Podwyżki cen nie omijają rynku najmu mieszkań. Czynsze wyższe nawet o 27% r/r

Takiego wzrostu cen nie było od lat – stawka ofertowa za wynajęcie kawalerki w Szczecinie jest o 27% wyższa niż przed rokiem. Wzrost cen dotyczy również mieszkań o większych metrażach – w Warszawie najem mieszkania o powierzchni od 60 do 90 mkw. kosztuje prawie 4,7 tys. złotych, o ponad 600 zł więcej niż roku temu, wynika z danych Otodom.

Zeszłoroczna sytuacja pandemiczna oraz wprowadzenie nauki zdalnej na uczelniach przełożyły się na odpływ studentów z miast akademickich i zmniejszenie zainteresowania najmem. Przez mały popyt i brak perspektyw poprawy sytuacji, wielu wynajmujących zdecydowało się wówczas obniżyć ceny. W tym roku, choć sytuacja związana z pandemią nadal nie jest w pełni ustabilizowana, większość uczelni od października wróciła do nauki stacjonarnej. Tym samym już od wakacji mogliśmy zaobserwować nagły wzrost zainteresowania ofertą najmu, a co za tym idzie stopniową podwyżkę czynszów. Według danych Otodom, w październiku za mieszkanie do 38 mkw. w Bydgoszczy trzeba było zapłacić o 16% więcej niż przed rokiem, we Wrocławiu wzrost wyniósł ponad 15%, a w Łodzi prawie 13%. Jedynym miastem, które zanotowało niewielki spadek cen są Katowice, gdzie mieszkania na wynajem staniały o 0,6% w porównaniu z rokiem 2020.

Ceny za średnie mieszkania też w górę

Podwyżki czynszów dotyczą również mieszkań od 38 do 60 mkw. W październiku 2021 r. najwyższe ceny ofertowe najmu, spośród analizowanych miast, można było zaobserwować w Warszawie – średnia stawka wyniosła tutaj 2881 złotych za miesiąc. Na drugim miejscu, pod względem najwyższych cen, uplasował się Wrocław, gdzie za najem mieszkania trzeba zapłacić średnio 2400 złotych miesięcznie, czyli o prawie 16% więcej niż przed rokiem. Niewiele taniej jest w Gdańsku – tu za wynajem mieszkania zapłacimy średnio 2358 złotych, czyli ponad 10% więcej niż rok temu.

„Z jednej strony podwyżki cen najmu skorelowane są z sytuacją na uczelniach i powrotem studentów do nauki stacjonarnej, z drugiej zaś, wzrosty cen to także efekt rosnącej inflacji, która osłabia moc nabywczą pieniądza i przekłada się na podwyżki cen dóbr i usług w różnych sektorach gospodarki, również w nieruchomościach” – mówi Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom.

Co w przypadku dużych mieszkań?

Rynek najmu mieszkań o powierzchni od 60 do 90 mkw. również zanotował podwyżki stawek względem poprzedniego roku. We Wrocławiu za mieszkanie o takim metrażu trzeba zapłacić średnio 2997 złotych miesięcznie, co oznacza podwyżkę cen o ponad 10,5% w ciągu roku. Jeszcze drożej jest w Krakowie – tu najem dużego mieszkania kosztuje średnio 3133 złotych, czyli ponad 13% więcej niż w 2020 roku. Najwyższy wzrost stawek widoczny jest w Warszawie, gdzie za wynajem mieszkania o powierzchni od 60 do 90 mkw. zapłacimy średnio aż 4679 złotych. Oznacza to, że ceny najmu dużych mieszkań w stolicy wzrosły o ponad 16%. Obniżek cen można szukać jedynie w Łodzi i Katowicach, gdzie stawki ofertowe spadły o 0,7% i 1,1%.

Zasady ustalania wartości początkowych składników majątkowych dla potrzeb amortyzacji

Przepisy prawa podatkowego nie w każdym przypadku pozwalają na bezpośrednie zaliczenie wydatku w koszty podatkowe. W zamian należy przez określony czas amortyzować takie środki trwałe czy wartości niematerialne i prawne. Jedną z istotniejszych kwestii dotyczących amortyzacji jest prawidłowe ustalenie wartości początkowej składników majątkowych.

Cena nabycia

Zgodnie z art. 16g ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT za wartość początkową środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych uważa się, w razie odpłatnego nabycia, cenę ich nabycia, a w pkt 1a) wskazano, że w razie częściowo odpłatnego nabycia – cenę ich nabycia powiększoną o wartość nieodpłatnego przychodu. Co do zasady cena nabycia jest to kwota należna zbywcy w związku z przeniesieniem własności środka trwałego lub wartości niematerialnej i prawnej. Istotne jest wskazanie, że jest to kwota należna zbywcy, a nie faktycznie zapłacona. Kolejna ważna kwestia to możliwość powiększenia kwoty należnej zbywcy o koszty związane z zakupem takie jak koszty transportu, wyładunku, ubezpieczenia, montażu środka trwałego, instalacji i uruchomienia programów oraz systemów komputerowych, opłat notarialnych, podatku od czynności cywilnoprawnych i innych, odsetek, prowizji. Do ceny nabycia można doliczyć także wartość podatku od czynności cywilnoprawnych płaconego w związku z dokonanym zakupem. Powyższy katalog nie jest wyczerpujący i ma jedynie przykładowy charakter.

Koszty wytworzenia

Kolejna metoda ustalania wartości początkowej stosowana jest w razie wytworzenia przez przedsiębiorcę we własnym zakresie. W takiej sytuacji wartością początkową środka trwałego jest koszt wytworzenia, na który składa się wartość materiałów i usług wykorzystanych do wytworzenia środka trwałego, koszty wynagrodzeń za pracę, wszelkie odsetki i prowizje liczone do dnia przekazania do używania oraz inne koszty, które można zaliczyć do kosztów wytworzenia środków trwałych. Przykładem takich kosztów mogą być koszty rozbiórki starego budynku i niwelacji terenu w związku z budową nowego budynku. Klasyfikacja kosztów związanych z wytworzeniem nie zawsze jest oczywista, co potwierdza sprawa o sygn. akt II FSK 3607/13, gdzie NSA w wyroku z 1 marca 2016 r. wskazał, że opłaty ustalane w oparciu o ustawę o obszarach morskich zaliczają się do kosztu wytworzenia farmy wiatrowej.

Wartość rynkowa jako wartość początkowa

Wartość rynkowa powinna być stosowana jako wartość początkowa środków trwałych w określonych przypadkach. Pierwszy przypadek dotyczy sytuacji, gdy do nabycia doszło w drodze spadku, darowizny lub w inny nieodpłatny sposób. W takich przypadkach brak jest wcześniejszej wyceny środka trwałego, w związku z czym za wartość początkową należy przyjąć wartość rynkową.

Drugi przypadek, w którym wykorzystywana jest wartość rynkowa, dotyczy amortyzowania wartości firmy, w sytuacji gdy wydatki w związku z zakupem przewyższyły wartość rynkową firmy.

Kolejny przykład wykorzystania wartości rynkowej dla określenia wartości początkowej dotyczy przejętego środka trwałego lub wartości niematerialnych i prawnych w związku z likwidacją przedsiębiorcy. Wartość rynkową wykorzystuje się także w przypadku gdy środek trwały lub wartość niematerialna i prawna została wniesiona do podatnika w formie aportu.

Dla ustalenia wartości rynkowej należy odnieść się do podobnych rzeczy i praw będących przedmiotem obrotu. Często do tego typu wyceny trzeba posiadać odpowiednią wiedzę, dlatego korzysta się z pomocy biegłych rzeczoznawców.

Wartość początkowa w przypadku nabycia przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części

W razie nabycia w drodze kupna lub przyjęcia do odpłatnego korzystania przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części łączną wartość początkową nabytych środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych stanowi suma ich wartości rynkowej, w przypadku wystąpienia dodatniej wartości firmy. Jeżeli nie wystąpi dodatnia wartość firmy, wówczas wartość początkową stanowi różnica między ceną nabycia przedsiębiorstwa lub jego zorganizowanej części a wartością składników majątkowych niebędących środkami trwałymi ani wartościami niematerialnymi i prawnymi.

Ulepszenia

Środki trwałe, które uległy ulepszeniu w wyniku rozbudowy, przebudowy, adaptacji, rekonstrukcji lub modernizacji, także będą miały zwiększoną wartość początkową, w przypadku gdy suma wydatków poniesionych na ulepszenie w danym roku podatkowym przekracza 10 000 zł i wydatki te powodują wzrost wartości użytkowej. Od ulepszeń należy odróżnić sytuacje prac remontowych, które co do zasady nie stanowią ulepszenia, lecz utrzymanie środków trwałych w stanie niepogorszonym. NSA w wyroku z 6 listopada 2020 r., sygn. akt II FSK 1740/18, wskazał, że prace remontowe to wykonywanie w istniejącym obiekcie budowlanym robót budowlanych, polegających na odtworzeniu stanu pierwotnego, a niestanowiących bieżącej konserwacji, przy czym w pracach tych dopuszcza się stosowanie wyrobów budowlanych, innych niż użyto w stanie pierwotnym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Grupa PTWP szacuje w 2022 r. wzrost biznesu w segmencie online o 25 proc.

Wzmocnienie pozycji lidera branżowych portali internetowych oraz wzrost łącznej liczby unikalnych użytkowników z 8 mln do 10 mln miesięcznie – to tylko niektóre cele rozwojowe Grupy PTWP na 2022 r. Jej władze szacują również, że przyszłoroczne przychody w segmencie online mogą wzrosnąć około 25 proc. oraz analizują możliwość uzupełnienia portfolio zarządzanych obiektów. Według szacunków, w  zarządzanych przez spółkę Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Spodku, w przyszłym roku odbędzie się łącznie ponad 250 wydarzeń dla prawie 1 mln uczestników. Zarząd PTWP zamierza przenieść notowania firmy z NewConnect na główny rynek GPW.

Grupa PTWP prowadzi zdywersyfikowany model biznesowy i opiera swoją działalność na wydawaniu portali internetowych, organizowaniu eventów stacjonarnych i hybrydowych oraz zarządzaniu obiektami Międzynarodowego Centrum Kongresowego i Spodka. Dynamika wzrostu w segmencie online przyczyniła się do zmiany kluczowych celów rozwoju Grupy.

Jesteśmy wydawcą 20 portali branżowych, które średnio miesięcznie odwiedza 8 mln czytelników, a profile w mediach społecznościowych śledzi prawie 550 tys. osób. Praktycznie każdy z portali lideruje w swojej kategorii i jest wartościowym medium rynkowym dla sprofilowanych grup odbiorców oraz reklamodawców. Analizując trendy wzrostowe z poprzednich okresów oraz poczynione inwestycje, dążymy do tego, aby w przyszłym roku osiągnąć poziom 10 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, co oznacza wzrost o 20% – informuje Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP. – Obserwujemy stale rosnącą wartość reklamy internetowej i rozwijamy strukturę wydawniczą Grupy PTWP o nowe tytuły. Inwestujemy w nasz zespół i narzędzia marketingowe oraz wykorzystujemy zasięgi portali internetowych w dalszej monetyzacji, dlatego w 2022 r. szacujemy również wzrost przychodów w całym segmencie online o około 25 procent. Mocno liczymy również na rozwój dedykowanych platform e-commerce i w pierwszej kolejności planujemy dalszą ekspansję w sektorze rolniczym, gdzie widzimy duży, niewykorzystany jeszcze potencjał – podsumowuje Wojciech Kuśpik.

Grupa PTWP zaobserwowała pozytywną zmianę w segmencie wydarzeń i eventów. Od sierpnia do października br. w zarządzanych przez spółkę obiektach – Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach i Spodku – odbyło się łącznie 70 wydarzeń, w których uczestniczyło 85 tys. osób. W przyszłym roku w obiektach zaplanowano ponad 250 wydarzeń dla prawie 1 mln uczestników.

– W ostatnich miesiącach rynek spotkań i eventów notuje wyraźne ożywienie. Widzimy to zarówno, jako organizator imprez własnych, ale również z perspektywy zarządcy obiektów. Cały czas dążymy do jak największej popularyzacji wydarzeń oraz analizujemy możliwość zwiększenia portfolio zarządzanych obiektów. Zainwestowaliśmy i wdrożyliśmy zaawansowane narzędzia do streamingu, które przełożyły się na jeszcze większe zasięgi i dotarcie do nowych odbiorców. Przykładowo zorganizowany w tym roku Europejski Kongres Gospodarczy zanotował łącznie 640 tys. odtworzeń transmisji i retransmisji debat  –  podkreśla Wojciech Kuśpik prezes zarządu Grupy PTWP.

Zarząd PTWP poinformował o rozpoczęciu czynności związanych z przeniesieniem notowań firmy w 2022 roku z NewConnect na główny rynek GPW w Warszawie. Obecne działania spółki dotyczą zawierania umów z odpowiednimi doradcami i we współpracy z nimi opracowania szczegółowego harmonogramu przygotowań do debiutu. Władze PTWP, w porozumieniu ze wskazanymi podmiotami, zarekomendują Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy oraz Radzie Nadzorczej projekty uchwał, konieczne do ubiegania się o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku regulowanym, w tym zmiany statutu oraz przystąpią do prac nad prospektem emisyjnym.

Grupa PTWP, w trzecim kwartale br. wypracowała 3,42 mln zł zysku brutto. Narastająco, po trzech kwartałach 2021 r., zysk brutto wyniósł 7,43 mln zł, EBIDTA osiągnęła poziom 8,55 mln zł a przychody ze sprzedaży netto przekroczyły 37 mln zł.

Wyniki sprzedaży Ford Polska – listopad 2021

W listopadzie 2021 r. Ford po raz drugi z rzędu znalazł się na podium sprzedaży samochodów osobowych i dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony w Polsce. Zajmując trzecie miejsce marka sprzedała 2 562 pojazdy – 1 669 samochodów osobowych i 893 dostawcze. Dało to 6,75% udziału w niezwykle konkurencyjnym rynku, a tym samym poprawę rok do roku o 0,89 p.p.

Po jedenastu miesiącach 2021 r. Ford umocnił się natomiast na szóstej pozycji pod względem sprzedaży w Polsce. Producent w tym czasie znalazł nabywców na 26 783 samochody, co oznacza wzrost względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 13,9%.

W mijającym miesiącu Ford sprzedał 1 669 samochodów osobowych, dzięki czemu wzrósł udział marki w rynku z 4,86% do 5,22%. Przez jedenaście miesięcy 2021 r. nabywców znalazły 17 753 pojazdy – o 7,2% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r.

Hitem marki w listopadzie ponownie był Focus, który sprzedał się w 503 egzemplarzach. Model stanowił ponad 30% całkowitej sprzedaży samochodów osobowych marki. Na drugim miejscu znalazł się EcoSport, dla którego 315 sprzedanych egzemplarzy to najlepszy wynik w 2021 roku. Na podium zameldowała się jeszcze Kuga z 208 sprzedanymi egzemplarzami – to wynik o 31,6% lepszy niż rok wcześniej.

Po raz kolejny świetnym rezultatem może pochwalić się całkowicie elektryczny Mustang Mach-E. Model w listopadzie 2021 r. był bowiem czwartym najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Polsce ogółem, z wynikiem 70 sprzedanych nowych egzemplarzy. Pomimo zaledwie pięciu miesięcy w zestawieniach sprzedaży, model ten znalazł się już w pierwszej siódemce najpopularniejszych samochodów elektrycznych w Polsce w całym 2021 r, ze sprzedażą 213 egzemplarzy w tym okresie.

Focus jest także zdecydowanym liderem sprzedaży, jeśli chodzi o samochody osobowe Forda w okresie od stycznia do listopada 2021 r. 4 731 sprzedanych egzemplarzy w tym okresie oznacza 26,6% udziału w całkowitej sprzedaży marki. Razem z drugą Pumą (2 945 sprzedanych sztuk) i trzecią Kugą (2 411) modele te odpowiadają za 56,8% sprzedaży samochodów osobowych Forda. Puma i Kuga dodatkowo zanotowały znaczący wzrost sprzedaży względem ubiegłego roku – odpowiednio o 42,8% i 69,3%. W tym aspekcie warto zauważyć także znakomity wynik EcoSporta, którego sprzedaż w jedenastu miesiącach 2021 r. wzrosła względem analogicznego okresu 2020 r. o 69%.

W listopadzie Ford był wiceliderem sprzedaży, jeśli chodzi o rynek samochodów dostawczych o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 tony. Marka znalazła nabywców na 893 pojazdy, co oznacza wzrost względem ubiegłego roku o 17,5%. Ford cały czas pozostaje także drugą najlepiej sprzedającą się marką samochodów dostawczych w całym 2021 r. W okresie od stycznia do listopada sprzedał bowiem 9 030 pojazdów – 29,9% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Daje to 13,59% udziału w tym rynku.

Bestsellerem marki w listopadzie był Transit, który sprzedał się w 287 egzemplarzach. Doskonale poradziła sobie cała rodzina Transita, bowiem drugie miejsce zajął Transit Connect (256 sprzedanych sztuk), a trzecie Transit Custom (251). Wszystkie trzy modele znalazły się w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się samochodów dostawczych w Polsce w listopadzie 2021 r.

Biorąc pod uwagę jedenaście miesięcy 2021 r. Ford ma trzy modele w pierwszej piętnastce zestawienia najlepiej sprzedających się samochodów dostawczych w Polsce. To będący na 5. miejscu Transit (3 097 sprzedanych egzemplarzy, +14,3% rdr), Transit Custom (11. miejsce, 1 995 sprzedanych egzemplarzy, +28,2% rdr), a także Ranger (12. miejsce, 1 541 sprzedanych egzemplarzy, +72,4% rdr), który pozostaje zdecydowanym liderem segmentu pick-upów.

 

Ford pozostaje też liderem rynku nowych minibusów. Marka w listopadzie sprzedała 292 takie pojazdy – 82,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Na koniec listopada sprzedaż w 2021 r. osiągnęła poziom 2 074 egzemplarze, co oznacza poprawę względem ubiegłego roku o 54,7% oraz imponujący udział w rynku – 26,84%.

Kraków ponownie liderem pod względem liczby zatrudnionych w sektorze usług biznesowych oraz innowacyjności

Według raportu ABSL „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Krakowie 2021”, Kraków ponownie zachował pozycję lidera pod względem zatrudnienia w centrach usług biznesowych w Polsce, gdzie pracuje niemal co czwarta osoba zatrudniona w sektorze, czyli 82 600 osób. Jak wskazują dane, stolica Małopolski to także najlepsza lokalizacja w Polsce dysponująca odpowiednim potencjałem do prowadzenia innowacyjnego biznesu.

Wg analiz ABSL, od 2016 roku w Krakowie powstało 79 nowych centrów, które przyczyniły się do utworzenia 8,9 tys. miejsc pracy. Oznacza to, że w ciągu zaledwie czterech lat zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług biznesowych w stolicy Małopolski wzrosło o 61 proc. Ponadto, według danych na trzeci kwartał 2021 r. w centrach zlokalizowanych w Krakowie pracowało łącznie 82,6 tys. osób (o blisko 4,5 tys. więcej w porównaniu z rokiem 2020). Przy tym większość, bo aż 88 proc. miejsc pracy, powstało w centrach będących własnością podmiotów zagranicznych.

– W latach 2020-2021 najwięcej nowych centrów usług powstało w Warszawie, my zajmujemy jednak drugie, nadal wysokie miejsce. Sytuacja Krakowa mimo pandemii jest stabilna, a pozycja lidera nie jest zagrożona. Wśród siedmiu tegorocznych inwestycji są chociażby AstraZeneca, Dyson czy Westinghouse, czyli znane na całym świecie marki i duży kapitał – mówi Jerzy Muzyk, wiceprezydent Krakowa.

Kraków stolicą talentów

Z analiz ABSL Strategic Foresight wynika, że łączne zatrudnienie w sektorze w Polsce może w ciągu 10 lat wzrosnąć do 650 tys., co wiąże się bezpośrednio z koniecznością pozyskania pracowników posiadających zarówno kompetencje cyfrowe – związane z rozwojem nowych technologii, automatyzacją oraz rewolucją technologiczną, jak również te związane z finansami, analizą danych czy umiejętnościami miękkimi, jak: praca zespołowa i zarządzanie zmianą. Dlatego też w rozwoju sektora nieocenioną rolę odgrywają krakowskie ośrodki akademickie, które ze względu na bogatą ofertę dydaktyczną, zapewniają kadrę posiadającą kompetencje przyszłości i stanowiącą potencjał intelektualny dla inwestujących w Polsce firm zagranicznych. Jak pokazują dane z raportu, Kraków to główny ośrodek akademicki w Polsce, kształcący 130 tys. studentów, w tym ok. 38 tys. inżynierów, którzy już teraz są szczególnie poszukiwani na rynku pracy. To właśnie dostępność talentów i nowoczesność są głównymi atutami miasta, na które zwracają uwagę międzynarodowi inwestorzy.

Inwestycje w rozwój innowacji

Dane z raportu ABSL wskazują, że sektor nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce wyróżnia wysoki poziom innowacyjności. Udział innowatorów w sektorze jest większy niż w całej gospodarce, zarówno w branżach produkcyjnych, jak i innych sektorach usług. W Krakowie ok. 70 proc. przedstawicieli sektora zadeklarowało wprowadzenie innowacji w ciągu ostatnich trzech lat w porównaniu do 26,1 proc. odnotowanych przez GUS w sektorze przedsiębiorstw i do 21 proc w sektorze usług.

W Krakowie zlokalizowana jest jedna czwarta wszystkich centrów R&D w Polsce, w których rodzą się najbardziej innowacyjne pomysły dotyczące rozwoju produktów, technologii czy procesów biznesowych. Zgodnie z wynikami raportu ABSL, około 70 proc. respondentów z krakowskiego obszaru metropolitalnego wprowadziło w ciągu ostatnich trzech lat innowacje rozumiane jako zintegrowane produkty czy usługi. Dla centrów z sektora nowoczesnych usług biznesowych nie bez znaczenia pozostaje także współpraca ze start-upami. Pomimo że dotychczas zdecydowało się na nią co piąte centrum z krakowskiego obszaru metropolitalnego, wszystkie z nich były zadowolone ze współpracy, odpowiednio 18,2 proc. w stopniu bardzo wysokim, 27,3 proc. – wysokim, a 36,4 proc. w znacznym stopniu. Wśród głównych efektów wspólnych działań, menadżerowie centrów wymienili m.in.: dostęp do puli talentów, rozwój nowych funkcji i produktów w portfelu oraz innowacyjne pomysły, wykraczające poza schemat korporacyjnego myślenia.

– Kraków w ocenie biznesu otrzymał najwięcej głosów jako lokalizacja tworząca klimat do rozwoju innowacji w sektorze, od czego w dużej mierze będzie zależał przyszły rozwój sektora. Wprowadzanie innowacji jest szczególnie ważne ze względu na zmianę charakteru polskiego rynku. Kiedyś zachętą dla inwestorów były niskie koszty pracy, ale te czasy mamy już za sobą. Teraz, gdy Polska przechodzi do grupy krajów z umiarkowanym kosztami produkcji, firmy muszą znaleźć sposób by pozostać atrakcyjnym miejscem dla zagranicznych inwestorów. Sektor usług biznesowych stawia na innowacyjność. Przyspieszone wdrażanie innowacji stwarza szanse na przejście do roli kreatora globalnych trendów, co stanowi szansę rozwojową dla Polski – mówi Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL.

Kraków konsekwentnie znajduje się w czołówce globalnych rankingów stanowiących o atrakcyjności miast najchętniej wybieranych przez międzynarodowych inwestorów. W 2020 roku Kraków zajął 10. miejsce w rankingu miast przyszłości fDi Intelligence, co czyni stolicę Małopolski miejscem z przyszłością dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę zawodową.

O RAPORCIE

Raport „Sektor nowoczesnych usług biznesowych w Krakowie 2021” został przygotowany przez Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) na zlecenie Miasta Kraków. Z dostępnym bezpłatnie raportem można zapoznać się na stronie shop-absl.pl.

Nowy rekord czasowy polskiego crowdfundingu udziałowego. Kombinat Konopny pozyskuje 4,5 mln zł w 7 minut

Kombinat Konopny SA – spółka specjalizująca się w uprawie i przetwórstwie konopi włóknistych – pobiła rekord czasowy polskiego crowdfundingu udziałowego. Wystarczyło 7 minut, by inwestorzy dokonali 736 inwestycji w akcje Kombinatu na łączną kwotę 4,5 mln zł. Środki zostaną wykorzystane m.in. na rozbudowę zakładu zielarskiego, rozszerzenie portfolio produktów oraz ekspansję zagraniczną. W pierwszej emisji w 2020 r. Kombinat pozyskał 4,2 mln zł w 38 minut.

Wcześniejszy czasowy rekord należał do spółki CanPoland, która na początku 2021 roku zebrała 4,4 mln zł w 11 minut. Obie emisje Kombinatu Konopnego oraz emisja CanPoland promowane były przez platformę Crowdway.

Maciej Kowalski, prezes Kombinatu Konopnego
Maciej Kowalski, prezes Kombinatu Konopnego

Zainteresowanie II emisją crowdfundingową Kombinatu Konopnego było olbrzymie, ponad 3000 inwestorów zapisało się na alert o starcie emisji, a na forach trwały ożywione dyskusje. Liczyłem na dobry start, ale nie spodziewałem się, że emisja zamknie się aż tak szybko. Jestem dumny i szczęśliwy, że udało nam się pobić ten rekord. To świadczy o ogromnym zaufaniu do naszych planów. Dziękuję całemu zespołowi za ogrom pracy, witam na pokładzie Kombinatu ponad 700 akcjonariuszy: razem będziemy dalej tworzyć najmocniejszą markę w branży konopnejpowiedział Maciej Kowalski, prezes zarządu Kombinatu Konopnego.

Cieszymy się z realizacji kolejnej emisji Kombinatu Konopnego, którą mogliśmy wspierać. Mamy nadzieję na udany debiut giełdowy w 2022 roku i życzymy sukcesów zarówno spółce jak i inwestorom powiedział Marcel Rowiński, prezes zarządu Crowdway.

Polski przemysł pnie się w górę. Jak wykorzystać dobrą koniunkturę do rozwoju biznesu?

Według najnowszych danych GUS produkcja przemysłowa wzrosła w październiku o 7,8% r/r. Polskie firmy z sektora przemysłowego poradziły sobie z kryzysem, wykazując niezwykłą odporność na zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw. Jednocześnie dyrektorzy organizacji wciąż stoją przed wyzwaniami takimi jak: opóźnienia i braki komponentów, coraz większe oczekiwania względem działań na rzecz zrównoważonego rozwoju, a także narastające problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników. Jakich liderów obecnie najbardziej poszukują firmy przetwórcze? O szansach, przed którymi stoi sektor przemysłowy w Polsce mówi Jakub Grabowski, Principal w Page Executive, firmie specjalizującej się w przeprowadzaniu rekrutacji na najwyższe stanowiska zarządzające.

Zapewnienie produktu kluczem do sukcesu

Kondycja sektora produkcji przemysłowej w Polsce jest w tym momencie wyjątkowa dobra. Wobec wyzwań związanych z pandemią wiele firm zaczęło szukać nowych sposobów na poprawę procesów produkcyjnych i rewizję łańcucha dostaw. Dzięki temu udało im się nie tylko przetrwać kryzys, ale wręcz poprawić swoją wydajność i zwiększyć zyski, przy jednoczesnym ograniczeniu kosztów produkcji. Te organizacje, które chcą utrzymać swoją konkurencyjność na rynku, poszukują skutecznego lidera odpowiedzialnego za optymalizację procesów produkcji.

Obecnie obserwujemy wzrost zainteresowania liderami, którzy zajmują się optymalizacją procesów produkcyjnych w zakładach pracy oraz poszukują rozwiązań w zakresie dywersyfikacji łańcucha dostaw w związku z dużymi brakami w dostępności surowców na świecie. Przedsiębiorstwa, które skupiają się na sprzedaży, a nie zapewnieniu produktu, mogą w przyszłości mieć spore problemy w zrealizowaniu zaplanowanych celów, a nawet w osiągnięciu profitowości. Liderzy, którzy potrafią wykorzystać obecną korzystną kondycję przemysłu do optymalizacji i zwiększenia produkcji, jednocześnie zapewniając firmie bezpieczeństwo w wypadku kolejnego kryzysu, są w tym momencie najbardziej poszukiwani – mówi Jakub Grabowski z Page Executive, firmy specjalizującej się w rekrutacji na najwyższe stanowiska zarządzające.

Transfer produkcji szansą dla polskich spółek

Zaburzenia w globalnych łańcuchach dostaw oraz niedobory komponentów to wyzwania, z którymi w ostatnim czasie musiały się zmagać wszystkie przedsiębiorstwa z sektora przemysłowego. W celu uniknięcia ryzyka problemów z transportem i wydłużenia czasu dostaw z zakładów produkcyjnych z Azji firmy zaczęły szukać alternatywnych dostawców. W związku z tym Polska stała się jednym z najbardziej optymalnych miejsc dla zagranicznych inwestorów.

Firmy europejskie coraz częściej decydują się na relokacje części swojej produkcji nad Wisłę. Polska stała się optymalnym krajem ze względu na swoją lokalizację, niższy koszt prowadzenia działalności w porównaniu z Zachodem oraz wysoko wykwalifikowaną kadrę inżynierów i specjalistów, a także dobrą jakość wytwarzanych produktów. W związku z narastającym trendem zachodnich inwestycji w naszym kraju, polskie spółki mają w tym momencie możliwość zwiększenie swoich mocy produkcyjnych i poprawę jakości produktu. Firmy, które wykorzystają tę okazję do rozwoju, będą miały szansę pozyskania większych funduszy na swój biznes, a polscy specjaliści będą mieli jeszcze więcej możliwości zatrudnienia mówi Jakub Grabowski.

Wzrost znaczenia dyrektora ds. zrównoważonego rozwoju

Coraz więcej firm z sektora przemysłowego zauważa potrzebę dopasowania swoich działań do idei zrównoważonego rozwoju. Organizacje poszukują ekologicznych rozwiązań w zakresie przetwarzania komponentów, zwiększają korzystanie z energii odnawialnej i ograniczają zużycie niekorzystnych dla środowiska surowców. Przedsiębiorstwa, które nadają priorytet kwestii ekologii, mają lepsze szanse na zachowanie konkurencyjności na rynku a nawet zwiększenia zysków. Według Światowego Forum Ekonomicznego organizacje, które stworzyły zrównoważone łańcuchy dostaw mogą odnotować nawet 20-procentowy wzrost przychodów w porównaniu z firmami, które nie wdrożyły tego typu rozwiązań.

W odpowiedzi na wyzwania związane z zagrożeniami środowiskowymi i zrównoważonym rozwojem, coraz więcej firm wyznacza w swoich strukturach rolę Chief Sustainability Officer. Rolą dyrektora ds. zrównoważonego rozwoju jest wdrożenie w firmie rozwiązań, umożliwiających realizację podjętych zobowiązań dotyczących ochrony środowiska. Ważnym zadaniem CSO jest także skuteczna komunikacja wprowadzonych działań, a także budowanie świadomości pracowników w tym obszarze. Osoba na tym stanowisku musi podjąć wyzwania finansowe, które wiążą się z procesem „zielonej transformacji” zakładu. Jednocześnie skuteczny lider może osiągnąć swoim działaniem nie tylko korzyści środowiskowe, ale także biznesowe – dlatego CSO zajmuje często pozycję blisko zarządu spółki – komentuje Jakub Grabowski. – Przedsiębiorstwa muszą liczyć się nie tylko z rosnącą presją ze strony inwestorów oraz regulatorów rynku w zakresie zrównoważonego rozwoju. Świadomość społeczna jest coraz większa, a klienci częściej chcą wiedzieć, w jaki sposób działa firma i jaki jest jej wpływ na środowisko – według badania EY z lutego 2021 roku 60 proc. konsumentów chętniej będzie kupować produkty i usługi od przedsiębiorstw, które są transparentne we wszystkim, co robią podsumowuje Jakub Grabowski z Page Executive.

Czego oczekują najlepsi kandydaci

W październiku produkcja sprzedana przemysłu w Polsce wzrosła o 2 proc. w stosunku do września, co stanowi jeden z najlepszych wyników na przestrzeni ostatnich kilku lat. Dobra kondycja sektora i zwiększony popyt na usługi i produkty z tej branży, a także przenoszenie procesów produkcyjnych organizacji zagranicznych do Polski wpływa na dużą dynamikę na rynku pracy i zapotrzebowanie na wysoce wykwalifikowanych specjalistów. Obecnie wyzwaniem liderów będzie opracowanie strategii rekrutacyjnej, dzięki której firma będzie mogła rywalizować na rynku o najlepsze talenty.

Najbardziej poszukiwani pracownicy mają oczywiście wysokie oczekiwania dotyczące wynagrodzenia, ale także wymagają od potencjalnych pracodawców jasnego określenia możliwych kierunków rozwoju w firmie. Kandydaci są często niechętni do zmiany, dlatego część organizacji decyduje się na poszukiwanie doświadczonych managerów, którzy mają potencjał do objęcia stanowisk na wyższym szczeblu – mówi Jakub Grabowski.

Najbardziej transparentne firmy mają szanse pozyskać najlepsze talenty. Kandydaci chcą wiedzieć nie tylko to, w jaki sposób organizacja poradziła sobie w czasie kryzysu, ale także jaka jest jej średnio- i długoterminowa strategia rozwoju – podsumowuje Jakub Grabowski, Principal w Page Executive.

Wirtualny świat za prawdziwe pieniądze. Dlaczego cyfrowy rynek NFT jest wart miliardy?

Okazuje się, że można kupić coś, co nie istnieje lub inaczej ujmując, znajduje się wyłącznie w świecie wirtualnym. W marcu br. cyfrowy obrazek JPEG został sprzedany za blisko 70 mln dol., a aukcje w Christie’s obserwowało w sieci 20 mln ludzi. Ten nowy sektor dóbr cyfrowych stale rośnie, jak obliczył JP Morgan rynek NFT jest już wart ponad 7 mld dol. Dla przykładu niewymienialny token, czyli NFT (Non-Fungible Token), pozwala kupować m.in.: wirtualne nieruchomości, obrazy, przedmioty w grach, nazwy domen czy nawet cyber zwierzaki. A to wszystko jest dopiero początkiem możliwości jego stosowania.

Z pewnością barwnym przypadkiem użycia NFT są CryptoKittiesi. To stworzona w 2017 r. gra oparta o technologię blockchain. „Kryptokotki” to cyfrowe reprezentacje kotów z unikalnymi identyfikatorami na platformie Ethereum. Gra oferuje swoim użytkownikom hodowanie kotków, które można następnie łączyć w pary i rozmnażać, każdy jest wyjątkowy i ma swoją cenę. Rozmnażają się między sobą i wydają nowe potomstwo, które ma inne cechy i wartości w porównaniu z rodzicami. W ciągu kilku krótkich tygodni od uruchomienia, „kryptokotki” zgromadziły fanów, którzy wydali 20 mln dol. na ich zakup, karmienie i pielęgnowanie. Niektórzy entuzjaści wydali na to nawet 100 tys. dol.

W grudniu 2017 r. po premierze gry pierwszy wirtualny kotek został sprzedany za ponad 110 tys. dol. W rok po premierze w rozwój projektu zainwestowali giganci, jak Samsung czy Google oraz mniejsi inwestorzy prywatni, a CryptoKitties osiągnęło kamień milowy wyhodowując 1 milion kotów, a zarazem przekroczyło ponad 3 miliony transakcji na swoich smart kontraktach. Wkrótce projekt znalazł wielu naśladowców, dla przykładu Crypt-oink to powstała w 2018 roku, pierwsza japońska gra symulacyjna opierająca się na technologii blockchain. Pozwala ona użytkownikom na zakup przypominających świnki postaci o nazwie “Crypton”, które można trenować, ulepszać, a także wystawiać w wyścigach. Świnki można także łączyć w pary i tym sposobem tworzyć ich unikalne potomstwo.

Jednak to CryptoPunkom powszechnie przypisuje się początek szaleństwa NFT w 2021 roku, wraz z innymi wczesnymi projektami, w tym CryptoKitties, Bored Ape Yacht Club i słynną rekordową ceną z cyfrowy obraz Beeple – Everydays: The First 5000 Days. Projekt został uruchomiony w 2017 r. przez studio Larva Labs, czyli dwuosobowy zespół składający się z kanadyjskich programistów Matta Halla i Johna Watkinsona. Istnieje 10 tys. unikalnych CryptoPunków (6039 mężczyzn i 3840 kobiet), z których wszystkie są cyfrowo ograniczone dzięki wykorzystaniu technologii blockchain. Każda z nich została wygenerowana algorytmicznie za pomocą kodu komputerowego, a zatem nie ma dwóch identycznych postaci, a niektóre cechy są rzadsze niż inne. Zostały pierwotnie wydane za darmo i każdy, kto ma portfel Ethereum, może je odebrać. Jedynym kosztem uzyskania CryptoPunk podczas ich początkowego wydania były opłaty Ethereum (ETH), które w tamtym czasie były znikome ze względu na niewielkie wykorzystanie zarówno łańcucha bloków Ethereum, jak i niewielką wiedzę na temat projektu. 10 marca 2017 r. CryptoPunk #7804 został sprzedany za 7,6 mln dol., a dzień później CryptoPunk #3100 znalazł kolejnego nabywcę za 7,67 mln dol, zaś w czerwcu b.r. CryptoPunk #7523 został sprzedany na aukcji w Sotheby’s za 11,7 mln dol. Natomiast w maju b.r. dom aukcyjny Christie’s w Nowym Jorku, sprzedał kolekcje dziewięciu CryptoPunków za kwotę 16,9 mln dol. Obecnie, ze względu na swoją rzadkość i ekskluzywność, są często używane jako symbol statusu w społecznościach kryptowalut, a także przynoszą wyższe ceny na otwartym rynku i trafiają do domów aukcyjnych. Jak obliczono w tym roku kapitalizację rynkową wszystkich kryptowalut wyniosła 3 bilionów dol.

Inny przykład to kolekcja Rare Pepe która jest rodzajem sztuki krypto tworzonej przez różnych artystów na całym świecie w latach 2016 – 2018, na podstawie komiksu Matta Furie pt. Boy’s Club z 2005 r. i sprzedawane jako NFT. Pepe the Frog to rysunkowa zielona żaba. W 2015 r. podzbiór memów Pepe zaczął być określany jako „rzadki Pepes”, co ogólnie oznacza, że artysta wcześniej nie opublikował mema publicznie. W kwietniu tego samego roku kolekcja rzadkich obrazów Pepe została wystawiona na eBayu, gdzie osiągnęła cenę 99 166 USD, zanim została usunięta z serwisu. „Rare Pepe Wallet” to internetowy, zaszyfrowany portfel opracowany, aby umożliwić użytkownikom kupowanie, sprzedawanie i przechowywanie rzadkich Pepe za pomocą środka wymiany o nazwie PepeCash. Zamknięty w 2018 r. „Rare Pepe Directory” był katalogiem stworzonym do zapisywania wszystkich znanych rzadkich Pepe, ze szczegółowymi wytycznymi dotyczącymi przesyłania zdjęć. 26 października 2021 r. rzadki Pepe PEPENOPOULOS został sprzedany na aukcji Sotheby’s za 3,6 mln dol. Natomiast w grudniu 2017 r. opublikowano wykorzystując grafikę pobraną od clipartów EtherRocks. To różnokolorowe skały i jest ich łącznie sto. Na przełomie sierpnia i września b.r. sprzedano trzy z nich kolejno za 2,268; 2,607 i 2, 872 mln dol. Kolejny czwarty Etherrock został sprzedany za 1,9 mln dol. a, najwyższa do tej pory cena za wirtualna skałę wyniosła prawie 3,8 mln dol. i została osiągnięta w październiku 2021 r. Nawet Tweety nie oparły się trendowi monetyzacji zasobów cyfrowych. Pierwszy tweet założyciela Twittera, Jacka Dorseya, został sprzedany za 2,9 mln dol. biznesmenowi z Malezji. A, Elon Musk stworzył tweeta tzw. „piosenkę o NFT “którego chciał sprzedać na dedykowanej do tego platformie v.cent w marcu b.r. Biznesmen Otrzymał oferty sięgające 1,1 mln dol., zanim zdecydował się anulować sprzedaż. Takie przykłady można mnożyć.

Pierwszy milion

Wirtualny świat stale rośnie, to co jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealna przyszłością z filmów science fiction wchodzi do powszechnego użytku. Cyfrowa rzeczywistość od lat jest wymienialna na prawdziwą walutę. Choćby w grach i aplikacjach, gdzie można nabywać funkcjonalności czy dobra wirtualne. Pamiętnym prekursorem tego zjawiska była strona internetowa stworzona w 2005 r. przez Alexa Tewa, studenta w Wiltshire, w Anglii – The Million Dollar Homepage. To jedna strona główna, która zawiera milion pikseli podzielonych na obszary po 10 × 10 pikseli. Powierzchnia była sprzedawana jako miejsce reklamy kupującego w formie prostego obrazka. Koszt takiego obszaru to sto dol. za blok wielkości 10 × 10 pikseli. Na wykupionej powierzchni wyświetla się malutki obrazek, który jest zarazem URL do wybranej strony, a po najechaniu na niego kursorem myszy pokazuje się slogan reklamowy, zdefiniowany przez kupującego. W ten sposób cała przestrzeń na stronie została sprzedana, przynosząc milion dolarów przychodu dla twórcy. Rok po starcie, ostatnie 1000 pikseli zostało wystawione na eBay. Aukcja zakończyła się w styczniu 2006 r. ze zwycięską ofertą w wysokości 38,1 tys. dol. Łączny zysk Tewa wyniósł 1 mil 37,1 tys. dol. Strona była inspiracją dla wielu podobnych serwisów reklamowych. Żaden jednak nie powtórzył jego sukcesu.

Aż prosi się o współczesną kontynuację tej koncepcji, która w oparciu o NFT pozwala na sprzedanie cyfrowego dzieła sztuki w kawałkach, np. podzielonych pikseli, co daje możliwość zebrania kapitału od wielu odbiorców i potem ciągłego obrotu wartości jego części, jak giełdowymi akcjami. Prawa autorskie mogą pozostać własnością artysty. W ten sposób można dokonywać też performance, gdzie fizyczne działo ulegnie dematerializacja fizycznej z przejściem do świata wirtualnego.

Polski debiut w wielkim stylu

W świetle jupiterów i tłumnie obserwowane przez media NFT zawitało również do naszego kraju. Pod koniec października b.r. na 18. Warszawskich Targach Sztuki ogłoszono wyniki pierwszej trwającej trzy dni aukcji internetowej w Polsce tokenu NFT. Złożono w niej 79 ofert, a rzeźba znanego polskiego artysty Tomasza Górnickiego została sprzedana z opłatą aukcyjną za 312 tys. 700 zł. Artysta często instaluje swoje dzieła w przestrzeni miejskiej w celu wywołania spontanicznych reakcji przechodniów. Licytowany cyfrowy model 3D stworzony na podstawie oryginalnej rzeźby „Fortune” uzyskał aż 62-krotne przebicie ceny wywoławczej. Cyfrowy obiekt jest kompatybilny z Metaverse. To rodzaj domyślnej pętli Internetu, obsługującej trwałe wirtualne środowiska online 3D za pomocą komputerów osobistych, a także zestawów do rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej. Tym samym nabywca tokenu będzie mógł w pełni korzystać z cyfrowej prezentacji jego obiektu w wirtualnych galeriach, grach i szeroko pojętym środowisku Metaverse.

Szacuje się, że wartość fizycznej rzeźby, czyli odlewu z brązu o wysokości 70 cm, który można było zobaczyć na stoisku Artinfo.pl w czasie targów to 35 tys. zł. Sama rzeźba z brązu zostanie przekazana na stałe do zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach. Tym samym przestanie funkcjonować na komercyjnym rynku dzieł sztuki. Pozostanie na nim wyłącznie token NFT. Tomasz Górnicki to 35 letni artysta, w roku 2010 uzyskał dyplom z wyróżnieniem w pracowni profesora Janusza Antoniego Pastwy na Wydziale Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest współzałożycielem artystycznego kolektywu Iron Oxide. Jego twórczość artystyczna obejmuje głównie rzeźby i instalacje z brązu, stali, kamienia oraz betonu. Prace Górnickiego były wystawiane w Polsce, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Belgii oraz na Islandii.

Natomiast na początku grudnia b.r. odbyła się inicjalna aukcja digital-u w Desa Unicum, który stał się pierwszym domem aukcyjnym w Europie środkowo-wschodniej oferującym cyfrowe dzieła z tokenami. Łącznie „Op-art i Abstrakcja Geometryczna” oraz „Pop-art, Popkultura, Postmodernizm” przyniosły obrót wynoszący 17,6 mln zł. W ich ramach, po raz pierwszy w Polsce podczas aukcji na żywo sprzedane zostało dzieło NFT – była to praca Pawła Kowalewskiego „Dlaczego jest raczej coś niż nic” sprzedana łącznie z opłatami za 552 tys. zł. Obraz został namalowany w 1986 r., jednak jedenaście lat później dzieło uległo zniszczeniu podczas powodzi.

Nawet warszawska Giełda Papierów Wartościowych chce tokenizować sztukę. W październiku b.r. GPW oraz Artinfo.pl podpisały memorandum o partnerstwie, w ramach którego powstaną ramy biznesowe umożliwiające tokenizację dzieł sztuki, a w szczególności obrazów. Poznaliśmy też inny projekt GPW, w ramach którego inwestorzy mają otrzymać możliwość kupowania tokenów na srebro. Partnerem tego przedsięwzięcia jest KGHM, jeden z największych producentów tego metalu szlachetnego na świecie. Zaangażowanie GPW świadczy o rosnącym zainteresowaniu sektorem NFT wśród największych instytucji finansowych w Polsce.

Nowe możliwości

NFT to zupełnie nowa klasa aktywów wzbudzająca odmienne emocje do ekscytacji, po głęboki sceptycyzm. Wiele osób zastanawia się, jak tokeny w Internecie mogą być w ogóle warte pieniędzy — zwłaszcza, gdy wiele z nich reprezentuje po prostu „własność” obrazu lub animacji online, których kopię można w zasadzie pobrać za darmo. W przeciwieństwie do kryptowalut, takich jak Bitcoin czy Ethereum tokeny NFT nie są wzajemnie wymienne. Wprowadzenie technologii blockchain, na której zbudowano sukces kryptowalut, eliminuje pośredników z procesu zakupu i pozwala łatwo sfinalizować transakcje oraz rozliczyć prowizję. Daje także powszechny i prosty dostęp masowym inwestorom z całego świata. Zapewnia ona otwartą księgę rejestrującą transakcje, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa oraz weryfikowalności i doskonale nadaje się do różnych innych zastosowań niż tylko kryptowalut. Dla przykładu niewymienialny token NFT jest unikalnym, jedynym w swoim rodzaju przedmiotem cyfrowym. Są one przechowywane w publicznych cyfrowych księgach zwanych “łańcuchami bloków” co oznacza, że można w dowolnym momencie udowodnić kto jest właścicielem danego NFT i prześledzić historię wcześniejszego posiadania.

Mogą one mieć tylko jednego oficjalnego właściciela na raz i są zabezpieczone przez blockchain Ethereum – nikt nie może modyfikować rejestru własności ani kopiować/ wklejać nowego NFT. Pozwalają nam tokenizować takie rzeczy jak sztuka, kolekcje, a nawet istniejące w online nieruchomości. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiły się już w 2012 r., ale tokeny NFT zyskały na popularności cztery lata temu za sprawą opisanej gry CryptoKitties. Jednak prawdziwe szaleństwo ich popularności ruszyło się wraz z początkiem 2021 r/, kiedy artyści, celebryci, influencerzy czy sportowcy zaczęli wydawać swoje prace połączone z ich wirtualnymi odpowiednikami, a kupujący dostrzegają w nich wyjątkowy produkt, który ma dla nich wartość kolekcjonerską i wraz z upływem lat będzie miał coraz większą wartość.

NFT zasadniczo zmieniły rynek aktywów cyfrowych. Historycznie nie było możliwości oddzielenia „właściciela” grafiki cyfrowej od kogoś, kto właśnie zapisał kopię na swoim pulpicie. Rynki nie mogą działać bez wyraźnych praw własności: zanim ktoś będzie mógł kupić towar, musi być jasne, kto ma prawo go sprzedać, a gdy ktoś już kupi, musisz mieć możliwość przeniesienia własności ze sprzedającego na kupującego. NFT rozwiązują ten problem, dając stronom coś, co mogą uzgodnić, że reprezentuje własność. W ten sposób umożliwiają budowanie rynków wokół nowych rodzajów transakcji — kupowanie i sprzedawanie produktów, których nigdy wcześniej nie można było sprzedać lub umożliwianie przeprowadzania transakcji w innowacyjny sposób, który jest bardziej wydajny i wartościowy.

Miliony za zdjęcie w Internecie

W marcu br. elektroniczny zapis „Everydays: the First 5000 Days” („Codziennie: pierwsze 5000 dni”) został sprzedany w domu aukcyjnym Christie’s jako non-fungible token za 69,4 mln dol. Kupił go singapurski programista Vignesha Sundaresana, znany też pod pseudonimem MetaKovan. Ten inwestor kryptowalutowowy i założyciela projektu Metapurse NFT, za dzieło zapłacił oczywiście używając kryptowaluty, czyli 42 329 Ether. Sundaresan otrzymał prawa do wyświetlania grafiki, ale bez przekazania mu praw autorskich. Niektóre z 5 tys. obrazów składających się na pracę stworzoną przez Mike’a Winkelmanna, znanego jako Beeple ujawniają różne rasowe, mizoginistyczne i homofobiczne stereotypy.

Ten barwny kolaż składający się z dużej liczby obrazów cyfrowych, które wydają się abstrakcyjne, o ile nie są wystarczająco powiększone, aby zobaczyć poszczególne obrazy. Niektóre z nich przedstawiają postacie z popkultury, w tym Jeffa Bezosa i Donalda Trumpa i są ułożone chronologicznie, a niektóre z wcześniejszych były rysowane ręcznie, a nie produkowane komputerowo. Jego dzieło jest najdroższym NFT i jednym z najdroższych dzieł sztuki żyjącego artysty. Od tego czasu NFT zaczęły przenikać popkulturę na różne sposoby.

Beeple czyli Michael Joseph Winkelmann jest 40 letnim, amerykański artysta cyfrowy, grafik i animator. Znany jest z wykorzystywania różnych mediów w tworzeniu komicznych, fantasmagorycznych dzieł, które komentują politycznie i społecznie, wykorzystując jako odniesienia postacie z popkultury. Brytyjski dom aukcyjny Christie’s nazwał go „wizjonerskim artystą cyfrowym na czele NFT”. Everydays: the First 5000 Days, to kolaż obrazów z serii „Everydays” i czyni autora czwartym najdroższym dziełem żyjącego artysty. Jest to też pierwszy “czysto” niewymienialny token sprzedawany przez Christie’s. W 2020 r. ten sam dom aukcyjny sprzedał jego inna pracę “Block 21”, NFT z towarzyszącym fizycznym malowaniem za około 130 tys. dol. Później, w 2021 roku, Beeple stworzył kinetyczną rzeźbę wideo z odpowiednim dynamicznym NFT i nazwał ją Human One. 9 listopada 2021 r. został sprzedany na aukcji w Christie`s za prawnie 29 mln dol.

To wszystko jest dopiero początkiem…

Tak jak w przypadku każdej nowej klasy aktywów, nie wprowadzono jeszcze najcenniejszych zastosowań dla NFT. Najpierw czeka nas ustanowienie ram prawnych i czytelnych regulacje w tym obszarze. NFT to swoista nowa koncepcja własności, dająca wspólny i powszechny dostęp we wszystkich praktycznych zastosowaniach, a jednocześnie satysfakcję i dochód twórcy oraz bezpieczeństwo dla posiadacza oryginału. Rosnące zapotrzebowanie NFT idzie w parze z alternatywnymi przypadkami użycia. Non-fungible tokens (NFT), które odnotowały jedynie w sierpniu b.r. wolumen transakcji na Ethereum o wartości 3,4 mld USD. Ta zdecentralizowana platforma o otwartym oprogramowaniu, zbudowana na technologii blockchain dysponuje również kryptowalutą o nazwie Ether (ETH), umożliwiającą przeprowadzanie transakcji między użytkownikami bądź aplikacjami i uiszczania powiązanych z nimi opłat.

Najwięksi gracze technologiczni badają już jaki sposób NFT można wykorzystać do tworzenia i rejestrowania tożsamości i reputacji ludzi w Internecie. Niewątpliwe to w ich największym interesie leży przenoszenie jak największych obszarów życia do sieci. A w międzyczasie wiele pojawiających się aplikacji NFT stara się wyraźniej łączyć posiadanie online z zastosowaniem użycia offline. Na przykład już kilka restauracji zaczęło korzystać z nich do rezerwacji, a branża biletowa dostrzega w nich wielką szansę dla swoich projektów. Obiekty mogą zapewnić kupującym różnorodne korzyści, tworząc większą zachętę do zakupu, a także zapewniając możliwość pobierania opłat licencyjnych od sprzedaży wtórnej.

Choć tej pory NFT były głównie używane jako certyfikat autentyczności, szczególnie w przypadku grafiki cyfrowej, to ich możliwości i zastosowania szybko ewoluują. Dla przykładu restauracja Red Rooster znanego szefa kuchni Marcusa Samuelssona z Nowego Jorku stworzyła NFT, który można wymienić na prywatną kolację dla czterech osób, wraz z dziełem sztuki, które twórczo przedstawia smażonego kurczaka szefa kuchni. Natomiast Gary Vaynerchuk jest amerykańskim przedsiębiorcą, autorem czterech bestsellerów, mówcą i osobowością internetową. Obecnie buduje restaurację, uruchomiony w 2022 r. NFT umożliwi klientom kulinarny dostęp do jego restauracji, która będzie oferować salon koktajlowy wraz z prywatnymi doznaniami kulinarnymi.

Pierwszym na świecie wirtualnym domem, który był przedmiotem transakcji w realnym świecie była marsjańska posiadłość zaprojektowana przez Kristy Kim. Dom, który nigdy nie powstanie w rzeczywistości kosztował ponad 500 tys. dolarów. Transakcja została przeprowadzona w kwietniu b.r. i odbyła się za pośrednictwem kryptowaluty Ether. Natomiast w październiku b.r. za 2,4 mln dol. platforma tokens.com zakupiła obecnie najdroższą wirtualna nieruchomość na świecie, by organizować w niej wirtualne pokazy mody dla awatarów, czyli przedstawień dla osób korzystających z wirtualnej rzeczywistości. Posiadłość istnieje jedynie w wirtualnej rzeczywistości Decentraland.

Poza wirtualnymi nieruchomościami, za pośrednictwem NFT kształtują się nowe możliwości związane z nieruchomościami w realu, które pozwalają na nowe metody identyfikacji ich własności. W tradycyjnych nieruchomościach przeniesienie własności jest pracochłonne, kosztowne i wymaga praw do reprezentacji. Połączenie z NFT pozwala na proste użytkowanie i łatwe zabezpieczenie potencjalnych transakcji. Europejski start-up Propy oferuje już nawet platformę transakcyjną, dzięki której każdy NFT ma dostęp do przeniesionych dokumentów własności. Pierwsza aukcja NFT hostowana przez firmę Propy sprzedała mieszkanie za 36 ETH, czyli 93 tys. dol.

Wiele firm zajmujących się badaniami genetycznymi DNA widzi wielkie zastosowania dla blockchainu, gdzie NFT może kodować cyfrową lokalizację pełnych danych klientów. Takie wdrożenie zrobiła już na platformie Ethereum firma zajmująca się genomiką – Nebula Genomics z siedzibą w San Francisco. Sportowe przedmioty kolekcjonerskie to naturalne zastosowanie NFT. Publicznie dostępny 10 sek klip wideo LeBrona Jamesa z NBA został sprzedany 208 tys. dol. Startup Autograph wspierany przez amerykańskiego futbolista Toma Brady’ego, jest rozwijającą się platformą NFT, która nawiązała już współpracę z wielkimi nazwiskami, takimi jak Tiger Woods, Naomi Osaka i Simone Biles.

Marta „Martirenti” Rentel jest internetową celebrytką i gwiazdą social mediów, którą śledzi miliony użytkowników i na Instagramie i na TikToku. Od pewnego czasu Marta jest również związana z organizacją FAME MMA. Oczywiście, jak można się domyśleć, mieszkająca w Warszawie 26 letnia Marta Rentel wykorzystuje swoją popularność do podróżowania i zawierania współpracy ze znanymi markami. W lipcu b.r. doszło do rekordowej transakcji, Influencerka sprzedała wirtualną miłość – token NFT ktoś w internecie kupił za prawie milion zł.

Bored Ape Yacht Club składa się z serii zdjęć małp NFT potwierdzających członkostwo w społeczności internetowej. Projekt rozpoczął się od serii prywatnych czatów i tablicy graffiti, a rozrósł się do ekskluzywnych towarów, wydarzeń towarzyskich, a nawet prawdziwej imprezy na jachcie. W ten sposób posiadanie NFT skutecznie czyni Cię jednocześnie inwestorem, członkiem klubu, udziałowcem marki i uczestnikiem programu lojalnościowego. Opierając się na tym zjawisku, kilka znanych marek wprowadziło niedawno serię NFT, która służy do identyfikacji, wzmocnienia i rozszerzenia istniejących społeczności entuzjastów marki. Na przykład popularna marka streetwearowa The Hundreds zbudowała projekt NFT wokół swojej maskotki „Adam Bomb” i bezpośrednio nagradza społeczność posiadaczy NFT lepszym dostępem do swojej marki poprzez kontakt z założycielami i pierwszeństwo w ofertach nowych produktów.

Kupowanie przedmiotów do gry online nie jest nowym pomysłem/ Wiele gier ma w swoim interfejsie przedmioty, które można kupić lub sprzedać za prawdziwe pieniądze. Nowy model gier reklamowany przez entuzjastów kryptowalut to „graj, aby zarabiać”. Gracze grają w gry, aby zdobywać przedmioty NFT, które można sprzedać na targowiskach po wyższych cenach. Przedmioty te często można wykorzystać do osiągnięcia wyższej wydajności w grze. Jednocześnie programowalność NFT wspiera nowe modele biznesowe i dochodowe — na przykład NFT wprowadziły nowy rodzaj umowy licencyjnej, w ramach której za każdym razem, gdy dzieło jest odsprzedawane, część transakcji wraca do pierwotnego twórcy. A to wszystko dopiero początek nowego rozdziału cyber historii ludzkości zastosowania rozwiązań w oparciu o te technologie…

Autor ©: Adam Białas, dyr. BIALAS Consulting & Solutions

Jakie szanse dla polskiej gospodarki przyniesie konflikt USA i Chin?

Rosnący konflikt między Chinami a Europą oraz Stanami Zjednoczonymi jest szansą dla polskiej gospodarki. To spór zarówno ekonomiczny, jak i polityczny – może okazać się pozytywny dla krajów, które są bliżej rynku. Poza tym kraje te mogą być postrzegane jako bardziej przyjazne i nierodzące ryzyka wykorzystania pewnych informacji czy technologii przeciwko USA. Jest pewną szansą dla Polski, że produkcja do tej pory realizowana w Chinach będzie lokowana bliżej – chociażby o Polsce, która jest na tyle blisko, by dbać nie tylko o kwestie środowiskowe, ale także strategiczne.

– Polska mimo ostatnich sporów jest postrzegana jako twardy element Unii Europejskiej oraz świata zachodniego – a w odróżnieniu od Chin nie jest postrzegana jako potencjalne zagrożenie. Jest to duża szansa dla polskich firm – tym bardziej, że pojawiły się nowe, funkcjonalne technologie. Oczywiście jest to tylko kolejny krok – powiedział serwisowi eNewsroom Tomasz Kaczor, ekonomista firmy PreVision. – Powinniśmy odbierać to nie jako szansę na stanie się drugimi Chinami, ale jako umożliwienie podjęcia następnego kroku w drodze do osiągnięcia kolejnego poziomu. Wówczas możemy stać się naprawdę dojrzałą gospodarką – wydaje się, że dotychczasowy model, czyli dostawy dla firm zachodnich, wyczerpuje się. Chodzi o to, że osiągamy przyzwoity poziom, ale nie wzbijamy się na nowy. Powinniśmy zacząć budować nasze przewagi na innych elementach. W związku z tym pojawienie się takiego nowego bodźca to narzędzie do dalszego rozwoju oraz budowania nowych technologii. Trzeba pamiętać, że jest to tylko szansa, do której musimy się odpowiednio przygotować. Musimy mieć gospodarkę otwartą oraz dobrze wykształconą siłę roboczą. O tym się dużo mówi, natomiast znacznie mniej robimy w tym kierunku – analizuje Kaczor.

Sytuacja finansowa polskiej branży IT

Według szacunków ekspertów, rynek IT w Polsce wzrośnie w 2021 r. o ponad 7 proc. W ubiegłym roku było to 6 proc. Szybciej niż cała branża będzie rósł segment oprogramowania, głównie rozwiązań business intelligence oraz aplikacji i systemów bezpieczeństwa IT i sieciowego. Wraz z rozwojem rynku zwiększa się też jego zadłużenie. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że zaległości firm IT wynoszą 230,5 mln zł. Ale one same mają do odzyskania od wierzycieli aż 401 mln zł.

Dynamika wzrostu rynku IT w Polsce w latach 2021-2026 wyniesie średnio 4,8 proc. rocznie – prognozuje firma PMR. W sześcioletniej perspektywie wydatki na IT będą rosły we wszystkich segmentach rynku. Nasycił się on jednak sprzętem w tym oraz minionym roku, dlatego w najbliższym czasie firmy przeniosą ciężar inwestycji IT na oprogramowanie w segmencie B2B oraz na usługi. Wydatkom na informatykę będzie sprzyjać kontynuacja cyfrowej transformacji biznesu, którą zapoczątkowała pandemia.

Pandemia napędza firmy informatyczne

W przeciwieństwie do innych sektorów gospodarki epidemia koronawirusa wpłynęła na branżę IT pozytywnie. Zanotowała ona duże wzrosty sprzedaży produktów i usług. Z dnia na dzień wiele przedsiębiorstw musiało przestawić się na pracę zdalną, a szkoły i uczniowie na edukację online. Gwałtownie rozwinął się też handel internetowy. Pojawiło się ogromne zapotrzebowanie na sprzęt, oprogramowanie i usługi chmurowe. Nie oznacza to jednak, że sytuacja finansowa branży jest idealna. Wiele przedsiębiorstw boryka się z problemami z płatnościami, czego efektem jest wzrost ich zadłużenia – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Jeszcze na koniec 2018 r. zaległości firm informatycznych wynosiły 147 mln zł. Od tego czasu wzrosły o 84 mln zł do kwoty 230,5 mln zł. Poszybowało też średnie zadłużenie przypadające na jedną firmę z 28,4 tys. zł w 2018 r. do 35,3 tys. zł obecnie.

Gros kwoty zadłużenia stanowią zaległości firm zajmujących się oprogramowaniem. To prawie połowa długu widniejącego w KRD – 110 mln zł. Swój udział w zaległościach mają też hurtownie sprzętu IT, które nie zapłaciły kontrahentom 41 mln zł, a także firmy hostingowe, które powinny oddać 35 mln zł.

Kto czeka na zapłatę od branży IT

Analizując wierzycieli pod kątem branż, 148 mln zł przedsiębiorstwa informatyczne powinny oddać bankom, blisko 18 mln zł innym firmom z branży IT, 14 mln zł podmiotom handlowym, a 11 mln zł wynajmującym lokale.

Patrząc przez pryzmat województw, najbardziej zadłużone są firmy z Mazowsza, które mają 65 mln zł zaległości. Za nimi lokują się przedsiębiorstwa ze Śląska z kwotą 27 mln zł. Trzecie miejsce zajmuje Dolny Śląsk, gdzie uzbierało się 25 mln zł nieopłaconych faktur.

Rekordzistą jest firma z województwa dolnośląskiego, która ma do spłacenia 30 zobowiązań na łączną kwotę 4,3 mln zł. Są to głównie zaległości wobec banku.

W najtrudniejszej sytuacji są jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich zaległości, które wynoszą 128 mln zł, stanowią ponad połowę długu całej branży IT. Kolejne 81 mln zł to nieopłacone faktury spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Reszta kwoty rozkłada się na spółki akcyjne, komandytowe i podmioty działające w innych formach prawnych.

Niesolidni płatnicy utrudniają życie branży

Ale jest też druga strona medalu. Firmy informatyczne padają ofiarą niesolidnych partnerów biznesowych i same stają się wierzycielami. Kontrahenci są im dłużni niemal 401 mln zł, a więc o 3/4 więcej niż same powinny oddać.

Za wystawione faktury nie płacą im przede wszystkim firmy handlowe, które zalegają im na 100 mln zł, a także budowlane – 67 mln zł, transportowe i magazynowe – 49 mln zł oraz przemysłowe – 33 mln zł.

Firmy IT dochodzą zapłaty za swoje usługi, kierując faktury do windykacji. Ale trafiają tam też ich długi.

W obu przypadkach konieczne jest dokładne sprawdzenie umów pomiędzy firmami, zakresu rzeczywiście wykonanych prac informatycznych, ich jakości, a także odbioru technicznego. Wymaga to od windykatorów odpowiedniej wiedzy i znajomości branży, aby móc prowadzić negocjacje. Dlatego przed zawarciem umowy kontrahenci powinni zadbać o jednoznaczność zapisów. Muszą one precyzyjnie określać, jakie prace będą przeprowadzone, kiedy zakończą się kolejne etapy oraz być na tyle jasne, aby nie pozostawiały pola do interpretacji. To naprawdę ułatwia współpracę, a w razie potrzeby pomaga w odzyskaniu zapłaty – podsumowuje Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

GfK: Polski rynek kawy i ekspresów rośnie mimo pandemii

Polacy niezmiennie chętnie piją kawę i tylko w ostatnim roku gospodarstwa domowe wydały łącznie na jej zakup ponad 3 mld złotych. Wśród naszych wyborów konsumenckich oprócz kawy mielonej i rozpuszczalnej coraz częściej decydujemy się także na zakup zaawansowanych technologicznie urządzeń i sprzętu dedykowanego klientom indywidualnym. Obecnie Polska jest trzecim pod względem wartości rynkiem ekspresów do kawy w Europie oraz drugim w przypadku urządzeń automatycznych. Takie dane płyną z  analiz pierwszej połowy  2021 roku przeprowadzonych przez firmę badawczą GfK.

Kawa regularnie gości w polskich domach. W ostatnich latach odsetek kupujących kawę oscyluje na poziomie nieco ponad 95 proc. wszystkich gospodarstw domowych. Jak podaje GfK, w okresie od października 2020 roku do września 2021 roku, dokonano zakupów kawy o łącznej wartości 3 181 mld zł (wartość obejmuje wyłącznie zakupy przyniesione do domu).

Analizując dane od października 2020 r. do września 2021 r., można zauważyć, że największe kategorie zarówno w ujęciu wartościowym, jak i  w przeliczeniu na liczbę filiżanek stanowiły kawa mielona i rozpuszczalna. – Pomimo tak dobrych wyników silna pozycja tych kategorii produktowych na rynku stopniowo słabnie. W przypadku obu obserwujemy powolny, lecz systematyczny odpływ nabywców, średnio o około 1 p. p. roczniezaznacza Katarzyna Krajewska, manager w Panelu Gospodarstw Domowych GfK.

Z drugiej strony, obserwujemy dynamiczny rozwój kategorii kawy ziarnistej. Trend wzmocnił się podczas pandemii, kiedy to konsumenci chcieli zapewnić sobie kawę wysokiej jakości we własnych domach. W tym miejscu warto również wspomnieć o innej kategorii produktów przeznaczonych dla użytkowników ekspresów, czyli o kawie w kapsułkach. – Mimo, że w ostatnim czasie nieco zwiększyła się baza nabywców artykułów tego typu, to po raz kolejny odnotowaliśmy pewne obniżenie wartości zakupów kapsułek do domów. Przyczyną tego zjawiska jest przede wszystkim spadek średniej ceny za kilogram produktu, który wynika z rosnącej oferty często sporo tańszych zamienników, czyli tzw. kapsułek kompatybilnychwyjaśnia Katarzyna Krajewska.

Kawiarniana przyjemność w domu

Jak się okazuje, konsumenci coraz chętniej decydują się także na zakup ekspresów do kawy. Obecnie, według danych GfK, Polska jest trzecim co do wartości rynkiem ekspresów w Europie. – W pierwszym półroczu 2021 wartość tego segmentu wzrosła do 116,4 milionów euro, co sprawia, że Polska zajmuje trzecie miejsce w rankingu europejskich krajów. Wyprzedzają nas jedynie Niemcy oraz Francja, ale warto podkreślić, że Polska przewyższyła już pod tym względem tak duże i rozwinięte rynki jak Wielka Brytania oraz słynące z kawy Włochy i Hiszpanięzaznacza Artur Noga-Bogomilski, Head of Market Intelligence / Proxy.

Według GfK za większość wydatków na te urządzenia w Polsce odpowiadają relatywnie drogie i zaawansowane technologicznie urządzenia. W europejskim rankingu ekspresów automatycznych Polska zajmuje jeszcze wyższą, bo drugą pozycję – tuż za Niemcami. – Rozwój polskiego sektora zasługuje na podkreślenie tym bardziej, że mówimy o rynku ponad dwukrotnie mniejszym niż niemiecki, gdzie średni produkt krajowy brutto per capita stanowi 1/3 produktu wypracowanego przez gospodarkę niemieckądodaje Artur Noga-Bogomilski.

Zainteresowanie Polaków ekspresami automatycznymi jest naturalnym skutkiem zmian zachodzących na rynku. – Znaczącą rolę w promocji kawy parzonej ze świeżo zmielonych ziaren odegrała m.in. oferta nowoczesnych formatów stacji benzynowych. Doskonałej jakości ekspresy do kawy stały się obowiązującym standardem w obiektach tego typu. Do kawowego trendu szybko dołączyły niektóre z sieci sklepów convenience, np. Żabka.  Jednocześnie, zwłaszcza w dużych i średnich miastach powstało wiele kawiarni, zarówno sieciowych, jak i niezależnych, które oferują produkty z najwyższej półki podsumowuje Artur Noga-Bogomilski.

Marcin Dakowski nowym dyrektorem zarządzającym InPost Fresh

Do zespołu InPost dołączył Marcin Dakowski. Obejmie funkcję dyrektora zarządzającego InPost Fresh – nową platformę zakupową InPost. Dakowski przyszedł do InPostu z Grupy Allegro, gdzie pełnił funkcję prezesa ebilet.pl. Wcześniej przez 4 lata pracował w Grupie OLX, w której był odpowiedzialny za monetyzację serwisu olx.pl, tworzył OLX Praca oraz Fixly.pl. Był również członkiem zespołu zarządzającego Grupą w Polsce. Doświadczenie zdobywał także w firmach doradczych, m.in. w McKinsey&Company.

„Witamy Marcina na pokładzie InPost, cieszymy się, że tak doświadczony manager zasilił szeregi InPost. InPost Fresh to nasz najnowszy projekt, który będziemy w przyszłym roku znacząco rozwijać” – powiedział Rafał Brzoska, CEO InPost.

InPost Fresh to nowa aplikacja mobilna, dzięki której klienci dokonają zakupów spożywczych od różnych dostawców na terenie całego kraju. InPost Fresh to zupełnie nowe doświadczenie na rynku zakupów spożywczych online, wykorzystujące dotychczas wypracowane przez InPost standardy obsługi klienta i technologię mobilną oraz wysokiej jakości produkty od starannie wyselekcjonowanych partnerów. Dakowski będzie odpowiedzialny za całość działań związanych z InPost Fresh.

W celu realizacji zamówienia wystarczy pobrać aplikację InPost Fresh – rejestracja jest szybka i intuicyjna. Już w dniu pierwszego logowania klient może zrobić i otrzymać swoje pierwsze zakupy. Przez aplikację można wybierać w asortymencie ponad 10 tysięcy produktów w dostawie na ten sam i kolejny dzień – wśród nich szeroki wybór świeżych ryb, mięsa, owoców i warzyw. Klienci mają do dyspozycji najwygodniejsze formy płatności: przedpłata (Blik, szybki przelew i karta) lub za pomocą karty i Blika przy odbiorze od kuriera.

Początkowo dostawy z InPost Fresh są testowane na terenie Warszawy, już niedługo oferta skierowana zostanie do klientów w kolejnych miastach. Zakupy są przewożone transportem InPost w kontrolowanej temperaturze zgodnie z rekomendacjami producenta, dzięki czemu klienci mogą mieć pewność, że produkty zachowają swoją jakość i świeżość. Dostawa zakupów w ramach InPost Fresh realizowana jest bezpośrednio pod drzwi klienta.

Handel i marketing mogą zyskać najwięcej na algorytmach uczenia maszynowego

Zarówno handel, jak i marketing mogą być największymi beneficjentami rozwoju algorytmów uczenia maszynowego. Dzięki zaawansowanym metodom identyfikacji, prognozowania i optymalizowania łatwiej będzie o oszacowanie popytu, dotarcie ze spersonalizowaną ofertą do konkretnego klienta – tłumaczy dr hab. Andrzej Wodecki, wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Do metody i technik uczenia maszynowego warto podchodzić jak do inteligentnych narzędzi, których zadaniem jest pomóc nam w wykonywaniu codziennych czynności czy też usprawnić prowadzenie biznesu. Właściciel firmy produkcyjnej, podejmując decyzję o zakupie nowej maszyny, kieruje się np. tym, w jaki sposób może ona podnieść wydajność zakładu? Poprawić jakość produkcji? Zwiększyć bezpieczeństwo pracowników? A może zoptymalizować koszty i oszczędzić na zatrudnieniu? W podobny sposób warto patrzeć na systemy sztucznej inteligencji: znając ich możliwości zadawać sobie pytanie o praktyczne korzyści, jakie mogą nam przynieść.

Algorytmy uczenia maszynowego mają sens wtedy, gdy z nich korzystamy

Modele uczenia maszynowego są istotną częścią inteligentnych produktów czy usługo, a nie inteligentnymi rozwiązaniami samymi w sobie.  Do naszego smartfona możemy zalogować się pokazując swoją twarz – niewiele osób jest zainteresowanych technicznymi podstawami takiego rozwiązania: korzystamy z niego, bo jest po prostu wygodne. Z perspektywy inżyniera, który projektował to rozwiązanie, model uczenia maszynowego rozpoznajcy twarz jest komponentem, który trzeba obudować usługą – dodać oprogramowanie, wprowadzić je do urządzenia, które ma odpowiednią wydajność i wreszcie – nauczyć tego użytkownika z tego korzystać. Dopiero tak zaprojektowana i dostarczana całość jest źródłem wartości dla użytkownika.

Podbnie, gdy jako analityk korzystam z narzędzi Business Inteligence (BI) i mam do dyspozycji inteligentny system, pozwalający zaprognozować zakupy klientów albo popyt na konkretny produkt, koncentruję się na efektywnym jego wykorzystaniu w mojej praktyce a nie na technicznych podstawach działania mojego systemu. Algorytm uczenia maszynowego jest sercem rozwiązania ukrytym przed użytkownikiem – ale na koniec dnia, jako komponent systemu BI pomaga analitykom szybko i realizować swoje zadania.

Rozpoznawanie, przewidywanie i poprawa procesów

W bardzo dużym uproszczeniu zdolności algorytmów uczenia maszynowego można zredukować do trzech podstawowych „umiejętności”:

  • identyfikacji (obiektów, człowieka, maszyn, przedmiotów na drodze, sytuacji, emocji);
  • prognoz (popytu, cen akcji, pogody, zachowań klientów i ich potrzeb, wystąpienia potencjalnych awarii);
  • optymalizacji, czyli zmiany procesów i parametrów urządzenia, by przybliżała nas do funkcji i celu (produkcji, procesów biznesowych, obsługi klienta etc.).

W moich badaniach koncentruję się na tym, w jaki sposób firmy czy organizacje z różnych branż mogą skorzystać z tych „umiejętności”? W jaki sposób mogą odzyskać wartość? Wiele wskazuje na to, że handel i marketing są obszarami, w których rozwiązania inteligentne mają największy potencjał. W obszarze sprzedaży uczenie maszynowe może wspierać tzw. model NP2B (next product to buy), czyli prognozę, co konkretny klient kupi następnym razem – po to, by w odpowiednim czasie otrzymał odpowiednią rekomendację i reklamę, a w konsekwencji, by kupił to w moim sklepie, nie zaś sklepie konkurencji. Podobnie, systemy SI mogą nam rekomendować kolejne, optymalne działanie, które warto podjąć w relacjach z klientem (Next-Best-Offer/Action). Nie mówiąc już o opersonalizacji interakcji, ofert czy dynamicznych cennikach.

Churn, prognoza popytu i automatyzacja

Algorytmy uczenia maszynowego są też w stanie też prognozować churn, czyli ryzyko odejścia danego klienta do konkurencji. Dzięki tej wiedzy firmy (np. dostawcy usług telekomunikacyjnych) mogą odpowiednio wcześniej skontaktować się z klientem i zaoferować mu lepszą ofertę (co jest często mniej kosztowne niż jego utrata).

Kolejne zastosowanie w handlu to prognoza popytu na towar. Dzięki tej wiedzy firmy mogą optymalizować zakupy od dostawców: nie kupować za dużo (co generuje koszty obsługi magazynowej oraz zamraża kapitał), ani za mało (co może skutkować brakiem dostępności towaru).

Systemy tego typu, z zaimplementowaną funkcją ciągłego uczenia się w oparciu o dane historyczne i podejmowane decyzje, mogą z czasem podejmować decyzji lepsze od ludzi. W naturalny sposób rodzi to ryzyko dla pracowników, którzy aktualnie pełnią takie funkcje w organizacjach. Warto o tym zagrożeniu pamiętać podejmując decyzje o ewentualnych wdrożeniach.

Nie tylko handel

Sektory handlu i marketingu to niejedyne obszary, w których korzyści z wykorzystania narzędzi uczenia maszynowego są aż nadto widoczne. W przemyśle i produkcji rozwój modeli ML może wspomóc przewidywanie awarii poszczególnych komponentów a co za tym idzie – przynieść oszczędność wynikającą z ograniczenia przestojów w pracy zakładu oraz liczby przeglądów technicznych konkretnych urządzeń.

W ostatnich miesiącach można zaobserwować poważne zaburzenia łańcuchów dostaw: okazuje się, że przy dużym popycie firmy mogą sprzedać praktycznie wszystko, zaś wąskim gardłem jest dostępność towarów i/lub komponentów potrzebnych do produkcji. W efekcie można się spodziewać, że systemy uczenia maszynowego będą wykorzystywane nie tyle do maksymalizacji sprzedaży, co do optymalizacji zatowarowania w relacji do popytu.

Przykłady można by mnożyć…

dr hab. Andrzej Wodecki

Rok 2021 w wyszukiwarce – raport Google

W tym roku internauci i internautki z całego świata emocjonowali się sportowymi wydarzeniami. Hasło Euro 2020 znalazło się na pierwszym miejscu polskiego zestawienia Google – Rok w wyszukiwarce. Na globalnej liście mistrzostwa Europy uplasowały się na piątym miejscu. Cały świat podbił serial z Korei – Squid Game. Produkcja pokazująca grę o przetrwanie zagościła na listach haseł zyskujących na popularności na całym świecie – w Polsce zajęła szóste miejsce, na liście globalnej dziewiąte. Nie zabrakło haseł i pytań związanych z pandemią COVID-19, szczególnie tych dotyczących szczepień. Polscy użytkownicy internetu szukali również informacji o spisie powszechnym czy o wydarzeniach w Afganistanie. Polowali też na lody Ekipy.

Jak co roku Google prezentuje listy haseł najszybciej zyskujących na popularności – zestawienie Rok w wyszukiwarce. Co interesowało internautów i internautki w Polsce i na świecie w 2021 roku? Pandemia COVID-19 wprowadziła wielki chaos w 2020 r. – odwoływano wiele festiwali i imprez, w tym wydarzeń sportowych. Nie dziwi więc fakt, że w tym roku fani
i fanki sportu uważnie śledzili różnego rodzaju rozgrywki i mecze, które w końcu mogły się odbyć. W Polsce najpopularniejsza okazała się piłka nożna. Hasło Euro 2020 znalazło się na pierwszym miejscu głównej listy podsumowania. Na świecie uplasowało się na piątym miejscu, ponadto wyszukiwano hasła związane z koszykówką (NBA) czy rozgrywkami
w krykieta (T20 World Cup). Na polskiej liście pojawiły się również osoby, które odeszły: Krzysztof Krawczyk (2. miejsce) oraz Kamil Durczok (5. miejsce). W TOP 10 znaleźć można także hasła związane ze zdrowiem i szczepieniami: pacjent gov (4. miejsce) oraz loteria szczepionkowa (7. miejsce). W zestawieniu znalazły się dwa fenomeny – serialowy
i marketingowy. Koreańska produkcja Squid Game podbiła internet (6. miejsce). Niewiele mniejszym zainteresowaniem cieszyły się lody Ekipy. Hasło to zamyka polskie zestawienie, ale także otwiera inne. Gdzie można kupić lody Ekipy? – to pytanie na pierwszym miejscu
w kategorii Gdzie…?.

Najszybciej zyskujące na popularności w 2021 r.
Polska Świat
  1. Euro 2020
  2. Krzysztof Krawczyk
  3. Spis powszechny
  4. Pacjent gov
  5. Kamil Durczok
  6. Squid Game
  7. Loteria szczepionkowa
  8. Afganistan
  9. Christian Eriksen
  10. Lody Ekipy

 

  1. Australia vs Indie
  2. Indie vs Anglia
  3. IPL (Indian Premier League)
  4. NBA
  5. Euro 2021
  6. Copa América
  7. Indie vs Nowa Zelandia
  8. T20 World Cup (Puchar Świata w krykiecie)
  9. Squid Game
  10. DMX

 

Tematy, o których się mówiło

W zeszłym roku doniesienia medialne zdominował koronawirus. W tym roku zestaw tematów jest o wiele bardziej różnorodny. Pierwsze miejsce w kategorii Tematy, o których się mówiło zajął odbywający się raz na 10 lat obowiązkowy spis powszechny. W Polsce uwaga skupiona była również na szczepieniach (3. miejsce), sytuacji na granicy polsko-białoruskiej
(6. miejsce), a także na akcji Media bez wyboru (7. miejsce). W TOP 10 znaleźć można także tematy gospodarcze – dyskutowano o Nowym Ładzie (9. miejsce) i podatku cukrowym
(10. miejsce). Nie zabrakło też kultury – sporo emocji wzbudził Konkurs Chopinowski (8. miejsce), który,podobnie jak wiele innych wydarzeń,odbył się w tym, a nie zeszłym roku. W zestawieniu znalazły się też zagraniczne tematy: wielki kontenerowiec ugrzązł w Kanałe Sueskim, blokując główną trasę wodną globalnego handlu (4. miejsce), a w Afganistanie władzę przejęli Talibowie (2. miejsce). Sytuacja w tym kraju była szeroko opisywana
i komentowana na całym świecie, dlatego hasło Afganistan znalazło się na szczycie globalnej listy.

Tematy, o których się mówiło (News)
Polska Świat
  1. Spis powszechny
  2. Afganistan
  3. Szczepienia COVID-19
  4. Kanał Sueski
  5. Awaria Facebooka
  6. Granica polsko-białoruska
  7. Media bez wyboru
  8. Konkurs Chopinowski 2021
  9. Nowy Ład
  10. Podatek cukrowy
  1. Afganistan
  2. AMC Stock
  3. Szczepionka na COVID-19
  4. Dogecoin
  5. GME Stock
  6. Czek stymulacyjny
  7. Wyścig senacki w Georgii
  8. Huragan Ida
  9. COVID-19
  10. Cena Ethereum

Pandemia COVID-19

Pandemia wciąż trwa – cały czas Polki i Polacy sprawdzają informacje związane z bieżącą sytuacją. Ogromną popularnością cieszyła się usługa Internetowego Konta Pacjenta. Hasło Pacjent gov znalazło się na pierwszym miejscu pandemicznej listy. Druga pozycja to loteria szczepionkowa. Internauci i internautki sprawdzali również m.in. obowiązujące obostrzenia
(6. miejsce), a także informacje dotyczące paszportu covidowego (10. miejsce).

Pandemia
  1. Pacjent gov
  2. Loteria szczepionkowa
  3. Koronawirus zapobieganie
  4. Szczepienia COVID-19
  5. AstraZeneca
  6. Obostrzenia
  7. Lockdown
  8. Objawy COVID-19
  9. Pulsoksymetr
  10. Paszport covidowy

Ludzie wokół nas

Jak zawsze, wśród wpisywanych w wyszukiwarkę haseł, znalazło się sporo nazwisk – wyszukiwano informacje zarówno o ludziach, którzy odeszli, jak i o tych, którzy zaistnieli
z przeróżnych powodów w świadomości internautów. Na czele polskiej listy Ludzie pojawił się duński piłkarz Christian Eriksen. Zainteresowaniem cieszył się także trener reprezentacji Polski w piłce nożnej – Paulo Sousa (3. miejsce) czy tenisistka Iga Świątek (5. miejsce). Poza wymienioną wyżej trójką w zestawieniu znaleźć można między innymi Natsu (2. miejsce), Daniela Obajtka (6. miejsce) czy Piotra Fronczewskiego (7. miejsce). Niedawna tragedia na planie westernu “Rust” spowodowała, że amerykański aktor, Alec Baldwin, pojawił się na pierwszym miejscu globalnej listy Ludzie oraz na ósmym w Polsce.

W tym roku pożegnaliśmy wiele wybitnych postaci. Na liście tych, którzy odeszli znalazł się piosenkarz Krzysztof Krawczyk (1. miejsce), dziennikarz Kamil Durczok (2. miejsce) oraz aktor Krzysztof Kowalewski (3. miejsce). Dwie osoby połączyły polskie i globalne zestawienie: książę Filip oraz raper DMX.

Polska
Ludzie Ludzie, których pożegnaliśmy Ludzie sportu
  1. Christian Eriksen
  2. Natsu
  3. Paulo Sousa
  4. Ewa Krawczyk
  5. Iga Świątek
  6. Daniel Obajtek
  7. Piotr Fronczewski
  8. Alec Baldwin
  9. Teresa Lipowska
  10. Esmeralda Godlewska

 

  1. Krzysztof Krawczyk
  2. Kamil Durczok
  3. Krzysztof Kowalewski
  4. Judyta Turan
  5. Książę Filip
  6. Bezczel
  7. Bronisław Cieślak
  8. Krzysztof Kiersznowski
  9. DMX
  10. Tomasz Knapik

 

  1. Christian Eriksen
  2. Paulo Sousa
  3. Iga Świątek
  4. Hubert Hurkacz
  5. Matty Cash
  6. Maria Andrejczyk
  7. Kylian Mbappe
  8. Evan Fournier
  9. Anita Włodarczyk
  10. Grzegorz Krychowiak

 

 

Świat
Ludzie Ludzie, których pożegnaliśmy Ludzie sportu
  1. Alec Baldwin
  2. Kyle Rittenhouse
  3. Christian Eriksen
  4. Tiger Woods
  5. Simone Biles
  6. Joe Biden
  7. Emma Raducanu
  8. Derek Chauvin
  9. Henry Ruggs III
  10. Pete Davidson

 

  1. DMX
  2. Gabby Petito
  3. Marília Mendonça
  4. Książę Filip
  5. Brian Laundrie
  6. MC Kevin
  7. Lázaro Barbosa de Sousa
  8. Peter R. de Vries
  9. Paulo Gustavo
  10. Helen McCrory

 

  1. Christian Eriksen
  2. Tiger Woods
  3. Simone Biles
  4. Emma Raducanu
  5. Henry Ruggs III
  6. Neeraj Chopra
  7. 大谷 翔平 (Shohei Ohtani)
  8. Odell Beckham Jr.
  9. Rafael Nadal
  10. Tyson Fury

 

Co nam w duszy gra?

Ten rok obfitował również w interesujące wydarzenia muzyczne, pojawiło się także wiele nowych hitów. Największą popularnością w wyszukiwarce Google cieszył się raper Mata
(1. miejsce na liście Muzycy i zespoły muzyczne), wysoko uplasowały się również jego utwory: tekst do Patoreakcji był najchętniej wyszukiwanym tekstem w mijającym roku, a na trzecim miejscu znalazł się tekst Kiss Cam. Tegoroczny koncert Maty na bemowskim stadionie znalazł się na drugim miejscu zestawienia Koncerty, ustępując jedynie miejsca koncertowi Sobla 2021 (1. miejsce).

Wśród wykonawców muzycznych ogromną popularnością cieszyli się również tegoroczni zwycięzcy Eurowizji – zespół Måneskin (2. miejsce) oraz raperka Young Leosia (3. miejsce).

Muzycy i zespoły muzyczne Teksty piosenek Koncerty
  1. Mata
  2. Maneskin
  3. Young Leosia
  4. Witold Paszt
  5. Halina Mlynkova
  6. Sobel
  7. Daft Punk
  8. Ewa Bem
  9. Brass Against
  10. Lil Uzi Vert

 

  1. Patoreakcja (Mata)
  2. Zygzak (Ekipa)
  3. Kiss Cam (Mata)
  4. Ale Jazz
    (sanah, Vito Bambino)
  5. 3kipa (Ekipa)
  6. Papuga
    (Mata, ft. Quebonafide, Malik Montana)
  7. Drivers License
    (Olivia Rodrigo)
  8. Puerto Bounce (Żabson, Kizo, Zetha, Vladimir Cauchemar)
  9. Jungle Girl (Young Leosia ft. Żabson)
  10. Siedem (Team X)

 

  1. Koncert Sobel 2021
  2. Koncert Mata
  3. Koncert Chopinowski
  4. Koncert Ekipy
  5. Koncert Sanah
  6. Koncert The Weeknd
  7. Koncert Team X
  8. Koncert Travis Scott
  9. Koncert Bocelli
  10. Koncert Young Leosia

 

Coś dla kinomanów i serialomaniaków

Jakie filmy i seriale zdobyły uwagę internautów? W Polsce na czele kategorii Filmy znalazła się długo wyczekiwana ekranizacja Diuny (3. miejsce na świecie). Spore zainteresowanie wzbudził również film Dziewczyny z Dubaju (2. miejsce). Popularna okazała się czwarta część serii Listy do M (6. miejsce), obrazy Patryka Vegi Small world (3. miejsce) i Oczy diabła
(4. miejsce) czy film Furioza (8. miejsce). Wśród zagranicznych produkcji w TOP 10 znajdziemy filmy takie jak: Cruella, Eternals, Venom 2 czy Obecność 3. W globalnym zestawieniu nie zabrakło Czarnej Wdowy czy Czerwonej noty.

A jakie seriale interesowały Polaków i Polki? Zwycięzca to Squid Game. Koreański serial
o grze podbił internet. Wiele emocji i zainteresowania wzbudził również serial Bridgertonowie (2. miejsce), Lupin (4. miejsce) czy New Amsterdam (6. miejsce). Wśród polskich seriali
w zestawieniu prym wiodły: Sexify (5. miejsce), Rojst ’97 (7. miejsce). Dwa ostatnie miejsca to również krajowe produkcje: Brzydula 2 oraz Kowalscy kontra Kowalscy.

Polska
Filmy Seriale
  1. Diuna
  2. Dziewczyny z Dubaju
  3. Small world
  4. Oczy diabła
  5. Cruella
  6. Listy do M. 4
  7. Eternals
  8. Furioza
  9. Venom 2
  10. Obecność 3: Na rozkaz diabła

 

  1. Squid Game
  2. Bridgertonowie
  3. Ginny and Georgie
  4. Lupin
  5. Sexify
  6. New Amsterdam
  7. Rojst ’97
  8. Gambit królowej
  9. Brzydula 2
  10. Kowalscy kontra Kowalscy

 

 

Świat
Filmy
  1. Eternals
  2. Czarna Wdowa
  3. Diuna
  4. Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni
  5. Czerwona nota
  6. Mortal Kombat
  7. Cruella
  8. Halloween zabija
  9. Godzilla vs. Kong
  10. Armia umarłych

Co nas śmieszyło, czyli przegląd memów

Nie od dziś wiadomo, że memy są fenomenem internetu, będącym jednocześnie odbiciem sytuacji społecznych czy politycznych ze szczyptą humoru lub sarkazmu. W mijającym roku najczęściej wyszukiwane przez Polki i Polaków były memy z politykiem Pawłem Kukizem. Wysoko znalazły się memy z Danielem Obajtkiem (5. miejsce). Nie zabrakło również wyszukiwań związanych z bieżącymi wydarzeniami sportowymi , jak memy po meczu (miejsce 2.) czy tych obrazujących  popularne morsowanie (4. miejsce). Wyszukiwano także memy związane z tajemniczym lagunem (miejsce 6.), instrybutorem (miejsce 7.). W TOP 10 pojawiły się także cnoty niewieście i postać Berniego Sandersa.

Memy
  1. Memy Kukiz
  2. Memy po meczu
  3. Memy Najman
  4. Memy morsowanie
  5. Memy Obajtek
  6. Memy lagun
  7. Memy instrybutor
  8. Memy cnoty niewieście
  9. Memy 2021
  10. Memy Bernie Sanders

Kto pyta nie błądzi

Internauci i internautki jak co roku zadawali wiele pytań. One również odzwierciedlały naszą rzeczywistość. Najpopularniejsze z nich w kategorii Jak…? dotyczyły pandemii: jak zapisać się na szczepienie (1. miejsce) czy jak pobrać paszport covidowy (5. miejsce na tej samej liście). Szukano także wyjaśnień: dlaczego nie ma telewizji (3. miejsce na liście Dlaczego…?), dlaczego nie ma TVN ( miejsce 9.). Zainteresowanie Afganistanem było widoczne w pytaniu kto to Talibowie? (1. miejsce na liście Kto to…?). Polacy sprawdzali też ile kosztuje test na covid, chleb czy bitcoin. Na fali popularności memów z cnotami niewieścimi, użytkowniczki
i użytkownicy internetu pytali także: co to znaczy cnoty niewieście? (3. miejsce na liście Co…?).

Poniżej pozostałe polskie listy, na których znaleźć można 10 kategorii pytań, listę definicji,
a nawet listę rozterek gramatycznych Polaków i Polek.

Rok 2021 w wyszukiwarce

Listy polskie

Pytania
Jak…? Jak zrobić…?
  1. Jak zapisać się na szczepienie
  2. Jak aktywować bon turystyczny
  3. Jak spisać się przez internet
  4. Jak założyć internetowe konto pacjenta
  5. Jak pobrać paszport covidowy
  6. Jak założyć profil zaufany
  7. Jak sprawdzić czy jestem spisany
  8. Jak usunąć konto na IG
  9. Jak długo protest mediów
  10. Jak zmienić termin szczepienia
  1. Jak zrobić screena na laptopie
  2. Jak zrobić kotylion
  3. Jak zrobić sushi
  4. Jak zrobić masę solną
  5. Jak zrobić jajko po benedyktyńsku
  6. Jak zrobić kawę mrożoną
  7. Jak zrobić marzannę
  8. Jak zrobić test na covid
  9. Jak zrobić placki ziemniaczane
  10. Jak zrobić stroik na cmentarz
Dlaczego…? Ile…?
  1. Dlaczego nie ma M jak Miłość
  2. Dlaczego nie działa Facebook
  3. Dlaczego nie ma telewizji
  4. Dlaczego Messi odchodzi z Barcelony
  5. Dlaczego Lewandowski nie gra
  6. Dlaczego mnie zabiliście
  7. Dlaczego nie działa Roblox
  8. Dlaczego środkowa i tylna para odnóży nartnika jest bardzo wydłużona
  9. Dlaczego nie ma TVN
  10. Dlaczego niebo jest niebieskie

 

  1. Ile zakażeń dzisiaj
  2. Ile trwa kwarantanna
  3. Ile lat ma Agnieszka Grzelak
  4. Ile trwa covid
  5. Ile odcinków ma Promyk nadziei
  6. Ile kosztuje test na covid
  7. Ile odcinków ma Kozacka miłość
  8. Ile trwa post eucharystyczny
  9. Ile medali ma Polska w Tokio
  10. Ile netto to 2800 brutto
Ile kosztuje…? Gdzie…?
  1. Ile kosztuje test na covid
  2. Ile kosztuje chleb
  3. Ile kosztuje szczepionka na covid
  4. Ile kosztuje bitcoin
  5. Ile kosztuje aparat na zęby
  6. Ile kosztuje gram złota
  7. Ile kosztuje bilet do Energylandii
  8. Ile kosztuje tona węgla
  9. Ile kosztuje prawo jazdy
  10. Ile kosztuje Chicken Box

 

  1. Gdzie można kupić lody Ekipy
  2. Gdzie Euro 2020
  3. Gdzie można wykorzystać bon turystyczny
  4. Gdzie kupić amantadyna
  5. Gdzie oglądać Bundesliga
  6. Gdzie oglądać Legia Napoli
  7. Gdzie oglądać Bayern Augsburg
  8. Gdzie mecz Polska Szwecja
  9. Gdzie oglądać Mistrzostwa Świata w piłce ręcznej 2021
  10. Gdzie oglądać Bayern PSG

 

Czy…? Co…?
  1. Czy warto PPK
  2. Czy galerie są otwarte
  3. Czy wracamy do szkoły
  4. Czy będzie wojna
  5. Czy kina są otwarte
  6. Czy Charli d’Amelio żyje
  7. Czy osoba zaszczepiona podlega kwarantannie
  8. Czy dzisiaj jest niedziela handlowa
  9. Czy Polska wyjdzie z grupy
  10. Czy restauracje są otwarte

 

  1. Co to lex TVN
  2. Co to gamofobia
  3. Co to znaczy cnoty niewieście
  4. Co to wojna hybrydowa
  5. Co to jest mensa
  6. Co to znaczy rawr
  7. Co to instrybutor
  8. Co to nocebo
  9. Co to koncha
  10. Co się dzieje na granicy

 

Kto…? Kto to…?
  1. Kto zabił Sarę
  2. Kto wygrał Eurowizję 2021
  3. Kto wygrał Euro 2020
  4. Kto to Talibowie
  5. Kto to probant
  6. Kto wygrał Lexy czy Natsu
  7. Kto wygrał The Voice Kid 4
  8. Kto składa PIT-19a
  9. Kto odpadł z Tańca z Gwiazdami
  10. Kto dzisiaj gra

 

  1. Kto to Talibowie
  2. Kto to probant
  3. Kto to snugglers
  4. Kto to socjopata
  5. Kto to introwertyk
  6. Kto to ekstrawertyk
  7. Kto to Emma Agreste
  8. Kto to simp
  9. Kto to felczer
  10. Kto to konkwistador

 

 

Pisownia Definicja Przepis na…
  1. Narazie czy na razie
  2. Odrazu czy od razu
  3. Humor czy chumor
  4. W ogóle czy wogóle
  5. Od razu czy odrazu
  6. Odemnie czy ode mnie
  7. Z powrotem czy spowrotem
  8. Poza czy po za
  9. Spowrotem czy z powrotem
  10. Coraz czy co raz

 

  1. Impeachment definicja
  2. Nepotyzm definicja
  3. Nomofobia definicja
  4. Dystopia definicja
  5. Frajer definicja
  6. Recykling definicja
  7. Ambicja definicja
  8. Nazizm definicja
  9. Tolerancja definicja
  10. Alegoria definicja

 

  1. Pączki domowe z 1 kg mąki
  2. Białą kiełbasę
  3. Makaroniki
  4. Pierogi
  5. Chleb na drożdżach
  6. Ciasteczka
  7. Babkę wielkanocną
  8. Mazurek wielkanocny
  9. Leczo z cukinią kiełbasą i papryką i pieczarkami
  10. Polędwiczki wieprzowe

 

 

Globalne listy haseł najbardziej zyskujących na popularności w 2021 r.

Aktorzy Piosenki Jedzenie
  1. Alec Baldwin
  2. Pete Davidson
  3. Aryan Khan
  4. Gina Carano
  5. Armie Hammer
  6. Carmen Salinas
  7. Shehnaaz Gil
  8. Elliot Page
  9. Dave Chappelle
  10. Brenda Song
  1. Drivers License (Olivia Rodrigo)
  2. MONTERO (Call Me by Your Name) (Lil Nas X)
  3. INDUSTRY BABY (Lil Nas X feat. Jack Harlow)
  4. Fancy Like (Walker Hayes)
  5. MAPA (SB19)
  6. Good 4 u (Olivia Rodrigo)
  7. Butter (BTS)
  8. Jalebi Baby (Tesher)
  9. Wellerman (Nathan Evans)
  10. Good Days (SZA)

 

  1. Birria Tacos
  2. Smażony ryż z dodatkami (Nasi Goreng)
  3. Makaron z fetą
  4. Deska serów i wędlin (Charcuterie Board)
  5. 生姜 焼き (Shōgayaki – wieprzowina w imbirze)
  6. Zupa ziemniaczana
  7. ぶり の 照り 焼き (amberjack w sosie teriyaki)
  8. 豚汁 (Tonjiru – zupa miso z wieprzowiną i warzywami)
  9. Pieczona owsianka
  10. Nocna owsianka

Passus podpisał umowę o wartości 16,8 mln zł z podmiotem należącym do Skarbu Państwa

Passus, notowany na NewConnect producent i integrator specjalistycznych rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa oraz wydajności sieci i aplikacji, podpisał umowę z podmiotem należącym do Skarbem Państwa. Zakłada ona dostawę rozwiązania informatycznego obejmującego funkcjonalność systemu zarządzania informacją i zdarzeniami bezpieczeństwa SIEM/SOAR. Maksymalne wynagrodzenie z tytułu realizacji umowy wynosi ponad 16,8 mln zł.

To kolejna ważna umowa w tym miesiącu. Nie ukrywam, że bardzo nas ona cieszy, gdyż jest efektem dotychczasowej współpracy. Dla nas jest potwierdzeniem, że nawet bardzo wymagający klienci doceniają nasze kompetencje i decydują się na powierzenie nam kolejnych projektów. Liczymy, że nie jest to ostatni pozytywny komunikat i do końca tego roku będziemy mogli poinformować o zawarciu kolejnych kontraktów – komentuje Tadeusz Dudek, prezes zarządu Passus.

Umowa będzie realizowana na podstawie Umów Wykonawczych i obowiązywała przez okres 36 miesięcy z opcją wydłużenia o 3 miesiące w przypadku niewykorzystania całości kwoty we wspomnianym terminie. Wynagrodzenie natomiast będzie płatne w terminie 30 dni kalendarzowych od momentu otrzymania przez klienta prawidłowo wystawionej faktury.

Kolejne realizowane umowy z obszaru bezpieczeństwa IT potwierdzają profesjonalizm naszych inżynierów. Klienci powierzają nam projekty obejmujące zarówno rozwiązania do ochrony przed cyberatakami, ich wykrywania,  jak i systemów SIEM/SOAR, a więc narzędzi do analizy oraz zarządzania różnego rodzaju zdarzeniami związanymi z bezpieczeństwem sieci, aplikacji i danych.  W dzisiejszym świecie stwarza do bardzo duże perspektywy dla dalszego wzrostu – dodaje Tadeusz Dudek.

Współpraca polsko-katarska z potencjałem rozwoju

Do 2015 roku import towarów z Kataru do Polski obejmował głównie materiały polimerowe, a bilans handlowy dla Polski pozostawał do tego czasu dodatni. Katarsko-polskie stosunki handlowe nasiliły się w ciągu ostatnich kilku lat za sprawą rozpoczęcia dostaw skroplonego gazu ziemnego (LNG) w 2015 roku. W 2020 roku, w wyniku kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 eksport do Polski zmniejszył się do 538 milionów dolarów. Z kolei Polska dostarczyła w 2020 roku do Kataru towary o wartości 90 mln dolarów – z czego 85% stanowiły towary przemysłowe.

Rozpoczęcie sprzedaży skroplonego gazu zmiennego z Kataru do Polski spowodowało, że od 2015 roku wartość towarów sprzedawanych do Polski wyraźnie przekracza import towarów z Polski do Kataru. Rekordowy poziom eksportu o wartości blisko 893 mln dolarów został osiągnięty w 2018 roku. W 2020 roku, w wyniku kryzysu wywołanego pandemią COVID-19, eksport wyniósł 538 milionów dolarów – o 28% mniej niż w roku poprzednim. LNG ma strategiczne znaczenie w zapewnieniu dywersyfikacji kierunków dostaw gazu ziemnego, a Katar pozostaje głównym źródłem tego zaopatrzenia.

Z drugiej strony, polski eksport do Kataru jest zróżnicowany pod względem swojej struktury. Wśród towarów o wartości 90 mln dolarów dostarczonych z Polski do Kataru w 2020 roku, 85% stanowiły towary przemysłowe – w szczególności maszyny i aparatura elektryczna, meble, papier i tektura. Polska jest 22. krajem na świecie pod względem wartości eksportu, dostarczającym głównie materiały przetworzone, a nie surowce.

Stosunki gospodarcze między Polską a Katarem pozostają w fazie wczesnego rozwoju, umożliwiającej zwiększenie współpracy biznesowej. Dzięki przynależności do Unii Europejskiej Polska i firmy tu zarejestrowane mogą korzystać ze swobodnego dostępu do jednolitego rynku, liczącego blisko 450 mln mieszkańców. Handel bezcłowy i wspólne zasady ułatwiają wymianę towarów, usług i alokację kapitału, przez co umożliwiają osiągnięcie wyższych przychodów. Inwestorzy zagraniczni w Polsce mogą zwiększyć swoją stopę zwrotu poprzez zmniejszenie kosztów dzięki licznym ulgom podatkowym, jak również dotacjom i pożyczkom zarówno z funduszy krajowych, jak i unijnych. Po transformacji systemowej Polska stała się jednym z najchętniej wybieranych przez inwestorów zagranicznych państwem w Europie Środkowo-Wschodniej. Najważniejsze światowe agencje ratingowe utrzymały swoje oceny wiarygodności kredytowej Polski oraz stabilne perspektywy mimo pandemii – mówi Honorata Green, Partner, Szef Podatkowego Zespołu Fuzji i Przejęć w KPMG w Polsce.

Wraz z wymianą towarów rozwijany jest handel usługami pomiędzy Katarem i Polską. W 2020 roku wartość usług sprzedanych do Kataru przez Polskę wyniosła 19 mln dolarów, a w przeciwnym kierunku popłynęło prawie 29 mln dolarów. Od 2017 roku to Katar utrzymuje nadwyżkę w handlu usługami z Polską. Według danych GUS w 2020 roku w Polsce działały tylko cztery firmy z katarskim kapitałem. Wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) dokonywanych przez podmioty zlokalizowane w Katarze pozostaje nadal nieznaczna. W 2020 roku do Polski napłynęło ok. 600 tys. dolarów BIZ, a łączna pozycja zobowiązań z tytułu BIZ wobec inwestorów katarskich wyniosła 1,5 mln dolarów.

Jesteśmy przekonani, że istnieje ogromny potencjał dla wzmocnienia więzi handlowych między Polską a Katarem. Oba kraje posiadają uzupełniające się gospodarki i służą jako bramy do jeszcze większych rynków. Katarsko-Polska Rada Biznesu, która powstała jako organizacja non-profit przy Qatar Financial Center w Dosze, odnotowuje znaczący wzrost zapytań ze strony przedsiębiorców i inwestorów. Obserwujemy również wzrost liczby wizyt dyplomatycznych i oczekujemy, że w najbliższej przyszłości inwestycje gwałtownie wzrosną. Polska, jako jedna z większych gospodarek i jeden z najszybciej rozwijających się krajów Unii Europejskiej, jest doskonałym miejscem do prowadzenia biznesu – mówi Daniel Dybała, Prezes Katarsko-Polskiej Rady Biznesu.

Ostatnie spotkania i porozumienia dają nadzieję na dalszy rozwój stosunków między oboma krajami. Stosunki katarsko-polskie opierają się na szeregu umów dwustronnych, a także na współpracy w ramach Unii Europejskiej, której Polska jest członkiem od 2004 roku.

O raporcie:

Publikacja KPMG w Polsce pt. „Invest in Poland. A place for Qatari investments in the EU” zawiera kluczowe informacje istotne dla potencjalnych inwestorów zagranicznych z Kataru. W opracowaniu zaprezentowano m.in. najważniejsze wskaźniki ekonomiczne, dane dot. inwestycji zagranicznych, zagadnienia prawno-podatkowe istotne z punktu widzenia inwestorów planujących prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce.

Dziś ważna decyzja RPP

Przełom grudnia i listopada to stosunkowo dobry okres dla złotego. W ciągu kilku dni PLN odrobił większą część strat względem głównych rywali, ale to nie oznacza, że z rynku całkowicie zniknęły ryzyka, które złotemu ciążyły. W dużej mierze za umocnieniem złotego stoi poprawa nastrojów na rynkach bazowych, ale tak jak w przypadku gwałtownej przeceny złotego, tak i w przypadku jego aprecjacji trudno znaleźć jeden czynnik, który był decydujący.

Katalizatorem umocnienia złotego niewątpliwie było odreagowanie siły dolara. Paradoksalnie pomogło w tym odkrycie nowego wariantu koronawirusa (Omikron), które schłodziło apetyt rynku na szybsze wychodzenie z programu skupu aktywów w Stanach Zjednoczonych. Środowisko tańszego dolara tradycyjnie sprzyja walutom krajów rozwijających się, w tym złotemu. Aprecjacja nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie zmiana retoryki NBP, a precyzyjniej szefa tej instytucji – Adama Glapińskiego. Do niedawna jeden z najbardziej gołębio nastawionych decydentów monetarnych podtrzymywał przejściowy charakter wzrostu cen. Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej realizowała jednak politykę podnoszenia stóp procentowych, co sprawiało, że rynek nie był przekonany odnośnie kierunku, w którym RPP chce podążać. Zdaniem inwestorów (szczególnie zagranicznych) realna była groźba interwencji na FX, podobnie jak w końcówce ubiegłego roku. Glapiński (wspierany przez rząd) zaczął dość gwałtownie odchodzić od retoryki słabego złotego wskazując, że silniejszy złoty potrzebny jest polskiej gospodarce. Kilka wywiadów w takim tonie sprawiło, że rynek zażegnał obawy o interwencje osłabiające złotego, a kanał kursowy polityki pieniężnej został udrożniony.

Dla RPP silniejszy złoty ma jeszcze jedną wartość. W otoczeniu inflacji w dużej mierze wywoływanej czynnikami podażowymi pozwala obniżyć dynamikę wzrostu cen. Sądzimy, że Rada będzie dążyć do stabilnego (relatywnie silnego) złotego, co ułatwiałoby prowadzenie polityki monetarnej w środowisku wysokiej inflacji. W listopadzie inflacja CPI w Polsce sięgnęła 7,7 proc. r/r – wynika z wstępnego szacunku GUS. Silny wpływ na odczyt miały ceny nośników energii, które zdaniem GUS drożały o 13,4 m/m. Widzimy, że ceny ropy naftowej mocno napędziły inflację, co jednak daje pewną nadzieję na niższą dynamikę w grudniu, kiedy zostanie uwzględniona przecena surowca na rynkach światowych. Jednocześnie żywność zdrożała o 6,4 proc., co podbija wskaźnik bazowy. W tym samym czasie GUS opublikował jednoznacznie pozytywny rezultat PKB. Wzrost gospodarki w 3 kwartale ostatecznie wyniósł 5,3 proc r/r.

Sądzimy, że pomimo odkrycia nowego wariantu koronawirusa, a w związku z tym groźby spowolnienia gospodarczego, RPP będzie kontynuować cykl podwyższania stóp procentowych, choć apetyty jastrzębiej części mogły się zmniejszyć. Konsensus rynku to obecnie wzrost stopy referencyjnej o 50pb, choć stawki FRA wędrują nieco wyżej. Sądzimy, że tej skali ruch byłby lekko pozytywny dla złotego.

W naszej opinii kluczowe dla nastrojów wobec złotego, a w konsekwencji przepływów na rynek od inwestorów zagranicznych, będzie rozwój konfliktu z Komisją Europejską wokół środków na Krajowy Plan Odbudowy. Tak jak wcześniej napięte stosunki na linii Warszawa-Bruksela (oraz w części konflikt na granicy z Białorusią) odstraszały zagraniczny kapitał od PLN, tak teraz próby zażegnania tego sporu działają na złotego korzystnie. Na ile nagłówki prasową są jedynie próbą zmiany retoryki, a na ile rzeczywistym postępem w relacjach politycznych trudno oceniać, niemniej sądzimy, że to właśnie kwestie polityczne mogą decydować o sile PLN. Wiele wskazuje jednak na to, że przestrzeń do kontynuacji umocnienia złotego w dalszym ciągu jest, choć skala może być mniej imponująca, aniżeli na przełomie listopada i grudnia.

Maciej Madej
DM TMS Brokers

Polska droga do „Zielonego Ładu”. Jak pogodzić europejskie trendy z polskimi interesami

Stojące przed obecnym pokoleniem Polaków wyzwanie transformacji energetycznej dotyka fundamentów naszej państwowości. To nie jest tylko walka o czystsze środowisko i uniknięcie zapowiadanej katastrofy klimatycznej, stawką jest na tyle mocna pozycja Polski w Europie, by umożliwiła nam utrzymanie suwerenności. Musimy nie tylko realizować swój model transformacji, uwzględniający polskie uwarunkowania społeczne i gospodarcze – musimy go również skutecznie obronić na forum europejskim.

Czas rozterek ideologicznych już minął. Dziś nie ma sensu na nowo otwierać dyskusji o słuszności ograniczania emisji dwutlenku węgla czy rozpoczynania procesu dekarbonizacji. Europa już zdecydowała, że stanie się miejscem „zielonego” eksperymentu, który – choć tak naprawdę nie daje żadnej gwarancji ratunku dla klimatu, zwłaszcza z powodu zdecydowanie mniej restrykcyjnej polityki ekologicznej takich potentatów jak Chiny, Indie czy USA – to wykluczy z grona beneficjentów ekonomicznych europejskiej gospodarki każdy kraj, który nie dotrzyma kroku ambitnym ekoplanom. Przed Polską, która – głównie z powodu uzależnienia swojej energetyki od węgla – rozpoczyna udział w tej konkurencji z dużo gorszej pozycji, niż inne kraje europejskie, stoi więc wyzwanie utrzymania swoich dotychczasowych przewag konkurencyjnych przy jednoczesnym dopasowaniu się do nowych wymogów.

Dodatni bilans handlowy

O aktualnej sile polskiej gospodarki świadczy stały wzrost wartości eksportu. Jak podał GUS, tylko w pierwszej połowie 2021 roku nasz kraj wyeksportował na zagraniczne rynki towary o wartości 136,8 mld euro, co stanowiło wzrost aż o 22,9 procent w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Polska notuje dodatni bilans w wymianie handlowej, bo import – choć także wzrósł – miał wartość nieco niższą: 133 mld euro.

Dla naszych dalszych rozważań istotne jest, by zauważyć, że głównym rynkiem eksportowym dla polskich firm są Niemcy. To właśnie najbogatszy i najgłośniejszy orędownik „zielonej rewolucji” w Europie przyjął w pierwszej połowie roku polskie towary o wartości 39,2 mld euro, co stanowiło aż 28,7 proc. wartości całego naszego eksportu.

Rozwój polskiego eksportu przez wiele lat napędzany był głównie przez niskie koszty pracy, jednak walor ten na dłuższą metę wpychał nas w pułapkę średniego wzrostu i nie pozwalał rozwijać się technologicznie. To dlatego rząd Zjednoczonej Prawicy rozpoczął poszukiwanie możliwości rozwoju pochodzącego z innych czynników, niż tylko niskie płace polskich pracowników. Można zauważyć, że mimo stałego i bardzo dynamicznego wzrostu wynagrodzeń notowanego w ostatnich kilku latach w Polsce, w tym bardzo dużego wzrostu narzuconej płacy minimalnej, udało się Polsce nie tylko zachować trend wzrostu eksportu, ale jak pokazują dane GUS – nawet go wzmocnić. Odpowiednio stymulowana przez państwo gospodarka, nacisk na rozwój nowych technologii, budowanie klastrów, rozwój inkubatorów przedsiębiorczości, tzw. dolin branżowych czy wreszcie pełne wykorzystanie potencjału największych polskich SSP przy jednoczesnym wentylu bezpieczeństwa w postaci zachowania własnej waluty, pozwoliła Polsce nie tylko utrzymać, ale jeszcze rozwinąć swoje przewagi konkurencyjne. Oczywiście nasza skuteczna pogoń za najbogatszymi krajami kontynentu nie pozostała niezauważona przez konkurentów i teraz na polskiej drodze do bogactwa ustawiono nową, bardzo trudną do pokonania barierę.

Cele ambitne czy nierealne?

Na barierę tę składają się coraz to nowe i coraz mocniej śrubowane normy ekologiczne, których autorami są brukselscy biurokraci. Sztandarowym projektem ogłoszony został przez wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa tzw. „Fit for 55”, który zakłada takie procesy legislacyjne, by wymusić konieczne zmiany w gospodarce, społeczeństwie i przemyśle. Celem ma być osiągnięcie w 2030 roku redukcji emisji gazów cieplarniach aż o 55 procent netto w stosunku do poziomu z roku 1990. Proponowane ramy regulacyjne odnoszą się m.in. do sektora energetycznego, w tym systemów ciepłowniczych, użytkowania gruntów i gospodarki leśnej, sektora transportu drogowego oraz opodatkowania energii.

Komisja Europejska nie ukrywa w „Fit for 55”, że jej zdaniem „zielona rewolucja” ma mieć główny czynnik sprawczy w postaci kar i rosnących kosztów tradycyjnie wytwarzanej energii. Ekologiczny postęp ma się więc dokonać nie dlatego, że nowe, przyjazne środowisku technologie będą się stawały wraz z ich upowszechnieniem obiektywnie coraz tańsze, tylko dlatego, że wykorzystywane do tej pory źródła zostaną obłożone tak ciężkimi do udźwignięcia daninami, że staną się zbyt drogie, nawet wbrew rzeczywistym rynkowym kosztom jakie generują.

Najbardziej jaskrawym przykładem takiej polityki jest Europejski System Handlu Emisjami (UE ETS) – zwany także wspólnotowym rynkiem uprawnień do emisji dwutlenku węgla lub po prostu systemem ETS. Aktualnie cena jednostkowego uprawnienia do emisji tony CO2 jest wyceniana na około 80 euro. Uwolnienie cen w systemie ETS i umożliwienie handlu uprawnieniami na wzór obrotu akcjami spowodowało gigantyczny wzrost ich cen. Uprawnienia stały się natychmiastowym podmiotem spekulacji funduszy inwestycyjnych, a ich rosnąca wartość odbiła się zwłaszcza na kosztach funkcjonowania takich zakładów jak choćby elektrownie węglowe, które są jednymi z większych emitentów CO2.

20 kwietnia 2021 roku portal energetyka24.pl donosił: „Oczekuje się, że unijne uprawnienia (ETS) wyniosą średnio 46,28 euro za tonę w 2021 r. i 55,67 euro w 2022 r. – wynika z ankiety przeprowadzonej przez Reutera wśród ośmiu analityków. To odpowiednio o 17,9% i 20,4% więcej niż prognozy ze stycznia. Średnia prognoza cen na 2023 r. ma wynieść 56,20 euro za tonę, co oznacza 22% wzrostu”.

Powyższy cytat obrazuje, jak bardzo rzeczywistość przerosła prognozy największych pesymistów branży energetycznej. Uwalniając ceny ETS, Unia Europejska sama wpędziła się w bezprecedensowe kłopoty, które odczują w swoich portfelach wszyscy obywatele naszego kontynentu. Podwyżki cen energii elektrycznej będą oczywiście najbardziej dotkliwe dla obywateli mniej zamożnych państw – takich jak Polska, wciąż opierająca swoją energetykę na węglu, którego spalanie generuje dużą emisyjność CO2.

Rosnące koszty wytwarzanej energii dotkną oczywiście nie tylko indywidualnych odbiorców, ale odbiją się mocno na kosztach funkcjonowania polskich podmiotów gospodarczych i będą jednym z największych zagrożeń dla polskich przewag konkurencyjnych, dzięki którym tak dobrze rozwijamy się gospodarczo.

Nie stoimy w miejscu

Dla polskiego rządu priorytetem jest jednak – co zrozumiałe – zagwarantowanie bezpieczeństwa energetycznego Polski. Proces odchodzenia od węgla i redukcja emisji dwutlenku węgla nie mogą się odbywać z narażeniem na przerwy w dostawie energii lub jej niedobór. Dla tak dużego kraju, jak Polska, gdzie roczne zużycie energii oscyluje wokół 165 TWh (terawatogodzin), jedyną sensowną alternatywą dla energii pochodzącej z paliw kopalnych jest energetyka atomowa. Aktualnie trwa proces wyboru technologii i partnera zagranicznego, który zbuduje nam reaktory, których szacunkowy koszt – zdaniem wyliczeń Polskiego Instytutu Ekonomicznego – ma wynieść około 105 mld zł. Czy Polskę stać na taki wydatek?

Przede wszystkim podkreślić należy determinację i gotowość wszystkich podmiotów państwowych do wsparcia realizacji takiej inwestycji na poziomie porównywalnym z determinacją i gotowością przy uruchamianiu kolejnych tarcz antykryzysowych mających łagodzić skutki obostrzeń wprowadzonych w ramach walki z pandemią Covid-19. Oznacza to, że istotną rolę w polskiej transformacji energetycznej, w tym w finansowaniu budowy elektrowni atomowych będzie miał Narodowy Bank Polski. Prezes Adam Glapiński już zapowiedział, że bank centralny w razie potrzeby wesprze proces transformacji energetycznej, ale podkreślił, że oczywiście odbędzie się to w ramach dostępnych dla NBP instrumentów prawnych oraz „zgodnie z mandatem”. Szef banku centralnego dodał, że „transformacja energetyczna będzie trudnym i kosztownym procesem, którego jednak jako coraz zamożniejsza gospodarka i członek wspólnoty europejskiej nie unikniemy, szczególnie wobec europejskich ambicji klimatycznych. Transformacja ta będzie wymagała istotnego zwiększenia potencjału energetycznego Polski i oparcia go w większym stopniu na alternatywnych wobec węgla źródłach energii. Energetyczne przestawienie się na nowe tory będzie trudne i kosztowne”. Prezes NBP zaoferował także kluczową rolę NBP w budowie systemu elektrowni atomowych w Polsce, na wzór tej jaką bank centralny pełnił w przypadku finansowania kolejnych tarcz, uruchamianych przez rząd.

Spośród ważnych projektów, które mają wesprzeć polską „zieloną transformację”, czołowe miejsce zajmuje koncern multienergetyczny, budowany na bazie grup Orlen, Lotos i PGNiG. Ten model jest jedyną szansą na to, że wymagane przez Komisję Europejską zmiany zrealizują polskie firmy, co z kolei ma ogromne znaczenie dla niezależności gospodarczej i energetycznej Polski. Do połowy stycznia 2022 r. ma zakończyć się wybór nabywcy części aktywów Lotosu (co wynika z wymogów nałożonych przez KE).

Prezes Orlenu Daniel Obajtek nie waha się mówić wprost o budowie liczącego się w Europie koncernu multienergetycznego z przychodami powyżej 200 mld złotych rocznie, który wykorzysta swój potencjał technologiczny w realizacji polskiej odsłony „zielonej rewolucji”.

„Potrzebujemy nowoczesnej petrochemii, alternatywnych paliw, nisko i zeroemisyjnych źródeł wytwarzania energii. To się zamyka w jednym koncernie, który wtedy ma zdecydowany potencjał do wdrażania nowych technologii. I może realizować kapitałochłonne inwestycje, które wzmacniają jego siłę na rynku. Spółki działając osobno są za słabe, żeby funkcjonować i inwestować w wielu obszarach, dodatkowo dublujemy się w niektórych projektach” – powiedział Daniel Obajtek, tłumacząc zasadność fuzji dla bardziej efektywnego przeprowadzenie procesu transformacji energetycznej w Polsce.

Co ciekawe, mimo iż energetyka atomowa nie przyczynia się do emisji zwalczanego przez ekologów CO2, to w Unii Europejskiej wciąż trwają dyskusje, czy powinno się zaliczać ją do tzw. „zielonej energii”. Dzieje się tak głównie ze względu na decyzje Niemiec, które po awarii w japońskiej elektrowni Fukushima, spowodowanej katastrofalnym trzęsieniem ziemi w 2011 r., ogłosiły odchodzenie od energetyki atomowej na rzecz źródeł odnawialnych. Problem w tym, że energetyka wiatrowa czy solarna nie osiągnęły jeszcze tak zaawansowanego poziomu technologicznego, który pozwalałby polegać na nich w sposób bezwarunkowy. Obydwa te źródła zależne są w dużej mierze od warunków pogodowych i tracą wydajność w momencie np. flauty czy obniżenia aktywności słonecznej. Przekonali się o tym zeszłej zimy choćby mieszkańcy Teksasu, gdzie nagły i rzadki w tym stanie atak mroźnej i śnieżnej aury pozbawił mieszkańców polegających na źródłach odnawialnych energii dostępu do prądu czy ciepła. Wiele rodzin w obawie przed hipotermią musiało spędzać całe noce w swoich samochodach z włączonymi silnikami spalinowymi, bo były to wówczas jedyne dostępne miejsca, które można było skutecznie ogrzać. Także i w tym roku, z powodu znacznie mniejszej wydajności elektrowni wiatrowych w Niemczech, spowodowanych warunkami pogodowymi, spodziewane są trudności z zapewnieniu ciągłość energii elektrycznej przez całą nadchodzącą zimę.

Wiodąca rola polskich czempionów

Mimo tych zastrzeżeń co do wydajności omawianych źródeł energii, jak również aby sprostać wyśrubowanym normom UE w dziedzinie bezemisyjności, Polska musi rozwinąć w sposób znaczący sektory energetyki wiatrowej i solarnej. Wspomniany koncern multieergetyczny Orlen-Lotos-PGNiG będzie rozwijał projekty w tych obszarach, już dzisiaj realizoawane przez poszczególne grupy. Należy wspomnieć także o realizowanym pod kierunkiem PGE projekcie ogromnych farm wiatrowych zlokalizowanych na Bałtyku, kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeża, gdzie praktycznie nie rejestruje się bezwietrznych okresów. Miks energetyczny ma uzupełniać także stale zwiększany komponent pochodzący z fotowoltaiki, który aktualnie wymaga przede wszystkim modernizacji sieci przesyłowych i budowy magazynów energii, co pozwoliłoby wykorzystać potencjał jaki drzemie w możliwościach produkcyjnych prywatnych wytwórców energii, którzy w wielu regionach kraju mają problem z efektywnym wykorzystaniem możliwości produkcyjnych swoich systemów fotowoltaicznych z uwagi na przeciążenie sieci. Wsparcie udzielane za pośrednictwem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i popularność programu dopłat do prywatnych instalacji fotowoltaicznych pokazały, że Polacy są bardzo przychylni nowym, czystym technologiom prądotwórczym, należy jedynie stworzyć teraz infrastrukturę, która będzie pozwalała wykorzystać ten trend.

W listopadzie swoje cele dotyczące neutralności klimatycznej jasno zakomunikował rynkowi także inny polski gigant – KGHM. Spółka planuje ograniczenie emisyjności aż o 30 procent do 2030 roku i osiągnięcie neutralności klimatycznej w 2050 roku. „Wiemy co robić, by te cele osiągnąć” – zapewnił prezes Marcin Chludziński.

Podejście KGHM czy Orlenu to ekologicznych wyzwań obecnej epoki pokazuje z jednej strony determinację w opracowywaniu skutecznych rozwiązań, ale też realizm w ocenie możliwości ich wdrażania. Innymi słowy – polskie podmioty są bardzo aktywne w dążeniu do implementowania istniejących i opracowywania nowych bezemisyjnych rozwiązań, ale też potrzebują nieco czasu, by zrealizować stawiane im wymagania.

Istotną rolę w procesie dekarbonizacji w Polsce ma odegrać także gaz, który jest uznawany za paliwo „przejściowe”, a więc takie, które ma w najbliższych kilkudziesięciu latach umożliwić takim krajom jak Polska przestawienia swoich elektrowni węglowych na zasilanie gazowe, ale docelowo sugerowane jest odejście także i od tego źródła energii. W tym kontekście warto jednak podkreślić, że Polska już pod koniec 2022 roku uzyska dostęp do złóż gazu zlokalizowanych na Morzu Północnym dzięki uruchomieniu rurociągu Baltic Pipe, który na dobre uniezależni nas od źródeł rosyjskich.

Gazem, który cieszy się z kolei przychylnością ekologów jest wodór, a Polska jest jednym z krajów najbardziej zainteresowanych opracowaniem efektywnych sposobów magazynowania i wykorzystania tego pierwiastka, głównie w transporcie, co wynika z przyjętej przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska „Polskiej Strategii Wodorowej do roku 2030 z perspektywą do 2040”.

Konieczna osłona PR

W dzisiejszym świecie nie wolno pomijać zagrożeń wynikających z uwarunkowań tzw. wojen informacyjnych. Podejmując się wyzwania transformacji energetycznej, Polska powinna bardzo intensywnie komunikować światu swoje zaangażowanie w działania dekarbonizacyjne, ale nie tylko. Naszym wielkim walorem jest gospodarka leśna, która prowadzi od lat do sukcesywnego zwiększania drzewostanu w Polsce, ale jej sukcesy giną gdzieś w wojnie propagandowej toczonej z Polską choćby przy okazji nagłaśniania takich konfliktów jak walka o sposób eliminacji kornika w Puszczy Białowieskiej. Tymczasem to właśnie teraz Polska powinna mocno podnosić znaczenie jakie odgrywają nasze lasy w oczyszczaniu powietrza w Europie i pokazywać twarde dane jak zwiększamy swoje zasoby leśne. Powinniśmy szeroko kolportować w Europie wiedzę, że nasza gospodarka, służąca pozyskiwaniu drewna np. na potrzeby prężnie działającego polskiego przemysłu meblarskiego, nie jest modelem gospodarki rabunkowej, a bardzo środowiskowo odpowiedzialnej.

Obrona naszego modelu transformacji energetycznej  wymaga także bardzo dużej aktywności na forum europejskim, by w miarę polskich możliwości przeciwdziałać skutkom narzucanych rozwiązań, których motorem są w głównej mierze nie poparte rzeczową analizą przekonania ideologiczne. Polska powinna aktywnie wspierać tworzenie raportów pokazujących realny wpływ proponowanych rozwiązań na życie wszystkich Europejczyków. Nie kwestionując słuszności idei ochrony klimatu powinniśmy proponować własne, pionierskie rozwiązania i jednocześnie chwalić się konkretnymi działaniami. Nie wolno dopuścić by w perspektywie najbliższych lat uczyniono z Polski „głównego hamulcowego” zielonej rewolucji, co z pewnością mogłoby się przełożyć na dalsze próby podporządkowywania sobie naszego kraju przez instytucje ponadnarodowe, a przede wszystkim na uzależnienie energetyczne naszego kraju od drogiej energii pochodzącej z zagranicy.

* * *

Instytut Staszica to niezależny think-tank, zajmujący się kwestiami społecznymi w kontekście zrównoważonego rozwoju. W gronie współpracowników IS znajdują się publicyści, wykładowcy akademiccy, eksperci. Prezesem Instytutu jest dr hab. Agnieszka Domańska.

Targi branżowe- sposób na zdobycie nowych klientów

Targi odbywają się w największych miastach w całym kraju we wszystkich branżach. Wizyta na targach to inwestycja w rozwój firmy.

Targi to zgromadzenie ekspertów branżowych, entuzjastów i mediów pod jednym dachem w otoczeniu, które promuje biznes, edukację i zabawę. Odbywają się w największych miastach w całym kraju we wszystkich branżach. Korzyści z wzięcia udziału w wydarzeniu biznesowym są tak duże, że szkoda byłoby przegapić wszystkie potencjalne zyski, które można osiągnąć.

Wizyta na targach to inwestycja. Należy rozważyć ryzyko w stosunku do korzyści. Aby pomóc ci zrozumieć możliwość zysku, oto niektóre z najważniejszych pozytywów płynących z uczestnictwa w targach.

Targi branżowe

Przedstawienie swojej marki

Targi branżowe to doskonała okazja do zwiększenia świadomości marki wśród profesjonalistów z branży i kluczowych decydentów, którzy mają znaczenie. Początkującym firmom może być trudno zdobyć pozycję w branży, w której działają. Zwiększanie świadomości marki na targach branżowych jest stosunkowo prostym procesem.

Zapoznaj się z poniższymi wskazówkami, aby zrobić to dobrze:

  • stwórz przykuwające uwagę grafiki na ściance reklamowej, które zaangażują publiczność i przyciągną wzrok;
  • umieść nazwę swojej marki, logo i wiadomość strategicznie w całej przestrzeni, aby uzyskać maksymalny efekt;
  • zamieść informacje o mediach społecznościowych, aby potencjalni nabywcy mogli znaleźć cię w sieci;
  • umieść swoje stoisko w bliskim sąsiedztwie firm blue chip (To wzmocni twoją markę, ponieważ da uczestnikom wrażenie, że jesteś jednym z liderów branży. Ma to również wbudowaną korzyść w postaci stałego przepływu ruchu pieszego.).

Nowe kontakty biznesowe

Na targach branżowych masz okazję do spotkań twarzą w twarz z potencjalnymi partnerami, co daje szansę na dobre pierwsze wrażenie. Jak zwiększyć możliwości nawiązywania kontaktów? Przyjrzyj się harmonogramowi wystawy pod kątem wydarzeń społecznych, takich jak imprezy, przerwy na lunch i inne spotkania. Są to świetne okazje, które umożliwiają nawiązanie kontaktów z liderami branży w swobodnej atmosferze. Miej profesjonalne podejście do targów, aby inne firmy traktowały cię poważnie.

Zwiększona sprzedaż

Twój zespół ds. sprzedaży pokocha środowisko targów, ponieważ znaczna część pracy jest wykonywana za nich – duży tłum wysoce ukierunkowanych nabywców jest zgromadzony pod jednym dachem. Uczestnicy, którzy podjęli wysiłek, aby wziąć udział w targach, robią to, ponieważ aktywnie poszukują produktów odpowiadających ich potrzebom. Zespół sprzedaży musi po prostu skutecznie podkreślić pozytywne aspekty produktów, aby zrealizować cel sprzedażowy.

Poznanie konkurencji

Na targach prezentowane są strategie i oferty wszystkich najlepszych marek w branży. Przejdź się po hali targowej i zobacz, jak działają inne firmy, aby przyciągnąć klientów. Zwróć również uwagę na to, co robią słabo radzące sobie stoiska. Być może istnieje wspólny mianownik, który odpycha klientów. Zrozumienie tego może pomóc ci uniknąć tych samych błędów.

Na tyle, na ile toleruje to twoja branża i konkurencja, przeprowadź dogłębne badania na ich stoiskach. Dowiedz się jak najwięcej o tym, co uznali za swoje najważniejsze oferty.

Notuj wszystko, czego się nauczysz w zorganizowany sposób. Chcesz uczyć się od najlepszych? Skup się na stoiskach, które przyciągają największą uwagę.

Targi branżowe 3

Nowa wiedza

Targi są zazwyczaj wypełnione niezliczoną ilością sesji edukacyjnych, które pomagają w odkrywaniu i poznawaniu branży, w której działasz. Bycie na bieżąco z najnowszymi osiągnięciami i nowymi technologiami umożliwia wytyczenie kursu dla twojej firmy, aby była konkurencyjna.

Sprawdź harmonogram, aby dowiedzieć się, jakie sesje odbywają się w trakcie trwania imprezy. Nadaj priorytet zajęciom, które są najbardziej związane z twoją działalnością i ustal, jak możesz je zmieścić w swoim planie dnia.

Rób notatki podczas wydarzeń edukacyjnych, aby zapamiętać informacje, które można zastosować po powrocie do biura. Nawiąż kontakty z liderami branży na konkurencyjnych stoiskach. Rozwijaj relacje z nimi, a być może podzielą się z tobą spostrzeżeniami, które pomogą udoskonalić produkty. To kolejny powód, dla którego wystawianie swojej oferty na targach jest dobrym pomysłem.

Targi branżowe powinny być przyjemnym procesem zwiększającym świadomość marki, prezentującym możliwości nawiązywania kontaktów i dającym szansę dowiedzenia się więcej o branży, w której prowadzisz działalność. Wybierz targi, które pasują do twojej oferty produktowej i zacznij planować sukces!

Co trzecia firma handlowa liczy na wzrost zamówień w grudniu

Przedstawiciele branży handlowej liczą, że świąteczny szał zakupowy wygra z IV falą pandemii koronawirusa. Pod koniec roku tylko w handlu i produkcji obserwujemy poprawę nastrojów przedsiębiorców. Subindeks Barometru EFL dla sektora handlowego na IV kwartał br. wyniósł 50,1 pkt., o 2,1 pkt. więcej niż kwartał wcześniej. Na taki wynik największy wpływ miały prognozy dotyczące sprzedaży oraz płynności finansowej, najbardziej optymistyczne wśród sześciu badanych sektorów. 34% firm handlowych spodziewa się większych zamówień, a 31% lepszej kondycji finansowej.

Barometr EFL dla branży handlowej na IV kwartał 2021:

  • Subindeks: 50,1 pkt. (+2,1 pkt. kw./kw.)
  • Inwestycje: 81,7 proc. przedsiębiorców prognozuje podobny poziom inwestycji co miesiąc wcześniej
  • Sprzedaż: 34,2 proc. przedsiębiorców prognozuje wzrost sprzedaży – najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Płynność finansowa: 30,8 proc. przedsiębiorców prognozuje poprawę płynności finansowej – najwięcej wśród 6 badanych sektorów
  • Finansowanie zewnętrzne: 15,8 proc. przedsiębiorców prognozuje większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne;
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 30,8 proc. przedsiębiorców uważa, że w najbliższych 6 miesiącach sytuacja w branży poprawi się

– W ostatnim tegorocznym pomiarze handel wyróżnia się na tle badanych sektorów, gdyż uzyskał wartość wskaźnika wyższą niż kwartał wcześniej. Firmy duże nadzieje wiążą z przypadającą na listopad i grudzień gorączką świątecznych zakupów. Wszyscy zgodzimy się co do tego, że pandemia mocno dotknęła sektor handlowy, szczególnie tę gałąź tradycyjną, a powrót do poziomu sprzed pandemii zajmie trochę czasu. Jednak jest też druga strona medalu – przyspieszenie cyfryzacji sektora. I to zarówno po stronie sprzedawców jak i kupujących. Duża część sklepów wdrożyła wiele nowych rozwiązań, nie tylko po to, aby konkurować z innymi, ale bardzo często, aby przetrwać ten trudny czas. Z drugiej strony, na zdalne zakupy przerzuciło się wielu Polaków. Jak wynika z najnowszego badania CBRE, aż 66% Polaków tegoroczne zakupy świąteczne zrobi przez Internet, a 44% odwiedzi w tym celu centrum handlowe – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Świąteczny szał zakupów

Wartość subindeksu Barometr EFL dla sektora handlowego na IV kwartał br. jako jedna z dwóch (obok produkcji) wzrosła w porównaniu do poprzedniego kwartału. Wyniosła 50,1 pkt., czyli minimalnie przekroczyła próg ograniczonego rozwoju, co oznacza wzrost o 2,1 pkt. kw./kw.

Na taki wynik największy wpływ miały prognozy w obszarze sprzedaży i płynności finansowej. Ponad 34 proc. przedstawicieli firm handlowych w związku z przypadającym na ostatnie tygodnie roku okresem świątecznym spodziewa się wzrostu zamówień w IV kwartale tego roku – to największy odsetek wśród 6 sektorów. Na spadek sprzedaży wskazuje dwukrotnie mniejsza grupa – 18 proc. zapytanych. Za sprzedażą idą prognozy dotyczące płynności finansowej. Tutaj podobnie jest najbardziej liczna grupa optymistów spośród 6 sektorów. Na poprawę płynności wskazuje 31 proc. „handlowców”.

Tylko 3 proc. zapytanych planuje więcej inwestować, natomiast zdecydowana większość – 82 proc. – wskazuje na brak zmian w tym obszarze. 16 proc. spodziewa się natomiast wzrostu zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne.

Początek nowego roku pod znakiem zapytania

Analizując kwestię wpływu pandemii COVID-19 na sektor handlowy, należy znowu zauważyć umiarkowany optymizm panujący wśród jego przedstawicieli. Na pytanie „ jak zmieni kondycja branży w ciągu kolejnych 6 miesięcy” największy odsetek stanowią ci, którzy nie przewidują zmiany (36 proc.). Aż 32 proc. zapytanych spodziewa się pogorszenia sytuacji w kolejnych miesiącach, podczas gdy polepszenia 31 proc. Choć optymistów jest najmniej wśród przedstawicieli firm handlowych, to patrząc na wszystkie badane branże, ich odsetek jest najwyższy. Na przykład w budownictwie poprawy sytuacji spodziewa się tylko 18 proc. badanych, w produkcji 24%, a w transporcie 13 proc.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na IV kwartał 2021 roku wyniosła 50,3 pkt. Osiągnięty poziom jest o 3,2 pkt. niższy niż w III kwartale tego roku.

Inteligentne sieci dwukierunkowe – sieci przyszłości – są jedynym sposobem na umożliwienie transformacji energetycznej

  • Aby transformacja energetyczna mogła przebiegać sprawnie, konieczne są inwestycje w dwukierunkowy przesył energii w sieci przyszłości.
  • Operatorzy systemów dystrybucyjnych (OSD) odgrywają kluczową rolę w procesie wytaczania kierunku na rzecz działań zmierzających do zerowej emisji netto.
  • Transformacja energetyczna wymaga zarządzania danymi sieciowymi w oparciu o bezpieczne technologie cyfrowe oraz zaawansowane rozwiązania z zakresu łagodzenia skutków poważnych zdarzeń, elastyczności sieci i aktywnego zarządzania nią oraz zaawansowanej wydajności operacyjnej.

Zdaniem Schneider Electric, to przede wszystkim energia elektryczna daje największe szanse na sprawną dekarbonizację. Wszystko to za sprawą połączenia odnawialnych źródeł energii i cyfrowych rozwiązań opartych na oprogramowaniu. Inteligentne sieci dwukierunkowe – sieci przyszłości – są jedynym sposobem na umożliwienie transformacji energetycznej, pomagając światu zmniejszyć emisję CO2 o połowę do 2030 r. poprzez usunięcie 10Gt dwutlenku węgla rocznie i utrzymanie zmian klimatu w granicy ocieplenia 1,5 st. C. Sieci przyszłości oferują to dzięki możliwości łączenia wielu zasobów generacji rozproszonej, zdecentralizowanej energii odnawialnej w sposób bezpieczny, niezawodny, odporny i wydajny, przy jednoczesnym ograniczeniu strat w przesyle i dystrybucji energii.

W odpowiedzi na wzrost częstotliwości gwałtownych zjawisk pogodowych związanych ze zmianami klimatycznymi, Schneider Electric proponuje innowacyjne rozwiązania programowe mające na celu zwiększenie elastyczności sieci energetycznej dzięki rozproszonej i czystej energii odnawialnej (Elektryczność 4.0), maksymalizację niezawodności i odporności oraz poprawę efektywności operacyjnej zarządzania siecią. Zdecentralizowane wytwarzanie energii jest przyszłością, a wspólna ocena Schneider Electric i Bloomberg New Energy Finance (BNEF) wskazuje, że energia słoneczna jest główną niewykorzystaną szansą – z potencjałem dotarcia do kolejnych 167 mln gospodarstw domowych i 23 mln przedsiębiorstw na całym świecie, które mogą posiadać własne źródła czystej energii do 2050 roku. Wdrożenia te mają szansę przynieść znaczne korzyści w zakresie dekarbonizacji.

Torowanie drogi do dekady elektryczności

Wszystkie działania na rzecz sprawnej dekarbonizacji opierają się na przedsiębiorstwach energetycznych (OSD), które zarządzają podstawową infrastrukturą na potrzeby transformacji energetycznej. Tylko przegląd i analiza sieci oparta na danych umożliwia rewolucję prosumencką. To zdolność konsumentów i przedsiębiorstw do wytwarzania własnej energii odnawialnej za pomocą energii słonecznej i innych źródeł generacji rozproszonej oraz możliwość odsprzedaży jej nadwyżek z powrotem do sieci może pomóc w dekarbonizacji największych emiterów CO2, w tym budynków, domów i transportu samochodowego. Dzięki oprogramowaniu i usługom EcoStruxure Grid, Schneider Electric chce wyposażyć przedsiębiorstwa dystrybucyjne w rozwiązania do gromadzenia informacji, zarządzania danymi i zaawansowanej analityki, które pozwolą cyfrowo przyspieszyć żmudną pracę związaną z dekarbonizacją.

– Najbliższe dziesięć lat będzie określane jako „dekada elektryczności”, niosąc obietnicę niskoemisyjnej przyszłości zasilanej przez niezawodną i odporną na zawirowania inteligentną i czystą odnawialną energię elektryczną, którą nazywamy Elektrycznością 4.0. Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy zainwestujemy w dwukierunkową inteligentną infrastrukturę sieciową, która będzie w stanie zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na czystą energię elektryczną oraz rosnącą podaż zdecentralizowanej generacji odnawialnej, dostarczającej energię do sieci – powiedział Frederic Godemel, wiceprezes wykonawczy ds. systemów i usług energetycznych w Schneider Electric – Obecnie OSD, czyli operatorzy systemów dystrybucji energii elektrycznej, są prawdziwym centrum udanej transformacji energetycznej. Musimy zapewnić im środki i motywację do inwestowania w cyfrowe rozwiązania sieciowe.

Analiza sieci oparta na danych ma szansę odblokować rewolucję prosumencką niezbędną do dekarbonizacji gospodarki i społeczeństwa, a także zapewnić elastyczność po stronie popytu w OSD. Nie tylko samej sieci, ale wszystkiego, co ona zasila, w tym budynków, przemysłu i elektromobilności.

Sieci przyszłości możliwe dzięki cyfryzacji i oprogramowaniu

Schneider Electric ogłasza nowe rozwiązania, które pomogą operatorom sieci energetycznych minimalizować ryzyko wystąpienia przestojów, zarządzać elastycznością podaży i popytu oraz poprawiać efektywność operacyjną i energetyczną:

Łagodzenie skutków poważnych zdarzeń: najnowsza wersja systemu EcoStruxure™ ADMS zapewni przedsiębiorstwom nowe możliwości radzenia sobie ze skutkami zmian klimatycznych, które mogą mieć daleko idące konsekwencje – jak obniżony poziom niezawodności, wyższe koszty i częstsze przerwy w dostawie energii. System EcoStruxure™ ADMS oferuje więcej narzędzi umożliwiających skrócenie czasu reakcji na awarie oraz zdolność przewidywania zdarzeń i proaktywnego zapewniania stałej jakości zasilania dzięki większej automatyzacji sieci. Dzięki temu system przedsiębiorstwa energetycznego może być lepiej przygotowany do łagodzenia skutków poważnych zdarzeń, umożliwiając zapewnienie bezpieczeństwa klientom i społecznościom, przy zachowaniu wysokiej jakości i niezawodności dostaw.

Elastyczność i aktywne zarządzanie siecią: EcoStruxure DERMS zapewnia aktywne zarządzanie siecią z możliwością identyfikacji i koordynacji górnych i dolnych limitów operacyjnych dla rozproszonych zasobów energetycznych (ang. DER – Distributed Energy Resources) w celu zapewnienia większej elastyczności sieci. Najnowsza wersja systemu EcoStruxure™ DERMS analizuje, czy pożądany harmonogram mocy wyjściowej DER lub limity eksportu-importu są zgodne z możliwościami sieci w najbliższym czasie. DERMS sprawdza planowaną pracę urządzeń DER w odniesieniu do limitów termicznych sekcji sieci i transformatorów, dopuszczalnego przepływu wstecznego oraz ograniczeń pod/nadnapięciowych. Jeśli wykryte zostanie naruszenie, aplikacja tworzy nowy harmonogram mocy DER lub limity eksportu/importu, aby złagodzić ewentualne problemy z siecią, aby utrzymać jej zdolność do zapewnienia dobrej jakości i obsługi wszystkich klientów.

Zaawansowana wydajność operacyjna

System automatyki elektroenergetycznej EcoStruxure ułatwia eksploatację, konserwację i zapewnia większą efektywność działania programów operacyjnych i serwisowych, ponieważ jest kolektorem danych opartych o stan techniczny urządzeń pracujących w infrastrukturze sieciowej.

Nowe rozwiązania są częścią zintegrowanego portfolio oprogramowania i usług Schneider Electric, które pomagają operatorom sieci energetycznych zarządzać cyklem życia sieci, zapewniając digitalizację, optymalizację i automatyzację w celu zapewnienia elastyczności, wydajności, odporności i ograniczenia ryzyka na zakłócenia. Co więcej, Schneider Electric niedawno rozszerzył swoją ofertę rozdzielnic o RM AirSeT™, rozwiązanie dekarbonizujące sieć energetyczną i przyczyniające się do globalnej walki ze zmianami klimatu, poprzez zastąpienie gazu cieplarnianego SF6 rozwiązaniem Grids of the Future wykorzystującym czyste powietrze i rozłącznik próżniowy.

Wyjątkowa pozycja do dostarczania wartości

Na początku tego roku Schneider Electric uzupełnił portfolio oprogramowania dla systemów elektroenergetycznych o inwestycje w ETAP i OSIsoft. Te niezależne od dostawców rozwiązania w zakresie modelowania, projektowania, symulacji predykcyjnej w czasie rzeczywistym i eksploatacji umożliwiają unikalne projektowanie w chmurze i bezpieczną eksploatację systemów energetycznych o znaczeniu krytycznym. Nowe oprogramowanie zapewnia cyfryzację całego cyklu życia oraz zwiększoną wydajność, zrównoważony rozwój i niezawodność dla szerszej grupy odbiorców i klientów.

Rozwiązania te mają na celu wspieranie lepszej integracji odnawialnych źródeł energii, mikrosieci, ogniw paliwowych i technologii magazynowania energii w akumulatorach poprzez cyfrowe usprawnienie złożonych systemów o znaczeniu krytycznym.

Czy automaty do paczek zmienią rynek dystrybucji?

80 proc. – tyle respondentów w badaniu zrealizowanym przez SW Research na zlecenie SelfMaker zadeklarowało, że korzysta z lockersów, jako formy dostawy zamówień internetowych. Czy to oznacza, że kończą się czasy przesyłek kurierskich? Zdecydowanie nie, ale segment ten jest w procesie przemian – tylko 18 proc. badanych wskazało, że preferuje dostawę za pośrednictwem kuriera.najczęściej kupowane produkty online

Za preferencjami konsumentów kryje się kilka powodów. Przede wszystkim na odbiór przesyłki z lockersa nie trzeba czekać w określonym miejscu i czasie (69 proc.), a zakupy można łatwo odebrać przy okazji załatwiania innych spraw (59,7 proc.). To prowadzi do wniosku, że lockersy to również oszczędność czasu (51 proc.). Za tą formą dostawy przemawia również jej koszt, który 57 proc. respondentów postrzega jako atrakcyjny.automaty do paczek

Co zatem mogą zrobić firmy kurierskie, aby nadążyć za zmianami? Wprowadzić rozwiązania, które będą odpowiedzią na potrzeby konsumentów.

Wraz z rozwojem Internetu, w sposób systematyczny i stały rozwijał się e-commerce – trwało to latami, aż przyszła pandemia i sprzedaż internetowa przeżyła niewyobrażalny boom. Obecnie mamy do czynienia z naturalnym przekierowaniem handlu ze sklepów stacjonarnych na platformy internetowe. Jak wynika z raportu opracowanego przez Urząd Komunikacji Elektronicznej, wartość polskiego rynku pocztowego w 2020 osiągnęła 11,7 mld zł – oznacza to dynamikę wzrostu rok do roku na poziomie 14 proc. Skok dotyczy głównie przesyłek kurierskich i paczek pocztowych. Wzrosty odnotowane przez firmy kurierskie należy jednak zestawić z kosztem ostatniej mili, który jest najdroższy i wynosi ok. 70 – 80 proc. całości procesu. Dochodzą jeszcze kwestie logistyki, zaplanowania trasy, wielokrotne próby dostarczenia przesyłki pod wskazany adres.

Mając na uwadze preferencje konsumentów oraz względy ekonomiczne, zbiorcze dostarczenie przesyłek do jednego miejsca (lockersa) jest w stanie rozwiązać kwestię całej logistyki i obniżyć koszt ostatniej mili nawet o 50%.

– Na bieżąco śledzimy trendy i pracujemy nad rozwiązaniami, które jednocześnie odpowiadają na potrzeby biznesu i konsumentów. W tej chwili rozwijamy program Last Mile Point, który zakłada skupienie obszaru wszystkich lockersów w jednym miejscu i wyjście z nimi bliżej konsumenta. Ponieważ w naszym portfolio znajdują się urządzenia samoobsługowe dostosowane do różnych gałęzi handlu, jesteśmy w stanie dostarczyć maszynę łączącą klasyczny automat do paczek mieszczący mniejsze zamówienia, a także lockers gabarytowy oraz z modułami chłodniczymi, który jest przystosowany do zamówień produktów spożywczych w tym świeżych, wymagających zachowania odpowiedniej temperatury. Marek Wieteska, CEO SelfMaker.

Za rozwojem systemu lockersów oraz przejściem firm kurierskich na tę formę dystrybucji przesyłek przemawia jeszcze jeden argument – niższa emisja CO2. Dostrzegają to również konsumenci – dla ponad 27 proc. badanych zbiorcze dostarczanie przesyłek do jednego miejsca jest bardziej ekologiczne, a co za tym idzie, jest powodem, dla którego wybierają tę formę dostawy.

– Automatyzacja ostatniej mili jest wyzwaniem, którą postrzegamy jako wartość  dodaną do sprzedaży. Widać te zmiany nie tylko na rynkach lokalnych, ale ogólnoświatowych. Wróciliśmy niedawno z Expo2020 w Dubaju, gdzie prezentowaliśmy swoje produkty na arenie międzynarodowej i wnioski mieliśmy jednoznaczne: produkty spożywcze, które będziemy mogli odebrać z automatu paczkowego o dowolnej porze dnia czy nocy, będą wypierały standardowe formy zakupów. Nie oznacza to, że klienci przestaną chodzić do sklepów, ale samoobsługa na rynku spożywczym przechodzi ewolucję na którą mamy gotowy produkt – dodaje Marek Wieteska.

Do zarządu Apsys Polska dołączył Cyril Plumecoq, który jednocześnie zajmuje stanowisko Dyrektora Działu Operacyjnego.

Nowy członek zarządu Apsys Polska posiada wieloletnie doświadczenie w realizacji projektów obszaru nieruchomości komercyjnych. Z grupą Apsys związany jest od 2011 roku. W Polsce zaangażowany był w realizację Posnanii, a we Francji w budowę Muse w Metz oraz Steel w Saint Etienne. Najnowszym przedsięwzięciem, które nadzoruje, jest inwestycja mieszkaniowa Solea – Mieszkania przy Wyścigach, powstająca w dzielnicy Mokotów w Warszawie.

Cyril Plumecoq to doświadczony menadżer, absolwent Francuskiej Szkoły Inżynierii Budowlanej (ESTP). W latach 1999-2005 rozwijał swoje kompetencje w BEG ING Polska, następnie włączył się w działalność Simon Ivanhoe Group we Francji. W dotychczasowej ponad 22-letniej karierze zawodowej współpracował przy budowie 11 centrów handlowych, z czego 8 w Polsce.

Apsys Polska konsekwentnie poszerza zakres i skalę działalności na polskim rynku. Jednym z ważniejszych elementów strategii rozwoju firmy na najbliższe lata jest realizacja różnego typu inwestycji deweloperskich. Jestem bardzo zadowolony, że Cyril Plumecoq dołącza do zarządu Apsys Polska. Jego nominacja ma na celu strategiczne wzmocnienie wagi zespołów developmentowych w naszej firmie. Jest to również wyraz uznania dla zaangażowania i osiągnięć Cyrila w ciągu ostatnich 10 lat w polskich i francuskich zespołach organizacji mówi Charles Benoit, CEO Apsys Polska.

Cyril Plumecoq pełni funkcję Dyrektora Działu Operacyjnego, który ściśle współpracuje z Działem Development, odpowiedzialnym za pozyskiwanie terenów pod inwestycje i prowadzenie procesów formalno – administracyjnych aż do wydania decyzji budowlanych.  W kolejnych fazach inwestycji kierowanie procesem budowy przechodzi do Działu Operacyjnego.

Cieszę się, że moje dotychczasowe doświadczenie zostało docenione i dołączam do zarządu Apsys Polska. Przez wiele lat w Apsys pracowałem przy innowacyjnych inwestycjach zarówno w Polsce, jak i we Francji. Możliwość współtworzenia polityki organizacji oraz wpływ na kierunek jej rozwoju to dla mnie jednocześnie ogromne wyróżnienie, ale również poważne zobowiązanie dodaje Cyril Plumecoq, Dyrektor Operacyjny i członek zarządu Apsys Polska.

W zarządzie Apsys Polska zasiada obecnie 6 członków: Benoit Charles – Prezes Apsys Polska, Justyna Kur –  Wiceprezes i Dyrektor ds. Zarządzania Nieruchomościami, Marek Błędowski – Wiceprezes i Dyrektor Handlowy, Piotr Madzurek – Wiceprezes i Dyrektor Finansowy, Maciej Wróblewski – Wiceprezes i Dyrektor ds. Rozwoju oraz Cyril Plumecoq – Członek Zarządu  i Dyrektor Działu Operacyjnego.

4 kluczowe kwestie, które ułatwiają podejmowanie właściwych decyzji technologicznych

Firmy, które wchodzą na drogę transformacji cyfrowej stoją przed szeregiem wyzwań, takich jak: zdobycie poparcia dla zmian w organizacji, dobór odpowiednich narzędzi lub technologii czy dostosowanie tępa innowacji, w sposób umożliwiający podejmowanie inteligentnego ryzyka. Sekretem  podejmowania właściwych decyzji technologicznych jest m.in. określenie celu zmiany, dobór doradców i partnerów technologicznych skupionych na rzeczywistych potrzebach firmy oraz ocena obecnego w firmie oprogramowania, narzędzia lub procesu pod kątem integracji z nową technologią.

Według Gartner (renomowanej firmy analitycznej specjalizującej się w doradztwie i badaniach dla branży IT) organizacje, które w bieżącym roku zwiększyły nakłady na innowacje cyfrowe, mają niemal trzy razy większe szanse na zajęcie czołowych miejsc w swojej branży, niż te, które dotychczas osiągały najlepsze wyniki.

Jednocześnie według raportu Accenture „Technology Vision 2021: Leaders Wanted: Masters of Change at a Moment of Truth”, 92 proc. ankietowanych liderów technologicznych stwierdziło, że w bieżącym roku ich firmy koncentrują się na szybkim wprowadzaniu i wykorzystaniu innowacji w praktyce.

Oznacza to, że nowe technologie i produkty cyfrowe stwarzają ogromne możliwości biznesowe dla tych, którzy są gotowi w nie inwestować. Aby umożliwić transformację cyfrową biznesu, konieczne jest przyspieszenie – rozwój technologii lub zakup nowych produktów. Osoby odpowiedzialne za te decyzje muszą mieć świadomość, że jeśli będą one nieprzemyślane, mogą negatywnie wpłynąć na finanse firmy, stworzyć tzw. dług technologiczny lub w najlepszym wypadku zmarnować wysiłki wielu osób. W jaki sposób rozstrzygać te ważne kwestie?

Po co czegoś potrzebuję?

Kiedy nadchodzi czas na wprowadzenie zmian, aktualizację rozwiązań lub zakup nowego narzędzia, osoba odpowiedzialna za rozwój technologii powinna przede wszystkim zastanowić się nad tym, jaki problem próbuje rozwiązać. Nie sztuką jest wydać mnóstwo pieniędzy na technologię, taka inwestycja musi po prostu mieć sens. Każdy projekt powinien mieć jasno określony cel (czasem kilka), aby spełnił swoje zadanie. Bezcelowe jest inwestowanie w innowacje niebędące odpowiedzią na problemy, z którymi mierzy się organizacja.

Kto pomoże mi podjąć decyzję?

Żadna poważna decyzja dotycząca technologii nie powinna być podejmowana przez jedną osobę. Rozsądne jest zebranie niewielkiego zespołu doradców, składającego się z osób z najbliższego otoczenia biznesowego (interesariuszy projektu), którzy ocenią obecnie przyjęte rozwiązania oraz pomogą wybrać kierunek działania w oparciu o swoją wiedzę. Taki krok ułatwi również prowadzenie komunikacji w firmie, zdobycie poparcia dla podjętych decyzji oraz pomoże w budowie otwartości pracowników na zaplanowane zmiany.

Którego partnera technologicznego powinienem wybrać?

Według raportu Gartner „Top Priorities for IT: Leadership Vision for 2021” 72 proc. osób odpowiedzialnych w organizacji za stan, rozwój i wdrożenia technologii informacyjnych (CIO) w bieżącym roku planuje utrzymać lub zwiększyć udział podmiotów zewnętrznych w procesach IT. Statystyka ta świadczy m.in. o tym, że większość organizacji korzysta z umiejętności partnera technologicznego. Pojawia się jednak dylemat: kogo wybrać?

– Należy pamiętać, że rolą firmy IT w procesie wyboru technologii nie jest sprzedaż produktu, czy usługi ale też wsparcie klienta w podjęciu decyzji, z jakich rozwiązań i narzędzi powinien skorzystać. Najważniejsze jest skupienie na rzeczywistych potrzebach klientów i jeżeli wymaga tego sytuacja, zracjonalizowanie podejścia lub przedstawienie alternatywy. Jest to szczególnie ważne teraz, w czasach pandemii, kiedy klienci potrzebują dojrzałych efektów pracy – wyjaśnia Tomasz Woźniak, CEO, Future Mind. – Nie zawsze najnowsze czy najdroższe rozwiązania będą dla konkretnej firmy korzystne. Zanim zewnętrzna firma IT rozpocznie proces tworzenia rekomendacji musi zrozumieć obecną architekturę klienta, jest bowiem bardzo prawdopodobne, że klient posiada systemy, które cechuje dług technologiczny. Oszacowanie możliwości i kosztów integracji jest równie istotne, co sam dobór rozwiązań. Samo projektowanie nowej architektury w czasach transformacji musi uwzględnić szybkie “dokładanie” i wymianę komponentów – dodaje ekspert.

Jak dana technologia pasuje do obecnych systemów i procesów?

Bardzo ważnym – jeśli nie najważniejszym – krokiem ułatwiającym podjęcie właściwej decyzji dotyczącej technologii jest dokładna analiza tego, w jaki sposób nowa technologia lub produkt cyfrowy zintegruje się z obecnym w firmie oprogramowaniem, narzędziami lub procesami. Jeżeli odpowiedź na to pytanie jest synonimem słowa „bezproblemowo”, oznacza to, że należy zdecydować się na kolejny krok i rozpocząć pracę. Niestety istnieje wiele przykładów bezrefleksyjnego podążania za aktualnymi trendami, czego efektem jest nieudane wdrożenie.

Ostatnio jeden z naszych Klientów podzielił się z nami doświadczeniami z poprzedniego wdrożenia. Chciał rozpocząć współpracę z innowacyjnym startupem i zainwestował w bardzo drogie narzędzie. Po przenalizowaniu przez nas sytuacji okazało się, że ma on dług technologiczny, który nie pozwala zintegrować go z obecnym w firmie systemem. Przykład ten pokazuje, że podejmując decyzje technologiczne, należy zawsze zrobić kilka kroków w tył i ocenić wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na nasz projekt  – mówi Tomasz Woźniak, CEO Future Mind. Wiele firm podejmuje strategiczne decyzję o wymianie kluczowych systemów klasy ERP / CRM raz na kilka lat. W obecnej sytuacji otwarta architektura daje dużo więcej elastyczności niż tzw. „kombajny oprogramowania”. Innowacje w poszczególnych obszarach digitalowych rozwijają się w olbrzymim tempie. Chcąc być otwartym na ich testowanie należy posiadać zwinną i otwartą architekturę, pozwalająca komponować rozwiązania zarówno od liderów rynkowych, ale i tzw. underdogów ze świata startupów. Dobrym przykładem może być tu segment marketing automation czy AI, gdzie startupy konkurują z gigantami technologicznymi jak równy z równym wyjaśnia ekspert.

Podjęcie właściwej decyzji technologicznej jest największym wyzwaniem, przed którym stają projektanci, menedżerowie i innowatorzy, zwłaszcza teraz, w okresie pandemii, kiedy klienci dokładnie przyglądają się budżetowi oraz efektywności inwestycji.

Źródła:

  1. Raport, „Top Priorities for IT: Leadership Vision for 2021”, Gartner.
  2. Raport „Technology Vision 2021: Leaders Wanted: Masters of Change at a Moment of Truth”, Accenture.

Ericsson: samochód w erze 5G będzie platformą sprzętową

W połowie lat 30. XXI wieku blisko co drugi samochód na europejskich drogach może być pojazdem autonomicznym. Najnowszy raport firmy Ericsson „Connected Cars” analizuje konsekwencje czekających nas zmian, w tym rozwój infrastruktury drogowej opartej na Internecie Rzeczy, niezawodną łączność oraz stałą komunikację między pojazdami i w ramach ekosystemu drogowego.

Oczekuje się, że samochody połączone (Connected Cars) będą znacznie bezpieczniejsze od dzisiejszych pojazdów. Według prognoz opublikowanych na platformie Statista, auta z dostępem do Internetu pomogą ograniczyć liczbę śmiertelnych wypadków w ciągu roku o zdumiewające 94%. Z kolei według badania Deloitte z 2020 roku, gdyby wprowadzić odpowiednie regulacje prawne, do 2035 roku, 43% pojazdów w Europie mogłoby być częściowo lub w pełni autonomicznych. Najnowszy raport „Connected Cars“, przygotowany przez ekspertów Ericsson IndustryLab, wyjaśnia jakie zmiany są niezbędne z perspektywy technologii i biznesu, aby ta wizja stała się rzeczywistością. Kluczem jest niezawodna łączność i wykorzystanie danych, które tworzą zupełnie nowe modele biznesowe.

Chociaż do upowszechnienia prawdziwie zrobotyzowanych pojazdów jest jeszcze długa droga, rynek samochodów połączonych sukcesywnie rośnie. Prognozy Statista przewidują, że do 2025 r. wielkość tego rynku wyniesie 166 mld dolarów, a inne źródła wskazują na ponad 200 mld dolarów. Jednak samochody połączone są jedynie ewolucyjnym krokiem w kierunku wysoce zautomatyzowanych i w pełni autonomicznych pojazdów, które podważą tradycyjną koncepcję auta osobowego. W nowej rzeczywistości marki pojazdów staną się mniej ważne od oprogramowania czy usług cyfrowych, a samochód w przyszłości zostanie sprowadzony do roli platformy sprzętowej dla zintegrowanych rozwiązań ruchu drogowego.

Według analityków Kearney, dzisiaj 90% wartości przeciętnego samochodu stanowi sprzęt, a 10% oprogramowanie. Za około 15 lat udział sprzętu w cenie pojazdu spadnie do 40%, a w konsekwencji na wartości zyskają oprogramowanie (40%) oraz treści (20%). W 2030 roku, według ankiety przeprowadzonej na zlecenie IBM wśród przedstawicieli kadry kierowniczej z branży motoryzacyjnej, przychody producentów samochodów z usług mobilnych podwoją się do poziomu 10 procent, podczas gdy udział sprzedaży samochodów w całkowitych przychodach spadnie do około trzech czwartych. Więcej danych udostępnianych innym uczestnikom ruchu drogowego lub korzystanie przez podróżujących z aplikacji informacyjno-rozrywkowych wykładniczo zwiększą transfer danych pojazdów połączonych.

Szacuje się, że w przypadku samochodów autonomicznych transfer danych wynosi od 383 GB do 5,17 TB na godzinę. Użytkownicy takich pojazdów będą oczekiwać wydajnej i bezproblemowej łączności, niezależnie od tego, czy będą podróżować w ruchu miejskim, poruszać się po mało zaludnionych obszarach czy przekraczać granice obcych państw. Jak ważna stanie się łączność, jest widoczne już dzisiaj. Ponad 25% nabywców samochodów ankietowanych przez Thales Group w 2020 r. wskazało, że przedkłada łączność nad inne cechy pojazdu, takie jak moc silnika czy paliwooszczędność. Łączność nie tylko umożliwi wprowadzenie zaawansowanych rozwiązań informacyjno-rozrywkowych z możliwością uczenia się i personalizacji preferencji pasażerów, czyniąc z pojazdów najbardziej wyrafinowane, inteligentne urządzenia.

Co ważniejsze, łączność w wyraźny sposób będzie wpływać na bezpieczeństwo podróży. W celu zaoszczędzenia mocy obliczeniowej każdego z pojazdów i współdzielenia bodźców sensorycznych między uczestnikami ruchu, pojazdy w dużej mierze autonomiczne będą działać w zwartym ekosystemie, jakiego nie znamy dzisiaj. Zarówno czujniki zamontowane w pojeździe oraz infrastrukturze drogowej będą stale rejestrować i wymieniać pozycję oraz inne zmienne. Dla przykładu, samochód nie będzie musiał ustalać koloru sygnalizacji świetlnej lub lokalizacji innych pojazdów za pomocą własnych czujników, ponieważ wszystkie istotne informacje przekaże z wyprzedzeniem samo skrzyżowanie. Dzięki temu transport autonomiczny będzie płynniejszy i bezpieczniejszy.

Jednak do zrealizowania wizji autonomicznej przyszłości droga jest jeszcze długa. Samochody wyposażone w asystenta parkowania, adaptacyjny tempomat czy asystenta pasa ruchu lub pojazdy pierwszego poziomu jazdy autonomicznej są dostępne od lat. Obecne samochody z automatyzacją na poziomie 2 są zdolne do sterowania tempomatem i automatycznego kierowania pojazdem z uwzględnieniem ruchu, podczas gdy w automatyzacji poziomu 3 układ napędowy samochodu wykonuje wszystkie zadania związane z jazdą dynamiczną, oczekując, że kierowca zareaguje na prośbę o interwencję. Poziomy 4 i 5 będą wymagały czegoś więcej, niż tylko ulepszenia technologii. Po pierwsze, będą musiały podlegać ścisłym regulacjom, a proces poszukiwania odpowiednich ram prawnych będzie powolny i złożony. Wystarczy poddać dyskusji kwestię odpowiedzialności ubezpieczeniowej w razie wypadku.

„Korzyści z połączonego i zautomatyzowanego transportu można odblokować tylko dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu sieci i infrastruktury. Podstawowym warunkiem wprowadzenia na szeroką skalę pojazdów autonomicznych jest wydajna łączność mobilna 5G. Technologia piątej generacji oferuje dwustukrotnie mniejsze opóźnienie lub czas oczekiwania między wysyłaniem i odbieraniem danych w porównaniu z siecią 4G, co daje czas reakcji na poziomie około jednej milisekundy. Co więcej, sieć 5G daje możliwość pracy 100 urządzeń połączonych z internetem na metr kwadratowy, co pozwoli na współpracę dużej liczby sprzętów z kategorii Internetu Rzeczy (IoT), od samochodów po czujniki i instalacje. Inne kluczowe technologie dla przyszłego ruchu drogowego to m.in. rozwiązania chmurowe i edge computing, pozwalające na efektywniejsze rozłożenie mocy obliczeniowej ekosystemu” – podkreśla Magnus Gunnarsson z firmy Ericsson, odpowiedzialny za wprowadzanie na rynek nowych usług dla pojazdów połączonych nowej generacji, członek Grupy Roboczej Światowego Forum Ekonomicznego ds. Mobilności Miejskiej i Autonomicznej.

„Chociaż wprowadzenie pojazdów autonomicznych na drogi publiczne to wciąż bardzo odległa wizja, najbliższe lata przybliżą nas do rewolucji. Wszystko za sprawą upowszechnienia sieci 5G, których zasięg w pierwszej kolejności obejmie obszary najbardziej zurbanizowane, ale również główną sieć dróg. Polska wnosi duży wkład w rozwój sieci radiowych dzięki pracy inżynierów z centrów R&D firmy Ericsson w Krakowie i Łodzi. Tworzone przez nich rozwiązania będą w przyszłości wspierać działanie pojazdów autonomicznych i inteligentnej infrastruktury drogowej” – podkreśla Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce. „Dzięki produkcji urządzeń 5G w Tczewie, sieci piątej generacji w Europie mogą być budowane na bazie komponentów i rozwiązań Made in Poland” – dodaje.

Crowdfunding nieruchomościowy to globalny hit

Globalny crowdfunding nieruchomościowy rozwija się bardzo szybko, a prognozy dla niego są świetne. Przyglądamy się temu zjawisku w polskiej i globalnej perspektywie.

Eksperci portalu NieruchomosciSzybko.pl już wcześniej zwracali uwagę na możliwości, jakie zapewnia crowdfunding nieruchomościowy. Taka metoda wspólnego inwestowania w domy, lokale, grunty oraz nieruchomości komercyjne pojawiła się u nas z pewnym opóźnieniem. Podobnie jak w przypadku wielu finansowych innowacji, ojczyzną crowdfundingu nieruchomościowego są Stany Zjednoczone. Tamtejszy rynek obecnie jest już bardzo rozwinięty, ale liderem crowdfundingu nieruchomościowego stał się inny kraj. Nasz artykuł odpowiada na pytanie, gdzie zbiorowe inwestowanie w nieruchomości święci największe tryumfy. Przyglądamy się również sytuacji dotyczącej polskiego rynku crowdfundingowego. Na razie rozwija się on stabilnie i bez ingerencji ustawodawcy.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Globalna wartość zbiorowego inwestowania w nieruchomości (crowdfunding nieruchomościowy) prawdopodobnie będzie rosła nawet o 30% – 50% rocznie.
  • Niekwestionowanym liderem pod względem crowdfundingu (nie tylko nieruchomościowego) stały się Chiny. Tamtejszy rynek jest jednak ryzykowny.
  • W Polsce crowdfunding nieruchomościowy rozwija się stabilnie mimo pandemii koronawirusa.

Poniższy artykuł zawiera więcej informacji na temat rzadko opisywanego w Polsce zjawiska, jakim jest crowdfunding nieruchomościowy.

Chiny przejęły już pałeczkę crowdfundingowego lidera

Inspiracją po sprawdzenia crowdfundingowej sytuacji na świecie, może być niedawna publikacja kilku ciekawych raportów. Jeden z nich pod tytułem „Global Real Estate Crowdfunding Market Outlook 2028” sugeruje, że w latach 2020 – 2028 crowdfunding nieruchomościowy będzie w skali globalnej zwiększał swoją wartość średnio o 33,4% rocznie. „Ten wynik obliczony przy pomocy skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu (CAGR) wydaje się imponujący” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Niektóre prognozy analityków sugerują nawet, że średnie roczne tempo wzrostu wartości zbiorowych inwestycji w nieruchomości będzie szybsze. Globalnie może ono sięgać 58,3% w latach 2020 – 2027 (zobacz raport: „Real Estate Crowdfunding Market by Investors (Individual Investors and Institutional Investors) and By Property Type (Residential and Commercial): Global Industry Perspective, Comprehensive Analysis, and Forecast, 2018 – 2027”.

Warto pamiętać, że obecnie Stany Zjednoczone będące kolebką crowdfundingu nieruchomościowego, nie odgrywają już największej roli w kontekście globalnego wzrostu wartości inwestycji. Aktualnie globalny crowdfunding nieruchomościowy w około 50% skupia się na terenie Azji i Pacyfiku. „Podany wynik jest w bardzo dużej mierze zasługą Chin, które wyrosły na globalnego lidera crowdfundingu (nie tylko tego dotyczącego nieruchomości)” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Zbiorowe pożyczanie deweloperom bywa ryzykowne

Warto odnotować, że zbiorowe inwestowanie w nieruchomości na poszczególnych rynkach wygląda nieco inaczej. Przykładowo, Chiny cechują się dużym znaczeniem crowdfundingu prowadzonego przez deweloperów. Polega on na zbieraniu środków przez inwestorów mieszkaniowych i komercyjnych. „Taki model zbiorowego pożyczania pieniędzy deweloperom na pewno przejściowo ucierpi na skutek problemów finansowych spółki Evergrande” – przypuszcza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Chiński crowdfunding nieruchomościowy już wcześniej okazał się nieco problematyczny ze względu na przypadki oszustw i defraudacji środków. Te problemy wynikające m.in. ze słabego nadzoru zwróciły uwagę chińskich władz próbujących zapanować nad mieszkaniowym boomem. W przypadku Państwa Środka, crowdfunding nieruchomościowy stał się dla deweloperów sposobem na pozyskiwanie dużych pieniędzy poza sektorem bankowym. „To rodzi większe ryzyko dla małych inwestorów. Po finansowanie często zgłaszają się bowiem deweloperzy, którym bank odmówił wsparcia” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Na całe szczęście, crowdfunding nieruchomościowy na innych dużych rynkach działa bez podobnych wstrząsów. W przypadku rynków kanadyjskiego i amerykańskiego odpowiadających łącznie za około 30% zbiorowych inwestycji w nieruchomości, bardziej popularny jest model udziałowy. „Polega on na wykupywaniu udziałów w spółce posiadającej nieruchomości” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Polski rynek rozwija się dynamicznie i bez komplikacji

Polskiego rynku crowdfundingowego oczywiście nie można porównywać ze światowymi liderami. Dane Cambridge Centre for Alternative Finance z 2018 r. wskazują, że Polska pod względem łącznej wartości crowdfundingu (nie tylko nieruchomościowego) uplasowała się na dziewiętnastym miejscu w globalnym rankingu. „Polski wynik na poziomie ok. 330 mln dolarów amerykańskich w porównaniu z wartością wszystkich chińskich zbiórek crowdfundingowych (ok. 215 mld USD) wydaje się bardzo mały” – stwierdza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto oczywiście pamiętać, że Chiny stały się już globalnym gigantem. Analogiczny wynik dotyczący Niemiec (ok. 1,28 mld USD) jest znacznie bliższy wartości crowdfundingu z Polski. Niestety, podobnie jak w przypadku innych krajów brakuje danych na temat skali wspólnego inwestowania w nieruchomości. W polskich warunkach odbywa się ono głównie poprzez zakup udziałów w spółce z o.o. nabywającej nieruchomość na wynajem. „To model bezpieczniejszy dla małych inwestorów niż np. wspólne finansowanie dewelopera” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W porównaniu do wcześniej wspomnianych Chin, Polska cechuje się bardziej dojrzałym otoczeniem prawnym dotyczącym zbiorowego inwestowania. Właśnie dlatego ingerencja ustawodawcy w crowdfunding nieruchomościowy na razie jest raczej zbyteczna. Pozytywem wydaje się również fakt, że polski crowdfunding nieruchomościowy mocno nie ucierpiał na skutek koronawirusa. „Jego najbardziej znanym przedstawicielem jest firma Mzuri CFI, która do tej pory zebrała kapitał o wartości ponad 75 mln zł i wypłaciła inwestorom 12 mln zł zysku oraz kapitału” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Od grudnia nowy sposób płatności na autostradach

Historia nowego systemu płatności na polskich drogach rozpoczyna się od nieefektywnych działań państwowych. Najpierw ogłoszony przez państwo przetarg na nowy system nie zakończył się sukcesem. Następnie Główny Inspektorat Transportu Drogowego miał stworzyć ten system od zera, co także się nie udało. W końcu projekt znalazł się w Krajowej Administracji Skarbowej. Dotychczas system drogowych płatności był szczelny i przynosił rocznie ok. 2 mld zł przychodu, który był przeznaczany w całości na utrzymanie dróg. Dzisiaj z nieoficjalnych informacji wynika, że wpływy za 2021 r. będą o ok. 40% mniejsze. Oficjalnie Krajowa Administracja Skarbowa uzasadnia niższy przychód m.in. promocjami zachęcającymi kierowców do przeniesienia się do nowego systemu oraz fazą testową i w związku z tym brakiem kar.

– Trzeba jasno powiedzieć, że ten system dla kierowców samochodów ciężarowych póki co nie działa – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Aplikacja jest złym rozwiązaniem pod względem bezpieczeństwa, gdyż wymaga ciągłej uwagi. Jest to niebezpieczne, a także niezgodne z przepisami – kierowca nie powinien używać telefonu w trakcie jazdy. Od 1 grudnia bramki mają zostać podniesione, więc kierowcy będą musieli wyposażyć się w jakiś nowy system płatności. Polska jest jedynym krajem na świecie, który dla samochodów osobowych wprowadza aplikację pozwalającą ciągle namierzać lokalizację pojazdu. Na szczęście będzie można korzystać z przynajmniej jednej innej aplikacji umożliwiającej płatności na autostradach. Aplikacje dostępne na rynku nie są tak skomplikowane i nieprzyjazne, jak aplikacja państwowa. Bez dostępu do alternatywnych form płatności Polacy byliby niejako zmuszeni do korzystania z aplikacji państwowej, która rodzi obawy ze względu na możliwość śledzenia przemieszczania się osoby – zaznacza Furgalski.

Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem

Już blisko co trzeci polski konsument identyfikuje się jako osoba, stawiająca dobro planety na pierwszym miejscu, 12% więcej niż średnia światowa. Do kupowania zrównoważonych produktów i usług zniechęca Polaków wysoka cena – 90% badanych i marketing wprowadzający w błąd – 58% respondentów – wynika z 4. odsłony polskiej edycji badania EY Future Consumer Index.

W czasie pandemii duża część konsumentów zaczęła mocniej zwracać uwagę na aspekt zrównoważonego rozwoju – 37% respondentów deklaruje, że zwiększyło zainteresowanie produktami zrównoważonego rozwoju. Już ponad połowa konsumentów uwzględnia zrównoważony rozwój podczas robienia zakupów. Trend ten może nasilić się w przyszłości – 35% badanych zadeklarowało, że zwiększy zaangażowanie w kupowanie zrównoważonych produktów – to wnioski z kolejnej, 4. odsłony polskiej edycji badania EY Future Consumer Index.Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem

Pandemia przyspieszyła zainteresowanie zrównoważonym rozwojem. Osoby stawiające dobro planety na pierwszym miejscu to już 30% badanych i takich osób jest więcej niż konsumentów stawiających przystępność cenową na pierwszym miejscu, którzy stanowią 24% respondentów. Dla porównania, średnio na świecie 18% badanych stawia dobro planety na pierwszym miejscu, a dostępność cenową – 31%.Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 2

41% Polaków twierdzi, że zrównoważony rozwój jest ważny przy podejmowaniu decyzji zakupowych i jest to tożsame z danymi ze światowego badania, gdzie również 41% badanych odpowiada twierdząco na tak zadane pytanie. Oczekuje się, że trend ten nasili się w przyszłości. 55% badanych Polaków deklaruje, że będzie zwracać większą uwagę na wpływ tego co kupuje na środowisko naturalne, o 9 pkt. proc. mniej niż średnia światowa.

Jednak badanie wskazuje też na to, że deklaracje są rozbieżne z realiami. Jedynie 19% badanych z Polski i średnio 27% respondentów badania na świecie twierdzi, że jest gotowa płacić więcej za produkty wpisujące się w nurt zrównoważonego rozwoju. Co więcej, 90% Polaków twierdzi, że wysoka cena zniechęca ich do kupowania tego typu produktów.Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 3

– Lubimy myśleć o sobie jako o osobach, dla których ważne jest środowisko w jakim funkcjonujemy, coraz ważniejsze staje się także dla nas to w jakim stanie dostaną je od nas nasze dzieci. Tymczasem realia są takie, że wciąż o zakupie produktu w dużej mierze decyduje cena. Siła nabywcza Polaków wciąż jest mniejsza niż w krajach Europy Zachodniej, więc wysoka cena produktów zrównoważonego rozwoju jest problemem dla rodzimych konsumentów. Nasza wrażliwość cenowa przyczynia się także do tego, że premia jaką jesteśmy skłonni płacić za bycie eko jest znacznie niższa niż to na ile skłonność taką wyceniają producenci i detaliści. W związku z tym konsumenci podejmują działania na rzecz środowiska głownie wtedy, gdy mogą dzięki temu zaoszczędzić pieniądze, najchętniej gdy oszczędność ta jest natychmiastowa i zauważalna. Teoretycznie jedna trzecia osób deklaruje, że jest skłonna zapłacić więcej za produkty uwzględniające zrównoważony rozwój, niestety często jest to mocno weryfikowane w dół etapie konkretnych decyzji zakupowych – mówi Grzegorz Przytuła, EY-Parthenon Associate Partner, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.

Jakość, marka, ekologia

Jako społeczeństwo idziemy jednak wyraźnie w kierunku zrównoważonego rozwoju. Klienci pytani o produkty za które są w stanie zapłacić dodatkowo wymieniają produkty ekologiczne na trzecim miejscu z 10% wskazań, tylko o 0,3 pkt. proc. mniej niż zaufane marki. To dwa razy więcej niż w poprzedniej edycji badania, gdy za produkty zrównoważonego rozwoju gotowych było płacić dodatkowo 5% konsumentów.Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 4

Ekologia korzystna dla portfela

Dbanie o środowisko przychodzi łatwo, gdy zmiany są szybkie i łatwe do wprowadzenia oraz gdy przynosi to wymierne i najlepiej szybkie oszczędności.

Polacy przyzwyczaili się, że coraz częściej mają do czynienia z ekologicznymi zamiennikami produktów w codziennym życiu i coraz częściej sami je wybierają. 92% badanych zabiera do sklepu własne torby (9 pkt proc. więcej niż średnia światowa), 84% – poddaje recyclingowi lub ponownemu wykorzystaniu zużyte produkty (1 pkt. proc. więcej niż średnia światowa), a 71% – nie korzysta z plastikowych naczyń na wakacjach (8 pkt. proc. więcej niż średnia światowa).Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 5

Polscy konsumenci aktualnie skupiają się na zmianach, które są szybkie i łatwe do wprowadzenia…

Wzrasta wśród Polaków świadomość innych działań, które warto podejmować. 40% badanych unika (przynajmniej częściowo) jedzenia produktów mięsnych (wobec 41% na świecie) a 33% – stosuje dietę roślinną (37% to średnia światowa). Co ciekawe, co drugi Polak poluje, zbiera lub uprawia własną żywność, to 11 pkt. proc. więcej niż średnia światowa. Widać w tych danych, że Polska jest krajem o istotnym udziale drobnych rolników, choć trend do posiadania własnych źródeł żywności nasilił się w pandemii.

– Na większe poświęcenie decyduje się mniejsza, ale istotna grupa konsumentów. Można ich wesprzeć w chęci zmiany nawyków na lepsze, głównie poprzez wprowadzenie nowych produktów w przystępnych cenach oraz oferowanie dodatkowej wartości, która wykracza poza bycie „jedynie eko” – mówi Grzegorz Przytuła.

48% respondentów w Polsce deklaruje, że podejmuje działania na rzecz środowiska głównie wtedy, gdy pozwalają one oszczędzić pieniądze (wobec 56% średniej światowej). Równolegle, 47% badanych uważa, że zakup produktów związanych ze zrównoważonym rozwojem kosztuje zbyt wiele, co jest zbieżne z opinią przeciętnego konsumenta na naszym globie. O ile 92% Polaków stara się oszczędzać wodę (wobec 81% średniej światowej), a 80% osób – emisję zanieczyszczeń (8 pkt. proc. więcej niż średnia światowa), o tyle 37% konsumentów płaci więcej za produkty jeśli wierzy, że mają one mniejszy wpływ na środowisko (wobec 44% średniej światowej) i 35% osób płaci więcej za produkty jeśli wierzą, że są one wytwarzane w sposób uwzględniający zrównoważony rozwój (9 pkt. proc. mniej niż średnia światowa).

… oraz tych, które generują wymierne oszczędnościPandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 6

Rozsądna ekologia

Konsumenci najczęściej biorą pod uwagę zrównoważony rozwój kupując produkty, których wysoka jakość i ekologiczne składniki mają bezpośredni wpływ na zdrowie. 73% konsumentów bierze pod uwagę zrównoważony rozwój kupując owoce i warzywa, świeże mięso, wędliny i drób, 72% – kupując kosmetyki i produkty do pielęgnacji ciała.

Pytani o ocenę możliwości wpływania poszczególnych branż na środowisko, konsumenci dość realistycznie oceniają, że pozytywny wpływ na środowisko ma tak naprawdę niewiele z nich. Tu znów na podium znalazły się owoce i warzywa, z 45% wskazań. Ciekawe jest miejsce nr. 2: 40% respondentów uznało, że edukacja i kształcenie pozytywnie wpływa na zrównoważony rozwój. Trudno się dziwić wysokiej pozycji edukacji, bo przecież zwiększenie znaczenia ekologii idzie w ślad za wzrostem świadomości konsumentów na temat jej znaczenia i wpływu na otoczenie. Warto też zauważyć dysproporcję pomiędzy wysokimi oczekiwaniami konsumentów a realizacją postulatów zrównoważonego rozwoju w branży odzieżowej: 70% respondentów zwraca uwagę na zrównoważony rozwój przy kupnie produktów odzieżowych, a jedynie 26% wierzy, że branża przyczynia się do zrównoważonego rozwoju. Jest więc w branży odzieżowej ogromna przestrzeń do rozwoju linii sustainable.Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 7

Konsumenci oczekują autentyczności

Respondenci mają wysokie oczekiwania wobec firm w zakresie zrównoważonego rozwoju. 59% badanych uważa, że przedsiębiorstwa są zobowiązane do zapewnienia im możliwości wyboru tego typu produktów i usług. 72% uważa, że marki są zobowiązane do inwestowania w zrównoważoną produkcję swoich produktów i usług. Rośnie świadomość sposobu, w jaki produkty i usługi są wytwarzane w globalnych łańcuchach dostaw. 56% respondentów, uważa, że firmy muszą się upewnić, że ich dostawcy spełniają wysokie standardy pod względem środowiskowym i społecznym. Równocześnie, konsumenci są bardzo wrażliwi na autentyczność działania w tym względzie. 58% osób uważa, że marketing wprowadzający w błąd jest jednym z głównych czynników zniechęcającym do kupowania produktów i usług zrównoważonego rozwoju.

Pandemia zwiększyła zainteresowanie konsumentów zrównoważonym rozwojem 8– Z naszego badania widać wyraźnie, że polscy konsumenci są gotowi do działań na rzecz planety nie tylko na poziomie ogólnym, ale też w codziennym życiu, poprzez wybór ekologicznych produktów i usług. Dlatego firmy powinny uwzględnić zrównoważony rozwój w działaniach i komunikacji już teraz. Najlepiej poprzez zaoferowanie alternatyw zgodnych z ich wartościami. Kluczowa jest autentyczność działania firm w obszarze zrównoważonego rozwoju – konsumenci, zwłaszcza młodzi, są bardzo wyczuleni na wszelki fałsz w tej dziedzinie. Firmy przejdą udaną transformację w kierunku zrównoważonego rozwoju jeśli wdrożą go na każdym etapie łańcucha dostaw w zgodzie z konsekwentnie realizowaną strategią w tej dziedzinie – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner EY, Lider usług dla sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.

O Badaniu
Czwarta polska edycja badania EY Future Consumer Index przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w czerwcu 2021 roku na grupie 1001 osób w wieku 18-65 lat. Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

O globalnym badaniu EY Future Consumer Index
Cykliczne badanie EY Future Consumer Index pozwala śledzić zmieniające się nastroje i zachowania konsumentów w różnych horyzontach czasowych i na rynkach globalnych, identyfikując nowe wyłaniające się segmenty konsumentów. Badanie pokazuje zarówno tymczasowe reakcje na sytuację spowodowaną pandemią COVID-19 oraz te, które wskazują na bardziej fundamentalne zmiany.

Siódma globalna edycja EY Future Consumer Index objęła 14 047 konsumentów w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Brazylii, Francji, Włoszech, Niemczech, Hiszpanii, Danii, Szwecji, Finlandii, Norwegii, Indiach, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Chinach, Indonezji, Japonii, Australii i Nowej Zelandii, a badanie przeprowadzono w czerwcu 2021 r.

ORLEN i Synthos Green Energy będą rozwijać technologię małych reaktorów jądrowych

PKN ORLEN i Synthos Green Energy podpisały umowę inwestycyjną zakładającą utworzenie spółki joint venture ORLEN Synthos Green Energy. Głównym celem przedsięwzięcia będzie przygotowanie i komercjalizacja w Polsce technologii małych reaktorów jądrowych, a w szczególności reaktorów BWRX-300 GE Hitachi Nuclear Energy. To szansa nie tylko na przyspieszenie dekarbonizacji aktywów produkcyjnych Grupy ORLEN, ale także zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego i rozwój krajowej gospodarki poprzez wykorzystanie polskiego łańcucha dostaw.

Zgodnie ze strategią Grupy ORLEN i ambicjami osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 roku, Koncern inwestuje w nisko- i zeroemisyjne, stabilne i innowacyjne moce wytwórcze energii elektrycznej.

Nowa spółka joint venture ORLEN Synthos Green Energy zostanie powołana w celu komercjalizacji technologii mikro i małych reaktorów jądrowych, a w szczególności reaktorów BWRX-300 GE Hitachi  Nuclear Energy. Podpisana umowa zakłada szeroki zakres działalności spółki obejmujący m.in. promocję technologii, wspieranie rozwoju rozwiązań prawnych, badanie poszczególnych lokalizacji pod kątem budowy instalacji, realizację wspólnych inwestycji, a w końcu także produkcję energii i ciepła z wykorzystaniem tych technologii na potrzeby własne, komunalne i komercyjne.

– Polityka klimatyczna Unii Europejskiej wymusza na nas transformację energetyki. Podpisanie przez PKN ORLEN umowy inwestycyjnej w zakresie rozwoju technologii małych reaktorów jądrowych wpisuje się w plany modernizacji branży. To szansa na szybką, efektywną i bezpieczną dekarbonizację. W przyszłości najbardziej stabilnym źródłem energii będzie atom – mówi Jacek Sasin, Wicepremier i Minister Aktywów Państwowych.

– Energetyka jądrowa będzie jednym z najtańszych źródeł wytwarzania energii. Liczymy, że pierwszy reaktor powstanie w naszym kraju do 2030 roku. Jest już podpisany list intencyjny w sprawie ustalenia warunków dostaw pierwszych reaktorów do Polski. Inwestycja w mikro i małe reaktory jądrowe pozwoli na dalszy intensywny rozwój całej Grupy ORLEN i pomoże zdecydowanie zredukować nasze emisje dwutlenku węgla. Energetyka oparta m.in. o reaktory modułowe będzie atrakcyjnym uzupełnieniem portfolio energetycznego opartego o odnawialne źródła energii i gaz. Przyspieszenie wdrożenia małych reaktorów jądrowych umożliwi nam lepsze zbilansowanie portfela aktywów wytwórczych oraz budowę niskoemisyjnego i innowacyjnego segmentu energetyki. Naszym priorytetem jest wykorzystanie potencjału polskiej gospodarki i krajowych dostawców. Ważne jest dla nas, żeby inwestycje w reaktory modułowe odbyły się przy 50-procentowym udziale polskich firm – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

– PKN ORLEN i Grupę Synthos łączy wyjątkowa relacja biznesowa – jako przedsiębiorstwa z branży chemicznej i petrochemicznej oba koncerny współpracują razem od prawie 20 lat. Cieszymy się, że  ta współpraca zostanie teraz poszerzona o kolejny obszar tak krytyczny nie tylko dla naszych  przedsiębiorstw, ale również całej polskiej gospodarki, jakim jest innowacyjna energetyką jądrowa – powiedział Michał Sołowow, właściciel Grupy Synthos. – Reaktor BWRX-300 jest ewolucyjnym rozwiązaniem opracowanym przez legitymującą się ogromnym doświadczeniem w tym obszarze amerykańską grupę GE, która działa w Polsce od 30 lat i posiada tu rozbudowany łańcuch dostaw na który składa się ponad 3 000 firm. Niektóre z nich już produkują elementy do elektrowni jądrowych za granicą. To ważny element dla całego procesu inwestycyjnego, a ponadto daje to Polsce szansę stania się regionalnym centrum produkcji małych reaktorów atomowych – dodaje Michał Sołowow.

– BWRX-300 to innowacyjny system czystej energii, oparty na sprawdzonej technologii i stanowiący idealne rozwiązanie do modernizacji dużej polskiej floty węglowej – mówi Jon Ball, Wiceprezes GE Hitachi Nuclear Energy.

Grupa ORLEN jest w bardzo dogodnej pozycji dla komercjalizacji reaktorów modułowych w Polsce: posiada szeroki dostęp do potencjalnych lokalizacji, bogatą historię realizacji dużych projektów inwestycyjnych oraz szerokie doświadczenie w uruchamianiu nowoczesnych technologii w energetyce. Nawiązanie współpracy z Synthos Green Energy i wybór reaktorów BWRX-300 pozwoli na szybsze i sprawniejsze wdrożenie tej technologii w Grupie. Reaktor ten jest obecnie najbardziej zaawansowaną na świecie technologią na drodze do komercjalizacji. Przełomowa w tym obszarze jest decyzja Ontario Power Generation (OPG) – jednej z największych firm energetycznych w Kanadzie, która już w 2022 roku rozpocznie prace nad budową elektrowni z reaktorem BWRX-300. Wybór technologii BWRX-300 przez OPG jest również ważnym katalizatorem dla inwestycji w Polsce. Oznacza bowiem, że pierwsza inwestycja w Polsce będzie projektem NOAK (Next of a Kind, czyli kolejnym tego typu), a projekt kanadyjski jako FOAK (First of a Kind – pierwszy tego typu) będzie projektem referencyjnym dla polskiego. Dzięki temu możliwe będzie wykorzystanie kanadyjskich doświadczeń w zakresie rozwoju, przygotowania procesu inwestycyjnego, licencjonowania, budowy i eksploatacji elektrowni jądrowej tego samego typu w Polsce.

Stworzenie reaktora BWRX-300 zajmuje tylko ok. 1/3 czasu potrzebnego na budowę tradycyjnej dużej elektrowni jądrowej. Dodatkowo koszty budowy są o ok. 30 proc. niższe za każdy MW w porównaniu z konwencjonalnymi projektami atomowymi. Mały reaktor o mocy ok. 300 MWe jest w stanie rocznie wytworzyć energię potrzebną do zasilania ok. 150-tysięcznego miasta, a więc wielkości np. Zielonej Góry. Szacowany koszt produkcji 1 MWh energii elektrycznej będzie docelowo o około 30 proc. niższy niż w przypadku energii z gazu. Co równie ważne, pojedynczy reaktor modułowy o mocy około 300 MWe może zapobiec emisji do od 0,3 do 2,0 mln ton dwutlenku węgla rocznie, w zależności od rodzaju zastępowanego paliwa (np. węgla kamiennego lub brunatnego).

Modułowe reaktory jądrowe zapewniają też najwyższe standardy bezpieczeństwa. BWRX-300 posiada systemy bezpieczeństwa pasywnego, czyli mechanizmy uruchamiające samoistne inicjowanie się procedur chłodzenia, bez potrzeby angażowania w nie obsługi ludzkiej aż przez 7 dni. Tego typu rozwiązania umożliwiają bezpieczniejszą eksploatację i pozwalają na znacznie bardziej elastyczne podejście do lokalizacji reaktorów. Mogą się one znajdować na przykład w pobliżu zakładów przemysłowych. Do postawienia małego reaktora potrzeba niecałych 5 ha, co znaczy, że na takiej powierzchni, jaką zajmuje Stadion Narodowy w Warszawie, zmieściłyby się aż cztery takie reaktory.

Małe reaktory jądrowe mogą stanowić również szansę dla krajowej gospodarki. GE Hitachi szacuje, że około 50 proc. wydatków związanych z ich budową może zostać w Polsce. Dotyczy to także kluczowych elementów całej elektrowni jak turbina i generator, części zbiornika reaktora, systemy hydrauliczne. Dzięki temu powstaną nowe miejsca pracy w atrakcyjnych sektorach gospodarki. Już zidentyfikowano blisko 300 polskich firm, które mają potencjał stać się częścią łańcucha dostaw przy budowie tych reaktorów.

Zgodnie z podpisaną umową, PKN ORLEN i Synthos Green Energy będą miały po 50 proc. udziałów w spółce joint venture i tyle samo głosów na Zgromadzeniu Wspólników, co oznacza wspólną i równoprawną kontrolę nad przedsięwzięciem. Zawiązanie spółki musi być zatwierdzone przez odpowiedni organ antymonopolowy, a wspólnicy chcą wystąpić o pozyskanie takiej zgody jeszcze w grudniu 2021 roku.

30 tysięcy złotych, takie oszczędności drzemią w systemach głosowania online

Praca zdalna nigdy nie zastąpi komunikacji osobistej, to oczywiste. Jednak pandemia COVID zmusiła nas do niej i poddała trudnej próbie nie tylko nasze życie zawodowe, ale i relacje osobiste.

Niejako przy okazji, zostaliśmy zmuszeni do nabycia nowych umiejętności związanych z pracą zdalną. Pojawiły się również nowe rozwiązania, których przydatność nie ogranicza się wyłącznie do trudności związanych z ograniczeniami pandemicznymi. Co więcej stanowią one źródło wymiernych oszczędności finansowych dla podmiotów gospodarczych.

Jakie są światowe trendy?

piechartvideoconf

Wykres po lewej pokazuje, jaką część podróży służbowych (zdaniem respondentów), zastąpią rozwiązania online. Z dostępnych danych widać dużą skłonność do zastąpienia podróży spotkaniami online. Z badania wynika, że 55 % respondentów jest przekonana, iż ponad 26 % podróży służbowych zostanie zastąpiona przez wideokonferencje. Aż 25 % respondentów jest zdania, że wskaźnik ten wyniesie ponad 50 %.

Ciekawe są również trendy związane z prognozą wydatków na podróże służbowe zależnie od celu.

VideoonfBusShareWidać, że największe redukcje dotkną wewnętrznych spotkań firmowych (6%). W tym obszarze zawierają się również wszelkiego rodzaju posiedzenia i narady, jak również formalne posiedzenia zarządów spółek, rad nadzorczych lub walnych zgromadzeń akcjonariuszy. Warto przystosować się do światowych trendów, ponieważ można zakładać, że nasza konkurencja właśnie w taki sposób będzie redukować swoje koszty.

Gdzie znaleźć oszczędności?

Jednym z niedostrzeganych do tej pory obszarów, które mogą stanowić źródło znaczących oszczędności finansowych jest głosowanie zdalne podczas obrad organów spółek.
Może więc warto wykorzystać nowe kompetencje, szczególnie, że tendencja do wykorzystywania narzędzi online w komunikacji firmowej jest już światowym trendem. Oszczędności płynące z używania tego typu narzędzi wpływają na konkurencyjność wiodących podmiotów gospodarczych.

Rzeczywiste koszty organizacji tradycyjnych posiedzeń okazują się być znaczące.

Co powinniśmy brać pod uwagę?

  • Koszt czasu straconego na podróż (zwykle w czasie podróży nasza aktywność zawodowa jest bardzo ograniczona);
  • Koszt transportu (samochodem lub samolotem);
  • Koszty pobytu (hotel, posiłki);
  • Koszt przygotowania i rozliczenia delegacji (czas poświęcony na wyszukiwanie hoteli, rezerwację, ewentualny wynajem samochodu, rozliczenie formalne rachunków itp.).

Okazuje się, że koszt udziału w posiedzeniu, w przeliczeniu na jednego uczestnika waha się w przedziale od 1 000 do 2 300 zł.

Przy posiedzeniu średniej wielkości, tzn. 20 uczestników (część podróżująca samolotem a część samochodem) całkowity koszt posiedzenia to przedział od 20 do ponad 40 tysięcy złotych.

Wydaję się więc uzasadnione twierdzenie, że stosując narzędzia do głosowań i posiedzeń zdalnych można uzyskać oszczędności rzędu 30 tys. zł za jedno posiedzenie.

Bardziej szczegółowe wyliczenia i pełne dane można znaleźć w artykule Głosowanie zdalne – jak zaoszczędzić 30 tys. złotych.

Inne korzyści.

Oczywiście posiedzenia online to nie tylko korzyści finansowe.
Wymienić można chociażby:

  • Szybkość decyzji;
  • Oszczędność czasu;
  • Większa frekwencja i pewność kworum;
  • Wygoda i uniwersalność w zakresie charakteru posiedzenia (online, hybrydowo lub tradycyjnie).

Informacja o dostawcy.

privote.net sp. z o.o., to podmiot dedykowany dla zaawansowanych usług elektronicznych, w szczególności usług głosowań online (również tajnych). Rozwiązanie zostało stworzone od podstaw przez doświadczony zespół menadżerów i inżynierów, przy współpracy z kancelariami prawnymi i firmami z różnych branż. System privote jest odpowiedzią na brak profesjonalnych rozwiązań głosowania i posiedzeń online dedykowanych dla spółek kapitałowych i osobowych prawa handlowego. SVID (ang. Smart Vote ID), to autorskie rozwiązanie dostawcy umożliwiające weryfikację poprawności tajnych głosów przez samego głosującego (bez naruszenia tajności).

Źródło danych statystycznych – BTN Business Travell News, 2020

Morele z nową siedzibą firmy w krakowskim Podium Park

Morele zmieniły swoją lokalizację. Firma zajęła 1730 mkw. w kompleksie Podium Park w Krakowie. Budynek, w którym znajduje się nowe biuro spółki jest jednym z najbardziej ekologicznych i  nowoczesnych biurowców w Polsce.

Nowa siedziba marki Morele od początku grudnia znajduje się w biurowcu Podium Park B
w Krakowie. W nowej lokalizacji spółka do swojej dyspozycji ma  1730 mkw., czyli o ponad 400 mkw. więcej niż w biurze zajmowanym przy ul. Fabrycznej.

Jak informują przedstawiciele marki Morele, zmianie ulega wyłącznie dotychczasowy adres firmy na: Morele.net Sp. z o.o. al. Jana Pawła lI 43B, 31-864 Kraków. Pozostałe dane Spółki pozostają bez zmian.

Listopad w handlu „pod kreską”. Cała nadzieja w Świętach

Sytuacja w małych i średnich sklepach w listopadzie została mało optymistycznie oceniona przez prowadzących placówki handlu detalicznego. Wskaźnik nastrojów w handlu tradycyjnym (NHT) za ubiegły miesiąc wyniósł 23,8 pkt. i był niższy o 9,2 pkt. w porównaniu z październikiem. Był również niższy o 10,1 pkt. w stosunku do listopadowych prognoz. Grudniowy wskaźnik oczekiwań (NHT+1) wyniósł natomiast 44,1 pkt. i był wyższy o 10,2 pkt. od oczekiwań sprzed miesiąca.

Główną przyczyną takich ocen jest zapowiadany na grudzień szczyt kolejnej fali pandemii oraz rekordowa, sięgająca 7% inflacja. W listopadzie 2021, względem analogicznego okresu sprzed roku, obroty w sklepach tradycyjnych wzrosły o 5,2%, co nie jest dobrym wynikiem w stosunku do poziomu inflacji.

Analogicznie jak w ostatnich miesiącach, w przykładowym koszyku zakupowym znajdowało się średnio pięć produktów, ale płaciliśmy za nie więcej niż przed rokiem (o 88 groszy). Wzrosty sprzedaży odnotowały takie grupy produktowe, jak nabiał (+3,7%) oraz napoje bezalkoholowe (+2,5%). Spadki towarzyszyły natomiast kategoriom piwa (-6,7%) oraz wódki (-4,4%) – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

Wyniki badania „Jakość życia w domu w czasie pandemii”

Pandemia, lockdown, kwarantanna, izolacja – od początku 2020 roku wielu z nas musiało spędzić w swoim mieszkaniu więcej czasu, niż kiedykolwiek wcześniej. Przez wielogodzinne zamknięcie zaczęliśmy zwracać uwagę na kwestie, które wcześniej nam nie przeszkadzały – dźwięk, światło, temperaturę, ilość mebli i roślin, przenikanie się sfery pracy i odpoczynku. Aż 73% badanych stwierdziło, że w tym czasie zmienił się sposób, w jaki oceniają swoje mieszkanie.

Badanie zatytułowane „Jakość życia w domu w czasie pandemii” powstało przy współpracy Łódź Design Festival z Biurem Badań Społecznych Question Mark, Ceramiką Paradyż i zaproszonymi ekspertami. Dotyczyło ono zmian w funkcjonowaniu w mieszkaniach, które niemal z dnia na dzień stały się szczególnymi „mikroświatami”. To temat, który będąc bliski właściwie wszystkim, nie został jeszcze rozpoznany i opisany w ramach systematycznej refleksji badawczej. Ten stan rzeczy uległ zmianie za sprawą opublikowanego niedawno obszernego, 86-stronicowego raportu. – Nie tylko zjawiskowy design i jakość, ale także obserwacja trendów oraz zbadana wiedza mają dla nas ogromne znaczenie w procesie tworzenia nowych kolekcji. Otrzymując zaproszenie do współpracy przy tym projekcie od twórców Łódź Design Festival, który niezmiennie wspieramy od samego początku istnienia, nie zastanawialiśmy się ani przez chwilę. Zostając partnerem badania, chcieliśmy zweryfikować, jak zmieniło się postrzeganie naszych mieszkań przez ostatnie półtora roku, jakie są potrzeby Polaków w nowej rzeczywistości. Wierzymy, że wnioski z raportu pozwolą nam wszystkim zrozumieć zachodzące procesy jeszcze lepiej, a nam pomogą dostosować ofertę do wymagań współczesnego świata – mówi Dominika Traczyk, dyrektor marketingu Ceramiki Paradyż, partnera badania.

Badanie objęło aktywnych zawodowo 25-50-latków z miast powyżej 100 tys. mieszkańców. Celem było dotarcie do osób, dla których konieczność spędzania większości czasu w domu mogła okazać się wyzwaniem, ponieważ ich „mikroświaty” nie należą do przestronnych. Dlatego kryterium było zajmowanie lokum w bloku lub kamienicy, o powierzchni nie większej niż 70 m2. Badanie rozpoczynała rozbudowana ankieta, w ramach której pozyskano od respondentów wyczerpujące informacje o tym, jak pod wpływem pandemii zmieniał się ich sposób korzystania z mieszkań, a zarazem odczucia związane z przebywaniem w tej samej przestrzeni w czasie pracy, posiłków, zabawy czy odpoczynku. Na pytania postawione w ankiecie odpowiedziało 366 respondentów: mieszkających samotnie, w parach, z dziećmi i bez, w mieszkaniach poniżej 40 m2, ale i niemal 70-metrowych. Do badania zgłaszały się w większości osoby młodsze (20-35 lat, 60% badanych) wykształcone (na poziomie magisterium, 71%), wykonujące pracę wymagającą specjalistycznej wiedzy i umiejętności, mające w rezultacie dość dobrą sytuację finansową (najczęściej wskazywanym średnim poziomem dochodu netto gospodarstwa domowego było 10 tys. zł i więcej, 22%). Aż 40% osób stwierdziło, że ich sytuacja finansowa jest lepsza, niż rok temu, natomiast według 45% nie uległa zmianie. Potwierdzeniem tego stanu rzeczy są deklaracje wielu osób, że pod wpływem pandemii podjęły decyzję o zmianie mieszkania na większe bądź na dom.

Pracując w gabinecie i w garderobie

– Badanie to potraktowaliśmy jako eksploracyjne, przystępując do niego nie z szeregiem precyzyjnie sformułowanych hipotez, a z przeświadczeniem, że codzienność większości z nas uległa zmianom, z których wiele może okazać się trwalszych, niż sama pandemia. Chcieliśmy pokazać te zmiany jako element urządzania się w nowej rzeczywistości, wymagającej faktycznego urządzenia na nowo naszych mieszkań. Jak sobie z tym poradziliśmy? Które rozwiązania się sprawdziły, a które nie? Które zostaną z nami na dłużej? Te pytania towarzyszyły nam w całym procesie badawczym – tłumaczy Izabela Franckiewicz-Olczak z Question Mark.

Analizie poddane zostały takie aspekty miejsc zamieszkania, jak jakość powietrza, temperatura, światło, akustyka, funkcjonalność mebli czy estetyka wystroju. Najczęściej to właśnie one były źródłem zadowolenia lub frustracji badanych i prowadziły do zmian wprowadzonych w efekcie kolejnych lockdownów. Dużo uwagi poświęcono pracy w domu, która zainicjowała najwięcej zmian w dotychczasowych sposobach korzystania z przestrzeni domowej. Ankieta poruszała także kwestię przyszłości – czy badani przewidują, że nadal będą spędzać więcej czasu w domu i czy w związku z tym planują jakieś zmiany.

W ramach badania przeprowadzono dodatkowo 25 wywiadów swobodnych. Dzięki dbałości o zróżnicowanie respondentów, udało się uzyskać bogate dane jakościowe, poświęcone wyzwaniom lockdownu m.in. z punktu widzenia singielki mieszkającej w kawalerce, jak i pary z dwójką dzieci, dysponującą dwoma lub trzema pokojami z kuchnią, osób, które mogły urządzić w domu gabinet, jak i takich, które pracowały w 3-metrowej garderobie lub w pokoju z małym dzieckiem bawiącym się przy ich nogach. W rezultacie badanie wpisało się w nurt socjologii codzienności, w ramach której sposoby radzenia sobie z izolacją i budowaniem “mikroświatów” można traktować nie tylko jako wartościowy przedmiot badań, ale i jako punkt odniesienia dla odkrywania i analizy szerszych zjawisk społecznych.

Funkcjonalność rzadko idąca w parze z estetyką

Spędzanie większej ilości czasu w mieszkaniu wpłynęło nie tylko na to, w jaki sposób z niego korzystamy, ale istotnie mogło zmienić poziom satysfakcji z przebywania w nim – aż 73% ankietowanych stwierdziło, że zmienił się sposób, w jaki oceniają swoje mieszkanie.

Badani zaczęli zwracać uwagę na to, co do tej pory im nie przeszkadzało, czyli przede wszystkim na akustykę, światło, temperaturę, ilość mebli i roślin, przenikanie się sfery pracy i odpoczynku. Respondenci uważają przede wszystkim, że w ich mieszkaniach jest za mało światła słonecznego, choć jednocześnie ci, którzy z ilości światła są zadowoleni, wskazują z kolei na zbyt wysokie temperatury w porze letniej. Narzekają także na zbyt duży hałas, zwłaszcza ten, na który nie mają wpływu – odgłosy remontów prowadzonych w innych mieszkaniach, które nasiliły się w czasie lockdownu, hałas z pobliskiej ulicy, dzieci bawiące się na podwórku. Ponad połowa respondentów podkreśla za małe oddzielenie przestrzeni zawodowej od prywatnej. Dla niektórych badanych sam widok biurka np. w salonie lub sypialni sprawia, że mieszkanie przestaje być dla nich domem, a staje się biurem. Jednocześnie bardzo niewielka grupa uczestników badania (13%) mogła sobie pozwolić na wyznaczenie w domu odrębnego pomieszczenia tylko do pracy, co jest marzeniem większości respondentów, a dla tych, którzy planują zakup większego mieszkania – możliwość utworzenia w nim gabinetu czy pracowni to jedno z najważniejszych kryteriów wyboru.

Przenikanie się sfer pracy i odpoczynku oraz kolidowanie ze sobą aktywności prowadzonych w domu, powodowało zarówno niezadowolenie z braku odpowiednich warunków dla home office, jak i frustrację wywołaną koniecznością dostosowania obowiązków domowych do wymogów pracy. Niektórzy wskazywali również na funkcjonalność przestrzeni do pracy rzadko idącą w parze z jego estetyką – bo biurko z krzesłem odbierają klimat przestrzeni stworzonej do relaksu, często nie są dopasowane do pozostałych mebli, ponieważ ich zakup podyktowany był przede wszystkim ergonomią. Pojawiły się opinie, że wraz z rozpoczęciem pracy zdalnej badani przestali lubić swoje mieszkania, zaczęli się w nich dusić, przeszkadzało im coraz więcej rzeczy. To między innymi z tych względów aż 34% stwierdziło, że ocenia swoje mieszkanie gorzej, niż przed pandemią – przede wszystkim za sprawą zbyt małego metrażu lub złego rozkładu, wywołującego poczucie nieładu, zagracenia, „wchodzenia sobie na głowy”.

Domowe spa, wyposażony balkon i “mobilne” wnętrza

Jak zatem badani radzili sobie z przeszkodami w swobodnym korzystaniu ze swojego mieszkania? Jak dbali o swój komfort fizyczny i psychiczny? Wśród stosowanych przed uczestników badania rozwiązań można wskazać:

– inwestowanie w wyposażenie łazienki w celu uczynienia z niej domowego spa, miejsca zastępującego zamknięte salony kosmetyczne i fryzjerskie, a zarazem stanowiącego łatwo dostępną odskocznię od pracy i obowiązków domowych,
– doposażanie kuchni w udogodnienia typu relingi czy sprzęty jak thermomix, gofrownica, a nawet garnki czy inne podstawowe akcesoria,
– doposażanie mieszkania nie tylko w meble potrzebne do pracy, ale także w sofy, fotele, na wypadek przeniesienia się życia towarzyskiego do mieszkania w razie kolejnych lockdownów,
– wymiana lub dodawanie elementów dekoracyjnych, drobne remonty,
– wykorzystywanie elementów dekoracyjnych do wydzielania przestrzeni w mieszkaniu,
– tworzenie „mobilnych” wnętrz, czyli przede wszystkim wyposażanie ich w meble, które łatwo przesunąć w zależności od funkcji, jaką w danej chwili ma pełnić pomieszczenie,
– zakup sprzętów, które umożliwiły ćwiczenie w domu,
– zmiana sprzętów służących rozrywce – konkurencją dla telewizorów stają się rzutniki, projektory, duże monitory służące do gier,
– wykorzystywanie „nieaktywnych” do tej pory przestrzeni w mieszkaniu – np. przedpokój zamieniony w tymczasową siłownię czy salę zabaw, urządzanie „mini ogrodów” na balkonach,
– dostrzeżenie dekoracyjnych funkcji oświetlenia,
– dążenie do minimalizmu, ograniczanie zakupów, nacisk na pozyskiwanie np. używanych mebli zamiast nowych, porządkowanie i „odgracanie” mieszkania.

Powyższe przykłady rzucają światło nie tylko na to, jak badani radzili sobie z łączeniem pracy i życia prywatnego w jednej przestrzeni, ale także dają dowód na to, że czasem nawet najmniejsza inwestycja może istotnie poprawić jakość czasu spędzanego w mieszkaniu. Warunkiem podstawowym jest oczywiście to, że samo mieszkanie oferuje nam odpowiednią przestrzeń – w innym przypadku, co podkreślali niektórzy badani, każda próba zmiany jest jak kostka domina i wpływa na niemal całe mieszkanie, co jest w ich opinii zarówno zniechęcające, jak i zbyt kosztowne. Czekają oni ma możliwość powrotu do pracy w biurze, a jeśli ich na to stać – kupują lub planują zakup większego mieszkania. Osoby planujące przeprowadzkę podkreślają, że lockdown uświadomił im, na co zwracać uwagę urządzając się w nowym mieszkaniu czy domu, a co stanowi wykładnię dobrze zaaranżowanego wnętrza – np. dużo funkcjonalnych miejsc do przechowywania, wydzielenie poszczególnych przestrzeni, odpowiedniej wielkości i rodzaju meble.

Lekcja domowej architektury i ergonomii

Pandemię można zatem uznać za przyspieszoną i wymuszoną lekcję domowej architektury i ergonomii, w czasie której mankamenty naszych mieszkań dały o sobie znać w takim stopniu, że nie można było już dłużej ich ignorować. Jeśli udało się im zaradzić lub poszukać wygodniejszego lokum, to okazywało się, że mieszkanie może zapewnić realizację niemal wszystkich potrzeb, które do tej pory wymagały, aby z niego wyjść.

Lockdowny przyczyniły się również do częstszego sięgania do dóbr technologicznych i rozwiązań wcześniej uważanych za luksusowe (klimatyzacja, robot sprzątający, projektory, urządzenia kuchenne typu thermomix itp.) Analizując zmiany sytuacji mieszkaniowej pod wpływem pandemii trudno nie oprzeć się wrażeniu, że szczególnie w tej sferze widoczne jest przyspieszenie procesów indywidualizacji – dobrze urządzone, wygodne i gustowne mieszkanie sprawia, że wiele aktywności wygodniej jest realizować w ogóle go nie opuszczając.

– Zawodowo uczę ludzi, że ze statystykami można i należy się zaprzyjaźnić, bo wspaniale pozwalają nam zrozumieć rzeczywistość, zwłaszcza tą obecną, która jest dla nas nowa i zaskakująca. Raport dostarcza wartościowych statystyk, na podstawie których możemy podjąć realne zmiany w swojej przestrzeni, tak by łatwiej nam było funkcjonować w pandemicznej codzienności – mówi Janina Bąk, statystyczka, nauczycielka akademicka i pisarka, prowadząca popularnego bloga „Janina Daily”. Janina Bąk została zaproszona do omówienia wyników badania podczas konferencji „Projektowanie #LEPIEJ: Idealne mieszkanie na nowe czasy”, zorganizowanej w ramach specjalnej, wrześniowej edycji ŁDF – LEPIEJ 2.0. Wzięli w niej udział również: dr Joanna Jurga (wykład ZMYSŁY/IZOLACJA/PRZESTRZEŃ), Izabela Franckiewicz-Olczak i Aleksandra Podkońska (Question Mark), Artur Celiński z Magazynu Miasta (analiza wpływu pandemii na sytuację mieszkaniową na świecie) oraz Katarzyna Księżopolska z MAGAZIF (prezentacja „Nowe biura na nowe czasy. Jak zmieniają się przestrzenie pracy?”).

2/3 pracowników w Polsce oczekuje bezpłatnego dostępu do testów na COVID-19 od swojego pracodawcy

Wraz z kolejną falą pandemii COVID-19 pracodawcy stają przed coraz większymi wyzwaniami związanymi z minimalizacją ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa w miejscu pracy i zapewnieniem ciągłości funkcjonowania organizacji. Rosną także oczekiwania pracowników w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa zdrowotnego. Jak wynika z raportu „Poczucie bezpieczeństwa w nowej normalności” opracowanego przez Siemens Healthineers w listopadzie tego roku, prawie dwie trzecie zatrudnionych Polaków (64%) uważa, że pracodawcy powinni zapewnić bezpłatny dostęp do testów w kierunku SARS-CoV-2 na życzenie w dowolnych momencie. Dodatkowo, 49% z nich chciałoby, aby w ich miejscu pracy wdrożono program regularnego testowania.

Praca zdalna zdominowała dyskusję o życiu zawodowym w pandemii. W rzeczywistości nie rozwiązuje ona jednak problemu ryzyka zakażeń w skali całego rynku pracy. Wiele osób nie chce lub nie może pracować zdalnie z uwagi na pełnioną rolę (np. pracuje w produkcji lub w usługach), kulturę organizacyjną lub brak warunków do pracy w domu. W modelu tradycyjnym lub hybrydowym pracuje obecnie aż 9 na 10 Polaków (89%). To oznacza, że większość zatrudnionych styka się regularnie z innymi pracownikami lub klientami i cały czas pozostaje narażona na potencjalne zarażenie COVID-19. Stąd nie powinno dziwić, że blisko połowa (47%) osób pracujących zdalnie lub hybrydowo oczekuje zapewnienia testów przez pracodawcę jako warunku powrotu do pracy stacjonarnej.

Minimalizacja ryzyka zakażenia COVID-19 w pracy to wyraz odpowiedzialności pracodawcy za bezpieczeństwo pracowników. O ile na skalę szczepień wśród pracowników nie mamy wpływu, to w zasięgu pracodawców jest sprawienie, by pracownicy mogli się regularnie testować. Niezależnie, czy mówimy o zakładzie produkcyjnym, czy o biurze, koszty ewentualnych masowych zachorowań i związanego z tym paraliżu działalności operacyjnej będą na pewno wyższe niż koszt uruchomienia i utrzymania programu testów. Nie mniej dotkliwe mogą być koszty reputacyjne, które powstaną gdy organizacja stanie się ogniskiem epidemii. Wdrożenie programu testowania jest więc także wyrazem odpowiedzialności zarządu za wynik finansowy i ciągłość działania powierzonej mu organizacji – mówi Joanna Miłachowska, Prezes Zarządu Siemens Healthineers w Polsce.

Choć pandemia stała się już „nową normalnością”, obawa przed COVID-19 pozostaje silna – 49% Polaków obawia się zakażenia COVID-19, kolejne 59% – że zachoruje bliska im osoba. Jednocześnie jednak Polacy mają mało doświadczeń z regularnymi testami diagnostycznymi związanymi z COVID-19. Jak dotąd test w kierunku SARS-CoV-2 wykonało choć raz 4 na 10 Polaków, przy czym jedynie 14% badało się więcej niż jeden raz.

 

Ci, którzy kiedykolwiek testowali się pod kątem koronawirusa nie zawsze robili to w wyniku zalecenia lekarza. Blisko jedna trzecia wykonywała test z własnej inicjatywy – na wszelki wypadek, w związku z podróżą czy podejrzanymi objawami. Tylko 15 proc. z nich zetknęło się z testami w pracy. Nie oznacza to jednak, że wykorzystujemy możliwości związane
z samokontrolą, które pojawiły się wraz z testami antygenowymi do samodzielnego użytku. Większość osób, które przeszły testy w kierunku SARS-CoV-2 wykonała je u profesjonalisty medycznego. Jak dotąd tylko niewielka część osób wykonała test samodzielnie w domu lub miejscu pracy.  Decydując się na test antygenowy do samokontroli ważne jest, aby wybrać ten o sprawdzonej jakości. Dzięki temu będziemy mieli pewność, że otrzymamy najbardziej wiarygodne wyniki. Test o wysokiej czułości (im wyższa czułość, tym większa szansa na uzyskanie wyniku pozytywnego w przypadku realnego zakażenia i minimalizacja ryzyka wydania wyniku fałszywie negatywnego) i swoistości (im wyższa swoistość tym mniejsze ryzyko wydania wyniku fałszywie pozytywnego) może dostarczyć rzetelnych i dokładnych wyników w ciągu 15 minut przy pomocy wymazu z przedniej części nosa, który możemy pobrać w dogodnym dla nas miejscu. – mówi Maciej Matus, Kierownik działu diagnostyki Point of Care Siemens Healthineers w Polsce.

Potrzeba więcej edukacji i promocji testowania się w kierunku SARS-CoV-2. Przede wszystkim uświadomienia, że możemy zarażać nawet jeżeli nie mamy objawów lub jesteśmy zaszczepieni. Stąd należy w jak największej liczbie sytuacji społecznych stosować skrining, czyli badać niezależnie od objawów – po to, by upewnić się, że w sytuacjach społecznych nie narażamy innych. Efektywnie można to wdrożyć wyłącznie poprzez promocję samokontroli. Jest tu jednak i wyzwanie – indywidualna odpowiedzialność za uzyskany wynik. Musimy zbudować w społeczeństwie zrozumienie, że wynik negatywny nie zwalnia z zasad bezpieczeństwa, zaś pozytywny oznacza konieczność zgłoszenia się na oficjalne badanie. – mówi Jarosław Wyligała, Dyrektor Branży Diagnostyki Laboratoryjnej Siemens Healthineers w Polsce.

Polscy pracownicy są w dużej mierze zgodni, że samodzielne testowanie nie zwalnia z odpowiedzialności. Dwie trzecie z nich uważa, że pozytywny wynik wymaga nie tylko powiadomienia pracodawcy, ale także potwierdzenia w oficjalnym teście wykonanym w placówce medycznej, wraz ze wszystkim konsekwencjami takiego działania.

Raport „Poczucie bezpieczeństwa w nowej normalności” został przygotowany przez Siemens Healthcare Sp. z o.o. na podstawie badania przeprowadzonego przez SW RESEARCH Agencja Badań Rynku i Opinii w dniach 26.10-03.11.2021, obejmującego 1005 respondentów z ogólnopolskiej grupy Polaków powyżej 18 roku życia.

Trendy w pracy na 2022 – badanie ADP

W 2021 roku znacznie przyspieszyła transformacja rynku pracy, napędzana zmianami wywołanymi przez pandemię i napięciami związanymi z rekordowymi niedoborami
w strukturach firm oraz zmieniającymi się priorytetami pracowników. Z danych Instytutu Badawczego ADP wynika, że pandemia COVID-19 wywarła negatywny wpływ na 64 proc. globalnego rynku pracy – 28 proc. uwzględnionych w badaniu pracowników zostało zwolnionych lub tymczasowo zwolnionych, a 23 proc. z nich obniżono wynagrodzenie. Ewolucja rynku skłoniła zatrudnionych do zmiany priorytetów, redefiniując sposób i miejsce wykonywania pracy. Na pracodawcach ciąży teraz dodatkowa presja, związana z koniecznością dostosowania się do nowych wymagań. Aby pomóc firmom przygotować się do kolejnych wyzwań, ADP przybliża najistotniejsze czynniki odpowiadające za ewolucję form pracy w 2022 roku.

Poznaj globalne trendy na rynku pracy w 2022 roku

– Świat pracy jest w ciągłym ruchu – mówi Don Weinstein, wiceprezes ds. globalnego produktu i technologii w ADP. – Potrzeby pracowników zmieniają się wraz z rozwojem technologii, czego rezultatem jest ogólna transformacja pojęcia pracy. Aby wspierać pracowników, pracodawcy zakorzeniają proces decyzyjny w danych i wykorzystują swoje spostrzeżenia do lepszego zrozumienia potrzeb pracowników oraz podnoszenia ich produktywność. Pogłębiona analiza sprzyja silniejszemu poczuciu więzi i toruje drogę do szybszego wzrostu, a także wdrażania innowacji – dodaje.

Trendy kształtujące rynek pracy w 2022 roku

Monitorowanie pracowników zostanie zdefiniowane na nowo

Pracodawcy, którzy mają już doświadczenie w organizacji zarówno pracy stacjonarnej, jaki i w pełni zdalnej czy hybrydowej, będą szukać nowych sposobów na stałe monitorowanie rozproszonego grona pracowników i lepsze zrozumienie ich potrzeb. Jak wynika z badania ADP Research Institute „People at Work: A Global Workforce View”, w ciągu ostatniego roku pandemia COVID-19 znacząco wpłynęła na rozlokowanie pracowników. W ujęciu globalnym aż trzy czwarte (75 proc.) zatrudnionych zmieniło lub ma w planach zmianę miejsca zamieszkania, przy czym odsetek ten jest jeszcze większy (85 proc.) wśród przedstawicieli pokolenia Z.

Dane uwzględniające zmiany wydajności pracowników mają pomóc menedżerom podjąć odpowiednie kroki w celu optymalizacji działań zespołu pracującego w trybie zdalnym lub hybrydowym – tak, aby utrzymać kontakt między pracownikami. Istotna jest również kwestia zaangażowania. Instytut Badawczy ADP zauważył, że pracownicy, którzy mają zaufanie zarówno do swoich kolegów, jak i lidera zespołu, siedmiokrotnie częściej czują się silnie związani ze swoją organizacją. 

Ludzie i cele będą napędzać kulturę miejsca pracy

To, że pracodawcy szukają sposobów na utrzymywanie kontaktu między pracownikami w nowych modelach pracy, dowodzi, iż w najbliższych miesiącach integracja stanie się główną miarą kultury zawodowej. Badania Instytutu Badawczego ADP wskazują, że amerykańscy pracownicy, którzy czują silny związek ze swoim pracodawcą, są 75 razy bardziej skłonni do pełnego zaangażowania niż ci, którzy tego związku nie odczuwają.

W obliczu wzrostu zaangażowania, pracodawcy będą musieli skupić się na swoich podwładnych i znaleźć sposoby na ich lepszą integrację. Elastyczność pracowników wzrośnie, a pracodawcy skoncentrują się na budowaniu miejsca pracy, w którym każdy może się rozwijać. Strategie różnorodności, równości i integracji będą jeszcze bardziej ewoluować i napędzać wymierny postęp rynku. Dane ADP pokazują, że ponad 50 proc. firm, które wykorzystały możliwości analityczne DEI ADP DataCloud, podjęło działania i zdało sobie sprawę z ich pozytywnego wpływu.

Wiarygodne dane i wiedza specjalistyczna wzmocnią odporność

Ponieważ wielu zatrudnionych pozostaje przy zdalnym lub hybrydowym trybie pracy, do i tak już złożonego systemu regulacyjnego wciąż dochodzą nowe przepisy operacyjne. Seria badań przeprowadzonych przez HR ADP wraz z HR Outsourcing wykazała, że prawie 20 proc. amerykańskich firm zatrudniających od 25 do 99 pracowników stoi obecnie przed wyzwaniami związanymi ze zgodnością i kwestiami regulacyjnymi. Wymagania co do nich mogą wzrosnąć wraz ze zmianą przepisów. Aby sprawnie przekazywać zmiany regulacyjne i dostosowywać się do nich, liderzy będą w większym stopniu polegać na danych w czasie rzeczywistym z bezkompromisowymi zabezpieczeniami.

Większa innowacyjność przyspieszy wzrost

W miarę ewolucji modeli biznesowych spowodowanych globalnymi zmianami, firmy będą zwracać się ku technologii. Taki krok ma podnieść wydajność przedsiębiorstw i rozszerzyć ich możliwości poprzez wyeliminowanie pracy zadaniowej, a także ponowne ukierunkowanie wysiłków na strategiczne inicjatywy wzrostu. Według danych ADP, liczba miesięcznych użytkowników aplikacji ADP Mobile Solutions wzrosła o 25 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Dzięki narzędziom samoobsługowym pracownicy działów HR zostali zwolnieni z wielu obowiązków administracyjnych, co umożliwiło im skupienie się na zadaniach związanych z kadrą pracowniczą. Cyfryzacja przynosi korzyści zarówno pracodawcom, jak i zatrudnionym, dla których rozwój zautomatyzowanych technologii oznacza większą elastyczność operacyjną.

Gwałtowny wzrost zatrudnienia opartego na konkretnych umiejętnościach będzie napędzał kolejne innowacje. Badanie ADP Research Institute „People at Work: A Global Workforce View” wykazało, że więcej niż jeden na czterech pracowników (28 proc.) przyjął nową rolę w firmie z powodu pandemicznych zmian na rynku pracy. W przypadku pokolenia Z, odsetek ten wynosi aż 36 proc. Po okresie, w którym pracownicy zostali zmuszeni do przekwalifikowania się, będą oni szukać nowych możliwości wykorzystania swoich umiejętności i mocnych stron. Aby zwiększyć wydajność firmy, pracodawcy muszą dostosować się do tej tendencji i zapewnić pracownikom warunki do dalszego rozwoju lub umożliwić im zmianę ścieżki kariery na taką, która daje większe możliwości rozwoju.

Ponad 13 mln mkw. biur w całej Polsce

Na koniec listopada 2021 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Polsce wyniosły 13,36 mln mkw. – wynika z raportu REDD Real Estate Digital Data. W budowie było 1,25 mln mkw.

Według danych REDD, w budynkach istniejących oraz tych w budowie, na koniec listopada dostępne były w sumie 2,86 mln mkw. biur. W samej Warszawie na najemców czeka 900 tys. mkw. powierzchni dostępnej „od ręki”.

W listopadzie odnotowaliśmy delikatny wzrost wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia w całym kraju. Wolna powierzchnia w obiektach w budowie wyniosła ponad 834 tys. mkw. Wzrosła także liczba wolnej powierzchni biurowej w istniejących obiektach i wyniosła 2,16 mln mkw. – wymienia Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Warszawa: Mniej powierzchni klasy B

W listopadzie 2021 stołeczne zasoby biurowe sięgnęli 7 mln mkw. Głównie jest to powierzchnia nowoczesna.

Dzieląc warszawskie obiekty biurowe na klasy, widzimy ciekawe liczby. 4,98 mln mkw. stołecznej powierzchni biurowej znajduje się w budynkach klasy A, ponad 2 mln mkw. to powierzchnia klasy B. Co ciekawe w listopadzie zasoby powierzchni klasy B spadły o ponad 13 tys. mkw. Niezmienna zostaje liczba klasy C. To ponad 80 tys. mkw. – mówi  Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Wysoki poziom nowej podaży oraz niższy popyt notowany od początku pandemii poskutkowały wzrostem poziomu pustostanów. Współczynnik ten dla Warszawy wzrósł w listopadzie 2021 roku do poziomu 13,08 proc.

901 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni pozostawało dostępnych do wynajmu „od zaraz”, a w ciągu najbliższych 3 miesięcy zasoby biur dostępnych natychmiast może zasilić kolejne 26 tys. mkw.

Średni czynsz w Warszawie wzrósł do 13,89 EUR/miesiąc. Z kolei spadł stołeczny REDD Index i wynosi 360 dni. Przypominamy, że REDD INDEX to liczony w dniach wskaźnik średniego czasu, jaki potrzebny jest na wynajęcie powierzchni biurowej.

W Warszawie na koniec listopada 2021 roku budowało się 454 tys. mkw. biur.

Nawrót optymizmu na rynek

Tydzień rozpoczął się od powrotu inwestorów w stronę inwestycji bardziej ryzykownych. Polski złoty odbił się wprawdzie już w zeszłym tygodniu, teraz w górę idą m.in. surowce energetyczne.

Poprawa nastrojów na rynkach

Pomimo rosnącej liczby zachorowań w wielu krajach na świecie na rynkach poprawiają się nastroje. Wzrost optymizmu widać przynajmniej po odbiciu na rynku ropy naftowej. Od początku tygodnia czarne złoto podrożało już 4 dolary za baryłkę, co świadczy o wzroście optymizmu na rynku. W górę poszło też euro względem franka. Para ta jest typowym barometrem nastrojów rynkowych. Im mniej ryzyk na rynkach tym bardziej inwestorzy uciekają z bezpiecznych przystani, co powoduje, że euro odrabia straty względem franka. Ruch ten powoduje, że przy relatywnie stabilnym złotym, względem euro, frank trochę tanieje.

Chiny znów przyspieszają

Nocne dane z Państwa Środka pokazały, że kraj ten mimo pandemii wyraźnie wraca do dawnej chwały. Zarówno eksport, jak i import rosną szybciej od oczekiwań. Wartości tych danych są, jak to często ma miejsce w przypadku Chin, imponujące. Import rośnie o 31,7% a eksport o 22%. Można oczywiście zauważyć, że poprzedni rok był bardzo słaby w covidzie i być może jest to korekta. Problem w tym, że dane zeszłoroczne były bardzo bliskie zera, nie jest to zatem odbicie po spadkach.

Australia nie zmienia stóp procentowych

Dzisiaj w nocy Królewski Bank Australii podjął decyzję w sprawie utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Analitycy zwracają jednak uwagę na zmianę w komunikacie do decyzji. Zamiast informacji o potrzebie czekania i cierpliwości decydentów pojawiła się informacja o poprawiającej się sytuacji gospodarczej. W rezultacie inwestorzy zaczęli kupować dolara australijskiego, wierząc, że oznacza to szybszy wzrost stóp procentowych. Waluta Australii poszła w górę po tych danych około 1%.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Raport przed decyzją RPP: jak zareaguje złoty?

W najbliższą środę (8.12) Rada Polityki Pieniężnej podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych. Posiedzenie będzie istotne nie tylko dla kredytobiorców, ale też dla polskiego złotego. Ruch rzędu 75 pb. ma szansę wzmocnić walutę, podczas gdy podwyżka o zaledwie 25 pb. prawdopodobnie przełoży się na krótkoterminowe osłabienie złotego.

Praktycznie wszyscy obserwatorzy rynku spodziewają się podwyżki stóp procentowych – kluczowe pytania w kontekście zebrania dotyczą skali zmian oraz perspektyw dalszego wzrostu. Spodziewamy się, że RPP podniesie stopę referencyjną o 50 pb. do 1,75%, zgodnie z oczekiwaniami konsensusu ekonomistów. W przypadku takiej podwyżki stopa referencyjna znalazłaby się powyżej poziomu sprzed pandemii, najwyżej od lutego 2015 r.

Ze względu na dynamicznie zmieniające się otoczenie makroekonomiczne i sytuację w zakresie zdrowia publicznego oraz nieprecyzyjne sygnały z banku centralnego środowe posiedzenie może przynieść ruch o innej skali niż zakładana przez nas i konsensus. Istnieją argumenty zarówno za nieco silniejszą podwyżką (m.in. inflacja stale zaskakująca in plus, korzystna sytuacja na rynku pracy), jak i ruchem o nieco mniejszej skali (m.in. spadek cen niektórych surowców, w tym szczególnie ropy naftowej). Jest też kilka, które mogą wykorzystać obie strony debaty (odkrycie wariantu Omikron, tarcza antyinflacyjna, umocnienie złotego).

Zakładamy, że podwyżka o 50 pb. lub więcej nie powinna być dla złotego niekorzystna. Ruch rzędu 75 pb. ma szansę wzmocnić walutę, podczas gdy podwyżka o 25 pb. – mniejsza od oczekiwanej – prawdopodobnie przełożyłaby się na krótkoterminowe osłabienie złotego.

Wykres 1: Stopa referencyjna NBP (2011 – 2021)Stopa referencyjna NBP

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07.12.2021

Katalizatorem zacieśnienia polityki pieniężnej jest wysoka inflacja, bijąca rekordy ostatnich dekad. Zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS w listopadzie inflacja CPI wyniosła 7,7% – była najwyższa od grudnia 2000 r. i wyraźnie przekraczała cel NBP (2,5% ± 1 p.p.). Mająca szczególne znaczenie dla banku centralnego mniej zmienna inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii; lepiej odzwierciedlająca zmiany krajowego popytu) w październiku wyniosła 4,5%.

Wysoka inflacja, mimo że jej istotna część ma związek z czynnikami zewnętrznymi, bez podjęcia wystarczających działań przez bank centralny mogłaby ulec utrwaleniu. Takiemu ryzyku sprzyjają korzystna sytuacja na krajowym rynku pracy, rosnące oczekiwania inflacyjne oraz słabość krajowej waluty.

Wykres 2: Inflacja w Polsce (2002 – 2021)Inflacja w Polsce

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07.12.2021

Dotychczasowe podwyżki i retoryka decydentów

Bank centralny podniósł stopy procentowe w tym roku dwukrotnie. W październiku stopa referencyjna została podniesiona o 40 pb., do 0,5%, co było dużym zaskoczeniem – ze względu na retorykę prezesa Glapińskiego przytłaczająca część uczestników rynku nie spodziewała się zmiany stóp do listopada. W poprzednim miesiącu RPP zaskoczyła ponownie – stopa referencyjna poszła w górę o 75 pb. do poziomu 1,25%, podczas gdy powszechnie oczekiwano wzrostu stóp o 25–50 pb. Bank podjął również szereg innych działań w kierunku bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej, m.in. praktycznie wygasił polskie QE. Ponadto w zeszłym tygodniu (01.12) dokonał operacji dostrajającej, absorbując z rynku ponad 7 mld zł. Dzień przed tym w życie weszła podniesiona w październiku do 2% stopa rezerw obowiązkowych.

W przeciwieństwie do grudnia 2020 r. bank nie interweniuje na rynku walutowym w kierunku osłabienia złotego i nie zapowiada się, żeby koniec tego roku przyniósł podobne działania (byłoby to sprzeczne z celem zacieśniania polityki). Również retoryka prezesa Glapińskiego w kontekście złotego uległa w ostatnim czasie istotnym zmianom, a część jego komentarzy można uznać za interwencje słowne. Jednym z najbardziej wyrazistych stwierdzeń było: „nie ma mocnej gospodarki bez mocnego złotego”. Prezes zmienił też zdanie w zakresie inflacji, która jest „uporczywa”, a nie „przejściowa”. Wysłał również chyba najbardziej jednoznaczny dotychczas sygnał w kontekście dalszych działań decydentów, wskazując, że „jest przestrzeń do wzrostu stóp procentowych”, choć zaznaczył przy tym, że „nie jest ona nieograniczona”.

Na decyzję RPP musimy poczekać do środy. Z kolei w czwartek (9.12) o 15.00 odbędzie się konferencja prasowa prezesa Glapińskiego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

AGICortex tworzy sztuczną inteligencję na nowo. SpeedUp Group inwestuje w kolejny deeptechowy startup

Rozwiązania sztucznej inteligencji działające wewnątrz robotów, dronów, systemów monitorujących i analitycznych, a także pozostałych urządzeń – to obszar, w którym specjalizuje się AGICortex. Spółka tworzy od podstaw sztuczną inteligencję dedykowaną często nieprzewidywalnemu i ciągle zmieniającemu się światu fizycznemu. Właśnie pozyskała na ten cel milion złotych finansowania od SpeedUp Venture Capital Group.

Początki AGICortex sięgają 2014 roku, gdy Maciej Wolski – współzałożyciel i prezes spółki – rozpoczął niezależne badania nad innowacyjnymi sieciami neuronowymi oraz zalążkami technologii cechującej się wysokim stopniem automatyzacji i samoorganizacji. Bazując na wiedzy z zakresu neurobiologii, biochemii i informatyki udało mu się wypracować kierunek rozwoju, który spółka kontynuuje do dziś. W kolejnych latach m.in. dzięki doświadczeniom zdobytym w działach R&D dużych, międzynarodowych korporacji produkujących urządzenia wykorzystujące AI przetwarzającą dane lokalnie (Samsung, Demant) – udało się doprecyzować zakres działań prowadzonych nad rozwojem technik uczenia maszynowego – bazujących nie na wykorzystaniu serwerów w centrach danych, lecz mocy obliczeniowej lokalnych urządzeń. Założyciele AGICortex – Maciej Wolski, Konrad Biernacki i Michael Porsbo – poznali się właśnie podczas wspólnej pracy w grupie Demant, gdzie każdy z nich odpowiadał za inny obszar działalności, a połączyła ich wspólna wiara w sukces zaprojektowanej od zera technologii do energooszczędnego działania w fizycznej rzeczywistości.

Sztuczna inteligencja, która w końcu dorówna człowiekowi

Najbliższe 12 miesięcy to m.in. realizacja projektu stworzenia technologii bardziej dostosowanej do często nieprzewidywalnego i ciągle zmieniającego się świata fizycznego. Aby tego dokonać, zespół wykorzysta autorskie algorytmy Machine Learning, umożliwiające przyswajanie nowych informacji w trybie zautomatyzowanym, bez konieczności odrębnych sesji treningu (uczenie w trybie ciągłym), a także analizę ruchu, głębi oraz dodatkowych informacji kontekstowych – analogicznie do tego jak działa biologiczny mózg. Stworzone rozwiązania staną się częścią zestawu narzędzi programistycznych oferowanych klientom firmy – autorskiego frameworka Machine Learning. – Deep Learning to technologia przystosowana do tego, by realizować jeden cel – tak zwana wąska sztuczna inteligencja. My stopniowo uczymy maszyny modelu świata/otaczającej rzeczywistości, który może potem zostać wykorzystany w wielu różnych zastosowaniach, a pozyskane dane mogą być współdzielone z innymi urządzeniami. Przełomowe w naszej technologii jest to, że możemy uczyć sztuczną inteligencję nowych informacji, także nie wiedząc, do czego zostaną one później wykorzystane (tzw. uczenie nienadzorowane – ang. unsupervised learning). Nasze modele są w stanie zrobić wiele rzeczy naraz. Mogą być bardzo duże, ale tak jak ludzki mózg, wykorzystują tylko niewielki procent tego, co jest im akurat potrzebne. To istotny krok w kierunku generalnej sztucznej inteligencji (AGI), mającej dorównać człowiekowidodaje Maciej Wolski.

Na rynek z autorskim frameworkiem AI

Spółka buduje relacje z pierwszymi potencjalnymi partnerami – w oparciu o podpisane umowy o zachowaniu poufności – wśród których można wyróżnić także znane na całym świecie marki. – W klasycznym ujęciu wdrożenie np. robotów w 100 oddziałach szpitalnych zajęłoby kilkadziesiąt miesięcy, bo każda przestrzeń jest inna – zatem każda lokalizacja musiałby zostać potraktowana jako osobny projekt. Natomiast nasza AI zainstalowana w robotach sprawia, że wiedzą one że np. muszą rozpoznać określone typy obiektów (np. łóżka pacjentów, szafki czy drzwi), a robot sam doucza się różnic, czyli wszelkich atrybutów wizualnych czy dźwiękowych – wyjaśnia Maciej Wolski.

Dotychczas przystosowanie opartej o uczenie maszynowe technologii AI do użycia w konkretnych lokalizacjach wymagało pracy dedykowanego zespołu, koordynującego proces zbierania danych wykorzystywanych do wytrenowania modeli, ciągłego nadzorowania ich efektywności oraz aktualizowania wraz z pojawieniem się nowych danych. Taka sytuacja wielokrotnie przedłuża, utrudnia lub czyni nierentownymi przedsięwzięcia, które mogłyby skorzystać na wdrożeniu sztucznej inteligencji w świecie rzeczywistym. Dzięki wykorzystaniu zautomatyzowanej technologii uczenia w trybie ciągłym niezbędny czas i koszty redukowane są do minimum – co pozwala na zaplanowanie i wdrożenie projektów, które dotąd nie miały uzasadnienia ekonomicznego, ze względu na atrybuty dostępnej technologii. Jeżeli projekt zakłada funkcjonowanie maszyn, urządzeń lub systemów informatycznych w wielu różnych lokalizacjach jednocześnie – naturalnym wyborem powinno być sięgnięcie po wysoce zautomatyzowane (AutoML) rozwiązanie takie jak oferowane przez AGICortex, podnoszące jakość i przyspieszające wykorzystanie wartościowych danych.

Kierunek komercjalizacja

Milion złotych finansowania z funduszu SpeedUp Bridge Alfa AGICortex przeznaczy na realizację projektu badawczo–rozwojowego, związanego z rozpoznawaniem obiektów z wykorzystaniem technik uczenia maszynowego w trybie ciągłym. Istniejące w tym obszarze rozwiązania technologiczne wciąż oferują stosunkowo niską dokładność – nieprzekraczającą 60% poprawnych klasyfikacji. Spółka jest jeszcze przed etapem komercjalizacji swojego pomysłu, choć zainteresowanie rynku jej rozwiązaniem jest już na tym etapie bardzo duże. – Już w trakcie przygotowań do inwestycji zaplanowaliśmy ze spółką dokładny plan działań customer development. Dostosowanie rozwiązania pod potrzeby klientów oraz identyfikacja pierwszych użytkowników są kluczowe na tym etapie rozwoju. Spółka jest już w kontakcie z kilkoma potencjalnymi partnerami produkującymi urządzenia, na których mogłyby zostać umieszczone algorytmy AGICortexwskazuje Tomasz Czapliński, partner zarządzający SpeedUp Group. Według raportu MarketsandMarkets[1] z 2021 r., segment oprogramowania AI przetwarzającego dane na urządzeniach lokalnych będzie jednym z najszybciej rosnących obszarów rynku AI/ML w kolejnych latach, ze średnim CAGR przekraczającym 20%, a jego szacowana wartość na 2026 r. wynosi 1,8 mld USD”dodaje Czapliński.

[1] https://www.marketsandmarkets.com/Market-Reports/edge-ai-software-market-70030817.html

Polski Ład pozbawi sporą część przedsiębiorców możliwości leasingu z korzystnym, 1-proc. wykupem auta

Od czasu ogłoszenia zmian dla branży leasingowej przyjętych w ramach Polskiego Ładu nie milknie dyskusja o tym, jak wpłyną one na prawa leasingobiorców. Z przedstawionych informacji wynika, że nowe przepisy skupią się na ograniczeniu możliwości wykupienia pojazdu do majątku prywatnego. Jak teraz będzie wyglądał ten proces? Wyjaśnia ekspert Santander Consumer Multirent.

W związku z przepisami przyjętymi w ramach Polskiego Ładu, zmieniają się zasady dotyczące wykupu pojazdów do majątku prywatnego dla firm po zakończeniu umowy leasingu. Od 1 stycznia 2022 roku w takiej sytuacji przedsiębiorca będzie zobowiązany do zapłaty podatku dochodowego i VAT przy sprzedaży samochodu.

Do tej pory leasingobiorcy mogli prywatnie wykupić auto po zakończeniu umowy leasingowej, a następnie odsprzedać je innej osobie po pół roku użytkowania, bez konieczności płacenia podatku dochodowego. Od stycznia 2022 roku nowe przepisy wydłużą ten okres aż do 6 lat. Chcąc sprzedać samochód przed ich upływem, przedsiębiorca będzie musiał zapłacić podatek od wartości pojazdu.

Zmiany obejmą także podatek VAT. Obecnie płaci się go od ostatniej raty leasingowej, czyli w praktyce wynosi on 1 proc. wartości samochodu. Nowe przepisy sprawiają jednak, że w przypadku zakupu pojazdu do majątku prywatnego będzie on płacony od realnej wartości rynkowej auta, a nie od wartości wykupu.

Przepisy przyjęte w ramach Polskiego Ładu mogą doprowadzić do zmiany preferencji przedsiębiorców odnośnie formy finansowania – komentuje Maciej Wytwicki z Santander Consumer Multirent. – Analitycy rynkowi przewidują, że w związku z tym zwiększy się popularność produktów z wysoką wartością wykupu typu TCM lub Full Service Leasing. Druga opcja może okazać się ciekawa zwłaszcza dla tych klientów, którym nie zależy na wykupieniu auta po zakończeniu umowy. Klient po wygaśnięciu umowy oddaje samochód firmie wypożyczającej i bierze kolejny w zamian za ustalony miesięczny abonament.

Na tym etapie są to jednak jedynie przewidywania, a więcej w tym kontekście będzie można powiedzieć dopiero po I kwartale 2022 roku. Już teraz można jednak dostrzec, że propozycja Nowego Ładu doprowadziła do sytuacji, w której duża część klientów zdecydowała się na przedterminowe zakończenie umowy leasingowej jeszcze w 2021 roku, aby uniknąć konieczności poddania się nowym zasadom wykupu i sprzedaży auta. Przepisy mają obowiązywać bowiem także względem już zaciągniętych zobowiązań, które zakończą się po 1 stycznia 2022 r.