„15 grudnia zaczęło obowiązywać nowe rozporządzenie w sprawie obostrzeń covidowych. Z nowego rozporządzenia nie wynika ani uprawnienie ani też obowiązek kontroli przez przedsiębiorców paszportów covidowych ich klientów. Ministerstwo wskazało, że do limitów nie wliczamy osób, które okazały paszport covidowy, niemniej okazanie to jest dobrowolne. Konsekwencją nieokazania ww. paszportu jest wliczenie klienta do limitu. Przedsiębiorca staje się więc swoistym zakładnikiem. Z jednej strony nie może wymagać paszportu, z drugiej musi przestrzegać limitu. Co może prowadzić do kuriozalnej sytuacji, w której przedsiębiorca będzie mógł świadczyć usługi tylko w ramach limitu, pomimo że wszyscy jego klienci będą zaszczepieni, ale odmówią okazania paszportu – bo mają do tego prawo. Aby nie było żadnych wątpliwości uprawnienie do weryfikacji paszportów powinno wynikać wprost z przepisów ustawy. Przedsiębiorcom nie jest potrzebny konflikt z klientami, ani spór z administracją w sądach, bo w obu przypadkach generuje to dodatkowe koszty I spadek przychodów.”
Listopad 2021 rekordowym miesiącem w polskiej elektromobilności
Według danych z końca listopada 2021 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 35 222 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Przez pierwsze jedenaście miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 16 629 sztuk, tj. o 101% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.
Pod koniec listopada 2021 r. po polskich drogach jeździły 35 222 elektryczne samochody osobowe. Pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 49% (17 145 szt.) tej części parku pojazdów, a pozostałą część (51%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 18 077 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 1 541 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec listopada składała się z 10 622 szt, jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 313 580 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 639 szt. Od stycznia do listopada 2021 r. flota elektrobusów powiększyła się o 208 zeroemisyjne pojazdy. W porównaniu z analogicznym okresem 2020 r., kiedy zarejestrowano 189 takie autobusy, oznacza to wzrost o 10% r/r.
Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec listopada w Polsce funkcjonowało 1 813 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (3 544 punktów). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W listopadzie uruchomiono 101 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (207 punktów).
– Pod względem liczby nowo zarejestrowanych, osobowych samochodów całkowicie elektrycznych listopad był nie tylko zdecydowanie najlepszym miesiącem w 2021 r., ale również rekordowym miesiącem w historii polskiej elektromobilności. Na drogi wyjechało 1 108 takich pojazdów. To ponad 4 razy więcej niż w styczniu i więcej niż w całym 2018 r. Odnotowaliśmy również najwyższą w tym roku liczbę oddanych do użytku ogólnodostępnych stacji ładowania. Liczymy na to, że w grudniu – podobnie jak w 2020 r. – liczba rejestracji samochodów całkowicie elektrycznych pobije kolejne rekordy i to mimo niekorzystnej sytuacji rynkowej związanej z niedoborem półprzewodników – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.
-Listopad był kolejnym miesiącem wzrostów rejestracji samochodów niskoemisyjnych. W Polsce to już 33,4% pojazdów, które nie są czysto spalinowe. Wydaje się, że działania z ostatnich miesięcy – czyli bardzo intensywne kampanie reklamowe producentów oraz uruchomienie wszystkich części programu „Mój elektryk” zaczynają przynosić efekty. Tu szczególnie należy podkreślić, że w ostatnim czasie w ramach programu „Mój elektryk” nastąpiło uruchomienie dopłat dla przedsiębiorców kupujących samochody w leasingu oraz systemu dopłat do budowy ładowarek i stacji tankowania wodoru. Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, że w tym roku uśredniona emisja CO2 dla pojazdów rejestrowanych w Europie nie może przekroczyć 95 gramów CO2 / km, producenci oferują pojazdy, których sprzedaż pozwoli im na uniknięcie bardzo wysokich kar. Jednakże, jeśli porównamy rejestracje samochodów bateryjnych i hybryd plug-in w Polsce, która stanowi 3,4 % ze sprzedażą tych modeli w Europe z udziałem na poziomie 10%, to widać, że jest to trzykrotnie mniej i że wciąż mamy na tym polu sporo do nadrobienia – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.
Kobieta rozważna, mężczyzna lubiący ryzyko Jak Polacy podchodzą do oszczędzania i inwestycji?
43 proc. kobiet i 46 proc. mężczyzn uważa, że inwestowanie to dobry sposób na pomnożenie kapitału. Jednak wiedza Polaków o inwestycjach jest umiarkowana – do braków pod tym względem przyznają się zarówno panie, jak i panowie. Kobiety jednak częściej twierdzą, że nie warto angażować się w coś, czego się nie rozumie, podczas gdy mężczyźni są bardziej skłonni do inwestowania, mimo swojej niewiedzy. Rozwaga pań i skłonność do ryzyka u panów to postawy, które widać także w innych aspektach ich strategii oszczędnościowo-inwestycyjnych. Najnowsze badanie Aion Banku pokazuje obszary, do których kobiety i mężczyźni podchodzą w podobny sposób i te, gdzie widać między nimi wyraźne różnice.
Trzymanie pieniędzy w skarpecie wciąż aktualne
Badanie zrealizowane przez SW Research na zlecenie Aion Banku, pokazało stosunek Polek i Polaków do pomnażania pieniędzy. Okazuje się, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni podchodzą do oszczędzania pieniędzy w podobny sposób – najchętniej po prostu przechowują pieniądze na koncie bankowym (70 proc vs 69 proc.), koncie oszczędnościowym lub lokacie bankowej (42 proc. vs 44 proc.) oraz w formie gotówki w domu (40 proc. vs 39 proc.).
– Przechowywanie pieniędzy na koncie bankowym czy w gotówce w domu wiąże się z utratą ich wartości. W kontekście silnej presji inflacyjnej oprocentowane konto oszczędnościowe staje się formą bezpieczniejszego przechowywania oszczędności. A zaledwie 4 na 10 Polaków, wybiera taki sposób lokowania oszczędności – komentuje Marta Zalewska, PR Owner w Aion Banku.
Chcemy inwestować, ale się boimy
Uzupełnieniem dobrej strategii oszczędnościowej są inwestycje. Choć na rynku panuje powszechne przekonanie, że mężczyźni lepiej rozumieją mechanizmy rządzące giełdami i są wytrawniejszymi inwestorami, to nie niekoniecznie jest to prawda. Z badań wynika, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni dostrzegają, że inwestowanie to dobry sposób na pomnożenie kapitału (43 proc. vs 46 proc.), jednak mniej więcej taki sam odsetek badanych obu płci ocenia swoją wiedzę z tego obszaru jako umiarkowaną (47 proc. vs 45 proc.). Słaba samoocena w kwestii wiedzy o inwestycjach powstrzymuje od działania jednak tylko kobiety – 60 proc. z nich decyduje się nie lokować pieniędzy w ten sposób, w porównaniu do 4 na 10 mężczyzn.
Formy inwestowania są jednak podobne, niezależnie od płci. Najpopularniejszą są nieruchomości, które za najlepszy sposób lokowania oszczędności uważa 5 na 10 Polek i Polaków oraz złoto (4 na 10). Największe ryzyko respondenci wiążą z kryptowalutami – co ciekawe, to mężczyźni (46 proc.) częściej uważają je za ryzykowne niż kobiety (37 proc.) – oraz z akcjami pojedynczych spółek na giełdzie, które są ryzykowne dla średnio 4 na 10 osób obojga płci.
Rozważność, która cechuje kobiety niepodejmujące decyzji o inwestycji bez rynkowej wiedzy, widać również w ich podejściu do ryzyka – panie są mniej skłonne do kontynuowania inwestycji w zasoby, które wykazują większe ryzyko przeniesienia straty. Z badania wynika, że w sytuacji, gdy przez 12 miesięcy inwestycja nie przynosi zysku, kobiety chętniej się z niej wycofają – nawet jeśli miałyby stracić przy tym 70 proc. włożonych dotychczas środków. Mężczyźni z kolei deklarują, że w takim przypadku zainwestowaliby dodatkowe środki dodatkowych środków – aż do 50 proc. kwoty, którą już włożyli w dany zasób. Zrobiliby to w przypadku, jeśli mogliby w ten sposób ograniczyć stratę do 50 proc. przy jednoczesnym ryzyku straty wynoszącym aż do 120 procent.
Zmiany w sektorze technologicznym
Niektóre z największych spółek technologicznych mogą zmieniać sektory w ramach proponowanej reorganizacji GICS* na 2022 r. Mogłoby to znacznie zwiększyć rozmiar sektorów finansowego i przemysłowego oraz zredukować sektor IT i pogorszyć koncentrację akcji (patrz wykres). Podkreśla to również trudności w klasyfikacji wielu branż, od płatności po odnawialne źródła energii i konopie indyjskie. To nadal napędza duży wzrost inwestycji tematycznych.
WPŁYW
Światowi liderzy płatności cyfrowych Visa (V), Mastercard (MA), Paypal (PYPL) mogą opuścić sektor Technologiczny (XLK) i dołączyć do Finansowego (XLF). Byłyby to akcje z pierwszej dziesiątki, co czyniłoby go drugim co do wielkości sektorem. Sprawiłoby to również, że Tech byłby jeszcze bardziej skoncentrowany. Apple (AAPL) i Microsoft (MSFT) stanowią obecnie 40 proc. sektora. Procesory danych Automatic Data (ADP), Fidelity National (FIS), Paychex (PAYX), Broadridge (BR) mogą dołączyć do sektora Przemysłowego (XLI).
CO TO JEST *GICS?
Globalny System Klasyfikacji Branży (GICS) to struktura służąca do klasyfikowania firm w branżach i sektorach, stanowiąca podstawę większości wartej 10 bilionów dolarów branży ETF. Byłaby to dopiero trzecia duża zmiana od uruchomienia w 1999 roku, po utworzeniu sektorów nieruchomości (2016) i komunikacji (2018).
Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro
Tarcza antyinflacyjna – czy uchroni nas przed drożyzną?
Ogłoszony przez rząd pakiet antyinflacyjny może obniżyć ceny prądu i gazu. Rządzący tłumaczą, że wzrost cen surowców energetycznych na rynkach światowych jest główną przyczyną wzrostu inflacji w Polsce i innych krajach unijnych. W ramach projektu proponuje się wprowadzenie czasowego wyłączenia z podatku VAT paliw w okresie od 1 stycznia do 31 maja 2022 roku. Chodzi o wyłączenie benzyn silnikowych, olejów napędowych, biokomponentów stanowiących samoistne paliwa oraz gazów przeznaczonych do napędu silników spalinowych. Rząd liczy, że ograniczenie wzrostu cen paliw powinno się przyczynić do stabilizacji cen także w innych obszarach gospodarki – w tym cen żywności, a wprowadzenie zwolnienia dla energii elektrycznej wykorzystywanej przez gospodarstwa domowe pozwoli na zmniejszenie kosztów po stronie tej grupy odbiorców. Zdaniem ekonomistów propozycja rządu Mateusza Morawieckiego nie powstrzyma inflacji, a jedynie częściowo uchroni przed jej efektami Polaków.
– Większość komentatorów mówiąc o wysokiej inflacji, zwłaszcza z perspektywy światowej, zwraca przede wszystkim uwagę na cenę nośników energii i paliw. Proszę zauważyć, że w przypadku naszego kraju mamy splot wielu czynników, które wpływają na wzrost kosztów wytwarzania. Co z pewnością jest uwzględniane w cenach przemysłowych oraz usługach. Cały czas towarzyszy nam lawina zmian powodujących, że koszt wytwarzania jest wyższy. Trzeba pamiętać, że chociaż bardzo dużą część dzisiejszej inflacji przypisujemy temu, co dzieje się na rynkach energii i żywności – to tak naprawdę stanowi to niewspółmierny wzrost kosztów wytwarzania – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Wystarczy zauważyć co dzieje się z cenami za wywóz śmieci, za pozyskanie wody, czy też jak wygląda sytuacja z płacą minimalną. Dodatkowo pojawiają się nowe daniny i podatki, które przekładają się na ceny konsumentów. Według mnie idealnym pakietem antyinflacyjnym byłoby to, że wszystkie pomysły, które w tej chwili są zaprogramowane i zakładają, że koszty wytwarzania będą rosły, powinno się odłożyć się na co najmniej rok. W następnych latach powinny być wprowadzane, jednak bardzo powoli. Trzeba zrobić wszystko, żeby nie dynamizować inflacji – ponieważ trudno przewidzieć, jak w dalszych miesiącach będzie rosła. Obecnie proponowana tarcza to trochę maskowanie ciężkiej sytuacji, a nie szukanie wyjścia z niej. Działania te nie sprawią, że inflacja zniknie. Zatem nie jest to pakiet stricte antyinflacyjny, tylko pakiet rekompensat. Istnieje też zagrożenie, że wiele osób nie zmieści się w te widełki pomocowe pytanie, co wtedy? Ci ludzie nadal będą odczuwać inflację – podkreśla Soroczyński.
Rynek czeka
Mamy obecnie jedną z tych dziwnych sytuacji, gdy z zapartym tchem czekamy na decyzję jednego z najbardziej przewidywalnych banków centralnych. Nie można wykluczyć, że rynek będzie analizował przyszłość na podstawie zmian kilku zdań lub zaledwie przymiotników w komunikacie po posiedzeniu FED.
Czekając na FOMC
Inwestorzy nie mogą się zdecydować, czy podchodzić optymistycznie, czy pesymistycznie do dzisiejszego posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Dzisiejsza decyzja niemal na 100% nie zmieni stóp procentowych, ale komunikat po niej i skala redukcji programu skupu aktywów mogą zrobić pewną niespodziankę. Z tego powodu w ostatnich dniach na głównej parze walutowej widać ciągłe wzrosty i spadki wkoło podobnych poziomów. Z drugiej strony inwestorzy patrzą przychylnie na rynki rozwijające się. Widać to przynajmniej po złotym, który wczoraj i dzisiaj umocnił się niemal 0,5% względem szczytów z początku tygodnia.
Chile nie uznaje półśrodków
Chilijskie peso ma ostatnio bardzo słabą passę na rynku. Od maja straciło 15% na wartości względem dolara. Nie zmienia to faktu, że tamtejsi decydenci postanowili realnie walczyć z problemem inflacji. Jeszcze w czerwcu stopy procentowe były na rekordowo niskim poziomie 0,5%, po czym czterema decyzjami, w tym dwoma ostatnimi o 1,25% w górę doprowadzono główną stopę procentową do poziomu 4%. Inflacja wynosi w tym kraju 6,7%, co pokazuje, że możliwa jest stabilizacja w najbliższym czasie. Po samej decyzji o podwyżce o wspomniane 1,25% w górę chilijskie peso zyskało na wartości.
Węgrzy nadal podnoszą stopy procentowe
Bank Węgier zgodnie z oczekiwaniami podniósł główną stopę procentową o 0,3%. To mniejsze wzrosty niż w Polsce, ale trzeba pamiętać, że po tej podwyżce są na poziomie o 0,65% wyższym, co jest istotną różnicą. Węgrzy zaczęli podnosić stopy procentowe wyraźnie wcześniej niż Polska, co nie zmienia faktu, że nadal borykają się z wysokim wzrostem cen. Inflacja przekracza tam jednak stopy procentowe o 5%, a nie o 6% jak w Polsce. Rynki walutowe wczoraj, przed samą decyzją, zaczęły kupować forinta, licząc na mocniejszą decyzję lub chociaż zapowiedź, a po samej decyzji forint wrócił do punktu wyjścia.
W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Polacy za cyberbezpieczeństwo są gotowi zapłacić ok. 30 zł na miesiąc
Aż 10% użytkowników internetu w Polsce nie ma żadnych zabezpieczeń na swoich urządzeniach podłączonych do internetu, bo najczęściej nie wiedzą, co i jak mają zainstalować. Użytkownicy, którzy mają jakieś rozwiązania zabezpieczające, z reguły korzystają z darmowych aplikacji i oprogramowania preinstalowanego przez producentów urządzeń. Polacy w większości oczekują też kompleksowej usługi w zakresie cyberbezpieczeństwa od swojego dostawcy internetu i są skłonni za nią zapłacić ok. 30 zł na miesiąc – wynika z badania Coleman Parkes Research, które zostało zrealizowane na zlecenie Allot, jednego globalnych liderów oferujących rozwiązania w obszarze cyberbezpieczeństwa.
Polacy najczęściej mają zainstalowane na urządzeniach podłączonych do internetu oprogramowanie chroniące ich przed wirusami (61%), atakami phishingowymi (59%), złośliwym oprogramowaniem typu malware (43%), a także do blokowania witryn z niewłaściwymi treściami (42%).
„Wśród zainstalowanych zabezpieczeń przeważają darmowe aplikacje zabezpieczające (29%) lub preinstalowane rozwiązanie od producenta urządzenia (26%). Co ciekawe, ponad jedna trzecia Polaków (37%) uważa, że preinstalowane zabezpieczenia są w pełni wystarczające. Nie zgadza się z tym 25% respondentów, którzy decydują się na płatne zabezpieczenia i płacą za taką usługę średnio 34 zł miesięcznie” – mówi Ian Parkes z firmy Coleman Research.
10% Polaków nie ma żadnej ochrony przed cyberzagrożeniami
Z badań Allot i Coleman Parkes Research wynika, że aż 10% użytkowników internetu w Polsce nie ma żadnej ochrony na swoich urządzeniach podpiętych do internetu. Wynika to głównie z tego, że po prostu obawiają się instalowania nowych aplikacji (58% wskazań). Z kolei 51% osób w tej grupie przyznała, że zainstalowanie i uaktualnianie oprogramowania zabezpieczającego zajmuje im za dużo czasu i dlatego tego nie robią.
Kolejne często wskazywane powody, dla których Polacy rezygnują z ochrony przed cyberzagrożeniami, to niewiedza, gdzie szukać takiej zabezpieczającej aplikacji (47%), jaką wybrać (46%) i jak ją zainstalować (31%). Często powodem jest też brak świadomości, że w ogóle powinni coś instalować, co wynika z przekonania, że taka aplikacja została już zainstalowana na ich urządzeniu przez producenta (46%) lub po prostu, że posiadanie zabezpieczeń nie jest konieczne (34%). Z kolei 24% osób wskazało, że nie instaluje żadnych aplikacji zabezpieczających ze względu na zbyt duże koszty z tym związane.
Jakich zagrożeń obawiamy się i na jakich urządzeniach potrzebujemy ochrony najbardziej?
Ataki phishingowe (56% wskazań), narażenie dzieci na cyberzagrożenia (56%) i utrata poufnych danych (54%) to cyberzagrożenia, których najbardziej obawiają się Polacy. Na liście są także: ataki ransomware (53%) i utrata prywatności (49%).
Polacy mają także szereg innych obaw związanych z korzystaniem z internetu. Największe z nich dot. zbyt dużej ilość czasu spędzonego online w ciągu dnia (58%) i związanej z tym obawy przed zainstalowaniem niebezpiecznej aplikacji (56%) oraz zetknięciem się ze szkodliwymi treściami (52%). Boimy się także, że osoby obce uzyskają dostęp do prywatnych informacji na nasz temat przez serwisy społecznościowe (51%), a także kontaktu z wulgarnym słownictwem (50%).
„Ciekawe wyniki przyniosły także odpowiedzi na pytania o obawy dot. mieszkania w inteligentnym domu. Otóż Polacy w tym obszarze najbardziej obawiają się o takie kwestie, jak utrata prywatności (28%), zbyt duża zależność od technologii (22%), wysokie koszty (20%), za duże skomplikowanie takiego rozwiązania (18%) oraz cyberatak (12%)” – wyjaśnia Ian Parkes.
Przedstawiciel Coleman Parkes Research zauważa także, że aż 46% Polaków boi się, że mikrofony i kamery wbudowane w niektóre ich urządzenia mogą zostać zhakowane i wykorzystane do szpiegowania. Nieświadomych takiego zagrożenia jest aż 20% respondentów, a podobny odsetek uważa, że to niemożliwe.
„Niestety, jest to jak najbardziej realne zagrożenie. Wystarczy, że na naszym urządzeniu zostanie zainstalowane oprogramowanie szpiegujące i przy pomocy takiego oprogramowania można włączyć kamerę w telefonie, czytać esemesy (nawet te już skasowane), a także podsłuchiwać prowadzone rozmowy telefoniczne podłączając się w niezauważalny sposób. Takie oprogramowania pozwala także śledzić lokalizację za pomocą urządzeń GPS w telefonie” – tłumaczy Ian Parkes.
Obawy o bezpieczeństwo podczas korzystania z internetu przez telefon powodują, że to urządzenie jest wskazywane najczęściej, bo aż przez 42% respondentów, jako wymagające ochrony. Na kolejnych miejscach znajdują się: ochrona podczas korzystania z internetu podłączonego do routera w domu i pracy (32%), a także podczas połączeń przez Wi-Fi (25%).
Ochronę powinien zapewnić dostawca internetu lub producent urządzenia
Najwięcej, bo aż 32% Polaków uważa, że to ich dostawca usługi dostępu do internetu powinien zapewnić ochronę przed cyberzagrożeniami. Z kolei 26% twierdzi, że taką ochronę powinien zapewnić producent urządzenia, a po 21% uważa że o kwestie bezpieczeństwa online każdy powinien zatroszczyć się samodzielnie – albo przez zainstalowanie odpowiedniej aplikacji, albo aktywując aplikację preinstalowaną na urządzeniu.
Wyniki badań pokazały też, że jedna czwarta Polaków polegałaby na systemie bezpieczeństwa swojego dostawcy usług internetowych dla smart domu, ale aż 20% respondentów przyznało, że najpierw musiałoby zgłębić temat albo że nie wiedzieliby, od czego zacząć.
„Polacy na tle innych nacji mieszczą się w średniej, jeśli idzie o najczęściej praktykowane nawyki związane z bezpieczeństwem w sieci. W większości pamiętają o tym, żeby na swoim urządzeniu podłączonym do internetu zmienić predefiniowane hasło (57%), a także skonfigurować jego zaawansowane ustawienia dot. bezpieczeństwa (46%). Znaczna część Polaków, bo aż 38%, wskazała także, że ma domowy system, który zapewnia im kompleksową ochronę. Z kolei 37% respondentów przyznaje, że regularnie aktualizuje oprogramowanie na urządzeniu, a 31% korzysta z kompleksowego systemu zabezpieczeń zapewnianego przez dostarczyciela usługi dostępu do internetu” – omawia wyniki badania Ian Parkes.
Ile zapłacilibyśmy się za nasze bezpieczeństwo w sieci?
Ciekawe wyniki przyniosła także część badania poświęcona temu, ile Polacy są skłonni zapłacić za swoje bezpieczeństwo online. Wynika z nich, że średnio jest to 32,5 zł na miesiąc za kompleksowe zabezpieczenie smart domu oraz 31,8 zł za pełne zabezpieczenie sieci domowej i wszystkich urządzeń użytkownika.
„Aż 72% Polaków oczekuje takiego rozwiązania od swojego dostawcy internetu – albo jako część już dostarczanej usługi (38%), albo też jako dodatkowo płatną opcję (32%). W przypadku aż 60 proc. ankietowanych jest oczekiwanie, że ochrona na wielu urządzeniach powinna wiązać się ze znaczącym rabatem ze strony usługodawcy” – komentuje Ian Parks.
Aż 60% Polaków przyznało, że gdyby na rynku pojawiła się oferta promująca kompleksową ochronę w sieci, to byłby to poważny argument do zmiany usługodawcy. 22% respondentów zdecydowanie zdecydowałoby się na taki krok, a w 38% przypadków taka decyzja byłaby prawdopodobna.
Badanie internetowe Allot i Coleman Research zostało zrealizowane na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w sierpniu 2020 roku.
Oczy zwrócone na FED
Kiedy do głosu dochodzi Rezerwa Federalna inne wydarzenia schodzą automatycznie na dalszy plan. Ostatnie posiedzenie Fed w tym roku może być przełomowe. Rynek oczekuje mocno jastrzębiego komunikatu, jednak pamiętajmy, że Powell będzie starał się być powściągliwy co do odpowiedzi na pytanie, kiedy dojdzie do pierwszej podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
Najważniejszą niewiadomą nie jest to, czy Fed podejmie decyzję o szybszym wyjściu z QE i przyspieszy redukcję o 30 mld USD miesięcznie czy nie. To jest raczej pewne po ostatnich wypowiedziach Powella. Tutaj można oczekiwać, że z procesu skupu aktywów Rezerwa Federalna wyjdzie już w marcu a nie w połowie roku, jak jeszcze niedawno oczekiwano. Najważniejsza wydaje się być kwestia czy amerykańska instytucja po szybkim „tapering-u” zdecyduje się na szybki wzrost stóp procentowych, tzn. w połowie przyszłego roku.
Również nie ma większego znaczenia, czy stopa Fed funds będzie wahać się między 0-0,25 proc. czy między 0,25-0,5 proc. Znaczenie będzie miała sama decyzja szybkiej podwyżki, gdyż byłaby sygnałem, że Fed spieszy się z walką z inflacją, więc w średnim okresie jego polityka pieniężna będzie bardziej restrykcyjna niż jeszcze niedawno oczekiwano. To z kolei otwiera perspektywę wyższych rentowności amerykańskich obligacji oraz będzie pozytywnym impulsem dla USD. Jeśli Fed zrobi dziś wszystko, by jak najszybciej przygotować się do podwyżek stóp, będzie to oznaczać, że jego obawy przed samonapędzającą się inflacją są spore. To będzie wspierać wrażenie, że Powell dąży do prowadzenia relatywnie aktywnej polityki pieniężnej.
Dzisiejsze decyzje mogą stanowić znaczny kontrast do działań EBC oraz Banku Japonii. Europejska instytucja jest o wiele bardziej niezdecydowana jeśli chodzi o zdefiniowanie czy inflacja jest przejściowa czy ma charakter długofalowy. Z kolei w Japonii ona nadal jest na bardzo niskim poziomie i można powiedzieć, że tam tego problemu po prostu nie ma.
Dodatkową informacją, która zostanie wypuszczona na rynek, i która może napędzić kolejne oczekiwania, to aktualny wykres kropkowy – czyli projekcje przyszłej ścieżki stóp procentowych. Wykres co prawda nie jest wiążący dla Powella, jednak rynek lubi dyskontować przyszłe wydarzenia w oparciu o niego. Powell z pewnością będzie powściągliwy w temacie daty pierwszej podwyżki. Rynek będzie starał się jednak znaleźć odpowiedź i każde wypowiedziane zdanie będzie rozkładane na czynniki pierwsze.
Złoty jest silniejszy. Od wczoraj od godziny 11 widać, że złoty sukcesywnie staje się mocniejszy do głównych walut. Kurs EUR/PLN zszedł z poziomu 4,6440 do 4,6140. Notowania zareagowały na techniczny, horyzontalny opór wyznaczony przez szczyt z końca września tego roku. Cały czas jednak jesteśmy powyżej linii średnioterminowego trendu wzrostowego. Wycena złotego nie będzie obojętna na wydarzenia dzisiejszego wieczoru w USA. Silniejszy dolar może wpłynąć na osłabienie PLN, jednak jeśli Fed zaskoczy i jego przekaz będzie bardziej gołębi, złoty może wówczas zyskać na wartości.
Łukasz Zembik
DM TMS Brokers
Potencjał listy płac: Globalne badanie listy płac 2021
8 na 10 firm przyznaje, że pandemia stanowiła dla nich wyzwanie – wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez ADP „Potencjał listy płac: Globalne badanie listy płac 2021”. Ponadto dane raportu wskazują, że często pomijana usługa kadrowo-płacowa ma potencjał, by być czynnikiem napędzającym rozwój firm.
Badanie przeprowadzone przez jednego z liderów usług kadrowo-płacowych na świecie, firmę ADP, koncentrowało się na sprawdzeniu odporności i kompetencji działów ds. listy płac (działy kadrowo-płacowe) na całym świecie oraz tego, w jaki sposób pandemia zmieniła rynkowe podejście do tej kwestii.
Wyzwania covidowe
W wyniku pandemii, firmy na całym świecie musiały mierzyć się z problemami związanymi z realizacją listy płac. Aż 8 na 10 firm w skali globalnej przyznaje, że ostatni czas stanowił dla nich wyzwanie. Dla 41 proc. ankietowanych w badaniu „Potencjał listy płac: Globalne badanie listy płac 2021” największy problem stanowiła niezawodność systemów płacowych. Na kolejnych miejscach znalazły się m.in. dokładność wypłat pracowników (39 proc.) oraz terminowość wypłat (38 proc.). Ponadto, 75 proc. badanych na świecie organizacji przyznało, że w trakcie pandemii nie były w stanie w 100 proc. zarządzać swoją listą płac.
– W ADP Polska, dzięki zaawansowanej automatyzacji procesów kadrowo-płacowych oraz dużemu doświadczeniu, podołaliśmy pojawiającym się wyzwaniom spowodowanym przez pandemię COVID-19 i realizowaliśmy na czas wszystkie naliczania wynagrodzeń naszych klientów. Jednak w przypadku znacznej części rynku gwałtownie zmieniające się regulacje prawne czy brak kompatybilności pomiędzy systemami wyraźnie rzutowały na jakość i terminowość procesów płacowych. Nie da się również ukryć, że w ostatnim roku firmy musiały mierzyć się ze zwiększoną i nieplanowaną absencją pracowników. Dochodziło do sytuacji, w której z dnia na dzień z przedsiębiorstwa znikała znaczna część kompetencji i wiedzy, co było szczególnie istotne w kontekście terminowego naliczania płac i realizacji przelewów. To właśnie ten aspekt stanowił jedno z większych wyzwań dla większości polskich firm – twierdzi Marcin Mika, Director Growth & Client Success w ADP Polska.
Optymalizacja, przejrzystość, elastyczność
Z danych ADP wynika, że firmy, które wdrożyły strategię globalnej listy płac (14 proc.) w pełni zintegrowaną z systemami HR i finansowymi wskazują obecnie na mniejszą złożoność
i widoczną optymalizację kosztów. Dodatkowo – w trakcie pandemii – 73 proc. respondentów nie dysponowało danymi listy płac, które mogły wesprzeć strategiczny kierunek firmy, a 51 proc. miało ograniczone zaufanie do zgodności listy płac z przepisami, którą gwarantuje usługa globalnej lista płac. Z analiz wynika także, że 61 proc. respondentów przekonało się, że nie jest w stanie dostosować listy płac do spełnienia wielu potrzeb firmy w czasie pandemii. Ponadto, jedna trzecia (33 proc.) stwierdziła, że nie posiada systemu płacowego, który w przypadku kryzysu może obsłużyć ekspansję przedsiębiorstwa.
Gotowi na zmiany?
Firmy nauczone wydarzeniami minionego czasu coraz częściej wykazują gotowość do rozważenia outsourcingu całości lub większej części procesów listy płac – według analiz ADP, taka perspektywa dotyczy już 75 proc. przedsiębiorstw w skali globalnej. Mimo takiego podejścia, wciąż ponad 70 proc. firm odczuwa brak przygotowania do przyszłych turbulencji lub poważnych zmian regulacyjnych w tej płaszczyźnie. Najważniejszymi korzyściami oczekiwanymi od transformacji listy płac są natomiast: dostęp do większych możliwości raportowania i analiz (27 proc.) oraz integracja danych z listy płac
z innymi systemami firmowymi/HR (26 proc.).
– Pandemia diametralnie zmieniła perspektywę polskich przedsiębiorców oraz wymusiła konieczność przemodelowania dotychczasowych procesów. Kluczowa stała się rosnąca potrzeba cyfryzacji oraz większa elastyczność w kwestii zatrudniania pracowników. Jednak ze względu na wciąż niestabilną sytuację rynkową oraz turbulencje związane z pandemią, znaczna część firm wstrzymała planowane inwestycje w innowacyjne rozwiązania. Z tego też względu wiele przedsiębiorstw musi obecnie wybierać pomiędzy pozorną stabilnością finansową a rozwojem – mówi Mariusz Koczwara, Sales Director w ADP Polska. – Bardzo niska stopa bezrobocia i niedobór pracowników, sprawiają również, że pracodawcy zostają postawieni przed dylematem – czy powinni inwestować w zatrudnianie nowych pracowników i polepszanie ich kwalifikacji z zakresu usług kadrowo-płacowych, czy też skorzystać z usług outsourcingowych doświadczonego dostawcy – dodaje.
3 najważniejsze prognozy dotyczące sposobów pracy w firmach na rok 2022
Długo oczekiwany powrót do „normalności” nie musi być związany z powielaniem starych nawyków. Praca hybrydowa pozostanie z nami na stałe, jednak nowy rok przyniesie nieodwracalne zmiany nie tylko w sposobie postrzegania, ale również wykonywania służbowych obowiązków. Sytuacja epidemiologiczna wywarła na firmach konieczność umożliwienia pracy zdalnej, wszędzie tam, gdzie tylko było to możliwe, oraz zweryfikowania zaangażowania pracowników w nowym modelu współpracy. Należy jednak zwrócić uwagę, że siła napędowa do wdrażania zmian zostanie równomiernie podzielona między pracodawców a pracowników w nadchodzącym roku. Firmy, które chcą utrzymać swoją pozycję na rynku, będą musiały zrozumieć i przyjąć tę fundamentalną zmianę, aby znaleźć równowagę między technologią i transformacją modelu współpracy.
Prognoza 1 – Koniec z pracą w stałych godzinach
Podobnie jak „dżin” uwolniony z lampy pracownicy, którzy poznali zalety pracy w modelu hybrydowym, nie mają ochoty wracać do korporacyjnego życia na pełny etat. Według ostatnich badań przeprowadzonych przez firmę Poly, aż 80% pracowników z Europy i Bliskiego Wschodu woli pracować przez kilka dni w tygodniu z domu. Powodem jest duża potrzeba elastyczności oraz „wielka rezygnacja” zatrudnionych, w związku z tym mają oni więcej możliwości wyboru sposobu i miejsca pracy.
„Pracownicy potrzebują zachowania zdrowej równowagi między życiem zawodowym a prywatnym oraz większej elastyczności, aby móc iść do dentysty, wziąć udział w szkolnym przedstawieniu lub zamienić dni pracy, czy spotkać się ze starym przyjacielem w dogodnych dla siebie godzinach. Zamiast być zasobem, który wymaga zarządzania, pracownicy przyjęli rolę klienta: wiedzą, czego chcą, kiedy i jak oraz otwarcie o tym mówią. Jeżeli firma zignoruje ich głos, poszukają nowego miejsca pracy” – mówi Paul Clark, Senior Vicepresident w Poly na Europę, Bliski Wschód i Afrykę.
Prognoza 2 – Polimorficzne biura wyposażone w odpowiednie narzędzia
Biura nie będą już fizycznymi przestrzeniami z przypisanymi pracownikom biurkami. Przyszłe miejsca pracy będą ekosystemami przestrzeni i pomieszczeń, które odpowiadają nawykom oraz potrzebom różnych osób. Członkowie zespołów nie będą już przychodzić do biura dlatego, że muszą, a dlatego, że chcą. Konieczność zapewnienia możliwie najlepszych doświadczeń z pracy doprowadzi do znaczących zmian w projektowaniu pomieszczeń i inwestycjach w urządzenia oraz technologie do współpracy w budynkach biurowych.
„Organizacje, które nie będą wspierać elastycznego miejsca pracy w 2022 r., będą miały trudności z umacnianiem kultury współpracy. Podczas pandemii, zmniejszenie częstotliwości fizycznych spotkań członków zespołu stworzyło konieczność kreatywnego i innowacyjnego podejścia do kontaktu między współpracownikami. Nieformalne pogawędki lub nieplanowane spotkania przy ekspresie nie były możliwe w czasie pracy zdalnej, a przecież takie momenty przyczyniają się do wymiany doświadczeń i rozwiązywania problemów. Sprawna komunikacja oraz płynna współpraca jest niezbędna dla komfortu i poczucia przynależności pracowników – warto również zauważyć, że związek pomiędzy ich dobrym samopoczuciem a wynikami biznesowymi jest znaczący” – dodaje Clark.
Prognoza 3 – Równość: nowy imperatyw
W czasie pandemii głównym priorytetem biznesu było utrzymanie ciągłości procesów, a firmy musiały przyjąć filozofię opartą na możliwości wyboru. Sytuacja, w której członkowie zespołów mogą samodzielnie podejmować decyzje związane z organizacją pracy, jest doskonałym czynnikiem wyrównującym i katalizatorem produktywnej współpracy. Takie podejście stanowi doskonałą okazję dla firmy, aby lepiej zrozumieć, czego pracownicy oczekują od pracy. Ostatnie badania Uniwersytetu Stanforda pokazują, że ponad 40% zatrudnionych aktywnie szukałoby nowego miejsca pracy, gdyby ich pracodawcy nie oferowali modelu hybrydowego.
GfK: Dyskonty liderem w wyścigu o polskiego konsumenta
Pandemia wciąż wywiera silny wpływ na zwyczaje zakupowe Polaków oraz ich oczekiwania wobec producentów i detalistów. Dynamicznie rosnąca inflacja dodatkowo wpływa na to co, jak i gdzie kupujemy. Wartość przeciętnego koszyka zakupowego wciąż rośnie, a to dzieje się kosztem częstotliwości wizyt w sklepach. Spośród wszystkich kategorii placówek handlowych, największym zwycięzcą zachodzących zmian są dyskonty. Takie dane płyną z najnowszych badań Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.
Niewątpliwą przyczyną zmian w zachowaniach zakupowych polskich gospodarstw domowych – oprócz zwiększającej się liczby zachorowań na COVID-19 – jest obecnie równie szybko rosnącą inflacja. – Dla przeciętnego Kowalskiego jest ona coraz bardziej odczuwalna. Wskaźnik Nastrojów Konsumenckich monitorowany przez GfK jasno pokazuje, iż obecnie nie możemy mówić o pozytywnej ocenie sytuacji życiowej Polaków. Coraz gorzej oceniamy zarówno przyszłą sytuację finansową naszych gospodarstw domowych, jak i gospodarki całego kraju. Ma to bezpośredni wpływ na to co, gdzie oraz jak kupujemy – mówi Michał Maksymiec, dyrektor ds. współpracy z sieciami detalicznymi w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.
Jedną ze zmian w zwyczajach konsumenckich, jaką można dostrzec na przestrzeni ostatnich 2 lat, jest wzrost wartości przeciętnego koszyka zakupowego. Według badań Panelu GfK w ciągu ostatnich 12 miesięcy kończąc na październiku, wartość koszyka zwiększyła się o 6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku, natomiast na przestrzeni ostatnich 24 miesięcy jest już to wzrost o 26 proc. – Ta zmiana dotyczy wszystkich kanałów oferujących produkty spożywcze, zarówno sklepów wielkopowierzchniowych, jak i obiektów małoformatowych. Z drugiej strony zmniejsza się liczba wizyt w sklepach. Obecnie przeciętny Polak odwiedza je 322 razy w ciągu roku, co oznacza spadek o 3 proc. rdr. i aż o 13 proc. na przestrzeni 2 lat. Ostatnio obserwujemy jednak stopniowe spowolnienie tych zmian – dodaje Michał Maksymiec.
Dyskonty na prowadzeniu
Obecnie jedynym kanałem, w którym widoczny jest wzrost częstotliwości wizyt, są dyskonty (przykładem są sieci: Biedronka, Lidl, Netto, Aldi). Na tym ich sukcesy się nie kończą. W okresie skumulowanym od listopada 2020 r. do października 2021 r. ich udział na rynku FMCG wyniósł ponad 38,3 proc., a w samym tylko październiku br. było to już 39,5 proc. – Obiekty tego typu zawłaszczają część rynku, która do tej pory należała głównie do sklepów małoformatowych, a także zaczynają skutecznie przechwytywać udziały hipermarketów. Ta tendencja będzie się utrzymywać, a jej skutki są już widoczne – mali przedsiębiorcy coraz chętniej zrzeszają się w grupach zakupowych lub dołączają do franczyz – zauważa Michał Maksymiec.
Bezpieczeństwo nadal priorytetem
Jednym z głównych oczekiwań konsumentów wobec sklepów, zwłaszcza w dobie zwiększonej liczby zachorowań na COVID-19, pozostaje zapewnienie odpowiednich standardów bezpieczeństwa. Dlatego podczas tzw. „remodellingu” sklepów detaliści zwracają szczególną uwagę na szerokość alejek oraz możliwe ograniczanie kolejek, np. dzięki wprowadzaniu kas samoobsługowych. Dla blisko połowy badanych (48 proc.) priorytetem nadal jest możliwe ograniczenie czasu przeznaczanego na robienie zakupów. – Nabywcy coraz częściej chcą w jednym miejscu skompletować cały koszyk niezbędnych artykułów. Dotyczy to również produktów, które wcześniej kupowali w sklepach wyspecjalizowanych, np. świeżej żywności, kosmetyków, chemii gospodarczej czy karmy dla zwierząt. Aby wyjść im naprzeciw, detaliści stale poszerzają swoją ofertę i wprowadzają do sprzedaży niedostępne dotychczas kategorie – podkreśla Michał Maksymiec.
Kluczowa pozostanie cena
Wraz z początkiem 2022 roku detaliści z pewnością bardziej skupią się na cenach oferowanych produktów. Nie tylko będą analizować ich poziom, ale także zdecydują się na intensywną komunikację wokół tego obszaru oraz dalszą rewizję polityki promocyjnej. – Z pewnością nie będziemy musieli długo czekać na efekty tych działań, a to wszystko ze względu na okres przedświąteczny. Jest to czas, w którym każdy z kluczowych graczy w branży stara się skutecznie przyciągnąć konsumentów, aby to właśnie w jego sklepie dokonali najwięcej zakupów ze swojej listy – dodaje Michał Maksymiec.
W końcówce 2021 r. eksport i import zanotuje ogromny skok wartości
Według ostatniej publikacji danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2021 r. wartość obrotów towarowych polskiego eksportu w okresie od stycznia do października br. wyniosła 1059,1 mld zł. Sprzedaż zagraniczna na dobre odbiła więc od pandemicznego dołka rosnąc aż o 22,5% w porównaniu rocznym. Jeszcze mocniej rozpędził się import (27,5% r/r). Jak prognozują eksperci międzynarodowej instytucji płatniczej Akcenta, w 2022 r. dynamika obrotów handlowych będzie się już jednak wyraźnie stabilizować i powróci na dawne tory.
Wybuch pandemii w 2020 r. w znaczący sposób wpłynął na wyniki polskiego handlu zagranicznego. Pierwszy raz mieliśmy do czynienia ze znaczącym wyhamowaniem wzrostu obrotów handlowych. Wynik eksportu na koniec roku 2020, liczony w złotówkach, był niewiele większy niż rok wcześniej – o 3,8 proc. r/r, a liczony w euro zaledwie o 0,7 proc. r/r. Jednak w 2021 r. firmy handlujące z zagranicą przezwyciężyły pandemiczną stagnację i intensywnie rozwijały handel, czego efekty widzimy w najnowszych danych GUS.
Duży skok, ale niska baza
Według publikacji tej instytucji w ciągu 10. miesięcy br. eksport zanotował 22,5% wzrost wartości rok do roku. Jego obroty sięgnęły 1059,1 mld zł (232,5 mld euro). Jeszcze większy skok ma za sobą import. Obroty sprowadzanymi do Polski towarami od stycznia do października 2021 r. były wyższe o 27,5% w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej, a ich wartość została oszacowana na 1054,5 mld zł (231,5 mld euro).
Jednak, jak zwraca uwagę Miroslav Novák, główny analityk instytucji płatniczej Akcenta, za bardzo dużymi skokami obrotów w 2021 r. kryje się kilka czynników. – Przede wszystkim należy wspomnieć o efekcie niskiej bazy statystycznej, co znalazło odzwierciedlenie w bardzo silnej dynamice handlu zagranicznego, zwłaszcza w II kwartale 2021 roku. W pierwszym roku pandemii rynki światowe były w szoku, mieliśmy ostry lockdown, wszystko stanęło wręcz w miejscu. Jednak po pewnym czasie sytuacja unormowała się na tyle, że handel mógł wrócić na dawne tory. Dodatkowo, na odbicie znacząco wpłynęło także tegoroczne silne ożywienie gospodarki europejskiej oraz światowej, z czego polscy eksporterzy wyraźnie skorzystali. Szczególnie udany był wywóz dóbr pośrednich i dóbr konsumpcyjnych. Z kolei w kwestii wysokiego wzrostu importu w 2021 roku należy wspomnieć o znacznie wyższych cenach importowanych surowców, a także o problemach w globalnych łańcuchach produkcyjnych – wylicza analityk Akcenty.
Czynnikiem, który także wpłynął na wyniki polskiej wymiany handlowej był kurs złotego. Słabość polskiej waluty sprzyjała eksporterom. Zapłatę za sprzedany towar mogli wymienić na złotówki po wyższym kursie, a zatem zarabiali na sprzedanych towarach więcej. Średni kurs złotego do euro w okresie styczeń-listopad br. wyniósł 4 562 PLN/EUR, co jest najsłabszą w historii średnią roczną wartością złotego w stosunku do euro. Dla przykładu, w pandemicznym roku 2020 średnia wartość kursu w złotówkach wyniosła 4,4448 euro. Najsłabiej przeciętnie za cały rok wypadł do tej pory PLN do EUR w 2004 r. ze średnią wartością 4,534 PLN/EUR.
Jaki będzie 2022 r. w handlu zagranicznym?
Perspektywy dla polskiego handlu zagranicznego na nadchodzący rok są pozytywne, ale dynamika wzrostu, notowana w 2021 r. jest oczywiście nie do utrzymania. – Spodziewam się, że tempo przyrostu wartości eksportu spowolni w 2022 r. do około 10% r/r, a importu do około 12% r/r. Szczególnie w pierwszej połowie przyszłego roku należy oczekiwać szybszego wzrostu importu niż eksportu. Dalszy rozwój polskiej gospodarki znajdzie odzwierciedlenie we wzroście importu dóbr inwestycyjnych. Oczywiście, czynnikiem ryzyka jest wciąż niezwalczona pandemia i kolejne mutacje koronawirusa. Jednak w miarę jej trwania biznes coraz bardziej się uodparnia – zaznacza Miroslav Novák.
Wojna pokoleń: jak Polacy oceniają młodych i starszych pracowników?
Aż 63% Polaków sądzi, że młodzi pracownicy mają zbyt wysokie wymagania względem pracodawców, a 43% uważa, że są niekompetentni.
Na łamach serwisu LiveCareer.pl przeprowadzono badanie „Jak Polacy oceniają młodych i starszych pracowników?”, w którym ponad 800 respondentów podzieliło się swoimi opiniami na temat pracowników z różnych pokoleń. Jakie mają podejście do pracy? Co wyróżnia ich na plus, a co na minus?
Nieco ponad połowa respondentów (51%) zgodziła się ze stwierdzeniem, że młodzi pracownicy mają komfortową sytuację na rynku pracy, a 43% badanych uważa, że są oni niekompetentni.
Chociaż wiek to tylko liczba, z badania wynika, że wśród wielu Polaków stereotypy na temat młodszych i starszych pracowników są wciąż żywe. Opinie badanych nie zawsze pokrywają się z rzeczywistą sytuacją na rynku pracy — a ta zmienia się dynamicznie i zależy od bardzo wielu czynników. W Polsce (i nie tylko) wiele osób wyznaje indywidualizm i jest przekonane, że sytuacja jednostki wynika jedynie z jej własnych starań i podejścia. Być może stąd tak wiele negatywnych przekonań, zarówno o młodych, jak i starszych osobach — komentuje Małgorzata Sury, autorka badania i ekspertka ds. kariery serwisu LiveCareer.pl
Dużo mniej — 21% badanych — sądzi, że to starsi pracownicy są niekompetentni. Natomiast aż 52% respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że słabo radzą sobie z nowymi technologiami w pracy.
Za największe wady młodszych pracowników ankietowani uznali brak doświadczenia zawodowego i lenistwo. Za zalety — świeżą perspektywę i kreatywność. Wśród starszych pracowników Polacy cenią doświadczenie zawodowe i chęć do pracy, a za ich słabe strony uznają wypalenie zawodowe i problemy w radzeniu sobie z nowymi technologiami.
Ankietowani są surowi wobec młodych pracowników i to ich oceniają bardziej negatywnie, jednocześnie przychylając się od opinii, że mają dobrą sytuację zawodową i wiele możliwości rozwoju. Możemy tylko mieć nadzieję, że te stereotypy i niezbyt przychylne opinie, zarówno na temat pracowników z młodszych, jak i starszych pokoleń, nie wpływają niekorzystnie na codziennie funkcjonowanie i relacje w życiu zawodowym — mówi Żaneta Spadło, ekspertka ds. kariery serwisu LiveCareer.pl.
Oto co jeszcze wykazało badanie:
- aż 48% respondentów sądzi, że starsi pracownicy niechętnie zdobywają nowe kompetencje
- 72% ankietowanych zgadza się z opinią, że młode osoby chcą zarabiać za dużo względem swojego doświadczenia zawodowego i umiejętności
- około 37% uważa, że to młodzi starsi pracownicy niechętnie zdobywają nowe kompetencje
- aż 71% badanych twierdzi, że osoby na początku kariery mają duże możliwości rozwoju zawodowego
- według 37% naszych respondentów zarówno młodsi, jak i starsi pracownicy mają niewystarczające wykształcenie
Prezesi największych firm planują alianse strategiczne i szukają oszczędności w outsourcingu
Dyrektorzy generalni spodziewają się dynamicznego rozwoju swoich organizacji i z optymizmem patrzą w przyszłość. Są świadomi transformacji cyfrowej, jaka dzieje się na ich oczach – 64% ankietowanych przez KPMG CEO z Polski zamierza inwestować w nowe technologie, aby zapewnić rozwój biznesu w nowej rzeczywistości. Blisko połowa respondentów zamierza zwiększać zatrudnienie w swoich firmach. Spośród strategii wspierających rozwój organizacji badani prezesi z Polski najczęściej wskazują alianse strategiczne z podmiotami trzecimi i outsourcing. Z roku na rok kwestie związane z ESG zyskują na znaczeniu zarówno dla przedsiębiorstw i instytucji, jak i całej gospodarki. Aż 72% ankietowanych dyrektorów generalnych największych spółek w Polsce, którzy wzięli udział w badaniu chce utrwalić zmiany w zakresie zrównoważonego rozwoju i ochrony klimatu.
Analizując globalne trendy można zauważyć, że pomimo pandemii COVID-19 w ciągu roku poprawiły się nastroje CEO związane ze wzrostem gospodarczym. Osoby zarządzające największymi firmami na świecie wyrażają większy optymizm w stosunku do wzrostu gospodarki światowej. Po raz pierwszy od początku 2020 roku ponad połowa dyrektorów generalnych z kluczowych dla badania rynków (rynki z największą liczbą respondentów, tj.: Australia, Chiny, Francja, Hiszpania, Indie, Japonia, Kanada, Niemcy, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Włochy), jest przekonana o perspektywie rozwoju światowej gospodarki w ciągu najbliższych trzech lat. Lepsze nastroje prezesów dot. spodziewanego wzrostu gospodarczego przejawiają się również w planach zwiększania zatrudnienia w ciągu najbliższych trzech lat. 48% badanych CEO z Polski odpowiedziało, że planuje zatrudniać nowych pracowników.
Dyrektorzy generalni z optymizmem spoglądają w przyszłość i oczekują dynamicznego rozwoju swoich organizacji. Wyniki badania wskazują, że prezesi stojący na czele firm podejmują decyzje, które wiążą się ze zwiększaniem inwestycji w technologie oraz rozwijaniem umiejętności swoich pracowników w tym zakresie, zawiązywaniem innowacyjnych aliansów oraz szczególnym podejściem do cyberbezpieczeństwa. Na agendzie coraz częściej pojawiają się zagadnienia związane z kwestią zapewnienia inkluzywności, a dyrektorzy generalni doceniają korzyści z bycia różnorodną i inkluzywną firmą – co piąty badany przyznał, że największe korzyści z tego wynikające to wsparcie zarządzania ryzykiem poprzez dostęp do różnych perspektyw oraz maksymalizacja potencjału zaangażowania pracowników – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.
Alianse strategiczne sposobem firm na rozwój biznesu
Prezesi firm w Polsce są coraz bardziej skupieni na konkretnych strategiach wspierających osiąganie celów rozwoju organizacji. Najbardziej znaczącymi działaniami w tym zakresie będą w najbliższych trzech latach alianse strategiczne z podmiotami trzecimi (36% wskazań) oraz outsourcing (24% wskazań). Z kolei 31% prezesów zarządzających firmami na kluczowych rynkach jako najistotniejszą strategię wskazało na wzrost organiczny.
W wyniku pandemii firmy były zmuszone przedefiniować swoje priorytety operacyjne, aby osiągnąć planowane cele wzrostu. Obecnie aż 40% ankietowanych dyrektorów generalnych z Polski jako najważniejszy priorytet operacyjny wskazało posiadanie kapitału zabezpieczającego przed inflacją i zmianą kosztów produkcji (13% wskazań na innych badanych rynkach). Na drugim miejscu znalazło się zwiększanie poziomu cyfryzacji i łączności wszystkich obszarów funkcjonalnych, które wskazało 29% badanych z Polski (26% wskazań na innych badanych rynkach). Jednocześnie 64% polskich dyrektorów upatruje w fuzjach i przejęciach znaczącego wpływu na prosperowanie całej firmy w ciągu najbliższych trzech lat.
Firmy zamierzają inwestować w nowe technologie i kapitał ludzki. Na pierwszy plan…
Rozwój firmy związany jest nierozłącznie z przewidywaniem i zapobieganiem ryzykom, które stanowią zagrożenie dla organizacji. Dyrektorzy generalni z Polski, którzy wzięli udział w badaniu, za największe uznali ryzyko reputacyjne, w tym niedostosowanie do nastrojów swoich klientów i nastrojów społecznych, na które wskazało 28% CEO. Z kolei prezesi z kluczowych rynków wskazali jednocześnie na trzy obszary największych ryzyk: cyberbezpieczeństwo, zakłócenia łańcucha dostaw oraz zmiany środowiskowe i klimatyczne – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.
Prezesi z Polski zamierzają inwestować w programy związane z realizacją założeń zrównoważonego rozwoju
Tematy związane z ESG są obecnie kwestią nie tyle wizerunkową, co strategiczną. 72% prezesów biorących udział w badaniu największych spółek w Polsce planuje utrwalić zmiany w zakresie zrównoważonego rozwoju i ochrony klimatu dokonane podczas trwania pandemii COVID-19 (77% wskazań na kluczowych rynkach).
O rosnącej roli znaczenia ESG świadczy m.in. fakt, że każdy ankietowany dyrektor generalny z Polski zadeklarował, że zamierza inwestować w programy związane z realizacją założeń zrównoważonego rozwoju. Aż czterech na dziesięciu badanych CEO z Polski planuje przeznaczyć na ten cel od 6% do 10% przychodów firmy, a prawie jedna szósta od 11% do nawet 15%. Na kluczowych rynkach wyniki wyraźnie pokazują niższe zaangażowanie finansowe w tym zakresie. Prawie połowa CEO planuje przeznaczyć na cele związane z ESG nie więcej niż 5% przychodów, a co dwudziesty w ogóle nie przewiduje takiej inwestycji – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.
Zainteresowanie obszarem ESG rośnie nie tylko ze strony zarządzających spółkami, ale także interesariuszy. Widać to wyraźnie w przypadku 76% szefów największych spółek w Polsce, którzy dostrzegają znaczące lub bardzo znaczące zapotrzebowanie ze strony interesariuszy na zwiększenie sprawozdawczości i przejrzystości w obszarze ESG. Według ponad połowy ankietowanych z Polski (53% wskazań) największa presja na sprawozdawczość i przejrzystość firm w temacie ESG pochodzi od inwestorów instytucjonalnych. Również w grupie badanych z kluczowych rynków była to najczęściej wybierana odpowiedź (52% wskazań). Presję zwiększenia sprawozdawczości i przejrzystości firm w obszarze ESG ze strony pracowników oraz nowozatrudnionych dostrzega co czwarty polski zarządzający biorący udział w badaniu KPMG. Na poziomie regulacji rządowych w kontekście sprawozdawczości w zakresie ESG prezesi największych spółek w kraju dostrzegają niewielką presję ze strony organów regulacyjnych.
Kluczowa odporność (cyfrowa) w dobie pandemii
Przyspieszona transformacja cyfrowa umożliwiła wielu firmom poszerzenie skali swojej działalność i tym samym uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Chociaż znaczna większość dyrektorów generalnych z kluczowych rynków (76% wskazań) postrzega rewolucję technologiczną bardziej jako szansę rozwoju niż zagrożenie, to tylko nieco ponad połowa (56% wskazań) uważa, że jego firma jest odpowiednio przygotowana na potencjalne cyberataki. Należy pamiętać, że nowe technologie, zmieniające w rewolucyjny sposób świat biznesu, niosą ze sobą nowe ryzyka związane z cyberprzestępczością. Wyniki badania wskazują, że CEO zdają sobie sprawę z wagi wdrażania rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa. Dla prezesów z Polski najważniejszym działaniem podejmowanym w celu budowania odporności cyfrowej firmy w nadchodzących trzech latach, wskazywaną przez 72% ankietowanych, pozostaje zapewnienie bezpieczeństwa i odporności łańcucha dostaw. Na drugim i trzecim miejscu znalazło się z kolei tworzenie silnej kultury ryzyka cyfrowego i cybernetycznego w firmie wspieranej przez liderów (56% wskazań) oraz inwestycja w rozwój bezpiecznej i odpornej infrastruktury technologicznej opartej na chmurze, na którą wskazało 52% ankietowanych CEO z Polski.
Najbliższe lata będą okresem, w którym firmy będą zmuszone podejmować decyzje wynikające z następstw pandemii COVID-19. W ciągu trzech lat 80% badanych dyrektorów generalnych z Polski zamierza zwiększyć odporność tradycyjnego łańcucha dostaw na globalne lockdowny. 60% rodzimych firm planuje zatrudniać pracowników wykonujących pracę głównie w trybie zdalnym, a 4 na 10 firm zamierza dokonywać inwestycji we wspólne przestrzenie biurowe, aby zapewnić zespołom bardziej elastyczne warunki pracy.
Wiele organizacji dobrze radzi sobie ze skutkami pandemii, wykazując się odpornością w obliczu znaczących zmian, niepewności i zakłóceń. Odporność będzie również kluczem do ożywienia gospodarczego, np. w kontekście zarządzania ryzykiem klimatycznym i radzenia sobie z ciągłymi zakłóceniami cyfrowymi. Oprócz podejmowania konkretnych działań – od zarządzania ryzykiem w łańcuchu dostaw po budowanie cyberbezpieczeństwa – prezesi będą również zmuszeni otaczać się współpracownikami o odpowiednich predyspozycjach dysponujących zarówno odpowiednimi umiejętnościami, jak i narzędziami cyfrowymi, które umożliwią szybkie i kreatywne reagowanie na pojawiające się zagrożenia – mówi Stacy Ligas, Senior Partner, CEO KPMG w Polsce.
Deloitte: Największe obawy wśród polskich konsumentów wzbudzają wizyty w restauracji i w sklepach
Jak wynika z najnowszej edycji raportu Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte, polscy konsumenci nadal deklarują pogłębiające się obawy w zakresie bezpieczeństwa. Jednocześnie pogarsza się ich ocena własnej kondycji finansowej oraz jej perspektyw w nadchodzących latach. Rośnie też niechęć do powrotu do pracy w trybie stacjonarnym. Co więcej, już tylko jedna trzecia Polaków nie obawia się latania samolotem i planuje w najbliższych 3 miesiącach zatrzymać się w hotelu.
Końcówka roku nie przyniosła wyraźnych zmian w ogólnie rejestrowanych trendach dotyczących poczucia bezpieczeństwa, deklarowanego przez konsumentów w badaniu Deloitte. Kolejna odsłona Global State of the Consumer Tracker pokazuje, że w zależności od kraju i kategorii aktywności, poszczególne wskazania są już jednak bardziej zróżnicowane.
– W skali świata poczucie bezpieczeństwa sukcesywnie się poprawia, choć nie da się ukryć, że do całkowitego powrotu do przedpandemicznej normalności jeszcze mamy daleko. Większość ankietowanych wciąż nie uznaje za bezpieczne latanie samolotem czy osobiste uczestnictwo w różnego rodzaju masowych wydarzeniach. Mając na uwadze rozwój kolejnej fali pandemii, to nastawienie w najbliższym czasie z pewnością będzie się upowszechniać, co widać już w niektórych państwach – mówi Anita Bielańska, dyrektor w dziale konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.
W Polsce ocena poczucia bezpieczeństwa w różnych społecznych sytuacjach w większości kategorii sukcesywnie się pogarsza. Tym razem największy spadek dotyczy odwiedzin w restauracjach, co nie wiąże się z obawami dla dokładnie połowy ankietowanych i jest to wskazanie mniejsze aż o 9 p.p. w porównaniu z badaniem sprzed miesiąca. Druga największa zmiana, o 8 p.p. w dół, do 48 proc., dotyczy robienia zakupów w sklepach stacjonarnych.
W poprzednich miesiącach najwięcej ankietowanych nie zgadzało się ze stwierdzeniem, że z powodu Covid-19 posyłanie dzieci do szkoły jest obarczone ryzykiem (41 proc. wskazań we wrześniu i 37 proc. w październiku). Tym razem twierdzi tak jedynie co trzeci pytany (32 proc.). To pokazuje, że konsumenci w Polsce bardzo zdroworozsądkowo przewidzieli rozwój wypadków, jeszcze przed wprowadzaniem w Polsce nauki zdalnej w okresie przed i po świętach Bożego Narodzenia.
Latania samolotem nie obawia się jedna trzecia ankietowanych Polaków (34 proc., 2 p.p. w dół). Jest to wskazanie wyraźnie mniejsze niż średnia światowa (41 proc.), ale też ewidentnie wyższe niż notowane w odpowiedziach np. w Niemczech (25 proc.) czy Korei Płd. (26 proc.). Najbezpieczniej w samolotach czują się mieszkańcy Indii (68 proc.) i Norwegii (51 proc.).
Ponownie spadł (o 6 p.p. w porównaniu z październikiem i o 10 p.p. względem września) odsetek polskich respondentów deklarujących, że nie obawiają się korzystania z hoteli (do 46 proc.). Jednocześnie, tylko co trzeci ankietowany planuje z usług hotelowych rzeczywiście skorzystać w najbliższych 3 miesiącach. Średnie wskazania z badania światowego są w obu przypadkach wyższe i wynoszą odpowiednio 55 proc. i 41 proc. Najbezpieczniej w hotelach czują się mieszkańcy Indii i Szwajcarii (po 68 proc.), a także USA i Danii (po 63 proc.), a najmniej pewnie – Meksyku (38 proc.) i Korei Południowej (39 proc.). Te oceny nie oznaczają jednak, że mieszkańcy tych krajów zamierzają zatrzymać się w hotelu w najbliższym kwartale. O ile w Indiach tak wskazuje 71 proc. pytanych, o tyle w przypadku Szwajcarii takie zamiary ma tylko 46 proc., w USA połowa, a w Danii zaledwie 36 proc. ankietowanych.
Jednocześnie, wyniki badania Deloitte pokazują, że na przełomie listopada i grudnia deklarowana ocena indywidualnego nastawienia Polaków do interakcji społecznych, po miesiącu spadków, wróciła do wartości wrześniowych. Dominują dwa wskazania: poczucie więzi międzyludzkich, a jednocześnie niepewność – w obu przypadkach odsetek deklaracji zgadzających się z takim opisem samopoczucia wyniósł 60 proc. Na drugim biegunie odpowiedzi znalazło się wrażenie izolacji, na którą wskazywało 39 proc. respondentów.
Ocena kondycji finansowej Polaków poniżej średniej światowej
Ocena własnej kondycji finansowej badanych przez Deloitte nie zmieniła się specjalne w ostatnich miesiącach. Regulowaniem bieżących rachunków cały czas martwi się niespełna jedna trzecia (29 proc.) ankietowanych na świecie, a połowa wyraża zaniepokojenie stanem oszczędności. Wśród polskich konsumentów te wskazania są wyraźnie wyższe i wynoszą odpowiednio 43 proc. i 61 proc. Poziomem zgromadzonej rezerwy finansowej najbardziej przejmują się Japończycy (79 proc. wskazań), Hiszpanie (77 proc.) i Brazylijczycy (76 proc.), a najmniej – Holendrzy, gdzie wspomina o tym tylko 13 proc. ankietowanych.
– Niemal połowa uczestników światowego badania Deloitte ocenia, że ich sytuacja finansowa ulegnie poprawie w ciągu najbliższych trzech lat, a jednocześnie 42 proc. odkłada na później poważne zakupy. Największymi optymistami są Brazylijczycy i Hindusi, a najmniejszymi Japończycy. W Polsce te wskazania pozostają na poziomie zbliżonym do wcześniejszych badań – 39 proc. prognozuje poprawę, a 51 proc. z większymi zakupami chce jeszcze poczekać – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, lider zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego, Deloitte.
Drugi miesiąc z rzędu Polska znalazła się w pierwszej trójce państw, obok RPA i Hiszpanii, których mieszkańcy najbardziej martwią się inflacją, choć odsetek takich odpowiedzi spadł w listopadzie do 81 proc. z 84 proc. w październiku. Rosnącymi cenami najmniej przejmują się Szwedzi, Japończycy i Koreańczycy (49 – 51 proc.).
Ostatnia odsłona badania Deloitte pokazuje też, że w opinii konsumentów w porównaniu do miesiąca wcześniejszego najbardziej wzrosły ceny produktów spożywczych – tak odpowiedziało średnio 58 proc. ankietowanych. Przy czym ta opinia jest najpowszechniejsza w grupie wiekowej 55 plus (65 proc.), a wśród państw – w Polsce i Brazylii (po 82 proc.). Na drożejące restauracje wskazało średnio 45 proc. badanych, a na odzież i obuwie 41 proc.
Coraz więcej Polaków obawia się powrotu do pracy stacjonarnej
Koniec roku i coraz powszechniejsze obawy związane z czwartą falą pandemii spowodowały, że rośnie odsetek respondentów obawiających się powrotu do pracy stacjonarnej. Jak wynika z badania Deloitte, w czerwcu bezpiecznie czuło się dwie trzecie pytanych w Polsce, po wakacjach ten odsetek zmalał do 56 proc., aby w ciągu ostatniego miesiąca spaść z 55 do 48 proc.
Nie powinno więc też zaskakiwać, że Polacy nie są przesadnie skłonni do podejmowania ryzyka związanego z podróżami służbowymi – w najbliższych trzech miesiącach takie plany ma zaledwie 15 proc. respondentów i jest to wskazanie wyraźnie niższe niż średnia wynosząca 20 proc. W obszarze biznesowej mobilności wśród przedstawicieli państw badanych przez Deloitte widać skrajne rozbieżności w ocenie sytuacji: podczas gdy w Danii na taki krok zdecydowałoby się 7 proc. ankietowanych, a w Belgii i Szwajcarii po 9 proc., to w Indiach aż 70 proc.
Polska znalazła się też w trójce państw, gdzie ankietowani najczęściej uważają, że technologia może z powodzeniem zastąpić dotychczas podejmowane podróże służbowe – tak odpowiedziało 35 proc. badanych. Najwięcej – we Francji (39 proc.) i Brazylii (37 proc.).
Różnie rozkładają się natomiast motywacje do podjęcia podróży służbowych. Dla polskich pracowników wśród najczęstszych powodów biznesowych wyjazdów są: udział w konferencji, targach lub wystawach (20 proc.), bezpośrednia praca z klientem (18 proc.) i szkolenia (16 proc.). W średniej światowej znacznie powszechniejsza jest chęć budowania relacji z klientami, na co wskazuje 22 proc. ankietowanych (przy zaledwie 9 proc. w Polsce). Taki powód najczęściej pojawia się wśród odpowiadających w Indiach (34 proc.), Brazylii (31 proc.) i RPA (30 proc.).
– Niechęć do wyjazdów w delegacje idzie w Polsce w parze ze znacznie powszechniejszym niż w przypadku ogółu badanych krajów zaufaniem w możliwości zastąpienia osobistego podróżowania innowacyjnymi rozwiązaniami technicznymi. Polscy pracownicy znacznie rzadziej przywiązują też wagę do miękkich kompetencji i budowania relacji z klientami poprzez bezpośrednie kontakty biznesowe – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Polsce, Deloitte.
O badaniu
Najnowsza fala badania została przeprowadzona na przełomie listopada i grudnia 2021 r. Była to 25. edycja przeprowadzona globalnie i 19, w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 23 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.
Raport przed decyzją EBC: Czy Christine Lagarde podda się jastrzębiom?
Zebranie Europejskiego Banku Centralnego w tym tygodniu ma być jednym z najważniejszych w tym roku. Powszechnie oczekiwany jest zwrot banku w stronę normalizacji polityki, ponieważ gospodarka strefy euro wychodzi z kryzysu pandemicznego, a inflacja osiąga najwyższe poziomy od kilkudziesięciu lat.
W ciągu kilku ostatnich miesięcy wzrost cen konsumpcyjnych w strefie euro zaskakiwał w górę, a w listopadzie osiągnął 4,9%, co jest najwyższym poziomem od 1991 r. Inflacja bazowa, z wyłączeniem głównie energii i żywności, zwiększyła się w zeszłym miesiącu do 2,6%. Wzrost cen producenckich był jeszcze większy – wskaźnik PPI skoczył w październiku do 21,9%, do czego przyczynił się w szczególności wzrost cen energii (+62,5%). W lipcu EBC zmienił swój cel inflacyjny z „blisko, ale poniżej 2%” do symetrycznego celu 2% w średnim terminie. Zaskoczenia w górę odczytami inflacji w strefie euro były w dużej mierze wynikiem szoku energetycznego i związanych z pandemią problemów po stronie podaży (które bank uważa za przejściowe), lecz najwyższa od lat inflacja wzbudziła obawy niektórych decydentów.
Wykres 1: Inflacja konsumencka w strefie euro (2013 – 2021)

Równoważenie ożywienia gospodarczego i inflacji, która nie jest uciążliwa, jest samo w sobie trudnym zadaniem, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że gospodarka strefy euro straciła nieco pędu w IV kwartale. Dodatkowe wyzwanie stanowią trwająca pandemia, która doprowadziła do zaostrzenia restrykcji w wielu krajach strefy euro, i pojawienie się wysoce zmutowanego wariantu Omikron. Czynniki te z pewnością zapewnią gorącą debatę w Radzie Prezesów na temat procesu normalizacji polityki pieniężnej. Dwa kluczowe pytania, które zadają sobie inwestorzy przed posiedzeniem, to: 1) jakie będzie tempo zakupów aktywów netto w przyszłości oraz 2) kiedy bank zacznie podnosić stopy procentowe.
Przyszłość programu QE po PEPP
Oczekujemy, że EBC przejdzie do procesu wycofywania swoich narzędzi wprowadzonych na czas pandemii, zaczynając od nadzwyczajnego programu skupu aktywów w czasie pandemii (PEPP). Po zwiększeniu w marcu tempa zakupów do ok. 80 mld euro miesięcznie, aby pomóc gospodarce strefy euro przetrwać kolejną falę COVID-19, we wrześniu EBC zmienił kurs, ogłaszając, że będzie umiarkowanie spowalniać zakupy. Tempo rzeczywiście spadło w ciągu ostatnich kilku miesięcy i zarówno w październiku, jak i listopadzie zakupy te utrzymały się na poziomie poniżej 70 mld euro (Wykres 2).
Wykres 2: Miesięczne zakupy EBC w ramach PEPP [mld euro] (marzec ‘20 – listopad ‘21)

EBC oprócz programu PEPP prowadzi różne „tradycyjne” skupy aktywów, które razem tworzą program APP, na który składa się ok. 20 mld euro zakupów netto miesięcznie. Odejście od PEPP w marcu, zgodnie z niedawną retoryką Christine Lagarde, oznaczałoby dość nagłą zmianę polityki. Zakup aktywów netto zostałby wówczas obniżony z ok. 90 mld euro miesięcznie do ok. 20 mld euro. Jest zatem prawdopodobne, że EBC zdecyduje się na łagodniejsze przejście przez ten proces, co może zrobić na wiele sposobów.
Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się zmniejszanie wielkości miesięcznych zakupów w ramach PEPP do końca programu w marcu, przy jednoczesnej zapowiedzi tymczasowego wzrostu APP. Pozwoliłoby to na wyraźne „przejście” w kierunku normalizacji polityki pieniężnej i byłoby prawdopodobnie preferowane przez EBC. Istnieje również możliwość zastąpienia PEPP innym programem skupu aktywów lub jego przedłużenia, ale naszym zdaniem żadne z rozwiązań nie wydaje się prawdopodobne. Szczególnie to drugie jest wątpliwe, ponieważ Lagarde niedawno podkreśliła, że mimo zagrożenia nowym wariantem koronawirusa PEPP zakończy się zgodnie z planem w marcu.
Nasz scenariusz bazowy zakłada zmniejszenie zakupów w ramach PEPP o ok. 20 mld euro od stycznia 2022 r., przed zakończeniem programu w marcu, a następnie zwiększenie APP o 20 mld euro. Oznaczałoby to zmniejszenie o prawie połowę zakupów aktywów w stosunku do obecnego tempa. EBC może również chcieć zachować większą ostrożność i opóźnić ograniczanie zakupów do II kwartału 2022 r. Otwartą kwestią pozostaje jednak, czy bank chciałby zobowiązać się do konkretnych działań dotyczących QE na przestrzeni całego 2022 r., czy ograniczyć deklaracje do krótszego okresu, np. jego pierwszej połowy. Uważamy, że w obliczu ryzyka związanego z Omikronem będzie unikać wstępnych zobowiązań wykraczających poza pierwszą połowę 2022 r.
Podwyżki stóp procentowych: wciąż daleko, lecz coraz bliżej
Wyceny swapów wskazują, że rynek wycofał się ostatnio ze swoich oczekiwań podwyżek stóp procentowych, szczególnie po wykryciu wariantu Omikron. Nadal wycenia jednak ponad 50% szansy na ruch stopy depozytowej o 10 pb. w drugiej połowie 2022 r. Uważamy, że zamiast tego EBC wykaże się cierpliwością i zacznie podnosić stopy w 2023 r.
Spodziewamy się, że rynek walutowy wyciągnie wnioski co do terminu podwyżek stóp na podstawie decyzji dotyczących zakupów aktywów, komunikatu EBC i tonu Christine Lagarde podczas jej konferencji prasowej, w szczególności w kontekście Omikrona i inflacji. Grudniowe zebranie przyniesie nam także zaktualizowane projekcje makroekonomiczne. Nie spodziewamy się w tym zakresie wielu znaczących zmian, zwłaszcza jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, który wydaje się w znacznej mierze znajdować na zakładanej ścieżce. Jeśli chodzi o inflację, uważamy, że możemy spodziewać się niewielkiej rewizji w górę w stosunku do prognoz na 2022 i 2023 r., głównie w wyniku wzrostu kontraktów terminowych na ropę naftową od poprzedniej daty granicznej. Znaczący wzrost prognoz inflacji na 2022 lub 2023 r. mógłby oznaczać, że EBC spodziewa się silniejszej wewnętrznej presji cenowej lub że czynniki, które były uznane za tymczasowe, jednak takie nie są. Warto wspomnieć, że bank po raz pierwszy pokaże prognozy również na 2024 r.
Ton konferencji prasowej prezes Lagarde będzie dokładnie oceniany. Mimo niedawnego wzrostu inflacji i jastrzębich sygnałów ze strony wielu członków EBC, jej ton ostatnio niemal się nie zmienił. Wciąż powtarzała, że podwyżka stóp procentowych w 2022 r. jest mało prawdopodobna – ale ostatnio stwierdziła, że „kiedy spełnione zostaną warunki naszych wytycznych, [EBC] nie zawaha się działać”.
Podsumowując, spodziewamy się, że spotkanie w tym tygodniu będzie znaczące. Uważamy, że zapowiedziane zostanie dalsze stopniowe ograniczanie skupu aktywów, chociaż nie przewidujemy znaczącego zobowiązania poza pierwszą połowę 2022 r. ani zmiany języka w kwestii potencjalnych podwyżek stóp procentowych. Posiedzenie to będzie dość interesujące, ponieważ zagrożenia dla normalizacji polityki pieniężnej są obustronne, co prawdopodobnie doprowadzi do pewnego podziału w radzie. Kluczowe będzie prawdopodobnie to, czy jastrzębi członkowie komisji wyrażą sprzeciw.
Jak euro może zareagować na zebranie w tym tygodniu?
Uważamy, że reakcja euro (w tym kontekście: EUR/USD) będzie zależeć od stopnia ostrożności EBC w normalizacji polityki. Jeśli bank przeforsuje zmniejszenie skupu aktywów o skali podobnej do oczekiwanej przez nas i skoncentruje komunikację na wyższej inflacji, to naszym zdaniem euro może zyskać na sile. Aprecjacja wspólnej waluty byłaby szczególnie wyraźna, gdyby stało się jasne, że wśród rady narasta jastrzębi sprzeciw. Jeśli jednak bank zdecyduje się na ostrożniejsze podejście, podkreślając ryzyko dla wzrostu gospodarczego wynikające z pandemii, waluta może doświadczyć wyprzedaży.
Jak wskazaliśmy, jest to dość złożone wydarzenie. Rynki będą kierować się wieloma czynnikami, a ich zachowanie jest trudne do przewidzenia, ponieważ nie jest jasne, co jest już wycenione. Bardzo prawdopodobne wydaje się jednak to, że będzie to jedno z najciekawszych posiedzeń w czasie pandemii i powinniśmy zaobserwować zwiększoną zmienność zarówno w czasie ogłaszania decyzji, jak i podczas konferencji prasowej Lagarde.
Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek 16.12 o godz. 13:45, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury
Perspektywy rozwoju rynku zielonych obligacji w Polsce
Zgodnie z Europejskim Zielonym Ładem, do 2050 roku Europa ma być pierwszym na świecie kontynentem neutralnym klimatycznie. Sfinansowanie transformacji gospodarki na niskoemisyjną wymaga ogromnych inwestycji, do realizacji których niezbędna będzie aktywizacja zarówno sektora rządowego i samorządowego, jak też prywatnego. Instrumentem wspierającym osiągnięcie założonych celów klimatycznych mogą być zielone obligacje, których rynek rozwija się dynamicznie w ostatnich latach. W Europie wolumeny zielonych emisji w ujęciu rocznym rosną nieprzerwanie od 2014 roku, a w latach 2014-2020 wyemitowano łącznie zielone obligacje o nominale 1 747 mld złotych. Polska była pierwszym krajem na świecie, który w 2016 roku wyemitował zielone obligacje skarbowe na kwotę 750 mln euro. Jak wynika z raportu KPMG w Polsce przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Finansów, nasz rynek charakteryzuje się znaczącym potencjałem do dalszego rozwoju emisji zielonych obligacji korporacyjnych i komunalnych.
Postępujące zmiany klimatyczne są jednym z największych wyzwań z jakimi należy się obecnie zmierzyć. Ograniczanie dalszych zmian klimatu oraz przeciwdziałanie wynikających z nich zagrożeń wymaga ogromnych inwestycji w transformację globalnej gospodarki na niskoemisyjną. Sfinansowanie tych inwestycji i osiągnięcie założonych celów klimatycznych wymaga zaangażowania nie tylko rządów państw i sektora samorządowego, ale również zmobilizowania środków prywatnych. Terminowe wypełnienie zobowiązań zawartych w Porozumieniu Paryskim, które nazwano przełomowym w skali świata – wymagać będzie aktywnych działań nierozerwalnie związanych ze znacznymi nakładami inwestycyjnymi na rzecz zrównoważonego rozwoju, a tym samym z pozyskaniem finansowania na te inwestycje. Oszacowano, że osiągnięcie celów klimatycznych do roku 2030, wymagać będzie około 180 mld euro inwestycji rocznie.
Europejski rynek zielonych obligacji
W międzynarodowej polityce przeciwdziałania zmianom klimatu prym wiedzie Unia Europejska, która wdraża liczne rozwiązania regulacyjne w tym zakresie. Obecnie UE posiada najbardziej ambitne cele klimatyczne i jednocześnie jest liderem w zakresie ich wdrażania. Zgodnie z Europejskim Zielonym Ładem, do 2050 roku Europa ma być pierwszym na świecie kontynentem neutralnym klimatycznie. Inicjatywy Komisji Europejskiej wskazują na coraz bardziej dynamiczne i konkretne dążenia do zwiększenia finansowania zrównoważonych inwestycji oraz istotną rolę instytucji finansowych w planowanych działaniach.
Zielone obligacje po raz pierwszy na świecie zostały wyemitowane przez Europejski Bank Inwestycyjny w roku 2007. Instrumenty te zapoczątkowały praktykę monitorowania oraz raportowania wykorzystania środków z emisji na zielone projekty. Od tego czasu europejski rynek zielonych obligacji rozwija się dynamicznie, a wolumeny zielonych emisji w ujęciu rocznym rosną nieprzerwanie od 2014 roku. Skumulowany wolumen wszystkich zielonych emisji europejskich od roku 2014 osiągnął w roku 2020 poziom około 1 747 mld złotych.
Największa dynamika wzrostu w analizowanym okresie miała miejsce w roku 2017 (wzrost wolumenu emisji r/r o 139%) i 2019 (wzrost wolumenu emisji o 81% r/r). Tempo wzrostu rynku wyhamowało w roku 2020 na skutek zawirowań na rynkach finansowych związanych z pandemią COVID-19 (wzrost wolumenu emisji o 28% r/r), jednak w 2021 roku zaobserwowano powrót na ścieżkę dynamicznych wzrostów wolumenu emisji zielonych obligacji – tylko w ciągu pierwszego półrocza 2021 roku osiągnął on poziom zbliżony do całości wolumenu wyemitowanego w Europie w roku 2019. Europejski rynek zielonych obligacji dynamicznie rozwija się w ostatnich latach nie tylko w aspekcie wolumenów emisji, ale również podmiotów emitujących te instrumenty – z 31 emitentów w roku 2014, do 226 podmiotów emitujących zielone obligacje w roku 2020.
Liderami zielonych emisji są podmioty zarejestrowane na terytorium Francji, Niemiec, Holandii i Szwecji, które odpowiadały za ponad 70% wolumenu wszystkich zielonych emisji. Jednocześnie, dziesięć krajów Europy Zachodniej i Północnej, w których w ujęciu wolumenowym odnotowano najwięcej zielonych emisji, odpowiada za ok. 90% całkowitego wyemitowanego wolumenu. W okresie od 2014 do 2020 roku zielone emisje najczęściej finansowały projekty związanie z produkcją i przesyłaniem energii z odnawialnych źródeł energii. Od 2017 roku do celów emisji zielonych obligacji, na które przeznacza się największy wolumen finansowania zwrotnego dołączyło budownictwo i transport – mówi Andrzej Gałkowski, Partner w Dziale Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider doradztwa dla sektora bankowego w KPMG w Polsce.
10 emitentów zielonych obligacji na polskim rynku
Polska była pierwszym krajem na świecie, który w 2016 roku wyemitował zielone obligacje skarbowe na kwotę 750 mln euro. Od tego momentu z polskich doświadczeń skorzystało szereg innych państw. Z kolei w 2019 roku przyjęto w Polsce Strategię Rozwoju Rynku Kapitałowego, która obejmuje również obszar zrównoważonego finansowania, tym samym wpisując się w strategiczne, globalne i europejskie inicjatywy na rzecz zrównoważonego rozwoju. W tym kontekście, celem SRRK jest nie tylko efektywne wsparcie finansowania transformacji gospodarki w kierunku zeroemisyjnym przez sektor prywatny, ale także wykorzystanie nowych trendów do rozwoju i budowania przewag konkurencyjnych polskiego rynku kapitałowego.
Łącznie na polskim rynku występuje aktualnie dziesięciu emitentów zielonych obligacji korporacyjnych, w tym siedmiu emitentów z sektora niefinansowego oraz trzy instytucje finansowe.
Emisje zielonego długu korporacyjnego zostały w Polsce zapoczątkowane w 2019 roku przez banki hipoteczne – kiedy miały miejsce dwie emisje o łącznym wolumenie 900 mln złotych. W 2020 roku zrealizowano pięć emisji, wszystkie przez przedsiębiorstwa niefinansowe. Z kolei w 2021 roku miało miejsce pięć emisji, w tym dwie pionierskie emisje benchmarkowe o wolumenie 500 mln euro każda.
W 2016 roku Polska jako pierwszy kraj na świecie wyemitowała zielone obligacje skarbowe. Od tamtej pory miały miejsce cztery takie emisje. Ten sukces chcemy przekuć na rozwój rodzimego rynku zielonych obligacji korporacyjnych i komunalnych. Zgodne z celami klimatycznymi oraz społecznymi produkty i usługi finansowe są niezbędnym elementem budowy nowoczesnych centrów finansowych. Dlatego w ramach Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego podejmujemy działania na rzecz rozwoju zrównoważonych finansów w Polsce – mówi minister finansów Tadeusz Kościński.
Ryzyko greenwashingu istotnym wyzwaniem dla emitentów i inwestorów
Jednym z kluczowych wyzwań rynku zielonych obligacji jest zapewnienie wiarygodności klasyfikacji tych instrumentów pomimo braku jednolitych i wiążących prawnie standardów emisji i kryteriów kwalifikowalności projektów. Emitenci stoją zatem przed koniecznością zapewnienia, że środki pozyskane przez nich w ramach danej emisji zostaną faktycznie przeznaczone na finansowanie lub refinansowanie działań zrównoważonych i nie doprowadzi to do ryzyka greenwashingu, czyli sytuacji, w której pomimo deklarowania pro-ekologicznego celu emisji, finansowane tą emisją inwestycje i działania nie mają w rzeczywistości korzystnego wpływu na środowisko. Zmaterializowanie się ryzyka greenwashingu może mieć negatywne skutki dla wizerunku emitenta i inwestorów w kontekście wiarygodności ich zaangażowania w inwestycje wspierające zrównoważony rozwój.
Jednym ze sposobów na zwiększenie wiarygodności rynku zielonych obligacji jest dobrowolne angażowanie przez emitentów podmiotów trzecich w celu przeprowadzenia weryfikacji celów środowiskowych danej emisji. Najczęściej stosowane na rynku typy weryfikacji to zewnętrzna opinia drugiej strony oraz niezależna atestacja. W kontekście globalnego rynku, zielone obligacje, które podlegały co najmniej jednej zewnętrznej weryfikacji stanowiły 89% kwalifikujących się instrumentów w 2020 roku, w porównaniu z 82% w roku 2019. Jednocześnie inwestorzy coraz częściej poszukują niezależnych dowodów na wiarygodność zielonych obligacji – co sugeruje większą świadomość ryzyka związanego z greenwashingiem. Natomiast z perspektywy emitentów zewnętrzna weryfikacja zieloności emisji ogranicza ryzyko reputacji emitenta związane z niewłaściwym wyborem zielonych projektów czy nieprawidłową alokacji środków z emisji.
Uczestnicy rynku dostrzegają konieczność harmonizacji ram prawnych emisji zielonych obligacji,
kryteriów kwalifikowalności finansowanych nimi projektów oraz wymaganych od emitentów ujawnień. Na poziomie unijnym trwają prace nad europejskim standardem zielonych obligacji, spójnym z przyjętym systemem klasyfikacji zrównoważonych działalności gospodarczych, czyli Taksonomią UE. Dostosowywanie portfeli aktywów w reakcji na nowe wymogi transparentności w zakresie zgodności dokonywanych inwestycji z Taksonomią będzie katalizatorem zmian w preferencjach inwestycyjnych uczestników rynku w kierunku instrumentów finansowych o zrównoważonym profilu i będzie przyczyniać się do dalszego wzrostu popularności zielonych obligacji.
O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Perspektywy rozwoju rynku zielonych obligacji w Polsce” przygotowany został na zlecenie Ministerstwa Finansów. Publikacja powstała w ramach realizacji określonego w Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego działania nr 87, dotyczącego przeprowadzenia analizy możliwości dalszego rozwoju rynku zielonych obligacji w Polsce. Ministerstwo Finansów pełni wiodącą rolę we wdrożeniu SRRK, który jest prowadzony we współpracy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju i z wykorzystaniem środków Komisji Europejskiej w ramach Programu Wspierania Reform Strukturalnych.
Branża beauty na ostrym zakręcie. Fryzjerzy i kosmetyczki z coraz większymi długami
Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, na koniec września 2021 roku zadłużenie branży beauty wyniosło ponad 100 mln zł. W ciągu roku kwota ta wzrosła o niecałe 4%, natomiast przez 2 lata – już o blisko 30%. Z kolei w KRD dług ten podskoczył ostatnio do ok. 56 mln zł. To wzrost o ponad 2% w skali roku i o prawie 50% od III kwartału 2019 roku. Według przeprowadzonej analizy, zwiększyła się też liczba dłużników. Ostatnio było ich od ok. 3 tys. do blisko 3,3 tys. Ponadto w górę poszło średnie zadłużenie. Na koniec września miało wartość od prawie 19 tys. do niespełna 31 tys. zł.
Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że rośnie zadłużenie branży beauty (fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne). Na koniec trzeciego kwartału br. kwota zaległości wyniosła 100,28 mln zł. Rok wcześniej do uregulowania było 96,66 mln zł, a we wrześniu 2019 roku – 78,15 mln zł. W przypadku KRD ostatnio dłużnicy mieli do spłacenia 55,91 mln zł. To nieznacznie więcej niż w analogicznym okresie ub.r. – 54,78 mln zł. Natomiast w ciągu dwóch lat nastąpił wzrost z poziomu 37,67 mln zł.
– Kryzys z 2020 roku dosłownie przejechał branżę beauty jak walec. Bezpośrednio po pierwszym lockdownie zadłużenie sektora lawinowo wzrosło o ponad 20%. To był realny koszt globalnych obostrzeń i siedmiotygodniowego przestoju. W 2021 roku firmy co prawda nie zadłużały się tak skokowo jak dawniej. Jednak zobowiązania nadal nieznacznie rosną. Potrzebne są dalsze systemowe rozwiązania. Obniżenie stawki VAT na usługi kosmetyczne do 8% ułatwiłoby powrót do status quo sprzed pandemii – komentuje Michał Łenczyński, lider Beauty Razem, 60-tysięcznego środowiska specjalistów i przedsiębiorców.
Jak stwierdza Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, sam wzrost zadłużenia jest dość niepokojący. W ocenie eksperta, branża dostała „mocny strzał”, po którym ciężko jej jest się pozbierać. Znane są przypadki całkowitej likwidacji zakładów fryzjerskich lub kosmetycznych, bo wielu właścicieli bardzo mocno odczuło restrykcje. Szczególnie było to widać w pierwszych dwóch kwartałach br. Wtedy przedsiębiorcy gorączkowo próbowali sprzedawać w Internecie swoje biznesy. Oferowali całe zakłady, ewentualnie same lokale lub akcesoria i wyposażenie.
– To dynamiczny wzrost zadłużenia, w szczególności w tak krótkim okresie. To może oznaczać zwiększenie liczby restrukturyzacji i upadłości. Musimy pamiętać, iż wiele osób mocno się ograniczyło lub nawet przestało korzystać z usług fryzjerów i kosmetyczek, co miało wpływ na przychody branży. Prowadzący działalność, mimo zmniejszonych dochodów, ponoszą wydatki związane z biznesem. To są przede wszystkim koszty najmu, ubezpieczeń społecznych i zatrudnienia – analizuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.
Dodatkowo z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że rośnie liczba dłużników z branży beauty. Na koniec września br. było ich 3 266. Natomiast 12 miesięcy wcześniej – 3 152, a w trzecim kwartale 2019 roku – 2 976. W KRD również widać taki wzrost rok do roku. 2 lata temu liczba dłużników wyniosła 2 616. Rok później wzrosła do 2 943, a ostatnio do 2 946. Mecenas Goszczyński zaznacza, że w ubiegłym roku były dostępne tarcze antykryzysowe, które częściowo rekompensowały poniesione straty. Mówiąc zupełnie potocznie, pozwoliły na związanie końca z końcem. Ale to jednorazowe sytuacje, które już w tym roku nie występują.
– Faktycznie początkowe tarcze antykryzysowe i PFR 1.0, które objęły wszystkich w 2020 roku pomogły przetrwać pierwszy lockdown, choć liczba dłużników lawinowo wzrosła. Tarcze branżowe 6.0-7.0 i PFR 2.0 ominęły przeważającą część firm beauty, więc nie pomogły zachować płynności. Z kolei jednomiliardowa Tarcza 9.0, negocjowana przez Beauty Razem z rządem w marcu tego roku, pozwoliła dryfować. Niesłuszny i absurdalny lockdown w kwietniu br. kosztował nas 4 mld zł. Pracodawców obciążyła dodatkowo konieczność spłaty nieumorzonej części minimum 25% ubiegłorocznej subwencji PFR 1.0 – dodaje Michał Łenczyński.
Z analizy wynika też, że w branży beauty rośnie średni dług. Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, wyniósł on 30 704 zł w trzecim kwartale br. Rok wcześniej była to kwota 30 665 zł, a 2 lata temu – 26 260 zł. W przypadku KRD statystyczny dłużnik miał ostatnio do uregulowania 18 978,57 zł. To nieznacznie więcej niż na koniec września ub.r. – 18 613,79 zł. Natomiast w ciągu dwóch lat nastąpił wzrost z 14 402,57 zł.
– Średnie zadłużenie jest duże i co gorsza – rośnie. Te dane są niepokojące i świadczą o pogarszaniu się sytuacji całej branży beauty. To będzie skutkowało zamykaniem działalności i zwiększeniem liczby upadających firm. A wzrost kosztów prowadzenia działalności, spowodowany inflacją, przy zubożeniu społeczeństwa, przyczyni się do dalszego wzrostu liczby dłużników – stwierdza Adrian Parol.
Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, największe kwoty zaległości dotyczą dłużników z woj. mazowieckiego – 19,8 mln zł. Następni w zestawieniu są mieszkańcy woj. śląskiego – 14,8 mln zł, a potem – pomorskiego – 9,69 mln zł. Natomiast najmniejsze długi odnotowano w woj. opolskim – 1,46 mln zł, świętokrzyskim – 1,67 mln zł, a także lubuskim – 2,29 mln zł.
– Tu widoczna jest różnica potencjału gospodarczego. Województwa mazowieckie i śląskie cechuje duża liczba przedsiębiorstw. W efekcie na tych terenach zawsze lepiej się zarabiało, co skutkowało większymi możliwościami zadłużania się ich mieszkańców. Natomiast lubelskie, opolskie czy świętokrzyskie mają charakter raczej rolniczy – wyjaśnia radca prawny Parol.
Jak przewiduje Łukasz Goszczyński, IV kwartał br. może być najgorszy i negatywnie odbije się na branży beauty, ponieważ zostały zastosowane dodatkowe obostrzenia. Ludzie zaczną rzadziej korzystać z tego typu usług, ale efekty tego będą odczuwalne dopiero z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Ekspert przypuszcza również, że opisywane perturbacje wpłyną na wzrost cen. I to nie jest kwestia dobrej czy złej woli przedsiębiorców, ale po prostu czystej matematyki.
80% Ukrainek pracujących w Polsce ma wyższe wykształcenie
Większość pracujących Ukrainek w Polsce (80%) ma niepełne wykształcenie wyższe lub całkowite wyższe. Kolejne 20% migrujących kobiet uzupełnia wykształcenie, albo nostryfikuje dyplomy. Migrantki przybyły do Polski głównie z powodów ekonomicznych mimo, iż nie miały na Ukrainie niskiego poziomu życia, większość z nich nie była w stanie w pełni zaspokoić swoich potrzeb finansowych. To wnioski z badania fokusowego „Puls migracji zarobkowej: portret kobiety”, przeprowadzonego przez międzynarodową agencję pośrednictwa pracy Gremi Personal.
Zdobycie wykształcenia w Polsce jest jednym ze sposobów integracji Ukrainek ze społeczeństwem polskim i szansą na rozwój ich kariery. Zwłaszcza wśród tych, które zdobyły wykształcenie na Ukrainie i doświadczenie zawodowe lub przedsiębiorcze w swojej ojczyźnie. W Polsce studiują kobiety w każdym wieku, od 22 do 40 lat.
“Jeszcze niespełna 10 lat temu migrantką ze Wschodu w Polsce oferowano głównie pracę fizyczną, niezależnie od doświadczenia zawodowego i wykształcenia. Obecnie Ukrainki coraz częściej pracują jako menedżerki i dyrektorki w polskich firmach, uczą na uniwersytetach i zakładają własne biznesy. Nawet jeżeli zaczynają swoją karierę zawodową w Polsce od pracy fizycznej to planują zmianę pracy zgodnie ze swoimi kwalifikacjami. W tym celu potwierdzają swój dyplom w Polsce lub dokształcają się, albo zmieniają specjalność.” – mówi Karolina Szleszyńska, wiceprezes agencji zatrudnienia Gremi Personal
Jedną z najbardziej atrakcyjnych i przystępnych cenowo opcji dla migrantek jest nauka w szkołach dla dorosłych – szkołach policealnych. Bo to szansa na zdobycie wykształcenia i uzyskanie certyfikatu znajomości języka polskiego, co jest istotną zaletą przy uzyskaniu zezwolenia na pobyt stały.
Wszystkie uczestniczki badania, które swoją praktykę zawodową w Polsce rozpoczęły od pracy fizycznej i ukończyły szkoły policealne, czują się pewniej na rynku pracy oraz w kontaktach z obywatelami polskimi oraz przedstawicielami instytucji urzędowych. Sprzyja to ich integracji ze społeczeństwem polskim.
Mikrofirmy szukają środków, żeby przed końcem roku zamknąć leasing
- Przedsiębiorcy masowo likwidują umowy leasingowe, żeby uniknąć niekorzystnych przepisów wchodzących w życie od nowego roku.
- Bez odprowadzania podatku poleasingowe auto będzie można sprzedać po 6 latach od zakończenia umowy. Taki pojazd może mieć nawet 11 lat, a przy intensywnej eksploatacji w firmie nawet młodsze samochody często nie nadają się już do użytku.
- W przypadku kilkunastu czy kilkudziesięciu rat, które trzeba spłacić do końca grudnia, przedsiębiorca musi szybko zebrać np. 30 tysięcy złotych.
- Dla wielu mikrofirm to trudne, więc przedsiębiorcy szukają różnych sposobów na zdobycie środków. Jednym z nich jest przyspieszenie zaplanowanych na styczeń czy luty przelewów od kontrahentów.
Sześć lat za niewinność
Zmiany podatkowe wprowadzane od stycznia w ramach Polskiego Ładu wpłyną na funkcjonowanie wielu przedsiębiorstw. Jedną z budzących w końcówce roku największe emocje są koszty związane z firmowymi samochodami. Wykup z leasingu operacyjnego do majątku prywatnego nadal będzie możliwy, ale z obciążeniem podatkowym – od stycznia przychody ze sprzedaży takiego auta będą wliczane do przychodów z działalności gospodarczej. Przedsiębiorca będzie zobligowany do zapłaty podatku dochodowego od wartości rynkowej samochodu sprzedawanego w ciągu aż sześciu lat od wykupu (do tej pory do pół roku). W zależności od typu pojazdu i jego ceny początkowej będzie to od kilku tysięcy złotych do nawet kilkudziesięciu tysięcy. Sprzedaż auta bez podatku i składki zdrowotnej będzie możliwa dopiero po sześciu latach od momentu wycofania pojazdu z działalności gospodarczej. Wtedy taki pojazd może mieć nawet 11 lat i po intensywnej eksploatacji w firmie często nie będzie spełniał oczekiwań przedsiębiorcy. Czasem po prostu nie będzie nadawał się do użytku. To spora dolegliwość dla wielu małych biznesów, które będą zmuszone albo zapłacić podatek, albo ponosić koszty naprawy wyeksploatowanych pojazdów.
Byle zebrać pieniądze przed końcem roku
Taka sytuacja powoduje, że wielu mikroprzedsiębiorców szuka dodatkowych środków, żeby przed końcem roku zakończyć aktualną umowę leasingową. W niektórych przypadkach wymaga to wpłacenia kilkudziesięciu tysięcy złotych. Firmy szukają tych pieniędzy m.in. w długoterminowych fakturach. Przekazując je do faktora pieniądze otrzymują w ciągu doby i mogą przeznaczyć je na spłatę niekorzystnego leasingu.
– Rok 2021 to rok wzrostu zainteresowania mikrofaktoringiem, patrząc z perspektywy Finea widzimy prawie 30% więcej zgłoszeń w sprawie finansowania przy jednoczesnym czterokrotnym wzroście wypłacanych środków dla mikro i małych przedsiębiorców. Z rozmów z firmami wynika, że część z nich jest wprost powodowana koniecznością zorganizowania szybkich pieniędzy na wykup samochodu z leasingu przed zmianą przepisów, szczególnie w ciągu ostatnich 2 miesięcy. Wprawdzie wielu przedsiębiorcom faktoring kojarzy się jako narzędzie na zaplanowane i długofalowe radzenie sobie z odroczonymi płatnościami, ale specyfika tego modelu finansowania sprawia, że może też być pomocny w takich nagłych sytuacjach. Szczególnie taki model, gdzie część przedsiębiorców korzysta u nas z usługi w trybie „na żądanie” – mam potrzebę korzystam, nie mam potrzeby nie korzystam, a finansowanie można otrzymać w ciągu kilku godzin od zgłoszenia – mówi Marek Sikorski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Finea, firmie udzielającej mikrofaktoringu. – W ostatnim okresie zgłaszają się do nas mikroprzedsiębiorcy, gdzie w trakcie analizy potrzeb otrzymujemy informację, że potrzebują ich na wykup auta. Co więcej zgłaszają się do nas firmy leasingowe, które również dostrzegły podobną potrzebę u swoich klientów i chcą oferować mikrofaktoring jako narzędzie dodatkowe przy wykupie auta.
Na załatwienie sprawy w leasingu potrzeba około tygodnia
Teoretycznie przedsiębiorcy, chcąc wykupić samochód, dodatkowych środków mogliby szukać w bankach. Tam jednak procedura oceny zdolności kredytowej trwa nawet kilka tygodni, a decyzja o przyznaniu finansowania w przypadku sektora MSP jest i tak zazwyczaj negatywna. Dlatego przedsiębiorcy szukają pieniędzy gdzie indziej. Szybka decyzja o finansowaniu i przelew w ciągu doby dają szanse na dopięcie operacji przed końcem roku. Oczywiście pozostaje jeszcze czas na przygotowanie dokumentów potrzebnych do wykupu ze strony leasingu, ale wielu dostawców robi to w ciągu tygodnia. Choć za taką szybką ścieżkę trzeba dodatkowo zapłacić.
– Firmy leasingowe idą na rękę przedsiębiorcom, pozostaje więc tylko zgromadzić środki na wykup. Większość firm MSP wystawia przynajmniej część faktur za swoje usługi z długim terminem zapłaty – nawet 2-3 miesięcznym. Taki mamy po prostu dominujący model rozliczania w biznesie: sprzedaż dzisiaj – przelew w lutym. Narzędzia finansowe pozwalające skrócić ten czas do dni i otrzymać należne środki nie w przyszłym roku, a od ręki, są w tej sytuacji bardzo pomocne. W efekcie pozwoli to na uwolnienie się od wielotysięcznego zobowiązania podatkowego przy sprzedaży auta w przyszłości – kontynuuje Marek Sikorski z Finea.
W trzech pierwszych kwartałach 2021 r. firmy leasingowe sfinansowały zakup samochodów osobowych na kwotę ponad 25 mld zł. W Polsce ok. 75 proc. nowych aut kupowanych jest „na firmę”.
Co zrobić, jeśli otrzymałeś powiadomienie o naruszeniu danych
Naruszenie danych ma miejsce, gdy nieupoważniona osoba uzyskuje dostęp do danych osobowych innego użytkownika. Nierzadko wiąże się z kradzieżą danych osobowych klientów i/lub pracowników danej organizacji, czego następstwem mogą być nie tylko straty materialne, ale również utrata reputacji firmy, w której doszło do tego rodzaju incydentu. W całej Unii Europejskiej w okresie od maja 2018 roku do stycznia bieżącego roku odnotowano prawie 300 tysięcy takich incydentów. Eksperci bezpieczeństwa ESET radzą, jakie kroki należy podjąć w przypadku otrzymania powiadomienia o naruszeniu danych.
W Stanach Zjednoczonych w ciągu zaledwie trzech pierwszych kwartałów 2021 roku liczba incydentów związanych z naruszeniem danych przekroczyła poziom odnotowany w całym 2020 roku. Jednak otrzymanie powiadomienia o naruszeniu danych nie oznacza, że potencjalna ofiara pozostaje bez szans – zachowując czujność i zdając sobie sprawę z narażenia na ryzyko, istnieje duża szansa, że zaatakowana osoba będzie w stanie zarządzać skutkami takiego incydentu. Istotne będą wówczas kroki, jakie poczynimy w pierwszych godzinach i dniach od uzyskania informacji o naruszeniu naszych danych.
Zachowaj spokój i uważnie przeczytaj powiadomienie
Działanie w emocjach po otrzymaniu powiadomienia o naruszeniu danych może niepotrzebnie pogorszyć sytuację. Dlatego zamiast blokować wszystkie konta internetowe i karty płatnicze, lepiej wziąć głęboki oddech i ponownie zwrócić uwagę na otrzymany komunikat. Zapoznanie się ze szczegółami incydentu, zrozumienie jakie dane zostały wykradzione i jakie mogą być konsekwencje tej kradzieży – to pierwsze kroki, które powinniśmy poczynić, zanim zdecydujemy się na zablokowanie jakichkolwiek naszych kont i kart. Zdarza się, że za tego rodzaju powiadomieniami stoją cyberprzestępcy, którzy za pośrednictwem fałszywych powiadomień starają się wywołać u swojej ofiary określone reakcje.
– Fałszywe wiadomości e-mail mają niekiedy na celu nakłonienie ofiary do kliknięcia w złośliwy link lub wyłudzenie jej danych osobowych. W tym celu przestępcy starają się jak najbardziej przyciągnąć uwagę użytkownika, a fałszywe wiadomości są coraz trudniejsze do odróżnienia od tych prawdziwych. Dlatego, gdy otrzymamy tego typu wiadomość, powinniśmy niezwłocznie skontaktować się bezpośrednio z organizacją wymienioną w mailu, korzystając z jej oficjalnej strony internetowej lub kont w mediach społecznościowych. Wówczas zespół obsługi klienta danej organizacji będzie w stanie wyjaśnić, czy rzeczywiście doszło do naruszenia, a jeśli tak, to jakie mogą być tego ewentualne konsekwencje – mówi Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET.
Uważaj na kolejne oszustwa i zmień swoje hasła
Cyberprzestępcy stojący za naruszeniami w wielu przypadkach starają się sprzedać wykradzione dane na wyspecjalizowanych stronach ukrytych w dark necie. Oszuści kupujący tego rodzaju dane wykorzystują je do dalszych przestępstw, atakując użytkowników, których dane wyciekły, aby wyłudzić od nich jeszcze więcej informacji, takich jak na przykład dane logowania czy dane kart płatniczych. Dlatego zalecana jest szczególna ostrożność wobec wszelkiej korespondencji, którą otrzymamy po naruszeniu naszych danych. W wielu przypadkach znakami ostrzegawczymi w przypadku wiadomości phishingowych będą błędy gramatyczne i ortograficzne, błędne adresy e-mail nadawcy oraz strony internetowej, a także komunikaty wymuszające natychmiastowe działanie, mające skłonić ofiarę do podejmowania decyzji bez zastanowienia, pod wpływem impulsu lub emocji.
– Jeśli nasze dane logowania zostały naruszone, należy zmienić hasła do wszystkich kont i usług zabezpieczonych tym samym hasłem. Musimy mieć świadomość, że cyberprzestępcy wykorzystują zautomatyzowane oprogramowanie do włamywania się na konta i usługi, które zostały zabezpieczone tym samym, wykradzionym hasłem – ostrzega ekspert ESET.
Zastrzeż lub zamroź swoje karty
Jeśli zostaliśmy powiadomieni o poważnym naruszeniu informacji finansowych, powinniśmy poinformować o tym swój bank i zastrzec karty objęte wyciekiem. Obecnie istnieje kilka sposobów, z których może skorzystać ofiara naruszenia danych – zastrzeżenia lub blokady karty można dokonać dzwoniąc na infolinię banku, korzystając z aplikacji mobilnej lub stacjonarnie za pośrednictwem placówki banku. Jeśli w wyniku naruszenia zostały skradzione takie dane, jak numery PESEL, oszuści mogą spróbować je wykorzystać. Wówczas występuje ryzyko, że w imieniu ofiary zaciągną kredyt lub pożyczkę, a następnie znikną. Zgodnie z ustawą o elektronicznych instrumentach płatniczych po zastrzeżeniu karty odpowiedzialność za ewentualne późniejsze transakcje kartą ponosi bank. Dzięki temu wszystkie nieuprawnione transakcje poczynione przez przestępców będą odbywać się bez szkody dla klienta banku, a wszelkie środki pobrane przez oszustów w ten sposób z konta wrócą na konto ofiary.
W ciągu 3 kwartałów ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym ponad 30 mld zł
W ciągu trzech kwartałów 2021 r. Polacy otrzymali 30,3 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To prawie 3 proc. więcej niż rok wcześniej. W największym stopniu wzrosły wypłaty z tytułu ochronnych ubezpieczeń na życie, głównie na skutek zwiększonej śmiertelności.
- 30,3 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
- 13,5 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym: o 26,5 proc. wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych).
- 11,2 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC).
- Około 5,6 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
- Na ubezpieczenia Polacy przeznaczyli (składka przypisana brutto) 50,9 mld zł, o 9,5 proc. więcej niż rok wcześniej.
- Ponad 87 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
- Ponad 17,2 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
- Ponad 989 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele
Ubezpieczenia na życie
Na rynku życiowym rośnie zarówno składka, jak i wypłaty świadczeń z ubezpieczeń ochronnych. Ogółem składka z ubezpieczeń na życie wyniosła 16,6 mld zł, a z samych ubezpieczeń ochronnych 6,8 mld zł, o 14,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost sprzedaży widać także w ubezpieczeniach wypadkowych i chorobowych (wzrost o 6,7 proc. do 5,3 mld zł). – Obserwujemy zwiększone zainteresowanie ochroną, na co z pewnością miała wpływ pandemia oraz obawy Polaków o życie i zdrowie, zarówno swoje, jak i najbliższych. Pandemia przyniosła też tragiczne skutki w postaci zwiększonej śmiertelności, co miało przełożenie na wyższe wypłaty świadczeń. Ich wzrost wyniósł aż 26,5 proc. – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.
Ubezpieczenia komunikacyjne
W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne. Ich wartość po III kwartale 2021 r. jest wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej:
- Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły 6,8 mld zł i były o 2,6 proc. większe niż przed rokiem.
- Odszkodowania z autocasco wyniosły 4,4 mld zł, o 7,7 proc. więcej niż przed rokiem.
Jednocześnie pomimo wzrostu kosztów szkód, spada średnia składka w ubezpieczeniach OC ppm. Po III kw. 2021 r. wyniosła ona 486,8 zł, o 2 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym samym czasie średnia szkoda z OC ppm wzrosła o 5,7 proc., do 8367,7 zł.
Średnia składka z autocasco wyniosła po III kw. 993,4 zł, o 1 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie koszt średniej szkody wzrósł o 7 proc., do 6984,6 zł.
– Mamy do czynienia z dużą inflacją szkodową. Zadaniem ubezpieczycieli jest utrzymanie równowagi między wypłatami a składkami, które muszą być akceptowalne dla kierowców. Musimy utrzymywać koszty napraw na rozsądnym ekonomicznie poziomie, pamiętając, że naszym obowiązkiem jest przywrócenie pojazdu do stanu sprzed szkody lub wyrównanie straty materialnej, jaką poniósł poszkodowany. Nie jest natomiast naszym obowiązkiem maksymalizacja zysków podmiotów, świadczących usługi związane z naprawą pojazdów mówi – Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.
Inne ubezpieczenia majątkowe
Po trzech kwartałach 2021 r. w Polsce nie odnotowano zjawisk pogodowych, które przyniosłyby znaczące wzrosty odszkodowań w ubezpieczeniach majątkowych. Odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 2,5 mld zł, czyli o 4,7 proc. mniej niż rok temu.
– Musimy pamiętać, że zjawiska związane z żywiołami będą się pojawiały w Polsce co roku, na większą lub mniejszą skalę. Ubezpieczyciele są przygotowani finansowo na to, by nieść swoim klientom pomoc w takich przypadkach – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.
Zysk po III kwartale 2021 r.
Na koniec września 2021 r. ubezpieczyciele odprowadzili do budżetu państwa prawie 1 mld zł podatku dochodowego. Wypracowali w tym czasie 5,3 mld zł zysku netto, czyli o 2,3 proc. więcej niż przed rokiem.
Przykłady szkód ubezpieczeniowych z III kw. 2021 r.
| Rodzaj polisy | Składka | Zdarzenie | Pomoc dla poszkodowanych |
| Autocasco | 1964 zł (rocznie) | Kierujący wjechał na skrzyżowanie z drogi podporządkowanej i doprowadził do kolizji. W pojeździe został uszkodzony przód oraz drzwi kierowcy. Wystrzeliły poduszki powietrzne. | Koszty naprawy pojazdu, pokryte przez ubezpieczyciela: 54 800 zł |
| OC komunikacyjne | 1680 zł (rocznie) | Samochód ciężarowy podczas cofania uderzył w… zaparkowany za nim śmigłowiec. Uszkodzony został wirnik, płoza oraz statecznik. Śmigłowiec został uziemiony z zakazem wykonywania lotów. | Koszty naprawy, koszt najmu śmigłowca zastępczego, utracone zyski z powodu braku możliwości wynajmu śmigłowca: 1 550 000 zł |
| Ubezpieczenie mieszkania | 527 zł (rocznie) | Pożar w mieszkaniu, do którego doszło w wyniku samoistnego zapalenia się elementów, znajdujących się blisko komina. | Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości 504 000 zł |
| Ubezpieczenie firmy | 5800 zł (rocznie) | Budynek firmy spłonął podczas pożaru, wywołanego przez pracowników, którzy wykonywali modernizację centralnego ogrzewania. | Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości 500 000 zł |
| Ubezpieczenie firmy | 280 zł (rocznie) | W wyniku pożaru spłonął lokal, w którym znajdowało się solarium i zakład fryzjerski. Uszkodzonych zostało wiele sprzętów, m.in. łóżka do opalania. | Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w wysokości 79 700 zł |
| Ubezpieczenie mienia w gospodarstwie rolnym | 484 zł (rocznie) | Uderzenie pioruna zniszczyło stałe elementy domu, jak również wiele elementów elektronicznych: domofon, system alarmowy, siłowniki w bramach wjazdowych, sieć komputerową itp. | Łączny koszt naprawy szkód, sfinansowany przez ubezpieczyciela, wyniósł 24 000 zł |
Zapowiada się szybszy tapering QE w USA
Argument za szybszym zakończeniem stymulacji monetarnej jest oczywisty – inflacja w USA nadal jest bardzo wysoka i w ciągu ostatnich kilku miesięcy niemal zawsze zaskakiwała w górę. Mniej jasne jest jednak to, czy Fed uzna ryzyko związane z Omikronem za wystarczające, by opóźnić plany zacieśniania polityki – uważamy, że tak się nie stanie.
Na ostatnim spotkaniu w listopadzie FOMC ogłosił, że rozpocznie proces ograniczania swojego wielkoskalowego programu luzowania ilościowego, który został uruchomiony na początku kryzysu związanego z COVID-19. Zakupy aktywów netto zostały zmniejszone o początkowe 15 mld dolarów miesięcznie (10 mld w obligacjach skarbowych i 5 mld w papierach wartościowych zabezpieczonych hipoteką) – w tym tempie program skupu obligacji zostałby zredukowany do zera w czerwcu 2022 r. Prezes Jerome Powell zapowiedział jednak, że program może zostać zakończony „kilka miesięcy wcześniej”, bank centralny walczy bowiem o powstrzymanie niedawnego gwałtownego wzrostu inflacji w USA.
Omikron nie powinien opóźnić wygaszania QE
Przed pojawieniem się Omikrona niemal wszyscy inwestorzy uważali, że na posiedzeniu FOMC w tym miesiącu zapowiedziany zostanie dalszy wzrost tempa taperingu QE. Te zakłady zostały nieco złagodzone bezpośrednio po wieściach o nowym wariancie, uczestnicy rynku przestraszyli się bowiem wprowadzenia dodatkowych ograniczeń i potencjalnego spowolnienia globalnego wzrostu gospodarczego. Od tamtego czasu niepokój w związku z ekonomicznym wpływem nowego wariantu zelżał. Wydaje się, że Omikron rozprzestrzenia się w szybszym tempie niż wcześniejsze warianty, jednak zgłoszone do tej pory przypadki zachorowań dotyczyły łagodnych objawów. Wzrost liczby zakażeń nie przyczynił się do szybkiego zwiększenia liczby hospitalizacji i zgonów w miejscach, w których nowy wariant koronawirusa zaczął dominować. Producent szczepionki Pfizer również uspokoił nerwy, sugerując, że trzy dawki szczepionki zapewniają wystarczającą ochronę przed nowym wariantem.
Przemawiając na początku grudnia, przewodniczący FOMC, Jerome Powell, uderzył w jastrzębi ton. Ostrzegał przed zagrożeniami dla zatrudnienia i aktywności gospodarczej w związku z Omikronem, ale nie wydawał się przesadnie zaniepokojony ani nie wskazywał, że zmieni to w istotny sposób plany banku. Co ważne, powiedział również, że nadszedł czas, aby zaprzestać używania słowa „przejściowa” w kontekście inflacji. Wyraźnie tym samym przyznał, że Fed w ogromnym stopniu nie docenił stopnia, w jakim wzrost cen przekroczy cel banku. Komunikaty większości członków FOMC były w ostatnich tygodniach równie jastrzębie. Członkowie Bullard, Bostic i Clarida, żeby wymienić choć kilku, wskazali, że prawdopodobnie zagłosują w tym miesiącu za przyspieszeniem tempa taperingu QE.
Argument za szybszym zakończeniem stymulacji monetarnej jest oczywisty. Inflacja w USA nadal jest bardzo wysoka i w ciągu ostatnich kilku miesięcy niemal zawsze zaskakiwała w górę, a w listopadzie osiągnęła 6,8% – najwyższy poziom od 39 lat. Rynek pracy w USA również radzi sobie dobrze, a listopadowy raport o zatrudnieniu (non-farm payrolls) sugeruje, że niemal – lub już – osiągnięto poziom, który Fed uznaje za pełne zatrudnienie. Mniej jasne jest jednak to, czy Fed uzna ryzyko związane z Omikronem za wystarczające, by opóźnić plany zacieśniania polityki – uważamy, że tak się nie stanie.
Wykres 1: Inflacja CPI w USA (2012 – 2021)

Czego oczekiwać od FOMC?
Uważamy, że uwaga uczestników rynku w środę skupi się na decyzji Fedu dotyczącej taperingu QE. Sam termin zakończenia programu QE jest raczej nieistotnym szczegółem, informuje on jednak uczestników rynku o przybliżonym czasie pierwszej w czasie pandemii podwyżki stóp procentowych przez Fed. Decydenci już zapowiedzieli, że bank nie podniesie stóp procentowych przed końcem programu luzowania ilościowego, czyli (zgodnie z dotychczasowymi założeniami) nie stanie się to w pierwszej połowie 2022 r. Rynki terminowe wyceniają obecnie pierwszą podwyżkę w maju i wyraźnie uważają, że szykuje się przyspieszenie tempa zacieśniania. Prawdziwym pytaniem nie jest zatem to, czy Fed przyspieszy ograniczanie QE, ale kiedy i w jakim stopniu.
Jak wspomnieliśmy wcześniej, uważamy, że Fed rzeczywiście przyspieszy tempo taperingu programu QE na posiedzeniu w tym tygodniu. Spodziewamy się, że począwszy od stycznia podwoi tempo redukcji zakupów aktywów netto z 15 mld dolarów do 30 mld miesięcznie. Po zeznaniu Powella przed Departamentem Skarbu USA uważamy, że jest to obecnie w dużej mierze oczekiwane przez rynek, a reakcja dolara na takie ogłoszenie byłaby neutralna lub umiarkowanie pozytywna. Brak zmiany w tempie skupu aktywów byłby znaczącym rozczarowaniem dla rynków i prawie na pewno wywołałby ostrą wyprzedaż dolara. Bardziej stonowane przyspieszenie tempa taperingu programu QE również zostałoby negatywnie przyjęte przez inwestorów, a dolar naszym zdaniem prawdopodobnie doświadczyłby wyprzedaży, choć w mniejszym stopniu.
Wykres 2: Suma bilansowa Rezerwy Federalnej (2015 – 2021)

Baczną uwagę będziemy zwracać również na komunikaty przewodniczącego Powella, w szczególności te dotyczące inflacji i wpływu Omikrona na gospodarkę, najnowsze prognozy makroekonomiczne Fedu i jego zaktualizowany dot plot. Oczekuje się, że Fed formalnie porzuci słowo „przejściowa” przy opisie inflacji, i spodziewamy się, że Powell wskaże na konieczność szybszego tempa zacieśniania, aby sprowadzić wzrost cen z powrotem w kierunku celu banku centralnego. Prognozy inflacyjne Fedu na 2021 i 2022 r. niemal na pewno zostaną zrewidowane w górę, a dodatkowo oczekujemy rewizji w dół krótkoterminowych projekcji bezrobocia.
Jeśli chodzi o zaktualizowane prognozy stóp procentowych, rewizja w górę z wrześniowego posiedzenia jest naszym zdaniem prawdopodobna ze względu na niedawne zaskoczenia w górę w zakresie inflacji. Na ostatnim posiedzeniu komitet był podzielony pół na pół co do tego, czy w 2022 r. zobaczymy choć jedną podwyżkę stóp. Uważamy, że medianowa kropka przesunie się dość wyraźnie w górę i będzie wskazywać na co najmniej dwie podwyżki stóp procentowych w przyszłym roku. To wspierałoby nasz i rynkowy pogląd, że pierwsza podwyżka stóp może nastąpić najpóźniej w II kwartale 2022 r., i mogłoby dodatkowo wzmocnić kurs dolara w tym tygodniu.
Ogólnie rzecz biorąc, spodziewamy się, że tapering programu QE zakończy się w marcu przyszłego roku, co pozwoliłoby Fedowi na pierwszą podwyżkę stóp na posiedzeniu w maju 2022 r. i dwie lub trzy w pozostałej części roku.
FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 15.12, konferencja prezesa Jerome’a Powella rozpocznie się o 20:30.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury
Frederik Van De Velde nowym dyrektorem generalnym ArcelorMittal Poland
Frederik Van De Velde 1 stycznia 2022 roku zostanie dyrektorem generalnym ArcelorMittal Poland. Od lutego 2021 roku jest zastępcą dyrektora generalnego koncernu. Sanjay Samaddar nadal będzie prezesem Zarządu ArcelorMittal Poland.
Zanim Frederik dołączył do ArcelorMittal w 1998 r. jako kierownik produkcji wyżarzalni oraz walcarki w zakładzie w Gandawie, pracował jako asystent na Uniwersytecie w Gandawie, gdzie uzyskał tytuł doktora. W 2002 r. został koordynatorem ds. jakości i procesu technologicznego walcowni zimnej. W 2008 r. objął stanowisko szefa ds. relacji z klientami, a w 2010 – szefa wielkich pieców i spiekalni w ArcelorMittal Gent. Od 2015 do 2017 r. Frederik pełnił funkcję dyrektora zarządzającego odpowiedzialnego za część surowcową Gandawa-Liege. Następnie został dyrektorem ds. technologii ArcelorMittal Europe wyroby płaskie, region północny. Od lutego 2019 r. Frederik odpowiadał za procesy w części surowcowej w ArcelorMittal Europe – wyroby płaskie. Od 1 lutego 2021 r. jest zastępcą dyrektora generalnego ArcelorMittal Poland.
Frederik jest absolwentem wydziału inżynierii elektromechanicznej, posiada tytuł doktora nauk stosowanych Uniwersytetu w Gandawie.
– Z Frederikiem pracuję od 11 miesięcy i jestem pod wrażeniem tempa, w jakim zapoznał się ze złożoną działalnością ArcelorMittal Poland. Biorąc pod uwagę ogrom jego doświadczenia w hutnictwie, jestem pewien, że odegra ważną rolę w przejściu zakładów ArcelorMittal Poland na produkcję stali o znacznie niższym śladzie węglowym – powiedział Sanjay Samaddar, prezes zarządu ArcelorMittal Poland.
Toyota ogłasza szczegóły strategii dotyczącej samochodów elektrycznych. 30 modeli do 2030 roku
- 30 bateryjnych samochodów elektrycznych w gamie Toyoty do 2030
- 3,5 miliona rocznej sprzedaży BEV do 2030 roku
- 100-procentowa sprzedaż bezemisyjnych samochodów przez Toyota Motor Europe do 2035 roku
- Prezentacja 16 modeli BEV Toyoty i Lexusa, w tym serii bZ (beyond Zero)
Toyota przedstawiła szczegóły swojej strategii bateryjnych samochodów elektrycznych (BEV) podczas specjalnej konferencji prasowej.

Akio Toyoda, prezydent Toyota Motor Corporation, zapowiedział, że do 2030 roku gama BEV Toyoty i Lexusa będzie liczyła 30 modeli, a roczna sprzedaż osiągnie poziom 3,5 miliona samochodów. Lexus do 2030 roku będzie oferował w Europie, Ameryce Północnej i Chinach wyłącznie samochody elektryczne (BEV). Równolegle producent będzie rozwijał wszystkie rodzaje zelektryfikowanych napędów, aby dostosować ofertę do specyfiki poszczególnych rynków. Toyota opracuje uniwersalną platformę E3, łączącą e-TNGA z normalnymi platformami TNGA, na której będzie można wydajnie i szybko opracowywać samochody HEV, PHEV i BEV we wszystkich kluczowych europejskich segmentach.
Producent zaprezentował 16 elektrycznych samochodów Toyoty i Lexusa, które przygotowuje do wprowadzenia na sprzedaży w najbliższym czasie. Obok bZ4X, który zadebiutuje na rynku w przyszłym roku, na scenie pojawiła się pełna gama elektrycznych modeli, w tym SUV-y i crossovery, auta sportowe, sedany, auta dostawcze, a także terenowy SUV i pickup. Lexus pokazał 4 prototypowe modele elektryczne. Do 2035 roku gama Lexusa będzie się składała wyłącznie z samochodów elektrycznych (BEV) na całym świecie.
Obecnie marka Toyota oferuje ponad 100 modeli spalinowych, hybrydowych, hybryd plug-in, elektrycznych na wodór i na baterie w ponad 170 krajach i regionach. W gamie Lexusa znajduje się ponad 30 modeli spalinowych, hybrydowych i hybryd plug-in w ponad 90 krajach i regionach.
Pięć modeli z linii bZ
Niedawno zaprezentowana Toyota bZ4X wejdzie na rynek w przyszłym roku. Obecnie trwają przygotowania do uruchomienia jego produkcji w fabryce Motomachi. Podczas konferencji Toyota pokazała kolejne cztery modele z linii bZ – średniej wielkości SUV-a o sportowej sylwetce, superwydajnego kompaktowego SUV-a, przeznaczonego na rynki Europy i Japonii, średniej wielkości sedana oraz dużego SUV-a z trzema rzędami siedzeń.
„Kompaktowy SUV z linii bZ to mały samochód, dlatego przy jego projektowaniu skupiliśmy się na jak największej wydajności. Naszym celem jest osiągnięcie zużycia energii na poziomie zaledwie 125 Wh/km – będzie to najlepszy wynik w tej klasie. Średniej wielkości sedan będzie spełniał oczekiwania klientów jako główny samochód w rodzinie. Zaprojektowaliśmy także dużego SUV-a z trzema rzędami siedzeń dla większych rodzin” – relacjonował Akio Toyoda. – „Nie tylko dodamy napęd elektryczny jako opcję do już istniejących modeli, ale wprowadzimy pełną gamę masowych modeli elektrycznych w rozsądnych cenach, które spełnią oczekiwania różnych klientów. Chcemy dostarczyć kierowcom na całym świecie bateryjne samochody elektryczne o pięknej stylistyce i świetnej charakterystyce jazdy, które prowadzi się z przyjemnością”.
Rozwój baterii i silników elektrycznych pozwoli stworzyć zróżnicowaną gamę modeli, dostosowanych do różnych rynków, różnych klientów i różnych stylów życia. Gama samochodów użytkowych będzie dostosowana zarówno do transportu długodystansowego, jak i do lokalnych dostaw i pracy kurierów. Plany te obejmują m.in. superkompaktowe auto dostawcze stworzone z myślą o car-sharingu.
Zdywersyfikowana gama napędów
Aby osiągnąć te cele, Toyota planuje ogromne inwestycje. Do 2030 roku firma przeznaczy 4 biliony jenów (30 miliardów euro) na rozwój i produkcję samochodów elektrycznych, w tym 2 biliony jenów na baterie. Kolejne 4 biliony jenów (30 miliardów euro) Toyota zainwestuje w rozwój gamy hybryd, hybryd plug-in i samochodów na wodór. Łącznie inwestycja w globalną gamę zelektryfikowanych samochodów do końca dekady wyniesie 8 bilionów jenów (60 miliardów euro).
„Osiągnięcie neutralności oznacza zapewnienie ludziom na całym świecie dobrego, bezpiecznego życia. Musimy ograniczyć emisję CO2 najbardziej jak to możliwe, najszybciej jak to możliwe. Żyjemy w zróżnicowanym świecie w czasach, kiedy przewidywanie przyszłości jest bardzo trudne. Dlatego oferowanie tych samych opcji różnym ludziom na różnych rynkach nie zaspokoi ich potrzeb. Toyota będzie nadal z równą intensywnością rozwijać różne rodzaje samochodów i napędów, aby dostosować ofertę do indywidualnych potrzeb” – podkreślił Akio Toyoda.
W ciągu ostatnich 26 lat Toyota zainwestowała bilion jenów w rozwój i produkcję baterii i wyprodukowała ponad 19 milionów baterii do samochodów. Na tym doświadczeniu firma buduje dalszy rozwój.
Jesienią tego roku Toyota ogłosiła, że zainwestuje 1,5 biliona jenów (11,2 miliardów euro) w rozwój i produkcję baterii. Teraz Akio Toyoda zapowiedział, że kwota ta wzrośnie do 2 bilionów jenów. Toyota Tsusho zajmuje się zabezpieczaniem dla Toyoty odpowiednich zasobów litu i innych surowców od 2006 roku.
W ramach dążenia do osiągnięcia neutralności klimatycznej w całym cyklu życia samochodów, Toyota zamierza do 2035 roku doprowadzić do tego, by wszystkie jej fabryki były neutralne węglowo, jednocześnie ograniczając zużycie energii i wprowadzając innowacyjne technologie produkcji.
30 lat doświadczeń w elektryfikacji
Toyota stworzyła dział rozwoju samochodów elektrycznych w 1992 roku, na długo przed premierą Priusa. W efekcie w 1996 roku zadebiutował RAV4 EV. Po 2000 roku marka prezentowała prototypowe małe pojazdy elektryczne, a w 2012 roku wprowadziła do użytku jednoosobowe COMS EV oraz elektryczną wersję iQ. W tym roku zadebiutowały pojazdy C+pod i C+walk oraz przyspieszyły prace nad ePalette oraz innymi pojazdami elektrycznymi.
Równocześnie z rozwojem samochodów elektrycznych na baterie oraz hybryd, Toyota realizowała program samochodów na ogniwa paliwowe, zasilanych wodorem. W 2002 roku zadebiutowała ograniczona seria modelu FCHV, a w 2008 roku udoskonalonego FCHV-adv. W 2014 roku ruszyła produkcja pierwszego masowego samochodu wodorowego Toyoty, sedana Mirai. Następnie napęd wodorowy trafił do ciężarówek i autobusów, aby przyspieszyć dekarbonizację transportu ciężkiego.
Wyniki badań: Zrównoważony rozwój – niska świadomość kadry zarządzającej
65% zarządzających europejskimi firmami przyznaje, że nie posiada środków lub nie wie jakie one powinny być, by realnie zmniejszyć negatywny wpływ na środowisko, który wywiera kierowana przez nich organizacja. Jeden na czterech z badanych nie jest w stanie wdrożyć działań, dzięki którym będą mogli osiągnąć znaczące zmiany w tym obszarze. Aż 60% wskazuje na brak zachęt do prowadzenia takich działań. Natomiast 67% podkreśla rosnącą świadomość pracowników. Ci, w dużo większym stopniu niż jeszcze 5 lat temu, interesują się i posiadają wiedzę o tym, czy ich pracodawca działa w zgodzie ideą zrównoważonego rozwoju. Badanie przeprowadzono na zlecenie Ricoh na grupie 1500 osób decyzyjnych i zarządzających europejskimi przedsiębiorstwami.
Te wyniki badań pokazują, że to jak powinna wyglądać realizacja standardów ESG, czyli działań związanych z zaangażowaniem w ochronę środowiska, kwestie społeczne i poprawa ładu korporacyjnego jest bardzo niejasne dla dużego odsetka kadry zarządzającej. Dzieje się tak pomimo szerokiej dyskusji na ten temat wielu inicjatyw, takich jak InvestEU czy Digital Europe.
Zaledwie 27% badanych potwierdziło, że w strategii działania ich firm są zawarte długoterminowe cele w zakresie zrównoważonego rozwoju. Z drugiej strony pocieszający jest fakt, że 65% zdaje sobie sprawę, że zaangażowanie ich firmy w tym obszarze ma ogromny wpływ na budowanie przewagi konkurencyjnej.
Cyfrowa transformacja, która pozwala osiągnąć zarówno cele związane z efektywnością, jak i zmniejszeniem negatywnego wpływu na środowisko może okazać się czynnikiem, dzięki któremu liderzy zyskają nową perspektywę na konieczność wprowadzanych zmian i zaczną postrzegać je w kontekście realnych korzyści płynących dla firmy.
“Zazwyczaj najtrudniejszy jest pierwszy krok. Gdy zaczniemy konsekwentnie podążać jasno wytyczoną ścieżką zobaczymy korzyści płynące z wprowadzanych zmian. Szczególnie, że osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju i cyfrowa transformacja firmy bezpośrednio się ze sobą łączą” – powiedział David Mills, CEO w Ricoh Europe .
Wellbeing w miejscu pracy: połowa pracowników na świecie nie czuje się w pracy szczęśliwa
Eksperci Great Place to Work® wraz z naukowcami z Carey Business School przy Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w USA przeprowadzili szeroko zakrojone badanie, którego celem było uzyskanie odpowiedzi na pytania: czym jest wellbeing pracowników i jak tworzyć kulturę firmy, która będzie przyjazna pracownikom? Badanie Global Employee Engagement Benchmark przyniosło mało optymistyczne wyniki. W ujęciu globalnym firmy nie najlepiej radzą sobie z tworzeniem środowiska pracy, w którym pracownicy mogliby w pełni czerpać ze swojego potencjału. Jedynie około połowa zatrudnionych na świecie dobrze się czuje w miejscu pracy i czerpie z pracy satysfakcję. Niewielu może powiedzieć, że w swojej pracy rozkwita.
W badaniu, które przeprowadzono latem 2021 r., wzięło udział 14 tysięcy pracowników z 37 krajów świata. Pracownicy oceniali swoje miejsca pracy w oparciu o 17 stwierdzeń z klasycznej ankiety Trust Index Great Place to Work®. Stwierdzenia dotyczyły aspektów, które całościowo przyczyniają się do pozytywnego doświadczenia pracowników, takich jak: poczucie celu pracy, szanse na innowacje, bezpieczeństwo psychiczne, jakość przywództwa i uczciwość.
Czym jest dobrostan w miejscu pracy?
Promowanie dobrostanu pracowników w miejscu pracy to coś więcej niż jedynie troska o ich zdrowie fizyczne oraz dobre i bezpieczne warunki pracy. Te dwa wymiary są ważne, ale stanowią tylko część pozytywnych doświadczeń, jakie mogą, a nawet powinny być udziałem pracownika w miejscu pracy. Chodzi tu o bardziej holistyczne podejście, które uwzględnia wrażliwość, ambicje i inne, trudniejsze do zdefiniowania potrzeby pracownika, które pozwalają mu dobrze czuć się i dobrze funkcjonować w pracy. Kiedy pracownicy konsekwentnie mają pozytywne doświadczenia w obszarach, które przyczyniają się do wysokiego poziomu dobrostanu, mogą rozkwitać w pracy i poza nią. A to się firmom opłaca, bo ten rodzaj kondycji pracowników ma i będzie miał w przyszłości coraz większy wpływ na tworzenie miejsc pracy sprzyjających rozwojowi i innowacjom.
W wyniku badania i zgromadzonych danych udało się zidentyfikować 5 obszarów, które mają wpływ na pozytywne doświadczenie pracownika. Są to:
- Środowisko pracy sprzyjające zdrowiu psychicznemu i emocjonalnemu
- Poczucie celu i znaczenia wykonywanej pracy
- Poczucie bezpieczeństwa i pewność wsparcia przy realizacji wyznaczonych celów
- Bezpieczeństwo finansowe i poczucie, że praca jest sprawiedliwie wynagradzana
- Autentycznie pozytywne relacje międzyludzkie i poczucie więzi z kolegami z pracy
Na całym świecie 25% pracowników czuje się w pracy samotna
Wyniki badania nie pozostawiają złudzeń, że przed większością firm jeszcze długa droga, aby środowisko pracy sprzyjające rozwojowi i rozkwitowi pracownika stało się normą.
Globalne dane pokazują, że tylko 17% pracowników osiąga taki poziom zawodowego dobrostanu, który nazwalibyśmy rozkwitem – stwierdza profesor Richard Smith z Johns Hopkins University. Niestety, prawie tyle samo, bo 14% osób deklaruje, że ich poziom dobrostanu w pracy jest niski.
Chociaż można zaobserwować nieznaczne różnice w zależności od regionu geograficznego, gdy patrzymy na cały świat, nie mamy powodów do radości – wynik poziomu dobrostanu pracowników pozostaje niski.
W badaniu na plan pierwszy wysunął się wyraźny deficyt poczucia celu wykonywanej pracy. Wśród respondentów 42% stwierdziło, że nie znajduje sensu w swojej pracy, a 37% wskazało, że ich praca nie ma żadnego szczególnego znaczenia. Inną barierą dla wyższego poziomu samopoczucia i spełnienia jest poczucie braku autentycznych, nacechowanych wzajemną troską więzi w pracy. Na całym świecie 25% pracowników czuje się w pracy samotna, a kolejne 32% nie czuje, że realnie przynależy do zespołu. Dla 45% zatrudnionych ich miejsce pracy nie jest środowiskiem sprzyjającym zdrowiu psychicznemu i emocjonalnemu.
Mniej więcej połowa wszystkich pracowników wskazywała na słabe przywództwo. Liderzy nie dbają wystarczająco o nich jako o ludzi, nie angażują ich w decyzje i nie biorą pod uwagę ich opinii. Podobny odsetek pracowników uważa, że polityka gratyfikacji i awansów nie jest prowadzona w firmie sprawiedliwie. Nic więc dziwnego, że także prawie połowa wszystkich pracowników stwierdziła, że nie zamierza długo pozostać w swoim obecnym miejscu pracy, ani nie jest skłonna polecić swojego pracodawcy.
Nadzieja na horyzoncie
Jeśli chodzi o umiejętność tworzenia środowiska pracy sprzyjającego doświadczaniu przez pracowników dobrostanu, znacznie lepiej wypadają firmy z list najlepszych miejsc pracy Great Place to Work®. W skali całego świata aż 61% pracowników tych firm potwierdza, że praca i panujące w niej relacje są dla nich źródłem satysfakcji. W efekcie firmy te szybciej się rozwijają, bo nie tylko rotacja wśród załogi jest mniejsza, ale także pracownicy są bardziej skłonni, aby polecać pracodawcę innym. To zaś pozwala firmie przyciągnąć i utrzymać talenty.
Tworząc środowisko pracy sprzyjające zdrowiu psychicznemu i emocjonalnemu, dając pracownikom poczucie celu i znaczenia ich pracy, zapewniając im wsparcie i bezpieczeństwo finansowe oraz dbając o autentyczne więzi międzyludzkie, liderzy biznesu tworzą warunki, które nie tylko pozwalają się rozwijać pracownikom, ale także świetnie prosperować swoim firmom.
Nawet jeśli wyniki globalnego badania dziś wydają się pesymistyczne, kierunek, w którym warto podążać, jest znany. Dysponujemy wynikami z praktyki najlepszych organizacji na świecie. Jest także znaczna liczba badań naukowych, za którymi stoją dobrze udokumentowane miary dobrostanu ludzi w środowisku pracy. Ale warto odnotować i to, że w działaniach skutecznych liderów i najlepszych pracodawców jest także trochę „sztuki”. To sprawia, że potrafią w jedyny w swoim rodzaju sposób zaspakajać zbiorowe i indywidualne potrzeby swoich ludzi. Warto się im przyglądać.
Kolejny rekord cen na rynku materiałów budowlanych
Wrześniowe wybicie średniej dynamiki cen materiałów budowlanych do blisko 22 proc. w relacji rok do roku, z pewnością stanowiło niemałe zaskoczenie, niemniej mogło dawać nadzieję na choćby okresowe wyczerpanie potencjału wzrostowego monitorowanej przez PSB grupy towarowej. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl niestety listopadowe zmiany jej stawek raczej wykluczają optymistyczny, czyli korekcyjny scenariusz.
Zapoczątkowane przed blisko rokiem ostre przyspieszenie dynamiki wzrostów cen materiałów budowlanych niestety wciąż ma się bardzo dobrze. O ile jeszcze w tegorocznym styczniu ich stawki szły w górę w średnim tempie 1,8 proc. w relacji rdr, to w listopadzie parametr ten poszybował do blisko 23 proc. Oznacza to kolejny spektakularny rekord oraz sygnał utrzymania tendencji wzrostowej w nadchodzącym dużymi krokami nowym roku. Pytanie, czy wszelkie nadzieje na zakończenie windowania cen przedmiotowej grupy towarów należy definitywnie porzucić?
Choć postępująca drożyzna materiałów budowlanych wynika z solidarnego odbicia stawek praktycznie wszystkich składowych prezentowanej grupy towarowej, to jednak tylko trzy z nich – płyty OSB, sucha zabudowa oraz izolacje termiczne wyróżniają na tle pozostałych horrendalną wręcz skalą zwyżki rzędu 49-80 proc. Co ciekawe, płyty OSB – absolutny lider hossy na rodzimym rynku materiałów budowlanych – drożejące dwa miesiące wcześniej o 124,7 proc., teraz wyhamowały do 80 proc., co jednak trudno na razie jest uznać za zwiastun szeroko pojętej korekty. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają jednak uwagę na dość skromny wymiar rocznej zwyżki cementu i wapnia, czyli materiałów najpowszechniej stosowanych na budowach, które podrożały o zaledwie 6 proc., czyli najmniej z całej stawki monitorowanej przez PSB grupy towarowej. Co także warte podkreślenia, w żadnym jej punkcie ponownie nie zanotowano cenowego regresu rdr.
Dlaczego materiały tak szybko drożeją?
Wciąż aktualny pozostaje katalog głównych przyczyn galopady cen materiałów budowlanych z niesłabnącą hossą na globalnym rynku surowcowym na czele. Pozostaje on pod ogromną presją popytu ze strony największych gospodarek świata. Swoje robią też rosnące koszty energii czy powoli eliminowane, jednak wciąż odczuwalne, zakłócenia w łańcuchach dostaw. Sytuację krajowego popytu dodatkowo komplikuje rekordowo słaba złotówka, windująca koszty niezbędnego do produkcji większości materiałów importu surowców czy komponentów.
Tym samym nadzieje na rychłe wyhamowanie tendencji wzrostowej materiałów budowlanych, o jej odwróceniu nie wspominając, wciąż wydają się mocno iluzoryczne. Co gorsza, niepokojąco wiarygodne prognozy rodzimych branżowych ekspertów na przyszły rok są nieubłaganie pesymistyczne, wieszcząc liczone w dziesiątkach procent cenowe rajdy cementu, kruszyw czy drewna, a więc pozycji najpowszechniej wykorzystywanych w budownictwie. Jeżeli więc globalnej gospodarki poważnie nie zakłóci jakaś czynnik o charakterze nadzwyczajnym, czyli np. definitywne załamanie sektora deweloperskiego w Chinach, wskaźnik dynamiki cen materiałów budowlanych komunikowany przez Grupę PSB, z powodzeniem może już niebawem poszybować na kolejne „niewiarygodne” poziomy.
Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl
Columbus Energy raportuje wzrosty w listopadzie
Columbus Energy S.A., wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, opublikował raport miesięczny za listopad. Spółka w raportowanym okresie osiągnęła przychody z montażu produktów na poziomie 62,2 mln zł (wzrost o 3,6 mln zł m/m), co przełożyło się na projekty o łącznej mocy 13,2 MW. Największą dynamikę wzrostu Spółka zanotowała w segmencie fotowoltaiki B2B – montaż o wartości 10,3 mln zł (wzrost o 128 proc. m/m).
Columbus Energy stale rozwija ofertę dla klientów MŚP i prosumentów o pompy ciepła, nowe instalacje fotowoltaiczne i magazyny energii. Konsolidacja rynku i zmiana prawa sprzyjają rozwojowi Spółki.
– Cieszy nas rosnąca sprzedaż dodatkowych produktów poza fotowoltaiką oraz pierwsze realizacje w ramach kontraktów dzierżawy instalacji dla klientów B2B. Rynek rozwija się zgodnie z naszymi przewidywaniami i jesteśmy gotowi logistycznie i kadrowo na obsługę kolejnych zamówień. Spodziewamy się, że pierwszy kwartał 2022 r. będzie dobry dla całego rynku fotowoltaiki domowej i MŚP, w szczególności dla nas, ze względu na zmieniające się prawo – mówi Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy. –Niestabilne łańcuchy dostaw, rosnące ceny komponentów i fluktuujący kurs euro będą wywierać presję na małych instalatorów i hurtowników, co zmotywuje ich do zawierania porozumienia z dużymi i stabilnymi firmami, takimi jak Columbus. Widzimy w tym doskonałą szansę rozwoju naszej Grupy – podkreśla Dawid Zieliński.
Spółka spodziewa się, że w kolejnych miesiącach uwydatni się rosnąca sprzedaż dodatkowych produktów poza fotowoltaiką oraz pierwsze realizacje w ramach kontraktów dzierżawy instalacji dla klientów B2B. Columbus Energy aktualnie posiada prawa do projektów farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 5 270 MW. Przychody ze sprzedaży energii elektrycznej wyprodukowanej przez farmy Columbus Energy w tym roku przekroczyły już koszty operacyjne. Spółka utrzymuje też wysoką sprzedaż fotowoltaiki do klientów indywidualnych i biznesowych – w pierwszych trzech kwartałach 2021 r. zamontowała ponad 15 000 instalacji fotowoltaicznych. Spółka stawia również na stacje ładowania do pojazdów elektrycznych oraz nowe technologie, takie jak perowskity – Columbus Energy ma 20% akcji w Saule.
4,64 zł za jedno euro
Niedługo przyszło nam nacieszyć się relatywnie mocniejszą złotówką. Euro znów idzie w górę i wielu analityków zastanawia się, jak daleko ten ruch zajdzie. W tym tygodniu mamy jeszcze dwa najważniejsze posiedzenia banków centralnych. Spotyka się bowiem i EBC, i FED.
Złoty znów w odwrocie
Po przeszło tygodniu oscylowania wokół poziomu 4,60 zł za euro złotówka znów znajduje się w odwrocie. Na rynku nie ma bezpośrednich danych mogących jednoznacznie za to odpowiadać, aczkolwiek ogólny klimat jest wątpliwy. Z jednej strony jest strach przed możliwymi interwencjami walutowymi pod koniec roku. Z drugiej strony mgliste zapowiedzi podwyżek stóp procentowych nie zachęcają inwestorów do lokowania środków w Polsce. Nie może zatem dziwić, że znajdujemy się już na poziomie 4,64 zł za jedno euro.
Rynek pracy na Wyspach
Wielka Brytania po opuszczeniu Unii Europejskiej okazała się mieć kilka problemów, z których wcześniej nie zdawała sobie sprawy. Jednym z nich jest to, że w pewnych zawodach pracowało bardzo dużo obcokrajowców, których nie ma teraz za bardzo kto zastąpić. Dobrze pokazują to dane o liczbie otwartych ofert pracy. Przekracza ona 1,2 miliona, nie znaczy to wcale, że wszyscy mają pracę. Nie ma jej bowiem nadal 4,2% obywateli. Nie posiadają oni jednak chęci podjęcia zatrudnienia w tych zawodach lub też (jak ma to miejsce w przypadku bardzo medialnego problemu kierowców ciężarówek) kwalifikacji potrzebnych do pracy. Dla lepszego oddania skali, gdyby te stanowiska zostały zajęte, bezrobocie wynosiłoby nie 4,2%, a około 1,7%.
Kryptowaluty znów szukają dna
Po ostatnich szczytach wciąż jesteśmy świadkami odwrotu inwestorów od rynku kryptowalut. Najpopularniejsza kryptowaluta świata od szczytu w listopadzie na 68 000 dolarów spadła już ponad 20 000 dolarów i wcale nie musi to być koniec tego ruchu. Część inwestorów boi się powtórki sprzed 4 lat. Wówczas grudniowa przecena trwała realnie cały 2018 rok i zakończyła się spadkiem o około 80% od szczytów. Ryzyko powtórzenia tego scenariusza powoduje, że część inwestorów zamyka pozycje, co tylko pogłębia spadki.
W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:00 – Polska – bilans płatniczy,
14:30 – USA – inflacja producencka.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Sygnaliści na start
Rychły termin wejścia w życie tzw. ustawy o ochronie sygnalistów stawia przed firmami niemałe wyzwanie. Przedsiębiorstwa objęte jej zapisem będą musiały wdrożyć odpowiednie systemy informatyczne, pozwalające na obsługę procesu składania i weryfikacji zgłoszeń o nieprawidłowościach, udzielania informacji zwrotnej i podejmowania dalszych kroków przez organizacje. Zadanie to jest niełatwe głównie ze względu na ograniczony czas na wdrożenie nowych procedur, jak i na rozmiar organizacji, których dotyczy. Mówimy tu bowiem o firmach dużych, zatrudniających powyżej 250 osób, które będzie trzeba przeszkolić i przygotować do korzystania z nowego systemu.
Dyrektywa UE dot. sygnalistów to kolejny w ostatnich latach dowód na to, że firmy muszą być dziś elastyczne, aby efektywnie zarządzać zmianą i zwinnie dostosowywać się do nowych realiów. Oprócz pandemii COVID-19, która wymusiła na firmach z praktycznie każdej branży konieczność dostosowania procesów i modeli biznesowych do nowej rzeczywistości, z podobną sytuacją zetknęliśmy się między innymi podczas wprowadzania w życie przepisów o RODO. Przedsiębiorcy muszą być dziś gotowi na to, by sprawnie zmieniać swój biznes – zarówno w wyniku nowych regulacji prawnych, sytuacji na świecie, czy też z potrzeby utrzymania pozycji lidera na rynku. Umiejętność szybkiego i skutecznego zaadaptowania się do zmian będzie stanowić swoiste „być albo nie być” dla ich biznesu.
Sposobem na dostosowanie do nowych procedur jest wykorzystanie wsparcia ze strony narzędzi informatycznych. Niektóre firmy sięgają po dostępne na rynku, tak zwane „rozwiązania pudełkowe”, pozwalające zaadresować daną potrzebę biznesową, generuje to jednak ryzyko gwałtownego namnożenia niezależnych systemów. Muszą być one utrzymywane przez działy IT, a użytkownicy muszą nauczyć się ich obsługi. Dlatego nowoczesne firmy przygotowują się do konieczności wdrażania dużej ilości aplikacji biznesowych poprzez inwestycję w platformy aplikacyjne klasy low-code. Dzięki nim mogą szybko i bez kodowania tworzyć takie rozwiązania, jakie są potrzebne w danym momencie i równie szybko je modyfikować, rozbudowywać i rozwijać. Praca w ramach jednej platformy sprawia, że niezależnie czy potrzebujemy jednej aplikacji, czy dziesięciu, będą one spójne i ustandaryzowane, a ich utrzymanie nie będzie obciążać działu IT.
Łukasz Wróbel, Wiceprezes WEBCON:
Unijna dyrektywa dotycząca ochrony sygnalistów to tylko jeden z wielu przykładów okoliczności wymuszających na przedsiębiorcach postępowanie zgodne z nowymi procedurami. Jak zwykle w takich przypadkach, by zapewnić zgodność, konieczne jest zastosowanie rozwiązania informatycznego. Dla wielu firm naturalną ścieżką postępowania w tej sytuacji jest poszukiwanie i wdrożenie istniejącego na rynku oprogramowania. Jak pokazują jednak badania, zapotrzebowanie na aplikacje biznesowe stale rośnie. W związku z tym warto zadać sobie pytanie, czy dołożenie do istniejącego ekosystemu informatycznego firmy kolejnego, niezależnego narzędzia jest optymalną drogą.
Ostatnie dwa lata pokazały, że wśród realizowanych przez firmy procesów biznesowych, znajduje się całe mnóstwo kandydatów do objęcia digitalizacją. Dlatego warto zastanowić się nad całościową strategią cyfryzacji. Taką, która pozwoli uniknąć niepotrzebnych wydatków, chaosu informacyjnego i frustracji pracowników. Wykorzystanie jednolitej platformy aplikacyjnej, działającej w technologii low-code, pozwoliło naszym klientom w jednym miejscu obsłużyć nawet kilkaset procesów biznesowych, eliminując potrzebę wdrażania dziesiątek niezależnych narzędzi informatycznych. Sygnalista to dla nich po prostu kolejna aplikacja, która zachowuje się, działa i wygląda dokładnie tak, jak pozostałe rozwiązania, do których użytkownicy zdążyli się już przyzwyczaić. Co najważniejsze, przygotowanie i uruchomienie takiej aplikacji jest znacznie szybsze i tańsze, niż wdrożenie zupełnie nowego systemu.
Niemiecka gospodarka spowalnia, to zły sygnał dla Polski
Instytut IFO obniżył prognozy wzrostu PKB w Niemczech w 2022 roku z 5,1 do 3,7 proc. Jednocześnie podniósł prognozę na 2023 rok. Wszystko za sprawą problemów z koronawirusem oraz brakiem dostępu do wielu komponentów dla niemieckiego przemysłu.
Niemiecki instytut IFO spodziewa się spadku PKB w Niemczech w 4 kwartale o 0,5 proc., a także stagnacji w gospodarce w pierwszym kwartale przyszłego roku. A to za sprawą wariantu Omikron koronawirusa, który wywołuje na świecie kolejne obostrzenia. W Niemczech praktycznie funkcjonuje lockdown dla niezaszczepionych, rząd pracuje nad wprowadzeniem obowiązku szczepień. W tym momencie obostrzenia nie wpływają znacząco na funkcjonowanie przemysłu i usług, jednak nie można wykluczyć, że dalszy wzrost liczby przypadków może spowodować zaostrzenie restrykcji. Trzeba też pamiętać, że każda ich forma w okresie przedświątecznym, związanym ze zwiększoną konsumpcją, będzie mieć skutki gospodarcze. Drugim elementem, który ciągnie w dół niemiecką gospodarkę, są problemy z dostępem do wielu komponentów, niezbędnych dla przemysłu. Wąskie gardła w światowej logistyce powodują, że niemiecki przemysł nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Wiele niemieckich produktów to zaawansowane urządzenia, które składają się z setek a czasem tysięcy części produkowanych na całym świecie. Brak choćby jednego elementu powoduje, że końcowy produkt nie może zostać dostarczony. To dlatego IFO prognozuje, że w 2022 roku PKB wzrośnie o 3,7 proc, zamiast wcześniej prognozowanych 5,1 proc.. Jednocześnie instytut zauważa, że te problemy powinny zostać rozwiązane do 2023 roku, dlatego podniósł prognozę na ten rok do 2,9 proc. Niemiecka gospodarka ma zakończyć bieżący rok ze wzrostem na poziomie 2,5 proc.
Obniżenie prognoz wzrostu PKB współgra ze spadającymi już od pięciu miesięcy nastrojami niemieckich przedsiębiorców. Indeks klimatu biznesowego IFO spadł w listopadzie od poziomu 96,5 pkt, z 97,7 punktu w październiku. Firmy z miesiąca na miesiąc bardziej pesymistycznie oceniają zarówno obecną sytuację, jak i perspektywy. Wąskie gardła w dostawach i czwarta fala koronawirusa stanowią wyzwanie dla niemieckich firm.
Te problemy są wyzwaniem dla nowego niemieckiego rządu, który został utworzony w zeszłym tygodniu. W niedzielę Olaf Scholz był w Warszawie, w rozmowach najważniejsze były tematy polityczne, mające jednak istotne reperkusje gospodarcze. Najważniejsza pozostaje sprawa napięcia wokół Ukrainy i uruchomienia gazociągu Nord Stream 2. Istotne były także rozmowy dotyczące polityki klimatycznej, która jest niezmiernie ważna dla nowego niemieckiego rządu, a w Polsce wywołuje obawy co do kosztów szybkiego odejścia od paliw kopalnych.
Niemcy pozostają najważniejszym partnerem handlowym Polski i spowolnienie gospodarcze za Odrą zwykle skutkuje podobnym w Polsce. Tak może być i tym razem. Prognozy OECD wskazują, że w 2022 roku polska gospodarka będzie rosnąć o 5,2 proc. (po wzroście 5,3 proc. w 2021). Jednak te prognozy sformułowano przed obniżeniem wskaźników wzrostu w Niemczech. A to oznacza, że także nas może czekać rewizja gospodarczych przewidywań. Zresztą także w naszej gospodarce występują, choć w mniejszej skali, podobne problemy jak w Niemczech.
Paweł Majtkowski, analityk eToro
Kampania cyberprzestępcza „Magnat” wykorzystuje reklamy do instalacji złośliwego oprogramowania
Kampania cyberprzestępcza „Magnat” wykorzystuje reklamy do kradzieży informacji, uzyskania dostępu do programów i danych dzięki furtkom (ang. backdoor) oraz instalacji złośliwego rozszerzenia w popularnej przeglądarce internetowej.
Najważniejsze informacje:
- Eksperci Cisco Talos zaobserwowali niedawno złośliwą kampanię wykorzystującą fałszywe instalatory popularnych programów jako przynętę.
- Kampania ta składa się z serii akcji dystrybucji złośliwego oprogramowania, które rozpoczęły się pod koniec 2018 r. i były ukierunkowane na Kanadę, Stany Zjednoczone, Australię i niektóre państwa w Unii Europejskiej.
- W kampaniach wykorzystywane są jednocześnie dwa nieudokumentowane wcześniej rodzaje złośliwego oprogramowania – „furtka” (ang. backdoor) i rozszerzenie do przeglądarki Google Chrome.
- Prawdopodobnym autorem tych kampanii jest nieznany cyberprzestępca o pseudonimie „Magnat”.
- Główną motywacją atakującego wydaje się być zysk finansowy pochodzący ze sprzedaży skradzionych danych uwierzytelniających, nieuczciwych transakcji oraz wypracowany dzięki dostępowi do systemów za pomocą pulpitu zdalnego.
Eksperci Cisco Talos zaobserwowali w ostatnim czasie kampanię dystrybucji złośliwego oprogramowania, która miała na celu nakłonienie użytkowników do uruchomiania na swoich urządzeniach fałszywych instalatorów popularnych programów. Połączenie reklamy i fałszywych instalatorów jest szczególnie podstępne, ponieważ użytkownicy, do których dociera ten przekaz, są już zdecydowani i gotowi do uruchomienia danych programów na swoich systemach.
Po uruchomieniu fałszywych instalatorów, urządzenie ofiary jest atakowane na trzy sposoby, przez:
- Skrypt wykradający hasła, który zbiera wszystkie dane uwierzytelniające dostępne w systemie.
- „Furtkę”, która umożliwia zdalny dostęp poprzez ukrytą sesję Microsoft Remote Desktop, przekierowując port RDP przez SSH i umożliwiając dostęp do systemów nawet zabezpieczonych firewall’em.
- Złośliwe rozszerzenie przeglądarki, które zawiera kilka funkcji wykradających informacje, takich jak keylogging i robienie zrzutów ekranu.
Kradzieże loginów i haseł od dawna stanowią zagrożenie zarówno dla osób prywatnych, jak i firm. Skradzione dane są często sprzedawane na podziemnych forach, co może sprawić, że posłużą one do kolejnych ataków. Zainfekowane rozszerzenie do przeglądarki Chrome jeszcze bardziej zwiększa to ryzyko, umożliwiając kradzież danych uwierzytelniających używanych w Internecie, które nie są przechowywane w systemie. Dodatkowo, wykorzystanie tunelu SSH (ang. Secure shell) do przekierowania protokołu RDP (Remote Desktop Protocol) na zewnętrzny serwer zapewnia atakującym niezawodny sposób na zdalne zalogowanie się do systemu, omijając firewalla.
Skrócony przebieg i schemat kampanii „Magnat”
Atak rozpoczyna się w momencie, gdy potencjalna ofiara szuka konkretnego oprogramowania do pobrania. Eksperci Cisco Talos uważają, że atakujący przygotował kampanię reklamową, która przedstawiała linki do strony internetowej oferującej pobranie instalatora oprogramowania. Po uruchomieniu, nie zostaje zainstalowane rzeczywiste oprogramowanie, a jego złośliwa wersja.
W oparciu o telemetrię i daty stworzenia analizowanych próbek oprogramowania, ekspertom Cisco Talos udało się nakreślić oś czasu kampanii, która pomaga zrozumieć działania cyberprzestępcy. Dane telemetryczne skupiają się jedynie na aktywności MagnatBackdoor i pokazują, że furtka była dystrybuowana od końca 2019 roku do początku 2020. Po okresie przerwy, w kwietniu 2021 roku ponownie odnotowano przypadki ataku.
Opracowanie Cisco Talos dokumentuje zestaw złośliwych kampanii, które trwały od około trzech lat, wykorzystując trio złośliwego oprogramowania, w tym dwa wcześniej nieudokumentowane narzędzia (MagnatBackdoor i MagnatExtension). W tym czasie te dwie rodziny zagrożeń były stale rozwijane i udoskonalane przez ich autorów.
CEVA Logistics przejmuje Ingram Micro CLS i wzmacnia ofertę w zakresie obsługi e-commerce
CEVA Logistics, spółka zależna CMA CGM Group, przejmuje Ingram Micro CLS i wzmacnia ofertę w zakresie obsługi e-commerce oraz usług omnichannel fulfilment.
- Strategiczny krok Grupy CMA CGM dla rozwoju usług logistycznych i przejęcie Commerce& Lifecycle Services Ingram Micro.
- Akwizycja Ingram Micro CLS z siedzibą w USA zwiększy możliwości Grupy w zakresie organizacji łańcucha dostaw w logistyce kontraktowej i e-commerce
- Główny katalizator rozwoju CEVA Logistics, należącej do Grupy CMA CGM, na dynamicznie rozwijającym się rynku e-commerce, zwłaszcza w USA i Europie.
- CEVA Logistics będzie czwartym co do wielkości dostawcą logistyki kontraktowej na świecie.
Grupa CMA CGM, światowy lider w dziedzinie spedycji i logistyki, podpisała umowę o nabycie udziałów i aktywów z firmą Ingram Micro. CMA CGM przejmie większą część działalności Ingram Micro Commerce & Lifecycle Services (CLS), w tym Shipwire, w Ameryce Północnej, Europie, Ameryce Łacińskiej oraz regionie Azji i Pacyfiku. Ingram Micro zachowa pozostałą część działalności CLS. Wartość transakcji wynosi 3 mld USD.
Wzmocnione usługi logistyczne CMA CGM będą wspierać łańcuchy dostaw klientów
Nabyta część firmy Ingram Micro CLS specjalizuje się w logistyce kontraktowej dla e-commerce i omnichannel fulfillment. Transakcja obejmuje też Shipwire, logistyczną platformę technologiczną opartą na chmurze. Szacunkowo w 2021 roku ma osiągnąć przychody na poziomie 1,7 mld USD, obecnie zatrudnia 11 500 pracowników na świecie w 59 magazynach, głównie w USA i Europie.
Ta akwizycja pokazuje zaangażowanie Grupy CMA CGM w umacnianie pozycji światowego lidera w dziedzinie spedycji i logistyki. Łącznie CEVA Logistics i CLS zatrudniać będą ok. 90 tys. pracowników w blisko 1,1 tys. oddziałach w 160 krajach. Dzięki połączeniu CEVA Logistics i Ingram Micro CLS powstanie czwarty co do wielkości globalny dostawca usług logistyki kontraktowej. Michiel Alting von Geusau, obecnie wiceprezes wykonawczy i prezes Global Commerce & Lifecycle Services w Ingram Micro, dołączy do CEVA Logistics i nadal będzie nią kierował. Przejęcie dodatkowo wzmocni ofertę CEVA Logistics w zakresie logistyki kontraktowej i pomoże jej w osiągnięciu celu, jakim jest dołączenie do Top 5 globalnych graczy logistyki 3PL. CEVA już teraz została umieszczona przez firmę Gartner w gronie Liderów Magicznego Kwadrantu 2021 (raport: „Magic Quadrant Third-Party Logistics, Worldwide”).
Wspólna odpowiedź na szybki rozwój e-commerce
CLS Ingram Micro wzmocni ofertę CEVA Logistics w zakresie obsługi e-commerce i przyspieszy rozwój w kluczowych segmentach rynku, tj. nowe technologie, handel detaliczny i fashion. CLS ma silną pozycję w logistyce kontraktowej i obsłudze e-commerce, zwłaszcza w zarządzaniu logistyką zwrotów, widocznością przesyłek i usługach same – day delivery.
Shipwire, platforma zamówień fullfilmentowych, zapewniająca elastyczne rozwiązania logistyczne w zakresie obsługi e-commerce dla małych i średnich firm, będzie miała w chwili obecnej dostęp do bazy ponad 100 tys. klientów CMA CGM i magazynów CEVA, co znacznie przyspieszy jej rozwój i rozszerzy globalny zasięg.
Działając wspólnie, CEVA Logistics i CLS będzie jednym z wiodących globalnych dostawców kompleksowych usług logistycznych dla e-commerce.
Przyspieszenie inwestycji wspiera strategiczny rozwój Grupy CMA CGM
Ta akwizycja jest częścią strategii Grupy CMA CGM ukierunkowanej na budowanie i rozwój kompleksowych rozwiązań transportowych i logistycznych wspierających łańcuchy dostaw klientów. Przyspieszenie inwestycji przez Grupę ma wzmocnić jej sieć żeglugową i logistyczną, przy koncentracji na rozwiązaniach zwiększających odporność i płynność łańcucha dostaw.
Grupa CMA CGM zamierza sfinansować przejęcie z własnych środków. Zamknięcie transakcji wymaga jeszcze zatwierdzenia przez odpowiednie organy regulacyjne. Oczekuje się, że zostanie sfinalizowana w pierwszej połowie 2022 roku.
Rodolphe Saadé, Prezes i Dyrektor Generalny Grupy CMA CGM, mówi: „Przejęcie Ingram Micro CLS ma strategiczne znaczenie dla Grupy CMA CGM. Po przeprowadzonej w tym roku restrukturyzacji, nasza spółka zależna CEVA Logistics przyspieszy swój rozwój i dołączy do światowej pierwszej czwórki w dziedzinie logistyki kontraktowej. Wzmocniona pozycja na rynkach amerykańskim i europejskim zwiększy jej zdolność do wykorzystania możliwości oferowanych przez boom na e-commerce. Grupa CMA CGM, dostawca wiodących, kompleksowych rozwiązań w zakresie łańcucha dostaw, będzie kontynuować rozwój, opierając się na dwóch solidnych filarach, żegludze i logistyce, z pozycją światowego lidera w obu sektorach”.
Alain Monié, Dyrektor Generalny Ingram Micro, mówi: „Grupa CMA CGM angażuje się w inwestycje w technologię, możliwości i talent, tak aby szybko stać się jednym z największych graczy w globalnej przestrzeni e:commerce. Biorąc pod uwagę jej misję wspierania rozwoju firm i społeczności, jestem przekonany, że doskonale pasuje do dynamicznego, innowacyjnego i zorientowanego na rozwiązania zespołu CLS”.
Jacob Kotzubei, Partner w Platinum Equity, oraz Matthew Louie, Dyrektor Zarządzający Platinum Equity, która w lipcu przejęła Ingram Micro, mówią: „Bardzo szanujemy Grupę CMA CGM i wierzymy, że CLS doskonale pasuje do CEVA Logistics. Dzięki temu posunięciu Ingram Micro może skupić się na rozwoju i ekspansji swojej podstawowej działalności w zakresie dystrybucji technologii i usług w chmurze. Będziemy nadal inwestować w rozwój tych biznesów, organicznie i przez potencjalne przejęcia”.
EY: 75% Polaków jest zaniepokojonych wpływem pandemii na ich finanse
Wyniki czwartej odsłony polskiej edycji badania EY Future Consumer Index wskazują, że aż 75% Polaków jest zaniepokojonych wpływem pandemii koronawirusa na ich finanse – w przeciągu czterech miesięcy ten odsetek wzrósł aż o 18 punktów procentowych. Obawy dotyczą niemal w równym stopniu każdego pokolenia – najmocniej dotyka on jednak tzw. baby boomers (80%). W efekcie cena pozostaje niezmiennie kluczowym kryteriów zakupowym, a Polacy szerokim łukiem omijają dobra luksusowe.
Wyniki kolejnej odsłony cyklicznego badania EY Future Consumer Index nie pozostawiają złudzeń – koronawirus odciska coraz większe piętno na poczuciu finansowego bezpieczeństwa wśród Polaków. Aż 75% ankietowanych osób wskazało, że są zaniepokojeni wpływem pandemii na ich finanse. W porównaniu do ostatniej edycji badania – zrealizowanej zaledwie cztery miesiące wcześniej – to wzrost aż o 18 punktów procentowych.
– Mijające miesiące pandemii mogłyby sugerować, że Polacy przeszli już z początkowej fazy zaskoczenia do dostosowania się do wymogów nowej rzeczywistości. Badanie EY Future Consumer Index wskazuje, że nie dotyczy to poczucia bezpieczeństwa finansowego – jest wręcz dokładnie odwrotnie. Sytuację należy wiązać z brakiem dokładnych perspektyw dotyczących końca pandemii, a co za tym idzie nieustanne trudności w długofalowym planowaniu domowych budżetów. Przekłada się to na rosnący pesymizm, co w konsekwencji utrwala zmiany w zachowaniach konsumentów – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner, Dział Audytu, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.
Sytuacja epidemiologiczna znacząco pogłębiła zaniepokojenie o stabilność finansową zdecydowanej większości Polaków, niezależnie od pokolenia. Różnica pomiędzy najbardziej niepewną grupą (Baby Boomers – 80%), a najmniej (Generacja Z – 68%) wyniosła zaledwie 12 punktów procentowych. Co ciekawe, Polska znacząco odbiega od średnich światowych, gdzie młodsze pokolenia wykazują większe zaniepokojenie, a starsze – mniejsze (np. Baby Boomers – 80% vs. 64% , a Gen Z – 68% vs 86%). Może to z jednej strony wynikać z niższego poziomu zamożności nad Wisłą, a jednocześnie dłuższego okresu mieszkania pod jednym dachem przez młode pokolenie Polaków z rodzicami niż ma to miejsce np. w Europie Zachodniej.

Młodsze osoby, w porównaniu do starszych pokoleń, z o wiele większym optymizmem patrzą jednak w przyszłość. Ponad połowa (56%) przedstawicieli Generacji Z i 44% Millenialsów spodziewa się, że ich sytuacja finansowa poprawi się w przeciągu najbliższych 12 miesięcy. Dla porównania ten odsetek wśród najstarszych grup wiekowych wynosi odpowiednio 18% (Silent Generation) oraz 29% (Baby Boomers). Wskazuje to, że osoby w wieku emerytalnym lub okołoemerytalnym przyszłość swoich finansów, widzą w „czarnych barwach” niezależnie od zmiany sytuacji pandemicznej.
Uśrednione dane dla świata wskazują na niemal identyczny poziom pesymizmu wśród starszych pokoleń. Młodzi Polacy są jednak o wiele mniej optymistycznie nastawieni do przyszłości niż ich rówieśnicy z innych części globu – w przypadku Millenialsów różnica wynosi aż 19 punktów procentowych (44% vs. 63%). Może to być związane z przeświadczeniem, że problemy osób rozpoczynających karierę zawodową takie jak np. wysokie ceny mieszkań nie zostaną rozwiązane w najbliższym czasie.

Niezależnie od wieku Polacy wyrażają sceptycyzm związany z poprawą sytuacji ekonomicznej kraju w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Największymi optymistami są osoby najstarsze, jednak nawet w ich przypadku odsetek wynosi jedynie 35%. Badanie EY Future Consumer Index wykazało, że o ile najbardziej zaawansowani wiekowo Polacy lepiej oceniają perspektywy poprawy sytuacji gospodarczej kraju niż ich własnej (Silent generation – 35% vs. 18%) to młodsze osoby postrzegają sytuację dokładnie odwrotnie. Jedynie 29% przedstawicieli Generacji Z wierzy w pozytywną zmianę sytuacji finansów publicznych, a 56% – ich własnych.
Warty odnotowania jest również fakt, że w przypadku starszych pokoleń wyniki w Polsce i na świecie są niemal identyczne. Od poziomu Generacji X następuje znaczne rozwarstwienie i większy pesymizm wśród naszych rodaków. Stanowi to potwierdzenie, że najmłodsze pokolenia wierzą iż swój osobisty dobrobyt muszą budować niezależnie od sytuacji gospodarczej państwa, natomiast najstarsze osoby są od niej znacznie bardziej zależne.

Odpowiednia cena to cały czas podstawa
Polacy niezmiennie postrzegają cenę za najważniejsze kryterium przy dokonywaniu decyzji zakupowych. Na ten czynnik wskazało 56% ankietowanych – w porównaniu do poprzedniej edycji badania to spadek o 3 punkty procentowe. Nasi rodacy również cały czas bardzo mocno skupiają się na zachowaniu odpowiedniego stosunku jakości do ceny, co podkreśliło 57% badanych (poprzednio 53%).
W dalszym ciągu niemal połowa Polaków mniej wydaje na rzeczy, które nie są im niezbędne. W tym obszarze widać jednak pewien powiew optymizmu. Taką odpowiedź wskazało 46% ankietowych, czyli o 8 punktów procentowych mniej niż cztery miesiące wcześniej. Wskazuje to, że pomimo nieustannego bacznego obserwowania domowych budżetów, nasi rodacy coraz częściej zaczynają sobie pozwalać na drobne przyjemności. Chętniej sprawiamy je sobie podczas zakupów w punktach handlowych. Pomiędzy okresem luty-czerwiec 2021 roku odsetek osób, które rzadziej odwiedzają sklepy stacjonarne obniżył się aż o 15 punktów procentowych. To jasno wskazuje, że Polacy zwiększyli intensywność aktywności poza domem.

Więcej na subskrypcje, mniej na dobra luksusowe
Większą otwartość na wydatki nie przekłada się jednak na podejście do dóbr luksusowych. Ten segment rynku mierzy się z dużymi wyzwaniami i notuje spadki, co sprawia że w przyszłości będzie ulegał znacznym przeobrażeniom. W Polsce to jeden z największych przegranych pandemii – zanotował 49% spadek w zainteresowaniu konsumentów. Analiza EY Future Consumer Index wskazuje, że drugą gałęzią gospodarki, która najmocniej odczuła skutki pandemii były sektor rekreacyjny (52% spadek). Sytuacja wprost wynika z wprowadzanych ograniczeń pandemicznych, które ograniczyły mobilność ludzi oraz ich udział w wydarzeniach o charakterze masowym.
– Konsumenci w miarę możliwości pragną wracać do starych przyzwyczajeń. Jednakże odpowiedzi konsumentów sugerują, że w dłuższej perspektywie mogą oni zmniejszać poziom swojej konsumpcji. W szczególności może to dotyczyć branż, które zyskały najbardziej w okresie obostrzeń. Branże takie muszą liczyć się z potencjalnym spadkiem dochodów. Ważna jest zatem nie tylko adaptacja do obecnej sytuacji, ale i przygotowanie strategii działania na przyszłość. Dotyczy to tych branż którzy zyskali dzięki pandemii jak i tych w które pandemia uderzyła najmocniej. – podsumowuje Grzegorz Przytuła, Associate Partner EY-Parthenon, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY.
Dzięki większej ilości czasu spędzanego w domu, znaczna część respondentów zwiększyła swoje wydatki na remonty i domowe usprawnienia oraz rozrywkę – 22% konsumentów deklarowało zwiększenie funduszy na ten obszar, a 23% – spadek.
Zyskały za to aspekty będące bezpośrednim efektem pandemicznych ograniczeń tj. dostawy artykułów spożywczych oraz subskrypcji. Jednocześnie obie kategorie znalazły się w gronie sektorów gospodarki, które w kolejnych latach mogą mierzyć się ze spadkami. Ma to bezpośredni związek ze zmianą cyklu zachowań konsumentów w okresie post-pandemicznym m.in. 31% Polaków jest przekonanych, że w przeciągu 3 lat sposób robienia zakupów wróci do stanu przed epidemią. 
O Badaniu
Czwarta polska edycja badania „EY Future Consumer Index” przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach od 29 września do 6 października 2021 roku na grupie 1001 osób w wieku 18-65 lat.
Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.
O globalnym badaniu EY Future Consumer Index
Cykliczne badanie EY Future Consumer Index pozwala śledzić zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na rynkach globalnych, identyfikując nowe wyłaniające się segmenty konsumentów.
Badanie pokazuje zarówno tymczasowe reakcje na sytuację spowodowaną pandemią COVID-19 oraz te, które wskazują na bardziej fundamentalne zmiany.
Siódma globalna edycja EY Future Consumer Index objęła 14 047 konsumentów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Brazylii, Francji, Włoszech, Niemczech, Hiszpanii, Danii, Szwecji, Finlandii, Norwegii, Indiach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Chinach, Indonezji, Japonii, Australii i Nowej Zelandii, a badanie przeprowadzono od 6 kwietnia do 10 maja 2021 r.
Setki tysięcy prób wykorzystania luki Log4Shell
9 grudnia ujawniono poważną lukę w Log4j, bibliotece Apache powszechnie używanej przez twórców aplikacji internetowych i mobilnych. Firma Sophos wykryła już setki tysięcy prób ataków wykorzystujących tę podatność, m.in. z pomocą kryptominerów, czyli złośliwych programów służących do kopania kryptowalut. Według badaczy cyberprzestępcy będą w najbliższych tygodniach intensyfikowali działania i wykorzystywali lukę m.in. do ataków ransomware. Zagrożone mogą być setki tysięcy firm na całym świecie.
Nowe rodzaje ataków na horyzoncie
Luka nazwana Log4Shell umożliwia cyberprzestępcom zdalne wykonanie kodu, zainstalowanie złośliwego oprogramowania na urządzeniu ofiary, a nawet uzyskanie kontroli nad jej systemem. Na początku cyberprzestępcy wykorzystywali ją głównie w atakach przeprowadzanych za pomocą kryptominerów i botnetów. Badacze Sophos zaobserwowali także próby kradzieży danych z niektórych usług – m.in. kluczy do kont Amazon Web Services.
– Dostępne informacje sugerują, że luka mogła być wykorzystywana nawet przez tygodnie przed jej publicznym ujawnieniem. Przestępcy stosują różne techniki maskowania swoich złośliwych działań, aby oszukać programy ochronne. Zaczęli od kopania kryptowalut, ale wkrótce prawdopodobnie zaczną intensyfikować i zmieniać swoje metody. Pojawią się kolejne rodzaje ataków takie jak ransomware, które polegają na szyfrowaniu danych i żądaniu okupu za ich odblokowanie – wskazuje Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos.
Trudności w znalezieniu luki
Powszechne wykorzystanie biblioteki Log4j w usługach i aplikacjach sprawia, że luka Log4Shell jest wyjątkowo trudna do wykrycia i załatania. Wiele podatności ogranicza się do konkretnych produktów lub platformy – np. luka ProxyLogon i ProxyShell w Microsoft Exchange. Jednak Log4Shell dotyczy oprogramowania, które jest wykorzystywane przez wiele rozwiązań i produktów. Może więc być obecna w wielu miejscach firmowych sieci i systemów, nawet w oprogramowaniu tworzonym na użytek wewnętrzny.
– Podstawowym sposobem ochrony firmowych systemów jest zainstalowanie najnowszej aktualizacji udostępnionej przez Apache: Log4j 2.15.0. Może to jednak nie być takie łatwe, szczególnie jeśli przedsiębiorstwo nie wie, gdzie wykorzystywana jest biblioteka. Dlatego równie ważne jest znalezienie wszystkich systemów, które mogą być podatne na atak z wykorzystaniem luki Log4Shell. Osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo powinny dokładnie śledzić zdarzenia w swojej sieci, aby móc wykryć i usunąć wszelkie podejrzane incydenty. Firmy powinny też pamiętać o konieczności stosowania rozwiązań, które chronią przed wykorzystaniem luk w zabezpieczeniach przez przestępców – radzi Grzegorz Nocoń.
Korekta VAT nawet w przypadku sporu o płatność
Problemy z płatnościami mają istotne znaczenie dla funkcjonowania przedsiębiorstw. Pandemia COVID-19 miała dodatkowy, negatywny wpływ na terminowość płatności dokonywanych przez kontrahentów. Ustawodawca już wcześniej dostrzegł problemy związane z tym obszarem i wprowadził szereg rozwiązań „przymuszających” niepłacących klientów do dokonania zapłaty. Jednym z takich rozwiązań jest ulga na złe długi w VAT. Przepisy te są stosowane automatycznie bez względu na zasadność kwoty zapłaty wynikającej z faktury, z której został odliczony VAT.
Ulga na złe długi w VAT
Ulga na złe długi to przepisy zawarte w ustawie o VAT, które z jednej strony dają prawo do korekty podstawy opodatkowania i kwoty podatku należnego z tytułu dostawy towarów lub świadczenia usług (art. 89a ust. 1 ustawy o VAT), a z drugiej zobowiązują podatnika do korekty VAT naliczonego w przypadku braku zapłaty (art. 89b ust. 1 ustawy o VAT). Warunkiem zastosowania tej ulgi jest uprawdopodobnienie nieściągalności wierzytelności, co następuje niejako automatycznie po upływie 90 dni od dnia upływu terminu płatności określonego w umowie lub na fakturze. Innymi słowy, w sytuacji gdy zobowiązanie jest przeterminowane o 90 dni, musimy skorygować podatek odliczony z terminu 90 dni. W przepisie art. 89b ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług nie ma określonego terminu, w jakim podatnik ma obowiązek dokonania stosownej korekty. Jedyny termin, o jakim mowa w omawianym przepisie, to ten na dokonanie zapłaty, po bezskutecznym upływie którego powstaje obowiązek skorygowania przez dłużnika podatku naliczonego wynikającego z nieuregulowanej faktury. Przepis art. 89b ust. 1 ustawy o podatku od towarów i usług wskazuje natomiast wyłącznie okres, w rozliczeniu za który należy dokonać przedmiotowej korekty (wyrok NSA z dnia 7 grudnia 2018 r., sygn. akt I FSK 55/17).
W razie częściowego uregulowania należności w terminie 90 dni od dnia upływu terminu płatności, określonego w umowie lub na fakturze, korekta dotyczy podatku naliczonego, przypadającego na nieuregulowaną część należności. W przypadku zapłaty należności po dokonaniu korekty, o której mowa powyżej, podatnik ma prawo do zwiększenia kwoty podatku naliczonego w rozliczeniu za okres, w którym uiszczono należność.
Należy podkreślić, że przepisy dotyczące ulgi na złe długi mają zastosowanie jedynie do transakcji dostawy towarów i świadczenia usług na terytorium kraju, co oznacza, że podatnik nie będzie uprawniony ani zobowiązany do ich zastosowania w przypadku wewnątrzwspólnotowych nabyć towarów (wyrok WSA w Opolu z dnia 29 października 2020 r., sygn. akt I SA/Op 504/19).
Spór przed sądem o zapłatę a korekta VAT
Bardzo ciekawą tematykę poruszył WSA w Warszawie w sprawie o sygn. akt III SA/Wa 356/21 (wyrok z 26 października 2021 r.), w której analizował kwestię „ostateczności” zobowiązania do zapłaty w świetle przepisów o uldze na złe długi. Sprawa dotyczyła podatnika, który nie dokonał zapłaty za dostawy ciągników samochodowych i naczep na jego rzecz. W sądzie gospodarczym toczył się jeszcze spór o zapłatę za przedmiotowe dostawy. Pomimo toczącej się sprawy w sądzie gospodarczym urząd skarbowy, w związku z brakiem zapłaty, uznał, że podatnik powinien skorygować podatek VAT naliczony i w konsekwencji dopłacić zaniżony podatek VAT. Z takim podejściem nie zgodził się podatnik, który wskazał, że postępowanie podatkowe dotyczące zastosowania przepisów o uldze na złe długi powinno zostać zawieszone do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy o zapłatę toczącej się przed sądem gospodarczym. W tym zakresie podatnik powołał się na art. 201 par 1 pkt 2 Ordynacji podatkowej, który nakazuje organom podatkowym zawiesić postępowanie, jeżeli do wydania decyzji konieczne jest rozstrzygnięcie zagadnienia wstępnego przez inny organ lub sąd.
W wyroku z dnia 26 października 2021 r. WSA nie zgodził się z podatnikiem. WSA wskazał, że w przedmiotowej sprawie postępowanie podatkowe mogło się toczyć, ponieważ celem organów było jedynie ustalenie, czy kwota za faktury została zapłacona, czy też nie. W związku z brakiem zapłaty WSA uznał, że organy w prawidłowy sposób zastosowały przepisy o uldze na złe długi i wymierzyły podatek do zapłaty. W ocenie WSA kwestia sporu o zapłatę przed sądem gospodarczym nie stanowiła zagadnienia wstępnego, o którym mowa w przepisach Ordynacji podatkowej, na które powoływał się podatnik. W przedmiotowej sprawie WSA wskazał zatem, że zastosowanie przepisów ulgi na złe długi powinno być dokonywane niejako automatycznie w przypadku zaistnienia określonych w ustawie przesłanek. Jeżeli organ podatkowy ustalił brak dokonania zapłaty za faktury, z których podatnik odliczył VAT, to w związku z nieponiesieniem przez niego finansowego ciężaru podatku powinien skorygować VAT naliczony z tych faktur i dopłacić podatek.
Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.
Tym żył rynek biurowy w mijającym roku. Co nas czeka w 2022 r.?
Drugi rok trwania pandemii COVID-19 przyniósł kontynuację ewolucji rynku biurowego. Pomimo, że część firm wciąż opracowuje strategie dotyczące modelu pracy, na rynku widoczna jest aktywność najemców. Eksperci Colliers przygotowali zestawienie najważniejszych wydarzeń w mijającym roku, a także prognozy na 2022 r.
Najważniejsze wydarzenia 2021 na rynku biurowym
- 12 mln mkw. biur
W 2021 r. całkowita podaż na 9 głównych rynkach biurowych w Polsce przekroczyła poziom 12 mln mkw. Udział powierzchni biurowej zlokalizowanej na głównych rynkach regionalnych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Łódź, Poznań, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, Lublin i Szczecin) już niemalże dorównuje całkowitym zasobom nowoczesnej podaży biur w Warszawie.
- Redefinicja modelu pracy i funkcji biura
Ze względu na upowszechnienie pracy zdalnej i kolejne fale pandemii funkcja biura przechodzi ewolucję. Przestrzeń biurowa staje się obecnie przede wszystkim miejscem spotkań ze współpracownikami i kreatywnej pracy zespołowej. Ostatnie dwa lata, które wymusiły na dużej części firm przejście na pracę zdalną czy hybrydową, pozwalają wyciągnąć wnioski na temat efektywności pracy z domu, jej plusów i minusów dla pracownika oraz firmy, a także przełożyć je na nowo opracowywane strategie powrotu do biur – najczęściej w modelu hybrydowym.
- Powierzchnie flex poduszką bezpieczeństwa dla firm
Chociaż pandemia początkowo zamroziła ekspansję operatorów elastycznych, poluzowanie obostrzeń sprawiło, że aktywność na tym rynku wróciła. Jak wynika z najnowszego raportu Colliers pt. „Flexpansion 2021”, powierzchnie elastyczne stanowią w Warszawie obecnie 3,3% całkowitej podaży zasobów biurowych, co jest piątym wynikiem w regionie EMEA. W 2022 r. planowane są kolejne otwarcia w Warszawie i miastach regionalnych. Coraz więcej organizacji traktuje włączenie powierzchni flex jako istotne narzędzie optymalizacji ryzyka oraz dywersyfikację portfela nieruchomościowego. Trend ten zauważają właściciele nieruchomości biurowych, którzy zaczynają włączać przestrzenie elastyczne do listy niezbędnych udogodnień w swoich budynkach.
- Aktywność inwestycyjna na stabilnym poziomie
Region Europy Środkowo-Wschodniej wciąż odczuwa wpływ sytuacji związanej z COVID-19 na aktywność na rynku transakcyjnym, co znajduje odzwierciedlenie w niższych niż historyczne wolumenach transakcji. Polska utrzymuje jednak pozycję najbardziej atrakcyjnego rynku regionu, dzięki wysokiej płynności, a także szerokiemu zakresowi produktów inwestycyjnych wysokiej jakości. Eksperci Colliers szacują, że ponad połowa zainwestowanego w 2021 r. kapitału w regionie CEE trafiła do Polski. W Warszawie i miastach regionalnych stopy kapitalizacji nieruchomości biurowych pozostały stabilne od czasu drobnej korekty w 2020 r.
- Trend na mixed-use
Na rynku nieruchomości komercyjnych pojawia się coraz więcej projektów typu mixed-use, w których dominująca często funkcja biurowa uzupełniana jest elementami mieszkaniowymi, handlowymi, usługowymi, rozrywkowymi czy hotelowymi. Tego typu inwestycje cieszą się zainteresowaniem najemców, wychodząc również naprzeciw zmieniającym się potrzebom pracowników, którzy po prawie 2 latach pandemii zaczęli doceniać zalety „lokalnego stylu życia”.
Prognozy na 2022 dla rynku biurowego
- Biura wciąż potrzebne
Mimo upowszechnienia pracy zdalnej nie dojdzie do gwałtownej rewolucji pod względem zapotrzebowania na powierzchnię biurową. Najnowsze badanie GUS „Popyt na pracę” pokazuje, że zdalnie we wrześniu 2021 r. pracowało jedynie 5% Polaków. W Warszawie odsetek ten był najwyższy i wyniósł 14%. O stabilnej sytuacji na rynku najmu powierzchni biurowej świadczy również znaczący odsetek renegocjacji (ok. 40%-55%). Najemcy decydują się na przedłużanie umów i przearanżowanie swoich powierzchni, wydzielając przestrzenie pod nowe funkcje. W pandemicznej rzeczywistości rośnie popyt na usługi związane z adaptowaniem środowiska pracy (workplace strategy), pozwalające zdiagnozować potrzeby pracowników w nowej rzeczywistości. Jednocześnie zmieniają się relacje pomiędzy uczestnikami rynku – w większości lokalizacji mamy do czynienia z rynkiem najemcy, co wpływa na rosnące pakiety zachęt. Silna pozycja najemów pozwala skracać umowy najmu, z drugiej strony jednak rosnące koszty fit-out przekładają się na presję na wydłużanie okresu najmu, aby otrzymać biuro wykończone pod klucz.
- Rosnąca rola ESG
Kwestie ESG i zrównoważonego rozwoju stają się jednym z silniejszych nowych trendów na rynku nieruchomości, w szczególności biurowych. Świadczy o tym m.in. szybki przyrost podaży certyfikowanych, „zielonych budynków” oraz coraz liczniejsze modernizacje już istniejących biurowców. Zysk środowiskowy w realizowanych projektach w dobie zmian klimatycznych staje się nie mniej ważny niż zysk finansowy a założenia ESG stanowią coraz ważniejsze przesłanki do decyzji biznesowych. Możemy spodziewać się, że w nadchodzących kwartałach większy nacisk wśród uczestników rynku nieruchomości będzie kładziony na tworzenie i implementowanie indywidualnych strategii w zakresie ESG i zrównoważonego rozwoju.
- Wzrost dynamiki inwestycji w sektorze biurowym
Tempo inwestycji i napływ kapitału powinny wzrastać w najbliższych miesiącach 2022 r. Szereg dużych transakcji inwestycyjnych dotyczących aktywów biurowych – projektów oddanych do użytku w ostatnich kwartałach – jest obecnie w zaawansowanym stadium i w nadchodzącym roku spodziewane jest ich zamknięcie. Spodziewany jest wzrost cen najwyższej klasy aktywów biurowych w Warszawie, w miastach regionalnych natomiast presji na wzrost cen za najlepsze produkty.
- Rozwój idei 15-minutowego miasta
Rynki biurowe oraz strategie wynajmu nieruchomości w organizacjach przejdą ewolucję, aby dopasować się do zmieniających się potrzeb użytkowników biur. Na znaczeniu zyskają m.in. abonamenty dostępu do sieci coworkingów z placówkami w różnych częściach miasta czy zdecentralizowane biura z oddziałami satelitami (model hub and club). Normą staną się również tzw. „15-minutowe miasta” oferujące zaspokojenie wszystkich potrzeb w jednej okolicy – pracy, zakupów, nauki i rozrywki. Pandemia przyspiesza urzeczywistnienie tej koncepcji.
- Wzrost kosztów i spowolnienie aktywności deweloperskiej
Wysoka inflacja stanowi odzwierciedlenie wzrostu kosztów związanych także z rynkiem biurowym takich jak ceny materiałów budowalnych, gruntów, mediów czy płac. Estymacje analityków wskazują, że od początku pandemii koszt wybudowania biurowca wzrósł nawet o 30 proc. Przestoje w dostawach materiałów budowlanych z Azji i wzrost cen surowców oraz utrzymująca się niepewna sytuacja związana z aktywnością najemców ze względu na kolejne fale pandemii wpływają na ograniczenie planów deweloperskich nawet największych firm. Rezultatem tego będzie luka podażowa w Warszawie i na niektórych rynkach regionalnych w latach 2023-2024.
Nawet 231 tys. kwoty wolnej od podatku dla rodzin 4+
Zerowa stawka PIT dla rodzin wielodzietnych to jedno z nowych rozwiązań wprowadzanych w ramach Polskiego Ładu. Mogą na nim skorzystać również przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Kwota wolna od podatku może sięgnąć 231 056 zł.
Kwota wolna wg Polskiego Ładu
Na mocy znowelizowanych przepisów dla rodziców co najmniej czwórki dzieci kwota wolna od podatku wyniesie 85 528 zł. Dotyczy to podatników, którzy rozliczają się na skali podatkowej, liniowo lub ryczałtowo. Wyjątkiem jest karta podatkowa, w której wysokość podatku jest ustalana indywidualnie i niezmienna.
Rodzice oszczędzą jeszcze więcej na skali podatkowej
Co warte podkreślenia, ze zwolnienia może skorzystać oboje rodziców. Jeżeli każde z nich prowadzi działalność gospodarczą lub jedno prowadzi działalność, a drugie pozostaje na umowie o pracę, to łącznie ich kwota wolna od podatku wyniesie 171 056 zł.
Jeśli zaś rodzice rozliczają się wg skali podatkowej, to dodatkowo każdemu z nich przysługuje zwolnienie z opodatkowania do kwoty 30 tys. zł. Zatem łącznie kwota wolna w rodzinie wyniesie aż 231 056 zł. Dotyczy to także pracowników zatrudnionych na podstawie umowy o pracę.
Suma pozostała po odliczeniu kwoty wolnej od dochodu (lub przychodu na ryczałcie) jest opodatkowana zgodnie z zasadami formy opodatkowania, którą wybrano na dany rok.
Rodziny +4, czyli kto? Definicja ustawodawcy
Podstawowym warunkiem skorzystania z nowych rozwiązań jest posiadanie przynajmniej czwórki dzieci. Ustawa definiuje je jako:
- dzieci małoletnie;
- pełnoletnie, które na podstawie decyzji otrzymują zasiłek lub rentę socjalną;
- pełnoletnie uczące się w szkołach do ukończenia 25. roku życia z pewnymi zastrzeżeniami.
Dobra alternatywa dla 500+
Na pewno ulga +4 jest korzystna dla rodzin i ich budżetu. W mojej ocenie to zwolnienie jest zdecydowanie korzystniejsze niż 500+, ponieważ aktywizuje rodziców zawodowo.
Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w inFakt

