Zacieśnianie polityki pieniężnej

W tym tygodniu odbyło się ważne dla polskiej waluty posiedzenie polskiego banku centralnego, na którym (zgodnie z oczekiwaniami) po raz czwarty z rzędu zostały podniesione stopy procentowe. Główna stopa procentowa wzrosła więc zgodnie z konsensusem do 2,25%. Powód podwyżek jest wciąż ten sam – inflacja, która w grudniu osiągnęła poziom 7,8%. Co więcej, wydaje się, że skoro inflacja nie zacznie spadać w najbliższej przyszłości, to jest mało prawdopodobne, aby NBP skończył z podwyżkami stóp procentowych. Na szczęście wzrost gospodarczy w Polsce jest relatywnie silny, więc NBP, w przeciwieństwie do strefy euro, może sobie pozwolić na takie zacieśnienie polityki pieniężnej. Europejski Bank Centralny musi sobie za to radzić z problematycznymi gospodarkami, takimi jak Grecja czy Włochy, na które wzrost stóp procentowych mógłby mieć niekorzystny wpływ.

Amerykański FED stopniowo planuje zacieśnianie polityki pieniężnej, choć ma być ono znacznie łagodniejsze niż w Polsce. Przedstawiciele banku centralnego w USA mogli być prawdopodobnie zadowoleni z wyników z amerykańskiego rynku pracy w tym tygodniu. Według grudniowego raportu ADP, w sektorze prywatnym, poza rolnictwem, powstało 505 tys. nowych miejsc pracy, co było lepszym wynikiem niż zakładał konsensus rynkowy.

Złoty ma za sobą udany tydzień. Polska waluta umocniła się w stosunku do euro i w piątek rano notowana była na poziomie 4,55 PLN/EUR. W tym samym czasie kurs eurodolara oscylował na poziomie 1,131 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Inflacja już 8,6%

Niemal co miesiąc, widząc dane inflacyjne, zastanawiamy się, jak szybko mogą rosnąć ceny. Okazuje się, że co miesiąc wyraźnie szybciej. Nie ma to jednak na razie bezpośredniego wpływu na waluty, aczkolwiek pochodną tego będą stopy procentowe, które powinny z kolei dużo mieszać.

Rynek pracy w USA

W ostatnich dniach poznaliśmy dwa ważne odczyty, które tylko potwierdzają to, co wiadomo od dawna – rynek pracy za oceanem ma się naprawdę dobrze. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych tylko nieznacznie przekracza 200 tysięcy. Dodatkowo raport ADP pokazuje bardzo dużą, bo przekraczającą aż 800 tysięcy osób, zmianę zatrudnienia. Jeżeli dzisiejsze dane potwierdzą ostatnie liczby, mamy realną szansę zobaczyć bezrobocie w USA poniżej 4%, pomimo oczekiwań wynoszących 4,1%. Byłby to bardzo dobry sygnał dla dolara. Taki rozwój sytuacji nie tylko świadczy o bardzo dobrej kondycji tamtejszej gospodarki, ale też pozwala myśleć ze spokojem o podnoszeniu stóp procentowych.

Gdzie są granice szaleństwa?

Odczyt inflacji zgodnie z oczekiwaniami przebił w grudniu 8%. Są to co prawda tylko wstępne dane, ale mało prawdopodobne jest, aby (skoro teraz mamy 8,6%) nagle w wyniku ostatecznych danych wyraźnie spadło. O tym, jak bardzo inwestorów ta wiadomość nie zaskoczyła, świadczy to, co dzieje się na rynku walutowym. Pomimo tego, że inflacja przekracza cel inflacyjny wraz z tolerancją o ponad 5%, nie widać większych ruchów. Inwestorzy bardziej czekają na kolejne sygnały płynące z Rady Polityki Pieniężnej. To one pokażą nam, czy stopy procentowe będą adekwatnie rosnąć i będziemy walczyć z inflacją, czy będziemy czekać na cud. W pierwszym scenariuszu można spodziewać się umocnienia złotego, w drugim raczej gwałtownej korekty.

Złoty najmocniejszy od października

Pomimo dnia wolnego w Polsce z okazji święta Trzech Króli złotówka wyraźnie się wczoraj umacniała. Co ciekawe, polskiej walucie nie przeszkadzały ani nadchodzące dane na temat inflacji, ani rozwój pandemii koronawirusa, który przyspiesza nie tylko na świecie, ale ostatnimi dniami również w Polsce. Nie zmienia to faktu, że kurs euro spadł niespodziewanie poniżej poziomu 4,56 zł, będąc najniżej od pierwszych tygodni października. Na pozostałych walutach też złotówka wyraźnie się umacnia, ale rekordy nie są tak wyraźne, gdyż euro ma słabszą passę ostatnio względem głównych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Bitcoin a sprawa kazachska

Azjatyckie i europejskie rynki akcji powieliły w czwartek negatywną reakcję Wall Street na opublikowaną treść protokołu z ostatniego protokołu FOMC zapowiadającego wcześniejszy termin rozpoczęcia przez Rezerwę Federalną zaostrzania polityki pieniężnej. Masowe protesty w Kazachstanie wywołały niepokój na rynkach uranu oraz … bitcoina. Co lekko zaskakujące nastroje krajowych inwestorów indywidualnych wzrosły na najwyższego poziomu od czwartku. Dziś comiesięczny raport o sytuacji na rynku pracy w USA.

Z powodu obchodów święta Trzech Króli nasz rynek kapitałowy był w czwartek zamknięty, ale oczywiście wiele rzeczy działo się wczoraj na światowych rynkach. Azjatyckie i europejskie rynki akcji miały możliwość zareagować na środową publikację protokołu z ostatniego posiedzenia amerykańskiego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC). Z jego treści wynikało, że członkowie komitetu analizując rozwój i perspektywy koniunktury gospodarczej, rynku pracy oraz tendencji cenowych w Stanach Zjednoczonych doszli do wniosku, że należy brać pod uwagę szybsze niż tego wcześniej oczekiwano rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp procentowych, a także mniej więcej równoczesne z rozpoczęcie operacji redukcji bilansu Rezerwy Federalnej. By mieć jakieś wstępne wyobrażenie na temat tego, co to mogłoby oznaczać na tamtejszego rynku akcji można przypomnieć sobie daty pierwszych podwyżek stóp z 5 poprzednich cykli gospodarczych: 16 grudnia 2015, 30 czerwca 2004, 4 lutego 1994 oraz 5 stycznia 1987 oraz 31 marca 1983. Rzut oka na wykres S&P 500 sugeruje, że pierwsza podwyżka stóp niekoniecznie stanowiła na krótką metę poważniejsze zagrożenie dla rynków akcji (chociaż na „rynkach wschodzących” bywało z tym różnie – patrz krach na GPW od marca 1994). Tym niemniej czwartkowa reakcja giełd w Azji i Europie była negatywna. A Azji najwięcej – 2,88 proc. stracił w czwartek japoński Nikkei 225. Niemiecki DAX, który w środę minimalnie pobił swój listopadowy rekord, cofnął się w czwartek o 1,35 proc. Temu negatywnemu trendowi opierały się w Europie akcje banków: EURO STOXX Banks Indeks wzrósł o +0,96 proc. W piątek rano sytuacja się nieco ustabilizowała i brak było jakieś dominującej tendencji.

Amerykański dolar lekko się umocnił w czwartek względem euro, ale w piątek rano oddawał stopniowo część tych zysków. Co ciekawe swą rozpoczętą pod koniec listopada aprecjację kontynuował złoty: EUR/PLN spadł do najniższego poziomu od początku października (4,55 zł), a USD/PLN do najniższego poziomu od pierwszej połowy listopada (4,027 zł).
Oczy wielu obserwatorów rynku zwrócone były w ostatnich dniach na wydarzenia w Kazachstanie, gdzie masowe protesty przeradzające się w krwawe starcia skłoniły władze tego kraju do wystosowanie prośby do Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, której Kazachstan jest członkiem o przysłanie jednostek wojskowych. Zgodnie z doniesieniami mediów siły zbrojne Rosji i Białorusi już przybyły do Kazachstanu. Pojawiło się mnóstwo spekulacji na temat faktycznej natury tych wydarzeń, ale oczywiście bardzo trudno ocenić ich wiarygodność (zwłaszcza wobec powtarzających się wyłączeń internetu w Kazachstanie oraz nałożonymi na media ograniczeniami). Poza oczywiście interesujących aspektem (geo-)politycznym cała sprawa ma przynajmniej dwa interesujące aspekty rynkowe. Po pierwsze Kazachstan jest największym na świecie producentem uranu (w 2019 roku dostarczył aż 43 proc. światowej produkcji). Trwające w tym kraju zamieszki oczywiście wywołały niepokój na tym rynku powodując w środę wzrost ceny o +3,9 proc., a w czwartek o kolejne 3,5 proc. Druga sprawa związana jest – co może zaskakiwać – z rynkiem kryptowalut. Gdy w maju 2021 władze Chin zakazały „kopania” duża część tych kopalni przeniosła się do Kazachstanu czyniąc z tego kraju drugiego po USA światowego potentata pod względem skali „wydobycia” kryptowalut (z udziałem szacowanym na 18,1 proc.). Chaos, który zapanował w Kazachstanie, zapewne miał związek z tego tygodniowym osłabieniem Bitcoina, którego kurs względem dolara spadł do najniższego poziomu od drugiej połowy września.

Jak co czwartek poznaliśmy dane amerykańskiego AAII i polskiego SII na temat sentymentu inwestorów indywidualnych wobec rynku akcji. W USA doszło do lekkiego schłodzenia nastrojów („byki” 32,8 proc., „niedźwiedzie” 33,3 proc.). Natomiast w Polsce saldo optymistów i pesymistów wśród uczestników cotygodniowego sondażu INI dosyć niespodziewanie skoczyło w górę do najwyższego poziomu od 9 września ub.r. (+29,4 pkt. proc.). Z kontrariańskiego punktu widzenie to raczej negatywny sygnał dla rynku akcji, ale trzeba chyba uwzględnić możliwość zakłócającego wpływu czwartkowego święta.
Dziś uwagę inwestorów będzie przykuwać raport na temat sytuacji na rynku pracy USA w grudniu. Ekonomiści oczekują informacji o raczej silnym rynku pracy (+422 tysiące nowych miejsc pracy, stopa bezrobocia 4,1 proc.). Według oczekiwań średnia stawka godzinowa za pracę ma wzrosnąć w grudniu +0,4 proc. i być wyższa niż rok wcześnie o 4,2 proc. Jeśli porównamy to z roczną dynamiką CPI w USA w grudniu na poziomie +6,8 proc. to zobaczymy, gdzie może leżeć kolejny problem – w spadku realnej wartości płac.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Inflacja w Europie powyżej oczekiwań

Inflacja w Europie osiągnęła nowy wysoki poziom 5%, powyżej oczekiwań i przyspiesza już szósty miesiąc. Jest to najwyższy wskaźnik od 1985 r., ale prawdopodobnie zbliżony do poziomów szczytowych, a jednocześnie niższy niż w USA.

Ceny są kształtowane przez zakłócenia łańcucha dostaw i wyższe ceny energii. Na przykład europejskie ceny gazu ziemnego wzrosły w ciągu ostatniego roku pięciokrotnie. Unia Europejska odnotowuje bardzo różne wzrosty cen, z inflacją we Francji i Włoszech odpowiednio na poziomie zaledwie 2,8% i 3,9% w porównaniu z 5,3% w Niemczech i 6,7% w Hiszpanii.

Uważamy, że inflacja zbliża się do maksymalnych wartości, ponieważ łańcuchy dostaw się rozluźniają, a poziom w USA jest znacznie niższy niż 6,8%. To sprawia, że Europejski Bank Centralny ma ugodowe podejście, nie przewiduje się podwyżki stóp procentowych w tym roku. Utrzymuje również słabe euro, kluczowe wsparcie dla zysków i eksportu europejskich firm.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Top 5 wydarzeń, które kształtowany rynek kredytów hipotecznych w 2021 r.

Rekomendacja S, rosnąca inflacja, podwyżki stóp procentowych mające miejsce w IV kwartale to przykładowe, ale niejedyne czynniki wpływające na rynek kredytów hipotecznych w Polsce w 2021 roku. Co jeszcze i w jaki sposób wpłynęło na działania podejmowane przez banki? Z czym mierzyli się potencjalni kredytobiorcy?

Banki łagodzą obostrzenia

Od 2020 roku przyszło nam się zmierzyć z konsekwencjami wystąpienia Covid-19, które wpłynęły na każdą dziedzinę ludzkiego życia oraz wszystkie sektory gospodarki.

„W 2021 roku, po pewnym ustabilizowaniu się sytuacji gospodarczej po lockdownie spowodowanym Covid-19 banki zaczęły wycofywać część obostrzeń, wprowadzonych w związku z pandemią. Skala i zakres tych działań jest różna w poszczególnych bankach. Generalnie sprowadza się do takich obszarów jak przywracanie dostępnych wcześniej poziomów LTV czy akceptacja dochodów uzyskiwanych ze źródeł, które ze względu na rodzaj zatrudnienia (np. umowy cywilno-prawne, umowy o pracę na czas określony) czy branże, były uważane za bardziej ryzykowne” – wymienia Tomasz Bujański z zespołu wsparcia kredy hipoteczne z Grupy ANG.

Rekomendacja S

Do 30 czerwca 2021 roku banki, z wyłączeniem banków spółdzielczych oraz instytucje kredytowe, miały czas na wdrożenie wytycznych Komisji Nadzoru Finansowego zawartych w Rekomendacji S. Celem rekomendacji S jest obniżenie ryzyka ponoszonego zarówno przez instytucje finansowe, jak i konsumentów, którzy zaciągają zobowiązanie na lata.

„Wprowadzenie wytycznych wynikających z Rekomendacji S widzimy w odniesieniu do dwóch obszarów. Pierwszym z nich są kredyty z okresowo stałym oprocentowaniem. Tu nowelizacja Rekomendacji S, zobligowała banki do umożliwienia klientom zaciągnięcia kredytu hipotecznego opartego na czasowo stałej stopie procentowej oraz zmiany zasady oprocentowania funkcjonujących już kredytów hipotecznych (zmiany oprocentowania zmiennego na okresowo stałe)” – wyjaśnia Tomasz Bujański z zespołu wsparcia kredyty hipoteczne w Grupie ANG, największej niezależnej od inwestorów instytucjonalnych firmie pośrednictwa finansowego w Polsce.

„Kolejnym obszarem są zmiany związane z zasadami wyznaczania zdolności kredytowej (w tym wprowadzenie zasady, że aby uzyskać kredyt na okres dłuższy niż 25 lat klient musi posiadać zdolność kredytową dla okresu 25 lat), które spowodowały spadek zdolności kredytowej potencjalnych klientów hipotecznych” – mówi Tomasz Bujański z Grupy ANG.

Niesłabnący popyt na nieruchomości

W 2021 roku boom na rynku nieruchomości utrzymał się. Przy niskim oprocentowaniu lokat, nieruchomości stały się jednym z elementów dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Dodatkowo sytuacja pandemiczna i fakt, że w jednym momencie wszyscy domownicy spędzają większość czasu w domu (nauka zdalna, home office) stały się inspiracją do zakupu większego metrażu, bądź realizacji marzenia o własnym „M”.

„Zwiększony popyt na rynku kredytów hipotecznych spowodował (zwłaszcza w okresie wakacyjnym) wydłużone czasy oczekiwania na weryfikację przez banki wniosków kredytowych i wydanie decyzji. W najbardziej ekstremalnych sytuacjach na decyzję kredytową klienci potrzebowali czekać nawet ponad 3 miesiące. Na szczęście podjęte przez banki działania doprowadziły do tego, że w ostatnich miesiącach roku czas wydania decyzji kredytowej znacząco się skrócił” – mówi Tomasz Bujański z Grupy ANG.

Inflacja przekładająca się na wzrost cen materiałów budowlanych

W 2021 roku wyraźnie odczuwaliśmy konsekwencje Covid-19, które w znaczący sposób wpłynęły na przerwanie cyklu produkcji oraz brak płynności w łańcuchu dostaw w różnych sektorach gospodarki. Bez wątpienia przełożyło się to między innymi na wzrost cen surowców potrzebnych do produkcji materiałów budowlanych. Mieliśmy także znaczący wzrost cen paliw.

„Rosnąca inflacja wywarła wpływ także na rynek nieruchomości, wzrost cen energii, ograniczenie dostępności materiałów budowlanych wynikające z zaburzenia w łańcuchach produkcji i dostaw, przełożyły się zarówno na koszty budowy domów jednorodzinnych, ale również na ceny nieruchomości na rynku pierwotnym. Z jednej strony spowodowało to ograniczenie możliwości realizacji celów mieszkaniowych części klientów. Z drugiej, wpłynęło na wysokość zaciąganych kredytów czy też przyspieszyło działania zmierzające do ich realizacji i ograniczenia wpływu potencjalnych kolejnych podwyżek” – wymienia Tomasz Bujański z Grupy ANG.

  1. Podwyżki stóp procentowych

Decyzje Rady Polityki Pieniężnej w oczywisty sposób wpływają na budżety domowe Polaków. Co widzimy na przykładzie zmiany stóp procentowych, bo wraz z ich wzrostem wzrasta WIBOR, na podstawie którego wyznaczane jest oprocentowanie kredytów hipotecznych.

„Po ponad roku funkcjonowania rekordowo niskich stóp procentowych od października 2021 roku mamy do czynienia z kolejnymi ich wzrostami. To z kolei przekłada się wysokość rat kredytów hipotecznych, czyli również na zdolność kredytową” – wymienia Tomasz Bujański z Grupy ANG.

„Do dopełnienia obrazu rynku kredytów hipotecznych w ubiegłym roku należy jeszcze wspomnieć o zapowiedziach (obecnie już rozwiązaniach zatwierdzonych na poziomie ustaw) Nowego Ładu. Część klientów czeka na rozwiązania pomocowe (m.in. gwarancje dotyczące wkładu własnego czy mechanizmy wspierające rodziny w sytuacji narodzin dzieci)” – podsumowuje Tomasz Bujański, Grupa ANG.

Toyota liderem polskiego rynku w 2021 roku

  • Toyota najpopularniejszą marką w Polsce drugi rok z rzędu
  • 74 512 rejestracji aut osobowych Toyoty w 2021 roku (+21%), 16,7% udziału w rynku
  • Corolla liderem polskiego rynku (22 095 egz., +26%)
  • PROACE CITY (5 071 rejestracji) ponad dwa razy popularniejszy niż drugi najczęściej rejestrowany kompaktowy van (23,9% udziału w segmencie)
  • 53 058 aut osobowych Toyoty (+33%) zarejestrowanych przez firmy
  • Najpopularniejszym osobowym autem flotowym w Polsce jest Corolla
  • Nowy rekord sprzedaży hybryd Toyoty (46 044 auta, +52%)
  • Łączna sprzedaż aut hybrydowych Toyoty w Polsce przekroczyła 150 tysięcy egzemplarzy

Toyota została liderem polskiego rynku już po raz drugi z rzędu. Marka zarejestrowała w 2021 roku 74 512 samochodów osobowych i zanotowała rekordowy, 16,7-procentowy udział w rynku. Dzięki polityce wczesnych zamówień realizowanych przez koncern na całym świecie oraz współpracy z wieloma dostawcami materiałów i części, Toyota poradziła sobie lepiej niż inni producenci z zaburzeniami w łańcuchach dostaw. Polski oddział Toyoty również wykazał się dalekowzrocznością, z wyprzedzeniem składając duże zamówienie na samochody z rocznika 2021. W efekcie Toyota mogła zapewnić swoim klientom dobrą dostępność samochodów i osiągnęła w 2021 roku wynik lepszy od roku 2020 o 21 procent. Co więcej, wynik ten jest lepszy również od 2019 roku, kiedy Toyota zarejestrowała rekordowe 62 774 samochody i zajęła drugie miejsce w kraju.

Corolla najpopularniejszym samochodem w Polsce

Corolla awansowała na pierwsze miejsce w rankingu najchętniej wybieranych samochodów w Polsce. Kompaktowa Toyota oferowana w trzech wersjach nadwozia i z dwoma napędami hybrydowymi do wyboru w 2021 roku opuściła salony w liczbie 22 095 egzemplarzy (2 128 egz. w grudniu), o 26% większej niż rok wcześniej. Udział tego jednego modelu w całym polskim rynku nowych samochodów wynosi 4,9% – więcej niż uzyskuje większość marek. Natomiast udział Corolli w segmencie C wynosi aż 24,6%. Popularność tego samochodu w Polsce nie jest przypadkiem – Corolla jest od wielu lat światowym liderem i najpopularniejszym autem w historii, a we wrześniu zanotowała rekord 50 milionów egzemplarzy sprzedanych na całym świecie w ciągu 55 lat obecności na rynku.

Drugim najpopularniejszym modelem w Polsce jest Samochód Roku 2021, Toyota Yaris. Subkompaktowy hatchback zanotował 14 479 rejestracji, a jego udział w segmencie wynosi 24,6%. W grudniu auto trafiło do 1 005 kierowców (1. miejsce w segmencie). Yaris jest też najchętniej wybieranym samochodem przez osoby prywatne.

W pierwszej dziesiątce znalazły się także RAV4 (5. miejsce, 10 992 egz.) oraz C-HR (7. miejsce, 9 662 egz.). Oba modele są liderami swoich segmentów. W grudniu w Top10 najpopularniejszych modeli obok Corolli, C-HR i Yarisa znalazł się także Yaris Cross. Nowy miejski SUV zajął 8. miejsce po zarejestrowaniu w ciągu miesiąca 695 egzemplarzy (1 117 aut od debiutu pod koniec września).

Toyota Aygo pozostała liderem segmentu A z ponad 50-procentowym udziałem do samego końca 2021 roku. W grudniu trafiła do 595 kierowców, a w całym 2021 roku zanotowała równo 7 000 rejestracji. Jej udział w segmencie wyniósł 53,7%, a wzrost względem 2020 roku aż 45%.

Samochody dostawcze

PROACE CITY przez cały 2021 rok konsekwentnie dominował w segmencie kompaktowych vanów i zakończył rok z wyraźną przewagą nad rywalami. W grudniu model trafił do klientów w liczbie 483 egzemplarzy (1. miejsce), a rok zamknął liczbą 5 071 rejestracji, z przewagą nad drugim najpopularniejszym kombivanem 2670 egzemplarzy. Popularność PROACE’a CITY względem 2020 roku wzrosła aż o 77%, a jego udział w segmencie wynosi 23,9%.

PROACE zanotował w grudniu najlepszy wynik w segmencie (456 aut), a w całym 2021 roku zajął 3. miejsce (2 862 egz.). Auto sprzedało się o 54% lepiej niż rok wcześniej, a jego udział w segmencie średniej wielkości vanów wynosi 17,2%.

Hilux jest drugim najchętniej wybieranym pick-upem w Polsce. W grudniu zarejestrował 127 egzemplarzy, a w całym 2021 roku 1 129 aut. Jest to wynik o 68% lepszy od tego z poprzedniego roku. Hilux odpowiada za 29,8% wszystkich rejestracji pick-upów na polskim rynku.

Toyota najpopularniejszą marką flotową w 2021 roku

Corolla oraz marka Toyota zdominowały w ubiegłym roku rynek osobowych samochodów flotowych. Firmy w Polsce zarejestrowały 53 058 aut osobowych Toyoty (+33%), o ponad 17 000 więcej niż druga najpopularniejsza marka. Samochody Toyoty stanowiły 16% wszystkich aut zarejestrowanych na firmy. Corolla trafiła do firm w liczbie 18 031 egzemplarzy (+35%), o ponad 6 500 więcej niż drugi najczęściej rejestrowany model flotowy. Udział Corolli w segmencie C we flotach wynosi 24,4%, a w całym rynku flotowych aut osobowych 5,4%.

W pierwszej dziesiątce najpopularniejszych samochodów flotowych są także Yaris (4. miejsce, 8 440 egz.), RAV4 (5. miejsce, 7 735 egz.) i C-HR (6. miejsce, 6 717 egz.). Oba SUV-y dominują w swoich segmentach, natomiast Yaris jest drugi. Aygo już dawno wszystkich przyzwyczaiło, że na polskim rynku jest w zasadzie synonimem małego samochodu, zajmując ponad połowę segmentu. W minionym roku do firm trafiło 3 755 egz. Aygo (+60%), co stanowiło 55,5% wszystkich rejestracji na REGON w segmencie A.

PROACE CITY, lider segmentu kompaktowych vanów, zajął pierwsze miejsce także na rynku flotowym. Firmy zarejestrowały 4 488 egzemplarzy tego modelu, aż o 80% więcej niż rok wcześniej. Udział PROACE’a CITY wyniósł 23,8%. PROACE również przekonał do siebie wielu managerów flotowych i właścicieli firm. Jego popularność wzrosła rok do roku o 57% do liczby 2 643 aut, co dało mu drugie miejsce i 18,2% udziału w segmencie. Drugie miejsce zajął także Hilux, którego udział w segmencie wyniósł 29,9% po zarejestrowaniu 981 aut.

Ponad 150 tysięcy hybryd w Polsce

Rok 2021 przyniósł kolejny rekord sprzedaży hybryd Toyoty. W ciągu 12 miesięcy klienci marki kupili 46 044 samochody hybrydowe, o ponad 15 tysięcy więcej (+52%) niż w 2020 roku. Sprzedaż hybryd Toyoty rośnie nieprzerwanie od 2010 roku. Obecnie auta z tym napędem odpowiadają za 57% wszystkich aut marki, które trafiają do klientów.

Łączna sprzedaż aut hybrydowych Toyoty w Polsce przekroczyła 150 tysięcy egzemplarzy. Ich dokładna liczba wyniosła na koniec roku 151 004 samochody. Warto przypomnieć, że modelami, które sprawiły, że hybrydy zaczęły się w Polsce sprzedawać w tysiącach, były Auris Hybrid i Yaris Hybrid – pierwszy czterocyfrowy wynik udało się uzyskać w 2013 roku. Od tego momentu zainteresowanie hybrydami rosło lawinowo, do czego przyczyniały się kolejne popularne modele, które wchodziły na rynek z napędem hybrydowym. Dziś największymi wolumenami sprzedaży mogą pochwalić się Corolla (prawie 38 tysięcy aut), Toyota C-HR i RAV4 (ponad 30 tysięcy pojazdów) oraz Yaris (ponad 20 tysięcy samochodów).

Najpopularniejsze hybrydy Toyoty

W 2021 roku najczęściej wybieranym modelem hybrydowym Toyoty była Corolla z wynikiem 16 497 egzemplarzy. Gama napędowa Corolli składa się z dwóch silników benzynowych i dwóch napędów hybrydowych, a wersje hybrydowe odpowiadały w minionym roku za 73% sprzedaży modelu.

Drugie miejsce zajął RAV4, który trafił do 9 348 kierowców, a trzecie Toyota C-HR z wynikiem 9 043 egzemplarze. Kolejne miejsca zajęły Yaris Hybrid (5 076 egz.), Camry (3 351 egz.) i Highlander (1 475 egz.), z których dwa ostatnie są oferowane wyłącznie z napędem hybrydowym, podobnie jak C-HR. Bardzo dobry wynik zanotował nowy Yaris Cross, dostępny na rynku od końcówki września. W ciągu trzech miesięcy Toyota sprzedała 1 237 hybrydowych wersji tego modelu, które stanowiły 82% całkowitej sprzedaży miejskiego crossovera.

Rakieta Angara A5 spadnie do Oceanu Spokojnego

Polska Agencja Kosmiczna, wraz z partnerami z Konsorcjum EUSST, uczestniczy w obserwacji elementów rosyjskiej ciężkiej rakiety nośnej Angara A5, która po nieudanej próbie umieszczenia ładunku wciąż znajduje się na niskiej orbicie Ziemi. Jeszcze dziś w nocy (5 stycznia br.) rakieta powinna spaść do Oceanu Spokojnego.

Ładunek wraz z górnym członem rakiety „Persey, o masie ok. 4 ton, w najbliższym czasie wejdą w atmosferę. Tor lotu obejmuje większość kontynentów w tym Europę i Polskę.

Przewidywany czas i miejsce upadku to:  5 stycznia br. w godz. 20:00- 6 stycznia 01:20 na Oceanie Spokojnym.

Cały, ew. lot elementów oraz przewidywane miejsce upadku, obrazuje poniższa mapa:Rakieta Angara A5 spadnie do Oceanu Spokojnego

Przypomnijmy: rakieta Angara A5 wystartowała 27 grudnia 2021 r. z  Kosmodromu Plesieck w Rosji. Problem pojawił się już w momencie drugiego odpalenia silnika górnego stopnia rakiety, w którym znajduje się ładunek. Silnik wyłączył się w zaledwie 2 sekundy po uruchomieniu. W efekcie górny stopień rakiety wraz z ładunkiem został na niskiej orbicie.

Polska od 2018 r. jest członkiem europejskiego Konsorcjum EU SST, w którego skład wchodzi 7 państw (Hiszpania, Włochy, Polska, Francja, Niemcy, Rumunia, Portugalia). Głównym zadaniem Konsorcjum jest m.in. obserwacja i ocena ryzyka ponownego wejścia w atmosferę Ziemi sztucznych obiektów kosmicznych, w tym członów rakiet. Obecnie Konsorcjum EUSST obserwuje 4 obiekty spadające: Angara A5 (Rosja) – 5 stycznia br., Electron (USA) – 8-10 stycznia br, oraz Epsilon (Japonia) – 12-16 stycznia br.

Cyberprzestępcy polują na podpis elektroniczny

Ponad 2 tys. ofiar w 111 krajach w ciągu zaledwie dwóch miesięcy – to efekt aktywności złośliwego oprogramowania ZLoader, wykorzystującego weryfikację podpisu cyfrowego Microsoft do kradzieży danych uwierzytelniających oraz informacji poufnych. Wśród pokrzywdzonych znajdują się również polscy użytkownicy – ostrzegają eksperci Check Point Research.

Analitycy bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research wykryli nową kampanię cyberprzestępczą, wykorzystującą weryfikację podpisu elektronicznego firmy Microsoft. Jak do tej pory jej ofiarami padło ponad 2170 osób ze 111 państw. Najwięcej poszkodowanych pochodzi ze Stanów Zjednoczonych (40 proc.) oraz Kanady (14 proc.). Okazuje się, że wśród ofiar znajdują się również polscy użytkownicy (poniżej 1 proc.).

Eksperci Check Point Research przypisują kampanię grupie cyberprzestępczej MalSmoke, która do przeprowadzenia operacji wykorzystała znanego trojana ZLoader. Narzędzie to do tej pory było wykorzystywane w atakach na bankowość elektroniczną, natomiast od września 2021 znajduje się na radarze CISA (amerykańska Agencja Cyberbezpieczeństwa i Bezpieczeństwa Infrastruktury) jako dystrybutor ransomware Conti oraz różnych szczepów ransomware Ryuk.

– Należy wiedzieć, że nie można od razu zaufać podpisowi cyfrowemu pliku. To, co znaleźliśmy, to nowa kampania ZLoader wykorzystująca weryfikację podpisu cyfrowego Microsoftu do kradzieży poufnych informacji użytkowników. Pierwsze dowody na istnienie nowej kampanii zaczęliśmy obserwować około listopada 2021 roku. Napastnicy, których powiązaliśmy z grupą MalSmoke, mają na celu kradzież danych uwierzytelniających oraz prywatnych informacji ofiar. Do tej pory naliczyliśmy ponad 2000 ofiar w 111 krajach. Wygląda na to, że autorzy kampanii Zloader włożyli wiele wysiłku w unikanie systemów ochronnych i co tydzień aktualizują swoje metody – wskazuje Kobi Eisenkraft, badacz malware’u w Check Point Research.

Atak rozpoczyna się od instalacji legalnego programu do zdalnego zarządzania, udającego instalację Javy. Po jej dokonaniu atakujący ma pełny dostęp do systemu i jest w stanie wysyłać/pobierać pliki, a także uruchamiać skrypty. Atakujący wysyła i uruchamia kilka skryptów, które pobierają kolejne skrypty uruchamiające mshta.exe z plikiem appContast.dll jako parametrem. Plik appContast.dll jest podpisany przez Microsoft, mimo że na końcu pliku dodano więcej informacji. Dodane informacje powodują pobranie i uruchomienie końcowego payloadera Zloader, który wykrada poświadczenia użytkownika i prywatne informacje ofiar.

Check Point Research poinformowało firmy Microsoft i Atera o swoich ustaleniach. Firma wydała również rekomendację zastosowania aktualizacji Microsoftu do ścisłej weryfikacji Authenticode. Niestety nie jest ona stosowana domyślnie. Jednocześnie eksperci ostrzegają, by nie instalować programów z nieznanych źródeł lub witryn oraz nie klikać linków oraz nieznanych załączników otrzymanych pocztą.

Stopy procentowe wyższe niż przed pandemią

Po podwyżce stóp procentowych o 0,5% mamy kolejne rekordy. Dzisiaj ważna konferencja RPP, która pokaże nam co dalej.

Stopy procentowe 0,5% w górę

Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków stopy procentowe zostały podniesione o 0,5%. Ponieważ nie było niespodzianki w decyzji na rynkach walutowych, nie było też nadmiernych reakcji. Na kursie EURPLN było widać lekkie zawahanie, ale kurs bardzo szybko wrócił na poprzednie poziomy. Dzisiejsza konferencja może spowodować oczywiście dalsze zmiany. Rynki, patrząc na stawkę WIBOR, nie zmieniły wczoraj oczekiwań i w perspektywie 3 miesięcy oczekują niewielkiej 0,25-0,5% podwyżki. Wskazuje to zatem na fakt, że obecny poziom uważany jest już za relatywnie bliski szczytów.

Pandemia przyspiesza

Wczoraj pierwszy raz zobaczyliśmy wynik ponad 2,5 miliona zachorowań w skali świata. Najwięcej zachorowań pochodzi z państw Europy Zachodniej oraz Stanów Zjednoczonych. Co ciekawe, pomimo dużego wzrostu liczby pozytywnych testów na razie rynek ropy naftowej cały czas rośnie. Jest to o tyle istotne, że wzrost zakażeń powinien przybliżać potencjalne lockdowny, a te powinny mieć negatywny wpływ na popyt na ropę naftową. Z drugiej strony na rynkach walutowych widać zwiększone zainteresowanie walutami tzw. bezpiecznymi walutami. Mowa tutaj w szczególności o franku szwajcarskim, który atakuje kolejne maksima

Indeksy koniunktury dla usług

Poznajemy dzisiaj od rana indeksy PMI dla usług. Są to ankiety wypełniane przez managerów odpowiedzialnych za zamówienia. Indeksy te nie są tak dobre jak w przypadku przemysłu, gdyż wielu managerów boi się większych konsekwencji wzrostu zachorowań niż w przypadku przemysłu. Nie może zatem dziwić, że wyniki są bardziej zbliżone do pułapu 50 pkt rozdzielających rozwój od recesji. Dane te były delikatnie słabsze od oczekiwań dla strefy euro, ale nie na tyle by zatrząść rynkami.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Popyt na mieszkania ucieka na przedmieścia większych miast

Grudzień był kolejnym miesiącem, w którym eksperci GetHome.pl i RynekPierwotny.pl odnotowali w większości największych miast wzrost średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań. Z oferty firm deweloperskich błyskawicznie znikały najtańsze lokale.

W 2021 r. sytuacja na rynkach mieszkaniowych była bardzo dynamiczna. Dlatego w oparciu o pierwszą ogólnopolską platformę do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BIG DATA RynekPierwotny.pl przygotowano raport dotyczący popytu, podaży oraz cen mieszkań w największych miastach.

Sprzedaż

Z grudniowych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie 3362 mieszkania, co jest wynikiem gorszym od listopadowego o ok. 7%. Tradycyjnie warto zwrócić jednak uwagę, że sytuacja popytowa w poszczególnych miastach jest bardzo zróżnicowana. Tym razem to poznańscy deweloperzy mogli zacierać ręce, bo nabywców znalazły tu 474 mieszkania, czyli aż o 59% więcej niż miesiąc wcześniej. Wyższą sprzedażą mogą się pochwalić także deweloperzy w Gdańsku (o 34%), Katowicach (28%) i Łodzi (23%).

Niestety, powodów do zadowolenia nie mieli w grudniu wrocławscy, krakowscy i warszawscy deweloperzy. W tych miastach odnotowano bowiem spadek sprzedaży. We Wrocławiu wyniósł on aż 47%, a w Krakowie – 37% w porównaniu z listopadem. Dodajmy, że w stolicy znalazło nabywców tradycyjnie najwięcej mieszkań – 1101. Problem w tym, że deweloperzy sprzedali ich o 5% mniej niż w listopadzie.

Jak tłumaczą eksperci RynekPierwotny.pl oraz GetHome.pl, miesięczne skoki sprzedaży w górę lub w dół są rzeczą normalną na rynku mieszkaniowym. Jest to w dużym stopniu efektem zmieniającej się podaży nowych mieszkań w danym mieście. Także w grudniu nie we wszystkich miastach deweloperzy zareagowali na popyt, nawet ten słabnący, odpowiednią podażą mieszkań. W 7 analizowanych miastach do sprzedaży trafiło ich łącznie 2880, czyli aż o 30% mniej niż w listopadzie. W Gdańsku deweloperzy wprowadzili na rynek zaledwie 76 mieszkań, tj. niemal o trzy czwarte mniej niż miesiąc wcześniej! Ogromne spadki podaży odnotowano w Katowicach – o 64%, we Wrocławiu – o 56%, w Poznaniu – o 41%, w Łodzi – o 29%, zaś w Krakowie o 8%. Warszawa była w grudniu jednym miastem, w którym deweloperzy wprowadzili do sprzedaży więcej mieszkań niż w listopadzie (o 2%).

Biorąc pod uwagę cały miniony rok, to niemal we wszystkich największych miastach deweloperzy wprowadzili na rynek mniej mieszkań niż sprzedali. Wyjątkiem jest Łódź, gdzie bardzo wzrosła aktywność firm deweloperskich, a efektem tego było zrównoważenie popytu i podaży.

Oferta

W 2021 r. eksperci RynekPierwotny.pl oraz GetHome.pl zwracali uwagę, że deweloperom podcinały skrzydła niedostatek gruntów pod budowę, długotrwałe procedury administracyjne oraz rosnące ceny materiałów budowlanych i koszty wykonawstwa. Efektem takiego stanu rzeczy była nierównowaga rynkowa. W Warszawie deweloperzy oferowali w styczniu 2021 r. przeszło 11,1 tys. mieszkań, a pod koniec grudnia było niespełna 9 tys. mieszkań. Hipotetycznie wyprzedałyby się one w 8 miesięcy, gdyby budowy stanęły. O równowadze można zaś mówić wtedy, gdy zapasy mieszkań wystarczają co najmniej na rok.

W grudniu sytuacja znów się nieco pogorszyła, bo w czterech miastach odnotowano spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W Poznaniu i Gdańsku skurczyła się ona o 10%, we Wrocławiu – o 2%, a w Łodzi – o 1% w porównaniu z listopadem. W Warszawie oferta wzrosła tylko o 2%. Za to w Krakowie i Katowicach zaobserwowaliśmy poprawę aż o 8%.

Ceny

Ograniczona podaż skutkuje wzrostem cen, choć zdarzają się wyjątki od tej zasady. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Łodzi i Wrocławiu w grudniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła odpowiednio o 2% i 1%. W Krakowie średnia utrzymała poziom z listopada, zaś w Warszawie i Gdańsku wzrosła odpowiednio o 1% i 2%.

Jednak Katowice i Poznań były miastami, w którym odnotowano bardzo duży wzrost średniej ceny mieszkań. Np. w Katowicach aż o 17%! Warto więc wyjaśnić, skąd się biorą tak duże podwyżki w skali zaledwie jednego miesiąca. Otóż jest to skutkiem wprowadzenia na rynek dużej puli drogich jak na dany rynek mieszkań. We wrześniu mieliśmy do czynienia z taką sytuacją we Wrocławiu, w październiku – w Katowicach, Gdańsku i Łodzi, w listopadzie – w Poznaniu, a grudniu – ponownie w Poznaniu oraz w Katowicach. W tym drugim mieście deweloperzy wprowadzili do sprzedaży mieszkania z ceną powyżej 10 tys. zł za m kw.

Od początku roku średnia cena ofertowa mieszkań najbardziej, bo aż o 30% wzrosła więc właśnie w Katowicach. W pozostałych miastach podwyżki sięgały średnio od 8% (Kraków) do 22% w Gdańsku.

Ciekawym przykładem jest Łódź. Deweloperzy wprowadzili tu na rynek więcej mieszkań niż sprzedali. Sytuacja była więc korzystna dla kupujących, bo mieli do wyboru coraz więcej mieszkań. Mimo to średnia cena metra kwadratowego w ofercie firm deweloperskich wzrosła w ubiegłym roku aż o 21%.

Warto pamiętać, że w Łodzi w poprzednich latach mieszkania były znacznie tańsze niż w pozostałych największych miastach. W 2021 r. te dysproporcje zaczęły maleć. Ponadto wskutek rosnących cen gruntów oraz kosztów budowy, poprzeczka cenowa poszła mocno w górę. Spektakularne zmiany widoczne są szczególnie w Łodzi. Jeszcze w styczniu 78% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. W grudniu udział tak tanich lokali wynosił już tylko 15%!

Z podobną sytuacją mamy do czynienia we Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu. W 2021 r. we wszystkich analizowanych miastach wyraźnie wzrósł udział mieszkań z ceną powyżej średniej. Wygląda na to, że ceny osiągnęły poziom, który coraz mniej kupujących, zwłaszcza posiłkujących się kredytem, jest w stanie zaakceptować. Widać to wyraźnie po wynikach sprzedaży firm deweloperskich w Gdańsku, Warszawie i Wrocławiu.
Ze statystyk budowlanych GUS wynika, że popyt zaczął przenosić się do okalających największe miasta miejscowości. Mieszkania są tam średnio o 30-40% tańsze.

Hipoteka odwrócona. 5 trendów na rok 2022

Hipoteka odwrócona istnieje w Polsce od kilkunastu lat. Jakie trendy będą miały wpływ na branżę w 2022 roku? Po pierwsze – będziemy obserwować duże wzrosty, zarówno na polskim, jak i globalnym rynku. Coraz większe zainteresowanie usługą będzie napędzane m.in. galopującą inflacją, wzrostem cen nie tylko żywności i usług, ale również rosnącymi kosztami utrzymania nieruchomości. Wciąż będą rosły ceny mieszkań i domów, a to oznacza, że kapitał zamrożony w nieruchomościach będzie coraz większy. Seniorzy będą mogli uwolnić go w postaci renty dożywotniej, a wysokość wypłacanych im świadczeń również będzie większa. Wreszcie: polskim rynkiem będą interesować się zagraniczni inwestorzy, co już powoli widać w branży.

Rok 2021 był dla branży hipoteki odwróconej stabilny. Trudno mówić o dużej dynamice w kontekście liczby podpisywanych umów, zwłaszcza ze względu na pandemię i ograniczone możliwości spotkań. Już w 2021 roku udało się jednak zauważyć trendy, które w 2022 roku będą miały wpływ na ten sektor.

Duże wzrosty na rynku globalnym

Jeszcze w roku 2021 Ernst & Young razem z European Pensions and Property Asset Release Group (EPPARG) opiblikowały raport, w którym uwzględniły dane z 13 rynków, na których obecne są rozwiązania hipoteki odwróconej. Mowa o Australii, Kanadzie, Niemczech, Włoszech, Irlandii, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Polsce, Hiszpanii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Według ekspertów globalny rynek hipoteki odwróconej urośnie do roku 2031 trzykrotnie, a wartość środków uwalnianych, dzięki tej usłudze (czyli pieniędzy wypłacanych seniorom), przekroczy do 2031 roku 50 mld dolarów rocznie.[1] Rynek polski również będzie rósł, choć nie tak dynamicznie, jak chociażby ten w Wielkiej Brytanii, Australii czy Stanach Zjednoczonych. Przewiduje się, że w Polsce do 2031 roku roczny wolumen może osiągnąć ok. 0,6 mld dolarów. Oznacza to Polacy będą sprzedawać – tylko w ciągu jednego roku – renty dożwotnie o takiej wartości.

– Rok 2022 może przynieść znaczne wzrosty na rynku renty dożywotniej w Polsce. Powodem będą m.in. pogłębiające się problemy finansowe seniorów spowodowane galopującą inflacją, podwyżkami, coraz większymi długami emerytów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Historyczne wzrosty cen na rynku nieruchomości

Pandemia jest jednym z czynników, który nakręcił wzrost cen na rynku nieruchomości. Ceny mieszkań i domów pięły się w górę w 2021 roku nie tylko w Polsce, ale również w Europie (przede wszystkim w Czechach i Holandii). Jeśli porównamy chociażby II kwartał 2021 roku z analogicznym okresem roku 2020 zobaczymy, że ceny mieszkań wzrosły o 8,3 proc. rok do roku. W Unii Europejskiej możemy mówić o wzrostach na poziomie 7,3 proc. rok do roku.[2]

– W tym roku trend ten może się utrzymać. Warto spojrzeć na rynek hipoteki odwróconej przez pryzmat rynku nieruchomości. Wysokie ceny mieszkań i domów powodują, że rośnie (i wciąż będzie rósł) kapitał zamrożony w nieruchomościach, a seniorzy będą mieć większy majątek, który będą mogli uwolnić w postaci renty dożywotniej. Jej wysokość zależy przecież m.in. od wartości posiadanej nieruchomości – przypomina Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Inflacja, rosnące koszty życia oraz utrzymania nieruchomości będą napędzać rynek

Pod koniec roku inflacja w Unii Europejskiej wzrosła do 5,2 proc. i była najwyższa od ponad 20 lat.[3] W Polsce ceny były wyższe o ponad 7 proc. niż rok temu w analogicznym okresie. Eksperci przewidują, że w 2022 roku inflacja może przekroczyć 8 proc. Rosną ceny nie tylko żywności i usług, ale również prądu, gazu, wywozu śmieci, materiałów budowlanych i innych rzeczy, które wpływają na koszty utrzymania nieruchomości. Te czynniki spowodują jeszcze większe zainteresowanie hipoteką odwróconą zarówno w Polsce jak i za granicą.

– W momencie podpisania umowy z funduszem hipotecznym prawo własności do nieruchomości przechodzi na świadczeniodawcę np. fundusz hipoteczny. Oznacza to, że wiele kosztów związanych z utrzymaniem nieruchomości, takich jak ubezpieczenie lub opłacanie czynszu do wspólnoty lub spółdzielni nie leżą już w gestii seniora. Emeryt dostaje co miesiąc rentę dożywotnią, a dodatkowo nie ponosi kosztów związanych z nieruchomością – mówi Robert Majkowski.

Coraz młodsi seniorzy będą korzystać z usługi

Jak wskazuje raport EY i EPPARG najniższy wiek, w którym senior może skorzystać z hipoteki odwróconej to 55 lat i jest on notowany w Kanadzie, Holandii i Wielkiej Brytanii. W większości krajów granicą wiekową jest 60 lat, choć w Hiszpanii i Niemczech 65 lat. – W Polsce podpisujemy umowy z coraz młodszymi seniorami. Dotychczas mówiło się, że renta dożywotnia jest usługą dla osób 65+, ale od kilku lat rozmawiamy z coraz młodszymi osobami i finalizujemy kontrakty nawet z emerytami 55+. Oczywiście do każdej takiej umowy oraz wyceny pochodzimy indywidualnie – mówi Robert Majkowski.

Coraz większa świadomość, ale również ostrożność

Jeszcze w 2012 roku ponad 80 proc. seniorów nie znało różnicy między rentą dożywotnią, a odwróconym kredytem hipotecznym. Koncepcję hipoteki odwróconej znało wtedy 40 proc. ankietowanych. – Dziś ta wiedza jest znacznie większa. Ponad 92 proc. seniorów deklaruje, że słyszało o tym rozwiązaniu i wie na czym ono polega. Dużo więcej pisze się też o nadużyciach, co powoduje, że emeryci są bardziej zorientowani w temacie oraz ostrożni. Nie chcą popełnić błędu, chcą za to dać sobie czas do zastanowienia lub ewentualnego przedyskutowania umowy z kimś bliskim – mówi Robert Majkowski. – Oczywiście na rynku pojawia się coraz więcej podmiotów, które oferują podobną usługę, ale nie mają odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Starsze fundusze hipoteczne są jednak na rynku od ponad dekady i wypracowały sobie silną markę. Poza normami etycznymi Związku Przedsiębiorstw Finansowych pojawiły się też normy etyczne rynku europejskiego ustanowione przez EPPARG i obejmujące również Polskę – podsumowuje Robert Majkowski.

Co jeszcze czeka branżę w 2022 roku? Już dziś widać ogromne zainteresowanie kapitału zagranicznego inwestującego w rynek nieruchomości. Ten kapitał w coraz większym stopniu płynie na rynki najmu nieruchomości mieszkaniowych oraz w części na rynek hipoteki odwróconej i rent dożywotnich, które z perspektywy inwestycyjnej zapewniają podobny do najmu poziom ryzyka przy większej rentowności inwestycji. Może okazać się, że część tego międzynarodowego kapitału przypłynie również do Polski, co już można zaobserwować na rynku najmu.

[1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2020”, przygotowany przez EY i EPPARG, opublikowany 28.01.2021.
Link: http://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-more-than-treble-by-2031/

[2] https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/pandemiczny-wzrost-cen-mieszkan-mamy-jeden-z-najwyzszych-w-europie-spekulacja-trwa/m793gmn

[3] https://pfr.pl/ekspertyzy-ekonomiczne/przeglad-gospodarek-europejskich-grudzien-2021-r-.html

Stopy procentowe w górę – jak reagują rynki?

Wczoraj Rada Polityki Pieniężnej niczym nie zaskoczyła. Decyzja o wzroście głównej stopy procentowej o 50 bps. do poziomu 2,25 proc. była zgodna z medianą oczekiwań. Złoty zyskał na wartości, choć skala aprecjacji była ograniczana. EUR/PLN znalazł się poniżej 4,57.

Decyzja, która wczoraj zapadła była szeroko oczekiwana. Nie obserwowaliśmy jednak na złotym sprzedaży faktów, co było pewnego rodzaju ryzykiem. Można było przypuszczać, że ostatni ruch umacniający, który zaobserwowaliśmy od 20 grudnia, jest pewnego rodzaju dyskontowaniem wczorajszej decyzji. Z komunikatu po posiedzeniu RPP jasno wynika, że Rada z dużym prawdopodobieństwem będzie nadal podnosić stopy. Można przypuszczać, że ich skala i tempo będą zależne w dużej mierze od napływających danych inflacyjnych (w piątek poznamy wstępne dane CPI za grudzień) ale również nie bez znaczenia będzie mieć nowy skład RPP. W lutym dołączą do niej zaakceptowani przez komisję senacką Ludwik Kotecki oraz Przemysław Litwiniuk. Zastąpią oni Eugeniusza Gatnara i Jerzego Kropiwnickiego. Ten pierwszy wchodzi w skład obozu „jastrzębi”, drugi ma poglądy bardziej neutralne. Kolejne posiedzenie już na początku lutego.

EUR/PLN „przełamał” techniczne wsparcie na 4,57. Para walutowa znalazła się najniżej od 18 października. Uważam, że to nie koniec aprecjacji. Znajdujemy się w ewidentnym cyklu podwyżek stóp procentowych, nawet wówczas gdy NBP nie chce tego nazwać wprost. Zejście do 4,5450 to moim zdaniem tylko kwestia czasu, jednak wcześniej niewykluczona jest techniczna korekta wzrostowa na EUR/PLN ponownie w kierunku 4,58. Za nami niespełna 3 tygodnie aprecjacyjne dla złotego, zatem odreagowanie będzie czymś naturalnym.

Na decyzji RPP z pewnością zarobią banki w Polsce. Indeks WIG-Banki od roku urósł już o ponad 81 proc. Po korekcie listopadowo – grudniowej ponownie widać budujący się impuls wzrostowy. W całym 2022 roku dochody odsetkowe sektora mogą wzrosnąć nawet o 16 mld złotych. W I kwartale bieżącego roku instytucje w pełni zyskają na podwyżkach stóp. W życie wchodzą nowe poziomy rat kredytów, które uwzględniają wzrost kosztu pieniądza. Kredyty z reguły skonstruowane są w taki sposób, że ich aktualizacja (jeśli chodzi o oprocentowanie) odbywa się co trzy lub sześć miesięcy. Najwięcej zyskają banki, które w swoim portfelu posiadają kredyty konsumpcyjne i karty kredytowe. Na zyski oczywiście mogą liczyć również banki z dużym udziałem kredytów mieszkaniowych. W Polsce ponad 90 proc. to umowy oparte na zmiennym oprocentowaniu. WIBOR rośnie zdecydowanie szybciej niż stopa referencyjna. Na większe oprocentowanie lokat w tym momencie nie ma co liczyć. W sektorze panuje nadpłynność, co oznacza, że instytucje nie chcą pozyskać kapitału za wszelką cenę.

Wczoraj również napłynęły dane dotyczące Chin. Oficjalne (te poznaliśmy w ubiegłym tygodniu) i prywatne wskaźniki PMI dla gospodarki Państwa Środka odnotowały niewielkie odbicie w grudniu. Odczyty powyżej 50 pkt. to pokłosie m.in. środków łagodzących wprowadzonych przez władze. Chińska gospodarka nadal jednak boryka się z silnymi przeciwnościami. Pomimo lepszych odczytów od oczekiwań i uzyskanych wyników powyżej granicznego poziomu 50 pkt., dynamika wzrostu gospodarki chińskiej pozostaje słaba. Cały czas najważniejszym czynnikiem spowalniającym wzrost gospodarczy jest słabość popytu krajowego (to efekty polityki „zero-Covid”, która ma być kontynuowana w najbliższej przyszłości) oraz załamanie na rynku nieruchomości. Banki komercyjne przyspieszyły co prawda udzielanie kredytów hipotecznych, jednak nadal sprzedaż mieszkań w dużych miastach jest niska.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Stopy procentowe w górę, właściciele lokat wciąż na ogromnym minusie

Na przyspieszonym o tydzień posiedzeniu, Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o podniesieniu stóp procentowych w Polsce o 50 punktów. Oznacza to, że podstawowa stopa procentowa wynosi obecnie 2,25 proc. Realna stopa procentowa wynosi obecnie -6,05 proc., czyli tyle przeciętnie traci się obecnie na bankowej lokacie.

Tym samym RPP kontynuuje serią podwyżek rozpoczętą w październiku 2021. Od tego czasu stopy są podnoszone co miesiąc na kolejnych posiedzeniach, a obecna jest czwartą podwyżką z rzędu. W sumie stopy zostały podniesione z poziomu 0,1 proc. do 2,25 proc.

Podstawowym motywem działań RPP jest przeciwdziałanie wysokiej inflacji, która cały czas rośnie, mimo wcześniejszych podwyżek stóp. W listopadzie inflacja wyniosła 7,8 proc., w grudniu szacuje się, że wyniosła około 8,2 proc.. Według prognoz NBP, szczyt inflacji z odczytem 8,3 proc. ma nastąpić w czerwcu, a inflacja na koniec 2022 roku ma wynieść 6,2 proc. Te prognozy są jednak bardzo ostrożne i nie można wykluczyć, że inflacja w 2022 roku osiągnie poziom dwucyfrowy.

Warto pamiętać, że różnica pomiędzy wysokością oficjalnych stóp procentowych a inflacją pozostaje duża. Wysoka jest zatem ujemna stopa procentowa w gospodarce. Jeśli od obecnego poziomu stóp (2,25 proc.) odejmiemy prognozowany obecnie przez NBP szczytowy prognozowany poziomu inflacji (8,3 proc.) to otrzymamy realną stopę procentową wynoszącą -6,05 proc. Tyle obecnie przeciętnie traci na bankowej lokacie jej właściciel. Osoby, które trzymają pieniądze w domu, tracą natomiast jeszcze więcej, bo całą wartość inflacji.

Nie jest to tylko polska specyfika, a podobne zjawisko obserwujemy już od dekady na całym świecie. Obliczona, analogicznie do polskiej, realna stopa w Unii Europejskiej wynosi aktualnie -5 proc., w Wielkiej Brytanii -5,5 proc., a w USA -6,5 proc.

W kolejnych miesiącach możemy spodziewać się dalszych podwyżek stóp w Polsce, przewidujemy, że podstawowa stopa procentowa na koniec 2022 roku wyniesie 4 proc. W tym roku możemy także spodziewać się poniesienia stop procentowych przez FED, pierwszej podwyżki spodziewamy się w czerwcu 2022 roku.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Eksperci: Polski Ład zawiera zarówno plusy, jak i minusy dla firm. Ale finalnie przedsiębiorcy na tym stracą

Eksperci przekonują, że Polski Ład zawiera zarówno plusy, jak i minusy dla firm, przy czym tych drugich jest więcej. I jak dodają, cały zestaw zalet i wad jeszcze bardziej skomplikuje system podatkowy w naszym kraju. A już teraz przecież przepisy budzą szereg wątpliwości interpretacyjnych. Zdaniem znawców tematu, najbardziej niekorzystne dla przedsiębiorców są zmiany w zakresie opłacania składki zdrowotnej, które oznaczają podniesienie opodatkowania. Natomiast do plusów należy zaliczyć m.in. zliberalizowane warunki stosowania tzw. estońskiego CIT-u czy preferencje związane z nakładami na innowacje. Ale pojawiają się również opinie, że z tego skorzysta niewielu właścicieli firm. I te ulgi nie zrównoważą ujemnych stron Polskiego Ładu.

Minusy…

– W zeszłym roku w rankingu systemów podatkowych państw OECD byliśmy na przedostatnim miejscu, czyli przed Włochami. Po Polskim Ładzie zapewne znajdziemy się na ostatnim. Mamy skomplikowany i niejasny ogół przepisów prawnych w zakresie ustalania i poboru podatków, który staje się jeszcze gorszy. To bardzo duże obciążenie dla przedsiębiorców. Najgorzej będą sobie z tym radzić przedstawiciele MŚP, bo nie zawsze sięgają po wsparcie doradców podatkowych – komentuje prof. Adam Mariański, przewodniczący Krajowej Izby Doradców Podatkowych i Komisji Podatkowej BCC.

Jak stwierdza Przemysław Pruszyński, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, przepisy podatkowe w Polskim Ładzie są niskiej jakości. Ponadto budzą wątpliwości interpretacyjne i powodują dużo problemów z ich zastosowaniem. Zdaniem eksperta, największym minusem ustawy są zmiany w zakresie opłacania składki zdrowotnej przez przedsiębiorców. Odchodzi się od prostej zryczałtowanej płatności na rzecz skomplikowanego mechanizmu ustalania podstawy wymiaru w oparciu o dochód podatkowy przedsiębiorcy. Wprowadza się to tylko po to, aby istotnie podnieść opodatkowanie firmom. Przy tym efekt fiskalny ukrywa się za hasłem zmian w sposobie finansowania służby zdrowia.

– Największym minusem jest niewątpliwe podniesienie podatków. Dzisiaj podatek liniowy wynosi 19%, ale faktycznie to jest 19% plus 1,25% obowiązkowej składki na ubezpieczenie zdrowotne, której nie można było odliczyć od podstawy opodatkowania, czyli łącznie 20,25%. Po zmianie będzie 19% plus 9% składki zdrowotnej, czyli 28%. Mamy więc wzrost o 7,75 p.p. Jeżeli w ciągu danego roku przedsiębiorca uzyska dochód 216 129 zł, to dokładnie od tego momentu będzie płacił netto już podatek od każdej złotówki dochodu w wysokości 28% – wylicza prof. Marian Noga z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Z kolei prof. Zbigniew Krysiak z SGH, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana, uważa, że składka zdrowotna może być postrzegana jako minus. Jeśli do tego zagadnienia podchodzimy arytmetycznie, to wtedy będzie wrażenie, że przedsiębiorcy tracą na tym rozwiązaniu. Ale w opinii eksperta, należy na to spojrzeć szerzej. To jest koszt będący dźwignią, która jeszcze bardziej generuje przychody. Efekt tego działania będzie dodatni, bo zmiana nie jest jednowymiarowa.

– Są dwa główne minusy, które dotyczą nie tylko MŚP, ale nas wszystkich. Po pierwsze, składka zdrowotna nie zmniejsza podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym. W istocie ten wydatek jest dochodem opodatkowanym. W sensie ekonomicznym składka jest więc wyższa niż jej nominalna wartość, bo do tego trzeba jeszcze dodać podatek. Po drugie, nie ma górnej granicy składki. Jeżeli osoba fizyczna prowadzi przedsiębiorstwo i całe zyski inwestuje w majątek, to zapłaci składkę na ubezpieczenie zdrowotne w wysokości 9%. Z punktu ekonomicznego, a w ogóle merytorycznego, to absurd – ocenia prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Zdaniem prof. Mariańskiego, największy minus to jest de facto zniszczenie podatku liniowego. Była jedna płaska stawka podatkowa – nie za wysoka, nie za niska, ale właściwie akceptowalna. To był jeden z elementów sukcesu gospodarczego Polski, a w tej chwili jest to niszczone. Jak zaznacza ekspert, w ciągu ostatnich czterech lat nastąpił wzrost opodatkowania o 9 punktów procentowych. To wymusza też przekształcenia w inne formy prawne.

– Polski Ład zakłada realną i znaczącą podwyżkę obciążeń publicznych dla przedsiębiorców w trudnym i niestabilnym gospodarczo czasie. I to oceniamy jako największy minus projektu. Zamiast upraszczać przepisy prawa, tworzy się kolejne ulgi, zwolnienia i wyjątki od przepisów ogólnych. Wprowadza to dodatkowe ryzyko prawne związane z możliwością kwestionowania przez organy podatkowe działań podatników opartych na niejasnych przepisach – mówi Szymon Witkowski, analityk prawny Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Jak podkreśla prof. Paweł Wojciechowski, wiceprezydent i główny ekonomista Pracodawców RP, większość przedsiębiorstw skarży się na zbyt krótki czas na dostosowanie programów płacowych. To bowiem komplikuje dokonanie wypłat i nagród rocznych dla pracowników na przełomie roku. Ekspert dodaje, że wiele podmiotów narzeka na brak jasności sposobu oskładkowania młodych pracowników do 26. roku życia i seniorów w związku ze zgłoszeniem nowelizacji PIT-0 do Polskiego Ładu, zanim przepisy weszły w życie. Wiele przedsiębiorstw, zwłaszcza z branży handlowej, skarży się na nowy minimalny CIT od przychodu.

…i plusy

– W 2021 roku wprowadzono do polskiego systemu podatkowego tzw. estońskie zasady opodatkowania. To nowoczesny, prosty i oszczędny sposób opodatkowania, który pozwala zminimalizować rozliczenia z US oraz prowadzoną w przedsiębiorstwie księgowość. Ale stosowanie nowych zasad zostało obarczone wieloma restrykcjami i warunkami. W konsekwencji niewiele firm zdecydowało się na to. Dopiero w ramach Polskiego Ładu istotnie zliberalizowano warunki stosowania estońskiego CIT-u. Dzięki temu stanie się on bardziej atrakcyjny dla firm. W mojej ocenie, to najlepsza zmiana wprowadzana w ramach Polskiego Ładu – zaznacza Przemysław Pruszyński.

Jak zauważa prof. Wojciechowski, większość przedsiębiorstw intensywnie korzysta z porad, aby ograniczyć wzrost opodatkowania dla osób o wyższych kwalifikacjach. Ponadto podjęto decyzje o przejściu z jednoosobowych działalności gospodarczych na ryczałty lub spółki kapitałowe. Ekspert dodaje, że tylko przez niektórych przedsiębiorców doceniane jest uatrakcyjnienie ulg innowacyjnych B+R i IP Box. Z większym zainteresowaniem rozważają rozwiązania wynikające z tzw. estońskiego CIT-u.

– Plusów jest dużo, przede wszystkim rozbudowuje się ilość preferencji w podatkach dochodowych związanych z nakładami szeroko rozumianymi innowacyjnymi. Te rozwiązania zmniejszają podstawę obciążenia podatkowego. Takie wydatki ponoszą głównie duże struktury, a wśród małych firm tylko ułamek, ale jest to dla nich dobra oferta. Druga ważna kwestia to poszerzenie zakresu ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. To istotna propozycja dla prostej działalności i łatwych zasad opodatkowania – przekonuje prof. Modzelewski.

Z kolei prof. Mariański ma problem z tym, żeby znaleźć coś pozytywnego dla MŚP. Z estońskiego CIT-u mogłyby skorzystać niektóre średnie firmy, podobnie jak z ulg prorozwojowych, chociaż one będą miały ograniczony zakres. Zdaniem eksperta, nie ma korzyści dla ww. sektora, bo te rozwiązania nie obejmują mikroprzedsiębiorców i właścicieli małych podmiotów. Ulgi, z których może skorzystać niewiele firm, nie zrównoważą ujemnych stron Polskiego Ładu, czyli historycznej podwyżki podatków.

– Polski Ład zawiera potencjał dla przedsiębiorstw. Tylko trzeba na to spojrzeć na zasadzie kosztów i przychodów. Pakiet dla obywateli, czyli kwota wolna od podatku wynosząca 30 tys. zł i inne elementy podatkowe, powodują zwiększenie potencjału popytowego. To oznacza, że pieniądze, które zostaną Polakom w kieszeni z tego tytułu, pójdą na zakup towarów i usług. Zwiększą zatem zyski firm, również tych z sektora MŚP. Trzeba więc na to spojrzeć jak na powiększenie tortu – stwierdza prof. Krysiak.

Natomiast prof. Noga nie dostrzega żadnego plusa dla przedsiębiorców w Polskim Ładzie, chyba że będzie to zachęcanie do zmieniania rodzajów działalności w stosowaniu podatku ryczałtowego od dochodu ewidencjonowanego. Pozwala on na opodatkowanie na poziomie od 3% do 17% w zależności od rodzaju działalności przy składce zdrowotnej 4,9%, a nie 9%. Ale jak podkreśla ekspert, tutaj będą sporne kwestie, gdzie zaliczyć daną działalność według PKD, co zapewne często będzie kończyło się w sądzie. Trudno to więc nazwać plusem.

– Polski Ład jako całość oceniamy generalnie krytycznie, ale uwzględnia on również rozwiązania od dawna oczekiwane, takie jak m.in. podwyższenie kwoty wolnej od podatku czy waloryzację progu podatkowego. Te korzystne zmiany dotyczyć będą tylko części przedsiębiorców. Ale nawet jeśli uwzględnimy te plusy, to straty, jakie oni poniosą, przewyższają korzyści. Polski Ład pozwoli zaoszczędzić na podatkach, przeważnie niewielkie kwoty, najmniej zarabiającym Polakom. Ale jednocześnie silnie uderzy w klasę średnią i zdecydowaną większość przedsiębiorców – podsumowuje analityk prawny ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Answear.com notuje rekordowe wyniki ze sprzedaży online w IV kw. 2021 – wzrost o 78 proc. rdr.

Według wstępnych danych Answear.com wypracował 282 mln zł sprzedaży online w IV kw. 2021, co oznacza wzrost o 78 proc. rdr.  Sprzedaż online w całym 2021 r. wyniosła 721 mln i wzrosła o 67 proc. w porównaniu do 2020 r., w którym zanotowano sprzedaż online w wysokości 433 mln zł. W IV kw. przychody ze sprzedaży według sprawozdawczości MSSF wyniosły  256 mln zł notując dynamikę IV kw. 2021 versus IV kw. 2020 na poziomie 75 proc., natomiast w całym 2021 roku spółka wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 680 mln zł, co oznacza wzrost o 66% proc. w porównaniu do 2020 roku.

Czwarty kwartał to okres w którym Spółka zanotowała rekordowe wyniki sprzedaży z osiągniętą dynamiką rdr. na kwartalnej sprzedaży w wysokości 78% proc., co w połączeniu ze znakomitymi wynikami 3Q2021 zaowocowało wzrostami drugiego półrocza 2021 na poziomie 76 proc., czyli znacznie powyżej dynamiki osiągniętej w pierwszym półroczu wynozącej 53%, i to pomimo wysokiej bazy w roku poprzednim.

Osiągnięte przez Answear.com wzrosty sprzedaży w IV kw. 2021 roku przebiły nasze założenia na ten okres. Wpływ na nie miał szereg czynników, w tym m.in. realizacja nowej strategii komunikacji z klientem, która skupiała się na nowoczesnej, silnej i aktywnej kobiecie oraz zrealizowana w tym duchu trzecia w tym roku szerokozasięgowa kampania marketingowa. Polepszylśmy efektywność działań w zakresie digital marketingu, co przełożyło się na wzrost ruchu na stronach, a w efekcie na zwiększenie skuteczności finalizacji transakcji, wzrost współczynnika konwersji i średniej wartości koszyka. Należy także wspomnieć o dalszym poszerzaniu oferty produktowej, ulepszeniach technologicznych w obrębie strony www, aplikacji mobilnej i bardzo dobrym odbiorze wśród klientów naszej marki własnej Answear_Lab – powiedział Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Ostatni kwartał 2021 roku to okres, w którym Spółka koncentrowała się na rozwoju funkcjonalności własnej platformy e-commerce m.in. dodaniu takich ulepszeń jak: wyszukiwanie graficzne umożliwiające odnajdywanie produktów za pomocą zdjęcia oraz wyszukiwarka z autouzupełnianiem o dodatkowe rekomendacje produktów, wspierane sztuczną inteligencją. Answear.com wprowadził również nowe mechanizmy komunikacji promocji, które chociażby w okresie Black Friday przełożyły się na zwiększenie współczynnika konwersji. Spółka kontynuowała także proces optymalizacji w obszarze user experience, takie jak np. nowa strona produktu, czy funkcja check-out w aplikacji mobilnej.

Answear.com zwiększył również swoje zdolności magazynowe, kontynuował polepszenie
i optymalizację zatowarowania, zwiększając szerokość oferty o kolejne marki premium oraz głębokość zapasu.

W 2021 roku spółka rozpoczęła swoją działalność na trzech zagranicznych rynkach, tj. greckim, chorwackim i cypryjskim.  W IV kw. odnotowała na nich bardzo dobre wyniki sprzedaży.

Osiągnięte w IV kw. wyniki sprzedaży, w tym również wyniki na trzech nowych rynkach zagranicznych były powyżej naszych oczekiwań, to dobrze rokuje utrzymaniem wysokiego tempa rozwoju również w roku 2022. W tym roku planujemy dalszą ekspansję zagraniczną oraz chcemy umacniać naszą pozycję i rozpoznawalność na wszystkich 10 rynkach, na których jeteśmy obecni. – dodał.

Stopy procentowe w Polsce najwyższe od 9 lat

Na wczorajszym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopy procentowe. Stopa referencyjna wzrosła do 2,25%.

Zgodnie z przewidywaniami analityków oraz rynkowym konsensusem RPP rozpoczęła 2022 r. od kontynuacji zacieśniania polityki monetarnej. W styczniu główna stopa procentowa wzrośnie o 50 punktów bazowych do 2,25%. Tym samym mamy najwyższe stopy procentowe od 2013 r., ale ciągle realna stopa procentowa pozostaje ujemna, co zniechęca do oszczędzania, a tym samym nadal krótkoterminowo wzmacniamy stronę popytową przedsiębiorstw i konsumentów.

Podwyższenie stóp procentowych przy obecnych, ostatnich, odczytach danych makroekonomicznych było nieuniknione. Oliwy do ognia dodała grudniowa decyzja Urzędu Regulacji Energetyki o wzroście cen gazu oraz energii elektrycznej dla odbiorców indywidualnych. W perspektywie potencjalnej walki z inflacją gorszy wydaje się jednak brak systemowych rozwiązań łagodzących, niekontrolowane wzrosty cen gazu i energii dla przedsiębiorców.

Zgodnie z naszymi prognozami po styczniowej podwyżce RPP prawdopodobnie przyjmie bardziej gołębią postawę w oczekiwaniu na efekty działania tarczy antyinflacyjnej oraz rozwój pandemii i możliwych obostrzeń gospodarczych, które mogłyby wspomóc studzenie przegrzanej już w tej chwili gospodarki.

Mariusz Zielonka, Konfederacja Lewiatan

Bioceltix o krok od rozpoczęcia badań klinicznych

Na początku tego tygodnia Bioceltix poinformował o zakończeniu badania fazy bezpieczeństwa TAS (ang. Target Animal Safety) dla kandydata na produkt leczniczy BCX-CM-J stosowanego w leczeniu zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. Po badaniu bezpieczeństwa w podaniu dożylnym na atopowe zapalenie skóry, o czym spółka informowała przed kilkoma tygodniami, jest to już drugie badanie TAS zakończone sukcesem. Tym razem celem badania było sprawdzenie bezpieczeństwa podania dostawowego. Faza TAS odpowiada I fazie klinicznej dla kandydatów na produkty lecznicze stosowane u ludzi.

– Podczas kilkukrotnego dostawowego podania badanego produktu leczniczego BCX-CM-J nie zaobserwowano żadnych niepokojących objawów klinicznych związanych z tym podaniem. Podanie badanego produktu leczniczego było dobrze tolerowane przez wszystkie zwierzęta. Badanie fizykalne i obserwacja tolerancji miejscowej nie wykazały żadnych nieprawidłowych wyników. Nie zaobserwowano również żadnych niepokojących wyników w odniesieniu do masy i apetytu zwierząt. Pomiędzy grupą badaną a kontrolną nie zaobserwowano żadnych statystycznie istotnych różnic w odniesieniu do parametrów biochemicznych krwi i moczu – mówi Łukasz Bzdzion, prezes zarządu Bioceltix.

Tym samym potwierdzono, że dostawowa droga podania kandydata na lek Bioceltix, nie powoduje skutków ubocznych i należy ją uznać za bezpieczną. Spółka może teraz złożyć wnioski o przeprowadzenie badań klinicznych, w których będzie potwierdzać skuteczność swojego kandydata na lek już na pacjentach klinicznych ze zmianami zwyrodnieniowymi stawów.

Badanie kliniczne już w tym roku

Na początku listopada 2021 roku Bioceltix informował o zawarciu umowy na przeprowadzanie badań klinicznych dla kandydata na lek na zmiany zwyrodnieniowe stawów u psów z międzynarodową firmą typu CRO (z ang. Clinical Research Organization).

– Firma zajmie się badaniami kompleksowo – najpierw wybierze 15 klinik z 5 krajów europejskich, a następnie w każdym z nich złoży w naszym imieniu wnioski na przeprowadzenie badań klinicznych. Po uzyskaniu takich zgód, wybrane kliniki będą mogły rozpocząć rekrutację pacjentów klinicznych i rozpocząć badania zgodnie z przyjętym protokołem – dodaje Łukasz Bzdzion.

Zakładając, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, to od momentu uzyskania zgody na przeprowadzenie badań, do wydania raportu końcowego z badania klinicznego, powinno minąć nie dłużej niż 12 miesięcy. Oznacza to, że odpowiedź na pytanie, czy kandydat na lek Bioceltix na zmiany zwyrodnieniowe stawów jest skuteczny, powinniśmy poznać na przełomie 2022 i 2023 roku.

Psy potrzebują leku na stawy

Już co piąty pies cierpi z powodu zmian zwyrodnieniowych stawów, które są główną przyczyną przewlekłego bólu u tego gatunku. Problem w tym, że w weterynarii wciąż najbardziej powszechnym sposobem leczenia chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym jest leczenie objawowe za pomocą̨ klasycznych leków chemicznych. Leki biologiczne to szansa na większą skuteczność leczenia i jednocześnie zmniejszenie występowania skutków ubocznych lub – jak ma to miejsce w przypadku komórek macierzystych – możliwość leczenia przyczynowego.

– Na takie rozwiązania czekają opiekunowie psów, którzy chcą dla swoich zwierząt skutecznych i bezpiecznych metod leczenia. Traktując psy jak członków rodziny są gotowi wydać na nie więcej i starają się coraz lepiej dbać o ich zdrowie i dobrostan. To dlatego biotechnologia weterynaryjna przykuwa globalnie coraz większe zainteresowanie. Skoro wzrasta świadomość i oczekiwania co do jakości i skuteczności dostępnych terapii, to naturalnie rynek rozwija się w kierunku nowych, skuteczniejszych i bezpieczniejszych produktów – podsumowuje dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Rosną ceny uprawnień do emisji CO2. Mechanizm, który miał napędzać transformację energetyczną, stał się poważną bolączką

Rosnące koszty uprawnień do emisji CO2 podrażają rachunki za energię. Cena kontraktów może wzrosnąć z 90 do 130 euro. Na sprzedaży kontraktów zarabia jednak budżet państwa. W najgorszej sytuacji są kraje, które opóźniały swoją transformację energetyczną.

System pozwoleń na emisję CO2 stworzony w UE pozwala na to, aby takie pozwolenia w części rozdawać za darmo, można też nimi handlować. Najistotniejszy jest jednak cel, a jest nim ograniczenie szkodliwej dla zdrowia emisji dwutlenku węgla. Dlatego podobne programy powstały też w innych regionach świata.

Aby osiągnąć cele proekologiczne liczba darmowych praw do emisji corocznie jest obniżana. Reguły gry są dobrze znane i sprzyjają rozwojowi odnawialnych źródeł energii.

Na koniec 2020 r. ceny za jeden kontrakt na emisję 1 tony CO2 nieznacznie przekraczały 30 euro. Ostatnio ceny te osiągnęły poziom 80-90 euro.

– Modele ekonomiczne, które zostały stworzone, gdy wprowadzano pozwolenia na emisję, przewidywały, że do 2030 r. ceny pozwoleń osiągną poziomy 90-130 euro za kontrakt – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Do tego dolnego poziomu dobiliśmy zdecydowanie wcześniej, jednak trzeba pamiętać, że ostatnie miesiące są bardzo specyficzne bo Europa wróciła do produkcji energii i ciepła ze źródeł konwencjonalnych.

To skutek gwałtownego wzrostu cen surowców potrzebnych energetyce, przy małej ich podaży. Powrót do węgla, to także powrót do gazu, którego dostawy są ograniczane przez Gazprom. Węgiel jest dwukrotnie bardziej emisyjny niż gaz, ale jest jednak tańszy.

Przejściowy powrót do węgla powoduje, że drożeją prawa do emisji. W najtrudniejszej sytuacji znalazły się kraje, które nie spieszyły się z odchodzeniem od węgla. W grupie takich krajów jest właśnie Polska.

– Trzeba jednak pamiętać, że dochody ze sprzedaży praw do emisji trafiają do budżetów państw, w latach 2013-2020 do polskiego budżetu trafiło ok. 34 mld zł i niestety nie w pełni te środki były wykorzystywane na rozwój energetyki odnawialnej – wyjaśnia ekspert XTB. – Teraz skutki tego widzimy nie tylko w cenach energii, bo te wpływają na ogólny poziom inflacji.

Zima jest jak dotąd dość łagodna, na europejskich rynkach ceny surowców energetycznych zaliczyły korektę. Jednak jesteśmy przed szczytem sezonu energetycznego w Europie, który przypada statystycznie na przełom stycznia i lutego. Jeżeli prawa do emisji stanieją, to jednak nie poniżej poziomu poniżej 60 euro, bo przeciw temu jest wiele państw stawiających na OZE.

Raczej wątpliwe, aby zmieniły się reguły gry dotyczące pozwoleń na emisję. Polska ze swoimi postulatami nie ma wsparcia w krajach UE, których obywatele chcą ograniczać szkodliwy dla zdrowia wpływ przemysłu. Argumentacja o negatywnej roli inwestorów spekulujących na handlu uprawnieniami też nie jest tak jednoznaczna.

Spekulanci są obecni na rynku handlu pozwoleniami na emisję, jednak jeżeli inwestorzy stawiają na wariant, że Europa będzie ograniczać szkodliwe emisje to procesy proekologiczne dzięki nim mogą ulegać przyspieszeniu.

Szczyrk zbyt zanieczyszczony, aby pobierać opłatę miejscową

Status uzdrowiska nadaje danej miejscowości Minister Zdrowia. Aby został on oficjalnie nadany, miasto musi spełnić specyficzne warunki – co jest związane z umieszczeniem w danym mieście miejsc leczniczych czy refundacją kosztów leczenia. Obecnie w Polsce jest 45 uzdrowisk. Poza nimi opłatę miejscową pobierają także takie miasta, jak Szczyrk, Szklarska Poręba czy Zakopane. Opłata miejscowa jest pobierana od osoby za każdą dobę pobytu w danym miejscu. W sytuacji, gdy w miejscu o walorach krajobrazowych lub klimatycznych występuje mocno zanieczyszczone powietrze, zasadność pobierania takiej opłaty może wydawać się wątpliwa.

– Sąd już przyznał rację pozywającemu miasto Szczyrk w sprawie bezprawnego pobierania opłaty miejscowej i nakazał jej zwrot – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej, rzecznik Polskiego Alarmu Smogowego. – Decyzja sądu została wydana na podstawie tego, że Szczyrk znalazł się w strefie przekroczenia jakości powietrza wyznaczonej przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Jest to ciekawe orzeczenie ze względu na to, że stref w Polsce, w których występują przekroczenia stężeń pyłów zawieszonych jest bardzo dużo – tak naprawdę większość obszaru kraju jest pokryta takimi strefami. Oznacza to, że większość polskich miejscowości, która chce pobierać opłatę miejscową, w niedalekiej przyszłości może mieć z tym problemOrzeczenie sądu jest symboliczne – nie chodzi o zwrot pobranej kwoty – tylko o to, aby zmobilizować polskie miejscowości do poprawienia swojej jakości powietrza – tłumaczy Siergiej.

Rekordowa sprzedaż mieszkań – podsumowanie 2021 roku na rynku nieruchomości

W 2021 roku Polacy kupili największą liczbę nieruchomości od przeszło dwudziestu lat. Co trzecia transakcja została sfinalizowana z myślą o wynajmie lub późniejszej odsprzedaży. Jak podkreśla Wojciech Kuc, ekspert Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości, rekordowa liczba dotyczy nie tylko lokali mieszkalnych, ale również działek budowlanych i rekreacyjnych.

Inwestycje w mieszkania pod wynajem mogły odpowiadać za 25-30 proc. transakcji w 2021 roku, kolejne 10-15 proc. to inwestycje spekulacyjne, czyli zakupy dokonywane z myślą o późniejszej odsprzedaży z zyskiem. Według Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl takie wyniki obrazują lokalny rynek nieruchomości zdominowany przez inwestorów i spekulantów, których działania przyczyniły się do wzrostu cen nowych mieszkań, generując wahania popytowo-podażowe. Rok 2021 był rekordowy pod względem sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych – podsumowuje Jędrzyński.

Na celowniku inwestorów w 2021 roku pierwsze miejsce zajmowały mieszkania dwupokojowe, które stanowiły około 40% transakcji. Następne w zestawieniu są lokale trzypokojowe, ich dotyczy około jedna trzecia umów sprzedaży. Dalej znajdują się kawalerki – informuje.

Spekulacje na rynku a wzrost cen nieruchomości

Jak spekulacje na rodzimym rynku nieruchomości przekładają się na wzrost cen mieszkań i domów? Z analizy danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że te wciąż utrzymują się w tendencji wzrostowej.Rekordowa sprzedaż mieszkań - jak zakończyliśmy 2021 rok

Co więcej, jak prognozuje Marek Wielgo, gorączka na rynku mieszkaniowym mija, choć stan podgorączkowy najpewniej potrwa jeszcze przez jakiś czas. W warunkach wysokiej inflacji mieszkania w dalszym ciągu będą korzystną formą lokowania oszczędności.

Jak sytuacja będzie wyglądała w 2022 roku? Jeśli nie wydarzy się żaden kataklizm gospodarczy, ceny mieszkań będą więc w dalszym ciągu rosły, choć te podwyżki może maskować stabilizacja średnich cen mieszkań – prognozuje Wielgo.Rekordowa sprzedaż mieszkań w 2021 roku - RynekPierwotny

Liwia Kwiecień członkiem zarządu Nationale-Nederlanden ds. HR

1 stycznia do Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie S.A. oraz Nationale-Nederlanden Towarzystwa Ubezpieczeń S.A. dołączyła Liwia Kwiecień. Jako Członek Zarządu ds. HR pokieruje zespołem People & Culture i wesprze organizację w budowaniu zwinnej kultury pracy, doświadczeń pracowników, a także wdrażaniu strategii firmy.

Liwia Kwiecień dołącza do nas w ważnym momencie w historii firmy, kiedy to budujemy zwinną kulturę pracy przy jednoczesnej transformacji cyfrowej. Przed nami również proces integracji z firmą MetLife. Jestem przekonany, że wieloletnie doświadczenie nowej członkini naszego zarządu, liderki oraz znakomitej ekspertki w zarządzaniu obszarem HR pozwoli skutecznie i sprawnie przeprowadzić cały ten proces – mówi Paweł Kacprzyk, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden.

Przed dołączeniem do Nationale-Nederlanden Liwia Kwiecień pracowała dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej w Google Polska w roli liderki odpowiedzialnej za obszar ludzki. Wcześniej, od 2009 roku była związana z Europejskim Funduszem Leasingowym, gdzie w latach 2015-2020 pełniła rolę członkini zarządu ds. HR i odpowiadała za obszar ludzi i  kultury, jak również kadry i płace.

W Nationale-Nederlanden Liwia Kwiecień wzmocni Zarząd w kontynuacji transformacji cyfrowej, realizacji strategii biznesowej i integracji z firmą MetLife. Będzie odpowiedzialna za zarządzanie zespołem People & Culture, a więc m.in. rozwój pracowników i budowanie ich doświadczeń, wzmacnianie przywództwa, digital HR oraz komunikację.

Ogromnie się cieszę, że dołączam do tak ambitnych i zaangażowanych ludzi, dla których praca jest prawdziwą pasją. Nationale-Nederlanden jest przykładem firmy, która rozumie potrzeby i oczekiwania pracowników, w konsultacji z nimi projektuje i realizuje projekty. W sposób odpowiedzialny podeszła też do reorganizacji pracy wraz z pojawieniem się pandemii, dbając o bezpieczeństwo i komfort zespołu. Dziś przed organizacją kolejne wyzwania. Wierzę, że mając tak szerokie możliwości rozwoju w inspirującym i otwartym środowisku, będziemy razem osiągać kolejne ambitne cele – mówi Liwia Kwiecień z Zarządu Nationale-Nederlanden.

Liwia Kwiecień to profesjonalistka w obszarze HR z ponad 25-letnim doświadczeniem, które konsekwentnie budowała w międzynarodowych firmach działających w różnych branżach. Poza doświadczeniem w branży finansowej, zajmowała także kierownicze stanowiska m.in. w Grupie Whirpool i w firmie Bombardier Transportation (producent systemów sterowania ruchem pojazdów szynowych), gdzie była dyrektorem ds. zasobów ludzkich na Polskę i Rosję. Odpowiadała za HR także w Lurgi (lider w budowie petrochemicznych instalacji przemysłowych) i Foster Wheeler (globalny lider rozwiązań technologicznych dla sektora energetycznego).

ILF Consulting Engineers Polska z nowym Zarządem

1 stycznia 2022 roku nastąpiła zmiana w strukturze Zarządu ILF Consulting Engineers Polska. Dotychczasowy Prezes Andrzej Dercz przeszedł na emeryturę, a nowymi równoprawnymi Członkami Zarządu zostali: Beata Nepelska-Kula, Rafał Blankiewicz i Marcin Przepiórka. Firma nie powołała Prezesa Zarządu, stawiając na innowacyjną formułę zarządzania przedsiębiorstwem.

Sylwetki nowych Członków Zarządu

Nowy Zarząd został wyłoniony spośród doświadczonej kadry firmy – Członkowie Zarządu obejmowali dotychczas kluczowe stanowiska w ILF Polska. W skład nowego zarządu spółki weszli: Beata Nepelska-Kula, Rafał Blankiewicz oraz Marcin Przepiórka.

Beata Nepelska-Kula, dotychczasowa Dyrektor Działu Projekty, dołączyła do ILF Polska w 1999 roku. Na nowym stanowisku – kontynuując dotychczasowe obowiązki – będzie odpowiadała za projekty z zakresu ropy, gazu i przemysłu oraz energetyki i ochrony klimatu, za zarządzanie projektami, a także HR.

Rafał Blankiewicz, dotychczasowy Dyrektor Działu Rozwoju Biznesu, z firmą związany jest od 2001 roku. Obecnie nadal będzie odpowiadał za rozwój biznesu, a dodatkowo obejmie nadzór nad finansami i administracją oraz jakością.

Marcin Przepiórka, dotychczasowy Wicedyrektor Działu Projekty odpowiedzialny za obszar infrastruktury transportowej, swoją karierę w spółce rozpoczął w 2011 roku. Będzie odpowiadał za projekty z zakresu transportu oraz środowiska, a także za zarządzanie relacjami z klientem oraz compliance.

Nowe wyzwania

ILF Polska będzie dalej uczestniczyć w najważniejszych realizacjach w kraju. Nasze plany wiążemy w dużej mierze z odnawialnymi źródłami energii, zwłaszcza z farmami wiatrowymi na Bałtyku, gdzie jesteśmy już zaangażowani w przygotowanie wielu projektów – mówi Rafał Blankiewicz, Dyrektor Zarządzający ILF Consulting Engineers Polska. Rozwój energetyki odnawialnej, dekarbonizacja rynku, nowe otoczenie prawne – to tylko niektóre z elementów, z którymi jako kraj musimy się zmierzyć w celu spełnienia warunków postawionych w PEP2040 – dodaje.

Spółka, na czele z nowym Zarządem, planuje rozszerzać portfolio o nowe obszary. Będzie także umacniać ekspansję zagraniczną oraz swoją pozycję na rynku krajowym, również w zakresie konsultingu inżynierskiego w sektorze infrastruktury transportowej. Jednym z kierunków działań będzie również widoczne uczestnictwo w transformacji energetycznej w Polsce i na świecie oraz w szeroko rozumianym sektorze offshore.

Transformacja energetyczna i coraz większy udział OZE w miksie energetycznym poszczególnych krajów będą wymagać zaangażowania wykwalifikowanych kadr specjalistów, których na rynku brakuje i to zjawisko nasili się w dłuższej perspektywie. Co więcej, istotnym elementem procesu transformacji energetycznej Polski jest rosnący udział gazu, który staje się paliwem przejściowym. Aktualne plany polityki energetycznej Polski zakładają także zwrócenie się ku energetyce jądrowej, zeroemisyjnej – jeśli chodzi o dwutlenek węgla.

Nie możemy również zapomnieć o cały czas kształtującym się otoczeniu prawnym. W zakresie energetyki nowe regulacje dopiero powstają. Do tej pory nie zostało wydane żadne pozwolenie na budowę dla morskiej farmy wiatrowej, a to właśnie ten moment zweryfikuje obowiązujące regulacje w kontekście specyfiki nowego rodzaju inwestycji i uwidoczni problemy, z którymi będziemy musieli się zmierzyć w przyszłości – dodaje Beata Nepelska-Kula, Dyrektor Zarządzająca ILF Consulting Engineers Polska.

Infrastruktura transportowa, czyli zaangażowanie w szczególności w realizacje metra czy linii tramwajowych to także istotna część działalności firmy.

Obecnie wywiera się presję na miasta, aby reagowały na postępującą urbanizację i rozwijały komunikację publiczną. Takie działania zapewniają usprawnienie ruchu, zmniejszają ilość zanieczyszczeń oraz poprawiają warunki życia mieszkańców. Jesteśmy i dalej chcemy być obecni przy tych inwestycjach w infrastrukturę transportową, które zmieniają na lepsze otaczające nas środowisko – wskazuje Marcin Przepiórka, Dyrektor Zarządzający ILF Consulting Engineers Polska. Jako ILF Polska chcemy poszerzać wachlarz swoich działań i stać się „one stop shop”, w ramach którego klient może skorzystać z wielu specjalistycznych usług projektowo–inżynierskich w jednym miejscu – dodaje.

Polski Ład. Ryczałtowcy nie zyskają na zakupie majątku firmowego, a stracą na jego sprzedaży

Sprzedaż majątku firmowego może zwiększyć podstawę opodatkowania i wysokość składki zdrowotnej, z kolei zakup sprzętów do firmy – obniżyć je. W szczególnej sytuacji są podatnicy na ryczałcie, którzy na zakupie nie zyskają, a stracą na sprzedaży. To kolejny efekt nowych przepisów wprowadzonych w pakiecie zmian podatkowych Polskiego Ładu.

Zakup sprzętu obniża podatki i składki

Środki trwałe, które przedsiębiorcy nabywają do swojej działalności gospodarczej, mogą być zaliczane do kosztów uzyskania przychodu. Ich zakup zmniejsza więc podstawę opodatkowania oraz wysokość składki zdrowotnej. Dotyczy to podatników, którzy rozliczają się według skali podatkowej lub podatku liniowego. – Jeśli przedsiębiorca zakupi składnik majątkowy do firmy, a jego dochody mieszczą się w pierwszym progu podatkowym, to zyska 26% wartości zakupu. Przykładowo: gdy zakupiony składnik jest warty 10 tys. złotych, to oszczędność na daninach publiczno-prawnych wyniesie 2 600 złotych. W przypadku podatników rozliczających się liniowo, ta kwota wyniesie 2 390 złotych – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

W przypadku odsprzedaży składnika majątkowego sytuacja jest odwrotna. Sprzedaż środka trwałego, który należy do majątku firmy, zwiększa podstawę opodatkowania oraz podstawę wyliczenia składki zdrowotnej. W przypadku skali podatkowej i podatku liniowego nie powinno to znacząco wpływać na budżet przedsiębiorcy, bo zachowany jest balans – zakup zmniejsza podstawę, sprzedaż ją podwyższa. Jednak ryczałtowcy na takiej sytuacji zdecydowanie tracą.

Składniki majątku w większości przypadków są sprzedawane za kwotę niższą niż cena zakupu. Można więc powiedzieć, że na składkach i podatkach przedsiębiorca wychodzi na plus – raczej zyskuje. Wyższa kwota jest wrzucona w koszty, a po latach przychód ze sprzedaży tego środka jest w stosunku do niej niższy. – Niestety, ale też może się okazać, że podatnicy, którzy nabyli składniki majątku w latach poprzednich, na sprzedaży po 1 stycznia 2022 r. stracą. Podniosą sobie bowiem podstawę składki zdrowotnej, czego wcześniej nie było. W tej sytuacji korzyść ze sprzedaży może być mniejsza – zwraca uwagę ekspert inFakt.

Jeśli przedsiębiorca nabył składnik majątkowy w 2021 roku i sprzeda go w 2022, to suma danin publiczno-prawnych, które będzie musiał odprowadzić, będzie wyższa niż kwota, którą odpisał przy zakupie. Poza odprowadzeniem należnego podatku czeka go jeszcze opłata 9% składki zdrowotnej (4,9% w przypadku podatników rozliczających się liniowo), co zmniejszy zysk ze sprzedaży. W takiej sytuacji podatnik straci.

Ryczałtowcy muszą być szczególnie ostrożni

Odrębnym problemem jest zakup składników majątkowych przez podatników rozliczających się na ryczałcie. Ta grupa nie może zaliczyć zakupów na firmę do kosztów uzyskania przychodu. W związku z tym podatnik na ryczałcie nie odlicza sobie od podatku środków trwałych (podstawę stanowi w tym przypadku przychód pomniejszony o składki na ubezpieczenia społeczne). Natomiast sprzedaż składników majątku będzie im podwyższać przychód, który stanowi podstawę wyliczania składki zdrowotnej. – Innymi słowy: nie zyskają na zakupie, a stracą na sprzedaży – mówi Piotr Juszczyk.

Składka zdrowotna dla ryczałtowców jest progresywna, wynika z trzystopniowej skali wyliczanej od przychodu: w przedziałach do 60 tys. zł, 60-300 tys. zł i powyżej 300 tys. zł. Przykładowo: przedsiębiorca, który osiąga przychody w granicach 270-280 tys. zł zakupił przed laty samochód za 300 tys. zł i po 1 stycznia 2022 sprzedaje go za ok. 50-60 tys. zł. Przekroczy wtedy próg 300 tys. zł przychodu i w efekcie będzie musiał zapłacić wyższą składkę zdrowotną za każdy miesiąc roku kalendarzowego (12 x 916 zł). Jego obciążenia publiczno-prawne zwiększą się o 500 zł za każdy miesiąc, a więc o 6000 zł rocznie. Ryczałtowcy mieszczący się w niższych progach składkowych również mogą wpaść w wyższe widełki.

Sprzedaż majątku firmy na ryczałcie jest więc obarczona nie tylko podatkiem, ale też ryzykiem wejścia na wyższy próg opłacania składki zdrowotnej. – Sprzedaż staje się nieopłacalna, a jej skutki mogą być odczuwalne przez cały rok. Trzeba zatem uważać, aby niepotrzebnie nie podnieść sobie przychodu i uczciwie przemyśleć zarówno wprowadzenie majątku do firmy, jak i jego sprzedaż – podsumowuje Piotr Juszczyk.

Przedsiębiorca nie może ponosić kosztów nieprecyzyjnie sformułowanych przepisów prawa

NSA uchylił wyrok WSA w Szczecinie i poprzedzającą go decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej nakładającą na podwykonawcę karę pieniężną za brak aktualizacji danych w zgłoszeniu SENT

Do Biura Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców w Gdańsku zwrócił się przedsiębiorca, na którego Naczelnik Urzędu Celno-Skarbowego nałożył karę w wysokości 10 000 zł za brak aktualizacji zgłoszenia SENT, polegającej na niewprowadzeniu danych „nowego” przewoźnika.

Z dokumentacji przedstawionej Rzecznikowi wynikało, iż przedsiębiorca, na którego nałożono karę, był podwykonawcą głównego przewoźnika, tj. przewoźnika umownego. Przedsiębiorca podwykonawca wykonywał usługi jedynie dla przewoźnika głównego (umownego). Przewóz realizowany był na zlecenie innej firmy, której zleceniobiorcą był przewoźnik główny (umowny), a nie przedsiębiorca podwykonawca. W konsekwencji zdaniem przedsiębiorcy podwykonawcy nie było obowiązku aktualizacji danych w zgłoszeniu SENT, albowiem przewoźnik główny (umowny) pozostawał ten sam.

Rzecznik MŚP wstąpił do postępowania przed Naczelnym Sądem Administracyjnym przedstawiając swoje stanowisko, w którym wyjaśnił, iż Ministerstwo Finansów w piśmie
z dnia 25 kwietnia 2017 r. kierowanym do Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska 56, stwierdził, że „Za przewoźnika uznaje się ten podmiot, który zawarł umowę przewozu
i odpowiada za ten przewóz. Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego podmiot, który zawarł taką umowę może podzlecić przewóz rzeczy, jednakże to on nadal pozostaje stroną umowy przewozu. W przypadku gdy przewoźnik chce by czynności za niego i na jego rzecz (ryzyko) dokonywał spedytor może upoważnić imiennie wskazanych pracowników spedytora.”

Na oficjalnej stronie Krajowej Izby Administracji Skarbowej przedsiębiorcy uzyskują informację, że za przewoźnika uznaje się ten podmiot, który zawarł umowę przewozu
i odpowiada za ten przewóz. Ponadto przedsiębiorca nie może ponosić kosztów nieprecyzyjnie zredagowanych przepisów prawa – komentuje Adam Abramowicz – Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Naczelny Sąd Administracyjny przytaczając argumentację Rzecznika MŚP uchylił wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie i poprzedzającą go decyzję Dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie. NSA polecił organowi administracji publicznej rozważenie, czy nałożenie kary pieniężnej w tej sytuacji jest rzeczywiście
w interesie publicznym i czy jej nałożenie nie byłoby jednak nieproporcjonalne. NSA podkreślił, iż nałożenie kary w relacji do ujawnionego w toku kontroli uchybienia wobec jego wagi i znaczenia, w żadnym stopniu ani też zakresie nie wpłynęło na osiągnięcie określonych ustawą SENT celów przeprowadzenia tej kontroli.

W 2022 r. pracodawcy planują liczne rekrutacje, aż 74% z nich spodziewa się trudności w pozyskiwaniu pracowników

Rok 2022 będzie niezwykle dynamiczny pod względem rekrutacji. Firmy planują zatrudniać, lecz są świadome, że konkurencja o pracownika rośnie. Jak wynika z badania omówionego na łamach Raportu płacowego Hays 2022, blisko trzech na czterech pracodawców oczekuje wyzwań rekrutacyjnych. O zmianie nastrojów na rynku pracy może świadczyć fakt, iż odsetek ten w skali roku wzrósł aż o 34 pkt. proc.

Firmy przyzwyczaiły się do funkcjonowania w pandemii, a dynamika rynku rekrutacyjnego w 2021 roku pod wieloma względami przewyższyła oczekiwania. Znoszenie obostrzeń, wzrost aktywności biznesowej i akcja szczepień zmotywowały firmy do odbudowy zespołów i dalszych inwestycji – również w cenne kompetencje. Pracodawcy prowadzili liczne rekrutacje, poszukując zarówno specjalistów i menedżerów, jak i pracowników operacyjnych.

Z perspektywy agencji doradztwa personalnego mogę śmiało stwierdzić, że aktywność rekrutacyjna firm w 2021 pod wieloma względami osiągała rekordowe poziomy. W większości obszarów specjalizacyjnych, po pandemicznym spowolnieniu nie ma już śladu, o czym świadczą wyniki naszego badania. W 2022 roku rekrutować planuje zdecydowana większość firm, najczęściej specjalistów w dziedzinie technologii, sprzedaży i finansów. W cenie będą zatem eksperci, którzy pozwolą firmom dotrzymać kroku globalnej transformacji cyfrowej oraz dopasować model funkcjonowania do nowych oczekiwań konsumentów – wyjaśnia Marc Burrage, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Plany rekrutacyjne

Chociaż wyzwań natury rekrutacyjnej oczekuje 43 proc. pracodawców (w porównaniu z 82 proc. w styczniu Aż 95 proc. pracodawców objętych badaniem Hays Poland przewiduje, że w 2022 będzie prowadzić rekrutacje. Jednocześnie 46 proc z nich oczekuje, że liczba prowadzonych procesów będzie większa niż ta odnotowana w minionym roku. Powodów takiego stanu rzeczy należy upatrywać w ogólnie dobrej kondycji firm działających na polskim rynku, ambitnych planach rozwojowych oraz stałym napływie nowych inwestycji zagranicznych.

Pracodawcy zapytani o specjalizacje, których dotyczyć będą prowadzone przez nich rekrutacje, najczęściej wskazują IT (40 proc. firm), sprzedaż (30 proc.), finanse i księgowość (26 proc.) oraz obsługę klienta i produkcję (po 25 proc.). Wyniki badania jednoznacznie pokazują, iż rok 2022 będzie czasem kontynuacji trendu wysokiej aktywności rekrutacyjnej firm. Plany te mogą jednak zostać zweryfikowane przez kolejne fale pandemicznych obostrzeń, głównie w sektorach szczególnie narażonych na ich wdrożenie, i niesprzyjające inwestycjom wskaźniki makroekonomiczne.

RAPORT PŁACOWY HAYS POLAND 2022

Źródło: Raport płacowy 2022, Hays Poland

Najczęściej wskazywanym przez pracodawców powodem zaplanowanych rekrutacji jest rozwój biznesu i konieczność pozyskania nowych pracowników, często posiadających unikatowe kompetencje. Na drugim miejscu (33 proc. wskazań) pojawiła się jednak potrzeba znalezienia zastępstwa za pracowników, którzy zdecydują się odejść, a na trzecim (9 proc.) – zmiany strukturalne. Procesy rekrutacyjne przewidziane na 2022 rok często nie będą zatem powiązane ze zwiększeniem zatrudnienia, lecz naturalną rotacją pracowników oraz zmianą potrzeb kompetencyjnych organizacji.

Powrót rynku kandydata?

Pracodawcy mają świadomość, że realizacja ich planów zatrudnienia może być niezwykle trudna. Wyzwań rekrutacyjnych spodziewa się aż 74 proc. z nich, co jest wynikiem o 34 pkt. proc. wyższym od poziomu uzyskanego w badaniu przeprowadzonym pod koniec 2020 roku. Trudności będą podyktowane szybkim odbudowaniem rynku pracy po pandemii oraz rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników, którzy coraz częściej mogą wybierać najlepszą spośród kilku ofert.

RAPORT PŁACOWY HAYS POLAND 2022Źródło: Raport płacowy 2022, Hays Poland

W niektórych sektorach rynku – m.in. IT i technologii – rynek kandydata jest jeszcze silniejszy niż przed pandemią. Dla pracodawców oznacza to konieczność poszukiwania nowych metod przyciągania specjalistów oraz odpowiadania na ich precyzyjne oczekiwania, w szczególności – na silną presję płacową.

Zasobność rynku pracy jest ograniczona, a konsekwencje tego stanu rzeczy doskwierają firmom. Coraz częściej mówi się o powrocie rynku kandydata. Chociaż użycie tego terminu w kontekście całego rynku pracy najprawdopodobniej byłoby na wyrost, to wysoko wykwalifikowani kandydaci, posiadający cenne kompetencje, obecnie mają zdecydowanie silniejszą pozycję negocjacyjną niż rok wcześniej. Mają również dodatkowy argument w walce o podwyżkę – wysoką inflację – dodaje Marc Burrage z Hays Poland.

Trendy płacowe

Chociaż wzrost wynagrodzeń na rok 2021 planowało 57 proc. pracodawców, to finalnie podwyżki przyznało 71 proc. organizacji. Aby móc zbudować skuteczne i kompetentne zespoły, pracodawcy musieli nie tylko oferować konkurencyjne stawki kandydatom, lecz również zwiększać atrakcyjność warunków współpracy z obecnymi pracownikami. Chociaż w minionym roku podwyżkę uzyskało 62 proc. specjalistów i menedżerów, to większość pracowników nie jest zadowolona z otrzymywanego wynagrodzenia. W 2022 wzrost wynagrodzeń przewiduje trzech na czterech pracodawców, natomiast obniżki płac – zaledwie 3 proc. firm objętych badaniem Hays Poland.

RAPORT PŁACOWY HAYS POLAND 2022

Źródło: Raport płacowy 2022, Hays Poland

Należy oczekiwać, że w roku 2022 powszechny brak satysfakcji z wynagrodzenia, dla pracodawców będzie oznaczał większą presję płacową i potencjalne trudności w pogodzeniu ograniczeń budżetowych z oczekiwaniami pracowników. Otrzymanie podwyżki w perspektywie roku 2022 przewiduje 36 proc. specjalistów.

W sytuacji, gdy obecny pracodawca nie odpowie na oczekiwania finansowe pracownika, ten będzie skłonny poszukiwać dla siebie innego miejsca pracy, oferującego lepsze warunki. Rynek pracy sprzyja kandydatom, a ci coraz rzadziej podejmują decyzje w oparciu o bieżącą sytuację pandemiczną. Przestali obawiać się, że potencjalna, kolejna fala obostrzeń pociągnie za sobą falę zwolnień i zmieniają pracę, jeśli obecna nie jest dla nich satysfakcjonująca – dodaje Agnieszka Kolenda, Dyrektor Wykonawcza w Hays Poland.

Dla wielu pracodawców będzie to tożsame z koniecznością stałego podnoszenia atrakcyjności oferty kierowanej do obecnej kadry. Liczyć będzie się jednak nie tylko wynagrodzenie, ale również aspekty pozafinansowe – jasna ścieżka kariery, upskilling umożliwiający pozyskanie cennych umiejętności, work-life balance i elastyczność. Tego oczekują obecnie specjaliści i menedżerowie.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays zawiera zestawienia poziomów wynagrodzeń oferowanych specjalistom i menedżerom na ponad 450 stanowiskach. Uzupełniliśmy je komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone na koniec 2021 r. W raporcie uwzględniona jest perspektywa firm – blisko 5 000 organizacji działających w Polsce – oraz perspektywę pracowników i kandydatów – ponad 5 200 osób.

Bitcoin osiąga najwyższy w historii wskaźnik haszów

Bitcoin osiągał dobre wyniki w okresie świątecznym, ale w nowym roku stracił impet. Wygląda na to, że największe na świecie kryptoaktywo odrabia straty z początku miesiąca, do 20 grudnia oscylowało poniżej 46 000 dolarów.

BTC silnie rosło w kolejnych dniach w okresie świątecznym, osiągając poziom blisko 52 000 dolarów. Ale od tego czasu ponownie aczkolwiek na krótko spadło poniżej 46 000 dolarów. Obecnie notuje się tuż powyżej tej granicy, około 46 300 dolarów.

W międzyczasie Ethereum zmagał się z okresem świątecznym jedynie krótko utrzymując cenę powyżej 4000 dolarów. ETH przez cały ostatni miesiąc znajdował się w trendzie spadkowym, a od początku nowego roku tylko przez krótki czas zdołał osiągnąć poziom powyżej 3800 dolarów. Kryptowaluta kosztuje obecnie około 3700 dolarów.

Wskaźnik liczby haszów bitcoina osiągnął najwyższy w historii poziom 207,53 eksahashów na sekundę (EH/s).

Nowy rekord pojawił się w sobotę (1 stycznia), tuż przed 13. urodzinami kryptowaluty.

Wskaźnik BTC odpowiada sile sieci i liczbie aktywnych kopaczy. Rekordowy wskaźnik haszowania jest pozytywnym znakiem dla jego rozwoju – szczególnie po tym, jak te liczby gwałtownie spadły po całkowitym zakazie w Chinach.

Wielu kopaczy przenosi się jednak na bardziej otwarte terytoria i nowe operacje ustalają współczynnik haszowania, wydaje się więc, że od końca czerwca ubiegłego roku wskaźnik ten mocno się odbił.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

PIU: Prywatne ubezpieczenie zdrowotne ma już blisko 3,7 mln Polaków

Na koniec III kw. 2021 r., Polacy wydali na prywatne ubezpieczenia zdrowotne ponad 760 mln zł. To o blisko 15 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń. Prawie 3,7 mln Polaków miało wykupione polisy zdrowotne, co oznacza wzrost rok do roku o 17 proc. Na popularności zyskały przede wszystkim podstawowe pakiety medyczne.

Rosnący dług zdrowotny zwiększa zainteresowanie prywatnym ubezpieczeniem zdrowotnym

Największym zainteresowaniem Polaków cieszą się pakiety obejmujące dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej i kilku lekarzy specjalistów. Głównym kryterium przemawiającym za wyborem takich polis jest atrakcyjna cena, a także łatwiejsze umówienie wizyty z lekarzem pierwszego kontaktu i szybka diagnostyka. Dodatkowym ubezpieczeniem objętych jest coraz więcej osób spoza dużych miast. Rośnie również liczba polis grupowych. Jednocześnie zwiększa się liczba świadczeń realizowanych w ramach prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, co jest dowodem na pogłębiający się dług zdrowotny w Polsce.

– Na rynku ubezpieczeń zdrowotnych obserwujemy dziś dwa główne trendy. Pierwszy z nich to wzrost zainteresowania polisami, który jest odpowiedzią na rosnący dług zdrowotny. Jesienią zwiększyła się liczba chorych, nie tylko z powodu koronawirusa, ale również izolacji i wynikającego z niej braku naturalnej odporności. Polacy najczęściej odwiedzali wtedy internistów oraz pediatrów. Dodatkowo obserwujemy pogarszający się stan zdrowotny całego społeczeństwa, skutkujący większym zapotrzebowaniem na specjalistów i badania. Drugi z widocznych kierunków to inflacja, która nie omija świadczeń zdrowotnych ­– podsumowuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wyzwania „czwartej fali”

Kolejna fala pandemii niesie ze sobą ponowny wzrost liczby hospitalizacji, zgonów oraz ogólnego pogorszenia się stanu zdrowia Polaków. Branża medyczna ponownie przechodzi w „tryb covidowy”, na który muszą być przygotowani również pacjenci borykający się z różnymi chorobami. Jednym z rozwiązań, gwarantującym przede wszystkim dostęp do wykwalifikowanych specjalistów i terapii, mogą być ubezpieczenia szpitalne. Według raportu „Mapa ryzyka Polaków”, strach przed brakiem środków na specjalistyczne leczenie ciężkiej choroby to druga z naszych największych obaw, co potwierdza aż 80 proc. ankietowanych.

– Obserwujemy pojawiające się oferty ubezpieczeń komplementarnych, finansujących trudno dostępne usługi, nie tylko w czasie kryzysu związanego z pandemią. Są to np. drogie, nierefundowane terapie. Wciąż czekamy na ubezpieczenia szpitalne o kompleksowym zakresie, natomiast naszą główną potrzebą jest dziś dostęp do lekarza pierwszego kontaktu i specjalistycznej opieki medycznej. W zależności od rozwoju sytuacji, nowe rodzaje ubezpieczeń mogą również zyskać na popularności – dodaje Dorota M. Fal.

Niepokojące statystyki

Według badania przeprowadzonego w październiku 2021 przez CBOS[1] aż 2 na 3 respondentów jest niezadowolonych z funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce, a tylko 29 proc. ocenia ją pozytywnie. Ponadto zdecydowanie najwięcej badanych uważa, że trudno dostać się do specjalisty w ramach NFZ, a w szpitalach jest niewystarczająca liczba personelu. Problem z brakami kadrowymi zauważa również Komisja Europejska, która w raporcie przygotowanym razem z OECD[2] wskazuje, że polski system publicznej opieki zdrowotnej boryka się z niedoborem kadry medycznej, dostępnością lekarzy specjalistów i wysokimi kosztami, jakie ponoszą pacjenci leczący się prywatnie. Do najbardziej pozytywnych kwestii związanych z sytuacją w branży medycznej należy dynamiczny rozwój telemedycyny.

[1] CBOS, Opinie na temat funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, 2021

[2] OECD, European Commission, Health at a Glance: Europe 2020. STATE OF HEALTH IN THE EU CYCLE, 2021

Powstaje Strategia Rozwoju Nowej Mobilności w Polsce

Minimum 3 różne usługi współdzielonego transportu i 10 mln użytkowników nowych form mobilności w 150 miastach polski, a także 50-procentowy udział samochodów w pełni elektrycznych we wszystkich flotach carsharingowych do 2030 r. – to tylko niektóre założenia Strategii Rozwoju Nowej Mobilności w Polsce, którą opracowuje Komitet ds. Nowej Mobilności PSPA. W skład komitetu wchodzą liderzy rynku oferujący rozwiązania i usługi nowej, zrównoważonej mobilności.

Nadrzędnym celem Komitetu, powołanego przez PSPA w maju ub.r., jest intensyfikacja działań na rzecz rozwoju nowych form mobilności w polskich miastach, takich jak współdzielenie pojazdów lub podróży, integracja systemów transportowych oraz popularyzacja innowacyjnych rozwiązań w sektorze motoryzacji, w tym systemów jazdy autonomicznej.

– Pierwsze osiem miesięcy aktywności Komitetu było niezwykle intensywnych. Efektem podjętych działań jest m.in. rozpoczęcie prac nad „Strategią Rozwoju Nowej Mobilności w Polsce”, która będzie pierwszym, tak kompleksowym dokumentem zawierającym szereg propozycji pozwalających na wdrożenie nowego standardu transportowego w Polsce do 2030 r. – mówi Albert Kania, Koordynator Komitetu ds. Nowej Mobilności z ramienia PSPA.

W skład Komitetu wchodzi obecnie 18 firm i organizacji oferujących rozwiązania i usługi nowej, zrównoważonej mobilności, w tym Arval Service Lease Polska, PANEK CarSharing, Uber Poland, 4Mobility, Vooom, Stowarzyszenie Mobilne Miasto, Mercedes-Benz Polska, KIA, Veolia, Hyundai Motor Poland, ARC Europe Polska, E.ON Polska, IDIADA, Air Products, AVE Mobility, Strategy Engineers, stacjeładowania.com i OVERCOME.

– Mobilność kojarzy się głównie z środkami transportu, w tym najczęściej z posiadaniem konwencjonalnego samochodu lub skorzystania z możliwości, jakie daje transport publiczny lub taxi. A dziś to już bardzo niepełny obraz. W dzisiejszych realiach mobilność to nie tylko środki transportu, ale także, a może przede wszystkim, usługi mobilności pozwalające skorzystać z łatwo dostępnego oraz dogodnego środka transportu, takie jak auto, rower, skuter czy hulajnoga mówi Przewodniczący Komitetu ds. Nowej Mobilności Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska.

Jak dodaje Przewodniczący: korzystać, a nie posiadać, współdzielić środki transportu, mieć dostęp do różnych form transportu w wygodny sposób, np. w ramach hubów mobilności, najlepiej zintegrowanych w jednej aplikacji, przyjaznych środowisku, a więc bazujących na zrównoważonych napędach. – To tylko niektóre z trendów, które skłoniły nas do powołania komitetu i opracowania założeń do Strategii Nowej Mobilności w Polsce, która ma być uzupełnieniem tradycyjnej mobilności i transportu publicznego. Nowa Mobilność to trend, który zasługuje na dostrzeżenie, zdefiniowanie i umieszczenie w strategii rozwoju firm oraz miast przyszłości.

Potrzebę zmian w obszarze transportu determinują wyzwania, przed którymi stają dziś polskie miasta. Polski park pojazdów, jeden z największych w Europie, liczy obecnie ok. 19 mln sztuk. W ciągu ostatnich 10 lat w naszym kraju przybyło ponad 7 mln samochodów. Znaczną część z nich stanowią wysoko emisyjne pojazdy używane. Wg danych IBRM Samar, w sierpniu 2021 r. średni wiek importowanych do Polski samochodów wyniósł rekordowe 12 lat. To wszystko przekłada się na rosnące zatory drogowe, pogorszenie jakości powietrza oraz ograniczenie przestrzeni dla mieszkańców. Ponadto, stale rosnąca urbanizacja w obrębie dużych miast wpływa na coraz większe zagęszczenie w komunikacji miejskiej. Odpowiedzią na te wyzwania są m.in. cieszące się coraz większą popularnością na świecie usługi mobilności współdzielonej, oferujące bogatą ofertę różnego rodzaju pojazdów: od rowerów i hulajnóg, poprzez skutery i kończąc na samochodach zarówno osobowych jak i dostawczych.

Samochody współdzielone zmieniają mentalność posiadania na używanie. To trend, który zaczął się kilka lat temu i ciągle się rozwija. W dużych miastach ludzie zauważyli, że posiadanie samochodu jest zbyt kosztowne i problemowe. Jesteśmy coraz bardziej wygodni, a samochody współdzielone czekają przy naszych ulicach. Takimi autami możemy przejechać się sami na krótsze lub dłuższe dystanse. Samochody współdzielone zmieniają też ekologię. Z 14 letnich diesli używanych przez 1 osobę, i to przez 5% czasu w trakcie 24 godzin, zaczynamy używać aut ekologicznych, często hybrydowych lub elektrycznych, kilka razy na dobę przez wiele osób. To trend, którego już nie zatrzymamy – mówi Wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nowej Mobilności Maciej Panek, Prezes PANEK.

Nowa mobilność w szeregu państw na całym świecie jest jednym z kluczowych trendów kształtujących sektor transportu, jednak mimo to pozostaje pojęciem, które w polskim prawie nie zostało zdefiniowane. Jedna z dotychczas podjętych uchwał Komitetu PSPA zawiera propozycję definicji Nowej Mobilności, która mogłaby znaleźć zastosowanie w polskim porządku legislacyjnym. Komitet przyjął definicję o następującym brzmieniu: „Nowa Mobilność to usługi transportu umożliwiające przemieszczanie się przy użyciu współdzielonych pojazdów w zorganizowanym systemie informatycznym, stanowiące uzupełnienie tradycyjnego transportu zbiorowego oraz realizujące ideę zrównoważonej mobilności”.

Nowa Mobilność dotyczy w dużej mierze bardziej świadomego decydowania co do naszego sposobu przemieszczania się po mieście, a także, co już trudniejsze, o zmianie nawyków komunikacyjnych. Kluczem jest tutaj efektywność systemu transportowego, zarówno w odniesieniu do liczby wykorzystywanych pojazdów, jak również innych cennych zasobów uszczuplanych przez funkcje transportowe, np. powierzchni przeznaczanych na parkowanie samochodów. Efektywność tę można zwiększyć na kilka sposobów, m.in. poprzez upowszechnianie współdzielonej mobilności, organizowanie w miejsce parkingów multimodalnych hubów mobilności oraz łączenie transportu zbiorowego ze współdzielonym na cyfrowych platformach typu MaaS (Mobility-as-a-Service) – mówi Wiceprzewodniczący Komitetu ds. Nowej Mobilności Adam Jędrzejewski, Prezes Stowarzyszenia Mobilne Miasto.

W ciągu najbliższych miesięcy prace Komitetu skupią się na opracowaniu projektu „Strategii Rozwoju Nowej Mobilności” do 2030 r. W ramach dotychczasowych prac wyznaczono sześć punktów, które będą stanowiły cele strategiczne projektu. Ponadto, w ramach prac Komitetu, zaproponowano szereg rozwiązań, które należy wdrożyć w obszarach kluczowych dla rozwoju nowej mobilności w Polsce.

Strategia Rozwoju Nowej Mobilności to ambitny, wielowątkowy projekt. Założenia do dokumentu zakładają, że do 2030 r. liczba użytkowników współdzielonych środków transportu w Polsce sięgnie 10 mln, udział samochodów elektrycznych we flotach carsharingu wzrośnie do 50%, a w każdym ze 150 polskich miast będą dostępne minimum 3 usługi mobilności współdzielonej. Ponadto, dążymy do tego, aby udział energii z OZE w zasilaniu elektrycznych flot współdzielonych zwiększył się do 85%, a na polskie drogi wyjechało co najmniej 100 tys. współdzielonych pojazdów samoobsługowych.  Zmierzamy również do o liczby samochodów przypadających na 1000 mieszkańców do 500. W ramach Strategii powstanie szereg postulatów legislacyjnych, które mają się przyczynić do realizacji wyznaczonych celów. Co do zasady, Komitet Nowej Mobilności to struktura przeznaczona dla członków PSPA, jednak w obliczu wyzwania, które przed sobą stawiamy, do współpracy nad projektem Strategii zapraszamy wszystkie firmy z sektora nowej mobilności – dodaje Albert Kania, Koordynator Komitetu ds. Nowej Mobilności z ramienia PSPA.

Jak zapowiada PSPA, projekt Strategii zostanie poddany szerokim konsultacjom z administracją centralną i samorządową, biznesem i trzecim sektorem, a pierwsze wyniki prac powinny zostać ujawnione w połowie 2022 r.

InPost i OLX nawiązały strategiczne partnerstwo

InPost i OLX nawiązały strategiczne partnerstwo w zakresie logistyki przesyłek dostępnych dla użytkowników serwisu ogłoszeniowego OLX. Umowa została podpisana na 5 lat.

– To kolejna bardzo ważna, strategiczna umowa InPost. Współpracujemy  praktycznie ze wszystkimi platformami sprzedażowymi działającymi w Polsce. Zakładamy, że już w pierwszym roku współpracy zanotujemy istotne wolumeny kierowane do Paczkomatów® InPost – bo dostawy do naszych Paczkomatów® są najczęściej wybieraną formą dostawy przez klientów e-commerce w Polsce. Nasza infrastruktura jest w pełni przygotowana na obsługę zwiększonego ruchu, gdyż tylko w ubiegłym roku zrealizowaliśmy olbrzymi program inwestycyjny kończąc rok z liczbą ponad 16 tysięcy Paczkomatów®. Wciąż jednak mamy jeszcze przestrzeń dla kolejnych tego typu umów i strategicznych partnerstw – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

Usługa Przesyłek OLX cieszy się coraz większą popularnością. Opcja ta dostępna jest już w ponad połowie czyli niemal 13 mln ogłoszeń obecnych na naszej platformie. Cieszymy się na partnerstwo z InPost. To kolejny krok w realizacji naszego celu, którym jest dostarczanie użytkownikom komfortowych rozwiązań – mówi Michał Malewski, general manager OLX.

Podwyżka stóp procentowych Co zrobi RPP?

Dzisiaj przyspieszone posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Większość analityków spodziewa się podwyżki o 0,5%. Ciekawym tłem jest też przyspieszenie tego posiedzenia o tydzień, by jeszcze tę decyzję podjąć przed wyborem nowych członków tego gremium.

O ile podwyżka stóp?

Dzisiaj przyspieszone posiedzenie RPP. Początkowo było ono planowane na przyszły tydzień, jednakże pod koniec grudnia zostało ono przesunięte z 12 na 4 stycznia. Decyzja ta ma jeszcze jeden ważny element. W piątek poznamy dane na temat inflacji. Rada z pewnością otrzyma przyspieszone dane z GUS na to posiedzenie, więc będą mieć podstawę do decyzji. Problemem dla rynku będzie jednak fakt, że rynek nie pozna tych informacji przed posiedzeniem. W rezultacie analitycy trochę w ciemno oczekują podwyżki o 0,5%. Taki ruch nie powinien wpływać na złotego. Z drugiej strony biorąc pod uwagę ostatnie umocnienia złotego, każdy słabszy sygnał może powodować korektę ostatnich umocnień.

Dalsze odczyty koniunktury

Wczoraj poznaliśmy odczyt indeksu PMI dla USA. Wynik był wyraźnie lepsze od równowagi odpowiedzi negatywnych i pozytywnych, okazał się jednak odrobinę słabszy od oczekiwań. Dokładnie odwrotną sytuację pokazały dzisiaj w nocy Chiny. Tam z kolei wynik był lepszy od oczekiwań, ale i oczekiwania były bardzo niskie i optymizm w Państwie Środka jest znacząco niższy. Co ciekawe, dane z USA pomimo nieosiągnięcia celu o symboliczne 0,1 pkt spowodowały umocnienie się dolara względem euro.

Inflacja na zachodzie nie rośnie

Po wczorajszej negatywnej niespodziance w Turcji dzisiaj poznaliśmy dane na temat inflacji z Francji i Szwajcarii. W obydwóch tych państwach oczekiwano wzrostu inflacji o symboliczne 0,1%. W obydwóch tych krajach poziom cen pozostał jednak na niezmienionym poziomie. Z jednej strony punkt odniesienia w postaci rynku surowców energetycznych był dość korzystny. Z drugiej strony na całym niemal świecie inflacja rośnie, zatem moment, kiedy w istotnych krajach tendencja ta się zatrzymuje, jest godny odnotowania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Banki muszą zareagować na rosnącą popularność płatności alternatywnych

Nadchodzi nowa era płatności, wynika z World Payments Report 2021 przygotowanego przez Capgemini. Pandemia i rosnąca digitalizacja spowodowały, że transakcje bezgotówkowe będą musiały skoncentrować się na doświadczeniach użytkowników (tzw. Płatności 4.X). Do 2025 roku ponad 25 proc. ruchu bezgotówkowego będą stanowiły płatności natychmiastowe lub z wykorzystaniem e-pieniędzy. W 2020 r. odsetek ten wyniósł 14,5 proc. 

Jak wynika z raportu, prawie 45 proc. klientów regularnie korzysta z portfeli mobilnych (ponad 20 transakcji rocznie) – w zeszłym roku było to jedynie 23 proc. Eksperci Capgemini spodziewają się zatem, że trend ten będzie się rozwijał i liczba rozliczeń bezgotówkowych B2B wzrośnie ze 121,5 mld operacji w 2020 r. do poziomu 200 mld transakcji w 2025 r.

Aktywność konsumentów napędza rozwój transakcji bezgotówkowych

W związku z odbiciem gospodarczym w tym roku, które przekłada się na zwiększenie wydatków konsumenckich, wzrośnie zapewne również liczba transakcji bezgotówkowych. Motorem ich rozwoju są płatności natychmiastowe, e-pieniądz oraz metody następnej generacji, jak coraz popularniejsze płatności odroczone (system Buy Now Pay Later, w skrócie BNPL), niewidzialne, biometryczne czy z wykorzystaniem kryptowalut.

  • Płatności wirtualne i portfele mobilne to już codzienność, więc zapotrzebowanie na nie jest większe niż kiedykolwiek. Podobnie jak oczekiwania konsumentów, którzy poszukują przede wszystkim szybkiego rozliczania transakcji, dostępu do płatności natychmiastowych i e-pieniędzy. Zwracają także uwagę na jakość zabezpieczeń. Sektor finansowy musi wyjść im naprzeciw, zapewniając szybkie i łatwe w obsłudze rozwiązania. Budując skuteczne narzędzia nowej generacji, banki muszą zadbać o stworzenie wokół siebie odpowiedniego ekosystemu partnerów, żeby nadążyć za tempem zmian – mówi Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Po ośmiu latach dwucyfrowego wzrostu globalny wzrost liczby transakcji bezgotówkowych wyhamował w 2020 r. do 7,8 proc. w porównaniu z 16,5 proc. w 2019 r. To jednak chwilowe zjawisko spowodowane niepewnością rynkową wywołaną przez pandemię. Prognozy na lata 2020-2025 zakładają wzrost o 18,6 proc. średniorocznie za sprawną rosnącego zainteresowania płatnościami kolejnej generacji. Eksperci zakładają, że pod koniec tego okresu ich liczba osiągnie poziom 1,8 biliona rocznie w skali światowej.

Rewolucji płatniczej przewodzi region azjatycki, który do 2025 będzie odpowiedzialny za ponad połowę transakcji bezgotówkowych ze wzrostem średniorocznym na poziomie 28 proc. W Europie z kolei ponad pół miliarda konsumentów deklaruje korzystanie z zakupów online w 2021 r. (25,5 proc. z nich to transakcje międzynarodowe). Na Starym Kontynencie płatności mobilne i międzynarodowe e-commerce stale wzrastają i sprawią, że ich wolumen w 2025 r. przekroczy poziom 400 mld transakcji ze wzrostem średniorocznym w skali 13 proc. W Ameryce Północnej z kolei spodziewana jest stabilizacja liczby płatności bezgotówkowych wynikająca ze stabilnego wzrostu transakcji kartą oraz powolnego wprowadzania płatności mobilnych.

Rosnące oczekiwania klientów przeciążają infrastrukturę

Są jednak minusy tych zmian. Przyspieszająca digitalizacja sprawia, że rosnąca liczba transakcji i związana z nimi konieczność natychmiastowego rozliczania, przeciążają infrastrukturę rynku finansowego. Około 55 proc. menedżerów, respondentów Capgemini, wskazało, że priorytetem inwestycyjnym ich instytucji w obszarze technologii jest modernizacja infrastruktury płatniczej (systemy rozliczania w czasie rzeczywistym, integracja API, migracja ISO 20022, transformacja chmurowa). Dostawcy i właściciele rozwiązań muszą priorytetyzować swoje zdolności cyfrowe, żeby pozostać konkurencyjnym.

  • COVID-19 wpłynął na cyfryzację płatności zarówno w handlu detalicznym, jak i rozliczeniach B2B. Niski poziom satysfakcji konsumenckiej połączony z nieustająco rosnącym zapotrzebowaniem na digitalizację detalu i hurtu wciąż ewoluuje i redefiniuje zaangażowanie konsumentów w rozwój rynku płatności. Rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami klientów a priorytetami kadry menedżerskiej rynku finansowego zauważalny jest przede wszystkim w sferze programów lojalnościowych i nagród, bezproblemowości dokonania transakcji, alternatywnych opcji płatniczych oraz zrównoważonych produktów płatniczych. To najważniejsze wyzwania branży finansowej zarówno w Polsce, jak i globalnie. Trzeba jak najszybciej zminimalizować tę przepaść – dodaje Marcin Perkowski, Director, Head of New Business, Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Regulatorzy dążą do równowagi między innowacyjnością a bezpieczeństwem

Ważnym dla rozwoju systemów płatności jest fakt, że dostawcy usług, rozwiązań i oprogramowania są beneficjentami nowego, zrównoważonego podejścia do kluczowych inicjatyw legislacyjnych i rynkowych. Ma to na celu promowanie i ułatwienie rozwoju nowych form płatności. Regulatorzy wspierają zrównoważone działania we wszystkich najważniejszych obszarach zapewniających utrzymanie równowagi na rynku płatniczym (redukcja ryzyka, standaryzacja, ochrona konkurencji i przejrzystości, innowacyjność). Mają one łączyć w spójną całość prace nad wydajnością, koncentracją na kliencie, innowacyjnością i wspierać współpracy rynkową. Zapewniając równe szanse dzięki środkom antymonopolowym i przejrzystemu udostępnianiu danych, decydenci sygnalizują też przychylność dla rozwoju nowych form w przyszłości.

  • Takie podejście organów nadzorczych powinni wykorzystać dostawcy usług płatniczych, banki i inni uczestnicy rynku finansowego. Pozwala w spokoju skupić się na pracy nad kolejnymi innowacjami, mającymi zaspokoić popyt konsumentów. Ten światowy trend widoczny jest również w Polsce. Nieustannie rozwijane są rodzime narzędzia jak BLIK, ale nadzorcy są też otwarci na zagraniczne rozwiązania, które w ostatnich latach śmiało wchodzą na nasz rynek. Trend ten na pewno się utrzyma. Spodziewam się nawet, że może przyspieszyć, co jest niewątpliwą korzyścią dla konsumentów – zauważa Piotr Siuda.

Płatności 4.X, czyli przyszłość rynku

Biorąc pod uwagę przewidywane wzrosty wydatków konsumenckich i popularności nietradycyjnych metod płatności, które będą wciąż się rozwijać, instytucje finansowe powinny włączyć w swoje strategie elementy kluczowe dla Płatności 4.X. Żeby zapewnić najwyższą jakość obsługi, muszą rozwijać się w zakresie przetwarzania danych, współdzielenia infrastruktury, zwiększania możliwości dotychczasowych platform oraz tzw. finansów wbudowanych. Większość respondentów Capgemini stawia na modele operacyjne w postaci inwestowanie w strony trzecie i zlecanie im opracowania innowacyjnych rozwiązań (52 proc.) czy tworzenia ekosystemów bazujących na API i dążenia do modelu biznesowego opartego na własnej platformie (45 proc.). Najważniejsi gracze zakładają współpracę z PayTech i innymi partnerami celem stworzenia rozwiązań bazujących i skupiających się na rozwiązaniach konsumenckich, a nie produktach. Dojrzałość API, sprawność operowania danymi i rozszerzone możliwości przetwarzania w połączeniu z elastycznością chmury będą katalizatorami, dzięki którym Płatności 4.X wyjdą poza tradycyjny sposób myślenia o transakcjach i ustalą nowe metody monetyzacji.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – grudzień 2021 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 34,3% rdr do 22,7 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 21,1% rdr do poziomu 1,6 mln
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 65,1% rdr do 367,8 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 54,8% rdr do 26,2 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 0,02% do poziomu 17,7 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 17,0% rdr do 17,2 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 56,7% rdr do 3,5 TWh

W grudniu 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 24,2 mld zł, czyli o 31,3% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 34,3% rdr do poziomu 22,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 078,9 mln zł, o 37,4% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec grudnia wyniosła 69 296,26 pkt i była o 21,5% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w grudniu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 65,7% rdr do poziomu 404,8 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 68,0% rdr i wyniosła 372,9 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w grudniu wyniósł 1,6 mln szt., czyli o 21,1% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 3,8% rdr do poziomu 564,6 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 25,8% rdr do 182,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 64,3% rdr do 836,5 tys. szt.

W grudniu odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 6,4% rdr do poziomu 236,9 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 3,4% rdr do 69,1 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec grudnia 95,1 mld zł, wobec 99,4 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 65,1% rdr do poziomu 367,8 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 26,2 mld zł wobec 16,9 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 54,8% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w grudniu br. 17,7 TWh, co oznacza wzrost o 0,02% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 9,2% rdr do poziomu 3,0 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 2,1% rdr do poziomu 14,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 17,0% rdr do 17,2 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 10,2% do poziomu 3,8 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 27,8% rdr do poziomu 13,4 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,5 TWh, co oznacza spadek o 9,2% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 22,7% rdr do poziomu 8,0 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 56,7% rdr, do wolumenu 3,5 TWh.

Kapitalizacja 383 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w grudniu 2021 r. wyniosła 701,2 mld zł (152,7 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 430 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 312,7 mld zł (285,9 mld EUR).

Na Głównym Rynku w grudniu 2021 r. zadebiutowały akcje spółek: BIG CHEESE STUDIO (wartość oferty: 27,9 mln zł), GRUPA PRACUJ (wartość oferty: 1,1 mld zł), STS HOLDING (wartość oferty: 1,1 mld zł) oraz BIO PLANET (przejście z NewConnect; wartość oferty: 9,8 mln zł).

Na rynku NewConnect w grudniu 2021 r. zadebiutowały akcje spółek: ASMODEV S.A. (wartość oferty: 13,2 mln zł), IRON WOLF STUDIO S.A. (wartość oferty: 4 mln zł), RENDER CUBE S.A. (wartość oferty:
9,9 mln zł).

W grudniu 2021 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, w porównaniu do 20 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Skanska sprzedaje inwestycje biurowe w Krakowie i Wrocławiu za 128 mln euro

Skanska podpisała umowę sprzedaży dwóch projektów biurowych w Polsce. Ich nabywcą jest Stena Real Estate BV – międzynarodowy podmiot działający na rynku nieruchomości, wchodzący w skład Stena Group. Transakcja obejmuje pierwszy etap kompleksu Centrum Południe we Wrocławiu, składający się z dwóch połączonych budynków biurowych oraz ostatni budynek kompleksu High5ive w Krakowie. To łącznie 39 400 mkw. innowacyjnej i zrównoważonej powierzchni biurowej. Budynki zostały zaprojektowane i zrealizowane zgodnie z założeniami ESG. Potwierdza to zaangażowanie i świadomość Skanska w zakresie dzisiejszych potrzeb biznesowych, środowiskowych i społecznych. Jest to już kolejna transakcja pomiędzy stronami w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszą było nabycie drugiego budynku kompleksu biurowego Spark w Warszawie w 2020 roku. 

Pierwszy etap kompleksu Centrum Południe, którego realizację zakończono w lipcu 2020 roku, obejmuje 28 215 mkw. nowoczesnej i zrównoważonej powierzchni biurowej oraz usługowej. Jest on wynajęty w 69,5%. To część wieloetapowego kompleksu, który docelowo zaoferuje 85 000 mkw. najwyższej jakości przestrzeni.

Z kolei powierzchnia trzeciego etapu i jednocześnie ostatniego budynku kompleksu biurowego High5ive wynosi 11 250 mkw. Jest ona już wynajęta w 99%. Będzie to pierwszy biurowiec Skanska w Krakowie z certyfikatem WELL, który jest przyznawany zdrowym i komfortowym miejscom pracy. Zakończenie budowy zaplanowano na pierwszy kwartał 2022 roku.

– Jesteśmy dumni z zawarcia kolejnej transakcji z firmą Stena. Tym razem umowa sprzedaży obejmuje nasze inwestycje we Wrocławiu i Krakowie. Jest ona dowodem na to, że nasze projekty cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem inwestorów, a Skanska jest wiarygodnym i zaufanym partnerem biznesowym. W naszych inwestycjach stosujemy najbardziej innowacyjne rozwiązania w zakresie zrównoważonego rozwoju i certyfikacji. W efekcie budujemy wysokiej jakości budynki z miejscami do pracy dostosowanymi do dzisiejszych potrzeb – zarówno z perspektywy najemców, jak i inwestorów – podkreśla Arkadiusz Rudzki, wiceprezes ds. sprzedaży i najmu w spółce biurowej Skanska w regionie CEE.

– Realizujemy nasz plan rozszerzenia portfela nieruchomości w Polsce dzięki zrównoważonym, nowoczesnym produktom wysokiej jakości. Dzięki tej transakcji będziemy obecni w trzech ważnych polskich miastach: Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. Z niecierpliwością czekamy na powitanie nowych najemców wiosną. Doceniamy też fakt, że dzięki sprawnemu przeprowadzeniu tej transakcji udało nam się zbudować dobre relacje zarówno ze Skanska, jak i naszymi doradcami w Polsce – powiedziała Sofia Granlund, Dyrektorka Zarządzająca, Stena Real Estate BV.

– Centrum Południe i High5ive to nasze flagowe projekty na dwóch kluczowych rynkach w Polsce. Transakcja ta potwierdza postrzeganie Wrocławia i Krakowa jako doskonałych miejsc do lokowania kapitału – dodaje Adrian Karczewicz, dyrektor ds. transakcji w spółce biurowej Skanska w regionie CEE. – Pomimo wpływu, jaki na rynki transakcyjne na całym świecie wywarła pandemia, wysokiej jakości produkty są wciąż atrakcyjne z perspektywy międzynarodowych inwestorów. W szczególności są oni zainteresowani tymi core assets, które zostały zaprojektowane i zrealizowane zgodnie z założeniami ESG – dodaje Adrian Karczewicz.

Centrum Południe: jeden z najbardziej zrównoważonych kompleksów biurowych we Wrocławiu

Centrum Południe, Wrocław
Centrum Południe, Wrocław

Pierwszy etap kompleksu oddano do użytku w lipcu 2020 roku. Rok później Skanska rozpoczęła prace nad drugim etapem swojego największego wrocławskiego projektu. Centrum Południe będzie pierwszą w tym mieście inwestycją Skanska z certyfikatem WELL, a już teraz może poszczycić się WELL Health-Safety Rating. Certyfikat przyznawany jest powierzchniom biurowym o najwyższych parametrach bezpieczeństwa, ograniczających ryzyko przenoszenia chorób, a także umożliwiających tworzenie zdrowych i przyjaznych miejsc pracy.

Centrum Południe oferuje najemcom wiele rozwiązań, dzięki którym ich biura staną się bardziej przyjaznymi miejscami pracy. Filtry, nawilżacze adiabatyczne oraz systemy wentylacji zapewniają nawet do 30% więcej świeżego powietrza, niż wymagają tego normy dla powierzchni biurowych. W budynkach zastosowano technologie, które pozwalają między innymi na ponowne wykorzystanie wody szarej i deszczowej. W przestrzeniach wspólnych zastosowano oświetlenie LED, dzięki czemu kompleks zużywa do jednej trzeciej mniej energii, niż referencyjne budynki. Jest on również w 100% zasilany energią elektryczną wytworzoną przez farmy wiatrowe. Do budowy wykorzystano materiały pochodzące z recyklingu oraz surowce o niskiej emisji lotnych związków organicznych. Na terenach zielonych wokół Centrum Południe nie stosuje się żadnych szkodliwych środków ochrony roślin. Pierwszy etap Centrum Południe uznano za najlepszy zrównoważony projekt w konkursie CIJ Awards Poland 2020. Otrzymał on też nagrodę PLGBC Green Building Award 2021.

Trzeci etap High5ive w tętniącym życiem biznesowym sercu Krakowa

High5ive Kraków
High5ive Kraków

High5ive to dobrze już znany kompleks pięciu biurowców o docelowej powierzchni ponad 70 000 mkw. Ostatni budynek, którego fazę konstrukcyjną ukończono w maju 2021, zapewni najemcom ponad 11 000 mkw. Cała powierzchnia biurowa została już wynajęta m.in. przez Spyrosoft, Business Link i zooplus.

High5ive stworzono zgodnie z najwyższymi standardami i najbardziej wymagającymi certyfikatami środowiskowymi, stawiając w centrum uwagi zdrowie i potrzeby jego użytkowników. Trzeci etap kompleksu to pierwszy projekt Skanska w Krakowie, który będzie ubiegać się o prestiżowy certyfikat WELL Core & Shell, weryfikujący jakość powierzchni biurowych. Wszystkie zastosowane rozwiązania, oparte na wymaganiach tego certyfikatu, pomogą najemcom w wykonywaniu swoich codziennych obowiązków i zapewnią im bezpieczeństwo oraz komfort fizyczny i psychiczny.

Kolejną zaletą High5ive jest jego świetna lokalizacja w centrum miasta. Jest to jeden z najlepiej skomunikowanych budynków biurowych w Krakowie. Można do niego dojechać autobusem, tramwajem, samochodem lub rowerem. W pobliżu znajduje się również Dworzec Główny, Galeria Krakowska oraz wiele uczelni wyższych. W budynku znajduje się też ponad 40 miejsc parkingowych dla samochodów elektrycznych.

Przez zmiany klimatu najbardziej ucierpią biedniejsze kraje

W kwestii transformacji energetycznej dotyczącej całego świata, ważne jest rozróżnienie na globalną Północ oraz globalne Południe. Globalną Północą umownie nazywa się kraje bogate, a kraje biedniejsze globalnym Południem. Należy pamiętać o tym, że globalna Północ odpowiada za większość emisji gazów cieplarnianych, które wpływają na zmiany klimatu. Jest to nawet ok. 85% wszystkich emisji według niektórych obliczeń. Jednak to kraje globalnego południa, których gospodarki są mniej wydajne, są bardziej narażone na konsekwencje zmian klimatycznych. Te państwa są zazwyczaj położone w sferach, które już teraz cechują się wysoką średnią roczną temperaturą. Z tego powodu jej podniesienie oznacza dla nich bardzo duże utrudnienie lub nawet uniemożliwienie życia ze względu na szerokość geograficzną, na której się znajdują. Kraje globalnego południa – emitujące dużo mniej gazów cieplarnianych – odczuwają skutki tego działania dużo bardziej niż państwa wysoko rozwinięte.

– My, jako kraje bogatsze, mamy pewnego rodzaju obowiązek, żeby ułatwić drogę do dobrych warunków życia mieszkańcom globalnego Południa – powiedziała serwisowi eNewsroom Monika Sadkowska z WWF Polska, koordynatorka Sekretariatu Forum Burmistrzów na Rzecz Sprawiedliwej Transformacji. – Potrzeba krajów globalnego Południa w postaci dążenia do tego, aby warunki życia przynajmniej osiągnęły poziom europejski, jest trudna do zakwestionowania. Każdy człowiek ma prawo do poczucia bezpieczeństwa, dostępu do energii, żywości, czystej wody i kanalizacji. Sposób zaspokojenia tych potrzeb powinien się jednak zmienić. Kraje bogate zaspokajały je bardzo energochłonnymi procesami – jakimi jest np. produkcja energii z paliw kopalnych. Dzięki paliwom kopalnym było możliwe osiągnięcie dzisiejszego komfortu życia oraz m.in. rozwój nauki czy technologii. Ze względu na to, że obecnie dostępne są inne źródła energii – należałoby kłaść nacisk na to, aby poprawa warunków życia w biedniejszych krajach przebiegała w oparciu o czystą energetykę. Z kolei gospodarka krajów wysoko rozwiniętych powinna stać się gospodarką obiegu zamkniętego – która nie tylko konsumuje i produkuje odpady, ale włącza zużyte produkty ponownie w obieg – tłumaczy Sadkowska.

TIM SA: Ponad 1,25 mld zł szacowanych przychodów ze sprzedaży w 2021 r.

Ze wstępnych szacunków wynika, że przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły w 2021 r. niemal 1,257 mld zł, tj. o 34,3% więcej niż w 2020 r. Sam grudzień 2021 r. był lepszy od analogicznego miesiąca 2020 r. aż o 41,1% (107,1 mln zł).

Sprzedaż online realizowana samodzielnie przez klientów przyniosła w 2021 r. według szacunków niemal 887,2 mln zł, tj. o 36,5% więcej niż rok wcześniej. Oznacza to, że udział tego kanału w łącznych przychodach TIM-u wyniósł w skali roku 70,6%.

Rok, w którym TIM obchodził 34 lata obecności na rynku, był dla Spółki rekordowy i symboliczny. Pod koniec października 2021 r. jednostkowe przychody ze sprzedaży, liczone narastająco od początku roku, po raz pierwszy w historii przekroczyły 1 miliard złotych.

Od marca 2021 roku nasze przychody ze sprzedaży nieprzerwanie przekraczają poziom 100 milionów złotych. Każdego miesiąca na TIM.pl rejestruje się średnio ponad 1000 nowych klientów biznesowych. Porównanie liczby nowych rejestracji w trzech pierwszych kwartałach 2020 i 2021 roku pokazuje wzrost aż o 34% rok do roku. Takie liczby dają powody do zadowolenia. – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Przypomnijmy, że po trzech kwartałach 2021 r. TIM SA wypracowała 904,9 mln zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi wzrost o ponad 1/3 w porównaniu do okresu styczeń-wrzesień 2020 r. Natomiast skonsolidowane przychody Grupy TIM po trzech kwartałach wyniosły 950,6 mln zł i były wyższe o 1/4 w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 r. Po trzech kwartałach ubiegłego roku zysk netto Grupy TIM wzrósł o 250% r/r – do 69,6 mln zł.

Bardzo dobra sytuacja finansowa Spółki pozwoliła Zarządowi TIM na wypłatę zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy. 23 grudnia 2021 roku Spółka wypłaciła akcjonariuszom 1,20 zł brutto zaliczki na jedną akcję. Była to pierwsza wypłata oparta o zaprezentowaną w marcu 2021 r. politykę dywidendową Spółki na lata 2021-2023. Od dywidendy za 2018 r. (wliczając grudniową zaliczkę) TIM wypłacił swoim akcjonariuszom łącznie już ponad 115 milionów złotych.

Szacunki dotyczące całego 2021 roku i tak znaczące przekroczenie bariery jednego miliarda złotych to nasz oczywisty sukces. Jednocześnie jesteśmy świadomi, że dalszy rozwój Grupy Kapitałowej TIM oznacza konieczność dostosowywania się do zmieniającego się rynku e-commerce, w szczególności oczekiwań klientów, a także jak najlepszego wykorzystania potencjału, jakim dysponujemy. Takie podejście znajdzie odzwierciedlenie zarówno w nowej strategii Spółki, którą zaprezentujemy w pierwszym półroczu tego roku, jak i jest podstawą decyzji o zbliżającym się giełdowym debiucie spółki 3LP, specjalizującej się w logistyce dla sektora e-commerce – dodaje Krzysztof Folta.

Frankowicze odpuszczają stolicę. Sądy w kraju notują prawdziwy boom. Wzrosty są nawet trzycyfrowe

Dane z ponad 40 sądów okręgowych z całej Polski pokazują, że w pierwszych trzech kwartałach 2021 roku wpłynęło do nich średnio o blisko 100% więcej tzw. spraw frankowych niż rok wcześniej. Największy wzrost przekroczył 750% i został odnotowany w Gliwicach. Kolejne rekordy padły w Ostrołęce, Siedlcach, Łomży i Krośnie. Natomiast widać, że do Sądu Okręgowego w Warszawie, który do tej pory był najważniejszym sądem w tych kwestiach, wpłynęło ostatnio mniej spraw z całego kraju niż rok temu – spadek z 51% do 41%. Eksperci komentujący wyniki wyjaśniają, że kredytobiorcy coraz częściej składają pozwy w swoich okręgach, bo zwyczajnie chcą oszczędzić na czasie. I dodają, że kolejny rok będzie również intensywny w tej kwestii.

Z danych uzyskanych z 45 sądów okręgowych w całej Polsce wynika, że od stycznia do września 2021 roku wpłynęło do nich średnio o blisko 100% więcej spraw frankowych niż w analogicznym okresie 2020 roku. Jak komentuje adwokat Jacek Mikołajonek z warszawskiej Kancelarii MBM Legal, tak duża różnica wynika z kilku powodów. Przede wszystkim sędziowie coraz szybciej rozpoznają sprawy dot. kredytów frankowych. Do tego na rynku rośnie liczba kancelarii, które reprezentują klientów w tego typu sprawach. Przez to ich obsługa jest tańsza niż jeszcze kilka lat temu. Kolejną kwestią jest to, że kurs CHF poszybował do góry. To wszystko sprawia, że coraz więcej kredytobiorców dochodzi swoich roszczeń.

– Po wyroku w sprawie państwa Dziubaków sądy zaczęły masowo wydawać orzeczenia potwierdzające, że tego typu umowy mają istotne wady prawne. W tej chwili ok. 9 na 10 spraw kończy się wygraną konsumenta. Według danych z Nawigatora SBB w IV kwartale br. zapadło w pierwszej instancji blisko 1200 wyroków pozytywnych dla frankowiczów, a jedynie 14 – dla banków. Wiele osób decyduje się na walkę, gdy dowiaduje się o wygranej kogoś z rodziny czy znajomych. Wzrost liczby spraw wynika także ze sprawniejszego działania samych kancelarii prawnych, którym zajmuje coraz mniej czasu pisanie pozwów – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Szczegółowa analiza zebranych danych wykazała, że w wielu sądach okręgowych liczba wpływających spraw frankowych zwiększyła się aż kilkakrotnie w relacji rocznej. Największe wzrosty odnotowano w Gliwicach – ponad 752%, Ostrołęce – powyżej 591%, Siedlcach – więcej niż 430%, Łomży – przeszło 428%, a także w Krośnie – blisko 385%. Do tego w kilku innych przypadkach skoki przekroczyły 300%, 200% i 100%.

– Przewiduję, że tak wysokie wzrosty będą opóźniały orzekanie, bo przecież wraz z nimi nie zwiększa się ilość sędziów i pracowników administracyjnych sądów. Kredytobiorcy więc muszą się uzbroić w cierpliwość, oczekując na wyznaczenie terminu rozprawy. Niemniej jednak, obserwując sposób prowadzenia kolejnych spraw kredytowych, wskazać należy, że wielu sędziów korzysta już ze zdobytego doświadczenia. A to sprawia, że coraz częściej wyroki zapadają nawet po jednej rozprawie – zaznacza mec. Mikołajonek.

Jednym z efektów przyrostu ww. spraw jest wyznaczanie odległych terminów rozpraw. I tak np. w Sądzie Okręgowym w Warszawie są one ustalane już na 2023 rok. Jak stwierdza Arkadiusz Szcześniak, rosnąca liczba spraw jest problemem dla wszystkich stron. Nowy wydział frankowy w SO w Warszawie działa bardzo sprawnie, ale warto rozważyć jego powiększenie. Zdaniem prezesa SSBB, niestety w naszym kraju brakuje sprawnego systemu pozwów zbiorowych. Dla przykładu, największa tego typu sprawa przeciwko Bankowi Millennium po 7 latach nie doczekała się nawet wyroku w pierwszej instancji.

– W XXVIII Wydziale Cywilnym Sądu Okręgowego w Warszawie minimalny czas na rozpoznanie spraw, które wpłynęły, to 18 miesięcy. Moim zdaniem, okres ten będzie się cały czas wydłużał. Nowy wydział staje na wysokości zadania. Jednak referaty poszczególnych sędziów są coraz bardziej obciążone, co znaczenie wydłuża moment, w którym sprawa trafia na wokandę – informuje adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal.

Z kolei Jacek Mikołajonek dodaje, że odległe terminy rozpraw w różnych miastach w Polsce wyznaczają sędziowie, którzy jeszcze nie do końca czują się swobodnie w orzekaniu w sprawach dot. kredytów frankowych. Ci bardziej doświadczeni pomijają zbędne wnioski. Po wymianie przez strony pism procesowych, wyznaczają termin jednej rozprawy po 10-12 miesiącach od wniesienia pozwu. I zasądzają kwoty wynikające z zaświadczeń przedstawionych przez bank.

– Na szczęście wydaje się, że dość powszechne w sądach staje się stanowisko, zgodnie z którym w przypadku wyrażenia przez kredytobiorców zapatrywania o nieważności umowy nie jest potrzebne przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego. Coraz częściej też pomijane jest przesłuchanie świadków, których zeznania nic nie wnoszą do sprawy. To wszystko znacznie przyspiesza zakończenie postępowania i wydawanie wyroków – uspokaja mec. Mocarska.

Patrząc na dane z sądów okręgowych z całej Polski, można wnioskować, że w trzech kwartałach ubiegłego roku ponad 51% spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie. W analogicznym okresie tego roku było ich przeszło 41%. To istotny spadek. Arkadiusz Szcześniak zauważa, że długi termin rozpatrywania spraw w Warszawie zachęca konsumentów do składania pozwów w miejscu zamieszkania. Jest to możliwe dopiero od kilku lat i skorzystanie z takiej opcji staje się teraz popularne. Wpływają na to takie przypadki jak w Szczecinie, gdzie zdarza się, że prawomocny wyrok po dwóch instancjach zapada w krótszym czasie niż rok.

– Do niedawna mówiło się, że najlepiej złożyć pozew w Warszawie z uwagi na liczne przychylne dla konsumentów orzeczenia. Z czasem do klientów zaczęły docierać informacje o kolejnych korzystnych wyrokach w innych sądach. Dzięki temu kredytobiorcy coraz częściej decydują się na złożenie pozwu w sądzie znajdującym się w okręgu ich miejsca zamieszkania – tłumaczy adwokat Milena Mocarska.

Jak twierdzą eksperci rynkowi i prawnicy, należy spodziewać się dalszego wzrostu spraw frankowych. Znaczna część kredytobiorców jeszcze nie rozpoczęła walki z bankiem z uwagi na ryzyko, które zawsze istnieje. Jednak do podjęcia ich zachęcają kolejne korzystne orzeczenia sądów powszechnych, Sądu Najwyższego i TSUE. Rosnące raty i obciążenia budżetów domowych również mogą motywować do wszczęcia działań. Zatem w przyszłym roku sądy mogą być jeszcze bardziej obłożone tego typu sprawami.

RPP w akcji

Dziś poznamy decyzje RPP. Posiedzenie zostało przesunięte z 12 stycznia na 4. Konsensus Bloomberga zakłada zmianę o 50 bps. Jeśli taki ruch zobaczymy, wówczas stopa referencyjna będzie na poziomie 2,25 proc. Złoty ma szansę na dalszą aprecjację.

Z wypowiedzi członków RPP wynika, że dzisiejszy ruch na stopach będzie taki sam jak grudniowy, czyli o 50 bps. Tak samo wynika z ankiet przeprowadzonych przez agencję Bloomberg. W pewnym stopniu presję na dalsze działanie RPP wywierają decyzje innych banków centralnych Europy Środkowo – Wschodniej. Mowa tu o Czechach, gdzie bank centralny zaskoczył rynek zmianą o 100 bps. U naszych sąsiadów główna stopa jest już na poziomie 3,75 proc. Z kolei na Węgrzech przeprowadzane są cykliczne podwyżki stopy depozytowej. Działania krajów naszego regionu to nie jedyny powód decyzji RPP. Głównym powodem jest oczywiście rosnąca inflacja w Polsce. Odczyt listopadowy był na poziomie 7,8 proc. a grudniowy pokaże prawdopodobnie wartość powyżej 8 proc.

Prawdopodobieństwo dalszego wzrostu kosztu pieniądza w Polsce graniczy niemalże z pewnością. W ostatnim czasie eksperci z NBP podwyższyli swoje szacunki co do inflacji w 2022 roku. Ta średnioroczna ma wynieść 7,6 proc. i będzie dużo wyższa od tej z 2021 roku (prognoza 5,1 proc.). Nowe założenia biorą pod uwagę tarczę antyinflacyjną oraz obniżki podatku VAT na żywność. NBP zakłada, że inflacja w prawie 50 proc. jest spowodowana wzrostami cen energii. W nowych obliczeniach wzięto pod uwagę większy wzrost gazu oraz taryf na energię elektryczną. Jeszcze niedawno prezes Glapiński zakładał, że CPI będzie maleć po I kwartale. Aktualnie szef NBP wskazuje, że do jej obniżki dojdzie prawdopodobnie dopiero w II połowie roku.

Najbliższe działania RPP powinny wpływać aprecjacyjnie na złotego. Utrzymanie jastrzębiej retoryki powinno nadal również wpływać na wyższe rentowności obligacji skarbowych. EUR/PLN spadł poniżej 4,58, co oznacza, że para walutowa przełamała wsparcie wyznaczone przez dołek z 7 grudnia. Dzisiejszy ruch o więcej niż 50 bps byłby zaskoczeniem, wówczas zdecydowanie szybciej moglibyśmy znaleźć się przy poziomie 4,55. Po dzisiejszej decyzji (takiej jak mediana prognoz) zakładamy dalszą umiarkowaną aprecjację PLN w kierunku 4,57 – 4,56.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Księgi wieczyste: za bałagan odpowie właściciel nieruchomości?

Księgi wieczyste są niezwykle ważnym rejestrem. Dlatego właściciel nieruchomości, który nie zadbał o ich aktualizację, może zostać ukarany.

Agenci nieruchomości czasem mają do czynienia z sytuacją, która najbardziej zaskakuje samego właściciela domu, lokalu lub działki na sprzedaż. Kiedy agent na samym wstępie sprawdza księgi wieczyste nieruchomości na sprzedaż, to niekiedy okazuje się, że w dziale II (własność) jako właściciel figuruje osoba inna niż ta zlecająca pośrednictwo. Warto wyjaśnić, dlaczego w praktyce czasem dochodzi do takiej niepokojącej rozbieżności. Ma ona związek zarówno z konstrukcją obowiązujących przepisów, jak i niefrasobliwością niektórych właścicieli odziedziczonych nieruchomości. Trzeba nadmienić, że sąd może ukarać osoby, które mimo obowiązku nie zadbały, aby księgi wieczyste były aktualne. Taka finansowa kara w skrajnych przypadkach wynosi nawet kilka tysięcy złotych. Odpowiedzialność niefrasobliwego spadkobiercy nie kończy się na wspomnianej karze pieniężnej.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Obowiązujące procedury nie przewidują automatycznej aktualizacji ksiąg wieczystych obejmującej zmianę właściciela odziedziczonej nieruchomości. Dlatego w dziale II ksiąg dość często figurują zmarłe osoby.
  • Jeżeli sąd wieczystoksięgowy stwierdzi, że spadkobierca nie zadbał o wpis swojego prawa własności, to może ukarać opieszałą osobę. Taki spadkobierca ponosi też odpowiedzialność wobec osób trzecich za skutki swojego zaniedbania.
  • Praktyka pokazuje, że spadkobierca powinien już na wstępie załatwić sprawę wymaganego wpisu. To zapobiegnie późniejszym kłopotom.

Poniżej zaprezentowaliśmy dodatkowe informacje, które mogą być użyteczne nie tylko dla aktualnych spadkobierców nieruchomości.

Notariusz niestety nie będzie mógł pomóc

W kontekście wcześniejszych informacji, niektóre osoby mogą zadać pytanie, dlaczego księgi wieczyste nie są automatycznie aktualizowane po zmianie właściciela wynikającej ze spadkobrania. To istotna różnica względem sytuacji związanej chociażby ze sprzedażą mieszkania, domu lub działki. W przypadku takiej transakcji albo darowizny, notariusz jest zobowiązany jeszcze tego samego dnia złożyć wniosek o wpis nowego właściciela do księgi wieczystej. „Wspomniany obowiązek dla rejenta przewiduje ustawa z dnia 14 lutego 1991 r. Prawo o notariacie” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, notariusz nie może wnioskować o wpis do księgi wieczystej, jeżeli został sporządzony akt poświadczenia dziedziczenia. To oznacza, że spadkobierca sam będzie musiał złożyć odpowiedni wniosek w sądzie rejonowym. Identyczna zasada dotyczy sytuacji, w której sąd wydał prawomocne postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku. Jeden ze wspomnianych dokumentów, czyli notarialny akt poświadczenia dziedziczenia lub prawomocne postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku trzeba dołączyć do wniosku o wpis w księdze wieczystej (składanego na formularzu KW-WPIS). Opłata za taki wniosek pobierana od spadkobiercy wynosi 150 zł. „To oznacza rabat względem tradycyjnej opłaty za wpis własności wynoszącej 200 zł” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wysokiej kary na szczęście można uniknąć

Spadkobierca powinien szybko załatwić wymagane formalności między innymi dlatego, że sąd cywilny lub notariusz wyśle informacje o zmianie właściciela nieruchomości. W ramach odpowiedzi, sąd wieczystoksięgowy dokona wpisu ostrzeżenia o niezgodności faktycznego stanu prawnego nieruchomości z treścią księgi wieczystej. Taki odstraszający potencjalnych nabywców monit będzie znajdował się aż do czasu wpisania nowego właściciela. W ramach obecnego systemu, księgi wieczyste niestety nie mogą być aktualizowane bez wniosku spadkobiercy. „Niewiele wskazuje, że wspomniana zasada może się zmienić w najbliższej przyszłości” – uważa Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Sąd wieczystoksięgowy ma możliwość przymuszenia nowego właściciela nieruchomości do zaktualizowania stanu prawnego. Grzywna nakładana w celu skłonienia nowego właściciela do ujawnienia prawa własności wynosi od 500 zł do 10 000 zł. Na postanowienie o nałożeniu takiej grzywny można złożyć zażalenie. Ustawa z dnia 6 lipca 1982 r. o księgach wieczystych i hipotece wskazuje także, że po ujawnieniu nowego właściciela w księdze wieczystej, niezapłacona grzywna może zostać umorzona w całości lub części. „Warto wnioskować o takie umorzenie po złożeniu wniosku o wpis własności” – radzi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Trzeba też pamiętać, że spadkobierca będzie ponosił odpowiedzialność za ewentualne szkody dla osób trzecich (związane z nieaktualnością wpisu prawa własności) dopóki odpowiedni wniosek o nowy wpis nie zostanie złożony. Taką sankcję przewiduje artykuł 35 ustawy o księgach wieczystych i hipotece. Mówi on również, że: właściciel nieruchomości jest obowiązany do niezwłocznego złożenia wniosku o ujawnienie swego prawa w księdze wieczystej. „Wspomniany obowiązek nie dotyczy oczywiście sytuacji związanych ze sprzedażą nieruchomości lub darowizną, w których księgi wieczyste są aktualizowane na wniosek notariusza” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nie należy odkładać w czasie formalności

W nawiązaniu do wcześniejszych wyjaśnień, warto z całą pewnością zachęcić spadkobierców do szybkiego składania wniosków o ujawnienie swojego prawa własności. Księgi wieczyste tak czy inaczej będą musiały zostać zaktualizowane po spadkobraniu. „Załatwianie niezbędnych formalności dopiero w sytuacji, gdy pośrednik lub potencjalny nabywca nieruchomości zwrócił uwagę na problem, na pewno nie wydaje się dobrym rozwiązaniem” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Kara za brak OC: przez 10 lat wzrosła dwukrotnie

Można oczekiwać, że początek 2022 roku upłynie pod znakiem narzekań niektórych kierowców. Ceny paliw są bowiem nadal wysokie, a rząd postanowił znacząco podnieść mandaty za wykroczenia drogowe. Dodatkowo koszty zakupu obowiązkowych ubezpieczeń OC okazują się wyższe niż chociażby w połowie 2021 roku. Kierowcy nieposiadający wymaganego OC muszą się szykować na jeszcze jedną podwyżkę. Chodzi oczywiście o stawki karne za brak obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej. Eksperci porównywarki Ubea.pl postanowili sprawdzić, jak tym razem wzrosły wspomniane kary. Warto przyjrzeć się ich zmianom również w dłuższej perspektywie czasowej.

Stawki karne wzrosły tak samo jak „najniższa krajowa”

Ustawowe powiązanie sposobu naliczania kar za brak OC z płacą minimalną sprawia, że co roku kierowcy mogą być pewni podwyżek. Jeżeli chodzi o podstawową stawkę karną dla posiadaczy aut z przerwą w ubezpieczeniu OC wynoszącą ponad 14 dni, to jej wzrost w 2022 roku wynosi 420 zł (zmiana z 5600 zł do 6020 zł). „Jest to efekt ustawowego podniesienia najniższej krajowej płacy z 2800 zł do 3010 zł. Związki zawodowe co roku negocjują jak największe podwyżki minimalnego wynagrodzenia, co później pośrednio wpływa na kary nakładane przez UFG” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Jak przypominają eksperci Ubea.pl, podstawowa kara dla posiadaczy aut bez OC stanowi dwukrotność płacy minimalnej. Analogiczne stawki dotyczące właścicieli ciężkich pojazdów (ciągników samochodowych, autobusów i ciężarówek) oraz pozostałych pojazdów (m.in. motorowerów i motocykli) wynoszą odpowiednio trzykrotność oraz jedną trzecią najniższej krajowej płacy, jeśli kierowca nie posiadał w danym roku ochrony z OC przez okres przekraczający dwa tygodnie. „Podczas ustalania kar za krótsze przerwy w ochronie (na poziomie 50% i 20% bazowej stawki), Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny pamięta o wynikającym z ustawy zaokrąglaniu stawek do pełnych dziesiątek złotych” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

W 2012 roku jazda autem bez OC była dwa razy tańsza

Obowiązujący już od dawna sposób ustalania kar za brak OC gwarantuje, że te stawki karne zawsze będą indeksowane o inflację (przynajmniej częściowo). Warto przypomnieć, że przez ostatnie lata podstawowa kara dla posiadacza samochodu osobowego z przerwą w ochronie wynoszącą ponad 14 dni zmieniała się następująco:

  • 2012 rok – 3000 zł
  • 2013 rok – 3200 zł
  • 2014 rok – 3360 zł
  • 2015 rok – 3500 zł
  • 2016 rok – 3700 zł
  • 2017 rok – 4000 zł
  • 2018 rok – 4200 zł
  • 2019 rok – 4500 zł
  • 2020 rok – 5200 zł
  • 2021 rok – 5600 zł

O skali zmian może świadczyć fakt, że w 2022 r. kierowcy „osobówek” za brak OC zapłacą odrobinę więcej (6020 zł) niż pięć lata temu płacili właściciele samochodów ciężarowych, autobusów i ciągników siodłowych (6000 zł). „Jeżeli natomiast chodzi o porównanie w perspektywie 10 lat, to widzimy, że podstawowa stawka karna dotycząca kierowców samochodów osobowych wzrosła dwukrotnie” – zauważa Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Nowy rok również pod znakiem wyższych mandatów …

Rodzimi kierowcy w 2022 roku muszą uważać nie tylko na sytuacje skutkujące wygaśnięciem obowiązkowej ochrony (np. brak automatycznego odnowienia polisy OC kupionej razem z autem). Warto także pamiętać o nowych stawkach mandatów, które będą znacznie wyższe od poprzednich. „Przykładowo nowy mandat za przekroczenie prędkości o 31 km/h – 40 km/h wynosi 800 zł, a wyprzedzanie innego pojazdu na przejściu dla pieszych uszczupli portfel kierowcy o przynajmniej 1500 zł” – wymienia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Efekty nierozważnego zachowania na drodze będą miały także wymiar ubezpieczeniowy, gdyż przepisy umożliwiające zakładom ubezpieczeń sprawdzanie stanu punktów karnych zostały już uchwalone (zobacz: ustawa z dnia 2 grudnia 2021 r. o zmianie ustawy – Prawo o ruchu drogowym oraz niektórych innych ustaw). „Wspomniany akt prawny wskazuje, że od 17 czerwca 2022 r. ubezpieczyciele będą mogli sprawdzać dane dotyczące mandatów przed zawarciem umowy polisy OC lub AC. Warto jednak pamiętać, że wykroczenia drogowe popełnione przed tym dniem również wpłyną na poziom składki OC i AC” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Kara za brak OC przez 10 lat wzrosła dwukrotnie
Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Nie będzie od tego roku L4 na tzw. wypalenie zawodowe. Eksperci prostują doniesienia medialne

Ponad 65% pracowników odczuwa symptomy wypalenia zawodowego, ale na razie zwolnień L4 nie będzie.

Pod koniec ub.r. media zalała fala artykułów na temat możliwości uzyskania od 2022 roku L4 z powodu tzw. wypalenia zawodowego. Jednak eksperci nie mają dobrych wiadomości. Lekarze nie powinni wystawiać od tego roku zwolnień z ww. przyczyny. I nie jest pewne, czy w ogóle zyskają taką możliwość w przyszłości. Natomiast bez względu na sytuację prawną, problem istnieje i jest dość istotny. Świadczą o tym chociażby wyniki ostatnich badań. Ponad 65% pracowników już teraz odczuwa symptomy wypalenia zawodowego. Do tego widać, że blisko połowa rodaków byłaby gotowa iść na L4 z tego powodu, gdyby tylko istniała taka możliwość. W tym kontekście eksperci ostrzegają, że problem będzie narastać. Potrzeba zatem szybkiej reakcji instytucji państwa, aby już teraz rozpocząć proces przeciwdziałania nadchodzącemu zagrożeniu, bo inaczej wkrótce staniemy przed poważnym kryzysem społecznym i gospodarczym.

Zamieszanie z L4

Jak informuje Ministerstwo Zdrowia, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podjęła decyzję o wpisaniu wypalenia zawodowego do Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-11 (International Classification of Diseas) w 2019 roku. Zaczyna ona obowiązywać od 1 stycznia 2022 roku. To sprawiło, że w przestrzeni publicznej pojawił się szereg informacji, że lekarze zaczną wystawiać zwolnienia lekarskie z tego tytułu.

– Jeśli wpiszemy do wyszukiwarki internetowej tzw. wypalenie zawodowe, to zdecydowana większość artykułów mówi o tym, że od 1 stycznia 2022 roku można otrzymać L4 z tego tytułu. Powstaje chaos, bo zapewne sporo pracowników ma takie oczekiwania. W mojej ocenie, te publikacje wprowadzają ludzi w błąd. W Polsce od tego roku nie będzie jeszcze obowiązywało ICD-11. A dopiero w nim zostało umieszczone wypalenie zawodowe, ale – co istotne – nie jako choroba czy uraz, tylko pewien stan, który może powodować konieczność kontaktu ze służbą zdrowia – komentuje radca prawny Łukasz Kuczkowski z Kancelarii Raczkowski.

W ocenie radcy prawnego Mariusza Mirosławskiego z Kancelarii MGM Mirosławski, Galos, Mozes, przedwczesny jest wniosek o tym, że na samo wypalenie zawodowe można uzyskać L4, które nie wzbudzi wątpliwości ZUS-u. Ekspert podkreśla, że w tym przypadku mowa jest nie o jednostce chorobowej, a o syndromie mogącym wpłynąć na stan zdrowia pracownika (kod QD85). Wypalenie zawodowe umieszczono w sekcji 24. Klasyfikacji WHO (ICD-11) obok takich czynników, jak problemy związane z bezrobociem (QD80) czy dotyczące warunków zatrudnienia (QD83).

– W ICD-11 na równi z wypaleniem zawodowym jest traktowany np. stres związany ze zmianą pracy. Uznając więc wypalenie zawodowe za chorobę, musielibyśmy iść dalej i powiedzieć, że jeżeli pracownik obawia się, że straci pracę, to też może z tego powodu dostać L4. Do tego jest cały szereg innych takich stanów – dodaje mec. Kuczkowski.

Na obecną chwilę w Ministerstwie Zdrowia nie są planowane prace legislacyjne dotyczące wypalenia zawodowego, z uwagi na obowiązujące już regulacje prawne. Według Łukasza Kuczkowskiego, to oznacza, że ciągle obowiązuje ICD-10. Jednocześnie trwają prace nad wdrożeniem ICD-11, czyli przede wszystkim tłumaczenia, bo Polska nie może nic zmieniać. Zdaniem eksperta, ICD-11 może wejść w życie najwcześniej w 2024 roku. Natomiast uznanie wypalenia zawodowego za chorobę wymagałoby zmiany prawa.

– Zgodnie z danymi resortu zdrowia, tłumaczenie na język polski jedenastej rewizji Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych będzie dokonane w ramach realizacji projektu „Poprawa jakości informacji medycznej dzięki wzrostowi kompetencji, wiedzy oraz umiejętności pracowników podmiotów leczniczych w zakresie prawidłowego posługiwania się klasyfikacją ICD-11”. Ma to potrwać do 30 czerwca 2023 roku – komentuje Michał Pajdak, ekspert rynku zdrowia psychicznego, Członek Zarządu platformy ePsycholodzy.pl.

Rodzi się zatem pytanie, jak będą zachowywać się lekarze od 1 stycznia 2022 r. Jak zaznacza mec. Mirosławski, w art. 55 ustawy z 25.06.1999 roku o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa, stanowiącym podstawę wystawienia zwolnienia lekarskiego, jest mowa o pojęciu choroby i jej numerze statystycznym w odesłaniu do klasyfikacji WHO. Klasyfikacja ta jednak oprócz chorób opisuje inne stany, czynniki i syndromy. Ekspert również dodaje, że w przeszłości podobny problem był z depresją. Początkowo nie była uznawana za wyłączną przyczynę zwolnienia lekarskiego, ale zostało to jednoznacznie rozsądzone.

– Niewprowadzenie wypalenia zawodowego do katalogu chorób nie oznacza, że nie będzie można uzyskać zwolnienia lekarskiego na inne schorzenia związane z pracą. Dotychczas w wielu przypadkach wskazywano choroby psychiczne jako konsekwencje przemęczenia, narastającego stresu i innych trudności w sferze zawodowej. Z perspektywy przedsiębiorcy zdrowie pracownika jest elementem kapitału ludzkiego organizacji. Zatem powinno być przedmiotem szczególnej troski oraz podlegać działaniom prewencyjnym – przekonuje dr Antoni Kolek, prezes Instytutu Emerytalnego i ekspert Pracodawców RP.

Jak podkreśla Paweł Żebrowski, rzecznik ZUS-u, lekarz sam decyduje o tym, czy danej osobie potrzebne jest zwolnienie lekarskie. Wystawiając je, musi wpisać kod choroby na podstawie obowiązującego wykazu. A każde zaświadczenie może być skontrolowane, niezależnie od wskazanej przyczyny niezdolności do pracy. Natomiast ze statystyk Zakładu wynika, że od kilku lat coraz więcej jest zwolnień lekarskich z powodu zaburzeń zachowania i chorób psychicznych.

– W interesie nas wszystkich leży to, żeby ZUS stał na straży przepisów. A one zgodnie mówią, że zasiłek czy wynagrodzenie chorobowe przysługuje tylko w razie choroby, ewentualnie w przypadku pobytu w szpitalu czy zakładzie leczniczym. ZUS nie powinien więc akceptować zwolnień, które będą wystawiane na wypalenie zawodowe niebędące chorobą w rozumieniu WHO – dodaje ekspert z Kancelarii Raczkowski.

Narastający problem

Bez względu na stan prawny, problem wypalenia zawodowego ewidentnie istnieje w społeczeństwie i jest bardzo niepokojący. Potwierdzają to chociażby wyniki badania UCE RESEARCH i SYNO Poland dla platformy ePsycholodzy.pl. Aż 47,7% pracujących Polaków zadeklarowało, że byłoby gotowych iść na L4 z powodu wypalenia zawodowego, gdyby miało taką możliwość. Tylko 26,3% rodaków nie skorzystałoby z niej. Natomiast 26% ankietowanych nie wiedziałoby, co należy z tym zrobić.

– Problem wypalenia zawodowego funkcjonuje na rynku pracy już od kilku lat. To znak czasów, w których sprawy są do załatwienia na wczoraj, a presja dotyczy prawie każdego zadania. W takich warunkach zdrowie psychiczne zespołów jest narażone na szwank. Nakłada się na to szereg nowych zjawisk, w tym pandemia – stwierdza Piotr Wielgomas z firmy BIGRAM zajmującej się doradztwem personalnym.

Według Michała Pajdaka z platformy ePsycholodzy.pl, współautora ww. badania, wyniki wyraźnie obrazują poważne zagrożenie dla pracodawców i samej gospodarki, szczególnie w zestawieniu z odsetkiem osób deklarujących syndromy wypalenia zawodowego, które obecnie wykazuje aż 65,3% pracujących Polaków. Ponadto w raporcie zaznaczono, że problem dotyczy głównie osób w wieku 23-35 lat. To one najchętniej skorzystałyby z L4, gdyby tylko mogły – 55%. Za nimi w zestawieniu są Polacy mający 18-22 lata – 46,9%, 56-80 lat – 44,5%, a na końcu – 36-55 lat – 42,9%.

– Wbrew pozorom, do wypalenia zawodowego nie jest potrzebny wcale długi staż pracy. Obecnie młodzi ludzie chcą szybko zrobić karierę oraz dorobić się. Nie mogąc tego osiągnąć od razu, często popadają w złe samopoczucie – tłumaczy psycholog Michał Murgrabia, Prezes Zarządu platformy ePsycholodzy.pl.

Do tego z raportu można wyczytać, że respondenci najczęściej mają trzy poniższe symptomy tzw. wypalenia zawodowego. Po pierwsze, dręczy ich poczucie ogólnego fizycznego i psychicznego wyczerpania. Po drugie, brakuje im satysfakcji z pracy i motywacji do działania. Po trzecie, towarzyszy im długotrwałe i silne poczucie zmęczenia i braku energii, które trwa mimo odpoczynku i nie jest związane z żadną inną chorobą. Z L4 chciałoby skorzystać, gdyby mogło, 64,1% osób deklarujących pierwszy symptom, 60,1% – drugi i 61,2% – trzeci.

– Takie odczucia, jak frustracja, zmęczenie i brak satysfakcji z pracy, będą narastać przy braku jakichkolwiek zmian. A to z pewnością przełoży się na spadek efektywności wykonywanych obowiązków. Osoby wypalone, pozostając w pracy, mogą negatywnie wpływać na współpracowników, powodując u nich podobny efekt. Ponadto możemy liczyć się z większą rotacją pracowników na danych stanowiskach – ostrzega psycholog Michał Murgrabia.

Część respondentów ma też poczucie, że w pracy nic im się nie chce, brakuje im celu i motywacji do działania. I aż 73,3% z nich skorzystałoby z L4, gdyby tylko miało taką możliwość. Zdaniem autorów badania, firmy powinny lepiej przeciwdziałać temu zjawisku zamiast czekać na rozwój sytuacji.

– Chociaż pracownicy nie będą mogli iść od tego roku na L4 z powodu wypalenia zawodowego, to koszty ponoszone przez pracodawców i tak będą rosły. Wpłynie na to spadek efektywności pracy, a także zwiększone ryzyko konfliktów i rotacji. Sam chaos, jaki powstał w tej kwestii w przestrzeni publicznej, może tylko jeszcze bardziej podnieść poziom agresji w społeczeństwie. Zawiedzeni pracownicy mogą np. chcieć wymuszać na lekarzach inne zwolnienia, błagając wręcz o pomoc, na którą tak liczyli w ostatnich miesiącach – podsumowuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.