ATM opublikował wyniki za pierwszy kwartał 2014 roku

ATM S.A. zaprezentowała raport finansowy za I kwartał 2014 roku. Wyniki osiągnięte w minionym kwartale nie były – w opinii Zarządu ATM – w pełni zadowalające. Przyczyną tego stanu rzeczy były niższe od oczekiwanych przychody ze sprzedaży łączy.

Warszawa, 14 maja 2014 r. – Przychody ze sprzedaży (po wyłączeniu kontraktu OST 112) osiągnęły poziom 30,3 mln zł, marża ze sprzedaży – 18,1 mln zł, zaś zysk EBITDA – 10,8 mln zł. Pozycje te odnotowały kilkuprocentowe spadki w stosunku do I kwartału 2013 roku. Spowodowało to także, że Spółka osiągnęła niższy zysk operacyjny niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Natomiast wyższy niż w roku ubiegłym był zysk brutto (4,5 mln zł, wzrost o 16%) i zysk netto (3,7 mln zł, wzrost o 22%).

Spółka zachowała wysoki poziom rentowności operacyjnej (ok. 60% marży ze sprzedaży, ok. 35% marży zysku EBITDA). Z uwagi na wspomnianą we wstępie niską wartość przychodów z dostawy nowych łączy oraz opłat instalacyjnych, udział przychodów abonamentowych w całości przychodów ATM osiągnął w I kwartale 2014 roku wyjątkowo wysoki, 97-procentowy poziom (historycznie oscylował wokół 90 procent).

Tradycyjnie już największy udział w przychodach i marży ATM miały w ubiegłym kwartale usługi centrów danych – wygenerowały około 15 mln zł przychodów ze sprzedaży (wzrost o 13,5% r/r). Abonamentowa marża ze sprzedaży usług kolokacyjnych stanowiła w pierwszym kwartale bieżącego roku już ponad 65% całkowitej marży abonamentowej ATM. Dynamika wzrostu przychodów z usług kolokacyjnych byłaby zauważalnie wyższa, gdyby nie negatywny wpływ ograniczenia współpracy z jednym z dużych klientów usług centrów danych (na skutek procesów konsolidacyjnych w branży klienta). Dodatkowo na spowolnienie wzrostu wpłynął wyjątkowo niski poziom przychodów związanych z usługami instalacyjnymi, szczególnie w porównaniu z IV kwartałem 2013 roku. Jednakże Spółka prowadzi obecnie dużą liczbę zaawansowanych rozmów z potencjalnymi klientami, w tym zainteresowanymi skorzystaniem z oferty aktualnie wykańczanych nowych serwerowni, które powinny zaowocować kontraktami w kolejnych kwartałach roku.

W dalszym ciągu bardzo dynamicznie rośnie podkategoria usług centrów danych – dzierżawa serwerów dedykowanych ATMAN EcoSerwer. W I kwartale bieżącego roku przychody z tej działalności wzrosły 2,5-krotnie (r/r) i stanowiły już ok. 5% całkowitych przychodów ATM (bez kontraktu OST 112). Usługa dzierżawy serwerów dedykowanych pozwala klientom na korzystanie z serwerów bez konieczności inwestowania w sprzęt i rozliczana jest w formie abonamentowej.

Przychody ze sprzedaży usług transmisyjnych były w I kwartale bieżącego roku wyraźnie niższe niż w analogicznym okresie 2013 roku (spadek o 21% r/r do 9,6 mln zł). Wynika to, jak już wspomniano wyżej, z wyjątkowo niskich przychodów ze sprzedaży nowych łączy. Główne przyczyny tego stanu rzeczy to zakończenie kontraktów realizowanych w poprzednich latach oraz przeciągające się negocjacje w sprawie potencjalnych nowych kontraktów w dziedzinie zapewnienia światłowodów dla operatorów telekomunikacyjnych – w tym do stacji bazowych. Spowolnienie w tym obszarze może być związane z relatywnie słabymi wynikami dużych operatorów, a także zawirowaniami związanymi z aukcjami na częstotliwości LTE.

Pozytywnym zjawiskiem było odnotowanie przez Spółkę kwartalnego wzrostu (o 0,5% q/q) w abonamentowych przychodach z usług transmisyjnych. Jest to wynikiem systematycznie rosnącej liczby lokalizacji biznesowych przyłączonych do sieci ATMAN – w ciągu 2013 roku wzrosła ona o ponad 40%, zaś w I kwartale bieżącego roku o kolejne 7%. W dalszej perspektywie tendencja ta powinna się utrzymać, pozwalając na generowanie coraz wyższych przychodów od klientów biznesowych (innych niż operatorzy telekomunikacyjni).

Wzrost zainteresowania ofertą ATM przez mniejszych klientów obserwowany jest także w obszarze usług dostępu do Internetu. W omawianym kwartale udało się dzięki temu zatrzymać trwający od końca 2011 roku spadek przychodów z tego rodzaju usług – wygenerowane zostało 4,5 mln zł przychodów (zbliżona wartość do tej z ostatniego kwartału ubiegłego roku). Cieszy również kolejny przyrost liczby fakturowanych kontrahentów – o 4% q/q.

Wyniki Grupy Netia w I kw. 2014 r. – lepsza rentowność, niższe przychody

Netia SA ogłosiła wyniki za I kwartał 2014 roku. Spółka zwiększyła marżę Skorygowanego zysku EBITDA do poziomu 31 proc. przy jednocześnie zauważalnym spadku przychodów. Realizacja kilku strategicznych projektów oraz utrzymanie pozytywnych trendów w zakresie usług na bazie sieci własnej w obu segmentach (B2B i B2C) pozwoliły jednak Zarządowi na podtrzymanie całorocznej prognozy i planu dystrybucji środków do akcjonariuszy.

– Netia osiągnęła w I kw. 2014 r. rekordową, 31-procentową marżę Skorygowanego zysku EBITDA. Pomimo że przychody w I kw. 2014 r. były poniżej oczekiwań, podtrzymujemy całoroczną prognozę – powiedział Mirosław Godlewski, Prezes Zarządu Netii.

Przychody Netii za I kw. 2014 r. wyniosły 434,4 mln zł (253 mln zł w segmencie B2C oraz 174 mln zł w segmencie B2B) wykazując spadek o 4 proc. kwartał-do-kwartału i 12 proc. rok-do-roku. Spadek przychodów był związany przede wszystkim z niższą liczbą świadczonych usług (RGU) głosowych, szczególnie na rynku regulowanym, oraz obniżką stawek MTR co odpowiadało za 30% udział w łącznym spadku przychodów.

– W I kw. 2014 r. osiągnęliśmy znaczący postęp w realizacji wielu kluczowych projektów. Zakończyliśmy proces wydzielenia dywizji B2B i B2C, rozpoczynając działalność operacyjną w ramach nowych struktur wraz z początkiem kwietnia i jesteśmy przekonani, że wprowadzone zmiany przyczynią się do znaczącej poprawy wyników Spółki, dzięki jeszcze silniejszej koncentracji na obszarach komercyjnych i większej elastyczności. Ponadto, po blisko dwóch latach kompleksowych przygotowań, w kwietniu zakończyliśmy z sukcesem proces migracji danych kont abonenckich klientów Dialogu do systemów Netii. Przyniesie to kolejne synergie kosztowe, a co najważniejsze, uprości sposób dostarczania usług i obsługi Klientów. Proces integracji Dialogu w ramach Nowej Netii został już praktycznie zakończony, a w jego wyniku osiągnęliśmy roczne oszczędności na poziomie 143 mln zł. W kwietniu zaprzestaliśmy też korzystania z marki handlowej Dialog. – dodał Mirosław Godlewski.

Bardzo solidna rentowność

Skorygowany zysk EBITDA za I kw. 2014 r. wyniósł 134,4 mln zł wykazując spadek o 5 proc. w stosunku do I kw. 2013 r. Natomiast marża skorygowanego zysku EBITDA wyniosła w I kw. br. 31 proc. w porównaniu do 28,9 proc. w I kw. 2013 r. Skorygowana marża EBITDA w segmencie B2B wyniosła w I kw. br. 49,6 proc., natomiast w segmencie B2C sięgnęła 29,6 proc.

Zysk EBITDA wyniósł w I kw. br. 126 mln zł, wykazując spadek o 9 proc. w stosunku do I kw. 2013 r. oraz wzrost o 9 proc. w stosunku do IV kw. 2013 r. Zysk operacyjny EBIT za I kw. 2014 r. wyniósł 20,7 mln zł (bez uwzględnienia pozycji jednorazowych 29,1 mln zł) w stosunku do 27,3 mln zł za I kw. 2013 r. (30,6 mln zł przy wyłączeniu pozycji jednorazowych). Zysk netto odnotowany za I kw. 2014 r. wyniósł 11,0 mln zł w stosunku do kwoty 13,1 mln w I kw. 2013 r.

Osiągnięte przez spółkę w I kw. br. dodatnie przepływy wolnych środków pieniężnych na poziomie operacyjnym (OpFCF), zdefiniowane jako skorygowany zysk EBITDA pomniejszony o wartość inwestycji kapitałowych – z wyłączeniem nakładów inwestycyjnych na integrację i akwizycje – wyniosły 82,6 mln zł, w stosunku do 98,6 mln zł w I kw. 2013 r. Zadłużenie netto spółki na koniec marca 2014 roku wyniosło 260,7 mln zł, czyli o 30,1 mln zł mniej niż na koniec 2013 roku, a dźwignia finansowa stanowiła wielokrotność zaledwie 0,52x Skorygowanego zysku EBITDA prognozowanego na 2014 r.

Sieć własna i B2B gwarancją stabilności

Łączna liczba usług (RGU) na koniec marca 2014 r. wyniosła 2 477 463 w porównaniu do 2 637 912 na koniec marca 2013 r. oraz 2 526 357 na koniec 2013 r. (spadek odpowiednio o 6 i 2 proc.) Liczba usług świadczonych w segmencie B2B wzrosła w I kw. br. o 5 proc. rok-do-roku i wyniosła ponad 484 tysięcy.

Liczba usług telewizyjnych na dzień 31 marca 2014 r. wyniosła 127 247, co stanowiło wzrost o 39 proc. w porównaniu do 91 tys. na koniec marca 2013 r. oraz wzrost o 6 proc. z poziomu 120 tys. z końca 2013 r.

Na koniec marca 2014 r. liczba usług szerokopasmowych wyniosła 837 413, co stanowiło spadek o 1 proc. z poziomu 848 909 na koniec 2013 r. W I kw. 2014 r. Netia przyłączyła netto 1 083 usługi szerokopasmowe we własnej sieci (wyłączając WiMAX Internet), odnotowując wzrost przez czwarty kwartał z rzędu. Na dzień 31 marca 2014 r. usługi dla 48 proc. klientów usług szerokopasmowych świadczone były poprzez własną sieć dostępową Netii w porównaniu do 46 proc. na 31 marca 2013 r.

W I kw. 2014 r. Netia odnotowała łączny spadek liczby klientów usług głosowych o 37 793 w porównaniu do spadku netto o 30 655 w IV kw. 2013 r.

W sumie w I kw. 2014 r. Netia przyłączyła 9 608 usług netto we własnej sieci i odnotowała 58 502 odłączeń netto usług oferowanych na bazie dostępu regulowanego.

Prognozy i propozycja Zarządu wypłaty dywidendy na WZA

Netia podtrzymuje prognozę na 2014 r. zakładającą przychody na poziomie 1,735 mld zł, Skorygowany zysk EBITDA na poziomie 505 mln zł oraz Skorygowany (bez nakładów na integrację i akwizycje) zysk operacyjny na poziomie 75 mln zł, Skorygowane nakłady inwestycyjne prognozowane są na poziomie 200 mln zł, a skorygowane przepływy wolnych operacyjnych środków pieniężnych (Skoryg. OpFCF) na poziomie 305 mln zł.

Zarząd Netii zaproponował uchwałę na WZA, które odbędzie się 21 maja b.r., dotyczącą wypłaty dywidendy do akcjonariuszy na poziomie 42 groszy na akcję, co jest zgodne z polityką dystrybucyjną Spółki.

Grupa INTROL S.A. w 1 kwartale 2014 r.: dynamiczny wzrost przychodów i zysku

Grupa INTROL S.A., holding dostarczający zaawansowane rozwiązania dla przemysłu, w 1 kwartale 2014 r. kontynuowała rentowny rozwój, udowadniając skuteczność realizowanej strategii. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy zwiększyły się o 35% r/r osiągając poziom 117 mln zł. Zysk netto wzrósł natomiast ponad 3-krotnie w porównaniu do 1 kwartału 2013 r. i wyniósł 4,2 mln zł. Tak dobre wyniki Grupa osiągnęła dzięki zwiększeniu sprzedaży we wszystkich segmentach produktów i usług.

Wzrost przychodów odnotowały wszystkie segmenty działalności Grupy. Zysk brutto ze sprzedaży Grupy w 1 kwartale 2014 r. wyniósł 15,7 mln zł (wzrost o 30% r/r), EBIDTA 7,9 mln zł (wzrost o 204% r/r), a zysk na działalności operacyjnej 6,4 mln zł (wzrost o 144% r/r). Zysk netto natomiast ukształtował się na poziomie 4,2 mln zł i był o 216% wyższy niż w 1 kwartale 2013 r. Zanotowano także znaczący wzrost rentowności: marża EBIDTA wzrosła o 3,8 p.p. r/r do 6,8%, rentowność operacyjna EBIT o 2,4 p.p. r/r do 5,4%, a rentowność sprzedaży netto (zysku) o 2,1 p.p. r/r do 3,6%. Niewielkie obniżenie (o 0,6 p.p. r/r) nastąpiło tylko w przypadku marży brutto na sprzedaży, która ukształtowała się na poziomie 13,4%.

1 kwartał 2014 r. był pod względem przychodów i zysku netto najlepszym pierwszym kwartałem w historii naszej działalności. Bardzo dobre wyniki osiągnęliśmy dzięki znacznemu zwiększeniu sprzedaży oraz utrzymaniu kosztów ogólnych na podobnym poziomie co przed rokiem. Jak zwykle w pierwszych trzech miesiącach roku największe skonsolidowane przychody odnotowaliśmy z usług AKPiA, elektrycznych, instalacyjnych, projektowych i budowlanych, które to stanowiły 58% całkowitych przychodów Grupy – mówi Wiesław Kapral, Przewodniczący Rady Nadzorczej.

Grupa INTROL S.A. zamierza nadal zwiększać rentowność i ma ambitne plany na cały 2014 r. – wg prognozy Zarządu przychody ze sprzedaży produktów, towarów i materiałów mają osiągnąć poziom 450 mln zł (wzrost o 23% w porównaniu do 2013 r.), zysk brutto ze sprzedaży 70 mln zł (wzrost o 13% r/r), a zysk netto 20 mln zł (wzrost o 24% r/r). Możliwe to będzie do osiągnięcia dzięki konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju, która zakłada koncentrację na najbardziej zaawansowanych technologiach i rozwiązaniach w przemyśle, wypracowywanie i utrzymywanie przewagi konkurencyjnej, stawiając na nowe, perspektywiczne branże i sektory.

W 1 kwartale udało nam się pozyskać stabilny portfel zamówień – duże i perspektywiczne inwestycje. Stale dążymy do dalszego rozwoju naszych produktów, przyjmując jako priorytet wysoką jakość, szeroki asortyment oraz sprawną obsługę. Ważnym dla nas wydarzeniem było przyjęcie w kwietniu br. planów inwestycyjnych na najbliższe lata przez spółki z naszej Grupy: Limatherm S.A. i Limatherm Sensor Sp. z o.o.. Plany te są elementami strategii, zgodnie z którymi ww. spółki zwiększą swoje moce produkcyjne odpowiednio o 35% i 30% w perspektywie do 2019 r. i 2018 r. – dodaje Wiesław Kapral.

Grupa Ergis po pierwszych miesiącach 2014 roku przychody w wysokości 163,9 mln zł

Grupa ERGIS, firma zajmująca się przetwórstwem tworzyw sztucznych w Europie Środkowo–Wschodniej, zanotowała po I kwartale 2014 roku przychody w wysokości 163,9 mln zł (czyli o 1,1% wyższe niż rok wcześniej), zysk operacyjny sięgający 9,2 mln zł (czyli o 52,4% wyższy niż po I kwartale 2013 roku) oraz zysk netto w wysokości 5,9 mln zł, czyli o 141,7% wyższy niż rok wcześniej.

Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży większości asortymentów, podjętych działań reorganizacyjnych, przeprowadzonych głównie w biznesie folii twardych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także wzrostu udziału sprzedaży folii nanoERGIS w całości sprzedaży folii stretch.

W I kwartale 2014 roku Grupa ERGIS przedterminowo zakończyła rozruch nowej linii do produkcji folii nanoERGIS w zakładzie w Oławie. W efekcie tego Grupa ERGIS dysponuje dwiema liniami do produkcji folii nano (pierwsza została uruchomiona w tej samej lokalizacji w 2012 roku) i są one jedynymi w Europie liniami wykorzystującymi w pełni możliwości nanotechnologii. Obie zostały dostarczone przez niemiecką firmę Windmoeller & Hoelscher KG. Wprowadzanie na rynek folii z nowej linii przebiega zgodnie z planem. Koszt inwestycji wyniósł ok. 18 mln zł.

Jednocześnie Grupa ERGIS oddała do dyspozycji swoich klientów laboratorium badawcze ELSA (Ergis Load Stability Academy), umożliwiające przeprowadzenie testów, w wyniku których można osiągnąć ograniczenie ilości zużywanej folii stretch, dzięki lepszemu wykorzystaniu szczególnych właściwości nanoERGIS.

W kwietniu 2014 roku Rada Nadzorcza pozytywnie zaopiniowała przedstawioną przez Zarząd politykę dywidendową. Zarząd wnioskuje o wypłatę dywidendy w wysokości 10 groszy na akcję z zysku wypracowanego w 2013 roku.

Grupa Ergis zanotowała w I kwartale 2014 roku bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody ze sprzedaży Grupy w I kwartale wzrosły o 1,1% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, przy nieznacznie wyższym średnim kursie euro (o 0,4%).

W omawianym okresie wzrosła sprzedaż większości asortymentów. Wzrost sprzedaży twardych folii opakowaniowych o 11,5% to rezultat optymalizacji lokalizacji linii produkcyjnych i wynikającego z niej wzrostu konkurencyjności produktów. Wzrost w pozycji „pozostała sprzedaż” o 19,1% wynika ze wzrostu sprzedaży granulatów. Spadek sprzedaży w grupie opakowań przemysłowych (o 11,8%) wynika z czasowego ograniczenia mocy produkcyjnych związanego z uruchomienia nowej linii do produkcji folii nanoErgis, której instalacja wymagała wcześniejszego wyłączenia dwóch najstarszych linii produkcyjnych do wytwarzania folii stretch.

I kwartał 2014 wypadł pozytywnie pod względem rentowności operacyjnej. Marża wyniosła 27,1 mln zł, podczas gdy w analogicznym kwartale 2013 roku 24,6 mln zł, co oznacza wzrost o 10%. Podobnie, na wyraźnie wyższym poziomie, ukształtowały się zysk z działalności operacyjnej oraz EBITDA. Zrealizowany wynik EBITDA to 14,7 mln zł, w porównaniu do 11,3 mln zł w I kwartale roku 2013.

Poprawa sytuacji w zakresie rentowności dotyczy w głównej mierze segmentu wyrobów opakowaniowych i miała miejsce zarówno w Jednostce Dominującej, jak i głównych spółkach zależnych. Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży większości asortymentów, podjętych działań reorganizacyjnych, przeprowadzonych głównie w biznesie folii twardych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także wzrostu udziału sprzedaży folii nanoERGIS w całości sprzedaży folii strech.

Wartości zysku brutto i zysku netto w I kwartale 2014 roku były znacząco wyższe od wypracowanych w I kwartale 2013.

OTOCZENIE RYNKOWE

W I kwartale 2014 ceny wszystkich głównych surowców strategicznych (PVC, DINP, LLDPE, PET) były z reguły niższe zarówno w stosunku do poprzedniego kwartału, jak i do analogicznego kwartału ubiegłego roku (tylko cena PVC była nieznacznie wyższa niż w IV kwartale 2013). W odniesieniu do DINP oraz PET spadek był znaczący i zbliżył się do 10%. Można zatem podsumować, że sytuacja surowcowa w I kwartale 2014 była sprzyjająca.

Wpływ niezrealizowanych różnic kursowych w minionym kwartale był pomijalny (+69 tys. zł), podczas gdy w I kwartale 2013 roku różnice te pogorszyły wynik o 1,3 mln zł.

Mamy za sobą udany pierwszy kwartał, w którym wypracowaliśmy dobre wyniki finansowe. Wzrost rentowności jest rezultatem zwiększenia wolumenu sprzedaży większości asortymentów, podjętych działań reorganizacyjnych, w tym relokacji środków produkcji z Niemiec do Polski, a także wzrostu udziału sprzedaży folii nanoERGIS w całości sprzedaży folii stretch – powiedział Tadeusz Nowicki, Prezes Zarządu ERGIS-EUROFILMS.

Uzyskane w 2013 roku wyniki finansowe oraz dobry początek roku pozwoliły Spółce po raz pierwszy zapowiedzieć wypłatę dywidendy z zysku za 2013 rok – dodał Tadeusz Nowicki.

Rima Qureshi została mianowana starszym wiceprezesem i dyrektorem ds. strategii dla Grupy Ericsson

Ericsson mianuje Rimę Qureshi dyrektorem ds. strategii dla Grupy Ericsson, w której będzie ona również kierować strategią i działalnością spółki w zakresie fuzji i przejęć (M&A). Ponadto będzie pełnić funkcję prezesa oddziału modemów.

Hans Vestberg, prezes i dyrektor generalny Ericsson, oświadczył: „Jestem bardzo zadowolony z tej nominacji. Z racji swojego wszechstronnego doświadczenia w kierowaniu operacjami biznesowymi oraz fuzjami i przejęciami, jak również istotnych osiągnięć w zakresie rozwoju i realizacji strategii, Rima jest idealną osobą na to stanowisko. Rima skutecznie zarządzała integracją aktywów CDMA i LTE dla byłej spółki Nortel Network Corporation oraz kierowała oddziałem systemów mobilnych CDMA w latach 2010-2012.”

Rima Qureshi jest starszym wiceprezesem oraz członkiem zespołu kierowniczego Ericsson od 2010 r.

Nowa dyrektor oświadczyła: „Dla branży jest to czas szybkiej transformacji i nie potrafię sobie wyobrazić lepszego okresu niż ten na kierowanie rozwojem strategii Grupy Ericsson. Jednocześnie liczę na ścisłą współpracę z zespołem w oddziale modemów, aby zapewnić nasze skuteczne działanie w oparciu o najbardziej zaawansowany w branży modem LTE”.

Rima Qureshi dołączyła do Ericsson w 1993 r.; przed kierowaniem oddziałem systemów mobilnych CDMA pełniła funkcje kierownicze w działach badań i rozwoju, sprzedaży i usług, włącznie z zarządzaniem globalnymi centrami dostawy usług w Kanadzie, USA, Meksyku i Brazylii.

W kwietniu 2011 r. Qureshi została wybrana do zarządu MasterCard Worldwide ze względu na szerokie doświadczenie międzynarodowe i zmysł przedsiębiorczy. W kwietniu 2014 r. została nowym członkiem rady nadzorczej Wolters Kluwer – globalnego lidera w dziedzinie profesjonalnych usług informacyjnych.

Qureshi posiada tytuł licencjata w dziedzinie systemów informatycznych oraz tytuł MBA – oba z nich uzyskała na McGill University w Montrealu.

Wizyta Prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce

W dniach 3-4 czerwca 2014 r. (wtorek-środa) wizytę w Polsce złoży Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Barack Obama.

Źródło: Prezydent.pl

Dobre wyniki kwartalne Grupy TAURON w trudnym otoczeniu rynkowym

Przychody ze sprzedaży Grupy TAURON w I kwartale 2014 wyniosły 4 887 mln zł, a EBITDA 1 088 mln zł. Marża EBITDA wyniosła 22,3 proc., zaś marża EBIT ok. 13 proc. Realizowany program poprawy efektywności przyniósł w I kwartale 2014 r. ok. 100 mln zł oszczędności.

– Osiągnięte w I kwartale 2014 r. wyniki finansowe należy oceniać jako bardzo dobre, mimo że mamy w tym roku do czynienia z wieloma czynnikami, które negatywnie wpływają na sytuację firm sektora energetycznego. Wyniki są wyższe od oczekiwanych przez rynek. W pierwszych trzech miesiącach 2014 r. najlepiej radziły sobie Segmenty: Odnawialne Źródła Energii, Dystrybucja i Ciepło, które zanotowały wyższy wynik EBITDA niż rok wcześniej – mówi Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia.

– Warto zwrócić uwagę na satysfakcjonujący poziom EBITDA, która wyniosła 1 088 mln zł oraz marży EBITDA. Trzeba też podkreślić, że nieznaczny spadek EBITDA w zestawieniu rok do roku wynika z faktu, że I kwartał 2013 r. był wyjątkowo dobrym okresem. Przypomnę, że w tym czasie mieliśmy do czynienia z bardzo korzystną sytuacją rynkową dotyczącą Segmentu Sprzedaż, który skorzystał wówczas na rekordowo niskich cenach zielonych certyfikatów, co przełożyło się na niskie koszty związane z ich umorzeniem. Dodatkowo w I kwartale 2013 r. cena sprzedaży energii przez Segment Wytwarzanie była istotnie wyższa niż w I kwartale 2014 r. – mówi Krzysztof Zawadzki, wiceprezes zarządu ds. ekonomiczno-finansowych TAURON Polska Energia.

– Wolumen dystrybucji energii elektrycznej w I kwartale 2014 r. utrzymał się na poziomie sprzed roku (ponad 12,2 TWh), zaś liczba klientów przyłączonych do sieci dystrybucyjnej Grupy wzrosła o 44 tys. rok do roku (łącznie ponad 5,35 mln). Notujemy także dynamiczne wzrosty wolumenów w Segmencie Odnawialnych Źródeł Energii, co jest efektem uruchomienia w końcówce poprzedniego roku dwóch farm wiatrowych. Taki trend będziemy chcieli utrzymać w przyszłości –mówi Krzysztof Zawadzki.

Produkcja węgla handlowego w I kwartale 2014 r. osiągnęła poziom niższy niż rok wcześniej i wyniosła 1,25 mln ton. Spadł również wolumen produkcji energii elektrycznej, który w pierwszych trzech miesiącach br. wyniósł 3,69 TWh.

W I kwartale 2014 r. miało miejsce ograniczenie produkcji w konwencjonalnych źródłach wytwarzania energii. Było to między innymi efektem bardzo ciepłej zimy i spadku popytu na energię.

Przychody ze sprzedaży

W I kwartale 2014 r. Grupa TAURON osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 4,88 mld zł, czyli o 5,4 proc. niższe niż rok wcześniej. Głównymi czynnikami mającymi wpływ na spadek przychodów są niższe ceny sprzedaży oraz niższy wolumen sprzedanej energii elektrycznej. Efekt ten został częściowo skompensowany przychodami uzyskanymi przez Segment Wytwarzanie (wzrost przychodów z regulacyjnych usług systemowych i rezerw mocy, sprzedaż większego wolumenu energii elektrycznej na rynku bilansującym) oraz Segment Dystrybucja – z tytułu świadczonej usługi dystrybucyjnej (wyższe stawki taryfowe, niższe koszty operacyjne).

W porównaniu do analogicznego okresu 2013 r. Grupa TAURON osiągnęła wyższe przychody ze sprzedaży w Segmentach: Dystrybucja, OZE oraz Obsługa Klienta. Największą dynamikę wzrostu przychodów uzyskał Segment OZE.

EBITDA i zysk netto

Zysk operacyjny powiększony o amortyzację wyniósł w I kw. 2014 r. 1 088 mln zł i był niższy niż w analogicznym okresie 2013 r. o 11 proc. Największy wpływ na EBITDA miały: niekorzystna sytuacja na rynku energii elektrycznej skutkująca niższymi cenami sprzedaży energii oraz wyższe ceny zakupu praw majątkowych w I kwartale 2014 r. w stosunku do roku ubiegłego. Zysk netto po trzech miesiącach 2014 r. osiągnął 399 mln zł.

Inwestycje i zadłużenie

W I kwartale 2014 r. Grupa TAURON utrzymała trend wzrostowy w zakresie nakładów inwestycyjnych. W porównaniu do I kwartału 2013 r. CAPEX wzrósł o 4,5 proc. i osiągnął poziom 565 mln zł. Największe inwestycje dotyczyły Segmentu Dystrybucja (budowa nowych przyłączy: 84 mln zł oraz modernizacja i odtworzenie majątku sieciowego: 261 mln zł).

– Najważniejszym wydarzeniem pierwszych miesięcy tego roku było zawarcie z konsorcjum Rafako-Mostostal Warszawa umowy na budowę bloku o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Ponadto w marcu podpisaliśmy porozumienie z Polskimi Inwestycjami Rozwojowymi w sprawie finansowania budowy bloku parowo-gazowego o mocy 413 MW w Elektrowni Łagisza. Realizacja tych projektów oznacza, że w najbliższych kilku latach największe inwestycje Grupy TAURON będą miały miejsce w Segmencie Wytwarzanie. Całkowita wartość inwestycji w Jaworznie to ok. 6,2 mld zł, a jej zakończenie zaplanowane jest na 2019 rok – tłumaczy Dariusz Lubera.

Zadłużenie finansowe Grupy TAURON na koniec I kwartału 2014 r. wyniosło 6,3 mld zł. W jego strukturze przeważają obligacje, których udział wynosi ok. 78 proc. Wskaźnik dług netto/EBITDA kształtuje się na bezpiecznym poziomie 1,68.

KNF chce uregulować sprzedaż polis w bankach. Zbyt silne regulacje mogłyby ograniczyć dostęp do tego typu ubezpieczeń

KNF zapowiada, że Rekomendacja U, która będzie regulować sprzedaż ubezpieczeń przez banki, ma być gotowa do końca czerwca. Prace nadzorcy z uwagą śledzi branża ubezpieczeniowa, ponieważ rekomendacje będą dotyczyć również sprzedaży polis przez agentów czy brokerów. Kanał bankowy jest o tyle ważny, że ma istotny udział w sprzedaży niektórych rodzajów ubezpieczeń, która w dodatku jest mocno powiązana ze sprzedażą kredytów i innych produktów bankowych. Dlatego zbyt restrykcyjne rekomendacje mogą sprawić, że dostęp do nich będzie mniejszy.

Bancassurance, czyli sprzedaż polis z produktami bankowymi, to bardzo istotna część rynku ubezpieczeń na życie i rynku ubezpieczeń osobowych – przekracza 50 proc. W związku z tym wszystkie działania regulacyjne powinny mieć na względzie rozwój tego rynku, a nie jego likwidację – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Rościszewski, prezes Cardif Polska.

Według Rościszewskiego rozwój rynku bancassurance, czyli sprzedaży ubezpieczeń razem z produktami bankowymi, np. z kredytami, przyczynił się nie tylko do zwiększenia dostępności tych produktów, lecz także do wzrostu liczby osób objętych ubezpieczeniem.

Ten kanał dystrybucji dał ogromne możliwości dostępu do ubezpieczeń ludziom, którzy dotychczas ubezpieczeni nie byli. Sam fenomen tego, że tyle milionów ludzi mogło uzyskać realne świadczenia ubezpieczeniowe i dostęp do kredytu, myślę, że w wystarczający sposób tłumaczy funkcjonowanie i istnienie rynku bancassurance w Polsce – ocenia prezes Cardif Polska.

Zdaniem części ekspertów stwierdzone przez KNF nieprawidłowości mogły prowadzić w niektórych przypadkach do sytuacji, że klient – wbrew swojemu przekonaniu – de facto nie posiadał ochrony z tytułu ubezpieczenia. To dlatego, że część banków łączy rolę ubezpieczyciela i pośrednika ubezpieczeniowego, co może prowadzić do konfliktu interesów. Polega on na tym, że bank, reprezentując kredytobiorców (jako ubezpieczający jest stroną umowy o świadczenie usługi ubezpieczeniowej), nie ma motywacji do dbania o ich interesy, ponieważ pobiera prowizję od firm ubezpieczeniowych. Te z kolei mogą płacić w zależności od szkodowości sprzedawanych przez bank ubezpieczeń, przez co bankom nie zależy na dochodzeniu roszczeń z tytułu ubezpieczeń.

Ponadto powszechną praktyką według KNF był utrudniony dostęp do treści umowy ubezpieczenia. Kolejną podnoszoną przez nadzór kwestią jest to, że banki często narzucały kredytobiorcy wybór określonego ubezpieczyciela i produktu, niekiedy warunkując tym decyzję o przyznaniu kredytu. Komisja krytykowała również wysokość prowizji w bancassurance.

Prezes Cardif uważa jednak, że nie daje to podstaw do tego, by sprzedaż ubezpieczeń przez banki i inne podmioty została ograniczona w wyniku zewnętrznej regulacji, jak miało to miejsce w Wielkiej Brytanii i Holandii.

Mamy bardzo różne systemy pozwalające rozwiązać ten problem. Są propozycje ekstremalne z punktu widzenia ubezpieczyciela, jak w przypadku rynku brytyjskiego czy holenderskiego. Ale mamy też bardzo ciekawe propozycje na rynku niemieckim czy francuskim, gdzie te ubezpieczenia są istotną częścią rynku lokalnego. I tam regulator raczej nie myśli o tym, żeby tę dziedzinę ubezpieczeń zlikwidować, tak jak to się stało w Anglii czy w Holandii, ale żeby wprowadzić takie prokonsumenckie zasady funkcjonowania, które pozwolą z jednej strony na ucywilizowanie tego rynku, a z drugiej strony na jego sensowny rozwój. Myślę, że dokładnie w tym kierunku powinny iść rekomendacje – uważa Jan Rościszewski.

Przewodniczący KNF Andrzej Jakubiak mówił wcześniej agencji informacyjnej Newseria Biznes, że rynkowa samoregulacja jest bardzo istotna, a KNF chce wkraczać tylko tam, gdzie regulacja zewnętrzna jest niezbędna. W toku prac nad Rekomendacją U dotyczącą bancassurance nadzorca nie deklarował, że jego celem jest likwidacja lub marginalizacja tego kanału sprzedaży ubezpieczeń.

Środowisko ubezpieczeniowe nad tym pracuje i współpracuje z KNF-em. I mam nadzieję, że ostateczna rekomendacja będzie dobra i dla rynku, i dla klienta, nie ograniczy mu dostępu do świadczeń ubezpieczeniowych i usług bankowych – mówi Rościszewski.

Ta ostatnia możliwość związana jest z faktem, że sprzedaż ubezpieczeń wraz z kredytami ułatwia bankom szacowanie ryzyka kredytowego poprzez scoring. Teoretycznie brak możliwości zastąpienia ubezpieczenia przez inne formy zabezpieczenia (np. w postaci aktywów) może ograniczyć dostęp do kredytu dla osób, które mają wyższą charakterystykę ryzyka.

Mamy nadzieję, że to nie wepchnie istotnej części rynku polskiego do szarej strefy. Ubezpieczenia powiązane z produktami bankowymi pozwalały na to, aby klienci mieli do tych produktów powszechny dostęp, a scoring bankowy funkcjonował w sposób prawidłowy – tłumaczy prezes Cardif Polska.

Oferowane przez banki ubezpieczenia można podzielić na typowe produkty ochronne oraz inwestycyjne. Zdaniem Rościszewskiego, nadzorca dopatrzył się nieprawidłowości w bancassurance głównie w zakresie sprzedaży produktów inwestycyjnych. Komisja stwierdziła m.in., że oferowane produkty inwestycyjne nie były dopasowane do preferencji oraz charakterystyki klientów, a banki nie przekazywały rzetelnych informacji na temat ryzyka inwestycyjnego.

Rynek się zgadza, że niektóre produkty powinny zostać w sposób sensowny uregulowane. Kwestia jest tylko taka, żeby nie wylać dziecka z kąpielą, i żeby była powszechność dostępu do ubezpieczeń ochronnych, które będą sprzedawane wraz z produktami bankowymi – uważa Jan Rościszewski.

GPW chce stworzyć rynek kapitału dla innowacyjnych mikrofirm. Ma on pobudzić rozwój giełdy i gospodarki

CEO Magazyn Polska

Warszawska giełda jest w szczególnym momencie. Wysycha strumień prywatyzowanych spółek Skarbu Państwa i trwa reforma OFE. Jednocześnie musi się ona mierzyć z rosnącą konkurencją ze strony innych giełd i platform. Jedną z odpowiedzi na te wyzwania może być stworzenie rynku kapitału dla innowacyjnych mikrofirm w formule crowdfundingu, czyli finansowania społecznościowego. 

Ministerstwo Skarbu Państwo szacuje, że przychody z tytułu prywatyzacji wyniosą w tym roku 3,7 mld zł. Nie wiadomo, jakie są planowane przychody w latach następnych ani jaka część z nich trafi na rynek kapitałowy, ponieważ rząd nie opracował nowego planu prywatyzacji (ostatni dokument dostępny na stronach MSP dotyczy okresu 20122013). Wiele wskazuje na to, że wpływy z prywatyzacji będą coraz niższe, bo zdaniem MSP państwo ma coraz mniej atrakcyjnych aktywów na sprzedaż. W dokumencie „Kierunki prywatyzacji majątku Skarbu Państwa na 2014 r.” można przeczytać także, że ze względu na realizację programu Inwestycje Polskie część aktywów przeznaczonych wcześniej do prywatyzacji zasili kapitał spółki Polskie Inwestycje Rozwojowe.

Znajdujemy się w końcowej części sprzedaży spółek przez giełdę. Oczywiście trwająca prywatyzacja, również program akcjonariatu obywatelskiego, budowały siłę i wartość giełdy przez wiele lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Szczepański, członek zarządu GPW. – Drugi element to reforma OFE, które stanowią dosyć istotną siłę, zwłaszcza na rynku pierwotnym, jako część podmiotów kupujących na rynku. W wielu przypadkach mówiło się, że są odpowiedzialne za coś, co nazywa się „Polish premium”, czyli nieco lepszą wycenę spółek notowanych na giełdzie warszawskiej.

Z punktu widzenia spółek lepsza wycena oznacza niższy koszt pozyskania kapitału w drodze emisji akcji. Obecność funduszy emerytalnych jako kupujących pomagała uzyskać wyższe wpływy z IPO (w tym prywatyzacji spółek Skarbu Państwa), co dodatkowo przyciągało na rynek inwestorów i kolejne spółki. Jednak dane ZUS pokazują, że prawdopodobnie tylko niewielka część ubezpieczonych zdecyduje się pozostawić część składki z OFE.

Kolejnym wyzwaniem dla GPW jest rosnąca konkurencja ze strony innych giełd i platform handlu. Giełda musi z jednej strony zabiegać o dopływ kapitału ze strony inwestorów, a z drugiej – o spółki, które będą chciały emitować akcje. Atrakcyjną rynkową niszą, która może zagospodarować GPW, są innowacyjne mikrofirmy oraz indywidualni inwestorzy, którzy dysponują skromnym kapitałem.

Jednym z ostatnich pomysłów, który bardzo energicznie będziemy wdrażać, jest pomysł powołania platformy crowdfundingowej, która pomagałaby pozyskiwać kapitał na działalność małych firm czy też nawet mikrofirm – mówi członek zarządu GPW.

Uruchomienie platformy crowdfundingu kapitałowego mogłoby ułatwić zdobywanie funduszy na rozwój najbardziej ryzykownym, ale jednocześnie innowacyjnym przedsięwzięciom. Ze względu na niewielkie zainwestowane sumy inwestorzy w ramach finansowania społecznościowego mogą chętniej przyjmować na siebie ryzyko, którego nie są skłonne zaakceptować banki czy fundusze venture capital.

Są to nowe pomysły, czasami nawet szalone pomysły, ale innowacyjne. A takiej innowacyjności na pewno, zwłaszcza w polskiej gospodarce, bardzo potrzeba. Dlatego uważam, że wspieranie tego rodzaju platformy jest konieczne – twierdzi Mirosław Szczepański.

Dzięki platformie crowdfundingu GPW miałaby ofertę dla praktycznie każdego emitenta, w dowolnej fazie rozwoju. To dlatego, że wymogi prospektowe związane z ofertą byłyby minimalne.

Mamy rynek NewConnect przeznaczony dla spółek wzrostowych, o dużo mniejszym doświadczeniu, również dla start-upów. I crowdfunding, którego jeszcze nie ma, ale który chcielibyśmy uruchomić, jest niejako dopełnieniem rynku NewConnect, ponieważ jest przeznaczony dla dużo mniejszych spółek – wskazuje członek zarządu GPW.

Według szacunków Komisji Europejskiej w ubiegłbym roku poprzez platformy crowdfundingowe zebrano w UE kapitał o wartości 1 mld euro. To niecałe 25 proc. światowego rynku, na którym czołowe miejsce, z 50-proc. udziałem, zajmują Stany Zjednoczone. 

Obok finansowania bardziej ryzykownych przedsięwzięć crowdfunding może wypełnić także częściowo lukę związaną z ostrożniejszą polityką kredytową banków. Regulacje w ramach tzw. Bazylei III wymuszają redukcję dźwigni finansowej w bankach, co zdaniem części ekonomistów może negatywnie wpływać na wzrost gospodarczy poprzez wzrost kosztu kapitału dla firm. Wzrost gospodarczy w dłuższym okresie zależy jednak przede wszystkim od rozwoju technologicznego, czyli innowacji, dlatego rozwój alternatywnych sposobów finansowania może być remedium na ryzyko coraz wolniejszego wzrostu.

Liczymy na spółki jak najbardziej innowacyjne. One charakteryzują się najwyższą stopą zwrotu. Prawdziwie innowacyjne firmy – na przykład z Doliny Krzemowej – podbiły cały świat, więc liczymy na to, że z naszej platformy crowdfundingowej kiedyś wyrośnie taka spółka, która zadebiutuje na głównym parkiecie Giełdy Papierów Wartościowych i będzie działała globalnie – mówi Mirosław Szczepański.

Duży potencjał rozwoju nie ogranicza się jedynie do platformy crowdfundingu czy też rynku Catalyst lub NewConnect. Relacja wartości rynkowej spółek notowanych na GPW do wartości polskiego PKB jest dwa razy niższa niż państwach rozwiniętych. Ponad 20-letni okres istnienia GPW wystarczył do zajęcia pozycji lidera w Europie Środkowej, ale był za krótki, by giełda stała się równie istotną częścią gospodarki, co w krajach zachodnich.

Obecnie jesteśmy największym rynkiem regionu, największą giełdą w Europie Środkowej i Wschodniej. Jeżeli chodzi o kapitalizację, wartość obrotu, jesteśmy więksi niż poszczególne giełdy, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę holding giełd centralnej Europy, czyli CEESEG. Oczywiście mamy jeszcze dużo do zrobienia: jeżeli porównamy relacje naszej kapitalizacji do PKB, która jest na poziomie 36 proc. W krajach rozwiniętych średnia Unii Europejskiej to sześćdziesiąt kilka procent, a średnia światowa utrzymuje się na poziomie 77 proc. – wyjaśnia Szczepański.

Katowicki Holding Węglowy: Sytuacja w górnictwie jest bardzo zła. Odpowiedzialność za ten stan ponoszą kolejne rządy

CEO Magazyn Polska

Polska już dawno nie jest górniczą potęgą. Obecne wydobycie węgla jest blisko dwukrotnie niższe niż na początku transformacji, a import przewyższa eksport. To dlatego, że od początku przemian nie powstała ani jedna spójna i całościowa strategia dla górnictwa  uważa prezes Katowickiego Holdingu Węglowego Roman Łój. Kopalnie potrzebują ogromnych nakładów na utrzymanie poziomu wydobycia i poprawę rentowności, a mimo to wielokrotnie opóźniano ich debiut na giełdzie i restrukturyzację. Tak było również w przypadku Katowickiego Holdingu Węglowego.

Sytuacja polskich spółek wydobywających węgiel kamienny jest bardzo zła, a niektórych wręcz katastrofalna. I powiedzmy szczerze, ten problem nie zrodził się wczoraj. Na dobrą sprawę od roku 1990 żaden rząd nie opracował spójnego i kompleksowego bilansu paliwowoenergetycznego. Dlatego górnictwo węgla kamiennego porusza się czasami po omacku, nie wiemy dokładnie, jakie będzie zapotrzebowanie na węgiel, czy nie będzie wzrostu importu węgla, importu energii, przestawienia na węgiel brunatny – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Łój, prezes Katowickiego Holdingu Węglowego. 

Kolejną niewiadomą jest także kwestia prywatyzacji, którą zgodnie z „Planem prywatyzacji na lata 2012–2013” miały zostać objęte wszystkie duże spółki górnicze oraz Węglokoks. Z tej listy udało się wprowadzić na GPW jedynie Jastrzębską Spółkę Węglową. W 2011 r. na parkiet miały trafić także akcje Katowickiego Holdingu Węglowego. Oferta publiczna KHW (oraz pozostałych spółek) opóźniała się, co rząd tłumaczył trwającą restrukturyzacją. Wiceminister skarbu państwa Paweł Tamborski pod koniec ubiegłego roku twierdził, że giełdowy debiut Węglokoksu i KHW jest możliwy w 2014 r. Ze względu na obecną sytuację w górnictwie jest to jednak mało prawdopodobne. Branża czeka teraz na strategię rządu w stosunku do górnictwa, bo bez niej trudno będzie prowadzić działania naprawcze w spółkach.

Będę spokojny wtedy, kiedy w ślad za słowami pójdą czyny, bo to nie jest prosta sytuacja do rozwiązania i premier też nie ma gotowej recepty, ani to nie jest kwestia wydania jednego polecenia czy jakiegoś rozporządzenia. Tutaj jest potrzebna głęboka analiza sytuacji, współpracy z największymi odbiorcami, jak również kwestia konieczności skierowania części węgla na eksport – uważa Roman Łój.

Na razie rząd zapowiedział zbadanie możliwości poprawy sytuacji w branży poprzez m.in. utworzenie państwowych składów węgla; zablokowanie „nieuczciwego” importu węgla oraz obniżkę obciążeń fiskalnych. Premier Donald Tusk wykluczył jednocześnie możliwość całkowitego zakazu importu, czego domagały się związki zawodowe z Kompanii Węglowej. Z kolei jej prezes Mirosław Taras powiedział, że na dłuższą metę przyszłość polskiego górnictwa zależy od tego, czy uda się obniżyć koszty poprzez zwiększenie elastyczności zatrudnienia oraz płac. Według prezesa Katowickiego Holdingu Węglowego to, w jaki sposób będzie przebiegała restrukturyzacja KW, będzie silnie oddziaływać na całe górnictwo.

Kompania Węglowa ze względu na swoją wielkość, zarówno w obszarze produkcji, jak i zatrudnienia, jest kluczowym operatorem, kluczowym graczem, jeżeli chodzi o węgiel kamienny i dlatego musimy – jako trzykrotnie mniejszy partner – bacznie przyglądać się rozwojowi sytuacji. Jakiekolwiek wymknięcie się spod kontroli sytuacji w Kompanii Węglowej może grozić całkowitą destabilizacją rynku węglowego w Polsce – twierdzi prezes KHW.

W trudnym okresie dla branży, jakim był 2013 r., Katowicki Holding Węglowy osiągnął 43 mln zł zysku netto. W tym roku, według prognoz spółki, zysk ma urosnąć do 51 mln zł. Relatywnie dobre wyniki KHW to zasługa zwiększonej produkcji średnich i grubych gatunków węgla, które osiąga wyższe ceny na rynku od miałów energetycznych. Dzięki temu średnia cena sprzedaży w 2013 r. była wyższa od wcześniej zakładanej. Śląska spółka szuka też możliwości zwiększenia eksportu, m.in. do Austrii, która może mieć problem z importem węgla z powodu konfliktu na Ukrainie.

Prowadzimy intensywne rozmowy z Węglokoksem na temat tego, na których rynkach możemy ulokować produkty. Mamy nadzieję, że odblokuje się rynek austriacki, skąd praktycznie węgiel rosyjski kilka lat temu nas wyparł. Ale jedyna droga do wyjazdu tego węgla prowadzi przez Ukrainę. Zakładamy, że gdyby były problemy logistyczne, to Austriacy w sposób naturalny będą się musieli skierować po węgiel do Czech i do Polski – uważa Łój.

Górnictwo to sektor gospodarki, który wymaga ogromnych nakładów kapitałowych. Przygotowanie i realizacja inwestycji w górnictwie trwa wiele lat, natomiast okres generowania przez nie przychodów jest krótki, co po stronie firm zwiększa ryzyko związane m.in. z płynnością i opłacalnością projektów.

Obecna dekoniunktura na rynku węgla sprawia, że spółki ograniczają inwestycje, które mogłyby zwiększyć wydobycie. W przypadku całego sektora nakłady inwestycyjne nie pozwalają nawet na odtworzenie możliwości produkcyjnych, w rezultacie od początku transformacji spada wielkość wydobycia. W 2013 r. wydobyto zaledwie 76,5 mln ton węgla, o 2,7 mln ton mniej niż rok wcześniej. Na początku lat 90. z polskich kopalń pozyskiwano około 140-150 mln ton węgla, a w 2000 r. – blisko 100 mln ton. 

Przy eksploatacji węgla konsumujemy wytworzony front eksploatacyjny, więc to są inwestycje rzędu kilkudziesięciu milionów złotych. Oddajemy rocznie około 20 ścian do eksploatacji i duże zmechanizowane kompleksy ścianowe, razem z obrotami przygotowawczymi to jest taki wymiar jak na przykład budowa fabryki Opla w Gliwicach. Przy czym ta fabryka może produkować samochody przez 20 lat, natomiast nasza inwestycja kończy się po kilkunastu miesiącach. Oczywiście, sprzęt jeszcze będzie pracował na kilku kolejnych ścianach, ale najdalej przez 4-5 lat – wyjaśnia prezes KHW.

Jak podkreśla, strategiczne inwestycje dla KHW to rozpoczęcie prac przygotowawczych do budowy nowego szybu, do głębokości 1,3 tys. metrów, oraz uzbrojenia szybu na kopalni „Staszic”. Na obie te inwestycje wraz z towarzyszącymi im pracami potrzeba jest znacznie ponad 2 mld zł do 2020 roku.

W Polsce jest miejsce na kolejne 4 tysiące dyskontów. Jeszcze szybciej rozwija się e-handel

0

CEO Magazyn Polska

Liczba dyskontów w Polsce może jeszcze wzrosnąć nawet dwukrotnie w perspektywie kilku lat – tak potencjał rynku ocenia Przemysław Schmidt, członek rady nadzorczej Czerwonej Torebki. Dziś działa ponad 3 tysiące tego typu sklepów, a do końca roku ma ich być 4 tysiące. Obecnie wciąż połowę rynku handlowego mają małe sklepy, ale rola sieci, szczególnie dyskontowych, rośnie. Czerwona Torebka chce w tym roku także podwoić liczbę sklepów Małpka Express i liczy na dalszy dynamiczny rozwój e-commerce.

Sektor handlowy jak każdy sektor cały czas się zmienia i rozwija. Przede wszystkim widzimy cały czas dalszą ekspansję sieci. W tej chwili blisko 50 proc. to są rozdrobnione sklepy rodzinne, a to się na pewno będzie zmieniać – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Schmidt, członek rady nadzorczej Czerwonej Torebki.

Schmidt podkreśla, że rozwój dyskontów oraz e-handlu to dwa najważniejsze trendy w polskim handlu. Dyskonty powstają we wszystkich miastach powyżej 10 tys. mieszkańców, choć potencjał różni się w zależności od konkretnej lokalizacji. Schmidt zaznacza, że tego typu sklepów w Polsce wciąż jest mało, bo miejsca na rynku jest na dużo więcej placówek. W Niemczech – ojczyźnie dyskontów – działa ich nawet 17 tysięcy.

W tej chwili mamy na rynku ponad 3 tys. dyskontów, spodziewamy się, że do końca tego roku będzie około 4 tys. łącznie, we wszystkich sieciach dyskontowych. Spodziewamy się, że na rynku potencjał jest dla 7-8 tys. dyskontów – uważa Przemysław Schmidt. – My również mamy ten koncept – sieć Dyskont. Bardzo intensywnie go rozwijamy, jesteśmy z tego bardzo zadowoleni.

Czerwona Torebka otworzy 16 maja w Oleśnicy dwunasty Dyskont w kraju.

Polacy też coraz bardziej przekonują się do zakupów w sieci. Rynek e-handlu, jak podkreśla Schmidt, rośnie rocznie w tempie ok. 30 proc. Jednak nie oznacza to, że nie wymaga zmian.

Polacy mają z e-commerce’em dwa problemy: nie lubią płacić kartą kredytową przez internet, bo się tego trochę boją i wolą zapłacić w punkcie odbioru, a po drugie: nie lubią czekać w domu na kuriera. To jest słaba propozycja, kiedy ktoś nam każe czekać w domu od godziny 15 do 20, bo kurier przyjedzie. Ja pracuję, nie mam na to czasu – tłumaczy Schmidt.

W związku z tym sklepy internetowe powinny dostosowywać do klientów swoją ofertę. Schmidt podkreśla, że należący do Czerwonej Torebki sklep Merlin.pl umożliwia osobisty odbiór i zapłatę za towar w punkcie odbioru. Do końca tego roku w całym kraju ma być ich ok. 500. Spółka umożliwia także odbiór zamówień w należących do niej sieci sklepów Małpka Express. Jest ich już ok. 250, a do końca roku ta liczba ma się podwoić.

Schmidt liczy, że dzięki rozpoznawalnej marce i dużej skali działalności Merlin.pl będzie rósł nawet szybciej niż cały rynek e-commerce. Czerwona Torebka jest gotowa inwestować w rozwój tego sklepu, który działa już od 15 lat.

Trwają prace nad regulacjami ws. łupków. Brakuje jeszcze propozycji ws. bezpieczeństwa chemicznego

CEO Magazyn Polska

Sejm pracuje nad regulacjami ws. gazu łupkowego. Jak zapowiedziało w ubiegłym tygodniu Ministerstwo Środowiska, prawdopodobnie na początku czerwca projekt ustawy trafi do drugiego czytania na sali plenarnej. Eksperci podkreślają jednak, że brakuje wytycznych dotyczących bezpiecznego stosowania chemikaliów przy wydobyciu. To nie tylko kwestia polskiego prawodawstwa. Takie standardy – wspólne dla wszystkich państw – powinna wypracować jedna z międzynarodowych organizacji.

– Jest mnóstwo osób i instytucji, które prowadzą badania i zajmują się zabezpieczaniem kwestii ryzyka związanego z chemikaliami wykorzystywanymi przy eksploatacji gazu łupkowego. Nie ma natomiast jednej instytucji, która spinałaby w sposób jednoznaczny i obowiązujący wszystkie tego typu kwestie – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Stangierski, partner zarządzający w A.T. Kearney w Polsce.

Jak podkreśla, mimo dużego zainteresowania, jakim w całej Europie cieszą się kwestie związane z gazem łupkowym, nie powstał dotąd kodeks ogólnych zasad dotyczących bezpieczeństwa chemicznego przy jego wydobyciu. Chodzi przede wszystkim o użycie chemikaliów do procesu szczelinowania. Przeciwnicy ostrzegają przed zanieczyszczeniem w ten sposób wód podziemnych i powierzchniowych oraz gruntów.

– Kandydatem do wytyczenia takich standardów, w sumie jedynym i najbardziej naturalnym, jest Międzynarodowe Centrum Bezpieczeństwa Chemicznego – International Centre for Chemical Safety z siedzibą Warszawie. Wśród jej inicjatyw jest właśnie stworzenie takich standardów – mówi Stangierski.

Jego zdaniem wśród opracowanych zasad powinna się znaleźć lista wykorzystywanych chemikaliów oraz spis potencjalnych zagrożeń, jakie mogą stwarzać – same i w powiązaniu z innymi czynnikami chemicznymi.

Następnie powinny tam znaleźć się także środki zaradcze, technologiczne, prawne, szkoleniowe, a prawdopodobnie także certyfikacje – podsumowuje Stangierski.

PEKAES myśli o zagranicznych rynkach. Spółka zapowiada przejęcia w Europie Środkowej

CEO Magazyn Polska

PEKAES zdecydował się podzielić z akcjonariuszami niemal całym zyskiem, jaki wypracował w ubiegłym roku. Jeszcze rok temu logistyczna spółka miała straty, ale dzięki trudnej restrukturyzacji może teraz myśleć o nowych inwestycjach. Po wejściu na rynek przewozów intermodalnych następnym celem PEKAES są przejęcia spółek z Czech, Rumunii lub Węgier.

Konsekwentnie od półtora roku realizujemy program zmian, program restrukturyzacji. Dzięki temu udało nam się uzyskać bardzo dobre wyniki. W moim odczuciu, jest to spełnienie zobowiązań wobec naszych akcjonariuszy, którzy nam zaufali i którzy z nami zostali przez ten trudny okres i doszli z nami do tego momentu sukcesu. Stąd chcemy się podzielić zyskiem i oddać to zobowiązanie naszym akcjonariuszom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Bachman, prezes PEKAES SA.

W I kwartale 2014 roku spółka zarobiła na czysto 4,2 mln złotych, podczas gdy rok wcześniej poniosła 1,6 mln zł straty netto. Przychody z kolei wzrosły w porównaniu z analogicznym kwartałem 2013 roku o 52 proc i przekroczyły 180 mln zł.

W ubiegłym roku zysk netto wyniósł 11 mln zł, podczas gdy rok wcześniej spółka zanotowała stratę w wysokości 13,4 mln zł. Po wyłączeniu zdarzeń jednorazowych, wynik netto w 2013 r. wyniósł 13 mln zł. W tym samym okresie PEKAES zwiększył przychody o blisko 5 proc., do 548,6 mln zł.

Obok optymalizacji procesów biznesowych i poprawy marż restrukturyzacja obniżyła znacząco koszty. W ciągu ubiegłego roku koszty operacyjne spadły o blisko 30 proc., a koszty ogólnego zarządu – o prawie 38 proc. Dzięki tym działaniom poprawiła się rentowność EBITDA (z 1,4 proc. w 2012 r. do 3,2 proc. w 2013 r.) oraz rentowność netto (z -2,6 proc. do 2,0 proc). Na koniec 2013 r. spółka zgromadziła środki pieniężne i krótkoterminowe aktywa finansowe o wartości 55 mln zł. Mają one finansować m.in. inwestycje w terminalach.

– Spółka planuje dalszy rozwój i kolejne inwestycje. W ostatnim czasie zmieniliśmy nasze terminale w Białymstoku, Rzeszowie, Bydgoszczy, w tym roku zmienimy również w Poznaniu i Gdyni. Są to zmiany, które będą finansowane przede wszystkim ze środków własnych, gdyż główne aktywa staramy się najmować. Stąd nasza dywidenda nie wpływa na to, co będziemy robić po stronie inwestycji w aktywa trwałe – uważa Bachman.

Spółka obsługuje obecnie kilka tysięcy klientów, a prowadzone inwestycje mają powiększać zdolności spółki do obsługi nowych rynków i większej liczby podmiotów. Poza 17 terminalami w Polsce, PEKAES współpracuje z 15 partnerami w Europie. To pozwala oferować klientom konkurencyjne usługi.

– Rozwijamy sieć międzynarodową wspólnie z naszymi partnerami. Jest to sieć, która w tej chwili obejmuje praktycznie całą Europę i pozwala nam w ciągu 48 godzin dostarczyć przesyłkę, paletę każdego naszego klienta w dowolne miejsce, które sobie wybierze, włącznie z takimi krajami jak Turcja – twierdzi prezes PEKAES SA.

W planach PEKAES ma także dalszy rozwój sieci krajowej oraz przejęcia na zagranicznych rynkach. Zarząd nie zdecydował jeszcze, czy te projekty będą finansowane poprzez emisję akcji, obligacji czy też kredyt bankowy.

To, co nas przede wszystkim interesuje, to jest południe i wschód Europy, czyli Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, w tym kierunku będziemy zmierzać – zapowiada Maciej Bachman.

Dzięki współpracy z zagranicznymi partnerami oraz planowanymi przejęciami poza Polską spółka chce sukcesywnie zwiększać udział przychodów z segmentu międzynarodowego. Rosnąć mają także udział przychodów z drobnicy, która charakteryzuje się relatywnie dobrą rentownością.

Nasz międzynarodowy segment wzrósł od 20 proc. do 30 proc. w zależności od produktów, które oferujemy klientom. Natomiast będziemy na pewno zmieniać strukturę przychodów z produktów. Zmierzamy ku temu, by rozwijać produkty drobnicowe, czyli drobnicę krajową, drobnicę międzynarodową, zmniejszać nieco udział w produktach mniej rentownych, mniej marżowych, co już pokazują zresztą nasze wyniki – mówi prezes spółki.

Duże nadzieje PEKAES wiąże także z segmentem usług intermodalnych, które są nową pozycją w jego portfolio. Kupno spółek Spedcont i Chemikals poszerzyło ofertę PEKAES o usługi związane z transportem i logistyką kolejową.

Jest to dla nas nisza, coś nowego, w co wchodzimy z pełną świadomością, bo potencjał w tym produkcie jest ogromny. Zakupy, których dokonaliśmy z końcem tamtego roku, czyli spółki Spedcont i Chemikals rozwijają się bardzo prężnie – szybciej niż to planowaliśmy. Dlatego mamy chrapkę na to, żeby przyspieszyć ten rozwój i spotęgować go bardziej, niż w tym planie, który sobie pierwotnie zakładaliśmy – mówi prezes PEKAES SA.

Polacy coraz częściej łączą się z internetem przez urządzenia mobilne. Wciąż jednak daleko nam do średniej światowej

CEO Magazyn Polska

Ponad 5 proc. polskich internautów najczęściej surfuje po sieci przy pomocy smartfonów i tabletów. Wciąż daleko nam do średniej światowej (12 proc.), ale na tle państw europejskich wypadamy całkiem nieźle – wynika z badania Mindreader. Wciąż najczęściej łączymy się z internetem przez laptopy – głównie po to, żeby sprawdzić pocztę elektroniczną i przeczytać bieżące informacje. 66 proc. osób co najmniej raz w tygodniu korzysta z portali społecznościowych.

Badanie Mindreader przeprowadzone przez Mindshare Polska pokazuje, że w Polsce wciąż najpopularniejszym medium jest telewizja. Coraz więcej Polaków korzysta z usług płatnej telewizji – aż 74 proc. osób deklaruje posiadanie pakietu abonamentowego u wybranego dostawcy. Na następnych miejscach znalazły się radio i magazyny, a dopiero za nimi internet – z zasięgiem poniżej 2/3 populacji w grupie powyżej 15. roku życia.

Internet przede wszystkim jest miejscem szukania informacji. W następnej kolejności jest to narzędzie, które ułatwia nam komunikację i służy do rozrywki. Dlatego najpopularniejszymi sposobami spędzania czasu w internecie jest poszukiwanie informacji i sprawdzanie wiadomości [84 proc. internautów – red.], po to, by dotrzymać tempa temu, co się dzieje na świecie – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dagmara Robak z Mindshare Polska.

Z badań firmy Mindshare wynika, że najpopularniejszym sposobem łączenia się z internetem jest albo komputer stacjonarny, albo laptop. Z drugiej strony już ponad 5 proc. polskich internautów deklaruje, że najczęściej łączy się z internetem przez smartfon.

To pozornie niedużo, ale czyni z nas niemal liderów w Europie. Wciąż jednak daleko nam do średniej światowej, która wynosi 12 proc. – informuje Dagmara Robak.

Smartfony przede wszystkim są wykorzystywane są do rozrywki. Na kolejnych miejscach znajdują się takie aktywności, jak szukanie informacji, zakupy czy bankowość elektroniczna.

To, co wyróżnia posiadaczy smartfonów, to pobieżne podejście do informacji. Wystarczają im nagłówki, chociaż jednocześnie deklarują, że wiedza to potęga – tłumaczy przedstawicielka Mindshare Polska.

Podobnie jak Niemcy i Kolumbijczycy, Polacy najbardziej troszczą się o finanse. O zdrowie bliskich – które jest największym zmartwieniem Hiszpanów – obawia się 31 proc. internautów z Polski. Smartfonowcy – zgodnie z wynikami badań – nie różnią się pod tym względem od innych internautów.

Na rynku reklamowym taka wiedza pozwala sensownie zachęcać reklamodawców do wydawania budżetów na kampanie kierowane również do osób, które posiadają smartfony. Dlatego, że z punktu widzenia reklamodawców są to osoby tak samo wartościowe jak każdy inny internauta – wyjaśnia Dagmara Robak.  

Cechą wyróżniającą – dość negatywnie – polskich internautów jest skłonność do krytykowania.

–  Statystyczny polski internauta jest przede wszystkim młody, ambitny, trochę brakuje mu pewności siebie. Niestety mamy bardzo przykrą cechę – dużą skłonność do krytykowania. Ponieważ częściej wykonujemy aktywności w internecie, które wiążą się z ocenianiem, krytykowaniem niż jakiekolwiek czynności twórcze – mówi Robak. – Ponadto jesteśmy bardzo rozmowni i bardzo zależy nam na podtrzymywaniu relacji. Bardzo często na tle innych krajów korzystamy z wszelkiego rodzaju komunikatorów. Warto pamiętać, że 66 proc. przynajmniej raz w tygodniu korzysta z portali społecznościowych. 

Jak podkreśla, porównanie wyników z Polski i innych krajów pozwala ocenić nasz kraj jako prymusa – Polacy są aktywni w internecie, dobrze sobie z tym radzą, a pod względem technologicznych szybko gonią Zachód .

Na tle krajów azjatyckich  Korei Południowej czy Hongkongu wypadamy gorzej. Dystans do technicznych liderów wciąż jest duży – stwierdza przedstawicielka Mindshare Polska.

Polacy bardzo chętnie korzystają z bankowości internetowej. 70 proc. ankietowanych wskazało, że raz w tygodniu loguje się na konto w internecie, najczęściej w celu opłacenia rachunków. W odróżnieniu od krajów bardziej rozwiniętych technologicznie, na przykład azjatyckich, jeszcze nie wykorzystujemy internetu do standardowych płatności i rzadko korzystamy z płatności mobilnych w telefonach komórkowych.

Koszty ogrzewania energooszczędnego domu są nawet pięć razy niższe niż tradycyjnego budynku

CEO Magazyn Polska

Ekologiczne domy energooszczędne stają się coraz bardziej popularne. Dom pasywny ogrzewa się nawet do pięciu razy taniej niż tradycyjny budynek, a koszt jego wybudowania jest zaledwie o kilka procent wyższy.

Coraz częściej mówi się o syndromie chorych budynków, w których pojawia się pleśń lub klimatyzacja nie jest regularnie czyszczona, co może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych mieszkańców. Projekt pasywnego budynku, który pozwala zaoszczędzić energię i ciepło oraz jest zbudowany z materiałów ekologicznych, nieco różni się od tradycyjnego. Eksperci przekonują, że koszty wzniesienia energooszczędnego budynku są zaledwie o 4 proc. wyższe niż tradycyjnego. Przy budowie domu energooszczędnego należy rozplanować pomieszczenia, uwzględniając strony świata. Pozwoli to na optymalne wykorzystanie przestrzeni i oszczędność energii oraz ciepła.

Przez większą część roku mamy chłodny klimat, więc należy wykorzystywać możliwość pasywnego docieplania pomieszczeń promieniami słonecznymi, otwieranie się na południe, tam, gdzie ciepłe promienie słoneczne wpadają do wnętrza i dodatkowo doświetlają i dogrzewają pomieszczenia. Można przeszklić prawie całe ściany południowe, ale nie należy też unikać przeszkleń od strony północnej, gdzie takie miękkie, białe światło ładnie doświetla wnętrza – mówi agencji informacyjnej Newseria Monika Kupska-Kupis, architekt i koordynator projektów firmy Velux, produkującej okna dachowe.

Domy pasywne pozwalają kumulować ciepło, ale i chronić przed nim w okresie letnim, kiedy większość budynków potrzebuje klimatyzacji.

Żeby nie zużywać za dużo energii na klimatyzację, warto pomyśleć o inteligentnym wykorzystaniu przesłon słonecznych, rolet czy markiz. Zaciągając rolety na dzień, kiedy słońce operuje najmocniej, możemy obniżyć temperaturę w pomieszczeniu nawet o 6 stopni – tłumaczy Monika Kupska-Kupis.

Energooszczędny dom powinien być zaprojektowany z materiałów nietoksycznych, ekologicznych. Jakość materiałów budowlanych ma znaczący wpływ na zdrowie i komfort mieszkańców. Eksperci obliczyli, że człowiek spędza w zamkniętych pomieszczeniach około 90 proc. czasu. Warto więc, by przestrzeń, w której przebywa się najwięcej, była zdrowa, żeby powietrze było świeże i często wymieniane.

Rusza konkurs na najbardziej ekonomiczny prototyp samochodu. Najlepsze potrafią przejechać niemal 600 km za 1 zł

CEO Magazyn Polska

Dzięki zastosowanym rozwiązaniom prototypy samochodów mogą przejechać nawet tysiąc kilometrów, zużywając jedną kilowatogodzinę energii. Do rywalizacji o tytuł twórcy najbardziej ekonomicznego auta w organizowanym w Rotterdamie konkursie przystąpi w tym roku dziesięć ekip z Polski.

W ramach imprezy Shell Eco-marathon ścigać się będą auta zaprojektowane przez ponad 200 drużyn z Europy i Afryki.

Szukamy sposobu, by przejechać jak najwięcej kilometrów na jednostce energii – tłumaczy Mateusz Wąsik, student Politechniki Śląskiej, reprezentant zespołu Smart Power w konkursie Shell Eco-marathon. – Zawody odbywają się z podziałem na kategorie, osobno startują więc auta z napędem spalinowym, a osobno z elektrycznym.

By uzyskać odpowiednią miarodajność pomiarów, pojazdy pokonują dziesięć okrążeń na specjalnie przygotowanym torze. Na zakończenie biegu bada się zużycie energii przy pomocy odpowiedniej aparatury.

Nasz nieoficjalny rekord Polski to przebycie pięciu kilometrów na jednej kilowatogodzinie – mówi Wąsik. – Przy obecnych cenach energii, koszt pokonania 550 km wyniósłby w takim przypadku złotówkę.

Jeszcze lepsze efekty można uzyskać przy zastosowaniu w konstrukcji pojazdu paneli fotowoltaicznych. Umożliwiają one przejechanie na jednej kilowatogodzinie nawet tysiąca kilometrów.

W tym roku w naszym aucie zastosujemy już panele słoneczne, liczymy więc, że nasz wynik wyniesie około 700-800 km – mówi Wąsik. 

W kategorii pojazdów spalinowych, zużywając porównywalną ilość energii, można przejechać około 500 km.

W wyścigu biorą udział auta klas Prototype oraz UrbanConcept. Te pierwsze nie są dopuszczone do normalnego ruchu drogowego.

Te auta są raczej niewygodne i ciasne, ale za to najbardziej wydajne. Służą głównie rozwojowi i testowaniu nowych technologii – mówi Mateusz Wąsik. – Kategoria UrbanConcept to natomiast auta przystosowane do otrzymania homologacji i dopuszczenia do ruchu. Posiadają więc niezbędne wyposażenie, takie jak światła czy wycieraczki.

Wszystkie pojazdy, biorące udział w konkursie Shell Eco-marathon, zostały zaprojektowane i wykonane przez grupy studentów lub uczniów. Tegoroczny wyścig trwa od 15 do 18 maja.

ENEA ma miliard złotych na kolejne inwestycje

Spółka podpisała z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę programową dotyczącą emisji obligacji długoterminowych o wartości 1 mld zł. Celem będzie finansowanie bieżącej działalności oraz potrzeb inwestycyjnych Grupy ENEA. Umowę podpisano na placu kluczowego dla ENEA projektu, jakim jest budowa bloku 1.075 MW w Kozienicach. W uroczystości wziął udział Minister Skarbu Państwa, Włodzimierz Karpiński.

VI Europejski Kongres Gospodarczy – najciekawsze wypowiedzi

Donald Tusk, premier rządu RP

Polski rząd będzie robił wszystko na forum europejskim i krajowym, aby potrzeba rehabilitacji węgla i budowy niezależności energetycznej znalazła praktyczny wymiar w decyzjach, które muszą polegać także na używaniu narzędzi państwowych, finansowych i organizacyjnych. Nie dlatego, że taka jest presja tej czy innej grupy zawodowej, czy dlatego, że każe nam to jakaś doktryna, ale dlatego, że dzisiaj każdy polityk odpowiedzialny za wspólnotę, musi podejmować praktyczne działania na rzecz jej bezpieczeństwa energetycznego.

Pytanie dziś – nie skąd i za ile energia, ale ile naszej energii jesteśmy w stanie wytworzyć. Ona musi być oczywiście konkurencyjna. Polska energia nie może być wyraźnie droższa od tej, która płynie przede wszystkim ze Wschodu. Nie możemy się jednak łudzić – tak jak bezpieczeństwo militarne i polityczne, bezpieczeństwo energetyczne musi trochę kosztować.

Reindustrializacja i polityka klimatyczna

Janusz Piechociński, wicepremier, minister gospodarki RP

Bardzo ważne, żeby wizja poszanowania klimatu, który jest też wartością ekonomiczną, była wizją przyjazną przemysłowi. Chcemy jeszcze przed wejściem do megastrefy z USA mieć nie 22 proc, a 25 proc. przemysłu w naszym PKB. To jest zadanie, które chcemy wykonać.

Jerzy Buzek, europoseł, były premier RP, były przewodniczący PE, honorowy przewodniczący Rady Europejskiego Kongresu Gospodarczego

W strategii Europa 2020 sformułowano konieczność budowy zupełnie nowego przemysłu i nowej polityki przemysłowej w oparciu o innowacyjność. W punkcie polityka klimatyczna poszukujemy równowagi. Przeregulowaliśmy Unię Europejską, wszyscy o tym wiedzą. Na razie udało nam się stępić ostrze polityki klimatycznej, ale niewystarczająco. Przed nami wielkie zadanie w tym zakresie.

Przemysł powinien być nowoczesny. Nie może zagrażać środowisku i zdrowiu, co nie oznacza, że może on powstać bez węgla, bez dbałości o energię.

Maciej Grabowski, minister środowiska RP

Trwają bardzo intensywne prace nad kształtem polityki energetyczno-klimatycznej UE w średnim i długim okresie. W dyskusji pojawiają się nowe pojęcia, jak koszty, konkurencyjność i bezpieczeństwo dostaw. Tego wcześniej nie było. Na tym budujemy nasze stanowisko negocjacyjne, które będzie realistyczne, konstruktywne i biorące pod uwagę polskie interesy.

Dariusz Lubera, prezes Tauron Polska Energia

Nowe inwestycje w sektorze elektroenergetycznym w Polsce to nic innego jak reindustrializacja. Ale czy będzie mogła ona być dalej prowadzona? Jeżeli nie dojdzie do rewizji celów polityki klimatycznej, nie będzie łatwo. Mam nadzieję, że nowa Komisja Europejska uzna reindustrializację w Europie za swój cel.

Marek Woszczyk, prezes PGE

Reindustrializacja to świetna wiadomość dla biznesu energetycznego, bo oznacza ona nic innego jak możliwość wzrostu popytu na energię elektryczną, czyli na produkt, który koncerny energetyczne wytwarzają. Reindustrializacja, czyli powrót do odpowiedniego stanu uprzemysłowienia, nie przyjdzie sama z siebie. Nadejdzie, gdy przemysł będzie chciał w Europie inwestować. Przeciętnej wielkości firma w UE płaci dzisiaj 20 proc. więcej za energię elektryczną, niż to się dzieje w Chinach, 65 proc. więcej niż w Indiach, dwa razy więcej niż w USA i, jeśli wierzyć statystykom rosyjskim, także dwa razy więcej niż w Rosji. Pokazuje to, że Europa nie jest dzisiaj obszarem taniej energii. Czy w takich warunkach przemysł jest tutaj w stanie się lokować, inwestować? Czy produkcja sektora przemysłowego będzie generować wystarczające marże, aby reinwestować zarobione środki i przyciągać przemysł do Europy?

Porozumienie handlowe UE – USA

Ignacio Garcia Bercero, główny negocjator Unii Europejskiej ws. Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TTIP)

To chyba najważniejsze negocjacje, jakie prowadzi UE. Dlaczego zdecydowaliśmy się na ich rozpoczęcie? Po pierwsze jesteśmy przekonani, że wynegocjowanie umowy zaowocuje wzrostem zarówno w UE i USA. Z naszych szacunków wynika, że PKB dzięki wynegocjowaniu umowy może się zwiększyć o 3 proc. Pod drugie to historyczna szansa dla UE i USA. Razem oba systemy mogą pracować lepiej. Pogodzenie ich interesów nie będzie łatwe. Współpraca może jednak zaowocować tym, że jakość stanowionego prawa wzrośnie. Po trzecie USA i UE dzięki podpisaniu umowy będą mogły wywierać globalny wpływ na tworzenie standardów i przepisów prawa. Wszystko to jest ważne, biorąc pod uwagę sens globalnego ładu gospodarczego. Możliwość wspólnego oddziaływania będzie także znacząca ze względu na interesy gospodarcze USA i UE.

Dan Mullaney, główny negocjator USA ws. Transatlantyckiego Partnerstwa w zakresie Handlu i Inwestycji (TTIP)

USA i Unia Europejska to już bardzo blisko współpracujące ze sobą organizmy gospodarcze. Dlaczego tak dużo mówimy o potrzebie zacieśnienia współpracy? Bo przyniesie to obu stronom korzyści. Chodzi o miejsca pracy, wzrost ich liczby, wyższe płace. Co chcemy osiągnąć? Będziemy się starać wyeliminować niektóre taryfy czy też podatki, które niekorzystnie wpływają na wymianę handlową. Mówiąc o współpracy handlowej, nie mamy na myśli tylko wymiany towarowej. Istotne są także usługi. W ich kwestii konieczne jest prowadzenie bardziej aktywnej polityki. Na przykład bardzo istotną kwestią jest certyfikacja. Zdarza się, że pomimo bardzo restrykcyjnego prawa w USA, nasze produkty muszą być poddawane ponownej certyfikacji w UE. Zresztą problem dotyczy także europejskich produktów w USA. Jeśli w czasie negocjacji takie kwestie uda się rozwiązać, system regulacyjny będzie lepszy, a to przyniesie określone korzyści.

Howard Chase, Director of Government Affairs, Dow Europe

Jesteśmy bardzo zainteresowani wynikiem negocjacji UE-USA. Taryfy celne nie są wprawdzie wysokie, ale przy dużym wolumenie sprzedaży stają się istotnym elementem kosztów. Istotna jest także możliwość uniknięcia podwójnej certyfikacji. Zaoszczędzone dzięki temu środki możemy wykorzystać na rzeczy bardziej produktywne.

Josh Rice, dyrektor Microsoft ds. technologii sektora publicznego na świecie

Ujednolicenie reguł w wymianie handlowej między UE i USA byłoby wymierną ulgą. Microsoft przeistacza się w firmę usługową, stąd szczególnie uważnie obserwujemy zapisy dotyczące właśnie usług.

Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos

Dyskusja o wolnym handlu między Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską trwa już dziewięć lat. Wygląda na to, że jest już wiele ciekawych dopracowań pomysłów regulacji. Jednak jeżeli będziemy dyskutować dalej, następne dwa, pięć czy siedem lat, to przegadamy temat.

Energetyka, wspólny rynek energii

Jan Kulczyk, przewodniczący RN Kulczyk Investments

Nie może być tak, że mając teoretycznie wspólną politykę energetyczną, cena energii w UE jest najwyższa na świecie. Nie może być tak, że w USA 1 MWh kosztuje 67 euro, a w UE 171 euro. Wydaje mi się, że wszystko bierze się z jednej przyczyny, a mianowicie z tego, że mamy ciągle w UE 28 narodowych polityk energetycznych.

Mari Kiviniemi, premier Finlandii w latach 2010-2011

Zachęcam do wprowadzenia przepisów i regulacji, które są uzgodnione, ale których jeszcze nie udaje się w całości wdrożyć. To, co się obecnie dzieje w Rosji i na Ukrainie, to pewien znak ostrzegawczy. Dla bezpieczeństwa energetycznego UE wszystkie państwa członkowskie powinny m.in. zwiększyć wydajność energetyczną i oszczędność energii. Należy także promować wykorzystanie OZE i badania nowych technologii w tym obszarze.

Ian Brzezinski, Rada Atlantycka

Jednym z rezultatów kryzysu na Krymie będzie to, że powstaną nowe poziomy współpracy w zakresie energetycznym. Myślę, że w tej kwestii propozycja Donalda Tuska stworzenia unii energetycznej jest bardzo ważna. Może to być początek dyskusji w Europie na temat tego, jak możemy lepiej koordynować politykę energetyczną i jak KE, jako rząd europejski, może mieć silniejszą rolę w formułowaniu i wykonywaniu wspólnej polityki energetycznej.

Jaroslav Neverovič, minister ds. energii Litwy

Powinniśmy się zabrać do roboty, od słów przejść do czynów, zacząć budować naprawdę wspólny rynek energii w UE. Powinniśmy wdrożyć to, co już mamy ustalone. Raporty, które przygotowaliśmy w czasie prezydencji litewskiej, pokazują wyraźnie, że wszystkie wymogi prawne są spełnione. Powinniśmy dokończyć realizowanie trzeciego pakietu energetycznego, wydzielić operatorów przesyłowych, żeby wszystkie firmy miały równy dostęp do rynku, powinniśmy zharmonizować reguły funkcjonowania tych rynków, zwiększyć efektywność energetyczną, wykorzystać zasoby naturalne, które posiadamy w Europie.

Pavel Cyrani, członek zarządu ČEZ

Inwestycje energetyczne w Europie wcale nie rosną, można już mówić o niedoinwestowaniu. W niektórych regionach dostawy są niewystarczające. Mamy do czynienia z brakiem wspólnego europejskiego podejścia do tej kwestii. Każdy kraj rozwiązuje swoje problemy indywidualnie. Co to oznacza, jeśli chodzi o rynki w 2030 roku? Jestem przekonany, że musimy równoważyć konkurencyjność w branży energetycznej i bezpieczeństwo dostaw.

Zoltán Cséfalvay, minister stanu w Ministerstwie Gospodarki Narodowej Węgier

Rząd węgierski podziela stanowisko rządu polskiego, że każdy kraj członkowski UE powinien stworzyć własny miks energetyczny, w zależności od uwarunkowań wewnętrznych. Cena energii elektrycznej w USA jest około połowę niższa niż średnio w UE, a cena gazu ziemnego – o 2/3 niższa. Są dwa powody tak dużej dysproporcji. Pierwszy to regulacje wewnętrzne w UE, w tym realizowana polityka klimatyczno-energetyczna. Drugi tkwi w źródłach dostaw surowców energetycznych. Ujmując grzecznie, ceny energii w UE nie są właściwe, a np. dotacje rządowe do OZE wpływają na ich poziom.

Globalna ekspansja polskich firm

Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź

Powodem naszych inwestycji zagranicznych była w pierwszej kolejności dywersyfikacja produktowa. Zarabiamy na miedzi i srebrze, ale chcemy również wejść w takie surowce jak platyna, pallad czy nikiel, których w Polsce zwyczajnie nie ma. Drugim powodem wyjścia poza Polskę była chęć zróżnicowania źródeł przychodów. Musieliśmy stworzyć aktywa zdecydowanie płynniejsze niż te posiadane w kraju. Poza tym koszty generowane przez KGHM poza Polską są zdecydowanie niższe niż w kraju. Projekt Sierra Gorda w Chile zrealizowany zostanie w rekordowym tempie czterech lat, podczas gdy w polskich warunkach uruchomienie produkcji tego typu trwałoby prawdopodobnie dwa razy dłużej.

Krzysztof Niemiec, wiceprezes Track Tec

W pierwszej kolejności firmy dążą do eksportowania swoich produktów czy usług na inne rynki, ale w kolejnym etapie wejście z kapitałem może okazać się niezbędne. Nasza produkcja wymaga homologacji, której uzyskanie jest na tyle skomplikowane i czasochłonne, że aby wejść skutecznie na rynek niemiecki, musieliśmy kupić zakład w Leunie.

Katarzyna Kacperczyk, wiceminister spraw zagranicznych

Program Go Africa zmobilizował nie tylko sfery rządowe. W ciągu ostatniego roku widać było rosnące zainteresowanie krajami afrykańskimi po stronie polskich przedsiębiorców w wymiarze handlowym i inwestycyjnym. Widoczne jest też zainteresowanie państw afrykańskich współpracą z polskimi firmami. Myślę, że wykorzystamy tę szansę na odbudowanie naszych relacji z krajami afrykańskimi. Starzy przyjaciele, jak np. Libia, wracają, a pojawiają się nowi, jaknp. Togo.

Dariusz Bogdan, wiceminister gospodarki RP

Gdybyśmy oceniali nasze relacje statystycznie rok do roku, to w 2013 roku i w pierwszej połowie 2014 roku spotkał nas niewątpliwy sukces, bo nastąpił wzrost obrotów handlowych pomiędzy Polską a Afryką o 20-22 proc., a wzrost eksportu z Polski do Afryki wyniósł ponad 30 proc. To jest bardzo dobry wynik.

Kamel Ben Naceur, minister przemysłu, energetyki i górnictwa Tunezji

W ciągu ostatnich lat mocno poprawiła się współpraca Tunezji z Europą Centralną. Tunezja może eksportować do Polski wiele towarów i oferować usługi turystyczne, ale liczy też na inwestorów z Polski w takich sektorach jak energetyka czy górnictwo

Essossimna Legzim-Balouki, minister handlu i promocji sektora prywatnego Togo

Możemy zaoferować polskim firmom duże możliwości inwestycyjne np. w przemyśle górniczym, rolnictwie, ale też komunikacji. Dziś w Togo zagraniczny inwestor może w ciągu doby stworzyć przedsiębiorstwo, a my oferujemy wszelkie zabezpieczenia dla takiego przedsiębiorstwa.

Fundusze europejskie w nowej perspektywie

Elżbieta Bieńkowska, wicepremier, minister infrastruktury i rozwoju

Wykonano już ogromną ilość pracy, aby doprowadzić polską infrastrukturę do zachodnich standardów. Do 2020 r. Polska musi mieć kompletną sieć szybkich połączeń drogowych, zwłaszcza że unijny budżet na lata 2014-2020 będzie ostatnim tak dużym dla nas zastrzykiem środków z UE. Duże inwestycje infrastrukturalne napędzają rynek pracy i mają antykryzysowy wpływ na gospodarkę.

Johannes Hahn, komisarz UE ds. polityki regionalnej

Celem Wspólnoty jest zatarcie różnic w poziomie europejskiej infrastruktury transportowej, które powstały w wyniku politycznego podziału kontynentu po II wojnie światowej. W poprzednich siedmiu latach UE dofinansowała inwestycje w infrastrukturę transportową kwotą 82 mld euro, z czego połowa dotyczyła sieci TEN-T, co znacząco podniosło jej jakość i bezpieczeństwo. Cel na obecny budżet UE to uzupełnienie brakujących połączeń drogowych. Sama infrastruktura nie przyniesie jednak wzrostu gospodarczego Europie. Równie ważne jest inwestowanie w innowacje i rozwój przedsiębiorczości.

* * *

László Andor, komisarz UE ds. zatrudnienia, spraw społecznych i integracji

Sytuacja na europejskim rynku pracy poprawia się powoli. Lepszych wieści spodziewamy się w drugiej połowie roku. Pozytywne symptomy związane są z odłożonymi w czasie skutkami działań naprawczych w strefie euro. Interwencje Europejskiego Banku Centralnego z roku 2012 przeniosły się w roku ubiegłym do realnej gospodarki, a teraz widzimy ich pierwsze skutki na rynku pracy.

Rafał Trzaskowski, minister administracji i cyfryzacji

10 lat temu, kiedy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, zakupy przez internet robiło zaledwie 5 proc. Polaków, dziś robi to już 30 proc. W ostatniej dekadzie liczba Polaków, którzy mają dostęp do internetu w domu, prawie się potroiła. Handel w internecie jest dość ciekawym probierzem tego, co się dzieje w gospodarce, jest skorelowany np. z inflacją – im wyższa inflacja, tym wyższy wzrost handlu w internecie.

Lech Wałęsa, prezydent RP w latach 1990-95

Jeśli chcemy tworzyć większe struktury, a przecież musimy je tworzyć, to powinniśmy postawić sobie pytanie, które najważniejsze tematy wymagają powiększonych struktur, a które ich nie wymagają? Dla których stosowne są struktury kontynentalne, a dla których już globalne? Gdyby udało się wypunktować te zagadnienia i uzyskać co do nich wstępną zgodę zainteresowanych, łatwiej już byłoby się zastanawiać, jak konkretnie realizować te plany.

***

Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach jest Grupa PTWP. W trakcie trzech kongresowych dni, wypełnionych ponad setką sesji tematycznych i licznymi wydarzeniami towarzyszącymi, poruszano tematy istotne dla polskiej, europejskiej i światowej gospodarki. Była to już szósta edycja tej najważniejszej imprezy biznesowej Europy Centralnej.

***

Europejski Kongres Gospodarczy (European Economic Congress – EEC) w Katowicach to

trzydniowy cykl debat, spotkań i wydarzeń towarzyszących z udziałem sześciu tysięcy gości
z Polski, Europy, świata. W blisko 100 sesjach bierze co roku udział kilkuset panelistów, komisarze unijni, premierzy i przedstawiciele rządów państw europejskich, prezesi największych firm, naukowcy i praktycy, decydenci, mający realny wpływ na życie gospodarcze i społeczne.

W opiniotwórczym gronie, w formie otwartej debaty publicznej, prowadzone są rozmowy
o kwestiach najistotniejszych dla rozwoju Europy.

Europejski Kongres Gospodarczy został uznany za forum jednej z najbardziej reprezentatywnych dyskusji o przyszłości Europy. Tezy wystąpień najważniejszych uczestników są często cytowane i szeroko komentowane.

Organizatorem Europejskiego Kongresu Gospodarczego, od pierwszej edycji w 2009 roku, jest Grupa PTWP SA.

Marta Czartoryska-Żak VP ds. Marketingu i Komunikacji w Grupie Wirtualna Polska

Marta Czartoryska-Żak

Marta Czartoryska-Żak została mianowana VP ds. Marketingu i Komunikacji w Grupie Wirtualna Polska. Obok marketingu i PR, podlegać jej będą także zespół planowania mediów oraz dział badań. Marta wszystkie obowiązki związane z funkcją przejmie po urlopie macierzyńskim.

Marta Czartoryska-Żak z rynkiem reklamowym związana jest od 1992 roku. Pracowała miedzy innymi w agencjach Young&Rubican Poland oraz Grupie DDB Warszawa. Od 2008 roku zajmuje się marketingiem w spółkach medialnych. Piastowała m.in. funkcje Dyrektora Marketingu i Komunikacji Grupy Onet (2008-2010), Dyrektora ds. Komunikacji Multikina oraz Dyrektora ds. Online i Marketingu Strategicznego oraz Członka Zarządu w Grupie Eurozet (2011-2014).

Wakacje offline? Skądże! Internet coraz częściej towarzyszy Polakom w podróżach

Podczas urlopu, wyjazdów służbowych, a nawet zwykłego przemieszczania się między domem a pracą… wszędzie tam coraz trudniej obejść się nam bez dostępu do sieci.

Według badania przeprowadzonego na zlecenie Google przez IIBR, 45% ankietowanych Polaków korzysta z internetu właśnie podczas wakacji. Rozrywka? Pomoc w planowaniu i realizacji podróży? Zapewne wszystkie te aspekty są powodem, dla którego nie rezygnujemy z dostępu do sieci. Bez wątpienia zmniejszyła się zatem liczba osób, dla których wakacje kojarzą się z absolutną rezygnacją z kontaktu z wirtualną rzeczywistością. Wprawdzie ciągle najczęściej z internetu korzystamy w domu i pracy, rośnie jednak też liczba tych osób, które online pozostają podczas wyjazdów służbowych, a także przemieszczając się pieszo czy też podróżując komunikacją miejską.

Narzędzie ułatwiające podróżowanie to według ankietowanych przede wszystkim mapy i tłumacz Google oraz rozkłady jazdy. Dwa pierwsze z nich szczególnie użyteczne są podczas wyjazdów zagranicznych. Na mapach Google sprawdzamy głównie odległość między wybranymi lokalizacjami, szukamy wskazówek dojazdu i informacji o miejscu planowanego pobytu. Prawie połowa z ankietowanych korzysta również ze zdjęć Street View, a ponad 1/3 zagląda na mapy odległych zakątków świata. Wśród narzędzi dostępnych w internecie podczas planowania i realizacji podróży przydają się także przeliczniki walut, kantory walut online i inne niż oferuje Google mapy i nawigacje. 29 % ankietowanych za bardzo ułatwiającą podróżowanie uważa możliwość rezerwacji biletów i noclegów właśnie za pośrednictwem internetu.

Bardzo ciekawy wynik dały też odpowiedzi na pytanie dotyczące tego, co ankietowani zabraliby ze sobą na bezludną wyspę. Na pierwszym miejscu zarówno panie jak i panowie wymienili przyjaciela. Urządzenie z internetem mobilnym to jednak druga z najpopularniejszych odpowiedzi wśród mężczyzn, trzecia wśród kobiet. Wynik badania dotyczącego bezludnej wyspy można potraktować nieco żartobliwie. Nie mniej jednak pokazuje on, jak ważnym dla Polaków medium stał się internet – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365 NET. Rzeczywiście, zgodnie z tym samym badaniem, ponad połowa ankietowanych skorzystała z dostępu do sieci w sytuacji, którą w kontekście podróży określić można mianem kryzysowej. Mapy Google wskazały im bowiem drogę w momencie jej zagubienia.

O badaniu: Dane pochodzą z badania, które zostało przeprowadzone przez IIBR (Interaktywny Instytut Badań Rynkowych) na zlecenie firmy Google. Projekt badania “Internet in everyday life” zrealizowano w 5 krajach: Polsce, Czechach, na Słowacji, na Węgrzech i w Rumunii. W badaniu wykorzystano metodę ankiety internetowej (CAWI). Analizą w każdym kraju objęto grupę 1000 osób w wieku 15 lat i więcej, korzystających regularnie z internetu.

W ocenie NIK organy kontroli skarbowej oraz organy podatkowe nie przeciwdziałały wystarczająco skutecznie oszustwom podatkowym

W badanym okresie nastąpił gwałtowny wzrost uszczupleń VAT, przy jednocześnie niskim poziomie kwot odzyskiwanych z tego tytułu przez Skarb Państwa. NIK odnotowuje jednak, że Minister Finansów podejmował liczne działania zmierzające do zminimalizowania skali oszustw podatkowych, doprowadzając m.in. do zmiany ustawy o VAT.

Dochody z podatku od towarów i usług są głównym źródłem dochodów publicznych. W latach 2011-2013 dochody z VAT stanowiły średnio 42 proc. dochodów budżetu państwa. W tym samym okresie spadły o ponad 6 proc., tj. o 7,4 mld zł. W 2011 r. kwoty uszczupleń w podatku VAT ujawnionych przez służby podległe Ministrowi Finansów wyniosły nieco więcej niż 2,5 mld zł, podczas gdy w 2012 r. kwota ta przekroczyła 4 mld zł, a tylko w I półroczu 2013 r. było to prawie 3,2 mld zł. Przyczyną tej sytuacji było m.in. nasilające się zjawisko oszustw podatkowych.

Oszustwa podatkowe, takie jak niezapłacenie VAT przez polskiego nabywcę od towarów sprowadzonych z innych krajów UE, wykorzystywanie faktur dokumentujących fikcyjne transakcje gospodarcze lub wyłudzenie podatku w postaci zwrotów VAT, generują znaczne straty dla Skarbu Państwa. Według danych MSW, w 2012 r. tylko w sprawach dotyczących tzw. przestępczości paliwowej, które zakończyły się aktami oskarżenia, nadużycia opiewały na ponad 1,3 mld zł.

Kontrola NIK wykazała, że w badanym okresie polska administracja prowadziła intensywne działania mające na celu ograniczenie skali oszukańczych procederów. Rozwijała się współpraca pomiędzy Polską a państwami członkowskimi w zakresie zwalczania oszustw w podatku VAT, także w ramach sieci Eurofisc (sieć służąca usprawnieniu wymiany informacji między państwami członkowskimi UE w celu ułatwienia wielostronnej współpracy w zakresie zwalczania oszustw w podatku od towarów i usług). NIK podkreśla, że szybka i pełna wymiana informacji między państwami członkowskimi jest istotnym elementem w skutecznej walce z oszustwami w VAT.

Minister Finansów analizował zagrożenia związane z występowaniem oszustw w podatku od towarów i usług. Prawidłowo wyznaczał cele i kierunki kontroli podatkowej, wskazywał obszary podwyższonego ryzyka, takie jak rynek obrotu paliwami, stalą, czy złomem. Wiele kontroli w tych obszarach zakończyło się wykryciem uszczupleń VAT. W celu zminimalizowania skali oszustw podatkowych szef resortu finansów opracował projekt zmian do ustawy o podatku od towarów i usług oraz do Ordynacji podatkowej (najważniejsze dotyczyły odwrotnego obciążenia i odpowiedzialności solidarnej kontrahentów). Nowelizacja weszła w życie 1 października 2013 r.

NIK zwraca uwagę, że skuteczność zwalczania oszustw w VAT zależy przede wszystkim od umiejętnego rozpoznania mechanizmów oszustw, szybkości reakcji organów podatkowych i organów kontroli skarbowej oraz od niezwłocznego wymierzania i egzekwowania kar wobec sprawców. W związku z tym konieczne są dalsze działania Ministerstwa Finansów zapewniające większą skuteczność pracy organów podatkowych oraz organów kontroli skarbowej.

Wciąż aktualne pozostają wnioski skierowane do Ministra Finansów po kontroli NIK z 2009 r. dotyczącej opodatkowania transakcji wewnątrzwspólnotowych podatkiem od towarów i usług. Rekomendacje Izby dotyczyły przede wszystkim skutecznego egzekwowania od podległych jednostek rzetelnej aktualizacji danych podatników VAT UE, w tym wykreślania podmiotów z rejestru podatników VAT, a także eliminowania opóźnień w udzielaniu odpowiedzi na wnioski formułowane przez administracje państw członkowskich UE.

Niebezpieczne strefy w magazynie – wyjaśnia ekspert ds. zarządzania przestrzenią magazynową

– Stosowanie separatorów i wygrodzeń ostrzegawczych to kwestia służąca nie tylko organizacji pracy w magazynie, ale także – obowiązek regulowany przepisami prawa w zakresie BHP – tłumaczy Marcin Hankiewicz, ekspert ds. zarządzania przestrzenią magazynową.

Separatory i wygrodzenia ostrzegawcze to proste, a zarazem skuteczne konstrukcje służące do wydzielania stref magazynowych, ramp załadunkowych i innych, specyficznych obszarów czasowych występujących w magazynie. Rozwiązania te pozwalają na szybkie zamykanie ruchu i dróg komunikacyjnych w obrębie terenów potencjalnie niebezpiecznych, np. odgradzanie miejsc pracy wózków widłowych, maszyn w trakcie prac serwisowych, stanowisk montażowych, alejek magazynowych i sklepowych oraz innych. Wśród najpopularniejszych wygrodzeń ostrzegawczych znajdziemy kasety ścienne oraz systemy naziemne – słupki i pachołki.

Aspekty funkcjonalne…

Kasety ścienne to najbardziej zaawansowane propozycje w obrębie separatorów wykorzystywanych w magazynach. Mimo że ich cena jest wyższa od alternatywnych propozycji, koszt ten rekompensuje wysoka uniwersalność oraz trwałość pozwalająca na długotrwałe zastosowanie. Plusem rozwiązań kasetowych jest oszczędzający miejsce w magazynie ścienny system montażu (za pomocą śrub lub w sposób mniej inwazyjny – poprzez mocowanie na magnesy i klipsy ścienne) oraz system intuicyjnego wypinania taśm pod wpływem naporu pod kątem 45°. Zastosowane w kasetach ściennych funkcje zwiększają bezpieczeństwo ich użytkowania: – Wbudowany system spowalniania taśmy zapobiega ryzyku uderzenia, natomiast system chroniący przed nagłym i nieplanowanym zerwaniem zabezpiecza teren przez nieoczekiwanym wejściem osób niepowołanych – tłumaczy Marcin Hankiewicz ze sklepu Magazynuj.pl.

Rozwiązaniami pośrednimi cenowo, które znajdują swoje zastosowanie w wygradzaniu specyficznych stref, są słupki metalowe mocowane na kotwach lub mobilne – plastikowe. Szczególnie te ostatnie mają szerokie zastosowanie, a używa się je przede wszystkim w miejscach składowania towarów, ruchu maszyn, przy stanowiskach montażowych, a także w sytuacjach specyficznych, np. wygradzając uszkodzone nawierzchnie czy drogi komunikacyjne. Cechami charakterystycznymi jest czterokierunkowe mocowanie taśmy, systemy spowolniania oraz przeciw niepowołanemu zerwaniu. Słupki plastikowe, ze względu na zastosowany materiał i podstawę przemysłową UPCV, sprawdzą się zarówno na terenach wewnętrznych, jak i zewnętrznych.

Dodajmy, że najtańszymi elementami wygrodzeń są pachołki. Ich niska cena wynika z samej konstrukcji umożliwiającej zastosowanie wyłącznie wewnątrz pomieszczeń magazynowych. Dociążona podstawa oraz otwory do kotwienia powodują, że pachołki stanowią tanie, ale skuteczne rozwiązanie w mniej wymagających obszarach. Ekonomicznym rozwiązaniem z punktu widzenia ceny są także taśmy samoprzylepne – w ostrzegawczych, odblaskowych barwach. Stosuje się je do oklejania np. pojazdów, półek magazynowych, podłóg, ramp wyładunkowych i innych.

Aspekty prawne…

Zastosowanie wygrodzeń ostrzegawczych oraz separatorów regulują przepisy zawarte w polskich aktach prawnych. Zgodnie z treścią rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, na przedsiębiorcy ciąży obowiązek wyłączenia z użytkowania miejsc niebezpiecznych „poprzez ich odpowiednie wygrodzenie lub w inny sposób” (§ 6 ust. 2). Sposób separowania specyficznych obszarów określono także w rozdziale 3.: „Miejsca w zakładzie pracy, do których pracownicy mają dostęp podczas pracy, a w których istnieje ryzyko kolizji z przeszkodami, upadku lub spadania przedmiotów, powinny być oznakowane skośnymi pasami — na przemian żółtymi i czarnymi lub czerwonymi i białymi” (§ 12 ust. 1).

Kolejne zasady określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 26 września 1997 r. w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, w którym znajdziemy definicję „urządzeń ochronnych” (§ 2 ust. 12). Zgodnie z jej treścią to wszelkie osłony czy urządzenia, które m.in. zapobiegają dostępowi do sfer niebezpiecznych oraz powstrzymują ruchy elementów niebezpiecznych. W rozporządzeniu znajdziemy dodatkową informację, zgodnie z którą jeżeli oznakowania w postaci widocznych barw lub znaków nie są wystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa i ochrony zdrowia pracownika, miejsca niebezpieczne powinny być wyłączone z użytkowania poprzez ich odpowiednie wygrodzenie lub w inny sposób (§ 6 ust. 2).

Wyżej wymienione to podstawowe zasady BHP regulujące kwestie stosowania wygrodzeń ostrzegawczych w magazynach i innych obiektach, w których wybrane strefy wymagają separacji. Stosowanych w tym celu rozwiązań jest wiele, tak samo jak rozpiętość cenowa występująca pomiędzy nimi. Jeżeli przedsiębiorca stawia na ergonomię i optymalizację przestrzeni magazynowej – warto by wybrał kasety ścienne. Gdy bariery mają być stosowane na otwartych przestrzeniach, do wygradzania np. uszkodzeń drogowych, szczególnie przydane będą słupki plastikowe. Zawsze alternatywą mogę być pachołki, z nakładkami lub bez, które stanowią jedne z najtańszych dostępnych na rynku tego typu rozwiązań.

Źródło: Magazynuj.pl

Po I kwartale 2014 roku Pragma Faktoring notuje 30 proc. wzrost przychodów w zakresie usługi faktoringu

14 maja br. GK Pragma Faktoring opublikowała skonsolidowane dane za I kwartał 2014 r. Z raportu wynika, że Spółka zanotowała 30-procentowy wzrost przychodów netto w zakresie usługi faktoringu. Całkowite przychody netto były wyższe o 16 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2013 r. i wyniosły 4,6 mln zł, a usługa faktoringu stanowiła 65 proc. ich wartości. W opublikowanych danych widoczny jest również wzrost wyniku na sprzedaży o ponad 44 proc. i wyniku brutto o 116 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

„Wzrost wyników Pragma Faktoring osiągnęła dzięki realizacji strategii, zakładającej budowę zdywersyfikowanego portfela należności faktoringowych generującego powtarzalne przychody i przepływy oraz cechującego się wysoką płynnością i rozproszeniem” – zauważa Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring S.A.

O 42 proc. do wartości 115,9 mln zł. zwiększyła się wartość kontraktacji w I kwartale 2014 r. w porównaniu z rokiem ubiegłym. W I kwartale br. Pragma Faktoring S.A. nawiązała współpracę z 29 nowymi klientami.

„Dobra kondycja finansowa Grupy jest dowodem na to, że przyjęty model biznesowy się sprawdza. Zarząd pozytywnie ocenia pierwsze trzy miesiące tego roku, a regularnie rosnąca kontraktacja pozwala liczyć na dalsze wzrosty przychodów w kolejnych okresach” – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring S.A.

Grupa zwiększa skalę działania, co znajduje odzwierciedlenie w wysokości sumy bilansowej. W stosunku do końca I kwartału 2013 roku wzrosła ona o 18 proc., do kwoty 105 394 tys. zł. Aż o 54 proc. wzrosła również wartość portfela faktoringowego (51 645 tys. zł)

Będzie rósł popyt na grunty inwestycyjne pod budownictwo wielorodzinne

Emmerson Evaluation przeprowadził analizę cen transakcyjnych gruntów inwestycyjnych, które w 2013 r. były przedmiotem sprzedaży w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście, a więc w jednych z najszybciej rozwijających się miast. Aby ocenić popyt na rynku gruntów inwestycyjnych, najpierw trzeba wziąć pod uwagę aktualną i przyszłą koniunkturę gospodarczą, do tego ocenić w perspektywie długoterminowej prognozy popytu na nowe lokale mieszkalne czy na najem powierzchni biurowych i handlowych. Trudność w określeniu tych elementów oraz ograniczony dostęp do informacji o transakcjach powodują, że sytuacja na rynku gruntów inwestycyjnych jest bardzo rzadko poddawana analizie. Emmerson Evaluation dzięki bazie E-VALUER ma dostęp do realnych danych transakcyjnych, a na podstawie zapytań o wyceny, które składają m.in. deweloperzy, może też monitorować popyt na tym rynku mówi Robert Korczyński, Dyrektor Zespołu Wycen Komercyjnych Emmerson Evaluation.

Jednym z głównych wniosków z raportu E-VALUER CITY SNAPSHOT 2014 jest przewidywany przez Emmerson Evaluation wzrost popytu na grunty przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. To, według ekspertów firmy, może przełożyć się na wzrost cen gruntów inwestycyjnych pod ten typ zabudowy. Wyraźne wzrosty być może nie pojawią się jeszcze w tym roku, ale w 2015 r. powinny być już widoczne mówi Robert Korczyński.

Emmerson Evaluation otrzymuje od deweloperów coraz więcej zapytań o wyceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną. Tego typu dane, gromadzone przez Emmerson Evaluation w autorskiej bazie danych transakcyjnych E-VALUER, są wsparciem przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych o zakupie nieruchomości inwestycyjnych. Na rynku nowych inwestycji mieszkaniowych mamy ożywienie, deweloperzy raportują dobre wyniki sprzedażowe, coraz częściej prezentowane są projekty nowych inwestycji. Do tego potencjalni kupujący do końca 2018 r. mogą skorzystać z programu Mieszkanie dla Młodych wskazuje Robert Korczyński. Deweloperzy, którzy posiadają duże tereny inwestycyjne, przewidując poprawę koniunktury, także zgłaszają zapotrzebowanie na nowe grunty. Jeżeli banki udrożnią dostęp do finansowania inwestycji deweloperskich, będzie można patrzeć optymistycznie na ten segment rynku dodaje Korczyński.

Emmerson Evaluation swoje prognozy dotyczące kierunków popytu na grunty inwestycyjne opiera także na analizie bazy zeszłorocznych transakcji. W ubiegłym roku grunty inwestycyjne o największej wartości nabyli inwestorzy we Wrocławiu (215 mln PLN) i Krakowie (208 mln PLN); niewiele mniej wydano na grunty w Trójmieście (182 mln PLN). Najmniej kapitału przeznaczono na zakup gruntów inwestycyjnych w Poznaniu (144 mln PLN). We wszystkich czterech miastach wśród nieruchomości inwestycyjnych największą wartość miały nieruchomości pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną: w Krakowie 138 mln PLN, we Wrocławiu ponad 116 mln PLN, w Trójmieście blisko 86 mln PLN a w Poznaniu 63 mln PLN.

E-VALUER CITY SNAPSHOT 2014 pokazał, że w ubiegłym roku w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście na rynkach gruntów inwestycyjnych pod zabudowę innego typu niż mieszkaniowa wielorodzinna (czyli pod zabudowę usługową, w tym handlową i biurową, oraz magazynowo-produkcyjną) odnotowano niewielką liczbę transakcji. Potencjał mogą mieć grunty pod zabudowę biurową w Krakowie, gdzie jest obecnie niski wskaźnik pustostanów powierzchni biurowej. Wszystko zależy od tempa absorpcji przez rynek realizowanych obecnie wielu nowych projektów biurowych mówi Korczyński.

Jak prognozują eksperci Emmerson Evaluation, ceny gruntów inwestycyjnych pod zabudowę magazynowo-produkcyjną będą w tym roku stabilne. Rynek tego typu gruntów koncentruje się w sąsiedztwie dużych miast, stąd transakcji na terenie samych miast jest niewiele.

Wysoka dywidenda, akwizycje zagraniczne i rozwiązania pro-klienckie – PZU podsumowuje I kwartał 2014 roku

Wynik finansowy netto Grupy PZU po I kwartale 2014 roku wyniósł 760.443 tys. zł i był niższy o 9,2% od wyniku netto za analogiczny okres roku poprzedniego. Z wyłączeniem zdarzeń jednorazowych[1] wynik netto wzrósł o 18,9% względem ubiegłego roku. Pierwszy kwartał tego roku to znaczące zwiększenie aktywności Grupy PZU. Spółka zrealizowała dwa cele strategiczne: akwizycję spółek RSA i wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód.

– Grupa PZU w pierwszym kwartale tego roku aktywnie poszukiwała wzrostu biznesu oraz konsekwentnie realizowała politykę tworzenia wartości dla akcjonariuszy. Dowodem na to jest zakładana wypłata dywidendy za rok 2013, w kwocie najwyższej od debiutu giełdowego spólki. Natomiast akwizycja aktywów RSA to realizacja jednego z kluczowych elementów strategii spółki. Wyniki PZU w umiarkowanie sprzyjających warunkach makroekonomicznych są bardzo dobre. Jest to przede wszystkim efekt wzrostu rentowności oraz dyscypliny kosztowej – powiedział Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU SA.

Wpływ na działalność Grupy PZU w pierwszym kwartale 2014 roku w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego miały:

spadek składki przypisanej brutto na skutek niższej sprzedaży ubezpieczeń ze składką jednorazową w kanale bancassurance oraz ubezpieczeń komunikacyjnych w części skompensowany przez rozwój ubezpieczeń grupowych ochronnych;
poprawa rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych głównie w wyniku wzrostu portfela i spadku szkodowości produktów ochronnych;
utrzymywanie dyscypliny kosztowej w podstawowych liniach biznesowych pozwalającej na realizację programów rozwojowych przy spadku powtarzalnych kosztów administracyjnych;
mniejsze tempo konwersji polis umów wieloletnich na umowy roczne odnawialne w ubezpieczeniach grupowych typ P;
wyższa wycena instrumentów kapitałowych na skutek lepszej koniunktury na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz instrumentów dłużnych w wyniku spadku rentowności obligacji 10-letnich;
Dodatkowo w sposób istotny na porównywalność wyników wpłynęły zdarzenia jednorazowe z 2013 roku: jednorazowy dochód z tytułu objęcia konsolidacją funduszy inwestycyjnych oraz jednorazowy dochód z tytułu ugody z reasekuratorem w zakresie ubezpieczenia Zielona Karta (częściowe odwrócenie korekty oszacowań z reasekuratorem obniżającej wynik roku 2011).

Składki

Składki przypisane brutto w okresie pierwszych 3 miesięcy 2014 roku wyniosły4.353.979 tys. zł wobec 4.425.923 tys. zł w analogicznym okresie roku poprzedniego (-1,6%). Spadek sprzedaży dotyczył przede wszystkim ubezpieczeń indywidualnych ze składką jednorazową (-76.871 tys. zł),w szczególności produktów na życie i dożycie w kanale bancassurance oraz w segmencie ubezpieczeń masowych (-39.052 tys. zł), w tym: ubezpieczeń komunikacyjnych (-51.725 tys. zł) jako efekt starzenia się portfela oraz spadku średniej składki i obowiązkowych ubezpieczeń budynków w gospodarstwach rolnych w efekcie rosnącej konkurencji na rynku.

Jednocześnie, odnotowano wzrost składki regularnej w segmencie ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych (+32.475 tys. zł) głównie w wyniku rozwoju ubezpieczeń grupowych ochronnych (wzrost średniej składki i liczby ubezpieczonych, w tym wysoki poziom nowej sprzedaży).

Działalność lokacyjna

Dochody z działalności lokacyjnej (łącznie z kontraktami inwestycyjnymi tj. kontraktami, które nie zawierają znaczącego ryzyka ubezpieczeniowego) za I kwartał 2014 roku oraz I kwartał 2013 roku wyniosły odpowiednio 535.180 tys. zł oraz 428.867 tys. zł i wzrosły głównie na skutek wzrostu wyceny instrumentów kapitałowych w związku z lepszą koniunkturą na GPW (indeks WIG wzrósł w I kwartale 2014 roku o 2,1%, podczas gdy rok wcześniej stracił 4,9%) oraz wzrostu wyceny instrumentów dłużnych (np. rentowność obligacji 10-letnichspadła w I kwartale 2014 roku o 12 pkt. bazowych podczas gdy w I kwartale 2013 roku wzrosła o 20 pkt. bazowych). Ponadto, w związku z objęciem z dniem 1 stycznia 2013 roku konsolidacją funduszy inwestycyjnych rozpoznano w I kwartale 2013 roku jednorazowy dochód (brutto) w wysokości 167.453 tys. zł.

Odszkodowania i świadczenia

Spadek odszkodowań i świadczeń netto o 66.531 tys. zł (-2,4%) w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego wynikał w szczególności z: niskiej szkodowości w ubezpieczeniach komunikacyjnych dzięki korzystnym warunkom drogowym (niska częstość szkód) oraz niskiego poziomu szkód o charakterze masowym i pojedynczych szkód o znaczącej skali wypłat w ubezpieczeniach majątkowych.

Koszty

Koszty akwizycji za I kwartał 2014 roku wzrosły o 27.036 tys. zł (+5,6%) w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Wzrost ten był w szczególności rezultatem zwiększenia portfela umów i wysokiej sprzedaży nowych polis w ubezpieczeniach grupowych ochronnych oraz zmian stawek prowizyjnych w komunikacyjnych ubezpieczeniach pakietowych w segmencie ubezpieczeń masowych. Zwiększenie kosztów akwizycji zostało częściowo skompensowane przyrostem kosztów odraczanych w czasie dla umów wieloletnich zawartych w segmencie ubezpieczeń korporacyjnych.

Wzrost kosztów administracyjnych o 7.799 tys. zł (+2,4%) w głównej mierze wynikał z obowiązkowej dopłaty do Funduszu Gwarancyjnego w KDPW przez PTE PZU w kwocie 20.873 tys. zł częściowo skompensowany utrzymywaniem dyscypliny kosztowej w podstawowych obszarach działalności.

Zysk

Zysk netto spadł w stosunku do I kwartału 2013 roku o 76.674 tys. zł (-9,2%) do wartości 760.443 tys. zł.

Wskaźniki

Skonsolidowane kapitały własne według MSSF na dzień 31 marca 2014 roku wynosiły 13.887.660 tys. zł wobec 14.951.938 tys. zł na dzień 31 marca 2013 roku. Wskaźnik rentowności kapitałów własnych (ROE[2]) za okres od dnia 1 stycznia 2014 roku do dnia 31 marca 2014 roku wyniósł 22,5% i był niższy o 0,4 p.p. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wskaźnik ROE za okres od dnia 1 stycznia do dnia 31 marca 2014 roku wyniósł 22,5%, co oznacza spadek o 0,4 p.p. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

KNF kończy prace nad zmianami w ubezpieczeniach sprzedawanych przez banki. Rekomendacja U zostanie przyjęta do końca czerwca

CEO Magazyn Polska

Od listopada ma zacząć obowiązywać rekomendacja U, która ureguluje obszar bancassurance, czyli sprzedaż produktów ubezpieczeniowych przez banki. Klienci, których kredyty są ubezpieczane, mają zyskać m.in. wgląd do treści umów między bankami a firmami ubezpieczeniowymi. KNF chce się zająć także wypracowaniem kodeksu dobrych praktyk dotyczących bezpośredniej likwidacji szkód. Firmy ubezpieczeniowe czeka w najbliższym czasie wiele zmian – większe wymogi będą dotyczyły nie tylko ochrony konsumentów, lecz także ich kapitału.
 
Rekomendacja U, nad którą prace kończy właśnie KNF, ma zostać przyjęta przed końcem pierwszej połowy roku, a zacznie obowiązywać od listopada. 
 
Jesteśmy po konsultacjach z zainteresowanymi podmiotami, czyli między innymi z Polską Izbą Ubezpieczeń i Związkiem Banków Polskich. Zmiany dotyczą przede wszystkim kwestii udostępniania klientom całej umowy, która zawierana jest pomiędzy bankiem a ubezpieczycielem, chcemy, ażeby klient miał prawo do wglądu do tej części umowy, która dotyczy jego praw i obowiązków. W tym zakresie wychodzimy naprzeciw postulatom banków, jak również rozważamy kwestie związane z tymi zagadnieniami, które wiążą się z publikacją całości lub części informacji na temat wynagrodzeń, jakie wiążą się z tą umową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.

KNF wskazał kilka poważnych nieprawidłowości, jakie istnieją w bancassurance. Po pierwsze, jest to ryzyko potencjalnego konfliktu interesów, gdy bank łączy funkcję pośrednika ubezpieczeniowego i ubezpieczającego. Polega to na tym, że bank reprezentując kredytobiorców (jako ubezpieczający jest stroną umowy o świadczenie usługi ubezpieczeniowej), powinien realizować ich interesy, tymczasem może działać w interesie firm ubezpieczeniowych, jeśli pobiera od nich prowizję. Bank może nie mieć także motywacji do tego, by egzekwować wypłatę z ubezpieczenia na rzecz klienta, jeśli jego wynagrodzenie (wypłacane przez firmę ubezpieczeniową) zależy od szkodowości sprzedawanych przez niego ubezpieczeń. Zdaniem KNF takie ryzyko jest szczególnie wysokie, gdy firma ubezpieczeniowa i bank należą do jednej grupy kapitałowej.
 
Po drugie, Komisja wskazywała, że w niektórych przypadkach wysokość prowizji sięgała kilkudziesięciu procent, co mogło zmniejszać zaufanie klientów do rynku finansowego. Po trzecie, klienci mają często utrudniony dostęp do treści umowy ubezpieczenia. Wreszcie po czwarte, banki często narzucały kredytobiorcy wybór określonego ubezpieczyciela i produktu, niekiedy warunkując tym decyzję o przyznaniu kredytu.
 
Rekomendacją U początkowo miał być objęte tylko banki, ale po uwagach sektora ma ona regulować sprzedaż polis także przez inne podmioty, np. brokerów. Ma to przeciwdziałać pogorszeniu pozycji konkurencyjnej banków w stosunku do firm oferujących de facto takie same produkty.
 
– Wydaje nam się, że skoro na rynku bankowym, który jest jednym z ważniejszych kanałów dystrybucji produktów ubezpieczeniowych, wprowadzamy pewne regulacje, czy pewne dobre praktyki, to ażeby uniknąć takiego arbitrażu, że inni, którzy prowadzą de facto taką samą działalność w tym samym segmencie, podlegają zupełnie innym wymogom, im też wprowadzamy te regulacje. Tak więc chcemy, ażeby ubezpieczyciele w stosunku do wszystkich kanałów dystrybucji tego samego rodzaju produktów stosowali te same standardy – tłumaczy Andrzej Jakubiak.

KNF pracuje obecnie także nad wytycznymi ws. bezpośredniej likwidacji szkód. Będzie to jednak zestaw dobrych praktyk i zaleceń, a nie obowiązujące prawo. To dlatego, że zdaniem regulatora część problemów może zostać rozwiązana w drodze samoregulacji, czyli przez porozumienie w gronie firm z branży ubezpieczeniowej. Zdaniem przewodniczącego KNF aktywność regulatora wynika także z konsultacji z UOKiK.
 
Chcemy jako dobrą praktykę omówić z sektorem ubezpieczeniowym kwestie związane z rekomendacją Komisji, dotyczące właśnie z bezpośredniej likwidacji szkód z ubezpieczenia OC. Zwłaszcza w kontekście transparentności, kontaktu z klientem w procesie likwidacji, rozliczania VAT-u w wypłaconym odszkodowaniu, części zamiennych, dostarczenia samochodu zamiennego, bo te kwestie budzą najwięcej wątpliwości, najwięcej emocjonalnej dyskusji, jeśli chodzi o publiczność – uważa Andrzej Jakubiak i dodaje: – To nie jest jedyna rekomendacja, jeszcze w tym czasie chcemy zaproponować przyjęcie rekomendacji dotyczącej reasekuracji, ryzyka katastroficznego, dotyczącej zarządzania ryzykiem informatycznym – mówi przewodniczący KNF.

Jak podkreśla Andrzej Jakubiak, wszystkie zmiany mają na celu lepsze przygotowanie firm ubezpieczeniowych do wejścia w życie dyrektywy „Solvency II”, która ma zacząć obowiązywać już za półtora roku.

Najbardziej istotną kwestią, jeśli chodzi o sektor ubezpieczeniowy w Polsce to jest właściwe przygotowanie do wejścia w życie dyrektywy „Solvency II”. Ona zmienia filozofię oceny instytucji ubezpieczeniowej, zmienia wymogi kapitałowe, więc z naszego punktu widzenia jest to niezwykle istotne, żeby instytucje się właściwie przygotowały, zarówno, jeśli chodzi o wymogi ilościowe, jak i jakościowe. W tym zakresie prowadzimy dialog –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego.
 
Jednym z głównych celów dyrektywy jest lepsza ochrona interesów klientów, którzy mają zyskać pewność, że firma ubezpieczeniowa będzie posiadała wystarczający kapitał do spłaty wszystkich zobowiązań. Wymagany kapitał ubezpieczyciela ma być wyliczany w oparciu o profil ryzyka, jaki wynika z jego działalności oraz otoczenia ekonomicznego. Branża zgłaszała jednak obawy, że restrykcyjne wymogi doprowadzą do spadku rentowności ubezpieczycieli lub przerzucenia kosztów na klientów (w postaci np. wyższych składek). Z drugiej jednak strony, dyrektywa „Solvency II” może przyczynić się do zakończenia wojny cenowej na polskim rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, gdyż akumulacja strat będzie wymagała pozyskiwania przez instytucje wyższych rezerw kapitału.

GPW nagrodzona za wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego

CEO Magazyn Polska

Brytyjski magazyn „EMEA Finance” wyróżnił warszawską Giełdę Papierów Wartościowych za pięć lat sukcesów we wspieraniu rozwoju polskiego rynku kapitałowego. Jednak GPW, by utrzymać dobrą passę po zakończeniu dużych prywatyzacji, potrzebuje systemu zachęt dla prywatnych inwestorów. Szczególnie cenni dla spółki są innowacyjni i dynamiczni nowi emitenci.

Potrzebujemy mądrej nowej strategii dla rynku kapitałowego, systemu zachęt dla emitentów i inwestorów długoterminowych, którzy będą chcieli powierzać swój kapitał właśnie tym przedsiębiorcom, którzy będą chcieli rynek kapitałowy wykorzystać do wzrostu własnego biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Maciejewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Do tej pory giełda korzystała przede wszystkim na dużych prywatyzacjach. Skarb Państwa często decydował się na sprzedaż państwowych spółek właśnie poprzez GPW. Dzięki temu, jak podkreśla Maciejewski, warszawska giełda stała się największym rynkiem w Europie Środkowej. Ponieważ prywatyzacja powoli dobiega końca, GPW musi pozyskiwać nowych emitentów prywatnych.

Dlatego niezbędny w tym celu jest system zachęt, nad którym GPW pracuje razem z Ministerstwem Finansów. Maciejewski podkreśla, że działania akwizycyjne i sprzedażowe nie wystarczą. Zachęty mają być przede wszystkim skierowane do spółek innowacyjnych i dynamicznych, które mogą pozyskiwać kapitał na rozwój poprzez sprzedaż akcji na GPW.

Jednak dotychczasowa strategia GPW doprowadziła do rozwoju giełdy i została doceniona przez międzynarodowych ekspertów. Wczoraj GPW otrzymała nagrodę „Achievement Award 2013” na ceremonii Europe Banking Awards 2013. Przyznaje je magazyn „EMEA Finance” wydawany w Londynie. GPW została wyróżniona za wspieranie rozwoju polskiego rynku kapitałowego. W ciągu ostatnich pięciu lat „EMEA Finance” wielokrotnie nagradzał polskie instytucje finansowe i spółki, w tym także GPW. Warszawska giełda została wyróżniona w 2010 r. za najlepszą prywatyzację poprzez IPO.

Przyznajemy szczególne wyróżnienie warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. To nagroda „Achievement Award 2013” za szczególne osiągnięcia w zakresie aktywności rynku kapitałowego. W ostatnich pięciu latach warszawski rynek kapitałowy był wielokrotnie nagradzany przez „EMEA Finance”, czy to w kategorii najlepszej oferty publicznej – za debiut spółki GPW na własnym parkiecie, czy za oferty prywatyzacyjne innych firm i wzmacnianie aktywności na rynku kapitałowym – podkreśla Christopher Moore, wydawca i prezes „EMEA Finance Magazine”.

Adam Maciejewski dodaje, że to nagroda nie tylko dla GPW, lecz także dla całego rynku kapitałowego i wszystkich notowanych na warszawskim parkiecie spółek.

Minister środowiska: drugi pakiet klimatyczny może zaszkodzić polskiemu transportowi, budownictwu i rolnictwu

CEO Magazyn Polska

Pierwszy unijny pakiet klimatyczny obciąża polską gospodarkę w znacznie mniejszym stopniu niż zakładano. Cena zezwolenia na emisję jednej tony dwutlenku węgla to tylko 5 euro, choć pesymistyczne prognozy mówiły nawet o 100 euro. Negocjowany drugi pakiet klimatyczny będzie już większym wyzwaniem i może nieproporcjonalnie bardziej obciążyć Polskę.

Obecny pakiet, który funkcjonuje i który ma się zakończyć w 2020 roku, przebiega bardzo łagodnie. Znacznie łagodniej, niż wiele osób przewidywało jeszcze kilka lat temu – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Grabowski, minister środowiska. – W tej chwili pierwszy pakiet klimatyczny nie stanowi dla polskiej gospodarki zasadniczego problemu.

Zgodnie z pierwszym pakietem klimatycznym, przyjętym przez Parlament Europejski w 2008 r., do 2020 r. o 20 proc. ma zmaleć emisja gazów cieplarnianych, do 20 proc. wzrosnąć udział odnawialnych źródeł energii i o 20 proc. poprawić się efektywność energetyczna. Jednym z narzędzi w ramach pakietu jest System Handlu Emisjami (ETS), w ramach którego przedsiębiorstwa muszą wykupywać zezwolenia na emisję dwutlenku węgla na rynku. Jak podkreśla Grabowski, okazało się, że zezwoleń tych jest więcej niż oczekiwano, więc ich cena jest niska.

Dużo większym obciążeniem dla polskiej gospodarki może być jednak drugi pakiet klimatyczny. W styczniu propozycję przedstawiła Komisja Europejska. Choć negocjacje trwają, wiadomo, że zmiany mogą zaszkodzić gospodarkom w większym stopniu opartym na węglu.

– Chcemy rozmawiać o faktach, o tym, co rzeczywiście może spotkać polską gospodarkę, jeżeli ten pakiet, w takim kształcie, zostanie przyjęty. Mówię w końcu o obniżeniu emisji o 40 proc. do roku bazowego. To jest olbrzymia zmiana. Widzimy, że ta propozycja Komisji będzie niesymetryczna, to znaczy, że na niektóre państwa będzie nałożony znacznie większy wysiłek i znacznie mocniej odczują one tę politykę klimatycznoenergetyczną – podkreśla Grabowski.

Dodaje, że wbrew oczekiwaniom Komisji Europejskiej negocjacji nie uda się zakończyć szybko, bo dla Polski obecne założenia są nieakceptowalne. Drugi pakiet klimatyczny może bowiem bardzo zaszkodzić konkurencyjności naszego kraju. W dużym stopniu ucierpiałyby również sektory, gdzie nie został wprowadzony handel emisjami, np. transport (z wyjątkiem lotnictwa), sektor budowlany oraz rolnictwo.

Wydaje nam się, na podstawie naszych wstępnych analiz, że tam ten wpływ byłby znacznie większy niż w sektorze, gdzie tymi uprawnieniami się handluje – ocenia Grabowski. Dodaje: – Jeżeli te ambitne cele klimatyczno-energetyczne zostaną przyjęte w takim stopniu, to rzecz jasna energetyka europejska pójdzie w kierunku odnawialnych źródeł energii.

Nowy pakiet klimatyczny prawdopodobnie nie będzie wprost zachęcał do rozwoju OZE, jednak z uwagi na ambitne cele dotyczące redukcji emisji będzie to naturalny kierunek.

Minister środowiska zauważa jednak, że choć odnawialne źródła energii mogą pokryć całość lub większość zapotrzebowania na energię, to nie oznacza to całkowitego zmierzchu energetyki konwencjonalnej. Na przykład w Niemczech, które według Eurostatu w 2012 r. pozyskiwały nieco ponad 12 proc. energii ze źródeł odnawialnych, trwa budowa nowych bloków energetycznych opartych na węglu. Niemcy są obecnie największym emitentem dwutlenku węgla w UE – według Eurostatu wyprodukowały 760 mln ton tego gazu w ubiegłym roku.

Jak podał na początku maja Eurostat, emisja dwutlenku węgla w 2013 r. zmalała rok do roku w 22 krajach UE. W Polsce wzrosła nieznacznie (o 0,3 proc. do 290 mln ton). Więcej dwutlenku niż w 2012 r. wyprodukowały też Dania, Estonia, Portugalia, Niemcy i Francja. Unijna łączna emisja zmalała o 2,5 proc. do 3,351 mld ton.

Enea coraz bliżej sprzedaży gazu. Spółka czeka na zatwierdzenie taryfy

CEO Magazyn Polska

Enea posiada już koncesję na handel gazem i chce zaoferować przedsiębiorcom ofertę dual fuel, czyli sprzedaż energii elektrycznej i gazu w jednym pakiecie. Obecnie trwa pilotażowa sprzedaż gazu dla dużych firm, ale w dalszej perspektywie spółka energetyczna chce zaoferować tę usługę także klientom indywidualnym.

Mamy koncesję, złożyliśmy wnioski o taryfę i czekamy na jej zatwierdzenie. Mamy też przygotowane produkty. Będą to produkty dual fuel, czyli powiązane z energią elektryczną. Chcemy je zaoferować naszym klientom z większych i średnich przedsiębiorstw i myślę, że w tym roku będziemy mieć sukcesy na tym polu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Kinelski, członek zarządu ds. handlowych Enea SA. – Na pewno produkt ma być oparty na wspólnym rozliczeniu i wspólnej fakturze. To jest tyle, ile mogę ujawnić.

Enea planuje pozyskiwać gaz m.in. z rynku giełdowego, by potem sprzedawać go odbiorcom detalicznym wraz z energią elektryczną. W tym roku na wyniki spółki silniej oddziaływać będzie jednak powrót żółtych i czerwonych certyfikatów energetycznych. Ich nieobowiązywanie w 2013 r. oraz niska cena zielonych certyfikatów sprzyjały wynikom w segmencie sprzedaży energii.

 – Jednym z czynników, który będzie wpływać na wyniki w następnych kwartałach, jest konieczność umarzania żółtych i czerwonych certyfikatów. Na pewno oprócz cen węgla, cen bieżących paliwa i dwutlenku węgla, to właśnie czerwone i żółte certyfikaty będą kluczowe. Jeżeli chodzi o zielone certyfikaty, to one są moim zdaniem nieco niedoszacowane, natomiast to też pokazuje, że ceny się wahają – uważa Kinelski.

Według analityków sytuacja rynku w 2014 r. będzie sprzyjać spółkom z dużym udziałem segmentu dystrybucji, takim jak Energa i Enea. Dystrybucja pozostaje regulowaną częścią rynku, co pozwala stabilizować prognozowane przepływy pieniężne, podczas gdy segment wytwarzania jest obecnie pod presją spadku cen i marż, co jest dobrze widoczne w ostatnich wynikach Enei.

W I kwartale br. spółka zanotowała 292,6 mln zł zysku EBITDA w segmencie dystrybucji, natomiast w segmencie wytwarzania było to ponad dwa razy mniej – 123,7 mln zł. W porównaniu z I kwartałem 2013 r. dynamika zysku EBITDA w dystrybucji wyniosła +1,9 proc., a wytwarzaniu 24,3 proc. W następnych kwartałach spółka prognozuje stabilizację głównych cen.

Nie spodziewamy się żadnych większych zmian, bardziej utrzymania cen dotyczących węgla. Natomiast ceny energii pokazują trend boczny, lekko wzrostowy. I myślę, że to będzie trend utrzymujący się do końca roku – przewiduje członek zarządu Enei.

Najważniejszą tegoroczną inwestycją Enei w segmencie wytwarzania jest budowa bloku węglowego w Kozienicach, która pochłonie 1,39 mld zł. Do końca 2014 r. ma zostać wykonana większość prac budowlanych.

Przewidujemy, że to będzie powyżej 65 proc., to są nasze największe założenia i  przełomowy rok. Największe budowlane, konstrukcyjne rzeczy mają odbyć się w tym roku – twierdzi Grzegorz Kinelski.

Poza kontynuacją projektu w Kozienicach Enea planuje także akwizycje, zwłaszcza w kogeneracji i OZE. Pieniądze na te cele mają pochodzić z emisji długu w ramach nowego programu.

Jesteśmy gotowi z dokumentacją, trwają ostatnie sprawy związane z umową. To jest kwota 5 mld zł – mówi Kinelski.

Nowy program emisji obligacji ma zostać uzgodniony z bankami i podpisany jeszcze w maju – informowała dziennikarzy Dalida Gepfert, członek zarządu Enei ds. finansowych. Według niej, pierwsza transza mogłaby zostać sprzedana inwestorom w czerwcu, ponieważ jest zainteresowanie na rynku papierami dłużnymi Enei. Transza ta miałaby mieć wartość 0,5 mld zł.

WZA Enei zdecydowało o wypłacie dywidendy za 2013 r. w wysokości 251,62 mln zł, czyli 0,57 zł na akcję. W ubiegłym roku Enea wypłaciła dywidendę w wysokości 158,92 mln zł, co odpowiada kwocie 0,36 zł na akcję. Blisko 581 mln zł zysku netto z 2013 r. ma zwiększyć kapitał rezerwowy spółki w celu finansowania inwestycji.

To jest świadoma decyzja, w tamtym roku była podobna. Jest to związane z inwestycjami po pierwsze Kozienice, a po drugie, jak co roku, spore inwestycje w dystrybucję, więc te środki są nam potrzebne – uważa członek zarządu ds. handlowych Enea SA.

W. Pawlak: Polska mogłaby stać się reprezentantem regionu w kontaktach z Chinami

CEO Magazyn Polska

W pierwszym kwartale tego roku eksport z Polski do Chin wzrósł o 55 proc. i wyniósł 835 milionów dolarów. Współpraca ma szanse rozwinąć się jeszcze bardziej, jeśli Polsce uda się przejąć rolę reprezentanta całego regionu w kontaktach z Pekinem – uważa Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki.

Mimo imponującego wzrostu w I kwartale nasz import z Chin wciąż przewyższa eksport, i to dziesięciokrotnie.

– Współpraca handlowa między Polską i Chinami jest na wysokim poziomie. Oczywiście Chiny mają dużą nadwyżkę handlową, ale w ostatnim czasie eksport z Polski wzrastał w tempie 50 proc.  mówi Waldemar Pawlak, były wicepremier i minister gospodarki.  Mamy bardzo duże sukcesy w tym zakresie i w moim przekonaniu kluczowe jest to, czy Polska będzie działała w pojedynkę, czy zacznie grać rolę reprezentanta całego regionu.

Jak podkreśla Pawlak, chodzi o reprezentanta, a nie lidera, bo na ten drugi wariant nie zgodzą się inne kraje. Z kolei reprezentant potrafi dobrze zrozumieć i przekazać interesy wszystkich uczestników rozmów czy transakcji. Dwa lata temu odbył się w Warszawie szczyt, na którym spotkali się przedstawiciele Chin i 16 krajów regionu, ale według wicepremiera ta szansa nie została przez nasz kraj do końca wykorzystana.

– Mamy wszelkie predyspozycje do tego, żeby się sami uczynić takim reprezentantem, upominając się także o interesy innych krajów – Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii czy innych krajów regionu, a także dobrze wykorzystując nasz potencjał. Bo Polska ma w tym regionie 1/4 ludności, ale i 1/3 PKB. Więc dla Chin możemy być ważnym partnerem jako partner regionalny  podkreśla Pawlak.  Wówczas reprezentujemy 160 mln mieszkańców i to jest potencjał i PKB większe niż w Rosji.

Polski potencjał wspomoże dodatkowo uruchomienie funduszy europejskich i inwestycje z tym związane. Chińskie firmy mogłyby startować do przetargów na wykonawstwo polskich inwestycji. Jednak zdaniem Pawlaka kierunek powinien raczej być odwrotny  należy wzmacniać eksport, co w obecnej sytuacji na rynku walut jest bardzo korzystne.

– Chińczycy przeliczają to na sztywny w zasadzie kurs do dolara, a fakt, że Polska ma własną walutę, może być dużo bardziej atrakcyjny dla chińskich kontrahentów niż handel z krajami strefy euro, która będzie stosunkowo droga – wyjaśnia Waldemar Pawlak.  Oczywiście trzeba też uwzględniać takie perypetie, jakie się wiążą na przykład z wymogami fitosanitarnymi. I tu potrzeba dużo aktywności, żeby przełamywać częste obawy partnerów chińskich przed importem.

Branża spożywcza, choć jest sektorem zainteresowanym rynkiem chińskim, nie należy jednak do liderów handlu z Państwem Środka. Polscy przedsiębiorcy eksportują do Chin głównie maszyny i urządzenia, wyroby metalurgiczne i produkty przemysłu chemicznego. Natomiast chcą rozwijać współpracę z Chinami zwłaszcza w sektorach takich, jak energetyka i przemysł maszynowy, IT i telekomunikacja oraz produkcja AGD. W ubiegłym tygodniu Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych podpisała umowę o współpracy z chińskim Bureau of Commerce, co powinno pomóc w zintensyfikowaniu wzajemnej wymiany.

Enel-Med inwestuje w kolejne przychodnie i stawia na sprzedaż komercyjną w szpitalach

0

CEO Magazyn Polska

Enel-Med liczy na dużo lepsze wyniki w tym roku. Zapowiada walkę o większe kontrakty z NFZ, przede wszystkim w dwóch obszarach – szpitalnictwie i diagnostyce obrazowej. Stawia również na sprzedaż komercyjną – także w działającym w Warszawie szpitalu, w którym jak dotąd nie udało się zwiększyć kontraktowania. Centrum planuje otwarcia nowych przychodni, m.in. w Katowicach.

– Rok 2013 był zdecydowanie lepszy niż 2012, a perspektywy na ten są jeszcze lepsze. Zrobiliśmy duży skok, jeśli chodzi o wyniki, widać to zresztą po notowaniach giełdowych. Są one coraz lepsze, a 2014 rok powinien być już dla nas całkowicie satysfakcjonujący – zapewnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adam Rozwadowski, prezes zarządu Centrum Medycznego Enel-Med.

Rok 2012 upłynął pod znakiem wzmożonych inwestycji, otworzono m.in. szpital w Warszawie, natomiast w 2013 roku firma skupiła się na działaniach, które miały na celu zwiększenie sprzedaży oferowanych usług. Przyniosło to wymierny skutek. W ubiegłym roku przychód wyniósł niemal 200 mln zł, co oznacza wzrost o 11 proc. względem 2012 roku.

O ponad 10 proc. wzrósł obszar przychodni, czyli sprzedaż abonamentów medycznych, usług dla klientów indywidualnych i towarzystw ubezpieczeniowych – dziś ten obszar odpowiada za blisko 60 proc. przychodów.

Około 7 proc. przychodów to są kontrakty NFZ, a pozostała część to sprzedaż komercyjna. Tutaj stomatologia ma dobrą marże, również diagnostyka obrazowa i abonamenty zaczynają już przynosić zdecydowanie lepsze efekty – mówi Adam Rozwadowski. – Jest jeszcze problem ze szpitalem, który został otwarty dwa lata temu, bo nie udało nam się zwiększyć kontraktowania ze względu na aneksowanie umów na starych warunkach.

Jak wyjaśnia prezes, dlatego właśnie Centrum stara się to uzupełnić pacjentami komercyjnymi. W ubiegłym roku wartość operacji komercyjnych w szpitalach spółki wzrosła o 28 proc.

Ten rynek jest jeszcze płytki, dlatego w tym roku właśnie poświęcamy bardzo dużo uwagi rynkowi komercyjnemu, tak, żeby również tę infrastrukturę szpitalną zająć – wyjaśnia Rozwadowski.

Podkreśla, że jednocześnie firma będzie walczyć o większe pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia, szczególnie w szpitalnictwie i diagnostyce obrazowej, gdzie kontrakty mają znaczący udział w przychodach.

W najbliższych latach Centrum Medyczne chce postawić na rozwój. Zgodnie z przyjętą w ubiegłym roku strategią w latach 2014–2015 nakłady inwestycyjne mają wynieść blisko 50 milionów złotych. Na początku maja powstała ósma placówka w Warszawie, trzecia w segmencie premium, która oferuje konsultacje specjalistyczne, zabiegi i rehabilitację. Także w tym roku centrum planuje otwarcie dużej placówki na Śląsku, w Katowicach. Centrum inwestuje w specjalistyczne przychodnie, co może przełożyć się na dalszy rozwój leczenia szpitalnego – mowa tu przede wszystkim o specjalizacjach ortopedycznej, neurochirurgicznej czy okulistycznej.

Duże zainteresowanie klientów rynkiem usług medycznym sprawia, że rozwija się on dość dynamicznie. Jednak ze względu na to, że środki płynące od płatnika, czyli NFZ, są stałe, jest to rynek trudny. Mimo to zdaniem Rozwadowskiego na rynku możliwe są dalsze przejęcia i fuzje, bo wciąż jest on rozdrobniony.

Także fundusze inwestycyjne szukają możliwości na polskim rynku, bo to jedyny obszar jeszcze niespenetrowany przez obcy kapitał. Martwi mnie trochę, że nie jest polski kapitał, bo Enel-Med jest akurat firmą rodzinną, z dużą przewagą rodzimego kapitału. Trudność w pozyskaniu polskiego kapitału powoduje, że wiele funduszy inwestycyjnych z tego korzysta i przejmuje dużą część podmiotu medycznego – podsumowuje Adam Rozwadowski. 

Własne karty płatnicze uczą dzieci oszczędzania

CEO Magazyn Polska

Karty płatnicze i konta bankowe dla dzieci sprawiają, że rodzice mają większą kontrolę nad wydatkami swoich pociech. Ponadto posiadanie własnych kart uczy dzieci oszczędności i rozsądnego gospodarowania pieniędzmi. Karty odznaczają się ciekawym designem: młodsze dzieci mogą płacić za zakupy pluszową żyrafą, dla starszych są tradycyjne karty plastikowe.
 
Najczęściej kartę kupują rodzice i przekazują dziecku w użytkowanie. Dziecko może dokonywać nią płatności samodzielnie, ale rodzice zawsze mają kontrolę nad wydatkami. To oni ustalają limit płatności oraz wypłat z bankomatu. Mogą też wpłacać na powiązane z kartą konto bankowe mniejsze sumy pieniędzy, aby dziecko nie mogło wydać więcej, niż chcieliby tego rodzice.

Dziecko może pod kontrolą rodzica zrobić przelew, czyli inicjować przelew, który każdorazowo jest akceptowany przez rodzica w systemie bankowości internetowej banku. Dziecko może również ze swoich pieniędzy doładować komórkę. Wszystkie takie operacje są akceptowane zawsze przez rodzica. Rodzic może też zadecydować, czy udostępniać możliwość robienia przelewów czy doładowania komórki w serwisie dziecka – tłumaczy Michał Macierzyński, dyrektor Biura Innowacji PKO Banku Polskiego.

Konto oszczędnościowe i karta płatnicza dla dzieci to praktyczna nauka oszczędzania. Nawyk planowania wydatków i odkładania pieniędzy na konkretny cel warto wyrabiać u dzieci już od najmłodszych lat. Psychologowie są zdania, że już sześcioletnie dzieci powinny otrzymywać od rodziców drobne pieniądze, aby w wieku nastoletnim były przygotowane do rozsądnego gospodarowania.

Żeby mądrze wydawać, trzeba najpierw nauczyć się korzystania również z elektronicznych środków płatności. Każdy rodzic, dając taką kartę dziecku, może nauczyć je bezpiecznego korzystania z karty, może nauczyć, jak z takiej karty rozsądnie wydawać pieniądze, jak kontrolować swoje wydatki. Jeżeli ustawimy limit, a dziecko wyda wszystkie pieniądze, to żeby zrobić następny zakup, będzie musiało poczekać do kolejnego kieszonkowego – podkreśla Michał Macierzyński.

 
Karty płatnicze typu prepaid przeznaczone są dla dzieci poniżej 13. roku życia. Mogą być one powiązane z kontem bankowym, wyposażonym w system bankowości elektronicznej. System ten jest udźwiękowiony i bardzo kolorowy, dzieci mogą dowolnie zmieniać tapety i ikony. Karty płatnicze również odznaczają się ciekawym designem.

Karty występują w wielu różnych formatach: jest to klasyczna karta  z czerwonym paskiem, którą można płacić w sklepie, internecie czy wypłacać pieniądze z bankomatu. Ale również zaoferowaliśmy karty w postaci naklejki na chociażby telefon czy też karty w postaci silikonowego breloczka lub filcowej żyrafy. Taka żyrafa wzbudza duże zainteresowanie, kiedy można nią zapłacić zbliżeniowo – mówi Michał Macierzyński w rozmowie z agencją Newseria.

Pracodawcy wciąż obawiają się zatrudniania osób w wieku 55+

CEO Magazyn Polska

Ofert pracy dla seniorów jest zdecydowanie mniej niż dla osób młodych. Pracodawcy często nie zdają sobie sprawy z tego, że mogą nie tylko pozyskać doświadczonych, rzetelnych i lojalnych pracowników, lecz także ograniczyć koszty związane z rotacją kadry. Średni czas stażu pracy w jednej firmie dla osób powyżej 55. roku życia jest trzy razy dłuższy niż w przypadku osób w wieku 25-34 lata. Seniorzy wykazują również dużo większą motywację do pracy niż ich młodsi koledzy.

Taki pracownik jest o wiele bardziej zaangażowany, ma wiedzę, doświadczenie i wiele umiejętności uniwersalnych, które nabył podczas długiego stażu pracy i którymi może się podzielić. Dla młodych osób będzie mentorem, będzie im przekazywał swoją wiedzę. Jest też osobą bardziej cierpliwą, opanowaną i łatwiej radzi sobie ze stresem niż młody pracownik, bo więcej w życiu przeżył i więcej zebrał doświadczeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Majewska, marketing manager serwisu z ofertami pracy monsterpolska.pl.

Współcześni seniorzy są aktywni i otwarci na wszelkie nowości – również te technologiczne. Najczęściej mają już odchowane dzieci i nie są przytłoczeni zbyt dużą ilością obowiązków domowych, przez co rzetelnie wykonują powierzone im zadania.

Pracownicy w wieku 55+ są trzy razy bardziej lojalni w stosunku do pracodawcy niż pracownicy w grupie wiekowej 2435. Jeżeli obniżamy rotację, bo pracownicy są bardziej lojalni, to koszty związane z przysposobieniem nowego pracownika są o wiele niższe – mówi Małgorzata Majewska.

Z badań wynika jednak, że pracodawcy niechętnie zatrudniają seniorów, bo obawiają się z ich strony małej wydajności i częstych zwolnień chorobowych. Z kolei osoby po 55. roku życia, zrażone sytuacją na rynku pracy, szybko rezygnują z poszukiwania zatrudnienia. Po serii niepowodzeń dużo trudniej jest im się też zaaklimatyzować w nowej firmie.

Dużą rolę odgrywa bezpośredni menadżer, przełożony i dział HR, który będzie wprowadzał starszego pracownika do grupy. Opowie też pracownikom będącym w zespole, jaka jest rola nowego pracownika i w jakich obszarach on będzie pomagał grupie. To wszystko jest kwestią komunikacji, bo musimy sobie zdawać z tego sprawę, że zespoły różnorodne są bardziej efektywne. Są w stanie wygenerować więcej zysku dla pracodawcy, ponieważ mają szerszą perspektywę i szersze spojrzenie – tłumaczy Małgorzata Majewska

Pracodawcy, którzy zatrudniają seniorów, czerpią z tego również korzyści ekonomiczne. W ramach programu „Solidarność pokoleń” są m.in. zwalniani z opłacania składek na Fundusz Pracy za takie osoby. Mogą również ubiegać się o dofinansowanie kosztów wyposażenia i doposażenia dla nich stanowiska pracy.

Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna dla imigrantów

CEO Magazyn Polska

W najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego silną pozycję mogą zdobyć przeciwnicy napływu pracowników, zwłaszcza z krajów tzw. nowej Unii. W dłuższej perspektywie kierunki migracji mogą się jednak zmienić i także Polska stanie się krajem atrakcyjnym dla imigrantów. Jak podkreślają ekonomiści, migracje są korzystne zarówno dla krajów, z których pochodzą emigranci, jak i dla tych, które przyjmują imigrantów, a europejska gospodarka potrzebuje większej mobilności pracowników.

 

Ludzie z Afryki i innych krajów o niskich dochodach będą przyjeżdżać do Europy w każdy możliwy sposób. Dotąd najłatwiejszą drogą był Półwysep Iberyjski. Teraz imigranci znaleźli kolejną drogę, przez Europę Wschodnią. Możemy się spodziewać, że migracje będą się odbywały różnymi szlakami, a migranci będą wybierali kraje o wyższym dochodzie na jednego mieszkańca. Takie migracje, podobnie jak w ogóle przemieszczanie się ludzi, daje zyski i krajom afrykańskim, i krajom Europy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Pedro Videla z Wydziału Ekonomii IESE Business School w Barcelonie.

Według danych Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji w 2010 r. 214 mln imigrantów wysłało 440 mld dolarów do państw swojego pochodzenia. Ponad 3/4  tej kwoty trafiło do ich rodzin w krajach rozwijających się, przede wszystkim do Indii, Chin, Meksyku i na Filipiny. W czołówce krajów o największym udziale emigrantów w populacji są: Katar (87 proc.), Zjednoczone Emiraty Arabskie (70 proc.) i Jordania (46 proc.). Ranking zamykają Rumunia (0,6 proc.), Indie (0,4 proc.) oraz Indonezja (0,1 proc).

– To jest proces podobny do handlu, jak postęp technologiczny. W kategoriach ekonomicznych to wygląda w ten sposób, że jeśli masz więcej ludzi, to masz większe PKB, jeśli masz większe PKB, to kreujesz wyższą konsumpcję i inwestycje. Nie jest ważne, czy imigrant jest wysoko czy nisko wykwalifikowany, od strony ekonomicznej zawsze ma pozytywny wkład – uważa prof. Videla. – Ale musimy pamiętać, że są też inne aspekty migracji: kulturowe, społeczne, polityczne. Jestem profesorem ekonomii i mówię o ekonomicznej stronie, a z tej perspektywy migracje tak jak wymiana handlowa przynoszą krajom zyski. 

Część ekonomistów uważa jednak, że w dłuższej perspektywie zyski z migracji trafiają głównie do krajów przyjmujących, a nie wysyłających emigrantów. Ten rozkład kosztów i korzyści wynika wprost z tego, jakie jest średnie wykształcenie tych osób, ich wiek, stan zdrowia itp. Stąd też inne skutki ekonomiczne ma przemieszczanie się emerytów z Europy Północnej do krajów śródziemnomorskich niż np. młodych i dobrze wykształconych Polaków, Rumunów czy Węgrów na zachód Europy. W tym drugim przypadku emigracja podkopuje potencjał rozwoju gospodarki, ponieważ wraz z rozwojem technologicznym rośnie znaczenie wiedzy i umiejętności (tzw. kapitału ludzkiego) jako czynnika rozwoju. Ponadto, odpływ młodych i aktywnych zawodowo osób dodatkowo przyspiesza starzenie się społeczeństwa, co jest ogromnym wyzwaniem dla systemów zabezpieczenia społecznego, zwłaszcza państwowych emerytur oraz publicznej służby zdrowia.

Przepaść na rynku pracy jest w Polsce spowodowana szybkim starzeniem się społeczeństwa. Migracje nie stworzyły tego problemu, ale bardzo go zintensyfikowały. To, że ludzie wyjeżdżają, nie jest problemem; problemem jest to, że macie społeczeństwo, w którym spodziewana długość życia znacząco się wydłużyła, a liczba dzieci na jedną kobietę spadła. To nie jest tylko polski problem – twierdzi ekonomista z IESE Business School.

Kurcząca się liczba osób aktywnych zawodowo sprawia, że firmy są zmuszone oferować im lepsze warunki. To w połączeniu z relatywnie łagodnym przebiegiem kryzysu w Polsce (w porównaniu do państw strefy euro) oraz szybszym ożywieniem może sprawić, że coraz więcej obcokrajowców będzie chciało osiedlić się w Polsce.

Polska stała się nie tylko źródłem migracji do innych krajów Unii Europejskiej, można też zauważyć, że do Polski zaczynają napływać imigranci. Tak dostosowuje się rynek, to proces rynkowy. Gdy ludzie wyjeżdżają, to wzrastają pensje, gdy wzrastają pensje to sygnał dla innych, by tam właśnie jechali. Od przystąpienia Polski do Unii Europejskiej PKB wzrosło z poziomu 30 proc. średniej unijnej do 60-70 proc. To spowoduje w końcu, że wielu imigrantów będzie się decydować na to, by zostać w Polsce – przewiduje prof. Pedro Videla.

Według prof. Videli 15 tys. euro PKB w przeliczeniu na 1 osobę jest szacunkową granicą między grupami krajów, które wysyłają i przyjmują migrantów. Dla Polski ta statystyka wyniosła w 2013 r. 8,6 tys. euro (bez uwzględnienia parytetu siły nabywczej, czyli różnic w poziomie cen). Dla porównania PKB na osobę w Hiszpanii wyniósł w tym samym roku 20,1 tys. euro, a w Portugalii – 14,3 tys. euro. Ekonomista z Katalonii zaznacza, że umowna granica 15 tys. euro ma znaczenie w dłuższym okresie, bo silne wahania koniunktury mogą przejściowo mocniej oddziaływać na migrację.

– W Hiszpanii mieliśmy gigantyczny wzrost liczby przybyszów. Teraz, gdy gospodarka jest w recesji, ludzie znów zaczęli wyjeżdżać. W ciągu ostatnich dwóch lat wynik netto dla Hiszpanii jest ujemny. Więcej ludzi wyjeżdża za granicę, niż do nas przyjeżdża. To samo dzieje się w Irlandii, Portugalii i Grecji. Jeśli więc mówimy o trendach długoterminowych, to pamiętajmy, że to również dzieje się w cyklach. Sytuacja się zmienia w krótkim okresie, ale gdy gospodarka Hiszpanii zacznie rosnąć, znów będziemy przyjmować imigrantów – prognozuje Videla.

Prawdopodobieństwo powrotu emigrantów do Hiszpanii (lub napływu nowych) jest znacznie większe niż np. powrotu Polaków z Wysp Brytyjskich i Niemiec. PKB na osobę w Hiszpanii według parytetu siły nabywczej to 96 proc. średniej UE, podczas gdy w Polsce jest to 67 proc. – wynika z danych Eurostatu. Choć w Europie wciąż są widoczne silne różnice w poziomie rozwoju, to migracja jest znacznie mniejsza, niż mogłaby być ze względu na różnice językowe i kulturowe. Mimo wzrostu zakresu regulacji UE takie kwestie jak np. polityka socjalna są regulowane na poziomie narodowym, co także może hamować przepływ pracowników.

Są dziedziny i umiejętności, w których w Polsce brakuje specjalistów. Jeśli zauważę, że profesor ekonomii w Polsce zarabia więcej niż w Hiszpanii, to zapytam moich kolegów, czy może nie warto byłoby wyjechać. Ale kwestie ekonomiczne to tylko część problemu. Są jeszcze inne czynniki, które muszą być sprzyjające, na przykład język, kwestie polityczne i socjalne. Dlatego musimy pracować nad usunięciem tych przeszkód, bo migracje oznaczają zyski i są dobre zarówno dla krajów wysyłających, jak i przyjmujących – uważa ekonomista z IESE Business School.

Wyniki Grupy Kapitałowej MCI po pierwszym kwartale 2014 roku

0

W pierwszym kwartale 2014 roku MCI Management osiągnęło 108,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Wartość aktywów netto wyniosła 873 mln zł, co w przeliczeniu na jedną akcję daje 14 zł. Już po pierwszym kwartale Spółka wyprzedza założenia prognozy na rok 2014, realizując prawie połowę zakładanego rocznego wzrostu. W pierwszym kwartale 2014 roku zrealizowano również z sukcesem transakcję pre-IPO PEM uzyskując wycenę Enterprise Value na poziomie 270 mln zł. Zespół inwestycyjny kontynuuje prace nad pozyskiwaniem nowych projektów inwestycyjnych do portfela MCI. Prognoza na 2014 rok zakłada przeznaczenie co najmniej 305 mln zł na inwestycje w nowe spółki portfelowe.

  • Ogłoszona w styczniu prognoza na 2014 rok zakładała wzrost aktywów na jedną akcję z 12,2 zł na koniec 2013 roku do 16,5 zł w 2014 roku. Już po pierwszym kwartale osiągnięto połowę zakładanego wzrostu
  • Zamknięcie nowych inwestycji w pierwszym kwartale – Grupa Wirtualna Polska, Feedo, Hojo.pl, mGenerator oraz Focus Telecom
  • Zaawansowane prace nad upublicznieniem Private Equity Managers SA

– Po bardzo dobrym dla MCI Management ubiegłym roku, przyszła pora na jeszcze lepszy rok 2014. Pierwszy kwartał z pewnością zaliczamy do udanych, co potwierdzają wyniki Grupy. Dalsze plany są ambitne, chcielibyśmy sukcesywnie powiększać nasze portfolio. Kontynuujemy również prace nad wprowadzeniem na GPW spółki Private Equity Managers SA przed końcem 2014 roku  – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management SA.

Ważne wydarzenia pierwszego kwartału 2014

  • Private Equity Managers S.A. (PEM), spółka portfelowa Grupy MCI wyspecjalizowana w zarządzaniu aktywami private equity, zgodnie z zapowiedzią zamknęła w I kwartale br. sprzedaż pierwszej transzy akcji w ramach pre-IPO skierowanej do menedżerów i partnerów Spółki oraz partnerów powiązanych biznesowo. W ramach pierwszej transzy na przełomie pierwszego i drugiego kwartału sprzedano ponad 30 proc. akcji PEM.
  • Z początkiem 2014 roku rozpoczął się proces upraszczania struktury Grupy Kapitałowej MCI. Pierwszym jego etapem było połączenie funduszy MCI.CreditVentures i MCI.BioVentures w jeden wehikuł inwestycyjny. W ramach optymalizacji struktury działalność funduszu MCI.CreditVentures została technicznie wygaszona, a jego aktywa przeniesione do funduszu MCI.BioVentures, pod nową nazwą MCI.CreditVentures. Takie uproszczenie struktury Grupy pozwoli na oszczędności dzięki niższym kosztom administracyjnym.
  • 10 lutego 2014 r. MCI Management nabył 20% Grupy Wirtualna Polska. MCI Management, poprzez subfundusz MCI.EuroVentures 1.0, zawarło z funduszem European Media Holding S.a r.l., należącym do grupy kapitałowej Innova Capital, umowę nabycia 20 proc. udziałów w Grupie o2 SA. W wyniku przejęcia powstała Grupa Wirtualna Polska – nowy lider Internetu na polskim rynku.
  • Invia, jedna ze spółek portfelowych MCI działająca na rynku e-turystyki, ogłosiła wezwanie na akcje Travelplanet.pl. Pozwoli jej to m.in. na szybsze osiągnięcie efektów synergii operacyjnych i kosztowych w Grupie i wzmocni pozycję jako lidera w segmencie e-turystyki na rynku polskim.
  • W Internet Ventures.FIZ, jednym z funduszy spółki MCI Management, dokonano inwestycji w spółki:
  1. Feedo – platforma internetowa służąca do sprzedaży artykułów dla niemowląt
  2. mGenerator – kreator stron internetowych i aplikacji
  3. Hojo.pl – marketplace profesjonalnych usług sprzątania w kanale internetowym
  4. Focus Telecom Polska – innowacyjna spółka technologiczna oferująca usługi do komunikacji biznesowej dostępne w modelu cloud computing.
  • Przeprowadzenie nowych transz inwestycyjnych we Frisco i Indeks.

Wyniki finansowe

Aktywa pod zarządzaniem wyniosły w pierwszym kwartale 2014 r. ponad 1,3 mld zł w stosunku do 838 mln zł w pierwszym kwartale 2013 r. Aktywa netto wyniosły 873 mln zł, względem 582,1 mln zł na koniec pierwszego kwartału 2013. Aktywa netto na jedną akcję wzrosły do 14 zł.

Na wypracowane wyniki finansowe funduszu wpływ miały działania związane z wydzieleniem i sprzedażą akcji spółki Private Equity Managers SA (PEM). W wyniku transakcji pre-IPO na przełomie marca i kwietnia 2014 r. sprzedano w ramach pierwszej transzy znaczący pakiet akcji PEM do obecnych inwestorów MCI i kadry zarządzającej, co daje około 30% wszystkich akcji PEM. Przed przystąpieniem do pre-IPO, PEM wypłacił dywidendę za rok 2013 do Grupy MCI o wartości 72,5 mln zł. Obecnie MCI finalizuje prace nad prospektem PEM SA, który zostanie złożony w KNF w Q2 2014 roku.

Plany na kolejne kwartały 2014 r.

W następnym kwartale 2014 roku kadra zarządzająca MCI i PEM skupi się przede wszystkim na pozyskiwaniu nowych projektów inwestycyjnych oraz na kontynuacji prac nad przygotowaniem spółki Private Equity Managers SA do wejścia na GPW. Utrzymane zostają założenia dotyczące nowych inwestycji o wartości co najmniej 305 mln zł oraz wartości aktywów netto na akcję na poziomie 16,50 zł. Spółka będzie również dążyć do wyjścia z inwestycji na poziomie 100 mln zł w 2014 r. MCI pracuje także nad poprawą komunikacji z inwestorami i rynkiem oraz będzie dążyło do zmniejszenia dyskonta pomiędzy wartością aktywów netto na jedną akcję a wyceną akcji na GPW.

PZU wdrożyło bezpośrednią likwidację szkód z OC. Zmiany obejmą całą branżę ubezpieczeniową

0

CEO Magazyn Polska

Polska Izba Ubezpieczeń zdecydowała o wdrożeniu modelu bezpośredniej likwidacji szkód. Dzięki temu poszkodowani nie muszą dochodzić swoich roszczeń u ubezpieczyciela sprawcy wypadku. Formalnościami oraz wypłatą pieniędzy lub pokryciem kosztów naprawy zajmie się firma, u której klient wykupił polisę OC. PZU, które jako pierwsze miesiąc temu wprowadziło powszechną usługę bezpośrednich likwidacji szkód, dołączy do wspólnej platformy rozliczeń pod egidą PIU.

Bezpośrednia likwidacja szkód to jest coś, nad czym PZU pracowało od bardzo długiego czasu. Zaproponowaliśmy PIU stworzenie projektu kilka lat temu i tenże projekt rozpoczął się więcej niż rok temu. Niedawno zostały zakończone prace i rekomendacja całego zespołu była taka, że może już we wrześniu 2015 roku rozpoczniemy mały pilotaż. Powiedziałem wtedy, że nie po to robiliśmy ten projekt, żeby robić analizy do kolejnych analiz, i jeżeli nie wejdziemy w to razem, jako sektor, PZU rezerwuje sobie prawo wejścia i wprowadzenia tego typu rozwiązania dla klientów PZU. I to zrobiliśmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Klesyk, prezes PZU.

Ubezpieczyciel wprowadził usługę powszechnej i bezpłatnej bezpośredniej likwidacji szkód 4 kwietnia br. Blisko miesiąc później – 6 maja – taką samą usługę zaoferowało UNIQA TU. Bezpośrednią likwidację szkód bez charakteru powszechności (ze względu na pobierane dodatkowe opłaty oraz limit wysokości szkody) zaoferowały wcześniej InterRisk i TUiR Warta. Po decyzji PZU reszta branży deklarowała, że poczeka z wprowadzeniem usługi do czasu zakończenia prac w ramach Polskiej Izby Ubezpieczeń. PZU, które stworzyło własny system rozliczeń, chce jednak dołączyć do wspólnej platformy pod egidą PIU.

Jeżeli powstanie wspólna platforma rozliczeń, my zrezygnujemy z naszego modelu i natychmiast do niej dołączymy. Co więcej zadeklarowałem także to, że będziemy bardzo mocno uczestniczyć w procesie tworzenia tejże platformy i dzielenia się naszymi doświadczeniami – mówi Klesyk.

Walne Zgromadzenie członków Polskiej Izby Ubezpieczeń przegłosowało wprowadzenie bezpośredniej likwidacji szkód w modelu ryczałtowym. Za tym rozwiązaniem głosowało 41 członków, przeciw było 7, a 14 wstrzymało się od głosu. 

Dla mnie najważniejszą rzeczą jest to, że sektor mówi w miarę jednym głosem, przynajmniej na te tematy, na których wszystkim zależy. To po pierwsze bezpośrednia likwidacja szkód, po drugie pewnego rodzaju regulacje związane z dystrybucją, po trzecie rola regulatora, czyli KNF-u w procesie stanowienia prawa i wydawania rekomendacji, po czwarte wszelkiego rodzaju sprawy związane z regulacjami wprowadzanymi na poziomie europejskim, a więc Solvency II  wymienia prezes PZU.

Bezpośrednia likwidacja szkód leży w interesie branży, ponieważ może pomóc zakończyć wojnę cenową, jaka ma miejsce na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych. W 2013 r. wynik techniczny z ubezpieczeń OC pozostał ujemny i wyniósł – 266 mln zł. To poprawa w porównaniu z 2012 r., gdy segment przyniósł stratę w wysokości 467 mln zł, ale według prezesa PIU Jana Grzegorza Prądzyńskiego, rynek wciąż pozostaje w nierównowadze. Może się to zmienić dzięki usłudze bezpośredniej likwidacji szkód, która powinna spowodować, że klient nie będzie kierował się przy wyborze ubezpieczyciela jedynie ceną, a renomą firmy, co zagwarantuje mu bezproblemową likwidację szkód powstałych z winy innego kierowcy. Tym samym większa liczba klientów może sięgnąć po nieco droższe, ale i lepsze jakościowo oferty, co podniesie średnią cenę na rynku. 

Andrzej Klesyk zwraca także uwagę, że problemem dla PZU są regulacje, które faworyzują spółki zależne od zagranicznych grup kapitałowych. 

Dla mnie bardzo ważne jest, żeby każdy podmiot, który działa w Polsce, miał równe prawa i równe obowiązki. Nie może być tak, że forma prowadzenia działalności, a więc oddział czy spółka zależna od matki w innym dużym kraju oraz PZU nie mają podobnych, a właściwie identycznych praw w walce na rynku. Nie mówię o uprzywilejowanej pozycji, ale identycznych prawach, na przykład dotyczących kosztu kapitału czy sposobu liczenia przypisów  wskazuje Klesyk.

Rząd musi dalej ograniczać wydatki. Resort finansów przyjrzy się jakości wydawanych środków

CEO Magazyn Polska

Polska w przyszłym roku zredukuje deficyt w finansach publicznych poniżej 3 proc. PKB – zapowiedział minister finansów Mateusz Szczurek. Według ekspertów unijnej Rady ECOFIN, będzie to wymagało dalszych podwyżek podatków lub cięć w wydatkach publicznych. Minister deklaruje, że będzie ograniczać skalę tych zabiegów dzięki poprawie efektywności w gospodarowaniu środkami, jakie są do dyspozycji w poszczególnych resortach. Zaczyna od zmian w swoim.

Tak zmieniamy strukturę Ministerstwa Finansów, aby osoby w nim zatrudnione najlepiej wykorzystywały swoje kompetencje i umiejętności do służenia podatnikom i stabilności finansów publicznych. Taką zmianą jest na przykład integracja procesów pomocowych w izbach i urzędach skarbowych, co pozwoli na to, aby więcej pracowników administracji skarbowej bezpośrednio kontaktowało się i pomagało podatnikom, a mniej zajmowało się sprawami administracyjnymi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Szczurek, minister finansów.

Jak podkreśla, zmiany w resorcie to jeden z elementów poprawy efektywności wydatków publicznych. Po kilku latach, kiedy reformowanie finansów publicznych koncentrowało się na cięciu wydatków, teraz może skupić się na jakości wydatkowanych środków.

Kiedy poprawia się koniunktura i stabilizuje się sytuacja budżetowa, to zmniejsza się deficyt finansów publicznych i znacznie większą uwagę trzeba poświęcić jakości wydawanych pieniędzy. Temu właśnie mają służyć zmiany w Ministerstwie Finansów i w funkcjonowaniu sektora finansów publicznych, aby przy tej samej kwocie wydatków w ramach różnych ministerstw, także Ministerstwa Finansów, jak najlepiej służyć społeczeństwu – wyjaśnia minister finansów.

W kwestii poprawy efektywności wydatków publicznych Rada ECOFIN zaleca Polsce ograniczenie cięć w inwestycjach infrastrukturalnych, które korzystnie oddziałują na wzrost PKB oraz dokonanie dokładnego przeglądu wydatków socjalnych. W aktualizacji Programu konwergencji z 2014 r. MF wskazuje, że podjęto już działania zmierzające do wzrostu efektywności wydatków publicznych, m.in. dzięki reformie urzędów pracy oraz ograniczeniu kosztów i poprawie wykorzystania środków publicznych w sektorze ochrony zdrowia.

Bardzo istotne jest stworzenie właściwego mechanizmu, który pozwoli na poprawę jakości wydawanych pieniędzy. To może mieć miejsce w ramach procesu budżetowego, ale także jako nieustający proces. Nie jest dobrze robić te reformy wszędzie jednocześnie. Lepiej skoncentrować się na kilku działach, w których współdziałanie jest bardzo ważne. Z ministrami odpowiedzialnymi za te działy będziemy pracować nad polepszeniem jakości finansów publicznych – zapowiada minister finansów w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Prace nad systemowym przeglądem efektywności wydatków publicznych ruszyły w 2013 r. Ministerstwo Finansów we współpracy z Bankiem Światowym ma opracować odpowiednie rozwiązania instytucjonalne. Obok poprawy efektywności wydatków, według ECOFIN, potrzebna jest także poprawa skuteczności ściągania podatków, w tym ograniczenie kosztów ich poboru. W tegorocznej aktualizacji Programu konwergencji rząd wskazuje, że niskie dochody podatkowe w ubiegłych latach były częściowo spowodowane także przez „problemy z przestrzeganiem przepisów podatkowych”.

Reforma finansów publicznych jest procesem ciągłym i Polska realizuje ją od bardzo wielu lat. Różnie są w niej rozkładane akcenty. W czasach kryzysu i spadku dochodów więcej uwagi poświęcaliśmy obniżeniu poziomu wydatków i od 2010 roku miało to miejsce na bardzo dużą skalę – ocenia minister finansów.

W latach 2010–2013 działania rządu doprowadziły do obniżenia relacji wydatków publicznych względem PKB o 2,8 pkt proc. – wynika z tegorocznej aktualizacji Programu konwergencji. W tym samym okresie dochody sektora publicznego zwiększyły się zaledwie o 0,4 pkt proc. PKB, mimo licznych działań, jak m.in. podwyżki stawki VAT, podwyżki składki rentowej, zamrożenia progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku w PIT czy też wprowadzenia podatku od kopalin. Według Programu konwergencji powodem był słaby popyt krajowy, niekorzystna dla finansów publicznych struktura wzrostu PKB (coraz większa rola eksportu netto) oraz niska inflacja.

Proces redukcji deficytu sektora publicznego został zatrzymany w 2013 r., kiedy zwiększył się on do 4,3 proc. PKB. Choć to znacząco mniej w porównaniu z 2010 r., kiedy braki w kasie państwa sięgały 7,9 proc. PKB, to Polska wciąż pozostaje w unijnej procedurze nadmiernego deficytu, która obowiązuje państwa mające wyższą nierównowagę w finansach niż 3 proc. PKB. Minister finansów przy okazji publikacji Programu konwergencji poinformował, że Polska spełni wymagania UE odnośnie deficytu w przyszłym roku. Dzięki poprawiającej się sytuacji budżetowej, rząd chce stopniowo przesuwać ciężar z dyscypliny fiskalnej na rzecz dbania o efektywność i celowość wydatków.

Elektroniczny pobór opłat dla aut osobowych to nawet 15 mld zł oszczędności. System mógłby zacząć działać na początku 2016 r.

CEO Magazyn Polska

Nawet do 15 miliardów złotych oszczędności do 2025 roku przyniosłoby zastąpienie systemu manualnego poboru opłat na autostradach systemem elektronicznym – wynika z raportu Audytela i Centrum Analiz Transportowych i Infrastrukturalnych. Zyskaliby przede wszystkim kierowcy m.in. w wyniku likwidacji punktów poboru opłat i tworzących się przy nich korków. Jeśli zapadną odpowiednie decyzje, system może być gotowy w niecałe dwa lata.

261 kilometrów autostrad zarządzanych przez GDDKiA objętych jest systemem manualnego poboru opłat, który staje się coraz większą zmorą kierowców, ponieważ na bramkach nie tylko w okresie wakacyjnym, nie tylko przed Wielkanocą, lecz praktycznie dwa razy dziennie – przynajmniej na A4 – powstają korki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services. – Dla kierowcy najprostszym rozwiązaniem byłoby, gdyby mógł uiścić opłatę, nie odczuwając tego w inny sposób poza kieszenią, czyli bez stania na bramkach.

Cywiński w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach podkreślił, że wprowadzenie elektronicznego poboru opłat na autostradach dla samochodów osobowych nie stanowi problemu. Kapsch zarządza już systemem viaTOLL dla samochodów ciężarowych. Dlatego duże inwestycje nie są niezbędne. Cywiński dodaje, że system dla kierowców aut osobowych byłby prostszy w obsłudze, a elektroniczne urządzenia można by doładowywać na wiele sposobów.

Obecnie kierowcy osobówek mogą płacić za przejazd autostradami zarządzanymi przez GDDKiA za pomocą urządzenia viaAUTO, będącego częścią systemu viaTOLL. Jest on jednak mało popularny i nie obejmuje autostrad koncesyjnych.

Dzięki wprowadzeniu w pełni elektronicznego systemu oszczędności dla użytkowników i Skarbu Państwa mogą sięgnąć nawet 15 mld zł. Kapsch deklaruje gotowość rozpoczęcia wdrażania w każdej chwili przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury i niewielkich nakładach. Spółka ma do 2018 r. umowę na zarządzanie systemem viaTOLL. Jeśli Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju podejmie odpowiednie decyzje, elektroniczny pobór opłat dla aut osobowych mógłby ruszyć przed upływem tego terminu.

Szacujemy, że gdybyśmy dostali to zadanie, bylibyśmy w stanie w I kwartale 2016 roku na autostradach, które będą gotowe, ten system wdrożyć. W związku z tym jest to dość krótka perspektywa czasowa – zapowiada Cywiński. – Przedstawiliśmy pewną koncepcję na spotkaniu w ministerstwie, które odbyło się pod koniec marca w dużym gronie ekspertów.

Dzięki wdrożeniu systemu elektronicznego z autostrad zniknęłyby punkty poboru opłat, które spowalniają ruch i są uciążliwe dla kierowców. Nie wiadomo jednak, czy będzie to możliwe tylko na autostradach zarządzanych przez GDDKiA, czy także na koncesyjnych fragmentach A1, A2 i A4.

Problemem pewnie będzie to, w jakim stopniu do tego rozwiązania dołączą się koncesjonariusze. Wobec tego kolejnym bardzo ważnym zadaniem jest unifikacja systemu poboru opłat i zdjęcie bramek w całej sieci autostrad, a nie tylko na autostradach zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad – ocenia Cywiński.

Pekao SA: w tym roku przyspieszy rynek kredytów i depozytów

0

CEO Magazyn Polska

Bank Pekao SA liczy na przyspieszenie na rynku kredytów i depozytów, zwłaszcza w sektorze korporacyjnym. Większe zyski z tej działalności muszą pokryć mniejszą prowizję z płatności kartami oraz ok. 40 mln zł dodatkowych kosztów związanych z opłatami na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Od początku roku Pekao SA zdobył 100 tys. nowych klientów, a teraz celuje w sektor rolniczy.

Ten rok będzie rokiem poprawy w gospodarce i przyspieszenia dynamiki wolumenów kredytowych i depozytowych w stosunku do zeszłego roku. Szczególnie będziemy to widzieli  zresztą już widzimy w sektorze korporacyjnym, gdzie to przyspieszenie jest istotne – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Choryło, dyrektor wykonawczy Departamentu Relacji Inwestorskich i Strategicznych Analiz Rynkowych Pekao SA.

Choryło podkreśla, że w 2014 r. bank będzie musiał zmierzyć się z szeregiem przeszkód. Od 1 lipca ustawowo do maksymalnie 0,5 proc. zmaleją opłaty interchange pobierane za płatności kartą, co wpłynie na niższe prowizje banków. Utworzenie funduszu stabilizacyjnego w ramach Bankowego Funduszu Gwarancyjnego to również wyższe koszty dla banków. Pekao SA przeznaczy na ten fundusz ok. 40 mln zł w skali całego roku.

W 2014 r. bank mniej zarobi także na emisji obligacji. Choryło liczy jednak, że dzięki lepszej koniunkturze w gospodarce pozytywne czynniki przeważą. Szczególne nadzieje wiąże z rynkiem kredytów hipotecznych i konsumenckich, na którym Pekao SA od dwóch lat notuje wzrosty udziału w rynku.

Mam nadzieję, że uda nam się utrzymać to również w tym roku. Oczywiście dużo zależy od tego, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku, na ile, szczególnie od strony cenowej, będzie atrakcyjne przyspieszenie działalności. Ogółem oczekujemy wzrostu kredytów mniej więcej w granicach 5-6 proc. w całym sektorze. Nasza ambicja jest taka, żeby urosnąć co najmniej tyle, ale chcielibyśmy rosnąć szybciej – zapowiada Choryło.

Pekao SA liczy jednak nie tylko na rozwój rynku, lecz także na nowych klientów. Od ponad roku trwa już akcja „Klientomania”. Tylko w ciągu pierwszego kwartału 2014 r. bank zdobył w jej ramach 100 tys. nowych klientów, a od początku 2013 r. to już ponad 0,5 mln osób. Nowa kampania „Agromania” jest skierowana do rynku rolniczego, na którym do tej pory Pekao SA było obecne w niewielkim stopniu.

Z punktu widzenia tempa rozwoju i szczególnie eksportu rolnictwa wyraźnie widać, że jest to jedna z istotnych lokomotyw polskiej gospodarki. Ponieważ do tej pory byliśmy tam stosunkowo mało obecni, chcielibyśmy to zmienić. Docelowo chcielibyśmy, żeby nasz udział w tym rynku był bliski naszemu naturalnemu, a więc około 10-proc. – zapowiada Choryło.

Polskie maszyny górnicze zdobywają zagraniczne rynki

0

CEO Magazyn Polska

Spadające wydobycie i obniżająca się rentowność kopalń na Śląsku są jednymi z głównych przyczyn wzrostu eksportu polskich maszyn górniczych. W 2013 r. Kompania Węglowa zanotowała 1 mld zł straty, a Kopex – spadek sprzedaży maszyn górniczych o połowę. Z tego względu spółka planuje zrównoważyć swoje źródła przychodów, m.in. poprzez dalszą ekspansję zagraniczną oraz budowę kopalni w Polsce.

Według ekspertów polski węgiel może być opłacalny, o czym świadczą wyniki prywatnych kopalń i rosnące zainteresowanie inwestorów.

– Coraz więcej podmiotów zainteresowanych jest wejściem w inwestycje w węgiel kamienny. Myślę, że to jest dobry kierunek dla polskiego węgla jest to jedna z nielicznych dróg poprawy efektywności polskiego górnictwa, a zatem możliwości powrotu polskiego węgla – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Józef Wolski, prezes zarządu Kopex SA.

Spółka planuje rozpocząć w połowie roku budowę kopalni węgla kamiennego w Przeciszowie koło Oświęcimia. Inwestycja ma być ukończona w ciągu czterech lat, a jej koszt jest szacowany na 1,5 mld zł. To jedno z działań, jakie podejmuje zarząd, by zmniejszyć silne uzależnienie od dostaw maszyn i urządzeń dla polskiego górnictwa. Spadek cen węgla najsilniej uderzył w Kompanię Węglową, która jest największym w kraju odbiorcą maszyn i urządzeń górniczych. Wraz z wysokimi kosztami wydobycia i niską wydajnością pracy w KW dało to efekt w postaci blisko miliardowej straty netto w 2013 r.

– Spadek nakładów kopalni na inwestycje bezpośrednio rzutuje na zmniejszenie zamówień w naszej grupie. Było to szczególnie widoczne w roku 2013, ale jest widoczne również w tym. W naszej podstawowej działalności, a więc produkcji maszyn i urządzeń dla górnictwa podziemnego, w ubiegłym roku nastąpił spadek dochodów ze sprzedaży o około 50 proc. Natomiast spadek marż był zdecydowanie wyższy niż spadek przychodów – mówi Wolski.

Pewną szansą dla producentów maszyn górniczych jest zapowiedziany proces restrukturyzacji Kompanii Węglowej. Niedawno mianowany prezes Mirosław Taras zapowiedział optymalizację wydobycia na poziomie spółki, m.in. nowe inwestycje w opłacalne pola w kopalniach Ziemowit i Piast oraz stopniowe wygaszanie wydobycia w nierentownych kopalniach. Środki finansowe na zakup nowych maszyn górniczych spółka może potencjalnie pozyskać ze sprzedaży kopalni Knurów-Szczygłowice Jastrzębskiej Spółce Węglowej. 

Wiadomo jednak, że Kompania Węglowa ma ogromne problemy z płynnością finansową, więc to ona właśnie będzie priorytetem dla zarządu w najbliższych miesiącach. Według prognoz analityków, w 2014 r. ceny węgla mogą w dalszym ciągu spadać, stąd nowe zamówienia na maszyny ze strony polskich kopalń prawdopodobnie pozostaną niewielkie. Ponadto, samo wdrożenie planu restrukturyzacji w KW może napotkać duży opór ze strony związków zawodowych czy rządu, dlatego Kopex i inne firmy z branży wolą zabezpieczać się poprzez eksport.

– Dla nas alternatywą jest zdecydowanie pójście w kierunku eksportu. Nasze maszyny i urządzenia są bardzo dobrej jakości, mają bardzo dobre parametry wydajnościowe, więc umiemy te rynki zdobyć. Tym bardziej że Kopex już od lat 60.-70. funkcjonuje na rynkach zagranicznych. Stąd w roku 2014 będziemy umieli zastąpić brak sprzedaży na rynku krajowym sprzedażą na rynkach zagranicznych, a szczególnie na rynku argentyńskim i chińskim – ocenia prezes zarządu Kopex SA w rozmowie podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.  

Wydobycie węgla w Polsce może być jednak opłacalne, czego przykładem jest LW Bogdanka SA, która w 2013 r. zanotowała 329,4 mln zł zysku netto. Według analityków, w tym roku spółka ma mieć 360 mln zł zysku netto. W rezultacie do 2015 r. planuje ona podwoić swój potencjał produkcyjny w stosunku do 2011 r. Dobre warunki geologiczne w Lubelskim Zagłębiu Węglowym sprawiają, że również inwestor z Australii chce rozpocząć tutaj budowę kopalni. Główny Geolog Kraju Sławomir Brodziński powiedział w rozmowie z IAR, że „polskie górnictwo ma przyszłość, ale muszą to być nowe, płytsze i tańsze złoża”. Również prezes Kopeksu przewiduje, że polskie kopalnie pozostaną głównym klientem spółki.

– Rynek polski zawsze będzie naszym rynkiem podstawowym, niezależnie od tego, czy będziemy sprzedawać na rynek polski 40 proc. naszej produkcji czy 60 proc. – twierdzi Wolski.

Potwierdza to portfel zamówień Kopeksu, którego wartość na koniec 2013 r. wyniosła 1,74 mld zł, z czego około 1 mld zł to zamówienia ze strony polskich podmiotów. Ma to pozwolić na wypracowanie zysku netto w tym roku w wysokości 73,9 mln zł, a w przyszłym – 79,5 mln zł. Istotna w tym zakresie była decyzja NWZ Grupy Kopex, które zezwoliło zarządowi na wyemitowanie maksymalnie 10,5 mln akcji do 14 marca 2017 r. Ma to umożliwić dalszą ekspansję zagraniczną spółki, m.in. poprzez stworzenie baz i centrów remontowo-naprawczych w Rosji, Chinach i Argentynie. Emisja akcji ma także sfinansować planowaną budowę kopalni Przeciszów oraz prace badawczo-rozwojowe, które pozwolą zwiększać konkurencyjność produktów spółki.

– Od dłuższego czasu już prezentujemy nasze nowe produkty, np. kompleks automatyczny, który został zastosowany po raz pierwszy w kopalni Pniówek, jest to jeden z nielicznych kompleksów automatycznych funkcjonujących na świecie. Mogę również powiedzieć o naszych kombajnach wysokowydajnych, które z powodzeniem sprzedaliśmy na rynek chiński. Naszym hitem na najbliższe lata jest głowica urabiająco-ładująca ,,Mikrus”. Jest ona jedyną alternatywą dla eksploatacji pokładów cienkich o skomplikowanych warunkach na gruncie geologicznym, przy węglach trudnych, pociętych uskokami, węglach pofałdowanych i przy ścianach pofałdowanych, jak również przy węglach z przerostami – podkreśla Józef Wolski.