Vistula Group: O 6,6 proc. wzrosły przychody ze sprzedaży we wrześniu

0

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Vistula Group, osiągnięte we wrześniu, wyniosły ok. 30,8 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych przed rokiem o ok. 6,6 proc.

W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w okresie styczeń – wrzesień wyniosła około 302,4 mln zł i była wyższa o około 9,3 proc. od osiągniętych rok wcześniej.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane we wrześniu w segmencie odzieżowym pod markami Vistula, Wólczanka i Deni Cler wyniosły około 16,6 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych we wrześniu 2013 roku o około 5,8 proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży wyniosła około 161,9 mln zł i była wyższa o około 8,6 proc.

Przychody ze sprzedaży detalicznej zrealizowane w segmencie jubilerskim pod marką W.Kruk  wyniosły około 11,4 mln zł i były wyższe od przychodów osiągniętych rok wcześniej o około 7 proc. W ujęciu narastającym wartość przychodów ze sprzedaży zrealizowanych w tym segmencie w okresie od stycznia do września wyniosła około 112,7 mln zł i była wyższa o około 6,7 proc. od osiągniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego.

(Newseria Inwestor)

Raytheon chce zaangażować polskie firmy w prace nad nową generacją rakiet Patriot

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku Ministerstwo Obrony Narodowej ma zdecydować, kto będzie wykonawcą systemu obrony przeciwrakietowej i przeciwlotniczej pod nazwą Wisła. Pod uwagę brane są konsorcjum Eurosam (Thales i MBDA) i amerykański koncern Raytheon. Amerykanie zapewniają, że oferowany przez nich system Patriot może zostać dostarczony w 2018 roku. Chcą zaangażować również polskie firmy w prace nad nową generacją rakiet, które zostałyby dostarczone do 2022 roku.

W wyniku dialogu technicznego w czerwcu br. MON wybrał do postępowania związanego z pozyskaniem zestawów Wisła dwa podmioty: konsorcjum Eurosam (Thales i MBDA) oferujące zestaw SAMP/T oraz firmę Raytheon oferująca zestawy Patriot.

Cieszymy się, że Ministerstwo Obrony Narodowej wybrało nas do finałowego etapu przetargu, ale piłka nadal jest w grze – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ralph Acaba, wiceprezes Pionu Zintegrowanych Systemów Obrony Przeciwlotniczej i Przeciwrakietowej Raytheon Integrated Defense Systems. – Staramy się stale ulepszać naszą ofertę, pracujemy nad nią, współdziałając blisko z MON i polskim przemysłem.

System Patriot, którego producentem jest Raytheon, jako jedyny został sprawdzony na polu walki. Obecnie funkcjonuje w dwunastu krajach (w tym pięciu należących do NATO).

Uważam, że z perspektywy utrzymywania systemu i jego kosztów, współpraca między armiami i rządami, która wiąże się z rakietami, daje wiele możliwości, których nie oferują inne rozwiązania – zapewnia Ralph Acaba.

Jak informuje, pełną zdolność operacyjną i funkcjonalność system mógłby osiągnąć już w 2018 roku. Dodatkowo koncern chce współpracować z krajowym przemysłem nad jego modernizacją. Rakiety Patriot nowej generacji, jak przypuszcza Acaba, mogłyby mieć premierę w okolicach 2020 roku.

To poprawiłoby działanie systemu w przyszłości – twierdzi Ralph Acaba. – Jesteśmy w Polsce od roku, spotykaliśmy się z przedstawicielami przemysłu, podpisaliśmy kilka porozumień. Z polską firmą PIT-RADWAR mamy kontrakt na rozpoczęcie prac nad nową generacją anteny do radarów wyrzutni. Liczymy na więcej okazji do podobnej współpracy. Z MESKO podpisaliśmy list intencyjny dotyczący wspólnej produkcji rakiet.

Spółka podpisała też umowę z bydgoską firmą TELDAT ws. opracowania i produkcji zaawansowanych wojskowych routerów do systemu Patriot. Polska firma zaprojektuje, zintegruje i przeprowadzi próby technologii, które umożliwią łączność w przestrzeni powietrznej dla systemu.

Obecnie koncern poszukuje partnerów do prac nad ulepszaniem innych elementów systemu: od radarów po panele sterowania rakietami.

Chcę podkreślić, że wspólnie opracowane produkty byłyby sprzedawane nie tylko Polsce, lecz także na zagranicznych rynkach – mówi Acaba. – Wiele państw jest zainteresowanych systemem Patriot. Istnieje więc szansa na to, by polskie zakłady przemysłowe mogły zwiększyć eksport do innych krajów partnerskich.

Program modernizacyjny polskich sił zbrojnych na lata 2013-2022 zakłada nabycie sześciu baterii systemów rakietowych średniego zasięgu typu MRAD (Medium Range Air Defence), które mają mieć zasięg do 100 km. Do 2023 roku na budowę polskiej tarczy antyrakietowej może zostać wydanych ponad 26 mld zł.

M. Woszczyk (PGE): Wymagania środowiskowe dla energetyki będą rosnąć. Branża oczekuje stabilnej regulacji

CEO Magazyn Polska

Dywersyfikacja źródeł energii ma być odpowiedzią PGE na rosnące wymagania środowiskowe stawiane sektorowi energetycznemu. Być może jeszcze w październiku Rada Europejska przyjmie Pakiet 2030, który w zaproponowanej przez Komisję Europejską formie zakłada aż 40-proc. redukcję emisji dwutlenku węgla. PGE podkreśla, że do długoterminowych inwestycji, m.in. w energetykę jądrową, niezbędna jest stabilność regulacji.

Zakładamy scenariusz coraz bardziej ambitnych celów emisyjnych stawianych przed sektorem energetycznym przez Unię Europejską. Nasza strategia sięga horyzontu 2020, czyli takiego, w którym możemy w sposób racjonalny przewidywać zdarzenia, które nas czekają – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Woszczyk, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Woszczyk podkreśla, że nie wiadomo jeszcze, jak daleko pójdzie unijny Pakiet 2030 w regulacji redukcji zanieczyszczeń. Zaproponowany na początku roku projekt Komisji Europejskiej wyznacza 40-proc. cel zmniejszenia emisji gazów cieplarniach i osiągnięcie 27-proc. udziału energii odnawialnej w unijnym miksie energetycznym do 2030 r.

Przywódcy państw unijnych zbiorą się na szczycie Rady Europejskiej w Brukseli 23 października. W programie obrad jest dyskusja na temat Pakietu 2030, choć nie wiadomo, czy uda się od razu przyjąć ten program. Woszczyk podkreśla, że może się to stać dopiero na początku przyszłego roku. Na kształt nowych regulacji wpływ będzie miała też nowa Komisja Europejska, której priorytety mogą się różnić od kończącej kadencję Komisji Jose Manuela Barroso.

Staramy się w sposób ekonomicznie uzasadniony zarządzać ryzykiem wyższych, a nie niższych cen dwutlenku węgla w przyszłości, bo to tak naprawdę o to chodzi – mówi Woszczyk. ‒ Chcemy dywersyfikować nasz park wytwórczy. Wciąż niewątpliwie dominującą technologią będzie ta oparta na węglu, w przypadku PGE przede wszystkim na węglu brunatnym, częściowo też kamiennym. Ale intensywnie rozwijamy też segment energetyki odnawialnej i poważnie myślimy o dywersyfikacji portfela w stronę energetyki jądrowej.

Woszczyk podkreśla, że rozwój energetyki odnawialnej i jądrowej w ramach PGE może postępować równocześnie, ale najważniejszym czynnikiem jest opłacalność.

Dobry sygnał dla rozwoju polskiej energetyki jądrowej wysłała niedawno Bruksela – odchodzący komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia zarekomendował zgodę na brytyjski model finansowania, polegający na długoterminowych kontraktach różnicowych dla wykonawcy elektrowni Hinkley Point C. Choć pierwsze analizy KE wskazywały, że takie rozwiązanie jest nieefektywne finansowo i może zostać uznane za niedozwoloną pomoc publiczną, w drugiej połowie września Almunia niespodziewanie wydał pozytywną ocenę. Budowa polskiej elektrowni atomowej może być sfinansowana w podobnym modelu.

Jeśli zostanie on przyjęty dla Wielkiej Brytanii, nie widzę powodów, dla których nie miałby być przyjęty w przypadku polskiej inwestycji w energetykę jądrową. To jest bardzo dobra informacja dla nas jako głównego inwestora w tym projekcie – podkreśla Woszczyk. ‒ Nie podejmiemy takiej decyzji, jeżeli nie będziemy mieli pewności, że działamy w środowisku przewidywalnym, które zapewnia ekonomiczną stabilność tego projektu.

Woszczyk zastrzega jednak, że projekt elektrowni atomowej jest wciąż na etapie studium wykonalności. Podpisano już umowę pomiędzy PGE, Eneą, KGHM-em i Tauronem (w jej ramach pozostałe trzy koncerny odkupią po 10 proc. akcji spółki PGE EJ 1), wciąż jednak nie wybrano strategicznego inwestora zagranicznego, który zapewni technologię budowy elektrowni atomowej. UOKiK nie wydał też jeszcze decyzji o zgodzie na koncentrację, nieznana jest także dokładna lokalizacja elektrowni.

Przełom w leczeniu zaawansowanego raka piersi. Kobiety mogą żyć 1,5 roku dłużej

CEO Magazyn Polska

Rak piersi jest w Polsce najczęstszym nowotworem złośliwym u kobiet (ok. 22 proc. zachorowań). Co roku jest on diagnozowany u ponad 16 tys. osób, z czego blisko połowa umiera. Wyniki badań potwierdziły, że pacjentki z HER2 dodatnim rakiem piersi leczone nowym lekiem o nazwie pertuzumab mogą przeżyć nawet o 1,5 roku dłużej niż te leczone dotychczas stosowanymi terapiami. Korzystają z niego już chore w 14 krajach UE, w Polsce nie jest jeszcze objęty refundacją. 

Co piąty nowotwór złośliwy wśród kobiet to właśnie rak piersi. Stanowi on główną przyczynę zgonów pacjentek onkologicznych (13 proc.). Eksperci podkreślają, że dzięki nowoczesnym terapiom może nastąpić przełom w jego leczeniu.

Zaprezentowane na kongresie Europejskiego Stowarzyszenia Onkologii Klinicznej (ESMO 2014) w Madrycie wyniki badania CLEOPATRA są podsumowaniem kilkuletnich obserwacji prowadzonych w grupie ponad 800 pacjentek w 25 krajach. Pacjentki leczone pertuzumabem dodanym do obecnie standardowej terapii trastuzumabem i chemioterapią (docetakselem) przeżywały dłużej.

Wyniki badania CLEOPATRA są przełomowe i wstrząsające. Mediana przeżycia całkowitego chorych leczonych z udziałem pertuzumabu wynosi 56,5 miesiąca, to jest wynik niespotykany, dotychczas nieosiągany – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria prof. Tadeusz Pieńkowski z Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku.

Wyniki badania to nadzieja dla nawet 20-30 proc. kobiet z rakiem piersi. Tyle choruje na tzw. HER2 dodatniego raka piersi, wyjątkowo agresywną i dotychczas trudną w leczeniu postać nowotworu.

Przeżycie całkowite niemal 5 lat to bardzo dużo, ponieważ w przeszłości, gdy nie były dostępne terapie anty-HER2, pacjentki z tym podtypem raka piersi umierały bardzo szybko. To bardzo agresywna forma raka piersi. Zatem tak długi czas przeżycia jest po prostu niebywały – podkreśla dr Sandra Swain, dyrektor medyczny Instytutu MedStar w Waszyngtonie i główna autorka badania CLEOPATRA. ‒ Wniosek z badania jest taki, że z tego schematu leczenia mogą skorzystać wszystkie pacjentki z przerzutowym HER2 dodatnim rakiem piersi w I linii leczenia.

Jak podkreśla prof. Krzysztof Krzemieniecki ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, wydłużenie czasu wolnego od postępu choroby oznacza dla chorych dodatkowe pół roku normalnej aktywności zawodowej i rodzinnej. Jak dodaje prof. Krzemieniecki, szansa na skuteczniejsze powstrzymanie postępu choroby motywuje chore do leczenia.

Lek nie jest jednak dostępny w Polsce. Pomimo pozytywnej opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych wydanej w grudniu 2013 r. Ministerstwo Zdrowia nie objęło pertuzumabu refundacją. Do końca roku resort ma czas na rozpatrzenie odwołania producenta leku. Chore na raka piersi mogą już być leczone pertuzumabem w 14 innych krajach UE, w tym w Czechach i na Słowacji.

Nie wyobrażam sobie, żeby ta sytuacja mogła trwać dłużej, dlatego że rezultaty, które udało się uzyskać w badaniu, są spektakularne. Myślę, że to leczenie z wykorzystaniem pertuzumabu będzie złotym standardem. Dobrze byłoby, żeby tym standardem stało się w Polsce tak szybko, jak to możliwe, bo każdy kolejny dzień to po prostu niepotrzebne śmierci ludzi – apeluje Bartosz Poliński, prezes Fundacji Onkologicznej Osób Młodych Alivia.

Prof. Krzemieniecki dodaje, że niemal pięcioletnia mediana czasu przeżycia (oznacza to, że w czasie pięciu lat od rozpoczęcia leczenia zmarła połowa objętych badaniem kobiet, ale druga połowa przeżyła więcej) to wynik niespotykany nie tylko w leczeniu raka piersi, lecz także w całej onkologii. W częstym raku jelita grubego wskaźnik ten przekracza jedynie dwa lata. Dodaje, że szybkie postępy w tej dziedzinie medycyny dają nadzieję na to, że wkrótce uda się jeszcze bardziej wydłużyć życie chorych z przerzutowym rakiem piersi.

Dr Swain dodaje, że nowoczesne terapie mogą być już stosowane we wczesnej postaci raka piersi, w tzw. terapii uzupełniającej (adjuwantowej), czyli po zabiegu chirurgicznym.

‒ Standardem leczenia chorych na HER2 dodatniego raka piersi z przerzutami jest zastosowanie pertuzumabu, trastuzumabu i docetakselu, czyli takiego leczenia jak w badaniu CLEOPATRA – podkreśla prof. Pieńkowski.

Biznesowa przyszłość Hongkongu niezagrożona. Niezależnie od tego, jak zakończą się protesty

CEO Magazyn Polska

Ze względu na to, że Hongkong jest najważniejszym miastem w tej części świata, dla biznesu nie będzie miało większego znaczenia, w jaki sposób zakończą się trwające demonstracje uważa prezes Centrum Studiów Polska-Azja. W krótkim terminie może mieć to wpływ na wyniki samej hongkońskiej giełdy, może też nieznacznie osłabić pozycję miasta w konkurencji z Szanghajem.

– Przez 25 lat Chiny rozwijały się bardzo dynamicznie, globalny biznes chciał tam inwestować, bo to się po prostu opłacało – tłumaczy Radosław Pyffel, prezes Centrum Studiów Polska-Azja. – Tak samo jest w przypadku Hongkongu, który oferuje usługi finansowe na tak wysokim poziomie, że niestety niezależnie od tego, czy dojdzie do krwawego stłumienia tej demonstracji, czy odbędzie się to na drodze negocjacji, to po prostu biznesowi będzie się opłacało tam być, inwestować, korzystać z usług hongkońskich centrów finansowych i to niestety niczego nie zmieni.

Ta biznesowa atrakcyjność wynika z tego, że zachodni biznesmeni cenią Hongkong za transparentne prawo, które pozostało po Brytyjczykach i jest respektowane, za kadry, które miasto wykształciło w swojej półtorawiekowej historii kontaktów z handlem światowym, oraz za to, że jest doskonałym przyczółkiem do robienia interesów w całym regionie.

W związku z tym, jeżeli tylko sytuacja się uspokoi i demonstracji nie będzie, a konflikt zostanie jakoś zażegnany, to uważam, że Hongkong swoich atutów nie utraci – one są niezależne od tego, czy demonstranci są na placu Central, czy nie – mówi Pyffel.

Jeśli dojdzie jednak do rozwiązania siłowego i demonstracje zostaną krwawo stłumione, Hongkong straci wizerunkowo, ale zdaniem eksperta nie jest powiedziane, że to będzie miało wpływ na biznes.

– Pamiętajmy o tym, że podobny kryzys przechodziły Chiny w 1989 roku, kiedy sytuacja była bardzo podobna, na placu Tian’anmen również użyto siły wobec demonstrantów i w zasadzie nic się nie stało.

Na razie traci najbardziej hongkońska giełda i działające w miejscach ogarniętych zamieszkami instytucje finansowe.

– Część pracowników tych banków, instytucji finansowych wykonuje swoją pracę zdalnie, z domu takie jest zalecenie zarządów i szefostwa. Sądzę, że ta sytuacja pewnie długo nie będzie mogła trwać. Natomiast jeżeli będzie się to przeciągać, to faktycznie odbije się to na wynikach hongkońskiej giełdy.

Punkty dla Szanghaju

Hongkong konkuruje o miano najważniejszego biznesowego regionu w Chinach z Szanghajem i w obecnej sytuacji ten drugi zyskuje, bo nie ma tam niepokojów społecznych. Ale nie oznacza to, że konflikt zmarginalizuje byłą brytyjską kolonię.

– Problemem Szanghaju jest to, że jest on pozbawiony atutów, które ma Hongkong. Czyli przede wszystkim nie ma transparentnego prawa, które zostało po Brytyjczykach w Hongkongu i nie ma autonomii jak Hongkong – mówi Pyffel. – To sprawia olbrzymi problem światowym inwestorom, że prawo w Chinach nie działa (albo nie działa tak, jak w krajach zachodnich), a w Hongkongu działa.

Do tego dochodzi ponad 150 lat kontaktów handlowych z Zachodem i wynikające stąd doświadczenie pracowników biznesu w Hongkongu. Między innymi z tych powodów obecne zamieszki, nawet jeśli pokażą, że pozostałości częściowej demokracji w tym mieście już całkiem zniknęły, nie zmniejszą zainteresowania Hongkongiem światowych biznesmenów.

Duży problem Wielkich Chin

Zdaniem eksperta są trzy aspekty obecnej sytuacji w Hongkongu, które nie są do końca rozumiane przez światową opinię publiczną. Po pierwsze – Hongkończycy otrzymali nieco swobód demokratycznych dopiero w chwili, gdy Brytyjczycy wiedzieli, że będą musieli się z miasta wycofać.

Demonstranci chcą poszerzenia tych swobód. Pekin zadeklarował w 2008 roku, że będą wolne wybory, po czym ogłosił, że będą wolne wybory, ale spośród trzech kandydatów, których sam mianuje. To doprowadziło do furii znaczną część opinii publicznej w Hongkongu i stąd te demonstracje – mówi Pyffel.

Druga sprawa to napływ turystów z Chin kontynentalnych. Jest tu ich 40 mln, czyli sześć razy tyle, ile wynosi liczba mieszkańców Hongkongu. To sprawia, że życie staje się tam trudne, mimo że turyści z Chin przywożą dużo pieniędzy i dają prace wielu mieszkańcom miasta.

– To tak jakby do Polski przyjechało 220 mln bogatych Rosjan. Polska też by się bardzo zmieniła, na pewno wiele osób by na tym zarobiło, stworzono by nowe miejsca pracy – wyjaśnia ekspert. – Zachowania przybyszów z kontynentu nie odpowiadają mieszkańcom Hongkongu: to, że wszędzie palą papierosy, autobusy są zatłoczone, a oni zachowują się głośno. Życie w Hongkongu staje się trudne albo wręcz nie do zniesienia i te protesty się też nakładają na ten resentyment.

Trzecia sprawa to protesty w innych regionach, które Chiny chciałyby sobie całkowicie podporządkować, jak choćby na Tajwanie. Mieszkańcy tych miast chcą decydować o tempie i sposobie integracji, co jest Pekinowi nie na rękę.

Te protesty odbywały się pod takimi hasłami, jak w Hongkongu: one man, one vote, czyli jeden człowiek, jeden głos, czyli nic o nas bez nas. To jest ogromny problem dla Pekinu, którego marzeniem w XXI wieku jest zjednoczenie wszystkich ziem chińskich i stworzenie wielkich Chin. Ten projekt dotychczas nie napotykał na wielkie trudności, ale te demonstracje pokazują, że nie będzie wcale tak łatwo – zauważa Pyffel.

Dynamiczny rozwój mniejszych sklepów. Sieci handlowe jednak znowu będą inwestowały w duże placówki

CEO Magazyn Polska

Na polskim rynku handlowym wciąż najszybciej rozwijają się dyskonty i sklepy typu convenience. Ekspansja super- i hipermarketów została zahamowana – wynika z raportu Cushman & Wakefield podsumowującego I półrocze. Rank Progress, deweloper zajmujący się obiektami handlowymi, ocenia, że są jednak sieci, które wracają do strategii rozbudowy największych placówek.

Przez kilka lat Carrefour nie otworzył żadnego hipermarketu. Rozwijał sieć tylko poprzez mniejsze sklepy Carrefour Express. Teraz otwiera w Pile hipermarket – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Mroczka, prezes zarządu Rank Progress, spółki specjalizującej się w przygotowywaniu, realizacji i wynajmie dużych obiektów handlowych.

Rank Progress realizuje wspólnie z Immofinanz Group budowę galerii w Pile. Obiekt zostanie otworzony jeszcze w tym roku. Carrefour będzie tam jednym z głównych najemców.

W segmencie największych placówek spółka współpracuje także z Auchan. Jak przypomina szef Rank Progress, sieć ta obecnie koncentruje się na przystosowaniu (m.in. rebrandingu) kupionych na początku roku hipermarketów Real. W rezultacie transakcji, która kosztowała 1,1 mld euro, Auchan ma mieć w Polsce 78 placówek zatrudniających w sumie 20 tys. osób.

To jest związane z ogromem pracy – tłumaczy Jan Mroczka. – Ale rozmawiamy i nie jest powiedziane, że bez rezultatów. Musimy negocjować już projekty, które będziemy budować za 5-6 lat.

Wyniki z I półrocza Cushman & Wakefield wskazują, że ekspansja super- i hipermarketów została wstrzymana. Jak wynika z obserwacji deweloperów, najbardziej dynamicznie rozwijają się w Polsce sieci dyskontowe i sklepy typu convenience. Inwestują szczególnie intensywnie w mniejszych ośrodkach miejskich i przy galeriach handlowych.

Czerwona Torebka teraz przeszła na rozwój dyskontowej sieci spożywczej – informuje Mroczka. – 16 maja została uruchomiona nowa placówka w Oleśnicy. Widzę, że ludzie którzy robią tam zakupy, są bardzo zadowoleni. To pokazuje, że dzisiaj powinniśmy rozwijać się w mniejszych miastach, bo to daje dużą szansę na sukces, a my na to stawiamy.

Z raportu Cushman & Wakefield wynika, że dużą ostrożność w podejmowaniu decyzji o nowych lokalizacjach widać wśród właścicieli marketów budowlano-ogrodowych (DIY) oraz parków handlowych.

Sieci chcą kupić gotowe sklepy, wynająć powierzchnię albo kupić tylko grunt. Oni robią swoje badania, my swoje i gdzieś pomiędzy znajdujemy wspólny mianownik. Dochodzimy powoli do formy, która będzie umową końcową. Nie można dzisiaj powiedzieć, że sieci tylko czekają, żebyśmy zainwestowali. One także inwestują samodzielnie – twierdzi Mroczka.

Średnia powierzchnia mieszkania oddawanego do użytku przez deweloperów w najbliższych miesiącach będzie rosnąć. To efekt niskich stóp procentowych

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy wracają do projektów, które przewidują budowę większych lokali. Obecnie przeciętna powierzchnia mieszkania oddawanego do użytkowania przez deweloperów to ok. 60 mkw., a sprzedawane lokale są najmniejsze od 2006 roku. Zdaniem analityków Lion&HASH39;s Banku w najbliższych miesiącach średni metraż będzie jednak powoli rósł. Powodem są rekordowo niskie stopy procentowe, które prawdopodobnie jeszcze w tym roku zostaną obniżone i tanie kredyty zarówno na budowę, jak i hipoteczne.

Powód, dla którego deweloperzy budują i oddają do użytkowania najmniejsze mieszkania od 2006 roku, jest prosty: na kompaktowe, małe lokale stać Polaków – uważa Bartosz Turek, analityk nieruchomości Lion&HASH39;s Banku.

Pod koniec 2008 roku przeciętna powierzchnia mieszkania oddawanego do użytku przez deweloperów wynosiła 70 mkw., czyli była o 10 mkw. większa niż dzisiaj. Zdaniem Turka w najbliższych miesiącach może się to zacząć zmieniać.

W ciągu kilkunastu miesięcy powinniśmy zauważyć, że przeciętna powierzchnia mieszkania oddawanego do użytku przez deweloperów będzie powoli rosła – prognozuje Turek. – Od 2012 roku Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy procentowe, a wiec kredyty stają się coraz tańsze. Zjawisko to dotyczy zarówno pożyczek na budowę, z których korzystają deweloperzy podczas finansowania projektów, jak i – co wydaje się ważniejsze  kredytów hipotecznych zaciąganych przez kupujących.

W kolejnych kwartałach można spodziewać się większej liczby oddawanych do użytku większych lokali. Analitycy obserwują, że deweloperzy rozpoczynają realizacje inwestycji, które w okresie mniejszego popytu na mieszkania zostały wstrzymane.

W największych miastach faktycznie widzimy już od przynajmniej roku, że deweloperzy rozpoczynają projekty, które wcześniej zamrozili – przekonuje Turek. – Są to realizacje bardziej odważne, droższe, z wyższej półki. Tego wcześniej nie było. Rok czy dwa lata temu mieliśmy do czynienia z sytuacją, że klient z grubszym portfelem, mający większe pieniądze do wydania, nie miał dużego wyboru. 100-metrowych apartamentów z tarasami, w dobrej lokalizacji było jak na lekarstwo. W tej chwili deweloperzy rozpoczynają więcej tego typu projektów, właściwie w większości dużych miast.

Lokal budowany z przeznaczeniem na mieszkanie w przypadku kawalerki nie powinien mieć mniej niż 25 mkw. powierzchni, mieszkania dwupokojowego – 33 mkw., a trzypokojowego – ok. 40 mkw. Obecnie, jak tłumaczy analityk Lion&HASH39;s Banku, kilkunastometrowe, kupowane od dewelopera lokale to z dużym prawdopodobieństwem powierzchnie użytkowe, które później można jedynie wykorzystywać jako samodzielne mieszkania.

Deweloperzy są w stanie rozpoczynać obecnie bardziej ambitne, odważniejsze projekty, w których mieszkania nie będą już miały jedynie minimalnej, przewidzianej prawem, powierzchni – twierdzi Turek.

Nowe narzędzie analizy danych dla firm od IBM. Ułatwia dostęp do skomplikowanej technologii

CEO Magazyn Polska

IBM udostępnia firmom nowy, zaawansowany system analizy i zarządzania sprzedażą Watson Analytics. Od listopada każdy zainteresowany będzie mógł przez 30 dni testować go za darmo. Na polski rynek trafia też usługa serwerów w chmurze obliczeniowej SoftLayer.

Każdy może korzystać z systemu do analiz, nie tylko prezesi i dyrektorzy wykonawczy. Przewidujemy, że będą korzystać z niego dyrektorzy marketingu, sprzedaży i finansowi, by najlepiej wykorzystać możliwości Watson Analytics, ustrukturyzować skomplikowane zapytania, ocenić dane, włączyć możliwości analityczne danych – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ales Bartunek, dyrektor generalny IBM na Polskę i kraje bałtyckie.

Usługa wykorzystuje możliwości superkomputera IBM Watson. Gwarantuje przedsiębiorcom możliwości szczegółowej analizy, przechowywania i wizualizacji danych, a także wykonywania na ich podstawie prognoz. Oprogramowanie jest w dużej mierze oparte o chmurę obliczeniową i korzysta z tzw. cognitive computing, czyli nowej „uczącej się” architektury systemów obliczeniowych, skuteczniej rozwiązującej problemy z dużą liczbą często sprzecznych danych.

Dzięki Watson Analytics dostęp do tego typu zaawansowanej analityki będzie dostępny dla osób bez dużej wiedzy technicznej. W ograniczonej wersji system będzie dostępny dla użytkowników od listopada. Trzydziestodniowy test będzie darmowy.

IBM wprowadził w Polsce także drugą nowość – polskojęzyczną wersję oprogramowania SoftLayer, która zapewnia dostęp do serwerów i umożliwia przechowywanie danych w technologii chmury obliczeniowej. Jest ona dostępna już od 22 września.

Korzyścią jest to, że każdy może pozyskać o dowolnej porze dnia i tygodnia, 365 dni w roku, bardzo proste środowisko IT, by zyskać dostęp do dedykowanych lub publicznych serwerów, na których można przechowywać dane i korzystać z nich w miarę potrzeby. Są one łatwe w dostępie w ciągu kilku sekund – wyjaśnia Bartunek.

SoftLayer, podobnie jak Watson Analytics, jest dostępny za darmo w ramach trzydziestodniowych testów.

Bartunek przypomina, że w lipcu IBM ogłosił też nawiązanie wyłącznego partnerstwa z Apple, którego celem jest integracja możliwości analizy wielkich zbiorów danych przez IBM oraz możliwości urządzeń iPhone i iPad.

Przygotowujemy się do stworzenia aplikacji dla wielu sektorów, takich jak bankowość, telekomunikacja, dla samorządów lokalnych, handlu detalicznego, służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych oraz ubezpieczeń w ogóle. Chcemy, by z tej technologii można było korzystać zawsze wtedy, kiedy potrzeba, wykorzystując do tego technologie mobilne od Apple – zapowiada Bartunek.

Inteligentny dom to niższe rachunki i większe bezpieczeństwo mieszkańców

CEO Magazyn Polska

Inteligentne rozwiązania w domu to gwarancja oszczędność finansowej i bezpieczeństwa mieszkańców. Zintegrowany system sterowania ogrzewaniem pozwala na zmniejszenie zużycia energii, a tym samym obniżenie rachunków. System czujników alarmowych i domofon połączony ze smartfonem lub komputerem osobistym chronią natomiast przed włamaniem. Instalacja tego typu technologii możliwa jest zarówno na etapie budowy nowego domu, jak i w gotowym już mieszkaniu.

Inteligentny dom to technologia oparta na sieci czujników i jednym, centralnym systemie zarządzania zintegrowanymi instalacjami. Dzięki systemowi możliwa jest regulacja wielu instalacji, np. rolet okiennych, oświetlenia i ogrzewania, za pomocą jednego przycisku. Inteligentny budynek dostosowuje się do czynników wewnętrznych i zewnętrznych, takich jak temperatura, nasłonecznienie czy wilgotność powietrza. Przy dużym słońcu system sam zasuwa rolety w oknach, a przy spadku temperatury włącza ogrzewanie. Inteligentny dom to także automatyka budynku, czyli urządzenia domowe, elektryczne i elektroniczne, zaprogramowane tak, aby samodzielnie wykonywały określone czynności.

Systemy domu inteligentnego integrują się dzisiaj z wieloma urządzeniami działającymi w domu, np. z pompą ciepła, która staje się coraz popularniejsza. Pod hasłem dom inteligentny kryje się również hasło dom energooszczędny, ekonomiczny czy pasywny – czyli taki, który praktycznie sam wytwarza energię na własne potrzeby, a nawet jest w stanie produkować i oddawać ją dalej. Jest to cały zakres urządzeń służących do pozyskiwania energii, np. wiatrowej, fotowoltaicznej czy słonecznej, i dbających o nasze bezpieczeństwo – mówi Arkadiusz Walus, przedstawiciel Dominteligentny.pl, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Najpopularniejszym elementem domu inteligentnego jest system sterowania oświetleniem. Dzięki inteligentnej instalacji możliwe jest wykreowanie w domu pożądanego nastroju, uruchomienie kilku źródeł światła jednym przyciskiem, rezygnacja z włącznika na rzecz detektora ruchu, który sam uruchamia źródło światła, np. w momencie, gdy domownik wchodzi do pomieszczenia. Inteligentny dom pozwala na sterowanie temperaturą, dzięki niemu możliwe jest ustawienie mniejszej temperatury, gdy domowników nie ma w mieszkaniu. System sam podniesie temperaturę na ustawioną wcześniej godzinę, np. czas powrotu dzieci ze szkoły.

Inteligentny dom zadba także o bezpieczeństwo mieszkańców.

Nie tylko możemy monitorować, czy ktoś wszedł na naszą posesję, lecz także  może sprawdzać podstawowe funkcje, jak chociażby czujnik dymu, czujnik pożarowy czy zalania, o którym system może nas powiadomić przez telefon komórkowy – mówi Arkadiusz Walus. – Bardzo ciekawą funkcją jest domofon. Kiedyś, żeby rozmawiać z osobą stojącą przed furtką czy przed klatka schodową, musieliśmy być w domu. Dzisiaj ta osoba nawet nie wie, że nie ma nas w domu, ponieważ kiedy przyciska przycisk i dzwoni do nas, widzimy ją na ekranie naszego smartfona i rozmawiamy, będąc w zupełnie innym miejscu, nawet w innej strefie czasowej.

Domem można sterować z dowolnego miejsca na świecie poprzez smartfon lub urządzenie z dostępem do internetu. Wystarczy zainstalować w telefonie lub na komputerze specjalną aplikację. Dzięki temu można otworzyć drzwi lub bramę wejściową przed domownikiem, który zapomniał kluczy, wpuścić gości, którzy czekają na powrót właściciela, włączyć centralne ogrzewanie lub opuścić rolety w oknach.

Istnieje obawa, że ktoś dostanie się do naszego domu, przez kamery będzie zaglądał do naszej sypialni. Ale uspokajam: poziom szyfrowania tego dostępu jest dokładnie taki sam, jak w systemach bankowych. Jedynym słabym ogniwem jest człowiek, który przy wbijaniu PIN-u do karty może pokazać go innym osobom, tak samo logując się do domu w miejscu publicznym, może komuś ujawnić PIN i wtedy takie włamanie faktycznie jest możliwe. Dopóki chronimy swoje hasło i dopóki nie jest to 1234, możemy nie myśleć o jakimkolwiek zagrożeniu – mówi Arkadiusz Walus.

Polacy uważają, że system inteligentnego domu jest bardzo kosztowny. Specjaliści przekonują jednak, że technologia ta jest o wiele tańsza, niż była jeszcze kilka lat temu. Ponadto jest to jednorazowa inwestycja, która pozwala na późniejsze, znaczne oszczędności, np. sterowanie ogrzewaniem pozwala na zmniejszenie zużycia energii, a tym samym obniżenie rachunków. Niezbędną instalację można zamontować także w istniejącym domu lub mieszkaniu, bez konieczności dużego remontu.

Osoby zainteresowane zintegrowanym systemem zarządzania domem mogą wybrać się na organizowane od 3 do 5 października Targi Dom Inteligentny 2014. Targi odbędą się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Obecni na nich będą zarówno producenci, jak i wykonawcy, instalatorzy i architekci, którzy pomogą dobrać odpowiednią technologię do konkretnych oczekiwań klientów.

Polacy przekonują się do jedzenia sprzedawanego z food trucków

CEO Magazyn Polska

Food trucki, czyli samochody dostawcze przerobione na mobilną gastronomię, stają się w Polsce coraz popularniejsze. Przybywa właścicieli ciężarówek nie tylko z burgerami, frytkami i kiełbaskami, lecz także z daniami dietetycznymi oraz wegetariańskimi.

Moda na food trucki przywędrowała do nas mniej więcej dwa lata temu ze Stanów Zjednoczonych – tam są one najbardziej popularne. Na przykład w Nowym Jorku jest obecnie ponad tysiąc food trucków. W Warszawie jest około 30-40 i cały czas ich liczba rośnie. W food truckach jedzenie jest bardzo zróżnicowane są nie tylko burgery i frytki. Każdy klient jest wymagający i oczekuje dobrego produktu – mówi Jakub Kordek, właściciel Retro Diner, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

W menu food trucków można znaleźć dania wpisujące się w nurt slow food, czyli żywności bez sztucznych dodatków, kolorowej, pachnącej, przygotowywanej powoli, ze świeżych produktów, często według regionalnych przepisów.

Ludzie w Polsce zaczynają coraz bardziej rozumieć ten nurt. Moda na slow food opiera się na tym, że restauracje i bary wykorzystują świeże, dobre produkty, często regionalne, do stworzenia z nich czegoś fajnego, jak na przykład burgera, kanapki czy pierożków. Wielu robi same frytki – tłumaczy Jakub Kordek.

W food truckach najczęściej sprzedawane są burgery, zapiekanki, hot-dogi i makarony. Nie brakuje również dań meksykańskich, wegetariańskich oraz dietetycznych. Jedzenie z ciężarówek cieszy się dużym powodzeniem w weekendy, zwłaszcza w godzinach wieczornych. W ciągu dnia klienci korzystają z mobilnych jadłodajni najczęściej w porze śniadaniowej i obiadowej.

Najwięcej burgerów Polacy jedzą podczas przerw obiadowych w pracy, a także kiedy wracają do domu, czyli po godzinie 17.00 lub 18.00 i oczywiście w nocy. Uważam, że menu w food truckach i barach slow foodowych nie powinno bardzo rozbudowane, tak by mogłoby być dobre jakościowo, jak w najlepszych knajpach i restauracjach – mówi właściciel food trucka.

Najwięcej ciężarówek z jedzeniem jest w Warszawie, ale są również w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu i we Wrocławiu. Pojawiają się przy ruchliwych ulicach w centrach miast, przed klubami oraz na imprezach plenerowych, m.in. na gdyńskim Open’erze.

MCI realizuje Program dla Wiceprezesa Zarządu

W dniu 1 października 2014 r. MCI Management S.A. zrealizowała par. 3 uchwały numer 15 Rady Nadzorczej MCI Management S.A. z dnia 30 maja 2014 w sprawie uchwalenia Programu Opcyjnego dla Zarządu Spółki na rok 2014 („Program”) i zgodnie z jego treścią przyznała Tomaszowi Czechowiczowi, Wiceprezesowi Zarządu Spółki, 50.000 akcji po cenie 1 zł za jedną akcję pochodzących z puli akcji własnych Spółki.

Celem Programu jest powiązanie wynagrodzeń kluczowej kadry z wartością Spółki i interesem akcjonariuszy, poprzez stworzenie mechanizmów motywujących kluczowych pracowników do działań zapewniających długoterminowy wzrost wartości Spółki. Ponadto z uwagi na brak przyznawania wynagrodzenia stałego Tomaszowi Czechowiczowi za pełnienie funkcji członka zarządu Spółki, Program ma za zadanie wzbogacić jego pakiet wynagrodzeń o element długoterminowy i stworzyć warunki do wynagradzania za wkład w budowanie wartości Spółki.

Serinus wraca na Ukrainę

Serinus Energy rozpoczął prace nad odwiertem Makiejewskoje-22. Przewiduje się, że łącznie z testami potrwają one około 80 dni. M-22 jest pierwszym z pięciu odwiertów, których wykonanie Spółka zaplanowała do połowy 2015 r.

Głównym celem M-22 jest strefa S-6, której dużą zasobność w węglowodory potwierdziły odwierty M-16, M-17 oraz O-15. Równocześnie, badaniom poddane będą także strefy S-5 i S-7. Makiejewskoje-22 zlokalizowany jest w bliskiej odległości od odwiertu M-2, którego produkcja ze strefy S-5 wynosi obecnie 7,7 tys. m sześc. gazu dziennie. Spółka zapewnia, że w przypadku powodzenia prac, odwiert zostanie natychmiast podłączony do produkcji. Będzie to możliwe dzięki, przygotowanym z myślą o nowych odwiertach, liniom przesyłowym. M-22 zostanie objęty obniżoną stawką opłat koncesyjnych, która wynosi 30,25 proc. w okresie pierwszych dwóch lat produkcji.

„Bardzo cieszymy się z ustabilizowania sytuacji na terenie naszych aktywów i powrotu do prac. Wykorzystaliśmy chwilową przerwę na przeanalizowanie aktualnej sytuacji na Ukrainie, rozpatrzenie różnych scenariuszy przyszłych działań i ustanowienie priorytetów dla Spółki. Na chwilę obecną planujemy trzymać wysokie tempo prac i poczynając od października, wykonać  co najmniej pięć nowych odwiertów do połowy 2015 r.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

W ramach zaplanowanego programu prac, Serinus wykona w dalszej kolejności odwierty M-15, M-24, M-25 i NM-4. Pierwszy z nich jest odwiertem konturującym, którego celem będą strefy S5, S6 i S7 – wcześniej odkryte i rozpoznane przez odwierty M-16 i M-17. M-24 oraz M-25 badać będą te same struktury geologiczne, co odwiert M-22. Prace nad NM-4 Spółka rozpoczęła w drugim kwartale 2014 r. Tuż przed tymczasowym zawieszeniem prac w czerwcu, osiągnął on głębokość 102 m. Powodzenie prac nad odwiertem NM-4 może otworzyć nowe potencjalne obszary wydobywcze na polach Olgowskoje, Makiejewskoje i Północne Makiejewskoje.

Światowe sieci sprzedaży zaczynają walkę o kolejny miliard internautów

W 21 lat po komercyjnym debiucie globalnej sieci z Internetu korzystają blisko 3 miliardy osób. Choć to ogromna liczba, to jednak wciąż poza zasięgiem sieci pozostaje 60 proc. globalnej populacji, a nowi użytkownicy Internetu zdecydowanie różnią się od tych sprzed lat. Badanie Digital Evolution Index pomaga przewidzieć, jak rozwijać się będzie gospodarka cyfrowa i w których rejonach świata będzie rosła najszybciej.

Wiele firm i instytucji na całym świecie zdaje sobie sprawę z tego, że kolejny miliard internautów nie zacznie swojej cyfrowej przygody od poczty elektronicznej czy surfowania po stronach informacyjnych. Największa grupa nowych internautów trafia do sieci poprzez kanały mobilne, co znacznie zmienia sposób ich funkcjonowania w świecie wirtualnym. Aby zbadać wzorce rządzące ich zachowaniami, MasterCard i The Fletcher School na Tufts University w Bostonie, podjęły współpracę w celu stworzenia badania Digital Evolution Index (Indeks Cyfrowej Ewolucji).

Badanie pokazuje stopień przygotowania poszczególnych krajów na dalszy rozwój gospodarki cyfrowej, dając odpowiedź na pytanie, w których częściach świata będzie ona rosła najszybciej. Najwyższe miejsca indeksu zajęły Singapur, Szwecja i Hong Kong, które w ocenie badaczy są najlepiej przygotowane na przyjęcie milionów nowych internautów. Pierwszą piątkę zamykają Wielka Brytania i Szwajcaria, plasując się przed Stanami Zjednoczonymi. Autorzy badania wyróżnili też grupę krajów najszybciej rozwijających się pod względem liczby nowych użytkowników sieci. W tej kategorii wyróżniają się Chiny, Malezja i Tajlandia, głównie ze względu na dynamicznie rosnącą w tych krajach liczbę osób korzystających ze smartfonów.

Polska została zakwalifikowana do krajów grupy „Watch Out” (Pod obserwacją), zajmując 39. miejsce pośród 50 państw objętych raportem. Badacze zwracają uwagę na wysoki, 30-procentowy udział Polaków dokonujących zakupów online oraz na szybki rozwój e-handlu w naszym kraju. Między 2012 a 2013 rokiem wzrósł on aż o 17%, m.in. za sprawą nasilającej się ekspansji tradycyjnych sieci handlowych w cyfrowych kanałach sprzedaży, co w opinii autorów stanowi istotny trend na polskim rynku.

Choć na pierwszych miejscach Indeksu dominują kraje rozwinięte, odmienny obraz pojawia się przy mierzeniu tempa przyswajania technologii cyfrowych. W ramach badania dokonano analizy ewolucji poszczególnych rynków w ostatnich pięciu latach, co pozwoliło autorom wyróżnić cztery grupy państw:

  • Break Out (Pędzące) – są to kraje wykazujące obecnie niskie wskaźniki gotowości, lecz odnotowujące szybki rozwój. Przykładami są Indie, Chiny, Brazylia, Wietnam i Filipiny. Jeśli ich tempo rozwoju utrzyma się, kraje te stworzą silne gospodarki cyfrowe, przy czym indeks wskazuje, że następna faza rozwoju może być trudniejsza w realizacji.
  • Stall Out (W impasie) – choć mają za sobą historię silnego wzrostu, kraje te (większość Europy Zachodniej i Północnej, Australia i Japonia) osiągnęły stan dojrzałości. O dalszym rozwoju decydować będą innowacje i poszukiwanie rynków poza granicami kraju.
  • Stand Out (Wyróżniające się) – kraje te, jak Singapur, Hong Kong i USA posiadają i utrzymują wysoki poziom obrotu cyfrowego, znajdujący oparcie w najnowocześniejszej infrastrukturze i świadomych lokalnych konsumentach. Aby utrzymać pozycję rynków „wyróżniających się”, kraje te muszą nadal podążać ścieżką innowacji.
  • Watch Out (Pod obserwacją) – są to kraje borykające się z wyzwaniami, lecz – licząc łącznie 2,5 miliarda ludności – oferują znaczne możliwości inwestycyjne. Jako przykłady można wskazać Polskę, Indonezję, Rosję, Egipt i Kenię.

Sposób korzystania z rozwiązań cyfrowych zmienia się bardzo szybko, dlatego musimy te zmiany uważnie obserwować, by w pełni zrozumieć otwierające się przed nami możliwości – powiedziała Ann Cairns, President, International Markets w MasterCard. – Innowacje rozwijają się na świecie w różnym tempie, ale wszędzie stajemy przed tym samym wyzwaniem wykorzystania możliwości, jakie daje połączenie świata online i offline, a także budowania zaufania między internautą, usługą a mechanizmem płatności.”

Badanie wyróżniło cztery główne czynniki – popyt, dostępność, wsparcie instytucjonalne oraz poziom innowacyjności – których kombinacja wpływa na potencjał rozwojowy cyfrowych gospodarek poszczególnych państw.

Z wiedzy o cyfrowej przeszłości krajów Zachodu wynika bardzo niewiele przydatnych informacji na temat przyszłości reszty świata – powiedział główny badacz Bhaskar Chakravorti, starszy prodziekan Wydziału Międzynarodowej Gospodarki i Finansów w The Fletcher School. – Tempo i kierunek rozwoju poszczególnych krajów w danym okresie wynikają ze współzależności między tymi elementami. W doświadczeniu Zachodu te cztery czynniki są ściślej powiązane ze sobą. W przypadku rynków wschodzących – czyli tam gdzie jest kolejny miliard e-konsumentów – część z tych czynników zmienia się szybciej od innych; ścieżka rozwoju ma charakter nieliniowy i można dojść do zaskakujących przykładów, jak Alibaba w Chinach czy Flipkart w Indiach albo M-Pesa w Kenii. Zrozumienie instytucji i innowacji w tych krajach jest niezbędne do zorientowania się, gdzie pojawi się kolejna faza światowej ewolucji cyfrowej.”

RECESYJNY BAROMETR DRGNĄŁ

Wskaźnik medialności recesji podniósł się o 21 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Osiągnął tym samym 130 punktów – wynika z odczytu PRESS-SERVICE Monitoring Mediów za sierpień. Wartość ta w dalszym ciągu interpretowana jest przez analityków jako spokój. Przypomnijmy, że miesiąc wcześniej WMR zanotował historyczne minimum – 107 punktów.

Od niemal 3 lat wartości wskaźnika nie podnoszą się powyżej poziomów oznaczanych na wykresie kolorem zielonym. Krzywe kroczące – zarówno trzymiesięczna, jak i roczna – znajdują się w trendzie spadkowym. W dodatku wartość 130 punktów jest niższa również od średniej dla 2014 roku, która wynosi 153. Niemniej jednak WMR odnotował wyraźny wzrost i warto zastanowić się, dlaczego dziennikarze więcej pisali o recesji.

Powodem była przede wszystkim sytuacja na rynkach zagranicznych, które mogą potencjalnie zwiększyć ryzyko wystąpienia trudności ekonomicznych także w Polsce. Jednym z najistotniejszych tematów – powracających jak bumerang – były kłopoty gospodarki włoskiej, którą określa się ostatnimi czasy jako największy problem strefy euro. Dane pokazały, że II kwartał południowcy zakończyli ujemnym wskaźnikiem wzrostu PKB. Podobnie było w pierwszych trzech miesiącach roku, co oznacza, że Włochy po raz trzeci w ciągu ostatnich pięciu lat weszły w recesję.

Problemów nie uniknęła także Brazylia, do niedawna jeden z najbardziej dynamicznych rynków wschodzących. Obecnie kraj ten również wszedł w fazę recesji. Uniknąć jej nie pomogły nawet inwestycje związane z piłkarskim mundialem. Z kolei dobre informacje dotarły ze Stanów Zjednoczonych. Jeden z bardziej krytycznych ostatnio analityków giełdowych, David Rosenberg, pokusił się o prognozę, że ożywienie w USA potrwa jeszcze prawdopodobnie co najmniej cztery lata. Jeżeli to prawda, byłaby to jedna z najdłuższych takich faz cyklu koniunkturalnego w historii tego kraju.

W kontekście recesji pojawiał się także temat propozycji Komisji Europejskiej w sprawie wydłużenia urlopów pracownikom Unii. Według przedstawicieli sektora MŚP, stanowiłoby to ogromny koszt i mogłoby się przyczynić do niższej efektywności firm odpowiedzialnych za ok. 60 proc. wspólnotowego PKB.

 

O WMR

Specyfika mediów sprawia, że częstotliwość występowania słowa „recesja” w środkach masowego przekazu ma związek z aktualną sytuacją gospodarczą. Potwierdzają to długoletnie obserwacje zachowania się tego indeksu. Media wielokrotnie stosują słowo „recesja” przy okazji opisu niekorzystnych wydarzeń ekonomicznych, nawet jeżeli spadek gospodarczy nie występuje, ani nie jest prognozowany. Tym samym wzrost WMR oznacza nie tyle nadchodzącą recesję, co pogorszenie się klimatu wokół gospodarki. Medialne występowanie „recesji” ma także związek z opisem wydarzeń zagranicznych, które rykoszetem wpływają na sytuację otoczenia makroekonomicznego. Niewątpliwą zaletą wskaźnika jest odzwierciedlenie w jednym indeksie ogromnej liczby czynników decydujących o nastrojach rynkowych.

Inspirację dla WMR opracowanego przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” stanowił R-word index, publikowany przez „The Economist”. Brytyjski tygodnik kwartalnie zlicza liczbę tekstów w „Financial Times” i „Wall Street Journal”, w których pojawia się słowo „recession”. R-word index bardzo szybko i wyraźnie wskazał na nadciągającą recesję w Stanach Zjednoczonych w 1990 i 2007 roku.

Redan spłaci zadłużenie przed terminem

Redan uzgodnił z instytucjami finansowymi zasady szybszej spłaty zadłużenia objętego umową restrukturyzacyjną. Jest to kolejny element prowadzący do sfinalizowania transakcji sprzedaży mniejszościowego pakietu akcji Adesso SA za 35 mln zł na rzecz funduszu 21 Concordia. Jednocześnie nastąpi rozwiązanie umowy restrukturyzacyjnej Redan, co umożliwi realizację planowanych projektów oraz poprawę wyników Grupy będącej właścicielem marek odzieżowych Top Secret, Troll, Drywash oraz sieci TextilMarket.

Zarząd Redanu podpisał  aneks do umowy restrukturyzacyjnej, zawartej w lipcu 2013 r., regulujący możliwość częściowej lub całkowitej spłaty zadłużenia oraz docelowo rozwiązanie tej umowy. Umową objęte są zobowiązania wobec instytucji finansowych, na które składają się: kredyty i limity kredytowe, limity akredytywowe i gwarancyjne oraz obligacje. Na koniec czerwca br. ich łączne saldo wynosiło ok. 56,4 mln zł. Zgodnie z ustalonym w ub.r. harmonogramem spłat, zadłużenie powinno zostać rozliczone do końca 2018 r.

„Od momentu zawarcia w ubiegłym roku umowy restrukturyzacyjnej naszym celem było rozwiązanie jej w jak najszybszym terminie. Zawarta umowa inwestycyjna dotycząca sprzedaży mniejszościowego pakietu akcji Adesso SA [spółki zależnej Redan] umożliwi spłatę 35 mln zł. To będzie oznaczać rozwiązanie umowy restrukturyzacyjnej, a tym samym zakończenie pewnego okresu w historii naszej Grupy i powrót do normalnej działalności bez posiadania żadnych obciążeń ograniczających nasz rozwój. W efekcie będziemy mogli wdrożyć planowane projekty, które znacząco poprawią wyniki całej Grupy” –  powiedział Bogusz Kruszyński, Wiceprezes Zarządu Redan SA.

Podpisany aneks reguluje sytuację, w której zostanie dokonana przedterminowa spłata 35 mln zł. Kwota ta będzie podzielona pomiędzy instytucje finansujące Grupę Redan w ten sposób, że zostaną wykupione wszystkie obligacje zamienne serii E1 i E2 za cenę nominalną, a pozostała kwota zostanie podzielona proporcjonalnie do kwoty ekspozycji pomiędzy banki będące stronami umowy restrukturyzacyjnej. Po dokonaniu tej spłaty obligatariusze zobowiązują się zwolnić wszystkie ustanowione na ich rzecz zabezpieczenia, zaś banki – zabezpieczenia udzielone przez Adesso (zależna spółka Redanu zarządzająca rozwojem sieci TextilMarket).

Koniec z testamentami w formie ustnej

0

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego już rok temu zapowiedziała reformę prawa spadkowego – na razie prace trwają. Jednym z pomysłów jest całkowite zniesienie możliwości sporządzania testamentów ustnych.

Powód zmiany jest dość oczywisty – testamenty w formie ustnej były masowo fałszowane. „Tragedią polskiego systemu spadkowego jest to, że ktoś przychodził do notariusza i z całą świadomością spisywał własną ręką testament, w którym szczegółowo opisywał swoją wolę. Następnie okazywało się, że dwa tygodnie przed śmiercią cały spadek przekazał ustnie komuś innemu” – wyjaśnia notariusz Leszek Zabielski. Testament ustny sprzyja bajkopisarstwu, jest zbędny i prowadzi do dylematów prawniczych – dodaje.

Jeśli dojdzie do zmian w prawie, do dyspozycji Polaków zostaną testamenty notarialne i własnoręczne. To w zupełności wystarczy, szczególnie że notariuszy jest wielu, a i pisać też umie każdy – mówi serwisowi infoWire.pl Leszek Zabielski.

Sporządzenie testamentu jest bardzo proste, trzeba go jednak napisać samodzielnie, inaczej będzie nieważny. Należy w nim ująć najważniejsze kwestie: kto, komu, co i jakiego dnia. Jeśli spadkobierców jest wielu, warto skorzystać z pomocy prawnika.

Nowelizacja prawa budowlanego a rozwój energetyki wiatrowej

3 km od zabudowań mieszkalnych – taką sztywną odległość dla farm wiatrowych chcą wprowadzić politycy w ramach nowelizacji prawa budowlanego.

Obecnie odległość turbiny wiatrowej od terenu zabudowanego określana jest w zależności od charakteru miejsca, w którym planowana jest inwestycja. Decyzję o instalacji podejmuje się na podstawie badań głośności urządzeń. „Przepisy regulujące ten aspekt są w pełni wystarczające i spełniają unijne normy” – mówi serwisowi infoWire.pl Paweł Przybylski, dyrektor branży Wind Power w Siemensie.

Dodatkowo, zmiany w ustawie mają nakazać kwalifikowanie turbin wiatrowych o mocy powyżej 500 kW jako budowle, co według specjalisty nie jest wskazane, bo znacząco podniesie wysokość podatku od nieruchomości. Absurdem wydaje się też propozycja, by wszystkie drogi dojazdowe do farm wiatrowych miały status drogi gminnej.

Zdaniem wielu ekspertów wprowadzenie dodatkowych, niepotrzebnych kontroli lub środków bezpieczeństwa może mieć negatywny wpływ na powstawanie nowych elektrowni wiatrowych, a co za tym idzie – budżety gmin, w których miałyby być one zbudowane.

MAKRO otwiera Akademię Świeżej Żywności

MAKRO Cash & Carry otworzyło Akademię Świeżej Żywności, czyli centrum szkoleniowe skierowane do pracowników stoisk Świeżej i Ultra świeżej Żywności. Projekt obejmie cykl szkoleń, wymianę doświadczeń oraz dzielenie się dobrymi praktykami. Weźmie w nim udział blisko 600 osób w ciągu najbliższych dwóch lat

Celem Akademii jest rozwój Menedżerów Działów Świeżej Żywności MAKRO i ich zespołów poprzez dostarczenie im kompleksowej wiedzy teoretycznej oraz możliwości sprawdzenia jej w praktyce. Dzięki szkoleniom pracownicy staną się najwyższej klasy specjalistami w swojej dziedzinie. Pozwoli to nie tylko zapewnić klientom firmy możliwie jak najlepszą obsługę, ale również wpłynąć na konkurencyjność MAKRO na rynku dystrybutorów ultra świeżej i świeżej żywności.

Akademia mieści się w hali w Łodzi, dzięki bliskości powierzchni sprzedaży największy nacisk szkoleń może być położony na ich aspekt praktyczny, co jest jednym z głównych założeń projektu. Szeroki zakres szkoleń obejmuje wiedzę asortymentową, jakość i bezpieczeństwo żywności, zarządzanie zespołem, jak też doskonalenie umiejętności operacyjnych oraz zajęcia z proaktywnej sprzedaży.

Akademia Świeżej Żywności to centrum kompetencyjne, którego program szkoleniowy układany jest na pół roku z góry, dzięki czemu pracownicy odpowiednio wcześniej mogą wybrać interesujące ich opcje rozwoju. Jesteśmy pewni, że wymierne korzyści z Akademii dostrzegą zarówno nasi pracownicy jak i klienci, którym zaoferujemy jeszcze lepszą obsługę   – mówi Dominik Branny, Dyrektor Pionu HR w firmie MAKRO.

Uroczystego otwarcia Akademii Świeżej Żywności dokonał David Boner, Prezes MAKRO Polska. W otwarciu Akademii uczestniczyli również pozostali członkowie Zarządu, przedstawiciele METRO Group: Arnaud Popille, Michael Frohner, Daniel Iordache, przedstawiciele Centrum Wsparcia Biznesu MAKRO związani z projektem, trenerzy, a także Dyrektorzy Hal i przedstawiciele Pionu HR.

Linie lotnicze przyszłości – innowacyjne latanie

Paliwo lotnicze „z odzysku”, geotainment, dobieranie pasażerów siedzących obok siebie podczas lotu pod kątem wspólnych zainteresowań – między innymi takie innowacje już wprowadziły lub planują wprowadzić w najbliższym czasie linie lotnicze. Kilka najciekawszych przykładów od przewoźników z całego świata zebrała KAYAK.pl, jedna z porównywarek ofert turystycznych na świecie. 

  1. Polski LOT jest pierwszą linią lotniczą na świecie, która zastosowała na dużą skalę tzw. cloud computing (przechowywanie danych w chmurze) w procesie tworzenia aplikacji. Dzięki temu mobilna strona LOT-u działa szybko i sprawnie, niezależnie od tego, ile osób z niej korzysta. Dodatkowo rozwiązanie to zapewnia również wysokie bezpieczeństwo danych oraz łatwiejszą rozbudowę serwisu w przyszłości. 
  1. W lipcu tego roku Emirates, jako pierwsze linie lotnicze na świecie, wprowadziły z myślą o niedowidzących pasażerach filmy z audiodeskrypcją w ramach systemu rozrywki pokładowej ice Digital Widescreen. Usługa dostępna jest w przypadku 16 filmów z wytwórni Walt Disney Studios.
  1. British Airways ogłosiły niedawno partnerstwo z Solena Fuels, w ramach którego obie firmy zobowiązały się do prowadzenia prac nad ograniczeniem śladu środowiskowego generowanego przez linie. W ramach projektu GreenSky zbudowana ma zostać fabryka biopaliwa lotniczego.
  1. Air France & KLM to jedne z pierwszych linii lotniczych będących ambasadorami nowego trendu nazywanego „geotainment”. Dzięki specjalnej aplikacji pasażerowie mogą na bieżąco otrzymywać ciekawostki geograficzne oraz historyczne dotyczące miejsc, nad którymi przebiega trasa lotu. Z usługi FlightPath3D korzystać można za pośrednictwem wysokiej jakości ekranów dotykowych.
  1. Z kolei Singapore Airlines umożliwiają pasażerom lecącym Airbusem A380 podróż w jednej z 24 prywatnych, nowoczesnych kabin, oferując tym samym najwięcej przestrzeni przypadającej na jedną osobę ze wszystkich linii. Loty nie należą co prawda do najtańszych, ale wspomnienia z niego z pewnością są bezcenne. 
  1. Virgin America mogą pochwalić się wyjątkowym systemem rozrywki pokładowej Red, który pozwala m.in. rozmawiać na czacie z innymi pasażerami, przekazywać datki na organizacje dobroczynne, czy też kupować w każdej chwili jedzenie i napoje (bez konieczności czekania na obsługę pokładową). Oprócz tego każdy może również oczywiście oglądać filmy lub słuchać muzyki. 
  1. South African Airways również postawiły zainwestować w rozwiązania mające za zadanie umilić pasażerom czas spędzony na pokładzie. Linie testują narzędzie umożliwiające wybór osoby siedzącej obok podczas lotu, opierając się na danych, takich jak zainteresowania czy rodzaj wykonywanej pracy, udostępnionych z profilu na portalu społecznościowym Facebook.

Opłaty bankowe – decyzja UOKiK

Opłaty za monity bankowe wysyłane do konsumentów powinny odpowiadać rzeczywiście poniesionym kosztom – przypomina UOKiK w najnowszej decyzji w sprawie banku BZ WBK.

magnetofon
Wypowiedź Krzysztofa Lehmanna z Delegatury UOKiK w Bydgoszczy

Postępowanie UOKiK przeciwko bankowi BZ WBK prowadzone było od kwietnia br. Zastrzeżenia Urzędu wzbudził sposób naliczania opłat za listowne i telefoniczne monity kierowane do konsumentów oraz za inne czynności windykacyjne.

Urząd ustalił, że zgodnie z postanowieniami taryfy opłat i prowizji, konsumenci mogli być obciążani kosztami: 25 zł za wysłanie monitu pocztą, 9 zł za  monit telefoniczny, 25 zł za  wezwanie do zapłaty, 50 zł za przekazanie sprawy do zewnętrznej agencji windykacyjnej oraz 50 zł za windykację terenową.

W opinii UOKiK, sposób naliczania przez BZ WBK  opłat, był niezgodny z prawem, ponieważ narażał konsumentów na nieuzasadnione koszty. Urząd przypomniał, że wysokość opłat powinna wynikać z kalkulacji rzeczywistych wydatków poniesionych przez przedsiębiorcę. Ponadto w ocenie UOKiK bank postępował bezprawnie zastrzegając sobie możliwość prowadzenia korespondencji i rozmów telefonicznych na koszt konsumentów i nie przyznając takiego samego prawa drugiej stronie umowy. Postanowienia  o podobnej treści dotyczące pobierania opłat  zostały już wcześniej wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych.

BZ WBK zobowiązał się do zaniechania wszystkich zakwestionowanych praktyk do 30 października 2014 r. Bank wprowadzi zmiany w cenniku i regulaminie, aby opłaty były naliczane według rzeczywiście poniesionych kosztów (nie więcej niż 1,75 zł za list zwykły, 4,20 zł za przesyłkę rejestrowaną i 6,30 zł za przesyłkę wysyłaną za zwrotnym potwierdzeniem odbioru). Przedsiębiorca poinformuje także konsumentów, że nie tylko bank może obciążać drugą stronę umowy kosztami wezwań – również konsument, gdy kieruje do banku monity związane z niewłaściwym wykonywaniem przez przedsiębiorcę umowy ma prawo do zwrotu kosztów bezpośrednio z tym związanych.

Bezpłatną pomoc w dochodzeniu swoich praw klienci banków uzyskają u powiatowych lub miejskich rzeczników konsumentów w urzędach miejskich lub starostwach powiatowych albo pod numerem telefonu 800 007 707 czynnym od pn. do pt. od 9.00 do 17.00. Konsumenci mogą również skorzystać z bezpłatnej porady w oddziałach terenowych Federacji Konsumentów. Ponadto spory między konsumentami a bankami w zakresie roszczeń pieniężnych do wysokości 8 tys. zł rozstrzyga Arbiter Bankowy.

 

Przyszłość Europy: protokół (ro)zbieżności

Bezpieczeństwo energetyczne, ekologia i konkurencyjność, inwestycje oraz polityka zagraniczna to kluczowe kwestie, które determinują dziś dyskusję na temat przyszłości Europy. Z zagadnieniami tymi zmierzyli się uczestnicy debaty Przyszłość Europy: protokół (ro)zbieżności, zorganizowanej podczas drugiego dnia Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.

Unia energetyczna

Zdaniem Janusza Reinera, byłego ambasadora Polski do Niemiec i Stanów Zjednoczonych, bezpieczeństwo energetyczne to zagadnienie, które z jednej strony integruje, z drugiej zaś dzieli Europę. – Obserwujemy dziś dwa różne trendy w tej dziedzinie: część europejskich krajów dąży do integracji energetycznej, inne z kolei stawiają na niezależność energetyczną. Unia Europejska jest z jednej strony silna, ze względu na jej potencjał, z drugiej zaś słaba swoim brakiem wspólnych rozwiązań w tej dziedzinie – powiedział. Jak zauważył, kraje europejskie są dziś zgodne w trzech kwestiach. – Chcemy bezpiecznych dostaw surowców energetycznych, rozwiązań opłacalnych i akceptowalnych ekologicznie – wyliczył.

Zielona Europa

Poszczególne państwa członkowskie odmiennie podchodzą do sposobów, jak i tempa dochodzenia do Zielonej Europy. Celem nadrzędnym powinno być wprowadzenie na świecie gospodarki niskoemisyjnej, jednak warto pamiętać, że dwutlenek węgla emitowany przez UE stanowi jedynie 11 proc. emisji globalnych.

Paweł Wojciechowski, były ambasador Polski przy OECD, wskazał, iż polityka klimatyczna UE ma ona kolosalny wpływ na konkurencyjność europejskiej gospodarki, m.in. poprzez kształtowanie cen energii. – W Europie ceny energii są dziś 4-krotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych. Równocześnie stawiamy sobie ambitne cele klimatyczne w perspektywie roku 2030. Musimy dziś odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Unia chce być światowym liderem w realizacji celów klimatycznych – powiedział.

Oszczędzanie czy inwestycje

Danuta Hubner, była unijna komisarz ds. polityki regionalnej analizowała decyzje budżetowe krajów członkowskich i samej Unii. Europa przeżywa kryzys gospodarczy, narodowe budżety są obcinane i konsolidowane. Stoimy dziś przed wyborem jednego z dwóch możliwych scenariuszy: stagnacji lub wzrostu – powiedziała. W jej opinii, w przypadku budżetu europejskiego należy zastosować logikę odwrotną, niż ta, którą kierują się poszczególne kraje członkowskie. Skoro nie ma w budżetach narodowych środków publicznych, które mogą być katalizatorem dla wzrostu i dla inwestycji prywatnych oraz dźwignią służącą tworzeniu miejsc pracy, to ich jedynym źródłem jest budżet europejski wspierający wzrost, tworzenie miejsc pracy i konkurencyjność.

Spójność

Kryzys ekonomiczny miał także olbrzymi wpływ na stan europejskiej demokracji. Zdaniem Marcina Nowickiego z Fundacja Konrada Adenauera, kryzys pogłębił deficyt demokracji w Europie, nasiliły się ruchy nacjonalistyczne, narodowe interesy są stawiane przed wspólnotowymi. – Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy budować nowe mury miedzy krajami, czy wolimy usprawnić nasze instytucje demokratyczne – powiedział. Jeśli UE chce być wierna wartościom, które są jej fundamentem, musi być ich konsekwentnym orędownikiem w stosunkach międzynarodowych.

Wspólna polityka zagraniczna

W obliczu nowej sytuacji międzynarodowej i pogłębiających się niestabilności w krajach sąsiadujących ze Wspólnotą na wschodzie, Unia Europejska musi zrewidować swą strategię bezpieczeństwa.

Gunther Verheugen, były komisarz UE ds. rozszerzenia Unii, zwrócił uwagę, iż Unia w pierwszej kolejności musi sobie poradzić z brakiem decyzyjności swoich polityków. Uniemożliwia to realizację wspólnych projektów na rzecz bezpieczeństwa i obrony, przez co Unia traci swoje międzynarodowe znaczenie, a luki tej nie potrafią wypełnić poszczególne państwa narodowe.

Uczestnicy debaty podkreślali, iż dla poprawy bezpieczeństwa energetycznego UE konieczne jest zwiększenie środków na kluczowe unijne projekty infrastrukturalne. Zwiększenie efektywności energetycznej pozwoliłoby Europie zachować równowagę między celami ekonomicznymi, klimatycznymi i energetycznymi. Europa potrzebuje także sformułowania nowej strategii wzrostu, w której kluczowe znaczenie będzie odgrywać dyscyplina fiskalna i dalszy rozwój jednolitego rynku. Państwa członkowskie powinny stopniowo ograniczać stosowanie metody międzyrządowej, a koordynacje działań oddać w ręce Komisji Europejskiej. Tylko spójna i solidarna UE może być poważnym aktorem w globalnym świecie.

Partnerem debaty było Centrum Stosunków Międzynarodowych

Europejskie Forum Nowych Idei

W ramach tegorocznej edycji Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) odbyła się pierwsza część Forum Europejskich Publicystów z udziałem polskich i zagranicznych przedstawicieli wiodących mediów w Europie (m.in. Financial Times, Le Monde, Der Spiegel). Dziennikarze debatowali nad rolą mediów w komunikowaniu Unii Europejskiej, by przybliżyć tematykę europejską obywatelom.

„Prawdziwie zjednoczona Europa nie powstanie bez obywateli świadomych swej europejskiej tożsamości” – twierdzi Henryka Bochniarz (prezydent Konfederacji Lewiatan). Refleksja ta skłania do zastanowienia się, czy opiniotwórcze media powinny wspierać integrację europejskiej opinii publicznej? Odpowiedzi szukali uczestnicy Forum Europejskich Publicystów.

Pełniący funkcję moderatora dyskusji Roman Imielski z Gazety Wyborczej”, będącej partnerem wydarzenia, stwierdził że jednym z najważniejszych sukcesów Polski jest bycie częścią Unii Europejskiej. Zwrócił także uwagę na istotę przybliżenia czytelnikom różnych punktów widzenia w różnych krajach.

Teresa Kuchler (Svenska Dagbladet) podkreśliła konieczność zachowania niezależności dziennikarskiej w relacjonowaniu spraw europejskich. Wtórowała jej Ina Strazdina (Latvijas Avize), która zwróciła również uwagę, że osobiste doświadczenia są dobrą płaszczyzną do przybliżenia Europy obywatelom.

Marco Bardazzi (La Stampa) stwierdził, że media za bardzo opisują Europę z punktu widzenia Brukseli i europejskich instytucji, a korzystniejszym rozwiązaniem byłoby przybliżenie codziennego życia Europejczyków. Jego zdaniem lepiej byłoby mówić o tzw. „smart Europe” – „Potrzebujemy mądrego dziennikarstwa, żeby opisywać Europę i wyjaśnić jej obywatelom dlaczego warto być Europejczykiem” – powiedział Bardazzi.

Natomiast Grzegorz Siemionczyk (Gazeta Giełdy i Inwestorów Parkiet) zwrócił uwagę, że media powinny w większym stopniu informować o rezultatach polityki europejskiej, efektach dyrektyw, zamiast wyjaśniać powody członkostwa we Wspólnocie Europejskiej.

Druga część Forum Europejskich Publicystów odbędzie się jutro (3 października) w Sopocie.

Rządy nie są w stanie samodzielnie rozwiązać wszystkich problemów społecznych

Rosnący dług publiczny i brak perspektyw szybkiego wzrostu gospodarczego sprawiają, że żaden rząd na świecie nie jest w stanie rozwiązać problemów społecznych, które jeszcze do niedawna pozostawały w gestii administracji publicznej. Tymczasem oczekiwania społeczne jeszcze nigdy wcześniej nie były tak duże. William D. Eggers i Paul Macmillan, eksperci firmy doradczej Deloitte i autorzy książki „Rewolucja rozwiązań” proponują, aby w proces rozwiązywania problemów społecznych włączali się także przedsiębiorcy i organizacje pozarządowe. Temu partnerstwu publiczno-prywatnemu sprzyjają, jak wskazują autorzy, nowoczesne technologie, które umożliwiają szybką mobilizację w krótkim czasie zarówno zasobów ludzkich, jak i finansowych. William D. Eggers, z okazji polskiego wydania książki jego współautorstwa, wziął udział w tegorocznym Europejskim Forum Nowych Idei w Sopocie.

William D. Eggers oraz Paul Macmillan przekonują, że w dzisiejszych czasach trudno znaleźć problem, którego rozwiązania nie oczekiwalibyśmy od rządu. „Spodziewamy się, że rząd zapewni nam ochronę przed terrorystami, a jednocześnie zagwarantuje nam prawo do prywatności. Oczekujemy, że uchroni nas przed globalnym kryzysem gospodarczym i powstrzyma upadek państwa. Liczymy, że uratuje upadające banki a jednocześnie zapewni obywatelom dostęp do edukacji czy ochrony zdrowia na wysokim poziomie” – pisze William D. Eggers.

Żaden rząd na świecie nie jest w stanie udźwignąć takiego obciążenia finansowego. Dotyczy to zarówno krajów rozwiniętych, jak i rozwijających się. Zadłużenie USA rośnie średnio w tempie 4 mld dolarów dziennie, w Europie tempo to bywa jeszcze szybsze. Kraje rozwijające się potrzebowałyby wielu dziesięcioleci dynamicznego wzrostu gospodarczego, żeby zaspokoić oczekiwania swoich obywateli. Przykładowo, wydatki na ochronę zdrowia w Indiach musiałyby wzrosnąć 37-krotnie, żeby osiągnąć dzisiejszy poziom Kanady. Przy obecnym tempie rozwoju byłoby to możliwe dopiero w 2070 roku.

„Dlaczego mówimy o rewolucji? Bo upowszechnia się świadomość, że rządy same nie poradzą sobie z rozwiązaniem problemów społecznych. W systemie zaproponowanym przez Williama Eggersa i Paula Macmillana rząd jest tylko jednym z wielu uczestników, choć wciąż bardzo ważnym, biorąc pod uwagę narzędzia i instrumenty, które pozostają w jego gestii. Chodzi, m.in.: o inwestycje w badania i rozwój, stymulowanie innowacji oraz zapewnienie ulg podatkowych dla innowatorów” – uważa Dariusz Kraszewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte.

Zdaniem autorów książki, światu potrzebny jest nowy system, coś w rodzaju umowy społecznej, którą nazwali „gospodarką rozwiązań”. Jest ona wydajniejsza i oparta na współpracy. Jej uczestnicy, wywodzący się z biznesu i kręgów rządowych jednoczą się z przedstawicielami organizacji charytatywnych i przedsiębiorstw społecznych, by wspólnie rozwiązywać problemy i zaoferować społeczeństwu nową jakość. „Gospodarka rozwiązań” eliminuje bariery pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym, uruchamiając w ten sposób wielomilionowe kwoty w postaci pomocy społecznej oraz korzyści komercyjnych. „Dzięki uwolnieniu ukrytego potencjału wielu rynków, uczestnicy tej nowej gospodarki uzyskują wymierne korzyści finansowe. Obserwujemy tu nietypowe modele biznesowe, a działalności poszczególnych podmiotów przyświeca często nietypowa motywacja – niektórzy mówią o nowych postaciach odpowiedzialności publicznej, inni powołują się na obowiązek moralny, jeszcze inni wskazują na wartość dla akcjonariuszy” – przekonuje Eggers.

Siłę napędową „gospodarki rozwiązań” stanowią twórcy innowacji oraz inwestorzy. Jedni i drudzy wypełniają lukę, która stworzyła się pomiędzy możliwościami rządów a oczekiwaniami obywateli. W „Rewolucji rozwiązań” pojawiają się dziesiątki przykładów działalności prospołecznej: od organizacji (m.in. Ashoka i Kiva) po prywatne osoby (Richard Branson, Bill Gates). Jak argumentują autorzy już dziś prywatne firmy przeznaczają miliardy dolarów na działalność społeczną. W 2009 roku fundusze przekazane przez amerykańskich prywatnych darczyńców krajom rozwijającym się przewyższały oficjalną pomoc rządową o około 9 mld dolarów. Jak przekonują eksperci Deloitte, firmy nie robią tego jedynie z pobudek charytatywnych, ponieważ coraz częściej uwzględniają w swoich sprawozdaniach finansowych działalność CSR, czerpią z niej korzyści i traktują jako inwestycję biznesową.

Siłą napędową „gospodarki rozwiązań” jest sześć głównych zjawisk:

  • inicjatorzy, którzy rozwiązują problemy,
  • przełomowe technologie (technologie mobilne, media społecznościowe, Big Data, cloud computing),
  • modele biznesowe (m.in.: franczyza, sourcing obywatelski),
  • znamienne waluty (m.in.: kapitał społeczny, reputacja, dane),
  • rynki wymiany wartości publicznej (m.in.: rynki dwustronne, konkursy, crowdfunding),
  • ekosystemy rozwiązań.

Autorzy podkreślają szczególną rolę nowoczesny„Autorzy powołują się na wiele przykładów, które pozornie mogą się wydawać odległe od polskiej rzeczywistości. Jednak biorąc pod uwagę dynamikę zjawisk ekonomicznych, postęp technologiczny, zmieniające się oczekiwania i postawy obywateli, przykłady przytoczone przez Eggersa i Macmillana już teraz powinny stać się inspiracją dla polskich polityków, organizacji pozarządowych i ruchów obywatelskich”ch technologii. Wielkie zbiory danych (Big Data), media społecznościowe, technologie mobilne czy rozwiązania oparte na cloud computing umożliwiają szybką mobilizację zarówno zasobów finansowych, jak i ludzkich, a także rozwiązanie konkretnych problemów społecznych.

Czy rewolucja rozwiązań ma szanse zaistnienia także w Polsce? „Autorzy powołują się na wiele przykładów, które pozornie mogą się wydawać odległe od polskiej rzeczywistości. Jednak biorąc pod uwagę dynamikę zjawisk ekonomicznych, postęp technologiczny, zmieniające się oczekiwania i postawy obywateli, przykłady przytoczone przez Eggersa i Macmillana już teraz powinny stać się inspiracją dla polskich polityków, organizacji pozarządowych i ruchów obywatelskich” – uważa Dariusz Kraszewski.

Polimex-Mostostal wyemitował obligacje za 140 mln zł

Polimex-Mostostal wyemitował obligacje o wartości 140 mln zł. Pieniadze zasilą spółki zależne Polimex Energetyka oraz Naftoremont-Naftobudowa.

Polimex-Mostostal 1 października wyemitował 163 obligacji zamiennych na okaziciela serii A nieposiadających formy dokumentu, o wartości nominalnej 0,5 mln zł każda o łącznej wartości nominalnej 81,5 mln zł oraz 585 obligacji zwykłych na okaziciela serii B nieposiadających formy dokumentu, o wartości nominalnej 100 tys zł każda i łącznej wartości nominalnej 58,5 mln zł.

Środki pozyskane z emisji zostaną przeznaczone na następujące opłacenie ceny emisyjnej podwyższonej wartości nominalnej udziałów spółek Polimex Energetyka oraz Naftoremont-Naftobudowa oraz zasilenie kapitału obrotowego spółki.

Nowe obligacje będą podlegać wykupowi w dniu przypadającym 5 lat po dniu emisji lub, w przypadku wystąpienia podstawy wcześniejszego wykupu, w terminach określonych zgodnie z warunkami emisji.

Nowe obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej. Ich oprocentowanie jest ustalane w oparciu o stopę WIBOR dla depozytów trzymiesięcznych oraz marżę w wysokości ustalonej w warunkach emisji.

Nowe obligacje zostały zabezpieczone zastawami zwykłymi oraz zastawami rejestrowymi ustanowionymi przez spółkę na udziałach spółek segmentowych, zabezpieczającymi również równorzędnie wierzytelności wierzycieli finansowych spółki.

Zastawy rejestrowe zostały ustanowione do najwyższej sumy zabezpieczenia wynoszącej ponad 1,8 mld zł.

Polfa wyemituje obligacje za 2,3 mln zł

Zarząd Polfy zdecydował 30 września o emisji nie więcej niż 2,3 tys obligacji na okaziciela serii F, o wartości nominalnej każdej poszczególnej obligacji 1 tys zł.

Ropa już nie powinna tanieć. Benzyna coraz bliżej 5 zł

CEO Magazyn Polska

W najbliższych miesiącach ceny ropy Brent powinny utrzymać się w okolicach 100 dolarów za baryłkę, do czego dążyć będą jej najwięksi eksporterzy. Będą prawdopodobnie w tym celu ograniczać wydobycie, bo sytuacja geopolityczna nie powoduje wzrostu cen, a na rynku jest coraz więcej surowca, zaś popyt na niego słabnie. Z tego powodu mimo drogiego dolara spadki cen powinny być też widoczne na stacjach benzynowych w Polsce.

Ropa Brent (europejska) jest najtańsza od ponad dwóch lat. We wrześniu jej ceny spadły poniżej 100 dolarów za baryłkę.

 W ciągu najbliższych miesięcy powinniśmy zobaczyć stabilizację w cenach ropy Brent w okolicach 98-100 dolarów za jedną baryłkę – przewiduje Paweł Kordala, analityk rynków surowcowych XTB. – Wydaje mi się, że na koniec roku te 100 dolarów to jest dobra cena i dla producentów, i dla konsumentów.

Zdaniem eksperta Arabia Saudyjska, główny gracz na międzynarodowym rynku ropy, będzie chciała utrzymać cenę ropy właśnie na poziomie 100 dolarów, wprowadzając ograniczenia wydobycia. Cena ropy Brent spada systematycznie od czerwca, kiedy była na poziomie 114 dolarów. Potem spadków nie zatrzymała ani sytuacja w Syrii, ani na Ukrainie. Jak zauważa Kordala – wpływają na to trzy zupełnie inne czynniki.

Przede wszystkim zwiększone wydobycie w Libii, która powróciła na rynek ropy z dużo większym wydobyciem, tam sytuacja ustabilizowała się w sektorze naftowym. Kolejny czynnik jest mniejszy popyt ze strony Chin. Ostanie dane o imporcie ropy i paliw przez Chiny były zaskakująco niskie. Trzeci czynnik to słaby wzrost gospodarczy w strefie euro. W wyniku tego popyt na paliwa w drugim kwartale w Europie i w strefie euro był bardzo, bardzo słaby i przez to na rynku ropy pojawiła się duża nadpodaż, która zepchnęła cenę ropy mocno w dół.

Ropa tradycyjnie tańsza jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie w ostatnim czasie jej podaż uzupełnia wydobycie surowca ze złóż łupkowych. Teraz cena West Texas Intermediate jest niższa o ok. 6 dolarów od ropy europejskiej. I to się na pewno nie zmieni, bo ropy w USA będzie coraz więcej.

 Nadal wydobycie powinno mocno rosnąć w kolejnych miesiącach i Stany być może już niedługo wkroczą na pierwsze miejsce w rankingu największych producentów ropy na świecie – przewiduje analityk w rozmowie z agencją Newseria Inwestor.

Spadające ceny surowca na światowych rynkach wpływają jednak w ograniczonym stopniu na ceny na polskich stacjach. Dolar od kilku miesięcy umacnia się w stosunku do złotego, co niweluje w części korzyści z międzynarodowych kursów ropy. W czerwcu za dolara trzeba było zapłacić 2,99 zł, teraz jest to o ponad 30 groszy więcej. Mimo to można oczekiwać korzystnych dla kierowców zmian.

Jeżeli spojrzymy na ostatnie spadki na cenie ropy, to te ceny ropy spadły dużo mocniej niż złoty w stosunku do dolara – mówi ekspert. – Z tego powodu możemy oczekiwać, że ten sadek cen ropy będzie lekko przekładał się również na spadki cen paliw w Polsce, czyli zobaczymy ceny benzyny 95 bliżej 5 zł.

Quercus TFI zarządzał we wrześniu aktywami wartymi ponad 3,1 mld zł

Quercus TFI podał, że 30 września wartość aktywów zarządzanych przez towarzystwo przekraczała 3,1 mld zł.

Na powyższą wartość aktywów pod zarządzaniem składało się ponad 2,6 mld zł w dziewięciu subfunduszach Quercus Parasolowy SFIO, 134,4 mln zł aktywów funduszu Quercus Absolute Return FIZ, 227,2 mln zł aktywów funduszu Quercus Absolutnego Zwrotu FIZ, 29,2 mln zł aktywów funduszu Acer Aggressive FIZ oraz 52,4 mln zł aktywów portfeli instrumentów finansowych zarządzanych przez Quercus TFI S.A. w ramach usługi asset management (nie uwzględniając środków zainwestowanych w subfundusze/fundusze zarządzane przez Quercus TFI S.A.).

Ponadto Quercus TFI S.A. zarządza funduszem dedykowanym Q1 FIZ o wartości aktywów 71,7 mln zł.

Wpływ unijnych dyrektyw dotyczących budynków energetycznych na polską branżę budowlaną

W ostatnich latach tematem numer jeden dla branży budowlanej stało się uzyskanie jak najwyższej efektywności energetycznej. Wynika to w dużej mierze ze zmieniających się regulacji prawnych, będących przede wszystkim konsekwencją unijnych zobowiązań w zakresie zmniejszania zapotrzebowania budynków na energię użytkową. Jak zmiany te wpłyną na nasze życie oraz sektor budowlany?

Budownictwo jest najbardziej energochłonnym sektorem polskiej gospodarki. Budynki odpowiedzialne są za 42 proc. końcowego zużycia energii, z czego aż 30 proc. pochłaniają obiekty mieszkalne, a w nich ogrzewanie i chłodzenie pomieszczeń.  Wynika to wprost ze strat ciepła spowodowanych w dużej mierze niewłaściwym ociepleniem. Sektor budowlany należy do wysoce energochłonnych obszarów gospodarki także poza granicami naszego kraju, dlatego UE wprowadziła dla niego dodatkowe regulacje prawne. Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/31/UE z dnia 19 maja 2010 r. w sprawie charakterystyki energetycznej budynków zobowiązuje państwa członkowskie do tego, aby wszystkie budynki wybudowane po 31 grudnia 2020 r. były obiektami o niemal zerowym zużyciu energii. Obiekty użyteczności publicznej będą musiały spełnić ten wymóg już od 2019 r. W miarę możliwości wymagania dotyczące charakterystyki energetycznej powinny być spełnione także przy okazji gruntownych modernizacji budynków lub ich części.

„Wejście w życie unijnej dyrektywy nie spowoduje rewolucji w polskim budownictwie. Sama branża jest już dziś przygotowana do budowania domów zużywających mniej energii. Producenci już teraz wytwarzają materiały, które są energooszczędne. Oczywiście, zmiany w przepisach wymuszają całkiem nowe podejście do projektowania. Dom niskoenergetyczny musi być jak najprostszy w swojej konstrukcji. Im bardziej bryła jest zwarta tym mniejsze straty ciepła co oznacza w praktyce bardziej energooszczędną budowlę. Inwestorzy już teraz przygotowywani są do nadchodzących zmian. Odpowiednia architektura i geometria budynku, odpowiednia orientacja względem stron świata, właściwa izolacja termiczna, sprawna wentylacja i ogrzewanie oraz wykorzystanie odnawialnych źródeł energii to obszary w największym stopniu wpływające na standard energetyczny budynku. Kluczowa jest tutaj szczególnie odpowiednia izolacja budynku, a zaczyna się ona już w momencie wyboru odpowiedniego materiału, z jakiego ma powstać ściana, grubości warstw oraz samych właściwości termicznych materiałów, jakie mają być użyte przy budowie niskoenergetycznego obiektu. Dlatego ważne jest użycie materiałów o odpowiedniej izolacyjności cieplnej dla tego typu budynku, gdzie najważniejszy jest jak najniższy współczynnik przenikania ciepła termoizolacji. Ci, którzy zdecydują się na budowę domu w standardzie energooszczędnym i spełnią wymagane kryteria energooszczędności budynku, mogą wnioskować o dopłaty z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.” – mówi Tomasz Jarzyna, Product Manager z firmy Baumit.

Jednak uzyskanie wysokiej efektywności energetycznej staje się coraz ważniejszym czynnikiem również dla użytkowników istniejących budynków. Już dziś coraz więcej inwestorów, właścicieli i zarządców różnego rodzaju obiektów decyduje się na kompleksową termomodernizację swoich nieruchomości. Ocieplenie budynku połączone z wymianą okien i modernizacją instalacji grzewczej to nie tylko sposób na realne oszczędności finansowe w postaci niższych rachunków za ogrzewanie, ale również szansa na podniesienie komfortu użytkowania budynku i zwiększenie bezpieczeństwa zdrowotnego.

„Zapisy Dyrektywy 2012/27/UE zobowiązują państwa członkowskie między innymi do opracowania krajowych, długoterminowych strategii w zakresie wspierania inwestycji w renowację lokalnych zasobów budynków mieszkaniowych i użytkowych, zarówno tych stanowiących własność publiczną, jak i znajdujących się w rękach prywatnych właścicieli. W szczególności mają one obejmować określenie opłacalnych sposobów podnoszenia efektywności energetycznej budynków oraz opracowanie instrumentów, które będą stymulować podejmowanie takich inwestycji. Nacisk na inwestycje termomodernizacyjne i narzędzia wspierające tego typu przedsięwzięcia prowadzone przez prywatnych właścicieli z pewnością zwiększą znaczenie rynku technologii i wyrobów budowlanych, pozwalających oszczędzać energię.” – dodaje ekspert firmy Baumit.

Rosnące ceny paliw i energii regularnie podnoszą koszty ogrzewania nieruchomości. W efekcie, opłaty z tego tytułu pochłaniają coraz większą część domowych budżetów. Wzrost zainteresowania efektywnością energetyczną coraz częściej staje się zatem wynikiem nie tyle unijnych zobowiązań, co zdrowego rozsądku. Budownictwo energooszczędne to najpewniejsza inwestycja w przyszłość, która pozwoli zabezpieczyć się przed galopującymi cenami energii.

 

PZ Cormay zawiadamia prokuraturę o przestępstwie

0

PZ Cormay mógł stracić blisko 2 mln zł przez działalność przestępczą. Spółka zwiadomiła o tym prokuraturę.

PZ Cormay złożył 1 października w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Żoliborz zawiadomienie o możliwości popełnienia na szkodę spółki przestępstwa nadużycia zaufania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, polegającego na dokonywaniu od września 2010 do marca 2014 przelewów na rzecz podmiotów powiązanych z przekazującym na łączną kwotę 39,4 mln zł.

Skutkiem czynu stanowiącego przestępstwo objęte powyższym zawiadomieniem może być powstanie po stronie PZ Cormay szkody majątkowej w kwocie nie mniejszej niż 1,9 mln zł.

ABM Solid: Utrata kontraktu za 11 mln zł

0

ABM Solid w upadłości układowej stracił kontrakt za ok. 11 mln zł. Spółka Gdańska Infrastruktura Wodociągowo-Kanalizacyjna wypowiedziała umowę na przebudowe kolektora sanitarnego.

Olsztyńskie Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych Budownictwa, spółka zależna ABM Solid 30 września otrzymała zawiadomienie o odstąpieniu przez Gdańską Infrastrukturę Wodociągowo-Kanalizacyjną od umowy, której przedmiotem było wykonanie przebudowy kolektora sanitarnego Zaroślak.

Zamawiający oświadczył, że wobec tak znacznego opóźnienia robót, że nie jest prawdopodobne, żeby były one wykonane w czasie umówionym, odstępuje od umowy z winy wykonawcy. Wypowiedzenie następuje ze skutkiem natychmiastowym.

Zamawiający obciążył wykonawcę karą umowną z tytułu odstąpienia od umowy w kwocie 10 proc. wynagrodzenia umownego brutto czyli ponad 1,1 mln zł.

Skutkiem odstąpienia od realizowanej umowy będzie zmniejszenie przychodów ABM Solid o ok 11,5 mln zł.

Zgoda na koncentrację: kurierzy

DPD Polska może przejąć spółkę Siódemka – uznał Prezes UOKiK. Przeprowadzone postępowanie wykazało, ze transakcja nie będzie miała negatywnego wpływu na konkurencję i sytuację konsumentów

Wypowiedź Roberta Kamińskiego, Dyrektora Departamentu Kontroli Koncentracji UOKiK

Uczestnicy koncentracji świadczą usługi doręczania paczek i przesyłek. DPD Polska należy do grupy kapitałowej Le Poste, kontrolowanej przez francuski skarb państwa. Siódemka jest częścią grupy kapitałowej Abris obejmującej fundusze typu private equity. Transakcja ma polegać na przejęciu przez DPD Polska wyłącznej kontroli nad Siódemką, poprzez nabycie 100 proc. akcji w kapitale zakładowym spółki.

W trakcie postępowania Urząd przeprowadził badanie rynku, które objęło ponad 40 przedsiębiorców. Wśród nich znalazły się m.in. największe firmy kurierskie, a także mniejsze podmioty działające na obszarze jednego miasta. Przedsiębiorcy zostali zapytani o informacje na temat rynku, m.in.  wielkości i wartości świadczonych usług, mocy przerobowych i stopnia ich wykorzystania.

Analiza Urzędu wykazała, że koncentracja będzie miała największy wpływ na krajowy rynek ekspresowego dostarczania przesyłek i paczek, czyli najpóźniej następnego dnia roboczego od nadania. Transakcja nie doprowadzi jednak do ograniczenia konkurencji na nim. Dotychczasowe orzecznictwo Urzędu oraz Komisji Europejskiej potwierdza, że jest to  odrębny rynek od standardowego doręczania czyli dwóch lub więcej dni.

DPD nadal będzie spotykać się z konkurencją innych przedsiębiorców. Koncentracja  nie wpłynie również negatywnie na kontrahentów spółki, w tym konsumentów. Już teraz odbiorcy korzystają z usług wielu dostawców, rynek cechuje brak umów na wyłączność, więc w przypadku prób podniesienia cen zmiana dostarczyciela przesyłek nie będzie stanowiła problemu – mówi Robert Kamiński, dyrektor Departamentu Kontroli Koncentracji UOKiK.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

 

GDDKiA: przetarg na wykonawców 57 km trasy S5

0

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Bydgoszczy ogłosiła przetarg na wyłonienie wykonawców czterech kolejnych odcinków drogi ekspresowej S5. W sumie mają oni zbudować ok. 57 km nowej drogi.

W ramach ogłoszonego przetargu powstać maja odcinki Aleksandrowo – Tryszczyn (14,7 km); Tryszczyn – Białe Błota (13,5 km); Białe Błota – Szubin (9,7 km); Szubin – Jaroszewo (19,3 km).

Postepowanie przetargowe na pozostałe odcinki (Nowe Marzy – Dworzysko; Dworzysko – Aleksandrowo oraz Jaroszewo – granica województwa) zostało już ogłoszone 23 września.Tym samym prowadzone są obecnie postępowania przetargowe na budowę prawie całej, 130 km drogi ekspresowej S5 na terenie województwa kujawsko- pomorskiego.

Postępowanie w trybie przetargu ograniczonego oznacza, że w pierwszym etapie będą składane wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu. Do drugiego etapu zaproszeni zostaną wykonawcy, których wiedza i doświadczenie, potencjał kadrowy oraz zdolność ekonomiczna i finansowa będzie spełniała warunki określone w treści ogłoszenia o zamówieniu.

Droga ekspresowa S-5 ma mieć na obecnym etapie po dwa pasy ruchu w każdym kierunku, docelowo po trzy. Poza budowa samej drogi inwestycja obejmować będzie m.in.budowę i przebudowę urządzeń infrastruktury oraz wykonanie wszelkich robót wynikających z konieczności podłączenia projektowanego odcinka do istniejącego układu komunikacyjnego, przebudowę istniejącej sieci dróg publicznych oraz budowę chodników, ścieżek rowerowych i zatok autobusowych, budowę wzdłuż drogi ekspresowej dróg dojazdowych wraz ze zjazdami na przyległe działki oraz wykonanie urządzeń bezpieczeństwa ruchu m.in. barier ochronnych, osłon przeciwolśnieniowych, balustrad.

GDDGiA: przetarg na wykonawców 57 km trasy S5

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad w Bydgoszczy ogłosiła przetarg na wyłonienie wykonawców czterech kolejnych odcinków drogi ekspresowej S5. W sumie mają oni zbudować ok. 57 km nowej drogi.

W ramach ogłoszonego przetargu powstać maja odcinki Aleksandrowo – Tryszczyn ( 14,7 km ); Tryszczyn – Białe Błota ( 13,5 km ); Białe Błota – Szubin ( 9,7 km ); Szubin – Jaroszewo ( 19,3 km ).

Postepowanie przetargowe na pozostałe odcinki ( Nowe Marzy – Dworzysko; Dworzysko – Aleksandrowo oraz Jaroszewo – granica województwa ) zostało już ogłoszone 23 września.Tym samym prowadzone są obecnie postępowania przetargowe na budowę prawie całej, 130 km drogi ekspresowej S5 na terenie województwa kujawsko- pomorskiego.

Postępowanie w trybie przetargu ograniczonego oznacza, że w pierwszym etapie będą składane wnioski o dopuszczenie do udziału w postępowaniu. Do drugiego etapu zaproszeni zostaną wykonawcy, których wiedza i doświadczenie, potencjał kadrowy oraz zdolność ekonomiczna i finansowa będzie spełniała warunki określone w treści ogłoszenia o zamówieniu.

Droga ekspresowa S-5 ma mieć na obecnym etapie po dwa pasy ruchu w każdym kierunku, docelowo po trzy. Poza budowa samej drogi inwestycja obejmować będzie m.in.budowę i przebudowę urządzeń infrastruktury oraz wykonanie wszelkich robót wynikających z konieczności podłączenia projektowanego odcinka do istniejącego układu komunikacyjnego, przebudowę istniejącej sieci dróg publicznych oraz budowę chodników, ścieżek rowerowych i zatok autobusowych, budowę wzdłuż drogi ekspresowej dróg dojazdowych wraz ze zjazdami na przyległe działki oraz wykonanie urządzeń bezpieczeństwa ruchu m.in. barier ochronnych, osłon przeciwolśnieniowych, balustrad.

W Polsce powróciła fala upadłości firm produkcyjnych i handlowych

Większa jest nie tylko liczba upadłości, ale także ich efekt ekonomiczny. Opublikowane we wrześniu orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie ok. 1,2 miliarda złotych, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 2,5 tys. osób (obydwie te wartości są znacznie wyższe niż w poprzednim miesiącu).
Na przestrzeni dziewięciu miesięcy tego roku sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 630 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 713 opublikowanych upadłości. Wrzesień był drugim w tym roku miesiącem (obok maja), gdy liczba upadłości była wyższa niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

–    Liczba upadłości opublikowanych we wrześniu jest wyższa niż przed rokiem z powodu liczniejszych upadłości firm produkcyjnych oraz handlowych.
–    Wśród największych upadłości dominują dystrybutorzy hurtowi (m.in. dwie firmy spośród trzech największych pod względem obrotów bankrutów).
–    Problemy sektora spożywczego – upadło łącznie 11 firm (4 producentów i 7 hurtowników).
–    Upadłości firm produkcyjnych dzielą się po połowie na producentów artykułów konsumpcyjnych (żywność i meble) oraz inwestycyjnych (artykuły budowlane, wyroby maszynowe oraz części motoryzacyjne).
–    Rozpoczęto 10 postępowań układowych, ale równocześnie zanotowano 7 przypadków nieudanych postępowań naprawczych, zamienionych na upadłość likwidacyjną.

Sytuacja w handlu nie poprawi się (szybko)

Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Dystrybutorzy, zwłaszcza dóbr konsumenckich codziennego użytku mają kurczącą się grupę odbiorców – pozycję rynkową kosztem tradycyjnych sklepów zdobywają mające własne zaopatrzenie sieci handlowe, a o pozostałych walczyć muszą z wielokrotnie większymi megadystrybutorami hurtowymi, którzy dodatkowo swoje obroty, a więc i konkurencyjność cenową, podnoszą tworząc własne franczyzowe sieci sprzedaży detalicznej. Wpływa to oczywiście na kondycję finansową hurtowni: spadającym obrotom towarzyszy niska rentowność, często poniżej kosztu pieniądza: 3-5%, a nierzadko tylko na poziomie 1-2%. Co oznacza brak środków własnych, wysokie zadłużenie i problemy z płynnością. Od kilku lat trudniej pozyskać hurtowniom finansowanie: nie mają one zazwyczaj majątku trwałego i nieruchomości, które mogą być zabezpieczeniem udzielanych kredytów, w porównaniu np. do firm produkcyjnych, a ponadto wolno odradzający się popyt konsumencki nie sprzyja szybkiemu wzrostowi obrotów, a przede wszystkim rentowności.
Podsumowując: handel hurtowy (ale i detaliczny) jest sektorem o dużej liczbie upadłości także z przyczyn popytowych, ale przede wszystkim – finansowych: nawet rosnąca sprzedaż generuje częściej straty, niż zyski. Jest to efektem w pierwszym rzędzie zarządzania i przyjętego modelu działalności – zarabianie na benefitach i działalności dodatkowej, a nie czynników zewnętrznych, które nie są gwałtowne i można je uwzględnić, np. rosnąca konkurencja sprzedaży internetowej czy koncentracja rynku. Od powyższego ogólnego opisu są oczywiście wyjątki – sektor jak dystrybucja hurtowa nie jest jednorodny. Opisana sytuacja dotyczy p.w. hurtu artykułów konsumenckich i budowlanych, ale też nie wszystkich, np. w branży kosmetycznej marża hurtowa nierzadko osiąga 25%.

Sektor spożywczy: czy obserwujemy już efekt embarga?
We wrześniu opublikowano informacje o upadłości 4 producentów artykułów spożywczych (mięsa oraz artykułów piekarniczych) oraz 7 hurtowni spożywczych – czyli łącznie 11 firm związanych z rynkiem spożywczym. Jak mówi Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections: – Firm produkcyjnych, jak i hurtowych z branży spożywczej mających kłopoty jest więcej… Nie można wszystkiego tłumaczyć embargiem na Wschodzie. Przynosi ono wymierne straty i upadłości firmom wyspecjalizowanym w handlu na tym rynku, ale niestety na sektor oddziałują także inne czynniki. Duże zapasy mrożonych owoców, rekordowo niskie ceny mleka, a także jego nadprodukcja, czy spadające spożycie pieczywa, czyli czynniki rynkowe, mają nie mniejsze znaczenie niż polityczne ograniczenia zbytu na niektórych kierunkach. Zapewne kwestią czasu są więc kolejne upadłości firm z branży mięsnej ale też producentów nabiału – ponieważ niskie ceny oraz mający już miejsce eksport na perspektywiczne rynki, m.in. azjatyckie nie rokują na szybkie upłynnienie nadwyżek po korzystnych cenach.

Zaskakujący wzrost liczby upadłości firm produkcyjnych
Największa liczba upadłości we wrześniu miała miejsce w sektorze produkcyjnym – sytuacja nie notowana od półtora roku. Jak mówi Michał Modrzejewski, dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes – Upadłości te w połowie dotknęły zarówno producentów wyrobów na rynek konsumencki (oprócz wspomnianej żywności – także nie notowana od dłuższego czasu w statystyce upadłości grupa firm z branży meblowej – 4) a w połowie producentów artykułów na rynek inwestycyjny (art. budowlanych, ale także maszyn i części do nich oraz … producentów komponentów motoryzacyjnych). Problemy firm produkcyjnych nie wydają się więc być skutkiem sytuacji w jakichś pojedynczych branżach (sektorze spożywczym czy budownictwie), ale raczej ogólnie kwestii popytowych na rynku wewnętrznym, jak i w eksporcie. Pomimo wzrostu eksportu o ponad 6% w tym roku, do czego w znacznej mierze przyczynili się wytwórcy części motoryzacyjnych, mebli czy AGD problemy mają ich dostawcy – wśród upadających firm znalazło się aż 5 firm produkujących wyroby z tworzyw sztucznych i gumy na potrzeby tych notujących niezłe wyniki branż! Sprzedaż jest więc wciąż daleka od możliwości produkcyjnych.

Budownictwo
Upadłości firm budowlanych są rzadsze niż rok temu, ale oprócz tego w ostatnim czasie zmienił się ich charakter. Częste jeszcze niedawno upadłości firm prowadzących prace wykończeniowe (elektryczne, hydrauliczne i inne) są obecnie rzadkością.
– Problemy, o czym świadczą upadłości, mają obecnie firmy realizujące głównie nową falę inwestycji, przebrzmiało już echo kryzysu branży z lat 2012-2013. Nie są to przy tym jedynie firmy budownictwa ogólnego czy mieszkaniowego, ale także… ponownie firmy wyspecjalizowane w budowie dróg i towarzyszącej infrastruktury wodociągowej i przesyłowej (5 takich przypadków). Wydaje się więc, że niestety zasady prowadzenia i rozliczania tych inwestycji – a przede wszystkim realia cenowe i krytycznie niska rentowność nie zmieniły się zbytnio od fali inwestycji na Euro 2012, co doprowadziło przecież do kryzysu a nie rozkwitu branży budowlanej – ocenia Tomasz Starus.

Wrzesień – wciąż niedobrze w woj. małopolskim; o problemach firm produkcyjnych świadczy wzrost upadłości w woj. dolnośląskim
Największa liczba spośród opublikowanych we wrześniu upadłości dotyczyła firm z województwa mazowieckiego – ale i tak poprawa w tym województwie pod względem liczby bankructw w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym jest jedną z największych. Odwrotnie w województwie małopolskim i w sąsiednim podkarpackim – tutaj liczba upadłości jest nadal wyższa niż w roku ubiegłym. W województwie małopolskim za część tych upadłości odpowiada pogarszająca się sytuacja w branży transportu drogowego towarów (3 z 8 upadłości opublikowanych we wrześniu). Wspomniane zwiększenie liczby upadłości w województwie dolnośląskim wiąże się nie tylko z firmami produkcyjnymi (5 przypadków), ale także dystrybutorami hurtowymi (4 ich upadłości w tym województwie we wrześniu). Na przeciwnym biegunie – sytuacja w województwie mazowieckim, będącym jednym z liderów spadku liczby upadłości, także we wrześniu, nie może być bagatelizowana. O ile bowiem w roku ubiegłym duża część upadłości w tym województwie dotyczyła firm mniejszych, m.in. usługowych i handlowych (nadal obecnych w tej statystyce), to obecnie upadające firmy budowlane i produkcyjne na Mazowszu nie są może największymi podmiotami, ale jednak liczącymi się dotychczas na regionalnym rynku z obrotami rzędu po 40 milionów złotych.

Rynek spodziewa się, że EBC ogłosi dziś szczegóły skupu walorów ABS. Program umocni złotego wobec euro

0

CEO Magazyn Polska

Na dzisiejszym posiedzeniu Europejski Bank Centralny ogłosi prawdopodobnie szczegóły programu skupu walorów ABS. Ma to poprawić płynność finansową europejskich banków. Stymulacja europejskiej gospodarki jest potrzebna, bo słabe wyniki wskaźników PMI notuje zarówno cała strefa euro, jak i wiodąca gospodarka Niemiec. Komunikat powinien wpłynąć na umocnienie złotego wobec euro.

Sytuacja w zakresie koniunktury zachęca do dalszych działań, co najmniej do tych, które zostały już zapowiedziane, czyli do skupu instrumentów ABS. Sądzę, że Europejski Bank Centralny na najbliższym posiedzeniu przedstawi warunki realizacji tego programu – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

ABS to papiery dłużne zabezpieczone aktywami, oparte o pożyczki korporacyjne, hipoteczne i z kart kredytowych. Skup tych walorów to metoda na uniknięcie zakupu obligacji rządowych, przed czym EBC się wzbrania. Borowski ocenia, że dzięki takiemu skupowi można by obniżyć długoterminowe stopy procentowe, ale na razie bardzo mało prawdopodobne jest, by EBC się na to zdecydował.

Stóp krótkoterminowych już bardziej obniżyć się nie da, bo są na najniższym poziomie w historii – przypomina Borowski. Po redukcji o 0,1 pkt proc. na początku września stopa referencyjna wynosi tylko 0,05 proc.

Borowski dodaje, że dodatkowym czynnikiem zachęcającym EBC i jego prezesa Mario Draghiego do prowadzenia łagodnej polityki monetarnej są słabe dane płynące z gospodarek strefy euro. Wrześniowy wskaźnik PMI dla strefy euro wyniósł 52,3 pkt i był najniższy od grudnia 2013 r. Dla Niemiec, największej gospodarki unijnej, był jeszcze niższy i spadł do poziomu 49,9 pkt. To pierwszy wynik poniżej 50 pkt od połowy 2013 r.

To są dane, które wskazują na to, że gospodarka strefy euro nie przyspiesza, istnieje też duże ryzyko jej spowolnienia. W takiej sytuacji Europejski Bank Centralny może zasygnalizować zwiększoną przestrzeń do działania, oczywiście, nie na tym posiedzeniu, ale w przyszłości – prognozuje Borowski.

Dodaje, że ogłoszenie szczegółów skupu ABS zwiększy ilość dostępnych na rynku rezerw bankowych w euro, a tym samym zwiększy popyt na inne waluty. To doprowadzi do umocnienia złotego i dolara wobec euro. Będzie to kontynuacja trendu obserwowanego od kilku miesięcy. Dolar umacnia się wobec euro od początku maja, zyskał w tym czasie 10 proc. Obecna cena dolara to ok. 0,79 euro, choć jeszcze niecałe 5 miesięcy temu było to niespełna 0,72 euro.

Umocnienie złotego wobec euro jest mniej wyraźne, ale obecna cena europejskiej waluty jest o ok. 5 groszy niższa niż pod koniec sierpnia.

KGHM: Oficjalna inauguracja chilijskiej kopalni Sierra Gorda

Uroczyście otwarta została należąca do KGHM i japońskiej firmy Sumitomo chiliska kopalnia Sierra Gorda. Może ona – jak podkreślono w komunikacie – w istotny sposób wpłynąć na globalny rynek miedzi i molibdenu.

Sierra Gorda znajduje się na pustyni Atacama w regionie Antofagasta, będącym największym zagłębiem miedzi w Chile. Zakład rozpoczął przerób rudy na koncentrat miedzi w lipcu 2014 roku. Wcześniej zakończone zostały prace związane z uruchomieniem wszystkich elementów infrastruktury niezbędnych do produkcji koncentratu, a także zdjęty został nadkład z odkrywki, składający się łącznie ze 192 mln ton materiału. Pierwszy transport około 6 tys. ton koncentratu miedzi ma dotrzeć do zakładów hutniczych Toyo w Japonii w listopadzie 2014 roku.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat rynek miedzi ogromnie zyskał na znaczeniu – mówi dyrektor kopalni Maciej Ściążko. – Miedź wykorzystywana jest dosłownie wszędzie – od naszych domów po telefony komórkowe i samochody. W przeciętnym samochodzie znajduje się już około półtora kilometra miedzianych kabli. Konsumpcja miedzi stale rośnie, co ma swoje odzwierciedlenie w jej cenie.

W inauguracji kopalni udział wzięło ponad sześciuset gości. Stronę chilijską reprezentowała m.in. prezydent Michelle Bachelet.

– Kopalnia ta będzie też ważnym w skali globalnej producentem molibdenu, co istotnie przyczyni się do zmniejszenia kosztów produkcji miedzi – powiedział Yoshiaki Nakazato prezes Sumitomo Metal Mining.

Po okresie rozruchu, który zgodnie z harmonogramem ma się zakończyć na początku 2015 roku, Sierra Gorda będzie produkować około 120 tys. ton miedzi, 50 mln funtów molibdenu i 60 tys. uncji złota rocznie. Prognozowana średnioroczna produkcja, uwzględniając uruchomienie drugiej fazy projektu, wyniesie około 220 tys. ton miedzi, 25 mln funtów molibdenu i 64 tys. uncji złota.

Polimex-Mostostal może odzyskać 40 mln zł od GDDKiA

0

Decyzją sądu Polimex-Mostostal ma odzyskać prawie 40 mln zł od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał generalnemu dyrektorowi dróg krajowych i autostrad z siedzibą  zapłacić wraz z odsetkami ustawowymi na rzecz Polimexu-Mostostal 37,9 mln zł, a słowackiej spółki Doprastav 39 mln zł  w związku z niedokonaniem zapłaty za wykonanie robót polegających na budowie drogi ekspresowej S-69.

Postanowienie nie jest prawomocne.

Francja deklaruje wsparcie dla Polski przy wdrażaniu do służby oferowanych MON rakiet manewrujących i okrętów podwodnych Scorpène

CEO Magazyn Polska

Francuskie władze deklarują szeroko zakrojone wsparcie dla MON w zakresie nauki umiejętności wykorzystania broni odstraszania, jeśli resort zdecyduje się na zakup okrętów podwodnych z tego kraju. Francuski państwowy koncern DCNS proponuje trzy okręty klasy Scorpène w wartym co najmniej 7,5 mld zł postępowaniu. Francuskie władze deklarują, że Polska zachowa pełną niezależność w użyciu oferowanych systemów uzbrojenia.

‒ Francja zawsze oferuje swoim sojusznikom te systemy uzbrojenia, które buduje na swoje własne potrzeby. Oferujemy też serwisowanie i asystę w ich wdrażaniu, ale nasi sojusznicy mogą zawsze w sposób niezależny decydować o użyciu tych systemów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes gen. Jean-Pierre Devaux, dyrektor ds. strategii w Dyrekcji ds. Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej Francji. ‒ Nasza oferta jest na tyle kompletna, na ile to tylko możliwe, z rakietami, z tą samą technologią, jaką mamy w naszych okrętach podwodnych.

Jeszcze w tym roku może ruszyć kolejny etap postępowania dotyczący wyboru trzech okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej RP. Będzie to jeden z największych przetargów w programie modernizacji polskich sił zbrojnych. Cały program modernizacji Marynarki Wojennej RP jest warty ponad 10 mld zł. DCNS, jako państwowy koncern, ma nie tylko duże wsparcie ze strony francuskich władz, lecz także oferuje współpracę z polskim przemysłem.

Zgodnie z porozumieniem z gdyńską stocznią Nauta dwie trzecie prac przy budowie okrętów wykonano by w Polsce. Pierwszy okręt zostałby zbudowany we Francji przy udziale polskich pracowników, kolejne dwa – w Gdyni. Nauta całkowicie przejmie też serwisowanie jednostek.

Devaux dodaje, że poza transferem technologii do Gdyni Francja jest też gotowa zapewnić najwyższej klasy uzbrojenie i systemy, w tym pociski manewrujące. Możliwości wykorzystania rakiet manewrujących nie ma konkurencyjny niemiecki okręt klasy U-212A.

Broń odstraszania dla okrętów podwodnych to bardzo złożony system. W jego skład wchodzą nie tylko rakiety manewrujące, lecz także wszystko to, co powoduje, że wystrzelona rakieta jest w stanie dosięgnąć celu, który ma zostać zniszczony. Francuskie ministerstwo obrony zapewni pomoc polskiemu ministerstwu obrony w pozyskaniu wszystkich umiejętności i narzędzi, które są potrzebne, by używać tego sprzętu w sposób niezależny, bez kontroli ze strony francuskiej – zapewnia Devaux.

Zapewnia, że do postępowania dobrze przygotowani są zarówno francuscy producenci (poza DCNS także producent uzbrojenia MBDA), jak i gdyńska stocznia Nauta.

Oferowane przez Francuzów wystrzeliwane spod wody rakiety manewrujące, zdolne atakować cele położone wiele setek kilometrów w głębi lądu, opracowane zostały na podstawie podobnych rakiet lotniczych. Te ostatnie użyte zostały w walce w trakcie interwencji w Libii.

Devaux podkreśla, że tego typu uzbrojenie na okrętach podwodnych jest szczególnie skuteczne, bo może być wykorzystane jako skuteczna broń odstraszania. Dodaje, że widząc skuteczność tych systemów, francuska marynarka zdecydowała się już 10 lat temu na wyposażanie swojej floty w rakiety manewrujące.

Szansa na przełom w rozwoju rynku obligacji korporacyjnych. Projekt nowelizacji w Sejmie

CEO Magazyn Polska

Rok 2015 może być przełomowy dla polskiego rynku obligacji korporacyjnych. Sejm pracuje nad nowelizacją ustawy, która ma znieść bariery jego rozwoju. Część obowiązujących obecnie przepisów została uchwalona jeszcze w 1989 r., w innej rzeczywistości gospodarczej. Wskutek zaniechań kolejnych rządów firmy wciąż muszą płacić wyższe odsetki za emitowanie długu lub zaciąganie kredytów w bankach, co hamuje rozwój gospodarki.

Obecnie mamy projekt nowej ustawy o obligacjach, mamy przepisy dotyczące zmiany prawa bankowego, które ułatwiłyby bankom inwestowanie w obligacje. Dla mnie jednym z bardzo istotnych problemów, który dotyczą obligacji, jest kwestia zapewnienia, że pieniądze, które zostały włożone, zostaną odzyskane, a więc kwestia zabezpieczeń obligacji i całego systemu, który prowadzi do odzyskiwania pieniędzy, które zostały komuś pożyczone – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Wierzbowski, partner w kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni.

Projekt nowelizacji ustawy o obligacjach, który po pierwszym czytaniu został w ubiegłym tygodniu wysłany do Komisji Finansów Publicznych, zakłada rozszerzenie katalogu podmiotów uprawnionych do emisji obligacji o zagraniczne spółki oraz spółki celowe, tworzone specjalnie do emisji dłużnych instrumentów finansowych. Kolejną zmianą będzie możliwość emisji obligacji podporządkowanych oraz wieczystych. Projekt przewiduje również wprowadzenie do polskiego prawa instytucji zgromadzenia obligatariuszy.

To są korzystne zmiany. Istotny jest również rating, natomiast trzeba liczyć się z tym, że nabycie obligacji korporacyjnych spółki jest tym samym, czym pożyczenie jej pieniędzy. Bierzemy jakieś ryzyko. Zwykle oprocentowanie jest tutaj zdecydowanie wyższe niż płacone przy depozytach przez banki, ale bezpieczeństwo też może być mniejsze – wskazuje Wierzbowski.

Rynek obligacji korporacyjnych w Polsce jest obecnie zdominowany przez banki, które generują blisko 90 proc. obrotu. W przypadku małych emisji w praktyce często nie istnieje rynek wtórny, co hamuje rozwój całego rynku obligacji korporacyjnych.

Nie można spodziewać się płynności na takiej emisji, będzie to emisja zapewne wzięta na własną książkę przez bank i przez niego trzymana do momentu zapadalności – dodaje prof. Wierzbowski.

Obecny poziom rozwoju rynku nieskarbowych instrumentów dłużnych w Polsce to skutek nie tylko dotychczasowych regulacji, lecz także warunków rynkowych w przeszłości, takich jak wysokie stopy procentowe i inflacja.

Do niedawna było tak, że obligacje były instrumentem trzeciego wyboru. Pierwszym była emisja akcji, zwłaszcza w sytuacji, kiedy mieliśmy do czynienia z bardzo wysokimi stopami procentowymi i jednocześnie bardzo rozwiniętą infrastrukturą do emisji akcji. Drugim wyborem była finansowanie bankowe, dlatego że jest najprostsze – tłumaczy Mirosław Kachniewski, prezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

Zaletą obligacji jest jednak to, że dają firmom większą elastyczność w okresie realizacji projektu inwestycyjnego, gdyż do momentu wykupu spłacane są jedynie odsetki kuponowe (jeśli obligacja zawiera kupon). To ułatwia finansowanie projektów inwestycyjnych, które charakteryzują się przesuniętymi w czasie przepływami finansowymi.

Druga kwestia jest taka, że nie jesteśmy związani tak silnie różnego rodzaju konwenansami, emitentowi jest dużo łatwiej postępować niż w tak bardzo silnie określonych przez bank ramach, co niekiedy może powodować pewne utrudnienia w finansowaniu albo wzrost ceny tego finansowania, co sumarycznie na koniec wychodzi drożej niż finansowanie obligacyjne – mówi Kachniewski.

Uplasowane emisje na rynku długu mogą być ważną kartą przetargową w negocjacjach oprocentowania kredytów bankowych – przekonuje prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Rentowność obligacji może ulec obniżeniu, jeśli spółka już wcześniej emitowała dług i był on obsługiwany terminowo. W efekcie rozwój rynku obligacji korporacyjnych jako alternatywy dla finansowania bankowego jest przede wszystkim w interesie emitentów – dodaje Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Jego zdaniem w Polsce obowiązują regulacje, które nie występują na rozwiniętych zagranicznych rynkach.

Emitenci nie zastanawiają się tylko, czy opłaca się sprzedać obligacje, czy wziąć kredyt, ale czy na przykład emisja obligacji w kraju będzie również tak dobrze uregulowana, jak emisja obligacji w euro na rynku zagranicznym. Chciałbym, żeby polskie warunki emisji w żadnym najmniejszym nawet szczególe nie różniły się od tych, które są jest standardem na rynkach międzynarodowych – wyjaśnia Rozłucki.

Jeśli rynek zostanie odblokowany po stronie emitentów, powinien stać się atrakcyjny dla kupujących, m.in. ze względu na atrakcyjność obligacji korporacyjnych jako instrumentu dywersyfikacji ryzyka. Zwiększonemu popytowi mogą sprzyjać zwłaszcza zmiany w OFE, które nie mogą już inwestować w rządowe obligacje – wskazuje Rozłucki.

Grupa TVN chce docierać do widzów poprzez wszystkie platformy. Jest zadowolona z wyników kanału TVN24 Biznes i Świat i zapowiada nową odsłonę związanego z nim portalu

CEO Magazyn Polska

Grupa TVN chce nadal walczyć o uwagę widzów, wykorzystując różne metody komunikacji. Stawia więc mocno na kanał online oraz na dostęp do treści poprzez urządzenia mobilne.

Jako grupa TVN oferujemy widzom treści już nie tylko poprzez przekaz cyfrowy naziemny, cyfrowy satelitarny i cyfrowy kablowy, lecz także online. Sygnał telewizyjny czy to w postaci liniowej, czy klipów, czy też opracowanych treści, jak na przykład TVN24.pl, dociera do widza na wielu urządzeniach i w wielu miejscach. Wyzwaniem, z którym dość skutecznie sobie radzimy, jest dziś dotarcie do widza tam, gdzie on jest, i na urządzeniu, z którego aktualnie korzysta – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Maciej Maciejowski, członek zarządu odpowiedzialny za rozwój biznesu TVN.

Jego zdaniem ważnym kierunkiem w rozwoju mediów będzie big data i zarządzanie danymi.

Zarząd TVN, jak ocenia Maciejowski, jest bardzo zadowolony z wyników, które po przekształceniu osiąga kanał TVN24 Biznes i Świat (wcześniej TVN CNBC). Nie chce jednak podać dokładnych danych dotyczących oglądalności.

Na pewno na taki kanał jest miejsce na rynku, zarówno w wersji telewizyjnej, jak i online. Wkrótce pojawi się nowa odsłona portalu TVN24 Biznes i Świat – zapowiada Maciejowski

W najbliższej przyszłości zdaniem Macieja Maciejowskiego w przychodach nadawców telewizyjnych będzie rósł udział bezpośrednich płatności ze strony widzów i użytkowników.

Poza tym widzę wyłącznie rozwój po stronie reklamowej wraz z nowymi narzędziami – przekonuje Maciejowski.

Według ostatnich danych najważniejszy kanał informacyjny TVN-u TVN24 zwiększył przychody z reklam w sierpniu o 8,7 proc. do 28,12 mln zł w porównaniu z sierpniem 2013 r.. Spadły natomiast wpływy samego TVN-u, i to aż o jedną trzecią – wynika z danych Kantar Media. Natomiast z danych dotyczących oglądalności za wrzesień, które opublikowała spółka wynika, że udział TVN-u wyniósł 12,9 proc. (wobec 13,1 proc. przed rokiem), TVN24 – 2,8 proc. (spadek o 0,4 pkt proc.), a TVN24 Biznes i Świat – 0,2 proc. (brak danych porównawczych).