Wyprzedaż akcji spółek technologicznych. Dziś zyskują bezpieczne aktywa

Dyktat dla klimatu rynkowego przejmuje rynek akcji, gdzie wyprzedaż spółek technologicznych ciągnie się od Wall Street przez Azję i ciąży na otwarciu w Europie. Na FX oznacza to ucieczkę w JPY i CHF, ale też redukcję nawisu długich pozycji w USD. W tej atmosferze odreagowanie złotego, poobijanego przez aferę KNF, musi się opóźnić.

Inwestorzy muszą wyważyć teraz dwie tendencje. Z jednej strony słabość rynku akcji przemawia za ucieczką w kierunku bezpiecznych aktywów, co widać w umocnieniu JPY i CHF. Ale w obliczu krótszego tygodnia (Święto Dziękczynienia w czwartek) zasadne jest całkowite wyjście z rynku i przeczekanie perturbacji z boku, nie ryzykując niestrawności po konsumpcji ogromnego indyka. Pod tym kątem największe zagrożenie dotyczy posiadaczy pozycji w USD. Dokłada się do tego ziarno niepokoju zasiane przez przedstawicieli Fed przed weekendem oraz rozczarowujące dane (jak wczoraj indeks nastrojów deweloperów). Przy cofnięciu rentowności obligacji skarbowych USA (10-latki są już po 3,05 proc. wobec 3,17 proc. tydzień temu) presja na dolara ma wiele wspierających argumentów. To przede wszystkim dobra wiadomość dla EUR, które przestało być kowalem własnego losu. Jeśli rynek będzie zdecydowany redukować długie pozycje w dolarze, będzie to podstawowa siła dla pociągnięcia EUR/USD wyżej.

Bez zaskoczenia dla nikogo brexit pozostaje w centrum uwagi, nawet jeśli na razie nie słychać o przełomie. Mimo to brak wieści jest traktowany jako dobra wiadomość, co wystarcza do ustabilizowania notowań funta. Wczoraj pewien niepokój zasiał sprzeciw premier May dla pomysłu wydłużenia okresu przejściowego o dodatkowe dwa lata. Co z jednej strony mogłoby wygładzić proces dostosowania relacji (głównie handlowych) między Wielka Brytanią i UE, z drugiej oznacza także dwie dodatkowe wpłaty do unijnego budżetu. Ta druga część rozwiązania zagotowałaby krew w żyłach eurosceptyków i premier May raczej nie chce dokładać sobie problemów. Co może ją jednak cieszyć, to wciąż niezatwierdzone głosowanie nad wotum nieufności. Pomimo licznych spekulacji nadal nic nie wiadomo, czy uzbierało się 48 posłów z listami za zwołaniem głosowania. Na rynku kiełkuje przekonanie, że poniedziałek był terminem ostatecznym na decyzję – albo przez weekend namyślili się Ci, co mieli, albo nic z tego nie będzie. Zawahanie brexitersów uzasadnione podstawy, gdyż jeśli May przetrwa głosowanie, nie będzie mogła mu ponownie podlegać przez następne 12 miesięcy. Brak głosowania nad wotum może przejściowo wesprzeć funta, ale bez euforii. Niezależnie co stanie się z May, projekt porozumienia w obecnej formie będzie odrzucony przez brytyjski parlament, zatem ryzyko chaotycznego brexitu wciąż jest wysokie. Rynek się boi i na poważnie myśli o zabezpieczeniu na wypadek załamania funta – na rynku opcji różnica w wycenie opcji na spadek GBP/USD względem opcji na wzrost (25-delta risk reversal) na miesiąc do przodu jest największa od czasu referendum w 2016 r.

Dalej chcę myśleć, że osłabienie złotego w związku z aferą KNF jest nieuzasadnione (moje argumenty wymieniłem we wczorajszym komentarzu). Uważam, że spekulacyjny popyt na EUR/PLN powinien się szybko wyczerpać, ale proces ten opóźni się, jeśli klimat rynkowy będzie negatywny.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Na twardym brexicie motoryzacja w Polsce straci najwięcej w Europie Środkowo-Wschodniej

Polska jest piątym najważniejszym partnerem motoryzacyjnej wymiany handlowej dla Wielkiej Brytanii. Pod względem bilansu handlowego wyprzedają nas jedynie Niemcy, Belgia, Hiszpania i Francja. W 2017 r. eksport polskich produktów motoryzacyjnych na Wyspy miał wartość 1,5 mld euro i stanowił ok. 6% całej motosprzedaży zagranicznej. Zdaniem ekspertów Exact Systems, potencjalny twardy brexit uderzy w brytyjski, unijny i polski automotive. Brytyjczycy stracą zaufanych i konkurencyjnych cenowo dostawców części (78% pochodzi z importu unijnego), a zakłady produkcyjne w Polsce odczują największy spadek obrotów wśród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Produkcja motoryzacyjna w Wielkiej Brytanii nastawiona jest na eksport – dotyczy to zarówno aut osobowych, jak i części do nich. 80% z 1,67 mln wyprodukowanych w 2017r. na Wyspach pojazdów znalazło nabywców za granicą, a ponad połowa z tej grupy (czyli 719 tys.) trafiła do Unii Europejskiej. W segmencie części motoryzacyjnych ten odsetek jest jeszcze wyższy – 60% brytyjskiej produkcji sprzedano do UE (pod względem wartości). Silną zależność od unijnego rynku widać także w imporcie. W ubiegłym roku na Wyspy sprowadzono prawie 2 mln aut oraz komponenty motoryzacyjne z UE warte łącznie ok. 46 mld euro, co stanowi odpowiednio aż 85% całkowitego importu samochodów (pod względem ilości) oraz 78% całkowitego importu części do Zjednoczonego Królestwa (pod względem wartości).

Państwa członkowskie Unii Europejskiej wysłały do Wielkiej  Brytanii 34% swojego całkowitego eksportu aut (pod względem ilości) oraz 15,5% całkowitego eksportu części (pod względem wartości). Jednym z 5 najważniejszych unijnych partnerów Wielkiej Brytanii w handlu samochodami i komponentami jest Polska. W 2017 r. odnotowaliśmy dodatni bilans handlowy na poziomie 0,7 mld euro – wyeksportowaliśmy na Wyspy produkty motoryzacyjne za 1,5 mld euro i ściągnęliśmy mototowary warte 0,8 mld euro.

Jacek Opala Exact Systems
Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems S.A.

– Wynik negocjacji brexitowych może okazać się bardzo ważny dla przyszłości motoryzacji w naszym kraju. Ewentualny twardy brexit odczujemy podwójnie. Po pierwsze, powinniśmy się liczyć z potencjalnymi stratami w eksporcie bezpośrednim i to najwyższymi w Europie Środkowo-Wschodniej. Spośród wszystkich krajów regionu, na Wyspy trafia najwięcej właśnie naszych produktów motoryzacyjnych. Po drugie, odnotujemy również straty pośrednie, bo utrudniony dostęp do rynku brytyjskiego oznacza mniejszą sprzedaż aut z UE na Wyspach, czyli niższe zapotrzebowanie np. na polskie części w unijnych fabrykach. Wszystko przez bardzo umiędzynarodowiony łańcuch dostaw, który zostanie rozerwany, jeśli Wielka Brytania nie dojdzie do porozumienia z UE. Wyspy Brytyjskie to drugi największy rynek motoryzacyjny w Europie za Niemcami, pod względem liczby zarejestrowanych pojazdów (ponad 2,5 mln w 2017, przy 15 mln w całej Unii). Pamiętajmy przy tym, że najwięcej produktów motoryzacyjnych do Wielkiej Brytanii eksportują Niemcy – nasz główny partner handlowy – twierdzi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems S.A.

Miękki brexit ostatnią nadzieją motobranży?

Mianem miękkiego brexitu określamy sytuację, w której Wielka Brytania wyjdzie ze struktur Unii Europejskiej, ale pozostanie na wspólnym rynku, co gwarantuje swobodny przepływ towarów, usług, osób i kapitału. Będzie mieć wówczas status podobny do Norwegii i Szwajcarii. To rozwiązanie dla branży motoryzacyjnej optymalne, ponieważ nie ucierpi obustronna wymiana handlowa. Nie będzie trzeba reorganizować sprawnie działającego modelu biznesowego, opartego na zintegrowanym łańcuchu dostaw i braku magazynowania na zapas. Model ten, zwany just-in-time, może funkcjonować jedynie w warunkach wspólnego rynku i otwartych granic.

Niestety miękki brexit nie pokrywa się z oczekiwaniami części brytyjskiego społeczeństwa oraz polityków rządzącej Partii Konserwatywnej. Szukając konsensusu premier Theresa May przygotowała tzw. plan z Chequers. – Zakładał on, że Wielka Brytania pozostanie na wspólnym rynku, ale na własnych zasadach tzn. bez swobody przepływu osób i kapitału, które mają zostać uregulowane osobnymi umowami. Unia nie zgodziła się na taki precedens, ponieważ te swobody są integralną częścią wspólnego rynku. Pójście w tej kwestii na ustępstwa osłabiłoby pozycję UE, która chce wyjść z brytyjskiego kryzysu z twarzą i nie dopuścić do kolejnego rozłamu wewnątrz Wspólnoty. Nowa wersja umowy brexitowej, opublikowana w połowie listopada, jest dużo bardziej zgodna z oczekiwaniami Unii niż plan z Chequers. Czy to wystarczy, aby uzyskać zgodę Brukseli? Wydaje się, że do nowej umowy znacznie trudniej będzie przekonać brytyjski Parlament – mówi Dan Clues, General Manager brytyjskiej spółki Exact Systems.

Zatem co się stanie, jeśli obie strony nie dojdą do porozumienia?

Niełatwe życie po twardym brexicie

Scenariusz twardego brexitu wiąże się przede wszystkim z zamknięciem granic i przywróceniem na nich pełnej kontroli, co spowoduje szereg problemów natury logistycznej. Znacznie wydłuży się czas oczekiwania na części, zakłady będą mieć opóźnienia w produkcji i nie będą nadążać z realizacją bieżących zamówień. Wymusi to zmianę koncepcji produkcji z just-in-time na magazynowanie zapasów i przejście z produkcji globalnej na lokalną. Zanim jednak nastąpi zmiana modelu produkcji, mogą zdarzyć się zatory, zmniejszenie produkcji czy zwolnienia pracowników. Niektóre firmy już przygotowują się na ten scenariusz np. Mini po brexicie planuje w kwietniu czasowo wyłączać produkcję. Producent szuka również lokalizacji na magazynowanie części oraz inwestuje w systemy informatyczne do obsługi nowych rodzajów dokumentów, które dopiero wejdą do obiegu. Natomiast McLaren chce gromadzić najważniejsze komponenty i w razie problemów zmieniać harmonogram wysyłek do UE.

Zmiany na produkcyjnej mapie Europy

Niektóre firmy rozważają zamknięcie swoich fabryk na Wyspach i przenoszenie produkcji części bliżej głównych zakładów. Bardzo prawdopodobne, że to samo będzie się działo także w drugą stronę – ucieczka z kontynentu na Wyspy, w celu optymalizacji finansowej procesów produkcyjnych. – Jeśli motobranża w Wielkiej Brytanii zacznie bazować w większym stopniu na dostawcach zlokalizowanych w swoim kraju, to ucierpią nie tylko fabryki z Polski, ale również polskie firmy logistyczne. Rocznie 2 mln aut ciężarowych wjeżdża do Zjednoczonego Królestwa, z czego ponad 1/5 (450 tys.) należy do polskich przewoźników. Coraz więcej mówi się też o przeniesieniu części transportu drogowego na morski, na czym skorzystać mogą holenderskie i belgijskie porty – mówi Jacek Opala.

Ekspert Exact Systems zwraca również uwagę, iż ucieczka części fabryk z Wysp do Unii wywoła efekt domina: – Ruch Jaguar Land Rover (JLR), który przesuwa ciężar produkcji na Słowację, wymusi na  lokalnych oddziałach międzynarodowych graczy, takich jak Lear czy Brose, przeniesienie swojej produkcji dla JLR z zakładów w Wielkiej Brytanii do tych zlokalizowanych na Słowacji lub w pobliżu, np. do Polski – dodaje Opala.

Tego produktu nie wpuścimy, czyli problemy z jednolitą homologacją

W razie twardego brexitu części motoryzacyjne nie będą spełniały wymogów UE lub GB, bo nie będzie jednolitego procesu certyfikacji, przez co mogą wystąpić problemy z homologacją np. silników diesla. Już teraz JLR wprowadziło 3-dniowy tydzień pracy w fabryce w Castle Bromwich, obowiązujący od października do grudnia. Jest to spowodowane wejściem nowych testów emisji spalin i koniecznością uzyskania nowej homologacji UE. Zastoje w produkcji mogą zachęcać do obniżenia norm emisji w Wielkiej Brytanii.

Aby uniknąć w przyszłości problemów z dopuszczeniem swoich produktów na rynek unijny McLaren rozważa certyfikowanie ich także w Niemczech, a Honda uzyskuje licencje zarówno w Wielkiej Brytanii jak i UE.

Turcja zamiast Wielkiej Brytanii?

Twardy brexit zmusi zakłady motoryzacyjne w Polsce do intensywniejszego poszukiwania alternatywnych rynków zbytu. W 2017 r. 90% eksportowanych części znajdowało nabywców w UE (wzrost 10,4% r/r), ale dynamika wzrostu na rynkach pozaunijnych osiągnęła 29%. Ten trend będzie w najbliższych latach kontynuowany. Szczególnie ważna z polskiego punktu widzenia może okazać się sytuacja polityczno-gospodarcza w Turcji.

– Kwestia brexitu pojawiła się w trudnym czasie dla brytyjskiego rynku motoryzacyjnego, ponieważ producenci zmagają się również z efektami skandalu emisyjnego i zmianą silników diesla na napędy hybrydowe oraz elektryczne. Uważam, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE będzie mieć negatywne konsekwencje dla naszego rynku motoryzacyjnego, a jedynie miękki brexit może złagodzić ich skutki. Zapewni brytyjskim firmom dostęp do jednolitego rynku oraz da brytyjskiemu rządowi prawo do współdecydowania o zasadach panujących na rynku europejskim – podsumowuje Dan Clues.

Brexit to potoczne określenie dla procesu wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, rozpoczętego w czerwcu 2016 r. Wówczas odbyło się referendum dotyczące członkostwa Zjednoczonego Królestwa w UE, w którym większość głosujących (51,89%) opowiedziała się za opuszczeniem struktur unijnych. Pomimo niewiążącego charakteru tego referendum, premier Theresa May rozpoczęła brexit. Wielka Brytania ma opuścić Wspólnotę do 29 marca 2019 r. Do tego dnia obie strony mają czas na dojście do porozumienia w kwestiach prawnych.

Źródła danych:

  • Brexit and the auto industry: facts and figures (ACEA)
  • Rekordowy eksport przemysłu motoryzacyjnego w 2017 roku (AutomotiveSuppliers.pl)
  • http://www.autonews.com

Polskę ominął boom na pożyczki społecznościowe. W Chinach standardy pożyczania P2P nie nadążyły za popytem

Do 2025 roku globalny rynek peer-to-peer lending ma osiągnąć wartość 1000 mld dolarów.[1] W Chinach liczba osób, które korzystały z platform social lendingowych przekroczyła 3,5 mln. Popularność tej metody przyczyniła się jednak do upadku wielu chińskich serwisów P2P. W Polsce formuła pożyczania społecznościowego jeszcze się nie przyjęła. Ograniczeniem dla rynku wciąż są przeszkody prawne, ale też mocna alternatywa w postaci FinTechów i firm udzielających pożyczek online.

Sama koncepcja pożyczek typu social lending jest prosta. Serwisy internetowe udostępniają przestrzeń osobom prywatnym, w ramach której mogą one pożyczać pieniądze innym osobom. Formalności podczas całego procesu są ograniczone do minimum, w odróżnieniu od procedury kredytowej w banku. Pierwsza platforma tego typu rozpoczęła swoje funkcjonowanie w 2005 roku w Wielkiej Brytanii.

Social lending popularny na świecie

Na rynkach takich jak Chiny, Indie czy Brazylia pożyczanie społecznościowe stało się popularną metodą zdobywania pieniędzy przez osoby prywatne. Według danych portalu wdzj.com, pod koniec września ubiegłego roku już ponad 3,5 mln Chińczyków korzystało ze społecznościowych platform pożyczkowych.[2]

Jednak niedostateczny poziom regulacji rynkowych i słabe mechanizmy scoringowe odbiły się negatywnie na rynku. Coraz więcej osób pożyczało na platformach społecznościowych pieniądze, których nie byli w stanie oddać. W rezultacie nastąpiła fala bankructw wśród platform oferujących pożyczki społecznościowe.

Czy Polsce grozi powtórka z chińskiego scenariusza? Raczej nie. Rynek pożyczek P2P jest u nas niszą. Financial Times donosił, że pod koniec 2017 roku chiński rynek social lending osiągnął wartość 445 mld dolarów.[3] W tym samym okresie wartość polskiego rynku pożyczek społecznościowych była szacowana przez ekspertów na ok. 100 mln złotych.

Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska
Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska

To niewiele, biorąc pod uwagę, że krajowy rynek profesjonalnych pozabankowych pożyczek online pod koniec ubiegłego roku był wart już ok. 3 mld złotych. Musimy pamiętać, że pożyczanie społecznościowe jest popularniejsze w krajach, gdzie kredyty są w dużej mierze udzielane przez banki i wiążą się z licznymi formalnościami oraz trudnymi do spełnienia wymogami – zauważa Dominik Ciula, Sales Manager Aasa Polska. – Natomiast w Polsce, dzięki dobrze rozwiniętemu rynkowi FinTech, zaciągnięcie szybkiej pożyczki przez internet nie stanowi większego wyzwania.

Siła polskich FinTechów pożyczkowych

Eksperci wskazują, że po pożyczki w ramach social lending najczęściej sięgają osoby, które szybko potrzebują niewielkich kwot, a jednocześnie nie mają odpowiedniej zdolności kredytowej. W Polsce pożyczanie peer-to-peer nie znalazło zbyt wielu entuzjastów. Powodem jest mocna alternatywa w postaci nowoczesnych firm pożyczkowych online. Jak pokazuje raport „Mapa Polskiego Fintechu 2018”, w polskim sektorze FinTechowym aż 51 proc. firm specjalizuje się w płatnościach, a kolejne 31 proc. w obszarze kredytów oraz pożyczek.[4]

– Priorytetem dla pożyczkobiorców jest szybkie zdobycie pieniędzy. Pożyczanie online w FinTechu charakteryzuje się takim samym tempem, jak w przypadku platform społecznościowych, a jednocześnie jest transparentne i bezpieczne. Ocena zdolności kredytowej następuje w czasie rzeczywistym, przy minimum formalności. Pożyczkobiorcy mogą zapoznać się z dokładnymi kosztami zobowiązania oraz kwotą, która pozostaje do spłacenia – komentuje Dominik Ciula.

Na kondycję krajowego rynku pożyczek społecznościowych wpływa również brak odpowiednich regulacji prawnych. Ustawa dotycząca pozabankowych kredytów konsumenckich jasno określa, że pożyczek mogą udzielać tylko instytucje wpisane do rejestru Komisji Nadzoru Finansowego. Zanim taki wpis nastąpi, firmy muszą spełnić szereg wymogów, m.in. posiadać minimum 200 000 złotych kapitału własnego. Jeśli nie powstaną przepisy regulujące rynek social lending, a branża FinTech nadal będzie się tak dynamicznie rozwijać, sytuacja pożyczania społecznościowego w Polsce raczej nie ulegnie zmianie w najbliższym czasie.

[1] Źródło: https://www.statista.com/statistics/325902/global-p2p-lending/

[2] Źródło: wzdj.com

[3] Źródło: https://www.ft.com/content/a494591a-867a-11e7-bf50-e1c239b45787

[4] Źródło: https://www.cashless.pl/system/uploads/ckeditor/attachments/1908/Mapa_Polskiego_Fintechu_2018.pdf

Zuzanna Paciorkiewicz pokieruje Działem Zarządzania Nieruchomościami Cushman & Wakefield w Polsce

Z początkiem listopada br. w międzynarodowej firmie doradczej Cushman & Wakefield nastąpiła zmiana na stanowisku szefa w Dziale Zarządzania Nieruchomościami w Polsce. Kierownictwo zostało powierzone Zuzannie Paciorkiewicz, Head of Operations, Asset Services Poland.

dr Zuzanna Paciorkiewicz
dr Zuzanna Paciorkiewicz

Dr Zuzanna Paciorkiewicz, jest certyfikowanym członkiem RICS i posiada wieloletnie doświadczenie w branży nieruchomości komercyjnych, ze szczególnym uwzględnieniem obiektów biurowych i magazynowych. Do tej pory zarządzała 39-osobowym zespołem profesjonalistów oraz ponad 1,4 mln mkw. powierzchni komercyjnej w całej Polsce. Zuzanna współpracuje z międzynarodowymi funduszami oraz prywatnymi inwestorami i deweloperami. Ma także doświadczenie akademickie – przez 12 lat była pracownikiem naukowym i wykładowcą w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Po fuzji firm DTZ i Cushman & Wakefield Zuzanna była odpowiedzialna za reorganizację struktury działu w ramach Asset Services Business Space. Zuzanna od wielu lat aktywnie uczestniczy w promowaniu proekologicznych rozwiązań w nieruchomościach i jest w tym zakresie cenionym ekspertem.

Blisko 500 mld złotych na rachunkach bankowych

492,8 mld zł trzymają polskie gospodarstwa domowe na bankowych rachunkach bieżących. Są to nieoprocentowane pieniądze, które w zestawieniu z dwuprocentową inflacją realnie tracą na wartości. Polacy szukają więc bezpiecznych inwestycji.

Gdyby 500 mld złotych rozdzielić równo pomiędzy wszystkich mieszkańców Polski, wyszłoby, że każdy z nas trzyma na bankowym koncie około 13 tys. złotych. Przez 10 lat kwota ta wzrosła ponad trzykrotnie (jesienią 2008 r. wynosiła niespełna 4 tys. zł na osobę), a tylko w ciągu ostatnich 24 miesięcy – o ponad 30 proc. Według statystyk Narodowego Banku Polskiego są to pieniądze trzymane na nieoprocentowanych rachunkach bieżących. W praktyce oznacza to, że ta suma leży na kontach, tracąc na wartości. Zjada je inflacja wynosząca obecnie około 2 proc. w skali roku.

Ten dynamiczny wzrost pieniędzy trzymanych w bankach jest konsekwencją wzrostu gospodarczego i wyższych w ostatnich latach pensji. Część z tych oszczędności Polacy próbują pomnażać, ale gros pieniędzy po prostu leży i czeka.

Coraz mniej pieniędzy na lokatach

Niemały odsetek przyrostu pieniędzy na rachunkach bankowych jest wynikiem odpływu gotówki z depozytów terminowych. Kwota, którą trzymamy na lokatach spadła przez dwa lata o 21,5 mld zł, przy czym dla samych lokat w rodzimej walucie było to prawie 25 mld zł. Aktualnie na lokatach w bankach polskie gospodarstwa domowe mają zdeponowane 289,9 mld zł, z czego 268,9 mld zł przypada na rachunki złotowe, a reszta – walutowe.

Przez wiele lat Polacy zdecydowanie chętniej trzymali swoje oszczędności na lokatach niż na rachunkach bieżących. Wiosną 2001 r. było to aż cztery razy więcej. Potem różnica systematycznie malała i latem 2007 r. po raz pierwszy pieniądze zgromadzone na kontach przerosły te trzymane na depozytach. Przez kolejnych dziewięć lat obie kwoty rosły, a sytuacja zmieniała się w zależności od kondycji rynkowej. Dopiero w 2016 r. doszło do przełamania i niskie oprocentowanie lokat sprawiło, że Polacy zaczęli się od nich odwracać, co wyraźnie widać w statystykach.

Kwoty zgromadzone na rachunkach bieżących i terminowych przez gospodarstwa domowe wraz z porównaniem do średniego oprocentowania lokat

Kwoty zgromadzone na rachunkach bieżących i terminowych przez gospodarstwa domowe wraz z porównaniem do średniego oprocentowania lokat
źródło: opracowanie własne na podstawie danych Narodowego Banku Polskiego

Bezpieczne inwestycje w cenie

Polacy coraz częściej po wygaśnięciu lokaty nie zakładają kolejnej. To zachowanie wynika przede wszystkim z niskiego oprocentowania depozytów. – To jednak ciekawy mechanizm, że Polacy rezygnują z lokat i trzymają pieniądze na rachunku bieżącym, które zwykle nie jest w ogóle oprocentowane. Jednocześnie w ostatnim czasie bardzo wzrosła popularność obligacji Skarbu Państwa. W tym roku kupujemy ich średnio w miesiącu za 990 mln zł. Łącznie przez ostatnie dwa lata zainwestowaliśmy w papiery skarbowe 17,2 mld zł. Tymczasem w latach 2015-2016 było to 7,9 mld zł – komentuje Bartosz Kucharczyk, kierownik zespołu produktów inwestycyjnych BGŻOptima.

Rosnąca sprzedaż obligacji skarbowych jest sygnałem, że Polacy poszukują alternatywnych sposobów na bezpieczne ulokowanie pieniędzy. Ważne jest, że w 2019 r. trend ten prawdopodobnie jeszcze się wzmocni, a to za sprawą m.in. rosnącej inflacji. Według Narodowego Banku Polskiego w przyszłym roku inflacja wyniesie 2,7 proc. (przy 1,9 proc. aktualnie), zatem dostępne depozyty będą jeszcze mniej opłacalne.

Pieniędzy będzie coraz więcej

Nic nie wskazuje na to, by okres dynamicznego wzrostu kwoty przetrzymywanej przez Polaków na bankowych rachunkach bieżących miał się wkrótce zatrzymać. Jest to związane z utrzymującą się dobrą sytuacją gospodarczą. Nie bez znaczenia jest także regularny napływ gotówki z programu Rodzina 500+. – Nie powinniśmy pozwalać, aby nasze pieniądze traciły na inflacji. Przy bardzo ograniczonym ryzyku inwestycyjnym rozwiązaniem, które warto rozważyć są fundusze pieniężne. Mogą być one uzupełnieniem dla depozytów i lokat terminowych. Przeznaczając część oszczędności na fundusz możemy potencjalnie uzyskać wyższy zysk niż wypłaci nam bank – zauważa ekspert BGŻOptima.

Marek Dietl: Wejście w życie PPK jest początkiem nowej epoki dla GPW

  • Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK) w Sali Notowań Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie
  • Rynek kapitałowy odgrywa istotną rolę w budowaniu bezpiecznego systemu emerytalnego
  • GPW planuje zorganizowanie cyklu szkoleń dla małych i średnich przedsiębiorstw dotyczących PPK

Prezydent RP Andrzej Duda podpisał ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych, która zakłada utworzenie powszechnego, dobrowolnego i prywatnego systemu oszczędzania, współtworzonego przez pracowników, pracodawców i państwo. Program ma dotyczyć – według szacunków rządu – ok. 11,5 mln pracowników i zapewnić dodatkowe oszczędności dla przyszłych emerytów po ukończeniu przez nich 60. roku życia. Program PPK będzie prowadzony przez Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych, zakłady ubezpieczeń i Powszechne Towarzystwa Emerytalne.

Polski rynek kapitałowy jest bardzo ważną częścią gospodarki, a giełda pełni ważną rolę we wspieraniu wzrostu gospodarczego. Projekt ustawy o PPK zakłada, że jej wdrożenie wzmocni istotnie polski system finansowy, w szczególności rynek kapitałowy, w tym rynek akcji, obligacji korporacyjnych, obligacji skarbowych, funduszy rynku nieruchomości (w tym REIT). Na giełdę będą bowiem mogły wpływać dodatkowe pieniądze za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych odpowiedzialnych za zarządzanie i pomnażanie pieniędzy zgromadzonych na kontach PPK.

Podpisanie ustawy o PPK nie bez powodu obywa się dziś w centrum rynku kapitałowego – na Giełdzie Papierów Wartościowych. To właśnie warszawska giełda będzie platformą, dzięki której pieniądze zgormadzone w ramach PPK będą przekształcane w inwestycje pomnażające emeryturę. W ten sposób przyszli emeryci będą mogli skorzystać z owoców wzrostu gospodarczego. W historii rozwoju rynku kapitałowego wejście w życie PPK jest początkiem nowej epoki – mówi Marek Dietl, prezes GPW.

Od stycznia 2019 r. GPW rozpoczyna ogólnopolski projekt edukacyjny skierowany do pracowników poświęcony Pracowniczym Planom Kapitałowym. Oferta bezpłatnych szkoleń zostanie skierowana do firm zatrudniających ponad 250 osób. Zgodnie z danymi GUS za I półrocze 2018 roku, w Polsce aż 3557 firm spełnia przedmiotowe kryterium jako adresat szkoleń z zakresu PPK. Przedsiębiorstwa te zatrudniają łącznie 3,1 mln pracowników. Celem szkolenia jest propagowanie świadomego zarządzania swoimi oszczędnościami poprzez Program PPK.

Pracownicze Plany Kapitałowe dużym wyzwaniem dla pracodawców

Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o Pracowniczych Planach Kapitałowych, która wejdzie w życie już na początku 2019 roku, ale w praktyce dla największych pracodawców zacznie mieć zastosowanie od 1 lipca 2019 roku. Firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników, które pierwsze muszą wdrożyć to rozwiązanie, mają na to  10 miesięcy. Aż 75 proc. pracodawców przyznaje, że decyzja o wprowadzeniu PPK jest ściśle powiązana z obowiązkiem ustawodawczym – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Polskie Stowarzyszenie HR. Dla wszystkich oznaczać to będzie dodatkowe obciążenia administracyjne, z którymi będą musieli zmierzyć się zarządzający kadrami. W odpowiedzi na to wyzwanie eksperci Instytutu Emerytalnego i Nationale-Nederlanden PTE przygotowali podręcznik dla pracodawców, który krok po kroku pomoże im przygotować się i wdrożyć PPK. 

Tylko jedna trzecia ankietowanych pracodawców deklaruje, że planowała wdrożenie programu emerytalnego, zanim ogłoszono rządowy pomysł stworzenia powszechnych pracowniczych planów kapitałowych. Dla zdecydowanej większości ich wprowadzenie wynika z obowiązku, jaki nakłada na pracodawców ustawa o PPK. Dlatego powstanie obowiązku tworzenia PPK zmusza firmy do jak najszybszego rozpoczęcia przygotowań do dostosowania się do nowych przepisów.

Zdecydowanie największym wyzwaniem, jaki dostrzegają firmy we wdrożeniu PPK są dodatkowe koszty, jakie pracodawcy będą musieli ponieść w związku z obowiązkowymi wpłatami ze strony pracodawcy (74 proc.). Zgodnie z ustawą, minimalna kwota, którą będzie musiał odprowadzać dla każdego uczestnika to 1,5 proc. jego wynagrodzenia.

Mimo kluczowej roli, jaką zatrudniający będą pełnić w prowadzeniu PPK, aż 61 proc. uczestniczących w badaniu firm przyznaje, że obawiają się, że PPK traktowane będą przez pracowników jako program rządowy, a nie świadczenie, które sfinansuje pracodawca. Proces wprowadzania PPK do firm powinien być więc uzupełniony działaniami edukacyjnymi, które pozwolą pracownikom zrozumieć założenia projektu oraz mechanizmy funkcjonowania PPK. Świadomość i wiedza na temat PPK mogą zwiększyć zaufanie społeczne i zachęcić Polaków do skorzystania z tego programu.

Bazując na naszym wieloletnim doświadczeniu w praktycznym doradzaniu pracodawcom w tworzeniu i funkcjonowaniu form dodatkowego oszczędzania na emeryturę przygotowaliśmy kompendium wiedzy o PPK, które powinno pomóc każdemu zainteresowanemu w zrozumieniu nie tylko jak będą działały te rozwiązania, ale także, a może przede wszystkim w przygotowaniu się do wyzwań jakie niosą ze sobą PPK – mówi dr Antoni Kolek, Prezes Zarządu Instytutu Emerytalnego.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

„Pracownicze Plany Kapitałowe – podręcznik dla pracodawcy” ma pomóc osobom odpowiedzialnym za wprowadzenie programu w swojej firmie. Kompendium prezentuje informacje niezbędne na każdym etapie funkcjonowania PPK w organizacji. Autorzy wyjaśniają w nim, jakie są najważniejsze założenia i sposób funkcjonowania PPK. Tłumaczą również, jak działać w nowym otoczeniu prawnym.

– Wprowadzenie PPK wiąże się z szeregiem nowych obowiązków, jakie czekają pracodawców. To oni odpowiadają chociażby za wybór instytucji finansowej, która będzie zarządzać pracowniczym planem kapitałowym oraz za zawarcie z nią umów w imieniu swoich pracowników. Dlatego odpowiednie przygotowanie i zrozumienie wymogów, jakie są stawiane zatrudniającym, jest kluczowe dla powodzenia tego projektu – mówi Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE.

W podręczniku zaprezentowane zostały krok po kroku działania, które każdy z pracodawców musi spełnić wprowadzając PPK do swojej firmy. Już dziś największe z nich – zatrudniające powyżej 250 osób – powinny uwzględnić w swoich rocznych budżetach koszty związane z wpłatami dla każdego pracownika.

Cyfryzacja nowym motorem polskiej gospodarki. Do 2025 roku może przynieść dodatkowe 275 mld zł

Cyfryzacja nowym motorem polskiej gospodarki. Do 2025 roku może przynieść dodatkowe 275 mld zł 1

Dotychczasowe motory wzrostu Polski, takie jak podaż taniej i wykwalifikowanej siły roboczej czy napływ środków z Unii Europejskiej, zaczynają słabnąć. Jest jednak szansa, że nową siłą napędową gospodarki stanie się cyfryzacja, która do 2025 roku może przynieść 275 mld zł dodatkowego PKB – wynika z najnowszego raportu firmy doradczej McKinsey & Company. Eksperci podkreślają, że umożliwiłoby to zwiększenie globalnej konkurencyjności Polski. Z analiz firmy McKinsey wynika, że tempo rozwoju cyfrowej gospodarki w Polsce już i tak znacznie przyspieszyło. W latach 2012-2016 rosła ona o 7 proc, rocznie, co było dwukrotnie wyższym wynikiem niż w największych krajach UE.

W Polsce w latach 1996-2017 PKB na mieszkańca wzrósł o 123 proc. Było to możliwe m.in. dzięki prężnie rozwijającym się tradycyjnym sektorom gospodarki, dużej dynamice eksportu, inwestycjom zagranicznym, rosnącej sile roboczej przy jej stosunkowo niskich kosztach oraz środkom z UE.

Dziś jednak wiele z tych czynników zaczyna tracić na sile, co widać choćby na przykładzie rynku pracy: przy rekordowo niskim bezrobociu (4,9 proc. w 2017 roku) siła robocza staje się coraz droższa.

Z naszych analiz wynika, że  cyfryzacja i jej przyspieszenie może stać się istotnym motorem wzrostu dla polskiej gospodarki w nadchodzących latach – podkreśla Marcin Purta, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce.

Z najnowszego raportu firmy doradczej McKinsey & Company „Polska jako Cyfrowy Challenger. Cyfryzacja nowym motorem wzrostu dla kraju i regionu” wynika, że dzięki cyfryzacji PKB Polski może wzrosnąć o 275 mld złotych (64 mld euro) do 2025 roku. Umożliwiłoby to Polsce awans do grona najbardziej zaawansowanych cyfrowo gospodarek w Europie, czyli tzw. Cyfrowych Liderów (Digital Frontrunners): Belgii, Danii, Estonii, Finlandii, Holandii, Irlandii, Luksemburga, Norwegii i Szwecji. W ambitnym scenariuszu odsetek PKB, który generuje gospodarka cyfrowa Polski, wzrósłby do 15 proc. PKB w roku 2025.

– To jest w naszej ocenie bardzo istotna wartość. Oznaczałaby dodatkowy 1 punkt procentowy wzrostu PKB każdego roku. Jednak aby ten potencjał wykorzystać, konieczne są wspólne działania administracji publicznej, firm i obywateli. Firmy z pewnością mogłyby szerzej stosować technologie i narzędzia cyfrowe, takie  jak analiza Big Data, wykorzystanie rozwiązań chmurowych i sprzedaży online czy wykorzystanie reklamy online. Niski poziom wykorzystania tych narzędzi widzimy w szczególności w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw – mówi Marcin Purta.

Według McKinsey równie istotne są zadania związane z przekwalifikowaniem pracowników i upewnieniem się, że posiadają niezbędne kwalifikacje do stosowania narzędzi cyfrowych.

Jak wynika z szacunków McKinsey & Company, w 2016 roku gospodarka cyfrowa odpowiadała w Polsce za 6,2 proc. PKB, czyli równowartości 112 mld złotych (26 mld euro). To nieco poniżej średniej dla Europy Środkowo-Wschodniej (6,5 proc.). Jednak z drugiej strony dystans do średniej dla pięciu największych krajów UE, gdzie gospodarka cyfrowa odpowiada za 6,9 proc. PKB, jest stosunkowo niewielki i możliwy do nadrobienia.

– Aby przyspieszyć cyfryzację Polski, przede wszystkim rząd powinien skoordynować działania swoich resortów. Mamy w Polsce wiele zasobów – kadrowych, intelektualnych, ale też zasobów technicznych – natomiast problemem jest zarządzanie pomiędzy resortami, ale jednocześnie zarządzanie w ramach firm prywatnych, które nie są w stanie we właściwy sposób pozyskiwać środków finansowych na projekty związane z machine learning czy sztuczną inteligencją – mówi Robert Kroplewski, Pełnomocnik Ministra Cyfryzacji ds. społeczeństwa informacyjnego.

Według ekspertów McKinsey kluczowe znaczenie ma również współpraca w regionie. Tzw. Cyfrowi Challengerzy mogą wykorzystać cyfrową szansę tylko, jeśli będą ściśle współpracować, wykorzystując efekt skali. PKB tych dziesięciu krajów (oprócz Polski w jej skład wchodzą także Bułgaria, Czechy, Chorwacja, Litwa, Łotwa, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry) sięga 1,4 biliona euro, co odpowiada wielkości 12. gospodarki świata. Obszarami, w których ich współpraca mogłaby przynieść korzyści, jest na przykład dostęp do publicznych zbiorów danych czy projekty infrastrukturalne w zakresie światłowodów i technologii 5G.

Pełnomocnik Ministra Cyfryzacji Robert Kroplewski podkreśla również znaczenie współpracy pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym biznesem, które powinny wspólnie budować ekosystem sprzyjający wdrażaniu innowacji. Sektor publiczny odpowiada jednak za politykę ogólną, tworzenie możliwości i impulsów rozwojowych – natomiast nie jest odpowiedzialny za samoorganizację przedsiębiorstw, które same muszą dostrzec szansę rozwoju w cyfryzacji.

– Okazuje się, że przepływ danych elektronicznych w 46 proc. wpływa na PKB Polski, to dla nas ogromna szansa. Z drugiej strony, 60 proc. polskich przedsiębiorstw nie jest zainteresowanych inwestowaniem w technologie cyfrowe, co oznacza że mamy zaszłości. Pytanie: z czego to wynika? Z obawy o celowość tych inwestycji, czy też z braku wiedzy w jaki sposób można te technologie wykorzystać dla wspomagania sprzedaży, usług czy wspomagania rozwoju własnych kadr? Tutaj potrzebna jest również edukacja, programy edukacyjne. Jako rząd możemy  wspomóc programy NCBiR, wprowadzić do nich komponent technologii cyfrowych, np. sztucznej inteligencji, dedykować środki finansowe dla rozwoju konkretnych usług – mówi Robert Kroplewski.

Jak zauważa Artur Waliszewski, dyrektor biznesowy Google w Europie Środkowo-Wschodniej, na rozwoju cyfryzacji polska gospodarka może bardzo dużo zyskać, m.in. zwiększając wydajność pracy.

– Eksport jest doskonałym przykładem, który pokazuje jakie szanse stwarza cyfryzacja. Dzisiaj można założyć firmę i oferować usługi cyfrowe klientom w USA czy w Niemczech. Nie trzeba się martwić otwieraniem biura w tych krajach, jeżdżeniem tam, budowaniem struktur firmy – czyli wydatki są stosunkowo małe, a potencjalne zyski bardzo wysokie. Jest w Polsce wiele firm, np. w branży gier mobilnych, które tę szansę wykorzystują. Dzięki temu z ich usług może korzystać nie tylko 38 mln klientów w Polsce, ale już kilkaset milionów ludzi na całym świecie. Aby skorzystać z cyfrowej szansy, firmy muszą sobie uświadomić, że dzisiaj klient nie jest od nich oddalony geograficznie. Jest od nich oddalony cyfrowo – podkreśla Artur Waliszewski.

Minister rolnictwa: Rośnie eksport polskiej żywności do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zapotrzebowanie jest na mięso halal, produkty mleczne czy słodycze

Minister rolnictwa: Rośnie eksport polskiej żywności do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Zapotrzebowanie jest na mięso halal, produkty mleczne czy słodycze 2

Rośnie eksport rolno-spożywczy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. To drugi po Arabii Saudyjskiej największy partner gospodarczy i handlowy Polski w tym regionie. Tylko w 2017 roku eksport na rynek ZEA osiągnął wartość 85 mln euro i wzrósł o 11 proc. w ciągu roku. Potencjał jest jednak znacznie większy. Hitem eksportowym mają szanse stać się mięso halal, produkty mleczne, słodycze czy przetwory owocowe. Polscy przedsiębiorcy mogą liczyć na pomoc rządu, jednak dużo zależy od nich samych – podkreśla Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa.

Wymiana rolno-spożywcza z Emiratami Arabskimi wynosi kilkadziesiąt milionów euro. Można się tym szczycić, ale wydaje mi się, że potencjał jest bez porównania większy. To jest kraj, który nie tylko potrzebuje żywności dla stosunkowo niewielkiej ilości swoich mieszkańców, około 10 mln, ale przede wszystkim potrafi handlować żywnością ze znaczną częścią świata, z Azją, z Afryką, z krajami arabskimi. Jako taki pośrednik, do krajów gdzie nigdy sami nie będziemy umieli skutecznie handlować, bardzo by się nam przydał – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Zjednoczone Emiraty Arabskie są drugim, po Arabii Saudyjskiej, największym partnerem gospodarczym i handlowym Polski na obszarze krajów Rady Współpracy Państw Zatoki. W 2017 roku eksport polskich artykułów rolno-spożywczych wyniósł ok. 85 mln euro, czyli 11 proc. więcej niż w 2016 roku. Najwięcej sprzedajemy przetworów spożywczych, słodyczy i papierosów, ale ZEA mogą być też dobrym odbiorcą mięsa halal, które Polska obecnie eksportuje do kilkudziesięciu krajów.

ZEA potrzebują przede wszystkim dużych ilości mięsa, oczywiście mięsa halal, wołowiny i drobiu. To są ogromne ilości produktów mlecznych, przede wszystkim o krótkich terminach przydatności, bo świat nie chce żywności która ma pół roku czy rok ważności napisane na opakowaniu, staje się to żywność śmieciowa, więc również kwestia szybkości transportu, logistyki, będzie o tym decydowała – wskazuje Ardanowski.

W 2017 roku wartość eksportu produktów mleczarskich z Polski na rynki pozaunijne zwiększyła się o 27 proc., do 476 mln euro. Najwięcej sprzedajemy do Algierii, Chin i Arabii Saudyjskiej.

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest też wielkie zapotrzebowanie na cukier. Jesteśmy przecież wielkim producentem cukru, w krajach muzułmańskich duże wzięcie mają słodycze, miód, to są rzeczy które mamy. To są na pewno – biorąc pod uwagę tamten klimat – także soki z owoców i warzyw, które rosną w naszym klimacie, sok jabłkowy, różnego rodzaju koncentraty z owoców miękkich – wymienia minister rolnictwa.

Polska jest w czołówce światowych eksporterów słodyczy. Tylko latach 2012-2016 eksport polskich słodyczy wzrósł o blisko 79,5 proc. Z analiz ekspertów Banku BGŻ BNP Paribas wynika zaś, że w 2017 roku Polska wyeksportowała 15,2 tys. ton miodu, czyli o 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Zdecydowana większość trafia na rynki unijne, jednak to kraje muzułmańskie mogą być istotnym odbiorcą. Jak wskazuje Ardanowski, gama produktów które mogą stać się hitem eksportowym do tej części świata jest ogromna, ale aby wykorzystać ten potencjał dużo zależy od polskich producentów.

Rolą administracji, rządu, jest pomoc w pokonywaniu barier organizacyjnych, prawnych, dostępu do rynku, porozumień w krajach orientu. Jest bardzo ważne również, czy władze publiczne uwiarygadniają poszczególne firmy wskazując, że one są popierane, więc każda polska firma na tego typu wsparcie ze strony przedstawicieli rządu może liczyć, natomiast reszta jest w rękach samych przedsiębiorców – przekonuje minister.

Jak podkreśla Ardanowski, Polska nie może konkurować niskimi cenami, pod tym względem nie wygramy np. z Ukrainą (ceny owoców), czy Brazylią (mięsa). Wartością polskich produktów jest przede wszystkim wysoka jakość.

Dla ZEA jest bardzo ważne, że Polska nie kopie się z koniem, nie ściga się wyłącznie niskimi cenami żywności. Nigdy nie wygramy z Brazylią w produkcji kurczaków czy z Argentyną w produkcji wołowiny, czy z wielkimi obszarami Rosji, Ukrainy, w produkcji pszenicy czy innych zbóż. My musimy się czymś wyróżniać i ta nasza żywność ma być najlepsza na świecie, ma być tą żywnością, za którą będzie ktoś gotowy zapłacić lepszą cenę wiedząc o tym, że to jest crème de la crème na stołach światowych – podkreśla Jan Krzysztof Ardanowski.

Nowe technologie w zakupach pomagają firmom ciąć koszty nawet do 15 proc. Sztuczna inteligencja sama wybierze najlepszego dostawcę, a system zaksięguje fakturę

Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu, PSML
Andrzej Zawistowski, Członek Zarządu, PSML

Usprawnienie procesów zakupowych może przynieść firmie oszczędności sięgające nawet 15 proc. kosztów. Optymalizacja tego obszaru jest szczególnie istotna teraz, kiedy wiele firm boryka się z presją płacową i musi szukać oszczędności w innych obszarach. Z drugiej strony dla wielu firm pozyskanie dobrych fachowców od zakupów stanowi nie lada problem. Dlatego w obszar zakupów wkracza sztuczna inteligencja, która nie tylko usprawnia proces zakupowy i pozwala firmie ciąć koszty, lecz także ułatwia pracę ludzi, którzy mogą skupić się na bardziej strategicznych zadaniach.

Firmy mogą oszczędzać na bardzo wiele sposobów, jednym z nich jest zarządzanie popytem, czyli dobre zdefiniowanie tego, co ma zostać kupione. Niekupowanie rzeczy zbędnych daje lepsze efekty niż jakiekolwiek negocjacje, które też są istotną metodą obniżki kosztów funkcjonowania firm. Każda złotówka zaoszczędzona na zakupach przekłada się automatycznie na zysk firmy 1:1 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Borowiecki, prezes zarządu OptiBuy.

Optymalizacja procesu zakupowego nabiera znaczenia szczególnie w obecnej sytuacji na rynku pracy, kiedy stopa bezrobocia spadła do 5,7 proc. czyli najniższego poziomu od 28 lat. Wiele firm jest zmuszonych podnosić płace, aby zatrzymać pracowników. Jak wynika z tegorocznego „Badania niedoboru talentów” Manpower Group – problem ze znalezieniem pracowników o odpowiednich kompetencjach zgłasza w Polsce już 51 proc. firm. To najwyższy wynik od dziesięciu lat. Wśród dużych firm, zatrudniających powyżej 250 osób, ten wskaźnik jest jeszcze wyższy i sięga już 75 proc.

Również presja płacowa utrzymuje się na wysokim poziomie. Dynamika wzrostu płac to ok. 7 proc. rdr. W tej sytuacji efektywne zakupy są dla firmy sposobem na znalezienie dodatkowych oszczędności. Mogą one sięgać nawet 10–15 proc.

Technologii zakupowych jest coraz więcej. Mamy tzw. narzędzia sourcingowe, które pozwalają nam w efektywny sposób wybrać dostawcę. Mamy narzędzia dotyczące analizy wydatków, abyśmy wiedzieli, gdzie firmowe pieniądze są faktycznie wydawane. Mamy także cały szereg narzędzi tzw. procure-to-pay, czyli od zapotrzebowania do płatności, które pozwalają nam automatyzować proces zgłaszania wniosków zakupowych i zatwierdzania ich, aż po końcowe rozliczenie faktury z dostawcami – mówi Mateusz Borowiecki.

Jak podkreśla, na efektywność procesu zakupowego w firmie – obok dobrze dobranych narzędzi i technologii – ma wpływ także dobrze przygotowana kadra.

Te wszystkie czynniki wpływają na to, że jedne firmy kupują coś efektywniej, produkty lepszej jakości po niższej cenie, a inne niestety radzą sobie na tym polu gorzej, przez co tracą przewagę konkurencyjną – podkreśla prezes zarządu OptiBuy.

W ocenie ekspertów technologie, zwłaszcza robotyzacja i sztuczna inteligencja, odgrywają w obszarze zakupów coraz większą rolę. Pozwalają one szybciej i łatwiej składać zamówienia, przetwarzać faktury czy rozliczać się z dostawcami. Jak wynika z ubiegłorocznego badania brytyjskiej firmy konsultingowej Hackett Group, 84 proc. przedstawicieli organizacji zakupowych ocenia, że cyfryzacja gruntownie zmieni procesy zakupowe w nadchodzących latach.

Wszyscy w zakupach koncentrujemy się na bezpośrednich czynnościach i cenie, natomiast nikt nie mierzy kosztów procesowych. Jednak z badań przeprowadzonych przez Amerykanów wynika, że koszt procesowania jednego zamówienia – od momentu powstania zapotrzebowania aż do momentu zapłaty dostawcy – kształtuje się od 40 dol. do nawet 400 dol. za jedno zamówienie w przypadku firm, które najgorzej sobie z tym radzą. Dlaczego te najlepsze firmy są tak niskokosztowe? Otóż dlatego, że używają technologii. Automatyzują procesy, które same w sobie nie przynoszą żadnej wartości dodanej – podkreśla Andrzej Zawistowski, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Managerów Logistyki i Zakupów.

Nowe technologie to remedium na bolączkę wielu firm, jaką jest coraz większy problem z pozyskaniem dobrych ekspertów zakupowych. Pozwalają m.in. zredukować do minimum zadania manualne, związane z przetwarzaniem zamówień, obsługą faktur czy opisywaniem dokumentów. Dzięki temu pracownicy działów zakupów mogą skupić się na bardziej strategicznych zadaniach.

Sztuczna inteligencja w zakupach może być wykorzystywana w wielu obszarach. Jednym z nich jest wybór dostawców. SI potrafi analizować bardzo dużą ilość danych, sugerując, który dostawca będzie dla firmy najlepszy. Wiąże się z tym wiele wymiernych korzyści. Innym obszarem jest proces weryfikacji ceny. SI, analizując bardzo dużą ilość danych wewnętrznych i zewnętrznych, jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, jaka jest cena danej usługi na konkretnym rynku. Człowiek nie jest w stanie przeanalizować tak dużej ilości informacji – mówi Izabela Smulska-Kowalczyk, EMEA Procurement Sourcing Leader, IBM

– Wszyscy wiemy, ile czasu zajmuje nam uzgadnianie faktur. Wykonywane ręcznie konsumuje bardzo dużo czasu pracowników działu zakupów albo po stronie partnera biznesowego, w marketingu, kontrolingu czy finansach. Wprowadzenie prostego systemu informatycznego eliminuje w ogóle działanie człowieka. Faktura sama uzgadnia się w systemie. System ma zgłoszone zapotrzebowanie, ma potwierdzenie odbioru i kiedy przychodzi faktura po prostu sprawdza niczym automatyczny weryfikator – dodaje Andrzej Zawistowski.

Rzecznik Praw Dziecka: nieszczepienie dzieci może narazić je na bardzo dotkliwe dolegliwości, nawet na śmierć

Rzecznik Praw Dziecka: nieszczepienie dzieci może narazić je na bardzo dotkliwe dolegliwości, nawet na śmierć 3

Niestosowanie szczepień narusza prawo dzieci do zdrowia, uważa Marek Michalak. Były Rzecznik Praw Dziecka chce dogłębnych zmian w kodeksie rodzinnym, które zwiększałyby ochronę prawną najmłodszych obywateli. Jego zdaniem Polacy muszą nauczyć się traktować dzieci podmiotowo, dlatego z języka prawniczego powinien zniknąć pejoratywny termin „władza rodzicielska”, zastąpiony określeniem „odpowiedzialność rodzicielska”.

Marek Michalak w tym roku przedstawił projekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który eksperci określili mianem przełomowego. Wprowadza on zupełnie inny sposób myślenia o dziecku oraz jego miejscu w rodzinie i społeczeństwie. Zdaniem Marka Michalaka Polacy muszą nauczyć się podmiotowego traktowania najmłodszych, a zaproponowana przez niego nowelizacja bazuje właśnie na postrzeganiu dziecka jako małego człowieka i obywatela.

– Dzieci to nie są przedmioty, to nie są ludzie mniejszej kategorii, to są ludzie tu i teraz. Korczak mówił: „nie ma dzieci, są ludzie”, ale o innej skali pojęć, o innej wrażliwości, czyli osoby które wymagają szczególnej ochrony ze względu na swój wiek, na inne możliwości działania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rzecznik Praw Dziecka.

Zaproponowany przez Marka Michalaka projekt wprowadza definicję dobra dziecka, której nie ma w obecnym stanie prawnym. Rzecznik Praw Dziecka podkreśla, że zapewnianie dzieciom wyżywienia i edukacji to nie wszystko, dorośli powinni dawać im bowiem swoją uwagę i wolny czas. Ich zadaniem jest budowanie w najmłodszych poczucie własnej wartości. Marek Michalak zwraca też uwagę, że dzieci mają relatywnie małą ochronę prawną, nie stoją za nimi związki zawodowe ani wybrani przez nich parlamentarzyści.

– Ja zaproponowałem projekt nowego kodeksu rodzinnego i uważam, że powinny realne prace w parlamencie zostać podjęte nad zmianą prawa rodzinnego, ale nie takie łatanie, jeden przepis z jednej strony, drugi przepis z drugiej strony – mówi Marek Michalak.

Rzecznik Praw Dziecka przypomina, że od momentu uchwalenia obecnie obowiązującego Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego podejście Polaków do dzieci uległo istotnym zmianom. Akceptowalne społecznie traktowanie najmłodszych w sposób przedmiotowy oraz wynikająca z tego przemoc wobec dzieci dziś nie mają już racji bytu. Dlatego jedną z najważniejszych zmian zawartych w projekcie Marka Michalaka jest zastąpienie pejoratywnego terminu „władza rodzicielstwa” określeniem „odpowiedzialność rodzicielka”.

– Nie po to, żeby rodzicom odebrać możliwość wychowywania swoich dzieci, bo to byłoby przecież niemądre, tylko po to, żebyśmy właściwe relacje międzyludzkie tworzyli, a właściwe relacje nie polegają na tym, że ktoś patrzy z góry na drugiego człowieka, tylko z tym człowiekiem razem współpracuje – mówi Rzecznik Praw Dziecka.

Zgodnie z koncepcją Marka Michalaka odpowiedzialność rodzicielska oznaczałby troskę o potrzeby dziecka i ich zaspokajanie, oraz przestrzeganie przynależnych mu praw. Należy do nich m.in. prawo do zdrowia, w tym do szczepień ochronnych.

–  Szczepionki są profilaktyką, one zostały odkryte po co? Po to, żeby chronić populację przed chorobami, przed śmiercią. Jeśli my nie będziemy z nich korzystać, możemy narazić nasze dzieci na bardzo dotkliwe dolegliwości, a wręcz w ostateczności na śmierć – mówi Marek Michalak.

Polska gospodarka może ucierpieć przez niestabilne otoczenie prawne

Dużym problemem gospodarki w perspektywie najbliższych kwartałów jest to, że przedsiębiorcy nadal nie do końca wiedzą, w jakim systemie będą się poruszali. Chodzi o otoczenie prawne – co chwila pojawiają się nowe pomysły, które w pewnych aspektach życia gospodarczego podważają dotychczasową praktykę. To także nowe propozycje dotyczące rozliczeń podatków oraz same opłaty. W przypadku wielu przedsiębiorców takie zmiany stanowią zagrożenie dla ich bieżącej działalności. Oprócz tego zmniejszają sens inwestowania i rozwijania jej w przyszłości. Administracja powinna bardzo starannie przejrzeć to, co chce jeszcze zrobić oraz sposób, w jaki zmiany te będą komunikowane. Obecnie widzimy długą listę proponowanych co chwilę inicjatyw, które coraz bardziej komplikują życie przedsiębiorcom w wielu aspektach. Przede wszystkim chodzi o rozliczenia podatkowe, ale też i kwestie płatności. Firmy nie czują się pewnie i boją się konieczności ciągłego mierzenia się z nowymi rozwiązaniami, które utrudnią ich działalność. Warto podkreślić, że taka sytuacja jest sprzeczna z deklaracjami administracji, która poświęciła wiele środków, aby zapewnić o ułatwieniach dla przedsiębiorców. To powoduje pewien dysonans.

– Powstające pomysły są ważne i potrzebne, powodują jednak dużą niepewność podmiotów. To jest przyczyną niechęci do inwestowania i zatrudniania ludzi. Może okazać się, że w pewnym momencie stanie się to kluczowe dla wstrzymania procesów rozwojowych w gospodarce  powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej – Ostatnie wyniki rumuńskiej gospodarki nie mogą zostać uznane za adekwatne do oceny sytuacji Polski. Tam odnotowano bardzo duży wzrost spowodowany czynnikami jednorazowymi, jak popyt kreowany przez budżet. Chodzi o duże zamówienia publiczne i związane z tym wydatki. Mówiąc o zmniejszaniu wydatków – Rumuni zrobili dokładnie na odwrót. To stymulacja, która czasami ma rozpocząć jakiś proces, ale nie da się utrzymać w dłuższej perspektywie. Stąd wątpliwości, czy w naszej sytuacji to najwłaściwsza wskazówka. Obecnie dyskutowanych jest wiele obowiązków państwa, które powinny być wykonane. Wskazuje się, że są one niedofinansowane. Z drugiej strony – mimo że odczuwamy go jako ciężki – poziom fiskalizmu wciąż jednak jest u nas niższy niż w bogatych krajach Unii Europejskiej. Te odnotowują też wyższy poziom usług. Musimy rozstrzygnąć, czy chcemy kalibrować się na tym, co mamy w tej chwili, czy chcemy iść w stronę tamtego modelu. Jeżeli w niektórych sferach ludzie są niedopłacani – jak w służbie zdrowia czy administracji – musimy albo poprzestać i nie oczekiwać znacznego wzrostu jakości usług, albo zaakceptować ich większe koszty. W tym zakresie nie warto robić wielkiego przełomu od ręki. Gospodarka może nie być zdolna do dostosowania się do nowego poziomu fiskalizmu. Ryzyko wprowadzania rewolucyjnych zmian polega na tym, że mogą one nie skończyć się tak jak zakładano. Jeżeli nie jest to stopniowa rewolucja, można znaleźć się w niepożądanym miejscu, z którego nie ma już odwrotu – ocenił Soroczyński.

Sztuczna inteligencja może zmienić świat. W ciągu 10 lat wpłynie na zautomatyzowanie transportu, rozładowanie korków i skomponuje terapię genową

Sztuczna inteligencja może zmienić świat. W ciągu 10 lat wpłynie na zautomatyzowanie transportu, rozładowanie korków i skomponuje terapię genową 4

W najbliższej dekadzie rynek technologiczny będzie napędzany przez sztuczną inteligencję. Dzięki technologii uczenia maszynowego powstaną algorytmy zdolne do perfekcyjnego prowadzenia pojazdów, upłynniania ruchu drogowego czy automatycznego sekwencjonowania DNA. Dziś sztuczna inteligencja rewolucjonizuje rynek motoryzacyjny, a w przyszłości zautomatyzuje wykonywanie większości najprostszych i najbardziej rutynowych prac.

– W transporcie samochody autonomiczne zmienią wiele modeli biznesowych. W tej chwili firma Waymo należąca do  Google wchodzi z samochodami autonomicznymi bez tzw. safety driver’a do 25 pierwszych miast amerykańskich i automatycznie każdy pasażer będzie ubezpieczony za darmo. W tej chwili mamy bardzo dużo czasu, a przy autonomicznych samochodach będziemy mieli go jeszcze więcej. Kolejną godzinę do pracy będziemy mogli spać, odpoczywać albo pracować – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jowita Michalska z Fundacji Digital University.

Kiedy Elon Musk wprowadził na rynek pierwsze samochody marki Tesla, rozpoczął rewolucję w dziedzinie sztucznej inteligencji. Udowodnił, że stworzenie autonomicznych pojazdów nie tylko jest możliwe, ale i opłacalne – takie pojazdy potencjalnie znacznie zmniejszą ryzyko wypadku drogowego. W ślad za Muskiem poszły inne korporacje i dziś o autonomiczne samochody postrzega się jako przyszłość rynku motoryzacyjnego.

Do projektu Waymo przyłączyli się najwięksi gracze branży samochodowej. Koncern Volkswagen planuje zainwestować do 2023 roku 44 mld. euro na prace nad elektrycznymi i autonomicznymi pojazdami oraz innowacyjnymi usługami motoryzacyjnymi. Z Waymo współpracuje także koncern Fiat, który udostępnił firmie flotę 100 Chryslerów Pacifica. Samochody będą wykorzystywane w ramach komercyjnych testów pojazdów autonomicznych.

Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley udowodnili, że wykorzystanie sztucznej inteligencji w branży motoryzacyjnej wykracza dalece poza możliwość przejęcia kontroli nad pojedynczym autem. Podczas wystąpienia na Conference on Robot Learning w Zurychu zaprezentowali symulację komputerową, w której podmienili jeden z czternastu samochodów na pojazd autonomiczny. To wystarczyło, aby zauważalnie upłynnić ruch. Dalsze badania wykazały, że wystarczy wyposażyć co 10 auto w system inteligentny, aby podwoić średnią prędkość pojazdów uczestniczących w ruchu miejskim.

– Ponad 4 mld nowych umysłów będzie online za 7 lat, proszę sobie wyobrazić jaką wyzwoli to kreatywność. Mamy w tej chwili największą obfitość pieniędzy na świecie, pieniędzy na innowacje jest bardzo dużo. Każdy, kto ma jakikolwiek przełomowy pomysł, gdziekolwiek na świecie, ma w tej chwili dostęp do tego, żeby to zrealizować – mówi przedstawicielka Fundacji Digital University.

Potencjał technologii inteligentnych wykracza dalece poza branżę motoryzacyjną. Rewolucja, którą dziś obserwujemy na rynku transportowym, w przyszłości ogarnie każdą dziedzinę naszego życia. Już dziś smartfony z półki premium wyposaża się w sztuczne inteligencje, które automatycznie dobierają najlepsze parametry do fotografowanego ujęcia czy pomagają planować dzień za pośrednictwem inteligentnych asystentów pokroju Alexy czy Siri.

Sztuczna inteligencja oznacza także przełomowe zmiany w medycynie. Inżynierowie Google stworzyli narzędzie DeepVariant, które wykorzystuje technologię uczenia maszynowego do precyzyjnego sekwencjonowania ludzkiego genomu. Z kolei kanadyjski startup Deep Genomics wykorzystuje sztuczną inteligencję do dekodowania ludzkiego genomu i dobierania terapii genowej dopasowanej do DNA konkretnego pacjenta.

Sztuczna inteligencja może być wykorzystana także w bardziej przyziemnym celu. Chińska Państwowa Agencja Prasowa Xinhua zatrudniła sztucznych prezenterów, którzy syntezują informacje. Aby idealnie zgrać ruchy warg ze słowami wypowiadanymi przez syntezator mowy, agencja sięgnęła po technologię DeepFake, sztuczną inteligencję do generowania mimiki twarzy. Sztuczni prezenterzy mogą pracować bez przerwy, relacjonują wydarzenia zarówno w języku angielskim, jak i chińskim.

– Każdy biznes i każdy sposób życia jaki teraz reprezentujemy drastycznie się zmieni w ciągu najbliższych 10 lat, nie za 30. To jest ten moment, kiedy się trzeba tego uczyć – podsumowała Jowita Michalska.

Analitycy Research Conducted szacują, że w 2017 roku globalny rynek rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji osiągnął wartość 15,7 mld dol. Do 2026 roku wartość branży ma wzrosnąć do 300,26 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 38,8 proc.

Handel coraz częściej sięga po biometrię. Czytniki naczyń krwionośnych zwiększą poziom bezpieczeństwa i zmienią organizację pracy

Handel coraz częściej sięga po biometrię. Czytniki naczyń krwionośnych zwiększą poziom bezpieczeństwa i zmienią organizację pracy 5

Biometria jest coraz szerzej wykorzystywana nie tylko w bezpieczeństwie. Rozwija się biometria medyczna, która w ciągu kilku sekund pozwala zdiagnozować wiele chorób. Korea i Finlandia testują technologię inteligentnego handlu detalicznego, gdzie kody kreskowe produktów skanują biometryczne urządzenia. Handel detaliczny sięga po biometrię nie tylko aby obniżyć koszty, ale i zwiększyć bezpieczeństwo. W ten sposób kontroluje obecność, dostęp do pomieszczeń, minimalizuje też straty. Inwestycje w biometrię mogą się zwrócić już po kilkunastu tygodniach.

– Biometria wykorzystywana jest w branży sprzedaży detalicznej, aby mieć pewność, że dany pracownik wykonuje powierzone mu zadanie. Nasze rozwiązanie obejmuje kontrolę czasu pracy i obecności, zarządzanie bezpieczeństwem, komunikację w miejscu pracy, w ramach których pracownicy upoważnieni do wstępu na określony obszar lub do określonych zadań identyfikowani są przy pomocy cech biometrycznych, takich jak linie papilarne, tęczówka, geometria twarzy, głos, czy sposób chodzenia – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Charles Contremoulin z firmy Argus TrueID.

Biometria jest już wykorzystywana w dokumentach, dowodach osobistych czy paszportach. Także banki sięgają coraz częściej po taką formę zabezpieczenia – instrument identyfikacji klienta i autoryzacji transakcji. W medycynie urządzenia wykorzystujące biometrię mogą szybko wykryć część chorób.

Rozwiązanie biometryczne mogą też być stosowane jako narzędzie fizycznej kontroli dostępu w przedsiębiorstwach o znaczeniu strategicznym w systemie bezpieczeństwa publicznego. W ten sposób znacząco zwiększa się poziom zabezpieczeń w porównaniu do alternatywnych, tradycyjnych narzędzi. Dla firm to nie tylko bezpieczeństwo, ale i realne zyski.

– Jednym z naszych klientów jest Tesco, z którym współpracujemy w skali światowej w zakresie minimalizacji strat w zależności od sklepu i lokalizacji. Zwrot z inwestycji w nasz system biometryczny klienci osiągają po upływie od 22 do 32 tygodni – przekonuje Charles Contremoulin.

Biometria znacznie zwiększa bezpieczeństwo. O ile tradycyjne techniki zabezpieczeń stosunkowo łatwo obejść, w przypadku skanowania siatkówki oka, linii papilarnych, jest to już znacznie trudniejsze. Dlatego np. czytniki linii papilarnych, podobne do tych w smartfonach, mają być montowane w samochodach marki Bentley. Na razie tylko przy schowkach do cenniejszych przedmiotów, ale firma nie wyklucza wprowadzenia takich zabezpieczeń także do uruchamiania auta.

Także w przedsiębiorstwach zabezpieczenia biometryczne spełniają swoją rolę znacznie lepiej niż tradycyjne karty, czy kody blokujące dostęp do pomieszczeń. Układ naczyń krwionośnych jest nie do podrobienia. W przyszłości, zamiast przykładać kartę czy telefon do czytnika, będzie można płacić przykładając dłoń. Podobnie może być przy wejściu do biura. Urządzenia skanują wzór żył i tworzy ich zaszyfrowane kody, które są porównywane z wzorcem właściciela.

– W przypadku bardzo konkretnych zastosowań, gdzie bezpieczeństwo odgrywa ważniejszą rolę korzystamy z rozpoznawania tęczówki, natomiast odciski palców przydatne są w przypadku standardowych zadań operacyjnych. Nie korzystamy jednak z prostego optycznego odczytywania linii papilarnych, tylko z obrazowania wielospektralnego, dzięki opatentowanym metodom rozpoznającym wzór naczyń krwionośnych. Po zarejestrowaniu danych i potwierdzeniu przez kierownika uzyskuje się upoważnienie np. do dostępu do konkretnych lokalizacji wewnątrz sklepu, czy wykonywania określonych zadań – tłumaczy Charles Contremoulin.

Handel detaliczny sięga po biometrię nie tylko przy zabezpieczaniu pomieszczeń, czy przy organizacji pracy. Technologie rozpoznawania twarzy stosowane są też w sklepach Finlandii i Korei. Dzięki kamerom możliwe jest zeskanowanie kilku produktów w ciągu sekundy, klasyczne czytniki wykonują to zadanie kilkukrotnie dłużej.

Prognozy marketsandMarkets wskazują, że rynek systemów biometrycznych do 2022 roku będzie warty niemal 33 mld dol.

Polacy konsumują coraz więcej wina. Na rynek trafiają jednak podróbki i konieczna jest weryfikacja ich autentyczności

Polacy konsumują coraz więcej wina. Na rynek trafiają jednak podróbki i konieczna jest weryfikacja ich autentyczności 6

Wino cieszy się rosnącą popularnością. Polscy konsumenci przykładają coraz większą wagę do jego walorów i jakości. Na rynku zdarzają się jednak producenci, którzy wypuszczają podrabiane wina gronowe z dodatkiem wody, cukrów, mieszane z alkoholem czy z dodatkiem ekstraktów z owoców. Do tej pory autentyczność i jakość trunku można było skontrolować wyłącznie w zagranicznych laboratoriach. Od czerwca taką możliwość zapewnia też łódzkie Laboratorium Autentykacji Produktów. Mogą z niej skorzystać nie tylko producenci i importerzy, którzy chcą mieć gwarancję jakości, ale również m.in. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Autentykacja izotopowa win to metoda, dzięki której wykrywamy dodatek cukru buraczanego lub trzcinowego do świeżych winogron lub moszczu gronowego na etapie fermentacji oraz nielegalny dodatek wody. Czyli odpowiadamy na pytanie czy wino jest winem, czy jest to produkt naturalny, powstały tylko i wyłącznie z winogron. Jeśli chcemy dalej mówić o jakości i cechach sensorycznych danego wina, musimy mieć pewność, że jest to odpowiedni produkt – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamila Klajman, menadżer Laboratorium Autentykacji Produktów.

Według prognozy Grupy Ambra, w tym roku rynek wina w Polsce urośnie o 5-7 proc. Konsumpcja win w Polsce jest najniższa w Europie i wynosi ok. 3,2 litra na osobę (dla porównania, w sąsiednich Czechach ok. 17 litrów, a we Francji – 40 litrów na osobę), ale wzrasta, czemu sprzyja m.in. wzrost zamożności społeczeństwa, zmiana stylu życia i rosnąca skłonność do zakupu dóbr luksusowych. W ubiegłym roku rynek urósł o 6,2 proc. do wartości 2,8 mld zł.

Wino cieszy się rosnącą popularnością, polscy konsumenci przykładają coraz większą wagę do jego walorów i jakości. Niestety, na rynku zdarzają się producenci, którzy wypuszczają na rynek podrabiane wina gronowe z dodatkiem wody, cukrów, mieszane z alkoholem czy z dodatkiem ekstraktów z owoców. Sieci handlowe i konsumenci nie zawsze są tego świadomi. Autentyczność trunku najczęściej sprawdzają importerzy, ale do tej pory można było to zrobić wyłącznie w zagranicznych laboratoriach. Do czerwca jest to możliwe również w Polsce, ponieważ w łódzkim BioNanoParku rozpoczęło działalność laboratorium autentykacji win. Za pomocą metod izotopowych i zaawansowanej technologii specjaliści sprawdzają autentyczność i jakość dostępnych na polskim rynku trunków.

Jest to bardzo ważny proces, ponieważ te metody potwierdzają, że proces technologiczny produkcji wina nie został w żaden sposób zaburzony i zafałszowany. Naszymi klientami są firmy, które dbają o jakość swoich produktów, chcą sprawdzić swoich poddostawców i mieć pewność, że wino przez nich sprzedawane jest dobrej jakości – a wiadomo, że ten kto sprzedaje i produkuje wino czy inny produkt jest za niego odpowiedzialny. Nasze badania potwierdzają, że wino jest autentyczne – mówi Kamila Klajman.

Metody izotopowe pozwalają wykryć takie zafałszowania jak dodatek cukru buraczanego lub trzcinowego do winogron czy moszczu gronowego na etapie fermentacji albo nielegalny dodatek wody.

Łódzkie Laboratorium Autentykacji Produktów, jako pierwsza i jedyna w Polsce placówka, otrzymało certyfikat akredytacji zgodny z międzynarodową normą, który potwierdza jego kompetencje w obszarze badania autentyczności win. Dlatego jego opinia jest uznawana w społeczności winiarskiej na całym świecie. Z możliwości sprawdzenia autentyczności wina mogą skorzystać nie tylko producenci i importerzy, którzy chcą mieć gwarancję jakości, ale również m.in. UOKiK.

Konsument kiedy staje przed półką, nie powinien się zastanawiać czy dane wino to jest produkt naturalny. Może się zastanawiać czy woli wino białe czy czerwone, czy półsłodkie czy wytrawne. Natomiast musi mieć pewność, że kupuje wino autentyczne. Świadomość konsumentów rośnie, producentów również i myślę, że to co standardem jest w krajach z większymi tradycjami winiarskimi, jak Francja i Włochy, powoli przychodzi także do nas, do Polski. Mam nadzieję, że z biegiem czasu stanie się to u nas rutynową kontrolą – mówi Kamila Klajman, menadżer Laboratorium Autentykacji Produktów.

Jak skutecznie dotrzeć do odbiorców w okresie przedświątecznym?

W 2017 wydatki konsumenckie w okresie przedświątecznym wyniosły aż 687 mld dolarów, co stanowi największy roczny wzrost od zakończenia wielkiej recesji w 2010 roku. Przewiduje się, że sprzedaż detaliczna w analogicznym okresie w tym roku osiągnie nawet 720 mld dolarów. Co zrobić, aby z ich pomocą skutecznie docierać do odbiorców?

Diana Polska
Diana Polska – Marketing & PR Manager w MyLED, odpowiedzialna m.in. za public relations, budowanie komunikacji marketingowej firmy oraz kreowanie kampanii na nośnikach DOOH, dostosowanych do potrzeb klientów. Pasjonuje się innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi wykorzystywanymi w cyfrowej reklamie OOH oraz tworzeniem pozytywnego wizerunku marki.

Wzrost wydatków konsumenckich spowodowany jest coraz lepiej ukierunkowanymi strategiami marketingowymi, skoncentrowanymi głównie na zdigitalizowanym społeczeństwie. Wyższe wskaźniki zatrudnienia, a tym samym większe dochody konsumentów, pozwalają detalistom z roku na rok osiągać bardzo dobre wyniki sprzedaży w okresie przedświątecznym. Jak za pomocą cyfrowych reklam skutecznie dotrzeć do konsumentów w tym najgorętszym czasie?

Wykorzystaj ruch mobilny

Od 3 lat największy ruch w witrynach internetowych jest generowany za pomocą urządzeń mobilnych. Co zrobić, aby treści reklamowe docierały do konsumentów przebywających poza domem, korzystających głównie ze smartfonów? Kluczem do sukcesu jest rozwijanie reklam outdoorowych, które odsyłają odbiorców do urządzeń mobilnych. Aby przykuć uwagę adresata, podczas tworzenia kampanii należy zwrócić uwagę na 3 podstawowe elementy:

  • chwytliwy i prosty przekaz,
  • atrakcyjną grafikę,
  • odpowiednie miejsce i czas wyświetlania reklamy.

Skoncentruj się na doświadczeniu klienta

Doświadczenie klienta to zbiór danych, na które składają się między innymi zadowolenie, zaangażowanie i zamiar kupna. Aż 80% marek uważa, że ​​oferuje produkty i usługi na najwyższym poziomie. Jednak z tym stwierdzeniem zgadza się tylko 8% konsumentów.

Badania przeprowadzone przez firmę Nielsen pokazały, że prawie 25% intencji zakupowych wywoływanych jest w ciągu kilku pierwszych sekund od zapoznania się z ofertą marki. Moment, w którym reklamodawca może przykuć uwagę odbiorcy staje się coraz krótszy, a przestrzeń handlowa coraz bardziej zatłoczona. Kluczową kwestią jest zatem skuteczne dotarcie do odbiorców poprzez wykorzystanie najczęściej używanych przez nich mediów. Innowacyjni marketerzy starają się znajdować sposoby na wykorzystanie doświadczeń marketingowych opartych na lokalizacji w celu użycia powyższych danych. Opracowanie dobrej strategii marketingowej, opartej na zapewnieniu jak najlepszej obsługi klienta, pomoże utrzymać konkurencyjność marki podczas świątecznych zakupów.

Dostosuj komunikat do odbiorcy

Z roku na rok mamy do czynienia z coraz większą liczbą konsumentów będących cały czas w ruchu, co może oznaczać kłopoty dla reklamodawców, którzy koncentrują się na pozyskiwaniu grupowych odbiorców. Warto jednak spojrzeć na to z nieco innej strony. Mobilność odbiorców można wykorzystać w kreatywny sposób, tworząc niezapomniane pierwsze wrażenie

Celem każdej kampanii reklamowej jest uzyskanie wysokiego ROI, który w okresie świątecznym zyskuje szczególne znaczenie. Dotyczy to zarówno sprzedawców detalicznych, jak i konsumentów poszukujących odpowiednich prezentów dla swoich bliskich. Biorąc pod uwagę mobilność i preferencje odbiorców, przed reklamodawcami stoi wyzwanie stworzenia przekazu, który będzie towarzyszył odbiorcom w ciągłym biegu.

Firma Global Rent a Car kupiła 100 smartów forfour

Firma Global Rent a Car zawarła umowę na zakup największej jak dotychczas floty smartów w Polsce – 100 egzemplarzy modelu forfour z benzynowym silnikiem o mocy 71 KM. Auta zostały dostarczone z dwoma typami przekładni: manualną lub automatyczną. „Samochody te będą dostępne dla naszych klientów na każdym lotnisku w Polsce” – mówi Piotr Zięcik, prezes firmy. Łącznie Global Rent a Car dysponuje dziś w Polsce flotą 1200 samochodów, oferowanych na wszystkich ważnych portach lotniczych w kraju, od Gdańska przez Warszawę aż po Kraków.

Standardy Global Rent a Car zakładają, że do naszej flocie trafiają samochody z bogatym wyposażeniem, stąd wybór padł na smarty – ale to nie koniec naszych zakupów na ten rok. Musimy powiększyć naszą flotę o kolejne 800 sztuk, do 2000 sztuk, oraz wymienić prawie 500 aut. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie utrzymać nasze wysokie standardy za atrakcyjną cenę – co niewątpliwe już teraz jest znakiem rozpoznawczym według naszych Klientów.”– przekonuje prezes Global Rent a Car, Piotr Zięcik.

Polskim firmom coraz trudniej utrzymać pracownika

  • Przedsiębiorstwa mają coraz większe problemy nie tylko ze znalezieniem nowych osób do pracy, ale również z utrzymaniem już zatrudnionych.
  • Publiczne służby zatrudnienia nie nadążają za zmianami na rynku pracy. Aby utrzymać pracowników trzeba rozwijać telepracę, pracę zdalną i inwestować w podnoszenie kwalifikacji.
  • System edukacji ma nauczać kompetencji, które są potrzebne nie tylko w szkole czy w życiu, ale przede wszystkim w miejscu pracy.

W czasie trzeciej już edycji konferencji „Praca 4.0. Człowiek – Technologia – Prawo. Idee i rozwiązania”, której organizatorem jest Konfederacja Lewiatan, dyskutowano m.in. o sytuacji na rynku pracy, nowych technologiach, które zmieniają organizację pracy i wspomagają rekrutację, kwalifikacjach potrzebnych na rynku pracy, współpracy biznesu i edukacji.

Uczestnicząca w konferencji Anna Zalewska, minister edukacji narodowej poinformowała, że jej celem jest zwiększanie kompetencji uczniów, które są potrzebne nie tylko w szkole czy w życiu, ale przede wszystkim w miejscu pracy. 20 proc. podstawy programowej ma być realizowane w formie projektów – to ogromne wyzwanie także dla nauczycieli, którzy muszą zmienić sposób nauczania – dodała.

– Wszyscy musimy dokonywać zmian w czasie rzeczywistym. Nie możemy założyć, że w pierwszej klasie czy w przedszkolu rozpoczynamy cykl kształcenia tak, żeby mieć za kilkanaście lat kadry przyszłości. To się musi dziać stale, tu i teraz. Po kolejnych zmianach w szkołach podstawowych i zawodowych, orientacja zawodowa wkroczyła też do przedszkoli. Zmieniamy rzeczywistość tak, aby młodzi ludzie po technikum wychodzili z uprawnieniami. Egzaminy zawodowe będą egzaminami obowiązkowymi, aby pracodawca miał informacje co uczeń umie – powiedziała minister.

Dr Ewa Flaszyńska, dyrektor departamentu rynku pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, podkreśliła, że obecny rynek pracy wymaga od publicznych służb zatrudnienia zupełnie nowych form aktywności. Zapowiedziała, że w nowej ustawie o rynku pracy, dotychczasowymi instrumentami zostaną objęte wszystkie grupy bezrobotnych, szczególnie osoby długotrwale bezrobotne i 50+.

– Z 950 tys. bezrobotnych, zarejestrowanych w urzędach pracy, można przywrócić na rynek ok. 30 proc. Ważne jest również, aby zwiększyć wskaźnik zatrudnienia, który rośnie i wynosi w Polsce 72 proc., ale jest nadal niższy niż w innych krajach UE oraz zwiększyć aktywność zawodową Polaków. Niezwykle istotne, zwłaszcza dla małych firm, są pieniądze z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, przeznaczane na podnoszenie kwalifikacji – powiedziała Ewa Flaszyńska.

Monika Kuczyńska, dyrektor personalna NSG Group w Polsce powiedziała, że teraz jej firma ma największe problemy z utrzymaniem pracowników produkcyjnych, mimo że ich zarobki rosną szybciej niż innych grup zawodowych. Natomiast wśród specjalistów i menedżerów sytuacja jest stabilna.

– W ciągu ostatnich pięciu lat podwoiliśmy zatrudnienie z 2 do 4 tys. Obecnie, jeśli chcemy zatrudnić osobę do produkcji, to musimy ją pozyskać od konkurencji. Koszty zatrudnienia pracownika szeregowego w naszej branży szybko rosną i jakiś czas rosły jeszcze będą. Może rok, może dwa, a potem się ustabilizują – stwierdziła Monika Kuczyńska.
Zdaniem prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan, rynek pracy będzie coraz bardziej zróżnicowany. Problemem jest niska mobilność pracowników i wysokie opodatkowanie pracy. Szybki wzrost płac w pewnym momencie może zagrozić konkurencyjności firm. Konieczna jest większa elastyczność zatrudnienia oraz wprowadzenie instrumentów stabilizujących zatrudnienie, żeby zatrzymać pracowników. Niestety, za zmianami na rynku pracy nie nadążają publiczne służby zatrudnienia.

Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR, dyrektor generalny Adecco Poland, uważa że obecny rynek pracy jest wielkim wyzwaniem dla przedsiębiorców. Warto skupić się na kilku grupach pracowników: młodych matkach, osobach 50+, Polakach mieszkających i pracujących za granicą oraz repatriantach.

W czasie konferencji nagrodę NEW(at)POLAND za wkład w rozwiązywanie problemów społecznych z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań informatycznych otrzymała Ogólnopolska Sieć Edukacyjna Ministerstwa Cyfryzacji. Marek Zagórski, minister cyfryzacji dziękując za wyróżnienie powiedział, że nauka programowania w szkołach jest konieczna, tak samo jak do niedawna ważna była nauka języka angielskiego. W perspektywie przyszłych umiejętności ta kompetencja pozwoli naszym dzieciom zrozumieć jak działa świat cyfrowy.

W pierwszym dniu konferencji w bloku poświęconym technologii na rynku pracy dyskutowano również o sztucznej inteligencji, która zrewolucjonizuje modele biznesowe, obniży koszty działalności, zwiększy produktywność, ale wyeliminuje też z rynku osoby wykonujące proste prace.

W innych blokach tematycznych poruszano tematy dotyczące Pracowniczych Planów Kapitałowych, kadr przyszłości czy rozwoju pracownika.

Patronat honorowy nad wydarzeniem objęły Ministerstwo Edukacji Narodowej, Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Kurs euro i franka w górę. Dolar w odwrocie. Funt próbuje odnaleźć równowagę

Ostatni tydzień na parach złotowych charakteryzował się względnie niską zmiennością. Złoty do piątku znajdował się w konsolidacji. Drożeje euro oraz frank. Problemy rządu Theresy May odbiły się na funcie. Dolar pozostaje w odwrocie.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 12.11.2018-19.11.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2795 3,7477 3,8330 4,8140
Maksimum 4,3285 3,8030 3,7670 4,9555

 

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNEuro od początku listopada wyraźnie taniało względem złotego. Przez blisko dwa tygodnie straciło ponad 7 groszy. Dopiero zeszły tydzień przyniósł przełamanie krótkoterminowej linii trendu. Po zatrzymaniu przeceny kurs EUR/PLN wszedł w wąską dwugroszową konsolidację, w której wytrzymał praktycznie cały zeszły tydzień. Od początku piątkowej sesji wspólna waluta jednak wyraźnie drożeje. Razem z dzisiejszym otwarciem wymazała już większość listopadowej przeceny. Ważna w tym aspekcie mogłaby być inflacja, która zgodnie z piątkowymi danymi wzrosła do 2,2%, czyli poziomu najwyższego od wielu lat. Europejska finansjera woli jednak się skupiać na odczytach jej bazowej odmiany, która cały czas pozostaje względnie nisko. Już teraz euro kosztuje więcej niż w momencie wrześniowego szczytu i brakuje zaledwie grosza, by być najwyżej od początku wakacji. Kurs EURPLN znajduje się obecnie w silnej strefie oporu, przez co warto wypatrywać korekty ostatniego ruchu.

Kurs dolara USD/PLN

          Kurs dolara USD/PLN  Dolar w listopadzie krąży między poziomami przy 3,83 zł, a 3,73 zł. Obecnie znajduje się mniej więcej w połowie tego przedziału. Zeszły tydzień nie tylko zatrzymał wcześniejszy ruch w górę, ale dał początek nowemu małemu trendu. Co ważne jego dynamika nie jest aż tak duża, jak w poprzednich przypadkach, co może oznaczać, że paliwa wystarczy na trochę dłuższy ruch. Obecnie linia trendu schodzi się z linią wsparcia, co powinno skutkować przynajmniej chwilową konsolidacją. Pokonanie bariery przy 3,77 zł powinno skutkować ruchem w kierunku miesięcznych minimów. Ten scenariusz jest wspierany także przez trochę szerszą perspektywę, na której widać zawiązanie się formacji podwójne szczytu. Nie jest wykluczone, że jeszcze w tym roku będziemy oglądać test poziomu 3,70 zł. Dolarowi ciąży przede wszystkim coraz mniejsze zaangażowanie zagranicznych inwestorów w amerykański dług, zwłaszcza Chin, które w ten sposób kierują wartością rodzimej waluty.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLN            Złoty pozostając pod presją na szerokim rynku i tak umacnia się względem funta. Brytyjska waluta ciężko przyjęła ostatnie zamieszanie z gabinetem politycznym Theresy May, która ma coraz słabszą pozycję. Zagrożenie zmianą premiera przyćmiewa, kolejne pogłoski o rychłym zakończeniu negocjacji brexitowych. Zmiana sternika w tym momencie z całą pewnością wywołałaby spory chaos, zwiększając prawdopodobieństwo tzw. “no deal brexit”. Technicznie na tej parze trudno się doszukiwać większych schematów. Wieści taka jak ta czwartkowa, wywołują praktycznie panikę na rynku, a w takich momentach wsparcia i opory schodzą na dalszy plan. Obecnie funt próbuje odnaleźć równowagę, znajdując się 5 groszy powyżej lokalnego dołka. Pomóc w tym może fakt, że kurs GBP/PLN znajduje się blisko górnego ograniczenia, które obowiązywało pod koniec października.

Kurs franka CHF/PLN

            Kurs franka CHF/PLNTo jak bardzo złoty ostatnio znajduje się w odwrocie widać na parze CHF/PLN. Zaledwie od piątku frank podrożał o 5 groszy. Naszej walucie na pewno nie pomaga zamieszanie wywołane przez Leszka Czarneckiego do spółki z byłym już przewodniczącym KNF Markiem Chrzanowskim. Afera zatacza coraz szersze kręgi, dochodząc także do NBP, co budzi pewne obawy zagranicznych inwestorów. Zburzone zaufanie do najważniejszych instytucji finansowych w kraju jeszcze długo może odbijać się czkawką złotemu. Frank dzisiaj pokonał poziom 3,80 zł, będąc już bardzo blisko szczytu z przełomu miesiąca. Technicznie taka sytuacja powinna wspierać złotego, przynajmniej w krótkim terminie. Patrząc jednak szerzej trudno znaleźć argumenty, że marsz na północ kurs CHF/PLN zatrzyma już teraz.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Czy popyt na mieszkania pod inwestycje słabnie?

Czy deweloperzy zauważają spadek zainteresowanie zakupem mieszkań wśród osób nabywających nieruchomości w celach inwestycyjnych? Czy na rynku pojawiły się alternatywne możliwości inwestycyjne? Sondę prezentuje serwis nieruchomości dompress.pl

Andrzej Gutowski, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Ronson Development

Odnotowaliśmy nieco mniejsze zainteresowanie zakupem nieruchomości pod kątem inwestycyjnym, choć nie nazywałbym tego spadkiem, ale bardziej korektą. Główną jej przyczyną jest to, że ceny z uwagi na presję wykonawczą oraz koszty gruntów wzrosły, a czynsze nie rosną w aż tak szybkim tempie. Inwestowanie w mieszkania wciąż jednak cieszy się dużą popularnością, ponieważ przynosi znacznie większy zysk niż depozyty i jest bezpieczniejsze niż fundusze inwestycyjne.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Skanska Residential Development Poland

Nieruchomości wciąż stanowią bezpieczną i rentowną lokatę. Z danych Izby Zarządzającej Funduszami i Aktywami wynika, że nieco ponad 50 proc. inwestujących Polaków ulokowało zebrany kapitał właśnie na rynku nieruchomości. Zauważamy też, że inwestorzy coraz częściej zaciągają kredyty na zakup mieszkania. Tym samym, w porównaniu z rokiem ubiegłym maleje udział w rynku osób nabywających lokale za gotówkę.

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Zainteresowanie klientów zakupem mieszkań pod inwestycję wciąż jest bardzo duże, czego najlepszym dowodem jest odzew rynku na realizowany trzeci etap Bastionu Wałowa w Gdańsku. Tylko w pierwszym tygodniu od rozpoczęcia przedsprzedaży podpisanych zostało blisko 30 umów rezerwacyjnych.

Jeśli spojrzymy na cały rynek, tego typu transakcji jest jednak mniej. Jest to efekt nie tylko wzrostu cen, ale również mniejszej podaży projektów, które spełniałby kryteria kupujących, czy to w zakresie cen, czy samej lokalizacji, albo układu lokalu.

Biorąc pod uwagę wzrost cen mieszkań w okresie dwóch ostatnich lat, spadła oczywiście rentowność inwestycji w nieruchomości. Obecnie wynosi ona około 5,5 proc. przy czym wciąż jest wyższa niż na lokatach, które często przegrywają z inflacją, dlatego nie ma trudności ze sprzedażą odpowiednio przygotowanych projektów.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Na rynku wrocławskim spada liczba transakcji, co wynika ze wzrostu cen, który zgodnie z najświeższymi raportami osiągnął w trzecim kwartale br. wartość 10 proc. Część klientów potrzebuje więcej czasu na zaakceptowanie cen. Proces podejmowania decyzji zakupowych trwa nieco dłużej, a w przypadku części kupujących wymaga rewizji dotychczasowych założeń, co do metrażu mieszkania, czy lokalizacji. Październik był dla nas jednym z najlepszych sprzedażowo miesięcy w tym roku, między innymi dzięki szerokiej ofercie kilkuset mieszkań na finiszu realizacji.

Mieszkania kupowane inwestycyjnie stanowią około 10 proc. wszystkich sprzedawanych przez nas lokali. Ta wartość jest raczej stała, nie widzimy zmian w liczbie zawieranych tego typu transakcji. Kupujący oczywiście zwracają uwagę na ceny mieszkań, bo dla nich najważniejszym miernikiem jest zwrot z zainwestowanego kapitału. Ten jednak wciąż kształtuje się na zadowalającym poziomie, pomimo zmiany struktury najemców którą obserwujemy w ostatnim czasie. Daje się zauważyć spadek liczby studentów przy równoczesnym wzroście liczby zagranicznych pracowników.

Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom S.A.

Nie zauważamy spowolnienia w segmencie popularnym, w którym jesteśmy obecni. W związku zakończeniem programu MdM ilość transakcji kredytowych nieznacznie zmalała, ale wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu Grupy CTE

Daje się zaobserwować spowolnienie w segmencie nieruchomości kupowanych w celach inwestycyjnych. Z jednej strony wzrost cen nieruchomości spowodował spadek rentowności tego typu inwestycji, z drugiej na rynek trafiła duża liczba lokali oferowanych na wynajem, co po stronie inwestorów rodzi wątpliwość co do perspektyw opłacalności tego typu inwestycji. Odczuwalny jest również niepokój związany z możliwym odpływem na rynek niemiecki ukraińskich pracowników, którzy stanowią liczne grono najemców.

Sebastian Barandziak, członek zarządu Dekpol S.A.

Nie odczuwamy spadku zainteresowania zakupem mieszkań wśród osób nabywających nieruchomości w celach inwestycyjnych, dlatego cały czas rozwijamy ten segment biznesu. Oferujemy apartamenty na wynajem m.in. w gdańskim kompleksie Grano Residence. W przygotowaniu mamy kolejne projekty condo i aparthotelowe. Pomimo wzrostu cen nieruchomości opłacalność najmu nie zmniejsza się. Osiągany zwrot z inwestycji cały czas mieści się w przedziale 5-9 proc. To znacznie lepszy wynik niż w przypadku innych, bezpiecznych form oszczędzania, jak lokaty bankowe, czy obligacje skarbowe.

Izabela Woźnica-Letka z zielonogórskiego biura sprzedaży EBF Development

Zainteresowanie zakupem mieszkań w celach inwestycyjnych zdecydowanie nie spadło. Było to doskonale widać podczas uruchomienia sprzedaży naszej nowej inwestycji Apartamenty Jana z Kolna w Zielonej Górze. Już pierwszego dnia ponad połowa oferowanych lokali została zarezerwowana przez inwestorów. Największym powodzeniem wśród klientów cieszyły się kawalerki i mieszkania dwupokojowe.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Najlepszą i najbezpieczniejszą alternatywą dla inwestycji w nieruchomości są lokaty bankowe. W tej chwili jednak pozostawianie środków w banku mija się z celem z powodu braku oprocentowania. Tymczasem, nawet przy długoterminowym najmie możemy liczyć na kilkuprocentową stopę zwrotu, co jest znacznie bardziej atrakcyjne niż praktycznie zerowe oprocentowanie w banku. Dopóki to się nie zmieni inwestycyjne zakupy nieruchomości będą się cieszyły powodzeniem.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nie zauważyliśmy spadku zainteresowania zakupem mieszkań wśród osób nabywających nieruchomości w celach inwestycyjnych. Inwestowanie na rynku nieruchomości nadal jest najbardziej opłacalnym przedsięwzięciem, pomimo rosnących cen mieszkań. W ostatnim czasie odnotowaliśmy nawet wzrost sprzedaży niedużych mieszkań, szczególnie w tych warszawskich lokalizacjach, które są dobrze skomunikowane, tj. w inwestycjach Willa Ochota, Apartamenty Okopowa 59A, czy Warszawski Świt, w których kupowanych jest wiele lokali w celach inwestycyjnych.

Rafał Zdebski, Dyrektor handlowy Inpro S.A.

Rynek mieszkaniowy oceniam jako stabilny. Potencjalnych nabywców nieruchomości nie brakuje. Niskie stopy procentowe pozytywnie wpływają na sytuację. Inwestorzy poszukują bezpiecznych aktywów i często decydują się na zakup nieruchomości zamiast oszczędzać na lokatach, czy inwestować w obligacje lub ryzykowne akcje. Na rynku trójmiejskim kluczową sprawą jest specyfika danej lokalizacji. Bardzo dużym zainteresowaniem wśród klientów cieszy się na przykład nasza inwestycja Kwartał Uniwersytecki. Wynika to z faktu, że w pobliżu znajduje się około 0,5 mln mkw. powierzchni biurowej więc jest duży popyt na lokale, które często są kupowane w celach inwestycyjnych pod wynajem.

Justyna Ciesielka, specjalista ds. sprzedaży w Planetbud Development

Na terenie Swarzędza i Zalasewa, gdzie prowadzimy nasze inwestycje, zapotrzebowanie na mieszkania do wynajęcia jest cały czas spore w porównaniu z ofertą rynku. Chłonny rynek pracy sprowadza tu wielu potencjalnych najemców. Dlatego w tym roku wprowadziliśmy do oferty mieszkania o mniejszych metrażach ok. 50 mkw., które cieszą się sporym zainteresowaniem głównie wśród osób poszukujących nieruchomości w celach inwestycyjnych.

Olga Pietrzak, specjalista ds. sprzedaży i marketingu w Skaland

Nie odczuwamy spadku popytu o charakterze inwestycyjnym. Większość mieszkań, w ilości porównywalnej do zeszłego roku, oferowanych w ramach osiedla Młodych kupowana jest właśnie pod wynajem. Wyraźny wzrost cen mieszkań nie stanowi jak dotąd przeszkody, bowiem rentowność wynajmu także wzrosła. Przewidujemy jednak możliwość ustabilizowania się popularności tej formy inwestycji w niedalekiej przyszłości. Wpływ na to może mieć systematycznie rosnąca oferta mieszkań na wynajem, czy spekulowane podwyżki stóp procentowych, które zredukują zyski z nieruchomości kupowanych na kredyt. Ponadto należy pamiętać o zmianach w przepisach prawa, które podniosły w 2018 roku stawki opodatkowania dla największych na rynku inwestorów w najem.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Nie obserwujemy spadku zainteresowania nieruchomościami kupowanymi w celach inwestycyjnych. Klienci nadal cenią sobie ten sposób lokowania kapitału, ponieważ opłacalność zakupu mieszkań pod wynajem wciąż pozostaje na wyższym poziomie niż rentowność lokat bankowych lub obligacji skarbowych. Kraków jest miastem, które niezmiennie przyciąga kapitał ludzki, zarówno studentów, jak i osoby zainteresowane bogatą ofertą rynku pracy. Ze względu na rosnący popyt, ceny najmu również rosną, co powoduje, że inwestycje w zakup nieruchomości są wciąż opłacalne.

Autor: Dompress.pl

Leasing is the New Buying. Dlaczego Millenialsi wolą wypożyczać, a nie kupować?

Tylko 15 proc. Millenialsów postrzega zakup samochodu jako wewnętrzy imperatyw[1]. Kupno auta nie tylko nie znajduje się na liście priorytetów cyfrowego pokolenia, ale osoby urodzone na przełomie lat 80. i 90. w ogóle nie są przywiązane do myśli o posiadaniu samochodu na własność, a dla 40 proc. z nich jego strata byłaby mniejszym problemem niż zgubienie smartfona. Nie znaczy to jednak, że Millenialsi chcą zrezygnować z bycia mobilnymi i niezależnymi. Wiedzą jednak, że dziś auta nie trzeba kupować. Można je wynająć na określony czas, tak samo, jak dostęp do Netflixa czy siłowni. Młodsze pokolenie, również w Polsce, ma dużą szansę zrewolucjonizować podejście branży moto do oferowanych rozwiązań, bo to ono wyznacza kierunek, w którym podąża cały sektor usługowo-handlowy. Pomóc w tym może również to, że zwyczaje zakupowe Millenialsów przejmują inne grupy konsumentów.

Millenialsi: pokolenie, które nie chce posiadać

Mieć, a nie być. Wiele osób stwierdziłoby, że to właśnie jest motto Millenialsów. Osoby urodzone na przełomie lat 80. i 90. często postrzega się jako te, które są nastawione na konsumpcyjny styl życia. To do nich kierowane są kampanie marketingowe największych marek, zachęcające do kupowania kolejnych gadżetów. Jak podaje Deloitte, w ciągu najbliższej dekady Millenialsi będą stanowić globalnie aż 3/4 wszystkich osób aktywnych zawodowo, co również oznacza, że za kilka lat będą również głównym segmentem kupujących.

Okazuje się jednak, że jest to nieco krzywdzący obraz tego pokolenia – badania pokazują, że Millenialsów bardziej interesuje przeżywanie, a nie posiadanie. Według Zipcar, to właśnie doświadczenie jest najważniejsze aż dla ponad 60 proc. z nich. Dlatego osoby urodzone pod koniec ubiegłej dekady, chętniej niż ich rodzice przeznaczają pieniądze na podróże, czy na samorozwój, niż na zakupy. Co ciekawe, zakup auta również nie znajduje się na liście priorytetów cyfrowego pokolenia. Tylko co 7 Millenials uważa, że musi nabyć samochód. Dla 25 proc. z nich jest to ważna potrzeba, a kolejne 25 proc. osób z młodszego pokolenia deklaruje, że kupiłoby auto, gdyby rzeczywiście było im potrzebne[2]. Co więcej, utrata własnego samochodu byłaby postrzegana jako negatywne zjawisko tylko przez 26 proc. Millenialsów. Bardziej przykrym wydarzeniem byłaby dla nich starta smartfona (40 proc.).

Michał Czerny, Prezes Noble Finance
Michał Czerny, Prezes Noble Finance

– To pokazuje, że smartfon stał się dla Millenialsów „centrum dowodzenia”, niezbędnym elementem codzienności, ale pozwala również „odkryć” kolejną prawdę o tym pokoleniu – młodzi nie odczuwają potrzeby posiadania samochodu. To może wydawać się paradoksalne, bo dla wielu osób dysponowanie własnym pojazdem wiąże się z niezależnością, tak przecież cenioną przez Millenilasów. Wydaje się jednak, że ci w swej autonomii idą jeszcze dalej i nie chcą brać na siebie obowiązku utrzymywania samochodu, w tym myślenia o regularnym przeprowadzaniu przeglądów czy pilnowania ważności ubezpieczenia. Nie chcą jednak przy tym rezygnować z bycia mobilnym czy bycia skazanym na poruszanie się komunikacją miejską. To trochę wyjaśnia, dlaczego Uber w stosunkowo krótkim czasie stał się popularny również w naszym kraju – komentuje Michał Czerny, Prezes Noble Finance.

Dostęp do samochodu tak łatwy, jak do Netflixa

Na rynku są już dostępne rozwiązania, które dają niezależność związaną z samodzielnym poruszaniem się samochodem, ale jednocześnie nie wymagają zakupu auta na własność. Jednym z nich jest długoterminowy najem samochodu na kartę, czyli auto dostępne w abonamencie. – Większość usług, które dzisiaj konsumują Millenialsi, nabywana jest w ten sposób: dostęp do popularnych portali streamingowych, takich jak np. Netflix czy Spotify, korzystanie ze smartfona, aplikacji i programów komputerowych, miesięczny karnet na siłownię. W abonamencie można wykupić nawet dostęp do prywatnej opieki medycznej, czy zamówić posiłki, które będą codziennie dostarczane pod nasze drzwi. Nie dziwi więc, że osoby urodzone pod koniec XX wieku chcą w ten sam sposób korzystać również z samochodu, a nie wydawać jednorazowo dużej sumy czy zaciągać kredyt na zakup własnego auta – dodaje Michał Czerny, Noble Finance.

Jak w praktyce wygląda długoterminowy najem samochodu? Cały proces uruchomienia usługi odbywa się online. Wystarczy zdecydować, na jaki okres chcemy wynająć samochód i jakim autem chcemy jeździć, wybierając konkretny model oraz markę. Najmniejsze samochody są już dostępne za 25 zł brutto dziennie. W porównaniu do ceny kawy latte, którą Millenials kupuje codziennie w drodze do pracy, to niski koszt. Co więcej, cena za miesięczny wynajem samochodu w abonamencie zawiera już koszt ubezpieczenia, serwisu czy wymiany opon, co szczególnie powinno zainteresować wszystkie te osoby, których do posiadania samochodu na własność zniechęca konieczność myślenia o tych obowiązkach. Na koniec wystarczy uzupełnić swoje dane w internetowym formularzu, dokonać płatności kartą i usługa najmu jest uruchamiana.

Sposób zapłaty za najem samochodu w abonamencie, także jest ukłonem w stronę Millenialsów. Dlaczego? Blisko aż 35 proc. osób w naszym kraju, które nie ukończyły 26 roku życia, korzysta wyłącznie z płatności bezgotówkowych[3]. Ale nie tylko młodzi Polacy rezygnują z płacenia gotówką i coraz częściej korzystają z alternatywnych metod płatności, takich właśnie jak karta płatnicza. Obecnie już co 5 osoba nie nosi przy sobie gotówki, a tylko 40 proc. z nas traktuje ją jako główny sposób dokonywania płatności[4]. Kartami szczególnie lubimy płacić online. W II kwartale 2018 r. przy ich użyciu w Internecie zrealizowano 17,5 mln transakcji, na kwotę 2,9 mld zł[5].

 Samochód w abonamencie nie tylko dla Millenialsa

Z zalet i wygody, które oferuje najem samochodu na kartę, mogą korzystać nie tylko Millenialsi. To rozwiązanie sprawdzi się również w przypadku rodzin, którym na co dzień przestał wystarczać jeden pojazd, ale nie mają w planach zakupu kolejnego samochodu lub potrzebują takiego dodatkowego wsparcia od czasu do czasu. – Najem samochodu w abonamencie jest prostym sposobem na rozwiązanie codziennych rodzinnych „sporów” o to, kto będzie miał rano pierwszeństwo do jedynego auta, aby sprawnie dojechać do pracy czy szybko załatwić ważne sprawunki. Wynajmowany pojazd może być traktowany jako drugi i kolejny samochód w rodzinie. Pozwoli on zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy tym osobom, które muszą dzielić się z bliskimi jednym samochodem i przez to decydować się czasem na korzystanie z mniej wygodnych środków transportu – podpowiada Michał Czerny, Prezes Noble Finance.

Pierwszego samochodu w życiu nie trzeba kupować!                 

O długoterminowym najmie samochodu powinni również pomyśleć młodzi kierowcy, osoby, które  chcą zacząć prowadzić od razu po uzyskaniu uprawnień, ale jeszcze nie mają zgromadzonych funduszy na zakup własnego auta. – Kiedyś taka sytuacja nie była możliwa, tzn. prawo jazdy robiły przeważnie osoby, które już miały w perspektywie zakup swojego samochodu, dzięki czemu po zdaniu egzaminów stawały się czynnymi kierowcami. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej – posiadanie prawa jazdy powoli staje się obowiązkiem. Ważne jest, aby nawet ci początkujący kierowcy, których nie jest stać na zakup samochodu, od samego początku szlifowali swoje umiejętności na drodze. Dlatego mała grupa decyduje się na starsze auta „z drugiej ręki”, które są oczywiście tańsze niż nowe auta z salonu. Dzięki korzystaniu z najmu długoterminowego nie trzeba iść na kompromis – pierwsze auto, jakim zacznie jeździć „zielony” kierowca, nie musi być starsze od niego. Może być nowoczesne, a przede wszystkim bezpieczne. Wystarczy tylko je wynająć – dodaje Michał Czerny z Noble Finance.

A co z rodzicami początkujących kierowców, którzy boją się o bezpieczeństwo swoich dzieci? Im z pomocą także przychodzi najem auta na kartę. Decydując się na takie rozwiązanie, warto wybrać firmę, np. Noble Finance, która udostępnia samochody wyposażone w system telemetrii. Dzięki niemu, rodzice mogą otrzymywać powiadomienie sms, jeżeli ich dziecko, „świeżo upieczony” kierowca np. przekroczy dozwoloną prędkość. Dla rodziców to mniej zmartwień, a pociecha może poczuć się niezależna i korzystać z wygody samodzielnego prowadzenia pojazdu.

Dla niezależnych kobiet

Choć w naszym kraju nadal więcej mężczyzn niż kobiet posiada prawo jazdy (stosunek 80 do 51 proc.[6]), to w grupie wiekowej 25-34 lat, czyli tej obejmującej Millenialsów, różnice między płciami zacierają się i wynoszą zaledwie 1%. Z każdym rokiem przybywa również Pań za kółkiem. Przez ostatnie dziesięć lat liczba kobiet kierowców zwiększyła się o 3 miliony, a obecnie prawem jazdy może pochwalić się blisko 8 mln przedstawicielek płci pięknej[7]. Statystycznie więc kobiety stanowią nie tylko ważną grupę klientów dealerów samochodowych, ale również do nich kierowana jest usługa długoterminowego najmu samochodu na kartę.

 – Powszechnie uważa się, że to głównie mężczyźni znają się na samochodach, a kobiety zastanawiając się nad wyborem auta, kierują się wyłącznie kolorem. Ten pogląd jest błędny przynajmniej z dwóch powodów. Kobiety będąc świadomymi kierowcami, są coraz lepiej zorientowane w tematach związanych z motoryzacją, a poza tym, podzespoły mechaniczne obecne w dzisiejszych samochodach to na tyle zaawansowana technologia, że znają się na niej naprawdę nieliczni. Na szczęście, aby być kierowcą, nie trzeba wiedzieć wszystkiego o samochodach. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku formalności związanych z użytkowaniem pojazdu, co odstrasza niektóre osoby, w tym także kobiety, od posiadania auta na własność. Ten obowiązek znika, gdy zdecydujemy się na najem – sugeruje Michał Czerny Prezes Noble Finance.

Gdy wybierzemy korzystanie z samochodu w abonamencie, to firma wynajmująca będzie pamiętać o tym, kiedy trzeba kupić nowe lub wymienić opony, wykonać przegląd czy wznowić ubezpieczenie. Nie musimy się również martwić w razie stłuczki czy awarii pojazdu, bo w takich przypadkach będziemy mogli liczyć na auto zastępcze.

[1] Goldman Sachs Global Investment Research I Goldman Sachs Fortnightly Thoughts Intern survey.

[2] Dane: Goldman Sachs.

[3] IBRIS dla Polskiego Standardu Płatnościhttps://zbp.pl/wydarzenia/archiwum/wydarzenia/2018/wrzesien/rusza-druga-edycja-kampanii-spolecznej-warto-bezgotowkowo

[4] Dane: IBRIS.

[5] NBP, Informacja o kartach płatniczych. II kwartał 2018, październik 2018.

[6] Dane: CBOS, 2017.

[7] Dane: CBOS i analiza Motofaktów.pl.

Zarówno wynagrodzenia jak i zatrudnienie cały czas rosną

Średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w październiku 4921,3 zł i było o 7,6 proc. wyższe niż przed rokiem. To największa zwyżka od kwietnia i jedna z najwyższych od dziesięciu lat. Średnia pensja wyniosła 4921,40 złotego, zatrudnienie wzrosło z kolei o 3,2%. 

Dynamika przeciętnego wynagrodzenia słabła wyraźnie od maja do września i to zarówno w ujęciu nominalnym, jak i realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji. Październik przerwał tę tendencję i przyniósł zdecydowane jej odreagowanie. Na razie trudno przesądzić, czy przyspieszenie potrwa dłużej, czy okaże się, podobnie jak kwietniowy wzrost o 7,8 proc., jednorazowym wydarzeniem. Prawdopodobnie w najbliższych miesiącach można liczyć na dynamikę zbliżoną do 7 proc. Jednak perspektywa wzrostu wskaźnika inflacji będzie w przyszłym roku wyraźnie ograniczała siłę nabywczą dochodów z pracy. To zaś zacznie powoli negatywnie oddziaływać na konsumpcję gospodarstw domowych, czyli główną dotąd siłę napędową naszej gospodarki.

Dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw obniża się systematycznie od początku roku. Jeszcze w grudniu 2017 r. sięgała 4,6 proc., by we wrześniu obniżyć się do 3,2 proc. Pewien wpływ miały na to zmiany w metodologii badań GUS, ale tendencja jest jednoznaczna. Z jednej strony jest ona efektem zbyt mocno rosnących kosztów zatrudnienia, z drugiej zaś, prawdopodobnie jednym z sygnałów zbliżającego się spowolnienia gospodarczego, które już teraz może być odczuwalne przez część firm, obniżając chęć zwiększania zatrudnienia.

Październik był miesiącem, w którym zanotowano wyhamowanie tej tendencji. Liczba zatrudnionych, podobnie jak we wrześniu, była wyższa niż przed rokiem o 3,2 proc. Po dwóch miesiącach niewielkiego spadku liczby zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw, zwiększyła się ona w październiku o 2,2 tys. osób. W ujęciu rok do roku zatrudnienie nadal jest dużo wyższe, ale ta przewaga wciąż topnieje. O ile w grudniu 2017 r. było o 266 tys. wyższe niż w grudniu 2016 r., to w październiku 2018 r. w porównaniu do października 2017 r. nadwyżka stopniała do nieco ponad 191 tys.

Coraz więcej sygnałów wskazuje, że rynek pracy najlepszy okres ma już za sobą. Stopa bezrobocia będzie utrzymywała się nadal na bardzo niskim poziomie, a po sezonowym zimowym pogorszeniu, w przyszłym roku być może jeszcze spadnie, osiągając kolejne rekordowo niskie poziomy. Jednak choć w pierwszych trzech kwartałach do urzędów pracy zgłoszono ponad 1 mln 226 tys. ofert zatrudnienia, to jednak był to wynik o niemal 7 proc. niższy niż w tym samym okresie rok wcześniej. We wrześniu liczba ofert pracy spadła do poniżej 100 tys. i była najniższa od osiemnastu miesięcy.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Grupa Amica – wyniki po III kw. 2018 r.

E-sport – cyfrowa branża, realne pieniądze

W tym roku po raz pierwszy przychody z e-sportu na całym świecie przekroczą miliard dolarów. Elektroniczny sport przyciąga coraz więcej graczy i kibiców, główne wśród młodszych grup wiekowych. Z raportów firmy doradczej Deloitte „Continue to Play” oraz „Digital media trends survey” wynika, że milenialsi to nie tylko główni odbiorcy tej formy rozrywki, ale także najbardziej chętni, aby za nią płacić. Firmy, które odpowiedzą na ich rosnące zainteresowanie e-sportem, mają szansę osiągnąć przewagę konkurencyjną.

Obroty w branży gier video są już dwukrotnie większe niż te osiągane przez światowy przemysł filmowy. Dyscypliny rozgrywane w świecie cyfrowym wypełniają areny, generując zyski dla marketingowców, wydawców gier oraz firm z branży medialnej i rozrywkowej.

Rywalizacja graczy komputerowych przyciąga wciąż nowych fanów, za którymi idą ogromne pieniądze. A to dopiero początek, bo e-sport będzie się wciąż rozwijał. Jego przychody wciąż nie są jednak porównywalne do tych w tradycyjnym sporcie. Do tego jeszcze daleko – mówi Marcin Diakonowicz, Partner, Lider Deloitte Sports Business Group.

Szczególnie zainteresowane e-sportem powinny być firmy medialne oraz branża rozrywkowa, które nieustannie walczą o uwagę młodych odbiorców, którym tradycyjne media przestały wystarczać. Aż 75 proc. pasjonatów e-sportu to milenialsi, czyli osoby w wieku od 18 do 34 lat. W badaniu przeprowadzonym przez Deloitte deklarowali oni, że w gry wideo grają co najmniej raz w tygodniu. Z uwagi na to, że generacja Y dorastała z tym rodzajem rozrywki, spada zainteresowanie płatną telewizją, która jest głównym źródłem rozrywki dla starszych widzów. W 2017 r. liczba jej subskrypcji spadła aż o 3,6 mln. Młodsi wiedzę i rozrywkę czerpią z platform społecznościowych i transmisji strumieniowych, oglądając wydarzenia na żywo. Ten trend wykorzystują najwięksi gracze. Facebook kupił wyłączne prawa do transmisji turniejów czterech popularnych organizacji e-sportu, w tym Valve’s Counter-Strike: Global Offensive Pro League. Z kolei Amazon zainwestował w e-sport już cztery lata temu. Za niemal miliard dolarów pozyskał wówczas Twitch – największą na świecie platformę do rozgrywek e-sportowych, która rozwija się w szybkim tempie. W ubiegłym roku użytkownicy obejrzeli ponad 355 mld minut transmisji. To wzrost o 21 proc. rok do roku.

Ekosystem gier wideo nie tylko przyciąga coraz więcej osób, ale też zatrzymuje je na dłużej dzięki tworzonym platformom społecznościowym. Oferują one wiele zachęt dla graczy i kibiców, m.in. możliwość zakupu lepszego sprzętu czy treści, które uatrakcyjnią grę. Zgodnie z szacunkami Deloitte 6 proc. niemieckich kibiców jest gotowych płacić za dodatkowe treści.

Cyfrowa branża, realne pieniądze

E-sport powoli zaczyna przypominać inne, znacznie starsze i bardziej rozwinięte branże. A to daje szansę na rozwój coraz większej grupie finansowych graczy. Tylko w tym roku na całym świecie odbędzie się co najmniej 30 dużych turniejów e-sportowych. Najlepsi zawodnicy mogą być już spokojni o swoją finansową przyszłość – podpisali wieloletnie kontrakty nawet na 320 tys. dolarów rocznie. Zwycięskie drużyny zdobywają nagrody warte miliony. Do tego trzeba doliczyć dochody z reklam, tantiem i towarów promocyjnych, zarówno fizycznych, jak i cyfrowych. Drużyny sprzedają na przykład wirtualne koszulki, które gracze mogą pokazywać na swoich awatarach. Model franczyzowy daje nie tylko więcej możliwości zarabiania, ale też uzasadnia oczekiwania na zarobek długofalowy i z mniejszym, bo rozproszonym ryzykiem. E-sport zaczyna wychodzić poza cyfrowy krajobraz. Rynek testuje NBA, podobnie zresztą jak nowojorscy Yankeesi. Jedną z ciekawszych oznak legitymizacji e-sportu jest zainteresowanie tym obszarem popularnych telewizji. W październiku wystartował w Polsce kanał Polsat Games. W ramówce znajdą się transmisje z turniejów e-sportowych, ale też własne programy gamingowe. Mecze transmituje także TVP Sport.

Polska na podium

Obecność e-sportu w telewizyjnych ramówkach pozwoli zwiększyć zainteresowanie polskich graczy i fanów. Tempo wzrostu liczby odbiorców jest imponujące. Między innymi za sprawą youtuberów i streamerów, których twórczość wykorzystywana jest do promocji gamingowych wydarzeń. A wciąż jest sporo miejsca dla nowych graczy.

Coraz większa liczba podmiotów z branż niekojarzonych pierwotnie z e-sportem jest zainteresowana taką aktywnością. Na rynek e-sportowy wchodzą producenci samochodów, banki czy firmy farmaceutyczne. Jest to dla nich nowy kanał komunikacji – mówi Konrad Ozimek, Menadżer, Deloitte Sports Business Group.

Fundamentalna zmiana w mediach i sporcie, kształtowana przez rozrywkę społeczną, transmisję na żywo i intensywną konkurencję w cyfrowym świecie daje firmom i reklamodawcom niemal nieograniczone możliwości. Eksperci radzą jednak ostrożność – zarabianie na e-sporcie wymaga wiedzy na temat tego rynku. Sponsorzy, inwestorzy, dostawcy usług, konsultanci bezpieczeństwa zanim zainwestują w szeroko pojęty rynek gier powinni poznać i zrozumieć jego niuanse.

Ta wiedza jest istotna, aby nie tylko dotrzeć do graczy i obserwujących ich milionów kibiców, ale także, by móc nawiązać z nimi trwałe relacje. Firmy zainteresowane e-sportem muszą wyznaczyć sobie cele spójne z strategią organizacji – dodaje Konrad Ozimek.

Sprzedawcy produktów luksusowych wchodzą w e-commerce, bo nie mają już wyboru

Dynamika sprzedaży dóbr luksusowych zwalnia. Eksperci firmy doradczej Deloitte, autorzy raportu „Global Powers of Luxury Goods 2018 Shaping the future of the luxury industry” przyczyny spowolnienia dostrzegają w problemach producentów z dostosowaniem się do zmian demograficznych. Coraz bardziej znaczącą grupą odbiorców dóbr luksusowych są przedstawiciele pokolenia X i Y, którzy od tradycyjnych zakupów wolą ich wielokanałowe możliwości wykorzystujące innowacyjne narzędzia. Aby ulepszyć swoje pozycje, producenci dóbr luksusowych powinni więc sprostać wymaganiom nowej generacji kupujących.

Eksperci są pewni, że sytuacja w sektorze dóbr luksusowych jest stabilna, jednak do zwiększenia dynamiki wzrostów konieczna jest zmiana modelu działalności. – W ostatnim roku obrotowym 100 największych firm produkujących dobra luksusowe wygenerowało sprzedaż o wartości 217 miliardów dolarów. Branża odnotowała jednak tempo wzrostu na poziomie 1 proc. To spora różnica w porównaniu z wynikiem 6,8 proc. osiągniętym rok wcześniej. Aby powrócić do stałego i solidnego wzrostu sprzedaży, producenci muszą stawić czoło transformacji cyfrowej, która zmienia sposób w jaki zamożni konsumenci robią zakupy i tym samym napędzają rozwój luksusowych marek – mówi Bartosz Bobczyński, Starszy Menedżer w Deloitte Digital. Specjaliści wskazują na trendy wiodące w walce o młodsze pokolenie konsumentów produktów luksusowych.

Sprzedaż w Internecie

Aż 67 proc. menedżerów deklaruje, że w przyszłości skupi się na rozwoju e-butików. Ten rodzaj handlu jest coraz popularniejszy i stymuluje globalne wzrosty sprzedaży produktów luksusowych. Przykładem może być – drugi na liście stu producentów o największych przychodach – The Estée Lauder Companies Inc. Amerykański koncern globalną sprzedaż prowadzi poprzez 1700 stron sklepów internetowych. Jego roczny wzrost w kanałach online przekracza 60 proc. Wyprzedza go jednak, piąty w TOP 100, Gucci. W ubiegłym roku sprzedaż tej marki w sieci wzrosła o 86 proc. Około połowa przychodów pochodziła z zakupów zrobionych przez osoby z tzw. pokolenia Y, a więc urodzonych w latach 80. i 90. To wpłynęło na wzrost całkowitej sprzedaży Gucci o 42 proc. i uplasowało firmę na pozycji lidera wśród modowych marek, które priorytetowo traktują kompetencje cyfrowe. Gucci pokonuje granice sprzedaży, otwierając sklepy internetowe na rynkach, takich jak Chiny i Bliski Wschód. Przeprojektowana została także strona internetowa marki, która oferuje wizualne prezentacje i spersonalizowaną obsługę klienta za pomocą czatu internetowego, poczty e-mail oraz telefonu.

Tradycyjny sklep, cyfrowe możliwości

Przyszłością rynku produktów luksusowych jest idea connected store. – To miejsce łączące zalety tradycyjnego sklepu z możliwościami współczesnych technologii i handlu online. Choć stacjonarne sklepy nie znikną, to można się jednak spodziewać, że przejdą rewolucję. Niemal wszyscy kluczowi producenci próbują rozwijać swoje koncepcje sklepów przyszłości, często we współpracy z internetowymi sprzedawcami detalicznymi. Taka wizja jest już realizowana w Londynie – mówi Bartosz Bobczyński. Platforma zakupowa Farfetch otworzyła w stolicy Wielkiej Brytanii eksperymentalny butik, który rozpoznaje klientów z aplikacją sklepu i informuje sprzedawcę o ich zakupowych preferencjach. Dzięki interaktywnej przymierzalni pracownicy butiku mają dostęp do bazy danych z poprzednich zakupów czy marek, które dany klient preferuje.

Kluczowe znaczenie w budowaniu sklepów przyszłości będzie miała rozszerzona rzeczywistość (Augmented Reality). Dziś ta technologia jest najpowszechniej wykorzystywana podczas sprzedaży kosmetyków premium. Umożliwia klientom testowanie produktów w domu przed dokonaniem zakupu. Na AR coraz bardziej koncentruje się L’Oréal. W marcu tego roku kupił ModiFace, globalnego lidera takich rozwiązań dla branży kosmetycznej. Z kolei firma YOOX zainicjowała współpracę z Lumyer nad stworzeniem aplikacji z kamerą, która umożliwia użytkownikom wypróbowanie w wirtualnej rzeczywistości torebek, okularów przeciwsłonecznych i biżuterii.

Potęga social media

Luksusowe marki długo nie doceniały mediów społecznościowych, postrzegając je jako masowe i niepasujące do ich tożsamości opartej na prestiżu, ekskluzywności i nienagannej obsłudze. Spowolnienie sprzedaży sprawiło jednak, że producenci zaangażowali się w tę formę komunikacji z konsumentami, która staje się coraz ważniejszym narzędziem marketingowym. Z potęgi mediów społecznościowych najszybciej zdał sobie sprawę Burberry. Dziś firma przeznacza około 60 proc. swojego budżetu marketingowego na platformy cyfrowe i angażuje klientów, m.in. na Facebooku, Twitterze, Tumblrze, Pintereście, YouTube oraz Instagramie. – Wyzwanie, które stoi przed luksusowymi markami to optymalne wykorzystanie mediów społecznościowych przy jednoczesnym utrzymaniu wartości marki. Przemyślana i konsekwentna strategia w social media przekształci tak zwane „polubienia” w interaktywne i angażujące doświadczenie dla klientów – mówi Patrycja Venulet, Dyrektor w dziale strategii marki i badań konsumenckich, Deloitte. Liderem w angażowaniu Internautów jest Chanel. Ta francuska marka jest na Instagramie obserwowana przez ponad 30 mln osób, a jej całkowite audytorium w social mediach to niemal 70 milionów ludzi. Aby podnieść jakość doświadczeń klientów, luksusowe marki coraz częściej wykorzystują w mediach społecznościowych sztuczną inteligencję. Ostatnio zrobił to Louis Vuitton, uruchamiając na Facebooku wirtualnego doradcę dla klientów ze Stanów Zjednoczonych. Za pomocą Messengera chatbot odpowiada na pytania dotyczące produktów. Z kolei na rynku brytyjskim swojego pierwszego bota uruchomił Smashbox Cosmetics, jeden z brandów Estee Lauder Companies.

– Producenci powinni być świadomi, że cyfrowa transformacja zmienia sposób w jaki zamożni konsumenci robią zakupy i napędzają rozwój luksusowych marek. Z kolei rosnący dobrobyt w dużych miastach i coraz większa kontrola nad czarnym rynkiem zapewnią zrównoważony popyt na towary luksusowe na całym świecie. Aby odnieść sukces, luksusowi gracze powinni skoncentrować swoje inwestycje i wysiłki m.in. na działaniach w social mediach. Muszą przy tym uważać, by walcząc o masowy dostęp do klienta, nie zatracić prestiżu i elitarności – mówi Bartosz Bobczyński.

Kto zyska a kto straci po wdrożeniu PSD2 w Polsce?

Do wejścia w życie PSD2 pozostał niecały rok, więc rynek finansowy przygotowuje się intensywnie na nadchodzące zmiany. Dyrektywa zrewolucjonizuje działalność instytucji bankowych, a także wpłynie na sposób korzystania z usług przez ich klientów. Banki mogą stać się platformami, przez które – za pomocą API (interfejs programowania aplikacji) – inne firmy będą realizowały operacje dla klienta. Oczy finansowego świata zwrócone są w stronę Wielkiej Brytanii, która ma już za sobą wdrożenie dyrektywy. Jak wynika z analizy firmy doradczej Deloitte, doświadczenia brytyjskie pokazują, że banki muszą być dobrze przygotowane do rewolucji, która ich czeka, a wiele wysiłku powinno zostać włożone w podniesienie świadomości klientów. O tym czy sektor bankowy w Polsce jest gotowy do funkcjonowania w nowych warunkach, będzie mowa podczas Kongresu Bankowości Detalicznej w Warszawie.

Dyrektywa PSD2 weszła w życie 13 stycznia, jednak kraje członkowskie mają czas na jej wdrożenie do września 2019 roku. – Wtedy to banki będą musiały udostępnić swoje interfejsy podmiotom trzecim. Korzystanie z API będzie przypominać proces wykorzystywany dzisiaj podczas wykonywania przelewu, z tym, że obecnie firmy świadczące takie usługi muszą zawierać osobne umowy z każdym z banków. Za niespełna rok nie będzie to już konieczne. Dla całego sektora będzie to ogromna rewolucja – mówi Grzegorz Cimochowski, Partner, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce, Deloitte.

Kilka krajów europejskich zdecydowało się na wcześniejsze, niż wymagają tego terminy, wdrożenie dyrektywy PSD2. Wśród nich jest Wielka Brytania, gdzie wizja otwartej bankowości budziła początkowo wielkie nadzieje, ale rzeczywistość pokazała, że oprócz szans pojawiło się również wiele wyzwań, z którymi instytucje finansowe nie zawsze sobie poradziły.

Interfejs API wdrażało dziewięć wiodących brytyjskich banków. Aż sześć z nich nie zdążyło wprowadzić wymaganych zmian w określonym terminie i poprosiło tamtejsze władze o jego wydłużenie. – Okazało się również, że interfejsy nie zawsze były zgodne ze specyfikacją techniczną i charakteryzowały się różnym poziomem zgodności z wymaganym poziomem uwierzytelnień – wyjaśnia Grzegorz Cimochowski. Dodatkowo wystąpiły rozbieżności w sposobie możliwego połączenia się z poszczególnymi interfejsami przez TPP (zaufane strony trzecie).

Po dziewięciu miesiącach jedynie bank HSBC był gotowy z funkcjonalnościami opartymi o otwartą bankowość. Również FinTechy nie wykorzystały pojawiającej się szansy i dopiero w ostatnim okresie ich aktywność zaczęła rosnąć. Dużym wyzwaniem okazała się także niska świadomość klientów banków, którzy nie zdawali sobie sprawy, czym jest i co dla nich oznacza otwarta bankowość. Tylko 14 proc. Brytyjczyków wierzyło, że niesie ona ze sobą coś pozytywnego. Ponad trzy czwarte badanych przyznało, że obawiałoby się udostępnienia swoich danych finansowych firmom innym niż ich główny bank. – Przykład Wielkiej Brytanii powinien być lekcją dla wszystkich pozostałych krajów, w tym Polski, w której banki są w fazie przygotowawczej do wdrożenia dyrektywy. Wyzwaniem są nie tylko kwestie technologiczne, regulacyjne, ale też klient. Bez świadomych klientów oraz konkretnej propozycji korzyści wprowadzenie otwartej bankowości nic nie wniesie. A może o to właśnie chodzi?– mówi Grzegorz Cimochowski.

Grupa BEST – wyniki finansowe po III kw. 2018 r.

Grupa BEST osiągnęła po trzech kwartałach 2018 roku przychody z działalności operacyjnej na poziomie 163,9 mln zł, a  zysk netto wyniósł 49,6 mln zł i wzrósł o 7% r/r. Pełna EBITDA gotówkowa wyniosła 159,2 mln zł – co oznacza wzrost o 32%. Wartość portfeli wierzytelności na koniec Q3 2018 roku wyniosła ponad 1 mld zł.

Po trzech kwartałach 2018 roku poziom spłat wierzytelności wyniósł 228 mln zł, w tym należnych Grupie BEST 199 mln zł – czyli odpowiednio o 9% i 13% więcej niż po trzech kwartałach 2017 roku.

Krzysztof Borusowski, prezes BEST
Na zdj. Krzysztof Borusowski, prezes Best [fot: best.com.pl]
„Pełna EBITDA gotówkowa za trzy kwartały wzrosła o 32%. To bardzo satysfakcjonujący nas wynik, który jest efektem wzrostu spłat i utrzymania dyscypliny kosztowej. Od zawsze bardzo racjonalnie podchodzimy do zakupów. W naszej ocenie oczekiwania niektórych sprzedających portfele nadal rozmijają się z aktualnymi wycenami rynku. Z drugiej strony praktycznie zamarł rynek obligacji – jedno z istotniejszych źródeł finansowania branży. Naszą reakcją było zmniejszenie poziomu inwestycji i zamknięcie programu emisji obligacji. Skupiliśmy się za to na udoskonaleniu naszych operacji i kontroli kosztów. Efekty są już widoczne. Zabezpieczyliśmy nasze portfele przed ryzykami wynikającymi ze zmian przepisów o przedawnieniu i komornikach. Wdrażamy nowe technologie w obszarach podejmowania decyzji strategicznych i kontaktów z klientami. Te działania są dzisiaj podstawą efektywnej windykacji. Dotarcie do dłużników jest coraz bardziej wymagające – liczy się efekt skali, szybkość oraz skuteczne, transparentne procedury. Dzięki temu będziemy gotowi na oferowanie nowych produktów, czy obsługę portfeli mikrowierzytelności pochodzących z firm telekomunikacyjnych czy energetycznych i stanowiących coraz bardziej interesującą niszę rynkową. Warto jednak podkreślić, że nadal uważnie przyglądamy się oferowanym na rynku portfelom, wyceniamy je i w każdej chwili jesteśmy gotowi do finalizowania transakcji, w których poziom cenowy będzie dla nas  satysfakcjonujący” – powiedział Krzysztof Borusowski, prezes zarządu BEST S.A.

W 2017 roku Grupa BEST osiągnęła przychody z działalności operacyjnej na poziomie 198,6 mln zł, a zysk netto wyniósł 55,1 mln zł. Pełna EBITDA gotówkowa wyniosła 186,8 mln zł. Grupa BEST zainwestowała łącznie ponad 300 mln zł w portfele wierzytelności o wartości nominalnej 2,6 mld zł. Poziom spłat wierzytelności wyniósł 282 mln zł, w tym 238,3 mln zł z wierzytelności należnych Grupie BEST.

Pod presją znalazł się nie tylko kurs funta, ale też waluty EM, w tym złoty

Krajowe dane makroekonomiczne powinny wesprzeć odreagowanie na rynku długu w najbliższych dniach. Złoty pozostawać powinien pod wpływem czynników globalnych. W tle krajowe dane gospodarcze.

Silna przecena złotego pod koniec tygodnia

Piątkowa sesja przyniosła wyraźne spadki notowań złotego. Nastroje mocno pogorszyły się w porównaniu z ostatnimi sesjami, co było związane z rosnącymi obawami, że pojawienie się politycznych zawirowań w Wielkiej Brytanii może spowodować, że w marcu przyszłego roku kraj opuści Unię bez „siatki bezpieczeństwa”. Inwestorów zaniepokoił fakt, że pomimo ogłoszonego kolektywnego przyjęcia ustawy dotyczącej sposobu opuszczenia UE przez Wielką Brytanię, z brytyjskiego rządu zaczęli odchodzić ministrowie, w tym osoba od Brexitu. Eurosceptycy zagrozili też złożeniem wniosku o wotum zaufania dla premier May, a emocje dodatkowo podbiła informacja z agencji S&P, która ostrzegła, że mogłaby obniżyć rating Wielkiej Brytanii, jeżeli ryzyko Brexitu „bez porozumienia” miałoby się zmaterializować. W rezultacie podczas piątkowej sesji powróciła presja na złotego i inne waluty EM. Jeszcze podczas handlu w Europie EUR/PLN wzrósł powyżej 4,315 po tym jak dzień wcześniej wyznaczył minimum tygodnia na 4,2825.

Początkowo do wzrostu apetytu na ryzyko przyczyniły się komentarze Larry Kudlow (doradcy ekonomicznego D. Trumpa), który poinformował, że Stany Zjednoczone podjęły kolejne negocjacje z Chinami w kwestiach handlowych. Nastroje dodatkowo poprawiły doniesienia prasowe, że planowane nałożenie kolejnych amerykańskich ceł na import z Chin zostanie na razie wstrzymane. To rozbudziło optymizm, co do możliwego postępu na drodze do rozwiązania sporu handlowego zagrażającego globalnemu wzrostowi gospodarczemu.

Patrząc z perspektywy ostatnich miesięcy waluta nasza konsoliduje się w kilkumiesięcznym zakresie konsolidacji ok. 4,245-4,345 pozostając pod wpływem czynników globalnych. Na doniesienia krajowe (RPP i dane makro) złoty reaguje w mniejszym stopniu, bowiem zmian w polityce pieniężnej NBP jeszcze długo nie zobaczymy, a dopiero taka zapowiedź mogłaby dać silniejszy impuls złotemu.

Publikowane obecnie realne dane gospodarcze pozostają neutralne dla decyzyjności Rady, co wraz z niską presją inflacyjną w gospodarce wspiera obecny pogląd NBP, że zmiany stóp są mało prawdopodobne do końca 2019 r. To tłumaczy, m.in. umiarkowaną reakcję rynku na lepsze od oczekiwań dane inflacyjne za październik i dot. wzrostu gospodarczego Polski w III kwartale br. Dalekie perspektywy podwyżek stóp w Polsce dodatkowo wspiera umiarkowana polityka EBC adekwatna do utrzymujących się w strefie euro ryzyk polityczno-gospodarczych. W piątkowym wystąpieniu prezes EBC, choć podtrzymał zapowiedziane zakończenie QE z końcem 2018 r., to dał jednocześnie do zrozumienia, że spodziewane odbicie inflacji może być mniejsze, niż to wcześniej sądzono, ostrzegając, że polityka monetarna może się zmienić, jeżeli chodzi o stopy procentowe. Na chwilę obecną EBC zamierza w grudniu zakończyć program zakupów aktywów i planuje podwyżki stóp procentowych w drugiej połowie 2019 roku, po raz pierwszy od ośmiu lat.

W tym tygodniu oczekujemy, że prognozowane mocniejsze dane produkcyjne zostaną zneutralizowane przez gołębie minutes RPP i słabsze indeksy PMI dla strefy euro, co spowoduje, że PLN powinien być stabilny, oscylując wokół obecnych poziomów. W dłuższej perspektywie zakładamy stopniowe osłabienie złotego (do 4,33 na koniec roku) mając na uwadze jastrzębią politykę Fed i dalsze spowolnienie gospodarcze w strefie euro i w Chinach.

Wykres dnia: Obawy o ”twardy Brexit” mocno podniosły awersję do ryzyka. Pod presją znalazł się nie tylko GBP, ale też waluty EM, w tym złoty.

Obawy o ”twardy Brexit” mocno podniosły awersję do ryzyka. Pod presją znalazł się nie tylko GBP, ale też waluty EM, w tym złoty
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Wydłużenie zakazu handlu: Wśród kasjerów nie widać entuzjazmu

Projekt wydłużenia czasu zakazu handlu niedzielnego do 31 godzin, proponowany przez NSZZ „Solidarność”, budzi kontrowersje wśród pracowników. Z badania platformy TakeTask wynika, że 44% kasjerów jest przeciwnych takiemu rozwiązaniu, a 47% je akceptuje. Punkt widzenia zależy od miejsca zamieszkania i posiadania dzieci. 39% ankietowanych obawia się obniżki zarobków, 43% nie ma zdania, 18% liczy na podwyżki. Przeciwnicy wydłużenia czasu wolnego głównie pracują w dużych miastach (54%). Połowa ludzi bezdzietnych nie chce zmian. W małych i średnich ośrodkach jedna druga respondentów opowiada się za rozszerzeniem zakazu. Jednocześnie właśnie tam najwięcej osób boi się obniżek płac (45%).

– To skutek praktyk niektórych sieci wobec ograniczenia handlu w niedziele. Zmuszanie ludzi do pracy w sobotę praktycznie do północy i w poniedziałek od godziny 24 jest zwyczajnie niehumanitarne. Powoduje też, że niedziela staje się zwykłą fikcją. Ponadto trudno jest dojechać do sklepu o tak nieludzkich i nieskomunikowanych porach. Dlatego należy zabezpieczyć pracowników przed takim postępowaniem – uważa Marek Lewandowski, rzecznik prasowy przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”.

Z danych, zebranych przez TakeTask, wynika, że wydłużenia godzin wolnych od pracy nie chce 54% pracowników z dużych miast. Za takim rozwiązaniem opowiada się natomiast 39% zatrudnionych w sklepach zlokalizowanych w małych i średnich ośrodkach miejskich. Ogółem mamy 44% przeciwników i 47% zwolenników. Pracownicy mający dzieci są także podzieleni, tj. 46% jest za, a 43% przeciw.

– Te proporcje są bardzo spójne z ogólną opinią odnośnie zakazu handlu w niedziele. Pracownicy w dużych miastach częściej są nastawieni negatywnie do ustawy niż mieszkańcy mniejszych miejscowości. Natomiast wśród osób posiadających dzieci początkowo widzieliśmy większe poparcie dla niedzielnego zakazu. Obecnie ich entuzjazm jest mniejszy. Proponowane zmiany przyniosą skutki dla wszystkich grup. Po stronie benefitów są lepsze godziny pracy, a po stronie kosztów – zagrożone zarobki. Dopiero zderzenie z rzeczywistością pozwoli odnieść się lepiej do sytuacji – uważa Sebastian Starzyński, prezes platformy TakeTask.

Kolejnym problemem są płace. 39% przepytanych kasjerów obawia się obniżki zarobków, jeśli dojdzie do wydłużenia godzin bez handlu w niedziele. Częściej takie obawy wyrażają pracownicy mający dzieci (40%) oraz mieszkający w małych i średnich miastach (45%). Ogółem tylko 18% liczy na wzrost uposażeń, a 43% nie ma na ten temat zdania.

– Z naszych badań wynika, że pracownicy handlu wolą wolne niedziele nawet kosztem niższych uposażeń. Ale na razie nie obserwujemy spadku zarobków. Wręcz przeciwnie. Obecnie w handlu brakuje blisko 160 tys. osób do pracy. Dlatego nie ma uzasadnienia dla obniżania wynagrodzeń – przekonuje Marek Lewandowski.

Według danych TakeTask, na wzrost pensji liczy 26% kasjerów bezdzietnych i 16% z potomstwem. W dużych miastach 30% osób w ten sposób myśli, a w małych i średnich – tylko 11%. Z drugiej strony 45% pracowników z tych nie największych ośrodków sądzi, że ich pensje zmaleją w wyniku proponowanej zmiany. Natomiast w wielkomiejskich aglomeracjach przewiduje to tylko 28% kasjerów.

– W niewielkich miastach mamy więcej małych sklepów zatrudniających nieliczny personel. Z tego powodu pracodawcy nie są tak elastyczni jak w dużych aglomeracjach. Być może więcej osób zauważa, że już teraz sytuacja jest trudniejsza i dalsze zaostrzanie przepisów może odbić się również na nich – komentuje Sebastian Starzyński.

Z kolei Marek Lewandowski z NSZZ „Solidarność” uważa, że ograniczenie niedzielnej sprzedaży zostało przez społeczeństwo przyjęte nad wyraz dobrze, mimo straszenia utratą nawet 100 tys. miejsc pracy. Dodaje też, że to kwestia zmiany przyzwyczajeń. W krajach, gdzie taki zakaz obowiązuje od lat, nikt nie ma z tym problemu.

– Duży odsetek osób niechętnych zmianom wynika m.in. z odpowiedzialności za miejsce pracy. Pewnej grupie pracowników nie przeszkadzają też nietypowe godziny aktywności. A część zatrudnionych obawia się wzmożonej reakcji przeciwników ustawy o zakazie handlu. Różnice zdań wskazują, że choć większość osób uważa, że skorzysta z ograniczeń, to mniejsza grupa liczy się ze stratami – wskazuje prezes Starzyński.

Warto również dodać, że w Polsce, bez względu na niepewność zarobków, niemal połowa kasjerów jest za przedłużeniem zakazu handlu w niedziele do 31 godzin. Jednak prawie tak samo liczna grupa nie zgadza się z tym rozwiązaniem.

Badanie zostało wykonane w dniach 27 i 28 października br. przez agentów platformy TakeTask, którzy przeprowadzili bezpośrednie wywiady z osobami zatrudnionymi w sieciach handlowych. Analizą objęto 36 miast, w tym 10 dużych aglomeracji, m.in. Poznań, Wrocław, Kraków, Lublin i Łódź. W grupie średnich i małych ośrodków znalazł się np. Olsztyn, Zamość, Głogów, Swarzędz oraz Słupsk. W każdym sklepie odpowiedzi udzielił tylko jeden respondent. W sumie zbadano 101 pracowników. 34 z nich to rodzice, a 67 – osoby bezdzietne, niewychowujące dzieci.

Rynek mody w Polsce. Odzież, obuwie i dodatki – preferencje i wydatki Polaków

Polski rynek odzieżowo-tekstylny należy do jednego z najatrakcyjniejszych w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość produkcji sprzedanej sektora w 2016 r. wynosiła blisko 30 mld zł. Polacy w umiarkowany sposób interesują się modą i w większości dokonują przemyślanych zakupów odzieży lub obuwia. 46% nie wydaje na ten cel więcej niż 10% swoich miesięcznych zarobków. Czynnikami decydującymi o wyborze konkretnego produktu są przede wszystkim fason oraz cena produktu. Ponad 40% konsumentów przyznaje, że kupuje odzież przynajmniej raz w miesiącu. Połowa respondentów dokonała zakupu odzieży lub obuwia przez internet w ciągu ostatniego półrocza, kierując się najczęściej oszczędnością oraz wygodą – wynika z najnowszego raportu pt. „Rynek mody w Polsce”, przygotowanego przez KPMG w Polsce we współpracy z Akademią Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

Wartość polskiego sektora odzieżowo-tekstylnego systematycznie rośnie

Wartość sprzedana sektora odzieżowo-tekstylnego na koniec 2016 r. wynosiła 29,1 mld zł. Pracowało w nim ponad 187 tys. osób zatrudnionych w 22 tys. przedsiębiorstwach zajmujących się produkcją odzieży, wyrobów tekstylnych oraz produkcją skór i wyrobów skórzanych. Pomimo dobrej kondycji samego sektora, wartość średniego wynagrodzenia brutto zatrudnionych pracowników wahała się w przedziale 2,2-2,8 tys. zł w zależności od segmentu, w którym działała firma. Biorąc pod uwagę inne obszary przetwórstwa przemysłowego były to jedne z najniższych zarobków.

Polski rynek odzieżowo-obuwniczy o wartości około 10-12 mld USD plasuje się w pierwszej dziesiątce krajów należących do Unii Europejskiej oraz pierwszej trzydziestce na świecie. W 2016 r. Polska wyeksportowała produkty o wartości 3,2 mld zł, głównie do państw Unii Europejskiej, które były odpowiedzialne za 82,5% eksportu. Importowana odzież miała wartość 1,4 mld zł, a 71,3% importu pochodziło z krajów UE. Firmy działające w Polsce wyspecjalizowały się w produkcji odzieży roboczej, a coraz większego znaczenia zaczyna nabierać sektor odzieży sportowej oraz termoaktywnej.

Blisko połowa Polaków przeznacza na zakupy odzieżowe nie więcej, niż 300 złotych miesięcznie

Przedsiębiorcy z branży mody biorący udział w badaniu KPMG są w większości zgodni, że Polacy mają swój styl, chociaż trudno zidentyfikować tzw. typowy polski styl ubierania się. Równocześnie 40% Polaków określiło swój styl jako codzienny, nieformalny. Ankietowane kobiety dwukrotnie częściej od mężczyzn są skłonne podążać za modnymi trendami, łącząc ze sobą różne style.

Chęć podążania za trendami przejawia się również w deklarowanych miesięcznych wydatkach na zakup odzieży – osoby, które chętnie łączą style zdecydowanie częściej od pozostałych są skłonne wydać na ubrania nawet połowę swoich miesięcznych dochodów netto. Jednak większość ankietowanych (46% wskazań) przeznacza na zakupy odzieży nie więcej, niż 10% swojego miesięcznego wynagrodzenia. Biorąc pod uwagę wysokość średniej krajowej w Polsce oznacza to, że blisko połowa Polaków nie wydaje więcej, niż 300 złotych miesięcznie na zakup odzieży, obuwia lub dodatków.

Zdaniem ankietowanych przedsiębiorców Polacy kupują więcej odzieży, obuwia i dodatków, niż rok wcześniej. Blisko połowa Polaków kupuje odzież przynajmniej raz w miesiącu lub częściej. Obuwie zazwyczaj kupowane jest sezonowo – raz na pół roku (41% wskazań).
Polacy kupują więcej odzieży, obuwia i dodatków, niż rok wcześniejDeklarowane przez blisko połowę Polaków miesięczne wydatki na zakup odzieży, obuwia lub dodatków, które nie przekraczają 10% pensji, stanowią duże wyzwanie dla przedstawicieli branży. Często wpływa to na działania firm, które w walce o klienta stosują m.in. agresywną politykę cenową. Badania KPMG wskazują, że przekłada się to na postawy klientów, z których blisko 50% wstrzymuje się z decyzjami o zakupach do czasu promocji. Trend ten wspiera również dostęp do nowych technologii tj. znaczący wzrost popularności porównywania cen produktów w dedykowanych do tego serwisach internetowych. Rodzi to dodatkowe wyzwanie dla sklepów, które przez zmieniające się trendy zakupowe, muszą walczyć nie tylko o nowych klientów, ale także o lojalność dotychczasowych – mówi Jan Karasek, partner w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Fason i cena głównymi czynnikami wpływającymi na decyzje zakupowe

Z badania przeprowadzonego przez KPMG wynika, że najważniejszym elementem ubioru dla Polaków jest obuwie. Co czwarty respondent przyznał, że jest ono bardzo ważnym elementem ubioru, który definiuje jego styl ubierania. Duża uwaga przykładana jest również do okryć wierzchnich oraz części codziennego ubioru – spodni lub spódnic, koszul, bluzek i swetrów. Warto zauważyć, że osoby preferujące biznesowy styl ubierania się dużą uwagę przykładają do zegarków, natomiast modne torebki częściej definiują kobiecy ponadczasowy styl ubierania się.

Decyzja konsumentów dotycząca zakupu ubrania lub obuwia jest zazwyczaj przemyślana – rzadko wiąże się z impulsem czy zachcianką, częściej jest konsekwencją pojawiającej się konkretnej potrzeby (67% wskazań). Jak wskazali respondenci, kluczowymi czynnikami decydującymi o zakupie zarówno ubrań, jak i butów są fason oraz cena. Z kolei przedstawiciele branży odzieżowej i tekstylnej biorący udział w badaniu KPMG wyrazili opinię, że ich zdaniem największy wpływ na wybór produktu przez klientów mają cena oraz zgodność z najnowszymi trendami.

Fason i cena głównymi czynnikami wpływającymi na decyzje zakupowe 228% Polaków deklaruje posiadanie odzieży uważanej za luksusową

Z badania przeprowadzonego przez KPMG wynika, że zaledwie 3 na 10 dorosłych Polaków posiada w swojej szafie rzeczy, które ich zdaniem są luksusowe. Najczęściej (30% wskazań) są to okrycia wierzchnie, przede wszystkim futra. Blisko co piąta osoba zadeklarowała posiadanie luksusowego garnituru lub luksusowej sukienki, które są przeznaczone na specjalne okazje. Warto jednak podkreślić, że pojęcie luksusu jest względne – choć średnia wartość wymienianych przez respondentów elementów luksusowej garderoby wynosiła 1403 zł, to połowa z nich była warta nie więcej niż 1000 złotych.

Posiadanie luksusowych ubrań nie jest zjawiskiem powszechnym. Świadczy o tym fakt, że mniej niż 10% ankietowanych Polaków przynajmniej od czasu do czasu dokonuje zakupów w butikach z ubraniami oferującymi ubrania znanych projektantów. Największym zainteresowaniem Polaków cieszą się sieciowe sklepy odzieżowe, w których najczęściej zakupu ubrań dokonuje 65% badanych. Około 1/3 osób najczęściej wybiera się na zakupy do wielobranżowych sklepów sieciowych oraz butików. Dużą popularnością cieszą się również wielobranżowe sklepy dyskontowe – mówi Katarzyna Nosal-Gorzeń, partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.

luksusowe rzeczy3/4 Polaków dokonuje zakupu ubrań lub obuwia przez internet

W ciągu ostatnich 6 miesięcy połowa Polaków dokonała zakupu ubrań lub obuwia online, a 23% respondentów deklaruje, że robi zakupy tylko w sklepach stacjonarnych. Konsumenci decydujący się na zakup w sieci, kierowali się przede wszystkim oszczędnością pieniędzy (62% wskazań) oraz wygodą dokonania zakupów (60% wskazań). Ważnymi czynnikami, które skłaniają blisko połowę Polaków do robienia zakupów odzieżowych i obuwniczych online są również kwestie związane z większym wyborem, niż w sklepie stacjonarnym (49% wskazań), szybkością zakupów (45% wskazań) oraz możliwością dokonania zakupów przez całą dobę (43%). Konsumenci, którzy nigdy nie zdecydowali się na zakupy online, argumentują to przede wszystkim chęcią przymierzenia ubrania lub butów przed ich zakupem (79% wskazań). Z kolei wśród najczęściej wymienianych wad zakupów internetowych są niezadowolenie z kupionych produktów i długi czas oczekiwania na przesyłkę.

problemy ecommerce

Blisko połowa ankietowanych (48% wskazań) nigdy nie zwróciła produktu kupionego przez internet. Ci, którzy na zwrot się zdecydowali, najczęściej dokonali go zaledwie 2-3 razy, a powodami takiej decyzji było najczęściej niedopasowanie ubrania (69% wskazań) lub zmiana decyzji po zakupie (33% wskazań). Pomimo, że nowoczesne technologie w dynamiczny sposób zmieniają podejście do dokonywania zakupów, to aż 70% Polaków nigdy nie spotkało się z nowymi technologiami podczas przeglądania stron internetowych sklepów odzieżowych lub obuwniczych. Jedyną znaną i używaną funkcjonalnością (27% wskazań) jest możliwość oglądania przedmiotów w widoku 360 stopni poprzez samodzielne sterowanie kątem nachylenia obrazu.

Szeroki asortyment, atrakcyjne ceny i częste promocje oraz wygodna forma zakupu są czynnikami, które głównie decydują o miejscu zakupu odzieży. Nic więc dziwnego, że kanały online zyskują na popularności wśród polskich klientów. Nowoczesne technologie w połączeniu ze zmianami modeli biznesowych sieci i platform handlowych pozwalają użytkownikom coraz efektywniej korzystać z wielokanałowych systemów sprzedaży. W przeciągu kilku następnych lat najprawdopodobniej stacjonarne punkty sprzedaży będziemy odwiedzali głównie by dokonać wymiarowania naszej sylwetki lub sprawdzić jakość i fakturę materiału – natomiast fason, kolorystykę czy indywidualne wykończenie ubrania dodatkami wybierzemy sami w sieci. Nasza zindywidualizowana odzież będzie dostarczona w wyznaczonym przez nas terminie i miejscu. Takie podejście, pomimo wzrostu kompleksowości produkcji i logistyki, powinno jednak zmniejszyć koszty prowadzenia działalności handlowej – właściciele sklepów odzieżowych lub obuwniczych nie będą musieli ponosić wysokich obecnie kosztów, związanych z najmem dużych powierzchni handlowych oraz utrzymaniem wysokich zapasów w pełnych rozmiarówkach i kolorystyce – mówi Maciej Szatkowski, starszy menedżer w dziale usług doradczych w KPMG w Polsce.

Kanał cyfrowy szansą dla firm z sektora odzieżowo-tekstylnego

Ankietowani przedsiębiorcy za kluczową barierę utrudniającą rozwój całej branży uznają liczną konkurencję wchodzącą na polski rynek – szczególnie firmy, które prowadzą w Polsce tylko sprzedaż internetową. W tym kontekście kolejnym wyzwaniem staje się więc wojna cenowa oraz agresywny marketing, który dodatkowo jest wspierany przez konsumentów, którzy w znacznej mierze kierują się ceną. Ankietowane firmy zwracają również uwagę na problem z zamykaniem polskich szwalni i przenoszeniem produkcji za granicę, brakiem wykwalifikowanych pracowników znających rzemiosło oraz nadprodukcją projektantów.

Większy optymizm przedstawicieli sektora odzieżowo-tekstylnego widać w przypadku opinii na temat kanału cyfrowego, którego rozwój wszyscy oceniają pozytywnie. Głównymi czynnikami, które będą miały wpływ na jego rozwój będzie coraz młodsze pokolenie konsumentów wkraczające na rynek oraz dynamicznie zmieniające się podejście klientów do dokonywania zakupów – gdzie najważniejszymi czynnikami stają się wygoda i dostępność. Przedstawiciele branży biorący udział w badaniu wskazują jednocześnie, że rozwój kanału cyfrowego mogą spowolnić kwestie związane z kosztami realizacji i obsługi zamówień internetowych, w tym decyzja, kto je powinien ponosić – klient czy sprzedawca.

Brak wykwalifikowanych pracowników wyzwaniem dla firm z sektora odzieżowo-tekstylnego
Dynamika zmian zachodzących w samej branży, a także ich interdyscyplinarność oraz nowe narzędzia sprzedaży i marketingu rodzą duże zapotrzebowanie na nową, wyspecjalizowaną kadrę, bez której rozwój firm z branży mody może być zagrożony. Szkolnictwo, zarówno zawodowe, średnie, jak i wyższe staje się dzisiaj w niespotykanym dotąd stopniu odpowiedzialne za właściwe przygotowanie kadry zawodowej, z uwzględnieniem nowych specjalizacji przystosowanych do potrzeb rynku pracy. W świetle dynamicznie ewoluującej branży mody oraz nienadążających za tą dynamiką regulacji prawnych, trudno wskazać jeden właściwy kierunek kształcenia, przygotowujący do danej specjalizacji. Nowe zawody w przemyśle mody powstają w wyniku połączenia lub przekształcenia istniejących specjalizacji. Dodatkowo pojawiają się nowe specjalizacje, których powstanie wymusiły zmiany zachodzące na rynku.

Szeroko rozumiana branża mody stwarza duże możliwości kreowania nowatorskich specjalizacji. W przemyśle modowym, ze względu na jego złożoną specyfikę, ważna jest wiedza nie tylko z obszaru projektowania czy inżynierii w zakresie włókiennictwa i przemysłu mody, ale także zarządzania, w tym zarządzania marketingowego, komunikacji, prawa mody. Niezwykle istotne są także tzw. umiejętności miękkie. Rozwój odpowiednich kwalifikacji oraz kompetencji pracowników tego sektora warunkuje jego stabilny wzrost i powinien być przedmiotem zainteresowania, zarówno na poziomie polityki sektorowej, jak i działań pojedynczych przedsiębiorców. Ma to tym większe znaczenie, że w 2016 r. w branży tekstylnej, odzieżowej oraz skórzanej pracowało blisko 200 tysięcy osób. To liczba porównywalna z populacją większego miasta – mówi Agnieszka Oleksyn-Wajda, radca prawny, kierownik Akademii Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

Pełne wyniki raportu przygotowanego przez KPMG we współpracy z Akademią Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego zostały zaprezentowane podczas konferencji Fashion Economy Moda 4.0, która odbyła się 13 listopada 2018 r. w Centrum Kreatywności Targowa w Warszawie.

O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Rynek mody w Polsce” powstał na podstawie badania przeprowadzonego przez konsumentów oraz firm produkujących odzież lub obuwie. Badanie konsumenckie zostało zrealizowane metodą ankiet internetowych CAWI wśród członków panelu internetowego firmy Norstat. Badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 543 dorosłych kobiet i mężczyzn z 10 największych miast w Polsce. Badanie przedsiębiorstw zostało zrealizowane metodą wywiadów telefonicznych CATI wśród osób na kierowniczych stanowiskach w firmach zajmujących się produkcją odzieży lub obuwia. Przebadanych zostało 27 średnich i dużych przedsiębiorstw o przychodach powyżej 50 mln zł. Badania zostały przeprowadzone w październiku 2018 r. Część raportu dotycząca wyzwań i szans w edukacji branży mody została opracowana przez Akademię Biznesu i Prawa Mody Uczelni Łazarskiego.

22 listopada – nowelizacja przepisów dotyczących umów czasowych

Ważne zmiany czekają 22 listopada pracodawców i pracowników. Tego dnia mijają bowiem 33 miesiące od wprowadzenia w 2016 roku zmian w Kodeksie pracy, które przekształcają sposób przechodzenia od umów czasowych do tych na czas nieokreślony. Przedsiębiorcy, którzy zatrudnili pracowników przed 22 lutego 2016 r. i jeszcze nie uregulowali z nimi tej kwestii, muszą pamiętać, że teraz stanie się to automatycznie.

Co się zmieni?

Te 33 miesiące to dodatkowy element zabezpieczający zatrudnienie. Jest to nowość[1] w  stosunku do poprzedniego brzmienia zapisu, który dotychczas za jedyne kryterium uznawał ilość podpisanych do tej pory dokumentów, czyli w tym wypadku 3. Każda kolejna umowa w tych warunkach musi już być bezterminowa. Kodeks pracy (art. 251 § 4 k.p.) przewiduje jednak pewne wyjątki dla tej reguły i dotyczą sytuacji, w których[2]:

  1. Pracownik został zaangażowany terminowo w zastępstwie.
  2. Gdy pracodawca wskaże obiektywne przyczyny.
Kamil Wolański
Kamil Wolański

Nowelizacja przepisów dotyczących umów to bardzo dobra wiadomość dla wszystkich pracowników, ponieważ ochrona prawna ich pracy stała się szczelniejsza. Przekształcenie obowiązujących umów czasowych w bezterminowe jest również szczególnie istotne z innego względu. Osoby zatrudnione na takich warunkach mają znacznie lepszą zdolność kredytową – banki zdecydowanie lepiej wyceniają ją w  przypadku zatrudnienia na czas nieokreślony[3] – komentuje Kamil Wolański z OCRK.

Co się zmienia w wypowiedzeniach?

Zmiany w przepisach dotyczyły również obliczania okresu wypowiedzenia. Obecnie, wszystkie umowy, niezależnie od ich rodzaju mają zachowany jednolity okres wypowiedzenia, który obejmuje 2 tygodnie, jeśli staż pracownika wynosi mniej niż 6 miesięcy, miesiąc, jeśli staż ten jest dłuższy niż pół roku oraz 3 miesiące, jeśli ktoś przepracował w danej firmie więcej niż 3 lata.

Przedsiębiorca, którego pracownicy przeszli na zatrudnienie bezterminowe, musi też pamiętać, że gdyby z jakiegoś powodu chciał rozwiązać z nimi stosunek pracy, musi przedstawić pełne uzasadnienie tej decyzji. Jeśli w danej firmie funkcjonują dodatkowo związki zawodowe, powinny zostać w takiej sytuacji poinformowane[4] . Istotne jest również, że gdy zmienia się tożsamość prawna pracodawcy (na przykład w ramach przejęcia firmy przez nowy podmiot) czas obowiązywania zawartych wcześniej umów nie ulega zmianie[5].

Upływ minimalnego okresu dotyczącego zmiany charakteru umów jest też źródłem pewnej kontrowersji[6], dotyczącej potencjalnej fali zwolnień, jednak jak zauważa Kamil Wolański z OCRK:

– Nie sądzę, żeby nowelizacja przepisów spowodowała masowe zwolnienia w branży TSL. Po pierwsze, o tej zmianie było wiadomo od dawna, więc firmy miały dużo czasu, żeby się przygotować. Po drugie, w obecnej sytuacji rynku pracownika, wielu przedsiębiorców raczej zabiega o ręce do pracy zamiast się ich pozbywać. Z tego powodu można stwierdzić, że konieczność przejścia na umowy bezterminowe sprzyja raczej zatrzymaniu pracowników w firmie, ponieważ daje im niezbędną stabilność zatrudnienia, która staje się coraz ważniejszą rzeczą na dzisiejszym rynku pracy oraz pomaga zbudować wzajemne zaufanie. 

[1] https://gazetalubuska.pl/zmiany-w-kodeksie-pracy-2018-juz-od-listopada-2018-to-musisz-wiedziec-aktualizacja-24102018/ar/13557033

[2] https://kadry.infor.pl/kadry/indywidualne_prawo_pracy/zatrudnianie_i_zwalnianie/2762526, Przeksztalcenie-umowy-o-prace-na-czas-okreslony-w-umowe-na-czas-nieokreslony-22-listopada-2018.html

[3] Na podstawie wywiadu z ekspertem

[4] https://www.rp.pl/Kadry/308099990-22-listopada-2018-umowy-terminowe-przeksztalca-sie-w-umowy-o-prace-na-czas-nieokreslony.html

[5] Rzeczpospolita, op. cit.

[6] https://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera/artykuly/1215585, zmiany-dla-pracodawcow-na-jesieni-2018.html

Afera w KNF wpłynęła na notowania złotego

Złoty wyrwał się z letargu w piątek, rykoszetem obrywając za utratę zaufania do polskiego sektora bankowego w związku z wybuchem afery wokół prezesa KNF. Ostatnio pomijany w rozważaniach inwestorów złoty stał się atrakcyjnym kąskiem do spekulacyjnego osłabienia, gdyż fundamentalnie zagrożenia dla waluty nie ma. W większym świecie dyskusja toczy się wokół zmiany tonu Fed i przyszłości brexitu.

Nie jest często spotykanym zjawiskiem, aby na notowania złotego miały wpływ wydarzenia na krajowym rynku akcji. A jednak piątek był takim niezwykłym dniem. Temperaturę podnosiły nagłówki na Bloombergu informujące, że WIG20 był najgorzej radzącym sobie indeksem na świecie. W dół ciągnęły go banki (w kulminacyjnym momencie WIG Banki tracił 5,6 proc.) przez spadek zaufania do sektora w związku z aferą wokół Komisji Nadzoru Finansowego. Po rynku krążyły też plotki o zamieszaniu w sprawę prezesa NBP Adama Glapińskiego, które może doprowadzić do jego rezygnacji.

Powstała tzw. „idealna burza” dla wyprzedaży złotego, prawda? Tak, jeśli szukamy okazji do spekulacji. Pod kątem wielkości kapitału przepływającego przez rynek akcji, nawet jeśli sprzedającymi polskie banki byli tylko inwestorzy zagraniczni, którzy do tego od razu wycofywali środki z Polski (sprzedawali złotego), nie jest to znacząca siła. Obroty na GPW w piątek wyniosły 1,5 mld PLN, podczas gdy średnie dzienne obroty w transakcjach z udziałem złotego są 15-krotnie większe (prawie 6 mld USD, ostatnie oficjalne dane na kwiecień 2016 r.). Ponadto rezygnacja Glapińskiego nie powinna być powodem do osłabienia złotego. Biorąc pod uwagę, że prezes NBP optuje za utrzymaniem stóp procentowych bez zmian co najmniej przez dwa lata, trudno znaleźć jego następcę, który byłby bardziej gołębi (w granicach rozsądku, oczywiście). Stąd, jeśli obędzie się bez kolejnej rewelacji związanej z aferą, która stałaby się pożywką dla spekulantów, złoty powinien powoli zbiegać do poziomu równowagi blisko 4,30 za euro.

W umocnieniu złotego powinna też pomagać dyskusja o zmianie tonu przedstawicieli Fed. USD jest w defensywie, gdyż w ubiegłym tygodniu wielu członków Fed na czele z prezesem Powellem wyraziło obawy o globalne spowolnienie gospodarcze, które może zaważyć na polityce monetarnej. Nowo mianowany wiceprezes banku Clarida zasugerował też, że inflacja nie powinna nadto przyspieszyć w przyszłym roku, co rynek zaczął interpretować jako przygotowywanie się Fed na wyhamowanie tempa zacieśniania. Osobiście nie zapędzałbym się tak daleko. Fed zawsze pozostawał zależny w swych decyzjach od napływających danych, także jeśli chodzi o warunki globalne. Zatem nie brałbym ostatnich komentarzy jako zaskakująco gołębie, choć przyznam, że trafiają one na podatny grunt. W ubiegłym tygodniu podkreślałem zbyt agresywne pozycjonowanie w długich pozycjach w USD, które ciąży w sytuacji, kiedy sentyment rynkowy nie jest wyraźnie negatywny. Dodajmy do tego perspektywę długiego weekendu (w czwartek Święto Dziękczynienia) i w efekcie możemy oglądać więcej korekcyjnej redukcji siły USD. Dziś po południu inwestorzy będą się przysłuchiwać komentarzom Williamsa z Fed w Nowym Jorku, czy podziela on opinię swoich kolegów.

Na koniec nie można zapominać o brexicie, który z pewnością dostarczy nam wrażeń. Na ten moment wciąż nie wiemy, czy zebrała się grupa 48 posłów Partii Konserwatywnej, która zażąda głosowania and wotum nieufności dla premier May. Brytyjska prasa spekuluje, że brakuje głosów, a premier ma duże poparcie w partii, natomiast brakuje zgody na akceptacje porozumienia ws. brexitu w obecnej formie. Rząd jednak już pracuje nad poprawkami, z którymi trzeba zdążyć przed niedzielnym szczytem UE, a które dadzą jakiekolwiek szanse na ratyfikację dokumentu w brytyjskim parlamencie. ostatecznie nie jesteśmy ani krok bliżej do rozstrzygnięć, a perspektywy dla funta są otwarte w obu kierunkach. Na razie lepiej trzymać się z boku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

2019 rokiem chmury i dominacji gigantów

  • Do 2020 roku 80 proc. projektów związanych ze sztuczną inteligencją będzie swoistą alchemią.
  • W ciągu 4 lat transformacja cyfrowa przekształci wewnętrzne procesy w zewnętrzne produkty, generujące duże przychody.
  • W 2019 roku będziemy obserwować rozwój usług oferowanych przez „wielką czwórkę” w segmencie rozwiązań technologicznych dla firm.

Sztuczna inteligencja do 2020 roku pozostanie wąską dziedziną dla wybranych. Do 2022 roku rozwiązania chmurowe  pozwolą zmonetyzować wewnętrzne procesy firm, a giganci zawładną niemal 40 proc. rynku – to najważniejsze przewidywania ekspertów Gartnera, które w ciągu następnych lat zdominują rynek IT.

Sztuczna inteligencja póki co jest sztuką, nie nauką!

Sztuczna inteligencja (SI, ang. artificial intelligence, AI) ma potencjał na dokonanie rewolucji w biznesie. Już dziś służy agregowaniu ogromnych ilości danych, analizie i wyciąganiu wniosków czy opracowaniu symulacji zmian i trendów. SI usprawnia procesy sprzedaży oraz obsługi klienta. Eksperci Gartnera prognozują, iż do 2020 roku 80 proc. projektów związanych z tą technologią pozostanie „alchemią, prowadzoną przez magów”, których umiejętności nie będą szeroko rozpowszechniane. Do tego czasu 85 proc. dyrektorów IT będzie prowadzić prace łącząc wewnętrzne i zewnętrzne zasoby, m.in. poprzez korzystanie z outsourcingu. Rosnące w ciągu ostatnich lat zainteresowanie rozwiązaniami bazującymi na technologii SI doprowadziło do powstania nierozsądnych oczekiwań ze strony biznesu, którym nauka nie jest w stanie sprostać, ze względu na brak specjalistów.

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Obecnie mamy do czynienia ze swoistym deficytem wykwalifikowanych ekspertów w dziedzinie sztucznej inteligencji. Badania nad tą technologią wymagają połączenia szeregu wąskich i bardzo specjalistycznych umiejętności z pogranicza informatyki, analityki danych, matematyki i robotyzacji. Tego typu kompetencje są dość unikatowe i ciężkie do zdobycia na rynku, nawet w skali globalnej – mówi Michał Grams, Prezes Zarządu TogetherData. Liczba wykształconych inżynierów zajmujących się rozwojem sztucznej inteligencji szacowana jest obecnie na ok. 250-350 tys. na świecie. Natomiast zapotrzebowanie należy liczyć w milionach.

Zdaniem Gartnera, zarówno deficyt rąk do pracy, jak i brak wspólnego języka pomiędzy nauką a biznesem powoduje, iż badania nad rozwojem SI powinny być obecnie określane jako forma sztuki, a nie nauki. Eksperci przewidują, iż wyjściem z tej sytuacji może być szeroko pojęta automatyzacja umiejętności z takich dziedzin jak analityka danych, uczenie maszynowe czy programowanie neurolingwistyczne.

Monetyzacja wewnętrznych procesów w chmurze

Eksperci Gartnera przewidują, iż do roku 2022 transformacja cyfrowa przekształci wewnętrzne możliwości firm w zewnętrzne produkty, generujące duże przychody. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu ekonomiki i elastyczność chmury obliczeniowej. Procesy tworzone dotychczas na użytek wewnętrzny mogą zostać łatwo przekształcone w rozwiązania produktowe sprzedawane na zewnątrz. Dotychczas wiele firm nie miało możliwości monetyzowania umiejętności swoich specjalistów. Przyczyną były głównie czynniki ekonomiczne, technologiczne oraz marketingowe. W ciągu najbliższych lat infrastruktura chmury obliczeniowej rozwiąże te problemy. Analiza Gartnera wykazała, iż obecnie mniej niż 10 proc. firm przechodzi przez proces faktycznej transformacji cyfrowej. Rok 2019 może być przełomowy, albowiem wiele przedsiębiorstw może przejść z etapu optymalizacji wydatków, na ścieżkę zysków.

Chmura obliczeniowa daje tysiącom firm możliwość implementacji swoich autorskich rozwiązań. Rozwiązuje to problem braku gigantycznych nakładów na działania promocyjne, sprzedażowe czy dystrybucyjne. Rozwiązania chmurowe dają możliwość przekształcania wewnętrznych procesów w gotowe produkty zewnętrzne. Systemy IaaS, PaaS czy SaaS zapewniają dostęp do najnowszych technologii oraz pełną skalowalność zgodnie z aktualnymi potrzebami klientów – wyjaśnia Michał Grams.

Giganci urosną w siłę

Gartner nie pozostawia złudzeń, giganci technologiczni tacy jak Facebook, Google, Apple czy Amazon będą dalej rosnąć w siłę. Do 2022 r. wielka czwórka technologiczna będzie kontrolować średnio 40 proc. rynku w swojej branży. W 2019 roku będziemy obserwować rozwój usług oferowanych przez „wielką czwórkę” w segmencie rozwiązań technologicznych dla firm.

Od czasu kryzysu w 2008 roku, technologiczni giganci odrabiają straty. Pomimo, iż możemy zaobserwować silny rozwój firm technologicznych z Azji, głównie z Chin, pozycja wielkiej czwórki może pozostać niezagrożona. Przyczyną tego jest dopiero rozwijający się mechanizm ekspansji globalnej chińskich przedsiębiorstw. Póki co mało jest marek z państwa środka, które powoli zdobywają przyczółki w Europie czy Ameryce, jednak czas w którym będa one w stanie realnie zagrozić wielkiej czwórce trzeba liczyć w dekadach – mówi Michał Grams.

Rozwój samodyscypliny – czyli jak przekonać pracowników do samodoskonalenia

Samodoskonalenie to niekończąca się podróż, która pozwala odkrywać nowe możliwości, zdobywać wiedzę, rozwijać kompetencje, zyskiwać pewność siebie. W życiu zawodowym samodoskonalenie pozwala odnajdywać lepsze rozwiązania, usprawniać procesy i wspinać się po drabinie kariery.

Pracodawca odgrywa kluczową rolę w motywowaniu pracowników do ciągłego doskonalenia swoich umiejętności. Pierwszą i najważniejszą rolą pracodawcy jest uświadomienie pracownikom znaczenia samodoskonalenia. Dopóki pracownicy nie zdadzą sobie sprawy z tego, dlaczego powinni się dokształcać żadna presja nie pomoże. Ludzie będą uczyć się nowych rzeczy, rozwijać swoje kompetencje i osiągać coraz wyższe cele tylko jeśli tego chcą. Jest to jedna z ważniejszych rzeczy, które muszą zrozumieć właściciele firm. Przełożeni powinny usiąść ze swoimi pracownikami i uświadomić im, w jaki sposób ciągłe doskonalenie nie tylko sprawi, że będą w stanie walczyć o prestiżowe projekty, ale również osiągnąć sukces.

Oto 6 metod, które warto zastosować, aby przekonać pracowników do samodoskonalenia. Wyrobić w nich dobre nawyki samodyscypliny.

  1. Zbuduj otwarte na zmiany środowisko pracy

Metodologią, która skupia się na ciągłym doskonaleniu jest Kaizen. Wdrażając Kaizen w firmie, dajemy naszym pracownikom dobry przykład i budujemy środowisko otwarte na zmiany. Wdrożenie w biznesie filozofii udoskonalania wymaga najczęściej zmiany podejścia do pracy i prowadzenia biznesu. Uczymy zespół, że każdy element, proces, działanie można usprawnić. Pracownicy biorący czynny udział w procesach doskonalenia firmy, stają się bardziej otwarci na nowości, również w swoim życiu. Dostrzegają korzyści płynące z doskonalenia.

  1. Stwórz plan rozwoju dla pracowników

Tworzenie planów rozwoju pracowników jest świetną metodą angażowania. Plany rozwojowe warto jest wykonywać na początku roku lub w momencie zatrudniania nowej osoby do firmy. Plan rozwojowy powinien być indywidualnie dostosowany do każdego pracownika. Ważne jest, aby wyznaczyć cel, do którego chciałby dążyć pracownik. Dowiedz się co chciałby zrealizować Twój pracownik w najbliższym roku. Pomóż mu wyznaczyć i zaplanować małe kroki, które przybliżą go do osiągnięcia celu.

  1. Pomóż swojemu zespołowi uczyć się od siebie nawzajem

W mojej agencji marketingowej uczenie się od siebie nawzajem to jeden z najważniejszych etapów samodoskonalenia. Aby zachęcić pracowników do dzielenia się między sobą swoją wiedzą i doświadczeniem zaczęłam od siebie samej. Jeśli pracodawca chce wyrobić w pracownikach dobry nawyk, sam musi również postępować dokładnie tak samo. Na każdym etapie realizacji projektów dla klientów dzielę się z zespołem wiedzą i doświadczeniem. Nigdy nie odmawiam udzielenia szczegółowej odpowiedzi lub opinii. Zaczynając od tego jak przeprowadziłabym rozmowę z danym klientem, co dokładnie bym odpowiedziała, kończąc na wnikliwych analizach wyników prowadzonej kampanii. Zatem jeśli chcesz, aby pracownicy w Twojej firmie doskonalili swoje umiejętności ucząc się do siebie nawzajem, pokaż im jak to robić – podziel się swoją wiedzą i doświadczenie.

  1. Regularnie pytaj pracowników czego potrzebują by wykonywać swoją pracę jeszcze lepiej?

Wdrażając metodologię Kaizen w marketingu nauczyłam się, że w ciągłym doskonaleniu najważniejsza jest regularność i nieustanne zdawanie sobie sprawy, że zawsze można coś zrobić lepiej niż wczoraj.

Nie zawsze pracownicy sami są w stanie dostrzec, że niewielkie zmiany mogą spowodować znaczny wzrost efektywności ich pracy. Ideą zadawania pytań jest skłonienie do zastanowienia się. Pracodawca nie powinien narzucać rozwiązania, a pozwolić pracownikowi samodzielnie dojść do wniosku, jakie umiejętności pozwoliłyby mu efektywniej wykonywać powierzone zadanie. Zapytaj co mógłby zrobić lepiej w danym projekcie, czy potrzebuje jakichś narzędzi, czy jest szkolenie, które chciałby odbyć.

  1. Stwórz przestrzeń do rozwoju w godzinach pracy

Kolejną metodą, która pomaga wytworzyć trwały nawyk samodoskonalenia to pozwolenie pracownikom na samodoskonalenie w czasie pracy. Pozwól pracownikom poświęcić 10% czasu ich pracy na rozwój osobisty lub zawodowy. Jedyna ważna zasada, którą powinieneś wprowadzić – element, na który poświęcają czas powinien docelowo przynosić korzyść firmie. Może być to czas poświęcony na czytanie książek związanych ze stanowiskiem lub nauka języka obcego, która pozwoli Twojemu pracownikowi nawiązać kontakty zagraniczne.

  1. Nagradzaj pracowników, którzy stale podnoszą swoją wiedzę

Motywuj pracowników do ciągłego podnoszenia swoich kompetencji nagradzając ich postawę. Pamiętaj, że jeśli Twój pracownik inwestuje swój czas w naukę nowych rzeczy, które przyczyniają się do rozwoju Twojej firmy musi również uzyskać z tego korzyści dla siebie. Odpowiednio nagradzaj zaangażowanie, spraw by pracownik poczuł się wyjątkowo i wiedział, że doceniasz jego wkład w rozwój całej firmy. Nagradzając taką postawę dajesz również sygnał do działania pozostałym członkom zespołu.

Jak wykorzystać Kaizen w procesie samodoskonalenia?

Wyznaczanie sobie zbyt wygórowanych odległych celów bywa przytłaczające. Strach przed zrobieniem pierwszego dużego kroku sprawia, że ludzie zaczynają odwlekać go w czasie, a czasem zupełnie rezygnują. Radykalne zmiany brzmią dobrze w teorii, na kartce papieru, jednak w praktyce mogą stworzyć barierę przed zmianami. W myśl metodologii Kaizen powinniśmy brać pod uwagę zasoby, którymi dysponujemy, czynniki, które mogą nam pomóc w osiągnięciu naszego celu, a  następnie wykonywać małe, stopniowe kroki, które przybliżą nas do realizacji.

Wyobraźmy sobie, że celem pracownika jest stać się najlepszym specjalistą ds. optymalizacji kampanii reklamowych Facebook. Co mógłby zrobić każdego dnia, aby przybliżyć się do tego celu. Drogę powinniśmy podzielić na krótkie odstępy np. każdego dnia powinien poświęcić 30 minut na zapoznanie się z najnowszymi trendami w reklamach Facebook. Po upływie miesiąca z pewnością zauważy, że uzyskał mnóstwo wartościowej wiedzy. W kolejny miesiącu, może rozpocząć dzienne 30- minutowe testy wszystkich rozwiązań, o których wcześniej przeczytał.

Samodoskonalenie z Kaizen polega na koncentrowaniu się na małych, codziennych zadaniach, które zmierzają do osiągnięcia wielkiego celu. Próba podjęcia zbyt wielu działań jednocześnie może doprowadzić do zniechęcenia i braku postępów.

W branży marketingu internetowego, którą zajmuję się na co dzień, nieustannie coś się zmienia, pojawiają się nowe narzędzia, więc możliwości proces ciągłego uczenia jest kluczowy. Samodoskonalenie pracowników jest najważniejszym elementem doskonalenia firmy. Nie możesz zmusić pracowników do samodoskonalenia, ale powinieneś ich do tego zachęcać.

Autor: Agnieszka Szklarczyk, CEO Agencji Marketingowej I.AM

Sąd Najwyższy definiuje pojęcie przestępstwa na gruncie ustawy karnej i cywilnej

Sąd Najwyższy zdecydował, że każdorazowe zakwalifikowanie, czy dany czyn niedozwolony stanowi przestępstwo w celu ustalenia długości terminu przedawnienia, należy do kompetencji sądu cywilnego orzekającego w przedmiocie naprawienia szkody. Uchwała Sądu Najwyższego wskazała również na możliwość stosowania dłuższego terminu przedawnienia w odniesieniu do sprawcy czynu niedozwolonego, który był niepoczytalny i w stosunku do którego umorzone zostało postępowanie karne. W jaki sposób należy zatem interpretować cywilistyczne pojęcie przestępstwa?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Analizowana uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego zapadła w dniu 25 maja 2018 r. po rozpatrzeniu w Izbie Cywilnej (sygn. akt III CZP 116/17). Podstawą skierowania zagadnienia prawnego pod rozważania powiększonego składu orzekającego Sądu Najwyższego były wątpliwości, które pojawiły się na etapie rozpoznawania skargi kasacyjnej od wyroku Sądu Apelacyjnego.

Podejmujący uchwałę Sąd Najwyższy wypowiedział się w zakresie prawidłowego rozumienia pojęcia przestępstwa, które w jego ocenie powinno być definiowane w sposób odmienny na gruncie prawa karnego oraz cywilnego. Szczególne znaczenie w uzasadnieniu swojego stanowiska Sąd Najwyższy poświęcił rozwiązaniu wątpliwości interpretacyjnych pojawiających się na tle art. 4421 § 2 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 2018 r., poz. 1025, dalej jako „k.c.”). W powyższym zakresie uchwała jednoznacznie przesądziła, iż prawomocne umorzenie postępowania karnego wobec niepoczytalnego sprawcy nie zakazuje sądowi cywilnemu orzec o odpowiedzialności odszkodowawczej z tytułu występku lub zbrodni.

Roszczenie o naprawienie szkody podstawą do rozważań Sądu Najwyższego

Przedmiotowa uchwała została podjęta przez powiększony skład orzekający Izby Cywilnej w następstwie rozpatrywanego zagadnienia prawnego przekazanego przez Sąd Najwyższy postanowieniem z dnia 31 sierpnia 2017 r. (sygn. akt V CSK 590/16). Stan faktyczny wskazywał, że podstawą zaistnienia analizowanego problemu prawnego była sprawa powoda będącego osobą fizyczną, który domagał się od pozwanego Towarzystwa Ubezpieczeniowego zadośćuczynienia związanego ze śmiertelnym wypadkiem komunikacyjnym swojego ojca, mającego miejsce w 2001 r. Sprawca wypadku drogowego był bowiem ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej w pozywanym Towarzystwie. W wyroku z dnia 18 stycznia 2016 r. Sąd Okręgowy ustalił, że Sąd Rejonowy postanowieniem z dnia 27 stycznia 2003 r. umorzył postępowanie karne przeciwko sprawcy, który został uznany za niepoczytalnego na podstawie art. 31 § 1 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. – Kodeks karny (Dz.U. z 2018 r., poz. 1600, dalej jako „k.k.”). W myśl powołanego przepisu sprawca niepoczytalny nie popełnił przestępstwa.

Sąd Okręgowy zdecydował się uwzględnić powództwo i przyznać powodowi sumę 59 000 PLN wraz z należnymi odsetkami. Postępowanie miało swój dalszy ciąg przed Sądem Apelacyjnym, który zdecydował się oddalić apelację Towarzystwa Ubezpieczeniowego, które podnosiło zarzut przedawnienia (art. 4421 § 1 k.c.). Sąd Apelacyjny uznał, iż w przedmiotowej sprawie zastosowanie ma regulacja art. 4421 § 2 k.c., która określa 20-letni termin przedawnienia w zakresie roszczeń o naprawienie szkody wynikłej ze zbrodni lub występku. Istotą sporu prawnego, który zaistniał pomiędzy stronami, był wywód prawny przedstawiony przez pozwaną w skardze kasacyjnej. Zdaniem Towarzystwa Ubezpieczeniowego w analizowanej sprawie nie wystąpiły przesłanki uprawniające sąd do zastosowania wydłużonego 20-letniego terminu przedawnienia roszczeń, ponieważ nie można stwierdzić, że sprawca czynu niedozwolonego dopuścił się przestępstwa. Pozwana podjęła polemikę, zgodnie z którą wykazywała, że okoliczność umorzenia postępowania karnego wobec osoby niepoczytalnej skutkuje niewypełnieniem znamion podmiotowych przestępstwa w związku z brakiem winy sprawcy.

Rozpoznając skargę kasacyjną, Sąd Najwyższy w celu dokonania wykładni art. 4421 § 2 k.c. zdecydował się przekazać zagadnienie prawne powiększonemu składowi Izby Cywilnej, który przedstawił rozważną argumentację odnośnie do prawidłowego rozumienia pojęcia przestępstwa na gruncie dwóch ustaw – karnej oraz cywilnej.

Sąd Najwyższy wskazał na przesłanki definiujące cywilistyczne przestępstwo

Na gruncie rozpatrywanej sprawy wątpliwości interpretacyjne odnosiły się do regulacji art. 4421 § 2 k.c., który jednoznacznie stanowi, że: „jeżeli szkoda wynikła ze zbrodni lub występku, roszczenie o naprawienie szkody ulega przedawnieniu z upływem lat dwudziestu od dnia popełnienia przestępstwa bez względu na to, kiedy poszkodowany dowiedział się o szkodzie i o osobie obowiązanej do jej naprawienia”. Pomimo dość przejrzystej regulacji wynikającej z przytoczonego przepisu Sąd Najwyższy podjął bardzo ciekawy wywód nad możliwością zastosowania art. 4421 § 2 k.c., w przypadku gdy wobec sprawcy zostaną stwierdzone okoliczności określone w art. 31 § 1 k.k., a więc wyłączające w rozumieniu tego przepisu popełnienie przestępstwa.

Zdaniem Towarzystwa Ubezpieczeniowego w niniejszej sprawie nie było podstaw do przyjęcia, że czyn niedozwolony wypełniał znamiona przestępstwa, a tym samym niezasadnym było kwalifikowanie roszczenia o naprawienie szkody według wydłużonego terminu przedawnienia na mocy art. 4421 § 2 k.c. Sąd Najwyższy nie podzielił powyższego stanowiska i zwrócił w swoim uzasadnieniu uwagę na prawidłowe rozumienie cywilnoprawnej definicji przestępstwa w porównaniu do ustawy karnej. W ocenie składu rozpoznającego sprawę dla zachowania funkcji, jakie spełniają Kodeks karny i Kodeks cywilny niezbędne jest odmienne definiowanie pojęcia przestępstwo. Sąd wskazał na zasadność zastosowania 20-letniego terminu przedawnienia w odniesieniu do sprawcy czynu niedozwolonego, który był niepoczytalny i w stosunku do którego sąd karny umorzył postępowanie.

Stanowisko Sądu Najwyższego odwoływało się do celów związanych z odpowiedzialnością wyrażoną na gruncie ustawy cywilnej oraz karnej. W tym zakresie sąd podkreślił, że postępowanie karne dąży do ukarania sprawcy, oceny jego zachowania i zastosowania wobec niego odpowiedniej represji karnej. Filarem odpowiedzialności karnej jest zatem osoba sprawcy i jego czyn. Natomiast koncepcja cywilistyczna przestępstwa w swoim założeniu zmierza do zabezpieczenia interesów osoby poszkodowanej i kompensacji jej szkód, jakie zostały przez nią poniesione. W ocenie sądu rozpoznającego sprawę prawo cywilne ustanawia odpowiedzialność całkowicie oderwaną od winy sprawcy, która ukierunkowana jest na jego majątkowy charakter.

Podjęta w niniejszej sprawie uchwała stanowi zatem wyraz poszanowania zasady słuszności w oderwaniu od konieczności występowania winy, która stanowi element niezbędny dla zaistnienia przestępstwa określonego na gruncie art. 1 k.k. Uzasadnienie stanowiska Sądu Najwyższego wskazuje również na konieczność zabezpieczenia skutecznej możliwości dochodzenia roszczeń przez osoby pokrzywdzone w związku z przestępstwami popełnianymi również przez osoby niepoczytalne. W ocenie sądu rozpoznającego sprawę ograniczanie terminu przedawnienia w takich wypadkach do 3-letniego okresu z uwagi na brak możliwości przypisania winy sprawcy uznać należało za koncepcję nieuzasadnioną z punktu widzenia funkcji odpowiedzialności odszkodowawczej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brexit znów uderza w kurs funta brytyjskiego

Po raz kolejny brytyjska waluta doświadczyła istotnej wyprzedaży ponosząc konsekwencje decyzji o wyjściu z UE z referendum z czerwca 2016 r.

Ubiegły tydzień przyniósł silne osłabienie funta brytyjskiego względem wszystkich istotnych światowych walut oraz złotego. Jeszcze tydzień temu na szterlinga można było patrzeć przychylnym okiem – według nieoficjalnych doniesień, Wielka Brytania była bowiem bardzo bliska osiągnięcia wstępnego porozumienia ws. Brexitu. Niestety zaraz po publikacji szczegółów dotyczących porozumienia, eurosceptyczne skrzydło Partii Konserwatywnej zareagowało silnym oburzeniem, co podburzyło autorytet Theresy May jako premier Zjednoczonego Królestwa, a także spowodowało gwałtowną reakcję rynku.

Również dolar amerykański nie ma za sobą łatwego tygodnia – w obliczu rozczarowujących danych gospodarczych i spadku oczekiwań względem działań FOMC w przyszłym roku istotnie spadły rentowności obligacji Skarbu USA.

W tym tygodniu inwestorzy będą skupiać się na informacjach politycznych, niemniej warto zwrócić uwagę na czwartkową publikację „minutek” z ostatniego spotkania EBC oraz na piątkową publikację wstępnych listopadowych szacunków indeksów PMI z obu stron Atlantyku. Warto mieć na uwadze, że pod koniec tygodnia płynność będzie bardziej ograniczona z uwagi na amerykańskie Święto Dziękczynienia. W związku z tym można spodziewać się silniejszej reakcji inwestorów na wieści polityczne z Wielkiej Brytanii – w tym tygodniu Theresa May będzie starała się bronić zarówno wstępnego kształtu umowy ws. Brexitu, jak i swojej pozycji.

PLN

Polski złoty zakończył poprzedni tydzień osłabieniem w relacji do euro, nieznacznie umocnił się w parze z dolarem amerykańskim i istotnie zyskiwał w relacji do funta brytyjskiego. Na złotego nadal wypływają przede wszystkim informacje globalne, jednak w ostatnim czasie do pewnego stopnia istotne są również newsy z kraju.

Ubiegły tydzień przyniósł publikację projekcji inflacji DAE NBP oraz odczytu inflacji za poprzedni miesiąc. Prawdziwym zaskoczeniem była jednak informacja o dynamice PKB w III kwartale, która okazała się wyraźnie wyższa od prognoz – zgodnie ze wstępnym szacunkiem ekspansja gospodarcza wyniosła 5,1% wobec oczekiwanego poziomu 4,7%. Co konkretnie odpowiadało za wyższy wzrost? Te informacje poznamy pod koniec miesiąca, kiedy GUS opublikuje szczegółowe dane. W kontekście minionego tygodnia warto wspomnieć również o wyprzedaży polskich aktywów w związku z obawami o sytuację sektora bankowego oraz plotkami dotyczącymi ewentualnej dymisji prezesa NBP w obliczu tzw. afery KNF.

Najbliższy tydzień przyniesie całą serię odczytów z krajowej gospodarki. Oprócz poniedziałkowych danych z rynku pracy, poznamy szacunki dynamiki sprzedaży detalicznej (czwartek) i produkcji przemysłowej (wtorek) w październiku. Warto będzie również zwrócić uwagę na czwartkową publikację „minutek” z ostatniego spotkania RPP.

GBP

Wszelkie dane z gospodarki Wielkiej Brytanii zostały przyćmione przez wiadomości dotyczące Brexitu. Jakikolwiek optymizm związany z ustaleniem ostatecznego kształtu umowy o wyjściu z Unii Europejskiej znikł już w połowie tygodnia. W ramach protestu przeciwko opublikowanym wstępnym ustaleniom z Unią Europejską z Gabinetu Theresy May wystąpiło kilku ministrów na czele z Dominikiem Raabem, ministrem ds. Brexitu. W momencie pisania tego komentarza przeciwnicy Theresy May z Partii Konserwatywnej nie mają jeszcze wystarczającej liczby głosów, aby uruchomić wotum nieufności – stąd szterling doświadcza pewnej stabilizacji. Podstawowym pytaniem jest – czy wspomniani przeciwnicy obecnego kształtu umowy będą w stanie zebrać 48 podpisów, które rozpoczęłyby procedurę głosowania nad usunięciem Theresy May z jej stanowiska? Póki co, wniosek podpisała ok. połowa wymaganej liczby posłów, aczkolwiek według pogłosek kilka dodatkowych osób poparło go nieoficjalnie.

EUR

W zeszłym tygodniu uwaga większości obserwatorów rynku była skupiona na sytuacji w Wielkiej Brytanii. Jednak w przypadku samej UE kontynuacja konfliktu Komisji Europejskiej z Włochami na tle budżetu nadal stanowi jednak czynnik niesprzyjający wspólnej europejskiej walucie. Ani rząd Conte, ani KE nie zamierzają ustąpić. Konflikt tego państwa członkowskiego z instytucją UE miał swój udział w sprowadzeniu w zeszłym tygodniu kursu EUR/USD do najniższych poziomów w tym roku. Niemniej, w wyniku spadających rentowności amerykańskich obligacji dolar również nie zyskiwał, stąd euro w ubiegłym tygodniu ostatecznie doświadczyło umiarkowanego umocnienia.

Kolejnym etapem konfliktu na linii Włochy-Unia Europejska będzie środowe posiedzenie KE, podczas którego zostanie podjęta decyzja, czy komisarze UE zalecą uruchomienie procedury nadmiernego deficytu wobec Włoch. Powinniśmy jednak zwrócić uwagę, że postępowanie w takiej sprawie byłoby dość powolne i rozciągnięte w czasie. W rezultacie prawdopodobnie miałoby umiarkowany wpływ na medialne nagłówki i euro. Na zmiany kursu euro mogą wpłynąć publikacje ze Starego Kontynentu wspomniane wcześniej, jednak szczególnie istotne mogą okazać się informacje zewnętrzne, w tym te odnoszące się do sytuacji Wielkiej Brytanii.

USD

Dane o dynamice cen w Stanach Zjednoczonych z ostatniego tygodnia nieco rozczarowały. Inflacja bazowa, która nie uwzględnia wahań najbardziej zmiennych komponentów (tj. energii i żywności) w ostatnim miesiącu pomiarów wyniosła 2,1% w ujęciu rocznym. Pod nieobecność nowych danych o dynamice cen w najbliższym czasie warto będzie zwrócić uwagę na retorykę członków FOMC, która nadal powinna wpływać na amerykańską walutę. O ile cały czas oczekujemy, że FOMC podniesie stopy podczas grudniowego spotkania, uważamy, że niższe tempo oczekiwanego przez rynki normalizowania polityki pieniężnej jest uzasadnione. W związku z powyższym pozostajemy sceptyczni względem siły dolara.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Centra handlowe dominują w branży detalicznej w Europie Środkowej i Wschodniej

Szybki wzrost PKB w ostatnim cyklu, niskie bezrobocie i rosnące płace napędzają boom na modę w Europie Środkowej i Wschodniej – zauważa Colliers International w swoim najnowszym raporcie „ExCEEding Borders – the fashion sector in the CEE-14[1] countries” (Przekraczając granice – sektor mody w 14 krajach CEE).

— W miarę jak dochody rozporządzalne rosną, stopniowo zbliżając się do średnich unijnych, zakupy odzieży i akcesoriów stają się coraz ważniejszym czynnikiem napędzającym konsumpcję. Szybki wzrost PKB w ostatnim cyklu, niskie bezrobocie i rosnące płace napędzają boom na modę w Europie Środkowej i Wschodniej — wyjaśnia Mark Robinson, specjalista ds. badań w regionie CEE, Colliers International.

Główne ustalenia raportu:

  • Sprzedaż detaliczna rośnie w całym regionie, a w 2017 roku w Rumunii osiągnęła rekordowy dla całego cyklu poziom 11%;
  • Centra handlowe zdominowały branżę detaliczną w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jedynym rynkiem wśród 14 analizowanych państw, na którym prym wiedzie segment ulic handlowych, jest stolica Czech – Praga. Największym rynkiem centrów handlowych w regionie jest Polska, z blisko 500 obiektami o łącznej powierzchni 11,8 mln mkw. powierzchni najmu brutto.
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

— Mimo dynamicznego wzrostu sprzedaży on-line, także w sektorze mody, Polacy wciąż lubią zakupy w centrach handlowych, na co wskazują poziomy ich odwiedzalności – w najlepszych obiektach pojawia się 1,5-1,7 mln osób miesięcznie — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

  • Najemcy strategiczni z branży odzieżowej na 14 rynkach Europy Środkowej i Wschodniej uzyskują w najlepszych lokalizacjach obroty rzędu 350-450 euro/mkw./miesiąc. Należą do nich m.in. H&M, LPP, Inditex, New Yorker, C&A i TK Maxx. Oto zestawienie wszystkich najważniejszych najemców strategicznych w regionie.Centra handlowe dominują w branży detalicznej w Europie Środkowej i Wschodniej
  • Europa Środkowa i Wschodnia nadal przyciąga międzynarodowe sieci handlowe – spektakularne debiuty mają miejsce m.in. w Polsce (Primark), Rumunii (Victoria’s Secret) i na Łotwie (Van Graaf). Także polskie marki są bardzo aktywne w regionie, np. Sizeer obecny na 7 rynkach (Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia).
  • Oprócz obecności w centrach handlowych, sektor mody jest również motorem wzrostu wolumenu e-handlu w CEE 14 – w czterech krajach (Bułgaria, Estonia, Polska i Czechy) jego udział w całości sprzedaży internetowej przekracza 30%.

[1] Albania, Białoruś, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Serbia, Ukraina.

 

Pensje w Polsce rosną. Banki Leszka Czarneckiego wyraźnie tracą

Gus podał dane z rynku pracy. Zarówno pensje jak i zatrudnienie cały czas rosną. Chiny ograniczyły zaangażowanie w obligacje USA. Getin i Idea Bank w centrum uwagi.

Pensje w Polsce rosną

Po trochę słabszych danych we wrześniu w październiku znów przyspieszył wzrost wynagrodzeń. Średnia pensja wyniosła 4921,40 złotego i jeżeli tempo zostanie utrzymane w przyszłym roku przekroczy na stał granicę 5000 zł. Stanie się to najprawdopodobniej również w tym, gdyż dane grudniowe zawierają premie roczne. Zatrudnienie rośnie z kolei o 3,2%. Biorąc pod uwagę ten parametr widzimy, że w dalszym ciągu jest jeszcze przestrzeń na dalszy spadek bezrobocia. Nie będzie on już jednak tak szybki jak w kolejnych latach. W sektorze przedsiębiorstw przybyło bowiem w ciągu miesiąca 2,4 tysiąca miejsc pracy.

Czy Chiny odwracają się od obligacji USA?

Chiński Ludowy Bank podał dane za wrzesień. Stan posiadania obniżył się o ponad 1%. Powodem tego ruchu jest obrona wartości juana. Ze sprzedawanych dolarów odkupywana jest waluta Chin co pozwala jej utrzymywać wartość. Kolejne miesiące pokażą czy była to sprzedaż tylko pod utrzymanie wartości pieniądza czy jest to coś o czym od jakiegoś czasu mówią analitycy czyli próba uniezależnienia się Państwa Środka od dolara na rzecz innych walut globalnych.

Banki Leszka Czarneckiego wyraźnie tracą

Po aferze związanej z opublikowaniem taśm, w których mowa była o płatnej protekcji pracę stracił prezes KNF. Banki biorące udział w nagraniu od tego czasu tracą gwałtownie na wartości.  NBP zapowiedział co prawda wsparcie płynnościowe dla Getinu i Idea Banku, ale nie spowodowało to wcale, że te dwa banki ustabilizowały swoją wartość. Dlaczego to ważne dla rynków? Nawet jeżeli banki te zostaną wykupione, bo w bankructwo banku większość analityków nie wierzy będzie to oznaczało po pierwsze najprawdopodobniej skorzystanie ze środków Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. W rezultacie banki będą się musiały złożyć na tą kwotę lub zmniejszy się ogólne bezpieczeństwo systemu. To z kolei może się negatywnie przełożyć na złotego w przyszłości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Strefa Euro – inflacja konsumencka,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

ANG Spółdzielnia po trzech kwartałach 2018 r.

  • Wyniki finansowe za III kwartał tego roku pozwoliły ANG Spółdzielni znaleźć się na trzecim miejscu pod względem wartości wypłaconych kredytów hipotecznych w zestawieniu czołowych firm pośrednictwa kredytowego w Polsce*.
  • To pokazuje, że konsumenci dostrzegają zalety wynikające z korzystania z usług firm dbających o odpowiedzialną sprzedaż i etyczne podejście do klienta.
  • ANG Spółdzielnia jest jedyną w pełni niezależną firmą spośród pięciu, które uzyskały najlepsze wyniki pod względem wartości sprzedanych kredytów hipotecznych.

Do tej pory ANG Spółdzielnia znajdowała się tuż za podium zestawienia firm z najlepszymi wynikami dotyczącymi wartości sprzedanych kredytów hipotecznych. Odpowiedzialna sprzedaż i konsekwentne przestrzeganie swoich zasad poskutkowało awansem Spółdzielni na trzecie miejsce.

Katarzyna Dmowska
Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych

Te wyniki oczywiście bardzo nas cieszą, jednak rywalizacja z innymi firmami nie jest dla nas najważniejsza. Jest to dla nas przede wszystkim znak, że nasze działania, opierające się na odpowiedzialnej sprzedaży i etycznym podejściu do klienta, nie pozostają niezauważone. Konsumenci w Polsce dokonują coraz bardziej świadomych i przemyślanych wyborów, a współpraca z naszą Spółdzielnią daje pewność, że wybrany produkt będzie dopasowany do potrzeb i sytuacji życiowej klienta. Etyka powinna być wpisana w nasz zawód, dlatego wymagamy jej przestrzegania od każdego współpracownika. Naszym mottem jest sprzedawanie produktów, które klient rozumie, faktycznie potrzebuje, na które go stać i za godziwą cenę. Trzymanie się tych zasad pozwoliło na osiągnięcie kolejnego sukcesu biznesowego w postaci znalezienia się na podium z firmami, które w III kwartale mają najlepsze wyniki w sprzedaży kredytów hipotecznych – mówi Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Z danych finansowych za III kwartał wynika, że ANG Spółdzielnia pośredniczyła w sprzedaży kredytów hipotecznych o łącznej wartości 854 mln zł. Pozwoliło to na uplasowanie się na trzecim miejscu wśród największych firm pośrednictwa kredytowego w Polsce.

Firma Wartość wypłaconych kredytów hipotecznych w mln zł (III kwartał 2018)
1 Open Finance 2 355,00
2 Expander Advisors 2 115,88
3 ANG Spółdzielnia 854,09
4 Notus Finanse 834,00
5 mFinanse 642,21
Dane ZFPF i ANG Spółdzielni

 

Firma, której właścicielami są pracownicy

ANG Spółdzielnia jest jedyną całkowicie niezależną od innych instytucji firmą pośrednictwa kredytowego w pierwszej piątce firm z najlepszą sprzedażą kredytów hipotecznych. Jest także pierwszą w branży finansowej, w której w 100 proc. właścicielami są jej pracownicy.

– Formuła spółdzielczości daje nam całkowitą niezależność, sami decydujemy o losach firmy podczas Walnego Zgromadzenia. Spółdzielczy sposób prowadzenia działalności okazał się także trafionym rozwiązaniem biznesowym, o czym świadczą nasze wyniki finansowe. W 2017r. odnotowaliśmy 30 proc. wzrost wolumenu sprzedanych kredytów, jak i przychodów w porównaniu z rokiem 2016. Już wiemy, że i w 2018 r. poprawimy wyniki względem roku poprzedniego. Taki wynik szczególnie cieszy ze względu na szczególny rok, w którym musieliśmy zmierzyć się z nowymi regulacjami, w związku z wejściem w życie ustawy o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami, co oznaczało dla nas konieczność szybkiego odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Uważam, że nasi współpracownicy doskonale poradzili sobie z tym zadaniem – dodaje Katarzyna Dmowska.

* Porównano z wynikami finansowymi firm zrzeszonych w Związku Firm Pośrednictwa Finansowego za III kwartał.

Auxilia S.A. po trzech kwartałach 2018 r.

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, po trzech kwartałach 2018 r. notuje ponad 0,7 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto przekraczają w tym okresie 7,67 mln zł. Spółka prowadzi także intensywne prace nad rozszerzeniem swojej oferty produktowej.

W samym 3 kw. 2018 r. zysk netto Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. ukształtował się na poziomie ponad 22 tys. zł przy przychodach netto wynoszących prawie 2.087 tys. zł wobec straty netto rok wcześniej w wysokości 476 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach 2018 r. skonsolidowany zysk netto Spółki sięgnął 707 tys. zł, a jej przychody netto wyniosły 7.675 tys. zł. Osiągnięte wyniki finansowe wykazują znaczącą poprawę, bowiem po trzech kwartałach 2017 r. Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. odnotowała stratę netto w kwocie 1.463 tys. zł przy przychodach netto kształtujących się na poziomie 6.773 tys. zł. Głównym czynnikiem wzrostu rentowności jest optymalizacja kosztów działalności Spółki oraz intensyfikacja działań mających na celu polubowne zakończenie sporów z zakładami ubezpieczeń. Ważnym elementem pozostaje również zmiana dotychczasowego sposobu prezentacji przychodów z dokonanych z przeprowadzonych w pierwszym półroczu 2018 r. transakcji sprzedaży wierzytelności. Zarząd Auxilia S.A. bardzo dobrze ocenia tegoroczne wyniki finansowe Spółki i jest przekonany, że podejmowane działania w wielu obszarach jej funkcjonowania przełożą się na ich dalszą poprawę.

– W trzecim kwartale br. duży nacisk położyliśmy z jednej strony na skrócenie czasu konwersji gotówki m.in. poprzez podejmowanie negocjacji z zakładami ubezpieczeń w celu ugodowego zakończenia sporu, a z drugiej strony na optymalizację struktury kosztowej w ramach Grupy Kapitałowej. – komentuje wyniki finansowe ostatniego kwartału V-ce Prezes Zarządu AUXILIA S.A., Kamila Barszczewska. – Przy tym niezmiennie najważniejsze jest dla nas dobro i zadowolenie naszych Klientów, co przekłada się na uzyskanie dla nich jak najwyższych kwot odszkodowań w jak najkrótszym czasie. – dodaje.

W minionym kwartale Spółka prowadziła działania w zakresie skalowania sprzedaży w obszarze odszkodowań dla biznesu, co zaowocowało wyraźnym wzrostem kontraktacji portfela roszczeń w tym segmencie. Auxilia S.A. zakontraktowała w 3 kw. 2018 r. portfel roszczeń odszkodowawczych w wysokości 15,56 mln zł wobec 9,91 mln zł w analogicznym okresie 2017 r. Spółka oczekuje dalszej wysokiej dynamiki wzrostu kontraktacji portfela roszczeń z uwagi na zwiększenie aktywności doradców w dziale sprzedażowym oraz planowane pozyskanie wysoko wykwalifikowanych sprzedawców.

Auxilia S.A. realizowała działania, których podstawowym celem jest rozszerzenie w 4 kw. 2018 r. oferty produktowej o usługę abonamentu i audytu prawnego dla klientów biznesowych oraz dochodzenia roszczeń z umów kredytów hipotecznych denominowanych albo indeksowanych kursem franka szwajcarskiego. Spółka przygotowała już strategię komunikacji marketingowej dla nowych produktów i liczy, że przełoży się ona na dynamiczny rozwój nowych obszarów biznesowych.

– W poprzednim kwartale rozpoczęliśmy testy kolejnego produktu odszkodowawczego dla biznesu, którego potencjał wygląda równie obiecująco jak potencjał produktu już wdrożonego do obsługi. Dodatkowo, w trakcie prowadzenia spraw dla Klientów z sektora odszkodowań dla biznesu zauważyliśmy, że w wielu przypadkach poszukują oni specjalistycznego wsparcia prawnego obejmującego specyficzne problemy ich branży, którego nie zaspokaja do końca ogólnie dostępna na rynku oferta. Stąd pomysł na rozszerzenie naszej oferty o usługę abonamentu prawnego i audytu prawnego, które oferują wsparcie z obszaru specjalistycznej wiedzy zgromadzonej u prawników naszej Spółki zależnej. – opowiada o najnowszych produktach Spółki Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu. – Uważamy, że jest to usługa komplementarna względem dotychczas świadczonych usług i odpowiada na potrzeby naszych Klientów. Dostrzegamy także duży potencjał związany z należnościami frankowiczów, stąd decyzja o wejściu również w ten segment rynku odszkodowawczego. – podkreśla.