Polski Ład: zmiany w rozliczaniu przychodów z najmu lokali mieszkaniowych

Polski Ład wprowadza poważne zmiany w rozliczaniu przychodów z najmu lokali mieszkalnych. Część przepisów zacznie obowiązywać już od 1 stycznia 2022 roku, a w pełni nowe rozwiązania wejdą w życie w roku 2023.

Polski Ład zakłada, że nie będzie można amortyzować lokali mieszkalnych, zarówno w działalności gospodarczej, jak i w najmie prywatnym. Według przepisów przejściowych podatnicy, którzy teraz rozliczają amortyzację od lokali mieszkalnych, będą mogli robić to jeszcze w 2022 r., ale pod warunkiem, że obecnie lokal jest wynajmowany i amortyzowany. Jednak osoby, które w przyszłym roku chciałyby wprowadzić do środków trwałych lokale mieszkalne, już nie będą mogły ich amortyzować. Oznacza to całkowity koniec amortyzacji lokali mieszkalnych od 2023 r.

Wynajmujący mieszkania prywatnie według Polskiego Ładu będą rozliczać je tylko na zasadzie ryczałtu. Podatnicy nie będą mogli odliczać od nich kosztów uzyskania przychodu, np. remontów. 2022 r. będzie okresem przejściowym dla podatników rozliczających najem na zasadzie skali podatkowej w br.

Nowe przepisy można zobrazować na przykładzie przedsiębiorcy, którego przedmiotem działalności gospodarczej jest najem 5 lokali mieszkalnych o wartości 5 mln zł. Okres amortyzacji wynosi 10 lat. Koszt, który ponosi przedsiębiorca poprzez odpisy amortyzacyjne, to 500 tys. zł. Od 2023 r. przedsiębiorca nie pomniejszy swoich przychodów o tę kwotę. W przypadku podatku liniowego wzrośnie obciążenie z tytułu podatku o ok. 95 tys. zł. Do tego należy doliczyć składkę zdrowotną, obowiązującą od przyszłego roku, która będzie liczona od dochodu. Przedsiębiorca straci więc blisko 120 tys. zł na podatkach, które będzie musiał dodatkowo zapłacić.

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

Konsorcjum UBESS zbuduje fabrykę akumulatorów i hub-ów energii w Polsce. Partnerem giełdowa Invista

Konsorcjum UBESS, znajdujące się w wąskiej grupie czołowych producentów ładowarek do samochodów i magazynów energii (hub-ów) na świecie zbuduje pierwszy w Europie zakład w Polsce. Wartość inwestycji to ponad 1 mld zł. Partnerem stanie się giełdowa Invista S.A., która będzie wyłącznym dystrybutorem urządzeń.

Decyzja o budowie dużego zakładu produkcyjnego w Polsce, wiąże się z uwarunkowaniami geopolitycznymi oraz chęcią dystrybucji produktów na obszarze UE. Zakład ma powstać w ciągu roku i będzie produkował (montaż) hub-y energetyczne i baterie – akumulatory w oparciu o technologię LTO. Zakład będzie produkował baterie LTO o pojemności 1 GW rocznie. Niezależnie od tego firma równolegle będzie w stanie wyprodukować magazyny energii o pojemności znacznie przekraczającej 1 GW rocznie. Według przedstawicieli Invista S.A. odbiorcami produktów UBESS będą podmioty, wykorzystujące duże ilości energii, potrzebujące HUB-y energetyczne, w tym jednostki państwowe (PKP), stacje benzynowe, miejskie sieci ładowarek elektomobilnych, sieci handlowe, wojsko.

Umowa z UBESS to jeden z 3 filarów strategii giełdowej spółki, która zakłada poszukiwanie zysków i oparcie strategii na 3 filarach: rynku nieruchomości, wykorzystaniu potencjału rynku energetyki i elektromobilności w Polsce i inwestycjach w nowe technologie.

‘’Zarząd brał pod uwagę różne opcje, w tym przegląd posiadanych aktywów pod kątem ich dalszego wykorzystania oraz uruchomienie projektów, które w związku z uwarunkowaniami legislacyjnymi i biznesowymi charakteryzują się ponadprzeciętną atrakcyjnością – ze szczególnym naciskiem na branże energetyki odnawialnej, elektromobilności i nowych technologii’’ – ujawnia Michał Gabrylewicz, prezes Invista S.A.

Efektywne wykorzystanie portfela gruntów

Nowy model zakłada najem części gruntów stabilnym partnerom i bardziej efektywne zarządzanie portfelem gruntów, pozwalające na ‘’wyższe stopy zwrotu dla inwestorów’’. Przedstawiciele spółki ujawniają, że obecnie prowadzą zaawansowane rozmowy z kilkoma podmiotami. Dodatkowo zarząd ma opcję sprzedaży części gruntów i nieruchomości, wykorzystując obecną koniunkturę rynkową. Kapitał ten ma posłużyć do inwestycji w projekty nowych technologii – drugi ważny filar strategii firmy.

Rynek energii i elektro mobilności

Invista S.A. ma w planach zaangażowanie na rynku energii – od magazynowania energii, do współpracy z operatorami farm fotowoltaicznych po elektromobilność. Pierwszym krokiem jest umowa z konsorcjum UBESS. „Zastosowanie innowacyjnych akumulatorów litowo-tytanowych (LTO) w dzisiejszym czasie staje się coraz bardziej potrzebne i otwiera przed inwestorami nową ogromną niszę. Wystarczy spojrzeć na dynamicznie rozwijający się rynek elektromobilności, fotowoltaiki, gdzie zastosowanie mają rozwiązania firmy UBESS. Perspektywy są ogromne: zrównoważony rozwój rynku, inwestycje w najnowszą technologię” – informuje Leon Gourari, szef konsorcjum UBESS, odpowiedzialny za ekspansję zagraniczną firmy. Polska spółka chce wykorzystać potencjał jaki dają Unijne wytyczne, dotyczące budowy i przystosowania alternatywnych GRID-ów zarządzania energią w poszczególnych państwach UE do 2028 roku.  W tym celu prowadzi rozmowy z kolejnymi, zagranicznymi podmiotami, m.in. dostawcami ładowarek i baterii do samochodów. „Rozwój technologii na rynku motoryzacji, wzrost zasięgów, dotacje do ładowarek i do sieci elektroenergetycznej oraz nowelizacja Ustawy o elektro mobilności to niektóre z czynników, które w kolejnych latach zdynamizują zmiany i rozbudowę infrastruktury ładowania na polskim rynku. Naszym celem jest wykorzystanie tego potencjału’’ – dodaje prezes giełdowej spółki.

Inwestycje w nowe technologie

Trzecim filarem strategii Invista SA ma być obszar nowych technologii, w tym z zakresu usług medycznych. Na razie przedstawiciele spółki nie ujawniają szczegółów.

„Poszukujemy projektów i technologii, które mają potencjał zrewolucjonizowania takich obszarów jak medycyna, rozwiązania dla infrastruktury miast, środków transportu publicznego. Obecnie analizujemy kilkanaście projektów, spośród których chcemy wybrać najbardziej obiecujące i będących w fazie wprowadzenia na rynek użytkowy”ujawnia prezes spółki Invista S.A.

Czy tarcza antyinflacyjna ochroni nas przed kryzysem ekonomicznym?

Obecnie świat zmaga się z inflacją, która rośnie w wielu państwach. Jest to problem globalny – mierzą się z nim wielkie gospodarki, m.in. Niemiec, Hiszpanii czy USA. Do wzrostu cen przyczynił się przede wszystkim kryzys gospodarczy spowodowany COVID-19. W czwartek, 25 listopada, rząd przedstawił tarczę antyinflacyjną. To propozycja działań, głównie podatkowych, mających złagodzić wzrosty cen paliw i energii. Jednak działania podejmowane przez rząd oraz bank centralny spotykają się z krytyką ze strony ekonomistów, którzy podnoszą, że w ten sposób instytucje działają z nienależytą powagą i zaangażowaniem do przezwyciężenia kryzysu.

– Sama nazywa „tarcza inflacyjna” właściwie mówi bardzo wiele – bo do pojedynku potrzeba jest tarcza, ale również miecz, czyli zwalczanie inflacji. Tarcza jedynie zabezpiecza część z nas przed szkodliwymi skutkami wysokiej inflacjiW dodatku ochrona ta bardzo często związana jest ze zwiększeniem zadłużenia państwa i koniecznością zdobycia dodatkowych pieniędzy – powiedział serwisowi eNewsroom, Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny, PwC Polska. – W związku z tym istota inflacji pozostaje nietknięta – ale także może się okazać, że w jakimś stopniu będzie to czynnikiem pobudzającym. Trzeba chronić przed wysoką inflacją, zwłaszcza tych najsłabszych. Jednak tym działaniom musi towarzyszyć polityka walki z inflacją, a nie zamiatanie problemu pod dywan. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że inflacja nie minie samoistnie – ocenia Orłowski.

Dagmara Brzezińska dołączyła do zarządu Integer.pl

Do zarządu Integer.pl – spółki zarządzającej działalnością Grupy InPost w Polsce – dołączyła Dagmara Brzezińska, wcześniej Allegro, która będzie odpowiedzialna za sprzedaż krajową, klientów międzynarodowych, SME, obsługę klientów, procesy doskonalenia sprzedaży, a także wsparcie sprzedaży i implementację nowych produktów.

Chciałbym przywitać Dagmarę Brzezińską na pokładzie naszej firmy. Liczymy na wzmocnienie naszych kompetencji w obszarze sprzedaży, obsłudze klientów krajowych i międzynarodowych oraz implementacji nowych produktów. To olbrzymie wyzwanie ale także szansa na pracę w jednej z najszybciej rozwijających się firm w branży nowoczesnej logistyki w Europiepowiedział Rafał Brzoska, prezes zarządu Grupy.

Dagmara do końca września 2021 roku zajmowała stanowisko Commercial Category Management Director oraz wcześniej Market Segment Director (Health & Beauty, Sport, Kids, Supermarket) w Allegro, gdzie rozwijała z sukcesem dział komercyjny odpowiadający za tworzenie oferty na platformie Allegro.pl. Odpowiadała tam również za współtworzenie rozwiązań technologicznych na ścieżce zakupowej konsumenta jako Head of Consumer Business Unit. Wcześniej pracowała jako Country Manager na Polskę, rozwijając platformę kosmetyczną iperfumy.pl – obecnie notino.pl, gdzie przeszła z firmy Unilever. W Unileverze pełniła rolę Dyrektora Marketingu dywizji kosmetycznej i zasiadała w zarządzie operacyjnym Unilever dla Polski i Bałtyków. Wcześniej przez 6 lat pracowała w firmie L’Oreal w Polsce oraz w Danii. Swoją karierę zaczynała w British American Tobacco na stażu menedżerskim oraz w firmie Coty. Orędowniczka diversity&inclusion w biznesie.

Jest absolwentką SGH na wydziale Finansów i Bankowości, absolwentką The Chartered Institute od Marketing w Londynie (CIM) oraz Studiów Podyplomowych Digital Business w Fundacji Emeritus dla Columbia Business School & MIT. W czasie wolnym Dagmara nałogowo czyta, uprawia sport oraz uczy się latać na samolotach wojskowych.

ZUS bardziej zdecydowany w wyciąganiu konsekwencji z kontroli „L4” choć wciąż daleki od ideału

Złe informacje dla wszystkich osób próbujących udać się na „wątpliwe” zwolnienie lekarskie. Zakład Ubezpieczeń Społecznych coraz skrupulatniej przygląda się nadużyciom pracowników przebywających na „L4” i częściej odbiera tym lawirującym zasiłki. Wskazują na to dane firmy doradczej Conperio, która na zlecenie pracodawców przeprowadza średnio 30 tys. kontroli zwolnień chorobowych rocznie. Jednocześnie eksperci podkreślają, że to wciąż przysłowiowa kropla w morzu potrzeb i w dalszym ciągu dochodzi do nagminnych nadużyć.

– W ostatnich miesiąc zauważamy wzrost odsetka cofniętych zasiłków przez ZUS. Jednego z pracowników, który przebywał na chorobowym z tytułu opieki nad dzieckiem, nasi kontrolerzy zastawali na notorycznym uniemożliwianiu przeprowadzania kontroli, przez co nie mieli możliwości zweryfikowania czy rzeczywiście pobiera on zasiłek sprawując opiekę nad synem. W listopadzie na zlecenie jego zakładu pracy po raz kolejny złożyliśmy mu rutynową kontrolę i jeszcze raz odmówił weryfikacji. Tym razem ZUS nie wahał się i zdecydował, by cofnąć pracownikowi zwolnienie. Liczymy na podobne, szybkie i skuteczne działanie także w kolejnych tego typu przypadkach – mówi Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Wśród cofniętych przez ZUS w ostatnim czasie zasiłków, był też m.in. pracownik przebywający na zwolnieniu chorobowym, a zastany podczas kontroli na obrządzaniu pszczelich uli w ogrodzie. ZUS odmówił także zasiłku dwójce rodziców, którzy wyjechali podczas trwania „L4” z dziećmi na wakacje.

Państwowa jednostka wzięła się także za jeszcze skuteczniejszą weryfikację kwestii nieobecności ze względu na niedopilnowanie obowiązku poprawności adresu przebywania w czasie zwolnienia i ewentualnej jego aktualizacji u pracodawcy oraz ZUS, w razie gdyby adres był zmieniany w czasie trwania zwolnienia (wynika to z art. 59 ust. 5d i 5e ustawy zasiłkowej).

– Pracownicy tłumaczą, że nie wiedzieli jaki adres jest wpisany w e-ZLA. Często jest to adres zameldowania lub stary „rodzinny” adres, próbują usprawiedliwiać się teleporadą i zwolnieniem elektronicznym. Kontrola wykazuje jednak, że chory pod wskazanym adresem nie mieszka, domownicy to potwierdzają lub w protokole stwierdzającym nieobecność, kontrolowany pracownik sam wskazuje, że od kilku lat tu nie mieszka bądź, że był w domu, ale pod innym adresem. W świetle ustawy błędnie podany adres jest powodem do odebrania zasiłku, wciąż mało Polaków jest tego świadomawyjaśnia ekspert rynku pracy.

Jednocześnie do poprawy wciąż jest wiele i w dalszym ciągu dochodzi do nagminnych nadużyć. ZUS mając wielokrotnie w jednym miejscu wszystkie niezbędne dane, by cofnąć tzw. naciągaczom zasiłek, zwleka z decyzjami, w niektórych przypadkach – nawet 2 lata.

– Obserwujemy wiele przypadków kiedy, pracownicy przebywający na chorobowym u jednego pracodawcy, pracują u innego, np. będąc zatrudnionymi poprzez agencję pracy tymczasowej na umowę zlecenie. Jedna z pracownic naszego klienta pracująca na co dzień w branży spożywczej, była regularnie widywana przez współpracowników na wykładaniu towaru na półki w innym konkurencyjnym sklepie. Innym razem „chory” pracownik uczestniczył w rozgrywkach sportowych w roli arbitra, co udokumentował osobistym podpisem na pomeczowym protokole. Mimo tak ewidentnych nadużyć i dowodów, sprawy tego typu potrafią trwać latamirelacjonuje Mikołaj Zając.

Państwowa jednostka zwiększyła także liczbę kontroli w 2021 roku. Z danych ZUS wynika, że w II kw. 2021 r. ZUS przeprowadził 85 tys. kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. Zostało wydanych 3,9 tys. decyzji wstrzymujących dalszą wypłatę zasiłków chorobowych na kwotę ponad 3,3 mln zł. Dla porównania w analogicznym okresie ubiegłego roku kontroli było tylko 42,9 tys.

– Większa determinacja ZUS w wyciąganiu konsekwencji wobec osób nadużywających zwolnień chorobowych to dobra informacja dla pracodawców, którzy borykają się z nieuczciwymi pracownikami. Ponadto, ZUS odzyskuje więcej pieniędzy z tytułu nienależnych świadczeń. To mniejsze straty dla Państwa i przedsiębiorcówpodsumowuje Mikołaj Zając.

Co 3 Polak zainteresowany zakupem samochodu z napędem elektrycznym

Z 12% do 32% wzrosła w okresie ostatnich pięciu lat liczba Polaków zainteresowanych zakupem samochodu z napędem elektrycznym – wynika z tegorocznej edycji Barometru Nowej Mobilności PSPA. Barometr to jedyne, cykliczne badanie opinii społecznej obrazujące przełomowe zmiany, które od 2017 r. zaszły w świadomości i preferencjach zakupowych Polaków związanych z ekologicznym transportem.

„Barometr Nowej Mobilności 2021/22” to już 5. edycja cyklicznego opracowania PSPA zawierającego wnioski z badania opinii społecznej dotyczącego elektromobilności, w tym potencjału zakupowego Polaków w zakresie nabywania samochodów elektrycznych oraz ich preferencji związanych z infrastrukturą ładowania. Barometr powstaje na podstawie odpowiedzi uzyskanych od reprezentatywnej grupy polskich kierowców, którzy realnie rozważają zakup nowego pojazdu w okresie najbliższych 3 lat. Partnerem strategicznym najnowszej edycji raportu został Arval.

– Tegoroczne wydanie Barometru Nowej Mobilności jest wyjątkowe. Podjęliśmy się analizy wyników ze wszystkich lat badania, prezentując jak zmieniały się trendy na przestrzeni wszystkich edycji. Paliwa konwencjonalne, w tym Diesel, jest w odwrocie. Świadomość ekologiczna polskich kierowców rośnie, a ceny pojazdów elektrycznych są w coraz większym stopniu dopasowane do oczekiwań klientów. To tylko niektóre wnioski, które uzyskaliśmy z łącznie blisko 6000 ankiet, w ramach których zebraliśmy niemal 700 000 odpowiedzi – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.Barometr Nowej Mobilności 2021/22

Z najnowszej edycji „Barometru” wynika, że w 2021 r. po raz kolejny zanotowano wzrost zainteresowania Polaków zakupem pojazdu elektrycznego. 32,3% respondentów zadeklarowało, że realnie rozważy zakup BEV (samochodu całkowicie elektrycznego) lub PHEV (hybrydy typu plug-in) w okresie kolejnych trzech lat. W 2017 r. taką gotowość wyrażało tylko 12% ankietowanych.

Zainteresowanie samochodami elektrycznymi rośnie, ponieważ rynek elektromobilności rozwija się w coraz szybszym tempie. W stosunku do roku 2017 gama modelowa powiększyła się o 475%, a elektryki zadebiutowały w ofercie kolejnych 23 producentów. Ponadto wraz rozwojem oferty EV rozbudowie ulega sieć ogólnodostępnych ładowarek, która od 2019 r. powiększyła się niemal dwukrotnie – mówi Jan Wiśniewski, Kierownik Centrum Badań i Analiz PSPA.

Rośnie świadomość

Silniki Diesla straciły swoją silną pozycję, a ich udział w rynku maleje z roku na rok. Uwzględniając wyniki „Barometru”, od 2017 r. z tego rodzaju napędu zrezygnowało 22,2% respondentów. Polskie społeczeństwo stacje się coraz bardziej świadome wyzwań związanych z ochroną klimatu i ekologicznością. Dziś już 38,7% badanych jest przekonanych o pozytywnym wpływie pojazdów elektrycznych na środowisko, podczas gdy pięć lat temu było to zaledwie 8%.Barometr Nowej Mobilności 2021/22

Coraz większa liczba Polaków miała także okazję jeździć samochodem elektrycznym. W 2017 r. było to 6% badanych, w 2018 r. 11%, w 2019 r. – 16%, w 2020 r. – 18%. W roku 2021 z EV skorzystał już co piąty respondent (19,9%). Ponad połowa z respondentów (62,5%), miała okazję usiąść za kierownicą samochodu elektrycznego kilkukrotnie. Wśród największych zalet użytkowych EV, ankietowani wymieniają niskie koszty eksploatacji (47,8%) oraz cichą pracę układu napędowego (47%). Wśród największych wyzwań najczęściej wskazywany jest zasięg (47,8%) oraz dostępność infrastruktury ładowania (46,2%). Z Barometru wynika ponadto, że Polacy postrzegają elektromobilność jako przyszłość motoryzacji. Zdaniem 79,5% ankietowanych samochody elektryczne zastąpią w przyszłości pojazdy spalinowe.

Odsetek kierowców, którzy chcą kupić auto elektryczne rośnie wraz z liczbą osób, które choć raz jechały takim pojazdem. Badanie potwierdza nasze obserwacje – kto miał okazję jeździć autem elektrycznym, nie będzie chciał już z niego wysiąść. Widać to także po licznym gronie respondentów, które uważa zeroemisyjne pojazdy za przyszłość motoryzacji. Wciąż oczywiście konsumenci wskazują pewne bariery dla rozwoju elektromobilności, ale nie są to problemy, których nie da się pokonać – zarówno zasięgi, jak i sieci stacji ładowania rosną w bardzo w szybkim tempie – mówi Radosław Kitala, Consulting & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska.Barometr Nowej Mobilności 2021/22

Ceny EV coraz niższe

Wybierając samochód Polacy kierują się przede wszystkim pragmatyzmem – cena pojazdu jest głównym czynnikiem decyzyjnym (27,5%). Największa grupa respondentów (39,6%) deklaruje, że na zakup samochodu jest w stanie przeznaczyć środki w wysokości od 50 do 100 tys. zł. 27,6% badanych zadeklarowało budżet na poziomie od 100 do 150 tys. zł.  Osoby dysponujące takimi środkami mogłyby wybierać spośród 18 modeli samochodów elektrycznych, a dzięki dotacji w wysokości 18 750 zł z programu „Mój Elektryk” ich wybór powiększyłby się do 26 modeli. W przypadku dotacji na poziomie 27 000 zł (z Kartą dużej rodziny) – do 28 modeli.

Ceny samochodów elektrycznych stają się coraz bardziej dopasowane do oczekiwań Polaków. Ankietowani, pytani o ile samochody elektryczne powinny być tańsze, z każdym rokiem typują coraz niższą wartość. W 2017 r. wskazywali, że ceny samochodów elektrycznych w salonach powinny zostać zredukowane o 44%, w 2018 r. o 42%., w 2019 r. o 31%, w 2020 r. o 26% zaś w 2021 – już tylko o 22%. Już teraz znaczną redukcję ceny katalogowej zapewniają dotacje ze środków NFOŚiGW, a w przekroju większości segmentów koszty nabycia pojazdów elektrycznych i spalinowych ulegną wyrównaniu maksymalnie do 2025 r.  – mówi Albert Kania, Senior New Mobility Manager PSPA ceny samochodów elektrycznych

Ładowanie bez przeszkód

Wraz z rozwojem technologii obserwujemy trend polegający na spadku częstotliwości średnio odbywanych sesji ładowania w ciągu tygodnia. Istotnym czynnikiem determinującym obserwowane zjawisko są stale rosnące zasięgi samochodów elektrycznych. W 2017 r. średni zasięg samochodów całkowicie elektrycznych dostępnych na polskim rynku wynosił 228 km na jednym ładowaniu, w 2021 r. zwiększył się do 390 km. Tym samym eksploatacja pojazdów elektrycznych staje się coraz bardziej komfortowa, również w przypadku tych kierowców, którzy nie mają możliwości ładowania samochodu elektrycznego w domu. Dla rozwoju elektromobilności ważne są szybkie ładowarki publiczne, których instalacja – według ankietowanych – powinna być priorytetem przy trasach przelotowych pomiędzy głównymi miastami (57,9%) oraz w miejscach użyteczności publicznej, takich jak centra handlowe (27,4%). Zdaniem 48,4% respondentów czas ładowania w podróży nie powinien przekraczać 30 min, a dla 32% jednej godziny.  Znacząca większości lokalizacji w Polsce (93%) jest wyposażona tylko w jedną stację szybkiego ładowania. Zdaniem prawie 90% respondentów huby ładowania umiejscowione wzdłuż dróg krajowych i autostrad powinny obejmować co najmniej 4 stacje. Ponad połowa (54,4%) ankietowanych wskazała, że optymalnym rozwiązaniem jest montaż od 4 do 5 urządzeń.Barometr Nowej Mobilności 2021/22

Respondenci zwracają również uwagę na konieczność dokonania zmian w obecnych metodach płatności. 62,8% z nich chciałaby mieć możliwość zapłacenia za ładowanie przy pomocy karty płatniczej.

 

– Wsłuchując się w głosy i opinie użytkowników pojazdów elektrycznych, także naszych członków, dostrzegamy silną potrzebę ustandaryzowania systemu ładowania EV. Przede wszystkim powinniśmy dążyć do zapewnienia interoperacyjności infrastruktury, by kierowcy samochodów elektrycznych mogli przy użyciu jednej karty lub aplikacji uruchamiać wszystkie stacje ładowania i dokonywać płatności – potwierdza Łukasz Lewandowski z EV Klubu Polska.

Razem dla elektromobilności

Badanie Barometr Nowej Mobilności 2021 zostało przeprowadzone we wrześniu 2021 r. na grupie ponad 1200 respondentów z wykorzystaniem metody wywiadów on-line przez agencję SW RESEARCH. Badanie zrealizowano w ramach kampanii elektromobilni.pl

Zasady opodatkowania umów spółek kapitałowych podatkiem od czynności cywilnoprawnych

Umowy spółek, jak i dokonywane w nich zmiany rodzą istotne konsekwencje w podatku od czynności cywilnoprawnych. Przedsiębiorcy decydujący się na podwyższenie kapitału zakładowego albo inne zmiany wpływające na kapitał zakładowy powinni liczyć się z koniecznością zapłaty podatku PCC. Obowiązek taki powstaje także w przypadku działań restrukturyzacyjnych, gdzie dochodzi do przekształcenia spółki i w konsekwencji zmian w kapitale zakładowym. W związku z tym warto wiedzieć, co jest opodatkowane, na jakich zasadach i według jakiej stawki, a także jakie obowiązują zwolnienia.

Umowa spółki kapitałowej i jej zmiana a PCC

Co do zasady opodatkowaniu podatkiem od czynności cywilnoprawnych podlegają umowy spółki oraz wszelkie zmiany umów spółki powodujące podwyższenie podstawy opodatkowania PCC.

Umowa spółki oraz jej zmiana podlegają opodatkowaniu PCC jeżeli w chwili dokonania czynności rzeczywisty ośrodek zarządzenia albo siedziba spółki znajdowały się na terytorium Polski. Jako rzeczywisty ośrodek zarządzania przepisy o PCC rozumieją miejscowość, w której ma siedzibę organ zarządzający spółki kapitałowej. Jest to zatem odmienne rozumienie niż na potrzeby CIT czy podatku u źródła. Takie rozumienie ośrodka zarządzania stanowi pewne uproszczenie i jednocześnie w sposób jednoznaczny wskazuje gdzie dana czynność powinna zostać opodatkowana.

W przypadku spółek kapitałowych za zmianę umowy spółki uważa się podwyższenie kapitału zakładowego z wkładów lub ze środków spółki oraz dopłaty. Jako zmiana umowy spółki traktowane jest także przekształcenie lub łączenie spółek, jeżeli ich wynikiem jest podwyższenie kapitału zakładowego spółki kapitałowej.

Wyłączenia z opodatkowania

Jednak nie wszystkie działania związane ze zmianą umowy spółki są opodatkowane. Zgodnie z art. 2 ust. 6 ustawy o PCC z opodatkowania wyłączone są umowy spółki i ich zmiany związane z:

  • łączeniem spółek kapitałowych;
  • przekształceniem spółki kapitałowej w inną spółkę kapitałową;
  • wniesieniem do spółki kapitałowej, w zamian za jej udziały lub akcje:

– przedsiębiorstwa spółki kapitałowej lub jego zorganizowanej części,

– udziałów lub akcji innej spółki kapitałowej dających w niej większość głosów albo kolejnych udziałów lub akcji, w przypadku gdy spółka, do której są wnoszone te udziały lub akcje, posiada już większość głosów.

W tym kontekście warto poruszyć temat przekształcenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w spółkę komandytową. Jak wskazał NSA w wyroku z dnia 3 września 2019 r. (sygn. akt II FSK 3212/17), brak jest podstaw do przyjęcia, że umowa przekształcenia spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w spółkę komandytową nie podlega podatkowi od czynności cywilnoprawnych. W konsekwencji taka czynność będzie opodatkowana PCC.

Obowiązek podatkowy i podstawa opodatkowania

Istotną kwestią w opodatkowaniu PCC jest powstawanie obowiązku podatkowego. Zgodnie z ustawą obowiązek podatkowy w PCC przy umowie spółki lub jej zmianie powstaje z chwilą podjęcia uchwały o podwyższeniu kapitału spółki mającej osobowość prawną.

Z kolei podstawę opodatkowania przy umowie spółki kapitałowej stanowi:

  • przy zawarciu umowy – wartość kapitału zakładowego,
  • przy podwyższeniu kapitału zakładowego – wartość, o którą podwyższono kapitał zakładowy,
  • przy dopłatach – kwota dopłat,
  • przy pożyczce udzielonej spółce przez wspólnika – kwota lub wartość pożyczki,
  • przy oddaniu spółce rzeczy lub praw majątkowych do nieodpłatnego używania – roczna wartość nieodpłatnego używania,
  • przy przekształceniu lub łączeniu spółek – wartość kapitału zakładowego spółki kapitałowej powstałej w wyniku przekształcenia lub połączenia,
  • przy przeniesieniu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej rzeczywistego ośrodka zarządzania spółki kapitałowej lub jej siedziby – wartość kapitału zakładowego;

Warto zaznaczyć, że jeśli majątek spółki osobowej powstały w wyniku przekształcenia, czyli wartość wkładów do spółki osobowej, przewyższa kapitał zakładowy spółki przekształcanej, to ta nadwyżka z racji wcześniejszego jej nieopodatkowania podlega podatkowi od czynności cywilnoprawnych (wyrok NSA z dnia 29 lipca 2021 r., sygn. akt III FSK 3814/21).

Stawka PCC dla umów spółki i ich zmian wynosi 0,5% podstawy opodatkowania określonej w powyższy sposób. Właściwym urzędem skarbowym jest urząd, w którym spółka ma siedzibę. Opodatkowania dokonuje się na deklaracji PPC-3, którą należy złożyć w ciągu 14 dni od powstania obowiązku podatkowego.

Zwrot podatku

W art. 11 ust. 1 ustawy o PCC przewidziane zostały warunki, które muszą zaistnieć, aby podatek PCC podlegał zwrotowi. Podatek PCC podlega zwrotowi w części stanowiącej różnicę między podatkiem zapłaconym i podatkiem należnym, w sytuacji gdy spółka nie została zarejestrowana w rejestrze przedsiębiorców lub wysokość kapitału zakładowego spółki kapitałowej została zarejestrowana w kwocie niższej, niż określała umowa spółki. Podobnie będzie w przypadku gdy spółka nie została zarejestrowana w rejestrze przedsiębiorców lub wysokość kapitału zakładowego spółki kapitałowej została zarejestrowana w kwocie niższej, niż określała umowa spółki. Co ważne, podatnik ma tylko 5 lat na wystąpienie z wnioskiem o zwrot podatku.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek mieszkaniowy rozgrzany do czerwoności. Jak zapowiada się 2022 r.?

2021 r. upłynął pod znakiem dynamicznie rosnących cen, podaży wciąż nienadążającej za galopującym popytem oraz nowych regulacji na rynku mieszkaniowym. Stanowi on w dalszym ciągu łakomy kąsek dla deweloperów, którzy aktywnie angażują się w nowe projekty, również w zyskującym na znaczeniu sektorze najmu instytucjonalnego. Eksperci Colliers dokonali analizy sytuacji na rynku mieszkaniowym, czego efektem jest zestawienie najważniejszych wydarzeń w mijającym roku, a także prognozy na 2022 r.

Najważniejsze wydarzenia 2021 r. na rynku mieszkaniowym

  1. PRS-y rosną w siłę

Inwestorzy odkręcili kurki z pieniędzmi, a Polacy dostrzegli zalety wynajmowania mieszkań od profesjonalnych podmiotów. W ramach realizowanych projektów PRS (Private Rented Sector) znajduje się obecnie 6200 gotowych mieszkań, kolejnych 25 tys. lokali jest zakontraktowanych bądź w budowie. To jednak wciąż niewielki odsetek wszystkich mieszkań przeznaczonych na wynajem w Polsce, których łączna liczba szacowana jest na ok. 1,2 mln lokali. Eksperci przewidują, że do końca 2025 r. na inwestycje w PRS w naszym kraju przeznaczone zostać może ok. 2 mld zł.

  1. Spektakularne transakcje w sektorze najmu instytucjonalnego

W maju 2021 r. Heimstaden Bostad AB, trzeci co do wielkości właściciel i operator nieruchomości mieszkaniowych na wynajem w Europie, zakupił trzynaście projektów, z blisko 2500 apartamentami o łącznej powierzchni ponad 131 tys. mkw., od spółki Budimex Nieruchomości. Wcześniej ten sam inwestor kupił ok. 1300 mieszkań od spółek Marvipol oraz Eiffage Immobilier. Jedną z najbardziej spektakularnych transakcji 2021 r. w tym sektorze jest podpisanie umowy przez dewelopera YIT z funduszem NREP (Nordic Real Estate Partners), na mocy której wybuduje i sprzeda inwestorowi ponad 1000 lokali. Wszystkie mieszkania przeznaczone będą pod wynajem – to pierwsza tego typu inwestycja mieszkaniowa NREP w Polsce. Fundusz posiada już portfel 10 tys. mieszkań na wynajem w krajach skandynawskich. Liczbę tę zamierza podwoić dzięki inwestycjom w Polsce, m.in. w Warszawie, Trójmieście i Wrocławiu.

  1. Istotne przejęcia

W maju 2021 r. Budimex sprzedał spółkę zależną Budimex Nieruchomości funduszowi Cornerstone Partners i czeskiemu deweloperowi Crestyl za blisko 1,51 mld zł. Przejęcie to stanowi pierwszy krok do stworzenia jednego z główych graczy na rynku nieruchomości w Europie Środkowo-Wschodniej. Wcześniej, w lutym 2021 r. Echo Investment zawarło przedwstępną umowę kupna 66,01 proc. akcji spółki Archicom od trzech osób fizycznych, założycieli firmy, a cena za większościowy pakiet wyniosła 425,1 mln zł. Od 2019 r. głównym akcjonariuszem Echo Investment jest Wing, jedna z największych firm nieruchomościowych na Węgrzech.

  1. Pomimo rosnących cen oferta nowych mieszkań szybko znika

Rok 2021 nabywcy nowych mieszkań zapamiętają jako czas największego w historii deficytu dostępnych lokali. Pandemia w istotny sposób wydłużyła proces wprowadzania nowych inwestycji mieszkaniowych, co przy niesłabnącym popycie ograniczyło wybór. Nie zniechęciło to jednak potencjalnych nabywców, którzy nie zrezygnowali z zakupów mimo zwyżek cen, a te na przestrzeni ostatnich 5 lat wzrosły o 29% w Poznaniu, 52% w Łodzi, 56% w Warszawie, 60% we Wrocławiu, 65% w Krakowie, aż do ponad 75% w Gdańsku.

  1. Nowa ustawa deweloperska 2021

W maju 2021 r. Sejm uchwalił nową ustawę o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego. Do największych zmian w ramach tej ustawy należy powołanie Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego (DFG). Firmy deweloperskie będą zobowiązane do odprowadzenia dodatkowej składki liczonej od ceny brutto lokalu, w wysokości 1% w przypadku otwartego a 0,1% zamkniętego mieszkaniowego rachunku powierniczego. Środki wpłacane do DFG będą przeznaczone na zwrot wpłat klientów m.in. w sytuacji upadłości dewelopera lub banku prowadzącego rachunek powierniczy. Ustawa wprowadza także maksymalną wysokość opłaty rezerwacyjnej, która nie będzie mogła przekraczać 1% ceny określonej w prospekcie informacyjnym. Co więcej opłata rezerwacyjna powinna zostać zwrócona klientowi, jeśli nie otrzyma on pozytywnej decyzji kredytowej. Dodatkowo gotowe lokale, kupowane od dewelopera już po uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie, również będą objęte ustawą.

Prognozy na 2022 r. dla rynku mieszkaniowego

  1. Polski Ład – mieszkanie bez wkładu własnego

Nowa ustawa w ramach Polskiego Ładu już wiosną 2022 r. ma wprowadzić możliwość objęcia gwarancją części kredytu hipotecznego zaciąganego na zakup mieszkania. Gwarancja ta zastąpi wymóg wniesienia wkładu własnego przez kupującego. Objęta nią część kredytu będzie mogła stanowić nie mniej niż 10% i nie więcej niż 20% wydatków, na które zaciągany będzie kredyt. Ustawa zawiera również mechanizmy, które ograniczają ryzyko stymulowania wzrostu cen mieszkań, tj. maksymalny limit ceny w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni mieszkania. Nowe przepisy przewidują także maksymalne limity środków, jakie z budżetu państwa przekazywane będą do Rządowego Funduszu Mieszkaniowego na cele ustawowe. W 2022 r. ma być to 100 mln zł, w 2023 r. – 200 mln zł. Środki te będą zwiększane co roku, by w 2032 r. osiągnąć wartość 2,15 mld zł.

  1. Czy Polacy w dalszym ciągu będą kupować mieszkania w celu lokaty kapitału?

W październiku i listopadzie doczekaliśmy się pierwszych od 9 lat podwyżek stóp procentowych. Dotychczas ok. 30%-35% mieszkań sprzedawanych przez deweloperów trafiało do inwestorów indywidualnych. Przy rosnących cenach dla wielu z nich była to atrakcyjna lokata kapitału. W ostatnich kwartałach część klientów uciekała na rynek mieszkaniowy, chroniąc w ten sposób kapitał przed rosnącą inflacją. Wzrost cen może ostudzić krótkoterminowy popyt spekulacyjny. Wydaje się jednak, że nie wpłynie to w istotny sposób na stawki sprzedaży determinowane głównie przez coraz wyższe ceny gruntów i wykonawstwa.

  1. Konsolidacja sektora

W Polsce działa ponad 600 spółek prowadzących działalność deweloperską. Największe firmy sprzedają po kilka tysięcy mieszkań w skali roku, jednak utrzymanie takiego wolumenu, przy ograniczonej podaży gruntów, staje się coraz większym wyzwaniem. Stąd w 2022 r. możemy spodziewać się kolejnych przejęć w branży. Konsolidacja będzie następowała również na poziomie CEE. Jeden ze spektakularnych przykładów takich działań jest już w toku – w Q4 2021 r. Goldman Sachs wystawił na sprzedaż 100% akcji dewelopera Robyg. Istotną pozycję w aktywach dewelopera stanowił bank ziemi – według informacji spółki umożliwia on wybudowanie ok. 23,3 tys. lokali. Szacuje się, że wartość transakcji może osiągnąć poziom nawet 3 mld zł, a zainteresowanie kupnem akcji zgłosi wielu zagranicznych inwestorów.

COVID a kary umowne

Pandemia COVID-19 nie pozostaje bez wpływu na prowadzenie działalności gospodarczej. Zdarza się, że ze względu na ograniczenia związane z pandemią przedsiębiorcy nie zdążą na czas wykonać świadczeń, do których się zobowiązali. W takich przypadkach umowy często przewidują kary umowne za opóźnienia. W związku z tym zrodziło się pytanie, czy kary umowne, niezawinione przez podatnika, a będące skutkiem pandemii można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu.

Koszty niestanowiące kosztów uzyskania przychodu

Co do zasady, zgodnie z art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, wydatki z tytułu kar umownych i odszkodowań za wady dostarczonych towarów, wykonanych robót i usług oraz zwłokę w dostarczeniu towaru wolnego od wad albo zwłoki w usunięciu wad towarów albo wykonanych robót i usług nie uznaje się za koszty uzyskania przychodu. W przepisie tym ustawodawca bezpośrednio wskazuje, jakiego rodzaju kary umowne podlegają wyłączeniu z kosztów uzyskania przychodów. Są to kary związane z nienależytym wykonaniem zobowiązania wynikającym z niewłaściwego działania albo zaniechania podatnika.

Pozostałe kary umowne, jeżeli spełniają kryteria wynikające z art. 15 ust 1 ustawy o CIT mogą stanowić koszty uzyskania przychodów. W szczególności konieczne jest wykazanie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy poniesioną karą a przychodem podatkowym. Dobrym przykładem jest tu kara (odszkodowanie) za wcześniejsze rozwiązanie umowy najmu. Tytuł ten nie został bezpośrednio wymieniony w art. 16 ust 1 pkt 22 ustawy o CIT i nie można uznać, że jest to kara z tytułu wad wykonanych usług czy zwłoki w usunięciu wad wykonanych usług. W związku z tym w dalszej kolejności należy sprawdzić związek wypłaty tego rodzaju kary z przychodem oraz wypełnić pozostałe kryteria uznania wydatku za koszt podatkowy (wyrok NSA z dnia 2 lipca 2019 r. sygn. II FSK 2220/17) tj. wydatek musi zostać poniesiony, musi być związany z prowadzoną działalnością gospodarczą, musi mieć charakter definitywny oraz powinien zostać udokumentowany, a także nie być zawarty w katalogu wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów.

Nieterminowe wykonanie prac

W związku z pandemią COVID-19 wielu przedsiębiorców nie dotrzymało terminu zakończenia prac, w związku z czym będą musieli zapłacić kary umowne. Tego rodzaju kary mogą stanowić koszty uzyskania przychodów po spełnieniu opisanych powyżej warunków z art. 15 ust 1 ustawy o CIT. W podobnej sprawie wypowiedział się WSA w Gliwicach, który w wyroku z dnia 12 lutego 2021 r. sygn. I SA/Gl 1173/20, wskazał, że kara umowna za nieterminowe wykonanie usługi nie mieści się w wyłączeniu przewidzianym w art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o

CIT i w związku z tym, by określić czy może stanowić koszt uzyskania przychodu należy przeanalizować pozostałe przesłanki uznania wydatku za koszt uzyskania przychodu wymienione powyżej. W uzasadnieniu wyroku WSA poczynił rozważania odnośnie tego czy kara jako taka może mieć związek z przychodami i stwierdził, że ponieważ w wielu przypadkach zapłata kary umownej uniemożliwia dalsze funkcjonowanie podmiotu, czy współpracę z kontrahentem, jako przykład racjonalnego działania, uznał, że kara umowna może być zaliczona do kosztów uzyskania przychodów.

Kara umowna a KUP

Najtrudniejszą kwestią jest wykazanie związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy karą a zachowaniem i zabezpieczeniem źródła przychodów prowadzonej działalności gospodarczej. Z pomocą przychodzi tu liczne orzecznictwo NSA. Przykładowo w wyroku z dnia 27 marca 2019 r. (sygn. akt II FSK 292/16) NSA wskazał, że kwalifikując dany wydatek jako koszt podatkowy, należy uwzględnić również kwestię logicznego ciągu zdarzeń determinujących określone i konkretne działania podatnika, począwszy od momentu zawarcia umowy najmu. W procesie działań gospodarczych przedsiębiorca dąży bowiem nie tylko do maksymalizacji przychodów, ale i minimalizacji strat.

Innymi słowy, w przypadku pandemii COVID przedsiębiorcy, którzy płacą kary umowne wynikające ze stanu epidemii, powinni zweryfikować, czy ciąg zdarzeń jest logiczny i determinował określone działania podatnika, a także czy są w stanie go udokumentować poprzez odpowiednie umowy i porozumienia. Samo wskazanie, że zapłata kary umownej wynikała z COVID, może być zbyt wątłym uzasadnieniem. Warto więc w takich przypadkach zebrać i zarchiwizować całą dokumentację oraz argumentację uzasadniającą wypłatę kary umownej.

Możliwość rozszerzenia przepisu na inne kary umowne

Coraz częściej w stanowiskach organów podatkowych można zaobserwować prymat wykładni celowościowej nad formalną. Oznacza to, że organy podatkowe wskazują, co ustawodawca miał na celu, konstruując dany przepis. Także w przypadku kar umownych istnieje ryzyko, że organy podatkowe zaczną szerzej interpretować ten przepis, zwłaszcza że w dobie pandemii COVID 19 kary umowne stają się standardem, szczególnie jeśli druga strona nie chce uwzględnić wpływu pandemii na wykonywane prace. Z wykładnią celowościową przepisu o karach umownych nie zgadza się jednak NSA, co podkreślił w jednym z wyroków, wskazując, że przepis art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT, jako że stanowi wyjątek od zasady określonej w art. 15 ust. 1 tej ustawy, winien być interpretowany ściśle, tj. powinien być rozumiany jako

przepis wyłączający możność uznania za koszty uzyskania przychodów kar umownych i odszkodowań wskazanych expressis verbis w art. 16 ust. 1 pkt 22 ustawy o CIT (wyrok NSA z dnia 9 stycznia 2020 r., sygn. akt II FSK 1330/19).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Mazurska Manufaktura SA wskrzesi wrocławski browar Odra

Mazurska Manufaktura S.A., producent rzemieślniczych alkoholi mocnych oraz piwa regionalnego, stawia śmiałe cele względem przejętego Browaru Profesja. Wrocławski zakład wskrzesi historyczną markę Odra, jak również skumuluje produkcję wszystkich marek bezalkoholowych całej spółki. To pierwsze decyzje po ogłoszonej w listopadzie br. informacji o objęciu przez spółkę ze Szczytna 100 proc. udziałów wrocławskiego, rzemieślniczego Browaru Profesja.

Zgodnie z przyjętą strategią rozwoju, Browar Profesja, poza rozwojem segmentu własnych piw kraftowych,  będzie budował silną pozycję producenta piw na rynku lokalnym poprzez reaktywację znanych, regionalnych brandów. W tym celu, Mazurska Manufaktura odzyskała prawa do historycznego piwa Odra, którego ponowne warzenie będzie się odbywać we wrocławskich zakładach. W tym momencie, piwowarzy wrocławscy pracują nad odtworzeniem historycznej receptury, która posłuży do produkcji trzech gatunków piwa.

Browar Odra był niegdyś warzony w Browarach Mieszczańskich, które po ponad 100-letniej historii zakończyły działalność w 1996 roku. Obecnie, w byłych zakładach browaru zaadaptowanych na Centrum Kulturalne organizowane są wystawy oraz imprezy kulturalno-rozrywkowe.

Browar Profesja
Browar Profesja

– Angażując się w Browar Profesja wiedziałem, że rewitalizacja lokalnego browaru Odra, który z prawdziwym sentymentem wspomina starsza społeczność wrocławian, będzie jedną z pierwszych decyzji. Reaktywacja lokalnych, często upadłych marek piw to główna idea, która przyświeca nam przy pozyskiwaniu praw do regionalnych produktów browarniczych. Bez zbędnej zwłoki odtwarzamy historyczną recepturę, przygotowujemy aparaturę, by zgodnie z planem ruszyć z dystrybucją już w I kwartale 2022 r. – mówi Jakub Gromek, prezes Mazurskiej Manufaktury S.A.

Specjalizacją wrocławskiego zakładu stanie się również produkcja piw bezalkoholowych lokalnych browarów, należących do spółki Mazurska Manufaktura SA, w tym m.in.: Jurand, Krak oraz Bractwo. Browar Profesja posiada dopracowany w tym zakresie proces produkcyjny jak również bogate zaplecze techniczne pozwalające na zwiększenie mocy produkcyjnych bez dodatkowych kosztów inwestycyjnych.

– Rynek piw bezalkoholowych to stale rosnący segment całego rynku, który według danych przekroczył wartość 1 mld zł w 2020 roku. Nie ukrywam, że my również planujemy coraz większą eksplorację tej gałęzi, a Browar Profesja wydaje się idealnym miejscem by skupić produkcję wszystkich naszych marek bezalkoholowych. Posiada niezbędną aparaturę do produkcji, jak również kompetentny i doświadczony zespół piwowarów  – dodaje Jakub Gromek.

Wrocławski browar Profesja został założony w 2012 roku przez miłośników piwa i doświadczonych piwowarów domowych. W listopadzie 2021 roku, 100 proc. udziałów spółki objęła Mazurska Manufaktura S.A. W zamian obecni właściciele obejmą pakiet nowej emisji akcji spółki ze Szczytna stanowiących 5,15% akcjonariatu. Przedstawiciele Mazurskiej Manufaktury podkreślają, że przejęcie Browaru Profesja to dla Spółki przede wszystkim okazja do rozwoju atrakcyjnego i różnorodnego portfolio, w którym jak dotąd brakowało piw kraftowych. To również szansa na zwiększenie zasięgu dystrybucji i łatwiejsze wejście z ofertą do sieci handlowych.

Konsolidacja lokalnych marek piwa

Mazurska Manufaktura S.A. to rodzinna spółka działająca w zabytkowym, ponad 100-letnim Browarze w Szczytnie, specjalizująca się w produkcji mocnych alkoholi kraftowych oraz piwa.

W zgodzie z trwającą od 10 lat rewolucją piwną zwracającą wzrok konsumentów w kierunku produkcji rzemieślniczej, opartej również na lokalnym patriotyzmie, spółka reaktywuje znane, regionalne marki piwa. W 2021 roku Spółka przejęła prawa do 11 historycznych marek piwa, z różnych regionów Polski. Pierwszym, wskrzeszonym piwem, wprowadzonym na rynek w lutym br., jest Jurand – kultowa marka produkowana przez Browary Warmińsko-Mazurskie. Wiosną br. Spółka przywróciła na rynek Kujaw również markę Bractwo, a także reaktywuje Browary Bydgoskie, które były historycznym właścicielem tego piwa. W październiku br. poinformowała o przejęciu kolejnej historycznej marki piwa z Małopolski – Krak, a w listopadzie Browaru Profesja.

Deweloperzy: wszystko drożeje, mieszkania też

Co podbija ceny mieszkań? Czy będziemy obserwować ich dalsze podwyżki? W jakim tempie rosną koszty budowy? Czy ograniczenie zdolności nabywczej i dostępu do kredytów przełoży się na wyhamowanie popytu i wzrostu stawek rynkowych? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży w Develia S.A.

Niestety cały czas obserwujemy wzrost kosztów materiałów budowlanych i generalnego wykonawstwa. W niektórych lokalizacjach koszt realizacji 1 metra powierzchni użytkowej mieszkalnej w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrósł nawet o 1000 -1200 zł. Podobną sytuację obserwujemy na rynku gruntów pod nowe inwestycje. Trwające na nim od wielu lat wzrosty cen idą w parze z kurczącą się ofertą działek nadających się pod zabudowę mieszkaniową. Wszystko to w połączeniu z przedłużającymi się procedurami administracyjnymi na etapie przygotowania inwestycji sprawia, że deweloperzy mają problem z zaproponowaniem podaży odpowiadającej utrzymującemu się wysokiemu popytowi na mieszkania. W minionych czterech kwartałach na sześciu największych rynkach w Polsce wprowadzony zostało do sprzedaży 55,5 tys. mieszkań. Jest to wynik daleki, zarówno od rekordów z 2017 roku, kiedy było to blisko 70 tys. lokali, jak i poziomu z 2019 roku, kiedy do oferty deweloperów weszło prawie 64 tys. mieszkań. Jako że nożyce popyt-podaż rozwierają się coraz bardziej, trudno spodziewać się innego scenariusza niż dalsze wzrosty cen.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Wzrost cen materiałów ma oczywiście wpływ na branżę. Jako Grupa mamy jednak wdrożoną odpowiednią politykę zakupową, a także posiadamy długotrwałe relacje z dostawcami, co pozwala pozyskać materiały na konkurencyjnych warunkach. Wzrost kosztów zakupów jest szczególnie odczuwalny w uruchamianych projektach, gdzie również ma znaczenie koszt nabycia gruntu, co ma znaczny wpływ na ostateczną cenę sprzedaży. Obecnie sytuacja zmusza do jeszcze większej optymalizacji procesów, aby jakość dostarczanych mieszkań była niezmienna a cena nadal akceptowalna przez nabywców.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper S.A.

W dalszym ciągu dynamicznie rosną stawki za surowce i energię, co przekłada się na wzrost kosztów materiałów budowlanych. Dochodzą do tego duże podwyżki wynagrodzeń. Wkrótce zaczną obowiązywać nowe przepisy dodatkowo zwiększające koszty ponoszone przez deweloperów, m.in. składki na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny, wyższe składki zdrowotne, czy większe dofinansowanie inwestycji gminnych związanych z budową osiedli, ze względu na dziury budżetowe gmin wywołane Polskim Ładem. Ponadto, bardzo wysokie ceny działek oraz kurczący się zasób gruntów pod budownictwo wielorodzinne, a także przedłużające się procedury administracyjne powodują problemy po stronie podażowej, a przy wyższych stopach procentowych także wyższy koszt wytworzenia mieszkań. Inwestycje mieszkaniowe nie będą uruchamiane, jeśli planowany przychód ze sprzedaży mieszkań nie będzie przynajmniej o kilkanaście procent wyższy niż koszty ich wytworzenia, nie tylko dlatego, że taka działalność nie miałaby sensu, ale też dlatego, że żaden bank nie udzieli finansowania dla takiej inwestycji. Dlatego spodziewam się dalszego wzrostu cen mieszkań. Albo rynek zaakceptuje wyższe ceny, albo inwestycje nie będę uruchamiane i oferta jeszcze bardziej się skurczy.

Wyższe stopy procentowe będą ograniczać dostępność kredytu hipotecznego u części klientów o najniższych dochodach, poszukujących najtańszych mieszkań, więc nie w naszej grupie docelowej. Ci klienci pewnie będą poszukiwać realizacji swoich potrzeb mieszkaniowych poprzez najem mieszkań kupionych przez osoby lepiej sytuowane. Popyt na mieszkania w dużych miastach jest silny i stabilny, bo wynikający z dużego ich niedoboru i stosunkowo niskich cen względem Europy i względem wynagrodzeń w dużych miastach. Dlatego spodziewam się dalszego wzrostu cen mieszkań o minimum kilka procent kwartalnie przy jednoczesnym ograniczeniu ich oferty.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Wzrost kosztów budowy jest nieuchronny z powodu galopującej inflacji i rosnących cen materiałów budowlanych, a w konsekwencji rosnących kosztów budowy. Wybrane materiały budowlane, według danych NBP zdrożały od września br. o około 27 proc. Żaden z deweloperów nie jest w stanie zrekompensować takiego wzrostu niższą marżą. Ponadto, na wzrost cen mieszkań wpływa wciąż wysoki popyt i niedostateczna podaż. Mieszkania są obecnie o około 10 proc. droższe niż przed rokiem. Takie tempo wzrostu może utrzymać się w nadchodzącym roku.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Koszty budowy niestety nadal rosną i jest to problem, z którym zmagają się wszyscy deweloperzy oraz osoby budujące domy czy będące na etapie wykańczania wnętrz. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy niemal trzykrotnie wzrosły ceny profili stalowych do ruchomej zabudowy, cena drewna wzrosła o 200 proc., podobnie ceny miedzi. Zdrożały także usługi budowlane. Wszystko to ma oczywiście wpływ na ceny mieszkań, które nadal rosną. Najbliższe miesiące pokażą, czy wzrost stóp procentowych wpłynie na podaż i ceny mieszkań.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Ceny mieszkań determinują przede wszystkim koszty ich budowy, a te nadal rosną. Wpływa na to wiele czynników: coraz wyższe ceny gruntów, skokowo rosnące ceny materiałów budowlanych, a także systematyczny wzrost wynagrodzeń. Wszystko to sprawia, że należy się spodziewać dalszego wzrostu cen mieszkań. Trudno jednak powiedzieć, na jakim poziomie. Wzrost cen jest bardzo prawdopodobny nawet przy mniejszej podaży, ponieważ obecnie nic nie wskazuje na to, by wspomniane trendy rynkowe miały osłabnąć. Tym bardziej, że czynniki makroekonomiczne obecnie nie zwiastują zmniejszenia popytu.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w Constructa Plus

Niestety koszty budowy rosną w dalszym ciągu. Chciałabym zwrócić tutaj szczególną uwagę na rosnące ceny paliw i energii. Nie jest to związane z bezpośrednio z budownictwem, ale znacząco wpływa na poziom cen wszystkich usług i towarów, które kupujemy, aby wytworzyć nasz produkt. Dziś można już mówić o prawdziwej spirali wzrostu cen, napędzanej przez wiele powiązanych ze sobą czynników. W oparciu o aktualną wiedzę, prognozujemy dwa możliwe scenariusze, które mogą, ale nie muszą realizować się jednocześnie. W pierwszym z nich inwestorzy, którzy nie są w tym momencie zdeterminowani lub zobligowani umowami lub rozpoczętymi działaniami, zwyczajnie będą czekać z przeprowadzeniem inwestycji. W drugim, podmioty, które nie muszą finansować inwestycji długiem, będą budować i sprzedawać już gotowe mieszkania, kalkulując ceny wg realnego kosztu, a nie prognoz, do jakich są zobligowani umową kredytową. Oba scenariusze niestety generują dalszy wzrost cen, ponieważ popyt na mieszkania się nie zmniejsza. W dalszym ciągu mamy do czynienia z deficytem mieszkaniowym. To znaczy, że każda podwyżka, która studzi popyt na zakup nieruchomości na własność jednocześnie zwiększa popyt na najem długoterminowy oraz wynikający z niego popyt ze strony inwestorów.

Marcin Michalec, CEO Okam

Z jednej strony aktualna sytuacja na świecie, jak również wzrost cen paliw, energii, czy surowców budowlanych przekłada się na wysokość cen materiałów budowlanych, a to z kolei ma bezpośrednie przełożenie na średni koszt budowy 1 mkw. Z drugiej strony rosnąca inflacja będzie miała z pewnością wpływ na sytuację nabywczą, ograniczając możliwości zakupowe części Polaków. Choć niektórzy eksperci prognozują dalszy wzrost cen produktów budowlanych w kolejnych miesiącach, ale już nie z takim natężeniem, jak przy okazji choćby najwyższej od dziesięciu lat podwyżki cen stali, możliwa jest także stopniowa stabilizacja lub powolny trend spadkowy w niektórych kategoriach produktowych.

Bartłomiej Mandryga, kierownik działu sprzedaży i marketingu PCG S.A.

Koszty materiałów budowalnych i pracownicze nadal rosną i trudno jest przewidzieć, kiedy ceny się ustabilizują. Rozgrzany rynek deweloperski cały czas ma duże zapotrzebowanie na materiały do budowy, a deficyty w niektórych sektorach windują ceny. Wpływ na nie ma także rosnąca inflacja. W związku z tym utrzymanie cen mieszkań na tym samym poziomie przez dłuższy czas jest niemożliwe i muszą one podlegać podwyżkom. W najbliższych miesiącach nie spodziewamy się obniżenia czy wyhamowania stawek za mkw., a obecne podwyżki stóp procentowych nie wpływają znacząco na dostępność kredytów czy siłę nabywczą Polaków, więc nie zmniejszą popytu.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Ceny gruntów rosną w sposób niekontrolowany i niewspółmierny z rosnącymi cenami mieszkań. Rosną także koszty budowy, z ekstremalnymi wzrostami cen stali oraz koszty pracy. Poza tym, rosną stopy procentowe, a prognozy rynkowe zapowiadają dalsze wzrosty. Jeśli dodamy do tego niedobór gruntów pod zabudowę i wydłużenie okresu uzyskiwania pozwolenia na budowę, to nie widzę możliwości obniżenia cen mieszkań. Spodziewam się wzrostu na poziomie 3-4 proc. rocznie.

Jarosław Kozak, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Pewnym jest, że koszty nie będą malały, co w konsekwencji nie doprowadzi do obniżenia cen mieszkań na rynku pierwotnym. Nie wiemy jeszcze na 100 proc., jak zachowa się rynek po wzroście stóp, a przede wszystkim po czwartej fali pandemii. Jakie środki podejmie rząd, czy działania doprowadzą do ograniczenia dostaw i produkcji środków, surowców, asfaltu, stali itp.

Zdecydowanie nie spodziewamy się powtórki z 2008 roku. Nie będzie już miała miejsca bańka, która doprowadzi do tak potężnego spadku cen na rynku nieruchomości, ale także i w innych sektorach. Sytuacja covidowa i jej długofalowe odziaływanie nie pozwoli na „wybuch” rynku i spadek cen. Gospodarka mieszkaniowa nie wyhamuje, będzie tylko zamrożona na jakiś czas przez ewentualne braki komponentów. A to niestety może opóźniać budowy. Wiele planowanych działań zależy od zamierzeń rządu, czy będą wprowadzane lockdowny, wzmożony strach gospodarczy, sianie paniki na rynku.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przy tak znaczącej jak obecnie dysproporcji pomiędzy podażą a popytem, jedyną konsekwencją podniesienia stóp procentowych oraz zmian w sposobie wyliczania zdolność kredytowej jaką przewidujemy jest spowolnienie tempa wzrostu cen mieszkań. Koszty budowy nadal rosną, a wzmacnia to coraz większa inflacja.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Podwyżka stóp procentowych nie oznacza nagłego załamania zdolności kredytowej Polaków. Jeśli zaś chodzi o koszty budowy trzeba wspomnieć o kilku ważnych czynnikach. Ceny paliw są najwyższe od wielu lat a to wypływa na koszty transportu materiałów budowlanych, podobnie zresztą jak innych produktów, co przekłada się na wysoką inflację. Ceny stali i drewna rosną od wielu miesięcy. Jednak najbardziej szokujące jest to co stało się z nimi w ostatnim miesiącu. Dynamika wzrostu sięgnęła ponad 21 proc. rok do roku. Co go tak wywindowało? Oto kilka przykładów: płyty OSB podrożały w perspektywie roku o 124,7 proc., sucha zabudowa o ponad 60 proc., a izolacje termiczne o około 53 proc. Z drugiej strony, w trzecim kwartale br. nastąpił też wzrost wynagrodzeń Polaków o 9,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Jeśli zarobki będą rosły szybciej niż inflacja wzrosty cen nie powinny nam mocno doskwierać.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie ceny mieszkań nadal będę rosły. Natomiast tempo wzrostu może nie być aż tak szybkie, jak w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Z kolei rosnące koszty budowy, ceny gruntów, a także przeciągające się decyzje administracyjne spowodują, że podaż mieszkań będzie ograniczona. Do tego dochodzą jeszcze zakupy całych budynków przez zagraniczne fundusze. W związku z tym, dalszy wzrost cen mieszkań wydaje się być nieunikniony.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Wzrost cen materiałów jest znaczący, co jest pochodną tego, co dzieje się na rynkach surowców. Zbyt duża dynamika wzrostu cen oznacza niepewność w planowaniu nowych inwestycji. Realizacja osiedla trwa około dwóch lat i taki jest też czas ekspozycji na ryzyko zmian kosztów. Wydaje się, że ich obecny wzrost przyczyni się do zwyżek cen mieszkań, szczególnie w rozpoczynanych projektach. W związku z ostatnią podwyżką stóp procentowych zdolność nabywcza osób starających się o kredyt spadnie o kilkanaście procent, ale trudno jest prognozować dalszy rozwój sytuacji, gdyż polskie władze monetarne nie prowadzą przejrzystej polityki informacyjnej dotyczącej projekcji poziomu stóp procentowych.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg S.A.

Dynamicznie rosnące koszty materiałów budowlanych mają wpływ na cały rynek nieruchomości mieszkaniowych, a przede wszystkim na ceny mieszkań. Skala wzrostów kosztów jest podobna w całej Polsce i trudno ją różnicować na poszczególne miasta. Wszystkie nasze inwestycje są realizowane zgodnie z harmonogramami, jednak na całym rynku widać wyraźnie mniejszą podaż.

Analizy rynku mieszkaniowego pokazują, że podaż nie nadąża za popytem, co jest wynikiem dużego zainteresowania zakupem mieszkań w połączeniu z wolniejszym ich wprowadzeniem z powodu wydłużonych procedur administracyjnych. Przykładowo, w Warszawie zwykle oferta deweloperów wystarczała na trzy kwartały sprzedaży, a obecnie skurczyła się i pozwala zaspokoić popyt na około trzy miesiące. To jest bezpośrednia przyczyna podwyżek cen, obok drożejących gruntów i materiałów budowlanych. Bardzo ważne jest zatem, aby samorządy maksymalnie przyspieszyły procedury administracyjne w tym zakresie.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Koszty materiałów i usług budowlanych wciąż rosną, co może przekładać się na dalszy wzrost cen mieszkań. Silną presję na dalsze podwyżki ma również malejąca podaż gruntów pod inwestycje. W efekcie zakup gruntu pod budowę jest coraz droższy. Ostatnie zmiany spowodowane podwyżką stóp procentowych w naszej ocenie będą miały marginalny wpływ na rynek i nie przewidujemy znacznego pogorszenia zdolności kredytowej nabywców w najbliższym czasie.

Analiza rynków reklamowych Europy Środkowo-Wschodniej ze szczególnym uwzględnieniem skutków pandemii COVID-19

weCAN, sieć niezależnych agencji reklamowych i domów mediowych z Europy Środkowo-Wschodniej opublikowała swój siódmy już CANnual Report za rok 2020. Zawiera on szczegółową analizę rynków reklamowych w 15 krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem skutków pandemii COVID-19 na tych rynkach. Co ciekawe, oprócz zebranych rocznych danych na temat rozwoju rynków mediowych w Europie Środkowo-Wschodniej, eksperci weCAN porównali skutki niedawnego kryzysu wywołanego pandemią z wcześniejszymi krytycznymi sytuacjami w regionie, takimi jak kryzys gospodarczy z 2008 r., aneksja Krymu czy kryzys Agrokor. Raport zawiera m.in. artykuł autorstwa gościnnej autorki, dr Marii Törőcsik (ekonomistka i profesorka na Uniwersytecie w Peczu), który opisuje ewolucję postaw konsumentów z Europy Środkowo-Wschodniej od 1990 roku.

Autorami polskiego rozdziału jest Weronika Szwarc-Bronikowska, wiceprezeska domu mediowego Media People oraz wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS oraz Paweł Heinze, dyrektor kreatywny w agencji Walk.

Region wstrząśnięty wirusem

CANnual Raport 2021 wyraźnie wykazuje, że ​​koronawirus zatrzymał trwający pół dekady stały wzrost: ogólne wydatki na reklamę w regionie spadły o 8% w 2020 r., co oznacza stratę o 1,2 miliarda euro w porównaniu z poprzednim rokiem.Covid-19 w analizie rynków reklamowych - raport CANnual 2021-2

Branża reklamowa, a w szczególności wydatki na reklamę w mediach, od lat intensywnie rosły w Europie Środkowo-Wschodniej. W 2020 roku pandemia COVID-19 spowodowała spadek inwestycji reklamowych na poziomie 8% (ok. 1,2 miliarda euro). Wszystkie media odczuły silne redukcje budżetów. Jedynymi beneficjentami pandemii stali się internetowi dostawcy potencjalnych klientów, czyli min. media z dystrybucją swoich treści w kanale online. W tym czasie wymuszona pandemią zmiana zachowań konsumenckich, zasadniczo zmieniła sposób w jaki dzisiaj biznes myśli o budowaniu komunikacji i relacji z odbiorcami.

Większość ekspertów weCAN wskazuje, że po początkowym szoku i zamrożeniu budżetów reklamowych, biznes stosunkowo szybko wrócił na stare tory, ponieważ kampanie były
w większości odkładane (a nie anulowane) lub restrukturyzowano je poprzez kierowanie większej ilości budżetów na działania w obszarze digital. Firmy musiały dostosować się do nowych wzorców zachowań konsumenckich, przenosząc się na platformy internetowe lub wzmacniając swoją obecność w Internecie.  W rezultacie wydatki na reklamę cyfrową wzrosły o 100 milionów euro (lub 1% rok do roku), czyniąc z internetu jedyny obszar mediów, który wyszedł obronną ręką z tego kryzysu.

Dzięki tym korektom ponad połowa krajów Europy Środkowo-Wschodniej doświadczyła jedynie niewielkiego spadku lub nawet niewielkiego wzrostu wydatków na reklamę. Najmniej ucierpiały rynki z silnym segmentem cyfrowym tj.  większość krajów wyszehradzkich, Rosja i Ukraina. W Rosji, z najpotężniejszym rynkiem cyfrowym w Europie Środkowo-Wschodniej, wg danych liczbowych w euro, inwestycje spadły o 16%. Ten wynik jest skorelowany ze znacznym spadkiem wartości rubla, najniższym od prawie pięciu lat. Spadek inwestycji liczony w rublach wyniósł zaledwie 4%.

Pandemia przyspieszyła widoczne od lat trendy. Telewizja jest nadal najpopularniejszym (średnio) medium wśród mieszkańców analizowanych 15 krajów. Jednak to działania reklamowe online generują już ponad połowę budżetów marketerów (51%, tj. 7,12 mld euro) w 2020 r., czyli więcej niż w telewizji (36%, czyli 4,97 mld euro). Pandemia pogłębiła problemy prasy, ale dodatkowo położyła kres stabilności outdooru i radia – oba rodzaje mediów tracą na średnim udziale w przychodach reklamowych.

Zauważalne państwowe budżety komunikacji COVID19

Raport zawiera również porównanie wydatków rządowych w sześciu krajach, na tzw. „koronową komunikację” w 2020 roku. Widoczne są wyraźne różnice w wysokości budżetów przeznacznych na kampanie informacyjne i edukację obywateli. Różny jest też procentowy udział „koronowej komunikacji” we wszystkich kampaniach rządowych. Kampanie te dotyczyły m.in. środków bezpieczeństwa (tj. godzina policyjna i obowiązek noszenia masek), pomocy finansowej i wsparcia kondycji psychicznej obywateli.

Kancelaria premiera Węgier wydała łącznie 79 milionów euro (netto) na reklamę, z czego ponad 75% tej kwoty na komunikację związaną z COVID-19. Podobnie Rumunia przeznaczyła 78% swojego publicznego budżetu komunikacyjnego na kampanię informacyjną. Serbia, Polska i Rosja przeznaczyły około połowy wydatków. Najmniej wśród wszystkich analizowanych krajów wydała Słowenia. Przeprowadzono tam zaledwie jedną kampaię telewizyją, która stanowiła mniej niż 1% z 10-milionowego budżetu państwa przeznaczonego na płatną komunikację.Covid-19 w analizie rynków reklamowych - raport CANnual 2021

Ucieczka do przodu

Chociaż pandemia COVID-19 spowodowała poważny spadek wydatków reklamowych
w Europie Środkowo-Wschodniej, większość ekspertów weCAN zgadza się, że rynki odbudowują się znacznie szybciej niż po globalnym kryzysie z 2008 roku. Większość z nich spodziewa się, że poziom wydatków na reklamę sprzed kryzysu zostanie osiągnięty, a nawet przekroczony już w 2021 r. W wielu krajach regionu szacuje się dynamikę wzrostu na poziomie 10-15% rok do roku.

Współpraca ponad granicami

CANual Report to unikalny raport branży marketingowej obejmujący aż 15 rynków Europy Środkowo-Wschodniej. To materiał stworzony przez społeczność wysokiej klasy ekspertów, którzy na co dzień ze sobą współpracują. Łączą nas relacje biznesowe a po tylu latach współpracy – również przyjaźnie, które w pandemii dały nam siłę oraz inspiracje do lokalnych działań. Jednocześnie te regularne spotkania, teraz w formie online, dają możliwość wymiany informacji, doświadczeń, ale i wniosków w obszarach szerszych np. zmian społecznych czy politycznych z perspektywy lokalnych ekspertów, których w ramach sieci weCAN mamy na wyciągnięcie ręki. To niesamowity dodatkowy benefit tej współpracy, jeszcze bardziej odczuwalny w tak dynamicznym czasie pandemii. Porównując między sobą rynki, mamy możliwość dostrzegania zjawisk, które są charakterystyczne dla całego regionu albo unikalne dla poszczególnych państw. – mówi Weronika Szwarc-Bronikowska, wiceprezeska w domu mediowym Media People.

Awersja do ryzyka dominuje

Tydzień przedświąteczny rozpoczynamy od kiepskich nastrojów. Obawy związane z Omikronem oraz brak poparcia Joe Manchina dla pakietu wydatków Joe Bidena to dwa główne czynniki, które ciążą na sentymencie. Kontrakty na indeksy spadają i pogłębiają korektę. W taki warunkach traci również ropa naftowa.

Kluczowe grudniowe wydarzenia rynkowe już za nami. Do świąt Bożego Narodzenia na rynkach może panować niższa płynność co w konsekwencji może powodować nieco większe ruchy na głównych rynkach. Apetyt na ryzyko został osłabiony po tym jak amerykański senator Joe Manchin w wywiadzie dla Fox News Sunday przyznał, że nie może głosować za przyjęciem pakietu wydatków (Build Back Better) prezydenta Joe Bidena o wartości ok 2 mld USD.

Drugim negatywnym czynnikiem jest powrót obaw związanych z Omikronem. Niepokojący jest dynamiczny wzrost nowych przypadków w Europie. Holandia ponownie wprowadza twarde restrykcje i ponownie wracają spekulacje czy inne kraj pójdą tą samą drogą.

Kontrakty na indeksy giełdowe w USA znajdują się pod presją. Ciekawa sytuacja ma miejsce na technologicznym NASDAQ. Notowania CFD zrównały się z minimami z 6 grudnia (okolice 15550 pkt.) Przełamanie tego poziomu może pogłębić cała korektę spadkową. Wówczas kolejnym poziomem, który może zatrzymać spadki będzie pułap okrągłych 15 tys. pkt. Tam bowiem przebiega dolna banda średnioterminowego kanału wzrostowego. Wspomnieć należy również o poziomie zniesienia wewnętrznego Fibo 38,2. W okolicach 15 tys. pkt wypada również zależność równości korekt, która może dodatkowo stanowić barierę dalszej przeceny.

Oprócz indeksów giełdowych również notowania ropy schodzą na coraz niższe poziomy. Obawy związane z pandemią napędzają wizję mniejszej globalnej mobilności, co naturalnie wpłynie negatywnie na popyt na surowiec. Brent jest wyceniana aktualnie po 71 USD za baryłkę jednak z układu na wykresie wynika, że spadki mogą zostać pogłębione.

W tym tygodniu poznamy serię odczytów z Polski, które powinny pokazać siłę realnej sfery gospodarki, a co za tym idzie uspokoić rynek, że działania RPP nie destabilizują gospodarki. Jako pierwszy opublikowany zostanie odczyt produkcji przemysłowej (poniedziałek). Sytuacja w sektorze jest stabilna i trudno oczekiwań, aby uległa nagłemu pogorszeniu, zwłaszcza w momencie dobrej koniunktury u najważniejszych partnerów handlowych. O sile wewnętrznego popytu powie nam więcej publikacja sprzedaży detalicznej (wtorek). Wreszcie w czwartek poznamy stopę bezrobocia. Całość danych z Polski powinna potwierdzić dość dobrą kondycję gospodarki i uspokoić tę część rynku, którą niepokoją agresywne podwyżki stóp procentowych w kraju.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Platforma omnichannelowa ONe z 8 mln PLN na dalszy rozwój w Polsce i ekspansję zagraniczną

  • W najnowszej rundzie finansowania startup zarządzający platformą pozyskał 8 mln PLN. Zdobyte fundusze zostaną przeznaczone na pozyskiwanie nowych klientów oraz przygotowanie modelu ekspansji na rynki zagraniczne.
  • Wcześniej, w ciągu trzech lat od powstania, firma pozyskała 9 mln PLN kapitału własnego, a zebrane środki pozwoliły jej zbudować platformę do transformacji cyfrowej działów sprzedaży „ONe of the kind”. To oznacza, że łącznie startup zgromadził na rozwój środki w wysokości 17 mln PLN.

65 tys. – tyle godzin prac programistycznych potrzeba na zbudowanie systemu, łączącego w sobie sprzedaż tradycyjną oraz cyfrową i dokładnie w takim czasie powstawała platforma e-commerce ONe, dopasowana do potrzeb modelu B2B, stworzona i rozwijana przez praktyków handlu.

Na bazie 25 lat doświadczeń w budowaniu i rozwijaniu działów handlowych, wraz z zespołem ekspertów, przygotowaliśmy narzędzie wprowadzające firmy w erę cyfrowej rewolucji – platformę ONe. Dziś już wiemy, że tylko zespolenie e-commerce B2B i stacjonarnych punktów obsługi klienta daje szansę na wdrożenie pełnego modelu sprzedaży opartego o omnichannel – mówi Artur Piekarczyk, prezes zarządu ONe Company sp. z o.o prowadzącej platformę ONe.

Zastrzyk gotówki: dla spółki i inwestora

W ciągu trzech lat startup zebrał 9 mln PLN kapitału własnego, które przeznaczył na rozwój platformy do transformacji cyfrowej działów sprzedaży „ONe of the kind”. Dzięki kolejnej rundzie finansowania spółka zwiększy zgromadzony kapitał do 17 mln PLN.

8 mln PLN zostanie wpłacone przez udziałowców na podniesienie kapitału spółki. To nowy kapitał, który w całości zostanie przeznaczony na pozyskiwanie nowych klientów i przygotowanie produktu do ekspansji na rynki zagraniczne komentuje Piekarczyk.

Model pozyskiwania przychodów spółka opiera na formule plug&sell czyli prostych wdrożeniach na dużą skalę. Założenia finansowe startupu są klarowne: na koniec roku spółka przekroczy 10 mln PLN przychodów w modelu abonamentowym.

Strategiczne plany i cele

W 2022 r. kamieniem milowym w dalszym rozwoju firmy będzie pozyskanie partnerów handlowych i technologicznych, dzięki którym platforma ONe uzyska zaplanowaną skalę wdrożeń. Także w przyszłym roku spółka planuje rozpocząć szersze oferowanie platformy ONe na polskim rynku.

Chcemy stworzyć standard dla platform OCP (Omnichannel Cloud Platform), a tym samym zająć pozycję lidera w zakresie wdrożeń narzędzi do transformacji cyfrowej sprzedaży. W ciągu najbliższych 12 miesięcy opracujemy metody integracji i wdrożenia ONe tak, aby na koniec roku wyjść ze skalowalną platformą na rynek europejski – dodaje Piekarczyk.

Dla kogo ONe?

Platforma ONe to gotowe funkcjonalności B2B, pełna responsywność i dostępność na urządzeniach mobilnych przy użyciu technologii PWA (Progressive web app), szybkie wdrożenie dzięki gotowym integracjom z popularnymi systemami finansowo-księgowymi oraz dowolny wygląd sklepu i możliwość wdrożenia własnej identyfikacji wizualnej. To rozwiązanie stworzono z myślą o producentach, dystrybutorach czy hurtownikach, dostrzegających potrzebę zmian, budujących na nowo strategię biznesową opartą o cyfryzację.

Platforma ONe, jako Omnichannel Cloud Platform, to recepta na skuteczną i szybką transformację cyfrową działów sprzedaży – przejście z handlu tradycyjnego do omnichannel nigdy nie było tak proste – ONe to 3w1 czyli B2B, B2C i panel handlowca (w tym POS) od teraz w jednym systemie – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, członek rady nadzorczej z ramienia Unity Group, spółki, która uczestniczyła w najnowszej rundzie inwestycyjnej. Rudno‑Rudziński dodaje: Dzięki joint venture bezpośrednio z dostawcą technologii startupy takie jak ONe Company mogą realizować usługi na najwyższym poziomie, zarówno poprzez większe zaangażowanie partnera IT, ale także ze względu na dostępność znakomitej klasy, doświadczonych ekspertów tworzących dane rozwiązanie. Taki model jest coraz popularniejszy w USA, ale także w Polsce. W kontekście rozmów z klientami, należy pamiętać, że częścią kontraktu, poza dostarczaniem technologii i wiedzy o e-commerce, jest także przejęcie np. akcji. To skuteczny sposób na realizację konkretnych przedsięwzięć.

E-commerce B2B, czyli rynek pełen wyzwań

Sprzedaży online w B2B nie można już traktować wyłącznie jako ciekawostki, jest to działanie obowiązkowe. B2B zaczyna się inspirować dokładnie tymi samymi trendami co B2C, zaś klienci przyzwyczajeni do standardów B2C oczekują tego samego komfortu zakupów także w obszarze biznesowym. Według  badania przeprowadzonego przez Unity Group, (poniższe dane pochodzą z raportu „Polski rynek B2B vs. Cyfrowy Megatrend. Sytuacja branży post COVID-19”) blisko 70 proc. firm za kluczowe kanały sprzedaży nadal uznaje przedstawicieli handlowych, partnerów i oddziały terenowe Co więcej sklep B2C jest krytycznym wymogiem dla 33 proc. respondentów, a sklep B2B dla 24 proc. Jednocześnie 21 proc. firm jako niezbędne wskazało funkcjonowanie call center. Aktualnie transformacja cyfrowa nie może polegać jedynie na zastępowaniu konkurencyjności kanałów sprzedaży. Powinna ona mieć na celu łączenie różnych opcji i ich wzajemne wzmacnianie. A jest o co walczyć, bo prognozy dot. wartość e-commerce B2B w 2021 sugerują jego wzrost nawet o 40 proc. (za raportem „E‑commerce B2B – Biznes w sieci”, przygotowanego dla Santander Bank Polska przez Mobile Institute). Oznacza to, że rynek może osiągnąć wartość nawet 637 mld PLN w br. PwC oszacowało polski e-commerce w 2020 r. na ponad 100 mld PLN („Perspektywy rozwoju rynku e-commerce w Polsce 2021-2026”).

Savills: skracanie łańcuchów dostaw odmieni oblicze sektora logistycznego w Europie

W ramach minimalizowania ryzyka biznesowego najemcy magazynów stawiają na skracanie łańcuchów dostaw – trend ten może mieć największy wpływ na kształtowanie się popytu na powierzchnie magazynowe w Europie w perspektywie najbliższych trzech lat, podaje Savills oraz Tritax EuroBox plc, jedna z wiodących firm inwestujących w nieruchomości logistyczne na terenie Europy. Według Savills, Polska staje się celem dużych bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

W badaniu European Real Estate Logistics Census przeprowadzonym przez Savills i Tritax EuroBox plc, we współpracy z firmą Analytiqa specjalizującą się w badaniach globalnych łańcuchów dostaw, 68% respondentów zadeklarowało zainteresowanie reshoringiem. Relokacja procesów biznesowych na rodzime rynki jest związana z zakłóceniami dostaw spowodowanymi przez pandemię, brakiem rąk do pracy i wzrostem cen paliw.

18% najemców uczestniczących w badaniu rozważa ograniczanie dostaw z rynków zagranicznych. Jednocześnie 54% respondentów przewiduje, że firmy będą gromadziły większe zapasy, aby móc sprawniej realizować zamówienia internetowe.

Według autorów raportu, trendom tym towarzyszy duży wzrost zapotrzebowania na powierzchnie magazynowe, które w najbliższych miesiącach nadal będzie rosło – częściowo wskutek upowszechniania się w Europie modelu pracy zdalnej, który dodatkowo generuje popyt konsumencki w kanale online.

Prawie wszyscy najemcy biorący udział w badaniu (95%) przewidują, że w najbliższych trzech latach ich zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wzrośnie lub utrzyma się na dotychczasowym poziomie, a prawie połowa rozważa zwiększenie zajmowanej powierzchni.

Do najbardziej ekspansywnych najemców należą operatorzy logistyczni 3PL, ponieważ aż 58% z nich liczy się z koniecznością wynajęcia dodatkowej powierzchni, a także sieci handlowe (46%) i firmy produkcyjne (41%).

„Od wybuchu pandemii Covid-19 popyt na powierzchnię magazynową szybko rośnie, a towarzyszy temu jej malejąca dostępność. Z kolei wysoki poziom aktywności najemców potęguje zainteresowanie inwestorów tym sektorem, o czym świadczy wzrost rocznego wolumenu transakcji inwestycyjnych do 35 mld euro oraz spadek stóp kapitalizacji dla najlepszych aktywów poniżej progu 3% na wielu najbardziej atrakcyjnych rynkach” – komentuje Marcus De Minckwitz, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA.

„W całej Europie brakuje magazynów, a z powodu rosnącej popularności sprzedaży internetowej możemy oczekiwać wzrostu stawek czynszowych w najbliższych 3-5 latach” – dodaje Mike Barnes, associate, dział badań rynków europejskich w Savills.

Według 66% ankietowanych deweloperów automatyzacja procesów magazynowych będzie miała największy wpływ na łańcuchy dostaw w perspektywie kolejnych 12 miesięcy.

„W ramach dążenia do minimalizowania ryzyka zakłóceń i zapewnienia klientom lepszej obsługi 68% respondentów stawia na nearshoring, czyli przeniesienie operacji do bliższych regionów, a 54% przewiduje konieczność zwiększenia zapasów. W połączeniu z prognozowaną, dalszą automatyzacją procesów magazynowych i upowszechnianiem się pracy zdalnej, te długotrwałe trendy strukturalne dodatkowo podkreślają, jak ważne dla najemców są nieruchomości logistyczne, a zwłaszcza magazyny w kluczowych lokalizacjach na największych rynkach europejskich. Wraz z coraz bardziej odczuwalną luką podażową, w dłuższej perspektywie przełoży się to na wzrost popytu najemców i inwestorów na wysokiej jakości obiekty logistyczne w najlepszych lokalizacjach” – mówi Nick Preston, partner i menedżer funduszu Tritax EuroBox.

Niemniej jednak wyzwaniem dla branży deweloperskiej nadal są rosnące ceny gruntów i koszty budowy – ponad połowa (57%) deweloperów przewiduje, że w najbliższych pięciu latach będą one rosły w tempie przekraczającym 5% rocznie.

Savills w swoim raporcie wskazuje również na różnice w podejściu do kwestii związanych z ESG. 71% firm inwestycyjnych i zarządzających aktywami już uwzględniło wymogi ESG w procesach inwestycyjnych, natomiast 28% planuje je uwzględnić lub spełnić w najbliższych trzech latach.

„Polska staje się celem dla większych bezpośrednich inwestycji zagranicznych, ponieważ jest jednym z nielicznych dojrzałych rynków, który może zaoferować atrakcyjne tereny inwestycyjne i możliwość realizacji projektów w krótkim czasie, a także konkurencyjne koszty pracy. Pojawia się coraz więcej zapytań od najemców zainteresowanych otwarciem fabryk, obiektów produkcji lekkiej czy głównych centrów dystrybucyjnych na terenie Polski” – dodaje John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills Polska.

East Hemp Group pozyskało Jacka Kramarza i zapowiada nową jakość na polskim rynku konopi

East Hemp Group to spółka typu venture building działająca w szybko rozwijającej się branży konopnej. Założycielami firmy są osoby, które tworzyły w Polsce podwaliny start-upowego ekosystemu, uczestnicząc w budowie m.in. pierwszych inkubatorów przedsiębiorczości, akceleratorów oraz funduszy VC na polskim rynku. East Hemp Group jest obecnie na etapie szybkiego rozwoju, popartego sukcesami procesu pozyskiwania kapitału oraz budowy zespołu doświadczonych ekspertów. Teraz do zespołu dołącza Jacek Kramarz, jeden z pionierów branży konopnej, który wzmocni zespół jako wspólnik i Wiceprezes Zarządu, odpowiedzialny za strategię Grupy. Kramarz to jedyny Polak w zarządzie Europejskiego Stowarzyszenia Konopi Przemysłowych (EIHA), uznany ekspert branży konopnej i doświadczony przedsiębiorca.

Jacek Kramarz współtworzył pierwsze w Polsce przedsiębiorstwo zajmujące się uprawą i przetwórstwem konopi, które w 2018 r. zostało przejęte przez kanadyjską spółkę giełdową, a wartość transakcji oszacowana została na ponad 100 mln PLN. Pozostaje ona do dziś największą transakcją M&A w branży konopi przemysłowych w Europie. Po przejęciu pozostał w spółce do lutego 2021, by teraz dołączyć do East Hemp Group.

Po rozstaniu z moją pierwszą spółką, miałem wiele propozycji, zarówno polskich, jak i zagranicznych podmiotów. Wybrałem East Hemp. Czuję się przedsiębiorcą i najbardziej pociąga mnie wizja tworzenia od podstaw nowych marek, produktów oraz technologii. W East Hemp przekonała mnie wizja założycieli, którzy w konopiach widzą więcej niż CBD, powoli przestające już być innowacją. Chcemy postawić na pro-ekologiczne właściwości konopi i tworzyć rozwiązania dla przemysłu, które będą odpowiedzią na wyzwania kryzysu klimatycznego. Wierzymy, że konopie mają tu ogromną rolę do odegrania. Nie bez znaczenia był też dla mnie model venture building zaproponowany przez East Hemp oraz doświadczenie i network założycieli – mówi Jacek Kramarz.

Kluczową przewagą East Hemp ma być selekcja projektów i budowa zespołów do ich realizacji.

Działamy w sposób podobny do funduszy VC, przy czym to my jesteśmy founderami w projektach, które realizujemy. Przyjrzeliśmy się potencjałowi różnych elementów konopi włóknistych – ziarno, łodyga i kwiaty mają różne zastosowania i wymagają osobnego podejścia. W każdym z obszarów zagospodarowania rośliny tworzymy osobne spółki, które na początek rozwijamy jako przedsiębiorcy, a w dalszej kolejności rekrutujemy zespoły zarządzające. Finalnym celem East Hemp Group jest stworzenie zintegrowanej holdingowej struktury podmiotów realizujących pełny potencjał konopi włóknistych, a naszą ambicją jest wprowadzenie naszego holdingu na jedną z europejskich giełd – tłumaczy Piotr Pietras, Prezes Zarządu i jeden ze współzałożycieli East Hemp Group.

Mnogość zastosowań i ekologiczny wymiar towarzyszący uprawie konopi wyznaczają obszar rozwoju East Hemp Group. Spółka obecnie inwestuje w technologie pozwalające na zastosowanie konopi siewnych w przemyśle spożywczym i budowlanym. Opracowała również technologie produkcji alternatyw mięsa na bazie teksturyzowanego białka konopi oraz zamienniki drewna dla powszechnie stosowanych rozwiązań w branży drzewnej, które zainteresowały rynkowych liderów takich jak Paged Meble, Jawor Parkiet oraz jeden z liderów sektora drzewnego w USA.

Jacek stanowi bardzo silne wzmocnienie naszego zespołu. Wnosi nie tylko unikalne kompetencje, ekspercką wiedzę z obszaru konopi, ale również doświadczenie, ogromny entuzjazm i wiarę w to, że konopie stanowią ekologiczną odpowiedź na wyzwania czasów walki ze zmianą klimatu. Z naszym doświadczeniem w budowie start-upów i w pozyskiwaniu finansowania wierzymy, że jesteśmy w stanie zagospodarować jego wiedzę i strategiczną wizję, budując kolejnego europejskiego lidera w branży konopi – podsumowuje Piotr Pietras.

Rekord upadłości w Wielkiej Brytanii

Liczba bankructw przedsiębiorstw w Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej wzrosła do najwyższego poziomu od początku pandemii. Ta sytuacja nakazuje polskim eksporterom większą ostrożność. Jednocześnie nie powinna zniechęcać ich do rynku, który paradoksalnie po Brexicie otworzył przed nimi nowe szanse rozwoju.

O 63 proc. wzrosła w październiku br. liczba niewypłacalności firm w Anglii i Walii w porównaniu do tego samego miesiąca ubiegłego roku. O 58 proc. więcej bankructw zarejestrowano w Szkocji, zaś w Irlandii Północnej – aż o 75 proc.

To oficjalne dane, które pokazują, że o ile przez okres pierwszego lockdownu i Brexitu brytyjski biznes przeszedł lepiej niż powszechnie oczekiwano, to w najbliższej przyszłości liczba upadłości może się bardzo szybko zwiększać. A to oznacza problemy dla części polskich firm obecnych na tamtejszym rynku.Liczba bankructw przedsiębiorstw w Wielkiej Brytaniii

Jak to wytłumaczyć w sytuacji, gdy przecież w 2020 r. brytyjska gospodarka zanotowała rekordowy spadek PKB o 9,8 proc., ale prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego zapowiadają wzrost w 2021 r. o 6,8 proc. i w 2022 r. o 5 proc.?

Sądzimy, że wiele firm przetrwało wbrew prawom rynku.

Efekt „zombie” opóźnił falę upadłości

Odsunięcie w czasie ogłoszenia upadłości przez wiele przedsiębiorstw z Wielkiej Brytanii należy łączyć z programami pomocowymi dla biznesu, które zostały wprowadzone przez brytyjski rząd.

To dzięki zwiększonemu wsparciu w postaci różnego rodzaju kredytów i gwarancji spore grono brytyjskich przedsiębiorstw przetrwało kłopoty rynkowe wywołane przez pandemię. Dodatkowo pomogło im to, że w kraju wprowadzono tymczasowe ograniczenia w zakresie procedur likwidacyjnych.

W efekcie na Wyspach znacząco wzrosła liczba firm, które ekonomiści określają mianem „zombie”. Brytyjski think tank „Onward” definiuje te przedsiębiorstwa jako podmioty, które są obciążone tak wielkimi długami, że w najlepszym razie mogą pozwolić sobie tylko na spłacanie odsetek od zadłużenia. Analitycy szacują, że nawet co piąta firma w brytyjskiej gospodarce mogła ulec takiej „zombifikacji”.

Dodają, że bez rządowego wsparcia należałoby się liczyć z poważnym kryzysem na brytyjskim rynku pracy, który wywindowałby stopę bezrobocia do poziomu 18,8 proc., a więc najwyższego od II wojny światowej.

Jednak teraz, gdy programy wsparcia się kończą, firmy zombie staną się realnym problemem dla gospodarki Wielkiej Brytanii, ale też dla swoich kontrahentów.

Brexit nie zahamował eksportu. Ale warto baczniej weryfikować kontrahentów

Wielka Brytania od lat pozostaje jednym z głównych kierunków eksportowych dla polskich firm. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2019 i 2020 r. była na trzecim miejscu, zaś po trzech kwartałach 2021 r. wyprzedziła ją Francja.

Po Brexicie Wielka Brytania pozostała krajem pierwszego wyboru dla polskich firm rozwijających lub rozważających wyjście ze sprzedażą poza granice Unii Europejskiej. W okresie od stycznia do października 2021 r. wartość polskiego eksportu na Wyspy przekroczyła aż 54,4 mld zł (+10,2 proc. r/r).Brexit nie zahamował eksportu

Chociaż – jak widać – wyjście Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty nie zahamowało polskiego eksportu, to polscy przedsiębiorcy powinni zwrócić szczególną uwagę na rosnące ryzyko upadłości brytyjskich firm zombie w 2022 r.

W efekcie w całej branży ubezpieczeń należności zdecydowanie baczniej weryfikuje się teraz polskie firmy, które ubezpieczają kontrakty eksportowe na tamtejszym rynku. Dużą niewiadomą jest bowiem to, jak będzie wyglądać kondycja finansowa ich brytyjskich partnerów za kilka miesięcy.

Gdy dokładniej spojrzymy na przytoczone wyżej dane o niewypłacalności przedsiębiorstw, to okaże się, że przykładowo problem w ogromnej mierze dotyczy firm z branży budowlanej. Aż 18 proc. angielskich i walijskich podmiotów z tego sektora stało się niewypłacalnych w trzecim kwartale 2021 r. Kluczowe pytanie brzmi teraz, czy problemy branży budowlanej na Wyspach mogą uderzyć w inne gałęzie gospodarki?

Pewne jest to, że obecna sytuacja nakazuje polskim eksporterom przywiązywanie szczególnej wagi do profesjonalnego zarządzania ryzykiem.

Co można zrobić? W naszej opinii przede wszystkim warto:

  • Możliwie dokładniej weryfikować odbiorców z Wielkiej Brytanii. Dotyczy to zwłaszcza nowych partnerów, z którymi polski dostawca nie miał jeszcze okazji współpracować.
  • Ubezpieczać należności. Koszt takiej polisy to ułamek wartości kontraktu eksportowego. W zamian dostawca z Polski może liczyć na pomoc w windykacji należności i wypłatę odszkodowania w sytuacji, gdyby odbiorca upadł i nie udało się odzyskać należnych środków.
  • Uważać na ryzyko fraudów. Informacje KUKE, która zajmuje się ubezpieczaniem należności, wskazują na dużą skalę prób wyłudzeń (w niektórych wypadkach skutecznych) ze strony oszustów podszywających się pod zarejestrowane i oficjalnie działające podmioty w Wielkiej Brytanii. Zdarzały się przypadki, w których polski eksporter był przekonany, że podpisał kontrakt z dużą siecią handlową, wysłał towar, a później okazywało się, że prawdziwy odbiorca nic o sprawie nie wie.
  • Kontrolować przepływy pieniężne, między innymi stosując system szybkich płatności.

Szybkie płatności, najlepiej w funtach. To klucz to rozwoju handlu w Wielkiej Brytanii

Brytyjscy odbiorcy towarów z UE mają świadomość tego, że pandemia w połączeniu z Brexitem stawia ich położeniu, w którym dostawcy baczniej się im przyglądają i oczekują krótkich terminów płatności. Firmy z Wysp obawiają się, że jeżeli nie uregulują faktury w terminie, to zostaną odcięte od kolejnych dostaw. To może rodzić dla nich szereg kolejnych problemów. Dla firmy handlowej nie ma nic gorszego niż utrata źródeł dostaw.

By ułatwić sobie współpracę z brytyjskimi partnerami właśnie na polu rozliczeń, polscy eksporterzy mogą korzystać z przyjmowania płatności w funtach na rachunki zakładane w Wielkiej Brytanii.

Z punktu widzenia brytyjskiego importera takie rozwiązanie jest bardzo korzystne, bo nie ponosi on wysokich kosztów transakcji zagranicznych – płaci jak za zwykły przelew krajowy. Z kolei polski dostawca, dzięki włączeniu jego rachunku do brytyjskiego systemu Faster Payments, otrzymuje środki na konto właściwie w ciągu kilku chwil po zrealizowaniu transakcji przez brytyjskiego partnera.

Już samo przejście na rozliczenia w funcie szterlingu może obecnie stanowić argument dla brytyjskiego importera za nawiązaniem współpracy z polskim dostawcą. Ostatnie doświadczenia Ebury pokazują bowiem, że brytyjscy klienci coraz częściej chcą rozliczać kontrakty w funtach, pragnąc wyeliminować ryzyko kursowe. A z tym mają do czynienia, gdy rozliczają się z dostawcami w powszechnym dotychczas euro. Warto się na to zgodzić, zwłaszcza że polski eksporter może wyeliminować ze swojego biznesu ryzyko walutowe, zabezpieczając kurs wymiany GBP/PLN. W rezultacie nie ryzykuje utraty marży w momencie niekorzystnej dla siebie zmiany kursu walut.

Eksport na Wyspy ma potencjał pomimo trudności

Chociaż od Brexitu minął już prawie rok, Wielka Brytania wciąż nie wprowadziła wszystkich zapowiadanych wcześniej przepisów, które miały na celu zwiększenie kontroli nad transportowanym do brytyjskich odbiorców towarem.

Można przypuszczać, że jednym z powodów tej sytuacji jest uzależnienie brytyjskiej gospodarki od importu, zwłaszcza żywności. Według oficjalnych danych brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS) w 2020 r. około połowa żywności na Wyspach pochodziła z importu.

W 2022 r. zostaną już jednak wprowadzone nowe regulacje, które zarówno od eksporterów, jak i importerów będą wymagać wypełnienia kolejnych procedur biurokratycznych.

Pomimo dodatkowych barier – wciąż tworzonych wskutek Brexitu, a także zwiększonego ryzyka biznesowego – handel na kierunku brytyjskim może być dla polskich eksporterów bardzo opłacalny. Należy pamiętać, że Wielka Brytania to wciąż ogromny i bogaty rynek. I co ważne, a może i jeszcze ważniejsze – do zagospodarowania przez polskich dostawców pozostaje nisza powstała po wycofaniu się części firm z Europy Zachodniej ze sprzedaży towarów do Wielkiej Brytanii.

Autorzy:

Jakub Makurat, Country Manager Poland, Czechia, Slovakia, Baltic States, Ebury

Tomasz Ślagórski, wiceprezes zarządu KUKE S.A.

Marcin Grzymkowski, twórca marki eobuwie inwestuje w Ergonode – spółka dokapitalizowana kwotą 5 mln zł

  • Marcin Grzymkowski, twórca marki eobuwie.pl, inwestuje w polski start-up Ergonode, tworzący oprogramowanie wspierające tworzenie i zarządzanie treściami produktowymi w sklepach internetowych .
  • Biznesmen widzi globalny potencjał w technologicznej spółce, do której – poza kapitałem – wnosi doświadczenie w skalowaniu międzynarodowego ecommerce.
  • Grzymkowski objął ponad 30% udziałów w Ergonode – spółce rozwijającej oprogramowanie typu PIM (product information management) i już dzisiaj obsługującej klientów w kilku krajach Europy, m.in. w Szwecji, Niemczech, Szwajcarii i Polsce. Spółka została dokapitalizowana o ponad 5 mln złotych.
  • Ergonode to oprogramowanie typu PIM (System do zarządzania informacjami produktowymi), które pozwala właścicielom sklepów internetowych sprawnie zarządzać treściami produktowymi (zdjęcia, video, cechy produktów, tłumaczenia, itp.) – to funkcjonalność kluczowa dla skalowania biznesów internetowych w dobie pandemicznego skoku sprzedaży internetowej.

Marcin Grzymkowski to założyciel marki eobuwie i jej były prezes zarządu. Stworzył wiodący w Europie Środkowej ecommerce odzieżowy i w mniej niż dekadę przekonał konsumentów z tego regionu do tego, że zakup butów przez internet jest nie tylko możliwy, ale nie mniej wygodny i przyjemny niż w sklepach tradycyjnych.

Teraz zamierza przekonać właścicieli biznesów online, że przyszłość należy do tych, którzy najsprawniej będą w stanie zarządzać prezentowanym online asortymentem. Zamierza to osiągnąć dzięki inwestycji w polski startup technologiczny – Ergonode.

Grzymkowski objął ponad 30% udziałów w Ergonode i, którego misją jest wspieranie efektywności zespołów ecommerce w pracy z asortymentem online. Spółka uzyskała dokapitalizowanie sięgające ponad 5 milionów złotych, co przyczyni się w znacznym stopniu do ustabilizowania prac nad rozwojem jej pozycji rynkowej.

Jak konkretnie działa oprogramowanie Ergonode, z którego dzisiaj korzystają już m.in. szwedzki koncern, produkujący karmy premium dla zwierząt domowych, holenderski producent szklanych opakowań, amerykański sklep z luksusowymi zegarkami takich marek jak Rolex, czy Omega, czy polski producent odzieży reklamowej?

  • Ergonode to jeden z najbardziej zaawansowanych, ale jednocześnie najłatwiejszych w obsłudze systemów PIM. Pozwala na intuicyjne zarządzanie setkami tysięcy produktów online oraz podnosi efektywność pracy zespołów tworzących treści produktowe. Zastosowanie tzw. architektury rozproszonej w dzisiejszym zdigitalizowanym świecie i utrzymywanie informacji produktowych poza głównym systemem ecommerce nieporównywalnie go odciąża i daje osobom prowadzącym biznesy online zdecydowanie więcej możliwości w rozwoju. Ergonode pozwala sprawniej zarządzać asortymentem w wielu kanałach sprzedaży, nie tylko w sklepie online, ale także marketplace’ach, takich jak Allegro, Zalando, Amazon. Sprawdziłem to podejście w wielu swoich dotychczasowych przedsięwzięciach i wiem, że możliwość dostosowywania treści do poszczególnych rynków przy użyciu systemu PIM daje nieporównywalną przewagę – wyjaśnia Grzymkowski.

Ergonode zbiera w jednym panelu wszystkie zdjęcia, materiały wideo, opisy produktów (w dowolnej wersji językowej).

Pomysłodawca rozwiązania – Marcin Piwowarczyk – podkreśla, że oprogramowanie zwiększa wydajność i jakość publikowanych opisów produktów, pozwala właścicielom sklepów online szybciej i dokładniej kontrolować cały proces publikacji oraz bezprecedensowo systematyzuje pracę z asortymentem w wielokanałowej działalności ecommerce.

Dzięki bardzo intuicyjnej obsłudze, w większości opartej na technice “drag-and-drop”, technologia ta może być błyskawicznie opanowana przez pracowników o dowolnym poziomie doświadczenia.

  • Cieszymy się, że rozwijane systematycznie od kilku lat narzędzie Ergonode zyskało uwagę i uznanie Marcina Grzymkowskiego – ikonicznej postaci ecommerce w naszym regionie świata. Marcin, jako inwestor, dostrzegł szybko to, co szeroko doceniają nasi klienci: łatwość szybkiego wdrożenia naszego rozwiązania, możliwość obsługi zarówno ogromnych, jak i startujących platform ecommerce, wydajność i stabilność naszego PIMu. Ergonode działa jako usługa chmurowa, co pozwala właścicielom sklepów szybko skupić się na integracji, zamiast poświęcać czas na wdrażanie skomplikowanego, monolitycznego systemu, jak dzieje się w przypadku rozwiązań konkurencyjnych. Wierzymy, że dzięki unikatowemu biznesowemu spojrzeniu Marcina na rolę PIMu w nowoczesnym procesie e-commerce, przeniesiemy funkcjonowanie naszej marki na zupełnie nowy poziom – komentuje Marcin Piwowarczyk, współzałożyciel i prezes Ergonode.

Misją marki Ergonode jest wspieranie efektywności zespołów ecommerce w pracy z asortymentem online, szczególnie w dobie pracy zdalnej. Znajduje to praktyczną realizację w znanym z produktów organizujących pracę ujęciu kanbanowym (delegowania zadań i zarządzaniu przepływem pracy w oprogramowaniu).

Twórcy rozwiązania podkreślają, że jest ono proste w utrzymaniu, a tzw. onboarding, czyli przeszkolenie użytkowników do działania wewnątrz platformy jest szybkie i może przebiegać sprawniej, niż w przypadku dostępnych na rynku rozwiązań konkurencyjnych.

Misję marki wyraźnie wspiera nowy inwestor.

  • Żeby osiągnąć efektywność w sprzedaży online należy nieustannie optymalizować procesy i inwestować w najlepsze dostępne narzędzia. Bezspornym faktem dla praktyków tej branży jest to, że optymalny PIM (product information management) usprawnia pracę, minimalizuje koszty, poprawia user experience, odsetek konwersji oraz lojalność klientów. We współczesnym ecommerce, wraz ze skalowaniem zespołów, rośnie ilość wymagań związanych z ich obsługą. Wierzę, że Ergonode może stać się w krótkim czasie jednym z najdoskonalszych narzędzi na rynku. Produkt pod względem elastyczności, architektury i funkcjonalności jest dobrze przemyślany. Nie miałem żadnych wątpliwości, żeby zainwestować w Ergonode – wyjaśnia Marcin Grzymkowski.

W najbliższym czasie zespół Ergonode skupiać się będzie na aktywnym na pozyskiwaniu nowych klientów, promując aktywnie wyróżniające funkcjonalności, takie jak, zaawansowany system workflow (przepływu pracy), czy niezwykle intuicyjny mechanizm projektowania szablonu asortymentu.

W kolejnych etapach prac możliwości oprogramowania zostaną poszerzone o rozwiązania typu Business Intelligence oraz AI (algorytmy sztucznej inteligencji) pozwalające zwiększać efektywność tworzenia wielojęzycznych wersji treści produktowych, czy dynamicznego budowania relacji między produktami w e-sklepach.

Źródło: Ergonode.com

EFL: w 2021 roku rynek leasingu z nawiązką zrekompensuje straty z 2020 roku

Branża leasingowa w 2021 rok odbudowała straty poniesione w pierwszym roku pandemicznym szybciej niż ktokolwiek się spodziewał. Główny ekonomista EFL przewiduje wzrost na poziomie ok. 33% proc. rok do roku, co jest dwa razy wyższym wynikiem niż prognozy z początku roku. Wszystko za sprawą takich czynników jak mocne wydatki konsumentów i rosnące inwestycje firm, które na początku 2022 roku lekko wyhamują, aby w drugiej połowie wyraźnie odbić. Wzrost branży będzie wspierany także zmianami, jakie „zaserwują” klientom same firmy leasingowe.

– Kończymy już rok 2021, bardzo trudny, naznaczony kolejnymi falami pandemii COVID-19. W tych trudnych warunkach polska gospodarka pokazała wyjątkową odporność. Wzrost gospodarczy w III kwartale wyniósł 5,3% r/r, a obserwowany rozwój sytuacji pozwala oszacować, że dynamika PKB w ostatnim kwartale 2021 roku sięgnie 6,3% r/r. Dałoby to całoroczną dynamikę PKB na poziomie 5,5%. Rozwój gospodarczy wspierany wydatkami konsumentów i rosnącymi inwestycjami firm wyraźnie wspierał branżę leasingową. Szacujemy, że w całym 2021 roku rynek leasingu wzrośnie o ok. 33% r/r, co z nawiązką zrekompensuje straty poniesione w 2020 roku – mówi Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL.

Ekonomista EFL prognozuje, że w 2022 roku dynamika PKB wyniesie ok. 4,5%, a trochę niższy wzrost gospodarczy będzie pochodną negatywnego wpływu wysokiej inflacji na wydatki gospodarstw domowych. – To pozwoli rynkowi leasingu w przyszłym roku urosnąć o ok. 15 proc. r/r – prognozuje ekonomista EFL.

Leasing samochodów przyspieszy w drugim półroczu

Wyraźna i już raczej trwała poprawa sytuacji pandemicznej powinna nastąpić od II kwartału przyszłego roku. Pozwoli to odbudować łańcuchy dostaw i zwiększy dostępność sprzętu na potrzeby inwestycyjne firm. Jest to szczególnie istotne w przypadku finansowania aut osobowych, których obecnie na rynku brakuje właśnie przez problemy z dostawami komponentów do produkcji aut, głównie półprzewodników. Jednak jak wynika z raportu Exact Systems „MotoBarometr 2021”, co trzeci przedstawiciel zakładu motoryzacyjnego spodziewa się powrotu do wolumenów przedpandemicznych do końca 2022 roku. – W rezultacie, w II połowie 2022 roku dynamika finansowania pojazdów lekkich powinna przekroczyć 20% r/r, a wynik ten będzie wsparty bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy i rosnącą konsumpcją prywatną – mówi Marcin Nieplowicz.

Dobre perspektywy rysują się także dla sektora finansowania maszyn. Ten segment rynku skorzysta z rosnącej produkcji przemysłowej oraz z wysokiego już poziomu wykorzystania zdolności produkcyjnych firm. Wciąż ważnym czynnikiem rozwoju pozostanie wysoka absorpcja funduszy unijnych na finansowanie maszyn rolniczych.

Relatywnie najsłabiej powinien wyglądać sektor finansowania transportu drogowego. W strefie euro utrzyma się wprawdzie wysoki wzrost gospodarczy – 4,2% w 2022 według najnowszych prognoz EBC – co powinno wspierać eksport towarów z Polski, a tym samym zwiększać zapotrzebowanie na usługi polskich firm transportowych. Jednak od lutego zaczną obowiązywać zapisy Pakietu Mobilności, co znacznie podwyższy koszty funkcjonowania przewoźników i mocno skomplikuje ich operacyjną działalność w obszarze usług kabotażowych. Nie pozostanie to bez wpływu na nastroje firm transportowych, a tym samym ograniczy ich zakupy inwestycyjne.

Zmiany, które przyciągają młodych leasingobiorców

Z raportu EFL „Cyfrowa (r)ewolucja na rynku leasingu. Pod lupą” wynika, w opinii zdecydowanej większości (87%) w perspektywie kolejnych 5 lat rola leasingu wzrośnie. Wzrost poza czynnikami makroekonomicznymi będzie wspierany zmianami, jakie „zaserwują” klientom same firmy leasingowe. EFL wskazuje na dwie najważniejsze – przesunięcie części sprzedaży do kanałów zdalnych oraz specjalizacja branżowa.

Zdecydowana większość́ badanych (80%) jest najbardziej zainteresowana tradycyjnym pozyskaniem finansowania w formie leasingu – poprzez kontakt osobisty z doradcą i co najwyżej przesyłanie skanów dokumentów e-mailem. Ale tutaj daje o sobie znać pokoleniowość́. Najmłodsi przedsiębiorcy nie są już takimi entuzjastami tradycyjnego kanału (51%) co starsi koledzy (83%-90%). Chętniej porozmawialiby z doradcą zdalnie i skorzystali z systemu, który umożliwia przesyłanie danych i podpisanie umowy online (49% vs. ok. 30% wśród pozostałych grup) lub w pełni automatyczny proces zakupu leasingu poprzez platformę online (38% vs. ok. 21-27% wśród pozostałych grup).

Po drugie, w perspektywie kolejnych lat należy spodziewać́ się większej specjalizacji branżowej poszczególnych leasingodawców. Wynika to przede wszystkim z trzech czynników. Po pierwsze, leasing wymaga wysokich kompetencji w zakresie ryzyka związanego z odsprzedażą przedmiotu. Po drugie, budowanie bardziej atrakcyjnych ofert wymagać będzie lepszego zrozumienia branży, jej specyfiki. I po trzecie, tej specjalizacji i personalizacji oczekują sami leasingobiorcy – największym oczekiwaniem aż 91% przedsiębiorstw wobec firm leasingowych jest spersonalizowana oferta.

CBRE Investment Management nabyło portfolio obiektów logistycznych w Polsce od European Logistics Investment

CBRE Investment Management, działając w imieniu swojego klienta, zakupiło portfolio Nexus od European Logistics Investment – platformy zarządzanej wspólnie przez firmy Griffin Real Estate, Redefine oraz Madison International Realty. Portfolio obejmuje obiekty logistyczne zlokalizowane w Polsce o łącznej powierzchni 211 803 mkw. Jest to jedna z największych transakcji pod względem wolumenu i wartości przeprowadzonych na polskim rynku magazynowym w 2021 roku.

Portfolio obejmuje osiem budynków funkcjonujących w ramach sześciu kompleksów magazynowych klasy A: Panattoni Park Warsaw Airport I, Panattoni Park Sosnowiec II, Panattoni Park Bydgoszcz II, Łódź Business Centre II, Panattoni Park Poznań V oraz Panattoni Park Kraków II. Wszystkie zostały zbudowane w latach 2015-2017 przez firmę Panattoni w join venture z Och-Ziff. Portfolio jest wynajęte w 94% i cechuje się dobrze zrównoważonym doborem najemców.

Nasza transakcja jest przykładem wyjątkowej okazji, jaką należy określić nabycie dobrze zlokalizowanego portfela nieruchomości o tej skali w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w wysoce stabilnym sektorze logistycznym. Portfolio obejmuje obiekty w doskonałej lokalizacji i posiada dobrą historię najmu, a wszystko to wspierane jest silną dynamiką wynajmu w Polsce. Rynki lokalne, na których zlokalizowane są obiekty, mają również mocną pozycję – wszystkie sześć aktywów jest strategicznie zlokalizowanych w uznanych i rozwijających się centrach logistycznych w kraju – powiedział Harald Flöer, Dyrektor Zarządzający CBRE Investment Management.

– Polska gospodarka zyskuje dzięki sile popytu konsumenckiego oraz inwestycjom w infrastrukturę transportową, co z kolei sprzyja przekształcaniu się łańcucha dostaw w Europie i przyspiesza rozwój e-handlu. Polski rynek logistyczny w czasie pandemii okazał się niezwykle stabilny. Z rynkiem o tak solidnych podstawach do wzrostu sektor ten nadal jest najlepiej prosperującą kategorią nieruchomości w Europie. Mocne podstawy rynkowe czynią portfolio Nexus bardzo atrakcyjnym zakupem dla naszego klienta – skomentował Wojciech Szymaniuk, manager ds. transakcji, CBRE Investment Management.

– Sektor logistyczny jest oceniany obecnie jako jeden z najbardziej atrakcyjnych rynków inwestycyjnych. Coraz więcej zagranicznych inwestorów jest zainteresowanych lokowaniem kapitału w Polsce, która jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków w Europie. Podaż jest jednak wciąż niewystarczająca, aby zaspokoić stale rosnący popyt, dlatego inwestorzy przyglądają się również projektom o ugruntowanej pozycji. Świetny i dynamiczny rozwój platformy ELI przyciąga uwagę rynku – w ciągu zaledwie trzech lat trzykrotnie powiększyliśmy nasze portfolio. Projekty będące przedmiotem sprzedaży oferują dywersyfikację geograficzną i zapewniają długoterminową rentowność – powiedział Nebil Senman, Partner Zarządzający w Griffin Real Estate.

Pieter Prinsloo, CEO, Redefine Europe, powiedział, że ELI odnotowuje wyjątkowy wzrost, a ekspansja platformy odbywa się zgodnie z rozwojem kluczowych węzłów logistycznych w całej Polsce: – Jako inwestor koncentrujemy się na długoterminowym wzroście wartości i naszym nieustannym priorytetem jest rozwój. Ogłoszona dzisiaj transakcja demonstruje, w jaki sposób platforma wykorzystuje możliwości rynkowe i korzysta z tego potencjału.

CBRE Investment Management jest wiodącym inwestorem i operatorem logistycznym zarządzającym* w Europie z aktywami o wartości €14,8 mld i powierzchni najmu 7 mln mkw. w 11 krajach.

Kupującemu doradzały firmy Linklaters, CBRE, Deloitte, Arcadis oraz Riskonet. Sprzedającemu doradzały firmy Rymarz Zdort (doradztwo prawne), Cushman & Wakefield i JLL (doradztwo komercyjne) oraz MDDP (doradztwo podatkowe).

*30 września 2021

“American dream” po polsku. Jaki jest bilans 30 lat współpracy?

Polacy w dużej mierze darzą sympatią i uznaniem Amerykę, te więzi sięgają wielu pokoleń. Wspomnę Tadeusza Kościuszko, jednego z twórców potęgi elitarnej akademii West Point czy walczącego w wojnie o niepodległość USA Kazimierza Pułaskiego. Pełna ciężkich prób historia polski wpływała na kolejne fale emigracji za ocean. Szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych mieszka obecnie blisko 10 mln osób pochodzenia polskiego, sam obszar Metropolitalny Chicago zamieszkuje około 1,5 mln. Obecnie aktywa inwestorów amerykańskich działających w Polsce przekraczają wartość 200 mld zł., a firmy które działają na naszym rynku zatrudniają blisko 300 tys. pracowników.

Ameryka zawsze starała się wspierać nasze dążenia niepodległościowe. W czasach Solidarności jednym ze źródeł informacji było radio “Głos Ameryki” nadawane z Waszyngtonu i zagłuszane przez służbę bezpieczeństwa PRL. Kiedy 1989 r. Polska odzyskała wolność, a powiew tych zmian spowodował że runął mur berliński i zostały  przełamane powojenne jałtańskie podziały, rozpoczął się czas powrotu do kapitalizmu. W tym okresie pojawili się pierwsi inwestorzy zagraniczni z portalami pełnymi dolarów. Mega inflacja powodowała, że średnie pensje wynosiły w przeliczeniu jedynie kilkadziesiąt dolarów i z dnia na dzień traciły na wartości. Puste sklepy w doprowadzonym do ruiny przez rządy komunistów kraju oblegane były przez długie kolejki ludzi, czekający na dostawę byle jakiego towaru.

Bez internetu i telefonów komórkowych

Jest naturalne, że do nowych pełnych niepewności rynków, najpierw docierają inwestorzy skłonni do dużego ryzyka i szybkich zysków. Wielu pierwszych biznesowych “awanturników”, niczym pionierzy na Dzikim Zachodzie, próbowało tu swoich sił. Pojawiły się pierwsze przedstawicielstwa firm, a wraz z nimi pierwsze agencje reklamowe. Prawnicy na własną rękę uczyli się czym jest “spółka” i próbowali zdobyć przedwojenne wydanie Kodeksu Handlowego z 1934 r., aby pomagać pierwszym inwestorom. Nawet kserowanie dokumentów w tym czasie wymagało specjalnego pozwolenia. Ameryka była wówczas idealizowana i znana głównie z barwnych kinowych filmów. Jawiła się jako mityczny kraj dobrobytu, wolności i dużych możliwości rozowoju. W tym czasie nie było jeszcze internetu czy telefonów komórkowych, a szczytem nowoczesności były telefaksy i pierwsze komputery PC. Pierwszy masowy dostęp do internetu pojawił się dużo później w połowie lat 90. XX w.

W Warszawie ruszył hotel Marriott, który od razu stał się synonimem luksusu, a jednocześnie zwiastował początek wolnorynkowych przemian. Wieżowiec był jakby wyspą bogactwa, miejscem spotkań biznesu, wizyt polityków i gangsterów. Wcześniej w  PRL nie znano zjawiska bezrobocia, praca była źle płatna, ale obowiązkowa. Początek transformacji oznaczał brak zatrudnienia i konieczność przekwalifikowania do nowych potrzeb dla milionów ludzi. Początek lat ’90 XX w. to także pierwszy w Polsce McDonald’s, którego huczne otwarcie miało miejsce w czerwcu 1992 r.  w Sezamie u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Chwilę później pojawił się konkurencyjny Burger King na Placu Konstytucji, który poza jedzeniem oferował centrum rozrywki w postaci automatów do gier video.

Losy polskiego kapitalizmu, to historia inwestycji

Prezydent George H.W. Bush, złożył swoją pierwszą oficjalną wizytę w Polsce w lipcu 1989 r. Po spotkaniu z Lechem Wałęsą w Gdańsku, w przemówieniu wygłoszonym przed Pomnikiem Poległych Stoczniowców, Bush senior pogratulował Polakom osiągnięć, w tym „pierwszych wolnych wyborów w nowej Polsce” i odniósł się do czekających nasz kraj reform. Jakże proroczo dodał, że zbudowanie nowej, dostatniej Polski to nie kwestia roku, ale jednej generacji, podkreślając jednocześnie, że nie będzie to łatwa droga. „To jeszcze nie koniec trudnych czasów. Reforma gospodarcza wymaga ciężkiej pracy i powściągliwości zanim przyniesie korzyści. Wymaga też cierpliwości i determinacji. Ale przecież Polakom ciężka praca jest nieobca i dali całemu światu lekcję determinacji” – mówił Bush. 

Reformy całkowicie zmieniały zasady gospodarcze zrujnowanego przez komunistów centralne zarządzanego kraju. Z jednej strony słabe państwo i jego reformowane struktury,  z drugiej dalej obecnie wojska radzieckie i gigantyczny wzrost przestępczości. W wielkich bólach urodził się polski kapitalizm. Zmiany ustrojowe poprzedzone “okrągłym stołem” umożliwiły podjęcie pierwszych rozmów na temat stowarzyszenia Polski ze Wspólnotami Europejskimi. Oficjalne rokowania rozpoczęto w grudniu 1990 r. i zakończono podpisaniem rok później Układu europejskiego.

W 1990 roku na spotkaniu w Ambasadzie USA w Warszawie akt powołania Amerykańskiej Izby Handlowej, która kontynuuje przedwojenne tradycje Polsko-Amerykańskiej Izby Handlowej, podpisali przedstawiciele 7 z 20 obecnych wówczas przedsiębiorstw amerykańskich. Celem jej utworzenia była potrzeba wspomożenia rozwoju polsko-amerykańskich stosunków gospodarczych, aktywne promowanie amerykańskich inwestycji oraz działania na rzecz poprawy klimatu inwestycyjnego. Rok później  izba została akredytowana jako członek stowarzyszony przy Izbie Handlowej Stanów Zjednoczonych (U.S. Chamber of Commerce) w Waszyngtonie.

Demokratyzacja, wizy i Statua Wolności

W tym czasie przed ambasadą Amerykańską w Warszawie kłębiły się długie kolejki po wizy. W programach nauczania szkół i uczelni pojawiła się obowiązkowa nauka języka angielskiego, która zastąpiła rosyjski. Jednak brakowało nauczycieli, gdyż osoby znające języki z łatwością dostawały lepszą pracę w rosnącym sektorze biznesowym. Polacy mogli zatrzymać w domach paszporty, wcześniej wydawane tylko wybranym na okres wyjazdu, a coraz więcej krajów otwierało ruch bezwizowy. Pracując dla miedzynarodowej korporacji, bez większych problemów otrzymałem wizę amerykańska i to uprwniającą do wielokrotnych wyjazdów. Hitem kinowym w 1992 r. był  film “Nagi instynkt” z Michael Douglas’em i Sharon Stone. Zainspirowani sceną z najbardziej kultowego wtedy na świcie klubu The Limelight mieszczącego się w oryginalnym budynku na Manhattanie, niewiele myśląc kupiliśmy weekendowe bilety na lot z Londynu do Nowego Jorku, aby odwiedzić to słynne miejsce.

Niestety nasz samolot miał sześciogodzinne opóźnienie, a na JFK przywitała nas gęsta mgła. Pomimo pierwszego jetlagu, który wydawał się wtedy egzotycznym bonusem, znany klub udało się odwiedzić dopiero kolejnej nocy. Z okien apartamentu słynnego hotelu w którym mieszkał niegdyś Al Capone z ledwością widać było na kilka metrów. Nie zobaczyłem też Statuy Wolności, a mroźny wiatr na Manhatanie nabierając prędkości między drapaczami chmur z ledwością pozwalał na spacer w Central Parku czy dojście do Museum of Modern Art i na spektakl na Broadwayu. Wszystko to wydawało się  wyjątkowe i niezwykłe. Polska natomiast cały czas przechodziła transformację, pojawił się handel uliczny. Powstała pierwsza sieć telefonii komórkowej Centertel, która miała zasięg w centrach kilku dużych miast,  a najmniejszy model z oferowanych dwóch był wielkości cegły. Większość firm stosowała wtedy bezprzewodowe urządzenia używane do komunikowania się poprzez krótkie informacje tekstowe odczytywane z wyświetlacza tzw. Pagera. Rozwijały się też wypożyczalnie filmów na kasetach VHS, a w Warszawie i okolicach bez żadnej zgody przez dwa lata nadawała pierwsza prywatna telewizja TOP Canal. W jej programie były pierwsze reklamy oraz nadawane z pirackich kaset zachodnie filmy.

W lipcu 1992 r. Amerykański prezydent Bush senior, przyleciał ponownie do Polski, by wziąć udział w uroczystościach związanych ze sprowadzeniem prochów Ignacego Jana Paderewskiego do ojczyzny. Wystąpił wtedy na warszawskim Placu Zamkowym w towarzystwie prezydenta Lecha Wałęsy.

W swoim przemówieniu Bush odniósł się m.in. do przemian, jakie zaszły w Polsce po 1989 r. Podsumowując pierwsze trzy lata demokratycznej transformacji chwalił nasz kraj za podjęcie „odważnych reform gospodarczych”, dzięki którym Polska zaskarbiła sobie „szacunek i wsparcie całego świata”. Co więcej – podkreślił – reformy te działają. Bush przyznał, że w wielu miejscach i dla wielu ludzi reformy przynoszą „więcej bólu niż postępu”. „Ale musimy uważnie oddzielać skutek od przyczyny. Dzisiejszy czas próby nie został wywołany przez prywatną przedsiębiorczość, tylko przez uporczywe dziedzictwo czterech dekad złych komunistycznych rządów. Zapewniam was: droga, którą wybraliście, jest tą właściwą drogą” – przekonywał.

W kwietniu 1991 r. w dawnym gmachu komitetu centralnego partii komunistycznej w Warszawie odbyła się pierwsza sesja Giełdy Papierów Wartościowych. Wzięło w niej udział 7 domów maklerskich, a na rynku giełdowym notowano w tamtym czasie zaledwie akcje 5 spółek. W ciągu jednej sesji wpłynęło 112 zleceń kupna i sprzedaży, zaś łączny obrót giełdy wyniósł 1990 zł, czyli niecałe 2 tys. dol. W tym samym budynku rozpoczął działalność Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości, który zapewniał kapitał początkowy wspierający rozwój polskiego sektora prywatnego. Amerykański prezydent zadeklarował, że USA przeznaczą kolejne 200 mln dol. na wsparcie finansowe reform. Jak mówił, powinny one zostać przeznaczone m.in. na wsparcie dla polskich eksporterów oraz banków – na kredyty dla nowych przedsiębiorstw.

– Program pożyczkowy PAFP to było niesamowite doświadczenie, sfinansowaliśmy pierwsze prywatne piekarnie, masarnie, zakłady stolarskie, warsztaty samochodowe w bardzo wielu małych ośrodkach w całej Polsce. Uczyliśmy przyszłych przedsiębiorców pojęcia Cash Flow & ryzyko kursowe. Ogromną satysfakcję dawały nam kolejne wizyty/wnioski kredytowe,  gdy oglądaliśmy nowo zbudowane lub urządzone obiekty z udzielonych wcześniej pożyczek. W kolejnym kroku zawodowym w IBM, uczestniczyłem w projektach, które pomagały uczynić następny krok w rozwoju polskich przedsiębiorstw,  czyli komputeryzacji i wykorzystaniu narzędzi IT. Satysfakcji dopełnia fakt, że IBM został też z czasem największym inwestorem z branży IT w Polsce, tworząc Centra Kompetencyjne i Rozwojowe – wspomina Grzegorz Tomasiak, późniejszy dyrektor generalny IBM Polska, który wrócił w tym czasie do kraju z praktyki organizowanej przez AIESEC w Chrysler Motors w Detroit i rozpoczął pracę w Funduszu Przedsiębiorczości.

„Nic o was bez was”

W tym czasie rozpoczął się również proces integracji Polski z Unią Europejską. W Atenach w kwietniu 1994 r. złożono wniosek o członkostwo, który został zatwierdzony przez wszystkie państwa członkowskie podczas konferencji w Essen w grudniu tego samego roku. Był to niezwykle trudny czas dla Polski, a reformy gospodarcze okazały się potrzebne, ale też niezwykle bolesne. Pamiętam przemówienie prezydenta Bill’a Clinton’a podczas wizyty w Polsce w 1997 r. wygłoszone na pl. Zamkowym w Warszawie. Doszło do tego 10 lipca, dwa dni po tym, jak Polska, Czechy i Węgry otrzymały zaproszenie do przystąpienia do NATO. Clinton nawiązał do swojego zobowiązania złożonego w czasie pierwszej wizyty w 1994 r. dotyczącego rozszerzenia NATO, które zapowiedział w swym przemówieniu w Sejmie mówiąc po polsku: „Nic o was bez was”. „Już nigdy o waszym losie nie będą decydować inni. Już nigdy prawo do wolności nie zostanie wam odmówione. Polska powraca do domu” – mówił Clinton. W marcu 1999 r. w Independence w stanie Missouri minister spraw zagranicznych prof. Bronisław Geremek przekazał na ręce Sekretarz Stanu USA Madeleine Albright podpisany akt przystąpienia Polski do Traktatu Północnoatlantyckiego.

Kolejne dekady budowaliśmy nasz kapitalizm, zmieniały się cele wyjazdowe. Coraz więcej rodaków zaczęło podróżować turystycznie lub naukowo. 1 maja 2004 r. Polska została członkiem Unii Europejskiej. Zniknęły kolejki po wizy do USA, a wkrótce wszedł ruch bezwizowy. Udało mi się wielokrotnie odwiedzać Stany Zjednoczone, odkrywać ich piękno i różnorodność.

W Polsce publicznie głos zabierali prezydenci USA: George H.W. Bush (dwukrotnie), Bill Clinton, George W. Bush (dwukrotnie), Barack Obama i Donald Trump, który w 2017 r. powiedział: “To ogromny zaszczyt stać w tym mieście – pod pomnikiem Powstania Warszawskiego – i zwracać się do narodu polskiego, będąc w Polsce, o jakiej marzyło tak wiele pokoleń: bezpiecznej, silnej i wolnej”.

Bilans współpracy

Przed pandemią w marcu 2019 r. po raz ostatni odwiedziłem USA. Tym razem były to słoneczne rodzinne strony prezydentów George’a H.W. Busha i jego syna George’a Walkera Busha w Houston. Duże wrażenie na mnie zrobiła wizyta w Centrum Lotów Kosmicznych NASA, jak również spotkanie w Toyota Center z Michelle Obama w ramach promocji jej bestselleru pt. ”Becoming”. Kiedy w grudniu tego samego roku świętowaliśmy w Warszawie finał piątej edycji programu AmCham „30 under 30” dla młodych liderów biznesu,  nikt nie przypuszczał że nadchodzący czas pandemii COVID-19 przysłoni, obchody 30-tej rocznicy działalności Izby w Polsce, a należące do niej firmy, zamiast ją świętować, zajmą się licznymi działaniami i akcjami pomocowymi. Przygotowany na tę okazję raport pozwala lepiej zrozumieć, jak ogromne zmiany nastąpiły w Polsce w ostatnich dekadach. Dane przedstawione w raporcie wskazują, że w latach 2010-2018 inwestycje amerykańskie wzrastały półtora raza szybciej niż inne zagraniczne.

– Polska jako wiodąca gospodarka UE i najważniejszy dla firm amerykańskich rynek w regionie Europy Środkowej i Wschodniej stanowi atrakcyjne miejsce lokalizacji i rozwoju biznesu. Aktywa inwestorów amerykańskich działających w Polsce przekraczają wartość 55 mld dol., a ponad połowa z amerykańskich inwestycji w Polsce stanowiących równowartość 26 mld dol. jest związana z przemysłem – mówi prof. Eliza Przeździecka (Główna Ekonomistka AmCham) autorka raportu „30 lat inwestycji amerykańskich w Polsce”. Zdaniem prof. Przeździeckiej poparcie dla możliwości dalszego wzrostu i rozwoju aktywności inwestorów w Polsce widać m.in. w tym, że duża część wszystkich inwestycji wypracowywana jest lokalnie i jako reinwestycje pozostaje w kraju, tworząc nowe miejsca pracy i rozwijając dotychczasową działalność o nowe funkcje.

Według raportu przygotowanego we współpracy z KPMG inwestycje firm z kapitałem amerykańskim odpowiadają za 11 proc., wartości wszystkich inwestycji zagranicznych w Polsce a wartość zainwestowanego przez nie kapitału szacuje się na ok. 62,7 mld dol. W Polsce od lat z powodzeniem działają amerykańskie giganty z sektora technologicznego i IT. To między innymi Google, Microsoft, Cisco, Dell, Intel, Motorola, Worldpress czy istniejący niemalże od 30 lat w Polsce – IBM. Firmy te tworzą w Polsce centra badawczo-rozwojowe, a ich obecność wpływa pozytywnie na poziom zaawansowania technologicznego otoczenia.

Plany na przyszłość

Jesteśmy ważnym partnerem dla inwestorów ze Stanów Zjednoczonych, a nasza współpraca gospodarcza bardzo się rozwinęła zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej.  Warto więc powrócić do tego podsumowania, pokazującego bilans 30 lat współpracy gospodarczej naszych krajów. Szczególnie, że dopiero z perspektywy trzech dekad można wyraźnie zobaczyć, jak mocno zmieniła się Polska, w jak innych dziś realiach żyjemy i jaki potencjał na przyszłość udało się nam wspólnie osiągnąć. Niezwykle ważne wydają się również kierunki współpracy w przyszłości, bowiem cele te mogą korzystnie wpływać na dalszy rozwój Polski.

– Zakładając, że środowisko inwestycyjne pozostanie nadal korzystne dla inwestorów amerykańskich, w nadchodzącej dekadzie nastąpi większe zaangażowanie kapitałowe USA w produkcję o wysokiej wartości dodanej i przedsięwzięcia inżynieryjne, szczególnie w branży IT, energetycznej oraz lotniczej. Znaczną część biznesu przyciągają do Polski usługi cyfrowe i możliwości “chmury”, od centrów usług wspólnych po analizy i badania danych oraz nowe modele biznesowe w kraju i poza nim. Natomiast transformacja w kierunku czystej energii jest kluczowym obszarem współpracy amerykańsko-polskiej w obszarze OZE oraz energetyki jądrowej, która będzie napędzać wiele równoległych inwestycji. Innym ciekawym obszarem jest przeniesienie infrastruktury krytycznej na rynki mniej stabilne politycznie od Polski i innych krajów Trójmorza. To tylko przykłady niektórych gałęzi gospodarki, które będą napędzać współpracę, która obejmie również kooperację w zakresie biotechnologii, gier komputerowych i modernizacji obronności. Przed nami dynamiczna dekada – – podsumowuje Tony Housh prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce (AmCham), posiadający dwudziestopięcioletnie doświadczenie biznesowe w Polsce i Europie Środkowej i Wschodniej.

AmCham to obecnie jedna z największych międzynarodowych organizacji biznesowych w naszym kraju, reprezentująca 327 firm z różnych branż. Organizacja jest niedochodowa i apolityczna. Spełnia się nasz “American dream”, do USA podróżujemy głównie turystycznie, biznesowo oraz w celach naukowych. Możemy osobiście przekonać się i fascynować bogactwem kulturowym, technologicznym i przyrodniczym tego różnorodnego kraju.

Autor felietonu ©: Adam Białas, ekspert rynku, dyr. BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy

Światowy handel wzrośnie w 2022 r. o +5,4% pomimo zakłóceń w łańcuchu dostaw – raport Euler Hermes

  • – Euler Hermes spodziewa się, że zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw utrzymają się na wysokim poziomie do drugiej połowy 2022 roku
  • – Jeśli chodzi o czynniki produkcji z Chin, Europa przegrywa walkę z USA, ale reshoring – przeniesienie produkcji z powrotem do Europy pozostaje raczej w sferze rozmów niż działań
  • – Globalny handel w ujęciu ilościowym (wolumen) ma wzrosnąć o +5,4% w 2022 r.
    i o +4,0% w 2023 r.

Jak wynika z Raportu Euler Hermes o Globalnym Handlu, zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw mogą utrzymywać się na wysokim poziomie do drugiej połowy 2022 r. w związku z ponownymi wybuchami epidemii wirusa Covid-19 na całym świecie, utrzymywaniem przez Chiny polityki „zero-Covid” oraz niestabilnością popytu i logistyki w okresie Chińskiego Nowego Roku. Niemniej jednak ubezpieczyciel kredytów handlowych spodziewa się, że wzrost handlu pozostanie silny w latach 2022- 2023, z pewnymi kilkoma wyraźnymi zwycięzcami wg. regionów i sektorów.

Zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw będą mocno odczuwalne do drugiej połowy 2022 r.

Po wyjątkowo dobrych wynikach od drugiej połowy 2020 r., światowy handel towarami skurczył się w trzecim kwartale br., zwłaszcza w gospodarkach rozwiniętych i wschodzących. Gospodarki rozwinięte w większym stopniu cierpią z powodu wąskich gardeł w łańcuchu dostaw, niż z powodu problemów z popytem: wg. Badań Euler Hermes niedobory produkcyjne odpowiadają za 75% obecnego spadku światowego wolumenu handlu, a resztę można wyjaśnić opóźnieniami w transporcie. Wybiegając w przyszłość można stwierdzić, iż szybko rosnące zamówienia na nowe możliwości transportowe (odpowiadające 6,4% istniejącej floty) powinny zostać zrealizowane pod koniec 2022 roku, podczas gdy zwiększone wydatki na infrastrukturę portową w USA powinny znacznie złagodzić globalne wąskie gardła w żegludze. W przyszłości szybko rosnące zamówienia na nowe zdolności transportowe (6,4% istniejącej floty) powinny zacząć działać pod koniec 2022 r., podczas gdy zwiększone wydatki na infrastrukturę portową w USA powinny znacznie złagodzić globalne wąskie gardła w transporcie.

Jeśli chodzi o komponenty z Chin, Europa przegrywa przeciąganie liny z USA

Europa jest bardziej zagrożona w porównaniu z USA, jeśli chodzi o duże uzależnienie od półproduktów z zagranicy. Bez zwiększenia mocy produkcyjnych i inwestycji w infrastrukturę portową normalizacja wąskich gardeł w dostawach w Europie może się opóźnić poza rok 2022, jeśli popyt pozostanie powyżej potencjału. Euler Hermes ocenia, że najbardziej narażone na niedobory produkcyjne są zwłaszcza sektory sprzętu gospodarstwa domowego, elektroniki użytkowej, motoryzacji oraz maszyn i urządzeń.

”Chiny stanowią kluczowe ryzyko dla Europy: szacujemy, że 10% spadek importu UE z Chin może oznaczać ponad -6% spadek w sektorze metalowym, ponad -3% w sektorze motoryzacyjnym (w tym sprzętu transportowego) i ponad -1% w sektorze komputerowym i elektronicznym”, mówi Ano Kuhanathan, starszy doradca sektorowy w Euler Hermes.

Jednak reshoring i nearshoring (przenoszenie produkcji do kraju o niższych kosztach, ale w pobliżu) pozostaną raczej w sferze rozmów niż działań

Pomimo trwających zakłóceń w globalnym łańcuchu dostaw, Euler Hermes nie zauważa jak dotąd wyraźnego trendu reshoringu lub nearshoringu działalności przemysłowej do Europy. Jedynym wyjątkiem jest Wielka Brytania, która prawdopodobnie musiała zmierzyć się z zakłóceniami w związku z Brexitem. Protekcjonizm osiągnął jednak rekordowo wysoki poziom w 2021 r. i pozostanie zapewne na wysokim poziomie, głównie w formie pozataryfowych barier handlowych (np. subsydiów, polityki przemysłowej).

Światowy handel ogólnie wzrośnie o +5,4% w 2022 i +4,0% w 2023

Choć istnieje ryzyko wystąpienia podwójnej zapaści (wspomniane zakłócenia w łańcuchach dostaw plus opóźnienia w transporcie) w I kwartale 2022 r., Euler Hermes spodziewa się normalizacji wolumenu międzynarodowych przepływów handlowych od II półrocza 2022 r., napędzanej przez trzy czynniki:

  • Ochłodzenie wydatków konsumenckich na dobra trwałe, biorąc pod uwagę ich dłuższy cykl wymiany i przejście w kierunku bardziej zrównoważonych zachowań konsumpcyjnych.
  • Mniej dotkliwe niedobory środków produkcji, ponieważ zapasy w większości sektorów powróciły do poziomu sprzed kryzysu lub nawet go przekroczyły, a nakłady inwestycyjne wzrosły (głównie w USA).
  • Zmniejszenie zatorów żeglugowych (globalne zamówienia na nowe kontenerowce osiągnęły w ostatnich miesiącach rekordowy poziom 6,4% istniejącej floty) oraz planowane wydatki na infrastrukturę portową w USA w wysokości 17 mld dolarów.

„Ogólnie rzecz biorąc, oczekujemy, że globalny handel w ujęciu ilościowym wzrośnie o +5,4% w 2022 r. i +4,0% w 2023 r., a następnie stopniowo powróci do średnich poziomów sprzed kryzysu. Odbywa się to jednak kosztem zwiększonej globalnej nierównowagi. Stany Zjednoczone odnotują rekordowo wysoki deficyt handlowy (około 1,3 bln USD w latach 2022-2023), któremu towarzyszyć będzie rekordowo wysoka nadwyżka handlowa Chin (średnio 760 mld USD). Co istotne, strefa euro również odnotuje wyższą niż przeciętna nadwyżkę w wymianie handlowej w wysokości około 330 mld USD” wyjaśnia Françoise Huang, starszy ekonomista ds. Azji i Pacyfiku w Euler Hermes.

A zwycięzcami są…

Euler Hermes szacuje, że w 2022 r. sektor energetyczny, elektroniczny oraz maszyn i urządzeń wciąż powinny notować poprawę swoich wyników. Jednak głównym wygranym eksportu w skali globalnej w 2023 r. powinien być sektor motoryzacyjny, dzięki zaległościom w produkcji i niższym nakładom inwestycyjnym w 2021 r. Na poziomie regionalnym, Azja i Pacyfik powinny pozostać głównymi wygranymi eksportu w nadchodzących latach (ponad 3 bln USD zysku z eksportu w latach 2021-2023).

Europa, w tym Środkowo-Wschodnia i Polska, odczuwa dodatkowy impuls konsumpcyjny

Popyt konsumpcyjny w Europie osiągnął bezprecedensowo wysoki poziom i prawdopodobnie utrzyma się powyżej trendu, ponieważ nadwyżka oszczędności powstałych w czasie kryzysu prawdopodobnie nie zostanie wyczerpana do 2023 r. Cykl wymiany dóbr trwałych wskazuje, że szczyt wąskich gardeł w łańcuchu dostaw już mija, a dodatkowo popyt w najbliższej przyszłość przerzuci się na inne dobra (w tym np. usługi).

Oczekiwany impuls dla spożycia prywatnego z pozostałej nadwyżki oszczędności jako % PKB (stan na połowę 2021 – ostatnie dostępne dane)Wykres Światowy Handel 2022

Tesla zaakceptuje dogecoin

Elon Musk ogłosił, że Tesla zaakceptuje dogecoin do płatności za niektóre produkty.
Na Twitterze, który często jest modus operandi ekscentrycznego miliardera, Musk ogłosił:
„Tesla sprawi, że jakiś towar będzie można kupić u Doge’a i zobaczymy, jak to będzie”.
Cena dogecoina wzrosła po tweecie, osiągając ponad 0,20 dolara. Jednak informacje
co do faktycznej oferty są nadal ograniczone. Tesla sprzedaje różne towary, które mogą
kosztować od 50 do 1500 dolarów. W momencie pisania tego tekstu dogecoin kosztuje
obecnie około 0,16 dolara.

Euro znów atakuje 4,64 zł

W ostatnim tygodniu bariera 4,64 zł za euro była miejscem, do którego kurs wielokrotnie docierał, ale go nie przekroczył na stałe. Zobaczymy, jak będzie w tym tygodniu, szczególnie że przed świętami może być potencjalnie spokojniej na rynkach.

Średnia płaca powyżej 6000 zł brutto

Piątkowe dane GUS pokazały, że wynagrodzenia w Polsce rosną 9,8%. To jednak zaledwie 2% powyżej inflacji. Nie można zatem mówić o rewolucji w naszych płacach. Dodatkowo skoro taki wynik mieliśmy w listopadzie, to grudniowe dane, wliczając premie, mogą być już dwucyfrowe. W takim scenariuszu do powodów inflacji szybko dołączy presja rosnących płac. W tym samym czasie zatrudnienie wzrosło o 0,7%. Oznacza to, że pracujących w przedsiębiorstwach jest w Polsce już zaledwie 1,5% mniej niż przed pandemią.

Inflacja w strefie euro niemal 5%

Potwierdzają się scenariusze szybszego wzrostu cen w strefie euro. Wynosi on już 4,9%, co jest wynikiem niemal 3% niższym niż w Polsce, ale z drugiej strony wciąż bardzo wysokim. Pokazuje to jednak, jak bardzo globalny jest problem wzrostu cen. Drugim elementem, na który warto zwrócić uwagę, są skutki zastosowanej strategii walki z covidem. Polegała ona na zalaniu gospodarki pieniędzmi. Pozwoliła oczywiście utrzymać poziom PKB na atrakcyjnym poziomie. Nadmiar pieniądza i bardzo niskie stopy procentowe ku rozpaczy polityków wywołują jednak na rynkach dokładnie te procesy, co powinny, zgodnie z podręcznikami makroekonomii. Inwestorzy nie wierzą jednak w podwyżki stóp procentowych w Europie i w piątek masowo przenosili swoje inwestycje za ocean. W rezultacie przez chwilę za jedno euro płacono mniej niż dolara i dwanaście i pół centa.

Obniżki stóp w Chinach

W Państwie Środka doszło do symbolicznej obniżki 1-rocznej głównej stopy procentowej z 3,85% na 3,8%. Jest to stawka, w oparciu o którą rozliczana jest większość kredytów dla przedsiębiorstw. Stawka 5-letnia, na podstawie której rozliczane są kredyty hipoteczne, pozostała na niezmienionym poziomie. Najwyraźniej władze Chin nie chcą opierać rozwoju o sektor nieruchomości, z którym i tak mają duże problemy. Co ciekawe, Chiny nie mają obecnie problemów z inflacją, w związku z czym amortyzowanie słabszej koniunktury gospodarczej obniżką stóp wydaje się zrozumiałym rozwiązaniem.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC bez niespodzianek. Brytyjczycy podnoszą stopy procentowe. W Turcji bez zmian

W czwartek poznaliśmy decyzje Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii oraz Banku Turcji. Jak się okazuje, jest to wystarczający zestaw, by na rynku dużo się działo.

EBC bez niespodzianek

Główną niespodzianką w ramach decyzji EBC było to, że cokolwiek wynikło z tego posiedzenia. W kwestii stóp procentowych nie tylko nie było zmian, ale nawet dostaliśmy informacje, że ich wzrost w 2022 roku jest bardzo mało prawdopodobny. Z drugiej strony w marcu ma zakończyć się program skupu aktywów. Byłoby to bardzo mocno połączone w czasie z wygaszaniem programu skupu przez Amerykanów. Z drugiej strony Amerykanie po wygaszeniu programu wskazują na podnoszenie stóp procentowych jako kolejny ruch. Wiadomo inflacja w USA wynosi 6,8%, aczkolwiek 4,9% w strefie euro to też nie jest niska wartość. Sama jednak informacja o wygaszaniu stóp spowodowała, że euro umacniało się względem dolara.

Brytyjczycy podnoszą stopy procentowe

Wbrew oczekiwaniom doszło wczoraj do podwyżki stóp procentowych na Wyspach. Co ciekawe, z 9 głosów oczekiwano zaledwie 2 za podwyżką, a finalnie zagłosowało aż 8 członków. Podwyżka nie była duża, zaledwie z 0,1% na 0,25%. Nie zmienia to faktu, że nawet tak mała podwyżka spowodowała wzrost ceny funta o ponad 3 grosze. Stało się to przy utrzymaniu na niezmienionym poziomie programu skupu aktywów. Powodem jest oczywiście szybko rosnąca inflacja, która w ostatnim miesiącu wzrosła z 4,2% na 5,1%. Tak duża zmiana wygrywa przed strachem o nadmierne schłodzenie gospodarki.

W Turcji bez zmian

Jeżeli ktoś z jakiegoś powodu uznał, że po tylu spadkach teraz jest czas odbicia na lirze to z pewnością żałuje. Zgodnie z oczekiwaniami, a konkretnie z wolą prezydenta, “niezależny” centralny bank Turcji  obniżył wczoraj stopy procentowe. To jak bardzo rynki nie rozumieją, co się dzieje, najlepiej podsumowuje wykres liry tureckiej. 14 grudnia za 1 euro płacono 15,5 liry, dzisiaj jest to 18,5 liry. To tak, jakby złoty względem euro w ciągu tygodnia przeskoczył z obecnych poziomów na poziom cenowy funta. Aż strach pomyśleć, jak w tym kraju działa prowadzenie działalności gospodarczej w ramach handlu z zagranicą.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Creotech Instruments złożył prospekt emisyjny dot. przenosin na GPW

Creotech Instruments S.A. 17 grudnia złożył do Komisji Nadzoru Finansowego prospekt związany z przeniesieniem notowań akcji spółki z rynku NewConnect. Spółka zakłada, iż debiut jej akcji na GPW będzie mógł się odbyć w I połowie roku. Przeniesienie notowań akcji Creotech Instruments z rynku NC na rynek główny GPW jest jednym z elementów procesu pozyskania przez spółkę kapitału na poziomie 40-50 mln zł.

Złożony w dniu dzisiejszym do KNF prospekt obejmuje dotychczasowe akcje na okaziciela serii A, B, C, D, E, F, G oraz H. Akcjonariusze Creotech 29 listopada podjęli decyzję o dopuszczeniu i wprowadzeniu ich do obrotu na rynku regulowanym GPW. Z kolei 10 grudnia zarząd spółki zwołał Walne Zgromadzenie, na którym 14 stycznia akcjonariusze podejmą decyzję w sprawie emisji akcji serii I (do 396 558 akcji, stanowiących do 20 proc. podwyższonego kapitału).

-Zakończyliśmy prace związane z przygotowaniem prospektu, umożliwiające zamknięcie ważnego etapu procesów przejścia na główny rynek GPW i pozyskania kapitału w ramach nowej emisji. Pierwszy z nich pozwoli nam dodatkowo zwiększyć wiarygodność i uzyskać dostęp do nowych grup inwestorów. Drugi wesprze nas w realizacji założeń strategicznych, obejmujących m.in. umieszczenie na orbicie okołoziemskiej w 2023 roku pierwszego mikrosatelity opracowanego przez nasz zespół oraz rozpoczęcie komercjalizacji niniejszego obszaru w kolejnych latach. Naszą ambicją i celem jest bycie głównym dostawcą technologii kosmicznych z Europy Środkowej na rynek światowy – mówi Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Jak dodaje, istotnymi obszarami dla Creotech są również segmenty systemów dronowych oraz komputerów kwantowych. Spółka zamierza w najbliższych latach być wiodącym dostawcą danych do analizy ryzyka dla misji UAV oraz dostawcą pełnych systemów sterowania komputerami kwantowymi, jako jeden z kilku podmiotów na świecie.

Creotech do 2025 roku będzie dążyć do realizacji następujących celów:

  • Kosmos: sukces misji kosmicznej EagleEye w zakresie umieszczenia na orbicie mikrosatelity do obserwacji Ziemi (uzyskanie pełnego space heritage) oraz zaawansowany stan misji PIAST realizowanej dla Ministerstwa Obrony Narodowej. Spółka zakłada w tym okresie osiągnięcie 10-20 zamówień na mikrosatelity rocznie i chce być głównym dostawcą technologii kosmicznych
    z Europy Środkowej na rynek światowy.
  • Atmosfera ziemska – główny dostawca systemów do analizy ryzyka, planowania i kontroli misji UAV (bezzałogowe statki powietrzne) w Polsce i znaczący w Europie oraz dążenie do bycia głównym polskim oferentem produktów wsparcia na rynku UAV.
  • Ziemia – dostawca pełnego systemu sterowania dla komputerów kwantowych (jeden z kilku podmiotów oferujących takie rozwiązania na świecie), silna pozycja jednego z najważniejszych integratorów danych satelitarnych w Europie dzięki współpracy z EUSPA i KE oraz wprowadzenie systemu synchronizacji czasu do rozwiązań telekomunikacyjnych.

Stopy procentowe w USA będą rosły szybciej niż oczekiwano

W kończącym się tygodniu rynki obserwowały przede wszystkim posiedzenie amerykańskiego Fed, który ze względu na wysoką inflację planuje przyspieszyć ograniczanie programu luzowania ilościowego o 30 mld USD miesięcznie. Oznaczałoby to, że QE zakończy się już w marcu przyszłego roku. Wkrótce potem w 2022 roku miałby nastąpić trzykrotny wzrost stóp procentowych, a w 2024 r. kolejny dwukrotny wzrost.

Fed postrzega stopę procentową na poziomie 2,5% jako długoterminową. Jednocześnie, zdaniem Jerome’a Powella, gospodarka nie potrzebuje już zwiększonego wsparcia ze strony polityki pieniężnej. Zjawisko inflacji jest nadal postrzegane przez szefa FOMC jako przejściowe. Taki rozwój polityki pieniężnej w USA może w konsekwencji doprowadzić do osłabienia euro w stosunku do dolara, ponieważ bardzo luźna polityka monetarna w dłuższej perspektywie szkodzi euro. Może to również prowadzić do osłabienia lub ograniczenia możliwości silniejszej aprecjacji wobec dolara dla walut regionalnych, takich jak złoty, które są silnie powiązane z euro.

Z polskich danych w tym tygodniu należy wspomnieć o ostatecznych wynikach indeksu cen towarów i usług konsumenckich, który w listopadzie wzrósł o 7,8% w skali roku. Wysoki wzrost cen jest jednak równoważony równie szybkim wzrostem wynagrodzeń polskich pracowników, który w skali roku wyniósł 8,9%.

Polska waluta osłabiła się nieznacznie w tym tygodniu, notując kurs PLN/EUR w piątek rano na poziomie 4,62. Natomiast eurodolar czwarty tydzień z rzędu oscylował na poziomie 1,13 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Perspektywy dla rynku prywatnych domów studenckich

Wzrost liczby studentów w Europie będzie napędzał rynek prywatnych domów studenckich.

Według prognoz międzynarodowej firmy doradczej Savills, dynamiczny wzrost liczby studentów będzie generował zapotrzebowanie na domy studenckie w perspektywie najbliższych pięciu lat we wszystkich większych ośrodkach akademickich w Europie, a zwłaszcza w miastach w Hiszpanii i Włoszech. Również w Polsce, pomimo pandemii, najlepsze prywatne akademiki utrzymują wysokie obłożenie i niedługo może zacząć ich przybywać w kolejnych miastach.

Jak podaje Savills, liczba studentów znacząco wzrosła w minionym roku w dziewięciu krajach europejskich uwzględnionych w przeprowadzonym badaniu.

Grono studentów w ostatnim roku akademickim (2020/21) wzrosło średnio o 2,4% w Szwecji, Danii, Włoszech, Holandii, Francji, Niemczech, Hiszpanii, Polsce, Czechach, Portugalii i Wielkiej Brytanii, podczas gdy rok wcześniej zmalało o 1,2%.

Największy wzrost liczby studentów odnotowano w Holandii – o 6,4%, przy jednoczesnym 11-procentowym wzroście podań o przyjęcie na studia składanych przez obcokrajowców.

Z najnowszego raportu firmy Savills pt. „European Student Housing” wynika, że według danych Oxford Economics po dekadzie spadków całkowita liczba młodych Europejczyków w wieku 20-29 lat w największych miastach uniwersyteckich zaczęła się stabilizować i wzrastać od 2017 r. W ośrodkach, w których występuje ograniczona podaż akademików, rosnący popyt ostatecznie spowoduje presję na wzrost kosztów najmu.

Z powodu pandemii czynsze w domach studenckich utrzymywały się na stabilnym poziomie w ostatnich 18 miesiącach, ale według prognoz Savills mogą zacząć powoli wzrastać w przyszłym roku, odzwierciedlając dynamikę na całym rynku mieszkaniowym.

Duże wzrosty opłat mogą wystąpić zwłaszcza w miastach oferujących ograniczoną liczbę miejsc w akademikach, między innymi w Rzymie, Mediolanie, Walencji i Lizbonie.

„Pomimo dużej aktywności deweloperów we wszystkich miastach europejskich, podaż może być niewystarczająca w stosunku do zapotrzebowania. Przewidujemy, że brak równowagi pomiędzy popytem a podażą pogłębi się w perspektywie najbliższych 12 miesięcy” – mówi Lydia Brissy, dyrektor w dziale badań rynków europejskich, Savills.

Ponadto sytuację pogarsza fakt, że w czasie pandemii większość inwestycji została wstrzymana, a ich realizacja może się dodatkowo opóźnić z powodu poważnych zakłóceń w łańcuchach dostaw obserwowanych w branży budowlanej.

W większości miast europejskich wskaźniki obłożenia akademików powróciły bądź zbliżyły się do poziomów notowanych przed wybuchem pandemii i na ogół przekraczają 90%. Według Savills, w przyszłym roku mogą być jeszcze wyższe.

Wolumen transakcji inwestycyjnych w tym sektorze w Europie, który w pierwszych trzech kwartałach bieżącego roku wyniósł 5,8 mld euro, może wzrosnąć w najbliższych 12 miesiącach. Ze względu na utrzymujące się zainteresowanie inwestorów sektorami living, możliwa jest dalsza konsolidacja w segmencie domów studenckich.

Savills także przewiduje wzrost liczby transakcji z udziałem kapitału zagranicznego oraz poszerzenie się grona inwestorów aktywnie działających na tym rynku.

„Pod koniec 2022 r. możemy być świadkami kolejnej fali transakcji portfelowych, ponieważ pierwsze pokolenie deweloperów i operatorów będzie gotowe na sprzedaż aktywów i wyjście z inwestycji. W 2021 r. całkowita wartość transakcji na rynku inwestycyjnym w sektorze prywatnych domów studenckich w Europie może wynieść 8,4 mld euro, a w 2022 r. osiągnąć rekordowy poziom zbliżony do odnotowanego w 2019 r. (ok. 9,5 mld euro)” – mówi Marcus Roberts, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Europie.

„Pomimo pandemii, najlepsze projekty akademikowe w Polsce utrzymały wysokie obłożenie, przekraczające 90%. Kluczem do sukcesu były właściwe projekty oraz doświadczenie inwestorów. Widzimy rosnące zainteresowanie nowych podmiotów – na początku bieżącego roku na polskim rynku zadebiutowała marka Milestone. Swój pierwszy akademik nabył też Zeitgeist. Spodziewamy się kontynuacji tego trendu również w nadchodzącym roku, a uwagę inwestorów będą przyciągały również projekty poza największymi rynkami, jak Warszawa czy Kraków” – mówi Kamil Kowa, członek zarządu i dyrektor działu Corporate Finance & Valuation w Savills w Polsce.

Upmedic pozyskuje 1,1 mln zł od inwestora VC

  • Upmedic, twórca i dostawca inteligentnego oprogramowania do tworzenia wysokiej jakości dokumentacji medycznej, ma ambicję uporządkowania rynku informacji diagnostycznej i przygotowania go do lepszego wykorzystania potencjału sztucznej inteligencji (AI)
  • Dzięki autorskiemu rozwiązaniu do tworzenia i analizy opisów badań medycznych wspiera lekarzy w ich codziennej pracy, a pacjentom skraca czas oczekiwania na konsultację ze specjalistą
  • Misję skutecznego zwalczania biurokracji w medycynie i nadawania wartości danym zbieranym w ramach dokumentacji medycznej poparł znany na rynku inwestycji w innowacyjne spółki fundusz VC – LT Capital, który na dalszy rozwój Upmedic wyłożył 1,1 mln zł (250 tys. euro)

Blisko 2-letnia walka z pandemią odsłoniła liczne słabości nawet najlepiej dofinansowanych systemów ochrony zdrowia. Pokazała m.in., że potrafią one dostać zadyszki, przygniecione nadmiarem biurokracji. Dotyczy to zwłaszcza diagnostyki, która w największym stopniu obciążona jest obowiązkiem tworzenia stricte określonej dokumentacji. Ten problem postanowił rozwiązać Upmedic. Polski startup stworzył inteligentny kreator opisów diagnostycznych, pozwalający tworzyć opisy badań o 70% szybciej niż przy użyciu dotychczas stosowanych metod. W efekcie czas pracy diagnostów w mniejszym stopniu konsumowany jest przez biurokrację, a większym poświęcany na to, co najważniejsze – leczenie pacjentów.

Medycyna wielkich możliwości z zespołem w pełnej gotowości

– Rozwój nowych technologii zrewolucjonizował wiele sfer naszego życia, ale w przypadku opieki medycznej i służby zdrowia, ma jeszcze wiele do usprawnienia. Tak dzieje się z diagnostyką obrazową – aż 2/3 czasu radiologa jest dziś poświęcane nie na leczenie, lecz tworzenie dokumentacji i opisów badań. Mamy do czynienia z sytuacją, w której, mówiąc skrótowo, biurokracja ma dwukrotnie większe znacznie niż pacjent. Upmedic powstał, by odwrócić tę niekorzystną proporcję i dobro oraz zdrowie pacjenta znowu postawić na pierwszym miejscu. Jak chcemy to zrobić? Zaprojektowaliśmy gotowy do wdrożenia system do automatycznego kreowania opisów badań, który wydatnie skraca czas potrzebny do sporządzenia dokumentacji medycznej, oszczędzając go na ważniejsze sprawy – tłumaczy Paweł Paczuski, co-founder i CEO Upmedic, który większość swojego zawodowego życia poświęcił poznawaniu i rozwijaniu możliwości sztucznej inteligencji (AI), a w szczególności uczenia maszynowego (ML).

Top management spółki tworzą jeszcze Krzysztof Paczuski, co-founder i CTO odpowiedzialny za projektowanie systemu (prywatnie brat CEO) oraz Sophia Renteria jako COO.

Początki Upmedic sięgają czasów, gdy Paweł i Krzysztof Paczuscy prowadzili butikowy software house. To w nim pomagali w rozwoju polskich i zagranicznych start-upów (m.in. rozwijali dietetyczny system personalizacji suplementacji dla scale-upu Sundose). Jednym z rozwiązań stworzonych przez braci był system Upmedic, który ostatecznie stał się ich głównym polem działalności. Do zespołu braci Paczuskich dołączyła Sophia Renteria, która dzięki doświadczeniu we wspieraniu ekosystemu innowacji w ramach sektora publicznego i prywatnego, zajęła się rozwojem biznesu firmy.

Jak to działa?

Upmedic opiera się na bogatej, gromadzonej przez lata bazie rozbudowanych szablonów strukturalnych opisów badań. Została ona stworzona przez praktyków dla praktyków – jej rozwijaniem zajęli się lekarze, używający oprogramowania podczas codziennej pracy. Rozwiązanie pozwala im łatwo tworzyć wysokiej jakości ustrukturyzowaną, powtarzalną dokumentację. Co więcej, program rozpoznaje mowę, a także automatycznie proponuje wnioski dla lekarza prowadzącego. To przekłada się na dużą oszczędność czasu.upmedic

Ale Upmedic to znacznie więcej niż narzędzie do usprawnienia tworzenia opisów badań. To rozbudowana platforma do analizy informacji w formie cyfrowej. System nie tylko ułatwia pracę lekarzowi, ale również umożliwia rozumienie wytworzonej dokumentacji komputerom, a tym samym pozwala na analizę Big data czy tworzenie zapytań kontekstowych. To daje możliwości wielu zastosowań nie tylko dla placówek medycznych, ale także dla firm farmaceutycznych, badań klinicznych czy firm ubezpieczeniowych.

Rynek wielkich wartości

Szacuje się, że globalny rynek radiologii ma dziś wartość sięgającą 90 mld PLN, a Polska ma w nim ok. 7-proc. udział. Z kolei rynek informacji medycznej ma urosnąć do 10,7 mld USD do 2024 r.[1] Upmedic to rozwiązanie, które z jednej strony skutecznie może zagospodarować ten potencjał, a z drugiej – przyczynić się do jego dynamicznego wzrostu. Pomóc w tym mają świeżo pozyskane środki od funduszu LT Capital.

– Upmedic to start-up napędzany innowacjami ze świetnym teamem, który go tworzy. Wykorzystuje AI/ML w celu wspierania diagnostów podczas ich codziennej pracy. Biorąc pod uwagę problemy, z jakimi borykają się placówki medyczne, zwłaszcza w czasie pandemii, widzimy w tym rozwiązaniu olbrzymie możliwości usprawnienia funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej, z korzyścią dla lekarzy i ich pacjentów. Wizja ta oraz ambitne plany rozwoju zadecydowały, że zainwestowaliśmy w tę firmę – komentuje Konrad Gawłowski, Dyrektor Inwestycyjny w LT Capital.

Pierwsze wdrożenia, pierwsze rynki

Upmedic udostępnia swoje rozwiązanie placówkom medycznym w modelu subskrypcyjnym, a rozlicza się w formie miesięcznej lub rocznej opłaty za użytkownika. Z oprogramowania spółki można korzystać w chmurze lub w sieci lokalnej (on-premises) albo jako rozwiązanie typu white label zintegrowane z systemami RIS/HIS w placówce. W pierwszej kolejności Upmedic myśli o rozwoju w Polsce, gdzie ma już pierwszych klientów działających w modelu B2C oraz B2B, a wśród nich Centra Medyczne Medyceusz. W perspektywie najbliższych lat chce swoje rozwiązanie wdrożyć na rynkach Europy i Ameryki Łacińskiej oraz udostępnić system innym specjalizacjom lekarskim. Pozyskane od LT Capital 1,1 mln zł mają wesprzeć realizację tych planów.

[1] Żródło: https://healthcaremarketexperts.com

https://www.technavio.com/report/healthcare-information-software-market-industry-analysis

3/4 inwestorów instytucjonalnych twierdzi, że może wyjść z inwestycji w przedsiębiorstwa ze słabymi wynikami ESG

Pandemia COVID-19 jest katalizatorem wzrostu znaczenia czynników ESG. 90% inwestorów instytucjonalnych przykłada większą wagę do kwestii ESG w procesie podejmowania decyzji inwestycyjnych. Zwiększa się waga raportowania wyników ESG – w 2021 roku dokładnie analizowało je 78% inwestorów, a w 2018 r. zaledwie 32%. Wdrożenie ESG będzie kluczowe dla polskich przedsiębiorstw realizujących transformację energetyczną przy pozyskiwaniu środków od inwestorów instytucjonalnych.

Pandemia COVID-19 przyspieszyła widoczny już od kilku lat trend rosnącego znaczenia czynników ESG (środowisko, społeczna odpowiedzialność, ład korporacyjny, ang. environmental, social and corporate governance) dla inwestorów instytucjonalnych – wynika z szóstego Globalnego Badania Inwestorów Instytucjonalnych EY Is your ESG data unlocking long-term value?.

Zdecydowana większość inwestorów (90%) badanych przez EY twierdzi, że od wybuchu pandemii przykłada coraz większą wagę do ESG, które staje się jednym z najważniejszych elementów branych pod uwagę w procesie decyzyjnym dotyczącym potencjalnej inwestycji i w budowaniu strategii inwestycyjnych.

74% respondentów przyznaje, że jest skłonna wyjść z inwestycji, jeśli przedsiębiorstwo ma słabe wyniki związane z ESG, z kolei 86% jest skłonna utrzymać inwestycje w przypadku firm, które odpowiednio wdrażają i raportują ESG.

Zarządzanie ryzykiem

Wszystkie przedsiębiorstwa powinny, także z powodu pandemii, przeanalizować swoje podejście do zarządzania ryzykiem. Według ekspertów EY zmiany klimatyczne, jako kluczowe wyzwanie globalne, już dzisiaj wymuszają branie pod uwagę nowych zagrożeń, ale także szans.

Po pierwsze dotyczą one ryzyka fizycznego, które ma bezpośredni wpływ na zniszczenia lub utratę aktywów, jak i pośredni wpływ poprzez łańcuch dostaw. 77% inwestorów twierdzi, że w ciągu najbliższych dwóch lat będzie przykładało istotną uwagę do oceny tego parametru. Jest to kolejny wzrost w porównaniu do wcześniejszych badań EY, w tym z roku 2020 (73%).

Drugą kategorią ryzyka są następstwa transformacji do gospodarki niskoemisyjnej (tj. ryzyko transformacyjne), obejmujące zarówno czynniki rynkowe, regulacyjne, technologiczne, jak i reputacyjne. W ciągu nadchodzących 2 lat będzie ono istotnie brane pod uwagę przez 79% ankietowanych inwestorów (71% w 2020 r.).

– Szybko zmieniające się podejście inwestorów w kierunku uwzględniania czynników ESG oraz ryzyka klimatycznego w decyzjach inwestycyjnych jasno wskazuje, że przedsiębiorstwa już dzisiaj muszą wdrożyć transparentne i jednocześnie uzasadnione ekonomicznie rozwiązania do swojej działalności. Nie jest to łatwe, lecz możliwe. W szczególności jeśli zacznie się odpowiednio wcześnie i z należytą intensywnością – mówi Jarosław Wajer, Partner EY i Lider Działu Energetyki w Polsce oraz regionie CESA, Ekspert zagadnień zrównoważonego rozwoju.

Wraz ze zwiększającym się znaczeniem ESG pojawia się także trzecie ryzyko – większego popytu niż podaży „zielonych inwestycji”, na co zwraca uwagę 77% respondentów badania EY.

Raportowanie kluczem do sukcesu

Zarówno przedsiębiorstwa publikujące informacje dotyczące ESG, jak i sami inwestorzy, muszą być w stanie analizować te dane, aby wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski. W ciągu ostatnich lat liczba inwestorów stosujących rygorystyczne podejście do oceny publikowanych informacji ESG znacząco się zwiększyła – w 2021 roku robiło to już 78% z nich, podczas gdy w 2018 roku zaledwie 32%.

– Waga skutecznych działań wdrożeniowych i, jako konsekwencji, raportowania ESG jest nie do przecenienia. Zwłaszcza, że połowa respondentów naszego badania wskazuje na częsty brak dostępu do informacji wskazujących na tworzenie przez przedsiębiorstwa wartości długoterminowej. Musimy również pamiętać, że ESG obejmuje także wymiar społeczny oraz ładu korporacyjnego. A spójność działań w we wszystkich wymiarach może istotnie podnieść ocenę przez interesariuszy, w tym inwestorów. – mówi Marcin Witkowski, Menedżer EY, Ekspert transformacji strategicznej i zrównoważonego rozwoju.

Polskie firmy potrzebują ESG

Wdrożenie strategii ESG będzie kluczowe dla polskich przedsiębiorstw, które stoją w obliczu transformacji energetycznej.

– Polskie przedsiębiorstwa, w szczególności z sektora energetycznego, potrzebują gigantycznych nakładów, by sfinansować transformację w kierunku gospodarki niskoemisyjnej. Te środki będą pozyskiwać z różnych źródeł, częściowo będą posiłkować się funduszami od inwestorów instytucjonalnych. A ci będą wymagali, aby firmy pokazały im strategię ESG i wymierne kroki wdrożeniowe – mówi Jarosław Wajer.

O Badaniu
Szóste Globalne Badanie Inwestorów Instytucjonalnych EY przeprowadziła, na zlecenie EY, firma Longitude. Udział wzięło 324 inwestorów z całego świata, przede wszystkim z sektora bankowego, ubezpieczeniowego i funduszy emerytalnych. Wszyscy respondenci zarządzają funduszami w przedziale od około miliarda do 50 mld USD.

Nabycie sprawdzające – jak nie nabrać się na prowokację

Polski Ład wprowadza tzw. nabycie sprawdzające, nowe narzędzie walki z przedsiębiorcami nierejestrującymi przychodów za pomocą kasy fiskalnej. Polska praktyka niestety pokazuje, że może ono uderzyć także w uczciwych przedsiębiorców. Na szczęście przy zachowaniu właściwych procedur ryzyko takie nie jest duże.

Czy pamiętacie Państwo historię mechanika samochodowego z Bartoszyc, który wymienił dwóm miłym paniom uszkodzoną żarówkę w aucie na swoją własną? Za tę fatygę przyjął 10 zł, nie wystawiając przy tym paragonu. Właśnie na taki obrót sprawy czekały wysłanniczki fiskusa, które od razu zaproponowały 500 zł mandatu. Jego przyjęcia mechanik odmówił.

Działanie urzędniczek od początku było dyskusyjne, choćby przez fakt, iż pojawiły się w warsztacie po jego zamknięciu, kiedy już wyłączono kasę fiskalną. Ostatecznie ta nieczysta prowokacja z 2018 r. skończyła się kompromitacją wizerunkową fiskusa. Mechanik nie zapłacił żadnej kary, za to stanowiskiem za działania podwładnych zapłaciła naczelniczka miejscowego Urzędu Skarbowego.

Legalna prowokacja

Można mieć nadzieję, że fiskus wyciągnął wnioski ze sprawy bartoszyckiej. Z pewnością nie zrezygnował z samej prowokacji, jako narzędzia do walki z przedsiębiorcami nierejestrującymi dochodów. Idea bowiem właśnie powróciła i to jak najbardziej w legalnej oraz zinstytucjonalizowanej formie.

Ustawa z dnia 29 października 2021 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw – zwana potocznie Polskim Nowym Ładem – wprowadza instytucję nabycia sprawdzającego. To nic innego jak legalna prowokacja – pozorowany zakup towaru lub usługi, którego w świetle prawa będzie mógł dokonać wysłannik urzędu skarbowego. Celem takiego „zakupu” będzie sprawdzenie, czy sprzedawca poprawnie i w pełni ewidencjonuje sprzedaż i wydaje paragony fiskalne.

Jak będzie to wyglądać w praktyce? Otóż udając zwykłego klienta, urzędnik będzie mógł odwiedzić firmę i kupić towar czy zamówić usługę, oczywiście płacąc za to. Tajemniczy klient będzie zainteresowany jednak jedynie tym, czy jego zakup zostanie „nabity na kasę” i czy dostanie należny paragon.

Kiedy już to nastąpi (albo i nie nastąpi) wysłannik fiskusa przedstawi się i ujawni prawdziwy cel swojej wizyty. Odda zakupiony towar, zwróci paragon i oczywiście poprosi o zwrot pieniędzy.

Niewydanie paragonu to problemy dla sprzedawcy. Zostanie on ukarany grzywną również wtedy, jeśli nie będzie chciał przyjąć z powrotem zakupów, paragonu oraz nie zwróci pieniędzy. Takie zachowanie to również wykroczenie skarbowe.

Co robić, aby nie dać się złowić

Rejestrowanie przychodów i wydawanie paragonu jest bezdyskusyjnym obowiązkiem przedsiębiorców, o ile ich to oczywiście dotyczy. Samo istnienie nabycia sprawdzającego zapewne sprawi, że mniej osób będzie skłonnych ryzykować kary grzywny.

Praktyka życia codziennego w Polsce pokazuje jednak, że obiektem skutecznych prowokacji urzędniczych mogą stać się również przedsiębiorcy, którzy nie mieli zamiaru nie wydać paragonu – czy to z powodu problemów technicznych z kasą fiskalną, czy też nawet z czystego roztargnienia.

Jak zatem przygotować się do nabycia sprawdzającego? Po pierwsze, zadbajmy o elementarne podstawy. Kasa fiskalna musi być zawsze sprawna. Nie łudźmy się, że wysłannicy fiskusa okażą wyrozumiałość dla naszych chwilowych problemów technicznych.

Sposobem ograniczającym ryzyko złapania się na prowokację jest kupiecka ostrożność. Sprzedając komuś bezpośrednio towar czy usługę z reguły robimy to mechanicznie. W kontekście nabycia sprawdzającego warto zwracać uwagę na wszelkie nietypowe zachowania klientów. Trzeba również przestrzegać procedur, czyli wydawać paragon niezależnie od tego, czy klient o niego prosi czy nie. Szczególna ostrożność wskazana jest np. w sytuacji, kiedy w sklepie jest kolejka, a zabiegany personel skupia się przede wszystkim na tym, jak ją sprawnie rozładować, nie zaś na obowiązkowych formalnościach.

Pamiętajmy, że możliwość ukrycia i nierejestrowania dochodów ze sprzedaży daje w praktyce jedynie obrót gotówkowy. Tak więc wysłannicy fiskusa dokonujący prowokacji będą posługiwać się gotówką. Na marginesie jest to kolejny argument, aby mieć w firmie terminal płatniczy i w rozliczeniach sugerować klientom preferowanie płatności bezgotówkowych. W dobie koronawirusa to nawet wskazane ze względów zdrowotnych. Oczywiście nie możemy jednak odmówić przyjęcia zapłaty w gotówce.

Istotny moment zapłaty

W przypadku większości branż związanych z usługami czy gastronomią najskuteczniejszym środkiem ograniczającym ryzyko złapania się na urzędniczą prowokację będzie zmiana momentu, w którym żądamy uiszczenia zapłaty. Wystarczy, że zdecydujemy się pobierać należność – a w konsekwencji wystawić paragon – dopiero po wykonaniu usługi, a może to zniechęcić kontrolerów skarbówki do przeprowadzenia prowokacji.

– Zgodnie z przepisami definiującymi nabycie sprawdzające w ustawie o Polskim Ładzie towar nie podlega zwrotowi, jeżeli z uwagi na jego rodzaj lub szczególne właściwości nie jest możliwa jego ponowna sprzedaż. Oznacza to, że np. kontroler nie będzie mógł zrezygnować bez konsekwencji ze złożonego zamówienia np. w budce z hot-dogami, jeśli posiłek za który jeszcze nie zapłacono, a tym samym nie wystawiono paragonu, został już przygotowany lub nawet rozpoczęto jego przygotowanie – mówi Teresa Warska, specjalistka ds. księgowości w firmie Systim.

W takiej sytuacji efektem prowokacji będzie bowiem strata przedsiębiorcy, która musi zostać zrekompensowana przez fiskusa. W ramach nabycia sprawdzającego wprowadzany jest także specjalny budżet na te działania. W praktyce można oczekiwać, iż urzędy skarbowe rozliczające się skrupulatnie z każdej złotówki nie będą skłonne go fizycznie wykorzystywać.

Piwo na koszt podatnika

Kiedy pomysł wprowadzenia nabycia sprawdzającego wyszedł na jaw, pojawiły się komentarze, iż skarbówka weźmie sobie za cel drobne usługi, np. fryzjerów czy kosmetyczki. Jednak już samo wystawienie paragonu i pobranie należności dopiero po wykonaniu usługi ogranicza możliwość przeprowadzenia prowokacji w tych branżach. Nie można bowiem np. „cofnąć” zabiegu strzyżenia włosów.

Z tego samego powodu niektóre prowokacje mogą wyglądać wręcz kuriozalnie. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy kontroler zechce złapać na haczyk właściciela baru z piwem. Jeśli pracownik baru najpierw otworzy butelkę czy naleje piwo tajemniczemu klientowi i dopiero potem zażąda za to zapłaty, kontroler będzie musiał – chcąc nie chcąc – uregulować należność. Tak czy inaczej zapłaci za to fiskus, czyli wszyscy podatnicy.

Podejrzaną sytuacją, na którą powinni zwrócić uwagę przedsiębiorcy, będzie już samo zachowanie klienta, który naciska na to, aby najpierw zapłacić za towar czy usługę, a dopiero potem oczekiwać jej wykonania. – Przepisy prawa nie nakładają na przedsiębiorcę obowiązku przyjęcia należności za towar czy usługę przed wydaniem czy dostarczeniem. Co więcej wynika to również z dobrego zwyczaju kupieckiego – podkreśla Teresa Warska z Systim.

Specjalistka zwraca choćby uwagę, iż zgodnie z art. 535 § 1 Kodeksu cywilnego przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a dopiero wówczas kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić cenę. Uregulowanie należności i uzyskanie potwierdzenia tego faktu w postaci paragonu czy faktury jest więc konsekwencją nabycia towaru czy usługi, a nie tylko samej deklaracji chęci zakupu.

Niewdzięczna praca kontrolerów

O tym w jaki sposób wyglądać będzie nabycie sprawdzające przekonamy się w praktyce dopiero w 2022 r. Warto pamiętać, że urzędnicy skarbowi w trakcie kontroli zobowiązani będą do okazania legitymacji służbowej oraz stałego upoważnienia do przeprowadzenia nabycia sprawdzającego udzielonego mu przez naczelnika urzędu skarbowego albo naczelnika urzędu celno-skarbowego.

Przedstawiciele firm będących obiektem prowokacji mają prawo dokładnie zapoznać się z tożsamością kontrolera, a nawet chcieć ją zweryfikować.

Utrudnieniem pracy dla samych kontrolerów będą przepisy o właściwości terytorialnej urzędów skarbowych. Zgodnie z nimi kontrolerzy będą mogli dokonywać nabyć sprawdzających na obszarze działania konkretnego urzędu. Może się zatem okazać, że w stosunkowo krótkim czasie wszyscy będą znać personalia pracowników fiskusa w danym powiecie.

Bank Anglii dostarcza emocji

Bank Anglii w listopadzie zaskoczył brakiem podwyżki stóp procentowych. Wczoraj ponownie zachował się niekonwencjonalnie zwiększając poziom kosztu pieniądza pomimo ryzyka wynikającego z pandemii. Z kolei euro zyskało po decyzji EBC. Polityka monetarna instytucji pozostaje nadal jednak mocno akomodacyjna.

Na pierwszy rzut oka rynek walutowy był wyraźnie zaskoczony tym, jak szybko EBC chce ograniczyć zakupy aktywów. Program PEPP (wielkości 70 mld euro miesięcznie) ma zostać zakończony w marcu (z możliwością wznowienia). Z kolei APP zostanie rozszerzony w II kwartale do 40 mld euro a potem będzie zmniejszany do 30 mld euro w III kwartale i do 20 mld euro od października. Rynek walutowy odebrał to jako jastrzębi sygnał i wspólna waluta zaczęła zyskiwać. Nie zabrakło jednak negatywnych sygnałów dla euro. Prezes Lagarde dała do zrozumienia, że w przyszłym roku nie dojdzie do podwyżki stóp a forward guidance pozostaje bez zmian, co oznacza, że stopy w strefie euro pozostaną na obecnym lub niższym poziomie. To dało jasny sygnał rynkom, że polityka monetarna pozostaje mocno akomodacyjna.

EBC zmienił swoje prognozy dotyczące PKB oraz inflacji. Gospodarka w przyszłym roku ma rozwijać się w tempie 4,2 proc. Poprzednio oczekiwano 4,6 proc. Mocno w górę zostały zrewidowane szacunki inflacji, które na 2022 pokazują wartość 3,2 proc. podczas gdy jeszcze jakiś czas temu instytucja zakładała wzrost średnioroczny o 1,7 proc. Rada Prezesów spodziewa się jednak, że dynamika wzrostu cen spadnie poniżej celu (2 proc.) w 2023 i 2024 roku.

Oznacza to, że realne stopy procentowe będą nadal osuwać się w stronę ujemnych poziomów. Podsumowując, widać że EBC nie przeciwstawia się ryzykom inflacyjny w tak zdecydowany sposób jak robi to Fed, co uzasadnia premię za ryzyko dla euro. Prawdopodobny wzrost kosztu pieniądza należy zakładać dopiero na połowę 2023 roku. Europejska instytucja widać podejmuje decyzje uwzględniając potrzeby finansowe wysoko zadłużonych krajów południa. Świadczy o tym fakt, że Lagarde zastrzegła sobie prawo do przekierowania reinwestycji środków zapadających w ramach PEPP w greckie obligacje rządowe (jeśli byłaby taka konieczność).

EUR/USD urósł wczoraj do 1,1360 po czym kurs został lekko skorygowany. W najbliższym czasie zakładam większa korektę wzrostową na głównej parze walutowej w okolice 1,1450 – 1,15.

Zaskoczeniem dla rynku była wczorajsza podwyżka stóp w Wielkiej Brytanii o 10 bps do poziomu 0,25 proc. Po ostatnich komentarza płynących z BoE, rynek zakładał brak decyzji, co miało być argumentowane ryzykiem pandemii. Widać jednak, że dla decydentów większe znaczenie ma wysoki poziom inflacji oraz dobra sytuacja na rynku pracy. Bank Anglii jest pierwszą dużą instytucją, która decyduje się na taki krok. Bailey i spółka uważają, że nowy wariant COVID-19 jest pewnym ryzykiem, jednak nie jest do końca jasne jaki wpływ na inflację będzie mieć odmiana Omikron. BoE zakłada, że popyt może się zmniejszyć w związku z nałożonymi restrykcjami, a to może wpłynąć na stłumienie wzrostu cen. Kolejna podwyżka oczekiwana jest na luty. GBP zyskał na wartości.

Ciekawa techniczna sytuacja jest na „kablu”. Widoczna jest formacja zapowiadająca korektę wzrostową. Dodatkowo po 6 miesiącach spadków istnieje duża przestrzeń do odreagowania. Dodatkowo liczba krótkich, spekulacyjnych pozycji netto na kontraktach futures na GBP jest ekstremalnie wysoka, co daje szansę na odreagowanie funta w przypadku redukcji „shortów”.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Obroty i ceny nadal rosną

Jak wynika z danych M/platform, w listopadzie 2021 mogliśmy obserwować dalszy wzrost cen dla kategorii spożywczych oraz alkoholi. W trakcie jednej wizyty kupowaliśmy podobną liczbę produktów, ale za przeciętny koszyk płaciliśmy o 4% więcej niż przed rokiem. Mimo szalejącej czwartej fali pandemii, odwiedzaliśmy sklepy tradycyjne nieco częściej.

Obroty w handlu tradycyjnym trzeci miesiąc z rzędu rosną. Niestety, trzeci miesiąc z rzędu jest to wzrost sterowany przede wszystkim wzrostem cen. W listopadzie 2021 roku, wartość sprzedaży w tym kanale sprzedaży wzrosła o 5,2% w stosunku do analogicznego miesiąca sprzed roku. W tym czasie odwiedzaliśmy placówki tradycyjne nieco częściej niż rok temu, liczba produktów w koszyku pozostała na tym samym poziomie, a wartość naszych zakupów wzrosła średnio o 4%. Tym samym w sklepie spożywczym za zakupy płaciliśmy średnio o 88 groszy więcej.

W listopadzie 2021, względem analogicznego okresu sprzed roku, wzrostami sprzedaży charakteryzowała się grupa alkoholi mocnych typu whisky, rum, gin czy likiery, które odnotowały najwyższy wzrost wśród analizowanych grup produktowych (+4,4%). Wśród kluczowych dla handlu tradycyjnego kategorii, wzrost odnotowały także nabiał (+3,7%) oraz napoje bezalkoholowe (+2,5%). Spadki natomiast towarzyszyły największym pod względem obrotów kategoriom wyrobów tytoniowych (-4,0%), piwa (-6,9%) czy wódki (-4,4%).

W przypadku każdej z największych kategorii obserwowaliśmy w listopadzie rzadsze pojawianie się ich na paragonach zakupowych niż przed rokiem – spadki sięgały odpowiednio 6% dla wyrobów tytoniowych, 8% dla piwa i aż 21% dla wódki. Jednocześnie odnotowaliśmy wzrost cen szczególnie wyraźny w przypadku wódki (+20%) czy innych alkoholi mocnych (+16%). Najwyższy wzrost cen zaobserwowaliśmy dla grupy oleje i oliwy, gdzie podwyżki sięgnęły aż 39% rok do roku – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analiza przygotowana na podstawie danych reprezentatywnej próby sklepów = 3660 sklepów wybranych spośród ponad 12 000 sklepów handlu tradycyjnego z M/platform.

Już 3 mld użytkowników korzysta z komunikatorów

  • Według nowego raportu eMarketer, aplikacje mobilne służące do przesyłania wiadomości do końca tego roku będą miały 3,09 miliarda użytkowników
  • To wzrost o 6 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, jednak badanie wskazuje, że trend z czasem będzie spowalniał
  • Żaden z komunikatorów nie ma szans na zdominowanie rynku i narzucenie własnego rozwiązania jako standardu. Co to oznacza dla biznesów i zwykłych użytkowników – wyjaśniają eksperci SMSAPI

Opublikowany jesienią raport firmy badawczej eMarketer “Global Mobile Messaging Forecast 2021” pokazuje, że WhatsApp, czyli najpopularniejszy z komunikatorów, na początku roku stracił kilkadziesiąt milionów użytkowników. Autorzy zauważają też, że choć wspólnie Messengerem dominują na Zachodzie, to w Azji głównymi graczami są WeChat, LINE oraz KakaoTalk.

– Poza klasycznymi komunikatorami coraz więcej platform społecznościowych wprowadza możliwość wysłania bezpośredniej wiadomości do innego użytkownika. Taką funkcję dodał Instagram, ulepszył ją Twitter. Z kolegami z pracy piszemy na Teamsie czy Slacku, z klientami na LinkedIn, a z osobami o podobnych zainteresowaniach na Reddicie i Discordzie, mamy też liczne aplikacje randkowe… Kanałów komunikacji przybywa, nikt nie zdołał narzucić własnego rozwiązania jako standardu. Platformy nie zaczęły się też ze sobą integrować. Nawet Meta (dawniej Facebook), mimo zapowiedzi, nie wprowadziła wysyłania wiadomości z Messengera na Instagramie – zauważa Maja Wiśniewska, Marketing Manager SMSAPI.

– Zwykłym użytkownikom już teraz trudno spamiętać wszystkie miejsca, gdzie mogą czatować, biznesy mają jeszcze trudniej, bo w obecność w każdym z kanałów muszą zainwestować czas i często środki. Tymczasem nie wszystkie platformy udostępniają API dla firm. Obserwujemy także pewną sezonowość, modę na poszczególne apki do komunikacji. Wszystko to sprawia, że część firm z dystansem podchodzi do komunikatorów – dodaje ekspertka.

Komunikatory osiągają sufit

Zdaniem eMarketer, dwucyfrowe tempo przyrostu użytkowników aplikacji do czatu, znane z poprzedniej dekady, już nie wróci. Będzie ono stopniowo malało i w 2025 wzrost ma wynieść zaledwie 2,6 proc. Oznacza, że globalnie “zaledwie” 3/4 osób korzystających z internetu będzie kontaktować się przez komunikatory – nie staną się one technologią uniwersalną dla wszystkich smartfonów tak jak WWW, e-mail czy SMS.

Wynika to z faktu, że wiele rynków jest już nasyconych i przestrzeń do dalszego wzrostu wydaje się ograniczona – w 10 badanych krajach ponad 90 proc. użytkowników miało zainstalowany przynajmniej jeden komunikator. Z kolei na jednym z największych rynków, w USA, z komunikatorów korzysta zaledwie 60 proc. abonentów, głównie ze względu na wciąż popularne SMS-owanie. Wielu operatorów oferuje je za darmo, a silna rynkowa pozycja iPhone’a z wygodną apką SMS-ową sprzyja pozostawaniu przy tym formacie wiadomości.

Dodatkowo, na początku roku WhatsApp ogłosił zmianę regulaminu. Zakładała ona, że będzie dzielił się danymi swoich użytkowników z firmą-matką Facebookiem (obecnie Meta). Spowodowało to kryzys wizerunkowy i odpływ części użytkowników do aplikacji uznawanych za lepiej chroniące prywatność jak Telegram czy Signal.

– Kwestie związane z prywatnością i rozproszenie użytkowników pomiędzy wieloma platformami sprawia, że dla biznesu zawsze będzie to trudny teren. Dwie prywatne osoby dyskutujące na Twitterze mogą się szybko umówić, że przenoszą dyskusję na Messengera, ale marketer za nimi tam już nie trafi. Mamy pojedyncze udane przypadki kreatywnego wykorzystania komunikatorów w biznesie np. chatbotów usprawniających zakupy online, ale na większą skalę jedynymi uniwersalnymi kanałami mobilnymi pozostają rozmowa telefoniczna i prawie 30-letni SMS. To za jego pomocą załatwiamy coraz więcej spraw urzędowych czy przyspieszamy bieg zdalnych usług. Niedawne przypomnienie ministerstwa zdrowia o trzeciej fali szczepień w ciągu doby trafiło drogą SMS-ową do kilkunastu milionów osób – przypomina Maja Wiśniewska z SMSAPI.

RCS, czyli SMS i komunikator w jednym?

W sytuacji, gdy żaden z komunikatorów nie ma szans na pełne zdominowanie komunikacji mobilnej i zostanie nowym uniwersalnym standardem komunikacji, firmy powinny skupić się kanałach natywnych, tych dobrze już funkcjonujących (SMS, e-mail, telefon). Marketerzy muszą przygotować się na jeszcze większe rozproszenie obszarów działania, dlatego przyszłością będą platformy typu CPaaS, które łączą różnorodne kanały.

Szansą na odwrócenie tego trendu może okazać się opracowywany od ponad dekady standard RCS (Rich Communication Services). Zgodnie z planami Google, który jest głównym orędownikiem nowego rozwiązania, RCS ma włączyć do czatu w telefonie multimedialne funkcje znane z komunikatorów. Jednocześnie będzie to dla smartfonów technologia natywna, docelowo dostępna na wszystkich urządzeniach. Ma także posiadać własne API dla biznesu, które pozwalałoby na masową komunikację z klientami. Tak, jak dziś jest z SMS-em.

Simteract podpisuje aneks o kolejnym rozszerzeniu zakresu budżetu produkcyjnego Train Life

Simteract, studio pracujące nad grą Train Life: A Railway Simulator, podpisało z firmą Nacon, francuskim wydawcą gier, aneks o kolejnym rozszerzeniu zakresu budżetu produkcyjnego. Zwiększył się on o 55% w porównaniu do początku roku.

– Zwiększenie budżetu gry pokazuje, jak Nacon, rozpoznawalny na świecie wydawca, wierzy w nasz tytuł i dostrzega jego potencjał – mówi Marcin Jaśkiewicz, prezes Simteract. –  Dodatkowe środki zostaną przeznaczone na uefektywnienie rozgrywki, bazowane na feedbacku graczy z wersji Early Access. Mówimy tutaj o pogłębieniu kluczowych dla produkcji mechanik, oraz dodaniu zupełnie nowych. 

Simteract niedawno opublikował zaktualizowaną roadmapę dla graczy. Train Life: A Railway Simulator pozostanie w Early Access około 10 miesięcy, następnie zadebiutuje w pełnej wersji na platformach PC (Steam, Epic Store) a także na konsolach poprzedniej oraz obecnej generacji. Nad wszystkimi portami wewnętrznie pracuje zespół Simteract.

Train Life: A Railway Simulator, jest rozbudowanym symulatorem kolejowym. Gracz, prócz obsługi lokomotyw, może zarządzać całym taborem. W produkcji mamy możliwość, między innymi, zakupu nowych maszyn, dokonywania decyzji kadrowych oraz zdobywania i wykonywania kontraktów logistycznych na terenie Europy. Gra jest jedną z serii wydawniczej Life, w której skład wchodzi pięć niezależnych produkcji wydawanych przez Nacon.

GTC S.A. pozyskuje 123 mln euro poprzez emisję nowych akcji

Na skutek decyzji akcjonariuszy dotyczącej podniesienia kapitału Spółki, podjętej w czerwcu 2021, GTC zaoferowała 55 milionów akcji na okaziciela serii O. Ostatecznie, w wyniku silnego popytu, Spółka sprzedała aż 88,7 mln akcji po cenie 6,40 zł za akcję, pozyskując nowy kapitał w wysokości około 123 mln euro.

Transakcja odbyła się w formule przyspieszonego budowania księgi popytu, które rozpoczęło się we wtorek, 14 grudnia a zakończyło w czwartek, 16 grudnia. W ciągu tych dwóch dni, liczni polscy i zagraniczni inwestorzy zadeklarowali swój popyt na akcje, znacznie przekraczając podstawową emisję obejmującą 55 mln nowych akcji. Na skutek wysokiego popytu, Spółka podjęła decyzję o powiększeniu oferty o ponad 60% i ostatecznie sprzedała 88,7 mln akcji po cenie 6,40 zł za akcję, pozyskując około 123 mln euro, które zostaną przeznaczone na wzmocnienie struktury kapitałowej Grupy i finansowanie dalszego wzrostu.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni mogąc przeprowadzić tak udaną transakcję w końcu roku, która cieszyła się ogromnym zainteresowaniem ze strony naszych obecnych, jak również nowych, inwestorów, dzięki czemu mogliśmy zwiększyć wielkość transakcji i ograniczyć poziom dyskonta wobec ceny rynkowej. Ten wynik stanowi miarę dużego popytu na akcje GTC i potwierdzenie słuszności naszej strategii i mocnej pozycji na rynku.” – skomentował Yovav Carmi, Prezes Zarządu GTC.

„Wpływy z tego bardzo udanego podniesienia kapitału, wraz ze środkami ze sprzedaży portfela w Serbii, pozwolą nam na wzmocnienie naszej struktury kapitałowej, obniżenie wskaźnika LTV ale również sfinansowanie przyszłego wzrostu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników tego procesu. Chciałbym pogratulować całemu zespołowi pracującemu nad transakcją i podziękować im za włożony wysiłek.” – dodał Ariel Ferstman, Dyrektor Finansowy i Członek Zarządu GTC.

„Pomimo trudnej sytuacji rynkowej na koniec roku, zarówno polscy jak i międzynarodowi inwestorzy wyrazili duże zainteresowanie co pozwoliło GTC na powiększenie wartości transakcji o ponad 60% i wycenienie transakcję przy bardzo ograniczonym dyskoncie 6,6% do 10 dniowego VWAP. Jesteśmy dumni mogąc być częścią tak wielkiego sukcesu.” – dodał Mateusz Kacprzak, Szef Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej w Santander Polska.

Santander, Erste Group I WOOD & Company pełniły łącznie role Globalnych Koordynatorów Emisji i Prowadzących Księgę Popytu wspomagając Spółkę przy tej transakcji.

Deweloperzy kuszą klientów świątecznymi rabatami

Grudzień to prawdziwa gratka, dla tych którzy szukają sposobu na zakup tańszego mieszkania. Wielu deweloperów bowiem właśnie pod koniec roku decyduje się na różnego rodzaju akcje promocyjne. Zainteresowani zakupem mogą liczyć nie tylko na spore zniżki na wykończenie wnętrz, ale również na konkretne rabaty. Jakie jeszcze świąteczne rabaty mogą zyskać w tym roku kupujący? O to RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli największych firm deweloperskich w Polsce.

Aleksandra Damsz, Kierownik Biura Sprzedaży Cordia Polska w Warszawie

W Cordia Polska w końcówce roku skupiliśmy się na gotowych produktach – takich, które kupujący mogą przed dokonaniem tej ważnej decyzji obejrzeć, a po odbiorze i wykończeniu od razu się do nich wprowadzić. Przykładowo, na warszawskim osiedlu Horyzont Praga, którego budowa zakończyła się w tym roku, ceny ostatnich, rodzinnych, pięciopokojowych mieszkań zaczynają się już od 10 100 zł za metr kwadratowy. To świetna cena, szczególnie, że Horyzont Praga to naprawdę wyjątkowy projekt – nie tylko w naszej ofercie. Położony na Pradze Południe budynek liczy aż 17 pięter, ma piękne, reprezentacyjne lobby i znajduje się w pobliżu przyszłej stacji III linii metra.

Mamy też ciekawą grudniową promocję w Polnordzie. Na osiedlu Wiktoria, które mieści się w warszawskim Wilanowie, oferujemy aż 5 proc. rabatu na wybrane mieszkania trzy- i czteropokojowe. W rezultacie, gotowe do odbioru mieszkanie w tym projekcie można kupić w okazyjnej cenie już od 10 660 zł za metr kwadratowy. Wiktoria jest jednym z trzech siostrzanych projektów, które łącznie tworzą kompleks 10 kameralnych budynków po 30 mieszkań każdy. Zieleń wypełnia i porządkuje przestrzeń pomiędzy budynkami, tworząc wewnętrzny park o powierzchni aż 1,5 ha. W sumie tereny biologicznie czynne zajmują ponad połowę terenu osiedla.

Angelika Kliś, Członek Zarządu ATAL SA.

W grudniu oferujemy naszym klientom rabat w wysokości -20% na wykończenie mieszkania w programie ATAL Design. Promocja ta dotyczy miastotwórczego i multifunkcyjnego kompleksu ATAL SKY+, który powstanie w samym centrum Katowic, tuż przy pętli Słonecznej. Będzie to najwyższy obiekt mieszkaniowy na Śląsku (121m) i jednocześnie wyznaczy on najwyższy punkt Katowic (409m n.p.m.). Planowany termin oddania pierwszej części ATAL SKY+ to II kw. 2024 roku. W ramach tego etapu powstaną trzy 15-metrowe budynki mieszkalne, w których zaprojektowano 316 funkcjonalnych i ergonomicznych apartamentów.

Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper

W grudniu przygotowaliśmy szereg atrakcyjnych promocji, dostępnych zarówno na naszych wrocławskich, jak i krakowskich inwestycjach. Wybrane mieszkania z oferty osiedla Lokum Verde położonego na Zakrzowie we Wrocławiu są dostępne z rabatem do 25 tys. zł. Osoby zainteresowane Lokum Porto powstającym na Starym Mieście w pobliżu Odry z pewnością ucieszy informacja, że w grudniu przygotowaliśmy obniżki do 40 tys. zł. Luksusowe apartamenty Lokum Vena zlokalizowane w sąsiedztwie Ostrowa Tumskiego i Rynku są już gotowe do odbioru (część z nich jest wykończona „pod klucz”) i w ramach wyjątkowej oferty można je nabyć taniej o 70 tys. zł. W podwrocławskiej Sobótce, u podnóża parku krajobrazowego powstaje inwestycja Lokum Monte. Obecnie wszystkie mieszkania na tym osiedlu objęte są wygodnym systemem płatności 10/90 a kupujący otrzyma komórkę lokatorską w cenie.

Na terenie krakowskiej inwestycji Lokum Vista położonej przy ul. W. Sławka, tuż obok Bonarka City Center oferujemy mieszkania z rabatem do 35 tys. zł. Klienci zainteresowani Lokum Siesta, osiedlem usytuowanym pomiędzy ulicami Kobierzyńską i Rzemieślniczą z pewnością będą zainteresowani obniżką cen ostatnich gotowych mieszkań o 30 tys. zł. Zakończyliśmy budowę I i II etapu Lokum Salsa, inwestycji znajdującej się przy ul. Klimeckiego, na krakowskim Zabłociu. Osoby, które zakupią tam mieszkanie jeszcze w tym roku, mogą liczyć na komórkę lokatorską i miejsce postojowe w cenie nieruchomości.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Obecnie na rynku nieruchomości mieszkaniowych popyt przewyższa podaż. Dlatego w grudniu jako prezent świąteczny dla nabywców wprowadziliśmy do sprzedaży aż trzy inwestycje, dzięki czemu osoby poszukujące mieszkania w Trójmieście lub Krakowie mogą wybierać z szerokiej oferty lokali. Pierwszy z tych projektów to Via Flora, nowe gdańskie osiedle przy ul. Ptasiej, w obrębie zielonej i spokojnej części dzielnicy Chełm. W I etapie wybudowanych zostanie 68 mieszkań o zróżnicowanych metrażach i rozkładach. Dzięki zastosowaniu wysokiej klasy, energooszczędnych materiałów budowlanych lokatorzy będą cieszyć się niższymi rachunkami za prąd i ogrzewanie. Warto też wspomnieć, że na terenie Via Flora powstaną ogrody deszczowe – specjalne tereny, obsadzone ozdobną roślinnością, które uatrakcyjnią otoczenie.

Natomiast mieszkańcy Krakowa mają do wyboru aż dwie nowe inwestycje – VIII etap osiedla Centralna Park (139 mieszkań) oraz XIV fazę Słonecznego Miasteczka (136 lokali). Pierwsza z nich to propozycja dla osób, które doceniają połączenie funkcjonalnej, wygodnej architektury z dostępem do rozbudowanej miejskiej infrastruktury. Lokalizacja na Czyżynach, z szybkim dojazdem do centrum i największych krakowskich szkół wyższych czyni Centralna Park atrakcyjną opcją pod kątem inwestycyjnego zakupu mieszkania na wynajem. Z kolei Słoneczne Miasteczko to od lat jeden z naszych najpopularniejszych projektów w stolicy Małopolski. Od ponad 10 lat systematycznie rozbudowujemy to osiedle w cichej i zielonej części miasta, przy ul. Henryka i Karola Czeczów w dzielnicy Bieżanów-Prokocim. Niskie, kameralne budynki i duża ilość zielonych przestrzeni, szeroki wybór lokali o zróżnicowanych metrażach i rozkładach (w tym dwupoziomowe) to tylko niektóre zalety tej inwestycji, która niezmiennie przyciąga kupujących.

Grzegorz Smoliński, Dyrektor Sprzedaży w Dom Development S.A.

Nasi klienci mają dostęp do atrakcyjnych ofert przez cały rok. Przygotowujemy rabaty na wybrane lokale, mamy także dodatkowe promocje, na przykład w postaci specjalnych cen na wykończenie mieszkania pod klucz czy atrakcyjne oferty zakupu garażu. Korzystając z tych opcji można zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Jednocześnie, dzięki Dom Development Kredyty, wspieramy klientów przy pozyskiwaniu finansowania, oferując lepsze niż rynkowe warunki kredytowania.

Z myślą o świątecznych zakupach przygotowaliśmy dla klientów specjalne bony upominkowe o wartości 2 tys. zł do wykorzystania w sklepach oferujących wyposażenie wnętrz oraz sprzęt RTV i AGD. Karty te są dostępne przy nabyciu mieszkania na większości inwestycji w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie.

Anna Wojdyga, Lider Działu Marketingu i PR firmy Profbud

Grudzień to z pewnością szczególny czas zarówno dla Klientów, jak i firm będących po drugiej stronie. Przedsiębiorstwa starają się bowiem na wszelkie sposoby wyróżnić się z na tle konkurencji i zainteresować swoim asortymentem jak największe grono odbiorców. Często podkreślamy, że działania promocyjne firmy Profbud nie są podyktowane kwartałami czy porami roku, jednak w tym magicznym czasie nie mogło zabraknąć gwiazdkowej promocji również z naszej strony. W tym roku kupujący mogą więc liczyć na świąteczne ceny w inwestycji Zakątek Cybisa, mieszczącym się na warszawskim Ursynowie. Akcja promocyjna dotyczy mieszkań z ogródkami, które Klienci mogą nabyć nawet 30 600 zł taniej. Dodatkowo, dla osób decydujących się na lokale na parterze przewidzieliśmy świąteczny upominek – Gwiazdy Betlejemskie z liścikiem w pięknej doniczce typu home made, będące miłym, bożonarodzeniowym akcentem oraz idealnym dopełnieniem zakupu swojego wymarzonego „M” w tym szczególnym czasie. Zachęcamy więc do skorzystania z akcji i zamieszkania na Ursynowie już w przyszłym roku. Promocja jest ograniczona czasowo i obowiązuję do 31 grudnia br.

Ceny OC w listopadzie 2021 r.

Kierowcy od pewnego czasu otrzymują dość sprzeczne sygnały dotyczące zmian składek obowiązkowych ubezpieczeń OC. Wynika to z faktu, że zmiany cenowe nie podążają w jednym kierunku. Niemniej jednak, średnia internetowa składka OC dla kierowców z października 2021 r. była o 6,1%/72 zł większa niż analogiczny wynik notowany w czerwcu. Dzięki kolejnym obliczeniom wykonanym przez ekspertów porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl, można sprawdzić, czy listopad przyniósł następny spadek średniej składki obowiązkowego OC. Warto przypomnieć, że w październiku br. przeciętny koszt OC oferowanego przez Internet spadł o około 2%.  

Poziom barometru cenowego z listopada 2021 r. = 99 (wynik dla poprzedniego miesiąca: 100↘)

Skąd się wziął listopadowy poziom barometru?

Sposób przygotowywania kolejnych wydań barometru Ubea.pl, może nie być jasny dla wszystkich czytelników. Warto zatem wyjaśnić, że eksperci wspomnianej porównywarki co miesiąc sprawdzają ponad 100 000 rzeczywistych kalkulacji wykonanych przez internautów. Taka analiza anonimowych informacji pozwala sprawdzić, jak w danym miesiącu kształtowała się średnia składka OC proponowana kierowcom przez Internet. Następnie wynik z danego miesiąca jest porównywany do styczniowego. Średni poziom składki OC ze stycznia każdego roku służy bowiem jako punkt odniesienia. „Jeżeli przeciętny koszt OC był w danym miesiącu o 2% większy od wyniku ze stycznia tego samego roku, to poziom barometru cenowego wyniesie 102/102%” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl

Średnia składka OC była identyczna jak w sierpniu 2021 r.

Skoro już wiemy, jak wygląda sposób opracowywania barometru cenowego Ubea.pl, to warto przyjrzeć się jego wynikom z listopada 2021 r. Poniższy wykres wskazuje, że listopadowy odczyt barometru wyniósł 99, co oznacza spadek średniej składki OC o około 1% względem stycznia 2021 roku. Dokładniejsze dane Ubea.pl mówią natomiast, że przeciętna składka OC z listopada bieżącego roku wynosiła 1232 zł i była o 1,2% mniejsza niż miesiąc wcześniej. Dokładnie taki sam poziom przeciętnego kosztu OC odnotowano w sierpniu 2021 r. „Warto dodać, że listopadowa średnia składka OC nadal była o 4,8%/57 zł wyższa niż analogiczny wynik z czerwca 2021 r.” – podkreśla Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

KNF nie pozwoli na długotrwałe i duże obniżki składek OC

W obecnych warunkach związanych między innymi z inflacyjnymi rekordami, kilka innych czynników przemawia za tezą, że spadki składek OC są tylko przejściowe. Warto m.in. wspomnieć o wynikach dotyczących bezpieczeństwa drogowego w III kw. 2021 r., które nie wyglądają najlepiej. Nie tylko te okoliczności sugerują, że październikowy i listopadowy spadek średniej składki OC jest jedynie czasowy. Warto również pamiętać o polityce Komisji Nadzoru Finansowego. Przewodniczący KNF niedawno zasygnalizował ubezpieczycielom, że nadzór finansowy będzie uważnie przyglądał się rentowności obowiązkowego OC i poziomowi pokrycia ryzyka przez składki. „Komisja Nadzoru Finansowego nie chce dopuścić do powtórki sytuacji z lat 2014 – 2015, która później skutkowała dużymi podwyżkami składek obowiązkowych polis” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Metodologia tworzenia barometru cenowego Ubea.pl: analizowany poziom średniej składki za OC (bez produktów pakietowych – np. NNW), wynika ze wszystkich kalkulacji, jakie użytkownicy Ubea.pl wykonali w ciągu miesiąca. Średnia składka ze stycznia 2021 r. (1243 zł) jest punktem odniesienia (wartość indeksu cenowego = 100). Analiza uwzględnia polisy tych ubezpieczycieli, którzy byli obecni na rynku w styczniu 2021 r. i do tej pory oferują ubezpieczenia OC.

Ceny OC w listopadzie 2021

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Magazyny ostatniej mili – jak być skutecznym w dobie e-commerce

Dynamiczny rozwój sektora e-commerce, który w czasie pandemii nabrał niebagatelnego znaczenia, silnie wpłynął na rynek nieruchomości magazynowych. Dziś powstaje coraz więcej obiektów ostatniej mili, które dzięki obecności blisko klienta końcowego, usprawniają cały proces od zamówienia produktu do jego dostarczenia. Przyczyniają się tym samym do zwiększenia satysfakcji odbiorców, którzy oczekują coraz szybszego odebrania zakupionych produktów. Trwa więc wyścig o znalezienie lepszych lokalizacji na powierzchnie magazynowe, które zaspokoiłoby zapotrzebowanie przedsiębiorstw związanych z sektorem e-commerce na obiekty dostosowane do ich działalności.

Walka z czasem

Głównymi wyzwaniami poznawczymi, z którymi mierzymy się w dzisiejszych czasach, jest nadmierna ilość bodźców oraz praca z bliskimi terminami. Pomimo życiowych wyzwań związanych z tak napiętym trybem życia, przesiąkamy mentalnością natychmiastowej gratyfikacji, oczekując jej jako konsumenci treści, usług lub jako kupujący. Przykładowo w trakcie zakupów online spodziewamy się wysyłki lub nawet dostarczenia zamówienia prawie natychmiast po dokonaniu zapłaty, niczym w trakcie zakupów w sklepie w świecie rzeczywistym. Odpowiedzią na takie oczekiwania konsumentów jest prężny rozwój dark-kitchen, dark-stores, czyli gałęzi usługowo-handlowej odpowiadającej za szybkie dostawy zaraz po złożeniu zamówienia w dedykowanej aplikacji.

Rosnące potrzeby konsumentów w stosunku do posiadania produktów „od zaraz” pogłębiła pandemia koronawirusa. Przez zawężenie spektrum możliwości spędzania wolnego czasu i co za tym idzie wydawania pieniędzy, wzrosło zainteresowanie handlem elektronicznym. Kluczową rolę odegrały również zakazy handlu stacjonarnego spowodowane obostrzeniami, stosowane lokalnie. Globalnie natomiast nastąpiła zmiana przyzwyczajeń konsumentów, ponieważ wspomniane ograniczenia wywarły przymus dostosowania się większości społeczeństwa do wielu rozwiązań aktualnej technologii, w tym do e-commerce’u.

Wyścig infrastruktury

Naturalnym skutkiem rozwoju e-com’u jest zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnie logistyczne i magazynowe. W wielu przypadkach inwestorzy, najemcy, deweloperzy oraz brokerzy prześcigają się w lokalizowaniu działek w pobliżu planowanych węzłów głównych arterii miejskich czy krajowych, z powodu ciągłego niedostatku drożności transportu wywołanego brakami w infrastrukturze drogowej. Można zaobserwować obecnie wzmocniony rozwój sektora magazynowego, logistycznego i produkcyjnego w Polsce. Z różnych przyczyn te obszary działalności gospodarczych przeżywają biznesowy renesans.

Zwiększona sprzedaż online oraz rosnące wymagania konsumentów dotyczące szybkości dostarczenia zamówienia poszerzyły potrzebę magazynowania produktów w pobliżu rynków zbytu. Wpływ na to miały także przerwy w łańcuchach dostaw spowodowane ograniczeniami w funkcjonowaniu transportu międzynarodowego, wywołane przede wszystkim obostrzeniami wprowadzanymi przez rządy krajów na całym świecie. Spowodowało to dużą reorganizację części pracy w branży oraz zmiany w algorytmach rządzących logistyką.

Zaburzenia funkcjonowania międzynarodowych łańcuchów dostaw, a w konsekwencji niewystarczająca podaż transportu i wzrost jego cen, wymusiły również zmiany w założeniach biznesowych wielu producentów, którzy, aby sprostać zamówieniom na rynkach regionalnych, coraz częściej szukają możliwości lokalnego produkowania. Dzięki temu firmy produkcyjne mogą polegać na dystrybucji odpornej na różnego rodzaju obostrzenia oraz spekulacyjne wzrosty kosztów międzynarodowej logistyki.

Magazyny miejskie

Wzrost sprzedaży internetowej dał możliwość rozwoju małym i średnim firmom, zajmującym się handlem hurtowym lub detalicznym, które szukają mniejszych modułów magazynowych, niż dostępne w halach wielkopowierzchniowych. Odpowiedzią na ten trend ze strony funduszy oraz deweloperów jest coraz częstsze budowanie hal o głębokości pozwalającej na wydzielenie jednej nawy magazynu w postaci modułu ok. 1 300 – 1 700 m², czy nawet 500 – 800 m² powierzchni najmu, w zależności od specyfiki regionu, w którym położona jest dana działka wskazana w planie zabudowy. Odporność sektora logistycznego na negatywne dla gospodarki skutki pandemii COVID-19 widocznie zmieniła podejście do małych magazynów ze strony partnerów kapitałowych deweloperów hal magazynowych i produkcyjnych. W kontekście Polski można się spodziewać inwestycji o charakterze small business units w kolejnych regionach, przy czym wciąż najbardziej atrakcyjne z perspektywy funduszy pozostają okolice Warszawy.

Niezaspokojony popyt na magazyny

Jak podaje firma doradcza JLL, I kwartał 2021 roku przyniósł popyt netto na rynku w wys. 1,1 mln m², na który złożyły się nowe najmy, renegocjacje oraz ekspansje. Pod tym względem był to drugi najlepszy kwartał w historii rynku. Z kolei udział powierzchni niewynajętej w istniejącej zabudowie wyniósł ok. 6,5% na koniec I kwartału 2021 r., wcześniej wahając się w 2020 r. między 7,3% na koniec I kwartału i 8,3% na koniec III kwartału. Na podstawie danych można przypuszczać, że rosnąca podaż na rynku magazynowym wciąż nie dogania tempem wzrostu popytowi w tym segmencie nieruchomości.

Rozszerzająca się digitalizacja każdego aspektu otoczenia człowieka nie wskazuje na zawahanie trendu wzrostowego, jeśli chodzi o zapotrzebowanie na powierzchnię w magazynach. Ponadto decyzje zachodnich krajów Unii Europejskiej o ograniczaniu zabudowy logistycznej dodatkowo kierują popyt na powierzchnie operacyjne między innymi do Polski. Zachodnio-południowe regiony naszego kraju już od wielu lat pełnią funkcję buforową dla łańcucha dostaw prowadzącego od Morza Czarnego aż do Europy Zachodniej. Taka sytuacja na rynku europejskim pozwala na bardzo optymistyczne prognozy względem rozwoju rynku nieruchomości magazynowo-produkcyjnych w Polsce. Można się spodziewać, że najbliższe lata przyniosą nam kolejne rekordy w liczbie wynajętych metrów kwadratowych w tej części sektora nieruchomości komercyjnych.

Karol Frankowski, Leasing Manager, Hines Polska Sp. z o.o.

Rynek pożyczkowy – dane za listopad 2021

W listopadzie 2021 r., w porównaniu do listopada 2020 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+74,5%). Natomiast w ujęciu liczbowym udzielono o (+52,4%) pożyczek więcej. Łączna sprzedaż firm pożyczkowych współpracujących z BIK wyniosła w listopadzie 2021 r. 716 mln zł w ujęciu wartościowym oraz 277,3 tys. sztuk w ujęciu liczbowym. Średnia wartość nowo udzielonej w listopadzie 2021 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 305 zł i była wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w listopadzie 2020 r. o (+13,7%).

W listopadzie 2021 r. 43,0% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 10,7% sprzedaży. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 44,8% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty poniżej 1 tys. zł miały 10,0% udział w sprzedaży.

W okresie styczeń – listopad 2021 r. liczba nowo udzielonych pożyczek wyniosła 2 653,9 tys. sztuk i była wyższa o (+48,2%) w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku. Wartość nowo udzielonych pożyczek w okresie pierwszych jedenastu miesięcy 2021 r. to 6,471 mld zł – jest to kwota wyższa o (+55,4%) w zestawieniu do analogicznego okresu 2020 r. W porównaniu z analogicznym okresem 2019 r. dynamika sprzedaży (wartościowo) wyniosła (+2,1%).

W listopadzie 2021 r. nowo udzielone pożyczki ze wszystkich przedziałów kwotowych i to zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały dodatnie dynamiki. Najwyższe dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym w porównaniu do listopada 2020 r. odnotowały pożyczki ze skrajnych przedziałów: niskokwotowe do 500 zł odpowiednio (+78,0%) oraz wysokokwotowe powyżej 5 tys. zł odpowiednio: (+69,5%). W ujęciu wartościowym najwyższą dynamiką charakteryzowały się również pożyczki z przedziału powyżej 5 tys. zł (+92,6%) oraz niskokwotowe do 500 zł (+68,2%).