Prospekt BioMaxima SA został zatwierdzony przez KNF. Debiut na rynku głównym GPW możliwy jeszcze w styczniu

W dniu 31 grudnia 2021 roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła prospekt BioMaxima SA, sporządzony w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie do obrotu na rynku regulowanym wszystkich akcji Emitenta serii A, B, C, D, E i F. Spółka złożyła prospekt do KNF w sierpniu b.r. Przeniesieniu notowań na rynek podstawowy GPW nie będzie towarzyszyła emisja nowych akcji.

Niezwłocznie złożymy wniosek do zarządu GPW o przeniesienie notowań akcji BioMaxima na rynek podstawowy GPW i jeszcze w styczniu spodziewamy się debiutu na głównym parkiecie – powiedział Łukasz Urban, Prezes Zarządu BioMaxima SA.

Kierunek na rynek główny GPW akcjonariusze BioMaxima SA wyznaczyli na NWZA spółki w grudniu 2020 roku, podejmując uchwałę o przejściu od 1 stycznia 2021 roku na Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej (MSSF). Dokument informacyjny został złożony przez zarząd spółki w KNF w sierpniu 2021 r. – Debiut na GPW to jeszcze większa transparentność i naturalny krok w rozwoju BioMaximy. Najważniejszym czynnikiem warunkującym sukces spółki pozostaje jednak zdrowa sytuacja finansowa oraz szybki rozwój naszej firmy – dodaje Łukasz Urban.

Wyniki po trzech kwartałach 2021 roku

W dniu 16 listopada br. spółka opublikowała raport za III kwartał 2021 roku, wykazujący 14.589 tys. złotych przychodów ze sprzedaży Grupy Kapitałowej BioMaxima SA.  Narastająco w 2021 roku jest to 56.033 tys. zł łącznych przychodów, które wykazały dynamikę 135 proc. w stosunku do 9 miesięcy roku 2020. To przełożyło się na skonsolidowany wskaźnik EBITDA grupy w tym okresie o wartości 11.297 tys. złotych, przy 6.760 tys. zł za 9 miesięcy 2020 r., a więc z dynamiką 167 proc. Zysk netto grupy wyniósł 1.348 tys. zł. w III kwartale 2021, oraz narastająco 8.248 tys. zł, co daje dynamikę 192 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 roku.

W samym III kwartale 2021 roku spółka wypracowała 2.032 tys. zł zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (EBITDA), oraz zysk netto w wysokości 1.429 tys. zł., przy przychodach ze sprzedaży 14.404 tys. zł. Oznacza to odpowiednio dynamikę EBITDA na poziomie 115 proc., dynamikę zysku netto 110 proc., oraz dynamikę przychodów 102 proc., w porównaniu z III kwartałem 2020 r.

Wycena analityków Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska

Analitycy DM BOŚ, w raporcie z 7 listopada, podtrzymali wycenę akcji spółki BioMaxima w horyzoncie 12-miesięcznym na 37,3 zł za papier. Analitycy wskazywali też w listopadzie, że ich zdaniem mniejsze ilości zamawianych testów zostaną skompensowane na poziomie przychodów ożywieniem w nie-Covidowych segmentach działalności BioMaximy. Jednak w III kwartale 2021 wróciło intensywne testowanie populacji i popyt na testy.

Trendy w IT 2022

Branża informatyczna rozwija się bardzo dynamicznie i ten trend będzie nadal się utrzymywał w 2022 roku. Wzrastać będzie wykorzystanie najnowszych technologii IT zarówno w biznesie, jak i w nauce. Oczywiście, pewne obszary działalności człowieka będą czerpały z najnowszych osiągnięć informatyki na szerszą skalę niż inne. Od kilku lat obserwujemy, że brakuje na rynku pracowników określonych zawodów. I to właśnie w tych branżach jest największe zapotrzebowanie na wdrożenie innowacyjnych rozwiązań IT. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że to potrzeba jest matką wynalazków. Nowe technologie nie zastąpią jednak całkowicie człowieka, ale znacznie ułatwią mu pracę. Poniżej przedstawiamy trzy główne trendy w IT na 2022 rok, które wskazuje dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).

Cyfryzacja w przemyśle

Przemysł potrzebuje nowoczesnych technologii informatycznych i z pewnością zapotrzebowanie na nowoczesne narzędzia IT w tej dziedzinie będzie wzrastać. Widać to choćby po analizach wydatków, jakie biznes przeznacza na wdrożenie najnowszych rozwiązań technologicznych. Nakłady na innowacje rosną i z pewnością ten trend jeszcze długo się utrzyma. Chcąc zachować przewagę konkurencyjną na rynku, żaden liczący się podmiot nie może sobie pozwolić na brak cyfryzacji określonych procesów. Dodatkowo, od kilku lat mamy w Polsce rynek pracownika, a firmy często nie mogą znaleźć odpowiednich specjalistów. Tutaj z pomocą przychodzą właśnie nowoczesne narzędzia, coraz częściej mamy do czynienia z tzw. przemysłem 4.0. Z roku na rok polska gospodarka jest bardziej innowacyjna. Internet rzeczy i sztuczna inteligencja (AI) wykorzystywane są już w wielu przedsiębiorstwach. Firmy rozbudowują działy B+R i współpracują z przedstawicielami nauki. To bardzo dobry trend w polskiej gospodarce, który obserwujemy również w naszym instytucie. Coraz więcej firm zwraca się do nas z propozycją współpracy. Obserwujemy także wzrost zainteresowania naszym portalem Inventorum, który ma na celu łączyć biznes i naukę. Obecnie znajduje się tam już ponad 60 000 projektów, które mogą stanowić inspirację dla przedsiębiorców. Bardzo dobrym przykładem potwierdzającym wzrost zapotrzebowania na wdrażanie nowoczesnych rozwiązań IT w przemyśle jest współpraca OPI PIB z firmą VIVE Textile Recycling Sp. z o.o. Nasz wspólny projekt dotyczy przeprowadzenia badań przemysłowych oraz prac rozwojowych ukierunkowanych na opracowanie innowacyjnego procesu identyfikacji obuwia z wykorzystaniem nowoczesnych metod uczenia maszynowego. W rezultacie przeprowadzonych prac badawczo-rozwojowych Grupa VIVE wdroży innowacyjny proces, który pozwoli zwiększyć efektywność procesu parowania, oceny stopnia zużycia i wyceny obuwia. W ramach realizacji projektu zmodernizowana zostanie linia doświadczalno-produkcyjna ShoeSelector oraz wdrożony zostanie zautomatyzowany, wysokowydajny proces identyfikacji obuwia, co dodatkowo przyczyni się do znacznego ograniczenia ilości wytwarzanych odpadów. Cały proces opierać się będzie na zastosowaniu specjalnych algorytmów rozpoznawania obrazu z zakresu sztucznej inteligencji.

Zdrowa sztuczna inteligencja

Drugim trendem, który z pewnością będzie zauważalny w 2022 roku jest zastosowanie sztucznej inteligencji w medycynie i ochronie zdrowia człowieka. Nowoczesne narzędzia IT będą przede wszystkim wykorzystywane w diagnostyce wielu chorób. Oczywiście AI nie zastąpi lekarza, jednak znacznie usprawni jego pracę. Podobnie jak w przypadku przemysłu, również w medycynie brakuje odpowiedniej liczby specjalistów. Powoduje to duże kolejki do lekarzy i opóźnia diagnozę, co może niekorzystnie wpływać na proces leczenia. Dzięki sztucznej inteligencji diagnostyka jest szybsza, co znacznie ułatwia pracę specjalistom. Dobrym przykładem zastosowania AI w medycynie jest narzędzie eRADS. Naukowcy OPI PIB opracowali platformę badawczą, która służy do standaryzacji opisów raportów medycznych. Narzędzie to pozwala obiektywnie ocenić istotność kliniczną potencjalnej zmiany nowotworowej. Platforma umożliwia także zbieranie danych z badań, co w przyszłości pomoże stworzyć rozwiązania, które automatycznie będą szacowały cechy istotne klinicznie. W OPI PIB rozpoczęto także prace nad innym narzędziem, które będzie wspomagać pacjentów z niepełnosprawnościami. Opracowana przez ekspertów OPI PIB wraz z partnerami technologia Sagacity pozwoli na zarządzanie urządzeniami z naszego otoczenia bez konieczności polegania na tradycyjnie rozumianej sprawności motorycznej czy głosowej. Umożliwi to zwiększenie samodzielności osób z trudnościami funkcjonalnymi, które staną się mniej zależne od swoich opiekunów w czynnościach codziennych. Przełoży się to nie tylko na zwiększenie ich komfortu, ale także pozytywnie wpłynie na poprawę kondycji psychicznej. Sagacity będzie pierwszym na rynku systemem pozwalającym na wykorzystanie bezprzewodowego wzmacniacza EOG/ EMG do sterowania urządzeniami znajdującymi się w sieci inteligentnego domu. Stworzona zostanie platforma oprogramowania zdolna do interpretacji i odnajdywania indywidualnych wzorców bioelektrycznych danej osoby. Dzięki systemowi OPI PIB wiele podstawowych czynności, które do tej pory wymagały pomocy opiekuna, będzie mogło być realizowanych samodzielnie przez osoby z niepełnosprawnościami.

Komputery a język naturalny

Ostatnim trendem, który warto odnotować, jest rosnąca popularność neuronowych modeli języka. Mają one zastosowanie w bardzo wielu branżach i z pewnością będzie ono wzrastać. Branża IT już od dłuższego czasu dostrzega w nich duży potencjał. Mają one coraz większe zastosowanie w życiu każdego użytkownika internetu. To właśnie dzięki nim użytkownicy mają dostęp do usług tłumaczenia tekstu na różne języki, możliwe jest wykrywanie SPAM-u, realizowane są badania nastrojów społecznych w sieci, a także z ich pomocą każdy ma dostęp do automatycznej korekty tekstu czy też może porozmawiać z chatbotem. Większość modeli jednak jest opracowana dla języka angielskiego. Istnieje więc duże zapotrzebowanie na rodzime algorytmy. W OPI PIB trwają intensywne prace związane z tą tematyką. Tylko w 2021 roku udostępniliśmy dwa nowe modele – Polish RoBERTa base v2 oraz przeznaczony do zadań związanych z generowaniem tekstu model GPT-2. Na pewno w 2022 roku i w kolejnych latach nadal będziemy prowadzić intensywne prace w tym zakresie. Warto dodać, że modele OPI PIB udostępniamy bezpłatnie, gdyż chcemy stymulować rozwój rodzimej branży IT. Oczywiście, nie tylko opracowujemy neuronowe modele, języka, ale także wdrażamy wiele rozwiązań na nich opartych. Warto wspomnieć tutaj o takich popularnych narzędziach IT, jak Jednolity System Antyplagiatowy (JSA), z którego korzystają promotorzy wszystkich prac dyplomowych w Polsce, czy też Annobot, który służy do badania emocji ludzkich na podstawie tekstu. W nadchodzącym roku eksperci OPI PIB z pewnością opracują kolejne algorytmy, które będą m.in. wykorzystywać technologię przetwarzania języka naturalnego, czy też będą mieć zastosowanie w medycynie.

Cyfrowa Polska: 2022 r. pod znakiem 5G, wzmacniania cyberbezpieczeństwa i cyfryzacji małego biznesu

W 2022 r. tempa nabierze rozwój sieci 5G, a dotyczące jej regulacje i wdrożenia będą miały ogromne znaczenie dla rozwoju polskiej gospodarki cyfrowej. Przyśpieszy również proces cyfryzacji małych i średnich przedsiębiorstw, a kwestie cyberbezpieczeństwa zyskają jeszcze na znaczeniu – prognozuje Związek Cyfrowa Polska (ZCP).

Zdaniem organizacji reprezentującej polski sektor cyfrowy i nowych technologii rytm rozwoju branży ICT nadal pozostanie w znacznej mierze uzależniony od sytuacji pandemicznej. W jej opinii, naruszone globalne łańcuchy dostaw będą wciąż dawać się we znaki, a konsekwencje kryzysu będą skłaniać władze do promowania rozwiązań wspierających lokalną i regionalną niezależność technologiczną.

Pierwsze skrzypce 2022 r. dla łączności mobilnej

ZCP przewiduje, że w nowym roku w Polsce czeka nas boom sieci mobilnej piątej generacji. W 2022 r. oczekiwać należy sfinalizowania przepisów dotyczących budowy sieci 5G w kraju (przede wszystkim znowelizowanej ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa) i przeprowadzenia aukcji częstotliwości na potrzeby jej rozwoju. Prognozuje się również, że przemysł coraz chętniej będzie stawiał na budowę prywatnych sieci.  – Łączność mobilna w technologii 5G będzie istotna lokalnie i na arenie międzynarodowej. Spragniony możliwości sieci piątej generacji rynek oczekiwać będzie odpowiednich regulacji, a globalny wyścig ku 5G nabierze tempa. Należy spodziewać się, że w tle tego procesu będziemy słyszeć coraz więcej o pracach badawczych nad następcą technologii, czyli 6G – twierdzi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Jaka dodaje, w nowym roku trwać będzie dalej debata o bezpieczeństwie infrastruktury sieciowej. – Coraz częściej pojawiać się będzie w tej dyskusji pojęcie autonomii lub niezależności technologicznej – dodaje.

W opinii prezesa Cyfrowej Polski bezpieczeństwo cyfrowe będzie drugim wiodącym zagadnieniem 2022 r. dla branży cyfrowej. – Cyberbezpieczeństwo zyskiwać będzie na znaczeniu w związku z narastającą skalą incydentów i cyberzagrożeń oraz postępem cyfryzacji w biznesie i administracji. Im więcej technologii cyfrowych wykorzystują urzędy i firmy, tym więcej uwagi powinny przykładać do kwestii bezpieczeństwa, a bez wątpienia transformacja cyfrowa nie spowolni w nadchodzącym roku. Wyzwania najbliższych 12 miesięcy w tym zakresie będą zatem kontynuacją sytuacji, jaką obserwowaliśmy w 2021 r. – prognozuje Michał Kanownik. Związek przewiduje, że trend rosnącej liczby incydentów bezpieczeństwa utrzyma się w nowym roku.

Fundament dla rozwoju

Kluczowym wyzwaniem w 2022 r. – w opinii polskiej branży cyfrowej – będzie poprawa kompetencji cyfrowych. Wymóg ten dotyczyć będzie szczególnie np. kadry nauczycielskiej i innych pracowników oświaty, którzy w związku z cyfryzacją edukacji i potencjalnym ryzykiem powrotu do nauki zdalnej coraz częściej wykorzystują w swojej pracy nowe technologie. Cyfrowa Polska wskazuje, że umiejętności takie muszą rozwijać się również w sektorze MŚP. – Wraz z postępującą w nim transformacją cyfrową, wykorzystanie nowych narzędzi będzie determinowało konkurencyjność na rynku małych i średnich firm – uważa Michał Kanownik. Wskazuje on również na znaczenie prognozowanego wzrostu liczby e-usług świadczonych obywatelom przez administrację publiczną, a w efekcie ilości danych, którym należy zagwarantować bezpieczeństwo. – Oznacza to konieczność poprawy poziomu kompetencji cyfrowych, również na polu cyberbezpieczeństwa, wśród pracowników administracji publicznej – dodaje prezes Związku Cyfrowa Polska.

Cyfryzacja i regulacje

Przewidywania Cyfrowej Polski mówią również, że obserwowana fala cyfryzacji, która w 2021 r. objęła głównie duże firmy, zacznie docierać w większym stopniu do mniejszych przedsiębiorstw. Mały i średni biznes otworzy się m.in. na usługi chmurowe. – Migracja danych, procesów wewnętrznych i świadczonych usług do chmury dotyczyć będzie w coraz większym stopniu biznesu, ale również administracji publicznej, szczególnie na szczeblu lokalnym czy też ochrony zdrowia. Chmura stanowić będzie narzędzie, dzięki któremu możliwy będzie dalszy rozwój e-usług w obu tych obszarach – przewiduje Michał Kanownik. W jego ocenie, upowszechni się również zrozumienie ogromnej wartości danych, które będziemy tam gromadzić. Wzrost tej świadomości objawi się nie tylko adaptacją biznesu, lecz również stosownymi krokami regulacyjnymi i aktywnością badawczą.

Sektor MŚP przyłoży też większą wagę do zabezpieczeń cyfrowych i modernizować będzie swoje wyposażenie – ocenia Związek Cyfrowa Polska. Zdaniem organizacji będzie to jeden z czynników, który sprawi, że popyt na produkty i usługi sektora ICT utrzyma się na wysokim poziomie. ­– W znacznej mierze rozwój branży nowych technologii uzależniony będzie też od sytuacji pandemicznej i wynikającej z niej skali realizowania zdalnie pracy i edukacji. Sprostanie wysokim oczekiwaniom konsumentów, które stanowiło wyzwanie w mijającym roku, pozostanie istotnym zagadnieniem dla naszego sektora – mówi Michał Kanownik. Jednocześnie prezes Cyfrowej Polski przyznaje, że w nowym roku aktualne pozostaną obawy o kondycję łańcuchów dostaw i możliwość odpowiedzi na wymagania rynku.

ZCP zwraca również uwagę, że polscy dystrybutorzy sprzętu elektrycznego i elektronicznego będą w 2022 r. mierzyć się z dodatkowym, specyficznym dla Polski wyzwaniem, jakim są przepisy w projekcie Ustawy o uprawnieniach artysty zawodowego, przygotowanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zakładające poszerzenie listy sprzętu objętego opłatą reprograficzną. 2021 r. nie przyniósł jasnego rozwiązania tej kwestii, dlatego w nadchodzących miesiącach sprawa objęcia opłatą smartfonów, tabletów czy telewizorów smart, a przy tym nieuniknionego skoku ich cen na sklepowych półkach, będzie wciąż obiektem ożywionej dyskusji. Związek obawia się, że potencjalne podwyżki cen zbiegające się ze znacznym popytem na produkty, których dostępność będzie w przyszłym roku się wahać, stanowić może istotne zmartwienie polskiej branży nowych technologii.

Z kolei w skali Unii Europejskiej, prognozy Związku Cyfrowa Polska wskazują, że oczy sektora ICT skierowane będą ku regulacjom rynku cyfrowego, które wejdą w 2022 r. w decydującą fazę. Akt o Rynkach Cyfrowych (DMA) przyjęty pod koniec 2021 r. przez Parlament Europejski będzie obiektem negocjacji z rządami państw członkowskich. To samo będzie czekać Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), który został zaakceptowany w grudniu przez komisję IMCO. Branża cyfrowa oraz środowisko akademickie bacznie będą przyglądać się również unijnym pracom nad Aktem w sprawie zarządzania danymi, który w założeniu służyć ma zwiększeniu dostępności danych na potrzeby ich wykorzystywania oraz wzmocnieniu mechanizmów udostępniania danych w całej UE.

Polska branża cyfrowa rozwija się i umacnia z każdym rokiem, nawet w obliczu wyzwań pandemii. Warto przypominać, że odpowiada ona w znacznej mierze za kreowanie polskiego PKB. Dostarcza ona również produkty konieczna dla transformacji cyfrowej, a w efekcie budowy potencjału wszystkich pozostałych gałęzi ekonomii. W 2022 r. musimy zatem zadbać o to, aby sektor ICT w kraju miał warunki do wzrostu, na którym skorzysta cała gospodarka. Jestem głęboko przekonany, że mimo licznych wyzwań, nadchodzący rok będzie dobry dla polskiej branży cyfrowej – komentuje Michał Kanownik.

Kamil Sadowniczyk dyrektorem Manpower w Polsce

Z początkiem stycznia Kamil Sadowniczyk awansował na stanowisko dyrektora Manpower w Polsce. Do jego obowiązków należy zarządzanie największą marką w strukturach ManpowerGroup, oferującą takie rozwiązania jak praca tymczasowa, outsourcing, rekrutacje stałe.

Kamil Sadowniczyk na nowym stanowisku jako dyrektor Manpower w Polsce jest odpowiedzialny za zarządzanie siecią ponad 70 biur firmy w których pracuje ponad 300 pracowników. Do jego obowiązków należy tworzenie oraz realizacja strategii brandu a także utrzymanie jego dalszego wzrostu.

Kamil Sadowniczyk jest związany z firmą od blisko 5 lat. Swoją karierę w Manpower rozpoczął w 2017 roku jako menedżer regionalny, by po pięciu miesiącach awansować na dyrektora dywizji odpowiedzialnej za rozwój sieci oddziałów onsite. Z branżą HR jest związany od 17 lat.

Kamil Sadowniczyk na stanowisku dyrektora Manpower zastąpi Tomasza Walenczaka, który awansował na dyrektora zarządzającego ManpowerGroup w Polsce.

Manpower to największy brand należący do ManpowerGroup, działający nad Wisłą od ponad 20 lat, a dziś będący jednym z liderów w zakresie rozwiązań pracy tymczasowej, rekrutacji stałej, outsourcingu.

Przedsiębiorcy przeciwni obostrzeniom. „W piątek falujemy na sylwestrze w Zakopanem, a w środę zamykamy restauracje? Absurd”

– Wobec przedsiębiorców używa się całego arsenału komplikacji, których efektem są poważne tarapaty finansowe lub widmo bankructw. Nie wyobrażam sobie, by po fatalnych doświadczeniach z roku 2020 i 2021, trzeci rok z rzędu podejmowane były decyzje o lockdownie i szerokich obostrzeniach. To próba leczenia nieskutecznym lekarstwem tej samej choroby. Ofiarą będzie gospodarka, bo na pewno nie należy spodziewać się żadnego wyhamowania zachorowań. Tysiące ludzi w piątek mogły falować na sylwestrze w Zakopanem, a w środę będzie się wprowadzało ograniczenia w możliwości przebywaniu w restauracjach i galeriach handlowych. Gdzie jest w tym sens? – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy z dużym zaniepokojeniem odnotowali poniedziałkowe zapowiedzi Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego dotyczące wprowadzania nowych obostrzeń i restrykcji. Tym razem traktujemy sytuację, jako skierowaną bezpośrednio do przedsiębiorców, bo Minister powiedział wprost, że obostrzenia mogą objąć prowadzenie działalności gospodarczej.

– Spodziewamy się, że zapowiedź Ministra Niedzielskiego skierowana jest przede wszystkim do handlu, gastronomii, turystyki oraz sektorów, które zwykle obejmowane są lockdownem, kiedy rośnie liczba zakażeń. To te sektory najmocniej dotknięte były pierwszymi falami pandemii, to te sektory również bardzo mocno odczuwają podwyżki cen prądu i gazu. W niektórych firmach sytuacja jest wręcz dramatyczna. Nowy rok zaczyna się drastycznym wzrostem kosztów, który idzie w parze z ograniczeniem możliwości działania operacyjnego. Jak tak można? Przedsiębiorcom kolejny raz grozi się zamknięciem i ograniczeniem działalności, przy jednoczesnym braku wyczerpania środków, które mogłyby zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Minister Niedzielski mówi, że „kończy się arsenał związany ze szczepieniami”. Czy to prawda? Przypomnę nasz postulat sprzed pół roku, by przyjąć ustawę o sprawdzaniu szczepień przez pracodawców. Od lipca apelujemy, dyskutujemy, ponawiamy prośby i nie ma żadnego efektu. Głos przedsiębiorców jest ignorowany, bo nie ma woli politycznej, by paszporty covidowe były sprawdzane. Europa robi to bez większych problemów – mówi Hanna Mojsiuk. – Północna Izba Gospodarcza apeluje o to, by nie przyjmować za konieczne rozwiązań, które będą ograniczać działalność przedsiębiorców w Polsce. Lockdown to gospodarcze zło – dodaje Hanna Mojsiuk.

Polski Ład jest sprzeczny z duchem Konstytucji Biznesu

Część przepisów podatkowo-składkowych ustawy Polski Ład jest sprzecznych z duchem Konstytucji Biznesu oraz wielokrotnie deklarowanej przez Premiera Mateusza Morawieckiego potrzeby takiej legislacji, aby ustawy były proste, zrozumiałe i pozbawione niepotrzebnej biurokracji.

Rzecznik MŚP Adam Abramowicz wystąpił do Premiera Mateusza Morawieckiego, aby szybko poprawić ustawę Polski Ład wnioskując o zmianę sposobu opłacania składek. Rzecznik proponuje, aby miesięczna podstawa wymiaru składek na ubezpieczenie zdrowotne miała charakter stały i była ustalana w taki sposób, w jaki ustawa o zmianie określa minimalną miesięczną podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne, to znaczy jako kwotę minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w dniu 1 stycznia danego roku.

Dopłata różnicy między roczną składką na ubezpieczenie zdrowotne ustaloną od rocznej podstawy, a sumą wpłaconych za poszczególne miesiące roku kalendarzowego składek na ubezpieczenie zdrowotne następowałaby wraz ze złożeniem zeznania o wysokości osiągniętego dochodu (lub przychodu, w wypadku podmiotów rozliczających się na podstawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych) w roku podatkowym, zgodnie z odpowiednimi przepisami prawa podatkowego. Ważne jest także aby roczna składka była naliczana od dochodu liczonego zgodnie z ustawą z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, czyli uwzgledniającego różnice remanentowe z końca 2021 i 2022 i lat następnych.

Znowelizowane przepisy o składce zdrowotnej zawarte w ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, poprzez nieuwzględnienie przez ustawodawcę możliwości korygowania wysokości dochodu w związku z różnicami remanentowymi, wprowadzają chaos prawny i są niezgodne z zakładanym przez ustawodawcę celem wprowadzenia składki liczonej od rzeczywistego dochodu.

Jednocześnie powinno być jasno w przepisach określone, że przedsiębiorca oblicza składkę płaconą w styczniu 2022 a dotyczącą grudnia 2021, według przepisów obowiązujących w 2021, sprzed wejścia w życie ustawy Polski Ład, a nowe przepisy dotyczą stycznia 2022, czyli składki płaconej w lutym 2022.

– Cieszę się, że mój wniosek spotkał się z pozytywną reakcją Prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Pani Profesor Gertrudy Uścińskiej. Pani Prezes zadeklarowała, że jest otwarta na wszelkie propozycje mające na celu uproszczenie rozliczenia składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Dodam, że ZUS wykonał w ostatnich latach gigantyczną pracę na rzecz likwidacji zbędnej biurokracji, informatyzacji systemu i uczynienia go przyjaznym dla MŚP. Jeżeli rząd nie zdecyduje się na proponowane przeze mnie zmiany, to uczynimy duży krok wstecz w tym zakresie – powiedział Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Raport Przed decyzją RPP: Kolejna podwyżka stóp na horyzoncie

We wtorek 4.01 Rada Polityki Pieniężnej podejmie decyzję dotyczącą wysokości stóp procentowych. Oczekujemy, że RPP podniesie stopę referencyjną o 50 pb. do 2,25%. Mniejsza podwyżka prawdopodobnie przełoży się na słabość złotego w krótkim terminie, zaś większa, o 75 pb., mogłaby wzmocnić walutę.

Krótko przed świętami Bożego Narodzenia zebranie przeniesiono z 12.01 na 4.01. Nie musi to mieć znaczenia, ale jest warte odnotowania, ponieważ członkowie RPP nie będą jeszcze wówczas znali danych o inflacji w grudniu – jej wstępny odczyt zostanie opublikowany w piątek 7.01. Oznacza to, że decyzja zostanie podjęta w środowisku dodatkowej niepewności.

Większa podwyżka mogłaby wzmocnić złotego

Praktycznie wszyscy uczestnicy rynku spodziewają się podwyżki stóp we wtorek. Tak jak konsensus oczekujemy, że RPP podniesie stopę referencyjną o 50 pb. do 2,25%. Biorąc pod uwagę stawki terminowe i stawki międzybankowe, zakładamy, że co najmniej taka podwyżka jest już wyceniana. Jeśli okaże się ona mniejsza, prawdopodobnie przełoży się to na słabość złotego w krótkim terminie, zaś podwyżka o 75 pb. mogłaby wzmocnić walutę.

Spodziewamy się, że zacieśnianie polityki będzie wspierać walutę w 2022 r. Warto też dodać, że zgodnie z naszymi oczekiwaniami (i w przeciwieństwie do sytuacji sprzed roku) NBP nie interweniował na rynku w celu osłabienia złotego pod koniec zeszłego roku. Wspiera to dodatkowo nasz pogląd, że decydenci będą mieć preferencję silniejszego złotego w 2022 r.

Naszym zdaniem prawdopodobna jest kolejna podwyżka w lutym, a jej skala będzie zależeć od dużej liczby publikowanych w styczniu odczytów. Dane ekonomiczne, które poznaliśmy w zeszłym miesiącu, są imponujące – sprzedaż detaliczna, produkcja przemysłowa, zatrudnienie i wzrost płac w listopadzie zaskoczyły na plus. Potwierdza to potrzebę zacieśniania polityki, sugerując, że może formować się dodatkowa presja cenowa, i wspiera pogląd, że gospodarka poradzi sobie z wyższymi stopami.

W 2022 r. czeka nas wiele niewiadomych, spośród których jedną z ważniejszych jest rozwój pandemii. Uważamy, że w przypadku Polski generuje ona jednak bardziej ryzyko podwyższonej inflacji niż obniżenia wzrostu gospodarczego, więc nie powinna spowolnić tempa zacieśniania polityki.

NBP spodziewa się wyższej inflacji

Powszechnie oczekuje się, że inflacja pod koniec roku jeszcze wzrosła po tym, jak mocno zaskakiwała w ostatnich miesiącach. W listopadzie, po rewizji w górę, osiągnęła 7,8% i znacznie przewyższyła cel inflacyjny Narodowego Banku Polskiego (2,5% ± 1 p.p.). Do 4,7% wzrosła mniej zmienna inflacja bazowa, która jest dla NBP szczególnie istotna, ponieważ nie obejmuje cen żywności i energii, więc lepiej odzwierciedla zmiany w krajowym popycie.

Wykres 1: Inflacja w Polsce (2011 – 2021)

Inflacja w Polsce
Źródło: Bloomberg Data: 03.01.2022

Listopadowe projekcje inflacji NBP wskazywały na wzrost cen na poziomie 5,8% w 2022 r., ale stały się one nieaktualne ze względu na niedawną mnogość nagłych zmian (w szczególności wzrost cen energii i niedawną decyzję Urzędu Regulacji Energetyki, by istotnie podnieść ceny energii i gazu dla gospodarstw domowych). Prezes NBP Adam Glapiński w jednym z ostatnich wywiadów, którego udzielił serwisowi Business Insider, podzielił się nowszymi, wstępnymi prognozami banku, zgodnie z którymi średnia inflacja w br. wyniesie 7,6% – swój szczyt na poziomie 8,3% osiągnie w czerwcu, a do końca 2022 r. spadnie do 6,2%.

Referencyjna stopa NBP, wynosząca obecnie 1,75%, była podnoszona trzykrotnie po osiągnięciu rekordowo niskiego poziomu 0,1% i obecnie jest wyższa niż przed pandemią, ale wciąż raczej niska w porównaniu z głównymi podobnymi krajami regionu (Wykres 2). Wyraźne różnice w sytuacji ekonomicznej krajów, wewnętrznej presji cenowej, ryzyku dla inflacji i wzrostu gospodarczego, sytuacji kursowej i sytuacji na rynku nieruchomości sprawiają, że Polska wydaje się odczuwać mniejszą presję do zacieśniania polityki niż większość podobnych państw. Uważamy, że prawdopodobnie pójdzie w ślady Czech i Węgier i będzie kontynuować podwyżki stóp, lecz mniej agresywnie niż wymienione kraje w ostatnich tygodniach. Stawki międzybankowe dość wyraźnie wzrosły, podobnie jak stawki terminowe, co wskazuje, że rynek oczekuje od NBP kontynuacji zacieśniania polityki w pierwszej połowie 2022 r.

Wykres 2: Stopy referencyjne, 3-miesięczne stawki międzybankowe i stawki FRA 6×9* w Polsce, Czechach i na Węgrzech (stan na dzień 31.12.2021)

Stopy referencyjne
Źródło: Bloomberg Data: 03.01.2022

*stawki FRA 6×9 odnoszą się do oczekiwanej za 6 miesięcy 3-miesięcznej stawki międzybankowej; w przypadku Węgier kluczowym instrumentem polityki pieniężnej w ostatnich tygodniach przestała być stopa referencyjna, a stała się nią 1-tygodniowa stopa depozytowa, ustalana co tydzień, która wynosi obecnie 4%

Decyzja w sprawie polityki RPP zostanie ogłoszona we wtorek. Konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego odbędzie się w środę o 15:00.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Małe, ale drogie miasta – sprawdzamy niewielkie rynki, gdzie ceny mieszkań są wywindowane

Najdroższe mieszkania w Polsce buduje się w największych miastach kraju – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu. Różnica średnich poziomów cen między rynkami mieszkaniowymi największych metropolii a tymi z mniejszych ośrodków sięga nawet ponad 50 proc. Taki jest ogólny obraz polskiego rynku mieszkaniowego, jednak zdarzają się i małe ośrodki, w których ceny mieszkań są wywindowane.

Wśród stolic województw najdroższą lokalizacją jest oczywiście Warszawa, gdzie za 1 mkw. nowego mieszkania płaci się średnio 10992 zł. Dalej w kolejności znajdują się: Gdańsk (10043 zł/mkw.), Kraków (9736 zł/mkw.), Wrocław (8891 zł/mkw.), Szczecin (8600 zł/mkw.), Poznań (8000 zł/mkw.) i Łódź (7500 zł/mkw.).

W powyższym zestawieniu może zaskakiwać wysokie miejsce Szczecina, ośrodka mniejszego i nie mającego statusu jednego z głównych w kraju. Skąd więc tak wysokie ceny? Wynikają one z dużego popytu inwestycyjnego, a ten jest skutkiem świetnego położenia Szczecina – na styku Polski i Niemiec, blisko Skandynawii. Stolica województwa zachodniopomorskiego jest aktualnie prężnie rozwijającym się rynkiem mieszkaniowym, który szybko nadrabia dystans do czołówki.

Zwraca też uwagę stosunkowo niski poziom cen mieszkań na sprzedaż w Łodzi – jednym z największych miast w Polsce. Taki stan rzeczy nie jest jednak nowością w odniesieniu do tego miasta. Eksperci różnie tłumaczą niższe ceny na rynku łódzkim. Oczywiście wynikają one z mniejszego zainteresowania zarówno zakupami na własność, jak i celami inwestycyjnymi. Mimo ciekawej oferty mieszkaniowej Łódź zdaje się przegrywać konkurencję z innymi ośrodkami podobnej wielkości. Wpływ na poziom cen ma również z pewnością stosunkowo bliskie położenie Warszawy. Stolica województwa łódzkiego wydaje się być  w “cieniu” miasta stołecznego. 

Należy tu zaznaczyć, że przywołane ceny transakcyjne pochodzą z danych NBP za III kw. 2021 roku. Kluczowe dla rynku pozostaje więc pytanie, jak będą kształtować się stawki po serii drastycznych podwyżek stóp procentowych. Czy w związku z tym ceny nadal będą rosły, czy może zatrzymają się lub dojdzie do korekty? Odpowiedź poznamy w najbliższych kwartałach.

Metropolie a prowincja

Jak wypada “małomiasteczkowa” cenowa rzeczywistość w porównaniu do metropolii? Przykładem niech będzie Mazowsze. Jak już mówiliśmy – w stolicy średnia cen wynosi nawet 11 tys. zł/mkw. Jeśli jednak zdecydujemy się na mieszkanie w oddalonej o 120 km Ostrołęce, na tamtejszym rynku pierwotnym spotkamy oferty nie przekraczające cenowo 5 tys. zł/mkw.

Z kolei za mieszkania na sprzedaż w Ciechanowe przy ul. Harcerskiej inwestor oczekuje od 4600 zł/mkw. W Żyrardowie, oddalonym o 50 km od Warszawy, ceny za mieszkania w projekcie Nowa Strefa przy ul. Popiełuszki zaczynają się od niecałych 5000 zł/mkw. W Mińsku Mazowieckim, 50 km od stolicy na wschód, za nowe mieszkanie w projekcie Wesoła House trzeba zapłacić od 5800 zł/mkw.

Oczywiście stawki rosną tym bardziej, im bliżej dany ośrodek jest metropolii, ale nawet w miasteczkach satelickich wokół dużych miast ceny pozostają wyraźnie obniżone. Przykładowo – w podwarszawskich Ząbkach stawki za nowe mieszkania kształtują się na poziomie 7,5 – 8 tys. zł./mkw.

Jak więc widzimy – rząd wielkości różnicy cen między metropoliami a tzw. prowincją wynosi kilkadziesiąt procent. Nie chodzi tu tylko o Warszawę i Mazowsze. Taką samą sytuację mamy w innych województwach, w których znajdują się wiodące ośrodki miejskie w kraju – na Pomorzu, Dolnym Śląsku, w Małopolsce i Wielkopolsce.

Małe, a drogie

Które mniejsze ośrodki odbiegają od “prowincjonalnego” poziomu cen? Chodzi o te średnie i małe miasta, które cieszą się zainteresowaniem inwestorów, lub też koniunktura na danym lokalnym rynku pozwala na wysokie ceny. Dotyczy to przede wszystkim ośrodków o  walorach turystycznych, gdzie zakup mieszkania może być traktowana jako inwestycja, np. z myślą o wynajmie noclegowym.

Bardzo wywindowane ceny spotykamy w miasteczkach nadmorskich. Stawki w niektórych ośrodkach sięgają cen z największych miast  kraju. Przykładem może być popularna Łeba. W tym nadbałtyckim kurorcie stawki za nowe mieszkania sięgają nawet 12 tys. zł/mkw. Ceny za apartamenty o powierzchni od 25 do 65 mkw. kształtują się w przedziale od 11700 do ponad 17 tys. zł/mkw. W Niechorzu, w województwie zachodniopomorskim stawki za mieszkania w jednym z projektów przy ulicy Zasisznej przekraczają 11 tys. Zł/mkw. Świnoujście to jedna z topowych i bardzo drogich lokalizacji nadmorskich. Ceny nowych mieszkań sięgają tu nawet siedemnastu/osiemnastu tysięcy złotych za metr kw. Do bardzo drogich lokalizacji dorzucimy oczywiście topowy Sopot, czy Zakopane, Wisłę, Karpacz lub Szklarską Porębę w górach.

Wszędzie tam, mimo że są to miasta nieduże, mieszkania okazują się drogie – głównie ze względu na potencjał inwestycyjny. Podwyższone ceny spotyka się nie tylko w najbardziej znanych ośrodkach wypoczynkowych, ale i w tych mniej obleganych. Przykładem może być dolnośląski Świeradów – Zdrój w Górach Izerskich. Ceny apartamentów w projekcie Źródło Izery, zaczynają się tam od 9200 zł/mkw. W Krynicy Zdroju w Małopolsce, by stać się właścicielem apartamentu z projektu Czarny Potok należy zapłacić od 7800 zł/mkw.

Podobnych przykładów można podać znacznie więcej, także z innych regionów w kraju. Podwyższone ceny nieruchomości spotkamy również choćby w popularnych kurortach na Warmii i Mazurach. Poza atrakcyjnymi turystycznie lokalizacjami, ciężko natomiast wskazać ośrodki, które byłyby wyraźnie droższe. Nawet miasta średniej wielkości okazują się mieć wyraźnie tańsze mieszkania od głównych metropolii. Przykładem niech będzie tu blisko 100 – tysięczna Legnica na Dolnym Śląsku. Za mieszkanie w jednym z projektów deweloperskich Zielone Widoki płaci się od 5100 zł/mkw.  To średnio o 3500 – 4000 zł mniej na metrze w porównaniu do cen ze stolicy regionu, czyli Wrocławia.

Co ciekawe – rynki małych i średnich miast w kraju niezależnie od województwa są na zbliżonym poziomie cenowym. Stawki za mieszkania z rynku pierwotnego w ośrodkach oddalonych od miast regionalnych, o więcej niż około 30 – 40 km. wynoszą przeciętnie 4500 – 5500 zł/mkw.

Kiedy inflacja zacznie spadać?

Inflacja, ustanawiając w październiku rekord dwudziestolecia, nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Jej szczyt ciągle przed nami. Nowe prognozy mówią nawet o wzroście inflacji do poziomu 8% w styczniu 2022 roku. Zdaniem analityków inflacja wyhamuje w 2023 r. do 3,9 proc. Eksperci podkreślają, że na ten moment inflacja nie jest przejściowa i pozostanie z nami zacznie dłużej, niż się początkowo wydawało. Cała sytuacja niesie ze sobą realne obawy i zagrożenia dla gospodarki Polskiej – ale także światowej, ponieważ wzrost inflacji stał się problemem globalnym. Oczywiście odbije się to nie tylko na samej gospodarce, ale przede wszystkim na wzroście cen. Już teraz obserwujemy wyraźnie drożejącą energię i żywność. Wysoka inflacja to poważne zmartwienie wielu polskich rodzin i czynnik, który w skali całej gospodarki zaczyna podminowywać nastroje gospodarstw domowych i negatywnie wpływać na konsumpcję. W obliczu tak silnej inflacji bank centralny porzucił swoją dawną preferencję, by złoty był relatywnie słaby. Jego umocnienie może odgrywać pomocniczą rolę przez delikatne hamowanie wzrostu cen towarów importowanych, m.in. surowców energetycznych. Jednak duża część ekspertów jest zdania, że podjęte przez bank centralny działania były zbyt wolne i na siłę wyczekujące.

– To, co ostatnio obserwujemy w gospodarce, może napawać optymizmem. Polska ma bardzo niskie bezrobocie. Ostatnie wskaźniki były znacząco lepsze, od tego, co przewidywaliśmy. Mowa tu o wskaźnikach gospodarki realnej. Pozostaje jednak kwestia gospodarki nominalnej, zwłaszcza kwestie inflacji. Niestety ta część wygląda dużo gorzej. Dochodzimy do momentu, w którym wskaźniki nominalne zaczynają zagrażać wskaźnikom realnym. Chodzi o to, że dopóki gospodarka rośnie szybko, to umiarkowana inflacja nie ma na nią aż tak wielkiego wpływu – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Kaczor, ekonomista firmy PreVision. – W momencie szalejącego wzrostu inflacji mamy przed sobą dwa ryzyka. Po pierwsze istnieje obawa, że gdy inflacja będzie naprawdę duża, to zacznie ograniczać wzrost realny. Po drugie wysoka inflacja spotka się z reakcją banku centralnego – która, mimo że adekwatna, to będzie dość późna. Oznacza to, że wzrost gospodarczy zostanie znacząco ograniczony. Można było temu zapobiec, gdyby podniesienie stóp procentowych były wcześniejsze. Mam wrażenie, że bank centralny przegapił odpowiedni moment – tak jakby czekał, co się wydarzy i być może liczył, że problem rozwiąże się sam. Jeżeli mowa o prognozach, to zgadzam się z większością ekspertów. Uważam, że czeka nas dobry wzrost gospodarczy. Polska gospodarka jest na etapie odkopywania się z tych zgliszczy, które pozostawiła pandemia. Jest to stały proces i podejrzewam, że zajmie nam on najbliższe lata. Jeżeli chodzi o inflację – to w tej kwestii nie jestem takim optymistą. Wszystkie prognozy mówią, że szczyt inflacji przypadnie na pierwszy kwartał przyszłego roku. Jednak jest to dosyć bezpieczna prognoza w tym sensie, że ten prognozowany szczyt jest dość bliski. Sprawia to, że mamy poczucie bezpieczeństwa i pewnego rodzaju ulgi, że niebawem inflacja zacznie spadać. Z drugiej strony nie widzimy powodu, dla którego inflacja miałaby tak nagle spadać. Tutaj pojawia się pytanie, co będzie, jeżeli nie spadnie? Moim zdaniem nie widać jasnych przesłanek do obniżenia się poziomu inflacji. Jeżeli chodzi o kurs walutowy, to spojrzałem na prognozy sprzed miesiąca. Już w tej chwili jesteśmy o 15 groszy więcej na głównych walutach, niż przewidywały prognozy na koniec miesiąca. Dodatkowo nie wydaje mi się, żebyśmy w najbliższym czasie wrócili do normy, jeżeli chodzi o walutę. Kolejny aspekt to niskie bezrobocie. Z rynku dochodzą głosy o tym, że nie ma ludzi do pracy. Ostatnio słyszałem, że w okresie przedświątecznym możliwe jest zarobienie w prostych pracach 150 zł/h – ponieważ tak bardzo brakuje pracowników. To także potwierdza moje obawy w stosunku do obniżania się poziomu inflacji. Obecnie nie dostrzegam powodu, dla którego miałaby ona maleć i właśnie w tym widzę największe zagrożenie dla gospodarki – wskazuje Kaczor.

Początek 2022

Nowy rok rozpoczął się przyzwoitymi indeksami koniunktury w Europie. Optymizm jednak gaszą problemy Turcji, które mogą się jednak rozlać na kolejne kraje.

Niespodziewanie dobry indeks koniunktury

Dzisiejszy dzień na rynkach rozpoczął się od publikacji indeksów PMI dla przemysłu. Są to wyniki badań ankietowych, w których pyta się managerów odpowiedzialnych za zamówienie o to, czy ich zdaniem sytuacja gospodarcza się poprawi, pozostanie taka sama, czy może pogorszy. Rezultatem jest wskaźnik, który przyjmuje tym wyższe wartości, im większy jest optymizm badanych. Przekroczenie 50 pkt powoduje, że mamy do czynienia z przewagą odpowiedzi pozytywnych nad negatywnymi. Polski wynik 56,1 pkt nie jest wyjątkowo dobry na tle innych państw, ale warte odnotowania jest to, że jest on o całe 2 pkt wyższy od oczekiwań. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy ponownie interesują się kupowaniem złotego, dzięki czemu euro ponownie kosztuje mniej niż 4,59 zł.

Koniunktura w innych państwach

Publikacja indeksów PMI dotyczyła również innych gospodarek europejskich. Dla strefy euro wynik to 58 pkt, co jest dokładnie zgodne z oczekiwaniami. To, że słabiej wypadł indeks w Niemczech, nadrobiła Francja. Ciekawym zjawiskiem są bardzo dobre rezultaty w państwach, które postanowiły jednak wyraźniej walczyć z inflacją. Czechy osiągnęły 59,1 pkt, a Węgrzy imponujące 64,8 pkt. Dane zza oceanu ze względu na różnicę czasu poznamy dopiero wieczorem.

Co dzieje się z Turcją?

Ostatnie umocnienie liry okazało się tymczasowe. Dzisiejsze dane na temat inflacji doskonale to potwierdzają. Jeżeli nad Bosforem nie zaczną się podwyżki stóp procentowych, sytuacja będzie jeszcze gorsza. Chciałoby się napisać, że wymknie się spod kontroli, ale patrząc na to, co się tam dzieje, już się to wydarzyło. Prezydent, wymuszając obniżki cen w ramach walki z inflacją, doprowadził do wzrostu cen dla konsumentów o 36,1%, a dla producentów o 79,9%. Co to oznacza? Mamy gwałtowny wzrost cen i jeszcze szybszy spadek marż. W rezultacie zaraz będą kolejne podwyżki, by utrzymać rentowność. Mamy do czynienia ze spiralą. Nie może zatem dziwić, że dzisiaj na otwarciu rynków jesteśmy świadkami kolejnych spadków liry.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Niepewna gospodarka – prognozy ekonomiczne 2022

Polska gospodarka w 2022 r. będzie się nadal rozwijać, choć wszystko wskazuje na to, że tempo wzrostu będzie niższe niż w kończącym się roku. Nadal będzie rósł handel w Internecie, rozwiną się usługi cyfrowe i praca hybrydowa, ale pociągnie to za sobą też większe natężenie ataków hakerskich. Większym zmartwieniem dla firm niż pandemia może być obawa o utrzymanie płynności finansowej. Prognozowanie tego, co się może wydarzyć w nadchodzącym roku dawno już nie było obarczone tak dużą niepewnością.

Dotychczas nasza gospodarka okazała się odporna na pandemię. I wszystko wskazuje na to, że tak też będzie w 2022 r., choć nowy wariant koronawirusa i niski odsetek zaszczepionych może te prognozy zmienić. Ale zagrożenie epidemiologiczne, to nie jedyne niebezpieczeństwa. Do tego dochodzą problemy z dostępnością podzespołów i półproduktów, drożejący transport i dawno nie widziana inflacja. Jak to w statystyce bywa, to że większość firm przystosowała się do działalności w nowych warunkach, nie oznacza, że nie ma przegranych. Rok 2021 przyniósł wyjątkowo dużą liczbę niewypłacalności firm. Co prawda liczba upadłości przedsiębiorstw jest wyjątkowo niska, bo do końca listopada ogłoszono ich 385, czyli o ok. 40 proc. mniej niż w dwóch poprzednich latach, to za to liczba restrukturyzacji bije rekordy. Do końca listopada wszczęto ich 1823, podczas gdy w całym roku 2021 było ich 800, a rok wcześniej 465. Niestety można się spodziewać, że ten trend się utrzyma.

Firmy będą pilnować terminów płatności

Utrzymanie płynności finansowej będzie bez wątpienia jednym z głównych zmartwień przedsiębiorców w nadchodzącym roku. Trzeba pamiętać, że wiele firm finansuje swoją działalność kredytami. A te – przy rosnącej inflacji i ciągle niskich stopach procentowych były wyjątkowo tanie, więc sięgano po nie chętnie. Podwyżki stóp procentowych sprawiły, że raty zaczęły rosnąć i wszystko wskazuje na to, że będą nadal rosły. Kto nie dysponuje nadwyżką gotówki, może mieć kłopoty ze spłatą wyższych rat. Dotyczy to także konsumentów. Dzisiaj długi wobec instytucji finansowych i wtórnych wierzycieli, czyli funduszy sekurytyzacyjnych i firm windykacyjnych, które odkupują długi m.in. od banków, to 62-65 procent zadłużenia notowanego w Krajowym Rejestrze Długów – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

A rok 2021 przyniósł znaczne ożywienie w udzielanych kredytach i pożyczkach, wzrosła też wartość przedmiotów w leasingu. Instytucje finansowe, po zmniejszeniu akcji kredytowej w 2020 r., wywołanej szokiem pandemicznym, odkręciły mocniej kurek z pieniędzmi. Miało to także inny efekt – zwiększył się obrót wierzytelnościami, przybyło zleceń firmom windykacyjnym.

Część instytucji finansowych nie sprzedaje należności funduszom sekurytyzacyjnym, ale decyduje się na windykację polubowną, licząc, że w ten sposób odzyska swoje pieniądze. Ta sama postawa dominuje wśród  przedsiębiorców. I ta liczba zleceń będzie dalej rosła w przyszłym roku. Z dwóch powodów. Po pierwsze w obawie przed utratą płynności finansowej firmy będą bardziej rygorystycznie pilnowały terminów płatności. Po drugie przedsiębiorcy doskonale wiedzą, że  na rynku jest sporo gotówki. Mają ją i firmy, i konsumenci – komentuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso, firmy windykacyjnej współpracującej z Krajowym Rejestrem Długów w ramach Kaczmarski Group.

Wyższe ceny i nieregularne dostawy

Przerwy w dostawach towarów i gwałtowny wzrost cen są dla wielu branż aktualnie jednym z największych problemów. Przykładem jest chociażby sektor budowlany, który przez półtora roku skutecznie stawiał czoła wyzwaniom pandemii. Podczas gdy w koronakryzysie inne sektory notowały straty, budowlańcy praktycznie nie przerywali robót. Dopiero gwałtowny wzrost cen materiałów zaczął powoli osłabiać budownictwo. Jeśli ktoś nie przygotował kosztorysów „z górką”, ma teraz problemy z płynnością finansową.

Innym segmentem gospodarki, który notuje straty nie tylko przez wzrost cen, ale przez niedobór materiałów, jest motoryzacja. Niedostępność kluczowych komponentów i stali okazały się dla niej zbyt dużym obciążeniem. Wielu producentów musiało ograniczyć produkcję. Spadki w sprzedaży odnotował też sektor handlu i usług motoryzacyjnych. W magazynach wielu hurtowni brakuje części i podzespołów do naprawy samochodów. Konsekwencją tego są problemy finansowe firm i rosnące zadłużenie.

Tylko 62 proc. przedsiębiorców ma poduszkę finansową

Wygra ten, kto będzie w stanie zapłacić terminowo. Pozostali zostaną odcięci od źródła dostaw, a w konsekwencji stracą kluczowych klientów. Już teraz widzimy, że coraz częściej przedsiębiorcy korzystający z faktoringu pieniądze uzyskane w ten sposób przeznaczają na regulowanie bieżących zobowiązań, a nie inwestycje i rozwój. Z naszych badań wynika, że tylko 62 procent mikroprzedsiębiorców ma poduszkę finansową, a przewidujemy, że ten odsetek jeszcze się zmniejszy –informuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.

Konsumpcja wewnętrzna nadal będzie jednym z czynników wzrostu gospodarczego w 2022 roku, choć w nieco mniejszym stopniu niż w czasie mijających 12 miesięcy. Z jednej strony kolejne podwyżki stóp procentowych i związane z tym podrożenie kredytów zmniejszy dochody do dyspozycji konsumentów. Z drugiej jednak strony nadal będziemy mieli do czynienia z presją na podnoszenie płac, tym bardziej że stopa bezrobocia cały czas maleje. Nie należy też zapominać o sporych oszczędnościach, którymi dysponują gospodarstwa domowe – to pieniądze zaoszczędzone w 2020 r., kiedy podczas pandemii rezygnowano z wielu wydatków.

Kupowanie na raty będzie łatwiejsze

Niewątpliwie jednym z beneficjentów takiego stanu rzeczy będzie branża e-commerce. Impulsem do jej dalszego rozwoju będzie rozwój rozwiązań opartych na otwartej bankowości, która pozwala m.in. na dostęp do historii transakcji na rachunkach konsumentów, jeśli wyrażą na to zgodę. Firmy sprzedające towary i usługi za pośrednictwem Internetu będą dzięki temu mogły lepiej dopasować ofertę do ich możliwości finansowych i potrzeb.

Prognozy wykorzystania otwartej bankowości są obiecujące. Z naszych badań wynika, że 55 procent dorosłych Polaków deklaruje chęć udostępnienia historii swojego rachunku bankowego w zamian za określone korzyści – lepszej oferty lub dodatkowej usługi. Te transakcje będą też bardziej bezpieczne, a więc i tańsze, bo sprzedawca będzie miał pewność, że ma do czynienia z prawdziwym klientem, a nie z oszustem, który założył konto tylko po to, by dokonać wyłudzenia. Kupowanie na raty będzie łatwiejsze – prognozuje Zbigniew Hordecki, prezes Zarządu spółki Easy Check.

Niestety wynikiem postępującej cyfryzacji usług oraz zmiany przyzwyczajeń konsumentów, którzy częściej niż wcześniej korzystają z sieci, będzie też rozwój cyberprzestępczości. Już dzisiaj widać wyraźnie rosnącą liczbę komunikatów z ostrzeżeniami przed oszustami m.in. od banków i innych instytucji finansowych. Nie przypadkiem też rząd planuje powołać Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości.

W kolejnym roku będziemy obserwować z jednej strony dalszy wzrost aktywności oszustów, a z drugiej uszczelnianie firmowych systemów bezpieczeństwa. Problem leży jednak gdzie indziej. O ile bowiem aplikacje bankowe są stosunkowo bezpieczne, ich najsłabszą stroną są użytkownicy. Dlatego właśnie oszustwa są i będą wymierzone w klientów. Jednym z kluczowych elementów tej walki z wyłudzeniami jest dbałość o to, by nie udostępniać swoich danych, jeśli to naprawdę nie jest konieczne – przestrzega Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Kończący się tydzień – ostatni w roku – upłynął pod znakiem pustego kalendarza publikacji ekonomicznych oraz niskiej zmienności. W nowy rok rynki finansowe wchodzą z przytupem. W poniedziałek poznamy szereg odczytów PMI, w tym rewizje dla krajów rozwiniętych. Wtorek upłynie pod znakiem zmienności na rynku złotego, która wynikać będzie z oczekiwania na decyzję ws. poziomu stóp procentowych. Na koniec w Stanach Zjednoczonych opublikowana zostanie zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA (tzw. payrolls).

Najważniejsze wydarzenia: PMI, ADP, NFP, ISM, decyzja ws. poziomu stóp procentowych w Polsce

Początek nowego roku upłynie pod znakiem publikacji wskaźników koniunktury PMI. Dla gospodarek rozwiniętych takich jak Niemcy czy USA będą to jedynie rewizje, jednak w przypadku krajów takich jak Polska czy Włochy mowa o wstępnych szacunkach. Sądzę, że kolejny raz w ankietach menedżerów uwzględniona zostanie nienajlepsza sytuacja epidemiczna, co może obniżać wartość wskaźnika. Jednocześnie uważam, że odczyty będą miały marginalne znaczenie dla inwestorów, którzy skupią się na znacznie ważniejszych danych, w tym tych z rynku pracy w USA.

W piątek opublikowane zostaną dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA. Niewątpliwie sytuacja na rynku pracy stale się poprawia, jednak nie raz pojedyncze odczyty potrafiły wypaść poniżej oczekiwań. Sądzę, że z punktu widzenia globalnych inwestorów ważniejszy jest jednak szeroki trend, zgodnie z którym sytuacja na rynku pracy w USA się poprawia. Szczątkowe dane kreują pozytywny obraz, a co za tym idzie powodują optymizm wśród decydentów Fed, którzy maja komfort zacieśniania polityki pieniężnej.

Sądzę, że najważniejszym wydarzeniem z perspektywy Polskich inwestorów będzie posiedzenie decyzyjne Rady Polityki Pieniężnej. Spotkanie zostało przesunięte z 12 stycznia w związku z niedyspozycyjnością części członków we wcześniej ustalonym terminie. Złoty zyskiwał w ostatnich dniach w oczekiwaniu na jastrzębie ruchy ze strony RPP. Prezes Glapiński w wywiadzie przedstawił najnowsze prognozy DA NBP. Uwzględniają one rekordowe wzrosty cen energii elektrycznej, gazu i uprawnień do emisji CO2 na rynku europejskim i krajowym. Średnioroczna inflacja CPI w 2022 r. wyniesie 7,6 proc., czyli więcej niż przewidywane 5,1 proc. w 2021 r. Szczyt inflacji, zdaniem NBP, pojawi się w czerwcu przyszłego roku i wyniesie 8,3 proc. Naszym zdaniem prognozy wciąż są optymistyczne. Sądzę, że zmiana ścieżki inflacji może implikować bardziej jastrzębie poczynania decydentów monetarnych, choć w wypowiedziach wskazują oni, że optymalne byłoby 50 punktów bazowych, co stanowi obecne konsensus.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Dobry koniec roku

Mamy nadzieję, że nie zapeszymy tym tytułem na kilka godzin przed zamknięciem notowań, ale wygląda na to, że rok kończy się na rynkach akcyjnych i walut naszego regionu pozytywnym akcentem.

Rynek pracy za oceanem

Amerykański rynek pracy kończy rok bardzo dobrym akcentem. Tygodniowa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych ponownie znajduje się poniżej 200 tysięcy. Tym samym średnia z ostatnich 4 odczytów również znalazła się poniżej tej wartości. Pozornie tak duża liczba nowych bezrobotnych może wydawać się problemem, ale musimy pamiętać, że te dane byłyby uważane za dobre nawet przed pandemią. Tamtejszy rynek pracy jest jednak znacznie większy od polskiego oraz ma trochę inną dynamikę. Nie miało to większego wpływu na rynki, które wyraźnie uznały, że okolice dolara i trzynastu centów to ich docelowy poziom na ten rok.

Końcoworoczne umocnienie złotego

Złotówka ze względu na brak przewidywanego przez wielu analityków osłabienia wynikającego z interwencji NBP ma się w ostatnich dniach nadspodziewanie dobrze. Inwestorzy, którzy przewidywali ową interwencję i chcieli dokupić złotego, jak będzie tańszy, przegapili moment i kupują teraz. Stąd euro poniżej 4,60 zł, a i pozostałe waluty nadal się umacniają. Wyjątkiem jest frank szwajcarski, którego wzrost liczby zachorowań na COVID w skali świata wysyła na kolejne maksima, w związku z czym mimo umacniania się złotego jego cena rośnie.

Kryptowaluty szukają dna

Ostatnie dni roku potwierdziły zjawisko rajdu świętego Mikołaja. Są to zwyżki wartości aktywów na rynku w ostatnich dniach roku, w przerwie między świętami a nowym rokiem. Zjawisko to jednak nie wystąpiło na rynku kryptowalut, gdzie po raz kolejny w grudniu byliśmy świadkami zejścia do minimów na poziomie 46 000 dolarów na bitcoinie. Z jednej strony to duże spadki, z drugiej w pamięci inwestorów wciąż silne są wspomnienia grudnia sprzed 4 lat, który rozpoczął jedną z największych przecen w historii tego rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę koniec roku.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fundusz Kvarko inwestuje w spółkę farmaceutyczną Auxilius Pharma Oncology

  • Auxilius Pharma Oncology to 20., finalna inwestycja Kvarko w ramach bieżącego funduszu, współfinansowanego ze środków BRIdgeAlfa.
  • Fundusz wyłożył 1 mln zł na projekt stworzenia onkologicznego, złożonego leku generycznego, pierwszego zamiennika w swoim segmencie terapeutycznym.
  • Auxilius zapowiada debiut leku w USA do 2025 r., zaś Kvarko w najbliższych miesiącach będzie koncentrować się na rozwijaniu najbardziej obiecujących spółek z portfela.

Kvarko, wrocławski fundusz wspierający innowacyjne start-upy naukowe i technologiczne, zainwestował 1 mln zł w Auxilius Pharma Oncology. Zespół specjalistów tej spółki opracowuje generyczny lek onkologiczny z kategorii tzw. complex generic, czyli specyfiku o formulacji, której odtworzenie jest bardzo trudne. W przypadku wielu leków, dla których upływa termin ważności patentów, w dość krótkim czasie pojawiają się ich zamienniki, tzw. generyki. Jednak skala złożoności leku onkologicznego, będącego na celowniku Auxiliusa sprawia, iż pomimo, że patent na oryginał wygasł 5 lat temu, generyku wciąż nie ma.

Taka sytuacja to z jednej strony wyzwanie dla spółki, a z drugiej duża szansa. Generyk, nad którym pracuje Auxilius, pomimo znaczących wyzwań formulacyjnych nie wymaga badań klinicznych na ludziach, dzięki czemu proces jego tworzenia jest mniej kapitałochłonny. Stąd zdecydowaliśmy się zainwestować w ten projekt, tym bardziej, że spółka ma bardzo doświadczonych naukowców oraz liderów na pokładzie – podkreśla Ewelina Stelmach, menedżerka inwestycyjna w Kvarko.

Zespół Auxiliusa tworzy m.in. Jędrzej Litwiniuk, mający za sobą karierę menedżera M&A Lux Med, Enterprise Investors, PZU Zdrowie. To też współzałożyciel nowojorskiego startupu Picket Pharmaceuticals. Towarzyszą mu dr Dawid Chabowski, mający za sobą pracę w St. John’s University, Mayo Clinic czy Wake Forest University i Medical College of Wisconsin oraz Amerykanin – dr Paul Laskar, ekspert ds. formulacji i rozwoju leków z ponad 30-letnim doświadczeniem.

Opracowujemy lek na rzadki nowotwór, na który cierpi ok. 50 tys. osób w USA i Europie. Zastosowany na wczesnym etapie, w wielu przypadkach hamuje rozwój choroby i wyklucza potrzebą dalszego uciążliwego leczenia takiego jak np.  chemioterapia. Wprowadzenie opracowywanego przez nas generyku skończy z fatalną sytuacją, w której z powodu monopolu rynkowego i idącej za nim bardzo wysokiej ceny leku, wielu pacjentów pozbawionych jest dostępu do ratującej życie terapii. W Kanadzie mamy już partnera, który podjął się tego skomplikowanego projektu i mającego docelowo produkować lek. W ciągu trzech lat chcemy złożyć wniosek o dopuszczenie go do obrotu w USA, a może także w UE. Jesteśmy na etapie szczegółowej analizy leku referencyjnego czyli tzw. reverse engineeringu. W I kw. 2022 r. zaczniemy przygotowywać autorską formułę –  wyjaśnia Jędrzej Litwiniuk, prezes Auxilius Pharma Oncology.

1 mln zł pozyskany od Kvarko spółka przeznaczy na prace badawczo-rozwojowe w projekcie onkologicznym. Według założeń, docelowo doprowadzenie leku do komercjalizacji oznaczać będzie inwestycję rzędu 3 mln EUR. Stąd Auxilius już szykuje się do następnej, większej rundy finansowania, a w dłuższym horyzoncie nie wyklucza debiutu na giełdzie. Założyciele oraz inwestorzy spółki podkreślają, że inwestorów kusi rozmiar rynku, na który trafi lek. Dziś segment terapeutyczny, w którym mieści się lek to ponad 1,7 mld USD a w 2026 r. ma osiągnąć poziom 2,5 mld USD (wg szacunków analityków Mordor Intelligence).

Polskie startupy, posiadające mocne, naukowe fundamenty szybko zyskują w oczach inwestorów. Widzimy to na przykładzie naszych portfelowych projektów, m.in. QNA Technology, SatRevolution czy Medtransfer – mówi Ewelina Stelmach.

53 proc. polskich firm zostało zaatakowanych z pomocą luki w Log4j

Głośna podatność w pakiecie logowania Log4j dotknęła nawet 48 proc. firm na całym świecie. W Polsce odsetek ten był jeszcze wyższy – zdaniem ekspertów Check Point Research nawet 53 proc. polskich organizacji doświadczyła próby ataku z wykorzystaniem luki. 

Jak wskazują eksperci ds. cyberbezpieczeństwa luka w Log4j nadal znajduje się w centrum zainteresowania cyberprzestępców. Od początku ogłoszenia podatności systemy bezpieczeństwa Check Point Software zablokowały ponad 4,3 mln prób jej wykorzystania. Luce przypisany został najwyższy poziom ryzyka m.in. za sprawą jej powszechności. Z pakietów Apache Log4j korzystają największe przedsiębiorstwa na świecie – m.in. Amazon, Apple czy Microsoft.

Z danych Check Point Research wynika, że cyberprzestępcy starali się wykorzystać podatność w około 48 proc. firm i organizacji na świecie. Szacuje się, że w Polsce złośliwe działania wykorzystujące lukę oznaczoną jako CVE-2021-44228 doświadczyło nawet 53 procent organizacji.

Hakerzy w swoich atakach wykorzystują zwykle lukę w Log4j do pobrania złośliwego trojana, który uruchamia pobranie pliku .exe, instalującego cryptominery, czyli programy do kopania kryptowalut. Gdy cryptominer zostanie zainstalowany, zaczyna wykorzystywać zasoby komputerów w sieci do wydobywania kryptowaluty dla zysku atakujących. Wszystko to odbywa się bez wiedzy ofiar. Co więcej wszystkie istotne funkcje i nazwy plików są zamaskowane, aby uniknąć wykrycia przez mechanizmy analizy statycznej podstawowych antywirusów.

Po opublikowaniu eksploracji nastąpiło przeskanowanie Internetu przez cyberprzestępców. Firmy, które nie miały zaimplementowane zaawansowane środki ochrony, prawdopodobnie zostały już przeskanowane przez złośliwych cyberprzestępców. To bez wątpienia jedna z najpoważniejszych luk internetowych w ostatnich latach. W pewnych momentach byliśmy świadkami przeszło 100 włamań związanych z luką Log4j na minutę. – mówi Lotem Finkelstein, szef działu wywiadu zagrożeń w Check Point Software.

Apache Log4j jest najpopularniejszą biblioteką logowania Java z ponad 400 000 pobrań z jej projektu na GitHubie. Jest wykorzystywana przez niezliczoną liczbę firm na całym świecie, umożliwiając logowanie w szerokim zestawie popularnych aplikacji. Wykorzystanie luki jest – zdaniem specjalistów – relatywnie proste i pozwala na przejęcie kontroli nad serwerami internetowymi opartymi na Javie oraz przeprowadzenie ataku zdalnego wykonania kodu.

Metaverse będzie giełdowym trendem dekady?

Mark Zuckerberg i Bill Gates oceniają, że przyszłość internetu to świat metaverse, do którego przeniesiemy się, aby odbywać spotkania biznesowe. Już powstają firmy szukające zysków w „nowym internecie”, który zmieni też rynek najmu nieruchomości.

Metaverse to świat 3D, który będziemy eksplorować pod postacią awatara. Termin ten został użyty po raz pierwszy w 1992 r. przez N.Stephensona w powieści science fiction „Śnieżyca”, w której ludzie wiodą drugie życie. Awatary można dowolnie modyfikować: twój awatar może wyglądać dokładnie tak, jak tylko tego chcesz.

W 2021 r. Mark Zuckerberg, ogłosił wizję stworzenia metaverse na własnej platformie. Metaverse będzie finansowo łatwo dostępne, a zyski platformy mają pochodzić z reklam i handlu. Bill Gates wierzy, że za 2-3 lata wszystkie spotkania biznesowe mogą zostać przeniesione do takiego świata 3D, gdzie każdy będzie reprezentowany przez indywidualnego awatara. Przewiduje on, że metaverse będzie w najbliższych latach najmocniej rozwijanym sektorem rynku nowoczesnych technologii i inwestycje w niego przekroczą to, co dzieje się obecnie na rynku blockchain i kryptowalut.

– Możliwe, że ten temat będzie gorący przez najbliższych kilka lat i już coraz więcej spółek dołącza do świata metaverse – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Mark Zuckerberg chcąc wejść w świat metaverse już zmienił nazwę swej spółki z Facebook na Meta. Do pierwszych beneficjentów nowego świata będzie należeć Microsoft z jego komunikatorem Teams.

Rynki finansowe mają już swoich faworytów do podboju metawersum. W 2021 r. na giełdę weszła spółka Roblox, która zajmuje się tworzeniem platformy do gier dla dzieci i młodzieży. Światy tworzone na tej platformie wydają się naturalnym miejscem dla metaverse i ta właśnie spółka wymieniana jest także wśród potencjalnych beneficjentów.

Inwestorzy widzą w metaverse szanse na duże zyski nie tylko dla firm tworzących oprogramowanie, ale również dla spółek tworzących sprzęt, karty graficzne i procesory. Nvidia to właśnie taka spółka, a zwiększyła od 2019 r. swoją kapitalizację aż 10-krotnie, za sprawą boomu na kryptowaluty. To właśnie metaverse może jeszcze dodać dynamiki rozwojowi kryptowalut.

– Są też firmy, które mogą stracić na ekspansji świata metawersum, to przede wszystkim spółki zajmujące się wynajmem lokali biurowych – ocenia ekspert CMC Markets.

Co czeka rynek złota w 2022 roku?

Złoto nie błyszczało w 2021 r., nie błyszczały też inne metale szlachetne. Najgorsze dla złota było wyczekiwanie na podwyżki stóp procentowych, a więc 2022 r. może okazać się bardzo dobry do inwestowania w złoto.

Do blasku złota mogliśmy się przyzwyczajać w 2020 r., gdy stopy zwroty z inwestycji w metale szlachetne były bardzo duże w porównaniu z innymi klasami aktywów.

W 2021 r. złoto potaniało o 4,1%. Najwyższa jego cena to 1 961 USD za uncję. Rok skończył się przy cenie na kontraktach terminowych 1 817 USD. Mogło być nawet gorzej, bo konsensus rynkowy dotyczący tego metalu szlachetnego przewidywał, że rok zakończy się przy cenie na poziomie bliskim 1 700 USD.

– Cena złota jest efektem trendu w politykach banków centralnych na całym świecie, gdy mamy coraz więcej podwyżek stóp procentowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Banki wychodzą ze swych programów skupu aktywów, które skłaniały inwestorów do podejmowania bardziej ryzykownych decyzji i były skierowane na pobudzenia akcji kredytowej, czego skutki były widoczne na rynku nieruchomości.

Fed postanowił przyspieszyć zacieśnianie taperingu i w USA może dojść do pierwszej podwyżki stóp procentowych w połowie 2022 r. Na rynku rosną już rentowności co jest niekorzystne dla wyceny złota.

– Pierwsza podwyżka stóp procentowych nie musi być jednak zła dla złota bo jak popatrzymy na to, co działo się historycznie, to przeciętnie złoto zyskiwało w takiej sytuacji – komentuje ekspert XTB. – Gdy porównamy siedem cykli największych podwyżek stóp procentowych w USA to złoto zwykle zyskiwało przez rok a nawet dwa lata po pierwszej podwyżce. Złoto najbardziej drożało po 150 sesji giełdowej po pierwszej podwyżce stóp procentowych. I były to wzrosty przeciętnie o 10%.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę ostatni cykl podwyżek, który rozpoczął się w 2015 r., to po 150 sesjach złoto zyskało 15%. Uzasadnienia można szukać w zamykaniu krótkich pozycji spekulacyjnych w związku z realizacją głównego ryzyka związanego z wysokimi stopami procentowymi i jednocześnie inwestorzy przygotowują się na gorsze czasy, gdy dojdzie do załamania działalności gospodarczej.

Healthnomic – nowa inwestycja w portfelu JR HOLDING

JR HOLDING ASI S.A. poinformowała o objęciu akcji Healthnomic S.A., które stanowić będą 17% kapitału zakładowego spółki. Kwota inwestycji wyniosła 1,1 mln zł. Healthnomic to spółka zajmująca się wykorzystaniem technologii Deep Learning oraz Artificial Intelligence w telemedycynie. Łączy medycynę z informatyką, aby pomóc pacjentom, ich rodzinom i lekarzom.

Dzięki ciągłemu rozwojowi algorytmów opartych na głębokim uczeniu oraz sztucznej inteligencji, opracowuje kompleksowe systemy sprawdzające się w diagnozowaniu dobrze sparametryzowanych jednostek chorobowych, szczególnie w zakresie chorób cywilizacyjnych, przede wszystkim obturacyjnego bezdechu sennego (OBS), chorób układu krążenia oraz przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Healthnomic posiada również wieloletnie doświadczenie w sprzedaży i marketingu oraz w medycynie i farmacji, dzięki czemu potrafi tworzyć sprawdzone modele biznesowe jak również komercjalizować rozwiązania i usługi telemedyczne.

Spółka posiadająca tak nowoczesne rozwiązania w szybko rosnącej branży telemedycyny dobrze pasuje do naszego portfela. Tego rodzaju usługi są światowym trendem i jesteśmy przekonani o wysokim potencjale rozwoju Healthnomic. Zespół spółki tworzy unikalne połączenie wiedzy, umiejętności i doświadczeń medycznych, co w mojej ocenie, przełoży się na sukces tego przedsiębiorstwa. Jest to kolejna inwestycja, która wpisuje się w naszą strategię inwestycyjną – deklaruje January Ciszewski – Prezes Zarządu JR HOLDING ASI S.A.

Healthnomic obsługuje proces diagnostyki i leczenia chorób za pomocą takich urządzeń jak EPAP, poligraf, Holter EKG, wielofunkcyjna opaska medyczna oraz innych nowoczesnych metod leczenia opartych na algorytmach sztucznej inteligencji. Najbliżej wprowadzenia na rynek jest autorskie urządzenie SnoreOff. Jest to pierwsze na świecie urządzenia do leczenia chrapania typu EPAP, które jako jedyne wykorzystuje innowacyjny zawór Tesli.

Spółka intensywnie poszerza kanały sprzedaży. W ostatnich tygodniach podpisała dwie umowy pilotażowe z Neuca Med oraz Centrum Terapii Dialog, które w ramach pilotażu wprowadzą do swojej oferty badanie diagnostyczne pod kątem obturacyjnego bezdechu sennego realizowane przez Healthnomic.

Przyszłość bitcoina

Czy Bitcoin może stać się międzynarodową waluta przyszłości? Czy zastąpi stare systemy płatności, lub zostanie kolejnym alternatywnym narzędziem finansowym? Przyjrzyjmy się tej niezwykłej kryptowalucie, jaką jest BTC.

Wartość Bitcoina

bitcoin dolar

Latem 2021 Bitcoin zaliczył pamiętny spadek, który odbił się na portfelach wielu inwestorów. W przeciągu czterech miesięcy wartość 1 BTC spadła do ok. 30 000 USD. Pojawiło się wtedy wiele krytycznych głosów odnośnie nieprzewidywalności kryptowalut.

Jak w przyszłości będzie zachowywał się Bitcoin? Możemy spekulować. Bitcoin równie dobrze może ciągle zyskiwać, tak jak zyskał w trakcie pandemii, lub równie spektakularnie stracić na wartości. Póki co, waluta ta systematycznie rośnie. W momencie powstawania tego artykułu cena 1 BTC wynosiła ok. 47480 USD. Bitcoin do złotówki jest wart 192600 PLN.

Czy Bitcoin można uznawać za pieniądz?

Jeśli przyjmiemy, że pieniądzem jest narzędzie, którego społeczeństwo używana jako środek płatniczy, to Bitcoin zdecydowanie nim jest. Choć liczba użytkowników, którzy używają BTC jako waluty płatniczej jest ograniczona, to bez wątpienia tworzą oni pewnego rodzaju społeczność. Jedyną różnicą jest fakt, że BTC nie posiada „tradycyjnej” formy pieniądza oraz nie ma gospodarki/państwa, które by go wspierało.

Być może formą takiego wsparcia będzie akceptacja BTC jako środka płatniczego przez wielkie firmy, np. Tesla (za 1 Bitcoina można kupić dziś Teslę Model 3, która w najtańszej wersji kosztuje ponad 200 tys. zł). W końcu już dziś w wielu miejscach można zapłacić Bitcoinem za produkt czy usługę, i wcale nie chodzi tu o darknet!

Niestety, większość firm akceptujących płatność w tej walucie nie traktuje jej do końca poważnie, a raczej jako zabieg marketingowy i część budowania strategii wizerunku. Wszak wspomniane transakcje BTC stanowią zaledwie promil wszystkich sprzedaży, jak wspomina holenderska gazeta NRC. To stanowi największą przeszkodę w rozwoju wszystkich kryptowalut – teoretycznie nabierają wartości dopiero w momencie przewalutowania na „realne” pieniądze, poparte faktycznymi krajowymi gospodarkami.

Bitcoin jako inwestycja

Dostępność Bitcoina jest ograniczona i z góry określona. Dlatego inwestycje w BTC nie mają cech klasycznych inwestycji w waluty. Zwrot z inwestycji Bitcoin jest związany tylko z ceną samego Bitcoina – jest to więc zamknięty system, w którym aby zarobić z zainwestowanych środków trzeba czekać, aż inny inwestor zdecyduje się zainwestować typową walutę w BTC.

Bez napływu nowych pieniędzy inwestorzy w Bitcoin nie mogą czerpać zysków w zwykłej walucie i właśnie dlatego BTC ma tylu przeciwników. Są to bowiem cechy kryptowaluty, które narażają ją (i inwestorów) na manipulację ceną – zresztą byliśmy świadkami skoku wartości 1 BTC właśnie przy okazji wspominanego już oświadczenia Muska. Z podobnymi (choć nie identycznymi) problemami zmowy cenowej mierzą się mali inwestorzy takich dóbr, jak niektóre kruszce, diamenty czy złoża używane w produkcji elektroniki.

Ten sztuczny niedobór BTC jest zarówno wadą, jak i zaletą – ale tylko w przypadku, w którym liczba jego fanów rośnie. Warto przy tym zauważyć, jak drogie jest wydobycie jednego BTC, czyli popularne „wykopanie”. Energia, jaka jest potrzebna do tego procesu, jest ogromna. Wyliczono, że jedna transakcja w sieci Bitcoin zużywa 750 kilowatów energii. Owe 750 kW równa się 450 000 transakcjom Visa lub 75 dniom zużycia energii elektrycznej przez przeciętną europejską rodzinę.

Jak to się stało, że wirtualna waluta ma wartość jak zwykłe pieniądze?

To pytanie zadaje sobie wiele osób, które dopiero zaczynają interesować się rynkiem kryptowalut. Praktycznym zastosowaniem pieniądza jest… jego rola jako pieniądza. Pieniądzem może być zatem wszystko, czemu nadamy wartość. W historii ludzkości rolę pieniądza spełniało mnóstwo przedmiotów, nie tylko metalowe monety i papierowe banknoty. Dlatego jeśli kryptowalucie została nadana wartość nie jest już tak istotne, czy przybiera formę wirtualną czy fizyczną.

Oczywiście BTC nie posiada takiej przewagi, jaką ma zwykły pieniądz – nie jest regulowany żadną ustawą, a żaden kraj nie dba o utrzymywanie pewnej nieprzekraczalnej minimalnej wartości w trosce o dobro całej gospodarki. Bitcoin pozbawiony jest takiej pomocy w formie państwowych instrumentów, dlatego teoretycznie jest narażony na większe tąpnięcia wartości.

Czy jednak na pewno? Są przecież przykłady w historii współczesnej, kiedy to pieniądz stracił wspomniane wsparcie rządu i społeczeństwa, jak w przypadku hiperinflacji w Zimbabwe w 2008 r.

BTC a inflacja

Bitcoin, tak jak i inne waluty, podlega inflacji. Co prawda nie jest to tak wyraźnie widoczne, jak w przypadku typowych walut (euro, dolar czy polski zloty), ale w pewnym stopniu istnieje. Jak można określić stopień inflacji w świecie BTC? Należy oczywiście stworzyć indeks cenowy dla Bitcoina – oparty na dokładnie określonych towarach, cenach i rozwoju tychże cen – który zmierzy jego progresję w czasie. Czy zatem możemy sprawdzić we własnym zakresie poziom inflacji BTC.

Niestety nie. Główną filozofią kryptowaluty, jaką jest BTC, jest anonimowość. Aby dokonać obliczeń, o jakich wspomniano powyżej, potrzeba pewnej transparentności. BTC nie jest walutą przejrzystą, ponieważ zarówno jej twórcy jak i użytkownicy cenią sobie prywatność. Nie oznacza to jednak, że inflacja nie dotyka BTC w żadnym stopniu.

Wspomniana anonimowość BTC jest też jej ogromną zaletą. Mimo że nie możemy sprawdzić, kto stoi za każdą transakcją, to każda pojedyncza transakcja jest widoczna na blockchainie. Estymuje się, że liczba transakcji będących elementem przestępstwa wynosi zaledwie 1% wszystkich transakcji w BTC, wbrew powszechnie stosowanym argumentom przeciwko BTC.

Podsumowanie

Czy warto inwestować w BTC? Równie warto inwestować w Bitcoin, jak w każdą inną kryptowalutę. Jej wartość może równie dobrze spaść niemal do zera, jak i urosnąć do ceny 2 milionów USD za 1 BTC. Ciężko jest estymować z punktu widzenia ekonomicznego, w którą stronę może rozwijać się wartość tej waluty. Najważniejsze jest, czy przywiązanie entuzjastów Bitcoina do tej waluty będzie trwało – ponieważ BTC będzie miało wartość dopóty, dopóki społeczeństwo będzie o niej decydować.

Jak wygląda przyszłość branży tłumaczeniowej w 2022 r. ?

Koronawirus zadał gospodarce ciężki cios, którego praktycznie nikt się nie spodziewał. Wszystkie prognozy i przewidywania odeszły w niepamięć, a w międzyczasie na świecie zaszły diametralne zmiany w sposobie prowadzenia biznesu, m.in. przestawienie się na tryb pracy home office i drastyczne spowolnienie międzynarodowego handlu, inwestycji i podróży. Kolejne obostrzenia oznaczają, że nie wyszliśmy jeszcze na prostą. MFW wskazuje, że – bardzo delikatnie mówiąc – „powrót gospodarki światowej do poziomu sprzed pandemii będzie narażony na przeszkody”.

Branżą, której udało się dostrzec możliwości w dobie kryzysu, jest sektor tłumaczeń. Według Europejskiego Sondażu Branży Językowej z 2020 r. – badania przeprowadzanego corocznie przez Stowarzyszenie Biur Tłumaczeń Unii Europejskiej (EUATC) wśród podmiotów tej branży w 45 krajach – dostawcy usług językowych byli przygotowani lepiej niż większość na przetrwanie pandemicznej burzy.

Są ku temu trzy powody. Po pierwsze, wiele agencji dysponowało już środkami technicznymi do pracy zdalnej, a także były zaznajomione z tym rodzajem pracy. Po drugie, działalność większości dostawców tłumaczeń obejmuje wszystkie sektory gospodarki, dzięki czemu mniejsza jest ich podatność na nagłe zawirowania gospodarcze. Po trzecie, sytuacja kryzysowa stworzyła ogromną ilość treści związanych z COVID, które – szczególnie w przypadku międzynarodowych przedsiębiorstw – muszą zostać przetłumaczone ze względu na wymogi prawne.

W rezultacie branża tłumaczeń przyciąga więcej potencjalnych tłumaczy, copywriterów, korektorów i post-editorów niż w poprzednich latach. Tłumaczenia są względnie bezpieczną przystanią dla tysięcy (być może nawet dziesiątek tysięcy) osób zwolnionych z dotychczasowej pracy, które przeszły do świata usług językowych w nadziei zapewnienia sobie stałego dochodu. Artykuł w Timesie stwierdza, że ten rozwój wypadków wpisuje się w większy społeczny ruch w kierunku samozatrudnienia, co z kolei prowadzi do znacznie większej konkurencji.

Teraz, gdy ten długi, dziwny i nieprzewidywalny rok powoli dobiega końca, jest to idealny czas, aby przyjrzeć się trendom, które prawdopodobnie utrzymają się w branży tłumaczeniowej w 2022 r. – choć nie dajemy na to żadnej gwarancji.

Tłumaczenie maszynowe

Jest to szeroki temat. Tłumaczenie maszynowe (MT) zyskało na popularności w ciągu ostatniej dekady, a w ciągu najbliższych kilku lat stanie się integralną częścią branży tłumaczeniowej. Zgodnie z Europejskim Sondażem Branży Językowej w 2020 r. 78% dostawców usług językowych korzysta lub planuje skorzystać z narzędzi do MT i post-editingu. Dlaczego teraz?

Po prostu dlatego, że oprogramowanie jest wreszcie wystarczająco dobre (i opłacalne), aby zapewnić przyzwoitej jakości tekst docelowy. Dawno minęły czasy, kiedy program produkował stosy niegramatycznych zdań bardziej przypominających wiersz Lewisa Carrolla niż poważny dokument marketingowy; teraz może czerpać z wystarczającej ilości danych, aby móc porównywać, kontrastować i tworzyć.

Oczywiście nie oznacza to, że biura tłumaczeń staną się fabrykami słowa, które będą składać tłumaczenia na linii produkcyjnej – dobry tekst wymaga bowiem ludzkiej ręki, która go oszlifuje i doprowadzi do ostatecznego kształtu. Dlatego żywy człowiek będzie nadal – jak wcześniej – integralną częścią procesu redakcyjnego tłumaczenia.

Teraz jednak, zamiast tworzyć tłumaczenie od podstaw, będzie mógł on pracować na gotowym szkielecie. Dla początkujących lingwistów to idealny czas, aby wkroczyć do gry: Business Insider szacuje, że od chwili obecnej do 2024 r. wartość rynku tłumaczeń maszynowych wzrośnie do 1,5 miliarda USD – przy wskaźniku CAGR (złożonym rocznym wskaźniku wzrostu) na poziomie 19%.

Nadchodzą roboty – AI w tłumaczeniu

Chwila, a czy AI to nie to samo, co tłumaczenie maszynowe? Nie do końca: sztuczna inteligencja jest głównym obszarem zainteresowania firm, które opracowują narzędzia do tłumaczenia wspomaganego komputerowo (CAT) wykorzystywane przez tłumaczy do tworzenia tekstów od podstaw. Chociaż MT ma swoje zastosowania, takie jak tłumaczenie instrukcji obsługi lub list części, istnieją dziedziny, w których udział człowieka jest wskazany od samego początku – marketing, pisanie twórcze, literatura piękna, itp. Jak zauważono w Europejskim Sondażu Branży Językowej w 2020 r., „MT jest najsilniejszym trendem technologicznym, ale CAT nadal ma się dobrze, szczególnie wśród freelancerów”.

Niedawny artykuł w Forbes wskazuje, że sztuczna inteligencja wbudowana w narzędzia CAT staje się w ostatnich latach coraz bardziej wyrafinowana. Oparte na sieci neuronowej do głębokiego uczenia się algorytmy sztucznej inteligencji nieustannie „uczą się” od ludzkiego tłumacza, który wprowadza do nich dane. Kiedy program zapoznaje się z preferencjami tłumacza dotyczącymi określonych słów, zwrotów i ozdobników stylistycznych, dostosowuje on odpowiednio własne algorytmy.

W rezultacie, według Forbesa, „sztuczna inteligencja wyprzedza pracę tłumacza”, oferując mu sugestie oparte na kontekście. Ponieważ dziedzina ta stale się rozwija, tłumacze mogą spodziewać się w przyszłości jeszcze większej pomocy od swoich elektronicznych asystentów.

Globalizacja to tłumaczenie

W gospodarce post-COVID-owej firmy będą próbować wszystkiego, co przychodzi do głowy, aby odkuć się i odrobić straty w ciągu najbliższych 12-24 miesięcy. Może to oznaczać wejście na rynki wschodzące – mówimy tu o Ameryce Południowej, Turcji, Rosji, Tajlandii, Meksyku, RPA i tym podobnych. I pomimo faktu, że język angielski jest globalnym językiem biznesu, to użytkownicy końcowi w codziennej komunikacji chcą otrzymywać informacje w swoim języku ojczystym.

Idzie to w parze ze wzrostem liczby tłumaczeń maszynowych: podczas gdy wcześniej tekst musiał przechodzić niekiedy przez trzy pary rąk, zanim trafił do końcowego odbiorcy (francuski>angielski, angielski>rosyjski, rosyjski>ukraiński), MT może pozbyć się pośrednika, tłumacząc bezpośrednio z języka źródłowego na docelowy. Wynik: bardziej przystępne cenowo opcje tłumaczenia dla przedsiębiorstw, które chcą zapuścić nowe korzenie, wyjść ze swojego podwórka ku szerokim horyzontom.

Od tekstu statycznego do dynamicznej interakcji

Marketing wideo online od dawna przybiera na popularności. Dzięki szerokiemu zasięgowi sieci bezprzewodowych, ogromnej ilości dostępnej transmisji danych i platformom społecznościowym, takim jak TikTok, ludzie oczekują teraz, że będą mogli oglądać filmy na swoich smartfonach z dowolnego miejsca. Infografika firmy Oberlo, guru w dziedzinie E-Handlu, pokazuje, że 54% konsumentów od preferowanych marek chce więcej treści wideo, a mniej tekstu. Wiąże się z tym fakt, że 87% specjalistów od marketingu używa obecnie wideo jako kluczowego narzędzia marketingowego.

Na pierwszy rzut oka może się to wydawać zagrożeniem dla branży tłumaczeniowej. Czy odejście od tekstu nie oznaczałoby bowiem spadku popytu? W rzeczywistości jest odwrotnie: większość treści wideo zawiera napisy, które muszą zostać przepisane i przetłumaczone na wiele różnych języków – biorąc pod uwagę, że ludzie często konsumują tego rodzaju treści publicznie, mają tendencję do oglądania z wyłączonym dźwiękiem, opierając się na załączonym tekście, aby zrozumieć opowiadaną historię. Po stronie produkcji nadal istnieje silna potrzeba tłumaczenia prezentacji, skryptów, scenariuszy, materiałów prasowych, postów i nie tylko. Innymi słowy: tłumaczom w najbliższym czasie nie zabraknie pracy.

W świecie treści wideo jest też inny trend: lokalizacja wideo. Podobnie jak dostawca usług językowych często bierze ogólny tekst i dostosowuje go, aby przyciągnąć lokalną grupę docelową, dostawcy treści wideo mogą wykorzystać moc cyfrowych nakładek i efektów wtórnych, aby film nakręcony w jednym miejscu wyglądał tak, jakby został wyprodukowany w innym.

Na przykład ulicę w Niemczech można by pokryć napisami w języku angielskim, aby nadać jej bardziej znajomy charakter, podczas gdy scena w laboratorium badawczym w Moskwie mogłaby wyglądać tak, jakby została kręcona w Paryżu. Taka adaptacja treści, znana jako „głęboka lokalizacja”, jest jeszcze w powijakach i na pewno będzie wymagać specjalistów, którzy potrafią przeczesać każdą klatkę filmu i zidentyfikować elementy, które należy zmienić. Myślmy przyszłościowo – nie tylko o roku 2021, ale być może o całej następnej dekadzie.

Niepewne czasy wymagają niezawodnego partnera

Według raportu Slator Language Industry Market Report 2020, który zawiera kompleksowy obraz globalnych usług językowych i branży technologicznej, wartość tego rynku wzrosła do 24,2 mld USD w 2019 r. i przewiduje wzrost do 25,3 mld USD w 2022 r.

Oprócz nowych trendów na 2021 r., poprzednie tendencje, takie jak zwiększony popyt na tłumaczenia dokumentów w branżach podlegających ścisłym regulacjom (np. finanse, nauki przyrodnicze, własność intelektualna lub sektor publiczny), dobrze służą tym dostawcom usług językowych, którzy strategicznie się na nich skupili. Głównym motorem popytu ze strony kupujących jest coraz bardziej restrykcyjne otoczenie regulacyjne, które prowadzi do coraz szerszej wielojęzycznej komunikacji i dokumentacji.

Ale tu pojawia się pytanie: skąd wiemy, jakie trendy opanują świat tłumaczeń w 2021 roku?

Jako kompleksowy dostawca usług językowych Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl zapewnia wszystko, od tłumaczenia, poprzez transkreację, po tłumaczenie symultaniczne. Zrozumienie kierunku, w jakim zmierza branża, pozwala reagować na wczesnym etapie, dostosowując i rozwijając procesy, inwestując w najnowsze technologie tłumaczeniowe i poszerzając wiedzę. To, w połączeniu z wysoce doświadczonym zespołem wewnętrznym, siecią silnych partnerów technologicznych i odpornym systemem zarządzania jakością, stawia nas o krok przed konkurencją i sprawia, że jesteśmy bezpiecznym wyborem w niepewnych czasach.

Obecnie bardziej niż kiedykolwiek, dla firm powracających do formy, konieczne jest, aby móc polegać na dostawcy usług językowych w zakresie tłumaczeń, lokalizacji i copywritingu. Chociaż kuszące może być obniżenie kosztów tam, gdzie to możliwe, lub załatwienie spraw we własnym zakresie, w przypadku języka nie ma drogi na skróty. Chodzi o odbiór: genialnie napisany tekst reklamowy może zawrócić w głowie, zmienić opinię, przyciągnąć odpowiednią publiczność. W najgorszym przypadku kiepski tekst może pogrążyć firmę.

Bez względu na to, jak niepewny może wydawać się rok 2022, Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pl jest zawsze pod ręką, aby pomóc Ci ustabilizować Twój biznes i zacząć od nowa budować przyszłość. To nie przepowiednia – to obietnica.

Euro poniżej 4,60 zł. Kurs franka zdobywa kolejne szczyty. Zapasy ropy topnieją

Końcówka roku nie jest może szczególnie pasjonująca na rynkach, aczkolwiek mamy zadziwiające połączenie wzrostu cen paliw oraz kolejnej fali zachorowań. Albo rynki wiedzą coś więcej, albo ten wzrost cen paliw czeka szybka korekta.

Spadające zapasy ropy

Końcówka roku okazuje się wyjątkowo aktywna dla rynku ropy naftowej. Wczorajsze dane potwierdziły coś, o czym już od dawna mówiono. Na rynku surowca wcale nie jest za dużo. Spadające zapasy w USA są tego dobrym dowodem. To właśnie z powodu tych oczekiwań wczorajsza wycena ropy naftowej kwotowana w USA, testowała poziom 80 dolarów za baryłkę. Nie jest to rekord tego roku, ten wynosi bowiem 86 dolarów, ale należy pamiętać, że grudniowy dołek był delikatnie powyżej 65 dolarów, co pokazuje, że znów jesteśmy blisko szczytów cenowych. Co ciekawe, dzieje się to pomimo sytuacji pandemicznej na świecie.

Euro poniżej 4,60 zł

Podczas gdy wielu analityków spodziewa się interwencji NBP na rynku wraz z upływającym czasem, coraz większa ich liczba powoli zmienia nastawienie. To właśnie ta zmiana powoduje, że nie czekając, interwencje odwracają swoje pozycje walutowe. To z kolei powoduje, że na koniec roku złotówka się umacnia. Dzieje się to nie tylko względem euro, które zeszło dzisiaj poniżej psychologicznej bariery 4,60 zł, ale również względem innych walut. Wyraźny trend widać również na dolarze, który dzisiaj osiągnął najniższe poziomy od pierwszej połowy listopada.

Frank na wyżyny

Rozwój pandemii na świecie powoduje, że inwestorzy coraz bardziej starają się unikać ryzyka. Widać to bardzo dobrze po napływie kapitału na tzw. bezpieczne przystanie. Pod tym hasłem rozumie się rynki, które zdaniem inwestorów dobrze zachowują wartość w trudnych czasach. Ponieważ wielu z nich w to wierzy i inwestuje, to same te inwestycje powodują swoistą samospełniającą się przepowiednię. Nie inaczej jest teraz. Ruch ten na szczęście nie jest na tyle silny, by mimo umocnień złotego kurs franka zdobywał kolejne szczyty, ale w czasie, gdy wszystkie waluty tanieją, frank niestety ostatnimi dniami trzyma wartość.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jaki sylwester, taki cały rok? Branża rozrywkowa szykuje się na ciężkie półrocze

Wiele imprez sylwestrowych odwoływanych jest w ostatniej chwili, a cały sektor eventowy i rozrywkowy szykuje się na bardzo ciężki kwartał i ogólnie niełatwe półrocze. Problem mają firmy organizujące rozmaite koncerty, spektakle, wydarzenia artystyczne, targi czy eventy.

– To branża, która została mocno dotknięta przez pandemię COVID-19, a ostatnie miesiące dokładają jej kolejnych problemów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Sektor rozrywkowy musi spełnić rygorystyczne obostrzenia wynikające z rozporządzeń sanitarnych. Mowa o dystansie, ale i np. niskim zapełnieniu sal koncertowych czy kinowych. W imprezach mogą uczestniczyć osoby zaszczepione, ale nie ma mechanizmów, by obsługa mogła realnie sprawdzać ile osób na danym wydarzeniu ma certyfikat covidowy. Inny problem to ogólny lęk odbiorców przed uczestnictwem w rozmaitych wydarzeniach. Rozmawiam z przedsiębiorcami, którzy mówią, że frekwencja jest dramatyczna, a oni od października notują właściwie same straty – dodaje Hanna Mojsiuk.

„Wchodzimy w nowy rok ze stratami i niepewnością co dalej”

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej to w dużej mierze również sektor kreatywny oraz przedstawiciele świata kultury. Jak mówią: ostatnie miesiące, to po wakacyjnym wzrośnie, kolejny czas notowania spadków i strat. Wynika to oczywiście z rozpędzającej się czwartej fali pandemii, co generuje spadek zainteresowania odbiorców. Najnowszą ofiarą pandemicznych problemów jest tegoroczny sylwester. Wiele imprez jest odwoływanych nawet na ostatnią chwilę.

– Takie rzeczy się dzieją, mam mnóstwo informacji od znajomych konferansjerów, DJów czy restauratorów, że odwoływane są rezerwacje, a ludzie po prostu boją się uczestniczenia w takich wydarzeniach. Niektórzy przedsiębiorcy myśleli, że sytuacja się poprawi po Bożym Narodzeniu, a jest jeszcze gorzej – mówi Marcin Jarczyński, konferansjer i ekspert sektora kreatywnego przy Północnej Izbie Gospodarczej.  – Jeszcze kilka lat temu nie było szans, by dostać miejsce na imprezie sylwestrowej na tydzień przed 31 grudnia. Obecnie wolne miejsca są prawie wszędzie. Dla branży to dramat. Wiele osób mówi, że jaki sylwester, taki cały rok. Wchodzimy więc w karnawał ze stratami, odwołanymi wydarzeniami i dużą niepewnością co dalej – mówi Marcin Jarczyński.

Kultura również niepewnie spogląda w przyszłość. „Wszyscy jesteśmy w poczekalni”

Nie tylko sektor rozrywkowy i typowo komercyjny boryka się z problemami. Również zrzeszone w Północnej Izbie Gospodarczej instytucje kultury przyznają, że rok 2022 przynosi ogromną liczbę niewiadomych.

– Pandemia ma dla nas duże znaczenie. Jesteśmy zależni od samorządów oraz od konkursów ministerialnych. Trudna sytuacja samorządów bardzo mocno odbija się na stowarzyszeniach zajmujących się kulturą, wiele wydarzeń otrzymało skromniejsze dofinansowania albo nie dostało ich wcale. Wchodzą w życie nowe rozporządzenia i jesteśmy w stanie permanentnego oczekiwania. Wiele instytucji kultury i organizacji pozarządowych zajmujących się sztuką jest trochę w zawieszeniu. Jesteśmy wszyscy w poczekalni – mówi Emilia Goch z Baltic Neopolis Orchestra.

Instytucje kultury starają się działać bez przerwy do momentu, gdy decyzje rządowe nie zablokują ich działalności. Artyści przyznają jednak, że trzeba mieć dla kogo grać, a frekwencja w ostatnim czasie jest skromniejsza.  – Nie odwołujemy koncertów. Dotyka nas jedynie kwestia ograniczeń, ale radzimy sobie z tym. Działalność artystyczna na szczęście nie jest uzależniona stuprocentowo od frekwencji, ale odnotowujemy takie sytuacje, że od jesieni ludzi na koncertach i spektaklach jest mniej. Jestem przekonana, że to nie jest kwestia odzwyczajenia od kultury, a po prostu lęku przed koronawiusem – dodaje Emilia Goch.

Instytut Staszica: Zamrożenie polskiego KPO zaszkodzi inwestycjom ważnym dla całej UE

Polska wciąż czeka na akceptację Krajowego Planu Odbudowy. Zatwierdzenie dokumentu przez Komisję Europejską jest konieczne, by nasz kraj otrzymał pieniądze z Funduszu Odbudowy – łącznie ok. 58 mld euro. Szybkie uruchomienie środków pozostaje w interesie całej Unii Europejskiej. Po zamrożeniu pieniędzy należących się Polsce, trudno będzie UE jako całości skutecznie rozwijać nowe, kluczowe korytarze transportowe na linii Europa – Chiny i forsować projekty ekologiczne związane z niskoemisyjnym transportem kolejowym. UE powinna szybko odblokować środki na te projekty infrastrukturalne.

Polska miała być jednym z największych beneficjantów budżetu unijnego na lata 2021-2027 oraz z Funduszu Odbudowy. Do Polski z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) miało trafić ponad 23,9 mld euro dotacji i ponad 34,2 mld euro pożyczek – łącznie 58,1 mld euro. 23 mld zł zaliczki, które przewidziano w ramach KPO, koncentruje się na pięciu obszarach (komponentach): odporność i konkurencyjność gospodarki, zielona energia i zmniejszenie energochłonności, transformacja cyfrowa, efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia oraz zielona, inteligentna mobilność. Żeby sięgnąć po te fundusze każde państwo musiało przygotować swój własny Krajowy Plan Odbudowy.

Polska przyjęła KPO 30 kwietnia 2021 r. podczas specjalnego posiedzenia Rady Ministrów. Mimo przedłożenia planu Komisji Europejskiej, polski dokument nadal oczekuje na akceptację ze strony unijnych urzędników. Swojego planu nie przedstawiła Holandia, co zamierza uczynić wiosną 2022 r. Większość państw UE już otrzymała środki z tego tytułu. KE wypłaciła dotychczas zaliczki 18 państwom w wysokości 54,8 mld euro. Nadal ocenia plany odbudowy dla czterech: w tym Polski, a także Bułgarii, Węgier i Szwecji. W przypadku Polski, KE nie wypłaciła jak dotąd środków, powołując się na argumenty pozagospodarcze. Oznacza to, że olbrzymie kwoty, które m.in. miałyby zasilić inwestycje infrastrukturalne, pozostają na razie pod znakiem zapytania.

Nie wdając się w szczegóły ideologiczne oraz interpretację prawną, wstrzymywanie się z decyzją w czasie i uzależnienie uruchomienia środków od spełnienia postulatów pozagospodarczych, szkodzi nie tylko relacjom Polska – UE, ale także Unii jako całości. 

W opinii ekspertów Instytutu Staszica (IS) unijni decydenci, w szczególności Komisja Europejska, powinni przyjąć przedłożony przez Polskę Krajowy Plan Odbudowy i jak najszybciej wypłacić zadeklarowane środki finansowe. A przynajmniej, w pierwszej kolejności, odblokować fundusze przeznaczone na rozwijanie ekologicznych środków transportu, zwłaszcza w relacji UE – Chiny. Pieniądze przewidziane w budżecie Funduszu Odbudowy są niezbędne do planowania i realizacji fundamentalnych inwestycji nie tylko w interesie naszego regionu, ale przede wszystkim na rzecz rozwoju strategicznych, europejskich szlaków komunikacyjnych. Należy jak najszybciej udrożnić kolejowy szlak transportowy do Azji (Chin), który jest realną szansą na częściowe uniezależnienie się od przeciążonego transportu morskiego (borykającego się z zatorami w największych portach kontenerowych, opóźnieniami dostaw oraz rosnącymi kosztami stawek frachtu).

Przywódcy Unii Europejskiej powinni myśleć globalnie, w szerokiej perspektywie i rozległym horyzoncie czasowym. Wymaga to odważnych i szybkich decyzji, służących odbudowie gospodarek nadszarpniętych finansowo przez pandemię COVID-19 i tworzeniu konkurencyjnego środowiska dla biznesu na przyszłość. UE może skutecznie konkurować na rynkach międzynarodowych tylko jako całość, blokowanie finansowania dla Polski, stanowiącej zewnętrzną granicę UE i przez którą przechodzą strategiczne szlaki komunikacyjne Wschód-Zachód oraz Północ-Południe – może znacznie osłabić pozycję Unii na globalnych rynkach.

Już teraz brak funduszy z KPO odczuwają firmy budowlane, zgłaszające spadek liczby i wartości ogłaszanych postępowań. Również spółka PKP PLK musiała opóźnić plany przetargowe. Jeśli sytuacja będzie się przeciągać i unijne środki nie będą trafiać do KPO – rynek realizacji projektów kolejowych (i nie tylko) czeka znaczące spowolnienie w najbliższych latach. Najważniejsze argumenty przemawiające na rzecz odmrożenia środków z puli Funduszu Odbudowy, z przeznaczeniem na inwestycje, to przede wszystkim:

– realizacja w praktyce postulatów klimatycznych, w tym tworzenia konkurencyjnego klimatu dla kolei w miejsce wysokoemisyjnego transportu drogowego (komunikacja samochodowa i ciężarowa), morskiego (frachty i kontenerowce) czy lotniczego (transport pasażerski i cargo);

– inwestowanie w przewidywalne łańcuchy dostaw w niepewnych czasach – przenoszenie ciężaru transportu na niskoemisyjną i tańszą kolej, udrożnienie transportu na granicy zewnętrznej UE, realizacja w praktyce postulatu „tiry na tory”, odciążenie zakorkowanych portów morskich;

– udrożnienie kolejowego szlaku transportowego do Azji (Chin), dalsza modernizacja kluczowych magistrali przeładunkowych, poprawa efektywności ekonomicznej i zwiększenie konkurencyjności europejskich łańcuchów dostaw;

– modernizacja portu Małaszewicze, który ma szansę stać się największym europejskim hubem przeładunkowym w ramach Jedwabnego Szlaku, znacząco rozwijając obsługę wymiany handlowej między Chinami a Europą;

– modernizacja transportu europejskiego zarówno pasażerskiego, jak i towarowego, odciążenie przewozów drogowych oraz szlaków morskich poprzez inwestowanie w rozbudowę i utrzymanie nowoczesnej i kompatybilnej infrastruktury kolejowej;

– inwestowanie w projekty infrastrukturalne o znacznym potencjale gospodarczym i prorozwojowym, umożliwiającym integrację gospodarek europejskich i tworzenie nowych korytarzy dostaw surowców i globalnego transportu – m.in. projekty Baltic Pipe, rozwój transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T, Rail Baltica czy Centralny Port Komunikacyjny.

MRiT: Serwis Biznes.gov.pl zastąpił ceidg.gov.pl. Ważna zmiana dla przedsiębiorców

Z końcem roku przestało istnieć konto użytkownika na ceidg.gov.pl. Narzędzia oferowane przedsiębiorcom w tym serwisie zostały przeniesione na nowoczesną platformę Biznes.gov.pl, z Kontem przedsiębiorcy jako głównym miejscem do realizowania publicznych e-usług. Zmiana oznacza nowy sposób elektronicznego składania wniosków do CEIDG.

Biznes.gov.pl to interaktywny, nowoczesny i intuicyjny serwis, który ułatwia zakładanie i prowadzenie działalności gospodarczej. Oferuje wachlarz ponad 300 e-usług administracji publicznej oraz kompleksową bazę informacyjną na temat prowadzenia firmy. To oznacza, że w jednym miejscu przedsiębiorca może załatwić zarówno sprawy w rejestrze CEIDG jak i inne urzędowe kwestie, które pojawiają się przy prowadzeniu i rozwoju firmy.

Ceidg.gov.pl długo był jedynym miejscem, w którym przedsiębiorcy mogli załatwiać sprawy w rejestrze CEIDG przez Internet. Teraz wszystkie te usługi zostały przeniesione na serwis Biznes.gov.pl. Zmiana pociąga za sobą także publikację nowych wzorów formularza CEIDG-1 i jego załączników oraz zaświadczeń i wydruków z CEIDG, dostępnych teraz pod adresem biznes.gov.pl/ceidg – mówi Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju i technologii. Dodaje, że sam rejestr CEIDG będzie funkcjonował bez zmian.

Wszystko w jednym miejscu

Funkcje dotychczasowego konta użytkownika ceidg.gov.pl przejęło Konto przedsiębiorcy w serwisie Biznes.gov.pl. Po zalogowaniu się przy wykorzystaniu Login.gov.pl, np. za pomocą Profilu Zaufanego użytkownik znajdzie w nim dane przeniesione z konta na CEIDG, w tym dane firmy, historię wpisu do CEIDG, status złożonych wniosków, a także aktualne i historyczne sprawy, wnioski wraz z odpowiedziami urzędów, a w przyszłości – skrzynkę do doręczeń elektronicznych. Przedsiębiorcy z poziomu Konta przedsiębiorcy szybciej załatwią takie sprawy, jak:

  • pobranie zaświadczenia o wpisie do CEIDG i sprawdzenie wpisu
  • złożenie wniosku o wpis do CEIDG
  • zmiana danych firmy w rejestrze
  • zawieszenie, wznowienie albo zamknięcie firmy
  • dopisanie pełnomocnika albo prokurenta do CEIDG i zarządzanie pełnomocnictwami
  • realizacja spraw urzędowych, sprawdzanie wysłanych wniosków oraz odpowiedzi z urzędów.

Zarejestrowany użytkownik Biznes.gov.pl poprzez Konto przedsiębiorcy będzie również mógł pobrać zaświadczenie potwierdzające status podatnika VAT, o niezaleganiu w podatkach czy w ZUS. Załatwi również sprawy przed Urzędem Ochrony Danych Osobowych, Generalną Inspekcją Transportu Drogowego czy Państwową Inspekcją Pracy.

Konto przedsiębiorcy jest zaprojektowane w taki sposób, by korzystanie z niego było jak najbardziej intuicyjne, ale też by ułatwiało przedsiębiorcom urzędową część prowadzenia biznesu. Planujemy regularnie zwiększać dostępne możliwości i ułatwienia, m.in. o listę sugerowanych spraw, które dany przedsiębiorca powinien załatwić w najbliższym czasie. System przypomni też o zbliżających się terminach oraz zawiadomi na przykład o najważniejszych zmianach prawnych – mówi Olga Semeniuk.

Z korzyścią dla przedsiębiorców

Dzięki połączeniu ceidg.gov.pl i Biznes.gov.pl oprócz Konta przedsiębiorcy osoby prowadzące działalność gospodarczą zyskały wygodny dostęp do wszystkich potrzebnych im informacji i usług w jednym miejscu. Oznacza to zmniejszenie liczby stron internetowych, które muszą odwiedzać i obsługiwać, aby załatwić urzędową sprawę. Nowe rozwiązanie pozwala wielokrotnie korzystać z raz wprowadzonych danych, dzięki czemu realizacja różnych e-usług publicznych jest szybsza i prostsza. Dostęp do usług i informacji jest zaś możliwy z różnych urządzeń, w szczególności urządzeń mobilnych oraz dla osób z niepełnosprawnościami, z uwzględnieniem wytycznych WCAG.

Mamy już w planach kolejne funkcjonalności, o które niebawem wzbogaci się serwis Biznes.gov.pl. Będzie to na przykład jedno narzędzie do wyszukiwania firm indywidualnych i spółek handlowych, czyli tych zarejestrowanych w CEIDG i KRS. Chcemy kompleksowo odpowiadać na potrzeby i oczekiwania przedsiębiorców – dodaje Olga Semeniuk.

Ponad połowa Polaków nie zmierzy sobie temperatury w przypadku podejrzenia zakażenia koronawirusem

Jak wynika z badania opinii publicznej, niespełna 7 na 10 rodaków ma w domu termometr do mierzenia temperatury ciała. Ponad 13% ankietowanych nie posiada go. Natomiast blisko 20% nie wie tego lub nie pamięta o tym fakcie. Do tego sondaż pokazuje, że tylko nieco ponad 42% Polaków dokona pomiaru temperatury przy podejrzeniu zakażenia koronawirusem. Z kolei blisko 56% nie zamierza tego zrobić. Ci pierwsi z reguły pochodzą z dużych miast i są dobrze wykształceni. Druga grupa to osoby z małych miasteczek i ze wsi. Eksperci komentujący wyniki podkreślają, że brak tego typu reakcji na stan podgorączkowy, zwłaszcza w dobie pandemii, jest niepokojącym zjawiskiem. Winić za to można niedostateczną edukację społeczeństwa w tym kierunku.

Z badania UCE RESEARCH przeprowadzonego dla spółki WARMIE metodą CAWI, w pierwszej połowie grudnia tego roku wychodzi, że 68,7% rodaków posiada we własnym domu termometr do mierzenia ciepłoty ciała. Z kolei nie ma takiego urządzenia 13,2% respondentów z reprezentatywnej próby liczącej ponad 1000 Polaków w wieku 18-80 lat. Natomiast 18,1% ankietowanych nie wie tego lub nie pamięta.

– Niewiele ponad 2/3 mieszkańców naszego kraju potwierdza posiadanie termometru. To wynik skrajnie niski. Uwzględnić należy, że nie wszyscy z tej grupy mogą faktycznie mieć to urządzenie, a ponadto nie w każdym przypadku jest ono sprawne. Dla mnie te dane są porażające, zwłaszcza że od blisko dwóch lat jesteśmy w stanie pandemii choroby zakaźnej, gdzie podstawowym objawem jest zmiana temperatury ciała – komentuje Tomasz Augustyniak, ekspert BCC ds. ochrony zdrowia i spraw sanitarno-epidemiologicznych.

Jak zaznacza dr n. med. Robert Susło, dolnośląski konsultant w dziedzinie epidemiologii, nasze społeczeństwo jest w znacznej części konserwatywne i przywiązane do tradycji. Często z pokolenia na pokolenie przekazywane są postawy samodzielnego diagnozowania się lub podejmowania leczenia tzw. domowymi sposobami. Nierzadko więc temperaturę ciała wciąż jeszcze określa się orientacyjnie, np. na podstawie cech wyglądu zewnętrznego uznawanych zwyczajowo za typowe dla osób z gorączką. Ekspert dodaje również, że wiele osób korzysta z rzadziej używanych przedmiotów codziennego użytku, w tym termometru lekarskiego, wspólnie z innymi ludźmi, np. w ramach użyczenia sąsiedzkiego lub w rodzinie.

– Zdecydowana większość z prawie 70% osób potwierdzających posiadanie urządzenia to kobiety. Natomiast w gronie 18% niezdecydowanych respondentów przeważają mężczyźni. Być może ta różnica wynika z tego, iż w większości panie częściej sięgają po termometr w przypadku zauważenia infekcji u swoich bliskich – mówi Piotr Piątek, współautor badania, ekspert z firmy WARMIE, zajmującej się rozwiązaniami w obszarze MedTech.

Z kolei lek. med. Iwona Witkiewicz, zachodniopomorski konsultant w dziedzinie chorób płuc, zwraca uwagę na bardzo szeroki przekrój wiekowy badanych. Zdaniem eksperta, to zapewne bardzo wpływa na udzielane odpowiedzi. Inny stosunek do kontrolowania zdrowia reprezentują osoby starsze. One zapewne znalazły się w grupie posiadających termometry. Prawie na pewno dysponują nimi matki małych dzieci. Natomiast ludzie młodzi, którzy nie zakładają możliwości zachorowania i nie mają przewlekłych chorób, prawdopodobnie nie posiadają takiego urządzenia. Mogą też nie mieć świadomości, czy ono w ogóle znajduje się w domu.

– Wśród respondentów, którzy wskazali posiadanie termometru w domu, w największej mierze są osoby z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców oraz od 200 do 499 tys. ludności. Natomiast brakuje takiego urządzenia głównie ludziom z miejscowościach zamieszkałych przez 20-99 tys. osób – dodaje Piotr Piątek.

Z badania wiemy też, czy przy podejrzeniu zakażenia koronawirusem Polacy zmierzą sobie temperaturę ciała. 55,6% respondentów odpowiada przecząco, a 42,3% – twierdząco. Z kolei 2,1% ankietowanych stwierdza, że nie wie tego lub nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie. Jak zaznacza ekspert ze spółki WARMIE, rodacy są mocno podzieleni w tej kwestii. Fakt, że duży odsetek badanych nie chce wykonywać tej prostej czynności może świadczyć o tym, że te osoby są niedoinformowane. Co gorsza, mogą zwyczajnie lekceważyć pomiar temperatury ciała.

– Ponad połowa respondentów nie dokonuje odpowiedniego pomiaru z użyciem przeznaczonego do tego narzędzia. Niekoniecznie musi to świadczyć o ignorowaniu niepokojącego objawu w postaci podwyższonej temperatury. W wielu polskich domach do stwierdzenia u kogoś gorączki wystarcza odczucie podwyższonej ciepłoty jego ciała po przyłożeniu do niego przez osobę oceniającą własnego nadgarstka. Jest to jednak podejście błędne, gdyż tylko pewny i dokładny wynik pomiaru temperatury ciała za pomocą termometru umożliwia jednoznaczną komunikację z pracownikiem medycznym, szczególnie podczas teleporady, i prawidłowe ustalenie przez niego rozpoznania lub ocenę skuteczności ewentualnie stosowanego leczenia – zaznacza dr n. med. Robert Susło.

Natomiast Tomasz Augustyniak dodatkowo zwraca uwagę na brak edukacji zdrowotnej. Jak przekonuje ekspert BCC, obecnie mamy do czynienia nie tylko z ignorowaniem faktu narastania wysokiej temperatury i zbyt późnego zgłaszania się do lekarza. Ale też część osób wykazuje się nadmierną ostrożnością. Do przychodni zgłaszają się np. osoby z lekkimi objawami, jedynie ze stanem podgorączkowym. Robią to często zupełnie przedwcześnie, a niekiedy niepotrzebnie, ograniczając dostęp do lekarza naprawdę potrzebującym.

– Każda obiektywna wiadomość przekazywana lekarzowi zwiększa prawdopodobieństwo dobrej diagnozy. Taką informacją jest również temperatura ciała i zmienność jej przebiegu, tzn. określenie w jakich porach rośnie, czy spada samoistnie czy dzięki lekom przeciwgorączkowym. Dlatego warto mierzyć temperaturę ciała przy każdej infekcji – przekonuje lek. med. Iwona Witkiewicz.

Z kolei Piotr Piątek podkreśla, że zwolennikami pomiaru temperatury ww. sytuacji są osoby głównie z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców oraz od 200 tys. do 499 tys. ludności. Widomo też, że mają przeważnie wyższe lub średnie wykształcenie, uzyskują dochody miesięczne pomiędzy 5000 a 6999 zł na rękę bądź od 3000 do 4999 zł. Ekspert dodaje, że w przypadku podejrzenia choroby zakaźnej najczęściej nie chcą dokonywać pomiaru tego osoby z małych miasteczek, tj. mających od 5 tys. do 19 tys. mieszkańców, ze wsi i z miejscowości do 5 tys. ludności. Ludzie ci zazwyczaj mają wykształcenie zawodowe i zarabiają miesięcznie od 1000 zł do 2999 zł na rękę.

– Duża część Polaków w ogóle nie wierzy w koronawirusa. Widzimy postawy od zupełnej niewiary w tę chorobę, poprzez brak wiary w ciężki jej przebieg u dużej części społeczeństwa, aż do głębokiego przekonania o tym, że w szpitalach leżą statyści. Jest to przykre, zwłaszcza dla tej części służby zdrowia, która mierzy się z tą nietypową chorobą na co dzień – podsumowuje zachodniopomorski konsultant w dziedzinie chorób płuc.

JR HOLDING obejmuje akcje LaserTec za 6,9 mln zł

JR HOLDING ASI S.A. poinformowała o objęciu 2.330 akcji serii D LasterTec S.A., stanowiących nieco ponad 21% udziału w kapitale, za łączną kwotę 6,9 mln zł. Oznacza to kontynuowanie procesu realizacji inwestycji, która została zainicjowana podpisaniem listu intencyjnego w marcu b.r. Transakcja zapewni spółce fundusze na dalszy rozwój działalności. Współpraca stron obejmuje również zamiar wprowadzenia LaserTec do obrotu na GPW lub NewConnect.

LaserTec to jedna z wiodących firm na rynku europejskim w obszarze technologii laserowych dla przemysłu. Specjalizuje się w doborze parametrów procesowych, opracowywaniu technologii, projektowaniu oraz wykonywaniu zrobotyzowanych systemów laserowych. Spółka oferuje usługi laserowego: hartowania, napawania, spawania, cięcia 3D oraz spawania hybrydowego. W swojej ofercie LaserTec posiada własne rozwiązania magazynów energii dla gospodarstw domowych, przemysłu oraz farm fotowoltaicznych. Ponadto opracowuje i produkuje baterie trakcyjne w technologii litowo-jonowej do pojazdów elektrycznych oraz urządzeń przemysłowych.

Działalność LaserTec dobrze wpisuje się w naszą strategię inwestycyjną. Widać to zwłaszcza w zakresie magazynów energii, gdzie występuje potencjał współpracy z naszymi spółkami z branży OZE. Uważamy produkty spółki za bardzo perspektywiczne, będące u progu intensywnego rozwoju. Mocno stawiamy na LaserTec i mamy nadzieję na to, że w przyszłym roku sporo pokaże, a w nieco dłuższym terminie liczymy na duży sukces – deklaruje January Ciszewski – Prezes JR HOLDING ASI S.A.

Wojny gigantów i inwazja nowych projektów – jakie były e-commerce-owe wydarzenia 2021 roku?

Zakupy mobilne, omnichannel, personalizacja, social selling, ekologiczny re-commerce, cyfryzacja seniorów, marketplace’y, wzrosty w handlu B2B, a nad tym widmo pandemii… To wszystko trendy, które wpływają na handel internetowy, ale większość z nich widoczna jest już od kilku lat. Eksperci merce.com wybrali zatem najistotniejsze wydarzenia ze świata e-commerce, które zapamiętamy właśnie z mijającego 2021 roku.

Wszystko, co związane e-commerce było w tym roku na fali. Ta była napędzana naturalnym wzrostem popularności zakupów online, ale także obostrzeniami, które wyraźnie podbiły ten trend. Wraz z rosnącą popularnością zakupów w sieci, firmy musiały sobie jednak radzić z nowymi wyzwaniami: rozwój technologii, nowe procesy, logistyka dostaw produktów i komponentów. Dla części z nich oznaczało to rozpoczęcie transformacji cyfrowej, którą będą kontynuować w następnych latach.

– Wszystkie cztery zjawiska, które uznaliśmy za najważniejsze w tym roku dla e-commerce, mają swoją praprzyczynę w pandemii, która jeszcze w 2020 roku wysłała miliony nowych klientów na zakupy internetowe. W ślad za nimi napłynęły naprawdę duże inwestycje. Gospodarcze turbulencje dotknęły cały sektor handlu, w tym także e-handel. W normalnym trybie to wszystko pewnie też by się wydarzyło, tyle że na przestrzeni 2-5 lat, a tak mieliśmy kumulację trendów i naprawdę ciekawy rok – ocenia Marcin Rutkowski, Brand Operations Manager merce.com, spółki tworzącej rozwiązania e-commerce.

ZIMA

Amazon oficjalnie wchodzi do Polski (pół roku później uruchamia usługę Prime)

Kilka miesięcy po wejściu do Polski, jeden z największych i najbardziej oczekiwanych graczy e-commerce zaproponował użytkownikom usługę Prime, dzięki której otrzymali rozszerzone opcje dostawy produktów ze sklepu Amazon, dostęp do serwisu z filmami i serialami Prime Video oraz pakiet dla graczy Prime Gaming. Wydarzyło się to prawie dwa lata szybciej niż pierwotnie firma zapowiadała. Świadczy to o wadze działań w Polsce i całej Europie Środkowo-Wschodniej dla firmy.

Dla kupujących, Amazon nie stał się alternatywą dla Allegro. Polski gigant w tym czasie nie próżnował, zawierając nowe umowy logistyczne i oferując nowe formy dostawy z myślą o wygodzie kupujących. To wszystko jednak odbija się na sprzedających, którzy sygnalizują coraz trudniejsze warunki prowadzenia działań na Allegro. Niewykluczone, że Amazon może o nich zawalczyć i jeszcze namieszać na rynku.

WIOSNA

Paczkomatoza opanowuje Polskę i wylewa się za granicę

Zgodnie z tegorocznym badaniem dataplace.ai, Inpost pozostaje liderem automatów paczkowych w Polsce. 45 proc. skrytek należy do niego. Nadal jednak są obszary, w których mieszkańcy odczuwają brak tej formy dostawy, nad czym zapewne będą pracować wszyscy uczestnicy rynku w najbliższych miesiącach. W Polsce Inpost jest mocno rozpoznawalny, a jego paczkomaty na stałe wpisane w krajobraz. Spółka ma też ogromne ambicje międzynarodowe. Styczniowy debiut lidera paczkomatów na giełdzie w Amsterdamie miał na celu wzmocnienie wiarygodności i rozpoznawalności marki za granicą. To także ułatwienie ekspansji paczkomatów w kolejnych krajach.

– Automaty paczkowe w jednym aspekcie mają dużo wspólnego z nieruchomościami – bardzo liczy się lokalizacja. Niezależnie od loga na maszynie, klienci w pierwszej kolejności będą wybierać odbiór w optymalnym dla siebie miejscu. Prędzej czy później dojdziemy do takiego momentu, w którym ceny usługi będą na tyle zbliżone, że to lokalizacja będzie najważniejsza. I tutaj Poczta Polska oraz Orlen mają dużo atutów. Poczta Polska ma sporo placówek na osiedlach, w miastach i w centrach handlowych, a stacje benzynowe Orlenu mają infrastrukturę umożliwiającą podjechanie autem i wygodny odbiór paczki, podczas gdy w centrach miast nie zawsze jest to łatwe – zauważa Marcin Rutkowski. – W tym miejscu pojawia się też inny trend: odbiór paczki powiążemy z zakupami spożywczymi, tak by zaoszczędzić czas. W przyszłości odbierzemy je z tego samego automatu paczkowego wcześniej zamawiając do niego zakupy spożywcze, aby zaoszczędzić go jeszcze więcej – dodaje ekspert merce.com.

LATO

Q-commerce, dark story, dark kitchens – wysyp nowych projektów, które zrewolucjonizują robienie codziennych zakupów

Zdecydowanym akceleratorem rozwoju tego typu usług stała się pandemia COVID-19. Mijający rok przyniósł kilku nowych graczy w tym obszarze: JOKR, Biedronka Express BIEK, Żabka Jush, których założeniem jest realizacja szybkich dostaw. Zaktywizował się Lisek i Swyft. Aktualnie działają w dużych aglomeracjach miejskich w oparciu albo o dostępne lokalizacje hipermarketów albo o specjalne magazyny (dark story) realizując szybkie dostawy w danym zasięgu (do 15 minut).

Krótki czas dostawy stanowi przewagę konkurencyjną firm działających w segmencie quick commerce. Ta przestrzeń będzie przyciągać kolejnych graczy oraz poszerzać się o mniejsze miejscowości. Zmieniające się nawyki konsumentów, potrzeby, a także rozwój technologii wyraźnie dynamizują ten trend.

JESIEŃ

Logistyka się psuje – zerwane łańcuchy dostaw

Ostatnie dni marca, kiedy na tydzień zablokowany został Kanał Sueski, dały przedsmak problemów logistycznych, z którymi na koniec roku przyszło mierzyć się wielu branżom. Zeszłoroczne ograniczenia zakładów produkcyjnych – podyktowane walką z COVID-19 – zaskutkowały zakłóceniami w globalnych łańcuchach dostaw.

Chińskie fabryki, z uwagi na wysokie ceny węgla, zmuszone zostały do zmniejszenia zużycia energii – co w praktyce doprowadziło we wrześniu do zatrzymania ponad 100 zakładów w tym kraju. Braki produkcyjne w sklepach odczuwają miliony ludzi.

W USA zabraknąć może zarówno niektórych zabawek czy ubrań, jak i codziennych produktów: karmy dla zwierząt czy butelkowanej wody. Z kolei w Wielkiej Brytanii pojawiła się konieczność racjonowania paliwa. Z kolei we wrześniu i w październiku w brytyjskich sklepach zabrakło podstawowych produktów spożywczych: mięsa, mleka, czekolady. Ten sam problem dotknął też elektroniki – właściwie na całym świecie.

– O ile sam e-commerce dynamicznie się rozwija, to już szeroko rozumiany sektor handlowy zmaga się z różnego rodzaju kryzysami. Większość z nich wpływa na zakupy internetowe raczej pośrednio, chociaż niektóre z nich, jak np. brak tektury kartonowej, który podbił w górę koszty dostawy, są dla e-handlu bardziej dotkliwe niż inne. Podobnie zaskakujący efekt mogą mieć podwyżki cen prądu, z którego korzystają przecież także serwerownie, zatem koszty hostingu sklepów internetowych też mogą się zmienić w 2022 roku. Seria nagłych i niespodziewanych kryzysów potwierdza, że nie będzie już prostego powrotu do rozwiązań sprzed pandemii. Firmy muszą niejako wymyślać się na nowo, nie robiąc już z internetu jedynie dodatkowej przestrzeni dla swoich działań, a umieszczając go w samym centrum swojej strategii rozwoju – podsumowuje Marcin Rutkowski z merce.com.

3 największe mieszkaniowe zaskoczenia 2021 r.

Rekordowo wysoka liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych, gwałtowny wzrost średniej ceny mieszkań oraz niespotykana do tej pory aktywność firm deweloperskich w mniejszych miastach – to według portalu GetHome.pl najbardziej zaskakujące zjawiska na rynku mieszkaniowym w mijającym roku.

–  Kiedy na początku tego roku analitycy bankowi wzięli do ręki szklaną kulę, by przepowiedzieć przyszłość, raczej nieliczni prognozowali, że będzie ona dla rynku kredytów hipotecznych aż tak dobra – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

I przypomina, że pod koniec lutego bardzo ostrożnie wypowiadał się na ten temat przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Mieszkaniowych Związku Banków Polskich Jacek Furga. Według niego, hamulcem kredytowania hipotecznego może okazać się pogarszająca sytuacja banków, pogorszenie się jakości spłaty kredytów udzielonych w poprzednich okresach wskutek m.in. obniżenia wynagrodzeń, a czasami utraty miejsc pracy przez kredytobiorców. Ekspert bankowy nie wykluczał też wzrostu bezrobocia w wyniku wygaśnięcia ograniczeń w redukcji zatrudnienia, zapisanych w tarczach pomocowych. Ponadto za groźne w skutkach dla finansów banków, Jacek Furga uznał ewentualne nasilenie się akcji roszczeniowej kredytobiorców frankowych.

Także prezes Biura Informacji Kredytowej (BIK) Mariusz Cholewa był powściągliwy w swojej prognozie na 2021 r.

– Prognozowanie w obecnych warunkach jest obarczone wyższym poziomem niepewności niż kiedykolwiek dotychczas – mówił Mariusz Cholewa pod koniec stycznia. Przyznał jednak, że jest umiarkowanym optymistą. Prezes BIK ocenił, że wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wyniesie 72 mld zł, co oznaczałoby wzrost o 13,9% w porównaniu z 2020 r.

Tymczasem już dane za 11 miesięcy wskazują, że mijający rok był dla banków nadspodziewanie udany. BIK podał, że w okresie styczeń-listopad 2021 r. banki udzieliły ok. 251,1 tys. kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości przeszło 81,3 mld zł.Liczba kredytów mieszkaniowych 2007-2021

Tak dużej liczby kredytów mieszkaniowych banki nie udzieliły od czasu wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. Rekordowy pod tym względem był rok 2007. Kredyt na mieszkanie wzięło wówczas przeszło 314 tys. gospodarstw domowych. W tym roku rekordowa jest natomiast wartość kredytów, bo najwyższe w historii są ceny mieszkań  – podkreśla ekspert GetHome.pl.

Według niego także skalę podwyżek cen mieszkań należy uznać za ogromne zaskoczenie. Niektórzy analitycy, np. z Emmerson Evaluation w połowie 2020 r., prognozowali nawet spadek średnich cen mieszkań, który miałby potrwać do końca 2022 r. Na szczęście czarne prognozy dotyczące skutków gospodarczych pandemii Covid-19 się nie potwierdziły i analitycy szybko zweryfikowali swoje oceny. W Emmerson Evaluation uznano, że w 2021 r. ceny wzrosną najprawdopodobniej o 3-8%.

Także HRE Think Tank zrewidował swoją prognozę. W marcowym raporcie wykluczył scenariusz spadku cen mieszkań i za najbardziej prawdopodobne uznał podwyżki w granicach 7-10%.

Dodajmy, że o „lekkim spadku cen mieszkań” w latach 2020-2021 pisali w październiku 2020 r. analitycy Banku Pekao. Kryzys wywołany koronawirusem miał według nich „schłodzić rozgrzany dotychczas rynek mieszkaniowy, w szczególności hamując dynamiczny wzrost cen z ostatnich lat”. „W 2021 r. spadek cen miał stopniowo przechodzić w stagnację lub w optymistycznym wariancie w delikatny wzrost.

Analitycy PKO BP jeszcze w marcu oczekiwali „wyraźnego spowolnienia wzrostu cen mieszkań”. Wyjaśniali, że podwyżki spowodowane rosnącymi cenami działek i kosztami budowy hamować będą „umiarkowany popyt konsumpcyjny, spadkowe tendencje stawek na rynku wynajmu i duży portfel mieszkań w budowie z przewidywanym terminem wystawienia na rynek w latach 2021-2022”.

Spadek tempa wzrostu cen mieszkań prognozowali także analitycy Credit Agricole. Z kolei w ankiecie GetHome.pl, którą ten portal przeprowadził w grudniu ubiegłego roku, przeszło połowa pośredników w obrocie nieruchomościami prognozowała stabilizację cen mieszkań w 2021 r., zaś co 10 wieszczył ich spadek. Tylko nieco ponad jedna trzecia ankietowanych pośredników prognozowała wzrost cen uznając, że nieruchomości będą jedną z najlepszych form ulokowania kapitału.

–  Niestety, ceny mieszkań w największych miastach szły w górę w tempie niespotykanym od czasów boomu w latach 2006-2008. Tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy, średnie ceny nowych mieszkań w większości największych miast wzrosły bardziej niż przez cały rok 2020. W listopadzie ten wzrost był w Poznaniu już siedmiokrotnie większy! – komentuje Marek Wielgo.Średnie ceny-2021

I przyznaje, że w swoich prognozach również nie docenił siły popytu.

–  Prawdziwą mieszanką piorunującą okazała się wysoka inflacja w połączeniu z rekordowo niskimi stopami procentowymi – wyjaśnia ekspert GetHome.pl.

Rzecz w tym, że w 2021 r. trzymanie oszczędności w banku przestało mieć sens, bo oprocentowanie lokat nie chroni ich przed skutkami inflacji. Wielu majętnych Polaków część swoich pieniędzy lokowało wiec w nieruchomościach licząc na wzrost ich wartości. Ponadto, już od kilku lat znaczną grupę klientów firm deweloperskich stanowią inwestorzy, którzy kupują mieszkania z myślą o ich wynajmie. Jednak kluczowe znaczenie dla rynku mieszkaniowego ma polityka kredytowa banków, od której zależy dostępność  kredytów mieszkaniowych. Dzięki rosnącym zarobkom i stosunkowo niskiemu bezrobociu, banki udzieliły ich znacznie więcej niż się spodziewano.

Liczyłem, że średnie ceny mieszkań nie wzrosną aż tak bardzo, gdyż deweloperzy będą wprowadzali na rynek więcej mieszkań w segmencie popularnym, a więc z ceną poniżej średniej. Jednak równocześnie zwracałem uwagę, że ci, dla których liczy się każda złotówka, nie powinni zbyt długo zwlekać z podjęciem decyzji zakupowej, bo wskutek rosnących cen działek i kosztów budowy, dolna granica cen będzie się szybko przesuwała w górę – mówi Marek Wielgo.

I podkreśla, że akurat ta druga prognoza sprawdziła się, bo w największych miastach bardzo skurczyła się w tym roku oferta mieszkań z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw.  W Warszawie i Krakowie znalezienie takiego mieszkania już niemal graniczy z cudem.

Oferta najtańszych mieszkan

GetHome.pl zwrócił także uwagę, że z powodu upowszechniania się pracy zdalnej oraz bardzo wysokich cen mieszkań w największych miastach, popyt zacznie się przenosić się do okalających je miejscowości. Mieszkania są tam średnio o 30-40% tańsze, a infrastruktura społeczna i komunikacyjna często jest lepsza niż na osiedlach budowanych na obrzeżach największych miast.

–  Jednak chyba mało kto spodziewał się aż tak dużej zmiany preferencji kupujących mieszkania, a w efekcie – boomu budowlanego w wielu powiatowych miasteczkach. Lokalni deweloperzy starają się zaspokoić rosnący popyt, co widać w statystykach budowlanych GUS – mówi Marek Wielgo.

Np. biorąc pod uwagę wydane w tym roku pozwolenia na budowę, okazuje się, że najwięcej mieszkań w okolicach Warszawy powstanie w powiatach piaseczyńskim, pruszkowskim i wołomińskim. W tym pierwszym pozwolenia na budowę wydane w okresie 11 miesięcy tego roku umożliwią budowę przeszło 3,4 tys. mieszkań, czyli więcej niż w połowie miast wojewódzkich, np. w Rzeszowie, Białymstoku, Bydgoszczy, Toruniu czy Szczecinie. Z kolei w okolicach Krakowa na celownik firm deweloperskich trafił powiat krakowski, a w okolicach Wrocławia – powiaty wrocławski i średzki.

Pozwolenia na budowę-powiatyZ danych GUS wynika, że w 2021 r. wyraźnie, bo z 68% do 72%, wzrósł udział pozwoleń na budowę mieszkań i domów w tzw. pozostałej Polsce. Pozostałe 28% przypada na 18 miast wojewódzkich plus Gdynię.

Nieodpłatne świadczenia a odliczenie VAT

Nieodpłatne świadczenia są częstą praktyką biznesową, ponieważ pomagają budować relacje z klientami i osiągać wspólne cele. Nieodpłatne przekazywanie towarów czy wartości niematerialnych i prawnych, tj. świadczeń podobnych do darowizny, jest co do zasady opodatkowane VAT. Czy w związku z tym odbiorca takiego świadczenia ma prawo do odliczenia podatku? Tematyką tą zajął się Naczelny Sąd Administracyjny w sprawie o sygn. akt I FSK 1806/18.

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła spółki akcyjnej i spółki komandytowej. Wspólnicy podjęli decyzję, że spółka komandytowa będzie rozwiązana, a wartości niematerialne i prawne, które posiadała, w tym prawa do znaków towarowych, zostaną przeniesione na spółkę akcyjną. Spółka komandytowa uzyskała wcześniej interpretację, zgodnie z którą będzie zobowiązana do opodatkowania VAT takiego nieodpłatnego przekazania, z uwagi na uznanie go za darowiznę. W konsekwencji wspólnicy zakładali, że w związku z opodatkowaniem VAT należnym spółka akcyjna będzie mogła odliczyć VAT naliczony, czyli finalnie VAT byłby neutralny. W związku z tym zapytali, czy będą mieli prawo do odliczenia podatku VAT naliczonego i czy transakcja powinna być udokumentowana fakturą VAT. Podstawowym argumentem było to, że nabywając majątek spółki komandytowej, spółka akcyjna chciała wykorzystać go do działalności opodatkowanej VAT. Zasadniczo więc nie byłaby konsumentem tych praw i w związku z tym twierdziła, że będzie miała prawo do odliczenia VAT na podstawie faktury wystawionej przez spółkę komandytową.

Stanowisko organu

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wskazał, że spółka akcyjna nie nabędzie prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego, ponieważ nabędzie prawa do wartości niematerialnych i prawnych nieodpłatnie. Ponadto organ podatkowy uznał, że przeniesienia rzeczonych wartości niematerialnych i prawnych nie będzie trzeba dokumentować fakturą VAT.

Organ podatkowy wskazał, że z przepisów ustawy o podatku od towarów i usług w sposób jednoznaczny wynika, iż podatnikom przysługuje prawo do odliczenia podatku VAT jedynie przy spełnieniu wynikających z nich warunków, tj.:

  • zakupione towary bądź usługi muszą być wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych,
  • podatnik musi być w posiadaniu faktury, na której jest naliczony podatek od towarów i usług,
  • podatnik musi być zarejestrowany jako czynny podatnik podatku VAT,
  • nie zachodzą inne przesłanki, które pozbawiają podatnika prawa do dokonania odliczenia podatku, wymienione w art. 88 ustawy o VAT.

Dopiero w przypadku spełnienia wszystkich ww. warunków podatnik może skorzystać z prawa do obniżenia kwoty podatku należnego o podatek naliczony. W przedmiotowej sprawie brak będzie faktury VAT, której w tej sytuacji spółka komandytowa nie będzie mogła wystawić.

Stanowisko sądów administracyjnych

WSA oraz NSA w niniejszej sprawie potwierdziły stanowisko organu podatkowego, wskazując, że nie będzie potrzeby wystawienia faktury w przypadku nieodpłatnego świadczenia, oraz że nabywca nie będzie mógł odliczyć VAT naliczonego, ponieważ nie ponosi ekonomicznego ciężaru tego podatku (wyrok z 20 września 2018 r., sygn. akt I FSK 1029/18).

NSA wskazał za organem podatkowym, że w niniejszej sprawie nie zostały spełnione wszystkie warunki pozwalające przedsiębiorcy na odliczenie podatku VAT, bowiem nieodpłatne świadczenia na gruncie ustawy nie powinny być dokumentowane fakturą. NSA słusznie zauważył, że nabywca takich świadczeń (usług) nie ponosi ekonomicznego ciężaru związanego z ich nabyciem, w związku z czym nie może mieć prawa do odliczenia podatku VAT z takiej czynności. Tym samym nieodpłatne świadczenia nie powinny być dokumentowane fakturą z wykazanym podatkiem należnym.

Zatem skoro nieodpłatnych świadczeń nie powinno dokumentować się fakturą, to w przedmiotowej sprawie spółka akcyjna nie powinna otrzymać faktury potwierdzającej przekazanie jej wartości niematerialnych i prawnych (w tym praw do znaków towarowych), a tym samym nie będzie w posiadaniu dokumentu pozwalającego na skorzystanie z odliczenia.

NSA podkreślił, że nie wystawia się faktur dokumentujących czynności nieodpłatne również z tego powodu, aby nie stwarzać nawet potencjalnej możliwości odliczenia podatku naliczonego z takich faktur przez obdarowanego, tym bardziej że nabywca nie poniósł żadnego ciężaru podatku, nie dokonując jego zapłaty. Dodatkowo w świetle art. 86 ust. 2 pkt 1 lit. a ustawy o VAT kwotę podatku naliczonego stanowi suma kwot podatku wynikających z faktur otrzymanych przez podatnika z tytułu nabycia towarów i usług. Tak wystawiona faktura z wykazanym podatkiem dokumentująca czynności nieodpłatne sugerowałaby możliwość odliczenia podatku u nabywcy, do czego nie ma podstaw prawnych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

HANSAINVEST Real Assets kupuje Generation Park Y

HANSAINVEST Real Assets kupiła Generation Park Y – ostatni budynek warszawskiego kompleksu biurowego Generation Park. Wartość transakcji wynosi 285 mln euro, co czyni ją największą transakcją w historii spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to zarazem największy zakup w sektorze biurowym w tej części Europy w 2021 roku. Generation Park Y to już trzecia inwestycja w Warszawie nabyta przez tego inwestora od Skanska i druga w ramach kompleksu Generation Park.

Generation Park Y to 38-piętrowy budynek o wysokości 140 metrów, wieńczący najwięk­szy projekt biurowy Skanska w Warszawie, zlokalizowany przy Rondzie Daszyńskiego na Woli. Łączna powierzchnia najmu kompleksu wynosi około 88 tys. mkw. Powierzchnia najmu wieży to 47 600 mkw. 100% powierzchni biurowej zostało wynajęte na 10 lat PZU, jako główna siedziba firmy. Generation Park Y, ukończony w pierwszym kwartale 2021 roku, zaprojektowano i wybudowano zgodnie z zasadami ESG, dbając o aspekty środowiskowe i społeczne. Dowodem na to są przyznane już certyfikaty: LEED Core & Shell Platinum oraz WELL Health-Safety Rating. Budynek ubiega się również o WELL Core & Shell oraz certyfikat Obiekt bez Barier.

– Generation Park Y, pierwszy wysokościowiec Skanska w Europie Środkowo-Wschod­niej, jest flagowym projektem naszej firmy nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie CEE. Cieszymy się, że nasz kolejny obiekt został ponownie wybrany przez naszego wielo­let­niego partnera biznesowego HANSAINVEST Real Assets – mówi Arkadiusz Rudzki, wiceprezes ds. sprzedaży i najmu w spółce biurowej Skanska w regionie CEE. Najnowsza, tegoroczna transakcja i jej skala potwierdzają tylko, że cały kompleks Generation Park cechuje się najwyższą jakością i powstał w zgodzie z szeroko pojętymi aspektami ESG. To jest coś, co wyróżnia nasze projekty na rynku – dodaje Arkadiusz Rudzki.

Core assets na rynku nieruchomości biurowych, spełniające ambitne kryteria w ramach obszaru ESG, ciągle są zrównoważonymi, długoterminowymi inwestycjami. Dotyczy to zwłaszcza nowych budynków, które powstają na dynamicznie rozwijających się rynkach, jak np. w Warszawie czy innych porównywalnych metropoliach. Dlatego Generation Park Y doskonale wpisuje się w naszą strategię inwestowania na rynku nieruchomości. Z niecierpliwością czekamy na dalszą dywersyfikację naszego portfela nieruchomości w Europie oraz Stanach Zjednoczonych w 2022 roku – mówi Nicholas Brinckmann, prezes zarządu HANSAINVEST Real Assets.

– Transakcja ta potwierdza, że kapitał zagraniczny płynie do Europy Środkowo-Wschod­niej niezależnie od pandemii, a inwestorzy uważają nasz region za atrakcyjny: zarówno dzięki produktom klasy A, jak i potencjałowi gospodarczemu – mówi Adrian Karczewicz, dyrektor ds. transakcji w spółce biurowej Skanska w regionie CEE i uzupełnia: – W ciągu ostatnich miesięcy w Europie znacząco wzrósł popyt na tzw. core assets w obrębie nieruchomości komercyjnych. Bardzo się cieszę, że Skanska odpowiada na to zapotrzebowanie i dostarcza inwestorom atrakcyjne aktywa w naszym regionie.

Generation Park Y już na stałe wpisał się w biznesowy krajobraz warszawskiej Woli. Budynek – wyróżniony prestiżowymi certy­fikatami – jest jednym z najlepszych przykładów zrównoważonego podejścia szwedzkiego dewe­lopera do projektowania i realizacji powierzchni biurowych. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom, takim jak energooszczędne urządzenia czy system odzysku szarej i desz­czo­wej wody, użytkowanie Generation Park Y zużywa mniej zasobów. Budynek jest w 100% zasilany ze źródeł odnawialnych. Jedna czwarta materiałów użytych do budowy Generation Park Y zawiera komponenty pochodzące z recyklingu. Poza zrównoważonymi rozwiązaniami, projekt Generation Park Y wyróżnia się m.in. powierzchniami typu „sky-office” o podwójnej wysokości oraz 15-metrową, zieloną ścianą z ponad sześcioma tysiącami roślin, zlokalizowaną w lobby. Na najwyższym pozio­mie budynku znajduje się taras, z którego roztacza się imponujący widok na Warszawę.

Przedsiębiorcy potrzebują narzędzi prawnych, które pozwoliłyby im na weryfikację tego, czy pracownicy oraz klienci są zaszczepieni

Każdy lockdown to zagrożenie dla utrzymania miejsc pracy i przedsiębiorstw, będących często dorobkiem całego życia. Upadek polskich firm zmniejszy potencjał naszej gospodarki narodowej oraz wystawi je na wrogie przejęcia. Przerwanie ciągłości działania przedsiębiorstw w trakcie czwartej fali pandemii wyrządziłoby ogromne szkody. Federacja Przedsiębiorców Polskich jako pierwsza organizacja zgłosiła konieczność wykazywania się certyfikatem szczepień – aby móc korzystać z miejsc publicznych takich, jak restauracje, teatry – ale także, aby zapewnić bezpieczeństwo naszym pracownikom w miejscach pracy. Przedsiębiorcy zrzeszeni w FPP chcieliby dostać narzędzia prawne, które pozwoliłyby im na weryfikację tego, czy pracownicy oraz klienci są zaszczepieni.

– W przypadku niezaszczepionych pracowników, pracodawcy mogliby ich przesuwać na bezpłatne urlopy zdrowotne lub zmienić ich stanowisko pracy na takie, aby mieli jak najmniejszy kontakt z innymi pracownikami lub klientami. Zwracamy uwagę na to, że takie działania leżą w zakresie obowiązków państwa, które powinno dbać o zdrowie i bezpieczeństwo obywateli – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Obecnie państwo nie korzysta z tego mechanizmu, a przez opieszałość doprowadza do tego, że zachorowalność rośnie z dnia na dzień. W związku z tym Polska staje się niechlubnym liderem Europy pod względem liczby zachorowań na COVID-19. Państwa, które skorzystały z pewnych ograniczeń, mogą cieszyć się tym, że obecnie zachorowalność jest bardzo mała. Należy podkreślić, że w Hiszpanii zachorowalność wynosi około 41 osób na milion mieszkańców. Natomiast w Polsce jest to liczba ponad 125 osób na milion mieszkańców. Ponawiamy apel, aby polski rząd zaczął chronić nas przed tym zagrożeniem – na skutek bezczynności rządzących oraz tego, że nadal duża grupa Polaków nie chce się szczepić, doprowadza się do dodatkowych śmierci. Nie chodzi tu tylko o zwiększoną liczbę zgonów wśród osób niezaszczepionych – ale przede wszystkim o śmierci z powodu braku miejsc w szpitalach. Wszyscy będziemy winni, jeżeli te zmiany nie zostaną wprowadzone jak najszybciej – podkreśla Kowalski.

Polski Ład. Od stycznia duże zmiany w estońskim CIT

Ze względu na liczne ograniczenia obowiązujące w formule estońskiego CIT-u na to rozwiązanie zdecydowało się dotąd raptem ok. 400 polskich firm. Od 1 stycznia 2022 roku wiele z tych ograniczeń ma zostać poluzowanych w związku ze zmianami wprowadzonymi w Polskim Ładzie. Najważniejsze z nich to m.in. rozszerzenie katalogu podmiotów, które będą mogły skorzystać z fakultatywnego modelu opodatkowania, zniesienie limitu przychodów i wymogu dotyczącego nakładów inwestycyjnych. Resort finansów liczy, że przyczyni się to do skokowego wzrostu popularności estońskiego CIT-u.

– W zeszłym roku estoński CIT był rozwiązaniem dostępnym tylko dla spółek z ograniczoną odpowiedzialnością i spółek akcyjnych. W przyszłym ten katalog podmiotów, które będą mogły wejść w system estoński, znacznie się zwiększy, to będą też proste spółki akcyjne, spółki komandytowe i spółki komandytowo-akcyjne – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Sarnowski, wiceminister finansów.

Zlikwidowany zostanie też limit przychodów, obecnie wynoszący 100 mln zł, oraz wymóg dotyczący nakładów inwestycyjnych.

– W tym roku korzystanie z estońskiego CIT-u oznaczało dla przedsiębiorcy konieczność zobowiązania się, że tę oszczędność na podatku przeznaczy na reinwestycje. Natomiast od przyszłego roku takiego obowiązku już nie będzie – podkreśla wiceminister. – Wynika to z faktu, że wciąż jesteśmy w sytuacji covidowej. Wiemy, że tworzenie przez firmy wieloletnich planów inwestycyjnych wtedy, gdy sytuacja epidemiczna i gospodarcza są trudne do przewidzenia, jest całkowicie nierealne. Dlatego od przyszłego roku nie będzie to już ulga proinwestycyjna, zachęcająca do inwestycji, ale powszechnie dostępny dla spółek, uproszczony sposób rozliczenia podatku.

Kolejną, istotną zmianą w estońskim CIT, która zostanie wprowadzona od przyszłego roku, będzie też zmniejszenie stawki podatku przy wypłacie zysku ze spółki.

– Stawka podatku przy wypłacie zysku w przyszłym roku się zmniejszy o kolejne 5 pkt proc. – mówi Jan Sarnowski. – W przypadku małych CIT-owców, tych osiągających przychody do 2 mln euro rocznie, czyli ok. 9 mln zł, wysokość opodatkowania wypłaty zysku to 20 proc., a więc niewiele więcej niż 19 proc. przy jednoosobowej działalności gospodarczej. To znaczy, że od przyszłego roku nawet takie połączenie rozwiązań – czyli założenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i wejście od razu w system estoński – będzie dla firm bardzo korzystną opcją, która umożliwi im to, aby nie zostać dodatkowo obciążonym zmianami dotyczącymi składki zdrowotnej.

Tzw. estoński CIT, czyli ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, obowiązuje w Polsce od początku 2021 roku. Resort finansów wskazuje, że jest to „nowoczesny sposób opodatkowania, który promuje inwestycje i minimalizuje formalności przy rozliczeniu podatków”. W praktyce polega on na tym, że firma płaci podatek dopiero w momencie wypłaty zysku.

– Na zwykłych zasadach rozliczenia CIT-u podatek płaci się co miesiąc, co kwartał albo co rok – najpierw zaliczki, a później podatek rozliczany rocznie od dochodu osiągniętego w tym przedziale czasowym. Tymczasem estoński CIT jest całkowitym odejściem od tej zasady. Podatku nie płaci się cyklicznie, ale dopiero wtedy, kiedy biznes jest na to gotowy i kiedy przedsiębiorca sam zadecyduje o wypłaceniu sobie zysku ze spółki. Tzn. nie jest to podatek dochodowy, ale podatek od dystrybucji zysku – tłumaczy wiceminister. – Efekt jest taki, że środki dłużej zostają w firmie, a przedsiębiorca może je wykorzystać do inwestowania, do zwiększenia skali prowadzonej przez siebie działalności albo zatrudnienia pracowników. Może też po prostu zostawić je w kasie firmy, np. zbierając środki na wkład własny do jakiejś dużej inwestycji albo tworząc sobie finansową poduszkę bezpieczeństwa na trudniejszy okres, np. na czas lockdownu albo zmniejszenia obrotów.

Jak podkreśla, estoński CIT jest rozwiązaniem, które nie tylko zachęca firmy do reinwestowania wypracowanych zysków, ale też minimalizuje formalności podatkowe.

– Wchodząc w system estoński, rezygnujemy z rachunkowości podatkowej na potrzeby podatku dochodowego. Z uwagi na fakt, że ten podatek w ogóle nie jest pobierany, to liczenie tego dochodu, amortyzacji, kosztów, etc. jest kompletnie niepotrzebne. Podatek pojawia się wyłącznie w momencie wypłaty zysku i od kwoty tej wypłaty jest pobierany – mówi Jan Sarnowski.

Resort finansów liczy, że zmiany wprowadzone z początkiem przyszłego roku zwiększą popularność tego rozwiązania.

– W tym roku z estońskiego CIT-u – proponowanego w tej jednak dość ograniczonej formule – skorzystało ok. 400 firm. Mamy jednak świadomość, że w pierwszym roku obowiązywania nowych ulg czy nowych sposobów rozliczenia podatku przedsiębiorcy starają się być ostrożni. Dokładnie taki sam efekt osiągnęliśmy, wprowadzając kilka lat temu ulgę badawczo-rozwojową czy ulgę IP Box. Tutaj też w pierwszym roku skorzystało raptem ok. 250 firm – zauważa wiceminister finansów. – Oczekujemy, że liczba podmiotów, które skorzystają z estońskiego CIT zdecydowanie się zwiększy. Tutaj można zakładać dość dużą dynamikę wzrostu.

Jak podkreśla, estoński CIT to jest rozwiązaniem wartym uwagi zwłaszcza tych firm, które chcą się rozwijać i planują inwestycje, ale maja problem z dostępem do finansowania.

– Według badań OECD z 2018 roku co trzecia polska firma z sektora MŚP nie poniosła wydatków inwestycyjnych, nie zainwestowała w swój rozwój, nie zwiększyła swojej produktywności z braku dostępu do finansowania. Jedną z barier jest właśnie obciążenie podatkowe, czyli ten strumień pieniędzy, który wycieka z kont przedsiębiorców w wyniku opodatkowania dochodów. Nam zależy na tym, żeby ten dochód w firmie pozostał, a przedsiębiorca mógł swobodnie przeznaczyć go na to, co jest mu potrzebne, żeby jego biznes sprawnie funkcjonował – podkreśla ekspert.

Ministerstwo Finansów stara się szeroko propagować wśród przedsiębiorców wiedzę o systemie estońskim, m.in. organizując webinary dla właścicieli firm, księgowych, doradców podatkowych, etc. Resort opublikował też niedawno na swojej stronie internetowej poradnik na temat tego, jak skorzystać z fakultatywnego modelu opodatkowania dla firm.

– Znajduje się w nim ponad 50 praktycznych przykładów, bazujących na pytaniach zgłaszanych nam przez podatników. Co ważne, jest to nie tylko dokument publikowany na stronie ministerstwa, ale również taki, który – dzięki regulacjom ordynacji podatkowej – ma moc wiążącą dla administracji. To znaczy, że jeśli podatnik jest w podobnej sytuacji, jak ta opisana w objaśnieniach, to powołując się na ich treść, będzie on chroniony przed odmienną interpretacją przepisów przez miejscowy urząd skarbowy – wskazuje Jan Sarnowski.

Firmy, które oferują usługi “oddłużeniowe” – LoanMe oraz Kancelaria CERTO na liście ostrzeżeń publicznych KNF

Pod koniec listopada spółka LoanMe, Kancelaria CERTO oraz Ulgaoddługu.pl sp. z o.o. trafiły na listę ostrzeżeń publicznych Komisji Nadzoru Finansowego. To pokłosie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które złożyły do prokuratury organizacje zrzeszające firmy pożyczkowe. KNF, po wstępnej analizie, zdecydowała się przystąpić do postępowania wszczętego przez prokuraturę, co automatycznie prowadzi do wpisania firm na listę ostrzeżeń publicznych. – W opinii zewnętrznych ekspertów jest to całkowicie pozbawione jakichkolwiek podstaw merytorycznych, formalnych, prawnych. Stąd wzbudziło to nasze duże zaskoczenie – mówi Marta Janowicz-Stradomska z Kancelarii CERTO. Jak dowodzi, sprawa jest w trakcie wyjaśniania, a program Ulga od Długu stał się solą w oku firm pożyczkowych, które w ten sposób starają się ukrócić jego działalność.

Komisja Nadzoru Finansowego, której zadaniem jest nadzór nad rynkiem finansowym, publikuje na swojej stronie listę ostrzeżeń publicznych, którą może sprawdzić każdy konsument. Znajduje się na niej kilkaset podmiotów, których działalność budzi wątpliwości KNF i wobec których zostały złożone zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Tylko w listopadzie tego roku na listę ostrzeżeń KNF trafiło sześć nowych podmiotów, wśród których znalazły się m.in. spółka LoanMe, Ulgaoddlugu.pl sp. z o.o. i Kancelaria CERTO M. Janowicz-Stradomska i Wspólnicy.

– KNF przystąpił do postępowania zainicjowanego przez inny podmiot, prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Wpis na listę ostrzeżeń nie jest w tym wypadku działaniem uznaniowym KNF, tylko wynika z przepisów ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Barszczewski, dyrektor Departamentu Komunikacji Społecznej UKNF. – Oczywiście ta sprawa będzie dalej wyjaśniana przez stosowne organy ścigania, ale klienci powinni mieć świadomość, że być może działalność tych podmiotów jest nastawiona na to, aby sprzeniewierzyć środki finansowe. Jeżeli one działają na rynku, ale nie posiadają stosownych zezwoleń KNF, to może wynikać z tego, iż jest to celowa chęć wprowadzenia konsumentów w błąd.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożyły do Prokuratury Okręgowej w Warszawie organizacje zrzeszające firmy pożyczkowe. W ich ocenie LoanMe, Kancelaria CERTO i firmowany przez nią program Ulga od Długu dopuściły się naruszenia szeregu przepisów. Komisja Nadzoru Finansowego, po wstępnej analizie, zdecydowała się przystąpić do postępowania wszczętego przez prokuraturę, co praktycznie z automatu prowadzi do wpisania na listę ostrzeżeń publicznych KNF. Wpis ten nie przesądza jeszcze o fakcie popełnienia przestępstwa. Niesie jednak ze sobą szereg konsekwencji, do których zalicza się utrata zaufania klientów i partnerów biznesowych. W aktualnym stanie prawnym taki wpis nie podlega jednak żadnej kontroli odwoławczej.

– Na tej liście ostrzeżeń znajdują się podmioty, które KNF uważa po prostu za niegodne zaufania. I nie ma w tym przypadku żadnej procedury, żadnej ścieżki odwoławczej. Nie możemy się odwołać od tej decyzji, nie możemy jej zaskarżyć. Oczywiście to nie znaczy, że nie podejmujemy żadnych kroków, ponieważ staramy się podjąć dialog z KNF, wyjaśnić sytuację i nasz sposób działania, który jest daleki od tych zarzutów – mówi radca prawny Marta Janowicz-Stradomska, partner w Kancelarii Prawnej CERTO. – Ten wpis KNF już w tej chwili ma jednak bardzo duże przełożenie na sferę wizerunkową kancelarii. Nasi klienci są zestresowani tą sytuacją, to budzi ich uzasadniony niepokój. W sferze relacji z klientami ma to duże znaczenie.

Kancelaria prowadzi dialog z KNF, licząc na jak najszybsze wyjaśnienie sytuacji. Jak zapewnia, dysponuje również opiniami prawnymi, które potwierdzają, że jej działalność w żaden sposób nie wypełnia ustawowych znamion zarzucanych jej przestępstw.

– W opinii zewnętrznych ekspertów jest to całkowicie pozbawione jakichkolwiek podstaw merytorycznych, formalnych, prawnych. Stąd wzbudziło to nasze duże zaskoczenie – mówi Marta Janowicz-Stradomska.

– Uważamy, że ta decyzja jest bezpodstawna. Ona jest inspirowana działalnością firm konkurencyjnych i oparta na mało prawdopodobnych przesłankach – dodaje Wojciech Homan, dyrektor operacyjny w LoanMe.

Jedna z większych i bardziej znanych na rynku firm pożyczkowych w ubiegłym roku wycofała się z tego segmentu działalności i nawiązała współpracę z Kancelarią Prawną CERTO, której efektem jest właśnie program oddłużeniowy Ulga od Długu. Jego adresatami są konsumenci znajdujący się w trudnej bądź bardzo trudnej sytuacji finansowej, a program ma pomóc im w zmniejszeniu, spłaceniu lub umorzeniu zadłużenia wobec firm pożyczkowych. Kancelaria wskazuje, że od października 2020 roku zawarła już w imieniu klientów setki ugód, w niektórych przypadkach umożliwiających redukcję zadłużenia nawet o 80 proc.

– W ramach programu Ulga od Długu nasza kancelaria podejmuje szereg działań prawnych – zarówno przedsądowych, jak i sądowych – zmierzających do tego, aby nasi klienci uzyskali swobodę finansową, uwolnili się od zadłużenia w instytucjach pożyczkowych i mogli na powrót stać się pełnoprawnymi uczestnikami rynku – mówi partner w Kancelarii Prawnej CERTO.

– Z naszej perspektywy wspieramy kancelarię w kilku zakresach. Po pierwsze, pozyskujemy klientów na rzecz programu oddłużeniowego Ulga od Długu. Po drugie, dostarczamy też infrastrukturę technologiczną i całe zaplecze organizacyjne na rzecz tego programu – dodaje Wojciech Homan. – Teraz, pracując przy programie oddłużeniowym, widzimy z drugiej perspektywy, jak wygląda statystyczny klient firm pożyczkowych, jak bardzo on jest zadłużony. Przykładowo w tej chwili mamy klienta, który ma 29 pożyczek o wartości powyżej 150 tys. zł, a jego jedynym źródłem dochodu jest świadczenie socjalne.

Zarówno LoanMe, jak i warszawska Kancelaria CERTO wskazują, że ich działalność w żaden sposób nie narusza przepisów prawa, a sytuacja jest już w trakcie wyjaśniania z KNF i prokuraturą. Jak podkreślają, jest ona przede wszystkim wynikiem nieuczciwej walki rynkowej ze strony firm pożyczkowych.

– Firmy pożyczkowe reagują wręcz histerycznie na naszą działalność. Widać to w przestrzeni medialnej i niestety też w konkretnych działaniach – mówi Marta Janowicz-Stradomska. – Program Ulga od Długu okazał się na tyle skuteczny, że firmy pożyczkowe starają się ukrócić tę działalność, ponieważ ona koliduje z ich działalnością biznesową. Topowe firmy pożyczkowe złożyły przeciwko nam doniesienie o popełnieniu przestępstwa do prokuratury, na szeroką skalę nagabują swoich dłużników, a naszych klientów nakłaniają do zerwania z nami umowy. Wysyłają im wręcz gotowe wzory pism z wypowiedzeniami, nakłaniają do składania donosów na policję. To są działania, które mamy udokumentowane. Dla przykładu Wonga złożyła przeciw nam wiele pozwów cywilnych w tzw. trybie pauliańskim, zarzucając, że przetrzymujemy pieniądze klientów, które to rzekomo należą się im. W innej sytuacji można by powiedzieć, że jest to w zasadzie pozytywne, ponieważ świadczy o skuteczności podejmowanych przez nas działań, skoro firmy pożyczkowe zdecydowały się na wytoczenie przeciw nam tak ciężkich dział.

Fiskus zapłaci odsetki, jeżeli popełnił błąd

Jednym z narzędzi zarządzania podatkami w firmach są indywidualne interpretacje podatkowe wydawane przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Tylko od stycznia do czerwca 2021 r. podatnicy złożyli 15 729 wniosków o wydanie interpretacji, a wydanych zostało 10 723. W praktyce większość podatników podporządkowuje się stanowisku fiskusa wyrażonemu w interpretacji niezależnie od tego, czy jest ono dla nich pozytywne, czy nie. W przypadku gdy stanowisko jest negatywne, często ma to związek z obowiązkiem podatkowym oraz koniecznością dochodzenia swoich praw przed sądami administracyjnymi. Co jednak w sytuacji gdy przed sądem okaże się, że fiskus popełnił błąd? Czy w takim przypadku podatnikowi przysługuje prawo do odsetek od podatku nadpłaconego wskutek błędnej interpretacji organu podatkowego? Jedną z takich spraw zajął się WSA w Szczecinie w wyroku z 7 października 2021 r., sygn. akt I SA/Sz 631/21 (orzeczenie nieprawomocne).

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła podatnika, który zwrócił się do organu podatkowego z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej, ponieważ chciał potwierdzić, że dochód rezydenta duńskiego ze sprzedaży udziałów w polskich spółkach jest zwolniony z opodatkowania na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 28 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, w związku z art. 13 ust. 5 Konwencji między Rzecząpospolitą Polską a Królestwem Danii w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania. Organ podatkowy uznał stanowisko podatnika za nieprawidłowe i wskazał, że taka transakcja podlega opodatkowaniu. Podatnik zastosował się do wydanej interpretacji i w efekcie zapłacił podatek. Jednocześnie złożył skargę do sądu administracyjnego. Sprawa przeszła przez wszystkie instancje odwoławcze i ostatecznie NSA przyznał rację podatnikowi. W związku z tym podatnik wystąpił o zwrot nadpłaconego podatku wraz z odsetkami za okres, w którym jego środkami w sposób nieuprawniony zarządzał Skarb Państwa.

Podstawa prawna żądania

Jako podstawę prawną żądania odsetek od nadpłaty podatnik wskazał art. 78 Ordynacji podatkowej. Zgodnie z tym przepisem nadpłaty podlegają oprocentowaniu w wysokości równej wysokości odsetek za zwłokę pobieranych od zaległości podatkowych. Przepis ten jest odwzorowaniem zasady, w myśl której podatnik nie powinien ponosić negatywnych konsekwencji wadliwych działań organów podatkowych. W takich przypadkach oprocentowanie nadpłaty pełni rolę odszkodowania i niweluje negatywne skutki ekonomiczne związane z brakiem możliwości dysponowania swoimi środkami. Ponadto podatnik wskazał, że zgodnie z art. 72 § 1 pkt 1 Ordynacji podatkowej za nadpłatę uważa się kwotę nadpłaconego lub nienależnie zapłaconego podatku.

Już w 2017 r. NSA zwrócił uwagę, że nie powinno ulegać wątpliwości, iż błędy w zakresie wykładni prawa muszą obciążać organ podatkowy (wyrok NSA z dnia 4 lipca 2017 r., sygn. akt II FSK 486/17). Ponadto, jak podkreślił WSA w Gorzowie Wielkopolskim, dokonanie przez organ błędnej wykładni przepisów prawa bądź ich wadliwe zastosowanie jest jego błędem, nawet jeżeli błąd ten powielił w ślad za innymi organami stosującymi prawo (wyrok WSA w Gorzowie Wlkp. z dnia 8 maja 2019 r., sygn. akt I SA/Go 175/19).

Stanowisko WSA

W wyroku z dnia 7 października 2021 r., sygn. akt I SA/Sz 631/21, WSA w Szczecinie stwierdził, że wyrównanie szkody utożsamianej przez podatnika z utratą możliwości dysponowania swoim majątkiem przez ponad 4 lata i 6 miesięcy na skutek zapłaty […] nienależnego podatku […] było możliwe z zastosowaniem przepisów Ordynacji podatkowej.

Wyrok ten jest istotny nie tylko z punktu widzenia przedsiębiorców, którzy w wyniku błędnej interpretacji wydanej przez skarbówkę nadpłacili podatek i mogą wnosić o jego zwrot wraz z należnymi odsetkami, ale także z punktu widzenia podatników, którzy dopiero noszą się z zamiarem złożenia wniosku o interpretację Dyrektora KIS. Pokazuje on bowiem, że fiskus powinien podchodzić do interpretacji w sposób odpowiedzialny i szczególnie sumienny, uwzględniając zarówno wykładnię prawną, jak i zasadę budowania zaufania do organów skarbowych i rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika. Z drugiej strony niepokojące jest to, że dotychczasowa praktyka pokazuje, że pomimo istnienia ugruntowanej linii orzeczniczej podatnicy muszą dochodzić swoich praw przed sądami administracyjnymi.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Perspektywy polityki pieniężnej na rok 2022

Kończy się gospodarcze życie na sterydach. Banki centralne ograniczą drukowanie pieniędzy, coraz szybciej będą podnosić stopy procentowe. Jednak skutki walki z inflacją są trudne do przewidzenia, a cały system finansowy może wywrócić się jak domek z kart.

Banki centralne zareagowały na covid bezprecedensowym w historii dodrukiem pieniędzy, a na największą skalę robił to Fed. W USA pieniądze rozdawano pod postacią czeków, aby stymulować popyt konsumpcyjny. Efektem jest wzrost inflacji, który zaskoczył banki centralne.

– Wielu było zwolenników drukowania pieniędzy, którzy twierdzili, że nic złego się nie stanie, wszyscy byli zadowoleni, a zwłaszcza politycy, bo lubią rozdawać pieniądze – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Teraz mamy sytuację, gdy szef Fed stwierdza, że inflacja jest problemem, choć jeszcze niedawno mówił coś zupełnie innego. Coraz silniejsze są obawy, że inflacja wymknie się spod kontroli, jednak banki centralne nie mogą radykalnie podnieść stóp procentowych, bo cały system finansowy wyłoży się nam jak domek z kart.

Jeżeli analizujemy co dzieje się w całej globalnej gospodarce to okazuje się, że jest ona 2,5-krotnie bardziej zadłużona niż przed pięćdziesięciu laty, gdy była zagrożona skutkami bardzo wysokiej inflacji.

O ile wśród banków centralnych dominowała postawa, aby drukować pieniądze, to negatywne skutki dla różnych państw są różne. Szef Fed przyznał w grudniu 2021 r., że inflacja w USA jest niepokojąco wysoka, to jednak jest ona niemal dwukrotnie niższa niż np. w Polsce.

Banki z rynków rozwiniętych będą działać bardziej zdecydowanie, aby zwalczać inflację. Pieniądz będzie droższy i wpływ tego na gospodarkę będzie negatywny. Niewiadomą jest reakcja banków centralnych na sytuację, gdy pojawi się spowolnienie gospodarcze przy nadal wysokiej inflacji i nadal należałoby podnosić stopy procentowe.

– Aktualna projekcja Fed zakłada, że stopy procentowe bank centralny USA będzie podnosił przez trzy lata, jednak uważam, że jest to mało realne – ocenia P.Kwiecień. – Presja na Fed, aby przestał podnosić stopy procentowe pojawi się wcześniej.

W podobnej sytuacji mogą znaleźć się inne banki centralne. Plany o rozłożeniu podwyżek stóp procentowych na kilka lat mogą szybko zostać zanegowane już po roku, a to oznacza, że właśnie na 2022 rok będzie przypadać kumulacja podwyżek.

– Dopiero przed nami konsekwencje tego, że przez kilkanaście miesięcy żyliśmy na sterydach – komentuje ekspert XTB. – Teraz odczujemy skutki odstawienia tych stymulantów, aby sprawdzić jak bez nich poradzi sobie gospodarka.

Dla rynków finansowych sama zmiana w polityce pieniężnej jest ważniejsza niż punkt, w którym teraz jesteśmy, a dziś na rynku dominują inwestorzy, którzy uwierzyli, że warunki stworzone przez Fed przy asyście innych banków centralnych pozostaną z nami na wieczność. I nadal utrzymuje się nastawienie, że wyceny aktywów będą rosnąć. Wyssanie z rynku nadpłynności finansowej może spowodować, że 2022 rok dla inwestorów przyniesie wiele zaskoczeń.

Jak to może wpłynąć na rynek walutowy w 2022 r.? Rynek walutowy już wycenił skutki tego, że Fed będzie musiał zmienić swoją politykę pieniężną. Skończyło się więc umacnianie dolara. Ta waluta jest jednak nadal bardzo silna, kierunek korekty wydaje się oczywisty.

Spółka Columbus Energy pozyskała ponad 105 mln zł finansowania z mBanku w związku z zakończeniem inwestycji w elektrownie fotowoltaiczne o mocy 32,7 MW

Columbus Energy konsekwentnie rozwija biznes w obszarze elektrowni fotowoltaicznych. Spółka pozyskała finansowanie z mBanku w kwocie 105,7 mln zł, które zostanie przeznaczone na zrefinansowanie inwestycji w portfel 38 elektrowni fotowoltaicznych o mocy 32,7 MW.

Dywersyfikując strumienie przychodów, konsekwentnie rozwijamy biznes w poszczególnych segmentach, m.in. powiększając nasz portfel farm fotowoltaicznych. Pozyskane finansowanie umożliwi nam zwiększenie dynamiki rozwoju naszych projektów. Środki pozyskane z mBanku w ramach kredytu inwestycyjnego przeznaczymy na refinansowanie wybudowanych farm, dzięki czemu będziemy mogli realizować kolejne inwestycje – mówi Janusz Sterna, wiceprezes Columbus Energy.

Przychody ze sprzedaży energii elektrycznej wyprodukowanej przez farmy Columbus Energy w tym roku przekroczyły już koszty operacyjne, a ich udział w przychodach ogółem rośnie miesiąc do miesiąca. Dynamicznie rośnie segment fotowoltaiki B2B – w listopadzie br. był to dla Spółki segment o największej dynamice wzrostu –  o 128 proc. m/m.

Columbus Energy spodziewa się, że w kolejnych miesiącach uwydatni się rosnąca sprzedaż dodatkowych produktów poza fotowoltaiką. Spółka stawia również na stacje ładowania do pojazdów elektrycznych oraz nowe technologie, takie jak perowskity – Columbus Energy posiada 20% akcji w Saule Technologies S.A.

Zakończenie sporów zbiorowych w czterech spółkach z Grupy PGE

W PGE Dystrybucja, PGE Energia Ciepła, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna oraz PGE Obrót, spółkach z Grupy PGE, 29 grudnia 2021 r. zostało podpisane porozumienie kończące spory zbiorowe.

W imieniu zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej SA dziękuję przedstawicielom Strony Społecznej, że w atmosferze wzajemnego szacunku oraz z uwzględnieniem celów Grupy PGE i interesu  Pracowników, udało nam się wspólnie wypracować płaszczyznę do negocjacji i dyskusji oraz finalnie podpisać kończące spory zbiorowe porozumienie. Porozumienie jest przejawem  odpowiedzialności i zrozumienia dla działań podejmowanych na rzecz rozwoju naszej Grupy  – podkreśla Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej SA.

Porozumienie zostało zawarte z Komitetem Protestacyjno-Strajkowym GK PGE, w skład którego wchodzi ponad 60 organizacji związkowych działających w Grupie PGE przy udziale i aprobacie Centrum Korporacyjnego PGE SA. W porozumieniu przedstawiciele Pracodawców i Strony Społecznej oświadczyli, że wszystkie spory zbiorowe wszczęte we wrześniu i październiku 2020 r. zostały zakończone.

Będzie powtórka z ubiegłego roku? Czy możemy spodziewać się interwencji NBP?

Tematem numer jeden jest teraz to, czy NBP interweniuje na rynku. Z jednej strony złoty w tym roku już stracił dużo, z drugiej nie znaczy to, że nie może stracić więcej i tym samym napompować zysku NBP.

Czy NBP dokona interwencji?

Topowym tematem analityków rynków walutowych pod nieobecność ważnych wydarzeń jest kwestia powtórki sprzed roku. Mowa tutaj o interwencji walutowej mającej osłabiać złotego. Analitycy wskazują na zasadność tej koncepcji, argumentując to wzrostem wypłacanego zysku w przypadku osłabienia złotego. Z drugiej strony nie możemy patrzeć tylko na kurs euro jako odnośnika w przypadku polskich rezerw walutowych. O ile euro faktycznie zyskało relatywnie niewiele na wartości, to już dolar w tym roku podrożał niemal 10%. Tak duża zmiana może zatem być zupełnie wystarczająca dla NBP. Pamiętajmy też, że ta wpłata jest o tyle istotna, że to politycy decydują o reelekcji prezesa na drugą kadencję.

Pandemia podnosi cenę franka

Wzrost zakażeń koronawirusem na razie spokojnie obchodzi się z rynkami, które chcą wykorzystać rajd świętego Mikołaja i raportować na koniec roku wysokie wyniki. Widać jednak strach na parze euro do franka. Waluta Szwajcarii jest najsilniejsza względem euro od pamiętnego wyskoku franka, kiedy w 2015 roku Bank Szwajcarii przestał interweniować na rynku w celu sztucznego osłabiania waluty. Zjawisko to jest typowe dla sytuacji, kiedy na rynku rośnie ogólne poczucie ryzyka.

Lira znów traci

Po tym, jak echo zapewnień prezydenta Erdogana zaczyna cichnąć, analitycy zaczęli się zastanawiać, dlaczego lira turecka jest w sumie aż tak drogą. Od poniedziałkowego poranka do dzisiaj za jedno euro trzeba już płacić nie 12, a 14 lir. Nie jest to oczywiście poziom 20 lir sprzed ponad tygodnia, ale widać, że inwestorzy z coraz większą podejrzliwością patrzą na przyszłość tureckiej waluty. W rezultacie już teraz jesteśmy na poziomach sprzed miesiąca, a wypowiedź prezydenta zatrzymała tylko ostatnią panikę wynikającą z wyprzedaży liry. Niewykluczone zatem, że jeżeli nadal nie będzie konkretów, a widmo obniżek stóp wciąż będzie silne, szybko będziemy wracać na te poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Apel Północnej Izby Gospodarczej o przyspieszenie prac nad ustawą o sprawdzaniu czy pracownik jest zaszczepiony

Północna Izba Gospodarcza apeluje o pilne przyspieszenie prac nad ustawą o kontroli szczepień przez pracodawców. „Kolejny lockdown zdziesiątkuje przedsiębiorstwa”.

Sejmowa komisja zdrowia dopiero po nowym roku zajmie się oczekiwanym od miesięcy projektem pozwalającym pracodawcom na sprawdzanie czy ich pracownicy są zaszczepieni czy nie. Przypomnijmy, że początek dyskusji na ten temat miał miejsce w lipcu tego roku. Oznacza to, że ważna dla przedsiębiorców ustawa od wielu miesięcy staje się obiektem politycznych dyskusji, a w tym czasie wiele biznesów zdziesiątkowanych zostało przez czwartą falę pandemii, niezliczone kwarantanny czy wizję tego, że niebawem możliwy będzie lockdown wynikający z pukającego do bram Polski wariantu Omikron. – Przedsiębiorcy zostali zostawieni sami sobie. To jest fakt, który trzeba stwierdzić głośno. Osoby stanowiące prawo mówią nam dzisiaj: radźcie sobie – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza od miesięcy podnosi dyskusję na temat pilnej konieczności przyjęcia ustawy, która pozwoli pracodawcom na weryfikację szczepień pracowników. Zaznaczamy: nie chodzi o segregację czy o zwalnianie niezaszczepionych, a o możliwość takiego układania harmonogramów pracy, by możliwie szeroko niwelować zagrożenie zakażeniami COVID-19 zarówno w relacji klient – pracownik jak i pracownik-pracownik. Sejmowa komisja zdrowia tematem zajmie się dopiero w 2022 roku, co uważamy za sytuację niedopuszczalną.

– Mijają miesiące, a temat wciąż jest tylko i wyłączenie obecny w przestrzeni medialnej, a nie jako realny projekt polityczny czy legislacyjny. W tym czasie rozpędziła się czwarta fala, a wirus Omikron puka do Polski, co faktycznie może oznaczać twardy lockdown. Szybkie przyjęcie ustawy nie będzie więc już walką z pandemią w etapie czwartej fali, a prewencją przed piątym uderzeniem koronawirusa. Podkreślamy, że zależy nam na tym, by bronić przedsiębiorstwa przed lockdownem, bo wprowadzenie ograniczeń w działalności sektora turystycznego, rozrywkowego, hotelarskiego, gastronomicznego odbijać się będzie także na innych branżach. Transport, budownictwo, edukacja, te sektory nie mogą już pozwolić sobie na wielomiesięczne przestoje. Nie w sytuacji galopującej inflacji, braku surowców i wciąż niestabilnych łańcuchów dostaw – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Gdyby politycy nas posłuchali to mielibyśmy ten problem dawno z głowy, a czwarta fala pandemii nie wyglądałaby tak dramatycznie w statystykach. Każda kwarantanna, każde zwolnienie lekarskie na COVID, każda konieczność reorganizacji pracy w firmie to setki tysięcy złotych, które ponosi przedsiębiorca. Nikt o tym nie mówi, nikt o tym nie myśli. Dla nas ta ustawa to szansa na to, by nie zamykać firm kiedy tylko pojawi się kolejne zakażenie. Nie da się normalnie pracować pod taką presją – mówi Hanna Mojsiuk.  – Co więcej, ta  dyskusja polityczna wokół szczepień powoduje, że środowiska antyszczepionkowe się wzmacniają, rosną w siłę w Internecie. Zdarzają się sytuacje, że pracownicy mówią swoim pracodawcom – nie będę się szczepić, nie będę nosić maseczki, a jak będziecie mi zwracać uwagę to pójdę do Inspekcji Pracy, że jestem mobbingowany albo dochodzi do segregacji lub dyskryminacji – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Północna Izba Gospodarcza apeluje o pilne przyjęcie tej ustawy – nie po to, by chronić się przed czwartą, ale piąta falą pandemii. W porządkowaniu przepisów dotyczących pandemii jesteśmy „sto lat za Europą” – może skończyć się to tym, że lockdown będzie realnym rozwiązaniem. Największą ofiarą ignorancji niektórych środowisk będzie niestety gospodarka.

Ceny mieszkań nadal w górę, ale mogą nieco wyhamować. Prognozy dla rynku pierwotnego na 2022 rok

Ostatnie miesiące nie były zbyt łaskawe dla przeciętnego konsumenta. Odnotowany niedawno wskaźnik inflacji wzrósł aż o 7,8% w stosunku rok do roku, co nie wróży najlepiej dla przyszłości rynków konsumpcyjnych. Odbija się to także na cenach nieruchomości, które w obliczu niewystarczającej podaży systematycznie zwiększają swoją wartość. Jak podaje serwis
z nieruchomościami tabelaofert.pl, w ujęciu rok do roku największy wzrost średnich cen mieszkań na sześciu najważniejszych rynkach w kraju odnotowano w Łodzi (+19,0%) oraz we Wrocławiu (+14,1%). Najwolniej średnie ceny za mkw. nowych mieszkań rosły w Trójmieście (+7,4%) i Poznaniu (9,9%).

Średnie ceny mieszkań pozostających w ofercie serwisu tabelaofert.pl w Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, Krakowie, Poznaniu oraz Łodzi.

III kwartał 2020 i 2021 r.

Miasto Warszawa Wrocław Trójmiasto Kraków Poznań Łódź
Średnia cena ofertowa mieszkań pozostających w ofercie [PLN/mkw.] III kwartał 2020 11 116 9 138 10 600 9 932 7 860 6 601
III kwartał 2021 12 325 10 426 11 387 11 267 8 641 7 854
III kwartał 2021 vs. III kwartał 2020 10,9% 14,1% 7,4% 13,4% 9,9% 19,0%

źródło: REDNET Consulting dla tabelaofert.pl

Najdroższym miastem w Polsce pozostaje stolica – w Warszawie za mkw. mieszkania od dewelopera zapłacimy średnio 12 325 PLN. Najtańszym natomiast Łódź – średnio 7 854 PLN/ mkw. nowego lokalu. Co musi się wydarzyć, by ceny mieszkań przestały rosnąć i czy rok 2022 przyniesie zmianę na rynku pierwotnym?

Ceny mieszkań rosną szybciej, niż inflacja

Aktualny wzrost wskaźnika inflacji należy do najwyższych we współczesnej historii, a większy wynik odnotowano poprzednio w 2000 r., kiedy to wskaźnik zbliżył się do poziomu 8,5% w ujęciu rok do roku. Gdy blisko 22 lata temu potężna inflacja wstrząsnęła polską gospodarką, współcześnie znany rynek nieruchomości dopiero się kształtował, a kredyty hipoteczne nie były jeszcze tak powszechnie dostępne. Obecnie kredytami pokrywa się większość inwestycji w nieruchomości. Według Biura Informacji Kredytowej we wrześniu padł rekord liczby udzielonych kredytów hipotecznych, których suma wyniosła 8,477 mld zł, co daje 52,4% wzrostu względem ubiegłego roku. Odpowiedzią na wysoką inflację była decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podniesieniu stóp procentowych. Mimo podwyżki rat kredytowych spowodowanych pośrednio decyzją RPP, sprzedaż mieszkań nadal utrzymuje się na wysokim poziomie.

– W obliczu rozpędzonej inflacji przechowywanie pieniędzy na lokatach nie stanowi już korzystnego rozwiązania. Wielu Polaków decyduje się na zakup nieruchomości, by w ten sposób zabezpieczyć swój kapitał i chronić go przed spadkiem wartości, ale również osiągnąć satysfakcjonującą stopę zwrotu inwestycji przy ewentualnej sprzedaży nieruchomości lub czerpać zyski z wynajmu krótko- bądź długoterminowego. Ceny nieruchomości rosną w tak szybkim tempie, że udaje im się wyprzedzać równie rozpędzoną inflację. Taką sytuację obserwujemy w większości przypadków nieprzerwanie od 2014 rokuwyjaśnia Robert Chojnacki, prezes redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Dynamika wzrostu cen niższa w 2022 r.?

Wyznacznikiem wysokości cen na rynku nieruchomości jest w szczególności relacja popytu do podaży mieszkań, a w ostatnich kwartałach rozgrzany popyt znacząco wyprzedził podaż. Jak podaje serwis tabelaofert.pl w II i III kwartale 2021 r. na analizowanych sześciu, największych polskich rynkach, deweloperzy sprzedali więcej lokali niż wprowadzili do obrotu – 13,9 tys. lokali sprzedanych do 13,4 tys. mieszkań wprowadzonych w III kwartale 2021 r.

Rosnące koszty materiałów, w tym także cen energii oraz wykonawstwa wpływają na wzrost kosztów budowy lokali mieszkalnych, powodując szybszy wzrost cen mieszkań. Także sprzedaż nieruchomości na tak wysokim poziomie oraz malejąca oferta mieszkaniowa sprzyjają stałym podwyżkom.

– Pomimo wciąż rosnących cen mieszkań, deweloperzy nie nadążają z budową nowych inwestycji. W mojej opinii m.in. ostatnie podwyżki stóp procentowych mogą spowodować wyhamowanie trendu wzrostowego cen mieszkań w najbliższych miesiącach. Wzrost stóp przekłada się na spadek zdolności kredytowej, a tym samym na możliwości zakupowe nabywców. Może to spowodować, iż popyt na całym rynku nieruchomości osłabnie, a dynamika wzrostu cen będzie osiągać niższe wartości, zbliżone do poziomu inflacji – analizuje Robert Chojnacki, prezes redNet 24.