W III kwartale br. Ukraińcy w polskich sklepach i na usługi wydali 2 mld zł

Cudzoziemcy w III kwartale br. wydali w Polsce 11,7 mld zł, o 7,7% więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku – wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. Najwięcej wydały osoby przekraczające granicę z Niemcami, Ukraińcy są jednak bardziej rozrzutni. Podczas jednej wizyty w Polsce wydali średnio 721 zł, podczas gdy Niemiec zaledwie 473 zł. Eksperci Personnel Service wskazują, że nowy typ zezwolenia na pracę sezonową może przyciągnąć do Polski jeszcze więcej Ukraińców, co pomoże znacząco polskiemu PKB.

W III kwartale 2017 roku cudzoziemcy przekroczyli granicę Polski 47,9 mln razy, co oznacza wzrost o ponad 6% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Obcokrajowcy zostawiają też w Polsce coraz więcej pieniędzy. Jak wskazał GUS, najwyższe wydatki, biorąc pod uwagę lądową granicę, ponieśli cudzoziemcy przekraczający granicę z Niemcami (46,6% ogółu wydatków cudzoziemców), następnie z Ukrainą (20,5%), Czechami (11,8%), Słowacją (8,3%), Białorusią (7%), Litwą (4,3%) i Rosją (1,6%). Jeżeli jednak spojrzymy na średnie wydatki ponoszone przez przedstawicieli poszczególnych państw podczas jednej wizyty w Polsce – rekordowe kwoty wydali Ukraińcy.

Przeciętny Ukrainiec odwiedzający Polskę wydał u nas w III kwartale br. średnio 721 zł. Te dane wyglądają szokująco zwłaszcza, jeżeli zestawi się je z przeciętną pensją w tym kraju. Z danych State Statistics Service of Ukraine wynika, że w październiku tego roku średnie wynagrodzenie Ukraińca wynosiło 7377 hrywien, co w przeliczeniu na złotówki daje ok. 963 zł. Można więc powiedzieć, że Ukraińcy przyjeżdżają i zostawiają u nas prawie całą pensję – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Mieszkańcy Ukrainy w III kwartale tego roku wydali w polskich sklepach, restauracjach czy hotelach ponad 1,9 mld zł. W okresie od stycznia do września wydali ponad 5,5 mld zł.

Co kupowali cudzoziemcy?

Cudzoziemcy kupowali w Polsce przede wszystkim towary nieżywnościowe, na które przeznaczyli ok. 82% swoich wydatków. Na żywność i napoje bezalkoholowe wydali 12%, a na pozostałe produkty i usługi ok. 5%. Spośród artykułów nieżywnościowych największym zainteresowaniem cudzoziemców cieszyły się materiały do budowy, remontu i konserwacji mieszkania lub domu (ok. 23% wydatków na towary nieżywnościowe), sprzęt RTV i AGD (ok. 19%) oraz części i akcesoria do środków transportu (ok. 13%).

Rosnące wydatki Ukraińców w Polsce to efekt ich większego zainteresowania pracą u nas. W całym 2017 roku może zostać wydanych nawet 2 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy, a spodziewamy się, że nowy typ pozwolenia na pracę sezonową w 2018 roku jeszcze spotęguje ten trend. Wydatki Ukraińców będą rosły, podobnie jak zainteresowanie polskich firm ich zatrudnianiem – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Złoty mocniejszy, aktywność rynku wciąż mała

Dobre nastroje na rynkach światowych, wzrost notowań EUR/USD i obserwowana przez cały rok wewnętrzna siła złotego, przekładają się dziś na jego umocnienie. Aktywność rynku walutowego wciąż jednak jest mała i do końca roku już się nie zwiększy.

Złoty, podobnie jak węgierski forint, nieznacznie zyskuje dziś na wartości w relacji do głównych walut. O godzinie 14:22 za euro trzeba było zapłacić 4,1885 zł wobec 4,19 zł w piątek na zamknięciu. Dolar potaniał o ponad 1 gr do 3,5215 zł. Szwajcarski frank natomiast o 1,4 gr do 3,5580 zł i jest on zaledwie 0,6 gr powyżej minimum z ostatniego czwartku, gdy szwajcarska waluta była najtańsza od pamiętnego 15 stycznia 2015 roku.

Złotego wspierają lepsze nastroje na świecie, co zwiększa apetyt na ryzyko (dlatego m.in. traci bezpieczny frank), a także wzrost notowań EUR/USD i obserwowana przez cały 2017 rok wewnętrzna siła złotego, dzięki czemu był on najsilniejszą walutą świata. Nastroje na rynku walutowym wciąż jednak są mocno świąteczne. Aktywność inwestorów, a co za tym idzie również obroty, są ograniczone. Dlatego do końca dnia układ sił na polskich parach już nie powinien się zmienić. Zwłaszcza, że na horyzoncie brak jest czynników, które zdołałby mocniej wstrząsnąć złotym. Taki wydarzeniem raczej nie będzie zaplanowana na godzinę 16:00 publikacja grudniowej wartości indeksu zaufania amerykańskich konsumentów (prognoza: 128,1 pkt.).

Równie niewiele ma szansę wydarzyć się w czwartek. Z tych samych powodów co dziś. Za to ciekawie powinno być w piątek, czyli ostatniego dnia roboczego 2017 roku, gdy różnego rodzaju fundusze mogą wykorzystać niską płynność rynku do próby „ustawienia” jak najbardziej korzystnego dla siebie kursu waluty na zamknięcie roku (na giełdzie takie zjawisko nosi nazwę „windows dressing”). Taka sytuacja miała miejsce m.in. przed rokiem, gdy ostatniego dnia handlu zmienność na EUR/PLN wyniosła 3,5 gr i była dwukrotnie wyższa niż pierwszego dnia po świętach, a na USD/PLN sięgnęła ona aż 7 gr. W tym roku może być podobnie. Mając na uwadze dominujące tendencje na polskich parach należy założyć, że złoty w całym tym międzyświątecznym tygodniu zyska na wartości.

Normalny handel na rynku walutowym wróci po Nowym Roku. To wówczas rozpocznie się pozycjonowanie inwestorów na kolejne 12 miesięcy. Oczekuję, że rok 2018, tak samo jako kończący się 2017, będzie dobry dla złotego. Utrzymująca się dobra koniunktura gospodarcza w Polsce i na świecie, w połączeniu ze spodziewanymi podwyżkami stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, ale też możliwym napływem kapitałów na rynki wschodzące, wskazują na kontynuację umocnienia złotego w 2018 roku. Za 12 miesięcy kurs EUR/PLN może znaleźć się na poziomie 4,15 zł, podczas gdy USD/PLN spadnie do 3,32 zł, a CHF/PLN do 3,46 zł.

Zanim jednak umocnienie złotego będzie kontynuowane, wcześniej trzeba się liczyć z korektą, która podniesie notowania euro do 4,30 zł, a dolara do 3,77 zł. Paliwem do realizacji zysków będzie spodziewany spadek inflacji w Polsce w najbliższych miesiącach (pokażą to już dane za grudzień, które zostaną opublikowane 3 stycznia), jak również coraz bardziej prawdopodobna korekta na światowych giełdach i  szansa na umocnienie dolara napędzane reformą podatkową i przyspieszeniem gospodarki USA.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Jedna z najważniejszych linii trendu na rynku kapitałowym…

Na początku 2017 roku inwestorzy krzyknęli jednogłośnie: koniec rynku byka na rynku obligacji amerykańskich, przyszedł czas rynku niedźwiedzia. Jak zmiana trendu na rynku obligacji wpłynęłaby na rynek akcji oraz dlaczego inwestorzy cały czas myślą o zmianie trendu?

Długoterminowy wzrost ceny obligacji został zapoczątkowany w 1982 roku i trwa do dnia dzisiejszego. Po każdym kryzysie finansowym pojawiał się nowy kupujący na obligacje amerykańskie, ceny rosły, natomiast rentowność systematycznie spadała. Przedstawia to poniższy wykres.

rentownosc obligacji usa

Źródło: zerohedge

Po 2007 roku nie było inaczej, rentowność obligacji spadła na historyczne minima. Sytuacja zmieniła się razem ze zmianą nastawienia Rezerwy Federalnej i cyklem podwyżek stóp procentowych. Nastąpił wzrost rentowności, który zbliżył się do długoterminowej linii trendu spadkowego. Po raz kolejny na rynku wybiły fanfary mówiące o dużym prawdopodobieństwie rozpoczęcia trendu spadkowego na cenie obligacji (rentowność w górę).

A gdyby jednak…

A gdyby jednak tak rentowność obligacji przebiła długoterminową linie trendu spadkowego? Jakie byłyby konsekwencje?

Po pierwsze giełda znalazłaby się w długoterminowym trendzie spadkowym. Skoro obligacje przynoszą coraz wyższe odsetki od kapitału, to dywidenda akcji również musiałaby wzrosnąć w ujęciu procentowym, co skutkowałoby spadkiem cen akcji. Po drugie, zamiast inflacji pojawiłoby się widmo deflacji, ponieważ byłby droższy kredyt. Osoby, które wcześniej płaciły niską ratę kredytu mogłyby stanąć przed widmem bankructwa, co oznacza wyższą podaż nieruchomości. Droższy kredyt skutecznie zniechęciłby przyszłych nabywców nieruchomości, zatem na rynku zapanowałaby panika podobna do tej z 2007 roku. Konsekwencje wzrostu obsługi długu od globalnego zadłużenia na poziomie 340 procent byłyby daleko idące.

Dlaczego nie?

Jeżeli już mamy przed oczyma czarną wizję wzrostu rentowności obligacji, to teraz zastanówmy się dlaczego rentowność prawdopodobnie będzie kontynuować długoterminowy trend spadkowy. Po pierwsze banki centralne mogą dokonywać poważnych interwencji na rynku w ramach programu Quantitative Easing. Widać to chociażby po działaniu ECB, który jest jedną z nielicznych instytucji, które skupują włoski dług. Dzięki temu rentowność długu może zostać utrzymana na niskim poziomie, od 2015 roku europejski bank jest głównym kupującym.

zmiana popytu na wloski dlug

Natomiast w krótkim terminie fundusze lewarowane utrzymują w swoim portfelu bardzo dużo krótkich pozycji. Realizacja zysków doprowadzi do wzrostu ceny obligacji a to do spadku rentowności.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: cmegroup

Cena 10-letnich obligacji amerykańskich – analiza techniczna

Cena 10-letnich obligacji amerykańskich – analiza techniczna

Źródło: Admiral Markets

Notowania obligacji po raz kolejny spadły w okolicę poziomu 123, gdzie znajduje się bardzo silne wsparcie. Przy tak dużym zaangażowaniu funduszy lewarowanych po krótkiej stronie rynku w nadchodzących tygodniach prawdopodobnie dojdzie do realizacji zysków, co doprowadziłoby do wzrostu ceny obligacji. Bazowym scenariuszem będzie obrona wsparcia i wzrost ceny obligacji w okolicę wsparcia 127.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ile zapłacimy za żywność w 2018 roku

Według prognoz Banku BGŻ BNP Paribas w 2018 roku ceny detaliczne żywności w Polsce będą przeciętnie o 1,5-2,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. Skala podwyżek będzie mniej odczuwalna w porównaniu do 2017 roku, kiedy średnio w roku ceny żywności wzrosły o ok. 4,5 proc. W porównaniu do lat 2013-2016, gdy żywność drożała przeciętnie o zaledwie 0,1 proc. rocznie, wzrost cen utrzyma się na wysokim poziomie. Biorąc jednak pod uwagę przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń, sytuacja konsumentów w 2018 roku nie ulegnie pogorszeniu.

 W 2018 roku największy wzrost cen spodziewany jest w odniesieniu do owoców i warzyw. W pierwszej połowie roku będą one sezonowo rosły, przy czym prawdopodobnie silniej niż zazwyczaj o tej porze ze względu m.in. na znaczny spadek krajowych zbiorów jabłek oraz spadek ich produkcji w Unii. Wzrosty cen mogą być potęgowane utrudnieniami związanymi z przechowywaniem owoców i warzyw.

Produkty mleczarskie oraz pieczywo i produkty zbożowe będą jedynie nieznacznie droższe,
o ok. 1-2 proc., niż średnio w 2017 roku.

– W ostatnich miesiącach, ze względu na odbudowę podaży mleka u największych eksporterów, na giełdach światowych obserwowaliśmy spadki cen produktów mleczarskich, których skutki, w polskich sklepach będą widoczne w pierwszych miesiącach 2018 roku. W związku z tym, dynamika wzrostu cen w skali rocznej będzie się osłabiać, a w drugiej połowie roku ceny niektórych artykułów mogą być niższe od notowanych w analogicznych miesiącach 2017 roku – mówi Marta Skrzypczyk, dyrektor Departamentu Analiz Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

Pieczywo nieznacznie droższe, więcej zapłacimy za drób i wołowinę

Wysokie zapasy zbóż na rynku globalnym powodują, że mimo problemów z jakością ziarna w Polsce, jego ceny w skupie są o kilka procent wyższe niż rok wcześniej. Tym samym po stronie surowcowej istnieje presja na wzrost cen pieczywa i innych produktów zbożowych, ale nie jest ona silna. W 2018 roku droższy będzie także drób ze względu na oczekiwany wzrost eksportu, a także popytu krajowego. Wzrosnąć mogą również ceny wołowiny. Z kolei tańsza będzie wieprzowina, co wynika ze spadku cen skupu na rynku unijnym, a tym samym w Polsce, co jest konsekwencją zmniejszenia zakupów produktów wieprzowych ze strony Chin.

Jaja będą stopniowo tanieć

Ciekawie przedstawia się sytuacja na rynku jaj. Średnioroczne ceny jaj konsumpcyjnych będą wprawdzie wyższe w porównaniu z 2017 r., niemniej w kolejnych miesiącach nadchodzącego 2018 roku będą się one stopniowo obniżały i na koniec roku mogą być o kilkanaście procent tańsze niż w grudniu 2017 roku.

Za cukier zapłacimy nawet o 30 proc. mniej

Zdecydowanie tańszy niż przeciętnie w 2017 r., będzie cukier. Zniesienie limitu kwot produkcji cukru w Unii Europejskiej przyczyniło się do zwiększenia produkcji we Wspólnocie. Przez większą część 2017 roku, ceny tego produktu w sklepach były stosunkowo wysokie, tak więc zasięg obniżek w skali roku może wynieść nawet 30 proc.

Za masło wciąż zapłacimy więcej

Oleje i tłuszcze potanieją ze względu na niższe ceny masła. Trzeba jednak pamiętać, że masło w 2017 roku drożało przede wszystkim w drugiej połowie roku. Zatem jego ceny w pierwszej połowie 2018 roku, nawet mimo obniżek, będą wyższe niż przed rokiem.

Na chwilę obecną, w przypadku większości produktów spożywczych, nie ma wyraźnych przesłanek do wzrostu cen detalicznych związanych z drożejącym surowcem. Szereg innych czynników sprawi jednak, że żywność pozostanie relatywnie droga. Przede wszystkim może być to wynikiem dynamicznie rosnących jednostkowych kosztów pracy. Prawdopodobnie wzrosną również, wprawdzie w mniejszym stopniu, koszty związane z transportem i energią. Dużym czynnikiem niepewności, mającym kluczowe znaczenie w kształtowaniu się cen żywności w drugiej połowie roku, jest wysokość zbiorów zbóż, rzepaku oraz owoców i warzyw w 2018 roku, a także ewentualne rozprzestrzenianie się chorób zwierzęcych.

CFTC – sprawdź pozycję dużych graczy

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

CFTC - sprawdź pozycję dużych graczy 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

CFTC - sprawdź pozycję dużych graczy 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według ostatniego raportu Commitment of Traders zarządzający byli najbardziej aktywni na metalach szlachetnych.

Po analizie ostatniego raportu Commitment of Traders w pierwszym kwartale 2018 roku najciekawiej przedstawia się dolar nowozelandzki oraz srebro.

Już drugi tydzień z rzędu zarządzający na kontraktach terminowych utrzymują w swoim portfelu większą ilość pozycji krótkich niż długich. Patrząc historycznie, był to przeważnie minimum na rynku srebra po czym następowały bardzo silne wzrosty. Czy tym razem będzie tak samo? Prawdopodobnie tak, ponieważ na srebrze ciąży zbyt duży pesymizm.

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje zarządzających, linia niebieska- pozycje długie, czerwona - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu zarządzający powiększyli swoją krótką pozycję o 8 000 tysięcy, natomiast pozycja długa została zredukowana o 577 kontrakty.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym stronie popytowej udało się obronić strefę wsparcia 15.60 USD. Aktualnym celem kupujących jest prawdopodobnie kolejna strefa 17.45. Jeżeli uda się ją pokonać, to notowania mogą przetestować szczyty z 2017 roku w okolicy 18 USD za jedną uncję.

Dolar nowozelandzki

Na rynku kontraktów terminowych w portfelu funduszy lewarowanych jest historycznie minimalna ilość długich pozycji względem krótkich. Dzięki temu kapitał lewarowany ma sporo miejsca do zamykania krótkich pozycji i otwierania długich, co przełożyłoby się na wzrost kursu pary walutowej NZD/USD.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Admiral Markets

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 8 000 długich oraz 300 krótkich pozycji.

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym notowania odbiły się od mocnej strefy popytu 0.638, jej przebicie zdaje się być bardzo mało prawdopodobne. Aktualnie strona kupująca kieruje się w stronę strefy oporu 0.72, jeżeli bastion sprzedających zostanie pokonany, to notowania powinny zmierzać w okolicę szczytów z 2017 roku.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

40% polskich kierowców jest gotowych na zakup samochodu elektrycznego

Już 40% polskich kierowców byłoby zainteresowanych zakupem samochodu elektrycznego, gdyby jego cena i klasa były takie same jak preferowanego samochodu z napędem spalinowym – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Czym i jak chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej”. Nadal jedynie co piąta osoba korzysta z rozwiązań typu ride sharing, choć kolejne 36% nie wyklucza tego w najbliższej przyszłości.

Globalny wynik sprzedaży nowych samochodów osobowych i dostawczych na koniec 2017 roku może być lepszy o 2,9% w porównaniu do 2016. Głównym motorem napędowym wzrostu będą rynki rozwijające się, z Chinami na czele. Z kolei w 2018 r. łącznie na świecie z fabryk ma wyjechać 100 mln samochodów (wzrost o ponad 7 mln pojazdów w stosunku do 2016 roku). Jeżeli chodzi o rynek polski w 2018 roku sprzedanych zostanie ponad 490 tysięcy nowych pojazdów, co oznacza wzrost o 6% w stosunku do roku 2017.

„Patrząc na prognozy rozwoju rynku można odnieść wrażenie, że aktualna oferta jest wystarczająco bogata i w przyszłości głównym kryterium przewagi będzie poziom zaawansowania technologicznego tak w zakresie dodatkowych funkcji, ułatwień, rozwiązań chmurowych, jak i alternatywnych źródeł napędu. Coraz bardziej skomplikowane systemy elektroniczne oraz stale rosnący poziom integracji z urządzeniami mobilnymi, stawiają strategiczne wyzwanie dla koncernowych działów badawczo-rozwojowych. Nowe technologie wymagają znaczących nakładów inwestycyjnych, reorganizacji tych działów, niejednokrotnie są również katalizatorem dla fuzji i przejęć” – mówi Piotr Michalczyk, partner w PwC, lider zespołu doradztwa dla branży motoryzacyjnej.

Elektromobilność

Z badania przeprowadzonego na potrzeby raportu PwC „Czym i jak chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej” wynika, że 40% polskich kierowców jest gotowa na zakup samochodu elektrycznego, pod warunkiem, że jego cena, klasa i marka byłyby takie same, jak preferowanego auta z napędem spalinowym. 64% respondentów zadeklarowało, że za nowy samochód elektryczny byłoby w stanie zapłacić do 70 tys. zł, a 7,3% ankietowanych rozważyłaby zakup pojazdu używanego. Badani, dla których auto spalinowe obecnie wydaje się bardziej atrakcyjną opcją, rozważyliby zmianę zdania na korzyść auta elektrycznego pod warunkiem zwiększenia pojemność jego akumulatora, niższej ceny zakupu oraz niższych kosztów użytkowania.

„Elektromobilność w Polsce pozostaje obecnie obszarem niszowym. Aby stała się powszechna potrzebna jest współpraca samorządów, dostawców samochodów oraz infrastruktury. Zyskujący na sile trend ‘od posiadania do mobilności’ oraz deklaracje producentów ukazujące wzrost znaczenia samochodów elektrycznych w ich ofercie mogą przyspieszyć rozwój elektromobilności, szczególnie w dużych miastach. Jednak fakt, iż nadal ponad 60% pojazdów Polsce to samochody używane, może sprawiać, że elektromobilność będzie rozwijać się w różnym tempie” – mówi Anna Szczeblewska, dyrektor w zespole doradztwa dla branży motoryzacyjnej.

Samochód w sieci połączeń

Autorzy raportu podkreślają, że trendem wyraźnie widocznym na rynku motoryzacyjnym jest stale rosnąca liczba aplikacji adresowanych do kierowców. Według prognoz PwC do 2022 roku dwa na trzy samochody będą wyposażone w pakiet aplikacji online wspomagających podróż. W tym czasie wartość rynku samochodu połączonego ze smartfonem (ang. connected car) na świecie może się potroić, osiągając poziom 155,9 mld dol. (wobec spodziewanej wartości rynku w 2017 roku mającej wynieść 52,5 mld dol.).

W opinii polskich kierowców rozwiązania integrujące smartfon oraz samochód będą wpływać na bezpieczeństwo samochodu (59% wskazań), poprawę komfortu jazdy (59%), zwiększenie płynności ruchu w miastach (58%), a także poprawę bezpieczeństwa jazdy (55%). Równocześnie ankietowani dostrzegli potencjalne zagrożenia – 55% uznało, że aplikacje mogą doprowadzać do rozproszenia uwagi prowadzących, natomiast 43% obawia się, że integracja samochodów i smartfonów może ułatwiać kradzież pojazdów. Co ciekawe 37% badanych kierowców w Polsce zgodziłaby się na przesyłanie informacji z nawigacji GPS do ubezpieczyciela, gdyby pozwoliłoby to lepiej dopasować ofertę ubezpieczeniową do ich stylu jazdy.

Współdzielenie czy posiadanie

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC obecnie z rozwiązań typu ride sharing (współdzielenie podróży) korzysta 19% badanych, a 36% jeszcze tego nie robi, ale planuje w przyszłości. Ich zdaniem najważniejsze zalety tego rozwiązania stanowią cena, dostępność oraz wygoda korzystania. Jednak stosunkowo duża grupa (44%) deklaruje, że z nich nie korzysta i nie ma tego w planach.

Na pytanie czy ankietowani byliby skłonni zrezygnować z kupna własnego pojazdu na rzecz alternatywnych rozwiązań, 54% respondentów stwierdziło, że nie odeszłoby od posiadania własnego samochodu. 21% byłoby skłonnych zrezygnować z takiej własności na rzecz ulepszonego transportu miejskiego, 14% miejskiego współdzielenia skuterów lub rowerów, 12% miejskiego współdzielenia samochodów, zaś 9% współdzielenia samochodów w swoim biurze (ang. fleet sharing).

O raporcie „Czym i jak chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej”
Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego na grupie 1000 internautów, którzy w dniu badania mieli ukończone 18 lat i deklarowali korzystanie z samochodu. Badanie zostało zrealizowane metodą wspomaganych komputerowo wywiadów, przy pomocy strony internetowej (CAWI).

Struktura sprzedaży kredytów w podziale na dni tygodnia

Z analizy danych zgromadzonych w Biurze Informacji Kredytowej wynika, że niezależnie od dnia tygodnia, od poniedziałku do piątku udziela się tyle samo kredytów mieszkaniowych. Kredyty gotówkowe to rzadkość w weekendy – tylko 6,4% z kredytów udzielanych w całym tygodniu przypada na weekend. Natomiast w niedziele sprzedaje się dużo kart kredytowych (12%), a kredyty ratalne udzielone w weekend to niemal ¼ (23%) łącznej sprzedaży całego tygodnia. Również oferty specjalne sklepów w tzw. Black Friday są istotnym impulsem do zakupów, a tym samym skłaniają do zaciągania kredytów ratalnych, których w „Czarny Piątek” udzielono dwa razy więcej niż średnio w każdym dniu listopada. Jednak według deklaracji ankietowanych Polaków, świąteczne i noworoczne potrzeby będą realizowane głównie z oszczędności.

– Weekendową aktywność Polaków w zakresie kredytów ratalnych i kart kredytowych można między innymi tłumaczyć tym, że decyzję o zakupie nowego telewizora czy pralki podejmuje cała rodzina, która właśnie w weekend wspólnie udaje się na zakupy dóbr trwałego użytku – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK. – Kredyty ratalne zaciągane są w oddziałach zlokalizowanych w centrach handlowych lub u samych sprzedawców, którzy współpracują z bankami consumer finance. Natomiast kredyty gotówkowe zazwyczaj służą finansowaniu potrzeb i wydatków bieżących, często o charakterze nagłym i nieprzewidzianym, dlatego też zaciągane są każdego dnia od poniedziałku do piątku, w oddziałach bankowych zlokalizowanych zazwyczaj poza galeriami handlowymi – dodaje prof. Rogowski.

bik_struktura_sprzedazy_pon_nie_x2017W piątek, 24 listopada br. banki udzieliły 20,5 tys. kredytów ratalnych na łączną kwotę 71,8 mln. zł. Zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym jest to prawie o 100% więcej niż średnia dzienna dla pozostałych dni roboczych w listopadzie 2017 r. Black Friday, który ugruntował już swoją pozycję w kalendarzu konsumpcyjnym Polaków, wbrew nazwie znajduje swoją kontynuację w weekend. Okazuje się, że sobotnio – niedzielne po „Black Friday-owe” szaleństwo zakupowe zaowocowało wzrostem liczby udzielonych kredytów ratalnych o prawie połowę w stosunku do pozostałych weekendów w listopadzie.

bik_blackfriday_x2017Konsumpcja czy potrzeba

W ankiecie opinii, przeprowadzonej w listopadzie 2017 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIK*, większość badanych zadeklarowało, że zaciąga kredyty gotówkowe (56%) lub pożyczki (50%) na potrzeby własne lub całej rodziny. Badani potwierdzili, że gotówkę przeznaczają zazwyczaj na zakup samochodu (21%), mebli i wyposażenia domu (18%), ale również na spłatę innych pożyczek czy kredytów (17%) oraz niespodziewane lub bieżące wydatki (12%)

Zaciągnięte kredyty ratalne najczęściej przeznaczane są na zakup sprzętu AGD i RTV (34%) lub urządzeń elektronicznych – komputera, laptopa (24%). Marzenia o samochodzie i telefonie ankietowani Polacy także spełniają się dzięki finansowaniu ratalnemu – zakup auta na raty stanowi 12% a komórki – 13%.

Analizując ankietę o kondycji kredytowej Polaków, niektóre odpowiedzi respondentów (np. przeznaczenie środków na zakup samochodu z kredytu gotówkowego, ratalnego lub samochodowego) można wyciągnąć wniosek, że Polacy nie zawsze sprawnie poruszają się w nazewnictwie stosowanym przez branżę bankową i nie definiują wyraźnie produktów w odrębnych segmentach produktów kredytowych.

Święta i Nowy Rok skonsumujemy z oszczędności

BIK postanowił zapytać Polaków również o wydatki świąteczno-noworoczne w 2017 r.**. Zdecydowana większość ankietowanych (89%) potwierdziła, że tegoroczne święta sfinansuje z bieżących środków finansowych (np. z pensji) mimo, że dla co piątego z nich wydatki bożonarodzeniowe są przyczyną późniejszych kłopotów finansowych. Około 14% badanych w wieku 25-34 lata na cele świąteczne uszczupli swoje oszczędności. Natomiast tylko bardzo nieliczni (ok. 4%) będą na ten cel potrzebowali pożyczki lub kredytu w wysokości do 1000 zł.

Największą część wydatków świątecznych stanowią prezenty (aż 50%), w drugiej kolejności jest to żywność (41%). Badani kupią prezenty w dni powszednie, po pracy, ewentualnie w soboty – branie urlopu przeznaczonego na zakup prezentów jest rzadkością.

BLIK dostępny w Banku BGŻ BNP Paribas

Bank BGŻ BNP Paribas udostępnił swoim klientom płatności mobilne BLIK. Dzięki temu klienci Banku otrzymali dostęp do jednej z najszybszych metod płatności w sklepach internetowych, a także mogą jeszcze prościej korzystać z usług oraz produktów oferowanych przez Bank – wypłacać pieniądze z bankomatów czy płacić w sklepach stacjonarnych.

Nowa funkcjonalność Banku jest już dostępna w markecie Google Play z aplikacjami dla systemu Android. Niebawem usługa ta będzie również dostępna w sklepach App Store dla iOS.

W ciągu trzech kwartałów 2017 roku Polacy zrealizowali BLIKIEM łącznie 21 milionów transakcji. Najdynamiczniej rozwijającym się kanałem BLIKA są płatności w e-sklepach, które stanowią obecnie ponad 60 proc. wszystkich transakcji – w ten sposób można płacić praktycznie w całym polskim e-commerce. BLIKIEM można także wypłacać pieniądze w ponad 16 tys. bankomatów oraz zapłacić w ponad 217 tys. terminali w punktach sprzedaży.

W październiku tego roku nasi klienci otrzymali aplikację mobilną GOmobile, która umożliwia szybsze i bardziej przystępne korzystanie z usług Banku. Budując nową aplikację od początku zakładaliśmy, że płatności mobilne muszą być jednym z jej głównych elementów. Klienci Banku mogą już płacić BLIKIEM, co z pewnością będzie ważnym elementem popularyzowania krajowego standardu płatności mobilnych – mówi Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający Pionu Bankowości Internetowej w Banku BGŻ BNP Paribas.

Dzięki BLIKOWI miliony Polaków mogą bezpiecznie i wygodnie, korzystając ze smartfona, wypłacać gotówkę z bankomatów, płacić w tradycyjnych sklepach oraz przelewać natychmiastowo pieniądze innym użytkownikom na numer telefonu bez znajomości ich rachunku bankowego. BLIK to jedna z najszybszych metod płatności w sklepach internetowych oraz aplikacjach mobilnych.

Polacy coraz chętniej korzystają z BLIKA, szczególnie podczas zakupów w internecie. Liczba użytkowników usługi wciąż rośnie. Dzięki jej udostępnieniu przez Bank BGŻ BNP Paribas kolejna duża grupa osób będzie mogła przekonać się, że BLIK jest szybkim i wygodnym rozwiązaniem płatniczym. W związku z tym, spodziewamy się kolejnych wzrostów ogólnej liczby transakcji w nadchodzących miesiącach – mówi Dariusz Mazurkiewicz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu BLIK.

System stanowi ogólnokrajowy, powszechny standard płatności, który wykorzystuje najnowocześniejsze technologie. Dostęp do BLIKA w aplikacjach bankowości mobilnej ma ok. 70 proc. wszystkich klientów krajowych instytucji finansowych. Grupa ta stale się powiększa. Za rozwój systemu odpowiada spółka Polski Standard Płatności (PSP). BLIK przyczynia się do ograniczania obiegu gotówki w gospodarce. PSP stale rozwija możliwości BLIKA tak, aby system był jak najbardziej funkcjonalny dla jego użytkowników.

Ubezpieczenia dla MSP. Co będzie ważne dla przedsiębiorców w 2018 roku?

  • Szacuje się, że 40% majątku polskich firm jest nieubezpieczonych. W sektorze MSP ten odsetek może być jeszcze większy.
  • Od firmowej polisy przedsiębiorcy oczekują przede wszystkim gwarancji, że żadna szkoda nie zachwieje ich biznesem.
  • Zakup polis w pakiecie, optymalizacja kosztów ochrony, rozwój ubezpieczeń zdrowotnych i ochrony przed cyberryzykami – to główne trendy w ubezpieczeniach dla MSP w 2018 roku.

Z opublikowanego pod koniec 2017 roku raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) wynika, że 60% majątku polskich firm jest objętych ubezpieczeniami. Na tę statystykę można patrzeć dwojako – to wyraźnie ponad połowa, ale ten wynik oznacza też, że wciąż aż 40% majątku ogółu przedsiębiorstw pozostaje bez ochrony. Należy szacować, że w sektorze MSP – zdaniem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) stanowi 99,8% wszystkich firm – odsetek niechronionego polisami majątku jest jeszcze większy.

Badania potwierdzają, że polskie firmy boją się przede wszystkim porażki w biznesie, a priorytetem jest dla nich utrzymanie płynności finansowej. Dlatego ich ubezpieczeniowe oczekiwania sprowadzają się przede wszystkim do posiadania ochrony, która pozwoli przetrwać w sytuacji, która może zachwiać ich biznesem. Punktem wyjścia dla zakupu polisy jest zazwyczaj ochrona firmowego majątku, a następnie rozszerzanie zakresu o dostępne na rynku klauzule, zgodnie ze specyfiką prowadzonego biznesu – mówi Damian Andruszkiewicz, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Poniżej 4 najważniejsze trendy, które w 2018 roku będą charakteryzowały podejście przedsiębiorców z sektora MSP do ubezpieczeń.

1) Ubezpieczenia kupowane w pakiecie

Już teraz firmy z sektora MSP coraz częściej decydują się na zakup ubezpieczenia pakietowego i ten trend z pewnością utrzyma się w 2018 rok. To rozwiązanie jest wygodne dla klienta, ponieważ jedna umowa obejmuje kilka ryzyk – w szczególności ubezpieczenia od ognia i innych zdarzeń losowych, od kradzieży z włamaniem, wandalizmu, powodzi czy zalania. Bardzo popularne od jakiegoś czasu jest ubezpieczenie od wszystkich ryzyk, tzw. all risks. Ochrona ubezpieczeniowa obejmuje w takim przypadku wszystkie zdarzenia z wyjątkiem wyraźnie wyłączonych w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU).

2) Optymalizacja kosztów i wybór zakresu polisy

Przedsiębiorcom zawsze zależy na tym, aby za ubezpieczenie płacić jak najmniej. To nie zmieni się w 2018 roku. Można za to spodziewać się, że wraz ze wzrostem świadomości ubezpieczeniowej sektora MSP, ubezpieczenia będą w coraz większym stopniu profilowane pod potrzeby właścicieli firm. Składka zależy od liczby ryzyk, które są włączane do ochrony, a także od sum ubezpieczenia w przypadku ubezpieczeń mienia i sum gwarancyjnych przy ubezpieczeniach OC. Aby zaoszczędzić, przedsiębiorca powinien w pierwszej kolejności określić, co i w jakim zakresie chce ubezpieczyć. Jeśli ochrona na określonym poziomie wystarczy, aby pokryć straty w najwyższym możliwym wymiarze, to oznacza, że dokładnie takiej ochrony potrzebuje.

Sprowadza się to do wniosku, że właściciel firmy powinien zawrzeć w ubezpieczeniu tylko te ryzyka, które faktycznie mogą mu się przydać, a następnie przypisać do nich precyzyjnie określone sumy. Nie ma „złotego środka” pomiędzy ceną a zakresem ochrony, ponieważ elementy składające się na polisę są zawsze ważniejsze niż składka. W końcu to one określają szkody kwalifikujące się do likwidacji oraz wysokość potencjalnych odszkodowań – twierdzi Damian Andruszkiewicz z towarzystwa ubezpieczeń Compensa.

3) Sektor MSP sięga po ubezpieczenia zdrowotne

Mówiąc o ubezpieczeniach adresowanych do sektora MSP trzeba zauważyć, że rośnie znaczenie ubezpieczeń zdrowotnych. Wciąż najpopularniejszym w Polsce sposobem na korzystanie z tych polis jest ubezpieczenie grupowe. W ten sposób ubezpiecza się aż 1,6 mln Polaków, najczęściej w formie benefitu oferowanego przez pracodawcę. Jeszcze niedawno ubezpieczenie zdrowotne było przywilejem zarezerwowanym dla pracowników dużych firm i korporacji. Ubezpieczyciele zaczęli jednak bardziej elastycznie kształtować swoje oferty, dzięki czemu polisy zdrowotne są już dostępne również dla MSP oraz instytucji publicznych.

4) Wzrost znaczenia ochrony od cyberzagrożeń

W sektorze MSP znaczenia będą nabierały – już w najbliższych miesiącach, a na pewno w kolejnych latach – ubezpieczenia na wypadek tzw. cyberzagrożeń. Ma to związek zarówno z wciąż postępującym rozwojem technologii i wynikającymi z nich nowoczesnymi ryzykami, m.in. atakami hakerów, jak i ze zmianami w prawie. W maju 2018 roku wchodzi w życie unijne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, które wymusi na przedsiębiorcach stosowanie się do zaostrzonych przepisów, a kto nie spełni nowych wymogów, narazi się na kary.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

Należy spodziewać się 15% wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw

Nie ma jednego sektora, który „pogrążałby” całą gospodarkę. Liczba firm tracących płynność finansową jest stosunkowo wysoka zarówno w produkcji jak i usługach, handlu a w przekroju całego roku wzrosła także w przeżywającym „boom” budownictwie. Dlatego, m.in. III kwartał tego roku zamknął się najwyższą od 5 lat (czyli od końca 2012 roku) liczbą niewypłacalności w skali jednego kwartału. Nie oznacza to oczywiście wspólnego mianownika tych problemów czy też kryzysu, ale jest efektem równoczesnego wystąpienia przyczyn kłopotów w poszczególnych sektorach.

Wskazać można m.in.:     

  • Ułatwione postępowania naprawcze, które zastępują często postępowania restrukturyzacyjne, z tym że w odróżnieniu od nich odbywają się nie na koszt restrukturyzowanej firmy, ale jej wierzycieli. Powoduje to efekt domina niewypłacalności kolejnych firm w łańcuchu dostaw.
  • Niską rentowność wielu przedsiębiorstw, zwłaszcza z sektora MSP, które na bardzo konkurencyjnym rynku bardziej trwają, niż rozwijają się. Nawet zwiększona konsumpcja nie oznacza możliwości podniesienia marż, firmy wciąż nie gromadzą kapitału zapasowego, podatne są wiec na wszelkie zawirowania rynkowe.
  • Koncentrację w ślad za dystrybucją także w produkcji – duzi dystrybutorzy preferują partnerów o równie dużej skali działalności (i idącej ze skalą produkcji racjonalizacją kosztów), znikają lokalni odbiorcy produkujących na rynek krajowy firmy MSP.
  • Budownictwo odradzało się wolniej (biorąc pod uwagę skalę spadku w roku ubiegłym) niż wszyscy na to liczyli. Uderza też w dostawców usług i materiałów budowlanych – tak rozumiane budownictwo (łącznie z firmami wykonującymi prace budowlane) generuje aż 40% niewypłacalności.
  • Województwa – nie ma generalnie regionów mniej lub bardziej dotkniętych problemem niewypłacalności, następuje wyrównanie ubiegłorocznych trendów (wzrostów/spadków).

trend liczby niewyplacalnosci

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Postępowania naprawcze – często wykorzystywane, stanowią 30 do 40% (w zależności od miesiąca) wszystkich przypadków niewypłacalności, a jednocześnie… rzadko są skuteczne.

Aż blisko 40% niewypłacalności to przypadki postępowań restrukturyzacyjnych – ich liczba więc cały czas rośnie. Na rynku wytwarza się przeświadczenie, iż ten, kto nie skorzysta z postępowania naprawczego do restrukturyzacji działalności kosztem wierzycieli, ten sam sobie winien. Nie można ich lekceważyć nie tylko z powodu liczby, ale przede wszystkim efektu: co prawda firma nie znika z rynku (przynajmniej na razie) jak w przypadku klasycznej upadłości likwidacyjnej, ale nie reguluje swoich zobowiązań wobec wierzycieli tak samo, jakby z niego zniknęła.

Co miesiąc mamy jednocześnie do czynienia z kilkoma-kilkunastoma przypadkami wygaszenia postępowania naprawczego i jego zmiany na upadłość. „Nie wszystkie postępowania naprawcze kończą się powodzeniem. Sama zmiana prawa do tego nie wystarczy – gdyż pomimo uproszczenia procedur, wytyczenia kilku gotowych scenariuszy, to… ostatecznie o powodzeniu i tak decyduje nie prawo, ale realia ekonomicznie w danym przypadku” – ocenia Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Sekret konkurencyjności polskiego sektora MSP to niskie ceny, a więc także niestety marże.

„Przy niskiej rentowności, a co za tym idzie – ograniczonych możliwościach generowania gotówki z podstawowej działalności, nawet tym na bieżąco radzącym sobie firmom nie udaje się zgromadzić kapitału, tej swoistej „poduszki finansowej” pomagającej przetrwać jakiś trudniejszy okres w biznesie, np. wzmożone kontrole skarbowe – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka. W tej sytuacji mamy do czynienia raczej z trwaniem, a nie rozwijaniem biznesu. Firmy, które „przesuwają z lewa na prawo” i niewiele na tym zarabiają, czyli mają bardzo niską marżę, nie generują wartości dodanej a jednocześnie mają stosunkowo wysokie zadłużenie, też mieć mogą problem w przyszłości, gdy np. załamie się rynek ich odbiorców.

„Obecnie obracamy się w środowisku historycznie najniższych stóp procentowych, należy spodziewać się, że koszty pieniądza prędzej czy później wzrosną. Jeśli teraz, przy tak niskich stopach procentowych jest tak wiele firm – co miesiąc kilkadziesiąt, które tak kiepsko zarabiają że nie radzą sobie z obsługą swojego długu, kosztu pieniądza, to co będzie, gdy stopy procentowe wzrosną o punkt czy dwa” – dodaje Tomasz Starus.

Sektor przemysłowy – korzysta jedynie na eksporcie? Firmy produkcyjne – problemy w trzech obszarach: produkcja na potrzeby budownictwa, metalowo-maszynowa i… spożywcza.

Rynek wewnętrzny, mimo iż także wiązał się z rosnąca ilością zamówień, nie zapewnił wystarczających dla utrzymania płynności przepływów finansowych producentom nie tylko materiałów budowlanych oraz inwestycyjnych, ale także art. konsumpcyjnych (producenci żywności, leków, obuwia, ubrań, kosmetyków itp. wyrobów).

Koncentracja, z jaką mamy do czynienia w dystrybucji art. konsumpcyjnych w detalu pociągnęła za sobą koncentrację w hurcie, a obecnie w produkcji. Spada liczba małych sklepów, ich miejsce zajmują sieci i dyskonty (szacujemy ich udział w rynku na ponad 60%), a pozostałe lokalne sklepy chcąc konkurować z nimi cenowo łączą się, a raczej dołączają do sieci zakupowych, programów afiliacyjnych wielkich dystrybutorów. Znika więc w naturalny sposób klient lokalnych producentów. „Coraz więcej sklepów jest „usieciowionych” a duża sieć kupuje u dużego dostawcy. Koncentracja dystrybucji wymusza koncentrację produkcji” – ocenia Tomasz Starus. „Sytuacji nie zmieni inflacja cen – możliwość do odbudowania przy okazji w pewnym stopniu marż. Jest to gra o to, kto ma mocniejszą pozycję przetargową – czy odbiorca czyli hurtownik/detalista, czy producent. W tej chwili handel ma przewagę, gdyż sieci handlowych jest mniej niż producentów żywności. Producenci muszą więc rosnąć w siłę i robić się coraz więksi. Mniejszym zaś zostaje coraz mniejszy kawałek rynku. Poza tym te sklepy, które nadal działają samodzielnie – nie są zrzeszone, mają gorsze warunki cenowe więc są słabsze finansowo i gorzej płacą, co dodatkowo odbija się na ich małych, niezależnych dostawcach.”

Zwiększona programami socjalnymi konsumpcja nie odwróciła trendu konsolidacji w handlu i problemów mniejszych podmiotów, ale dopływ środków na rynek nieco zmniejszył ich skalę.

Problem niskiej rentowności handlu nie znajdzie więc szybkiego rozwiązania – przez dłuższy okres czasu będziemy mieli do czynienia z podobną sytuacją, gdy kroplówka wydatków konsumenckich ratować będzie handel przed całkowita zapaścią, ale też nie wystarczy ona hurtownikom i dostawcom do zwiększenie rentowności. Większą szansę na to stwarza rosnąca inflacja – pozwalająca szybciej podnieść marże wielu dystrybutorom.

Gdybyśmy potraktowali budownictwo nie jako czysto usługi i prace budowlane, ale szerzej – włączając do niego wszystkie firmy kooperujące, to tak rozumiane budownictwo wygenerowało aż 40% przypadków niewypłacalności polskich firm.

Punkt zwrotny w inwestycjach budowlanych mamy już za sobą, ale wciąż realnie duży dopływ środków na rynek jest dopiero przed nami. Wobec skali ubiegłorocznej korekty na rynku budowlanym sektor nie odzyskał jeszcze kondycji sprzed dwóch-trzech lat. Co miesiąc łączna liczba firm związanych z budownictwem – wykonawczych, jak i producentów, hurtowników oraz usługodawców – stanowi aż 35-40% ogólnej liczby niewypłacalności. To bowiem dostawcy często finansują kredytem handlowym wiele inwestycji (o czym świadczą wzrosty ich obrotów nierzadko o 20-30% r/r) – wielokrotnie więcej niż uzasadniałby to wspomniany wzrost wartości prac budowlanych. Największe inwestycje – jeśli są uruchomione, to na razie głównie w fazie projektowej, pod tym względem samorządy były lepiej przygotowane, miały w zanadrzu gotowe projekty. „Pamiętajmy jednak, iż także w samorządach nigdy nie udało się zrealizować wszystkich zapowiadanych inwestycji, więc zapowiadana – i rozgrzewająca rynek (podobnie jak środki z nowej perspektywy budżetowej UE) informacja o ich sumie sięgającej 40 mld złotych jest raczej sumą deklaracji, które w realizacji ulegną pewnemu zmniejszeniu” – ocenia Tomasz Starus. „Tym niemniej samorządy przystąpiły do działania, podczas gdy instytucje centralne zajmują się wciąż jeszcze głównie przetargami, a nie wydawaniem środków na same prace budowlane. Może to być uzasadnione nie tylko brakiem rzeczonych projektów, ale również mizerią środków, o której rzadko się mówi, a która jest rzeczywistością. Obciążenie ich budżetów obsługą kosztów inwestycji już zrealizowanych (czyli wprost – zadłużeniem z lat ubiegłych) jest faktem, na nowe inwestycje wobec potrzeb i planowanej skali środków jest mało”.

Rozwinięte gospodarczo otoczenie nie pomaga zmniejszyć ryzyka – dekoniunktura dotknęła także Mazowsze (po 11 miesiącach +42% liczby niewypłacalności!), Śląsk czy Dolny Śląsk.

zmiana niewyplacalnosciŹródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Problemy firm z woj. mazowieckiego (kończące się niekiedy niewypłacalnościami) były w niektórych kwestiach zbliżone do sytuacji firm z innych województw, ale w części specyficzne dla Mazowsza. Wzrost liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw firm z mazowieckiego (+42% w ciągu 11 miesięcy br.) ale też z województw warmińsko-mazurskiego czy opolskiego (+54% r/r w analogicznym okresie) a przede wszystkim zachodniopomorskiego (+84%), były dużo wyższe niż średnia dla całego kraju. Poza Mazowszem (gdzie dużo było niewypłacalnych firm handlowych i usługowych) wszędzie dominowały niewypłacalności firm produkcyjnych. Wzrost liczby niewypłacalności firm z województwa mazowieckiego nie miał charakteru incydentalnego – obserwować go można było w większości miesięcy, w pozostałych był on co najwyżej powieleniem ich liczby sprzed roku, nie było natomiast miesiąca z mniejszą niż przed rokiem liczbą niewypłacalności.

Polska liderem produkcji części samochodowych w Europie Środkowo-Wschodniej

Sektor motoryzacyjny stał się jedną z głównych gałęzi przemysłu w Polsce. Odpowiada już za ponad 11 proc. łącznej wartości produkcji przemysłowej. Wynik ten daje drugie miejsce po Czechach i Słowacji. Nasi sąsiedzi – dzięki zachętom podatkowym i sprawnemu przyciąganiu inwestycji – produkują znacznie więcej samochodów niż w 2008 roku, kiedy Polska była pod tym względem liderem.

– W przypadku Polski znacząca jest produkcja komponentów i części samochodowych. Obecnie jesteśmy wiodącym krajem w tym zakresie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Produkujemy także same pojazdy, w tym samochody dostawcze – czemu sprzyja inwestycja Volkswagena i produkcja nowego modelu Crafter – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej – Perspektywy sektora motoryzacyjnego są obiecujące. Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów szacuje, że w tym roku w Unii Europejskiej wzrośnie sprzedaż samochodów osobowych w przedziale 1,5-2 proc. Po trzech kwartałach 2017 roku odnotowujemy już wzrost sprzedaży nowych aut o blisko 4 proc. Finalnie szacunki mogą być więc wyższe. To, co dzieje się nie tylko w Polsce i krajach sąsiednich, ale w Europie Zachodniej jest kluczowe dla naszej produkcji. W krajach zachodnioeuropejskich sprzedaje się ok. dziesięciokrotnie więcej pojazdów osobowych, niż we wszystkich państwach w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – wskazał Sielewicz.

Do 2020 roku wszystkie parkingi „Parkuj i jedź” w Warszawie mają posiadać stacje doładowań

Elektromobilność w Polsce cieszy się coraz większą popularnością. Jednak, aby mogła się ona dalej rozwijać, kluczowa jest rozbudowa infrastruktury do ładowania samochodów elektrycznych. W odpowiedzi na te potrzeby, na parkingu P+R na Młocinach, powstał pierwszy miejski punkt, w którym to bezpłatnie naładujemy swój pojazd.

Samochód na miarę naszych czasów

Samochody elektryczne stają się coraz popularniejsze wśród kierowców. W stosunku do ubiegłego roku w 2017 sprzedano niemal trzykrotnie więcej pojazdów tego typu. Co przekonuje do zakupu „elektryków”? „[…] jest to idealny samochód do miasta. Mamy coraz większy problem ze smogiem[…] Samochód elektryczny? Nie ma lepszego rozwiązania jeżeli chodzi o poruszanie się po mieście niż samochodem, który nie emituje żadnego CO2” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Tomasz Gałaszkiewicz, BMW i Manager w BMW Group Polska. Dodatkowo jego użytkowanie jest o wiele tańsze niż w przypadku tradycyjnego samochodu. Za około 6 złotych pokonamy około 100 kilometrów.

Miasta muszą być bardziej eko

Elektromobilność to doskonałe rozwiązaniem dla polskich miast. Popularyzacja samochodów z napędem elektrycznym pomoże zadbać o poprawę jakości powietrza, która jest szczególnie ważna w dużych aglomeracjach. „Powołaliśmy duży program do całej elektromobilności, w który wpisuje się budowa infrastruktury do ładowania taboru elektrycznego operatorów miejskich, a także do ładowania samochodów prywatnych użytkowników. Jako miasto myślimy również nad caresharingiem samochodów elektrycznych, po to aby nasi mieszkańcy żyli bardziej ekologicznie i w czystszym powietrzu.” – dodaje Katarzyna Strzegowska, Zastępca Dyrektora ZTM.

„Ładowarki do elektryków” na każdym parkingu.

Dalszy rozwój elektromobilności zależy przede wszystkim od odpowiedniego zaplecza stacji doładowań. „Będziemy tworzyć mapę nasycenia miejscami postojowymi obszaru Warszawy, po to żebyśmy mogli podać infrastrukturę niezbędną do ładowania elektryków. Chcemy też aby od dzisiaj każdy parking, który będzie budowany w rakach P+R od razu był wyposażany w takie stacje do ładowania elektryków” – podsumowuje Renata Kaznowska, zastępca Prezydenta m.st. Warszawy.

Proponowane zmiany w przepisach BHP mogą zmniejszyć bezpieczeństwo pracowników. Większa odpowiedzialność spadnie na pracodawców

Proponowane zmiany w przepisach BHP mogą zmniejszyć bezpieczeństwo pracowników. Większa odpowiedzialność spadnie na pracodawców 3

Zgodnie z przygotowanym przez resort rozwoju pakietem ułatwień dla przedsiębiorców wiele zmieni się w zakresie szkoleń BHP. Nie będą one obowiązkowe dla pracowników administracyjno-biurowych w zakładach o najmniejszym ryzyku. Dodatkowo to pracodawca będzie mógł pełnić zadania służby BHP, jeśli zatrudnia do 50 pracowników. Zdaniem ekspertów zmiany idą w dobrym kierunku, mogą się jednak okazać zbyt ryzykowne i negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo pracowników.

 Opiniowane są obecnie przepisy ustawy, która ma zmniejszyć obciążenia dla przedsiębiorców. Jedna z propozycji dotyczy zwiększenia limitu liczby pracowników, poniżej którego pracodawcy mogą samodzielnie wykonywać zadania służby BHP – mówi agencji Newseria Biznes Marek Maszewski, dyrektor działu nadzoru w firmie SEKA SA, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Z projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym wynika, że w firmach, które zatrudniają nie więcej niż 50 pracowników, obowiązki służby BHP będzie mógł pełnić pracodawca, jeśli legitymuje się odpowiednimi uprawnieniami. Dotychczasowe przepisy również dawały taką możliwość, jednak w firmach zatrudniających do 20 pracowników i zakwalifikowanych do grupy działalności, dla której ustalono nie wyższą niż trzecia kategorię ryzyka (lub w firmach zatrudniających do 10 pracowników).

 Moim zdaniem jest to zmiana ryzykowna, która może wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo pracowników. Pracodawcy mają już obecnie dużo innych zadań z obszaru prowadzenia działalność, ale nierzadko też niewystarczającą wiedzę i możliwości czasowe, żeby śledzić zmiany w przepisach prawnych. Tę tematykę reguluje już blisko tysiąc przepisów, stąd dość często pojawiające się zmiany mogą umknąć pracodawcy. Zmiany technologiczne w zakresie zapobiegania wypadkom czy stosowane środki ochrony zbiorowej i indywidualnej wymagają fachowej wiedzy – ocenia Marek Maszewski.

Projekt ministerstwa zakłada także, że okresowe szkolenia BHP nie będą obowiązkowe dla pracowników administracyjno-biurowych zatrudnionych u pracodawcy zakwalifikowanego do grupy zawodowej o nie wyższej niż trzeciej kategorii ryzyka, czyli w przypadku pracy w warunkach, w których występują najmniej szkodliwe dla zdrowia warunki. Jak podkreślają autorzy projektu zmian prawnych, propozycja obejmuje jedynie trzy spośród 30 kategorii ryzyka, więc tylko 10 proc. kategorii nie byłoby objęte obowiązkiem szkoleń okresowych.

Ustawodawca bierze pod uwagę głosy pracodawców i przedsiębiorców, którzy stwierdzają, że tego typu szkolenia nie we wszystkich krajach UE są obowiązkowe i mogą być organizowane w inny sposób. Bardziej rekomendowałbym pochylenie się nad programami, czasem i formą szkolenia, a nie nad radykalnym sposobem całkowitego ich usunięcia – przekonuje ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy.

Obecnie szkolenie BHP jest obowiązkowe przy przyjmowaniu pracownika do pracy (lub przy przeniesieniu na inne stanowisko), dodatkowo powinno być regularnie powtarzane (w zależności od stanowiska co rok do 6 lat).

 W czasie takich szkoleń mówimy o pierwszej pomocy przedlekarskiej, zasadach postępowania w razie pożaru i zmianach przepisów w obszarze bezpieczeństwa. Naturalne jest, że zapominamy takie rzeczy, więc termin sześcioletni na odbycie kolejnego szkolenia jest moim zdaniem właściwy – mówi Marek Maszewski.

W większości krajów unijnych odpowiedzialność za odpowiednie przeszkolenie pracowników bierze pracodawca. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo i ochronę zdrowia pracowników nie tylko sprowadza się do przestrzegania przepisów i zasad przepisów BHP, lecz także pozwala pracodawcy na wybór najlepszych według niego w danym momencie środków.

 Nie wiadomo, jakie konsekwencje będą miały proponowane zmiany. Możemy w miarę precyzyjnie oszacować koszty szkoleń, biorąc pod uwagę liczbę pracowników, ich zatrudnianie i rotację, ale dużo trudniej oszacować potencjalne koszty zagrożeń, wypadków, absencji chorobowych czy skutków wypadków, które mogłyby potencjalnie mieć miejsce, jeśli pracownicy byliby mniej przeszkoleni w obszarze postępowania w razie wypadku czy zapobiegania tymże wypadkom – podkreśla Marek Maszewski.

W 2016 roku liczba poszkodowanych w wypadkach przy pracy przekroczyła 87,8 tys. osób. W I półroczu 2017 roku było to 39 tys. osób, przy czym zdecydowana większość uległa wypadkom ze skutkiem lekkim.

Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Finansów pakiet kilkudziesięciu zmian ma uprościć prawo gospodarcze i podatkowe. Według zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego dzięki niemu w kieszeniach przedsiębiorców w ciągu 10 lat ma zostać co najmniej 3,8 mld zł. Zmiany – poza obszarem BHP – obejmują podatki dochodowe, VAT czy ustawę o rachunkowości.

Śląscy naukowcy i przedsiębiorcy będą pracować nad nowoczesnymi rozwiązaniami dla medycyny i sportu. W Zabrzu powstanie nowoczesne centrum inżynierskie

Śląscy naukowcy i przedsiębiorcy będą pracować nad nowoczesnymi rozwiązaniami dla medycyny i sportu. W Zabrzu powstanie nowoczesne centrum inżynierskie 4

W przyszłym roku w Zabrzu ruszy budowa Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu, które powstanie na terenie Politechniki Śląskiej. Śląscy naukowcy będą prowadzić prace badawczo-rozwojowe oraz opracowywać innowacje odpowiadające na potrzeby starzejącego się społeczeństwa i współczesnej medycyny. Centrum ma pobudzić do innowacyjności śląskie firm z tego sektora. Partnerem przedsięwzięcia jest Philips, który wyposaży placówkę i laboratoria w najnowocześniejsze technologie. 

– Zakładamy, że wiosną przyszłego roku wbijemy łopatę i rozpoczniemy budowę budynków, w których będzie zlokalizowane kilkanaście nowoczesnych laboratoriów. Myślę, że w ciągu dwóch lat uporamy się z budową i wyposażeniem laboratoriów tak, aby w 2020 roku odbyło się uroczyste otwarcie – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Marek Gzik, dziekan Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej.

W ubiegłym tygodniu Urząd Marszałkowski i śląska uczelnia podpisali umowę dotyczącą uruchomienia Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu „Assist Med Sport Silesia”. To wspólny projekt Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej i jednego z liderów w dziedzinie technologii medycznych – Royal Philips. Inwestycja powstaje w ramach RPO Województwa Śląskiego na lata 2014–2020, a jej całkowita wartość wyniesie 92 mln zł.

 Ludzie z pasją są w stanie rozwiązać wiele problemów natury medycznej, które przed nami stają. Mówimy o starzejącym się społeczeństwie, o wielu chorobach, które ze strony epidemiologicznej dotykają dzisiaj nasze społeczeństwo. Teraz mamy w końcu możliwość ruszyć do pracy – mówi Marcin Bruszewski, dyrektor generalny Philips na Polskę i kraje bałtyckie.

Śląskie Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu będzie się składać z kilkunastu wyspecjalizowanych laboratoriów, w których opracowywane będą nowoczesne technologie i wyroby medyczne na potrzeby współczesnej medycyny. Dziekan Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej zapowiada, że jednym z projektów będzie rozwój wirtualnych technologii do rehabilitacji dzieci i osób starszych.

– To będą projekty związane z informatyzacją, która wejdzie na poziom wspomagania diagnostyki, ale także w mało inwazyjnych zabiegach chirurgicznych. Są to również projekty związane z nowymi materiałami na potrzeby implantów, które po wszczepieniu mają gwarantować ich jak najmniej agresywne oddziaływanie na środowisko tkanek. Będą też projekty związane z sensoryką oraz takie, które mają się przyczynić do wspomagania opieki społecznej. Rozwijamy systemy, które wspomagają gminy w tym, by opiekować się ludźmi starszymi i niepełnosprawnymi – mówi prof. Marek Gzik.

Projekt umożliwi też uczestnictwo w polskich i europejskich platformach technologicznych sektora medycznego.

 Philips wyposaża nasze laboratoria w swoją technologię, będziemy więc dysponować znacznie lepszym potencjałem. Będą mogli z niego skorzystać przedsiębiorcy zarówno z regionu śląskiego, jak i z całego kraju. Są to technologie, które wzbogacą produkty i usługi dla medycyny i sportu. Myślę, że będzie to ciekawa oferta nie tylko dla małej i średniej przedsiębiorczości, lecz także większych firm, które zajmują się rozwijaniem technologii na potrzeby tych dwóch obszarów. Być może jest to też interesująca oferta współpracy dla firm, które myślą o tym, by wejść w innowacyjny przemysł medyczny – mówi prof. Marek Gzik.

Docelowo na współpracy pomiędzy Politechniką Śląską a Philips Polska mają skorzystać pacjenci. Ze względu na starzejące się społeczeństwo, ograniczoną liczbę miejsc w szpitalach i liczbę lekarzy specjalistów potrzebne są nowe rozwiązania, które usprawnią proces leczenia – od diagnostyki poprzez hospitalizacje, na opiece nad pacjentem w domu kończąc. Tworzenie takich innowacji będzie właśnie zadaniem naukowców ze Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu.

 Szukamy partnerów na całym świecie. Cele nasze i Politechniki Śląskiej są spójne – chcemy szukać czegoś nowego i unikatowego na rynku, co finalnie spowoduje, że pacjenci będą się czuli lepiej – mówi Marcin Bruszewski.

Marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa przyznaje, że powstanie Centrum i zaangażowanie tak dużego partnera jak Philips może wpłynąć na zwiększenie atrakcyjności śląskich firm i całego regionu.

– Ten projekt niesie nadzieję, że Śląsk będzie liderem biotechnologii i zmian w medycynie – nie tylko polskiej, lecz także europejskiej. Pozyskaliśmy światowego partnera, mamy wspaniałych naukowców, więc wydaje się, że jesteśmy w stanie stworzyć coś unikatowego. Zanim uruchomiliśmy projekt przez wiele lat zbieraliśmy informacje o tym, co nowego jesteśmy w stanie zrobić w ramach technologii medycznych, jak połączyć biznes, naukę i samorząd w jedno – mówi Wojciech Saługa.

Mieszkanie nie mniejsze niż 25 mkw. i aneksy kuchenne także w kawalerkach. Zmieniają się warunki techniczne w budownictwie

Mieszkanie nie mniejsze niż 25 mkw. i aneksy kuchenne także w kawalerkach. Zmieniają się warunki techniczne w budownictwie 5

1 stycznia wchodzi w życie nowelizacja rozporządzenia ministra infrastruktury i budownictwa w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Dla klientów deweloperów oznacza to ofertę bardziej dostosowaną do ich potrzeb i zmieniających się trendów. Nowe przepisy uderzą jednak w segment tzw. mikroapartamentów, popularnych zwłaszcza w dużych miastach.

Pierwsza podstawowa zmiana przepisów to określenie minimalnej powierzchni użytkowej mieszkania. Od 1 stycznia musi ono mieć nie mniej niż 25 mkw. Dotychczas przepisy określały precyzyjnie minimalną powierzchnię poszczególnych pomieszczeń – pokój dzienny nie mógł mieć mniej niż 16 mkw. Zmiana przepisów pozwoli bardziej elastycznie projektować układ poszczególnych pomieszczeń, jednocześnie jednak budzi obawy branży deweloperskiej.

 Stawia to pod znakiem zapytania budowę mikroapartamentów budowanych ostatnio przez deweloperów, które miały 20 bądź 22 mkw. Po zmianach niemożliwe będzie wyodrębnienie takiego lokalu jako mieszkania – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse.

Jak podkreśla Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa, próg określony w rozporządzeniu pokrywa się z aktualną praktyką. Z danych GUS wynika bowiem, że przeciętna powierzchnia użytkowa przypadająca na 1 osobę w Polsce wynosi 26,7 mkw. Jednak zdaniem deweloperów powierzchnię mieszkań na rynku powinien kształtować popyt i potrzeby życiowe klientów, a nie narzucane przez ustawodawcę limity.

W tym kierunku idą pozostałe ze zmian warunków technicznych. Zgodnie z nimi w kawalerkach aneks kuchenny będzie mógł być włączony do pokoju dziennego. Takich mieszkań już dziś szukają klienci.

 Zazwyczaj single, którzy najczęściej kupują tego typu nieruchomości, rzadko gotują w domu. Połączenie tych dwóch pomieszczeń nie przeszkadza im więc tak bardzo jak w przypadku większych rodzin. Oczywiście ustawodawca narzuca tu pewne obowiązki – podkreśla ekspert Metrohouse.

W takim pomieszczeniu projektant powinien przewidzieć wentylację grawitacyjną i kuchnię elektryczną. Okap – zarówno w kuchni, jak i w aneksie – musi mieć podłączenie do dodatkowego otworu wywiewnego, a nie do przewodu kominowego.

Nowelizacja umożliwi też umieszczenie pralki w innym pomieszczeniu mieszkania niż łazienka, co dotychczas było obowiązującą normą.

 Warunki rynkowe i warunki mieszkaniowe Polaków zmieniają się na tyle, że pralkę lokujemy w innych pomieszczeniach, np. w pralni czy w kuchni. Teraz technicznie taka możliwość będzie dopuszczona – podkreśla Marcin Jańczuk.

Nowelizacja warunków technicznych w budownictwie wprowadzi także zmiany w parkingach.

Dziś miejsca parkingowe są zbyt małe na gabaryty samochodów, jakimi się poruszamy. Ustawodawca przewiduje powiększenie tych miejsc z 2,3 m szerokości do 2,5 m, tak aby swobodnie można było manewrować w podziemnych parkingach i stawiać samochody obok siebie – tłumaczy Marcin Jańczuk.

Przy budynkach jednorodzinnych dopuszczono możliwość sytuowania miejsc parkingowych bez zachowania minimalnych odległości od okien budynku czy granicy działki. Dla większych budynków mieszkalnych i parkingów odległość ta wynosi 10 m, ale od stycznia nie będzie to ograniczenie dotyczyły stanowisk postojowych dla niepełnosprawnych.

Zmiany prawa dotkną również firmy projektujące i budujące obiekty komercyjne. Po długich konsultacjach publicznych i uzgodnieniach w rozporządzeniu znalazł się obowiązek zapewnienia w budynkach gastronomii, handlu lub usług, a na stacjach paliw pomieszczenia do karmienia i przewijania dzieci. Będzie to dotyczyło nowo projektowanych lub przebudowywanych budynków o powierzchni użytkowej powyżej 1000 mkw. oraz stacji benzynowych powyżej 100 mkw.

Połączenie mózgu z komputerem pozwoli rozwinąć nowe zmysły. Już wkrótce będzie także możliwe odtworzenie uszkodzeń mózgu, w tym pamięci i mowy

Połączenie mózgu z komputerem pozwoli rozwinąć nowe zmysły. Już wkrótce będzie także możliwe odtworzenie uszkodzeń mózgu, w tym pamięci i mowy 6

Połączenie mózgu z komputerem to szansa na rozwijanie nowych zmysłów. Dzięki elektrodom umieszczanym na korze mózgowej można odtworzyć uszkodzenia w mózgu. Obecnie pacjenci mogą odzyskać funkcje ruchowe i czuciowe, w przyszłości mogą to być także funkcje poznawcze, jak pamięć i mowa. Globalny rynek urządzeń neurologicznych w latach 2017–2022 ma rosnąć w tempie 9,1 proc. średniorocznie. Z prognoz Transparency Market Research wynika, że w 2019 roku rynek będzie wart już 13,6 mld dol.

– To, co w tej chwili się dzieje na całym świecie, to tendencja do neurorestauracji, czyli do odtwarzania pewnych uszkodzeń mózgu, które pojawiły się w drodze udaru mózgu albo np. wypadku samochodowego. Jeżeli osoby przestają mieć możliwość ruszania kończynami, implantuje się im na korze mózgowej elektrody, które pomagają odzyskać tego typu funkcje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Soluch, prezes zarządu Neuro Device Group.

Nowe technologie coraz mocniej kładą nacisk na zwiększenie funkcji mózgu człowieka. Dzięki stworzonym interfejsom mózg-komputer można sprawdzić, jak mózg reaguje na określone bodźce, jak zapach czy dźwięk. Rozszerzanie zmysłów pozwala m.in. osobom ze znacznym ubytkiem słuchu, dzięki analizatorowi mowy połączonemu z nerwem słuchowym. Wczepione do mózgu mało inwazyjne elektrody są zaś w stanie odbudować utracone w wyniku wypadku umiejętności. Wraz z rozwojem technologii możliwości odtworzenia ubytków neurologicznych będzie coraz więcej.

– Jest już firma, która obiecała dostarczyć nowy typ elektrody, który rozwiąże wiele problemów. Elektroda będzie nieinwazyjna, znacznie wydajniejsza w pracy. Firma ma nawet chęć odtworzenia ludzkiego wzroku, czyli po uszkodzeniu oczu albo nerwowej drogi wzrokowej będziemy w stanie użyć kamery, połączenia z korą, która odpowiada za wzrok i to stymulowanie będzie odtwarzało zmysł wzroku – tłumaczy Paweł Soluch.

We wrześniu 2017 roku naukowcy z Uniwersytetu Witwatersrand w Johannesburgu uzyskali bezpośrednie połączenie między ludzkim mózgiem a internetem. Za pomocą elektroencefalogramu, który wykrywa sygnały elektryczne w mózgu, możliwa była transmisja aktywności neurologicznej do komputerów, dane były na bieżąco przesyłane do programu na stronie internetowej, którą można było wyświetlić w dowolnym momencie.

– To na pewno kolejny skok technologiczny, ale jest znacznie więcej przełomowych technologii właśnie w tej dziedzinie, jaką jest BCI (Brain-Computer Interface – przyp.red.). To dziedzina, w której próbuje się połączyć mózg człowieka z jakimikolwiek innymi zewnętrznymi urządzeniami. BCI daje możliwość zdobywania nowych zmysłów – ocenia ekspert.

Według firmy analitycznej Research and Market globalny rynek urządzeń neurologicznych w latach 2017–2022 ma rosnąć średniorocznie w tempie 9,1 proc. Z prognoz Transparency Market Research wynika, że rynek ten w 2019 roku będzie wart już 13,6 mld dol. Tempo wzrostu może być jednak znacznie szybsze. Jeszcze niedawno uszkodzenia mózgu były w dużej mierze nieodwracalne. Odzyskanie części zmysłów możliwe dzisiaj to tylko początek.

– Korzyści są ogromne. Pacjenci mogą odzyskać utracone funkcje, w tej chwili mówi się o funkcjach ruchowych i czuciowych, o poruszaniu, zejściu z wózka na nowo np. w przypadku uszkodzenia rdzenia kręgowego przy skoku do wody. W przyszłości będzie się też rozpatrywało takie funkcje, jak czucie, funkcje poznawcze, czyli pamięć, mowa, wszystkie działania, które są w tej chwili wykonywane, zmierzają w tym kierunku – przekonuje prezes Neuro Device Group.

Nowa technologia może jednak nieść ze sobą pewne zagrożenia. Mówi się już, że w ciągu najbliższych kilkunastu-kilkudziesięciu lat człowiek może przypominać cyborga. Założyciel Facebooka, Mark Zuckerberg, chce przeznaczyć trzy mld dol. na fundację charytatywną, której jednym z celów jest stworzenie specjalnego implantu i interfejsu, za pomocą którego można by bezprzewodowo odczytywać ludzkie myśli. 50 mln dol. ma zaś trafić na badania systemów neuroobrazowania 3D, które pozwolą skuteczniej obserwować procesy, jakie zachodzą w ludzkim mózgu.

Elon Musk i jego niedawno założona firma Neuralink ma prowadzić działalność medycznego centrum badawczego, które pozwoli połączyć ludzki mózg z komputerem. Implantowane do mózgu mikrourządzenia pomogłyby osobom z trwałym uszkodzeniem mózgu, a nowe urządzenie mogłoby służyć w walce z wysoko rozwiniętą sztuczną inteligencją.

–  Elon Musk powiedział, że jeżeli sztuczna inteligencja i te technologie okażą się miłe dla nas, to w najlepszej sytuacji będziemy pupilami w formie kotów, które będą chodziły wśród sztucznej inteligencji. To najłagodniejsza wizja, już teraz mamy do czynienia z wyłączaniem algorytmów sztucznej inteligencji po kilku miesiącach ich pracy, bo naukowców przeraża efekt działania sztucznej inteligencji – przestrzega Paweł Soluch.

Konsumenci stają się coraz bardziej nieufni. Firmom trudniej unikać wizerunkowych kryzysów

Konsumenci stają się coraz bardziej nieufni. Firmom trudniej unikać wizerunkowych kryzysów 7

Wizerunek marki to jej kapitał, który przekłada się na wymierne korzyści sprzedażowe i finansowe. Z roku na rok konsumenci stają się jednak coraz bardziej sceptyczni i nieufni, a dzięki nowoczesnym technologiom ich głos jest bardziej słyszalny. To powoduje, że firmom trudniej jest uniknąć wizerunkowych kryzysów. Aby im zapobiegać, konieczne jest działanie u podstaw, czyli prowadzenie biznesu w zgodzie z etyką. Przyda się też przygotowany wcześniej plan komunikacji na wypadek wizerunkowego kryzysu.

– Żyjemy w czasach dużego kryzysu zaufania społecznego. Tracą je nawet te osoby i instytucje, które zawsze cieszyły się dużym zaufaniem. Przy dzisiejszej szybkości życia i szybkości mediów o kryzys nietrudno. Aby go uniknąć, przede wszystkim trzeba myśleć długofalowo. Najpierw robić to, co właściwe i etyczne, a dopiero na tej bazie budować reputację marki i firmy w przemyślany sposób – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Mejer, rzecznik prasowy Procter&Gamble.

Edelman, jedna z największych na świecie agencji public relations, od 20 lat na bieżąco monitoruje poziom społecznego zaufania do firm i biznesu, rządów, mediów i organizacji pozarządowych. Ostatnia edycja „Barometru zaufania” pokazała największy spadek w dotychczasowej historii badania. Politykom ufa średnio 29 proc. osób, nieco więcej – szefom korporacji (37 proc.). Największym zaufaniem – które nie przekracza jednak 43 proc. – nadal cieszą się media.

Z roku na rok konsumenci stają się jednak coraz bardziej sceptyczni i nieufni. To powoduje, że markom i firmom trudniej jest uniknąć wizerunkowych kryzysów. Dobrze przygotowana komunikacja na wypadek kryzysu i odpowiednia strategia w social mediach to dla firm niezbędnik w kreowaniu wizerunku.

– Obszary budowania reputacji mogą być różne i warto je dobrze określić, a potem przez lata konsekwentnie budować. Kiedy zdarzy się kryzys, wtedy należy mieć nadzieję, że dobrze wykonaliśmy tę pracę i możemy się odwołać do tego, co zbudowaliśmy jako reputację marki. Będziemy też mogli sięgnąć do ludzi, którzy nam ufają, korzystać z nich jako ambasadorów naszej dobrej reputacji – mówi Małgorzata Mejer.

W mijającym roku przez media przetoczyło się kilka dużych kryzysów z udziałem znanych brandów. Z dużą wizerunkową wpadką musiał sobie poradzić m.in. Maspex, producent energetyków Tiger, który w rocznicę powstania warszawskiego opublikował w social mediach grafikę z wyprostowanym środkowym palcem przewiązanym czerwoną kokardą, tytułem „1 sierpnia. Dzień Pamięci” oraz podtytułem – „Chrzanić to, co było. Ważne to, co będzie!”. Reklama odbiła się szeroko w mediach tradycyjnych, jak i społecznościowych i dotarła do kilku milionów internautów, z których zdecydowana większość ostro skrytykowała Tigera, nawołując do bojkotu produktów tej marki.

W Polsce i innych krajach europejskich krytyka spadła też na sieć spożywczą Lidl, która na opakowaniach produktów sprzedawanych w ramach Tygodnia Greckiego wykorzystała zdjęcia świątyni na wyspie Santorini. Z czasem okazało się, że zostały one poddane obróbce graficznej i usunięto z nich krzyże.

– Reputacja marki jest ważna w każdym sektorze, ale z uwagi na to, jak ważne w życiu każdego z nas jest bezpieczeństwo żywności, zaryzykuję stwierdzenie, że w tej branży wizerunek najszybciej można stracić i najtrudniej go odbudować – zauważa Arkadiusz Mierzwa, kierownik ds. komunikacji korporacyjnej w Jeronimo Martins Polska.

Sektor spożywczy jest w szczególności zobowiązany do zachowania najwyższych standardów produkcji, transportu żywności czy kontroli jakości pod kątem bezpieczeństwa. Stwarza to duże pole do popisu dla ekspertów od PR-u do organizowania akcji społecznych i edukacyjnych związanych ze zdrowym odżywianiem czy kształtowaniem pozytywnych nawyków konsumenckich. Z drugiej strony kryzys wizerunkowy w tej branży może być tragiczny w skutkach z punktu widzenia przychodów czy wizerunku marki.

– Jesteśmy tym, co jemy i pijemy. Konsumenci muszą mieć pewność, że produkty, które wybierają, są najwyższej jakości. Muszą być pewni, że wybierając dany produkt, dostają wyłącznie dobry smak, a nie jakąkolwiek dawkę ryzyka. A na odbiór każdego produktu poza smakiem ogromny wpływ ma też reputacja jego producenta – mówi Arkadiusz Mierzwa.

Ponad 12 mln Polaków korzysta w internecie z nielegalnych źródeł treści. Rośnie liczba osób przenosząca się do tzw. darknetu

Ponad 12 mln Polaków korzysta w internecie z nielegalnych źródeł treści. Rośnie liczba osób przenosząca się do tzw. darknetu 8

Co drugi internauta w Polsce korzysta z nielegalnych źródeł treści. Największym zainteresowaniem cieszą się źródła plików wideo oraz audiobooków. Płacąc pirackim serwisom kilka lub kilkanaście złotych miesięcznie, Polacy zasilają je sumą około 900 mln zł rocznie. Choć dostępu do nielegalnych treści szukamy przede wszystkim w oficjalnym internecie, część internautów przenosi się do sieci TOR, gdzie możliwe jest ukrycie tożsamości. W otwartej sieci ślad zostaje zawsze. Zdaniem ekspertów, jeśli jednak zachowujemy odpowiednie środki bezpieczeństwa, braku anonimowości nie należy się obawiać.

– Szara strefa istnieje, internet jest naturalnym miejscem, gdzie można w sposób nielicencjonowany dostarczać treści albo usługi. Staramy się znaleźć filmy na darmowych serwisach, polscy wydawcy co chwila starają się wykonać jakąś akcję rynkową, żeby promować legalny, licencjonowany content. Razem z coraz szerszą ofertą i z coraz bardziej adekwatną ceną za te treści szara strefa będzie systematycznie maleć, ale nigdy nie zniknie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Emil Pawłowski z firmy Gemius.

Stowarzyszenie Kreatywna Polska i firma doradcza Deloitte przygotowały raport obrazujący skalę piractwa w polskim internecie i wpływ, jaki wywiera ono na kulturę i gospodarkę. Wynika z niego, że około 12 mln Polaków, czyli średnio co drugi internauta, korzysta w sieci z nielegalnych źródeł i treści. W ubiegłym roku szacunkowa suma wydatków poniesionych na serwisy pirackie przez użytkowników internetu wyniosła około 900 mln zł. To równowartość dziewięciu rocznych budżetów Biblioteki Narodowej albo suma, za którą można kupić prawie 50 mln biletów do kina.

Szacunkowy łączny przychód pirackich serwisów w 2016 roku wyniósł ok. 745 mln zł. Przeważnie treści, nawet pirackich, szukamy w oficjalnej sieci, część internautów przenosi się jednak np. do sieci TOR (The Onion Router). To wirtualna, szyfrowana sieć komputerowa, mająca zapewnić użytkownikom anonimowość. Popularnie nazywana jest darknetem lub „ukrytym internetem”. Jak przekonują eksperci, nie można się jednak w pełni ukryć w internecie.

– Sieć TOR zaspokaja podstawową potrzebę użytkowników internetu, tzn. bycie całkowicie anonimowym. Nie jest to oczywiście tak do końca możliwe, bo jednak ktoś jest właścicielem rury i ma świadomość, kogo podłączył do tego miejsca, niemniej jednak sieć TOR ma zaspokoić tę potrzebę anonimowości – tłumaczy Emil Pawłowski.

W sieci TOR ukrywanie tożsamości jest możliwe dzięki przekazywaniu zapytania do strony internetowej przez kolejne węzły komunikacyjne, a każdy zna tylko adres poprzedniego węzła, to tzw. trasowanie cebulowe. Sieć pozwala nie tylko na anonimowe przeszukiwanie internetu, lecz także na anonimowe publikowanie treści.

– Moim zdaniem większość Polaków nie ma jednak takich potrzeb, nawet jeśli chodzi o dostęp do nielegalnych treści. Chętniej szukamy ich w oficjalnym internecie. Dlatego traktuję TOR bardziej jako ciekawostkę, buzzword i próbę stworzenia miejsca całkowicie poza jakąkolwiek regulacją i władzą rządów niż zjawisko, które w istotny sposób może wpłynąć na biznes online w Polsce czy w Europie – przekonuje ekspert Gemius.

Część osób woli jednak ukrywać swoją tożsamość. Nawet nie ze względu na korzystanie z pirackich stron, ale ze względu na własne bezpieczeństwo. Każdy ruch w internecie zostawia ślady, a historia naszych działań jest praktycznie nie do usunięcia w całości.

– Jeżeli chcielibyśmy być całkowicie anonimowi w sieci, to nie powinniśmy z niej korzystać. Technologia internetu i realizacji komunikacji przy użyciu internetu polega na tym, że cały czas jest ktoś, kto nas podsłuchuje – dostawca infrastruktury czy aplikacji, każdy z nich ma dostęp do naszych danych. Anonimowość jest stuprocentowo niemożliwa, niemniej jednak nie powinniśmy rozmawiać o tym, jak być anonimowym, tylko o tym, czy powinniśmy obawiać się braku anonimowości – podkreśla Emil Pawłowski.

Ryzykowna może się okazać przede wszystkim możliwość wykradzenia danych, czego obawia się duża część internautów. Rośnie liczba ataków na dane wrażliwe, w tym te do logowania do bankowości internetowej. W tej kwestii wystarczy jednak pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, m.in. korzystaniu z zabezpieczonych sieci WiFi czy sprawdzaniu, czy logowanie odbywa się za pośrednictwem zabezpieczonej witryny.

– Na co dzień nie korzystamy z sieci w taki sposób i nie zostawiamy takich informacji, z których ktoś mógłby skorzystać i zrobić nam krzywdę. Tak długo, jak pamiętamy o podstawowych, dobrych praktykach bezpieczeństwa związanych z korzystaniem z naszych kont bankowych i profilów społecznościowych tak, żeby nikt się pod nas nie podszył, jesteśmy bezpieczni w sieci, natomiast na pewno nie będziemy nigdy w pełni anonimowi – podsumowuje Emil Pawłowski.

Dwucyfrowe tempo wzrostu wynagrodzeń w 2018 r.?

Wynagrodzenia rosną w rekordowym tempie. To już o ponad 7 proc. rocznie. Czy możliwy jest ponad 10 proc. wzrost w 2018 r.? I kto by na tym zyskał, a kto stracił?

-Patrząc na ostatnich 20-15 lat, to tempo wzrostu wynagrodzeń zostało trochę w tyle za wzrostem PKB – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Czy 10 proc. wzrostu w 2018 r. jest możliwe? – Ja zakładam, że to będzie nieco powyżej 7 proc. – ocenia dr Przemysław Kwiecień. – W Rumunii czy na Węgrzech wynagrodzenia wystrzeliły jeszcze bardzie, u nas ten wzrost tłumił napływ pracowników z Ukrainy, ale pracodawcy coraz bardziej obawiają się napięć na rynku pracy.

Dwucyfrowe tempo wzrostu wynagrodzeń w Polsce byłoby niezdrowe, jak ocenia ekspert: – Przez chwilę może być dobrze, ale jak tylko przyjdą jakieś kłopoty gospodarcze, ograniczające na przykład eksport, to pracodawcy będą musieli zwalniać pracowników, ze względu na koszty pracy. Jeżeli chodzi o długofalowe interes pracowników, to dla nich byłoby lepiej,  aby wynagrodzenia rosły mniej więcej w tempie wzrostu gospodarczego.

Prognozy gospodarcze Pracodawców RP na 2018 rok

W roku 2018 polska gospodarka i rynek pracy wejdą rozpędzone w stopniu nie widzianym od czasu wybuchu światowego kryzysu finansowego przed dekadą. Nie można wykluczać, że będzie to rok, w którym utrzymujące się od kilku lat pozytywne tendencje w gospodarce ulegną odwróceniu, na przykład na skutek większego tąpnięcia wartości aktywów na rynkach finansowych. Przesłanką przemawiającą za tym scenariuszem są stopniowo rosnące stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych oraz perspektywa zacieśniania kursu polityki monetarnej w innych dużych gospodarkach. Powód do niepokoju może również stanowić skokowy wzrost kosztów materiałowych, osobowych i usług obcych dla firm, który zaczyna przekładać się na powstawanie większych zatorów płatniczych oraz pogorszenie płynności finansowej.

Jeśli tylko uda się uniknąć poważnych negatywnych szoków, można jednak liczyć na dalszy spadek bezrobocia oraz coraz szybszy wzrost płac w 2018 r. Stopa bezrobocia wynikająca z badań aktywności ekonomicznej ludności może spaść nawet poniżej 4%. W niektórych miesiącach wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw może zaś sięgnąć ponad 10% w ujęciu rok do roku. Będzie to czynnik nasilający presję inflacyjną, coraz wyraźniej widoczną w polskiej gospodarce.

Konstytucja biznesu

Początek 2018 r. to rozpoczęcie sejmowego etapu prac nad wyczekiwanym od listopada 2016 r. pakietem ustaw ułatwiających prowadzenie działalności gospodarczej, nazwanym z wielką pompą “Konstytucją biznesu”. W ramach tego pakietu centralne miejsce zajmuje Prawo przedsiębiorców, które zastąpi uchwaloną w 2004 r. i wielokrotnie nowelizowaną ustawę o swobodzie działalności gospodarczej. Prawo przedsiębiorców ma doprowadzić do odnowy relacji administracji z biznesem, wprowadzając katalog istotnych zasad, m.in. domniemania uczciwości przedsiębiorcy oraz rozstrzygania wątpliwości faktycznych na korzyść przedsiębiorcy. Przewiduje się również powołanie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, jednak instytucja ta nie zostanie najpewniej wyposażona w najbardziej potrzebne jej uprawnienia, jak np. prawo wstrzymywania kontroli prowadzonej u przedsiębiorcy.

Nowe prawo zamówień publicznych

Gospodarowanie publicznymi pieniędzmi wymaga wielkiej odpowiedzialności. Trzeba je wydawać w sposób roztropny – oszczędnie, efektywnie, a jednocześnie realizując istotne elementy polityki państwa, jak np. wspieranie innowacji, ochrony środowiska. Ważne jest to, by zamówienia kreowały pożądane trendy, w tym wysokie standardy zatrudnienia. Aktualna ustawa – Prawo zamówień publicznych, po licznych nowelizacjach, nie jest w stanie zapewnić realizacji powyższych wymagań. Dlatego rok 2018 będzie poświęcony na przygotowanie nowej ustawy, która oprócz tych wymagań będzie odpowiadać wymogom drugiej dekady XXI w. Oczekujemy, że wykonawcy przestaną być traktowani z góry przez zamawiających – staną się dla nich partnerem w realizacji zamówienia, a nie petentem. Nie można zapomnieć też o takich kwestiach jak waloryzacja wartości zamówienia, by przedsiębiorcy nie zostawali z tym ryzykiem sami. Liczymy, że Urząd Zamówień Publicznych oraz Ministerstwo Rozwoju skorzystają ze wsparcia oferowanego przez partnerów społecznych w ramach Rady Dialogu Społecznego, która włożyła wiele wysiłku w udane wdrożenie unijnych dyrektyw w nowelizacji Prawa zamówień publicznych w połowie 2016 r.

Kodeks urbanistyczno-budowlany

Kodeks ma skupić w jednym akcie prawnym regulacje dotyczące planowania i gospodarki przestrzennej oraz przepisy budowlane. Przy okazji nastąpi uproszczenie procedur i usprawnienie biurokratycznej strony procesu budowlanego. O tym, że jest to nasza bolączka świadczą coroczne raporty Banku Światowego Doing Business. Niestety, kodeks cały czas nie może trafić do Sejmu. Po dwóch latach prac nad w dużej mierze gotowym projektem nadszedł moment, by przyspieszyć i zmierzać ku uchwaleniu nowych regulacji. Dotychczas zamiast kompleksowej nowelizacji sięgano po tzw. specustawy, które ułatwiały inwestycje drogowe, kolejowe czy energetyczne. Czas uprościć przepisy dla wszystkich.

Inwestycje w infrastrukturę teleinformatyczną

Dynamiczny rozwój gospodarczy w dużej mierze zależy od odpowiedniego poziomu infrastruktury. Mowa tu zarówno o drogach, szlakach kolejowych, lotniskach czy portach, jak również o sieciach światłowodowych oraz mobilnych. Internet jest niezbędnym elementem rozwoju gospodarczego i kluczowym czynnikiem napędzającym tzw. Rewolucję Cyfrową. Polska ma już dość dobrze rozwiniętą infrastrukturę zapewniająca dostęp do mobilnego Internetu, lecz nadal wymagane są duże inwestycje w sieci światłowodowe. Planowane są duże inwestycje – likwidacja białych plam, podłączenie wszystkich szkół do szybkiego Internetu. Istotną rolę w tym procesie odgrywają środki unijne dedykowane zapewnieniu dostępu do szybkiego Internetu – mowa o Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa, w ramach którego ok. 1 mld euro przeznaczono na wsparcie rozbudowy infrastruktury cyfrowej. Pieniądze to jednak tylko jedna strona medalu. Oprócz zapewnienia środków finansowych bardzo ważne jest stworzenie sprzyjającego inwestycjom otoczenia prawno-regulacyjnego. Niestety, aktualnie przepisy w wielu aspektach utrudniają inwestycje bądź obniżają ich rentowność. Usunięcie barier i wąskich gardeł w tym obszarze jest ważne, aby uwolnić potencjał modernizacyjny naszej gospodarki i sprzyjać wyrównywaniu szans rozwojowych pomiędzy poszczególnymi regionami naszego kraju.

Energetyka

Branża energetyczna ma do wypełnienia jedno, podstawowe zadanie. Zapewnić gospodarce i społeczeństwu bezpieczeństwo energetyczne, rozumiane jako nieprzerwane, ciągłe dostawy energii elektrycznej, po społecznie akceptowalnej cenie. Musi to być taka cena, która nie tylko pokryje uzasadnione koszty działalności energetycznej, ale także nie spowoduje utraty konkurencyjności przez całą polską gospodarkę i nie wydrenuje kieszeni statystycznego Kowalskiego.

Taką obietnicę złożył polskiemu odbiorcy energii elektrycznej rząd PiS-u dwa lata temu. Z kolei przedsiębiorcy i obywatele ze swojej strony rozważnie podeszli do zamierzonych w energetyce reform i, co więcej, zgodzili się na finansowe wsparcie dla energetyki, chociażby za sprawą niedawno uchwalonej ustawy o rynku mocy. To na podstawie tej ustawy do polskiej energetyki trafi dodatkowo 27 mld zł w ciągu najbliższych 10 lat, co powinno zapewnić nam wszystkim bezpieczeństwo energetyczne, a samej energetyce – możliwości koniecznej restrukturyzacji i unowocześnienia. Żadna inna branża polskiej gospodarki nie otrzymuje takiego wsparcia a priori i każda musi wypracować środki na swój rozwój i inwestycje z własnej działalności na rynku. Dlatego trzeba bacznie monitorować poczynania rządu w obszarze energetyki, a także samych energetyków i poddać wydatkowanie tych olbrzymich pieniędzy publicznemu nadzorowi. Myślę, że Rada Dialogu Społecznego jest miejscem predestynowanym do pełnienia takiej roli.

Pod adresem Rządu RP nadzorującego państwową energetykę należy sformułować jedno podstawowe oczekiwanie. Jesteśmy zmęczeni obietnicami. Interesuje nas tempo ich realizacji. Niech Rząd RP rozstrzygnie niezwłocznie podstawowe dylematy polskiej energetyki. Chcemy wiedzieć kiedy będzie formalny dokument o strategii dla energetyki – czyli polityka energetyczna Polski? Jakim miksem energetycznym chcemy dysponować w kolejnych dziesięcioleciach i jakie będą kamienie milowe tego procesu? Jaki udział węgla oraz Odnawialnych Źródeł Energii przybliży nas do realizacji klimatycznych priorytetów UE? Czy o podstawach preferencji dla polskiego węgla przesądza de facto podstawowy rachunek efektywności, czy jest to tylko realizacja wyborczych deklaracji? Czy i kiedy zrealizujemy projekt energetyki jądrowej? Kiedy skuteczniej zaczniemy zwalczać smog w powietrzu nad Polską, bo już nie rzecz tu w kosztach tej batalii, ale chodzi o życie i zdrowie dziesiątków tysięcy polskich obywateli!

Nowe Kodeksy Pracy

W marcu 2018 r. mają zostać przedstawione projekty nowych Kodeksów pracy — indywidualnego i zbiorowego prawa pracy. Od września 2016 r. nad ich przygotowaniem pracuje Komisja Kodyfikacyjna Prawa Pracy. Kodeksy mają być bardziej nowoczesne i lepiej dostosowane do potrzeb zarówno pracodawców, jak i pracowników. Przepisy mają odpowiadać współczesnym warunkom pracy oraz wyzwaniom i zjawiskom występującym na rynku pracy. W kodeksie znajdą się nowe, bardziej elastyczne regulacje dotyczące m.in. czasu pracy czy pracy z domu. Zostaną także zmodyfikowane zasady świadczenia pracy na podstawie umów cywilnoprawnych. Co ważne, projekty kodeksów będą poddane konsultacjom na forum RDS. Od efektów negocjacji między organizacjami pracodawców, związków zawodowych a rządem będzie zależał kształt nowych przepisów i dalszy los obu kodeksów. O tym, jaki on będzie przekonamy się już w przyszłym roku.

Rozszerzenie prawa koalicji związkowej

W 2018 r. zostanie uchwalona i zacznie obowiązywać nowelizacja ustawy o związkach zawodowych, która przyznaje prawo do tworzenia i wstępowania do związków samozatrudnionym i osobom pracującym na umowach cywilnoprawnych. Zyskają one również analogiczne uprawnienia jak związkowcy na umowach o pracę, w tym tzw. etaty związkowe czy ochronę przed zwolnieniem. Nowe przepisy są dość rewolucyjne i dlatego wywołują kontrowersje. Ich funkcjonowanie w praktyce może okazać się problematyczne. I to nie tylko ze względu na już zgłaszane wątpliwości natury prawnej, ale także na ryzyko nadużyć związane ze sprawowaniem funkcji związkowych jedynie w celu uzyskania ochrony przed zwolnieniem. Efektem tych zmian będzie także wzrost kosztów i obowiązków po stronie firm.

Zatrudnianie cudzoziemców

Z początkiem 2018 r. wchodzą w życie istotne zmiany prawne związane z zatrudnieniem cudzoziemców. Zostanie wprowadzony nowy typ zezwolenia na pracę sezonową, a dotychczasowa tzw. procedura oświadczeniowa będzie zmodyfikowania. Pracodawcy muszą też liczyć się z ponoszeniem opłat przy składaniu wniosków. Stąd właśnie obserwowany w ostatnim czasie wzrost liczby składanych wniosków i związane z tym kolejki w urzędach pracy. W przyszłym roku należy spodziewać się jeszcze większego napływu cudzoziemców, zainteresowanych podjęciem pracy w Polsce. I to nie tylko z Ukrainy i Białorusi, ale także z Indii czy Nepalu. Dlatego niepokojące są zapowiedzi MRPiPS dotyczące planów wprowadzenia limitów w zatrudnianiu obcokrajowców. Brak pracowników będzie wymuszał podjęcie konkretnych działań w zakresie polityki rynku pracy oraz polityki migracyjnej, z czym rząd będzie musiał zmierzyć się już w przyszłym roku.

Dialog społeczny

W związku z przejęciem przez rząd przewodnictwa w RDS oraz zapowiedziami ze strony samego Premiera, w przyszłym roku należy spodziewać się wzmocnienia roli Rady. Dlatego liczymy, że to w RDS będą wypracowywane najważniejsze rozwiązania dotyczące spraw społeczno-gospodarczych, a partnerzy społeczni nie będą pomijani w procesie legislacyjnym, co dotychczas się zdarzało. Ponadto w 2018 r. czeka nas nowelizacja ustawy o RDS. Została ona wypracowana przez partnerów społecznych i przejęta jako inicjatywa legislacyjna Prezydenta RP. Zmierza ona do usprawnienia działalności RDS i zwiększenia jej kompetencji poprzez np. wprowadzenie możliwości wnioskowania o wydanie ogólnej interpretacji podatkowej.

Zdrowie

Rok 2018 ma być rokiem, w którym stopniowo zaczną wzrastać nakłady na sektor ochrony zdrowia w Polsce, które docelowo mają wynieść 6% PKB w 2025 r. Czas pokaże, czy większe finansowanie przełoży się na lepszą dostępność i jakość świadczeń opieki zdrowotnej dla Polaków. Choć cieszy stopniowy wzrost nakładów państwa na ochronę zdrowia, trzeba podkreślić, że konieczny jest większy i dużo szybszy wzrost oraz poprawa efektywności gospodarowania środkami, zwłaszcza w kontekście rosnących oczekiwań pacjentów i niekorzystnych prognoz demograficznych.

Biorąc bowiem pod uwagę niepokojący trend odejścia od modelu ubezpieczeniowego, opartego na współistnieniu podmiotów prywatnych i publicznych, trudno oczekiwać poprawy konkurencyjności, a co za tym idzie, jakości i efektywności udzielanych świadczeń. Nadchodzący rok prawdopodobnie upłynie więc pod znakiem dalszego ograniczania prywatnemu sektorowi dostępu do środków publicznych pod hasłem ryczałtowego wsparcia podmiotów, którym udało znaleźć się w sieci szpitali. Przypomnijmy, że na 454 szpitali prywatnych zaledwie 51 znalazło się w sieci. Tymczasem wartość świadczeń zdrowotnych udzielonych przez szpitale prywatne – liczona już w miliardach złotych – pokazuje, że ten segment rynku zdrowotnego powinien być uznany za konieczny dla sprawnego systemu. Dalsze systemowe wykluczanie podmiotów niepublicznych z publicznego finansowania doprowadzi do niewydolności publicznego systemu i dalszego wzrostu współpłacenia pacjentów, którego spodziewać się można także w nadchodzącym roku.

Od kilku miesięcy obserwujemy boje środowiska medycznego o kwestie wynagrodzeń, czasu pracy i form zatrudnienia. W 2018 r. prawdopodobnie kolejne grupy zawodów medycznych będą walczyć o lepsze finansowanie i miejsce w systemie, co bez konstruktywnego dialogu wszystkich zainteresowanych stron może doprowadzić do kolejnych kryzysów.

W nadchodzącym roku możemy spodziewać się także zmian w polityce lekowej. Resort zdrowia zapowiada opracowanie kompleksowej strategii w tym zakresie, która ma powstać w oparciu o wskaźniki epidemiologiczne i mapy potrzeb zdrowotnych. Zapowiadana nowelizacja ustawy refundacyjnej może przynieść ustanowienie zasady sztywnego przeznaczenia 17 % środków Narodowego Funduszu Zdrowia na budżet refundacyjny. Z kolei od dawna oczekiwana ustawa o jakości w ochronie zdrowia ma stymulować poprawę świadczeń opieki zdrowotnej.

Rok 2018 to rok kluczowych, przełomowych wyzwań nie tylko dla Ministra Zdrowia, świadczeniodawców a przede wszystkim Pacjentów. Wielokrotnie postulowaliśmy przeprowadzenie zmian oraz budowę sieci szpitali na innych zasadach, bardziej przyjaznych dla Pacjenta. Jednak mając na względzie dobro właśnie tych ostatnich, dalej będziemy wspierać przeprowadzenie reform proponując kolejne ich modyfikacje.

Nowe otwarcie w relacjach między podatnikami i urzędnikami

Przedstawiciele Rządu zapowiadają nowe otwarcie w relacjach między podatnikami i urzędnikami. Taki cel przyświecał decydentom już podczas wdrażania przepisów o Krajowej Administracji Skarbowej w marcu 2017 roku. Teraz jest to jeden z głównych postulatów wyrażonych w Konstytucji dla Biznesu. Przedsiębiorcy z optymizmem (co prawda umiarkowanym, ale jednak optymizmem) patrzą na te zapowiedzi. Przed resortem finansów i kierownictwem KAS stoi bez wątpienia niełatwe zadanie, bowiem niemożliwe jest, aby zmienić mentalność urzędników samym tylko zapisem w ustawie. Wierzymy jednak, że kierownictwo KAS podejmie zdecydowane działania w tym zakresie, przeprowadzi szkolenia swoich pracowników i będzie kontrolowało jakość ich pracy nie tylko pod kątem wyników, lecz także podejścia do podatników. Pracodawcy RP będą bacznie przyglądać się, czy te huczne zapowiedzi będą wdrażane w życie i czy zmiana relacji na linii urzędnik-podatnik będzie rzeczywiście odczuwalna.

Wsparcie dla nowych inwestycji

W 2018 roku mają wejść w życie projektowane przepisy ustawy o zasadach wspierania nowych inwestycji. Projekt przewiduje dla firm podejmujących nowe inwestycje wprowadzenie mechanizmu wsparcia przede wszystkim w postaci zwolnienia z podatku. Celem projektodawcy jest rozszerzenie dotychczasowych udogodnień oferowanych w specjalnych strefach ekonomicznych na teren całego kraju. Co prawda nie są znane jeszcze projekty aktów wykonawczych, które będą kluczowe dla dokonania oceny tej inicjatywy, jednakże można zakładać, że zaproponowane rozwiązania wpłyną pozytywnie na rozwój przedsiębiorczości i przyciągną inwestorów. Istotne jest, aby warunki skorzystania ze wsparcia nie były zbyt restrykcyjne. W przeciwnym razie z nowych mechanizmów skorzystają tylko nieliczni.

Uszczelnianie systemu podatkowego

Rok 2017 upłynął pod hasłem „uszczelniania” systemu podatkowego. Z zapowiedzi Premiera wynika, że w 2018 r. będzie podobnie. Pracodawcy RP oczywiście są za tym, aby skutecznie ograniczyć rozmiary szarej strefy i walczyć z nieprawidłowościami w zakresie rozliczania się z obowiązków publicznoprawnych. Uważamy jednak, że potrzebna jest zmiana podejścia do tzw. „uszczelniania” systemu podatkowego. Zamiast nakładania kolejnych, coraz to nowych obowiązków i restrykcji na podatników, należy poszukiwać takich rozwiązań, które same w sobie będą stanowiły zachętę do prawidłowego rozliczania obowiązków publicznoprawnych. Wyrażamy nadzieję, że resort finansów zmieni podejście i skoncentruje swoje działania na docieraniu do organizatorów i beneficjentów przestępstw, bez „dokręcania śruby” uczciwym przedsiębiorcom. Ciągłe doregulowywanie gospodarki jest rozwiązaniem ryzykownym, bowiem z czasem znacznie utrudni prowadzenie działalności w Polsce i może doprowadzić do odpływu kapitału i zniechęcić przedsiębiorców do inwestowania w kraju.

OFE i pracownicze plany kapitałowe

Przyszły rok powinien być czasem, w którym przedstawione zostaną konkretne projekty ustaw dotyczących reorganizacji funkcjonowania otwartych funduszy emerytalnych oraz pracowniczych planów kapitałowych. Zmiany w OFE są konieczne, ponieważ każdego roku mechanizm tzw. suwaka bezpieczeństwa pomniejsza ich aktywa o kilka miliardów złotych – dalsze zwlekanie z wprowadzaniem nowych rozwiązań oznacza, że będzie coraz mniej środków do podziału między indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego a Fundusz Rezerwy Demograficznej. Wprowadzenie PPK również jest bardzo istotne z punktu widzenia zapewnienia większego dopływu długoterminowego kapitału emerytalnego na rynek oraz ograniczenie niepewności dla pracodawców, którzy wciąż nie wiedzą, czy oraz na kiedy mają planować wzrost kosztów związanych z dopłatami do składek swoich pracowników.

Brexit

15 grudnia, podczas posiedzenia Rady Europejskiej, przywódcy UE-27 podsumowali stan zaawansowania negocjacji brexitowych, uznając, że pozwala on przejść do następnego etapu. Początek roku 2018 oznacza więc że Wielka Brytania będzie członkiem Unii Europejskiej już tylko przez 15 miesięcy. Tylko, bo spraw do rozstrzygnięcia, związanych z brexitem, jest dużo, zaś ostateczny kształt negocjowanych rozwiązań wciąż jest niejasny.

Rok 2018 w kontekście brexitu to czas wytężonej pracy negocjacyjnej zarówno po stronie unijnej, jak i brytyjskiej: do końca marca będą trwały prace nad okresem przejściowym i ramami przyszłych relacji a negocjacje dotyczące kształtu i warunków wyjścia Wielkiej Brytanii z UE powinny zakończyć się do października, tak aby podczas posiedzenia Rady Europejskiej przyjąć umowę wyjścia, dając jednocześnie wystarczająco dużo czasu parlamentom państw unijnych oraz brytyjskiemu na to, aby zdążyły ratyfikować porozumienie przed godziną 00:00, 30 marca 2019, kiedy to Wielka Brytania przestanie być członkiem UE. Jakie będą skutki brexitu dla polskiego biznesu? Wiele zależy od wariantu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE:

Wariant soft (optymalny) – zastosowanie okresu przejściowego oraz utrzymanie ,,status quo” w możliwie szerokim zakresie (np. przy wykorzystaniu obecnie funkcjonujących rozwiązań lub wprowadzeniu modyfikacji, które realnie nie będą w wysokim stopniu odczuwalne), w celu uniknięcia dodatkowych kosztów, które powodując wzrost cen eksportowanych towarów mogłyby doprowadzić do utraty konkurencyjności.

Wariant hard (skrajnie negatywny) – całkowita zmiana obecnego systemu prawnego, relacje gospodarcze uregulowane w oparciu o zasady WTO i przywrócenie stawek celnych w obrocie między UE i UK takich jak w obrocie między Unią a krajami trzecimi.

Skutki brexitu w wersji soft będą odczuwalne w stopniu akceptowalnym dla polskich przedsiębiorców (głównie eksporterów) a przez to będą dla nich do przyjęcia. W wersji hard zastosowanie wspomnianych stawek celnych (np. dla wyrobów tytoniowych, alkoholi, produktów mlecznych) będzie miało charakter zaporowy i może oznaczać eliminację polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii. A zważywszy, że rynek brytyjski jest drugim pod względem wielkości polskiego eksportu, byłoby to bardzo niekorzystne dla całej naszej gospodarki.

Teoretycznie istnieje też trzecia opcja: zatrzymanie procesu brexitu. Jednak wydaje się niemal pewne, że jest to opcja wyłącznie teoretyczna. Co prawda sondaże (np. sondaż BMG Research z 5-8.XII.2017) pokazują przewagę przeciwników brexitu (51%) nad jego zwolennikami (41%), jednak obecnie nie od opinii publicznej lecz od decyzji politycznej kwestia ta zależy. A póki co, silnych sygnałów politycznych, wskazujących na możliwość zmiany decyzji, ze strony Wielkiej Brytanii brak. Nie należy więc spodziewać się, że BRexit zmieni się w B-remain.

Dla biznesu (tak brytyjskiego, jak i polskiego) brexit to rozwiązanie niekorzystne. Niezależnie od jego wariantu jest to loose – loose game , tak dla UE, jak i dla Wielkiej Brytanii. Z tej perspektywy trwający obecnie proces negocjacji należy traktować jako minimalizowanie strat i dążenie do osiągnięcia takich rozwiązań, które sprawią, że skutki brexitu będą jak najmniej dotkliwe dla przedsiębiorców. Dlatego też należy spodziewać się, że w roku 2018 będziemy obserwować stopniowe dochodzenie do przyjęcia wersji soft brexitu jako tej, która będzie biznesowo racjonalna i politycznie odpowiedzialna.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Najwyższy czas zlikwidować nierentowne kopalnie węgla

Wynajem krótkoterminowy: większy zysk za wyższe ryzyko

Popularność bitcoina zaszkodziła cenom metali szlachetnych

Zagrożenia na rynkach finansowych w 2018 roku

Gospodarka europejska znajduje się w świetnej kondycji, z czego korzysta także Polska. W dobrej kondycji jest Azja, a także USA. Obraz jest dość sielankowy, a co może go zniszczyć?

– Jest szansa, że 2018 r. znów będzie dobry, bo gospodarka sama się napędza dotychczasowymi dobrymi wynikami – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak zawsze może wydarzyć się coś, co ten mechanizm zakłóci.

W ocenie eksperta istnieją trzy potencjalne zagrożenia:

  • zacieśnienie polityki pieniężnej, czyli wzrost stóp procentowych,
  • sytuacja w Chinach
  • wzrost cen ropy naftowej.

Chiny mają olbrzymi wpływ na światową gospodarkę, ale dzieje się tam wiele rzeczy nieprzewidywalnych. Oto przykład: – Chińczycy masowo fałszują dokumenty, aby obejść regulacyjne restrykcje związane z rynkiem nieruchomości – mówi ekspert.

Natomiast jeżeli chodzi o ropę, to spadek cen w ostatnich latach bardzo przyczynił się do ożywienie europejskiej gospodarki. Wzrost cen byłby impulsem o przeciwnym skutku.

Są więc trzy bardzo istotne czynniki, na które w 2018 r. warto zwracać uwagę.

Ubóstwo w Polsce 2017 r. – lepiej, ale…

Italoexit. Czy włosi pójdą w ślady Brytyjczyków?

Czy po Brexicie Wspólnotę opuści kolejne państwo? Sondaże przed planowanymi na początek marca wyborami we Włoszech dają szanse na zwycięstwo eurosceptycznej partii, co w połączeniu chłodnym nastawieniem Włochów do UE i słabą sytuacją gospodarczą kraju niesie ryzyko ożywionej dyskusji o „Italexicie” – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Mijający rok upłynął na spekulacjach, czy po Brexicie – opuszczeniu Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię – Wspólnotę mogą czekać kolejne „exity”? Chociaż finalnie żadne państwo nie dołączyło do Zjednoczonego Królestwa, to zbliżające się wybory we Włoszech mogą podnieść temperaturę dyskusji o dezintegracji strefy euro czy nawet Unii Europejskiej.

Wyścig o najniższą pozycję z Grecją

Podstawowym problemem Włoch jest bardzo słaba gospodarka. W latach 2000-2016 jej realny (z uwzględnieniem inflacji) PKB na mieszkańca obniżył się o 5 proc. według danych Eurostatu. Strefa euro urosła w tym czasie o 12 proc., cała Unia o 18 proc. w Polsce wzrost wyniósł aż 75 proc.

Ciekawostką może być fakt, że rezultat Włoch jest gorszy nawet niż Grecji. Co prawda PKB na mieszkańca Hellady również spadło w badanym okresie, ale mniej niż w przypadku Italii –  niecałe 3 proc. Brak wzrostu gospodarczego od początku nowego millenium dodatkowo wiąże się ze wzrostem zadłużenia. Stosunek długu do PKB (dla całego kraju) zwiększył się ze 105 do 132 proc. PKB, a w całej UE gorzej pod tym względem wypada już tylko Grecja.

Nieefektywność włoskiego państwa bardzo dobrze potwierdzają także dane z rynku pracy. Współczynnik zatrudnienia dla populacji w wieku 15-64 lata wynosił 58,1 proc. w drugim kwartale 2017 r. To najniższy po Grecji (54 proc.) rezultat w UE, gdzie średnia wynosi 67,7 proc. Liderzy Wspólnoty – Szwecja czy Niemcy – osiągają wyniki ok. 77 oraz 75 proc.

Niewielkie są również szanse, by ta fatalna sytuacja gospodarcza Włoch uległa szybkiej poprawie. M.in. dlatego, że widać znaczne zaległości w budowaniu kapitału ludzkiego. Odsetek osób, które nie uczestniczą w edukacji, nie szkolą się oraz nie pracują (NEET) wynosi we Włoszech aż 30,7 proc. dla przedziału wiekowego 20-34 lata (ostatnie dane Eurostatu za 2016 r.). To gorszy rezultat niż w Grecji (30,5 proc.). Unijna średnia i wyniki Polski to ok. 18 proc., a rezultaty Szwecji czy Holandii są poniżej granicy 10 proc.

Dodatkowo, według publikacji Eurostatu, Włosi legitymują się najniższym w całej Unii odsetkiem osób z wyższym wykształceniem. W przedziale wieku 25-54 lata studia ukończyło tylko 19,4 proc. obywateli. Zaskakujący może być również fakt, że jest to nie tylko najgorszy wynik w UE, ale wyższym poziomem może pochwalić się Turcja (19,8 proc.) czy Macedonia (22,5 proc.).

Króluje unijny sceptycyzm

Bardzo słabe kilkanaście lat we włoskiej gospodarce łączy się z ograniczonym zaufaniem do Unii Europejskiej. Według jesiennego Eurobarometru, cyklicznego badania nastrojów przeprowadzonego przez Komisję Europejską, tylko 29 proc. ankietowanych Włochów uważa, że ich głos liczy się we Unii. To co prawda więcej niż w Grecji (22 proc.), ale już mniej niż Wielkiej Brytanii (33 proc.), która przecież opuszcza UE. Warto natomiast pamiętać, że Włochy były jednym z sześciu państw, które założyły Wspólnotę (początkowo Węgla oraz Stali).

Dane Eurobarometru bardzo dobrze pokazują także nastroje gospodarcze Włochów i ich spojrzenie na Unię. Najgorzej ze wszystkich badanych państw oceniają oni sytuację ekonomiczną UE. Aż 58 proc. uważa że jest ona obecnie zła. Nawet w Grecji ta ocena jest bardziej optymistyczna (52 proc.). W Polsce tylko 19 proc. ankietowanych sądzi, że gospodarka UE jest w złym stanie.

Mieszkańcy Italii, w najmniejszym stopniu z całej UE, popierają wolność przemieszczania się pracy czy uczenia się we Wspólnocie (za jest 68 proc. ankietowanych). Wśród wszystkich krajów strefy euro najmniejsze poparcie dla wspólnej waluty wyrażają właśnie Włosi (59 proc.). Oni także, prócz Greków, w najmniejszym stopniu z 28 ankietowanych przez KE państw czują się obywatelami Unii (54 proc.). Nawet w opuszczającej Wspólnotę Wielkiej Brytanii ten odsetek jest większy i wynosi 55 proc. W Polsce jest to 77 proc. Ważniejszy jednak jest fakt, że w Hiszpanii czy Portugalii jest to ponad 80 proc., a przecież ostatni kryzys gospodarczy dotkliwie przechodził cały Półwysep Iberyjski.

Marcowe wybory wielką niewiadomą

We włoskiej polityce od dawna brakuje stabilizacji. Od zakończenia II wojny światowej mniej więcej co rok zmieniał się rząd. Zwykle jednak były to albo lewicowo, albo prawicowo-centrowe koalicje. Najbliższe wybory za niecałe trzy miesiące (4 bądź 11 marca) mogą jednak pokazać zupełnie inny obraz Włoch.

W sondażach prowadzi obecnie eurosceptyczny Ruch Pięciu Gwiazd z 27-28 proc. poparcia. Ma on przewagę mniej więcej 3-4 pkt proc. nad tworzącą teraz rząd Partią Demokratyczną. Praktycznie łeb w łeb idą legitymujące się ok. 15 proc. poparciem eurosceptyczna Liga Północna oraz centroprawicowa Forza Italia Silvio Berlusconiego.

Chociaż istnieje spore ryzyko przejęcia władzy przez eurosceptyków, to jednak rynek na razie jest dość spokojny. Wynika to z faktu, że liderujący w sondażach Ruch Pięciu Gwiazd wyklucza wchodzenie w koalicję. Liga Północna natomiast może dołączyć koalicji z Forza Italia. Dodatkowo niedawno została zmieniona ordynacja wyborcza, która raczej sprzyja ugrupowaniom o ugruntowanej pozycji.

Warto jednak zauważyć, że podzielonemu parlamentowi w ogóle może być trudno utworzyć rząd. Wtedy ryzyko negatywnego scenariusza wyraźnie wzrośnie. Negocjacje wokół utworzenia wielkiej koalicji lewicowo-prawicowej mogą toczyć się miesiącami, a wcale nie musi ona długo przetrwać. Kolejne wybory, biorąc pod uwagę badania Eurostatu, mogą jeszcze bardziej wzmocnić eurosceptyczne nastroje i zwiększyć poparcie dla reprezentujących ten pogląd ugrupowań. W tym momencie będzie już wystarczająco duże zagrożenie, by rynki zaczęły spekulować o Italexicie – opuszczeniu strefy euro bądź nawet UE przez Włochy.

Spokojny przedświąteczny piątek na złotym

W piątek notowania złotego pozostają stabilne. Panuje już świąteczna atmosfera. Inwestorzy zignorowali zarówno niższe od prognoz bezrobocie w Polsce, jak i temat Katalonii. Przyszły tydzień również powinien upłynąć w świątecznej atmosferze. Normalny handel wróci dopiero po Nowym Roku. Rok 2018 ma szansę być równie udany dla złotego, jak ten właśnie się kończący.

W południe euro kosztowało 4,1935 zł, podczas gdy za dolara trzeba było zapłacić 3,5390 zł. Tym samym euro nieznacznie taniało, a dolar w równie niewielkim stopniu drożał wobec poziomów z wczorajszego zamknięcia. Zmiany te podyktowane były spadkiem notowań EUR/USD. Jednocześnie inwestorzy (pochłonięci przygotowaniami do świąt?) zignorowali zarówno lepsze od prognoz polskie dane o bezrobociu, jak i wyniki wczorajszych wyborów w Katalonii.

W listopadzie bezrobocie w Polsce zmniejszyło się do 6,5 proc. z 6,6 proc. miesiąc wcześniej, podczas gdy spodziewano się stabilizacji tego wskaźnika. Dane zaskoczyły. Był to bowiem jeden z nielicznych przypadków, gdy w listopadzie bezrobocie spada. Bardzo łatwo jednak to zjawisko wytłumaczyć. To efekt obniżenia wieku emerytalnego. Sam spadek bezrobocia oznacza, możliwe pojawienie się w przyszłości presji płacowej, a w konsekwencji inflacji, co przyspieszy podwyżki stóp procentowych. Z drugiej jednak strony, o czym jeszcze głośno się nie mówi, ciaśniejszy rynek pracy to spory problem dla firm, co może zaważyć na wzroście gospodarczym.

Innym newsem dnia są wyniki wczorajszych wyborów parlamentarnych w Katalonii. Wprawdzie wygrała je Partia Obywatelska, która jest przeciwna odłączeniu regionu od Hiszpanii, ale większość w katalońskim parlamencie będą miały partie opowiadające się za niepodległością. To grozi eskalacją sporu o przyszłość Katalonii, co z pewnością negatywnie odbije się na gospodarce Hiszpanii, a przy okazji i całej strefy euro. Z punktu widzenia złotego oznacza to wzrost ryzyka politycznego w Europie i jest dla niego czynnikiem podażowym.

Zarówno bezrobocie, jak i temat Katalonii, a prawdopodobnie też popołudniowe dane z USA (m.in. dochody i wydatki Amerykanów, zamówienia na dobra trwałe, sprzedaż nowych domów i indeks Uniwersytetu Michigan), zostały zignorowane. Do końca dnia raczej utrzymają się świąteczne nastroje na złotym, gdzie niskim obrotom, towarzyszy też niska zmienność.

Równie niewiele na rynku walutowym powinno się dziać w okresie pomiędzy Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Obroty będą wciąż niskie, a cała seria raportów makroekonomicznych z USA (m.in. indeksy Conference Board, Fed z Filadelfii, Chicago PMI i S&P/Case-Shiller), wspierana przez inflacyjne dane z Niemiec, zostanie zignorowana. Większych emocji prawdopodobnie nie wywoła też, zaplanowana na 29 grudnia, publikacja danych o grudniowej inflacji konsumenckiej w Polsce, która jak się oczekuje, wyhamuje do 2,1 proc. z poziomu 2,5 proc. rok do roku w listopadzie.

Normalny handel wróci dopiero po Nowym Roku. Dopiero wówczas rozpocznie się pozycjonowanie inwestorów na kolejne 12 miesięcy. Oczekuję, że rok 2018, tak samo jako kończący się 2017, będzie dobry dla złotego, przynosząc jego umocnienie do głównych walut. Utrzymująca się dobra koniunktura gospodarcza w Polsce i na świecie, w połączeniu ze spodziewanymi podwyżkami stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, ale też możliwym napływem kapitałów na rynki wschodzące, sugerują taki właśnie scenariusz. Prognozuję, że na koniec 2018 roku euro będzie kosztować 4,15 zł, a dolar potanieje do 3,32 zł. Słabszy może za to być I kwartał. Spodziewana wówczas korekta na światowych giełdach, w połączeniu mocniejszym dolarem (napędzanym reformą podatkową i przyspieszeniem gospodarki USA), a także spadek inflacji w kraju i zaognienie relacji na linii Warszawa-Bruksela, powinny bowiem wywrzeć negatywną presję na polskiej walucie. Stąd kurs EUR/PLN w pierwszych trzech miesiącach roku może cofnąć się do 4,30 zł, a USD/PLN do 3,77 zł.

Komentarz przygotował:
Marcin Kiepas
Główny Analityk WALUTEO

Ostre załamanie kursu bitcoina

Przed okresem świątecznym, który zwykle przynosi uspokojenie na rynkach, doszło do gwałtownego załamania kursu bitcoina. W ciągu ostatniej doby wartość najpopularniejszej kryptowaluty obniżyła się o niemal 25%, a od niedzieli, kiedy biła rekordy spadek wyniósł aż 35% i w piątek rano 1 bitcoin kosztuje 12,9 tys. USD. To najniższy kurs od 6 grudnia br. Zdaniem niektórych ekspertów to wynik obawy inwestorów po zhakowaniu – prawdopodobnie przez Koreę Północną – giełdy kryptowalut Youbit w Korei Południowej, co spowodowało, że jej właściciel stracił 17% aktywów i złożył wniosek o upadłość. Tymczasem po NBP i KNF teraz Związek Banków Polskich ostrzega przed kryptowalutami.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,1%), a traci do brytyjskiego funta (-0,16%), dolara kanadyjskiego (-0,66%), dolara australijskiego (-0,64%) oraz japońskiego jena (-0,1%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,185, GBP/USD – 1,338, USD/CAD – 1,274, AUD/USD – 0,771 i USD/JPY – 113,4. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,22%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,4, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Złotówka zyskuje do większości walut, poza funtem, wobec którego lekko traci na wartości. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,54 zł, euro – ponad 4,19 zł, funt – powyżej 4,73 zł, a frank szwajcarski – poniżej 3,58 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 1,05%, frankfurcki indeks DAX – o 0,31%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,62%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,2%, meksykański indeks Bolsa – 0,23%, a brazylijski indeks Bovespa – 2,41%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,16%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,09%, a hongkoński indeks Hang Seng wzrósł o 0,53%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej trzeci dzień w rzędu idą w górę. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,9 USD (+0,52%), a ropy WTI – 58,36 USD (+0,46%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 67 USD. Rośnie także cena złota. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1267 USD. To 2 USD więcej (+0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:45 – Francja – PKB (k/k), III kw. – 0,6% (prognoza 0,5%)
  • 9:00 – Szwajcaria – Indeks instytutu KOF, grudzień – 111,3 pkt. (prognoza 110,6 pkt.)
  • 10:00 – Polska – Stopa bezrobocia, listopad (prognoza 6,6%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – PKB (r/r), III kw. (prognoza 1,5%)
  • 14:00 – Polska – Podaż pieniądza M3 (r/r), listopad (prognoza 4,8%)
  • 14:30 – USA – Wydatki Amerykanów (m/m), listopad (prognoza 0,4%)
  • 14:30 – USA – Dochody Amerykanów (m/m), listopad (prognoza 0,4%)
  • 14:30 – USA – Zamówienia na dobra trwałego użytku (m/m), listopad (prognoza 2%)
  • 14:30 – USA – Zamówienia na dobra bez środków transportu (m/m), listopad (prognoza 0,5%)
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, grudzień (prognoza 97,1 pkt.)
  • 16:00 – USA – Sprzedaż nowych domów, listopad (prognoza 654 tys.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Gospodarka w bardzo dobrym stanie

2017 był dobrym rokiem dla przedsiębiorców. Świadczą o tym nie tylko dobre wskaźniki, nieoglądane od wielu lat w Polskiej gospodarce – jak rosnące PKB – ale także wyniki eksportu. Przez trzy kwartały osiągnięte zostało 150 mld euro wpływów. Za cały rok wyniosą one zapewne rekordowe 200 mld euro. 25 mld pochodzi z eksportu produktów rolnych i spożywczych. Widać więc kształtującą się polską specjalność – żywność wysokiej jakości, w dobrej cenie.

W tym roku mamy rekordowo niskie bezrobocie. Dla pracowników to dobra sytuacja, bo to do nich należy obecnie rynek pracy. To oni dyktują warunki, a nie pracodawcy. Dla gospodarki oznacza to brak rąk do pracy, zwłaszcza wykwalifikowanych specjalistów – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – Środowisko biznesu bardzo pozytywnie przyjęło tegoroczne zmiany prawne proponowane przez rząd. Chodzi o tzw. Konstytucję Biznesu, czyli prawo dla przedsiębiorców. To regulacje, które – o ile zostaną przyjęte w formie proponowanej przez rząd i zastosowane przez administrację – znacznie zmienią stosunki między przedsiębiorcą, a urzędnikiem. To optymistyczny scenariusz. Wątpliwości budzi jednak decyzja o obniżeniu wieku emerytalnego. To szczególnie dziwne posunięcie w sytuacji niedoborów na rynku pracy. Specjaliści uważają, że to właśnie podstawowy hamulec dalszego rozwoju. Sytuację ratują emigranci zarobkowi z sąsiednich krajów wschodnich, głównie Ukrainy. Ustawa ta spowodowała jednak, że z rynku odeszło 100 tys. pracowników, którzy przeszli na wcześniejsze emerytury. W mijającym roku środowisko biznesu zaniepokoiło także zniesienie ograniczenia we wpłatach składek ubezpieczeniowych, które następowało po przekroczeniu trzydziestokrotności minimalnej pensji. Teraz ta bariera zniknęła i będzie trzeba płacić proporcjonalnie do przychodu. Doraźnie przyniesie to rządowi kilka miliardów złotych, jednak jest to potencjalna bomba, która wybuchnie w przyszłości, kiedy trzeba będzie wypłacać o wiele wyższe emerytury. Mimo to przedsiębiorcy mogą być zadowoleni. Był to dla nich dobry rok. Wyniki polskich firm, jak i sprzedaż detaliczna oraz produkcja przemysłowa utrzymują się na bardzo wysokim poziomie. Rok 2017 zostanie zamknięty z gospodarką w bardzo dobrym stanie – podsumował Arendarski.

Przygotuj się na przyszły tydzień – analiza EURUSD

W okresie świątecznym kalendarz makroekonomiczny przeważnie świeci pustkami, tym razem jest tak samo. 26 grudnia poznamy jedynie dane z Japonii, natomiast 29 grudnia zostanie opublikowany brytyjski optymizm konsumentów oraz niemiecka inflacja.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Niemniej jednak w przyszłym tygodniu na rynku może dziać się dużo, z tego względu warto obserwować kurs pary walutowej EURUSD, który w ostatnim czasie został oderwany od rentowności obligacji amerykańskich oraz niemieckich.

Instrument do obserwacji – EURUSD

Pierwsze trzy kwartały 2017 roku na EURUSD dla byków były bardzo udane, kontra przyszła we wrześniu. Trend wzrostowy na wspomnianej parze walutowej był kontynuowane ze względu na czynniki makroekonomiczne oraz zmianę nastawienia Europejskiego Banku Centralnego. Oczywiście nie możemy pominąć wypowiedzi Donalda Trumpa, któremu zależało na słabszym dolarze amerykańskim.

Coraz to lepsze warunku gospodarcze w Europie odbiły się na rentowności niemieckich obligacji, które zyskiwały względem amerykańskich, co wspierało trend wzrostowy na EURUSD.

EURUSD SPREAD

Na powyższej grafice zobrazowano różnicę w oprocentowaniu 10-letnich obligacji niemieckich oraz amerykańskich (linia żółta) na tle kursu walutowego EURUSD. Od początku roku obydwie zmienne wspierały się nawzajem, ale we wrześniu różnica w oprocentowaniu zaczęła przeważać na korzyść USD.

Dalszy spadek spreadu obligacji przekłada się na większe prawdopodobieństwo wyprzedaży kursu EURUSD niż powrót do trendu wzrostowego, w długim terminie obydwie zmienne powinny zmierzać w tym samym kierunku.

EURUSD – analiza techniczna

Na wykresie tygodniowym notowania EURUSD poruszają się w szerokim kanale spadkowym. Jego górna banda wyznacza strefę podaży, natomiast dolna – strefę popytu. Na początku października bieżącego roku kalendarzowego stronie kupującej udało się obronić mocną strefę popytu 1.146-1.156. Sprzedający mogą mieć bardzo duże problemy z pokonaniem wspomnianego wsparcia, które zostało wyznaczone przez szczyty z 2015 oraz 2016 roku.

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Źródło: admiralmarkets.com

Aktualnie notowania zmierzają w stronę górnej bandy kanału spadkowego, aczkolwiek jej przebicie jest bardzo mało prawdopodobne. Z tego względu bazowym scenariuszem będzie kolejny test strefy wsparcia w okolicy 1.15.

Które europejskie ulice handlowe są odwiedzane najczęściej?

BNP Paribas Real Estate prezentuje pierwszą w historii ogólnoeuropejską analizę liczby osób odwiedzających najatrakcyjniejsze ulice handlowe w 23 kluczowych miastach

Kluczowe fakty i liczby

Wielka Brytania, Niemcy, Hiszpania i Francja na czele rankingu 30 najpopularniejszych ulic ukierunkowanych na odbiorców masowych.

  • Londyn prowadzi z 13 560 osobami odwiedzającymi sklepy na Oxford Street.
  • Badanie podkreśla pozycję stolic niemieckich landów, z Monachium i Frankfurtem zaliczanymi do czołowej 5-tki.
  • Hiszpania z Madrytem (3 miejsce) i Barceloną (6 miejsce) posiada pięć ulic w pierwszej 10-tce.
  • Legendarna francuska Avenue des Champs Elysées zamyka pierwszą 5-tkę liczbą 10 300 osób na godzinę.

W czołowej dwudziestce luksusowych ulic handlowych, pierwsze 5 znajduje się we Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Danii.

  • Ulice te to kultowe pasaże chętnie odwiedzane przez turystów.
  • Główne prawdziwie luksusowe ulice znajdują się przede wszystkim we Włoszech; doskonałym przykładem jest rzymska Via Condotti.

Odwiedzalność najważniejszych ulic handlowych ukierunkowanych na odbiorców masowych

Struktura śródmiejskich obszarów handlowych

Istnieje związek między liczbą odwiedzających sklepy, a strukturą przestrzenną śródmieść. W miastach z jednym obszarem handlowym, skoncentrowanym na 2 – 3 głównych ulicach, największa liczba odwiedzających sklepy występuje właśnie na nich (np. Monachium, Dublin, miasta skandynawskie, Praga i Zurych). Miasta jak Londyn, Berlin i Paryż posiadają duże rejony intensywnie odwiedzanych sklepów i wiele mniejszych obszarów handlowych. Dlatego też osiągają one rekordowe liczby odwiedzających sklepy na dwóch najważniejszych, najbardziej widocznych ulicach, podczas gdy „skromniejszy” ruch – który wciąż jednak jest bardzo dobry dla sprzedawców – występuje w pozostałych skupiskach handlowych..
Węzły transportowe i rewitalizacja obszarów miejskich mają istotny wpływ na liczbę odwiedzających sklepy. Najważniejsze ulice położone w pobliżu węzłów transportowych – np. Oslo i Helsinki – wykorzystują płynący z nich ruch. Rewitalizacja obszarów miejskich nie tylko sprzyja rozwojowi handlu, lecz także ożywia podaż tworząc nowe punkty sprzedaży i przyciągając inwestorów. Dobrym przykładem jest tutaj Warszawa, Wiedeń czy Lizbona. Przepływ osób odwiedzających punkty sprzedaży detalicznej zwiększają także nowe projekty handlowe, które mogą stać się popularniejsze od dotychczasowych, jak ma to miejsce w Amsterdamie.

Rola turystyki

Obok głównych obszarów wielkomiejskich, dużą liczbą osób odwiedzających sklepy może się poszczycić też kilka mniejszych miast. Są to m.in. Wiedeń, Dublin, Zurych i Sztokholm, których główne ulice sklepowe ukierunkowane na odbiorców masowych należą do czołowej 20-tki. Specyficzna dla poszczególnych lokalizacji charakterystyka gospodarcza i kulturowa powyższych miast wywiera znaczący wpływ na przedmiotowe wartości. Niemniej jednak, turystyka wyróżnia się jako główny czynnik napędzający ruch pieszych, w szczególności biorąc pod uwagę fakt, iż obliczenia zostały dokonane w czerwcu, czyli na początku okresu najbardziej natężonego ruchu turystycznego, kiedy dzień w Skandynawii jest najdłuższy.

Odwiedzalność najważniejszych luksusowych ulic handlowych

Jeśli chodzi o główne luksusowe ulice, 5 najpopularniejszych znajduje się we Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Danii. Pięć najważniejszych ulic to kultowe pasaże z największą koncentracją ruchu turystycznego.
Poza tym nie są one „czysto” luksusowe, ponieważ niektóre oferty wchodzą w zakres rynku masowego. Stąd też tamtejsze sklepy są odwiedzane przez klientów o różnym profilu, miejscowych i turystów. Najważniejsze prawdziwie luksusowe ulice znajdują się głównie we Włoszech: rzymska Via Condotti, która prowadzi do Piazza di Spagna, to ośrodek luksusu o największej liczbie odwiedzających sklepy.

Informacje dotyczące badania

Znaczne różnice w liczbie odwiedzających sklepy mogą mieć istotne znaczenie dla konwersji i potencjału handlowego. Inwestujący w nieruchomości handlowe wykorzystują te informacje oraz inne dane i badania na potrzeby swojej strategii rozwoju i identyfikacji poszczególnych interesujących miejsc. Celem niniejszej ogólnoeuropejskiej analizy liczby osób odwiedzających sklepy jest przedstawienie całościowego „obrazu” najważniejszych ulic w 23 globalnych i kluczowych pod względem stylu życia miastach. Liczba odwiedzających sklepy to jeden z najważniejszych wskaźników siły handlu detalicznego, przy czym nie stanowi on jedynego wyznacznika w tym względzie. Zasadniczym miernikiem dobrze prosperującego obszaru handlowego jest konwersja przepływu odwiedzających na wolumen dokonanych zakupów. W rzeczywistości niektóre obszary o mniejszej liczbie odwiedzających sklepy, np. luksusowe pasaże, wykazują wyższe obroty ze sprzedaży mimo niższej liczby osób odwiedzających tamtejsze sklepy.

Metodologia

Niniejsze, pierwsze w historii badanie zostało skoordynowane przez zespoły ds. Badań i Analiz Rynku oraz Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate, działające w 23 miastach europejskich. Badanie przeprowadzono w sobotę, 10 czerwca 2017 r. od godz.14:00 do 16:00 lub w godzinach szczytu, biorąc pod uwagę różnice kulturowo-handlowe występujące w przedmiotowych miastach. Każde miasto zostało podzielone kategorie „rynek masowy – rynek wyższej klasy” i „rynek luksusowy”. Wybrano też od 3 do 10 ulic, zależnie od wielkości i populacji miasta.
Analizie poddano następujące 23 miasta:
Amsterdam ∙ Ateny ∙ Barcelona ∙ Berlin ∙ Bruksela ∙ Budapeszt ∙ Kopenhaga ∙ Dublin ∙ Frankfurt ∙ Helsinki ∙ Lizbona ∙ Londyn ∙ Madryt ∙ Mediolan ∙ Monachium ∙ Oslo ∙ Paryż ∙ Praga ∙ Rzym ∙ Sztokholm ∙ Wiedeń ∙ Warszawa ∙ Zurych

Analiza rynku warszawskiego

Ulica Marszałkowska odnotowuje najwyższą liczbę odwiedzających ze względu na swoją strategiczną lokalizację na przecięciu dwóch najważniejszych warszawskich arterii. Przepływ odwiedzających jest wysoki ze względu na obecność adresowanego do masowego odbiorcy domu towarowego Wars Sawa Junior, w którym znajdziemy marki takie jak TK Maxx, H&M, Zara, Home&You, Carrefour, Mango, Empik oraz C&A.
Nowy Świat odnotowuje drugą, co do wielkości liczbę osób odwiedzających. Dawny trakt królewski, a teraz niezmiernie popularny szlak turystyczny, prowadzi do atrakcyjnego dla przyjezdnych Starego Miasta i czerpie korzyści z bezpośredniego sąsiedztwa Uniwersytetu Warszawskiego.
Plac Trzech Krzyży jest dzielnicą najbardziej ekskluzywną ze względu na bliskość Sejmu, Warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych, ambasad oraz konsulatów. Stanowi on destynację o mieszanej funkcji zarówno rekreacyjnej, restauracyjnej, jak i handlowej ze szczególnym uwzględnieniem marek luksusowych w prestiżowej lokalizacji.

Grupa Masterlease wyemitowała trzyletnie obligacje o wartości 250 mln zł

W dniu 21 grudnia 2017 r. spółka Prime Car Management S.A.  wyemitowała  trzyletnie obligacje o łącznej wartości 250 mln złotych, o oprocentowaniu zmiennym, opartym o stawkę WIBOR 3M, powiększonym o marżę w wysokości 1,7%.

Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease
Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease

„Zależało nam, aby ponownie po 5 latach pojawić się na rynku obligacji. Chcemy dywersyfikować źródła finansowania i stąd pomysł na przeprowadzenie programu o wartości 500 mln zł. Właśnie zakończyliśmy zapisy na pierwszą transzę i jesteśmy bardzo zadowoleni z ich wartości. Planowaliśmy pierwotnie wyemitować w pierwszej transzy papiery o wartości 200 mln zł, jednak popyt zgłoszony przez rynek mile nas zaskoczył i zdecydowaliśmy się zwiększyć transzę o 50 mln zł. Jesteśmy zadowoleni także z ustalonego oprocentowania obligacji. Sądzę, że inwestorzy docenili wysoką jakość naszego portfela kontraktów oraz wysoką płynność zaproponowanych przez nas zabezpieczeń. Będziemy starali się na stałe zaistnieć na rynku obligacji, oferując kolejne transze, zapewne już w 2018 roku. Struktura nabywców naszych papierów pokazuje, że z koncepcją produktu trafiliśmy w zapotrzebowania różnych grup inwestorów, świadomych, że oferowany przez nas produkt to coś innego niż wysokokuponowe obligacje emitowane przez windykatorów i deweloperów. Można powiedzieć, że nasze obligacje zagospodarowują, niezbyt eksploatowany dotychczas, rynek dobrej jakości papierów zabezpieczonych na płynnych aktywach” – komentuje Jakub Kizielewicz, Prezes Grupy Masterlease.

Zwiększone zapotrzebowanie na baterie do samochodów elektrycznych wywinduje cenę niklu

Szybki wzrost produkcji samochodów elektrycznych silnie wpłynie na wzrost ceny niektórych metali przemysłowych. Gwiazdą wzrostów cenowych będzie nikiel – wykorzystywany przez producentów baterii do samochodów elektrycznych.
W 2017 r. duże były wzrosty cen takich metali przemysłowych, jak miedź, aluminium czy cynk. Te wzrosty powinny być kontynuowane w 2018 r. Jednak ze względu na coraz większą dynamikę produkcji samochodów elektrycznych najbardziej zyska jeden metal przemysłowy. – Popyt na nikiel bardzo silnie wzrośnie w najbliższych 5-6 latach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.
– Ta dynamika będzie coraz wyższa w kolejnych latach, ale poziom 14 tys. USD za tonę zostanie osiągnięty jeszcze nie w 2018 r. Ceny miedzi, które są tak ważne dla potentata, jakim jest polski KGHM, też będą rosnąć, choć nie w takim aż tempie jak za nikiel.

Ministerstwo Cyfryzacji przenosi naszą tożsamość do świata cyfrowego. Nowe aplikacje dają dostęp do coraz większej liczby e-usług, od teraz także przedsiębiorcom

Ministerstwo Cyfryzacji przenosi naszą tożsamość do świata cyfrowego. Nowe aplikacje dają dostęp do coraz większej liczby e-usług, od teraz także przedsiębiorcom 9

Możliwości e-usługi mDokumenty zostały rozszerzone o interakcje pomiędzy obywatelem a biznesem. Ze sklepu Google Play można już pobrać aplikację mWeryfikator, dzięki której przedsiębiorcy będą mogli weryfikować dane klientów pokazywane na smartfonie. To pozwoli im zdecydować, czy danej osobie można np. sprzedać alkohol bądź fajerwerki. Ministerstwo Cyfryzacji w 2018 roku planuje kolejne udogodnienia zarówno dla obywateli, jak i przedsiębiorców.

– Sprzedawca może ściągnąć aplikację mWeryfikator na swój telefon i od razu po zainstalowaniu ma możliwość odbierania mDokumentów od obywatela, który chce załatwić daną sprawę. Jednym ruchem, bez dodatkowych formalności mamy możliwość obsługi tych obywateli, którzy nie chcą nosić dowodu, mają tylko smartfon – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Bardzo ważną cechą mWeryfikatora jest fakt, że aplikacja nie gromadzi żadnych danych. Natychmiast po okazaniu, wszelkie dane klienta są usuwane z aplikacji przedsiębiorcy. Na razie mWeryfikator i mDokumenty są dostępne jedynie w wersjach na system Android. Ministerstwo zapowiada jednak, że w styczniu 2018 roku pojawi się wersja na system iOS.

Kolejnym etapem może być połączenie aplikacji weryfikującej tożsamość obywatela z wewnętrznymi systemami informatycznymi przedsiębiorstw, co może ułatwić pracę zwłaszcza dużym firmom. Planowane jest zbudowanie rozwiązania integrującego platformę mDokumenty z systemami informatycznymi przedsiębiorstw.

– Dla banków czy innych dużych firm możliwość automatycznego potwierdzania czy przekazywania informacji z mDokumentów do ich systemu to dodatkowa wartość, która pozwala przyspieszyć obsługę klienta i jest krokiem naprzeciw oczekiwań obywateli, żeby mieć swoją tożsamość w telefonie – przekonuje Karol Okoński.

mWeryfikator jest kolejnym elementem uruchomionej przed dwoma miesiącami przez Ministerstwo Cyfryzacji usługi, która pozwala na szybką wymianę danych pomiędzy obywatelami. Aplikacja mDokumenty pozwala na zweryfikowanie tożsamości drugiej osoby. Ideą mDokumentów jest ułatwienie życie obywatelom i przedsiębiorcom, umożliwiając zautomatyzowaną weryfikację tożsamości.

– mDokumenty to możliwość identyfikacji za pomocą naszego telefonu. Na naszym telefonie jesteśmy w stanie potwierdzić naszą tożsamość, względem osoby, której chcemy się zidentyfikować. Możemy wzajemnie wymienić się naszymi informacjami z rejestru dowodów osobistych, które są podpisane certyfikatem, tym samym państwo gwarantuje ich autentyczność i wiarygodność – mówi podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

W przyszłości dzięki cyfrowej tożsamości będziemy mogli zrezygnować z posiadania przy sobie prawa jazdy czy dowodu ubezpieczenia pojazdu. Dostęp do naszych danych miałyby wyłącznie uprawnione podmioty. Na przykład podczas kontroli drogowej, okazując policjantowi cyfrowy dowód tożsamości, funkcjonariusz mógłby potwierdzić jego autentyczność, ale dopiero wówczas, gdy podamy mu jednorazowy kod przysłany SMS-em na nasz telefon. To daje gwarancję, że posiadacz odpowiedniego urządzenia dostępowego, np. policjant, nie będzie w stanie bez wyraźnej potrzeby sprawdzać naszych danych.

Pierwsza faza projektu „mDokumenty w Administracji Publicznej” została przewidziana na lata 2017-2018.

Aż sześć szybkich podwyżek stóp procentowych?

Ostatnia decyzja agencji Fitch o wiarygodności Polski nie wzbudziła zbytniego zainteresowania. Co ciekawe w uzasadnieniu do ratingu znalazła się dość szokująca uwaga, o podwyżkach stóp procentowych. Aż sześć podwyżek, to byłoby duże uderzenie w spłacających kredyty mieszkaniowe.

Fitch ocenia, że w Polsce trudna jest sytuacja na rynku pracy. Niedobór pracowników będzie coraz większy, co wpłynie na zwiększenie dynamiki wynagrodzeń. W konsekwencji: na wzrost inflacji. Rada Polityki Pieniężnej ma określony cel inflacyjny, aby nie został przekroczony, powinny wzrosnąć stopy procentowe.

Sytuacja może stać się szczególnie skomplikowana. Bo z banku centralnego konsekwentnie otrzymujemy informacje, że do końca 2018 r. nie będzie podwyżek stóp procentowych. Natomiast Fitch ocenia, że na koniec 2019 r. powinny wzrosnąć do 3 proc., gdy obecnie to 1,5 proc. Gdyby Fitch miała rację, a RPP konsekwentnie pozostawałaby przy swych obecnych obietnicach, to w 2019 r. mielibyśmy aż sześć podwyżek stóp procentowych.

– Można być sceptycznym co do oceny agencji Fitch, ale sytuację trzeba uważnie monitorować, bo jest bardzo istotna także dla spłacających kredyty mieszkaniowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To byłyby bardzo istotne zmiany dla tych, którzy mają kredyty hipoteczne w polskiej walucie.

Inspiratorzy Biznesu 2017 – relacja

Inspiratorzy Biznesu 2017 – relacja 10

Najlepsi menedżerowie zostali nagrodzeni przez agencję informacyjną Newseria. Nagroda Inspiratorzy Biznesu 2017 trafiła w ręce osób, które inspirują innych do tego, żeby iść w ich ślady, a także pokazują kierunki i możliwości rozwoju oraz jak nie poddawać się i nawet porażkę przekuć w sukces.

Laureaci nagrody „Inspiratorzy biznesu 2017” zostali wybrani w oparciu o sondaż. Pytanie rozesłaliśmy do ponad 100 menedżerów na przełomie października i listopada 2017 r. Poprosiliśmy o wskazanie osób zajmujących najwyższe stanowiska w firmach, które mają wpływ na rozwój firmy, branży, a także wytyczają nowe szlaki, kreują trendy, mają wpływ na jakość. A przede wszystkim tych menedżerów, którzy ich zdaniem zasługują na miano inspiratorów biznesu. Na podstawie przesłanych odpowiedzi, wybraliśmy najczęściej wskazywanych menedżerów. Nagrodzone osoby nie są rankingowane i nie ma kategorii. Reprezentują różne branże. Osoby nagrodzone nie tylko zarządzają firmami, ale i inspirują innych.

Wręczenie statuetek najlepszym menedżerom odbyło się w Pałacu Sobańskich w restauracji Amber Room 27 listopada 2017 r. Wśród nagrodzonych znaleźli się m.in. Beata Stelmach, dyrektor generalny GE na Polskę i kraje bałtyckie, Tomasz Rudolf, współzałożyciel i dyrektor generalny The Heart, Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes zarządu Rafako, Jacek Siwiński, dyrektor generalny VELUX Polska, Grzegorz Ślak, prezes zarządu Wratislavia BIOdiesel i Akwawit-Polmos, Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services, Michał Czeredys, prezes Arcus, Tomasz Misiak, założyciel Work Service,  Artur Waliszewski, dyrektor Google Polska, Olgierd Cieślik, prezes zarządu Totalizator Sportowy SA, Leszek Czarnecki, Piotr Kaczmarek, prezes zarządu Getin Holding, Olga Kozierowska, założycielka Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką, Mateusz Grzesiak, przedsiębiorca, trener i konsultant.

Partnerami Gali byli: DAS Ubezpieczenia Ochrona Prawna i Libris Polska.

Nawiązanie w reklamie do bieżących wydarzeń może być kluczem do sukcesu marki. Niewiele firm potrafi to odpowiednio wykorzystać

Nawiązanie w reklamie do bieżących wydarzeń może być kluczem do sukcesu marki. Niewiele firm potrafi to odpowiednio wykorzystać 11

Umiejętność wykorzystania przez markę real-time marketingu, czyli marketingu w czasie rzeczywistym, może się przełożyć na jej sukces. Przykładem może być firma Ikea, która w zabawny sposób odpowiedziała na sprzedaż najdroższego obrazu świata „Salvator Mundi”, albo Tesco, które wprowadziło do świątecznej oferty przysmaki dla domowych zwierząt. Real-time marketing pozwala także odpowiednio reagować na kryzysy. Brak reakcji na negatywne komentarze może się zakończyć utratą wizerunku, który trudno będzie odbudować. W ostatnim miesiącu przekonało się o tym kilka marek.

– Szwedzki producent mebli wykazał się poczuciem humoru i refleksem w związku z głośnym wydarzeniem w świecie sztuki. Na aukcji za rekordową kwotę 450 milionów dolarów sprzedano dzieło Leonarda Da Vinci „Zbawiciel Świata”, Ikea wypuściła grafikę, na której tenże obraz jest oprawiony w ramkę marki za niecałe 10 dolarów. Ten zabawny obrazek spotkał się z ciepłym przyjęciem ze strony internautów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Jałowiec, redaktor naczelna PRoto.pl.

Na zdjęciu przedstawiono obraz da Vinci w ramie firmy Ikea, którą można kupić za niecałe 10 dolarów, z podpisem: „Kiedy wydałeś 450 mln dolarów na obraz, ale nie podoba Ci się rama”. Nie był to pierwszy przypadek, kiedy szwedzka marka wykorzystała w swojej komunikacji real-time marketing, za każdym razem spotkał się z pozytywną opinią klientów.

Dużo przychylnych komentarzy zebrała również firma Tesco, która w Wielkiej Brytanii ruszyła ze świąteczną ofertą dla domowych pupili.

– To odpowiedź na rosnące z roku na rok zainteresowanie tego typu produktami wśród klientów sieci. W Wielkiej Brytanii można kupić w Tesco m.in. piwo i prosecco dla psów i kotów, świąteczne krakersy, kalendarz adwentowy i różne tego typu produkty – wymienia Jałowiec.

W ofercie Tesco znajdują się jeszcze m.in. panettone dla kotów, świąteczny obiad z indyka, pasztet z szałwią i marchewką czy świąteczne puddingi dla psów.

W listopadzie kilka firm musiało wykorzystać real-time marketing do radzenia sobie z kryzysami wizerunkowymi. W Polsce głośno było o batonach marki Foods by Ann, stworzonej przez Annę Lewandowską.

 Jedna z internautek napisała w internecie, że w batonie marki znalazła larwę i że był on spleśniały. W związku z tym wydarzeniem pojawiło się mnóstwo komentarzy. Marka Anny Lewandowskiej musiała w jakiś sposób zareagować. Nie znaleziono dowodów na autentyczność tego wydarzenia, na Instagramie Anny Lewandowskiej pojawiło się oświadczenie, w którym Foods by Ann zaprzecza, by taka sytuacja miała miejsce, a cały splot wydarzeń uznaje za prowokację – mówi redaktor naczelna PRoto.pl.

W sieci pojawiły się komentarze, że za negatywną opinią o produktach Lewandowskiej może stać Ewa Chodakowska, która także wprowadziła na rynek swoją markę batonów. Trenerka jednak zaprzeczyła, a na swoim profilu w mediach społecznościowych podkreśliła, że życzy Annie Lewandowskiej sukcesu, bo im więcej osób motywujących do zdrowego stylu życia, tym lepiej.

Kilka marek musiało się mierzyć z zarzutami z powodu seksistowskich reklam.

– Sieć Pepco umieściła na Facebooku swoją nową reklamę, w której kobiety są pytane o swoje talenty, ale żadna z nich nie potrafi udzielić wiążącej odpowiedzi. To samo pytanie zadano ich bliskim, głównie mężczyznom, i większość wskazała na talenty związane z gotowaniem, sprzątaniem i urządzaniem domu. Pod reklamą pojawiło się wiele krytycznych komentarzy, że marka utrwala stereotypy. Pepco próbowało tłumaczyć, że talenty, które wskazano w reklamie, dotyczą domu, a kobiety mogą również wskazywać na pozostałe swoje mocne strony, ale tłumaczenie marki nie przekonało wszystkich – wskazuje Jałowiec.

Kontrowersyjna reklama pojawiła się także na facebookowym profilu napoju energetycznego Devil Energy. Grafika przedstawiająca kobietę okraszona dwuznacznym komentarzem spotkała się z falą nieprzychylnych komentarzy.

 Na Facebooku pojawiła się grafika przedstawiająca kobietę i napis w stylu: „Ona już wie, co za chwilę będzie miała w ustach”. Taka kreacja wywołała kontrowersje i burzę w internecie, ale co ciekawe marka zupełnie nie odniosła się do sprawy, nie przeprosiła, nie skomentowała, nie broniła się – mówi redaktor naczelna PRoto.pl.

Marka odpowiedziała dzień później równie kontrowersyjną reklamą, gdzie głównym bohaterem był mężczyzna. I na tej grafice komentujący nie zostawili suchej nitki. Była to już kolejna wpadka wizerunkowa producentów napojów energetycznych, po kampanii marki Tiger i energetyka Zbój.

 W Polsce głośno było o przypadku InPost po tym, jak jeden z internautów upublicznił film, na którym widać, jak pracownik InPost wyrzuca dość brutalnie paczki na ziemię, zanim włoży je do paczkomatu. Marka zareagowała bardzo szybko i stanowczo, zwolniła pracownika, powołując się na swoje wewnętrzne standardy – mówi Jałowiec.

Na świecie dużo kontrowersyjnych opinii wywołała zaś marka Ikea. We Włoszech burzę wywołała 39-letnia Marica Ricutti, która została zwolniona po 17 latach pracy w jednym ze sklepów marki, bo odmawiała przychodzenia do pracy na godzinę 7. Włoszka tłumaczyła, że w tak wczesnych godzinach musi odwozić jednego syna do szkoły, a drugiego, niepełnosprawnego, na terapię, a sama firma deklarowała elastyczny czas pracy.

 Sprawa zyskała ogólnokrajowy wydźwięk, Ikeę skrytykował tamtejszy związek zawodowy, inny związek zorganizował protest w sklepie, w którym pracowała Włoszka, a głos w obronie kobiety wyraziła również tamtejsza wiceminister rozwoju gospodarczego Teresa Bellanova. Zaapelowała do Ikei, by jeszcze raz rozpatrzyła przypadek swojej pracownicy. Ikea ugięła się pod tą presją – mówi Joanna Jałowiec.

W Chinach Ikea została zaś skrytykowana za reklamę, w której piętnuje niezamężne kobiety. W reklamie matka zapowiada, że wyrzeknie się córki, jeśli ta nie wyjdzie za mąż. Po tym, jak w drzwiach pojawia się mężczyzna z kwiatami, rodzice kobiety stają się szczęśliwi i nakrywają stół zastawą szwedzkiej marki.

– W Chinach jest to bardzo drażliwy temat. Po licznych skargach ze strony użytkowników Ikea wycofała spot – podkreśla Joanna Jałowiec.

Święta Bożego Narodzenia sprzyjają czynieniu dobra. Aż 83 proc. Polaków drobne dobre uczynki robi również na co dzień

Święta Bożego Narodzenia sprzyjają czynieniu dobra. Aż 83 proc. Polaków drobne dobre uczynki robi również na co dzień 12

Polacy chętnie angażują się w duże akcje charytatywne wspierające potrzebujących. Wielką wartość przypisujemy też drobnym pozytywnym uczynkom, które wpisują się swobodnie w naszą codzienność. Według badania „Podejście Polaków do czynienia dobra” przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown dla firmy Wawel w ramach kampanii „Czujesz się dobrze, czynisz dobrze”, aż 93 proc. Polaków deklaruje, że to właśnie uśmiech, miłe słowo i ciepły gest ofiarowane innym oraz serdeczności otrzymywane w odpowiedzi to wyjątkowo cenne symbole wyrażania pozytywnych emocji. Sprawdza się tu idealnie zasada, w myśl której mamy większą chęć zrobienia dobrego uczynku, gdy dobrze się czujemy.

 Święta skłaniają nas do tego, żebyśmy dużo więcej dobrego robili dla innych. Jest to czas, w którym częściej się o tym mówi, co skłania nas do nierzadko spektakularnych zachowań w obdarowywaniu innych i niesienia dużej pomocy potrzebującym. Jeśli jednak chodzi o drobne rzeczy, to okazuje się, że dobro czynimy na co dzień – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak wynika z badania „Podejście Polaków do czynienia dobra” przygotowanego przez Kantar Millward Brown dla firmy Wawel, aż 93 proc. badanych ocenia, że ważne są codzienne dobre uczynki, w tym także pozytywne gesty wykonywane w stronę innych osób. Aż 80 proc. zgadza się, że czynieniem dobra są serdeczny gest i bycie po prostu dobrym dla innych oraz ciepłe słowo.

– Dobro czynione na co dzień przejawia się w czymś, co nazywam „triadą dobra”, na którą składa się: uśmiech, dobre słowo i miły gest. Zdaniem badanych Polaków te drobne rzeczy liczą się dla nas dużo bardziej niż np. pomoc finansowa. To właśnie im przypisujemy ogromną moc, są dla nas bezcenne. Natomiast od święta staramy się, żeby dobro, które ofiarowujemy innym, było bardziej okazałe, znaczące – tłumaczy Sobierajski.

Badanie dowiodło, że dla większości ankietowanych ważne jest bycie dobrym człowiekiem. Znalazło się to na trzecim miejscu wśród czynników warunkujących szczęśliwe życie, tuż za zdrowiem i udanym małżeństwem.

– Jeśli zapytamy Polaków o dobro zupełnie spontanicznie, wyobrażają je sobie jako wielkie wydarzenie, za którym kryje się ogromny wysiłek, starania i pieniądze. Natomiast kiedy dopytujemy badanych, to okazuje się, że dobro to dla nich również te drobne rzeczy – wyjaśnia socjolog z UW.

Choć Polacy są surowi w ocenianiu siebie, to okazuje się, że na co dzień czynimy dużo dobra – ok. 83 proc. Polaków deklaruje, że w ciągu ostatniego tygodnia uczyniło coś dobrego dla innych (84 proc. kobiet i 82 proc. mężczyzn). Jednocześnie 72 proc. osób przyznaje, że przez ostatnich kilka dni doświadczyli dobra ze strony innych.

– Jedną z naszych największych wad jest to, że dość źle o sobie myślimy jako społeczeństwo. Na co dzień robimy dużo dobrych rzeczy dla innych, ale sami tego nie doceniamy. A moglibyśmy się dużo bardziej chwalić, bo mamy czym – przekonuje dr Tomasz Sobierajski.

O dobre uczynki nie jest jednak łatwo, gdy sami mamy zły nastrój. Im lepsze samopoczucie mamy, tym chętniej pomagamy i jesteśmy życzliwsi dla innych. Blisko połowa badanych Polaków przyznała, że łatwiej im przekazywać impulsy dobra, kiedy sami czują się szczęśliwi. Co ciekawe, najczęściej taką korelację wskazywały osoby z wyższym wykształceniem (ok. 61 proc. przy 42 proc. u osób z wykształceniem podstawowym).

Niewątpliwie słodycze kojarzą nam się często z czymś, co wprawia nas w dobry nastrój i wywołuje wspomnienia ciepłych, miłych spotkań w gronie bliskich. Przyczynia się do tego zapewne zawarty w ziarnie kakaowca tryptofan, związek chemiczny odpowiedzialny za podnoszenie w mózgu poziomu serotoniny – hormonu szczęścia. Czekolada ma jeszcze jeden atut. Wspomagając produkcję dopaminy, ma swój udział w wywoływaniu naszej radości, często są to tzw. motyle w brzuchu towarzyszące stanom zakochania. W euforii czujemy się silnie zmotywowani do czynienia dobra, a także skutecznie poddajemy impuls do działania innym.

Z analizy wynika także, że czynienie dobra nie jest cechą nabytą, lecz związaną z kulturą i otoczeniem. Dlatego ważna jest edukacja najmłodszych i wpajanie im, jak czynić dobro. Z badania „Podejście Polaków do czynienia dobra” można wywnioskować, że aż 96 proc. rodziców uczy swoje dzieci, że warto być życzliwym i wysyłać pozytywną energię innym. To napawa optymizmem.

– Dobro to nie jest coś, z czym dzieci się rodzą. Badani podkreślają, że to na nas dorosłych – rodzicach, opiekunach spoczywa przywilej pokazania im, ile możliwości kryje dobro. Jak wspaniale je czuć i dzielić się nim. Dzieci są bystrymi obserwatorami, chłoną błyskawicznie nasze reakcje, naśladują gesty, a potem powielają je w relacjach z innymi. Dlatego wspomniana triada: miły gest, ciepłe słowo, uśmiech są fundamentem kształtowania kodeksu zasad i wartości najmłodszych. Myślmy o tym jak o wyjątkowym prezencie ofiarowywanym na co dzień i od święta – podkreśla dr Tomasz Sobierajski

Potrzeba czynienia i zdolność rozprzestrzeniania dobra świetnie funkcjonuje w świecie emocjonalnym kobiet oraz u osób z wyższym wykształceniem. Pozytywne wzorce przekazywane dzieciom, wydobywanie ich najpiękniejszych emocji i nakłanianie do tego, by dzieliły się nimi z innymi, może być zalążkiem ich ważnych działań w dorosłym życiu, np. tego, że otworzą się i zaangażują w szereg szczytnych akcji w naturalny sposób. Specjaliści podkreślają, że często wynika to z dużych pokładów dobra, które czerpały od bliskich i otoczenia, a potem je z zapałem naśladowały.

Rosnąca sprzedaż w sieci sprzyja powstawaniu innowacyjnych usług dla handlu elektronicznego. Hitem stała się platforma do projektowania spersonalizowanych opakowań przesyłek kurierskich

Rosnąca sprzedaż w sieci sprzyja powstawaniu innowacyjnych usług dla handlu elektronicznego. Hitem stała się platforma do projektowania spersonalizowanych opakowań przesyłek kurierskich 13

Skokowy wzrost e-commerce pociąga za sobą rozwój firm i sektorów powiązanych z tą branżą. Korzystają z niego nie tylko firmy kurierskie czy logistyczne, lecz także twórcy aplikacji, dostawcy mobilnych płatności czy szeregu innowacyjnych usług dla e-commerce. Start-up Zapakuj.to, który zapewnia małym sklepom internetowym dostęp do opakowań z własnym logo, zagospodarował rynkową niszę i odniósł sukces. Firma chce teraz skorzystać z rosnącej popularności e-commerce w całej Europie. 

– Rynek e-commerce bezpośrednio przekłada się na zapotrzebowanie na opakowania. W 2017 roku jego wartość została oszacowana na około 600 mld euro i jest to 14-proc. wzrost rok do roku. Najbardziej popularnym sposobem wysyłki są opakowania. W Polsce są też takie rozwiązania jak foliopaki, jednak widzimy, że ludzie przerzucają się na opakowania jako bardziej wytrzymałe, pozwalające też obsługiwać zwroty – mówi agencji Newseria Biznes Konrad Kwiatkowski, marketing manager Zapakuj.to.

Popularność e-handlu rośnie w całej Europie. Według najnowszych szacunków Ecommerce Europe (European Ecommerce Report 2017) na koniec tego roku internetowy handel będzie już wart 602 mld euro. Dla porównania jeszcze w zeszłym roku wartość tego rynku została wyceniona na 530 mld euro przy 15-proc. wzroście.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków e-commerce, wycenianym w tej chwili na około 40 mld zł. Z ostatniego badania Gemiusa wynika, że zakupy w sieci robi już 54 proc. Polaków. Eksperci Sociomantic Labs prognozują, że do końca tej dekady wartość branży e-commerce przekroczy już 60 mld zł, a na polskim rynku będzie działać ponad 30 tys. internetowych sklepów. Jednak w tej chwili Polska, z 5-procentowym udziałem handlu internetowego w sprzedaży detalicznej, wciąż jest jeszcze niedojrzałym rynkiem.

Skokowy wzrost e-commerce pociąga za sobą rozwój firm i sektorów powiązanych z tą branżą. W największym stopniu korzysta rynek KEP (przesyłki kurierskie, ekspresowe i paczkowe) – firma doradcza PwC prognozuje w przyszłym roku 11-proc. wzrost wolumenu paczek do około 440 mln. Korzystają też firmy logistyczne, twórcy aplikacji, dostawcy mobilnych płatności czy szeregu usług dla e-commerce.

Przykładem jest Zapakuj.to – internetowa platforma do projektowania i zamawiania opakowań z własnym nadrukiem. Start-up założony rok temu przez specjalistów od marketingu internetowego zagospodarował rynkową niszę i ma już w portfolio klientów takie marki jak Nivea, Prosto, Showroom.pl, Mustache.pl, Reebok czy Ubisoft.

– Jak w przypadku każdego innego rynku, sposobem na zarabianie pieniędzy na opakowaniach jest dostosowanie swojej oferty do oczekiwań klienta. W przypadku opakowań dla e-commerce i detalistów, gdzie ostateczny konsument ma styczność z opakowaniem, tym sposobem jest personalizacja. Takie podmioty potrzebują krótkich serii, personalizowanych opakowań z własnym nadrukiem. To jest pewna nisza, która umożliwia pokonanie na rynku konkurentów obsługujących zamówienia bardzo dużych firm czy korporacji – mówi Konrad Kwiatkowski.

Grupą docelową Zapakuj.to są głównie detaliści, małe i średnie e-sklepy. To spory klient, ponieważ – jak wynika z danych Bisnode – polski rynek e-commerce należy właśnie do małych retailerów. Prawie 90 proc. polskich e-sklepów to małe i średnie przedsiębiorstwa.

Wydaje się, że to rzecz bardzo błaha – samodzielne projektowanie opakowania, ale z dostępnych na rynku rozwiązań wynika, że nie jest to tak proste. W momencie, kiedy firma chce zamówić bardzo dużą liczbę opakowań, od tysiąca do kilku tysięcy sztuk, jest to stosunkowo łatwe. Natomiast, kiedy potrzeba mniejszej serii, po 100–500 opakowań, jest to problem, ponieważ tradycyjna poligrafia i domy produkcyjne nie chcą takich małych zamówień realizować. Umożliwienie mniejszym podmiotom zamawiania opakowań w krótkich seriach pozwoliło nam osiągnąć sukces – mówi Konrad Kwiatkowski.

Do tej pory takie podmioty miały problem, chcąc wysłać do klienta zamówienie w firmowym opakowaniu z własnym logo albo personalizacją. Tradycyjni dostawcy zwykle nie realizują zamówień mniejszych niż kilka tysięcy sztuk. Zamawianie firmowych opakowań wiąże się zwykle z długim oczekiwaniem na wycenę, wielodniową wymianą e-maili z uwagami do projektu i kilkoma tygodniami oczekiwania na realizację.

– W klasycznym procesie wymaga to konsultacji z grafikiem, ze specjalistą DTP, który przygotuje siatkę do druku, z drukarnią, która to przyjmie i później wydrukuje. To masa specjalistycznych pojęć, spady, profile kolorystyczne – przeciętny człowiek, który potrzebuje opakowania i prowadzi swój sklep, nie wie tych rzeczy. Rozwiązanie dostępne online umożliwia zrobienie tego w prosty i bardzo intuicyjny sposób – mówi Konrad Kwiatkowski.

Za pośrednictwem Zapakuj.to można samodzielnie zaprojektować opakowania z logo firmy czy dedykacją. Umożliwia to prosty kreator, dostępny w przeglądarce. Klient od razu widzi cenę i wizualizację 3D swojego projektu, zamówienie składa w ciągu minut, a czas realizacji to maksymalnie dwa tygodnie.

Narzędzia dostępne online za pomocą przeglądarki umożliwiają zaprojektowanie własnego opakowania. Jest to bardzo łatwe – nawet osoba, która nie jest doświadczona w druku, poligrafii czy projektowaniu, może sama zaprojektować takie opakowanie. W 10 minut można mieć swój projekt. Właściciel biznesu, który potrzebuje firmowych opakowań, może wszystko zrobić samodzielnie – mówi Konrad Kwiatkowski.

W przeciwieństwie do dużych, hurtowych dostawców Zapakuj.to pozwala zamówić minimalną liczbę 30 tekturowych opakowań własnego projektu. Usługa ta ma się w przyszłości rozszerzyć o nowe rodzaje opakowań, akcesoria i katalog gotowych wzorów i szablonów. Obok e-sklepów i niewielkich przedsiębiorców z Zapakuj.to korzystają też agencje marketingowe czy PR-owe, duże firmy, które składają zamówienia sięgające nawet 2,5 tys. sztuk. W marcu tego roku pod nazwą Packhelp usługa została rozszerzona na pozostałe kraje Unii Europejskiej.

Teatr Telewizji przechodzi rewolucyjne zmiany. Mają one przywrócić mu dawną świetność

Teatr Telewizji przechodzi rewolucyjne zmiany. Mają one przywrócić mu dawną świetność 14

Spektakle Teatru Telewizji powróciły do poniedziałkowego prime time, poszerza się repertuar, głównie o sztuki pisane specjalnie na potrzeby TVP oraz literaturę polską. Te zmiany mają przywrócić telewizyjnemu teatrowi dawną świetność. Twórcy zamierzają nie tylko rozmawiać z widzami na poważne tematy, lecz także bawić, stąd styczniowe premiery: „Mock” na podstawie prozy Marka Krajewskiego oraz „Biesiada u hrabiny Kotłubaj” Witolda Gombrowicza.

Teatr Telewizji już wkrótce świętować będzie 65. rocznicę nieprzerwanego istnienia na antenie TVP. Pierwszy spektakl, „Okno w lesie” w reżyserii Józefa Słotwińskiego, został wyemitowany w listopadzie 1953 roku. Od tego czasu Teatr Telewizji wyprodukował ponad 4 tys. spektakli, początkowo odgrywanych na żywo i nierejestrowanych, a do ich twórców należeli tacy wybitni reżyserzy, jak Kazimierz Kutz, Adam Hanuszkiewicz, Olga Lipińska i Andrzej Wajda. W ramach Teatru Telewizji realizowane były spektakle zarówno polskich, jak i zagranicznych dramaturgów, sięgano tak po klasykę literacką, jak i współczesne teksty. Największą popularnością wśród widzów cieszył się Teatr Poniedziałkowy.

Myślę, że można już mówić o odrębności gatunku, jakim jest Teatr Telewizji. To ani film, ani teatr, ani czysta telewizja. Skupia on najlepszych polskich artystów, aktorów, reżyserów, scenografów, kompozytorów i to jest jego siłą, a przy tym zawsze dobra literatura – mówi agencji informacyjnej Newseria Ewa Millies-Lacroix, szefowa Agencji Kreacji Teatru Telewizji Polskiej.

W ostatnich latach Teatr Telewizji utracił znaczenie i wysoką pozycję w ramówce TVP – ograniczana była liczba premier oraz częstotliwość emisji poszczególnych spektakli, pora emisji wyznaczana była na późne godziny wieczorne, co skutkowało spadkiem oglądalności. Przywrócenie telewizyjnemu teatrowi dawnej świetności to jeden z celów Mateusza Matyszkowicza, nowego szefa TVP1, który od września zaczął wprowadzać istotne zmiany w tym zakresie.

Chcielibyśmy, żeby Teatr Telewizji był skierowany do wszystkich, czyli do jak największej liczby widzów, szczególnie Teatr Poniedziałkowy. Mam nadzieję, że jest skierowany do ludzi, którzy chcieliby o czymś poważnie pogadać, przeżyć coś, co najlepiej można opowiedzieć językiem sztuki – mówi Ewa Millies-Lacroix.

Zmiany dotyczą przede wszystkim sposobu zarządzania teatrem. W tym celu powstała Agencja Kreacji Teatru Telewizji, która współpracuje z TVP1 i TVP Kultura. Sezon będzie trwał od września do czerwca, zwiększy się liczba premier do dwóch w miesiącu na antenie TVP1 oraz jednej w TVP Kultura. Telewizja Polska planuje ponadto poszerzenie repertuaru, a więc realizowanie bardziej różnorodnych gatunkowo spektakli, najchętniej na podstawie tekstów napisanych specjalnie na potrzeby Teatru Telewizji. Tak jak miało to miejsce w przypadku grudniowej premiery „Marszałka” w reżyserii Krzysztofa Langa.

Zauważyliśmy, że szczególne zainteresowanie wzbudzają spektakle, które odnoszą się do naszej historii i wielkich bohaterów, coś, co kiedyś nazywaliśmy sceną faktu. Dzisiaj nie określamy tego jako oddzielne pasmo, ale na pewno tematy historyczne czy wielcy Polacy powracają – mówi Ewa Millies-Lacroix.

Agencja Kreacji Teatru Telewizji zamierza położyć nacisk na literaturę polską i powrócić do najlepszych rodzimych utworów dramatycznych. W planach jest m.in. realizacja „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego oraz spektakl opowiadający o pierwszych latach życia Fryderyka Chopina w Paryżu. Nie oznacza to jednak, że w repertuarze Teatru Telewizji zabraknie rozrywki. W pierwszych miesiącach 2018 roku widzowie będą mogli obejrzeć m.in. „Biesiadę u hrabiny Kotłubaj” Witolda Gombrowicza w reżyserii Roberta Glińskiego z Barbarą Kraftówną, Anną Polony, Bohdanem Łazuką i Piotrem Adamczykiem oraz „Żabusię” Gabrieli Zapolskiej.

– 29 stycznia po raz pierwszy na ekranie proza Marka Krajewskiego w kryminale „Mock”, nagrywanym w Hali Stulecia we Wrocławiu. Luty natomiast chcielibyśmy poświęcić wszystkim niebezpiecznym związkom, jakie towarzyszą naszym miłościom, czyli w walentynkowym stylu „Rio”, polska premiera nowego tekstu Marka Kochana w reżyserii Redbada Klynstry z piosenkami, pokazywana musicalowo – mówi Ewa Millies-Lacroix.

Teatr Telewizji można oglądać w poniedziałki o godzinie 20.25 na antenie TVP1 oraz we wtorki o godzinie 20.20 w TVP Kultura. Według danych Nielsen Audience Measurement pierwsze spektakle poniedziałkowe cieszyły się dużą popularnością wśród widzów – średnia oglądalność wyniosła ponad 570 tys. osób. TVP otwiera się również na młodych widzów, którzy od września mogą oglądać wszystkie premiery w internecie na stronach Telewizji Polskiej, a zaraz po premierze bezpłatnie w systemie VOD TVP.