J.Borowski (Crédit Agricole): W październiku stopy w dół. Większa obniżka możliwa dopiero w listopadzie

CEO Magazyn Polska

Obniżka stóp procentowych w październiku jest przez większość uczestników rynku uważana za niemal pewną. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Crédit Agricole, rynek czekają dwie obniżki, mniejsza w październiku i większa w listopadzie. W sumie będzie to cięcie o 75 punktów bazowych. Takie ruchy Rady nie wpłyną na notowania złotego, którymi zachwiać mogłaby tylko zmiana polityki pieniężnej amerykańskiego Fedu. Jest ona jednak bardzo mało prawdopodobna.

Rada Polityki Pieniężnej zbierze się na posiedzeniu 7 i 8 października.

– Decyzja jest w zasadzie przesądzona. Wielu członków Rady już się w tej sprawie wypowiadało i wygląda na to, że będzie większość dla tej decyzji o obniżeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych – uważa Borowski.

Są jednak i przeciwnicy takiej decyzji – do nich należy np. prof. Jerzy Hausner, jeden z członków Rady  – którzy podają w wątpliwość sens obniżania stóp, twierdząc, że nie wpłynie to znacząco na gospodarkę. Stopy – ich zdaniem – są już wystarczająco nisko, a dalsze ich obniżanie nie zwiększy zainteresowania przedsiębiorców kredytami.

Zdaniem Borowskiego Rada jest już spóźniona mniej więcej o trzy miesiące z obniżkami stóp, chociaż rozmówca Newserii Inwestor nie sądzi, aby chciała nadrabiać ten czas. Dlatego – jego zdaniem – obniżki będą dwie: mniejsza w październiku i większa w listopadzie.

Listopad jest miesiącem ciekawym, ponieważ poznamy projekty inflacji, w tym ta projekcja najprawdopodobniej będzie uzasadniała bardziej znaczące złagodzenie polityki pieniężnej i stąd moja prognoza: obniżka o 50 punktów bazowych. I ta obniżka o 50 punktów bazowych, a więc łącznie o 75, to byłaby obniżka, która by nam zakończyła ten minicykl obniżek stóp procentowych.

Zdaniem Borowskiego te decyzje nie będą miały wpływu na kurs złotego.

– Nawet większa obniżka stóp procentowych jest już uwzględniana w cenach obligacji, co oznacza, że dostarczenie rynkowi 75 punktów bazowych nie powinno mieć tutaj istotnego wpływu na notowania złotego.

Większe znaczenie dla inwestorów będzie miało działanie amerykańskiej Rezerwy Federalnej, której posiedzenie zaplanowano na koniec października. Po ostatnim spotkaniu szefowa Fed Janet Yellen zapowiedziała na konferencji 17 września, że FOMC nie zmieni stóp procentowych w dłuższej perspektywie po wygaszeniu programu skupu obligacji.

Jeżeli zmieni się komunikacja Fedu, otwierając tym samym drogę do podwyżek stóp procentowych w nieodległej perspektywie, to może być to czynnik, który podniesie nam rentowność amerykańskich obligacji i osłabi waluty gospodarek należących do rynków wschodzących, w tym złotego – uważa główny ekonomista Crédit Agricole.

Z dotychczasowych zachowań członków Komitetu Otwartego Rynku wiadomo, że raczej nie zmieniają zdania bez bardzo ważnej przyczyny, a często także mimo przyczyn uważanych przez wielu analityków za istotne. Można zatem przewidywać, że zarówno po spodziewanych zmianach dokonanych przez RPP, jak i spodziewanym braku zmian Fedu złoty pozostanie na obecnych poziomach.

Rusza 16. edycja Szkoły Giełdowej. Przez 15 lat ukończyło ją ponad 23 tys. osób

CEO Magazyn Polska

Już ponad 23 tysiące osób ukończyło uruchomioną 15 lat temu Szkołę Giełdową. W trakcie ponad 800 edycji tego szkolenia dla początkujących inwestorów całkowicie zmieniła się sytuacja na warszawskim parkiecie, a wartość indeksu WIG wzrosła niemal czterokrotnie. Program Szkoły cały czas jest dostosowywany do nowych instrumentów na GPW.

W 1999 roku, kiedy startowała Szkoła Giełdowa, wartość indeksu WIG wynosiła 15 tys. punktów. W tej chwili ten indeks kształtuje się na poziomie 55 tys. punktów, więc jeżeli ktoś wtedy zaczął swoją przygodę nie tylko ze szkołą, lecz także z giełdą, mógł znacząco podnieść swoją wartość aktywów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Wiśniewski, jeden z wykładowców Szkoły Giełdowej.

Szkoła Giełdowa to 14-godzinne, odbywające się w weekendy szkolenie organizowane cyklicznie przez GPW. Organizowane jest w największych polskich miastach we współpracy z uczelniami wyższymi. Najbliższe edycje zaplanowano w listopadzie w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach, Toruniu i Warszawie.

Jak podkreśla Wiśniewski, mocną stroną Szkoły Giełdowej jest połączenie wiedzy teoretycznej i praktycznej. Wykładowcami są nie tylko pracownicy akademiccy, pracujący na co dzień na uczelniach wyższych, lecz także praktycy od wielu lat związani z rynkiem kapitałowym i samą giełdą. Ci pierwsi przekazują wiedzę o instrumentach giełdowych, a drudzy dzielą się własnymi doświadczeniami z rynku kapitałowego. Uczestnikami warsztatów są przeważnie osoby o podstawowej wiedzy na temat giełdy, które pragną ją pogłębić, a część z nich potem zaczyna inwestowanie w papiery wartościowe.

Formuła Szkoły Giełdowej ewoluuje tak, jak cały rynek giełdowy. Wprowadzenie na giełdę nowych instrumentów finansowych oraz nowego systemu transakcyjnego, znalazło swój wyraz również w programie Szkoły Giełdowej. To nie jest tak, że wiedza, którą zdobyliśmy 5 czy 10 lat temu, wystarczy nam na cały czas. Warto w tych warsztatach uczestniczyć co jakiś czas, odświeżyć sobie informacje, zdobyć także nową wiedzę – podkreśla Wiśniewski.

Koszt uczestnictwa w Szkole Giełdowej to 350 zł, a oferta skierowana jest do potencjalnych i początkujących inwestorów giełdowych. Nie ma wymagań co do kierunku lub poziomu wykształcenia. Może w niej wziąć udział każdy zainteresowany poznaniem rynku kapitałowego. W programie jest m.in. wiedza o rodzajach instrumentów finansowych, funkcjonowaniu giełdy warszawskiej oraz zasadach budowania portfela inwestycyjnego.

W ramach programu z GPW współpracują Uniwersytety Ekonomiczne z Katowic, Krakowa, Poznania i Wrocławia oraz Wyższa Szkoła Bankowa z Torunia.

Kontrola szkolenia kierowców

NIK rozpoczęła kontrolę szkolenia i egzaminowania kierowców. Na stronach internetowych Najwyższej Izby Kontroli zamieszczona została ankieta dla osób, które w ostatnich pięciu latach przechodziły szkolenie i zdawały egzaminy na prawo jazdy. Kontrolerzy wykorzystają wyniki sondażu do stworzenia raportu przygotowywanego dla Sejmu.

Dokonywane w ostatnich latach zmiany, zarówno w szkoleniu, jak i egzaminowaniu kandydatów na kierowców, nie przyniosły zakładanych efektów. Mimo że uzyskanie prawa jazdy jest bardzo trudne, to najmłodsi kierowcy wciąż popełniają najwięcej wypadków. Zdanie egzaminu nie gwarantuje więc bezpiecznego uczestniczenia w ruchu drogowym. Młodzi kierowcy (do 24 lat) z krótkim stażem (do 2 lat) są sprawcami ok. 20% wszystkich wypadków drogowych. W ostatnich 10 latach udział  tej grupy sprawców wypadków wzrósł o 10%.

Od początku ubiegłego roku obowiązują nowe przepisy, których głównym celem było wprowadzenie rozwiązań, służących poprawie bezpieczeństwa w ruchu drogowym poprzez podniesienie jakości szkolenia kandydatów na kierowców.

Z tego powodu NIK postanowiła sprawdzić, czy nowy system szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców funkcjonuje prawidłowo i wpływa pozytywnie na bezpieczeństwo ruchu drogowego.

NIK zbada, na ile wprowadzone nowe zasady przyczyniają się do likwidacji odnotowywanych w ostatnich latach negatywnych zjawisk, związanych z procesem uzyskiwania uprawnień do kierowania pojazdami.

Izba oceni też, jak jednostki administracji publicznej, nadzorujące przebieg szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców oraz wydawania im stosownych uprawnień – wykonują przypisane im zadania.

NIK aktualnie prowadzi kontrole w wybranych starostwach powiatowych, urzędach miast i urzędach marszałkowskich oraz wojewódzkich ośrodkach ruchu drogowego (WORD), sprawdzając m.in.:

  • jakość nadzoru nad wykonywaniem badań lekarskich i przeprowadzaniem badań psychologicznych w zakresie psychologii transportu oraz wydawaniem odpowiednich orzeczeń,
  • warunki lokalowe, wyposażenie oraz plac manewrowy ośrodków szkolenia (czy spełniają stosowne wymagania),
  • rzetelność przeprowadzanych szkoleń i egzaminów,
  • kwalifikacje egzaminatorów i warunki ich zatrudnienia,
  • wykorzystanie pieniędzy z egzaminów,
  • szkolenia i egzaminy dla osób, które weszły w konflikt z prawem (spowodowanie wypadku, jazda w stanie nietrzeźwym),
  • wykorzystania przez jednostki samorządowe danych przetwarzanych przez Centralną Ewidencję Kierowców.

NIK chce również ocenić funkcjonowanie systemu szkolenia i egzaminowania (aktualnego i poprzednich od 2010 roku poczynając) poprzez  badania ankietowe (ankieta dostępna na stronach internetowych NIK: zapytania.nik.gov.pl). Ankietę może wypełnić każdy, kto przystępował w ciągu ostatnich pięciu lat do egzaminu państwowego na prawo jazdy. Pytania dotyczą zarówno przebiegu egzaminu, jak i jakości prowadzonego szkolenia.

Rocznie o nowe prawo jazdy ubiega się ok. 400 tys. osób i m.in. od tego, jak zostaną one przygotowane do udziału w ruchu drogowym zależeć będzie, czy w najbliższych latach nastąpi poprawa bezpieczeństwa na polskich drogach. Informacja o wynikach kontroli zostanie opublikowana na początku II kwartału przyszłego roku.

Nieruchomości na wynajem w Wielkiej Brytanii są bardzo drogie i bardzo rentowne

CEO Magazyn Polska

Żeby kupić nieruchomość na wynajem w Wielkiej Brytanii, trzeba dysponować kilkoma milionami złotych. Ceny są tam wysokie, ale rentowność takiej inwestycji jest też spora – kilka procent rocznie z czynszu plus wzrost wartości nieruchomości, w ostatnim czasie ponad 10-procentowy. Warto jednak rozejrzeć się za lokalizacją inną niż sam Londyn, bo w stolicy dobrze usytuowane mieszkanie daje wprawdzie pewność stabilnych przychodów, ale wymaga największych nakładów inwestycyjnych.

– W centrum Londynu, jeśli kupimy jakiś apartament czy nawet dom za dwadzieścia kilka tysięcy za metr kwadratowy, to rentowność takiego wynajmu będzie w okolicach 2-2,5 proc. Jeśli już będziemy troszeczkę się oddalać od centrum miasta, wówczas ta rentowność będzie rosła wraz z ceną samej nieruchomości – mówi Jakub Potocki, analityk Lion&HASH39;s Banku.

Przy wyborze lokalizacji inwestycji w samym Londynie najistotniejszym czynnikiem jest jakość dojazdu do centrum – im lepsza, tym wyższa cena wynajmu i korzystniejsza zmiana ceny nieruchomości w czasie. Warto jednak skierować uwagę poza stolicę – na takie miasta, jak Southampton, Manchester czy Nottingham – podpowiada ekspert.

 Tam rentowności są nawet w okolicach 8-9 proc. Trzeba oczywiście pamiętać też o takich miastach uniwersyteckich, jak Oxford. Tam też są one w okolicach 7 proc.

Przy inwestowaniu w nieruchomości na wynajem istotna jest pewność znalezienia klienta. Dlatego miasta uniwersyteckie są dobrym pomysłem, bo tutaj łatwiej znaleźć najemcę. Nie ma z tym problemu także w samym Londynie. W innych miastach koniecznie trzeba sprawdzić lokalny potencjał, żeby nie zostać z pustym mieszkaniem za kilka milionów. Bo ceny nieruchomości w Wielkiej Brytanii są bardzo wysokie i wciąż rosną.

 W Londynie to jest nawet około 18 proc. rok do roku. W całej Wielkiej Brytanii to jest w okolicach 10-12 proc. – mówi Potocki.

Zjawisko to ma też pozytywny aspekt – ceny rosną i będą rosły, a zatem oprócz zysków z najmu można liczyć na wzrost wartości samej inwestycji. Najpierw trzeba jednak mieć niemało środków na zakup mieszkania.

 Jeśli chodzi o centrum Londynu to mówimy o 25 tys. funtów za metr kwadratowy, a często nawet o trochę wyższej cenie. Zatem za mieszkanie 50-metrowym zapłacimy już ponad milion funtów, więc można łatwo sobie policzyć, że to ok. 5,5 czy nawet 6 mln zł – wylicza analityk. – Oczywiście w innych miastach jest znacznie taniej. W centralnych dzielnicach miast, jak Liverpool, Manchester czy Brighton, cena za metr kwadratowych wynoszą od 10 do maksymalnie 15 tys. funtów za. Jeśli jednak myślimy o inwestowaniu w nieruchomości w Wielkiej Brytanii, to trzeba już mieć miliony złotych.

O zarządzanie nieruchomością na miejscu – od wyszukiwania klientów po rozliczanie podatku – mogą zadbać wyspecjalizowane firmy. Koszt to zwykle około 20 proc. całego rocznego przychodu z takiej inwestycji.

Europejskie Forum Nowych Idei – Deklaracja Sopocka 2014

W tegorocznym Europejskim Forum Nowych Idei wzięło udział 1100 gości z 36 krajów, w tym z Argentyny, Australii, Białorusi, Kanady, Finlandii, Indii, Irlandii, Meksyku, Rosji, Słowacji, Słowenii, USA i Ukrainy. Uczestniczyli oni w 70 godzinach wydarzeń programowych. W ostatnim dniu obrad EFNI tradycyjnie przyjmie deklarację sopocką, w której przypomina o najważniejszych wyzwaniach, które stoją przed Europą. Poniżej jej treść.

Deklaracja Sopocka 2014

Unia Europejska ma przed sobą trudne wyzwania: przywrócenie wzrostu i wzmocnienie konkurencyjności europejskiej gospodarki, odbudowanie zaufania obywateli do demokracji oraz instytucji europejskich, obronę europejskich wartości i norm w świecie, w którym tracą one na znaczeniu. Wymaga to ścisłego współdziałania nowych władz UE i przywódców państw członkowskich oraz zaangażowania Europejczyków-obywateli.

Od pięciu lat Unia, w odpowiedzi na kryzys, przeprowadza reformy. Obroniliśmy strefę euro i nie dopuściliśmy do trwałej utraty zaufania rynków finansowych. To nie jest jednak wystarczająca odpowiedź na wyzwania przyszłości. W najbliższych latach Unia Europejska musi zdobyć się na odważne i nieszablonowe działania, by odzyskać zdolność do rozwoju. Popieramy inicjatywę proklamowania roku 2016 – Europejskim Rokiem Tożsamości i Solidarności.

Inna Europa

W nowym Parlamencie Europejskim znalazło się więcej eurosceptyków. Należy to wziąć pod uwagę konstruując scenariusze na przyszłość. W coraz większym stopniu głosy populistów kształtują dyskurs publiczny, utrudniają rzetelną debatę i podmywają fundamenty demokracji. Zagrożenie populizmem ma wiele źródeł, ale jednym z nich jest poczucie alienacji wobec procesów zachodzących w Unii. Obywatele wielu krajów Unii, zarówno tych, w których przeprowadzane są najgłębsze reformy, jak i pozostających w relatywnie dobrej kondycji gospodarczej, doświadczają pogorszenia jakości życia i z różnych powodów chcą mniej Europy.

Musimy wyjść z fałszywego dylematu „mniej czy więcej Europy”. Celem powinna być „inna Europa”, zachowująca najważniejsze dokonania dotychczasowej integracji, ale otwarta na zmiany. W niektórych obszarach, zwłaszcza polityki ekonomicznej i jednolitego rynku, potrzebujemy kolejnych kroków: pogłębienia i rozszerzenia unii bankowej na wszystkie kraje UE, stworzenia unii energetycznej. Te projekty, już przecież prawie gotowe, mogą stać się nowymi elementami budującymi wspólnotę europejską. W wielu z kolei dziedzinach nadmiar regulacji jest obciążeniem dla rozwoju i jednym ze źródeł frustracji obywateli. Nie możemy bać się dyskusji o tym, gdzie Unia najlepiej spełnia swoje funkcje, a gdzie powinna ograniczyć działania.

Inny świat

Wartości i normy, na których opiera się porządek europejski, znalazły się pod presją w wyniku dramatycznej ewolucji sytuacji międzynarodowej. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie, destabilizacja sytuacji na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej oraz powstanie terrorystycznego Państwa Islamskiego to fakty zmuszające do reorientacji myślenia. Iluzją okazało się przekonanie, że globalizacja, gęstniejąca sieć współzależności i wzrost dobrobytu będą służyć rozprzestrzenianiu zachodnich wartości i wzmacniać Europę jako kontynent godny naśladowania. Większość otaczającego świata nie podziela naszych wartości oraz sposobu życia, a przeciwników mamy także wśród mieszkańców Europy.

Na te wyzwania Unia nie jest przygotowana. Dlatego nowe władze muszą w nadchodzących miesiącach z odpowiedzialnością dokonać globalnego przeglądu strategicznego (global strategic review), zgodnie z decyzją Rady Europejskiej z grudnia 2013 roku. Unia potrzebuje po pierwsze, nowej strategii sąsiedztwa, dotąd budowanej na przekonaniu, że oferta współpracy niesie w sobie istotny potencjał transformacyjny krajów partnerskich. Po drugie, Unia musi znaleźć instrumenty i mechanizmy umożliwiające lepsze wykorzystanie siły gospodarczej dla osiągania celów polityki zagranicznej.  Po trzecie, musi w nadchodzących latach  integrować zdolności obronne państw członkowskich i wyposażyć się w instrumenty pozwalające reagować na zagrożenia bezpieczeństwa w bezpośrednim sąsiedztwie. Czas, kiedy tę odpowiedzialność można było przerzucić na Stany Zjednoczone Ameryki, bezpowrotnie minął.

Konkurencyjność kluczem do rozwoju

Absolutnym priorytetem dla nowych władz Unii Europejskiej jest powrót gospodarki europejskiej na ścieżkę rozwoju. To wymaga reformy instytucji, odbudowy zaufania i zmiany regulacji.

Kluczowe jest podjęcie działań, które doprowadzą w ciągu najbliższych 5 lat do przyspieszenia wzrostu gospodarczego w Europie. Aby myśleć o utrzymaniu pozycji Europy w gospodarce światowej i zwiększeniu liczby miejsc pracy w Unii o 18-20 mln, PKB krajów UE powinno rosnąć w szybkim tempie. To niezbędne dla ograniczenia bezrobocia młodzieży i uniknięcia zjawiska „straconego pokolenia”, które na wiele lat obniżyłoby potencjał rozwojowy europejskiej gospodarki.

Aby konkurencyjna Europa nie była tylko pustym hasłem, konieczne jest spełnienie kilku warunków.

Po pierwsze, dokończenie reform w krajach członkowskich, które trwale rozwiążą problem finansów publicznych oraz kontynuowanie reform na poziomie UE. To zabezpieczy nas przed ponownym kryzysem finansowym i poprawi dostęp do finansowania dla firm. Bez tego rozwój gospodarek Europy będzie wciąż ograniczony.

Po drugie, określenie realistycznych celów polityki klimatycznej, które zapewnią dbałość o ochronę środowiska, nie zagrażając jednocześnie rozwojowi przemysłu i gospodarek krajów europejskich oraz stworzenie stabilnego i przewidywalnego systemu prawnego zachęcającego do inwestycji w energetyce, co przyczyni się do ograniczenia cen energii i zapewniania bezpieczeństwa jej dostaw.

Po trzecie, Europa musi stać się centrum innowacji. Niezbędne jest realne zwiększenie nakładów na badania i stworzenie dobrych ram prawnych do korzystania z nowych narzędzi,  jakie przyniosła rewolucja cyfrowa.

Po czwarte, rozwój przemysłu i usług wymaga ograniczenia barier administracyjnych i wyeliminowania nadmiaru regulacji krępujących inicjatywę obywateli, a także otwarcia się na współpracę z partnerami na rynkach globalnym. Zawarcie umowy TTIP z USA oraz umowy handlowej z Japonią powinno skutkować wzrostem  inwestycji wewnętrznych i zagranicznych w krajach europejskich.

Po piąte, Unia musi lepiej wspierać rozwój talentów swoich obywateli. Dlatego konieczne są zmiany w systemie edukacji, stały rozwój kompetencji pracowników, wparcie nowoczesnej przedsiębiorczości i reformy rynku pracy zwiększające elastyczność zatrudnienia. Potrzebna jest polityka zwiększająca mobilność wewnętrzną obywateli UE oraz skuteczna polityka migracyjna, która pozwoli dynamicznie odpowiadać na potrzeby gospodarki.

Po szóste, jednolity rynek musi stać się faktem. Trzeba konsekwentnie go rozwijać, szczególnie w obszarze energii, transportu, gospodarki cyfrowej.

***

W polityce europejskiej nie ma powrotu do podejścia „business as usual”. W sferach gospodarki, polityki wewnętrznej, międzynarodowej i obronnej Europa znalazła się w obliczu wyborów, od których nie ma ucieczki. Co więcej – fiasko podejmowanych dzisiaj działań może mieć konsekwencje bez precedensu dla całego projektu integracyjnego i miejsca Europy w świecie. Nie mamy czasu do stracenia.

Europejskie Forum Nowych Idei, Sopot, 3 października 2014 r. 

Ustawa o PIT i CIT wejdzie w życie od początku 2015 r.

Minister finansów Mateusz Szczurek podczas konferencji prasowej w Ministerstwie Finansów 3 października br. odniósł się do pojawiających się informacji odnośnie ewentualnych skutków, które wiązałyby się z niewejściem w życie od przyszłego roku ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zmianie niektórych ustaw, stwierdzając, że są one „w całości przeszacowane”.  W ocenie skutków regulacji ustawy nie podawaliśmy żadnych wpływów budżetowych, ani żadnych oczekiwań dochodów z tego tytułu – powiedział minister Szczurek.

W poniedziałek  trafi do laski marszałkowskiej projekt ustawy. Inicjatywa poselska doprowadzi do korekty terminu vacatio legis i wprowadzenia w życie ustawy w całości już od 1 stycznia 2015 r. Ufam, że do 30 listopada korekcyjna ustawa będzie przyjęta przez Sejm, podpisana przez Prezydenta RP i opublikowana w Dzienniku Ustaw – dodał minister. Projekt jest już praktycznie gotowy – stwierdził wiceminister finansów Janusz Cichoń.

Minister finansów wyjaśnił, że w ustawie budżetowej nie zostały przewidziane dodatkowe dochody z tego tytułu, jednak i tak warto aby ustawa weszła w życie od początku przyszłego roku, ponieważ wspierając uczciwą konkurencję wśród przedsiębiorców będzie korzystna dla wszystkich obywateli.

Magdalena Gaj z szansą na wysokie stanowisko w Międzynarodowym Związku Telekomunikacyjnym. Polska może na tym skorzystać

CEO Magazyn Polska

Polska ma realne szanse na objęcie stanowiska zastępcy sekretarza generalnego Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) – ocenia Krzysztof Król, przewodniczący Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Kandydatem jest prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Magdalena Gaj. Wybór dałby Polsce wpływ m.in. na przydzielanie częstotliwości i rozwój sieci internetowej na świecie, a także szanse na pozyskanie znacznych środków.

Polskie władze i przedsiębiorcy wyrażają gorące poparcie dla tego pomysłu, który leży w naszym narodowym interesie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Król, przewodniczący Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, doradca Prezydenta RP. ‒ Udział prezes Gaj we władzach Światowej Unii Telekomunikacyjnej przełoży się na lepszą pozycję Polski w dyskusjach na temat pasm radiowych, konkurencji, sporów z innymi oraz w podejmowaniu decyzji o przyszłości np. internetu.

Wybory nowych władz ITU odbędą się na szczycie w południowokoreańskim Busan, który rozpocznie się 20 października. Magdalena Gaj jest jednym z pięciu oficjalnych kandydatów na stanowisko zastępcy sekretarza generalnego. Obecnie funkcję tę pełni Chińczyk Houlin Zhao, a sekretarzem generalnym jest Malijczyk Hamadoun Touré.

Jak podkreśla Krzysztof Król, wybór Polki do władz ITU to nie tylko duży prestiż dla naszego kraju, lecz także szansa na wpływanie na podejmowane przez organizację decyzje. Powołany 149 lat temu związek m.in. zarządza częstotliwościami, rozstrzyga spory dotyczące telekomunikacji, a także ma do dyspozycji znaczne środki finansowe. W ciągu dwóch najbliższych lat do rozdzielenia na programy pomocowe, standaryzacyjne i projekty badawcze będzie nawet 200 milionów euro. Objęcie stanowiska zastępcy sekretarza generalnego przez Magdalenę Gaj oznaczałoby większe szanse na skierowanie części tych środków do Polski.

Kontrkandydatami dla Gaj są przedstawiciele Kanady, Wielkiej Brytanii, Nigerii oraz Fatimetou Mohamed-Saleck z Mauretanii, druga kobieta w tym gronie. Król ocenia, że parytet płci może mieć znaczenie przy wyborze, więc szanse Gaj i kandydatki z Afryki rosną.

Na pewno Magdalena Gaj zbudowała poparcie w kręgach przedstawicieli innych państw, również państw azjatyckich i afrykańskich, jak też państw europejskich. Wydaje się, że polska administracja i służby dyplomatyczne stanęły na wysokości zadania i udzieliły maksymalnego poparcia dla pani prezes – ocenia doradca społeczny Prezydenta RP.

Nadchodzące lata będą dla ITU szczególnie ważne, bo związek może przejąć zarządzanie światowym internetem. Obecnie zajmuje się tym amerykańska organizacja non-profit ICANN pod auspicjami Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych.

Mówi się o tym, żeby poddać internet kontroli ONZ-owskiej, a taką agendą międzynarodową jest właśnie ITU. Konflikty internetowe o nazwy, częstotliwości, ceny i zarządzanie numeracją serwerów są na tyle poważne, że przekładają się w bardzo prosty sposób na korzyści dla krajowych, w tym przypadku polskich przedsiębiorców – dodaje Król.

Praktyczne znaczenie ITU pokazało przeforsowanie przez Rosję konieczności uzgadniania przez Polskę i Litwę częstotliwości związanych z przechodzeniem z nadawania analogowego na cyfrowe. Przez to spowolniona była cyfryzacja telewizji oraz wdrażanie szybkiego internetu w naszym kraju.

Polska będzie również starać się o ponowne uzyskanie miejsca w Radzie ITU, w skład której wchodzi 48 państw. Nasz kraj jest obecnie jednym z pięciu przedstawicieli regionu Europy Wschodniej i Azji Północnej obok Bułgarii, Czech, Rumunii i Rosji. Król przyznaje, że miejsce w Radzie jest mniej prestiżowe niż stanowisko zastępcy sekretarza generalnego, ale również przekłada się na wpływ na najważniejsze decyzje.

Podkreśla, że choć znaczenie prestiżowe jest bardzo duże, to wpływ na otoczenie regulacyjne dla przedsiębiorców jest ważniejszym aspektem. Dlatego polska branża telekomunikacyjna z pewnością skorzystałaby na wyborze Magdaleny Gaj.

Polska mogłaby zaoszczędzić 12,8 mld zł dzięki upowszechnieniu oświetlenia LED

CEO Magazyn Polska

Polska energetyka potrzebuje ogromnych inwestycji, które zapewnią konkurencyjne ceny energii i bezpieczeństwo energetyczne oraz zmniejszą emisję gazów cieplarnianych. Jednocześnie eksperci podkreślają, że trzeba dążyć do ograniczania zużycia energii. Najprostsze rozwiązania to stosowanie energooszczędnych technologii, jak oświetlenie LED czy domowe instalacje OZE, które stają się coraz tańsze. Dzięki wymianie oświetlenia na bardziej nowoczesne Polska mogłaby zaoszczędzić ok. 12,8 mld zł.

Jest wiele sposobów na obniżenie zapotrzebowania na energię. Możemy rzadziej jeździć samochodem czy rzadziej latać, ale najważniejsza sprawa to przyjrzeć się sposobom, w jaki zużywamy energię. 19 procent energii, którą dziś zużywamy na świecie, pochłaniane jest przez oświetlenie. W mieście oświetlenie konsumuje nawet 50 proc. energii. Jeśli uda nam się obniżyć te wskaźniki, zredukujemy znacząco zużycie energii w ogóle – mówi agencji  informacyjnej Newseria Biznes Joost Leeflang, dyrektor generalny Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Według szacunków Philipsa globalne zużycie energii na oświetlenie spadnie o 30 proc. w latach 2006-2020. Dzięki temu emisja CO2 do atmosfery obniży się o 515 mln ton. W przypadku zastosowania energooszczędnej technologii LED we wszystkich instalacjach oświetleniowych na całym świecie zużycie energii spadłoby o 40 proc. To odpowiada mocy 640 średniej wielkości elektrowni i wygenerowałoby oszczędności na poziomie 130 mld euro – wynika z raportu Philipsa „The LED Lighting Revolution” z 2012 r.

Problem w tym, że najpierw trzeba zainwestować, żeby później móc oszczędzić. Bo to, że w przyszłości będziemy czerpać korzyści z oświetlenia LED, jest pewne – to oszczędność energii rzędu 60-80 procent. Pracujemy obecnie z instytucjami finansowymi nad rozwiązaniem, które pozwoli finansować inwestycje. bazując na przyszłych oszczędnościach – twierdzi Leeflang.

W Polsce potencjalna skala oszczędności z tytułu wymiany tradycyjnego oświetlenia na półprzewodnikowe (LED) pozwoliłaby uniknąć budowy nowych elektrowni o mocy 2000 MW, których koszt jest szacowany przez Philipsa na 12,8 mld zł.

Obecnie najważniejszym wyzwaniem polskiej energetyki jest wymiana starych, mało wydajnych bloków węglowych oraz zwiększenie udziału innych niż węgiel źródeł energii. Analitycy RWE przeanalizowali cztery różne scenariusze odnoszące się do technologii w energetyce i tempa rozwoju gospodarki.

– W pierwszym scenariuszu, najbardziej pesymistycznym, zakładamy bardzo niski albo umiarkowany wzrost PKB. Następnie mamy dwa scenariusze zakładające umiarkowany wzrost PKB, które nazwaliśmy „polska droga narodowa” i „zielony scenariusz”. Mamy te scenariusz optymistyczny, z wysokim wzrostem gospodarczym, który nazywamy „scenariuszem nowych technologii”. Zakładamy w nim bardzo znaczący udział nowych technologii i nowe podejście do efektywności energetycznej – tłumaczy Filip Thon, prezes RWE Polska.

Według niego każdy ze scenariuszy gwarantuje spełnienie trzech głównych celów.

– Po pierwsze, Polska pozostaje mniej lub bardziej niezależna energetycznie, jeśli chodzi o dostawy z innych krajów. Po drugie, ceny energii dla klientów końcowych pozostają na osiągalnym dla nich poziomie. Po trzecie, emisja CO2 pozostaje na poziomie, którym Polska jest w stanie efektywnie zarządzać na przestrzeni następnych 35-40 lat, nawet jeśli cele redukcji będą bardzo restrykcyjne – uważa Thon.

Rozwój technologii w zakresie OZE sprawia, że pogodzenie niekiedy sprzecznych celów – jak np. konkurencyjne ceny energii i spadek emisji gazów cieplarnianych – staje się łatwiejsze. Filip Thon spodziewa się wzrostu rynku prosumenckiego, czyli domowych instalacji produkujących energię elektryczną i ciepło z OZE.

– Ceny paneli fotowoltaicznych spadły w ciągu ostatnich siedmiu lat o 70 procent. Na niektórych rynkach doszliśmy do parytetu sieci, czyli sytuacji w której taniej jest zainstalować ogniwo fotowoltaiczne na dachu, niż pobierać energię z sieci energetycznej. To musi się oczywiście wiązać z inteligentnym zarządzaniem energią. Nie wystarczy panel fotowoltaiczny na dachu, trzeba mieć całościowy pomysł na to, jak zarządzać energią, np. wtedy, kiedy nie ma cię w domu, a twoje ogniwo produkuje energię – wskazuje prezes RWE.

W. Jasiński: państwo powinno prowadzić aktywną politykę energetyczną

CEO Magazyn Polska

Polityk PiS krytykuje rząd Donalda Tuska za błędne decyzje dotyczące polityki energetycznej państwa lub ich brak. Zdaniem Wojciecha Jasińskiego zaniedbana została budowa gazoportu w Świnoujściu, który obecnie, w kontekście sytuacji na Wschodzie, mógłby znacznie zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Dzisiaj nikt nie ma wątpliwości, że państwa, szczególnie w naszym sąsiedztwie, używają swoich zasobów energetycznych i kapitałowych jako oręża, swego rodzaju atutu politycznego – zauważa Wojciech Jasiński, przewodniczący sejmowej Komisji Gospodarki. – Wiadomo, że przy użyciu narzędzi energetycznych prowadzona jest polityka w ogóle. Jeżeli chcemy stanowić siłę, być państwem, które ma wpływ na to, co się dzieje na zewnątrz, musimy dbać o to, byśmy umieli sprostać tej konkurencji.

Jak podkreśla Jasiński, nie chodzi o rywalizację rynkową, tylko szukanie przewag w sensie politycznej czy wręcz cywilizacyjnej rywalizacji.

Ponieważ nasze rozpoznane zasoby energetyczne to przede wszystkim węgiel i potencjalnie gaz łupkowy, musimy robić wszystko, abyśmy mieli możliwie duże, rozpoznane zasoby i umieli z nich korzystać – wskazuje Jasiński. – Państwo powinno te wysiłki wspierać.

W kontekście sytuacji na Wschodzie ważne jest obecnie zdaniem Jasińskiego sprawne dokończenie budowy gazoportu w Świnoujściu, którym do Polski będzie dostarczany gaz skroplony m.in. z Kataru.

Gazoport miał być gotowy w 2012 roku, jest rok 2014 i prawdopodobnie jeszcze w połowie przyszłego roku nie będzie działał – mówi Jasiński. – To czyni nas podatnym na wszelkiego rodzaju szantaże. Wyobraźmy sobie, że zimą wolumen dostaw gazu jest radykalnie zmniejszany. Nasz główny dostawca, czyli Rosja, pokazał już, że może spowodować chociażby awarię. Do takiej sytuacji państwo musi być przygotowane.

W jego ocenie rząd Donalda Tuska za mało robił w zakresie wspierania sektora energetycznego.

Po pierwsze, w ciągu tych siedmiu lat zaniedbano gazoport, który mógłby zdywersyfikować źródła gazu – przekonuje Jasiński. – Ale nawet przy obecnie rozpoznanych zasobach gazu konwencjonalnego moglibyśmy zwiększyć wydobycie krajowe. Potencjalne zasoby gazu choćby w Niemczech są podobne do polskich. Niemcy jednak wydobywają go znacznie więcej. Trzeba jak najszybciej doprowadzić do uruchomienia wszystkich potencjalnych rezerw.

Polscy cukrzycy nadal bez dostępu do nowoczesnego leczenia

CEO Magazyn Polska

Większość dostępnych w Polsce leków na cukrzycę typu drugiego nie jest refundowana. Polskim pacjentom szczególnie brakuje dostępu do leków inkretynowych, które ograniczają ryzyko spadków cukru do niebezpiecznie niskiego poziomu. We wszystkich pozostałych krajach UE leki te są już od dawna refundowane i uznane za standard terapeutyczny.

W Polsce żyje nawet ok. 3,5 mln chorych na cukrzycę, z czego jedna trzecia może nie być świadoma swojej choroby. Co roku umiera na nią ok. 30 tys. osób. Na opublikowanej 1 września liście leków refundowanych znowu nie znalazły się jednak leki inkretynowe.

Doszliśmy do momentu, w którym większość leków na cukrzycę typu II, zarejestrowanych i dostępnych w aptekach w Polsce, jeśli popatrzymy na substancje chemiczne, jest nierefundowana. Takiej sytuacji nie ma w żadnym kraju europejskim czy USA – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prof. Leszek Czupryniak, prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego.

Leki inkretynowe wpływają na obniżenie poziomu cukru we krwi, w przeciwieństwie jednak do insuliny działają jedynie wtedy, gdy poziom jest podwyższony. Oznacza to, że nie stwarzają ryzyka wystąpienia hipoglikemii, czyli spadku poziomu cukru do niebezpiecznie niskiego poziomu. Powtarzające się hipoglikemie pogarszają rokowania pacjentów i mogą prowadzić do poważnych uszkodzeń w organizmie chorego. Zagrożenie niedocukrzeniem niesie insulina, która wpływa na zmniejszenie stężenia glukozy w krwi niezależnie od jej początkowego poziomu.

Ekspert podkreśla, że leki inkretynowe można przyjmować bez ciągłej kontroli poziomu cukru i w znacznie prostszy sposób. Dają one także inne korzyści – zmniejszają apetyt, dzięki czemu ograniczają problem otyłości, mogą także obniżać ciśnienie tętnicze.

To już nie są tak bardzo nowe leki, pojawiły się 8-9 lat temu w krajach Europy Zachodniej i weszły tam do kanonu leków – podkreśla prof. Czupryniak. ‒ W takich krajach jak Dania czy Finlandia prawie połowa chorych leczonych doustnie otrzymuje te leki. Z medycznego punktu widzenia nie ma powodu, aby polscy pacjenci ich nie otrzymywali, a przynajmniej pewna ich grupa.

Dodaje, że szczególne wskazanie do stosowania leków inkretynowych występuje w przypadku pacjentów, którzy mieli już problemy z hipoglikemią lub są otyli. W ich przypadku insulina może wpłynąć na dalszy wzrost masy ciała.

Prof. Czupryniak przekonuje, że wpisanie leków inkretynowych na listę refundacyjną to z punktu widzenia państwa inwestycja, a brak takiej decyzji jest z medycznego punktu widzenia całkowicie nieuzasadniony. Przypomina, że w Polsce przez wiele lat dominowało podejście, że początkowa faza cukrzycy nie jest zagrożeniem dla życia, więc leczyć trzeba chorych w zaawansowanych stadiach choroby. Nowoczesne badania pokazują jednak, że jest na odwrót – intensywne leczenie wczesnej fazy cukrzycy pozwala znacznie wydłużyć życie i poprawić jego jakość.

W innych krajach UE to podejście uwidacznia się w tym, jak dużą rolę pełnią lekarze rodzinni w leczeniu cukrzycy. W Holandii nawet 90 proc. chorych leczy się u lekarzy pierwszego kontaktu. W Polsce wciąż dominuje leczenie specjalistyczne, co też potęguje problemy związane z jego dostępnością.

Być może długofalowo byłoby lepiej i taniej, gdyby lekarz rodzinny, mając możliwość zatrudnienia pielęgniarek, edukatorów, mógł poświęcić więcej czasu pacjentowi z nowo rozpoznaną cukrzycą – zastanawia się prof. Czupryniak. ‒ Nie ma bariery, jeśli chodzi o wiedzę czy dostęp lekarzy [diabetologów – red.] do wiedzy. Bariery są w zakresie infrastruktury, mamy nadal za mało poradni diabetologicznych. Są województwa, w których jest niewystarczająca liczba diabetologów.

Na kongresie Europejskiego Towarzystwa Badań nad Cukrzycą (EASD) w połowie września w Wiedniu, jak relacjonuje prof. Czupryniak, leki inkretynowe pojawiały się w najnowszych doniesieniach, nie budziły już jednak sensacji. Ich skuteczność i bezpieczeństwo są od dawna potwierdzone.

Rosną przychody agencji PR. Coraz ważniejsza komunikacja z blogerami

CEO Magazyn Polska

Po rekordowym dla agencji PR roku 2012 roku ubiegły okazał się znacznie trudniejszy. Liderzy rynku są jednak ci sami. Według rankingu branżowego miesięcznika „Press” największe przychody mają tak jak w ubiegłym roku trzy agencje: Partner of Promotion, AM Art-Media Agencja PR i Havas PR Warsaw. Dobre wyniki notują firmy stawiające na długoterminową współpracę i będące członkami międzynarodowych sieci.

Pierwszą dziesiątkę otwierają te same agencje, co rok wcześniej. Na pierwszym miejscu jest Partner of Promotion z przychodami ponad 36 mln zł. Na drugim miejscu jest agencja AM Art-Media Agencja PR, której przychody wyniosły ponad 15 mln zł – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Sędek, redaktorka „Press” i autorka raportu. ‒ Jest duża grupa agencji, które odnotowały wzrosty przychodów. Przede wszystkim są to agencje, które stawiają zarówno na stałą, długofalową współpracę ze swoimi klientami, jak i na rozwój.

Lider rankingu za 2013 r., agencja Partner of Promotion, odnotował 1,1 mln zł zysku i wzrost przychodów o 8 proc. Agencja obsługuje takie firmy, jak m.in. Procter & Gamble czy Polski Bus. Drugie miejsce utrzymała AM Art-Media Agencja PR z przychodem ponad 15 mln zł, która pracuje m.in. dla takich firm jak: Jeronimo Martins Polska, PGNiG, Kapsch czy Pelion. Pod względem wyniku finansowego liderem została agencja Grayling Poland, która zarobiła niemal 1,4 mln zł netto. Trzecie miejsce w rankingu przychodów zajęła agencja Havas PR Warsaw (14,1 mln zł przychodu), a kolejne MSLGroup i 24/7 Communication. Te dwie ostatnie zanotowały jednak w 2013 r. niewielkie straty netto w wysokości odpowiednio 62 i 35 tys. zł.

Sędek zauważa, że najlepsze wyniki osiągały te agencje, które współpracują z klientami długoterminowo, oraz te, które należą do międzynarodowych grup. Pozwala im to na pozyskiwanie klientów wśród firm wchodzących na polski rynek.

Agencje polskie uzyskują rekomendacje od sieci. Z drugiej strony również polscy klienci chętnie współpracują z agencjami zrzeszonymi w sieciach, bo mogą wejść ze swoją komunikacją na rynki zachodnie – tłumaczy Sędek. Dodaje: ‒ Ranking pokazuje, że agencje są coraz bardziej profesjonalne, chociaż wciąż się rozwijają. Pokazują, że ich wpływ na media i współpraca z mediami jest coraz większa. I to nie tylko z tymi tradycyjnymi mediami, lecz także z internetem.

Według Sędek agencje PR oferują coraz więcej usług twórcom treści internetowych – blogerom, vlogerom oraz osobom udzielającym się profesjonalnie w mediach społecznościowych. Ten obszar działalności staje się nawet bardziej istotny niż relacje z tradycyjnymi mediami. Agencje tworzą specjalne usługi skierowane do internetowych liderów opinii i starają się budować z nimi współpracę długofalową.

Również przeprowadzają badania środowiska blogerów. I coraz bardziej widać, że większy nacisk kładą na to, żeby dotrzeć właśnie do środowiska internetowego – podkreśla Sędek.

Dodaje, że na rynku jest również duże zapotrzebowanie na usługi public affairs, czyli zarządzanie relacjami firm z administracją publiczną.

W czołówce największą dynamikę przychodów zanotowała agencja 24/7 Communication (44,4 proc. wzrostu). Łącznie sklasyfikowano 34 agencje, w tym 27 należących do Związku Firm Public Relations.

Groupon zmierza w kierunku handlu mobilnego

CEO Magazyn Polska

Więcej ofert dla użytkowników smartfonów i rozwój w kierunku platformy usług – tak Groupon będzie walczył o klientów. Smartfony ma już blisko połowa Polaków, coraz więcej osób korzysta z nich w trakcie robienia zakupów. Szacunki mówią, że wartość rynku m-commerce w Polsce w tym roku przekroczy 1 mld zł.

Stawiamy na użytkowników urządzeń mobilnych – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aniela Hejnowska, dyrektor zarządzająca Groupon Polska. – Na Zachodzie 40–50 proc. transakcji na Grouponie jest dokonywanych przez mobilne urządzenia, w Polsce jest to na razie 10 proc., więc potencjał jest. Technologicznie jesteśmy na ten rozwój gotowi.

Raport Connected Life 2014 przygotowany przez TNS Polska wskazuje, że blisko połowa Polaków ma smartfony. Choć wciąż niewiele osób decyduje się na zakupy za ich pośrednictwem, to rynek m-commerce prężnie się rozwija. Wedle szacunków platformy mGenerator.pl jego wartość w tym roku przekroczy 1 mld zł (0,5 mld na koniec 2013 roku). Dlatego coraz częściej firmy decydują się na stworzenie aplikacji mobilnych skierowanych właśnie do takich klientów. Proponuje ją także Groupon.

W Polsce nadchodzi rewolucja mobilna. Widzimy, że coraz więcej osób korzysta ze smartfonów w trakcie dokonywania zakupów, przeglądania ofert online. Nasza aplikacja jest czwartą najpopularniejszą na świecie, ściągnęło ją 90 milionów użytkowników – mówi Hejnowska.

Kilka tygodni temu Groupon zdecydował się również na zmianę szaty graficznej strony. Pojawiły się funkcjonalności, które ułatwiają korzystanie ze strony – wyszukiwanie i filtrowanie oferowanych produktów, dostępny jest również system rezerwacji online.

Jak podkreśla Aniela Hejnowska, Groupon przeobraził się z portalu oferującego grupowe zakupy do platformy z usługami i produktami, skierowanymi do indywidualnego klienta. To odpowiedź na zmianę upodobań użytkowników internetu, którzy częściej decydują się na zakup usług.

Można u nas kupić wizytę u fryzjera czy w restauracji, a także bilety na koncerty oraz podróże – mówi Hejnowska. – Jesteśmy największym dostarczycielem usług online. To jest kierunek, w którym będziemy się dalej rozwijać.

Zimą przybędzie połączeń z podwarszawskiego Modlina. Lotnisko chce przyciągać kolejne linie

CEO Magazyn Polska

Władze lotniska w Modlinie zapowiadają intensywny okres jesienny i zimowy. 23 października uruchomiona zostanie baza operacyjna Ryanaira. W tym miesiącu zacznie obowiązywać zimowy rozkład połączeń z nowymi trasami i częstszymi lotami krajowymi.

Sezon zimowy w naszym przypadku będzie bardzo ciekawy, dlatego że chyba jako jedyne lotnisko w Polsce zanotujemy znaczący wzrost liczby operacji, zarówno na istniejących trasach, jak i nowych. Poza trasami na trzy Wyspy Kanaryjskie nowością będzie trasa do Madrytu, która będzie obsługiwana cztery razy w tygodniu. Dodatkowo na ośmiu już istniejących trasach znacząco zwiększy się oferta lotów – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Piotr Lenarczyk, szef Biura Handlowo-Marketingowego Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin.

Zimą pojawią się cztery nowe kierunki lotów: Fuerteventura, Gran Canaria, Teneryfa oraz Madryt. Do Gdańska i Wrocławia samoloty będą latać dwa razy dziennie.

Połączenia krajowe cieszą się coraz większym sukcesem. Bardzo zwiększa się load factor na tych trasach. W okresie wakacyjnym współczynnik ten który był bardzo zadowalający, dlatego tym bardziej cieszymy się z tego, że zimą połączenia krajowe będą oferowane dwa razy dziennie. To znaczy, że będzie można polecieć rano do Gdańska i wrócić wieczorem, podobnie do Wrocławia. Myślę, że to będzie świetna oferta dla pasażerów, którzy chcą oszczędzić czas i koszty noclegu, załatwić różne sprawy w tych miastach i tego samego dnia powrócić do Warszawy – mówi Lenarczyk.

Zapowiadane zmiany spowodują wzrost liczby lotów ze 174 do 276 tygodniowo. Ponadto 23 października Ryanair uruchomi swoją bazę operacyjną, w której początkowo będą stacjonowały dwa samoloty, ale z czasem ich liczba będzie się zwiększać. Dzięki powstaniu bazy latem przyszłego roku przewoźnik uruchomi dwie kolejne nowe trasy: do Aten i Lizbony, przy czym ta pierwsza będzie oferowana aż siedem razy w tygodniu.

Prowadzimy intensywne rozmowy z kilkoma przewoźnikami, z co najmniej jednym są bardzo zaawansowane. Liczę na to, że już w przyszłym sezonie letnim będziemy mogli zobaczyć samoloty w innych barwach latające regularnie z naszego lotniska – podkreśla przedstawiciel podwarszawskiego lotniska.

Lotnisko w Modlinie zabiega nie tylko o kolejnych przewoźników. Powiększono przestrzeń handlową sklepów Euroshop oraz kawiarni Coffee Corner oraz pozyskano kilku nowych najemców przestrzeni handlowej, usługowej i gastronomicznej, takich jak Best Fly Bar czy Vip & Fly. Trwają też rozmowy, które pozwolą ostatecznie ukształtować ofertę handlową i gastronomiczną dla pasażerów poprzez pozyskanie najemców na ostatnie wolne powierzchnie komercyjne w terminalu lotniska.

Nawet 400 zł miesięcznie można zarobić na wynajmie własnego miejsca parkingowego. Liczba chętnych rośnie

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba osób wynajmujących prywatne miejsca parkingowe w centrach dużych miast. Serwis iParkomat.pl, który ułatwia zawieranie takich umów, w ciągu pierwszych sześciu miesięcy pozyskał ponad 800 użytkowników. Pomimo krótkiej obecności na rynku, spółka już rozważa ekspansję zagraniczną, korzystając ze stosunkowo niedużej konkurencji.

Mam swoje prywatne miejsce postojowe w garażu podziemnym, za które zapłaciłem duże pieniądze przy kupnie mieszkania. Codziennie z niego korzystam, ale w praktyce, po tym jak rano wyjeżdżam do pracy, moje miejsce postojowe przez cały dzień jest puste. Dlaczego więc go nie wynająć? Skorzysta z niego osoba, która przyjeżdża codziennie samochodem do swojej pracy w okolicy i jeszcze mi za to zapłaci. Niech mój parking zarobi na siebie ‒ opowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Sacha, twórca i założyciel iParkomat.pl

Spółka iParkomat weszła na rynek pół roku temu. Jej działalność polega na obsłudze witryny internetowej, na której posiadacze prywatnych miejsc parkingowych mogą je wynajmować zmotoryzowanym osobom przyjeżdżającym do pracy. Chodzi o miejsca na parkingu podziemnym w bloku mieszkalnym, wolnostojące garaże czy też miejsca na zaparkowanie samochodu na prywatnej posesji. Dla posiadaczy takich miejsc to szansa na spieniężenie miejsca, które w trakcie ich pobytu w pracy i tak stoi puste. Z kolei osoby szukające miejsc wydają mniej niż na parking miejski, a do tego mają pewne i tanie miejsce parkingowe położone w pobliżu swojej pracy.

Jest to innowacyjna usługa, ponieważ w Polsce i sąsiednich krajach dzielenie się własnym miejscem parkingowym, gdy to stoi puste w ciągu dnia, praktycznie nie istnieje ‒ dodaje Piotr Sacha. ‒ Na świecie nie ma jednego lidera. Jest spora firma w Wielkiej Brytanii, JustPark, i ma apetyt na to, żeby wyjść szeroko poza Anglię ze swoimi usługami. A to oznacza, że my musimy biec nieco szybciej, dlatego rozważamy bardzo mocno wyjście poza Polskę. 

Sacha podkreśla, że zainteresowanie jest największe w centrach dużych miast, szczególnie w Warszawie, a także w Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Dotyczy to również miejsc poza centrum, gdzie parkowanie jest darmowe, ale trudno o miejsce. To na przykład duże węzły przesiadkowe czy położone na obrzeżach miasta stacje metra.

System opiera się o umowy cywilno-prawne pomiędzy właścicielem miejsca a wynajmującym. Rejestracja w serwisie, przeglądanie ofert i wystawienie oferty swojego parkingu to usługi bezpłatne. Spółka pobiera opłatę jedynie od zawartych umów. Największym wyzwaniem jest jednak zbudowanie zaufania pomiędzy użytkownikami.

Jeśli dzielisz się swoim parkingiem przez czas, gdy stoi on pusty, to chciałbyś mieć zaufanie do osoby, która z niego korzysta – tłumaczy Sacha. ‒ To jest chyba najtrudniejsza rzecz, jeśli chodzi o współpracę między nieznanymi sobie uprzednio osobami. Żeby zbudować zaufanie, stworzyliśmy cały system rankingów, ocen, recenzji. Każda osoba, która współpracuje z inną, jest proszona o późniejszą ocenę tej współpracy. A każda następna osoba może z tej historii współpracy skorzystać przy podejmowaniu decyzji dotyczącej tego, z kim chce współpracować. W ten sposób budujemy społeczność wiarygodnych i uczciwych użytkowników.

W iParkomat.pl zarejestrowanych jest już ok. 130 indywidualnych miejsc parkingowych. Sacha zaznacza, że codziennie pojawiają się nowe. Zarobki nie są wielkie, ale nie wiążą się z żadnymi kosztami. Rekordzista miesięcznie zarobił na wynajmie własnego miejsca 400 zł, ale nawet na niewielkim miejscu dla motocykla można zarobić 50 zł.

Sacha zauważa, że w tej chwili iParkomat nie ma w Polsce internetowej konkurencji. Rynek miejsc parkingowych jest ograniczony do parkingów komercyjnych, które w internecie informują o dostępności i cenach miejsc, a czasami umożliwiają ich rezerwację. Natomiast wynajem miejsc indywidualnych osób poprzez specjalnie do tego celu przeznaczony serwis internetowy jest nowością.

Poprzez naszą działalność przekonujemy klientów, że ich własny parking może na nich zarabiać, a nie musi być tytko kosztem – podkreśla Sacha.

W Polsce wciąż duże zjawisko niedożywienia dzieci. W woj. warmińsko-mazurskim i podlaskim dotyczy co 10. dziecka

CEO Magazyn Polska

160 tys. polskich dzieci w wieku 7-12 lat cierpi z powodu niedożywienia – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Danone. Najgorsza sytuacja panuje w województwach podlaskim i warmińsko-mazurskim, gdzie problem niedożywienia dotyka 10 proc. dzieci ze szkół podstawowych. Zdaniem lekarzy dzieci te mogą mieć problemy z nauką, koncentracją, często są agresywne w stosunku do otoczenia.

– Drugim ważnym aspektem jest to, że dzieci jedzą niezdrowe jedzenie, a to też jest rodzaj niedożywienia. To, że jedzą i piją produkty wysokosłodzone, że jedzą chipsy, a nie jedzą owoców i warzyw. Tutaj w takim wypadku nie dostarczają swojemu młodemu organizmowi potrzebnych produktów – mówi Monika Archicińska, koordynator Ogólnopolskiej Zbiórki Żywności „Podziel się Posiłkiem”, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Szacuje się, że 370 tys. dzieci szkół podstawowych nie odżywia się w sposób niezbędny dla ich prawidłowego rozwoju, np. nie jedzą drugiego śniadania, ich posiłki nie składają się z pełnowartościowych produktów.

Z istnieniem obszarów niedożywienia w Polsce walczą m.in. Banki Żywności. Idea tego typu banków pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. W latach 60. XX wieku biznesmen John van Hengel zaczął zbierać od właścicieli sklepów żywność, której termin ważności zbliżał się do końca. W 1967 roku założył pierwszy na świecie Bank Żywności im. Świętej Maryi. Wkrótce też znalazł naśladowców na całym świecie. W Polsce działa 31 tego typu banków, zrzeszonych w Federacji Polskich Banków Żywności.

Pozyskujemy nadwyżki żywności od producentów oraz dystrybutorów, na przykład supermarketów, i przekazujemy je organizacjom pozarządowym, które już przekazują je osobom potrzebującym. W tym roku w związku z mechanizmem wycofywania owoców i warzyw z rynku dostaliśmy ich bardzo dużo od rolników, dzięki czemu mogliśmy je przekazać potrzebującym. Na co dzień naszą misją jest jednak wyszukiwanie tych nadwyżek żywności, współpraca z producentami, dystrybutorami i sieciami supermarketów – wymienia Monika Archicińska.

Banki Żywności udzielają bezpłatnej pomocy żywnościowej ponad 3 600 organizacjom i instytucjom społecznym. Te natomiast przekazują ją do blisko 1,700 mln osób najbardziej potrzebujących. Pierwszy Bank Żywności powstał w Polsce w 1994 roku i udzielił wówczas pomocy siedmiu tysiącom osób. Obecnie jest to 1,7 mln osób. Banki zbierają żywność o kończącej się dacie ważności, która dla rolników lub handlowców jest już nieprzydatna.

Co prawda ten mechanizm nadwyżkowy nie działa jeszcze tak dobrze, czyli nie przekazuje nam tych nadwyżek tak dużo supermarketów, jak byśmy chcieli. Jestem przekonana, że dużo jeszcze żywności może się marnować, dlatego zachęcam do tego, żeby przekazywać tą żywność Bankom Żywności, żeby się z nimi kontaktować – mówi Monika Archicińska.

Oprócz codziennej działalności, opartej na kontaktach z dystrybutorami, handlowcami i rolnikami, trzy razy w roku Banki Żywności organizują ogólnopolskie zbiórki żywności. Jedną z nich jest akcja „Podziel się Posiłkiem” organizowana z firmą Danone już od jedenastu lat. Produkty zebrane w czasie tej zbiórki trafiają do organizacji zajmujących się dożywianiem dzieci, np. jadłodajni, świetlic środowiskowych, towarzystw przyjaciół dzieci. W 2014 roku podczas tej akcji zebrano 500 ton produktów żywnościowych, które zostały przekazane do prawie 900 organizacji społecznych.

Kolejna spółka wybiera się z NewConnect na rynek główny GPW. KNF zatwierdził prospekt emisyjny Internet Media Services

0

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny spółki Internet Media Services. Notowana na NewConnect spółka, specjalizująca się w marketingu sensorycznym, chce przenieść się na rynek regulowany.

Z upoważnienia Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdzono prospekt emisyjny sporządzony przez Internet Media Services SA z siedzibą w Warszawie w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym akcji serii A, B, C, D, E, F1, F2, F3, G oraz H – podał w komunikacie KNF.

Bez opłat uzdrowiskowych także w szpitalach uzdrowiskowych

0

Osoby przebywające w szpitalach uzdrowiskowych, niezależnie od celu pobytu i rodzaju pobieranych przez te osoby świadczeń, nie będą musiały płacić opłaty uzdrowiskowej. To efekt podpisania 3 października br. przez Ministra Finansów interpretacji ogólnej w sprawie stosowania art. 17 ust. 2 pkt 2 ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (Dz. U. z 2014 r. poz. 849), na podstawie którego od osób przebywających w szpitalach nie pobiera się opłaty uzdrowiskowej. Interpretacja Ministra Finansów rozszerza zakres podmiotowy wyłączenia z obowiązku uiszczenia opłaty uzdrowiskowej na osoby przebywające w szpitalach uzdrowiskowych.

Komunikat w związku z doniesieniami medialnymi nt. działań prokuratury wobec Podsekretarza Stanu Jacka Kapicy

W związku z doniesieniami medialnymi na temat działań prokuratury wobec Podsekretarza Stanu Jacka Kapicy Ministerstwo Finansów informuje, że do ministerstwa wpłynęło pismo Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku z dnia 26 maja 2014 roku sygnalizujące ustalenia prowadzonego od 2009 roku śledztwa w sprawie urządzania gier na automatach o niskich wygranych. Wobec powyższego pisma Wiceminister Finansów Jacek Kapica ustosunkował się 30 czerwca 2014 roku pismem skierowanym bezpośrednio do Prokuratora Generalnego.

29 maja 2014 roku do Ministerstwa Finansów wpłynęło pismo Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku w którym na podstawie art. 19 § 1 kodeksu postępowania karnego wskazano między innymi, że funkcjonujący w latach 2003-2009 system nadzoru nad rynkiem gier na automatach niskich wygranych, który obejmował ich badania, rejestrację, włączenie do eksploatacji oraz kontrolę prawidłowego stosowania maksymalnej stawki za udział w jednej grze oraz maksymalnej jednorazowej wygranej, był niesprawny głównie z powodu rażących zaniedbań urzędniczych. Zaniechania urzędnicze sprawiły, że nadzór nad eksploatacją urządzeń był nie tylko formalny lecz wręcz iluzoryczny. Skutkiem tych zaniechań była powszechna eksploatacja urządzeń, które były niezgodne z ustawą.
Wobec powyższego pisma Wiceminister Finansów Jacek Kapica ustosunkował się 30 czerwca pismem skierowanym bezpośrednio do Prokuratora Generalnego. W piśmie wskazał między innymi, że podziela zdanie Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku, że funkcjonujący w latach 2003-2009 system nadzoru nad rynkiem gier na automatach o niskich wygranych był niewłaściwy. Wynikiem identyfikacji tego stanu były zrealizowane przez Ministra Finansów działania legislacyjne, administracyjne, organizacyjne i personalne. Rozpoczęcie zmian prawa w 2008 roku naruszyło, utrwalone od 2003 roku, interesy podmiotów i osób urządzających gry na automatach, które rozpoczęły szereg działań mających zapobiec wejściu w życie nowych przepisów, do usunięcia wiceministra finansów ze stanowiska włącznie. Było to przedmiotem zainteresowania operacyjnego Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

W swoim piśmie do Prokuratora Generalnego Minister Kapica przedstawił również podejmowane od 2008 roku działania legislacyjne i organizacyjne, służące naprawie rynku gier hazardowych, które skutecznie zmieniły sytuację nadzoru nad rynkiem gier ukształtowaną w roku 2003.

Z początkiem 2008 roku podjęto prace nad nowelizacją ustawy o Służbie Celnej i nowelizacją ustawy ograch i zakładach wzajemnych, w których wprowadzono między innymi uprawnienia dla funkcjonariuszy celnych do przeprowadzania w trakcie kontroli eksperymentu gry na automacie, oraz zmiany przepisów Kodeksu karnego skarbowego dotyczących przestępstw przeciwko organizacji gier.

Ostatecznie w wyniku podejmowanych przez jednostki organizacyjne Ministerstwa Finansów konsekwentnie i wielokrotnie działań legislacyjnych i organizacyjnych, m.in.:

  • zmieniono rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie warunków urządzania gier i zakładów wzajemnych wprowadzając jednoznaczne i czytelne regulacje, zgodnie z którymi badanie poprzedzające rejestrację polega na sprawdzeniu m.in. czy konstrukcja automatu o niskich wygranych zapewnia prawidłowe ustalenie wartości maksymalnej stawki i uniemożliwienie przekraczania wartości maksymalnej stawki w wyniku kontynuacji gry za uzyskane wygrane; prace legislacyjne rozpoczęto w dniu 6 marca 2008 r., a weszło w życie 21 marca 2009 r. po uprzedniej notyfikacji Komisji Europejskiej;
  • uchwalono nową ustawę o Służbie Celnej porządkującą kompetencje w zakresie nadzoru nad rynkiem gier i umożliwiającą przeprowadzenie eksperymentu kontrolnego gry na automacie; proces legislacyjny rozpoczęty w kwietniu 2008 r., zakończono w dniu 27 sierpnia 2009 r. uchwaleniem ustawy (weszła w życie 31 października 2009 r.);
  • zmieniono ustawę o grach i zakładach wzajemnych porządkującą kompetencje w zakresie nadzoru nad rynkiem gier poprzez powierzenie organom Służby Celnej całości zadań

w zakresie gier i zakładów wzajemnych, które dotychczas wykonywały organy dwóch administracji: celnej i skarbowej; proces legislacyjny rozpoczęty w kwietniu 2008 r., łącznie ze zmianą ustawy o Służbie Celnej, zakończono w dniu 27 sierpnia 2009 r. uchwaleniem zmian ustawy (weszła w życie 31października 2009 r.),
Ponadto Minister Kapica zwrócił uwagę Prokuratora Generalnego na wątpliwości, jakie w opinii Pana Ministra budzi uzasadnienie postanowienia Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku z dnia 26 maja 2014 r. sygn. Ap V Ds. 28/09 RKS 341/09 UC Wałbrzych o umorzeniu śledztwa w części przeciwko podejrzanym o urządzanie gier na automatach o niskich wygranych wbrew zezwoleniom.

Śledztwo, co wynika z treści postanowienia, bezspornie wykazało, że urządzanie i prowadzenie gier odbywało się w warunkach czynu zabronionego z art. 107 § 1 kks, a podejrzani posiadali świadomość popełnienia czynu, co dawało podstawę do przypisania im winy.

Minister Kapica wyraził również nadzieję, że przedstawione informacje okażą się przydatne, w szczególności wobec opinii Prokuratora Apelacyjnego przedstawionej w Powiadomieniu z dnia 26 maja o tym, że zidentyfikowany stan może „w decydujący sposób wpłynąć na końcowe decyzje prokuratorów w zakresie możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności karnej skarbowej właścicieli i pracowników firm urządzających gry na automatach o niskich wygranych” i zadanie prokuratury strzeżenia praworządności oraz czuwania nad ściganiem przestępstw, przyniesie w zakresie prowadzonego śledztwa wymierny rezultat, optymalnie wysoki w odniesieniu do poniesionych przez podatników nakładów.

Dodatkowo Ministerstwo Finansów informuje, że 28 lipca 2014 roku do ministerstwa wpłynęło wezwanie dla Ministra Jacka Kapicy do stawienia się w dniu 31 lipca do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku. W dniach 26 lipca – 17 sierpnia Minister Kapica przebywał na urlopie poza granicami kraju, ale natychmiast poinformował Ministra Finansów Mateusza Szczurka o tym, że otrzymał telefonicznie informację o wezwaniu do Prokuratury i zapewnił, że jeżeli dojdzie do postawienia mu zarzutów natychmiast poda się do dymisji.

Prokuratura odstąpiła od zamiaru przesłuchania, zgodnie ze swoimi wewnętrznymi procedurami, poza oddziaływaniem Ministra Finansów.

Jednocześnie Minister Finansów z satysfakcją przyjął ten fakt do wiadomości. Minister Jacek Kapica jest urzędnikiem zaangażowanym, konsekwentnie zwalczającym nielegalną działalność bądź działalność prowadzoną z naruszeniem przepisów bez odprowadzania należnych podatków.

Eurocash ma zgodę UOKiK-u na przejęcie Inmedio

0

Spółka Eurocash poinformowała o otrzymaniu od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgody na przejęcie 51 proc. udziałów w spółce Inmedio.

– Prezes UOKiK wyraził zgodę na dokonanie koncentracji polegającej na przejęciu przez Eurocash kontroli nad Inmedio sp. z o.o. Ww. zgoda była jednym z warunków zawieszających zawartych w umowie przedwstępnej z dnia 10 czerwca 2014 roku dotyczącej nabycia 51 proc. udziałów w spółce Inmedio – podał Eurocash w komunikacie.

Jak ubezpieczyć Ferrari, Lamborghini lub Bentley’a?

Każdego dnia ubezpieczyciele obejmują ochroną wiele samochodów popularnych marek. Ubezpieczenie aut takich jak Skoda, Fiat czy Opel odbywa się więc w szybki i często niemal zautomatyzowany sposób. A jak wygląda to w przypadku nowego Ferrari, Lamborghini lub Bentley’a? Czy ubezpieczenie samochodów najbardziej luksusowych i rzadkich marek odbywa się na takich samych zasadach?

Oceniając ryzyko ubezpieczyciel bierze pod uwagę dwa podstawowe czynniki: prawdopodobieństwo powstania zdarzenia oraz wartość ewentualnej szkody. W kontekście ubezpieczenia autocasco prawdopodobieństwo to nic innego jak częstotliwość występowania zdarzeń w określonym przedziale czasu, którą można dokładnie zmierzyć i przeanalizować. Poddając analizie dużą liczbę pojazdów na przestrzeni odpowiednio długiego okresu ubezpieczyciele otrzymują dane będące odzwierciedleniem rzeczywistego zachowania portfela flot pojazdów. Zakładając wystąpienie pewnej liczby zdarzeń, pozostaje oszacowanie ich rozmiaru i określenie odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa na wypadek nadzwyczajnych okoliczności (np. powodzi, gradobicia itp.). Dysponując informacją nt. liczby pojazdów wraz z sumą ich ubezpieczenia oraz liczby szkód z ich wartościami, bez problemu da się określić średnią wysokość odszkodowania za jedno zdarzenie.

Jak zatem wygląda kwestia kalkulacji składki w przypadku aut luksusowych? W końcu wartość średniej szkody budują marki najbardziej popularne, a do takich z pewnością nie należą Bentley, Ferrari czy Aston Martin. W przypadku samochodów tych marek, zarówno w przypadku szkody całkowitej, jak i częściowej mówimy o naprawdę dużych kwotach wypłat. Czy zatem ubezpieczenie samochodu którego wartość oscyluje np. w okolicy miliona złotych jest w ogóle możliwe? Oczywiście tak, możemy być jednak pewni, że nie zostanie on ubezpieczony na takich samych zasadach jak Skoda Octavia czy Ford Mondeo. „Przyjmując do ubezpieczenia luksusowe samochody korzystamy ze specjalnych narzędzi i mechanizmów” – mówi Marcin Golko Z-ca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Małych i Średnich Przedsiębiorstw Ergo Hestii. „Jednym z nich jest franczyza redukcyjna dla szkód częściowych, która przenosi na ubezpieczonego ryzyko drobnych uszkodzeń – np. tzw. szkód estetycznych. Warto także wspomnieć o stosowaniu dodatkowych urządzeń zabezpieczających przed kradzieżą, które umożliwiają szybką interwencję gdy auto trafi w niepowołane ręce” – dodaje Marcin Golko.

W tym miejscu nasuwa się pytanie o ryzyko kradzieży. Czy ktoś w ogóle kradnie samochody luksusowe? Niestety, podobnie jak auta popularnych marek, także one padają ofiarą złodziei i zorganizowanych grup przestępczych. Przy ubezpieczaniu takich aut ryzykiem jest ekspozycja, czyli przyjęta suma ubezpieczenia, która w przypadku marki luksusowej odpowiada sumie ubezpieczenia kilku lub nawet kilkunastu pojazdów marek popularnych. Oczywistym jest więc, że składka musi istotnie różnić się od tej, z jaką mamy do czynienia w przypadku tańszych aut.

W przypadku wystąpienia szkody klienta interesuje przede wszystkim łączna kwota przyznanego odszkodowania, natomiast wyceniający ryzyko musi brać pod uwagę jego podstawowe składowe – tj. cenę części zamiennych i koszt tzw. roboczogodziny w serwisie. Porównajmy koszty naprawy tego samego zakresu uszkodzeń w dwóch pojazdach o zbliżonych wartościach (ok. 350 tys. PLN): Mercedesie ML 350 i Lexusie RX 450. Zakładamy, że ocena techniczna kwalifikuje do wymiany prawe przednie drzwi wraz z lusterkami. Do tego dochodzą operacje technologiczne (np. cieniowanie przyległych elementów). Naprawa Mercedesa kosztuje 7 673 PLN, a Lexusa 9 356 PLN. Są to kwoty o około 40 proc. wyższe od kwoty średniej szkody, a przecież nie są to samochody „najbardziej luksusowe”. Gdyby trzeba było dokonać podobnej naprawy np. w Ferrari 458 Italia, jej koszt byłby zdecydowanie wyższy…

Widać zatem, że przyjmując do ubezpieczenia pojazdy o dużych wartościach ubezpieczyciele nie mogą stosować tych samych zakresów i rozwiązań, których używają przy ubezpieczaniu najbardziej popularnych aut. Oferty dla właścicieli luksusowych samochodów są w związku z tym dopasowane do ich potrzeb i dostosowywane do indywidualnych oczekiwań. O szczegóły trzeba zapytać doświadczonego doradcę ubezpieczeniowego.

BNP Paribas Real Estate strategicznym doradcą i promotorem marcredo Portfolio Fund

0

Dział Rynków Kapitałowych firmy BNP Paribas Real Estate został wybrany na strategicznego doradcę oraz promotora marcredo Portfolio Fund inwestującego w centra handlowe działające na rynku pod marką marcredo i zlokalizowane w jednych z najbardziej perspektywicznych polskich lokalizacji handlowych – w dynamicznie rozwijających się miastach o liczbie mieszkańców do 100 000.

Rola Działu Rynków Kapitałowych firmy BNP Paribas Real Estate polega nie tylko na dystrybucji jednostek uczestnictwa marcredo Portfolio Fund, ale także na przygotowaniu wycen nieruchomości handlowych będących w portfolio Funduszu. Jesteśmy przekonani, że inwestycja w centra handlowe marcredo to bardzo dobra strategia inwestycyjna dla międzynarodowych oraz polskich inwestorów w związku z korzystnym otoczeniem makroekonomicznym oraz rosnącą siłą nabywczą polskich konsumentów – mówi Dr Piotr Goździewicz, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate.              

Polski rynek powierzchni handlowych jest wyraźnie spolaryzowany. Z jednej strony mamy mocno nasycone nowoczesną powierzchnią handlową rynki największych polskich miast, a z drugiej nierozwinięte rynki regionalne i lokalne, których zapotrzebowanie na nowoczesne powierzchnie gwałtownie rośnie – mówi Małgorzata Gajuk, Associate Director w Dziale Rynków Kapitałowych firmy BNP Paribas Real Estate oraz aktywny członek Retail Research Forum działającego przy Polskiej Radzie Centrów Handlowych. Jest to skutkiem rozwoju rynków regionalnych i stale rosnącej siły nabywczej konsumentów mieszkających w tych lokalizacjach – wraz ze wzrostem zasobności ich portfeli rosną ich wymagania. Twórcy konceptu centrów handlowych marcredo byli jednymi z pierwszych, którzy dostrzegli potencjał mniejszych i średnich polskich miast i bazując na dokładnej analizie lokalnych rynków oraz swoim doświadczeniu stworzyli zrównoważony portfel doskonale działających obiektów handlowych dopasowanych do potrzeb lokalnych rynków i społeczności, i posiadających najemców o ugruntowanej rynkowej pozycji działających w oparciu o długoterminowe umowy najmu – dodaje Małgorzata Gajuk.

W skład portfela funduszu marcredo wchodzi obecnie 6 centrów handlowych marcredo oraz opcja na jeszcze jedno centrum handlowe o łącznej powierzchni najmu przekraczającej 63 000 mkw.

Aktywa tworzące fundusz marcredo to: marcredo Center Ciechanów, marcredo Center Kutno, marcredo Center Szczecin, marcredo Compact Józefosław, marcredo Compact Lubin, Galeria Piotr i Paweł Poznań oraz opcja na marcredo Center Piekary Śląskie.

Wśród najemców powierzchni handlowych mieszczących się w centrach marcredo wymienić można: Intermarche, Bricomarche, Piotr i Paweł, Media Markt, Decathlon, H&M, New Yorker, Reserved, Cropp Town, House, Mohito, Jysk, Jula, CCC, Rossmann.

Fundusz marcredo to Fundusz skupiony na polskim rynku nieruchomości komercyjnych z horyzontem inwestycyjnym na poziomie 8-10 lat. Wolumen Funduszu będzie na poziomie 30-150 milionów Euro. Fundusz całość środków zainwestuje w dobrze rozwiniętą i spozycjonowaną na polskim rynku sieć centrów handlowych działających pod marką marcredo. Zakładany poziom zysku z zainwestowanego kapitału określony jest na 8,5% rocznie, a zakładana wewnętrzna stopa zwrotu (IRR) na poziomie od 11% do 12% – mówi Dr. Piotr Goździewicz, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych BNP Paribas Real Estate.

Bezrobocie w USA spadło do 5,9 proc. Rośnie liczba nowych miejsc pracy

Dolar zyskał do euro i złotego po bardzo dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy. Bezrobocie spadło do 5,9 proc., choć oczekiwano 6,1 proc.

We wrześniu utworzono w sektorze pozarolniczym 248 tys. nowych miejsc pracy, podał Amerykański Departament Pracy. Ekonomiści spodziewali się liczby 215 tys., a średnia za poprzednich 12 miesięcy wynosiła 213 tys. Bez pracy we wrześniu było 9,3 mln Amerykanów, o 329 tys. mniej niż w sierpniu.

Zrewidowano także w górę dane o nowych miejscach pracy w lipcu i sierpniu. W lipcu było ich 243 tys., a nie, jak podano wcześniej, 212 tys., zaś w sierpniu – 180 tys., a nie 142 tys.

Ogólnopolski system ostrzegania przed zagrożeniami

Spośród wielu priorytetowych zadań nowego rządu, w swoim expose Premier Ewa Kopacz zapowiedziała wprowadzenie rządowego systemu ostrzegania przed potencjalnymi zagrożeniami i klęskami żywiołowymi.

Najnowocześniejsze rozwiązania techniczne, z których dziś korzystają Polacy, mogą znacznie polepszyć poczucie bezpieczeństwa obywateli. Nie ma powodu, aby każdy Polak posiadający telefon komórkowy czy oglądający telewizję publiczną nie mógł czuć się bezpieczniejszy dzięki świadomości, że państwo polskie bezzwłocznie powiadomi go o potencjalnych zagrożeniach i klęskach żywiołowych. Mój rząd wprowadzi taki system.” – zapowiedziała w środę w swoim expose Premier Ewa Kopacz.

Deklaracja Premier Kopacz jest bardzo ważna i oczekiwana. Na dzisiaj według naszych ustaleń tylko około 70 spośród 123 miast powiatowych 6 województw: świętokrzyskiego, podkarpackiego, małopolskiego, śląskiego, dolnośląskiego i opolskiego wysyła powiadomienia SMS do mieszkańców. Oznacza to, że wciąż prawie połowa z nich nie wykorzystuje krótkich wiadomości tekstowych do ostrzegania o nagłych zdarzeniach takich jak burze, nawałnice, podtopienia, powodzie. O tym, że system SMS jest skutecznym narzędziem również do koordynowania akcji ratunkowych świadczy przykład z USA. W Nowym Jorku, po ogromnej wichurze, która pozbawiła prądu znaczną część mieszkańców, komunikaty przesyłane drogą SMS-ową były jedyną szybką i skuteczną formą komunikacji.  Zapowiedź uruchomienia takiego systemu w Polsce to ruch w odpowiednim kierunku.  – stwierdza  Marcin Papiński, Dyrektor ds. Rozwoju w firmie Infobip.

System powiadamiania może być realizowany poprzez usługę cell brodcast polegającą na rozsyłaniu określonych informacji do abonentów sieci znajdujących się w zasięgu jednej stacji bazowej BTS. Koszt wprowadzenia takiego systemu jest jednak znaczny. Na przykład w Holandii uruchamiając takie rozwiązanie w 2005 roku rząd umówił się z  operatorami, że pokryje 40 proc. kosztów uruchomienia systemu a, pozostałe 60 proc. sfinansują firmy zainteresowane rozsyłaniem przez ten kanał treści komercyjnych.

Inną drogą, jaką może obrać rząd jest wprowadzenie rozwiązania opartego o technologię SMS. Takie systemy są już dzisiaj z powodzeniem wykorzystywane przez samorządy w całej Polsce. Jeden centralny system powiadamiania o potencjalnych zagrożeniach i klęskach żywiołowych jest lepszym rozwiązaniem, niż wiele mniejszych rozproszonych wśród wielu gmin. Dodatkową zaletą rządowego systemu byłyby prawdopodobnie mniejsze koszty funkcjonowania. Otwartych pozostaje jednak jeszcze wiele pytań: na jakim poziomie rząd będzie chciał taki system uruchomić? Czy system ostrzegania SMS będzie funkcjonował wśród wojewódzkich biur zarządzania kryzysowego czy też wystarczy rozbudować istniejącą już sieć gminnych systemów?

Warto pamiętać, że taka forma ostrzegania jest niezwykle szybka i skuteczna, ale tylko wtedy, gdy jest odpowiednio wypromowana. Trzeba opracować sposoby dotarcia z informacją do wielu różnych grup społecznych. Jeszcze większym wyzwaniem może się okazać pozyskiwanie bazy numerów. Z naszego doświadczenia wiem, że w rejonach naszego kraju gdzie kataklizmy zdarzają się dość często, ludzie dużo chętniej angażują się w działanie takiego systemu ostrzegania, niż na terenach uważanych za bezpieczniejsze. Przykłady corocznych podtopień, nawałnic czy też wichur pokazują, że mimo jeszcze wielu wyzwań stojących na drodze do utworzenia rządowego systemu ostrzegania, warto iść w tym kierunku. Miejmy nadzieję, że zapowiedź Pani Premier szybko zostanie zrealizowana.

Budimex złożył najkorzystniejszą ofertę na budowę drogi ekspresowej S19 Lubartów – Kraśnik

0

Budimex poinformował, że jego oferta została wybrana przez GDDKiA jako najkorzystniejsza w przetargu na budowę drogi ekspresowej S19. Wartość oferty to 344,62 mln zł netto.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad Oddział w Lublinie wybrała ofertę Budimeksu jako najkorzystniejszą w przetargu na budowę drogi ekspresowej S19 Lubartów – Kraśnik na odcinku od węzła Dąbrowica (bez węzła) do węzła Konopnica (wraz z węzłem) i połączenie z istniejącą drogą krajową nr 19 wraz z przełożeniem odcinka drogi wojewódzkiej nr 747 na odcinku od węzła Konopnica do drogi krajowej nr 19.

Wartość oferty to 344,618 mln złotych netto.

Na budowę drogi Budimex będzie miał 19 miesięcy od dnia zawarcia umowy, nie licząc trzymiesięcznych okresów zimowych.

Gino Rossi utrzymał sprzedaż we wrześniu na poziomie 14,3 mln zł, Simple rośnie o 22 proc.

0

Przychody ze sprzedaży Gino Rossi były we wrześniu takie same jak przed rokiem i wyniosły 14,3 mln zł. Spadła sprzedaż hurtowa, rosły przychody z detalu i sieci Simple.

W ciągu dziewięciu miesięcy 2014 r. sprzedaż GR zwiększyła się do 111,5 mln zł, czyli o 21 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Sprzedaż detaliczna Gino Rossi wzrosła w tym czasie o 26 proc., a hurtowa – o 7 proc. Sprzedaż w sieci Simple zwiększyła się o 13 proc.

Razem przychody Gino Rossi i Simple wyniosły 176,7, o 18 proc. więcej niż w okresie I-IX 2013.

W samym wrześniu łącznie spółka miała 22,7 mln zł przychodów ze sprzedaży, o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Najmocniej wzrosła sprzedaż Simple (+22 proc.), sprzedaż detaliczna Gino Rossi wzrosła o 3 proc., a hurtowa spadła o 7 proc. Marże w Gino Rossi spadły w porównaniu z III kw. poprzedniego roku do 41,1 proc. (z 41,6 proc.), natomiast w sieci Simple zwiększyły się do 56,1 proc. z 50,6 proc.

Od poniedziałku nastąpi zmiana cyklu rozrachunkowego z T+3 na T+2

Od 6 października zmienia się cykl rozrachunkowy z dotychczasowego T+3 na T+2. Zmiana wpłynie na realizację praw inwestorów wynikających z posiadania akcji i innych instrumentów, jak np. wypłata dywidendy, wypłata odsetek i wykup obligacji, prawo poboru, wykup lub umorzenie certyfikatów inwestycyjnych, wygaśnięcia certyfikatów strukturyzowanych. Zmiana cyklu rozrachunkowego na T+2 pozwoli na skrócenie okresu finalizacji zawieranych transakcji.

Oznacza to, że od poniedziałku wszystkie transakcje na GPW będą rozliczane w ciągu dwóch, a nie – jak dotychczas – trzech dni.

Nowy cykl T+2 dotyczy akcji, praw do akcji, kwitów depozytowych, ETF-ów oraz certyfikatów inwestycyjnych. Dla pozostałych klas instrumentów cykl rozrachunkowy nie ulegnie zmianie (np. obligacje T+2 – bez zmian).

 Zmiana cyklu rozrachunkowego z T+3 na T+2 dostosowuje polski rynek do standardów wprowadzanych w Unii Europejskiej. W szczególności zmiana ta wynika z zapisów rozporządzenia CSDR (Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie usprawnienia rozrachunku papierów wartościowych w Unii Europejskiej i w sprawie centralnych depozytów papierów wartościowych), które w tym zakresie zaczną obowiązywać od 1 stycznia 2015 r. KDPW dostosowuje polski rynek i swoje rozwiązania do nowych regulacji już od 6 października 2014 r. – powiedziała prezes KDPW Iwona Sroka.

Jak zapewnia w komunikacie KDPW, uczestnikom KDPW oraz KDPW_CCP zmiana pozwoli na skrócenie okresu utrzymywania depozytów zabezpieczających dla pozycji rozliczeniowych oraz da większe możliwości w zakresie pozyskiwania papierów wartościowych w celu przeprowadzenia pełnego rozrachunku.

Na dzień 8 października 2014 r. został określony odmienny w stosunku do standardowo obowiązującego harmonogram dnia księgowego, co wynika z faktu, że tego dnia w KDPW przeprowadzone będą rozrachunki z dwóch dni jednocześnie (dla transakcji zawartych 3 października wg schematu T+3, a dla transakcji wartych 6 października – zgodnie z cyklem T+2).

KNF: zgoda na zmianę statutu PKO BP przed połączeniem z Nordeą

Komisja Nadzoru Finansowego wydała zezwolenie na zmiany statutu PKO BP dokonane w związku z połączeniem Nordea Bank Polska z PKO Bankiem Polskim.

Zmiany statutu Banku, o których mowa powyżej, zostały przyjęte przez Zwyczajne Walne Zgromadzenie Banku, które odbyło się w dniu 26 czerwca 2014.

(Newseria Inwestor)

Clean&Carbon Energy wygrało z Contanisimo Limited przed sądem arbitrażowym

0

Sąd Arbitażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej oddalił w całości powództwo Contanisimo Limited z siedzibą w Nikozji (spółka zależna Komputronik) przeciwko Clean&Carbon Energy o zapłatę ponad  48,6 mln zł i zasądził od Contanisimo Limited na rzecz Clean&Carbon Energy 6,5 mln zł.

Orzeczenie w tej sprawie jest ostateczne.

Jak podkreśla w komunikacie Clean&Carbon Energy, po nadaniu klauzuli wykonalności przez sąd powszechny spółka przystąpi do egzekucji należnych kwot od Contanisimo Limited.

„Inspiracje”- rozmowy z ludźmi sukcesu

O sukcesie w biznesie najczęściej decyduje ciężka praca, dobór odpowiednich współpracowników i posiadanie wizji rozwoju własnej firmy – podkreślali przedsiębiorcy biorący udział w „Inspiracjach”.

„Inspiracje” to nowa formuła spotkań w czasie Europejskiego Forum Nowych Idei. Odbywają się one w luźnej atmosferze. Przedsiębiorcy i uczestnicy konferencji mają okazję do  ciekawych rozmów i wymiany wizytówek.

W pierwszym spotkaniu uczestniczyło kilkadziesiąt osób. Przedsiębiorcy dzielili się swoimi doświadczeniami związanymi z prowadzeniem biznesu, zarządzaniem, inwestowaniem na rynkach zagranicznych, czy edukacją zawodową. W czasie „Inspiracji” padło wiele pytań do szefów przedsiębiorstw dotyczących przyszłości ich biznesów, recept na sukces i zatrudniania pracowników.

W tym networkingowym spotkaniu udział wzięli: Jerzy Krzanowski, wiceprezes Grupy Nowy Styl, Piotr Wojciechowski, prezes WB Electronics SA, Włodzimierz Strupiński z ITME, Marian Owerko, współzałożyciel Bakallandu, Jarosław Andrzej Szczepek, prezes Wieltonu SA, Paulina Ada Kalińska i Joanna Trepka, właścicielki firmy loft37.pl oraz Irena Eris i Henryk Orfinger, właściciele Dr Ireny Eris SA.

Moderatorami rozmów byli Jakub Wojnarowski, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan i Jacek Adamski, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Partnerem wydarzenia była Konfederacja Lewiatan.

Zaniedbane PPE szansą dla przyszłych emerytów

Biorąc pod uwagę doświadczenia krajów zachodnich, gdzie dowiedziono, iż PPE przynosi wymierne korzyści zarówno pracodawcom, jak i pracownikom, możemy przypuszczać, że niewykorzystanie potencjału tej formy oszczędzania może nieść za sobą negatywne konsekwencje dla naszych przyszłych emerytur. Eksperci wskazują, że poza znaczącym polepszeniem sytuacji gospodarczej w kraju, również zmiana mentalności pracodawców poprzez ich edukację w tym zakresie, powinna przyczynić się do powodzenia tego projektu.

Pracownicze Programy Emerytalne stanowią dogodną formę zabezpieczenia przyszłości w ramach trzeciego, dobrowolnego filaru systemu emerytalnego. PPE tworzone są przez pracodawców, którzy odprowadzają składki podstawowe za swoich pracowników, wynoszące max. 7% wynagrodzenia. Ponadto, pracownicy mogą wpłacać do programu dodatkowe środki, by zwiększyć pule środków na zabezpieczenie emerytalne. Wszystkie wydatki ponoszone na prawidłowe funkcjonowanie PPE pracodawca ma prawo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Zyskują też pracownicy uczestniczący w programie – dochody z inwestycji w ramach PPE i wypłata środków pod pewnymi warunkami nie są obciążone podatkiem dochodowym od osób fizycznych.

Sytuacja gospodarcza nie sprzyja PPE
Niestety, jak pokazuje raport Pracownicze Programy Emerytalne w 2013 roku, przygotowany przez KNF, na koniec ubiegłego roku funkcjonowało jedynie 1070 programów wobec 1094 w 2012 r. W całym 2013 roku zostało otworzonych 33 nowych PPE, niestety 57 wykreślono. Główny powód nikłego zainteresowania PPE wynika z ciągle niskiej świadomości na temat przyszłych emerytur i alternatywnych form dobrowolnego odkładania na emeryturę, osadzonej w niesprzyjającej sytuacji gospodarczej w kraju, zdefiniowanej przez wysokie bezrobocie, drastyczne redukcje kosztów w zakładach pracy czy wręcz niechęć pracodawców do dodatkowych obciążeń przy wysokich kosztach pracy.
Trwała obecność tematyki emerytur w mediach, spowodowana debatą o przesunięciu składek z OFE do ZUS, a tym samym – mało zadowalającej wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych, nie wpłynęła na wzrost zainteresowania Pracowniczymi Programami Emerytalnymi. Poza tym należy również pamiętać – jak wskazuje Piotr Szulec, Pioneer Pekao Investment Management SA – że implementacja programu PPE i jego rozwój uzależnione są od woli pracodawcy i jego realnych możliwości sfinansowania składek pracowników. W obecnej sytuacji gospodarczej motywacja pracodawcy do poczynienia kroków w tym kierunku będzie niewielka. Możemy przypuszczać, iż na skutek osłabnięcia tempa gospodarczego, wstrzymali się oni w 2013 roku z zaciąganiem długoterminowych zobowiązań.

Wzrasta świadomość obecnych uczestników PPE
Niemniej, pomimo ogólnego spadku programów w 2013 roku w porównaniu z rokiem wcześniejszym, możemy dostrzec kilka zadowalających symptomów poprawy sytuacji. Na koniec 2013 roku w PPE uczestniczyło 375 tys. osób, co w porównaniu z 2012 rokiem oznacza wzrost o 4,4%. Wzrost liczby zaangażowanych pracowników dotyczył jednak wyłącznie funduszy inwestycyjnych, natomiast o 3,8 tys. osób spadła liczba uczestników formy ubezpieczeniowej. W przypadku umów z funduszem emerytalnym liczba ta pozostała bez zmian. Również suma wszystkich zgromadzonych aktywów wzrosła – o 13%, wynosząc ponad 9,4 mld zł. Tu również najwyższy przyrost dotyczył programów zarządzanych przez fundusze inwestycyjne – 15%. Warto również dodać, że prawie połowa, tj. 49,7% wszystkich aktywów, pracowała na podstawie umów z funduszami inwestycyjnymi.
Z funkcjonujących 1 070 programów, aż 314 było realizowanych w formie umowy o wnoszenie przez pracodawcę składek pracowników do funduszu inwestycyjnego. To 29,3% wszystkich programów, gdzie w 2012 roku odsetek ten wynosił 27,5%. Zresztą trend przejmowania udziałów w rynku pracowniczych programów emerytalnych przez fundusze inwestycyjne kosztem zakładów ubezpieczeń na życie jest zauważalny od kilku lat. Podczas gdy w przypadku produktów oferowanych przez fundusze inwestycyjne corocznie odnotowuje się najbardziej dynamiczne przyrosty podstawowych wielkości (aktywa, uczestnictwo, składki), o tyle formę ubezpieczeniową w ostatnich latach dotyka ewidentny regres. Braku wzrostu ogólnej liczby PPE oznacza – wskazuje Piotr Szulec – iż, dotychczasowi uczestnicy stają się bardziej świadomi w kwestii przyszłego zabezpieczenia emerytalnego. Odpowiedzialnie myślą o emeryturze, a przez to wybierają narzędzia mogące zapewnić najwyższą możliwą stopę zwrotu w momencie przejścia na emeryturę.

Zmiana mentalności i edukacja
Doświadczenia innych krajów dowodzą, że PPE służą zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Ci pierwsi budują sobie dodatkowy, silny filar zabezpieczenia emerytalnego. Firmy otrzymują zaś cenione przez pracowników narzędzie motywowania i utrzymania stabilnego oraz zaangażowanego zespołu. PPE wpisują się zatem idealnie w koncepcję budowania wizerunku pożądanego pracodawcy.
Badania i rozmowy z uczestnikami rynku wskazują, że poza sytuacją gospodarczą nikłe zainteresowanie formą oszczędzania poprzez PPE w Polsce spowodowane jest także brakiem zachęt dla pracodawców będących swoistym sponsorem składek, które to stają się jego dodatkowym kosztem. Jak zauważa Piotr Szulec – Pracownicze Programy Emerytalne funkcjonują zazwyczaj w dużych przedsiębiorstwach, które stać na finansowanie bądź współfinansowanie składki. Wydaje się więc, że bez bodźców takich jak np. zachęta fiskalna nie możemy spodziewać się popularyzacji PPE w większym gronie pracodawców. Dodatkowo, wielu pracodawców odstraszają bardzo skomplikowane procedury formalno-prawne oraz biurokratyczne związane z ich wdrażaniem.

Niemniej również sami pracownicy wykazują minimalne zainteresowanie tę formą oszczędzania, dlatego warto przemyśleć możliwe formy popularyzacji PPE wśród nich, chociażby poprzez pokazanie ich zalet w ramach rzeczowego programu informacyjno-edukacyjnego. Należy również zastanowić się nad uproszczeniem wymogów biurokratycznych i uelastycznieniem  warunków dla założenia PPE. Dopiero wtedy możemy liczyć, że program będzie rozwijać się w tempie oczekiwanym przez jego pomysłodawców.

Stworzenie pracownikom możliwości dodatkowego oszczędzania powinny rozważyć w szczególności te firmy, które chcą budować długofalową strategię, zgodną z zasadami społecznej odpowiedzialności biznesu.  Dzieląc się z otoczeniem informacją o powodach stworzenia PPE – na przykład w raportach CSR – pełnią też ważną rolę opiniotwórczą, edukując inne firmy oraz uwrażliwiając społeczeństwo na problem konieczności zabezpieczenia finansowego emerytury.

Hakerzy atakują klientów operatorów komórkowych

Niewiedzę użytkowników korzystających z udogodnienia, jaką jest e-faktura,  wykorzystują cyberprzestepcy. W ostatnich dniach proceder masowego wysyłania fałszywych dokumentów do klientów różnych operatorów telefonii komórkowej niepokoi specjalistów ds. bezpieczeństwa i samych operatorów. Sytuacja stała się na tyle poważna, iż doczekała się komentarza rzecznika prasowego firmy Play.

Niestety temat powraca. Przestępcy (…) działają po omacku i wysyłają faktury do zupełnie przypadkowych osób – informuje na oficjalnym blogu operatora Marcin Gruszka.

Niewiedza klientów

150 mld dol. to szacowana kwota strat poniesionych przez kradzieże wrażliwych danych, numerów kart kredytowych i haseł w ciągu jednego roku. Większość z danych, które trafiają do rąk przestępców, zdobyte są dzięki nieuwadze i niewiedzy klientów. Nasz rodzimy przykład działania cyberprzestępców, wycelowany w klientów operatorów telefonii komórkowej, wpisuje się niestety w światowy trend działania przestępczego świata.

Jak nie stać się ofiarą oszustwa?

Zaznaczyć trzeba, że bardzo łatwo jest zweryfikować różnicę pomiędzy oryginałema podrobionym dokumentem – informuje Paweł Żal, Lider Zespołu Testów Unizeto Technologies – Zarówno mail z e-fakturą, jak i sam dokument, są podpisane elektronicznie. Klient, po pierwsze, powinien sprawdzić, czy w wiadomości znajduje się symbol pieczęci lub załącznik „smime.p7s”, zawierający pieczęć. Po drugie, przesłany dokument powinien zawierać w górnej części informacje o dostawcy podpisu elektronicznego.

Dodatkowo źródło pochodzenia dokumentu można sprawdzić samodzielnie za pomocą darmowych narzędzi do weryfikacji podpisów elektronicznych, jak np. WebNotarius, www.webnotarius.pl.

Standard & Poor’s: W roku 2015 światowa gospodarka przyspieszy

Eksperci Standard & Poor&HASH39;s przewidują, że światowa gospodarka w roku 2015 będzie się rozwijała trochę szybciej niż w 2014.

Wzrost gospodarczy w USA może przyspieszyć do 3 proc. (z 2,2 proc. w roku 2014), a w strefie euro do 1,5 proc. (z 1 proc. w 2014 r.). Lekki spodek tempa wzrostu możliwy jest za to w Chinach – z 7,4 proc. w tym roku, do 7,1 proc. w roku 2015.

DM PKO BP podtrzymuje zalecenie „kupuj” dla akcji Emperii

DM PKO BP wciąż widzi 37-proc. przestrzeń do wzrostu ceny Emperii, stąd podtrzymuje swoją rekomendację „kupuj” dla akcji tej spółki.

Cena docelowa to wg DM PKO BP 69,1 zł. Rekomendacja wydana została przy cenie 51 zł. Na koniec czwartkowej sesji akcje były nawet tańsze i kosztowały 47,88 zł, co pozwoliłoby liczyć na 44-proc. wzrost kursu akcji.

Wprawdzie zdaniem analityków, nie ma co liczyć na poprawę sytuacji na rynku detalicznym, ale zaplanowane nowe otwarcia, zwłaszcza w IV kwartale, powinny w kolejnych miesiącach zwiększyć całkowite przychody spółki. Jednak na wzrost sprzedaży na porównywalnej powierzchni na razie wg analityków DM PKO BP, nie widać szans.

Pozytywnym aspektem działalności Emperii jest natomiast logistyka. Spółka powinna wg raportu zacząć zarabiać na własnej logistyce, na której wprowadzenie zdecydowała się w połowie 2013 r.

Marże osiągnęły poziom o 4,7 pp. wyższy niż rok temu, przed przejściem Emperii na własną logistykę – piszą autorzy raportu. – Rosnący udział dostaw własnej logistyki powoduje również spadek wskaźnika kosztów logistyki, który zmniejszył się w 2Q14 do 6,11 proc. W stosunku do całkowitej sprzedaży koszty logistyki wyniosły 5,15 proc., zatem nie zostały jeszcze „pokryte” przez wzrost marży bruLo (4,7 pp.). Spodziewamy się dalszego spadku kosztów logistyki o około 0,2 pp. kw/kw przez kolejne 3-4 kwartały, co oznacza, że pod koniec tego roku spółka zrównoważy wyższymi marżami brutto koszty logistyczne. Od początku 2015 (po półtora roku od rozpoczęcia wdrażania) Emperia powinna zacząć zarabiać na własnej logistyce.

Emperia osiągnęła już 84-proc. udział logistyki własnej w całości zaopatrzenia, co jest bliskie docelowemu poziomowi 85 proc. Pozostałe dostawy to produkty świeże, dostarczane przez producentów.

Eurostat: Sierpniowy wzrost sprzedaży w Unii Europejskiej

W sierpniu wyrównana sezonowo wielkość sprzedaży detalicznej wzrosła w porównaniu z lipcem o 1,2 proc w strefie euro i o 1,4 w całej w Unii Europejskiej – szacuje Eurostat.

W sierpniu 2014, w porównaniu z sierpniem 2013 sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,9 proc. w strefie euro, a o 2,5 proc. w całej Unii.

Z danych unijnego urzędu statystycznego wynika, że największe wzrosty w handlu detalicznym zarejestrowano w Niemczech i Luksemburgu (po 2,5 proc.), w Portugalii i Szwecji (po 2,3 proc.) oraz w Polsce ( 2,2 proc.). Największy spadek sprzedaży odnotowano w Rumunii i na Słowacji (po 0,6 proc.).

DM PKO BP podnosi rekomendację dla Eurocashu do „trzymaj” ze „sprzedaj”

Dom Maklerski PKO BP podniósł rekomendację dla Eurocashu. Analitycy zalecają teraz trzymanie akcji hurtownika, a nie ich sprzedaż.

Cenę docelową wyznaczono na 32,1 zł. Rekomendacja pochodzi z  26 września, gdy kurs akcji Eurocashu wynosił 31,7 zł. Na zakończenie czwartkowej sesji było to już 32 zł.

Analitycy podkreślili, że drugie półrocze może być dla spółki lepsze niż pierwsze, choć wyniki należącego do niej Tradisu wciąż pozostają słabe.

– Sądzimy, że 2 półrocze może być nieco lepsze od pierwszego, choć będzie to głównie zasługą niskiej bazy z zeszłego roku (Tradis utracił kontrakt z siecią Stokrotek od połowy 2013). Ze względu na wzrost sprzedaży w segmencie Cash & Carry i Delikatesów Centrum sądzimy, że sprzedaż w H2 2014 może rosnąć o około 4 proc. rdr. Możliwy jest też niski jednocyfrowy wzrost EBIT, w porównaniu z dwucyfrowym spadkiem w 1 półroczu 2014 – napisano w raporcie.

Nanontel sprzedał obligacje za 3 mln zł

Nanotel  sprzedał 3 tys obligacji na okaziciela serii D o wartości 1 tys zł każda w subskrypcji prywatnej.

Przydział obligacji nastąpił w dniu 30 września, bez redukcji, a papiery objęło 3 inwestorów.

Łączne koszty emisji obligacji wyniosły 100 tys zł

Dom Development: Wzrost liczby sprzedanych mieszkań w III kwartale (aktualizacja)

Dom Development sprzedał w III kwartale 495 mieszkań, o 32 więcej niż w II kwartale. Nabywcom przekazano w tym czasie 374 mieszkania.

W II kwartale spółka sprzedała 463 mieszkania, a przekazała 450 mieszkań.

Spółka poinformowała, że łączna sprzedaż w trzech kwartałach to ponad  1,3 tys mieszkań co oznacza wzrost o 19 proc.

III kwartał 2014 roku potwierdził siłę rynku sygnalizowaną przez nas w poprzednim kwartale – powiedział Jarosław Szanajca, prezes Dom Development. Wciąż odnotowujemy sprzedaż rynkową na poziomie zbliżonym do hossy sprzed siedmiu lat, lecz tym razem w naszej opinii popyt rynkowy i podaż są zbilansowane, co prowadzi do wzrostu wolumenu transakcji bez efektu wzrostu cen.

Markit Economics: Wzrósł PMI dla sfery usług w Niemczech, spadł dla strefy euro

Wskaźnik PMI dla niemieckiego sektora usług wzrósł w ciągu ostatniego miesiąca o 0,6 pkt, osiągając poziom 55,7 pkt. – poinformowała 3 października firma badawcza Markit Economics. PMI sektora usług całej strefy euro spadł w tym czasie o 0,7 pkt, do poziomu 52,4 pkt.

Markit Economics, comiesięczne badania wskaźnika PMI przygotowuje na podstawie ankiety przeprowadzanej wśród menadżerów największych firm. Jeżeli  PMI osiąga wartość przekraczającą 50 pkt. oznacza, że większość menadżerów z optymizmem ocenia perspektywy swoich firm.

Ruszyły zapisy na obligacje Best SA. Spółka liczy na powtórzenie sukcesu pierwszej emisji, w której zapisy zakończono piątego dnia

CEO Magazyn Polska

Jeden z największych polskich zarządców wierzytelności rozpoczął subskrypcję drugiej emisji czteroletnich obligacji, która ma potrwać do 14 października. Wartość oferty sięga 50 mln zł, a oprocentowanie wynosi 6 proc. Środki zostaną przeznaczone na pozyskiwanie nowych aktywów i wykup jednego z funduszy, w które zaangażowana jest spółka.

– Nowością tym razem będzie to, że będziemy chcieli wykupić pozostałą część funduszu sekurytyzacyjnego BEST II, który znajduje się w chwili obecnej poza grupą – wyjaśnia Krzysztof Borusowski, prezes Best SA. –  Grupa kapitałowa BEST ma jedynie 17 proc. w tym funduszu, w związku z tym ten fundusz nie jest konsolidowany, nie jest widoczny w naszych sprawozdaniach i wynik na certyfikatach obserwujemy tylko w tej dolnej linii pełnego dochodu.

BEST II to jeden z największych funduszy sekurytyzacyjnych w Polsce. Na koniec pierwszego półrocza wartość aktywów netto wyniosła prawie 99 mln zł. Jest jednym z trzech funduszy zarządzanych przez BEST TFI, należący do Best SA. Po wykupie będzie w 100 proc. własnością grupy kapitałowej.

Obecnie przeprowadzana emisja jest drugą w całym programie wartym 300 mln zł, które spółka chce pozyskać w ciągu najbliższych 2 lat.

– Na przełomie I i II kw. uruchomiliśmy pierwszą serię K1 – to było 45 mln, które rozeszły się błyskawicznie, subskrypcję zamknęliśmy przed terminem, po zaledwie paru dniach i końcowa nadsubskrypcja sięgała 75 proc. Seria druga jest bardzo podobna – 50 mln zł, też przewidujemy zapisy w przeciągu dwóch tygodni. Jedyna różnica polega na tym, że tym razem będziemy oferowali stałe oprocentowanie na poziomie 6 proc. Obligacje będą miały termin zapadalności 4 lat, czyli tak jak poprzednie – mówi Borusowski.

Zakończenie subskrypcji przypada na 14 października, przydział – na 17 października. Przewidywany dzień emisji to 30 października, a termin dopuszczenia do obrotu to 13 listopada. Zapisu przyjmuje Dom Maklerski mBanku.

Biomed-Lublin chce wejść na GPW

0

Biomed-Lublin  zamierza wprowadzić swoje akcje na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wytwórnia Surowic i Szczepionek Biomed-Lublin 2 października złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o zatwierdzenie prospektu emisyjnego, sporządzonego w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie .

Spółka chce  sprzedać  ponad 5 mln akcji serii B, 848 tys akcji serii C, 7,7 mln akcji serii D oraz 5,7 akcji serii E o wartości nominalnej 0,10 zł każda.

Biomed-Lublin od końca lipca 2011 r. notowany jest na rynku alternatywnym warszawskiej GPW.