Plast-Box – wyniki za III kw. 2018 r.

Plast-Box, jeden z liderów w produkcji opakowań z tworzyw sztucznych w Europie, w okresie pierwszych trzech kwartałów 2018 roku osiągnął ponad 130,1 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, tj. o 5,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Grupa zamknęła dziewięć miesięcy br.  zyskiem netto na poziomie 2,1 mln zł i wynikiem EBITDA sięgającym 10,7 mln zł.

Grzegorz Pawlak PTS Plast-Box S.A.
Grzegorz Pawlak Prezes Zarządu Plast-Box S.A.

Działamy na coraz bardziej wymagającym rynku, co zmusza nas do zwiększonego wysiłku w doskonalenie operacyjne oraz optymalizację kosztów w skali całej grupy. W tym zakresie prowadzimy działania wewnątrz spółki, które powinny wspierać nasze wyniki w kolejnych kwartałach. Optymalizujemy kluczowe działania i procesy, poszukując najlepszych rozwiązań dla prowadzonego biznesu. Robimy rozeznanie na rynku, nie wykluczając przy tym możliwości łączenia biznesów. Takie działania generują dodatkowe koszty w spółce. – mówi Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Grupa stale zwiększa swoją obecność na rozwijającym się rynku opakowań w Polsce i Europie. Na koniec września 2018 roku eksport odpowiadał za 61,8% całkowitej sprzedaży grupy. Sprzedaż na rynki unijne po trzech kwartałach urosła o 6,1% do 46,7 mln zł. W efekcie udział sprzedaży do państw UE w tym do Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, po 9 miesiącach roku sięgnął 35,9% skonsolidowanych przychodów. W tym samym okresie Plast-Box zwiększył sprzedaż na rynek krajowy o 8,2% r/r do poziomu 49,7 mln zł, generując w ten sposób 38,2% obrotów grupy.

Poszukujemy nowych rynków oraz zasobów, które pozwolą nam rozszerzyć skalę i zasięg działania. Mamy duży  potencjał, aby go w pełni wykorzystać wyznaczyliśmy nowe kierunki rozwoju grupy, zgodnie z którymi z jednej strony będziemy poprawiać zyskowność podstawowego biznesu, z drugiej zaś wzmacniać kompetencje w segmencie opakowań z tworzyw sztucznych rozszerzając ofertę o produkty wykraczające poza dotychczasową działalność.– informuje prezes Pawlak.

Od bezrobocia po rosnące ryzyko cybernetyczne: zmartwienia kadry zarządzającej

  • Według nowego raportu Regional Risks for Doing Business kadra zarządzająca z różnych regionów oceniła bezrobocie, załamanie krajowych systemów rządzenia i gwałtowny wzrost cen za energię jako główne zagrożenia dla prowadzenia działalności gospodarczej.
  • Cyber ataki zostały uznane za najpoważniejsze ryzyko w trzech z ośmiu regionów ujętych w raporcie, tj. w Europie, Azji Wschodniej i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej.
  • Nowy raport został przygotowany w oparciu o dane z corocznego badania ankietowego Executive Opinion Survey przeprowadzanego przez World Economic Forum. W tym roku udział w badaniu wzięło ponad 12 000 przedstawicieli kadry zarządzającej ze 140 jurysdykcji.
  • Global Risk Report przygotowywany przez World Economic Forum zostanie opublikowany 16 stycznia 2019.

Pomiędzy ośmioma regionami uwzględnionymi w raporcie Regional Risks for Doing Business World Economic Forum widać istotne różnice w postrzeganiu ryzyka. Ponad 12 000 menedżerów podkreśliło obawy dotyczące obszarów, takich jak ekonomia, polityka, społeczeństwo czy technologia. Bezrobocie, załamanie krajowych systemów rządzenia i gwałtowny wzrost cen za energię to jedne z głównych zmartwień kadry kierowniczej w różnych regionach.

Cyber ataki są uznawane za największe zagrożenie w Europie, Azji Wschodniej i Pacyfiku oraz w Ameryce Północnej. Oznacza to, że obawy związane z ryzykiem technologicznym rosną – według badań przeprowadzonych w 2017 r. ataki cybernetyczne stanowiły największe ryzyko w dwóch regionach (Azja Wschodnia i Pacyfik oraz Ameryka Północna), a w 2016 r. – tylko w jednym regionie (Ameryka Północna).

Załamanie krajowych systemów rządzenia zajęło pierwsze miejsce w Ameryce Łacińskiej i Azji Południowej, ze szczególnym uwzględnieniem kosztów napięć politycznych, które w ostatnich latach obserwowano w wielu miejscach na świecie. Z kolei w bogatych w zasoby energii regionach Eurazji, Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej gwałtowny wzrost cen za energię został uznany za największe ryzyko dla prowadzenia działalności. Bezrobocie uważano za najistotniejsze zagrożenie dla prowadzenia biznesu w Afryce Subsaharyjskiej, co stanowi odzwierciedlenie niskiego popytu w regionie.

„Biorąc pod uwagę niepewność towarzysząca obecnej sytuacji geopolitycznej na świecie, kluczowe znaczenie odgrywa współpraca – zarówno w ramach własnego regionu, jak i pomiędzy regionami. Zrozumienie ewoluującego ryzyka w różnych regionach jest zatem priorytetem liderów biznesu” – mówi Mirek Dusek, Deputy Head of Geopolitical and Regional Agendas and Member of the Executive Committee at the World Economic Forum.

„Dzięki analizie danych na poziomach regionalnym i krajowym, nowy raport Regional Risks for Doing Business pozwala ocenić, w jaki sposób na całym świecie zmienia się percepcja ryzyka. Coraz bardziej dostrzegane jest zagrożenie, jakie niosą ze sobą ataki cybernetyczne, ale uderzające jest to jak wielu liderów biznesu wskazuje bezrobocie i krajowe systemy rządzenia jako najpoważniejsze ryzyka dla prowadzenia działalności gospodarczej  w ich krajach” – zauważa Aengus Collins, Head of Global Risks and the Geopolitical Agenda at the World Economic Forum.

„Ataki cybernetyczne są postrzegane jako najważniejsze zagrożenie dla prowadzenia działalności na rynkach, które stanowią 50% globalnego PKB. Oznacza to, że aby zagwarantować zaufanie i stabilność gospodarczą w erze cyfrowej, władze rządowe i przedsiębiorstwa powinny wzmacniać bezpieczeństwo cybernetyczne” – podkreśla Lori Bailey, Global Head of Cyber Risk, Zurich Insurance Group, and Member of the Forum’s Global Future Council on Cybersecurity.

„Podczas gdy najważniejszym zmartwieniem kadry zarządzającej w gospodarkach rozwiniętych są ataki cybernetyczne na szeroką skalę, głównym powodem do obaw na rynkach wschodzących jest załamanie krajowych systemów rządzenia” – dodaje John Drzik, John Drzik, President of Global Risk and Digital at Marsh prezes Global Risk and Digital w Marsh. „Na całym świecie firmy obawiają się również rosnących tarć geopolitycznych, które już teraz doprowadziły do ​​wzrostu ceł i nakładania sankcji, a które mogą dalej napędzać wzrost zagrożeń konfiskatą mienia lub przemocą na tle politycznym”.

 „Percepcja kluczowych ryzyk w Polsce w dość dużej mierze pokrywa się z szerszą, regionalną perspektywą w Europie. Istotnymi zagrożeniami dla prowadzenia biznesu w naszym kraju są m.in. konflikty międzynarodowe, czy cyber ataki. W obliczu aktualnych zmian rynkowych warto wskazać również na trudności występujące na rynku pracy – przede wszystkim problemy ze znalezieniem wykwalifikowanej kadry pracowniczej, z którymi boryka się dziś wiele branż. Kluczowe są także wyzwania związane z nadregulacją i dostosowywaniem prowadzonej działalności do nowych wymogów i przepisów” – dodaje Artur Grześkowiak, Prezes Marsh Polska.

Kluczowe 5 zagrożeń dla biznesu w poszczególnych regionach:

Region

 

1 2 3 4 5
Ameryka Łacińska
i Karaiby
Załamanie krajowych systemów rządzenia Niestabilność społeczna Bezrobocie lub niedozatrudnienie Nierównowaga fiskalna Upadek lub kryzys państwa
Ameryka Północna Cyber ataki Kradzieże danych Ekstremalne zjawiska pogodowe Nierównowaga fiskalna Gwałtowny wzrost cen za energię
Europa Cyber ataki Bańki cenowe na rynkach aktywów Załamanie krajowych systemów rządzenia Upadek mechanizmów lub instytucji finansowych

 

Bezrobocie lub niedozatrudnienie
Bliski Wschód i Afryka Północna Gwałtowny wzrost cen za energię Bezrobocie lub niedozatrudnienie Ataki terrorystyczne Załamanie regionalnych lub globalnych systemów rządzenia

 

Nierównowaga fiskalna
Afryka Subsaharyjska Bezrobocie lub niedozatrudnienie Załamanie krajowych systemów rządzenia Gwałtowny wzrost cen za energię Zakłócenia działania kluczowej
infrastruktury

 

Nierównowaga fiskalna
Eurazja Gwałtowny wzrost cen za energię Konflikt międzynarodowy Nierównowaga fiskalna Bezrobocie lub niedozatrudnienie Niestabliność społeczna
Azja Wschodnia
i Pacyfik
Cyber ataki Bezrobocie lub niedozatrudnienie Bańka cen aktywów Gwałtowny wzrost cen za energię

 

Kradzieże danych
Azja Południowa Załamanie krajowych systemów rządzenia Niekontrolowana inflacja Bezrobocie lub niedozatrudnienie Załamanie regionalnych lub globalnych systemów rządzenia

 

Cyber ataki

 

Metodologia

Wyniki raportu Regional Risks for Doing Business stanowią podsumowanie 12 548 odpowiedzi udzielonych przez  kadrę kierowniczą w 140 krajach. Respondenci zostali poproszeni o wybranie pięciu globalnych ryzyk, które według nich są najbardziej niepokojące dla prowadzenia działalności gospodarczej w ich kraju w ciągu najbliższych 10 lat. To pytanie zadano w ramach przeprowadzanej co rok ankiety Executive Opinion Survey, która stanowi część raportu Global Competitiveness Report opracowanego przez World Economic Forum. Najnowsza edycja ankiety została przeprowadzona w okresie od stycznia do czerwca 2018 r. Liderzy biznesu zostali poproszeni o wybranie maksymalnie pięciu z listy 30-stu ryzyk, uwzględniającej m.in. ataki terrorystyczne, ekstremalne zjawiska pogodowe czy upadek lub kryzys państwa.

Blisko 3 mln Polaków ma problem ze spłatą alimentów, pożyczek i kredytów. W ostatnim kwartale przybyło prawie 33,5 tys. dłużników

Blisko 3 mln Polaków ma problem ze spłatą alimentów, pożyczek i kredytów. W ostatnim kwartale przybyło prawie 33,5 tys. dłużników 1

W trzecim kwartale tego roku w bazach BIK oraz BIG InfoMonitor przybyło niemal 33,5 tys. niesolidnych dłużników, których zaległości wzrosły o 2,4 mld zł. Ich łączna kwota przekracza już 73 mld zł, a problemy ze spłacaniem w terminie rachunków, alimentów oraz kredytów i pożyczek ma w sumie 2,76 mln Polaków. Przeciętny dług wynosi już 26,55 tys. zł i jest o 500 zł wyższy niż jeszcze trzy miesiące wcześniej. Na tle całego kraju najgorzej wypadają mieszkańcy województwa mazowieckiego.

– W III kwartale tego roku w bazach BIK oraz BIG InfoMonitor przybyło niemal 33,5 tys. niesolidnych dłużników. Mówimy tu o osobach, które nie są w stanie spłacać bieżących rachunków czy rat pożyczek i kredytów na sumę co najmniej 200 zł wobec jednego dłużnika, gdzie opóźnienia wynoszą co najmniej 30 dni, takie zaległości uwzględniamy w naszym zestawieniu. Trzeci kwartał był znaczący zarówno jeśli chodzi o przyrost liczby dłużników, jak i kwoty zadłużenia. Z naszych danych wynika, że na koniec września mieliśmy już ponad 2,76 mln osób z problemami finansowymi, których zaległości przekroczyły 73 mld zł. Suma jest zawrotna, bo tyle pieniędzy wystarczyłoby na wybudowanie w Polsce elektrowni atomowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Z danych BIG wynika, że w III kwartale tego roku suma zadłużenia Polaków wzrosła o 2,4 mld zł. Wpłynęły na to głównie zaległości pozakredytowe, wynikające z nieterminowego opłacania bieżących rachunków, rat pożyczek oraz długów zgłoszonych przez firmy windykacyjne (1,94 mld zł). Zaległości kredytowe zwiększyły się w znacznie mniejszym stopniu, bo o 0,44 mld zł.

– Przeciętny dług wynosi już 26,55 tys. zł i jest o ponad 500 zł wyższy niż jeszcze trzy miesiące wcześniej. Wynika to z faktu, że kwota zaległości rośnie szybciej niż przybywa samych dłużników, bo pogłębiają się problemy finansowe osób, które już je mają. Widzimy w szczególności, że zadłużenie rośnie szybciej wśród osób, które mają kłopoty z obsługą zaległości na ponad 10 tys. zł. Takich osób także przybywa w większym stopniu. Na przestrzeni ostatnich 9 miesięcy udział tych osób wzrósł do ponad 37 proc. Pocieszające jest jednak to, że więcej niż 1/4 ma długi nieprzekraczające 2 tys. zł. Jest to suma, z którą przy większej dyscyplinie finansowej i mobilizacji byliby w stanie sobie poradzić na przestrzeni kilku miesięcy i wyjść z tych zaległości, aby nie figurować w naszych bazach jako dłużnicy – mówi Halina Kochalska.

Dane BIG pokazują, że w ciągu ostatnich trzech kwartałów spadł odsetek niesolidnych dłużników, którzy mają niewielkie zobowiązania. Z drugiej strony, prawie 5 proc., czyli niemal 133 tys. Polaków, ma długi przekraczające 100 tys. zł. Są wśród nich rekordziści, którzy mają do oddania miliony. Osoba z największymi kłopotami finansowymi widoczna w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK ma do zwrotu 68,5 mln zł, jest to 62-letni mieszkaniec Lubelszczyzny. Kolejny na liście dłużnik to 56-latek z Podkarpacia, który ma do spłaty 48 mln zł. Debetowych milionerów jest na liście około 400.

– Patrząc na mapę kraju pod kątem problemów finansowych Polaków, widzimy, że część zachodnia zdecydowanie różni się od wschodniej. Mieszkańcy zachodniej Polski – w porównaniu z rodakami z drugiego krańca – charakteryzują się niższą moralnością finansową i większą skłonnością do zadłużania, a w konsekwencji – późniejszymi problemami w obsłudze tych zobowiązań. Pod względem statystycznej liczby dłużników na 1 tys. dorosłych mieszkańców, najgorzej prezentują się województwa zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie. W tych województwach problemy finansowe ma stu kilkunastu Polaków na każdy 1 tys. dorosłych mieszkańców. Jest to naprawdę spory odsetek i jak widać, z każdym kwartałem niestety się powiększa – mówi Halina Kochalska.

Na drugim biegunie znajdują się województwa świętokrzyskie, podkarpackie, podlaskie i małopolskie, gdzie na 1 tys. dorosłych mieszkańców przypada zdecydowanie mniej, bo ok. 50–60 niesolidnych dłużników. Z danych BIG InfoMonitor wynika też, że statystycznie zdecydowanie największe zaległości mają mieszkańcy województwa mazowieckiego, gdzie średnia zaległość wynosi niemal 36 tys. zł (przy średniej krajowej na poziomie 26,55 tys. zł). Mazowsze pozostaje też w czołówce, jeśli chodzi o łączną wartość zadłużenia (12,8 mld zł na koniec III kw.). W zestawieniach kiepsko wypadają również mieszkańcy województw zachodniopomorskiego i małopolskiego, gdzie średni dług oscyluje wokół 28,2 tys. zł.

– Z naszych danych wynika, że najmniejsze problemy finansowe mają osoby między 18 a 24 rokiem życia. Przeciętnie jest to niewiele ponad 6 tys. zł. Dalej, nieduże kwoty przeterminowanych zobowiązań mają również osoby między 25 a 34 rokiem życia. Natomiast po 35 roku życia te sumy naprawdę mocno idą w górę. W grupie wiekowej 35–44 lata średnie zadłużenie wynosi już ponad 31 tys. zł. Najbardziej obciążone problemami finansowymi są osoby w wieku 45–54 lata, które przeciętnie mają do oddania około 36 tys. zł. Natomiast seniorzy po 65 roku życia mają do zwrotu średnio około 22 tys. zł – wylicza Halina Kochalska.

Firmy tracą 359 mld dol. rocznie przez nielegalne i często zainfekowane oprogramowanie. W Polsce korzysta z niego prawie połowa firm

Firmy tracą 359 mld dol. rocznie przez nielegalne i często zainfekowane oprogramowanie. W Polsce korzysta z niego prawie połowa firm 2

Blisko połowa używanego w Polsce oprogramowania jest wykorzystywana nielegalnie, bez odpowiednich licencji. To naraża firmy na milionowe kary finansowe, a także na ryzyka związane z cyberbezpieczeństwem. Z danych BSA, międzynarodowej organizacji zrzeszającej producentów oprogramowania komputerowego, wynika, że w globalnej skali zainfekowane oprogramowanie bez licencji kosztuje firmy prawie 359 mld dol. rocznie. Eksperci podkreślają, że profesjonalne zarządzanie zasobami informatycznymi i licencjami do oprogramowania jest fundamentem cyberbezpieczeństwa. 

W Polsce jest to problem nadal poważny, mimo że na przestrzeni ostatniej dekady odnotowaliśmy znaczący spadek. Jeszcze 15 lat temu skala wykorzystywania nielegalnego oprogramowania w Polsce była szacowana na poziomie 58 proc. Z ostatniego badania wynika, że jest to już 46 proc. Te dane można różnie interpretować, ale porównując je ze średnią światową wynoszącą 37 proc. czy jeszcze niższą średnią w Unii Europejskiej na poziomie 29 proc. – nadal można mówić o przepaści – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA w Polsce.

Blisko połowa (46 proc.) używanego w Polsce oprogramowania jest wykorzystywana nielegalnie, bez odpowiednich licencji. Jego wartość została oszacowana na ok. 415 mln dol. – wynika z ostatnich danych BSA (Business Software Alliance). Choć skala naruszeń praw autorskich w Polsce sukcesywnie spada (o 2 pkt. proc. w porównaniu z poprzednim badaniem), nadal jest dużo wyższa niż średnia unijna i globalna. Brak licencji może być dla firm przyczyną poważnych kłopotów – w przypadku audytu oznacza to m.in. wysokie kary finansowe. W 2017 roku polskie firmy musiały zapłacić w sumie 2,2 mln zł odszkodowań za korzystanie z pirackiego oprogramowania na rzecz producentów zrzeszonych w BSA – to o 46 proc. więcej rok do roku.

Przedstawiciel BSA w Polsce Bartłomiej Witucki wskazuje, że korzystanie z nielicencjonowanego oprogramowania naraża firmy na ryzyko także w kontekście cyberbezpieczeństwa. Z badania przeprowadzonego przez IDC wynika, że blisko 1/3 nielicencjonowanego oprogramowania jest zainfekowana złośliwym kodem (malware). To oznacza, że istnieje bardzo silna korelacja pomiędzy zainfekowanym oprogramowaniem a tym wykorzystywanym bez licencji.

Co więcej, CIO firm na całym świecie deklarują, że unikanie włamań i innych zagrożeń związanych ze złośliwym oprogramowaniem to główny powód, dla którego ich sieci są w pełni licencjonowane. Korzystanie z nielegalnego oprogramowania jest bowiem ryzykowne i kosztowne – z danych BSA wynika, że zainfekowane oprogramowanie bez licencji w globalnej skali kosztuje firmy prawie 359 mld dol. rocznie.

Jest całe spektrum ryzyk związanych z korzystaniem z zainfekowanego oprogramowania. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach najważniejsze jest bezpieczeństwo danych. Utrata tych danych, wykorzystanie ich do szantażu, ransomware – to są bardzo poważne problemy. Natomiast ciekawe jest to, że wszelkie incydenty, problemy związane z atakami hakerskimi czy zainfekowaniem komputerów głównie wynikają jednak z błędu ludzkiego. Dlatego zwracamy uwagę, że – mówiąc o jakiejkolwiek strategii redukującej zagrożenia związane z bezpieczeństwem IT – pierwszą linią obrony jest właściwa praktyka zarządzania zasobami informatycznymi. Jeśli nie zarządza się zasobami IT w sposób profesjonalny, to trudno mówić o jakiejkolwiek skutecznej strategii w zakresie cyberbezpieczeństwa – podkreśla Bartłomiej Witucki.

Cyberbezpieczeństwo stało się dla firm obszarem kluczowym. Z ostatniego „Barometru Cyberbezpieczeństwa” KPMG wynika, że w 2017 roku 82 proc. polskich firm było celem cyberataku, a 37 proc. odnotowało wzrost liczby takich incydentów. Szacuje się, że w globalnej skali cyberprzestępczość może powodować straty przekraczające 1 bln dol. rocznie, znacznie więcej, niż 300 mld dol. szkód spowodowanych klęskami żywiołowymi w 2017 roku.

Szacuje się, że w Europie średni koszt wynikający z naruszenia bezpieczeństwa to około 4 mln dol. Natomiast wszystko zależy od tego, jak cenne zasoby ma firma i jak wygląda jej ciągłość biznesowa. Jeżeli firma nie będzie pracować przez 3–4 dni, to jest koszt, który możemy policzyć. Warto pamiętać o tym, że w obszarze cyberbezpieczeństwa najważniejsza jest strategia trzech filarów: protect, detect, response, czyli ochrona, wykrywanie i odpowiedź na ataki. Dzisiaj większość firm skupia się na tym, żeby budować mury. Niestety, często okazuje się, że przestępcy te mury przeskakują. Dlatego trzeba mieć dobrą strategię i narzędzia, które pozwalają odpowiedzieć na ataki w sposób automatyczny – mówi Zbigniew Kukowski, założyciel Cyber Armadillo.

Opracowanie efektywnej strategii cyberbezpieczeństwa wymaga wcześniejszego wdrożenia najlepszych praktyk zarządzania zasobami informatycznymi (SAM, Software Asset Management), które stanowią fundament bezpieczeństwa. Narzędzia SAM służą m.in. do zarządzania zasobami oprogramowania od momentu jego nabycia, instalacji i użytkowania aż po ochronę na wszystkich etapach funkcjonowania w danej instytucji lub przedsiębiorstwie.

Eksperci podkreślają, że zarządzanie zasobami informatycznymi to proces ciągły. Jego bardzo ważnym elementem są regularne audyty wykorzystywanego oprogramowania. Taki audyt może być przez firmę przeprowadzony samodzielnie albo ze wsparciem profesjonalnych dostawców usług SAM.

Michał Jaworski, członek zarządu Microsoft Polska, podkreśla, że z punktu widzenia cyberbezpieczeństwa korzystnym rozwiązaniem dla firm jest również chmura, która dodatkowo zdejmuje z przedsiębiorstwa konieczność inwestowania i utrzymywania własnej infrastruktury. To istotne zwłaszcza w przypadku małych firm, którym ze względu na brak dedykowanych zespołów i niewystarczające budżety trudniej jest ustrzec się przez cyberzagrożeniami. Z badań KPMG wynika, że dla 49 proc. firm to zatrudnienie i utrzymanie wykwalifikowanych pracowników jest największym wyzwaniem dotyczącym utrzymania właściwego poziomu cyberbezpieczeństwa, podobny odsetek (47 proc.) wskazuje też niewystarczające środki na ten cel.

W dzisiejszym biznesie, kiedy czas liczy się podwójnie, kluczowa jest możliwość stworzenia systemu informatycznego w zasadzie ad hoc, jego pełnej skalowalności, szybkości działania i zdolności adaptacji, gdyby okazało się, że pomysł biznesowy nie był dobry. Wówczas można go skasować równie szybko, jak został stworzony. To pierwsza część, biznesowa. Drugi aspekt jest finansowy, ponieważ chmura jest kosztem, nie inwestycją. Nie musimy tego odliczać, zastanawiać się, po ilu latach się zwróci. Po prostu rozliczamy bieżące koszty. Zaletą jest też bezpieczeństwo, ponieważ w dzisiejszych czasach jest bardzo wiele różnych wektorów ataku, wiele różnych zagrożeń. Chmura i dostawcy chmury dają gwarancję, że to rozwiązanie dużo bezpieczniejsze niż własna infrastruktura. Co więcej, nie poświęcamy środków na budowanie swojego cyberbezpieczeństwa, ale wykorzystujemy to, co dostaliśmy razem z usługą chmurową – podkreśla Michał Jaworski.

Zarządzanie zasobami informatycznymi, chmura i zarządzanie cyberbezpieczeństwem w firmach to jedne z kluczowych zagadnień omawianych podczas konferencji „Zarządzanie zasobami IT a cyberbezpieczeństwo”, zorganizowanej w ubiegłym tygodniu przez „Dziennik Gazetę Prawną” oraz Business Software Alliance. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu czołowych ekspertów, w tym także specjaliści z Microsoft, Beyond i firmy doradczej PwC.

Mimo osłabienia niemieckiej gospodarki Polska pozostaje w dobrej kondycji ekonomicznej. To w dużym stopniu zasługa konsumentów

Mimo osłabienia niemieckiej gospodarki Polska pozostaje w dobrej kondycji ekonomicznej. To w dużym stopniu zasługa konsumentów 3

Według szybkiego szacunku dynamiki PKB za III kwartał roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 5,1 proc. rok do roku, podobnie jak w II kwartale. Oznacza to, że w tym roku dynamika ta nie zeszła poniżej granicy 5 proc. Choć Narodowy Bank Polski w listopadowym raporcie o inflacji przewiduje ostrożnie, że w całym 2018 roku gospodarka wzrośnie o 4,8 proc., koniec roku pod względem konsumpcji powinien być udany.

– Średniookresowa ocena GUS naszych danych makroekonomicznych wskazuje, że polska gospodarka ciągle ma się bardzo dobrze, znacznie lepiej niż przewidywaliśmy to kilka miesięcy temu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii. – Pomimo wyraźnych spadków w indeksie PMI naszego największego gospodarczego partnera – Niemiec – w Polsce poziom wzrostu gospodarczego utrzymuje się i wzrósł o 5,1 proc. w szacunkach rok do roku, a o 5,7 proc. w ocenie średniookresowej.

Jak wyliczył Główny Urząd Statystyczny, w III kwartale, podobnie jak w II, produkt krajowy brutto wzrósł o 5,1 proc. W I kwartale gospodarka rozwijała się nawet w tempie 5,2 proc. To lepsze dane niż ekonomiści spodziewali się na początku roku. Wystarczy spojrzeć na kolejne projekcje inflacji NBP, publikowane corocznie w marcu, lipcu i listopadzie: w pierwszym tegorocznym raporcie ekonomiści banku centralnego spodziewali się wzrostu PKB w tym roku na poziomie 4,2 proc., w połowie roku oczekiwali tempa 4,6 proc., zaś w listopadzie podnieśli prognozę do 4,8 proc. Jednocześnie nie wzrosła prognoza inflacji, co przy szybkim rozwoju gospodarki byłoby naturalnym zjawiskiem; tak jak przed czterema miesiącami NBP szacuje, że średnie ceny towarów i usług wzrosną w tym roku o 1,8 proc.

– Również wskaźniki inflacyjne są niższe, niż zakładali analitycy, a Polska świeci się dzisiaj na zielono, jest najszybciej rozwijającym się państwem w UE – ocenia Jadwiga Emilewicz. – Jak patrzymy, co jest źródłem tego sukcesu, to jest to przede wszystkim konsumpcja wewnętrzna. Podnosi się poziom życia Polaków, zarabiają coraz więcej, a zatem konsumpcja rośnie i z drugiej strony również rośnie poziom inwestycji, nie tak szybko, jak byśmy chcieli, ale jednak systematycznie wzrasta, a zatem nawet spadek u naszych zachodnich sąsiadów nie spowodował tąpnięcia w Polsce.

Ekonomiści przestrzegają przed spowolnieniem wzrostu polskiej gospodarki spowodowanym mniejszą liczbą zamówień od głównego partnera handlowego Polski, czyli Niemiec. Kraj ten odpowiada za 28 proc. wartości polskiego eksportu, a ostatnie dane z jego branży przemysłowej (głównie motoryzacyjnej) okazały się najsłabsze od 2,5 roku. Co więcej, na kolejnych 12 miesięcy prognozowany jest spadek produkcji. Na razie jednak polska gospodarka zdaje się nie odczuwać skutków tego procesu, zwłaszcza że napędzają ją głównie zakupy dokonywane przez polskich konsumentów. Nadchodzący okres świąteczny pozwala mieć nadzieję na kontynuację wzrostu.

– Patrzymy optymistycznie, przed nami koniec roku. Ta końcówka roku również jeśli chodzi o nastroje konsumenckie zawsze od wielu lat bez względu na sytuację była dobra, a zatem ten koniec roku myślę, że będzie dla naszej gospodarki bardzo optymistyczny i mam nadzieję, że w ten sposób wchodzimy dobrze w kolejny rok – konkluduje minister przedsiębiorczości i technologii.

Sztuczna inteligencja i roboty zmieniają sposób wykonywania pracy. Do 2030 roku wpłynie to na nawet 800 mln miejsc pracy

Sztuczna inteligencja i roboty zmieniają sposób wykonywania pracy. Do 2030 roku wpłynie to na nawet 800 mln miejsc pracy 4

Nawet 75 proc. zawodów, które będą wykonywane za 10 lat, jest dla nas jeszcze nieznanych. Sztuczna inteligencja, roboty i urządzenia cyfrowe zmieniają sposób wykonywania przez nas pracy. Docelowo roboty mogą zastąpić jedną piątą pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Jednocześnie jednak inwestycje w nowe technologie to dla firm konieczność. Już ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów.

– Nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja, roboty i urządzenia cyfrowe, zmieniają sposób wykonywania przez nas pracy. Przykładem może być Wenecja, gdzie gondolierzy świadczą swoje usługi za pośrednictwem aplikacji umożliwiającej zamawianie i dzielenie się rejsami, podobnej do aplikacji Uber. Co istotne, są to zmiany na lepsze, ponieważ stwarzają nowe możliwości dla tego bardzo tradycyjnego zawodu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Dell Technologies prognozuje, że do 2030 roku nowe technologie i roboty będą obecne już prawie w każdej dziedzinie życia. Zmiany można już zaobserwować. To, co jeszcze kilka lat temu było trudne do wyobrażenia, stało się codziennością.

– Nie należy się obawiać tych rozwiązań. Otwierają nowe możliwości i mogą nam ułatwić wyeliminowanie konieczności wykonywania tych czynności, które obecnie postrzegamy jako najbardziej monotonne. Przyniosą nam również szansę stworzenia nowych miejsc pracy dla pokolenia naszych dzieci – przekonuje Fallacher.

Cyfryzacja i coraz powszechniejsza automatyzacja sprawiają, że w najbliższych latach rynek pracy może wyglądać zupełnie inaczej. Robotyzacja może doprowadzić do zniknięcia kilku milionów miejsc pracy. Powstaną też zupełnie nowe zawody. World Economic Forum wskazuje, że 65 proc. dzieci, które rozpoczyna naukę, będzie pracować w zawodzie, który obecnie jeszcze nie istnieje. Roboty i postępująca automatyzacja mogą też stanowić odpowiedź na konkretne problemy polskich firm, takie jak brak rąk do pracy w wysoce powtarzalnych zawodach, np. w handlu czy produkcji.

Docelowo roboty mogą zastąpić jedną piątą pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin. Według McKinsey Global Institute już do 2030 roku roboty przejmą nawet ok. 800 mln miejsc pracy.

– Technologie są wykorzystywane po to, żeby zwiększać efektywność pracy, obniżać koszty, między innymi poprzez automatyzację procesów. To widać fajnie np. w call center, gdzie automatyzacja, realizowana m.in. przez chatboty, to nie tylko zmniejszenie kosztów pracy, zwiększenie efektywności, ale to jest wbrew pozorom zapełnienie pewnej luki, bo dzisiaj call center mają duże problemy ze znalezieniem pracowników – tłumaczy Grażyna Dadej, Dyrektor Działu Technicznego dla rozwiązań Cloud i Watson w IBM.

Firmy coraz częściej sięgają po nowe technologie. Raport „The robots are ready. Are you? Untapped advantage in your digital workforce” firmy doradczej Deloitte wskazuje, że już ponad połowa największych firm na świecie rozpoczęła wdrażanie automatyzacji procesów z wykorzystaniem robotów. Co piąta zamierza to zrobić w najbliższym czasie.

– Wdrażamy roboty umożliwiające automatyczne wykonywanie najbardziej monotonnych i powtarzalnych czynności, wspierając w tym względzie naszych pracowników. To przykład rozwiązań możliwych do wdrożenia w polskiej gospodarce. Innym przykładem są prace nad specjalnym oprogramowaniem bazującym na sztucznej inteligencji i rozpoznawaniu głosu, które odciąży naszych pracowników w procesie odbierania połączeń telefonicznych od klientów. Budujemy robota, który zrozumie język polski, prawidłowo odczyta treść zapytań kierowanych przez telefon i przekieruje dzwoniącego do odpowiedniego pracownika. Nowe technologie stwarzają polskim przedsiębiorcom ogromne możliwości w zakresie zwiększania wydajności i poprawy relacji z klientami – wymienia Jean-François Fallacher.

Deloitte podaje, że globalne przedsiębiorstwa wydały na automatyzację średnio 3,5 mln dol. Blisko 80 proc. zakłada, że w ciągu najbliższych trzech lat istotnie zwiększy nakłady inwestycyjne na ten cel, a to oznacza, że już w ciągu kilku najbliższych lat automatyzacja procesów z wykorzystaniem robotów osiągnie niemal powszechne zastosowanie. Także polskie firmy coraz śmielej sięgają po nowe technologie.

– Bardzo dużo firm myśli o wdrażaniu tzw. chatbotów, gdzie następuje automatyzacja kontaktu z klientem, ale jest to inteligentna automatyzacja. To nie jest tylko udzielanie prostych odpowiedzi na proste pytania. Chatboty integrujemy z systemami CRM, z systemami analitycznymi, wyciągamy z nich wiedzę o kliencie adekwatną do kontekstu rozmowy, wykorzystując w tle mechanizmy uczenia maszynowego po to, żeby ta konwersacja z klientem końcowym była dużo szybsza i dużo mądrzejsza, żeby te nasze odpowiedzi rzeczywiście trafiały w sedno sprawy i pomagały naszemu klientowi końcowemu efektywnie rozwiązać problem lub zrealizować cel – mówi ekspertka IBM.

Robotyzacja oznacza też w końcowym rozrachunku duże oszczędności dla firm. Analizy Deloitte wskazują, że gdyby firmy zatrudniające powyżej 50 tys. osób, z rocznymi przychodami powyżej 20 mld dol. powierzyły robotom 20 proc. zadań, toby zyskały rocznie nawet 30 mln dol. dodatkowego przychodu.

– Biznes i technologia zmieniają się tak szybko, że ci, którzy nie wprowadzają nowinek, zaczynają automatycznie pozostawać w tyle. W tradycyjne branże wchodzą nietradycyjne firmy. Nie trzeba być bankiem, żeby udzielać pożyczek, nie trzeba mieć samochodów, żeby świadczyć usługi transportowe. Z każdym rokiem obserwujemy coraz większą inwazję technologii, która powoduje, że te tradycyjne firmy w poszczególnych sektorach branżowych będą tracić swoje rynki jeżeli nie będą też technologicznie nadążać i wprowadzać nowinek technologicznych – podkreśla Grażyna Dadej.

Połowa Polaków z zawałem serca wzywa pomoc po ponad 4 godzinach od pierwszych objawów. Aby uniknąć powikłań, czas ten trzeba trzykrotnie skrócić

Połowa Polaków z zawałem serca wzywa pomoc po ponad 4 godzinach od pierwszych objawów. Aby uniknąć powikłań, czas ten trzeba trzykrotnie skrócić 5

Choroby kardiologiczne są przyczyną niemal połowy zgonów w Polsce. Same zawały serca dotyczą rocznie około 100 tys. osób i są powodem śmierci 30 proc. z nich Zawał serca nie musi jednak być zabójczy – przekonują eksperci. Polska może się poszczycić jednymi z najlepszych standardów postępowania w przypadkach wystąpienia ostrych incydentów kardiologicznych. Problemem jednak jest zbyt późne wezwanie pomocy. Nawet 30 tys. zgonów rocznie można byłoby uniknąć, gdyby chorzy zadzwonili po karetkę najpóźniej do 90 minut od wystąpienia objawów. U połowy Polaków do udzielenia pomocy mija nawet 260 minut.

–  Zawał, który jest głównym zabójcą w chorobach serca, dzięki postępowi medycyny jest do opanowania. Jeżeli tylko odpowiednio wcześnie, w momencie kiedy się pojawią bóle zamostkowe, zadzwonimy do pogotowia ratunkowego i w krótkim czasie dotrzemy do ośrodka, który pełni 24-godzinny dyżur tzw. zawałowy lub w stanach kardiologicznego zagrożenia życia – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Marian Zembala, dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Co roku z powodu chorób kardiologicznych umiera w Polsce ok. 175 tys. osób. Wiele z nich spowodowanych jest zawałem serca. Nieprawidłowo zbilansowana dieta, brak ruchu, palenie tytoniu, nadwaga, wysoki poziom cukru oraz cholesterolu we krwi zwiększają ryzyko choroby. Jak jednak przekonują eksperci, zawał serca nie musi się okazać zabójczy.

– Przyczyną prawie połowy zgonów w Polsce są choroby kardiologiczne. Same zawały serca dotyczą rocznie około 100 tys. osób i są powodem śmierci 30 proc. z nich, dlatego tak ważne są wszelkie działania, które mogą zmienić te niepokojące statystyki – podkreśla Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips.

Najczęstszymi objawami zawału serca są ból, pieczenie lub ucisk za mostkiem, duszności, czasami także zasłabnięcia i omdlenia. Jak wynika z badania „Zawał serca – Opinie Polaków” przeprowadzonego przez SW Research, Polacy prawidłowo rozpoznają objawy. Blisko 75 proc. osób wie, że ból w klatce piersiowej może oznaczać zawał lub inne problemy z sercem.

– Największy problem jest taki, że bardzo wielu respondentów nie reaguje tak, jak należy. Natychmiastowy telefon na pogotowie ratunkowe lub pod numer ratunkowy 112 nie jest wykonywany przez mniej więcej 80 proc. respondentów. Tymczasem liczy się każda minuta, każda sekunda, by uratować życie pacjenta, a także by po zawale mógł się cieszyć on w pełni jego jakością – mówi Edward Korbel, dyrektor SW Insight, SW Research.

Istotne jest natychmiastowe wezwanie karetki pogotowia, gdy tylko zaobserwujemy u siebie lub u kogoś w najbliższym otoczeniu objawy zawału serca. Czas jest istotny, bo już od pierwszych minut zawału w sercu powstają nieodwracalne zmiany, które postępują z upływem czasu.

– Zawał serca jest nagłym zamknięciem naczynia wieńcowego, czyli przestaje dopływać krew, która odżywia pracujący mięsień sercowy. Rozpoczyna się martwica i w zależności od tego, które tętnice są zamknięte i czy zostaną otwarte przez kardiologa lub kardiochirurga albo ten obszar martwicy będzie duży i serce przestanie się kurczyć, spowoduje niedotlenienie mózgu i innych narządów albo uratujemy pacjenta i nie będzie inwalidą, który po wykonaniu dwóch kroków będzie miał duszność i jedyną szansą potem będzie transplantacja. Dlatego czas jest fundamentalny – tłumaczy prof. Zembala.

Polska należy do światowej czołówki pod względem postępowania w ostrych incydentach kardiologicznych. Mimo to umieralność z powodu chorób układu krążenia jest u nas znacznie wyższa niż w krajach Unii Europejskiej. W dużej mierze wynika to ze zbyt późnego wezwania pomocy przy zawale. Co czwarta osoba z zawałem w Polsce umiera zanim trafia do szpitala, bo zbyt późno wzywa pomoc. By nie doszło do poważnych powikłań, do lekarza najlepiej trafić przed upływem 90 minut od pierwszych objawów.

– U połowy Polaków z zawałem serca czas od pierwszych objawów do udzielenia profesjonalnej pomocy w ośrodku kardiologii interwencyjnej wynosi ponad 260 minut. Ponadto pacjenci zamiast bezzwłocznie wezwać karetkę, umawiają się na wizytę do lekarza pierwszego kontaktu lub na własną rękę decydują się dojechać na izbę przyjęć. To dodatkowo wydłuża czas otrzymania pomocy, co znacząco wpływa na przeżywalność bądź jakość życia po zawale – przekonuje Michał Kępowicz z Philips.

Kampania „Zawał serca – czas to życie”, która uświadamia, jak postępować przy zawale serca, może pomóc to zmienić. Ma poprawić świadomość dotyczącą objawów i konsekwencji zawału serca oraz wyedukować w zakresie odpowiedniego zachowania w przypadku zawału: kontakt z dyspozytorem i wezwanie karetki pogotowia. Honorowy patronat nad kampanią objęła Agata Kornhauser-Duda, małżonka Prezydenta, członkiem Komitetu Honorowego jest minister zdrowia prof. Łukasz Szumowski.

Nanotechnologia zrewolucjonizuje rynek medyczny. Inteligentne leki są skuteczniejsze niż tradycyjne i mają dużo mniej działań niepożądanych

Nanotechnologia zrewolucjonizuje rynek medyczny. Inteligentne leki są skuteczniejsze niż tradycyjne i mają dużo mniej działań niepożądanych 6

Przyszłość medycyny i farmacji należeć będzie do nanotechnologii – twierdzą przedstawiciele branży. Dzięki inteligentnym lekom dużo skuteczniejsza może być np. terapia cukrzycy, a nanoroboty umożliwiają podawanie leków bezpośrednio do tkanki oka. Badania nad wdrożeniami nanotechnologii w medycynie będą prowadzone również w Polsce, w powstającym właśnie centrum badawczo-rozwojowym. 

– Nanotechnologia może mieć rewolucyjny wpływ na rozwój medycyny. Inteligentne leki, bardziej bezpieczne i skuteczne terapie, jak również wczesna diagnostyka, to z całą pewnością kierunki, w których medycyna przyszłości powinna zmierzać, wpływając na bezpieczeństwo wszystkich pacjentów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Renata Pawlak-Morka, dyrektor rozwoju produktów w Gedeon Richter Polska. 

Nanotechnologia w medycynie to nie tylko możliwość wdrożenia nowoczesnych technik produkcji leków, lecz także możliwość poprawy schematu podawania substancji leczniczej do chorego narządu, a także umożliwienie diagnostyki obrazowej niedostępnych tradycyjnymi metodami narządów. Naukowcy z niemieckiego Instytutu Inteligentnych Systemów im. Maxa Plancka w kooperacji z badaczami z Danii i Chin opracowali nanorobota mogącego poruszać się w gęstej tkance oka. Dzięki niemu możliwe staje się podawanie leków miejscowo, nie uszkadzając przy tym struktury narządu. 

Z kolei zespół badawczy z Uniwersytetu Buffalo pracuje nad techniką obrazowania jelita cienkiego z wykorzystaniem nano-soku zawierającego cząsteczki barwników ftalocyjaninowych. Obrazowanie wykonuje się nieinwazyjnie, z pomocą światła lasera. Dotychczas dostępne metody badania tego narządu, takie jak enterografia czy USG, nie zapewniały odpowiedniej jakości wyniku. 

Rozwojem nanotechnologii zajmą się również Polacy. 

– W Polsce obecnie powstaje pierwsza jednostka specjalizująca się w nanonizacji substancji czynnych. Planujemy zaimplementować jedną z czterech technik nanonizacji, która będzie mogła być wykorzystywana w skali przemysłowej i będzie spełniała wszystkie standardy wymagane w branży farmaceutycznej – przekonuje Renata Pawlak-Morka. 

Leki, w których ma być wykorzystywana nanotechnologia, cechować się będą przede wszystkim mniejszą liczbą działań niepożądanych i większą dostępnością biologiczną, niż ma to miejsce w przypadku leków otrzymywanych w oparciu o dostępne dotychczas technologie. Dopuszczone do użycia są już leki inteligentne stosowane w leczeniu cukrzycy. To leki inkretynowe w postaci gliptyn lub antagonistów receptora GLP-1, które działają wyłącznie wówczas, gdy u pacjenta występuje podwyższone stężenie glukozy. W Polsce wciąż nie są one refundowane. 

Z punktu widzenia pacjenta główną korzyścią wynikającą z wdrożenia nanocząsteczek w opracowywaniu preparatów leczniczych będzie poprawa bezpieczeństwa leków. Nad takimi rozwiązaniami będą pracować polscy naukowcy w nowym laboratorium Gedeon Richter. 

– Leki będą skuteczniejsze i bezpieczniejsze z uwagi na fakt, że możemy stosować niższe dawki substancji czynnych, zachowując tą samą skuteczność terapeutyczną leku. W związku z tym obniżymy liczbę działań niepożądanych przy tym samym efekcie terapeutycznym leku – zapewnia dyrektor rozwoju produktów w Gedeon Richter Polska. 

Jak dodaje, rozwój tego typu technologii wymaga 4–5 lat pracy. Pierwsze wyniki prac laboratoryjnych mają jednak być znane już w przyszłym roku. 

Według analityków z MarketsandMarkets światowy rynek nanotechnologii medycznej ma w przyszłym roku osiągnąć wartość 8,5 mld dol. Z kolei według PR Newswire do 2024 roku rynek nanotechnologii ogółem sięgnie wartości 125 mld dol. 

W przyszłości sztuczna inteligencja będzie w pełni naśladować inteligencję człowieka. Napisze powieść, obroni doktorat, będzie potrafiła kłamać i symulować

W przyszłości sztuczna inteligencja będzie w pełni naśladować inteligencję człowieka. Napisze powieść, obroni doktorat, będzie potrafiła kłamać i symulować 7

Już dziś dzięki sztucznej inteligencji można szybko ocenić jakość produktów, znaleźć defekty. Aplikacje pozwalają zarządzać pszczelimi pasiekami, a w sporcie ułatwiają poszukiwanie zawodników na określone pozycje czy opracowanie założeń taktycznych i szkoleniowych. To jednak dopiero początek. Sztuczna inteligencja zastępuje człowieka przy powtarzalnych, automatycznych czynnościach. Wyzwaniem jest jednak stworzenie generalnej sztucznej inteligencji – systemu działającego podobnie jak człowiek, obdarzonego abstrakcyjnym myśleniem, potrafiącego symulować czy nawet obronić doktorat.

– Sztuczna inteligencja to tak naprawdę nie jest to, co ludzie w większości myślą – humanoidalny robot, który podpowiada nam, co mamy robić, bądź towarzyszy nam w codziennym życiu. Obecnie sztuczna inteligencja to zbiór metod korzystających z bibliotek programistycznych zapisany w formie kodu źródłowego i to jest praca, którą my, jako badacze, naukowcy, inżynierowie zajmujący się sztuczną inteligencją wykonujemy na co dzień. Piszemy kod i programujemy – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Tomasz Trzciński, adiunkt na Politechnice Warszawskiej, współwłaściciel firmy Tooploox.

Sztuczna inteligencja potrafi pisać już kody za programistów. Uzupełnia kody, a narzędzie opracowane przez Amerykanów – Bayou – potrafi nawet przekształcić podany mu szkielet programu w języku Java w pełen działający kod, wykorzystując przy tym sieć neuronową. Algorytmy sztucznej inteligencji uczą się podobnie jak człowiek – wyciągają wnioski i zapamiętują poprawne odpowiedzi. Ich działanie opiera się przede wszystkim na statystyce. Wciąż jednak rozwój sztucznej inteligencji przede wszystkim leży w rękach programistów, którzy tworzą rewolucjonizujące życie technologie.

– Na chwilę obecną sztuczna inteligencja występuje w życiu każdego z nas, bardzo często jej nie dostrzegamy. Podpowiada nam, jak ma wyglądać wiadomość, którą wysyłamy, pomaga nam zdiagnozować choroby, które mogą nas dotknąć, czy sczytuje numery rejestracyjne tablic samochodów, kiedy wjeżdżamy na parking do centrum handlowego – wymienia dr Tomasz Trzciński.

Roboty towarzyszą nam na każdym kroku – gdy przeglądamy strony w internecie, robimy transakcje w banku czy zamawiamy zakupy do domu. Sztuczna inteligencja to również autonomiczne samochody, które wiozą pasażerów bez kierowcy, a także asystenci głosowi umożliwiający rozmowę z telewizorem lub lodówką czy wirtualni doradcy, którzy kontaktują się z nami w sklepach internetowych.

– Wydaje mi się, że największym wyzwaniem, które aktualnie stoi przed sztuczną inteligencją, jest odpowiedź na pytanie: jak z tych poszczególnych metod, które już wiemy, jak funkcjonują, stworzyć tzw. generalną sztuczną inteligencję, czyli system, który będzie działał podobnie jak człowiek. Będzie mógł wykonywać działania typowo uznawane za ludzkie, czyli wyobrażanie sobie rzeczy abstrakcyjnych, symulowanie, kłamanie czy np. obrona doktoratu na Politechnice Warszawskiej – ocenia ekspert.

Dzięki rozwojowi technologii sztuczna inteligencja coraz szerzej uczestniczy w naszym życiu. Do 2040 roku jej inteligencja może dorównać ludzkim możliwościom. Już kilka lat temu komputer Deep Blue (IBM) pokonał mistrza szachów, a komputer Watson (IBM) wygrał telewizyjny quiz Jeopardy. Nie tak dawno zaś oprogramowanie AlphaGo pokonało w Go, czyli w wymagającej grze planszowej wymyślonej w Chinach ponad 2,5 tys. lat temu, wielokrotnego mistrza świata, co wielokrotnie wcześniej się nie udawało. To oznacza, że sztuczna inteligencja zyskuje coraz większe możliwości.

Opracowany w Belgii algorytm potrafi już przewidzieć, czy dany film ma szansę okazać się kasowym hitem. Naukowcy z Oxfordu prognozują, że już nawet w 2024 roku przestaną być potrzebni tłumacze, zaś w połowie wieku roboty będą samodzielnie tworzyć powieści i operować ludzi. W tworzeniu produktów opartych o najnowsze technologie pomaga firmom Tooploox, polski start-up, który według Deloitte znajduje się w czołówce najszybciej rozwijających się firm technologicznych Europy Środkowo-Wschodniej.

– W Tooploox zajmujemy się dostarczaniem analiz punktów 3D dla samochodów autonomicznych, współpracujemy z inteligentnymi urządzeniami do kuchni, takimi jak kuchenki mikrofalowe czy piece. Pracujemy również z firmami zajmującymi się dystrybucją contentu w mediach społecznościowych i analizujemy np. trendy popularności różnych postów. Prowadzimy również współpracę z dziedziny healthcare z firmą, która zajmuje się tworzeniem rozwiązań pomagających przy powrocie do zdrowia po udarze, przy wykorzystaniu rozszerzonej rzeczywistości i sztucznej inteligencji – wymienia dr Tomasz Trzciński.

Według firmy badawczej Markets Research Engine, globalny rynek sztucznej inteligencji ma do 2024 r. osiągnąć wartość 191 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 37 proc.

Polski pojazd elektryczny Triggo debiutuje na Kongresie 590 w Rzeszowie

Spółka Triggo na tegorocznej edycji Kongresu 590 zaprezentowała pierwszy egzemplarz wersji przedprodukcyjnej (PB3) pojazdu elektrycznego, dedykowanego rynkom car sharing. W pełni funkcjonalny i jeżdżący model stanowi punkt wyjścia do produkcji serii pilotażowej. Pozytywny odbiór wśród uczestników Kongresu wskazuje na zainteresowanie licznych gremiów biznesowych rozwojem rynku elektromobilności w Polsce. Wpisujące się zarówno w krajowe, jak i globalne trendy Triggo jest jednym z niewielu w pełni polskich pojazdów bliskich komercjalizacji. Poza otoczeniem rynkowym projektowi sprzyja innowacyjność w skali światowej, chroniona patentami w Europie, Azji i Ameryce Północnej.Triggo premiera

Kongres 590 w Jasionce k. Rzeszowa to jedno z najbardziej istotnych wydarzeń ekonomicznych w Polsce, miejsce spotkań przedstawicieli biznesu, nauki, polityki i legislacji. Wydarzenie objęte jest honorowanym patronatem władz państwowych. Ponadto spółka od dzisiaj tj. 16 do 18 listopada przedstawia pojazd na targach branżowych Warsaw Motor Show, które odbywają w Nadarzynie k. Warszawy. Unikatowe połączenie zalet skutera i samochodu, sterowanie cyfrowe drive by wire, niska masa własna, zunifikowany system baterii, czy kompaktowe wymiary to czynniki mogące przyciągać uwagę fanów motoryzacji.

Z dumą prezentujemy publicznie pojazd Triggo będący efektem naszej wieloletniej pracy. Duże zainteresowanie uczestników Kongresu wskazuje na słuszność obranej przez nas ścieżki rozwoju. Obecnie prezentowany model wypełnia wszystkie założenia projektowe i stanowi w pełni sprawną i mobilną wersję, będącą punktem wyjścia do produkcji serii pilotażowej. Zamówiona już partia 9 pojazdów będzie podstawą do dalszych testów, także w warunkach miejskich, Będziemy je intensywnie prowadzić w 2019 roku, być może z partnerami z ważnego dla nas rynku car sharing – mówi Rafał Budweil, Prezes Zarządu i Założyciel Triggo S.A.

Najważniejszą cechą technologii pojazdu jest zmienna geometria podwozia, dzięki której kierowca może poruszać się w dwóch trybach: drogowym dla wysokich prędkości i manewrowym, w którym pojazd zajmuje tylko tyle miejsca, co jednoślad, ułatwiając manewrowanie w intensywnym ruchu miejskim i znalezienie miejsca do parkowania. Pojazd  posiada przy tym w pełni zamkniętą dwuosobową kabinę pasażerską. Konstrukcja jest chroniona globalnymi patentami obejmującymi kraje Europy, Azji i Ameryki Północnej, których o całkowitą populacje stanowi 2,4 mld mieszkańców.

Zespół konstruktorów spółki w trakcie prac zaimplementował wszystkie założenia projektowe, obejmujące przede wszystkim rewolucyjny układ zawieszenia o zmiennej geometrii, jak również strukturę nośną pojazdu, przednie i tylne zawieszenie, cyfrowe układy sterowania. Projekt techniczny nadwozia Triggo powstał przy współpracy z wiodącym dostawcą usług projektowych dla globalnej branży automotive. Prace nad prototypem zostały wsparte przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju dofinansowaniem z Funduszy Europejskich.

Z uwagą śledzimy globalne trendy i prognozy w zakresie wzrostu zainteresowania użytkowników pojazdami elektrycznymi. To w połączeniu z zyskującym na popularności modelu car sharing wpisującym się w ekonomię współdzielenia, buduje potencjał komercyjny Triggo – dodaje Rafał Budweil.

Według analityków Deloitte, w 2040 roku na świecie 50 proc. samochodów osobowych będzie dysponować napędem elektrycznym (w 2030 roku użytkowanych będzie 56 do 160 mln aut z takim napędem). Według Nich na wzrost popularności segmentu będą miały wpływ spadające ceny przy rosnących parametrach technicznych, jak zasięg i połączenie nieszablonowego designu z innowacyjnymi technologiami.

Z kolei według ekspertów Keralla Research, w ciągu najbliższej dekady liczba użytkowników systemów typu car sharing może wzrosnąć kilkukrotnie do ponad 35 mln osób, a flota pojazdów – do przeszło 400 tys. szt. (wobec ok. 100 tys. obecnie). Oprócz aspektu rynkowego, Istotnym punktem wsparcia jest również otoczenie legislacyjne w Polsce (m.in. ustawy o innowacyjności i elektromobilności itd.).

Legal Tech po polsku – czyli niechęć prawników do zmian, mały budżet i brak narzędzi „szytych na miarę”

Największe wyzwania dla rozwoju branży prawniczej stanowią ograniczenia budżetowe oraz brak technologii usprawniającej pracę – wynika z raportu kancelarii PwC Legal „Nowe technologie w pracy prawników i transformacje działów prawnych”. 24% badanych organizacji dostrzega potrzebę większych inwestycji w procesy i technologie prawne w ciągu najbliższego roku, ale tylko 3% posiada na to oddzielny budżet.

56% respondentów badania PwC Legal wskazuje, że budżet stanowi jedną z największych blokad w zwiększaniu efektywności pracy departamentu prawnego. Badani wyjaśniali, że problem ten w szczególności dotyczy wydatków na narzędzia do pracy, które są specyficzne dla obsługi funkcji prawnej (w odróżnieniu od narzędzi standardowo wykorzystywanych w organizacji).

Dodatkowo, 40% badanych wskazuje, że rozwiązania technologiczne, do których mają dostęp nie zaspokajają potrzeb wynikających ze specyfiki pracy prawnika, a problem ten dotyczy zarówno sfery merytorycznej (związanej z systemem prawnym), jak i barier transgranicznych (związanych z cechami charakterystycznymi dla polskich organizacji). Najczęściej wykorzystywane technologie w polskich działach prawnych to: scentralizowany system archiwizacji dokumentów (26%), system do zarządzania sprawami i sporami (18%) oraz narzędzia do organizacji pracy i komunikacji (17%).

Badani przez nas dyrektorzy działów prawnych powszechnie wskazywali na potrzebę inwestycji w technologie prawne, które mają za zadanie usprawnić sposób pracy prawników. Nie jest to jednak możliwe bez odpowiednio wysokich środków finansowych. Aby usprawnić pracę działów prawnych ich budżety powinny ulec kilkukrotnemu zwiększeniu. Biorąc pod uwagę to wyzwanie, aktualnym pozostaje pytanie, czy trend związany z outsourcingiem części procesów prawnych do zewnętrznych kancelarii nie zwiększy swojej skali w kolejnych latach.

Cezary Żelaźnicki, radca prawny, partner zarządzający kancelarią PwC Legal
Z raportu PwC Legal wynika, że 61% badanych zleca część procesów, za które odpowiedzialny jest departament prawny podmiotom zewnętrznym, to znaczy dokonuje outsourcingu do kancelarii prawnej lub alternatywnego dostawcy usług prawniczych (legal proces outsourcing „LPO”). Obszary wsparcia najczęściej podlegające outsourcingowi to m.in.: transakcje, ochrona danych, spory, prawo konkurencji i podatki.

Priorytety działów prawnych

Dyrektorzy działów prawnych, którzy wzięli udział w badaniu PwC Legal, wskazali na 3 obszary jako priorytetowe dla ich działów prawnych w najbliższym roku:

  • Digitalizacja i wprowadzenie nowych technologii
  • Ochrona danych osobowych (RODO)
  • Compliance

Stosowanie nowych technologii jest kluczowe w procesie wdrażania zmieniających się regulacji, w szczególności regulacji sektorowych. Najlepszym i najświeższym przykładem jest tutaj RODO, gdzie znajomość systemów i technologii była niezbędna do identyfikacji procesów, w trakcie których dochodzi do przetwarzania danych osobowych. Dodatkowo, wdrożenie nowej regulacji wymagało zrozumienia biznesu klientów – nierzadko opartego o nowe technologie.

Zjawisko przenikania się prawa i technologii jest także widoczne w związku z rosnącą presją regulacyjną towarzyszącą wielu sektorom, w szczególności sektorowi finansowemu, i to zarówno w zakresie działalności tradycyjnej, jak i innowacji. Poprzez nowe regulacje ustawodawcy dążą m.in. do stworzenia ram prawnych dla wykorzystywania technologii przy świadczeniu usług na rynku finansowym.

W dobie postępującej digitalizacji prawo powinno być technologicznie neutralne i pozostawać stabilne mimo wielu zmian. Warto podkreślić, że prawo nie reguluje samej technologii, a skupia się raczej na wynikających z niej zjawiskach oraz podmiotach, które z niej korzystają. Jednymi z wyzwań, z którymi przyjdzie się zmierzyć prawnikom w najbliższym czasie są takie zagadnienia jak np. odpowiedzialność karna i cywilna za działanie sztucznej inteligencji czy szkody wyrządzone przez autonomiczne pojazdy, czy też ważność czynności prawnych realizowanych przy wykorzystaniu samouczących się algorytmów. – Beata Kiedrowicz, partner w kancelarii PwC Legal

Wśród istotnych czynników ograniczających wykorzystanie narzędzi IT w pracy prawników respondenci wskazywali: brak narzędzi „szytych na miarę” dla danej organizacji, bariery językowe i bariery mentalne, czyli niechęć prawników do zmian i uczenia się nowych rozwiązań.

O badaniu Legal Tech

W analizie rynku polskiego przedstawiono wyniki badania „Legal Tech. Transformacja działów prawnych przedsiębiorstw”, przeprowadzonego przez PwC Legal w Polsce wśród dyrektorów działów prawnych przedsiębiorstw w okresie kwiecień – sierpień 2018 r. W badaniu wzięło udział 60 respondentów.

FPP i CALPE: Fundamenty polskiej gospodarki uzasadniają podwyżkę ratingu

Ostatnie tygodnie przyniosły szereg dobrych wiadomości na temat polskich finansów publicznych. Agencja Standard & Poor’s podniosła ocenę wiarygodności kredytowej Polski z BBB+ do A-. Kilka dni później GUS opublikował zaktualizowany szacunek deficytu i długu sektora instytucji rządowych oraz samorządowych, mierzony zgodnie z metodyką europejską. Wynika z niego, że deficyt sektora finansów publicznych w 2017 r. wyniósł 1,4% PKB. To o 0,3 pkt proc. mniej niż wynikało z pierwotnych szacunków. Wynik osiągnięty w ubiegłym roku był najlepszy od czasu transformacji polskiej gospodarki.

Poprawę wyniku sektora finansów publicznych zawdzięczamy wzrostowi dochodów w relacji do PKB (z 38,9% do 39,7%) przy jednoczesnym utrzymaniu stałej proporcji wydatków na poziomie 41,1% PKB. Poprzednio w szczycie koniunktury gospodarczej udawało się zredukować deficyt fiskalny do poziomu 2,2% (w 1999 r.) i 1,9% PKB (w 2007 r.).

„Poprawa oceny wiarygodności kredytowej Polski w aktualnych warunkach nie budzi dużego zaskoczenia. Mimo znacznego wzrostu wydatków o charakterze socjalnym, równolegle zwiększyły się możliwości finansowe sektora publicznego. Najbardziej ewidentnym tego przykładem jest wzrost dochodów z VAT, które tylko w ciągu jednego roku zwiększyły się w relacji do PKB o 1,1 pkt proc., do 7,9%. Poza wzrostem dochodów podatkowych, do powstania znacznej przestrzeni fiskalnej przyczynił się również spadek o 0,5% PKB w ciągu ostatnich dwóch lat wydatków z tytułu obsługi długu publicznego oraz dotacji do systemu ubezpieczeń społecznych. Na poziom ratingu kredytowego wpływa ponadto generalna równowaga makroekonomiczna polskiej gospodarki. Bilans płatniczy i saldo handlowe są względnie zrównoważone, pozostałe sektory instytucjonalne nie są nadmiernie zadłużone, a wzrost gospodarczy pozostaje solidny” – mówi Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

VII edycja konferencji „Top Industry Summit” już za nami

Cztery panele dyskusyjne, trzy wystąpienia, trzydziestu prelegentów oraz czternastu nagrodzonych laureatów prestiżowych statuetek. Tak w skrócie wyglądała VII edycja konferencji „Top Industry Summit”, która odbyła się 7 listopada w warszawskim hotelu The Westin. Zwieńczeniem wydarzenia była uroczysta gala rozdania „Diamentów Top Industry”.

Top Industry Summit (1)Gościem Honorowym konferencji był Jerzy Kwieciński, Minister Inwestycji i Rozwoju, który w swoim wystąpieniu inaugurującym mówił o konieczności rozwoju ekosystemu dla innowacji i start-upów. Minister podkreślił również, że Polska jest najszybciej rozwijającą się gospodarką w Unii Europejskiej spośród dużych gospodarek. Na szczególne wyróżnienie w tym kontekście zasługuje branża motoryzacyjna i właśnie w elektromobilności oraz produkcji części do pojazdów elektrycznych powinniśmy upatrywać swojej szansy.

Top Industry Summit (3)Następnie przyszedł czas na wystąpienia zaproszonych prelegentów, które podzielone zostały na 4 panele dyskusyjne. Głównym tematem pierwszego panelu był przemysł w dobie robotyki i automatyki. Podsumowaniem dyskusji był zgodny wniosek panelistów, iż kluczowe jest wpisywanie się i nadążanie za postępującą rewolucją 4.0, aby przedsiębiorstwa nie straciły pozycji konkurencyjnej.

Top Industry Summit (2)Drugi panel skupił się na kwestiach dotyczących cyberbezpieczeństwa w erze AI, Big Data oraz Machine learning. Rozmawiano przede wszystkim o praktycznym wymiarze zastosowania nowych technologii, który objawia się poprzez m.in. inteligentne ogrzewanie budynków bazujące na tym czy ktoś przebywa w pomieszczeniu, zaawansowanym analizowaniu zachowań klienta podczas zakupów, czy rosnącego zastosowania dronów w przedsiębiorstwach.

Współczesna wizja mobilności i przyszłość branży motoryzacyjnej były głównymi tematami trzeciego panelu dyskusyjnego. Prelegenci podkreślali, że niezwykle istotne jest zachowanie balansu pomiędzy rozwijaniem ekotransportu a zabezpieczeniem łańcucha dostaw i rynku pracy, na którym coraz bardziej brakuje wykwalifikowanych pracowników. Dyskutanci podjęli również temat elektromobilności i napędów wodorowych.

Ostatni panel poświęcony był efektywności sektora gazowego i energetycznego w dobie czwartej rewolucji przemysłowej. Dyskutowano przede wszystkim o przyszłości i trendach panujących na rynku. Ważnym tematem były też sposoby finansowania inwestycji. Do tego zagadnienia odniósł się Pan Adam Burda, Dyrektor Departamentu Klienta Strategicznego-Energetyka, Paliwa i Nowe Technologie, PKO Bank Polski, który stwierdził, że coraz trudniej jest uzyskać finansowanie z banków na duże inwestycje energetyczne, czego przyczyną są m.in. ceny surowców kształtowane globalnie.

Punktem kulminacyjnym wydarzenia była wieczorna gala rozdaniaDiamentów Top Industry. Podczas ceremonii uhonorowane zostały najbardziej wyróżniające się spółki, projekty, produkty i osobowości w całej branży. W tym roku rozdano 10 diamentów i 4 wyróżnienia w 10 kategoriach!Top Industry Summit (4)

LAUREACI  „DIAMENTÓW TOP INDUSTRY”:

INWESTYCJA ROKU: Toyota Motor Poland – otwarcie nowej linii produkcyjnej w fabryce w Wałbrzychu, wyróżnienie – Enea S.A. – otwarcie nowego bloku energetycznego w Elektrowni Kozienice. PRODUKT ROKU: Fibrain – światłowód BDC-DX, wyróżnienie – Xerox Polska – asystent głosowy Gabi. OSOBOWOŚĆ ROKU: Dr Irena Eris – założycielka i współwłaścicielka, Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris, wyróżnienie – Katarzyna Byczkowska – Dyrektor Zarządzająca, BASF Polska. PODMIOT FINANSUJĄCY ROKU: Bank Gospodarstwa Krajowego. DORADCA ROKU: Sołtysiński Kawecki & Szlęzak. MECENAS START – UPU: Orange Polska S.A. SPÓŁKA ROKU: Wielton S.A. LIDER TECHNOLOGII: Synthos S.A. PARTNER PRZEMYSŁOWY ROKU: NASK Państwowy Instytut Badawczy. GLOBALNA MARKA ROKU: CCC S.A., wyróżnienie – OSHEE Polska.

Zakończyła się 5. edycja FinTech Digital Congress. Oto dochodowe modele współpracy z tradycyjnymi instytucjami

Rynek fintechów jest w Polsce tak rozwinięty, a firm tak dużo, że muszą się one skupić już nie tylko na świetnie działającym produkcie, ale też na tym, jak trafić do klientów i zdobyć ich masowe zaufanie. – Coraz skuteczniejsza staje się współpraca z bankami i innymi instytucjami finansowymi – powiedział Michał Pawlik, prezes SMEO, podczas FinTech Digital Congress.

FinTech Digital Congress – Michał Pawlik
Michał Pawlik, prezes SMEO, podczas FinTech Digital Congress

W Europie Środkowo-Wschodniej wartość rynku fintech szacowana jest na 2,2 mld euro (Deloitte, 2016). Polski system bankowy stawiany jest za wzór innowacji na skalę globalną – wystarczy spojrzeć na rozwój takich innowacyjnych usług jak płatności natychmiastowe czy BLIK, który powstał z inicjatywy sześciu polskich banków. – W dorosłe życie wchodzą osoby, które od urodzenia funkcjonują w świecie internetu i innego świata niejednokrotnie nie są sobie w stanie wyobrazić. 10 milionów klientów banków aktywnie używa tzw. bankowości mobilnej. Według informacji banków prawie 3 miliony z nich to tzw. użytkownicy „mobile only”, którzy z bankowości elektronicznej korzystają tylko za pośrednictwem telefonu – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora BLIKA. Polskie fintechy szukają więc sprzymierzeńców wśród tradycyjnych instytucji finansowych. Zresztą, według specjalistów, właśnie współpraca banków z wyspecjalizowanymi firmami technologicznymi jest jednym z powodów wysokiej pozycji Polski w regionie.

FinTech Digital CongressW czasie ostatniej 5. edycji FinTech Digital Congress, która odbyła się 13-14 listopada w Warszawie, niemal 600 przedstawicieli polskiej i europejskiej branży fintech dzieliło się swoimi doświadczeniami, sukcesami i najnowszymi trendami.

Jak współpracować z instytucjami finansowymi?

O trzech modelach współpracy z bankami (i nie tylko) opowiedział podczas prezentacji „The Future of Fintech companies dedicated to SME Clients” Michał Pawlik, prezes SMEO, firmy fintechowej oferującej usługi faktoringu online.

Cross selling

To najprostsza forma współpracy. Partner biznesowy proponuje kolejne usługi (w tym wypadku faktoringowe) z pełnym brandingiem oferującej je instytucji (SMEO). Dzięki dokładnemu podążaniu za drogą zakupową klienta (od mailingu czy esemesa, poprzez landing page, aż do usługi), faktor wie, jaka prowizja należy się partnerowi.

White label

Ta usługa bardzo dobrze przyjęła się w szczególności w sektorze mikro i małych przedsiębiorców, którzy docenili prostotę i szybkość jej uruchomienia. Usługa jest „ukryta” w ofercie innego przedsiębiorstwa – np. banku. Te mogą, dzięki „zewnętrznej” firmie technologicznej, ograniczać dotychczasowe koszty obsługi, równocześnie poprawiając doświadczenia klientów. Dodają nową funkcjonalność, w którą nie inwestują ani swoich pieniędzy, ani zasobów, ale otrzymują procent od sprzedaży.

– Niewiele osób wie, że w Polsce „white labele” dobrze funkcjonują w branży pożyczkowej – powiedział Pawlik. – Natomiast w przypadku faktoringu w bankach, z którymi współpracujemy, faktoring oferowany jest jako produkt długoterminowy i relacyjny, przez co buduje on zaangażowanie i lojalność klientów banków. Dla banków jest to szczególnie ważne – podkreśla.

Integracja (co-branding)

Jest to model znajdujący się gdzieś pomiędzy cross sellingiem i white label. To wspólny produkt pod marką partnera biznesowego oraz fintechu. Pozwala wykorzystać zaufanie do partnera, ale też buduje rozpoznawalność fintechu. – W przypadku faktoringu integracja pozwala przeprowadzić cały proces wnioskowania o finansowanie (udzielanie limitu faktoringowego) oraz finansowania faktur w programie, na stronie www, aplikacji czy serwisie internetowym partnera – wytłumaczył Pawlik.

Edukacja, edukacja, edukacja…

„Aby efektywnie wykorzystać potencjał szybko rozwijającego się rynku, trzeba edukować swoich pracowników tak, aby nie bali się automatyzacji, digitalizacji i robotyzacji, a następnie wprowadzać nowoczesne rozwiązania do praktyk biznesowych. Firma, która otworzy się na zmiany będzie musiała również przeformułować swoją kulturę organizacji, dostosowując ją do nowych zasad” – uznali organizatorzy FinTech & InsurTech Digital Congress, którzy zdecydowali się zaproponować uczestnikom praktyczne panele dyskusyjne.

Profesor Krzysztof Jajuga – ekonomista związany z Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu – poprowadził rozmowę „Efektywność studiów w kontekście rewolucji technologicznej”. Wśród panelistów znaleźli się prof. Katarzyna Śledziewska z DELab (Uniwersytet Warszawski), Martin Zalewski z „The Mindful Eye” i Michał Pawlik ze SMEO. Profesor Śledziewska zwracała uwagę na problem związany z rozdźwiekiem pomiędzy systemem edukacji a przygotowaniem do pracy w środowisku biznesowym: – Jesteśmy rozliczani z zupełnie innych rzeczy – wykładów i publikacji naukowych, których niekiedy nikt nie jest potem w stanie przeczytać, łącznie z autorami – mówiła.

– Dobra sytuacja makroekonomiczna zmusza biznes do współpracy z uczelniami, by dotrzeć do potencjalnych pracowników na jak najwcześniejszym etapie – powiedział Pawlik.

Rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika według projektu nowej Ordynacji podatkowej

Projekt nowej Ordynacji podatkowej z dnia 4 lipca 2018 r. zmienia istotnie zasady ogólne prawa podatkowego, w tym głównie zasady prowadzenia postępowania podatkowego, jak również wprowadza nową instytucję „zobowiązanego”, którym będzie zazwyczaj podatnik w owym postępowaniu. Wśród istotnych zmian wymienić można m.in. wprowadzenie zasad, zgodnie z którymi niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego oraz stanu faktycznego rozstrzyga się na korzyść zobowiązanego. Można by od razu przyklasnąć fiskusowi światłych rozwiązań, gdyby nie pewne wyjątki od tych zasad. Czy nowe zasady to faktycznie rewolucja, czy zwykłe mydlenie podatnikom oczu?

Wątpliwości co do prawa

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Nowy przepis w tym zakresie znajduje się w art. 18 projektu Ordynacji podatkowej. Zgodnie z nim niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść zobowiązanego. Przepis ten to nic innego jak przepisana treść obecnego art. 2a tej ustawy. Jak w praktyce wygląda zastosowanie tego przepisu przez organy podatkowe od czasu jego wprowadzenia w życie w styczniu 2016 r., wie każdy, kto próbował chociażby powołać się na niego we wniosku o wydanie interpretacji podatkowej. Statystyki w tym zakresie są bezlitosne – ta zasada nie istnieje w praktyce. Powód jest jeden – organ podatkowy nigdy nie ma wątpliwości w sprawie przepisów prawa podatkowego mających zastosowanie w danej sprawie podatkowej. Jest przepis i jest jego ewentualna interpretacja, oczywiście urzędowa, profiskalna. Zatem niby jest zmiana na lepsze, ale czy w praktyce ktokolwiek będzie mógł się na złamanie tej zasady przez organ podatkowy powołać? Wydaje się raczej przesądzone, że podatnicy mogą pisać do organów o naruszeniu tej zasady, ale chyba wiadomo z jakim skutkiem.

Wątpliwości co do stanu faktycznego

Tutaj mamy do czynienia z prawdziwym novum. Otóż w art. 23 § 2 projektu ustawy można przeczytać, że jeżeli po przeprowadzeniu postępowania dowodowego w sprawie pozostają niedające się usunąć wątpliwości co do stanu faktycznego, rozstrzyga się je na korzyść zobowiązanego. Jednakże jest jedno „ale”. Przepisu tego, w myśl art. 23 § 3 projektu ustawy, nie stosuje się, jeżeli przepisy odrębne wymagają od strony wykazania określonych faktów. Pojawiają się co najmniej dwa podstawowe pytania: czy oby na pewno organy podatkowe nie pójdą w interpretacji tej zasady dokładnie tak, jak robią na co dzień w sytuacji wątpliwości co do stanu prawnego i czy nie będzie przypadkiem tak, że realizując inną zasadę postępowania, tj. podejmowania działań niezbędnych dla dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego, organy podatkowe zrealizują w praktyce tylko te dowody w sprawie, które same uznają za wystarczające, zaś zgłoszone przez podatnika inne dowody uznają za zbędne? Wydaje się, że znów organy podatkowe będą górą, gdyż zapewne nie raz stwierdzą z przekonaniem, że żadnych niedających się usunąć wątpliwości przecież nie ma. Jakby tego było mało, organy otrzymały wsparcie w postaci owego odstępstwa od tej zasady, o którym mowa w art. 23 § 3 projektu ustawy. W tym przypadku ta zgoła wspaniałomyślna zasada zostaje wyłączona w ogóle z uwagi na to, że przepis odrębny nakaże podatnikowi wykazanie, czyli w praktyce udowodnienie, określonych faktów, co oznacza, że jeżeli podatnik nie dowiedzie swych racji, to nie będzie miał o czym z organem dyskutować, gdyż wówczas nie można powołać się na klauzulę wątpliwości. Można zaryzykować nawet tezę, że w tym zakresie wyjątek będzie stanowił zasadę, gdyż powyższy przepis przerzuca niejako obowiązek dowodowy na podatnika, na czym skorzystają najczęściej tylko organy.

Światełko w tunelu

Zaproponowane zmiany należy przyjąć z entuzjazmem. Pragmatyzm nakazuje jednak poczekać na ostateczny kształt nowych przepisów. Wszak podatnicy już nie raz przekonali się, jak przewrotnie organy podatkowe podchodzą do interpretacji (zdawałoby się oczywistych) przepisów postępowania. Od podatników zależeć będzie jednak to, czy zostaną one tylko na papierze, czy może będą z premedytacją wykorzystywane przez organ przeciwko nim. Wydaje się także, że już teraz można by spróbować powołać się na owe zasady w obecnie prowadzonych sprawach podatkowych, naturalnie w ograniczonym zakresie, albowiem ustawodawca przez samo stworzenie projektu zmian Ordynacji podatkowej i zawarcie w nim nowych zasad najwyraźniej dał wyraz temu, że istnieją pewne luki prawne, które przez owe zmiany chce teraz wypełnić. Co za tym idzie, przekazał swe intencje, które tylko z uwagi na długi proces legislacyjny muszą nieco poczekać, zanim oficjalnie wejdą w życie. Dlatego warto zaczerpnąć porady prawnej u profesjonalnego prawnika i poważnie zastanowić się nad powierzeniem swych spraw podatkowych właściwemu ekspertowi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Raczej nie należy się spodziewać skokowego spadku cen mieszkań

Analitycy i obserwatorzy rynku nieruchomości wieszczą koniec boomu mieszkaniowego. Notowania deweloperów na warszawskiej giełdzie spadają – WIG nieruchomości stracił 10 proc. od początku roku. Rok 2018 nie jest tak udany jak rekordowy 2017, ale czy na pewno deweloperzy mają się czym martwić?

Dane za 3Q18 potwierdzają wyhamowywanie rynku. Trzeci kwartał z rzędu obserwujemy spadek sprzedaży nowych mieszkań – według raportu REAS na sześciu głównych rynkach (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Łódź) sprzedano w 3Q18 jedynie 14,2 tys. mieszkań, czyli o 19 proc. mniej niż w 3Q17, a od początku roku 48,2 tys. mieszkań czyli o 10 proc. mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Powodów takiego stanu rzeczy należy jednak szukać bardziej po stronie podażowej niż popytowej, ponieważ chętnych na kupno mieszkań wciąż nie brakuje i to pomimo rosnących cen. Warto zwrócić uwagę, że w 2018 r. spadała nie tylko sprzedaż, ale również liczba mieszkań w ofercie. Na koniec 3Q18 oferta na 6 głównych rynkach wynosiła 46,8 tys. mieszkań, czyli o 4 tys. mniej niż na koniec 3Q17 (-8 proc.) i była najniższa od pierwszego kwartału 2014 r. (patrz. Wykres 2).

Wykres 1

Czy deweloperzy powinni się martwić
Źródło: REAS, obliczenia własne.

Powyższy wykres pokazuje, że sprzedaż deweloperów rzeczywiście spada w liczbach bezwzględnych, ale gdyby spojrzeć na sprzedaż w relacji do oferty (na początek kwartału), to jest ona bardziej stabilna. Ewidentnie okres od połowy 2016 r. do końca 2017 r. był okresem największej hossy dla deweloperów mieszkaniowych, a rok 2018 przyniósł spowolnienie, jednak nie powinniśmy mówić o kryzysie rynku nieruchomości.

Przy typowym scenariuszu końca hossy i początku dekoniunktury następuje rozminięcie krzywych popytu i podaży. Popyt spada wyhamowany zbyt wysokimi cenami mieszkań i/lub rosnącymi stopami procentowymi, czyli wyższymi kosztami kredytu hipotecznego. W tym samym czasie inwestycje rozpoczęte 2-3 lata wcześniej powodują, że rozpędzona podaż jeszcze cały czas rośnie. Inwestycje, pod które deweloperzy byli gotowi kupować grunty drożej i ponosić wyższe koszty robocizny, spodziewając się, że stale rosnące ceny mieszkań zrekompensują im wyższe koszty. W momencie kiedy nadpodaż mieszkań trafia na rynek i nie znajduje chętnych kupców następuje załamanie poziomu cen mieszkań, a uszczuplone przychody nie są w stanie pokryć poniesionych wcześniej kosztów. Obecne wyhamowanie sprzedaży nie spełnia warunków takiego scenariusza.

Tabela1

Marża brutto ze sprzedaży 2015 2016 2017 1H18
Archicom 31,0% 27,0% 27,1% 26,1%
Atal 27,7% 27,0% 28,6% 28,2%
Dom Development 22,6% 23,5% 27,5% 28,0%
J.W. Construction 21,2% 24,5% 26,0% -8,8%
LC Corp 26,1% 26,0% 28,8% 34,6%
Lokum Deweloper 35,1% 31,9% 39,9% 33,4%
Marvipol Development 20,2% 16,3% 20,5% 25,1%
Polnord -15,5% 30,8% 12,5% 4,9%
Robyg 16,0% 22,5% 26,5% 29,6%
Ronson 18,2% 19,3% 14,2% 16,2%
Vantage Development 22,9% 17,7% 18,0% 22,1%
         
Średnia arytmetyczna 20,5% 24,2% 24,5% 21,8%
         
Średnia cena m2* 6 403 6 573 6 746 7 045

*średnie ceny transakcyjne dla Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Łodzi, Poznania, Gdańska i Gdyni. Źródło: sprawozdania finansowe Spółek, NBP, obliczenia własne

Owszem, dynamicznie rosną zarówno ceny gruntów jak i koszty budowy. Wydaje się jednak, że deweloperzy nie chcą powielać błędów z przeszłości jak np. w 2008 czy w 2012 roku, kiedy nadpodaż mieszkań doprowadziła do załamania cen i kryzysu na rynku. Dlatego firmy starają się kontrolować wielkość podaży, aby utrzymać odpowiednie marże i rentowność – dzięki temu  wyższe koszty są skuteczniej przerzucane na klientów. Nauczeni poprzednimi załamaniami bardziej rozsądnie dostosowują oferty, uważniej kupują grunty i nie „gonią” za rekordowymi wolumenami. Lepiej sprzedawać wolniej, ale po wyższych cenach. Liczba nowych mieszkań wprowadzanych do oferty odpowiada mniej więcej poziomom sprzedaży – oferta jest uzupełniana, a nie powiększana – w  latach 2015-2017 oscylowała w okolicy 50 tys. na sześciu głównych rynkach, a w 2018 r. została odpowiednio zredukowana.

Wykres 2.

Dane dla 6 rynków
Dane dla 6 rynków (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Łódź) Źródło: REAS, obliczenia własne.

Źródło: REAS, obliczenia własne.

Przy obecnym rynku deweloperzy potrzebują niecałych trzech kwartałów, aby wyprzedać swoją ofertę. Potwierdza to, że chętnych na nabycie mieszkań nie brakuje. Popyt wciąż jest wysoki pomimo rosnących cen, głównie dzięki niskim kosztom kredytów hipotecznych. Dopóki NBP będzie utrzymywał je na obecnym poziomie nie należy spodziewać się gwałtownego spadku popytu. Według ostatnich komentarzy podwyżki stóp mogą nastąpić nawet dopiero w 2020 r., a nie w 2019 r. jak wcześniej przewidywano.

Jeżeli nie dojdzie do jakichś nieprzewidzianych zdarzeń, takich jak drastyczne zmiany prawne, raczej nie powinno dojść do nagłego załamania na miarę tego w 2008 r. Okres największej hossy mamy najprawdopodobniej za sobą, ale przejście z fazy boomu do fazy równowagi rynkowej następuje łagodnie. Raczej nie należy się spodziewać skokowego spadku cen mieszkań, a wyhamowania tempa ich wzrostu i stabilizacji.

Wojciech Bartosik, analityk, Michael/Ström Dom Maklerski

Kurs funta traci po dymisji ministra ds. Brexitu Dominica Raaba

Jeszcze wczoraj rynek walutowy był pogrążony w letargu. Dziś od początku dnia istotnie traci jednak jedna z głównych walut świata.

Polska waluta w ostatnim czasie nie była poddawana istotnym wahaniom. Wczorajsze dane gospodarcze zaskoczyły in plus – dynamika wzrostu PKB kraju w III kwartale wyniosła 5,1% wobec oczekiwanego poziomu 4,7%. Jest to różnica diametralna, która sugeruje, że Polska jest bardziej odpornym gospodarczo krajem, niż zakładali ekonomiści i – przynajmniej do tej pory – radzi sobie bardzo dobrze, pomimo spowolnienia w krajach strefy euro. Nie znamy jeszcze niestety szczegółowych danych o strukturze wzrostu, aby móc określić co stało za różnicą względem oczekiwań. Na dane przyjdzie nam poczekać do końca miesiąca.

Stabilizacja złotego nie oznacza jednak, że sytuacja na rynku walutowym jest spokojna. Czwartek rozpoczęliśmy od gwałtownej wyprzedaży brytyjskiej waluty, która w momencie pisania traci około 1,5% w relacji do głównych walut i złotego.

Wczoraj wieczorem wydawało się, że sytuacja w Wielkiej Brytanii jest opanowana – informacje agencji prasowych sugerowały, że większość członków gabinetu premier May zaakceptowało porozumienie z Unią Europejską. Dziś jednak od rana kolejni członkowie wspomnianego gabinetu składają dymisję. Funt najmocniej zareagował po informacji o dymisji pierwszej osoby – ministra ds. Brexitu, Dominica Raaba. Zgodnie z jego słowami „z czystym sumieniem nie może [on] poprzeć” porozumienia premier May. Po nim odejść postanowiło trzech innych ministrów, a niewykluczone, że dymisji będzie więcej. Presja na brytyjską walutę utrzymuje się, gdyż w kontekście wspomnianych zmian w rządzie perspektywy osiągnięcia porozumienia z UE oddalają się, a coraz bardziej realistycznym scenariuszem staje się Brexit bez porozumienia (tzw. no-deal Brexit). Cała sytuacja jest tym bardziej interesująca, że dziś rano przewodniczący Rady Europejskiej, Donald Tusk poinformował o zwołaniu szczytu UE dot. Brexitu na 25 listopada.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

Kurs euro EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Europejska waluta umocniła się wczoraj w relacji do głównych walut, jednak informacje płynące ze strefy euro nie były pozytywne.

Wczorajsze dane o wzroście gospodarek wspólnego bloku wprawdzie okazały się zgodne ze wstępnymi szacunkami – w ujęciu kwartalnym gospodarki rosły średnio o 0,2%, w ujęciu rocznym o 1,7%. Szacunki wzrostu w Niemczech były dość mieszane, budzą jednak więcej obaw – z jednej strony wzrost w ujęciu kwartalnym był nieco lepszy niż wcześniej sugerowano, z drugiej – po raz pierwszy od trzech lat był to wzrost ujemny. Rozczarowała również dynamika w ujęciu rocznym, która wyniosła 1,1%, a nie 1,3% jak wcześniej szacowano. Przy niskim poziomie wzrostu to już zauważalna różnica. Patrząc na dane dla bieżącego kwartału i wskaźniki sentymentu, perspektywy dla gospodarek wspólnego bloku nie są zbyt optymistyczne. Jeśli doświadczymy wyraźnego wzrostu inflacji bazowej, może to postawić EBC w trudnej sytuacji. Bank centralny ma jeden cel – utrzymywanie stabilności cen. Jednak trudno wyobrazić sobie, żeby istotnie podążał w tym kierunku, nie zważając na pogarszające się otoczenie gospodarcze (które swoją drogą również nie sprzyja wzrostowi dynamiki cen). W związku z powyższym niewykluczone, że normalizacja polityki monetarnej w strefie euro zajmie więcej czasu.

Kurs funta GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,91-4,95. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabieniem również w relacji do głównych walut.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o dwóch kwestiach. Po pierwsze, gabinet Theresy May, niejednogłośnie poparł porozumienie z UE w kwestii Brexitu – teraz czeka nas okres rozmów, dyskusji z posłami oraz ostatecznie – głosowania w parlamencie nad porozumieniem z UE. Po drugie, nieco rozczarowały dane o inflacji w Zjednoczonym Królestwie – dynamika cen w październiku wyniosła 2,4% i była niższa o 0,1 p.p. w relacji do oczekiwań. Niższa inflacja CPI nie budzi jednak istotnych obaw – w kontekście silnego ostatniego wzrostu płac docelowo wewnętrzna presja cenowa powinna rosnąć i uzasadniać podwyżki stóp procentowych ze strony Banku Anglii w kolejnych latach.

Kurs dolara USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,78-3,81. Dolar wczoraj osłabił się w relacji do euro, nieznacznie umocnił się w parze ze słabszym funtem brytyjskim.

Kluczowe informacje z USA opublikowane wczoraj, czyli odczyty dynamiki cen w październiku, zaskoczyły lekko in minus. Dynamika CPI okazała się wprawdzie w pełni zgodna z oczekiwaniami i nieco odbiła w porównaniu z poprzednim miesiącem (wzrost o 2,5% rocznie wobec 2,3% we wrześniu), bazowa dynamika CPI jednak niespodziewanie nieco spadła (do 2,1% rocznie z 2,2% we wrześniu). Reakcja amerykańskiej waluty na dane była dość ograniczona. Należy pamiętać, że różnica między oczekiwaniami, a ostatecznym szacunkiem była niewielka, a wszystkie kluczowe indeksy dynamiki cen nadal znajdują się powyżej celu inflacyjnego banku centralnego. Wewnętrzna presja na ceny nie powinna również spadać – wzrost płac w USA w ostatnim miesiącu pomiarów przekroczył poziom 3% rocznie i był najwyższy od 2009 r.

Druga połowa dnia przyniesie prawdziwą lawinę informacji z USA. W tym samym czasie poznamy dane o sprzedaży detalicznej w październiku, cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych, odczyt przemysłowego indeksu FED z Filadelfii w listopadzie oraz dane o cenach eksportowych i importowych w październiku. Nieco później przemawiać będzie również kilku członków FOMC, na czele z prezesem FED.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:15 – przemawia Benoit Coeure z EBC
  • 14:00 – przemawia Silvana Tenreyro z brytyjskiego MPC
  • 14:00 – bazowa inflacja CPI w Polsce w październiku
  • 14:10 – przemawia Peter Praet z EBC
  • 14:30 – dane o sprzedaży detalicznej w USA w październiku
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – wskaźnik przemysłowy FED z Filadelfii w listopadzie
  • 14:30 – dane o cenach eksportowych i importowych w USA w październiku
  • 16:00 – przemawia Randal Quarles z FOMC
  • 17:30 – przemawia prezes FED, Jerome Powell
  • 21:00 – przemawia Neel Kashkari z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

ZPP o instytucjach kontrolujących przedsiębiorców – potrzebne zmiany w systemie i w przepisach

Instytucji kontrolujących firmy w Polsce jest zdecydowanie za dużo, ich kompetencje pokrywają się, a przepisy nie gwarantują w wystarczającym stopniu ochrony praw przedsiębiorców w toku kontroli – to podstawowe wnioski płynące z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pn. „System kontroli przedsiębiorców. Diagnoza stanu obecnego, propozycje zmian”.

Jak wynika z odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich, w Polsce przedsiębiorcę może skontrolować ponad 40 różnych podmiotów. To bardzo dużo, jednak nie sama liczba wydaje się być największym problemem.

– Najbardziej problematyczny jest niejasny zakres kompetencji tych instytucji – twierdzi Katarzyna Niemyjska, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. – Mamy pięć podmiotów zajmujących się kontrolą szeroko pojętych produktów spożywczych i żywności, których zakres zadań pokrywa się. Jednocześnie, w większości systemów, tym fragmentem rynku zajmuje się jedna, góra dwie instytucje. To nie jest nasz wydumany zarzut, ponieważ dokładnie na tę kwestię zwrócili uwagę analitycy i eksperci Banku Światowego.

Co ciekawe, opisywany przez ZPP problem nie jest nowy – w raporcie przytoczony został zapis posiedzenia sejmowej Komisji Gospodarki z 2002 roku, podczas którego uczestnicy omawiali koncepcje ograniczenia liczby instytucji kontrolujących firmy. Jak się okazuje, od tamtego czasu nie udało się w tym zakresie poczynić postępu.

W raporcie krytycznie opisano również regulacje odnoszące się do przeprowadzania kontroli u przedsiębiorców. Okazuje się, że przepisy zawarte w ustawie Prawo przedsiębiorców, stanowiącej element Konstytucji dla Biznesu, są w istocie wprost skopiowane z poprzednio obowiązującej ustawy o swobodzie działalności gospodarczej. Tym samym, mimo że na pierwszy rzut oka przedsiębiorcy przysługuje szereg praw, a choćby sam czas trwania kontroli jest ograniczony, liczba wyjątków od zasad powoduje, że ochrona wynikająca z przepisów ma charakter iluzoryczny.

– W ustawie jest zapisany maksymalny czas trwania kontroli u przedsiębiorcy – zaznacza Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP. – Pewnie wiele osób zastanawia się, dlaczego w praktyce wygląda  to tak, że organ kontroluje firmę w zasadzie tak długo, jak mu się podoba. Spieszymy z odpowiedzią: w ustawie jest tyle wyjątków, że wpisane w nią terminy nie mają faktycznego znaczenia.

Mając na uwadze powyższe informacje i dane przytoczone w raporcie – zgodnie z badaniami przeprowadzonymi na zlecenie ZPP, niemal 25% polskich przedsiębiorców z sektora MSP uważa kontrole za jedną z największych barier prowadzenia biznesu w naszym kraju.

O tym, jak dokuczliwy może być niedoskonały system kontroli firm, świadczą konkretne przykłady przytoczone w raporcie, odnoszące się do instytucji takich, jak inspektorat farmaceutyczny, inspekcja sanitarna, czy nadzór budowlany.

Poza krytyczną analizą, w raporcie zaproponowano szereg konkretnych rozwiązań. Zdaniem ZPP, instytucji kontrolujących firmy powinno być zdecydowanie mniej. Można to osiągnąć na dwa sposoby. Z jednej strony, należy dokonać przeglądu zakresu zadań poszczególnych instytucji i interweniować tam, gdzie się one pokrywają, łącząc podmioty zajmujące się tymi samymi fragmentami rynku w jeden. Ewentualnie przeformułowując zakres ich kompetencji tak, by podziały i różnice pomiędzy nimi były wyraźne. Z drugiej zaś, tam gdzie jest to możliwe, należy zastąpić system państwowych kontroli, rozwiązaniami rynkowymi, takimi jak obowiązkowe ubezpieczenie OC dla przedsiębiorców. Przepisy regulujące przeprowadzanie kontroli w firmach powinny mieć rzeczywistą funkcję gwarancyjną dla przedsiębiorców, a szczegółowe regulacje odnoszące się do zakresu uprawnień inspektorów powinny w maksymalnym możliwym zakresie ograniczać ich uznaniowość.

– Uważamy, że przeprowadzenie tych działań jest konieczne, żeby jakoś uporządkować to państwo w państwie, które stworzono w ramach niektórych instytucji kontrolnych – twierdzi Cezary Kaźmierczak. – W innych zaś, winne absurdów są niedoskonałe przepisy. Trzeba zaznaczyć, że nie wymyślamy koła na nowo, nasze postulaty są spójne z kierunkowymi rekomendacjami ekspertów OECD.

22 listopada 2018 r. czeka nas zmiana w prawie pracy

Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt
Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt

Już 22 listopada 2018 roku czeka nas zmiana w prawie pracy. Według niej niektóre umowy o pracę zawarte na czas określony automatycznie przekształcą się w umowy stałe, czyli na czas nieokreślony.

Dlaczego zmiana nastąpi akurat tego dnia? Od 22 lutego 2016 roku pracodawców i pracowników obowiązuje tzw. limit 33/3. Przypomnę, że limit 33/3 stanowi, że okres zatrudnienia na podstawie jednej umowy o pracę na czas określony lub kilku takich umów z jednym pracodawcą nie może przekraczać 33 miesięcy. Z kolei łączna liczba tych umów nie może być wyższa niż 3.

W praktyce oznacza to, że 21 listopada 2018 roku miną dokładnie 33 miesiące od czasu wprowadzenia limitu. Według niego umowy o pracę na czas określony zawarte przed 22 lutego 2016 roku (włącznie z tym dniem) i trwające nadal, przekształcą się 22 listopada w umowy na czas nieokreślony. Co więcej, ta zmiana nie wymaga sporządzenia aneksu do umowy, ponieważ wynika z przepisów prawa.

Jedną z cech umów bezterminowych jest to, że pracodawca nie może jej wypowiedzieć bez wyraźnego powodu. Chcąc rozstać się z pracownikiem zatrudnionym na czas nieokreślony, trzeba w wypowiedzeniu podać przyczynę takiej decyzji.

Część pracowników, mając na uwadze limit 33/3, zastanawia się, czy pracodawcy nie zdecydują się na zwolnienia. Sytuacja, w której przed 22 listopada doszłoby do masowych zwolnień, jest moim zdaniem nierealna. Pracodawcy mieli aż 33 miesiące na przygotowanie się do wejścia w życie nowego przepisu.

Limit 33/3 nie ma natomiast zastosowania w następujących przypadkach umów na czas określony:

  • w celu zastępstwa pracownika w czasie jego usprawiedliwionej nieobecności w pracy;
  • w celu wykonywania pracy o charakterze dorywczym lub sezonowym;
  • w celu wykonywania pracy przez okres kadencji;
  • w przypadku, gdy pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie;

jeżeli ich zawarcie w danym przypadku służy zaspokojeniu rzeczywistego okresowego zapotrzebowania i jest niezbędne w tym zakresie w świetle wszystkich okoliczności zawarcia umowy.

Bitcoin najtańszy od roku

Największe kryptowaluty traciły ponad 10 proc. wartości w ciągu ostatniej doby, mniejsze nawet ponad 20 proc. Jedną z przyczyn spadków cen może być “hard fork”, czyli wprowadzenie nowego oprogramowania dla bitcoin cash. Prawda jest jednak taka, że ceny kryptowalut szorują po dnie od dłuższego czasu – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Cena bitcoina spadła w czwartek nawet poniżej 5,6 tys. dolarów, tracąc w krytycznym punkcie ponad 10 proc. Największa z kryptowalut wyznaczyła tym samym najniższy poziom cenowy od równo 12 miesięcy. Choć to duży spadek procentowy, to jednak od połowy maja br. cena ani razu nie przekroczyła 9 tys. dol. Ostatnie dwa miesiące były jeszcze gorsze. Pomijając pojedyncze wystrzały, wycena bitcoina nie przekraczała 7 tys. dol. Tymczasem ledwie w grudniu ub.r. wynosiła 20 tys. dol.

Gwałtowne spadki na niemal całym rynku kryptowalut mogą być spowodowane planowanym na 15 listopada podziałem czwartej pod względem kapitalizacji kryptowaluty – bitcoin cash. Tzw. hard fork to w uproszczeniu wprowadzenie nowego oprogramowania, które nie jest kompatybilne wstecz, stąd konieczność podziału. Sam bitcoin cash był zresztą wynikiem takiego procesu w sierpniu 2017 r.

Kapitalizacja ponad 2 tys. kryptowalut, których ceny śledzi serwis Coinmarketcap, spadła ostatniej doby do najniższego poziomu od początku listopada ub.r., mimo że rok temu kryptowalut było przecież znacznie mniej. Wspomniany “hard fork” mógł wywołać spadki w związku z bardzo dużym elementem niepewności, jaki proces ten wprowadza do ich wyceny. Pojawiają się także problemy z ograniczoną płynnością na niektórych giełdach. Mogą one utrudniać zawierania transakcji na instrumentach powiązanych z kryptowalutą bitcoin cash.

Wbrew pozorom jednak to nie “hard fork” jest najistotniejszy dla kryptowalut. Choć ceny są oczywiście ważnym czynnikiem, ich waga jest bardzo duża dla inwestorów detalicznych, a znacznie mniejsza dla inwestorów instytucjonalnych, od których zainteresowania w dużej mierze zależy przyszłość kryptowalut, więc także w efekcie ceny.

Dla tej drugiej grupy najważniejsze są regulacje, których rynkowi kryptowalut jeszcze brakuje. SEC, odpowiednik polskiego KNF w USA, bacznie przygląda się kryptowalutom (przede wszystkim ICO). Ryzyko potencjalnych procesów przeciw niektórym giełdom może mocno ograniczać wzrosty czy odbicia cenowe. Procesy te mogłyby być wstępem do wypracowania regulacji, choć dziś wydaje się to jednak dość odległe. Prawdopodobnie mogłoby to też powodować dalsze spadki cen podczas tego procesu.

Zestresowany pracownik, niespełniony przywódca i nieszczęśliwy zespół, czyli trujący klimat organizacji

Większość praktyk zarządzania, z których korzystamy dzisiaj, jest nadal zakorzeniona w starym wzorcu „zarządzaj i kontroluj”. Nic więc dziwnego, że Polacy są najbardziej zestresowanym narodem w Europie[i]. Jakie błędy najczęściej popełnia kadra menedżerska? Kim jest niespełniony przywódca i czy naprawdę „taki mamy klimat”? 

trujący klimat organizacji Wielu z nas spędza lata wspinając się po korporacyjnej drabinie, by osiągnąć oczekiwany sukces. Podróż jaką musimy przebyć pozostawia jednak wiele pytań i przemyśleń na temat tego, w jaki sposób korporacje kształtują ludzi oraz relację między nimi. Oprócz bezcennego doświadczenia zawodowego, jest to również świat pełen toksycznych praktyk zarządzania, które niejednego specjalistę doprowadziły do decyzji o zakończeniu swojej korporacyjnej podróży. W czym tkwi problem?

Niespełniony przywódca

Aż 40% nowo mianowanych menedżerów nie radzi sobie i traci stanowisko w ciągu pierwszych 18 miesięcy[ii]. Są również tacy, którzy zostają liderami chociaż nie czują do tego powołania czy predyspozycji. Czasem powodem jest nieobsadzony w firmie wakat lub brak pomysłu na dalszy rozwój kariery zawodowej. Czasem też menedżerem zostaje osoba, której praktyki oparte są o strach, manipulacje, rygorystyczny monitoring czy nierealistyczne cele. Swoje uzasadnienie ma tutaj maksyma „ludzie nie odchodzą z pracy, ale od swoich szefów”. W takiej sytuacji pozostają jedynie przykre konsekwencje – dla menedżera, zespołu i całej firmy. Zazwyczaj oznacza to zwiększoną rotację w organizacji, spadek wyników i generowanie kosztów zatrudnienia nowych pracowników.

Branże, które potrzebują kompetentnych liderów i opierają się na pracy zespołowej to w głównej mierze: marketing, działy HR, logistyki, produkcji i również coraz częściej branży IT, w której managerowie projektów pracują nad wdrożeniami nowych produktów lub funkcjonalności.

Nieszczęśliwy zespół

Nieszczęśliwy zespół to taki, którego nie słucha menedżer – nie zna potrzeb, nie angażuje się w projekty lub angażuje się przesadnie (tzw. mikrozarządzanie) oraz stosuje inne złe praktyki. Bardzo często zdarza się również, że menedżerowie nie wspierają rozwoju swoich pracowników, czasami wręcz blokują ich awanse. W efekcie wielu z nich ma poczucie, że utknęli w organizacji i nie mają szans na zmianę swojej sytuacji zawodowej. Są pracodawcy, którzy w sytuacjach kryzysowych proponują specjalne szkolenia z umiejętności zarządzania lub przesuwają menedżera na inne stanowisko w strukturach firmy. Warto jednak zaznaczyć, że pewne cechy są możliwe do wypracowania, ale nie każdy może i powinien zostawać liderem grupy, a historia zna wiele przypadków na ten temat.

Zestresowany pracownik

Pewien poziom stresu w pracy jest naturalny i potrzebny, ale tę granicę łatwo przekroczyć. Najbardziej narażeni na stres są pracownicy branż: finansowej (46 proc.), gastronomii i rozrywki (38 proc.) oraz opieki zdrowotnej (38 proc.[iii]). To ze względu na tempo pracy, zakres obowiązków przekraczający czas i możliwości pracownika czy wysoki zakres odpowiedzialności. Duże znaczenie mają również kwestie interpersonalne, takie jak: brak wsparcia ze strony przełożonych, problemy z komunikacją, delegowaniem zadań, złe zarządzanie i coraz częściej mobbing. Pracą pod presją w dłuższej perspektywie czasu jest niemożliwa. Spada poziom motywacji i efektywności pracowników, wpływa destrukcyjnie na relacje w zespole, a nawet w domu.

Czy naprawdę „taki mamy klimat”?

Podczas gdy droga do pozyskania wykwalifikowanych specjalistów jest dziś bardzo trudna, nadal mamy problem z powielaniem złych wzorców. Jednocześnie świadomość pracowników na ten temat jest już tak duża, że nie godzą się na niesprawiedliwe lub niegodne traktowanie w miejscach pracy. Zależy im na komforcie, work-life balance, a coraz częściej work-life integration. Natura współpracy również się zmienia – pracownicy oczekują możliwości pracy zdalnej i elastycznych godzin. Działają takie modele współpracy jak turkusowe organizacje. Tam gdzie władza i kontrola idą ramię w ramię, tam możemy spodziewać się wspomnianych wcześniej konsekwencji. Zdarzają się również przypadki, że korporacyjny klimat nie spełnia już oczekiwań pracownika. Dlatego coraz więcej z nich zakłada własną działalność, wybiera freelance lub dołącza do start-upu, który zwykle oznacza dużą swobodę działania i charakteryzuje się większą elastycznością.

Karina Chowaniak, Head of Public Relations, Antal

[i] Raport “The Workforce View in Europe 2018”.

[ii] Badanie Harvard Business Review

[iii] Raport “The Workforce View in Europe 2018”.

Marek Jakubiak wydzierżawił Browar Lwówek spółce Doctor Brew

Dobiegły końca negocjacje między Browarami Regionalnymi Jakubiak Marka Jakubiaka a jedną z wiodących firm wytwarzających piwa rzemieślnicze. W ich wyniku spółka Doctor Brew wydzierżawiła należący do Grupy BRJ Browar Lwówek. Zakład produkował będzie zarówno marki własne, jak i produkty Doctor Brew. Dzierżawca może w ciągu 2 lat kupić zakład. Spółka zapowiada kampanię crowdfundingową na platformie Crowdway.pl, wspierającą cześć operacyjną transakcji.

Polski holding produkujący piwa kraftowe, Doctor Brew rozpoczął rozmowy z Grupą Browary Regionalne Jakubiak w czerwcu br. Zgodnie z zawartą umową, spółka operacyjna holdingu – Doctor Brew sp. z o.o. będzie zarządzać produkcją w Browarze Lwówek na potrzeby własnych marek, jak również marek Lwówka. Do października 2020 roku ma wyłączne prawo zakupu przedsiębiorstwa. Wartość transakcji nie została ujawniona.

Browar Lwówek, którego tradycje sięgają XIX w. został zakupiony w stanie upadłości przez Grupę Browary Regionalne Jakubiak. Zakład przeszedł gruntowne remonty, modernizację i wymianę urządzeń browarniczych, by w 2010 reaktywować produkcję i stać się na nowo piwną perłą woj. dolnośląskiego.

SONY DSC
SONY DSC

– „Jestem dumny z tego, że po 10 latach od inwestycji, Lwówek jest prężnym browarem o wysokim potencjale produkcji. Z wielu ofert, w tym od międzynarodowych koncernów, postanowiłem wybrać i przekazać go w ręce młodych, polskich przedsiębiorców” – powiedział Marek Jakubiak. – „Właściciele spółki Doctor Brew przekonali mnie swoimi pomysłami, kreatywnością, doświadczeniem biznesowym zespołu oraz tym, co do tej pory osiągnęli w biznesie browarniczym. Choć transakcja ma być rozłożona w czasie, przyjąłem ich propozycję, bo jestem pewien, że jest to najlepszy inwestor dla Lwówka” – dodał.

Spółka Doctor Brew oczekuje na stosowne zgody dotyczące przepisania tzw. składu podatkowego. W ciągu najbliższych miesięcy przeniesie całość produkcji do Lwówka i przeprowadzi dodatkowe prace modernizacyjne i inwestycje w wyposażenie, o wartości przekraczającej 1,5 mln zł. Z chwilą zawarcia umowy spółka w miejsce obecnych, kontraktowych mocy produkcyjnych w wysokości 30 tys. hektolitrów, zyskuje potencjał 100 tys. hektolitrów rocznie, z możliwością jego podwojenia w przyszłości. Browar Lwówek będzie też nadal produkował piwa pod własnymi markami.

Browar Lwówek (1)– „Produkcja w Browarze Lwówek to dla nas zaszczyt, wyzwanie i wielki krok naprzód pod wieloma względami. To zwiększenie potencjału, uniezależnienie od produkcji kontraktowej, ale przede wszystkim wyższa kontrola nad procesami i jakością produkcji. W rezultacie pozwoli nam to zwiększyć skalę biznesu i dążyć do pozycji lidera segmentu kraftowego i regionalnego piwa w Polsce” – powiedział Łukasz Lis, prezes zarządu Doctor Brew sp. z o.o.

Doctor Brew zapowiedział przeprowadzenie oferty objęcia udziałów w spółce operacyjnej holdingu, Doctor Brew sp. z o.o. Już w tym momencie prowadzone są rozmowy z inwestorami, a także planowane jest uruchomienie kampanii crowdfundingowej na platformie Crowdway.pl. – „Obecna kondycja finansowa i zdolność kredytowa sprawiają, że przejęcie Browaru Lwówek jesteśmy w stanie sfinalizować już w najbliższych sześciu do dziewięciu miesiącach. Z myślą o zachowaniu jakości i płynności produkcji, postanowiliśmy jednak wdrożyć ten proces stopniowo, a przy tym zapewnić odpowiednią strukturę finansowania transakcji. Z kolei kampania crowdfundingowa ma nam pomóc w operacyjnym przygotowaniu się do niej” – dodał Tomasz Suchowierski, członek zarządu ds. finansowych, Doctor Brew sp. z o.o.

Spółka ogłosi oczekiwaną wartość zbiorki crowdfundingowej z chwilą startu kampanii. Jako cel stawia sobie pozyskanie środków na przystosowanie Browaru Lwówek do wytwarzania piw Doctor Brew, zwiększenie produkcji w zakładzie z 2000 do 4000 hektolitrów miesięcznie oraz zasilenie kapitału pracującego w związku z rozwojem działalności.

– „Pod marką Lwówek kryje się sześć lubianych przez konsumentów odmian piwa regionalnego. Bardzo cieszy mnie fakt, że wraz z objęciem zarządzania browarem, będziemy mogli rozszerzyć nasze portfolio o te produkty. Zamierzamy wspierać ich sprzedaż w dotychczasowych kanałach, a także rozwijać ją w sieci dystrybucji Doctor Brew” – dodał Tomasz Czechowski, członek zarządu Doctor Brew sp. z o.o. odpowiedzialny za sprzedaż.

doctorbrew4 doctorbrew3 doctorbrew2Doctor Brew działa od 2013 roku. W ofercie stałej ma ponad 10 piw kraftowych. Do tej pory firma wyprodukowała przeszło 100 różnych produktów i sprzedała około 3,4 mln butelek piwa pod marką własną oraz private label. Piwa Doctor Brew są dostępne zarówno w sklepach specjalistycznych, jak i w sieciach Lidl, Auchan, Carrefour, Makro, Selgros, Kaufland i Intermarche. Prowadzi też patronacki lokal Doctor’s Bar we Wrocławiu.

Polski rynek biurowy po III kw. 2018 r.

W ciągu trzech kwartałów 2018 r. w regionach przybyło ponad dwa razy więcej nowoczesnej powierzchni biurowej niż w Warszawie (430 tys. mkw. vs. 190 tys. mkw.). Aż 36% udział w regionalnym rynku ma Kraków, a po 16% Wrocław i Trójmiasto. Co więcej, regionalny wskaźnik pustostanów jest niższy niż w Warszawie (9,6% vs. 10%), a najtrudniej o biuro w Poznaniu i Trójmieście – wynika z najnowszego raportu CBRE „Market View: Rynek Biurowy w miastach regionalnych po III kw. 2018”. Eksperci CBRE prognozują, że łączny zasób powierzchni biurowej w miastach regionalnych przekroczy granice 5 mln mkw. i zbliży się do wyniku stolicy w 2019 roku.

Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE
Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE

– Sytuację na rynku biurowym po trzech kwartałach 2018 r. można podsumować jednym zdaniem: rynek rośnie jak na drożdżach. Zarówno rynki regionalne jak i rynek warszawski bardzo mocno się rozwijają, jednak trzeba przyznać, że to regiony wiodą prym. Przez pierwsze trzy kwartały 2018 roku przybyło w miastach regionalnych ponad 430 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, a w Warszawie 190 tys. mkw. Wśród rynków regionalnych w ostatnich kwartałach bardzo silnie rozwijało się Trójmiasto, które goni te największe – Kraków i Wrocław. Te dwa rynki już przekroczyły 1 mln nowoczesnej powierzchni biurowej – mówi Kamil Tyszkiewicz, dyrektor regionalny w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych w CBRE.

Coraz większy wybór biur w regionach

W regionalnej Polsce przybywa zdecydowanie więcej biur niż w stolicy. Od I do III kwartału br. w regionach przybyło ponad 430 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, podczas gdy w Warszawie ponad dwa razy mniej – 190 tys. mkw. Na koniec III kwartału 2018 roku, łączny zasób powierzchni biurowej w miastach regionalnych wyniósł 4,81 milionów m kw., co oznacza 10% wzrost

W miastach regionalnych spotkamy też więcej placów budowy niż w stolicy. W trakcie realizacji są inwestycje, które zapewnią ponad 805 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Natomiast w Warszawie buduje się obecnie ponad 747 tys. mkw. Z raportu CBRE „Market View: Rynek Biurowy w miastach regionalnych po III kw. 2018” wynika także, że w III kwartale 2018 r. nowe budynki w chwili oddania do użytkowania były już skomercjalizowane w niemal 50%.

Nowoczesnych biur jak na lekarstwo

Ilość dostępnej powierzchni do natychmiastowego wynajęcia we wszystkich miastach regionalnych łącznie jest mniejsza niż w Warszawie. Wskaźnik pustostanów na koniec III kwartału br. wyniósł 9,6% (w Warszawie 10%), co stanowi spadek o 0,3 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Najtrudniej o nowoczesną powierzchnię w Trójmieście i Poznaniu, gdzie poziom pustostanów spadł poniżej 7%. Co więcej, dla Poznania poziom dostępnej powierzchni w budynkach powyżej 10 tys. mkw. powierzchni biurowej wyniósł jedynie 5%, natomiast w Trójmieście niewiele ponad 6% – są to rekordy komercjalizacji budynków i świadczą o niespotykanej jak dotąd skali popytu na biura. Relatywnie łatwiej o nowoczesne biuro w Lublinie, gdzie poziom dostępnej powierzchni wyniósł na koniec III kwartału prawie 19%. W Łodzi, Wrocławiu i Krakowie poziom pustostanów jest na poziomie ogólnopolskim – ok. 10%.

Warszawa wciąż atrakcyjna dla firm, Kraków i Trójmiasto gonią

Firmy szukające atrakcyjnej lokalizacji dla swoich biur wciąż częściej decydują się na stolicę niż miasta regionalne. W ciągu III kwartałów 2018 r. w Warszawie łącznie wynajęły ponad 634 tys. mkw., podczas gdy w siedmiu głównych miastach regionalnych ponad 421 tys. mkw. powierzchni biurowej. Największy poziom najmu w III kw. spośród miast regionalnych odnotowano w Krakowie – blisko 46 tys. mkw. oraz w Trójmieście – 40 tys. mkw. Nadmorski rynek szybko goni stolice Małopolski i Dolnego Śląska, które mają ponad 1 mln mkw. powierzchni i wysoki stabilny popyt.

Czynsze w górę

Czynsze bazowe w miastach regionalnych osiągnęły poziom 10,50 –15 euro / mkw./ msc. Najwyższe stawki odnotowano we Wrocławiu, a najniższe zostały zarejestrowane w Lublinie, gdzie jest najwięcej niewynajętej powierzchni. – Zakładamy, że w związku z coraz większym zapotrzebowaniem i wciąż niskim poziomem dostępnej powierzchni może pojawić się presja na zwiększenie czynszów na przełomie roku 2018/2019 – mówi Kamil Tyszkiewicz.

Prognoza na 2019 rok

W 2019 roku zasoby regionalnej powierzchni biurowej mogą przekroczyć 5 mln mkw. i zbliżyć się do tych warszawskich (po III kwartałach br. wynosi 5,4 mln mkw.). W celu stabilnego rozwoju rynku konieczne jest zwiększenie tempa wzrostu zasobu nowoczesnej powierzchni. Obecna ilość biur nie zaspokaja potrzeb najemców przesuwając przewagę rynkową zdecydowanie w stronę właścicieli budynków.

Koniec negocjacji brexitowych? Funt traci

Polska gospodarka wciąż niespodziewanie rośnie powyżej 5%. Wielka Brytania ugięła się w negocjacjach brexitowych, ważne spotkanie jeszcze w listopadzie. Wiemy kto na razie zastąpi szefa KNF.

Dobre dane z Polski

Polska gospodarka wciąż rośnie powyżej 5% w skali roku. Dane za trzeci kwartał zaskoczyły analityków. Spodziewali się oni wyniku w okolicach 4,7% odczyt wyniósł z kolei 5,1%. Jest to o tyle miła niespodzianka, że ostatnie dane cząstkowe jak chociażby produkcja przemysłowa czy sprzedaż detaliczna zapowiadały raczej pogorszenie wzrostu. Warto z kolei zwrócić uwagę, że albo spadki tych dodatkowych wskaźników okażą się przejściowe, albo w końcu pociagną za sobą wzrost gospodarczy w dół. Inwestorzy najwyraźniej również zwrócili uwagę na rozbieżność pomiędzy tymi danymi przez co pomimo bardzo dobrego wyniku złoty nie zyskiwał wyraźnie po publikacji.

Koniec negocjacji brexitowych?

Na 25 listopada zapowiadane jest nadzwyczajny szczyt przywódców państw Unii Europejskiej. Według zapowiedzi organizatorów ma być przedstawiony wynik negocjacji z Wielką Brytanią w ramach opuszczenia Unii. Przełom był możliwy, gdyż Londyn odpuścił w końcu w sprawie granicy lądowej pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną. Czy zatem zakończymy procedurą jeszcze w listopadzie? Jest to możliwe, ale pamiętajmy, że konkretne państwa mogą jeszcze dodać komentarze. To z kolei może spowodować, że wbrew planom może się okazać, że może nie dojść do zatwierdzenia porozumienia na tym spotkaniu. Jak reagują rynki? Funt traci dzisiaj od rana względem większości głównych walut oznacza to, że inwestorzy liczyli, że Wielka Brytania mocniej będzie walczyć pod koniec. Dodatkowo w dół pociągnęła brytyjską walutę rezygnacja głównego negocjatora po stronie Wielkiej Brytanii.

Mamy nowego szefa Komisji Nadzoru Finansowego

Po tym jak Marek Chrzanowski złożył dymisję z funkcji przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego powstała luka na tym stanowisku. Tymczasowo jego funkcję pełnić będzie jego dotychczasowy zastępca Marek Pachucki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Najdroższe ulice handlowe na świecie

  • Górna Piąta Aleja w Nowym Jorku na drugim miejscu wskutek znacznego spadku czynszów
  • Londyńska New Bond Street najdroższą ulicą handlową w Europie i trzecią na świecie
  • 30. wydanie globalnego raportu prezentuje nowe trendy na zmieniającym się rynku handlowym

Z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield Main Streets Across the World (Główne ulice handlowe świata) wynika, że Causeway Bay w Hongkongu została po raz pierwszy od pięciu lat najdroższą ulicą handlową świata, wyprzedzając pod tym względem nowojorską Górną Piątą Aleję.

Coroczny raport przedstawia ranking 446 najdroższych ulic handlowych świata sporządzony w oparciu o dane własne firmy Cushman & Wakefield dotyczące wysokości czynszów za najlepsze powierzchnie handlowe. 30. już wydanie raportu zawiera zestawienie najdroższych ulic w 65 krajach.Najdroższe ulice handlowe na świecie

Czynsze w Nowym Jorku znacząco się obniżyły w ciągu roku (z 3000 USD do średnio 2250 USD za stopę kwadratową rocznie), wskutek czego Górna Piąta Aleja spadła na drugie miejsce w rankingu najdroższych ulic świata. Pomimo nieznacznego spadku czynszów w Causeway Bay w Hongkongu (do 2671 USD/st. kw./rok), lokalizacja ta awansowała na pierwszą pozycję zestawienia. Z kolei londyńska New Bond Street, gdzie w ciągu ostatniego roku stawki czynszu pozostały na względnie stabilnym poziomie 1744 USD/st. kw./rok, jest obecnie najdroższą ulicą handlową w Europie i trzecią najdroższą w świecie. Świadczy to o tym, że marki luksusowe i z górnej półki nadal uważają stolicę Wielkiej Brytanii za kluczową lokalizację handlową.

W pierwszej dziesiątce najdroższych ulic handlowych znalazły się także Pola Elizejskie na 4. miejscu (1519 USD/st. kw./rok) oraz Via Montenapoleone w Mediolanie na 5. pozycji (1466 USD/st. kw./rok). Szóste miejsce w rankingu – z czynszami na średnim poziomie 1219 USD/st. kw./rok – zajęła tokijska Ginza, która jest jednocześnie najwyżej sklasyfikowaną ulicą w Azji po Hongkongu. Wśród lokalizacji na drugim końcu zestawienia – z czynszami w przedziale 20-30 USD/st. kw./rok – znalazły się głównie ulice na rynkach wschodzących w Afryce i Ameryce Łacińskiej.

W pierwszym wydaniu raportu Main Streets Across the World w 1988 roku najdroższą ulicą handlową świata była nowojorska East 57th Street z czynszem wynoszącym 425 USD/st. kw./rok. Od tego czasu na pierwszym miejscu dominowały ulice Nowego Jorku albo Hongkongu – poza nimi sukces ten odniosła tylko tokijska Ginza.

Darren Yates, autor raportu i dyrektor działu badań rynku handlowego w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedział: „Nadal obserwujemy spore zainteresowanie najbardziej atrakcyjnymi lokalizacjami handlowymi na świecie, a największe sieci handlowe wykorzystują sklepy w ramach strategii pogłębiania doznań zakupowych

Pomimo pewnych różnic, globalne trendy łączy także kilka wspólnych cech. Najbardziej widoczne z nich to dalsza ekspansja sprzedaży online i wielokanałowej, która stanowi już standardowy i znaczny element inwestycji w projekt architektoniczny sklepów. Technologie wciąż rewolucjonizują świat handlu, ale dzięki nim także sklepy stacjonarne mogą reagować na zmiany, ponieważ pozwalają lepiej poznawać klientów i uatrakcyjniać im dokonywanie zakupów”.

Justin Taylor, dyrektor działu powierzchni handlowych w regionie EMEA w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Prognozy dla sektora są nadal optymistyczne, ale wskutek zmian społecznych i technologicznych wchodzimy w etap »pozahandlowy«, co oznacza także konieczność odpowiedniego dostosowania modeli biznesowych. Tradycyjny handel przetrwa i w wielu lokalizacjach będzie dynamicznie się rozwijał, ale jego udział w składzie najemców prawdopodobnie się zmniejszy. Nawet przy najdroższych ulicach handlowych będą powstawały restauracje, obiekty rozrywkowe, centra fitness i punkty usługowe.

Z tego względu w sektorze handlu tradycyjnego obserwujemy zmiany w zakresie wielkości sklepów oraz poszukiwania nowych koncepcji i pomysłów. Jest to najbardziej widoczne w USA i Wielkiej Brytanii – oba te kraje odczuły skutki restrukturyzacji sieci handlowych i ograniczania sieci sklepów w niektórych sektorach, a także spadek czynszów w niektórych regionach. Zmiany te stwarzają jednak również szanse na pojawienie się nowych, ciekawych operatorów i formatów”.

Małgorzata Dziubińska
Małgorzata Dziubińska, Associate Director w dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield

Małgorzata Dziubińska, Associate Director w Dziale Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield, komentuje: Zagraniczne marki planujące ekspansję w Polsce muszą uwzględnić specyfikę tutejszego rynku, na którym handel skupia się głównie w centrach handlowych. Na polskich ulicach dominują najemcy z branży gastronomicznej, restauracje, kawiarnie i puby. Jest zatem zupełnie inaczej niż w największych miastach innych krajów europejskich, gdzie zwykle przeważają najemcy modowi. Samorządy wielu miast dokładają jednak wielu starań, aby tę sytuację zmienić. Tworzone są obecnie kompleksowe strategie rozwoju wybranych rejonów, doboru najemców i przygotowania lokali, co pozwoli na zapewnienie warunków odpowiadających potrzebom dużych sieci handlowych i pomoże kompleksowo wspierać rozwój ulic handlowych w największych miastach w Polsce”.najdroższe ulice handlowe w Polsce

Huawei przedstawił plany rozwoju firmy w Europie

Huawei podczas Innovation Day oraz Eco-Connect Europe w Rzymie zaprezentował swoją nową strategię „Platforma + Ekosystem”. Firma przedstawiła szeroki wachlarz najnowszych produktów ICT w rozwijających się dziedzinach, takich jak cloud computing, IoT, Big Data i platformy cyfrowe, jak również nowe rozwiązania dla Smart Cities i przedsiębiorstw.

Nowe OpenLabs

Huawei zbudował dwa OpenLabs w Monachium i Paryżu. Pierwszy z nich skupia się na Smart Manufacturing i Smart City, podczas gdy drugi skupia się na IoT, przemyśle samochodowym i handlu detalicznym. Do końca 2018 roku Huawei zakończy także rozbudowę OpenLab w Monachium. Ponadto, do końca 2021 roku w Europie powstaną trzy Huawei OpenLabs, w które zostanie zainwestowanych łącznie 50 milionów USD. Huawei będzie korzystać z tych laboratoriów w celu realizacji zorientowanych na przyszłość wspólnych innowacji z europejskimi klientami i partnerami w obszarach Smart Manufacturing, IoV i Smart Cities. Firma zapewni też platformy ICT, aby pomóc lokalnym partnerom w testowaniu, weryfikacji i optymalizacji rozwiązań. Będziemy również współpracować z partnerami w celu wspólnego opracowania rozwiązań branżowych i eksploracji rynku. OpenLabs zapewnią również doskonałe środowisko dla szkoleń i doświadczeń w zakresie różnych rozwiązań – powiedział Ernest Zhang, prezes Huawei Enterprise Business Group w Europie Zachodniej.

Nowe projekty umożliwiające cyfrową transformację

Podczas tegorocznego Eco-Connect Europe Huawei ogłosił szereg nowych form współpracy z wiodącymi firmami w branży w celu poprawy rozwiązań dla klientów. Nowa współpraca obejmuje m.in:

  • Huawei współpracował z firmą Microsoft przy wydaniu rozwiązania Azure Stack, które ma na celu przyspieszenie rozwoju hybrydowych usług chmury obliczeniowej
  • Huawei i TIM uruchomiły wspólne rozwiązanie SD-WAN dla przedsiębiorstw w celu budowania sieci o optymalnym doświadczeniu
  • Huawei i Digicom podpisały protokół ustaleń w sprawie współpracy w zakresie inteligentnych terminali parkingowych i OpenCloud
  • Huawei i WAGO podpisały protokół ustaleń w celu opracowania rozwiązania w zakresie automatyzacji i zarządzania efektywnością energetyczną dla inteligentnych fabryk
  • Huawei i Eluminocity podpisały protokół ustaleń w celu przeprowadzenia wspólnych innowacji na rzecz inteligentnego rozwoju miast

W erze cyfrowej transformacji Huawei stale pracuje nad zwiększeniem swoich możliwości platformowych. Kierując się prawem Moore’a, napędzamy innowacyjność i ewolucję produktów. Koncentrując się na trzech polach przełączników sieci DC, urządzeń dostępu Wi-Fi i routera SW-WAN, najnowsza generacja produktów i rozwiązań IDN opartych na technologii AI, które właśnie wprowadziliśmy, może pomóc w budowaniu zorientowanych na użytkownika, uproszczonych sieci ultraszerokopasmowych, które umożliwiają cyfrową transformację przedsiębiorstw – twierdzi Ruiqi Fan, wiceprezes ds. marketingu i sprzedaży rozwiązań Huawei Enterprise Business Group w Europie Zachodniej.

Nowe rozwiązania na rzecz nowoczesnego społeczeństwa i cyfrowego życia

Wraz z ponad 20 partnerami rozwiązań, w tym SAP i Digicom, Huawei zaprezentował swoje rozwiązania i przypadki zastosowania w czterech wyspecjalizowanych sektorach związanych z inteligentnymi miastami, produkcją, finansami i energią. Dla Smart Cities, innowacyjne rozwiązanie Intelligent Operation Center (IOC) , gdzie są analizowane dane z każdego podsystemu miasta, dostarczając informacji, które wskazują status poszczególnych systemów i dostarczają wskazówek do podejmowania decyzji.

Ponadto, rozwiązanie wdraża zarządzanie zasobami w czasie rzeczywistym i wskazuje status zasobów publicznych w mieście. Integruje różne rodzaju procesy, takie jak usługi głosowe, wideo, trunking (łączenie danych w jeden wspólny kanał, w którym przesyłane są dane), interaktywne mapy GIS, call center i centra dowodzenia, które pomagają zarządcom miast w radzeniu sobie z sytuacjami kryzysowymi. W oparciu o platformę cyfrową Smart City, Huawei i jego partnerzy zademonstrowali wiele innowacyjnych aplikacji na rzecz inteligentnego miasta. Na przykład, innowacyjne rozwiązanie mierników opracowane przez Huawei i Qloud daje tradycyjnym licznikom analogowym moc inteligentnego pomiaru, zmniejszając koszty wymiany liczników.

Huawei zademonstrował również inteligentne rozwiązanie oświetleniowe, które opracowała wspólnie z firmą Eluminocity, oraz inteligentne rozwiązanie w zakresie pojemników na odpady, które opracowała wspólnie z firmą Zolitron. Aby umożliwić inteligentną jazdę, Huawei oferuje mobilne centrum danych (MDC – Mobile Data Center) montowane w pojazdach, charakteryzujące się wysokim stopniem bezpieczeństwa, energooszczędnością i niskimi opóźnieniami. MDC jest otwartą, montowaną w pojazdach platformą sprzętową, która zapewnia szeroki zakres łańcuchów narzędzi. Producenci samochodów, dostawcy poziomu 1 i zewnętrzni twórcy algorytmów mogą dostosowywać i rozwijać aplikacje do automatycznego kierowania pojazdami w oparciu o MDC. Korzystając z MDC, Huawei będzie w stanie współpracować ze wszystkimi producentami samochodów i dostawcami.

Zaprezentowane produkty i rozwiązania obejmowały także inteligentną platformę Atlas, która integruje centra obliczeniowe i centra danych, jak również najnowszy, wysokowydajny system typu all-flash, który zapewnia zasoby pamięci masowej oraz zautomatyzowane rozwiązanie zarządzania danymi STaaS.

Huawei pokazał również swoją platformę chmury korporacyjnej z ponad 120 usługami w 16 kategoriach. Te produkty, rozwiązania i platformy tworzą najpotężniejsze w branży portfolio rozwiązań infrastruktury informatycznej. Huawei ma na celu pomóc klientom zmniejszyć ryzyko, koszty i złożoność zgodnie z ich wymaganiami. Ponadto, korzystając z AI, Big Data, rozwiązania IDN opartego na chmurze oraz rozwiązania CampusInsight, Huawei może pomóc klientom zlokalizować usterki sieci w ciągu kilku minut, prognozować potencjalne zagrożenia i w odpowiedzi wykonywać konserwację zapobiegawczą.

Rozwiązanie sieci centrów danych Huawei (DCN) wspiera wizualizację przepływu i proaktywną kontrolę zatorów, zabezpieczając scenariusze aplikacji związanych z sztuczną inteligencją, analizą dużych ilości danych i wysokowydajnymi obliczeniami dla przedsiębiorstw. Branżowe rozwiązanie WAN zapewnia najbardziej złożone interfejsy WAN i możliwości sieciowe w branży, jak również najdokładniejsze wykrywanie jakości aplikacji, w celu zapewnienia optymalnego doświadczenia użytkownika w różnych warunkach sieciowych.

Wyniki finansowe Mitsubishi Motors za pierwsze półrocze roku fiskalnego 2018

Firma Mitsubishi Motors Corporation (MMC) opublikowała wyniki finansowe za pierwsze półrocze roku fiskalnego 2018 (trwającego od 1 kwietnia do 30 września 2018 r.).

1. Wyniki finansowe za 1 półrocze roku fiskalnego 2018

Sprzedaż netto za pierwsze półrocze 2018 r. wyniosła 1 169,3 mld jenów, co stanowi wzrost o 23,4% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego, spowodowany wysoką sprzedażą na całym świecie. Zysk operacyjny wzrósł do 56,9 miliarda jenów, w porównaniu do 44,2 miliarda jenów w tym samym okresie poprzedniego roku fiskalnego, przy marży operacyjnej w wysokości 4,9%. Poprawa wyników była spowodowana wzrostem sprzedaży jednostkowej oraz redukcją kosztów materiałowych i innych. Zysk netto wyniósł 51,9 miliarda jenów.

2. Globalna wielkość sprzedaży

Globalna wielkość sprzedaży w pierwszym półroczu roku fiskalnego 2018 wzrosła o 19% w stosunku rocznym do 594 000 egzemplarzy. Sprzedaż w regionie ASEAN wzrosła o 36% do 152 000 egzemplarzy, ze względu na sukces rynkowy nowego crossovera XPANDER w Indonezji oraz zamówienia pick-upa Triton w Tajlandii. Zwiększono również eksport modelu XPANDER po podniesieniu mocy produkcyjnych zakładu w Indonezji. W regionie Chin sprzedaż w ujęciu rocznym wzrosła o 19%, do 82 000 egzemplarzy, co spowodowane było dobrymi wynikami sprzedaży produkowanego lokalnie Outlandera. W Europie sprzedaż wzrosła w ujęciu rocznym o 29%, do 112 000 egzemplarzy, co odzwierciedla silny popyt na Eclipse Cross w Europie Zachodniej, a także na Outlandera w Rosji.

3. Prognoza dla roku fiskalnego 2018

Prognozy dla Mitsubishi Motors na rok podatkowy 2018 przedstawione poniżej zgadzają się z założeniami przedstawionymi na Giełdzie Papierów Wartościowych w Tokio w maju 2018 roku.

Osamu Masuko
Osamu Masuko

Dyrektor generalny Mitsubishi Motors, Osamu Masuko, powiedział: „Pomimo klęsk żywiołowych, które od czerwca miały wpływ na produkcję i dostawy w Japonii, wyniki finansowe za pierwszą połowę roku podatkowego były w dużej mierze zgodne z naszym rocznym planem. W związku z tym Rada Dyrektorów podjęła decyzję o wypłacie dywidendy śródrocznej w wysokości 10 jenów za akcję, zgodnie z deklaracjami z początku roku podatkowego. Chociaż stoimy przed wieloma niewiadomymi w globalnej gospodarce i ciągłymi wahaniami kursów walutowych, w drugiej połowie roku fiskalnego skupimy się jak zawsze na realizacji naszych prognoz, zwiększając sprzedaż globalną, szczególnie w krajach regionu w ASEAN oraz redukując koszty.”

„Warunki biznesowe w jakich funkcjonujemy oraz globalna sytuacja gospodarcza i geopolityczna zmienia się gwałtownie każdego dnia. Poprzez elastyczne zapobieganie ryzykownym scenariuszom, które mogą mieć wpływ na działanie Mitsubishi Motors, kierujemy firmę na drogę pełnej naprawy i stworzymy podstawy dalszego rentownego i zrównoważonego wzrostu.”

Kurs funta pod wpływem politycznych komentarzy

Premier May zapewniła poparcie swojego gabinetu dla projektu brexitu, ale to mały krok przed większym wyzwaniem przegłosowania dokumentu w parlamencie. Funt handlowany jest z dużą dozą ostrożności w szaleństwie politycznych komentarzy. Dobrym skutkiem skupienia uwagi na Brexicie jest odebranie blasku z dolara i odreagowanie nerwowości.

Po pięciu godzinach debaty rząd premier May zatwierdził projekt brexitu wynegocjowany wcześniej z unijnymi urzędnikami. Po funcie nie widać euforii, gdyż wczorajsza decyzja była jedną z łatwiejszych. Na 25 listopada zaplanowano szczyt unijny, gdzie państwa członkowskie podpiszą się pod projektem rozwodu z Wielka Brytanią, a później premier May stanie przed potężnym wyzwaniem przekonania do dokumentu większości parlamentu. Premier May postawiła sprawę jasno: wybór jest między jej rozwiązaniem, a brakiem jakiejkolwiek umowy z ryzykiem anulowania brexitu. To może osłabić siłę sprzeciwu i krytyki brexitowców, ale na pewno nie zamknie im ust całkowicie. Czeka nas karuzela komentarzy z brytyjskiej sceny politycznej i prawdopodobnie kilka rezygnacji z rządu. Już ogłoszone odejście brytyjskiego negocjatora Raaba jest dużym ciosem dla May i będzie odbierać jej głosów w parlamencie. Nie cichną też spekulacje o potencjalnym wniosku o wotum nieufności. Wniosek wymaga tylko 48 podpisów Torysów, ale 159 głosów w parlamencie i tą druga liczbę może być trudno uzyskać przy ultimatum, jakie postawiła May. Funta może czekać roller-coaster z wstępnym osłabieniem (redukcja pozycji po wczorajszym mini-sukcesie May), ale w dołkach co bardziej wizjonerscy inwestorzy będą szukać okazji do zaczepienia się na rajd.

Na szerszym rynku brexitowa saga ma jedną niezaprzeczalną zaletę: służy jako interesujący temat do dyskusji i nie pozwala wędrować myślami po potencjalnych czynnikach ryzyka. Wachlarz powodów do niepokoju od czasu październikowych zawirowań jest spory: brexit, włoski budżet, polityka Fed, pogorszenie wyników spółek na Wall Street, spowolnienie Chin, spadki cen ropy. Jak już jednak kilkukrotnie wspominałem na łamach komentarz porannego, są to małe problemy, które ewentualnie mogą urosnąć do poważnych, ale wcale nie muszą. Ich mnogość spotęgowała awersję do ryzyka i teraz mało potrzeba, aby stały się samospełniającą się przepowiednią. Ale jeśli odwrócimy od nich uwagę, jest bardziej prawdopodobne, że rynek odnajdzie punkt równowagi. Dziś rano, oprócz debaty nad przyszłością brexitu, pomagają doniesienia, że Chiny wysłały odpowiedź na żądania USA dotyczące reformy handlu. Niewielkie ustępstwa nie spełniają podstawowych oczekiwać prezydenta Trumpa, ale rynek i tak szuka w tym oznak przybliżonego porozumienia. Tak mało trzeba, by poprawić klimat na rynku. To dobry znak.

Z perspektywy FX odwrócenie uwagi od palety ryzyk sprzyja redukcji pozycji w USD, co przede wszytkim pomaga EUR/USD zanegować poniedziałkowy zjazd pod 1,13. Dużo wątpliwości wkradnie się teraz w głowy sprzedających i stoimy przed szansą mocniejszego odbicia. USD/JPY trafił na ścianę na 114 i rezygnacja kupujących może ściągnąć kurs niżej, niezależnie od kierunku rynku akcji. Błyszczą AUD i NZD, ten pierwszy wsparty solidnymi danymi z rynku pracy. Wyższe zatrudnienie nie zmieni myślenia RBA, ale na dziś to dobry pretekst do wzrostów. EUR/PLN siedzi pod 4,30 i tutaj jest mu dobrze przy ograniczonym zainteresowaniu inwestorów. Sentyment zewnętrzny jest ważniejszy niż lokalne dane. Wczoraj szybki szacunek PKB za III kw. był imponujący (5,1 proc. r/r, prog. 4,6 proc.) i pozwolił na uciszenie obaw o tempo odpadania od szczytu cyklu koniunkturalnego, ale przez rynek FX dane niestety zostały zignorowane. Jednak z perspektywy mało stabilnego handlu na rynkach zewnętrznych, jeśli niema komu kupować złotego, później nie będzie też komu sprzedawać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska gospodarka nie zwalnia

Środowa sesja na krajowym rynku walutowym nie przyniosła istotnej zmiany obrazu złotego. Zgodnie z oczekiwaniami bez wpływu na notowania naszej waluty pozostawały publikacje zarówno ostatecznej inflacji konsumenckiej za październik, jak i wstępnego odczytu PKB za III kwartał br. Przed południem złoty wręcz nawet lekko osłabiał się pozostając pod wpływem globalnych nastrojów, ostatecznie kończąc dzień w okolicach 4,295.

Warto jednak odnotować, że wzrost gospodarczy Polski zdecydowanie przewyższył oczekiwania rynkowe. Zamiast prognozowanych 4,7% wzrost PKB wyniósł 5,1% r/r (czyli tyle samo co w II kwartale) i 1,7% kw/kw (wobec 1% zanotowanych wcześniej). Polska ze wzrostem gospodarczym na poziomie 5,7% r/r (wg danych UE wyrównanych sezonowo) odnotowała najlepszy wynik w Europie, obok Łotwy (5,5% r/r) i Węgier (5,0% r/r). Dane dodatkowo zaskakują, gdyż takiego wzrosty nie było widać po odczytach miesięcznych, dot. zarówno sprzedaży detalicznej, jak i produkcji przemysłowej. Nie są też one spójne z tym, co dzieje się w Europie, gdzie m.in. w III kwartale PKB Niemiec zanotowało pierwszy od ponad trzech lat spadek o 0,2% w ujęciu kwartalnym. Opublikowany wstępny szacunek PKB za III kwartał br. zapewne pozytywnie zaskoczył też RPP, ale raczej nie będzie miał większego wpływu na jej decyzje dotyczące stóp procentowych. W tym kontekście o wiele bardziej istotna będzie publikacja struktury PKB, ale i ona nie powinna zmienić założeń NBP utrzymania stóp procentowych na dotychczasowym poziomie, co najmniej do końca 2019 roku. Neutralna dla rynku była też rewizja w górę do 1,8% r/r danych inflacyjnych za październik (wstępne szacunki wskazywały 1,7%). Jak wskazali ekonomiści Banku, dane ostateczne pokazały nieznaczną rewizję w górę rocznego wzrostu cen żywności i napojów bezalkoholowych oraz rewizję w dół cen nośników energii. Jednakże ogólny obraz procesów inflacyjnych pozostaje bez zmian, w tym źródła przyspieszenia inflacji. Ponadto, w końcówce 2018 roku oczekiwane jest spowolnienie dynamiki CPI w okolice dolnego ograniczenia wahań wokół celu. Zatem, ze strony inflacji również na razie nie zobaczymy przesłanek do zmiany polityki monetarnej NBP.

Środowa stabilność notowań złotego była konsekwencją zmian na rynku bazowym, gdzie kurs EUR/USD nadal utrzymywał niskie poziomy, w okolicach 1,13 chwilowo z lekką dominacją dolara, którego umacniały przede wszystkim słabe dane z Europy a po południu inflacyjne z USA wspierające kolejne podwyżki stóp przez Fed (w październiku CPI na poziomie 2,5% r/r wobec 2,3% wcześniej). W strefie euro (wg prezesa Bundesbanku J.Weidmana) pomimo zapowiedzi zaprzestania w tym roku zakupów aktywów przez EBC, ostateczne zakończenie programu wsparcia gospodarczego i znormalizowanie polityki pieniężnej będzie procesem długotrwałym. Do podejmowania umiarkowanych decyzji może EBC skłaniać m.in. słabnąca gospodarka strefy euro. W III kwartale br. PKB EZ rosło najwolniej od czterech lat (1,7% r/r i o 0,2% kw/kw). Presję na euro nadal wywierają Włoch, które ponownie przedłożyły UE projekt budżetu na 2019 rok z takimi samymi założeniami dotyczącymi wzrostu i deficytu, jak w projekcie odrzuconym przez Unię w ubiegłym miesiącu, ale z niższym poziomem długu. Czynnikiem wspierającym euro okazały się zaś doniesienia o poparciu przez brytyjski rząd proponowanego tekstu umowy wyjścia UK z UE. EUR/USD zakończył środę powyżej 1,13.

Wykres dnia: Polska gospodarka nie zwalnia, co zaskakuje biorąc pod uwagę sytuację w Europie. Poniżej PKB Polski na tle danych dla Niemiec i strefy euro.

PKB Polski na tle danych dla Niemiec i strefy euro
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Jak uniknąć zatorów płatniczych w małej i średniej firmie?

Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance
Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance

Co druga firma w Polsce skarży się na problemy z płatnościami od kontrahentów. Przypominają o tym boleśnie wyniki badań przeprowadzonych przez BIG InfoMonitor w III kwartale br. Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance podpowiada, które rozwiązania pozwolą przyspieszyć odzyskanie płatności od dłużników.

Zatory płatnicze są konsekwencją nieterminowego regulowania należności. Aż 50 % polskich przedsiębiorców donosi, że doświadczyła przeterminowania płatności ze strony odbiorców towarów i usług o co najmniej 60 dni. Niestety jest to często spotykane zjawisko, które niesie za sobą większe konsekwencje. Większość firm, które nie otrzymują zapłaty w terminie nie widzi niczego złego w tym, że sami przez to nie opłacają swoich zobowiązań. Problem tkwi w tym, że tworzy to stale poszerzające się błędne koło.

Weryfikacja zatorów płatniczych oraz faktoring

Opóźnieniom w płatnościach i pojawianiu się zatorów płatniczych można zapobiegać. Jednym ze sposobów jest weryfikacja przeszłości płatniczej klienta w KRD, ERIF lub BIG przed podpisaniem umowy.

Często zaległości kontrahenta powodują, że sami tracimy płynność finansową firmy. Psuje to nasze relacje z innym przedsiębiorcami, ponieważ sami nie jesteśmy wstanie opłacić bieżących faktur. Efekt domina może doprowadzić nawet do bankructwa. W takich sytuacjach zawsze można starać się o dodatkowe finansowanie. Na rynku dostępne są obecnie produkty, które umożliwiają spłatę wszystkich zobowiązań w ciągu 48 godzin.
-mówi Hubert Nawara, Koordynator Procesu w Move On Finance.

Coraz bardziej popularny faktoring zabezpiecza przed wariantem nieotrzymania zapłaty od swoich kontrahentów. Przeznaczony jest dla wszystkich przedsiębiorców, którzy wystawiają faktury z odroczonym terminem płatności.

Obniżka procentowa

Skonto jest kolejnym rozwiązaniem, które może znacznie przyśpieszyć odzyskanie płatności od kontrahenta. Forma ta poniekąd ma działać jako motywator do wcześniejszego uregulowania płatności. Polega na zmniejszeniu sumy zaległości w zamian za wcześniejsze uregulowanie płatności. Sprzedający ustala termin płatności np. na 30 dni, jeżeli kontrahent opłaci należności np. w ciągu 14 dni to kwota należności zmniejszy się o np. 5%. Mniejszy zysk zapewnia płynność finansową i zmniejsza możliwość powstawania zatorów finansowych.

Rozwiązanie ma obopólną korzyść, ponieważ sprzedawca otrzymuje zapłatę we wcześniejszym terminie, natomiast sam kontrahent płaci mniej. W sytuacji skonta, trzeba pamiętać o konieczności wystawienia faktury korygującej. Zgodnie z przepisami Ustawy podatku od towarów i usług firma, która udziela skonta, wszystkie informacje o wartościach upustów i multiplikacji cen winna umieścić na fakturze.

Kiedy zaległe płatności nie pojawiają się na naszym koncie nie można stać z założonymi rękami. Trzeba działać i szukać sposobów na uniknięcie długów. Takie możliwości na pewno daje skonto, faktoring oraz wcześniejsza weryfikacja przeszłości płatniczej klienta. Pomogą one przede wszystkim uniknąć trudności wynikających z przeterminowanych płatności od kontrahentów, takich jak terminowe regulowanie własnych płatności, osiąganie wyższych zysków, inwestowanie i rozwój firmy. Warto także skontaktować się z firmami, które mają doświadczenie w rozwiązywaniu podobnych sytuacji. Niektóre z nich są w stanie zaoferować dodatkowe środki na rozwój przedsiębiorstwa, poza spłatą zaległości.

MLP Group zwiększyło przychody o 43% – wyniki po III kw. 2018 r.

MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki finansowe za pierwsze trzy kwartały 2018 roku. W tym okresie Grupa osiągnęła 103,2 mln zł przychodów, 62,5 mln zł zysku operacyjnego oraz 28,9 mln zł zysku netto. Przez pierwsze dziewięć miesięcy br. wartość aktywów netto wzrosła o 3,6% do 752,5 mln zł. Priorytetem Zarządu MLP Group pozostaje dynamiczny rozwój w kraju oraz ekspansja na rynku niemieckim.

MLP Group, deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w pierwszych trzech kwartałach 2018 roku uzyskał 103,2 mln zł przychodów, czyli o 43% więcej w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Grupa zanotowała 62,5 mln zł zysku na działalności operacyjnej, co jest wynikiem o jedną czwartą wyższym niż rok wcześniej (było 49,5 mln zł). Z kolei na poziomie wyniku netto MLP Group osiągnęło 28,9 mln zł zysku, co oznacza spadek o 21% względem tego samego okresu poprzedniego roku. Deweloper powierzchni magazynowych na koniec września 2018 r. posiadał kapitały własne (aktywa netto) o wartości 752,5 mln zł, czyli o 3,6% wyższe niż wartości wykazane na koniec minionego roku. W ciągu pierwszych trzech kwartałów br. wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 14,6% do 1,33 mld zł (303 mln euro).

Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.
Radosław T. Krochta, Prezes MLP Group S.A.

„Uzyskane wyniki są bardzo dobre i potwierdzają systematyczne zwiększanie skali działania. Na wzrost wartości nieruchomości inwestycyjnych przełożyły się głównie nakłady poniesione na budowę nowych parków i ciągły rozwój naszego biznesu – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Całkowita powierzchnia wynajęta na koniec września br. wyniosła 496,5 tys. m2 i zwiększyła się o 9,5% (43 tys. m2) w stosunku do całkowitej powierzchni wynajętej w parkach logistycznych na terenie Polski na koniec minionego roku. Na rynku niemieckim w parku MLP Unna wynajęte zostały już miejsca parkingowe i trwają negocjacje z potencjalnymi najemcami powierzchni magazynowych.

 „Ekspansja na rynku niemieckim pozostaje naszym kluczowym celem w perspektywie kolejnych okresów. Duży potencjał wzrostu mamy wciąż na rynku krajowym, gdzie systematycznie rozbudowujemy parki logistyczne w ramach posiadanego banku ziemi. Wychodzimy jednocześnie do najemców z nową ofertą budowy obiektów City Logistic, co w dużej mierze jest związane z globalnym rozwojem e-commerce. Realizowane działania z pewnością będą miały pozytywny wpływ na wzrost wartości grupy kapitałowej” – dodał Radosław T. Krochta.

Grupa prowadzi obecnie siedem operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin, MLP Teresin, MLP Wrocław, MLP Gliwice oraz dwa parki logistyczne w budowie – MLP Czeladź i MLP Poznań West. Na podstawie umowy deweloperskiej Grupa jest odpowiedzialna także za komercjalizację parku logistycznego MLP Bieruń, który został sprzedany w 2015 roku. W Niemczech Grupa aktualnie prowadzi park logistyczny MLP Unna. Z kolei w Rumunii zakupiła grunt pod budowę nowego parku logistycznego – MLP Bucharest West. Ponadto Grupa posiada działki i umowy rezerwacyjne na zakup nowych gruntów pod planowane parki logistyczne. Powoduje to, że w skład aktualnego i potencjalnego portfela zarządzanych nieruchomości przez MLP Group wchodzi łącznie szesnaście operacyjnych parków logistycznych zlokalizowanych w Europie na trzech obsługiwanych rynkach.

Grupa PZU – wyniki po III kw. 2018 r.

Grupa PZU zanotowała najwyższy od 5 lat kwartalny zysk netto, zarówno na poziomie Grupy (1,56 mld zł), jak i jednostki dominującej (1,01 mld zł). Składka przypisana brutto w III kwartale 2018 roku wyniosła 5,38 mld zł, co w ujęciu narastającym daje rekordowe 17,3 mld zł po 9 miesiącach tego roku.

III kwartał

  • Wzrost zysku netto jednostki dominującej z 683 mln zł do 1,01 mld zł o 47,4 proc. w porównaniu do trzeciego kwartału 2017.
  • Poprawa wskaźnika rentowności kapitałów własnych (ROE) dla podmiotu dominującego z 20,2 proc. do 29,3 proc. To wzrost o 9,1 p.p. w porównaniu z trzecim kwartałem 2017.
  • Wysoka rentowność w ubezpieczeniach majątkowych w Grupie PZU – wskaźnik mieszany osiągnął poziom 84,3 proc. w trzecim kwartale 2018 pomimo dużej presji cenowej.
  • Wysoka rentowność ubezpieczeń na życie w polisach grupowych i indywidualnie kontynuowanych: 26,1 proc. marży zysku operacyjnego, tj. 6 p.p. powyżej celu strategicznego.
  • Wysoka dyscyplina kosztowa, wskaźnik kosztów administracyjnych PZU SA i PZU Życie wyniósł
    6,0 proc.
  • Wysoki wskaźnik bezpieczeństwa kapitałowego – wskaźnik SII na poziomie 227 proc.
  • Potwierdzenie przez S&P Global Ratings ratingu Grupy PZU na poziomie „A-” z perspektywą stabilną.

9 miesięcy

  • Wzrost składki przypisanej brutto z 16,93 mld zł do 17,26 mld zł, tj. o 1,9 proc. w porównaniu do
    9 miesięcy 2017.
  • Wzrost skonsolidowanego zysku netto z 2,9 mld zł do 3,9 mld zł, tj. o 34,6 proc. w porównaniu do 3 kwartałów 2017.
  • Wzrost rentowności kapitału własnego dla jednostki dominującej z 21,1 proc. do 22,9 proc., tj.
    o 1,8 p.p. w porównaniu do 9 miesięcy 2017.

Paweł Surówka, prezes PZU SA

Paweł Surówka
Paweł Surówka

Znakomita kondycja finansowa Grupy PZU po trzech kwartałach tego roku to efekt bardzo dobrych wyników w podstawowych segmentach ubezpieczeniowych, wspieranych rosnącą kontrybucją segmentu bankowego. Przypis składki osiągnął rekordowe 17,3 mld zł, a zysk netto Grupy 3,9 mld zł. Jednocześnie w samym trzecim kwartale zysk netto dla jednostki dominującej przekroczył 1 mld zł. Jest to najlepszy rezultat w ciągu ostatnich 5 lat. Tegoroczne wyniki wyróżniają się przy tym wysoką jakością, co widoczne jest na poziomie wskaźników rentowności, przy ograniczonym wpływie wyniku inwestycyjnego.

Równolegle do działań ukierunkowanych na rentowny wzrost, konsekwentnie wdrażamy naszą strategię opartą na innowacjach i nowych technologiach. Od początku roku znacząco zwiększyliśmy liczbę interakcji z klientami przede wszystkim w obszarze sprzedaży zdalnej. Zwiększyliśmy stopień automatyzacji procesów obsługowych w zakresie likwidacji szkód oraz uruchomiliśmy nowoczesną, intuicyjną i przyjazną dla użytkowników nową stronę internetową www.pzu.pl.

W październiku zaczęła działać innowacyjna platforma internetowa inPZU.pl. Dzięki niej można szybko i prosto kupić produkty inwestycyjne. Nigdy wcześniej inwestowanie nie było tak atrakcyjne ze względu na opłaty za zarządzanie funduszami. Na platformie inPZU każdy fundusz ma stałą niską opłatę: 0,5 proc.

Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU
Tomasz Kulik, CFO w Grupie PZU

Tomasz Kulik, CFO Grupy PZU

Osiągnięte wyniki wskazują, że w tym roku konsekwentnie realizujemy główne cele strategiczne. Wskaźnik rentowności kapitałów własnych (ROE) po 9 miesiącach wyniósł 22,9 proc. Taki zwrot z kapitału przewyższa ROE osiągane przez naszych lokalnych i zagranicznych konkurentów.

W trzecim kwartale br. wskaźnik COR dla ubezpieczeń majątkowych wyniósł 84,3 proc. W perspektywie długoterminowej głównym czynnikiem wpływającym na dobre wyniki była adekwatna polityka taryfowa realizowana w warunkach konsekwentnej dyscypliny kosztowej. Dodatkowo w trzecim kwartale br. istotne znaczenie miała niższa szkodowość i brak zdarzeń o charakterze jednorazowym w ubezpieczeniach majątkowych. W analogicznych okresach roku 2016 i 2017 miały miejsce wydarzenia związane z niekorzystnymi warunkami pogodowymi.

Rosnące zyski notowane od początku roku pozwalają na utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu Grupy, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa mierzonego wskaźnikiem wypłacalności SII. Po II kw. wyniósł on 227 proc., tj. 27 p.p. powyżej celu pozwalającego na wypłatę dywidendy, zgodnie z przyjętą Polityką Kapitałową i Dywidendową.

Bardzo dobre wyniki oraz konsekwentną realizację strategii Grupy PZU doceniła międzynarodowa agencja ratingowa S&P Global Ratings, potwierdzając rating Grupy PZU na poziomie „A-” z perspektywą stabilną. Analitycy agencji zwrócili uwagę na bardzo silną pozycję PZU jako lidera rynku ubezpieczeń, o wyższej rentowności niż polscy i międzynarodowi konkurenci oraz ocenili adekwatność kapitałową PZU na najwyższym możliwym poziomie „AAA”.

Roman Pałac, prezes PZU Życie

W najważniejszym dla nas segmencie ubezpieczeń na życie obserwujemy wzrost udziałów rynkowych oraz wysoką rentowność prowadzonej działalności. Udział PZU Życie w rynku ubezpieczeń na życie ze składką okresową na koniec pierwszego półrocza br. osiągnął rekordowy poziom 46 proc.

W trzecim kwartale br. obserwowaliśmy dalszą poprawę marży w ubezpieczaniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych. Po trudnym I kwartale, w którym ta marża wyniosła 16,6 proc, w kwartale II i III powróciliśmy do poziomów znacznie przekraczających 20 proc tj. odpowiednio 23,7 proc i 26,1 proc. Do wzrostów przyczyniły się zarówno zmiany w konstrukcji produktów, jak i niższy poziom szkodowości. Sukcesywnie wprowadzamy nowe, atrakcyjne dodatki do ubezpieczeń grupowych i kontynuowanych, co pozwala docierać do nowych klientów na większą skalę.

Dużą popularnością cieszą się również produkty zdrowotne Grupy PZU. Na koniec września 2018 roku mieliśmy już ponad 2,2 mln aktywnych umów zdrowotnych. Jest to wzrost o 45 proc w porównaniu do III kwartału 2017.dane finansowe pzu

Podsumowanie wyników w głównych[1] segmentach operacyjnych

  • Ubezpieczenia majątkowe i osobowe – ubezpieczenia korporacyjne

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych nastąpił wzrost składki przypisanej brutto z  1 894 mln zł do 2 054 mln zł , tj. o 160 mln zł (+8,4 proc r/r) w stosunku do trzech kwartałów 2017 roku. Grupa PZU odnotowała:

  • wyższą składkę z ubezpieczeń od ognia i innych szkód majątkowych oraz OC pozostałe w wyniku zawarcia kilku umów (w tym długoterminowych) o wysokiej wartości jednostkowej oraz rozwoju portfela ubezpieczeń podmiotów medycznych w TUW PZUW;
  • wzrost sprzedaży ubezpieczeń komunikacyjnych (+3,6 proc r/r) oferowanych firmom leasingowym oraz w ubezpieczeniach flot w konsekwencji wzrostu średniej składki przy jednoczesnym spadku liczby ubezpieczeń;
  • rozwój portfela ubezpieczeń wskutek rozszerzenia współpracy TUW PZUW z partnerami strategicznymi kompensowany przez niższy poziom składki z kredytów i gwarancji ubezpieczeniowych.

Po 3 kwartałach 2018 roku segment ubezpieczeń korporacyjnych osiągnął 325 mln zł zysku na ubezpieczeniach, czyli o 87,9 proc więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. O wzroście zysku z ubezpieczeń zdecydowała głównie poprawa rentowności portfela ubezpieczeń w wyniku spadku szkód spowodowanych żywiołami oraz pozostałych szkód rzeczowych (znacznie niższy poziom roszczeń o wysokiej wartości jednostkowej oraz szkód powodowanych przez warunki atmosferyczne) oraz ubezpieczeń Auto Casco.

  • Ubezpieczenia majątkowe i osobowe – ubezpieczenia masowe

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku w segmencie ubezpieczeń masowych, nastąpił wzrost składki przypisanej brutto z 7 508 mln zł do 7 702 mln zł, tj. o 194 mln zł (+2,6 proc) w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku. Zmiana wynikała przede wszystkim z:

  • wzrostu przypisu składki w ubezpieczeniach komunikacyjnych (+2,0 proc r/r);
  • przyrostu składki z ubezpieczeń od ognia i innych szkód majątkowych (+2,1 proc r/r), głównie w ubezpieczeniach mieszkań oraz małych i średnich przedsiębiorstw; efekt częściowo niwelowany przez niższą sprzedaż ubezpieczeń upraw i gospodarstw rolnych – efekt wysokiej konkurencyjności rynku;
  • wyższego przypisu składki w grupie ubezpieczeń OC pozostałych (+5,2 proc r/r) oraz NNW i pozostałych (6,9 proc r/r), głównie ubezpieczeń choroby oraz świadczenia pomocy.

O wzroście zysku w segmencie ubezpieczeń masowych o 358 mln zł (+37,6 proc) w porównaniu do trzech kwartałów 2017 roku zadecydował głównie wzrost rentowności w ubezpieczeniach innych niż komunikacyjne (niższy poziom szkód powodowanych przez warunki atmosferyczne) oraz Auto Casco w nieznacznym stopniu niwelowane spadkiem wyniku w grupie ubezpieczeń OC komunikacyjnych (wpływ doszacowania rezerwy na poczet roszczeń o zadośćuczynienie).

  • Ubezpieczenia na życie – grupowe i indywidualnie kontynuowane

W ciągu trzech kwartałów 2018 roku składki przypisane brutto z ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych wzrosły z 5 145 mln zł do 5 163 zł, tj. o 18 mln zł (+0,3 proc.) w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Był to efekt przede wszystkim:

  • pozyskania kolejnych kontraktów w ubezpieczeniach zdrowotnych zawieranych w formie grupowej lub kontynuowanej (nowi klienci w ubezpieczeniach ambulatoryjnych oraz sprzedaż wariantów produktu lekowego). Na koniec września 2018 roku PZU Życie posiadał w portfelu ponad 1,7 mln aktywnych umów tego rodzaju. Wprowadzono również do oferty nową umowę dodatkową do ubezpieczeń kontynuowanych „PZU Uraz Ortopedyczny”. Ubezpieczony w razie urazu ortopedycznego spowodowanego nieszczęśliwym wypadkiem, np. złamania, zwichnięcia czy skręcenia otrzyma pomoc fizjoterapeuty i ortopedy. Oprócz tego będzie mógł skorzystać z zabiegów rehabilitacyjnych w prywatnych placówkach medycznych na terenie całej Polski. Ubezpieczenie spotkało się z bardzo dobrym odbiorem wśród klientów – trzech na czterech przystępujących do indywidualnej kontynuacji wybrało również tę umowę dodatkową;
  • aktywnej „dosprzedaży” innych ubezpieczeń dodatkowych w produktach indywidualnie kontynuowanych, w tym szczególnie wraz z oferowaniem umowy podstawowej w oddziałach PZU oraz podwyższania sumy ubezpieczenia w czasie trwania umów.

Jednocześnie przychody z produktów grupowych ochronnych pozostawały pod presją zwiększonych odejść z grup (zakładów pracy) osób w obniżonym ustawowo w IV kwartale 2017 roku wieku emerytalnym.

Zysk z działalności operacyjnej w segmencie ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych po III kwartale 2018 roku wzrósł z 1 131 mln zł do 1 155 mln zł, tj. o 24 mln zł (+2,1 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. Zysk z działalności operacyjnej z wyłączeniem efektu konwersji umów długoterminowych na kontrakty odnawialne w ubezpieczeniach grupowych typ P poprawił się r/r o 41 mln zł (+3,7 proc) – głównie na skutek stale rosnącego portfela ubezpieczeń oraz niższego niż przed rokiem wzrostu rezerw matematycznych w produktach kontynuowanych jako efekt dotychczasowych zmian zasad indeksacji oraz udziału „starych” i „nowych” kontynuacji zarówno wśród osób dochodzących, jak i pozostających w portfelu ubezpieczonych, a dodatkowo także niższego w bieżącym roku poziomu świadczeń w portfelu grupowych produktów ochronnych.

  • Ubezpieczenia na życie – indywidualne

Spadek poziomu składek przypisanych brutto w stosunku do 3 kwartałów 2017 roku z 1 196 mln zł do poziomu 1 007 mln zł, tj. o 189 mln zł (-15,8 proc) był rezultatem niższych wpłat na rachunki ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych w ubezpieczeniach unit-linked oferowanych razem z bankami. Jednocześnie działały pozytywne czynniki takie, jak:

  • stale rosnący poziom składki z produktów ochronnych zarówno o charakterze kapitałowym, jak i terminowym, oferowanych w kanałach własnych – poziom sprzedaży przekracza poziom storn istniejącego portfela;
  • wzrost portfela ubezpieczonych w produktach ochronnych w kanale bancassurance.

Wynik operacyjny segmentu wzrósł z 144 mln zł do 160 mln zł, tj. o 16 mln zł (+1,1 proc) w porównaniu z ubiegłym rokiem, a istotnymi czynnikami były rosnące wynagrodzenie z tytułu opłaty za zarządzanie oraz niższe koszty akwizycji w produktach unit-linked. Na poprawę marży wyniku wpłynął ponadto wzrost udziału w przychodach segmentu produktów ochronnych o znacznie wyższej generowanej marży.

  • Banki

Segment działalności bankowej składa się z grup kapitałowych: Pekao od czerwca 2017 roku (efekt rozliczenia transakcji i rozpoczęcia konsolidacji) oraz Alior Bank.

Po 3 kwartałach 2018 roku w segmencie działalności bankowej zanotowano zysk z działalności operacyjnej (bez uwzględnienia amortyzacji wartości niematerialnych nabytych w transakcjach przejęcia banków) na poziomie 2 814 mln zł, co oznacza wzrost o 1 414 mln zł w porównaniu do 3 kwartałów 2017 roku. Z uwagi na rozpoczęcie konsolidacji jednego z największych banków w Europie Środkowo-Wschodniej Pekao, wszystkie pozycje w rachunku zysków i strat jak i pozycji sprawozdania z sytuacji finansowej w roku 2018 są znacząco wyższe względem roku poprzedniego.

W 2018 roku Pekao kontrybuował do zysku z działalności operacyjnej (bez uwzględnienia amortyzacji wartości niematerialnych nabytych w transakcji przejęcia Pekao) w segmencie „Działalność bankowa” na poziomie 2 071 mln zł, a Alior Bank na poziomie 743 mln zł.

Komentarz do głównych pozycji sprawozdawczych wg MSSF[2]

Składki

W okresie 9 miesięcy 2018 roku Grupa PZU zebrała 17 258 mln zł składki brutto, czyli o 325 mln zł (+1,9 proc) więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Wzrost nastąpił głównie w obrębie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego i korporacyjnego (+148 mln zł r/r), ubezpieczeń od ognia i innych szkód majątkowych w segmencie klienta korporacyjnego (+118 mln zł r/r) oraz rozwoju sprzedaży w spółkach zagranicznych (+164 mln zł r/r). Wzrosty zostały częściowo skompensowane niższą składką w segmencie ubezpieczeń indywidualnych na życie (-189 mln zł) głównie w związku z niższymi wpłatami na rachunki w produktach unit-linked w kanale bancassurance.

Po uwzględnieniu udziału reasekuratorów i zmiany stanu rezerw składki, składka zarobiona netto wyniosła 16 721 mln zł i była o 872 mln zł (+5,5 proc) wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

W samym III kwartale składka brutto wzrosła z 5 327 mln zł do 5 377 mln zł, tj. o 50 mln zł (+0,9 proc) r/r, natomiast składka zarobiona netto z 5 502 mln zł do 5 667  mln zł, tj. o 165 mln zł (+3,0 proc) r/r.

Odszkodowania i  świadczenia

W okresie 9 miesięcy 2018 roku odszkodowania i świadczenia netto (z uwzględnieniem zmiany stanu rezerw techniczno-ubezpieczeniowych) spadły z 11 252 mln zł do 10 984 mln zł, tj. o 268 mln zł (-2,4 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Na obniżenie odszkodowań i świadczeń netto wpłynął głównie spadek w ubezpieczeniach na życie (ujemny wynik z działalności inwestycyjnej w większości portfeli produktów unit-linked wobec dodatnich, wysokich wyników osiągniętych w roku ubiegłym oraz niższych wpłat klientów na rachunki w indywidualnych produktach unit-linked w kanale bancassurance) oraz w ubezpieczeniach od ognia i innych szkód majątkowych (niższy poziom szkód powodowanych zjawiskami atmosferycznymi).

Z kolei wzrost kategorii odszkodowań i świadczeń netto odnotowano w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta korporacyjnego oraz masowego w związku z doszacowaniem rezerwy (w I kwartale 2018) na poczet roszczeń o zadośćuczynienie za ból spowodowany stanem wegetatywnym osoby bliskiej poszkodowanej w wypadku.

W samym III kwartale 2018 roku odszkodowania i świadczenia netto spadły z 4 038 mln zł do 3 639 mln zł, tj. o 399 mln zł (-9,9 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Koszty akwizycji

Koszty akwizycji w okresie 9 miesięcy 2018 roku wzrosły z 2 142 mln zł do 2 300 mln zł, tj. o 158 mln zł (+7,4 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem wyższych bezpośrednich kosztów akwizycji w segmencie klienta masowego i korporacyjnego będących konsekwencją rosnącego portfela oraz zmiany miksu produktów i kanałów sprzedaży. W samym III kwartale 2018 roku koszty akwizycji wzrosły z 730 mln zł do 781 mln zł, tj. o 51 mln zł (+7,0 proc) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Koszty administracyjne

Koszty administracyjne w segmentach działalności ubezpieczeniowej w Polsce ukształtowały się na poziomie zbliżonym do analogicznego okresu roku ubiegłego (+25 mln r/r). Wynikało to w znacznej mierze z wyższych kosztów osobowych będących odpowiedzią na widocznie narastające oznaki presji płacowej na rynku przy stale utrzymywanej dyscyplinie kosztowej w pozaosobowych obszarach działalności, zarówno bieżącej jak i projektowej. Jednocześnie w samym III kwartale 2018 roku koszty administracyjne ukształtowały się na poziomie 1 593 mln zł względem 1 592 mln zł w analogicznym okresie 2017 roku.

Koszty administracyjne Grupy PZU z uwzględnieniem banków w okresie 9 miesięcy 2018 roku ukształtowały się na poziomie 4 935 mln zł względem 3 628 mln zł w analogicznym okresie 2017 roku. Wzrost kosztów wynikał w głównej mierze z rozpoczęcia konsolidacji Pekao (koszty administracyjne segmentu działalności bankowej wzrosły o 1 295 mln zł).

Działalność inwestycyjna

W okresie 9 miesięcy 2018 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej[3] z uwzględnieniem kosztów odsetkowych wzrósł z 4 958 mln zł do 6 486 mln zł, tj. o 1 528 mln zł (+30,8 proc.) w porównaniu do analogicznego okresu 2017 roku. Wyższy wynik to w znacznej mierze efekt rozpoczęcia konsolidacji banku Pekao od czerwca 2017 roku.

W III kwartale 2018 roku wynik netto na działalności inwestycyjnej z uwzględnieniem kosztów odsetkowych spadł z 2 351 mln zł do 2 222 mln zł, tj. o 129 mln zł (-5,5 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku.

Wyłączając wpływ działalności bankowej, wynik netto na działalności inwestycyjnej z uwzględnieniem kosztów odsetkowych w III kwartale 2018 spadł z 528 mln zł do 372 mln zł, tj. o 156 mln zł (-29,5 proc) r/r.

Zysk

Skonsolidowany zysk netto Grupy PZU w okresie 9 miesięcy 2018 roku wzrósł z 2 899 mln zł do 3 902 mln zł, tj. o 1 003 mln zł (+34,6 proc) w porównaniu do wyniku netto za analogiczny okres roku poprzedniego. W III kwartale 2018 roku zysk netto wzrósł z 1 194 mln zł do 1 544 mln zł, tj. o 350 mln zł (+29,3 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku.

W okresie 9 miesięcy 2018 roku zysk netto przypisywany właścicielom jednostki dominującej wzrósł z 2 121 mln zł do 2 432 mln zł, tj. o 311 mln zł (+14,7 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku. W III kwartale 2018 roku zysk netto przypisywany właścicielom jednostki dominującej wzrósł z 683 mln zł do 1 007 mln zł, tj. o 324 mln zł (+47,4 proc) w porównaniu z analogicznym okresem 2017 roku.

Kapitał własny

Na 30 września 2018 roku skonsolidowane kapitały własne spadły z 36 344 mln zł do 36 012 mln zł, tj. o 332 mln zł (-0,9 proc) w porównaniu do stanu na koniec września 2017 roku. W stosunku do skonsolidowanych kapitałów własnych wg stanu na 31 grudnia 2017 roku kapitały spadły o 1 548 mln zł. Zmiana dotyczyła w szczególności udziałów niekontrolujących, które spadły z 22 961 mln zł do 21 843 mln zł, tj. o  1 118 mln zł (-4,9 proc). Kapitały przypadające udziałowcom jednostki dominującej zmalały o 430 mln zł względem końca poprzedniego roku – efekt podziału zysku przez PZU za 2017 rok, w tym przeznaczenia na wypłatę dywidendy 2 159 mln zł, oraz wpływu zastosowania MSSF9. Powyższe czynniki zostały częściowo skompensowane wynikiem netto przypisanym jednostce dominującej wypracowanym w 3 kwartałach 2018 roku.

Suma kapitałów i zobowiązań na dzień 30 września 2018 roku wzrosła z 317 458 mln zł do 320 117 mln zł, tj. o  2 659 mln zł (+0,8 proc) w porównaniu do 31 grudnia 2017 roku. Wzrost dotyczył głównie salda innych zobowiązań (+1 775 mln zł) i zobowiązań finansowych (+1 741 mln zł).

ROE

W okresie 9 miesięcy 2018 zwrot z kapitałów własnych (wskaźnik ROE) przypadający właścicielom jednostki dominującej wzrósł z 21,1 proc do 22,9 proc, tj. o 1,8 p.p. w porównaniu do osiągniętego w analogicznym okresie poprzedniego roku.

W samym III kwartale 2018 roku zwrot z kapitałów własnych przypadający właścicielom jednostki dominującej ukształtował wzrósł z 20,2 proc do 29,3 proc, tj. o 9,1 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Wypłacalność wg Solvency II

Według stanu na koniec II kwartału 2018 roku wskaźnik wypłacalności (liczony wg formuły standardowej Solvency II) wyniósł 227 proc i pozostał powyżej średniego wskaźnika wypłacalności dla grup ubezpieczeniowych w Europie.wybrane dane pzu I wybrane dane pzu II

[1] Szczegółowy komentarz do pozostałych segmentów został zamieszczony w Skróconym śródrocznym skonsolidowanym sprawozdaniu finansowe wg MSSF za okres 9 miesięcy zakończony 30 września 2018 roku

[2] Zgodnie ze informacjami zawartymi w skróconym śródrocznym skonsolidowanym sprawozdaniu finansowe wg MSSF za okres 9 miesięcy zakończony 30 września 2018 roku

[3] Wynik netto na działalności inwestycyjnej obejmuje przychody netto z inwestycji, wynik netto z realizacji instrumentów finansowych i inwestycji, zmianę wartości odpisów na oczekiwane straty kredytowe i odpisów z tytułu utraty wartości instrumentów finansowych oraz zmianę netto wartości godziwej aktywów i zobowiązań wycenianych w wartości godziwej.

Enefit Green uzyskał zgodę urzędu ds. konkurencji na zakup Nelja Energia

Enefit Green, spółka z Grupy Eesti Energia, otrzymał zgodę estońskiego urzędu ds. konkurencji, na sfinalizowanie przejęcia Nelja Energia, producenta energii odnawialnej w krajach bałtyckich. Akwizycja jest zgodna ze strategicznym celem Eesti Energia, zakładającym zwiększenie produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych.

Nelja Energia– Naszym celem na 2022 r. jest wytwarzanie 40% energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i alternatywnych. To wielokrotny wzrost w porównaniu do obecnych poziomów, a więc bardzo ambitne zadanie. Wszystkie kraje regionu Morza Bałtyckiego zwiększają udział odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym, można spodziewać się wielu rozwiązań prawnych, a my mamy duże szanse na udział w rozwoju nowych projektów – powiedział Hando Sutter, prezes zarządu Eesti Energia.

Prezes zarządu Enefit Green, Aavo Kärmas, określa Enefit Green jako szybko rozwijającą się firmę działającą w branży energii odnawialnej w regionie Morza Bałtyckiego. – Dzięki aktywom, kompetencjom i portfelowi projektów Nelja Energia, będziemy producentem energii ze źródeł odnawialnych o silnej pozycji. Nasz rozwój nie ogranicza się do tej jednej transakcji. Zamierzamy dalej inwestować w produkcję energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. Biorąc pod uwagę projekty w naszym portfelu, mamy naprawdę duży potencjał wzrostu w krajach bałtyckich i innych krajach nadbałtyckich, w których działa Eesti Energia – powiedział prezes Enefit Green.

Udziałowcy Enefit Green i Nelja Energia podpisali umowę na zakup i sprzedaż akcji Nelja Energia w maju 2018 r. Wartość transakcji wyniosła 289 milionów euro, a Enefit Green przejmie również zadłużenie Nelja Energia w wysokości 204 milionów euro. 77% akcji Nelja Energia należało do Vardar Eurus, spółki w której większościowy udział ma rząd Norwegii. 23% akcji Nelja Energia należało do inwestorów z Estonii.

Łotewski urząd ds. konkurencji zatwierdził transakcję w lipcu bieżącego roku, natomiast jego litewski odpowiednik wyraził zgodę w sierpniu. Transakcję sfinalizowano w listopadzie po zatwierdzeniu przez estoński urząd ds. konkurencji.

Enefit Green jest spółką zależną Eesti Energia, która odpowiada za wytwarzanie energii ze źródeł odnawialnych. Produkuje energię elektryczną i cieplną z wiatru, wody, biomasy, energii słonecznej i zmieszanych odpadów komunalnych. Poza farmami wiatrowymi, wraz z przejęciem Nelja Energia do portfela produkcyjnego Enefit Green trafi fabryka peletu na Łotwie oraz mniejszościowe udziały w elektrociepłowniach biogazowych oraz zakładach naprawczych turbin wiatrowych, zlokalizowanych w Estonii. Po sfinalizowaniu transakcji całkowita moc farm wiatrowych spółki w krajach bałtyckich wyniesie 398 MW. Firma może również wytwarzać 25 MW energii elektrycznej i 85 MWt energii cieplnej w elektrociepłowniach korzystających ze źródeł odnawialnych. Po przejęciu Nelja Energia produkcja energii elektrycznej przez Enefit Green wzrośnie prawie trzykrotnie, przekraczając poziom 1 TWh.

Polacy mają coraz większe problemy ze spłatą zobowiązań. Raport po III kw. 2018 r.

Prawie 2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników przybyło w trzecim kwartale w bazach Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz BIK. Suma niespłaconych w terminie rachunków, alimentów oraz kredytów i pożyczek – 2,76 mln Polaków przekroczyła 73 mld zł. Pieniędzy wystarczyłoby na sfinansowanie przez trzy lata programu 500+ lub na budowę pierwszej w Polsce elektrowni atomowej, przy której prace m.in. ze względu na koszty na razie wciąż nie ruszają.

Na zwiększenie problemów finansowych konsumentów, wpłynęły w trzecim kwartale głównie zaległości wynikające z nieterminowego opłacania bieżących rachunków, rat pożyczek oraz długów zgłoszonych przez firmy windykacyjne. Przybyło z tego powodu – ponad 1,94 mld zł. Zaległości kredytowe zwiększyły się w znacznie mniejszym stopniu, bo o 0,44 mld zł. Kolejny już kwartał dynamika wzrostu kwoty (3,4 proc.) znacznie wyprzedza wzrost liczby dłużników (1,2 proc.), co oznacza, że osoby, które już mają kłopoty finansowe powiększają ich wymiar.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Średnia zaległość wzrosła od czerwca do września z 26 do 26,6 tys. zł. Zwiększa się udział osób, które nie radzą sobie ze spłatą w terminie ponad 10 tys. zł. Na koniec minionego roku tak znaczące problemy miało 38,5 proc. osób teraz jest ich 40,2 proc. Zmalał natomiast odsetek niesolidnych dłużników z kwotami do 5 tys. zł, przed rokiem było ich 47 proc., obecnie jest 45 proc. Warto jednak zaznaczyć, że 27,3 proc., czyli 1 249 153 osób ma do oddania nie więcej niż 2 tys. zł. Przy dyscyplinie i odpowiednim zaplanowaniu jest to kwota możliwa spłaty – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Z drugiej strony, prawie 5 proc. czyli niemal 133 tys. osób ma zaległości przekraczające 100 tys. zł. Wśród nich są rekordziści z niespłaconymi milionami. Osoba z największymi kłopotami finansowymi widoczna w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK ma do zwrotu 68,5 mln zł. Jest to 62 letni mężczyzna z Lubelszczyzny. Kolejny dłużnik pochodzi z Podkarpacia ma 56 lat i 48 mln zł do spłaty. Debetowych milionerów jest na liście około 400. Do grona niesolidnych dłużników trafiają osoby, które jednemu wierzycielowi nie zapłaciły co najmniej 200 zł przez min. 30 dni od wyznaczonego terminu.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 2

Pojawienie się 33 739 nowych niesolidnych dłużników spowodowało wzrost Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Wskaźnik, który pokazuje ile osób z problemami finansowymi przypada na 1000 dorosłych mieszkańców podwyższył się z 86,5 do 87,6. W siedmiu województwach niesolidnych dłużników jest już ponad 100 na 1000 dorosłych mieszkańców. Co oznacza, że co najmniej jedna osoba na dziesięć znajduje się tu w kłopotach finansowych. – Najgorzej wypada Polska Zachodnia, woj. zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie, gdzie na 1000 osób, które ukończyły 18 lat, odpowiednio 114, 115 i 113 nie daje rady opłacać terminowo swoich zobowiązań. Przeciwieństwo stanowi Polska Wschodnia, gdzie w województwach: podlaskim, lubuskim, podkarpackim oraz świętokrzyskim i małopolskim na 1000 osób przypada od 48 do 68 niesolidnych płatników – mówi Sławomir Grzelczak.

Ważne liczby

Na koniec września, łączna kwota zobowiązań Polaków wyniosła 73 366 146 446 zł. W ciągu trzeciego kwartału, tj. od końca czerwca, zaległe zobowiązania kredytowe i pozkaredytowe wzrosły o 2 381 605 020 zł. Choć jest to kwota znacząca, to jednak dużo niższa niż przyrost w kwartale drugim, kiedy to przybyło prawie 5,3 mld zł zaległości.

Jeszcze trzy miesiące temu, na wzrost łącznej kwoty zaległości Polaków wpływ miały głównie zobowiązania kredytowe, podczas gdy w trzecim kwartale roku na ten wynik zapracowały sobie przede wszystkim zobowiązania pozakredytowe. Od końca czerwca, w bazie BIG InfoMonitor odnotowano ich łączny skok o 1,94 mld zł, w wyniku czego wynoszą obecnie 39,8 mld zł. Z kolei zaległe zobowiązania kredytowe zgromadzone w bazie Biura Informacji Kredytowej wzrosły w ciągu trzech miesięcy o 0,44 mld zł, a jeszcze w poprzednim raporcie pisaliśmy o zmianie wynoszącej 3,74 mld zł.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 3

Na powyższe wahania wpływ miał między innymi wzrost liczby dłużników pozakredytowych i spadek kredytowych. Liczba osób niepłacących w terminie rachunków za telefon, media, alimentów czy czynszów itp., zwiększyła się o 61 307 osób, zaś nieregulujących w terminie kredytów spadła o 2 309 osób. W sumie osób z problemami w regulowaniu swoich zobowiązań jest 2 763 138. Liczba ta jest mniejsza niż łączna suma dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, ponieważ 591 147 osób, czyli 21,4 proc. ma jednocześnie źle obsługiwane zobowiązania notowane w obu bazach.

Mimo wszystko zaległości kredytowe, ze względu na wyższe wartości, generują większą średnią zaległość. Wynoszą one obecnie 28 218 zł na osobę, podczas gdy pozakredytowe 18 386 zł. W porównaniu z poprzednim kwartałem odnotowano wzrosty w obu przypadkach, odpowiednio o 2,2 proc. oraz 1,5 proc. Średnia dla Polski zwiększyła się z 26 007 zł do 26 552 zł na osobę, czyli o 2,1 proc.

Ujęcie geograficzne

Patrząc na mapę Polski, widać spore różnice między wielkością zadłużenia mieszkańców w poszczególnych obszarach kraju. W pięciu województwach średnia zaległość przypadająca na osobę przewyższa średnią krajową. Są to Mazowsze (35 887 zł), Małopolska i Zachodniopomorskie – w obu po 28 187 zł, następnie Pomorze (26 798 zł) i województwo łódzkie (26 570 zł). W całej Polsce, w odniesieniu do poprzedniego kwartału, odnotowano wzrosty średnich zaległości.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 5

Podobnie jak w przypadku średniej, tak i liczba osób z zaległymi zobowiązaniami na 1000 dorosłych mieszkańców wzrosła w niemal wszystkich województwach. Na tym samym poziomie utrzymała się jedynie w Łódzkiem. Najgorzej sytuacja wygląda w woj. lubuskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim, gdzie odpowiednio na 1000 dorosłych mieszkańców przypada po 115, 114 i 113 niesolidnych dłużników. Najlepiej w III kwartale prezentują się województwa: podkarpackie, małopolskie i podlaskie.

Przeciętna zaległość w różnych grupach wiekowych

Przeciętna zaległość zwiększyła się we wszystkich grupach wiekowych. Najbardziej jednak wśród osób po 65 roku życia – o 1 128 zł (5,3 proc.) do 22 366 zł. Nadal jednak największe problemy finansowe mają osoby między 45 a 54 rokiem życia, bo przeciętnie jest to 36 429 zł. Wartość ta urosła w ciągu trzech miesięcy o 849 zł (2,4 proc.).

W górę poszły średnie zaległości we wszystkich tytułach zadłużenia. Dalej rosną przeciętne kwoty nieopłacanych w terminie kredytów mieszkaniowych, choć już nie tak znacząco jak wcześniej. Po zmianie o 28 760 zł w drugim kwartale, tym razem widoczny jest wzrost o 4 580 zł. W przypadku zaległości pozakredytowych najbardziej wzrosła średnia wartość niespłacanych alimentów – o 698 zł do 38 181 zł. Na tym samym poziomie utrzymują się zobowiązania wobec sądów – 8 498 zł. Najmniej wzrosły długi z tytułu kary za jazdę bez ważnego biletu, bo o jedyne 4 zł.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 6

Wartości średniego zaległego zobowiązania Polaków w podziale na długi kredytowe i pozakredytowe pokazują w większości wzrosty. Spadki występują w zaległościach kredytowych w przedziałach wiekowych: 18-24 lata (spadek o 236 zł), 25-34 lata (spadek o 360 zł) oraz 35-44 lata (spadek o 389 zł). Najwyższa średnia zarówno kredytowa jak i pozakredytowa przypada na osoby w wieku 45-54 lat. Najniższe występują wśród młodych oraz 25-34 latków.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 7 2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 8

Rekordziści Polski

Na liście rekordzistów bez większych zmian. Wciąż na prowadzeniu jest mieszkaniec województwa lubelskiego z zaległością, która w wyniku naliczania odsetek wzrosła już do 68,5 mln zł. Łącznie długi 10 osób wynoszą aż 381,2 mln zł. Średnia wieku rekordzistów to 56 lat. Zdecydowanie zaniża ją 36-letnia kobieta z Mazowsza, będąca najmłodszą dłużniczką niechlubnego rankingu. Jest ona jedną z dwóch kobiet na liście rekordowo niewypłacalnych Polaków. Najwięcej rekordzistów pochodzi z Mazowsza, jest ich aż pięciu, co nie pozostaje bez wpływu na zaległości mieszkańców tego regionu.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 9

Rekordziści w województwach

Z kolei już wśród wojewódzkich rekordzistów nie ma żadnej kobiety. Listę otwiera tak jak w przypadku zestawienia top 10, mężczyzna z Lubelszczyzny, a zamyka również mężczyzna z województwa świętokrzyskiego z długiem w wysokości nieco ponad 6 mln zł. Rozbieżności są znaczące, ale nie ma wątpliwości, że w obu przypadkach kwoty są już zapewne nie do spłacenia. Najmłodszym reprezentantem wśród wojewódzkich rekordzistów jest 37-latek z Opolszczyzny, natomiast najstarszym – mieszkaniec woj. warmińsko-mazurskiego, który ma 66 lat.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 10

Kwota zadłużenia i liczba dłużników w województwach

W trzecim kwartale zaległości i liczba dłużników wzrosły we wszystkich województwach. W województwie warmińsko-mazurskim zmiana nieopłaconych w terminie zobowiązań podniosła się o niemal 5 proc. Z kolei w Małopolsce, na Mazowszu i w Świętokrzyskiem – o blisko 4 proc. Najmniej zaległości przybyło mieszkańcom Pomorza, gdzie odnotowano przyrost niespełna 2 proc.

2,4 mld zł zaległości i ponad 33 tys. niesolidnych dłużników 11

Mazowsze niezmiennie pozostaje jednak w czołówce, jeśli chodzi o łączną wartość zadłużenia. Na koniec września wyniosło ono 12,80 mld zł. Drugie miejsce bez zmian należy do Śląska – 9,74 mld zł zaległego zadłużenia, a trzecie do Dolnego Śląska – 6,80 mld zł. Województwa te przodują także jeśli chodzi o liczbę niesolidnych dłużników. Najwięcej takich osób mieszka na Śląsku – 385,4 tys. osób, na Mazowszu – 356,7 tys. oraz Dolnym Śląsku – jest to 273 tys. osób. Największy przyrost liczby dłużników miał miejsce w ciągu minionego kwartału w województwie mazowieckim – o 1,8 proc., następnie w Małopolsce – o 1,7 proc. oraz na Podkarpaciu – o 1,6 proc. Z kolei najmniej nowych dłużników przybyło w Wielkopolsce i w województwie łódzkim, gdzie wzrosty nie przekraczają jednego procenta.

Kurs funta może zanotować duże spadki

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

5 godzin negocjacji, groźby rezygnacji ministrów, a nawet łzy niemocy eurosceptycznej minister zabezpieczenia socjalnego Esther McVey. Tak w skrócie wyglądały negocjacje wewnątrz brytyjskiego rządu w sprawie zaakceptowania wstępnego planu brexitu. Chociaż emocje w środę sięgały zenitu, to kulminacja politycznej batalii i ryzyk dla funta dopiero przed nami – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Co uzgodniono? Przede wszystkim zostały przedstawione ramy granicy pomiędzy Irlandią Północną (część Wielkiej Brytanii) a Republiką Irlandii. Nie będzie na niej kontroli, gdyż całość Zjednoczonego Królestwa pozostanie wewnątrz unii celnej z UE do czasu, aż nowa umowa handlowa zostanie wynegocjowana. Irlandia Północna dodatkowo będzie objęta głębszymi relacjami z UE (podatek VAT, żywność, pomoc publiczna), by “pozwolić północnoirlandzkim towarom na dostęp do unijnego rynku na dotychczasowych zasadach” – donosi Reuters.

Unia celna przed długi czas była odrzucana przez znaczną część rządzących konserwatystów, gdyż oznaczała brak możliwości prowadzenia własnej polityki handlowej. To zostało złagodzone zapewnieniem, że unia celna nie będzie trwać wiecznie i finalnym celem jest wypracowanie nowych relacji pomiędzy Wielką Brytanią a UE.

Przedstawione zapisy jednak prawdopodobnie generują inny problem. Dotyczy on spójności terytorialnej Wielkiej Brytanii. Może to oznaczać, że przez długi czas Irlandia Północna miałaby inne regulacje prawne niż główna brytyjska wyspa. Ten element może być nie do zaakceptowania przez północnoirlandzką Demokratyczną Partię Unionistyczną (DUP), która obecnie tworzy parlamentarną koalicję z konserwatystami premier Theresy May.

Prawdziwy test to parlament

Akceptacja brexitu przez rząd to dopiero pierwszy i wcale nie najważniejszy  etap. Prawdziwy test dla ustaleń pomiędzy Unią i brytyjskimi negocjatorami nastąpi dopiero w Izbie Gmin.

Niższa izba brytyjskiego parlamentu jest niezwykle podzielona. Szacuje się, że od 30 do 50 członków rządzących torysów sprzeciwi się brexitowi, uważając, że nie odpowiada on faktycznemu opuszczeniu Unii Europejskie, uniemożliwia m.in. prowadzenie niezależnej polityki handlowej oraz gospodarczej.

Niewielka część rządzących konserwatystów (tych, co w ogóle nie chcieli opuszczać UE) może sądzić, że porozumienie zbyt mocno zrywa więzy z UE, co będzie szkodzić gospodarce na Wyspach. Będąca w koalicji z torysami DUP z kolei będzie prawdopodobnie przekonywać, że ryzyka dla Irlandii Północnej wzrosną, jeżeli regulacje na jej terenie będą inne niż w pozostałej części Królestwa.

Praktycznie można być pewnym, że znakomita większość będących w opozycji parlamentarnej laburzystów sprzeciwi się przedstawionemu porozumieniu. Może to wynikać nie tylko z różnic ideologicznych, ale partia Jeremy’ego Corbyna będzie upatrywać w odrzuceniu planu szansę na przejęcie władzy na Wyspach.

Scenariusze dla funta

Przyjęcie względnie łagodnego brexitu to szansa na wyraźne wzrosty wartości brytyjskiej waluty. Gdyby Izba Gmin, zgodnie z planami rządu, zaakceptowała plan premier May, wtedy można oczekiwać silnego umocnienia szterlinga. Niewykluczone, że brytyjska waluta w relacji do polskiej wzrosłaby w okolicę poziomu 5,20-5,30 zł. Porozumienie z UE sprzyjałoby funtowi nie tylko ze względu zmniejszenia niepewności co do warunków gospodarczych, ale także otworzyłoby drogę do szybszych podwyżek stóp procentowych przez Bank Anglii.

Obecnie jednak bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, że plan zostanie odrzucony przez Izbę Gmin. Konserwatyści razem z DUP mają w nim po zeszłorocznych wyborach 325 z 650 miejsc. Zakładając nawet, że uda się przekonać niewielką część laburzystów do planu, wewnętrzna opozycja u torysów w postaci 30-50 zwolenników ograniczonych relacji z Unią z dużym prawdopodobieństwem storpeduje rządowy plan brexitu. To spowodowałoby bardzo poważną – nawet o 30 gr – przecenę funta, zwłaszcza gdyby wydarzenia zaczęły przybierać niekontrolowany przebieg.

Plan odrzucony. Co dalej?

Odrzucenie rządowego planu (głosowanie prawdopodobnie odbyłoby się w drugiej połowie grudnia) otwiera przynajmniej trzy drogi. Pierwsza z nich to niekontrolowany brexit, który spowodowałoby głębokie problemy handlowe, zmniejszenie znaczenia londyńskiego city i ogólny chaos regulacyjny nadwyrężający wiarygodność gospodarczą Wielkiej Brytanii i jej rating kredytowy.

Inną możliwością są przedterminowe wybory, które wyłonią nowy rząd. Kampania prowadzona podczas politycznego chaosu nie pomagałaby ani gospodarce, ani funtowi. Dodatkowo hipotetyczna wygrana laburzystów, biorąc pod uwagę ich skrajnie lewicowy plan gospodarczy, nie jest raczej preferowanym rozwiązaniem dla rynku, nawet biorąc pod uwagę, że to konserwatyści doprowadzili do brexitu i całego zamieszania.

Ostatnim obecnie rozważanym scenariuszem wydaje się kolejne referendum. Część laburzystów zgłasza konieczność przeprowadzenia powtórki głosowania, argumentując, że ponad dwa lata temu społeczeństwo nie do końca wiedziało, za czym tak naprawdę głosuje. Referendum jednak nie odbyłoby się z dnia na dzień, a jego wynik także nie wydaje się przesądzony. W rezultacie prawdopodobnie odrzucenie planu w grudniu przez parlament spowodowałoby silną globalną przecenę funta i spadki w relacji do złotego w okolicę 4,60 zł.

Tąpnięcie możliwe jeszcze w tym roku

Przyjęcie planu brexitu przez rząd Theresy May to dopiero pierwszy krok w procesie opuszczenia Unii. Otwiera on drogę do głosowania umowy przez Izbę Gmin, a to właśnie wynik negocjacji w parlamencie będzie najważniejszy dla szterlinga. Biorąc pod uwagę obecny rozkład głosów i nastawienie opozycji do rządowej propozycji, ryzyko odrzucenia wynegocjowanego planu i poważnego tąpnięcia funta jeszcze w tym roku jest relatywnie duże.

Zajęcie konta firmowego przez komornika

Dorota Łesak, ekspert wFirma.pl
Dorota Łesak, ekspert wFirma.p

Egzekucja komornicza z rachunku bankowego to jedna z najczęstszych metod odzyskiwania długu. Komornik może rozpocząć postępowanie dopiero w momencie, gdy posiada wyrok sądu lub sądowy nakaz zapłaty oraz wniosek wierzyciela przeciwko dłużnikowi. A czy możliwe jest zajęcie konta firmowego? Czy komornik może zająć wszystkie środki, czy może powinien zostawić jakąś kwotę wolną od zajęcia na koncie firmowym?

Czy komornik może zająć konto firmowe?

Jak wygląda egzekucja z rachunku bankowego w przypadku przedsiębiorców? Czy istnieją osobne przepisy regulujące ten sposób odzyskiwania długów od właścicieli firm?

Według art. 49 ustawy Prawo bankowe, przedsiębiorcy mogą prowadzić rachunek rozliczeniowy oraz rachunek lokat terminowych. Egzekucja z rachunku bankowego może dotyczyć wszystkich typów kont bankowych (za wyjątkiem rachunku powierniczego). Zatem możliwe jest zajęcie konta firmowego – w przypadku osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, ponieważ rachunek jest przypisany do konkretnej osoby. Komornik nie może natomiast zająć konta firmowego, które należy do spółki, ponieważ takie konto nie jest przypisane do konkretnej osoby, tylko do organizacji. W takiej sytuacji komornik ma prawo zablokować konto spółki na 7 dni, ale potem musi ono zostać odblokowane. Zajęta może być kwota proporcjonalna do części udziałów wspólnika-dłużnika. Wysokość udziałów jest ustalana na podstawie umowy z bankiem dotyczącej prowadzenia rachunku. Dłużnik jest zobowiązany przedłożyć umowę komornikowi w terminie tygodnia od daty zajęcia. Jeśli umowa nie będzie przedłożona (lub nie wykazano w niej części udziałowych), uznaje się, że udziały są równe. Po ustaleniu udziału dłużnika komornik zwalnia pozostałe środki od egzekucji.

Skąd komornik zna numer rachunku bankowego przedsiębiorcy-dłużnika?

Brak wskazania przez wierzyciela numeru konta bankowego nie oznacza, że komornik nie będzie mógł go odnaleźć.

Jeżeli wierzyciel nie wskaże numeru rachunku bankowego, komornik może odnaleźć go:

  • kierując zapytanie (za pośrednictwem banków) do Centralnej Informacji o Rachunkach,
  • pytając biuro rachunkowe obsługujące dłużnika,
  • występując z wnioskiem do Krajowej Izby Rozliczeniowej (poprzez system Ognivo).

Często wierzyciel we wniosku o wszczęcie egzekucji sam wskazuje numer rachunku bankowego (wierzyciel taki numer może znać np. z wcześniejszych płatności za faktury).

Procedura zajęcia konta bankowego

Zajęcie konta bankowego dłużnika zachodzi w oparciu o szczegółowo opisaną procedurę wskazaną w Kodeksie postępowania cywilnego.

  1. Pierwszym krokiem jest zawiadomienie banku przez komornika o zajęciu wierzytelności, która jest przedmiotem długu. Zajmowana kwota jest powiększona o koszty egzekucyjne. Zawiadomienie następuje w drodze elektronicznej z użyciem bezpiecznego podpisu elektronicznego.
  1. Komornik wzywa bank, aby nie dokonywał wypłat z rachunku bankowego dłużnika bez zgody komornika – do wysokości zajętej wierzytelności.
  2. Wraz z zablokowaniem rachunku komornik informuje bank, aby ten przekazał bezzwłocznie zajętą kwotę na pokrycie należności albo zawiadomił komornika w terminie siedmiu dni o przeszkodzie do przekazania zajętej kwoty; zawiadomienie jest skuteczne także w przypadku niewskazania rachunku bankowego. Gdy komornik nie wskaże konkretnego rachunku bankowego, bank zajmuje kwotę z każdego z rachunków należących do dłużnika – aby zaspokoić w całości wierzyciela.
  3. Komornik informuje dłużnika, że zajął jego rachunek bankowy (jest zablokowany do wysokości kwoty zadłużenia). Zawiadomienie następuje poprzez doręczenie dłużnikowi odpisu zawiadomienia skierowanego do banku o zakazie wypłat z rachunku bankowego. Zajęcie wierzytelności z rachunku bankowego firmowego obejmuje nie tylko kwoty, które aktualnie się na nim znajdują, lecz także te, które później wpłyną.
  • Parę lat lat temu komunikacja między bankiem a komornikiem odbywała się listownie, dzisiaj już obowiązuje elektroniczne zajęcie konta bankowego. Elektroniczna komunikacja między komornikiem a bankiem trwa chwilę, co może powodować, że konto zostanie przez bank zablokowane, zanim dłużnik zostanie o tym zawiadomiony. Wobec czego może się zdarzyć, że właściciel konta dowiaduje się o jego zablokowaniu dopiero w momencie, gdy np. płaci kartą i okazuje się, że nie ma na niej środków.
  1. Równocześnie komornik przesyła wierzycielowi odpis zawiadomienia przesłanego do banku.
  2. Jeżeli zajmowany jest rachunek bankowy prowadzony w walucie obcej, bank przekazuje komornikowi należność w walucie polskiej przeliczonej według kursu kupna waluty obcej, w której prowadzony jest rachunek, ogłoszonego przez Narodowy Bank Polski w dniu przekazania należności komornikowi.
  3. Po spłaceniu całego długu, bank odblokowuje konto.

Ile i czego komornik nie może zabrać z konta firmowego?

O ile podczas zajęcia konta firmowego nie obowiązuje kwota wolna od zajęcia (jak to jest w przypadku konta osobistego), to jednak istnieją pewne obostrzenia. Komornik nie może zająć kwot przeznaczonych na:

  • bieżące wynagrodzenie pracowników wraz z podatkami – do wysokości przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, ogłaszanego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego,
  • alimenty i renty alimentacyjne – w tym celu dłużnik powinien przedstawić komornikowi tytuł wykonawczy stwierdzający obowiązek dłużnika do płacenia alimentów lub renty.

Wypłata na wynagrodzenie za pracę następuje po złożeniu bankowi odpisu listy płac lub innego wiarygodnego dowodu.

Ponadto komornik nie może zająć kwot z niektórych źródeł, jak np.:

  • ze świadczeń alimentacyjnych, świadczeń rodzinnych, z dodatków rodzinnych, pielęgnacyjnych, porodowych, dla sierot zupełnych, świadczeń z pomocy społecznej, świadczeń integracyjnych, świadczeń wychowawczych,
  • ze świadczeń, dodatków i pomocy na wychowanie dziecka w rodzinie zastępczej.

Ponieważ komornik nie zna źródeł pochodzenia dochodów, dłużnik powinien powiadomić o takich dochodach komornika i bank. Choć to obowiązkiem banku jest weryfikacja, z jakiego źródła pochodzą dane dochody.

Zajęcie konta firmowego nie różni się znacznie od zajęcia konta osobistego. W obu przypadkach procedura wygląda podobnie, z tą różnicą, że w przypadku konta firmowego nie obowiązuje kwota wolna od zajęcia.

Najlepszym sposobem na uniknięcie kontaktu z komornikiem jest… spłacanie wszystkich zobowiązań w terminie. Jeśli brak środków na koncie uniemożliwia uregulowanie wszystkich płatności, należy zastanowić się nad innym rozwiązaniem. Może warto poprosić wierzyciela o rozłożenie długu na raty? Najgorszym rozwiązaniem jest złudne założenie, że dług sam się spłaci. To niemożliwe, dlatego podejmując jakiekolwiek zobowiązania, należy zastanowić się nad konsekwencjami finansowymi, jakie mogą one przynieść w przyszłości.

Inwestycje w infrastrukturę transportową są zagrożone?

Często stawiane jest pytanie o sytuację, jaka panuje na rynku robót infrastrukturalnych – kolejowych i drogowych. Jest ono aktualne zwłaszcza po podjęciu pierwszej zauważalnej decyzji przez dużego wykonawcę – firmę Astaldi. Obecnie rozstrzygany będzie spór o to, czy place budów zostały porzucone, czy przedsiębiorstwo samo zrezygnowało z kontraktów na skutek niesprzyjających okoliczności. Te z kolei są bardzo problematyczne dla wszystkich firm i powodują opóźnienia. Pomijając przesunięcia obiektywne – wpływają one na mniejszy zasób kolejnych kilometrów dróg krajowych i autostrad, które mają pojawić się w tym roku. Już teraz zdarzają się odmowy podpisania umów ze strony firm. Od momentu złożenia oferty cenowej do czasu, kiedy kontrakt powinien być podpisany, mija dużo czasu. Już na tym etapie ceny stają się nieaktualne. Rząd może więc starać się dopłacać jakąś część do kontraktów ze względu na rosnące koszty. W przeciwnym wypadku trzeba będzie ograniczać rzeczowy zakres programu kolejowego czy drogowego.

– Problemy skupiają się przede wszystkim wokół braku rąk do pracy. Na horyzoncie pojawiła się przeszkoda, która może zniszczyć polskie inwestycje drogowo-kolejowe. Chodzi o uwolnienie niemieckiego rynku pracy dla osób z Ukrainy – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR –  Ponad 50 proc. wschodnich sąsiadów pracujących na naszych budowach zapowiada przejście do wykonawców zza Odry. Będzie to oznaczało bardzo duży paraliż na polskim rynku. Do tego problemem są bardzo wysokie koszty – zarówno pracy, jak i materiałów czy energii. Firmy spierają się w tej chwili z ministerstwem o waloryzację kontraktów. Dotyczy to nie tylko tych zawieranych w przyszłości – żeby odzwierciedlały one rzeczywisty wzrost cen, ale również umów, które zostały już zawarte. Rząd prawdopodobnie nie będzie chciał pójść na ustępstwa – co może spowodować, że będziemy mieli coraz częściej do czynienia ze zrywaniem kontraktów. Póki co nie widać pozytywnej odpowiedzi ze strony rządu, choćby w przypadku zatrudniania pracowników spoza krajów sąsiednich – Białorusi czy Ukrainy. W perspektywie jest też wejście nowych programów, jak choćby Mieszkanie+ – co może spowodować jeszcze większe braki kadrowe.To sytuacja podobna do tej, jaka miała miejsce przed Euro 2012 – kiedy krytykowany był ówczesny rząd nie podejmujący rozmów z wykonawcami w zakresie wysokiego wzrostu cen. Wtedy mieliśmy do czynienia z licznymi bankructwami i zwiększeniem bezrobocia. Możliwość powtórzenia się tego scenariusza powinna zmobilizować do podjęcia decyzji w sprawie waloryzacji kontraktów, ale także innych działań, które do tego nie dopuszczą. Należy pamiętać, że w obecnej perspektywie firmy miały urosnąć – aby być silne i zdolne do ekspansji na rynki wschodnie, kiedy napływ pieniędzy w Polsce się wyczerpie – wskazał Furgalski.

Legrand przejmuje Netatmo – największego francuskiego producenta rozwiązań smart home

Firma Legrand, realizując swoją strategię rozwojową, ogłosiła dziś podpisanie umowy przejęcia[1] Netatmo – francuskiego lidera rynku rozwiązań inteligentnego domu (smart home). Legrand jest akcjonariuszem Netatmo od 2015 roku[2].

Fred Potter, Benoit Coquart – Legrand i Netatmo (1080p)
Fred Potter, Benoit Coquart – Legrand i Netatmo

Założone w 2011 roku Netatmo to producent prostych oraz inteligentnych rozwiązań dla bezpieczniejszego i wygodniejszego domu. Netatmo wprowadziło na globalny rynek wiele urządzeń oraz akcesoriów z kategorii smart home. Firma współpracuje również z firmami z branży budowlanej, poprzez program partnerski „with Netatmo”. Celem programu jest wspólne opracowywanie zintegrowanych systemów dla infrastruktury inteligentnego domu. Netatmo wraz z Legrand współtworzyło dobrze przyjęte na rynku rozwiązania do zarządzania domem, takie jak: Céliane with Netatmo oraz Living Now with Netatmo.

Przejęcie Netatmo i zintegrowanie marki z portfolio Legrand, pozwoli grupie umocnić swoją pozycję na rynku rozwiązań inteligentnego domu. Przyspieszy również rozwój programu Eliot dedykowanego dla segmentu rozwiązań IoT:

  • Legrand wzbogaci swoją ofertę o nowe, mające wysoki potencjał i uzupełniające się nawzajem kategorie produktów dla domów,
  • grupa poszerzy swoją bazę aktywnych urządzeń IoT o 1,3 mln produktów Netatmo,
  • 130 inżynierów Netatmo wniesie swoją wiedzę i doświadczenie z zakresu AI oraz integracji oprogramowania z produktami do zespołów badawczo-rozwojowych Legrand. Fred Potter, założyciel i wieloletni prezes Netatmo, zostanie Dyrektorem ds. Technologii (CTO) programu Eliot. Będzie odpowiedzialny za projektowanie oraz rozwijanie urządzeń IoT marek Legrand oraz Netatmo.

Netatmo zatrudnia blisko 225 pracowników i generuje roczne obroty w wysokości 45 mln euro. Ma siedzibę w podparyskiej miejscowości Boulogne-Billancourt.

Legrand z radością wita zespół Netatmo, który wielokrotnie użyczał swoich talentów przy owocnie realizowanych do tej pory wspólnych projektach, takich jak Céliane with Netatmo, Living Now with Netatmo czy dooxie with Netatmo. Połączenie doświadczenia Legrand oraz Netatmo w zakresie IoT pozwoli przyspieszyć rozwój wartościowego portfolio rozwiązańmówi Benoît Coquart, CEO Legrand.

Przejęcie Netatmo przez Legrand pomoże w urzeczywistnieniu idei smart home. Zbliżymy się do celu, którym jest przekonanie jak największej grupy osób do sięgnięcia po nasze rozwiązania. Nasze zespoły z taką samą starannością będą tworzyć zarówno nowe produkty, jak i rozwijać te już istniejące. Chcemy by nasi użytkownicy jak najlepiej doświadczali korzyści płynących z inteligentnego domu dodaje Fred Potter, założyciel oraz CEO firmy Netatmo.

[1] Transakcja jest przedmiotem standardowych warunków zawieszających

[2] W listopadzie 2015 r. Legrand ogłosił, że bierze udział w rundzie finansowania na łączną kwotę 30 mln euro, wraz z historycznymi inwestorami Netatmo – BPI France oraz Iris Capital.

Silny popyt w sektorach biurowym i przemysłowym napędza rynek

Według najnowszego badania RICS „Poland Commercial Property Monitor” silny popyt w III kw. okazał się być siłą napędową wzrostowego trendu na rynku najmu oraz inwestycji w nieruchomości komercyjne.

Na tle spowolnienia gospodarczego w Europie polska gospodarka nadal prężnie się rozwija. Kluczowym akceleratorem rozwoju pozostają wydatki konsumpcyjne co powinno wspierać aktywność rynkową w nadchodzących kwartałach. Przewidywania uczestników badania RICS w zakresie wysokości czynszu oraz wartości kapitałowych na najbliższy rok wskazują na wartości dodatnie, przy czym oczekuje się, że najwyższy wzrost odnotują sektory biurowy i przemysłowy rynku.

Nastroje na rynku najmu

Wskaźnik sentymentu najemców nieruchomości komercyjnych (kompleksowy wskaźnik uchwytujący dynamikę rynku najmu) osiągnął wartość +17 w III kwartale. Mimo, że nie odbiega to znacząco od +16 w II kwartale wciąż odzwierciedla wzrost na rynku najmu. Co istotne, na podstawie tego wskaźnika można ustalić, że sentyment na rynku jest teraz silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej po roku 2011.

Popyt ze strony najemców nadal rósł na wysokim poziomie a najbardziej wyraźny wzrost odnotowały sektory biurowy i przemysłowy rynku. Dla porównania, zainteresowanie najemców powierzchnią handlową było umiarkowane, jednocześnie jednak popyt w tym obszarze zyskał na sile w ostatnich dwóch kwartałach. Dostępność powierzchni pod wynajem pozostała bez zmian w III kwartale; pierwszy raz w ciągu sześciu lat nie wzrosła podaż. Umiarkowanie zwiększyła się również wartość pakietów zachęt dla najemców.

Oczekiwania odnośnie do wartości czynszów na najbliższy rok pozostały z grubsza bez zmian licząc od poprzedniego kwartału. Uczestnicy ankiety skorygowali w górę przewidywania dla wartości czynszów w najlepszych lokalizacjach biurowych. Optymistyczne także pozostają perspektywy dla sektora najlepszych nieruchomości przemysłowych. Przewidywania dla pozostałych obszarów rynku są umiarkowane w porównaniu do drugorzędnych nieruchomości handlowych, dla których przewidywany jest spadek wartości czynszów w nadchodzącym roku.

Nastroje na rynku inwestycji

Wskaźnik sentymentu inwestycyjnego (łączony wskaźnik obejmujący szereg zmiennych rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne) wskazał +17 w III kw., pozostając na zasadniczo niezmienionym poziomie w stosunku do +18 w II kw. Jest to związane z umiarkowanym wzrostem na rynku inwestycji w nieruchomości komercyjne.

Zapytania inwestycyjne wciąż znacząco rosły w III kw. Wynikało to głównie ze znaczącego wzrostu popytu w sektorach biurowym i przemysłowym, podczas gdy zainteresowanie inwestorów nieruchomościami handlowymi odnotowało spadek. Wzrost zaznaczyły również zapytania ze strony inwestorów zagranicznych w sektorach biurowym oraz przemysłowym rynku choć spadły minimalnie w sektorze powierzchni handlowych. Podaż nieruchomości do celów inwestycyjnych wzrosła umiarkowanie w ciągu kwartału.

Respondenci określili oczekiwania co do wartości kapitałowych na najbliższy rok bez zmian w porównaniu do poprzedniego raportu. Wciąż przewidywany jest znaczny wzrost dla pierwszorzędnych aktywów przy czym oczekuje się, że sektor najlepszych nieruchomości przemysłowych zanotuje najsilniejszy wzrost wartości kapitałowych w najbliższym roku. Zasadniczo nie przewiduje się żadnych zmian w zakresie wartości kapitałowych w odniesieniu do drugorzędnych segmentów rynku nieruchomości biurowych oraz przemysłowych podczas gdy wartości kapitałowe mogą odnotować spadek w sektorze drugorzędnych nieruchomości handlowych. Choć większość respondentów (47%) jest przekonana, że rynek znajduje się aktualnie w szczytowej fazie cyklu, 23% zaznaczyło jego wzrost. Mimo to 85% respondentów uważa, że ceny obiektów handlowych odzwierciedlają lub znajdują się poniżej godziwej wartości. Uczestnicy najnowszego badania RICS zanotowali również umiarkowaną poprawę warunków kredytowych w III kwartale br.

Dorota Kościelniak MRICS
Dorota Kościelniak MRICS

Komentarz Doroty Kościelniak MRICS, dyrektora regionalnego wrocławskiego oddziału Colliers International:

„To niesamowite, jak dynamicznie rozwija się Polska, szczególnie w sektorze nieruchomości biurowych. 1 maja 2014 roku świętowaliśmy 10-lecie wstąpienia Polski do krajów Unii Europejskiej. Był to czas refleksji i wielu podsumowań. Każdy z ekspertów odwoływał się do dekady znaczących zmian ekonomicznych i politycznych w naszym kraju. Podkreślano, iż istotnym bodźcem dla wzrostu naszej gospodarki był w głównej mierze napływ inwestycji zagranicznych, których skumulowana wartość ówcześnie przekraczała 100 mld EUR. To z pewnością miało ogromy wpływ na rynek nieruchomości komercyjnych, w tym w szczególności na rynek nieruchomości biurowych. Dla porównania całkowite zasoby w Polsce były dwukrotnie wyższe w 2014 roku niż przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Jak wygląda rynek nieruchomości biurowych w III kwartale 2018 roku? Z pewnością możemy potwierdzić, że Polska nie zwalnia tempa. Całkowita podaż nowoczesnych powierzchni biurowych w Warszawie wynosi obecnie 5,4 mln m2 oraz 4,8 mln m2 na 8 głównych rynkach regionalnych, do których zalicza się Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Łódź, Poznań, Szczecin i Lublin. Według danych firmy Colliers International, w III kwartale 2018 roku w trakcie realizacji było ponad 780 000 m2 powierzchni biurowej w samej stolicy oraz 850 000 m2 na rykach regionalnych. Popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe w tym okresie przekroczył 200 000 m2 w samej stolicy oraz wynosił łącznie 160 000 m2 na rykach regionalnych. Wrocław jest świetnym przykładem miasta dynamicznie rozwijającego się w tym sektorze. Pamiętam moje początki na rynku nieruchomości biurowych we Wrocławiu. Był to listopad 2002 roku. Całkowita podaż nowoczesnych powierzchni biurowych nie przekraczała wówczas 80 000 m2, zaś w budowie znajdowało się ok. 30 000 m2 powierzchni klasy A. Popyt na powierzchnie biurowe wynosił w tym okresie ok. 15 000 m2 rocznie. Kiedy podpisywane były transakcje powyżej 1000 – 1500 m2, mówiło się o dużych transakcjach przeprowadzonych w naszym mieście. W III kwartale tego roku podaż nowoczesnych nieruchomości biurowych w stolicy Dolnego Śląska przekroczyła poziom 1 mln m2, a podaż mkw. w budowie wyniosła około 270 000 m2. Popyt na powierzchnie biurowe od początku lipca do końca września 2018 roku osiągnął poziom 96 000 m2, a największe transakcje podpisywane w mieście w tym kwartale przekraczały metraż 5000 m2. Około 30% transakcji odbywających się dzisiaj na wrocławskim rynku nieruchomości biurowych dotyczy dużych transakcji w metrażu pomiędzy 5000 a 10000 m2. Na tym przykładzie doskonale widać jak w ostatnich latach rozwinęły się ośrodki regionalne w naszym kraju. Regionalne rynki biurowe w Polsce w dalszym ciągu z sukcesem przyciągają duże międzynarodowe firmy. Wybór tych lokalizacji pozwala inwestorom wygenerować oszczędności wynikające z niższych kosztów pracy i niższych stawek czynszu za wynajem biur przy zachowaniu dostępu do wykwalifikowanych pracowników. To buduje znaczny optymizm na kolejne miesiące oraz nadchodzący 2019 rok”.

Konferencja Fleet Market 2018. 150 tysięcy, WLTP i 75%

Podczas X Ogólnopolskich Targów Motoryzacyjnych i Biznesowych FLEET MARKET, które odbędą się już 21 listopada br. w nowym miejscu na mapie Warszawy – w hali Global EXPO przy ul. Modlińskiej 6D, odbędzie się panel konferencyjny. Wiodących tematów do wykładów, dostarczyło samo życie: nowe normy WLTP, nowe formy odliczeń przy leasingu powyżej 150 tysięcy czy zmiany w amortyzacji samochodów.

Prelegenci z kancelarii prawnych, firm leasingowych i przedstawiciele niezależnych organizacji będą starali się odpowiedzieć i objaśnić na czym polegają najważniejsze zmiany.  Ustawodawca szykuje zasadnicze zmiany w leasingu oraz opodatkowaniu samochodów firmowych i mimo, że Prezydent jeszcze nie podpisał ustawy, to wszystko wskazuje na to, że tak się stanie. Będziemy także rozmawiać o nowoczesnych wyzwaniach w zakresie elektromobilności i carsharingu.prelegenci konferencji FM 2018

Dean Bowkett, obecnie niezależny konsultant, a w przeszłości osoba pracująca w firmach finansowych i koncernach motoryzacyjnych, przybliży wszelkie aspekty wpływające na rynek motoryzacyjny w Europie i w Polsce, wynikające z wprowadzenia norm WLTP. W podobnym tonie, ale z perspektywy importerów głos zabierze Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Opowie, czy faktycznie silniki Diesla są na wymarciu, i czy jedyną alternatywą dla nich, okażą się napędy hybrydowy lub elektryczny. Panowie: Andrzej Krzemiński – Przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu oraz Andrzej Sugajski – Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu – opowiedzą jak wygląda branża leasingowa na tle otoczenia makroekonomicznego.

Mecenasi z kancelarii Hogan Lowells, Andrzej Dębiec i Zbigniew Marczyk na stałe wpisali się już w harmonogram części konferencyjnej targów Fleet Market. Tak się jednak składa, że każdego roku mają bardzo dużo nowych tematów. Tym razem będą mówić o sprawach najbardziej palących dla przedsiębiorców, czyli o zmianach w amortyzacji samochodów, zmianach w podatkach umożliwiających odliczenie pełnej wartości pojazdu tylko do wartości 150 tysięcy złotych, czy planowanych odliczeniach do wysokości 75% kosztów. Zmiany, dotyczące głównie – ale nie tylko – podmiotów finansujących samochody w leasingu, wejdą w życie od 1 stycznia 2019 roku.

Skoro mówimy już o leasingu, to najlepszy punkt widzenia na to, co dzieje się w tej branży ma ktoś, kto reprezentuje wiodącą na rynku firmę z sektora car fleet management. Jarosław Pleskot, dyrektor finansowy firmy Carefleet skupi się na kluczowych zmianach dotyczących leasingu. Opowie o tym, czy po 1 stycznia przedsiębiorcy planujący leasing lub wynajem samochodu powyżej wartości 150 tysięcy stracą, czy niekoniecznie.

Staramy się, aby panel konferencyjny dotyczył różnych aspektów związanych z samochodami firmowymi. Wciąż dużo kontrowersji jest wokół tematu odpowiedzialności pracowników, ale także pracodawców, za powierzone mienie – czyli samochód służbowy. Agnieszka Szczodra-Hajduk z kancelarii Hogan Lovells opowie o tym, jak poprawnie powierzyć samochód, czego możemy i powinniśmy wymagać od pracowników, jaki system kar i nagród jest zgodny z kodeksem pracy.

Postaramy się także, ustami Ireneusza Tymińskiego, prezesa Emotis, odpowiedzieć na pytanie, co oznacza obecnie, i co będzie oznaczać w najbliższej przyszłości, mobilność. Czy firmy będą korzystały z samochodów, a może zamiast aut służbowych powstanie ogólna sieć carsharingu. Ireneusz Tymiński opowie o trendach europejskich, gdzie coraz częściej duże firmy car fleet management czy wypożyczalnie oferują także wynajem rowerów.

Ponad to, Daniel Worthmann z firmy Free To Move  przybliży zagadnienia związane z usługami mobilności, Marek Zaskurski z  Athlon Car Lease Polska opowie o nowej propozycji dla klientów produktów CFM oraz HRV (Idea one Stop Shop). Tematy związane ze stylem jazdy, jako środkiem wpływającym na poprawę bezpieczeństwa pracowników, ale też metodą na realne oszczędności w firmie zreferuje Agnieszka Himel z Telematics Technologies.

Na pewno nie wyczerpiemy wszystkich tematów, ale wszyscy prelegenci zostaną z nami do końca trwania targów, dzięki czemu będzie możliwość aby niektóre wątki pogłębić i dopytać o szczegóły.

Serdecznie zapraszamy do odwiedzenia targów Fleet Market i udziału w konferencji, to jedyna możliwość aby w jednym miejscu poznać różne punkty widzenia.

Konferencja Fleet Market 2018 odbędzie się 21.11.2018, na 1. piętrze w Global EXPO przy ul. Modlińskiej 6D w Warszawie podczas targów Fleet Market 2018.

  • SZCZEGÓŁOWY PROGRAM KONFERENCJI: https://www.fleetmarket.pl/program-konferencji-na-fleet-market/
  • PRELEGENCI: https://www.fleetmarket.pl/program-konferencji-na-fleet-market/#prelegenci

Targi Fleet Market to wydarzenie zamknięte, organizowane z myślą wyłącznie o przedstawicielach firm, zarówno tych posiadających jeden samochód, który pomaga im w prowadzeniu działalności biznesowej oraz tych, którzy poszukują pojazdów do flot liczących od kilkudziesięciu do kilkuset aut. Wstęp jest bezpłatny. Warunkiem uczestnictwa jest poprawne wypełnienie formularzu zgłoszeniowego na stronie: www.fleetmarket.pl Szczegóły dotyczące targów, harmonogram konferencji oraz lista premier i nowości motoryzacyjnych, jakie zostaną zaprezentowane podczas targów, na bieżąco są aktualizowane na stronie internetowej www.fleetmarket.pl.

  • TERMIN TARGÓW: 21 listopada 2018 (środa), od godz. 8:00 do 16:00
  • MIEJSCE TARGÓW I KONFERENCJI: hala Global EXPO w Warszawie, przy ul. Modlińskiej 6D (tj. teren byłej fabryki FSO na warszawskim Żeraniu); wjazd od ul. Elektronowej 10
  • UDZIAŁ W TARGACH: jest bezpłatny dla osób powiązanych z branżą flotową (na podstawie wypełnionego formularza zgłoszeniowego na: fleetmarket.pl )