Listopadowa drożyzna w sklepach. Niektóre towary w sklepach zdrożały nawet o 80%

Jak wynika z cyklicznego raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, w listopadzie br. w relacji rocznej podrożało aż 9 z 12 analizowanych kategorii. Zdecydowanie najbardziej, bo o przeszło 60%, poszły w górę art. tłuszczowe. Wśród nich znowu wyróżnia się olej, który kosztował o prawie 80% więcej niż rok wcześniej. Drugą drożejącą grupą są produkty inne, obejmujące m.in. karmy dla zwierząt, ze wzrostem o 32%. Pierwszą trójkę zestawienia uzupełnia mięso – 20%. W innej kategorii mocno podrożał cukier, bo o prawie 60%. Do tego widać, że rok do roku w sklepach było drożej średnio o blisko 11%.

Według raportu autorstwa UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy AdRetail, bazującego na monitoringu blisko 36 tys. cen detalicznych największych operatorów handlowych w Polsce, wynika, że w listopadzie br. było drożej o 10,7% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Na 12 badanych kategorii aż 9 zdrożało, a tylko 3 potniały. Dla porównania można wskazać, że w październiku br. zakupy były droższe średnio o 4,4% w relacji rocznej, a podrożało 8 kategorii. Natomiast we wrześniu br. odnotowano skok o 8,8%. Wtedy 7 kategorii poszło w górę.

– Drożyzna w sklepach dotrzymuje kroku inflacji. Ten stan na koniec roku nasze centrum analiz przewidywało już pod koniec wakacji. Wtedy wielu ekspertów mówiło, że to raczej mało prawdopodobne. Jednak jak widać po najnowszych danych, mamy niestety obecnie dwucyfrowy wzrost cen w sklepach z żywnością – mówi Karol Kamiński, współautor badania z Centrum Analiz Grupy AdRetail.

Z kolei Grzegorz Rykaczewski z Santander Bank podkreśla, że w porównaniu z ub.r. mocno wzrosły ceny surowców wykorzystywanych w transporcie i energetyce. Dodatkowo rosną koszty pracy. To wszystko bardzo mocno przekłada się na sytuację w gospodarce, w tym również w przemyśle spożywczym. W efekcie następuje transmisja wyższych kosztów na kolejne ogniwa łańcucha, czyli do handlu, a na końcu do konsumenta.

– Są kategorie, które wobec utrzymywania się warunków proinflacyjnych, po prostu dołączyły do ogólnego trendu inflacyjnego. Ważną rolę odegrały rosnące koszty pracy. Ta sytuacja niepokoi. Jednak okres przedświąteczny jest nieco mylący. Ceny idą w górę, ale działają też znane hamulce tego wzrostu, tzn. szeroko rozumiana promocja, wysyp towarów świątecznych i gwałtowny wzrost zakupów – podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD).

Z zebranych danych również wynika, że w listopadzie najbardziej podrożały w skali roku produkty tłuszczowe, bo aż o 60,6%. Szczególnie znowu widoczne jest to w przypadku oleju – skok o 79,4%. Margaryna do pieczenia zdrożała o 36%, a masło stało się droższe o 34,1%. Jak zaznacza Karol Kamiński, o drożejącym oleju mówi się już od kilku miesięcy, ale wciąż nie ustabilizowała się jego cena. Oprócz czynników zewnętrznych, swoją cegiełkę dokładają też sami konsumenci, którzy zaczęli częściej kupować ten produkt na tzw. zapas.

– W listopadzie oleje roślinne były droższe na świecie o ponad 50% w relacji rocznej. Podwyżki były wzmacniane wyższymi niż przed rokiem cenami ropy, które zwiększyły popyt na biokomponenty paliwowe. O około połowę podrożało też masło w hurcie w Polsce. Pośrednią przyczyną jest sytuacja na rynku produktów substytucyjnych, tj. margaryny. Do tego dochodzi spowolnienie dynamiki produkcji w UE i większy niż przed rokiem popyt w sektorze HoReCa – analizuje Mariusz Dziwulski z PKO Banku Polskiego.

Na drugim miejscu zestawienia obejmującego największe podwyżki znajdują się produkty inne – 32%. Tu widoczne są przede wszystkim wzrosty cen karm dla psów (o 33,2%) i kotów (32%). Z kolei pieluchy dla niemowląt podrożały o 5,8%.

–  Wzrost cen karm dla psów i kotów był kwestią czasu. Produkowane są bowiem ze składników, które w ostatnim czasie podrożały najbardziej, czyli mięso i produkty pochodzenia zwierzęcego, a także tłuszcze. Produkcja tych często wysoce przetworzonych artykułów konsumuje znaczną ilość energii elektrycznej, a ta również podrożała – stwierdza Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Trzecią pozycję w zestawieniu kategorii, które najbardziej podrożały, zajmuje mięso – 20%. Wołowina poszła w górę o 27,7%, a cielęcina o 23,6%. Drób zdrożał o 19%. Natomiast wieprzowina potaniała o 2%.

– Wołowina drożeje pod wpływem uwarunkowań światowych, tj. ograniczenia sprzedaży przez głównych eksporterów oraz rosnący popyt w Azji. W przypadku drobiu obserwujemy silną presję kosztową, która negatywnie wpływa na produkcję w Polsce i w innych krajach UE. Ponadto wyższy niż przed rokiem jest popyt w sektorze HoReCa. Jednak skala wzrostów wynika z niskiej bazy odniesienia. W ub.r. – wskutek pandemii COVID-19 – ceny drobiu były bardzo niskie. Tanieje natomiast wieprzowina, czego przyczyną jest zmniejszony popyt w Chinach. W III kwartale br. unijny eksport mięsa wieprzowego do Chin zmalał o blisko połowę – analizuje ekspert z PKO Banku Polskiego.

Kolejne miejsce wśród drożejących kategorii zajmuje nabiał – 16,2%. Za nim są warzywa – 11,2%. Natomiast w czterech przypadkach wzrosty są jednocyfrowe – napoje – 6,8%, chemia gospodarcza – 5,7%, pieczywo – 1,7%, a także owoce – 0,08%.

– Ceny nabiału w tym roku bardzo różnie się zachowywały. Raz rosły, a raz spadały. Natomiast w ostatnim czasie, patrząc w porównaniu do danych z września czy też października, widać, że w tym pierwszym miesiącu ceny rok do roku poszły w górę o 3%, a w drugim – o 4,5%. Skok jest więc dość spory. Z kolei warzywa w październiku br. były droższe o 3% w porównaniu z cenami z 2020 r. Ale we wrześniu drożej było w relacji rocznej o 17,8% – informuje ekspert z Centrum Analiz Grupy AdRetail.

Choć produkty sypkie potaniały roku do roku o 0,8%, to w tym czasie cukier podrożał aż o 58,9%. Jak stwierdza Grzegorz Rykaczewski, jego cena jest efektem sytuacji na rynku światowym. Wpłynął na nią istotny spadek produkcji w Brazylii, która jest największym dostawcą tego produktu na świecie. Dodatkowo wzrost kosztów transportu odbija się na cenach na rynku.

– Oczywiście, ceny w sklepach będą rosły. Nie zginą bowiem systemowe czynniki mające na to wpływ, tzn. fiskalizm i socjalne podejście do kosztu pracy. Do tego dochodzą rosnące koszty wielu surowców, logistyki i pieniądza. Inflacji nie da się zatrzymać na sygnał, tym bardziej w sytuacji, kiedy utrzymywane są czynniki proinflacyjne – podsumowuje dr Faliński.

Różne oblicza kryptowalutowych podatków. Pójdziemy drogą Portugalii czy Austrii?

W Polsce o legalny zarobek na kryptowalutach jest trudno. Polskie rozwiązania prawne są bowiem nieprecyzyjne, a podatki horrendalnie wysokie.  Niektóre rządy jak np. w Estonii czy Portugalii widzą jednak w rozwoju kryptowalut szansę i ułatwiają inwestorom działania. To tam zapewne spoglądać będą polscy posiadacze wirtualnych pieniędzy. W innych krajach europejskich rozwiązania mogą być bowiem jeszcze mniej korzystne niż w Polsce, a wpływ na rozwój bitcoinów może mieć ekologia. 

Eksperci z dziedziny kryptowalut są jednomyślni – w Polsce mimo szumnych zapowiedzi dotyczących inwestycji w innowacyjność i ciągłym wspominaniu o cyfrowej rewolucji, nie dzieje się nic dobrego, co mogłoby przekonać tych, którzy zajmują się jedną z podstawowych gałęzi „nowego świata”, czyli wirtualnymi pieniądzmi. Zachęt do działania i rozliczania się z podatkiem w naszym kraju po prostu nie ma.

Biznes kryptowalut nie jest zero-jedynkowy. To zrozumiałe, że wiele państw widzi pewne zagrożenia, bo choćby monopol banków centralnych może zostać zachwiany. Jednak coraz więcej rządów dostrzega też potencjalne szanse, a zmiana nastawienia może dość szybko przynieść wymierne zyski – mówi Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą.

Prawnicy i sami użytkownicy kryptowalut podkreślają, że Polska cierpi na deficyt przejrzystego prawa dotyczącego tego sektora. Nie wspominając już nawet o tym, żeby te zapisy były racjonalne pod względem podatkowym i nie powodowały wypłynięcia kapitału poza granicę.

Jednym z nielicznych zapisów prawnych jest to, że w Polsce każda kwota, którą wypracujemy dzięki różnicom kursowym poprzez handel kryptowalutami, jest traktowana jak zysk kapitałowy. Podlega zatem podatkowi Belki w wysokości 19%. Jest to bardzo wysoka stawka, która stawia sprawę jasno – chcąc zarabiać na kryptowalutach szukaj rozwiązań.

Zyski na kryptowalucie? Tylko poza Polską

Czy w Polsce można zatem optymalizować podatek pochodzący z obrotu kryptowalutami?

Tak. Jeśli przenosimy nasz portfel na poziom spółki, to może ona obracać kryptowalutą i realizować zyski bez podatku. Co więcej, najczęściej będzie to spółka założona w jurysdykcji, w której system prawny jest zdecydowanie dojrzalszy pod kątem rozwiązań związanych kryptowalutami niż w Polsce – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Oniszczuk za przykład podaje rozwiązania estońskie, które nie tylko gwarantują obracającym wirtualną walutą bezpieczeństwo, ale też racjonalny system podatkowy. Firmy w Estonii nie zapłacą podatku od transakcji i swobodnie będą mogły wprowadzać w życie kolejne inwestycje, aż do momentu wypłacenia dywidendy. Dopiero w tym momencie pobierana jest danina. – Taka firma powinna być maksymalnie związana z krajem, w którym jest zarejestrowana. Jeśli bowiem spółką estońską będziemy zarządzać w całości z Polski, to jest ogromne ryzyko tego, że i w Polsce będziemy musieli zapłacić podatek – dodaje ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates.

Rezydencja podatkowa, czyli portugalski raj

Fikcyjna nie może być też zmiana rezydencji podatkowej, a to druga najpopularniejsza możliwość na faktyczną legalizację środków pochodzących z obrotu kryptowalutami. Jednym z najpopularniejszych wyborów w ostatnich latach jest Portugalia. Powód jest prosty – już w 2016 roku tamtejszy Urząd Skarbowy orzekł, że osoby fizyczne nie powinny być jakkolwiek opodatkowane w kwestii zysków pochodzących ze sprzedaży kryptowalut

Wyjątkiem od tej reguły są działania odpowiadające profesjonalnej działalności osoby fizycznej. W takim przypadku uzyskany dochód mógłby podlegać portugalskiemu podatkowi. Zatem działalność traderów, którzy dokonują transakcji niemal codziennie, może być zakwalifikowana jako profesjonalizacja i może wiązać się z koniecznością opłacenia podatków.

Najważniejsze jest jednak to, żeby przenosiny do Portugalii nie odbyły się tylko na papierze. Jeśli w Polsce podatnik ma centrum życia gospodarczego, a nawet rodzinnego, posiada nieruchomości, to nie wystarczy przebywać poza krajem dłużej niż pół roku. Polski fiskus i tak upomni się o swoje – zaznacza Oniszczuk.

Austria? Kryptowaluta nie jest „eko”

Krajów przyjaznych kryptowalucie jak Portugalia nie ma jednak wiele. Niektóre amerykańskie stany ułatwiają obrót wirtualnym pieniądzem, Salwador uznał bitcoiny za pełnoprawny środek płatniczy, a w Europie choćby Malta nie rzuca kłód pod nogi ludziom z kryptowalutą na koncie.

W którą jednak stronę pójdziemy? Rząd chiński co rusz burzy spokój inwestorom. Raz to nieco ułatwiając obrót kryptowaluta, by za czas jakiś maksymalnie utrudnić działania. W Europie również nie ma jednomyślności, bo obok rozwiązań portugalskich czy estońskich pojawiają się inne propozycje. Choćby w Austrii, gdzie klimat dla kryptowalut raczej nie będzie sprzyjający.

Ci, którzy posiadają takie aktywa takie jak np. Bitcoiny, wkrótce mogą stanąć w obliczu wyższych podatków. Obecnie „kryptoaktywa” są powszechnie uważane za przedmiot spekulacji, a ci, którzy trzymają je dłużej niż rok, nie muszą płacić podatków od zysków ze sprzedaży.

Zmienić to ma tzw. eko-społeczna reforma podatkowa, która przewiduje, że wirtualne pieniądze będą w przyszłości opodatkowane jak papiery wartościowe. Oznacza to, że od zysków należny będzie podatek w wysokości 27,5%.

Skąd powiązanie kryptowalut z ekologią? Wytwarzanie kryptowalut wiąże się ze znacznym zapotrzebowaniem energetycznym. Jak wynika z wyliczeń Uniwersytetu w Cambridge, wydobycie bitcoinów zużywa ponad 120 terawatogodzin (Twh) rocznie, czyli więcej energii elektrycznej niż kraje takie jak Malezja, Szwecja czy Argentyna. Oznacza to, że gdyby bitcoin był krajem, znalazłby się wśród 30 największych konsumentów energii.

Górnicy „przyszłości” emitują ogromny ślad węglowy, więc państwa, które chcą szybko zrealizować porozumienia dotyczące neutralności węglowej, nie mogą pozwolić sobie na to, żeby w miejsce „starych kopalni” pojawiły się na masową skalę nowe. Wirtualne.

Inflacja przerobiła 500 plus na 420 plus

Świadczenie 500 plus jest dziś warte mniej niż 420 zł w cenach z kwietnia 2016 roku, czyli momentu startu tego programu. Prognozujemy, że z powodu wysokiej inflacji na jesieni przyszłego roku 500 plus zamieni się w 400 plus. Za 500 zł z programu można dziś kupić 83 litry benzyny, podczas gdy na jego starcie było to 116 litrów.

Inflacja zjada nie tylko oszczędności, ale obniża także wartość świadczeń, które nie mają mechanizmu waloryzacji. Program 500 plus wystartował 1 kwietnia 2016 roku i był realizacją jednej z głównych wyborczych obietnic PIS. Program jednak od początku zakładał stałą kwotę świadczenia, która nie miała być waloryzowana. Z tego powodu realna wartość świadczenia z miesiąca na miesiąc maleje. Jednak ostatni znaczący wzrost inflacji (do 7,7 proc. w listopadzie) spowodował, że jego wartość zaczęła spadać mocniej. W grudniu 2021 roku realna wartość 500 zł wypłacanego w programie wynosi zaledwie 419 zł w cenach z kwietnia 2016 roku. To dlatego, że skumulowana inflacja w okresie od 1 kwietnia 2016 do końca listopada 2021 wyniosła prawie 20 proc.

Zależnie od dalszego scenariusza wzrostu inflacji, wartość świadczenia 500 plus spadnie poniżej 400 zł (w cenach z kwietnia 2016) między październikiem a grudniem 2022 roku.

Oficjalna inflacja CPI podawana przez GUS, to przeciętny koszyk dóbr konsumpcyjnych. Są jednak produkty, które podrożały mocniej niż inflacja. Na przykład benzyna 95 kosztowała na stacjach benzynowych w kwietniu 2016 roku 4,30 zł/l, obecnie cena ta wynosi 6 zł/l (39 proc. więcej). Za wypłacone świadczenie 500 plus w kwietniu 2016 można było kupić 116 litrów takiej benzyny, podczas gdy dziś są to tylko 83 litry.

Ile realnie warte jest świadczenie z programu 500 plus (w cenach z 1.04.2016 r.)

Ile realnie warte jest świadczenie z programu 500 plus
Źródło: GUS, kalkulacje własne eToro

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Split payment – czy rząd zmieni przepisy?

Przedsiębiorca, który zalega ze spłatą podatku VAT, nie może przesłać urzędowi skarbowemu pieniędzy z konta służącego do płatności VAT – z propozycją zmiany tych przepisów wyszła posłanka Hanna Gill-Piątek.

Posłanka złożyła do ministra finansów interpelację, w której opisuje źle działający mechanizm pobierania środków zablokowanych przez urząd skarbowy. Przedsiębiorcy, któremu urząd „wszedł na konto”, bank pobrał pieniądze z rachunku głównego, a nie z tego służącego do rozliczeń ze skarbówką, mimo że znajdowały się tam pieniądze. „W opisanej sytuacji przedsiębiorca pozostaje z zablokowanymi środkami na koncie głównym, a środków z konta VAT nie może wykorzystać. Niestety zgodnie z obowiązującymi regulacjami praktyka taka jest możliwa” – napisała posłanka.

Jak dodaje, obecne przepisy są w tej sprawie niejasne. Wprawdzie na podstawie art. 62d Prawa bankowego środki zgromadzone na koncie VAT mogą zostać zajęte na rzecz administracyjnego tytułu wykonawczego wystawionego przez Krajową Administracje Skarbową, jednak prawo pozwala bankom na dowolność, czy egzekucja zostanie przeprowadzona z rachunku podstawowego, czy z rachunku VAT. „W przypadku gdy bank zdecyduje, że przeprowadzi egzekucję z konta podstawowego, a przedsiębiorca nie ma na tyle wysokiej sprzedaży, by naliczony został VAT w kolejnych miesiącach, część jego środków zostaje zamrożona na koncie bankowym przez co najmniej 60 dni, bo dopiero po takim czasie może on wystąpić do naczelnika urzędu skarbowego o odmrożenie własnych pieniędzy. Warto podkreślić, że jest to sytuacja skrajnie niekorzystna dla przedsiębiorców, a korzystna dla banków, które z ten sposób zdobywają dodatkową gotówkę, którą mogą obracać” – tłumaczy Hanna Gill Piątek.

Jak wynika z praktyki biur rachunkowych, taka sytuacja jest szczególnie dotkliwa dla małych przedsiębiorców. – Kilkakrotnie zdarzyła się sytuacja, że nasz klient czekał na płatność za fakturę od dużej spółki nawet kilka miesięcy – mówi Dorota Masternak z Biura Rachunkowego Trzos. – W międzyczasie nie mógł rozliczyć się z wykonawcami ani z urzędem skarbowym. Tymczasem urzędy działają szybko – po miesiącu potrafią zablokować konto. Niestety po wpłynięciu pieniędzy okazywało się, że środki na rozlicznie podatków poszły z konta podstawowego, co oznaczało, że nie wystarczyło ich na zapłacenie wszystkim podwykonawcom. Wśród naszych klientów przyjęło się nawet określenie: „klątwa dużej faktury”.

Na odpowiedź na interpelację minister finansów ma 21 dni. Oznacza to, że powinna być udzielona jeszcze w tym roku.

Inflacja w USA najwyższa od 1982 roku? Złoty ma szansę na wzrosty

Dziś dane na temat inflacji pokażą Stany Zjednoczone. Istnieje szansa, że odczyt listopadowy będzie stanowił szczyt dynamiki. Oczekiwania rynkowe są na poziomie 6,8 proc. Jeśli przewidywania potwierdzą się, będzie to najwyższy poziom od 1982 roku.

Czynniki, które kreują ceny są cały czas takie same. To oczywiście silny popyt dzięki solidnym dochodom w warunkach dużych niedoborów materiałów oraz stały wzrost cen energii. Co prawda surowce takie jak ropa, gaz czy węgiel obniżyły się w listopadzie oraz na początku grudnia, to jednak cały czas mamy do czynienia z podwyższonymi poziomami. Spadki te będą prawdopodobnie odzwierciedlone w grudniowym odczycie, dlatego też dzisiejszy CPI z USA powinien ustanowić szczyt po czym możemy spodziewać się lekkiej korekty. Inflacja jednak pozostanie podwyższona w krótkim jak i średnim terminie.

Dane dzisiejsze potwierdzą obawy Fed, że dynamika wzrostu cen nie będzie przejściowa jak pierwotnie oczekiwano. Jeśli dzisiejsze dane będą zgodne z konsensusem lub wyższe, wówczas może to wzmocnić oczekiwania rynkowe (i tak już wysokie), że Rezerwa Federalna w przyszłym tygodniu zdecyduje się przyspieszyć proces „taperingu”. Sytuacja na rynku pracy jest dobra. Otwarte stanowiska pracy są na rekordowym poziomie. Liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych spadła do najniższego pułapu od końca lat 60. Również stopa bezrobocia zmierza w kierunku poziomu sprzed pandemii.

Wysoki odczyt może ponownie wspierać dolara amerykańskiego i po płytkiej korekcie (bardzo zbliżonej pod kątem rozpiętości do tej z października) główna para walutowa ponownie ma szanse skierować się na południe.

Wczorajsza konferencja prasowa prezesa NBP Adama Glapińskiego nie wpłynęła znacznie na wycenę złotego. Po deprecjacyjnym ruchu w środę po decyzji o podwyżce stopy referencyjnej o 50 bps, EUR/PLN nadal krąży wokół 4,60 – 4,61. Widać wyraźnie, że środowa decyzja została mocno zdyskontowana już na kilka dni wcześniej. EUR/PLN zdołał z poziomu 4,72 spaść lekko poniżej 4,58. Zatem widać w tym wypadku schemat kupowania plotek i sprzedawania faktów. Moim zdaniem złoty ma szansę na dalsza aprecjację, jednak nie powinniśmy spodziewać się takiego tempa umocnienia jak na przełomie listopada i grudnia. Najważniejszym stwierdzeniem wczorajszego wystąpienia przewodniczącego RPP było zdanie, że „w przypadku nie zmienionych warunków dalsze podwyżki stóp procentowych są bardzo prawdopodobne”. Zatem moim zdaniem ruch na stopach w styczniu powinien mieć miejsce. Jeśli sytuacja z wariantem Omikron nie ulegnie pogorszeniu, wówczas złoty na koniec roku w relacji do euro może być wyceniany na poziomie 4,54-4,55.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Przed nami dwukrotnie wyższe stopy procentowe. Przy obecnych nie wygramy z inflacją

Normalna byłaby sytuacja, gdyby stopy procentowe przewyższały inflację. Tak dużych podwyżek nie należy się spodziewać, ale po ostatnich decyzjach RPP jesteśmy dopiero w połowie drogi. Przed nami dwukrotnie wyższe stopy procentowe.

Przy inflacji 7,7% rok do roku za listopad wielu analityków ocenia, że docelowa stopa, do której dojdzie RPP to 3,3%. Po podwyżce z 8 grudnia o 50 pkt. bazowych główna stopa procentowa to 1,75%, z tego wynikałoby, że jesteśmy już tuż za połową drogi.

– Oczekiwania rynku są takie, że podwyżki stóp procentowych będą kontynuowane, a jaka będzie stopa docelowa trudno dziś przewidywać, rynek wycenia, że to będzie nieco ponad 3% – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

RPP przestała wierzyć w zapewnienia prezesa NBP sprzed kilku miesięcy, że inflacja w Polsce jest przejściowa. Jesteśmy pośród trzech krajów UE o najwyższej inflacji, a bywały ostatnio miesiące, że biliśmy liderem wzrostów cen.

Rosnące stopy procentowe będą wypadkową sytuacji w przyszłym roku, a może także w kolejnym. Bardzo istotny okaże się kontekst międzynarodowy dotyczący globalnej inflacji i globalnego wzrostu gospodarczego.

W komunikacie po posiedzeniu RPP najistotniejszy jest jego końcowy fragment, w którym RPP wskazuje, że w najbliższych miesiącach jej decyzje będą skierowane na obniżanie inflacji przy jednoczesnym wsparciu dla wzrostu gospodarczego.

– Nie będzie więc gwałtownego tłumienia inflacji, to wymagałoby szybszych podwyżek stóp procentowych do dużo wyższych poziomów niż te, które teraz mamy – komentuje ekspert XTB. – Przed nami raczej próba zarządzania oczekiwaniami inflacyjnymi i dlatego najnowsza podwyżka może być uznana za trochę rozczarowująco niską.

Czy inflacja będzie spadać w miesiącach wiosennych, zadziała rządowa tarcza antyinflacyjna? Oczywiście, bardzo wiele będzie zależało od światowych cen paliw. Obniżaniu inflacji powinien sprzyjać efekt bazy w postaci cen ropy, które w pierwszych miesiącach 2021 r. były już wysokie.

– Jest wiele czynników zmiennych i może się okazać, że efekt wprowadzenia tarczy antyinflacyjnej okaże się jednak proinflacyjny, bo jako konsumenci będziemy mieć trochę więcej pieniędzy i to w momencie, gdy gospodarka tego nie potrzebuje – dodaje P.Kwiecień. – A gdy działania tarczy się skończą może dojść do wzrostu inflacji. Dlatego oceniając politykę pieniężną NBP powinniśmy analizować sytuację w horyzoncie od roku do dwóch lat. I na taki horyzont RPP ma rzeczywisty wpływ.

Przed nami więc wysoka inflacja i kolejne podwyżki stóp procentowych, a najbliższa już prawdopodobnie w styczniu. Warto też pamiętać, że stopy procentowe zazwyczaj były w Polsce wyższe niż inflacja, dzięki czemu mieliśmy gospodarkę lepiej zbilansowaną. Do takiej sytuacji, przy inflacji bliskiej 8% brakuje nam podwyżek stóp procentowych 6 pkt. proc.

Przy tak niskich nadal stopach nie ma szans, aby skutecznie walczyć z niebezpiecznie wysokimi oczekiwaniami inflacyjnym.

Szymon Janiak: polski rynek VC wkrótce się załamie

Po kilku rekordowych latach, gdzie rodzimy rynek VC osiągał historyczne wyniki na właściwie każdym z kluczowych pól: liczby inwestycji, ich wartości czy rund kontynuacyjnych, nadejdzie niezwykle trudny moment. Dwa główne motory napędowe, czyli publiczne programy PFR Starter i NCBiR Bridge Alfa zakończą obecne edycje. Przestój w dopływie kapitału doprowadzi do szybkiego i znaczącego załamania rynku, na które powinny się przygotować zarówno fundusze jak i start-upy.

Wiele ekosystemów venture capital powstało właściwie dzięki publicznym pieniądzom. Takie działania były prowadzone m.in. w Izraelu czy we Francji i dokładnie ten sam mechanizm, choć lata później, został zaimplementowany w Polsce. Każdy, kto działa na tym rynku dłużej niż dekadę wie, że pierwszy boom zawdzięczamy m.in. programom KFK i 3.1. To z nich wyrosło większość topowych funduszy w naszym kraju, choć niewiele osób – zwłaszcza start-upów – zdaje sobie z tego sprawę, dyskryminując podmioty publiczno-prywatne. Wtedy był to jeszcze dziki zachód, bo nie było narodowych standardów a wiele mechanizmów zaczerpniętych było z rynku amerykańskiego i trzeba było nauczyć się po prostu jak to działa. Głównym problemem był oczywiście kapitał, bo to inwestorzy, czyli LP, bali się tej klasy aktywów, natomiast zachęcał ich do tego lewar publiczny, który z jednej strony mitygował ryzyko, z drugiej mógłby przynieść asymetryczne zyski. Kiedyś powiedziano, że aby zostać dobry zarządzającym trzeba stracić miliony dolarów, by zrozumieć, jak działa pieniądz w funduszach. Nie da się nauczyć inwestowania pasywnie – czytając książki i obserwując innych, własne doświadczenia stanowią tu fundament. Dlatego śmiać się chce, gdy czyta się krytyczne opinie managerów inwestycyjnych – „znawców”, którzy przerzucają się argumentami, wysławiając jedne programy (w których oczywiście działają) ponad innymi, nie rozumiejąc idei ich działania. Każdy posiada wady i zalety, w każdym występują patologie, natomiast generalny efekt jest bezapelacyjnie dobry dla polskiego rynku.

Kurek powoli się zakręca

Na przestrzeni 2-3 następnych lat większość VC z programów BA i Starter kończy okresy inwestycyjne. Być może uda się wywalczyć jakieś symboliczne przedłużenie, ale to niezwykle trudny proces systemowy. Biorąc pod uwagę, że wciąż zdecydowana większość VC w Polsce – zwłaszcza w zakresie inwestycji early stage – to fundusze publiczno-prywatne oznaczać będzie to dość nagłe zahamowanie. Start-upy przyzwyczajone do tego, że masowo prowadzą rozmowy z VC i właściwie mogą wybierać partnerów, zostaną postawione znów w odwrotnej sytuacji. Tylko te najlepsze będą mogły liczyć na kapitał a generalna liczba transakcji znacząco spadnie, bo nie będzie miał kto inwestować. Przetasowanie wystąpi również na rynku VC – najlepsi będą zbierać kolejne fundusze z przewagą kapitału prywatnego, reszta będzie czekać, co wydarzy się na rynku. Tutaj pojawia się fundamentalne pytanie: jakie programy wsparcia dla VC ruszą, kiedy realnie będzie można wystartować z inwestycjami, jak będą wyglądać szczegóły itd. Pojawiają się co prawda już różne zapowiedzi, natomiast wiadomym jest, że są to procesy powolne i przejściowy marazm będzie trwać. Z całością związana jest też kwestia korelacji z funduszem odbudowy oraz wprowadzeniem rozporządzeń wykonawczych w zakresie perspektywy FENG. Kolejna wątpliwość dotyczy również środków, które nie zostaną rozdystrybuowane. Tajemnicą poliszynela nie jest, że wiele publiczno-prywatnych VC nie zdoła alokować całego kapitału inwestycyjnego. Jakiś czas temu podjęto bardzo racjonalny ruch, a mianowicie tam, gdzie nadwyżki są największe, postanowiono wprowadzić restrykcje, zabierając funduszom zawieszony kapitał i transferując go, w inne miejsca. Docelowe przeznaczenie powinno wkrótce się wyklarować.

Dodatkowy problem stanowić będzie luka kapitałowa, która znana jest nie od dziś. Inwestycje seedowe i pre-seedowe, po pierwszym finansowaniu w granicach 1 mln, dochodzą często do momentu zakończenia pierwszej iteracji produktu i pierwszej komercjalizacji. Potrzebują wtedy 2-3 mln na skalowanie rozumiane głównie jako budowanie struktur handlowych, budżetów marketingowych i ekspansja na kolejne kraje. Finansowanie, które jest dostępne obecnie to często zbyt duże tickety, jak np. przy Otwartych innowacjach, a stricte prywatnych VC jest wciąż relatywnie mało. Zostaje zatem korzystanie z innych form kapitału – aniołów biznesu, inwestorów branżowych, ECF czy w niektórych przypadkach zrobienia rundy pre-ipo a następnie wejścia na NewConnect (ostatnio często przez odwrotne przejęcie, celem uproszczenia całej procedury). Fundamentalnym problemem jest to, że w Bridge Alfa rundy follow-on są niemożliwe, natomiast Startery mają ograniczony kapitał, które mogą przeznaczyć na ten cel. W praktyce – kończy się on bardzo szybko. Ponadto większość VC ma jednak formułę zamkniętą, więc zwroty z inwestycji będą w określonym momencie wypłacone inwestorom – nie przeznaczone na kolejne wejścia.

Quo Vadis?

Czasowe nawet zamknięcie kluczowych źródeł dostępu do kapitału będzie miało szereg implikacji. Po pierwsze w ramach zakończenia perspektywy nastąpi wielka inflacja, bo VC będą starały się alokować jak najwięcej kapitału, do czego motywują ich zapisy umów z instytucjami publicznymi, więc przez krótki okres będzie mnóstwo dostępnego kapitału. Tuż po tym nastąpi znaczący spadek. Po drugie na znaczeniu zyskają przede wszystkim prywatne VC, które mogą cierpieć na klęskę urodzaju, natomiast fundusze publiczno-prywatne będą starać się jak najszybciej stawiać nowe wehikuły prywatne. Po trzecie możne znacząco zwiększyć się liczba inwestycji ze strony funduszy zagranicznych, które będą widzieć w Polsce dobre okazje inwestycyjne. Po czwarte na znaczeniu zyskają alternatywne źródła pozyskiwania kapitału wymienione wcześniej w artykule. Zarówno start-upy jak i fundusze powinny przygotować się do nadchodzącej transformacji poprzez rozsądne planowanie runway’u oraz strategii w zakresie pozyskiwania kolejnych rund. Jeśli founderzy tego nie zrobią, mogą zderzyć się ze ścianą tj. zrobią produkt, zyskają pierwszych klientów w Polsce, dochodząc np. do 10K MRR i zamiast zwiększać dynamikę wzrostu i nie znajdą inwestorów, którzy zapewnią im finansowanie kontynuacyjne. Od strony publicznej wszystko zależy od tego, które finalnie programy będą dalej dostępne, w jakim kształcie i kiedy realnie będzie można pozyskać z nich pieniądze. Są już pewne zapowiedzi, natomiast trzeba czekać na konkrety.

Kluczowe jest to, aby na chwilę wyjść poza obszar własnego podmiotu – niezależnie od tego czy jest to VC czy start-up i spojrzeć na rynek w skali makro. Rozumiejąc zachodzące procesy, ich czasochłonność oraz strukturę, można w pewien sposób zabezpieczyć swoją przyszłość, adaptując się do zmian rynkowych. Im szybciej, tym lepiej, bo zegar tyka.

***

Szymon Janiak, Managing Partner, Co-founder Czysta3.vc

O autorze: Współtwórca i partner zarządzający Czysta3.vc – jednego z najbardziej aktywnych funduszy venture capital w Europie Środkowo-Wschodniej o kapitalizacji 50 mln zł. Tylko w ciągu ostatnich niespełna 3 lat zrealizował 25 inwestycji w spółki z obszaru internet ventures. Z rynkiem innowacji związany od ponad dekady zarówno od strony start-upu, spółki doradczej, jak i funduszów. Członek rad nadzorczych kilkunastu spółek technologicznych. Wykładowca akademicki, autor kilkuset materiałów eksperckich publikowanych m.in. na łamach Forbes, Pulsu Biznesu czy Rzeczpospolitej. Speaker na eventach medialnych i konferencjach m.in. w Londynie, Nowym Jorku czy Szanghaju.

Oczekiwana podwyżka, nieprzewidywalne wystąpienie prezesa RPP

Wczorajszy dzień minął na czekaniu na decyzję w sprawie stóp procentowych w Polsce. Z jakiegoś powodu Rada Polityki Pieniężnej nie podaje godziny publikacji, tylko robią to z zaskoczenia.

Stopy w górę, ale nie dość

Na wczorajszym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o oczekiwane przez większość analityków 0,5%. Biorąc jednak pod uwagę obecną sytuację na rynku, większość inwestorów liczyła, że ponownie wzrost wyniesie 0,75%, by zamknąć rok chociaż równym 2%. W rezultacie podwyżki główna stopa procentowa wynosi 1,75% i jest o imponujące 6% niższa niż inflacja. Po poprzednich podwyżkach nadwyżka inflacji była mniejsza, zatem problem się wręcz powiększa. O tym, że inwestorzy oczekiwali większego wzrostu, najlepiej jak zawsze świadczy rynek walutowy. Po decyzji złoty osłabiał się względem euro o około 3 grosze.

Posiedzenie prezesa NBP

Dzisiaj o godzinie 15:00 prezes NBP wystąpi na konferencji prasowej. Ostatnie takie wydarzenia miały bardzo istotny wpływ na rynki walutowe. Nie inaczej powinno być w tej chwili. Jeszcze niedawno opowiadał o konieczności poczekania na efekty podwyżek stóp procentowych, dzisiaj z kolei mamy już wyższe poziomy. Jeżeli na konferencji będziemy słuchać o serii podwyżek, powinno to wpływać korzystnie na wycenę złotego. Z drugiej strony, jeżeli będziemy słuchać o tym, że szczyt inflacji jest w styczniu, a potem ona i tak będzie spadać, więc dalsze działania nie są potrzebne, to może się okazać, że złoty będzie przeceniany.

Nie tylko polski bank centralny

Wczoraj poznaliśmy decyzję zarówno indyjskiego banku centralnego, jak i kanadyjskiego. W obydwóch przypadkach zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Nie miało to większego wpływu na rynki, gdyż panowała zgoda, co do tego kierunku ruchu. Jest to szczególnie silne w Kanadzie, która mocno dostosowuje swoją politykę do swojego jedynego sąsiada. W USA zgodnie z obecnymi ankietami należy się spodziewać podwyżek dopiero za ponad pół roku. Co wcale nie znaczy, że jeżeli sytuacja będzie się poprawiać, nie podniosą stóp procentowych szybciej.

W kalendarium danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Projekt przepisów o ochronie sygnalistów

W grudniu 2021 r. mija termin na dostosowanie się podmiotów publicznych, firm sektora finansowego oraz podmiotów prywatnych zatrudniających powyżej 250 osób do przepisów Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii. W związku z tym pojawił się długo wyczekiwany projekt przepisów stanowiących implementację dyrektywy, który teraz trafił do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów. Przepisy o ochronie sygnalistów dotyczą różnych dziedzin prawa i pracują nad nim różne ministerstwa. Z uwagi na krótki okres na ich wdrożenie oraz kompleksowość tych regulacji warto, aby więksi przedsiębiorcy zapoznali się z nim już dziś.

Kto może zostać sygnalistą?

Zgodnie z art. 4 Projektu ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa, opatrzonego numerem UC101, sygnalistą może być każda osoba fizyczna, która ujawnia publicznie lub jedynie zgłasza informację o naruszeniu prawa uzyskaną w związku z wykonywaną pracą, w szczególności gdy występuje w charakterze pracownika, osoby ubiegającej się o zatrudnienie, osoby świadczącej pracę na innej podstawie niż stosunek pracy, przedsiębiorcy, akcjonariusza lub wspólnika, członka organu osoby prawnej, stażysty, wolontariusza czy osoby świadczącej pracę pod nadzorem i kierownictwem (podwykonawcy). Przepisy mają na celu ochronę takich osób przed tzw. działaniami odwetowymi, podejmowanymi w związku z dokonanym zgłoszeniem/ujawnioną informacją, które mogłyby wyrządzić szkodę sygnaliście.

Wyłączenia

Z definicji sygnalistów wyłączone zostały sytuacje ochrony informacji niejawnych, tj. za sygnalistę nie będzie uznana osoba, która ujawni publicznie informacje niejawne. Ponadto z ochrony wyłączone zostały osoby związane z posiadaną informacją tajemnicą zawodową oraz tajemnicą narady sędziowskiej. Przepisów o sygnalistach nie stosuje się także do postępowania karnego, a także w sytuacji gdy informacja została zgłoszona na podstawie odrębnych przepisów, w tym jako skarga lub zawiadomienie.

Ustawodawca w projekcie przewidział ponadto, że przepisów nie stosuje się w odniesieniu do osób fizycznych, działających jedynie we własnym, indywidualnym interesie, albo w sytuacji gdy naruszenie prawa godzi jedynie w interes zgłaszającego.

Ostatnie wyłączenie dotyczy braku zastosowania przepisów o sygnalistach do zamówień publicznych w dziedzinach obronności i bezpieczeństwa.

Ochrona sygnalisty

Ustawa ma chronić sygnalistów przed podejmowaniem działań odwetowych w związku z ujawnieniem informacji lub jej zgłoszeniem. W szczególności pracodawca nie może odmówić nawiązania stosunku pracy z taką osobą, wypowiedzieć lub rozwiązać bez wypowiedzenia stosunku pracy, obniżyć wynagrodzenia, wstrzymać awansu, pominąć przy przyznawaniu innych świadczeń jak na przykład premie, przenieść pracownika na niższe stanowisko, zawiesić w wykonywaniu obowiązków pracowniczych lub służbowych. Ponadto pracodawca nie może zmienić takiemu pracownikowi miejsca wykonywania pracy bez uzasadnionej przyczyny. To samo dotyczy czasu pracy. Pracodawca nie będzie mógł też celowo skierować na badania lekarskie np. psychiatryczne, wstrzymać udziału w szkoleniach czy utrudniać znalezienia pracy. Innymi słowy, po dokonanym zgłoszeniu/ujawnieniu informacji osoba będzie podlegała szczególnego rodzaju ochronie, a pracodawca powinien dołożyć starań, aby faktu zgłoszenia/ujawnienia nie „karcić”.

Ochronie będzie podlegało tylko zgłoszenie naruszenia prawa unijnego lub krajowego w ściśle określonych przez ustawodawcę obszarach. Jako „naruszenie prawa” będzie rozumiane zgodnie z ustawą działanie lub zaniechanie niezgodne z prawem lub mające na celu obejście prawa dotyczące: zamówień publicznych, usług, produktów i rynków finansowych, zapobiegania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, bezpieczeństwa produktów i ich zgodności z wymogami, bezpieczeństwa transportu, ochrony środowiska, ochrony radiologicznej i bezpieczeństwa jądrowego, bezpieczeństwa żywności i pasz, zdrowia i dobrostanu zwierząt, zdrowia publicznego, ochrony konsumentów, ochrony prywatności i danych osobowych, bezpieczeństwa sieci i systemów teleinformatycznych, interesów finansowych Unii Europejskiej, rynku wewnętrznego Unii Europejskiej, w tym zasad konkurencji i pomocy państwa oraz opodatkowania osób prawnych.

Warto też zaznaczyć, że powyższe przepisy będą miały zastosowanie także do osoby pomagającej w dokonaniu zgłoszenia oraz osoby powiązanej ze zgłaszającym, jeżeli pozostają w stosunku pracy z tym samym pracodawcą.

Co mogą zrobić pracodawcy?

W związku z planowanym wejściem w życie tych przepisów warto już teraz podjąć proaktywne działania w firmach. Powinny one polegać w głównej mierze na przygotowaniu procedur na okoliczność zgłoszenia nieprawidłowości i utworzeniu gwarantujących anonimowość zgłaszającemu kanałów komunikacji i polityki przetwarzania takich informacji. Warto również powołać osobę, która obsługiwałaby takie zgłoszenia i stała na straży zarówno wdrożonych procedur, jak i prawa krajowego i UE. Usystematyzowanie tych zagadnień może pomóc w uniknięciu upublicznienia informacji o zgłaszającym czy pojawiających się, jeszcze niezweryfikowanych zgłoszeniach mogących zaszkodzić firmie. Warto też proaktywnie zdefiniować obszary działalności narażone na ryzyko wynikające z projektowanych przepisów, tj. w zakresie wskazanych przepisów unijnych i krajowych ustaw. Takie działania z pewnością pomogą w implementacji przepisów oraz poprawią wizerunek firmy jako instytucji transparentnej i otwartej.

Po wejściu w życie ustawy (14-dniowe vacatio legis) duzi przedsiębiorcy zatrudniający powyżej 250 pracowników będą już zobowiązani do posiadania wewnętrznych rozwiązań, umożliwiających bezpieczne, anonimowe i poufne zgłaszanie nieprawidłowości. Dodatkowo będzie wskazane również prowadzenie rejestru takich zgłoszeń oraz podejmowanie działań naprawczych i informowanie o nich zgłaszającego oraz inne zainteresowane osoby.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jeden dzień wolny więcej w 2022 r. Ile będziemu pracować w przyszłym roku?

W grudniu wymiar czasu pracy na pełnym etacie wynosi 22 dni, czyli 176 godzin. Pracownikowi przysługuje wtedy jeden dodatkowy dzień wolny do odbioru za Boże Narodzenie, które wypada w sobotę. Wykorzystanie go tuż po świętach lub przed Sylwestrem wydłuży odpoczynek – przypominają eksperci z firmy inFakt. Natomiast w 2022 r. pierwsza podobna okazja będzie już 3 lub 7 stycznia. W przyszłym roku czekają nas łącznie cztery długie weekendy.

Dodatkowy dzień wolny już w styczniu

Liczba dni pracujących jest regulowana przez Kodeks Pracy. Zależy ona m.in. od tego, ile świąt wolnych od pracy nie wypada w niedzielę. W 2022 r. będzie dziewięć takich przypadków:

  • 1 stycznia 2022 r. – Nowy Rok – sobota
  • 6 stycznia 2022 r. – Święto Trzech Króli – czwartek
  • 18 kwietnia 2022 r. – drugi dzień Wielkiej Nocy – poniedziałek
  • 3 maja 2022 r. – Święto Narodowe Trzeciego Maja – wtorek
  • 16 czerwca 2022 r. – dzień Bożego Ciała – czwartek
  • 15 sierpnia 2022 r. – Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny – poniedziałek
  • 1 listopada 2022 r. – Wszystkich Świętych – wtorek
  • 11 listopada 2022 r. – Narodowe Święto Niepodległości – piątek
  • 26 Grudnia 2022 r. – drugi dzień Bożego Narodzenia – poniedziałek.

Liczba dni roboczych w przyszłym roku wyniesie więc 251, czyli o jeden mniej niż w obecnym. Już 3 lub 7 stycznia będzie okazja do wydłużenia weekendu, ponieważ Nowy Rok wypada w sobotę. W tej sytuacji pracodawca ma obowiązek udzielenia innego dnia wolnego pracownikom, którzy pracują od poniedziałku do piątku (art. 130 paragrafu 2 KP). Musi on być wykorzystany w tym samym okresie rozliczeniowym, czyli, w większości przypadków, w tym samym miesiącu.

Ile godzin w poszczególnych miesiącach będą pracowali Polacy?

dni pracy 2022

W przyszłym roku czas pracy na pełnym etacie wyniesie łącznie 2008 godzin. Najbardziej pracowitym miesiącem będzie marzec – 23 dni pracujące, czyli 184 godziny. Z kolei najwięcej wolnych dni (12) wypadnie w styczniu. Różnica względem marca wyniesie więc aż 32 godzin.

Jak obliczyć wymiar czasu pracy na niepełnym etacie?

Dla pracowników zatrudnionych na niepełny etat liczbę godzin pracujących wylicza się na zasadzie proporcjonalności do zakresu pracy w umowie. – Przykładowo, jeśli ktoś jest zatrudniony na pół etatu, to minimalny czas pracy w lutym 2022 r. wyniesie 80 godzin, czyli połowę ze 160 godzin. Analogicznie, w przypadku ¾ etatu w tym samym miesiącu, będzie to 120 godzin – komentuje Mateusz Boguszewski, główny księgowy w firmie inFakt.

Istnieje jednak możliwość wydłużenia czasu pracy zatrudnionym na niepełny etat. Dodatkowe godziny pracy nie mogą natomiast przekroczyć godzinowego wymiaru na pełnym etacie. Oznacza to, że zarówno osoba zatrudniona na ½, jak i na ¾ etatu w lutym 2022 r. nie będzie mogła przepracować więcej niż 160 godzin. Za godziny ponadwymiarowe nie przysługują wyższe stawki, takie jak w przypadku nadgodzin, chyba że spełnione zostaną warunki zawarte w art. 151 Kodeksu Pracy.

Black Pearls VC inwestuje w niemiecki Wonderwerk

  • vc, Black Pearls VC i Spring Capital dołączają do dotychczasowego inwestora spółki, jakim jest startup studio Founders
  • Firmy wydają rocznie 30 miliardów USD na szkolenia sprzedażowe, mimo tego 55% sprzedawców nie posiada kluczowych umiejętności
  • Wonderwerk zwiększył przychody 4-krotnie w przeciągu roku
  • Spółka wykorzysta fundusze na analitykę danych i ekspansję m.in. w USA

Wonderwerk pozyskał 2,5 mln USD w ramach rundy seed, aby pomóc zespołom sprzedażowym skuteczniej wejść w erę pracy zdalnej. Spółka oferuje kompleksową platformę do szkolenia i narzędzia do śledzenia wzrostu wydajności działów sprzedaży.

Na wsparcie spółki, poza obecnym inwestorem, którym jest startup studio Founders z Danii, zdecydowali się także fiński Sparkmind.vc specjalizujący się w inwestycjach w spółki z obszaru edukacji, fundusz Black Pearls VC z Gdańska oraz estoński Spring Capital. Startup planuje przeznaczyć pozyskane fundusze na ekspansję m.in. w USA, rozbudowę platformy do analizy danych oraz rozwój zespołów sprzedaży i marketingu.

Wizją Wonderwerk jest zapewnienie każdemu sprzedawcy jak największej szansy na sukces. Szacuje się, że na całym świecie firmy wydają rocznie około 30 miliardów USD na szkolenia sprzedażowe, mimo że 90% z nich nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Ta nieefektywność doprowadziła do kryzysu w branży – szacuje się, że w skali światowej 30 milionów sprzedawców nie posiada kluczowych umiejętności, a rotacja pracowników sięga nawet 55%.

Problemy te pogłębiły się jeszcze bardziej w czasie pandemii, kiedy to wielu handlowców po raz pierwszy zostało zmuszonych do pracy zdalnej. COVID-19 spowodował nie tylko niedobory materiałów i surowców, ale także utrudnił dostęp do wykwalifikowanych pracowników. Dotyczy to m.in. osób zatrudnionych w obszarze sprzedaży. Z tego powodu coraz więcej firm jest zmuszonych do zatrudniania i wdrażania pracowników zdalnie, dostosowując się w ten sposób do nowej normalności. Moment ten wykorzystał Wonderwerk, który świetnie wpisał się w zapotrzebowanie firm budujących zespoły sprzedażowe typu remote-first. W ostatnim roku startup osiągnął czterokrotny wzrost przychodów i planuje utrzymać dynamikę wzrostu do kolejnej rundy finansowania.

Dzięki nowatorskiemu podejściu, Wonderwerk jest pierwszą firmą na świecie, która mierzy wpływ szkoleń na przychody. Poprzez integrację z CRM swoich klientów, Wonderwerk może sprawdzić, jak skuteczne są konkretne programy szkoleniowe w zakresie sprzedaży. Pozwala także na skrócenie czasu potrzebnego na odpowiednie wdrożenie sprzedawcy do zespołu i zwiększenie współczynnika konwersji. Po raz pierwszy w historii, firmy mogą zobaczyć, która część ich szkolenia nie działa. Podejście analityczne pozwala na optymalizację procesu i podnoszenie jego skuteczności. Klientami firmy są szybko rozwijające się spółki technologiczne, które dynamicznie powiększają swoje zespoły sprzedażowe i potrzebują narzędzia do szkolenia oraz podnoszenia kwalifikacji swoich zespołów sprzedażowych.

Dzięki zastosowaniu platformy Wonderwerk, klienci spółki zanotowali imponujące wyniki. Dobrymi przykładami są holenderska firma Virtuagym dostarczająca rozwiązania w zakresie zdrowia i fitness, czy też niemiecki Babbel – gigant w zakresie rozwiązań do nauki języków obcych. Pierwszy z podmiotów był w stanie zmniejszyć czas wdrożenia sprzedawców aż o 50%, podczas gdy Babbel zwiększył swoje wskaźniki konwersji o 40%. Zmiany te mają ogromny wpływ na przychody. Zwłaszcza wtedy, gdy firmy mogą je zastosować w dużych zespołach sprzedażowych.

„Zauważyliśmy, że zbyt wiele firm w ramach działów sprzedaży stosuje podejście szybkiej eksploatacji i rotacji nieefektywnych przedstawicieli handlowych. Kiedy coś się nie udaje, managerowie obwiniają ludzi, zamiast zweryfikować skuteczność własnych procesów szkoleniowych i wdrożeniowych. Większość firm wciąż nie rozumie, jak wiele pieniędzy tracą za każdym razem, gdy sprzedawca odchodzi i trzeba znaleźć oraz wdrożyć nową osobę na jego miejsce” – mówi współzałożyciel i CEO Wonderwerk, Bowen Moody.

Zanim powstał Wonderwerk, jego założyciele Bowen Moody i Rouven Herzog stworzyli platformę edukacyjną do samodzielnego uczenia się, która była skierowana do dużych klientów biznesowych. Jednak szybko zmienili podejście do tego czym finalnie ma być produkt. Zdali sobie bowiem sprawę, że aby wprowadzić prawdziwe zmiany w kształceniu kadr, musieli być w stanie wykazać wyraźny zwrot jaki firmy mogą osiągnąć inwestując swój czas i pieniądze w szkolenia pracowników. Weryfikacja samego przyswojenia wiedzy była niewystarczająca. Należało pójść krok dalej i sprawdzić jak faktycznie przekłada się na skuteczność działań poszczególnych sprzedawców.

Komentując transakcję, partner Sparkmind.vc Vesa Laakso mówi: „Wonderwerk jest doskonałym przykładem cyfrowej transformacji w segmencie kształcenia działów sprzedaży. Poprzez sprawne podnoszenie umiejętności sprzedawców, firma sięga po wielomiliardowy rynek, który do tej pory był zaniedbywany przez firmy technologiczne.”

Wonderwerk to także pierwsza inwestycja gdańskiego funduszu Black Pearls VC w Niemczech. Kierunek geograficzny jest nieprzypadkowy. Fundusz już od dłuższego czasu buduje sieć kontaktów biznesowych w basenie Morza Bałtyckiego i jest najbardziej aktywnym polskim VC w tym regionie. Z trzema inwestycjami w Estonii, po jednej na Łotwie, Litwie oraz w Szwecji, Black Pearls VC wchodzi na następny rynek zagraniczny, pokazując że jest w stanie przyciągać zainteresowanie świetnych spółek technologicznych i inwestować z czołowymi europejskimi VC.

„Budowanie zespołu sprzedaży typu remote-first stawia nowe wyzwania przed każdą organizacją dostosowującą się do nowej rzeczywistości. Onboarding i podnoszenie kwalifikacji pracowników to obszary, z którymi mierzy się wiele firm. Wonderwerk daje firmom bardzo potrzebny zestaw narzędzi, który pozwala im mierzyć wpływ szkolenia na wydajność, w oparciu o rzeczywiste dane. Bowen i Rouven stworzyli produkt najwyższej jakości i udało im się już na początku zdobyć imponującą bazę klientów. Jesteśmy bardzo podekscytowani, że możemy być częścią tej rundy i wspierać ambitną wizję firmy, która może stać się niezbędnym narzędziem każdej firmy typu remote-first.”, mówi Aleksander Dobrzyniecki, Partner w Black Pearls VC.

Zakupy świąteczne Polaków 2021

Niemal co drugi Polak kupi prezenty pod choinkę przez Internet. Żywność wybieramy w sklepach stacjonarnych, zaś podróże i elektronikę online.

Jak pokazuje 24. edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2021”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, prawie połowa Polaków zrobi zakupy świąteczne w Internecie (47 proc.). Nie zamierzamy w tym roku oszczędzać – na prezenty, żywność i spotkania z najbliższymi planujemy przeznaczyć średnio 2 129 zł. Decydując się na zakupy internetowe najczęściej wybieramy platformy typu marketplace i e-sklepy. W sieci będziemy poszukiwać również inspiracji prezentowych (52 proc.).

Polacy deklarują, że na świąteczne prezenty, żywność, podróże i rozrywkę przeznaczą w tym roku średnio 2 129 zł.
Żywność wybieramy w sklepach stacjonarnych, zaś podróże i elektronikę online

W te święta planujemy wydać ponad 200 zł więcej niż rok wcześniej. Tę nadwyżkę przeznaczymy głównie na jedzenie i picie oraz podróże w okresie okołoświątecznym. Przyczyn zwiększonego budżetu należy doszukiwać się we wzroście cen – jeżeli chcemy kupić te same produkty co rok wcześniej, musimy wydać więcej – wyjaśnia Anita Bielańska, dyrektor w dziale Konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte

W Internecie najchętniej kupujemy wycieczki

Badanie Deloitte pokazuje, że 53 proc. Polaków, myśląc o bożonarodzeniowych wydatkach, planuje zakupy w sklepach stacjonarnych, zaś 47 proc. z nich wybiera online. W sklepach stacjonarnych kupujemy przede wszystkim żywność i napoje, tak deklaruje aż 85 proc. ankietowanych, jedynie 15 proc. skorzysta z oferty dostępnej online. Na zakupy przez Internet najczęściej decydujemy się w przypadku organizacji podróży i czasu wolnego (71 proc.). Warto także zaznaczyć, że w porównaniu z rokiem poprzednim zainteresowanie aktywnym wypoczynkiem wzrosło aż o 55 proc. Chętnie także korzystamy z e-commerce przy wyborze akcesoriów elektronicznych (64 proc.) czy prezentów związanych z hobby (63 proc.). Popularnością w Internecie cieszą się również karty prezentowe oraz zabiegi zdrowotne i kosmetyczne (60 proc. i 58 proc.)

W przypadku pozostałych kategorii produktów sklepy online są równie chętnie wybierane jak te stacjonarne, a różnice między preferencjami konsumentów są coraz mniejsze. Po dobra luksusowe w sieci sięgnie 51 proc. Polaków. Tam też często szukamy kosmetyków i perfum oraz odzieży i obuwia (47 proc.). Karmy i produkty dla zwierząt, a także meble i dodatki do domu kupuje online już 45 proc.

W tym roku już prawie połowa świątecznego budżetu zostanie wydana online. To zmiana o 5 punktów procentowych w stosunku do roku ubiegłego. Wzrost znaczenia e-commerce to trend, który obserwujemy od lat dodatkowo akcelerowany w trakcie pandemii Covid-19. Polacy szczególnie chętnie w kanałach online kupują elektronikę, a także produkty związane z realizacją hobby (w tym zabawki i książki). W porównaniu do roku poprzedniego widoczny jest wzrost na poziomie kolejno 7 proc. i 12 proc. Kosmetyki, odzież i dobra luksusowe kupujemy równie chętnie w obu kanałach sprzedaży. Jeżeli chodzi o żywność, podobnie jak w roku poprzednim pozostajemy wierni kanałom tradycyjnym. Zakupy produktów spożywczych w sklepach stacjonarnych deklaruje 85% badanych. – mówi Bartek Bobczyński, dyrektor, Deloitte Digital.

Pomimo coraz popularniejszych zakupów online nadal preferowanym sposobem płatności za zakupy świąteczne jest gotówka (30 proc.). W Internecie największym zaufaniem cieszą się płatności kartą debetową i kredytową (kolejno 15 proc. i 13 proc.), e-przelew (14 proc.) i BLIK (12 proc.).

Co interesujące, płatności online w równym stopniu są chętnie wybierane zarówno przez osoby młodsze i starsze, te zamożniejsze i te z mniejszy budżetem. Wskazuje to na coraz większą powszechność płatności online. Przy wykorzystaniu nowych form płatności, w tym e-przelewów, płatności Blik oraz płatności przy wykorzystaniu wirtualnych portfeli, dokonamy płatności za prawie jedną trzecią naszego budżetu – mówi Bartek Bobczyński

W e-commerce królują platformy zakupowe

Podczas zakupów online głównym kanałem wybieranym przez 44 proc. respondentów są strony typu marketplace, zaś 24 proc. z nich zadeklarowało, że tam właśnie wyda najwięcej pieniędzy na prezenty. Popularnością cieszą się także serwisy aukcyjne, z których planuje skorzystać 34 proc., zaś zostawić największą kwotę deklaruje 13 proc. badanych. Ze sklepów stacjonarnych Polacy najchętniej wybierają drogerie (42 proc.) oraz galerie handlowe (33 proc.)

Internet stał się nie tylko popularnym kanałem sprzedaży, ale także atrakcyjnym źródłem informacji przy zakupie prezentów. Polacy inspiracji poszukują głównie w wyszukiwarkach internetowych (52 proc.), platformach sprzedażowych (50 proc.), na stronach internetowych różnych marek (36 proc.) oraz w porównywarkach cenowych (36 proc.).

Zauważalne są także różnice we wpływie świata online na wybory konsumenckie ze względu na wiek. Ze stron internetowych sprzedawców oraz aplikacji mobilnych korzysta co drugi młody człowiek do 24 roku życia, zaś co trzeci w grupie wiekowej powyżej 45 lat. Istotne wydaje się także odnotowanie, że social media wpływają obecnie na decyzje zakupowe co trzeciego Polaka do 35 roku życia. Osoby powyżej 45 lat opiniotwórczo traktują je jedynie w 12 proc. przypadków – mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Head of Marketing Transformation, Deloitte

„Mostkowanie” i „bigosowanie” – czyli święta po polsku na „L4”

Co roku w czwartym kwartale wraca jak bumerang temat „lewych” zwolnień lekarskich wśród pracowników. Problem nadużywania „L4” w okresie świątecznym staje się coraz bardziej uciążliwy dla pracodawców, ale także dla pozostałych współpracowników, obciążonych dodatkową pracą. Pandemia spowodowana COVID – 19 i łatwość w uzyskiwaniu zwolnień dzięki tzw. teleporadom, w znaczącym stopniu pogorszyły sytuację. Jak wykazują dane Conperio, firmy doradczej specjalizującej się w weryfikacji prawidłowości wykorzystywania zwolnień chorobowych, w listopadzie stwierdzono różnego rodzaju naruszenia (nieobecności, błędne adresy, wykonywanie pracy, wykorzystywanie niezgodnie z celem) w przypadku 30% kontroli opiek i 35% kontroli ZLA z powodu choroby własnej.

Listopad i grudzień to okres, kiedy przypada najwięcej dni świątecznych, a co za tym idzie daje większe możliwości dla nieuczciwych pracowników do nadużywania procederu zwanego „mostkowaniem”. Polega on na udawaniu się na zwolnienie chorobowe w terminach umożliwiających połączenie ze sobą np. dni świątecznych po to żeby mieć więcej wolnego. Wszystkich Świętych w tym roku wypadło w poniedziałek, biorąc 4 dni „lewego” wolnego, można było wydłużyć sobie urlop nawet do 9 dni.

– Z roku na rok obserwujemy coraz większe nadużycia związane z tym zjawiskiem. Liczba nieprawidłowo wykorzystywanych zwolnień lekarskich wrasta również w okresie wakacyjnym, kiedy dzieci nie chodzą do szkół i trzeba zapewnić im opiekę. Jednak to właśnie okres przedświąteczny obfituje w wysyp absencji chorobowych. Warto zauważyć, że od 15 grudnia będziemy mieć  zmiany w restrykcjach i zamknięte zostaną szkoły, więc opiek będzie więcej niż normalnie  – zauważa Mikołaj Zając, prezes Conperio, firmy specjalizującej się w audycie, doradztwie i kompleksowym zarządzaniu problemem absencji chorobowej.

Teleporady czyli „L4” na życzenie

Z danych Conperio wynika, że wskaźnik absencji w listopadzie (dwa tzw. długie weekendy) wyniósł 8,6% dla przedsiębiorstw produkcyjnych, co stanowi wzrost o 0,6 pkt % rok do roku. Dla porównania, przed pandemią w 2019 roku było to tylko 6%. Wybuch pandemii, ze względu na sytuację wymusił niejako zmiany w polskiej służbie zdrowia, którą trzeba było odciążyć. Na szeroką skalę zostały wprowadzone tzw. teleporady. Sytuację tą skrzętnie wykorzystały również prężnie działające w internecie firmy specjalizujące się w wydawaniu „L4” na życzenie. Wpisane w wyszukiwarce hasło „zwolnienie lekarskie” pokazuje jak kwitnie ten biznes. „Lewe zwolnienie” można kupić już za niecałe 60 zł, w 5 minut i nie wychodząc z domu.

– Ze względu na pandemię i łatwość otrzymania L4 dzięki teleporadom obserwujemy znaczny wzrost wyłudzeń zwolnień lekarskich. Wystarczy zadzwonić, żeby po chwili otrzymać na swój telefon komórkowy czy aplikację e-zwolnienie. Lekarz przez telefon nie ma najmniejszych szans na sprawdzenie czy rozmawia z nim rzeczywiście chory czy naciągacz. Handel zwolnieniami na taką skalę w internecie i to bez wychodzenia z domu to nowy precedens, któremu oczywiście przyglądamy się na bieżąco i pomagamy firmom unikać dodatkowych strat z tym związanych mówi Mikołaj Zając.

Świąteczne „bigosowanie”

Grudzień dla wyłudzających „L4”, już nie będzie tak łaskawy. Wigilia i Sylwester wypadają w piątek, więc wolny zostaje tylko weekend. Czasu na przygotowanie suto zastawionego stołu czy na wyjazd sylwestrowo – noworoczny będzie niezwykle mało. Dlatego pracownicy idą na tzw.” bigosowanie” czyli „lewe” zwolnienia lekarskie, żeby mieć więcej czasu na przygotowania potraw i spędzenie czasu z bliskimi.

Obserwujemy to zjawisko, każdego roku. Ilość absencji rośnie tuż przed samymi świętami. Czas ten zamiast na chorowanie bardzo często wykorzystywany jest na przygotowanie wigilijnych potraw i generalne porządki w domu. Okres przedświąteczny to dla wielu firm czas wzmożonej pracy, część zakładów i fabryk działa nieprzerwanie 365 dni w roku, dlatego dla niektórych pracowników jedynym rozwiązaniem na spędzenie wspólnego czasu z bliskimi jest zwolnienie chorobowe – podkreśla ekspert rynku pracy Mikołaj Zając.

Najczęściej wyłudzającymi zwolnienia w okresie świąt są głównie pracownicy dużych przedsiębiorstw i fabryk, które pracują nieprzerwanie cały rok i nie mogą sobie pozwolić na zwolnienie pracowników od wykonywania ich obowiązków lub właśnie w okresie okołoświątecznym potrzebują dodatkowych rąk do pracy. Z danych Conperio wynika, że absencja chorobowa w okresie świąt jest różna w zależności od tego jak wypadają święta w kalendarzu. „Lewe” zwolnienia pojawiają się najczęściej kilka dni przed wigilią oraz między świętami, a Nowym Rokiem. Trwają klika dni.

Oczywiście trudno sprawdzić czy pracownik symuluje czy naprawdę jest chory. Pomocne są kontrole ZUS, ale niestety wciąż jest ich za mało. Osobom ubezpieczonym w ZUS wystawiono w ubiegłym roku 22,7 mln zaświadczeń lekarskich, przeprowadzone 275 tys. kontroli – to niecałe 2%. Przedsiębiorcy ponoszą realne straty finansowe z powodu nieuczciwości pracowników, dlatego coraz częściej sięgają po pomoc wyspecjalizowanych w temacie absencji chorobowych firm.

– Pracodawcy powinno zależeć na prowadzeniu profesjonalnej polityki absencyjnej. Pracownicy, którzy będą wiedzieć o przeprowadzanych kontrolach, niechętnie będą korzystać z nieuczciwych zwolnień. Celem pracy naszych ekspertów jest nie tylko doraźne działanie, ale systemowe rozwiązania, które pomogą w bardziej efektywnym zarządzaniu firmą. Współpraca z nami to nie „polowanie” na nieuczciwego pracownika, bo wiemy, że firma to właśnie ludzie. Staramy się poznać przyczynę takiego procederu podczas rozmów z pracownikami, poznać ich problemy w miejscu pracy i pomóc znaleźć rozwiązanie korzystne dla obydwu stron. To również od pracodawcy zależy czy w jego firmie będzie dochodzić do takiego procederu czy nie. Naszym celem jest pokazać pracodawcy, że w znaczący sposób można obniżyć poziom absencji poprzez elastyczność przełożonych, tworzenie wspólnie z pracownikami grafików i bezpośredni kontakt z liderami zespołów, jak również wyjście naprzeciw potrzebom zatrudnionych zapewnia prezes Conperio – Mikołaj Zając.

Koszty budowy i inflacja w czołówce obaw branży nieruchomościowej

2 grudnia br. obyła się dyskusja zainicjowana przez  Urban Land Institute Poland, na temat perspektyw dla regionu Europy Środkowej i Wschodniej w obszarze nieruchomości. Punktem wyjścia była premiera raportu, przygotowanego przez Urban Land Institute oraz PwC „Emerging Trends in Real Estate Europe 2022” (ETRE2022). Bezpieczeństwo cybernetyczne i inflacja zostały wskazane jako główne obszary obaw w 2022 roku. Najlepsze perspektywy inwestycyjne z kolei zidentyfikowano w Londynie, Paryżu i czterech niemieckich miastach. Warszawa z „dobrą” perspektywą uplasowała się na miejscu 15.

– To już 19. edycja ETRE, raportu publikowanego przez Urban Land Institute i PwC, opartego na opiniach 850 liderów branży, którzy wzięli udział w ankiecie, okrągłym stole i wywiadach. Tegoroczna edycja nosi tytuł „Road to recovery” i przedstawia perspektywy dla nieruchomości w Europie na rok 2022 – powiedziała we wstępie Kinga Barchoń, Partner w PwC.

Kluczowe wnioski z raportu przedstawiła Sofie Chick, Vice President, Head of Research & Advisory Services w ULI Europe. – Według badania przeprowadzonego latem tego roku, można wyróżnić trzy etapy wychodzenia z kryzysu na rynku nieruchomości: 1. Post-pandemiczny wyż, kiedy ludzie czują się bardziej pewni siebie, a firmy widzą większe zyski. 2. Średnioterminowa niepewność, związana z pojawiającymi się nowymi wariantami wirusa, potencjalnymi lockdownami, inflacją i niedoborami. 3. Długoterminowa zmiana strukturalna branży, której pierwszymi oznakami są e-commerce, ESG i digitalizacja – wyjaśniła. Jeśli chodzi o obawy długoterminowe, numerem jeden jest cyberbezpieczeństwo, a następnie inflacja, zmiany stóp procentowych i przerwy w działalności. Kluczowe obawy dla branży to koszty budowy, rentowność oraz wymagania dotyczące zrównoważonego rozwoju i dekarbonizacji.

Patrząc na obszary, w których znajduje się potencjał do zmian, 5 najbardziej rokujących sektorów na rok 2022 to: nowa infrastruktura energetyczna, life sciences, obiekty logistyczne, centra danych i opieka zdrowotna. Pięć lat temu w portfelu dominowały nieruchomości biurowe i handlowe, ale obecnie coraz większy nacisk kładzie się na to, co jest szeroko rozumiane jako aktywa alternatywne. Brak aktywów na rynku i chęć ich wytwarzania kłóci się nieco ze wskazaniami ESG. Ponieważ do 70% produkcji w budownictwie pochodzi z surowców nieodnawialnych, obserwujemy rosnący nacisk na odnawianie istniejących aktywów, a 75% uczestników badania spodziewa się, że liczba aktywów, które zostaną ponownie wykorzystane wzrośnie.

Przewidywania ETRE dotyczące przyszłości miast europejskich wskazują, że pomimo Brexitu, najlepsze perspektywy inwestycyjne i rozwojowe ma nadal Londyn. Wyraźnie widać też, że niemiecka gospodarka ma się dobrze, a miejsca 2, 4 i 5 zajmują wielkie niemieckie metropolie: Berlin, Frankfurt i Monachium. Jeśli chodzi o miasta Europy Środkowo-Wschodniej, faworytem jest Warszawa, która zajęła 15 miejsce z „dobrymi” perspektywami inwestycyjnymi i rozwojowymi. Praga i Budapeszt znalazły się w pierwszej trzydziestce. Stolica Czech zawsze była atrakcyjnym celem dla międzynarodowego kapitału i utrzyma tę pozycję. Budapeszt, mimo wieloletniego zastoju inwestycyjnego, stał się bardzo atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów, m.in. dzięki rabatom w stosunku do Warszawy i Pragi.  Budapeszt na swoich radarach ma coraz więcej inwestorów.

– To było bardzo dobre podsumowanie wyników i doskonały bodziec do naszej dyskusji panelowej – powiedział Søren Rodian Olsen, Przewodniczący ULI Poland, Szef Logicenters Poland w NREP, po przedstawieniu panelistom wyników ankiety, w której uczestnicy wskazywali na największe obawy dla ich biznesu w 2022 roku (wybór pojedynczy). Ankietowani podkreślali koszty budowy, następnie koszty przerw w działalności, inflację oraz utrzymanie kluczowych talentów. Panel dyskusyjny, składający się z uznanych ekspertów z branży CEE, dostarczył więcej interesujących spostrzeżeń na powyższe tematy.

– Niewątpliwie koszty budowy są obecnie przedmiotem troski wszystkich; mogę to potwierdzić, ale uważam, że jest to tymczasowe wyzwanie, związane z przerwaniem łańcucha dostaw. Można zauważyć, że w ostatnich miesiącach wzrost cen zahamował i w przyszłym roku spodziewamy się bardziej stabilnej sytuacji. Uważam, że cyberbezpieczeństwo jest jednym z kluczowych obszarów, na których firmy powinny się skupić w przyszłości, ponieważ wszyscy pracujemy hybrydowo w taki czy inny sposób. Wojna o talenty z pewnością nadal będzie ważnym tematem dla biznesu w Europie Środkowo-Wschodniej w 2022 roku. Wszystkie firmy walczą o pozyskanie i utrzymanie najlepszych pracowników – zgodziła się Katarzyna Zawodna-Bijoch, Prezes i Dyrektor Generalny w Skanska Commercial Development Business Unit w regionie CEE.

– Bezpieczeństwo cybernetyczne jest z pewnością wysoko na liście, ale nie najwyżej. Z punktu widzenia handlu detalicznego, podkreśliłbym bardzo ważny aspekt: przerwy w działalności. Niektóre sektory, a w szczególności handel detaliczny, musiały zmierzyć się ze znaczącym negatywnym wpływem pandemii, która spowodowała istotne straty w branży; w Polsce było to połączone z niezbalansowanym ustawodawstwem dla centrów handlowych na wypadek pandemii. Dodałbym tu jeszcze ESG i ogólnie pojęty zrównoważony rozwój – jeśli jesteś deweloperem to jest łatwiej, ale jeśli jesteś właścicielem aktywów, które mają nawet tylko 10 lat, to już nie spełniają wszystkich wymogów i będzie to rodziło znaczne koszty. Na razie nie jest pewne, jak duże będzie wsparcie publiczne w zakresie wsparcia dla tej transformacji. – powiedział Tomasz Trzósło, Prezes Zarządu EPP.

– Nie jest zaskakujące, że koszty przerw w działalności gospodarczej i koszty budowy są dziś bardzo wysokie. Czasami w Hines próbujemy uciec od dzisiejszego myślenia i przewidywać przyszłość – nikt nie wie, co będzie na pewno, ale wybór „mniejszego zła” pomaga. Dla mnie głównym powodem do niepokoju jest wysoka inflacja w połączeniu z niskimi stopami procentowymi. Wkrótce banki centralne będą musiały podjąć działania w tej sprawie, jeśli spojrzymy na strefę euro, problem inflacji jest wszędzie. Z historycznego punktu widzenia, jeśli inflacja osiągała poziom 5% lub więcej, wkrótce potem następowała recesja. Nie wiemy, co w konsekwencji stanie się z nieruchomościami. Czy powinniśmy nadal kupować? Są różne scenariusze na to co robić dalej, oparte na różnych założeniach – rozważał Mieczysław Godzisz, Senior Managing Director, Head of Hines Czech Republic.

– Ostatni rok był bardzo wymagający i jestem raczej realistą, a nie optymistą, jeśli chodzi o nadchodzącą przyszłość. Z perspektywy Europy Środkowej i Polski są powody do ostrożności – takie jak globalna geopolityka czy nadchodzące zmiany podatkowe – odpowiada Tomasz Trzósło.  – Logistyka będzie miała trochę paliwa ze względu na geolokalizację. Natomiast jeśli chodzi o handel detaliczny, to jest trochę mniej pozytywów, z uwagi na COVID, legislację związaną z pandemią, a przede wszystkim bardzo dużą utratę przychodów podczas lockdownów, a tych kwestii nie da się rozwiązać w miesiąc. Szukając pozytywów – nie obawiam się o Polskę w ogóle, bo rynek nie jest przesadnie nasycony.

Spotkanie zakończyło się krótkim podsumowaniem Sørena Rodiana OlsenaMyślę, że znaczenie strategii ESG i stosowanie zasad zrównoważonego rozwoju będzie coraz ważniejsze. estem pewien, że w przyszłym roku te kwestie będą zajmowały znacznie wyższą pozycję w agendzie. Również znaczenie tematu pracowników wzrośnie, zatrzymanie kluczowych talentów stanie się punktem centralnym dla wielu firm w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Logistyka jest paliwem, a cały region Europy Środkowo-Wschodniej korzysta z ogromnego popytu na nią.

ESG i ograniczona podaż napędzają wyścig inwestorów po najlepsze aktywa biurowe

Jak wynika z najnowszego raportu „Global Investor Outlook 2022″, przygotowanego przez firmę Colliers, oferującą szeroki wachlarz najwyższej jakości usług na rynku nieruchomości oraz zarządzanie inwestycyjne, 67% inwestorów w regionie EMEA (oraz 60% inwestorów globalnych) wybiera aktywa biurowe wysokiej jakości zlokalizowane na głównych rynkach jako kluczowy komponent swojej strategii. Europejskie miasta, takie jak Londyn, Paryż, Berlin i Monachium zachowały swoją silną pozycję rynkową i będą cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów w przyszłym roku.

Atrakcyjność biur nie wynika tylko ze świadomości, że popyt na te aktywa będzie się utrzymywał, szczególnie w miastach o rozbudowanej infrastrukturze transportowej i licznych udogodnieniach, ale także z łatwości lokowania kapitału na dużą skalę, jaką oferują aktywa biurowe. Rosnące koszty budowlane, postrzegane przez 4 na 5 inwestorów (81%) jako znaczący problem, ograniczają realizację nowych inwestycji, prowadzenie remontów i projektów modernizacyjnych, co jeszcze bardziej przekłada się na wyścig po najlepsze aktywa. Inwestorzy spodziewają się, że wyraźna nierównowaga pomiędzy popytem a podażą spowoduje wzrost wartości najlepszych budynków biurowych o ponad 10% w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

– Na podstawie naszego raportu „Global Investor Outlook 2022″ można stwierdzić, że skumulowany popyt i opóźnione transakcje przełożą się na ożywienie w przyszłym roku. Jednak inwestorzy stoją w obliczu coraz bardziej złożonego i konkurencyjnego rynku, obarczonego nowymi regulacjami i niepewnością związaną z COVID-19. W związku z dużą ilością szybko dostępnych rezerw kapitałowych (tzw. dry powder), biura w miastach odznaczających się najbardziej dojrzałym rynkiem nieruchomości są postrzegane jako bezpieczne aktywa, które stanowią atrakcyjną możliwość ulokowania kapitału – powiedział Tony Horrell, Dyrektor ds. Globalnych Rynków Kapitałowych w Colliers.

Przemyślane inwestycje

Tegoroczny raport pokazuje, że kwestie ESG (środowisko, odpowiedzialność społeczna, ład korporacyjny) są ważne dla inwestorów, a prawie 3 na 4 z nich uwzględnia czynniki środowiskowe w swoich strategiach. To dążenie do inwestowania w sposób przemyślany jest zarówno sposobem na zabezpieczenie swoich aktywów na przyszłość, jak i odpowiedzią na rosnącą presję ze strony interesariuszy i społeczeństwa, którzy wymagają od nich reakcji na kryzys klimatyczny.

Podejście do nieruchomości oparte na zrównoważonym rozwoju przyczynia się do powstania większej przepaści pomiędzy nowszymi aktywami wysokiej jakości w najlepszych lokalizacjach a starszymi obiektami ulokowanymi w mniej atrakcyjnych lokalizacjach. Aby chronić swoje portfele, inwestorzy koncentrują się na budynkach klasy A, w których priorytetem jest zrównoważony rozwój i dbałość o dobrostan użytkowników.  Rezygnują natomiast ze starzejących się, niespełniających wymogów aktywów, które mogą popaść w ruinę, jeśli nie zostaną uznane za atrakcyjne okazje do modernizacji. To przekalibrowanie zarządzanych aktywów będzie napędzać obrót na rynku.

– Odnotowujemy wzmożony nacisk ze strony inwestorów na kwestie ESG, które w segmencie core i core plus stały się jednym z kluczowych kryteriów wyboru na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy. Brak odpowiednich standardów ESG już teraz bezpośrednio wpływa nie tylko na oferowane wyceny, ale także na płynność nieruchomości na rynku inwestycyjnym – niektóre fundusze nie mogą nabywać nieruchomości, które nie spełniają konkretnych wymogów ESG. Spodziewamy się wzmocnienia tego trendu na przestrzeni następnych 12 miesięcy – powiedział Piotr Mirowski, Senior Partner, Dyrektor Działu Doradztwa Inwestycyjnego.

Partnerstwo kluczem do budowania zdywersyfikowanych portfeli

Pandemia spowodowała pojawienie się nowych ryzyk oraz nasilenie tych już istniejących dla niektórych aktywów nieruchomościowych. Inwestorzy szukają kolejnych sposobów na zapewnienie odporności i dywersyfikacji swoich portfeli, eksplorując aktywa specjalnego przeznaczenia, takie jak centra danych, obiekty dla sektora life science, domy studenckie czy mieszkania na wynajem, które przynoszą korzyści dzięki silnym powiązaniom z trendami demograficznymi i społecznymi.

– Strategie inwestycyjne uwzględniające joint venture, partnerstwa lokalne oraz fuzje i przejęcia to doskonałe rozwiązania dla wytrawnych inwestorów, nastawionych na dynamiczny rozwój. Aktywa alternatywne stanowią atrakcyjną opcję inwestycyjną, ale ich unikalne cechy sprawiają, że niezbędna jest współpraca z właściwym partnerem. Istnieje wyraźne zapotrzebowanie na ekspertów, którzy wypełnią luki w wiedzy i bezpiecznie pokierują kapitałem, szczególnie w nowo powstających sektorach – powiedział Damian Harrington, Dyrektor Działu Badań Rynku w regionie EMEA i Dyrektor Działu Badań Globalnych Rynków Kapitałowych.

Inne kluczowe wnioski z raportu „Global Investor Outlook 2022″ dla regionu EMEA obejmują:

  • W pierwszej trójce najchętniej wybieranych aktywów znajduje się sektor magazynowy, który wciąż plasuje się na pierwszym miejscu – 69% respondentów jest najbardziej skłonnych do inwestowania w ten rodzaj aktywów w 2022 r., 57% w biura i 40% w mieszkania na wynajem.
  • Europejski sektor hotelowy ponownie znalazł się na celowniku inwestorów dzięki rodzącemu się ożywieniu w branży turystycznej. Braki kadrowe utrudniają jednak powrót niektórych hoteli na rynek. Zmiana przeznaczenia hoteli to trend, który przyciąga graczy typu value-add.
  • Inwestorzy spodziewają się wzrostu cen luksusowych obiektów handlowych, obiektów typu convenience i tych opartych na operatorach spożywczych. Tradycyjne centra handlowe czeka prawdopodobnie okres transformacji, a repozycjonowanie domów towarowych może być zapowiedzią trendów w najbliższej i średniej perspektywie czasowej.
  • Alternatywne segmenty przyciągające największą uwagę inwestorów w Europie to life science, domy studenckie, mieszkania na wynajem i centra danych. Rynek life science w Europie pozostaje w tyle za rynkiem amerykańskim, a sektor centrów danych jest mniej dojrzały w porównaniu z azjatyckim, co może utrudniać pozyskanie aktywów generujących dochód na odpowiednio dużą skalę.
  • Najchętniej wybierane lokalizacje biurowe to Londyn (45%); Paryż (30%); Berlin (30%); Monachium (30%). Inwestorzy postrzegają biura jako sektor, który potencjalnie może zapewnić im zwrot z inwestycji.
  • Badanie pokazuje, że nieruchomości budowane pod wynajem zyskują na atrakcyjności, szczególnie wśród inwestorów w krajach nordyckich i południowej Europy. Tradycyjne pod kątem struktury właścicielskiej rynki takie jak Polska, cieszą się dużym zainteresowaniem, ponieważ trendy społeczne i ekonomiczne wskazują, że coraz więcej osób wynajmuje mieszkania.

– Wyniki raportu  „Global Investor Outlook 2022″ wyraźnie potwierdzają zainteresowanie sektorem Living, który dołączył do grona najbardziej pożądanych aktywów – 40% inwestorów wymienia go jako jeden z trzech kluczowych komponentów swoich strategii. Paradoksalnie, do rozwoju sektora w Polsce przyczyniła się pandemia, podczas której inwestorzy z większa rezerwą podchodzili do rynku handlowego i hotelowego, a zwrócili się w stronę znanego im z ich lokalnego rynku stabilnego sektora living, w tym najmu instytucjonalnego. Na rozwój segmentu Living w Polsce wpływa wiele czynników, m.in. luka podażowa na poziomie blisko 3 milionów mieszkań. Warto również zauważyć, iż jednocześnie zmieniała się percepcja najmu w społeczeństwie. Polacy, przyzwyczajeni do tradycyjnego modelu posiadania mieszkania, coraz częściej rozważają najem jako alternatywę – powiedziała Dorota Wysokińska-Kuzdra, Senior Partner, Dyrektor Działu Corporate Finance i Living Services.

O raporcie Colliers „Global Investor Outlook 2022″

Druga edycja naszych prognoz dla globalnych inwestorów w sektorze nieruchomości została opracowana na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród ponad 300 inwestorów z całego świata oraz szczegółowych wywiadów z regionalnymi ekspertami Colliers ds. rynków kapitałowych. Wnioski i opinie przedstawione w raporcie powstały na bazie ich odpowiedzi

Polska Agencja Kosmiczna podpisała porozumienie z Fundacją Przedsiębiorczy Toruń

Działania na rzecz rozwoju startupów i firm technologicznych oraz uczestnictwo w budowie i rozwoju sektora kosmicznego w Toruniu i w regionie – to główne założenia podpisanego 8  grudnia br. porozumienia pomiędzy Polską Agencją Kosmiczna a Fundacją Przedsiębiorczy Toruń.

Umowę ze strony POLSA podpisał prezes Grzegorz Wrochna natomiast fundację reprezentował prezes Zarządu Paweł Żywiecki.

– Chcemy w Toruniu szkolić firmy działające w sektorze kosmicznym, aby zwiększyć ich szanse w przetargach ESA. Będziemy oferować konsultacje online i offline oraz angażować w różne wydarzenia organizowane przez POLSA. Ich celem jest m.in. łączenie różnych sektorów, aby generować pomysły na nowe projekty – powiedział prezes POLSA podczas podpisania.

Zwrócił uwagę również jak istotna jest edukacja kosmiczna. – Chcemy inspirować młodzież i rozbudzać pasje do odkryć naukowych i rozwoju nauki i technologii – powiedział prezes Wrochna podczas spotkania w Toruńskim Inkubatorze Przedsiębiorczości.

W trakcie spotkania zainaugurowano nowy projekt realizowany z Europejską Agencją Kosmiczną w ramach konsorcjum  tworzonego przez 9 podmiotów z Polski, Niemiec, Grecji, Węgier, Czech oraz Rumunii. Projekt o nazwie – EON European Optical Network ma na celu zademonstrowanie, przetestowanie i walidację technologii z obszaru europejskiego systemu świadomości sytuacyjnej w kosmosie (ang. Space Situational Awarness, SSA), w szczególności wykrywania i śledzenia obiektów kosmicznych, poprzez rozwój naziemnej sieci optycznej. Za jego realizację w Polsce odpowiadają firmy Sybilla Technologies oraz Cilium Engineering.

– Projekt EON jest szansą dla rozbudowy istniejących i tworzenia nowych firm branży kosmicznej w Toruniu i regionie. Jest także ważnym kamieniem milowym w staraniach o stworzenie regionalnej specjalizacji w zakresie obserwacji przestrzeni kosmicznej – powiedział Paweł Żywiecki, Prezesa Zarządu Fundacji Przedsiębiorczy Toruń

Fiskus coraz częściej pozbawia przedsiębiorców NIP-u. Głównym powodem są fałszywe lub fikcyjne dane

W trzech kwartałach br. o ponad 28% wzrosła liczba uchyleń i unieważnień NIP w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Natomiast ostatnio takich przypadków było o prawie 5% mniej niż od stycznia do września 2019 roku. Głównym powodem ww. decyzji jest posługiwanie się przez podmioty fałszywymi lub fikcyjnymi danymi. Jednak komentujący to eksperci zwracają uwagę na niepokojące działania podejmowane przez organy, często bardzo szybkie i bezprocesowe unieważnianie i uchylanie NIP. Później z reguły sprawy trafiają do sądów, gdzie najczęściej decyzje są już korzystne dla przedsiębiorców.

Z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów wynika, że w trzech kwartałach br. było 2 478 uchyleń i unieważnień NIP w oparciu o ustawę. To więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy odnotowano 1 933 takie przypadki. Z kolei porównując tegoroczne dane z tymi sprzed dwóch lat, widać nieznaczny spadek. 2 lata temu podjęto 2 597 decyzji.

– Według danych GUS, w okresie od 1 stycznia do 30 września br. powstało przeszło 205 tys. nowych przedsiębiorstw. Na koniec trzeciego kwartału funkcjonowało ponad 4,2 mln podmiotów. Porównując to do ilości uchyleń i unieważnień NIP, mogłoby się wydawać, że nie jest tego aż tak dużo. Ale ważniejszym kryterium do oceny tego zjawiska jest powód wykreślenia, a nie sama liczba takich decyzji – komentuje dr Anna Wojciechowska, ekspertka BCC ds. sporów podatkowych, były Naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

Z kolei Sebastian Pakalski, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku, zwraca uwagę na art. 8c ust. 4 ustawy o NIP. Zgodnie z nim, naczelnik urzędu skarbowego uchyla z urzędu, w drodze decyzji NIP, jeżeli podatnik posługuje się fałszywymi lub fikcyjnymi danymi adresowymi swojej siedziby lub miejsca wykonywania działalności gospodarczej.

– Oczywista jest zasadność unieważniania i uchylania NIP w przypadku podania nieistniejącego adresu. Natomiast pewne wątpliwości budzą takie działania wobec podmiotu, który pod wskazanym adresem nie prowadzi działalności gospodarczej. Powody tego mogą być bowiem różne. Nie każdy musi korzystać z biura, bo np. zajmuje się handlem obwoźnym. Ewentualnie ktoś posługuje się tzw. biurem wirtualnym, co nie jest nielegalne – stwierdza Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, czy przedsiębiorcy pracujący zdalnie lub korzystający z wirtualnych biur mogą czuć się zagrożeni ewentualną utratą NIP. Jak stwierdza dr Wojciechowska, ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Ekspertka BCC zwraca uwagę na ostatnie wyroki sądów administracyjnych w tym temacie, np. z 12 października 2021 roku I SA/Gd 669/21, z 28 września 2021 roku I SA/Gd 565/21 oraz z 4 sierpnia 2021 roku I SA/Gd 640/21. Dostrzega się niepokojące działania podejmowane przez organy w bardzo szybkim i bezprocesowym unieważnianiu i uchylaniu NIP. Takie poczynania organów wspierają dyrektorzy IAS, jakby nie zauważali naruszeń. Ostatecznie sprawy trafiają do sądu, gdzie decyzje są oczywiście uchylane.

– Bardzo często spotykane jest korzystanie z biur wirtualnych. To rozwiązanie dla osób, które np. nie mogą prowadzić działalności w miejscu zamieszkania, ponieważ nie zgadza się na to właściciel obiektu, wspólnota mieszkaniowa albo spółdzielnia. Ewentualnie wolą, aby dane o ich miejscu zamieszkania pozostały niejawne. Takie podmioty mogą zostać pozbawione NIP, pomimo że ich działalność nie jest fikcyjna – mówi Marek Niczyporuk.

Jak zaznacza Justyna Pasieczyńska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, nie można uchylić NIP-u bez czynności sprawdzających i zebranych dowodów potwierdzających, że doszło do nieprawidłowości. Czynności sprawdzające podejmowane są zawsze na podstawie obiektywnych przesłanek, np. w związku z wykreśleniem adresu siedziby w KRS czy zawiadomieniem od innego podmiotu o bezprawnym posługiwaniu się adresem przez podatnika.

– Każda sprawa w przedmiocie uchylenia NIP ma charakter indywidualny. Zatem przedmiotem dowodzenia mają być tylko fakty istotne dla rozstrzygnięcia konkretnego przypadku. Organy podatkowe w toku prowadzonych postępowań mają również na uwadze pandemię i jej negatywny wpływ na działalność gospodarczą podmiotów – dodaje rzecznik prasowy IAS w Gdańsku.

Natomiast Justyna Pasieczyńska informuje, że adresy siedzib przedsiębiorstw weryfikowane są w każdy możliwy sposób. Począwszy od wezwania podatnika do przedstawienia odpowiednich dokumentów, które potwierdzą miejsce prowadzenia działalności, po przeprowadzenie wizji lokalnej. Wtedy sprawdza się, czy pod wskazanym adresem jest realnie prowadzona działalność. Rzecznik zaznacza, że każdy podatnik ma możliwość kontaktu z urzędem w celu złożenia wyjaśnień.

– Dowodami w postępowaniu w sprawie uchylenia NIP mogą być m.in. zeznania świadków, materiały i informacje zebrane w wyniku oględzin. Tak też traktowane są informacje podatkowe oraz inne dokumenty zgromadzone w toku działalności analitycznej KAS-u, czynności sprawdzających, kontroli podatkowej lub celno-skarbowej – wylicza Sebastian Pakalski.

W ocenie dr Wojciechowskiej, istotnym i rażącym naruszeniem prawa jest unieważnienie i uchylenie NIP wyłącznie na postawie nieformalnych oględzin udokumentowanych adnotacją urzędową. Jak zaznacza ekspertka BCC, oczywiście organ ma prawo przeprowadzać czynności sprawdzające, jednakże to nie jest właściwa procedura do rozwiązywania sporów. Tak poważne dla przedsiębiorcy konsekwencje powinny być następstwem przeprowadzonego postępowania na podstawie i w granicach prawa, tudzież regulacji właściwych dla postępowania podatkowego.

Milion aut elektrycznych wciąż tylko na papierze – jakie są główne bariery rozwoju elektromobilności?

Dlaczego w Polsce wciąż nie ma miliona aut elektrycznych? Główne bariery rozwoju elektromobilności.

Pod koniec sierpnia 2021 r. w Polsce zarejestrowanych było niecałe 30 tys. pojazdów z napędem elektrycznym i 1631 stacji ładowania. Elektryki stanowią ok. 0,12% wszystkich zarejestrowanych samochodów. Elektromobilność nie rozwija się więc tak szybko, jak w zapowiedziach. Według ekspertów firmy Eaton, milion samochodów elektrycznych na polskich drogach jeszcze długo pozostanie jedynie ambitnym celem na slajdzie prezentacji. Jakie przeszkody trzeba zatem usunąć, aby rozwijać transportową rewolucję w Polsce?

Większe dotacje i ułatwienia dla firm

W Polsce większość nowych samochodów kupują firmy. Pierwsza edycja rządowego programu dopłat do aut elektrycznych „Mój Elektryk” obejmowała jednak tylko właścicieli prywatnych. Niska wysokość dopłat i ustalony limit maksymalnej ceny samochodu sprawiły, że program zakończył się niepowodzeniem. Kolejna edycja dotacji, która ruszyła w listopadzie, uwzględnia także przedsiębiorców. Zwiększa też górną granicę ceny auta do 225 tys. złotych brutto, zaś kwotę dotacji do maksymalnie 27 tys. złotych. Pierwsze sygnały wskazują, że program jest bardziej dopasowany do rynkowych realiów i będzie cieszył się większym zainteresowaniem.

Długi i kosztowny odbiór stacji ładowania

Aby zainstalować stację ładowania zazwyczaj trzeba poprosić miejscowy zakład energetyczny o nowe przyłącze mocy. W niektórych lokalizacjach trzeba na nie czekać nawet 2 lata, co może zniechęcać potencjalnych inwestorów. Ustawa o elektromobilności wprowadziła też obowiązek badania stacji ładowania o mocy ponad 3,7 kW przez Urząd Dozoru Technicznego (UDT). Jego koszt to 20% przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego roku. Badanie muszą przejść wszystkie punkty, których właściciel udostępnia ładowarkę innym podmiotom (zarówno odpłatnie, jak i nieodpłatnie). Gdy inwestor chce zbudować punkt z kilkunastoma stacjami, musi też opłacić badanie dla każdej z osobna, mimo że wszystkie wchodzą w skład jednego projektu.

Badania nie są konieczne w stacjach, których używa tylko właściciel. W założeniu miało to być ułatwienie dla firm posiadających własne floty. Wiele przedsiębiorstw transportowych i kurierskich współpracuje jednak z kierowcami, którzy prowadzą własną działalność. Wtedy korzystanie ze stacji traktowane jest jako usługa ładowania i trzeba objąć je badaniem, co podnosi koszt ich wdrożenia. Podobnie w budynkach wielorodzinnych: jeśli stacja jest własnością wspólnoty, która udostępnia ją mieszkańcom, musi przejść kosztowne badania UDT.

Obciążenie dla sieci energetycznej

Kierowcy będą w większości ładowali auta elektryczne wieczorami w swoich domach. Podłączanie do ładowarek kilkuset tysięcy samochodów w tym samym momencie będzie dużym obciążeniem dla systemu energetycznego, w skrajnym przypadkach może grozić nawet blackoutem. Aby liczba elektryków mogła rosnąć bez zagrożenia dla systemu, potrzebna jest nie tylko jego modernizacja, ale też włączanie do niego magazynów energii. Zbiorą one moc produkowaną za dnia przez fotowoltaikę i wykorzystają ją do ładowania elektryków w budynkach mieszkalnych czy biurach oraz ustabilizują sieć w momencie zwiększonego popytu na energię.

Służbowy elektryk przychodem pracownika?

Według polskich przepisów, służbowe auto wykorzystywane do celów prywatnych traktowane jest jako przychód pracownika. W zależności od pojemności silnika, trzeba zapłacić od 250 do 400 złotych brutto podatku. Regulacje nie określały jednak dotąd co w przypadku samochodów elektrycznych, które nie mają pojemności silnika. Dopiero „Polski Ład” unormował sytuację wprowadzając opłatę 250 złotych. Projekt może jednak jeszcze ulec zmianie. Problematyczna pozostaje też kwestia zwracania pracownikom przez firmy kosztów ładowania służbowych samochodów w domach. Wciąż nie jest jasne, czy nie będzie to traktowane jako przychód i opodatkowane.

– Przyjęło się przekonanie, że auta elektryczne są drogie i to cena jest główną barierą rozwoju elektromobilności. Jednak, biorąc pod uwagę wszystkie zalety użytkowania elektryków i ich funkcjonalność, można stwierdzić, że ważniejszy jest brak odpowiednich przepisów i upraszczania wymogów dotyczących montażu stacji ładowania. Większość nowych samochodów jest kupowanych przez firmy, dlatego uregulowanie kwestii podatkowych jest konieczne dla rozwoju elektrycznych flot. Polska zrewidowała już swoją politykę dotyczącą samochodów elektrycznych, w ramach której rozszerzyła zakres i kwotę dofinansowania ich zakupu. Aby po naszych drogach jeździł zapowiadany milion elektryków, kolejnym krokiem powinno być zadbanie o rozwój infrastruktury oraz zmianę przepisów – podsumowuje Bartłomiej Jaworski, senior product manager w firmie Eaton.

Źródła:
Dane Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych
Dane GUS

Węgiel nowym dzieckiem na podwórku towarów

Ceny węgla należą do nowych dzieciaków na podwórku towarów. Węglowe opłaty emisyjne w Unii Europejskiej wynoszą w tym roku +170 proc., to wielokrotność indeksu towarowego Bloomberga, a w tyle za cenami gazu i litu na kontynencie. Jest to jasny kierunek dla 1) rosnącej liczby systemów kredytów węglowych, takich jak Chiny, 2) umów na konferencji COP26 w celu ustrukturyzowania międzynarodowego handlu uprawnieniami do emisji oraz 3) dobrowolnej firmy, przestawia się na wewnętrzną wycenę uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

WPŁYW: Ostatni wzrost ceny dwutlenku węgla w UE do symbolicznego 100 dolarów za tonę CO2 jest spowodowany gwałtownym wzrostem cen gazu ziemnego. Zachęca to przedsiębiorstwa użyteczności publicznej do przejścia na tańszy węgiel, który wymaga większej liczby pozwoleń na emisję dwutlenku węgla. Jednak ceny te mogą stać się „nową normą”, gdy Europa przyspieszy transformację węglową. Najbardziej dotknięte są narzędzia. Kupowanie kredytów na zanieczyszczenia w celu zrównoważenia obecnego zanieczyszczenia CO2 kosztowałoby około 11 proc. przychodów. Materiały (9 proc. przychodów), energia (5 proc.) i podstawowe produkty konsumenckie (2,5 proc.) przekraczają europejską średnią wynoszącą 2 proc.

KRBN: Nowatorskim sposobem dla inwestorów na uzyskanie szerokiej ekspozycji jest ten ETF o wartości 1,6 miliarda dolarów. Śledzi on najbardziej płynne kontrakty terminowe na kredyty węglowe na świecie: uprawnienia UE (patrz wykres), z wagą 72 proc., a pozostałą część w uprawnieniach do emisji dwutlenku węgla w Kalifornii (CCA) oraz Inicjatywę na rzecz gazu cieplarnianego w regionie północno-wschodnim Stanów Zjednoczonych (RGGI). Ma niską (0,40) korelację z amerykańskimi akcjami i surowcami oraz stosunkowo wysoki koszt na poziomie 0,78 proc.opłaty emisyjne

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Firmy wstrzymują inwestycje w rozwój technologii marketingowych

Jedynie 33% firm planuje inwestycje w rozwój wykorzystywanych technologii marketingowych w ciągu kolejnych 18 miesięcy.

Firmy w Polsce znalazły się w fazie zawieszenia w procesie wdrażania nowych technologii marketingowych. Raport EY – Technologiczna transformacja marketingu – wskazuje, że 70% przedsiębiorstw dokonało inwestycji w przeciągu ostatnich 18 miesięcy, co sprawia że tylko 33% rozważa wdrożenie kolejnych innowacji na przestrzeni następnego 1,5 roku. Organizacje najchętniej rozwijały opcje do personalizacji (15%), jednak przyszłość należy do narzędzi do testowania i optymalizacji (45%).

Początek pandemii koronawirusa wiązał się z przejściem konsumentów do świata cyfrowego. Wymusiło to na firmach natychmiastowe dostosowanie ich dotychczasowych strategii marketingowych. Bezpośrednio wiązało się to z inwestycjami. Aż 70% firm przebadanych w ramach raportu Technologiczna transformacja marketingu w ciągu ostatnich 18 miesięcy wdrożyło przynajmniej jedną nową technologię. Co trzecia badana firma wskazała, że zaimplementowała dwa lub więcej nowych rozwiązań. Największą popularnością cieszyły się narzędzia do personalizacji (15%), marketing automation (14%) i analizy ruchu w kanałach cyfrowych (10%).

Przedsiębiorstwa będące liderami swoich segmentów rynku chętniej decydowały się na wdrożenia platformy CDP, a także inwestowały w technologie wykorzystujące sztuczną inteligencję, chatboty oraz rozszerzoną rzeczywistość. Z kolei organizacje aspirujące do wiodącej pozycji na rynku chętniej stawiały na analizę ruchu w kanałach cyfrowych oraz narzędzia do testowania i optymalizacji kampanii.
Firmy wstrzymują inwestycje w rozwój technologii marketingowych

– Półtora roku temu, niemal z dnia na dzień, większość konsumentów zamknęła się w domach. Dynamika całego procesu wymusiła na przedsiębiorstwach szybkie i znaczne inwestycje. Jedną z konsekwencji jest jednak obecna sytuacja, w której wiele firm postanowiło korzystać wyłącznie z już posiadanych narzędzi. Tymczasem, nieustanny rozwój technologiczny sprawia, że zyskać mogą organizacje, które zdecydują się na kontynuowanie procesu wprowadzania innowacji – mówi Michał Kopyt, Partner i Lider EY Technology Consulting.

Przyszłość to cyfryzacja i automatyzacja

Jedynie 33% badanych firm planuje w kolejnych 18 miesiącach wdrożyć nową technologię. Stanowi to wyraźny sygnał, że znacząco spadła dynamika inwestycji. Wynika to z uspokojenia się nastojów wśród przedsiębiorców po przyspieszonym procesie wprowadzania nowych rozwiązań na początku pandemii i „wyścigu” firm w jak najefektywniejszym dotarciu do konsumentów w „nowej rzeczywistości”.

Odsetek organizacji deklarujących kontynuację procesu zmian wygląda niemal identycznie w gronie liderów swoich sektorów, jak i firm aspirujących do tej pozycji. Różnice zaczynają być wyraźne w obszarze odpowiedzi – „nie wiem”. Wśród wiodących przedsiębiorstw ten odsetek wynosi 20%, podczas gdy w firmach posiadających mniejsze udziały w rynku sięga on 33%. Pokazuje to, że liderzy w swoich segmentach mają mocniej skonkretyzowaną wizję rozwoju w kontekście technologii.

Badane firmy wskazały również kluczowe technologie, w które zamierzają zainwestować w przyszłości. Na trzech pierwszych miejscach znalazły się narzędzia do testowania i optymalizacji (45%), CRM (44%) oraz narzędzia do marketing automation (40%). Dopiero na dalszych pozycjach pojawiły się chatboty (34%) lub narzędzia do zarządzania social media (24%). Wskazuje to, że firmy w obszarach marketingu w dalszym ciągu najchętniej stawiają na instrumenty związane z jednostronną, a nie dwustronną komunikacją z konsumentami.

Rys. 2. Top 10 przyszłych inwestycji w technologie marketingowe

Top 10 przyszłych inwestycji w technologie marketingowe

Analizowane organizacje wskazały możliwe kierunki rozwoju marketingu przyszłości. Nie ma żadnych wątpliwości, że proces coraz większej cyfryzacji oraz automatyzacji będzie wyłącznie postępował. Warto jednak wskazać, że przedsiębiorstwa zwracają uwagę na rosnącą konieczność koncentracji na całościowym doświadczeniu klienta z firmą (63%) oraz rozwoju oferty (57%). W jasny sposób wskazuje to, że nowoczesne organizacje dostrzegają zmiany w podejściu konsumentów i ich coraz większe wymagania w procesie zakupowym. Od strony technologicznej niezwykle ważna jest również zaawansowana analityka. Firmy pragną zwiększać mierzalność efektów podejmowanych działań (62%) oraz realizować zaawansowane badania zachowań konsumentów (54%).

Rys.3. Czynniki, które będą mieć najważniejszy wpływ na ukształtowanie marketingu przyszłości.

Czynniki, które będą mieć najważniejszy wpływ na ukształtowanie marketingu przyszłości

– Pandemia ostatecznie udowodniła, że przyszłość jest cyfrowa. Fundamentalnym krokiem w budowaniu przewagi konkurencyjnej jest zatem inwestycja w technologie, jednak równie ważne jest nauczyć się ją odpowiednio wykorzystywać. Kluczem do sukcesu są przemyślana strategia, obserwacja, umiejętność wyciągania właściwych wniosków oraz szybkiej adaptacji do zmieniających się okoliczności. Dlatego istotnym elementem w obszarze cyfrowego marketingu pozostają inwestycje w kapitał ludzki, selekcja wartościowych partnerstw, a także zmiana na poziomie kultury pracy – otwartość na innowacyjne pomysły, eksperymentowanie, akceptowanie ryzyka oraz nauka na własnych błędach. Dodatkowo, organizacje muszą nauczyć się w jaki sposób mają mierzyć efektywność podejmowanych działań z perspektywy ich całościowego wpływu na doświadczenie klienta, a nie tylko z perspektywy wyników pojedynczego kanału – podsumowuje Marcin Bartoszewski, Lider Experience Platforms w EY Technology Consulting.

O badaniu
Raport EY – Technologiczna transformacja marketingu – został przygotowany w oparciu o odpowiedzi uzyskanych od 283 przedstawicieli działających w Polsce organizacji. Badana grupa została podzielona na Liderów rynku (organizacje, które są jednocześnie liderami rynkowymi oraz liderami wykorzystania technologii marketingowych, N=73) jak i przedstawicieli organizacji Aspirujących do tego miana (organizacje nie posiadające pozycji lidera rynkowego i lidera technologicznego, N=183).

Przekrój badania obejmował różne segmenty gospodarki, a także główne kanały dotarcia do klientów.

Listopad kolejnym spadkowym miesiącem dla GIP60

W listopadzie Giełdowy Indeks Produkcji spadł z 1086,21 do 1046,39 punktów, notując tym samym miesięczny spadek na poziomie 3,67%. Cenom akcji polskich producentów ciążyło wiele czynników, ale najważniejszym okazał się ogólny negatywny sentyment do rynków akcji, który wywołał spadki na wielu parkietach świata. Przy ustaleniu przyczyny owego sentymentu przydatne mogą być dwa słowa: inflacja i omicron.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc listopad. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Tylko co czwartej spółce z listy 60 największych polskich producentów z GPW udało się w listopadzie obronić, lub podwyższyć cenę akcji ustaloną przez rynek na koniec października. Również co czwartą spółkę z tej grupy spotkał dwucyfrowy spadek wyceny rynkowej, a najsłabsza (Biomed) straciła ponad połowę wartości. Ale listopad generalnie nie był dobrym miesiącem dla spółek notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Spadały w ciągu miesiąca: indeks szerokiego rynku WIG o 7,84%, WIG20 zrzeszający największe spółki o 8,76%, MWIG40 reprezentujący średnie spółki o 6,59%, a indeks małych spółek SWIG80  o 5,29%. Rozkład stóp zwrotu skorelowany z wielkością spółek sugeruje na odpływ kapitału zagranicznego, co znajduje swoje potwierdzenie w danych GPW.

Warto więc sprawdzić jak w tym czasie wyglądała sytuacja na największych rynkach akcji świata. Nowojorski indeks NASDAQ na koniec listopada był notowany 0,3% wyżej niż na zamknięciu października. Ogólnie spółki przemysłowe notowane na rynkach w USA traciły w tym czasie średnio 3,5% (tyle samo stracił Dow Jones Industrials), a nad kreską znalazły się jedynie spółki technologiczne (+4,3%), oraz spółki z branży konsumenckiej (+2%). Przedłużający się okres „tymczasowej inflacji” w parze z nowym wariantem koronawirusa o nazwie Omicron, doprowadziły do wyprzedaży także na innych rynkach akcji, przykładowo niemiecki DAX stracił w tym czasie 3,8%, a globalny MSCI World spadł o 2%.

W tej sytuacji spadek GIP60 o niecałe 4%, nie wygląda już tak źle. Szczególnie, że kilku spółkom udało się w tym czasie osiągnąć ponadprzeciętne stopy zwrotu. Szczególnie ciepło listopad będą wspominać akcjonariusze polskich producentów z branży chemicznej – mediana stóp zwrotu spółek z tej branży wyniosła 7,32%. Przyzwoicie, jak na warunki panujące na rynku, wypadli również nasi producenci z przemysłu lekkiego, dla których mediana listopadowych stóp zwrotu wyniosła 2,67%, a warto pamiętać, że w październiku mediana dla tych spółek wyniosła 8,16%. Niestety w pozostałych branżach mediany miesięcznych stóp zwrotu z inwestycji w akcje spadły poniżej zera. Najwięcej na wartości w listopadzie straciły spółki z branży spożywczej, dla których mediana wyniosła -11,79% – tutaj najwięcej traciły PKM DUDA (-16,6715 m/m) i Otmuchów (-11,79%). Niewiele lepiej wypadli producenci z branży motoryzacyjnej z medianą na poziomie -11,37% i przodującymi pod względem spadków Wieltonem (-24,61%) i Ursusem (-15,13%).

IZOBLOK

Pierwsze miejsce w listopadowej klasyfikacji Giełdowego Indeksu Produkcji osiągnęła spółka IZOBLOK za imponujący wzrost ceny akcji z 36 do 55 zł, a więc o 52,78%. Na kurs akcji producenta tworzyw sztucznych (głównie spienionego polipropylenu – EPP) na potrzeby branży motoryzacyjnej ożywczo wpłynęło wezwanie do sprzedaży 574481 akcji po 50,41 zł ogłoszone przez spółki Logine i Bewi ASA na początku listopada.

Drugie miejsce dla jednego z największych polskich beneficjentów zamieci pandemicznej, czyli spółki Meractor Medical S.A. za wzrost ceny z 102,9 do 135,1 zł za akcję, czyli o 31,29%. Polski producent rękawic medycznych posiada dostęp do ponad 70 rynków na całym świecie, oraz liczne zakłady produkcyjne, które są ulokowane m.in. w Tajlandii, Rosji, Czechach, Rumunii, Niemczech, Włoszech, czy Holandii. Pandemia zwiększyła skalę działalności spółki, która utrzymuje się również w 2021 roku i prawdopodobnie skorzysta również na kolejnej już fali zakażeń koronawirusem, która dotyka również Polski.

Po raz drugi z rzędu na podium znalazła się spółka Rafako, której kurs akcji wystrzelił już w poprzednim miesiącu za sprawą informacji o zawarciu listu intencyjnego przez Polimex Mostostal, Nowe Jaworzno Grupa Tauron (NJGT) i Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw FIZAN m.in. w sprawie możliwości utworzenia konsorcjum w celu potencjalnego nabycia poza zorganizowanym systemem obrotu akcji Rafako. W pierwszej połowie listopada cena akcji spółki systematycznie rosła, by następnie zmienić kierunek i spadać przez niemal wszystkie pozostałe sesje listopadowe. Na szczęście, dla akcjonariuszy spółki, ostatnie sesje miesiąca przyniosły kolejny zwrot i cena akcji Rafako powróciła blisko maksymalnego pułapu zanotowanego w połowie miesiąca, kończąc ostatecznie na poziomie 1,316 zł za akcję, co oznacza 18,56% miesięczny wzrost i trzecie miejsce na podium listopadowej klasyfikacji GIP60.

Produkcja ciągle rośnie, ale wycena rynkowa spada

Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, w IV kwartale produkcja zwiększy się o 6%, czyli lepiej niż w innych krajach Unii Europejskiej, ale słabiej niż miało to miejsce u nas w pozostałym okresie bieżącego roku. Głównym problemem pozostają braki materiałów i surowców, oraz opóźnienia w dostawach, które komplikują warunki pracy w sektorze przemysłowym od wielu miesięcy, co wymusiło na przedsiębiorstwach odpowiednią reakcję. I tak, można zauważyć rosnący poziom zapasów, a co za tym idzie wzrost popytu krajowego.

Z badań ankietowych, które dostarczają najszybszy obraz sytuacji wynika, że w listopadzie ekspansja w rodzimym sektorze wytwórczym przyspieszyła dzięki szybszemu wzrostowi produkcji i nowych zamówień. Co ciekawe nowe zamówienia spływały głównie z rynku krajowego, co może potwierdzać hipotezę o odbudowie poziomu zapasów u naszych producentów. Wskaźnik PMI® wzrósł w listopadzie drugi raz z rzędu i osiągnął 54,4 pkt. czyli najwyższą wartość od sierpnia.

Sporym obciążeniem dla firm produkcyjnych w najbliższym czasie będą rosnące koszty energii, paliw i niektórych surowców, co już przełożyło się na wzrost kosztów produkcji (najszybsze tempo wzrostu od lipca), ale również na wzrost cen wyrobów gotowych. Dla wielu firm produkcyjnych problematyczna może okazać się również utrzymująca się od dłuższego czasu relatywna słabość naszej waluty. Oczywiście stanowi to pewien pozytywny bodziec dla sprzedaży eksportowej, ale mimo wszystko to jednak problemy z zaopatrzeniem były do tej pory najbardziej uciążliwe, a słaba złotówka nie stanowi wsparcia w tym zakresie.

Giełdowy Indeks Produkcji traci na wartości od sierpnia, niwelując niemal połowę wzrostu z bieżącego roku. W tym czasie polskie firmy produkcyjne reagowały w sposób poprawny, zmieniając politykę zarządzania zapasami, do czego przyczyniły się m.in. inwestycje w narzędzia informatyczne. Firma DSR S.A. obserwuje znaczący wzrost zainteresowania systemami wspomagającymi planowanie, co w wielu firmach przyczyniło się do poprawy efektywności działania, również w zakresie zarządzania zaopatrzeniem i poziomem zapasów. Wiele wskazuje na to, że czteromiesięczna korekta wartości GIP60 dobiega końca i wkrótce polskie spółki produkcyjne znów zostaną dostrzeżone przez inwestorów, w czym powinien pomóc również powrót warszawskiego parkietu na ścieżkę wzrostu.

Euro otrzymało wsparcie

Euro zyskało wczoraj a główna para walutowa ponownie zawitała w okolice 1,1350 zbliżając się tym samym do szczytu z końcówki listopada. Silniejsza wspólna waluta to efekt pojawienia się nowych komentarzy członków EBC tuż przed okresem black-out, który poprzedza przyszłotygodniową decyzję w sprawie stóp procentowych.

Martins Kazaks, prezes Banku centralnego Łotwy, wypowiedział się w sposób zdecydowany, że Omikron musiałby spowodować znaczne szkody gospodarcze aby EBC powrócił do trybu „wait and see”. Brzmi to całkowicie inaczej od tego, co mówili przedstawiciele europejskiej instytucji podczas poprzednich fal pandemii. Słyszymy teraz, że EBC jest gotowy podjąć działania, aby zapobiec wysokiej inflacji (HICP 4,9 proc.). Dodatkowo wczoraj dowiedzieliśmy się od Isabeli Schnabel, że kolejność użycia narzędzi nie zostanie zmieniona. Oznacza to, że najpierw musi zakończyć się skup aktywów aby mogło dojść do pierwszej podwyżki stóp. Schnabel podkreśliła, że w czasach restrykcyjnej polityki monetarnej kontynuowanie skupu aktywów przez EBC nie jest właściwe. Wystąpienie członkini Rady należy postrzegać bardziej jako apel o szybkie wyjście z QE niż o późną podwyżkę kosztu pieniądza. Tego typu manewry ze strony EBC będą powodować, że z czasem dywergencja w politykach pieniężnych w USA i Europie będzie maleć. Do tej pory to właśnie ten czynnik ściągał w dół główną parę walutową. Nie oznacza to jednak zmiany trendu na głównej parze walutowej. Cały czas data pierwszej podwyżki w USA wydaje się być wcześniejsza od tej, którą planuje prezes Lagarde i w średnim terminie ten fakt będzie determinował kierunek podążania EUR/USD. Jednak jastrzębie wzmianki, takie jak te wczorajsze, będą powodować, że ruch na południe na parze walutowej nie będzie odbywał się w sposób tak ewidentny, jak to mogliśmy zaobserwować w ostatnich kilku miesiącach.

Złoty osłabił się wyraźnie po tym jak Narodowy Bank Polski podniósł podstawową stopę procentową o 50 bps do poziomu 1,75. Ruch ten był zgodny z medianą oczekiwań zatem można stwierdzić, że brak jastrzębich zaskoczeń spowodował deprecjację PLN. Podwyżka tej wielkości była już w cenach. W oświadczeniu RPP wspomniano, że zakres przyszłego zacieśniania monetarnego będzie zależeć do napływających danych. Działania RPP mają na celu obniżenie inflacji. Uzależnienie przyszłych decyzji od otoczenia makro powoduje, że w najbliższej przyszłości złoty ponownie może silnie reagować na publikację wskaźnika CPI. Dziś zaplanowana jest konferencja prasowa prezesa Glapińskiego, podczas której rynek będzie szukał jastrzębich przesłanek.

Z technicznego punktu widzenia EUR/PLN (aktualnie kwotowany na poziomie 4,6080) nie zdołał przełamać wsparcia w postaci średnioterminowej linii trendu wzrostowego. Dodatkową barierę tworzą dwa zniesienia Fibonacciego 50 proc. oraz 61,8 proc. (okolice 4,59). Po dynamicznej aprecjacji na początku grudnia korekta wydaje się być czymś naturalnym. W długim terminie nadal jednak panuje tendencja wzrostowa, która oznacza osłabianie PLN. Dopiero przełamanie wspomnianej wyżej bariery może sugerować większy ruch na południe.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Jak podwyżki akcyzy wpłyną na zdrowie i portfele Polaków?

Od przyszłego roku wzrośnie akcyza na wyroby tytoniowe i alkoholowe. Stawki akcyzy mają rosnąć po 5% co roku do 2027 w przypadku alkoholu i po 10% w latach 2023-2027 w przypadku papierosów, tytoniu i wyrobów nowatorskich. Według WHO tytoń oraz alkohol są głównymi czynnikami ryzyka dla zdrowia Europejczyków. Palenie tytoniu zabija ponad 8 mln ludzi rocznie, z czego aż 1,2 mln to tzw. bierni palacze. W Polsce palenie tytoniu pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Bank Światowy szacuje, że w Polsce koszt leczenia chorób wywoływanych dymem tytoniowym to 15% całkowitych wydatków na leczenie. Zatem wprowadzenie akcyzy na wyroby tytoniowe wydaje się dobrym krokiem do zniechęcenia ludzi do korzystania z nich. Jednak znaczne podwyższenie akcyzy dotyczy głównie nowatorskich alternatyw dla papierosów tradycyjnych. W związku z tym strategia wybrana przez Ministerstwo Finansów może zniechęcić użytkowników tytoniu do wybierania zdrowszych form palenia.

– Zaproponowane zmiany częściowo odpowiadają na sygnały płynące z rynku. Przykładem jest uwzględniony przez Ministerstwo Finansów harmonogram podatku akcyzowego – czyli zmiany stawek akcyzy w perspektywie kilku kolejnych lat. Jednak szereg zaproponowanych zmian budzi dosyć poważne wątpliwości. Akcyza na najbardziej szkodliwe wyroby tytoniowe, czyli papierosy rośnie o 10% – ale dopiero od 2023 roku. Tymczasem w odniesieniu do wyrobów nowatorskich służących do podgrzewania tytoniu, wzrost stawki kwotowej akcyzy wynosi aż 100% i następuje już od 1 stycznia 2022 roku – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Rozwiązanie to budzi nasze wątpliwości, ponieważ biorąc pod uwagę względy zdrowotne, które również powinny kierować politykę akcyzową w Polsce, to jednak są to wyroby o potencjalnie mniejszym zagrożeniu dla zdrowia. Warto zatem zachęcać palących do tego, aby poszukiwali mniej szkodliwych alternatyw dla palenia. Obecna sytuacja działa wręcz odwrotnie. Ludzie są zachęcani do rezygnowania ze zdrowszych alternatyw i palenia relatywnie tańszych, tradycyjnych papierosów. Dodatkowo ustawodawca, zapomniał również o kategorii papierosów elektronicznych, gdzie występują duże dysproporcje w poziomie opodatkowania pomiędzy e-papierosami w systemach otwartych i zamkniętych. Systemy zamknięte są znacznie bardziej ekonomicznie pod względem zużycia liquidu. W związku z tym, że wysokość akcyzy jest uzależniona od objętości tego płynu, to e-papierosy objęte są znacznie wyższą akcyzą i jest to kwestia, która pozostała bez uwzględnienia w projekcie. Uważamy, że nowa ustawa jest zmarnowaną szansą na optymalne zwiększenie dochodów budżetu państwa – w największym segmencie rynku, czyli wyrobach tradycyjnych, zrezygnowano z podniesienia akcyzy, co pozwoliłoby osiągnąć lepsze efekty fiskalne. W ten sposób Ministerstwo Finansów zrezygnowało z dodatkowego miliarda złotych dochodów budżetowych, które byłoby w stanie wygenerować przy innym zaplanowaniu stawek akcyzy – wyjaśnia Kozłowski.

Aż 3 na 4 pracowników jest gotowych przekwalifikować się lub przebranżowić, aby otrzymać pracę

Aż 75 proc. firm, które korzystały z pracy zdalnej, powróciło do biur, a niemal połowa polskich pracowników deklaruje, że chciałaby pracować w trybie hybrydowym. Jednocześnie zarówno pracodawcy, jak i pracownicy uważają, że praca zdalna powinna być uregulowana prawnie. To tylko niektóre z wniosków, jakie płyną z tegorocznego badania „Nowe spojrzenie na rynek pracy – OLX Praca. Know How 2022”.

Pandemia niewątpliwie wywołała transformację rynku pracy. Niektóre z zaistniałych tendencji znalazły uznanie, inne niekoniecznie. OLX Praca we współpracy z Instytutem badawczym ARC Rynek i Opinia przeprowadził badania wśród pracodawców i pracowników*. Celem tegorocznej edycji raportu była przede wszystkim ocena rozwiązań, które zostały wdrożone przez organizacje podczas pandemii oraz weryfikacja zjawisk, które mają szansę utrzymać się dłużej na rynku pracy.

Otwartość pracowników na reskilling

W oczach pracowników IT to kierunek, który zdecydowanie zdominuje rynek. Praca w charakterze programisty lub pracownika branży IT jest przez nich postrzegana jako tzw. zawód przyszłości. Nie dziwi więc, że w opinii pracowników to właśnie kompetencje cyfrowe są kluczowe. Z badania wynika, że osoby pracujące zdalnie lub hybrydowo najczęściej chciałyby poszerzać wiedzę właśnie z obszaru IT (23 proc. wskazań), umiejętności zarządzania czasem (20 proc.) oraz pracy z nowymi technologiami (18 proc.). Dostrzeganie potrzeb samorozwoju i pozyskiwania nowych kompetencji sprzyja otwartości na reskilling. Aż 3 na 4 pracowników jest gotowych przekwalifikować się lub przebranżowić, aby otrzymać pracę. Jednocześnie według pracowników, którzy chcieliby rozwijać swoje kompetencje, tylko co drugi pracodawca stwarza taką możliwość.

Giggersi na polskim rynku pracy

Cyfryzacja przedsiębiorstw przyczynia się również do większej otwartości na elastyczne formy zatrudnienia. Możliwość pracy online ułatwia korzystanie z usług specjalistów z różnych miejsc w Polsce oraz spoza granic kraju. Świat coraz bardziej otwiera się na giggersów, a czy w Polsce jest podobnie? Z przeprowadzonego badania okazuje się, że zjawisko gig economy raczej jest nieznane. Tylko 7 proc. pracodawców spotkało się z takim pojęciem. Pomimo trudności z definicją tego zjawiska okazuje się, że na zasadach gig economy pracuje obecnie prawie co 10. osoba. Aż 73 proc. pracowników uważa, że jest to forma zatrudnienia mało popularna w Polsce. Silnymi barierami dla spopularyzowania tego zjawiska mogą być zarówno przywiązanie pracowników do umów o pracę, jak i podejście pracodawców, dla których ważna jest możliwość nawiązania stałej współpracy oraz budowanie relacji z pracownikiem bądź zleceniobiorcą. Pomimo barier 70 proc. badanych uważa, że Polska będzie coraz bardziej otwierać się na ten trend. Zarówno pracodawcy, jak i pracownicy dostrzegają wady i zalety gig economy i uważają, że jest to forma zatrudnienia, która sprawdzi się tylko w wybranych obszarach, jak: IT, marketing, PR, media, zarządzanie etc.

Praca zdalna w długoterminowej perspektywie

Konieczność wprowadzenia pracy zdalnej wpłynęła nie tylko na refleksję nad nowymi formami zatrudnienia, lecz także na ewaluację tego rozwiązania. W tym obszarze można dostrzec pewien dysonans pomiędzy opinią pracodawców a pracowników. Chociaż w zdecydowanej większości przypadków przeniesienie pracy na formę zdalną nie wpłynęło negatywnie na działalność procesów w firmie (87 proc.), to jednak 75 proc. przedsiębiorstw, które korzystały z niestacjonarnej formy pracy, powróciło już do biur.

Część zarządzających firmami deklaruje, że niechętnie widziałaby wprowadzenie tej formy pracy w długoterminowej perspektywie bądź jako stałego rozwiązania. Takie stanowisko stoi w konfrontacji do oczekiwań pracowników. Niemal połowa z nich chciałaby pracować w trybie hybrydowym, 15 proc. wyłącznie zdalnie, natomiast 4 na 10 – w trybie stacjonarnym. Aż 77 proc. badanych pracowników uważa, że praca zdalna zyska na znaczeniu po pandemii. Możliwość korzystania z home office jest dla kandydatów ważnym wskaźnikiem mówiącym wiele o partnerstwie, elastyczności, otwartości i nowoczesności przyszłego pracodawcy.

Wzrost znaczenia dobrostanu psychicznego pracowników

Obszarem, który zdecydowanie zyskał na znaczeniu, jest well-being. W sytuacji zagrożenia zdrowia i życia rola pracodawcy uległa zmianie. Firma stała się współodpowiedzialna za bezpieczeństwo swoich pracowników i ich rodzin. Lęk pracowników o zdrowie swoje i bliskich dodatkowo potęgowany przez napięcia związane z koniecznością łączenia pracy zdalnej z nauką online dzieci, izolacją czy też strachem przed utratą zatrudnienia zmotywował pracodawców do większego zaangażowania w dbałość o kondycję psychiczną pracowników. Firmy wspomagały swoje zespoły poprzez intensyfikację działań komunikacyjnych, wprowadzanie elastycznych godzin pracy, programy outplacementowe. Pracodawcy zachęcali też pracowników do większej aktywności fizycznej, organizowali wspólne ćwiczenia online, dofinansowywali sprzęt sportowy itp. Nadal jednak w zestawie oferowanego wsparcia rzadkością pozostaje pomoc psychologiczna. Tylko 16 proc. firm deklaruje chęć wdrożenia takiego rozwiązania.

Przytoczone zjawiska to tylko jedne z wielu, jakie poruszono w raporcie OLX Praca. Wnioski z tegorocznego badania pokazują, że dzisiaj o przewadze konkurencyjnej stanowić będą m.in. takie elementy, jak: adaptacyjność, elastyczność i otwartość na nowe rozwiązania.

Raport OLX można pobrać ze strony: https://praca.olx.pl/raporty-i-analizy.

*Badania zrealizowane przy współpracy z ARC Rynek i Opinia: wywiad telefoniczny z grupą 600 pracodawców i 15 wywiadów w grupie osób zatrudnionych na umowie B2B oraz badanie metodą CAWI, tj. za pośrednictwem ankiety internetowej w grupie 1000 pracowników.

Pracodawca wyśle pracownika na testy na COVID-19? Przedsiębiorcy sceptyczni: „Działanie prowizoryczne, nieefektywne organizacyjnie”

Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że trwają prace nad ustawą, która pozwoli pracodawcom wymagać od pracowników okazywania testów na COVID-19. – Z jednej strony jest to krok w dobrą stronę, bo pracodawca zyskuje jakiś sposób na kontrole bezpieczeństwa epidemicznego w firmie. Z drugiej wymaganie od pracowników niezaszczepionych regularnych testów jest nie tylko czasochłonne, ale i trudne do wykonania organizacyjnie. Pracownik może być jednego dnia zdrowy, ale drugiego już nie. Testy nie będą wykonywane codziennie, a zdecydowanie prostszym rozwiązaniem byłoby postulowane przez nas od miesięcy wprowadzenie możliwości weryfikowania, który pracownik jest zaszczepiony, a który nie – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Testy mają być szybkie i bezpłatne. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że jest to działanie, które wychodzi naprzeciw przedsiębiorcom, którzy chcą układać organizację w firmach z uwzględnieniem stanu zdrowia pracowników. – Mówiąc szczerze to przedsiębiorcy mają poważne wątpliwości czy jest to ukłon w stronę przedsiębiorców czy może antyszczepionkowców? Osoby niezaszczepione nadal takie pozostaną, ale będą regularnie testowane. Przedsiębiorcy zyskują możliwość weryfikacji, ale nie jest to system łatwy organizacyjnie – mówi Hanna Mojsiuk. –  Jest to rozwiązanie prowizoryczne. Zdecydowanie prościej byłoby wprowadzić, tak jak postulujemy od miesięcy, możliwość weryfikacji paszportów covidowych w firmach. Pracodawcy oczekują na ustawę, która będzie regulować sytuacje osób niezaszczepionych w miejscach pracy. Jesteśmy gotowi na dialog i na deklaracje, że osoby niezaszczepione nie będą zwalniane, ale np. przesuwane na stanowiska w których nie będzie bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa innych pracowników oraz klientów – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Propozycja Ministra Adama Niedzielskiego wciąż pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi: – Co jeżeli pracownik odmówi wykonywania testów? Jakie konsekwencje mogą go spotkać? Jak często wykonywać testy? Jak wyglądać będzie ich refundacja? W zapowiedziach brakuje nam realnych narzędzi do egzekwowania informacji dotyczących szczepień czy testów – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk. – Byłoby wiele łatwiej, gdyby pomysły dotyczące walki z pandemią na polu gospodarczym były konsultowane z przedsiębiorcami. Nam zależy na bezpieczeństwie naszych pracowników i klientów. Biznes jest zmęczony działaniami prowizorycznymi. Czas na konkrety. Możliwość sprawdzania testów jest małym kroczkiem do przodu, w sytuacji gdy pandemia rozpędza się sprintem  – dodaje Hanna Mojsiuk.

Grupa Pracuj debiutuje na GPW

Akcje Grupy Pracuj, lidera na rynku cyfrowej rekrutacji, działającego od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie, oferującego usługi wspierające rekrutację, utrzymanie i rozwój pracowników, od dzisiaj notowane są Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Debiut na warszawskim parkiecie jest zwieńczeniem oferty publicznej akcji, której wartość sięgnęła 1,12 mld zł.

Komentując dzisiejsze wydarzenie, Przemysław Gacek, współzałożyciel i prezes Grupy Pracuj, powiedział:

„Od ponad dwóch dekad jesteśmy częścią rynku pracy w Polsce i od 15 lat na Ukrainie. Zaczynaliśmy z pomysłem na papierowy przewodnik o pracodawcach, a teraz, ponad 20 lat później, rozwijamy oparty na nowoczesnych technologiach cyfrowy ekosystem wspierający kandydata w znalezieniu najlepszej dla niego pracy, a pracodawcę w znalezieniu i utrzymaniu najlepszego pracownika. Patrząc na dane rynkowe, rozwój gospodarki i szacowany w kolejnych latach wzrost zapotrzebowania na pracę, to wsparcie będzie pracodawcom coraz bardziej potrzebne. Zaufało nam już ponad 100 tysięcy firm. Część korzysta z serwisów i systemów Grupy Pracuj od początku, kiedy tylko wprowadziliśmy je na rynek. Traktujemy to jako potwierdzenie naszej skuteczności.

Ostatnie miesiące były dla nas bardzo wymagającym okresem, ale też wiele się w tym procesie nauczyliśmy. Rozmowy z inwestorami, krajowymi i zagranicznymi, podczas których spotkaliśmy się z dużą przychylnością i zainteresowaniem naszym biznesem, dają nam dużą satysfakcję. Chciałbym podziękować każdemu z nich za nawiązane relacje i serdecznie powitać tych, którzy zdecydowali się zostać akcjonariuszami Grupy Pracuj.

Dzisiaj rozpoczynamy nowy etap w historii firmy, już jako spółka giełdowa. Zakasujemy rękawy i zabieramy się do dalszej pracy. Mamy ambitne plany i – co najważniejsze – gotowy na ich realizację i nowe wyzwania wspaniały zespół ponad 800 osób, które tworzą Grupę Pracuj.”

Podsumowanie Oferty:

  • Ostateczna liczba akcji oferowanych w Ofercie wyniosła 15.134.278, tj. 22,2% istniejących akcji Spółki sprzedawanych przez jej dotychczasowych akcjonariuszy, a ostateczna cena akcji została ustalona na 74 zł za jedną akcję.
  • Łączna wartość oferty publicznej wyniosła tym samym 1,12 mld zł, a wynikająca z ostatecznej ceny akcji kapitalizacja Spółki wyniosła 5,04 mld zł.
  • Inwestorom indywidualnym przydzielono 408.623 akcje, a do inwestorów instytucjonalnych trafiło łącznie 14.725.655 akcji.
  • Po zakończeniu Oferty Przemysław Gacek, bezpośrednio i pośrednio poprzez Frascati Investments sp. z o.o., pozostał większościowym akcjonariuszem Spółki, z udziałem w kapitale zakładowym wynoszącym 53%.
  • Citigroup Global Markets Europe AG, Dom Maklerski Banku Handlowego S.A., Goldman Sachs Bank Europe SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. działali jako Globalni Współkoordynatorzy oraz Współprowadzący Księgę Popytu, Numis Securities Limited jako Współprowadzący Księgę Popytu, a mBank S.A. jako Współmenedżer Oferty. Trigon Dom Maklerski S.A. pełnił również rolę firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji.
  • TCV oraz pozostali Akcjonariusze Sprzedający zobowiązali się, że nie będą oferować, sprzedawać ani obciążać akcji Spółki przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie, przy czym w przypadku Przemysława Gacka, Frascati Investments sp. z o.o., oraz pozostałych obecnych członków zarządu Grupy Pracuj ten okres wynosi 360 dni. Spółka nie będzie także emitować, oferować, sprzedawać ani obciążać swoich akcji przez okres 360 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW w Warszawie.

Informacje o Grupie Pracuj

Grupa Pracuj jest wiodącą platformą technologiczną w branży HR w Europie Środkowo-Wschodniej. Grupa wspiera przedsiębiorstwa w zakresie rekrutacji, utrzymania i rozwoju pracowników, ułatwia użytkownikom jej serwisów znalezienie odpowiedniego zatrudnienia umożliwiającego pełne wykorzystanie ich potencjału oraz tworzy światowej klasy technologie, które kształtują przyszłość rynku HR.

Marki należące do Grupy tworzą zaawansowany cyfrowy ekosystem dla branży HR, spośród których najważniejsze to Pracuj.pl – największy polski internetowy serwis rekrutacyjny, Robota.ua – wiodący na rynku ukraińskim internetowy serwis rekrutacyjny, oraz eRecruiter – wiodący polski system wspierający prowadzenie procesów rekrutacyjnych, oferowany w modelu SaaS (ang. software as a service, czyli oprogramowanie jako usługa).

W 2020 r. z serwisów Grupy korzystało średnio 6,8 mln użytkowników miesięcznie, w tym 3,1 mln w Polsce i 3,7 mln na Ukrainie. Na portalach Grupy każdego dnia dostępnych jest średnio 176 tys. ofert pracy (wg stanu na koniec września 2021 r.). Z systemu eRecruiter korzysta ponad 1500 firm.

Grupa Pracuj działa od ponad 20 lat w Polsce i od 15 lat na Ukrainie. Zatrudnia ponad 800 osób, w tym ponad 200 wykwalifikowanych specjalistów zajmujących się rozwojem produktów oraz technologią. Z usług Grupy korzysta aktywnie ponad 48 tys. pracodawców w Polsce i około 64 tys. na Ukrainie (wg stanu na koniec września 2021 r.).

Większość przychodów Grupy (niemal 87% w 2020 r.) pochodzi od pracodawców i agencji rekrutacyjnych zamieszczających oferty pracy w serwisach internetowych należących do Grupy Pracuj i zamawiających usługi dodatkowe związane z tymi ogłoszeniami. Grupa osiąga też przychody dzięki platformie eRecruiter.

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2021 r. Grupa Pracuj, korzystając z rosnącego popytu na projekty rekrutacyjne, połączonego z wprowadzeniem nowych produktów i usług, osiągnęła przychody z umów z klientami w wysokości 344 mln zł, o 60% wyższe niż w analogicznym okresie 2020 r. Grupa wypracowała w tym okresie Skorygowaną EBITDA[1] w wysokości 200 mln zł (marża[2] 58%), co oznacza wzrost o 85% r/r.

Pomimo wyzwań związanych z pandemią COVID-19, w 2020 r. łączne przychody Grupy Pracuj z umów z klientami wyniosły 299 mln zł, a Skorygowana EBITDA 148 mln zł (marża 50%) w porównaniu do odpowiednio 368 mln zł i 175 mln zł (marża 48%) w 2019 r.

Grupa Pracuj zamierza regularnie dzielić się wypracowywanymi zyskami z akcjonariuszami. Jej intencją jest wypłata dywidendy w wysokości nie mniejszej niż 50% zysku netto za dany rok obrotowy.

[1] Skorygowana EBITDA oznacza zysk z działalności operacyjnej powiększony o amortyzację (w tym amortyzację wartości firmy) skorygowany o rozpoznane, jak również odwrócone, a uprzednio rozpoznane odpisy z tytułu trwałej utraty wartości aktywów oraz o wykazane w skonsolidowanym sprawozdaniu z całkowitych dochodów koszty programów płatności w formie akcji i koszty Oferty.

[2] Skorygowana marża EBITDA dla danego okresu oznacza stosunek Skorygowanej EBITDA w danym okresie do przychodów z umów z klientami za ten sam okres.

Co piąta firma nie jest w stanie stawić czoła kolejnemu lockdownowi

Rosnąca liczba zakażeń COVID-19 spowodowała, że od 15 grudnia obowiązywać będą nowe obostrzenia w prowadzeniu niektórych rodzajów działalności gospodarczych. Niestety, nie ma pewności, czy na tej skali ograniczeń i terminie ich obowiązywania się skończy. Biznes jest zaniepokojony, szczególnie, że jednej trzeciej firm wciąż nie udało się odbudować obrotów sprzed pandemii, a co piąta mówi, że nie jest przygotowana do kolejnego lockdownu. Firmy, którym mimo koronawirusa udało się przywrócić wcześniejszą kondycję, radzą, by za wszelką cenę chronić pracowników – wynika z badania MŚP dla Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor.

Ministerstwo Zdrowia zdecydowało o zaostrzeniu od 15 grudnia niektórych ograniczeń związanych z pandemią. Choć całkowitego lockdownu nie będzie, zamknięte zostaną dyskoteki i kluby, z wyjątkiem imprez sylwestrowych, przy maksymalnie 100 osobach. Do 30 proc. zostanie zmniejszony limit obłożenia w restauracjach, hotelach, teatrach, kinach, obiektach sportowych i sakralnych. Dodatkowo, w kinach wprowadzony będzie zakaz konsumpcji. Zwiększenie liczby osób będzie możliwe wyłącznie w przypadku zaszczepionych zweryfikowanych przez przedsiębiorcę. W transporcie zbiorowym obłożenie ma zostać ograniczone do 75 proc. Od 20 grudnia do 9 stycznia w szkołach podstawowych i średnich obowiązywała będzie nauka zdalna. Nie wiadomo, czy to wystarczy, czy ograniczenia nie przybiorą na sile i nie zostaną przedłużone.

Większość firm przygotowana na kolejny lockdown

Dla firm, które często w zwiększonym popycie na koniec roku wypatrują szansy na podciągnięcie wyników, zaostrzenie ograniczeń i pogorszenie się klimatu dla biznesu, jakie przyniosło natężenie pandemii, to zdecydowanie niedobra wiadomość. Szczególnie, że konfrontacja z lockdownem to zdaniem 36 proc. przedsiębiorców wyzwanie, na które nie da się przygotować, 30 proc. uważa, że zależy to od różnych czynników, a twierdzących, że jest to możliwe jest najmniej, bo 28 proc. ankietowanych, wynika z badania Keralla Research zrealizowanego dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Co piąta firma nie jest w stanie stawić czoła kolejnemu lockdownowi
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Najlepiej postrzega swoje możliwości w sytuacji nowych obostrzeń handel (77 proc. deklarujących przygotowanie), a najgorzej transport (53 proc.). Jednocześnie przedstawiciele transportu i budownictwa najczęściej mówią, że po prostu nie ma patentu na bezbolesne przejście następnego lockdownu i dlatego są nieprzygotowani (29 proc.). – Spore znaczenie dla adaptacji w warunkach trwającej już ponad 1,5 roku pandemii ma skala biznesu. Im większa firma, tym wyższa odporność na lockdown. W grupie podmiotów zatrudniających do 9 pracowników za wytrzymałych na lockdown ma się 62 proc. respondentów, wśród zatrudniających od 10 do 49 osób – 70 proc, a w firmach średnich, z załogą do 249 pracowników aż 77 proc. ankietowanych – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Wygrali ci, którzy zachowali zatrudnienie i zadbali o płynność finansową

Pogrążonym w obawach, pesymistycznie spoglądającym w przyszłość, w której wciąż tli się pandemia, mogą pomóc doświadczenia tych, którym udało się odbudować obroty do poziomu sprzed pojawienia się COVID-19. Co okazało się decydujące?

Co piąta firma nie jest w stanie stawić czoła kolejnemu lockdownowi 2
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Przede wszystkim troska o pracowników i utrzymanie zatrudnienia nawet w najbardziej kryzysowych momentach (33,3 proc.). Na kolejnym miejscu znalazł się wzrost popytu na towary i usługi (24,3 proc.), a na trzeciej pozycji utrzymanie konkurencyjnych cen (18 proc.). Kluczowy okazał się również brak problemów z łańcuchem dostaw (12,2 proc.), skorzystanie z państwowej pomocy i dbałość o płynność finansową i terminowy spływ należności (odpowiednio 10,6 i 9,5 proc.).

– Obecnie 38 proc. mikro, małych i średnich firm informuje, że wiedzie im się tak samo lub nawet lepiej niż przed pandemią, choć byli narażeni na jej przykre konsekwencje. Warto skorzystać z ich doświadczeń, szczególnie, że wciąż spora część MŚP, bo 33 proc. nie przywróciła sprzedaży sprzed COVID-19 i kolejne utrudnienia jeszcze mogą pogorszyć sytuację. Na pandemię przedsiębiorcy nie mają szczególnego wpływu, dobrze jest więc zadbać o to, na co można jednak wpłynąć i jak potwierdzają inni jest kluczem do sukcesu, czyli pracowników, rzetelnych dostawców, rozsądną politykę cenową i terminowy spływ pieniędzy do kasy. Bez takich zabiegów przyszłość wielu firm może stanąć pod bardzo poważnym znakiem zapytania – mówi Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: październik 2021 r.

Polski Ład skłania do zmiany leasingu na kredyt samochodowy

  • Rosną kolejki klientów chcących zakończyć jeszcze w tym roku leasing pojazdu i uciec przed nowym obciążeniem podatkowym
  • Firmy oferujące kredyty samochodowe wdrażają uproszczone procedury, pozwalające na sfinansowanie spłaty leasingu
  • Kredyt samochodowy można dostać nawet w ciągu jednego dnia, ale dłużej trwają rozliczenia po stronie leasingodawcy

Obserwujemy wzrost liczby wniosków o wcześniejsze zakończenie umowy leasingowej składanych przez osoby prowadzące działalność gospodarczą – mówi Michał Nalepa, Menedżer ds. Sprzedaży w Kanale Dealerskim w Cofidis.

To efekt wprowadzanych przez Polski Ład zmian w zakresie opodatkowania sprzedaży samochodu po zakończeniu okresu leasingu. Przepisy wchodzące z początkiem 2022 r. sprawią, że pozbycie się wykupionego do majątku prywatnego pojazdu przed upływem sześciu lat, będzie oznaczało konieczność zapłaty podatku dochodowego. Kolejna kwestia – i to nowość – trzeba będzie zapłacić od tego dochodu składkę zdrowotną. Dodatkowa zmiana jest taka, że w sytuacji gdy przedsiębiorca pojazd wykupi do firmy, to podatek VAT trzeba zapłacić od wartości samochodu a nie jak obecnie od wartości wykupu.

Przedsiębiorcy szukający możliwości uniknięcia opłaty takiego podatku, decydują się na szybsze rozliczenie z leasingodawcą. Chodzi o to, żeby stać się właścicielem pojazdu przed końcem 2021 r. Część przedsiębiorców spłaca pozostałe raty, korzystając z posiadanych oszczędności, ale część nie ma wolnych środków. Dlatego w grudniu spodziewamy się rekordowego zainteresowania kredytami samochodowymi i przygotowaliśmy specjalną, uproszczoną procedurę ich udzielania dla klientów, którzy chcą spłacić leasing środkami z kredytu samochodowego – mówi Michał Nalepa.

Zachęca, żeby decyzję o wcześniejszym rozliczeniu z leasingodawcą podejmować jak najszybciej. Bo choć sama procedura przyznania kredytu może się zamknąć w ciągu kilku godzin, to do uzyskania prawa własności w tym roku potrzebne jest jeszcze załatwienie wszystkich formalności z leasingodawcą.

Jak to zrobić, żeby wszystko poszło szybko i sprawnie?

Krok pierwszy: złożenie wniosku do leasingodawcy

Pierwsze kroki należy skierować do swojego leasingodawcy i złożyć wniosek o wcześniejsze zakończenie umowy leasingowej. Na tym etapie dowiemy się, jaka będzie wartość wykupu. Musimy jak najszybciej uzyskać informację określającą tę wartość. Może to być oficjalna informacja od leasingodawcy, faktura proforma, lub – rzadziej – faktura. Ten dokument będzie niezbędny do uzyskania kredytu. Warto też od razu zaznaczyć, że spłata będzie finansowana w całości lub części kredytem samochodowym.

Krok drugi: wniosek o kredyt samochodowy

Do szybkiego rozpoczęcia oceny zdolności kredytowej będzie niezbędny wspominany dokument od leasingodawcy. Mając go, można zgłosić się do firmy oferującej kredyty samochodowe.

W naszym przypadku wystarczy zgłosić się na infolinię. Jest możliwość zebrania tą drogą wszystkich informacji potrzebnych do oceny zdolności kredytowej. W ciągu 30 minut będzie wiadomo czy możemy przyznać takiej osobie kredyt. Jeśli jest to możliwe, to w celu finalizacji transakcji kontaktujemy klienta z jednym z naszych ponad 500 przedstawicieli w całej Polsce. Kiedy dojdzie do spotkania w celu sfinalizowania transakcji, zależy już od klienta  – mówi Michał Nalepa z Cofidis.

W trakcie spotkania z przedstawicielem kredytodawcy trzeba będzie potwierdzić swoją tożsamość, np. przedstawiając dowód osobisty, paszport czy kartę stałego pobytu. Jeśli będzie to wymagane, w danym przypadku będzie trzeba wykazać poziom przychodów zadeklarowanych we wniosku np. wyciągami z konta bankowego lub kopią księgi przychodów czy rozchodów.

Krok trzeci: podpisanie umowy kredytowej

Po podpisaniu umowy przyznaną kwotę przelewamy bezpośrednio na konto leasingodawcy. W zależności od potrzeb może ona pokrywać całość lub część kwoty potrzebnej do rozliczenia leasingu – tłumaczy Michał Nalepa.

Krok czwarty: przeniesienie prawa własności

Po otrzymaniu kwoty potrzebnej do rozliczenia leasingodawca powinien przygotować wszystkie dokumenty pozwalające przenieść prawo własności. To ważne, bo, żeby uniknąć nowego obciążenia podatkowego, trzeba stać się właścicielem pojazdu jeszcze w tym roku.

Podwyżka stóp NBP zgodna z przewidywaniami – komentarz eksperta

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała o kolejnej, trzeciej już od października podwyżce stóp procentowych, tym razem o najczęściej prognozowane 50 pb. Tym samym stopa referencyjna NBP osiągnęła w grudniu poziom 1,75 proc. Nie oznacza to może jeszcze zupełnego przejścia RPP na drugą, jastrzębią stronę barykady polityki monetarnej, jednak o gołębim sentymencie, którego zdeklarowanym zwolennikiem jeszcze niedawno pozostawał prezes rodzimego banku centralnego, można chyba na dość długo zapomnieć.

RPP podejmując najnowszą decyzję o stosunkowo umiarkowanej podwyżce ceny krajowego pieniądza w stosunku do przewidywań sprzed paru tygodni, kiedy to mówiono o możliwym podniesieniu stóp w grudniu nawet o 1 pp., uwzględniła zapewne perspektywę ogłoszonej niedawno przez rząd tarczy antyinflacyjnej oraz istotną poprawę notowań złotego.

Dla rynku nieruchomości mieszkaniowych nie ma większego znaczenia skala pojedynczego ruchu stóp NBP, ale zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy, co doprowadzi je zapewne do poziomu ponad trzech, a być może nawet w okolice czterech procent w nadchodzącym roku.
A taka perspektywa już obecnie powoduje hamowanie popytu na nowe mieszkania. Jak bowiem wynika z najnowszych danych barometru rynku nieruchomości portalu RynekPierwotny.pl, w większości największych polskich miast w listopadzie odnotowano spadek popytu na lokale deweloperskie przy równoczesnym wzroście ich podaży, co jednak jeszcze nie zaowocowało istotnym hamowaniem wzrostu cen. W Poznaniu popyt spadł aż o 36 proc., w Katowicach o 19 proc., a we Wrocławiu – 12 proc.

Wraz z rosnącymi stopami tego typu tendencja, choć zapewne raczej w zdecydowanie wolniejszym tempie, może utrzymywać się w kolejnych miesiącach. Nie oznacza to jednak na razie załamania kilkuletniej rynkowej prosperity w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki, ale raczej lekkie schłodzenie koniunktury skutkujące powrotem do normalności. Należy przez to rozumieć nie tylko cenę pieniądza na wyższym od zerowego poziomie, ale przede wszystkim przywrócenie poważnie zakłóconej w ostatnim czasie równowagi podażowo-popytowej, a także wyhamowanie dwucyfrowych wzrostów cen nowych mieszkań do bardziej akceptowalnych przez rynek poziomów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Skąd ten boom? Zmiany na rynku mieszkaniowym w Polsce

  • Realna cena m² mieszkania jest dziś niższa niż w 2007 r. (uwzględniając wzrost płac w tym okresie).
  • Obecna dynamika wzrostu cen (8-11% rocznie) jest dużo łagodniejsza, niż średnia w okresie 2004-2007 (32% rocznie).
  • Możliwości zakupowe mieszkań w Polsce są wyższe, w porównaniu do takich państw jak Czechy czy Szwecja

Choć wydaje się, że dzisiejsze wzrosty cen na rynku mieszkaniowym są rekordowo wysokie, gdy porównamy je z sytuacją sprzed prawie 15 lat sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Średnia cena za m² mieszkania w pięciu największych miastach[1] wzrosła o 12% z 7262 zł w 2007 roku do 8119 zł w 2020 roku. Jednak w tym samym okresie średnie miesięczne wynagrodzenie w tych samych miastach wzrosło o 93% z 3354 zł do 6473 zł – wynika z raportu PwC Polska “Skąd ten boom? Zmiany na rynku mieszkaniowym w Polsce”.

Warszawa dalej jest najdroższym miastem, Gdańsk wyprzedza stolicę pod względem dynamiki wzrostu cen. W dobrych lokalizacjach, ceny mieszkań powyżej 10 000 PLN/m² nie są wyjątkiem i nie dotyczy to już tylko Warszawy, ale coraz częściej Gdańska i Krakowa, a także innych miast regionalnych. W ciągu ostatnich 3 lat ceny mieszkań w największych miastach wzrastały średnio o 8 – 11% rocznie. Jednak jeśli skonfrontujemy te wartości z dynamiką wzrostów cen sprzed 15 lat, to obecna sytuacja i aktualne wzrosty cen wydają się relatywnie niewielkie. Od 2013 roku, ceny mieszkań nieustannie rosną, choć dopiero od 2017 tempo wzrostu znacząco przyspieszyło.

“Rynek nieruchomości znajduje się obecnie w fazie intensywnych wzrostów. Aktualna sytuacja rynkowa nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem, gdyż od poprzedniego wzrostu minęło już prawie 15 lat a rynek nieruchomości cechuje się cyklicznością. Chociaż okoliczności zewnętrzne różnią się od tych z ubiegłych lat, fundamenty wzrostów pozostają podobne” – mówi Kinga Barchoń, partner PwC Polska, odpowiedzialna za zespół Real Estate.

Na tle państw sąsiednich ceny mieszkań w Polsce są niskie. Średnia cena m² mieszkania w wybranych stolicach w 2020 roku wynosiła: 2220 euro w Warszawie, 3800 euro w Berlinie, 4900 euro w Pradze i aż 7260 euro w Sztokholmie. W tym kontekście należy jednak zwrócić uwagę także na siłę nabywczą pieniądza – zakup 1 m² mieszkania w 2020 roku w Warszawie wymagało 1,41 średnich pensji, 0,88 w Berlinie, 2,7 w Pradze i aż 1,73 w Sztokholmie.

Nasi sąsiedzi z północy, południa i zachodu również dużo chętniej niż Polacy wynajmują mieszkania. Rozwijający się rynek, rosnąca podaż oraz stopniowe bogacenie się społeczeństwa w dłuższej perspektywie powinno zbliżyć polskie wskaźniki do średniej europejskiej. Na tle Europy, Polacy historycznie chcieli i nadal chcą posiadać mieszkania. Tylko 14,4% Polaków mieszka w wynajmowanych mieszkaniach, co jest wynikiem znacznie poniżej średniej Unii Europejskiej. Rozwój profesjonalnego rynku najmu instytucjonalnego wraz z wejściem do Polski wyspecjalizowanych funduszy, może zachęcić Polaków do wynajmu mieszkań, jako interesującej alternatywy do zakupu.

“Polska znajduje się dziś w bardzo specyficznej sytuacji ekonomicznej. Kryzys pandemiczny nadal trwa, ale wzrost gospodarczy wyraźnie przyspiesza. Niezwykła sytuacja wymusiła niezwykłą politykę pieniężną, w bardzo niskie stopy procentowe, utrzymywane mimo rosnącej inflacji. Dla części Polaków tani kredyt i niezłe perspektywy wzrostu zarobków, to szansa na zakup własnego mieszkania. Dla innych, to szansa na przesunięcie oszczędności z przynoszących stratę lokat bankowych, na drożejące mieszkania” – mówi prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC Polska.

Choć wysoka inflacja oraz rekordowo niskie stopy procentowe w ostatnich latach wspomagały popyt inwestycyjny oraz akcję kredytową, to według autorów raportu w przyszłości może nas czekać schłodzenie rynku, z uwagi na  zmiany wprowadzane przez Polski Ład oraz potencjalne, gwałtowne podniesienie stóp procentowych. Jednocześnie rozwój sektora PRS (ang. Private Rented Sector) może wesprzeć redukcję luki mieszkaniowej oraz zachęcić Polaków do wynajmu zamiast zakupu mieszkań.

Choć to nieoczywiste mieszkania dziś w porównaniu do hossy sprzed blisko 15 lat są tańsze jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost zarobków. Sam rynek mieszkaniowy jest również w bardzo ciekawym miejscu i prawdopodobnie w przededniu istotnych zmian związanych z wynajmem instytucjonalnym czy też zmianami podatkowymi i legislacją, które mogą w istotny sposób zmienić opłacalność najmu”  dodaje Tomasz Ciesielski, wicedyrektor w zespole Real Estate PwC.

Eksperci PwC dodają, że jeśli spojrzeć szerzej, w kontekście europejskim, wydaje się, że pościg za bogatszymi krajami Unii Europejskiej w długim okresie pociągnie za sobą dalszy wzrost cen mieszkań. Choć jak zawsze po okresach wzrostów przychodzą również okresy spadków to od poziomów cen mieszkań względem zarobków, notowanych w szczycie poprzedniej hossy, jesteśmy jeszcze daleko.

[1] Warszawa, Gdańsk, Kraków, Wrocław, Poznań

Simple Day ustaliła cenę emisyjną akcji serii B w wysokości 13,50 zł

Cena emisyjna w ofercie publicznej akcji Simple Day S.A. została ustalona na 13,50 PLN za jedną akcję. W ramach trwającego IPO Spółka oferuje od 312.500 do 625.000 akcji zwykłych na okaziciela serii B. Wartość oferty według tych parametrów wyniesie do 8,4 mln zł. Pozyskane środki posłużą firmie w realizacji zwiększenia rozpoznawalności marki Twój Cel To, a tym samym przychodów ze sprzedaży, ekspansji zagranicznej i rozbudowie linii produktowej Simple Day. Zgodnie z harmonogramem oferty publicznej zapisy na akcje potrwają od 9 do 16 grudnia br. W 2022 roku Simple Day SA zamierza zadebiutować na NewConnect. Spółka szacuje, że przychody ze sprzedaży od stycznia do listopada 2021 r. osiągnęły wartość 17,2 mln zł.

Simple Day 7 grudnia zakończyła budowanie Księgi Popytu. W ramach prowadzonej oferty publicznej Spółka zaoferuje objęcie od 312.500 do 625.000 akcji serii B, po cenie emisyjnej 13,50 PLN za jedną akcję.

– W zakończonym procesie budowy Księgi Popytu inwestorzy wyrazili zainteresowanie naszą ofertą. W tym czasie odbyliśmy też wiele ciekawych rozmów. Jestem zadowolony, że nasze plany biznesowe na najbliższe lata zostały pozytywnie odebrane. Kapitał jaki spodziewamy się pozyskać z emisji pozwoli nam na realizację głównych celów przedstawionych w Memorandum Informacyjnym. Jednym z nich jest zwiększenie rozpoznawalności marki Twój Cel To, wyjście na europejskie rynki oraz rozwój linii produktowych Simple Day. – mówi Michał Karewicz, prezes zarządu Simple Day. – Aktualnie rynek kapitałowy jest dość wymagający, a inwestorzy są ostrożni. Tym bardziej cieszy nas, że zrealizowaliśmy bardzo wiele spotkań i wiele renomowanych inwestorów finansowych wykazało zainteresowanie naszą ofertą. Od jutra inwestorzy mogą zapisywać się na nasze akcje. Liczymy na sukces naszego IPO, który potwierdzi uznanie dla naszego modelu biznesowego – dodaje.

Już od czwartku, 9 grudnia, do 16 grudnia trwać będzie przyjmowanie zapisów w ramach Transzy Małych i Dużych Inwestorów. Zamknięcie oferty tj. przydział akcji serii B, zaplanowany jest na 17 grudnia. IPO Simple Day poprzedza plany giełdowe Spółki. Debiut na NewConnect planowany jest na I połowę 2022 roku.

Koordynatorem Oferty Publicznej jest Dom Maklerski INC SA. Memorandum Informacyjne, wraz z suplementami i komunikatami aktualizującymi, zostało udostępnione na stronie internetowej Spółki https://simpleday.pl/oferta_publiczna/ oraz na stronie internetowej Domu Maklerskiego INC S.A. pod adresem www.dminc.pl/SimpleDay
Simple Day to właściciel popularnej marki Twój Cel To, która w swojej ofercie posiada szeroki asortyment suplementów diety. Linia produktowa powstała w 2018 r. z inspiracji naturalną medycyną i kulturą zdrowego trybu życia. Koncepcje produktów powstają w autorskim dziale R+D Simple Day.

Model rozwoju Simple Day zakłada wzrost sprzedaży za pośrednictwem kanałów online, które pozwalają na bezpośredni kontakt z klientami i szybką reakcją na ich potrzeby przy zachowaniu wysokiej marży.

Spółka szacuje, że w październiku 2021 r. wartość przychodów netto ze sprzedaży osiągnęła 1,6 mln zł, (względem 1,1 mln zł w październiku 2020 r. – wzrost 42,0% r/r), natomiast w listopadzie 1,5 mln zł (względem 1,06 mln zł w listopadzie 2020 r., co daje wzrost o 42,5% r/r.).

– W ostatnich miesiącach osiągnęliśmy bardzo zadawalające wyniki i spodziewamy się ich kontynuacji w kolejnych okresach. Szacujemy, że w okresie od stycznia do listopada bieżącego roku, nasze przychody osiągnęły 17,2 mln zł.– komentuje Michał Karewicz.
Po trzech kwartałach br. Simple Day odnotowała przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 14 mln zł. Zysk netto od stycznia do września 2021 r. wyniósł 5 mln zł. W 2021 roku, podobnie jak w latach poprzednich, Spółka wypłaciła akcjonariuszom 100% wypracowanego zysku netto.

Wg. ogólnodostępnych danych, rynek suplementów diety w Polsce do 2027 r. powinien osiągnąć wartość 300 mln zł.

Raport po decyzji RPP: To nie ostatnia podwyżka stóp

Zgodnie z oczekiwaniami zarówno naszymi, jak i konsensusu dziś Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopę referencyjną NBP o 50 pb., do 1,75%. Jest to trzeci w tym roku ruch w górę po podwyżce o 40 pb. w październiku i 75 pb. w listopadzie.

Ton komunikatu z grudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej wydaje się bardziej pesymistyczny niż z posiedzenia listopadowego. Decydenci zwracają w nim uwagę na ryzyko związane z nowym wariantem koronawirusa, idące z nim w parze niepewność i pogorszenie nastrojów na rynkach finansowych. Dużą uwagę poświęcają oczywiście inflacji, której podbicie zdają się widzieć bardziej jako ogólnoświatowy fenomen skupiając się na jej globalnym wzroście i ryzyku tego, że pandemiczne zaburzenia będą podbijać ją dłużej niż się wydawało. Niemniej, istotne jest wspomnienie o oczekiwaniach inflacyjnych, które ograniczać ma wzrost stóp: jest to wprowadzenie elementu sytuacji krajowej, nieobecnego we wcześniejszych komunikatach. Obok ponownie wspomnianej korzystnej sytuacji na rynku pracy może stanowić argument za tym, żeby podwyżki stóp były kontynuowane.

Kontynuację podwyżek sugeruje też wskazanie, że „decyzje Rady w kolejnych miesiącach będą nadal nakierowane na obniżenie inflacji do poziomu zgodnego z celem inflacyjnym NBP w średnim okresie”. Jednocześnie trudno na podstawie tego komunikatu próbować precyzyjnie określić skalę dalszego zacieśnienia: Rada wspomina o chęci wspierania zrównoważonego wzrostu gospodarczego (na którego dynamikę podwyżki będą oddziaływać negatywnie) i o tym, że ocena w zakresie dalszej polityki uwzględniać będzie napływające informacje.

Natychmiastowa reakcja złotego na informacje z RPP była negatywna. Po informacji o stopach i publikacji komunikatu kurs EUR/PLN rósł, dochodząc do poziomu 4,61 w stosunku do okolic 4,58 z początku dnia. Może to być oznaka, że rynek walutowy wyceniał większy ruch jak też reakcja na dość niezobowiązujący ton w zakresie dalszych kroków. Zakładamy, że wzrost kursu jest reakcją odruchową i nie przywiązujemy do niego zbyt dużej wagi. Spodziewamy się, że zacieśnianie polityki pieniężnej powinno wspierać złotego w kolejnych kwartałach.

Przed nami konferencja prasowa prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się jutro o 15:00. W przeszłości zarówno rynkowe oczekiwania dot. polityki pieniężnej jak i złoty reagowały na słowa prezesa NBP stąd też jutrzejsze popołudnie może przynieść pewną zmienność na rynku.

Roman Ziruk, analityk Ebury

Inflacja wysoka, nowa odmiana koronawirusa. Co dalej ze złotym?

Ponieważ w grudniu złoty zaczął się wzmacniać istotne jest czy może to być tendencja długoterminowa.

Pod koniec listopada euro zaczęło wzmacniać się wobec dolara. Jednak w ostatnich 52 tygodniach potaniało aż o 6,92%. W tym okresie wahania na parze EUR/USD mieściły się pomiędzy 1,12-1,23.

– Dolar umacniał się wobec większości walut przez niemal cały listopad, a pod koniec tego miesiąca utracił nieznaczną część ze swojej dominacji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Mocny dolar to efekt polityki monetarnej w USA, która może teraz się zmienić, a perspektywy zmian nabrały tempa.

Polityka banków centralnych stoi jednak pod znakiem zapytania, ze względu na nową odmianę koronawirusa. Tendencja ku podwyższaniu stóp procentowych może znów osłabnąć pod wpływem obaw o osłabiające gospodarkę lockdowny.

Rynki obawiały się, że szef Fed wykorzysta informacje o pandemii, aby nie zmieniać polityki monetarnej, stało się jednak inaczej, Jerome Powell uznał, ze wysoka inflacja staje się problemem dla USA, który to problem nie jest już przejściowy. Już w grudniu może dojść do przyspieszenia taperingu, a w konsekwencji do szybszej podwyżki stóp procentowych.

Inwestorzy spekulowali, że do pierwszej podwyżki może dojść w czerwcu, ale informacje o rozprzestrzenianiu się nowej mutacji wirusa spowodowały, że przesunęli swoje oczekiwania na wrzesień 2022 r.

– Jeżeli rynki w swych oczekiwaniach będą zgadzały się z tym co robi Fed, to nie będzie to sprzyjało dalszemu wzmocnieniu dolara – wyjaśnia ekspert XTB. – Dolar długoterminowo powinien utrzymywać się na poziomach sprzed pandemii, a to oznacza poziom 1,10 na parze EUR/USD.

Dla kursu złotego jest to ważne, ponieważ złoty nie lubi mocnego dolara. Złoty powinien być więc nieco mocniejszy.

Powierzchnie flex poduszką bezpieczeństwa dla firm

Chociaż pandemia początkowo zamroziła ekspansję operatorów elastycznych, poluzowanie obostrzeń sprawiło, że aktywność na tym rynku wróciła. Powierzchnie flex stanowią obecnie w Polsce 3,3% całkowitej podaży zasobów biurowych, co jest piątym wynikiem w regionie EMEA według najnowszego raportu Colliers „Flexpansion 2021”. W 2022 r. planowane są kolejne otwarcia w Warszawie i miastach regionalnych. Cieszące się obecnie największym zainteresowaniem małe i średnie moduły stają się towarem deficytowym w centrach miast. Coraz więcej organizacji traktuje włączenie powierzchni flex jako istotne narzędzie optymalizacji ryzyka oraz dywersyfikację portfela nieruchomościowego. Trend ten zauważają właściciele nieruchomości biurowych, którzy traktują przestrzenie elastyczne jako niezbędne udogodnienie w kompleksie. Stanowi to odpowiedź na licznie pojawiające się zapytania ofertowe klientów o dostęp do tego typu powierzchni w dużych kompleksach biurowych.

Pandemia COVID-19 przyspieszyła pewne procesy, które mogliśmy zauważyć już wcześniej. Na dużej części firm wymusiła przejście na pracę zdalną lub hybrydową, co pokazało, że niektóre zespoły mogą sprawnie funkcjonować bez konieczności korzystania z tradycyjnego biura. Mowa tu o działach, które nie wymagają stałej współpracy między pracownikami, a duża część wykonywanych przez nie obowiązków to działania rutynowe – obsługa klienta, finanse, prawny, zakupowy, HR czy analityczny. Analizując potrzeby poszczególnych zespołów, organizacje pracują obecnie nad nowymi modelami funkcjonowania, coraz chętniej roszerzając swoją przestrzeń o powierzchnie flex, które posiadają liczne zalety: umożliwiają bardziej mobilny system pracy, są źródłem oszczędności, dzięki umowom krótkoterminowym pozwalają zachować większą płynność finansową, a także są estetyczną, nowoczesną, bezpieczną i przyjazną przestrzenią do pracy.

Elastyczność i hybrydowy model pracy

Przy braku jasnych regulacji dotyczących pracy z domu i chęci powrotu pracowników do biura, połaczenie hybrydowego modelu pracy z elastyczną umową wydaje się być bezpieczną decyzją. Rozwiązanie to zdejmuje z firm odpowiedzialność związaną z podjęciem długoteminowej decyzji dotyczącej przestrzeni i modelu pracy w okresie dużej niepewności i jednocześnie optymalizuje koszty, wprowadzając system pracy hybrydowej. Decyzje dotyczące przestrzeni elastycznej mogą być szybko i łatwo zrewidowane, a elastyczność oferowana przez operatorów powierzchni flex stanowi dla firm duży bufor bezpieczeństwa.

Biura elastyczne są w stanie, bez konieczności angażowania większej ilości czasu i operacji ze strony firmy, dostarczyć potrzebną przestrzeń praktycznie od zaraz, w formule plug&play. Oznacza to, że cały zespół może zostać przeniesiony z jednego biura do drugiego z dnia na dzień, ponieważ powierzchnie flex zapewniają niezbędne wyposażenie i usługi. To niezwykle przydatne rozwiązanie szczególnie przy okazji dynamicznej ekspansji na nowe rynki tak zagranicznie, jak i regionalne. Pozwala to przerzucić cały outsourcing biura na operatora, który zapewnia niezbędne wyposażenie, połączenie internetowe, ekipę sprzątającą, ochronę czy odpowiedni wystrój. Klient, płacąc tylko jedną fakturę, większość rozwiązań ma zapewnionych w formule all inclusive. Rozwiązanie to nie wymaga dużych nakładów kapitałowych na początku umowy. Środki zaoszczędzone w tej formie firma może przeznaczyć na badania i rozwój firmy.

Bezpieczeństwo najważniejsze

Mitem, który należy obalić, jest kwestia bezpieczeństwa w przestrzeniach elastycznych, zarówno pod kątem bezpieczeństwa danych, jak i procedur sanitarnych związanych z sytuacją epidemiczną. Reakcja na rynku powierzchni flex na pandemię COVID-19 była bardzo szybka i odpowiednie procedury zapewniające bezpieczeństwo użytkownikom zostały wprowadzone u wszystkich poważnych operatorów. W przypadku wystąpienia zachorowania wśród użytkowników coworku kontrola dostępu pozwala na szybkie ustalenie, z jakich przestrzeni osoba chora korzystała i z kim mogła mieć kontakt.

Z powierzchni elastycznych od lat  korzystają  firmy z branży finansowej, IT czy consultingowe, a w USA nawet instytucje rządowe, dla których bezpieczeństwo danych jest priorytetem. Operatorzy biur serwisowanych dostarczają wszelkich narzędzi do zapewnienia klientom jak największej prywatności tj. wydzielone piętra/sektory z pełną kontrolą dostępu, pokoje z dostępem tylko dla osób wskazanych w umowie, zabezpiecznia IT na najwyższym poziomie, wydzieloną sieć czy własną serwerownię. Aby sprostać wysokim wymaganiom klienta, operatorzy w wyjątkowych przypadkach są w stanie wprowadzić tak niestandardowe zabezpieczenia, jak bramki z detekrotem metalu czy specjalna aplikacja, która wysyła powiadomienia do office managera, jeśli drzwi do danego sektora/pokoju są zbyt długo otwarte.

Umowa szyta na miarę

Niezwykle istotne z perspektywy najemcy jest odpowiednie skonstruowanie umowy, które może ułatwić zarówno ekspansję, jak i redukcję najmowanej powierzchni. Jednym z punktów, który warto rozważyć przy planowanej ekspansji, może być zapis o pierwszeństwie w najmie. Pozwoli on zabezpieczyć możliwość najmu dodatkowej powierzchni w przyszłości – w przypadku gdy stanie się ona dostępna, firma z takim zapisem w umowie zostanie o tym poinformowana jako pierwsza. Przy konstruowaniu umowy brany pod uwagę powinien być harmonogram rekrutacji, który pozwoli odpowiednio zaplanować ekspansję.

W przypadku kwestii takich jak bezpieczeństwo dostępu czy warunki pracy pomocne może być skorzystanie z doradztwa ekspertów, którzy dodatkowo sprawdzą powierzchnie flex funkcjonujące na rynku pod kątem m.in. lokalizacji, procedur sanitarnych, liczby mkw. przypadających na osobę, jakości obsługi, standardów SLA, miejsc parkingowych, certyfikacji BREEAM czy udogodnień dla rowerzystów.

Jakub Bartoszek, Dyrektor ds. Strategii Flex w dziale Powierzchni Biurowych Colliers

Nie taki Omikron straszny (dla giełdy)

Amerykańska giełda powoli odrabia straty spowodowane przez pojawienie się nowej odmiany koronawirusa – wariantu Omikron. Wraz ze wzrostem notowań, spada też zmienność na rynku. Dane historyczne wskazują, że rynek finansowy przyjmuje każdy kolejny wariant koronawirusa z większym spokojem.

W wtorek indeks S&P500 wzrósł o ponad 2 proc., do poziomu 4676 punktów. Oznacza to, że prawie wrócił już do poziomu z 24 listopada, czyli sprzed spadków związanych z pojawianiem się wariantu Omikron. Spada także zmienność, która charakteryzowała rynek przez ostatnie dwa tygodnie. Wczoraj indeks zmienności VIX, który dyskontuje przewidywania co do zmienności w ciągu najbliższych 30 dni w oparciu o opcje na S&P500, spadł o prawie 18 proc.. Cały czas pozostaje o około 20 proc. powyżej poziomu sprzed Omikrona (22,46 obecnie wobec 18,58 z 24.11) jednak widać wyraźnie trend spadającej zmienności.

Oczywiście rynki nadal obawiają się o problemy związane z zamykaniem gospodarki, co jest widoczne w większym stopniu w Europie niż w USA. Jednak wyraźnie widać, że w obecnej sytuacji, choć zakażeń jest podobna liczba jak w poprzednich falach, to liczba hospitalizacji jest niższa. Może to być efekt zmian w funkcjonowaniu wirusa w nowej odmianie, a także, a może przede wszystkim, efekt kampanii szczepień. Ten efekt niestety jest mniej widoczny w Polsce i w innych krajach Europy Centralnej i Wschodniej, gdzie poziomy wyszczepienia są niższe niż na zachodzie.

Wciąż prawdopodobne są dalsze ograniczenia w funkcjonowaniu gospodarki. Jednak jest prawie pewne, że będą one mniej dotkliwe niż lockdown’y z poprzednich fal koronawirusa. Firmy są też znacznie bardziej przygotowane na kolejne ograniczania niż w poprzednim okresie. Widać więc, że między innymi z tego powodu, rynek finansowy przyjmuje każdą kolejną fale koronawirusa z większym spokojem. Część lekarzy uważa, że w przyszłości koronawirus upodobni się do grypy, jako choroba nawracająca co rok, w przewidywalnych falach. Jak wiemy giełda, oprócz wyjątkowych sytuacji, nie reaguje w żadnym stopniu na pojawiające się fale zakażeń grypą. Tak więc może docelowo wyglądać także przyszłość koronawirusa.

Rynek cały czas obawia się jednak, że obecne zawirowania związane z Omikronem, mogą skłonić FED do szybszego ograniczenia programu skupu aktywów. Ponieważ mogą stanowić kolejny argument na rzecz postrzegania inflacji jako długoterminowego, a nie przemijającego zjawiska. Trzeba jednak pamiętać, że wsparcie globalnej gospodarki w postaci pakietów stymulacyjnych jest bardzo silne, co cały czas pomaga rynkom finansowym.

Omikron zdecydowanie psuje plany spółkom związanym z otwarciem gospodarki po pandemii. Dotyczy to linii lotniczych, statków wycieczkowych, hoteli, wynajmu samochodów czy koncertów. Te spółki dotychczas radzą sobie o prawie 75 proc. gorzej niż spółki związane z pracą zdalna (WFH – work-from-home), a ich zyski są o 65 proc. niższe niż przed kryzysem (dla WFH to 40 proc. więcej niż przed kryzysem). Dla inwestorów to może być jednak okazja to selektywnego zakupu firm, które w tym momencie są przecenione.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Hakerzy atakują z pomocą botnetów: 140 tys. ofiar w 149 krajach

Specjaliści ds. bezpieczeństwa z Check Point Research ostrzegają, że bieżąca aktywność cyberprzestępców może zwiastować zmasowane ataki ransomware. W ostatnich miesiącach aż 140 tys. urządzeń padło ofiarą Trickbota, który w stara się odtworzyć infrastrukturę Emoteta, uznanego za jedno z najbardziej niszczycielskich narzędzi hakerskich.

Zlikwidowany na początku roku przez Interpol botnet Emotet, określany jako „najniebezpieczniejsze złośliwe oprogramowanie na świecie”, odradza się dzięki aktywności malware’u Trickbot. Jak wyjaśniają eksperci Check Point Research, Emotet ma zapewnić backdoor do zainfekowanych komputerów, który umożliwi przeprowadzanie zaawansowanych kampanii ransomware.

Zdaniem specjalistów, już w połowie listopada maszyny zainfekowane Trickbotem zaczęły „zrzucać” próbki Emoteta, zachęcając użytkowników do pobrania chronionych hasłem plików zip, zawierających złośliwe dokumenty, które odbudowują sieć botnetu Emoteta. Ten w międzyczasie unowocześnił swoje możliwości, dodając kilka nowych sztuczek do swojego zestawu narzędzi.

Podrzucający Emoteta Trickbot, zainfekował w tym roku przeszło 140 tys. ofiar w 149 krajach na całym świecie. Oznacza to, że stanowi doskonałe narzędzie do odbudowy najniebezpieczniejszego malware’u ostatnich lat.

Emotet był najpotężniejszym botnetem w historii cyberprzestępczości z bardzo bogatą bazą infekcji. Teraz udostępnił ją innym – m.in. gangom ransomware. Powrót Emoteta jest poważnym sygnałem ostrzegawczym przed kolejnym nasileniem ataków ransomware w 2022 roku. Trickbot, który od zawsze współpracował z Emotetem, ułatwia obecnie jego powrót. Już teraz Emotet stał się 7. najpopularniejszym złośliwym oprogramowaniem na świecie. – ostrzega Lotem Finkelstein, szef wywiadu zagrożeń w Check Point Software

Emotet, który niegdyś funkcjonował jako trojan bankowy, stał się w pełni rozwiniętym botnetem, będąc najbardziej udanym i rozpowszechnionym złośliwym oprogramowaniem roku 2020. Dane z ThreatCloud firmy Check Point Research wskazywały, że w zeszłym roku Emotet zaraził aż 19% firm na całym świecie. Botnet zyskał swoją reputację dzięki wysoce zorganizowanemu przestępczemu modelowi biznesowemu – zamiast działać w pojedynkę, hakerzy stojący za Emotetem zdecydowali się współpracować z innymi grupami cyberprzestępczymi, twórcami Trickbota i Ryuk ransomware. Zdaniem ekspertów firmy Check Point Software, aktywność Emoteta osiągnęła szczyt w okresie od sierpnia do października 2020 roku, odnotowując średnio 47 000 prób infekcji każdego miesiąca.

BTC Studios wkracza w Metaverse. Studio gier aktualizuje strategię i prezentuje nowe kierunki rozwoju

Spółka zapowiada zaangażowanie w development i rozwój gier w obszarze Metaverse. Rynek gier typu play-2-earn przeżywa prawdziwą hossę. BTC Studios S.A. postanowiło wykorzystać rosnący trend i skoncentrować swoje działania na rozwoju w tym kierunku. W ramach nowej strategii, studio zamierza podjąć przedsięwzięcia jak i przeanalizować swoje portfolio pod względem tytułów gier, które można przekształcić, posługując się technologią blockchain oraz NFT, w gry typu play-2-earn. 

Motywowana głębszym spojrzeniem na ewolucję rynku i chęcią dostarczania odbiorcom najbardziej aktualnych wirtualnych doświadczeń, spółka oprze swoją przyszłość i strategię rozwoju na 3 głównych filarach. – „Po pierwsze uczestnictwo w produkcji i wydawaniu gier opartych o technologię blockchain i NFT. W przyszłości połączymy te narzędzia z innymi umacniającymi się trendami jak np. gry wykorzystujące Augmented Reality, także kreatywnie wiążące AR z Metaverse. Drugim filarem naszej działalności będzie Metaverse. Tu przy wykorzystaniu bliskiej sieci kontaktów chcemy stworzyć odpowiedniki dużych, także państwowych firm w świecie wirtualnym, ich “brand-versy”. Ostatnim punktem będzie opracowanie specjalnego urządzenia działającego w otoczeniu Metaverse. Ogromnym potencjałem, jaki dostrzega spółka, jest wykorzystanie środowiska Metaverse nie tylko w ramach rozrywki, ale też w sferze edukacyjnej. – dodaje Adrian Smarzewski. 

BTC Studios S.A. będzie kontynuować swoją działalność w charakterze współwydawcy i producenta unikalnych gier, cyfrowej rozrywki i edukacji. Korzystając z wiedzy i doświadczenia w branży gamingowej, studio będzie aktywnie wspierać producentów gier, wydawców, jak i niezależnych twórców w promocji ich tytułów.

Ostatnim przykładem potwierdzającym skuteczność biznesową BTC Studios S.A. jest udział przy wydawaniu gry “Zorro The Chronicles” i monetyzacja gry “Smooth wheel”. Pierwszy projekt będzie realizowany we współpracy z PVP Games: światowej klasy liderem w produkcji i wydawaniu gier. Spółka będzie kontynuowała rozmowy z wyselekcjonowanymi partnerami odnośnie produkcji oraz wydania i promocji gry “Zorro The Chronicles” na urządzenia mobilne.

W ramach budowania nowego biznesu i rozwoju tytułów znajdujących się już w portfolio, spółka będzie współtworzyć serię gier w modelu #AddSomeHeroes

– ”Uruchomienie autorskiego programu #AddSomeHeroes ma głównie na celu pozyskanie partnerów do produkcji nowych tytułów jak i ulepszeń dotychczasowych gier. Naszą rolą będzie inspirowanie kreatywnych deweloperów do rozwoju, a na dalszym etapie będzie to działalność wydawnicza. W najbliższych miesiącach chcemy umacniać się również w roli i pozycjonowaniu IP holdera, czyli właściciela praw autorskich oraz praw licencyjnych i koordynatora procesów udostępniania licencji. BTC Studios S.A. będzie współpracować z doświadczonymi producentami na Świecie w celu wypracowania optymalnego modelu monetyzacji. Dla każdego z posiadanych IP, we współpracy z właścicielem praw autorskich, utworzony zostanie zespół kompetencyjny składający się z twórców, developerów oraz przedstawiciela właściciela praw autorskich, celem osiągnięcia możliwie maksymalnego zysku dla każdego z posiadanych tytułów.” – mówi Adrian Smarzewski, Prezes Zarządu BTC Studios S.A.  

Zgodnie z nową strategią BTC Studios S.A. zamierza skoncentrować swoją energię i zasoby na światach wirtualnych Metaverse. Studio będzie wspierać projekty i gry mające swoje korzenie w tym środowisku oraz te zawierające elementy ekonomii opartej o blockchain. W tym celu wykorzystany będzie cieszący się znaczną ekspansją rynkową model Play2Earn. Wzrost tego trendu wyraźnie wzmocniło ogłoszenie potencjalnie największego Metaversu –  “Meta”, co dalej pociągnęło za sobą popularność i duże inwestycje w “Sandbox” i “Decentraland”. To, że Metaverse będzie częścią cyfrowego stylu życia obecnych oraz przyszłych konsumentów, i że stanowi nie tyle wirtualne miejsce, co budujący się od ponad 20 lat moment w czasie, pewien etap digitalizacji różnych obszarów życia na masową skalę – jest pewne.

„Mały lockdown” lub „pełzający lockdown”. Przedsiębiorcy czują się niesłusznie ukarani nowymi obostrzeniami

Od 15 grudnia w Polsce obowiązywać będą zupełnie nowe zasady reżimu sanitarnego – z 50% do 30% zmniejsza się liczba osób, które przyjmowane mogą być w restauracjach, obiektach sportowych, kawiarniach czy instytucjach kultury. Obostrzenia obejmują również obiekty handlowe, obiekty sakralne czy hotele. Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają zgodnie, że zmiany są zaskakujące, bo nikt nie spodziewał się, że Rząd RP znów skieruje gospodarkę w stronę lockdownu. – To, co będzie działo się po 15 grudnia możemy nazywać wprost „małym lockdownem” lub „preludium do lockdownu”. Oczywiście widzimy, że sytuacja jest trudna i wymaga natychmiastowych działań. Nie zmienia to jednak faktu, że przedsiębiorcy oczekiwali jasnych i konkretnych instrumentów dotyczących np. możliwości weryfikacji szczepień pracowników czy powszechnego wprowadzenia możliwości kontrolowania paszportów covidowych. Niestety zamiast tego mamy szereg zaleceń, których realizacja będzie zadaniem niemożliwym lub karkołomnym – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„W świetle obecnych przepisów trudno wyobrazić sobie, by kelner, recepcjonista czy pracownik domu kultury legitymował klienta”

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk powodów do niepokoju jest co najmniej kilka. Wszystkie dotyczą tego, jak radzić będą sobie przedsiębiorcy w czasie, który wielu definiuje jako wstęp do kolejnych, wielomiesięcznych obostrzeń.

– Obniżenie limitu osób przebywających w hotelach, restauracjach i instytucjach kultury do 30% uznajemy za posunięcie nieefektywne. Wystarczyłoby wprowadzić powszechny obowiązek przedstawiania paszportów covidowych przy wstępnie do instytucji publicznych. Przedsiębiorcy zwolnieni zostaliby z obowiązku weryfikowania kto jest zaszczepiony, a kto nie. W świetle obecnych przepisów trudno wyobrazić sobie, by kelner, recepcjonista czy pracownik domu kultury legitymował klienta. Co ma zrobić jeżeli ten odmówi? Jak reagować na zachowania agresywne? Problem kolejny raz został zrelatywizowany, a odpowiedzialność zrzucona na przedsiębiorców. Takie działanie nie jest promocją szczepień, nie jest zmuszaniem konsumentów do refleksji – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Restrykcje najmocniej dotykają sektory gospodarki, które w czasie pierwszych trzech fal pandemii miały najtrudniejszą sytuacje. Zamknięte dyskoteki i kluby, poważnie ograniczona działalność hoteli, komplikacje w działaniu gastronomii, zmniejszenie powierzchni handlowych. To działania, które znów odbijają się na przedsiębiorcach. Rozmawiam z wieloma osobami, które mówią wprost: biznes namawia do szczepień, a i tak karany jest restrykcjami. Nie ma w tym działaniu logiki. Przedsiębiorcy są rozżaleni z powodu zaplanowanych obostrzeń – dodaje Hanna Mojsiuk.

 

Prezes Mojsiuk: „Lockdown powinien obejmować tylko osoby niezaszczepione”

Przedsiębiorcy uważają, że wprowadzanie obostrzeń dotyczących limitów osób na metr kwadratowy czy ograniczenie w ilości osób przebywających w restauracjach czy hotelach to działanie nieefektywne.

– Przedsiębiorcy mają wrażenie, że Rząd szykuje kolejny lockdown. To opinia dość powszechna, a my jako Izba od wielu miesięcy mówimy, że zamykanie firm i ograniczanie ich działalności to gospodarcze zło. Antyszczepionkowcy mówią, że presja, by się zaszczepili jest dyskryminacją. A jak nazwać sytuację, że właściciel restauracji jest zmuszony do ograniczenia swojej działalności?  Brakuje nam jasnego stanowiska rządzących, które będzie nie tylko nawoływać do szczepień, ale i wyciągać konsekwencje wobec osób niezaszczepionych. To brak odpowiedzialności, którego konsekwencje ponoszą Ci, którzy są odpowiedzialni – mówi Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie promuje wśród przedsiębiorców postawy zachęcające do szczepień. – Tylko tak możemy wrócić do normalności. Stoimy na stanowisku, że lockdown powinien obejmować tylko osoby niezaszczepione. Szerokie wprowadzanie restrykcji jest nielogiczne i niesprawiedliwe – mówi Hanna Mojsiuk.

Czy stopy procentowe wzrosną o 0,5%?

Dzisiaj najprawdopodobniej najważniejsze wydarzenie dla złotego w tym tygodniu jak nie w miesiącu. Jedynym kontrkandydatem jest jutrzejsza konferencja prasowa prezesa NBP.

Dzisiaj posiedzenie RPP

Późnym popołudniem powinniśmy poznać decyzję w sprawie stóp procentowych. Analitycy oczekują wzrostu stóp o 0,5% w górę, co teoretycznie jest dużą zmianą. W praktyce jednak to mniej niż wzrosła w ciągu miesiąca inflacja. Rynki, patrząc przynajmiej na stawki WIBOR, które w ostatnich dwóch tygodniach wzrosły proporcjonalnie, mogą mieć apetyt na jeszcze więcej. Jest bowiem spory rozdźwięk, pomiędzy tym, co powinno się zrobić przy inflacji wynoszącej 7,7%, a zadziwiającymi wypowiedziami prezesa NBP, czy niektórych jego członków. Uważają oni, że skoro w innych państwach inflacja też jest wysoka to znaczy, że zależy od czynników zewnętrznych i pojawiają się głosy, że może należy ją przeczekać.

Inflacja w Europie

Polskie 7,7% faktycznie brzmi źle i takiej jest. Problem ten ma jednak nie tylko Polska. Z postsowieckich członków UE mniej ma tylko Łotwa – 6%. Litwa i Estonia mają odpowiednio 9,2% i 8,8%. W całej Unii więcej od nas oprócz tych państw mają jeszcze Rumunii, dzięki czemu nie jesteśmy na podium. Cała strefa euro ma obecnie inflację na poziomie 4,9%, co pokazuje, że nasze ceny względem zachodu rosną o niecałe 3%, to i tak wyjątkowo dużo. Problem wzrostu cen nie jest jednak tylko problemem zachodu. Białoruś i Ukraina przekraczają 10%, a Rosja przekroczyła już 8% i dzisiaj poznamy wskaźnik za listopad. Jak widać, problem inflacji jest problemem globalnym. Drukując pieniądze, wymyśliliśmy lekarstwo na kryzys covidowy dla gospodarki i niechcący wepchnęliśmy ją w inny poważny problem.

Bilans handlowy w USA

W październiku deficyt handlowy USA wyniósł niemal dokładnie zgodnie z oczekiwaniami 67,1 mld USD. Kwota, jak każda duża wartość, jest trudna w interpretacji. Można ją jednak inaczej przedstawić. Import towarów do USA był o 30% wyższy od eksportu z USA. To pokazuje pewną skalę nierównowagi. Z drugiej strony wczorajszy wynik to najniższy deficyt handlowy od grudnia zeszłego roku. Problem w tym, że umacniający się dolar raczej nie poprawi tego bilansu. Mocniejsza waluta będzie sprzyjać bowiem zdecydowanie bardziej importerom, którzy będą mogli uzyskiwać przewagę kosztową nad produkcją krajową. Mechanizm ten jest pewnym ograniczeniem dla nadmiernego umocnienia się dolara. Zbyt mocny dolar pogorszy wyniki gospodarcze, a te powinny osłabić dolara wówczas.

W kalendarium danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

The Great Resignation – jak powstrzymać trend pracowników dobrowolnie odchodzących z pracy

Biznes zmaga się obecnie ze zjawiskiem określanym jako „the Great Resignation” polegającym na masowych odejściach z pracy. Termin wywodzi się z rynku amerykańskiego, ale problem jest też zauważalny w innych częściach świata. SAS wskazuje na trendy i kompetencje, które pomogą liderom biznesu i ich organizacjom przetrwać czas zmagań z rotacją i brakiem pracowników.

Jak wynika z badania SAS Curiosity@Work, ciekawość rozumiana jako bodziec do poszukiwania nowych doświadczeń, rozwiązań i możliwości jest coraz częściej uznawana przez liderów biznesu za kluczową umiejętność. Ma ona pomóc sprostać wyzwaniom, przed którymi stoją dziś organizacje, w zakresie budowania innowacyjnych miejsc pracy i wzrostu satysfakcji pracowników. Jest to wyróżnik, który charakteryzuje daną osobę niezależnie od stanowiska, jakie zajmuje w swojej firmie.

Efektem pandemii są istotne zmiany na rynku pracy. Nowe modele biznesowe, które trzeba było szybko wdrożyć, zwiększyły zapotrzebowanie na różnych specjalistów, nie tylko w obszarze IT, ale i wielu innych. Z drugiej strony pracownicy spojrzeli na wykonywaną pracę z innej perspektywy. Znacznie wzrosły ich oczekiwania i aspiracje.

W ramach badania SAS przeanalizowano dane z ostatniego roku z profili LinkedIn niemal 2000 menedżerów z całego świata. Analiza danych z platformy wykazała, że rok do roku liczba postów, udostępnień i artykułów, w których poruszany jest wątek ciekawości, wzrosła aż o 158 proc. Liczba ofert pracy, w których pojawia się wątek ciekawości, wzrosła o 90 proc. Jest ona wymieniana jako jedna z umiejętności potrzebnych na rynku pracy – 87 proc. wzrost.

Ciekawość napędza innowacje

Przeprowadzone przez nas badanie wykazało, że ciekawość nie jest jedynie cechą, którą warto posiadać, ale stanowi biznesowy imperatyw, który pomaga przedsiębiorstwom stawić czoła kluczowym wyzwaniom i napędzić innowacje – mówi Jay Upchurch, CIO w SAS.

Większość menedżerów przyznaje, że ciekawość jest szczególnie cenna podczas: pracy nad nowymi, innowacyjnymi rozwiązaniami (62 proc. odpowiedzi), stawiania czoła złożonym problemom (55 proc.) i analizy danych (52 proc.). Cecha ta pozwala skutecznie integrować dane i czerpać z nich wiedzę. Menedżerowie, którzy wykazują się ciekawością, twierdzą, że proces cyfrowej transformacji w ich organizacji jest znacznie bardziej zaawansowany. Korzystają oni z większej liczby źródeł danych, a w szczególności tych, które pozwalają im lepiej zrozumieć klientów (58 proc. odpowiedzi), innych pracowników (63 proc.) oraz zbadać poziom wydajności (60 proc.).

Zdaniem menedżerów przebadanych przez SAS, rozwój ich firm w najbliższych trzech latach będzie uzależniony od tego, czy pracownicy wykażą się wiedzą w obszarach sztucznej inteligencji (63 proc.) oraz analizy danych (60 proc.). Niezbędne będzie również myślenie kreatywne (59 proc.) i umiejętność rozwiązywania problemów (59 proc.). Niestety uczestnicy badania wskazują również, że trudno im znaleźć nowych pracowników, którzy posiadają zarówno niezbędne umiejętności techniczne (65 proc.), jak i cechy personalne – w tym ciekawość (60 proc.).

SAS na podstawie wyników badania podzielił menedżerów na 4 grupy:

  • Liderzy współpracy (35 proc. spośród badanych): Cenią współpracę, napędza ich praca zespołowa, niestrudzenie poszukują odpowiedzi na nurtujące ich pytania; wierzą, że ciekawość pozwala podnieść wydajność i zwiększyć satysfakcję z pracy.
  • Elastyczni poszukiwacze informacji i opinii (26 proc.): Przyjmują wyzwania i cenią opinię innych; wierzą, że ciekawość wpływa na elastyczność i umiejętność adaptacji w niepewnych czasach. Nie zgadzają się z opinią, że cecha ta przekłada się na wzrost efektywności czy produktywności.
  • Liderzy koncentrujący się na produktywności (24 proc.): Ich zdaniem ciekawość pomaga w podnoszeniu efektywności i produktywności, a także napędza współpracę i pracę zespołową. Są jednak mniej skłonni twierdzić, że wspiera różnorodność pomysłów.
  • Menedżerowie, którzy nie wierzą w wartość ciekawości (16 proc.).

Co zrobić, aby nie pozostać w tyle?

Chociaż rośnie świadomość wartości, jaką jest rozwijanie pasji i kompetencji zespołów w kierunku odkrywania nowych możliwości i tworzenia innowacyjnych rozwiązań, nie wszyscy menedżerowie rozumieją, co daje ciekawość, a wiele organizacji ma trudności z jej wykorzystywaniem w codziennej działalności. Ponad 40 proc. menedżerów przyznało, że słabo radzi sobie z określaniem, czy kandydaci do pracy wykazują się ciekawością. Zdaniem 47 proc. badanych wyzwaniem jest również rozwijanie tej cechy wśród pracowników, dla których nie jest ona naturalna. Takiej samej liczbie menedżerów trudność przysparza połączenie ciekawości z wydajnością. Aż 43 proc. stwierdziło, że trudno im sprawić, aby cecha ta wpłynęła na rozwój biznesu.

Analiza odpowiedzi menedżerów, którzy wykazują się ciekawością, pozwala znaleźć sposób, aby stawić czoła tym wyzwaniom. Ich zdaniem rozwój ciekawości w organizacji może odbywać się przez szkolenia (79 proc.), analizę wydajności pracowników (76 proc.), awanse (74 proc.) i właściwe określanie kryteriów zatrudniania nowych osób (74 proc.). Wskazali również, że ciekawość może być wyrażona poprzez misję, wizję i wartości firmy (70 proc.).

System oceny pracowników w opinii 71 proc. menedżerów również może napędzać ciekawość, gdy jest ona nagradzana np. podczas rozmów rocznych. Ich zdaniem warto pozwolić pracownikom przeznaczyć część czasu na rozwijanie projektów, którymi się pasjonują (60 proc. odpowiedzi). Z kolei 59 proc. wskazało na duże znaczenie indywidualnych sesji mentorskich, a 69 proc. podkreśliło potrzebę publicznego nagradzania osób, które wykazują się ciekawością.

Walka z wielką rezygnacją

Zdaniem 60 proc. uczestników badania SAS, liderzy biznesu stoją obecnie przed wyzwaniem utrzymania motywacji i morale pracowników na wysokim poziomie. Około połowa menedżerów musi ponadto stawić czoła: problemom odejść z pracy doświadczonych członków zespołu; trudnościom związanym z nakłonieniem pracowników do realizacji zadań, które nie stanowią ich podstawowych obowiązków oraz brakiem współpracy między zespołami i departamentami.

Ciekawość pozwala stawić czoła tym problemom, wpływając na wzrost efektywności i produktywności (62 proc. odpowiedzi), pobudzenie kreatywnego myślenia i poszukiwania rozwiązań (62 proc.), większe zaangażowanie i satysfakcję pracowników (58 proc.), a także zacieśnienie współpracy (58 proc.).