Michael Page: 40 proc. więcej rekrutacji w IT w 2021 roku

Liczba zapytań kierowanych do firmy Michael Page w sprawie rekrutacji w sektorze IT wzrosła w ostatnim roku o 40 proc. Pandemia przyspieszyła procesy cyfryzacji gospodarki, a gwałtowny wzrost zapotrzebowania na usługi specjalistów IT dotyczy obecnie niemal wszystkich branż. Ponadto coraz więcej firm z zagranicznym kapitałem otwiera w Polsce swoje struktury, a dzięki możliwościom, które otworzyła przed nami praca zdalna, polscy kandydaci mogą swobodnie wybierać w ofertach pracy międzynarodowych organizacji. Wraz ze wzrostem popytu na specjalistów z sektora IT rośnie także ich wynagrodzenie – nawet o 30-40 proc. w skali roku. O najbardziej poszukiwanych kandydatach i sposobach na przyciągnięcie najlepszych talentów mówi Piotr Jeziorski, Senior Manager w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Przyspieszona cyfryzacja napędza popyt na specjalistów IT

Przyspieszona w czasie pandemii cyfryzacja i upowszechnienie pracy zdalnej wpływają na zwiększony popyt na pracowników w obszarze IT. Wskutek rosnącego zainteresowania rozwiązaniami chmurowymi w firmach widzimy wyraźne zwiększenie rekrutacji w tym zakresie; równocześnie obserwujemy wzrost zapotrzebowania na ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa oraz z obszaru analizy, przetwarzania oraz przechowywania danych. W związku z postępującą automatyzacją i robotyzacją firmy poszukują specjalistów ds. systemów RPA. Organizacje, które w 2021 roku zwiększyły inwestycje w nowe technologie, poszukują teraz osób do koordynacji i realizacji projektów IT.

– W związku z dynamicznym wzrostem zapotrzebowania na specjalistów z obszaru IT nawet kilka razy częściej niż przed pandemią spotykamy się z rekrutacjami wolumenowymi (dotyczącymi co najmniej 30 osób). Oprócz mocno poszukiwanych programistów, licznych ofert pracy mogą spodziewać się także m.in. specjaliści ds. systemów ERP, konsultanci SAP, analitycy danych oraz Project Managerowie. Od początku roku zwiększyło się zapotrzebowanie na pracowników, którzy zajmują średnią pozycję w hierarchii firmy (Mid) – obecnie liczba ofert pracy dla osób z 2-3 letnim doświadczeniem przekracza 50%, na co wskazuje raport Knight Frank, opracowany wspólnie z firmą Michael Page. – mówi Piotr Jeziorski. – Jednocześnie firmy spotykają się z coraz większymi trudnościami w zatrudnieniu pracowników IT. Kandydaci na niespotykaną dotąd skalę rezygnują nawet w ostatniej fazie rekrutacji, nierzadko akceptując przy tym kontroferty obecnych pracodawców – dodaje Piotr Jeziorski z firmy Michael Page.

Presja płacowa nie hamuje

Dynamiczny wzrost zapotrzebowania na pracowników IT naturalnie przekłada się na wyższe płace. W ostatnim roku wynagrodzenia specjalistów z tej branży wzrosły nawet o 30-40 proc. Przykładowo Java Developer może obecnie liczyć na zarobki od 12 do 35 tys. zł brutto miesięcznie w oparciu o umowę o pracę – rok temu jego pensja wynosiła od 14 do 20 tys. zł. Z kolei IT Security Manager (który 12 miesięcy temu zarabiał 16-20 tys. zł brutto miesięcznie) może spodziewać się wynagrodzenia w granicach między 20 a 28 tys. zł brutto miesięcznie, a IT Project Manager – 15-25 tys. zł brutto miesięcznie[1] w porównaniu z zeszłorocznymi zarobkami, czyli 13-22 tys. zł. Dodatkowo polskie firmy muszą coraz częściej konkurować o najlepsze talenty z zagranicznymi organizacjami, które oferują kandydatom „zachodnie” stawki.

Pracodawcy walczą o kandydatów, oferując im coraz wyższe wynagrodzenia, ale same atrakcyjne zarobki już nie wystarczają, aby przyciągnąć najlepsze talenty. Specjaliści liczą również na korzystne warunki zatrudnienia – 65% reprezentowanych przez nas osób ubiegających się o role developerów preferuje kontrakt B2B. Ponadto w odpowiedzi na oczekiwania kandydatów procesy rekrutacyjne ulegają skróceniu, a pracodawcy coraz szybciej podejmują decyzje o zatrudnieniu. Obecnie widzimy, że praca zdalna przestaje być postrzegana jako benefit, a staje się podstawowym wymogiem wśród kandydatów. W związku z tym coraz więcej organizacji otwiera się na wprowadzenie home office w pełnym wymiarze. Firmy, które nie zapewnią swoim pracownikom elastycznych warunków pracy, w przyszłości będą miały jeszcze większe trudności w pozyskiwaniu talentów – mówi Piotr Jeziorski, Senior Manager w Michael Page.

Polska patrzy na Wschód

Aby sprostać zapotrzebowaniu na specjalistów z sektora IT, firmy coraz częściej poszukują pracowników ze Wschodu. Informatycy z Białorusi, a od lipca tego roku także specjaliści z pięciu kolejnych krajów (Armenii, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy), mogą skorzystać ze specjalnej wizy Poland. Business Harbour, która umożliwia aplikowanie o pracę w Polsce bez konieczności uzyskania stosownego pozwolenia.

Już od kilku lat obserwujemy trend zatrudniania w Polsce pracowników IT zza wschodniej granicy. Nie tylko międzynarodowe firmy działające w naszym kraju, ale też rodzime organizacje i start-upy coraz częściej decydują się na uzupełnianie luk w kadrach kandydatami z Białorusi, Ukrainy czy Rosji. Dzięki stworzonym ułatwieniom legislacyjnym i proceduralnym jeszcze więcej zagranicznych specjalistów ma szansę na zatrudnienie w naszym kraju. Dla organizacji działających w Polsce jest to okazja nie tylko do rozwoju i wzmocnienia kadr, ale także nawiązania partnerstw biznesowych z firmami ze Wschodu – podsumowuje Piotr Jeziorski.

[1] Przegląd Wynagrodzeń i Trendów na Rynku Pracy w 2022 r., Michael Page. Całość ukaże się w styczniu 2022 r.

Dlaczego auta elektryczne są bezpieczniejsze od konwencjonalnych?

Pożar przy ulicy Górczewskiej w Warszawie, w którym spłonęło ponad 50 samochodów, a budynek został uszkodzony, nie był spowodowany przez pojazd elektryczny – ustalili śledczy. Taką przyczyną zakładały pierwsze medialne doniesienia. Tymczasem samochody elektryczne zapewniają wyższy poziom bezpieczeństwa niż pojazdy konwencjonalne.

W październiku 2020 r. w Warszawie przy ulicy Górczewskiej 181 doszło do pożaru, który spowodował znaczne straty materialne. Spłonęło około 50 samochodów zaparkowanych w podziemnym parkingu. Akcja gaśnicza trwała kilkanaście godzin. Po jej zakończeniu okazało się, że z użytku na trwałe wyłączono 48 mieszkań. Nie czekając na oficjalne ustalenia, w wielu przekazach medialnych sugerowano, że przyczyną pożaru był samozapłon samochodu elektrycznego. W międzyczasie wyjaśnianiem przyczyn zajęła się policja i prokuratura. Śledztwo toczyło się w kierunku sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach w postaci pożaru, czyli czynu opisanego w artykule 163 paragraf 1 punkt 1 Kodeksu karnego. W ramach postępowania przeprowadzono szereg czynności, m.in. przez technika kryminalistyki oraz biegłego z zakresu pożarnictwa. Ostatecznie, eksperci ustalili, że pożar został spowodowany „wystąpieniem awaryjnego stanu pracy instalacji elektrycznej”.

Podstawą umorzenia śledztwa było stwierdzenie braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu” – poinformowała prokurator Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Tym samym, wbrew wcześniejszym spekulacjom, to nie samochód zeroemisyjny, a instalacja elektryczna była przyczyną pożaru. Nie potwierdziły się zatem sugestie, że to któryś z zaparkowanych pojazdów doprowadził do tego – kosztownego w skutkach – zdarzenia.

Amerykański Instytut Ubezpieczeniowy Bezpieczeństwa Drogowego (IIHS) niedawno przetestował szereg nowych pojazdów zeroemisyjnych (BEV), m.in. takich marek jak: Ford, Tesla, Audi czy Volvo. Rezultat? Otrzymały one szereg najwyższych wyróżnień w kategoriach „odporność na awarię” oraz „unikanie i łagodzenie awarii”. „Wyróżnienia „safety pick” potwierdzają, że pojazdy elektryczne radzą sobie równie dobrze, jak modele z silnikami spalinowymi” – argumentował w wywiadzie dla CBS News prezes IIHS David Harkey[1]. Ostatnie testy zderzeniowe (z grudnia 2021 r.), przeprowadzone przez niezależną organizację Euro NCAP, również potwierdzają bezpieczeństwo BEV[2]. Aż cztery z pięciu zbadanych modeli uzyskały maksymalną notą pięciu gwiazdek. Wysokie wskaźniki w zakresie bezpieczeństwa czynnego i biernego otrzymują od lat również inne pojazdy elektryczne pozostałych producentów.

Nowoczesna konstrukcja samochodów elektrycznych, jak i samych ogniw litowo-jonowych powoduje, że w przeważającej większości zdarzeń drogowych nie dochodzi do uszkodzeń akumulatora. Dodatkowa usztywniona architektura pojazdu, wynikająca ze zwartej konstrukcji baterii trakcyjnej sprawia, że cała karoseria jest bardziej wytrzymała i odporna na uderzenia – mówi Albert Kania z Centrum Badań i Analiz PSPA.

Mitem są natomiast częste samozapłony pojazdów elektrycznych. Ekspertyzy Amerykańskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA) wskazują, że elektrolity stosowane w akumulatorach litowo-jonowych stwarzają mniejsze lub porównywalne ryzyko zapłonu względem paliw konwencjonalnych, takich jak benzyna lub olej napędowy. Trzema najbezpieczniejszymi modelami samochodów na świecie są te z napędem elektrycznym. Analogiczne wnioski płyną z testów zderzeniowych Euro NCAP – BEV nie tylko nie ustępują poziomem bezpieczeństwa swoim konwencjonalnym odpowiednikom, ale też często wypadają od nich lepiej, zdobywając wyższe noty za ochronę pasażerów. Wysoki poziom bezpieczeństwa e-pojazdów potwierdziły również badania Niemieckiego Stowarzyszenia Inspekcji Pojazdów Samochodowych (DEKRA) oraz Uniwersyteckiego Centrum Medycznego w Getyndze. Obiekty testowe poddane bocznym i czołowym próbom zderzeniowym (z prędkościami przekraczającymi standardowe procedury) pokazały, że schematy uszkodzeń były porównywalne z pojazdami napędzanymi silnikami spalinowymi. Co istotne, systemy wysokiego napięcia samochodów elektrycznych były niezawodnie wyłączane w razie wypadku, a pożary nie wystąpiły nawet w przypadkach silnych odkształceń akumulatora trakcyjnego. Według danych agencji non profit – Highway Loss Data Institute, roszczenia dotyczące obrażeń na skutek wypadków z udziałem pojazdów elektrycznych są o około 40% niższe niż w przypadku zdarzeń z ich spalinowymi odpowiednikami. To m.in. następstwo większej masy BEV. Badania IIHS dowodzą, że na pasażerów cięższych pojazdów oddziałują mniejsze przeciążenia, co przekłada się na łagodniejsze obrażenia ciała na podczas wypadku.

Identyczne wnioski płyną z raportu Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (NHTSA). Zdaniem ekspertów zza Oceanu w wypadkach z udziałem pojazdów elektrycznych prawdopodobieństwo odniesienia obrażeń przez osoby jest mniejsze niż w przypadku pojazdów napędzanych silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi. Mówiąc wprost: pojazdy elektryczne są bezpieczniejsze w prowadzeniu, a w testach zderzeniowych wypadają często lepiej niż spalinowe – mówi Łukasz Witkowski, wiceprezes PSPA.

Także według analiz Tesli, ryzyko zapłonu BEV jest o ponad 10 razy mniejsze w porównaniu do aut spalinowych. Z danych ujawnionych w 2018 r. wynika, że na każdy miliard przejechanych mil samochody elektryczne amerykańskiego producenta, w Stanach Zjednoczonych ulegały średnio 5 pożarom, podczas gdy pojazdy spalinowe – 55. Dla porównania, w Polsce co roku płonie kilka tysięcy samochodów. W 2018 r. było ok. 10 tys. sztuk, ale już dwa lat później tylko 7827. Dane straży pożarnej nie mówią nic o pojazdach elektrycznych.

 

– Najczęstszą przyczyną samozapłonu w pojazdach silnikowych są nieszczelności w układzie paliwowym. Wypływające paliwo może zapalić się od pojedynczej iskry. Pożary bywają też wywołane rozgrzanym katalizatorem i jego kontaktem z podłożem, np. ściółką leśną czy suchą trawą. Podane powody mają jeden wspólny mianownik – dotyczą wyłącznie pojazdów konwencjonalnych. Samochody całkowicie elektryczne (BEV) nie posiadają układu paliwowego, świec i katalizatora, nie stosuje się w nich wysoce łatwopalnych paliw, takich jak benzyna, czy oleju silnikowego. Tym samym, nie niosą ze sobą ryzyka pożarów, które mogą być spowodowane budową i sposobem działania ich spalinowych odpowiedników – podsumowuje Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

[1] cbsnews.com/news/electric-cars-safe-crash-test/

[2] Euro NCAP

Jak interpretować wskazania oscylatorów Forex?

Czym jest oscylator?

Korzystając z rynków walutowych Forex oraz profesjonalnych platform sprzedażowych, kluczowe znaczenie ma odpowiednie prognozowanie. Ułatwiają je funkcje nazywanie oscylatorami. Czym w praktyce jest oscylator i jak należy odczytywać jego wskazania?

Oscylator to narzędzie analizujące dane historyczne przy wykorzystaniu funkcji statystycznych. Jego wskazania są widoczne pod wykresem i pozwalają na prognozowanie optymalnej strategii sprzedażowej, która przeniesie zyski. Z zasady oscylator jest zawsze funkcją, która porusza się w górę lub słów, a co za tym idzie nigdy nie przekroczy górnych ani dolnych ograniczeń.

Wykorzystanie oscylatorów w czasie handlu na platformie Forex powinno poprzedzać wcześniejsze wypróbowanie ich wskazań. Nie należy podejmować ryzyka na rachunku rzeczywistym, opierając się jedynie na wskazaniach oscylatora, którego dobrze nie rozumiemy lub nie jesteśmy pewni jego skuteczności. W dużym uproszczeniu, zasady działania oscylatorów określają dwa twierdzenia:

  1. Sprzedaj, jeśli znajduję się wysoko
  2. Kup, jeżeli znajduję się nisko

Jak interpretować wskazania oscylatorów?

Ruch oscylatorów jest definiowany przez zachowanie ceny. Jeżeli zrobiła ona jednostajny mocny ruch do góry, wskaźnik poszybuje do strefy wykupienia instrumentu, a więc znajdzie się u góry. Prawidłową interpretacją będzie stwierdzenie, że na dany instrument spadł popyt i jednocześnie wzrosła jego cena. Może to być sygnałem na zbliżające się odwrócenie trendu – krótko- lub długoterminowe.

Z drugiej strony cena może wykonać jednostajny mocny rucho do dołu. W takiej sytuacji oscylatory znajdą się nisko, w strefie wykupienia instrumentu. Jak zinterpretować wskazanie? Opisywana sytuacja może być sygnałem, że trend spadkowy traci na dynamiczności oraz sile i możemy oczekiwać jego odwrócenia, również krót- lub długoterminowego.

Najpopularniejsze oscylatory

Na rynku Forex funkcjonują setki, a nawet tysiące wskaźników oraz oscylatorów. Niektóre są proste, inne złożone i skomplikowane. Dwoma uznawanymi przez ekspertów za najpopularniejsze się RSI oraz stochastic. 

Łączenie odczytów

Dla zachowania zrównoważonej strategii i unikania pochopnych decyzji sprzedażowych, warto łączyć ze sobą odczyty płynące z różnych oscylatorów. Niektóre (jak czysty stochastic) dają inwestorom więcej sygnałów, które są mniej skuteczne. Z kolei oscylator stochastyczny RSI informuje rzadziej, ale przy tym jego sygnał może dawać lepsze rezultaty. Interpretacja uwzględniająca wahania obu wartości pozwala na efektywne i wymierne w skutkach inwestowanie.

Karnawał na rynkach trwa

Dolar jest najsłabszy od pierwszej połowy listopada ubiegłego roku. Z kolei na Wall Street trwa odbicie. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA już w marcu urosło do 84 proc. a rynek oczekuje w tym momencie już czterech, a nie trzech jak do tej pory, ruchów ze strony Fed w najbliższych 12 miesiącach. Inflacja w Stanach Zjednoczonych, którą poznaliśmy wczoraj, jest kolejnym raportem, który zbliża rynki do przełomowego momentu, jakim będzie start normalizacji polityki monetarnej prowadzonej przez Rezerwę Federalną.

Odczyt CPI z USA, który wyniósł 7 proc. (zmiana rok do roku), był szeroko oczekiwany i wyceniony przez rynek. Co prawda zaskoczył wskaźnik bazowy, który pokazała dynamikę zmiany na poziomie 0,6 proc. (miesiąc do miesiąca) oraz 5,5 proc. (w relacji rok do roku). Silniej wzrosły ceny samochodów używanych (+3,5%) i nowych (+1,0%), na które wpływ miały wąskie gardła produkcyjne w przemyśle motoryzacyjnym, a także ceny usług wymagających kontaktu z klientem, takich jak podróże lotnicze (+2,7%) i zakwaterowanie w hotelach (+1,3%), na które ponownie jest większy popyt. Pozytywnym czynnikiem jest fakt, że czynsze w USA, które stanowią jedną trzecią całego koszyka CPI, wykazują mniejsza dynamikę wzrostu niż jesienią. Poziom 7 proc. prawdopodobnie zostanie jeszcze przekroczony, jednak wiosną inflacja powinna maleć, kiedy to efekt zatorów w zaopatrzeniu będzie mniejszy. Koszty pracy nadal rosną i dlatego CPI pozostanie długo powyżej poziomów sprzed pandemii.

Najwyższa wartość wskaźnika CPI od 40 lat nie przestraszyła rynku. Wall Street na wczorajszej sesji barwiła się na kolor zielony, a odbicie, które zostało zapoczątkowane w poniedziałek, było po prostu kontynuowane. Rośnie prawdopodobieństwo podwyżki stóp w marcu, jednak na ten moment nie powoduje to ucieczki od ryzyka. Inwestorzy ponownie chcą wierzyć w to, że hossa będzie trwać nadal i wciąż kupują „dołki”. Z wypowiedzi Powella wynika jasno, że Fed chce walczyć z inflacją, jednak w taki sposób aby nie dopuścić do nadmiernego schłodzenia gospodarki. Jest to podkreślane na każdym kroku i jak na razie wystarczy, żeby podtrzymać optymizm na rynkach. Pytanie w tym momencie jest jedno, kiedy nastąpi punkt przegięcia i co będzie takim czynnikiem zapalnym, który spowoduje, że rynki realnie zaczną obawiać się podwyżek kosztu pieniądza w USA.
Nominowana na wiceprzewodniczącą Fed Lael Brainard będzie dziś przemawiać przed Senacką Komisją Bankową. W uwagach opublikowanych przed posiedzeniem, podkreśliła ona, że sprowadzenie inflacji z powrotem do poziomu 2% przy jednoczesnym podtrzymaniu ożywienia gospodarczego jest najważniejszym zadaniem Fed.

Reakcja dolara jest po części zrozumiała. Osłabienie „zielonego” to pokłosie tego, że zbyt mocno zyskał on w II połowie 2021 roku. Skrajne pozycjonowanie inwestorów rodzi ryzyko większej korekty na rynku. Mamy prawdopodobnie do czynienia ze zjawiskiem zamykania długich pozycji na USD, które w ostatnich miesiącach mocno narosły. Tak wynika przynajmniej z raportu CFTC. Stąd też widzieliśmy wczoraj przełamanie istotnego oporu na EUR/USD. W długim terminie główna para walutowa powinna zejść na niższe poziomy niż 1,12, ale w tym momencie należy się spodziewać korekty nawet do poziomu 1,1530.

Świetna sesja na GPW pozwoliła na dalszą aprecjację złotego. Wszystkie główne indeksy zyskiwały. WIG20 przekroczył poziom 2400 pkt a szeroki WIG wspiął się do nieobserwowanego od listopada 2021 pułapu 73 334 pkt. Atak na historyczny szczyt jest jak najbardziej prawdopodobny. EUR/PLN na moment zszedł poniżej 4,52 co oznacza, że jest najsilniejszy w relacji do wspólnej waluty od września ubiegłego roku. Dynamiczna aprecjacja o ok 20 groszy (licząc od końca listopada 2021) powoduje, że rośnie prawdopodobieństwo odreagowania, co może oznaczać korektę na parze EUR/PLN. W średnim i długim terminie złoty powinien pozostać na wzrostowej ścieżce i być wspierany przez prowadzoną politykę pieniężną NBP. Kolejnym istotnym wsparciem dla notowań jest poziom 4,50-4,49, czyli minima z okresu czerwiec-wrześnie ubiegłego roku.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Czy w 2022 roku czeka nas spowolnienie gospodarcze? Prognozy ekonomistów

Analitycy spodziewają się, że średnia podwyżka cen sięgnie w przyszłym roku 5,4 proc. Inflacja wyhamuje w 2023 r. do 3,9 proc. – ale wzrost cen nadal będzie przekraczał górną granicę celu Narodowego Banku Polskiego. Przed pandemią, w latach 2018-2019, polska gospodarka rosła w tempie 5-6 proc. Była jednym z liderów wzrostu PKB w Europie. COVID-19 mocno namieszał i wszystko wskazuje na to, że po wyraźnym odbiciu w 2021 roku kolejne dwa lata będą stały pod znakiem spowolnienia. Ekonomiści są bardzo różni w swoich ocenach dotyczących roku 2022. Wszystko za sprawą trudnej do przewidzenia sytuacji i kryzysu nie tylko związanego z inflacją, ale także z czwartą falą COVID-19. Prognozy wahają się od tych najbardziej optymistycznych, do bezwzględnie pesymistycznych.

– Jeżeli mowa o prognozach na następny rok, to muszę przyznać, że nie są bardzo obiecujące. W zależności od tego, czy nastąpi jakieś wielkie odbicie w światowych gospodarkach – to być może znajdziemy się w sferze 4-5% wzrostu PKB. Natomiast bardziej prawdopodobny jest negatywny scenariusz – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista – Prawdopodobnie Polska osiągnie wzrost na poziomie 2-3%, a to oczywiście w perspektywie tego, że obecne problemy nie osiągnęły szczytu. Inflacja to kolejna wielka niewiadoma i tutaj także możemy mówić o różnych scenariuszach. Jeden z nich głosi, że inflacja ustabilizuje się na poziomie 5-6%  ale nie można wykluczyć sytuacji, w której ceny paliw dalej będą rosły. W tym przypadku bank centralny nie będzie w stanie przekonać społeczeństwo do swej wiarygodności i polityki. W związku z tym dwucyfrowa inflacja w przyszłym roku nie jest wykluczona. Najbardziej jednak martwi mnie problem bezrobocia. Obecnie jesteśmy krajem o niemal zerowym poziomie bezrobocia. Nie oznacza to, że nie ma w Polsce osób bezrobotnych – tylko że gospodarka jest w stanie wygenerować miejsca pracy dla ludzi z kwalifikacjami i chcących podjąć pracę. Przypuszczam, że ta sytuacja nieprędko się zmieni – ocenia Orłowski.

Vivid Games: Real Boxing 2 wypracował najwyższą w 2021 roku sprzedaż

Spółka zaprezentowała przychody za grudzień na poziomie ok. 2,7 mln zł. Wynik netto za ostatni miesiąc to -0,32 mln zł, a EBITDA narastająco wyniosła blisko 4 mln zł. Na koniec grudnia na rachunkach spółki było 3,05 mln zł. Real Boxing 2 osiągnął najwyższe w 2021 roku przychody na poziomie 1,7 mln zł.

Grudzień to kolejny z rzędu miesiąc, w którym Real Boxing 2 wygenerował przychody wyższe niż miesiąc wcześniej. W grudniu tytuł wypracował o ~30% wyższe przychody niż w listopadzie (!). Przekroczyliśmy próg 0,4 mln USD miesięcznego przychodu i sukcesywnie zbliżamy się do celu >1 mln USD miesięcznie. ARPU* na kluczowych rynkach to już 1,32 USD. Projektujemy kolejne aktualizacje i kampanie live ops – jesteśmy bardzo zmotywowani do dalszej pracy widząc tak doskonałe efekty.” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing 2.

Spółka zapowiedziała, że w 2022 poda roku szczegóły dotyczące pomysłu na nową grę, bazującą na sprawdzonym silniku z Real Boxing 2.

Jesteśmy na etapie krystalizacji pomysłu na nową grę. Mogę powiedzieć, że obok sprawdzonych w Real Boxing 2 mechanizmów, planujemy implementację najnowszych, zweryfikowanych już przez inne tytuły free-to-play, rozwiązań. Więcej informacji dotyczących tematyki gry i orientacyjnej daty premiery podamy do końca I kwartału.” – informuje Jarosław Wojczakowski. “Przychody za grudzień były najwyższe w całym 2021 roku, wynik obciążyły inwestycje w UA i rozbudowę zespołu, które powinny zwrócić się w kolejnych okresach. Co istotne, wydatki nie spowodowały zmniejszenia stanu środków na rachunkach.” – dodaje prezes Vivid Games.

W grudniu Spółka musiała zmierzyć się z zaskakującymi informacjami. Shori Games wypowiedziało umowy wydawnicze dotyczące Knights Fight 2 i The Cash.

Nie zgadzamy się z podstawami wypowiedzenia umów wydawniczych, na które powołało się Shori Games i uznajemy wypowiedzenia za nieskuteczne. Niestety, uniemożliwienie korzystania z naszej wersji gry w wyniku jednostronnego wyłączenia serwerów przez Shori odbiło się na naszym grudniowym wyniku. Czekamy na odpowiedź developera na nasze propozycje. Wystąpiliśmy o naprawienie szkody wyrządzonej uniemożliwieniem dalszego korzystania z Knights Fight 2 przez użytkowników oraz z roszczeniem o zwrot środków zainwestowanych przez Spółkę w rozwój obu tytułów. W wypadku braku zapłaty przez Producenta, Spółka skieruje sprawę na drogę sądową.” – podkreśla Piotr Gamracy, powołany 7 stycznia do zarządu Vivid Games.

*średni przychód z gracza

Opóźnione płatności blokują rozwój co drugiej firmy

Firmy z sektora MŚP chcą zwiększać skalę biznesu, ale uniemożliwiają im to opóźnione płatności ze strony kontrahentów. Największym impulsem rozwojowym dla przedsiębiorstw są natomiast zewnętrzne źródła finansowania. To wnioski, jakie płyną z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i firmy faktoringowej NFG „Impulsy i bariery finansowe w rozwoju MŚP”.

Według danych KRD polscy przedsiębiorcy muszą odzyskać od swoich klientów 58,4 mld zł. Tak duża kwota przeterminowanych należności nie tylko szkodzi gospodarce, ale też blokuje działalność firm. Zwłaszcza, że jak pokazuje najnowsze badanie, najważniejszym czynnikiem prowadzenia biznesu dla wielu przedsiębiorców wcale nie jest zysk.

Rozwój ważniejszy niż zysk

Autorzy badania „Impulsy i bariery finansowe w rozwoju MŚP”, czyli Krajowy Rejestr Długów i firma faktoringowa NFG, spytali przedsiębiorców z sektora MŚP, co jest najważniejsze w prowadzeniu biznesu/działalności gospodarczej. Dla niemal 38% właścicieli przedsiębiorstw w Polsce najważniejsze w prowadzeniu firmy jest sukcesywne zwiększanie skali biznesu, zatrudnienia i liczby klientów, czyli mówiąc krótko – rozwój. Na drugim miejscu jest zysk – wskazuje na to 20,3% firm. Kolejne na liście najważniejszych czynników w biznesie jest utrzymanie siebie i rodziny (18,9%), następnie bycie sobie sterem, żeglarzem i okrętem (11,5%) oraz satysfakcja z prowadzonej działalności (11,3%).

Analizując odpowiedzi przez pryzmat wielkości przedsiębiorstwa, widać, że im większa firma, tym wyżej w hierarchii wartości stawiany jest rozwój. I tak: w firmach średnich, zatrudniających od 50 do 249 osób, rozwój na pierwszym miejscu stawia co druga z nich (52,7%). W grupie firm małych (zatrudniających od 10 do 49 osób) ten odsetek topnieje do 38%. W gronie mikrofirm (od 1 do 9 osób) natomiast tylko co czwarta (24%) uważa rozwój za najistotniejszy element działalności. Zamiast tego popularniejszym wskazaniem w tej grupie respondentów jest utrzymanie siebie i rodziny. Właściciele mikrofirm, w większym stopniu niż pozostałe grupy, doceniają również satysfakcję z pracy i bycie sobie sterem, żeglarzem i okrętem.

W podziale na branże rozwój przedsiębiorstwa pozostaje najważniejszą kwestią dla firm przemysłowych, ale już na przykład handel stawia na pierwszym miejscu zysk.

Jak pokazuje nasze badanie, znaczny odsetek mikrofirm próbuje przede wszystkim przetrwać i utrzymać siebie oraz swoją rodzinę. Ekspansja jest natomiast głównym celem firm średnich, które częściej stawiają rozwój na pierwszym miejscu i mają aspiracje, by rozszerzać zakres działalności. Widać to również w sposobie, w jaki zarządzają finansami. Średnie firmy chętniej przeznaczają dodatkowe pieniądze na inwestycje, podczas gdy mikrofirmom środki z faktoringu służą w głównej mierze na bieżące opłaty i poprawę płynności finansowej – komentuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG, która jest współautorem badania.

Opóźnione płatności hamują polskie firmy

Zdaniem ekspertów, firmy mogłyby się prężniej rozwijać, gdyby nie bariery. Największą przeszkodą finansową w rozwoju przedsiębiorstw są faktury płacone po terminie przez kontrahentów. Wskazuje na to 56,3% właścicieli firm. Przedsiębiorcy są zgodni co do tego, bez względu na wielkość i rodzaj prowadzonej działalności. Drugą barierą w rozwoju firm jest brak płatności ze strony kontrahenta – skarży się na to już prawie co trzecia firma z sektora MŚP (32%).

Przeterminowane należności są największą zmorą sektora MŚP od wielu lat i główną przyczyną zatorów płatniczych w gospodarce. Jak pokazuje nasze badanie, opóźnienia w płatnościach uniemożliwiają rozwój co drugiej firmy w kraju, a najmocniej dotykają najmniejsze działalności. W firmach zatrudniających do 9 osób jest to aż 62 proc. wskazań. Pod względem branż wyraźnie wybija się transport: w firmach przewozowych opóźnione płatności hamują rozwój w takim samym stopniu co całkowity brak zapłaty ze strony kontrahenta, czyli na poziomie 54 procent – analizuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Nieco mniej, bo 30,5% przedsiębiorstw, jako kolejną barierę wskazuje długie terminy płatności na fakturach, które wystawia. Zaś blisko co czwarte przedsiębiorstwo (23,4%) narzeka na brak wiedzy o sytuacji finansowej swoich kontrahentów.Opóźnione płatności blokują rozwój firm

To ostatnie trochę na własne życzenie – komentuje Adam Łącki. – Informacje o nieuczciwości partnera są już bowiem dzisiaj dostępne niemal na wyciągnięcie ręki. Raporty finansowe, dane o zadłużeniu przedsiębiorstw można uzyskać z biur informacji gospodarczej. I duże firmy rzeczywiście z tej możliwości korzystają. W przypadku sektora MŚP wygląda to już znacznie gorzej. Mikro, małe i średnie firmy łącznie pobierają 4-5 razy mniej takich raportów o kontrahentach niż firmy duże. Wniosek? 4-5 razy bardziej ryzykują współpracę z nierzetelnym klientem – dodaje prezes KRD.

Nie ma rozwoju bez finansowania

Ankietowani zostali zapytani również o to, co jest największym impulsem rozwojowym dla firm. Ponad polowa przedsiębiorców wskazała, że w rozwoju biznesu pomocne są przede wszystkim zewnętrzne źródła finansowania (leasing, faktoring, kredyt) – 52,7% wskazań. To wskazanie pojawia się najczęściej bez względu na wielkość firmy czy rodzaj prowadzonej działalności. W budownictwie i w handlu przekracza nawet 61 proc.

Kolejnym motorem rozwoju są dostępne rozwiązania wspierające płynność finansową (monitoring płatności, weryfikacja kontrahentów, windykacja) – 34,4% oraz pomoc ze strony państwa (np. dotacje) – 33,2%.

Ogólnopolskie badanie „Impulsy i bariery finansowe w rozwoju MŚP”, na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i firmy faktoringowej NFG, przeprowadzone przez IMAS International w grudniu 2021 r. na grupie 512 firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Czynsze najmu mieszkań po podwyżce stóp procentowych

Czarny scenariusz dla setek tysięcy kredytobiorców w Polsce zrealizował się szybciej, niż można było zakładać jeszcze pół roku temu. Stopy procentowe NBP nieomal z dnia na dzień dynamicznie wzrosły, tym samym pociągając za sobą wzrost rat kredytów. Wszystko wskazuje na to, że to nie koniec, ale ważne jest również podkreślenie, że podwyżkę stóp procentowych prawdopodobnie odczują także ci, którzy nie mają zaciągniętych kredytów, za to swoje mieszkania wynajmują.

Przypomnijmy: jeszcze do niedawna podstawowa stopa procentowa Narodowego Banku Polskiego była bliska zeru. NBP długo utrzymywał zerowe stopy, mimo coraz bardziej niepokojących informacji o inflacji. W końcu bank zaczął dostrzegać problem, by w krótkim czasie, niejako „za jednym zamachem” uderzyć w kieszenie kredytobiorców, drastyczną podwyżką stóp. W ciągu nieco ponad dwóch miesięcy podstawowa stopa referencyjna wzrosła z 0,10 proc. aż do 1,75 proc.

Zrealizował się więc najgorszy scenariusz z punktu widzenia kredytobiorców, tzn. skokowy wzrost stóp. Posiadacze kredytów nie dostali czasu, by finansowo „zaadaptować się” do sytuacji.

Zakładając, że nasz „modelowy” kredytobiorca zadłużył się na 300 tys. zł, na 25 lat, obecnie – przy oprocentowaniu wynoszącym około 4 – 4,5 proc. (wg Amron Sarfin w III kw. 2021 średnia marża kredytu hipotecznego wynosiła 2,2 proc.) – przeciętna stała rata kredytu w zależności od marży bankowej wyniesie około 1650 – 1750 zł (nieco ponad 2000 zł przy ratach malejących).

Przed serią podwyżek stóp, przeciętne oprocentowanie kredytu wraz z marżą wynosiło około 2,5 proc. Wówczas nasz modelowy kredytobiorca zapłaciłby około 1350 zł raty stałej i 1625 zł raty malejącej.

Dodatkowe obciążenie rzędu kilkuset złotych może być bardzo bolesne dla domowych budżetów, jednak – jak już zaznaczyliśmy – prawdopodobnie odczują je także ci, którzy żadnych kredytów nie mają.

Mowa o najemcach mieszkań. W czasie rozpędzonej koniunktury na rynku mieszkaniowym, najprawdopodobniej wyhamowanej podwyżkami stóp procentowych, duży odsetek kupujących inwestował w mieszkania na sprzedaż z myślą o zarabianiu na wynajmie. Niskie stopy procentowe nie sprzyjały oszczędzaniu na lokatach, czy na rynku obligacji, dlatego wielu kusiła mieszkaniówka i bardzo atrakcyjne zyski możliwe do osiągnięcia.

Dziś ludzie stają przed alternatywą: albo ograniczyć własne marże z wynajmu, albo też przerzucić przynajmniej część kosztów na najemców. Może być tak, że próba regulacji rosnących zobowiązań kredytowych czynszami będzie koniecznością, jeśli po podwyżce stóp procentowych raty kredytowe będą większe, niż czynsze najmu, które uzyskują właściciele mieszkań.

Ile za wynajem mieszkania?

Analizy sytuacji na rynku najmu wskazują, że w poprzednim roku wynajmujący już wcześniej, przed serią podwyżek stóp, zaczęli zwiększać czynsze – co oczywiście spowodowane było rosnącą inflacją, ale też stanowiło reakcje na kryzysowy dla rynku najmu rok 2020.

Poniżej wykres z raportu Amron Sarfin za III kw. 2021Czynsze najmu mieszkań III kw. 2021

Jak widzimy, co prawda czynsze zaczęły od początku 2021 roku rosnąć, ale po mocnym „zjeździe” w 2020 roku, co oczywiście było spowodowane tąpnięciem na rynku najmu – zwłaszcza krótkoterminowego – spowodowanym lockdownami, ograniczeniami w podróżowaniu oraz odwołaniem szeregu imprez masowych w 2020 roku. Na razie więc – można powiedzieć, że nie dzieje się nic specjalnego. W III kw. 2021 czynsze najmu dopiero „wracały” do poziomów sprzed pandemii.

Mimo to wiele wskazuje na to, że w krótkim czasie mogą one przebić ówczesne poziomy. Z danych Amron – Sarfin wynika, że przeciętne czynsze z największych miast Polski są aktualnie niższe niż rata modelowego kredytu mieszkaniowego na 300 tys. zł, a więc w największych miastach pozwalającego na kupno zaledwie dobrze zlokalizowanej  kawalerki albo małych dwóch pokoi, ale już w gorszej lokalizacji.

Najdroższym rynkiem najmu wśród miast wojewódzkich jest oczywiście Warszawa, gdzie średnia stawka czynszu wynosi niecałe 1800 zł miesięcznie. W Gdańsku jest to ponad 1600 zł, we Wrocławiu nieco ponad 1500, a w Krakowie – co może zaskakiwać – czynsze okazują się dosyć niskie i wg Amron Sarfin wynoszą niecałe 1400 zł.

Wykres 2 – Czynsze najmu mieszkań w największych miastach PolskiCzynsze najmu mieszkań w największych miastach Polski

Jak widzimy – średnie czynsze okazują się albo zbliżone, albo niższe od modelowej raty kredytu.

Covid zastopuje podwyżki?

Czynnikiem, który może ograniczyć skalę ewentualnych podwyżek czynszów, będzie obawa wynajmujących, że zainteresowanie ofertą ze strony najemców spadnie. Taki scenariusz może zaistnieć zwłaszcza wówczas, gdyby się okazało, że mamy kolejne zamknięcie gospodarki, turystyki i życia społecznego związane z koronawirusem. Jeśli pandemia znów się nasili, i w tą stronę pójdą decyzje rządzących, rynek najmu znów odczuje to boleśnie.

Tak więc pandemia to kolejny istotny czynnik, który będzie odgrywał tu rolę.

Na dzień dzisiejszy wydaje się, że właściciele przynajmniej w części będą rekompensować sobie podwyżki stóp procentowych, a więc rat kredytów poprzez podwyżki czynszów najmu. Jaka będzie ich skala – jeszcze za wcześnie o tym mówić, w związku z tym że ostatnie decyzje Rady Polityki Pieniężnej zapadły w grudniu.

Prawnicy Izby o Polskim Ładzie. Jednym z największych problemów jest „porzucanie” przedsiębiorców przez kancelarie podatkowe i księgowe

Północna Izba Gospodarcza od początku roku odbiera szereg wiadomości od przedsiębiorców w temacie Polskiego Ładu oraz tego jak radzić sobie z nowymi przepisami podatkowymi, które są skomplikowane i sprawiają trudności nawet biurom rachunkowym i księgowym. Sprawami przedsiębiorców zajmują się prawnicy zrzeszeni w Izbie.  – Część przedsiębiorców wyraża obawę o możliwość utrzymania rentownej działalności. Wynika ona z szacunkowych kalkulacji uwzględniających zmieniające się nieustannie na niekorzyść przedsiębiorców parametry cenowe materiałów i surowców, a zwłaszcza energii elektrycznej i gazu – mówi mec. Dariusz Sosnowski, wspólnik w kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

„Wydaje się, że negatywne konsekwencje niespójnego systemu dotkną losowo określone grupy przedsiębiorców”

Ekspert Północnej Izby Gospodarczej przyznaje, że przedsiębiorcy mierzą się obecnie z kumulacją wyzwań, której trudno jest im sprostać. Zaczynając od pandemii koronawirusa przez podwyżki cen mediów, po wielkie zmiany podatkowe, kadrowe i rozliczeniowe wynikające z Polskiego Ładu. Przedsiębiorcy szukają pomocy u prawników w wielu tematach.

– Miarą zamieszania wywołanego jego wprowadzeniem są protesty nie tylko przedsiębiorców ale też pracowników sektora administracji skarbowej, którzy często pozostają bezradni nie tylko wobec ilości zgłaszanych przed przedsiębiorców zapytań i wątpliwości ale również w zakresie udzielania w sposób odpowiedzialny jednoznacznych i wiążących odpowiedzi dotyczących interpretacji przepisów. Wydaje się, że negatywne konsekwencje niespójnego systemu dotkną losowo określone grupy przedsiębiorców, którzy, przynajmniej wg aktualnego stanu prawnego, tak naprawdę pozostają bez wpływu na możliwość uniknięcia negatywnych zmian wynikających z wejścia w życie Polskiego Ładu – mówi mec. Dariusz Sosnowski.

Co według prawników jest dla przedsiębiorców najtrudniejsze? – Nie sposób wskazać hierarchię ważności przyczyn wpływających na tworzenie trudności w prowadzeniu działalności gospodarczej. Są one różne w zależności od skali przedsiębiorstwa, wielkości zatrudnienia , prowadzenia energochłonnej produkcji lub świadczenia usług, rodzaju wykorzystywanych materiałów i surowców oraz udziału kosztów transportu w prowadzeniu działalności operacyjnej. Mamy do czynienia ze zjawiskiem obniżenia aktywności gospodarczej, które spowodowane jest dodatkowo potrzebą obserwacji zachowań konkurencji w poszczególnych branżach w celu podjęcia działań własnych mających zapewnić konkurencyjność na rynku mimo zmienionych warunków. Niezależnie od tego część przedsiębiorców albo rozważa albo już wprowadza zmiany formy organizacyjnej w jakiej ich zdaniem w sposób bardziej atrakcyjny możliwym jest stawianie czoła nowym regulacjom prawnym i sytuacji rynkowej. Decyzje takie podjęli zwłaszcza ci, którzy nie liczą już na efektywną pomoc ze strony państwa – mówi mec. Dariusz Sosnowski.

Kancelarie podatkowe i gospodarcze wypowiadają przedsiębiorcom umowy. Dlaczego?

Jak mówią eksperci coraz częściej dochodzi do przypadków „porzucania” przedsiębiorców przez biura rachunkowe i księgowe. Wynika to z kilku czynników. Dla jednych Polski Ład jest zbyt skomplikowany i nie chcą brać odpowiedzialności za doradztwo przedsiębiorcom w tak niejasnej materii. Jeszcze inni są zmuszeni do ograniczania ilości klientów, by skupić się na tych priorytetowych.

– Miarą poziomu dramaturgii związanej z brakiem pewności prawnej wywołanej wprowadzeniem Polskiego Ładu są też przykłady sytuacji, w których profesjonalne podmioty świadczące usługi z zakresu rachunkowości i doradztwa podatkowego wypowiadają przedsiębiorcom umowy o świadczenie tychże usług uzasadniając to brakiem możliwości przyjęcia na siebie odpowiedzialności za skutki najbardziej nawet przemyślanych rozwiązań przyjętych w oparciu o nowe regulacje gospodarczo-podatkowe wskazując, że przyjęcie na siebie odpowiedzialności przypominałoby podjęcie się działań o stopniu trudności związanym z wyliczeniem kwadratury koła – mówi mec. Dariusz Sosnowski.

White Star Logistics wybuduje park przemysłowy w Toruniu

White Star Logistics, wspólne przedsięwzięcie White Star Real Estate i Bain Capital Credit, przygotowuje kolejną inwestycję. Tym razem nie będzie to typowy obiekt logistyczny, ale park przemysłowo-logistyczny zorientowany na potrzeby lekkiej produkcji i zlokalizowany w mocno zurbanizowanej części Torunia. To kolejna inwestycja ogłoszona w ostatnich miesiącach przez dewelopera, po Raszynie i Nowym Koniku pod Warszawą.

Nowe centrum przemysłowo-logistyczne powstanie we wschodniej części Torunia w bezpośredniej bliskości drogi ekspresowej S10, która jest sukcesywnie modernizowana. Inwestycja będzie realizowana w dwóch etapach: Pierwsza z hal będzie miała powierzchnię 27 186 m2, a hala B  – 21 426 m2, czyli łącznie niemal 50 tys. m2.

„Toruń obecnie bardzo szybko się rozwija, a atutem miasta jest na pewno dostęp do wykwalifikowanych pracowników. Ratusz stworzył tam strefę inwestycyjno-logistyczną Toruń-Wschód, w której już działa kilku dużych operatorów logistycznych i rozwijane są projekty produkcyjne. Tworząc nasze projekty chcemy koncentrować się zarówno na dojrzałych rynkach, jak i takich, których perspektywy rozwoju są największe, stąd decyzja o inwestycji w Toruniu. Ten region ma szansę stać się wkrótce jedną z kluczowych dla biznesu lokalizacją, zwłaszcza że współpraca z lokalną administracją sprawia, że region jest atrakcyjnym miejscem dla tego typu inicjatyw” – mówi Bartosz Szewczyk, Managing Partner w White Star Real Estate.

Atutem inwestycji jest doskonała lokalizacja, która zapewnia pracownikom sprawny dojazd na miejsce, co jest kluczowe dla najemców podobnych obiektów. Teren jest świetnie skomunikowany z miastem – w pobliżu są przystanki tramwajowe i autobusowe i zaplecze produkcyjne dla wielu branż. Z kolei węzeł autostrady A1 jest położony w odległości ok. 4 km od parku.

Toruń stanowi łącznik Północnej i Centralnej Polski. Ponadto do najważniejszych atutów miasta i regionu należy zaliczyć również silne zindustrializowanie, dużą liczbę wysoko wykwalifikowanych pracowników, znaczną podaż absolwentów i studentów, a także wysoką aktywność gospodarczą. Toruń wraz z najstarszą, największą i najlepszą uczelnią publiczną w północnej Polsce, czyli Uniwersytetem Mikołaja Kopernika plasują miasto w czołówce ośrodków akademickich, co przekłada się na jeden z najwyższych wskaźników w Polsce jeśli chodzi o liczbę studentów i absolwentów zasilających rynek pracy. Toruń liczy 176,7 tys. mieszkańców, a prawie 30% torunian, w wieku 25-29 lat legitymuje się wyższym wykształceniem.

Podobnie jak w przypadku inwestycji w Raszynie i Nowym Koniku, park logistyczny w Toruniu będzie łączył powierzchnie typu BIG BOX i małe moduły typowe dla logistyki i produkcji miejskiej (SBU – Small Business Unit, w których istotną część będzie stanowiło zaplecze biurowe.

„Obserwujemy stale rosnący popyt na powierzchnie magazynowe i produkcyjne, zwłaszcza jeśli chodzi o lokalizacje miejskie i podmiejskie. Chcemy by platforma White Star Logistics wyróżniała się przemyślanymi lokalizacjami, które są dobrze skomunikowane z drogami ekspresowymi i autostradami, ale do których również bez problemu dojadą pracownicy komunikacją miejską. Stawiamy też na rozwiązania ekologiczne: panele fotowoltaiczne, systemy pozwalające na wtórne wykorzystanie wody i redukcje zużycia energii elektrycznej oraz stacje ładowania pojazdów elektrycznych” – dodaje Bartosz Szewczyk.

Strategia White Star Logistics zakłada stworzenie sieci nowoczesnych centrów logistycznych w najbardziej pożądanych miejscach w Polsce. Wszystkie budynki, które powstają w ramach projektu będą posiadały certyfikaty środowiskowe w systemie BREEAM na poziomie co najmniej very good. White Star Logistics w pierwszych 3 latach zamierza zrealizować w Polsce osiem projektów magazynowych o łącznej powierzchni docelowej ponad 500 tys. m2. Budżet tych projektów ma wynieść 350 mln euro.

RAION Games zamierza pozyskać 2,4 mln zł i wydać dwie gry w 2022 roku

RAION Games, spółka tworząca gry Indie Premium na Nintendo Switch chce pozyskać 2,4 mln zł w kampanii crowdfundingu dłużnego. Pozyskany kapitał spółka przeznaczy na wydanie trzech tytułów: platformowej grze akcji Blackwhite, zręcznościowej gry multiplayer Flyin Fat i Survival Island łączącej battle royale oraz survival. Jednocześnie Spółka kończy prace nad osadzonym w cyberpunkowo-japońskiej stylistyce Datenshi: Reborn. RAION Games chce wydawać minimum dwie gry rocznie o budżetach do 0,5 mln zł. 

Na polskim rynku mamy relatywnie mało studiów, które zajmują się tworzeniem gier na Nintendo Switch. Ponad 71 proc. rodzimych podmiotów tworzy gry na PC. Pozyskany kapitał przeznaczymy na ukończenie naszych trzech produkcji. Flyin Fat i Blackwhite zadebiutują jeszcze w 2022 roku, natomiast Survival Island jest planowane na 2023 r. Widzimy, że nasze tytułu mają bardzo duży potencjał rynkowy. W przypadku platformy Nintendo Switch mamy dostęp do szerokiego rynku – ponad 92 milionów graczy – mówi Mateusz Niżnik, wiceprezes RAION Games.

Inwestorzy mogą zainwestować 2,4 mln zł w RAION Games w crowdfundingu dłużnym. Spółka oferuje oprocentowanie w wysokości 9 proc. rocznie i wypłatę odsetek co pół roku, czas trwania inwestycji to 24 miesiące. Pożyczka może być zamienna na akcje z 20 proc. dyskontem. Studio nie wyklucza także debiutu na rynku NewConnect w 2022 roku. Spółka chce przede wszystkim skorzystać na małej konkurencji i rosnącej popularności gier typu Indie Premium na konsole Nintendo Switch. Budżet produkcyjny jednego tytułu wynosi maksymalnie 0,5 mln zł, a cykl produkcyjny 12 miesięcy. Inspiracją studia jest Bandai Namco Entertainment wraz z takimi tytułami, jak Tekken, Dragon Ball i Naruto, cieszące się powodzeniem wśród graczy młodszego, jak i starszego pokolenia na całym świecie.

– Chcemy weryfikować na bieżąco nasze założenia, przez co cykl produkcyjny każdego z tytułów nie jest przesadnie długi. Z drugiej strony, tworzone gry pasują do obecnych trendów w popkulturze, przez co liczymy na duże zainteresowanie wśród graczy – dodaje Mateusz Niżnik.

Z szacunków spółki wynika, że liczba wszystkich gier dostępnych na Nintendo Switch to około 6,7 tys. sztuk, w tym ponad 1000 gier to platformowe. Dla porównania na Steam jest to 111,4 tys. gier, z czego ponad 7,8 tys. to gry platformowe.

RAION Games jest spółką stowarzyszoną, 25 proc. akcji spółki posiada notowane na GPW PunkPirates, które rozwija gry z segmentu VR. Najbliższe premiery zaplanowane przez RAION Games to: Datenshi: Reborn i Flyin Fat.

Co firmy windykacyjne mogą a czego nie

Inflacja, drożyzna, wzrost stóp procentowych. Niepewna sytuacja gospodarcza coraz mocniej dotyka konsumentów – zwłaszcza tych posiadających zadłużenie. Gdy pojawiają się problemy z jego spłatą, wielu wierzycieli, nie mogąc lub nie mając czasu na egzekwowanie należności, przekazuje to zadanie firmom windykacyjnym. Te niestety nie zawsze działają zgodnie z prawem.

Firmy windykacyjne nie mają nic wspólnego z policją, prokuraturą, sądem czy komornikiem. To prywatne podmioty, których rolą jest doprowadzenie do polubownego odzyskania długu. Na przykład poprzez rozłożenie spłat na raty. – Firmy takie mogą podejmować wszelkie, zgodne z prawem działania służące odzyskaniu należności. Najczęściej polegają one na wysyłaniu wezwań do zapłaty lub telefonicznym bądź osobistym kontakcie z dłużnikiem, w celu omówienia sytuacji i znalezienia sposobu jej rozwiązania – wyjaśnia Małgorzata Miś, prezes Stowarzyszenia Ochrony Konsumentów „Aquila”.

Niestety zdarza się, że windykator stosuje niedopuszczalne, bo niezgodne z prawem, metody. Ich katalog nie jest niestety zamknięty, bo pomysłowość takich nieuczciwych osób i podmiotów potrafi być spora. Z reguły jednak mieści się w którymś z trzech następujących obszarów: uporczywego nękania, naruszenia dóbr osobistych albo przekroczenia uprawnień.

Przestępstwo uporczywego nękania jest opisane w art. 190a § 1 Kodeksu Karnego i podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Jeśli więc windykator swoim celowym, długotrwałym i powtarzającym się zachowaniem powoduje u dłużnika poczucie zagrożenia lub narusza prywatność przez działania, takie jak na przykład ciągłe telefony i sms-y wysyłane nawet w nocy, kontakt z pracodawcą czy nachodzenie w domu i pracy, należy złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na policji bądź do prokuratury – podkreśla Małgorzata Miś.

W przypadku naruszania przez nieuczciwych windykatorów dóbr osobistych najczęściej spotykane jest rozpowszechnianie informacji o zadłużeniu wśród m.in. sąsiadów, pracodawcy czy innych związanych z dłużnikiem osób. Postępowanie karne o ochronę dóbr osobistych można w takich przypadkach wszcząć w oparciu o art. 212 Kodeksu Karnego. – W ekstremalnych przypadkach nieuczciwy windykator może posunąć się do gróźb i szantażu. To również przestępstwo, dodatkowo traktowane przez ustawodawcę surowiej, gdy chodzi właśnie o wymuszanie spłaty wierzytelności. Maksymalny wymiar kary wynosi tu bowiem 5 lat pozbawienia wolności, podczas gdy przy „zwykłej” groźbie są to 3 lata – zwraca uwagę Małgorzata Miś.  

Warto również pamiętać o wspomnianej już kwestii, że firmy windykacyjne to prywatne podmioty, niemające nic wspólnego z policją, prokuraturą, sądem czy komornikiem – a w związku z tym nieposiadające ich uprawnień. Nie mogą więc straszyć podjęciem ani tym bardziej podejmować działań, takich jak wizyta w celu spisania majątku dłużnika czy zajęcie jego ruchomości. – Zwłaszcza pierwszy kontakt z windykatorem potęguje z reguły już istniejący stres związany z problemami ze spłatą zadłużenia. Dlatego należy koniecznie pamiętać o tym, by wszelkie informacje i działania podawać i wykonywać po spokojnym namyśle, sprawdzając prawa i obowiązki obu stron, a więc dłużnika i windykatora. Jeśli nie jesteśmy pewni tego, że wszystko odbywa się uczciwie i zgodnie z prawem, koniecznie należy skorzystać z pomocy instytucji udzielających wsparcia konsumentom, takich jak choćby rzecznik konsumenta – podsumowuje Małgorzata Miś.

Czy Polska pozostanie największym placem budowy w Europie?

Branża budowlana jest miarą kondycji silnej gospodarki. Optymizmem napawa fakt, że w całej Europie wykazuje się niezwykłą odpornością na negatywne skutki pandemii. Bez wątpienia słowa „inflacja” i „wyzwanie” pozostaną najpopularniejszymi w tym roku. Dokładnie sto lat temu świat dochodził do siebie po największej w historii epidemii grypy hiszpanki, a w kolejnej dekadzie najgorszy kryzys ekonomiczny w historii kapitalizmu objął praktycznie wszystkie kraje oraz dziedziny gospodarki.

Jak wskazują ekonomiści, pierwszymi oznakami wielkiego kryzysu w latach 1929–1933 były problemy ze zbytem produktów i spadkiem produkcji. Przez co rosły światowe zapasy różnych towarów, które magazynowano ze względu na redukcję zapotrzebowania. Dodatkowo w USA rozpoczął się kryzys na rynku budowlanym. To z kolei fatalnie oddziaływało zarówno na wytwórców materiałów, jak i zapotrzebowanie na robotników budowlanych. Zatrzymanie tej wielkiej „machiny” w efekcie wywołało tragiczne dla ludzkości skutki.

Branża jest ważnym wskaźnikiem kondycji gospodarki

Kluczowe okazują się fundusze z budżetu UE na lata 2021-2027, jak i z Funduszu Odbudowy, to łącznie 770 mld zł które, mają ogromny wpływ na sytuację branży budowlanej oraz będą silnie oddziaływać na całą gospodarkę. Jak sygnalizują eksperci, ewentualne opóźnienia w tym obszarze mogą skończyć się dla całego budownictwa dużymi problemami.

Zwykle między następującymi po sobie budżetami unijnymi następowało zatrzymanie napływu środków unijnych i pauza w finansowaniu projektów budowlanych. Podczas tej przerwy niewiele się działo, a stagnacja na rynku materiałów budowlanych zwykle oznaczała również niskie ich ceny. Jednak gdy pojawiały się kolejne kontrakty z nowej perspektywy unijnej, to firmy rozpoczynały silną rywalizację i to głównie przez warunki cenowe. Warto pamiętać, że gdy prace budowlane ruszały i następowała ich kumulacja to ceny materiałów rosły. Zatem firmy, które wygrały przetargi, proponując zbyt niskie stawki, miały problemy z rentownością, pozostając w niezwykle trudnej sytuacji. Istotnym wyzwaniem okazuje się, aby obecnie w okresie dużej niestabilności rynkowej właściwe oszacować koszty i wynegocjować odpowiednie warunki długofalowe.

– Skala ożywienia inwestycji publicznych będzie ściśle uzależniona od napływu środków UE, których ewentualne ograniczenie może w stosunkowo krótkim czasie wywołać bardzo poważne konsekwencje dla funkcjonowania sektora budownictwa i branż pokrewnych. To między innymi dzięki funduszom unijnym na ścieżkę wzrostu będą mogły powrócić inwestycje JST (Jednostka Samorządu Terytorialnego), które obecnie próbuje stymulować rząd (w ramach Programu Inwestycji Strategicznych), aby przynajmniej częściowo zrekompensować samorządom ubytek dochodów budżetowych po wprowadzeniu swojego sztandarowego programu, czyli Polskiego Ładu. Na środki UE oczekują również inwestycje energetyczne i hydrotechniczne – informuje Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracowników Budownictwa.

Sygnały dla gospodarki

Jak policzyła firma konsultingowa Deloitte oraz Związek Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa łączny wpływ sektora materiałów i usług budowlanych odpowiada za 20,3 proc. PKB i prawie 2,6 mln miejsc pracy. To oznacza, że 1/5 rynku pracy w Polsce to ludzie związani bezpośrednio lub pośrednio z budownictwem. Z punktu widzenia budżetu państwa branża budowlana jest też bardzo istotna, gdyż stanowi 11-12 proc. rocznych dochodów sektora finansów publicznych.

Polska wydała w 2020 r. 7,4 proc. PKB na inwestycje budowlane, podczas gdy średnia Unii Europejskiej wyniosła 5,86 proc. Znaczny udział budownictwa w narodowym PKB miał miejsce przede wszystkim w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W 2020 r. Polska znalazła się w nim na drugim miejscu w UE, zaraz za Finlandią. W pierwszej dziesiątce rankingu uplasowały się również Litwa, Rumunia, Łotwa, Słowacja i Estonia. Tym krajom sprzyjała realizacja projektów współfinansowanych ze środków UE i rosnący popyt w budownictwie mieszkaniowym. Dla przykładu obecnie na liście największych inwestycji budowlanych w Polsce jest przebudowa stacji Warszawa Zachodnia. Wartość kontraktu to blisko 2,5 mld zł brutto. Realizujący inwestycję Budimex podaje, że na budowie pracuje 0,5 tys. osób i około 70 firm podwykonawczych. Co wskazuje, że specyfiką branży jest ogromna rola małych i średnich tzw. mikro firm.

Rynek budowlany jest znaczącym wskaźnikiem kondycji gospodarki. W 2021 r. odnotowaliśmy umiarkowanie spowolnienie koniunktury inwestycyjnej w segmencie publicznym. Natomiast znakomita koniunktura w segmencie prywatnym, to zasługa szczególnie mieszkaniówki, obszaru przemysłowego i nieruchomości pod inwestycje logistyczne. Dla przykładu od stycznia do listopada ub. r. Polacy kupili największą liczbę nieruchomości od przeszło 20 lat. Do użytkowania oddano łącznie ponad 208 tys. mieszkań, czyli o 5,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie przed rokiem. Rekordowa liczba dotyczy nie tylko lokali mieszkalnych, ale również działek budowlanych i rekreacyjnych.

Branża oczekuje na podsumowanie całego roku przez GUS, ale jest niemal pewne, iż w 2021 r. powstało rekordowe około 230 tys. nowych domów i mieszkań (221 tys. 978 w roku 2020). Co trzecia transakcja została sfinalizowana, jako inwestycja z myślą o wynajmie lub późniejszej odsprzedaży. Główną przyczyną była ochrona oszczędności przez inflacją i niekorzystne lokaty bankowe.

Miniony rok był rekordowy również pod względem liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych, gwałtownego wzrostu cen mieszkań, aktywności firm deweloperskich w mniejszych miejscowościach i segmencie domów jednorodzinnych oraz wzmożonych inwestycjach w prywatny sektor nieruchomości na wynajem (PRS). Choć w tym roku mieszkaniówka wydaje się znajdować poza peakiem sprzedażowym, to nadal można spodziewać się dużego popytu.

Nowe wyzwania dla budowlanki

Obecnie jednym z największych wyzwań dla branży budowlanej jest z jednej strony zapełnienie portfela zleceń oraz dalszy niespotykany wzrost cen materiałów, przy jednoczesnym niedoborze wielu z nich. Przyczyny tej sytuacji są złożone i wynikają z kilku kluczowych czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Pamiętajmy też, że budownictwo funkcjonuje na bardzo małych marżach liczonych od wielkich wartości inwestycji. Niezwykle ważne okazują się właściwe kosztorysy i partnerskie relacje z inwestorami, ponieważ każde wahnięcie cen powoduje, że poziom rentowności netto gwałtownie się zmienia, często przybierając nawet wartości ujemne. Dla wielu firm już obecna sytuacja może spowodować sytuacje krytyczne.

Problemem w 2022 r. będzie również narastająca presja płacowa i ograniczony zasób wykwalifikowanej kadry. Niedobór pracowników może być wyjątkowo dotkliwy w okresie nadchodzącej kumulacji robót budowlanych we wszystkich segmentach budownictwa.

Istotna jest również relacja między firmami budowlanymi a administracją publiczną. Inwestycje publiczne generują połowę całej produkcji budowlano-montażowej. Natomiast udział robót budowlanych w wartości udzielonych zamówień publicznych to aż 33-48 proc. W fazę realizacji ma wejść wiele projektów drogowych realizowanych na zlecenie GDDKiA oraz zaczną rozpędzać się inwestycje energetyczne związane z transformacją klimatyczną naszej gospodarki.

Za to, jak ocenia Polski Związek Pracowników Budownictwa, w najbliższych latach należy spodziewać się głębokiego dołka inwestycyjnego w segmencie kolejowym, a firmy budowlane z niecierpliwością oczekują na zwiększenie skali nowych inwestycji drogowych, energetycznych i samorządowych. Natomiast jeżeli nie wydarzy się nic niespodziewanego, to w latach 2023-2026 możemy spodziewać się kolejnej kumulacji robót budowlanych we wszystkich segmentach budownictwa jednocześnie.

Niewątpliwie przed nami dużo wyzwań. Jak mawiał Ulrich Tölle, nauczyciel duchowy i pisarz: „W każdym kryzysie ukryta jest szansa…” Niezwykle interesującym obszarami w br. będą przedsięwzięcia inżynieryjne, szczególnie w branży IT, energetycznej, obszary OZE oraz energetyki jądrowej, która będzie napędzać wiele równoległych inwestycji. Innym ciekawym polem są nowoczesne drewniane konstrukcje budowlane w technologii CLT i prefabrykacja oraz zastosowanie rozwiązań proptechowych.

Autor / fot.: Adam Białas. Ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy.

Rynek pracy: z czym pracodawcy zmierzą się w 2022 roku

Wysoka inflacja napędzająca wzrost wynagrodzeń, palący brak rąk do pracy i wojna o talenty. To jedne z głównych wyzwań rynku pracy, którym pracodawcy będą musieli stawić czoło w 2022 roku. Jak zaradzić problemom?

Rynek pracy na koniec 2021 roku nie wyglądał zaskakująco i można nawet powiedzieć, że był zaskakująco stabilny. Obserwowaliśmy dalszy ciąg transferu pracowników pomiędzy branżami, głównie z hotelarstwa do logistyki. Ugruntował się model pracy hybrydowej. Pracodawcy co prawda coraz częściej chcą ściągać pracowników do biur, ci są jednak już mniej entuzjastycznie nastawieni do powrotu. Zwłaszcza, że miejsce wykonywania pracy nie będzie miało w 2022 roku większego wpływu na sam rynek pracy, a bardziej na strategie HR w firmach. Stabilny niestety był też deficyt kadrowy.

Jest stabilnie kiepsko

Pogłębiający się brak rąk do pracy i niedobór talentów, który w połączeniu z presją płacową wynikającą z rekordowej inflacji[1] i zmian podatkowych spowodowanych wprowadzeniem Polskiego Ładu, może być prawdziwą mieszanką wybuchową. Stopa bezrobocia rejestrowanego w listopadzie 2021 r. spadła do 5,4 proc. (o 0,7 proc. mniej niż w listopadzie 2020)[2]. Według GUS, w III kwartale 2021 r. liczba wakatów na polskim rynku pracy przekroczyła 150 tys. i była o 50 tys. wyższa niż na początku 2021 roku.

Na początku 2022 roku możemy powiedzieć, że na rynku pracy jest stabilnie kiepsko, jeśli przyjmiemy perspektywę pracodawców. Jesteśmy w fazie mocnego niedoboru kadr i ta tendencja niestety będzie się pogłębiała. Pracodawcy będą musieli stawić czoło rosnącej przez inflację presji płacowej i mocno zadbać o wizerunek firmy oraz o środowisko pracy, aby przyciągnąć i utrzymać talenty. – mówi Wojciech Ratajczyk, Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

Elastyczność zatrudnienia i talenty na stałe

Nadal niepewna sytuacja ekonomiczna, sprawia, że firmy w tej chwili mają dwie wartości na szali: jedna to elastyczność zatrudnienia, która przejawia się we wzroście popytu na pracę tymczasową, a druga to pozyskanie talentów, które będą trzonem organizacji. Wiele firm potrzebuje jednocześnie obu tych rozwiązań. Dużo pracy będą więc miały agencje zatrudnienia, które potrafią znaleźć i pozyskać talenty. Zwłaszcza, że na samym początku pandemii, jeszcze w 2020 r., firmy redukowały stanowiska pracy
w działach rekrutacyjnych. Skutki tych decyzji odczuły boleśnie pod koniec 2020 roku i przez cały 2021, kiedy okazało się, że pozyskanie talentów jest coraz trudniejsze.

 

W ciągu najbliższych dwóch, trzech lat będzie brakowało do 1,5 mln pracowników niewykwalifikowanych  i specjalistów do pracy na polskim rynku. Już teraz pracodawcy, którzy zbyt długo odwlekają decyzje o zatrudnieniu tracą okazje do pozyskania niezbędnych talentów. Przy czym jako talent uznajemy na równi pracownika, który potrafi dobrze zaprogramować obrabiarkę CNC, elektromechanika, który potrafi ją naprawić, jak też pracownika, który jest dobrym szwaczem i potrafi uszyć siedzenie do Mercedesa. To też jest talent. – podkreśla Prezes agencji Trenkwalder.

O talenty coraz trudniej

W przypadku „niebieskich kołnierzyków” luka kompetencyjna wynika głównie z 30-letnich zaniedbań szkolnictwa zawodowego w Polsce i traktowania szkół zawodowych przez społeczeństwo jako gorszy sposób zdobywania wiedzy. Brak dofinansowania, aktualizacji programowej i sprzętu oraz promocji szkolnictwa zawodowego, doprowadził w efekcie do tego, że szkoły zawodowe praktycznie przestały istnieć. Te które przetrwały, kształciły ludzi, którzy nie chcieli się tam uczyć i nie dawały im ani wiedzy, ani umiejętności dostosowanych do potrzeb dzisiejszego rynku pracy.

Widzimy po coraz liczniejszych zapytaniach spływających do nas od pracodawców, że przemysł potrzebuje dzisiaj mechaników, elektryków, elektroników, mechatroników, specjalistów obsługujących obrabiarki numeryczne. Nasi absolwenci szkół zawodowych, jeśli taką ukończyli, uczyli się przestarzałych technologii na przestarzałym sprzęcie. Obserwując rynek, możemy powiedzieć, że wygląda na to, że reforma szkolnictwa zawodowego sprzed kilku lat też niewiele w tym zakresie zmieniła. – mówi Wojciech Ratajczyk.

Brak talentów nie jest jednak tylko zmorą przemysłu. Boryka się z nim też branża IT. Powód jest prosty – branża teleinformatyczna rozwija się szybciej niż świat i nie jesteśmy w stanie nadążyć z edukacją niezbędnej ilości specjalistów.

Już mówi się o zjawisku występowania „niebieskich kołnierzyków” w branży IT. Tak określa się programistów, którzy „przerzucają” tony kodów i pracują trochę tak, jak na taśmie przemysłowej. Z kolei „białe kołnierzyki” to programiści, specjaliści, którzy tworzą oprogramowanie. To oni dyktują ceny na rynku pracy.stwierdza ekspert z agencji Trenkwalder.

Edukacja zawodowa i otwarcie rynku pracy na cudzoziemców

Rozwiązaniem deficytu kadrowego i braku talentów mogą być dwa niewykluczające się działania: jak najszybsza odbudowa edukacji zawodowej w Polsce oraz pozyskanie pracowników z zagranicy.

Edukacja zawodowa dobrze rozwija się w Niemczech, Austrii czy Szwajcarii. W tych krajach sprawnie działa system kształcenia dualnego (tzw. dual vocational training), gdzie biznes aktywnie współpracuje z Państwem w tworzeniu systemu edukacji zawodowej. W praktyce polega to na tym, że uczniowie szkół zawodowych część tygodnia spędzają w szkołach, gdzie przyswajają wiedzę teoretyczną, a część na praktykach w zakładach pracy. Po skończeniu szkoły, uczeń staje się dobrze wyszkolonym absolwentem, przygotowanym do podjęcia pracy zawodowej.

Podobne rozwiązanie powinno być wprowadzone w Polsce. Przemysł potrzebuje nowych pracowników z doświadczeniem w pracy na nowoczesnym sprzęcie. I przedsiębiorcy, i agencje zatrudnienia są gotowe, aby reaktywować edukację zawodową. Potrzebujemy jednak ustawowego i finansowego wsparcia Państwa, żeby odbudować szkolnictwo zawodowe w Polsce i zmniejszyć lukę kompetencyjną.podkreśla Wojciech Ratajczyk, Prezes agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

Rozwiązaniem deficytu kadr miała być też nowelizacja ustawy o cudzoziemcach, która wchodzi w życie w styczniu br. Jednak rozwiąże ona tylko połowę problemów pracodawców. Głównie ułatwia i przyspiesza proces legalizacji na terenie Polski pobytu i pracy cudzoziemców pochodzących z tzw. uprzywilejowanych 6 państw byłego ZSRR, w tym Ukrainy. Nie zmieni nic jeśli chodzi o ilość dostępnych pracowników, bo źródło rekrutacji z tych państw jest już w dużym stopniu wykorzystane.

Nowelizacja ustawy o zatrudnieniu cudzoziemców skróci procedury, ale nie zwiększy podaży. To tak jakbyśmy tę samą objętość wody chcieli przelać przez dwa razy szerszą rurę. Ilość przelanej wody pozostanie ta sama. Jedynym sposobem, aby tę sytuację zmienić jest rozszerzenie liczby krajów, które byłyby objęte ułatwioną procedurą lub silne wsparcie naszych konsulatów, które pozwoliłoby szybciej uzyskać wizy cudzoziemcom. Pracownicy z Filipin, Indii, Bangladeszu czy Wietnamu mogliby wykonywać proste, nie wymagające kwalifikacji prace, których Polacy coraz mniej chętnie chcą się podejmować. Dzięki temu firmy miałyby zapewnioną elastyczność zespołów produkcyjnych.mówi Wojciech Ratajczyk.

[1] Inflacja w grudniu 2021 r. wyniosła 8,6 proc i jest najwyższa od 21 lat.

[2] Raport GUS: „Bezrobocie rejestrowane I-III kwartał 2021 r.

Walka przedsiębiorcy z nadmiernym opodatkowaniem. Czyli jak fiskus walczył z wiatrakami

Organ podtrzymywał niekorzystną dla przedsiębiorcy, sprzeczną z wyrokami sądów interpretację przepisów, bo wpływy z podatków w gminie były za niskie.

Zawiłe i nieprecyzyjne przepisy prawa podatkowego to nierozwiązany od lat problem firm, podatników i całego obrotu gospodarczo-prawnego w Polsce. Konsekwencje legislacyjnych błędów ponoszą podatnicy, zwłaszcza przedsiębiorcy traktowani jako profesjonalny podmiot ww. obrotu, a więc tym bardziej niemogący powoływać się na nieznajomość prawa. Tak było w przypadku spółki, która padła ofiarą niejasnych przepisów w zakresie opodatkowania budowli i ich części składowych, a którą organ chciał opodatkowywać wyższą stawką, bo jak argumentował – miał za małe wpływy z podatków.

Do końca 2016 r. budowlę podlegającą opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości stanowiły jedynie fundamenty i wieża elektrowni wiatrowej. Z dniem 1 stycznia 2017 r. ustawodawca zdecydował się objąć tym podatkiem elektrownię jako całość, a więc włącznie z jej pozostałymi elementami, takimi jak wirnik czy generator prądotwórczy.

Elektrownie wiatrowe a ewidencja środków trwałych

Spółka z o.o. trudniąca się prowadzeniem projektów związanych z energetyką wiatrową w Polsce posiada elektrownie wiatrowe na terenie jednej z polskich gmin. Elektrownie te nie są ujawnione w ewidencji środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych, stąd spółka nie dokonuje w ich zakresie odpisów amortyzacyjnych.

Jako wyodrębnione w tej ewidencji środki trwałe firma ujęła wartości początkowe części budowlanych elektrowni: fundamenty i wieże oraz urządzenia służące do wytwarzania energii elektrycznej. W tych ostatnich na potrzeby amortyzacji zostały skapitalizowane nie tylko wydatki na wirnik z zespołem łopat, zespół przeniesienia napędu, generator prądotwórczy, układy sterowania i zespół gondoli wraz z mocowaniem i mechanizmem obrotu, ale również wydatki na inne elementy i infrastrukturę towarzyszącą.

Zmiana podstawy opodatkowania w 2017 r.

Do końca 2016 r. firma zgłaszała do opodatkowania podatkiem od nieruchomości wieże i fundamenty elektrowni jako budowle. Podstawę opodatkowania stanowiła ich wartość początkowa dla potrzeb amortyzacji w podatku dochodowym od osób prawnych, niepomniejszana o wartość odliczonych odpisów amortyzacyjnych. W 2017 r. nastąpiła zmiana przepisów. Odtąd jako budowlę do celów podatkowych należy traktować całą elektrownię wraz z elementami technicznymi.

Elektrownia jako całość nie była amortyzowana, a tylko jej poszczególne części

W obliczu tych zmian spółka powzięła wątpliwość, czy powinna zastosować nowe zasady opodatkowania podatkiem od nieruchomości elektrowni wiatrowych obowiązujące od 1 stycznia 2017 r., a jeśli tak, to w jaki sposób powinna określić podstawę ich opodatkowania. Stała na stanowisku, że odpowiedź na pierwsze pytanie powinna być twierdząca, a podstawę opodatkowania nowej elektrowni wiatrowej określi w oparciu o art. 4 ust. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych. Przepis ten stanowi, że gdy od budowli lub ich części nie dokonuje się odpisów amortyzacyjnych, podstawę opodatkowania stanowi ich wartość rynkowa, określona przez podatnika na dzień powstania obowiązku podatkowego. Ponieważ dotychczas spółka ujmowała część składowych elektrowni w ewidencji środków trwałych i amortyzowała je, a część nie, nie jest teraz możliwe określenie na potrzeby opodatkowania ich wartości w inny sposób niż przez wycenę rynkową wartości całej elektrowni. Dodatkowo te elementy elektrowni, które dotąd nie podlegały podatkowi, wciąż nie będą mu podlegać, jeśli w świetle przepisów nie stanowią budowli dla celów opodatkowania.

Odmienna interpretacja organu

Organ podatkowy stwierdził, że spółka nie ma racji co do wybranej metody określania podstawy opodatkowania. W jego opinii w przypadku budowli, od których dokonuje się odpisów amortyzacyjnych, podstawę ich opodatkowania stanowi wartość przyjęta do celów amortyzacji. A ponieważ spółka przyjęła do ewidencji środków trwałych wartości początkowe fundamentów i wież elektrowni wiatrowych oraz urządzenia wiatrowe, to powinny one podlegać amortyzacji, stąd nie może być mowy o przyjmowaniu innej podstawy opodatkowania, jak tylko wartość początkowa tych elementów składowych elektrowni.

Organ nie rozwiał wątpliwości spółki

Spółka zaskarżyła interpretację organu. W październiku 2017 r. sąd uznał, że organ formalnie zajął prawidłowe stanowisko, jednak w sytuacji niedopuszczalnego uproszczenia stanu faktycznego przedstawionego przez przedsiębiorcę. Organ nie wypowiedział się zwłaszcza co do wyrażonych przez spółkę trudności w ustaleniu wartości początkowej elementów technicznych elektrowni wiatrowych ustawowo zaliczanych do budowli.

Ciąg dalszy batalii spółki

W 2018 r. organ ponownie wydał niekorzystną dla spółki interpretację. Jeszcze raz wskazał, że art. 4 ust. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych dotyczy budowli lub ich części, od których nie dokonuje się odpisów amortyzacyjnych. Firma znów zaskarżyła rozstrzygnięcie organu. Tym razem jednak sąd do skargi się nie przychylił. Orzekł, że w przypadku, gdy w wartości początkowej urządzeń wiatrowych, ustalonej dla potrzeb amortyzacji, zostały skapitalizowane nie tylko wydatki na wirnik z zespołem łopat czy zespół przeniesienia napędu, ale i wydatki na inne elementy i infrastrukturę towarzyszącą, to te elementy i infrastruktura towarzysząca są amortyzowane w ramach amortyzacji całego urządzenia wiatrowego. Brak wyodrębnienia wartości poszczególnych elementów wchodzących w skład elektrowni jako budowli nie uzasadnia dokonywania określenia wartości całej tej budowli wg jej wartości rynkowej. Tym samym sąd zgodził się z organem podatkowym, że do ustalenia podstawy opodatkowania spółka powinna zastosować przepis art. 4 ust. 3 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, zgodnie z którym podstawą opodatkowania jest wartość stanowiąca podstawę obliczania amortyzacji na dzień powstania obowiązku podatkowego.

Skuteczna skarga kasacyjna na korzyść przedsiębiorcy

Przedsiębiorca nie poddał się i wniósł skargę kasacyjną. W listopadzie 2019 r. Naczelny Sąd Administracyjny przekazał wojewódzkiemu sądowi administracyjnemu sprawę do ponownego rozpoznania. NSA zauważył, że organ podatkowy nie zastosował się do zaleceń WSA z pierwszego wyroku, uchylającego interpretację organu co do konieczności ustosunkowania się do podniesionych przez spółkę trudności w ustaleniu wartości początkowej elementów technicznych elektrowni ustawowo zaliczanych do budowli. Organ odpowiedział jedynie, że w jego kompetencjach nie leży dokonywanie kalkulacji podstawy opodatkowania konkretnych obiektów przedsiębiorcy ani też praktycznych problemów z nią związanych. A jak orzekł NSA, niemożność ustalenia przez podatnika wartości początkowej poszczególnych elementów elektrowni, ustawowo zaliczanych do budowli, nie stanowi okoliczności mającej znaczenie wyłącznie w sferze kalkulacji podstawy opodatkowania czy praktycznych problemów z nią związanych. Bo jeśli w przypadku budowli, od której dokonuje się odpisów amortyzacyjnych, podstawą opodatkowania jest jej wartość początkowa ustalona dla celów amortyzacji podatkowej, ale niemożliwe jest ustalenie tej wartości początkowej, to pojawia się pytanie, co należy przyjąć jako podstawę opodatkowania. Takie też pytanie zadał w tej sprawie przedsiębiorca, który nie mogąc ustalić wartości początkowej środków trwałych na potrzeby podatku od nieruchomości, zapytał, czy może ustalać podstawę opodatkowania w oparciu o wartość rynkową.

Jak dodał NSA, ewidencja środków trwałych sama w sobie nie decyduje o podstawie opodatkowania podatkiem od nieruchomości, bo przedmiotem opodatkowania tym podatkiem są budowle lub ich części, a nie środki trwałe. Skoro do wartości początkowej elektrowni wiatrowej ustalonej dla potrzeb amortyzacji zostały skapitalizowane nie tylko dane wydatki, ale też inne elementy i infrastruktura towarzysząca, które – nie będąc budowlą – nie mogą być opodatkowane podatkiem od nieruchomości, to tak określona wartość początkowa nie może zostać przyjęta jako podstawa opodatkowania. Nie jest to bowiem wartość początkowa elektrowni wiatrowej, ale wartość początkowa środka trwałego (wyrok z 26 listopada 2019 r., sygn. akt II FSK 1498/19).

Ewidencja środków trwałych sama w sobie nie decyduje o podstawie opodatkowania

We wrześniu 2020 r. WSA uchylił interpretację organu podatkowego, wskazując, że organ miał obowiązek ustosunkowania się do trudności spółki z ustaleniem podstawy opodatkowania elektrowni wiatrowych w obliczu niemożności ustalenia przez nią wartości początkowej budowli. Podzielając stanowisko wyrażone w wyroku NSA, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku orzekł:

„… ewidencja środków trwałych sama w sobie nie decyduje o podstawie opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Przedmiotem opodatkowania nie są bowiem środki trwałe, ale budowle lub ich części w rozumieniu u.p.o.l. Podstawą opodatkowania nie jest zatem wartość początkowa środka trwałego, ale wartość początkowa budowli lub jej części” (wyrok z 16 listopada 2021 r., sygn. akt I SA/Gd 766/21).

Firmy muszą się bronić przed nadmiernym opodatkowaniem

W tej sprawie gdański sąd rozstrzygnął jeszcze jedną ważną kwestię. Mianowicie orzekł, że zmiana definicji przedmiotu opodatkowania (do jakiej w zakresie opodatkowania podatkiem od nieruchomości budowli doszło z dniem 1 stycznia 2017 r.) nie może oznaczać dla przedsiębiorcy konieczności daleko idących, często niemożliwych modyfikacji zapisów w księgach podatkowych, do których byłby zmuszony, gdyby stosował się do interpretacji przepisów w rozumieniu organu. Za sprawą tego wyroku sąd zwrócił uwagę na jeszcze jedną istotną kwestię, która niejednokrotnie dotyka przedsiębiorców. W opisanej sprawie organem podatkowym był wójt, czyli poborca podatków na rzecz gminy i – jak stwierdził sąd – „…podnoszona w odpowiedzi na skargę kwestia pogorszenia sytuacji finansowej gminy z uwagi na obniżenie wpływów z podatku od nieruchomości nie może skutkować podtrzymywaniem stanowiska sprzecznego w wiążącymi Organ podatkowy orzeczeniami sądów administracyjnych” (sygn. akt I SA/Gd 766/21).

Jak pokazuje opisana sprawa, przedsiębiorcy mogą skutecznie dochodzić swoich praw przed sądem i bronić się przed płaceniem zawyżanych przez organy skarbowe podatków.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

84 proc. firm z branży IT na rok 2022 zaplanowało podwyżki

Postępująca cyfryzacja biznesu oznacza wyzwania związane z rekrutacją specjalistów IT. Zapotrzebowanie na ekspertów zdecydowanie przewyższa ich dostępność na rynku. Aby wygrać konkurencję o talenty, firmy są zmuszone podwyższać wynagrodzenia. Wyzwanie jest tym większe, że o polskich specjalistów współpracujących z firmami w modelu B2B coraz mocniej zabiegają firmy z zagranicy, które oferują europejskie stawki. Takie wnioski płyną z Raportu płacowego Hays Technology dla rynku IT Contracting.

Chociaż na początku roku 2022 sytuacja epidemiczna nie wygląda szczególnie optymistycznie, to określenie „czasy postpandemiczne” na dobre weszło do słownika biznesu. Z pewnością jest to wyrażenie pasujące do rynku pracy IT, na którym śladów pandemii od dawna nie widać. Biznes w wielu aspektach bardzo się zmienił, a wpompowane w gospodarkę europejską setki miliardów euro podtrzymały czy wręcz pobudziły koniunkturę w pewnych obszarach gospodarczych.

IT na fali wznoszącej

Jak zauważa Arkadiusz Wargin, Dyrektor odpowiedzialny za dywizję IT Contracting w Hays Technology, branże nowych technologii są niezaprzeczalnym beneficjentem zaistniałej sytuacji. Choć mogliśmy obserwować wyraźne spowolnienie inwestycji technologicznych na początku pandemii, to po niedługim czasie zauważyliśmy pierwsze oznaki silnego odbicia.

Miniony rok i rozpoczęty już 2022 to dobry czas dla specjalistów branży IT. Nie dość, że rynek stał się bardziej otwarty, dzięki możliwości pracy w pełni zdalnej, która wcześniej nie była powszechnym rozwiązaniem, to dodatkowo popyt na informatyków stale rośnie. W sposób naturalny powoduje to zwiększenie presji płacowej i dalszy wzrost wynagrodzeń specjalistów IT. Dzisiaj, mieszkając w Polsce, mogą bowiem świadczyć swoje usługi zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym. Dla pracodawców obecnych na tutejszym rynku niejednokrotnie oznacza to konieczność konkurowania z europejskimi stawkami – wyjaśnia Arkadiusz Wargin.

Wysokie zapotrzebowanie na ekspertów IT znajduje odzwierciedlenie w badaniu Hays Technology, przeprowadzanym na koniec 2021 roku. Specjalizacja IT znajduje się na szczycie listy rekrutacji zaplanowanych przez firmy na rok 2022. Co więcej, rekordowo, bo aż 99 proc. organizacji działających w branży technologicznej planuje rekrutacje na najbliższych dwanaście miesięcy. Mimo że poszukiwania najczęściej będą dotyczyć pracowników etatowych, to aż 69 proc. firm przewiduje podjęcie współpracy z kontraktorami IT, świadczącymi usługi w ramach umowy B2B.Raport płacowy 2022

Źródło: Raport płacowy 2022 – IT Contracting, Hays Technology.

Wzrost wynagrodzeń

Przy ogromnym – globalnym i lokalnym – niedoborze specjalistów oraz ekspertów IT, dalszy wzrost stawek w 2022 r. jest pewny. Wskazują na to wyniki badania omówionego na łamach Raportu płacowego IT Contracting 2022. Aż 84 proc. firm z branży IT zadeklarowało, że w 2021 wynagrodzenia pracowników wzrosły. Dokładnie tyle samo przewiduje dalsze wzrosty w roku 2022 – najczęściej o więcej niż 5 proc.

Raport płacowy 2022

Źródło: Raport płacowy 2022 – IT Contracting, Hays Technology.

W kontekście rodzimego rynku pracy jest to scenariusz nieunikniony, biorąc pod uwagę fakt, że polscy specjaliści wciąż zarabiają mniej niż ich koledzy z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. W najbliższym czasie, dla wysoko wynagradzanych kontraktorów IT dodatkową motywacją do zgłaszania się po podwyżki mogą być również nowe przepisy podatkowe, które w wielu przypadkach przyczynią się do obniżki ich dochodów.

Możemy się spodziewać, że potencjalne straty wynikające ze wzrostu opodatkowania skutkować będą wzrostem oczekiwań finansowych kandydatów. Kontraktorzy mogą sobie na to pozwolić, ponieważ na rynku obserwujemy stale powiększający się niedobór specjalistów IT, o których konkurują polskie i zagraniczne firmy. Wprowadzenie nowych przepisów skutkuje również zwiększeniem wśród kontraktorów popytu na usługi doradztwa podatkowego oraz zainteresowania możliwością prowadzenia działalności gospodarczej poza granicami kraju – zauważa Marcin Płoski, Senior Account Manager w Hays Technology.

Kto najwięcej zyskał?

Miniony rok dla branży IT był czasem przyspieszonej digitalizacji i automatyzacji, które szły w parze z rosnącym popytem na technologie wspierające te procesy. W konsekwencji rosły również oczekiwania finansowe ekspertów.

Wysokie zapotrzebowanie rynku na wdrażanie rozwiązań chmurowych i DevOps oraz szerokie wykorzystywanie potencjału uczenia maszynowego czy Data Science spowodowało wzrost oczekiwań finansowych specjalistów pracujących w tych obszarach nawet o 30 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.

Rozkwit handlu elektronicznego w trakcie pandemii wpłynął między innymi na podwyżki dla programistów PHP – języka programowania wykorzystywanego do szybkiego tworzenia stron internetowych i webowych rozwiązań. Na rozwoju e-commerce skorzystali również specjaliści odpowiedzialni za budowanie pozytywnych doświadczeń klienta w sieci. W obszarze UI/ UX Design zanotowano ponad 20-procentowy wzrost oczekiwań kontraktorów.

W ubiegłym roku rosły również oczekiwania specjalistów w obszarze bezpieczeństwa IT. Większy ruch w sieci i przeniesienie stacjonarnych usług do świata wirtualnego, zwłaszcza w sektorze bankowym, wymaga bowiem odpowiednich zabezpieczeń i lepszej ochrony danych. Konieczność szybkiej adaptacji do zmian wymusiła także zapewnienie odpowiednio stabilnej i elastycznej architektury IT. Znalazło to odzwierciedlenie we wzroście oczekiwań płacowych architektów IT. DevOps, Data czy Cloud architekci to specjaliści, którzy według Raportu płacowego Hays Technology mogą liczyć na najwyższe stawki godzinowe w branży.

Czy wzrost oczekiwań finansowych kandydatów znajduje odzwierciedlenie w ostatecznych warunkach współpracy? Jak zauważa Elwira Policht, Executive Manager w Hays Technology, aby móc pozyskać odpowiednich ekspertów, firmy niejednokrotnie są gotowe przystać na ich propozycje.

Analizując ubiegłoroczne trendy można stwierdzić, iż finalne stawki oferowane kontraktorom pracującym w wyżej wymienionych specjalizacjach najczęściej wzrosły o 10-15 proc. Co warte podkreślenia, od tych kandydatów wymaga się obecnie nie tylko kwalifikacji technicznych, ale również świetnie rozwiniętych umiejętności miękkich – kreatywności, umiejętności współpracy z biznesem czy pracy pod presją czasu. Są to bowiem zdolności niezbędne do skutecznego działania w dynamicznie zmieniającym się środowisku – podkreśla Elwira Policht.

Firmom coraz trudniej jest jednak akceptować stale rosnące stawki. W konsekwencji starają się rywalizować o pracowników również pozapłacowymi elementami oferty, np. benefitami czy bardzo elastycznym podejściem do miejsca, czasu i sposobu wykonywania pracy. Przyglądają się także swoim praktykom rekrutacyjnym. Branża IT zmienia się w wyjątkowo szybkim tempie, a co za tym idzie – zmieniają się także rekrutacje.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays Technology dla rynku kontraktingu usług IT jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na blisko 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów. Raport bazuje na oczekiwaniach finansowych ponad 13 tysięcy kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2021 r

650 mkw. nowoczesnych laboratoriów oddane do dyspozycji wrocławskich firm

We Wrocławskim Parku Technologicznym rozbudowano Laboratorium Chemii i Biotechnologii, w którym wrocławscy przedsiębiorcy mogą rozwijać swoje innowacyjne produkty i usługi. Do ich dyspozycji oddano właśnie ponad 650 mkw. powierzchni laboratoryjnych, wyposażonych w nowoczesny sprzęt pozwalający na prowadzenie zaawansowanych prac badawczo-rozwojowych.

Otwarcie nowej powierzchni laboratoryjnej w WPT fot. WPT (2)
Otwarcie nowej powierzchni laboratoryjnej w WPT fot. WPT

We Wrocławskim Parku Technologicznym działa 12 laboratoriów i prototypowni, które są dostępne dla wrocławskich innowatorów. Korzystanie z nich pozwoliło wielu przedsiębiorstwom, działającym m.in. w branży chemii i biotechnologii, nie tylko zaistnieć na rynku, ale też odnieść międzynarodowe sukcesy. Zaplecze laboratoryjne WPT powiększyło się właśnie o kolejne 650 mkw. – oficjalne otwarcie nowej powierzchni laboratoryjnej odbyło się 11 stycznia 2022 r.

Innowacje są wpisane w DNA naszego miasta. Ich dynamiczny rozwój jest możliwy dzięki wiedzy, doświadczeniu i kreatywności działających we Wrocławiu przedsiębiorców i naukowców, ale też działaniom Wrocławskiego Parku Technologicznego, który dba o to, by mieli oni odpowiednie zaplecze do rozwijania swoich pomysłów, przekuwania ich w produkty, usługi czy technologie, mające potencjał do zmieniania świata – komentuje Jakub Mazur, Wiceprezydent Wrocławia.

Rozbudowa Zespołu Pracowni Chemii i Biotechnologii w WPT, który mieści się w budynku DELTA przy ul. Duńskiej 9, zrealizowana została w ramach projektu „Rozwój oferty wsparcia proinnowacyjnego otoczenia biznesu we Wrocławskim Parku Technologicznym – INNOPOLISnext”, dofinansowanego ze środków EFRR UE w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Dolnośląskiego (RPOWD) 2014-2020 Oś Priorytetowa 1 „Przedsiębiorstwa i innowacje” Działanie 1.2 „Innowacyjne przedsiębiorstwa”.

Nowa powierzchnia laboratoryjna dedykowana firmom z branży biotechnologicznej i chemicznej to przykład pokazujący, jak we Wrocławskim Parku Technologicznym wspieramy innowacyjny wrocławski biznes. Stale inwestujemy w rozbudowę nowoczesnego zaplecza badawczo-rozwojowego. W 2019 roku otworzyliśmy Laboratorium Rozwoju Technologii Leków, dziś oddajemy do dyspozycji nową część Laboratorium Chemii i Biotechnologii. Na pewno na tym nie poprzestaniemy – w WPT wrocławski biznes zawsze znajdzie najwyższej klasy zaplecze umożliwiające rozwój innowacji – wyjaśnia Maciej Potocki, Prezes WPT.

W rozbudowę nowej powierzchni laboratoryjnej WPT dedykowanej branży chemii i biotechnologii zainwestowano około 7 mln złotych, przy czym 5 mln złotych pochodziło ze środków unijnych. Korzystają z niej już pierwsze firmy, wśród których są: stawiające sobie za cel tworzenie i wdrażanie nowych technologii na rynki światowe przedsiębiorstwo Solution4, prowadząca prace badawczo-rozwojowe m.in. z zakresu nanotechnologii spółka QNA Technology oraz firma Spinprot, realizująca projekty z zakresu biotechnologii z wykorzystaniem mikroorganizmów niebędących patogenami. Warto dodać, że z laboratoriów może korzystać każda zainteresowana firma, która nawiąże współpracę z WPT. Jest to dobre rozwiązanie szczególnie dla startupów, które mogą dzięki niemu realizować specjalistyczne prace badawczo-rozwojowe w innowacyjnym środowisku, bez konieczności inwestowania w wyposażenie własnego laboratorium, co dla początkujących firm może być inwestycyjną barierą nie do przejścia. Działania WPT to wsparcie, które sprawia, że od pomysłu do innowacyjnego produktu jest tylko jeden krok.

Ropa znów w górę

Wzrost cen baryłki ropy do 84 dolarów może szybko spowodować wzrost cen paliw. W rezultacie zobaczymy, jak duży wpływ na tę sytuację wynikał ze spadku podatków, a jak duży ze spadków cen surowca.

Ropa znów drożeje

Wzrost zakażeń na COVID wyraźnie nie wpływa ostatnimi dniami na rynki. Dobrym dowodem jest chociażby ropa naftowa. Baryłka ropy naftowej jest już zaledwie kilka dolarów poniżej tegorocznych szczytów. Pokazuje to, że inwestorzy wierzą, iż popyt na czarne złoto nadal będzie rósł. Obserwując stany zapasów, jak chociażby wczorajszy odczyt z USA, widać, że założenie to jest zupełnie racjonalne. Kontrakty z dłuższym terminem nie są jeszcze tak drogie, ale widać, że zwyżka nie dotyczy tylko ostatniego miesiąca. W rezultacie być może trzeba się powoli przyzwyczaić do nawrotu drogiego surowca.

Inflacja w Chinach

Dane z Państwa Środka często zaskakiwały analityków. Nie inaczej jest obecnie. Chińczycy, którzy nie zalali gospodarki pieniędzmi w ramach walki z koronawirusem, nie mają obecnie jednego ważnego problemu – inflacji. Zjawisko występuje, ale wynosi obecnie 1,5% w skali rocznej, co powoduje, że ciężko nazwać to problemem. Chińczycy nie wykonali też innego manewru bardzo popularnego na zachodzie. Nie obniżyli gwałtownie stóp procentowych. Jak widać, brak tych dwóch działań powoduje, że nie stworzyli problemu, z którym Zachód obecnie bohatersko walczy.

Inflacja w Czechach

Zgodnie z oczekiwaniami inflacja u naszego południowego sąsiada nadal wzrasta. 6,6% to bardzo dużo w skali tego kraju. Trzeba pamiętać, że to wynik aż o 2% niższy od tego, który jest obecnie w Polsce. Ciężko stwierdzić, jaki wpływ na to mają szybciej rosnące stopy procentowe. Z pewnością nie przeszkadzają one jednak w redukowaniu wzrostu cen. Kluczowe są też jednak transfery socjalne, bo one również oprócz polityki stóp procentowych mają istotny wpływ na ilość pieniędzy w obiegu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
20:00 – USA – Beżowa Księga.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowa sprzedaż deweloperów giełdowych w 2021 roku

Tradycyjnie z początkiem nowego roku notowane na GPW spółki deweloperskie publikują raporty ze sprzedaży mieszkań za ostatni kwartał oraz cały miniony rok. Zaprezentowane przez giełdowych tuzów statystyki kontraktacji osiągnęły tym razem rekordowy poziom. Pytanie, na ile realne jest utrzymanie tak jednoznacznie pozytywnej tendencji w bieżącym roku.

Zadyszka na finiszu wyjątkowo udanego roku

Zaprezentowana stawka czternastu czołowych firm krajowej branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, spółek notowanych na rynku podstawowym oraz Catalyst warszawskiej GPW, w ostatnim kwartale ub. roku zakontraktowała sprzedaż w sumie 5624 lokali, co jest wynikiem o kilkanaście procent słabszym w relacji rok do roku. Jak zauważa branżowy portal RynekPierwotny.pl aż dwie trzecie firm zanotowało regres sprzedaży, i to pomimo faktu, że końcówka roku zazwyczaj bywa okresem wyjątkowo udanym dla deweloperki mieszkaniowej.Tabela - wyniki sprzedażowe deweloperóów za 2021

Jest to zapewne jakiś sygnał dla rozwoju koniunktury w kolejnych miesiącach, jednak w sytuacji wyjątkowo udanych trzech pierwszych kwartałów 2021 roku statystyki jego trzech ostatnich miesięcy nie mają większego znaczenia dla obrazu rynku i rekordowego wyniku ogółem – tłumaczy Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Erupcja popytu na nowe mieszkania

Przed rokiem nawet najbardziej optymistyczne prognozy nie przewidywały tak znacznego wzrostu deweloperskiej kontraktacji w 2021 roku, jak ten zakomunikowany przez giełdowych tuzów w najnowszych raportach. Wynik 27,3 tys. lokali komunikuje progres rdr o blisko 30 proc. i wynik na historycznym poziomie.  Wprawdzie w roku 2017 analogiczne statystyki przekroczyły 30 tys. lokali, czyli obecny poziom o około 10 proc., ale lista spółek liczyła sobie wówczas aż 6 pozycji więcej.

Uwagę zwraca pierwsza czwórka prezentowanej stawki firm z rocznymi wynikami ponad 4 tys. sprzedanych mieszkań, a zwłaszcza pozycje na rynkowym podium zajęte przez Murapol, Robyg i Atal z progresem rdr od 47 do blisko 70 proc. A to oznacza, że zasada „duży może więcej” ma się coraz lepiej i zapowiada dalszą konsolidację pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taki stan rzeczy zawdzięczamy jak wiadomo popytowej erupcji na mieszkaniowym rynku pierwotnym, wykreowanej głównie przez inwestorów indywidualnych, spekulantów i fundusze PRS. To dzięki tym ostatnim na pozycji lidera rocznej kontraktacji znalazł się Murapol, spółka od dawna aspirująca do najwyższego miejsca na branżowym podium. Swoje zrobiły też prawie zerowe przez większą część ub. roku stopy procentowe i niespełnione obietnice prezesa NBP utrzymania ich jeszcze przez długie kwartały.

Jakie perspektywy na rok bieżący?

Przy okazji warto podkreślić, że rok 2021 był na pierwotnym rynku mieszkaniowym rekordowy również pod względem inwestycyjnym w każdej kategorii statystyk. Pomimo tego jednak mocno doskwierała nierównowaga popytowo-podażowa, skutkująca słabnącą dostępnością lokali z pierwszej ręki. Wiele zdaje się jednak wskazywać na perspektywę zmiany tej sytuacji już w najbliższych miesiącach.

Na zaprezentowane wyniki składają się bowiem doskonałe trzy pierwsze kwartały 2021 roku i dużo słabszy ostatni z regresem rdr blisko 14 proc. Zazwyczaj końcówka roku wypada u deweloperów giełdowych bardziej okazale. Tym razem mamy najprawdopodobniej do czynienia z preludium spadkowej tendencji sprzedażowej w roku bieżącym, czego głównymi sprawcami będą rosnące stopy procentowe, postępująca drożyzna nie tylko w mieszkaniówce, i w końcu niemal pewne znaczne pogorszenie nastrojów konsumenckich. Sęk w tym, że oczekiwany spadek zarówno popytu jak i podaży na rynku nowych mieszkań, skorelowany z jak się powszechnie wydaje nieuchronnym dalszym wzrostem ich cen, to klasyczna mieszkanka wybuchowa z trudnymi do przewidzenia skutkami.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Lexus (częściowo) żegna się ze swoim logotypem

Co wyróżnia tylną część nadwozia nowego Lexusa NX? Nie trzeba wprawnego oka, by zauważyć, że zamiast pojedynczego logotypu projektanci zastosowali duże, rozstrzelone litery tworzące napis LEXUS. Do tej zmiany warto się przyzwyczaić. Marka żegna się częściowo ze swoim logotypem, a napis na klapie bagażnika pojawi się w kolejnych, nadchodzących modelach. To nie koniec zmian.

W gamie Lexusa całkiem sporo się dzieje. Oferta samochodów japońskiego producenta przechodzi właśnie przemianę i choć nie ma mowy o rewolucji, zmiany te są widoczne gołym okiem i nadają modelom Lexusa jeszcze więcej prestiżu. Wśród elementów, które wyróżniają nowe auta tej marki, warto wskazać również nowy emblemat, który zdobi tylną część nadwozia. Lexus częściowo żegna się z dotychczasowym logotypem, zastępując go wyrazistym napisem złożonym z szeroko rozstrzelonych liter. Spokojnie – dobrze znane logo pozostanie wyróżnikiem marki, a jego miejsce jest, niezmiennie, na charakterystycznym grillu w kształcie klepsydry. Typograficzne logo będzie więc umieszczone na klapie bagażnika modeli nowych oraz tych, które zadebiutują w niedalekiej przyszłości. Drobiazg? Być może, ale w klasie premium to właśnie one nabierają szczególnego znaczenia.

Zmiany już się zaczęły

Przykładem auta, w którym Lexus zastosował już opisywany zabieg stylistyczny, jest Lexus NX w nowej odsłonie. Nowego SUV-a można śmiało nazwać designerskim – bez trudu rozpoznamy w nim linie dotychczasowego NX-a, a jednocześnie odnajdziemy świeżość typową dla zupełnie nowej generacji. Tylna klapa została ozdobiona napisem, który w połączeniu z nowymi, charakterystycznymi światłami przechodzącymi przez całą szerokość nadwozia tworzy bardzo estetyczną całość. Nowy Lexus NX jest jednak dopiero początkiem.

Nowy rozdział

Przedstawiciele Lexusa potwierdzili, że rezygnacja z logotypu na rzecz większego i bardziej wyrazistego napisu dotyczy wszystkich nadchodzących modeli. Planowane zmiany w rozmowie z brytyjskim magazynem MotorTrend opisał Brian Bolain, szef marketingu Lexusa. Jego zdaniem, szereg zmian, wśród których jedną z ważniejszych jest częściowa rezygnacja z dotychczasowego logo, symbolizuje nowy rozdział w historii marki. Nowy akcent zobaczymy więc nie tylko w koncepcyjnych LF-30 czy LF-Z Electrified, a również w wersjach produkcyjnych, których ostateczne formy poznamy już niebawem.

Historia logo Lexusa

Logo, które dobrze znamy, nie znika z Lexusów. Wciąż odnajdziemy je w wielu miejscach i pozostaje oficjalnym znakiem marki. Skąd właściwie się wzięło? Jaka jest historia logotypu? Charakterystyczna, wpisana w owal litera L ma rozpoznawalny kształt, a jej projekt został ukończony w 1988, czyli na rok przed uruchomieniem produkcji pierwszego modelu marki – Lexusa LS. Kształt litery widocznej w logotypie japońskiego producenta jest prosty i symbolizuje aerodynamikę. Co ciekawe, twórcy odpowiedzialni za projekt emblematu twierdzą również, że nic nie jest w nim przypadkowe, a tworzące go łuki, załamania i proste są wynikiem… matematycznej formuły. Podobno to właśnie dzięki niej logo jest przyjemne dla oka.

Co jeszcze zmieni się w modelach Lexusa?

Nie tylko logotyp zmieni się w nadchodzących modelach Lexusa. Planowane zmiany są zakrojone na szeroką skalę i choć zastąpienie owalnego emblematu napisem jest bez wątpienia widoczne już na pierwszy rzut oka, w nowych modelach czeka nas znacznie więcej nowości. Lexus nie ukrywa, że nadchodzące lata będą stały pod znakiem elektryfikacji. Oprócz bezemisyjnego napędu możemy się również spodziewać nowego systemu multimedialnego z bezprzewodowymi interfejsami Apple CarPlay i Android Auto, a także zdalnymi aktualizacjami. Patrząc na to, jaki jest nowy Lexus NX, fani marki mogą być raczej spokojni o kierunek tej ewolucji.

Grupa MOL przejmie ponad 400 stacji paliw od Lotosu

  • Grupa MOL rozpocznie działalność w Polsce dzięki przejęciu 417 stacji paliw działających w całym kraju pod marką Lotos. Dzięki tej, wartej 610 mln USD transakcji, Grupa stanie się trzecim największym graczem na rynku detalicznej sprzedaży paliw w Polsce
  • W ramach umowy, PKN Orlen przejmie z kolei 185 stacji paliw Grupy MOL na Węgrzech i Słowacji wycenionych na 259 mln USD
  • Dzięki przejęciu, MOL wyprzedza własne plany strategiczne na rok 2025, rozbudowując sieć stacji paliw do blisko 2400 obiektów
  • Transakcja oczekuje jeszcze na akceptację Komisji Europejskiej dla planu połączenia PKN Orlen z Grupą Lotos

Grupa MOL podpisała dziś z Grupą Lotos i PKN Orlen umowy dotyczące sprzedaży i zakupu aktywów. W ramach porozumienia, MOL przejmie 417 stacji paliw w Polsce, stając się trzecim największym graczem na lokalnym rynku detalicznej sprzedaży paliw. Jednocześnie, firma zawarła długoterminową umowę na dostawy paliw silnikowych dla nowo nabytej sieci stacji. Zawarte dziś umowy wpisują się w aktualną długoterminową strategię rozwoju Grupy MOL „SHAPE TOMORROW” 2030+.

Polska będzie dziesiątym krajem, w którym, dzięki ogłoszonej dziś transakcji, Grupa MOL pojawi się ze swoją ofertą detaliczną. Łączna liczba stacji działających pod pięcioma markami w ramach portfolio Grupy wzrośnie zaś z 1943, do 2390. Liczba ta obejmuje również zakupione niedawno stacje OMV w Słowenii (120 obiektów) oraz 95 nowych stacji paliw na terenie Węgier i Słowacji. Umowy te oczekują jeszcze na zgody właściwych organów.

W wyniku zawartych dziś umów, MOL stanie się jednym z najważniejszych graczy na polskim rynku. Jako znakomita okazja do rozwoju biznesu, transakcja ta wpisuje się w ambitne plany Grupy w zakresie rozwoju segmentu detalicznego.

“Ta umowa to dla nas ważny krok na naszej drodze do transformacji biznesu, którą rozpoczęliśmy w 2016 r., a w ub.r. jeszcze przyspieszyliśmy, aktualizując naszą strategię. Przejęcie udziałów w złożu ACG w Azerbejdżanie, budowa nowej fabryki polioli na Węgrzech czy wreszcie wejście na rynek polski, to najważniejsze działania zmierzające do realizacji naszych celów biznesowych. Dzięki tej transakcji zyskamy dostęp do największego rynku w Europie Środkowo-Wschodniej, mogąc zaoferować nasze produkty i usługi niemal 40 milionom potencjalnych klientów. Węgrzy i Polacy mają podobne doświadczenia historyczne, a naszym wspólnym celem jest zapewnienie bezpiecznych dostaw energii w regionie. Jestem przekonany, że ta umowa wpłynie również na dalsze wzmocnienie korytarza energetycznego północ-południe – powiedział Zsolt Hernádi, Prezes i CEO Grupy MOL.

“To przełomowy moment dla polskiego sektora paliwowego. Już niebawem domkniemy przejęcie Grupy Lotos, transakcję, która ma przysłużyć się całej polskiej gospodarce, obu zaangażowanym spółkom, ich klientom, pracownikom i akcjonariuszom. Od samego początku tego procesu podkreślamy, że naszym priorytetem jest osiągnięcie dodatkowych korzyści ze środków zaradczych związanych z połączeniem, i właśnie to osiągnęliśmy. W segmencie detalicznym, wynegocjowaliśmy z naszym węgierskim partnerem wymianę aktywów, która bezpośrednio przyczyni się do realizacji planów geograficznej ekspansji, wzmacniając naszą sieć detaliczną na terenie Słowacji oraz otwierając zupełnie nowy dla nas rynek Węgierski – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PLN Orlen.

Najnowsza umowa pozwoli MOL na dalszą dywersyfikację działalności w regionie oraz wejście na największy rynek w Europie Środkowo-Wschodniej. Nabyte w Polsce aktywa będą stanowić bazę dla dalszego rozwoju działalności Grupy w kraju, gdzie obecność MOL była do tej pory ograniczona. Dobre perspektywy rozwoju gospodarczego Polski, wysoki poziom zmotoryzowania oraz perspektywy dalszego wzrostu konsumpcji paliw w średnim terminie stanowią o potencjale kraju w regionie. Zakupiona przez MOL sieć stacji paliw oferuje z kolei wyjątkową pozycję wzdłuż tras szybkiego ruchu, umożliwiając dalszy wzrost organiczny oraz rozwój oferty pozapaliwowej.

„Niespełna rok temu zaprezentowaliśmy strategię MOL 2030+, która zakładała rozbudowę sieci naszych stacji do 2200 obiektów w regionie do roku 2025. Wraz z dzisiejszą transakcją, już udało nam się znacznie wyprzedzić ten plan, wchodząc do Polski. Nie zwalniamy jednak tempa, ponieważ wierzymy, że segment usług konsumenckich ma przed sobą znaczący potencjał w związku z nadchodzącą transformacją energetyczną. Zamierzamy nadal świadczyć nasze usługi w zakresie mobilności wciąż rosnącej grupie klientów detalicznych, nadążając za ich zmieniającymi się potrzebami. Znakomita sieć stacji Lotos stanowi doskonałą bazę dla dalszego rozwoju – powiedział Peter Ratatics, wiceprezes wykonawczy ds. usług konsumenckich w Grupie MOL.

W ramach umowy, MOL zobowiązał się sprzedać na rzecz PKN Orlen 185 stacji paliw – 144 zlokalizowanych na Węgrzech i 41 w Słowacji – za kwotę 259 mln USD.

Transakcja oczekuje jeszcze na akceptację Komisji Europejskiej dla planu połączenia PKN Orlen z Grupą Lotos

Kryteria wyboru firmowych samochodów w sektorze MŚP

Cena jest obecnie głównym kryterium decydującym o wyborze samochodów w firmach z sektora MŚP – wynika z badania zrealizowanego przez Instytut Keralla na zlecenie Carefleet S.A. Mikro, mali i średni przedsiębiorcy kupując służbowe auta, zwracają także uwagę na koszty eksploatacji oraz uniwersalność pojazdów. Jedynie dla niewielkiego odsetka respondentów priorytetem są takie kwestie, jak funkcjonalność czy reprezentacyjny wygląd firmowego samochodu.

Według danych SAMAR w 2021 roku w Polsce sprzedano łącznie 520 575 sztuk nowych samochodów osobowych i dostawczych o masie do 3,5 t. To o ponad 6,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Za wyniki te, podobnie jak w poprzednich latach, odpowiadają w dużej mierze przedsiębiorstwa, w tym firmy z sektora MŚP.

Cena zakupu samochodu najistotniejsza dla ponad 1/3 firm z sektora MŚP

Infografika - Kryteria wyboru firmowych samochodów w sektorze MŚPJak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet, 37,3 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP wybiera obecnie firmowe samochody, kierując się ceną. Dla 31,6 proc. ankietowanych ważne są koszty eksploatacji nabywanych pojazdów, a dla 23,6 proc. ich uniwersalność, rozumiana jako możliwość dostosowania parametrów aut do aktualnych potrzeb firmy.

– Przedsiębiorcy z sektora MŚP odczuwają ekonomiczne skutki spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią, czego przejawem jest między innymi zachowawczość w kwestiach związanych z lokowaniem kapitału  w środkach trwałych, takich jak samochody. Nic więc dziwnego, że obecnie cena zakupu jest głównym czynnikiem decydującym o wyborze pojazdów do firmy. Warto jednak zauważyć, że kiedy w 2017 roku pytaliśmy przedstawicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw o to, jakimi kryteriami kierują się, wybierając samochody flotowe, najwięcej – bo aż ponad połowa – wskazało koszty eksploatacji, które obecnie znalazły się na drugim miejscu mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet. – Utrzymujący się stan niepewności w gospodarce oraz rosnące ceny pojazdów z dużym prawdopodobieństwem  przełożą się na  jeszcze większe zainteresowanie rynku outsourcingowymi modelami finansowania, takimi jak wynajem długoterminowy czy leasing z wysokim wykupem. Trend ten będzie dotyczył również oferty finansowania pojazdów używanych dodaje.

Nieco ponad 18 proc. przedstawicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw kupując firmowe samochody, kieruje się swoimi wcześniejszymi doświadczeniami i wybiera marki, które już posiada w swojej flocie. Aspekty takie jak bezpieczeństwo oraz komfort użytkowania pojazdów są istotne dla 8,8 proc. respondentów. Tylko niewielki odsetek ankietowanych zwraca uwagę na takie kwestie, jak względy ekologiczne (2,0 proc. wskazań), reprezentacyjny wygląd (1,8 proc.) czy funkcjonalność (1,1 proc.)

Im większa firma w sektorze MŚP, tym częściej zwraca uwagę na kwestie ekologii

Dodatkowo, jak wynika z badania, kwestie finansowe są szczególnie istotne dla średnich firm zatrudniających od 50 do 249 pracowników – 54,0 proc. z nich wskazuje cenę zakupu, a 36,3 proc. koszty eksploatacji jako główne kryteria wyboru firmowych samochodów. Uniwersalność pojazdu jest natomiast dla nich o wiele mniej ważna niż dla mikro przedsiębiorstw (15,0 proc. vs 27,5 proc. wskazań). Odpowiedzi respondentów uwidaczniają ponadto, że im większa firma w sektorze, tym częściej zwraca uwagę na kwestie ekologiczne związane z firmowymi samochodami.

– Rozwiązania ekologiczne w firmowych flotach to w Polsce wciąż domena przede wszystkim korporacji oraz dużych przedsiębiorstw. Warto jednak zaznaczyć, że kwestie te powoli stają się zauważalne także dla mniejszych podmiotów. Jak wynika z badania, 2,1 proc. małych oraz 4,4 proc. średnich firm kupując służbowe samochody, bierze pod uwagę kwestie wpływu pojazdów na środowisko.  Spadek cen aut z napędami alternatywnymi, nacisk opinii publicznej, uruchomiony program rządowy, rosnąca popularność rozwiązań takich jak wynajem długoterminowy oraz rozwój infrastruktury ładującej powinny sprawić, że z roku na rok odsetek ten będzie dynamicznie rósłdodaje Bartosz Olejnik.

Mateusz Osiecki nowym Country Managerem PrestaShop na Polskę

Mateusz Osiecki obejmuje stanowisko Country Managera na Polskę w firmie PrestaShop, najpopularniejszej platformie e-commerce w Polsce. Jego misją będzie rozszerzenie działalności na lokalnym rynku zgodnie z wizją przedsiębiorstwa, by stać się wiodącą platformą e-commerce dla rozwoju biznesu na całym świecie.

Międzynarodowe doświadczenie

Mateusz Osiecki to ekspert w zakresie budowania strategicznych partnerstw w branży technologicznej, zarządzania sprzedażą i rozwoju biznesu międzynarodowego. Jest absolwentem Royal Holloway i King’s College. Przez ostatnie sześć lat zdobywał doświadczenie w budowaniu strategii ekspansji międzynarodowej i rozwoju biznesu Profitroom (wiodący dostawca SaaS dla sektora hotelarskiego w CEE) oraz agencji marketingu online należących do portfolio Bauer Media Group.

Bardzo się cieszę z dołączenia do PrestaShop jako Country Manager. Już teraz mamy wiodącą pozycję w Polsce pod względem liczby sklepów korzystających z naszej platformy. Otwarty charakter oprogramowania sprawia, że korzystamy z wkładu tysięcy członków społeczności. Dzięki temu rozwiązanie staje się coraz bardziej przyjazne dla właścicieli sklepów, niezależnie od wielkości ich biznesu. Doświadczenie PrestaShop w tworzeniu dodatków służących skalowaniu biznesu, sprawia że mamy doskonałe narzędzie, by nadal być liderem w Polsce. Dodatkowo, wierzę, że połączenie sił z MBE Worldwide umocni naszą pozycję na rynku e-commerce – podkreśla Mateusz Osiecki. 

Polska − kluczowy rynek dla PrestaShop

PrestaShop pozwala właścicielom sklepów korzystać z platformy w dowolnym miejscu na świecie. Rozwiązanie jest w pełni konfigurowalne i adaptowalne do każdego rynku. W 2020 roku, ponad 300 000 sprzedawców wygenerowało ponad 22 miliardy euro sprzedając poprzez platformę i usługi e-commerce PrestaShop.

Obecnie jako część MBE[1], PrestaShop będzie silnie wzmacniać swój potencjał wzrostu w kluczowych lokalizacjach. Wspólna baza obu firm obejmuje ponad 600 000 klientów w Europie (przede wszystkim we Włoszech, Francji, Hiszpanii, Niemiec, Wielka Brytanii i Polsce) oraz ponad milion na całym świecie.

Udział PrestaShop w polskim rynku e-commerce systematycznie wzrasta od 2019 roku. Jest to obecnie nasz czwarty rynek pod względem liczby sklepów. Wartość rynku e-commerce B2C w Polsce wyniosła w 2020 roku prawie 22 miliardy euro. Pandemia COVID-19 bardzo pobudziła branżę (11 800 sklepów otwartych w 2020 roku). Dziś aż 72% polskich konsumentów kupuje przez Internet[2]. – wskazuje Luca Mastroianni, VP International w firmie PrestaShop.

[1] MBE Worldwide S.p.A. („MBE”) – prywatna firma z siedzibą we Włoszech, która umożliwia konsumentom i przedsiębiorstwom odniesienie sukcesu w rozwijaniu ich działalności. Dostarcza platformę gotowych do użytku cyfrowego rozwiązań logistycznych, poligraficznych i marketingowych. Centra usług MBE, funkcjonujące w dużej mierze niezależnie, ułatwiają działalność przedsiębiorcom, firmom i prywatnym konsumentom poprzez łatwo dostępną platformę, oferującą dostosowane usługi i produkty oraz wyjątkowy poziom obsługi klienta. MBE działa obecnie pod wieloma markami: Mail Boxes Etc. (z wyjątkiem USA i Kanady), AlphaGraphics, PostNet, Spedingo.com, Print Speak, PACK & SEND, Multicopy, a teraz również PrestaShop. Globalna platforma handlowa liczy obecnie ponad 2800 lokalizacji w 53 krajach, obsługuje 1 mln klientów biznesowych, współpracuje z 12 000 podmiotów, osiągając sprzedaż w całym systemie w roku 2020 na poziomie 879 mln EUR (1,004 mln USD).

[2] źródło: International Trade Administration; Europe Ecommerce Report 2021.

Powell starał się nie przestraszyć rynków

Wystąpienie szefa FED nie przyniosło jakichś nowych elementów i widać było, że starał się on nie wystraszyć rynków, co sądząc po reakcji indeksów giełdowych chyba się udało. Pierwsza podwyżka stóp nadejdzie pewnie w marcu, a początek redukcji wielkości sumy bilansowej FED w dalszej części roku.

O ile ubiegłotygodniowa publikacja sprawozdania z grudniowego posiedzenia FOMC przestraszyła rynki ujawniając zamiary Rezerwy Federalnej szybszego niż się tego wcześniej spodziewano wycofywania się z prowadzonej od marca ub.r. ultra-łagodnej polityki pieniężnej, o tyle wczorajsze wystąpienie ubiegającego się o ponowną nominację na stanowisko przewodniczącego FED zostało przyjęte raczej spokojnie. Powell postrzegany raczej jako „gołąb” starał się zapewnić, że jakkolwiek walka z najwyższym od praktycznie 40 lat tempem inflacji w USA musi zostać rozpoczęta, to jednak będzie prowadzona w taki sposób by nie zaszkodzić gospodarce i rynkowi pracy. Czy to się w praktyce uda, zobaczymy w przyszłości. Obecnie oczekiwane jest zakończenie „druku” pieniądza w marcu i najprawdopodobniej początek podwyżek stóp procentowych w tym samym miesiącu.

Obecnie rynek oczekuje w tym roku 3-4 podwyżek stóp w USA i osiągnięcia przez oprocentowanie funduszy federalnych poziomu 1 proc. w pierwszym kwartale przyszłego roku.

Z tego punktu widzenia obecna sytuacja mogłaby się kojarzyć z jesienią 2015 (pierwsza podwyżka FED w grudniu 2015) czy też wiosną 2004 (pierwsza podwyżka stóp w czerwcu 2004).

Powell wspomniał też, że FED rozważa rozpoczęcie redukcji wielkości swej sumy bilansowej (obecnie wynoszącej 8,8 biliona dolarów) w dalszej części bieżącego roku.
W poprzednim cyklu gospodarczym zakończenie skupu aktywów nastąpiło pod koniec 2014 roku, zaś początek redukcji wielkości sumy bilansowej jesienią 2017.

Rynki akcji uspokojone brakiem jakichś niespodzianek zareagowały wzrostami (S&P 500 +0,92 proc.), które dziś rano były generalnie kontynuowane w Azji (Nikkei 225 +1,92 proc.). Na plusach otworzyła się również Europa (DAX +0,47 proc.). Po wczorajszym silnym wzroście dziś rano nadal dobrze sobie radził nasz rynek (WIG-20 +1,39 proc., KGHM +4,24 proc., ponad 6-letnie maksimum kursu akcji Pekao, historyczne maksimum kursu akcji ING Banku Śląskiego). Reakcje cen pozostałych klas aktywów nie były zbyt silne: rentowności długoterminowych obligacji lekko spadły, dolar się nieco osłabił względem pozostałych głównych walut. Na rynku ropy można było mówić silniejszym ruchu w górę do najwyższego poziomu od pierwszej połowy listopada.

Dziś uwagę obserwatorów rynku będzie przyciągać publikacja danych na temat zachowania wskaźnika CPI w USA w grudniu (godz. 14:30).

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Opóźnione płatności problem polskich pracowników

Ostatni rok pokazał zarówno pracownikom, jak i przedsiębiorcom, że rynek pracy oraz sytuacja gospodarcza mogą zmienić się niemal z dnia na dzień. Według raportu ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, nieterminowe płatności w trakcie pandemii COVID-19 dotknęły połowę polskich pracowników, natomiast 6 na 10 Polaków przyznaje, że w czasie jej trwania nie zdarzyło się im otrzymać zaniżonego wynagrodzenia.

Sytuacja polskich firm staje się coraz bardziej skomplikowana. Aby zapewnić sobie płynność finansową i przetrwanie na rynku, powiększają one swoje zobowiązania finansowe. ADP, globalna firma dostarczająca usługi kadrowo-płacowe zbadała, jak pandemia wpłynęła na terminowość płatności w przedsiębiorstwach oraz nieprawidłowości w wypłacanych wynagrodzeniach.

Płatności opóźnione

Według danych ADP, niemal co drugi (48 proc.) polski pracownik przyznaje, że zdarza mu się dostawać zapłatę z opóźnieniem. Z tym problemem najbardziej utożsamiają się najmłodsi pracownicy (63 proc.) oraz specjaliści z sektora mediowego. W przypadku osób zatrudnionych w tej branży odsetek wynosi aż 75 proc. Najniższy wskaźnik nieterminowych wypłat notują firmy zatrudniające powyżej 1000 pracowników. Niespełna 3 na 10 osób wykonujących swoje obowiązki w tych przedsiębiorstwach przyznaje, że nie otrzymuje wypłat na czas. Poszkodowanymi w tej kwestii są także osoby zatrudnione na kontrakcie. Aż 65 proc. przyznaje, że ich pracodawca ma problem z wypłatą zarobionych przez nich pieniędzy w ustalonym terminie.

– W trakcie pandemii wiele firm musiało mierzyć się z nieterminowymi płatnościami ze strony swoich kontrahentów, szwankowała płynność finansowa przedsiębiorstw. Szacuje się, że obecnie dług polskich firm wynosi już 11,5 mld zł i wciąż rośnie. Z tego też względu stworzyły się zatory płatnicze, które bezpośrednio dotknęły polskich pracowników – wyjaśnia Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska. – Ponadto z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że blisko 2,7 mln Polaków zarejestrowanych jest jako dłużnicy, a ich dług sięga blisko 60 mld zł.

– Należy pamiętać, że do podstawowych obowiązków pracodawcy należy terminowa wypłata wynagrodzenia za pracę. W przypadku niedotrzymania terminów osoba zatrudniona ma prawo ubiegać się o odsetki, a dodatkowo w pewnych przypadkach – ma prawo rozwiązać umowę bez wypowiedzenia z powodu ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków wobec pracownika. Niezależnie od powyższego taka osoba może zgłosić sprawę bezpośrednio do Państwowej Inspekcji Pracy – dodaje Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska.

Po terminie, ale prawidłowo

Mimo, że badanie ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View” potwierdza, że polscy pracodawcy mają problem z dotrzymaniem terminów płatności, to aż 6 na 10 Polaków przyznaje, że nie zdarza im się otrzymywać obniżonej zapłaty. Ponadto 40 proc. ankietowanych potwierdza, że w różnych częstotliwościach otrzymuje nadpłatę
w wynagrodzeniu. Co ciekawe, ta sytuacja znacznie częściej dotyczy mężczyzn (47 proc.) niż kobiet (38 proc.)

Pandemia osłabia odporność na cyberataki. Specjalistów jak na lekarstwo

Cyberataki, których od momentu wybuchu pandemii doświadczyło pół miliona Polaków, to piąte (obok polaryzacji politycznej, walki o rynki między mocarstwami, degradacji naturalnych ekosystemów i ekstremalnych fal upałów) – najpoważniejsze zagrożenie, z którym musi mierzyć się współczesny świat, wynika z doniesień World Economic Forum. Tymczasem, jak alarmują eksperci z TestArmy, nadal borykamy się z deficytem ekspertów od cyberbezpieczeństwa.

Każdego dnia powstaje ponad 100 tysięcy złośliwych stron internetowych i 10 tysięcy szkodliwych plików, zgodnie z danymi Check Point Software Security Report. Jednocześnie świadomość zagrożeń, jakie niosą za sobą cyberataki jest dziś bardzo duża, skoro nawet światowi eksperci stawiają je na równi z największymi, globalnymi problemami. Widać to także w danych. Według VMWare wartość globalnego rynku usług związanych z cyberbezpieczeństwem wzrośnie z 471 mln dolarów w 2020 roku do 1,6 miliarda dolarów w 2025 roku. Jak tłumaczy Sebastian Gilon, head of security z TestArmy:

Z naszych obserwacji wynika, że w ciągu ostatniego roku cyberprzestępcy działali ze zdwojoną siłą. Wiele osób przeszło na pracę zdalną w domach, w których systemy zabezpieczeń nie są tak silne, jak w biurach. W efekcie firmy zostały dotkniętych przez zagrożenia cybernetyczne. Zniwelowanie podatności na ataki jest ważne również dlatego, że obecny model pracy staje się standardem w wielu branżach – zgodnie z raportem Pracuj.pl, 9 na 10 pracujących zdalnie domaga się home office’u także po zakończeniu pandemii – mówi ekspert.

O ile cyberoszuści dotrzymują kroku nowym technologiom i dość szybko znajdują sposoby na złamanie coraz lepszych zabezpieczeń, o tyle gorzej mają ci, którzy takie zabezpieczenia tworzą. Takich pracowników jest w Polsce zwyczajnie za mało – brakuje przynajmniej 10 tys. specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, alarmują eksperci z TestArmy.

Co więcej, problem jest globalny: według amerykańskiego Biura Statystyki Pracy (Bureau of Labor Statistics) liczba osób zatrudnionych w sektorze cyberbezpieczeństwa do 2029 roku ma wzrosnąć o 31%. Wskaźnik ten znacznie przewyższa średnią dla wszystkich zawodów. Z kolei National Center for Education Statistics (NCES) pokazuje, że liczba nowych programów z zakresu cyberbezpieczeństwa wzrosła o 33%. Tylko w ciągu ostatnich sześciu lat ogłoszeń o pracę w dziedzinie cyberbezpieczeństwa przybyło o 94%.

Cybersecurity to wciąż relatywnie młoda dziedzina na rynku pracy. Choć w ciągu ostatnich kilku lat specjalistów w tym obszarze przybyło, to nadal mierzymy się ze zbyt małą liczbą  profesjonalistów w stosunku do potrzeb płynących z rynku pracy – potwierdza Magdalena Szabelska, strategic business key account manager w Randstad Polska.

Spektakularne dane:

  • Od początku pandemii koronawirusa, 87% organizacji doświadczyło próby cyberataku przez istniejącą lukę w zabezpieczeniach (dane Check Point z 2020 r.)
  • Od momentu wybuchu pandemii, w 46% organizacji co najmniej jeden pracownik pobrał złośliwą aplikację mobilną (raport bezpieczeństwa mobilnego firmy Check Point 2021 r.)
  • Średnia wartość okupu w skali globalnej wynosi 233 817 USD – o 30% więcej niż w 2020 r. (raport 2021 Webroot Brightcloud Threat)
  • W ankiecie Gartner 2021 Board of Directors Survey dyrektorzy ocenili cyberbezpieczeństwo jako drugie co do wielkości źródło ryzyka dla przedsiębiorstwa

Mój dom, moja twierdza? Wzrost ataków podczas pracy zdalnej

Jak wynika z danych TestArmy, coraz więcej osób pada ofiarami oszustw phishingowych i ataków typu ransomware – szczególnie podczas pracy w trybie home office. To ogromne zagrożenie dla firm, w których takie osoby pracują. Chodzi m.in. o złośliwe oprogramowanie, które infekuje komputery oraz urządzenia mobilne i ogranicza użytkownikowi dostęp do zapisanych na nim plików. Cyberprzestępcy grożą trwałym zniszczeniem danych, jeśli nie zostanie zapłacony okup.

Ofiar tego typu działań przybywa bardzo szybko. Szacuje się, że co 11 sekund infrastruktura kolejnej firmy zostaje zainfekowana. Co więcej szkody wyrządzone w ten sposób przez hakerów ocenia się na 20 miliardów dolarów rocznie i jest to wzrost o 57 razy w stosunku do roku 2015 – wylicza ekspert ds. cyberbezpieczeństwa w TestArmy.

Ponadto zmieniają się wektory cyberataków. Działania hakerów nie są już wymierzone wyłącznie w sieć, ale także w systemy zarządzania łańcuchem dostaw. Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) przewiduje się, że do końca 2021 r. ataki w łańcuchu dostaw wzrosną czterokrotnie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Eksperci zrzeszeni wokół ENISA ostrzegają również, że rośnie nie tylko liczba ataków, ale także ich wyrafinowanie.

Specjalista od cyberbezpieczeństwa pilnie poszukiwany!

Od początku pandemii w 2020 roku obserwujemy znaczny wzrost zainteresowania firm specjalistami z zakresu IT Security, a szczególnie cyberbezpieczeństwa. Ma to oczywiście związek z przeniesieniem pracy z biura do domów oraz zmiany z tradycyjnych systemów wykorzystywanych w firmach na środowisko cloud – tłumaczy Magdalena Szabelska.

Jak dodaje, tych naprawdę doświadczonych specjalistów jest niewielu, często pracują na własny rachunek lub w ramach zagranicznych projektów, w których stawki są bardzo wysokie. – Firmy w Polsce borykają się z szukaniem specjalisty nawet przez kilka miesięcy. Stawki oferowane na rynku są bardzo wysokie, zarówno ze względu na niszowość roli, jak i małą liczbę osób, które spełniają dane kryteria – mówi specjalistka Randstad.

Co gorsza, od swoich biurek musiała odejść nawet część tych, którzy już z sukcesami projektowali zabezpieczenia. – Po wybuchu pandemii COVID-19 musieli porzucić część swoich codziennych obowiązków, aby wesprzeć pracodawców w innych, powiązanych z IT, zadaniach, m.in. przygotowywaniu stanowisk do pracy zdalnej – tłumaczy Sebastian Gilon.

Przykładowe zarobki specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa (dane Randstad):

  • Information Security Architect: 25 000 – 30 000 zł brutto/msc
  • Security Engineer: 15 000 – 20 000 zł brutto/msc
  • Security Manager: 25 000 – 30 000 zł brutto/msc
  • Cybersecurity Specialist: 14 000 – 19 000 zł brutto/msc

Firmy inwestują w rozwój pracowników

Do 2023 r. 75% organizacji ma zrestrukturyzować zarządzanie ryzykiem i bezpieczeństwem, aby zająć się nowymi systemami cyber-fizycznymi (CPS) oraz konwergentnymi potrzebami IT, OT, Internetem rzeczy (IoT) i fizycznymi zabezpieczeniami. Obecnie cele te realizuje zalewie 15% przedsiębiorstw (źródło: Gartner, IT Roadmap for Cybersecurity). Nic dziwnego, że firmy, które chcą poprawić swoje bezpieczeństwo, coraz częściej podejmują złożone działania na rzecz pozyskania ekspertów. Ogłoszenia z ofertami pracy nie gwarantują jednak znalezienia pożądanego pracownika, dlatego przedsiębiorstwa coraz częściej wybierają inną drogę – kształcą sobie potrzebnych specjalistów, inwestując w szkolenia oraz pomagając pracownikom w  podnoszeniu ich kwalifikacji.

Szkolenia prowadzone są in-housowo – np. pracownicy wymieniają się swoimi przemyśleniami, udostępniają notatki, tworzą dokumentację i procedury, omawiają na bieżąco projekty, dzielą się wiedzą zdobytą na zewnętrznych szkoleniach, co umożliwia przepływ wiedzy między zespołami pracowników oraz wzmacnianie posiadanych umiejętności. Jednocześnie dużo firm inwestuje w szkolenia prowadzone przez zewnętrzne firmy IT. – Podmioty te często zrzeszają najlepszych praktyków na rynku, współpracują z jednostkami certyfikującymi, dodatkowo oferują szkolenia dopasowane do potrzeb organizacji. Nie tylko ustalają wspólnie zakres szkolenia, dostosowując je do wymagań klienta, ale oferują również audyt potrzeb, tzn. przyglądają się zespołom i technologiom używanym w firmie, rozmawiają z przedstawicielami działów IT o procesach i wyzwaniach, z jakimi się mierzą. Pozyskana w ten sposób wiedza pozwala rekomendować tematykę szkolenia, zakres i poziom przekazywanych treści. Takie dopasowanie to gwarancja wymiernych korzyści – zarówno dla firmy, jak i dla pracowników – mówi Sebastian Gilon.

Choć obecnie nie ma jednego dominującego programu kształcenia, którego wymaga rynek pracy, wymagania w stosunku do specjalistów są bardzo wysokie. Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa musi posiadać szeroką wiedzę techniczną obejmującą cały proces wytwarzania oprogramowania: zaczynając od programowania, testowania, administrowania systemami, aż po zarządzanie projektem. Do tego dochodzi jeszcze etyka biznesu i coś o czym mało kto wspomina, czyli umiejętności miękkie.

Gartner przewiduje, że do 2025 r. 40% rad dyrektorów będzie miało specjalny komitet ds. cyberbezpieczeństwa nadzorowany przez wykwalifikowanego członka zarządu lub konsultanta zewnętrznego wyspecjalizowanego w tej dziedzinie. Poza tym prognozuje się, że globalny rynek bezpieczeństwa informacji wzrośnie w pięcioletnim CAGR na poziomie 8,5%, aby osiągnąć 170,4 mld USD w 2022 r.Potencjał rynku pracy w tym sektorze jest więc przeogromny – podsumowuje Mateusz Piaszczak, IT security expert, z TestArmy.

Warsaw Equity Group sprzedaje udziały w Clearcode

Warsaw Equity Group sprzedaje udziały w Clearcode, firmie tworzącej oprogramowanie dla branży AdTech i MarTech. Jest to część procesu przejęcia podmiotu przez ARICOMA Group, jednego z największych dostawców IT w Europie Środkowo-Wschodniej.

Clearcode to działająca od 2009 r. firma zajmująca się tworzeniem oprogramowania dla branży reklamowej (AdTech) i marketingowej (MarTech). Specjalizuje się w tworzeniu platform do zarządzania reklamami w modelach RTB (real-time bidding) i programmatic, oraz rozwiązaniach w zakresie analityki i zarządzania danymi. Usługi Clearcode są szeroko wykorzystywane przez podmioty z branży reklamy i marketingu, m.in. przez wydawców, agencje, spółki mediowe czy właścicieli marek. W swoich biurach we Wrocławiu i Katowicach spółka zatrudnia ponad 100 pracowników odpowiedzialnych za tworzenie oprogramowania dla klientów, rozwoju biznesu i marketing oraz HR i finanse.

W 2017 r. Warsaw Equity Group (WEG), prywatna grupa inwestycyjna realizująca inwestycje typu venture capital/private equity, zainwestowała w Clearcode 2 miliony dolarów w ramach rundy A. Łączna kwota inwestycji wraz z odkupem części akcji od nieaktywnych akcjonariuszy osiągnęła poziom 3,6 miliona dolarów. Środki zostały przeznaczone m.in. na rozwój produktu Piwik PRO – narzędzia do mierzenia ruchu w aplikacjach mobilnych i na stronach internetowych, będącego alternatywą dla Google Analytics.

Na przełomie 2021 i 2022 r. ARICOMA Group, największa firma IT w Czechach, przejęła 100 proc. akcji w Clearcode. W ramach tej transakcji cały 22-procentowy udział w spółce sprzedała Warsaw Equity Group. Dokładna kwota transakcji nie została ujawniona.

– Przez okres trwania naszej inwestycji byliśmy aktywnie zaangażowani w rozwój Clearcode. W tym czasie spółka zrealizowała ponad 100 projektów dla klientów na całym świecie i uzyskała pozycję liczącego się w branży w skali globalnej gracza. Nie byłoby to możliwe bez zaangażowania zespołu, który wykonał ogromną pracę. Teraz spółka ma możliwość dalszego dynamicznego wzrostu poprzez bliską współpracę z inwestorem branżowym – mówi Przemysław Danowski, partner zarządzający Warsaw Equity Group.

Transformacja Clearcode i nowe horyzonty

Przemyślana strategia rozwoju oraz trwająca ponad cztery lata współpraca pomiędzy zespołami Clearcode oraz WEG zaowocowały rozwojem produktu Piwik PRO i w rezultacie wyodrębnieniem narzędzia do osobnej spółki. To pozwoliło na jego dalszy dynamiczny rozwój. Obecnie portfolio klientów Piwik PRO liczy ponad 200 firm z ponad 40 krajów. WEG pozostaje dalej akcjonariuszem Piwik PRO, a spółka nie jest przedmiotem transakcji z ARICOMA Group.

Jak Ukraińcy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku?

Pracownicy tymczasowi z Ukrainy mocniej doceniają pracę w Polsce. Spośród ankietowanych aż 85% deklaruje zadowolenie z pracy, co stanowi wzrost o 7 punktów procentowych rok do roku. Ponieważ popyt na pracowników z państw wschodnich wciąż rośnie, pracodawcy konkurują wyższym wynagrodzeniem czy dodatkowymi benefitami. Pracownicy przyjeżdżający do Polski coraz większą wagę przywiązują także do poczucia bezpieczeństwa.

Z corocznych badań opinii pracowników z Ukrainy, realizowanych przez OTTO Work Force, wynika, że od 2017 roku trwała tendencja spadkowa poziomu satysfakcji z pracy w Polsce – wtedy to wskaźnik ten osiągnął swoje maksimum (94%). W roku 2020 odnotowano pierwszy widoczny wzrost zadowolenia tj. o 6 punktów procentowych rok do roku. W 2021 roku zadowolenie obywateli z pracy w Polsce znowu wzrosło, tym razem o 7 punktów procentowych.

“Tak duży wzrost poziomu zadowolenia wynika przede wszystkim z sytuacji epidemiologicznej z jaką mamy do czynienia od początku 2020 roku. Sytuacja na rynku pracy zmieniała się w ostatnich dwóch latach bardzo dynamicznie, wiele osób straciło pracę i musiało wrócić na czas pandemii do ojczyzny. Te trudności spowodowały, że Ukraińcy jeszcze mocniej docenili zatrudnienie w Polsce. Także polscy pracodawcy jeszcze bardziej zabiegają o pracowników z państw wschodnich, bo rynek pracy wrócił do sytuacji sprzed pandemii, a niektóre branże jak np. produkcja nadal nadrabiają przestoje spowodowane pandemią. Wrócił popyt na pracowników i znowu firmom coraz trudniej mu sprostać, dlatego muszą zabiegać o kadrę oferując lepsze niż konkurencja wynagrodzenie czy dodatkowe benefity ” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

W ujęciu procentowym grupa osób, która na pytanie „Czy jest Pan(i) zadowolony(a) ze swojej pracy w Polsce?” udzieliła odpowiedzi „Tak” lub „Raczej Tak” stanowi 85% wszystkich badanych i jest o 7 punktów procentowych większa niż przed rokiem. Tylko 4% ankietowanych odpowiedziało, że nie jest zadowolonych z pracy w Polsce, a 11% nie potrafiło jednoznacznie tego określić.

Jak Ukraińcy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku?

Źródło: “Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku”, OTTO Work Force Central Europe, 2021

Na znaczeniu zyskało poczucie bezpieczeństwa

Niezmiennie jednym z głównych powodów dla którego obywatele Ukrainy decydują się na pracę w Polsce są wyższe zarobki. W 2021 ten czynnik był motywacją dla 58% badanych. Na kolejnych, niemal równorzędnych, pozycjach znalazły się większe poczucie bezpieczeństwa (35%), brak pracy na Ukrainie (30%) oraz lepsza sytuacja gospodarcza (28%). 17% spośród respondentów wskazało na łatwiejsze zdobycie pracy.

“Płaca minimalna na Ukrainie jest o 70% niższa niż w Polsce, a jej obywatele także zmagają się z rosnącą inflacją. To sprawia, że warunki pracy w Polsce są bardzo atrakcyjne z punktu widzenia obywateli Ukrainy. Trzeba jednak zaznaczyć, że w ostatnim badaniu na wyższe zarobki wskazało tylko 58% respondentów, co oznacza spadek o 13 punktów procentowych względem roku 2020. Z kolei na znaczeniu zyskało większe poczucie bezpieczeństwa, bo wartość wskazań dla tej odpowiedzi wzrosła z 12% aż do 35% rok do roku” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Jak Ukraińcy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku
Źródło: “Jak pracownicy z Ukrainy oceniają pracę w Polsce w 2021 roku”, OTTO Work Force Central Europe, 2021

Polski Ład a zmiana formy opodatkowania

Coraz mniej czasu pozostało tym przedsiębiorcom, którzy chcieliby dokonać zmiany w sposobie rozliczania się z fiskusem. Do kiedy możliwa jest zmiana formy opodatkowania?

Od nowego roku na polskich przedsiębiorców czekają spore zmiany podatkowe – wszystko za sprawą wejścia w życie przepisów w ramach Polskiego Ładu. W 2022 roku mają oni do wyboru trzy formy opodatkowania – podatek na zasadach ogólnych, podatek liniowy oraz ryczałt. Warto w tym miejscu podkreślić, że z dniem 1 stycznia 2022 roku z karty podatkowej mogą skorzystać jedynie ci podatnicy, którzy byli w ten sposób opodatkowani przed 2022 rokiem.

Co ważne, to właśnie od wybranej formy opodatkowania zależeć będzie ostateczny dochód danego przedsiębiorstwa. By zmniejszyć wysokość osiąganych w 2022 roku strat, wielu podatników czeka konieczność zmiany formy opodatkowania. Nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi na to, jaką formę najlepiej wybrać. –  Myśląc o tego typu zmianie należy wziąć pod uwagę kilka czynników. Nie bez znaczenia są tu zarówno osiągany przychód, jak i koszty jego uzyskania. Warto także zastanowić się nad rodzajem ulg, z jakich chcemy skorzystać w danym roku. Ważne jest także, czy planujemy rozliczać się sami czy też może z małżonkiem oraz czy zamierzamy skorzystać z kwoty wolnej od podatku” – wylicza Teresa Warska, specjalista ds. księgowości w Systim.pl.

Istotna jest również branża, w której działa dana firma – z ryczałtu na przykład nie mogą skorzystać te osoby, które w części bądź całości osiągają przychody z działalności w zakresie m.in. handlu częściami i akcesoriami do pojazdów mechanicznych czy wytwarzają wyroby opodatkowane podatkiem akcyzowym (wyjątek stanowi tu wytwarzanie energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii).

Przy wyborze formy opodatkowania znaczenie ma również wysokość składki zdrowotnej, której to na mocy nowych przepisów nie będzie już można odliczyć od podatku. Obecnie na zasadach ogólnych stanowić będzie ona 9 proc. dochodu. Z niższej wysokości składki zdrowotnej będą mogli skorzystać przedsiębiorcy, którzy jako formę sposobu rozliczania się z fiskusem wybiorą podatek liniowy – tu bowiem jej wysokość będzie wynosić 4,9 proc. dochodu. Inaczej jednak wyglądać będzie kwestia wysokości składki zdrowotnej dla tych wszystkich, którzy zdecydują się na ryczałt. – Od 2022 roku składka zdrowotna u ryczałtowca będzie obliczana na podstawie jego rocznego przychodu. Składka wyniesie tu 9 proc. podstawy jej wymiaru i opierać się będzie na trzech stawkach: 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia przy rocznych przychodach nieprzekraczających 60 tys. złotych, 100 proc. przeciętnego wynagrodzenia przy rocznych przychodach w przedziale od 60 do 300 tys. złotych oraz 180 proc. przeciętnego wynagrodzenia przy rocznych przychodach przekraczających 300 tys. złotych – podkreśla Teresa Warska z Systim.pl.

Do kiedy możliwa jest zmiana formy opodatkowania? Tak naprawdę wszyscy przedsiębiorcy, którzy chcą jej dokonać, muszą się pospieszyć – osoby na karcie podatkowej mają czas wyłącznie do 20 stycznia 2022 roku. Z kolei ci przedsiębiorcy, którzy jako formę opodatkowania wybiorą podatek liniowy bądź ryczałt, na zmiany mają czas do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym to osiągnęli pierwszy w roku podatkowym przychód lub do końca roku podatkowego, jeżeli pierwszy taki przychód został osiągnięty w grudniu roku podatkowego. Zatem wskazana powyżej grupa, o ile w styczniu osiągnie przychód, będzie mieć czas na zmianę formy opodatkowania wyłącznie do 20 lutego 2022 roku.

Na koniec warto dodać, że zgodnie z przepisami ustawy o PIT, każdy podatnik może zmienić formę opodatkowania. Musi on jednak pamiętać, że po przekroczeniu terminu, jaki wskazuje ustawa, zmiana sposobu rozliczania się z fiskusem będzie możliwa dopiero w następnym roku. Co ważne, tego typu zmianę podatnik może dokonać jedynie raz w roku.

Nieznane konsekwencje wielkich zmian – 2022 w branży TSL

Chociaż dopiero wkroczyliśmy w 2022 rok, dla branży TSL już przyniósł on znaczące zmiany. Wszystko za sprawą kolejnych etapów Brexitu, które weszły w życie wraz z 1 stycznia. Jak wiemy to dopiero początek czekającej nas transformacji rzeczywistości. – Nowy rok to też czas nauki na własnych błędach i idącego za tym rozwoju, pomagającego uodpornić się na nieoczekiwane i gwałtowne zdarzenia, które może przynieść ze sobą przyszłość – tłumaczy Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Podczas pandemii zarówno najwięksi, jak i mniejsi producenci mieli znaczące kłopoty z logistyką i dostępnością komponentów, a co za tym idzie również z produkcją. Ostatnie dwa lata odnajdywania się w trudnej sytuacji oraz zdobyte przy tym doświadczenie pozwalają na wprowadzenie zmian zapobiegających podobnym kryzysom w przyszłości. Wiele z nich zacznie być wprowadzana w 2022 roku. Wszystko to będzie się odbywało w cieniu Brexitu i zmian wprowadzonych przez Pakiet Mobilności. Jak te wydarzenia wpłyną na logistykę i transport? Odpowiedzmy sobie na pytanie, co czeka branżę TSL w bieżącym roku.

Nauka na błędach

2022 rok to z pewnością będzie czas wyciągania lekcji z błędów i doświadczeń, które branża TSL napotkała na swojej drodze od początku pandemii. Prawdziwym tąpnięciem był moment w 2020 r., kiedy wiele fabryk w Chinach na dłuższy czas wstrzymało produkcję lub nawet zostało zamkniętych. Równocześnie powszechny lockdown spowodował wzrost popytu na dobra zamawiane kanałami e-commerce. Tak oto rozpoczął się okres problemów z łańcuchami dostaw, a razem z nim braki miejsc w magazynach, zatłoczenie w portach i braki w taborach. Wstrzymane dostawy z Azji, blokady w portach i olbrzymie ceny frachtów nie oznaczały jedynie problemów dla branży transportowej, ale i wielu innych branż. Przykładem koronnym jest przypadek branży elektronicznej. Pandemia i lockdown zwiększyły zapotrzebowanie na elektronikę użytkową – kupowano urządzenia wspierające pracę i naukę online, takie, jak na przykład laptopy. Pomimo tego rekordowego popytu wiele fabryk musiało wstrzymać produkcję. Dlaczego? Zawiodły bardzo długie łańcuchy dostaw, co wygenerowało olbrzymie straty. Te wydarzenia uświadomiły nam, jak bardzo nie jesteśmy przygotowani na globalny kryzys taki,  jak pandemia. W konsekwencji tych wydarzeń wiele firm w 2022 r. postanowiło podjąć działań, które pozwolą zabezpieczyć łańcuchy dostaw i uodpornić się na podobne zdarzenia. Podstawowym z nich jest, chociażby budowa nowych fabryk w Europie. W tym roku będziemy również obserwować trend związany z przejściem do gospodarki o obiegu zamkniętym. Pozwala ona na zastąpienie wydobycia cennych surowców ich recyklingiem.

Brexit – kolejne zmiany

W 2022 r. wprowadzone zostaną również kolejne zmiany związane z Brexitem. Od 1 stycznia importerzy i przewoźnicy muszą być przygotowani na nowe formalności. Wraz z początkiem roku w Wielkiej Brytanii obowiązują standardowe procedury importowe oraz obowiązkowe rejestracje wjazdu na Wyspy w ramach brytyjskiego systemu GVMS. Jeszcze do końca 2021 r. administracja brytyjska umożliwiała swoim importerom bezproblemowy wjazd do UK na zasadach sprzed Brexitu, poprzez odraczanie składania zgłoszeń celnych w odprawach celnych towarów sprowadzanych z UE. Wraz z początkiem 2022 r. ułatwienia te przestały obowiązywać i wdrożone zostały standardowe formalności celne importowe. Co to oznacza w praktyce? Wymagane są pełne zgłoszenia celne w miejscu importu na wszystkie towary. Co więcej, każdy przewóz towarów z Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii trzeba zarejestrować w systemie GVMS i wygenerować odpowiednio numer GMR. Niemożliwy stał się wjazd na prom czy pociąg do UK bez tej rejestracji i numeru. Również od początku stycznia strona brytyjska wymaga eksportowych świadectw zdrowia w odniesieniu do tzw. produktów pochodzenia zwierzęcego objętych środkami bezpieczeństwa z powodu występowania chorób zwierząt na terytorium państwa eksportera[1]. W praktyce te formalności mogą nastręczać realnych problemów. Niestety, zanim przewoźnicy zdążą przystosować się do tych zmian już 1 lipca 2022 r. strona brytyjska będzie żądać eksportowych świadectw zdrowia, w odniesieniu do pozostałych produktów pochodzenia zwierzęcego, żywności wysokiego ryzyka niepochodzącej od zwierząt i produktów ubocznych pochodzenia zwierzęcego. Co więcej, brytyjskie cło będzie wymagało danych bezpieczeństwa przesyłanych w deklaracji Entry Summary Declaration (ENS).

Pakiet Mobilności w 2022

Pakiet Mobilności już od dwóch lat budzi w branży TSL dużo emocji, bo nakłada znaczące obciążenia na przewoźników. Jednak to w 2022 r. za jego sprawą zostaną wprowadzone największe zmiany. Pierwsze z nich zaczną obowiązywać bardzo szybko – już od 2 lutego. Wówczas kierowcy realizujący przejazdy na terenie UE będą musieli otrzymywać wynagrodzenie adekwatne do kraju, w którym wykonują przewóz. Dodatkowo diety i ryczałty za noclegi nie będą mogły zostać wliczone do płacy minimalnej tak, jak dotychczas. Ta zmiana będzie oznaczała znaczący wzrost kosztów pracy dla firm transportowych. W tym samym miesiącu (21 lutego) również wejdzie w życie pakiet wspomagający kontrolę rynku transportowego w UE. Jego regulacje przewidują m.in.: obowiązkowy powrót każdego pojazdu do centrum operacyjnego firmy co najmniej raz na 8 tygodni, czy konieczność wpisu w tachografie kraju, do którego wjeżdża kierowca. Kolejne zmiany zaczną obowiązywać od 20 maja i wprowadzą one nowe przepisy dla przewoźników, realizujących  przewóz rzeczy w transporcie międzynarodowym pojazdami powyżej 2,5 tony DMC. Ostatecznie nie możemy przewidzieć, jak dokładnie Pakiet Mobilności wpłynie na branżę TSL. Pewni możemy być jedynie, że koszt przewozów wzrośnie, a wielu polskich przewoźników straci przez to swoją przewagę konkurencyjną. Tak naprawdę konsekwencje Pakietu Mobilności odczują wszyscy – delegowanie kierowców na nowych zasadach czy obowiązek uzyskania licencji transportowej zmusi branżę TSL do podwyższenia cen za swoje usługi, natomiast droższy transport międzynarodowy oznacza wyższe ceny na półkach sklepowych.

Nieznane konsekwencje

Nie sposób nie zauważyć, że 2022 r. zapowiada się bardzo dynamicznie. Z jednej strony wiele firm czeka transformacja i postanowienia mające na celu umocnienie branży TSL i zapobieganie niewydolności systemu w przypadku nagłych i nieoczekiwanych kryzysów, takich jak pandemia. Natomiast z drugiej, zmiany wprowadzone przez Pakiet Mobilności wpłyną niekorzystnie na sytuację wielu firm transportowych oraz opłacalność eksportu. Nie sposób przewidzieć, jak będzie przebiegał ten rok i jak te wszystkie transformacje wpłyną na branżę. Bądźmy jednak dobrej myśli i nie bójmy się stawić czoła nowym wyzwaniom.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1] https://www.brexit.gov.pl/2021/09/22/1-pazdziernika-2021-r-kolejny-etap-kontroli-na-granicy-uk-ue-wchodzi-w-zycie/

Griffin Real Estate zmienia nazwę na Griffin Capital Partners

Griffin Capital Partners – to nowa nazwa Griffin Real Estate, inwestora oraz firmy zarządzającej aktywami. Firma rozpoczyna prowadzenie działalności pod nową nazwą i zmienia identyfikację wizualną, aby jeszcze bardziej podkreślić swoje inwestycje private equity, które realizuje w ostatnich latach. Zmiana ma również lepiej odzwierciedlać mocne kompetencje zespołu ekspertów Griffina, nie tylko w obszarze nieruchomości, ale również private equity.

Największy prywatny inwestor oraz firma zarządzająca aktywami na rynku private equity i nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej – Griffin Real Estate ogłosił, że zmienia swoją nazwę na Griffin Capital Partners. Zmianie nazwy spółki towarzyszy odświeżona identyfikacja wizualna. W ten sposób firma chce podkreślić znaczenie private equity jako dalszy strategiczny kierunek rozwoju.

– W ciągu ostatnich 15 lat staliśmy się najbardziej dynamicznym i innowacyjnym inwestorem nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Koncentrowaliśmy nasze działania głównie na sektorze nieruchomości, jednak z czasem nasza strategia uległa zmianie. Tworzyliśmy platformy operacyjne powiązane z obszarem nieruchomości, ale też rozszerzyliśmy profil prowadzonych inwestycji o private equity. Jesteśmy dumni z naszych dotychczasowych osiągnięć na polskim rynku nieruchomości i wielu innowacyjnych konceptów, jakie wprowadziliśmy, chcemy jednak, by nazwa w pełni odzwierciedlała poszerzony zakres działania naszej firmy – private equity, nieruchomości i wyjątkowy zespół specjalistów w obu tych obszarach – powiedział Maciej Dyjas, Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.

– Private equity leży u podstaw Griffina, a ostatnio postanowiliśmy jeszcze bardziej rozwinąć ten filar naszej działalności. Zainwestowaliśmy w projekty, które poszerzyły nasze portfolio o nowe obszary m.in. Proservice, platformę z obszaru fintech; ITK-Avenga, firmę outsourcingu usług informatycznych; jak również wiodącą markę na rynku produktów dla dzieci w Europie Centralnej SMYK, która obejmuje zarówno sieć sklepów stacjonarnych, jak i platformę handlu internetowego. Nasz ostatni zakup większościowych udziałów w PAD-RES, wiodącej firmie deweloperskiej z sektora czystych źródeł energii w Polsce stanowi dobry przykład kierunku, w którym zmierzamy. Chcemy, aby nazwa firmy lepiej odzwierciedlała nasze długoterminowe podejście – powiedział Nebil Senman, Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.

Twórca nowych trendów na polskim rynku

Griffin zdobył pozycję na polskim rynku nieruchomości jako aktywny inwestor międzysektorowy, posiadający know-how wsparty bogatą historią transakcji w różnych kategoriach aktywów. Firma jest prekursorem wielu innowacyjnych koncepcji i formatów na polskim rynku, m.in. platformy inwestycyjnej i zarządczej skoncentrowanej na aktywach biurowych, początkowo notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie – Griffin Premium Real Estate; pierwszej logistycznej platformy – European Logistics Investment (ELI); sieci prywatnych akademików – Student Depot; pierwszej w Polsce platformy mieszkań na wynajem – Resi4Rent czy niezależnej platformy finansowej zapewniającej finansowanie dla deweloperów z sektora nieruchomości – Griffin Property Finance.

Rosnąca liczba platform inwestycyjnych

Wartość aktywów brutto zarządzanych przez Griffin Capital Partners w ramach 11 platform inwestycyjnych przekracza obecnie 5 miliardów euro, a łączny zainwestowany kapitał wynosi ponad 2,5 miliardy euro. Spółka jest obecna na rynkach private equity i nieruchomości, działając jako inwestor i firma zarządzająca kapitałem. Griffin poszukuje interesujących możliwości inwestycyjnych, koncentrując swoje działania na rynku polskim, zajmuje się pozyskiwaniem kapitału i partnerów strategicznych, razem z którymi przeprowadza transakcje przejęcia. Od tego momentu staje się podmiotem zarządzającym całym procesem – od samego przejęcia, poprzez budowanie wartości firmy, aż do ewentualnego wyjścia z inwestycji.

Silne partnerstwa i zespoły światowej klasy ekspertów

Griffin Capital Partners może pochwalić się znaczącą liczbą partnerstw z cieszącymi się uznaniem międzynarodowymi inwestorami i partnerami strategicznymi, wśród których są globalne fundusze inwestycyjne takie jak: Oaktree Capital Management, Pacific Investment Management Company (PIMCO), Redefine Properties, Kajima Corporation, WING, Madison International Realty oraz Ares Management Corporation czy Bridgepoint.

– Wartość naszej firmy leży nie tylko w wyszukiwaniu możliwości inwestycyjnych, zapewnianiu kapitału i wprowadzaniu nowych konceptów. Jednym z naszych atutów jest zdolność do budowania świetnych zespołów zarządczych. Nieoceniona wiedza naszych ekspertów, lata doświadczenia w obszarze operacyjnym, inwestycjach kapitałowych i finansowaniu oraz przeprowadzaniu ważnych transakcji na rynku – to czynniki napędzające rozwój Griffina. Zawsze byliśmy firmą innowacyjną i chcemy utrzymać nasz status lidera, inspirując również innych uczestników rynku – powiedział Nebil Senman.

Nowy i fascynujący rozdział w historii firmy

– Patrzymy w przyszłość optymistycznie. Griffin Capital Partners to wspaniała firma z imponującym portfolio, jasną wizją i planem strategicznym, która przynosi znaczącą wartość i zyski swoim inwestorom. Wzmocniona pozycja spółki, z nową energią do działania, rysuje przed nami nieograniczoną perspektywę do osiągania ambitnych celów. Jesteśmy gotowi na to, co przyniesie przyszłość – podsumował Maciej Dyjas.

Praca zdalna nie przyniosła firmom znaczących oszczędności

Pomimo faktu, że niemal wszyscy europejscy pracownicy biurowi pracowali w zeszłym roku z domu, puste stanowiska pracy nie doprowadziły do zmniejszenia wydatków, które firmy musiałyby ponieść w przypadku pełnego obłożenia biura. Średnie koszty biurowe w przeliczeniu na etat spadły jedynie o 2% i wyniosły 9 468 EUR – wynika z raportu „Occupier Cost Index (OCI)”[1] opublikowanego przez Colliers.

Znaczenie zarządzania nieruchomościami i wykorzystania powierzchni biurowej stało się przedmiotem wielu dyskusji podczas pandemii COVID-19.

— Środowisko pracy zostało dostosowane do nowej, pandemicznej rzeczywistości poprzez drobne zmiany, ale większe inwestycje zostały odłożone do momentu lepszego zrozumienia roli biura po pandemii — mówi Denise Hoogendoorn, współautorka raportu, Dyrektor Działu Facility Management w Colliers w Holandii.

Aby dostosować się do aktualnej sytuacji pandemicznej, w której wskaźnik obłożenia biur był zdecydowanie niższy, zmodyfikowane zostały pewne usługi świadczone w biurach. Niektórych istniejących umów nie można było jednak zmienić.

— Zrezygnowano jedynie z kosztów zmiennych, takich jak obsługa spotkań. Jednak te nakłady zostały częściowo zastąpione wyższymi kosztami poniesionymi w związku z utworzeniem domowych miejsc pracy lub dodatkowym sprzątaniem biura. Świadczy to o nieelastyczności niektórych umów z zakresu facility management — podkreśla Hoogendoorn.

W Bułgarii najtaniej

Podobnie jak w poprzednich latach Bułgaria pozostaje najtańszym europejskim krajem pod względem pracy w pełnym wymiarze godzin. Wynika to z najniższych czynszów i kosztów pracy spośród wszystkich krajów w Europie, co sprawia, że wydatki firm wynoszą zaledwie 2 689 EUR na etat. Drugie miejsce na liście najbardziej ekonomicznych krajów zajmuje Chorwacja. Tutaj firmy wydają 4 037 EUR na koszty biurowe na etat. Podium zamykają Węgry z kwotą 4 162 EUR w przeliczeniu na etat. Warto jednak zaznaczyć, że ogólne koszty pracy w Europie Wschodniej rosną od kilku lat.

Szwajcaria najdroższym krajem

Najdroższym krajem w Europie jest Szwajcaria, która dodatkowo zwiększyła koszty biurowe w przeliczeniu na etat w stosunku do najbliższych konkurentów – Norwegii i Szwecji. W ubiegłym roku wzrosły one o 2%, do 18 713 EUR na etat. Koszty w Norwegii i Szwecji z kolei spadły – odpowiednio o 7%, do 16 645 EUR na etat i o 5%, do 16 231 EUR na etat.

Spadek odnotowała także Polska – o 5% do poziomu 5 019 EUR.

— Oszczędności na rynku polskim nie były znaczące, jednak w porównaniu z innymi krajami europejskimi wydają się dość duże. Składa się na nie kilka czynników. Po pierwsze części firm udało się uzyskać od właścicieli budynków niewielkie ulgi czynszowe w bieżących umowach. Zostały też obcięte wydatki na różne usługi świadczone pracownikom – owoce, wydarzenia integracyjne, maszyny wendingowe itd. Wskutek mniejszego obłożenia biur spadło także zużycie materiałów biurowych, a na wszystkie wymienione oszczędności nałożyły się również czynniki obiektywne, jak globalnie odczuwane kłopoty z pozyskaniem sprzętu elektronicznego, co odłożyło w czasie np. poważne wydatki związane z wymianą komputerów dla pracowników — mówi Przymysław Błaszkiwicz, Senior Associate w Dziale Powierzchni Biurowych w Colliers.

Flexy na przyszłość

— Przeprowadzona przez nas analiza pokazała, że większość firm musiała ponosić koszty operacyjne i wydatki na utrzymanie nieruchomości, mimo że podczas lockdownów budynki w całej Europie stały puste. Mimo że wszyscy dostrzegliśmy możliwość racjonalizacji portfeli nieruchomości w odpowiedzi na nowy hybrydowy model pracy i niższy poziom obłożenia budynków, w rzeczywistości jednak istniejące struktury najmu uniemożliwiają krótkoterminowe dostosowanie portfela. Potwierdza to jedynie 1-proc. spadek kosztów zatrudnienia na jednego pełnoetatowego pracownika w Wielkiej Brytanii. W przyszłości strategie dotyczące nieruchomości będą polegać na lepszym wykorzystaniu zredukowanej przestrzeni, powierzchni typu flex i środowisk coworkingowych –  wszystkie te czynniki zostaną uwzględnione w naszych przyszłych raportach Occupier Cost Index — mówi Nicholas Marsh, Dyrektor Działu Doradztwa w z zakresie Facility Management w regionie EMEA w Colliers.

W raporcie Colliers wszystkie koszty biurowe zostały porównane w oparciu o europejską normę EN 15221, która obejmuje cztery kategorie:

  • Budynek i infrastruktura – usługi i środki na zagospodarowanie powierzchni. Obejmuje czynsz, koszty remontów i dostosowania środowiska pracy, meble, podatki, konserwację, sprzątanie i energię.
  • Ludzie i organizacja – usługi mające na celu stworzenie i utrzymanie bezpiecznego i komfortowego środowiska pracy. Należą do nich: catering, zarządzanie dokumentami, materiały biurowe, recepcja i ochrona.
  • Technologie informacyjno-komunikacyjne (ICT) – usługi i produkty zapewniające pracownikom wszystkie niezbędne zasoby (cyfrowe i inne) do wykonywania swojej pracy. Obejmuje to usługi łączności, szkolenia, sprzęt i oprogramowanie.
  • Zarządzanie – obejmuje strategiczne i taktyczne zarządzanie udogodnieniami. Obejmuje również funkcje pomocnicze, takie jak punkty obsługi i zaopatrzenie.

[1] OCI określa koszty biura w przeliczeniu na ekwiwalent pełnego czasu pracy dla 29 krajów w oparciu europejską normę zarządzania EN15221-4. Analizie poddano 3 990 budynków, 26,1 mln mkw. powierzchni biurowej i 1,96 mln etatów.

Polska proponuje Agencję Sprawiedliwej Transformacji w ramach FST

W ramach nowej polityki Unia Europejska stworzyła Fundusz Sprawiedliwej Transformacji, który ma wesprzeć regiony opierające się na paliwach kopalnych w transformacji energetycznej. Środki z FST mają zapobiegać uszczerbkom w tkance społecznej tych miejsc i lokalnej ekonomii. Regiony węglowe zostały zobowiązane do przygotowania terytorialnych planów sprawiedliwej transformacji, w których ma być zawarta wizja przyszłości tych terenów bez wydobycia węgla, torfu czy gazu. Jest to zadanie, które współdzielą wszystkie regiony węglowe w Europie. W Polsce jest ono jednak bardziej złożone ze względu na to, że rola węgla w polskiej gospodarce jest większa niż w innych krajach – a przez to jest więcej pracowników w tym sektorze, którzy mogą zostać dotknięci w negatywny sposób przez transformację. Połowa górników pracujących w UE pracuje w Polsce – dlatego Polska musi być dobrze przygotowana, aby przeprowadzić sprawiedliwe zmiany w energetyce. Przygotowaniem planu na sprawiedliwą transformację dla Polski zajmował się Instytut Ekologii Terenów Uprzemysłowionych na zlecenie Ministerstwa Funduszy. Plan był negocjowany z Komisją Europejską jako nadrzędny dokument, który ma pod sobą terytorialne plany sprawiedliwej transformacji. Efektem prac nad tym planem jest koncepcja Agencji Sprawiedliwej Transformacji – osobnego ciała, które miałoby łączyć wielu interesariuszy o różnych ekspertyzach i doświadczeniach. Mieliby oni pomóc w przeprowadzeniu zmiany w sprawny i sprawiedliwy sposób. Im szybciej strategiczne działania zostaną podjęte i dopełnione, tym mniej zaistnieje szkód ekonomicznych i społecznych.

– Agencja Sprawiedliwej Transformacji będzie właścicielem procesu przejścia, procesu zmiany – powiedziała serwisowi eNewsroom Monika Sadkowska z WWF Polska, koordynatorka Sekretariatu Forum Burmistrzów na Rzecz Sprawiedliwej Transformacji. – W tak ważnej kwestii, jak zmiana technologiczna, gospodarcza oraz społeczna – trzeba zadbać o to, aby ten proces miał swojego strażnika. Agencja będzie ciałem, które połączy regionalne fora samorządowców, przedsiębiorców, organizacji społecznych oraz związków zawodowych. Wszystkie ugrupowania wnoszą cenne doświadczenia i wiedzę o swoim regionie – co pozwoli stworzyć dedykowane podejście do transformacji dla każdego regionu. Ekspertyza oraz wiedza, która jest w danych regionach, powinna być przekazywana do centralnej części Agencji Sprawiedliwej Transformacji przez osoby, które są ekspertami w swojej dziedzinie i w swoim regionie. Agencja będzie musiała brać pod uwagę także trendy globalne – wpływające na sytuację Polski, takie jak starzenie się społeczeństwa w Europie, automatyzacja, innowacje czy globalizacja. Ważne będzie to, aby regiony nie stosowały rozwiązań krótkotrwałych lub tymczasowych – ponieważ taki region, który zdecyduje się na inwestycję w schyłkowy sektor gospodarki, będzie miał te same problemy w niedługim czasie – wyjaśnia Sadkowska.

Prawie 8 tys. wniosków uchodźczych w 2021 r.

Sytuacja wewnętrzna na Białorusi, ewakuacja afgańskich współpracowników polskiego wojska i dyplomacji oraz migracje obywateli Iraku przez Białoruś miały znaczący wpływ na wzrost liczby wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej. W ubiegłym roku złożyło je w Polsce 7,7 tys. cudzoziemców.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w 2021 roku najwięcej wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej złożyli obywatele Białorusi – prawie 2,3 tys. osób. W dalszej kolejności pod względem liczebności byli obywatele: Afganistanu – 1,8 tys. osób, Iraku – 1,4 tys. osób, Rosji – 1 tys. osób oraz Ukrainy – 260 osób.

Nieco ponad 50% obcokrajowców, którzy ubiegali się o przyznanie statusu uchodźcy to osoby w przedziale wiekowym 18 – 40 lat. Dzieci i młodzież poniżej 18. roku życia stanowiły ok. 32% osób. Nieznacznie przeważali mężczyźni, których dotyczyło 60% spraw.

Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej – w formie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej, jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub rzeczywiste ryzyko utraty życia czy zdrowia. Wobec danej osoby nie mogą przy tym występować okoliczności wskazujące, że może np. stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa. Termin rozpatrzenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej wynosi co do zasady 6 miesięcy.

W ubiegłym roku Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał decyzje wobec 4,7 tys. osób. Warunki przyznania ochrony międzynarodowej spełniało 2155 cudzoziemców. Byli to przede wszystkim obywatele: Białorusi – 1150 osób, Afganistanu – 750 osób (głównie ewakuowani w sierpniu współpracownicy polskiego wojska i dyplomacji) oraz Rosji – 90 osób.

Decyzje negatywne otrzymało 1460 osób – w większości obywatele Rosji (645 osób) oraz Iraku (270 osób). Prawie 1,1 tys. postępowań zakończyło się natomiast umorzeniem. Dotyczyło to przede wszystkim obywateli Afganistanu (540 osób) i Rosji (215 osób). Sprawy są umarzane najczęściej w sytuacji gdy cudzoziemiec opuścił Polskę przed wydaniem decyzji.

Inflacja mocno wzmaga presję płacową. Eksperci: Tylko niewielka część Polaków otrzyma wyższe wynagrodzenie

Jak prognozują ekonomiści, początek tego roku przyniesie wzrost wynagrodzeń na poziomie około 10%. Natomiast w drugim półroczu znacznie spadnie. Eksperci zaznaczają, że pod koniec ubiegłego roku mieliśmy do czynienia z presją płacową. Ona na pewno będzie w miejscach i branżach, gdzie jest najniższa stopa bezrobocia. Pracownicy domagają się wyższych pensji, aby ochronić się przed wysoką inflacją. A od 2022 roku przybyło czynników, które mogą jeszcze ją zwiększyć. Szacuje się, że maksymalnie kilkanaście procent pracowników otrzyma podwyżkę wyższą od inflacji. Jednak sytuacja pracodawców jest zróżnicowana. Najłatwiej o podwyżkę może być w sektorze logistycznym, kurierskim. Najtrudniej w handlu, turystyce i gastronomii.

Pracodawcy pod presją

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się pytania, czy pracodawcy będą zmuszeni w 2022 roku podnosić pracownikom płace. Ekonomista Marek Zuber prognozuje, że początkowo prawdopodobnie nastąpi wzrost wynagrodzeń podobny do tego z końca 2021 roku, tj. w okolicach 10%. Natomiast w drugim półroczu będzie on już dużo mniejszy. Zdaniem eksperta, wzrost gospodarczy nie osiągnie 4,6%, co jest zakładane w budżecie przez rząd. I to właśnie spowolni ww. proces na rynku pracy.

– To nie jest tak, że z końcem czy z początkiem roku rusza się po podwyżki. Pracownicy nie decydują się na ten krok, jeżeli sądzą, że inflacja będzie krótkotrwała i niezbyt wysoka. Natomiast ona wyrwała się spod kontroli, ponieważ NBP spóźnił się z reakcją. Już teraz mamy spiralę cenowo-płacową. Do pracowników dotarło, że to, co się dzieje, nie jest chwilowe i spowodowane np. słabym urodzajem warzyw czy wyjątkowym wzrostem cen ropy naftowej po awarii jednej z dużych instalacji – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Jak zaznacza prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC i były wiceminister finansów, już pod koniec 2021 roku mieliśmy do czynienia z presją płacową. W ostatnich miesiącach silnie rośnie produkcja przemysłowa. Natomiast jeżeli w sektorze usług nie pojawią się nowe obostrzenia i zacznie on stopniowo wracać do normalnej działalności, to automatycznie pojawi się problem wzrostu wynagrodzeń. I to przynajmniej na poziomie zbliżonym do inflacji. A ona, zdaniem eksperta, wzrośnie w styczniu i lutym. Wydaje się więc, że presja płacowa będzie narastać.

– Od początku 2022 roku obowiązuje wyższy, urzędowo wyznaczany, poziom płacy minimalnej, a to działa na rzecz podwyższania także pozostałych wynagrodzeń. Na pewno będzie presja płacowa w tych ośrodkach i branżach, gdzie są największe trudności z pozyskiwaniem pracowników, czyli tam, gdzie jest najniższa stopa bezrobocia albo nie ma go wcale. W takiej sytuacji pracodawcy chcąc pozyskać pracowników, muszą im oferować dostatecznie korzystne warunki płacowe. Jednak sama wyższa pensja niekoniecznie musi być rozstrzygającym czynnikiem. Istotny jest całokształt warunków pracy – mówi prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Z kolei prof. Paweł Wojciechowski, były minister finansów, podkreśla, że ponad połowa pracowników zgłasza pracodawcom żądania płacowe, aby ochronić się przed wysoką inflacją. Jest to uzasadnione, zwłaszcza jeśli wynosi ona 8%, co jest porównywalne do utraty jednej pensji. Niektóre firmy już w 2021 roku zdecydowały się na 10% podwyżki. Natomiast w wielu nowych kontraktach pojawiają się klauzule inflacyjne, dlatego dochodzi również do zwiększenia rotacji pracowników.

Sposób na inflację

– Od 2022 roku pojawiają się czynniki, które mogą doprowadzić do dalszego wzrostu inflacji. To przede wszystkim wyższe ceny nośników energii. Do tego część podatkowa Polskiego Ładu, głównie składka zdrowotna, która dla małych i średnich firm będzie oznaczała wyższy koszt. Moim zdaniem, rozwiązania antyinflacyjne sprawią, że nieco niższy będzie szpic inflacji, ale ona pozostanie dłużej na relatywnie podwyższonym poziomie. To nie spowoduje jakiegoś dodatkowego bardzo mocnego efektu nacisku na wzrost wynagrodzeń, tylko kontynuację tego, co już obserwujemy – analizuje Marek Zuber.

Natomiast prof. Mączyńska zwraca uwagę na branże, które pod koniec 2021 roku dokonały sporych podwyżek wynagrodzeń. Zrobiły to pod wpływem sytuacji na rynku, ale tym samym obecnie mają mniejszy potencjał, mniejszą przestrzeń do dalszego podnoszenia płac. Ekspert PTE podkreśla, że jeżeli np. informatyk uzyskał 10-20% lub więcej podwyżki wynagrodzenia, to dla takiej osoby obecna inflacja nie jest szczególnie dotkliwa. Ona dotyka przede wszystkim osoby najuboższe, mało wykwalifikowane, a także te, które mają bardzo ograniczone możliwości zmiany pracy czy wywarcia presji płacowej na pracodawcy.

Podwyżki dla nielicznych

– Z informacji, które do nas docierają, wynika, że mniej więcej dwie trzecie pracodawców liczy się z podwyżkami. I prawdopodobnie najczęściej wynagrodzenia zostaną zwiększone w stopniu zbliżonym do inflacji. Dzisiaj sięgnęła ona już 8%, a średnioroczna to 5%. W naszych głowach zakotwicza się pierwsza z tych wartości, bo myśli się o obecnej sytuacji, a nie o tym, co było jakiś czas temu. Natomiast co trzecia firma nie ma środków na wyższe płace. Moim zdaniem, kilka, maksymalnie kilkanaście procent pracowników, mających najbardziej poszukiwane na rynku kwalifikacje, może liczyć na podwyżki wyraźnie wyższe od inflacji – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Jak stwierdza prof. Gomułka, podwyżka płac powinna być większa od inflacji, ale mniejsza od inflacji połączonej ze wzrostem wydajności pracy. Jeżeli wynagrodzenia rosną zbyt szybko, to obroną ze strony przedsiębiorców może być tylko podnoszenie cen. Ekspert BCC zaznacza, że obecnie jesteśmy w chwili dużego odbicia gospodarczego. Ponadto rząd oczekuje dużego wzrostu PKB w 2022 roku. Powstała więc sytuacja, w której będziemy obserwować nie tylko wysoką inflację, ale także wzrost płac mniej więcej taki jak inflacja, może wyższy.

– Wzrost wynagrodzeń o 10% wydaje się satysfakcjonujący, ale trudno go będzie utrzymać. Po pierwsze, rosną różne koszty dla pracodawców. Po drugie, sądzę, że inflacja zacznie spadać w drugiej połowie roku. A jeżeli tak się stanie, to może oczekiwania pracowników będą mniejsze niż obecnie i nie spowoduje to jakichś napięć z pracodawcami – mówi Marek Zuber.

Według prof. Wojciechowskiego, na podwyżki lepiej przygotowani są pracodawcy w sektorze logistycznym i kurierskim. Tak jest również w budownictwie, choć teraz zacznie hamować je ograniczenie inwestycji powiązanych ze środkami unijnymi, które są zamrożone wskutek konfliktu dot. niezależności sądownictwa. Do tego dochodzą jeszcze oczekiwane podwyżki stóp procentowych, co dodatkowo schłodzi rynek kredytów hipotecznych. Zdaniem eksperta, najtrudniej o podwyżki będzie w sektorach operujących na niskich marżach np. w handlu, a także tych, które przeżywają trudności związane z pandemią, m.in. w turystyce czy gastronomii.

Grupa Kapitałowa Kool2Play z rekordowymi przychodami w 2021 roku

O ponad 80% wzrosły w 2021 roku przychody Grupy Kapitałowej Kool2Play, wynika ze wstępnych nie audytowanych wyników opublikowanych przez spółkę. To dobry prognostyk na 2022 rok, który będzie dla Kool2Play przełomowym. Już w marcu zadebiutuje długo wyczekiwana gra Uragun oraz rozpoczną się zamknięte testy oprogramowania Buffmaker, którego sprzedaż ma być trzecim źródłem przychodów Grupy Kapitałowej.

Do 4,4 mln złotych wzrosły przychody ze sprzedaży Grupy Kapitałowej Kool2Play w 2021 roku. To wzrost o 83% w porównaniu do 2,4 miliona zł w roku 2020. Większość z nich jest udziałem spółki zależnej  – Kool Things. To efekt znaczącego poszerzenie zakresu usług oferowanych przez spółkę zależną. Od końca 2020 roku agencja marketingu gamingowego tworzy kompletne kampanie marketingowe dla wielu klientów z całego świata. Kool Things obecnie, to nie tylko PR i influencer marketing, ale również planowanie mediów, strategia komunikacji, kampanie Google Ads, social media, brandingowe oraz PR. Wśród klientów obsługiwanych przez Kool Things są m.in. takie firmy jak: Activision Blizzard, PUBG Corporation, Razer, Square Enix, Take-Two Interactive i The Pokémon Company.

Miniony rok był dla nas niezwykle owocny. Liczne wzmocnienia kadrowe, rekordowe wyniki sprzedaży, to tylko początek – mówi Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play. – Perspektywy na przyszłość dla grupy kapitałowej są bardzo obiecujące. Przede wszystkim w marcu nastąpi wyczekiwany launch Uraguna w early access, co odbije się pozytywnie na przychodach całej grupy.  Ponadto w tym roku rozpoczynamy testy tworzonego przez Kool Things Buffmakera, czyli oprogramowania typu SaaS (software as a service), służącego do automatyzacji, przetwarzania i analityki danych usług marketingowych. Najważniejsze wydarzenia są dopiero przed nami, dlatego wierzymy, że wynik GK Kool2Play w 2022 zaskoczy bardzo pozytywnie naszych akcjonariuszy.

W wersję próbną  Uraguna będziemy mogli zagrać jeszcze przed launchem w early access. W ramach Festiwalu Steam Next, który będzie trwać od 21 do 28 lutego, udostępnione zostanie demo gry.

Uragun to przede wszystkim pełna akcji strzelanka, która ma zapewnić szybką, widowiskową rozgrywkę. Gra oferuje dużą ilość dynamicznych, skondensowanych misji. Dzięki temu zapewni fun zarówno graczom, którzy chcą poświęcić więcej czasu i doskonalić swoje umiejętności, jak i tym, którzy szukają krótkiej, energicznej rozrywki. Kierując zabójczym, ale budzącym sympatię mechem, będziemy mogli niszczyć przeciwników na różne sposoby wybierając zestawy uzbrojenia (np. shotgun oraz wyrzutnia rakiet, czy futurystyczny bumerang). To wszystko w różniących się wizualnie etapach (cyberpunkowy Hong Kong, gorąca i piaszczysta Barcelona, czy mroźny Kanion). Twórcy udostępnili właśnie najnowsze wideo przedstawiające jak zmieniała się gra w trakcie dewelopmentu. Gra będzie tytułem rozwijanym długofalowo na wszystkich platformach: PC, Xbox, PlayStation i Switch. Przyczynią się do tego m.in. uzyskane przez Kool2Play granty o łącznej wartości ponad 5,2 miliona złotych. Pierwszy z wspartych projektów dotyczy stworzenia zaawansowanej sztucznej inteligencji przeciwników, a drugi automatyzacji testowania gier z wykorzystaniem SI.

Palmira Capital Partners kupuje nieruchomości w Gilwicach

Crescendo Real Estate Advisors jeszcze w grudniu 2021 r. sfinalizowała sprzedaż zlokalizowanego w Gliwicach obiektu typu BTS wybudowanego na potrzeby centrum dystrybucyjnego firmy DPD Polska. Nabywcą jest Palmira Capital Partners, która nabyła obiekt dla European Core Logistics Fund (ECLF).

Crescendo Real Estate Advisors, globalny inwestor z siedzibą w Wielkiej Brytanii, pod koniec grudnia 2021 r. sprzedał nowoczesne centrum dystrybucyjne typu BTS (Build-to-Suit) z magazynem cross-dock, zlokalizowane w Gliwicach na Górnym Śląsku. Około 8 000 mkw. nowoczesnej powierzchni logistyczno-magazynowej służy potrzebom DPD Polska, lidera w branży przesyłek kurierskich. W transakcji sprzedającego wspierali eksperci międzynarodowej firmy doradczej JLL, jak również prawnicy PwC oraz Leucosia Capital LLP jako menadżer transakcji.

Kupujący, Palmira Capital Partners, z siedzibą we Frankfurcie nad Menem, jest wiodącą, niezależną firmą, będącą specjalistą w dziedzinie logistyki i nieruchomości korporacyjnych. Zdywersyfikowany portfel pod jej zarządzaniem zawiera obecnie aktywa rozlokowane w sześciu różnych krajach. Firma inwestuje w nowoczesne obiekty logistyczne, wspólnie z lub w imieniu innych podmiotów zarządza powierzonymi jej nieruchomościami w ramach całego łańcucha wartości dodanej. Interdyscyplinarny zespół 42 specjalistów z Palmira Capital Partners zapewnia kompleksowe usługi zarządzania. Zakres usług firmy rozciąga się od koncepcji inwestycji, poprzez zarządzanie funduszami i aktywami, aż po codzienne zarządzanie nieruchomościami. Łączna wartość aktywów nieruchomościowych pod zarządzaniem wynosi 1,7 mld EUR (stan na 30.09.2021 r.). Palmira posiada biura w ośmiu europejskich lokalizacjach: Frankfurt a. M. (siedziba główna), Wiedeń, Dusseldorf, Hamburg, Luksemburg, Madryt, Rotterdam, Warszawa i Wiedeń. W zakresie prawnych i podatkowych aspektów transakcji firmie Palmira doradzały kancelarie Dentons z Dusseldorfu i Warszawy. Drees & Sommer działała jako konsultant w zakresie szczegółów technicznych. Nova-Ambiente była odpowiedzialna za kwestie związane z ochroną środowiska.

Aktywa magazynowe i przemysłowe pozostają w centrum zainteresowania inwestorów w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Przewiduje się, że w Polsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy właściciela zmieniły obiekty o łącznej wartości ponad 2 mld euro. Koncentracja na sektorze magazynowym wynika z faktu, że udowodnił on swoją odporność na zawirowania wywołane pandemią i jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki.

DPD Gliwice, oddane do użytku w 2014 roku, to nowoczesne centrum dystrybucyjne obejmujące blisko 7000 mkw. powierzchni magazynowej typu cross-dock oraz ok. 1000 mkw. powierzchni biurowej.

Jesteśmy zadowoleni z zakończonej sukcesem sprzedaży nieruchomości w Gilwicach, ważnego obiektu w ramach obecności DPD w Polsce. W 2014 roku, kiedy rynek był o wiele mniej dojrzały niż obecnie, Crescendo zapewniło 100% finansowania dla inwestycji Build-to-Suit, co pozwoliło na zakończenie budowy dla DPD w mniej niż rok. Na początku 2021 r. Crescendo i DPD ponownie współpracowały w celu przedłużenia umowy najmu nieruchomości na kolejne dziesięć lat. Nowa umowa najmu z atrakcyjnym najemcą, a także doskonała lokalizacja tego obiektu w Gilwicach, pozwoliły Crescendo na wynegocjowanie ceny sprzedaży, która została uznana za atrakcyjną przez firmę Palmira i inwestorów Crescendo w ramach Funduszu I. Mając na uwadze, że Crescendo kontynuuje inwestycje w ramach Funduszu II, jak również uruchamia kapitał dla swoich partnerów instytucjonalnych, mamy nadzieję na ponowną współpracę z JLL, PWC i Leucosia Capital przy przyszłych transakcjach typu Build-to-Suits oraz sale & leaseback”, komentuje Crescendo Real Estate Advisors

Gliwice to jeden z kluczowych węzłów logistycznych w południowo-zachodniej Polsce m.in. ze względu na rozbudowaną infrastrukturę drogową. Inwestycja wyróżnia się atrakcyjnym położeniem w granicach miasta, zaledwie ok. 5 km od centrum Gliwic. Obiekt, strategicznie zlokalizowany na Górnym Śląsku u zbiegu autostrad A1 i A4 oraz drogi S44, zapewnia DPD doskonały dostęp do wszystkich swoich klientów w regionie i poza jego granicami.

Z punktu widzenia kupującego, magazyn typu cross-dock, z nową 10-letnią umową, podpisaną przez tak rozpoznawalnego najemcę jak DPD, jest unikatowym produktem inwestycyjnym. Transakcja ta potwierdza silną pozycję Górnego Śląska, jako kluczowego węzła logistycznego na magazynowej mapie Polski”, komentuje Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Magazynowych, JLL.

Którzy przedsiębiorcy powinni postawić na płatności mobilne?

Łatwy dostęp do internetu oraz powszechność urządzeń mobilnych umożliwia wykorzystanie smartfonu czy smartwatcha do wykonywania płatności bezgotówkowych. Jeśli prowadzisz własny biznes, warto zapewnić klientom taką metodę opłacania rachunków. Oczywiście niezbędny jest do tego odpowiedni terminal mobilny lub stacjonarny przyjmujący tego typu płatności.

Płatności mobilne – co to jest?

Płatności mobilne, nazywane inaczej e-płatnościami lub m-płatnościami, to bezgotówkowe transakcje pozwalające zapłacić za towary i usługi lub przekazać środki pomiędzy rachunkami za pomocą urządzenia mobilnego i technologii mobilnych (np. SMS, NFC, USSD, WAP). Takim urządzeniem może być smartfon, tablet lub smartwatch. Warunkiem przeprowadzenia transakcji jest ponadto dostęp do sieci telekomunikacyjnej, a w przypadku dokonywania opłaty za towary lub usługi również terminal mobilny lub stacjonarny pozwalający na realizację tego typu płatności.

Wśród płatności mobilnych wyróżnia się dwie kategorie:

  • Płatności zdalne – połączenie pomiędzy telefonem komórkowym, a serwerem za pomocą internetu lub wiadomości SMS.
  • Płatności zbliżeniowe – wykorzystujące technologię NFC (komunikacja bliskiego zasięgu), która umożliwia wymianę danych między urządzeniami elektronicznymi znajdującymi się w odległości kilku centymetrów od siebie. Aby uzyskać połączenie z terminalem płatniczym wystarczy zbliżyć do niego kartę płatniczą lub urządzenie mobilne z odpowiednią aplikacją.

Rośnie popularność płatności mobilnych

Liczba płatności mobilnych rośnie w Polsce bardzo dynamicznie. W III kwartale 2021 roku dokonano prawie 173 mln takich transakcji, a więc o 34 mln więcej niż w II kwartale tego samego roku i niemal dwa razy więcej niż w III kwartale 2020 roku, kiedy liczba transakcji mobilnych w Polsce wynosiła 87,2 mln.[1] Na taki stan rzeczy prawdopodobnie wpływ ma kilka czynników. Zbliżeniowe płatności mobilne są bezpieczniejsze w czasie pandemii, dlatego wiele osób się na nie decyduje zamiast dokonywać płatności gotówką. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że płatności mobilne są wygodne i pozwalają na szybkie przeprowadzenie transakcji. Wystarczy tylko zbliżyć telefon lub smartwatch do terminala, aby zapłacić za towary lub usługi.

Czy płatności mobilne to dobre rozwiązanie w Twojej branży?

Obecnie wiele osób korzysta z urządzeń mobilnych podczas opłacania rachunków za usługi lub towary. Jeśli prowadzisz własny biznes, warto taką możliwość zapewnić swoim klientom. Przede wszystkim wybór najwygodniejszej dla nich metody płatności pozytywnie wpływa na wizerunek firmy, a co za tym idzie – może zachęcić do ponownego skorzystania z jej usług. Niezależnie od branży, w jakiej działasz, udostępnienie płatności mobilnych będzie dobrym pomysłem, ponieważ ich popularność stale rośnie.

Gdzie sprawdzi się terminal mobilny?

Terminal mobilny to urządzenie przenośne, które pozwala na przyjmowanie płatności w terenie. W przeciwieństwie do modeli stacjonarnych nie wymaga stałego podłączenia do sieci i działa dzięki wbudowanemu akumulatorowi. Łączy się ze smartfonem lub tabletem przez Bluetooth i za pomocą specjalnej aplikacji pozwala na przyjęcie płatności kartowych. W jakich branżach sprawdza się najlepiej? Ze względu na swoje niewielkie rozmiary, wygodę użytkowania i oczywiście mobilność, będzie dobrym wyborem wszędzie tam, gdzie konieczne jest przyjmowanie płatności w ruchu. To świetne rozwiązanie m.in. w firmach świadczących usługi kurierskie i transportowe, w branżach, gdzie płatności przyjmowane są sezonowo, a także w przedsiębiorstwach, w których przedstawiciele handlowi pracują w terenie. Terminal mobilny umożliwia dokonanie transakcji wszystkimi rodzajami kart płatniczych, w tym także płatności mobilnych, np. przez aplikacje Google Pay i Apple Pay, a także bez fizycznego użycia karty. Takie urządzenie pozwala więc nabywcom opłacić rachunek za towary lub usługi w preferowany przez nich sposób, co buduje wizerunek marki jako firmy nowoczesnej i wychodzącej naprzeciw oczekiwaniom klientów.

[1] https://www.cashless.pl/10919-liczba-platnosci-apple-pay-google-pay-3-kw-2021-r

Grupa Selena inwestuje w rozwój fotowoltaiki na dachach wielkopowierzchniowych

Grupa Selena inwestuje w rozwój fotowoltaiki na dachach wielkopowierzchniowych. Polski lider branży chemii budowlanej rozszerza ofertę dla klientów biznesowych i oferuje kompletne rozwiązania dachowe obejmujące hydroizolacje dachów i instalacje fotowoltaiczne. Całe rozwiązanie dachowe objęte jest 15-letnią gwarancją.SelenaESG realizacja dachu kompletnego

Grupa Selena od lat konsekwentnie wprowadza na rynek produkty, które zwiększają efektywność energetyczną budynków i poprawiają komfort ich użytkowania. Usługa dachów kompletnych pod nazwą Selena Energy będzie łączyła dotychczasowe rozwiązania Grupy Selena, takie jak papy i membrany dachowe, powłoki typu COOL-R® (która przyczynia się m.in. do zmniejszenia nakładów na klimatyzację w budynkach nawet o 50%) czy termoizolacje, z nowymi usługami, jak instalacja fotowoltaiczna i asekuracja. Całością prac modernizacyjnych na dachach będzie zarządzał zespół specjalnie powołanej nowej spółki Selena ESG (w ramach usługi construction management).

Selena ESG chce wdrażać swoje rozwiązania w sektorze biznesowym, koncentrując się na wielkopowierzchniowych dachach przemysłowych i logistycznych. Oferta nowej spółki obejmuje audyt dachu, szczegółowy projekt modernizacji – w tym w szczególności kompletnej instalacji fotowoltaicznej z uwzględnieniem wzmocnienia konstrukcji obiektu (jeśli będzie konieczna) – oraz pakiet rozwiązań w zakresie hydroizolacji i asekuracji.

Klienci przemysłowi mają rosnące potrzeby obniżania kosztów energii, a także przejścia na energię odnawialną. Rynek fotowoltaiki w Polsce notuje wzrost o ok. 200% rok do roku. Dostrzegamy duży potencjał w obszarze zagospodarowania dachów wielkopowierzchniowych obiektów przemysłowych, logistycznych, przetwórstwa spożywczego, handlowych, a ostatnio również mieszkaniowych. Oferta „kompletny dach” Seleny zapewnia im sprawne rozwiązanie zarówno problemu nieszczelnych dachów jak i zapewnienia instalacji dopasowanej do ich profilu energetycznego i możliwości konstrukcyjnych dachu – podkreśla Roman M. Meysner, prezes zarządu oraz general manager Seleny ESG.Takie inwestycje, poza ważnym aspektem ekonomicznym, mają także wymiar ekologiczny.SelenaESG realizacja dachu kompletnego 2

Decyzja o rozwoju w nowym segmencie rynku stanowiła naturalny krok w rozwoju Grupy Selena. Dachy kompletne wraz z fotowoltaiką uzupełnią dotychczasową ofertę produktową. Usługi nowej spółki są odpowiedzią na potrzeby firm mierzących się z rosnącymi cenami energii oraz stwarzają możliwość ograniczenia kosztów przy wykorzystaniu zielonej energii.

Od lat wiele europejskich i polskich firm wprowadza na dużą skalę różnego rodzaju innowacje służące redukcji emisji CO2 czy efektywności energetycznej. Dzięki wykorzystaniu dotychczasowych zasobów i doświadczeń, mamy już za sobą pierwsze udane realizacje Seleny ESG w kraju, ale też coraz więcej zapytań z zagranicy – wskazuje Krzysztof Domarecki, przewodniczący rady nadzorczej Seleny ESG oraz główny akcjonariusz Grupy Selena.

Selena ESG dysponuje wykwalifikowanym zespołem specjalistów od konstrukcji i instalacji dachowych oraz strukturami Grupy Selena, które są w stanie realizować projekty na terenie całego kraju, niezależnie od regionu oraz skali inwestycji. Połączenie rozwiązań z zakresu hydroizolacji, termoizolacji oraz fotowoltaiki, popartych audytem energetycznym i konstrukcyjnym oraz doradztwem eksperckim w zakresie doboru produktów i systemów, wyróżnia ofertę Seleny ESG. Firma będzie zarządzać wszystkimi pracami w ramach rozwiązania dachów kompletnych Selena Energy oraz obejmować systemowe rozwiązania gwarancją.

Grupa od lat wprowadza na rynek produkty, które zwiększają efektywność energetyczną budynków i poprawiają komfort ich użytkowania, m. in. standard izolacji i uszczelniania okien Tytan WINS na bazie folii płynnych, zmniejszający zużycie energii nawet o 30%. Selena jest również członkiem Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC (Polish Green Building Council) skupiającego liderów branży, a w 2021 roku została uhonorowana tytułem Zielonego Czempiona w rankingu czempionów narodowych Polityki Insight.

W kolejnych kwartałach Selena ESG planuje rozwój na nowych rynkach. Obecnie w skład Grupy wchodzi 36 spółek w 18 krajach. Zakłady produkcyjne Seleny zlokalizowane są w Polsce, Korei Południowej, Chinach, Rumunii, Turcji, Kazachstanie, Hiszpanii i we Włoszech.

OX2 przekazuje pierwszą farmę wiatrową w Polsce

OX2 przekazał do eksploatacji MEAG Munich Ergo Asset Management GmbH (MEAG), farmę wiatrową o mocy 21 MW w Polsce. Farma wiatrowa Żary jest pierwszym projektem oddanym do użytku przez OX2 w Polsce.

„Projekt został zrealizowany podczas pandemii, która oprócz spowolnienia procedur administracyjnych powoduje zakłócenia w łańcuchu dostaw i siły roboczej. Nasze wysiłki mające na celu złagodzenie wpływu pandemii na środowisko pracy na budowie były skuteczne i zapewniły bezpieczeństwo ludziom. Żary są naszym pierwszym projektem przekazanym w Polsce i kamieniem milowym.”, mówi Paul Stormoen, CEO, OX2.

Farma wiatrowa Żary składa się z siedmiu turbin wiatrowych wybudowanych w południowo – zachodniej części Polski. OX2 rozwinął projekt i wybudował farmę wiatrową oraz uzyskał pozwolenie na użytkowanie inwestycji. Łączna produkcja energii z obiektu jest szacowana na 66 GWh rocznie, co pokrywa zapotrzebowanie dla ponad 13 000 gospodarstw domowych.

Informacje o farmie wiatrowej:

  • 7 turbin wiatrowych Nordex N117/3000, o wysokości piasty 121,5 metrów.
  • Główni podwykonawcy: Nordex (dostawa i montaż turbin), ONDE (fundamenty, drogi, przyłączenie do sieci)