W odpowiedzi na pytanie o to, jakie drogi uda się otworzyć jeszcze przed końcem br., mogą pomóc dane liczbowe. Mamy 4408 km dróg najwyższych parametrów – w tym ok. 1715 km autostrad, a w budowie prawie 1500 km. Bardzo dużo kilometrów zostało oddanych. Ich obiecana suma na rok 2021 wynosi 386. Jest to zdecydowanie więcej niż w ubiegłym roku – w którym zostało oddanych 138 km, natomiast mniej niż w 2019 r., kiedy liczba ta wyniosła 460 km. Wszystko wskazuje na to, że tegoroczne obietnice uda się dotrzymać. Kolejne fragmenty dróg ekspresowych są oddawane do użytku. Jeżeli chodzi o autostrady, to najważniejszy jest widoczny postęp w oddawaniu kolejnych jezdni na autostradzie A1 pomiędzy Tuszynem a Częstochową. Końcówka tych prac dopiero w 2022 r, ale już na pewno nie występują takie korki, jakie pojawiały się w tym roku.
– Jeszcze czekamy na chociażby S19 – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Krótki fragment między Lublinem a Kraśnikiem jest ważny – po drodze są obwodnice Kraśnika i Janowa Lubelskiego. Te prace powinny zakończyć się w grudniu. Na oddanie czeka również tunel południowej obwodnicy Warszawy. Wszystko wskazywało na to, że otwarcie nastąpi już w październiku – jednak niespodziewanie wystąpiły problemy związane z odbiorami przez Straż Pożarną. Obecnie na otwarcie przewiduje się grudzień, natomiast nie jest to pewne. Tunel południowej obwodnicy Warszawy jest w tej chwili najdłuższy w Polsce – przez co musiał zostać zaopatrzony w rozmaite systemu ostrzegania i pomiarów powietrza. Niewątpliwie ze wszystkich inwestycji ta warszawska, wraz z tunelem, jest najbardziej wyczekiwaną – wskazuje Furgalski
Za oknami powoli lato odchodzi w niepamięć i ustępuje miejsca pięknej, złotej jesieni. Pozwól, aby klimat ten zagościł również w Twoich wnętrzach. Zapoznaj się z naszym krótkim poradnikiem i dowiedz się, jak uzyskać jesienny nastrój w salonie za pomocą oświetlenia? Prezentujemy kilka najważniejszych wskazówek, które sprawią, że Twój pokój dzienny przemieni się w przytulne i ciepłe wnętrze – zapraszamy do lektury!
Czym charakteryzuje się jesienny klimat we wnętrzach?
Zmieniające się pory roku mają ogromny wpływ na nasz nastrój. Wiosną i latem jesteśmy zazwyczaj pełni życia. Dzień jest długi, dzięki czemu często wychodzimy na wieczorne spacery i czekamy aż do pięknego zachodu słońca. Jesień i zima to z kolei okres w życiu większości z nas, kiedy czujemy się bardziej zaspani i zmęczeni. Dni są coraz krótsze, przez co brakuje nam światła, które znacznie wpływa na samopoczucie. Nie warto jednak z góry zakładać i nastawiać się, że nadchodzące zimniejsze miesiące będą depresyjne i smutne. Należy bowiem pamiętać, że jest to też czas, kiedy łatwo o ciepły, przytulny, domowy nastrój.
Jesienny klimat we wnętrzach to coś, o co powinniśmy zadbać już na początku października – nawet jeśli jest jeszcze piękna pogoda. Istnieje wiele sposobów na to, aby go uzyskać. Zaliczamy do nich m.in. wybór odpowiednich dodatków do domowych wnętrz, które już same w sobie stwarzają wyjątkowy nastrój. Warto pamiętać, że w pomieszczeniach z jesiennym klimatem powinno być przede wszystkim przytulnie. Można więc wyposażyć się w różnego rodzaju koce i narzuty. Jednym z ważniejszych elementów jest jednak obecność odpowiednich lamp, pasujących do nastroju jesiennego.
Rodzaje lamp, które idealnie wpasują się w jesienny klimat salonu
Jesienny klimat w salonie można w łatwy sposób uzyskać dzięki lampom. Należy jednak pamiętać o tym, że warto wybrać odpowiedni rodzaj oświetlenia wewnętrznego. Oznacza to, że nie wszystkie typy lamp jednakowo dobrze sprawdzą się w jesiennym pokoju dziennym.
Stojące lampy podłogowe w pokoju dziennym z jesiennym klimatem
Podczas zakupu oświetlenia do salonu z jesiennym klimatem należy pamiętać przede wszystkim o tym, że wybrane lampy powinny dawać możliwość stworzenia wyjątkowego nastroju w danym wnętrzu. Jest to możliwe do osiągnięcia poprzez zastosowanie oświetlenia, które świeci punktowo. Idealnie w tym przypadku sprawdzą się więc stojące lampy podłogowe. Na rynku dostępne są takie, które świecą w jednym lub kilku kierunkach. Obie opcje będą dobrym wyborem – ważne bowiem jest, aby emitowały nie za dużo światła. Dzięki temu możliwe będzie podkreślenie jesiennego nastroju w salonie.
Przykład zastosowania lampy z brązowym abażurem ze sklepu light-home.pl
Lampki stołowe do salonu w jesiennym nastroju
Kolejnym wariantem, który sprawdzi się w jesiennym pokoju dziennym, są niewielkie, ale funkcjonalne stołowe lampki nocne. Nie powinniśmy dać się zmylić ich nazwie, bowiem nadają się one nie tylko na szafkę nocną przy łóżku w sypialni. Równie ciekawie sprawdzą się na stoliku nocnym w salonie, w którym panuje jesienny klimat. Lampka stołowa sprawi, że wnętrze będzie oświetlone w sposób subtelny, nienachalny. Co więcej, tego rodzaju oświetlenie zazwyczaj oferuje możliwość zmiany kąta padania promieni świetlnych. Dzięki temu możemy oświetlić tę część pomieszczenia, którą chcemy.
Kinkiety pasujące do jesiennego klimatu w salonie
Salon to pomieszczenie, w którym z całą rodziną spędzamy wolny czas. Warto więc zadbać o to, aby znajdowała się w nim odpowiednia ilość źródeł światła – taka, która pozwoli na komfortowy odpoczynek wszystkim domownikom.
Jednym z lepszych pomysłów na oświetlenie dodatkowe do salonu z jesiennym klimatem są praktyczne kinkiety klasyczne. Wariant ten sprawdza się zwłaszcza w przypadku, gdy zostanie rozmieszczony w kilku różnych częściach pokoju dziennego. Wówczas możliwe będzie dobre doświetlenie całego pomieszczenia, w jednoczesnym zachowaniem przytulnego, nieco tajemniczego klimatu.
Jakie kolory lamp najlepiej sprawdzą się w pokoju dziennym z jesiennym klimatem?
Jesień to pora roku, w której wszechobecna zieleń ustępuje powoli żółciom, brązom i nieco przygaszonym czerwieniom. Wspomniane barwy powinny więc zagościć również na lampach w salonie z jesiennym klimatem. Poszczególne źródła światła mogą być w całości we wspomnianych barwach. Jednak równie fajnie będzie prezentować się to w przypadku, gdy przykładowo tylko abażur – lub jakikolwiek inny, pojedynczy element – wyróżni się innym kolorem.
W jakim wnętrzu, oprócz salonu, warto wprowadzić jesienny klimat?
Warto pamiętać, że jesienny klimat we wnętrzu sprawia, że pomieszczenie to jest niezwykle nastrojowe i przytulne. Sprawdzi się to więc nie tylko w salonie, ale również w każdym innym pokoju, w którym zależy nam na wyjątkowym klimacie. Szczególnie istotne jest zapewnienie odpowiedniego nastroju w sypialni, gdzie nie tylko śpimy, ale także spędzamy czas z najbliższymi osobami.
OVHcloud oraz Intel przyjrzały się rynkowi MŚP sprawdzając stopień wykorzystania cloud. Badanie[1] wykazało, że podczas pandemii chmurą zainteresowało się 41 proc. firm, a 71 proc. planuje kolejne wdrożenia. Ankietowanych zapytano także o plany, motywacje i kryteria wyboru usług chmurowych oraz o to jak decydenci oceniają praktyczne doświadczenia i modele realizacji wdrożeń.
Okazuje się, że technologiczne zachmurzenie w Polsce postępuje konsekwentnie, lecz… nieśpiesznie. Z technologii chmury w firmie korzysta ponad połowa badanych (59 proc.), co świadczy o 7 proc. wzroście w porównaniu do 2020 r. Wyższe zastosowanie chmury deklarują przede wszystkim firmy, w których transformacja cyfrowa oceniana jest wysoko (65 proc.) i bardzo wysoko (74 proc.).
Oczekiwania rosną z czasem
Po początkowym etapie chaosu oraz okresu ogromnego wzajemnego kredytu zaufania powiązanego z eksperymentami, jakie miały miejsce podczas pierwszych miesięcy pracy zdalnej, nastała faza zachwytu perspektywami. W 2020 roku aż 85 proc. badanych wysoko oceniało poziom transformacji cyfrowej swoich przedsiębiorstw. W niebyt, niezwykle szybko, poszły także obawy pracodawców o zmniejszoną produktywność zdalnych pracowników[i].
Jednak, jak wynika z badania, dopiero pełny rok pracy w nowej rzeczywistości pozwolił Polakom wygodnie rozsiąść się na „home office” i wyrobić sobie zdanie o oferowanych narzędziach. Obecnie transformację cyfrową wysoko lub lepiej ocenia już tylko 70 proc. ankietowanych, a nisko lub bardzo nisko aż 29 proc. (wcześniej tylko 9 proc.) Oczywiście to wciąż niezwykle dobry wynik. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że podobny trend można zauważyć także w innych krajach. Również w Wielkiej Brytanii początkowo transformację cyfrową swoich firm pozytywnie oceniało aż 86 proc. pracowników. Obecnie już tylko 60 proc. ma nadzieję, że firmy zachowają nowe rozwiązania także po pandemii[ii].
Rośnie świadomość deficytów
Z badań Eurostatu wynika, że obecnie z rozwiązań chmurowych w Polsce korzysta już co czwarta firma. To niemal podwójny wzrost w stosunku do wyników sprzed dwóch lat, gdy podobną deklarację składało jedynie 11 proc. Badanie Intel i OVHcloud doprecyzowuje dodatkowo, że w aż 41 proc. badanych firm pandemia wywołała wzrost zainteresowania wykorzystaniem chmury. Co istotne – przede wszystkim umacniając je w firmach, które już z niej korzystają. O kolejnym wdrożeniu myśli aż 71 proc. takich przedsiębiorstw. Natomiast spośród firm, które nie zdecydowały się jeszcze na wdrożenie żadnych rozwiązań chmurowych, zastanawia się nad tym tylko 32 proc. Jednak co właściwie stoi na przeszkodzie?
Robert Paszkiewicz, OVHcloud
Chmura opiera się przede wszystkim na zaufaniu. Firmom, które wykonały już pierwszy krok i przekonały się, ile wygody daje to rozwiązanie łatwiej zdecydować się na następny i kolejny. – podkreśla Robert Paszkiewicz, odpowiedzialny w OVHcloud za region Europy Środkowo-Wschodniej – Wiemy, że prawie połowa użytkowników chmury przede wszystkim zwraca uwagę na wygodę, a więc brak konieczności budowania, utrzymywania czy chronienia własnej infrastruktury, pamiętając o okresowym zwiększonym zapotrzebowaniu na moc i obliczeniową i zasoby pamięci.
Co stoi na przeszkodzie szybszego wzrostu popularności rozwiązań chmurowych w Polsce?
Czynnikiem hamującym decyzje o wejściu do chmury może być fakt, że własne serwerownie wciąż posiada aż 87 proc. badanych firm. Oczywiście własne zasoby nie przesądzają o braku możliwości skorzystania z chmury. Wiele firm zachowuje własną infrastrukturę w skali mikro z podstawowymi, kluczowymi zasobami, powierzając bardziej wymagające i ambitniejsze zadania dostawcom usług chmurowych. Warto też zauważyć, że tegoroczne 87 proc. to o 4 proc. mniej niż w roku 2020 r. Powoli więc zarysowuje się wyraźny trend. O ile bowiem wcześniej firmy zgłaszały, że temat chmury nie jest im do końca znany bądź obawiają się o bezpieczeństwo danych przechowywanych w chmurze (42 proc. w badaniu z 2020 roku), z najnowszych badań wynika, że kwestia bezpieczeństwa martwi już tylko co dziesiątą firmę (12 proc.).
Badanie zrealizowane przez Data Tribe na zlecenie Intel i OVHcloud w X.2021
Co więc powstrzymuje przesiadkę przedsiębiorców do chmury? Decydenci najczęściej wskazują brak konkretnej potrzeby (43 proc.). Można to tłumaczyć potrzebą wiedzy i przykładów efektów wdrożeń, jak chmura może pomóc w rozwoju. Na drugim miejscu znajduje się przekonanie, że posiadają już wystarczające zasoby wewnątrz własnej organizacji (22 proc.). Co ciekawe, koszty migracji wydają się odgrywać zupełnie drugorzędną rolę. Ten wątek wskazało już tylko 4,9 proc. firm.
Jaką chmurę najchętniej wybierają polskie firmy i dlaczego?
Jak wynika z badania, duże firmy sięgają po chmurę prywatną znacznie częściej niż te średnie. Korzysta z niej już co piąta organizacja (21 proc.). Zdecydowana większość firm (aż 88 proc.) twierdzi, że przetwarza dane na serwerach zlokalizowanych w Polsce. Sama lokalizacja w Unii Europejskiej jest ważna dla 18 proc., czyli dla 5 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Możemy więc mieć do czynienia ze wzrostem świadomości użytkowników. Tym bardziej, że serwery poza terenem Unii Europejskiej w dalszym ciągu nie cieszą się zaufaniem polskich firm. A potrzeba poczucia bezpieczeństwa była, podobnie jak w roku ubiegłym, najczęściej wskazywanym czynnikiem wyboru usług chmurowych (ma ona znaczenie aż dla 58 proc. respondentów).
Na kolejnym miejscu plasuje się natomiast atrakcyjna cena rozwiązań chmurowych, którą wskazało aż 42 proc. badanych. Warto jednak podkreślić, że nie chodzi o czasowe promocje. Te, jako czynnik zachęcający do rozpoczęcia podróży w chmurę, wskazało niespełna 7 proc. badanych, czyniąc je jednocześnie najrzadziej wskazywanym kryterium.
Na podium znalazła się także elastyczność, którą doceniło aż 37 proc. badanych firm. W tym przypadku też chyba najwyraźniej uwidocznił się wpływ pandemii. W tym roku wskazało na nią bowiem trzykrotnie więcej firm niż w roku 2020 r.
Badanie zrealizowane przez Data Tribe na zlecenie Intel i OVHcloud w X.2021
Wraz z elastycznością, bezpieczeństwo staje się cechą wpisaną w usługi chmurowe. Upowszechnienie się modelu pracy zdalnej przyniosło nam natomiast niezwykle potrzebny wzrost świadomości i oczekiwań użytkowników. Wierzymy, że powoli będzie się to przekładać także na świadomość wszystkich zalet i zastosowań chmury. – podsumowuje Robert Paszkiewicz.
[1] Badanie zrealizowano w październiku 2021 r. przez Data Tribe. W ramach projektu zebrano dane z wykorzystaniem ilościowej metody badawczej wśród decydentów w zakresie IT na ogólnopolskiej próbie 100 firm zatrudniających 50 i więcej pracowników.
Jak podaje amerykański Departament Pracy, w październiku z pracy zrezygnowała rekordowa liczba 4,4 mln osób. To 3% całej siły roboczej kraju. Zjawisko to nosi nazwę Wielkiej Rezygnacji a firmy, które chcą ją przetrwać, muszą na nowo przemyśleć sposób działania: począwszy od tego, co zapewniają pracownikom, poprzez odpowiedzialność korporacyjną, aż po innowacje, które utrzymują je na szczycie branży. Co ważne, to zjawisko nie dotyczy tylko USA, ale zaczyna być widoczne na całym świecie – od Europy po Azję.
W tym artykule 12 dyrektorów firmy Salesforce mówi o tym, czego można się spodziewać w 2022 roku — od przyszłości pracy i odpowiedzialności korporacyjnej, aż po AI, NFT i metawersum.
2022 – Rok pracownika
Przepływy pracy poprowadzą organizacje od Wielkiej Rezygnacji do Wielkiej Retencji.
Organizacje, które dadzą pracownikom to, czego ci najbardziej pragną — tj. elastyczność, autonomię oraz możliwość wyboru miejsca, czasu i sposobu pracy — będą najskuteczniejsze w pozyskiwaniu i zatrzymywaniu największych talentów. — mówi Karen Mangia, wiceprezes ds. klientów i wiedzy o rynku, Salesforce
Firmy, które stworzą środowisko sprzyjające większemu zaangażowaniu i oddaniu pracowników, będą w stanie uzyskać znacznie lepsze wskaźniki wzrostu wyników finansowych.
Poleganie na technologii cyfrowej przełamie schemat pracy od 9 do 17.
Firmy, które chcą przyciągnąć i zatrzymać największe talenty, a także zapewnić pracownikom elastyczność umożliwiającą im jak najlepsze wykonywanie pracy, przejdą na podejście oparte na technologiach cyfrowych. W 2022 roku coraz więcej firm będzie korzystać z tego modelu, zmieniając sposób myślenia o tym, kiedy, a nie tylko gdzie jest wykonywana praca. Już dawno powinniśmy byli odejść od sztywnego modelu pracy od 9 do 17, w którym nierzadko spotkania zabierają większość czasu. Jak wynika z badania firmy Future Forum, 93% pracowników chce elastyczności w tworzeniu harmonogramów, a oddanie ludziom większej kontroli nad ich kalendarzami zwiększa produktywność i ogranicza stres. Co więcej, nieproporcjonalnie poprawia też jakość życia zawodowego różnych grup, zwłaszcza matek. Dzięki cyfrowej centrali, narzędziom do współpracy asynchronicznej i umowom na poziomie zespołów, ograniczającym godziny, w których współpracownicy mają być dostępni na wezwanie i „zsynchronizowani”, możemy zmniejszyć liczbę spotkań i dać pracownikom więcej swobody w kształtowaniu dnia pracy. W ten sposób zyskamy większą produktywność i głębsze zaangażowanie. — Brian Elliott, wiceprezes, Future Forum, Slack
Wzrost znaczenia AI i automatyzacji
Generowanie języka naturalnego (NLG) przekształci biznes.
Pojęcie generowania języka naturalnego(ang. natural language generation — NLG) zaczęło się już pojawiać w aplikacjach konsumenckich, np. jako funkcja autouzupełniania w Gmailu. W 2022 roku będziemy świadkami rozwoju NLG w zastosowaniach biznesowych (np. sektory marketingu i handlu będą wykorzystywać silniki NLG do generowania treści marketingowych i zawartości witryn). Popularność zyskają również inne formy NLG, takie jak streszczanie zawartości, stosowanie NLG w sektorach sprzedaży i usług, a nawet tworzenie podsumowań rozmów i spotkań na platformie Zoom — czasem z wyszczególnieniem wymaganych działań. Bardziej rozpowszechnione będzie również udzielanie odpowiedzi na pytania. W efekcie tworzenie czatbotów będzie mniej pracochłonne, ponieważ te nauczą się „czytać” bazy wiedzy i automatycznie generować właściwe odpowiedzi na pytania. Pozwoli to nie tylko zaoszczędzić ogromną ilość czasu i zasobów, ale również umożliwi organizacjom z różnych branż zapewnianie klientom sprawniejszej obsługi lepiej spełniającej ich oczekiwania. — Marco Casalaina, dyrektor generalny ds. oprogramowania Salesforce Einstein, Salesforce
Zamiana mowy w tekst stanie się zamianą mowy w kod.
W minionym roku widzieliśmy już sztuczną inteligencję zdolną do generowania własnego kodu w celu konstruowania coraz bardziej złożonych systemów AI. Będziemy nadal obserwować rozwój sztucznej inteligencji — zarówno takiej, która potrafi pisać własny kod w różnych językach programowania, jak i takiej, która pozwala ludziom wypowiadać polecenia. Silniki przekształcania mowy w tekst pozwolą generować obrazy, filmy i kod za pomocą naturalnych komend — bez martwienia się o składnię, formatowanie czy symbole. Wystarczy powiedzieć „chcę otrzymać obraz fioletowej żyrafy w pomarańczowe plamy, ze skrzydłami i kołami zamiast nóg”, a następnie obserwować, co wygeneruje AI. — Yoav Schlesinger, dyrektor ds. praktyki etycznej AI, Salesforce
Prym innowacji zdolnych przekształcać branże
Pionierskie marki będą szukać użytecznych zastosowań dla NFT.
Marki eksperymentują z NFT [czyli Non-Fungible Token (niezamienny token)] już od 18 miesięcy, jednak wysiłki te skupiają się głównie na sztuce i nowinkach. US Postal Service wypuściła właśnie znaczki dostępne jako NFT, ale nadal jest to tylko sztuka, która nie ma żadnej użyteczności poza walorami kolekcjonerskimi. Jednak nowatorstwo cechujące sztukę stanowi cenny punkt wyjścia do tego, czym może stać się NFT. Aby uwolnić pełny potencjał tej technologii, marki muszą zacząć wykorzystywać tokeny w użyteczny sposób. Doskonały przykład stanowi tygodnik Time, który wprowadził na rynek TimePieces — przedmiot kolekcjonerski o dodatkowym charakterze użytkowym. Każdy kupiony NFT daje właścicielowi nieograniczony dostęp do zawartości Time’a, dostęp do specjalnych wydarzeń oraz kilka innych drobnych przywilejów. W 2022 roku będziemy coraz częściej słyszeć o NFT — będą zwycięzcy i przegrani. Zwycięzcy przestaną traktować NFT jako zwykłe przedmioty kolekcjonerskie i odnajdą użyteczne zastosowania tokenów tej technologii. — Mathew Sweezey, dyrektor ds. strategii rynkowej, Salesforce
Metawersum posłuży do zarządzania globalnymi łańcuchami dostaw.
W 2021 roku cały świat huczał o metawersum i pierwszych przypadkach jego stosowania w świecie konsumentów — takich jak partnerstwo firmy Nike z Roblox w celu stworzenia wirtualnego świata. Zaskoczeniem dla wielu było to, jak szybko koncepcja metawersum została wykorzystana na potrzeby zarządzania globalnym łańcuchem dostaw. Teraz przedstawiciele kadr kierowniczych mogą „odwiedzać” fragmenty łańcucha dostaw, siedząc w domowym zaciszu lub korzystając z komputera w pracy. A co, jeśli zechcą otrzymać raport o stanie produkcji od kierownika fabryki w Tajlandii lub na Tajwanie? Albo sprawdzić status operacji żeglugowych w Chinach czy też w portach w Los Angeles lub Long Beach? Nowe platformy do monitorowania łańcuchów dostaw nie powstaną z dnia na dzień. Będą wymagały ciągłych inwestycji w najlepsze narzędzia do wizualizacji, ulepszenia platform integracyjnych do obsługi kanałów wideo w czasie rzeczywistym oraz zapewnienia dostępu do wielu rozproszonych systemów. Konieczne też będzie stosowanie wydajnych narzędzi do współpracy, które pozwolą kadrze kierowniczej na prowadzenie rozmów w czasie rzeczywistym w celu określania najlepszego kierunku działań. — Bruce Richardson, główny strateg ds. korporacyjnych i strategii rynku, Salesforce
W 2021 r. koszty utrzymania mieszkania rosły w tempie znacznie przewyższającym inflację. Wiele wskazuje na to, że także w 2022 r. wydatki związane z utrzymaniem mieszkaniabędą najszybciej rosnącą pozycją w budżetach domowych wielu polskich rodzin. Portal GetHome.pl sprawdził, w których największych miastach mogą one spodziewać się podwyżki podatku od nieruchomości i jak dużej.
Podatek od nieruchomości jest jednym ze składników kosztów utrzymania mieszkania lub domu. Według GUS, po 11 miesiącach były one aż o 10,7% wyższe niż w analogicznym okresie przed rokiem. Jest to efektem głównie podwyżek kosztów ogrzewania i cen energii. Np. opał podrożał w tym roku średnio o 37,4%, a gaz – o 17,5%. Kolejny rok z rzędu rosły opłaty za wywóz śmieci – tym razem średnio o 16,7%. Do tego wszystkiego dochodzi podatek od nieruchomości, który boleśnie odczuwają przede wszystkim właściciele domów.
– Niestety, radni wielu miast nie mieli skrupułów, aby podnieść stawki podatku od nieruchomości do maksymalnego poziomu, który na 2022 r. wyznaczył minister finansów. W praktyce to oznacza, że ok. 9 mln właścicieli mieszkań i domów musi się liczyć z przeszło 4% podwyżką – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.
Budynki mieszkalne mogą być opodatkowane stawką 0,89 zł za m kw., zaś grunty pod takimi budynkami – 0,54 zł za m kw. Warto jednak wiedzieć, że w domu ze spadzistym dachem podatku od nieruchomości nie nalicza się od powierzchni użytkowej pomieszczeń na poddaszu, w których wysokość jest niższa niż 1,40 m. Zaś między 1,4 a 2,2 m podatek liczony jest od połowy powierzchni. Dużo bardziej skomplikowane jest obliczanie podatku od nieruchomości w budynkach wielorodzinnych. Oprócz powierzchni mieszkania uwzględniana jest bowiem także część wspólna w budynku, czyli np. korytarz i klatka schodowa.
Podatek od nieruchomości trzeba zapłacić także za miejsce garażowe. W 2022 r. maksymalna stawka wyniesie 8,68 zł za m kw. (w tym roku 8,37 zł za m kw.). Natomiast jeśli miejsce postojowe w garażu stanowi przynależność mieszkania, jest ono opodatkowane identyczną jak ono stawką, czyli 0,89 zł za m kw. – Pamiętajmy, że podatek od nieruchomości to jeden z tzw. podatków lokalnych. Stanowi źródło dochodów gmin, a nie budżetu państwa. Te nie muszą więc podwyższać swoich dotychczasowych stawek, ani stosować maksymalnych, które ogłasza minister finansów – podkreśla Marek Wielgo. – Dlatego sprawdziliśmy, jaką politykę w tym zakresie prowadzą władze największych miast – dodaje ekspert GetHome.pl.
W 2020 r. najwyższy podatek od nieruchomości zapłacą mieszkańcy Szczecina, Bydgoszczy, Łodzi, Poznania, Wrocławia, Krakowa, Gdańska i Warszawy.
Dla właściciela 200-metrowego domu położonego na działce o powierzchni tysiąca metrów kwadratowych oznacza to konieczność zapłacenia gminie podatku od nieruchomości w wysokości 718 zł. Danina będzie wyższa od tegorocznej o 28 zł.
Są też i takie miasta, w których właściciele domów i mieszkań dostaną podwyżkę, ale stawki podatku będą wciąż niższe od wskazanych przez ministra finansów. Minimalnie mniej zapłacą mieszkańcy Olsztyna, Katowic czy Białegostoku, gdzie radni postanowili utrzymać obniżone stawki podatku dla mieszkań i domów lub gruntów pod budynkami.
A gdzie różnice w opłatach będą wyraźne? Okazuje się, że także w 2022 r. najniższy podatek od nieruchomości zapłacą mieszkańcy Zielonej Góry. Stawka za mieszkanie lub dom jest niemal o połowę niższa od maksymalnej! Przekłada się to na setki złotych, które zostaną w kieszeniach mieszkańców.
– Gmina może wprowadzić zwolnienia z podatku od nieruchomości. Warto więc sprawdź na jej stronie internetowej, czy można zapłacić mniej albo w ogóle nie płacić – radzi Marek Wielgo z GetHome.pl.
Średnioroczny koszt wprowadzenia emerytur stażowych to 12 miliardów złotych. Przy założeniu, że 100% osób skorzystałoby z takiej możliwości, w latach 2022-2031 wypłata emerytur stażowych wiązałaby się z wydatkami rzędu 70,9 miliarda złotych, a ponadto ze zmniejszeniem wpływów ze składek w tym samym okresie o 50,2 miliarda złotych. Oznacza to łączny koszt (wydatki + utracone wpływy do FUS) dla systemu wynoszący ponad 120 miliardów złotych. Polski nie stać na takie wydatki. Uchwalenie tej ustawy grozi katastrofą finansów publicznych.
Od wielu lat trwa dyskusja dotycząca pożądanego sposobu funkcjonowania systemu emerytalnego w Polsce. Obecnie obowiązujący model swoje początki ma jeszcze w ustawodawstwie PRL, jednak przeszedł gruntowne reformy w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Ustawa z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych oraz ustawa z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych były wielokrotnie nowelizowane, w 2013 r. doszło nawet do podwyższenia wieku emerytalnego do 67 lat i zrównania go dla kobiet i mężczyzn. Reforma ta została jednak cofnięta w 2017 r. i wiek emerytalny znów wynosi 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn.
Demografia pozostaje nieubłagana. System emerytalny został ukształtowany w założeniu, że młodsze pokolenia pracując odprowadzają składki do ZUS, które są przeznaczane na wypłacanie bieżących świadczeń emerytalnych. Model ten sprawdzał się tak długo, jak współczynnik dzietności wynosił co najmniej 2,1, co oznacza, że na jedną kobietę przypadało średnio 2,1 dzieci, co prowadziło do tak zwanej prostej zastępowalności pokoleń. Dopóki na rynek pracy wchodziły pokolenia wyżu demograficznego, system ubezpieczeń społecznych działał bez większych problemów. Jednak od wielu lat w Polsce mamy niż demograficzny, który pogłębia się z roku na rok. W 2019 r. współczynnik dzietności kobiet wyniósł zaledwie 1,42[1]. Warto wspomnieć także o tak zwanym „indeksie starości”, który obecnie wynosi 121, co oznacza, że na 100 „wnuczków” (dzieci w wieku 0-14 lat) przypada 121 „dziadków” (osób w wieku 65 i więcej lat), a zatem różnica w wielkości tych populacji wynosi 1,2 mln na niekorzyść dzieci[2]. Sytuacja ta prowadzi do załamania systemu finansowania ubezpieczeń społecznych, a „dziura” w ZUS wynosić będzie w 2021 r., zgodnie z szacunkami tej instytucji, 63 miliardy złotych i z roku na rok będzie się zwiększać, by w 2025 r. wynieść 72 miliardy złotych[3]. Braki w systemie będą musiały być łatane z budżetu państwa. Warto wskazać, że w 2020 r. dochody budżetowe wyniosły niespełna 420 miliardów złotych[4], co oznacza, że szacowany deficyt ZUS za 2021 r. jest równy 15% rocznych dochodów budżetu państwa. Przyszłość obecnego systemu emerytalnego stoi zatem pod dużym znakiem zapytania.
W sytuacji kryzysu systemu ubezpieczeń społecznych kuriozalnym wydaje się pomysł wprowadzenia emerytur stażowych, jaki znalazł się w złożonym w sejmie obywatelskim projekcie ustawy o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz o zmianie niektórych ustaw. Projekt ten zakłada, że kobiety posiadające okres składkowy i nieskładkowy 35 lat, a mężczyźni 40 lat będą mogli ubiegać się o emeryturę stażową bez względu na to, czy osiągnęli wiek emerytalny. Jednocześnie uzyskane świadczenie nie będzie mogło być niższe od najniższej emerytury określonej w przepisach. Projekt ten może okazać się katastrofalny w skutkach dla budżetu państwa, gdyż zgodnie z wyliczeniami Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, przy założeniu, że 100% osób skorzystałoby z takiej możliwości, w latach 2022-2031 wypłata emerytur stażowych wiązałaby się z wydatkami rzędu 70,9 miliarda złotych, a ponadto ze zmniejszeniem wpływów ze składek w tym samym okresie o 50,2 miliarda złotych. Oznacza to łączny koszt (wydatki + utracone wpływy do FUS) dla systemu wynoszący ponad 120 miliardów złotych, a średnioroczny koszt na poziomie 12 miliardów złotych. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców w pełni podziela obawy ZUS, że proponowane zmiany przyczynią się do dalszego pogorszenia kondycji FUS oraz obniżenia przyznawanych emerytur oraz zmniejszenia podaży pracy na rynku.
Przedstawiona propozycja jest zatem kompletnie bardzo szkodliwą inicjatywą, której celem jest wyłącznie pogłębienie problemów strukturalnych już istniejących w polskim systemie ubezpieczeń, a nie jakakolwiek jego poprawa. Projekt stoi również w poprzek inicjatywom dotyczącym zwiększenia aktywności zawodowej seniorów – z jednej strony osoby starsze są zachęcane do podejmowania pracy, z drugiej kuszone wizją otrzymania wcześniejszego świadczenia. Te dwa kierunki polityki są niemożliwe do pogodzenia. Nie ulega wątpliwości, że dyskusja o kształcie systemu emerytalnego w Polsce jest konieczna – nie potrzebujemy jednak kolejnych populistycznych haseł, szczególnych uprawnień i obniżek wieku emerytalnego.
Związek Przedsiębiorców i Pracodawców
[1] https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C807513%2C… (dostęp na dzień 16.12.2021 r.). [2] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/… (dostęp na dzień 16.12.2021 r.).
[3] https://www.prawo.pl/kadry/jaki-bedzie-deficyt-… (dostęp na dzień 16.12.2021 r.).
[4] https://www.gov.pl/web/finanse/szacunek-2020 (dostęp na dzień 16.12.2021 r.).
35% firm z branży kosmetycznej działających przede wszystkim w segmencie B2B uważa, że udział sprzedaży online w przychodach branży zamyka się w 10%. 1/4 z nich szacuje go na ponad 25%.
Ocena poziomu cyfryzacji obrotów w całej branży jest bardziej optymistyczna niż udział online w ich własnej działalności. 35% z nich ocenia swój udział e-commerce w przychodach na powyżej 10%, a w przypadku aż 37% z nich stanowi on do 5% obrotów.
E-commerce B2B jako podstawowa działalność ma jeszcze małe znaczenie, a jeśli już występuje, to przede wszystkim wśród podmiotów handlowych, głównie hurtowych. Dynamikę i zakres zmian e-commerce B2B wyznaczają najwięksi gracze, czyli duże sieci detaliczne, najwięksi producenci kosmetyków i dostawcy materiałów do ich produkcji.
Udział sprzedaży online w przychodach branży kosmetycznej jest niższy niż na całym rynku B2B, jednak szybko rośnie. Ponad połowa badanych firm kosmetycznych jest zdania, że dynamika obrotów online w 2020 roku wyniosła powyżej 15%.
Poziom cyfryzacji branży kosmetycznej jest relatywnie wysoki, w porównaniu do innych sektorów. Odsetek firm prowadzących sprzedaż przez internet w sektorze kosmetycznym wyniósł 65%, a wśród wszystkich uczestników badania w obszarze B2B było to 41%.
Ponad 80% badanych firm z branży kosmetycznej działających B2B potwierdziło, że pandemia przyśpieszyła rozwój e-commerce w branży.
Przedstawiciele sektora kosmetycznego skupieni na B2B, którzy wdrożyli e-commerce, w przeważającej większości zamierzają go dalej rozwijać. Tak deklaruje ponad 3/4 z nich.
Znaczenie e-commerce B2B jest niewielkie, ale szybko rośnie
Znaczenie kanału online dla sprzedaży przedstawicieli przemysłu kosmetycznego do innych firm jest nieco mniejsze niż dla rynku ogółem, tj. dla zbadanych firm ze wszystkich sektorów działających w segmencie B2B, zgodnie z raportem „E-commerce B2B – biznes w sieci”. Prawie 1/4 firm kosmetycznych szacuje, że udział sprzedaży online stanowi ponad 25% przychodów branży, ale 35% uważa, że udział ten zamyka się w 10%.
Pandemia przyśpieszyła rozwój kanału online wśród firm z branży kosmetycznej skupionych na segmencie B2B, dzięki czemu branża kosmetyczna szybko rośnie i odrabia dystans do innych sektorów. Z badania „E-commerce B2B – biznes w sieci. Perspektywa branży kosmetycznej” przeprowadzonego przez Mobile Institute na zlecenie Santander Bank Polska wynika, że tempo wzrostu e-commerce potwierdziło pojawiające się po wybuchu pandemii opinie o rosnącym znaczeniu kanału cyfrowego w sprzedaży przemysłu kosmetycznego, w tym również w segmencie B2B. Ponad połowa badanych firm jest zdania, że dynamika obrotów online wyniosła w 2020 roku powyżej 15%.
Poziom cyfryzacji branży kosmetycznej jest relatywnie wysoki, jeśli porównamy go do innych sektorów. Odsetek firm skupionych na segmencie B2B prowadzących sprzedaż przez Internet w sektorze kosmetycznym wyniósł 65%, a wśród wszystkich uczestników badania działających w obszarze B2B było to 41%. Mimo niewielkiego udziału kanału online w obrotach, tak duży udział firm prowadzących sprzedaż przez Internet świadczy o dużej otwartości branży na nowe technologie, rozwój i trendy, jak choćby na dynamicznie zmieniające się oczekiwania konsumentów. Oferta e-commerce przedstawicieli przemysłu kosmetycznego jest jednak skierowana przede wszystkim do klientów indywidualnych. Aż 78% badanych podmiotów wskazało segment B2C jako głównego odbiorcę oferty online, zaledwie 14% odpowiedzi stanowili klienci biznesowi. W przypadku całego rynku oferta online była kierowana przede wszystkim do odbiorcy biznesowego – tak wskazało 51% firm.
Nawet wśród firm z branży kosmetycznej obsługujących przede wszystkim klientów biznesowych, odsetek wskazań na B2B jako odbiorcy oferty online wyniósł tylko 29%. Wynika z tego, że firmy traktują e-commerce B2B bardziej jako uzupełnienie oferty. Uwagę zwraca też zróżnicowanie ukierunkowania oferty e-commerce pomiędzy segmentami łańcucha wartości branży kosmetycznej. Klienci biznesowi są głównym jej odbiorcą dla 29% firm zajmujących się handlem kosmetykami, a tylko dla 4% firm zajmujących się ich produkcją. Te ostatnie deklarowały zaś produkcję na zlecenie, tj. na zasadzie podwykonawstwa. Bez względu na segment branży, 90% firm kosmetycznych dokonuje sprzedaży przez Internet za pomocą własnego e-sklepu lub platformy sprzedażowej, 37% poprzez marketplace’y, a 20% za pośrednictwem systemu EDI, czyli dedykowanego, zamkniętego systemu wymiany danych i dokumentów elektronicznych pomiędzy partnerami handlowymi.
Z przeprowadzonego przez nas badania wynika, że e-commerce w segmencie biznesowym jest w dosyć wczesnej fazie cyklu życia, ale też szybko się rozwija i ma potencjał do dalszego wzrostu. Najczęściej dotyczy obsługi zamówień pomiędzy firmami. Jednak najwięksi gracze obejmują cyfrowymi rozwiązaniami kolejne procesy. Bardzo często inicjatywa jest po stronie odbiorców, którzy np. ofertowanie i negocjacje kontraktów z producentami przenoszą na dedykowane platformy. Z kolei duzi dostawcy surowców digitalizują procesy opracowywania receptur wspólnie z producentami kosmetyków. Ponadto starają się oferować rozwiązania zapewniające producentom kosmetyków dodatkowe korzyści, np. w postaci bardzo szczegółowej wiedzy o produktach czy o rynku na poziomie detalicznym. Dzięki temu są w stanie wspierać ich jeszcze lepiej w procesie wprowadzania produktu na rynek, czyniąc go szybszym i bardziej skutecznym. Sądzę, że te tendencje będą się nasilać i obejmować po kolei wszystkie ogniwa łańcucha wartości branży kosmetycznej, bo jak widać możliwości kreowania wartości poprzez cyfryzację w każdym z nich są bardzo duże – wyjaśnia Radosław Pelc, analityk sektora kosmetycznego Santander Bank Polska
Internetowy eksport zyskuje na znaczeniu
Wśród firm kosmetycznych biorących udział w badaniu już prawie połowa prowadzi e-eksport, czyli sprzedaje przez internet poza granice kraju. Choć jest to znacząca liczba, to jednak dla większości z nich nie ma on istotnego udziału w przychodach. U ponad połowy stanowi poniżej 5% przychodów online, a tylko u 17% udział ten przekracza 10%. Co ciekawe, sprzedaż zagraniczną online deklaruje aż 71% podmiotów, dla których głównym odbiorcą oferty internetowej są klienci biznesowi, ale dla 60% z nich udział e-eksportu w przychodach wynosi poniżej 5%.
Lepiej wobec firm handlowych w tym obszarze radzą sobie producenci kosmetyków. 56% spośród producentów posiadających e-commerce sprzedaje za granicę, z czego 29% uzyskuje z tego tytułu obroty na poziomie 5-10% przychodów, a dla 7% z nich udział e-eksportu zamyka się w przedziale 11-20%. Wśród firm handlowych posiadających e-commerce 43% deklaruje e-eksport, a dla 2/3 z nich udział e-eksportu stanowi poniżej 5% wartości sprzedaży.
Wdrożenie rozwiązań e-commerce
Spośród przedstawicieli firm biorących udział w badaniu 57% podmiotów zajmujących się produkcją lub sprzedażą kosmetyków uznało wdrożenie e-commerce za sukces. Główne czynniki sukcesu to: zwiększenie aktywności marketingowej, wielokanałowość, poszerzenie i uporządkowanie oferty oraz funkcjonalność platformy. Z kolei najważniejszymi czynnikami dla klientów kupujących przez e-commerce badanych firm był dobry opis i jakość zdjęć produktu, cena, promocje i szybkość dostaw. Wszystkie te czynniki stanowią zatem receptę na skuteczne wdrożenie e-commerce w sektorze kosmetycznym.
Jakie przyniosło to wymierne efekty dla badanych firm? Najczęściej wymienianym benefitem rozwoju digitalizacji było poszerzenie portfela klientów – u 63% zapewniło dotarcie do nowych grup odbiorców, a w przypadku 59% – zwiększenie ich liczby. Prawie połowa badanych podmiotów zwiększyła wyniki sprzedażowe, zatem spełniła podstawowe oczekiwanie związane z projektem. To też o sześć punktów procentowych więcej niż ogółem badany segment B2B. Ponad 40% podmiotów zauważyło wzrost lojalności i częstotliwości dokonywania zakupów przez klientów oraz otrzymało więcej pozytywnych od nich opinii. A to tylko najważniejsze efekty zmian wymieniane przez badane firmy.
Wprowadzenie handlu online zmieniło podejście do sposobu sprzedaży. Co prawda 2/3 firm nadal traktuje e-commerce tylko jako dodatkową, uzupełniającą formę sprzedaży, a ich działy sprzedaży nadal sprzedają w klasyczny sposób, np. telefonicznie lub odwiedzając klientów, ale co piąta firma już w ogóle nie posiada klasycznych sił sprzedażowych. O ile odsetek firm traktujących e-commerce jako dodatkową formę sprzedaży średnio dla całego segmentu B2B jest zbliżony do branży kosmetycznej, to znaczną różnicę widać w odchodzeniu od klasycznej sprzedaży – tylko 8% firm ogółem nie posiada konwencjonalnych działów sprzedaży.
Dalszy rozwój e-commerce B2B w branży kosmetycznej
Przedstawiciele sektora biorący udział w badaniu deklarują, że te firmy, które wdrożyły e-commerce, w przeważającej większości zamierzają go dalej rozwijać. Takiego zdania jest ponad 3/4 z nich. To potwierdzenie wysokiego odsetka pozytywnych ocen wdrożenia i uzyskanych pozytywnych efektów. Wynik ankiety potwierdza, że kanał online się sprawdza. Mimo wciąż niewielkiego udziału e-commerce w przychodach, w oczach reprezentantów rynku segment ten ma duży potencjał rozwojowy.
Pandemia mocno przyśpieszyła rozwój zakupów online. Większość z nas szybko przestawiła się na wygodne i bezpieczne zakupy w sieci. To co chcieliśmy zbadać dzięki badaniu, to jak mocno zawansowane są rozwiązania technologiczne nie tylko w B2C, ale w segmencie biznesowym. Ważny wniosek jaki płynie z tego wyników ankiety to fakt, że firmy, które wdrożyły rozwiązania B2B są zadowolone i chcą dalej je rozwijać. Jednak wciąż jest to obszar niedoceniany przez polskie firmy. Wydaje się, że technologia i digitalizacja sprzedaży zarówno w segmencie B2C, ale przede wszystkim w B2B odegrają kluczową rolę w dalszym rozwoju branży kosmetycznej – wyjaśnia Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora spożywczego i FMCG w Santander Bank Polska
Pełną wersję raportu „E-commerce B2B – biznes w sieci. Perspektywy branży kosmetycznej” można pobrać ze strony: https://www.santander.pl/ws-raport-kosmetyki/
Simple Day SA przedłużyła termin zapisów na akcje do 20 grudnia br. Zgodnie z aktualizacją harmonogramu IPO Spółki, przydział akcji przypada na 21 grudnia. Cena emisyjna wynosi 13,50 PLN za jedną akcję. Oferowanych jest od 312.500do 625.000 akcji zwykłych na okaziciela serii B. Wartość oferty publicznej wynosi do 8,4 mln PLN. Pozyskane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na zwiększenie rozpoznawalności autorskiej marki Twój Cel To, rozbudowę portfolio produktów Simple Day oraz ekspansję na rynki UE. Po zakończeniu IPO Zarząd Spółki rozpocznie procedurę wejścia na rynek NewConnect. Debiut planowany jest w I półroczu 2022 roku.
– Od momentu roadshow obserwujemy spore zainteresowanie naszą spółką i ofertą akcji. Cały czas rozmawiamy z inwestorami i mamy informacje, że nie wszyscy zainteresowani zdążyliby zrealizować zapis na akcje do dzisiaj. Dlatego też zdecydowaliśmy się na przedłużenie zapisów o kilka dni, tj. do poniedziałku – 20 grudnia. Chcemy w ten sposób umożliwić zapisy na akcje Simple Day jak najszerszemu gronu inwestorów. Środki od inwestorów przeznaczymy m.in. na dalszy rozwój oferty produktowej Simple Day oraz ekspansję zagraniczną na terenie UE. Zapisy przyjmowane są przez Dom Maklerski INC SA – mówi Michał Karewicz, prezes zarządu Simple Day.
W ramach prowadzonej oferty publicznej Simple Day SA oferuje objęcie od 312.500 do 625.000 akcji serii B, po cenie emisyjnej 13,50 PLN za jedną akcję. Wartość Oferty wynosi do 8,4 mln PLN. Zgodnie z zaktualizowanym harmonogramem IPO, zapisy dla inwestorów przyjmowane są do 20 grudnia br. Przydział akcji planowany jest na 21 grudnia. Informacyjne oraz warunki zapisów zostały udostępnione na stronach internetowych https://simpleday.pl/oferta_publiczna/ oraz www.dminc.pl/SimpleDay
Simple Day to właściciel marek Twój Cel To oraz 4TheBest. Niedawno Spółka poinformowała o przekroczeniu pierwszego miliona sprzedanych produktów.
Linia produktowa Twój Cel To oferuje szeroki asortyment suplementów diety. Marka powstała w 2018 r. W samym 2021 r. ofertę linii produktowej Simple Day zasiliło 5 nowych produktów, których koncepcje powstały w autorskim dziale R+D Simple Day. Aktualnie Spółka szykuje się do uruchomienia nowej, dużej kampanii marketingowej. Więcej szczegółów już niebawem.
– Działamy na perspektywicznym rynku health & beauty. Na wzrost naszego biznesu wpływa nie tylko skutecznie dobrana strategia i konkurencyjność produktowa Simple Day, ale i rosnący popyt na usługi online. Potwierdzają to nasze wyniki. Niezmiennie od kilku kwartałów notujemy zarówno rosnące przychody, jak i wysoki poziom marży – dodaje prezes zarządu Simple Day.
Po trzech kwartałach 2021 r. Simple Day odnotowała przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 14 mln PLN (w analogicznym okresie ub. roku wyniosły one 12,7 mln PLN). Zysk netto od stycznia do września 2021 liczył 5 mln PLN. Simple Day szacuje, że w całym 2021 roku przychody ze sprzedaży Spółki osiągną wartość 18,5 mln PLN, a zysk netto wyniesie 6,9 mln PLN.
Oferta publiczna Simple Day SA poprzedza plany giełdowe Spółki. – Niedługo po zakończeniu IPO planujemy rozpocząć niezbędne działania związane z ubieganiem się o wprowadzenie akcji Simple Day do obrotu na NewConnect. Debiut planujemy w I półroczu przyszłego roku, jednak dużo zależy od tempa postępowania przed GPW w Warszawie – mówi prezes Simple Day S.A.
Jak wynika z najnowszej edycji badania CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej, 2/3 firm dostrzega wpływ zjawisk wynikających ze zmian klimatu na bieżącą działalność, a 77% przedsiębiorstw już teraz stara się im zapobiegać. Zaangażowanie w ochronę środowiska od kilku lat rośnie wśród przedsiębiorców, choć nadal najczęściej firmy podejmują działania skierowane wobec swoich pracowników. Spada liczba projektów charytatywnych, pomimo tego, że budżety na działania CSR z roku na rok nieznacznie rosną. Zwiększa się natomiast zainteresowanie tematami społecznymi i środowiskowymi wśród konsumentów, choć nie wróciły one jeszcze do poziomów sprzed pandemii.
Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP) już po raz szósty przeprowadziła badanie na temat działań z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu podejmowanych przez firmy w Polsce. W tym roku ankieta została poszerzona o pytania dotyczące zmian klimatu i ich wpływu na biznes. 77% firm deklaruje, że już teraz prowadzi działania w tym obszarze. Najczęściej dotyczą one poprawy efektywności energetycznej organizacji (86% wskazań), optymalizacji transportu (78%), prowadzenia działań edukacyjnych (75%), czy zakupu energii ze źródeł odnawialnych (56%). Mniej niż połowa przedsiębiorstw (43%) liczy swój ślad węglowy, a jedynie 30% ma wyznaczone cele redukcji emisji gazów cieplarnianych na poziomie lokalnym (na poziomie globalnym wyznaczyło je 59% firm). Połowa z nich chce osiągnąć neutralność klimatyczną do 2030 roku, 14% do 2040, a 36% do 2050 roku.
Pracownicy i środowisko – najwięksi beneficjenci działań CSR firm.
Ochrona środowiska jest tym obszarem, który staje się z roku na rok coraz ważniejszy dla biznesu, jednak firmy najczęściej nadal podejmują działania skierowane do swoich pracowników (88% wskazań). Najwięcej przedsiębiorców oferuje dodatkowe świadczenia socjalne i benefity, dostęp do programów szkoleniowych i rozwoju kompetencji zawodowych, czy wprowadza kodeks etyki. Z roku na rok słabnie pozycja wolontariatu pracowniczego, który rozwijany jest obecnie w 40% firm. Działania dotyczące miejsca pracy nie tylko dynamicznie rosną, ale wciąż są najpopularniejszą formą aktywności CSR. Na organizację przyjaznego, odpowiedzialnego miejsca pracy składa się oczywiście wiele czynników. Kluczowe pozostają jednak wartości organizacji i spójność między nimi a rzeczywistością. – mówi Marzena Strzelczak, Prezeska, Dyrektorka Generalna Forum Odpowiedzialnego Biznesu.
Na drugim miejscu są działania CSR skierowane do społeczności lokalnych i w obszarze ochrony środowiska. Warto zauważyć, że coraz mniej firm utożsamia działania charytatywne z CSR. Jeszcze trzy lata temu 84% organizacji udzielało wsparcia finansowego fundacjom, czy lokalnym stowarzyszeniom, a w tym roku tego rodzaju działania zadeklarowało 64% firm. Pokazuje to, że społeczna odpowiedzialność biznesu jest coraz bardziej dojrzała i wiele firm buduje długofalowe i bardziej zaawansowane partnerstwa – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. Komunikacji i PR we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej. Najczęściej firmy podejmują działania związane z ograniczaniem zużycia surowców i walką ze zmianami klimatu.
Trzecim obszarem CSR, w który angażują się firmy są działania wobec własnych klientów (76%) i dotyczą głównie transparentnej i prostej komunikacji, czy usprawnień w procesie obsługi klienta, w tym łatwiejszych reklamacji i zwrotów, co wynikać może z rozwoju rynku e-commerce i przejściem wielu Polaków na zakupy on-line. Najrzadziej firmy podejmują działania wobec swoich dostawców i partnerów biznesowych, choć w porównaniu do 2019 roku wynik ten zwiększył się z 43% do 61%.
CSR jako narzędzie wzmocnienia wizerunku.
Tegoroczne wyniki pokazują, że obszar CSR ulega postępującej profesjonalizacji. Już ponad 2/3 firm posiada strategię działań i prowadzi raportowanie. Jedynie w 13% firm nie ma konkretnego działu / osoby, która byłaby odpowiedzialna za prowadzenia projektów społecznych i środowiskowych, a tylko 6% organizacji nie posiada budżetu na projekty CSR (w 2019 roku było ich 21%). Nakłady finansowe nieznacznie rosną, a powyżej 100 000 PLN rocznie przeznacza co piąta firma.
Wśród powodów angażowania się biznesu w obszar CSR na pierwszym miejscu niezmiennie pozostaje kwestia wzmocnienia wizerunku (72%). Na kolejnym jest odgórna polityka całej grupy (wzrost od 2019 roku z 30% do 60%), a dopiero jako trzeci powód respondenci wskazywali potrzebę prowadzenia biznesu w sposób odpowiedzialny z myślą o środowisku i społeczeństwie (52%).
Konsumenci zwracają uwagę na działania CSR podejmowane przez firmy, choć nadal w mniejszym stopniu niż przed pandemią.
Integralną częścią badania są wyniki ankiety przeprowadzonej przez Havas Media Group Polska na próbie 1066 dorosłych konsumentów na temat ich świadomości i oczekiwań w zakresie działań CSR. Ubiegłoroczne wyniki różniły się znacznie od wyników z poprzednich lat. Konsumenci mniejszą wagę przykładali do tego, czy firmy prowadzą działania w sposób etyczny i odpowiedzialny. W tym roku widzimy pewne odbicie, jednak nadal wyniki nie wróciły do poziomu sprzed pandemii. 43% respondentów przykłada wagę do tego w jaki sposób kupowane produkty oddziałują na społeczeństwo i ekologię (37% w zeszłym roku i 53% przed pandemią), a 68% konsumentów uważa, że firmy są etycznie zobowiązane do tego, aby działać bez szkody dla otoczenia (56% w 2020 roku i 73% w 2019).
W tym roku, poza standardowymi wskaźnikami, analizowano również podejście konsumentów do zmian klimatu oraz roli jaką w tym zakresie odgrywają firmy i korporacje. Winą za globalne ocieplenie oraz zmiany klimatu, konsumenci obarczają przede wszystkim kraje rozwinięte oraz duże firmy i korporacje. Jednocześnie oczekują również, że to właśnie te podmioty będą angażować się najbardziej w przeciwdziałanie skutkom globalnego ocieplenia. Sami konsumenci również mogliby wspierać marki, które takie działania podejmują – blisko połowa badanych byłaby skłonna kupować produkty marek walczących ze zmianami klimatu, a blisko ¼ – byłaby gotowa zapłacić więcej za produkty takich marek.
Badanie CSR w praktyce – barometr Francusko Polskiej Izby Gospodarcze zostało przeprowadzone wśród firm polskich i zagranicznych działających w naszym kraju w listopadzie 2021 roku. Udział w nim wzięły 93 organizacje. Uzupełniające badanie na temat konsumentów przeprowadzone było w tym samym czasie metodą CAWI na próbie 1066 dorosłych Polaków.
Partnerami merytorycznymi i medialnymi badania są: Orange Polska, PwC, Havas Media Group Polska, Fundacja Veolia, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, UN Global Compact, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Bureau Veritas, Diaphane Software, Bizon, biznes odpowiedzialny i nowoczesny, PRoto, Instytut Monitorowania Mediów, My Company, Teraz Środowisko oraz As Biznesu i CEO.com.pl.
Rosnąca konkurencja pomiędzy firmami oferującymi usługę e-zakupów spożywczych z natychmiastową dostawą oraz niewielka skala działania poszczególnych podmiotów oznacza, że sektorowi q-commerce trudno będzie osiągnąć trwałą rentowność. Z tego względu, branżę może czekać konsolidacja, zwłaszcza w Polsce, wynika z analiz firmy doradczej Bain & Company.
W ostatnim czasie w Polsce i Europie powstało wiele startupów oferujących mieszkańcom dużych miast ekspresową dostawę zakupów spożywczych. Ten segment e-handlu, którego rozwój przyspieszył podczas pandemii, opiera się na sieci małych magazynów (tzw. dark store), które kompletują zamówienia, a potem kurierzy rozwożą je klientom. W zależności od firmy, model ten zakłada dostawę wąskiego wachlarza produktów w 10-15 minut.
Na fali popularności e-handlu międzynarodowi inwestorzy zainwestowali już wiele miliardów euro w koncepty q-commerce. Jednak na razie przedsięwzięcia te nie są zyskowne. Jak wynika z analiz Bain & Company, głównym wyzwaniem stojącym przed europejskimi graczami q-commerce jest osiągnięcie odpowiedniej skali działania.
– Tempo ekspansji tej branży jest zdumiewające. Firmy prześcigają się na liczbę miast i nowo otwartych dark stores. Jednak, aby osiągnąć rentowność, muszą jednocześnie zadbać o osiągnięcie ekstremalnej wydajności operacyjnej i utrzymanie kosztów pod ścisłą kontrolą – powiedział Artur Stańczuk, senior manager w Bain & Company.
– Konsolidacja tego sektora wydaje się nie tylko prawdopodobna, ale też nieunikniona. Już dziś mówi się, że niektórzy gracze jak np. Jokr rozważają sprzedaż biznesu w Europie i skupienie się na rozwoju w Stanach Zjednoczonych i Ameryce Łacińskiej. Nie można wykluczyć, że przejmującymi będą tradycyjne sieci handlowe, jak też międzynarodowe firmy typu Delivery Hero lub Glovo – dodał.
W największych polskich miastach działa już wielu graczy q-commerce. Oprócz rodzimych startupów takich jak Lisek, usługę szybkich dostaw oferują też tradycyjne sieci spożywcze. Dla przykładu, Biedronka wprowadziła w połowie października wraz z platformą Glovo usługę BIEK, a sieć Żabka uruchomiła tydzień później pilotażowy serwis Jush w Warszawie. Ponadto wejście do Polski rozważają też inni zagraniczni gracze, jak niemiecki startup Grovy, który planuje ekspansję w Europie Centralnej.
Jak wynika z analiz przeprowadzonych przez Bain & Company, podmioty q-commerce działające na europejskim rynku osiągną rentowność, gdy średnia wartość koszyka zamówień będzie oscylować wokół 40 euro (około 180 złotych), a jeden dark store będzie obsługiwał średnio około 1.200 zamówień dziennie.
– Patrząc na obecne wyniki europejskich startupów działających w obszarze q-commerce, oznacza to, że aby osiągnąć rentowność będą one musiały podwoić wartość zamówienia i czterokrotnie zwiększyć liczbę dostaw z jednego dark store – dodał Artur Stańczuk.
Zdaniem ekspertów Bain & Company, w polskich warunkach osiągnięcie takiej poprawy nie jest obecnie możliwe. Dlatego koncepty q-commerce muszą zwiększać wolumen dostaw i dążyć do tego, by jak najszybciej zdobyć dominującą pozycję na danym terenie.
Bieżący tydzień bogaty jest w ważne posiedzenia banków centralnych. Wczorajsze posiedzenie FED nie zatrzęsło rynkami, aczkolwiek być może część inwestorów czeka na dzisiejsze EBC.
Jednak zmiana planów za oceanem
Wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku nie zmieniła stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami obniżono jednak program skupu aktywów. Co więcej, tak jak przewidywała część specjalistów, doszło do przyspieszenia redukcji programu skupu, a przynajmniej do zapowiedzi. Zostanie on zlikwidowany do marca, a nie do czerwca przyszłego roku. W rezultacie kolejne obniżki programu skupu aktywów powinny być dwukrotnie wyższe, niż dotychczas sądzono. Co ciekawe, na początku posiedzenia dolar się umacniał, jednakże niemal od razu wrócił do poprzednich poziomów i zaczął tracić. Wynika to z oczekiwań inwestorów w sprawie przyspieszenia podwyżek stóp procentowych. Te jednak zostały zgaszone przez niższe oczekiwania względem inflacji.
Ceny jednak rosną o 7,8%
Ostateczne dane na temat inflacji wskazują, że ceny w Polsce rosną o 7,8%, a nie 7,7% jak we wstępnym odczycie. Nie jest to duża zmiana, ale potwierdza, że sytuacja w Polsce jest nawet gorsza, niż dotychczas sądzono. Z drugiej strony do końca roku nie ma posiedzeń RPP. W zależności od tego, jak analitycy będą interpretować sytuację, może to powodować wyższe oczekiwania względem wzrostu stóp procentowych, co finalnie może nawet wzmacniać złotego.
Spadają zapasy ropy
Wczorajsze dane z USA na temat zmiany zapasów pokazały wyraźny spadek. Wynosił on o 2 mln baryłek więcej niż oczekiwania. Pokazuje to, że obecne prognozy zaktualizowane przy okazji pandemii Omikrona mogą być zaniżone. Skoro na rynku jest mniej surowca, nie można się dziwić, że jego ceny znów idą w górę. W rezultacie pomimo wtorkowego zejścia ceny baryłki ropy poniżej granicy 70 dolarów dzisiaj znów znajdujemy się w okolicach 72 dolarów za baryłkę.
W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:45 – strefa euro – decyzja EBC w sprawie stóp procentowych,
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – strefa euro – konferencja po decyzji EBC.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
W Nitrze powstaje właśnie pierwszy słowacki sklep HalfPrice, w którym klienci znajdą szeroką gamę produktów znanych marek w bardzo atrakcyjnych cenach. Swoją działalność koncept off-price zacznie tam w kwietniu 2022 roku. Słowacja będzie już piątym zagranicznym rynkiem, na którym zadebiutuje należąca do Grupy CCC sieć. W osiem miesięcy po starcie HalfPrice, oprócz Polski, posiada sklepy także w Czechach, Austrii, Chorwacji i na Węgrzech. W grudniu wystartował także sklep online.
HalfPrice to nowoczesny koncept sklepów w kategorii off-price, który oferuje szeroki wybór produktów popularnych brandów w atrakcyjnych cenach. W różnorodnym asortymencie klienci znajdą: odzież, obuwie, akcesoria, kosmetyki, zabawki oraz wyposażenie i dodatki do domu.
– Chcemy być na wszystkich kluczowych dla nas rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Intensywnie przygotowujemy się do otwarcia salonu w Nitrze, który będzie kolejnym sklepem HalfPrice poza granicami Polski. Zakładamy, że do 2025 roku połowa przychodów marki będzie pochodzić właśnie z rynków zagranicznych – mówi Adam Holewa, Prezes Zarządu HalfPrice.
Pierwszy słowacki HalfPrice będzie miał siedzibę w Galerii PROMENADA – Jegooferta zostanie dostosowana do preferencji mieszkańców Słowacji. Asortyment będzie uzupełniany na bieżąco, a kolekcje dostępne w krótkich seriach. Nasze dotychczasowe doświadczenia z ekspansji zagranicznej wskazują, że trafiliśmy w lukę na rynku sprzedaży w koncepcie off-price w regionie CEE i mamy okazję ją wypełnić – mówi Joanna Czyżewska, Wiceprezes Zarządu HalfPrice ds. Sprzedaży.
Na Słowacji CCC posiada obecnie 54 sklepy stacjonarne. Do tej pory Grupa była obecna tam także w pięciu kanałach sprzedaży: sklepach stacjonarnych CCC, sklepie online eobuwie.pl (eobuv.sk), poprzez platformę online z modą premium MODIVO, sklep online ccc.eu oraz deezee.eu – To wszystko pokazuje, jak ogromne jest nasze doświadczenie na słowackim rynku. Biorąc pod uwagę asortyment HalfPrice, zakładamy, że ten szyld doskonale uzupełni naszą ofertę dla tamtejszych klientów i również w tym obszarze odniesiemy sukces – mówi Malwina Winter, Wiceprezes Zarządu HalfPrice ds. Zakupów.
Jako pierwszy poza granicami Polski wystartował sklep na Węgrzech. W drugiej połowie tego roku HalfPrice zadebiutował również w Austrii, Chorwacji i Czechach. W CEE działa już ponad 40 sklepów, a w ostatnich dniach w Polsce wystartowała również sprzedaż online. Strategia Grupy CCC zakłada otwarcie do 2025 roku ok. 250 salonów HalfPrice.
Wschodni region Polski wzbudza coraz większe zainteresowanie deweloperów i najemców. Rzeszów czy Lublin przyciągają zarówno firmy z branży logistycznej, jak i produkcyjnej. Region ten jest szczególnie interesujący dla firm planujących nowe inwestycje ze względu na najwyższe w Polsce oraz w całej Unii Europejskiej dopuszczalne progi regionalnej pomocy publicznej – mówił w wywiadzie dla magazyny.pl Marcin Krupanek, Consultant, JLL.
Wywiad o rynku magazynowym w Polsce Wschodniej, wzbudził duże zainteresowanie, zwłaszcza w odniesieniu do korzyści finansowych dla inwestorów oraz lokowania operacji logistycznych w tej części kraju. Dlatego zapytaliśmy Iwonę Chojnowską-Haponik i Rafała Szajewskiego – ekspertów JLL z działu Business Location Consulting, na jakie instrumenty wsparcia, zachęty czy zwolnienia podatkowe mogą liczyć nowe podmioty na rynku nieruchomości w tej części kraju.
Dział Business Location Consulting w JLL odpowiada za świadczenie kompleksowych usług doradczych w zakresie optymalizacji strategii lokalizacyjnych, poprzez pomoc w wyborze najkorzystniejszego miejsca do inwestowania oraz w pozyskaniu dostępnych instrumentów pomocy publicznej.
Najwyższy możliwy poziom wsparcia w Polsce
W czterech województwach Polski Wschodniej dostępna wysokość regionalnej pomocy publicznej dla dużych przedsiębiorców liczona jako procent kosztów kwalifikowanych (wydatków inwestycyjnych w przypadku firm logistycznych i produkcyjnych) wynosi aż 50%. W przypadku średnich firm intensywność pomocy publicznej rośnie o 10 p.p., dla małych i mikro przedsiębiorstw jest o 20 p.p. wyższa.
Rys. 1. Wysokość regionalnej pomocy publicznej w Polsce. źródło: Polska Agencja Inwestycji i Handlu
– Firmy planujące inwestycje związane z utworzeniem nowego zakładu, ale też rozszerzeniem już prowadzonej działalności mogą ubiegać się o co najmniej dwa rodzaje instrumentów wsparcia: bezzwrotne granty gotówkowe oraz zwolnienia podatkowe. I tak w ramach Polskiej Strefy Inwestycji, firmy mogą skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego CIT – wymienia IwonaChojnowska-Haponik, Business Consulting Director, JLL.
Zwolnienie z podatku dochodowego CIT
Limit zwolnienia z podatku dochodowego liczony jest jako procent kosztów kwalifikowanych nowej inwestycji (poniesionych nakładów inwestycyjnych) lub 2-letnich kosztów zatrudnienia nowych pracowników minus wszystkie inne formy pomocy regionalnej (np. granty).
Aby móc ubiegać się o zwolnienie z podatku, należy spełnić określone kryteria ilościowe i jakościowe. Kryteria ilościowe uzależnione są od lokalizacji inwestycji, reprezentowanego sektora oraz wielkości przedsiębiorcy. Warto podkreślić, że w Polsce Wschodniej wymogi w zakresie nakładów inwestycyjnych są znacząco niższe niż w innych częściach kraju.
Jeżeli chodzi o kryteria jakościowe, to w zależności od regionu aplikujące firmy muszą uzyskać od czterech (w Polsce Wschodniej) do sześciu z maksymalnie dziesięciu punktów, które dotyczą między innymi, takich aspektów, jak:
inwestycja w sektorze zgodnym z aktualną polityką rozwojową kraju, w którym Polska może uzyskać przewagę konkurencyjną;
proeksportowy charakter inwestycji;
niski negatywny wpływ na środowisko;
tworzenie wyspecjalizowanych i stabilnych miejsc pracy.
– Zwolnienie z podatku dochodowego CIT można wykorzystać w okresie 15 lat. Okres zwolnienia liczony jest od dnia otrzymania decyzji o wsparciu. Na terenie czterech województw: lubelskiego, podkarpackiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego, zarówno wysokość wsparcia [50% kosztów kwalifikowanych], jak i okres, w którym możliwe jest wykorzystywanie zwolnienia [15 lat], są korzystniejsze niż gdzie indziej. Pozostała część kraju może zaoferować 10 lub 12 lat wakacji podatkowych oraz maksymalnie do 35% intensywności pomocy publicznej – zaznacza Rafał Szajewski, Business Consulting Director, JLL
Granty z budżetu państwa
– Drugim instrumentem wsparcia dla przedsiębiorców realizujących nowe inwestycje są bezzwrotne granty z budżetu państwa z tytułu inwestycji, tworzenia nowych miejsc pracy oraz szkolenia pracowników – dodaje Iwona Chojnowska-Haponik.
Wysokość wsparcia może zostać zwiększona nawet do 7 tys. zł na jednego pracownika, gdy przedsiębiorca oferuje pracownikom szkolenia.
Ubiegający się o graty gotówkowe muszą spełnić określone kryteria ilościowe związane z nakładami inwestycyjnymi i zatrudnieniem, a także kryteria jakościowe. Również w przypadku tego programu wsparcia – progi wejścia w Polsce Wschodniej są niższe niż w innych częściach kraju.
Wymagania ilościowe zależą od rodzaju inwestycji (strategiczna, innowacyjna R&D w przypadku firm produkcyjnych), lokalizacji (preferencje dla Polski Wschodniej oraz powiatów w pozostałych regionach o stopie bezrobocia wyższej niż średnia w kraju) oraz wielkości przedsiębiorstwa.
Kryteria jakościowe są niemal identyczne jak w przypadku Polskiej Strefy Inwestycji, z tą różnicą, że im więcej punktów firma zdobędzie na tym wyższe wsparcie może liczyć.
– Wysokość grantu inwestycyjnego w Polsce Wschodniej może sięgać nawet 15% kosztów kwalifikowanych, podczas gdy w pozostałej części kraju nie przekracza 5% – podkreśla Iwona Chojnowska-Haponik.
Tak znaczące wparcie finansowe przedsiębiorstw przekłada się na rosnące zainteresowanie inwestorów regionem Polski Wschodniej. Jedną z lokalizacji, gdzie potencjalni inwestorzy mogą znaleźć idealne miejsce dla uruchomienia nowej inwestycji w tej części kraju jest np. Sokołów Małopolski.
CI Games ogłasza obrandowanie wewnętrznego studia, które jest odpowiedzialne za serię Sniper Ghost Warrior – Underdog Studio. Decyzja ta pokrywa się z najlepszym rokiem w historii CI Games oraz bardzo udaną premierą gry Sniper Ghost Warrior Contracts 2, piątej odsłony popularnej serii. 11 lat po premierze pierwszej części tytułu, marka nie traci na sile, a tegoroczna premiera sprzedała się lepiej niż jej poprzednik. Sprzedaż cyfrowa SGWC2 wyniosła 170% wyników poprzedniej części w ciągu 10 dni od premiery. Gra otrzymała także najlepsze noty od krytyków w historii serii.
CI Games uznało, że nadszedł czas aby całkowicie oddany i skupiony na ulepszaniu popularnej serii SGW zespół zyskał nazwę odpowiadającą jego determinacji i pasji. Przez ostatnie 11 lat deweloperzy z Underdog Studio koncentrowali się na ulepszaniu marki SGW aby pewnego dnia mogła ona konkurować z innymi tytułami FPS od największych twórców. Zespół z pokorą przyjął pozytywny odbiór Sniper Ghost Warrior Contracts 2.
Underdog Studio składa się z 50 osób, z których ponad ⅔ pracuje w siedzibie CI Games w Warszawie. Ich pasja i oddanie serii SGW najlepiej są odzwierciedlone rosnącą oceną kolejnych odsłon w serwisie Metacritic, zgodnie z którymi każda kolejna gra otrzymywała coraz to wyższe noty. Ostatni wydany tytuł otrzymał średnią 81% na PS5 oraz pozytywną ocenę 84% od użytkowników Steam dla wersji PC. Studio doskonale wykalibrowało doświadczenie bycia strzelcem wyborowym np. poprzez dodanie możliwości oddania strzału z ponad kilometra – element gameplayu często wskazywany przez fanów jako kolejny krok rozwoju serii.
“Wybraliśmy nazwę Underdog, gdyż świetnie pasuje ona do naszego podejścia jako zespołu. Stawiamy na wyzwania wymagające odwagi, które osiągamy poprzez ciężką pracę. Nie jesteśmy największym studiem, ale na pewno poziom “nasycenia” kreatywnością, talentem i zapałem do pracy pozwalają nam tworzyć gry “powyżej naszej kategorii wagowej”. Bardzo cieszymy się z tego nowego kroku w naszym rozwoju i w przyszłości chcemy wspinać się na nowe wyżyny jakości” – mówi Kenton Fletcher, Lead Creative Producer w Underdog Studio.
Nowa nazwa i rebranding wskazują na ewolucję studia, które chce być otwarte na utalentowanych pracowników z każdego miejsca na świecie. Wraz ze skutecznie działającym systemem pracy zdalnej, studio pragnie rozwijać swoją sieć międzynarodowych partnerów. Underdog Studio obecnie pracuje ciężko nad kolejną grą snajperską serii. O szczegółach tych prac zespół poinformuje w przyszłości.
Wyjście na zagraniczne rynki, personalizacja produktów, headless e-commerce, wzrost znaczenia omnichannel – to tylko kilka tendencji, które będą dominować w nowym roku w e-commerce. Jakie będą trendy w 2022?
Handel internetowy w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco przyspieszył. Jak wynika z raportu Gemius „E-commerce w Polsce 2021”, już 77 proc. Polaków (użytkowników internetu) robi zakupy online. Jak wynika z badania, 33 proc. konsumentów znacznie częściej decyduje się na sprawunki online.
Rozwój e-commerce generuje nowe potrzeby. Szybkie zmiany sprawiają, że platformy sklepowe i sklepy internetowe szukają rozwiązań, które wspierają sprzedaż. Tak rodzą się nowe tendencje w e-handlu. Jakie będą trendy w e-commerce w 2022 roku? Oto przewidywania jednego z polskich liderów e-commerce IdoSell.
Cross-border
Cross-border czyli sprzedaż międzynarodowa. To kierunek, w którym idzie coraz więcej e-sklepów. Lokalne rynki są już zbyt małe dla wielu przedsiębiorców. Dlatego też merchanci zaczynają sprzedawać za granicę. Naprzeciw tej potrzebie wychodzi coraz więcej platform sklepowych i sprzedażowych. Łatwe wejście na kolejne rynki wspierają m.in. integracje z marketplace’ami, kurierami czy też firmami oferującymi fulfillment, które umożliwiają sprzedaż na rynkach Europy i świata. W polskim e-commerce szczególnie popularna w tym roku będzie sprzedaż do Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii czy też Grecji.
Personalizacja produktów
Dostosowanie oferty do potrzeb klienta to jeden z trendów, który dominuje we współczesnym e-commerce. Na rynku są platformy sklepowe, które umożliwiają sprzedawcom tworzenie konfiguratorów (narzędzie to tworzenia towarów które można spersonalizować). Te zaś pozwalają konsumentom na dostosowanie produktów ze sklepów internetowych do swoich potrzeb. Taki zabieg jest popularnym m.in. w sklepach z branż wnętrzarskiej oraz modowej. W 2022 roku personalizacja produktów będzie się rozwijać. Żeby jak najlepiej dostosować towary do potrzeb klientów, sklepy internetowe będą tworzyć ankiety, quizy, akcje Q&A.
Headless e-commerce
Jeszcze do niedawna pełna kontrola nad warstwą graficzną sklepu internetowego, była niemożliwa. Aż do teraz. Coraz więcej światowych graczy korzysta z headless e-commerce i oferuje swoim klientom spersonalizowane i bezproblemowe doświadczenie zakupowe. Czym jest headless e-commerce? To sklepy internetowe z rozdzielonymi frontendem i backendem, połączonymi za pomocą API. To zaś oznacza, że wszelkie modyfikacje, które są dokonywane w warstwie graficznej sklepu, nie muszą pociągać za sobą zmian w rdzeniu, czyli backendzie. Dla sprzedawców oznacza to, że mają pełną władzę nad UX i UI swojej strony w różnych kanałach. Headless e-commerce daje też większą kontrolę nad treścią i zapewnia bardzo płynne doświadczenie zakupowe. W Polsce korzystają z niego największe serwisy aukcyjne oraz platforma sklepowa IdoSell.
Wzrost znaczenia omnichannel
Omnichannel to model, który w czasie pandemii bardzo dużo zyskał. Konsumenci przyzwyczaili się , że mogą operować swobodnie między sklepami online i offline. Omnichannel poszerza horyzonty i daje możliwość wyboru – a to sprawia, że marka zyskuje większe zaufanie klientów. Ten trend będzie się rozwijać w 2022 roku, ponieważ e-sklepy będą i szukać nowych klientów w różnych miejscach. Jeden kanał już nie wystarczy. Pomoc w spięciu wszystkich kanałów sprzedaży jest tu bardzo istotna. Dlatego warto zwrócić uwagę na platformy sklepowe (np. IdoSell), które pomagają zaplanować i prowadzić strategię omnichannel.
Jeszcze szybsze płatności
Natychmiastowa płatność jest bardzo ważna dla e-commerce. Właściciel sklepu internetowego powinien zapewnić klientom jak najszybszy sposób opłaty za transakcję, bez zmiany platformy czy jakichkolwiek rejestracji. Taki zabieg zwiększa szanse na udaną transakcję. W 2022 sklepy będą upraszczać ścieżkę opłaty za produkt. Klienci będą zdecydowanie chętniej korzystać z opcji zakupy za pomocą jednego kliknięcia.
Sprzedaż mobilna
M-commerce to trend, który obowiązuje już od 2020 roku. Jednakże w 2022 nadal będzie się rozwijał. Tym bardziej, że już ponad 50 proc. konsumentów w Europie, robi zakupy właśnie za pomocą telefonów komórkowych. W nowym roku firmy e-commerce będą ciągle poprawiać doświadczenia zakupowe na urządzeniach mobilnych. Przede wszystkim zmiany będą dotyczyć uproszczenia metod płatności.
Zrównoważony rozwój
Z roku na rok konsumenci są coraz bardziej świadomi w kwestii ochrony środowiska. Wiedzą, że mogą zmienić swoje zachowania zakupowe na bardziej ekologiczne. Dlatego też szukają sklepów, które są eko. Znakomitym przykładem takiego e-sklepu jest Pan Pablo, gdzie w osobnej zakładce „sustainable”, są produkty less i zero waste, carbon neutral czy też fair trade. Włączenie zrównoważonego rozwoju do modelu biznesowego pomoże dotrzeć do nowego segmentu klientów.
Zakupy w Social Media
Social commerce to odnoga e-handlu, która coraz szybciej zdobywa popularność. Wielu konsumentów decyzje zakupowe podejmuje podczas przeglądania mediów społecznościowych. Część z nich kupuje produkt bezpośrednio przez Facebooka lub Instagram. Coraz popularniejszy staje się np. Instagram Shop i Instagram Checkout, który pozwala na dokonywanie płatności przez Instagram, bez konieczności odwiedzania strony internetowej lub aplikacji danej marki.
Sztuczna inteligencja i maszynowe uczenie
Sztuczna inteligencja jest coraz szerzej wykorzystywana w e-commerce. Pomaga ona spersonalizować doświadczenie zakupowe klienta. Dzięki AI (ang. artificial inteligence), zautomatyzowane i inteligentne mechanizmy uczą się zachowań konsumentów i dostosowują ofertę do poszczególnych użytkowników. AI może sugerować na podstawie historii wyszukiwania, dotychczasowych zakupów, płci. Jak twierdzą eksperci, inteligentne rekomendacje (takie jak np. Reklamy Google od IdoSell) to dopiero początek wykorzystywania AI w e-commerce.
Wyszukiwanie głosowe
W krajach anglojęzycznych coraz większą popularnością cieszą się Siri, Alexa i Okay Google. Do polskich konsumentów asystenci głosowi jeszcze nie do końca „przemawiają”. Niemniej, według przewidywań ekspertów, w przyszłości możliwość składania zamówień w sklepach internetowych za pomocą komend głosowych, będzie coraz popularniejsza. To dlatego, że przyspiesza proces i urozmaica ścieżkę zakupową, pozwala sprzątać czy prowadzić samochód i robić zakupy jednocześnie. Zanim jednak asystenci zaczną dominować w e-commerce, minie trochę czasu.
Chatboty i głosowe boty
Z chatbotów korzysta już większość sklepów internetowych. Jednakże w 2022 roku mają się stać jeszcze popularniejsze. Przede wszystkim dlatego, że rozwinie się w nich poziom personalizacji. Będą witać klientów, pomagać im, instruować. Konsument będzie miał wrażenie, że rozmawia z prawdziwym człowiekiem. W e-commerce chatboty mogą odpowiadać na najczęściej zadawane pytania, rozwiązywać problemy klientów i oferować produkty, które są dostosowane do potrzeb konsumenta.
Rozszerzona i wirtualna rzeczywistość
Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość eliminuje jeden ze słabych punktów e-commerce – niemożność sprawdzenia, jak produkt wygląda w rzeczywistości. Dzięki VR kupujący może umieścić grafikę/zdjęcie produktu w swoich przestrzeniach. i uzyskuje obraz tego, jak dany przedmiot będzie wyglądać w prawdziwym świecie . VR stosuje już m.in. Ikea.
Dostawa dronami
Dostawa paczek za pomocą dronów brzmi jak pomysł z filmów science fiction. Jest to jednak metoda, która coraz częściej pojawia się w ofertach największych marek. Szczególnie, że jest bardzo opłacalna, zwłaszcza w przypadku dostaw lokalnych. Amazon, Fed Ex czy Alibaba wykorzystują już drony w niektórych regionach świata. Problem stanowią jeszcze możliwości dronów i zbyt małe zaawansowanie technologiczne. Niemniej, pandemia i potrzeba dystansu społecznego sprawiają, że e-commerce szuka opcji bezkontaktowych dostaw. Drony zaś wpisują się w tę potrzebę idealnie. Oprócz kwestii bezpieczeństwa, drony wymagają mniejszych nakładów finansowych i nie zostawiają takiego śladu węglowego, jak samochody. Dodatkowosą w stanie dotrzeć nawet w bardzo niedostępne miejsca. Drony to pieśń przyszłości, ale zainteresowanie gigantów tą formą dostawy sprawi, że w nadchodzącym roku może ona rozbrzmiewać coraz szerzej.
Nietypowe pakowanie przesyłek
Personalizacja i kreatywność przy pakowaniu produktów to trend, który w 2022 roku odegra kluczową rolę. Konsumenci zwracają coraz większą uwagę na to, w jaki sposób są przygotowane ich paczki. Biorą pod uwagę ekologię, estetykę, element zaskoczenia i personalizację. Żeby doświadczenia zakupowe były jeszcze lepsze, konsumenci oczekują czegoś, co zwróci ich uwagę, będzie skierowane tylko do nich, wywoła pozytywne emocje. Jeśli opakowanie jest oryginalne, szansa na powrót klienta do sklepu jest po prostu większa.
Konsultacje video
To kolejny trend, który wymusiła pandemia Covid-19. Konsumenci nie mogli pójść do sklepów, żeby Dlatego część sprzedawców postanowiła pokazać swoją ofertę nie tylko na zdjęciach i nagraniach, ale też przez wideokonferencje. W efekcie klient zdobywa większe zaufanie do sprzedawcy i częściej zamyka taką transakcję. Z konferencji korzystają np. sklepy z branży fashion.
Podsumowanie 2021
Ostatni rok w e-commerce to nie tylko rozrost sprzedaży, ale również ogromne tempo rozwoju. Platformy sklepowe zaczęły wprowadzać udogodnienia, których dotychczas nie było. Merchanci mogą włączać do swoich sklepów m.in. leasingi, płatności odroczone, łatwe i szybkie dostawy do innych krajów czy też współpracę z serwisami sprzedażowymi z całego świata. Rok 2021 to także czas zmiany w zachowaniach zakupowych konsumentów. Według raportu „Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2021” (stworzonego przez Izbę Gospodarki Elektronicznej) na początku pandemii COVID-19 klienci sklepów internetowych ograniczali wydatki na przyjemności i unikali większych inwestycji, teraz jednak się to zmieniło. Znacznie chętniej dokonują zakupów sieci, wykupują abonamenty na platformach streamingowych czy kupują więcej towarów z branży spożywczej. W rozwoju e-commerce znacznie miał również rozwój sieci, większa płynność internetu (szczególnie na urządzeniach mobilnych) oraz wzrost znaczenia sztucznej inteligencji. Podsumowując – w 2021 roku zwiększyła się satysfakcja z zakupów w e-sklepach, nastąpiło przewartościowanie nawyków, a do e-handlu weszło wielu udogodnieniach zarówno dla konsumentów, jak i sprzedawców.
17 grudnia 2021 r. mija termin wdrożenia założeń unijnej dyrektywy o ochronie sygnalistów we wszystkich krajach członkowskich. Prace nad polską ustawą jeszcze trwają. Jednak podmioty administracji publicznej powinny już teraz spełniać założenia samej dyrektywy, a firmy prywatne prowadzić działania w celu dostosowania swoich wewnętrznych procedur do nowych przepisów.
Już 17 grudnia mija termin wdrożenia dyrektywy 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii Europejskiej, powszechnie znanej jako dyrektywa o ochronie sygnalistów. Niestety, prace legislacyjne nad ustawą, która ma wprowadzić do polskiego porządku prawnego założenia opisane w dyrektywie, wciąż trwają. Jednak instytucje publiczne czy podmioty, którym np. powierzono wykonywanie usług użyteczności publicznej i dysponujące uprawnieniami wykraczającymi poza normy obowiązujące w stosunkach między jednostkami, mają obowiązek już teraz posiadać zaimplementowane rozwiązania wynikające z dyrektywy. Równocześnie, firmy prywatne powinny prowadzić intensywne działania dostosowawcze. Tymczasem, jak pokazują doświadczenia polskiej spółki informatycznej braf.tech oraz kancelarii prawnej Osiej i Partnerzy, wiele podmiotów zwleka z podjęciem działań w oczekiwaniu na pojawienie się krajowej ustawy. Czy słusznie? Poniżej prezentujemy 3 największe błędy popełniane przez firmy i instytucje w Polsce dotyczące dostosowania organizacji do dyrektywy o sygnalistach.
Administracja publiczna i firmy znajdujące się pod kontrolą państwa nie mają świadomości, że są objęte dyrektywą już od 17.12.2021 r. niezależnie od daty pojawienia się polskiej ustawy.
Taka sytuacja stawia w szczególnie niekomfortowym położeniu podmioty administracji publicznej. Opóźnienia w przyjęciu ustawy nie wyłączają z konieczności stosowania dyrektywy bezpośrednio przez te podmioty. Zgodnie ze stanowiskiem Trybunału Sprawiedliwości, dyrektywa ma bezpośredni skutek, jeśli jej przepisy są bezwarunkowe, wystarczająco jasne i precyzyjne, oraz w momencie, gdy kraj UE nie zaimplementował dyrektywy w wyznaczonym terminie (wyrok z 4 grudnia 1974 r., Van Duyn). Stosownie do rozszerzonej definicji państwa, sformułowanej przez Trybunał Sprawiedliwości w wyroku C-188/89, Foster, jednostki mogą powoływać się na przepisy dyrektywy wobec instytucji lub podmiotów podlegających zwierzchnictwu lub kontroli państwa lub posiadających uprawnienia wykraczające poza normy obowiązujące w stosunkach między jednostkami. Do takiej sytuacji dojdzie w Polsce, o ile krajowa ustawa nie zostanie przyjęta.
– Przepisy prawa wskazują, że cała administracja publiczna, instytucje oraz firmy będące pod kontrolą państwa, niezależnie od przyjęcia polskiej ustawy, są zobowiązane do ochrony sygnalistów już od 17 grudnia 2021 r. O ile podmioty z tej grupy nie podjęły już wcześniej działań w celu przygotowania procesu ochrony sygnalistów, zostało im niewiele czasu na ich wdrożenie i zapewnienie zgodności z przepisami dyrektywy – wyjaśnia Tomasz Osiej, partner zarządzający w kancelarii prawnej Osiej i Partnerzy.
Firmy zatrudniające od 50 do 249 pracowników są zobowiązane wdrożyć założenia dyrektywy dopiero za 2 lata. Nie mają jednak świadomości, iż wobec braku procedur i kanału komunikacji u pracodawcy, sygnalista może zgłosić naruszenia bezpośrednio do organów państwowych lub mediów.
Zarówno w rozumieniu projektu polskiej ustawy, jak i dyrektywy UE, sygnalistą może zostać prawie każdy. Może to być osoba zatrudniona w firmie, ale również były pracownik, współpracownik, stażysta czy kontrahent. Krąg osób jest bardzo duży i wszystkie one są uprawnione do zgłaszania naruszeń, niezależnie od posiadania przez organizację odpowiednich procedur. W takim wypadku sygnalista może nie tylko skorzystać z innych kanałów komunikacji (za pośrednictwem tzw. zewnętrznych kanałów powiadomić odpowiedzialne organy), ale po prostu wybrać dostępny w danej chwili „zwykły” sposób komunikacji, np. wiadomość e-mail, przy zachowaniu przez firmę odpowiednich zasad bezpieczeństwa dotyczących przyjmowania takich zgłoszeń. Brak ustanowionych wewnętrznych kanałów dokonywania zgłoszeń nie zwalnia podmiotu z obowiązku ochrony sygnalisty, który skorzystał z dostępnych i przewidzianych przepisami sposobów dokonania zgłoszenia.
– Firmy zatrudniające od 50 do 249 pracowników są zobligowane do wdrożenia regulacji dotyczących ochrony sygnalistów, ale na te działania mają znacznie więcej czasu – są wolne od presji upływającego 17 grudnia br. terminu. Procedury wewnętrzne są tylko częścią obowiązku organizacji, a ich brak nie zatrzyma działań sygnalistów. Tak naprawdę brak systemu generuje więcej ryzyk po stronie organizacji, które mogą doprowadzić do utraty kontroli nad wewnętrznymi zgłoszeniami albo wręcz sprowokować do korzystania z kanałów zewnętrznych. Mając komfort dwuletniego okresu na przygotowanie procedury, warto rozpocząć działania już teraz, bo wyłączenie obowiązku posiadania dokumentacji nie jest równoznaczne z brakiem obowiązku do działań na rzecz ochrony sygnalistów – tłumaczy Tomasz Osiej.
- Wdrożenie kanału komunikacji dla sygnalistów w formie aplikacji nie wymaga od organizacji zaangażowania dużych zasobów, a może przynieść jej wiele korzyści. Pierwszą z nich jest spełnienie wymogu prawnego. My zalecamy implementację systemu whistleblowingowego niezależnie od poziomu zatrudnienia. Brak kanału i procedur nie zatrzyma osoby chcącej zgłosić nieprawidłowości i lepiej gdy poinformuje firmę bezpośrednio, by ta mogła zareagować i podjąć działania naprawcze wewnętrznie. Drugi aspekt przemawiający za rozwiązaniem informatycznym to usprawnienie pracy osób odpowiedzialnych za przyjmowanie i zarzadzanie zgłoszeniami. Automatyzacja pracy, dostępność wszystkich dokumentów w jednym, dobrze zabezpieczonym miejscu i ułatwienie procesu raportowania to główne zalety – dodaje Rafał Barański, CEO braf.tech, współtwórca aplikacji dla sygnalistów whiblo.
Wszystkie podmioty muszą pamiętać, że przepisy o sygnalistach są ściśle związane z ochroną danych osobowych
Dane osobowe są nierozerwalnie związane z procesem sygnalizowania naruszeń. Wynika to z tego, że zgłoszenia dokonuje konkretna osoba, która opisuje w nim działania lub zaniechania danego pracownika, sama przy tym się ujawniając. W procesie mamy także do czynienia ze świadkami czy osobami wspierającymi zgłaszającego. Na etapie przyjęcia i przetwarzania zgłoszenia osoba odpowiedzialna za ten proces musi dochować szczególnej staranności, by wszelkie informacje w nim zawarte pozostały poufne.
– Ochrona danych osobowych w kontekście przetwarzania zgłoszeń i prowadzenia działań wyjaśniających jest kluczowa. Ujawnienie tożsamości sygnalisty czy niedochowanie poufności niweczy cały proces, bo ochrona sygnalisty jest wtedy nieskuteczna. Tworząc procedury, należy pamiętać, by przetwarzanie danych w zgłoszeniach było zgodne z RODO, bowiem ich obsługa będzie nowym procesem wymagającym ujęcia w procedurach ochrony danych osobowych – komentuje Tomasz Osiej.
– Jednym z najważniejszych założeń ochrony sygnalistów jest zabezpieczenie danych osobowych zamieszczonych w zgłoszeniu i zapewnienie poufności tożsamości sygnalisty. Wyciek danych czy ujawnienie tożsamości zgłaszającego może podważyć zaufanie pracowników do działania systemu whistleblowingowego. Stosując tradycyjne metody zbierania informacji o nieprawidłowościach, jak skrzynki na listy czy dedykowane adresy email, nie mamy żadnej gwarancji, że tożsamość sygnalisty nie wypłynie nawet przez przypadek. Warto zwrócić się ku rozwiązaniom informatycznym, które zapewniają szyfrowanie treści zgłoszeń czy transmisji danych, uniemożliwiając jakiekolwiek ingerencje w zgłoszenia – podkreśla Rafał Barański.
Zdecydowana większość przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą ma krytyczny stosunek do zmian, które wprowadza Polski Ład – wynika z badania firmy inFakt. Prawie 2/3 respondentów przyznało, że nie czuje się odpowiednio poinformowane, jak nowe prawo wpłynie na ich firmy. Największe obawy budzi w nich wzrost kosztów prowadzania działalności. 44% badanych wskazało, że przez to mogą być zmuszeni do podniesienia cen.
Przedsiębiorcy JDG szukają wsparcia u księgowych
Firma inFakt przeprowadziła badanie wśród osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą na temat ich postawy i odczuć wobec Polskiego Ładu. Według zebranych danych, aż 61% przedsiębiorców oceniło, że nie posiada wystarczającej wiedzy o zmianach, jakie są wprowadzane wraz z nowym prawem. Większość respondentów (57%) zamierza dowiedzieć się, jaki będzie jego wpływ na dalsze prowadzenie działalności od księgowych.
Wyższe podatki i składki – tego obawiają się przedsiębiorcy
Zdecydowana większość, bo aż 81% badanych przedsiębiorców, negatywnie ocenia zmiany, jakie wnosi Polski Ład. Najbardziej obawiają się oni wyższych podatków i składek. Tę odpowiedź zaznaczyło aż 88% z nich. Drugą najczęściej wskazywaną kwestią (80%) były rosnące koszty prowadzenia działalności. Dużym problemem jest również skomplikowanie prawa i chaos, który powstanie w interpretacji przepisów podatkowych. Ta wizja niepokoi 57% respondentów. Z kolei konieczność poszukiwania sposobów na obniżenie kwoty płaconych podatków to zmartwienie dokładnie połowy przedsiębiorców.
Badani brali pod uwagę także bardziej radykalne kroki. Według 18% z nich skutkiem zmian w prawie może być nawet zamknięcie działalności gospodarczej. Przynajmniej jej zawieszenia obawia się 11% przedsiębiorców. Żadnych obaw nie posiada natomiast jedynie 1% badanych.
Aby uniknąć niekorzystnych zmian, 34% osób prowadzących działalność rozważa przeniesienie się ze swoim biznesem do innego państwa UE. Należy jednak pamiętać, że samo zarejestrowanie firmy w innym kraju (nawet w UE) nie zwalnia automatycznie z płacenia podatków i składek ubezpieczeniowych w Polsce.
Metodologia badania
Badanie zostało zrealizowane w dn. 8-10.11.2021 na grupie 1142 osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą.
Zespół analityków ESET na bieżąco rejestruje przypadki mające na celu wykorzystanie luki Log4j. To odkryty w listopadzie poważny błąd w popularnej bibliotece języka programowania Java służącej do zbierania logów z aplikacji, która jest powszechnie używana m.in. w usłudze Apple iCloud, usługach Amazon, na platformie Twitter czy w grach, jak np. Minecraft. Odryty błąd naraża serwery na całym świecie na ryzyko ich całkowitego przejęcia przez cyberprzestepców.
Według aktualnych danych ekspertów ESET, Polska zajmuje trzecie miejsce na świecie pod względem częstotliwości prób wykorzystania do cyberataków luki Log4j.
Niebezpieczeństwo związane z luką Log4j jest powszechne, gdyż biblioteka Log4j jest szeroko stosowana, jako element wielu aplikacji opracowanych w języku Java. To narzędzie wykorzystywane przez największe światowe firmy technologiczne m.in. Apple, Microsoft, Cisco czy Amazon. Według ekspertów ESET częstotliwość wykrywania nadużyć związanych z luką jest zdumiewająca. Od momentu jej wykrycia potwierdzono kilkaset tysięcy prób takich incydentów. Najwięcej zarejestrowano dotychczas w Japonii i Stanach Zjednoczonych. Podium tego zestawienia zamyka Polska.
Sytuacja w naszym kraju jest bardzo podobna do innych państw rozwiniętych. Spowodowane jest to faktem, że próby ataków dotyczą organizacji i dostawców usług korzystających na co dzień z rozwiązań cyfrowych, wykorzystujących bibliotekę Apache Log4j.
Informacje na temat luki w bibliotece Apache Log4j (CVE-2021-44228) zostały udostępione publicznie 9 grudnia. To poważny incydent związany z cyberbezpieczeństwem, gdyż naraża niezliczone serwery na całym świecie na ryzyko ich całkowitego przejęcia przez cyberprzestepców. Wykorzystanie luki umożliwia hakerom zdalne wykonanie kodu (RCE) poprzez przesłanie i uruchomienie go na atakowanym serwerze, a w konsekwencji przejęcie nad nim kontroli. Skuteczne wykorzystanie luki grozi infekcją złośliwym oprogramowaniem serwera wybranej organizacji i może doprowadzić do jej paraliżu.
Jeśli atakujący dostanie się do sieci lokalnej, to może wykorzystać nawet systemy wewnętrzne, które nie są podłączone do Internetu. Haker nie potrzebuje fizycznego dostępu, aby uruchomić dowolny kod, który mógłby prowadzić do pełnej kontroli nad dotkniętymi nią systemami i kradzieży poufnych danych. Wykryta luka uzyskała 10 punktów w skali CVSS (system punktowania podatności w skali od 0-10 wykorzystywany do określenia poziomów ważności wykrytych luk).
Eksperci ESET zalecają administratorom systemów natychmiastowe sprawdzenie, czy uruchamiane przez nich aplikacje korzystają z podatnej na ataki biblioteki Log4j. Jeśli odnajdą taką aplikację w swoim systemie, biblioteka Log4j musi zostać natychmiast zaktualizowana do najwyższej wersji 2.16.0 (zagrożone podatnością są wszystkie wersje Log4j od 2.0 do 2.15.0 włącznie), zwłaszcza w przypadku jeśli aplikacja jest dostępna przez Internet. Następnie należy dokładnie sprawdzić, czy system nie został już naruszony. Pomogą w tym narzędzia udostępione w sieci.
Świat, w którym żyjemy, nieustannie ulega dynamicznym przemianom – wszystko za sprawą postępującej cyfryzacji. Dotyczy ona zarówno systemów zarządzania, jak i samych samochodów, jednym słowem, całej branży TSL. Dlatego obecnie, aby nie zniknąć z rynku, trzeba być gotowym na technologiczną transformację – przekonuje Katarzyna Syta z KAES Logistics.
Automatyzacja procesów logistycznych to już globalny trend, którego celem jest optymalizacja wykorzystania zasobów i systemów pracy. Jej naturalnym następstwem jest uzyskanie maksymalnej efektywności i wydajności przedsiębiorstwa. Czy chcemy, czy nie postęp technologiczny dosięgnie każdego – jeśli ktoś się nie dostosuje, wypadnie z gry. Choć możemy ulec złudzeniu, że nadal mamy dużo czasu na wprowadzenie zmian pamiętajmy, że to właśnie tylko złudzenie. Wystarczy wrócić wspomnieniami 10 lub nawet 5 lat wstecz i spojrzeć na postęp, który nastąpił od tamtego momentu. Nie oszukujmy się, z cyfryzacją nie można zwlekać – zmiany nadejdą, a my musimy się do nich dostosować.
Dlaczego cyfryzacja w branży TSL jest tak ważna?
Jak wiemy, cyfryzacja jest zjawiskiem globalnym, jeśli nasza firma nie podąża za zmianami, wówczas omija ją bardzo dużo. Wystarczy spojrzeć na konsekwencje rewolucji technologicznej w innych branżach. To prawda, że dotyka ona branżę TSL wyjątkowo późno i część firm mogła pomyśleć, że nigdy jej to nie dotknie. Nic bardziej mylnego. Nawet wieloletnie doświadczenie, silna pozycja na rynku oraz inne atuty, które obecnie czynią z nas firmę konkurencyjną, mogą nie wystarczyć, jeśli nie pójdziemy z duchem czasu i nie poddamy się zmianom technologicznym. Cyfryzacja jakby nie patrzeć przynosi liczne korzyści, takie jak chociażby usprawnienie pracy spedytorów, czy wspomaganie lub wręcz wyręczanie personelu przez automatyczne urządzenia w najbardziej powtarzalnych, lub najtrudniejszych zadaniach. Nie musimy jej zatem traktować jako zła koniecznego. Pamiętajmy jednak, że nie należy zwlekać z wprowadzeniem postępujących zmian zbyt długo. Obecnie szczególnie dotyczy to procesów magazynowania. Automatyzacja procesów w tej dziedzinie jest konsekwencją wysokiej presji wynikającej z oczekiwań klientów wymagających coraz krótszych terminów dostaw. Rosnąca popularność e-commerce oraz generalnie globalnego wzrostu sprzedaży w naturalny sposób wiąże się z koniecznością optymalizacji przestrzeni magazynowej.
Wady postępującej cyfryzacji
Rozwój technologiczny to nie tylko zalety ma też niestety w sobie wiele potencjalnych zagrożeń. Jednym z najpoważniejszych jest konkurencja. Dobrym przykładem są tzw. cyfrowe spedycje, które zdecydowanie więcej wspólnego mają z branżą technologiczną niż logistyczną. W tym przypadku mamy do czynienia ze zjawiskiem, kiedy cyfryzacja zaczyna konkurować z branżową specjalizacją. Na przykładzie branży transportowej możemy też obserwować sytuację, kiedy w wyniku szybszego rozwoju technologicznego zagraniczny potentat pochłonął rodzime firmy mogące niegdyś dyktować warunki na rynku. Kolejnym ważnym aspektem są zmiany kompetencji zawodowych, co możemy obserwować w przypadku wspomnianych już wcześniej spedytorów. Obecnie rola spedytora sprowadza się zazwyczaj do sprzedawcy frachtów. Patrząc, w którą stronę zmierza cyfryzacja wyraźnie widać, że te czynności niebawem zostaną zautomatyzowane. Zatem spedytor niedalekiej przyszłości to osoba zajmująca się prawdziwą organizacją i planowaniem transportu, co wiąże się z podniesieniem własnych kompetencji. Wymagana będzie biegła znajomość prawnych i ekonomicznych aspektów transportów oraz znaczne umiejętności komunikacyjne, pozwalające płynnie porozumiewać się w ramach łańcucha, w którym operuje spedytor. Dlatego tak ważny w tym zawodzie jest nieustanny samorozwój. Jeśli się go zaniedba, wówczas pojawią się tego konsekwencje w przyszłości.
Jakie obszary transportu zostaną objęte cyfryzacją
Oczywiście w pierwszej kolejności będą to systemy IT. Dzisiaj mamy wiele narzędzi, które zrewolucjonizowały branżę, takie, jak chociażby monitoring GPS, czy zaawansowane systemy TMS. Nie da się jednak ukryć, że pod tym względem pomiędzy poszczególnymi firmami spedycyjnymi i transportowymi następuje duża rozbieżność, a wręcz przepaść technologiczna. Dlatego w branży TSL nie możemy mówić o żadnym standardzie technologicznym. Kolejnym obszarem jest komunikacja. Rozwój smartfonów znacząco usprawnił zarządzanie procesem przewozów dzięki ciągłemu dostępowi do internetu. Niemniej jednak patrząc na tempo zachodzących zmian, możemy być pewni kolejnych w nadchodzącym czasie. Następnym obszarem jest tabor. Od dziesięcioleci model taboru pozostaje niezmienny – kierowca i pojazd. W wielu firmach potencjał taboru i związane z nim udogodnienia (np. planowanie ruchów naczepowych) nie są wykorzystywane. Tymczasem coraz głośniej i coraz częściej słyszymy o automatycznych pojazdach, które powoli, lecz zdecydowanie wkraczają w naszą codzienność.
Czas na zmiany
Ciągle słyszymy o wprowadzeniu nowych rozwiązań technologicznych. Obserwujemy wzrastającą popularyzację cyfrowych spedycji, postępujące prace nad automatycznymi pojazdami, a także ciągłą automatyzację pracy. Zacznijmy już dzisiaj myśleć, w jaki sposób odpowiedzieć na nadchodzące zmiany. Obecnie wielkimi krokami zbliża się Nowy Rok. To dobry moment, aby przeanalizować swoje działania i skierować swój biznes w stronę cyfryzacji. Pamiętajmy, że to czy firma się do nich dostosuje, determinuje jej przyszłość w branży TSL.
No Fluff Jobs sprawdził, jak wyglądała sytuacja na rynku IT w listopadzie 2021. Według danych portalu, w porównaniu do analogicznego okresu w ubiegłym roku, liczba ofert pracy kierowanych do specjalistów IT zwiększyła się o 140 proc. Co więcej, dane pokazują, że rynek ponownie otwiera się na juniorów, czyli początkujących w branży IT. Ogłoszeń, które były do nich kierowane, w listopadzie 2021 było o 308 proc. więcej niż w tym samym miesiącu w 2020 roku. Z kolei najbardziej poszukiwanymi byli specjaliści od Javy, .NET i inżynierowie DevOps.
Najczęściej poszukiwani specjaliści IT i ich zarobki
Jak podaje No Fluff Jobs, w listopadzie 2021 roku, najbardziej poszukiwanymi w branży IT byli specjaliści programujący w Javie, a mediana ich zarobków kształtowała się między 16,8 a 23,51 tys. zł netto (+VAT) w przypadku umowy B2B, zaś w przypadku umowy o pracę było to 10-17 tys. zł brutto. Na miejscu drugim znaleźli się specjaliści od .NET z zarobkami 15-21 tys. zł netto (+VAT) na B2B oraz 10-15,6 tys. zł brutto na umowę o pracę. Zaraz za nimi uplasowali się inżynierowie DevOps – oni z kolei mogli liczyć na wynagrodzenia 19,7-25,2 tys. zł netto (+VAT) na umowie B2B oraz 14-20 tys. zł brutto na umowie o pracę.
Więcej ofert nie tylko dla specjalistów, ale też juniorów w IT
Listopad tego roku był pod względem ofert dużo bardziej łaskawy niż zeszłoroczny – zarówno dla specjalistów IT, jak i stawiających w branży pierwsze kroki. Jak podaje bowiem No Fluff Jobs, liczba ogłoszeń kierowanych do specjalistów IT wzrosła w listopadzie 2021 o 140 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem w roku 2020.
– Choć pandemia zachwiała branżą IT tylko na chwilę, to jednak zamknęła wielu juniorom drogę do kariery. Organizacje stawiały na rekrutację doświadczonych specjalistów IT, którzy sprawnie przechodzą proces wdrożenia i szybko osiągają samodzielność, nawet pracując zdalnie. Dlatego początkujący w branży niemal z dnia na dzień stracili możliwość znalezienia zatrudnienia w IT – mówi Lech Wikaryjczyk, Head of Marketing w No Fluff Jobs. – Jak jednak pokazują liczby, ten trend zaczyna się odwracać. Liczba ogłoszeń, które kierowane były do początkujących w branży, w porównaniu do listopada ub.r, zwiększyła się aż o 308 proc.
Praca zdalna najpopularniejszą lokalizacją w branży IT
Specjaliści IT od zawsze cenili sobie elastyczne podejście do pracownika, czyli m.in. możliwość pracy zdalnej. W związku z tym pracodawcy, chcąc ich pozyskać, coraz bardziej wychodzą im naprzeciw. W listopadzie 2021 najwięcej ogłoszeń na No Fluff Jobs oferowało właśnie opcję pracy zdalneji to ona dominowała wśród wszystkich innych lokalizacji w ofertach pracy. Co więcej, według danych No Fluff Jobs, w porównaniu listopada 2021 i 2020, liczba ogłoszeń, w których ją oferowano, wzrosła o 287 proc.
A jakie inne lokalizacje, poza pracą zdalną, były wówczas najpopularniejsze i jak kształtowały się mediany wynagrodzeń w każdej z nich? W listopadzie tego roku była to Warszawa, w której, jak podaje portal, specjaliści IT mogli liczyć na zarobki w przedziale od 15,1 do 21,1 tys. zł netto (+VAT) na B2B i 11-18 tys. zł brutto na umowę o pracę. Kolejno uplasował się Kraków z wynagrodzeniem 15-21,1 tys. zł netto (+VAT) w przypadku umowy B2B i 12-18 tys. zł brutto na umowę o pracę. Zaraz za nim znalazł się Wrocław – tu zarobić można było od 15 000–21 100 zł netto (+VAT) na B2B i 10 000–15 500 zł brutto na umowę o pracę. Co ciekawe, w przypadku pracy zdalnej, mediany widełek wynagrodzeń były nawet większe, niż w innych lokalizacjach, bo w przypadku umowy B2B było to 16-21,8 tys. zł netto (+VAT), zaś na umowę o pracę – 12-18 tys. zł brutto.
– Podsumowanie tegorocznego listopada pokazało nam, że rynek IT ma się w Polsce z roku na rok coraz lepiej, a programiści mogą liczyć na bogatszy wybór ofert pracy – w poprzednim miesiącu było ich aż o 140 proc. więcej – mówi Marek Psiuk, CEO w No Fluff Jobs. – Choć rynek IT dynamicznie się zmienia, to, jak pokazują dane No Fluff Jobs, Java wciąż jest w czołówce najpopularniejszych technologii. Z pewnością ma na to wpływ duża liczba dostępnych bibliotek, frameworków czy kursów, a także szerokie możliwości zastosowania Javy w biznesie.
Na wczorajszym posiedzeniu FED zdecydował o ograniczeniu programu skupu aktywów z 15 do 30 mld dolarów miesięcznie. To wstęp do podniesienia stóp procentowych w 2022 r. Jednak dla rynków finansowych FED cały czas pozostaje hojnym Świętym Mikołajem, ponieważ suma bilansowa Rezerwy Federalnej wynosi obecnie 8,7 bln dolarów i będzie nadal rosnąć.
Decyzja FED nie jest niespodzianką dla rynków, bo dokładnie tego spodziewali się analitycy. Zgodnie z ich oczekiwaniami miesięczna suma wykupu będzie ograniczana o 30 mld dolarów miesięcznie, a nie o 15 jak dotychczas. Oznacza to, że obecne miesięczne zakupy FED o wartości 120 mld dolarów spadłyby do zera do maja 2022. To wtedy rynki przewidują pierwszą podwyżkę stóp procentowych i kolejne dwie podwyżki stóp do końca roku.
Ocenia się, że obecna seria podwyżek, podniesie stopy do poziomu 2,5 proc. (obecnie stopa wynosi 0-0.25 proc.). Oznacza to mniejszą i wolniejszą serię podwyżek, niż przeciętne z przeszłości, które podniosły stopy o 3 p.p. w okresie 15 miesięcy.
Kontynuacja programu skupu aktywów przez kolejne miesiące oznacza, że do tego czasu nadal rosnąć będzie suma bilansowa Rezerwy Federalnej, która wynosi obecnie rekordowe 8,7 bln dolarów. Do tego czasu na rynek, w zamian za obligacje, będą napływać pieniądze, co oznacza, że FED nadal pozostaje dla rynków finansowych hojnym Świętym Mikołajem.
NASDAQ i S&P500 zakończyły wczorajszą sesję wzrostem powyżej 1 proc. A to oznacza, że przewidywalne i co za tym idzie już wcześniej wycenione decyzje FED są dobrze przyjmowane na rynku. Chodzi przecież o to, by z walczyć z rosnącą inflacją poprzez zacieśnianie polityki pieniężnej. A jednocześnie nie zdestabilizować rynków, które są zaniepokojone o perspektywy wzrostu gospodarczego, który jest uzasadnieniem wysokich wycen wielu spółek.
Powell wykonał zadanie. Tak w skrócie można podsumować wczorajszą decyzję FOMC oraz konferencję prasową. Mocniejszy zwrot w kierunku normalizacji polityki pieniężnej został wykonany. To było jednak za mało, żeby umocnić dolara, który sukcesywnie zyskiwał od prawie pół roku. Wszystko czego się dowiedzieliśmy wczoraj, było już wycenione. Rynek praktycznie nie dostał nic nowego.
Rezerwa Federalna robi kolejny krok w stronę normalizacji polityki monetarnej. Zbierzmy zatem rzeczy, które uległy zmianie. Tak jak pisałem wczoraj potwierdziło się, że redukcja skupu aktywów ulegnie przyspieszeniu do 30 mld USD miesięcznie, co oznacza, że QE zakończy się pod koniec I kwartału a nie w połowie roku, jak jeszcze w listopadzie wynikało. Fed zauważa również, że spełniony został ważny warunek wstępny dla podwyżek stóp procentowych. Inflacja przekroczyła 2 proc. i pozostanie powyżej tego poziomu „przez pewien czas”. Decydenci zamierzają utrzymać stopy na niezmienionym poziomie (0,00-0,25 proc.) do czasu, aż osiągnięty zostanie również cel pełnego zatrudnienia (to ma nastąpić w przyszłym roku). Tak czytamy w oświadczeniu. Choć na konferencji prasowej Powell powiedział, że może być konieczne podniesienie kosztu pieniądza zanim osiągnięty zostanie warunek dotyczący rynku pracy.
Do jastrzębich sygnałów należy również zaliczyć zmiany na wykresie kropkowym, pokazującym oczekiwania członków FOMC do kształtowania się przyszłych poziomów stóp. W tym momencie wszyscy decydenci liczą na podwyższenie ich, podczas gdy w ostatniej wrześniowej projekcji tylko ich połowa widziała ruch w górę. Mediana pokazuje trzy zmiany w przyszłym roku, kolejne trzy w 2023 oraz dwie w 2024.
Uczestnicy spotkania przedstawili zaktualizowane projekcje gospodarcze. Nie jest zaskoczeniem, że biorąc pod uwagę trend cenowy, oczekują oni wyraźnie wyższych stóp inflacji w tym i przyszłym roku. Obniżona została projekcja stopy bezrobocia. W 2022 r. uczestnicy spotkania zakładają stopę na poziomie 3,5%, czyli pełne zatrudnienie. Powell widzi znacznie silniejszą gospodarkę w porównaniu z ostatnim cyklem, co również wymaga szybszej reakcji polityki monetarnej.
Z reakcji rynku widoczne jest, że to wszystko stanowiło zbyt mało, żeby dolar ponownie umocnił się. Szybszy „tapering” jak również zapowiedź trzech podwyżek w przyszłym roku – to wszystko było zdyskontowane przez rynek. Wall Street nie przestraszyła się cyklu zacieśniającego, a dolarowe byki nie wykazały się dużą determinacją. Patrząc na mocno wykupionego USD i brak na horyzoncie ewidentnego paliwa do dalszej aprecjacji, możliwe, że na głównej parze walutowej zobaczymy w najbliższym czasie korektę wzrostową nawet w kierunku 1,15.
Przed nami jeszcze decyzje EBC oraz Banku Anglii. Wszystko to może być dodatkowym katalizatorem zmienności na EUR oraz GBP. Lagarde ogłosi zapewne wygaśnięcie PEPP w marcu 2022 i możliwe że program APP zostanie „podkręcony” co wykluczy podwyżki stóp w przyszłym roku. Z kolei na „Wyspach” dane makro dają podstawy do podniesienia stóp. Pandemia jednak może być tym czynnikiem, który wykluczy taki ruch na dzisiejszym posiedzeniu.
Złoty jest stabilny. Wczoraj po godzinie 20 nasza waluta względem euro uległa lekkiej aprecjacji, jednak dziś o poranku kurs EUR/PLN wraca na nieco wyższe poziomy. Jeśli wzrosty na giełdach utrzymają się a korekta na głównej parze walutowej zacznie się realizować, wówczas złoty ma szansę na umocnienie a przełamanie kluczowej linii trendu wzrostowego na EUR/PLN może się zmaterializować.
Nasilający się trend lokalności i ewolucja nawyków zakupowych spotęgowała popularność obiektów handlowych typu convenience. Parki handlowe i nieduże centra zakupowe mocno zyskały na znaczeniu, co motywuje deweloperów do intensywniejszego działania. Grono inwestorów planujących realizację obiektów handlowych w tym formacie z kwartału na kwartał rośnie. Poza elastycznością powierzchni i niższymi stawkami najmu, parki handlowe wygrywają przede wszystkim swoim usytuowaniem w pobliżu klientów, co jest dziś czynnikiem kluczowym.
– O popularności, jaką zyskały mniejsze obiekty handlowe najlepiej świadczyć może fakt, że niektóre marki przygotowują koncepty dopasowane specjalnie pod parki handlowe i centra zakupów codziennych. Firmy sieciowe powróciły do swoich planów ekspansji i podejmują rozmowy na temat wynajmu powierzchni w nowych lokalizacjach. Swoją pozycję umacnia przede wszystkim sektor dyskontowy, który lokuje w parkach handlowych swoje kolejne placówki. Także marki modowe, które dotąd prowadziły tylko sklepy w galeriach, poszukując nowych kanałów sprzedaży, pojawiają się w mniejszych centrach. Na nasz rynek wchodzą też nowe marki, jak na przykład market budowlany Hipper.pl, planujący ulokować sieć sklepów w parkach handlowych – informuje Agata Karolina Lasota, dyrektor zarządzająca w LBC Invest.
Już pierwsze trzy kwartały tego roku przyniosły większy przyrost powierzchni w segmencie handlowym niż cały ubiegły rok. Krajowe zasoby wzrosły w tym czasie o niemal 330 tys. mkw., a według szacunkowych danych w całym 2021 roku rynek powierzchni handlowych wzbogaci się o około 500 tys. mkw. nowej podaży. – W budowie w całym kraju jest około 460 tys. mkw. powierzchni handlowych, w tym około 40 parków handlowych i centrów convenience. W tym formacie w roku bieżącym wejdzie na rynek przeszło 200 tys. mkw. nowej powierzchni i będzie to dla niego historycznie rekordowy wynik. A deweloperzy nadal podkręcają tempo. Parki handlowe i niewielkie centra zakupowe wśród inwestycji rozpoczynanych w ostatnim kwartale stanowią już ponad 60 proc. projektów. Zwykle powstają w miastach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców, gdzie jest deficyt powierzchni handlowych i tańsze grunty. Dla inwestorów to dobry sposób na strategiczną rozbudowę swojego portfolio inwestycyjnego lub dywersyfikację portfela nieruchomości – mówi Agata Karolina Lasota.
Na naszym rynku pojawiają się kolejne grupy inwestycyjne z nowymi markami obiektów codziennych zakupów, jak polsko-niemiecka grupa inwestycyjna 4FI, która zadebiutowała pierwszym centrum o nazwie Mozaika w Krakowie. Aktywne są sklepy meblowe i budowlane, które rozwijają stale swój potencjał. W tym roku nowe magazyny handlowe oddała w Bydgoszczy Agata Meble, a IKEA w Szczecinie. W budynkach po Tesco otworzyła się Castorama w Żarach i Leroy Merlin w Bydgoszczy, a także Leroy Merlin w Kutnie. Tesco pod Leroy Merlin przebudowywane jest również w Warszawie. Ponadto, rozbudowuje się Centrum Atut Ruczaj w Krakowie i Galeria Bawełnianka w Bełchatowie, a w grudniu br. otwarta została Galeria Andrychów.
Wkrótce na rynku pojawi się również park handlowo-usługowy Saller Park Lipnik, Premium Park Lubrza, park handlowy Ząbkowice Śląskie, Sierpc Retail Park, Tuchola Park, S1 Center w Złotoryi, Multishop Suwałki, Park handlowy Świnoujście, czy Stop Shop Zielona Góra.
W planach firmy EDS Retail Park jest otwarcie parku handlowego w Sosnowcu oraz w Rembelszczyźnie, a jeszcze w tym roku inwestor chce oddać park handlowy w Redzie. Kolejne projekty o łącznej powierzchni 17 tys. mkw., które powstaną m.in. w Opocznie, Ciechocinku, Łęczycy, Łowiczu przygotowuje firma Fortis Investments. Nowy park firmy DL Invest Group powstaje z kolei w Mikołowie.
– Silnym impulsem do inwestowania w tym segmencie nieruchomości są wyższe stopy kapitalizacji w naszym kraju w porównaniu z Europą, które w przypadku niektórych parków handlowych sięgają 7 proc. – informuje Agata Karolina Lasota. – W ostatnim czasie w sektorze handlowym notowane były głównie transakcje z udziałem nieruchomości o niewielkiej powierzchni. Parki handlowe i centra convenience stanowią atrakcyjne aktywa dla inwestorów. Świadczy o tym również duża ilość prowadzonych negocjacji dotyczących nieruchomości oferowanych w tym formacie. Mówimy tu także o projektach przygotowywanych dopiero do budowy – komentuje dyrektor z LBC Invest. – Podpisaliśmy niedawno umowy na realizację kompleksowych procesów inwestycyjnych, w tym także komercjalizację dla parków handlowych usytuowanych w Krakowie i dwóch mniejszych miastach w województwie małopolskim oraz pomorskim. Ich realizację planujemy rozpocząć w przyszłym roku, aktualnie trwają prace projektowe. Inwestorzy to klienci, zarówno z kontynentu afrykańskiego, jak i firmy polskie, z którymi prowadzimy współpracę od wielu lat – dodaje.
Rosnący popyt na nieruchomości o profilu convenience zaowocował w tym roku kilkunastoma transakcjami, których przedmiotem były mniejsze centra zakupowe w głównej mierze usytuowane w mniejszych miastach. Amerykański fundusz LCN nabył na przykład kilka parków handlowych, wynajętych sieci hipermarketów Auchan o całkowitej powierzchni 107,6 tys. mkw. zlokalizowanych w Szczecinie, Rybniku, Słupsku, Gdańsku, Nowym Sączu i Lublinie. W nowe ręce trafiły też obiekty przeznaczone do modernizacji, jak Galeria Malta, Galeria Rumia, czy Galeria Pestka.
Rynek magazynowy odnotował spektakularne wzrosty na przestrzeni ostatnich dwóch lat, stając się wielkim wygranym czasu pandemii COVID-19 i w dalszym ciągu nie zwalnia tempa. Eksperci Colliers przygotowali zestawienie najważniejszych, ich zdaniem, wydarzeń w mijającym roku, a także prognozy na 2022 r.
Najważniejsze wydarzenia 2021 r. na rynku magazynowym
Rok rekordów
Rok 2021 upłynął pod znakiem doskonalych wyników po stronie popytu oraz podaży. Ilość powierzchni w budowie przekroczyła 3,6 mln mkw., co stanowi najlepszy wynik w historii rynku. W III kw. nowa podaż przekroczyła granicę 1 mln mkw., tym samym całkowite zasoby rynku osiągnęły poziom 23 mln mkw. Pomimo wysokiego wolumenu nowej podaży dostępna powierzchnia cieszyła się dużym zainteresowaniem najemców, w związku z czym stopa pustostanów nie przekroczyła poziomu 5%.
Rozwój rynków wschodzących
W roku 2021 dwa z rynków wschodzących przekroczyły barierę 1 mln mkw. całkowitych zasobów powierzchni przemysłowo–logistycznej – były to Trójmiasto oraz Zachód. Kolejnym z regionów magazynowych będących blisko przekroczenia tej granicy jest Szczecin, którego podaż wynosi obecnie ok. 900 tys. mkw., z kolejnymi 200 tys. mkw. w budowie.
E-commerce napędza rynek
Jednym z ważniejszych akceleratorów rozwoju rynku magazynowego są usługi e-commerce. Na przełomie września oraz października AliExpress, platforma należąca do Alibaba Group, otworzyła pierwsze centrum logistyczne w Polsce w Panattoni Park Łódź West. Natomiast w Świebodzinie otwarto kolejne centrum dystrybucyjne firmy Amazon, będące obecnie drugim największym obiektem logistycznym na polskim rynku powierzchni przemysłowo–logistycznej. Udział umów najemców z sektora e-commerce w 2021 r. w popycie brutto wyniósł niemal 20%.
Last mile logistics
Rozwój sektora e-commerce nierozłącznie wiąże się z rozwojem usług kurierskich. W 2021 r. znacznie wzrosła liczba operatorów logistycznych sieci automatów paczkowych. Pierwsze automaty postawiła firma Allegro, która dokonała również zakupu firmy X-press Couriers specjalizującej się w dostawach same day delivery. Firmy kurierskie zainteresowane są szczególnie obiektami typu last mile logistics, zlokalizowanymi blisko dużych aglomeracji miejskich. Deweloperzy zauważają tę potrzebę i dostarczają na rynek coraz więcej tego typu obiektów.
Magazyny jako bezpieczna inwestycja
Spośród wszystkich rynków nieruchomości komercyjnych rynek magazynowy najmniej odczuł negatywne skutki pandemii COVID-19, w związku z czym w 2021 r. cieszył się on największym zainteresowaniem inwestorów, którzy przeprowadzili kilka spektakularnych transakcji. Do największych możemy zaliczyć zakup nieruchomości przez Ares Management Corporation od Panattoni (300 tys. mkw.), REINO-IO od AEW (200 tys. mkw.) oraz EQT Exeter od Tristan Capital Partners i White Star Real Estate (160 tys. mkw.).
Prognozy na 2022 r. dla rynku magazynowego
25 milionów w 6 miesięcy
Wysoki wolumen nowej podaży oraz popytu wskazuje, że w 2022 r. rynek magazynowy będzie kontynuował dynamiczny rozwój, a zainteresowanie najemców nieruchomościami przemysłowo – logistycznymi nie będzie słabnąć. Przewiduje się, że w ciągu pierwszych 6 miesięcy przyszłego roku całkowite zasoby powierzchni przekroczą granicę 25 mln mkw.
Dalszy rozwój e-commerce
W 2022 r. udział w popycie brutto firm z sektora e-commerce utrzyma się na wysokim poziomie. Dalszy dynamiczny rozwój czeka usługi kurierskie – na rynku będzie pojawiać się większa liczba automatów paczkowych należących do nowych operatorów logistycznych. Na popularności zyska również koncept „dark store”, czyli centrów dystrybucji i przygotowywania zamówień dla e-commerce – ściśle powiązany z rynkiem magazynowym.
Firmy stawiają na nearshoring
Dalszego rozwoju rynku nieruchomości przemysłowych i logistycznych upatruje się również w trendzie lokowania produkcji bliżej kraju macierzystego czy regionu sprzedaży, czyli tzw. nearshoringu. Wiele zagranicznych firm decyduje się na skracanie łańcucha dostaw, w tym na lokowanie swoich zakładów produkcyjnych bliżej rynku zbytu. Pandemia COVID-19 spowodowała, że niektóre z łańcuchów dostaw zostały całkowicie wstrzymane, pozostawiając świat bez pewnych podstawowych towarów. Dlatego też wielu przedsiębiorców nauczonych tym doświadczeniem dąży do zminimalizowania takiego ryzyka, m.in. wdrażając ideę nearshoringu.
Magazyny coraz wyższe i coraz bardziej ekologiczne
W 2022 r. będzie się pojawiało coraz więcej magazynów wybudowanych w nowym standardzie wysokościowym wynoszącym 12 m. Deweloperzy przywiązują również coraz większą wagę do ekologicznych rozwiązań w swoich budynkach. W Polsce co prawda nie ma jeszcze żadnego obiektu magazynowego certyfikowanego metodą BREEAM na najwyższym poziomie (Outstanding), są już natomiast budynki certyfikowane na poziomie Excellent (np. Panattoni Park Sosnowiec I). Trend na coraz bardziej „zielone” magazyny będzie silnie rozwijał się również w przyszłym roku.
Nowi gracze na rynku
Dobra koniunktura na rynku magazynowym w Polsce przyciąga nowych inwestorów i deweloperów. Od początku pandemii pojawiło się już kilku nowych graczy, którzy są obecnie w trakcie budowy swoich pierwszych obiektów przemysłowo-logistycznych, a na przyszły rok zapowiadają dalszą ekspansję. To nie koniec wejść na ten rynek – w 2022 r. możemy spodziewać się dalszego rozwoju zainteresowania obiektami magazynowymi wśród podmiotów zaangażowanych dotychczas inwestowaniem w inne rodzaje nieruchomości komercyjnych.
W Polsce – wraz ze zmniejszającą się liczbą upadłości – poprawiła się także sytuacja płynnościowa przedsiębiorstw. Zatory płatnicze oraz opóźnienia w płatnościach w biznesie w sektorze B2B zmniejszyły się. W czasie kryzysu spowodowanego pandemią opóźnienia w płatnościach paradoksalnie spadły – z 57 dni, które są średnią z 2019 r. dla wszystkich branż w Polsce do 48 dni w pandemicznym 2020 r. Wprowadzone działania pomocowe sprawiły, że poprawiła się sytuacja płynnościowa.
– W przyszłość należy patrzeć jednak trochę mniej optymistycznie – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE. – Środki ze wsparcia wygasają, a w badaniach firmy wyrażają obawy, że przeterminowane płatności będą rosły. Rok 2021 jest nadal okresem przekazywania dużych środków pomocowych – natomiast już od 2022 r. stopniowo będzie można zauważyć wzrost opóźnień w płatnościach, a także większą liczbę upadłych przedsiębiorstw – prognozuje Sielewicz.
Marcos Segador Arrebola obejmie z dniem 1 stycznia 2022 roku funkcję Prezesa Zarządu Gi Group Poland S.A., zastępując na tym stanowisku Iwonę Szmitkowską. Jednocześnie jako Dyrektor Zarządzający Gi Group, będzie odpowiadał za strategię wszystkich spółek międzynarodowej agencji zatrudnienia działających w Polsce.
Zmiany w Zarządzie Gi Group Poland S.A. są wynikiem złożenia rezygnacji z pełnienia funkcji Prezesa Zarządu przez Iwonę Szmitkowską, która piastowała to stanowisko od stycznia 2021 roku. Wcześniej, od momentu zrealizowania umowy inwestycyjnej, na mocy której Gi Group przejęła kontrolny pakiet akcji Work Service S.A., pełniła stanowisko Wiceprezesa Zarządu. Wcześniej przez półtora roku była Prezesem Zarządu Work Service S.A., z którą była związana od 2003 roku. Doświadczenie Iwony Szmitkowskiej w szeroko pojętej branży HR było bardzo ważne dla wzmocnienia pozycji firmy na silnie konkurencyjnym rynku i ustabilizowania sytuacji finansowej spółki, którą kierowała, oraz w integracji ze strukturami Gi Group.
Decyzją Rady Nadzorczej Gi Group Poland S.A., z dniem 1 stycznia 2022 roku stanowisko Prezesa Zarządu Gi Group Poland S.A. obejmie Marcos Segador Arrebola, który będzie jednocześnie – jako Dyrektor Zarządzający Gi Group – odpowiadał za opracowanie i wdrażanie strategii oraz realizację celów biznesowych we wszystkich spółkach Grupy w Polsce, które działają pod markami: Gi Group, Wyser, Grafton, TACK&TMI.
– Marcos Segador Arrebola ma ponad 20-letnie międzynarodowe doświadczenie w zakresie zarządzania w 20 krajach w Europie i Azji. Będzie ono pomocne w odpowiadaniu na rosnące oczekiwania rynku i budowaniu naszej pozycji w Polsce. Polska jest dla nas bardzo ważnym rynkiem – rozwijającym się mimo wyzwań związanych z pandemią i jej skutków dla gospodarki, o jednym z najniższych wskaźników bezrobocia w Europie. Ten wyjątkowy potencjał chcemy wykorzystać, zwiększając skalę naszych działań, rozwijając kompleksowość usług – począwszy od rekrutacji, przez zatrudnienie stałe i tymczasowe, szerokie usługi outsourcingowe po wspieranie rozwoju kariery pracowników – komentuje Paolo Caramello, Regional Head Central Europe, Gi Group.
Marcos Segador Arrebola dołączył do Gi Group w 2018 roku jako Dyrektor Generalny i członek Zarządu w Indiach, gdzie odpowiadał za strategię rozwoju spółki w obszarze usług HR. Swoją ścieżkę zawodową rozpoczął w T Systems, by rozwijać ją na stanowiskach kierowniczych w międzynarodowych korporacjach Branding & Advertising: Proximity /BBDO (2004–2007), Coleman (2007-2009) oraz EFS (2009-2012). Do 2018 roku pracował dla szwajcarskiej firmy Selecta. Ukończył studia na UPC University w Barcelonie i TU University w Berlinie, International MBA w Szkole Biznesu EADA (Barcelona) i Szkole Zarządzania AIT (Bangkok i Hanoi).
14. grudnia 2021 r. firma SPIE umowę przejęcia NexoTech. NexoTech jest dostawcą usług serwisowych i instalacyjnych szerokopasmowych sieci miedzianych i światłowodowych (FttX) oraz budowlanych w zakresie infrastruktury niezbędnej dla instalacji FttX w Polsce. Firma ma silną pozycję na rynku w zachodniej i południowej Polsce, a jej siedziba główna mieści się w Luboniu koło Poznania. NexoTech zatrudnia około 950 wysoko wykwalifikowanych pracowników, a w 2020 roku osiągnęła przychody w wysokości 25 mln euro.
Markus Holzke, dyrektor zarządzający SPIE Deutschland & Zentraleuropa, powiedział: „Dzięki NexoTech zyskujemy silny zespół z ogromną wiedzą w zakresie rozwoju łączy szerokopasmowych. Bardzo cieszymy się z dalszej ekspansji na szybko rozwijającym się rynku technologii FttX przy wsparciu istniejącego kierownictwa i 950 pracowników firmy – to istotny krok w kierunku umacniania naszej pozycji jako silnego partnera w zakresie usług multitechnicznych w Polsce. Jesteśmy przekonani, że nowy, poszerzony wachlarz usług przyniesie korzyści naszym klientom”.
Filip Reichelt, prezes NexoTech, dodał: „Znakomite kompetencje pozwoliły NexoTech osiągnąć wiodącą pozycję na polskim rynku. Teraz z niecierpliwością czekamy na budowanie wspólnej przyszłości ze SPIE i możliwości dalszego rozwoju w Polsce. Jesteśmy przekonani, że nasza firma będzie miała duży wkład w ten proces”.
Transakcja ma zostać sfinalizowana do końca stycznia 2022 roku, po jej uprzednim zatwierdzeniu przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Jak pokazuje 24. edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2021”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, Polacy coraz chętniej kupują lokalnie. 30 proc. rodaków planuje wydać świąteczny budżet w sklepach, które stosują zrównoważone praktyki. Nie zapominają także o tych najbardziej potrzebujących, 2 na 3 osoby planuje finansową pomoc charytatywną.
Polacy deklarują, że na świąteczne wydatki przeznaczą w tym roku średnio 2 129 zł. – W te święta planujemy wydać więcej niż rok wcześniej, choć niekoniecznie więcej kupimy. Głównym powodem będzie wzrost cen. W koszyku zakupowym znajdzie się przede wszystkim jedzenie i napoje, planujemy także podróże w okresie okołoświątecznym – wyjaśnia Anita Bielańska, dyrektor w dziale Konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.
Święta odpowiedzialne społecznie
W tym roku chcemy kupować rozsądnie. Niemal 2 na 3 respondentów przyznaje, że chce zrealizować świąteczne zakupy w ramach ustalonego budżetu. Ponad połowa osób zamierza kupić wyłącznie produkty z listy zakupowej oraz zacząć zakupy wcześniej. Jedynie 18 proc. deklaruje, że nie będzie ograniczać wydatków. Planując świąteczny budżet pamiętamy także o najbardziej potrzebujących. 65 proc. Polaków chce w okresie świątecznym wesprzeć działania charytatywne. Średnia kwota planowana na taką pomoc to około 90 złotych. Największe datki planują osoby między 35. a 44. rokiem życia, a także młodzi, do 24. r.ż. Zauważalny jest również wzrost hojności wraz ze wzrostem zarobków.
– Uczestnictwo w akcjach charytatywnych staje się z roku na rok coraz popularniejsze, a także łatwiej dostępne i lepiej zorganizowane. Angażują się nie tylko osoby prywatne, całe rodziny, ale także firmy czy organizacje. Jest to piękny sposób na uczczenie świąt także w życiu zawodowym i jednocześnie możliwość integracji zespołu współpracowników – mówi Adam Mariuk, prezes Fundacji Deloitte.
Zakupy świąteczne coraz częściej lokalnie
30 proc. Polaków deklaruje, że woli zrobić zakupy w sklepach, które stosują zrównoważone praktyki lub skorzystać z inicjatyw odpowiedzialnych społecznie. Taką chęć częściej wyrażają osoby po 25. roku życia.
Równie dużą popularnością cieszą się sklepy lokalne. 27 proc. respondentów uda się na zakupy do nich, nie zaś do ogólnopolskich sieci handlowych.
– Niekwestionowanym liderem świątecznych zakupów są serwisy internetowe oraz drogerie – to na nie wskazuje 40 proc. osób. Jednocześnie warto zauważyć zwiastuny zmian w kierunku zielonych wyborów. Już prawie jedna trzecia Polaków deklaruje chęć zakupów w miejscach dbających o zrównoważony rozwój. Są to zarówno sklepy lokalne, rzemieślnicze, hobbystyczne, jak i te z używaną odzieżą. Taki wynik pokazuje, jak zmienia się świadomość społeczeństwa oraz jak ważne zaczynają być kwestie ochrony środowiska i klimatu – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.
1 stycznia 2022 roku wypalenie zawodowe znajdzie się w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych.
Niedoinwestowany system ochrony zdrowia w Polsce oraz braki kadrowe sprawiają, że uzyskanie pomocy psychologicznej lub psychiatrycznej bywa niemalże niemożliwe. Z problemami psychicznymi zmaga się ok. 8 mln Polaków, a tylko niecałe 1,5 mln korzysta z pomocy NFZ.
Coraz więcej pracodawców zauważa potrzebę wsparcia zatrudnionych i rozbudowuje ubezpieczenia zdrowotne pracowników o ochronę zdrowia psychicznego.
Wypalenie zawodowe było do tej pory uznawane za zjawisko społeczne. Od początku 2022 roku znajdzie się na liście Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych. Według badań Fundacji Slowlajf nawet 70 proc. organizacji działających w Polsce zmaga się z problemem wypalenia zawodowego wśród swoich pracowników.
Na pomoc z NFZ trzeba czekać prawie 4 miesiące
Wypalenie zawodowe to złożony problem, który często bywa bagatelizowany. Objawia się m.in. problemami z koncentracją i zaangażowaniem w obowiązki zawodowe oraz brakiem efektów z wykonywanej pracy. Wypalenie zawodowe może również negatywnie wpływać na zdrowie fizyczne. Pracownicy zmagający się z tą chorobą często skarżą się na bóle głowy i brzucha. Ponadto, nieleczone, długotrwałe wypalenie może przyczyniać się do wystąpienia otyłości, udarów, chorób serca czy depresji.
– Poszerzenie klasyfikacji WHO to dobra wiadomość, która pomoże zwiększyć świadomość na temat problemu. Przełoży się to z pewnością na zwiększenie zapotrzebowania na usługi psychologów i psychiatrów. Pracownik zmagający się z wypaleniem musi zostać otoczony kompleksową opieką, a leczenie może zająć nawet kilka miesięcy. To mniej dobra wiadomość, ponieważ, niestety, dostępność pomocy jest ograniczona. Zwłaszcza teraz gdy swoją „cegiełkę” dołożyła jeszcze pandemia.Nasze dane jasno wskazują na to, że coraz więcej osób poszukuje wsparcia psychologicznego lub psychiatrycznego. Od zeszłego roku liczba zamawianych porad psychiatrycznych i psychologicznych wzrosła 2,5-krotnie – mówi Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.
Szacunki ekspertów, potwierdzone badaniem EZOP przeprowadzonym zgodnie z metodologia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), pokazują, że zaburzenia psychiczne dotykają prawie co czwartego Polaka (ok. 8 mln osób). To zatrważające informacje, które brzmią znacznie gorzej w zestawieniu z danymi publicznej służby zdrowia. W Polsce jest zaledwie ok. 4,3 tys. psychiatrów wykonujących zawód. Według statystyk, na wizytę w poradni zdrowia psychicznego w ramach NFZ trzeba czekać prawie 4 miesiące. Co więcej, w poradniach NFZ leczy się – według ostatnich informacji zebranych w Banku Danych Lokalnych GUS – niecałe 1,5 mln osób, czyli raptem niespełna 20% zmagających się z problemami wskazanymi w szacunkach eksperckich i badaniu EZOP.
Pracodawcy chcą opieki psychologicznej dla pracowników
Psychiatria w Polsce należy do jednych z najbardziej zaniedbanych i najmniej doinwestowanych w Europie. Nierównomierny i ograniczony dostęp do leczenia i opieki oraz brak rozwiązań systemowych, które umożliwiałyby szybką identyfikację zaburzeń to problemy, z którymi regularnie zmagają się chorzy oraz ich bliscy – jak pokazują przywołane wcześniej dane. Coraz więcej pracodawców zauważa więc potrzebę objęcia zatrudnionych dodatkową ochroną, umożliwiającą wsparcie psychologiczne i psychiatryczne.
– Problemy ze zdrowiem psychicznym wpływają zarówno na życie zawodowe, jak i prywatne. Dlatego coraz więcej pracodawców dąży do zapewnienia pracownikom wsparcia w utrzymaniu równowagi psychicznej. Od dłuższego czasu obserwujemy, że świadczenia psychiatryczne i psychologiczne należą do najbardziej pożądanych elementów grupowego ubezpieczenia zdrowotnego – coraz więcej pracodawców, zawierających z nami umowę, uwzględnia te świadczenia w zakresie polis pracowniczych – dodaje Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.
Możliwość uzyskania szybkiego wsparcia psychologicznego to pierwszy krok na drodze powrotu do zdrowia. Zapewnienie pracownikom dostępu do odpowiednich specjalistów oraz regularne informowanie zatrudnionych o możliwościach uzyskania pomocy to dwa podstawowe cele, które powinni postawić przed sobą pracodawcy. To działania przynoszące same korzyści, zarówno dla pracowników, jak i pracodawcy.
W lokalnych mediach często pojawiają się wzmianki o tym, że wzrasta czynsz za komunalne mieszkania. Postanowiliśmy wyjaśnić zasady ustalania takiego czynszu.
Na podwyżki kosztów użytkowania lokali spowodowane między innymi przez wzrost cen mediów oraz inflację, skarżą się nie tylko właściciele i najemcy prywatnych „M”. Warto zdawać sobie sprawę, że podwyżki wpływają negatywnie również na sytuację finansową osób zamieszkujących komunalne mieszkania. W dalszym ciągu jest to spora grupa najemców. Najnowsze dane GUS wskazują bowiem, że pod koniec 2020 r. gminy wynajmowały około 650 000 lokali (z wyłączeniem pomieszczeń tymczasowych i lokali zamiennych). Od pewnego czasu, osoby zasiedlające mieszkania z komunalnego zasobu dowiadują się o podwyżkach stawek czynszowych za 1 mkw. Jest to dość ważny temat, o którym informują między innymi lokalne media. Dlatego postanowiliśmy wyjaśnić, jak gminy ustalają czynsz za komunalne mieszkania. Przy okazji warto wspomnieć o zasadach dotyczących mniej licznych lokali socjalnych.
Nasz artykuł w dużym skrócie:
Gminy posiadają swobodę w zakresie ustalania czynszu za komunalne mieszkania. Stawki muszą jednak odzwierciedlać np. stan lokalu oraz budynku.
Wiele samorządów gminnych ustala roczny czynsz na poziomie znacznie mniejszym od ustawowego limitu (wynoszącego 3% wartości odtworzeniowej mieszkania).
Lokale socjalne oraz pomieszczenia tymczasowe muszą być przynajmniej dwukrotnie tańsze niż komunalne mieszkania z najniższym czynszem.
Poniżej prezentujemy więcej ważnych informacji, które dotyczą zasad ustalania czynszu za mieszkania komunalne i socjalne.
Gmina uwzględnia m.in stan techniczny budynku
Tytułem wstępu, na pewno warto podkreślić, że podwyżki czynszu za komunalne mieszkania muszą być zgodne z zasadami, które wyznacza ustawa z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Wspomniany akt prawny zawiera specjalne przepisy, które dotyczą najmu mieszkań od gminy. Zasady ustalania czynszu za mieszkania prywatne zostały w pewnej mierze uregulowane odrębnie. „Wyjątek dotyczy lokali wynajmowanych w ramach najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego, gdzie limity czynszowe w ogóle nie występują, a skala podwyżek zależy wyłącznie od warunków ustalonych przez strony w umowie” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Wróćmy jednak do zasad dotyczących mieszkań komunalnych. Ustawa o ochronie praw lokatorów mówi, że rada gminy uchwala wieloletni plan gospodarowania mieszkaniowym zasobem samorządu. Wspomniany dokument ustala między innymi zasady polityki czynszowej oraz warunki obniżania czynszu dla osób z niskimi dochodami. W ramach wyznaczania stawek czynszowych za komunalne mieszkania, gmina powinna brać pod uwagę czynniki podwyższające lub obniżające wartość użytkową „M” (np. położenie budynku, wyposażenie bloku oraz lokalu i ogólny stan techniczny budynku). „W praktyce takie zróżnicowanie stawek czynszowych może zostać osiągnięte poprzez podział istniejących budynków na kilka kategorii (wraz z przypisaną wysokością czynszu za 1 mkw.)” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Limit trzyprocentowy nie musi być wyznacznikiem
Jeżeli chodzi o konkretne ograniczenia czynszowe, którym podlegają komunalne mieszkania, to warto wspomnieć o progu 3% wartości odtworzeniowej lokalu. Jak wskazuje ustawa z dnia 21 czerwca 2001 roku, podwyżka skutkująca przekroczeniem przez roczny czynsz tej granicy lub już następująca z poziomu wyższego niż 3% wartości odtworzeniowej mieszkania wymaga dodatkowego uzasadnienia (o ile przekracza ubiegłoroczny wskaźnik inflacji). Wartość odtworzeniowa lokalu jest ustalana jako iloczyn jego powierzchni użytkowej oraz wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego. „Ten wskaźnik w ramach obwieszczenia podają poszczególni wojewodowie i publikują poprzez dziennik urzędowy województwa” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Praktyka pokazuje jednak, że wiele gmin ustala stawki czynszowe na poziomie znacznie mniejszym niż wspomniane 3% wartości odtworzeniowej mieszkania rocznie. Przykład stanowi Warszawa, gdzie bazowa stawka czynszu za 1 mkw. lokalu komunalnego nie przekracza nawet połowy dopuszczalnego limitu. Taka polityka samorządów jest korzystna dla najemców, ale jednocześnie wzbudza wątpliwości ze względu na słaby stan techniczny bloków, w których znajdują się komunalne mieszkania. „Rządowe badanie z 2019 r. potwierdziło, że 85% gminnych bloków wymaga remontu (w tym 31% remontu kapitalnego)” – podaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Socjalne lokale zawsze są tańsze niż komunalne …
Z podwyżkami czynszu w ostatnim czasie muszą się liczyć także najemcy lokali socjalnych oraz pomieszczeń tymczasowych. Takie lokale oraz pomieszczenia w praktyce są jednak znacznie tańsze czynszowo niż komunalne mieszkania. Ustawa o ochronie praw lokatorów wskazuje, że stawka za wynajem 1 mkw. mieszkania socjalnego nie może przekroczyć połowy stawki najniższego czynszu za lokal komunalny obowiązującego w mieszkaniowym zasobie gminy. „W praktyce ten limit dotyczący również czynszu za pomieszczenia tymczasowe często nie jest wykorzystywany” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.
Ekonomiczna diagnoza obecnej sytuacji polskiej gospodarki oraz związane z nią rekomendacje dla rządu były tematami konferencji „Makroekonomiczne wyzwania i prognozy dla Polski”, która odbyła się podczas Kongresu Consumer Finance w Warszawie. Zalecenia zostały opracowane na podstawie wyników ankiety, w której wzięło udział kilkudziesięciu polskich ekonomistów.
Ludwik Kotecki, były wiceminister finansów i główny ekonomista tego resortu, omówił zagrożenia dla koniunktury gospodarczej. Punktem wyjścia były ostatnie dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), szacunki PKB oraz inflacji za trzeci kwartał br.
Większość biorących udział w ankiecie, jak poinformował Ludwik Kotecki, wskazała wysoką inflację, jako zjawisko będące największym zagrożeniem dla polskiej gospodarki. Wskaźnik ten został uznany nawet za bardziej niebezpieczny od pandemii Covid-19 i związanych z nią restrykcji oraz ograniczeń.
Według ostatnich, przedstawionych przez GUS w połowie listopada br. odczytów październikowe ceny były o 6,8 proc. wyższe niż w tym samym miesiącu roku poprzedniego. Zdaniem Ludwika Koteckiego przyszłoroczna inflacja może jeszcze bardziej przyspieszyć.
„Tegoroczne odczyty będą na pewno wyższe od prognoz – przekonywał Ludwik Kotecki. – Powinny jednak być niższe od inflacji w 2022 i 2023 roku”.
Za drugie w kolejności, największe zagrożenie dla kondycji polskiej gospodarki został uznany spór rządu z Komisją Europejską i ryzyko dalszej jego eskalacji. Na czwartej pozycji znalazły się zagrożenia wynikające z dynamicznie rosnących w ostatnich tygodniach cen nośników energii. Zostały one, co prawda, w ankiecie zaliczone do szerokiego ryzyka inflacyjnego, ale stanowią także osobne zagrożenie będące ogromnym wyzwaniem dla polskiej gospodarki.
„Jeżeli ceny nośników energii nie przestaną rosnąć tak dynamicznie jak w ostatnich tygodniach, grozi nam osłabienie konkurencyjności całej gospodarki – wyjaśniał były wiceminister finansów. – Mogłyby nam pomoc środki europejskie, ale właśnie zostały wstrzymane”.
Głównym motorem wzrostu gospodarczego Polski, według uczestników ankiety, ma być natomiast krajowy popyt wewnętrzny na towary i usługi konsumpcyjne.
„W czerwcu br. odnotowaliśmy dodatnie saldo na rachunku obrotów bieżących w handlu międzynarodowym – poinformował Ludwik Kotecki. – Ale w całym br. będziemy mieć deficyt: import towarów i usług rośnie bowiem szybciej niż eksport i w przyszłym roku trend ten raczej utrzyma się lub nawet pogłębi”.
Inflacja będzie miała wpływ także na wartość krajowej waluty. Zdaniem uczestników ankiety główną przyczyną ostatniej, około 5 proc. deprecjacji były problemy z przyjęciem Krajowego Planu Odbudowy (KPO) przez Komisję Europejską, oraz wstrzymanie wypłaty zaliczki ze środków europejskich. Za „mało skuteczne” uznano ostatnie działania Rady Polityki Pieniężnej (RPP) oraz Narodowego Banku Polskiego (NBP) w ramach polityki monetarnej.
„Dwie podwyżki stóp procentowych, pierwsza sygnalizująca zmianę kierunku, druga – potwierdzająca nowy trend, były zwrotem o 180 st. w stosunku do poprzednio, dwa, trzy miesiące temu, prowadzonej polityki monetarnej” – precyzował Ludwik Kotecki.
Jego zdaniem wciąż wysoki wzrost gospodarczy powoduje, że nie ma obecnie przestrzeni na drastyczne pogorszenie się głównego wskaźnika koniunktury gospodarczej (PKB – red.). W najbliższych miesiącach nadal szybko będą rosnąć zarobki, które w przyszłym roku powinny się zwiększyć o 8-9 proc. i o kolejne 7 proc. w 2023 roku.
„Wciąż dynamiczny wzrost zarobków jest efektem myślenia o inflacji i alarmistycznych informacji, które na ten temat ukazują się w mediach – tłumaczył Ludwik Kotecki. – Stan finansów publicznych jest natomiast lepszy niż podczas poprzedniej edycji naszego konsensusu prognostycznego i powinien się nadal poprawiać”.
Zdaniem biorących udział w ankiecie ekonomistów wysoka inflacja będzie sprzyjać dalszej poprawie stanu finansów publicznych. Deficyt sektora nie powinien się zwiększać i pozostanie na poziomie 3-3,5 proc. Dług publiczny będzie natomiast lekko spadać, ale, generalnie, pozostanie na poziomie około 55 proc.
„Ministerstwo Finansów w przyszłym roku będzie głównym beneficjentem inflacji – zapowiedział Ludwik Kotecki. – Rosnące ceny powodują, że zwiększają się także wpływy z podatków, a tymczasem zapisane w ustawie budżetowej wydatki nie są waloryzowane. Wpływy fiskalne będą więc rosnąć, a wydatki pozostaną bez zmian. Państwo będzie zatem pobierać swego rodzaju podatek inflacyjny”.
Biorący udział w ankiecie ekonomiści prognozują dalszy wzrost wolumenu zaciąganych w bankach kredytów hipotecznych. Popytowi na uważane za najbezpieczniejsze pożyczki także będzie sprzyjać wysoka inflacja.
Zdaniem byłego wiceministra finansów skala podwyżek stóp procentowych raczej nie spowoduje, że Polacy przestaną inwestować w nieruchomości i powrócą do lokat bankowych.
Silnym bodźcem do zaciągania nowych kredytów hipotecznych, według uczestników ankiety, mogą być rozwiązania zawarte w rządowym programie Polski Ład.
„Szczególnie chodzi o zapowiedź udzielania przez państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) gwarancji na wkład własny podczas ubiegania się o kredyt zabezpieczony nieruchomością – tłumaczył Ludwik Kotecki. – Rządowa gwarancja z pewnością pomoże wielu osobom w zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych, choć trzeba pamiętać, że nie jest to dotacja, tylko część pożyczki, której spłatę gwarantuje Państwo”.
W drugiej części konferencji prof. Leszek Pawłowic, koordynator Europejskiego Kongresu Finansowego, przedstawił rekomendacje. Zdaniem większości uczestników ankiety Narodowy Bank Polski (NBP) powinien zdecydowanie poprawić komunikację z rynkiem i ekspertami. Pilnym zadaniem, jak stwierdził prof. Leszek Pawłowicz, jest wygaszenie konfliktu i poprawienie jakości relacji rządu polskiego z Komisją Europejską. Tylko w taki sposób, jego zdaniem, Polska będzie mogła pozyskać środki ze wspólnotowego budżetu zapisane w Krajowym Planie Odbudowy (KPO) na po pandemiczną reanimację gospodarki.
„Okienko na wypłatę zaliczki definitywnie już się zamknęło – stwierdził prof. Leszek Pawłowicz. – Pieniądz fiducjarny, którym obecnie się posługujemy oparty jest na zaufaniu. Związany z reformą sądownictwa spór z Komisją Europejską powoduje, że inwestorzy tracą zaufanie do Polski, wymieniają naszą walutę i wycofują swoje kapitały. To z kolei wywołuje presję na złotego, który w rezultacie traci w stosunku do innych walut”.
W ankiecie wzięło udział kilkudziesięciu ekspertów: makro ekonomiści największych polskich banków oraz wykładowcy i profesorowie wielu uczelni wyższych.
Car Scanner to pierwszy na świecie mobilny tester faktycznego stanu pojazdu, łączący robotykę i technologię sztucznej inteligencji (AI) przy sprzedaży używanych samochodów. Krakowski startup już teraz wchodzi na amerykański rynek, a zakończona runda seed o kapitale 2 mln USD przeprowadzona przez fundusz ffVC Tech & Gaming, przy udziale FundingBox DeepTech Fund, POMERANGELS oraz Techstars z pewnością usprawni ten proces. Do Car Scanner dołączył również Michał Laska – doświadczony przedsiębiorca z branży automotive, który zainwestował w przełomową technologię oraz został współzałożycielem firmy.
Pandemia i niedobory półprzewodników przyczyniły się do największej cyfrowej transformacji w historii na rynku sprzedaży samochodów. Sprzedaż używanych samochodów online wzrosła w ostatnim kwartale o 300%, jednak w cyfrowym świecie cały czas nie można przeprowadzić oględzin jazdy próbnej. Dlatego dla kupujących niezbędna jest przejrzysta dokumentacja używanych samochodów: 68% z nich twierdzi, że stan auta jest drugim po cenie najważniejszym czynnikiem mającym bezpośredni wpływ na decyzję zakupową. Technologia Car Scanner zapewnia rozwiązania remarketingowe (widok 360° z zewnętrz i wnętrza samochodu) oraz inspekcję (wykrywanie zarysowań, wgnieceń, napraw lakierniczych) skierowane do komisów samochodowych i aukcji online, które są dostępne w zaledwie kilku minut po skanowaniu.
Wraz z cyfrową transformacją rynku sprzedaży samochodów, przed Car Scanner pojawiła się wyjątkowa okazja do wdrożenia nowego standardu dokumentacji pojazdów używanych. Nasze roboty są opracowywane i produkowane przez zespół prawie 30 inżynierów w Krakowie. Zespół rozwija się teraz również po drugiej stronie Oceanu Atlantyckiego, aby zapewnić obsługę ponad 40 milionom sprzedawanych rocznie używanych samochodów na rynku amerykańskim – komentuje Sławomir Potasz, CEO w Car Scanner.
Runda inwestycyjna z kapitałem 2 mln dolarów, prowadzona przez fundusz ffVC Tech & Gaming, przy udziale FundingBox DeepTech Fund, POMERANGELS i Techstars, umożliwi firmie Car Scanner dalszy rozwój technologii i wejście na północnoamerykański rynek motoryzacyjny. Car Scanner był akcelerowany w IMPACT Poland zarządzanym przez FundingBox oraz Techstars, które pomogły startupowi dopasować technologię do potrzeb branży. Firma rozpoczęła już swoją działalność w USA, a jej dotychczasowy inwestor Dipalo Ventures, wspiera firmę w uruchomieniu skalowalnej produkcji w USA. Michał Laska swoim wieloletnim doświadczeniem w branży pomoże Car Scanner wrzucić wyższy bieg w sprzedaży do sektora automotive.
Car Scanner to startup, która doskonale wpisuje się w strategię inwestycyjną funduszu ffVC Tech & Gaming. Nasza polityka zaangażowania kapitałowego ma na celu finansowanie spółek wyróżniających się na rynku i posiadających globalny potencjał zgodny z megatrendami, takimi jak transformacja cyfrowa – komentuje Maciej Skarul, Partner w ffVC. Głęboko wierzymy, że nasza rozległa sieć kontaktów i silna penetracja rynku amerykańskiego wspomoże rozwój startup’u. Car Scanner posada już siedzibę w USA i planuje mocne wejście na ten rynek w najbliższym czasie – dodaje Skarul.
49 proc. polskich przedsiębiorstw i organizacji mogło doświadczyć ataku wykorzystującego głośną lukę w pakiecie logowania Log4j – wynika z analiz Check Point Research. Jak do tej pory eksperci ds. bezpieczeństwa wyśledzili około 1,3 miliona prób użycia podatności. Łącznie nawet 44 proc. firm na całym świecie było skanowanych lub atakowanych przez cyberprzestępców.
Cztery dni po ogłoszeniu eksploitów Apache 4Logj (CVE-2021-44228), eksperci ds. bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research nadal zbierają i analizują dane dotyczące aktywności cyberprzestępców w tym zakresie. Do tej pory dokonano przeszło 1 272 000 prób ataków na organizacje z całego świata, a 46 proc. z nich było przeprowadzanych przez znane złośliwe grupy hakerskie. Próby wykorzystania luki zostały udokumentowane w 44 proc. firm na świecie i blisko połowie firm i organizacji w Polsce.
Apache Log4j jest najpopularniejszą biblioteką logowania Java z ponad 400 000 pobrań z jej projektu na GitHubie. Jest wykorzystywana przez niezliczoną liczbę firm na całym świecie, umożliwiając logowanie w szerokim zestawie popularnych aplikacji. Wykorzystanie luki jest – zdaniem specjalistów – relatywnie proste i pozwala na przejęcie kontroli nad serwerami internetowymi opartymi na Javie oraz przeprowadzenie ataku zdalnego wykonania kodu.
– Po opublikowaniu eksploracji (w piątek) nastąpiło przeskanowanie Internetu przez cyberprzestępców. Firmy, które nie miały zaimplementowane zaawansowane środki ochrony, prawdopodobnie zostały już przeskanowane przez złośliwych cyberprzestępców. Do tej pory udokumentowaliśmy ponad 1 272 000 ataków, w których celem było ponad 44% sieci korporacyjnych na całym świecie. To bez wątpienia jedna z najpoważniejszych luk internetowych w ostatnich latach. W pewnych momentach byliśmy świadkami przeszło 100 włamań związanych z luką Log4j na minutę. – mówi Lotem Finkelstein, szef działu wywiadu zagrożeń w Check Point Software.
Ataki wykorzystują zwykle lukę w Log4j do pobrania złośliwego trojana, który uruchamia pobranie pliku .exe, instalującego cryptominery, czyli programy do kopania kryptowalut. Gdy cryptominer zostanie zainstalowany, zaczyna wykorzystywać zasoby komputerów w sieci do wydobywania kryptowaluty dla zysku atakujących. Wszystko to odbywa się bez wiedzy ofiar. Co więcej wszystkie istotne funkcje i nazwy plików są zamaskowane, aby uniknąć wykrycia przez mechanizmy analizy statycznej podstawowych antywirusów.
Dun & Bradstreet w swoim najnowszym badaniu pokazuje, że przedsiębiorcy w czasie pandemii są coraz bardziej zależni od danych i informacji gospodarczej. Jednocześnie ankietowani zwrócili uwagę na brak specjalistów na rynku i nieumiejętne wykorzystanie danych. W efekcie aż jedna czwarta wykonywanych projektów nie spełnia pokładanych w nich nadziei i oczekiwań.
Firmy odczuwają poważne trudności w prowadzeniu działalności gospodarczej, szczególnie w zakresie utrzymania ciągłości łańcuchów dostaw. Powodem jest światowa pandemia COVID-19. Badanie zlecone przez Dun & Bradstreet, wiodącego, globalnego dostawcę danych i analiz biznesowych wykazało, że ponad połowa (52 proc.) ankietowanych firm w Europie jest zdania, że nie przetrwa bez odpowiednich i aktualnych dancyh.
Wyniki badania opublikowane w raporcie Dun & Bradstreet „The Future of Data” ujawniły że, 64 proc. zarządzających firmami zgadza się, że obecnie dane mają większe znaczenie dla firm z punktu widzenia identyfikacji nowych rynków, a 62 proc. jest przekonanych, co do tego, że dane są kluczowym elementem w procesie pozyskiwania nowych klientów. Ponadto 65 proc. twierdzi, że na podstawie danych ocenia ryzyko współpracy z kontrahentem, a 62 proc. wykorzystuje dane do monitorowania płatności, zamówień i łańcuchów dostaw.
Wyniki te podkreślają kluczowy fakt dla wszystkich firm i podmiotów na rynku. Przy ogromnym wzroście ilości danych, które są obecnie dostępne, firmy nie potrzebują tylko informacji, ale danych, które są dokładne, starannie dobrane i aktualne. Innymi słowy, dane, które są odpowiednie do realizacji naszego celu – stwierdza Anthony Scriffignano, Senior Vice President i Chief Data Scientist w Dun & Bradstreet – Firmy już od jakiegoś czasu muszą zmienić sposób, w jaki wykorzystują informacje i formułują prognozy. Dodatkowo pandemia sprawiła, że ten wymóg stał się priorytetem dla wszystkich w biznesie. Absolutne fundamentalne znaczenie ma właściwe przygotowanie się do właściwego zarządzania danymi. Kluczowym elementem jest wiedza, czy dane są dokładne i faktycznie odzwierciedlają to, co się dzieje – czy też w rzeczywistości są przestarzałe i nieistotne. W pierwszej kolejności należy zastanowić się nad ich źródłem pochodzenia, aktualnością i ewentualnymi brakami. Wszystkim tym, co może skutkować polepszeniem ich jakości.
Pomimo przekonania, że dokładne i aktualne dane mają kluczowe znaczenie dla procesów w biznesie, sami liderzy firm przyznają, że nie są w stanie w odpowiedni sposób nimi zarządzać.
Przyznają, że obawiają się:
– o dokładność danych, które ich firma przechowuje (46 proc.)
– że ich firma nie ma odpowiedniej technologii, na pełne wykorzystanie danych (46 proc.);
– oraz że ich firma działa zbyt wolno, aby w pełni wykorzystać dane (45 proc.).
Nawet jeśli przedsiębiorstwa posiadają strategię w zakresie danych, to firmy mają problemy z efektywnym zarządzaniem nimi (25 proc.) i zwalczaniem nadużyć (22 proc.). W rezultacie średnio ponad jedna czwarta (27 proc.) projektów nie spełnia wymagań biznesowych i pokładancyh w nich nadziei.
Co więcej, w przypadku 27 proc. ankietowanych firm głównym problemem jest znalezienie odpowiednich specjalistów do analizy danych i ich wykorzystania w bieżącym procesie podejmowania decyzji biznesowych.
Brak specjalistów jak i wystarczającej wiedzy jest także odczuwalny w innych obszarach prowadzenia działalności biznesowej. Kolejnym zmartwieniem dla firm są nowe wymogi regulacyjne. Połowa z badanych firm martwi się o bezpieczeństwo przechowywanych i przetwarzanych danych (50 proc.), podczas gdy jedna czwarta (25 proc.) jest zdania, że procedury prawne i nowe regulacje dotyczące danych są poważnym źródłem ryzyka.
Wyzwania, przed którymi stanęły firmy w ostatnich osiemnastu miesięcach, pokazały, że zarządzający firmami muszą nadać priorytet planowaniu działań opartych na danych oraz zintegrować je z ogólną strategią rozwoju firmy. Siedmiu na dziesięciu (69 proc.) ankietowanych zgadza się, że jakość danych ma kluczowe znaczenie dla podejmowania właściwych decyzji, a 73 proc. jest zdania, że skuteczne zarządzanie danymi może zapewnić przewagę konkurencyjną na rynku. Wreszcie, dwie trzecie organizacji chciałoby skorzystać z szerszego doradztwa (67 proc.) aby uzyskać wsparcie w jak najlepszym wykorzystaniu posiadanych danych, co wskazuje na świadomość, że wewnętrznie brakuje im niezbędnych umiejętności. Ważne jest również zapewnienie pracownikom odpowiednich umiejętności, szkoleń i wiedzy do pełnego wykorzystywania danych.
Samo posiadanie dostępu do narzędzi przetwarzających dane nie oznacza, że firma korzysta z nich w sposób odpowiedni. Oznacza to, że zespół kierowniczy w kontekście danych musi skupić się przede wszystkim na specjalistach w pełnym tego słowa znaczeniu. Poza tym ważnym jest, aby w całym procesie nie pomijać kompetencji obecnie zatrudnionych pracowników. To właśnie zarządzający w firmach są odpowiedzialni za nadawanie tonu i tempa zmian. Budowy środowiska, w którym ludzie chcą się uczyć i podnosić swoje kompetencje i kwalifikacje, nie wyłączając z tego procesu pracowników z długim stażem, a także samego dyrektora generalnego, dla którego umiejętne zarządzanie danymi coraz częściej stanowi ważny punkt w jego CV – dodaje Anthony Scriffignano, Senior Vice President i Chief Data Scientist w Dun & Bradstreet
Więcej informacji w raporcie Dun & Bradstreet „The Future of Data”.
Metodologia
Badanie zostało przeprowadzone na próbie 1,7 tys. zarządzających europjskimi firmami, przez Censuswide w sierpniu 2021 roku. Respondantami byli przedsiębiorcy z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Austrii, Szwecji, Szwajcarii, Norwegii, Danii, Finlandii, Polsce i Węgier.
Polski Holding Hotelowy zawarł z PGE Polską Grupą Energetyczną umowę warunkową na zakup dziesięciu hoteli i obiektów, należących do Elbest Sp. z o.o., spółki należącej do PGE.
Spółka Elbest posiada sześć hoteli i cztery obiekty w Polsce, które świadczą usługi hotelowo-gastronomiczne, oferują noclegi indywidualne i dla grup zorganizowanych, a także zajmują się organizacją konferencji i szkoleń. Spółka posiada hotele m. in. w Krynicy, Międzyzdrojach, w Myczkowcach nad Soliną oraz obiekty m. in. w Krasnobrodzie i Szklarskiej Porębie.
Planowane włączenie hoteli i obiektów Elbest do grupy kapitałowej Polskiego Holdingu Hotelowego to kolejny krok w prowadzonej przez PHH konsolidacji spółek hotelowych, należących do Skarbu Państwa. Wsparcie transakcyjne w procesie konsolidacji dla PHH świadczy firma EY.
Sprzedaż obiektów hotelowych spółki Elbest Polskiemu Holdingowi Hotelowemu jest elementem porządkowania struktury Grupy PGE i realizacji zadań zmierzających do koncentracji na działalności podstawowej – powiedział Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Nowy inwestor dla obiektów hotelowych spółki Elbest to bardzo dobra informacja. Wiedza i doświadczenie inwestora branżowego, jakim jest PHH, z pewnością pozwolą na rozwój obiektów hotelowych spółki.
Swoje sieci dark store’ów, pozwalające na dostarczanie produktów spożywczych w kilkanaście minut od zamówienia rozwija już na naszym rynku kilka firm, a kolejne platformy zakupowe zapowiadają wejście do Polski. W segmencie quick commerce robi się mocno konkurencyjnie
Quick commerce czyli segment ekspresowych dostaw podstawowych produktów spożywczych, napojów, słodyczy, chemii gospodarczej czy kosmetyków do klientów to format, który robi teraz karierę, zarówno w naszym kraju, jak i na całym świecie. Dark stores, microcentra dystrybucyjne służące wyłącznie do obsługi zamówień składanych on-line, funkcjonują już w siedmiu największych miastach w naszym kraju. Ze względu na ograniczony asortyment, obejmujący od 1000 do 2000 produktów nie mogą konkurować z dużymi sieciami handlowymi i standardowymi zakupami on-line oferującymi olbrzymią gamę towarów. Stanowią natomiast bezpośrednią konkurencję dla niewielkich sklepów lokalnych przeznaczonych do szybkich, spontanicznych zakupów, zaspokajających bieżące potrzeby. Choć i tu konkurencja jest utrudniona ze względu wąski zakres produktów.
– Rozwojowi tej formy sprzedaży, gwarantującej błyskawiczne dostawy do klienta sprzyja obserwowany, mocny trend convenience, związany z oczekiwaniem wygodnego i łatwego dostępu do towarów. Ta tendencja jeszcze mocniej spopularyzowała się w czasie lockdownu. Formuła realizacji dostaw w czasie 10-15 minut wymaga jednak stworzenia sieci odpowiednio sprofilowanych obiektów dystrybucyjnych rozsianych na terenie miasta. Dark stores przypominają supermarkety o powierzchni kilkuset metrów, zazwyczaj od 200 mkw. do 400 mkw., które urządzone są w taki sposób, aby osoby kompletujące zamówienie mogły sprawnie przemieszczać się pomiędzy regałami i zebrać produkty w jak najkrótszym czasie. Przypominają sklepy, ale działającą jak magazyny do przechowywania towarów – wyjaśnia Piotr Szymoński, Director Office Agency w Walter Herz.
Darmowe dostawy lub nawet do 2.00 w nocy
Q-commerce na większą skalę zaczął rozwijać się w Polsce dopiero w tym roku. Usługa spotyka się z zainteresowaniem sporej grupy klientów. Dark stores oferują towar w cenach zbliżonych do tradycyjnych placówek handlowych. Zamówienia dostarczane są 7 dni w tygodniu, także w niedziele niehandlowe. Lisek działający w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Poznaniu i Katowicach zapewnia dostawę nawet do 10 minut. Całkowicie darmowy dowóz dostępny jest w JOKR, a w Jush przy zamówieniu powyżej 35 zł.
Ostatnie miesiące przyniosły nie tylko szybki rozwój tego formatu w Polsce, ale i zapowiedzi wejścia na nasz rynek kolejnych dużych graczy. Firmy działające w tym segmencie z tygodnia na tydzień poszerzają zasięg działania, obejmując obsługą kolejne dzielnice miast. A tymczasem na rynku ekspresowych dostaw robi się już niezły tłok. Rosną sieci dark store’ów pierwszych platformom, które pojawiły się w Polsce, jak Lisek, Jokr, czy GetnowX.
W ekspresowym tempie rozrasta się też ilość punktów dystrybucyjnych Biedronki dla usługi Biedronka Express BIEK, którą od października br. oferuje we współpracy z Glovo. To druga platforma, która podobnie jak Lisek App funkcjonuje także poza stolicą. Dostawy z rozsianych w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Gdańsku, Poznaniu i we Wrocławiu dark store’ów realizowane są w promieniu 2 km w kwadrans. Microcentra dystrybucyjne pracują przez cały tydzień w godzinach 8-23, a w Warszawie w piątki i soboty nawet do godziny 2.00.
Grupa Żabka Future postawiła natomiast na start-up Lite E-Commerce, którego celem jest tworzenie nowych rozwiązań o charakterze modern convenience. Firma zdecydowała się niedawno uruchomić dark store’y i szybkie dostawy artykułów spożywczych za pośrednictwem aplikacji Jush. W październiku br. Żabka Jush wystartowała w Warszawie, ale w planie są także inne miasta.
Nowe platformy zakupowe szykują się do startu w Polsce
Wprawdzie platforma Swyft, po pół roku funkcjonowania zawiesiła tymczasowo działalność operacyjną, ale obecnym na naszym rynku firmom wkrótce przybędzie spora konkurencja. Debiuty w Polsce zapowiadają m.in. Gorillas i Grovy. Gorillas, niemiecki start-up specjalizujący się w błyskawicznych dostawach z własnych sklepów-magazynów tworzy zespół do zarządzania projektem w naszym kraju. Firma, której wycena po kilku miesiącach od założenia przekroczyła 1 mld dolarów, prowadzi ekspansję w Europie. Działa w 15 miastach w Niemczech, a także w Holandii, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Belgii. Zadebiutowała również w Nowym Jorku, który będzie przyczółkiem do rozwoju sieci na terenie Stanów Zjednoczonych.
Do wejścia na polski rynek szykuje się także Grovy. Platforma oferuje usługi już w największych miastach w Niemczech i w Rumunii. Teraz start-up planuje wejście na rynek polski, czeski i węgierski.
W dostawach z różnych sklepów specjalizuje się u nas Glovo, czy Wolt. Glovo na naszym rynku współpracuje z Biedronką, a na rodzimym hiszpańskim, we Włoszech, w Portugalii, Rumunii i na Ukrainie działa na bazie własnego zaplecza dystrybucyjnego. Wolt chce natomiast uruchomić w Polsce, podobnie jak w Czechach, Danii i na Węgrzech swój Wolt Market czyli sieć samodzielnych wirtualnych supermarketów. Wolt Market ma działać wyłącznie jako dark store i realizować zamówienia online składane za pośrednictwem aplikacji Wolt. Wirtualne pilotażowe markety firma uruchomiła w Finlandii i Grecji. Jeden z pierwszych sklepów Wolt Market funkcjonuje też w centrum Warszawy. Market czynny jest od godziny 8.00 do 23.00 przez 7 dni w tygodniu, a zamówienia o wartości powyżej 150 zł dostarczane są bezpłatnie w promieniu 1,5 km.
Niebawem w Warszawie mają też ruszyć dark stores Bolta, który jako kolejna firma zaoferować ma dostawę towarów zakupionych online w ciągu 15 minut od złożenia zamówienia. Jak dotąd premierowy Bolt Market uruchomiony został jedynie w Tallinie, stolicy Estonii.
Poszerzenie swoich usług o dostarczanie zakupów spożywczych rozważa też Pyszne.pl, należące do holenderskiej grupy Just Eat Takeaway. Nie planuje jednak tworzyć swojej sieci dark stores, ale współpracować z innymi sklepami.
Dark stores nie w każdej lokalizacji
– Stworzenie sieci microcentrów dystrybucyjnych to duże wyzwanie. Obiekty muszą spełniać odpowiednie warunki lokalizacyjne, pozwalające na szybki ruch towarów. Umożliwiać ekspresową realizację zamówienia od jego złożenia do dostarczenia pod drzwi klienta. Pod dark stores poszukiwane są powierzchnie usytuowane obok dużych obszarów mieszkaniowych w większości dzielnic Warszawy, także w tych bardziej oddalonych od centrum i w innych dużych miastach. Lokowane są nie tylko w budynkach o charakterze handlowym, ale także w parterach biurowców. Potencjał formatu najlepiej pokazuje zainteresowanie nim wielu firm, które planują realizację projektów na naszym rynku – mówi Piotr Szymoński. – Wybór lokalizacji pod dark stores powinien być oparty o analizę zasięgu i dostępności lokalizacji, jak również m.in. aspektu demograficznego, czy komunikacyjnego. Rejonami perspektywicznymi dla sieci dystrybucyjnych są także te obszary miast, w których planowana jest w najbliższym czasie realizacja dużej ilości projektów mieszkaniowych. Pod uwagę należy brać naturalnie również aspekty techniczne lokali, jak choćby nośność stropu czy możliwość ładowania pojazdów elektrycznych, którymi często poruszają się kurierzy – dodaje Piotr Szymoński.
Analizy rynkowe mówią, że stale rosnąca popularność zakupów zamawianych w sieci spowoduje, że do 2026 roku, na przestrzeni zaledwie 6 lat wartość sprzedaży przez internet wzrośnie w Polsce dwukrotnie. Prognozy wskazują, że sektor e-comerce ma przed sobą okres regularnego wzrostu. W naszym kraju jest jeszcze dużo przestrzeni dla rozwoju e-handlu. Segment będzie zwiększał udział w rynku, nie tylko poprzez rozpowszechnianie nowych formatów sprzedaży, ale także wzrost liczby własnych sklepów internetowych funkcjonujących w naszym kraju. W Polsce jest ich bowiem nawet kilkukrotnie mniej licząc na 1000 mieszkańców w porównaniu z niektórymi krajami UE.
Gospodarka Polski oraz Unii Europejskiej przechodzi trudny okres. Od marca 2020 r. zmagamy się z pandemią i mimo wyraźnego ożywienia w 2021 r., nowe warianty Covid-19 nie pozwalają nam zapomnieć o kryzysie. Pandemia jest również jednym ze źródeł kolejnego problemu jaki dotknął nas w ostatnich miesiącach, a mianowicie z rekordową inflacją. Zgodnie z danymi Eurostatu w październiku 2021 r. w Unii Europejskiej wyniosła ona 4,4% rok do roku, a w strefie euro 4,1% (HICP). Najniższe wskaźniki odnotowała Malta (1,4%), Portugalia (1,8%) i Grecja (2,8%). Na drugim biegunie znalazła się Litwa (8,2%), Estonia (6,8%) i Węgry (6,6%). Jedne z najwyższych wskaźników inflacji odnotowała także Polska (6,4%), która znalazła się pod tym względem na 5 miejscu w całej Unii Europejskiej[1]. Eurostat dokonał również oceny inflacji w strefie euro w listopadzie 2021 r., jak się okazuje wzrosła ona do aż 4,9% rok do roku[2]. Również dane Głównego Urzędu Statystycznego nie są optymistyczne. Od początku 2021 r. inflacja stale rośnie, w styczniu wynosiła 2,6% rok do roku, w kwietniu 4,3%, w lipcu 5%, we wrześniu 5,9%, a w październiku już 6,8%[3]. Ponadto zgodnie z prognozą GUS w listopadzie inflacja wyniosła aż 7,7%[4]!
Źródło: GUS, https://stat.gov.pl/wykres/1.html
Przyczyny wzrostu inflacji w Polsce i w Europie
Na tak znaczący wzrost inflacji w Europie wpływ ma wiele czynników. Z pewnością jednym z nich jest ożywienie gospodarcze w 2021 r. po serii ograniczeń życia gospodarczego w ubiegłym roku. Świadczy o tym choćby fakt, że w III kwartale 2021 r. zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS PKB wzrosło o 5,1%[5], a przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2021 r. wzrosło o blisko 500 zł w stosunku do analogicznego miesiąca w 2020 r.[6]. Za wzrost PKB odpowiada w znacznej mierze konsumpcja, która w II kwartale 2021 r. w ujęciu rok do roku powiększyła się aż o 13,3%[7]. Dane te są z pewnością pozytywne dla gospodarki, jednak nie pozostają one bez znaczenia dla inflacji. Szczególnie w przypadku gospodarki Polski, która oparła swój model wychodzenia z kryzysu pandemicznego na generowaniu popytu konsumpcyjnego, nie zaś na stymulowaniu inwestycji, widać wpływ powołanych powyżej czynników na wzrost inflacji, która jest jedną z najwyższych w Europie.
Jedną z najważniejszych przyczyn inflacji w Unii Europejskiej jest z pewnością wzrost cen energii związany ze zrostem cen gazu. W ciągu ostatnich miesięcy popyt na gaz stale się powiększa na skutek odbicia gospodarczego. W ślad za tym rosną ceny tego surowca na światowych rynkach. Sytuacji nie poprawia także niepewność polityczna związana z relacjami z Rosją, będącą jednym z największych dostawców gazu na rynki Unii Europejskiej, a niektórymi państwami członkowskimi, w tym Polską. Nadto wskazać należy na system handlu prawami do emisji dwutlenku węgla EU ETS, który stał się obiektem zainteresowania spekulantów skupujących prawa do emisji z zamiarem ich dalszego odsprzedania. Dla przykładu na giełdach ICE i EEX odnotowano wzrost cen uprawnień o około 200% z poziomu 25EUR/t CO2 w listopadzie 2020 r. do prawie 75 EUR/t CO2 w listopadzie 2021 r.
Kolejnym istotnym czynnikiem wpływającym na inflację jest wzrost cen paliw, który oddziałuje na inflację nie tylko dlatego, że paliwa znajdują się w tak zwanym koszyku inflacyjnym, ale także dlatego, że podobnie jak w przypadku cen energii, wzrost cen paliw przekłada się na wyższy koszt niemal wszystkich cen towarów i usług w gospodarce. Przyczyn wzrostu cen paliw należy upatrywać (podobnie jak w przypadku gazu) we wzroście popytu na ten surowiec, co przekłada się na jego wyższą cenę na rynkach światowych. Jeszcze pod koniec 2020 r. cena baryłki ropy brent kształtowała się na poziomie około 50 dolarów, natomiast w listopadzie 2021 r. wzrosła do 85 dolarów. W ostatnich dniach obserwować możemy spadek cen ropy do 69-73 dolarów za baryłkę w związku z niepewnością na rynkach wywołaną pojawieniem się nowej odmiany koronawirusa – „Omikron”. Dodatkowo w Polsce na rosnące ceny paliw wpływ ma słabnąca złotówka. Obecnie dolar amerykański kosztuje 4,10 zł[8], zaś dokładnie rok temu kosztował 3,69 zł[9], co oznacza, że za tą samą ilość ropy musimy na rynkach światowych zapłacić dziś o ponad 10% więcej.
Nie bez znaczenia dla inflacji pozostaje oczywiście polityka prowadzona przez władze. Liczne programy społeczne, koszty związane z programami pomocowymi mającymi przeciwdziałać skutkom pandemii COVID-19, czy skup obligacji Skarbu Państwa doprowadziły do dodatkowej podaży pieniądza na rynku. Polska stosunkowo późno również (na tle pozostałych państw) zdecydowała się na zacieśnienie polityki pieniężnej i podwyżkę stóp procentowych. W opinii NBP inflacja miała być jedynie przejściowa. Dopiero ostatnie trzy miesiące pokazują zmianę podejścia tej instytucji. Obecnie Prezes NBP wskazuje, że inflacja może z nami pozostać na dłużej, a Rada Polityki Pieniężnej konsekwentnie podnosi stopy, przy czym można się spodziewać, że w przyszłym roku podwyżki będą kontynuowane.
Wreszcie wspomnieć należy, że w Polce na dalszy wzrost inflacji będzie miał wpływ program „Polski Ład”. W ramach tego projektu realne obciążenia publiczne przedsiębiorców znacząco wzrosną. Konsekwencją wzrostu kosztów działalności gospodarczej będzie nieuchronnie zwiększenie cen dóbr i usług, co tylko wzmagać inflację w 2022 r.
Ryzyko stagflacji
Coraz częściej w mediach pojawia się ostrzeżenie o możliwości wystąpienia stagflacji. W normalnych warunkach rynkowych w ślad za wzrostem PKB przeważnie podąża wzrost inflacji, a gdy PKB maleje bądź jego wzrost spowalnia, inflacja spada. W przypadku stagflacji dochodzi do stagnacji gospodarczej, a jednocześnie występowania wysokiej inflacji. Jak wskazywaliśmy powyżej w III kwartale 2021 r. zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS PKB wzrosło o 5,1%, jednak trzeba mieć na uwadze, że wynik ten osiągnęliśmy przede wszystkim przez napędzanie konsumpcji, nie przez inwestycje w gospodarce. Oznacza to, że nasza gospodarka nie staje się bardziej efektywna oraz bardziej konkurencyjna i w dłuższym okresie czasu może pozostać w tyle za innymi państwami Europy i świata. Wysokie ceny energii, problemy z łańcuchami dostaw, rosnące ceny surowców oraz szereg innych czynników wskazywanych powyżej przekładają się nie tylko na rosnącą inflację, ale również na spowolnienie w przemyśle, które odnotowano już w Indeksie Menadżerów Zakupów Market PMI. W ostatnich miesiącach indeks, choć wciąż korzystny dla Polski, rozczarowywał (wskazując odpowiednio wartości 53,4 punkty we wrześniu, 53,8 w październiku i 54,4 w listopadzie)[10]. Ryzyko spadku PKB prognozują też ekonomiści, najczęściej pojawiające się szacunki mówią o wzroście PKB w 2022 r. między 4, a 5%[11].
Choć do stagflacji wciąż nam daleko, to już samo ryzyko jej wystąpienia sprawia, że potrzeba walki z rosnącą inflacją staje się tym pilniejsza.
Europa wobec inflacji
W listopadzie 2021 r. inflacja w Niemczech wzrosła rok do roku o 5,2%. Jest to najwyższy wynik od 1992 r., czyli od 29 lat. Jedną z głównych przyczyn tego zjawiska jest znaczny wzrost cen energii, która podrożała o ponad 22%. Do wskaźnika wzrostu cen energii zalicza się w tym przypadku również paliwa. Wyższe były też ceny żywności (4,5%), czy usług (2,8%)[12]. Nie są to jednak jedyne czynniki związane ze wzrostem inflacji. Podobnie jak w Polsce, w Niemczech podjęto szereg działań mających przeciwdziałać skutkom pandemii Covid-19. Jednym z zastosowanych środków było tymczasowe obniżenie podatku VAT. Gdy podatek ten wrócił do pierwotnej wartości, podwyżki cen towarów i usług stały się dodatkowym czynnikiem prowadzącym do zwiększenia inflacji.
Krajem o stosunkowo niskim poziomie inflacji w Europie jest Francja. W listopadzie 2021 r. wynosiła ona (rok do roku) 2,8%. Mimo stosunkowo niewielkiego jej poziomu postanowiono np. o przyznaniu znacznej części społeczeństwa bonów o wartości 100 euro mających zrekompensować skutki podwyżek cen paliw.
Wskazać należy, że Francja i Niemcy należą do Strefy Euro, a zatem ich polityka fiskalna zależy do działań Europejskiego Banku Centralnego.
Podobny poziom inflacji jak w Polsce występuje na Węgrzech (6,6% w październiku). Również w tym kraju stopy bazowe podnoszone są nieznacznie, w październiku do poziomu 1,8%, a w listopadzie do poziomu 2,1%. Warto zaznaczyć, że jest to już 6 podwyżka stóp procentowych w ostatnich miesiącach, a ich wysokość jest o 0,35 punktów procentowych wyższa niż w Polsce.
Problem inflacji dotyczy całej Unii Europejskiej w mniejszym bądź większym stopniu. Na przykład we Francji, gdzie efekt inflacyjny nie jest wysoki podejmowane środki nie są znaczące. Zdecydowano się jedynie na jednorazowe transfery społeczne. W przypadku Niemiec inflacja przekracza średnią dla UE i jest najwyższa od wielu lat. Wciąż jednak jest znacznie niższa niż w Polsce. Najbardziej zbliżoną sytuację do naszego kraju można obserwować na Węgrzech. Wskazać jednak należy, że polityka fiskalna tego kraju jest trochę bardziej zdecydowana niż w Polsce.
Tarcza Antyinflacyjna
Polityka fiskalna prowadzona przez NBP i Radę Polityki Pieniężnej nie jest jedynym środkiem do walki z inflacją. W dniu 25 listopada 2021 r. Rząd podjął decyzję o wprowadzeniu programu „Tarczy Antyinflacyjnej”. Zakłada ona szereg zmian mających spowolnić wzrost inflacji. Projekty przepisów prawnych w tym zakresie zostały skierowane do pracy w Sejmie.
Pierwszym elementem „Tarczy” ma być obniżka akcyzy na paliwa do minimalnego poziomu dopuszczalnego w Unii Europejskiej, która ma obowiązywać od 20 grudnia 2021 r. do końca maja 2022 r. Zniesiona ma zostać także „opłata emisyjna”. W założeniu Rządu obniżka ta ma doprowadzić do spadku cen paliw o około 20-30 groszy na litrze. Warto zauważyć także, że w ostatnich dniach doszło do spadków cen ropy na światowych rynkach spowodowany niepokojem w związku z pojawieniem się nowej odmiany Covid-19 „Omikron”. Jeśli trend ten się utrzyma, to obniżka cen hurtowych ropy może również przyczynić się do spadków cen paliw. Obniżka podatków i obniżka cen hurtowych surowca łącznie może przełożyć się na odczuwalny spadek cen na stacjach benzynowych.
Kolejnym punktem „Tarczy” jest obniżka VATu na gaz z 23% do 8% od stycznia do końca marca 2022 r. oraz 0% akcyzy dla gospodarstw domowych. W okresie od stycznia od marca obniżce ma ulec również podatek VAT z 23% do 5% na energię elektryczną. Gospodarstwa domowe mają być także zwolnione z akcyzy od energii elektrycznej. Od stycznia do marca 2022 r. zmianie ma ulec także VAT na energię cieplną dla gospodarstw domowych z 23% do 8%. Należy jednak wskazać, że w przyszłym roku czekają nas kolejne, zaakceptowane już podwyżki stawek za energię i gaz, które w całości „pochłoną” obniżkę podatków. Nadto obniżka podatków jest jedynie czasowa, a podwyżki cen gazu i energii zostaną z nami na stałe.
Kolejnym z elementów „Tarczy” ma być wprowadzenie kolejnych transferów w postaci „dodatku osłonowego”, który w zależności od ilości osób w rodzinie i uzyskiwanych dochodów ma wynieść od 400 zł do 1150 zł. Zgodnie z szacunkami ma on zasilić budżety nawet 7 milionów gospodarstw domowych.
W ocenie ZPP „Tarcza Antyinflacyjna” w krótkim terminie może przyczynić się do spowolnienia inflacji, jednak nie do zatrzymania jej. Zaznaczyć należy, że obniżki podatków są jedynie czasowe, a to oznacza, że po ich zniesieniu możemy mieć do czynienia z ponownym gwałtownym wzrostem inflacji. Podobny efekt miała obniżka VAT w Niemczech, o czym pisaliśmy powyżej. Kolejnym aspektem jest dalsze rozbudowywanie systemu transferów społecznych w postaci „dodatku osłonowego”, który doprowadzi ponownie do wzmożenia konsumpcji, a tym samym podsyci inflację. ZPP popiera obniżki podatków, jednocześnie jednak wskazujemy, że działania powinny mieć bardziej systemowy, długotrwały charakter i być skoordynowane z polityką fiskalną państwa. Rząd zapowiedział, że dopuszcza przedłużenie niektórych rozwiązań „Tarczy Antyinflacyjnej” i wprowadzenie również innych rozwiązań. Jeśli tak się istotnie stanie, to działania te mogą pozwolić nam zmniejszyć skutki kryzysu inflacyjnego. Jednocześnie wskazujemy, że rozwiązaniem nie jest dalsze rozbudowywanie systemu transferów społecznych, który tylko przyczynia się do podsycania jednej z przyczyn kryzysu w Polce, a mianowicie oparcia gospodarki na wzroście konsumpcji. Należy przede wszystkim zmienić podejście do samej gospodarki i stworzyć przedsiębiorcom warunki do rozwoju, bycia bardziej efektywnym, innowacyjnym, a w konsekwencji bardziej konkurencyjnym
Blisko 80% kandydatów ocenia pozytywnie rekrutacje zdalne, ale to nie oznacza, że tradycyjne rozmowy odchodzą do lamusa. Tylko co czwarty pracownik fizyczny i co trzeci specjalista preferuje rekrutację online zamiast spotkania stacjonarnego. Wyzwaniem – zarówno dla pracodawców, jak i kandydatów – są kwestie związane z przybliżeniem i poznaniem na odległość kultury organizacji oraz panującej w firmie atmosfery. Takie wnioski płyną z szóstej edycji badania „Candidate Experience w Polsce” przeprowadzonego z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.
Najważniejsze wnioski z badania:
Ponad 70% badanych firm zadeklarowało prowadzenie większości procesów rekrutacyjnych całkowicie lub częściowo zdalnie.
39% specjalistów i 31% pracowników fizycznych podkreśla trudności związane z poznaniem atmosfery i kultury organizacyjnej w trakcie realizacji rekrutacji w wersji online.
62% badanych pracodawców uważa, że na co dzień dba o doświadczenia kandydatów podczas rekrutacji, ale podobnego zdania jest tylko 41% specjalistów i 54% pracowników fizycznych.
Rośnie znaczenie onboardingu jako elementu Candidate Experience – ponad 1/3 firm zaczyna wdrożenie pracownika już przed jego pierwszym dniem pracy.
W dobie cyfryzacji – mimo dostępu do wielu narzędzi i kanałów komunikacji – dbanie o wrażenia kandydatów podczas rekrutacji stało się bardziej złożone i wymagające. Wynika to choćby z faktu, że podczas spotkania online trudniej ocenić zdolności interpersonalne i trafniej odczytać mowę ciała rozmówcy, niż w sytuacji, gdy kandydat i rekruter widzą się na żywo. Przed pracodawcami i rekruterami pojawiają się dodatkowe wyzwania, dlatego warto – za pośrednictwem raportu eRecruiter – poznać perspektywę każdej ze stron.
Pierwsze wrażenie, czyli jak e-rekrutacje zdają egzamin
Przed pandemią rekrutacje zdalne należały raczej do rzadkości. Tymczasem w tegorocznym badaniu „Candidate Experience w Polsce” ponad 70% firm zadeklarowało prowadzenie większości procesów rekrutacyjnych całkowicie lub częściowo zdalnie. Aż 78% badanych kandydatów – zarówno specjalistów, jak i pracowników fizycznych – ocenia tę formę rekrutacji zdecydowanie lub raczej pozytywnie. Jako jej największą zaletę uważa się oszczędność czasu – 66% wskazań wśród pracowników fizycznych i 82% wśród specjalistów. Rekrutacje zdalne oznaczają też zniesienie barier geograficznych i dają możliwość spotkań z pracodawcami z różnych lokalizacji – tak twierdzi 41% pracowników fizycznych i 59% specjalistów. Kolejnym kluczowym argumentem jest możliwość uczestniczenia w większej liczbie procesów rekrutacyjnych, na co zwróciło uwagę 41% pracowników fizycznych i 44% specjalistów. Zalety rekrutacji online dostrzegają też pracodawcy. 78% badanych docenia fakt, że technologia pozwala im na pozyskiwanie talentów z różnych lokalizacji, a 72% wskazuje na oszczędność czasu.
Największe wyzwania to poznanie atmosfery i kultury organizacyjnej firmy, obecność domowników, którzy mogą utrudniać skupienie się na rozmowie, a także kłopoty techniczne. Dodatkowo badani pracownicy fizyczni zwracają uwagę na trudności związane z utrzymywaniem bieżącego kontaktu z osobą prowadzącą rekrutację, a zdaniem specjalistów rekrutacje zdalne ograniczają kontakt z przyszłym przełożonym, gdyż często można go poznać tylko drogą online.
Różnice między tradycyjną rekrutacją a zdalnym spotkaniem obserwują również pracodawcy. Dla 62% badanych wyzwaniem jest poznanie kandydata jedynie podczas procesu online. Z kolei 42% zwraca uwagę na kwestię przezwyciężania ograniczeń technicznych, a 21% mówi o trudnościach związanych z przekazaniem informacji na temat atmosfery i kultury organizacji.
Po kilkunastu miesiącach rekrutacji realizowanych w wersji online, zarówno kandydaci, jak i pracodawcy widzą, co jest w niej największym wyzwaniem. Chodzi o wzajemne poznanie się, kandydata jako osoby, która przychodzi do firmy z czymś więcej niż tylko zestaw potrzebnych kompetencji, a także firmy, która ma swoją kulturę i nie można jej sprowadzić do informacji na temat dostępnych dla pracownika benefitów. Dlatego, w momencie realizacji rekrutacji online jeszcze większego znaczenia nabiera jakość prowadzonych spotkań i komunikacji z kandydatami. Czego uda nam się dowiedzieć o kandydacie, w jaki sposób uda nam się przedstawić firmę i zespół, który czeka na nowego pracownika – to są aspekty, które mają obecnie ogromne znaczenie i decydują zarówno o finalnym poziomie dopasowania pomiędzy kandydatem a firmą, a także o poziomie zaangażowania kandydata w trakcie procesu rekrutacji – komentuje Marta Pawlak-Dobrzańska, Założyciel, Strateg i Analityk HR w Great Digital. – Dobry proces rekrutacji potrafi zwiększyć zaangażowanie kandydata i przekonać do firmy nawet osoby wstępnie nieprzekonane, które być może zdecydowały się na udział w rekrutacji online zbyt pochopnie i nie w pełni świadomie. I nie mam tutaj na myśli „sprzedawania” oferty pracodawcy i zbyt różowego przedstawiania firmy, ale transparentną i otwartą komunikację z kandydatem, dzięki której obie strony mają szansę ocenić wzajemne dopasowanie, także w warunkach rekrutacji online.
Oczekiwania kandydatów kontra rzeczywistość
W obliczu nowych realiów zarządzanie działaniami z zakresu candidate expierience nabrało jeszcze większego znaczenia. Tymczasem wciąż nie zniknęły problemy zgłaszane przez kandydatów w przeszłości. Widać bowiem rozdźwięk między ich oczekiwaniami a rzeczywistymi sytuacjami, w których uczestniczyli.
Niezależnie od tego, czy proces rekrutacyjny odbywa się offline, czy online, kilka kluczowych aspektów determinuje doświadczenia kandydatów. Zdaniem pracowników fizycznychnajważniejsze działania, o jakie warto zadbać, to:
szczere i rzetelne przedstawienie warunków pracy – oczekuje tego 72% pracowników fizycznych, ale tylko 34% rzeczywiście doświadczyło podczas rekrutacji,
informowanie o oferowanym wynagrodzeniu w ogłoszeniu – 67% oczekuje, a doświadczyło 45%,
jasna informacja o krokach wymaganych dla podjęcia zatrudnienia, przedstawiona na pierwszym spotkaniu – 57% oczekuje, 34% doświadcza.
Według specjalistów TOP3 najczęściej wymieniane oczekiwania to:
szczere i rzetelne przedstawienie warunków pracy – oczekuje 82% specjalistów, ale tylko 32% rzeczywiście tego doświadczyło podczas rekrutacji,
informowanie o oferowanym wynagrodzeniu w ogłoszeniu – 75% oczekuje, a doświadczyło 29%,
przekazanie kandydatowi informacji o powodach niezakwalifikowania się do kolejnego etapu – 74% oczekuje, doświadcza zaledwie 14%.
Dla osób aktywnych zawodowo niezmiennie ważne jest, aby mogły poznać powody odrzucenia z procesu rekrutacyjnego – ponad 60% chciałoby zawsze dostawać taką informację, niezależnie od etapu rekrutacji. Tymczasem pracodawcy najczęściej przekazują feedback tylko kandydatom uczestniczącym w co najmniej jednym spotkaniu rekrutacyjnym lub wyłącznie wybranym osobom.
Z badania wynika również, że pracownicy fizyczni chcą jak najszybciej mieć jasność co do decyzji pracodawcy – 25% chciałoby otrzymać informację bezpośrednio po spotkaniu rekrutacyjnym, co dla specjalistów nie ma aż takiego znaczenia (10% wskazań). Odpowiedzią w ciągu kilku dni od rozmowy zadowoli się 45% specjalistów, a 30% może poczekać do końca rekrutacji (w przypadku pracowników fizycznych jest to analogicznie: 28% i 22%).
Większa świadomość menedżerów – od tego wszystko się zaczyna
62% badanych pracodawców uważa, że na co dzień dba o doświadczenia kandydatów podczas rekrutacji, ale podobnego zdania jest tylko 41% specjalistów i 55% pracowników fizycznych. Zmiana zachowań menedżerów wobec kandydatów to najczęściej wskazywane przez pracodawców wyzwanie na poziomie organizacji (29%). Na kolejnym miejscu znajduje się brak oddzielnego budżetu na działania CX (20%).
– Wrażenia w rekrutacji buduje się poprzez kontakt, styl rozmowy, sposób traktowania, uważne słuchanie, umiejętność odpowiadania na pytania. Menedżerowie powinni postawić sobie za cel rozwijanie kompetencji w tym zakresie, co w dobie rekrutacji zdalnych odgrywa szczególną rolę. Wówczas stają się oni naturalnymi ambasadorami marki dbającej w sposób autentyczny o candidate experience – komentuje Paweł Brzozowski, ekspert z eRecruiter.
Drugie wrażenie, czyli…onboarding
Największym wyzwaniem w obrębie działań HR jest kompleksowe dbanie o cały cykl życia kandydata, a nie tylko fazę rekrutacji. Tak wskazało 22% badanych pracodawców. Jak o to zadbać? Przede wszystkim zacząć jeszcze zanim nowo zatrudniony pracownik przekroczy próg firmy. Onboarding staje się bowiem coraz istotniejszym elementem budowania CX i pozwala bliżej poznać kulturę organizacji.
– W tegorocznej edycji badania „Candidate Experience w Polsce” po raz pierwszy zapytaliśmy kandydatów o aspekt onboardingu, gdyż dobrze zaplanowany i zorganizowany proces adaptacji również ma wpływ na opinie o firmie i decyzje kandydatów o przyjęciu oferty zatrudnienia. Pod tym względem widać wśród organizacji pozytywny trend – ponad 1/3 firm zaczyna wdrożenie pracownika już przed jego pierwszym dniem pracy – zaznacza Martyna Wasilewska z eRecruiter.
Z badania eRecruiter wynika, że co drugi pracodawca ma wdrożone standardy zachowań wobec kandydatów, a prawie co piąty regularnie bada opinie kandydatów na temat swojego procesu rekrutacyjnego. Warto wygospodarować czas na zorganizowanie ankiety dotyczącej CX, zwłaszcza że kandydaci stają się coraz bardziej otwarci i chętni, by dzielić się swoimi doświadczeniami – aż 75% pracowników fizycznych i niemal 80% specjalistów deklaruje swoją gotowość w tym względzie.
Metodologia badania:
Opinie kandydatów zostały zebrane w ramach badania zrealizowanego metodą ankiety online w dniach 10.05-6.07.2021 r. Ankietę wypełniło łącznie 654 specjalistów i 280 pracowników fizycznych, którzy w ciągu ostatnich 12 miesięcy brali udział w procesach rekrutacyjnych. Opinie pracodawców zostały zebrane w ramach badania przeprowadzonego przez eRecruiter wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie pracodawców zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 20.05-6.07.2021 r. Ankietę wypełniły łącznie 486 osoby odpowiedzialne za działania rekrutacyjne. Partnerem merytorycznym badania jest agencja Great Digital.
Pełną wersję raportu można pobrać na stronie: https://go.erecruiter.pl/cr-raport-candidate-experience-2021-ip
W sierpniu 2020 r. skarbówka wszczęła w spółce kontrolę celnoskarbową w zakresie jej rozliczeń VAT za okres od 1 stycznia do 4 sierpnia 2020 r. W wyniku tych działań prowadzący kontrolę naczelnik urzędu celno-skarbowego wysnuł wniosek, że firma ukrywała milionowe przychody, przez co określił przedsiębiorcy zobowiązanie w podatku od towarów i usług w łącznej kwocie ponad 3,5 mln zł. Jednocześnie podjął decyzję o ustanowieniu na majątku firmy zabezpieczenia tych kwot, powiększonych o 135 tys. zł odsetek. Jak jednak orzekł sąd ustanowienie zabezpieczenia na majątku firmy jest możliwe tylko jeśli urząd skarbowy wykaże, że przedsiębiorca zbywa majątek albo notorycznie nie płaci podatków.
Przedsiębiorca postanowił odwołać się od decyzji naczelnika. Zarzucił skarbówce, że ustaliła przybliżoną kwotę zobowiązania w VAT w sposób dowolny, nie uwzględniając charakteru prowadzonej przez niego działalności oraz pomijając ustalenia poczynione w latach wcześniejszych, które przemawiały za brakiem po jego stronie takiego zobowiązania. Wskazał, iż organ pominął zeznania świadków, które potwierdzają, że firma nie ukrywała przychodów. W grudniu 2020 r. przedsiębiorca złożył w urzędzie skarbowym wniosek o przeprowadzanie dowodów z dokumentów potwierdzających jego stanowisko.
Ustalenia organów
Pomimo tego dyrektor Izby Administracji Skarbowej utrzymał w mocy decyzję naczelnika urzędu celno-skarbowego o zabezpieczeniu na majątku firmy. Jak uzasadniał dyrektor izby, oględziny dokumentacji księgowej oraz analiza kondycji finansowej firmy przemawiają za zasadnością poczynionego przez organ I instancji zabezpieczenia. Organ podniósł, że przedsiębiorca nie stawił się w sierpniu w urzędzie w celu przesłuchania w charakterze strony i nie złożył wyjaśnień. Nie przedstawił też wyciągów bankowych z rachunków wykorzystywanych w swojej działalności. W zeznaniu podatkowym za 2019 r. przedsiębiorca wykazał 500 zł straty, a od stycznia do końca czerwca 2020 r. jego konto zostało zasilone kwotą ponad 19 mln zł.
Sam sposób prowadzenia działalności może być podejrzany i uzasadniać zajęcie majątku
Dyrektor izby skarbowej, jako organ odwoławczy, stwierdził więc, że powyższe okoliczności uzasadniają podejrzenia, iż firma w skontrolowanym okresie nie ujawniła całości osiąganych przychodów i nie opodatkowała ich. Ponadto zabezpieczenie łącznej kwoty zobowiązania podatkowego wynoszącej wraz z odsetkami ponad 3,7 mln zł zostało prawidłowo i słusznie ustanowione. Jak stwierdził organ, zabezpieczenie na majątku firmy jest uzasadnione, „bowiem już sam sposób prowadzenia działalności gospodarczej może stanowić podstawę do dokonania zabezpieczenia”, a przeprowadzona u przedsiębiorcy kontrola celnoskarbowa podważa jego rzetelność jako podatnika.
Firma wniosła skargę
Wnosząc skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego, firma jeszcze raz podkreśliła, że organy podatkowe miały wiedzę na temat tego, w jakim schemacie prowadzi swoją działalność – że polega ona na pośrednictwie w doręczaniu przesyłek kurierskich, oraz że część wpływających na jej rachunek bankowy środków nie należy do niej, a służy do rozliczeń z nadawcami tych paczek, czyli sprzedawcami przesyłanych przedmiotów.
Na jakiej podstawie organ zajął majątek firmy?
WSA w Łodzi przypomniał, że zabezpieczenie zobowiązania podatkowego następuje po przeprowadzeniu postępowania, które cechuje potrzeba szybkości działania organów podatkowych, aby uniemożliwić podatnikowi uniknięcie zapłaty zobowiązania. Potrzeba ochrony interesu wierzyciela nie zwalnia jednak organów z obowiązku przestrzegania reguł, które to postępowanie obwarowują. Urzędnicy skarbowi muszą podjąć wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia i załatwienia sprawy. A tego w tym przypadku zdaniem sądu nie uczynili.
Po pierwsze organy nie kwestionowały struktur i charakteru wykonywanej przez przedsiębiorcę działalności, stąd nasuwa się pytanie, na jakiej podstawie fiskus uznał, że wpływające na konto firmy kwoty pobrań należą do niej, a nie do ich nadawców. Jak informował sam przedsiębiorca, zaewidencjonowaniu i rozliczeniu podatkowemu podlegała jedynie kwota stanowiąca należną za jego usługi prowizję. Łódzki sąd, przychylając się do skargi przedsiębiorcy i uchylając zaskarżoną decyzję dyrektora izby skarbowej, odniósł się do ustanowionego przez organ skarbowy zabezpieczenia na majątku firmy:
„W rozpoznanej sprawie jest bezsporne, że skarżący nie dokonywał czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogłyby utrudnić lub udaremnić egzekucję. Organ podatkowy nie wykazał także, że trwale nie uiszcza wymagalnych zobowiązań podatkowych. Wszystko to uzasadnia przekonanie, że organy nie wykazały zaistnienia przesłanek dopuszczalności zabezpieczenia w rozumieniu at. 33 § 1 O.p.” (wyrok WSA w Łodzi, z 6 października 2021 r., sygn. akt I SA/Łd 544/21).
Jeśli więc urząd skarbowy zamierza ustanowić zabezpieczenie na majątku firmy, musi wykazać, że przedsiębiorca zbywa majątek albo notorycznie nie płaci podatków.
Podsumowanie
Wyrok w tej sprawie potwierdza, że fiskus nie może działać samowolnie, gdyż obowiązują go przepisy i zasady prawa, które warto egzekwować przed sądem. Nie może być zgody na to, aby prężnie działającej firmie zajmować majątek na kwotę 3,5 mln zł, potrzebny jej przecież do prowadzenia bieżącej działalności.
Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Obroty najemców centrów handlowych od czasu zakończenia czwartego lockdownu oscylują wokół wartości osiąganych przed pandemią, pomimo niższej odwiedzalności.
Bankowe dane podsumowujące wartość transakcji kartami płatniczymi potwierdziły duże zainteresowanie klientów zakupami podczas Black Week.
Czwarty kwartał dla branży centrów handlowych jest najważniejszy w roku, ponieważ przed pandemią stanowił średnio ponad 30 proc. całorocznych obrotów. W samym grudniu obroty osiągały wartość wyższą średnio o ok. 54 proc. niż średnia miesięczna z okresu styczeń-listopad.
Obroty w centrach handlowych na poziomie zbliżonym do czasów sprzed pandemii
Według PRCH Turnover Index poziom obrotów w centrach handlowych od maja do października 2021 r. osiągał wartości podobne lub wyższe w stosunku do danych z 2019 r., czyli sprzed pandemii. W sierpniu br. najemcy odnotowali obroty wyższe aż o 8 proc., w maju i lipcu br. większe o 1 proc., a w październiku o 2 proc. w porównaniu do analogicznego miesiąca w 2019 r. Natomiast w czerwcu i wrześniu br. nieznacznie niższe niż przed pandemią, odpowiednio o 3 proc. i 5 proc. Od zakończenia lockdownu w maju do końca października br. najlepiej radziły sobie i odnotowały obroty wyższe niż w podobnym okresie przed pandemią w 2019 r. następujące kategorie zakupowe: artykuły spożywcze, wyposażenie wnętrz, usługi oraz moda i akcesoria.. PRCH Turnover Index nieprzerwanie od 2008 r. prezentuje efektywność sprzedaży w centrach handlowych na podstawie danych raportowanych przez najemców wynajmującym i anonimowo analizowanych przez profesjonalnego audytora PwC na zlecenie PRCH. Indeks służy do analizy wyników branży i umożliwia jej uczestnikom weryfikację i ocenę własnych obrotów na tle anonimowych danych z podobnych segmentów handlu.
„W czasie pandemii zmienił się sposób robienia zakupów – klienci rzadziej odwiedzają galerie handlowe, ale jednorazowo wydają więcej, czyli konwersja jest wyższa. Jest to dobra zmiana w trudnej sytuacji epidemicznej, gdyż pozwala na ograniczenie kontaktów międzyludzkich, a jednocześnie generuje wyższe obroty, które są tak potrzebne najemcom. Dobre zamknięcie czwartego kwartału oraz niezakłócona nowymi ograniczeniami działalność w nadchodzących miesiącach pozwoliłyby naszej branży częściowo ograniczyć długoterminowe skutki lockdownów oraz rosnących obecnie kosztów związanych m.in. z wysoką inflacją, czy stosowaniem dodatkowych zabezpieczeń sanitarnych”– powiedział Krzysztof Poznański, dyrektor generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.
W centrach handlowych bywamy rzadziej
Indeks przedstawiający poziom odwiedzalności w obiektach handlowych – PRCH Footfall Index – po zakończeniu ostatniego lockdownu od maja do października br. był niższy w zależności od miesiąca i wielkości obiektu o 5 proc. do 12 proc. w porównaniu do analogicznego okresu przed pandemią w roku 2019. Najmniej popularnym miesiącem był maj, kiedy PRCH Footfall Index był niższy o 12 proc. od analogicznego miesiąca w 2019 r. i wyniósł 88 proc. W kolejnych miesiącach odwiedzalność stopniowo się odbudowywała i w październiku br. była niższa o 5 proc. w porównaniu do wyników z tego samego miesiąca w2019 r.
Black Week – czas wyprzedaży, który rozpoczyna najważniejszy dla handlu okres świątecznych zakupów – w tym roku kontynuował trend zakupowy przedstawiony przez GUS w październikowych danych o sprzedaży detalicznej. Świadczą o tym informacje prezentowane przez banki[1] na podstawie wartości transakcji zrealizowanych kartami płatniczymi.
Wydajemy więcej – sprzedaż detaliczna w Polsce jedną z najwyższych w Europie – a handel internetowy pozostaje w cieniu zakupów stacjonarnych
Klienci wracają do tradycyjnych zakupów, kupując w sposób bardziej przemyślany i zaplanowany. Dane o sprzedaży detalicznej w Polsce w październiku br., które podał Eurostat i GUS, w tym także o udziale e-commerce w handlu, wskazują, że kolejna fala pandemii i wysoka inflacja na razie nie wpłynęły na decyzje zakupowe i nieustającą atrakcyjność handlu offline dla Polaków.
Według Eurostatu[2] sprzedaż detaliczna towarów i usług w Polsce jest jedną z najwyższych w Europie, wzrosła w październiku o 12,4 proc. w porównaniu do października zeszłego roku. Średnia dynamika w UE wyniosła zaledwie 2,3 proc., a w krajach strefy euro zakupy są jeszcze większą rzadkością. Z kolei GUS[3], odnotował sprzedaż detaliczną w cenach bieżących w październiku br. na poziomie wyższym niż przed rokiem o 14,4 proc. Przy założeniu stałych cen (bez uwzględnienia inflacji), sama sprzedaż wzrosła w Polsce o 6,9 proc. Komentarz GUS wskazuje na wysoki popyt na odzież oraz dobra półtrwałe. Szczególnie mocno wzrosła sprzedaż w kategorii pozostałe, która agreguje wydatki np. na biżuterię czy zabawki. Eksperci zauważają, że znaczące wzrosty cen wcale nie zniechęcają Polaków do zakupów.
Udział sprzedaży centrów handlowych w sprzedaży detalicznej wynosi obecnie 29 proc., natomiast udział handlu internetowego, który podczas lockdownów i okresów zamknięcia obiektów handlowych wzrastał z poziomu ponad 5,6 proc. na początku pandemii w lutym 2020 r., osiągnął w jej szczytowych miesiącach wartość 11,9 proc., natomiast po otwarciu centrów handlowych w maju br. spadł do poziomu 7,4 proc. w lipcu br. i w ostatnich miesiącach utrzymuje się w przedziale 7,4-8,4 proc. Stabilizacja udziału sprzedaży internetowej w handlu detalicznym świadczy o przyzwyczajeniach Polaków, którzy mimo nowych doświadczeń cyfrowych wywołanych pandemią i lockdownami, cenią sobie bezpośrednie zakupy w sklepach tradycyjnych. Robią je jednak inaczej – choć odwiedzają sklepy rzadziej, kupują w nich więcej.