza, opłata paliwowa i VAT) oraz marże (detaliczną i hurtową).

A co się dzieje za granicą?

Co ciekawe, bardzo podobny trend do występującego w Polsce widać również w europejskich cenach paliw.

Dane Komisji Europejskiej pokazują, że średnia ważona cena benzyny bezołowiowej w unijnych krajach to 6,35 zł. Od czerwca pozostaje ona blisko właśnie tego poziomu, a różnica pomiędzy ceną hurtową i detaliczną wynosi aż 4,74 zł i jest najwyższa od przynajmniej 8 lat. Utrzymuje się też o ok. 40 gr powyżej wielomiesięcznej średniej.

Cały czas jednak zagadką pozostaje fakt, dlaczego silne spadki na rynku hurtowym nie przekładają się na obniżki w detalu?

Zasada detalisty: nie wychylać się z obniżkami

Bardzo szybki spadek cen benzyny to idealny moment na poprawienie zwykle dość niskich marż na paliwach. Utrzymanie przez chociaż kilka dni dłużej ceny detalicznej na stałym poziomie może wielokrotnie poprawić marże detalistów z danego okresu.

Oczywiście jest ryzyko, że wolna konkurencja zacznie zaburzać ten proces, ale biorąc pod uwagę doświadczenie detalistów, wychylanie się zbyt szybki obniżkami po prostu się nie opłaca. Z drugiej jednak strony gwałtowne spadki cen na rynku hurtowym zdarzają się stosunkowo często. Mieliśmy z nimi np. do czynienia chociażby na przełomie 2014 i 2015 r., kiedy benzyna w hurcie spadła z 2,25 zł do 1,20 zł.

Wtedy także w europejskim detalu stosunkowo długo utrzymywały się wysokie ceny, a różnica pomiędzy rynkiem hurtowym i detalicznym sięgała poziomu 4,60 zł za litr. Cały czas jednak była aż o 14 gr niższa niż obecnie. Czy to oznacza, że istnieje jeszcze jakiś inny powód trzymający ceny wysoko?

Diesel negatywnym bohaterem?

Na europejskich i polskich stacjach podstawowym paliwem nie jest jednak benzyna, ale diesel. Sprzedaje się go 3-4 razy więcej niż popularnej 95, według danych Eurostatu. W większości przypadków na stacji dużo ważniejsza jest więc marża na oleju napędowym niż na benzynie, biorąc pod uwagę przychody ze sprzedaży paliw.

Na przełomie września i października doszło jednak do załamania marż na dieslu w Polsce. Wynikało to z silnego wzrostu cen oleju napędowego na europejskim rynku hurtowym. Różnica pomiędzy ceną detaliczną i tą bez podatków oraz marż spadła do poziomu 2,66 zł, czyli najmniej od ponad dwóch lat.

Bardzo podobne relacje obowiązywały również w Europie, chociaż ten ruch był nieco mniej gwałtowny niż w Polsce. Ceny hurtowe wzrosły natomiast w efekcie napięć na rynku diesla na Starym Kontynencie.

Zapasy tego paliwa pod koniec lata były niższe niż zwykle ze względu na niespotykaną kulminację przestojów w europejskich rafineriach i wybuch rafinerii w Bawarii. Susza z kolei poważnie utrudniła np. transport diesla Renem, co spowodowało konieczność uruchomienia strategicznych rezerw w Niemczech.

Efekt motyla

Niemcy także musieli szukać diesla na świecie. Dostawy tego paliwa zwiększyły się wyraźnie z Rosji, a Reuters kilka dni temu pisał nawet o tak zwanym efekcie motyla. Polega on na tym, że stosunkowo mało znaczące wydarzenie w jednej części świata wywołuje silny wpływ na całym rynku. Do tego można właśnie zaliczyć sytuację w Niemczech. Niewystarczająca podaż diesla w Europie podwyższa ceny i powoduje opłacalność sprowadzenia go nawet z oddalonego o 10 tys. km Singapuru. Dodatkowo także sprawia, że paliwo do silników wysokoprężnych drożeje na całym świecie.

Właśnie z tego względu olej napędowy nadal pozostaje stosunkowo drogi mimo bardzo silnego spadku cen ropy naftowej. Na rynku ARA kosztuje on 2,10 zł, czyli blisko średniej ceny z okresu czerwiec-październik i zaledwie kilkanaście groszy poniżej 4-letnich szczytów.

Polityka cenowa

Elementem trudnym do zmierzenia, ale prawdopodobnie ważnym w kontekście polityki cenowej stacji, jest fakt, że zwykle to diesel (ze względu na niższe podatki) kosztuje mniej niż benzyna. Ta prawidłowość jest widoczna zarówno w Europie, jak i w Polsce.

Wzrost diesla powyżej ceny benzyny bezołowiowej uzasadniały wydarzenia na rynku hurtowym. Działo się to jednak znacznie wcześniej, zanim na stacjach odwróciły się standardowe relacje cenowe. Detaliści mogli utrzymywać nienaturalnie niskie ceny oleju napędowego, aby nie odstraszać klientów. W pewnym stopniu ci, co kupowali benzynę, finansowali niższą cenę diesla…

Wszystko wróci do normy, ale to wymaga czasu

Jeżeli nic dramatycznego się nie wydarzy, to mimo wszystkich przeciwności losu powinniśmy w najbliższych dniach zobaczyć silne spadki benzyny. Być może już w nadchodzącym tygodniu ceny wrócą poniżej granicy 5,00 zł za litr. Grudzień prawdopodobnie powita nas cenami popularnej 95 cenami zbliżonymi do wartości 4,80 zł/litr lub nawet nieco niżej.

Dużo trudniej o spadki będzie w kontekście diesla. Na rynku hurtowym cały czas utrzymują się wysokie ceny. Niewykluczone, że olej napędowy pozostanie powyżej 5 zł nawet do końca roku, zwłaszcza gdyby najbliższe tygodnie na półkuli północnej okazały się szczególnie mroźne.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Można oczekiwać, że w kolejnym tygodniu polityka będzie na pierwszym planie. Niepewna przyszłość umowy ws. brexitu oraz perspektywa rozmów handlowych USA-Chiny powinny przyciągać największą uwagę. Na polu danych zanosi się na spokojniejszy tydzień przedzielony obchodami Święta Dziękczynienia w USA. Zamówienia na dobra trwałe i dane z rynku mieszkaniowego USA oraz PMI z Eurolandu będą najbardziej interesujące.

Przyszły tydzień: rynek nieruchomości USA, PMI z Eurolandu, brexit, przemysł i handel z Polski, CPI i sprzedaż z Kanady

USA

W USA w czwartek obchodzone jest Święto Dziękczynienia, przez co takie odczyty jak liczba nowych wniosków o zasiłek czy indeks Uniwersytetu Michigan są przesunięte na środę. Poza tym otrzymamy sporo danych na temat sytuacji na rynku nieruchomości: budowanych (wt) i sprzedawanych (śr). W ostatnim czasie dane wypadały słabo, a wśród przyczyn wskazywano wzrost stóp procentowych, ale też brak dostępności domów w odpowiedniej cenie. Nie są to jednoznaczne oznaki przegrzania rynku, ale kolejne rozczarowanie obudzi głosy o mijaniu szczytu trwałości tempa ożywienia. Rynek będzie śledził też dane o zamówieniach na dobra trwałe (śr) jako prognostyka popytu inwestycyjnego. Sądzimy, że USD będzie bardziej wrażliwy na gorsze odczyty, biorąc pod uwagę zbudowaną na rynku dużą pozycję długą, która przestała pracować w obliczu poprawy rynkowego sentymentu.

Strefa euro

Wstępne szacunki indeksów PMI dla przemysłu i usług ze strefy euro prawdopodobnie obniżyły się w listopadzie. Zawirowania na rynkach mogą ciążyć na nastrojach z sektorze usługowym, a obawy o eskalację globalnych napięć handlowych psują klimat w sektorze wytwórczym. Podkreślenie problemów z odbiciem aktywności nie będzie pomagać w stabilizacji notowań EUR.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii wszystko kręci się wokół brexitu (który to już raz?). Projekt porozumienia brexitu zatwierdzony przez rząd został ostro skrytykowany przez scenę polityczną, przyczynił się do rezygnacji kluczowych ministrów i podniósł ryzyko obalenia premier May. Ale po wstępnym szoku pojawiają się sygnały, że możliwe są poprawki do dokumentu, które mogą zyskać poparcie parlamentu, co byłoby źródłem istotnej zmiany sentymentu na funcie. Pamiętać jednak należy, że mamy do czynienia z humorami polityków, więc roller-coaster na GBP może się szybko nie zakończyć.

Polska

Z Polski otrzymamy główną paczkę danych o aktywności gospodarczej: rynek pracy (pon), produkcja przemysłowa (wt) i sprzedaż detaliczna (czw). Dane będą interesujące z punktu widzenia oceny stanu gospodarki po dość słabych odczytach za wrzesień. Kolejne rozczarowania mogą być powodem do niepokojów o osłabienie koniunktury w IV kw. Poza tym na koniec mijającego tygodnia obserwujemy, że afera wokół KNF zaczyna przesiąkać na rynek polskich aktywów, choć raczej jest to przejaw wystraszenia się zamieszaniem niż wyceną faktycznych implikacji. Neutralnie zapatrujemy się na perspektywy złotego i zakładamy stabilizację wokół 4,30 za euro.

Japonia

Bilansu handlowy (pon) i CPI (pt) z Japonii raczej nie zachwieją jenem. Sądzimy, że jest potencjał do wzrostów crossów z jenem na fali odbudowy apetytu na ryzyko, choć rynek zdaje się czekać na czysty, pozytywny impuls i w krótkim terminie może przejść w fazę wyczekiwania z potencjalną korektą umocnienia JPY.

Australia

W Australii protokół z posiedzenia RBA (wt) nie powinien dostarczyć niespodzianek. Jak na razie seria danych krajowych oraz sentyment zewnętrzny pomagają w odwijaniu krótkich pozycji w AUD (i NZD), a spekulacje o kiełkującym rozejmie w wojnie handlowej USA-Chiny napędzają wzrosty walut z Antypodów. Z drugiej strony skala odbicia jest spora i ostrożnie dopuszczamy do myśli ryzyko krótkoterminowej korekty.

Kanada

W Kanadzie kalendarz zawiera październikowe odczyty CPI i sprzedaży detalicznej (pt). Miesiąc temu dane mocno rozczarowały, więc przynajmniej z tego powodu oczekiwane jest pewne odreagowanie. To powinno pomóc w umocnieniu loonie, ale pod warunkiem, że wygaśnie negatywny wpływ załamania rynku ropy naftowej. Pod tym kątem dla CAD ważniejsze niż dane z Kanady mogą być sygnały o ograniczaniu wydobycia przez OPEC lub Rosję.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PPK – nadzieja dla największych spółek z warszawskiej giełdy

Prezydent zapowiedział, że w poniedziałek podpisze ustawę o pracowniczych planach kapitałowych. PPK mogą się okazać ratunkiem dla warszawskiej giełdy.

Uchwalona na początku października przez Sejm ustawa o PPK zakłada utworzenie powszechnego, dobrowolnego i prywatnego systemu oszczędzania, tworzonego przez pracowników, pracodawców i państwo. Program ma dotyczyć ok. 11,5 mln pracowników. Będzie prowadzony przez Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, zakłady ubezpieczeń i Powszechne Towarzystwa Emerytalne.

Dzięki powstaniu PPK na GPW będzie wpływać 2 do 6 mld zł. Kwoty będą coraz większe w kolejnych latach, bo do PPK będą przystępować kolejne firmy, zgodnie z ustawą najpierw największe, a później coraz mniejsze.

– Program może być ratunkiem dla GPW – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn z CMC Markets. – Tak duży zastrzyk kapitału mógłby spowodować wzrost indeksów giełdowych nawet o kilka procent.

PPK będą dla giełdy także dodatkową poduszką bezpieczeństwa. Ponadto zwiększą obroty i płynność.

– PPK mogą odwrócić negatywny trend, bo obecnie więcej spółek wycofuje się z GPW niż na nią wchodzi – komentuje ekspert.

W jakie firmy będą przede wszystkim inwestować nowe towarzystwa funduszy, które z punktu widzenia inwestorów przypominają OFE?

– Inwestorzy instytucjonalni będą inwestować w największe spółki, nie będą to startupy czy spółki z NewConnect – ocenia Łukasz Wardyn.

Zasilanie mieszkań gazem płynnym niesie wiele korzyści, nie tylko czyste powietrze

Sieci gazowe zasilane gazem płynnym nie różnią się praktycznie od tych zasilanych gazem ziemnym. Te drugie są ogólnopolskie, a pierwsze dostarczają gaz ze zbiornika znajdującego się niedaleko inwestycji. Mogą być one przeznaczone dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych oraz dla deweloperów. W tym przypadku oznaczają korzyści dla mieszkańców, zarządców oraz użytkowników. Korzystanie z tego rozwiązania nie wiążę się z produkcją smogu i emisją pyłów zawieszonych. W przypadku modernizacji i centralnych kotłowni zasilających bloki wielorodzinne, oszczędności związane z eksploatacją mogą wynieść nawet 20 proc.

– Program Czyste Powietrze – dofinansowania, które mogą być stosowane w przypadku modernizacji lub budowy nowych inwestycji powodują, że deweloper w przypadku zasilania ich gazem płynnym nie traci na wartości mieszkań – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Kępski, kierownik ds. sieci gazowych Gaspol – To także gwarancja przekazania klientom lokali spełniających wszystkie standardy. Dla użytkowników – czyli beneficjentów końcowych oznacza to bezobsługowość, komfort użytkowania oraz czystość. Koszty użytkowania, utrzymania, serwisowania i przesyłaniem ciepła do danego mieszkania są przenoszone na użytkownika końcowego w ramach instalacji gazowej w jego mieszkaniu. Deweloperzy mogą zatem inwestować w grunty, które znajdują się poza głównymi granicami miasta – co przekłada się na ich niższą cenę. Infrastruktura, jaka może zostać tam wybudowana – np. instalacja sieciowa na gaz płynny powoduje, że mieszkańców czekają niższe koszty eksploatacji mieszkań w stosunku do miejsc w centrach miast – dodał Kępski.

Nadchodzą kolejne zmiany w podatkach dochodowych i Ordynacji podatkowej

Podatnicy mieli już czas przyzwyczaić się do obowiązywania klauzuli o unikaniu podwójnego opodatkowania. Obowiązuje ona już od połowy 2016 r. Jednak Ministerstwo Finansów uznało, że efekt prewencyjny tych przepisów nie jest wystarczający. I podatnicy mogą unikać opodatkowania, gdyż konsekwencją jest jedynie zapłata podatku, który i tak byłby zapłacony, gdyby konstrukcja nie została zastosowana.

– Najnowszy pomysł przewiduje wprowadzenie nowych sankcji finansowych, które są wysokie, a mogą ulec podwojeniu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska, doradca podatkowy z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Organ może odstąpić od tej sankcji jeśli na podstawie okoliczności oraz faktów można przyjąć, że w momencie dokonywania czynności podatnik pozostawał w błędnym, ale usprawiedliwionym przekonaniu o zgodności uzyskanej przez niego w danych okolicznościach korzyści podatkowej z przedmiotem i celem ustawy podatkowej (dobra wiara).

Na ocenę, że podatnik pozostawał w dobrej wierze może wskazywać w szczególności nieprowadzenie przez niego działalności gospodarczej lub prowadzenie jej w niewielkiej skali, w skutek czego nie można było rozsądnie oczekiwać, że będzie on korzystał  profesjonalnych porad dotyczących jej skutków podatkowych.

Dodatkowe zobowiązanie wynosi 40% korzyści podatkowej. Jeśli jednak  wydawana jest decyzja w zakresie CIT lub PIT oraz podstawą opodatkowania jest dochód, dodatkowe zobowiązanie podatkowe wynosi 10% sumy składników wynikających z tej decyzji.

Stawki te ulegają podwojeniu jeśli:

  1. Podstawa do ustalenia dodatkowego zobowiązania podatkowego przekracza 15 mln zł (w zakresie nadwyżki ponad tę kwotę);
  2. Nie upłynęło 10 lat od końca roku kalendarzowego, w którym podatnikowi lub płatnikowi doręczono ostateczną decyzję
  3. Strona nie przedłożyła organowi podatkowemu dokumentacji w zakresie cen transferowych.

Jeśli podatnik osiągnął korzyść wyższa niż 15 mln zł i dodatkowo nie złożył dokumentacji w zakresie cen transferowych stawki ulegają potrojeniu.

Jeśli podatnik cofnie skutki unikania opodatkowania sankcja obniżana jest o połowę. Jeśli w ciągu 14 dni przygotuje dokumentację w zakresie TP stawki.

Dodatkowe zobowiązanie nie będzie dotyczyło osoby, która za ten sam czyn ponosi odpowiedzialność za wykroczenie skarbowe lub przestępstwo skarbowe.

– Te zmiany są restrykcyjne i mogą spowodować niepokój i niepewność wśród podatników – obawia się mec. Anna Turska.

Misja gospodarcza do Londynu dla polskich producentów mebli

W I połowie 2018 r. wartość polskiego eksportu mebli wzrosła o ok. 5,3% r/r. W dalszej przyszłości wzrosty sprzedaży zagranicznej będą wymagać zwiększenia obecności na rynkach pozaunijnych, ale rynek europejski pozostanie kluczowy. Dziś czołówka odbiorców polskich mebli to Niemcy, Czechy i Wielka Brytania. Do tego ostatniego kraju, już na początku grudnia, jedzie misja gospodarcza. Zapisy trwają.

Rezerwa polskich producentów wobec rozwijania biznesu na Wyspach jest zrozumiała. Z drugiej strony, m.in. od naszych kolegów z Santander UK, wiemy, że Brexit niczego nie zmienia w otwartości brytyjskich firm na współpracę z zagranicznym biznesem. Dotyczy to także branży meblarskiej, w której brytyjscy dystrybutorzy są bardzo zainteresowani polską ofertą. Naszym zadaniem jest pomóc naszym firmom zrealizować potencjalne zyski – podkreśla Tomasz Bieliński z Santander Bank Polska.

Spotkania na żywo z potencjalnymi odbiorcami

Santander Bank Polska w dniach 5-6 grudnia br. organizuje misję gospodarczą do Londynu dla polskich producentów mebli. Zgłoszenia są przyjmowane pod adresem [email protected]. Po stronie uczestników jest organizacja transportu do Londynu. Z kolei transport na miejscu, nocleg oraz uczestnictwo we wszystkich wydarzeniach biznesowych są po stronie organizatora. Poza udziałem w spotkaniach B2B z czołowymi producentami i dystrybutorami mebli na rynku brytyjskim, m.in. z: John Lewis & Partners, Argos czy Loft Interiors, dla przedstawicieli firm uczestniczących w misji zaplanowano sesję networkingową z udziałem przedstawicieli brytyjskiego sektora meblarskiego oraz Furniture Industry Research Association (FIRA). Część merytoryczną uzupełni wykład ekspertów dotyczący rynku meblarskiego na Wyspach oraz kanałów dystrybucji. W panelu wezmą udział m.in. przedstawiciele z brytyjskiego Departament for International Trade, Brands Abroad, Santander UK oraz kancelarii prawnej CLC. Misję w Londynie dopełnią wizyty w Parkach Handlowych, jak Colne Valley Retail Park oraz w salonie wystawowym firmy Loft Interiors. Z racji ograniczonej liczby miejsc oraz konieczności dopasowania profilu firm uczestniczących do profilu odbiorców brytyjskich, rejestracja jest aktywna tylko po potwierdzeniu ze strony organizatora.

Bank tu i bank tam

Program misji meblarskiej do Wielkiej Brytanii został ułożony przez specjalistów z Santander Bank Polska wspólnie z ekspertami Santander UK. Oba banki współpracują także w samej obsłudze finansowej transakcji polsko-brytyjskich. To duże ułatwienie, bo zagraniczna firma na brytyjskim rynku jest zupełnie inaczej traktowana niż rodzimy biznes. Lokalni eksperci i doradcy są w stanie pomóc wyeliminować polskiej firmie wiele barier oraz uzyskać dostęp do niezbędnych finansowych usług czy produktów.

The Heart i Mastercard stworzą z partnerami piaskownicę regulacyjną dla fintechów

Komisja Nadzoru Finansowego ogłosiła, że The Heart, korporacyjne centrum innowacji, będzie operatorem Piaskownicy regulacyjnej dla spółek rozwijających nowe technologie z branży finansowej. Mastercard, który od lat jest partnerem strategicznym The Heart zapewni dostęp do infrastruktury testowej.

Pozostałymi członkami konsorcjum są kancelaria prawna Bird & Bird i międzynarodowa firma doradcza EY. The Heart Sandbox wesprze wybrane spółki, które chcą prowadzić działalność na polskim rynku finansowym. Podmioty otrzymają również pomoc w skalowaniu biznesu na pozostałych rynkach Unii Europejskiej, zarówno jeśli chodzi o dostęp do klientów oraz finansowania, jak i uzyskania odpowiednich licencji.

Jędrzej Iwaszkiewicz
Jędrzej Iwaszkiewicz, współzałożyciel The Heart

Piaskownica regulacyjna KNF to unikalna inicjatywa na polskim rynku, pozwalająca fintechom na testowanie swoich rozwiązań w bezpiecznym środowisku. To zaszczyt, że możemy być częścią tak ważnego dla polskiego ekosystemu fintechowego programu, który zrewolucjonizuje sektor innowacji finansowych. Wierzymy, że unikalny model działania i posiadana wiedza w zakresie skalowania startupów przyniesie wymierne wyniki i wykreuje nowe konkurencyjne rozwiązania na rynku – komentuje Jędrzej Iwaszkiewicz, współzałożyciel The Heart.

The Heart będzie operatorem Piaskownicy odpowiedzialnym za zarządzanie procesem testowania rozwiązań, stworzenie odpowiednich warunków dla udziału fintechów w programie, a także za osiągnięcie zakładanych rezultatów, takich jak uzyskanie licencji, współpraca z partnerami biznesowymi, czy skalowanie rozwiązań. Wysokiej klasy środowisko testowe umożliwi Mastercard:

– Rolą Mastercard w tym wyjątkowym na skalę światową przedsięwzięciu, będzie dostarczenie infrastruktury testowej w dwóch wymiarach: realizacji transakcji płatniczych oraz wydawnictwa kart płatniczych. Mastercard zapewni również merytoryczne wsparcie eksperckie w obszarze kwalifikacji fintechów do Piaskownicy oraz doradztwo w dalszych fazach projektów. Jesteśmy dumni, że będziemy mogli brać udział w tym unikalnym projekcie oraz dzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem z ambitnymi polskimi firmami. Dla Mastercard udział w Piaskownicy regulacyjnej jest strategicznie ważny, ponieważ naszym priorytetem jest wspieranie rozwoju branży fintech w Polscepodkreśla Aleksander Naganowski, dyrektor ds. rozwoju nowego biznesu w polskim oddziale Mastercard Europe.

Kancelaria Bird & Bird oraz międzynarodowa firma doradcza EY zapewnią wsparcie doradcze, nakierowane na spełnienie wymogów formalnych stawianych spółkom z obszaru fintech chcącym rozpocząć działalność na polskim rynku finansowym.

– Z naszej perspektywy jako kancelarii prawnej, uważamy, że technologiczna innowacyjność jest aktualnie jednym z największych wyzwań i jednocześnie biznesową szansą dla rynków finansowych. Z jednej strony pozwala klientom na łatwy i efektywny dostęp do usług finansowych, ale jednocześnie obliguje instytucje finansowe do szczególnej dbałości o bezpieczeństwo operacji, kontrolę środków angażowanych w transakcje finansowe oraz szeroko pojętą zgodność z wymogami prawa i rynkowymi zasadami etyki. Sądzimy, że wdrożenie Piaskownicy Regulacyjnej pozwoli pogodzić oba te cele – mówi mec. Sławomir Szepietowski, Partner Zarządzający, Kancelaria Bird & Bird. – Naszym zadaniem w projekcie Piaskownicy, jako partnera Operatora, jest dostarczenie ekspertyzy prawnej, opartej na lokalnym i międzynarodowym doświadczeniu Bird & Bird, w najbardziej wymagających, innowacyjnych projektach biznesowych – dodaje mec. Aleksandra Widziewicz, Of Consuel, Kancelaria Bird & Bird.

­­

– Współpraca EY z operatorem Piaskownicy Regulacyjnej jest kolejnym przedsięwzięciem, które wpisuje się w działania EY na rzecz wspierania innowacyjności na rynkach finansowych. Korzystając z wiedzy i praktycznego doświadczenia swoich ekspertów, EY wspierać będzie proces wyszukiwania oraz klasyfikacji podmiotów z największym potencjałem do Piaskownicy Regulacyjnej. EY zaoferuje podmiotom uczestniczącym w Piaskownicy wsparcie w zakresie doradztwa biznesowego, finansowego oraz podatkowego – komentuje Paweł Flak, Associate Partner, EY.

Piaskownica Regulacyjna to pierwszy tego typu projekt w Polsce, którego celem jest aktywne wspieranie młodych spółek technologicznych we wchodzeniu na rynek usług finansowych. Podobne inicjatywy powstały m.in. w Singapurze, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Australii. Teraz do tego grona dołącza Polska. Partnerstwo zawiązane w ramach The Heart Sandbox łączy najważniejszych graczy dając unikalną możliwość testowania rozwiązań pod okiem ekspertów od lat aktywnych na rynku innowacji finansowych oraz posiadających bogate doświadczenie z zakresu komercjalizacji rozwiązań, ekspansji zagranicznej czy współpracy z biznesem.

Spadki cen na stacjach paliw już niedługo

Ceny ropy naftowej na świecie są najniższe od początku tego roku. Jednak nie odczuwamy tego na polskich stacjach paliw, bo te zwlekały z podwyżkami, prawdopodobnie ze względu na wybory samorządowe.

Ropa WTI kosztuje poniżej 60 USD, a ropa Brent poniżej 70 USD za baryłkę.

– W ciągu zaledwie kilku tygodni ceny spadły o prawie 20 dolarów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Były o wiele wyższe, bo obawiano się skutków sankcji USA nałożonych na Iran, które obowiązują od 6 listopada. – Te obawy okazały się przesadzone – komentuje ekspert.

A jak oceniać ceny na polskich stacjach paliw?

– To, co teraz widzimy na stacjach oddaje dobrze to, co się dzieje na świecie – mówi P.Kwiecień. – Powinny jednak wrócić do poziomu z wakacji, czyli do 5 zł za diesla.

W tajnej służbie. Problemy analizy wywiadowczej

Rozpatrując działalność wywiadów i skuteczność ich działań, zwykło się mówić o ich składowej operacyjnej. Rozpatruje się różne elementy pracy operacyjnej, w tym profesjonalizm oficerów operacyjnych, którzy potrafią pozyskać agenturę nawet w najbardziej chronionych obiektach wywiadowczego zainteresowania. Pod uwagę bierze się również wiarygodność pozyskanych źródeł informacji, możliwość inspiracji ze strony obcych kontrwywiadów, kwestie „skażenia” informacji przez ewentualnych pośredników itp. Jednak zanim zdobyta (uzyskana) informacja dotrze do ostatecznych odbiorców, trafia do pionu wywiadu, nazywanego analityczno-informacyjnym, gdzie podlega obróbce analitycznej. Jak analiza wywiadowcza wpływa na ostateczny kształt informacji i z jakimi problemami borykają się analitycy wywiadu, omówiono poniżej.

Zaprezentowane w artykule problemy związane z analizą wywiadowczą dotyczą głównie wojskowych służb wywiadowczych. Jednak większość przedstawionych tu kwestii można z powodzeniem ekstrapolować do wywiadu politycznego, a nawet wywiadu gospodarczego, dla których takie problemy jak: wiarygodność informacji, relacje pomiędzy komórką wywiadu a przełożonym, konkurencyjność w ocenach wywiadowczych z innymi ocenami czy znajomość języków obcych są równie ważne dla zachowania wysokiego poziomu pracy wywiadowczej.

Wiarygodność informacji

Wiarygodność informacji można rozpatrywać w dwóch znaczeniach. W pierwszym dotyczy ona prawdziwości uzyskanych danych i oznacza stopień ich zbliżenia do prawdy. Wiarygodna informacja to taka, której wszystkie elementy są zgodne z prawdą i znajdują odbicie w rzeczywistości. W drugim znaczeniu wiarygodność informacji jest związana ze źródłem jej pochodzenia. Często uznaje się, że informacja jest tak samo wiarygodna, jak źródło, z którego pochodzi. Wiarygodnym źródłem jest osoba bądź instytucja, która posiada właściwe kwalifikacje, wystarczającą wiedzę i jest uznana za godną zaufania.[1]

Dla wywiadu ocena wiarygodności informacji jest sprawą absolutnie kluczową. Tymczasem w procesie analizy wywiadowczej można natknąć się na zjawiska, które same w sobie przyczyniają się do generowania błędów analitycznych i zaniżania wiarygodności uzyskanych informacji.

Jak zauważa w swoim opracowaniu historyk brytyjskiego wywiadu John Hughes-Wilson[2] w anglosaskich służbach specjalnych powszechnie znana jest tak zwana kwestia zamkniętego cyklu informacji. Wszystko zaczyna się od tego, że określona służba wywiadowcza informuje o niepotwierdzonym fakcie lub ocenie. Informacje te są często podchwytywane i wykorzystywane w analizach prowadzonych przez inne służby wywiadowcze, jako informacje z pierwszej ręki. Kiedy pierwotna służba „napotyka” na swoją wcześniejszą informację w innym raporcie, zaczyna traktować ją, jako niezależny dowód potwierdzający jej własne ustalenia. Wg J. Hughes-Wilson’a dla analizy wywiadowczej jest to bardzo niebezpieczne zjawisko. Na marginesie warto wspomnieć, że fenomen „zamkniętego cyklu informacji”, będący w analizie wywiadowczej faktycznie rezultatem popełnianych błędów, znalazł swoje celowe zastosowanie w tzw. wojnach informacyjnych. Specjaliści od „wojen psychologicznych” z upodobaniem wykorzystują go we własnym interesie.

Brak konsensusu

W kwestii problemów konwergencji[3] i dokładności szacunków wywiadu ciekawe spostrzeżenia dotyczące rozwoju sytuacji w Afganistanie przedstawił Robert Gates. Będąc szefem Pentagonu, Gates wielokrotnie wysłuchiwał raportów zarówno szefów wywiadu wojskowego w Waszyngtonie, jak i ich przedstawicieli bezpośrednio w terenie, czyli w rejonie działania sił zbrojnych USA. Gates stwierdził, że „do białej gorączki doprowadzały mnie różnice między poglądami analityków wywiadu w Pentagonie”. Tym bardziej że nawet jeśli w końcu udawało się doprowadzić do „konsensusu” w ocenie sytuacji pomiędzy różnymi „oddziałami” wywiadu wojskowego w stolicy, to co do zasady ocena ta nie odpowiadała „ocenom analityków wywiadu działających w rejonie działań zbrojnych”. „Wszyscy mieliśmy te same informacje – mówi Gates – ale każdy rozumiał je zupełnie inaczej”.

Brak konsensusu jako problem analizy wywiadowczej nie jest zjawiskiem współczesności lub niedalekiej przeszłości. W połowie lat 90. XX w. kolejny weteran amerykańskiego wywiadu, członek senackiej Komisji ds. Wywiadu Jennifer Sims[4] w jednym ze swoich opracowań ujawniła główny powód utworzenia w 1961 r. „połączonego” Zarządu Wywiadu w Departamencie Obrony USA[5]. Według Sims powodem tym były rozbieżności w ocenie wielu wydarzeń i sytuacji, prezentowane przez różne instytucje wywiadowcze podległe Pentagonowi.

Jako przykład tych rozbieżności Sims podaje różniące się znacznie szacunki w ocenach rozwoju radzieckich systemów broni rakietowej, prezentowane przez różne ośrodki amerykańskiego wywiadu wojskowego. Różnice w tych ocenach występowały na przestrzeni całej dekady lat 50. XX w., co faktycznie zniekształcało rzeczywisty obraz potencjału ZSRR w dziedzinie techniki rakietowej i eksploracji kosmosu. Taka sytuacja zmusiła wreszcie Waszyngton do tego, aby „scentralizować” wysiłki swoich wojskowych służb wywiadowczych, w tym również ich działów analitycznych.

„Konkurencja” wywiadów?

Sytuacja z „niewłaściwymi ocenami wywiadowczymi” komplikuje się wówczas, gdy w danym kraju funkcjonuje kilka organizacji wywiadowczych i w efekcie oceny tych samych wydarzeń lub zjawisk dochodzi do faktycznego porównywania „rezultatów pracy”, ich pracy. Problem ten jest szczególnie widoczny w państwach takich jak Stany Zjednoczone, w których istnieje od 15 do 20 (w zależności od tego, jak i co weźmiemy pod uwagę) oficjalnie zarejestrowanych służb wywiadowczych.

Z jednej strony różnice w ocenach analitycznych wynikające z konkurencji wywiadów i ich licznych niezależnych źródeł danych powinny dawać „pełniejszy obraz sytuacji”. Z drugiej jednak strony diametralnie przeciwstawne wnioski analityków z różnych służb w stosunku do tego samego wydarzenia są nie tylko mylące dla instytucji i osób uprawnionych do podejmowania decyzji, ale często również stanowią przyczynę nieadekwatności tych decyzji.

W 1973 r. amerykański wywiad wojskowy ostrzegał Biały Dom o kolejnej wojnie z Izraelem planowanej przez Kair i Damaszek na październik tego samego roku, podczas gdy inne służby wywiadowcze USA zaprzeczały danym wojskowych. W rezultacie Amerykanie i ich sprzymierzeńcy zostali zaskoczeni przez bezprecedensową arabską inwazję na okupowane terytoria na Synaju i Wzgórzach Golan.

Czynnik ludzki

Amerykańscy eksperci ds. wywiadu wierzą, że niezależnie od osiągnięć w cybernetyce, elektronice itp. czynnik ludzki jeszcze długo będzie decydujący w pracy służb analitycznych. W związku z tym problem jakości tej pracy polega w dalszym ciągu wyłącznie na właściwej selekcji i odpowiednim przygotowaniu analityków wywiadu. Od ich zdolności do właściwej oceny zdarzeń zależy najczęściej terminowość i adekwatność ważnych decyzji podejmowanych przez kierownictwo kraju.

Amerykańscy eksperci zwracają uwagę na fakt, iż kryteria wyboru specjalistów do analizy informacji wywiadowczych znacznie różnią się od kryteriów wyboru profesjonalnych oficerów operacyjnych. Analitycy dzięki posiadanym naturalnym zdolnościom lub „ukształtowanemu” w wyniku specjalnego szkolenia umysłowi, a także w związku z szerszym dostępem do wiedzy postrzegają analizowane zdarzenia bardziej, systematyczniej i głębiej niż tzw. operatorzy. Dlatego pożądane jest, aby do przekazywania wniosków z analizy wywiadowczej decydentom, szefowie agencji wywiadowczych upoważniali osoby z kategorii profesjonalnych analityków lub osób posiadających doświadczenie w pracy w analitycznych komórkach wywiadu.

Skromność analityków

Sukces w pracy pionu analitycznego wywiadu zależy w dużej mierze od osobowości jego szefa, a także od jakościowego doboru kadry analityków. Słynny brytyjski historyk wojskowości John Keegan[6] podkreśla, że z reguły nieraz wybitni szefowie wywiadów zwykle „pozostają w cieniu sukcesów swoich szefów” i dlatego niewiele wiadomo o nich publicznie. W każdym razie, jak pisze Keegan, powszechnie wiadomo o „genialnej wręcz zdolności Napoleona do przewidywania rozwoju sytuacji wojskowej, ale niewielu wie, że pomagał mu w tym skromny oficer wywiadu wojskowego Buckle d’Albie”.

Dopiero po wielu latach okazało się, że w czasie I wojny światowej głównym analitykiem brytyjskiego wywiadu był Sir Alfred Yung, który dobrowolnie zaciągnął się do armii. Jego zdolnościom organizacyjnym i analitycznym Wielka Brytania zawdzięcza podobno wiele sukcesów „na polach bitew”. Po wojnie opuścił służbę i wrócił do pracy naukowej w Oksfordzie. Z kolei w czasie II wojny światowej swego rodzaju sławę jako analityk wywiadu wojskowego zyskał inny brytyjski profesor z tego samego Oxfordu E.T. Williams, którego na stanowisko szefa wywiadu awansował Montgomery. Williams po wojnie również wrócił do pracy naukowej.

„Cywile” w wywiadzie

Jak zauważają eksperci zachodni, wprowadzenie tzw. naukowców cywilnych w bardzo wrażliwy obszar wywiadu również stwarza pewne obiektywne i subiektywne problemy. Do najważniejszych z nich wg wspomnianego brytyjskiego historyka wojskowości J. Keegan’a należy „charakterystyczna dla cywilnych naukowców przesadna niezależność oraz wolność osądów i wniosków”. Z drugiej strony praca w służbach wywiadowczych wiąże się z pewnymi ograniczeniami wolności osobistej, kontaktów i podróży. Poza tym wśród wielu cywilnych specjalistów istnieje niechęć do „powiązań” ze służbami wywiadowczymi, które nie zawsze są popularne w środowiskach naukowych i akademickich. Doświadczenie pokazuje, że to właśnie te ograniczenia „odpychają” wielu wartościowych specjalistów od podjęcia pracy w wywiadzie.

Jako negatywny przykład pracy cywilnych naukowców w wywiadzie Keegan podaje stronniczość rad słynnego brytyjskiego naukowca profesora Lindemanna[7], który podczas II wojny światowej służył jako osobisty doradca premiera Winstona Churchilla i cieszył się jego nieograniczonym zaufaniem m.in. w kwestiach związanych z wywiadem wojskowo-technicznym. Profesor rzekomo narzucił kierownictwu Brytyjskiego Komitetu Wojskowego błędne wnioski w sprawie paliwa rakietowego, którego Niemcy używali w swoich pociskach V, co miało doprowadzić do przyjęcia przez Brytyjczyków niewłaściwych środków przeciwdziałania. Inny przykład „niewłaściwej oceny” tak zwanych ekspertów cywilnych dotyczy wojny w Iraku. Chodzi o ich konkluzję na temat niepotwierdzonych później wniosków o rozwoju nuklearnych technologii wojskowych w Iraku przez reżim Saddama Husajna, która stała się powodem amerykańskiej inwazji wojskowej na ten kraj w 2003 r.

Generał sił powietrznych USA Walter Jajko podkreślał, że: „Skłonność do zastępowania personelu wojskowego cywilami, stanowi zagrożenie dla funkcjonowania jednostek wywiadu wojskowego. Cywile zatrudnieni w tych jednostkach nie mogą zrozumieć istoty wywiadu wojskowego i znaczenia informacji wojskowej”, ponieważ nie znają skomplikowanych mechanizmów współdziałających ze sobą sztabów, różnych służb wojskowych i rodzajów wojsk”. Trudno nie zgodzić się z amerykańskim weteranem, który stwierdzał, że: „sama natura służby wojskowej zakłada jedynie umiarkowaną obsadę personelu cywilnego, a wywiad wojskowy nie może działać w oderwaniu od sił zbrojnych, jako całości”.

Problem „tajemnicy”

Problem zachowania tajemnicy dotyczy w szczególności kwestii pracy z tak zwanymi poufnymi lub tajnymi źródłami informacji. Wiadome jest, że aż 90% danych, na podstawie których podejmowane są decyzje w sferze wojskowo-politycznej „pochodzi” ze źródeł otwartych. Z pozostałych na około połowę nakładane są gryfy tajności. Znany amerykański historyk wywiadu wojskowego Jonathan House[8] podkreśla, że „utajnianie często realizowane jest nie dla ochrony samych informacji, ale raczej w celu ochrony źródeł informacji i metod działań stosowanych przez wywiad w celu ich uzyskania”. Natomiast eksperci A. Shulsky i G. Schmitt[9] w jednym ze swoich opracowań stwierdzają, że nawet „dane z otwartych źródeł, poddane dokładnej i sumiennej analizie, mogą zawierać kluczowe informacji, które np. w czasie wojny będą uważane za przynajmniej tajne i usunięte z oficjalnych publikacji”.

Niestety w wielu przypadkach utajnianie następuje ze względu na przesadną obawę o źródła, a niekiedy z niechęci do ujawniania „słabości własnej bazy informacyjnej” lub „ubóstwo własnych ocen”.

Kwestie zbędnego niekiedy utajniania procesu analizy wywiadowczej podniósł brytyjski ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego Mark Huband[10], który uważa, że konieczne jest angażowanie w analizę poufnych informacji cywilnych naukowców, politologów, socjologów i innych osób, bez obciążania ich „zbędnymi, w tym przypadku, obowiązkami”. I kontynuuje: „Nie można przecenić wartości dyskusji nt. pozyskanych informacji wywiadowczych, o charakterze ogólnopolitycznym, w tym np. nt. radykalizmu czy rozprzestrzeniania broni masowego rażenia, prowadzonych poza służbami wywiadowczymi”.

Jako „modelowe rozwiązanie, eliminujące niedogodności związane z pracą z zamkniętymi źródłami informacji”, amerykański ekspert Ernest May w opracowaniu pod wymownym tytułem „Wywiad: powrót do przyszłości” proponuje wykorzystanie doświadczeń niezależnej analitycznej korporacji RAND[11]. W korporacji tej do „tajnych opracowań” dopuszczani byli tylko jej szefowie, ale do analiz ogólnych problemów badawczych zatrudniano specjalistów i naukowców „bez zobowiązań ograniczających ich swobodę badawczą”.

Dowódcy i wywiadowcy

Amerykańscy eksperci doszli do wniosku, że w „kolektywach bojowych” składających się głównie z zawodowych wojskowych oficerowie wywiadu zajmujący się analizą wywiadowczą mają często do czynienia z szeregiem konkretnych problemów, które czasami w sposób negatywny mogą wpłynąć na jakość i wydajność ich pracy.

Jednym z tych problemów są relacje pomiędzy dowódcą wojskowym i szefem (przedstawicielem) komórki wywiadu. „Jeśli dowódca – wskazuje w swoim opracowaniu wspomniany wcześniej Jonathan House – nie ufa analizom wywiadowczym i działa przeciwko nim, to cała praca zbiorowa wywiadu jest bezużyteczna”. Istnieje wyjaśnienie tego zjawiska opierające się na psychologii prawie każdego dowódcy, który do podjęcia „jedynie słusznej decyzji” nie potrzebuje „wariantowości”, jaką często przedstawiają mu analitycy wywiadu, a konkretnej oceny sytuacji.

Niebezpieczna jest również sytuacja, gdy analityk wywiadu cieszy się nadmiernym autorytetem w oczach dowódcy. Dobrze, jeśli taki autorytet jest wynikiem żmudnej i rutynowej pracy analitycznej, dzięki której analityk potrafił wcześniej udowodnić poprawność swoich ocen dotyczących przeciwnika. Niekiedy jednak te „trafione” analizy są „owocem przypadkowego osądu”, a wtedy nadmierne zaufanie do analiz przygotowywanych przez takiego „przypadkowego” analityka może skończyć się katastrofą.

Wysoko wykwalifikowany analityk wywiadu obowiązany jest szukać niejednoznacznych odpowiedzi na stawiane przed nim pytania, uważnie śledzić pojawiające się liczne fakty i potrafić je kompleksowo oceniać. W warunkach braku jednoznacznych danych wywiadowca-analityk zwykle powinien przedkładać dowódcy „gorszy wariant” oceny sytuacji. Daje to gwarancję, że dowódca, planując działania bojowe, nie będzie „zaniżał” możliwości przeciwnika. Z drugiej strony nie może jednak przesadzić. Nadmierna ostrożność w ocenach może z kolei spowodować utratę zaufania u dowódcy.

  1. House podnosi również inny problem, który wg niego jest charakterystyczny dla służb analitycznych wszystkich wywiadów: stosunkowo niski status służbowy analityków i spowodowana tym niechęć wielu oficerów zawodowych do służby w wywiadzie i rozpoznaniu wojskowym. W czasie, kiedy przyszłych dowódców tradycyjnie szkoli się w akademiach wojskowych i na różnych kursach z akcentem na rozwijanie cech przywódczych, to oficerowie, którzy zdecydowali się lub zostali skierowani do służb wywiadowczych, zmuszeni są rozwijać swoje intelektualne możliwości w kierunkach dalekich od „dowódczych” (języki obce, politologia, historia itp.), co nie gwarantuje im poważnych awansów w karierze wojskowej. Takie ograniczenie perspektyw według J. House’a zawsze zmniejszało dopływ do służb wywiadowczych wielu utalentowanych analityków.

Języki obce – narzędzie wywiadu

Wieloletnia praktyka dowodzi, że jednym z ważniejszych instrumentów w pracy wywiadowcy, zarówno oficera operacyjnego, jak i analityka, jest znajomość języka obcego (a jeszcze lepiej – kilku języków). Znajomość języka, jako jeden z elementów poznania kultury państwa przyszłego rozpoznania wywiadowczego i jego potencjału wojskowego, jest częścią procesu przygotowania i wychowania wywiadowcy. W praktyce nauka języków obcych oficerów wywiadu na wysokim poziomie jest trudnym zadaniem. Można zorganizować naukę języków klasycznych lub literackich w ramach kursów uniwersyteckich lub w ramach rodzaju kursów językowych w szkołach wywiadu. Jednak praktyczna znajomość języków, niezbędna wywiadowcom w ich pracy, może być osiągnięta jedynie w warunkach ich rzeczywistego przebywania w konkretnym środowisku językowym.

Dla przykładu przed operacją afgańską Amerykanie posiadali wystarczającą ilość specjalistów znających język perski, ale brakowało im osób władających „roboczymi językami” Afganistanu – dari, pusztu, uzbeckiego i tadżyckiego. Podobnie język arabski nauczany był na wielu uniwersytetach USA, ale poznać specyfikę dialektów tego języka takich jak np. syryjsko-libański, marokański, iracki, a tym bardziej egipski (różniący się w swojej istocie, tak jak rosyjski od polskiego) początkowo było ponad siły wywiadowców, formalnie będących specjalistami ds. Bliskiego Wschodu. Z tego powodu prowadzenie rozmów z przedstawicielami miejscowej ludności albo zrozumienie audycji z przechwytu radiowego było wielce problematyczne. Również na Ukrainie, nie przywiązując należytej uwagi do nauczenia swoich wywiadowców języka ukraińskiego, służby wywiadowcze USA napotkały na poważne problemy językowe. Amerykańscy wywiadowcy zmuszeni do posługiwania się angielskim lub rosyjskim spotykali się z jawną niechęcią szczególnie wśród nacjonalistów ukraińskich, co wiązało się z problemami w realizacji zadań wywiadowczych.

Wspomniany już brytyjski ekspert J. Keegan zauważył, że problemów językowych nie mają jedynie służby wywiadowcze Izraela, wśród których znajduje się wystarczająca ilość wiernych państwu izraelskiemu wychodźców z wielu innych państw władających swobodnie „na roboczym poziomie” wszelkimi dialektami i narzeczami.

Zamiast konkluzji

Historia uczy, że w przeszłości słynni dowódcy sami byli dobrymi analitykami i „prognostami”. Jednak w ciągu ostatniej dekady złożoność wojny niezwykle wzrosła. Wzrosła również różnorodność metod i form prowadzenia działań wywiadowczych, co wymusza na dowódcach różnego szczebla konieczność polegania na ocenach wysoce profesjonalnych wywiadowców, a zwłaszcza tych, którzy są w stanie myśleć niekonwencjonalnie i wypracowywać nietrywialne „produkty rozumowania”, to jest na ocenach analityków wywiadu. W czasie wojny tacy specjaliści są „na wagę złota”. Ale również w stosunkowo krótkich okresach spokoju na arenie międzynarodowej tendencje w rozwoju wywiadów wskazują jednoznacznie, że bez masowego zatrudnienia oficerów o umysłach analitycznych wywiad nie może prawidłowo funkcjonować.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Krzysztof Surdyk, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] Wiarygodność informacji w wywiadzie nie należy w żadnym wypadku wiązać z „dezinformacją”, z którą wywiad związany jest raczej w sposób pośredni. Wprowadzaniem przeciwnika w błąd w większości przypadków zajmują się organy, których działalność skoncentrowana jest na tzw. wojnach informacyjnych i psychologicznych. Na zalecenie lub bezpośredni rozkaz tych organów (zwykle związanych z władzami państwowymi i politycznymi) wywiad włączany jest w te mniej lub bardziej „wątpliwe” operacje ukierunkowane bardziej na opinie publiczną niż na profesjonalistów.

[2] John Hughes-Wilson, Największe błędy wywiadów świata, tłumaczenie: Jan Rosiński, wyd. Bellona, 2002.

[3] Konwergencja – zbieżność, podobieństwo (Słownik J. Polskiego).

[4] J. Sims, B. Gerber, Transforming U.S. Intelligence, ISBN-13: 978-1589010697.

[5] Mowa o Agencji Wywiadu Obronnego USA (DIA – Defense Intelligence Agency).

[6] J. Keegan, Wywiad w czasie wojny, wyd. Amber, 2004.

[7] Frederick Alexander Lindemann, wicehrabia Cherwell CH (ur. 5 kwietnia 1886 w Baden-Baden, zm. 3 lipca 1957) – brytyjski fizyk, doradca rządu brytyjskiego, minister w rządach Winstona Churchilla.

[8] Jonathan M. House (ur. 22.06.1950) amerykański historyk wojskowości i autor wielu książek. Emerytowany profesor Uniwersytetów Dowództwa Sił Lądowych i Sztabu Generalnego USA. Służył, jako analityk wywiadu w Sztabie Połączonych SZ USA w Pentagonie w latach wojen w Iraku w 1991 i 2003 roku. Jest emerytowanym pułkownikiem wywiadu wojskowego. Autor m.in. następujących książek: Toward Combined Arms Warfare: a Survey of 20th-century Tactics, Doctrine, and Organization (1984) A Military History of the Cold War, 1944-1962 (2012), oraz Controlling Paris: Armed Forces and Counter-Revolution, 1789-1848 (2014).

[9] A.N. Shulsky, G.J. Schmitt, Silent warfare: understanding the world of intelligence – 2002 – books.google.com.

[10] Mark Huband – jest byłym dziennikarzem, który przeszedł do pracy w jednej z korporacji (Hakluyt) zajmującej się wywiadem gospodarczym. Współzałożyciel w 2008 roku Livingstone&Company dostarczającej klientom informacji z zakresu wywiadu gospodarczego, głównie z terenów Afryki i Bliskiego Wschodu. Wcześniej pracował dla takich gazet jak: The Guardian, The Times i The Financial Times. Przez wiele lat specjalizował się w krajach Afryki i Bliskiego Wschodu, opisując problemy związane z terroryzmem, obronnością i bezpieczeństwem. Napisał m.in. Trading Secrets: Spies and Intelligence in an Age of Terror, 'Radicalization and Recruitment in Europe: the UK Case’.

[11] RAND Corporation – amerykański think tank i organizacja badawcza non-profit, pierwotnie sformowana dla potrzeb Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych. Założona 14 maja 1948 r. w Santa Monica w Kalifornii na bazie rozpoczętego w końcu 1945 r. wojskowego Projektu RAND (pierwszy raport RAND ukazał się już w maju 1946 r.). W późniejszym okresie organizacja pracowała także dla innych organizacji rządowych i komercyjnych. Obecnie RAND posiada około 1600 pracowników w sześciu siedzibach – trzech w USA: Santa Monica w Kalifornii, Arlington w Wirginii i Pittsburghu (Pensylwania), oraz trzech w Europie: Lejdzie w Holandii, Berlinie i brytyjskim Cambridge. Zdaniem niektórych nazwa RAND jest skrótem od Research ANd Development (badania i rozwój). Obecnie RAND prowadzi badania na tak różnych polach jak obronność i terroryzm, stosunki międzynarodowe, edukacja czy zdrowie publiczne.

Kurs funta – analiza

W czwartek funt brytyjski doświadczył najsilniejszych wahań od czasu ogłoszenia wyników referendum ws. Brexitu. Tego dnia gabinet Theresy May opuścił Dominic Raab, co w połączeniu z brakiem jednomyślności parlamentu ws. szkicu umowy o wystąpieniu z Unii Europejskiej spowodowało chaos w brytyjskim rządzie.

Decyzja Raaba o wystąpieniu z gabinetu May stała za rozpoczęciem deprecjacji szterlinga względem wszystkich pozostałych głównych walut oraz złotego. W tym kontekście warto podkreślić, że Raab zastąpił na stanowisku ministra ds. Brexitu Davida Davisa, który z kolei zrezygnował z urzędu w lipcu tego roku. Kurs funta spadł o ok. 2% względem dolara amerykańskiego, euro i złotego – inwestorzy zaczęli bowiem poważnie wątpić w to, że stronnictwo May będzie w stanie przegłosować porozumienie z UE w głosowaniu w parlamencie.

Kurs GBP/USD & GBP/EUR (15/11/2018)

kurs funtaŹródło: Thomson Reuters Datastream Date: 15/11/2018

Wraz z upływem dnia niepokój inwestorów jedynie rósł. Posłowie Partii Pracy, członkowie DUP oraz spora część ministrów z Partii Konserwatywnej wyrażali niezadowolenie w związku z szkicem porozumienia ws. wyjścia z Unii Europejskiej – znaczna część uwag dotyczyła ustaleń dotyczących granicy z Irlandią. Tego samego dnia ze stanowiska zrezygnowała minister ds. zabezpieczeń socjalnych Eshter McVey oraz kilku innych niższych rangą członków gabinetu May. To również nie wpłynęło pozytywnie na funta. W Izbie Gmin ponownie pojawiają się głosy o wotum nieufności w stosunku do Theresy May – najsilniejszym jego orędownikiem jest Jacob Rees-Mogg, lider eurosceptycznej frakcji w Partii Konserwatywnej. Nadal uważamy, że prawdopodobieństwo wotum nieufności w Wielkiej Brytanii jest dość niskie ze względu na brak odpowiedniego kandydata, który mógłby zastąpić Theresę May – nie można jednak być pewnym, jak dużym poparciem premier Wielkiej Brytanii będzie cieszyć się przed szczytem Unii Europejskiej, który odbędzie się 25 listopada. Warto też zwrócić uwagę, że formalnie do wszczęcia procedury o wotum nieufności wymagane jest 48 podpisów członków Izby Gmin. Na ten moment nie wiadomo, jak bliscy osiągnięcia tej liczby podpisów jesteśmy.

Skala wczorajszego załamania funta była bardzo wyraźna, był to najsilniejszy spadek szterlinga względem dolara amerykańskiego od października 2016 r. Równie silnej deprecjacji względem euro, waluta Wielkiej Brytanii doświadczyła w listopadzie 2016 r.

Zmiana kursu GBP/USD w ujęciu dziennym (wrzesień ’16-listopad ’18)

kurs funta 2Źródło: Thomson Reuters Date: 15/11/2018

Implikowana miesięczna zmienność kursu GBP/USD osiągnęła poziom ponad 14%, co jest jej najwyższą wartością indeksu od lipca 2016 r. Poziom 6-miesięcznego indeksu risk reversal dla funta (który odnosi ceny opcji kupna waluty w relacji do cen opcji sprzedaży) osiągnął najniższy poziom od września 2016 r. sugerując, że inwestorzy obawiają się dalszych spadków waluty w kolejnych dniach.

Implikowana, miesięczna zmienność GBP/USD (styczeń ’18-listopad ’18)

kurs funta 3Źródło: Thomson Reuters Datastream Date: 15/11/2018

Perspektywy zaakceptowania przez brytyjski parlament porozumienia ws. Brexitu w obecnym kształcie wydają się dość mgliste – Theresa May raczej nie zbierze wystarczającej liczby głosów do przeprowadzenia umowy przez parlament. W tym momencie wygląda na to, że negocjacje Unii Europejskiej z Wielką Brytanią będą trwały dopóty, dopóki nie powstanie porozumienie która zadowoli brytyjski rząd. Jeżeli umowa nie zostanie przegłosowana, prawdopodobieństwo Brexitu bez porozumienia zdecydowanie wzrośnie. Tak jak wspominaliśmy w ostatnim czasie, uważamy, że taki scenariusz mógłby doprowadzić do gwałtownej deprecjacji funta, jak i wpłynąć w bardzo negatywny sposób na brytyjską gospodarkę.

Niezależnie od tego co wydarzy się na przestrzeni następnych kilku dni, funt brytyjski będzie najpewniej podlegać bardzo gwałtownym wahaniom kursu. Jesteśmy zdania, że dalsze straty szterlinga są tym bardziej prawdopodobne, zważywszy na to, że nadal istnieje możliwość Brexitu bez umowy.

Autor: Analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Odpowiedzialność karna osoby prawnej za czyn jej reprezentanta

Mało kto pamięta, że w obrocie prawnym funkcjonuje akt prawny, na podstawie którego osoba prawna może ponieść odpowiedzialność karną za czyn zabroniony popełniony przez jej reprezentanta. Nie chodzi wcale o typowe postępowanie karne przeprowadzone wobec takiej osoby fizycznej, np. prezesa zarządu spółki, o jakich się słyszy wielokrotnie. Chodzi o odrębne postępowanie karne, w wyniku którego osoba prawna może ponieść poważne konsekwencje, i to orzeczone w jednym wyroku np. wysoka kara pieniężna, zakaz promocji lub reklamy, przepadek przedmiotów i korzyści majątkowych oraz zabezpieczenie mienia.

Odpowiedzialność podmiotów zbiorowych

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Aktem prawnym, o którym mowa powyżej, jest ustawa z dnia 28 października 2002 r. o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary (Dz.U. nr 197, poz. 1661; tj. z dnia 23 marca 2018 r. Dz.U. z 2018 r. poz. 703). „Ustawa ta określa zasady odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary, jako przestępstwa lub przestępstwa skarbowe oraz zasady postępowania w przedmiocie takiej odpowiedzialności.”

Podmiotem zbiorowym według tej ustawy „jest osoba prawna oraz jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej, której odrębne przepisy przyznają zdolność prawną z wyłączeniem Skarbu Państwa, jednostek samorządu terytorialnego i ich związków, a także spółka handlowa z udziałem Skarbu Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub związku takich jednostek, spółka kapitałowa w organizacji, podmiot w stanie likwidacji oraz przedsiębiorca niebędący osobą fizyczną, oraz zagraniczna jednostka organizacyjna”.

Zasady odpowiedzialności

Podmiot zbiorowy podlega odpowiedzialności, o ile wszystkie trzy ustawowe przesłanki zostaną spełnione łącznie. Przede wszystkim musi zostać popełniony „czyn zabroniony, którym jest zachowanie osoby fizycznej działającej w imieniu lub w interesie podmiotu zbiorowego w ramach uprawnienia lub obowiązku do jego reprezentowania, podejmowania w jego imieniu decyzji lub wykonywania kontroli wewnętrznej albo przy przekroczeniu tego uprawnienia lub niedopełnieniu tego obowiązku, dopuszczonej do działania w wyniku przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez osobę, o której mowa powyżej, działającej w imieniu lub w interesie podmiotu zbiorowego, za zgodą lub wiedzą osoby, o której mowa powyżej, będącej przedsiębiorcą, który bezpośrednio współdziała z podmiotem zbiorowym w realizacji celu prawnie dopuszczalnego, o ile zachowanie to przyniosło lub mogło przynieść podmiotowi zbiorowemu korzyść, chociażby niemajątkową.”

Następnie „fakt popełnienia czynu zabronionego przez ww. osobę został potwierdzony prawomocnym wyrokiem skazującym tę osobę, wyrokiem warunkowo umarzającym wobec niej postępowanie karne albo postępowanie w sprawie o przestępstwo skarbowe, orzeczeniem o udzielenie tej osobie zezwolenia na dobrowolne poddanie się odpowiedzialności albo orzeczeniem sądu o umorzeniu przeciwko niej postępowania z powodu okoliczności wyłączającej ukaranie sprawcy.”

Dodatkowo do popełnienia czynu zabronionego doszło w następstwie co najmniej braku należytej staranności w wyborze osoby fizycznej dopuszczonej do działania w sposób wyżej wymieniony lub działającej w imieniu lub w interesie podmiotu zbiorowego, za zgodą lub wiedzą takiej osoby lub jeżeli do popełnienia czynu zabronionego doszło w następstwie co najmniej braku należytego nadzoru nad tą osobą ze strony organu lub przedstawiciela podmiotu zbiorowego.

Rodzaje przestępstw

Ustawa w swym zamkniętym katalogu wymienia kilkadziesiąt rodzajów czynów zabronionych z kilkudziesięciu różnych ustaw, których dopuścić się może reprezentant podmiotu zbiorowego. Są to m.in.: „przestępstwa przeciwko obrotowi gospodarczemu, przeciwko obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi, przeciwko wiarygodności dokumentów (z art. 270-273 KK), jak i przestępstwa skarbowe m.in. przeciwko obowiązkom podatkowym i rozliczeniom z tytułu dotacji lub subwencji (np. z art. 54 KKS – oszustwo podatkowe, art. 56 KKS – podanie nieprawdy w deklaracji czy art. 76 KKS – wyłudzenie zwrotu VAT), przeciwko obowiązkom celnym oraz zasadom obrotu z zagranicą towarami i usługami, przeciwko obrotowi dewizowemu, a także przeciwko organizacji gier hazardowych.”

Strony w sprawie

„W postępowaniu karnym albo w postępowaniu w sprawie o przestępstwo skarbowe przeciwko reprezentantowi podmiotu o jeden z czynów zabronionych wymienionych w ustawie, jeżeli zachodzi uzasadnione podejrzenie, że przyniósł on lub mógł przynieść podmiotowi zbiorowemu korzyść, chociażby niemajątkową, podmiot ten może zgłosić udział swojego przedstawiciela w postępowaniu przed sądem, ale nie później niż przed zamknięciem przewodu sądowego w pierwszej instancji. Przedstawicielem nie może być jednak ów reprezentant. W rozprawie mogą wziąć udział: wnioskodawca, tj. co do zasady prokurator lub pokrzywdzony, pokrzywdzony dopuszczony do udziału w postępowaniu obok prokuratora, przedstawiciel podmiotu zbiorowego i jego obrońca.”

Możliwe konsekwencje

„Wobec podmiotu zbiorowego sąd orzeka karę pieniężną w wysokości od 1 000 do 5 000 000 złotych, nie wyższą jednak niż 3% przychodu osiągniętego w roku obrotowym, w którym popełniono czyn zabroniony będący podstawą odpowiedzialności podmiotu zbiorowego. Wobec podmiotu zbiorowego orzeka się co do zasady także przepadek: przedmiotów pochodzących chociażby pośrednio z czynu zabronionego lub które służyły, lub były przeznaczone do popełnienia czynu zabronionego, korzyści majątkowej pochodzącej chociażby pośrednio z czynu zabronionego, równowartości przedmiotów lub korzyści majątkowej pochodzących chociażby pośrednio z czynu zabronionego.”

Sąd może także orzec wobec podmiotu zbiorowego m.in.: „zakaz promocji lub reklamy prowadzonej działalności, wytwarzanych lub sprzedawanych wyrobów, świadczonych usług lub udzielanych świadczeń, zakaz korzystania z dotacji, subwencji lub innych form wsparcia finansowego środkami publicznymi, zakaz ubiegania się o zamówienia publiczne czy też podanie wyroku do publicznej wiadomości.”

Ponadto „w postępowaniu w sprawie odpowiedzialności podmiotu zbiorowego lub w postępowaniu karnym albo postępowaniu w sprawie o przestępstwo skarbowe przeciwko reprezentantowi podmiotu o jeden z czynów zabronionych wymienionych w ustawie sąd może zastosować wobec podmiotu zbiorowego środek zapobiegawczy w postaci zakazu łączenia się, podziału lub przekształcania się podmiotu zbiorowego, zakazu ubiegania się o zamówienia publiczne na czas trwania tych postępowań, a także obciążania w tym czasie bez zgody sądu swojego majątku lub zbywania bez takiej zgody określonych przez sąd składników majątkowych, a dodatkowo w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania, jeszcze przed jego wszczęciem, można wystąpić do właściwego sądu o wydanie postanowienia o zabezpieczeniu na mieniu podmiotu zbiorowego grożącej kary pieniężnej lub przepadku.”

Podsumowanie

Omawiana ustawa jest krótka – składa się z 48 dość krótkich artykułów. Wypełniona jest jednak represyjną treścią nastawioną na maksymalizację karalności czynu przestępczego reprezentanta podmiotu zbiorowego. Co więcej, art. 26 tej ustawy wskazuje także, że „odpowiedzialność albo brak odpowiedzialności podmiotu zbiorowego na zasadach określonych w niniejszej ustawie nie wyłącza odpowiedzialności cywilnej za wyrządzoną szkodę, odpowiedzialności administracyjnej ani indywidualnej odpowiedzialności prawnej sprawcy czynu zabronionego.” Oznacza to, że np. w sprawach podatkowych danej spółki możemy mieć do czynienia z sytuacją, w której po wydaniu ostatecznej decyzji wymiarowej na spółce ciążyć będzie rzekoma zaległość podatkowa wraz z odsetkami, uruchomiona zostanie automatycznie egzekucja z jej majątku, co najmniej prezes zarządu otrzyma zarzuty karne skarbowe za owe uszczuplenia podatkowe, a po jego skazaniu istnieje realne zagrożenie, że podmiot, którym zarządza, również poniesienie dotkliwe sankcje karne i to często, zanim prawomocnie zakończy się sprawa podatkowa przed sądem administracyjnym, który ostatecznie może nawet orzec na korzyść dla spółki.

Niezbędne są zatem działania prewencyjne mające na celu nie tylko zabezpieczenie majątku spółki i majątku jej reprezentanta, ale także wybór profesjonalnego prawnika, który pomoże w doborze właściwej strategii działania oraz nakreśli linię obrony w przypadku wszczęcia przeciwko spółce sprawy i prowadzenia coraz częściej już kaskadowych postępowań wobec podmiotów gospodarczych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Badacze F-Secure odkryli luki w Xiaomi Mi6 i Samsungu Galaxy S9 podczas konkursu Pwn2Own

Zespół F-Secure MWR Labs wykrył luki w zabezpieczeniach smartfonów Xiaomi Mi6 oraz Samsung Galaxy S9. Symulację ataku na urządzenia z wykorzystaniem tzw. luki zero-day[1] przeprowadzono podczas konkursu z dziedziny cyberbezpieczeństwa o nazwie Mobile Pwn2Own w Tokio. 

Samu Konttinen F-Secure
Samu Konttinen, prezes i dyrektor generalny F-Secure

Jak wskazuje Samu Konttinen, prezes i dyrektor generalny F-Secure, rywalizacja w podobnych wydarzeniach pomaga ekspertom ds. cyberbezpieczeństwa w rozwijaniu kreatywnego myślenia i uczy innowacyjnego podejścia do rozwiązywania problemów. W efekcie pozwala to osiągać przewagę nad cyberprzestępcami.

Konkursy takie jak Pwn2Own dają nam możliwość zademonstrowania nieszablonowych technik, które stosujemy w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Dla  klientów to potwierdzenie, że wiedza i doświadczenie naszych ekspertów oraz rozwiązania, z których korzystamy, pozwalają być o krok przed cyberprzestępcami. Jestem pełen uznania dla pomysłowości zespołu MWR Labs i z niecierpliwością czekam na to, co zaprezentuje w przyszłości – mówi Konttinen,

Pwn2Own to konkurs organizowany dwa razy w roku przez Zero Day Initiative, w którym badacze cyberbezpieczeństwa szukają wcześniej nieujawnionych luk w zabezpieczeniach komputerów stacjonarnych oraz urządzeń mobilnych popularnych marek. W tym roku do edycji mobilnej włączono także sprzęty z zakresu Internetu rzeczy (ang. Internet of Things, IoT). W poprzednich zawodach cyklu zespoły MWR Labs demonstrowały symulacje ataków zero-day na urządzenia firm Huawei, Samsung czy przeglądarek internetowych Apple Safari i Google Chrome.

Regularne prowadzenie badań pozwala nam podnosić poprzeczkę cyberprzestępcom i chronić klientów przed nowymi rodzajami cyberzagrożeń. Pwn2Own to nie tylko okazja do nauczenia się nowych technik i sprawdzenia swoich umiejętności, ale także realny wkład w poprawę bezpieczeństwa urządzeń, których codziennie używamy. Dlatego czujemy szczególną satysfakcję ze zwycięstwa zespołu MWR Lab w konkursie – mówi Ed Parsons, dyrektor zarządzający w F-Secure.

Producenci zostali poinformowani o podatnościach i obecnie pracują nad ich naprawieniem oraz udostepnieniem odpowiednich łatek.

[1] Zero-day – niezidentyfikowana wcześniej luka w zabezpieczeniach oprogramowania; zero odnosi się do liczby dni, jakie miał producent na jej odkrycie i załatanie.

Zarządzanie zgodnością musi być częścią biznesowego DNA

Automatyzacja być może nie jest pierwszą rzeczą, jaka przychodzi nam do głowy, gdy mowa o zarządzaniu regulacjami prawnymi w innowacyjnym biznesie. Jednak te dwa zagadnienia łączy bardzo wiele. Każda nowoczesna firma, aby odnieść sukces, musi niejako z automatu reagować na zmiany, jakie zachodzą w jej otoczeniu prawnym. W cyfrowych czasach należy w końcu skończyć z działaniami na ostatnią chwilę – radzą eksperci VMware.

Między 2009 a 2012 rokiem powstało ponad 50 tys. dokumentów regulujących działania przedsiębiorstw w krajach G20. Podobna ilość regulacji prawnych powstała w samym tylko 2015 roku. W Polsce w 2017 r. w życie weszło z kolei aż 27,1 tys. stron maszynopisu nowych aktów prawnych. W ostatnich miesiącach europejskimi firmami wstrząsnęło z kolei pojawienie się przepisów RODO. Każdy taki nowy przepis czy prawo to nie tylko wymuszenie zmian w prowadzeniu biznesu. To również konieczność zainwestowania czasu i ogromnych pieniędzy.

Według ekspertów, do 2022 r. w samej tylko branży finansowej istniejące i nowe regulacje prawne mogą dwukrotnie zwiększyć wydatki przeznaczone na dostosowanie się do nich. Badania i raporty wskazują na szczęście, że biznes z tego powodu nie zwolni, jednak lepiej przygotować się do zmian odpowiednio wcześniej. Kluczem są odpowiednie procesy typu compliance, czyli zarządzania zgodnością działań firmy z przepisami, nowymi regulacjami i normami etycznymi – tłumaczy Richard Bennett, szef działu usług doradczych i konsultingowych na region EMEA w firmie VMware, specjalizującej się w innowacyjnych rozwiązaniach IT dla biznesu.

Czy innowacyjność idzie w parze ze zgodnością?

Wiele nowych technologii, które współczesny biznes chciałby wdrożyć lub wdraża, często wyprzedza przepisy, wychodzi poza istniejące regulacje prawne lub ich interpretacje. W jaki więc sposób firmy mogą zarządzać zgodnością swoich działań z prawem, gdy ich rozwój opiera się w dużej mierze na szybkiej adaptacji nowych narzędzi? I to, szczególnie gdy pozycja lidera w biznesowej awangardzie opiera się na sprawnej monetyzacji lawinowo przyrastających danych.

Odpowiedź jest stosunkowo prosta. Firmy muszą wykształcić umiejętność cyfrowego dostosowania się do co rusz pojawiających się nowych przepisów prawnych, standardów i procesów. Innowacyjna kadra zarządzająca musi jednocześnie w centrum działań stawiać ochronę danych klientów, partnerów i pracowników. Wszystko razem musi być zszyte procedurami wpisującymi się z filozofię zarządzania zgodnością działań biznesowych z regulacjami prawnymi. W przeciwnym wypadku firma polegnie – twierdzi Richard Bennett z VMware. Spójrzmy np. na sektor handlu detalicznego. Firmy nieustannie szukają sposobów na to, by zakupy można było zrobić szybciej i wygodniej, choćby np. wdrażając aplikacje zakupowe. Niestety często się zdarza, że firmy, zasłaniając się przepisami RODO, koncentrują się na ochronie danych, ograniczając pewne funkcjonalności – dodaje ekspert VMware.

Przy takim podejściu innowacyjność i zgodność nigdy się nie będą się uzupełniać. Jeśli firmy będą bez planu wdrażać nowe technologie, a z drugiej strony ze strachem patrzeć na ruchy ustawodawców, wiele regulacji może po prostu zahamować rozwój biznesu.

Cyberhigiena to nie przykry obowiązek

Niestety tu nie ma drogi na skróty. Firmy na całym świecie muszą działać zgodnie z przepisami, co pokazuje, chociażby przykład brytyjskiej firmy telekomunikacyjnej TalkTalk. Hakerzy wykradli firmie dane w tym, rzekomo, numery kont, telefonów oraz adresy, ponad czterech milionów klientów. Efektem tej sytuacji była nie tylko kara finansowa, ale także straty wizerunkowe. W kilka dni po incydencie, z usług firmy zrezygnowało ponad 100 tys. klientów. Sytuacji można było jednak uniknąć, gdyby firma odpowiednio wcześniej wdrożyła procedury typu compliance i posiadała w pełni przestrzegane zasady cyberhigieny.

Zarządy firm, nie tylko ludzie od IT, muszą zrozumieć, że w cyfrowych czasach cyberhigiena to nowy paradygmat. O bezpieczeństwie trzeba myśleć już na poziomie projektowania nowego produktu lub usługi. Wprowadzanie jakichkolwiek zabezpieczeń tuż po incydencie to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Podobnie jest z dostosowaniem się do nowych przepisów prawnych. Firmy nie mogą taktycznie reagować na zmiany tu i teraz. Dostosowanie się do zmian w środowisku prawno-biznesowym, musi być kwestią strategiczną – przekonuje Richard Bennett z VMware. By to osiągnąć, firmy muszą współpracować z organizacjami, które wiedzą jak odrzucić dotychczasową reaktywną politykę opartą na zabezpieczaniu sprzętu, na rzecz wysoce bezpiecznych i zdefiniowanych programowo firmowych sieci – dodaje.

Zgodność w zgodzie z IT

Tak właśnie zrobiła znana na całym świecie telewizja Sky, która wdrożyła odpowiednie mechanizmy cyberhigieny i narzędzia technologiczne do zarządzania danymi na długo przed RODO. W chwili jak prawo wchodziło już w życie, medialny potentat nie musiał martwić się o to, czy zdąży spełnić wszystkie unijne wymogi. Wcześniejsza inwestycja już dawno się zwróciła i nie pojawiły się dodatkowe koszty. Gdyby Sky nie podjął odpowiednich działań przed RODO – to koniec końców musiałby zainwestować znaczne środki finansowe tu i teraz, rezygnując z innych, może bardziej strategicznych działań.

Przedsiębiorstwa muszą przestać spoczywać na laurach myśląc, że uda im się uciec od cyfrowej odpowiedzialności w momencie, w którym dostosują się do nowych regulacji. Biznes musi przewidywać zmiany. Musi przechytrzyć regulatorów i pokazać, że na każdym kroku pamięta o podstawowych zasadach współpracy między ludźmi i firmami. Tutaj mówimy już o czymś więcej niż bilans zysków i strat. Chodzi po prostu o uczciwość – konkluduje Richard Bennett z VMware.

Czarny czwartek – kurs funta 2% w dół

Po wczorajszych danych o brexicie funt gwałtownie stracił na wartości. Ceny mieszkań w Polsce na poziomach z 2007-2008 roku. Pieniądze z OFE znów mogłyby się przydać w budżecie…

Czarny czwartek funta

Wczorajsze zamieszanie z końcem negocjacji brexitowych kosztowało brytyjską walutę około 2% wartości. Dzień, który zaczął się po 4,93 zł dla funta zakończył się dokładnie 10 groszy niżej. Wielu analityków wskazywało, że koniec negocjacji pomoże brytyjskiej walucie. Problem polega na tym, że wierzyli oni, że brytyjscy negocjatorzy nie odpuszczą ani kroku więcej niż będzie to konieczne do końca terminu. Okazuje się jednak, że przekonanie to zostało brutalnie zweryfikowane. Nie znamy wszystkich szczegółów, ale wygląda na to, że warunki, na których Wielka Brytania opuści wspólnotę są znacznie gorsze od tych obiecywanych podczas referendum. Co ciekawe gdyby były one znane wcześniej zdaniem wielu analityków nie doszłoby do opuszczania struktur Unii. Czy zatem należy spodziewać się dalszych spadków? To będzie zależało od tego co faktycznie zostanie uzgodnione i jak analitycy ocenią wpływ na brytyjską gospodarkę. Wczorajsze wyniki sprzedaży detalicznej gorsze od oczekiwań z pewnością nie pomogły.

Czy mamy bańkę?

Często jak na rynku jest dobrze zaczynają pojawiać się analitycy wieszczący krach gospodarczy. Przykładem rynku po którym przewiduje się takie załamanie jest sprzedaż mieszkań. Ceny docierają w miejsce gdzie znajdowały się przed kryzysem z roku 2008. Czy to znaczy, że zaraz będą spadać? Wcale niekoniecznie. Od tego czasu polska gospodarka rosła 10 lat. Przeciętna pensja wzrosła o połowę z okolic 3000 zł miesięcznie na 4500 zł. Koszt wybudowania i wykończenia mieszkania również gwałtownie wzrósł. Nie znaczy to oczywiście, że kryzys nie nastąpi. Po prostu samo podobieństwo cen mieszkań szczególnie w gospodarkach rozwijających się nie jest wystarczającym powodem.

Kolejny skok na OFE w 2019

Na przyszły rok zaplanowane są prace nad przekształceniem OFE na prywatne konta emerytalne. W tym procesie 25% środków ma jednak trafić do Funduszu Rezerwy Demograficznej, czyli po prostu sfinansować obecne emerytury. Ruch taki byłby de facto ukryciem części zadłużenia państwa, gdyż kiedyś będziemy musieli i tak wypłacić te pieniądze w formie emerytur.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Strefa Euro – inflacja konsumencka,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Oracle chce zachęcić firmy i administrację do chmury

Oracle chce zachęcić przedsiębiorstwa oraz administrację publiczną do cloud computingu. Ma w tym pomóc nowa generacja chmury oraz rozwiązania autonomiczne zwiększające bezpieczeństwo przetwarzania danych i możliwości analizowania informacji. Oracle liczy, że dzięki nowej technologii uda się przekonać do migracji przede wszystkim duże firmy z branży finansowej, utilities oraz urzędy, które bardziej sceptycznie niż biznes podchodzą do cloud computingu. Zresztą, nie tylko w Polsce.

Amazon robi to źle – rzucił rękawicę swojemu największemu rywalowi Larry Ellison, na dorocznej konferencji Oracle OpenWorld. W jej trakcie przedstawił wizję chmury drugiej generacji – znacznie tańszej i bezpieczniejszej od rozwiązania swojego konkurenta, stworzonej z myślą o bezpiecznym uruchamianiu dowolnych obciążeń. Podstawową różnicą są zastosowane technologie.

AI przekona sceptyków?

Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska
Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska

Podczas gdy chmury pierwszej generacji są oparte na technologiach sprzed dekady, chmura Oracle zwana Gen 2 Cloud, gwarantuje znacznie wyższy poziom bezpieczeństwa dzięki oddzieleniu zasobów klientów w chmurze od mechanizmów Oracle kontrolujących jej działanie. – Do tej pory (ze względu na współdzielenie infrastruktury klientów i infrastruktury kontroli chmury) operator chmury miał dostęp do danych i oprogramowania klientów, a kod użytkownika mógł próbować ingerować w kody oprogramowania kontroli chmury. To istotna luka i wada współdzielonego modelu chmury, której pozbawiona jest chmura drugiej generacji – tłumaczy Piotr Witczyński, p.o. dyrektora generalnego Oracle Polska.

Nowa architektura Oracle, dzięki specjalnej sieci komputerów sterujących chmurą obliczeniową, sprawia, że klienci nie mają dostępu ani do nich ani do pamięci wykorzystywanych do sterowania chmurą. To jednak nie wszystko. Bezpieczeństwo zwiększa dodatkowo sztuczna inteligencja i rozwiązania autonomiczne.

Technologiczna autonomia

Chmura drugiej generacji została stworzona pod kątem możliwości uruchamiania Oracle Autonomous Database (OAD) ― pierwszej i jedynej na rynku autonomicznej bazy danych, pomagającej w zapobieganiu cyberataków i kradzieży danych. To autonomiczna, samoczynnie się zabezpieczająca i naprawiająca baza danych, w unikatowy sposób skanująca system pod kątem zagrożeń oraz aktualizująca zabezpieczenia bez konieczności przerywania pracy. Dzięki funkcjom automatycznego zarządzania, dostrajania oraz wdrażania aktualizacji i poprawek, umożliwia użytkownikom szybsze wprowadzanie innowacji z opłatą za jej faktyczne wykorzystanie.

Te innowacje w obszarze bezpieczeństwa mają przekonać do chmury branże, które do tej pory sceptycznie podchodziły do tego modelu zarządzania infrastrukturą.

– W całej Europie sektor publiczny wykorzystuje możliwości modelu chmury obliczeniowej w stopniu mniejszym niż pozostałe branże. Podobne zjawisko widać też w sektorze finansowym. Dotyczy to również rynku polskiego, gdzie sektor ten musi sprostać dość twardym wymaganiom legislacyjnym. Nowa generacja chmury jest odpowiedzią na te wyzwania – zwraca uwagę Piotr Witczyński z Oracle.

Chmura w siedzibie klienta

To nie jedyny argument, który ma w rękawie Oracle i który ma przekonać niezdecydowane przedsiębiorstwa do chmurowej migracji. Dodatkowym mają być rozwiązania Cloud-at-Customer dedykowane branżom, które w szczególny sposób muszą dbać o dane. To fragment chmury publicznej umożliwiającej korzystanie z mocy obliczeniowej, sieci oraz pamięci dyskowej na zasadzie usługi we własnym centrum danych. – Jest oczywiste, że żadna – nawet największa organizacja w Polsce, nie jest w stanie wydawać takich pieniędzy na zabezpieczenia jak np. Oracle do ochrony swojego centrum przetwarzania danych. Dziś chmurę wdraża się również ze względu na większe bezpieczeństwo, a nie wyłącznie ze względu na niższe koszty – przekonuje Piotr Witczyński.

Oracle przedstawił też nowe rozwiązanie, które redukuje aż o 30% czas i koszty migracji z lokalnych aplikacji Oracle do chmury. To Oracle Soar to the Cloud. Dostępne w nim narzędzia wykrywają integracje i dostosowania w aplikacji lokalnej Oracle, wyszukują parametry konfiguracji i metadane oraz wykorzystują te informacje do automatycznego konfigurowania instancji systemu Oracle Cloud ERP. Co to oznacza?

W praktyce, firmy korzystające z podejścia Oracle Soar mogą przeprowadzić upgrade do aplikacji Oracle Cloud w ciągu zaledwie kilku miesięcy. I będzie to ustatni upgrade jaki kiedykolwiek wykona klient, bo w chmurze aktualizacje wykonywane są automatycznie, nawet kilka razy w ciągu roku, praktycznie bez konieczności angażowania pracowników klienta. Upgrade z pakietu Oracle E-Business Suite do chmury jest teraz łatwiejszy niż aktualizacja tego pakietu do nowej wersji – Program Oracle Soar został utworzony z myślą o coraz liczniejszych przedsiębiorstwach, które są już przekonane, że powinny przenieść swoje systemy do chmury, lecz wciąż nie wiedzą, jak to zrobić, zwłaszcza mając w pamięci złożone projekty przy zmianie wersji aplikacji on-premise – tłumaczy Piotr Witczyński.

Rynek na fali

Jego zdaniem istnieją sektory, które realizują projekty oparte na chmurze w sposób szybszy niż inne sektory gospodarki. Należą do nich firmy telekomunikacyjne, które niezwykle szybko zmierzają w kierunku chmury. Co więcej, zaczynają one oferować klientom własne usługi oparte na tym modelu. Oracle liczy też na firmy produkcyjne. – Myślę, że realne są tu prognozy zakładające, że do 2025 roku aż 80% przedsiębiorstw przeniesie systemy produkcyjne do chmury – przekonuje Piotr Witczyński.

Mimo, że wiele z nich wdrożyło w ostatnich latach kosztowne systemy ERP on-premise, z których trudno dziś zrezygnować, to zmiany zachodzące na rynku postępują na tyle szybko, że dotychczasowe rozwiązania ERP przestają być wystarczające. Firmy muszą posiłkować się hybrydowymi rozwiązaniami, a w perspektywie kilku najbliższych lat całkowicie zmigrować do chmury. Dobrze ilustrują to badania. Według firmy analitycznej Allied Market Research, globalny rynek systemów ERP w chmurze był wart w 2016 r. 13,2 mld dolarów. W 2023 r. ma osiągnąć wartość 32,1 mld dolarów, co daje wzrost rdr na poziomie 13,6%. Największy popyt można będzie zaobserwować w obszarze rozwiązań dla branży finansowej. Tu wzrost wyniesie 17,7% rdr. Panorama Consulting zwraca z kolei uwagę, że po raz pierwszy w historii prowadzonych badań, inwestycje w chmurowe systemy wspierające zarządzanie przedsiębiorstwem, były wdrażane chętniej, niż rozwiązania on-premise. – Jeszcze dwa lata temu, 67% firm wdrażało systemy „stacjonarne”, 27% decydowało się na model SaaS a zaledwie 6% wybierało natywne systemy chmurowe. W ubiegłym roku 21% przedsiębiorstw postawiło na cloud, a 64% na SaaS. Na rozwiązania on-premise zdecydowało się 15%. To duża zmiana, którą w tej chwili obserwujemy na rozwiniętych rynkach i którą zaczynamy dostrzegać także w Polsce – komentuje wyniki badań Piotr Witczyński z Oracle.

Trend potwierdzają wyniki finansowe Oracle: całkowite przychody firmy wzrosły w minionym roku o 2 proc. do 37,9 mld dolarów, ale te z chmury aż o 66 proc. do 4,7 mld dolarów i jeśli to tempo się utrzyma, to za kilka lat mogą one stanowić nawet 1/3 całego biznesu dostawcy.

Autonomia i chmura przynoszą oszczędności

Obok bezpieczeństwa, jednym z powodów migracji są koszty. Przewagę chmury widać choćby na przykładzie autonomicznej bazy danych. Pełna automatyzacja operacji i bieżącego dostrajania umożliwia zredukowanie kosztów administracyjnych o ok. 80 proc. Dzięki efektywności samoczynnej optymalizacji i elastycznemu modelowi płatności za faktyczne użycie koszty mogą spaść jeszcze bardziej – nawet o 90 proc. OAD pozwala też zmniejszyć ryzyko cyberataków dzięki lepszej ochronie danych i ograniczeniu nieplanowanych przestojów. Ochrona obejmuje wszystkie typy awarii – systemowe, zewnętrzne, czy błędy użytkowników. Dostępność nowej bazy danych wynosi 99,995, co odpowiada niespełna 2,5 minutom przestoju w miesiącu włącznie z przerwami na konserwację.

Jednym z argumentów najbardziej przemawiającym za przyjęciem ERP w chmurze są dużo niższe koszty użytkowania takich rozwiązań – firmy po prostu nie chcą już ponosić wielkich kosztów inwestycji we własnej siedzibie a korzystać bardziej w modelu subskrypcyjnym („pay-per-use”). Z rozmów z naszymi klientami i partnerami wynika, że ostatnio gwałtownie rośnie zainteresowanie chmurą. Możemy dzisiaj pochwalić się wartymi wiele milionów zł projektami, w których znaczna część rozwiązania jest oferowana w chmurze, chociaż jeszcze 1-2 lata temu było to z reguły nie więcej niż kilka procent – tłumaczy Piotr Witczyński.

Orange cieszy się z chmury

Oracle ERP Cloud wybrało do tej pory już 5,5 tys. przedsiębiorstw z 85 krajów. Tylko w ubiegłym roku z konkurencyjnych systemów ERP zrezygnowali na rzecz rozwiązania Oracle klienci tacy jak Bank of America, L.A. Lakers, Office Depot, Caesars Entertainment, Cleveland Clinic oraz Mount Sinai Health System. Na wdrożenie zdecydowała się także Grupa Orange. Wdrożenie chmurowego systemu ERP pozwoliło jej na konsolidację i unifikację systemów finansowych działających w różnych krajach.

– Już w pierwszym okresie jego użytkowania osiągnęliśmy ogromny wzrost zadowolenia naszych pracowników obsługujących systemy ERP – mówi Christophe Eouzan, Group Chief Accounting Officer z Orange. – Pracownicy są entuzjastycznie nastawieni do pracy w nowym modelu, mając dostęp do najnowocześniejszych technologii dostępnych dziś na rynku. Warto dodać, że tak nowoczesne rozwiązanie ERP ułatwia nam rekrutację młodych pracowników z grupy „digital natives”, dla których rozwiązania cyfrowe są codziennością. Oracle ERP Cloud okazał się dla naszych potrzeb najlepszy ze wszystkich dostępnych rozwiązań i spodziewamy się po jego instalacji osiągnąć nawet 50% oszczędności w działalności operacyjnej w najbliższych latach – przekonuje.

SSK S.A. – wyniki za III kw. 2018 r.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, wypracowała w 3 kw. 2018 r. przychody netto ze sprzedaży na poziomie 856 tys. zł notując tym samym ponad 25% wzrost w ujęciu rdr. Emitent zakończył miniony kwartał dodatnim wynikiem na poziomie EBITDA i pracuje intensywnie nad przygotowaniem kompleksowej oferty w zakresie cyberbezpieczeństwa.

W 3 kw. 2018 r. Spółka osiągnęła 856 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży wobec 684 tys. zł w analogicznym okresie ub. roku. Zysk EBITDA wyniósł w tym okresie 32 tys. zł, podczas gdy rok wcześniej wynik EBITDA był ujemny. Narastająco, po trzech kwartałach 2018 r. SSK S.A. zanotowała przychody netto ze sprzedaży w wysokości 2.551 tys. zł wobec 2.359 tys. zł w 2017 r. Zarząd Spółki bardzo pozytywnie ocenia wypracowane wyniki finansowe mając także na uwadze fakt, żeby był to okres zmiany lokalizacji siedziby biura oraz przeniesienia zasobów merytorycznych.

„Satysfakcjonujący jest fakt, ze pomimo czasowego zakłócenia w normalnym funkcjonowaniu wynikającym z relokacji do nowej siedziby oraz letniego okresu urlopowego Spółka osiągnęła wyniki zdecydowanie lepsze niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Kluczowym celem, do jakiego Zarząd dążył w 2018 roku po znaczących stratach poniesionych w minionych okresach było osiągnięcie niezbędnej dla normalnego funkcjonowania równowagi kosztowej. Nie było to łatwe zadanie, szczególnie w kontekście rosnących dynamicznie kosztów zatrudnienia specjalistów IT oraz restrykcyjnej polityki banku kredytującego bieżącą działalność skutkującej stopniowym zmniejszaniem limitu dostępnych środków obrotowych.” wyjaśnia Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Spółka odczuwa w ostatnich miesiącach pozytywny wpływ dochodów z realizacji audytów bezpieczeństwa przetwarzania danych w kontekście wymogów rozporządzenia RODO, bowiem udało jej się zrealizować w tym obszarze kilka istotnych projektów. Emitent nadal intensywnie pracuje nad przygotowaniem i wprowadzeniem na rynek oferty produktów oraz usług zwiększających bezpieczeństwo przetwarzania danych. W tym celu zespół merytoryczny został wzmocniony o managera ds. rozwoju produktów, którego kluczowym zadaniem jest aktywny udział w opracowaniu oferty rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa. Zarząd SSK S.A. prowadzi aktualnie rozmowy z bankami, których podstawowym celem jest uzyskanie lepszego dostępu do instrumentów bankowych, niezbędnych zarówno do finansowania bieżących potrzeb, jak i projektów rozwojowych. Od ich wyniku będzie uzależniony dalszy kierunek rozwoju Spółki.

„Realizacja w dwóch ostatnich kwartałach profesjonalnych usług dot. audytów bezpieczeństwa przetwarzania danych w kontekście wymogów rozporządzenia RODO w odczuwalny sposób wpłynęła na poprawę rentowności prowadzonej działalności. Jednocześnie zwiększenie kompetencji zespołu w zakresie szeroko rozumianego bezpieczeństwa przetwarzania pozwoli zaoferować rynkowi konkurencyjne produkty i usługi w tym segmencie, które będą korelowały z aktualnymi trendami technologicznymi i potrzebami klientów. Niezbędnym jednak warunkiem dalszego rozwoju i znaczącego zwiększenia dochodów Spółki jest zmiana dotychczasowego modelu finansowania działalności, uniemożliwiającego dalszy, racjonalny rozwój, przede wszystkim poprzez pozyskanie dostępu do środków obrotowych na takim poziomie, który pozwoli na aktywną działalność rynkową, bardziej efektywną realizację projektów wdrożeniowych i skuteczne konkurowanie na rynku w obszarze większych, złożonych merytorycznie projektów.” – zakończył Prezes Bartoń.

We wrześniu br. Spółka opublikowała prognozy finansowe na 2018 r., które zakładają, że jej zysk EBITDA ma wynieść od 150 tys. zł do 180 tys. zł. Natomiast prognozowany poziom przychodów netto ze sprzedaży SSK S.A. kształtuje się w przedziale od 3.400 tys. zł do 3.700 tys. zł. Prognoza finansowa została sporządzona w oparciu o bieżący portfel klientów i zamówień oraz po analizie uzyskiwanych rentowności w poszczególnych segmentach biznesowych.

Grupa R22 inwestuje 10 mln zł w UserEngage

Vercom, spółka z grupy technologicznej R22, działająca w obszarze omnichannel communication, inwestuje w UserEngage, twórcę oprogramowania do automatyzacji marketingu. Vercom obejmie 30 proc. udziałów za kwotę 10 mln zł, a w perspektywie kolejnych lat ma opcję nabycia następnych 30 proc. Dzięki tej inwestycji R22 wzmocni kompetencje technologiczne oraz rozwinie działalność międzynarodową. Władze Grupy zakładają również synergie produktowe i sprzedażowe z UserEngage.

UserEngage to oprogramowanie do automatyzacji marketingu pozwalające na pozyskiwanie klientów, ich obsługę oraz utrzymanie. Platforma umożliwia zdobycie pełnych informacji na temat odwiedzających stronę internetową, dostarczanie im spersonalizowanych wiadomości za pomocą wielu kanałów komunikacji (m.in. email, SMS, live chat, chatbot, push notyfikacje, voice call) oraz automatyzację procesów marketingowych i sprzedażowych. Zastępując wiele narzędzi jednym, UserEngage tworzy zintegrowany ekosystem umożliwiający szybkie, proste i spójne zarządzanie działaniami działów marketingu, sprzedaży i obsługi klienta.

– Z przyjemnością możemy ogłosić kolejny sukces Grupy R22 w obszarze rozwoju biznesu przez akwizycje. Inwestycja w UserEngage jest dla nas istotnym wzmocnieniem kompetencyjnym i produktowym oraz ważnym krokiem w kierunku budowy technologicznej Grupy o międzynarodowym zasięgu. Ten młody, ambitny zespół stworzył i rozwija na globalnym rynku oprogramowanie usprawniające sprzedaż, pozyskanie i obsługę klienta, które idealnie wpisuje się w portfolio naszej Grupy. – powiedział Jakub Dwernicki, prezes R22.

Rynek Marketing Automation jest jednym z najszybciej rozwijających się rozwiązań klasy MarTech. Działający na globalnym rynku UserEngage dobrze wpisuje się w ten trend, dynamicznie zwiększając bazę klientów i przychody, których 75 proc. osiąga od zagranicznych firm. Generowane przez spółkę miesięczne, powtarzalne przychody na poziomie 200 tys. zł są dwukrotnie wyższe niż rok wcześniej.

– UserEngage to młoda polska firma, która mierzy wysoko. Obecnie posiadamy ponad 200 klientów, którzy generują łącznie ponad 200 tys. zł MRR. Obecność w Grupie R22 umożliwi nam dostęp do szerokiej bazy klientów na polskim rynku oraz da możliwość korzystania z doświadczenia i know-how, szczególnie w obszarze sprzedaży i zaplecza organizacyjnego. Liczymy, że efektem współpracy z Grupą R22 będzie jeszcze szybszy rozwój i budowa silnej pozycji na globalnym rynku oprogramowania do obsługi klientów. – powiedział Grzegorz Warzecha, prezes i założyciel UserEngage.

Inwestycja w globalny produkt, jakim jest UserEngage to dla Grupy R22 kolejny krok w budowie podmiotu o międzynarodowym znaczeniu. Wcześniej w 2018 r. Grupa zrealizowała trzy przejęcia na rumuńskim rynku hostingu i domen, dzięki którym osiągnęła pozycję lidera w tym kraju. Grupa zainwestowała także w software house Appchance. Dla Vercom to również nowy kanał sprzedaży swoich produktów – SMS i e-mail.

– UserEngage idealnie wpisuje się w DNA Vercom i Grupy R22, zarówno w kontekście zespołu, jak i oprogramowania. Firma jest doceniana nie tylko przez klientów, ale i środowisko biznesowe, czego dowodem jest m.in. zwycięstwo w konkursie „Aulery” oraz pierwszej edycji programu „InCredibles”. Wierzymy, że dzięki wsparciu finansowemu i organizacyjnemu wspólnie odniesiemy sukces na globalnym rynku. – dodał Krzysztof Szyszka, prezes Vercom.

Henkel – wyniki za III kw. 2018 r.

  • Wzrost przychodów ze sprzedaży do 5,037 mld euro; wzrost w ujęciu organicznym o 2,7%
  • Wzrost zysku operacyjnego EBIT* o 3,3%, do 926 mln euro
  • Dalszy wzrost marży EBIT* – o 40 p.b., do poziomu 18,4%
  • Wzrost zysku na akcję uprzywilejowaną (EPS)* − o 2,6%, do 1,58 euro
Hans Van Bylen, prezes zarządu firmy Henkel
Hans Van Bylen, prezes zarządu firmy Henkel

„W trzecim kwartale Henkel zanotował dobre wyniki. W utrzymujących się trudnych warunkach rynkowych, mimo niekorzystnego wpływu kursów walut i wyższych cen surowców, zdołaliśmy zwiększyć przychody ze sprzedaży, zyski oraz rentowność. Do pozytywnych wyników przyczyniły się wszystkie trzy sektory biznesowe” – powiedział Hans Van Bylen, prezes zarządu firmy Henkel.  „Spółka odnotowała wysoki wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym, głównie za sprawą sektora biznesowego Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu). Również nasz segment dóbr konsumpcyjnych zanotował wzrost przychodów ze sprzedaży w ujęciu organicznym.”

„W pierwszych trzech kwartałach roku obrotowego 2018 mieliśmy do czynienia z niesprzyjającym otoczeniem gospodarczym. Na skutek negatywnego wpływu różnic kursowych wypracowane przez Grupę przychody ze sprzedaży zmniejszyły się w omawianym okresie o ponad 900 mln euro. Mimo to Henkel znowu odnotował rentowny wzrost. Stawiamy sobie za cel konsekwentną realizację priorytetów strategicznych firmy” – powiedział Hans Van Bylen.

Podtrzymanie prognozy wyników na rok obrotowy 2018

Henkel podtrzymuje prognozę wyników na rok obrotowy 2018 i oczekuje wzrostu przychodów ze sprzedaży Grupy w ujęciu organicznym na poziomie 2%−4%. W sektorze Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) Henkel podtrzymuje prognozę organicznego wzrostu przychodów ze sprzedaży o 4% do 5%. Oczekiwania co do wzrostu przychodów ze sprzedaży sektora Beauty Care (kosmetyki) w ujęciu organicznym także nie uległy zmianie – spodziewany jest wzrost na poziomie 0%−2%. W sektorze Laundry & Home Care (środki piorące i czystości) przewidywany wzrost to nadal 2% do 4%.

W zakresie skorygowanej rentowności sprzedaży (marży EBIT) nadal oczekuje się poprawy tego wskaźnika do wysokości ok. 18% w ujęciu rok do roku. Według firmy Henkel do tak dobrego wyniku przyczynią się wszystkie trzy sektory biznesowe. Henkel podtrzymuje swoje oczekiwania co do wzrostu skorygowanego zysku na akcję uprzywilejowaną pomiędzy 3% a 6%.

Przychody ze sprzedaży i wynik finansowy za trzeci kwartał 2018 r.

Przychody ze sprzedaży za trzeci kwartał 2018 r. osiągnęły poziom 5,037 mld euro, rosnąc w ujęciu nominalnym o 1,1% w stosunku do trzeciego kwartału ubiegłego roku. Sprzedaż w ujęciu organicznym, tj. bez uwzględnienia wpływu różnic kursowych oraz transakcji przejęć i zbycia aktywów, również znacznie wzrosła − o 2,7%. Wpływ transakcji przejęć i zbycia aktywów wyniósł 1,6%. Jednak na skutek niekorzystnych różnic kursowych przychody ze sprzedaży uległy obniżeniu o 3.2%.

Sektor Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) zwiększył sprzedaż w ujęciu organicznym o 3,8%. Sektor Beauty Care (kosmetyki) osiągnął wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 0,5%. Laundry & Home Care (środki piorące i czystości) odnotował solidny wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym, na poziomie 2,5%.

Po raz kolejny rynki wschodzące ponadprzeciętnie przyczyniły się wzrostu wyników Grupy w ujęciu organicznym, generując wysoki wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 6,8%. Przychody ze sprzedaży na rynkach rozwiniętych zmalały w ujęciu organicznym o 0,1% i ukształtowały się na podobnym poziomie, jak w analogicznym kwartale ubiegłego roku.

W regionie Europy Zachodniej odnotowano dodatnią dynamikę sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 0,6%, natomiast w regionie Europy Wschodniej wzrost ten wyniósł aż 7,1%. W Afryce i na Bliskim Wschodzie zanotowano dwucyfrowy wzrost przychodów ze sprzedaży w ujęciu organicznym, o 13,1%. W regionie Ameryki Północnej przychody ze sprzedaży w ujęciu organicznym nieco spadły – o 0,8%. W Ameryce Łacińskiej odnotowano dwucyfrowy wzrost przychodów ze sprzedaży w ujęciu organicznym, o 11,5%, a w regionie Azji i Pacyfiku o 1,2%.

Skorygowany zysk operacyjny (EBIT) zwiększył się o 3,3%, z 897 mln euro w analogicznym okresie ubiegłego roku do poziomu 926 mln euro.

Skorygowana rentowność sprzedaży (marża EBIT) znacznie wzrosła, o 0,4 p.p., do poziomu 18,4%.

Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną zwiększył się o 2,6%, z kwoty 1,54 euro w III kw. 2017 r. do 1,58 euro w III kw. 2018 r.

Stosunek kapitału obrotowego netto do przychodów ze sprzedaży wyniósł 6,6%, co oznacza wzrost w stosunku do poziomu odnotowanego w trzecim kwartale 2017 r. (5,6%).

Wyniki w podziale na sektory biznesowe

W trzecim kwartale sektor biznesowy Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) osiągnął wysoki wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 3,8%. W ujęciu nominalnym sprzedaż pozostała na poziomie z poprzedniego roku, czyli 2,373 mld euro. Skorygowany zysk operacyjny był wyższy o 2,7% i wyniósł 466 mln euro. Bardzo wyraźny wzrost, o 0,5 p.p., do 19,6% – odnotowano na poziomie skorygowanej rentowności sprzedaży.

Sektor biznesowy Beauty Care (kosmetyki) osiągnął wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 0,5%. Nominalnie wartość sprzedaży wzrosła o 5,5%, do poziomu 993 mln euro. Skorygowany zysk operacyjny wyniósł 182 mln euro, co oznacza wzrost o 6,7%. Istotny wzrost, o 0,2 p.p., do 18,3% – odnotowano na poziomie skorygowanej rentowności sprzedaży.

W trzecim kwartale roku sektor biznesowy Laundry & Home Care (środków piorących i czystości) odnotował wysoki wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym, na poziomie 2,5%. Nominalnie wartość sprzedaży wzrosła o 0,3%, do kwoty 1,641 mld euro. Skorygowany zysk operacyjny wyniósł 294 mln euro, bez zmian w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Skorygowana rentowność sprzedaży wyniosła 17,9%, również bez zmian w ujęciu rok do roku.

Dobre wyniki działalności w trzech kwartałach 2018 r.

Wartość sprzedaży zrealizowanej przez Henkel w pierwszych trzech kwartałach 2018 r. wyniosła 15,015 mld euro. Sprzedaż w ujęciu organicznym, tj. bez uwzględnienia wpływu różnic kursowych oraz transakcji przejęć i zbycia aktywów, również znacznie wzrosła o 2,4%. Negatywny wpływ różnic kursowych na wartość sprzedaży wyniósł -6,0%.

Skorygowany zysk operacyjny zwiększył się o 1,3%, z 2,660 mld euro do
2,694 mld euro.

Istotny wzrost – z 17,6% do 17,9% – odnotowano na poziomie skorygowanej rentowności sprzedaży.

Skorygowany zysk na akcję uprzywilejowaną zwiększył się o 2,0%, z kwoty 4,50 euro do 4,59 euro.

W ciągu trzech kwartałów 2018 r. sektor biznesowy Adhesive Technologies (kleje budowlane i konsumenckie oraz kleje i technologie dla przemysłu) osiągnął bardzo wysoki wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym, na poziomie 4,6%. Skorygowana rentowność sprzedaży wykazała dodatnią dynamikę, osiągając poziom 18,9%.

Na sprzedaż w segmentach dóbr konsumpcyjnych niekorzystny wpływ wywarły zakłócenia w dostawach, które wystąpiły w regionie Ameryki Północnej. Sektor Beauty Care (kosmetyki) odnotował niewielki spadek przychodów ze sprzedaży w ujęciu organicznym o 1,2% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Skorygowana rentowność sprzedaży wykazała dodatnią dynamikę, osiągając poziom 17,7%. Sektor biznesowy Laundry & Home Care (środków piorących i czystości) osiągnął wysoki wzrost sprzedaży w ujęciu organicznym na poziomie 1,6%. Bardzo wyraźny wzrost, do 18,1%, odnotowano na poziomie skorygowanej rentowności sprzedaży.

Pozycja finansowa netto firmy Henkel na 30 września 2018 r. wyniosła -3,248 mld euro (31 grudnia 2017 r.: -3,225 mld euro).

Podsumowanie FinTech & InsurTech Digital Congress 2018

13 – 14 listopada 2018 r., w hotelu Westin w Warszawie, odbył się FinTech & InsurTech Digital Congress. Dzięki praktycznym rozwiązaniom przedstawionym przez pionierów branży fintech i insurtech z 13 krajów, wydarzenie pokazało jak funkcjonować w niezwykle konkurencyjnym i nieprzewidywalnym środowisku rynku globalnego.  Merytoryczna agenda, ponad 100 najwybitniejszych ekspertów w roli prelegentów i networking z kluczowymi przedstawicielami obu branż, przyciągnęło prawie 600 uczestników w ramach dwóch dni kongresu.

Pod hasłem GO GLOBAL! odbył się panel inauguracyjny FinTech & InsurTech Digital Congress, w ramach którego uroczyste otwarcie kongresów poprowadzili Przewodniczący Rad Programowych – Marcin Petrykowski, Managing Director S&P Global i Witold Jaworski, Co-Founder YU!. Szukanie odpowiedzi czy obecny zdigitalizowany świat finansów to ewolucja, czy może rewolucja było wspólnym tematem dla części InsurTech i FinTech, oraz świetnym wprowadzeniem do wystąpień gości honorowych. Swoje keynote speech wygłosili: James Hickson, CEO MASH Group, Florian Graillot, Partner at astorya.vc i Krzysztof Domarecki, Twórca Fidiasz EVC.

W ramach agendy FinTech Digital Congress zostały poruszone zagadnienia o przyszłości banków i finansów. Pojawił się również blok poświęcony edukacji i kulturze organizacyjnej. Zgodnie z zapowiedzią nie zabrakło też na wydarzeniu przestrzeni dla inwestorów. To z myślą o nich odbył się ostatni panel, w którym mogli przedstawić swoje potrzeby i oczekiwania oraz jasno określić jakie warunki musi spełniać start-up, aby zyskał ich zainteresowanie oraz finansowanie.

Ścieżkę InsurTech Digital Congress rozpoczęto od wyłonienia innowacyjnych trendów w ubezpieczeniach. Następnie tematyka paneli została skierowana w stronę konsumenta przyzwyczajonego do nowoczesnych technologii. Dużym zainteresowaniem uczestników cieszył się panel o (tele)medycynie. Prezesi największych firm z branży medycznej tj. PZU Zdrowie, Medicover, Lux-med, Enel-Med, debatowali nad przyszłością telemedycyny w perspektywie 5 lat. Nie zabrakło również najbardziej aktualnego tematu, czyli nowych sposobów zarządzania kadrami, który dla branży ubezpieczeniowej jest szczególnie istotny.

Dodatkiem do Kongresu był warsztat “Scale-up for Start -up”, podczas którego zostały omówione najważniejsze etapy rozwoju start-upu, począwszy od pozyskiwania kapitału, po omówienie sposobów wejścia na rynki zagraniczne. Była to doskonała szansa dla młodych, rozwijających się start-upów, aby spotkać się z inwestorami nawiązać bezcenne relacje biznesowe i wymienić się doświadczeniami.

Wśród prelegentów FinTech & InsurTech Digital Congress m.in.: Marcin Glogowski, Ekaterina Mikheeva, Ingmar Stupp, Fernando Zornig, Jarosław Mastalerz, Daniel Daszkiewicz, Sigitas Mitkus, Maximilian Schausberger, Agnieszka Wrońska, Julita Czyżewska, Mark Robertson, Pasquale Saviano i Sławomir Łopalewski.

Partnerzy V FinTech & IV InsurTech Digital Congress

Partnerzy Strategiczni FinTech Digital Congress: Atende, Asseco Poland, Biuro Informacji Kredytowej S.A., Dell EMC, Finiata, Heyka Capital Markets Group, Mash, Smeo, Vivus Finance, Visa.

Partnerzy Strategiczni InsurTech Digital Congress: Atende, Dell EMC, EY.

Partnerzy FinTech Digital Congress: Introhive, iwoca, Blik, Narodowy Fundusz Gwarancyjny, Advisero, dLK Legal, CallPage, Abak, PROFESCAPITAL, Gamfi.

Partnerzy InsurTech Digital Congress: IDEMIA, Bacca, Abak, PROFESCAPITAL, CallPage, Gamfi.

Sponsor FinTech Digital Congress: Etronika

Community Partner: Start-up Poland

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

Złoty lekko mocniejszy. Stabilizacja rentowności polskich obligacji

Przy braku silnego popytu na aukcji, kontynuowana była stabilizacja rentowności polskich obligacji. Złoty lekko mocniejszy. Przy EUR/USD powyżej 1,13 notowania EUR/PLN chwilowo spadły w okolice 4,282.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek najważniejsze dla rynkowych nastrojów były doniesienia dotyczące Brexitu. Sam fakt, że rząd T. May przyjął szkic ustawy dotyczącej sposobu opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, która zakłada, że tzw. okres przejściowy po opuszczeniu Unii potrwa do końca 2020r., pozytywnie wpłyną na euro, podnosząc kurs EUR/USD do 1,135. Jednakże świadomość, że trudniejsze do osiągnięcia może okazać się przegłosowanie ustawy w parlamencie powodowała, że popyty na wspólną walutę malał.  Rynki zaniepokoił fakt, że pomimo rzekomego kolektywnego przyjęcia ustawy, w czwartek z brytyjskiego rządu odchodzili ministrowie, w tym osoba od Brexitu, a do tego eurosceptyczne skrzydło w Partii Konserwatywnej mówiło o zamiarze złożenia wniosku o wotum zaufania dla premier May. Ta nagła zmiana nastrojów wokół Brexitu pogorszyła sentyment wokół walut europejskich i jeszcze przed południem kurs EUR/USD spadł do 1,127. Sesja amerykańska przyniosła odreagowanie. W temacie relacji handlowych USA-Chiny pojawiły się informacje, że obie strony nadal wyrażają wolę do rozmów, choć na razie w formie oficjalnej korespondencji. EUR/USD powrócił powyżej 1,135. Ogólnie patrząc obraz rynku głównej pary walutowej pozostaje bez zmian, co nie tylko pozwala złotemu utrzymywać poziomy z ostatnich dni, ale wręcz podejmować próby umocnienia.

W czwartek EUR/PLN chwilowo spadł do 4,282. Zgodnie z oczekiwanymi dane NBP nt. inflacji bazowej (w październiku na poziomie 0,9% r/r) nie wpłynęły na obraz rynku naszej waluty, nadal nie są bowiem one w stanie wpłynąć na obecną postawę RPP zakładającą stabilizację stóp na dotychczasowym poziomie co najmniej do 2019 roku.

Na polskim rynku dłużnym nie doszło do większych zmian rentowności obligacji skarbowych. W ostatnim czasie zmienność jest relatywnie niska, gdyż czynniki przemawiające ze spadkiem i wzrostem notowań wzajemnie się równoważą. Głównym wydarzeniem na polskim rynku w czwartek była aukcja zamiany, na której Ministerstwo Finansów sprzedało papiery za 8,2 mld PLN przy popycie wynoszącym 9,4 mld. Tym razem zainteresowanie ze strony inwestorów było zdecydowanie niższe niż na ostatnim przetargu w październiku, kiedy suma ofert wyraźnie przekraczała 30 mld PLN. Wtedy silny popyt wywołany był jednak dużymi odkupami zapadających serii obligacji. Po listopadowej aukcji zamiany sfinansowano już 93% tegorocznych potrzeb pożyczkowych oraz 11% potrzeb zapisanych w ustawie budżetowej na 2019 rok. W takim wypadku podaż na kolejnej w tym miesiącu aukcji nie powinna przekroczyć planowanych 6 mld PLN.

Za brakiem presji do dalszego wzrostu rentowności obligacji przemawiają również niższe notowania surowców energetycznych. Ceny ropy znajdują się około 20 USD od ostatniego szczytu, co skutkuje również spadkiem oczekiwań inflacyjnych. Takie zmiany notowań na rynku surowcowym pozwoliły również na spadki rentowności w USA, które na dłuższym końcu krzywej sięgają już 15pb.

Wykres dnia: Na listopadowej aukcji zamiany popyt okazał się zdecydowanie niższy niż w październiku.

Na listopadowej aukcji zamiany popyt okazał się zdecydowanie niższy niż w październiku
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Raport EY o polskim rynku mięsa na Kongresie 590

50 mld złotych w perspektywie 5 lat – tyle wg. EY może zyskać polska gospodarka, jeśli usprawni działanie sektora rolno-spożywczego. Podczas drugiego dnia Kongresu 590 odbywającego się w podrzeszowskiej Jasionce, firma przedstawiła raport, który ma odpowiedzieć na pytanie „Jak zapewnić rozwój produkcji polskiego mięsa?”

Polska branża mięsna jest niejednorodna – z jednej strony święci sukcesy i wciąż rośnie, z drugiej zaś napotyka na wiele przeszkód i zagrożeń. Dobrze radzi sobie przemysł drobiarski – Polska jest pierwszym producentem tego mięsa w UE i czwartym eksporterem na świecie (po Brazylii, USA i Holandii). Do wysokiej dynamiki wzrostu przyczynia się między innymi efektywność kosztowa. Jak wskazuje raport EY, polscy producenci drobiu osiągają najniższy koszt produkcji 1 kg wśród największych producentów w Unii Europejskiej.

95 procent wartości hodowlanej jest wytwarzane przez podmioty z polskim kapitałem. W hodowli i przetwórstwie drobiu w Polsce zatrudnionych jest 84 tysiące osób. Jak wynika z raportu, możemy spodziewać się dalszego wzrostu eksportu, a do 2023 roku zatrudnienie w branży znajdzie dodatkowych 20 tysięcy osób. Do wzrostowej tendencji na rynku drobiowym przyczynia się brak zmian regulacyjnych wpływających na koszt pasz, a to właśnie one stanowią blisko 70 procent wartości produkcji.

Wzrost w nieskończoność?

Tak dobra prognoza może jednak szybko stać się nieaktualna, jeśli dojdzie do wprowadzenia zakazu stosowania soi genetycznie modyfikowanej na potrzeby wytwarzania pasz. Spowodowałoby to utratę konkurencyjności produkcji drobiowej i w efekcie spadek eksportu w latach 2019-2023 o wartości 35 mld złotych. Dlaczego?

Koszty produkcji wzrosłyby o ponad 15 procent, ponieważ  obecnie nie istnieją dopuszczoną prawem i efektywne kosztowo substytuty pozwalające na stuprocentowe wyeliminowanie importowanej śruty sojowej. W razie wprowadzeniu zakazu pracę mogłoby utracić nawet 40 tysięcy osób. Warto zaznaczyć, że 20 największych eksporterów produktów drobiowych (stanowią 92 procent światowego eksportu, stan na 2017 rok) nie zakazuje stosowania GMO w paszach. W razie wprowadzenia takich obostrzeń, Polski przemysł drobiowy z wykazującego najniższy koszt produkcji w UE zacząłby wskazywać najwyższy.

Rynek trzody chlewnej

Podczas, gdy polski rynek drobiowy dynamicznie się rozwija,  sytuacja na rynku produkcji mięsa wieprzowego nie jest zadowalająca. W Polsce funkcjonuje zaledwie tysiąc wyspecjalizowanych gospodarstw utrzymujących dużą obsadę – pokrywają 25 procent krajowej produkcji. Dla porównania, w Niemczech 71 procent całości produkcji jest skupione w aż 10 tysiącach profesjonalnych gospodarstw o obsadzie równej 1000 szt. lub większej. Dużym zagrożeniem dla polskiego rynku wieprzowego jest wciąż postępujący Afrykański Pomór Świń, nierównomierna struktura produkcji w skali kraju, do której przyczyniają się opory społeczne przed nowymi inwestycjami, a także uzależnienie się od importu warchlaków. W ostatnich dziesięciu latach liczba warchlaków pochodzących z poza granic naszego kraju wzrosła o 35 procent, z czego aż 85 procent zwierząt trafia do nas z Danii. Raport wykazuje, że korzyści z zastąpienia importu prosiąt i warchlaków produkcją krajową to, co najmniej półtora tysiąca nowych miejsc pracy, nawet 1,8 mld złotych rocznie dodatkowej wartości produkcji krajowej i zniwelowanie perspektywy uzależnienia od dostawców zewnętrznych.

Jak zapewnić rozwój produkcji polskiego mięsa?

Kluczowe problemy leżą jednak w rozwiązaniach prawnych. Uzyskanie wszelkich niezbędnych zgód na budowę fermy zajmuje od dwóch do nawet czterech lat, a uśrednione koszty pozyskania zezwoleń na realizację inwestycji to 90 tysięcy złotych. Tylko 10 procent złożonych wniosków zostaje rozpatrzonych pozytywnie. Odtworzenie produkcji tuczników i ograniczenie importu zaowocowałoby 4,4 mld złotych wzrostu zysków z produkcji krajowej w kolejnych pięciu latach.

Aby zachować konkurencyjność polskiego mięsa, ważne jest zagwarantowanie hodowcom dostępu do powszechnie stosowanej soi modyfikowanej genetycznie. Jak wynika z raportu, należy zreformować system nadzoru weterynaryjnego i egzekwować przepisy bioasekuracji we wszystkich typach gospodarstw, by zapobiec rozprzestrzenianiu się ASF. Poprzez skierowanie funduszy bezpośrednio do gmin i pozwolenie na wdrożenie stref ze specjalną ścieżką inwestycyjną, należy starać się odbudować produkcję prosiąt w Polsce. Wreszcie samo usprawnienie procesu inwestycyjnego, czyli skrócenie terminów wydawania pozwoleń i doprecyzowanie przepisów dla lokalizacji, budowy i eksploatacji obiektów inwentarskich, pozwoli na odbudowanie polskiego rynku produkcji mięsa wieprzowego.

Rekomendowane w raporcie kierunki działań, pozwolą wypracować w latach 2019-2023 aż 50 mld złotych. Raport powstał we współpracy z ekspertami Grupy Cedrob, największego polskiego producenta mięsa.

Grupa AFORTI na wzrostach zamyka trzy kwartały 2018 roku

Grupa AFORTI – holding finansowy świadczący usługi pożyczkowe, faktoringowe i windykacyjne dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw oraz zarządzający platformą wymiany walut online dla firm – osiągnęła narastająco po trzech kwartałach 2018 roku niemal 365,73 mln zł skonsolidowanych przychodów netto ze sprzedaży. To o ponad 200 proc. więcej względem analogicznego okresu roku ubiegłego.

Jednocześnie, narastająco zysk netto Grupy AFORTI zwiększył się z 1,12 mln zł
po trzech kwartałach 2017 roku do 1,24 mln zł w okresie styczeń – wrzesień 2018.
EBIT Grupy wyniósł 8,7 mln zł względem 5,18 mln zł w okresie 9 pierwszych miesięcy 2017 roku, co daje wzrost o 67,98 proc.

Dobrym wynikom finansowym Grupy towarzyszy wysoka wycena notowanej na NewConnect spółki Aforti Holding. W połowie listopada 2018 roku kapitalizacja spółki zarządzanej przez Klaudiusza Sytka szacowana była na 52,89 mln zł w porównaniu do 42,44 mln zł w połowie sierpnia 2018 roku i 24,88 mln zł na koniec grudnia 2017. W okresie niespełna 11 miesięcy wycena spółki Aforti Holding wzrosła o ok. 112,5 proc.

Grupa Aforti_IIIQ 2018_przychody narastającoZ kolei w samym III kwartale 2018 roku spółki z Grupy AFORTI wypracowały ponad 121,98 mln zł przychodów netto ze sprzedaży względem 46,53 mln zł, osiągniętych w okresie lipiec – wrzesień 2017, dając wzrost na poziomie 162,13 proc. Co więcej – jest to wartość nawet nieco wyższa względem przychodów osiągniętych przez Grupę łącznie w trzech kwartałach 2017 roku, kiedy to spółki zarządzane przez Klaudiusza Sytka osiągnęły 121,7 mln zł. Jednocześnie zysk netto Grupy AFORTI w III kwartale 2018 wyniósł 231 tys. zł.Grupa Aforti_IIIQ 2018_przychody kwartalne

W III kwartale 2018 roku wartość mikropożyczek sprzedanych przez Aforti Finance wzrosła o niemal 27 proc. – z 9,83 mln zł w IIIQ 2017 do 12,48 mln zł. W tym czasie spółka Aforti Exchange wypracowała na krajowej platformie wymiany walut online dla firm 61,05 mln EUR obrotu względem 22,91 mln EUR w IIIQ 2017, co daje wzrost o 166,47 proc., a Aforti Exchange Romania zanotowała prawie 14,65 mln EUR obrotu w porównaniu do: 12,5 mln EUR w IIQ 2018 i 7,2 mln EUR w IQ 2018 roku. Z kolei wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych łącznie przez Aforti Collections oraz spółkę LifeBelt wyniosła narastająco po trzech kwartałach 2018 roku 329,94 mln zł, co daje wzrost o 1491,79 proc. rok do roku. Jednocześnie wartość wierzytelności sfinansowanych przez Aforti Factor szacowana była w okresie od lipca do września 2018 na 8,3 mln zł w porównaniu do 5,8 mln zł w IIQ 2018 i 2,93 mln zł w IQ 2018.

Tak dobre wyniki Grupa zawdzięcza rosnącej popularności usług pożyczkowych, windykacyjnych  faktoringowych, oferowanych przedsiębiorstwom z sektora MSP oraz – rozwijającej się w kraju i na rynkach zagranicznych – platformie wymiany walut online dla firm.

Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Grupy AFORTI
Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Grupy AFORTI

– Z kwartału na kwartał poprawiamy nasze przychody. Zyski – co do zasady – również rosną, o ile w danym okresie nie inwestujemy znaczących kwot w rozwój Grupy. Szczególnie kosztochłonna, ale równie perspektywiczna w ujęciu wieloletnim, jest zagraniczna ekspansja spółek z Grupy AFORTI, wśród których prym wiedzie doświadczona już w tym względzie platforma wymiany walut Aforti Exchange, a wtóruje jej Aforti Finance. Aktualnie operacyjnie działamy już nie tylko w Polsce, ale również w Rumunii. Myślimy też o tym, by bułgarscy przedsiębiorcy także mogli niebawem korzystać z naszej platformy wymiany walut. Z kolei jednym z ważniejszych wydarzeń biznesowych trzeciego kwartału 2018 roku było nabycie przez Aforti Collections większościowych udziałów w firmie windykacyjnej LifeBelt, specjalizującej się między innymi w masowej windykacji, prowadzonej na zlecenie banków, firm pożyczkowych, telekomów oraz innych windykatorów. Jest to znaczący ruch w kontekście wzrostu udziałów Grupy w rynku windykacyjnym, co w przyszłości znajdzie również odzwierciedlenie wynikach finansowych. Co więcej – w lipcu 2018 roku uruchomiliśmy własne call center, a poszczególne spółki zyskały wysoko doświadczonych managerów, dzięki czemu niezwykle pozytywnie patrzymy na kolejne miesiące dynamicznego rozwoju Grupy AFORTI – podsumowuje Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

Paweł Opoka, dyrektor zarządzający, Aforti Holding / Grupa AFORTI
Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding / Grupa AFORTI

Jak dodaje Paweł Opoka, wiceprezes zarządu Aforti Holding – Bardzo dobre wyniki finansowe Grupy AFORTI narastająco po trzech kwartałach 2018 roku są efektem wielu inicjatyw biznesowych, jak też działań na poziomie inwestorskim. Niezmiennie dążymy do tego, by nasze usługi były coraz szerzej dostępne, a ich jakość znacząco wyższa z każdym miesiącem działalności. Konkretne aktywności w tym zakresie przynoszą wymierne efekty chociażby w postaci rosnących przychodów netto. Co więcej, perspektywiczność branż, w których działają: Aforti Finance, Aforti Exchange, Aforti Collections i Aforti Factor – przyjmując, że sytuacja gospodarcza i makroekonomiczna w Polsce pozostanie stabilna – oraz konsekwentna realizacja naszej strategii biznesowej, umożliwią istotne zwiększenie udziałów Grupy AFORTI w rynku i tym samym wpłyną na dalszy wzrost wyników w latach kolejnych.

Znaczącemu rozszerzeniu portfolio produktów i usług oferowanych mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przez spółki z Grupy AFORTI będzie towarzyszyć rozwój nowych obszarów działalności, oparty m.in. na poszerzeniu portfela produktowego dla bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej w zakresie leasingu. W tym celu AFORTI planuje powołać w ciągu najbliższych 3 lat nową spółkę, ale niewykluczona jest także akwizycja istniejącego już podmiotu.

***

WYNIKI FINANSOWE GRUPY AFORTI – INFORMACJE SZCZEGÓŁOWE:

  • Wartość mikropożyczek sprzedanych przez Aforti Finance wzrosła w IIIQ 2018 roku o niemal
    27 – z 9,83 mln zł w IIIQ 2017 do 12,48 mln zł

    • narastająco po dziewięciu miesiącach 2018 roku spółka Aforti Finance udzieliła
      o 28,91 proc. pożyczek więcej w ujęciu rok do roku, a ich łączna wartość wyniosła w tym okresie 45,16 mln zł, co daje to wzrost o 91,03 proc. względem 2017 roku
    • od stycznia do końca września 2018 roku liczba wniosków złożonych do Aforti Finance wzrosła o 81,01 proc., zaś ich łączna wartość o 204,61 proc. w odniesieniu do tożsamego okresu w roku poprzednim
  • Aforti Finance kontynuowało rozwój przez:
    • uruchomienie własnego call center – lipiec 2018
    • przygotowanie i wdrożenie procedury związanej z obowiązywaniem ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML)
    • rozpoczęcie prac nad dedykowanym, autorskim systemem IT do obsługi klientów spółki
    • zaprojektowanie i uruchomienie nowej strony internetowej
    • wdrożenie nowego systemu monitoringu, analizy i weryfikacji nowych klientów, co będzie miało wpływ na dalszy wzrost jakości posiadanego portfela pożyczkowego
    • testowanie nowych procesów, pozwalających na zwiększenie liczby wpływających wniosków pożyczkowych, odpowiadających przyjętym przez spółkę kryteriom jakościowym
    • wzmocnienie struktur kadrowych – od lipca 2018 Tomasz Kaźmierski objął stanowisko wiceprezesa zarządu Aforti Finance
    • wzrost rozpoznawalności i kreowanie wizerunku za pośrednictwem pierwszej odsłony kampanii telewizyjnej, dostępnej m.in. w TVP i Polsacie oraz na kanałach tematycznych należących do tych ogólnopolskich stacji telewizyjnych oraz w kanałach pakietu TVN PremiumAforti Finance_IIIQ 2018_wartość sprzedanych mikropożyczek_PLN
  • Na platformie wymiany walut online dla firm, spółka Aforti Exchange wypracowała w IIIQ 2018 61,05 mln EUR obrotu względem 22,91 mln EUR w IIIQ 2017:
    • w okresie od stycznia do września 2018 roku wartość obrotu na krajowej platformie Aforti Exchange osiągnęła poziom 173,16 mln EUR, notując wzrost o 209,44 proc. rok do roku
    • dynamika wartości wymienionej waluty wyniosła na polskiej platformie 166,48 proc. w ujęciu rok do roku

Ważnymi działaniami, prowadzonymi przez Aforti Exchange w okresie trzeciego kwartału 2018 roku były:

  • prace operacyjne nad uruchomieniem własnego call center
  • zmiany w strukturze kadrowej:
    • w sierpniu 2018 roku wiceprezesem zarządu Aforti Exchange został Marcin Chmielewski, odpowiedzialny za skuteczny rozwój spółek zagranicznych oraz wdrażanie nowoczesnych rozwiązań w celu optymalizacji procesu obsługi klienta
    • powiększenie zespołu regionalnych dyrektorów sprzedaży, dzięki czemu spółka zwiększyła efektywność pozyskiwania nowych klientów.
  • przygotowanie i wdrożenie procedury związanej z obowiązywaniem ustawy
    o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML)
  • dołączenie Aforti Exchange do grupy biorącej udział w pracach nad projektem PolishAPI, prowadzonym przez Związek Banków PolskichAforti Exchange Polska_IIIQ 2018_wartość wymienionej waluty_EUR
  • Na rumuńskiej platformie spółka Aforti Exchange Romania zanotowała
    w IIIQ 2018 roku prawie 14,65 mln EUR obrotu względem: 12,5 mln EUR obrotu w IIQ 2018; 7,2 mln EUR w IQ 2018 oraz 1,33 mln EUR w IVQ 2017

    • w okresie od stycznia do końca września 2018 roku Aforti Exchange Romania zanotowała 34,48 mln EUR łącznej wartości obrotuAforti Exchange Romania_IIIQ 2018_wartość wymienionej waluty_EUR
  • Wartość wierzytelności sfinansowanych przez Aforti Factor – spółkę, która rozpoczęła działalność operacyjną dopiero w IQ 2018 roku – wyniosła w IIIQ 2018 8,3 mln zł względem 5,8 mln zł w IIQ 2018 i 2,93 mln zł w IQ 2018, co daje narastająco, na koniec września 2018 kwotę 17,06 mln zł

Jednocześnie, w III kwartale 2018 roku spółka Aforti Factor w celach rozwojowych:

  • doskonaliła procedurę związaną z weryfikacją nowych Klientów
  • uruchomiła pełną działalność operacyjną departamentu weryfikacji i windykacji
  • wdrożyła kolejny etap procesu związanego z uruchomieniem dedykowanego systemu IT, służącego do zautomatyzowanej analizy wniosków faktoringowych
  • przygotowała i wdrożyła procedury związane z obowiązywaniem ustawy
    o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML)Aforti Factor_IIIQ 2018_wartość sfinanoswanych wierzytelności_PLN
  • W sierpniu 2018 roku spółka Aforti Collections nabyła 76,9 proc. udziałów w lubelskiej spółce LifeBelt, specjalizującej się m.in. w masowej windykacji na zlecenie banków, firm pożyczkowych, telekomów oraz innych windykatorów. Tym samym, w perspektywie 2-3 lat, Aforti Collections zakłada wzmocnienie swojego udziału w rynku windykacji, na którym według danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych wartość przeprowadzonych transakcji zakupu wierzytelności przekroczyła na koniec III kwartału 2017 roku 104,4 mld zł względem niemal 15 mld zł na koniec 2014 roku
    • wartość nominalna zleceń windykacyjnych pozyskanych łącznie przez Aforti Collections oraz spółkę LifeBelt wyniosła narastająco po trzech kwartałach 2018 roku 329,94 mln zł, co daje wzrost o 1491,79 proc. rok do roku
    • jednocześnie, łączna liczba zleceń windykacyjnych w okresie od stycznia do września 2018 roku wyniosła 72,75 tys. sztuk i tym samym wzrosła o 349,3 proc.

Ponadto, spółka Aforti Collections po rozpoczęciu procesu połączenia z LifeBelt:

  • przygotowała i wdrożyła procedury związane z obowiązywaniem ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML)
  • testuje nowe procedury związane z pozyskaniem klientów, a także optymalizacją procesów zarządzania jakością w odniesieniu do budowy portfela posiadanych wierzytelności.Aforti Collections_IIIQ 2018_wartość zleceń windykacyjnych_PLN

Chaos pod nazwą brexit

Przed nami kolejny dzień z prawdopodobnie wielu, kiedy Wielka Brytania będzie przeżywać chaos pod nazwą brexit. Zatwierdzenie przez rząd projektu porozumienia z UE okazało się początkiem katastrofy. Rezygnacja ministrów i żądania odsunięcia od władzy premier May są głównym tematem. Magiczną liczbą dnia jest 48 – tyle listów od parlamentarzystów Partii Konserwatywnej potrzeba, by doprowadzić do głosowania nad wotum nieufności wobec May.

Funt stracił wczoraj 2 proc. do dolara, gdyż przyszłość brexitu zaczęła się rysować w ponurych barwach. Będący tytułem wczorajszego komentarza mały krok w dobrym kierunku doprowadził do nadepnięcia bosą stopą na klocek Lego. Wielka Brytania stoi przed scenariuszem rozwiązania rządu premier May, odrzucenia projektu porozumienia i rozpoczęcia bez jakichkolwiek ustaleń. Alternatywnie może się udać wybłagać w UE odroczenie startu odłączenia albo powtórzone referendum. To ostatnie jest jednak najmniej realne, choć na ten moment jeszcze mniej prawdopodobna jest ratyfikacja porozumienia w obecnej formie w brytyjskim parlamencie. Obecnie jedyna pewna rzecz, to że nic nie jest pewne: głosowanie na wotum nieufności, rezygnacja May, termin głosowania w parlamencie nad projektem porozumienia, a nawet termin startu brexitu, nowego referendum, czy przyspieszonych wyborów.

Dziś funt zaczyna dzień spokojnie i stwarza wrażenie, jakby wczoraj sporo zdyskontował ze złych wiadomości, ale nie można dać się zwieść – informacja o zebraniu 48 listów dla głosowania nad wotum nieufności będzie negatywna. Kolejne rezygnacje ministrów z rządu pogłębią pesymizm. Mimo to zebranie koniecznych 158 głosów za wotum wśród parlamentarzystów Torysów może być trudne, albo przynajmniej mało komu na rękę. Odsunięcie May to także zmiana przywództwa w partii, co oznacza wielotygodniowy proces wyłaniania nowego lidera. Ale to też oznacza zahamowanie procesu negocjacji brexitu łącznie z zatwierdzeniem projektu ustawy rozwodowej przez brytyjski parlament, a zatem przechodzimy do scenariusza „No Deal”. Pytając z innej strony, kto teraz jest gotowy przejąć przywództwo i odpowiedzialność za wynegocjowane warunki brexitu? Czy istnieje alternatywne rozwiązanie dla procedury backstopu (kość niezgody) i przyszłości granicy z Irlandią Północną (główny element sporu)? Ostatecznie, rynek GBP ponownie jest w chaosie, gdzie wszystko może się zdarzyć.

Poza funtem i Wielką Brytanią rynki wyglądają dobrze. Podtrzymuje zdanie, że skupienie uwagi na brexicie pozwala zapomnieć o innych potencjalnych czynnikach ryzyka, co pomaga w skromnej poprawie apetytu na ryzyka. W kalendarzu tłem będą dane o inflacji z Eurolandu, produkcja przemysłowa z USA i Kanady. Nic, co mogłoby mocniej zachwiać rynkiem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

FPP: Ministerstwo Finansów powinno badać legalność kapitału bukmacherów

Ministerstwo Finansów – zgodnie z ustawowym obowiązkiem – powinno w sposób kompleksowy badać legalności kapitału zagranicznych bukmacherów rejestrujących swoją działalność. Jest to bowiem element niezbędny do wydania zezwolenia. Dotyczy to zwłaszcza tych podmiotów, które przez lata działały nielegalnie i wyprowadziły z Polski setki milionów złotych. Podmioty te nie poniosły jakiejkolwiek odpowiedzialności za dotychczasowe naruszenia przepisów oraz wieloletnie unikanie płacenia podatków, pomimo osiągnięcia na terenie Polski ogromnych zysków. Należy przede wszystkim zaprzestać wydawania zezwoleń na prowadzenie zakładów wzajemnych podmiotom, które naruszały postanowienia ustawy. Podmiotom, które dopuszczały się naruszeń, a zarejestrowały swoją działalność – cofnąć zezwolenie.

Wprowadzone w 2017 r. zmiany w ustawie o grach hazardowych – przede wszystkim blokowanie stron nielegalnych bukmacherów – spowodowały, że zagraniczni operatorzy zaczęli rejestrować swoje działalności w Polsce. Okazuje się jednak, że podmioty te są często powiązane kapitałowo i osobowo oraz identyfikują się tymi samymi logotypami czy znakami towarowymi, co zagraniczni operatorzy funkcjonujący przez lata w szarej strefie. Niezbędne jest zatem podjęcie przez resort finansów oraz odpowiednie służby państwa takich działań operacyjnych, które pozwolą na prawidłowe egzekwowanie przepisów ustawy o grach hazardowych.

Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
Mariusz Korzeb wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

„Niestety – pomimo ustawowego obowiązku, Ministerstwo Finansów w praktyce nie bada legalności kapitału występujących o zezwolenie bukmacherów, choć jest to element niezbędny do wydania zezwolenia. Przedstawione zależności między firmami rejestrowanymi w Polsce i zagranicznymi operatorami uzasadniają domniemanie, że kapitał założycielski operatorów, którzy w ostatnim czasie uzyskali zezwolenie resortu finansów na prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przynajmniej w części pochodzi ze środków uzyskanych nielegalnie z prowadzenia gier hazardowych na terytorium RP. Ujawnienie takich naruszeń musi skutkować odmową wydania zezwolenia lub jego cofnięciem jeżeli zostało wydane. Ponadto ze względu na brak odpowiednich regulacji nowoutworzeni operatorzy masowo korzystają z baz danych zawierających konta i informacje o użytkownikach, które zostały utworzone w czasie, kiedy w sposób jawny i bezwzględny firmy te naruszały przepisy ustawy o grach hazardowych. W rezultacie mamy do czynienia z sytuacją, w której do niedawna nielegalnie działający operatorzy korzystają z nielegalnie pozyskanych danych użytkowników i aktualnie kierują do nich bezpośrednio swoje oferty” – mówi Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Ministerstwo Finansów nie może akceptować praktyki, która jest nie tylko niezgodna z ustawą o grach hazardowych, ale także uderza w przedstawicieli legalnego rynku.

Lawina niewypłacalności polskich firm produkcyjnych i budowlanych

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W październiku 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 101 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 80 w październiku 2017 r. (wzrost r/r o 26%). Od początku bieżącego roku skala wzrostu liczby opublikowanych niewypłacalności wyniosła +9% – w bieżącym roku było ich 824 wobec 753 w tym samym okresie 2017.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Strukturalny charakter niewypłacalności – dobra koniunktura makroekonomiczna nie zapobiegła kolejnemu miesiącowi wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm
  • Koniec chwilowej poprawy w budownictwie? W październiku ponowny wzrost liczby niewypłacalności w sektorze.
  • Handel i produkcja żywności – polskie firmy ponoszą straty pomimo wzrostu konsumpcji
  • Transport – rosnąca liczba niewypłacalności firm transportu drogowego towarów, uwagę przykuwa także niewypłacalność dużej firmy pasażerskiego transportu lotniczego
  • Koncentracja wzrostu liczby niewypłacalności w województwach: kujawsko-pomorskim, lubelskim, opolskim…

niewypłacalności polskich firmŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Niewypłacalności jest więcej i nadal będzie ich przybywać

Liczba niewypłacalności w stosunku do roku ubiegłego może wahać się w poszczególnych miesiącach raz w górę (częściej), raz w dół, ale w skali całego roku jest to niewątpliwie wyraźny wzrost. Trzeci rok z rzędu, a wiec przy wysokiej już statystycznie ich liczbie. To potwierdza, że trend rosnącej liczby niewypłacalności polskich firm nie jest ani nowy, ani przypadkowy, ani przede wszystkim – nie wiąże się on z wynikami makroekonomicznymi. Przyczyny zdecydowanej większości niewypłacalności polskich przedsiębiorstw mają charakter strukturalny, a nie koniunkturalny. Skoro tak, to trudno oczekiwać, aby wzrost PKB, inwestycji czy konsumpcji w Polsce były w stanie w kolejnych miesiącach odwrócić ten trend znacznej jak na polskie warunki (100 i więcej niewypłacalności w skali miesiąca) i wciąż rosnącej liczby niewypłacalności.

Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.
Tomasz Starus Dyrektor Biura Oceny Ryzyka Towarzystwo Ubezpieczeń Euler Hermes SA.

– Przyczyny, a więc i rozwiązanie problemów polskich firm zależą w dużym stopniu od nich samych – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. Od zmiany strategii z walki o udział w rynku na model walki o rentowność prowadzonej działalności… Tym bardziej, iż ich sprzymierzeńcem nie są już niskie koszty pracy czy otwarte granice, stwarzające tyle samo szans, co zagrożeń – przyczyniające się do stopniowego wyrównywania różnic w płacach, swobodnego przepływ siły roboczej a także konieczności konkurencji z firmami zagranicznymi nie tylko na rynkach eksportowych, ale także na rynku rodzimym.

Nie ma zbyt dużych firm, by upaść – casus handlu

Wysokie wydatki na konsumpcję nie są wystarczające, aby na rynku utrzymały się wszystkie firmy handlu towarami konsumpcyjnymi, detalicznego i hurtowego – nie tylko te mniejsze, ale także firmy z pierwszej dziesiątki-dwudziestki największych dystrybutorów żywności (działających równolegle w sektorze detalicznym, jak i hurtowym ze względu na franczyzę). Kolejny rodzimy potentat na tym rynku przeszedł do historii… a na jego miejsce pojawiają się kolejni. Sektor jest więc ekstremalnie konkurencyjny, niewybaczający jakichkolwiek błędów czy opóźnień w reakcji na trendy rynkowe. Przekłada się to na…

Straty producentów żywności

Grupa producentów żywności była największą (8 firm spośród 29) w gronie niewypłacalnych w minionym miesiącu firm produkcyjnych (opublikowane niewypłacalności). Nie jest to efekt dekoniunktury branżowej – chociażby w przemyśle mięsnym („świńska górka”, ograniczenia w eksporcie z powodu pomoru świń etc.). Problemy w równym stopniu przeżywają firmy z branż zbożowej, owocowo-warzywnej, mleczarskiej… Potwierdza to obserwacje Euler Hermes, iż płynność sektora jest wbrew pozorom nienajlepsza – gorsza niż w minionych latach. Z rynku znikają nie tylko mniejsi producenci, co jest pochodną koncentracji w handlu, wymuszającej konsolidację zaopatrujących go producentów. Koncentracja w handlu to koncentracja potencjalnych (i częściowo już realnych) strat, do czego dochodzi kumulacja problemów małych sklepów, nie wytrzymujących konkurencji cena z największymi. Z analiz branżowych prowadzonych przez Euler Hermes wynika bowiem, iż cały, potężny w swojej masie jak i wartości produkcji sektor spożywczy notuje od ponad roku coraz gorszy spływ należności od swoich odbiorców. Producenci żywności na swoje należności czekają średnio nawet do tygodnia dłużej w stosunku do średniej z ostatnich 5 lat. Należności te spływają nie tylko znacząco wolniej, większa jest także skala ewidentnych strat – wartości należności ekstremalnie (ponad 120 dni po terminie) nieuregulowanych, pochodzących więc od odbiorców trwale niewypłacalnych.

niewypłacalności polskich firm 2Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Budownictwo – problemy z rentownością pomimo lawiny zleceń

Październik przyniósł informację o niewypłacalnościach większej niż przed rokiem liczby firm budowlanych. Są to ponadto także na ogół przypadki firm większych niż w minionych miesiącach, operującymi poza wyjątkami w przedziale 30-60 mln złotych osiąganego obrotu. Nie są to więc główni wykonawcy kluczowych, centralnych inwestycji infrastrukturalnych, ale mimo wszystko firmy nieprzypadkowe, istniejące na rynku od lat… Przegrały one m.in. walkę o pracownika (z największymi firmami), ale przede wszystkim przegrały w kwestii zdolności do finansowania wykonywanych zleceń na zbyt dużą skalę i przez zbyt długi okres czasu. Nie zgromadziły więc wystarczających rezerw pozwalających zachować im płynność finansową w sytuacji…. nie – nie dekoniunktury, ale zwiększonej ilości i wartości zleceń.

Płynność finansowa sektora jest niewystarczająca pomimo wspomnianej hossy, z jaką mamy do czynienia pod względem ilości zleceń jak i wartości bieżących prac, co jest (a na pewno powinno być) przyczyną ostrożnego podejścia dostawców materiałów budowlanych, popadających w efekcie w niewypłacalność niemal równie często jak producenci żywności (7 spośród 29 niewypłacalnych w październiku firm produkcyjnych) – ocenia Tomasz Starus. O zewnętrznych instytucjach finansujących nie wspomnę – niska rentowność prowadzonych prac budowlanych, zdecydowanie poniżej kosztu pieniądza w praktyce wyklucza posiłkowanie się przez wykonawców kapitałem zewnętrznym, chyba że jest to kapitał od spółki-matki (największe koncerny budowlane) lub pochodzi właśnie od dostawców materiałów i podwykonawców…

niewypłacalności polskich firm 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

niewypłacalności polskich firm 4 niewypłacalności polskich firm 5 niewypłacalności polskich firm 6Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz