Kampanie Google Ads dla e-commerce

Według raportu Gemiusa w 2021 roku aż 77% polskich internautów kupowało online. To nieprawdopodobny rozwój sektora e-commerce nie tylko na świecie ale także w naszym kraju. Oznacza to jednak, że sklepy internetowe czeka coraz większa konkurencja a co za tym idzie także coraz większa profesjonalizacja wszelkich działań, również w sferze marketingowej. Jednym z nich są kampanie Google Ads, z dużym naciskiem na możliwości kampanii produktowych.

Wprowadzenie kampanii skupionych na naszym asortymencie do wyników wyszukiwania całkowicie odmieniło dotychczasowe możliwości każdego e-commerce. Klient otrzymuje bowiem już chwilę po wpisaniu szukanego produktu pełną listę ofert sklepów możliwie jak najlepiej dopasowanych do jego zapytania. Wraz z ceną, zdjęciem, nazwą oraz marką. To tyle po stronie klienta, po stronie reklamodawcy natomiast czeka nas konieczność optymalizacji oraz analityki w celu maksymalizacji liczby konwersji oraz oczekiwanego poziomu ROAS.

Od czego zacząć przygodę z kampaniami produktowymi?

Aby uruchomić pierwszą kampanię dla naszego e-commerce założyć musimy konto Google Ads, konto Google Merchant, konto Google Analytics oraz bardzo przydatne na różnych etapach pracy ze sklepem internetowym konto Google Tag Manager. Ostatni krok to wygenerowanie z pomocą panelu administracyjnego pliku produktowego dla kampanii Google Shopping w formacie XML.

Pozwoli on nam na automatyczną aktualizację stanów magazynowych oraz cen, bez konieczności ręcznego wprowadzania każdej zmiany w kampanii. Już na tym etapie specjalista Google Ads bądź nasza agencja pomogą nam w pełnej konfiguracji niezbędnych narzędzi. Konta zawsze tworzymy pod własnym adresem e-mail, idealnie jeśli dostęp do nich ma tylko i wyłącznie właściciel, pozostałe osoby otrzymują jedynie dostep do poszczególnych sekcji i mozliwości.

Nazwy i opisy w kampanii produktowej

Jednym z kluczowych elementów składających się na efektywność kampanii dla e-commerce są nazwy produktów oraz ich opisy. To na ich podstawie Google dopasowuje zapytanie odbiorcy do oferty naszego sklepu. Pamiętajmy zatem o tym, by nazwy produktów zawierały wszystkie najważniejsze cechy charakterystyczne naszego asortymentu. Jeśli kluczowej frazy zabraknie w nazwie produktu klient z dużym prawdopodobieństwem naszej reklamy nie zobaczy. Istotne elementy to zatem płeć, materiał, przeznaczenie, kolor, dodatki, chechy charakterystyczne tylko dla danego produktu. Jeśli posiada on nazwę własną, mało rozpoznawalną, umieszczamy ją na samym końcu nazwy.

Zdjęcie asortymentu w kampanii produktowej

Jednym z najważniejszych elementów mających znaczenie dla efektywności naszych kampanii są zdjęcia produktów. O zawartości w dużej mierze decyduje regulamin Google, sugerujący przede wszystkim, że na zdjęciu znajdować powinien się tylko i wyłącznie oferowany asortyment, bez elementów zastępczych, znaków wodnych, innych produktów, mogących zmylić klienta co do zawartości transakcji. W wynikach wyszukiwania zdjęcia nie są duże, od ich atrakcyjności i przejrzystości zależy zatem czy potencjalny klient kliknie właśnie w naszą reklamę.

Kluczowe wskaźniki kampanii produktowych

Optymalizując nasze działania reklamowe skupiamy się na kilku wskaźnikach efektywnościowych, takich jak liczba konwersji czy uzyskiwany ROAS. Ich głównym zadaniem jest określenie skuteczności tak całej kampanii, jak i poszczególnych segmentów asortymentu czy finalnie każdego produktu z osobna. Warto zatem zadbać nie tylko o poprawne zbieranie danych ale także ich właściwą interpretację, nie zawsze bowiem chociażby maksymalizacja poziomu ROAS przekłada się jednocześnie na wzrost przychodów. Kampanie produktowe Google Ads dostarczają nam szereg wskaźników, które powinniśmy wziąć pod uwagę.

Poziom oczekiwanego ROAS określić powinniśmy na podstawie cen produktów oraz uzyskiwanej na ich podstawie marży. Dla części produktów 500% ROAS może być wystarczające, dla innych 1000% ROAS to nadal za mało by osiągnąć rentowny poziom zwrotu z inwestycji.

Efektywność kampanii produktowych

Wyniki jakie osiągają nasze kampanie w dużej mierze zależą od poziomu naszego sklepu internetowego, atrakcyjności produktów, dopracowanego UX, cen, kosztów dostawy czy obsługi klienta. Dopiero na tym etapie warto wdrożyć działania reklamowe, których rezultaty zależały będą od tego czy klient zdecyduje się na zakup w naszym e-commerce. Dobrą praktyką jest także selekcja produktów z największą szansą na zakup, największą marżą, atrakcyjną ceną w porównaniu do ofert konkurencji i skupienie na nich wszystkich prowadzonych działań.

Block (dawniej Square) buduje systemy dla kopaczy bitcoinów

Według dyrektora generalnego Thomasa Templetona, firma płatnicza Block (dawniej Square) buduje systemy dla kopaczy bitcoinów.

Firma kierowana przez byłego szefa Twittera, Jacka Dorsey,a również chce wydobyć własny bitcoin. Templeton przedstawił plany kopania w serii tweetów, mówiąc, że firma chce, aby proces wydobycia był bardziej rozproszony i wydajny.

Dodał, że kupowanie i utrzymywanie fizycznej infrastruktury dla górnictwa, od platform wiertniczych po zużycie energii, utrudnia ludziom samodzielne wydobywanie.

Chociaż plany są w tej chwili niejasne, nie jest to pierwszy raz, kiedy Block wyraził chęć stworzenia systemów do wydobywania bitcoinów. Dyrektor generalny Dorsey napisał na Twitterze w październiku 2021 r., że firma przygląda się procesowi tworzenia systemów open source dla osób fizycznych i firm do wykorzystania do wydobywania kryptowalut.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

Chińska gospodarka zwalnia

Państwo Środka pokazało dziś nad ranem w jakim tempie rozwija się tamtejsza gospodarka. Jeszcze przed publikacjami Bank centralny Chin zdecydował się na obniżkę stóp procentowych. To oznacza, że władze obawiają się mocniejszego spowolnienia gospodarki w wyniku dynamicznego rozprzestrzeniania się wariantu Omikron. Indeks Shanghai Composite na pierwszej sesji w tym tygodniu zyskał 0,58 proc. z kolei Hang Seng zamknął poniżej poziomu otwarcia (-0,73 proc.). Na piątkowej sesji na Wall Street panowały mieszane nastroje. Z pewnością nie pomogły dane dotyczące sprzedaży detalicznej.

PKB Chin w IV kwartale pokazała dynamikę wzrostu na poziomie 4 proc. To lepiej od oczekiwań (3,3 proc.) jednak wynik jest gorszy od poprzedniej wartości i ilustruje wyraźne tempo spowolnienia w całym roku. Po korekcie sezonowej gospodarka chińska wzrosła w Q4 jedynie o 1,6 proc. Z kolei na plus zaskoczyła produkcja przemysłowa (4,3 proc.) oraz inwestycje w środki trwałe (4,9 proc.). Rozczarowała sprzedaż detaliczna, pokazując wzrost jedynie o 1,7 proc.

Widoczne jest to, że w całym 2021 roku gospodarka Państwa Środka stopniowo traciła impet. To co ciążyło gospodarce to konsumpcja krajowa oraz załamanie na rynku nieruchomości. Jeśli chodzi o sprzedaż detaliczną, ta utrzymuje się poniżej poziomu sprzed wybuchu pandemii. Nadal wiele sektorów usługowych odczuwa skutki strategii rządowej „zero-Covid”. Widoczny jest spadek sprzedaży samochodów osobowych. To efekt ograniczeń podaży (chipów) oraz słabości popytu. Strategia rządu utrzyma się pewnie przez kolejne kwartały, zatem konsumpcja i sektor usług będą znajdować się pod presją.
Z kolei na rynku nieruchomości nie widać odbicia. Sprzedaż nowych mieszkań w dużych miastach nadal pokazuje spadek ok. 20 proc. To przełoży się na mniejsze inwestycje na rynku mieszkaniowym w nadchodzących kwartałach. Pamiętajmy, że proces restrukturyzacji zadłużonych deweloperów będzie trwała latami, dlatego też sektor będzie pod presją w średnim terminie. Złagodzenie kryzysu energetycznego z pewnością napawa optymizmem (dobre wyniki produkcji przemysłowej), jednak sektor nie będzie w stanie odwrócić ogólnego tempa wzrostu PKB.

Chiński bank centralny będzie musiał w pewnym momencie ponownie przyjrzeć się kwestiom zadłużenia. W związku z tym (choć można oczekiwać dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w przewidywalnej przyszłości) pole manewru dla chińskich decydentów jest mocno ograniczone.

Na Wall Street mieliśmy w piątek mieszaną sesję. Dow Jones stracił ponad 0,5 proc., SP500 nieznacznie zyskał, a najwięcej nadrobił technologiczny NASDAQ. W USA sprzedaż detaliczna pokazała spadek w grudniu o 1,9 proc. (m/m). To głównie efekt gorszego popytu na meble, sprzęt sportowy czy elektronikę. Część sprzedaży mogła zostać przesunięta na listopad z powodu obaw o ograniczenia podażowe. Dane nie powinny jednak wpłynąć na zmianę decyzji Rezerwy Federalnej co do parametrów polityki monetarnej. Nadal oczekuje się pierwszej podwyżki po marcowym posiedzeniu FOMC.

Złoty po lekkim odreagowaniu w ubiegłym tygodniu ponownie wraca do tendencji aprecjacyjnej. Aktualnie EUR/PLN jest na poziomie 4,5275 i wszystko wskazuje na to, że kurs zmierza w kierunku dołków z ubiegłej środy na 4,5190. Dziś poznamy dane na temat inflacji bazowej. Oczekiwania plasują się wysoko na poziomie 5,2 proc. Wyższy odczyt może wpływać aprecjacyjnie na złotego.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz DM TMS Brokers

PSPA z propozycją nowelizacji ustawy o podatku dochodowym

Zwrot kosztów ładowania samochodu elektrycznego w domu pracownika? Z taką petycją do Ministra Finansów wystąpiło PSPA, proponując jednocześnie wprowadzenie zmian do ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Umożliwiłoby to zwrot miesięcznych kosztów dla pracownika na poziomie 250 zł miesięcznie, nie powodując przy tym uszczerbku dla budżetu państwa. Obecnie obowiązujące przepisy w tym zakresie stanowią barierę popularyzacji samochodów elektrycznych jako pojazdów służbowych.

Jak wynika z badań, m.in. Barometru Nowej Mobilności PSPA, a także przeprowadzonych wśród kierowców zarejestrowanych w EV Klub Polska, ponad 80% użytkowników samochodów elektrycznych preferuje ładowanie swoich pojazdów w domu. To komfortowe i najbardziej optymalne pod względem finansowym rozwiązanie, zwłaszcza przy wykorzystaniu taryfy nocnej. W konsekwencji ładowanie w domu pozwala znacznie obniżyć koszty eksploatacji samochodów elektrycznych wykorzystywanych jako pojazdy służbowe. Poważną przeszkodę stanowią jednak obowiązujące regulacje podatkowe.

W myśl obowiązujących przepisów, pracodawca nie ma obecnie możliwości rozliczenia zużytej przez pracownika energii elektrycznej bezpośrednio z dostawcą prądu. Ten koszt ponosi każdorazowo zatrudniony, by następnie otrzymać od pracodawcy zwrot, który odpowiada kosztowi pracownika. Taki zapis stanowi poważną barierę rozwoju elektromobilności w Polsce, ograniczającą popyt na samochody elektryczne jako pojazdy służbowe. Potencjalni nabywcy i użytkownicy EV obawiają się sytuacji, w której wynagrodzenia netto pracowników uległyby redukcji ze względu na wybór pojazdu służbowego z napędem elektrycznym. Musimy pamiętać, że za ok. 75% rejestracji nowych samochodów odpowiadają przedsiębiorcy. Stworzenie warunków regulacyjnych, które przyczynią się do wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi w tej grupie nabywców, ma kluczowe znaczenie dla rozwoju zeroemisyjnego transportu – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Stan faktyczny

Zryczałtowany przychód pracownika związany z wykorzystywaniem samochodu służbowego do celów prywatnych, zgodny ze stanowiskiem zaprezentowanym przez Ministerstwo Finansów, określa wartość nieodpłatnego świadczenia ponoszonego przez pracodawcę związanego z utrzymaniem i ogólnym użytkowaniem samochodu. Przepisy mówią m.in. o paliwie, ubezpieczeniu, wymianie opon, bieżących naprawach, czy okresowych przeglądach, które zakład pracy – jako właściciel samochodu – musi ponieść, by był on sprawny i mógł uczestniczyć w ruchu drogowym. W związku z powyższym, w przypadku pojazdów elektrycznych, które nie tylko są ładowane na komercyjnych stacjach ładowania, ale również w domach użytkowników, powinien zostać wprowadzony przepis pozwalający pracodawcy zwrócić pracownikowi koszty poniesione na ładowanie EV w domu bez dodatkowego obciążenia podatkowego.

Obecnie nie jest to możliwe. W świetle indywidualnych interpretacji prawa podatkowego wydanych na podstawie obowiązujących przepisów podatkowych taki zwrot – jako świadczenie pieniężne – stanowi dla pracowników dodatkowy przychód, który w przeciwieństwie do kosztów ponoszonych w przypadku tankowania samochodu spalinowego na stacji benzynowej, nie może być uwzględniony w kwocie ryczałtu z tytułu użytkowania samochodu służbowego do celów prywatnych – mówi Przemysław Szywacz, doradca podatkowy, Partner w zespole doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG.

Ponadto, ze względu na specyfikę ładowania samochodów elektrycznych pracodawca nie ma możliwości rozliczenia się za zużytą energię elektryczną bezpośrednio z dostawcą prądu – takie rozliczenie (w przypadku korzystania z przydomowej stacji ładowania) odbywa się pomiędzy pracownikiem a sprzedawcą energii. Pracownik każdorazowo musi w pierwszej kolejności ponieść koszty energii elektrycznej, a następnie otrzymać od pracodawcy zwrot odpowiadający kosztowi pracownika.

Propozycja nowelizacji przepisów

W celu zmiany regulacji ograniczających zainteresowanie przedsiębiorców nabywaniem samochodów elektrycznych jako pojazdów służbowych PSPA zwróciło się do Ministra Finansów z konkretną propozycją zmian do art. 21 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Miałyby one wprowadzić zwolnienie zryczałtowanej kwoty wydatków, która – zgodnie z analizami PSPA – odpowiadałaby kosztom ponoszonym przy przeciętnym przebiegu samochodu na poziomie 25 tys. km rocznie oraz przy założeniu pokonywania 3/4 tego dystansu przy wykorzystaniu energii elektrycznej pobranej podczas ładowania pojazdu w domu. Założenia uwzględniają ponadto średnie zużycie energii na poziomie 25 kWh na 100 km oraz koszt energii dla odbiorców prywatnych na poziomie 0,6 zł za kWh. Zgodnie z tym koszt energii elektrycznej potrzebnej do przejechania 100 km wyniósłby 15 zł.

Przyjmując wskazany powyżej dystans pokonywany z wykorzystaniem ładowania pojazdu w domu, roczna wartość zwrotu kosztów dla pracownika powinna wynieść co najmniej 2812,50 zł, co daje wartość miesięczną na poziomie ok. 235 zł. W związku z powyższym proponowana kwota 250 zł pozwoli na zwrot ponoszonych przez większość pracowników kosztów związanych z ładowaniem pojazdu elektrycznego w domu, nie powodując jednocześnie istotnego uszczerbku w budżecie państwa – tłumaczy Maciej Mazur.

Szansa na rozwój elektromobilności w Polsce

W przypadku osób, które rocznie pokonują za kierownicą samochodów elektrycznych większe dystanse (powyżej 25 tys. km rocznie) lub które częściej ładują e-pojazd w domu (lub jest to w ich przypadku jedyna forma uzupełniania energii w akumulatorze trakcyjnym EV), eksperci PSPA proponują wprowadzenie możliwości zwolnienia takiego zwrotu z opodatkowania w oparciu o udokumentowane koszty poniesione przez pracownika na ładowanie samochodu. Wymagałoby to przedstawienia np. wyciągu z licznika przydomowej stacji ładowania lub informacji z systemu monitorującego ładowanie na takiej stacji. Wiele ładowarek domowych dostępnych na rynku wyposażanych jest w systemy informatyczne, które w sposób dokładny i ciągły monitorują sesje ładowania, w tym ilość energii elektrycznej pobranej na potrzeby samochodu elektrycznego. W konsekwencji dokumentowanie ponoszonych przez pracownika kosztów byłoby w wielu przypadkach ułatwione. Warto podkreślić, że analogiczne rozwiązanie funkcjonuje z powodzeniem w Niemczech.

Alternatywnie, dla osób fizycznych (pracowników) otrzymujących zwrot udokumentowanych wydatków na ładowanie pojazdu elektrycznego, można by rozważyć aktualizację treść istniejącej interpretacji podatkowej lub wydanie nowej, w której wskazane zostanie, że zwrot wydatków na rzecz pracowników w takiej sytuacji nie podlega w ogóle opodatkowaniu PIT. Wyłącza on bowiem z opodatkowania zwrot innych wydatków niezaliczonych do kosztów uzyskania przychodów. Regulacja dotyczy przedsiębiorców, jednak opiera się na generalnej zasadzie opodatkowania dochodu jako faktycznego przysporzenia majątkowego po stronie podatnika. Z takim przysporzeniem nie mamy do czynienia w przypadku zwrotu kosztów – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Przygotowana przez PSPA propozycja nowelizacji ustawy została przekazana do ministerstwa finansów. Jak informuje największa organizacja branży zeroemisyjnego transportu w Polsce, wprowadzenie postulowanych zmian przyczyni się do wsparcia rozwijającego się rynku elektromobilności, eliminując jedną z istotnych barier w obszarze opodatkowania i prowadząc do wzrostu sprzedaży samochodów z napędem elektrycznym.

Wady i zalety stosowania MSSF w firmie

Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) to stosowane powszechnie na świecie standardy oraz ich interpretacje zatwierdzone przez Radę Międzynarodowych Standardów Rachunkowości. Jakie są wady i zalety MSSF oraz jakie mają one znaczenie dla biznesu?

Czym różni się MSSF od MSR?

Dawniej MSSF występowały pod nazwą Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (MSR) i były publikowane od 1973 do 2001 roku przez Komitet Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (IASC – International Accounting Standards Committee). Oba te pojęcia bywają używane zamiennie, chociaż MSR stanowią jedynie część MSSF, zaś te drugie odnoszą się do terminu o szerszym znaczeniu.

Jakie znaczenie dla biznesu mają MSSF?

Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej zostały wprowadzone w odpowiedzi na potrzebę zapewnienia bardziej precyzyjnej porównywalności sprawozdań finansowych publikowanych przez spółki z różnych krajów, a przez to opartych na odmiennych systemach prawnych. Wprowadzenie MSSF sprawiło, że podmioty inwestujące w spółki na otwartym rynku kapitałowym mogą oceniać ich wartość na podstawie sporządzonych na podobnych zasadach sprawozdaniach finansowych. Standaryzacja ułatwia w tym przypadku analizę i porównywanie danych.

Jakie są zalety MSSF?

Do najważniejszych korzyści wynikających ze stosowania Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej zaliczyć należy możliwość dokładnego przedstawienia kondycji finansowej przedsiębiorstwa oraz sporządzenie bardziej czytelnych sprawozdań finansowych. Informacje zawarte w tego typu raportach przygotowane zostały zgodnie z określonymi założeniami i zasadami, co znacznie ułatwia ich porównanie.

Obecnie MSSF są używane w krajach należących do Unii Europejskiej, a także w takich państwach, jak m.in. Hongkong, Singapur, Nowa Zelandia czy Australia. W dużej części państw stosowanie Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej wymagane jest prawem, zwłaszcza jeśli chodzi o spółki notowane na giełdzie. Dotyczy to krajów należących do Unii Europejskiej. Warto przy tym wspomnieć, że zgodnie z polską Ustawą o rachunkowości wymóg ten obejmuje również wszystkie banki, nawet jeśli nie są one notowane na giełdzie.

Wady stosowania MSSF

Chociaż MSSF mają swoje zalety, to jednocześnie opierają się na dość skomplikowanych zasadach i postanowieniach, dlatego też przygotowanie sprawozdania finansowego spółki zgodnie z Międzynarodowymi Standarami Sprawozdawczości Finansowej bywa trudne i wymaga odpowiedniej wiedzy. Problemem bywają też rozbieżności pomiędzy wynikiem brutto a podstawą opodatkowania oraz obrotem w rozumieniu księgowym i podatku od towarów i usług, co utrudnia rozliczenia podatkowe. Dobrym rozwiązaniem są więc specjalne szkolenia.

E-learningowe kursy MSSF dostępne m.in. na https://store.pwc.pl/pl/produkty/mssf-szkolenia-e-learningowe-po-angielsku zawierają interaktywne i ukierunkowane materiały z wieloma ćwiczeniami i praktycznymi przykładami. Tego typu szkolenia dostępne online pozwolą uzupełnić wiedzę i umiejętności w domowym zaciszu i o dowolnej porze, co ma szczególnie istotne znaczenie zwłaszcza w dobie pandemii.

Polski Ład. Kto i ile straci? Jak zmieniają się obciążenia dla przedsiębiorców?

Pomimo systemu podatkowego uznawanego pod kątem skomplikowania za 10. na świecie i 2. w Europie, w Polsce przybywa jednoosobowych działalności gospodarczych. Ich liczba przekroczyła już 2,6 mln. 1 stycznia 2022 roku weszły w życie przepisy podatkowe Polskiego Ładu, które na pewno nie ułatwiają przedsiębiorcom życia. W związku z nimi niemal co trzeci przedsiębiorca ankietowany przez firmę inFakt deklarował, że będzie chciał zmienić formę opodatkowania.

Aż 86% właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych przewidywało, że zmiany podatkowe i dotyczące składek ZUS wprowadzone przez Polski Ład będą dla nich niekorzystne. Przedsiębiorcy byli też przekonani, że dotknie ich podwyżka świadczeń – wskazało tak 88% z nich.

Kto i ile straci?

Aby zilustrować zmiany dla podatników rozliczających się według różnych form opodatkowania, można posłużyć się kilkoma przykładami:

  • Karta podatkowa. Właścicielka zakładu kosmetycznego w 2021 roku opłacała składkę zdrowotną w kwocie 381,81 zł. Jednak 328,78 zł mogła odliczyć od podatku ustalonego przez Naczelnika Urzędu Skarbowego. Do zapłaty pozostawało więc około 53 zł. Natomiast od 2022 r. składka zdrowotna wynosi dla niej 270,90 zł bez możliwości odliczenia podatku. Zapłaci więc z tego tytułu ok. 220 zł miesięcznie więcej.
  • Ryczałt ewidencjonowany. Lekarz dentysta rozliczający się wg ryczałtu płacił 381,81 zł składki zdrowotnej, ale mógł odliczyć od podatku 328,78 zł. Płacił więc rzeczywiście około 53 zł. Od stycznia 2022 roku składka zdrowotna dla ryczałtowców wynosi 9%, a jej podstawą jest 60% przeciętnego wynagrodzenia dla osiągających rocznie przychody do 60 tys. zł, 100% przeciętnego wynagrodzenia dla przychodów nie przekraczających rocznie 300 tys. zł, a powyżej tej wartości – 180% przeciętnego wynagrodzenia. W zależności od tego, jaka jest podstawa obliczenia składki, dentysta z naszego przykładu w Polskim Ładzie zapłaci od 305 do 915 zł składki zdrowotnej miesięcznie, a więc przynajmniej o 260 zł miesięcznie więcej.
  • Skala podatkowa. W 2021 roku właścicielka niewielkiej działalności osiągała dochody na poziomie 84 tys. zł rocznie. Składka zdrowotna była dla niej obliczana tak samo jak w poprzednich przykładach. Po zmianach Polskiego Ładu stawka składki zdrowotnej wynosi dla niej 9% od dochodu, a więc za miesiąc będzie to 630 złotych. Zapłaci miesięcznie o 580 zł więcej niż obecnie. Dzięki podwyżce kwoty wolnej oraz drugiego progu podatkowego w skali roku straci „tylko” 1300 zł.
  • Podatek liniowy. Przedsiębiorca, który się rozliczał liniowo i osiągał roczne przychody w wysokości 100 000 zł, w 2021 roku z tytułu składki zdrowotnej zapłacił rocznie ok. 636 zł. Od 2022 roku składka zdrowotna wynosi dla niego 4,9% dochodu, a więc 4908 zł rocznie. Różnica na składce wyniesie więc ponad 4200 zł w skali roku.

Czeka nas migracja na ryczałt?

Już w listopadzie 31% ankietowanych przez inFakt przedsiębiorców deklarowało, że będzie chciało zmienić formę opodatkowania w związku z Polskim Ładem. Główną motywacją do takiej zmiany była wysokość składki zdrowotnej po zmianach (64% wskazań). Co ważne, przedsiębiorcy muszą dokonać wyboru do 20 dnia miesiąca miesiąc po miesiącu, w którym osiągną pierwszy przychód. W związku z tym pierwszym terminem jest 20 lutego. Natomiast ponad połowa (54%) badanych nie wiedziała, co zrobić i zapowiadała, że będzie szukać wsparcia u swoich księgowych.

Wśród tych, którzy są zdecydowani na zmianę sposobu rozliczania z fiskusem, dominuje chęć przejścia na ryczałt ewidencjonowany. Taką wolę wyraziło 80% z nich. W tym gronie 77% rozliczało się liniowo, a 21% według zasad ogólnych.

Warto podkreślić, że obniżki ostatecznie dotyczą tylko dwóch stawek ryczałtu. Zmiana z 17% na 14% nastąpiła dla branży budowlanej, zawodów medycznych oraz zawodów technicznych. Natomiast dla branży IT stawka 15% zmieniła się na 12%. Od 1 stycznia 2022 r. stawek ryczałtu jest łącznie dziewięć, od 17% do 2%.

Metodologia badania

Badanie zostało zrealizowane w listopadzie 2021 roku na grupie 1142 osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.

Zdalne walne – teraz to proste

Zdalne posiedzenia walne nie są nowością i funkcjonują w praktyce gospodarczej już od wielu lat.

Jednak przed okresem pandemii stanowiły one raczej wyjątek i przeważnie wynikały ze specyfiki spółki (np. duże rozproszenie geograficzne akcjonariuszy).

Ograniczenia pandemiczne stworzyły skokowy popyt na prowadzenie posiedzeń przy użyciu środków komunikacji elektronicznej a Ustawodawca zmieniając przepisu znacząco ułatwił ich przeprowadzenie.

Zdalne zgromadzenie – stan prawny przed pandemią.

Zgodnie z brzmieniem art. 2341 § 1 kodeksu spółek handlowych zgromadzenie zdalne było możliwe tylko wówczas gdy taką formę posiedzenia przewidywało umowa spółki. Brak odpowiedniego zapisu w umowie powodował brak możliwości odbycia zgromadzenia w sposób zdalny lub konieczność zmiany umowy spółki.

Aktualny stan prawny w zakresie Zgromadzeń zdalnych

Ustawodawca uchwalając ustawę antycovidową dokonał również nowelizacji art. 2341 § 1 kodeksu spółek handlowych.

Obecnie wspomniany przepis ma następujące brzmienie:

  1. Udział w zgromadzeniu wspólników można wziąć także przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej, chyba że umowa spółki stanowi inaczej. O udziale w zgromadzeniu wspólników w sposób, o którym mowa w zdaniu pierwszym, postanawia zwołujący to zgromadzenie.
  2. Udział w zgromadzeniu wspólników, o którym mowa w § 1, obejmuje w szczególności: dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym wszystkich osób uczestniczących w zgromadzeniu wspólników, w ramach której mogą one wypowiadać się w toku obrad zgromadzenia wspólników, przebywając w innym miejscu niż miejsce obrad zgromadzenia wspólników, i wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku zgromadzenia wspólników.
  3. Rada nadzorcza, zaś w jej braku wspólnicy, określą w formie regulaminu szczegółowe zasady udziału w zgromadzeniu wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Regulamin nie może określać wymogów i ograniczeń, które nie są niezbędne do identyfikacji wspólników i zapewnienia bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej. Przyjęcie regulaminu może nastąpić uchwałą wspólników bez odbycia zgromadzenia, jeżeli wspólnicy reprezentujący bezwzględną większość głosów wyrażą na piśmie zgodę na treść tego regulaminu.

W dużym skrócie, można powiedzieć, że ustawodawca odwraca poprzednie wymagania i dopuszcza udział wspólników w zgromadzeniu przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej o ile umowa spółki wprost nie zakazuje takiej formy zgromadzenia.

Aspekty prawne i techniczne, które należy wziąć pod uwagę:

  • Regulamin walnego zgromadzenia
    Rada nadzorcza lub wspólnicy mają obowiązek uchwalenia regulaminu zdalnego walnego zgromadzenia
  • Zawiadomienie o zdalnym zgromadzeniu
    Obowiązek zawiadomienia wszystkich wspólników
  • Tajność głosowania i identyfikacja wspólników
  • Rozwiązanie techniczne gwarantujące dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym i wykonywanie głosu przez pełnomocnika

Informacja o dostawcy.

privote.net sp. z o.o., to podmiot specjalizujący się w zaawansowanych usługach elektronicznych, w szczególności usługach głosowań online (również tajnych). Rozwiązanie do posiedzeń zdalnych zostało stworzone od podstaw przez doświadczony zespół menadżerów i inżynierów, przy współpracy z kancelariami prawnymi i firmami z różnych branż. System privote jest odpowiedzią na brak profesjonalnych rozwiązań głosowania i posiedzeń online dedykowanych dla spółek kapitałowych i osobowych prawa handlowego. SVID (ang. Smart Vote ID), to autorskie rozwiązanie dostawcy umożliwiające weryfikację poprawności tajnych głosów przez samego głosującego (bez naruszenia tajności).

Aktywny koniec tygodnia

Miniony tydzień dość niespodziewanie zakończył się bardzo ciekawym piątkiem. Dane zarówno z Wysp Brytyjskich, jak i zza oceanu namieszały trochę na walutach. Na rynku surowcowym widać kolejne wzrosty na ropie.

Słabsze dane z USA

Piątkowe dane z USA pokazują, że gospodarka wcale nie jest w tak dobrym stanie, jak sądzono. Poznaliśmy słabsze od oczekiwań zarówno odczyty sprzedaży detalicznej, jak i produkcji przemysłowej. Siłą rzeczy, jak to często bywa przy słabszej produkcji przemysłowej, również wykorzystanie mocy produkcyjnych nie spełniło oczekiwań inwestorów. Na dobicie pojawił się jeszcze Raport Uniwersytetu Michigan, który we wstępnych danych pokazał wynik 68,8 pkt, co było rezultatem słabszym, niż przewidywano. Pomimo tych danych dolar pod koniec tygodnia zyskiwał trochę na wartości. Była to raczej korekta osłabień, które miały miejsce w środę niż realna siła tej waluty.

Dobre dane z Wysp

W piątek zobaczyliśmy dwa ważne odczyty z Wielkiej Brytanii. Wzrost PKB wynosi obecnie 8% w ujęciu rocznym. Potencjalnie brzmi to jak niesamowity sukces. Warto jednak pamiętać, że rok temu mieliśmy nawet większą recesję. Nie jesteśmy jeszcze zatem nawet na poziomie z 2019 roku. Nie zmienia to faktu, że inwestorzy się cieszą, bo poprawa jest szybsza, niż oczekiwali. Produkcja przemysłowa również rośnie szybciej, niż przewidywano. Nie może zatem dziwić, że ostatnimi dniami funt jest na kolejnych najwyższych poziomach względem euro od opuszczenia struktur unijnych.

Ropa naftowa na kolejnych szczytach

Pomimo rekordowych zakażeń koronawirusem na świecie na rynkach nadal panuje optymizm. Widać to dobrze przynajmniej po walutach krajów rozwijających się, w tym Polski. Złoty od kilku tygodni, mimo sytuacji pandemicznej, zyskuje na wartości. Nie inaczej jest na rynku ropy naftowej. Surowiec kwotowany w Londynie przebił już zeszłoroczne szczyty. Amerykańska ropa nie jest jeszcze aż tak droga, ale niewiele jej brakuje do zeszłorocznych szczytów. Jest to bardzo słaba wiadomość dla osób, które liczyły na niskie ceny paliw.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Hipoteka odwrócona. Gdzie szukać pomocy prawnej?

Usługa przeznaczona dla seniorów, którzy są właścicielami mieszkania lub domu staje się coraz bardziej popularna w Polsce i za granicą. Z raportu Ernst & Young przygotowanego wraz z europejską organizacją zrzeszającą podmioty oferujące hipotekę odwróconą EPPARG (European Pensions and Property Asset Release Group) wynika, że do 2031 roku rynek ten urośnie trzykrotnie w skali świata, a wartość środków uwalnianych dzięki tej usłudze
(i wypłacanych seniorom) przekroczy do tego czasu 50 mld dolarów rocznie. [1] Mimo coraz większej liczby umów, często pojawiają się też doniesienia o nadużyciach dotykających emerytów. Gdzie uzyskać rzetelne informacje na temat usługi? Gdzie szukać pomocy prawnej, by podpisać umowę bezpiecznie?

Zagraniczne dane nie pozostawiają złudzeń, ale polskie statystyki również pokazują tendencję wzrostową. Zgodnie z informacjami gromadzonymi przez Ministerstwo Sprawiedliwości w samym 2020 roku podpisano 13 tys. nowych umów o dożywocie, w wyniku których przeniesiono prawo własności do nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę. Nie ma jeszcze danych za rok 2021, ale jeśli tempo przyrostu będzie podobne jak w latach poprzednich, to obecny rok zakończy się kolejnymi wzrostami.

Warto przypomnieć, że Ministerstwo Sprawiedliwości gromadzi dane dotyczące umów o dożywocie od 30 lat. W tym czasie podpisano blisko 170 tys. aktów notarialnych obejmujących zarówno nieruchomości rolne jak i nierolnicze. Są to głównie kontrakty zawierane indywidualnie np. pomiędzy seniorem a jego opiekunem, rehabilitantem, sąsiadem, kimś znajomym lub nieznajomym. Jeśli przyjrzymy się danym profesjonalnych funduszy hipotecznych, które są zrzeszone w Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, to zobaczymy, że umowy podpisywane przez te instytucje stanowią 1 proc. wszystkich kontraktów zawieranych w naszym kraju. – Umowy zawierane przez osoby prywatne stanowią, niestety, duże pole do nadużyć – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Gdzie szukać rzetelnych informacji o hipotece odwróconej? Gdzie znaleźć wsparcie prawne?

Po pierwsze – warto znać podstawę prawną do podpisywania tego rodzaju umów

Związek Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce, profesjonalne fundusze hipoteczne w nim zrzeszone, Rzecznik Praw Obywatelskich, a nawet UOKiK od lat zauważają potrzebę wprowadzenia odgórnych, dedykowanych tej usłudze przepisów, regulujących rynek hipoteki odwróconej w Polsce. W naszym kraju istnieją przepisy prawne dotyczące odwróconego kredytu hipotecznego, który mogłyby oferować banki, gdyby zdecydowały się wprowadzić takie rozwiązanie. Odpowiednie zapisy, które weszły w życie w 2014 roku są często nazywane tzw. martwym prawem, ponieważ żaden bank w Polsce nie wprowadził tej usługi do oferty. Profesjonalne fundusze hipoteczne opierają swoje umowy na instytucji Dożywocia (zapisy Kodeksu Cywilnego, a w szczególności art. 908-916) lub umowie Renty (Kodeks Cywilny, art. 903-907). Warto znać też inne przepisy. Umowa o dożywocie, zgodnie z Ustawą o podatku od czynności cywilnoprawnych (Art. 1 ust. 1 w zw. z art. 7 ust. 1) jest opodatkowana podatkiem w wysokości 2 proc. wartości rynkowej nieruchomości, czyli działki, domu, mieszkania etc. Zapłata podatku jest obowiązkiem nabywcy prawa własności, a nie dożywotnika (a więc seniora). Dobrze również wiedzieć, że zgodnie z Ustawą o podatku od spadków i darowizn (Art. 1 ust. 1 – czynność niewymieniona jako opodatkowana) umowa o dożywocie nie podlega podatkowi od spadków i darowizn.

Po drugie – dobrze wiedzieć o dodatkowych przepisach obejmujących tę branżę

Profesjonalna umowa o dożywocie jest obwarowana przepisami Kodeksu Cywilnego, ale powinna uzwględniać też aspekty etyczne. W Polsce od blisko dziesięciu lat istnieją Zasady Dobrych Praktyk ustanowione w ramach Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce (ZPF), które określają normy etyczne, zgodnie z którymi muszą działać Fundusze zrzeszone w ZPF. Zasady Dobrych Praktyk są dostępne dla każdego konsumenta i znajdują się na stronie internetowej Związku Przedsiębiostw Finansowych w Polsce. Dodatkowo, w organizacji działa również Komisja Etyki, do której można zgłaszać wszystkie nieetyczne praktyki, ale warto pamiętać, że Zasady Dobrych Praktyk dotyczą jedynie członków Związku. Dlatego przy wyborze podmiotu należy sprawdzić, czy firma, która proponuje zawarcie umowy jest członkiem ZPF. W Europie istnieją podobne normy etyczne ustaniowione dla rynku europejskiego i podmiotów na nim działających. Zasady te nazywane są potocznie „Dziesiątką EPPARG” i powstały w ramach największej europejskiej organizacji zrzeszającej firmy oferujące hipotekę odwróconą – European Pensions and Property Asset Release Group. W Polsce nie wszystkie fundusze hipoteczne działają zgodnie z tymi normami, ale są takie instytucje, które przestrzegają zarówno norm etycznych EPPARG jak i ZPF.

Po trzecie – lepiej zasięgnąć porady prawnej przed podpisaniem umowy

Warto pamiętać, że umowa o dożywocie lub umowa renty powinna być sporządzona w formie aktu notarialnego i podpisana w obecności notariusza. W ramach takiej umowy senior przekazuje prawo własności do nieruchomości innej osobie lub instytucji w zamian za dożywotnią wypłatę świadczeń lub opiekę. To trudna decyzja, która może zaważyć na całym życiu, dlatego warto ją dogłębnie przemyśleć i skonsultować, nie tylko z kimś bliskim, ale również z prawnikiem. Fundusze hipoteczne oferują profesjonalne wsparcie prawne, ale jeśli ktoś podpisuje taką umowę z osobą prywatną, warto zasięgnąć wcześniej opinii prawnika. W urzędach miast i gmin, domach kultury, czy ośrodkach pomocy społecznej działają chociażby punkty darmowej pomocy prawnej, w których można zasięgnąć opinii adwokata lub radcy prawnego. Listę najbliższych punktów, gdzie taka pomoc prawna działa można znaleźć między innymi na rządowej stronie internetowej: DarmowaPomocPrawna.ms.gov.pl

Po czwarte – trzeba się liczyć z kosztami związanymi z notariuszem

Dodatkowy aspekt, który należy brać pod uwagę, to opłaty związane m.in. ze sporządzeniem umowy (mowa chociażby o taksie notarialnej oraz podatku od czynności cywilnoprawnych, który zależy od wartości rynkowej nieruchomości). Dodatkowym kosztem będzie sporządzenie wypisów aktu notarialnego, a tych jest zazwyczaj kilka – po jednym dla dożywotnika oraz nabywcy nieruchomości ale również dla Wydziału Ksiąg Wieczystych Sądu Rejonowego, Urzędu Skarbowego itd. Notariusz pobierze też opłatę sądową (która jest stała) związaną z wpisem do księgi wieczystej. Mowa o wpisaniu faktu nabycia prawa własności. Warto przypomnieć, że w przypadku podpisywania umowy z instytucją np. funduszem hipotecznym powyższe koszty ponosi fundusz.

Po piąte – warto wiedzieć co robić, gdy podpisało się niekorzystną umowę

Niestety w przypadku zawarcia niekorzystnej umowy i nierealizowania zobowiązań (np. niewypłacania świadczeń pieniężnych) senior ma duży problem. Umowy o dożywocie lub umowy renty nie można rozwiazać jednostronnie, a w przypadku braku porozumienia stron konieczny jest udział sądu. Można również spotkać się z opiniami prawnymi, iż nawet przy woli obu stron, umowy o dożywocie nie można rozwiązać bez decyzji sądu. Dlatego przed zawarciem takiego aktu warto dokładnie sprawdzić przyszłego świadczeniodawcę i najlepiej skierować swoje zainteresowanie na profesjonalne podmioty istniejące na rynku od lat, transparentne i przestrzegające branżowych norm etycznych.

[1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

Zgłoszenie działalności w KRS a faktyczna działalność i prawo do zaliczenia wydatków

Podmioty współpracujące w ramach grup kapitałowych pełnią w nich różne funkcje (np. produkcyjne, marketingowe, sprzedażowe, logistyczne etc.). W związku z tym spółki powiązane ponoszą różnego rodzaju wydatki związane z ich funkcjonowaniem. Usługi wewnątrzgrupowe są szczególnym obszarem zainteresowania fiskusa, ponieważ w praktyce mogą stanowić rodzaj ukrytej dywidendy dla spółki matki. Organy podatkowe w związku z tym starają się kwestionować zasadność ponoszonych wydatków na zakup usług niematerialnych od podmiotów powiązanych. Dodatkowo sytuację komplikuje problematyczność dokumentowania tego rodzaju usług oraz wykazania ich rynkowej wartości.

W ostatnim czasie NSA zajął się sporem podatnika z fiskusem w zakresie zasadności poniesienia wydatków na zakup usług niematerialnych w kontekście rodzaju prowadzonej przez podatnika działalności wynikającej z REGON i KRS (wyrok NSA z dnia 27 października 2021 r., sygn. II FSK 654/19).

Czego dotyczyła sprawa?

Sprawa zawisła przed NSA dotyczyła spółki, która prowadziła działalność gospodarczą polegającą na marketingu i dystrybucji wyrobów tytoniowych. Spółka wchodziła w skład grupy kapitałowej, w której były podmioty o określonych profilach działania, kształtujących ostateczny efekt sprzedaży wyrobów tytoniowych na polskim rynku. W związku z prowadzoną działalnością spółka poniosła następujące wydatki na rzecz spółki niemieckiej (powiązanej):

  • kwota 6.441.511,26 zł na usługi wsparcia (usługi techniczno-doradcze);
  • kwota 11.831.098,62 zł na opłaty licencyjne za korzystanie z innowacji i technologii w odniesieniu do wybranych marek wyrobów tytoniowych.

Powyższe koszty zostały zakwestionowane przez fiskusa. Organ podatkowy stwierdził, że spółka jako dystrybutor nie może ponosić kosztów związanych stricte z technologią i innowacyjnością związaną z procesem produkcji wyrobów tytoniowych, która w ramach grupy kapitałowej prowadzona jest przez wyspecjalizowany zakład produkcyjny mający siedzibę na terenie Polski. W ocenie organu podatkowego podmiot zajmujący się marketingiem w ramach grupy nie powinien być obciążany kosztami związanymi z całokształtem działalności wyspecjalizowanych podmiotów.

Stanowisko NSA

NSA w wyroku z dnia 27 października 2021 r., sygn. akt II FSK 654/19, przyznał rację WSA w Warszawie, potwierdzając, iż przyjęcie przez organy podatkowe, że wydatki nie mogą być kosztem gospodarczym, bo ściśle nie odpowiadają rodzajowi podanemu w REGONIE lub w KRS, jest bezpodstawne. NSA zwrócił uwagę, iż pojęcie działalności dystrybucyjnej i marketingowej jest na tyle szerokie, że może uwzględniać wydatki pośrednio z nimi związane. Innymi słowy, NSA stwierdził, że nie istnieje przepis obowiązującego prawa, który uzależniałby możliwości zaliczenia wydatków do kosztów podatkowych od tego, czy są one związane z działalnością wskazaną w rejestrach bądź ewidencjach. W jego ocenie WSA prawidłowo wskazał, że organy podatkowe nie wykazały w zebranym materiale dowodowym, że przyjęte rozliczenia wydatków miały charakter sztuczny i stanowiły element nielegalnych działań czy też były przedmiotem stosowania cen transferowych w sposób niezgodny z obowiązującymi przepisami ustawy. W efekcie NSA przyznał rację podatnikowi i uznał, że był on uprawniony do zaliczenia ww. wydatków do kosztów uzyskania przychodów. Dodatkowo NSA dał wskazówki organom podatkowym, aby w takich przypadkach weryfikowały raczej sztuczność/legalność transakcji, cenę transferową czy wpływ tej transakcji na kształtowanie się innych cen (np. cen papierosów).

Komentarz

Stanowisko NSA z pewnością jest korzystne dla podatników. Odmienne podejście powodowałoby powstanie nowej przesłanki uznania wydatków za koszty uzyskania przychodów, która nie została wymieniona w treści art. 15 ustawy o CIT, tj. związku wydatku z działalnością określoną w KRS/REGON. NSA słusznie zwrócił uwagę, że rejestry, w których spółka jest zaewidencjonowana, takie jak KRS czy REGON, nie mogą determinować faktycznie wykonywanej działalności gospodarczej, tym bardziej że akurat w tym przypadku działalność marketingowa jest pojęciem bardzo szerokim. Wyrok ten potwierdza, że organy mogą kwestionować uznanie wydatku za koszt uzyskania przychodu jedynie w drodze weryfikacji przesłanki z art. 15 ustawy o CIT, czyli sprawdzając, czy wydatek, który został poniesiony przez podatnika, jest definitywny, czyli bezzwrotny, pozostaje w związku z prowadzoną przez podatnika działalnością gospodarczą, poniesiony został w celu uzyskania przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, nie jest kosztem wymienionym w art. 16 ust. 1 ustawy o CIT oraz został właściwie udokumentowany. W omawianej sprawie organy podatkowe nie miały wątpliwości w zakresie tych przesłanek, dlatego poszły o krok dalej, definiując własną przesłankę, co należy ocenić bardzo negatywnie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

W spółkach notowanych na GPW zaledwie 6 proc. stanowisk prezesów zajmują kobiety

Według danych za cały rok 2021 aż 80 proc. stanowisk prezesów i 75 proc. stanowisk członków zarządu w polskich firmach zajmują mężczyźni, a liczba kobiet na tych stanowiskach zaczęła spadać. W zaledwie 6 proc. spółek giełdowych funkcję prezesa sprawuje kobieta. O 3 proc. w stosunku do 2020 r. spadła również liczba firm należących do kobiet. Dodatkowo głos kobiet w debacie publicznej jest nadal mało obecny – według badań 75 proc. ekspertów zapraszanych do mediów stanowią mężczyźni. 

Liczba firm należących do kobiet w Polsce na koniec 2021 r. była o 3 proc. mniejsza, niż rok wcześniej i stanowiła 32,5 proc. wszystkich firm, jak wynika z analizy danych z KRS przeprowadzonej przez wywiadownię gospodarczą Dun & Bradstreet. Jednocześnie spadła liczba kobiet na stanowiskach prezesów – z 23,5 proc. do 19,5 proc. – oraz członków zarządów – z 30 proc. do 25 proc. Oznacza to, że aż 80 proc. stanowisk prezesów i 75 proc. stanowisk członków zarządu zajmują mężczyźni, mimo że, wg danych GUS, udział kobiet w polskim rynku pracy wynosi ponad 40 proc.

Spadek liczby kobiet na stanowiskach prezesów i członków zarządu dotyczy również spółek notowanych na polskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Zaledwie w 6 proc. funkcję prezesa pełni kobieta, co stanowi spadek o 1,5 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Wśród członków zarządów spółek giełdowych kobiety stanowią jedynie 17 proc., co również oznacza spadek w stosunku do 2020 r. o 1 proc.

Co 5. przedsiębiorczyni w związku z pandemią musiała zmienić profil działalności

Na spadek aktywności biznesowej kobiet niewątpliwy wpływ miała pandemia. Według raportu Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką na temat sytuacji polskich przedsiębiorczyń aż ⅓ badanych właścicielek i współwłaścicielek firm przyznała, że w ciągu ostatniego roku miała problemy z prowadzeniem działalności, ponad ¼ odnotowała spadek przychodów, a 8 proc. musiało zawiesić działalność. Z kolei co 5. przedsiębiorczyni w związku z pandemią musiała zmienić profil działalności swojej firmy.

Grudniowe zakupy w promocjach były o wiele droższe niż rok temu. Ceny wzrosły średnio o ponad 20%

Analiza blisko 34 tys. cen promocyjnych w polskich sklepach wykazała, że artykuły kupowane w grudniu 2021 r. były o prawie 22% droższe niż rok wcześniej. Aż 11 z 12 monitorowanych kategorii zdrożało, a tylko 1 grupa nieznacznie potaniała. Zdecydowanie najbardziej, bo o blisko 70%, poszły w górę produkty tłuszczowe. Mocno podrożały też tzw. inne artykuły – o ponad 41%. Mięso odnotowało skok o przeszło 25%. Ponadto 5 innych kategorii wzrosło dwucyfrowo, w tym nabiał, warzywa, używki, napoje i owoce. Jedynie produkty sypkie wykazały spadek. Eksperci komentujący wyniki zwracają uwagę na to, że ceny w promocjach poszły w górę ponad 2,5-krotnie bardziej niż te regularne. To wskazuje na fakt, że rosnąca inflacja postawiła sieci handlowe pod ścianą. Znawcy tematu dodają, że obecnie na oferowanie naprawdę dobrych dla konsumentów rabatów mogą sobie pozwolić tylko najwięksi gracze na rynku.

Szok cenowy

Najnowszy raport „INDEKS CEN PROMOCYJNYCH W SKLEPACH”, autorstwa UCE RESEARCH, Grupy BLIX i Hiper-Com Poland, pokazuje, że w grudniu ub.r. zakupy promocyjne w sklepach były droższe średnio o 21,9% niż w analogicznym okresie 2020 roku. Tak stwierdzono po analizie ofert wszystkich działających na rynku dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience i cash&carry. Wzięto pod uwagę 12 grup towarowych, 45 produktów, 20,5 tys. akcji rabatowych oraz blisko 34 tys. cen eksponowanych w promocjach. Wykazano również, że aż 11 kategorii produktowych zdrożało, a tylko 1 potaniała.

– Wysoka dynamika wzrostu cen promocyjnych wynika z faktu, iż w 2021 roku większość surowców rolnych notowała rekordowe poziomy cenowe. Tak było w przypadku zbóż, roślin oleistych, mleka, wołowiny, drobiu i wielu warzyw. To podniosło ceny detaliczne mąki, mięsa wieprzowego i drobiowego, olejów, margaryn, masła, serów i wielu innych art. W rezultacie możliwości udzielania wysokich rabatów były znacznie mniejsze niż w latach ubiegłych. Dodatkowym utrudnieniem był ogólny wzrost kosztów w łańcuchach produkcji i dystrybucji żywności – mówi Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank Polska.

Natomiast Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX, informuje, że ceny promocyjne poszły w górę przeszło 2,5-krotnie bardziej niż regularne. Potwierdzają to nasze wewnętrzne dane, ale także te oficjalnie podawane przez GUS. Do tego ekspert wyjaśnia, że sieci handlowe powstrzymywały się przed podwyżkami tak długo, jak tylko mogły, ale w końcu doszły do ściany. Mimo silnej pozycji negocjacyjnej, musiały kupować produkty drożej, bo koszty produkcji znacznie się zwiększyły.

– Wyższe ceny rabatowe to efekt wzrostu kosztów produkcji i logistyki oraz wysokiej inflacji. Przez cały ubiegły rok obserwowaliśmy, jak te wartości szły w górę, więc kolejny skok w grudniu nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem. Sieci handlowe oraz producenci, organizując promocje, nie mogą sobie przecież pozwolić na stratę rentowności – komentuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Największe wzrosty

Z zebranych danych wynika, że w grudniu zeszłego roku w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku najmocniej podrożały produkty tłuszczowe – aż o 67,2%. Najbardziej drastyczną podwyżkę odnotował olej. Wyniosła ona 85,4%. Do tego masło poszło w górę o 42,9%. Natomiast margaryna do pieczenia zdrożała o 35,2%.

– Zmieniła się geografia światowego rynku tłuszczowego. Z powodów pogodowych spadła sprzedaż i produkcja światowych liderów rynku oleju, tj. Kanadyjczyków. To zachęciło naszych producentów, którzy mieli relatywnie dobre zbiory, do zażądania wyższych cen, zwłaszcza w sytuacji wzrostu kosztów energii i paliw. Rynek poszybował cenowo, także w ramach promocji, która nie może być już tańsza w tzw. trudnych czasach – tłumaczy dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W zestawieniu kategorii z największymi podwyżkami 2. miejsce zajęły tzw. inne artykuły. Wzrost wyniósł 41,1%. W tej grupie najmocniej podrożały karmy dla psów i kotów – odpowiednio o 43,9% i 41,3%. Natomiast pieluchy dla niemowląt potaniały o 22,7%. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX, karmy drożeją wraz ze wzrostem kosztów produkcji ich składników. Z kolei spadek cen pieluch ekspert tłumaczy większą konkurencją cenową w związku z wprowadzeniem na rynek nowej marki.

– Rynek karm dla zwierząt rośnie od kilku lat. Wcześniej były możliwe wysokie rabaty. Jednak w sytuacji większych kosztów energii i problemów z importem komponentów, w tym produktów tłuszczowych i mięsnych, konieczne były podwyżki cen promocyjnych. Muszą być one opłacalne, zwłaszcza w dobie inflacji – zwraca uwagę dr Faliński.

Natomiast 3. pozycję w tym zestawieniu zajmuje mięso, które zdrożało o 25,4%. Cielęcina poszła w górę o 34,8%. Drób podskoczył o 23%, wołowina zdrożała o 21,5%, a wieprzowina – o 5,6%. Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland podkreśla, że w tym segmencie zawsze największe różnice odnotowuje cielęcina jako najdroższe mięso. Wszystkie czynniki mające wpływ na podwyżki cen końcowych, np. rosnące koszty produkcji, są tu najbardziej wyraźne.

– Wzrosty cen mięsa wołowego i drobiowego to połączony efekt niższej podaży oraz wyższego niż przed rokiem popytu w sektorze HoReCa. Istotnym czynnikiem są rosnące koszty żywienia zwierząt, wynikające z wyraźnie wyższych niż przed rokiem cen pasz – zaznacza Mariusz Dziwulski z PKO Banku Polskiego.

Przewaga podwyżek

Poza ww. wzrostami aż 5 innych kategorii odnotowało dwucyfrowe podwyżki. Zdrożały takie grupy towarowe, jak nabiał – o 21,8% (m.in. ser żółty – o 26,7%), warzywa – 21,3% (np. ziemniaki – o 44,9%, cebula – o 44,3%), używki – o 19,9% (herbata czarna – o 41,7%), napoje – o 14,1% (woda niegazowana – o 36%), a także owoce – o 11,4% (mandarynki – o 18,6%).

– Zmniejszona produkcja mleka u głównych eksporterów na świecie w 2021 roku przyczyniła się do podwyżek cen wszystkich produktów mleczarskich. Z kolei warzywa były droższe niż rok wcześniej wskutek słabszych zbiorów w kraju. W przypadku ziemniaków spadek produkcji w 2021 wyniósł 10% w relacji rocznej – podaje Mariusz Dziwulski.

Tylko 3 kategorie odnotowały jednocyfrowe wzrosty, tj. pieczywo o 7,9% (chleb – 7,9%), dodatki spożywcze – o 2,4% (keczup – o 10,2%), a także chemia gospodarcza – 1,2% (płyn do mycia w górę – wzrost o 5%). Dr Łuczak ostrzega, że pieczywo, które jeszcze miesiąc temu miało stosunkowo atrakcyjne ceny w promocji, może wkrótce mocno zdrożeć. W związku ze skokowymi podwyżkami od stycznia br. opłat za gaz oraz prąd istotnie wzrosną koszty prowadzenia piekarni.

– Pieczywo drożeje wraz rosnącymi cenami surowców do produkcji. Do tego dochodzą zwiększone koszty m.in. energii, paliw oraz wynagrodzeń. Przyspieszenie dynamiki cen mąki na koniec 2021 roku, wyższe koszty nośników energii oraz dalsze podwyżki pensji minimalnej spowodują, że tempo wzrostów cen pieczywa prawdopodobnie zwiększy się do ponad 10% – zapowiada ekspert z PKO Banku Polskiego.

Jedynie produkty sypkie odnotowały spadek i to symboliczny – 2,2%. Tu najmocniej na minusie jest cukier – 6,9%. Natomiast mąka podrożała o 9,4%. Ekspert z Grupy BLIX uważa, że podatek cukrowy wpłynął na zmniejszenie popytu na słodzone napoje. Producenci cukru, chcąc utrzymać wolumen sprzedaży, oferują atrakcyjne ceny. Sieci handlowe mogły więc zaoferować większe obniżki, żeby bardziej zachęcić do zakupów w okresie świąteczno-noworocznym.

– W tym roku sieci handlowe nadal nie będą dopłacać do promocji. W obecnych warunkach ekonomicznych na ostre promowanie będą mogli sobie pozwolić tylko specjaliści od sprzedaży w największej skali – głównie dyskonty. Zapewne skorzystają ze strategii niskiej ceny promującej i kompensowania sobie obniżek na inne sposoby. To skutecznie stosowane podejście, sprawdzające się także w czasie inflacji – podsumowuje dr Maria Andrzej Faliński.

Podatek od nieruchomości – nowe stawki od 2022 r.

Maksymalną stawkę podatku od nieruchomości określa co rok Minister Finansów. Gminy mogą zadowolić się niższym podatkiem – to ich dochód, nie państwa. Czy korzystają z takiej możliwości? Jaką stawkę podatku od nieruchomości zapłacą w 2022 r. mieszkańcy największych miast? W 2022 r. właściciele nieruchomości muszą się liczyć z ok. 4% podwyżką.

Podatek od nieruchomości – co warto wiedzieć?

Ustawa o podatkach i opłatach lokalnych wyjaśnia, że obowiązek zapłacenia podatku od nieruchomości spoczywa na: właścicielach nieruchomości lub obiektów budowlanych, posiadaczach samoistnych nieruchomości lub obiektów budowlanych, użytkownikach wieczystych gruntów, posiadaczach zależnych nieruchomości lub ich części stanowiących własność państwa lub samorządu terytorialnego.Podatek od nieruchomości 2022

Podatek od nieruchomości 2022 – najdroższe miasta

Które największe miasta zdecydowały się na zastosowanie maksymalnych stawek podatku od nieruchomości? W 2022 roku największy podatek od nieruchomości zapłacą mieszkańcy Szczecina, Bydgoszczy, Łodzi, Poznania, Wrocławia, Krakowa, Gdańska i Warszawy.najdroższe miasta podatek od nieruchomości

Podatek od nieruchomości 2022 – najtańsze miasta

Co ciekawe, najniższy podatek od nieruchomości zapłacą mieszkańcy Zielonej Góry, gdzie stawka za mieszkanie lub dom jest niemal o połowę niższa od maksymalnej.

Podatek od nieruchomości 2022 - najtańsze miasta
Źródło: https://gethome.pl/blog/podatek-od-nieruchomosci/

Ebury: Perspektywy dla rynku walutowego na 2022 r.

Spodziewamy się, że w 2022 r. rynkowa optyka będzie skupiać się na inflacji i działaniach banków centralnych. Oczekujemy, że euro i funt brytyjski będą radziły sobie lepiej niż dolar amerykański, mimo kilku podwyżek stóp procentowych w USA. Większości walut regionu CEE powinien sprzyjać lepszy sentyment i wyższe stopy procentowe.

W pierwszej połowie 2021 r. pandemia COVID-19 w dalszym ciągu determinowała ruchy na rynkach finansowych. Zgodnie z naszymi przewidywaniami kluczowym czynnikiem dla większości walut było tempo podawania szczepionek obywatelom poszczególnych krajów. W drugiej połowie roku uwaga przesunęła się w dużej mierze z pandemii z powrotem na bardziej konwencjonalne tematy, czyli makroekonomię i politykę monetarną.

W ostatnich miesiącach najważniejszym czynnikiem wpływającym na rynki finansowe był gwałtowny wzrost inflacji po tym, jak doszło do uwolnienia odłożonego popytu. Jego nabudowanie umożliwiły akomodacyjne polityki monetarne i fiskalne. Ponadto wyższą inflację katalizowało podbicie cen energii i znaczne niedobory po stronie podaży.

Inflacja nadal będzie przekraczała cele banków centralnych

Już od jakiegoś czasu mówimy, że banki centralne generalnie zbagatelizowały strukturalną naturę globalnej presji inflacyjnej. Część z nich doszła już jednak do wniosku, że podwyższona dynamika cen zostanie na dłużej – choćby Fed usunął w grudniu słowo „przejściowa” ze swojego opisu inflacji. Inne, w tym Europejski Bank Centralny, jeszcze nie dokonały tak silnego zwrotu.

Pewne sygnały sugerują, że presja inflacyjna ustąpi w tym roku i dynamika cen raczej się unormuje. Zaczynamy dostrzegać wstępne oznaki tego, że wąskie gardła podaży mogą się rozluźniać. Jednym z sygnałów za tym jest spadek indeksu ISM PMI opisującego czas dostaw w amerykańskim przemyśle, który na koniec roku był na poziomie 64,9 pkt – najniższym od listopada 2020 r. Ponadto widać stabilizację cen energii po zeszłorocznym wzroście. Oprócz tego efekt bazy, który częściowo odpowiada za wzrost inflacji rok do roku w 2021 r., zacznie z biegiem czasu działać w odwrotnym kierunku.

Przekroczenie celu inflacyjnego w krajach G10 przez inflację (dane do 10.01.22)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10.01.2022
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 10.01.2022

Naszym zdaniem kilka powodów sprawia jednak, że trudno wyobrazić sobie szybki powrót inflacji do poziomów będących celami banków centralnych:

  • Upadek politycznej opozycji dla inflacjonizmu i przymykanie oka na ryzyko istotniejszego wzrostu cen po czterech dekadach skutecznego kontrolowania inflacji.
  • W konsekwencji pkt 1) w głównych obszarach G10 powstały duże strukturalne deficyty fiskalne. Zgodnie z tradycyjną teorią makroekonomiczną zwiększone deficyty fiskalne zwykle mają implikacje inflacyjne.
  • Również w konsekwencji pkt 1) w wielu głównych krajach, szczególnie w USA, istnieje obecnie ogromna presja polityczna, by utrzymać akomodacyjną politykę monetarną.
  • Koniec i możliwe odwrócenie trendu offshoringu (przenoszenia produkcji, szczególnie do Chin) oraz optymalizacja efektywności łańcuchów dostaw w związku z obawami politycznymi, niedawnymi przerwami w dostawach i bardzo wąskimi gardłami.
  • Niedawny gwałtowny wzrost płac w początkowo niskokosztowych krajach rozwijających się, szczególnie w Europie Wschodniej, Chinach i Indiach.
  • Zmiany klimatyczne i związane z nimi wysokie koszty. Zmienne warunki pogodowe mogą prowadzić do pogorszenia plonów i częstszych kataklizmów naturalnych, co prowadzi m.in. do wzrostu cen płodów rolnych. Odchodzenie od nieodnawialnych źródeł energii generuje dodatkowe koszty. Istotny jest koszt samych technologii, wzrost popytu na energię elektryczną i rosnące zapotrzebowanie na niektóre surowce.
  • NIMBY (ang. Not In My Back Yard), czyli postawa osób, które nie chcą, by w ich sąsiedztwie powstało coś postrzeganego przez nie jako niepożądane. Ogranicza to dostępność terenów, windując ceny i zwiększając koszty w wielu krajach G10. Przykładem jest blokowanie nowych inwestycji, takich jak przystępne cenowo mieszkania i nowa infrastruktura.

Agresywne podwyżki stóp procentowych w drodze

W ostatnich miesiącach głównym wyzwaniem dla bankierów centralnych było zarządzanie kompromisem między ograniczaniem inflacji i wspieraniem gospodarki. Ryzyka w tym ostatnim zakresie zmniejszyły się w ostatnich miesiącach i uważamy, że głównym tematem rozważań decydentów będzie w tym roku obniżenie inflacji do poziomu celów.

Spośród głównych banków centralnych zacieśnianie polityki monetarnej rozpoczął już Fed, który podczas grudniowego zebrania zatwierdził działania oznaczające zakończenie programu skupu obligacji najpóźniej w marcu. Dodatkowo członkowie Rezerwy Federalnej wskazali, że oczekują trzech podwyżek stóp procentowych w 2022 r. Obecnie spodziewamy się pierwszej z nich w marcu (na pewno nie później niż w maju). Łącznie w 2022 r. spodziewamy się trzech lub czterech podwyżek. Nie zakładamy jednak, że wzrost stóp o takiej skali doprowadziłby do umocnienia amerykańskiej waluty.

Już od połowy 2021 r. podwyższone zakłady na zacieśnienie polityki zapewniły dolarowi silne wsparcie. Wyraźnie przyćmił on przytłaczającą większość pozostałych walut G10, zyskując ponad 7% względem głównych podobnych walut – to jego największe roczne umocnienie od sześciu lat.

EBC z kolei jest znacznie bardziej zachowawczy, choć ogłoszenie w grudniu dalszego zmniejszenia zakupów w drugiej połowie 2022 r. i skupowania tylko 20 mld od października jest nacechowane jastrzębio. W połączeniu ze wspomnieniem o potencjalnie większej inflacji, oznakami niezgody pośród członków Rady Prezesów i kolejnymi zaskoczeniami inflacyjnymi w górę w strefie euro umacnia to nasze przekonanie, że EBC nie będzie czekał z rozpoczęciem podwyżek dłużej niż do 2023 r. Temat wzrostu stóp w strefie euro powinien jednak wcześniej skupić na sobie uwagę rynku, co wspiera nasze oczekiwania dotyczące wzrostu kursu EUR/USD w 2022 r.

Bank Anglii był – podobnie jak Fed – jastrzębi i podczas grudniowego zebrania niespodziewanie zagłosował 8 do 1 za podwyżką stóp procentowych. Uważamy, że ta niemal jednomyślność oznacza kolejną podwyżkę w lutym i dalsze trzy co kwartał. Powinno to być korzystne dla funta.

Spośród pozostałych banków krajów G10 jednym z najbardziej aktywnych jest Bank Kanady. Zakończył on już program luzowania ilościowego i wygląda na to, że co najmniej trzykrotnie podniesie stopy w tym roku. Również Bank Rezerwy Nowej Zelandii, który pod koniec 2021 r. podniósł stopy dwukrotnie, wydaje się na drodze, by podnieść je na zebraniu w lutym i jeszcze kilka razy w pozostałej części roku. Bank Rezerwy Australii opierał się wezwaniom, by podnieść stopy w 2022 r., spodziewamy się jednak, że wkrótce zmieni zdanie, zaś Bank Centralny Norwegii (który podniósł stopy we wrześniu i grudniu) już zapowiedział, że planuje podnieść stopy trzykrotnie w tym roku. Banki Szwajcarii i Szwecji przyjmą naszym zdaniem bardziej zachowawczą postawę wobec zacieśniania, a Bank Japonii jest daleko od choćby rozważania podwyżek stóp.

Jeśli chodzi o rynki wschodzące, wciąż uważamy, że waluty krajów, których banki centralne rozpoczęły agresywne cykle podwyżek, będą radzić sobie w tym roku lepiej – stopy zwrotu (tutaj: carry) możliwe do osiągnięcia w krajach o wyższych stopach procentowych w 2022 r. zwrócą na siebie uwagę inwestorów. Dotyczy to w szczególności wielu walut regionu CEE, w którym banki centralne w ciągu kilku ostatnich tygodni kontynuowały wyraźne podwyżki stóp procentowych. Waluty krajów o solidnych fundamentach makroekonomicznych również powinny być w dobrej pozycji, by wiele zyskać na oczekiwanej przez nas ogólnej poprawie sentymentu do ryzyka.

Czy waluty ucierpią przez COVID-19?

Nasz pogląd na dalszy przebieg pandemii jest ogólnie optymistyczny i uważamy, że wpływ COVID-19 na rynki finansowe będzie w 2022 r. maleć. Stopień zagrożenia kolejnymi wariantami i związane z nim prawdopodobieństwo kolejnych restrykcji mogą jednak dalej wpływać na sentyment do ryzyka w tym roku. Jeśli rynek dostrzeże prawdopodobieństwo kolejnych obostrzeń, to aktywa ryzykowne, szczególnie waluty emerging markets, prawdopodobnie ucierpią kosztem safe haven.

Podczas gdy wprowadzenie szczepionek w krajach rozwiniętych zakończyło się w dużej mierze sukcesem, uważamy, że tempo szczepień w krajach rozwijających się pozostanie istotnym czynnikiem dla rynków finansowych. Naszym zdaniem sentyment do ryzyka będzie się poprawiać, gdy w tych krajach zostanie zaszczepiona wystarczająca część populacji, by rządy w większym stopniu zniosły restrykcje. Pozostaje to jednym z kluczowych czynników stojących za naszą opinią o aprecjacji większości walut rynków wschodzących w 2022 r.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Coraz więcej samochodów elektrycznych w Polsce

Na polskim rynku dostępne jest już ponad 190 modeli samochodów z napędem elektrycznym – co oznacza, że niemal 38% oferty modelowej w Polsce jest już zelektryfikowana. Cały czas rosną pojemności akumulatorów litowo-jonowych, osiągi oraz moce ładowania. Średni zasięg osobowych samochodów całkowicie elektrycznych oferowanych w Polsce przekracza 390 km. Ceny BEV rozpoczynają się już od 80 tys. zł i to bez uwzględnia dotacji ze środków publicznych. Liczba samochodów z napędem elektrycznym dostępnych na polskim rynku z roku na rok bardzo dynamicznie się zwiększa. Pojazdy całkowicie elektryczne stają się także coraz bardziej praktyczne w warunkach codziennego użytkowania. Wzrost dostępnych na rynku modeli elektrycznych to bardzo dobry sygnał dla flot komercyjnych. Do jednych z najczęściej wymienianych przez zarządzających flotą barier przy podejmowaniu decyzji o elektryfikacji należy dostępność odpowiednich do ich potrzeb modeli aut – można zatem przypuszczać, że przy obecnej podaży na rynku te decyzje będą podejmowane znacznie łatwiej i chętniej. Co ważne, w ciągu ostatniego roku na rynku zadebiutował szereg modeli BEV i PHEV należących do popularnych segmentów rynkowych i oferowanych w stosunkowo atrakcyjnych cenach. Jest to tylko kolejny argument przekonujący do zakupu samochodu elektrycznego – a z danych wynika, że trend ten będzie rósł w ciągu następnych lat.

– W grudniu tego roku Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych wydało po raz piąty raport nt. pojazdów elektrycznych. Od pięciu lat badamy, jak ten rynek się zmienia. Tegoroczna edycja jest z całą pewnością rekordowa. Raportujemy potencjalnie dostępne modele samochodów elektrycznych na polskim rynku. W tym roku w ramach katalogu pojazdów elektrycznych znalazło się 190 modeli – zarówno pojazdów typu BEV, jak i samochodów hybrydowych. Jest to potężny wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym. Dynamika zmian jest zatem bardzo szybka. Idziemy w dobrym kierunku, aby ilość samochodów konwencjonalnych była coraz większa – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA. – W następnych latach zbliżymy się do kilkuset modeli aut elektrycznych i już teraz zapowiadane są liczne premiery BEV-ów i PHEV-ów. Szczególnie cieszy nas to, że wraz z coraz większą liczbą modeli na polskim rynku rośnie także jakość poszczególnych samochodów. Auta te są w stanie pokonywać coraz większe zasięgi, a zatem zwiększa się pojemność akumulatora trakcyjnego. Pojazdy te są coraz bardziej funkcjonalne i śmiało mogą zastępować samochody konwencjonalne. Możemy ich używać zarówno do przemieszczania się w aglomeracji, w której mieszkamy, jak i do podróżowania po całej Polsce czy też Europie. Ważne jest także to, że wraz z coraz lepszą ofertą modelową idzie spadek cen pojazdów. Jest to dosyć ciekawa sytuacja, w której pojazd staje się tańszy wraz z rosnącą jakością. Natomiast na rynku konwencjonalnej motoryzacji ceny te rosną rok do roku. W którymś momencie ceny obu wariantów przetną się – z tym, że zaletą pojazdów elektrycznych będą niższe koszty eksploatacyjne. Zatem jeżeli w tym momencie za wyborem aut konwencjonalnych przemawia niższa cena – to w przyszłości problem ten rozwiąże się poprzez spadek cen samochodów elektrycznych. Dlatego coraz więcej osób będzie wybierać właśnie te pojazdy. W raporcie zwracamy uwagę na to, że wraz z liczbą modeli zwiększa się ich funkcjonalność. Można powiedzieć, że coraz więcej segmentów wypełniona jest wartościową treścią – a zatem my jako konsumenci możemy wybierać w różnych grupach segmentów motoryzacji – wyjaśnia Mazur.

Cztery rodzaje najmu – jakie są różnice?

Obecnie polskie ustawodawstwo przewiduje cztery różne rodzaje najmu lokali mieszkalnych. Sprawdzamy, czym się one różnią w praktyce.

Jeszcze stosunkowo niedawno, nie można było mówić, że istnieją różne rodzaje najmu. Obowiązywały bowiem tylko jednolite zasady, które określał kodeks cywilny w połączeniu z ustawą o ochronie praw lokatorów. Sytuacja zmieniła się pod koniec 2009 roku, kiedy do polskiego systemu prawnego został wprowadzony najem okazjonalny. Później pojawiły się dwa rodzaje najmu instytucjonalnego (zwykły oraz z dojściem do własności). Najem okazjonalny został natomiast zarezerwowany tylko dla osób nieprowadzących działalności gospodarczej w zakresie wynajmowania lokali. Ta mnogość rodzajów wynajmu sprawia, że niektóre osoby mogą czuć się wręcz zdezorientowane. Właśnie dlatego eksperci portalu NieruchomosciSzybko.pl postanowili wyjaśnić, czym się różnią poszczególne rodzaje najmu.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Trzy rodzaje najmu są obecnie powszechnie wykorzystywane. Czwarty wariant (najem instytucjonalny z dojściem do własności) został pomyślany jako rozwiązanie między innymi na potrzeby programu Mieszkanie Plus.
  • Zarówno najem okazjonalny, jak i najem instytucjonalny zapewnia swobodę dotyczącą np. zasad podwyższania czynszu. W ramach tych rodzajów najmu, nie można jednak swobodnie wypowiedzieć umowy.
  • Osoby godzące się na inny wariant najmu niż tradycyjny, muszą pamiętać, że nie przysługuje im mieszkanie socjalne oraz pomieszczenie tymczasowe.

Poniżej prezentujemy więcej informacji o tym, czym różnią się poszczególne rodzaje najmu.

Wynajem z dojściem do własności nadal stanowi rzadkość

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów portalu NieruchomosciSzybko.pl obejmuje cztery rodzaje najmu: najem okazjonalny, najem instytucjonalny z dojściem do własności, najem instytucjonalny bez dojścia do własności oraz najem tradycyjny (wariant najstarszy i inny niż wszystkie pozostałe). „Warto wiedzieć, że niektóre, obowiązujące do dziś zasady tradycyjnego najmu ukształtowały się już w 1965 roku, czyli wraz z wejściem w życie kodeksu cywilnego” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Z punktu widzenia wielu Polaków, szczególnie ciekawy może być najem instytucjonalny z dojściem do własności przewidujący stopniowy wykup „M” i przeniesienie jego własności po całkowitej spłacie ustalonej ceny (w ramach comiesięcznych dopłat do czynszu). Warto jednak zdawać sobie sprawę, że na razie jest to rzadki rodzaj najmu. Mogą go wprawdzie oferować wszyscy przedsiębiorcy, ale typowo komercyjni wynajmujący raczej nie są zainteresowani takim wariantem wynajmu. „Najem instytucjonalny z dojściem do własności to rozwiązanie przewidziane dla uczestników programu Mieszkanie Plus i osób korzystających w przyszłości z oferty społecznych inicjatyw mieszkaniowych” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najem inny niż tradycyjny nie oznacza pełnej swobody …

Przygotowana tabela pozwala wysnuć ciekawe wnioski dotyczące atrakcyjności, jaką posiadają różne rodzaje najmu z punktu widzenia lokatora (najemcy) oraz wynajmującego. Najemca może być najbardziej zainteresowany tradycyjnym wynajmem, który zapewnia mu chociażby prawo do pomieszczenia tymczasowego po eksmisji i gwarancję mieszkania socjalnego w niektórych przypadkach. „Ważną cechą tradycyjnego najmu jest też ochrona przed nadmiernymi podwyżkami czynszu (patrz art. 8a i 9 ustawy o ochronie praw lokatorów). Wspomnianą ochronę można zrealizować w ramach sporu sądowego” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Najem okazjonalny oraz instytucjonalny (bez dojścia do własności) to z kolei rozwiązanie dobre dla właściciela lokalu. Wymienione rodzaje najmu pozwalają bowiem na swobodne podnoszenie czynszu wedle klauzul umownych. Pewne znaczenie ma także uproszczona procedura eksmisyjna, której nie spowalnia konieczność oczekiwania na przydział mieszkania socjalnego oraz pomieszczenia tymczasowego. „W przypadku najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego, trzeba jednak pamiętać o konieczności sporządzenia notarialnego oświadczenia o poddaniu się egzekucji przez najemcę” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Osoba prowadząca najem okazjonalny dodatkowo musi zgłosić umowę u fiskusa, bo w przeciwnym razie główne zasady najmu będą takie same, jak przy wynajmie tradycyjnym. Co ważne, żaden z analizowanych poniżej rodzajów najmu nie pozwala na szybsze wypowiedzenie umowy z powodu zaległości czynszowych, czyli przed powstaniem trzymiesięcznej zwłoki i upływem dodatkowego terminu miesięcznego na płatność. „W każdym przypadku, termin wypowiedzenia wynosi 1 miesiąc e skutkiem na koniec miesiąca kalendarzowego)” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.Cztery rodzaje najmu

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Koszty związane ze zdrowiem psychicznym mogą do 2030 r. wynosić ponad 6 bln dolarów rocznie

Pandemia COVID-19 nie przestaje skupiać na sobie całej uwagi i większości zasobów światowych systemów zdrowotnych. Choć przyniosła ona wiele tragicznych skutków, stała się także katalizatorem zmian w sektorze zdrowotnym. Jak wynika z raportu 2022 Global Health Care Outlook. Are we finally seeing the long-promised transformation?, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, zachodzą one w takich obszarach tematycznych, jak: zdrowie psychiczne i dobre samopoczucie, kwestie ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance), transformacja cyfrowa czy nowa koncepcja modelu publicznej opieki zdrowotnej i równego dostępu do niej.

W 2022 roku światowy sektor opieki zdrowotnej w dalszym ciągu stawiać będzie czoła wyzwaniom związanym z nieustępującą pandemią. Jak wskazują eksperci Deloitte, oznacza to stałe podnoszenie poziomu obsługi pacjentów, zmianę sposobu i warunków świadczenia usług medycznych, nadspodziewanie szybki rozwój wirtualnych usług medycznych i efektywną współpracę wielu podmiotów w produkcji i dystrybucji szczepionek. Jednocześnie, coraz wyraźniej widać niepożądane efekty nierównego dostępu do opieki zdrowotnej, a także rosnące znaczenie zrównoważonego rozwoju i wpływu na środowisko naturalne.

Wraz z globalną pandemią COVID-19 doświadczyliśmy niebywałego postępu w naukach medycznych i gwałtownego rozwoju cyfrowych technologii oraz analityki danych. Jednocześnie, konsumenci stali się bardziej świadomi i dysponują większą wiedzą, a systemy opieki zdrowotnej częściej skupiają się na profilaktyce i dobrym samopoczuciu całych społeczeństw. Zderzenie tych wszystkich sił okazało się katalizatorem operacyjnej i finansowej transformacji w opiece zdrowotnej na świecie – mówi Krzysztof Wilk, partner, lider praktyki Life Sciences & Health Care Poland w Deloitte.3xzdrowie

Równy dostęp do opieki zdrowotnej

Wybuch pandemii i wysiłki podejmowane na całym świecie w walce z jej skutkami dobitnie ukazały dysproporcje w dostępie do opieki zdrowotnej. Zdaniem ekspertów Deloitte nie jest to sytuacja nowa, ale COVID-19 wyraźnie wpłynął na sytuację grup społecznych, które powszechnie doświadczały barier uniemożliwiających skuteczną opiekę. W tym czasie dramatycznie uwypukliły się strukturalne wady systemów służby zdrowia oraz nierówności w tzw. społecznych determinantach poziomu opieki zdrowotnej.

Chociaż poszczególne czynniki przyczyniające się do nierówności zdrowotnych w danym kraju czy regionie są różne, wiele z nich jest wspólnych – takie jak tradycje kulturowe, regulacje prawne i polityka zdrowotna oraz skala zaufania pacjentów. Pandemia COVID-19 przyczyniła się do rozwoju inicjatyw równościowych, stawiając zdrowie na priorytetowym miejscu. Zdaniem ekspertów Deloitte na osiągnięcie takiego stanu dobrego samopoczucia, obejmującego zdrowie psychiczne, fizyczne, społeczne i duchowe wpływ mają jednak nie tylko same systemy opieki zdrowotnej, ale także czynniki społeczne, ekonomiczne i środowiskowe.

Coraz większe znaczenie kwestii zdrowia psychicznego

Przez dziesięciolecia w wielu regionach świata dbałość o zdrowie psychiczne była niedoceniana, często uznawana za niepotrzebną, a opieka psychiatryczna – zaniedbana i niedofinansowana. Tymczasem pandemia ukazała, że ekonomiczne efekty rozprzestrzeniających się chorób psychicznych i zaburzeń behawioralnych oraz ich wpływ na całość światowej gospodarki jest znaczący i złożony. Według ekspertów od jednej czwartej do połowy światowej populacji doświadcza w którymś momencie swojego życia problemów ze zdrowiem psychicznym. Szacuje się, że do 2030 r. koszty walki z chorobami psychicznymi na świecie wynosić będą ponad 6 bilionów dolarów rocznie.

Temat zdrowia psychicznego pojawił się w programach politycznych i społecznych wielu krajów, w tym Polski. M.in. strategia rozwoju systemu ochrony zdrowia na lata 2021-2030 przewiduje znaczny wzrost nakładów na opiekę psychiatryczną. Można powiedzieć, że wreszcie dostrzeżono, że obok koronawirusa społeczeństwa doświadczają jednocześnie pandemii pogarszającej się kondycji psychicznej. Przedłużające się lockdowny, doświadczanie straty bliskich osób, rosnący poziom stresu spowodowanego trudną sytuacją finansową – to wszystko unaoczniło dotychczasowy powszechny brak dostępu do szybkich, przystępnych cenowo i adekwatnych jakościowo usług w zakresie zdrowia psychicznego oraz znaczny wzrost wydatków konsumenckich na leczenie poza systemem służby zdrowia – mówi Krzysztof Wilk.

Zdaniem ekspertów Deloitte większą efektywności działań podejmowanych w tym obszarze opieki zdrowotnej mogą zapewnić: rosnąca świadomość społeczna tego rodzaju zagrożeń, większe zainteresowanie ze strony prawodawców oraz silniejszy nacisk na zaangażowanie decydentów. Dostawcy usług w zakresie opieki psychologicznej, a często także firmy technologiczne powinny w tym obszarze współpracować z ubezpieczycielami i instytucjami akademickimi, aby rozwijać rozwiązania cyfrowe, które pozwolą skutecznie walczyć z różnymi schorzeniami psychicznymi.

Digitalizacja ma ogromny potencjał przekształcenia globalnych systemów zdrowia psychicznego i behawioralnego tak, aby stały się bardziej powszechne, przystępne cenowo, skalowalne i dostosowane do konkretnych sytuacji. Pandemia przyspieszyła powstawanie i rozpowszechnianie aplikacji z tego obszaru. Kwestią wymagającą rozwiązania pozostaje wybór odpowiedniego i sprawdzonego narzędzia, które będzie bazować na naukowych podstawach i efektywnie dopasowywać się do konkretnych potrzeb konsumentów – mówi Paweł Kuśmierowski, partner associate, Life Sciences & Health Care Poland w Deloitte.

Dekarbonizacja opieki zdrowotnej

Opieka zdrowotna na całym świecie odpowiada za 4 proc. emisji dwutlenku węgla – to więcej niż przemysł lotniczy czy transport morski. Wynika to głównie z faktu, że większość szpitali i placówek opieki nie jest zaprojektowana z myślą o efektywności energetycznej, a jednocześnie wszędzie tam nieustannie pracuje specjalistyczny sprzęt medyczny i na szeroką skalę wykorzystuje się np. urządzenia klimatyzacyjne i chłodnicze.

Z drugiej strony, zmieniający się klimat ma bezpośredni wpływ na zdrowie populacji i dodatkowo obciąża infrastrukturę opieki zdrowotnej. Jest to największe globalne zagrożenie dla zdrowia, przed którym stoi świat, ale równocześnie szansa na przedefiniowanie skali oddziaływania środowiska na społeczne determinanty zdrowia.

Ponieważ wpływ zmian klimatu wciąż rośnie, liderzy opieki zdrowotnej będą musieli zbudować odporność swojej infrastruktury systemowej, łańcucha dostaw i zasobów siły roboczej, aby wytrzymać zdrowotne efekty klęsk żywiołowych, takich jak powodzie, susze, pożary i burze, ale też, aby sprostać napływowi pacjentów z chorobami układu oddechowego, sercowo-naczyniowego i innymi problemami zdrowotnymi wywołanymi zmianami klimatycznymi.

Nowa koncepcja zdrowia publicznego i cyfrowa transformacja

Pandemia ujawniła istniejące słabości systemów zdrowia publicznego, narażając pracowników służby zdrowia na ogromny stres. Przyczyniła się również do ponownego wyobrażenia sobie przyszłości zdrowia publicznego, w której promowane są wspólne cele profilaktyki i dobrego samopoczucia całych społeczności i w której odchodzi się od tradycyjnego paradygmatu opieki nad chorą jednostką.

Jak wynika z raportu, istnieje niewątpliwa potrzeba przekształcenia borykających się z problemami i ograniczonych systemów zdrowia publicznego w systemy skupione na człowieku, integracyjne i odporne na przyszłe wstrząsy. Ta nowa wizja będzie wymagała nawiązania nowych partnerstw między publicznymi i prywatnymi świadczeniodawcami opieki zdrowotnej, nowych źródeł finansowania, nowych podmiotów wnoszących różnorodne umiejętności i wiedzę fachową oraz podjęcia znaczących kroków w zakresie cyfryzacji zdrowia. Pandemia COVID-19 zapoczątkowała rosnącą świadomość potrzeby inwestowania w zdrowie populacji poprzez wzmocnienie istniejących i tworzenie nowych modeli współpracy ponad granicami zawodowymi, instytucjonalnymi i organizacyjnymi, co ma kluczowe znaczenie dla poprawy infrastruktury opieki zdrowotnej.

W dobie globalnego kryzysu, systemy opieki zdrowotnej będą wymagały wielu nowych inwestycji, a w ich transformacji kluczową rolę mogą odegrać cyfrowe technologie – od ukierunkowanych aplikacji po całe inteligentne miasta. Przy czym, istotne jest, aby zacząć od wykorzystania potencjału już posiadanych zasobów, następnie inwestować w nowe rozwiązania lub wchodzić w partnerstwa umożliwiające dalszy rozwój, wreszcie – automatyzować powtarzalne procesy.

Systemy opieki zdrowotnej mogą przenosić do chmury funkcje takie jak szkoleniowe bazy danych, środowiska testowe i awaryjne kopie zapasowe. W ten sposób mogą nauczyć się wykorzystywać możliwości rozwiązań chmurowych, aby z czasem przenieść tam swoje podstawowe procesy. Dążenie do osiągnięcia opłacalności na większą skalę oznacza też, że przynajmniej część rutynowych działań, takich jak np. testowanie systemów elektronicznej dokumentacji medycznej, powinna odbywać się automatycznie
– mówi Paweł Kuśmierowski.

Sama konieczność zachowania dystansu społecznego zmusiła dostawców usług medycznych do szybkiej implementacji narzędzi wirtualnej opieki i coraz powszechniejszego polegania na zaawansowanych technologiach, takich jak rozwiązania chmurowe, technologia 5G, sztuczna inteligencja (AI) oraz interoperacyjne zbiory danych i ich zaawansowana analityka.

Transformacja cyfrowa jest niezbędnym krokiem w przygotowaniach do zorientowanej na konsumenta przyszłości systemów opieki zdrowotnej. Pomoże też zbudować i wyposażyć „szpital bez ścian”, który połączy opiekę szpitalną z alternatywnymi modelami, w tym opieką środowiskową i domową.

Przegląd wydarzeń tygodnia 17 – 21.01.2022

Miniony tydzień upłynął pod znakiem odczytu inflacji w Stanach Zjednoczonych i wyczekiwaniem na start sezonu wyników kwartalnych w USA. Nastroje na rynkach finansowych sa raczej pozytywne, choć jastrzębie tony z Fed potrafią zakłócić atmosferę. W kolejnym tygodniu danych istotnych z punktu widzenia globalnego apetytu na ryzyko nie będzie wiele. Do najciekawszych należeć będą dynamika PKB z Chin, a także indeks koniunktury ZEW z Niemiec. W piątek w Wielkiej Brytanii poznamy dane o sprzedaży detalicznej oraz dynamikę inflacji, a w Polsce wartość produkcji przemysłowej. Nie wolno zapominać o długim weekendzie w USA. W poniedziałek wypada Dzień Martina Luthera Kinga.

Najważniejsze wydarzenia: PKB z Chin, CPI z Wielkiej Brytanii, Indeks ZEW z Niemiec, Produkcja przemysłowa z Polski

Spora część inwestorów spogląda obecnie na Wielką Brytanię, gdzie de facto ważą się losy podwyżki stóp procentowych na lutowym posiedzeniu. Z opublikowanych danych dotyczących aktywności w listopadzie, w tym PKB oraz produkcji przemysłowej wynika, że gospodarka brytyjska pomimo wyższej liczby zachorowań na COVID19 i restrykcji w okresie świątecznym, radziła sobie relatywnie dobrze. Podwyżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych jest nadal wyceniana z 80% prawdopodobieństwem na posiedzenie 3 lutego – co prawdopodobnie utrzyma GBP we wsparciu w nadchodzących tygodniach. Sądzę, że dane o inflacji za grudzień, a także wartość listopadowej sprzedaży detalicznej nie powinny zniechęcać decydentów monetarnych do podwyższania kosztu pieniądza. W krótkim terminie dobre dane z Wielkiej Brytanii w połączeniu z wysoką inflacją będą wspierać funta.

W Strefie euro danych w kolejnym tygodniu będzie jak na lekarstwo. W środę poznamy rewizję wskaźnika inflacji dla Niemiec, a w czwartek finalny odczyt dla strefy euro. Bardziej interesująco zapowiada się publikacja wskaźnika koniunktury ZEW dla największej gospodarki eurolandu – Niemiec. W raporcie zostaną uwzględnione restrykcje, jakie zostały wprowadzone w Niemczech celem walki z epidemią COVID19.

W Polsce interesująco zapowiadają się jedynie dane o produkcji przemysłowej. Uważam, że wąskie gardła w sektorze powoli się odtykają, co będzie przekładać się na solidne wyniki branży, niemniej inflacja producentów wciąż może być wysoka. Porcja danych z rynku pracy (piątek) pokaże zapewne dobrą pozycję polskich pracowników, a więc rosnące wynagrodzenia. Niewątpliwie dane pokażą z jak silną presją płacową mamy w Polsce do czynienia, co w części będzie przekładać się na kolejne decyzje RPP.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Jest kij, ale i marchewka. Ryzyka i ograniczenia estońskiego CIT-u

Zapewne część przedsiębiorców próbując zniwelować negatywne skutki Nowego Polskiego Ładu może pokusić się o skorzystanie z estońskiego CIT-u. Powinni jednak być świadomi szeregu ryzyk i ograniczeń, jakie niesie skorzystanie z tej reklamowanej przez rząd zachęty.

Marchewką w estońskim CIT jest możliwość odsunięcia w czasie opodatkowania zysku spółki do momentu wypłaty przez nią dywidendy na rzecz udziałowców oraz możliwość odliczenia przez wspólników takiej spółki od podatku należnego z tytułu otrzymanej dywidendy, określonego procenta podatku zapłaconego przez spółkę.

– W konsekwencji łączne opodatkowanie spółki i wspólników może kształtować się na poziomie 20% w przypadku małych podatników oraz 25% w przypadku pozostałych, co jest niewątpliwą korzyścią, jeśli porównamy to do standardowego opodatkowania, które łącznie dla wspólnika i spółki wynosi ok. 36% – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, Partner Zarządzający, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Pojawia się niestety również kij. I to nie jeden.

Podatnik korzystający z estońskiego CIT nie może korzystać z szeregu odliczeń (m.in. darowizny, ulga badawczo – rozwojowa czy ulga na złe długi).

Opodatkowaniu (już bez preferencji) podlegają inne niż dywidenda, świadczenia dokonywane przez spółkę na rzecz wspólników lub podmiotów powiązanych bezpośrednio lub pośrednio ze spółką lub z jej wspólnikami. Przykładowo, takimi świadczeniami mogą być opłaty licencyjne za korzystanie ze znaków towarowych czy chociażby opłaty za najem nieruchomości czy hal produkcyjnych, w których prowadzona jest działalność spółki, jeśli stanowią one własność innego podmiotu.

– Okazuje się wiec, że przedsiębiorca, który przezornie zadbał o dywersyfikację swoich aktywów i chciał ograniczać ryzyko biznesowe alokując wysokocenne aktywa jak nieruchomości czy znaki towarowe do różnych podmiotów teraz zapłaci od tego podatek wyjaśnia A.Turska-Tomczykowska. – Oczywiście, taki przedsiębiorca może zdecydować się przenieść swoje aktywa do spółki, ale wówczas oczywiście również zapłaci podatek w wysokości 19% od wartości rynkowej aktywów wnoszonych do spółki. Zapewne pojawi się również kwestia podatku VAT. Innym pomysłem mogłoby być połączenie spółek – tej opodatkowanie estońskim CIT i tej, w której znajdują się wysoko cenne aktywa, ale wówczas zgodnie z ustawą, utracimy prawo do opodatkowania estońskim CIT, chyba że spółka, z którą się łączymy również korzysta z opodatkowania estońskim CIT.

Załóżmy, że właściciele spółki opodatkowanej estońskim CIT myślą o sukcesji. W chwili obecnej jedynym narzędziem do realizacji tego planu jest założenie zagranicznej fundacji prywatnej. Pomimo bowiem wielokrotnych zapewnień fundacji polskiej jak nie było tak nie ma zaś terminy wejścia w życie ustawy ją regulującej są konsekwentnie przesuwane. Ostatni projekt przewiduje połowę bieżącego roku. Wówczas pojawia się problem – ustawodawca wyłączył bowiem możliwość skorzystania z estońskiego CIT-u, w przypadku gdy wspólnicy posiadają prawo do otrzymania świadczenia jako założyciele (fundatorzy) lub beneficjenci fundacji.

To nie koniec. Jeśli okaże się, że sukcesora w rodzinie brak lub też, że dla dalszego rozwoju spółki niezbędna jest sprzedaż części udziałów w celu pozyskania kapitału również pojawia się problem. Zbycie udziałów do zewnętrznego inwestora będącego osobą prawną np. funduszu private equity, również spowoduje utratę prawa do opodatkowania estońskim CIT.

Utrata prawa do opodatkowania estońskim CIT skutkuje koniecznością zapłaty podatku od zysków wypracowanych i niewypłaconych wspólnikom w czasie opodatkowania estońskim CIT. Co więcej, w przypadku utraty prawa do opodatkowania estońskim CIT przed upływem 4 lat spółka będzie zobowiązana do zapłaty podatku wynikającego z wstępnej korekty przychodów i kosztów uzyskania przychodów.

Trzeba również zaznaczyć, że przepisy są nowe i ich stosowanie może rodzić liczne wątpliwości, które miały zostać rozstrzygnięte w drodze objaśnień podatkowych. Jest to o tyle ważne, ze zastosowanie się do objaśnień daje podatnikom taka samą ochronę jak indywidualna interpretacja przepisów prawa podatkowego.

– Niestety finalnej wersji objaśnień jak nie było tak nie ma – komentuje A.Turska-Tomczykowska z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Natomiast ogólna koncepcja i założenia wydają się bardzo interesujące, zwłaszcza w kontekście rosnących obciążeń podatkowych. Niemniej jednak, podejmując decyzję o skorzystaniu z tego rozwiązania trzeba być świadomym tak marchewki jak i kija.

Niestety jednak sam fakt zniesienia wybranych ograniczeń, które istniały w ramach estońskiego CIT w ubiegłym roku, nie powoduje, iż jest to rozwiązanie idealne.

e-Izba apeluje o odroczenie Polskiego Ładu

Reforma podatkowa dokonana w ramach Polskiego Ładu była najpoważniejszą i najobszerniejszą zmianą przepisów podatkowych w Polsce od wielu lat. Reformą, która dotyczy praktycznie każdego, w tym pracowników i pracodawców. Zmienione przepisy wpływają bezpośrednio na sytuację finansową praktycznie każdego Polaka.

Niestety, pierwsze dni obowiązywania nowych przepisów pokazały, jak wiele kontrowersji rodzą nowe regulacje podatkowe. Część pracowników, których wynagrodzenie jest wypłacane „z góry”, odczuła już negatywne konsekwencje związane ze zwiększeniem obciążeń fiskalnych oraz brakiem gruntownej kampanii informacyjnej dotyczącej istoty nowych rozwiązań. Nałożyło się na to wiele wątpliwości dotyczących sposobu stosowania przepisów, a wprowadzane pospiesznie korekty nie przyniosły wyjaśnienia pojawiających się trudności interpretacyjnych, a wręcz je zwiększyły. W najbliższych tygodniach będą wypłacane wynagrodzenia dla większości pracowników i okres ten przyniesie kolejne trudności. Przed nami także czas pierwszych rozliczeń przedsiębiorców na nowych zasadach i tu także spodziewamy się poważnych wątpliwości i dużego zamieszania.

Pracodawcy zgłaszają daleko idące trudności związane ze stosowaniem nowych przepisów podatkowych. Wskazując, że ponoszone z tego tytułu koszty zarówno organizacyjne, jak i finansowe, w tym skala obciążenia zespołów podatkowo-kadrowych są bardzo istotne. Dodatkowo, co nie ulega wątpliwości same rozwiązania fiskalne przyjęte w Polskim Ładzie zwiększą obciążenia podatkowo-składkowe po stronie przedsiębiorców. Powoduje to, zwłaszcza w dobie niepewnej sytuacji gospodarczej (trwająca pandemia, ryzyko dalszych lockdownów z uwagi na wariant omikron, wysoka inflacja), zdecydowane utrudnienia dla przedsiębiorców. Już teraz skutkuje to likwidacją niektórych działalności gospodarczych, a w najbliższych tygodniach może doprowadzić do upadłości wielu przedsiębiorców. Przepisy Polskiego Ładu pogorszają konkurencyjność polskich przedsiębiorców i atrakcyjność Polski jako miejsca inwestowania i zatrudnienia. Inwestorzy i pracownicy z branży e-commerce mogą zdecydować się na przeniesienie swoich firm i swojej aktywności zawodowej do innych krajów, w których systemy podatkowe są konkurencyjne i korzystne dla podatników.

Trzeba podkreślić, że przepisy podatkowe uchwalane w ramach Polskiego Ładu miały nieproporcjonalnie krótkie, względem skali zmian, vacatio legis. Przez to ani przedsiębiorcy, ani organy skarbowe nie mieli czasu na przygotowanie się do stosowania nowych przepisów. Dodatkowo, procesowi legislacyjnemu nie towarzyszyły szerokie konsultacje społeczne. Odrzucony został również postulat zgłaszany przez wiele organizacji zrzeszających przedsiębiorców, by Polski Ład wszedł w życie od 1 stycznia 2023 r.

Biorąc to pod uwagę, Izba Gospodarki Elektronicznej przyłącza się do apelu wystosowanego przez Radę Przedsiębiorczości. Apelujemy do Rady Ministrów, Posłów i Senatorów o podjęcie pilnych działań legislacyjnych i zawieszenie stosowania przepisów podatkowych Polskiego Ładu do 1 stycznia 2023 r. Do tego czasu stosowane powinny być dotychczasowe przepisy, a najbliższy rok musi być wykorzystany na poprawę regulacji podatkowych Polskiego Ładu oraz na umożliwienie wszystkim przygotowania się do stosowania zreformowanych przepisów.

Yovav Carmi ustępuje z Zarządu GTC

GTC poinformowało, że Prezes Zarządu Spółki Yovav Carmi podjął decyzję o ustąpieniu z obecnego stanowiska za porozumieniem stron. Był związany z firmą przez ponad 20 lat, pełniąc różne funkcje, w tym również członka Zarządu.

Yovav Carmi sprawował funkcję Prezesa Zarządu GTC od września 2020 r. Pod jego kierownictwem Spółka umocniła pozycję lidera branży nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej oraz opracowała i wdrożyła dokument „Green Bonds Framework”, określający wytyczne emisji zielonych obligacji. W tym czasie firma została również oceniona przez trzy renomowane agencje ratingowe: Fitch Ratings („Fitch”) przyznał Spółce rating na poziomie BBB- z perspektywą stabilną, Moody’s Investors Service rating Ba1 z perspektywą pozytywną, a Scope Ratings rating BBB- z perspektywą stabilną. Następstwem tych działań były udane emisje zielonych obligacji, w tym debiut euroobligacji o wartości 500 mln euro. Konsekwencja w podejmowanych działaniach, zaangażowanie w rozwój przyjazny środowisku oraz pogłębianie zaufania inwestorów zaowocowały trzema emisjami obligacji, które cieszyły się dużym zainteresowaniem i pozwoliły na zmianę strategii finansowania w stronę finansowania długiem niezabezpieczonym.

W trakcie kadencji Yovava jako Prezesa Zarządu, GTC włożyło wiele wysiłku w optymalizację portfolio nieruchomości, skupiając się na inwestycjach o zrównoważonym charakterze na kluczowych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, jednocześnie pozbywając się wieloletnich aktywów. Rok 2021 upłynął pod znakiem przełomowej transakcji sprzedaży portfela biurowego w Belgradzie, obejmującego takie nieruchomości jak Green Heart, FortyOne, Belgrade Business Center, 19 Avenue i GTC House (łącznie 122 175 mkw. GLA). Wyceniona powyżej wartości księgowej na 267,6 mln euro, transakcja stała się jedną z największych tego typu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Firma dokonała też znaczących zakupów na Węgrzech, inwestując prawie 310 mln euro w świetnie prosperujące aktywa. Ponadto, ukończono szereg projektów w Zagrzebiu i Sofii, a także rozpoczęto nowe inwestycje w centrum Sofii i Belgradu. Pod kierownictwem Yovava Carmi, GTC opublikowało swój pierwszy w historii raport ESG, który podkreśla podejście firmy do zrównoważonego rozwoju i podsumowuje 25 lat działalności Grupy na sześciu rynkach Europy Środkowo-Wschodniej.

Do najważniejszych wydarzeń obfitującego w sukcesy 2021 r. można zaliczyć grudniową emisję akcji. W ciągu dwóch dni wielu polskich i międzynarodowych inwestorów złożyło deklaracje popytu, znacznie nadsubskrybując ofertę podstawową, która obejmowała 55 000 000 nowych akcji. W związku z silnym popytem, Spółka zdecydowała się zwiększyć wielkość oferty o ponad 60% i ostatecznie przydzielić 88 700 000 akcji po cenie 6,40 zł za akcję. W sumie pozyskano ok. 123 mln euro, które zostaną przeznaczone na wzmocnienie struktury kapitałowej Grupy oraz sfinansowanie jej rozwoju.

„Chciałbym podziękować Yovavovi Carmi za ponad 20 intensywnych lat, które poświęcił naszej firmie. GTC jako deweloper, zarządca nieruchomości, inwestor i pracodawca stało się uznanym liderem, który zapisał się w historii rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Yovav przeprowadził firmę przez najważniejsze dla niej etapy: od przekształcenia Globe Trade Centre w dewelopera kierującego się zasadami zrównoważonego rozwoju, który stosuje najlepsze paktyki ESG, po wzmocnienie wizerunku Spółki w oczach inwestorów i najemców. Będziemy nieustannie rozwijać naszą strategię opartą na silnych relacjach z kluczowymi interesariuszami oraz promować podejście skoncentrowane na najemcy, pamiętając przy tym o aspektach środowiskowych. Wysiłek i poświęcenie Yovava będą z pewnością napędzać rozwój GTC przez kolejne lata. Życzę mu wielu sukcesów oraz pomyślności” – powiedział Zoltan Fekete, Przewodniczący Rady Nadzorczej GTC.

„Jestem wdzięczny za tę ekscytującą, obfitującą w sukcesy podróż z GTC, która trwała 20 lat. Żadne słowa nie są w stanie opisać dumy, jaką czuję. Mam świadomość ogromnego wysiłku całego naszego zespołu, dzięki któremu osiągnięcia ubiegłych lat były możliwe. Jestem przekonany, że tylko z prawdziwie zaangażowanymi profesjonalistami rynku nieruchomości, którzy stanowią obecnie trzon firmy, GTC będzie dalej kierować się przyjętymi wartościami we wszystkich podejmowanych działaniach – od rozwoju portfolio, przez raportowanie ESG, aż po dbałość o najemców i najbliższe społeczności. Życzę Grupie dalszego rozwoju, tak aby mogła nieustannie zaskakiwać interesariuszy nowymi, wspaniałymi wynikami” – skomentował Yovav Carmi.

Od 2001 r. do momentu objęcia funkcji członka Zarządu GTC SA. w latach 2011-2015, Yovav Carmi pełnił funkcję dyrektora finansowego oraz Członka Zarządu w wielu zagranicznych spółkach zależnych od Grupy GTC. W latach 2015-2020 sprawował stanowisko Dyrektora Operacyjnego, a w 2020 r. został mianowany CEO oraz Prezesem Zarządu GTC SA.

Inflacja w Polsce nie zwalnia

Poznaliśmy finalne dane na temat inflacji za grudzień. Są one niestety zgodne ze wstępnymi, co pokazuje, że ceny naprawdę rosną o 8,6%, czyli ponad 5% powyżej celu inflacyjnego.

Inflacja w USA

Ceny producentów rosły w grudniu o 9,7%. To co prawda o 0,1% niżej niż oczekiwali analitycy, ale znacznie szybciej niż ceny dla konsumentów. Sytuacja ta może w przyszłości spowodować konieczność podwyżek cen, by utrzymać marże, a to z kolei powinno dalej pchać wzrost cen w detalu w górę. Rynki zareagowały na te dane w miarę neutralnie, dolar zadomowił się na poziomach, na które spadł dwa dni temu po danych o inflacji. Odczyt ten nie spowodował też wzrostu rentowności obligacji, co sugeruje, że inwestorzy wcale nie spodziewają się szybszego wzrostu stóp procentowych.

Więcej bezrobotnych za oceanem

Po ostatnich bardzo dobrych danych z rynku pracy przyszedł czas na pewne wyrównanie. W zeszłym tygodniu pojawiło się więcej od oczekiwań wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wynik 230 tysięcy nie jest jednak niczym nadzwyczajnym w standardowej sytuacji. Gospodarka amerykańska (jak zresztą każda) ma pewną dynamikę i rotacja na tym poziomie nie jest niczym nadzwyczajnym. Nie może zatem dziwić, że pomimo wzrostu na rynkach nie było widać reakcji na te dane. Co innego, gdyby taki podwyższony wynik pojawiał się dłużej, wtedy prawdopodobnie w kolejnych tygodniach bylibyśmy świadkami odwrotów od dolara.

Inflacja w Polsce 8,6%

Poznaliśmy dzisiaj finalne dane na temat inflacji w Polsce za grudzień. Osoby bagatelizujące wstępny odczyt, tłumacząc, że to nie są oficjalne dane, straciły właśnie argument, gdyż finalnie wynik jest dokładnie taki sam jak wstępny. Sytuacja ta stwarza wyraźne pole do dalszych wzrostów stóp procentowych. Od zeszłego tygodnia, kiedy to poprzedni raz wzrosły stopy procentowe, WIBOR, czyli międzybankowa stopa procentowa, rośnie niemal codziennie. Pokazuje to, że analitycy spodziewają się kolejnych podwyżek stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Źle się dzieje w państwie nasdaqckim

Po trzech wzrostowych sesjach Nasdaq-a z poniedziałku, wtorku i środy mogło się wydawać, że nerwowa sytuacja w tym segmencie amerykańskiego rynku akcji została opanowana. Przebieg czwartkowej sesji chyba jednak rozwiał to wrażenie. Nasdaq Composite ponownie silnie spadł tracąc 2,51 proc. i kasując całość zysków z dwóch poprzednich sesji.

Takie zachowanie tego indeksu wydaje się o tyle istotne, że słabość z przełomu poprzedniego i obecnego tygodnia doprowadziła do przełamania dolnego ograniczenia bardzo pięknego (oczywiście w skali logarytmicznej) kanału trendu wzrostowego, które można poprowadzić przez dołki indeksu z marca, maja, października i grudnia ub.r. W takim ujęciu te 3 sesje wzrostowe z początku tego tygodnia to był jedynie klasyczny ruch powrotny do przełamanej linii trendu wzrostowego, poprzedzający wznowienie trendu spadkowego. Oczywiście nawet jeśli ta interpretacja zachowania wykresu Nasdaq Composite jest poprawna, nie należy z tego wyciągać na razie jakichś bardzo dramatycznych wniosków. Zwyczajowy ruch po wybiciu się w dół z kanału trendu wzrostowego powinien mieć skalę równą mniej więcej szerokości tego kanału. W tym przypadku mniej więcej 9-10 proc. W obecnych realiach spadek o szerokość opuszczonego dołem kanału trendu wzrostowego oznaczałaby zejście indeksu w najbliższych dniach do poziomu ok. 13900. No a tak się fajnie składa, że w okolicach poziomu 14200 mamy na Nasdaq Composite bardzo mocne wsparcie wyznaczane przez szczyty z lutego i kwietnia 2021 oraz dołki z lipca i października 2021. Można próbować spekulować, że w tamtych okolicach krótkoterminowa słabość tego rynku mogłaby się wyczerpać i mogłoby dojść do rozpoczęcia tworzenia się prawego ramienia domniemanej formacji głowy z ramionami rozpoczętej w czerwcu ub.r. (szczyt lewego ramienia we wrześniu 2021, szczyt głowy w listopadzie 2021, szczyt prawego ramienia – w okolicach 15300 pkt? – w lutym?).

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Inflacja szaleje

Inflacja jest obecnie jednym z głównych tematów w światowej gospodarce. Jej wzrost niepokoi praktycznie wszystkie rozwinięte kraje na świecie. Z wysoką inflacją walczą nie tylko kraje UE, ale również np. Stany Zjednoczone. W USA inflacja wzrosła w grudniu do 7%, przekraczając nawet oczekiwania rynkowe i notując też najwyższy wynik od 1982 r. Wzrost poziomu cen w USA wynika głównie z rosnących cen żywności i energii. Widać zatem, że choć tempo wzrostu cen w Polsce jest naprawdę niezwykle szybkie, to przyspieszająca inflacja dotyka praktycznie każdej gospodarki na świecie. Dla porównania, grudniowa inflacja mierzona zharmonizowanym CPI wyniosła 5% w strefie euro. W Polsce ceny wzrosły jeszcze mocniej, bo o 8,6%.

Wśród tematów, o których warto wspomnieć w tym miesiącu, jest produkcja przemysłowa w strefie euro, która wzrosła w listopadzie o 2,3% w skali miesiąca. W porównaniu do wyniku w skali rocznej, gdzie spadła o 1,5 %, można zauważyć, że dynamika przemysłu w krajach strefy euro pozostaje daleko w tyle za Polską.

Złoty umocnił się w tym tygodniu wobec euro i w piątek rano oscylował w okolicach 4,54 PLN/EUR. Natomiast główna waluta europejska zdołała się umocnić w stosunku do dolara i na koniec tygodnia eurodolar oscylował na poziomie 1,147 USD/EUR.

Magdalena Peterko, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Omikron wysyła tysiące pracowników na chorobowe

Omikron, coraz popularniejszy na świecie wariant wirusa Covid-19, wywołuje znacznie mniej hospitalizacji. Jednak dla gospodarek jest bardzo groźny, bo wysyła na izolację lub chorobowe setki tysięcy pracowników. Niedługo może to dotknąć Polskę, a także Chiny, gdzie ekspansja Omikronu może wywołać globalne braki w dostawach importowanych z tego kraju produktów.

W USA Omikron odpowiadał w ostatnim tygodniu za 98,3 proc. wszystkich nowych przypadków Covid-19 (według danych CDC). Widać, że w szybkim tempie wypiera on wariant Delta i pozostałe mutacje koronawirusa. Podobnie w Wielkiej Brytanii już w ostatnim tygodniu 2021 roku udział tego wariantu we wszystkich zakażeniach wynosił ponad 80 proc. W Polsce obecnie udział wariantu Omikron według oficjalnych statystyk to 8,5 proc. wszystkich zakażeń. Jednak z uwagi na małą liczbę testów, jest to prawdopodobnie wartość niedoszacowana. Epidemiolodzy zakładają, że już po 20 stycznia udział Omikrona powinien zacząć szybko rosnąć.

Omikron powoduje znacząco większą liczbę zakażeń, przy jednocześnie mniejszej liczbie hospitalizacji. W praktyce oznacza to, że mniej obciąża systemy ochrony zdrowia, jednak pozostaje zagrożeniem dla biznesu, który musi sobie radzić z poważnymi brakami personelu. W USA problemy z pracownikami na chorobowym dotyczą obecnie większości branż, jednak najbardziej narażone są ochrona zdrowia, handel, linie lotnicze oraz przemysł. Wszędzie tam, gdzie pracownicy w dużej liczbie kontaktują się z klientami i ze sobą, Omikron wywołuje problemy. Na możliwość opóźnień w dostawach z powodu braku personelu uwagę zwraca także amerykańska poczta i firmy kurierskie.

To problemy, które mogą odbić się na wynikach amerykańskiej gospodarki w I kwartale tego roku. Warto jednak pamiętać, że przewidywania co do wyników finansowych spółek są obecnie mocno niedoszacowane. I nawet problemy z Omikronem nie powinny zagrozić przebiciu obecnych prognoz wynikowych. Intensywne rozprzestrzenianie się Omikrona daje też nadzieję na szybsze zdobycie przez społeczeństwa odporności populacyjnej, co może przyspieszyć koniec pandemii.

Obawy w zawiązku z ekspansją Omikronu budzi natomiast sytuacja w Chinach, gdzie większość osób zaszczepiona jest preparatami, które nie zabezpieczają w odpowiedni sposób przeciwko temu wariantowi. Do tego stosowana dotychczas zasada „zero-covid” powoduje, że społeczeństwo nie mające dotychczas szerszego kontaktu z wirusem, pozostaje szczególnie podatne na zakażenia. Gdyby doszło do rozwoju epidemii Omikronu w Chinach, które są największym światowym eksporterem, byłoby to poważnym problemem dla całej światowej gospodarki. I mogłoby wywołać niedobór na świecie bardzo wielu produktów. Warto więc dokładnie przyglądać się sytuacji w Chinach w najbliższych miesiącach.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Co 7 minut zatrzymywany jest do kontroli nietrzeźwy kierowca. Teraz zapłaci za to nawet 600 razy więcej

W ubiegłym roku policja zatrzymała prawie 12% więcej nietrzeźwych kierowców niż w 2020 roku. Problem alkoholu za kierownicą rośnie z każdym rokiem. Kierujący pod wpływem środków odurzających muszą liczyć się z tym, że od tego roku kodeks drogowy będzie dla nich bezlitosny.

Choć wypadków drogowych i ich ofiar z roku na rok jest coraz mniej, to dane policyjne z ostatnich lat pokazują, że jedna liczba wzrasta. Jest nią liczba zatrzymanych nietrzeźwych kierowców. Problem dostrzegli rządzący i wypowiedzieli wojnę kierowcom pod wpływem alkoholu. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali dane dotyczące tej grupy kierowców oraz sprawdzili, jakie kary grożą im w 2022 roku.

Ponad 8 tys. więcej pijanych kierowców

Dokładnie co 6.7 minuty w ubiegłym roku zatrzymywano nietrzeźwego kierowcę do kontroli. To łącznie daje 78436 kierujących pod wpływem alkoholu. W ubiegłym roku było ich 11,8% mniej. Wpływ na to mógł mieć mniejszy ruch na polskich drogach na przełomie I i II kwartału spowodowany lockdownem. Jednak względem 2019 roku było ich o ponad 2% więcej, a względem 2018 roku ponad 9% więcej.Zatrzymani nietrzeźwi kierowcy

Mniej tragicznych wypadków

Choć alkohol za kółkiem pozostaje problemem, to policyjne statystyki dostarczają pozytywnych danych w kontekście wypadków drogowych. Z każdym rokiem zmniejsza się bowiem liczba wypadków oraz osób w nich poszkodowanych i zabitych. Jeszcze 3 lata temu na polskich drogach dochodziło do 27% więcej wypadków, w których ginęło 20% więcej osób i 30% więcej ich uczestników odnosiło obrażenia.Statystyki wypadkowe

Nawet 600 razy większa kara za „jazdę na podwójnym gazie”

Nietrzeźwi kierowcy od zeszłego roku są na celowniku rządzących. Planowane przez nich zmiany w kodeksie karnym i drogowym mocno uderzą w tych, którzy zdecydują się prowadzić po użyciu alkoholu i w stanie nietrzeźwości. Osoba po użyciu alkoholu ma we krwi od 0,2 do 0,5 prom. alkoholu. W przypadku badania alkomatem oznacza to wynik od 0,1 do 0,25 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza. Przy wyższych wskaźnikach obecności alkoholu w organizmie, mówimy już o nietrzeźwości.

Część zmian w prawie już funkcjonuje. Kierowcy po użyciu alkoholu, mogą spodziewać się mandatu nie mniejszego niż 2500 zł. Jednak sąd może nałożyć na nich grzywnę o wysokości nawet 30 tys. zł. Wcześniej widełki dla takich osób wynosiły od 50 zł do 5000 zł. Dodatkową karą pozostaje niezmiennie zakaz prowadzenia pojazdów od 6 miesięcy do 3 lat. Należy także pamiętać, że uzależnienie cen OC od zdobytych punktów karnych będzie kolejnym elementem reperkusji – wyjaśnia Stefania Stuglik, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Na razie kary za jazdę w stanie nietrzeźwości pozostają bez zmian. Kierowcą grozi za taki czyn do 2 lat pozbawienia wolności, sankcja na rzecz Funduszu Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości minimum 5000 zł, grzywna zależna od dochodów sprawcy (od 10 do 540 stawek dziennych) oraz zakaz prowadzenia pojazdów na co najmniej 3 lata. Jednak istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że i te kary zostaną zaostrzone.

To nie koniec zmian

Rząd proceduje dalsze zmiany w prawie, których możemy spodziewać się w najbliższej przyszłości. Są one wymierzone szczególnie w skrajnie nieodpowiedzialnych kierowców. Zgodnie z nimi kierowcy, u których wykryto 1,5 promila alkoholu we krwi lub więcej, będą musieli liczyć się dodatkowo z konfiskatą pojazdu, albo jego równowartości pieniężnej, jeśli należy do innej osoby. Podobne reperkusje czekają tych, którzy spowodują wypadek, mając 1 promil alkoholu we krwi.

Przede wszystkim rozwaga

Nawet najmniejsze ilości alkoholu w organizmie mogą pogorszyć zdolność do prowadzenia pojazdu i oceny sytuacji. W krytycznym momencie może to zaważyć na czyimś zdrowiu lub życiu. W 2020 roku liczba osób, które zginęły w wypadku drogowym z winy nietrzeźwego kierowcy, wzrosła o 12,5%. Ciągle czekamy na roczny raport policji, aby dowiedzieć się, czy 2021 rok przyniósł poprawę w tej kwestii. Raport NIK sprzed 3 miesięcy weryfikujący realizację Narodowego Programu Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w latach 2013 – 2020 również dał niepokojące wnioski. W 2017 roku co 160 zatrzymany kierujący był w stanie wskazującym na spożycie alkoholu lub w stanie nietrzeźwości. W 2020 roku był to już co 70 kierujący.

Spadek sprzedaży mieszkań na rynku wtórnym. Rynek pierwotny w górę

Polacy wciąż kupują więcej mieszkań z drugiej ręki niż nowych od deweloperów. Wskutek pandemii COVID-19 zwiększył się jednak udział rynku pierwotnego w sprzedaży mieszkań. Portal GetHome.pl przeanalizował najnowszy raport GUS w tej sprawie.

Dopiero teraz GUS opublikował raport „Obrót nieruchomościami w 2020 r.”, w którym podanych jest wiele szczegółowych danych dotyczących m.in. transakcji kupna-sprzedaży mieszkań. Niektórych z tych danych raczej nikt się nie spodziewał. – Owszem spodziewaliśmy się spadku sprzedaży mieszkań wskutek wybuchu pandemii Covid-19 w 2020 r. W lipcu 2021 r. GUS potwierdził to w komunikacie. Poinformował w nim o przeszło 2% spadku liczby transakcji dotyczących „nieruchomości lokalowych”. Teraz okazało się, że w przypadku samych lokali mieszkalnych spadek sprzedaży był głębszy, ale dotknął wyłącznie rynku wtórnego – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

GUS podał, że w 2020 r. właścicieli zmieniło 199,3 tys. mieszkań. Było ich więc o 5% mniej niż rok wcześniej.

Wykres 1

Za niespodziankę można jednak uznać fakt, że deweloperzy zawarli więcej umów notarialnych przenoszących własność mieszkań niż przed pandemią. Należy jednak wziąć pod uwagę, że na ogół było to finalizowanie wcześniejszych umów deweloperskich. Tych deweloperzy zawarli zaś w 2020 r. mniej. Faktem jest, że skutki pandemii były o wiele dotkliwsze dla rynku wtórnego. GUS odnotował bowiem aż 11% spadek liczby zawartych transakcji kupna-sprzedaży.Wykres 2

W efekcie wyraźnie spadł ich udział w łącznej liczbie transakcji. Wcześniej na rynek wtórny przypadało 62% sprzedanych mieszkań. W 2020 r. ich udział stopniał do 58%.  – Najprawdopodobniej jest to także efektem rosnącej podaży mieszkań na rynku pierwotnym. Aż trudno w to uwierzyć, ale w ciągu ostatniej dekady deweloperzy zwiększyli produkcję mieszkań o ponad 140%! – mówi Marek Wielgo.Wykres 3

I dodaje, że w niektórych województwach, m.in. w małopolskim i wielkopolskim, już w 2020 r. rynek pierwotny był większy od rynku wtórnego pod względem liczby zawieranych transakcji.Wykres 4

Na forach internetowych można znaleźć mnóstwo komentarzy i opinii na ten temat. Internauci najczęściej podkreślają, że na rynku wtórnym częściej oferowane są mieszkania na starszych osiedlach z dobrze rozwiniętą infrastrukturą i komunikacją. Mieszkańcy mają więc w zasięgu ręki m.in. sklepy, punkty usługowe, a także przedszkole, szkołę, aptekę czy ośrodek zdrowia. Ponadto na starych osiedlach przestrzenie między budynkami są zwykle dużo większe i zadrzewione.

Internauci zwracają także uwagę, że kupując używane mieszkanie można uniknąć kłopotliwego sąsiedztwa. Z drugiej strony, w starych blokach, dużo mniejsze są możliwości aranżacji wnętrz, a najczęściej nie ma takiej możliwości. W budynku często nie ma windy. Brakuje miejsc parkingowych, a zaparkowanie auta na ulicy coraz częściej graniczy z cudem. Tego typu wad nie mają nowe mieszkania. Do tego ich ogromną zaletą jest możliwość indywidualnego rozliczania kosztów ogrzewania oraz wody i ścieków.

Oczywiście internauci często krytykują deweloperów np. za zbyt zagęszczoną zabudowę nowych osiedli. Tyle tylko, że o decyzji zakupowej decydują najczęściej ceny mieszkań i możliwości finansowe kupujących – zauważa Marek Wielgo. Z danych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w Warszawie, Krakowie i Gdańsku, czyli w miastach, w których deweloperzy budują najwięcej mieszkań, ich średnie ceny ofertowe są niższe niż kupowanych z drugiej ręki.Wykres 5

Statystyki GUS dotyczące transakcji mieszkaniowych w 2021 r. poznamy dopiero za rok. Z pewnością było ich jednak więcej niż rok wcześniej, a kwestią otwartą pozostaje jedynie kwestia, o ile. Wiele też wskazuje na to, że powiększył się udział mieszkań kupowanych na rynku pierwotnym. Może o tym świadczyć największa w historii tego rynku aktywność inwestycyjna firm deweloperskich, także w mniejszych miastach – ocenia Marek Wielgo.

Zwraca uwagę, że w ciągu ostatniej dekady liczba zawartych w naszym kraju transakcji mieszkaniowych zwiększyła się przeszło trzykrotnie! Co ciekawe, dane GUS z roku 2010 i 2020 wskazują, które regiony rozwijały się w tym okresie szybciej, a które wolniej.Wykres 6

Mieszkania najchętniej kupowane są tam, gdzie jest praca i perspektywa rosnących zarobków. Nie dziwi więc olbrzymi wzrost liczby transakcji w województwach mazowieckim, małopolskim czy dolnośląskim, a ściślej głównie w stolicach tych województw. W efekcie najwyższe są tam również ceny mieszkań – wyjaśnia ekspert GetHome.pl.Wykres 7

Euler Hermes: Gospodarka światowa rośnie, a wpływ pandemii na nią maleje

Euler Hermes przedstawia raport „Nie patrz w górę” (w załączeniu w jez. angielskim) z badań ekonomicznych i stworzonych na ich podstawie prognoz dotyczących rozwoju bieżącej sytuacji gospodarczej na świecie. Globalny wzrost gospodarczy powinien pozostać silny, ale wzrost będzie nierównomierny – z rosnącą rozbieżnością pomiędzy gospodarkami rozwiniętymi i wschodzącymi. Stąd tytuł, nawiązujący do znanego filmu – dynamika wzrostu może sprawić, że nie będziemy mogli patrzeć w górę podczas obecnej fazy ożywienia

Główne tezy:

  • Malejący wpływ pandemii – kolejnej mutacji na światową gospodarkę. Niepewność związana z omikronem może zmniejszyć wzrost PKB gospodarek rozwiniętych w I kwartale br. (tylko) o -0,3 pkt proc., ale zwiększy zakłócenia w zakresie warunków pracy i globalnego handlu
  • Globalny handel ponownie rozwija się powyżej długoterminowej średniej, handel w ujęciu ilościowym wzrośnie o +5,4% w 2022 r. i +4,0% w 2023 r., zakłócenia i presja kosztowa na wysokim poziomie utrzymają się jedynie w perspektywie krótkoterminowej – utrata wartości dodanej w ciągu 2 do 4 miesięcy w sektorach bez możliwości telepracy lub (oraz) dotkniętych wzrostem inflacji z powodu braku dostaw z Chin (przyczyna 1/3 podwyższonej inflacji)
  • Gospodarki rozwinięte będą nadal napędzać ponad połowę globalnego wzrostu PKB (+2,2pp w 2022 r. i +1,6pp w 2023 r.), podczas gdy rynki wschodzące pozostaną w tyle – po raz pierwszy od czasu globalnego kryzysu finansowego (GFC) z lat 2007-2008
  • Rosnąca rozbieżność pomiędzy krajami wysokorozwiniętymi a wschodzącymi jest w dużym stopniu skutkiem ubocznym większego odpływu kapitału i zmienności kursów walutowych w miarę jak USA zaczną zaostrzać warunki finansowania, a także w rezultacie szybszego i głębszego zacieśniania polityki gospodarczej przez gospodarki wschodzące w porównaniu do krajów wysokorozwiniętych
  • Wysoki poziom inflacji do końca pierwszej połowy 2022 r. – wyhamuje ona w tym roku w miarę utrwalania się ożywienia gospodarczego, głównie ze względu na stopniowe wycofywanie się czynników przejściowych, zanikanie efektów nadrabiania zaległości w popycie na towary oraz spadku cen energii w drugiej połowie roku
  • Wzrost podstawowych stóp procentowych ogranicza ożywienie na rynkach wschodzących (realny PKB Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie o +3,3% w 2022 r. i +3,4% w 2023 r. po +5,6% w 2021 r.), ale ich skuteczność w ujarzmianiu inflacji jest ograniczona, Oczekujemy podniesienia podstawowych stóp procentowych w Polsce w 2022 roku do 3% (wobec 3,5% na Węgrzech, 4% w Czechach, 4,5% w Rumunii i 6,5% w Rosji)
  • Polskapodobnie jak pozostałe kraje z Grupy Wyszehradzkiej ma możliwość (z powodu umiarkowanego zadłużenia) utrzymania polityki wsparcia i wolniejszego zaostrzania polityki fiskalnej w porównaniu do pozostałych gospodarek wschodzących

Globalny wzrost powinien pozostać silny, ale nierównomierny, z rosnącą rozbieżnością pomiędzy gospodarkami rozwiniętymi i wschodzącymi. Oczekujemy, że niepewność związana z omikronem może zmniejszyć (tylko) do -0,3 pkt proc. wzrost PKB w gospodarkach rozwiniętych w I kwartale, ale zwiększy zakłócenia w zakresie warunków pracy i globalnego handlu. Gospodarki rozwinięte będą nadal napędzać ponad połowę globalnego wzrostu PKB (+2,2pp w 2022 r. i +1,6pp w 2023 r.), podczas gdy rynki wschodzące pozostaną w tyle – po raz pierwszy od czasu globalnego kryzysu finansowego (GFC). Nasza prognoza PKB na 2022 r. pozostaje zasadniczo niezmieniona, przy czym strefa euro i USA mają wzrosnąć odpowiednio o +4,1% i +3,9%, podczas gdy wzrost w Chinach spowolni do +5,2% niosąc negatywne skutki uboczne dla rynków wschodzących, których ożywienie będzie płytsze w porównaniu z kryzysami w przeszłości.

Co może pójść nie tak?

Pomimo pojawienia się kolejnej mutacji Covid-19, wpływ pandemii na gospodarkę generalnie słabnie. Szacujemy, że potencjalne zakłócenia na rynkach pracy spowodowane restrykcjami sanitarnymi mogą zagrozić 2-3% wartości dodanej w zaawansowanych gospodarkach. Ponadto, zaostrzenie warunków finansowych lub przedwczesne wycofanie wsparcia politycznego mogłoby osłabić ożywienie gospodarcze i zwiększyć podatność sektora prywatnego i publicznego na zagrożenia, co w niektórych krajach może wywołać efekt krawędzi klifu. Większe rozbieżności w normalizacji polityki fiskalnej i monetarnej w poszczególnych krajach mogłyby jeszcze bardziej zwiększyć nierównowagę i zakłócić ożywienie handlu międzynarodowego. Biorąc pod uwagę rosnące rozbieżności między kursem polityki monetarnej i fiskalnej w Europie i USA, rośnie ryzyko oddzielenia płatności od produkcji, co może doprowadzić do zakłóceń na rynku kapitałowym. Efekty uboczne wyższych odpływów kapitału i zmienności kursów walut, gdy Stany Zjednoczone zaczynają zacieśniać warunki finansowania, kryzys walutowy (w dużej mierze) spowodowany przez Turcję i rosnąca niepewność co do konsekwencji spowolnienia popytu zewnętrznego z Chin mogą zaważyć na perspektywach dla rynków wschodzących.

Wszechobecna nierównowaga podażowo-popytowa utrzyma wysoki poziom inflacji do końca pierwszej połowy 2022 r. zarówno na rynkach rozwiniętych, jak i wschodzących. Inflacja prawdopodobnie wyhamuje w tym roku w miarę utrwalania się ożywienia gospodarczego, głównie ze względu na stopniowe wycofywanie się czynników przejściowych, zanikanie efektów nadrabiania zaległości w popycie na towary oraz spadek cen energii w drugiej połowie roku. Wobec utrzymującej się niepewności co do skali i czasu trwania presji inflacyjnej, banki centralne zmieniają nastawienie do polityki pieniężnej na bardziej jastrzębie, aby zapobiec utrwaleniu się inflacji w oczekiwaniach. Impuls fiskalny w Europie będzie w tym roku silniejszy niż w USA, ale szybko osłabnie, ponieważ większość krajów rozpoczyna ścieżkę konsolidacji (finansów). Większość krajów rynków wschodzących zmniejsza deficyty budżetowe i odbudowuje przestrzeń fiskalną, ale eksporterzy surowców pozostają wrażliwi na spowolnienie popytu zewnętrznego ze strony Chin.

Gospodarki wschodzące – i Polska (oraz Europa Środkowa) na ich tle

Większość gospodarek rynków wschodzących z powodzeniem zmniejsza bieżącą nierównowagę fiskalną dzięki wyższym dochodom i odradzającym się przepływom przekazów pieniężnych. Dług publiczny gospodarek wschodzących w tym roku nadal będzie rósł, ale w mniejszym stopniu niż podczas poprzednich fal Covid-19 w latach 2020 i 2021 (w ubiegłym roku wyjątkiem były np. Czechy, Słowacja i Łotwa – tam deficyt budżetowy rósł w 2021 szybciej niż w 2020 roku). Tym niemniej powracająca nierównowaga budżetowa, materializacja zobowiązań warunkowych (z tytułu m.in. pożyczek gwarantowanych przez państwo), ale także rosnące koszty obsługi zadłużenia w środowisku wyższych stóp procentowych spowodują wzrost poziomu zadłużenia gospodarek wschodzących.

Zwiększenie się spreadów obligacji państwowych rynków wschodzących w 2021 r.

Zwiększenie się spreadów obligacji państwowych rynków wschodzących
Źródła: Refinitiv, Bloomberg, Allianz Research – Dział Badań Ekonomicznych Allianz

Źródła: Refinitiv, Bloomberg, Allianz Research – Dział Badań Ekonomicznych Allianz

Podobnie jak w 2013 r., oczekiwania wyższej presji walutowej i taperingu ze strony USA (ograniczenia skupu obligacji przez bank centralny – wzrost ich rentowności) spowodowało większą zmienność spreadów obligacji krajów rozwijających się, czyli wyższą wycenę ich ryzyka walutowego. Polska pod względem wyceny ryzyka walutowego w postaci spreadu obligacji w 2021 wypadała dobrze na tle wielu innych krajów.

Rosnące w tym roku stopy procentowe spowolnią ożywienie na rynkach wschodzących, ale ich skuteczność w ograniczaniu inflacji będzie ograniczona. Doświadczenia krajów, które wcześniej rozpoczęły cykle zacieśniania polityki pieniężnej w Ameryce Łacińskiej i Europie Wschodniej, wskazują, że choć rosnące stopy procentowe pomogły ustabilizować kursy walutowe (a tym samym ograniczyć przenoszenie się wyższych cen importu), to nie zdołały dotychczas powstrzymać presji inflacyjnej. Mimo to spodziewamy się, iż główne gospodarki Europy Wschodzącej spoza strefy euro będą (nadal) podnosić swoje stopy procentowe a polityka pieniężna będzie w dalszym ciągu zacieśniana, ponieważ była nieco opóźniona, zwłaszcza w Europie Środkowej. Oczekujemy, iż inflacja osiągnie najwyższy poziom w pierwszym kwartale 2022 r., a następnie będzie stopniowo spadała.

Węgierski forint i polski złoty to waluty, które najbardziej straciły na wartości w stosunku do euro, częściowo z powodu napięć w stosunkach z UE. Ogólnie rzecz biorąc, banki centralne były aktywne w podnoszeniu stóp procentowych i walce z inflacją, co w przypadku Polski i Węgier oznaczało pierwsze podwyżki od 2012 roku. Warto zwrócić uwagę na przypadek korony czeskiej, która szczególnie dobrze radziła sobie w 2021 r., a w 2022 r. może nawet przekroczyć barierę 25 CZK za EUR. Kursy walut państw członkowskich UE powinny pozostać zasadniczo stabilne w 2022 r., jedynie waluty rumuńska i węgierska są w pewnym stopniu narażone na taper tantrum (nawiązanie do panicznej reakcji w 2013 – gwałtownego wzrostu oprocentowania obligacji rządowych w reakcji na ograniczenie zakupów obligacji rządowych przez bank centralny).  Mimo to krzywe forward wskazują na ostrożną deprecjację w 2022 roku, która może być większa na Węgrzech i w Rumunii niż w Polsce i Czechach.

Deprecjacja walut krajów Europy środkowo-Wschodniej względem EUR (krzywe forward )

Deprecjacja walut krajów Europy środkowo-Wschodniej względem EUR
Źródła: Refinitiv, Allianz Research – Dział Badań Ekonomicznych Allianz

Rozwój Europy Środkowo Wschodniej w wolniejszym tempie – oczekujemy, że realny PKB Europy Środkowo-Wschodniej wzrośnie o +3,3% w 2022 r. i +3,4% w 2023 r. (po +5,6% w 2021 r.). Wsparcie polityczne będzie stopniowo wycofywane, chociaż gospodarki o umiarkowanym zadłużeniu (np. Czechy, Polska, Słowacja, Rosja) mogą je kontynuować, jeśli i jeśli zajdzie taka potrzeba. Jednocześnie członkowie UE mogą korzystać z finansowania w ramach UOIG, co mogłoby podnieść roczny wzrost realnego PKB w latach 2022-2023  o +0,25 punktu procentowego.

Epoka bota. Wirtualni asystenci będą jednym z kluczowych trendów technologicznych najbliższych lat

Jeżeli ktoś myśli, że wirtualni asystenci są pomocni tylko w niektórych i wąskich obszarach, szybko powinien zrewidować swój stosunek do botów. Eksperci nie mają złudzeń: obsługę klienta czekają spore zmiany. Wszystko za sprawą technologii conversational AI.

Analitycy firmy badawczej Gartner przewidują, że do połowy dekady co drugi pracownik umysłowy codziennie będzie korzystał z pomocy wirtualnego asystenta. Dla porównania, w 2019 ze wsparcia bota korzystał raptem co pięćdziesiąty. Szczególnie szybko rozwijał się będzie kanał głosowy. Eksperci Gartnera uważają, że w 2023 jedna na cztery interakcje pracowników z botami będzie oparta na komunikacji głosowej. – Wirtualni asystenci są najbardziej pionierską formą automatyzacji. Korzystając z zaawansowanego przetwarzania języka naturalnego, cyfrowy kompan może analizować wszystko, co zostało powiedziane lub wpisane i przy odpowiednio zbudowanej oraz zarządzanej bazie wiedzy jest w stanie wykorzystać to do sformułowania poprawnej odpowiedzi. Interakcje z wirtualnym asystentem staną się spersonalizowanym doświadczeniem, które spełnia indywidualne potrzeby – tłumaczy Wojtek Stramski z funduszu Deep Change Ventures. Nic dziwnego, że boty coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w biznesie. Najlepiej widać to po budżetach, które w coraz większym stopniu są alokowane w technologie głosowe.

Głos wart miliardy

Tylko w 2021 roku globalne wydatki na technologie łączące przetwarzanie języka naturalnego (NLP) z uczeniem maszynowym (ML) wyniosły łącznie 6,8 mld USD. Jednocześnie eksperci z firmy doradczej Markets&Markets zapowiadają, że to dopiero początek, a boom na technologie głosowe w biznesie rozpocznie się lada moment i potrwa przynajmniej 5 lat. W tym czasie rynek będzie rósł każdego roku w zawrotnym tempie na poziomie 21,8%. Jeżeli prognozy się potwierdzą, za pięć lat sektor ten będzie wart  niemal 3 razy tyle ile w tym roku, czyli aż 18,4 mld USD. – W dzisiejszym świecie często wchodzimy w interakcje z wirtualnymi asystentami, ba, czasem zdarza się, że nawet nie zdajemy sobie sprawy z faktu, że mamy do czynienia z voicebotem – mówi Wojtek Stramski i dodaje: – Upowszechnienie tej technologii podniesie poziom dostępu do informacji, zapewni zdecydowanie wyższy poziom obsługi, a przy okazji, jako wisienka na torcie, pomoże w redukcji kosztów obsługi. Jednak warto dodać, że voiceboty nie zastąpią ludzi, zarówno na poziomie emocjonalnym, jak i z punktu widzenia rozwiązywania bardziej złożonych problemów – tłumaczy CEO polskiego funduszu venture capital.

Czas na czat

Adopcja rozwiązań konwersacyjnych wzrasta we wszystkich sektorach, zarówno w ujęciu prywatnym, jak i publicznym. Norweski Urząd Pracy i Opieki Społecznej z powodzeniem zautomatyzował ponad 270 000 zapytań w szczytowym momencie pierwszej fali pandemii. Firma Silvercar, zajmująca się wynajmem luksusowych samochodów marki Audi, wdrożyła wirtualnego agenta, z którym kontaktowali się klienci chcący wypożyczyć pojazd premium. Jeden z czołowych banków w Norwegii, Sparebank 1 SR-Bank, wdrożył bota, który obsługiwał wnioski o odroczenie spłaty kredytu mieszkaniowego. – Do niedawna obsługa klienta opierała się i utożsamiana była z człowiekiem. Technologia mogła usprawniać pracę, ale nie wychodziła poza pewne ramy. Było to spowodowane technicznymi ograniczeniami. Jednak wraz z postępem w wykorzystaniu Sztucznej Inteligencji, firmy coraz częściej skłaniają się ku tej technologii. Poziom obsługi jest wysoki, a nad kosztami łatwiej zapanować, w końcu bot nie przychodzi po podwyżkę, nie choruje, nie składa wypowiedzenia, nie pracuje „po godzinach”. W księgowości mają do rozliczenia tylko jedną pozycję: opłatę licencyjną, bo większość rozwiązań realizowanych jest w modelu SaaS  – tłumaczy CEO Deep Change Ventures. Z analiz Capgemini wynika, że większość firm (3/4) posiadających voicebota widzi wymierne korzyści finansowe z wdrożenia asystenta głosowego. Dzięki technologii, koszt obsługi klienta spadł o ponad 20%.  – Dzięki automatyzacji biznes osiągnie wyższą wydajność i efektywność. Przede wszystkim dlatego, że technologia zajmie się powtarzalnymi czynnościami, które są uciążliwe dla ludzi i często są główną przyczyną dużej rotacji w branży contact center. Nie możemy zapominać o zmieniającym się modelu obsługi klienta. Model 24/7, nie jest dziś opcją a obowiązkiem. Firmy, które tego modelu nie posiadają, wypadną z gry – kończy Stramski. Sztuczna inteligencja na pewno nie będzie się nudzić, bo jak podaje firma LivePerson, na całym świecie w centrach kontaktowych odbywa się około 57 miliardów rozmów rocznie, które kosztują 1,2 biliona dolarów.

Badania HubSpot pokazują, że konsumenci nie potrafią odróżnić, kiedy mają do czynienia z botem, a kiedy z człowiekiem. Tylko 37%  pytanych konsumentów deklaruje, że jest w stanie odgadnąć, kiedy prowadzi konwersację z botem. Pozostali (63%), nie odczuwają różnicy. Co to oznacza? Wojtek Stramski uważa, że to najlepsze świadectwo wystawione twórcom wirtualnych asystentów. – Aktualnie tworzenie botów stoi na bardzo wysokim poziomie, dzięki czemu doskonale radzą sobie one w obsłudze klienta. Już dziś większość z nas nie odczuwa strachu przed technologią. Mam nadzieję, że rozprawimy się raz na zawsze z mitem, że IT zabierze ludziom pracę. Co najwyżej zabierze nudne, monotonne i frustrujące zajęcia, których przecież nikt nie lubi i pozwoli je zastąpić bardziej ekscytującymi i zadowalającymi czynnościami kwituje inwestor.

Rada Przedsiębiorczości apeluje do Rządu o odroczenie Polskiego Ładu

Pierwsze dni obowiązywania przepisów podatkowych Polskiego Ładu ujawniły szereg poważnych problemów związanych ze stosowaniem ich w praktyce. Okazało się, że nawet podatnicy zaliczani do beneficjentów nowych rozwiązań podatkowych, do momentu rozliczenia rocznego w 2023 r., muszą liczyć się z ponoszeniem zwiększonych obciążeń fiskalnych, a przedsiębiorcy – którzy są płatnikami podatku dochodowego – zostali nieoczekiwanie, z dnia na dzień obarczeni obowiązkiem podwójnego obliczania zaliczek oraz przebudowy dopiero co zmienionych systemów księgowo-płacowych.

Trzy pospieszne nowelizacje ustawy wprowadzone jeszcze przed 1 stycznia 2022 r., zaszyte w zmianach aktów prawnych zupełnie niezwiązanych z prawem podatkowym, nie wystarczyły do załatania luk w Polskim Ładzie – zarówno tych, które już się ujawniły, jak i tych, które nadal pozostają w ukryciu. Przedsiębiorcy i specjaliści podatkowi nie mają wątpliwości, że obecne problemy to dopiero początek. W ciągu kilku kolejnych tygodni czekają nas: obliczenie w nowym systemie i wypłata wynagrodzeń pozostałych grup pracowników, rozliczenie pierwszych zaliczek na PIT od dochodów przedsiębiorców oraz naliczenie i odprowadzenie składki zdrowotnej na nowych zasadach. Problemy interpretacyjne, pułapki i ryzyka dla podatników przy stosowaniu pozostałych przepisów, nawet tych, które wprowadzają dodatkowe ulgi, zaczną wychodzić na jaw dopiero w następnych miesiącach.

Wszystkie te problemy są efektem pośpiesznego procesu legislacyjnego, nieadekwatnych konsultacji społecznych oraz niezwykle krótkiego okresu vacatio legis. Tak głębokiej i daleko idącej zmiany w systemie podatkowym nie da się wprowadzać z dnia na dzień, bez czasu na
odpowiednie przygotowania po stronie nie tylko podatników, ale również administracji skarbowej. Obecny chaos wynika z odrzucenia dawno zgłaszanego przez przedsiębiorców postulatu, aby termin wejścia w życie ustawy podatkowej Polskiego Ładu przesunąć na 1 stycznia 2023 r.

W związku z powyższym, Rada Przedsiębiorczości, skupiająca największe organizacje przedsiębiorców w Polsce, apeluje do Rządu o pilne przygotowanie i przedłożenie do Sejmu projektu zmian legislacyjnych, które zawieszą stosowanie przepisów podatkowych Polskiego Ładu do dnia 1 stycznia 2023 r. oraz przywrócą do tego czasu w obrocie prawnym stosowanie dotychczasowych regulacji prawa podatkowego. W obliczu ryzyka związanego ze stosowaniem wadliwych przepisów Polskiego Ładu oraz szkodliwymi efektami chaotycznych prób ich pospiesznej naprawy, uważamy, że opóźnienie w ten sposób terminu wejścia w życie zmian podatkowych jest najlepszym rozwiązaniem w obecnej sytuacji.

Koniec mocnego dolara?

Dolar jest nadal mocny, ale perspektywy dla walut rynków wschodzących są już lepsze. Dla złotego istnieje jeden, bardzo negatywny scenariusz.

Rok na rynku walutowym rozpoczął się dość spokojnie. Dolar nadal jest mocny, ale to efekt tego, co stało się w drugiej połowie 2021 r.

Inwestorzy czekają na zacieśnienie polityki pieniężnej przez Fed. Rynek jest przekonany, że do tego dojdzie, ale otwarta pozostaje kwestia jak szybko do tego dojdzie i jak wysokie będą podwyżki stóp procentowych.

– Jednak rynki oczekują też bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej od innych banków centralnych, bo rynek walutowy jest jak moneta, która ma swoje dwie strony – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Najbliższe miesiące powinny być korzystne dla dolara, ale aby doszło do jego istotnego wzmocnienia, to zapowiedzi działań ze stront Fed musiałyby pójść o wiele dalej. Na to się jednak nie zanosi.

Jeżeli w połowie roku okaże się, że popyt się osłabi, globalna presja inflacyjna nieco się zmniejszy – to Fed może dojść do wniosku, że nie ma już potrzebny, aby tak silnie podnosić stopy procentowe.

To jest scenariusz przy którym powinny wzmacniać się waluty rynków wschodzących, ale w tych krajach, w których banki centralne będą podnosić stopy procentowe.

Rynek zakłada, że w Polsce podstawowa stopa procentowa wzrośnie za rok do co najmniej 4%. Dalsze podwyżki stóp powinny pomagać złotemu, zwłaszcza w początkowym okresie 2022 r.

– Najgorszy scenariusz dla złotego nie jest prawdopodobnie związany z tym co będzie działo się na rynkach globalnych – ocenia ekspert XTB. – Takim scenariuszem byłaby sytuacja, gdy rynek uznałby, że NBP i RPP odpuściły walkę z inflacją, zwłaszcza że inwestorzy świetnie pamiętają co ostatnio działo się z turecką lirą.

W połowie stycznia kurs dolara spadł poniżej poziomu 4 zł. Przebicie ponad ten poziom powinno być raczej epizodyczne.

– Do kupna dolara powinien okazać się atrakcyjny poziom 3,90 zł – dodaje P.Kwiecień. – Natomiast poziom w okolicach 4,20 zł będzie dobry, aby dolara się pozbywać.

Nastolatek przejął kontrolę nad 25 pojazdami Tesli. To precedens, który zmieni wymogi bezpieczeństwa pojazdów

David Colombo, 19-letni specjalista ds. cyberbezpieczeństwa z Niemiec, przejął kontrolę nad ponad 25 samochodami marki Tesla z 13 krajów, bez wiedzy ich właścicieli. Lukę na szczęście wykryła osoba, która na co dzień zajmuje się kwestiami bezpieczeństwa, a nie cyberprzestępca. Eksperci Check Point Software wskazują, że wydarzenie to może być punktem zwrotnym dla bezpieczeństwa cybernetycznego samochodów.

Jak się okazuje stojący za przejęciem samochodów David Colombo był w stanie podać dokładną lokalizację każdego samochodu, wyłączyć wszelkie zabezpieczenia, otworzyć okna i drzwi. Ekspert podkreślił jednak, że nie był w stanie kierować zhakowanymi samochodami Tesli. Zaznacza jednak, że bez problemu mógłby je ukraść, gdyby znajdował się w ich pobliżu.

– Fakt, że młody niemiecki haker, był w stanie włamać się do wielu samochodów Tesli, wywołuje szok w przemyśle motoryzacyjnym i budzi obawy o to, czy niezidentyfikowana osoba może dziś przejąć stery naszego pojazdu np. przy prędkości powyżej 100 km/h! ­I choć zagłębiając się w szczegóły, nie było to realne zagrożenie, to przypadek ten jest wart szczególnej uwagi. – mówi Lotem Finkelsteen, Szef działu wywiadu i badań nad zagrożeniami w Check Point Software Technologies.

Niemiecki ekspert potwierdził, że właściciele pojazdów nie mają pojęcia o tym, że ktoś przejął kontrolę nad ich samochodami. Nastolatek nie zdradził w jaki sposób udało mu się tego dokonać, podkreśla jednak, że nie jest to wina producenta, lecz właścicieli samochodów Tesla. Oprogramowanie aut jest w pełni sprawnie, jednak właściciele popełniają błędy, przez które dostęp do samochodów jest możliwy.

– Colombo twierdzi, że nie jest to strukturalna luka w Tesli, a właściciele samochodów powinni być w stanie zablokować jego dostęp. Zakwestionowałbym ten wniosek. Czy naprawdę powinniśmy oczekiwać od użytkowników, że będą znali konfigurację oprogramowania tak złożonego i wysoce zaawansowanego technicznie produktu, jakim jest nowoczesny samochód? Z pewnością samochody powinny być odpowiednio zabezpieczone już od momentu zakupu. Kierowca jednocześnie nie powinien mieć możliwości zezwolenia na zdalny dostęp do swojego pojazdu ani przez określone działanie, ani przez jego brak – wskazuje ekspert firmy Check Point Software Technologies.

Lotem Finkelsteen zwraca uwagę, iż przyjęcie założenia, że włamanie było spowodowane winą właścicieli, powoduje, że w przyszłości będziemy musieli brać na siebie dużą część odpowiedzialności za zabezpieczenie naszych pojazdów. – Użytkownicy oczekują, że producenci zapewnią im w pełni bezpieczny pojazd, lecz doświadczenie z cyberprzestrzeni podpowiada, że nie jest to coś, co można zagwarantować w 100%. To powoduje, że będziemy musieli przyjąć bardziej praktyczne podejście, by zapewnić ochronę przed cyberatakami naszym samochodom – dodaje Finkelsteen.

Skanska: Rynek biurowy z dobrymi perspektywami w 2022 roku

Miniony rok był dla rynku biurowego wymagającym okresem i sprawdzianem, z którego udało się jednak wyjść obronną ręką – ocenia Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezeska i CEO spółki biurowej Skanska w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W 2022 roku na jeszcze większym znaczeniu zyskają bezpieczne i nowoczesne miejsca do pracy, nowe technologie oraz – jeden z głównych, wciąż intensywnie analizowanych kierunków szeroko rozumianego biznesu – obszar ESG (Environmental, Social, Corporate Governance), związany z ładem środowiskowym, społecznym i korporacyjnym.

Popyt w górę, podaż w dół – rynek inwestycyjny

W 2022 roku oczekujemy poprawy rynku i krystalizowania się nowej normalności. Od marca 2020 roku minęło już sporo czasu. Pewne trendy czy zmiany są już bardzo dobrze widoczne. Bez żadnych wątpliwości możemy stwierdzić, że pandemia mocno wpłynęła na procesy inwestycyjne na rynku komercyjnym – zarówno po stronie deweloperów, jak i inwestorów – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezeska i CEO spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. – Z jednej strony, przez ostatnich 12 miesięcy obserwowaliśmy wzrost aktywności inwestorów. Coraz chętniej poszukują oni nowych produktów inwestycyjnych i mają coraz większe wymagania w zakresie jakości budynków, szczególnie pod kątem spełnienia kryteriów związanych z ESG. Z drugiej strony widzimy, że deweloperzy ostrożniej podchodzą do rozpoczynania budowy nowych projektów. Mamy więc sytuację, która doprowadzi w najbliższych 2-3 latach do luki podażowej szczególnie w największych miastach. Powodem będzie bardzo ograniczona liczba nowych budynków typu core assets, które te wysokie wymagania spełnią – dodaje Zawodna-Bijoch.

Kwestie związane z ESG będą miały coraz większy wpływ na decyzje inwestorów. Ma to związek nie tylko z coraz większą świadomością w zakresie zrównoważonego rozwoju i wpływu na środowisko, lecz także z wymogami dotyczącymi raportowania działalności w zakresie ESG. Strategie inwestycyjne będą ściśle związane z nabywaniem produktów oraz współpracą z firmami, które spełniają wymagania pod kątem środowiskowym, odpowiedzialności społecznej oraz ładu korporacyjnego. Będzie to miało istotny wpływ na kształtowanie się rynku nieruchomości w 2022 roku. Według raportu Global Capital Markets 2022 Investor Outlook opracowanego przez Colliers, rynek biurowy będzie jednym z trzech najchętniej wybieranych przez inwestorów w EMEA, obok sektora logistycznego oraz BTR/Multifamily.

Najemcy poszukują elastycznych rozwiązań

Kolejnym trendem, który będzie miał znaczenie, jest wzrost zapotrzebowania na elastyczne powierzchnie biurowe wśród najemców, dostosowane do dynamicznie zmieniających się modeli pracy. Mowa tu zarówno o tych podmiotach, które musiały opóźnić procesy decyzyjne ze względu na trwającą pandemię, ale również o firmach, które wybiorą ten region Europy jako destynację dla swoich nowych centrów usług. Coraz częściej można zaobserwować trend relokacji tego typu jednostek z dalszych offshorowych lokalizacji do tych postrzeganych jako bezpieczniejszy kierunek dla kontynuacji i rozwoju biznesu. Pod tym kątem państwa w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, z Polską na czele, są zdecydowanie mocnym punktem na mapie.

Jednym ze stymulatorów wzrostu tej branży jest rosnące zapotrzebowanie na usługi z obszaru IT przy modelach pracy hybrydowej, która w dłuższej perspektywie – i w pewnym zakresie – będzie kontynuowana. Zakres ten zależy od branży i konkretnej firmy. Co jednak ważne, nie wpływa to znacząco na zmniejszanie zapotrzebowania na fizyczną przestrzeń biurową. Potwierdzeniem tego jest rosnące zainteresowanie rozwiązaniami łączącymi tradycyjne biuro z przestrzeniami typu flex.

Najemcy poszukują elastycznych rozwiązań, dzięki którym dostosują przestrzeń biurową do bieżących potrzeb – zarówno całej firmy, jak i indywidualnych pracowników. Coraz więcej firm decyduje się na opcję biura w wersji core&flex, czyli połączenie tradycyjnej powierzchni biurowej z rozwiązaniami elastycznymi. To umożliwia dynamiczne zarządzanie przestrzenią. Niezależnie od wielkości biura, dziś powierzchnia musi być zaprojektowana tak, by można było ją wykorzystywać na wiele sposobów. Przykładem zmian są chociażby pokoje do pracy cichej, bardziej komfortowe od tradycyjnych, małych budek telefonicznych. Będą to raczej mikrobiura stanowiące część większej przestrzeni biurowej, gdzie można czuć się komfortowo, chociażby uczestnicząc w video- i telekonferencjach. Dodajmy do tego sale do pracy kreatywnej, jak burze mózgów, ułatwiające współpracę i procesy innowacyjne, ale i pomieszczenia do integracji oraz nieco mniej formalnych spotkań – wyjaśnia Katarzyna Zawodna-Bijoch.

Bezpieczeństwo i technologie ważne jak nigdy dotąd

Na sile nabierają też trendy, które dotychczas funkcjonowały jako rozwiązania premium, a dzisiaj zaczynają być powszechnie oczekiwanym przez najemców standardem. Przykładem mogą być wymagające certyfikaty, jak m.in. WELL Core&Shell czy WELL Health-Safety Rating. Ten drugi – ze względu na otaczającą nas rzeczywistość – jest szczególnie pożądany przez najemców. Potwierdza on, że powierzchnie biurowe są w pełni bezpieczne dla ich użytkowników.

Jesteśmy przekonani, że przyszłością są wysokiej jakości, zdrowe i zrównoważone biura. Dostosowanie do nowych realiów ciągle trwa. Jest to długofalowy proces. Nadrzędnym celem dewelopera powinno być jak najlepsze zrozumienie potrzeb klientów i bliski dialog, który pozwoli wspólnie wypracować szyte na miarę, bezpieczne rozwiązania odpowiadające na ich potrzeby – zarówno w kontekście budowania atrakcyjności miejsca pracy, zachęcenia pracowników do powrotu do biur, jak i tworzenia ponadczasowych projektów interesujących dla inwestorów – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch.

Dalszy rozwój czeka również innowacyjne rozwiązania technologiczne. To m.in. możliwość bezdotykowego wejścia do biura, sprawdzenia, gdzie są współpracownicy, dopasowania oświetlenia i temperatury do potrzeb użytkowników czy zarezerwowania sali. Technologia jest dziś integralną częścią przestrzeni biurowej, odgrywa bowiem kluczową rolę w pracy hybrydowej. Pomieszczenia muszą być wyposażone tak, by móc skutecznie pracować i integrować się w nowej rzeczywistości.

Wyzwania w nowym roku

W nowym roku nie zabraknie również wyzwań dla deweloperów. Rosnąca inflacja, wzrost cen materiałów budowlanych spowodowany pandemicznymi zawirowaniami oraz zaburzonymi łańcuchami dostaw, mniejsza dostępność pracowników czy niska podaż gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach będą ważnymi czynnikami, które oprócz zmian w modelu pracy będą miały wpływ na kształt rynku nieruchomości.

Sytuacja makroekonomiczna jest dynamiczna i pełna wyzwań, dlatego uważnie obserwujemy wszystkie rynki, na których działamy. Od lat realizujemy w Europie Środkowo-Wschodniej nowe inwestycje, które odpowiadają na trendy widoczne dziś na rynku. Dlatego jestem przekonana, że mamy produkty, które trafiają do aktualnych potrzeb klientów. Konsekwentnie obserwujemy rynki, na których działamy i sukcesywnie rozpoczynamy nowe inwestycje. W całym regionie mamy ponad 180 tys. mkw. w budowie w 8 projektach, z czego około 110 tys. mkw. w samej Polsce – podsumowuje Katarzyna Zawodna-Bijoch.

ID Logistics przejmuje Colisweb

  • Przejęcie 100% udziałów Colisweb, firmy specjalizującej się w logistyce ostatniej mili
  • Rozszerzenie oferty ID Logistics dla sieci handlowych i e-sprzedawców o dostawy do klientów indywidualnych
  • Nowe możliwości rozwoju Colisweb we Francji i Europie

– ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, wzmacnia ofertę dla e-commerce w zakresie dostaw do klientów indywidualnych. Operator przejął 100% udziałów francuskiej firmy Colisweb, wyspecjalizowanej w organizacji dostaw ostatniej mili.

Przejęcie Colisweb ma umocnić ofertę ID Logistics skierowaną do sieci handlowych i e-sprzedawców. Dostawy ostatniej mili, w których specjalizuje się ta platforma logistyczna, są kluczowym etapem w organizacji łańcuchów dostaw dla e-commerce, szczególnie w przypadku dużych lub pakowanych zbiorczo przesyłek.

Założony w 2013 r. Colisweb organizuje dostawy ostatniej mili przesyłek o wadze do 1800 kg po wcześniejszym umówieniu, z czasem doręczenia D lub D + 1, w 2-godzinnych przedziałach czasowych, z możliwością montażu, uruchomienia, a także odbioru opakowań i starego sprzętu. Firma oferuje unikalne na rynku wielokanałowe rozwiązanie software’owe, zapewniając zoptymalizowany interfejs między sprzedawcą detalicznym, przewoźnikiem a klientem końcowym:

– sprzedawca detaliczny odpowiada na potrzeby swoich klientów, gwarantując im dostawy w jak najlepszej cenie: do domu lub punktu dostawy, ze sklepu lub magazynu;

– przewoźnik planuje i optymalizuje trasy za pomocą algorytmu Colisweb, przy jednoczesnym zmniejszeniu wpływu swojej działalności transportowej na środowisko;

– klient końcowy korzysta z elastyczności usług, możliwości monitorowania dostawy przesyłki w czasie rzeczywistym oraz oceny jakości wykonanej usługi.

Dzięki rozbudowanej sieci partnerskiej, tworzonej przez 1 500 kierowców-dostawców, Colisweb działa na terenie całej Francji, a do jego klientów należą firmy z różnych branż, szczególnie DIY, meblarskiej i dekoratorskiej. 2021 rok zamknie obrotami w wysokości ok. 30 mln euro i blisko 750 tys. dostarczonych przesyłek.

Integracja rozwiązań Colisweb z ofertą ID Logistics pozwoli na przygotowanie wyjątkowego rozwiązania na tym szybko rozwijającym się rynku. Dodatkowo Colisweb zachowa autonomiczność w ramach Grupy ID Logistics, z własnym zespołem zarządzającym. Wykorzystanie inwestycyjnego i rozwojowego potencjału ID Logistics ułatwi rozszerzanie jej sieci w Europie.

SZCZEGÓŁY TRANSAKCJI

Cena zakupu, w całości opłacona gotówką, została ustalona na podstawie wartości firmy, która wynosi 24 mln euro. Dodatek do ceny, w wysokości maksymalnie 14 mln euro, może zostać wypłacony w latach 2023 i 2024, w zależności od osiągnięcia założonych celów rozwoju Colisweb. Zakończenie transakcji zaplanowano na początek 2022 r.

Eric Hémar, dyrektor generalny Grupy ID Logistics, mówi: „Jesteśmy bardzo zadowoleni z projektu, który pozwoli nam zaoferować obecnym, a także przyszłym klientom, optymalne rozwiązania łączące know-how w zakresie zarządzania magazynowego, organizacji transportu i finalnych dostaw, ze sklepów lub platform logistycznych. Jesteśmy pewni, że jakość zespołów Colisweb ma decydujące znaczenie dla sukcesu nowego projektu”.

Rémi Lengaigne, prezes zarządu i współzałożyciel Colisweb, mówi: „Jesteśmy bardzo dumni z fuzji, która wyznacza nowy kierunek w rozwoju naszej firmy. Od momentu powstania, Colisweb wspiera klientów w realizacji dostaw ze sklepów, dostosowanych do ich potrzeb. Fuzja przyspieszy rozwój naszych usług z platform logistycznych o zasięgu krajowym, i tym samym zapewni unikalną ofertę na rynku przesyłek ciężkich i wielkogabarytowych. Przedsiębiorczość i innowacyjność, wpisane DNA Grupy ID Logistics, są prawdziwymi atutami gwarantującymi sukces tej operacji”.

Rynek automatów paczkowych w Polsce. Preferencje konsumentów i perspektywy rozwoju

Okres świąteczno-noworoczny stanowi dla firm kurierskich najbardziej „gorący” moment w roku. Dynamiczny wzrost popularności rynku e-commerce, będący w ostatnim czasie efektem pandemii, przełożył się na zdecydowanie większą intensywność w całej branży KEP. Z badań Eurostatu wynika, że od 2015 roku w krajach Unii Europejskiej odsetek osób kupujących online co najmniej raz w roku wzrósł niemal dwukrotnie, a w 2020 roku w Polsce wyniósł on już 61%.

Automaty paczkowe w naszym kraju cieszą się wyjątkowo dużym zainteresowaniem konsumentów. Raport rynkowy Colliers – „Rudolf sam sobie nie poradzi. Rynek automatów paczkowych w Polsce” – wskazuje, że Polska znajduje się w pierwszej piątce państw członkowskich Unii Europejskiej pod względem liczby punktów odbioru – automatów paczkowych oraz manualnie obsługiwanych punktów odbioru – na osobę. W grudniowym badaniu Colliers, 85% ankietowanych odpowiedziało, że przy wyborze formy dostawy często i regularnie decyduje się na automaty. 32% wybiera natomiast tę formę zawsze, gdy tylko jest dostępna. Obecnie, w Polsce dostawy do tych urządzeń stanowią niemal 40% wszystkich przesyłek. 50% to z kolei dostawy bezpośrednio do miejsca zamieszkania. Prognozy wskazują, że do końca 2024 roku udział wspomnianych form dostawy powinien być sobie równy.

Około 70% paczek dostarczanych do automatów paczkowych jest odbieranych w ciągu pierwszych sześciu godzin. W 2021 roku poprzez tę formę dostawy zostało łącznie zrealizowanych ponad 350 mln przesyłek, a za trzy lata może ich być już nawet dwa razy więcej. Ponadto, około 60% paczek więcej jest obsługiwanych w okresie przedświątecznym niż podczas pozostałych dni w roku.

Na tle innych państw, nasz kraj wyróżnia się zarówno tempem wzrostu liczby wysyłanych przesyłek, jak i gęstością sieci punktów odbioru. Polska jest jedną z najszybciej rozwijających się sieci OOH w Europie. W latach 2019-2020, liczba punktów odbioru wzrosła o około 32%. Liczba samych automatów rośnie natomiast jeszcze szybciej, w analogicznym okresie odnotowano wzrost o 75% – komentuje Michał Czechowski, dyrektor zarządzający SwipBox Polska.

Wzrost liczby automatów w najbliższych latach wydaje się zatem nieunikniony. Będzie można także zaobserwować zwiększone zainteresowanie lokowaniem własnych automatów przez zupełnie nowe podmioty na rodzimym rynku. Właśnie dlatego coraz więcej firm kurierskich, a także marketplace’ów, decyduje się na inwestycje w odpowiednią infrastrukturę sprofilowaną pod automaty paczkowe. Innym trendem mogą okazać się rozwiązania dotyczące samych dostaw. W coraz większej liczbie ośrodków miejskich operatorzy wprowadzają usługę „same day delivery”. Najbliższe lata przyniosą więc zwiększoną liczbę automatów na terenach wiejskich czy w mniejszych miejscowościach.

Niemal wszyscy respondenci (96%), którzy wzięli udział w przedświątecznym badaniu Colliers, sądzą, iż największą zaletą automatów jest możliwość odbioru przesyłki o dowolnej porze, 62% ankietowanych ceni również szybkość doręczenia, a 56% ich lokalizację. W przypadku osób niekorzystających z urządzeń, głównym tego powodem jest preferowanie dostawy do rąk własnych. Najczęściej zamawianymi produktami przez respondentów są odzież i obuwie oraz książki, odpowiednio 87% oraz 78%. Około 43% ankietowanych nie jest skłonnych do odbioru z automatów mebli, natomiast około 38% nie jest gotowych do odbioru sprzętów AGD i RTV oraz produktów spożywczych.

Lokum Deweloper prezentuje wyniki sprzedażowe za 2021 r.

Lokum Deweloper, oferujący mieszkania o podwyższonym standardzie we Wrocławiu i Krakowie, w 2021 r. zawarł 744 umowy deweloperskie i przedwstępne, odnotowując wyraźny wzrost sprzedaży w stosunku do poprzedniego roku (+61% r/r). W całym roku Grupa przekazała klientom 569 lokali (+46% r/r).

W samym IV kwartale 2021 r. Lokum Deweloper zakontraktował 220 lokali, co stanowi poprawę wyniku względem tego samego okresu w poprzednim roku (wówczas umowami deweloperskimi i przedwstępnymi objęte było 169 lokali). Zauważalny jest również wzrost liczby rozpoznań, która w IV kw. 2021 r. wyniosła 190 lokali (+138% r/r), z czego 167 lokali zostało przekazanych klientom w samym Krakowie.

Wg stanu na koniec grudnia umowami rezerwacyjnymi objętych było 59 lokali (+59% r/r). Na zakończenie roku Grupa posiadała w ofercie 443 mieszkania, a w realizacji było 1550 lokali.

Cały czas mamy do czynienia z silnym popytem i dużym zainteresowaniem klientów mieszkaniami z rynku pierwotnego. Dzięki temu udało nam się w mijającym roku zakontraktować blisko 750 mieszkań. Jest to bardzo dobry wynik. Pomimo niesprzyjających warunków, z jakimi się mierzymy – problemy w uzupełnianiu oferty, rosnące koszty realizacji inwestycji, malejąca zdolność kredytowa nabywców, odnotowujemy wzrost sprzedaży rdr i w tym roku również będziemy dążyć do utrzymania tej tendencji. Nasze inwestycje charakteryzują się podwyższonym standardem, przez co kierowane są do zamożniejszych klientów, posiadających większą zdolność kredytową. Planujemy wprowadzenie do sprzedaży nowej inwestycji oraz poszerzenie oferty o kolejne etapy naszych sprawdzonych osiedlimówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

W 2021 r. Lokum Deweloper wprowadził do sprzedaży II etap powstającej na wrocławskim Zakrzowie inwestycji Lokum Verde, a także etap IIIa osiedla Lokum Vista w Krakowie.

W ubiegłym roku Grupa, zgodnie z harmonogramem prac, zakończyła budowę kolejnych etapów w swoich trzech krakowskich inwestycjach, co przełożyło się na osiągnięty wynik przekazań lokali w 2021 r. –  zrealizowano II etap inwestycji Lokum Siesta, etapy IIa i IIb osiedla Lokum Vista, a także I i II etap inwestycji Lokum Salsa. Pod koniec roku Lokum Deweloper zrealizował też etap IIa osiedla Lokum Monte w podwrocławskiej Sobótce.

Lokum Deweloper dysponuje bogatym bankiem ziemi o łącznej powierzchni blisko 50 ha, co pozwala na budowę ponad 11 tys. lokali. W 2022 r. Grupa planuje poszerzenie oferty o nową inwestycję Lokum la Vida na wrocławskich Sołtysowicach oraz kolejne etapy znanych klientom osiedli – Lokum Porto IV i V we Wrocławiu, a także Lokum Salsa III oraz Lokum Vista IIIb i IV w Krakowie.

Pechowy narciarz płaci za leczenie również w UE

Celem zagranicznych wyjazdów polskich narciarzy i snowboardzistów są głównie kraje Unii Europejskiej. W tych państwach turysta z Polski nie ma gwarancji darmowego leczenia.

Takie kuszące polskich narciarzy kraje, jak np. Austria, Włochy i Francja należą do Unii Europejskiej. Warto wymienić również Szwajcarię będącą członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA). Jak wiadomo, na terenie krajów UE i EFTA działa Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Niestety, wspomniana karta nie zagwarantuje darmowego leczenia pechowym miłośnikom białego szaleństwa, o czym przypominają eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl. W tym kontekście chodzi nie tylko o koszty leczenia szpitalnego i leków. Warto również pamiętać o rachunkach za transport medyczny i akcję ratowniczą w górach, które opiewają nawet na kilkadziesiąt tysięcy euro.

W kilku krajach UE nawet hospitalizacja nie będzie darmowa

Poniższa tabela przygotowana przez ekspertów Ubea.pl pod koniec 2021 roku (na podstawie danych Narodowego Funduszu Zdrowia) przedstawia przykładowe koszty, z jakimi muszą się liczyć nawet polscy posiadacze karty EKUZ. Wybór krajów uwzględnionych w zestawieniu oczywiście nie jest przypadkowy. To państwa, które mogą wydawać się szczególnie ciekawe dla polskich amatorów narciarstwa lub snowboardingu. „Warto podkreślić, że informacje dotyczące analizowanych krajów mają związek tylko z działalnością publicznej opieki medycznej” – dodaje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Eksperci Ubea.pl przypominają, że zgodnie z ogólną regułą obowiązującą na terenie krajów Unii Europejskiej oraz Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA), turysta z Polski mimo posiadania karty EKUZ płaci za te same usługi, co miejscowi pacjenci objęci publiczną opieką medyczną. „Prywatna służba zdrowia jest natomiast w pełni odpłatna – nawet niezależnie od tego, czy chory lub poszkodowany Polak posiada Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego. Warto o tym wiedzieć, bo czasem na zagranicznym urlopie okazuje się, że najbliższą placówką medyczną jest właśnie prywatna klinika” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Po sprawdzeniu informacji zebranych w poniższej tabeli przez ekspertów Ubea.pl okazuje się, że na terenie kilku krajów Europy narciarz z Polski lub inny turysta nawet mimo posiadania karty EKUZ będzie musiał zapłacić za leczenie w publicznym szpitalu. Taka zasada dotyczy między innymi Austrii, Francji, Niemiec, Słowenii oraz Szwajcarii. „W praktyce czasem okazuje się, że ryczałtowe lub częściowo refundowane koszty leczenia szpitalnego wcale nie będą największym problemem” – ostrzega Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Odpłatna akcja pogotowia górskiego jest normą w Europie

W przygotowywanych przez siebie informacjach na temat leczenia za granicą, Narodowy Fundusz Zdrowia już od dawna zwraca uwagę, że kraje UE/EFTA nie refundują polskim turystom niezbędnego transportu medycznego do kraju. Dotyczy to również sytuacji związanej z zachorowaniem na COVID-19. W zależności od stanu pacjenta, specjalny transport może obejmować rezerwację obszernego miejsca w kursowym samolocie lub wykorzystanie karetki albo nawet samolotu sanitarnego. „Narodowy Fundusz Zdrowia zrefunduje kosztowny transport tylko, jeżeli będzie spełniona tzw. przesłanka ekonomiczna (tzn. leczenie zagraniczne sumarycznie okaże się droższe niż krajowe po wliczeniu transportu chorego)” – wyjaśnia Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Na zwrot poniesionych kosztów ze środków NFZ-u na pewno nie można liczyć jeśli pechowy narciarz będzie musiał skorzystać z pomocy zagranicznego pogotowia górskiego. Informacje zaprezentowane w poniższej tabeli przypominają o zasadniczej różnicy pomiędzy Polską oraz pozostałymi państwami UE. Mianowicie, w tych krajach regułą jest całkowita lub wysoka odpłatność za kosztowne akcje ratowników górskich. „Może się to wydać nieco dziwne niektórym osobom przyzwyczajonym do faktu, że zarówno Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, jak i Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe nie wystawia rachunków za podjęte akcje” – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Refundacja kosztów leczenia to podstawa polisy narciarskiej

Na podstawie wcześniejszej analizy oraz informacji przedstawionych w tabeli można wywnioskować, że odpowiedni zwrot kosztów leczenia jest podstawowym elementem polisy, którą powinni nabyć narciarze i snowboardziści przed wyruszeniem na zagraniczne stoki (również położone w krajach UE i EFTA). Co ważne, dobra polisa narciarska musi uwzględniać również zwrot kosztów transportu medycznego do Polski oraz akcji ratowniczej w górach (np. do 30 000 euro). Trzeba wziąć pod uwagę również najbardziej tragiczną ewentualność. „Mowa o transporcie zwłok do Polski, który również bywa bardzo drogi i podobnie jak transport sanitarny kosztuje np. kilkadziesiąt tysięcy złotych” – podkreśla Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Dopiero po sprawdzeniu, że polisa narciarska zapewnia dobry, podstawowy zakres ochrony (m.in. zwrot kosztów leczenia do 200 000 zł – 300 000 zł), należy porównywać oferowane przez ubezpieczycieli dodatki w postaci assistance, OC w życiu prywatnym lub zwrotu kosztów odwołanego wyjazdu. „Oczywiście, trzeba też pamiętać, że nie każde ubezpieczenie turystyczne zapewnia ochronę podczas jazdy na nartach lub snowboardzie (nawet rekreacyjnej) bez dopłaty składki. Sporty zimowe są bowiem dość kontuzjogenne” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Dobrą wiadomością jest to, że większość rodzimych ubezpieczycieli bez dopłaty składki pokrywa koszty leczenia związanego z zarażeniem koronawirusem za granicą. Posiadacze Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego w razie kłopotów z COVID-19 powinni być leczeni w ramach publicznej służby zdrowia krajów UE/EFTA na takich samych zasadach, jak pozostali pacjenci. Potwierdzają to informacje przekazywane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. „Wcześniejsza analiza Ubea.pl wskazuje jednak, że takie publiczne leczenie za granicą nie oznacza gwarancji braku kosztów” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

turysta z Polski nie ma gwarancji darmowego leczenia
Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Radosław Bółkowski (Bridgestone) nowym prezesem zarządu PZPO

Prezesem zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) na 2022 rok został Radosław Bółkowski (Bridgestone), wiceprezesami natomiast Dariusz Wójcik (Continental) oraz Jacek Pryczek (Goodyear). Do zarządu jako nowy reprezentant Trelleborga dołączył także Krzysztof Święch, zastępując Andrzej Włodarczyka.

Członkowie Związku są największymi w Polsce i na świecie producentami opon. Reprezentują branżę zatrudniającą bezpośrednio w naszym kraju ponad 11.000 pracowników w 6 fabrykach i firmach handlowych. Codziennie z tych fabryk wyjeżdża ponad 130 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów, czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Związek prowadzi wiele akcji edukacyjnych i informuje o najlepszych praktykach odnośnie dbania o opony. Z jednej strony wspieramy technicznie i szkoleniowo serwisy – pokazując, jak ważna jest dokładność i ostrożność w pracy z oponami. Z drugiej strony uświadamiamy kierowców, że są one jedynym punktem styku ich aut z drogą. W obu przypadkach działamy na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach. Współczesne opony renomowanych producentów to bardzo zaawansowane technologicznie produkty, w których stosuje się innowacyjne rozwiązania i wysokiej jakości komponenty. Choć z pozoru wszystkie są czarne i okrągłe – to różnice są dużo większe niż może się wydawać – nowoczesny skład mieszanki gumowej, zaawansowane polimery, długość drogi hamowania i trzymanie na zakrętach, odporność na poślizgi. Między innymi tym porządne opony różnią się od najtańszych. Warto poświecić więcej uwagi, by dobrze je dopasować do własnego pojazdu i potrzeb – wskazuje Radosław Bółkowski, nowy prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Radosław Bółkowski – dyrektor zarządzający Bridgestone w regionie Europy Wschodniej. Jest absolwentem Wydziału Technologii Żywności Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, a także Executive MBA na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Posiada wieloletnie doświadczenie na kierowniczych stanowiskach w branży oponiarskiej, z którą jest związany od ponad 20 lat.

Ceny za oceanem rosną najszybciej od niemal 40 lat

Inflacja w USA wciąż przyspiesza. Pomimo tego, że 7% jest obiektywnie mniejszą wartością niż rodzime 8,6%, to jednak ze względu na stopy procentowe jest to realnie większy problem.

Inflacja w USA

Wczorajszy wzrost cen w USA okazał się zgodny z oczekiwaniami. Wynosi zatem 7%, co jest ponownie najwyższym wynikiem od początku lat 80 ubiegłego wieku. To niemal 40-letnie maksimum wzrostu cen. Stopy procentowe miały jednak wtedy wartość w okolicach 10% a nie 0% jak obecnie. W rezultacie przy tak wysokiej inflacji motywacja do oszczędzania jest niemal żadna, zatem wpadamy w dalszą spiralę inflacyjną, gdzie nikt nie chce trzymać środków. Co ciekawe, po wczorajszych danych inwestorom puściły nerwy i rozpoczęła się wyprzedaż dolara. Trzymanie nieoprocentowanej waluty, która traci na wartości 7% rocznie, widocznie nie przemawia do nich. Nawet zainwestowanie w 10-letnie obligacje redukuje tę stratę o niecałe 2%.

Beżowa Księga

Wczoraj opublikowano stenogramy z rozmów członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to odpowiednik polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Sam dokument nosi wdzięczną nazwę Beżowej Księgi. Informacje w niej zawarte potwierdziły problemy, które znamy. Problemy z łańcuchami dostaw i ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników to tylko niektóre problemy. Potwierdzono silny wzrost popytu i wydatków, co przy 7% inflacji wydaje się banałem. Zwrócono również uwagę na potencjalne problemy branży usługowej wynikające z gwałtownie rosnącej liczby zachorowań na COVID w ostatnim czasie.

Ropa po 85 dolarów za baryłkę

Wzrost cen surowców energetycznych postępuje. Tutaj warto też zwrócić uwagę na osłabienie dolara. Jeżeli amerykańska waluta tanieje, to wzrost cen ropy (wyrażonej w dolarach) powoduje, że w innych walutach ta cena jest relatywnie stabilniejsza. Na same wzrosty wpływa jednak również raport o tygodniowej zmianie zapasów cen paliw. Wzrost ten powinien mieć niestety wpływ na dalsze wzrosty cen na świecie. Ropa naftowa wpływa bowiem na ceny wielu rzeczy, w tym chociażby logistyki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – inflacja producencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Mazurska Manufaktura S.A. złożyła Dokument Informacyjny. Debiut na NewConnect jeszcze w I kwartale

Mazurska Manufaktura S.A., producent rzemieślniczych alkoholi mocnych oraz regionalnego piwa, złożyła wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynek NewConnect do Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Spodziewany w I kwartale br. debiut zamyka okres udanych emisji crowdfundingowych.

­Mazurska Manufaktura S.A. złożyła Dokument Informacyjny w związku z wprowadzeniem do obrotu 1 224 008 akcji zwykłych na okaziciela serii A, C, D, E i F. Równocześnie spółka prowadzi aktywne działania celem zgromadzenia informacji o kontach maklerskich akcjonariuszy posiadających akcje serii B, co pozwoli na wprowadzenie w przyszłości do obrotu na rynku NewConnect również akcji wspomnianej serii.

– Uruchomiliśmy proces wprowadzenia akcji, gdyż traktuję debiut na NewConnect jako ogromną szansę, aby wejść na wyższy poziom rozwoju naszej spółki, oparty na wzmocnieniu naszej rozpoznawalności, wiarygodności i transparentności prowadzonego biznesu. W związku z tym liczę, że szybko dopełnimy formalności, by decyzja GPW w sprawie zatwierdzenia Dokumentu Informacyjnego była dla nas pozytywna – mówi Jakub Gromek, prezes zarządu Mazurskiej Manufaktury S.A.

Wartość nominalna wszystkich akcji wyniesie 35 zł, identycznie jak w trakcie ostatniej kampanii crowdinvestingowej na platformie Crowdconnect.pl.

– Debiut pokaże realną wartość naszej spółki, uwzględniającą nasz potencjał wzrostu i perspektywy rynku, a naszym akcjonariuszom pozwoli partycypować w oczekiwanym, stabilnym wzroście naszej spółki wynikającym z rosnącej popularności rzemieślniczych alkoholi – dodaje Jakub Gromek.

Debiutowi na NewConnect nie będzie towarzyszyć nowa emisja akcji.

W procesie wprowadzenia akcji do obrotu spółkę wspiera INC w roli autoryzowanego doradcy.

Debiut na NewConnect poprzedziły sukcesy w crowdfundingu

Spółka ma za sobą dwie kampanie crowdinvestingowe. W 2019 roku zakończyła zbiórkę na portalu Beesfund z ponad 1000 nowych akcjonariuszy na pokładzie, którzy nabyli akcje o łącznej wartości 2,54 mln zł. Wówczas uplasowało to firmę na 5. miejscu w zestawieniu największych emisji na platformach crowdfundingowych. Realizując cele emisyjne spółka zmodernizowała i doposażyła zabytkowy browar w Szczytnie by rozszerzyć ofertę wysokoprocentowych alkoholi kraftowych.

W listopadzie 2020 roku Mazurska Manufaktura S.A. sprzedała akcje na platformie Crowdconnect.pl. W dwóch etapach emisji w spółkę zainwestowało łącznie 326 akcjonariuszy, którzy nabyli akcje o wartości 4 375 000 zł, co było w tamtym czasie rekordową kwotą w historii polskiego crowdfundingu. Pozyskane środki zainwestowano w dalszą rewitalizację browaru w Szczytnie oraz wskrzeszenie historycznego piwa Jurand.

Konsolidacja lokalnych, historycznych marek piwa

Mazurska Manufaktura S.A. to rodzinna spółka działająca w zabytkowym, ponad 100-letnim Browarze w Szczytnie, specjalizująca się w produkcji mocnych alkoholi kraftowych oraz piwa. Zgodnie z długofalową strategią biznesową, poza rozwojem portfolio wysokoprocentowych trunków, Spółka planuje reaktywację znanych, regionalnych marek piwa, podupadających na przełomie wieków, m.in. w wyniku działalności dużych korporacji. Tylko w 2021 roku Spółka przejęła prawa do 11 historycznych marek piwa, z różnych regionów Polski. Pierwszym, wskrzeszonym piwem, wprowadzonym na rynek w lutym ub. r. był Jurand – kultowa marka produkowana przez Browary Warmińsko-Mazurskie. Wiosną Spółka przywróciła na rynek Kujaw markę Bractwo, a także reaktywowała Browary Bydgoskie. W październiku poinformowała o przejęciu kolejnej historycznej marki piwa z Małopolski – Krak.

W listopadzie ub.r. Mazurska Manufaktura S.A. weszła na regionalny rynek wrocławski podpisując umowę przejęcia 100 proc. udziałów spółki Browar Profesja. W wyniku transakcji spółka ze Szczytna rozszerzyła portfolio o atrakcyjne piwa kraftowe. Równocześnie, pierwszym zarządzeniem nowych władz była decyzja o wskrzeszeniu historycznej marki Odra, jak również skumulowanie we Wrocławiu produkcji wszystkich marek bezalkoholowych całej spółki.