FPP: Polacy w trzeciej fali pandemii pozostali bez przywództwa

Pandemia COVID-19 bez wątpienia jest największą tragedią w historii ludzkości z pominięciem pierwszej i drugiej wojny światowej, które pochłonęły zdecydowanie więcej ofiar.

Gwałtowny wybuch wirusa COVID-19 zaskoczył bez wyjątków wszystkie rządy na świecie. Polska na tym tle w pierwszej fali wypadła całkiem dobrze. Już na niskim poziomie zachorowań wprowadzono konieczność noszenia masek, kolejne obostrzenia, a na  końcu lockdown. Rząd postarał się o stosunkowo szybkie wsparcie przedsiębiorców z naciskiem na sektory gospodarki, których wyłączenie trwało najdłużej.

Niestety w oczekiwaniu na trzecią falę, którą wszyscy specjaliści uważali za nieuniknioną, Rząd wbrew logice nie poczynił żadnych przygotowań – mając w ręku zdecydowanie silniejszy oręż niż w dwóch poprzednich falach, jakim są szczepionki. Telewizja Polska nie podjęła akcji edukacyjnej i promującej szczepienia. Nie trafiały już do nikogo argumenty autorytetów medycznych, głosy przedsiębiorców i części świadomych sytuacji polityków. W mediach zaczęły pojawiać się sprzeczne komunikaty wysyłane przez Rządzących, w których jedni wzywali do szczepienia, a inni z niezrozumiałych względów nie tylko osłabiali to stanowisko – ale wprost zniechęcali tych nie do końca przekonanych. W efekcie utarło się przesłanie wypływające od elit Rządowych, że Polacy są inni. Nie bardzo jednak wiadomo co znaczy to inni. Czy zdaniem Rządzących są mniej wykształceni od pozostałych mieszkańców Europy, czy też tylko pozbawieni empatii i troski o współobywatela?

Oczywiście można powiedzieć, cytując Rządzących, że każdy ma prawo do odpowiedzialności za swoje zdrowie i życie. Pewnie można by się z tym zgodzić gdyby nie fakt, że w przepełnionych szpitalach umierają nie tylko chorzy na COVID-19 – ale również ci, którzy ze względu na brak miejsc nie mogą być leczeni na takie choroby, jak cukrzyca, choroby kardiologiczne, onkologiczne i wiele innych. Obecnie oczekiwanie na te zabiegi trwa nawet do kilku miesięcy ponad normę.

Opozycja zakrzyknęła jednym głosem „Rząd skapitulował”. Tak, pełna zgoda Rząd skapitulował. Jednak w takiej sytuacji Polacy mają prawo oczekiwać działania od swoich przedstawicieli w sejmie, bo wszak po to ich tam wybierali. W przypadku kiedy Rząd nie jest w stanie przeprowadzić ustaw zapobiegających rozprzestrzenianiu się covidowi, to właśnie KAŻDY WYBORCA POWINIEN MÓC LICZYĆ NA SWOICH PRZEDSTAWICIELI W PARLAMENCIE. Dzieje się jednak inaczej. Przepychanki i kalkulacje polityczne odebrały jednej i drugiej stronie sprawczość.

Tak, Rząd skapitulował i jest to prawdą oczywistą dla wszystkich – ale z całą pewnością wielu Polaków uważa, że skapitulowała cała klasa polityczna. Jak mogą liczyć na nasze głosy pretendenci do zwycięstwa w kolejnych wyborach, skoro nie są zdolni wziąć odpowiedzialności za zdrowie naszych rodaków w tak dramatycznej sytuacji?

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP), prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

FPP - Polacy w trzeciej fali pandemii pozostali bez przywództwa

Jak rząd pomagał samorządom

Nawet przy porównaniu biednych gmin o bardzo podobnej zamożności, których dochody w bardzo podobnym stopniu ucierpiały z powodu covidu, pomoc rządowa była uzależniona od tego, kto w nich rządzi. Różnice w rządowej pomocy były nawet dziesięciokrotne.

Głównym źródłem pomocy antycovidowej dla samorządów, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej był Rządowy Fundusz Inwestycji Lokalnych. Pomoc ta była przekazywana w trzech transzach. Pierwsza transza była rozdysponowana według algorytmu, wobec którego można mieć wiele wątpliwości. Natomiast kolejne dwie transze były konkursowe i realizowane na podstawie nieprecyzyjnych kryteriów.

Większość spośród tych miast, w których dochody własne spadały najszybciej w 2020 r., nie otrzymała w ogóle żadnego wsparcia z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, piszą w analizie pt. „W jaki sposób pogarszanie się sytuacji finansowej wpływa na zmiany w realizowanych politykach lokalnych?”, opublikowanej przez Fundację Batorego, dr Julita Łukomska i prof. Paweł Swianiewicz.

– Okazuje się, że ta rządowa pomoc nie trafiała do samorządów, których dochody ucierpiały najbardziej, najmniej dostały miasta na prawach powiatu, co można tłumaczyć tym, że algorytm faworyzował najbiedniejsze gminy i jest to związane z przyjętą przez rząd polityką regionalną, jednak ta argumentacja też nie jest prawdziwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Swianiewicz, profesor nauk ekonomicznych, kierownik Katedry Rozwoju i Polityki Lokalnej na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Członek Zespołu Ekspertów Samorządowych Forum Idei Fundacji im. Stefana Batorego.

Decydujące okazało się kryterium polityczne. Nawet wśród najbiedniejszych gmin, których dochody bardzo ucierpiały różnice w przyznanych dotacjach były bardzo duże i wynikały z kryteriów politycznych.

– Jeżeli porównamy bardzo podobne gminy, nawet te o bardzo małych dochodach własnych, to okazuje się, że różnice w dotacjach z transzy konkursowych były oszałamiające – komentuje prof. P.Swianiewicz. – Przeciętna gmina „PIS-owska” otrzymywała kilkakrotnie więcej, nawet dziesięciokrotnie więcej niż przeciętna gmina rządzona przez wójtów związanych z partia opozycyjną.

Ailleron ma umowę z PKO Bankiem Polskim S.A.

Ailleron S.A. podpisał umowę z PKO Bank Polski S.A na wdrożenie systemu LiveBank w modelu Cloud. Zakres umowy z PKO BP pozwoli w przyszłości na wdrożenie w Banku rozwiązania chmurowego LiveBank zintegrowanego ze środowiskiem bankowości elektronicznej pozwalającego na wykorzystanie kanału chat, na wspieranych przez Bank platformach mobilnych i stronach WWW. Wszystkie procesy będą odbywały się z zapewnieniem standardów klasy bankowej, m.in. polityki przechowywania i przetwarzania danych klientów w nowoczesnej bezpiecznej architekturze Cloud.

– „Ailleron S.A. od wielu miesięcy opracowywał całkowicie nowy model funkcjonowania LiveBank. Idąc za globalnym kierunkiem transformacji i potrzebami instytucji finansowych, znacząco spotęgowanymi pandemią Covid-19, Spółka podjęła decyzję o transformacji LiveBank do modelu Cloud. Celem dla naszej firmy było stworzenie znacznie szybszego we wdrożeniu i bardziej elastycznego narzędzia, aby umożliwić klientowi odpowiednią skalowalność bez ponoszenia wysokich kosztów inicjalnych, poprzez zakup dowolnej odpowiedniej dla klienta ilości licencji. Dzięki wykorzystaniu tej technologii, bank uzyskuje możliwość znacznie bardziej wydajnego zarządzania zasobami, mogąc dostosować ich użycie do bieżących potrzeb.” – mówi Piotr Skrabski, General Manager LiveBank, Członek Zarządu Ailleron S.A.

Doświadczenie zespołu Ailleron S.A. pozwoliło stworzyć wersję Cloud LiveBank’u o bankowej, bardzo wysokiej klasie bezpieczeństwa. Celem LiveBank Cloud jest możliwość w pełni zdalnej, a przy tym bezpiecznej obsługi klienta, sprzedaży znaczącej gamy produktów, zarządzanie relacjami z klientami za pośrednictwem wielu kanałów komunikacji.

Wartość podpisanej umowy na chwilę obecną nie przekracza 10% kapitałów własnych Spółki, zgodnie z ostatnim opublikowanym skonsolidowanym sprawozdaniem finansowym Ailleron S.A. za trzeci kwartał 2021 roku. Szczegóły umowy (m.in. kwoty, transze, zakres funkcjonalny) objęte są klauzulą poufności wiążącą Spółkę, standardowo stosowaną w dużych instytucjach finansowych. Warunki umowy nie odbiegają od warunków powszechnie stosowanych dla tego typu umów. Umowa zakłada model rozwojowy i pozwala bankowi na możliwość zwiększenia zapotrzebowania na dodatkową liczbę licencji w modelu cloud.

– „Umowa z PKO BP ma strategiczne znaczenie dla całej Grupy Ailleron ze względu na innowatorski charakter wdrożenia oraz współpracę z jednym z kluczowych banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej o dużym potencjale referencyjnym. Powierzone przez Grupę PKO BP zaufanie jest potwierdzeniem najwyższej jakości i bezpieczeństwa rozwiązania oferowanego przez Ailleron.” – dodaje Piotr Skrabski.

LiveBank Cloud to platforma bankowości konwersacyjnej, która umożliwia realizację zaawansowanych procesów zdalnej obsługi klienta, pozyskiwanie nowych klientów poprzez procesy biometrycznej wideo-weryfikacji oraz sprzedaż niemal pełnej gamy produktów finansowych bez osobistego kontaktu. LiveBank jest w stanie zastąpić fizyczny oddział banku lub innej instytucji finansowej (np. leasingowej, kredytowej i pożyczkowej, ubezpieczeniowej), przy zapewnieniu maksymalnie bezpiecznego środowiska zdalnej obsługi klienta.

Dane MF: W III kw. urzędy przeprowadziły ponad 26 tys. więcej czynności sprawdzających niż rok wcześniej

Według danych Ministerstwa Finansów, w III kwartale br. liczba przeprowadzonych kontroli celno-skarbowych wzrosła o niespełna 3% w relacji rocznej. W przypadku kontroli podatkowych nastąpił spadek o blisko 30%. Natomiast czynności sprawdzających przybyło o przeszło 4%. Najwięcej ww. działań było w woj. mazowieckim. Eksperci komentujący te wyniki są podzieleni co do tego, jak te statystyki będą wyglądać w przyszłości.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów, w III kwartale br. przeprowadzono 680 kontroli celno-skarbowych. To nieznacznie więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 661. Spadła za to liczba kontroli podatkowych, od lipca do września tego roku odnotowano ich 4 067, natomiast rok wcześniej – 5 781. Ponadto przeprowadzono więcej czynności sprawdzających. Ostatnio było ich 667 995, a w analogicznym okresie 2020 roku – 641 518.

– W mojej ocenie, w przyszłości powinniśmy już mieć tendencję spadkową, ponieważ kontrole nie są prowadzone na chybił trafił. Urzędy dysponują różnymi analitycznymi narzędziami, które ułatwiają wykrywanie nieprawidłowości. Jeżeli w tym roku widzimy tendencję wzrostową, to można ją wytłumaczyć np. pandemią. Przez pewien okres 2020 roku urzędy pracowały zdalnie, były niedostępne dla podatników, a przez zawieszenie terminów procesowych organy podatkowe nie pozostawały w bezczynności. Gdyby było więc inne uzasadnienie wzrostów spraw niż kwestie związane z Covidem i tzw. lockdownem, to na pewno byłoby to dość niepokojące – komentuje dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert BCC.

Jak stwierdza Anita Wielanek, rzecznik prasowy Szefa Krajowej Administracji Skarbowej, liczbę kontroli podatkowych należy oceniać łącznie z ilością wykonanych czynności sprawdzających, które aktualnie w dużej mierze zastępują te pierwsze. Ekspert dodaje, że takie działania wszczynane są na podstawie analizy ryzyka. To ich wynik decyduje o tym, czy w konkretnym przypadku nastąpi weryfikacja rozliczeń podatkowych, tzn. czy zostaną podjęte czynności sprawdzające lub kontrolne.

– Tam, gdzie są największe nieprawidłowości i zachodzi podejrzenie generowania dużych strat dla budżetu państwa, wszczynane są kontrole celno-skarbowe. Natomiast w przypadku, gdy nieprawidłowości są mniejsze, uruchamiane są kontrole podatkowe albo czynności sprawdzające, które można prowadzić bez udziału podatnika. Najwięcej kontroli dotyczy nieprawidłowości w deklarowanych kwotach zobowiązań podatkowych. Natomiast czynności sprawdzające najczęściej dotyczą weryfikacji poprawności danych zawartych w Jednolitych Plikach Kontrolnych – wyjaśnia Justyna Pasieczyńska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

Z udostępnionych danych również wynika, że w trzecim kwartale br. najwięcej kontroli celno-skarbowych przeprowadził Mazowiecki UCS w Warszawie – 101 (w analogicznym okresie ub.r. – 65). Dalej znajduje się Lubelski UCS w Białej Podlaskiej – 84, co oznacza spory wzrost rok do roku – z 25. Następny jest Kujawsko-Pomorski UCS w Toruniu – 67 (116). Natomiast najmniej takich działań przeprowadził Świętokrzyski UCS w Kielcach – 13 (poprzednio 28).

– Wzrost liczby kontroli celno-skarbowych zakończonych w Lubelskim UCS w Białej Podlaskiej w III kw. 2021 roku w stosunku do analogicznego okresu ub.r. wynika z ciągłego udoskonalania narzędzi analitycznych. One pozwalają na coraz bardziej precyzyjne zidentyfikowanie zagrożeń podatkowych. Wygenerowane dane zapewniają niemal 100% skuteczność pozytywnych wyników kontroli i znacznie ograniczają czas ich prowadzenia – informuje Michał Deruś, Rzecznik prasowy lubelskiej KAS, Izba Administracji Skarbowej w Lublinie.

Natomiast najwięcej kontroli podatkowych w trzecim kwartale br. przeprowadziła Izba Administracji Skarbowej w Warszawie – 689 (w analogicznym okresie 2020 roku – 1 017). Następne w zestawieniu są IAS we Wrocławiu – 666 (784) oraz IAS w Krakowie – 438 (384). Ta ostatnia jest jedną z dwóch izb, które rok do roku odnotowały wzrost liczby takich działań. Natomiast na końcu zestawienia znajduje się IAS w Białymstoku – 81 (199).

– Dane przekazane przez Ministerstwo Finansów nie dotyczą wyłącznie kontroli wszczętych i zakończonych w III kwartale, lecz obejmują kontrole zakończone w III kw. 2021 roku, niezależnie od czasu, kiedy zostały wszczęte. Według IAS w Warszawie, liczba kontroli w woj. mazowieckim w 2021 roku jest większa niż w roku ubiegłym, podobnie jak ilość czynności sprawdzających. Na spadek liczby kontroli w 2020 roku, wpływ miała przede wszystkim panująca w kraju sytuacja epidemiczna i związane z nią obostrzenia – mówi Justyna Pasieczyńska.

Z kolei najwięcej czynności sprawdzających w trzecim kwartale br. zostało przeprowadzonych przez IAS w Warszawie – 139 244 (w analogicznym okresie ub.r. –  127 915). Kolejna w zestawieniu jest IAS w Poznaniu – 68 324 (68 932), a następna – IAS we Wrocławiu – 57 377 (62 589). Najmniej takich działań odnotowała IAS w Olsztynie – 13 703 (16 901).

– Ogólne zwiększenie się liczby czynności sprawdzających nie jest czymś niepokojącym, wręcz przeciwnie. W ramach czynności sprawdzających organy dają bowiem podatnikowi szansę szybkiego naprawienia ewentualnych nieprawidłowości. W takich sytuacjach z reguły nie musi on korzystać z kosztownych porad prawników, ani dokonywać znaczącej weryfikacji prowadzonej dokumentacji. Najczęściej obywa się również bez konieczności karania podatnika. Trend ten zatem należy uznać za dobre zjawisko, a wręcz pożądane – stwierdza Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak prognozuje dr Matarewicz, w najbliższej przyszłości liczba kontroli i czynności sprawdzających będzie na podobnym poziomie jak ostatnio. Jednak tendencja powinna być raczej spadkowa. Wprowadzono bowiem regulacje, które powinny sprawić, że liczba tego typu działań będzie mniejsza, a urzędnicy skupią się na dużych i „pewnych” sprawach. Kwotowo powinno to wyglądać bardziej spektakularnie z perspektywy urzędu, gdyż stworzono narzędzia umożliwiające sprawniejsze działanie administracji skarbowej.

– W kolejnych miesiącach i latach należy spodziewać się istotnych zmian legislacyjnych, zmierzających do usprawnienia wykrywania nieprawidłowości w czasie jak najbardziej rzeczywistym. Te zmiany to np. faktury online czy więcej struktur JPK. Do organów będzie trzeba przesyłać coraz więcej danych przedsiębiorstwa. To się może przekładać na więcej czynności sprawdzających, chociażby w początkowym okresie obowiązywania nowych przepisów, kiedy zarówno organy, jak i podatnicy będą się uczyć stosowania tych regulacji – podsumowuje  Aldona Międlar, prawnik z Kancelarii Ars AEQUI.

Zasiedzenie mieszkania a kwestie prawne

Wiele osób chciałoby wiedzieć, czy zasiedzenie mieszkania jest możliwe w świetle przepisów. Odpowiadamy na to ciekawe pytanie.

W kontekście zasiedzenia, zwykle mówi się o nieruchomościach gruntowych. Z zasiedzeniem takich nieruchomości jest związana duża liczba artykułów i porad. Mniej popularny wydaje się temat zasiedzenia lokalu. Dlatego wiele osób może zadawać pytanie, czy zasiedzenie mieszkania jest w ogóle możliwe. Warto udzielić odpowiedzi, która uwzględnia nie tylko przepisy kodeksu cywilnego i orzecznictwo, ale również praktykę związaną z posiadaniem mieszkań. Interesująca wydaje się także kwestia zasiedzenia spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu. W tym przypadku, orzecznictwo nie jest bowiem jednolite.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Zasiedzenie lokalu mieszkalnego teoretycznie jest możliwe. W przypadku mieszkań, obowiązują identyczne terminy zasiedzenia, jak te dotyczące nieruchomości gruntowych.
  • Główną przeszkodą, która utrudnia zasiedzenie mieszkania jest opór jego właściciela. Nieruchomości gruntowych częściej dotyczą sytuacje, w których właściciel jest nieświadomy lub bierny.
  • Pojawiają się wątpliwości, czy można zasiedzieć spółdzielcze własnościowe prawo do mieszkania. Orzecznictwo nie jest tutaj do końca jednolite.

Poniżej prezentujemy bardziej szczegółowe informacje związane z ciekawym tematem, jakim jest zasiedzenie mieszkania lub spółdzielczego prawa do lokalu.

Zła wiara mocno utrudnia zasiedzenie mieszkania

W pierwszej kolejności, warto zwrócić uwagę, że przepisy kodeksu cywilnego dotyczące zasiedzenia nie wprowadzają rozróżnienia pomiędzy nieruchomościami gruntowymi i lokalowymi. Artykuł 172 KC wskazuje, że: „posiadacz nieruchomości nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada nieruchomość nieprzerwanie od lat dwudziestu jako posiadacz samoistny, chyba że uzyskał posiadanie w złej wierze (zasiedzenie)”. Dodatkowe przepisy dotyczą nieruchomości rolnych, które może zasiedzieć jedynie rolnik indywidualny.

Konstrukcja przepisów kodeksu cywilnego wskazuje, że zasiedzenie mieszkania jest jak najbardziej możliwe. Wymagane warunki to posiadanie samoistne lokalu oraz upływ odpowiedniego terminu wynoszącego 20 lat lub 30 lat (w przypadku posiadania w złej wierze). Posiadanie samoistne jest związane z władaniem daną rzeczą, jak właściciel. „Wedle Postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 8 października 2008 r. (sygn. akt. V CSK 146/08), samoistny posiadacz nieruchomości nie tylko włada nią jak właściciel, ale również pobiera pożytki oraz dochody i uważa się za uprawnionego do rozporządzania tą nieruchomością” – cytuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Definicję dobrej wiary posiadacza samoistnego przedstawia chociażby Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 8 marca 2018 r. (sygn. akt V ACa 1131/17). „Według tego orzeczenia, posiadaczem samoistnym w dobrej wierze jest osoba, której okoliczności wejścia w posiadanie nieruchomości usprawiedliwiały przekonanie, że nie narusza ona cudzego prawa” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Aktywność właściciela stanowi główną przeszkodę

W praktyce zasiedzenie mieszkania najczęściej będzie możliwe po upływie 30 lat, czyli terminu przewidzianego dla posiadania samoistnego w złej wierze. Jak wiadomo, w polskim prawie obowiązuje domniemanie posiadania samoistnego w dobrej wierze. W przypadku lokalu mieszkalnego, złą wiarę jest natomiast dużo łatwiej udowodnić. „Nie może być bowiem mowy o nieświadomości, z jaką (przykładowo) fragment cudzego gruntu posiada sąsiad przekonany o prawidłowym rozgraniczeniu działek” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Samo zasiedzenie lokalu mieszkalnego jest dość rzadkim przypadkiem, ponieważ prawowici właściciele lokali lub ich spadkobiercy zwykle podejmują działania mające na celu odzyskanie posiadania. Warto przypomnieć, że bieg terminu związanego z zasiedzeniem jest przerywany przez działania właściciela zmierzające do odzyskania władzy nad nieruchomością. „Przykładem będzie powództwo właściciela o wydanie lokalu i orzeczenie eksmisji” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Przerwanie biegu terminu zasiedzenia oznacza, że będzie on naliczany od początku. Ponowne naliczanie rozpocznie się jednak od daty zakończenia postępowania. Wyjątek dotyczy sytuacji, w której powództwo zostało wycofane lub doszło do umorzenia postępowania sądowego. „Wówczas ostatecznie nie dochodzi do przerwania terminu zasiedzenia” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Sądy nie zawsze okazują się całkowicie zgodne …

W kontekście ciekawego tematu, jakim jest zasiedzenie mieszkania, warto wspomnieć o zasiedzeniu spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu. Jeszcze niedawno panowała zgodność co do tego, że taka forma zasiedzenia nie jest możliwa (jako nieprzewidziana bezpośrednio przez kodeks cywilny). „Wyłom w spójnym orzecznictwie jest związany np. z Postanowieniem Sądu Okręgowego we Wrocławiu wydanym dnia 29 października 2018 r. (sygn. akt II Ca 825/18)” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniane postanowienie wskazuje, że na skutek Wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 30 marca 2004 roku (sygn. K 32/03), obecnie nie można wykluczyć możliwości zasiedzenia spółdzielczego własnościowego prawa do mieszkania. Według wrocławskiego sądu, termin zasiedzenia wspomnianego prawa może biec dopiero od 15 kwietnia 2004 roku, czyli daty wejścia w życie wyroku TK z 30 marca 2004 r. „Istnieje jednak ryzyko, że inny sąd nie zgodzi się z taką interpretacją przepisów” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Elektromobilność: 870 mln zł na rozwój infrastruktury

Elektromobilność to jeden z głównych czynników kształtujących współczesny system transportowy. Statystyki wyraźnie wskazują rosnącą rolę tego procesu. W roku 2021 branża ta w Polsce pokazała, że w następnych latach stanie się przodującym sektorem motoryzacyjnym. Polska zbliża do poziomu rejestracji 4% i oczywiście można uznać, że jest to mało. Jednak gdy porównamy ten wynik z latami ubiegłymi – to zobaczymy, że jest to imponujący wzrost.

Oczywiście w dalszym ciągu skala tego rynku jest daleka od naszych oczekiwań. Gdyby spojrzeć na średnią unijną, która w tym roku po raz pierwszy przekroczyła 20% rejestracji wśród wszystkich nowych samochodów – to można zauważyć, że trend, za którym podążamy, jest jednokierunkowy. Pojazdy całkowicie elektryczne stają się także coraz bardziej praktyczne w warunkach codziennego użytkowania – a infrastruktura sprzyjająca samochodom zeroemisyjnym rozwija się z roku na rok.

Wraz z dynamicznym rozwojem rynku aut elektrycznych stale przybywa punktów ładowania, których liczba i dostępność jest jednym z istotnych czynników przy decyzji o zakupie auta elektrycznego. Elektryfikacja sektora transportu jest bardzo istotnym elementem tworzenia systemu transportu zeroemisyjnego – a rozwój transportu zrównoważonego oraz ochrona środowiska naturalnego stanowią jeden z priorytetów polityki transportowej Polski i Unii Europejskiej.

– Podsumowując rok 2021, z jednej strony patrzymy na liczby pokazujące, że posiadamy ponad 36 tys. pojazdów typu BHEV i PHEV jeżdżących po naszych drogach. Z drugiej strony ważna jest dynamika. Listopad był rekordowym miesiącem pod względem rejestracji samochodów elektrycznych. Wówczas zarejestrowano tyle pojazdów, ile łącznie w 2018 roku. Pokazuje to, jak szybko zmienia się ta branża – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA. – 2021 był dobrym rokiem z punktu widzenia kwestii regulacyjnych, które pomogą nam rozwijać rynek w kolejnych latach. Wreszcie zakończono nowelizację ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Nowelizacja została podpisana przez prezydenta i zawiera szereg pozytywnych zmian dla rynku. Przykładem jest kwestia związana z infrastrukturą budynków. Będziemy mieli zapewnione możliwości korzystania z prywatnej infrastruktury ładowania. Jest to niezmiernie ważne. Polskie miasta w końcu będą mogły wdrożyć strefy czystego transportu – także na podstawie przytoczonej przez mnie ustawy. Poza samą nowelizacją weszły w życie również inne akty prawne – jak na przykład rozporządzenie obowiązujące od 2 grudnia 2021 roku. Sprawia ono, że znak za moimi plecami jest już znakiem oficjalnym. Informuje on o stacjach ogólnodostępnych, jakie będą funkcjonować w Polsce. Jest to istotna zmiana z punktu widzenia popularyzacji pojazdów zeroemisyjnych. Znak informuje kierowców samochodów elektrycznych o miejscach, w których będą mogli naładować pojazdy. Ponadto zostały uruchomione dwa bardzo ważne programy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Nareszcie mamy efektywny system wsparcia, który może przełożyć się na zwiększenie dynamiki rynku. Będzie to także system wsparcia dla infrastruktury. Aż 870 mln złotych zostanie przeznaczonych na rozwój infrastruktury ogólnodostępnej – która pozwoli nam bezproblemowo ładować pojazdy z dala od miejsca zamieszkania czy pracy, ale przede wszystkim pomiędzy aglomeracjami w czasie podróży. Jeszcze raz podkreślam, że są to bardzo ważne programy – które sprawią, że od 2022 roku w ślad za coraz większą liczbą rejestracji, pójdzie także zwiększona dynamika infrastruktury, a elektromobliność stanie się produktem masowym – prognozuje Mazur.

Render Cube zadebiutował na NewConnect. Nowy inwestor instytucjonalny w akcjonariacie Spółki

Render Cube S.A., studio odpowiedzialne za bestsellerową produkcję Medieval Dynasty, zadebiutował dziś na rynku NewConnect. Cena akcji na zamknięciu sesji wyniosła 119,90 zł, poniżej ceny odniesienia wynoszącej 150,00 zł i równej cenie po jakiej obejmowali akcje inwestorzy w dwóch tegorocznych ofertach publicznych spółki. Do akcjonariatu Render Cube dołączył dziś jeden z największych funduszy emerytalnych w Polsce, nabywając 30 tys. akcji po cenie 150,00 zł każda.

Render Cube to 32. debiut na rynku NewConnect w 2021 r. i 19. przedstawiciel branży gamedev, który dołączył do spółek notowanych na małej giełdzie w tym roku. W procesie pozyskania finansowania i upublicznienia, spółkę wspierała Grupa INC.

– Zaraportowana dziś przez znaczących akcjonariuszy sprzedaż w ramach transakcji pakietowych po cenie 150,00 zł za akcję to konsekwencja zainteresowania spółką przez inwestora instytucjonalnego pulą 30 tys. niesprzedanych dotąd sztuk akcji serii A, które były przeznaczone do sprzedaży w pierwszej ofercie publicznej spółki. W efekcie 30 tys. akcji trafiło do jednego z największych funduszy emerytalnych w Polsce i wyczerpało całą pozostałą pulę akcji serii A, którą akcjonariusze planowali zbyć podczas czerwcowej oferty publicznej. Główni akcjonariusze spółki, w tym podmiot dominujący Iridium Media Group, potwierdzają swój długoletni plan zaangażowania w studio Render Cube. Jesteśmy objęci umowami lock-up na okres 12 miesięcy na wszystkie pozostałe, posiadane przez nas akcje serii A – dodaje Damian Szymański.

Medieval Dynasty to gra, która po 12-miesięcznej obecności w formule early access, 23 września br. osiągnęła status pełnej wersji, dostępnej w czterech zróżnicowanych pod względem dodatkowej zawartości edycjach. Zebrana przez tytuł ilość komentarzy na platformie Steam wynosi około 23 tys. i utrzymuje wysoki, 90% poziom ocen pozytywnych. Produkcja sprzedała się dotąd w liczbie 865 tys. egzemplarzy, a wishlista, czyli liczba graczy oczekujących na zakup, przekracza 1,1 mln zapisów.

– Jesteśmy zadowoleni, że zgodnie z obietnicą udało nam się zadebiutować na rynku NewConnect w 2021 roku. Obecność na giełdzie to istotny element rozwoju spółki Render Cube, a także jest zwieńczeniem wielu kwartałów wytężonej pracy studia oraz zespołu doradców, którzy pomagali urzeczywistnić nam cel w postaci dołączenia do grona podmiotów notowanych na giełdzie. Wierzę, że uda nam się utrzymać wysokie zainteresowanie inwestorów spółką i damy się im poznać od strony transparentnej, stabilnej i mającej mocne fundamenty w postaci m.in. IP Medieval Dynasty firmy. W przyszłym roku liczymy na kolejne sukcesy i chcemy aby mogli w nich partycypować również nasi akcjonariusze – komentuje Damian Szymański, prezes zarządu Render Cube.

Render Cube oraz akcjonariusze spółki na przełomie czerwca i lipca przeprowadzili ofertę publiczną akcji skierowaną do inwestorów, którzy obejmowali lub nabywali akcje o łącznej wartości nie niższej niż 100 tys. EUR. W dniu 19 lipca br. rozpoczęła się druga oferta publiczna przeprowadzana przez spółkę, skierowana głównie do inwestorów detalicznych i prezentowana na platformie CrowdConnect.pl. Cena akcji w obu ofertach została ustalona na takim samym poziomie i wyniosła 150,00 zł. Łącznie z emisji nowych akcji spółka pozyskała 9,7 mln zł, a całkowita wartość obu ofert publicznych wyniosła 16,8 mln zł. Środki z emisji nowych akcji zostaną przeznaczone na rozbudowę studia animacji i muzyki, zatrudnienie dodatkowych programistów z doświadczeniem w pracach nad grami wieloosobowymi oraz na powiększenie zespołu, który będzie rozwijał grę Medieval Dynasty. W obu ofertach publicznych akcji Render Cube, firmą inwestycyjną świadczącą usługę oferowania akcji był Dom Maklerski INC S.A.

W zeszłym roku Render Cube osiągnął 7,5 mln zł przychodu, a zysk netto wyniósł blisko 6 mln zł. W ciągu trzech kwartałów 2021 r. spółka zanotowała 8,4 mln zł przychodów i 6,1 mln zł zysku netto. Wyniki za III kwartał uwzględniały już pierwsze płatności związane z obecnością tytułu Medieval Dynasty w usłudze Microsoft Xbox Game Pass For PC. Sprzedaż premierowej wersji Medieval Dynasty będzie ujęta w wynikach IV kwartału.

Eurostat: Niemcy wygenerowały w ub. roku 25,1 proc. unijnego PKB, Francja – 17,2 proc., Polska – 3,9 proc.

W 2020 r. nieco ponad jedną czwartą unijnego PKB generowały Niemcy (25,1 proc.), następnie Francja (17,2 proc.) i Włochy (12,3 proc.), przed Hiszpanią (8,4 proc.) i Holandią (6,0 proc.). Polska w tym zestawieniu znalazła się na piątej pozycji, generując 3,9 proc. unijnego PKB – podał Eurostat.
Na przeciwległym krańcu skali 10 państw członkowskich UE miało mniej niż 1 proc. udziału w łącznym PKB UE. Chodzi o Maltę, która miała najniższy udział w PKB UE na poziomie 0,1 proc., Estonię, Cypr i Łotwę (po 0,2 proc.), Chorwację , Litwę i Słowenię (po 0,4 proc.), Bułgarię i Luksemburg (po 0,5 proc.). W tej grupie znalazła się także Słowacja (0,7 proc.).

Europejski urząd statystyczny poinformował, że w 2020 r. produkt krajowy brutto (PKB) Unii Europejskiej wyniósł około 13,4 bln euro w cenach bieżących. W ujęciu realnym PKB UE w 2020 r. był o 7,6 proc. wyższy niż poziom sprzed dekady. Jednocześnie był jednak o 5,9 proc. niższy niż w 2019 r.; co było pierwszym spadkiem PKB UE od 2009 r., kiedy w następstwie kryzysu finansowego PKB spadł o 4,3 proc. w porównaniu z 2008 r.

Eurostat wskazał, że spadek aktywności gospodarczej, a co za tym idzie PKB, zbiegł się w czasie z ograniczeniami wprowadzonymi w 2020 r. w celu spowolnienia rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Porównując PKB w latach 2019 i 2020 w państwach członkowskich UE, największy cios spadł na gospodarkę Hiszpanii (-10,8 proc.). Wysokie spadki odnotowały też gospodarki: Grecji (-9,0 proc.), Włoch (-8,9 proc.), Portugalii (-8,4 proc.), Malty ( -8,2 proc.), Chorwacji (-8,1 proc.) i Francji (-7,9 proc.). Jedynym krajem UE, który odnotował wzrost PKB w 2020 r., była Irlandia (+5,9 proc.).

udział pkb unia europejska

Źródło informacji: EuroPAP News

Sprzedaż rośnie

To, że przed świętami sprzedaż rośnie może wydawać się strasznym banałem. Wskaźnik sprzedaży detalicznej to jednak znacznie szerszy parametr niż bożonarodzeniowe prezenty, a jego wzrost pokazuje po prostu lepszą kondycję gospodarki.

Sprzedaż detaliczna w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Polsce. Analitycy oczekiwali imponującego wzrostu o 16,8%, co w sytuacji wysokiej inflacji i zalewania kraju programami socjalnymi nadal jest wysokim wynikiem. Rezultat na poziomie 21,2% zaskoczył jednak większość. Należy pamiętać, że rok temu był to spadek o 5,3%, co powoduje, że po uśrednieniu nadal jest to przyzwoity wynik, ale już bez rewelacji. Rynki przyjęły to dość spokojnie. Patrząc w kalendarz, wielu inwestorów może już nie być zainteresowanych zmianą pozycji walutowych.

Funt zyskuje mimo danych

Indeks sprzedaży detalicznej wg CBI pokazał wczoraj zaledwie 8 pkt. To wynik wyraźnie poniżej oczekiwań wynoszących 24 pkt. Z drugiej strony grudzień zeszłego roku był wyjątkowo nie najgorszy. Ówczesny spadek o 3 pkt, w porównaniu z 25 punktami spadku w listopadzie 2020 i 50 punktami spadku w styczniu 2021 wyglądał wyjątkowo dobrze. Nie może zatem dziwić, że odwołując się do tak dobrego miesiąca rezultat jest wyraźnie słabszy niż chociażby miesiąc temu. Funt pomimo tego kontynuuje umacnianie się względem głównych walut. Brytyjska waluta najprawdopodobniej nie pokaże w tym roku już kolejnych maksimów, ale zakończy go na wyraźnie lepszym poziomie niż zaczęła.

Czesi kończą żarty?

Obecnie stopy procentowe u naszych południowych sąsiadów znajdują się już na poziomie 2,75%, czyli 1% powyżej polskich. Kraj ten jednak ma znacznie większą determinację, by wygrać z inflacją niż Polska. Na dzisiejszym posiedzeniu planowana jest podwyżka o imponujące 0,75%. Po tej podwyżce stopy procentowe wyniosłyby 3,5%. Ostatni raz tak wysoką wartość widziano w Pradze tuż po kryzysie z 2008 roku. Nie oznacza to jednak końca podwyżek. Inflacja w Czechach wynosi na razie 6% i nie jest tak dramatyczna jak u nas. Pokazuje to, że takie podejście działa.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Exit tax a wypożyczenie majątku

Podatek od niezrealizowanych zysków tzw. exit tax (podatek od wyjścia) został wprowadzony między innymi po to, aby przeciwdziałać praktykom unikania opodatkowania poprzez przenoszenie aktywów, rezydencji podatkowej lub stałego zakładu do krajów oferujących preferencje podatkowe, w sytuacjach gdy zmiany te dokonywane są w celu skorzystania z niższego opodatkowania transakcji sprzedaży przeniesionego majątku. Czy w takim razie wywóz maszyn poza granice celem wykonania usług w innym kraju, a następnie ich powrót podlegać będzie regulacjom exit tax? – w tej sprawie wypowiedział się Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej.

Jakiej sytuacji dotyczyła interpretacja?

Interpretacja podatkowa z dnia 14 października 2021 r., sygn. akt 0111-KDIB1-2.4010.325.2021.2.MZA, wydana przez Dyrektora KIS dotyczyła spółki, która podpisała kontrakt na realizację usług inżynieryjnych poza Polską. W związku z kontraktem spółka musiała czasowo przetransportować tam maszyny wiertnicze i jednocześnie nie wykluczała zarejestrowania w tym państwie zakładu. W ocenie spółki takie działania nie powinny podlegać pod regulacje dotyczące podatku od dochodów z niezrealizowanych zysków (exit tax).

Czynności podlegające opodatkowaniu podatkiem od dochodów z niezrealizowanych zysków

Zgodnie z treścią art. 24f ust. 2 ustawy o CIT opodatkowaniu podatkiem od dochodów z niezrealizowanych zysków podlegają dwa rodzaje czynności. Pierwszą z nich jest przeniesienie składnika majątku poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, w wyniku którego Polska w całości albo w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia tego składnika majątku, przy czym przenoszony składnik majątku pozostaje własnością tego samego podmiotu. Chodzi tu w szczególności o sytuacje, gdy podatnik przeniesie składnik majątku do swojego zagranicznego zakładu albo jeżeli podmiot jest nierezydentem i przeniesie składnik majątku do państwa swojej rezydencji lub do zagranicznego zakładu na terytorium innego państwa niż Polska. W powyższych przypadkach znaczenie ma to, że składnik majątku był związany z działalnością prowadzoną przez tego podatnika na terytorium Polski. Kolejny przypadek obejmuje sytuacje, gdy nierezydent przeniesie swój zakład położony dotychczas na terytorium Polski lub jego część do innego kraju. Jest to zatem przeniesienie całości działalności poza granice Polski. Zgodnie ze stanowiskiem Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wyrażonym przykładowo w interpretacji z dnia 18 lutego 2019 r., sygn. akt 0114-KDIP2-1.4010.536.2018.1.AJ, aby transfer zorganizowanej części przedsiębiorstwa podlegał opodatkowaniu podatkiem od dochodów z niezrealizowanych zysków, muszą być spełnione łącznie dwa warunki. Po pierwsze w wyniku transferu zorganizowana część przedsiębiorstwa powinna opuścić terytorium Polski, a Polska w części lub całości powinna utracić prawo do opodatkowania dochodu ze zbycia tej zorganizowanej części przedsiębiorstwa. Po drugie ten sam podmiot powinien pozostać właścicielem zorganizowanej części przedsiębiorstwa.

Drugi przypadek zastosowania przepisów o tzw. exit tax dotyczy sytuacji zmiany rezydencji podatkowej przez podatnika podlegającego w Rzeczypospolitej Polskiej obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów (nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu), w wyniku której Rzeczpospolita Polska w całości albo w części traci prawo do opodatkowania dochodów ze zbycia składnika majątku będącego własnością tego podatnika, w związku z przeniesieniem jego siedziby lub zarządu do innego państwa. Opodatkowanie podatkiem od dochodów z niezrealizowanych zysków w wyniku zmiany rezydencji podatkowej nie dotyczy składników majątku, które po zmianie rezydencji podatkowej pozostają związane z położonym na terytorium RP zagranicznym zakładem podatnika, który zmienił rezydencję podatkową.

Stanowisko organu podatkowego

W omawianej interpretacji podatkowej organ podatkowy przyjął korzystne dla podatnika stanowisko, wskazując, że spółka, która tylko na pewien czas przenosi maszyny do swojego zagranicznego zakładu wyłącznie w celu realizacji zakontraktowanych tam usług, nie płaci podatku od dochodów z niezrealizowanych zysków. Organ potwierdził argumentację podatnika, że w związku z czasowym wykorzystaniem maszyn poza granicami kraju Polska nie utraci prawa do opodatkowania dochodów ze zbycia tych maszyn. Takie zdroworozsądkowe i oparte o przepisy podejście organów skarbowych daje nadzieję na uniknięcie w przyszłości podobnych wątpliwości.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Fotowoltaika dla firm – o czym powinni wiedzieć przedsiębiorcy?

Ogromny potencjał drzemiący w odnawialnych źródłach energii coraz częściej dostrzegany jest nie tylko przez prywatnych inwestorów, ale również przedsiębiorców, którzy szukają skutecznego sposobu na uniezależnienie się od dostawców prądu i obniżenie rachunków. Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej właścicieli firm decyduje się na montaż instalacji fotowoltaicznej, której użytkowanie w długofalowej perspektywie przynosi wiele korzyści. O czym należy pamiętać przed inwestycją w panele PV? Podpowiadamy.

Jednym z najważniejszych aspektów działania każdego przedsiębiorstwa stanowi ten ekonomiczny, od którego zależy płynność finansowa firmy. Na pierwszy plan wysuwa się zatem opłacalność oraz korzyści z fotowoltaiki, które wynikają z produkcji prądu na użytek służbowy.

Dlaczego fotowoltaika jest opłacalna dla przedsiębiorców?

Dużym atutem pozyskiwania energii ze słońca jest uniezależnienie się od dostawców prądu, a co za tym idzie, jego nieustannie rosnących cen. Nie jest tajemnicą, że poziom zużycia energii elektrycznej w biurowcach, lokalach handlowo-usługowych czy halach produkcyjnych znacznie przewyższa zapotrzebowanie przeciętnego gospodarstwa domowego, dlatego obserwując obecną sytuację w sektorze energetycznym, trudno być optymistą.

Warto zatem pomyśleć o montażu własnej elektrowni solarnej, dzięki której można zredukować straty wynikające z wprowadzenia opłaty mocowej (dodatkowy koszt 0,0762 zł za kWh w godzinach dziennych, między 7:00 a 22:00). Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że przedsiębiorstwa wykazują wysoką autokonsumpcję, zwłaszcza w porównaniu do domów jednorodzinnych. Większość zakładów pracy najwięcej energii zużywa za dnia, czyli w okresie, kiedy fotowoltaika działa z najwyższą wydajnością.

Należy również zwrócić uwagę na to, że w 2019 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE). Według jej postanowień, prosumentem może być nie tylko osoba fizyczna, ale również przedsiębiorstwo, o ile spełni kilka warunków. Energia wytwarzana dzięki instalacji fotowoltaicznej może być wykorzystywana tylko na użytek własny i nie może ona stanowić głównego przedmiotu działalności gospodarczej. Dostępny status prosumenta pozwala zwiększyć opłacalność instalacji o wielkości do 50 kWp.

Nie bez znaczenia pozostaje także kwestia kosztów inwestycyjnych związanych z zakupem paneli oraz innych komponentów niezbędnych do prawidłowego działania instalacji PV. Ceny modułów są znacznie niższe niż jeszcze kilka lat temu, co nie oznacza jednak ich niskiej jakości. Rozwój techniki sprawił, że można osiągnąć wysoką wydajność ogniw PV przy jednoczesnym zachowaniu ich przystępnych cen.

Finansowanie fotowoltaiki dla firm

Wielu przedsiębiorców wstrzymuje się z inwestycją w panele fotowoltaiczne z uwagi na stosunkowo wysokie koszty początkowe. Nie bez znaczenia okazuje się również czas zwrotu inwestycji i oszczędności, na jakie można liczyć w perspektywie długoletniego użytkowania. W dużej mierze zależą one od kilku czynników, wśród których można wymienić m.in. wielkość planowanej instalacji i zapotrzebowanie energetyczne firmy.

Problem ze zgromadzeniem wolnych środków na zakup paneli PV wbrew pozorom nie musi oznaczać konieczności odłożenia inwestycji w czasie. Istnieje bowiem możliwość otrzymania dotacji w ramach programu Energia Plus skierowanego do właścicieli firm, głównie tych z sektora MSP. Jego celem jest zmniejszenie negatywnego oddziaływania przedsiębiorstw na środowisko, w tym poprawa jakości powietrza, poprzez wsparcie przedsięwzięć inwestycyjnych.

Jakie są formy finansowania?

Dofinansowanie dla firm może przybrać dwie formy. Pierwszą z nich stanowi pożyczka w formie zwrotnej, która może pokryć do 85% kosztów kwalifikowanych pod warunkiem, że kwota wsparcia będzie mieścić się w przedziale od 0,5 mln zł do 300 mln zł. Warto pamiętać, że pożyczka może zostać udzielona na okres 15 lat, a przedsiębiorcy mają prawo do skorzystania z możliwości odroczenia rat na 12 miesięcy.

Można także skorzystać z bezzwrotnej dotacji wynoszącej do 50% kosztów kwalifikowanych, która zarezerwowana jest dla przedsiębiorców planujących inwestycję w rozwiązania wykorzystujące technologię ORC, pozwalającą na produkcję energii elektrycznej w obiegu np. z biomasy czy geotermii.

W niektórych przypadkach trzeba liczyć się z koniecznością wkładu własnego. Dotyczy to przedsięwzięć realizowanych w formie „project finance”, a kwota, jaką należy wpłacić na poczet dofinansowania, nie może być niższa niż 15% kosztów kwalifikowanych.

Warto pamiętać, że przy braku odpowiednich funduszy można skorzystać z innych metod finansowania fotowoltaiki dla firm np. w formie leasingu lub kredytu. Ten ostatni udzielany jest na korzystnych warunkach, o ile rozmiar instalacji PV nie przekracza 50 kWp. Banki nie wymagają wkładu własnego, oferują korzystne oprocentowanie, a ponadto można oczekiwać szybkiej decyzji o przyznaniu środków.

O czym jeszcze przedsiębiorcy powinni pamiętać?

Każdy przedsiębiorca rozważający montaż paneli fotowoltaicznych powinien wziąć pod uwagę kilka ważnych czynników, determinujących jej efektywność, a co za tym idzie, opłacalność. Na pierwszy plan wysuwa się miejsce montażu instalacji PV, które powinno być pozbawione ryzyka jej zacienienia. Należy również obliczyć średnie zapotrzebowanie na prąd i na tej podstawie dobrać moc modułów. Nie bez znaczenia pozostają również kwestie związane z rozliczaniem się z operatorem energetycznym oraz koniecznością posiadania koncesji na większe instalacje (do 500 kWp pozwolenie nie jest wymagane). Warto jednak pamiętać, że gwarancją optymalnej wydajności paneli PV są wysokiej klasy komponenty oraz praca sprawdzonego instalatora, który zadba o prawidłowy sposób ich montażu.

EY: 27% klientów na świecie korzysta z usług neobanków

Badanie EY 2021 NextWave Global Consumer Banking Survey wskazuje, że z usług neobanków korzysta już 27% konsumentów na świecie. Co więcej, dla 20% osób w wieku 25-34 lata jest to podstawowa instytucja finansowa. Powstanie „super aplikacji” oraz oczekiwania dotyczące jak największej personalizacji usług wymuszają przyspieszenie procesu digitalizacji. Jednocześnie wiarygodność oraz relacje osobiste cały czas pozostają ważniejsze od ogólnej oferty produktowej.

Bankowość, podobanie jak wiele innych sektorów gospodarki, znajduje się momencie dynamicznej transformacji technologicznej. Obejmuje ona nie tylko digitalizację produktów i usług oferowanych przez tradycyjne instytucje finansowe, ale również powstanie nowych graczy na rynku. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku serwisów streamingowych lub platform e-commerce, również w przypadku usług finansowych konsumenci zwracają się w kierunku cyfrowych rozwiązań oferowanych przez FinTechy lub tzw. Big Tech.

– Usługi finansowe mają wielowiekową tradycję, u której postaw leżało budowane przez dekady zaufanie. Ostatnie lata to jednak dynamiczne przełamanie tego paradygmatu i wiodąca rola takich czynników jak sprawność operacyjna, łatwość obsługi i dostępność usług w każdym zakątku globu. W bardzo krótkim czasie banki, aby utrzymać swoich klientów, z tankowców musiały przeobrazić się w motorówki. – mówi Janusz Zdrojewski, Lider obszaru architektury bankowej, EY Polska.

FinTechy stawiają na płatności i depozyty

Tradycyjne instytucje finansowe pozostają pierwszym wyborem dla większości konsumentów na świecie. Jednakże aż 27% osób – w skali globalnej – korzysta z usług neobanków. W przypadku 20% ankietowanych w wieku 25-34 to właśnie FinTechy są opcją numer jeden. Udział procentowy – z wyłączeniem najstarszych pokoleń – pozostaje zbliżony. Pokazuje to, że w przypadku bankowości internetowej często przypisywana wiekowi bariera technologiczna nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Rys. 1. Udział procentowy konsumentów, którzy wybrali neobanki jako podstawową instytucję finansową
Udział procentowy konsumentów, którzy wybrali neobanki jako podstawową instytucję finansową

Kluczowym czynnikiem, którym FinTechy konkurują z tradycyjnymi instytucjami finansowymi jest płynność oraz szybkość realizacji cyfrowych płatności. Jednakże, neobanki dynamicznie rozszerzają swoje portfolio o usługi dotąd zarezerwowane wyłącznie dla banków. W efekcie aż 69% osób, które wskazują FinTechy jako swój pierwszy wybór korzysta z produktów depozytowych. Ten aspekt wyprzedza nawet cyfrowe płatności, na które wskazało 65% ankietowanych na świecie. W jasny sposób wskazuje to, że neobanki w kolejnych latach będą kontynuować proces rozwoju oferty, dodając kolejne usługi takie jak pożyczki lub produkty inwestycyjne.

Rys. 2. Produkty używane przez konsumentów, którzy wybrali neobanki jako podstawową instytucję finansową

Produkty używane przez konsumentów, którzy wybrali neobanki jako podstawową instytucję finansową

Wyniki badania wskazują, że konsumenci mają przeświadczenie że żadna instytucja finansowa nie zaspokoi w pełni ich wszystkich potrzeb. Klienci dla których banki pozostają pierwszym wyborem mają – średnio – 2,5 relacji z innymi instytucjami finansowymi. W przypadku FinTechów ten współczynnik rośnie do 3.

Zaufanie ma znaczenie

FinTechy zyskują przewagę konkurencyjną, dzięki szybkości działania i większej elastyczności w dopasowywaniu rozwiązań do indywidualnych oczekiwań konsumentów. Jednakże, wyniki badania EY 2021 NextWave Global Consumer Banking Survey wskazują, że nawet największa sprawność operacyjna niknie przy braku zaufania.

W tym aspekcie przewagę w dalszym ciągu posiadają tradycyjnie instytucje finansowe. Wynika to z kilku czynników, takich jak pewność dotycząca ochrony danych, posiadania poczucia wpływu i możliwości – w razie konieczności – załatwienia spraw osobiście w lokalnym oddziale banku.

W efekcie to właśnie relacje zbudowane z daną marką (74%) oraz zaufanie (73%) mają kluczowe znaczenie przy podejściu do wybieranych instytucji finansowych. Dopiero na dalszych miejscach znalazła się oferta produktowa (68%) i poczucie kontroli (63%).

Rys. 3. Kluczowe aspekty rozpatrywane przez konsumentów
Kluczowe aspekty rozpatrywane przez konsumentów

W stronę personalizacji i super aplikacji

Wyniki badania wskazują na wysokie oczekiwania klientów dotyczące integracji wszystkich wykorzystywanych rozwiązań finansowych w ramach jednej „super aplikacji”. Z jednej strony wydaje się, że to perspektywa stworzona dla neobanków, które mogą pełnić rolę agregatora wszystkich operacji, niekoniecznie będąc równocześnie podstawowym dostawcą danych usług. Jednakże, konsumenci – zwłaszcza na największych rynkach – oczekują, że to właśnie tradycyjne banki opracują i wdrożą odpowiedni ekosystem.

Osiągnięcie pozycji lidera w tym wyścigu uzależnione jest od odpowiedniego zrozumienia wymagań klientów. Z jednej strony wymagają oni bowiem adresowania wyłącznie spersonalizowanych działań, z drugiej zaś bardzo wysoko stawiają poziom ochrony danych. Wymaga to ponad wszystko znalezienia odpowiednie balansu.

– Nie ulega wątpliwości, że od kontynuacji procesu cyfryzacji nie ma odwrotu. Jednakże będzie to wyścig nie na szybkość, a na odpowiedni balans. Wygra ten segment rynku, który zaoferuje najlepszy miks jakości usług, zaufania, personalizacji usług i ochrony danych. Aktualnie mocniejszą pozycję posiadają tradycyjne instytucje finansowe, jednak aktualnie pozostaje pytanie w jakim stopniu obronią swój rynkowy udział w przeciągu najbliższych lat – podsumowuje Janusz Zdrojewski, Lider obszaru architektury bankowej, EY Polska.

O Badaniu
Badanie EY 2021 NextWave Global Consumer Banking Survey zostało przeprowadzone pomiędzy majem i sierpniem 2021 roku na grupie 12 000 osób z 14 krajów: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Chin, Singapuru, Australii, Brazylii, Meksyku, Wietnamu, Indonezji, Malezji oraz Nowej Zelandii. Badania zostało zrealizowane za pośrednictwem kanałów on-line.

Prognozy dla rynku nieruchomości handlowych na 2022 r.

Według międzynarodowej firmy doradczej Savills, po latach zawirowań na rynku handlowym rok 2022 przyniesie wzrost czynszów i aktywności na rynku inwestycyjnym w tym sektorze w całej Europie.

Sektor handlowy jest obecnie lepiej przygotowany na zmieniające się potrzeby konsumentów, natomiast duża przecena nieruchomości handlowych, których wyceny na przestrzeni ostatnich czterech lat zmieniły się w Europie średnio o +80 pb, oznaczają, że aktywa w tym segmencie rynku należą do najbardziej konkurencyjnych.

Jak podaje firma Savills w swoim najnowszym raporcie European Investment Outlook 2022, największym zainteresowaniem inwestorów będą cieszyły się supermarkety i magazyny handlowe osiągające najlepsze wyniki finansowe, a także sklepy typu convenience oraz lokale przy głównych ulicach handlowych.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych magazynów handlowych obniżyły się w ostatnich dwóch kwartałach o 4 pb i obecnie wynoszą 5,2%, a w następnych 12 miesiącach mogą ulec dalszej kompresji – średnio o 5-10 pb.

Z kolei stopy kapitalizacji dla centrów handlowych, które wzrosły o 3 pb do poziomu 5,3%, mogą zacząć się stabilizować w 2022 r.

Tym trendom towarzyszy rosnący wolumen transakcji inwestycyjnych w sektorze nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych w Europie, który w trzecim kwartale br. wyniósł 78,9 mld euro, osiągając najwyższy poziom za trzeci kwartał na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Natomiast w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. wartość inwestycji sięgnęła 201,6 mld euro, co oznacza wzrost o 13,5% w porównaniu z ubiegłym rokiem oraz o 7,7% względem średniej pięcioletniej.

Savills szacuje, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w tym roku wyniesie ok. 288 mld euro i będzie wyższy od ubiegłorocznego o 9%, a w 2022 r. osiągnie zbliżony poziom ok. 290 mld euro.

„Biorąc pod uwagę aktualną sytuację, są to wyjątkowo dobre dane. Wysoka aktywność na rynku inwestycyjnym utrzyma się do końca roku” – powiedział Oliver Fraser-Looen, współdyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Wielka Brytania, Niemcy i Francja nadal będą preferowanymi kierunkami inwestycyjnymi, ale wraz ze wzrostem kapitału zagranicznego napływającego do krajów nordyckich będą one miały coraz większy udział w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych w Europie.

Pomimo rosnących wolumenów transakcyjnych, w 2022 r. inwestorzy nadal będą koncentrować się na nieruchomościach o wysokim standardzie, zwłaszcza w sektorze biurowym. Jednocześnie, w związku z coraz większym znaczeniem wymogów w zakresie ESG właściciele nieruchomości staną przed koniecznością modernizacji posiadanych obiektów i dostosowania ich do wyższych standardów ekologicznych bądź zmiany ich przeznaczenia z uwzględnieniem wartości społecznych.

„A to oznacza, że w segmencie value-add pojawią się okazje inwestycyjne. Niemniej jednak ożywienie aktywności inwestorów w tym sektorze może nastąpić dopiero w 2023 r., po znacznej przecenie mniej atrakcyjnych klas aktywów. Wzrost zainteresowania inwestowaniem w podnoszenie wartości nieruchomości tradycyjnie występuje w czasie, gdy różnica pomiędzy stopami kapitalizacji dla najlepszych biurowców i budynków biurowych o niższym standardzie lub w słabszej lokalizacji przekracza 90 pb, a w trzecim kwartale 2021 r. wynosiła ona 88 pb” – powiedziała Leila Packett, associate director, dział doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Według Savills, najbliższe lata upłyną pod znakiem postępującej dywersyfikacji portfeli inwestycyjnych pod względem rodzaju aktywów, lokalizacji i strategii. Dużą popularnością w 2022 r. nadal będą się cieszyły sektory logistyczny i living, a brak równowagi pomiędzy podażą i popytem w obu segmentach rynku spowoduje wzrost czynszów.

Savills przewiduje, że w związku z poszukiwaniem przez inwestorów wyższych zysków w obliczu bardzo niskich stóp kapitalizacji zainteresowanie sektorem nieruchomości alternatywnych nadal będzie rosło.

„Na radarach inwestorów powoli pojawiają się szpitale, uniwersytety, centra danych oraz obiekty przeznaczone dla sektora life sciences i rolnictwa miejskiego. Przewidujemy, że w ciągu najbliższych pięciu lat sektory te staną się odrębnymi klasami aktywów” – powiedziała Lydia Brissy, dyrektorka w dziale badań rynków europejskich, Savills.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości logistycznych w Europie mogą się obniżyć średnio o maksymalnie 15 pb, natomiast kompresja w sektorach living może wynieść 5-10 pb.

„Ożywienie aktywności inwestycyjnej widoczne jest również w Polsce, gdzie inwestorzy śledzą globalne trendy i kierunki wzrostu, poszukując stabilnych źródeł przychodów oraz możliwości wypracowania większych zysków w ramach ochrony kapitału przed inflacją, a także aktywów zgodnych z wymogami ESG. W centrum ich uwagi nadal są nieruchomości magazynowe, a tuż za nimi budynki biurowe. Rośnie także zainteresowanie obiektami handlowymi, a zwłaszcza sklepami typu convenience, supermarketami wolnostojącymi oraz magazynami handlowymi, ale z powodu ograniczonej podaży odpowiednich produktów inwestycyjnych, udział sektora handlowego w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych póki co nie przekracza 14%. Nieco stabilniejsza pozycja centrów handlowych i bardziej atrakcyjne stopy kapitalizacji dla tego rodzaju aktywów zachęcają do inwestowania w tym sektorze. Niemniej jednak rosnące ceny energii oraz podnoszenie stóp procentowych mogą spowolnić popyt konsumencki w przyszłym roku, a to może wpłynąć negatywnie na obroty sklepów oraz wydłużyć okres stosowania strategii wyczekiwania w stosunku do tej klasy aktywów” – powiedział Michał Stępień, Associate, dział doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska.

Prawie co drugi Polak zamierza ograniczyć wydatki na przedświąteczne zakupy spożywcze

W dobie pandemii i rosnącej inflacji kwestia ograniczania wydatków na produkty spożywcze przed Bożym Narodzeniem wyraźnie dzieli Polaków. 45% konsumentów, odpowiadających za codzienne zakupy w swoich domach, zamierza oszczędzać. Natomiast niewiele mniej, bo 40% badanych, nie ma zamiaru z niczego rezygnować. Do tego dla 8% ankietowanych perspektywa ewentualnego zaciskania pasa nie ma żadnego znaczenia. Z kolei 7% respondentów jeszcze nie wie, co zrobi. Eksperci komentujący badanie tłumaczą, że wyniki właściwie odzwierciedlają polaryzację stylów życia i dochodów rodaków. I dodają, że Polacy chcą, żeby święta wyglądały jak dawniej, nawet jeśli są teraz w trudniejszej sytuacji ekonomicznej.

Platforma analityczno-badawcza UCE RESEARCH przeprowadziła dla Grupy BLIX wywiady internetowe z ponad 1,1 tys. dorosłych konsumentów odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich domach. Z odpowiedzi respondentów wynika, że w sytuacji pandemii i rosnącej inflacji 45% z nich zamierza ograniczyć wydatki na zakupy spożywcze przed świętami. W tej grupie 30% badanych raczej tak postąpi. Natomiast 15% jest tego całkowicie pewnych.

– Ci, którzy zdecydowanie chcą ograniczać wydatki, mogą być do tego zwyczajnie zmuszeni, np. z powodu utraty części dochodów w czasie pandemii. Niektóre osoby, widząc rosnące ceny, obawiają się pogorszenia swojej sytuacji ekonomicznej za kilka miesięcy. Mogą więc uważać, że raczej muszą zacisnąć pasa przed świętami – mówi dr Jolanta Tkaczyk z Akademii Leona Koźmińskiego.

Z kolei 40% respondentów nie będzie oszczędzało, realizując zakupy. Wśród nich 36% raczej z niczego nie zrezygnuje, a 4% nie ma co do tego wątpliwości. Jak zauważa Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX, część konsumentów, która nie planuje ciąć wydatków, jest niewiele mniejsza od odsetka oszczędzających. Zdaniem eksperta, wynika to z tego, że święta są czasem wyjątkowych spotkań z bliskimi. Polacy chcą, żeby wyglądały one jak dawniej, nawet jeśli teraz jest trudniej.

– Respondenci są mocno podzieleni w kwestii oszczędzania w sytuacji rosnącej inflacji, która dotyka wszystkich. Jednak już od dawna mówi się o konsumentach dwóch prędkości, tj. nastawionych bardziej konsumpcyjnie i tych, którzy z różnych przyczyn starają się ograniczać to zjawisko. Polaryzacja stylów życia i dochodów nie jest wyłącznie domeną polskiego społeczeństwa. To globalny trend, który uwypuklił się w ostatnim czasie – tłumaczy ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego.

Badanie wykazało również, że dla niewielkiej grupy ankietowanych kwestia ewentualnego oszczędzania na spożywczych produktach świątecznych w ogóle nie ma znaczenia. 8% konsumentów tak twierdzi. Natomiast 7% jeszcze nie wie, czy ograniczy swoje tegoroczne wydatki i co ostatecznie postawi na stole.

– W związku z pandemią niektórzy nie są pewni tego, z iloma osobami spotkają się fizycznie w nadchodzące święta. A przecież wiadomo, że liczba osób przy stole ma wpływ na ilość kupowanych produktów. Dlatego uważam, że Polacy mogą czekać niemal do ostatniej chwili z decyzją o tym, co kupią, a z czego ewentualnie zrezygnują, jeżeli nie dopiszą goście. Oczywiście kolejną kwestią jest też sam zakres wdrażania oszczędności, bo te tak czy inaczej rodzą się obecnie w głowie niemal każdego konsumenta – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.

Ceny surowców największym wyzwaniem dla firm przemysłowych w 2022 roku

Wysokie ceny surowców, znalezienie odpowiedniej kadry pracowniczej oraz modernizacja maszyn. To według wyników badania Siemens Financial Services w Polsce, 3 kluczowe wyzwania, które stoją przed rodzimymi firmami przemysłowymi w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Sprostanie im jest niezbędne, aby utrzymać lub zwiększyć konkurencyjność przedsiębiorstw z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych.

Polskie firmy przemysłowe z sektora MŚP w większości dostosowały swoje funkcjonowanie do pandemicznych uwarunkowań. Wielu przedsiębiorcom udało się znaleźć nowych klientów i zmodyfikować model biznesowy, który pozwala efektywnie funkcjonować w nowej rzeczywistości. Jednak rodzime firmy wciąż stoją przed szeregiem wyzwań, z którymi będę się mierzyć w najbliższym roku.

Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, ponad jedna trzecia ankietowanych firm potwierdza, że najtrudniej będzie poradzić sobie z wysokimi cenami surowców. Prawie jedna czwarta uważa, że znacznym wyzwaniem będzie znalezienie odpowiednich pracowników, natomiast ok. 19 proc. wspomina o trudnościach związanych z modernizacją parku maszyn i urządzeń. W mniejszym stopniu rodzime podmioty wskazywały, że wyzwaniem będą m.in. automatyzacja produkcji, utrzymanie płynności finansowej i przychodów, zwiększenie efektywności energetycznej czy zdobycie finansowania na inwestycje. Dla małego odsetka badanych przedsiębiorców zwiększenie mocy produkcyjnych, dekarbonizacja czy utrzymanie jakości produktów będą istotnymi wyzwaniami na najbliższy rok.

– Rok 2021 był wymagający dla firm przemysłowych, jednak polskim przedsiębiorcom udało się wzmocnić konkurencyjność w porównaniu do ubiegłego roku. Pomimo tego, że badane podmioty nie uważają już samej pandemii jako największego wyzwania na przyszły rok, pojawiły się nowe kwestie, którym trzeba poświecić więcej uwagi w 2022 roku. Wśród nich są m.in. inwestycje, które pomogą redukować koszty energii i wspierać dekarbonizację. Dodatkowo, w wyniku pandemii i zmian na światowych rynkach, jesteśmy świadkami ograniczonej dostępności surowców, problemów z łańcuchami dostaw i rosnącą inflacją. Wierzymy jednak, że polscy przedsiębiorcy znów znajdą odpowiednie rozwiązania i efektywnie dostosują się do zmian – mówi Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

wyzwania przemysłu 2022
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2021 r. N = 400 firm produkcyjnych (MŚP z branży spożywczej, poligraficznej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych).

Branża poligraficzna mierzy się z cenami surowców

Największe wyzwanie dla firm poligraficznych w okresie najbliższego roku to sprostanie wysokim cenom surowców (32 proc. badanych), natomiast dla 21 proc. przedsiębiorstw takim czynnikiem będzie modernizacja maszyn i urządzeń. Istotny jest również fakt, że dla prawie jednej piątej podmiotów znaczącym wyzwaniem jest zdobycie finansowania na inwestycje. Dla kilkunastu procent dużym wyzwaniem będzie również automatyzacja procesów produkcji (18 proc.), utrzymywanie płynności finansowej i przychodów (16 proc.) oraz dążenie do większej efektywności energetycznej zakładu (13 proc.).

Firmy spożywcze potrzebują pracowników

Prawie jedna czwarta (23 proc.) przedstawicieli branży spożywczej uważa, że znalezienie dobrej kadry pracowniczej i modernizacja sprzętu będą ważnymi wyzwaniami na najbliższe 12 miesięcy. Wciąż jednak największym wyzwaniem będzie sprostanie wysokim cenom surowców – tak odpowiedziało 32 proc. badanych. Ważnymi zadaniami dla firm spożywczych będą – podobnie jak w branży poligraficznej – zwiększanie efektywności energetycznej produkcji (17 proc.), utrzymanie dobrej kondycji finansowej (13 proc.) i automatyzacja procesów produkcyjnych (11 proc.).

Przetwórcy metali szukają rąk do pracy

Firmy przetwarzające metale najbardziej licznie spośród badanych branż wskazali na wyzwanie związane ze znalezieniem ludzi do pracy (39 proc.). Na drugim miejscu wśród wyzwań jest poradzenie sobie z wysokimi cenami surowców, na co wskazało aż 35 proc. przedsiębiorstw z tej branży. Podobnie jak wśród przedstawicieli poligrafii i firm spożywczych, przedsiębiorstwa przetwarzające metale w celu zachowania swojej konkurencyjności, będą musiały automatyzować produkcję (17 proc.), modernizować park maszyn (15 proc.), zwiększać efektywność energetyczną zakładów i utrzymywać odpowiednią płynność finansową (po 11 proc.). Jedna na dziesięć badanych firm wskazała, że zdobycie finansowania na inwestycje, również będzie należeć do sporych wyzwań biznesowych.

Przetwórcy tworzyw sztucznych zwracają uwagę na wysokie ceny surowców

Przedstawiciele branży przetwórstwa tworzyw sztucznych w najczęściej spośród analizowanych branż, wskazują na wysokie ceny surowców (40 proc.) jako największe wyzwanie. Na drugim miejscu wymieniają automatyzację produkcji (28 proc.). Podobnie jak wśród pozostałych branż, przedsiębiorstwa przetwarzające tworzywa sztuczne zwracają uwagę na trudności związane z poszukiwaniem pracowników (22 proc.), utrzymaniem dobrych wyników finansowych (19 proc.), modernizacją maszyn i urządzeń (18 proc.) oraz redukcją zużycia energii (12 proc.).

– Warto pamiętać, że w zależności od branży główne wyzwania są różnie akcentowane. Aby utrzymać konkurencyjność na wysokim poziomie, kluczowa jest zwłaszcza realizacja niezbędnych inwestycji w park maszyn i urządzeń. Takie inwestycje wymagają dostępu do odpowiedniego finansowania. Dlatego też jest to wyzwanie również dla partnerów finansowych, by wspierając polskie przedsiębiorstwa, zapewnić odpowiednie, dopasowane do indywidualnych potrzeb i możliwości zewnętrzne finansowanie – podsumowuje Grzegorz Jarzębski z Siemens Financial Services w Polsce.

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 400 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2021 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

Sprzedaż kredytów w Polsce – listopad 2021

W listopadzie 2021 r., w porównaniu do listopada 2020 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech rodzajów produktów kredytowych: o (+32,4%) kredytów gotówkowych, o (+15,2%) więcej kredytów mieszkaniowych oraz o (+10,4%) kredytów ratalnych. Spadek o (-19,2%) odnotowały natomiast limity na kartach kredytowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość we wszystkich czterech produktach kredytowych: (+39,8%) kredytów gotówkowych, (+31,3%) kredytów mieszkaniowych, (+23,8%) kredytów ratalnych oraz (+3,1%) limitów kartowych.

W okresie jedenastu miesięcy 2021 r. banki i SKOK-i udzieliły łącznie 3 423,9 tys. kredytów ratalnych (+4,1%) na kwotę 15,98 mld zł (+19,8%) oraz 2 904,6 tys. kredytów gotówkowych (+19,8%) na kwotę 61,69 mld zł (+29,8%). Kredytów mieszkaniowych zaciągnięto 251,1 tys. (+26,4%) na kwotę 81,33 mld zł (+41,0%).

Analizując dane zawarte i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK zawsze bierze pod uwagę trzy ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank (zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu). Zatem w przypadku tych produktów, listopadowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w listopadzie 2021 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2021 r. jest efektem wniosków składanych we wrześniu i październiku 2021 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w listopadzie 2021 r. w porównaniu do listopada ubiegłego roku, musimy pamiętać, że w listopadzie 2020 r. nadal obserwowaliśmy spadki zarówno liczby jak i wartości udzielanych kredytów gotówkowych w porównaniu do listopada 2019 r.

Po trzecie, duże problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni.

Hossa w wysokokwotowych kredytach gotówkowych trwa w najlepsze

Wysokie listopadowe odczyty dynamiki w kredytach gotówkowych o 32,4% w ujęciu liczbowym i o 39,8% w ujęciu wartościowym nadal robią wrażenie. Częściowo tak wysokie dynamiki są jednak efektem niskiej bazy z listopada zeszłego roku. Inny powód to wzrost udziału w akcji kredytowej kredytów udzielonych na wysokie kwoty, których dynamika wzrostu jest najwyższa ze wszystkich przedziałów kwotowych.

– Kredyty gotówkowe ze wszystkich przedziałów kwotowych odnotowały dodatnie dynamiki w jedenastu miesiącach 2021 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Jednak to kredyty wysokokwotowe są głównym motorem napędzającym wzrosty. Odnotowały one najwyższe dodatnie dynamiki akcji kredytowej od stycznia do listopada 2021 r. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Dynamika kredytów wysokokwotowych tj. z dwóch przedziałów kwotowych 30 – 50 tys. zł oraz powyżej 50 tys. zł wynosi odpowiednio (+25,2% L) i (+24,9% W) oraz (42,3% L) i (43,4% W). Kredyty na wyższe kwoty odpowiadają za 64,8% wartości sprzedaży w pierwszych jedenastu miesiącach 2021 r. Same kredyty powyżej 50 tys. zł mają 44,0% udział w wartości akcji kredytowej. W ujęciu liczbowym udział kredytów z tych dwóch przedziałów to jednak tylko 22% liczby udzielonych kredytów gotówkowych w okresie styczeń – listopad 2021 – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Choć w pierwszym roku pandemii banki dość ostrożnie udzielały kredytów gotówkowych, w szczególności na wyższe kwoty, to już od początku drugiego roku pandemii widzimy odwrotne zjawisko. Banki dużo chętniej udzielają kredytów gotówkowych na wyższe kwoty, szczególnie własnym klientom, o znanej bankowi zarówno historii transakcyjnej jak i kredytowej. Sprzyjały temu niskie stopy procentowe. W okresie 29.05.2020 r. – 06.10.2021 podstawowa stopa procentowa NBP (referencyjna) wynosiła 0,1%. Po trzech podwyżkach (październikowej, listopadowej i grudniowej) w sumie o 1,65 p.p., jest ona obecnie na poziomie 1,75% czyli wyższym niż przed pandemią (od 05.03.2015 r. do 17.03.2020 r. wynosiła ona 1,5%.). Czy spadki m/m w ujęciu zarówno liczbowym, jak i wartościowym to już pierwsza negatywna reakcja na wyższy koszt kredytu? W kolejnych miesiącach powinniśmy uzyskać odpowiedź na to pytanie – puentuje prof. Rogowski.

Wzrosty tylko wysokokwotowych kredytów ratalnych

W przypadku kredytów ratalnych w listopadzie mamy dodatni wzrost r/r w ujęciu wartościowym (+23,8%) i ilościowym (+10,4%).

– Podobnie jak w przypadku kredytów gotówkowych, wysoki wzrost dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych ma zróżnicowany charakter. Dodatnie dynamiki dotyczą jedynie kredytów ratalnych na wyższe kwoty. Najwyższa na poziomie 38,0% dodatnia dynamika liczby udzielonych kredytów w okresie styczeń – listopada br. dotyczyła kredytów ratalnych na najwyższe kwoty, tzn. powyżej 10 tys. zł. Kredyty ratalne z przedziału 5-10 tys. zł odnotowały niższą, ale również wysoką dynamikę (+27,3%).

W ujęciu wartościowym występuje takie samo zjawisko. Dynamika kredytów wysokokwotowych wyniosła (+33,9%), a kredytów w przedziale 5-10 tys. zł (+28,6%). To co charakteryzuje w listopadzie kredyty ratalne na tle pozostałych produktów kredytowych to fakt, że jako jedyne w ujęciu m/m mają dodatnią dynamikę zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym. W mojej opinii wpływ na to mają dwa zjawiska. Po pierwsze nadal w przypadku kredytów ratalnych oferowana jest zerowa RRSO, co przy rosnącej inflacji a przede wszystkim rosnących stopach procentowych jeszcze bardziej uatrakcyjnia te kredyty. Po drugie listopad to tradycyjny miesiąc zakupu prezentów świątecznych, często finansowanych zakupami na raty – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w listopadzie 2021 r. to 4 412 zł i jest ona wyższa niż w listopadzie rok temu o 12,1%. Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość zaciągniętego w listopadzie 2021 r. kredytu to 20 991 zł – to wzrost o 5,6% w stosunku do listopada 2020 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – listopadowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,13%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Listopadowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,72%.

– W porównaniu do listopada 2020 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,03 pkt proc. Po marcowym pogorszeniu odczytu w porównaniu do lutego 2021 r., od ośmiu miesięcy w ujęciu m/m mamy polepszenie (spadek) Indeksu, co niewątpliwie jest sygnałem pozytywnym, zachęcającym banki do udzielania tych kredytów. Na uwagę zasługuje również historycznie niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. W okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu polepszyła się (spadła) o 0,12 p.p. Głównym powodem jest to, że z kredytu ratalnego coraz częściej korzystają osoby o wysokich dochodach i wysokiej wiarygodności kredytowej. Kredyt ratalny staje się więc dla banku bardzo bezpiecznym produktem kredytowym – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – zadyszka w listopadzie, zmiana trendu czy tylko odpoczynek?

W listopadzie br. w porównaniu z listopadem 2020 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy nadal dodatnie dynamiki zarówno wartości (+31,3%), jak i liczby udzielonych kredytów (+15,2%). W okresie styczeń – listopad 2021 r. już ponad połowa (57,1%) wartości udzielonych kredytów to kredyty z przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Same kredyty powyżej 500 tys. zł stanowią 27,9% łącznej akcji kredytowej i udział ten co miesiąc rośnie.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – listopad 2021 r. widać duże zróżnicowanie. Najwyższe dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, dotyczyły kredytów z dwóch przedziałów tj.: od 350 do 500 tys. zł i powyżej 500 tys. zł, odpowiednio w ujęciu liczbowym (+46,4%) i (+88,8%) oraz wartościowym (+47,4%) i (+93,8%).

W pozostałych przedziałach zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dynamiki nie przekroczyły (+25%). A w przypadku kredytów niskokwotowych w przedziale do 150 tys. zł dynamiki były na poziomie 3,5% (liczbowo) oraz 4,8% (wartościowo).

Wyniki listopadowej akcji kredytowej w zakresie kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z września oraz października 2021 r.

– Dla kredytów mieszkaniowych listopad 2021 r. był dobry w porównaniu zarówno do listopada 2020 r. (+31%), jak i listopada 2019 r. (+41%). Na tym optymistycznym obrazie mamy jednak kilka rys. Po pierwsze, po ośmiu z rzędu miesiącach o wartości miesięcznej akcji kredytowej powyżej 7,5 mld zł, listopadowa akcja kredytowa jest niższa i wynosi 7,19 mld zł. Po drugie, w ujęciu liczbowym m/m o 15,4% spadła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych – stwierdził prof. Rogowski.

Listopad br. to kolejny miesiąc, w którym kontynuowana jest hossa w wysokokwotowych kredytach mieszkaniowych. Widać to w średniej wartości udzielanego kredytu, która w listopadzie 2021 r. osiągnęła kolejną rekordową wartość tj. 340,7 tys. zł i była wyższa o 13,9% od średniej z listopada 2020 r.

– Kolejny rekordowy wzrost średniej kwoty kredytu mieszkaniowego to bezpośredni efekt dalszego wzrostu cen nieruchomości. W mojej opinii kolejne miesiące będą bardzo ciekawe na rynku kredytów mieszkaniowych, bowiem na wartość akcji kredytowej będą oddziaływać dwa przeciwstawne zjawiska. Z jednej strony wysoce prawdopodobna jest kontynuacja trendu wzrostowego cen nieruchomości. Przy rosnącej inflacji i braku alternatyw inwestycyjnych przy akceptowalnym poziomie ryzyka, coraz więcej osób może chcieć zainwestować posiadane oszczędności na rynku nieruchomości. Już od pewnego czasu widać wzrost liczby transakcji gotówkowych na rynku nieruchomości. Wyższe ceny nieruchomości w konsekwencji będą skutkowały koniecznością zaciągania kredytów na jeszcze wyższe kwoty. To może jednak być utrudnione z uwagi na dwa czynniki negatywnie wpływające na zdolność kredytową. Pierwszym z nich są wyższe, po październikowej, listopadowej oraz grudniowej podwyżce, stopy procentowe – wyższe niż przed pandemią. Drugim zaś ograniczenie zgodnie z Rekomendacją KNF okresu kredytowania do 25 lat na potrzeby szacowania zdolności kredytowej. W konsekwencji może to oznaczać brak zdolności kredytowej na tak wysokie kwoty dla części kredytobiorców. Jeżeli dodamy do tego jeszcze konieczność wzrostu wysokości wkładu własnego to niewątpliwie wpłynie to na ograniczenie dostępności kredytu dla części kredytobiorców. W listopadzie liczba udzielonych kredytów jest najniższa od marca br. Drugim zjawiskiem, które raczej pozytywnie może wpłynąć na akcję kredytową w kolejnych miesiącach jest wzrost wynagrodzeń, który zwiększy zdolność kredytową. Przy czym nie można abstrahować od wpływu Polskiego Ładu na poziom dochodu rozporządzalnego. Dla części osób będzie on powodował wzrost wynagrodzeń, dla części będzie neutralny (ulga dla klasy średniej), jednak dla lepiej zarabiających będzie on powodował spadek dochodów – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w listopadzie 2021 r. wyniósł 0,51%. W ostatnich 12 miesiącach (od listopada 2020 r. do listopada 2021 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,06 p.p.).

– W pierwszym okresie pandemii do listopada 2020 r. jakość portfela kredytów mieszkaniowych polepszyła się. Wpłynęło na to kilka czynników, m.in. moratoria kredytowe zaproponowane przez banki w pierwszych miesiącach pandemii, które w dużym stopniu zmitygowały wzrost ryzyka kredytowego związanego z niepewną sytuacją części zadłużonych gospodarstw domowych. Od grudnia 2020 r. do marca 2021 r. wartość Indeksu pogarszała się (rosła). Od kwietnia br. Indeks odnotowuje niewielką zmienność (trend boczny) i stabilizację na poziomie około 0,5%.

Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie w przyszłości wpłynąć na jakość portfela kredytów mieszkaniowych jest trzykrotna już podwyżka stóp procentowych. Bowiem prawie cały portfel kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. W mojej opinii w 2022 r. należy oczekiwać kolejnych podwyżek. Obecnie rynek prognozuje 3 miesięczną stopę w grudniu 2022 r. na poziomie 3,18% (FRA 12×15). Szczególnie na obniżenie jakości narażone będą kredyty udzielone pomiędzy marcem 2020 r. a wrześniem 2021 r. czyli w okresie historycznie rekordowo niskich stóp procentowych. W okresie tym udzielono łącznie 383,53 tys. kredytów na wartość prawie 118 mld zł. Dużym zagrożeniem byłaby więc cała seria kolejnych podwyżek stóp procentowych, która ustanowiłaby stopy procentowe na poziomie dużo wyższym niż przed pandemią – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – nadal nie ma powrotu do sytuacji sprzed pandemii

W listopadzie 2021 r. banki wydały 44,6 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 335 mln zł.

– W okresie styczeń – listopad 2021 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wynosi (-19,2%). W ujęciu wartościowym
mamy dodatnią dynamikę (+3,1%). Podobnie jak w pozostałych produktach kredytowych dodatnie dynamiki dotyczą jedynie wyższych przedziałów kwotowych – powyżej 4 tys. zł. Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym (wartość Indeksu Jakości w listopadzie wyniosła 3,04%) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Nowy Targ smogowym liderem

Polski Alarm Smogowy opublikował ranking najbardziej zanieczyszczonych miejscowości w Polsce, który bazuje na danych z 2020 roku. 15 miejscowości z najgorszym powietrzem zostało wyznaczonych w każdej z trzech kategorii: średniego rocznego stężenia pyłów PM10, rakotwórczego benzo(a)pirenu (BAP) oraz największej liczby dni smogowych – czyli dni z powietrzem nie nadającym się do oddychania. W każdej kategorii wygrało jedno miasto – Nowy Targ. Jest to wyjątkowa sytuacja – ponieważ do tej pory nie zdarzyło się, aby jedna miejscowość zajęła niechlubne pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach.

– Nowy Targ zawsze był jednym ze „smogowych liderów”, natomiast tak źle jeszcze w podhalańskim mieście nie było – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. – Wśród wyłonionych miejscowości najwięcej jest położonych w województwie śląskim oraz małopolskim. Jedynie Nowa Ruda (dolnośląskie) oraz Jędrzejów (świętokrzyskie) są w rankingu miastami znajdującymi się w innych województwach. Miejscami o najczystszym powietrzu w Polsce, które są jednocześnie znacznie zaludnione, to miasta położone na wybrzeżu – gdzie najmocniej wieje, a smog jest rozwiewany. Należy jednak pamiętać, że jeżeli wiatr nie wieje – to takie miejscowości, jak np. Wejherowo czy Starogard Gdański są bardzo mocno zanieczyszczone w sezonie grzewczym. Niestety w Polsce – aby móc oddychać prawdziwie czystym powietrzem – trzeba się wynieść daleko poza obszar zabudowany – zaleca Siergiej.

Automaty paczkowe zawojowały polski rynek

Ostatnie lata upłynęły pod dyktando dynamicznego rozwoju branży e-commerce, która zrewolucjonizowała rynek zarówno handlowy, jak i magazynowy na całym świecie. Od 2015 roku w krajach Unii Europejskiej odsetek osób kupujących przez Internet co najmniej raz w roku, wzrósł niemal dwukrotnie, a w 2020 r. w Polsce wyniósł on 61%. Wielkim wygranym trendu na e-commerce jest rynek automatów paczkowych, co potwierdza najnowszy raport Colliers pt. „Rudolf sam sobie nie poradzi – rynek automatów paczkowych w Polsce”.

Na potrzeby raportu, na przełomie listopada i grudnia, została przeprowadzona ankieta wśród blisko 400 osób, mająca na celu zbadanie rynku automatów paczkowych w Polsce pod względem zachowań konsumentów i ich preferencji, rozpoznawalności poszczególnych operatorów oraz potencjalnych kierunków rozwoju tego rynku.

Polska z największą liczbą automatów paczkowych na świecie

Automaty paczkowe są konceptem, który w Polsce cieszy się wyjątkowo wysoką popularnością – korzysta z nich aż 97% uczestników ankiety przeprowadzonej przez Colliers. Nasz kraj jest w pierwszej piątce wśród członków Unii Europejskiej pod względem liczby punktów odbioru na osobę. Ponadto spośród wszystkich państw świata to właśnie w Polsce znajduje się najwięcej automatów paczkowych.

– W tegorocznym badaniu Colliers 85% respondentów odpowiedziało, że przy wyborze formy dostawy często i regularnie decyduje się na automaty paczkowe, a 32% wybiera tę formę za każdym razem, gdy jest ona dostępna. Obecnie w naszym kraju dostawy do automatów paczkowych stanowią niemal 40% wszystkich przesyłek, natomiast 50% to dostawy bezpośrednio do miejsca zamieszkania. Do końca 2024 roku udział tych dwóch form dostaw powinien się wyrównać – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

W Polsce prekursorem na rynku automatów paczkowych była firma InPost, która stworzyła swoje autorskie Paczkomaty – ich liczba wynosi obecnie około 16 tys. W ostatnich latach małe sieci automatów paczkowych zainstalowały DHL oraz Poczta Polska, jednak żaden z operatorów logistycznych nie decydował się na większą inwestycję w ten rynek.  Pod koniec 2020 r. swoje pierwsze automaty paczkowe uruchomiła firma DPD, natomiast rok 2021 upłynął pod znakiem pierwszych maszyn Allegro, Orlenu oraz AliExpress. Na koniec roku 2021 r. liczba automatów paczkowych w Polsce wyniosła łącznie około 18 tys., a do końca przyszłego roku szacuje się, że przekroczy 25 tys.

Trend na ekologię również w automatach paczkowych

Operatorzy logistyczni sieci automatów paczkowych przywiązują coraz większą wagę do rozwiązań ekologicznych. W lipcu 2021 firma InPost uruchomiła pierwszy Paczkomat zasilany za pomocą paneli fotowoltaicznych, natomiast Allegro chce, aby wszystkie firmowane przez nich automaty One Box były zasilane z energią pochodzącą z odnawialnych źródeł oraz zostały wyposażone w czujniki jakości powietrza. DPD natomiast zaczęło instalować automaty paczkowe nieposiadające ekranu i zasilane z wbudowanej baterii. Aby jak najbardziej zmniejszyć ślad węglowy, operatorzy stawiają również na zwiększenie udziału pojazdów elektrycznych w swojej flocie.

Coraz częściej zwraca się uwagę na to, aby automaty paczkowe nie zaburzały miejskiego pejzażu. Firma Allegro planuje pokrywać przednie strony One Box-ów roślinami, aby jej automaty wpasowywały się w otoczenie. Dodatkowo, zrezygnowano z umieszczania reklam na ich powierzchni.

Świetlana przyszłość automatów paczkowych?

Rynek automatów paczkowych jest jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi rynku logistycznego oraz kandydatem na lidera pod względem liczby obsłużonych przesyłek. Już teraz kształtuje on trendy logistyczne w całej Polsce. Przeprowadzone badanie pokazuje, iż firmy prowadzące na nim operacje mają wielu oddanych klientów, a nowe udogodnienia oraz rozwiązania mające pozytywny wpływ na środowisko mogą sprawić, że użytkowników automatów paczkowych będzie jeszcze więcej. 2021 r. rynek automatów paczkowych zakończy wynikiem 450 mln dostarczonych przesyłek – szacuje się, że 2024 r. może być ich nawet dwukrotnie więcej.

– Zauważamy coraz większe zainteresowanie firm kurierskich inwestowaniem w infrastrukturę automatów paczkowych. Dodatkowo czołowi gracze sektora e-commerce, m.in. Allegro, rozwijają własne sieci maszyn. Jedną z firm, która w 2021 roku zapowiedziała plany budowy sieci automatów do odbioru paczek jest np. Furgonetka.pl. Nowi gracze na rynku sprawiają, że staje się on bardziej rozdrobniony, a poziom konkurencji wzrasta. To wszystko świadczy o tym, że rynek nie osiągnął jeszcze dojrzałości i wkracza w okres swojego największego oraz najszybszego rozwoju – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

– Trendem, którego realizacji możemy się spodziewać w przyszłości, są nowe rozwiązania dotyczące dostaw. Już teraz darmowe dostawy do automatów paczkowych w weekend stają się standardem, Operatorzy logistyczni w coraz większej liczbie ośrodków miejskich wprowadzają również usługę „same day delivery”. W najbliższych latach możemy spodziewać się także zwiększonej liczby automatów paczkowych zlokalizowanych na wsiach oraz w mniejszych miejscowościach – mówi Antoni Szwech, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers

Bioceltix bliżej badań klinicznych na atopowe zapalenie skóry u psów

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna rozwijająca leki biologiczne dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni. Firma prowadzi działalność w oparciu o autorską technologię wykorzystującą mezenchymalne komórki macierzyste. Dla jednego z kandydatów na lek –stosowanego w leczeniu atopowego zapalenia skóry u psów właśnie otworzyła się droga do przeprowadzenia badań klinicznych.

Bioceltix uzyskał ostateczne wyniki z tzw. fazy bezpieczeństwa TAS (z ang. Target Animal Safety), będącej odpowiednikiem pierwszej fazy badań klinicznych u ludzi. Celem tego badania było sprawdzenie bezpieczeństwa dożylnego podania kandydata na produkt leczniczy przeznaczony do leczenia atopowego zapalenia skóry u psów. Badanie przeprowadzono zgodnie ze standardami Dobrej Praktyki Laboratoryjnej GLP (z ang. Good Laboratory Practice), co jest wymagane do późniejszego wykorzystania wyników w procesie rejestracji leku.

– W trakcie badania nie zaobserwowano istotnych zmian, które miałyby negatywny wpływ na obraz kliniczny zwierząt. Tym samym potwierdzono, że dożylna droga podania naszego kandydata na lek, nie powoduje skutków ubocznych i należy ją uznać za bezpieczną. Oznacza to, że otwiera nam się droga do kolejnego etapu badań, czyli terenowego badania klinicznego, w którym będziemy potwierdzać skuteczność naszego kandydata na lek już na pacjentach klinicznych z atopowym zapaleniem skóry – mówi Łukasz Bzdzion, prezes zarządu Bioceltix.

Jak poinformowała Spółka w raporcie bieżącym, w trakcie badania nie zaobserwowano zmian w badaniu fizykalnym, odnośnie do tolerancji w miejscu podania, masy ciała i spożycia pokarmu. Również badanie krwi oraz moczu nie wykazały odchyleń od przyjętych norm, a badanie histopatologiczne nie wykazało zmian, które mogłyby wskazywać na toksyczne działanie badanego produktu. W miejscu podania nie stwierdzono zmian patologicznych. Co szczególnie ważne, wykonano również pełną biodystrybucję, która miała na celu weryfikację czy komórki macierzyste akumulują się w poszczególnych tkankach. Również w tym aspekcie nie zaobserwowano niepokojących zjawisk.

Otwarta droga do badania klinicznego

Pozytywne wyniki badania z fazy bezpieczeństwa TAS formalnie otwierają firmie Bioceltix drogę do przeprowadzenia badania klinicznego.

– Potwierdzone bezpieczeństwo podania dożylnego umożliwia nam dwie ścieżki postępowania – możemy względnie szybko rozpocząć badania kliniczne albo zdecydować się na pilotaż na pacjentach z atopowym zapaleniem skóry, żeby lepiej zdefiniować protokoły kliniczne. Każdy z tych scenariuszy ma swoje zalety. Na wybór ścieżki wpływ będą miały z jednej strony źródła finansowania, a z drugiej konsultacje z partnerem branżowym, które na bieżąco prowadzimy – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Biorąc pod uwagę fakt, że Bioceltix planuje przejście na rynek regulowany, to prawdopodobnie kwestia dostępności środków będzie mniej istotna, a o wybranej ścieżce zadecydują rekomendacje partnera branżowego.

Biotechnologia weterynaryjna potrzebna od zaraz

Sektor, w którym działa Bioceltix, czyli biotechnologia weterynaryjna zyskuje globalnie coraz większe zainteresowanie. Skutecznego i bezpiecznego leczenia potrzebuje coraz więcej zwierząt. Już 15% populacji psów cierpi z powodu atopowego zapalenia skóry.

– W weterynarii wciąż najbardziej powszechnym sposobem leczenia chorób o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym jest leczenie objawowe za pomocą̨ klasycznych leków chemicznych. Ale mamy szansę to zmienić i dostarczyć nowe produkty lecznicze i technologie, zwiększając skuteczność leczenia i zmniejszając jednocześnie występowanie skutków ubocznych, lub – jak ma to miejsce w przypadku komórek macierzystych – dając szansę na leczenie przyczynowe – podsumowuje Łukasz Bzdzion.

Bioceltix, po listopadowym debiucie na rynku New Connect, ugruntował swoją pozycję na globalnym rynku leczenia atopowego zapalenia skóry u psów. Wrocławska spółka jest obecnie wymieniana w raportach rynkowych jako jedna z wiodących firm rozwijających produkty na atopowe zapalenie skóry u psów, obok takich gigantów jak Elanco czy Zoetis.

Nowy statut Polskiej Agencji Kosmicznej

21 grudnia br. wchodzi w życie nowy statut Polskiej Agencji Kosmicznej. Określa on m.in. nową strukturę POLSA, zadania kierownictwa, a także organizację terytorialną Agencji.

24 listopada br. Minister Rozwoju i Technologii nadał Polskiej Agencji kosmicznej nowy statut, który wchodzi w życie 20 grudnia. – Nowy statut POLSA to kolejny krok w planowanych zmianach dotyczących nie tylko Polskiej Agencji Kosmicznej, ale całego sektora kosmicznego. Nowe departamenty i zakresy ich zadań odpowiadają realnym potrzebom działań. Stanie się to szczególnie istotne po przyjęciu Krajowego Programu Kosmicznego. – powiedział prezes POLSA Grzegorz Wrochna.

Nowy statut uwzględnia nowelizację ustawy o Polskiej Agencji Kosmicznej i zapisy w niej zawarte, m.in. o tym, iż prezes kieruje Agencją przy pomocy nie więcej niż dwóch wiceprezesów. Wiceprezesi nie będą mieli, jak do tej pory, ustawowo przypisanych pionów funkcjonalnych z przynależnymi konkretnymi departamentami.

W statucie  określono  nową strukturę organizacyjną POLSA, odpowiadającą potrzebom związanym z realizacją celów Polskiej Strategii Kosmicznej oraz przygotowywanego Krajowego Programu Kosmicznego. W strukturze zostały wydzielone  następujące komórki organizacyjne:

  • Departament Strategii i Współpracy Międzynarodowej;
  • Departament Badań i Innowacji;
  • Departament Bezpieczeństwa Kosmicznego;
  • Departament Obserwacji Ziemi;
  • Departament Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej;
  • Departament Informacji i Promocji;
  • Biuro  Organizacyjne.

Nowe komórki organizacyjne: Departament  Bezpieczeństwa Kosmicznego, Departament Obserwacji Ziemi i Departament Telekomunikacji i Nawigacji Satelitarnej będą realizować zadania związane m.in. z  potrzebami administracji publicznej w zakresie technologii satelitarnych oraz zwiększenia konkurencyjności polskiego przemysłu i rozwinięcia jego kompetencji.

Projekt  zakłada również możliwość powoływania zespołów zadaniowych oraz tworzenia zakładów i  laboratoriów.

Fiskus obciążył firmę kurierską VAT-em jako sprzedawcę

Fiskus przyznał, że firma jest pośrednikiem, ale i tak obciążył ją ponad 3 mln zł VAT jako sprzedawcę.

Spółka zajmująca się działalnością pocztową i kurierską została oskarżona przez skarbówkę o rozliczanie w deklaracjach VAT całej wartości dokonanej od maja do grudnia 2018 r. sprzedaży. Chodziło o ponad 16 mln zł, które przyjęła od innej spółki przy jednoczesnym braku odpowiadających tej kwocie zakupów i wynikającej z nich kwoty podatku naliczonego. Organ oskarżył więc firmę o zaniżenie należnego VAT o 3 mln zł i ustanowił zabezpieczenie na majątku spółki. Przedsiębiorca zaskarżył tę decyzję.

3,5 mln zł zobowiązania w VAT i zabezpieczenie majątku

Po przeprowadzeniu kontroli w spółce z o.o. naczelnik urzędu celno-skarbowego uznał, że zalega ona ze zobowiązaniami w VAT w łącznej kwocie 3,5 mln zł, na co składały się: nieodprowadzony podatek od towarów i usług za poszczególne miesiące 2018 r. w wysokości ponad 3 mln zł oraz 500 tys. zł odsetek. Jednocześnie dokonał zabezpieczenia tej kwoty na majątku firmy.

Nieujawniona sprzedaż na ponad 16 mln zł

Decyzję NUS utrzymał w mocy organ odwoławczy – dyrektor izby administracji skarbowej. Stwierdził on bowiem, że firma zajmująca się działalnością pocztową i kurierską nie rozliczyła w deklaracjach VAT za poszczególne okresy 2018 r. całej kwoty swojej sprzedaży. Organ przytoczył, że w badanym okresie przyjęła na konto ponad 16 mln 300 tys. zł, nie wykazując jednocześnie odpowiadających tej kwocie zakupów, a więc podatku naliczonego, przez co zaniżyła wartość należnego VAT o ponad 3 mln zł.

Firma była tylko pośrednikiem

Spółka zaskarżyła takie rozstrzygnięcie fiskusa. Zarzuciła organom, że w sposób błędny przyjęły, iż sporna kwota 16 mln zł stanowiła przychód firmy, podczas gdy były to kwoty pobrań na rzecz nadawców przesyłek. Organy pominęły natomiast wniesione przez przedsiębiorcę wnioski dowodowe na poparcie tego twierdzenia, takie jak wezwania nadawców do zapłaty faktury, listy przewozowe, a także zeznania świadków. Zdaniem firmy organy wybrały tylko te dowody, które pasowały do postawionej tezy. Co do dokonanego zabezpieczenia wedle spółki fiskus również nie uzasadnił właściwie swojej decyzji odnośnie danych, na podstawie których ustalił wysokość kwoty podlegającej zabezpieczeniu.

Przesłanki zabezpieczenia na majątku firmy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi przypomniał, że o dopuszczalności zastosowania zabezpieczenia na majątku podatnika decyduje wystąpienie dwóch przesłanek: prawidłowe określenie przybliżonej kwoty zobowiązania oraz wystąpienie uzasadnionej obawy, że zobowiązanie to nie zostanie wykonane. Jak ocenił sąd, w przedmiotowej sprawie żaden z tych warunków nie został spełniony.

W kwestii pierwszego z warunków wypowiedział się Naczelny Sąd Administracyjny, stwierdzając, że choć określenie przez organ przybliżonej kwoty zobowiązania może być szacunkowe, to jednak, dokonując go, organ zobowiązany jest brać pod uwagę wszelkie znane mu elementy sprawy, tak aby szacowanie było jak najbardziej zbliżone do rzeczywistej kwoty należności. Dokonując oceny zasadności ustanowienia zabezpieczenia na majątku przedsiębiorcy, organy zobligowane są brać pod uwagę jego sytuację majątkową, bo tylko wówczas będzie można odpowiedzieć na pytanie, czy zachodzi uzasadniona obawa niewykonania zobowiązania podatkowego także w ramach postępowania egzekucyjnego. Błędne określenie przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego firmy nie pozwala zatem na przeprowadzenie oceny zasadności zastosowania instytucji zabezpieczenia z uwagi na stan jej majątku.

Nie wiadomo więc na jakiej podstawie…

Sąd ustalił, że spółka świadczyła usługi pośrednictwa w sprzedaży, a nie, jak to wskazywały organy, sprzedaży towarów w ramach prowadzonej działalności pocztowej i kurierskiej. Doręczeń przesyłek dokonywała firma X, której zadanie to zleciła właśnie spółka będąca podmiotem przedmiotowej sprawy. Owe sporne przelewy na kwotę 16 mln zł pochodziły od firmy X i stanowiły zwrot pobrań dokonanych przez firmę X od odbiorców paczek, które spółka zobligowana była dalej oddać ich rzeczywistym nadawcom. Organy błędnie uznały więc, że przesyłki były nadawane przez spółkę, a znajdujący się w nich towar był jej własnością, od którego sprzedaży nie odprowadziła podatku.

WSA w Łodzi uchylił decyzję dyrektora izby skarbowej wraz z ustanowionym zabezpieczeniem na majątku spółki. Jak bowiem stwierdził: „…wniosek końcowy organu jest sprzeczny z jego wcześniejszymi ustaleniami. Na żadnym etapie postępowania, ani w decyzji ani w żadnym z pism procesowych, a także w toku rozprawy przed sądem, organ nie zakwestionował schematu, w którym działała skarżąca. Schemat ten polegał na tym, że skarżąca była pośrednikiem w sprzedaży (…) Nie wiadomo więc na jakiej podstawie organ uznał, że towar w paczkach był własnością skarżącej, a kwoty pobrań stanowiły wartość dokonanej przez nią sprzedaży. Organ przyznał przecież, że skarżąca była pośrednikiem w sprzedaży, a nie sprzedawcą. Stąd określenie przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego przez uwzględnienie kwoty pobrań było nieprawidłowe” (wyrok z 6 października 2021 r., sygn. akt I SA/Łd 476/21).

3,5 mln zł piechotą nie chodzi

Jeśli sąd zachodzi w głowę i pyta fiskusa, na jakiej podstawie, wbrew własnym ustaleniom, wydał decyzję stwierdzającą, że przedsiębiorca był w tej sprawie sprzedawcą, a nie pośrednikiem, odpowiadamy: powodów było 3,5 mln, a ściślej mówiąc 3,5 mln zł – bo taką kwotą można było obciążyć przedsiębiorcę, gdyby nie podjął się walki ze skarbówką.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ustawa o cudzoziemcach a branża IT – są zmiany, ale wciąż niewystarczające

Niedawna nowelizacja ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw była bardzo potrzebnym ruchem, jednak w dalszym ciągu niewystarczającym. Rynek IT, który spodziewał się znacznych usprawnień i ułatwień w zakresie zatrudniania wykwalifikowanych pracowników z zagranicy, postuluje o głębszą reformę.

Branża IT od wielu lat zmaga się z niedoborem specjalistów. Postępująca cyfryzacja gospodarki, przyspieszona dodatkowo przez pandemię, zwiększyła zapotrzebowanie na usługi software house’ów, a tym samym na pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami. Według szacunków SoDA, polskiej organizacji zrzeszającej pracodawców z sektora usług IT, w kraju brakuje nawet 250-300 tys. programistów. Liczba ta przewyższa oficjalne wakaty, ponieważ firmy otwarcie mówią, że z powodzeniem znajdą miejsce dla dwukrotnie większej liczby osób niż obecnie rekrutują.

Jak podkreśla SoDA, luki kadrowej nie są w stanie zapełnić absolwenci kierunków informatycznych. Z jednej strony dlatego, że jest ich wciąż za mało, z drugiej ze względu na czas potrzebny, aby stali się samodzielnymi pracownikami. Software house’y potrzebują specjalistów „na już”, jeśli mają być konkurencyjne na rodzimym i międzynarodowym rynku. Bardzo mogłoby im w tym pomóc zatrudnienie cudzoziemców, którzy mają poszukiwane kompetencje. Niestety w dalszym ciągu jest wiele barier, które utrudniają ten proces.

Dobry kierunek, ale…

W niedawnej nowelizacji ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw (druk nr 1681) znalazły się oczekiwane przepisy, m.in.:

  • wprowadzające możliwość aktualizacji posiadanego zezwolenia na pobyt czasowy i pracę – co oznacza, że w momencie zmiany pracodawcy nie będzie konieczne ubieganie się o zupełnie nowy dokument
  • dotyczące terminów rozpatrzenia wniosku o zezwolenie na pobyt czasowy (60 dni w I instancji, 90 dni w procedurze odwoławczej) – co daje pracodawcy większą pewność co do tego, kiedy zatrudniana osoba zalegalizuje pobyt i pracę w Polsce
  • wydłużające możliwość powierzenia pracy cudzoziemcowi na podstawie oświadczenia pracodawcy do 24 miesięcy (dla obywateli 6 krajów) oraz samego terminu dostarczenia takiego oświadczenia przez pracodawcę do 7 dni – co ułatwi wykonanie tego obowiązku, bez obawy o karę grzywny za niedotrzymanie terminu.

Wprowadzone zmiany to krok w dobrym kierunku, ale mamy nadzieję, nie ostatni. Nadal są obszary, nad którymi trzeba się pochylić, aby cały proces zatrudniania zagranicznych deweloperów przebiegał sprawnie i był realną szansą na poprawę sytuacji kadrowej w branży – mówi Konrad Weiske, założyciel i wiceprezes SoDA. – Należy do nich choćby stworzenie ministerialnej listy przedsiębiorców, którzy byliby traktowani priorytetowo przy rozpatrywaniu spraw o wydanie zezwolenia na pracę. Firmy z sektora IT, jako mające strategiczne znaczenie dla polskiej gospodarki, niewątpliwie powinny się na niej znaleźć. Podobnie z przyspieszoną ścieżką wydawania kart wizowych dla obywateli wybranych państw i wskazaniem zawodów oraz rodzajów umów, które miałyby do niej uprawniać. Tu również nie powinno zabraknąć zawodów związanych z technologiami informatycznymi – dodaje.

Wśród innych kwestii, które pominięto w nowej treści ustawy, SoDA wskazuje także te dotyczące urzędów wojewódzkich czyli organów rozpatrujących wnioski. Chodzi przede wszystkim o precyzyjne wytyczne dotyczące prowadzenia postępowania, w tym:

  • ujednolicenie wymaganych dokumentów składanych wraz z wnioskiem o zezwolenie na pobyt i pracę czy wizę – określona odgórnie lista załączników do wniosku, identyczna w każdym urzędzie, ułatwiłaby całą procedurę pracownikowi i pracodawcy
  • ujednolicenie terminów i sposobu informowania o potrzebie uzupełnienia braków w dokumentach – cały proces byłby bardziej przejrzysty, a przy tym przebiegał sprawniej
  • ujednolicenie wykładni norm prawa materialnego oraz decyzji organów poszczególnych instancji, a nawet poszczególnych urzędników – przewidywalność zastąpiłaby wówczas losową interpretację i ułatwiła każdej ze stron przejście przez całą ścieżkę od złożenia wniosku po wydanie decyzji.

Potrzeba gruntownych zmian

Jak wynika z ankiet organizacji SoDA, która zrzesza już ponad 160 software house’ów, zawiłe i przedłużające się formalności, niepewność odnośnie czasu trwania legalizacji zatrudnienia osób z zagranicy, stanowią często bariery nie do pokonania.

Sama nowelizacja to za mało, co niejednokrotnie zgłaszaliśmy stronie ministerialnej podczas prac nad ustawą i podtrzymujemy nasze stanowisko. Potrzebna jest gruntowna reforma w obszarze zatrudniania obcokrajowców, aby ułatwić pozyskanie doświadczonych specjalistów. Jako partner społeczny i reprezentant wiodących firm technologicznych, będziemy nadal angażować się w działania mające na celu poprawę istniejących regulacji – podsumowuje Konrad Weiske.

Polski Związek Innowacyjnych Firm Biotechnologii Medycznej BioInMed dołącza do Koalicji AI w Zdrowiu

To co jeszcze kilka lat temu wydawało się pomysłem rodem z filmów science-fiction, dziś staje się rzeczywistością. Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe to coraz bardziej powszechne i użyteczne narzędzia w opracowywaniu nowych leków i metod diagnostycznych. Dzięki nim zwiększa się szansa na odkrycie i udostępnienie pacjentom nowych możliwości leczenia. BioInMed dołącza do Koalicji AI w Zdrowiu, chcąc wspierać wypracowanie warunków sprzyjających wykorzystaniu sztucznej inteligencji w ratowaniu ludzkiego zdrowia i życia. 

Wykorzystywanie potencjału sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego w pracach B+R nad nowymi lekami i metodami diagnostycznymi umożliwia znaczące skrócenie czasu poszukiwania cząsteczek i wyłonienia najbardziej obiecujących kandydatów do prowadzenia badań klinicznych, ograniczenie kosztów badań, a także zwiększenie szans na udostępnienie pacjentom nowej, skutecznej technologii.

Z 5 lat do 12 miesięcy…

Proces opracowania nowego leku jest bardzo czasochłonny i kosztochłonny. Łączny koszt wprowadzenia leku na rynek to około 13,5 miliardów złotych i nawet kilkanaście lat prac badawczo-rozwojowych (średnio ok. 12 lat), w które zaangażowane są duże, interdyscyplinarne zespoły naukowców. W pracach nad rozwojem nowego leku na przestrzeni lat pracuje nawet 1000 naukowców. Zwykle proces do etapu dopuszczenia leku do testów klinicznych mija ok. 5 lat. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji już dziś udało się w niektórych projektach skrócić ten proces do 12 miesięcy.

Tworzenia nowego leku rozpoczyna się od próby zrozumienia mechanizmu rozwoju danej choroby. Następnie badacze szukają sposobu, w jaki można ten proces zahamować. To wymaga podjęcia wielu prób, bardzo często zakończonych niepowodzeniem. Tylko jedna na 8 000 cząsteczek daje szansę na stworzenie nowego, skutecznego i bezpiecznego leku. Spośród tysięcy modelowych cząsteczek tylko kilka – tych o największym potencjale terapeutycznym – jest poddawanych dalszym badaniom laboratoryjnym in vitro, a następnie próbom toksykologicznym w tzw. badaniach przedklinicznych. Niewiele spośród testowanych cząsteczek ma szansę przejść do kolejnego etapu, czyli badań klinicznych z udziałem ludzi.

Gdzie AI może wesprzeć naukowców?

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe zwiększają szanse powodzenia projektu i zapewnienia pacjentom skutecznego leczenia. Algorytmy maszynowego uczenia się w czasie nieporównywalnie krótszym niż człowiek są w stanie przeanalizować dostępne dane wejściowe, zweryfikować możliwości i zdecydować o doborze środków i działań. Ludzie pracują w zupełnie odmienny sposób, dlatego prace badawczo-rozwojowe prowadzone wyłącznie przez naukowców trwają znacznie dłużej.

Pandemia Covid-19 udowodniła, że chcąc mierzyć się z aktualnymi i przyszłymi wyzwaniami zdrowotnymi, potrzebujemy szybkich i skutecznych działań w obszarze badań i rozwoju nowych leków, testów diagnostycznych czy szczepionek. Wykorzystanie sztucznej inteligencji doskonale wpisuje się w ten potrzeby.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji czy uczenia maszynowego to trend, który jest bardzo młody. W Polsce brakuje jeszcze systemowego podejścia i strategicznego wsparcia rozwoju tej technologii. Dlatego potrzebne jest z jednej strony wykreowanie rozwiązań, które ułatwią rozwijanie tych narzędzi, a z drugiej umożliwią pozyskiwanie rzetelnych danych, które zasilą algorytmy AI. Powoli zaczynają pojawiać się kolejne inicjatywy, które pozwolą na zwiększenie dynamiki rozwoju tych narzędzi z korzyścią dla pacjentów.” – tłumaczy Marta Winiarska, Prezes BioInMed.

Koalicja AI w Zdrowiu jest prężnie rozwijająca się, niezależną inicjatywą, która ma wesprzeć rozwój sztucznej inteligencji oraz bezpiecznej i transparentnej implementacji algorytmów AI w ochronie zdrowia. BioInMed pragnie być częścią platformy, która z myślą o pacjentach bierze udział w kształtowaniu polityki rozwoju sztucznej inteligencji na polskim gruncie.

Budownictwo mieszkaniowe z pierwszymi sygnałami hamowania koniunktury

Ostatnia w bieżącym roku informacja GUS, prezentująca dane budownictwa mieszkaniowego w okresie od stycznia do listopada, zdaje się komunikować wstępne sygnały, które choć nie muszą, to jednak mo zapowiadać osłabienie aktywności budowlanej inwestorów i schyłek inwestycyjnej prosperity rynku pierwotnego w dotychczasowym wydaniu.

Końcówka roku niemal za każdym razem w ostatnich latach zapisuje się pewnym osłabieniem statystyk w kategorii danych dotyczących budów rozpoczętych. Wg portalu RynekPierwotny.pl po części może to być spowodowane sezonowością rynku budowlanego, po części zaś w przypadku deweloperów czynnikami natury organizacyjnej.

W tegorocznym listopadzie deweloperzy rozpoczęli budowę kolejnych niespełna 13 tys. lokali. To minimalnie mniej rok do roku, a jednocześnie niemal tyle samo co w poprzednim miesiącu. Natomiast od początku roku ruszyła budowa 154 tys. mieszkań deweloperskich, a więc blisko 30 proc. więcej rdr, co pozwala już dziś zdecydowanie optymistycznie oszacować całoroczny wynik przedsiębiorców na zbliżony do 170 tys.

W sumie w ramach wszystkich form budownictwa mieszkaniowego od stycznia do listopada br. rozpoczęto budowę już ponad 260 tys. lokali mieszkalnych, co oznacza wzrost rok do roku o ponad jedną czwartą, będący potwierdzeniem świetnej wręcz koniunktury inwestycyjnej krajowej mieszkaniówki w dobiegającym końca roku 2021.

Już od dość dawna elementem comiesięcznych raportów GUS z rynku mieszkaniowego, który budzi największe emocje, są statystyki dotyczące ilości mieszkań, na realizację których wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Liczba pozwoleń w deweloperskich portfelach, pomimo licznych narzekań przedsiębiorców na opieszałość organów administracyjnych, rośnie w br. jak na drożdżach, a średnia miesięczna ich wolumenu utrzymuje się na historycznie rekordowym poziomie.

Tymczasem listopad przyniósł wyraźną korektę tej kategorii danych GUS rynku mieszkaniowego. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem wolumeny przedmiotowych decyzji administracyjnych solidarnie zniżkowały mdm o kilkanaście procent zarówno w przypadku przedsiębiorców budujących na sprzedaż lub wynajem, jak i u inwestorów indywidualnych.

Sytuacja ta nie zaciążyła jednak na doskonałych wręcz wynikach liczonych od początku roku. W tym okresie ogółem wydano bez mała rekordowe 308 tys. pozwoleń – 27,5 proc. więcej rdr, a w przypadku samych deweloperów prawie 190 tys., czyli ponad 29 proc. więcej niż w analogicznym okresie ub. roku. Na pozór więc i w tej kategorii danych GUS trudno dopatrywać się jakichkolwiek problemów.

Coraz wyższy poziom osiągają wolumeny mieszkań oddanych do użytkowania, które są naturalnym następstwem najnowszej historii statystyk mieszkań rozpoczętych. Co więcej, w listopadzie nastąpiło wyraźne wybicie wolumenów tych danych, potwierdzające półroczny trend wzrostowy. W efekcie miesięczny wynik listopadowy na poziomie ogółem ponad 24 tys. oddanych lokali oraz ponad 16 tys. deweloperskich, dobrze się wpisuje w scenariusz dążenia omawianych statystyk do poziomów bliskich rekordowym.  Od początku roku wolumen takich mieszkań wyniósł ogółem już ponad 208 tys., co oznacza wzrost w stosunku do analogicznego okresu ub. roku o ponad 5 proc.

Na pozór listopadowe dane GUS budownictwa mieszkaniowego niczym szczególnym się nie wyróżniły. W dalszym ciągu, jeśli uwzględnić okres od początku roku, sygnalizują utrzymywanie się bardzo dobrej koniunktury inwestycyjnej na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Można wręcz odnieść wrażenie, jakby nic szczególnego się nie działo w otoczeniu mieszkaniówki, a ona sama miała przed sobą wciąż jak najlepsze perspektywy.

Tymczasem sytuacja nie wygląda jak wiadomo aż tak optymistycznie. Znaczny, kilkunastoprocentowy wzrost cen mieszkań z rynku pierwotnego w br. w połączeniu z perspektywą dalszych zdecydowanych podwyżek stóp procentowych w nowym roku, to tylko dwa główne czynniki, które raczej nie przyczyną się do dalszej eskalacji potencjału popytowego mieszkaniowego rynku pierwotnego. A taki stan rzeczy będzie musiał znaleźć swoje odbicie w gusowskich statystykach inwestycyjnych rynku mieszkaniowego.

Być może pierwszą jaskółką nadchodzącego spowolnienia koniunktury inwestycyjnej w mieszkaniówce jest wyraźnie zaakcentowana półroczna tendencja spadkowa danych nowych pozwoleń i mieszkań rozpoczętych, dokładnie odwrotna do coraz szybciej rosnących wolumenów mieszkań oddanych do użytkowania. Wygląda to tak, jakby deweloperzy w ostatnich miesiącach starali się zamknąć jak najwięcej inwestycji rozpoczętych w przeszłości, jednocześnie ograniczając aktywność w uruchamianiu czy planowaniu nowych budów. Byłyby to uzasadnione działania poprzedzające oczekiwany spadek rynkowej temperatury, na którego potwierdzenie lub zaprzeczenie zapewne nie przyjdzie długo czekać uczestnikom rynku nieruchomości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Podpis elektroniczny a podpis kwalifikowany – czym się różnią?

Szybki rozwój technologii, a także globalny problem związany z pandemią COVID-19 sprawiły, że ludzie na całym świecie zaczęli częściej komunikować się na odległość i chętniej korzystać z narzędzi do pracy oraz nauki zdalnej. Zamknięte biura, urzędy czy konieczność ograniczenia kontaktów fizycznych do minimum sprawiły, że dużą popularność zyskał także podpis elektroniczny. Czym różni się podpis elektroniczny od podpisu kwalifikowanego? W jakich sytuacjach możesz z nich korzystać?

Rodzaje podpisów elektronicznych

Podpis elektroniczny to rewelacyjne rozwiązanie, które dobrze sprawdzi się w przypadku każdego przedsiębiorcy. Dzięki niemu możesz załatwić wiele kluczowych formalności na odległość – oszczędzając tym samym swój czas i pieniądze, których nie musisz wydawać na kurierów, pocztę czy dojazdy do partnerów biznesowych.

Standardowo na rynku wyróżnia się dwa rodzaje podpisów – podpis elektroniczny oraz podpis kwalifikowany. Choć co do zasady, oba możesz złożyć zdalnie (wykorzystując do tego smartfon, tablet lub inne urządzenie z dostępem do internetu), istnieją między nimi pewne zasadnicze różnice.

Podpisy elektroniczne w ujęciu prawa

Dokumentem, który oficjalnie reguluje temat podpisów jest eIDAS – rozporządzenie wydane przez Parlament i Radę Unii Europejskiej w 2014 roku. Znaleźć w nim można między innymi szczegółowe informacje dotyczące warunków, które powinien spełniać podpis kwalifikowany.

Warto również pamiętać, że zarówno podpis kwalifikowany, jak i niekwalifikowany, w razie potrzeby może służyć w sądzie jako dowód. Taka możliwość istnieje dzięki zapisowi, o którym mowa w art. 25.1 eIDAS. Pamiętaj jednak, że jest to możliwie jedynie wówczas, gdy podpis wynika z funkcjonowania usługi zaufania, jaką jest np. Autenti (więcej na: https://autenti.com/pl/produkty/podpisy-kwalifikowane/).

Kwalifikowany podpis elektroniczny

Kwalifikowany podpis elektroniczny to zaawansowana forma podpisu, która ma taką samą moc prawną, jak podpis własnoręczny, złożony w tradycyjny sposób na dokumencie. Aby podpis kwalifikowany był ważny i prawnie wiążący, powinien spełniać warunki tzw. podpisu zaawansowanego, czyli:

  • musi być unikalnie przyporządkowany do konkretnej osoby, która może się nim posługiwać;
  • powinien umożliwiać ustalenie tożsamości podpisującego;
  • jest tak powiązany z danymi w dokumencie, że wprowadzenie każdej późniejszej modyfikacji w nim jest rozpoznawalne;
  • można go złożyć przy użyciu ściśle określonych danych, dzięki którym można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że podpisujący używa ich pod swoją wyłączną kontrolą.

W Autenti dostępne są dwa rodzaje kwalifikowanych podpisów elektronicznych – Autenti by InfoCert (idealne rozwiązanie do prowadzenia biznesu) oraz SimplySign (ma szersze zastosowanie, ponieważ można używać go także do załatwiania spraw urzędowych.

Podpis kwalifikowany – zastosowanie

Kwalifikowany podpis elektroniczny to idealna propozycja dla każdego, kto prowadzi swój biznes, chce usprawnić jego funkcjonowanie i komu zależy na tym, by zaoszczędzić swój czas i pieniądze.

Czy wiesz, że…

istnieje krótkoterminowy kwalifikowany podpis elektroniczny? To idealne rozwiązanie dla osób, które chcą skorzystać z podpisu kwalifikowanego zaledwie kilka razy. W przypadku Autenti, tego typu podpis elektroniczny jest ważny przez 30 dni.

Podpis kwalifikowany można z powodzeniem wykorzystywać np. do podpisywania umów o pracę, pełnomocnictw ogólnych, umów leasingowych, umów o dzieło, umów zlecenia oraz wielu innych dokumentów. Sprawdzi się także choćby do zawarcia umowy pożyczki, podpisania umowy darowizny, umowy prowadzenia rachunku bankowego, umowy sprzedaży i najmu.

Podpis elektroniczny

Standardowy podpis elektroniczny (niekwalifikowany) to podpis, który – jak sama nazwa wskazuje – nie opiera się o certyfikat kwalifikowany. Nie jest więc równoważny podpisowi własnoręcznemu – oznacza to, że jego zakres działania nie jest tak szeroki, jak ma to miejsce w przypadku podpisu kwalifikowanego i nie zawsze wywołuje takie same skutki prawne. Osoby, które chciałyby zacząć korzystać z podpisu elektronicznego, nie muszą przechodzić tak szczegółowej weryfikacji, jak ma to miejsce na etapie ubiegania się o certyfikat kwalifikowany. Ten rodzaj podpisu elektronicznego doskonale sprawdza się do podpisywania np. umów sprzedaży, umów zlecenia, różnego rodzaju zamówień czy wewnętrznych dokumentów firmowych.

Szkolenia i rozwój pracowników AD 2022

Sposób, w jaki pracujemy, żyjemy i komunikujemy się w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach diametralnie się zmienił. Pandemia COVID-19, która znacząco wpłynęła na światową gospodarkę, wymusiła zmianę sposobu prowadzenia działalności przez wiele organizacji. Błyskawiczne przejście na model pracy zdalnej lub hybrydowej spowodował, że zmieniły się też potrzeby i zachowania pracowników, którzy mimo to nadal muszą podnosić swoje kwalifikacje i rozwijać kompetencje, tym bardziej, że zmieniły się również zasady związane z ograniczeniami zatrudnienia, które obecnie pozwalają na poszukiwanie i zatrudnianie wykwalifikowanych pracowników z całego świata.

Te znaczące globalne zmiany doprowadziły do procesu ​​masowego przemyślenia i restrukturyzacji modeli biznesowych i mentalności, zarówno firm, jak i zatrudnionych w nich pracowników. Zmiana ta objęła również obszar uczenie się i rozwój pracowników.

Aktualne trendy

Aby lepiej zrozumieć, w jaki sposób można obecnie pomóc pracownikom rozwijać się w przekonfigurowanej, online-owej przestrzeni pracy, warto zwrócić uwagę na to, czego potrzebują oni aktualnie najbardziej, zderzyć ich potrzeby z zapotrzebowaniem na kompetencje i role w organizacji i nałożyć na to ogólne trendy, wpływające na sposób uczenia i przyswajania nowych umiejętności w czasach zmian. Wszystko to składa się jednak na zmianę mentalności, która nastąpić powinna po obu stronach procesu nauki i rozwoju, a która dodatkowo uwzględniać musi również pewne czynniki zewnętrzne.

Personalizacja i kompleksowość programów rozwojowych

Już obecnie widać, że organizacje dostrzegają transformację jak zaszła w obszarze uczenia i rozwoju zatrudnionych. Coraz częściej przygotowując plany ich dalszego kształcenia i podnoszenia kwalifikacji, skupiają się na rozwiązaniach bardzo kompleksowych, dostosowanych do specyficznych warunków i potrzeb, w jakich funkcjonuje organizacja. Oczekują, że zarówno cały program, jak i jego poszczególne moduły, będą mocno zanurzone w rzeczywistość firmy, jej aktualnej sytuacji, i będą dostosowane do całego otoczenia biznesowego. Stawiają również na rozwiązania bogate w formy przystające do codzienności pracowników i ich możliwości przyswajania nowych informacji – dużo aktywności rozłożonych w dłuższym czasie, tak by pracownicy nie byli nadmiernie obciążeni, w i tak stale zmieniającym się środowisku pracy oraz wykorzystywanie niestandardowych dotychczas rozwiązań, pozwalających pozyskiwać wiedzę w szybki i praktyczny sposób. Dodatkowo organizacje świadomie przeznaczają więcej czasu pracowników na ich naukę, by jej efekty mogły być sprawnie wdrażane w zawodową rzeczywistość.

Mental health

Większość organizacji dostrzega potrzebę wspierania pracowników w obszarze ich zdrowia psychicznego i kondycji psycho-fizycznej, oferując im programy prewencyjne (np. mające obniżać poziom stresu, radzić sobie ze zmianami, czy też przeciwdziałać wypaleniu zawodowemu). Decydują się one nie tylko na niesienie pomocy pracownikom już borykającym się z różnymi problemami, ale także na prowadzenie programów menadżerskich wspierających kadrę zarządzającą w umiejętnym diagnozowaniu potencjalnych zaburzeń oraz rozpoznawaniu pierwszych symptomów występujących u podwładnych, tak by możliwa była szybka i skuteczna reakcja. Obszar wspierania zdrowia psychicznego zatrudnionych jest aktualnie jednym z głównych, na którym skupiają się firmy, mające świadomość tego, na jak wiele innych płaszczyzn prawidłowego funkcjonowania organizacji, ma on wpływ.

Budowanie poczucia sensu

Coraz więcej pracowników odczuwa obecnie brak poczucia sensu związanego z wykonywaną przez nich pracą. Widmo kolejnych zmian wpływających nieodwracalnie na rynek pracy jest tak duże, że problem ten staje się coraz bardziej palący dla wielu podmiotów.

Sprawczość i wspólnotowość są podstawowymi wymiarami postrzegania przez jednostkę siebie oraz innych osób. Nie od dziś wiadomo, że dla naszego zawodowego dobrostanu i poczucia sensu wykonywanej pracy, znaczenie ma nie tylko możliwość realizacji własnych celów i rozwój kariery (sprawczość), ale też działanie na rzecz innych, czyli wychodzenie poza egocentryczne spojrzenie na własną osobę (wspólnotowość). Oba te aspekty zostały mocno zachwiane w okresie pandemii i nic niestety nie wskazuje na to, że zmieni się to w najbliższym czasie. Część pracowników świadomie decyduje się obecnie na stawianie sobie coraz niżej poprzeczki, w obszarze realizowanych projektów zawodowych oraz własnego rozwoju, zmęczona koniecznością dostosowywanie się do kolejnych zmian. Część natomiast – szczególnie pochodząca z najmłodszych pokoleń, aktywnych obecnie na rynku pracy – buduje poczucie sensu związanego z wykonywaną pracą na istotnych dla nich wartościach, które powinny być spójne po obu stronach – pracownika i organizacji. W sytuacji, w której taka spójność nie występuje często decydują się zatem na zmianę. Najważniejszym czynnikiem, który zachwiał w ostatnim czasie wspólnotowością, była i jest pandemia, która wymusiła nowy styl prac, izolację oraz zniszczyła budowane przez lata więzi, zarówno pomiędzy samymi zatrudnionymi, jak i pomiędzy pracownikami, a organizacją.

Firmy muszą się skupić na działach wspierających zatrudnionych w odnajdowaniu poczucia sensu, ale także zacząć dostarczać im takie wartości, których aktualnie oni oczekują. Budowanie poczucia sensu w niedalekiej przyszłości, stanie się jednym z głównych obszarów działań rozwojowych organizacji.

Poza wyżej opisanymi trendami obserwowanymi obecnie na rynku usług rozwojowych (szkoleń) wymienić również należy, widoczne już wcześniej i coraz bardziej dojrzewające trendy:

  • wzrost znaczenia wirtualnej nauki zdalnej – dostarczanie wiedzy w miejscu i czasie dostosowanym do potrzeb i możliwości odbiorcy
  • nowe podejście do postrzegania kompetencji i ról w organizacjach
  • koncentrację na większej produktywności jednostki, poprzez dostarczanie odpowiednich form rozwojowych

W krótkim czasie nasz świat przeszedł szereg zmian, których skutki okazały się ciągłe i trwałe. Sposób, w jaki firmy podchodzą obecnie do nauki i rozwoju pracowników również determinowany jest poprzez zdarzenia zewnętrzne i ich skutki. Warto zatem przyjrzeć się bliżej trendom wyznaczającym kierunek na płaszczyźnie kształcenia i rozwoju zatrudnionych, by planując odpowiednie programy, nie pominąć żadnego istotnego elementu.

Autor: Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner w firmie szkoleniowej Nowe Motywacje

Creotech Instruments dostarczy podsystemy do budowy najnowszej generacji komputerów kwantowych

Creotech Instruments opracował podsystem niwelujący błędy i zwiększający efektywność pracy komputerów kwantowych. Oferuje on 100-krotnie niższy poziom zniekształcenia informacji w stosunku do poprzedniej wersji, zapewnia zdalną kontrolę i diagnostykę urządzenia oraz zajmuje kilka razy mniej miejsca w porównaniu do systemów oferowanych przez innych producentów. Produkt został wprowadzony do oferty firmy i jest obecnie wykorzystywany m.in. w wiodącym projekcie UE AQTION, realizowanym przez konsorcjum i prowadzone przez naukowców Uniwersytetu w Innsbrucku.

Obecnie jednym z największych problemów w tworzeniu komputerów kwantowych jest radzenie sobie z błędami, które pojawiają się podczas ich pracy. W klasycznych komputerach takie błędy również występują, ale rzadziej. Szybciej też i w łatwy sposób możemy je wykryć i naprawić. W przypadku komputerów kwantowych stosuje się inne sposoby detekcji błędów i ich naprawiania.

Produkty Creotech Instruments z linii Sinara stanowią jeden z kluczowych elementów systemu kontrolnego komputera kwantowego budowanego w ramach projektu AQTION z Quantum Flagship, koordynowanego przez Uniwersytet w Innsbrucku i realizowanego przez czołowych europejskich ekspertów w technologiach kwantowych bazujących na pułapkach jonowych. Jednym z podsystemów dostarczonych przez Creotech jest właśnie Booster HL.

Wprowadziliśmy do oferty Creotech Instrument innowacyjny system do budowy najnowszej generacji komputerów kwantowych. Liczymy, że będzie on miał wpływ na przychody spółki w tym segmencie w 2022 roku i pozwoli nam pozyskać nowych klientów w tym obszarze. Według naszych planów strategicznych, w latach 2024/25 chcemy być dostawcą pełnego systemu sterowania dla komputerów kwantowych jako jeden z kilku podmiotów oferujących takie rozwiązania na świecie – mówi Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W tym roku w prototypie kompaktowego komputera kwantowego w ww. projekcie zostały zademonstrowane kluczowe bramki kwantowe na 10 kubitach oraz otrzymano stan splątany 24 jonów. Rezultatem projektu ma być 50-kubitowy komputer kwantowy, spełniający techniczne standardy IT, którego demonstracja przewidywana jest w przyszłym roku. Kubity w technologii pułapek jonowych oferują znacznie mniejszy poziom błędów w porównaniu z kubitami nadprzewodzącymi. Z tego też powodu kilkunasto-kubitowy komputer na pułapce jonowej potrafi zdeklasować 50-kubitowy odpowiednik w innej technologii.

Opracowaliśmy i wyprodukowaliśmy m.in. Booster HL, który oferuje aż 100-krotnie niższy poziom zniekształceń harmonicznych związanych z precyzją przekazywania sygnału. To przekłada się na lepsze parametry komputera kwantowego, co wpływa na jakość operacji wykonywanych na kubitach. Nasz układ zajmuje kilka razy mniej miejsca w porównaniu do konkurencyjnych rozwiązań, zużywa też dużo mniej mocy. A co najważniejsze, zapewnia zdalną kontrolę i samodiagnostykę, czego nie oferują inne podsystemy dostępne na rynku – mówi dr inż. Grzegorz Kasprowicz, Dyrektor ds. Technologii i współzałożyciel Creotech Instruments S.A.

Obecny prototyp komputera kwantowego z projektu AQTION jest jednym z najbardziej zaawansowanych w Europie i cieszy się dużym zainteresowaniem, gdyż wykazuje wysoki stopień integracji – mieści się w dwóch 19-calowych szafach serwerowych i nie wymaga specjalnie przygotowanego środowiska laboratoryjnego. Docelowy 50-kubitowy procesor, działający również w oparciu o podsystemy dostarczane przez Creotech Instruments, będzie ważnym kamieniem milowym w rozwoju technologii kwantowych.

Spółka Simple Day pozyskała w ramach oferty publicznej ponad 4 mln zł

Simple Day SA – spółka e-commerce, właściciel marki Twój Cel To – dokonała przydziału 313 728 akcji zwykłych na okaziciela serii B i tym samym pozyskała 4,23 mln zł w ramach pierwszej oferty publicznej. Pozyskane środki pozwolą Spółce na zwiększenie rozpoznawalności autorskiej marki Twój Cel To, rozbudowę portfolio produktów Simple Day oraz ekspansję zagraniczną. Koordynatorem oferty akcji był Dom Maklerski INC SA. Spółka planuje debiut na NewConnect w I połowie 2022 roku.

20 grudnia br. zakończyła się pierwsza oferta publiczna akcji Simple Day SA. Z IPO Spółka pozyskała ponad 4 mln zł. Inwestorzy objęli łącznie 313 728 akcji zwykłych na okaziciela serii B, po cenie emisyjnej 13,50 zł. W ramach Transzy Małych Inwestorów przydzielonych zostało 11 465 akcji, a w Transzy Dużych Inwestorów 302 263 akcji.

Dziękujemy inwestorom, którzy obdarzyli nas zaufaniem i wierzą w realizowany przez Simple Day model biznesowy. Zgodnie z harmonogramem IPO dzisiaj – 21 grudnia – dokonaliśmy przydziału oferowanych akcji. Cieszymy się, że do akcjonariuszy naszej spółki dołącza grono inwestorów dobrze rozumiejących nasz biznes, z którymi liczymy na wspólny dalszy rozwój –  mówi Michał Karewicz, prezes zarządu Simple Day SA.

Simple Day SA to właściciel dwóch marek Twój Cel To oraz 4TheBest. Obie linie produktowe oferują produkty z segmentu suplementów diety. 4TheBest obecnie kieruje swój asortyment głównie do graczy, jednak spółka widzi również możliwość rozszerzenia tych produktów na inne segmenty. Z kolei brand Twój Cel To to popularna marka, zwłaszcza wśród płci pięknej, która posiada w swojej ofercie szereg suplementów z kategorii health & beauty. W swoim asortymencie posiada m.in. produkty sygnowane przez Blankę Lipińską oraz Sylwię Bombę.

– Pozyskaliśmy środki wystarczające by zrealizować większość przyjętych celów emisyjnych. Tak jak wspominaliśmy podczas oferty, realizacja części z nich została już rozpoczęta. Aktualnie szykujemy się do uruchomienia dużej kampanii marketingowej marki Twój Cel To. W ostatnich kwartałach zwiększyliśmy również zakup surowców – mówi Michał Karewicz

W grudniu br. firma poinformowała o przekroczeniu pierwszego miliona sprzedanych produktów. Rosnąca sprzedać produktów Simple Day ma wpływ na osiągane wyniki finansowe Spółki. Po trzech kwartałach 2021 roku firma odnotowała przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 14 mln PLN (w porównaniu do 12,7 mln zł z analogicznego okresu 2020 r.). Zysk netto od stycznia do września 2021 wyniósł 5 mln zł.

W I półroczu 2022 roku Simple Day SA planuje dołączenie do grona spółek notowanych na NewConnect.

GUS o e-handlu w listopadzie – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w listopadzie 2021 r. w porównaniu z październikiem br. odnotowano wzrost wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 35,3%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży detalicznej wyniósł 11,4% względem 8,4% na koniec października.

Poniżej najnowsze dane komentują eksperci z Opontia, Unity Group i Insightland:

Kacper Rozenbaum – General Manager Opontia na Polskę:

Innowacje i inflacja mogą zdecydować o kształcie e-commerce w 2022 r.

Listopadowe wyniki e-handlu kolejny raz potwierdziły jak ważny jest to miesiąc w ich całorocznej działalności. Liczby, w tym udział tego kanału w całym handlu detalicznym, wskazują na jego dalsze rosnące znaczenie, ale z drugiej strony dynamika wzrostu nie jest już tak okazała jak na początku pandemii. To zrozumiałe – delikatne wypłaszczenie wzrostu e-commerce w listopadzie to po pierwsze efekt wysokiej zeszłorocznej bazy, a po drugie – skutek ograniczonego różnymi restrykcjami, ale jednak funkcjonowania handlu tradycyjnego, podczas gdy większość listopada 2020 r. był czasem zamkniętych sklepów w galeriach i centrach handlowych. Nie mniej ciekawie wygląda też grudzień, który do ostatnich dni poprzedzających gwiazdkę jest okresem wzmożonych zakupów okołoświątecznych. Tu swoją cegiełkę dołożył np. Inpost, który poinformował że w tym roku daje gwarancję dostawy towaru, jeśli ten zostanie nadany najpóźniej na dwa dni przed Wigilią (źródło).
Co nas czeka w 2022 r. i dalej? E-commerce nadal będzie próbował zagarnąć coraz większą część handlu detalicznego, a jego ekspansja napędzana będzie innowacjami i chęcią odpowiadania na – a czasem nawet wyprzedzania – rosnące potrzeby kupujących. Ważnym czynnikiem będzie też coraz wyższa i bardziej odczuwalna w portfelach Polaków inflacja. To sprawi, że z jednej strony obroty detalistów potencjalnie mogą mieć większą wartość w konsekwencji podwyżki cen produktów, ale z drugiej – zbyt wysokie tempo wzrostu inflacji może skłonić konsumentów do “zawieszenia” większych zakupów w oczekiwaniu na poprawę sytuacji. Wyższe ceny są też “wizerunkowym” kłopotem dla branży e-commerce bo ich wystąpienie niweluje ich atrakcyjność względem teoretycznie droższych sklepów działających offline. Widać też, że część Polaków powoli wraca do tradycyjnych zakupów, ponieważ w wyniku szczepień i “oswojenia” się z sytuacją, zmniejszyły się ich obawy związane z powrotem do zakupów robionych osobiście. Ale jako że w wyniku pandemii sytuacja jest bardzo dynamiczna, ciężko już teraz ocenić wpływ tego efektu na stan handlu detalicznego i przyzwyczajenia zakupowe w perspektywie co najmniej kolejnego roku. Na to potrzeba przynajmniej kilkumiesięcznej obserwacji.

Sebastian Błaszkiewicz – dyrektor sprzedaży w Unity Group:

Oczekiwana zmiana roli galerii handlowych. Cyberbezpieczeństwo wśród najważniejszych wyzwań w ramach cyfrowej transformacji
Najnowsze dane GUS charakteryzujące stan handlu detalicznego, w tym w kanale online, w Polsce pokazują, że listopad był okresem żniw zwłaszcza dla e-sprzedawców. Gdy na koniec października udział tego kanału sprzedaży odpowiadał za 8,4% całego handlu, jako Unity Group mówiliśmy, że to tylko przygrywka i rozbieg przed najważniejszym dla sprzedawców miesiącem w roku. W oczekiwaniu na listopad, a więc zwyczajowo czas najokazalszych promocji i nabywania prezentów świątecznych właśnie przez internet, Polacy mieli powstrzymywać się od wzmożonych zakupów online. Ten scenariusz zrealizował się – na koniec listopada udział e-commerce w obrotach handlu wyniósł aż 11,4%. Z każdym miesiącem panująca prawie 2 lata pandemia tylko utrwala zmianę nawyków zakupowych konsumentów. Najlepszym poparciem tej tezy jest to, co wydarzyło się w czasie Black Friday – w przypadku segmentu elektroniki użytkowej sklepy stacjonarne miały spadek obrotów aż o 43% względem tego samego dnia 2 lata wcześniej. Co więcej, w tym roku 81,3 proc. klientów odwiedziło tylko jeden sklep stacjonarny, a to może wskazywać na specyficzne wzmocnienie zjawiska ROPO (research online purchase offline), według którego użytkownicy chcący kupować produkty stacjonarnie, najpierw szukali najlepszych ofert w sklepie internetowym, a następnie u tego samego, precyzyjnie wybranego sprzedawcy dokonywali już zakupu osobiście.

Co przyniesie przyszłość? W krótkiej perspektywie, do końca grudnia, będziemy obserwować próby odbicia przez handel tradycyjny części rynku z rąk e-commerce z uwagi na dwie handlowe niedziele i w praktyce brak bardziej dotkliwych obostrzeń dla handlu w galeriach i centrach handlowych. W odpowiedzi e-handel obchodził 14 grudnia swoje święto DDD (Dzień Darmowej Dostawy), do którego przyłączyło się już ponad 500 e-sklepów, a to z pewnością przełożyło się na kolejną i zarazem ostatnią w tym sezonie falę zainteresowania e-zakupami przed szybko zbliżającymi się świętami. Także w grudniu, jak co roku, powtórzy się inne zjawisko, a mianowicie tuż po świętach rozpocznie się wystawianie na sprzedaż “nietrafionych prezentów”, Sprzyja temu coraz szersza oferta portali, które do tego służą, takich jak Vinted, jak również moda na recycling.

W dłuższym horyzoncie – w przyszłym roku powinniśmy spodziewać się początku większych zmian związanych z działaniem galerii handlowych. Jak donoszą eksperci, ich rola będzie się zmieniać z typowo handlowej/ sprzedażowej w kierunku mieszkaniowej, biurowej i rozrywkowej. Przykładem mogą być plany firmy Atrium, która jest operatorem 12 centrów handlowych w Polsce. Na większą skalę ma to już miejsce za oceanem – w USA obserwujemy proces przekształcania galerii handlowych w powierzchnie magazynowe (tzw. dark warehouses).
Będziemy też świadkami rosnącej roli cyberbezpieczeństwa jako odpowiedzi biznesu na postępującą świadomość zagrożeń wynikających z przyspieszonej transformacji cyfrowej, również w obszarze handlu. Korelacja jest tu prosta – im szybsza transformacja, tym więcej zagrożeń wynikających z rozwoju technologii, a w konsekwencji większe zainteresowanie tym obszarem cyberprzestępców. Skala zagrożeń jest tu olbrzymia, bo aż 55 proc. dużych firm nie powstrzymuje skutecznie cyberataków, nie potrafi ich zidentyfikować i szybko usunąć powodowanych przez nie naruszeń, a także ograniczyć ich negatywnych skutków (raport “State of Cyber Resilience 2021”). W tym samym czasie TestArmy oszacowało,że na polskim rynku brakuje co najmniej 10 tys. ekspertów od cyberbezpieczeństwa. To silne przesłanki do tego, by sądzić że w przyszłym roku możemy spodziewać się dużych inwestycji w ten obszar: zarówno inwestorów w firmy specjalizujące się w tych działaniach, jak i samych przedsiębiorstw, które zaczną zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo.

Katarzyna Iwanich – prezes zarządu Insightland z grupy Hexe Capital:

Zgodnie z przewidywaniami udział e-handlu w sprzedaży detalicznej zanotował w listopadzie przedświąteczny peak, największy w tym roku w ujęciu miesięcznym. Część konsumentów chcąc mieć pewności, że ich zamówienia dotrą na czas, już na kilka tygodni przed Świętami zaczęła składać zamówienia. Dodatkowo do wzrostu udziału sprzedaży internetowej przyczynił się okres Black Week. Całościowo jednak klienci są coraz mniej skłonni do wydatków i bardziej racjonalnie gospodarują swoimi budżetami. Inflacja rośnie, rosną też ceny surowców a wraz z nimi ceny dóbr konsumenckich. Polakom zaczyna udzielać się niepokój związany z zasobnością ich portfeli – po okresie przedświątecznym, który jest niejako naturalnie czasem, gdy wydajemy więcej, będzie to widać w wartości zakupów w kolejnych miesiącach – tak tych tradycyjnych, jak i internetowych. Transformacja cyfrowa zakupów trwa i paradoksalnie rosnące ceny mogą jej sprzyjać. Nierzadko w sieci ceny tych samych towarów są niższe o kilka, a nawet kilkanaście procent od tych w sklepach stacjonarnych, ze względu na mniejsze koszty stałe tych pierwszych. Tymczasem Polacy zaczynają coraz mocniej szukać oszczędności – już nie tylko dlatego, że mogą kupić coś taniej online, lecz ponieważ coraz częściej po prostu muszą skrupulatnie pilnować swoich budżetów.

Digital Hub firmy Bayer rozpoczyna współpracę z Akademią Górniczo-Hutniczą oraz Politechniką Śląską

Digital Hub firmy Bayer nawiązuje współpracę z dwiema uczelniami: Akademią Górniczo–Hutniczą w Krakowie oraz Politechniką Śląską w Gliwicach. Współpraca obejmie dwa obszary: program staży studenckich w dziedzinie technologii informatycznych o nazwie „Zaprogramuj swoją karierę” oraz wspólne projekty badawczo-rozwojowe realizowane z uczelniami.

– Digital Hub opracowuje innowacyjne rozwiązania cyfrowe, wspierające ochronę zdrowia i rolnictwo – jako, że Bayer działa w obu tych kluczowych dla każdego człowieka obszarach. Nasza praca przynosi rzeczywistą zmianę dla świata – w myśl wizji „Health for All, Hunger for None” – mówi Bogusław Tobiasz, dyrektor Digital Hubu firmy Bayer – Jesteśmy świetnym miejscem dla młodych ludzi zafascynowanych technologiami, którzy oczekują, że ich praca będzie miała znaczenie dla innych, a przy tym chcą związać się z globalną firmą oferującą duże możliwości rozwoju.

Bayer rozwija już innowacje w zakresie life science we współpracy z wiodącymi na świecie uczelniami technicznymi, takimi jak Massachusetts Institute of Technology. Do tego grona dołącza teraz Akademia Górniczo-Hutnicza oraz Politechnika Śląska. Digital Hub firmy Bayer oferuje studentom zdobywanie doświadczenia i pracę w międzynarodowych zespołach w takich obszarach, jak data science, software engineering, IT security engineering, full stack engineering, data engineering. Digital Hub zapewnia elastyczny czas pracy, umożliwiając studentom łączenie nauki na uczelni ze zdobywaniem doświadczenia zawodowego, konkurencyjne wynagrodzenie, indywidualny program mentoringowy i szkoleniowy. Uruchomione w tym roku centrum charakteryzuje „startupowa“ atmosfera, bardzo ceniona przez jej pracowników.

– Zapraszamy studentki i studentów ostatnich lat studiów inżynierskich i magisterskich z zafascynowanych nowymi technologiami – zaangażowanych, lubiących pracę w zespole i chętnych do podejmowania wyzwań. Po zakończeniu stażu na najlepszych czekać będą miejsca pracy – dodaje Bogusław Tobiasz.

Umowa z Politechniką Śląską została zawarta 15.12, zaś z Akademią Górniczo–Hutniczą – 21.12. Program wystartuje w 2022 roku: pierwsza grupa studentów rozpocznie staż w marcu, kolejna – w październiku. Udział w nich weźmie kilkudziesięciu stażystów. Przygotowano dla nich 5-miesięczny moduł zawodowo-szkoleniowy.

Dodatkowo, Digital Hub firmy Bayer planuje realizację wspólnych projektów badawczych w obszarze rozwiązań cyfrowych dla rolnictwa. Ich start przewidziano na trzeci kwartał 2022 roku.

– Współpraca AGH z tak ważnym partnerem z obszaru life science i ochrony zdrowia jest dla nas dużym zaszczytem i wyzwaniem. Będziemy przede wszystkim realizować wspólne projekty badawczo-rozwojowe. Ponadto zależy nam na rozwoju programów studenckich w dziedzinie technologii informatycznych. Jestem także przekonany, że możemy sobie wzajemnie służyć dużym wsparciem eksperckim. Umowę z naszej strony będzie koordynował Wydział Elektrotechniki, Automatyki, Informatyki i Inżynierii Biomedycznej i w szczególności rozwiązania z obszaru inżynierii biomedycznej mogą okazać się zarówno dla nas, jak i dla firmy Bayer niezwykle ciekawe i przyszłościowe – podkreśla prof. Jerzy Lis, Rektor AGH.

– Jesteśmy dumni, że możemy współpracować z taką firmą jak Bayer, której marka znana jest na całym świecie. Liczymy, że nasza współpraca zaowocuje ciekawymi, innowacyjnymi rozwiązaniami, które dzięki globalnemu charakterowi firmy uzyskają taki sam status. Pozwoli to pokazać światu, jak silnym potencjałem intelektualnym dysponujemy w kraju. Nasi studenci odbywający staż w firmie będą ambasadorami tego potencjału. Jestem pewien, że firma Bayer stworzy dla naszych studentów świetne środowisko do rozwoju swojej kariery zawodowej wokół najnowszych technologii i światowych trendów w IT – mówi dr hab. inż. Dariusz Mrozek, profesor Politechniki Śląskiej w Gliwicach, Prodziekan ds. Współpracy i Rozwoju na Wydziale Automatyki, Elektroniki i Informatyki oraz kierownik Katedry Informatyki Stosowanej tego Wydziału.

2021 r. był najbardziej aktywnym rokiem dla debiutów giełdowych od 20 lat

Globalny wolumen IPO wzrósł o 64%, a wpływy z tego typu transakcji zwiększyły się o 67% rok do roku w 2021 r. Na warszawskim parkiecie zadebiutowało 12 spółek, wartość transakcji opiewała na 2,3 mld USD, kontynuując dobrą koniunkturę z 2020 r. Działający w Polsce InPost był szóstym co do wielkości debiutem giełdowym na świecie. W 2022 r. spodziewane jest ochłodzenie na światowych rynkach – wynika z badania EY Global IPO Trends.

Pomimo niepewnego otoczenia gospodarczego, globalny rynek debiutów giełdowych (Initial Public Offering, IPO) odnotował wyjątkowe dwanaście miesięcy, bijąc rekordy pod względem wolumenu i wpływów z tego typu transakcji. W czwartym kwartale 2021 r. na rynkach światowych zadebiutowało 621 spółek, a wartość tych transakcji wyniosła 112,2 mld USD, co oznacza 16% wzrost liczby debiutów i 9% wzrost ich wartości w porównaniu do czwartego kwartału 2020 r. – wynika z najnowszej edycji badania EY Global IPO Trends.

Łącznie w 2021 r. przeprowadzono 2 388 transakcji, które przyniosły 453,3 mld USD wpływów. Oznacza to wzrost odpowiednio o 64% i 67% rok do roku. To najlepszy od dwóch dekad wynik na światowym rynku debiutów giełdowych.

– Rok 2021 był najbardziej aktywnym rokiem dla debiutantów giełdowych w ciągu ostatnich 20 lat. Na początku roku impulsem do IPO był optymizm wynikający z odbicia gospodarczego, wprowadzenie szczepionek na koronawirusa i zwiększona płynność wynikająca z rządowych programów wsparcia realizowanych na światowych rynkach. W czwartym kwartale rynek debiutów giełdowych uległ spowolnieniu w obliczu rosnącej zmienności rynku, co z kolei jest pokłosiem rozprzestrzeniania się wariantu Omikron i rosnących napięć geopolitycznych. Spodziewam się, że to spowolnienie będzie odczuwane również w pierwszym kwartale 2022 roku – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

Rekordowa dynamika debiutów giełdowych w regionie EMEIA

Wzmożone zainteresowanie debiutami giełdowymi zanotowano na wszystkich światowych rynkach. Szczególnie wyróżnił się region EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie i Afryka), który w skali całego 2021 roku zanotował rekordowe napływy na rynek IPO. Liczba debiutów giełdowych sięgnęła 724, co oznacza wzrost o 158%, a ich wartość – 109,4 mld USD, po wzroście o 214%.

– Na giełdach w regionie EMEIA zadebiutowało w mijającym roku najwięcej spółek od 2007 roku. Wysokie wyceny i stosunkowo mała zmienność na rynkach dały przedsiębiorcom proporcjonalnie wysokie zwroty przy mniejszym ryzyku. Spodziewam się dalszego zainteresowania spółek debiutami giełdowymi w 2022 roku, jednak pojawiające się w regionie kolejne warianty koronawirusa i zerwane łańcuchy dostaw stanowią czynniki ryzyka, które powinni brać pod uwagę inwestorzy zainteresowani IPO – mówi Bartłomiej Smolarek, Lider Zespołu ds. Fuzji i Przejęć, Partner EY Polska.

Polska spółka w światowej czołówce debiutantów

Działający w Polsce InPost (IPO o wartości 3,9 mld USD) był szóstym co do wielkości debiutem giełdowym na świecie w ub. roku. Poza InPostem i amerykańskim Rivian Automotive, największym ubiegłorocznym IPO na świecie o wartości 13,7 mld USD, światowe zestawienie zostało zdominowane przez spółki azjatyckie – 6 z 10 debiutów wywodzi się z Chin, dwa – z Korei Południowej.

największe debiuty giełdowe 2021

Ostrożny optymizm w Polsce

Na warszawskim parkiecie zadebiutowało 12 spółek o wartości 2 346,6 mln USD w ciągu 12 miesięcy 2021 r. (dane te nie uwzględniają spółek przechodzących z NewConnect). W czwartym kwartale 2021 r. mieliśmy do czynienia z czterema debiutami na GPW o wartości 520,6 mln USD.

– Po latach marazmu, warszawska giełda wróciła do łask inwestorów, instytucjonalnych i indywidualnych. Spółki korzystały z ożywienia na giełdzie, korzystnych wycen i mieliśmy do czynienia z szeregiem udanych debiutów już drugi rok z rzędu. Cieszy mnie, że na IPO decydują się duże spółki, bo zwiększa to prestiż giełdy i jest czynnikiem zachęcającym kolejnych debiutantów. Pod koniec roku zwiększyła się zmienność na rynkach, co odbiło się na wycenach spółek już po debiucie. Jestem ostrożnym optymistą odnośnie perspektyw na debiuty giełdowe na warszawskim parkiecie w 2022 roku. Spodziewam się dalszego zainteresowania przedsiębiorców tą formą pozyskania kapitału, jednak firmy będą musiały udowodnić, że potrafią przynieść wartość dla inwestorów w długim terminie – mówi Anna Zaremba.

Technologia wciąż oczkiem w głowie inwestorów

Na poziomie globalnym zwiększonym zainteresowaniem inwestorów cieszą się sektory, które są największymi beneficjentami pandemii koronawirusa. Sektor technologiczny odnotował po raz szósty z rzędu największą liczbę transakcji IPO (611), od II kw. 2020 r., Po raz siódmy z rzędu uzyskał także najwyższe wpływy z tego tytułu – 147,5 mld USD, co stanowiło jedną trzecią wartości wszystkich ubiegłorocznych IPO. Kolejne miejsce pod względem wolumenu i uzyskanych wpływów zajął segment opieki zdrowotnej, w którym 376 transakcji IPO przyniosło 65,4 mld USD wpływów. Niewiele ustępują im pod tym względem spółki przemysłowe, które przeprowadziły 310 transakcji tego typu o łącznej wartości 63,1 mld USD.

Niepewne perspektywy w 2022 r.

Nadchodzący, 2022 rok będzie się odznaczał większą zmiennością niż mijające miesiące, co będzie miało wpływ na aktywność związaną z IPO.

– Napięcia geopolityczne, ryzyko inflacji oraz nowe fale i warianty pandemii COVID-19 hamują powrót do pełnego ożywienia gospodarczego. Pomimo tych czynników, stosunkowo wysokie wyceny i płynność rynku sprawiają, że spółki przymierzające się do debiutu giełdowego mogą z optymizmem patrzyć w przyszłość. Większa zmienność rynku sprawia, że kandydaci będą musieli odznaczać się stosunkowo wysoką elastycznością i posiadać alternatywne metody finansowania, by zaspokoić potrzeby finansowe w przypadku opóźnienia debiutu giełdowego – mówi Magdalena Warpas, Associate Partner, Doradztwo Strategiczne i Transakcyjne, EY Polska.

O badaniu
Dane zaprezentowane w opracowaniu EY Global IPO Trends pochodzą od firmy EY, Dealogic, CB Insights i Crunchbase, o ile nie stwierdzono inaczej. Rok 2021 obejmuje dane o przeprowadzonych debiutach giełdowych w okresie 01.01.2021 do 07.12.2021 plus transakcje spodziewane do końca 2021 r. Debiuty oparte o special purpose acquisition company (SPAC) nie są zawarte w tym raporcie, chyba, że stwierdzono inaczej.

Globalny wzrost systemowego ryzyka społecznego nie oszczędził niektórych rozwiniętych gospodarek

Euler Hermes przedstawia drugą edycję Indeksu Ryzyka Społecznego (SRI). Indeks identyfikuje mocne i słabe strony oraz postrzeganie ram politycznych, instytucjonalnych i społecznych danego kraju, sygnalizując ogólną podatność na systemowe zdarzenia związane z ryzykiem społecznym, które mogą zmienić reguły gry działań i podejmowanych decyzji politycznych, a także decyzje biznesowe i inwestycyjne. Wskaźnik ryzyka społecznego[1] obejmuje dwanaście wskaźników – czynników strukturalnych, mierzących mocne i słabe strony oraz postrzeganie ram politycznych, instytucjonalnych i społecznych w 185 krajach.

Polska i Europa Środkowo-Wschodnia (ujęta w załączonym raporcie jako „Rozwijająca się Europa”) – w ujęciu grupowym stabilizacja, chociaż nie poprawa w zakresie ryzyka społecznego jak np. w Europie Zachodniej. Tym niemniej kraje E. Środkowej jak Czechy, Węgry, Słowacja, Słowenia odnotowały wyraźna poprawę, spadek ryzyka społecznego i awans w jego zestawieniu, znajdując się w nim powyżej Polski.

  • Zgodnie z badaniami Euler Hermes w 2021 r. systemowe ryzyko społeczne na świecie jest na świecie silniejsze niż w 2020 – średni wynik SRI uległ globalnemu obniżeniu (-1,1 pkt). Co więcej –kryzys Covid-19 pogłębił przepaść między gospodarkami zaawansowanymi (AE) a rynkami wschodzącymi (EM). W 2021 r. systemowe ryzyko społeczne zmniejszyło się dla AE ogółem (SRI wzrosła o +3 pkt), ale jednocześnie wzrosło zarówno w Azji Wschodzącej (-1 pkt), na Bliskim Wschodzie (-0,8 pkt), w Ameryce Łacińskiej (-5 pkt), jak i w Afryce (-1,5 pkt). Pierwszą piątkę rozwiniętych gospodarek z najniższym ryzykiem społecznym wg. Badań Euler Hermes tworzą kraje skandynawskie i Szwajcaria tworzą pierwszą piątkę rankingu. Warto jednak zauważyć, iż w innych rozwiniętych gospodarkach (jak Stany Zjednoczone, Francja, Portugalia i Grecja) odnotowaliśmy jednak w 2021 pogorszenie wskaźnika ryzyka społecznego ze względu na pewien wzrost nierówności dochodowych i dostrzegalny spadek skuteczności rządów.
  • Analizując działania gospodarcze podjęte w odpowiedzi na Covid-19, Euler Hermes znalazł miękkie dowody na to, że ryzyko społeczne w ujęciu trendów spadało głównie w krajach (i) o silnej reakcji fiskalnej i/lub (ii) w których bezrobocie było utrzymywane pod kontrolą. Zagłębiając się w przyczyny tego stanu rzeczy, ekonomiści Euler Hermes doszli do wniosku, że jeśli polityka rynku pracy mająca na celu rozwiązanie problemu bezrobocia związanego z Covid-19 została wdrożona głównie poprzez wsparcie dla firm, jak ma to miejsce w większości gospodarek o niskim i niskim średnim dochodzie, wówczas wszelkie istotne zmiany w zakresie ryzyka społecznego można przypisać wyborowi interwencji w ramach Covid-19.
  • Ponieważ rządy pracują nad stworzeniem po pandemii silniejszych instytucji, zdolnych skuteczniej i sprawniej wypełniać swoje zadania w przyszłości, Euler Hermes zidentyfikował w swoich przekrojowych badaniach trzy priorytety, na których należy się skoncentrować, aby zminimalizować ryzyko społeczne w przyszłości
  • Bezpieczeństwo żywnościowe: światowe ceny żywności wzrosły o +43% od początku pandemii, i w związku z tym wg. szacunków niedostatku żywności doświadczyło 70-161 milionów osób więcej niż przed pandemią. W tym kontekście konieczna jest głęboka zmiana w globalnym systemie żywnościowym i rolniczym, jeśli chcemy nakarmić tę część populacji, która dziś jest głodna, oraz dodatkowe 2 miliardy ludzi, o które zwiększy się globalna populacja do 2050 roku.
  • Nierówność płci: równouprawnienie płci również ucierpiało na skutek Covid-19, przy czym w wielu częściach świata wzrasta nawet przemoc wobec kobiet i dziewcząt, a dziury w ochronie socjalnej w obliczu rosnącego ubóstwa sprawiają, że kobiety są bardziej narażone niż mężczyźni. W tym kontekście programy naprawcze powinny uwzględniać konsekwencje związane z płcią, usuwając bariery prawne stawiane wobec kobiet i wzmacniając wysiłki na rzecz ich ochrony przed przemocą.
  • Nierówność dochodów: rosnąca nierówność dochodów zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się, wymaga od rządów przebudowy i ponownego wdrożenia tradycyjnej interwencji publicznej na rynku pracy, w ubezpieczeniach społecznych i innych politykach społecznych.

Europa Środkowo-Wschodnia i Polska: stabilizacja, chociaż nie poprawa w zakresie ryzyka społecznego

W ujęciu regionalnym, ogólne ryzyko społeczne w Europie Środkowo-Wschodniej (Wschodzącej) pozostało stosunkowo umiarkowane i niezmienione w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Istnieje jednak duża wewnątrzregionalna przepaść pomiędzy bogatszymi i biedniejszymi krajami.

Dziewięć z 11 państw członkowskich UE w tym regionie ma wynik wskaźnika Ryzyka Społecznego Euler Hermes przekraczający 60 i dorównujący wielu krajom azjatyckim. Sugeruje to, że członkostwo w UE nie tylko zwiększa dobrobyt, ale także stabilność społeczną. Wyjątkiem są Bułgaria i Rumunia – najbiedniejsi członkowie UE, osiągający szczególnie złe wyniki w zakresie zaufania do rządu.

Ogólnie rzecz biorąc, w ciągu ostatnich 18 miesięcy większość państw członkowskich UE odnotowała również spadek ryzyka społecznego (a tym samym wzrost punktacji naszego zestawienia). Można to przypisać silnym bodźcom fiskalnym (w postaci wydatków socjalnych), ochronie rynku pracy i względnej stabilności waluty. Ryzyko społeczne w rozwijającej się części Europy wzrosło w większości krajów byłej WNP, niektórych krajach bałkańskich i Turcji.

Polska – utrzymała swoje miejsce z poprzedniego badania (40-ste), a skumulowany wskaźnik dla Polski prawie nie uległ zmianie i wyniósł 62 punkty. Trzeba jednak zauważyć, iż oprócz krajów naszego regionu, których ryzyko społeczne (i miejsce w zestawieniu porównawczym) pogarszały się, jak np. na Ukrainie, były też liczne kraje notujące wyraźną poprawę – spadek ryzyka społecznego i awans w jego zestawieniu na tle innych krajów. Estonia zajęła miejsce 16-ste, Czechy – 19-ste (awans o 14 pozycji !), Słowenia 20-ste, a Słowacja 26-te (awans o 10 pozycji od poprzedniego badania), Węgry 33-cie miejsce (awans o 16 pozycji od poprzedniego badania).

Globalne ceny żywności (2015=100)

Ceny zywnosci raport indeks ryzyka społecznego
Źródła : FAO, Euler Hermes, Alliaqnz Research

[1] Wskaźnik ryzyka społecznego Euler Hermes obejmuje 185 krajów – klasyfikując je w skali od 0 (najwyższe ryzyko) do 100 (najniższe ryzyko). Wśród branych pod uwagę 12 czynników są m.in. : trend wzrostu realnego PKB na mieszkańca, nierówność dochodów mierzona indeksem GINI, wskaźnik poziomu zatrudnienia w danej populacji, ale też np. deprecjacja waluty, zwiększającą zakres inflacji z importu, w szczególności w odniesieniu do cen żywności i energii, co jest typowym czynnikiem wywołującym niezadowolenie społeczne. Wskaźnik ryzyka społecznego nie mierzy prawdopodobieństwa wystąpienia kryzysu społecznego ani nie przewiduje kolejnego wydarzenia związanego z niepokojami społecznymi. Jest to raczej wskaźnik podatności na zagrożenia, który skupia się na długoterminowych strukturalnych determinantach ryzyka społecznego.

35% wzrostu na walucie w ciągu doby?

Najnowsze umocnienie liry względem głównych walut to jeden z najsilniejszych ruchów na walutach ostatnich lat. Podstawy są co prawda trochę wątpliwe i możemy się spodziewać, że lira przyniesie jeszcze dużo emocji.

Niespodzianka na lirze

Lira turecka nie jest szczególnie popularną walutą. Jednak piszemy o niej, dlatego że pomimo jej wagi dla polskiej gospodarki dzieje się tam ostatnio bardzo dużo. Wczoraj np. prezydent Erdogan na ostatniej konferencji prasowej zapowiedział nowy program mający zachęcić obywateli do inwestowania w lirze. Polegać on będzie na wyrównywaniu strat lokat w lirze względem tych walutowych. Analitycy szybko zwrócili uwagę, że to prosta droga do rozpędzenia drukarek do absurdu. Raz bowiem trzeba będzie wyrównać obywatelom oszczędności i utrata wartości pieniądza może być trudna do zatrzymania. Wątpliwe jest, by czymś takim przejmowano się w kraju, gdzie obniża się stopy procentowe, by walczyć z inflacją. Skoro rozwiązanie to ma spowodować katastrofę, to pewnie lira słabnie? Nic bardziej mylnego. Inwestorzy grający na osłabienie liry wpadli w panikę, obywatele masowo sprzedawali dolara, a kurs liry w ciągu 24h w szczytowym momencie umacniał się o 35%, zawstydzając nawet rynek kryptowalut.

Strach wraca na rynki

Rozwój koronawirusa w wariancie Omikron okazuje się silniejszy, niż dotychczas sądzono. Widać to przynajmniej po przedłużających się restrykcjach w kolejnych państwach. Z perspektywy Polski możemy tego nie odczuwać, natomiast kolejne kraje nakładają bardzo silne obostrzenia. To właśnie one są podstawą do korekty zapotrzebowania na ropę. W rezultacie w poniedziałek baryłka ropy w szczytowym momencie taniała o niemal 4 dolary. Dzisiaj po korekcie w górę wciąż jest 1,5 dolara poniżej piątkowego zamknięcia. Nie zmienia to faktu, że jeszcze we wspomniany piątek dane z USA mówiły o rosnącej liczbie odwiertów, co może sugerować dobre perspektywy dla tego rynku. Długoterminowe ceny kontraktów na ropę są jednak niższe niż obecnie, co wskazuje na oczekiwania stabilizacji cen.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej w Polsce. Wzrosła ona o 15,2% w ujęciu rocznym. To nie tylko bardzo dobry wynik, ale również rezultat wyraźnie powyżej oczekiwań wynoszących 8,5%. Jak widać, polska gospodarka ma się zupełnie dobrze, a polityka powodująca osłabienie lokalnej waluty z pewnością jej nie przeszkadza. Po tych danych złoty wczoraj zyskiwał na wartości, a dzisiaj jest najsilniejszy względem euro od środy. Nie można tego samego powiedzieć względem franka, gdyż strach przed Omikronem spowodował kolejne umocnienia tej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Produkcja przemysłowa: W I kwartale 2022 roku ponad połowa pracodawców chce zwiększyć zatrudnienie

Produkcja przemysłowa już czwarty kwartał z rzędu utrzymuje się w czołówce sektorów, zgłaszających największe zapotrzebowanie na ręce do pracy. Zgodnie z danymi zebranymi w ramach najnowszego „Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w pierwszych trzech miesiącach 2022 roku ponad połowa pracodawców (53%) planuje rozbudowywać swoje zespoły. Konieczność redukcji etatów przewiduje 10% firm, natomiast 37% deklaruje, że pozostawi liczbę stanowisk na niezmienionym poziomie. Przedsiębiorcy są bardzo zdecydowani w swoich planach rekrutacyjnych.
barometr rynku pracy

Pracodawcy reprezentujący sektor produkcji przemysłowej w ramach „Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” podzielili się swoimi planami rekrutacyjnymi na I kwartał 2022 roku. Obliczona na podstawie ich zamiarów prognoza netto zatrudnienia* osiągnęła poziom +39%. Wynik ten jest najwyższy w historii polskiego badania, które rozpoczęło się w 2008 roku – wraz z publikacją pierwszego raportu. Notowany aktualnie wskaźnik odzwierciedla rekordową chęć powiększania zespołów w firmach z obszaru produkcji przemysłowej. W ujęciu kwartalnym prognoza poprawiła się o 15 punktów procentowych, natomiast w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku wzrosła aż o 33 punkty. Deklarowane przez organizacje zapotrzebowanie na ręce do pracy zwiększyło się więc znacząco na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy, a kandydaci pomiędzy styczniem a marcem mogą spodziewać się na rynku wielu interesujących ofert zawodowych.

– Sektor produkcji przemysłowej dynamicznie się rozwija. Widzimy zdecydowaną poprawę dostępności półprzewodników na rynku, dzięki czemu producenci elektroniki oraz firmy z branży motoryzacyjnej wracają do realizacji pełnych planów produkcyjnych i aktywnie zwiększają zatrudnienie. Obserwujemy również silniejszą skłonność do uruchamiania nowych inwestycji tam, gdzie dotychczas były one wstrzymywane ze względu na dużą niepewność rynku w dobie pandemii COVID-19. Obecnie firmy powoli przechodzą do realizacji tych projektów. Warto zaznaczyć, że polski sektor produkcji przemysłowej szybko odbudowuje się po przestojach, wynikających z globalnego zagrożenia zdrowotnego. Aktualnie wzrost ten jest dodatkowo napędzany przez wyzwania logistyczne, rejestrowane na innych, zagranicznych rynkach – między innymi w Chinach, borykających się z wysokimi kosztami transportu morskiego i zaostrzeniem restrykcji sanitarnych – stwierdza Luiza Luranc, dyrektor sprzedaży w Manpower. Ekspertka zauważa, że polscy pracodawcy reprezentujący sektor produkcji przemysłowej szukają obecnie przede wszystkim pracowników produkcji, operatorów maszyn oraz osób z uprawnieniami do obsługi wózków widłowych. Pożądani na rynku są również absolwenci studiów inżynierskich. – W kolejnych kwartałach sektor powinien dalej się rozwijać, a zapotrzebowanie na nową kadrę może jeszcze bardziej się zwiększyć. W związku z deficytem wykwalifikowanych specjalistów należy spodziewać się, że oczekiwania płacowe w branży wzrosną – szczególnie w dobie pogłębiającej się inflacji oraz presji, płynącej z silnie rozwijających się sektorów logistyki oraz e-commerce. Pracodawcy w celu przyciągnięcia kandydatów już teraz starają się uatrakcyjnić swoje oferty. Proponują bogatsze pakiety benefitów pozapłacowych, a także coraz bardziej konkurencyjne wynagrodzenia i pakiety premiowe – zwraca uwagę Luiza Luranc.

Chęć pozyskiwania nowych pracowników w pierwszych trzech miesiącach 2022 roku wyraża aż 53% pracodawców – czyli blisko dwa razy więcej niż kwartał temu. Należy jednak zaznaczyć, że dwukrotnie wzrósł również odsetek przedsiębiorców, którzy planują redukcje etatów. Pomiędzy październikiem a grudniem 2021 roku tylko 5% firm zamierzało wręczyć kadrze wypowiedzenia. W najnowszej edycji badania konieczność rozstania się z pracownikami przewiduje 10% organizacji. Zauważalnie zmalał natomiast odsetek pracodawców, planujących pozostawienie zatrudnienia na niezmienionym poziomie. Aktualnie podobne deklaracje składa tylko 37% firm – wobec 66%, notowanych jeszcze kwartał temu. Przedsiębiorcy mają też bardziej zdecydowane plany niż w ubiegłych trzech miesiącach.

– Już od kilku kwartałów pracodawcy z sektora produkcji przemysłowej niezmiennie poszukują wysoko wykwalifikowanych kandydatów. Szczególnie pożądani są specjaliści gotowi objąć stanowiska związane z badaniami i rozwojem oraz utrzymaniem ruchu i automatyzacją w zakładach. Nie brakuje ofert dla inżynierów elektryków, automatyków i programistów języków niskopoziomowych. Na rynku odczuwane jest również duże zapotrzebowanie na ekspertów ds. bezpieczeństwa i niezawodności oraz inżynierów procesu, koordynujących poszczególne etapy produkcji w fabryce. Zakłady nieustannie dążą do osiągnięcia jak największej efektywności, dlatego też poszukują specjalistów ds. lean manufacturing. Od osób na stanowiskach inżynieryjnych poza wyższym wykształceniem technicznym oraz analogicznym doświadczeniem zawodowym oczekuje się często znajomości języka obcego – najczęściej angielskiego. Jest on niezbędny, aby sprawnie porozumiewać się z zagranicznymi firmami, uczestniczyć w szkoleniach czy projektach międzynarodowych. Na znaczeniu zyskują także kompetencje miękkie, związane z komunikacją, współpracą w zespole oraz umiejętnością zarządzania zmianą. Pracodawcy, którzy w dobie rosnącej presji płacowej chcą przyciągnąć najlepszych kandydatów, muszą przygotować naprawdę atrakcyjne oferty – zarówno pod względem finansowymi, jak i rozwojowym – zwraca uwagę Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower.

W ujęciu rocznym rosnący optymizm rekrutacyjny pracodawców jest jeszcze bardziej zauważalny. W I kwartale 2021 roku pozyskiwać nowych pracowników zamierzało tylko 17% pracodawców – czyli aż o 36 punktów procentowych mniej niż obecnie. Jednocześnie odsetek firm planujących zwolnienia był zbliżony do tego notowanego aktualnie i wynosił 8%. Organizacje wstrzymywały raczej swoje plany rekrutacyjne – aż 71% deklarowało, że pozostawi zatrudnienie na niezmienionym poziomie, podczas gdy obecnie stabilizację przewiduje 37% przedsiębiorców. Warto również zaznaczyć, że 4% organizacji nie miało precyzyjnych planów na okres styczeń – marzec 2021 roku.

Perspektywy zatrudnienia w polskim sektorze przemysłowym są bardzo korzystne dla pracowników, jednak w regionie EMEA najwyższe zapotrzebowanie na ręce do pracy notują Irlandia i Holandia, z prognozami netto zatrudnienia na poziomie +47%. Spośród bezpośrednich sąsiadów Polski dużą chęć pozyskiwania nowej kadry w obszarze przemysłu zgłaszają pracodawcy z Niemiec (+36%). Optymistyczne plany rekrutacyjne prezentują też Słowacy (+21%), natomiast Czesi (+14%) deklarują najniższą prognozę netto zatrudnienia w sektorze produkcji przemysłowej spośród wszystkich krajów EMEA.

Dane przedstawione w niniejszym materiale to część większej całości, zebranej i przeanalizowanej w ramach badania „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Pełny raport, zawierający informacje o globalnych perspektywach zatrudnienia w podziale na poszczególne sektory gospodarki, jest bezpłatny i dostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl, w zakładce Raporty rynku pracy.

* W niniejszym raporcie stosowane jest pojęcie „prognoza netto zatrudnienia”. Parametr ten stanowi różnicę procentową pomiędzy liczbą pracodawców przewidujących wzrost całkowitego zatrudnienia a liczbą pracodawców spodziewających się spadku całkowitego zatrudnienia w swoim oddziale w najbliższym kwartale. Uzyskany wynik to właśnie prognoza netto zatrudnienia. Wszystkie komentarze są oparte na danych uwzględniających korektę sezonową; w przeciwnym wypadku nieuwzględnienie korekty będzie wyraźnie zaznaczone.

Ubezpieczenia OC i AC. Jaki był 2021, a jaki będzie 2022 rok?

  • Olbrzymia liczba szkód katastroficznych, powiązanie cen polis z punktami karnymi, rozwiązania usprawniające likwidację szkód – o tym mówiło się w 2021 roku w kontekście OC i AC.
  • Niewykluczone, że drożejące samochody, części do nich i usługi serwisowe wpłyną na ceny ubezpieczeń komunikacyjnych w 2022 roku.
  • Wraz ze wzrostem płacy minimalnej w przyszłym roku urosną także kary za brak obowiązkowego OC.

Ubezpieczenia komunikacyjne to ważny temat dla milionów właścicieli samochodów i jednośladów w Polsce. Każdy posiadacz pojazdu mechanicznego musi przecież wykupić polisę OC, a wielu z nich wykupuje również dobrowolne autocasco (AC).

Na przełomie 2021 i 2022 roku z pewnością warto przyjrzeć się sprawom kluczowym dla kształtowania się cen OC i AC, a także przebiegu likwidacji zgłaszanych szkód. Zwłaszcza że wiele tegorocznych zjawisk wpłynie na podejście ubezpieczycieli do oferowanych polis w kolejnych 12 miesiącach. Mam na myśli zarówno zmiany w prawie, jak i czynniki makroekonomiczne oraz pogodowe – mówi Damian Andruszkiewicz, odpowiedzialny za ubezpieczenia komunikacyjne w Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

Jakie wydarzenia były najważniejsze z punktu widzenia ubezpieczeń OC i AC w mijającym roku? Poniżej lista.

  • Powiązanie cen OC z punktami karnymi

Parlament zdecydował, że 1 stycznia 2022 roku zmieni się prawo drogowe. Nowe przepisy mają poprawić bezpieczeństwo pieszych i piętnować naganne zachowania na drogach. Piraci drogowi i pijani kierowcy muszą być gotowi na surowsze kary i wyższe mandaty (np. nawet 5 tys. zł policja będzie mogła przyznać na miejscu zdarzenia, a maksymalna zasądzona kara wzrośnie z 5 tys. do 30 tys. zł). Poza tym punkty karne będą usuwane z konta kierowcy dopiero po 2 latach i to od dnia opłacenia kary. Ich liczba przełoży się też na cenę obowiązkowego ubezpieczenia OC. Ubezpieczyciele będą mogli sprawdzić historię kierowcy w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) i na tej podstawie określać wysokość składki (zależnie o rodzaju i liczby punktów karnych).

Na tej podstawie kierowca będzie mógł np. otrzymać zniżkę za bezpieczną jazdę, a po obliczeniu ceny ubezpieczyciel usunie dane kierowcy ze swojego systemu. Czy to podziała na kierowców motywująco? Czas pokaże. Tego typu rozwiązania z powodzeniem stosują inne kraje, m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania czy Irlandia. Niektórzy eksperci przewidywali w 2021 roku, że powiązanie stawek OC z punktami karnymi spowoduje wzrost cen. W rzeczywistości nie powinniśmy się tego obawiać – dodaje Damian Andruszkiewicz z Compensy.

  • Potężna liczba szkód katastroficznych

Kierowców boleśnie doświadczyła w tym roku pogoda. Z danych Compensy wynika, że liczba szkód katastroficznych tylko do końca lata wzrosła w porównaniu z 2020 rokiem aż o 265%. Najwięcej strat niosły za sobą gradobicia, wichury i podtopienia – najbardziej ucierpiało w nich woj. małopolskie, w którym doszło do blisko… połowy wszystkich zgłoszonych zdarzeń!

  • Inflacja w branży motoryzacyjnej

Potężny wzrost cen widać w niemal każdej sferze życia, również w motoryzacji. Rosną ceny samochodów, części do nich oraz usług w warsztatach. Ma to bezpośrednie przełożenie na ubezpieczenia OC i AC.

Ustalane jeszcze kilka miesięcy temu sumy ubezpieczenia w przypadku wielu aut nie oddają ich obecnej wartości na rynku wtórnym. Odszkodowanie wypłacone po kradzieży czy tzw. szkodzie całkowitej może więc nie wystarczyć na zakup nowego pojazdu. Z kolei droższe części i usługi serwisowe podnoszą koszty likwidacji szkód, których na dodatek było w tym roku wyjątkowo dużo.

Aby w obliczu wysokiej inflacji i zwiększonej liczby szkód zakłady ubezpieczeń utrzymały rentowność w ubezpieczeniach OC i AC, składki za polisy będą w 2022 roku rosnąć.

  • Nowe technologie w likwidacji szkód

Pandemia przyspieszyła rozwój technologii. Ubezpieczyciele tworzą nowe i rozbudowują dotychczas stosowane rozwiązania IT, a klienci coraz chętniej z nich korzystają. W przypadku ubezpieczeń komunikacyjnych oznacza to przede wszystkim wzrost popularności coraz częściej oferowanych przez zakłady ubezpieczeń aplikacji do samodzielnej likwidacji szkód. Taki program służy do zdalnego informowania ubezpieczyciela o szkodzie i pozwala na szybkie wnioskowanie o wypłatę po wypełnieniu prostego formularza.

W naszym przypadku, jeśli klient akceptuje wycenę szkody, wypłata następuje w czasie rzeczywistym. Inaczej mówiąc, od zgłoszenia szkody do otrzymania pieniędzy mija tylko kilka godzin. To znacznie poniżej rynkowego standardu, który należy szacować na mniej więcej 3 dni – tłumaczy ekspert Compensy.

  • Wyższa płaca minimalna podniesie kary za brak OC

Kary za brak obowiązkowego OC przyznaje Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG). Stawki zależą od rodzaju pojazdu, okresu pozostawania bez ubezpieczenia oraz minimalnego wynagrodzenia za pracę w roku kontroli.

Wraz ze wzrostem płacy minimalnej do 3010 zł w 2022 roku, zwiększą się kary dla nieubezpieczonych. Maksymalna opłata za brak OC powyżej 14 dni wynosi 3-krotność płacy minimalnej w przypadku samochodów ciężarowych, ciągników samochodowych i autobusów, jej 2-krotność w odniesieniu do samochodów osobowych i jedną trzecią dla pozostałych rodzajów pojazdów (np. motocykli).

W przypadku samochodów osobowych najwyższa kara za brak OC wyniesie więc w przyszłym roku do 6020 zł. Dla porównania: 10 lat temu było to… 3000 zł.

Źródło: Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group

Spółki ruszyły na podbój małego parkietu. NewConnect z ponad 160% rdr wzrostem liczby debiutów

Od stycznia do końca listopada br. na rynku NewConnect zadebiutowało 29 spółek. To przeszło 2,5 razy więcej niż w analogicznym okresie ub.r. Na tzw. mały parkiet weszli głównie producenci gier wideo. Pozostali debiutanci związani są z biotechnologią, medycyną, energią odnawialną, motoryzacją i branżą technologiczną. Natomiast wartość obrotów akcjami w ciągu 11 miesięcy br. była ponad dwukrotnie mniejsza niż rok wcześniej. Z kolei na koniec października liczba nowych rachunków w domach maklerskich wzrosła w relacji rocznej o prawie 50 tysięcy.

W ciągu 11 miesięcy br. na rynku NewConnect zadebiutowało 29 spółek. 6 z nich w kwietniu, po 5 – we wrześniu i w listopadzie, a 3 – w lutym. Patrząc na historyczne dane, widzimy, że od początku 2019 do końca 2020 roku tzw. mały parkiet był świadkiem również 29 debiutów. 14 z nich odnotowano od stycznia do listopada 2019 roku, a 11 – w analogicznym okresie ubiegłego roku.

– Ostatnie 2 lata są bardzo dobre dla rynku kapitałowego w Polsce i dla GPW, czego rezultatem jest rosnące zainteresowanie spółek pozyskiwaniem kapitału na tym rynku i duża liczba debiutów na giełdzie. W drugiej połowie grudnia spodziewamy się jeszcze kilku tego typu sytuacji na naszych rynkach – komentuje Piotr Borowski, członek zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Zdaniem Andrzeja Głowackiego, prezesa Grupy Kapitałowej DGA, duże zainteresowanie wejściem na tzw. mały parkiet wynika z dwóch powodów. Pierwszy obejmuje inflację i ucieczkę z oszczędnościami, które do tej pory były na kontach bankowych. Niskie oprocentowanie lokat, właściwie zbliżone do zera, zachęca do podejmowania ryzyka i inwestowania części oszczędności właśnie w debiuty giełdowe. Druga kwestia to moda na spółki producentów gier i biotechnologiczne, czyli sektory rynku, które w czasie pandemii mocno urosły.

– Liczbę debiutów należy oceniać w kontekście innych wydarzeń. Należy do nich m.in. utrzymująca się dobra koniunktura na rynku głównym GPW, a w szczególności popularność branż gamingowej czy biotechnologicznej wśród spółek wchodzących na NewConnect. Od marcowego dołka w 2020 roku niektóre indeksy sektorowe WIG prawie się podwoiły. Inny powód to szybki rozwój rynku crowdfundingowego po 2018 roku – mówi Jarosław Dudko, makler i doradca w Akceleratorze Innowacji Przemysłowych Industrylab.

Jak podkreśla Konrad Ryczko, analityk z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska, NewConnect ustanowiony został jako rynek dla spółek na wczesnym etapie rozwoju, np. technologicznych lub o bardziej ryzykownym modelu biznesowym. W ostatnich latach stał się jednak przede wszystkim bazą dla firm gamedevowych. Z kolei Piotr Borowski zaznacza, że ponad połowa tegorocznych debiutantów rynku NewConnect to producenci gier wideo. Natomiast pozostali działają w sektorze biotechnologii, medycyny, energii odnawialnej, motoryzacji, a także w szeroko pojętej branży technologicznej.

– Gry, biotechnologia czy tabletki na koronawirusa to okresowa moda. Wyceny CD Project, Mabion i innych spółek rozpalają wyobraźnię i inwestorzy podążają tym śladem. Należy jednak pamiętać, że wskaźnik upadłości spółek akcyjnych notowanych na GPW i NewConnect jest dwukrotnie wyższy w porównaniu z pozostałymi spółkami akcyjnymi funkcjonującymi w Polsce – dodaje prezes Głowacki.

Wartość obrotów akcjami na NewConnect od stycznia do listopada 2021 roku była ponad dwukrotnie niższa niż w analogicznym okresie ub.r. Wówczas mieliśmy do czynienia z dużą zmiennością na rynku kapitałowym, spowodowaną pandemią. Aktywność inwestorów na małym parkiecie jest ciągle kilkakrotnie większa niż przed pojawieniem się koronawirusa. W całym 2019 roku obroty na tym rynku wyniosły niecałe 1,5 mld zł. W specyficznym 2020 roku było to blisko 15 mld zł, a w tym roku do końca listopada ich wartość przekroczyła 5 mld zł.

– Spadek aktywności na NewConnect ma oczywiście związek z wysoką bazą odniesienia w unikalnym 2020 roku. Wówczas na rynku notowane były spółki bezpośrednio korzystające na sytuacji pandemicznej, co pobudzało wyobraźnie inwestorów. Ten rok przyniósł wyraźne uspokojenie, a część inwestorów została z wcześniejszymi pozycjami. To przy niższych kursach spowodowało zaprzestanie aktywności na tym rynku. Pewnym problemem NewConnect jest praktyczny brak inwestorów instytucyjnych – stwierdza Konrad Ryczko.

Jak informuje Piotr Borowski, rosnąca popularność inwestowania na GPW w Warszawie wśród inwestorów indywidualnych przełożyła się także na wzrost liczby nowych rachunków w domach maklerskich. Według danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, na koniec października 2021 roku w Polsce otwartych było 1,35 mln rachunków maklerskich. To o ponad 49 tys. więcej niż rok wcześniej.

– Nowe rachunki w domach maklerskich potwierdzają skłonność Polaków do ucieczki z gotówką z banku czy z tzw. skarpety. Codzienne życie z perspektywy półki sklepowej potwierdza występującą inflację. Ona statystycznie wynosi 8%, jednakże wiele towarów podrożało o 15-50%. Z tego wynika panika i obawa przed tak znaczą utratą wartości pieniądza – analizuje prezes Grupy Kapitałowej DGA.

Polacy za główne miejsce inwestycji oszczędności ciągle uważają nieruchomości. Tak wynika z danych statystycznych, o czym informuje Konrad Ryczko. I dodaje, że inaczej wygląda sytuacja w USA, gdzie spora część gospodarstw domowych ma bezpośrednią ekspozycję na rynek kapitałowy. Jak przekonuje ekspert DM BOŚ, w Polsce ciągle jest miejsce do wzrostu bazy inwestorów indywidualnych oraz rachunków maklerskich.

Niewiele firm patrzy z optymizmem na 2022 rok, stojący pod znakiem rosnących kosztów, braku pracowników i spadku popytu

Rosnące koszty, trudności ze znalezieniem pracowników, spadająca sprzedaż, utrzymanie łańcuchów dostaw powodują, że w najlepszym przypadku nadchodzący rok będzie dla działalności gospodarczej taki sam jak obecny, uważa co trzecie przedsiębiorstwo MŚP. Jedna czwarta firm jest zdania, że będzie gorzej niż w 2021 r. Najtrudniej o optymistów, których jest ich jedynie 16 proc. Najczęściej przyszły rok 2022 lepiej postrzega przemysł i to ten sektor też najchętniej deklaruje, że będzie inwestował. Największe obawy ma budownictwo i transport – wynika z badania przeprowadzonego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wśród mikro, małych i średnich firm.

Dane widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK pokazują, że po roku trwania pandemii jakość rozliczeń między przedsiębiorstwami i instytucjami finansowymi zaczęła się pogarszać i przyspieszył wzrost zaległości wobec dostawców i banków. Choć liczba firm z problemami w regulowaniu faktur i rat kredytowych podwyższyła się nieznacznie, przybyły 732 niesolidne płatniczo podmioty, to jednak nie można tego powiedzieć o samej kwocie zaległości, która w ciągu roku wzrosła o 4 mld zł do 38,4 mld zł, w dużej mierze za sprawą zmian od drugiego kwartału br. Najbardziej, po ok. 0,9 mld zł nieuregulowane na czas zobowiązania podwyższyły się w ostatnie 12 miesięcy w branżach przemysłowej i budowlanej.

Nie ma wątpliwości, że wprowadzone ostatnio bardziej surowe obostrzenia, mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się czwartej fali pandemii, będą dla wielu przedsiębiorców stanowiły dodatkowe utrudnienie.

– Cyklicznie prowadzone dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor badanie sektora mikro, małych i średnich firm pokazuje jednak, że przedstawiciele biznesu mimo tych piętrzących się przeciwności, wcale tak łatwo poddawać się nie zamierzają. A rozkład prognoz dowodzi, że nie ma tutaj jednoznacznej odpowiedzi, jak przyszły rok będzie wyglądał w biznesie. Wiele z pewnością zależy w tym względzie od rozwoju sytuacji pandemicznej oraz skali i zakresu reakcji rządowych na te zmiany. Dochodzą też takie elementy jak wysoka inflacja, a także nowe regulacje prawno-księgowe – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

prognoza firm 2022
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Ogólnie, co trzecia ankietowana firma spodziewa się, że przyszły rok pod względem biznesowym będzie dla niej taki sam, jak ten mijający. Ocena ta w zasadzie nie różni się znacząco między poszczególnymi branżami.

Pesymistycznie pod względem biznesowym na przyszły rok patrzy natomiast 27 proc. badanych firm sektora MŚP. Będzie on gorszy przede wszystkim zdaniem 41 proc. przedstawicieli budownictwa, 36 proc. transportu i 28 proc. usług. Negatywne opinie najrzadziej wyraża handel (23 proc.) i przemysł (22 proc.).

Co czwarty przedsiębiorca obawia się prognozować, a tylko 16 proc. ankietowanych patrzy w przyszłość z optymizmem. Nieco więcej wiary w poprawę w 2022 r. mają reprezentanci branży przemysłowej (18 proc.) i handlowej (17 proc.), ale nawet w tych sektorach i tak jest ich mniej niż pesymistów. Najrzadziej dobrze o przyszłym roku mówi biznes związany z przewozem towarów i osób (12 proc.), który jednocześnie jest w czołówce obawiających się 2022 r.

Inwestycje tylko dla nielicznych

Ten umiarkowany optymizm w ocenie biznesowych perspektyw nadchodzącego roku znajduje odzwierciedlenie w trzeźwym osądzie możliwości inwestycyjnych przedsiębiorstw. Większość firm sektora MŚP, bo niemal 60 proc., nie planuje inwestować. Wynik ten wygląda tak głównie za sprawą odpowiedzi mikroprzedsiębiorstw zatrudniających do 9 osób, wśród których od inwestycji powstrzymuje się ponad 72 proc. Rozważających taką możliwość jest zaledwie 14 proc. Najlepiej o swoim potencjale inwestycyjnym w 2022 r. mówią firmy średnie, w których pracuje od 50 do 249 osób. Wydatki inwestycyjne bierze tu pod uwagę co drugie przedsiębiorstwo.

prognoza firm 2022 inwestycje
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Niemal co dziesiąty przedsiębiorca miał zaplanowane inwestycje jeszcze w tym roku, a blisko jedna czwarta zamierza podejmować takie działania w 2022 roku. Najczęściej wspominają o tym firmy z branży przemysłowej (26 proc.) i handlowej (25 proc.), najrzadziej – usługowej (17 proc.).

Wyzwaniem rosnące koszty i brak pracowników

Firmy obawiają się przyszłego roku, bo nie mają pewności, czy są w stanie sprostać wyzwaniom. Największym z nich jest, jak wskazywali w badaniu dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, wzrost kosztów, w tym między innymi cen surowców, materiałów, pracy, paliwa oraz postępująca inflacja. Nie potrafi pominąć tego, mówiąc o trudnościach, aż dwie trzecie MŚP. I nie ma tu znaczenia wielkość firmy czy obszar działania. Wysoko pozycjonowany na liście wyzwań jest również problem ze znalezieniem pracowników (17,6 proc.) oraz spadek sprzedaży (16,2 proc.). Ok. 9 proc. pytanych przedsiębiorców wskazuje także kwestie spełnienia wymogów związanych z pandemią oraz problemy z zachowaniem łańcuchów dostaw.

prognoza firm 2022
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

– O ile trudny do udźwignięcia wzrost kosztów wskazują jednogłośnie przedstawiciele wszystkich branż, to już reszta wyzwań ma inne znaczenie w zależności od rodzaju działalności. Nieterminowe dostawy stały się pandemiczną zmorą handlu (17 proc.) i w niewiele mniejszej skali budownictwa. Z kolei spadek sprzedaży przygnębia co czwartą firmę produkcyjną, a poszukiwania nowych pracowników jedną piątą transportu i przemysłu. Co niepokojące, aż 18 proc. firm budowlanych sygnalizuje, że kłopotliwe staje się dla nich utrzymanie płynności finansowej, niewiele rzadziej skarży się też na to transport – informuje Sławomir Grzelczak.

O braku jakichkolwiek problemów mówi niewiele ponad 5 proc. ankietowanych podmiotów.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: październik 2021 r.

Spada liczba wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu

Od 16 miesięcy, czyli od czerwca 2020 r. średnia wartość kredyty mieszkaniowego, o jaką Polacy wnioskują do banków, jest w trendzie wzrostowym. Natomiast w trendzie spadkowym rozpoczętym od kwietnia 2021 r. znajduje się liczba osób starających się o kredyt mieszkaniowy, składając do banku wniosek kredytowy. Gdy tylko ceny na rynku nieruchomości spadną albo ustabilizują się, to przy malejącej liczbie osób wnioskujących o hipoteki, wartość BIK Indeksu na kredyty mieszkaniowe spadnie.

W badaniu opinii na zlecenie BIK, przeprowadzonym w październiku br. na reprezentatywnej grupie Polaków, 31% osób potwierdziło, że informacja o podwyżce stóp procentowych zniechęca ich do zaciągania kredytu. Nadal jednak na rynku kredytów mieszkaniowych panuje optymizm. Chociaż listopadowe odczyty wskazują na powiew pesymizmu, przejawiający się spadkiem wartości udzielonych kredytów w porównaniu z poprzednimi miesiącami.

Odporność rynku kredytów hipotecznych na zawirowania najlepiej ilustruje okres głębokiej pandemii ubiegłego roku. W pierwszych miesiącach pandemii mieliśmy duże spadki, popyt na kredyt zaczął się jednak odbudowywać już w lecie. Od czerwca ub. r. obserwowaliśmy stopniowy wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, co było konsekwencją wzrostu cen na polskim rynku nieruchomości i powrotu banków do 20% wymogu wkładu własnego, czyli do poziomu sprzed pandemii. Od lipca 2020 r., z wyjątkiem stycznia br., co miesiąc rośnie wysokość średniej kwoty wnioskowanego kredytu. W listopadzie br. ponownie został ustanowiony historyczny rekord na poziomie prawie 338 tys. zł.Spada liczba wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu

Spada liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy

Choć Polacy nadal chętnie wykorzystują kredyt jako sposób finansowania zakupu nieruchomości, to z analiz BIK wynikają dwa przeciwstawne zjawiska. Przy rosnącej średniej kwocie wnioskowanego kredytu, spada liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. Pytanie, w jakim stopniu wpłynie to na rynek kredytów mieszkaniowych w 2022 r.

– Od szczytu w marcu 2021 r. w ujęciu m/m widzimy comiesięczny spadek liczby wnioskodawców, co przekłada się na spadek popytu na hipoteki w ujęciu ilościowym. Popyt mierzony wartością kwot z wniosków kredytowych jest w silnym trendzie wzrostowym. Jednak w przypadku stabilizacji lub spadku cen na rynku nieruchomości oraz gdy liczba wnioskodawców nadal będzie spadała, to przestanie rosnąć średnia wartość wnioskowanego kredytu.

W konsekwencji spadnie popyt nie tylko w ujęciu liczbowym, ale i wartościowym. To z kolei wyhamuje a nawet zmniejszy akcję kredytową w ujęciu wartościowym. Innym ważnym czynnikiem, który może osłabić zainteresowanie Polaków kredytami, to kolejne podwyżki stóp procentowych. Oznacza to wprost niższą zdolność kredytową dla osób ubiegających się o finansowanie w bankach – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– BIK obserwuje z uwagą rynek hipotek, prowadząc analizy predykcyjne za pomocą m.in. Indeksu Popytu (PKM). Jest to narzędzie informujące o poziomie popytu w ujęciu wartościowym. Z uwagi na specyfikę udzielania kredytów mieszkaniowych, gdzie od złożenia wniosku do decyzji kredytowej mija ok. 2 miesięcy, więc dopiero wówczas odczyt BIK Indeksu pokazuje wpływ na akcję kredytową – dodaje prof. Rogowski.

Źródło: „Nastawienie Polaków do kredytów w sytuacji podwyżek stóp procentowych”, badanie opinii na zlecenie BIK 25.10.2021 r., Quality Watch, CAWI, N 1078, 18+

Kredyt przez Internet – czy jest możliwy?

Obecnie coraz więcej codziennych spraw jest załatwianych przez Internet. Zakupy spożywcze, porady lekarskie, zakładanie konta w banku, sprawy urzędowe – to wszystko można załatwić online. Nie inaczej jest w przypadku zaciągnięcia kredytu lub pożyczki. Zastanawiasz się, jak pożyczyć pieniądze bez wychodzenia z domu? To nic trudnego! Uzyskanie kredytu przez Internet nie jest wcale tak skomplikowane, jakby mogło się wydawać.

Kto może otrzymać kredyt online?

Kredyt przez Internet to dobra opcja dla osób, które chcą szybko pozyskać dodatkowe środki. Procedury kredytowe odbędą się bez zbędnych nerwów i stresu, a co istotne – w domowym zaciszu. Wystarczy jedynie spełnić kilka podstawowych wymogów. Zacznijmy od odpowiedniego wieku. Wymagana jest pełnoletność, chociaż w niektórych instytucjach kredyt jest udzielany dopiero od 21 lub 23 roku życia. Istotnym warunkiem jest również zameldowanie w Polsce oraz posiadanie konta bankowego i numeru telefonu. Oprócz tego potencjalny kredytobiorca powinien mieć odpowiednią zdolność kredytową. Negatywne wpisy w rejestrze dłużników niestety mogą stanowić przeszkodę w otrzymaniu zobowiązania. Z drugiej strony brak historii kredytowej to również pewien problem. Dla banku wówczas taki klient jest osobą anonimową i o wiele trudniej jest oszacować jego sytuację finansową. Warto o tym pamiętać.

Jakie dokumenty są wymagane?

Aby ubiegać się o kredyt lub pożyczkę, należy przygotować odpowiednie dokumenty. Niezbędne jest posiadanie aktualnego dowodu osobistego. Banki będą potrzebować takich danych jak: imię i nazwisko kredytobiorcy, PESEL oraz numer i seria dowodu. Klient ma również obowiązek dostarczyć dokumenty potwierdzające źródło utrzymania i wysokość miesięcznych dochodów. Dlatego konieczne będzie zaświadczenie o zatrudnieniu od pracodawcy oraz wyciąg z konta bankowego. Banki najczęściej pobierają historię rachunku z ostatnich 3 lub 6 miesięcy. Pozwala to bowiem przeanalizować, czy klient posiada stałe wpływy i jakiej są one wysokości.

Na co zwrócić uwagę biorąc kredyt przez Internet?

Przed zaciągnięciem zobowiązania, niezależnie, czy kredytu, czy może pożyczki, powinno się zwrócić uwagę na kilka czynników. Zaliczamy do nich:

  • oprocentowanie,
  • RRSO – Rzeczywista Roczna Stopa Oprocentowania,
  • okres spłaty,
  • wysokość rat,
  • prowizję za udzielenie kredytu,
  • kary za opóźnienia w spłacie.

Przeglądając oferty kredytu bądź pożyczek online, warto mieć na uwadze powyższe czynniki. Oprocentowanie jest jednym z głównych parametrów zobowiązania finansowego, ale nie najważniejszym! Niektórzy klienci kierują się zasadą, że im niższe oprocentowanie kredytu, tym lepsza oferta. Jednak nie zawsze. Co prawda, oprocentowanie może być niskie lub nawet zerowe, ale zostaną jeszcze doliczone koszty pozaodsetkowe, np. prowizja czy opłata przygotowawcza. Wtedy okazuje się, że tak naprawdę oferta kredytu z wyższym oprocentowaniem będzie tańsza niż ta z niższym. Ma to na wpływ przede wszystkim wysokość kosztów pozaodsetkowych. Oprocentowanie jest ważne, ale jego wysokość nie powinna być wyznacznikiem atrakcyjności kredytu.

Dlaczego warto?

Jak widać, kredyt przez Internet jest naprawdę atrakcyjną propozycją dla klientów na sfinansowanie ich wydatków. Głównymi zaletami tego rodzaju zobowiązania są uproszczona procedura wnioskowania, wygoda i naprawdę szybka wypłata pieniędzy. Warto jednak pamiętać, że nie każdy może ubiegać się o kredyt. Osoby zadłużone oraz z negatywną historią kredytową mogą mieć problem z otrzymaniem kredytu w banku. Nie oznacza to jednak, że ich szansa na wsparcie finansowe jest zerowa. Alternatywną dla kredytów przez Internet są pożyczki online. Otrzymanie pożyczki pozabankowej jest niewątpliwie o wiele mniej wymagające niż w przypadku kredytu bankowego.

Banki centralne zmieniają priorytety – co z RPP?

W ciągu kilku ostatnich tygodni nastąpiła ogromna zmiana priorytetów najważniejszych banków centralnych, co odzwierciedlają jastrzębiość Fedu, niespodziewana podwyżka stóp Banku Anglii i rodząca się w radzie EBC niezgoda. Rośnie też prawdopodobieństwo, że Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała zdecydować się na silniejsze podniesienie stóp.

Rezerwa Federalna podczas grudniowego posiedzenia dała do zrozumienia, że ma coraz więcej obaw w związku z presją inflacyjną. Jastrzębi Fed sprzyjał dolarowi, który zakończył tydzień na plusie względem pozostałych walut G10. Podobnie było z funtem, który zyskał po tym, jak Bank Anglii niespodziewanie podniósł stopy procentowe. Waluty rynków wschodzących w większości poradziły sobie lepiej niż waluty G10, co jest interesującym zjawiskiem, które warto uważnie obserwować. Wyjątkiem była ponownie lira turecka, która w ciągu tygodnia straciła ponad 15% w parze z dolarem amerykańskim, ponieważ polityka Erdoğana grozi zniszczeniem tureckiego systemu finansowego.

W związku z mniejszym napływem wieści z rynków przed świętami inwestorzy będą uważnie śledzić wiadomości dotyczące wariantu Omikron. W nadchodzącym roku kluczowy wpływ na rynek walutowy wciąż będzie mieć zróżnicowane tempo zacieśniania polityki przez banki centralne.

PLN

Złoty ostatnio nie doświadcza zbyt dużej zmienności, aczkolwiek pozostaje stosunkowo słaby. Ciekawsze od tego, co dzieje się obecnie na rynku walutowym, są jednak inne kwestie, mogące mieć na niego wpływ w kolejnych tygodniach i miesiącach.

Po pierwsze, Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził mocne podwyżki cen energii elektrycznej i gazu dla gospodarstw domowych, co sprawia, że oczekiwania dotyczące inflacji w przyszłym roku przesunęły się do ok. 8% z maksimum ok. 9%.

Po drugie, ostatnie dane z Polski są wyjątkowo dobre. Obserwujemy blisko dwucyfrowy wzrost wynagrodzeń i bardzo niskie bezrobocie, a jednocześnie ekstremalnie duży wzrost produkcji przemysłowej (roczna dynamika produkcji sprzedanej w listopadzie była ok. dwukrotnie wyższa niż szacowano).

Tak jedno, jak drugie zwiększa presję na Radę Polityki Pieniężnej. Standardowo bank centralny nie powinien reagować na wzrost cen energii, natomiast w sytuacji ciasnego rynku pracy i ryzyka odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych naturalna wydaje się silna reakcja. Jest bardzo prawdopodobne, że konsensus dot. stóp przesunie się z okolic 3% do 4%.

Już teraz widzimy stosunkowo silne ruchy instrumentów pochodnych na stopy procentowe w tym kierunku. Niemniej w zakresie polityki pieniężnej nadal panuje duża niepewność, zwiększana tym bardziej, że początek roku przyniesie spore roszady w RPP. Wygląda jednak na to, że krajowi decydenci, nie tylko monetarni, powinni mieć coraz silniejszą preferencję mocniejszego złotego. Taki ton wydaje się również przebijać z ich ostatnich wypowiedzi.

EUR

EBC pod względem zacieśniania polityki pozostaje zdecydowanie w tyle za podobnymi bankami centralnymi. Uważamy jednak, że pojawiły się subtelne, choć jasne znaki, że bank zmienia swoje spojrzenie na wzrost cen i przyjmuje bardziej jastrzębie stanowisko. Prognozy inflacji zostały zrewidowane znacznie w górę, a jest szereg czynników, które mogą jeszcze podbijać dynamikę cen, w tym Omikron. Prezes Christine Lagarde zasugerowała także, że w Radzie istnieje jastrzębie skrzydło sprzeciwu, przyznając, że decyzja nie była jednomyślna. Wciąż jednak utrzymuje, że podwyżka stóp w 2022 r. jest „bardzo nieprawdopodobna”. Euro przez cały tydzień szukało oparcia.

USD

Zgodnie z oczekiwaniami Fed podwoił tempo taperingu i zakończy swój program skupu aktywów najpóźniej w marcu. Jego komunikaty, zwłaszcza dot plot, były jednak bardziej jastrzębie niż powszechnie oczekiwano. Członkowie Fedu prognozują teraz trzy podwyżki stóp w 2022 r. i jasne jest, że do pierwszej może dojść nawet na marcowym zebraniu. Prezes Jerome Powell zasugerował, że bank centralny jest zaniepokojony inflacją bardziej niż na wcześniejszych posiedzeniach, i postrzega rynek pracy jako bliski pełnego zatrudnienia.

Podtrzymujemy naszą ogólnie pozytywną ocenę perspektyw amerykańskiej gospodarki. Jedną z kluczowych niepewności jest to, co stanie się z amerykańskimi stopami procentowymi, gdy zniknie ogromne wsparcie Fedu dla rynku papierów skarbowych po zakończeniu skupu aktywów.

GBP

Inflacja w Wielkiej Brytanii w listopadzie przyniosła kolejne nieprzyjemne zaskoczenie, pokazując wzrost do 5,1%. Mogło to być przyczyną niespodziewanej podwyżki stóp przez Bank Anglii, którą zatwierdzono jastrzębim stosunkiem głosów 8-1. Decyzja wprawiła rynek w osłupienie, bowiem ze względu na bardzo gołębie komentarze niektórych członków komitetu decyzyjnego znacznie bardziej prawdopodobne wydawało się głosowanie 8-1 za utrzymaniem stabilnych stóp.

Jako uzasadnienie dla ruchu w górę wskazano w szczególności ciasny rynek pracy i presję inflacyjną. Uważamy, że istnieje potencjał, by funt umacniał się do końca roku, zważywszy na niedostatek danych, pozytywne wieści z banku centralnego i to, że rynek utrzymuje krótkie pozycje na walutę i może być zmuszony do ich pokrywania w trakcie mało płynnego okresu świątecznego.

CHF

Po kilku burzliwych dniach kurs EUR/CHF powrócił do poziomu 1,04. W centrum uwagi w zeszłym tygodniu było posiedzenie Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB). Bank podniósł swoją warunkową prognozę inflacji w krótkim i średnim terminie, ale były to raczej niewielkie zmiany – oczekiwany wzrost cen konsumenckich to obecnie 0,6% w 2021 r., 1% w 2022 r. i 0,6% w 2023 r. w porównaniu do odpowiednio 0,5%, 0,7% i 0,6% prognozowanych we wrześniu. SNB oczekuje również nieco większego wzrostu gospodarczego w 2021 r. – 3,5% zamiast prognozowanych wcześniej 3%.

Nieco zaskakuje, że w oświadczeniu nie zmieniła się retoryka dotycząca franka. Co ważne, prezes SNB Thomas Jordan wspomniał, że „[SNB] był w stanie zapobiec silniejszemu wzrostowi inflacji w Szwajcarii przez dopuszczenie do pewnej nominalnej aprecjacji”, co potwierdza nasze wcześniejsze podejrzenia. Podkreślił także, że zbyt silna aprecjacja mogłaby być negatywna dla wzrostu gospodarczego, a w określonych warunkach nawet doprowadzić do deflacji. Sugeruje to, że istnieje granica akceptacji SNB dla silniejszego franka. Brak zmiany odnośnie do waluty w oświadczeniu oraz niska poprzeczka dla zaskoczeń w zakresie inflacji (z uwagi na jedynie niewielkie zmiany projekcji) wskazują jednak, że tolerancja ta może być dość duża.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury