Dziś „zakończyło się” wstępne porozumienie USA z Iranem, a na Bliskim Wschodzie doszło do kolejnej wymiany ognia. Emocje z tym związane przelały się nie tylko na rynek surowców energetycznych – wpływ ataków widać również na wykresach walutowych. W środowe popołudnie wyczekujemy decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Prawdopodobieństwo podwyżki, na którą dziś zdecydował się Bank Rezerwy Nowej Zelandii, jest bliskie zeru.
Kolejne przepychanki
Prezydent USA ogłosił dziś, że wstępne zawieszenie broni z Iranem jest skończone, po czym Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki na ponad 80 lokalizacji wroga. Dodatkowo wycofano zwolnienie zezwalające na sprzedaż irańskiej ropy. Główne konsekwencje tej decyzji są dwie. Pierwsza to zwyżki cen „czarnego złota”. Odmiana amerykańska dobiła przed południem do poziomu 75 USD za baryłkę, natomiast londyński BRENT do 79 USD. Druga to wzrost ryzyka geopolitycznego, które dodatkowo jest podbijane przez Trumpa krytykującego sojusz NATO za brak pomocy w sprawie Cieśniny Ormuz. Ponadto, w ostatnich wypowiedziach prezydent USA ponownie podkreśla chęć posiadania Grenlandii i wzywa do zakończenia handlu z Hiszpanią, która otwarcie wyraża dezaprobatę dla wojny z Iranem. To połączenie ryzyk wpływa na forex – kapitał kolejną sesję z rzędu wybiera bezpieczne przystanie. Przepływ kapitału do dolara powoduje spadek notowań głównej pary walutowej świata do 1,14 USD. Cierpi na tym złoty. W środę o poranku kurs EUR/PLN wzrósł w szczytowym momencie powyżej 4,31 PLN, a USD/PLN chciał sięgnąć 3,79 PLN.
Prawdopodobnie bez fajerwerków
Nieco mniej emocji wzbudza oczekiwanie na dzisiejszą publikacji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie polityki monetarnej. Według rynkowego konsensusu, koszt pieniądza po raz czwarty z rzędu pozostanie na dotychczasowym poziomie. Oznacza to utrzymanie stopy referencyjnej przy 3,75%. Przemawia za tym przede wszystkim zejście inflacji konsumenckiej dokładnie do celu NBP (2,5% r/r wg wstępnych danych za czerwiec). Dodatkowo, stabilny wzrost gospodarczy (PKB 3,5% k/k) również nie wymusza ruchu. Co więcej, z najnowszych analiz wynika, że jakakolwiek zmiana może nastąpić dopiero w 2028 roku. Obóz sceptyków zwraca jednak uwagę na czynniki mogące obalić tę hipotezę. Niestabilna sytuacja polityczna, czerwcowe osłabienie złotego (wzrosty kursów EUR/PLN i USD/PLN), czy lipcowe wygaśnięcie pakietu osłonowego CPN mogą przyczynić się do wzrostu inflacji. Jeżeli efekty któregoś ze wskazanych czynników przyniosłyby gwałtowne negatywne skutki, to Rada mogłaby wrócić do dyskusji o ewentualnej zmianie kosztu pieniądza. Aktualnie wydaje się, że takie rozważania pozostają odległe, a w krótkim terminie możemy oczekiwać stabilizacji, na którą wskazuje większość analityków. Pozostawienie stóp przy 3,75% nie powinno mocno wpłynąć na złotego, gdyż w ten sposób zmaterializuje się scenariusz bazowy, a już na pewno nie pozwoli na umocnienie krajowej waluty. Większe znaczenia mogą mieć słowa prof. Adama Glapińskiego na jutrzejszej konferencji prasowej.
Nie wszyscy się wstrzymują
W środę Bank Rezerwy Nowej Zelandii podniósł koszt pieniądza o 25 p.b. Po jastrzębim ruchu stopy procentowe wzrosły do 2,5%. Dodatkowo decydenci zakomunikowali możliwość dalszego zacieśniania. Przemawia za tym inflacja konsumencka, która od dwóch kwartałów (Q4 2025 i Q1 2026) utrzymuje się na poziomie 3,1% r/r, co oznacza przekroczenie celu inflacyjnego RBNZ (przedział 1%-3%). Jednocześnie restrykcyjnej polityce nie przeszkadzają prognozy wzrostu aktywności gospodarczej w Nowej Zelandii. Jastrzębia podwyżka i stanowcze stanowisko banku centralnego powoduje umocnienie NZD. „Kiwi” zyskuje dziś nie tylko do słabszego złotego czy euro, ale również względem mocnego dolara amerykańskiego. Siłę NZD widać także w zestawieniu z walutą australijską. Od momentu publikacji decyzji RBNZ kurs NZD/PLN wzrósł o 1,5 grosza, przebijając o poranku poziom 2,15 PLN.




