O 68,7% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe złożonych w październiku 2022 r.- informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w październiku 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 68,7% w porównaniu do października 2021 r.
W październiku 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 13,02 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 39,66 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 67,2%. W porównaniu do września 2022 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy również spadła o 4,1%.
Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku br. wyniosła 336,66 tys. zł i była niższa o 4,5% zarówno w relacji do wartości z października 2021 r., jak i o 0,3% w porównaniu do września 2022 r.
– Październikowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe potwierdza, że podwyżki stóp procentowych, zaostrzenie wymogów regulacyjnych oraz obawy przed skutkami spowolnienia gospodarczego, a nawet możliwej recesji, nie tylko skutecznie, ale i prawdopodobnie na dłużej zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe.
W październiku ponownie wróciliśmy do spadków zarówno liczby wnioskujących, jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu i to w obu ujęciach r/r i m/m. W porównaniu do października ub.r. mamy duże spadki. Październikowa wartość Indeksu pomimo tego, że nie jest najniższą w historii pomiaru, to i tak jest jedną z najniższych w całej 14-letniej historii pomiaru. Na październikową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o ponad 67% niż przed rokiem liczba wnioskodawców. Jest to drugi, po sierpniowym negatywnym rekordzie, najniższy wynik od stycznia 2007 r. czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskodawców.
Wrześniowe małe światełko w tunelu związane z tym, że po raz pierwszy od 6 miesięcy w ujęciu m/m mieliśmy wówczas wzrost liczby wnioskodawców, w październiku szybko zgasło i wróciliśmy do trendu spadkowego w ujęciu miesięcznym. Zobaczymy, co się wydarzy w kolejnych miesiącach. Nadal w grze jest raczej scenariusz negatywny, w którym zarówno liczba wnioskujących, jak i średnia kwota wnioskowanego kredytu nie rosną. Aby popyt się odmroził, konieczne jest istotne zwiększenie zdolności kredytowej, która zależy od trzech czynników: stóp procentowych, wynagrodzeń i cen nieruchomości. Na ten moment najbardziej prawdopodobny jest spadek cen nieruchomości. Nie liczyłbym jednak na jakieś spektakularne obniżki, które istotnie zwiększyłyby zdolność kredytową, a tym samym pobudziły popyt na kredyty mieszkaniowe. Głównym czynnikiem jest jednak wysokość stóp procentowych, ale raczej nie zanosi się na szybkie ich obniżenie, raczej przeciwnie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Polskie otoczenie biznesowe jest dla firm IT pełne wyzwań, jednak branża nauczyła się już doskonale sobie z nimi radzić. Mimo to zmiany wprowadzone m.in. przez Polski Ład przyniosły jej sporo niepewności i zamieszania. Przyczyną dużo większych obaw są jednak zjawiska globalne, takie jak wojna w Ukrainie, inflacja czy wciąż jeszcze nieprzegonione widmo pandemii. Pewne rzeczy są jednak niezmienne – software house’y raczej nie boją się o swoje cyberbezpieczeństwo, za to sen z powiek spędza im presja płacowa czy zagadnienie retencji pracowników. Takie wnioski płyną z dwóch przygotowanych dokumentów SoDA – Barometru Nastrojów* i Raportu Płacowego** za 2022 rok.
– Przewidywania nie są korzystne dla mało stabilnych przedsiębiorstw. Mówiąc bardziej wprost – wojna w Ukrainie i pozostałe przetaczające się przez świat kataklizmy usuną z rynku najsłabszych graczy. Inflacja generuje presję płacową, która utrudnia bycie konkurencyjnym pracodawcą firmom „na dorobku”, z kolei lęki związane z przyszłością świata, jaki znamy, zniechęcają klientów do podejmowania nowych współprac i skłaniają do pozostania przy sprawdzonych dostawcach usług IT. Branża jako taka ma się raczej dobrze, ale początkującym przedsiębiorcom może być w najbliższym czasie naprawdę ciężko – podsumowuje swoje wrażenia z lektury raportów Bartosz Majewski, prezes SoDA.
Straszna jest wojna i inflacja, ale cyberataki – nie
Jest wiele rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Czy w 2023 roku czeka nas powrót lockdownów? Jak potoczy się wojna w Ukrainie? Czy czeka nas kryzys energetyczny i przerwy w dostawie prądu? Nie mamy odpowiedzi na te kluczowe dla funkcjonowania wszystkich biznesów pytania, są jednak rzeczy, które możemy stwierdzić już teraz.
Kiedy przez SoDA przygotowywany był Barometr Nastrojów, prognozowano, że miarodajna dla branży IT gospodarka Wielkiej Brytanii wejdzie w recesję na skutek wysokiej inflacji, a Bank Anglii podniesie główną stopę procentową o 50 pb. Dzisiaj już wiemy, że te prognozy się ziściły, a w Anglii przewidywany jest pierwszy od dawna ujemny wzrost PKB. Nic więc dziwnego, że dla 2/3 firm zrzeszonych w SoDA największym wyzwaniem pozostaje kwestia wynagrodzeń. Aż 64% respondentów ma pesymistyczne przewidywania co do wpływu tego czynnika na ich działalność. Obawiają się, że na skutek galopującej inflacji nie będą w stanie podołać presji płacowej i w efekcie stracą najlepszych specjalistów. Z drugiej strony – szybko spadająca wartość pieniądza skłania do renegocjowania z klientami nie tylko cen, ale także zakresu usług, które mogą być świadczone w ramach uzgodnionych stawek.
– To bardzo złożone zagadnienie. Podnosić stawki zaufanym odbiorcom usług, ryzykując, że znajdą dla siebie tańszą alternatywę? Inwestować w przygotowanie ofert i starać się pozyskiwać nowych nabywców? Oczywiście, stały portfel klientów gwarantuje nam większą stabilność i tak też uważa 42% respondentów w przygotowanym przez nas Barometrze Nastrojów. A jednak 28% optymistycznie postrzega wpływ przyszłych, nowych kontraktów na działalność swoich firm – komentuje Maciej Wilczyński, Partner Zarządzający w firmie Valueships, która była partnerem badawczym przy przygotowywaniu obu raportów.
Skutkiem wywołanej przez Rosję wojny jest także zwiększone ryzyko cyberataków. Branża IT boi się ich znacznie mniej niż firmy zajmujące się, chociażby bankowością. Tylko 14% badanych stwierdziło, że taka ewentualność może negatywnie wpłynąć na ich działalność biznesową. 52% respondentów pozostaje w tej kwestii optymistyczna. Według Partnera Zarządzającego Valueships przyczyny tego stanu rzeczy mogą być dwie. Przedsiębiorcy mogą nie doceniać powagi takiego zagrożenia, ale też softwere house’y są przeważnie dobrze przygotowane na ewentualne ataki. Być może przyszłość pokaże, czy przysłowiowy szewc na pewno chodzi w butach.
Niestraszne ryzyko regulacyjne, ale podatki – trochę bardziej
48% badanych w Barometrze Nastroju SoDA ma pesymistyczne zapatrywania na wpływ sytuacji wewnątrz kraju na swój biznes. 30% jest w tej kwestii optymistyczna. Jednak z zebranych danych wynika, że firmy przygotowane są na ryzyko związane ze zmianami wynikającymi z wprowadzaniem kolejnych etapów Nowego Polskiego Ładu. Mocno ambiwalentne są natomiast nastroje związane z regulacjami podatkowymi.
Jak zauważa Maciej Wilczyński w raporcie SoDA, może to wynikać z faktu, że już samo słowo „podatki” ma tę magiczną zdolność ścierania uśmiechów z twarzy osób zarządzających softwere house’ami. 34% badanych przewiduje, że ta konkretna grupa regulacji będzie miała negatywny wpływ na ich wyniki finansowe. 32% wręcz przeciwnie – uważa, że zmiany w ordynacji podatkowej są dla nich korzystne. Ambiwalencja znika, kiedy przechodzimy do wpływu samego wzrostu obciążeń podatkowych. Największa grupa respondentów – 46% – ocenia go negatywnie. A jednak 26% jest się w stanie dopatrzeć w nim pozytywnych aspektów dla swoich przedsiębiorstw
Zmiany w oskładkowaniu umów cywilno-prawnych mogą wiązać się dla firm z dodatkowymi kosztami. Przed wyzwaniami zarówno finansowymi, jak i organizacyjnymi, staną przedsiębiorstwa, jeśli wejdzie w życie projekt nowelizacji Kodeksu Pracy, regulujący m.in. zakres praw i obowiązków stron w przypadku pracy zdalnej. Obok dodatkowych obciążeń administracyjnych związanych z pracą zdalną, pracodawcy będą zobowiązani do pokrycia m.in. kosztów usług telekomunikacyjnych czy energii. Sposób rozliczenia tych ostatnich pozostaje niestety niejasny. Brakuje w nim bowiem wyraźnie sprecyzowanych kryteriów ustalania kwoty ryczałtu wypłaconej pracownikom, która zgodnie z zaproponowanymi zapisami, ma pozostać określona samodzielnie, przez każdą organizację.
Optymizmem napawa spotkanie, do którego doszło między przedstawicielami SoDA a Minister Finansów Magdaleną Rzeczkowską. Rozmowy dotyczyły m.in. podatków i ulg prorozwojowych. Osoby uczestniczące w tych rozmowach – poza samą Panią Minister to dodatkowo Dyrektorzy Departamentów Ministerstwa Finansów – wykazały się zrozumieniem postulatów branży IT i chęcią dialogu.
Warto też dodać, że wymagające otoczenie biznesowe to dla działających na polskim rynku firm codzienność. W badaniu przeprowadzonym przez Polsko-Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową Polska uzyskała 2,3 punktu na 5, jeśli chodzi o jej przewidywalność dla przedsiębiorców. Z danych firmy Grant Thornton, która odpowiada za przygotowanie „Barometru stabilności otoczenia prawnego w Polsce” wynika, że liczba stron nowych aktów prawnych, z którymi powinni się zapoznać pracodawcy w 2019 roku wynosiła 21 000, w 2020 roku było to dodatkowych 14 000, w 2021 roku liczba ta podskoczyła o kolejne 20 000, a w pierwszej połowie 2022 roku doszło jeszcze 14 500 stron. Wbrew temu, co rokrocznie sugerują nam badania Biblioteki Narodowej na temat czytelnictwa, wygląda na to, że przynajmniej polscy pracodawcy z branży IT lubią czytać, bo tylko 20% tych zrzeszonych w SoDA obawia się ryzyka regulacyjnego. 42% uznaje, że regulacje prawne będą miały pozytywny wpływ na funkcjonowanie ich przedsiębiorstw.
Pracownik w dobie wielokryzysu
Luki kadrowe to stałe zmartwienie pracodawców IT. Obecnie wzrost kosztów życia sprawia, że rośnie też presja płacowa ze strony pracowników. Według Raportu Płacowego SoDA przedsiębiorstwa IT planują zwiększenie wynagrodzeń przeciętnie o 16%, co w obliczu inflacji może nie zaspokoić ich oczekiwań. Czy wobec tego pracodawcy powinni się spodziewać odpływu specjalistów? Niekoniecznie. Być może części osób odchodzenie od stabilnego pracodawcy w dobie wielokryzysu, nie wydaje się dobrym pomysłem. W każdym razie – badania na potrzeby Raportu Płacowego nie wykazały wyraźnej korelacji pomiędzy wysokością wynagrodzenia a skalą rotacji pracowników.
Decyzja o pozostaniu lub nie w danej firmie ma zazwyczaj więcej niż jedną przyczynę, a bywa, że komponent finansowy wcale nie jest kluczowy. Z tego samego raportu wynika, że najwyższa rotacja ma miejsce w firmach zatrudniających od 50 do 149 pracowników. Przedsiębiorstwa tej wielkości są zazwyczaj w kluczowych momentach swojego rozwoju, co wiąże się z dodatkowym obciążeniem psychicznym dla zatrudnianych osób: duża presja idzie w parze z niepewnością co do losu projektów, w które jest się zaangażowanym. Warto mieć w pamięci, że rotacja pracowników jest wysoka w całej branży – najczęściej na poziomie 20% lub większym. Wygląda jednak na to, że przedsiębiorcy IT mają ten problem mocno rozpoznany. Z Barometrów Nastrojów SoDA wynika, że tyle samo respondentów – po 38% – ma pesymistyczne i optymistyczne zapatrywanie na kwestię rotacji pracowników.
– Nie dziwi mnie niejednoznaczność wyników badania. IT to od lat rynek pracownika i wszyscy musimy sobie z tym radzić. Firmy wypracowały swoje sposoby odpowiedzi na to wyzwanie. Co nie znaczy, że nie przewidujemy dodatkowych trudności. Już sam fakt, że koszt zatrudnienia może zwiększyć się o 20-25%, wystarczy, żeby działy HR odczuwały niepokój – przekonuje Bartosz Majewski.
Według Raportu Płacowego SoDA niemal wszyscy zrzeszeni przedsiębiorcy planują w 2023 roku zwiększyć zatrudnienie, z czego większość nie bardziej niż o 30%. Powszechność tej deklaracji skłania do zastanowienia się, jakie mogą być największe trudności związane z rekrutacją. Zacznijmy od tego, że w badaniach przeprowadzonych na potrzeby Barometru Nastrojów SoDA 46% ankietowanych przyznało, że problemy rekrutacyjne będą miały negatywny wpływ na ich firmę. Optymizm w tej kwestii wykazało 34% respondentów. Być może osoby, które udzieliły pesymistycznych odpowiedzi, obawiają się zjawiska określonego przez profesora Anthony’ego Klotza z Texas A&M University mianem Wielkiej Rezygnacji. Chodzi o falę rezygnacji z dotychczasowego zatrudnienia, jaka przetoczyła się przez świat w trakcie pandemii i trwa w jakimś stopniu do dzisiaj. Jej przyczyny związane są z tak niewymiernymi kwestiami, jak osobiste refleksje pracowników odnośnie własnej egzystencji i roli pracy zawodowej w ich życiu. Sam Klotz twierdzi, że to zjawisko będzie się utrzymywać, choć raczej już się nie nasili.
A jak płacą pracownikom polskie firmy informatyczne? Z Raportu Płacowego SoDA wynika, że 70% z nich sądzi, że oferują zatrudnionym stawki rynkowe. W rzeczywistości 47% z nich wynagradza swoich specjalistów i specjalistki poniżej tego pułapu. 18% – powyżej. Co ciekawe, płacący więcej nie zdają sobie sprawy z własnej hojności i obstawiają, że ich pensje są na poziomie rynkowym. Pośród ankietowanych znalazły się także firmy, które same z siebie zadeklarowały, że płacą mniej niż każe rynek. W rzeczywistości ci, którzy sądzą, że płacą mniej, płacą… dużo mniej. Jedno jest pewne – jeśli zatrudniać się w software house’ie, to najlepiej na stanowisku developera. Developerzy zarabiają najwięcej.
* Barometr Nastrojów SoDA 2022 został przygotowany przy współpracy badawczej firmy Valueships na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 65 kierowników wyższego szczebla w polskich software house’ach, z których większość jest zrzeszona w SoDA.
** Raport Płacowy SoDA 2022 został przygotowany przy współpracy badawczej firmy Valueships na przełomie maja i czerwca 2022 roku. W badaniu wzięło udział 61 polskich firm IT zrzeszonych w SoDA, zatrudniających łącznie 6407 osób.
Cały świat z niecierpliwością spogląda w stronę Stanów Zjednoczonych. Już niedługo odbędą się tam wybory połówkowe do Kongresu. Wiele wskazuje na to, że będziemy świadkami zmian. To natomiast może mieć wielkie odzwierciedlenie na gospodarkę zarówno Amerykańską, jak i światową. Kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia przygotował starszy analityk XTB – Michał Stajniak.
Co to są wybory midterm?
Wybory midterm w Stanach Zjednoczonych, czyli tzw. wybory połówkowe do Kongresu odbędą się 8 listopada we wtorek 2022 roku. Nazwa tych wyborów bierze się z tego, że odbywają się one w połowie kadencji prezydenta. W wyborach tych Amerykanie zdecydują o dalszym rozkładzie sił w Kongresie. Wybory te są swego rodzaju oceną działalności obecnej władzy i przede wszystkim aktualnego prezydenta. Czy Demokraci utrzymają się u władzy? Czy Biden dostanie mandat na kontynuację swojej polityki? Kogo będą wybierać Amerykanie 8 listopada?
Całą Izbę Reprezentantów, czyli 435 miejsc, gdzie kadencja trwa zawsze 2 lata. W celu posiadania większości potrzeba 218 mandatów.
Około 1/3 miejsc w Senacie ze 100, a w tym roku konkretnie 35 miejsc, w których kadencja trwa 6 lat. Do większości wystarczy 51 miejsc lub w przypadku partyjnego wiceprezydenta wystarczy 50 miejsc (tak jak obecnie wygląda stan Senatu)
39 gubernatorów w stanach oraz inne lokalne władze
Wybory midterm zwykle cieszą się zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem w porównaniu do wyborów prezydenckich, podczas których również odbywają się wybory do Kongresu. Frekwencja jest niższa, ale wybór często odzwierciedla stosunek społeczeństwa do obecnego prezydenta. Biorąc pod uwagę historię ostatnich kilkudziesięciu lat, niemal zawsze partia urzędującego prezydenta przegrywała wybory połówkowe. Czy tak będzie również tym razem?
Kluczowym pytaniem dotyczącym nadchodzących wyborów jest to, czy Republikanie przejmą chociaż jedną izbę w Kongresie, choć wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów rośnie niezadowolenie Amerykanów i jednocześnie rosną szanse na przejęcie władzy w obu izbach przez partię poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa.
Prawdopodobieństwo przejęcia Senatu oraz Izby Reprezentantów przez Republikanów jest bardzo duże. Warto zauważyć, że spadek prawdopodobieństwa wygranej był związany ze spadkiem cen paliw w USA, który obecnie nie jest już taki odczuwalny. Źródło: Predictit, XTB
Kluczowe problemy dla Amerykanów
Gospodarka
Zdecydowanie największym problemem dla Demokratów jest rosnąca inflacja w Stanach Zjednoczonych i rosnące niezadowolenie społeczeństwa. Biden stracił zaufanie wyborców przez potężny wzrost cen paliw. Prezydent starał się zaradzić problemowi inflacji poprzez próbę obniżenia cen paliw, co częściowo udało się osiągnąć. Ceny za galon benzyny spadły z ponad 5 dolarów do poziomu poniżej 4 dolarów, ale wciąż nie zmniejszyło to znacząco niezadowolenia społeczeństwa czy inflacji przechyliło szansę zwycięstwa dla Partii Republikanów.
Wraz ze wzrostem inflacji, dezaprobata dla prezydenta Bidena bardzo mocno rosła. Źródło: RealClearPolitics, Bloomberg, XTB
Aborcja
W czerwcu 2022 roku doszło do uchylenia decyzji Sądu Najwyższego z 1973 roku, która uznawała aborcję za legalną w całych Stanach Zjednoczonych. Poprzez uchylenie tej decyzji bardziej konserwatywne stany mogły zdecydować się na bardziej restrykcyjne prawo lub nawet zabronić aborcji. W odpowiedzi Demokraci starają się uchwalić prawo federalne, które chroniłoby prawo do aborcji w Stanach Zjednoczonych. Do tego potrzebują jednak 60 głosów w Senacie, co jest na ten moment niemal niemożliwe do osiągnięcia. Republikanie chcą decyzji dotyczącej aborcji na poziomie stanowym.
Imigracja
Republikanie sprzeciwiają się decyzjom Bidena i Demokratów o usunięciu części antyimigracyjnej polityki Donalda Trumpa. Gubernatorzy Teksasu, Arizony oraz Florydy z Partii Republikańskiej zdecydowały się na kontrowersyjny transport imigrantów z południowych stanów na północ, co spotkało się z dużą uwagą mediów oraz krytyką ze strony Białego Domu.
Stan demokracji
Demokraci uważają, że powrót Republikanów, a w szczególności Trumpa na stanowisko prezydenta w 2024 roku mogłoby oznaczać rządy autorytarne. Warto wspomnieć, że Trump wielokrotnie naciskał na legislatury stanowe, Departament Sprawiedliwości oraz swojego wiceprezydenta do nie uznania wyników wyborów z 2020 roku.
Klimat
Demokraci chcą dalszych działań nakierowanych na walkę z kryzysem klimatycznym, choć warto wspomnieć, że obecnie sam Biden naciska na spółki naftowe do zwiększenia wydobycia w kraju. Powrót Republikanów mógłby oznaczać więcej inwestycji na rynku ropy, gazu czy węgla.
Kluczowe rozbieżności w amerykańskich partiach. Źródło: XTB
Oczekiwania dla wyników wyborów
Patrząc na historię wyborów połówkowych, głosujący niechętnie głosowali na partię, która aktualnie znajdowała się u władzy. Patrząc na ostatnią 100 letnią historię partia rządząca traciła ok. 18-25 miejsc w Izbie Reprezentantów oraz 3-4 miejsca w Senacie! Jeśli historia miałaby się powtórzyć, Demokraci mogą stracić obie izby w Kongresie. Jakie mamy możliwe scenariusze?
Walka o Izbę wydaje się być rozstrzygnięta, dlatego ostateczna walka zostanie rozegrana o Senat. Źródło: US Congress, RealClearPolitics, XTB
Scenariusz nr 1 – Republikanie przejmują cały Kongres
Patrząc na obecną sytuację, Republikanie muszą przejąć jedynie kilka miejsc w Izbie Reprezentantów oraz jedno miejsce w Senacie, aby przejąć władzę w całym Kongresie. Rynek wycenia prawdopodobieństwo takiego scenariusza na blisko 75%!
Co to oznacza dla rynku?
Najprawdopodobniej będzie to oznaczało pełną blokadę agendy prezydenta Joe Bidena i prawdopodobnie brak jakichkolwiek nowych inicjatyw wydatkowych do kolejnych wyborów prezydenckich. Można oczekiwać, że zielona agenda przestanie być priorytetem władz i nie będzie rozważana żadna poważna zmiana podatkowa – w szczególności taka mająca na celu podwyżki. Co więcej ostatnio Republikanie wskazali, że przy pełnej wygranej Kongres nie będzie już tak przychylnie patrzeć na kolejne pakiety wsparcia dla Ukrainy. Jeśli Biden będzie blokował wszelkie pomysły Republikanów, najbliższe dwa lata będą zastojem dla amerykańskiej gospodarki. Niemniej Republikanie będą dążyć w kierunku zwiększenia cyberbezpieczeństwa oraz zwiększenia wydatków na obronność.
Scenariusz nr 2 – Podzielony Kongres
W tym scenariuszu rozważamy raczej Izbę przejętą przez Republikanów oraz większość w Senacie utrzymana przez Demokratów. Rynek widzi na ten scenariusz 5 krotnie większe szanse niż w przypadku Izby po stronie Demokratów oraz Senatu w rękach Republikanów. Warto jednak pamiętać, że w ostatnich latach sondaże niedoszacowywały poparcia dla Demokratów.
Co to oznacza dla rynku?
Ten scenariusz oznacza najmniej możliwych nowych inicjatyw ustawodawczych, choć jednocześnie warto skupić się na kwestiach, które popierane są przez obie partie. Są to m.in. regulacje dotyczące spółek technologicznych czy rynku kryptowalut. Teoretycznie można byłoby również oczekiwać pewnej współpracy przy projektach inwestycyjnych na rynku energii. Niemniej, te same kwestie byłyby rozwijane w większych stopniu w przypadku pełnej wygranej Demokratów.
Scenariusz nr 3 – Demokraci utrzymują cały Kongres
Historia oraz sondaże wskazują, że szanse na ten scenariusz są bardzo małe. Implikowane prawdopodobieństwo tego scenariusza jest mniejsze niż 10% wg rynkowych ekspertów. Niemniej warto zauważyć, że zdecydowana większość senatorów zmienia się ze strony Republikanów, co daje szanse na utrzymanie władz Demokratów. Z drugiej strony ostatni spadek cen energii daje również potencjał do wyrażenia entuzjazmu wśród wyborców w stosunku do Demokratów w wyborach do Izby Reprezentantów.
Co to oznacza dla rynku?
Pełna elastyczność i duży potencjał do kontynuacji zmian w gospodarce. Biden będzie miał możliwość pokazania wyborcom, że można dać mu kolejną szansę w wyborach za dwa lata. Z drugiej strony widać również pewien rozłam w samej Partii Demokratycznej, co widać przede wszystkim w przypadku dalszego poparcia Ukrainy czy również ogromnych programów wsparcia dla gospodarki. Ten scenariusz zakłada dalsze spore wydatki na gospodarkę.
Czy Trump powróci?
Do wyborów prezydenckich jeszcze daleko, ale Trump zapowiedział, że będzie starał się o reelekcję w 2024 roku. Z drugiej strony Mike Pence, wiceprezydent u boku Trumpa wskazał, że nie wie czy będzie popierał go w wyborach w 2024 roku. Może to oznaczać, że sam Pence nie wyklucza wyścigu o fotel prezydencki za 2 lata.
Na ten moment dezaprobata dla prezydenta Bidena jest na tyle duża, że należy brać pod uwagę możliwość wygranej Republikanów oraz Trumpa za 2 lata, choć ten przegrał z obecnym prezydentem w 2020 roku aż 7 milionami głosów. Jeśli jednak inflacja pozostanie dalszym problemem, a gospodarka amerykańska wejdzie w recesję pełna zmiana władzy w USA nie jest wykluczona. W takim wypadku należałoby zwrócić uwagę na sektor ropy i gazu, sektor zbrojeniowy oraz na możliwe odnowienie wojny handlowej w pełnej skali z Chinami.
Jak statystycznie reagował rynek?
Statystyka jest mocno widoczna w analizie zachowania rynku giełdowego przed i po wyborach połówkowych w Stanach Zjednoczonych. Statystyki mówią, że przed wyborami indeks S&P 500 zwykle tracił lub poruszał się bardzo płasko. Co więcej, jeśli przeanalizujemy jedynie korekty w roku wyborczym, to okazuje się, że im głębsza była początkowo korekta, tym większe było odbicie 12 miesięcy po wyborach!
W trakcie każdego roku, kiedy odbywały się wybory midterm, S&P 500 zaliczał dosyć głęboką korektę, ale 12 miesięcy po dołku obserwowane było spore odbicie. Statystyka mówi również o przyspieszeniu impetu wzrostów od terminu wyborów. Źródło: Bairdwealth, Bloomberg, XTB
Co jeszcze mówią statystyki?
Analizując wybory midterm od II Wojny Światowej, w 80% przypadkach indeksy amerykańskie zyskiwały w kwartale wyborczym na tle poprzednich kwartałów
Statystycznie najlepszym scenariuszem dla giełdy był podzielony Kongres z demokratycznym prezydentem (analiza lat 1926-2019)
Średnie odbicie 12 miesięcy po wyborach midterm wynosiło 14,52% w przypadku utrzymania władzy przez partię aktualnego prezydenta (47 przypadków)
Średni wzrost o 15,94% w przypadku podzielnego Konresu z demokratycznym prezydentem (14 przypadków)
Średni wzrost na poziomie 6,99% w przypadku podzielonego Konresu z republikańskim prezydentem (33 przypadki)
Na jakie rynki trzeba zwrócić uwagę?
US500
W przypadku rynków akcji większy wpływ na indeksy od samego wyniku ma niepewność związana ze zbliżającymi się wyborami. Indeksy z Wall Street radziły sobie różnie w miesiącach poprzedzających wybory, jednak S&P 500 zyskiwał w ciągu 12 miesięcy po wyborach w każdym przypadku od 1942 roku. Stopy zwrotu były nieco wyższe w sytuacji kiedy wybory midterms prowadziły do podziału władzy między Demokratów i Republikanów. Taki wyniki zmniejsza ryzyko przeprowadzenia dużych reform, tym samym zmniejszając niepewności związaną z prowadzeniem biznesu czy regulacjami podatkowymi. Gdyby ten historyczny trend miał się utrzymać, wygrana Republikanów mogłaby zostać cieplej przyjęta przez inwestorów niż utrzymanie pełni władzy w rękach Demokratów.
US500 zaliczył od szczytu podobną korektę, jak w trakcie początku pandemii. Czy statystyka związana z wyborami midterm zadziała również tym razem? Źródło: xStation5
Dolar
Dolar amerykański na początku władzy Trumpa i Republikanów w 2016 roku, ale ostatecznie obserwowaliśmy wtedy zejście EURUSD z okolic 1,10 do poziomów wyraźnie poniżej 1,05. Rynek finansowy uważał, że polityka Trumpa doprowadzi do wyższej inflacji, która skłoni Rezerwę Federalną do mocniejszych podwyżek. Trump przez okres swojej kadencji nie mógł zdecydować się czy popiera mocniejszego czy słabszego dolara i próbował sugerować zmiany w polityce monetarnej na bardziej łagodne w celu pobudzenia gospodarki przed wyborami w 2020 roku.
Obie partie starają się umocnić gospodarkę, ale historycznie za czasów Republikanów mieliśmy do czynienia z bardziej restrykcyjną polityką monetarną. Z drugiej strony amerykańscy badacze doszli do wniosków, że prezydentura republikańska zwykle rozpoczyna się w momencie mocnego dolara i ten traci na wartości w okresie jej trwania. Z kolei w przypadku Demokratów sytuacja wygląda odwrotnie – dolar na początku jest słaby, a kończy na bardzo mocnej pozycji. Można powiedzieć, że ta zasada sprawdziła się w ostatnich latach. Czy może to oznaczać, że dojście do władzy Republikanów może oznaczać w średnim i dłuższym terminie koniec dominacji dolara?
Czy przejęcie władzy przez Republikanów będzie zwiastowało koniec dominacji dolara? W 2014 roku dolar umocnił się jeszcze przed wyborem Trumpa na prezydenta 2 lata później. Z drugiej strony dolar jest obecnie najmocniejszy od 20 lat. Źródło: xStation5
Ropa
Ropa jest zdecydowanie najbardziej politycznym surowcem na świecie. Przejęcie władzy przez Demokratów i Bidena miało zwiastować koniec paliw kopalnych w USA. Sytuacja ta jednak zmieniła się ze względu na obecny kryzys. Z drugiej strony historia pokazała, że Trump zdecydowanie lepiej radził sobie z OPEC niż Biden. Demokraci u władzy mogą oznaczać dalsze ograniczenie podaży, natomiast Republikanie mogą oznaczać więcej podaży w przyszłości i wsparcie dla amerykańskich producentów.
Obie ostatnie prezydentury przyczyniły się przynajmniej początkowo do wzrostu cen ropy. Biden chce niższych cen paliw, ale po wyborach nie będzie już presji do dalszego uwalniania rezerw ropy. Biden zapowiedział też, że rezerwy byłyby odbudowywane po cenach niższych niż 70 USD za baryłkę. Źródło: xStation5
Kluczowe spółki i sektory
Scenariusz nr 1 – Republikanie przejmują władzę w Izbie Reprezentantów
Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem podczas tegorocznych wyborów midterm jest zwycięstwo Republikanów, więc temu scenariuszowi poświęcimy w niniejszym materiale większość uwagi.
Rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa
Dramatyczny wzrost zagrożeń cybernetycznych, m.in. z Chin, Rosji i Korei Północnej, wzmaga czujność amerykańskich władz co może wpływać na przyszłe wydatki rządowe w tym zakresie. Według Identity Theft Resource Center, liczba naruszeń danych ustanowiła nowy rekord w 2021 roku, przy czym liczba incydentów wzrosła o 68% w stosunku do 2020 roku i o 23% w stosunku do poprzedniego wysokiego poziomu w 2017 roku. Naruszenia danych wzrosły o kolejne 14% w ujęciu rocznym w pierwszym kwartale 2022 roku. Globalne wydatki na cyberbezpieczeństwo mają przekroczyć 170 miliardów dolarów w 2022 roku (wzrost o około 13% w stosunku do 2021 roku) i prawdopodobnie pozostaną szybko rozwijającą się branżą przez wiele lat.
Wydatki na obronność w centrum zainteresowania Republikanów
Nawet w podzielonym Kongresie może być miejsce na dwupartyjną współpracę w zakresie kilku kluczowych aspektów. Jednym z takich obszarów jest obronność. Od 2000 do 2020 roku Chiny zwiększyły roczne wydatki na obronę o 513%, podczas gdy wydatki amerykańskie wzrosły tylko o 64%. W związku z powyższym otwiera się ciekawa perspektywa dla akcji amerykańskich spółek z branży aerokosmicznej i obronnej, które są silnie skorelowane z wydatkami na obronę USA.
Spółki, które mogą zyskać na zwycięstwie Republikanów
Akamai (AKAM.US)
Jako sieć dostarczania treści (CDN), Akamai zapewnia ich bezpieczne dotarcie do miejsca przeznaczenia. Przy stale rosnącej ilości danych przesyłanych przez Internet, sieci CDN stają się coraz istotniejsze. Więcej osób niż kiedykolwiek wykorzystuje Internet do wszelkich celów, od rozrywki po pracę. Aby wzmocnić swoją ofertę w zakresie bezpieczeństwa sieci i chronić swoich klientów przed atakami ransomware, Akamai nabyło w 2021 r. izraelską firmę Guardicore, a na początku 2022 r. platformę infrastruktury chmurowej Linode.
Fortinet (FTNT.US)
Fortinet (NASDAQ:FTNT) jest jedną z największych firm z branży cyberbezpieczeństwa na świecie pod względem przychodów i kapitalizacji. Podobnie jak Palo Alto Networks, firma utrzymuje dwucyfrowy wzrost i jest wysoce rentowna. W przeciwieństwie do Palo Alto Networks, Fortinet zainwestował w organiczny rozwój bezpieczeństwa w chmurze. Jednym z osiągnięć firmy jest niedawno ogłoszony produkt bezpieczeństwa internetowego. Firma ogłosiła również partnerstwo z singapurskim programem inżynierii kwantowej w celu opracowania zabezpieczeń nowej generacji. Fortinet jest również czołowym dostawcą usług firewall.
Datadog (DDOG.US)
Datadog, platforma typu cloud-native, została zbudowana w celu gromadzenia, monitorowania i uzyskiwania wglądu w dane i operacje w chmurze. Firma wykorzystuje sztuczną inteligencję, aby pomóc zautomatyzować proces monitorowania dużych i złożonych zbiorów danych, odciążając tym samym zapracowane zespoły IT. Stale rozszerza również możliwości swojej platformy o nowe moduły, które obejmują bezpieczeństwo i monitorowanie danych w chmurze.
Lockheed Martin Corp. (LMT.US)
Lockheed Martin to niekwestionowany lider w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym. Spółka posiada również długoletnie kontrakty rządowe na dostawy sprzętu wojskowego. Wyprodukowany przez nią odrzutowiec F-35, który odpowiada za 30% przychodów spółki, ma pozostać w służbie do 2070 roku. Przy kapitalizacji rynkowej przekraczającej 117 miliardów dolarów, Lockheed Martin jest symbolem branży, spółka jest wyceniana według wskaźnika P/E = 20,54 przy stopie dywidendy = 2,70%.
Raytheon Technologies Corp. (RTX.US)
Raytheon, podobnie jak Lockheed, jest wiodącym wykonawcą oraz dostawcą usług związanych z przemysłem zbrojeniowym. Jej pozycja na rynku zbrojeniowym związana jest z programem przeciwlotniczych pocisków Stinger. Stany Zjednoczone przekazały dużą część swoich istniejących zapasów Ukrainie i europejskim sojusznikom, co doprowadziło do znaczącego uszczuplenia rezerw pocisków Stinger. Stany Zjednoczone podpisały z firmą Raytheon nowy kontrakt o wartości 625 mln dolarów na uzupełnienie zapasów tych kluczowych pocisków.
Textron Inc (TXT.US)
Textron jest spółką produkującą helikoptery cywilne i wojskowe oraz odrzutowce biznesowe. Pomimo drastycznej przeceny akcji spółki spowodowanej pandemią COVID-19, znaczącą szansą na poprawę jej wyników jest program Future Attack Reconnaissance Aircraft. Textron konkuruje z Lockheed Martin o lukratywny kontrakt z armią USA, zwycięzca ma zostać wyłoniony w 2023 roku. Przed Textron otwierają się również możliwości przyszłych transakcji z Marynarką Wojenną i Marines.
Spółki, które mogą stracić na zwycięstwie Republikanów
Obecnie rządząca Partia Demokratyczna sforsowała ustawę Chips and Science ACT, która ma wesprzeć amerykański rynek producentów półprzewodników kwotą blisko 52 mld USD, która przeznaczona zostanie na badania oraz odbudowę przemysłu chipów na terenie USA. Ustawa spotkała się z krytyką ze strony Republikanów. Możemy domyślać się, że ich zwycięstwo w wyborach midterm ma szansę spotkać się z negatywną reakcją amerykańskich producentów chipów, choć potrzeba stopniowego przenoszenia produkcji chipów z Tajwanu do USA wydaje się zasadna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Advanced Micro Devices (AMD.US)
Spółka posiada dobrze zdywersyfikowany biznes dostarczając oprogramowania zarówno na rynku procesorów jak i GPU, przy czym na obu rynkach plasuje się na drugim miejscu odpowiednio za Intelem i Nvidią. Firma posiada długoterminowe umowy z Microsoftem i Sony. Sektor gamingowy firmy wzrósł o 32% r/r mimo spowolnienia na rynku technologicznym. Prognozy sprzedażowe rynku konsol pozostają optymistyczne, zarówno Microsoft jak i Sony spodziewają się wyższej sprzedaży PlayStation 5 oraz Xbox.
Nvidia (NVDA.US)
Spółka jest głównym konkurentem AMD, a mimo podobieństw obydwu spółek, technologia układów graficznych Nvidii wydaje się przez wielu być marginalnie lepszą (kosztem wyższej ceny dla konsumenta). Rynek półprzewodników w ostatnich czasach stanął przed widmem stagnacji biznesów w Chinach, na które USA nałożyły sankcje. Nvidia potwierdziła jednak, że rząd USA pozwoli jej kontynuować rozwój swojego chipu sztucznej inteligencji H100 w Chinach. Ostatnie wyniki spółki nie napawały optymizmem, a koniec boomu Covidowego (który wspierał komputeryzację pracy zdalnej), spadek aktywności górników w przestrzeni kryptowalut i związane z nią spadki marż układów graficznych RTX ograniczyły bycze momentum.
Scenariusz nr 2 – Demokraci utrzymują władzę w Izbie Reprezentantów
W centrum zainteresowania Demokratów jest zwiększenie nakładów inwestycyjnych państwa na odnawialne źródła energii, dlatego ten sektor może okazać się głównym beneficjentem ich ewentualnego zwycięstwa.
Spółki, które mogą zyskać na zwycięstwie Demokratów
NextEra Energy Inc (NEE.US)
NextEra Energy jest największą na świecie spółką zajmującą się energią odnawialną. Oprócz wytwarzania energii słonecznej i wiatrowej, NextEra zajmuje się zielonym wodorem i bankami energii. Segment regulowanej użyteczności NextEra angażuje się głównie w wytwarzanie, przesyłanie, dystrybucję i sprzedaż energii elektrycznej na Florydzie. Inny segment produkuje energię elektryczną z czystych i odnawialnych źródeł, w tym z wiatru i słońca.
Enphase Energy Inc (ENPH.US)
Enphase Energy projektuje, rozwija, produkuje i sprzedaje systemy mikroinwerterów dla branży fotowoltaicznej. Urządzenia te konwertują moc prądu stałego wytwarzanego przez panele słoneczne na prąd zmienny wykorzystywany przez urządzenia domowe lub wysyłany do sieci.
Firmy produkujące te urządzenia są kluczowe dla rozwoju branży energii słonecznej. ENPH stale rozwija swoją ofertę technologiczną, w tym najnowocześniejsze mikroinwertery, banki energii, ładowanie EV i oprogramowanie do zarządzania energią w domu.
Ormat Technologies Inc (ORA.US)
Firma ta rozwija, buduje, posiada i obsługuje elektrownie geotermalne, słoneczne i inne oparte na energii odzyskiwalnej. Elektrownie wykorzystujące energię odzyskiwalną pobierają ciepło odpadowe z procesów przemysłowych i przekształcają je w energię elektryczną.
Wśród klientów Ormatu są przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, co zapewnia stabilność przychodów firmy. W swojej ostatniej prezentacji dla inwestorów firma zwróciła uwagę na przedłużenie przez Inflation Reduction Act ulg podatkowych na energię geotermalną i słoneczną dla projektów rozpoczynających się przed 1 stycznia 2025 roku.
Piedmont Lithium (PLL.US)
Piedmont Lithium rozwija projekty w Karolinie Północnej i Tennessee oraz posiada udziały ekonomiczne w spółkach litowych w Kanadzie i Ghanie. McKinsey & Co. przewiduje, że popyt wzrośnie z około 500 tys. ton węglanu litu w zeszłym roku do 3-4 mln ton w 2030 roku. Ceny litu wzrosły o kilkaset procent w przeciągu ostatnich kilknuastu miesięcy. Z wyższymi cenami i perspektywą wzrostu popytu, trwa walka o rozwój nowych dostaw litu, który jest głównie wydobywany w Australii, Ameryce Łacińskiej i Chinach, ale może być wydobywany również w USA. Firma ma umowę na dostawy z gigantem pojazdów elektrycznych Tesla (TSLA.US), ale stoi również przed ryzykiem, że Karolina Północna może nie wydać potrzebnego pozwolenia na rozpoczęcie operacji wydobywczych.
First Solar Inc (FSLR.US)
Zachęty wprowadzone przez Inflation Reduction Act dla krajowej produkcji energii słonecznej oraz 10-letnie przedłużenie okresu kredytowania energii słonecznej mogą przynieść korzyści firmie First Solar, wskazując na zróżnicowaną technologię paneli cienkowarstwowych, istniejącą obecność produkcyjną w USA oraz wieloletnie kontrakty terminowe. Ogniwa słoneczne produkowane przez spółkę oparte są na kadmie i tellurku, a nie na polisilikonie, który doświadcza globalnego niedoboru.
Spółki, które mogą stracić na zwycięstwie Demokratów
Istnieje jednak kilka sektorów, których Demokraci wciąż nie darzą zbytnią sympatią. Istnieją dwa sektory biznesowe, które mocno dzielą Demokratów i Republikanów. Należy do nich sektor ropy i gazu oraz wspomniana już energia odnawialna. Wśród Demokratów nadal nie ma wielu zwolenników krajowych spółek z branży naftowej i gazowej. W związku z tym, jeśli Demokraci zdobędą kontrolę nad Izbą, partia ta może podjąć działania, które w znaczący sposób zaszkodzą amerykańskim spółkom naftowym i gazowym.
Exxon Mobil (XOM.US)
Niechęć Demokratów do spółek związanych z konwencjonalną energia mogłaby na przykład przejawić się w nałożeniu nowych podatków na ten sektor, wykorzystaniu ustawy o czystym powietrzu w celu dalszego ograniczania produkcji pojazdów napędzanych benzyną, a także ogłoszeniu, że pewne części wybrzeża Stanów Zjednoczonych są wyłączone z możliwości dokonywania odwiertów. To z kolei może negatywnie wpłynąć na akcje takich potentatów paliwowych, jak Exxon Mobil.
Occidental Petroleum (OXY.US)
Programy wiertnicze Occidental Petroleum są w dużej mierze skoncentrowane na terytorium USA. Dlatego też wszelkie działania Demokratów zmierzające do ograniczenia odwiertów w USA i podniesienia podatków dla producentów ropy miałyby prawdopodobnie znacznie większy wpływ na Occidental niż na XOM. Demokraci z Kongresu próbowali nawet zmusić Fed, by skłonił amerykańskie banki do zaprzestania udzielania pożyczek firmom naftowym.
Grupa CME (CME.US)
Jeśli inflacja pozostanie problemem, a Demokraci zachowają całkowitą kontrolę nad Kongresem, mogą szukać sposobów na ograniczenie spekulacji rynkowej na towarach i surowcach. Byłby to istotny, negatywny czynnik dla CME Group, która prowadzi giełdy ułatwiające zakup towarów, w tym również wielu rodzajów płodów rolnych. Niektórzy z lewicy i wielu kongresowych demokratów twierdzi, że inflacja jest przynajmniej częściowo napędzana przez spekulantów z Wall Street. Jeśli inflacja pozostanie wysoka, a Demokraci zachowają kontrolę nad Kongresem, mogą dążyć do ograniczenia spekulacji towarami przez inwestorów z Wall Street, co może znacznie zaszkodzić CME Group.
Przemysł motoryzacyjny przeżywa największą w historii transformację. Tymczasem kryzys energetyczny w Europie winduje koszty, hamuje produkcję i ogranicza przychody. Małe i średnie firmy mogą nie przetrwać bez pomocy finansowej – ostrzega Benjamin Krieger, sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), który podczas XVII Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego przedstawił sytuację sektora.
Koszty energii w Europie utrzymywały się na wysokim poziomie już przed wojną w Ukrainie, zaś przemysł zmagał się z niedoborami w dostawach kluczowych komponentów i surowców: mikrochipów, gumy, miedzi, stali. Wojna dodatkowo pogłębiła te problemy.
Producenci części często nie mogą przenieść kosztów na swoich odbiorców, bo są związani długoterminowymi kontraktami. Do tego, jak wskazuje Benjamin Krieger, małe i średnie firmy nie mają dostępu do kapitału, który pozwoliłby im dostosować model biznesowy do nowych warunków, co oznacza, że bez pomocy finansowej mogą nie przetrwać tych trudnych czasów.
Uniknąć litowej zależności
W kontekście deficytów surowcowych CLEPA ostrzega przed uzależnieniem europejskiego przemysłu motoryzacyjnego od dostaw litu, niezbędnego do produkcji baterii trakcyjnych stosowanych w samochodach elektrycznych. Aż 60% światowego rynku przetworzonego litu jest w rękach Chin, które są również monopolistą w podaży pierwiastków ziem rzadkich. CLEPA uważa, że samochody BEV (z napędem bateryjnym) należy traktować jako jedną z dróg prowadzących do celu, jakim jest osiągnięcie neutralności klimatycznej w transporcie samochodowym. Kolejne to pojazdy FCEV, wyposażone w ogniwa paliwowe zasilane wodorem, a także samochody z silnikami spalinowymi, które byłyby zasilane tzw. e-paliwami, produkowanymi z zielonego wodoru, uzyskiwanego metodą elektrolizy z prądu wytwarzanego bezemisyjnie oraz dwutlenku węgla z atmosfery. Produkcja i spalanie tych paliw odbywałyby się więc w cyklu zamkniętym, z zachowaniem całkowitej neutralności klimatycznej, bez konieczności korzystania z surowców kopalnych.
– Włączenie zrównoważonych paliw do europejskiej polityki klimatycznej przyczyniłoby się do budowy niezależności europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i odporności na zakłócenia dostaw, a przy tym pozwoliłoby ochronić wiele miejsc pracy w branży motoryzacyjnej, które w przypadku całkowitego wykluczenia konwencjonalnego napędu skazane byłyby na likwidację – wyjaśnia Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.
Starych możliwości ubędzie, pojawią się nowe
CLEPA wspólnie z międzynarodową firmą analityczną Roland Berger przedstawiła również trzy scenariusze upowszechniania się samochodów elektrycznych BEV na rynku europejskim. Należy się spodziewać, że do 2030 roku sprzedaż tych pojazdów osiągnie od 53 do 82%. Każdy scenariusz przewiduje natomiast, że od 2035 roku pojazdy w pełni elektryczne będą stanowiły blisko 100 procent rynku nowych samochodów osobowych i dostawczych. Przy tym jednak, jak wskazuje CLEPA, w 2040 roku elektryki będą stanowiły jedynie 18% samochodów w wieku 8 i więcej lat. Tak więc nawet za dwie dekady warsztaty wyspecjalizowane w samochodach z silnikami spalinowymi będą miały co robić.
Należy jednak pamiętać, że ogólne zapotrzebowanie na obsługę samochodów z konwencjonalnym napędem będzie sukcesywnie spadać. Według danych CLEPA do 2040 roku rynek części zamiennych zmniejszy się o 15%, czyli o 6-7 mld euro, co wynika z faktu, że zapotrzebowanie samochodów elektrycznych na te elementy jest o 30% mniejsze niż w przypadku samochodów spalinowych.
Z drugiej jednak strony znaczenia będzie zyskiwać branża regenerowania baterii i elementów do samochodów elektrycznych i tzw. logistyka zwrotna, co będzie kreowało nowe możliwości dla niezależnych graczy na rynku motoryzacyjnym.
Dla warsztatów niezależnych, które będą chciały wejść na tworzący się nowy rynek obsługi samochodów elektrycznych kluczowe znaczenie będzie miało szkolenie i podnoszenie kwalifikacji. Jak zauważa CLEPA niezbędne jest również wypracowanie nowych modeli współpracy między producentami części i specjalistami z rynku wtórnego dotyczącej obsługi baterii trakcyjnych.
– Przed zmianami nie uciekniemy. Transformacja branży motoryzacyjnej prędzej czy później zawita również na aftermarket i do niezależnych warsztatów. Ci, którzy pierwsi przygotują się do nowych realiów, zdobędą przewagę rynkową. Ci zaś, którzy będą jedynie biernie czekać, narażą się na wypchnięcie z rynku – podsumowuje Tomasz Bęben.
Sprzedaż VRG S.A. osiągnęła w październiku 2022 wartość 89,9 mln zł, o 7,7 proc. więcej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Narastająco w dziesięciu miesiącach roku sprzedaż VRG wyniosła 994,9 mln zł (o 23,6 proc. więcej r/r).
Kolejny mocny miesiąc ma za sobą segment jubilerski Grupy, który osiągnął w październiku sprzedaż o wartości 43,8 mln zł (o 14,8 proc. więcej niż w roku ubiegłym). Przychody segmentu odzieżowego wyniosły 46,1 mln zł, o 1,7 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Wzrost w tym segmencie miał miejsce zarówno w kanale sklepów stacjonarnych jak i w sprzedaży internetowej.
– Latem zdecydowaliśmy się na głęboką wyprzedaż i znaczne obniżenie cen, aby uniknąć obciążenia zapasami w okresie zapowiadanego spadku koniunktury. We wrześniu, ani w październiku nie pojawiły się jeszcze oznaki znaczącego obniżenia popytu. Grupa utrzymała pozytywną dynamikę sprzedaży i wypracowała wzrost marży z biznesu. Bardzo dobrze w czwarty kwartał wszedł W.KRUK z kolekcją ambasadorską Longplay, która powstała we współpracy z Natalią Kukulską i Michałem Dąbrówką – komentuje Janusz Płocica, prezes zarządu Grupy VRG
Marża Grupy w październiku 2022 r. wyniosła 55,5 proc. w porównaniu do 54,0 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej. Kanały online odpowiadały w październiku za 12,8 proc. sprzedaży (w porównaniu z 11,7 proc. rok wcześniej).
– Wyższy poziom marży to konsekwencja realizowanej w 2022 roku strategii efektywniejszego zarządzania produktem i jego ceną oraz dobrej w porównaniu do prognoz sytuacji popytowej. Wyższa sprzedaż, wyższa marża, a także niewielki jeszcze, ale wzrost sprzedaży w kanale internetowym pozwalają na pozytywną ocenę październikowych wyników i bardziej optymistycznego spojrzenia na dwa kolejne, kluczowe dla wyników Spółki miesiące – wskazuje Janusz Płocica.
Liderzy na swoich rynkach w Niemczech i Wielkiej Brytanii tworzą największy europejski sojusz sprzedaży ICT
Planowana ekspansja biznesowa w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji
i Niemczech
Konwergencja IT i telekomunikacji jako najsilniejszy czynnik wzrostu
Założyciele KOMSA ustalają kwestię sukcesji firmy
KOMSA AG i Westcoast (Holdings) Ltd. dążą do bliskiego partnerstwa strategicznego, aby jeszcze bardziej czerpać korzyści z trendów technologicznych związanych ze standardem komunikacji mobilnej 5G, przetwarzaniem w chmurze i pracą mobilną. Dzięki łącznym obrotom przekraczającym 5,5 miliarda euro, KOMSA i Westcoast stały się największym prywatnym partnerem w zakresie sprzedaży, marketingu i usług globalnych marek z branży technologicznej w Europie. W trakcie fuzji Westcoast stopniowo przejmuje udziały od założycieli KOMSA.
KOMSA poprzez fuzję wzmacnia kompetencje IT
Partnerzy handlowi i partnerzy technologiczni czerpią korzyści ze strategicznego partnerstwa między dwoma liderami na swoich rynkach. – „Głównym motorem napędowym jest konwergencja infrastruktury informatycznej i telekomunikacyjnej, która umożliwia firmom korzystanie z zupełnie nowych aplikacji technicznych i zwiększanie produktywności”, wyjaśnia dyrektor generalny i dyrektor finansowy KOMSA, Pierre-Pascal Urbon.
Aktualnym przykładem jest integracja oprogramowania do współpracy w chmurze, takiego jak Microsoft Teams, z istniejącą infrastrukturą firmy. – „Aby osiągnąć wzrost wydajności, potrzebujesz odpowiedniego sprzętu, usług i specjalistycznego doradztwa. Fuzja z Westcoast umożliwia nam dodanie IT do naszej wiedzy sektorowej w dziedzinie telekomunikacji. Ma to dla nas dużą wartość strategiczną, ponieważ pozwala oferować naszym klientom unikalny zakres usług i przekazywać im efektywność wygenerowaną przez fuzję”, mówi Pierre-Pascal Urbon.
Ponadto fuzja otwiera KOMSA dostęp do rynków w UK, Irlandii i Francji, na których do tej pory nie była zbyt aktywna. Firma wykorzysta ekspansję regionalną do wzmocnienia relacji biznesowych z partnerami technologicznymi oraz do sprzedaży na rynku międzynarodowym wynajmu i obsługi smartfonów (device-as-a-service). „KOMSA wykona największy krok rozwojowy w historii firmy”, podsumowuje Kerstin Grosse, Przewodnicząca Rady Nadzorczej KOMSA.
Westcoast uzyskuje dostęp do rozwijającego się rynku Niemiec
Dzięki nowemu partnerstwu dwóch liderów sprzedaży, marketingu i usług na swoich rynkach tworzy największy europejski sojusz prywatnych globalnych marek ICT. Obie firmy, zatrudniając ponad 2200 pracowników, generują sprzedaż na poziomie ponad 5,5 miliarda euro, a razem zrzeszają ponad 400 partnerów technologicznych, 30 000 partnerów handlowych i łącznie ponad 75 000 punktów sprzedaży.
„W połączeniu z logistyczną siłą obu firm, wspólnymi kompetencjami technicznymi w zakresie łączenia IT i ICT oraz doświadczeniem w zakresie napraw i przetwarzania, wspieramy przemysł, handel i biznes w wykorzystaniu postępu technologicznego” – mówi Joe Hemani, prezes i założyciel Westcoast. „KOMSA wnosi również do naszego partnerstwa rozległą wiedzę w dziedzinie Unified Communications, a specjalistyczne know-how w zakresie tworzenia zwinnych struktur ma strategiczne znaczenie dla Westcoast. Fakt, że skala naszej współpracy z firmą KOMSA wykracza poza ramy tego partnerstwa, jest wyraźnym sygnałem, potwierdzającym nasze nieustające zaangażowanie w branżę ICT i zaufanie do tego sektora. Przeniesiemy nasze doświadczenie z wysoce konkurencyjnego rynku IT do świata telekomunikacji, poprawiając tym samym jakość obsługi klienta i naszą ofertę. Dzięki dostępowi do rozwijającego się rynku niemieckiego, na którym wcześniej nie byliśmy zbyt aktywni, strategicznie rozwijamy również naszą pozycję rynkową”.
Fuzja podlega zatwierdzeniu przez odpowiednie władze. Pierwsze zamknięcie planowane jest na styczeń 2023 roku. W tym kontekście założyciele i właściciele KOMSA regulują sukcesję firmy: Westcoast stopniowo przejmie ich udziały najpóźniej do 2025 roku. Gunnar Grosse i Jürgen Unger zrezygnują z funkcji w Radzie Nadzorczej po zamknięciu, a Kerstin Grosse pozostanie Przewodniczącą Rady Nadzorczej. Zarząd KOMSA pozostaje bez zmian, Pierre-Pascal Urbon zostanie również Prezesem Zarządu Westcoast po zamknięciu.
Po blisko 10 latach Hyatt wrócił do Polski, potwierdzając tym samym zaangażowanie w rozwój swoich marek w Europie. Pierwszy hotel amerykańskiej sieci został właśnie oficjalnie otwarty w samym sercu stolicy Małopolski. Hyatt Place Krakow, zarządzany przez Hotel Professionals Management Group, oferuje 216 przestronnych pokoi i prawie 150 mkw. powierzchni konferencyjnej. Inwestorem jest konsorcjum Core Development, Wirth Group i Weyhouse Hospitality.
1 z 7
Hyatt Place to unikatowy koncept oparty na funkcjonalnie zaprojektowanych przestrzeniach, innowacyjnej obsłudze i całodobowych udogodnieniach. Oferta hotelu Hyatt Place Krakow skierowana jest do podróżujących, którzy szukają praktycznych i wygodnych rozwiązań w konkurencyjnych cenach. Do dyspozycji gości jest 216 pokoi z wyodrębnionymi strefami do pracy i relaksu, przestronne patio, całodobowe centrum fitness i sklep, a także lobby bar i restauracja ZOOM. Wszystkie pomieszczenia są przyjazne zwierzętom, a właściciele czworonogów dostają pakiety powitalne dla swoich pupili.
Hyatt Place Krakow zlokalizowany jest przy krakowskich Błoniach – zielonych płucach miasta królów polskich. Lokalizacja ta jest bardzo dobrze skomunikowana z resztą miasta. W pobliżu znajduje się Rynek Główny, Zamek Królewski na Wawelu, Muzeum Narodowe czy Kopiec Kościuszki.
Urban jungle z elementami folkloru miejskiego
Charakterystyczna czarna bryła hotelu skrywa surowe wnętrza zaprojektowane w stylu „urban jungle”. Widoczne nawiązania do architektury pobliskich parków oraz artystycznych tradycji miasta odzwierciedlają charakter wyjątkowej lokalizacji obiektu. Naturalne materiały, takie jak beton, stal i drewno, przełamane zostały dużą ilością zieleni i urozmaicone detalami w kolorze fioletu. Design komponuje się z oryginalnymi dziełami polskiego ilustratora Karola Banacha, będącymi artystyczną interpretacją symboli Krakowa, takich jak Smok Wawelski, Lajkonik czy obwarzanek.
Oferta gastronomiczna
W Hyatt Place Krakow funkcjonuje ZOOM Restaurant oraz ZOOM Lounge & Bar, który łączy się z ogrodem zimowym. Oba miejsca charakteryzują się swobodną atmosferą i są w pełni otwarte dla mieszkańców Krakowa i odwiedzających hotel turystów.
O podniebienia gości, tworząc kartę menu, zadbał ceniony szef kuchni Miłosz Kowalski, który swoje doświadczenie zdobywał w renomowanych hotelach w Polsce i Wielkiej Brytanii. W kulinarnym repertuarze restauracji prym wiodą sezonowe dania inspirowane lokalną kuchnią i międzynarodowymi klasykami. Natomiast znajdujący się przy recepcji hotelowej całodobowy The Market, oferuje szeroki wybór produktów na wynos, od przekąsek, sałatek i kanapek po soki, zimne napoje bezalkoholowe i świeżo parzoną kawę oraz asortyment wybranych dań gotowych.
„Jesteśmy przekonani, że innowacyjne podejście marki Hyatt do branży hotelarskiej w połączeniu z doświadczeniem inwestora w realizacji unikatowych projektów w przestrzeniach miejskich, sprawi, że oferta Hyatt Place Krakow zaspokoi potrzeby nawet najbardziej wymagających gości” – powiedziała Beata Kowalczyk, Dyrektor Generalna Hyatt Place Krakow.
W przeciwieństwie do poprzednich wyborów, na brazylijskich rynkach nie widać warunków stresowych wywołanych sytuacją polityczną. Niemniej jednak w 2023 brazylijskie rynki czeka konfrontacja z rzeczywistością – wynika z analiz Allianz Trade. Po publikacji wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich prawdopodobieństwo wprowadzenia ekstremalnych polityk zmalało: rynki znają dobrze obu kandydatów. Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli także boom towarowy i determinację, z jaką działa brazylijski Bank Centralny (dodatnie realne stopy procentowe, odporne wpływy portfelowe – realne i netto). W 2023 r., gdy banki centralne zaczną odwracać swą politykę, a rynki dostosują odpowiednio swe oczekiwania co do dochodowości, brazylijskie obligacje skarbowe powinny przynosić dodatnie zwroty z inwestycji. W tak trudnym otoczeniu walutowym będzie to wynikać raczej ze stopy wolnej od ryzyka niż ze spreadów, dla których przewiduje się niewielkie poszerzenie (powyżej 300 bps w 2023 r.) wraz z dalszymi zmianami w cenach ropy naftowej i wzrostem obaw dotyczących polityki fiskalnej. Pierwsze cięcia stóp i środki kontroli inflacji powinny spowodować niewielkie obniżenie dochodowości obligacji wyrażonych w BRL, ale nie przewidujemy, by w przypadku obligacji 5-letnich doszło w 2023 r. do spadku znacznie poniżej 11%. Kredyty powinny skorzystać na luzowaniu polityki monetarnej, ale spready dla produktów fundamentalnych utrzymywać się będą na poziomie szerszym niż potrzebny (~400bps). Jeśli chodzi o kapitały własne, krótkoterminowy cykliczny pęd utrzyma się na wejściu w rok 2023 (zwrot roczny ~0-5%), ale zacznie tracić parę do końca roku w związku z niższym strukturalnym wzrostem gospodarczym po roku 2023.
Prawdziwym wygranym tych wyborów jest dług publiczny. Inwestorzy będą oczekiwać stabilności fiskalnej. Poza działaniami ze strony Rezerwy Federalnej i wpływem zmian cen ropy naftowej, kluczową rolę odgrywać będzie krajowa polityka fiskalna. Analizujemy programy obu kandydatów, Luli i Bolsonaro, i stwierdzamy, że środki ekspansjonistyczne (transfery socjalne, cięcia podatkowe, kolejna zmiana limitu wydatkowania) doprowadziłyby do pogorszenia sytuacji deficytu fiskalnego do -1,9% PKB w 2023 r., czy do najgorszego poziomu na przestrzeni ostatnich 20 lat (z wyłączeniem okresu pandemii). Oznacza to również, że Brazylia osiągnęłaby do 2026 r. wskaźnik długu do PKB na poziomie 100%. Ponadto część czynników fiskalnych mogłaby spowodować wzrost inflacji: w Allianz Trade przewidujemy, iż w roku 2023 inflacja zasadnicza osiągnie 5,1%, czyli powyżej celu inflacyjnego banku centralnego wynoszącego 3,25%, natomiast wzrost realnego PKB osłabnie do 0,8% w 2023 r., a następnie powróci do poziomu zgodnego z jego potencjałem, czyli do poziomu 1,9% w 2024 r. Przewidujemy, że BCB (brazylijski bank centralny) utrzyma w 2022 r. stopę Selic na poziomie 13,75%, a następnie zacznie ją obniżać w 2. połowie 2023 r., doprowadzając stopy procentowe do poziomu 12% pod koniec roku.
Co o wynikach wyborów w Brazylii mówią nam rynki?
Choć zmienność rynkowa jest strukturalnie wyższa w związku z trudnymi uwarunkowaniami makroekonomicznymi, brazylijskie wybory w 2022 r. nie wywołały istotnych dodatkowych warunków stresowych. Aktualnej sytuacji nie da się porównać ani z pełnymi napięć momentami z najnowszej historii finansowej Brazylii, takimi jak sytuacja z marca 2020 r., ani z zapaścią cen ropy z lat 2015-2016 (poziomy niższe niż w czasie pandemii COVID-19, ale utrzymujące się dłużej w czasie). W roku 2014 do zawirowań doszło po pierwszej turze, a w roku 2018 przed nią. Oba te etapy miały już miejsce w tym cyklu wyborczym, ale rynki nie zareagowały gwałtownie.
Oboje kandydatów, zarówno Luiz Inacio Lula da Silva (powszechnie znany jako Lula) oraz obecnie urzędujący Jair Bolsonaro, jest dobrze znanych i choć istnieją pewne obawy dotyczące obu stron, rynki nie przewidują, by którykolwiek z nich miał fundamentalnie zmienić obecne uwarunkowania. Ponadto wyniki Partii Liberalnej (PL) w Kongresie zapewniają prawicową większość, co umniejszałoby sile władzy wykonawczej Luli, gdyby – jak sugerują sondaże – został kolejnym prezydentem Brazylii. Sądząc po reakcji aktywów brazylijskich, rynki dobrze przyjęły wyniki pierwszej tury.
Rysunek 1: Zmienność przedwyborcza w porównaniu do uprzednich wydarzeń (po lewej: zmienność kapitałów własnych, po prawej: 1M zmienność implikowana BRLUSD
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Data 0 odpowiada pierwszej turze wyborów; w trzech przedstawionych wyborach potrzebna była druga tura, która zwykle odbywa się od trzech do czterech tygodni po pierwszej.
Brazylia stałą się jednym z pierwszych krajów, które stanęły do walki z po-Covidową inflacją i należy też do najzacieklejszych w tym wymiarze, choć jej sytuacja po wybuchu wojny w Ukrainie uległa poprawie w porównaniu do reszty świata. W wyniku tego posiada teraz dodatnie realne stopy procentowe, nie uległa sile dolara amerykańskiego i przyciągnęła wpływy portfelowe netto w tym roku. Udało się to jedynie garstce krajów, nawet uwzględniając eksporterów towarowych, którzy powinni byli skorzystać na wzroście cen.
Rysunek 2: Stopy reala brazylijskiego. Szybka reakcja BCB
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Przerywane linie i zacieniony obszar odpowiadają prognozom Allianz Research.
Przewidywalność, stabilność i ortodoksyjność mają znaczenie.
Jak wygląda Brazylia w porównaniu do innych rynków wschodzących? W marcu 2021 r., gdy Brazylia podnosiła stopy po raz pierwszy, Prezydent Erdogan wymienił prezesa Banku Centralnego Turcji. Od tego czasu spready obligacji skarbowych Brazylii poszerzyły się o 7bps, a Turcja doświadcza zawirowań, które doprowadziły do spreadów powyżej 800bps. Podobnie, wartość brazylijskiego reala wzrosła o 6% względem USD, natomiast turecka lira straciła ponad 50% na wartości.
Rysunek 3: Porównanie spreadów na krzywej obligacji skarbowych wyrażonych w USD
Źródła: Bloomberg, Allianz Research.
W tym samym okresie Kolumbia – północnozachodni sąsiad Brazylii, geograficznie, kulturowo i gospodarczy bliższy Brazylii niż Turcja – wprowadziła pakiet fiskalny, którego celem było obniżenie deficytu fiskalnego, który jednak wycofała w atmosferze zamieszek ulicznych, dokonała aktualizacji stóp obligacji klasy nie-inwestycyjnej według S&P, a następnie wybrała lewicowego prezydenta. Choć ropa naftowa posiada największy udział w eksporcie tego kraju, jego waluta straciła ponad 10% na wartości względem USD w tym roku. Ryzyko niewypłacalności Kolumbii również skutkowała istotną zmianą cen (Rysunek 4): Od roku 2021 kolumbijskie spready wyrażone w USD poszerzyły się znacząco w porównaniu do brazylijskich.
Kluczową rolę odegrały tu pewne charakterystyczne czynniki. Podobnie jak w Brazylii, w roku 2022 w Kolumbii odbyły się wybory prezydenckie. Wybory miały miejsce w czerwcu i doprowadziły do zwycięstwa lewicowego kandydata, Gustavo Petro, co stanowiło kompletny zwrot na kolumbijskiej scenie politycznej dotychczas zdominowanej przez prawicę. Niepewność co do polityki gospodarczej, która zostanie przyjęta w kraju zaciążyły mocno walucie. Aktualne ramy polityczne w Brazylii, gdzie na fotel prezydencki kandyduje dwóch byłych prezydentów, powodują, że rynki nie spodziewają się zbyt wielu niespodzianek. Jak widać na Rysunku 5, brazylijski real (BRL) wykazuje znacznie mniejszą zmienność w czasie tych wyborów niż miało to miejsce w trakcie poprzednich, kiedy to zmiana kierunku z lewa na prawo i odwrotnie wiązała się z wyższą zmiennością kursu walutowego.
Rysunek 4: Różnica pomiędzy kolumbijskim i brazylijskim spreadem wyrażonych w USD obligacji skorygowanym o opcje (OAS) (dodatnia różnica wskazuje, że kolumbijskie spready są wyższe i odwrotnie).
Źródła: BofA, Refinitiv Datastream, Allianz Research. Spready z poziomów Indeksów.
Rysunek 5: Implikowana jednomiesięczna zmienność brazylijskiego reala (BRL) vs wybory prezydenckie
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.
Inwestorzy z radością przyjęli boom towarowy, ale nie widzą ryzyk, jakimi obarczona jest rozrzutność fiskalna
Największe obawy dla Brazylii obejmują dalsze zacieśnianie amerykańskich warunków finansowych, ceny ropy naftowej (wraz z chińskim popytem) oraz wymknięcie się lokalnej inflacji spod kontroli. O ile w Brazylii nie dojdzie do zwrotu w zakresie praworządności, główne zagrożenia dla jej wyników płyną z zewnątrz. Jak widać na Rysunku 6, istotność czynników globalnych dla ruchów brazylijskich spreadów skarbowych rośnie szybko, gdy Rezerwa Federalna trzęsie rynkami obligacji na całym świecie zacieśnianiem swej polityki. Przewidujemy, iż do końca roku stopa Rezerwy Federalnej osiągnie poziom 4,75%, a do końca roku 2023 poziom 3,75%, co tylko pogorszy sprawę. Przewidujemy, że BCB (brazylijski bank centralny) utrzyma w 2022 r. stopę Selic na poziomie 13,75%, a następnie zacznie ją obniżać w 2. połowie 2023 r., doprowadzając stopy procentowe do poziomu 12% pod koniec 2023 r.
Rysunek 6: Udział ruchów brazylijskich spreadów w USD w oparciu o typowe czynniki
Brazylijskie aktywa obarczone ryzykiem wykazały niezwykłą odporność w 2022 r. w porównaniu do innych istotnych rynków wschodzących. Indeks Bovespa obecnie wskazuje ~9% zwrot rok do roku, natomiast indeks S&P 500 oraz inne indeksy kapitałowe rynków rozwiniętych wskazują ~20% korektę rok do roku. A wszystko to przy dodatkowych 5% lepszych niż przewidywane wyników rok do roku brazylijskiego reala względem USD. Poza powyższym, istotnym jest, by przyjrzeć się kontekstowi punktu wyjściowego brazylijskich aktywów: lata 2020 i 2021 były wyjątkowo złe dla Brazylii, gdyż kraj mierzył się z pandemią. Na przestrzeni tych dwóch lat indeks Bovespa odnotował łącznie -10% zwrotu, a wskaźnik S&P 500 odnotował wzrost o 47,5%. Jednocześnie brazylijski real stracił na wartości względem USD o 38,5%. Rozbieżność wyników dla okresu 2020-2021 wskazuje, że aktywa brazylijskie i amerykańskie posiadają odmienne tempa wzrostu: w czasie, gdy brazylijskie aktywa odbijają się od głębokiego rynkowego dna, w przypadku aktywów amerykańskich dochodzi do korekty względem historycznych wartości szczytowych, przez co rynkowe i gospodarcze warunki wyjściowe dla roku 2022 są strukturalnie odmienne (Rysunek 7).
Rysunek 7: Brazylijskie i amerykańskie rynki kapitałowe i waluty (rok do roku %)
Ale odmienne rynkowe warunki wyjściowe nie wyjaśniają wszystkiego. Rozbieżne ścieżki polityki monetarnej pomiędzy Brazylią i dużymi rozwiniętymi rynkami miały i nadal mają bezpośredni wpływ na wyniki i wyceny aktywów obarczonych ryzykiem. Patrząc wstecz na rok 2021, kiedy to Brazylia wkroczyła na ścieżkę polityki podnoszenia stóp procentowych, tym samym odchodząc od praktyk panujących w tamtym czasie na rynkach rozwiniętych, awersja do ryzyka zyskała znacznie na wadze, prowadząc do znacznej korekty na rynku brazylijskim i spadu wartości waluty. Pod koniec roku 2021, a szczególnie w roku 2022 cykl ostrego podnoszenia stóp procentowych połączony z łagodzeniem super cyklu towarowego pomógł wyników aktywów obarczonych ryzykiem, dając początek ostremu i konsekwentnemu odbiciu zarówno indeksów, jak i waluty. Jeśli chodzi o rynki kapitałowe, względnie wysoka koncentracja sektorów finansowych (korzystających na wysokich stopach procentowych i relatywnie niskich (choć rosnących dla osób fizycznych) wskaźników braku spłaty – Rysunek 8) i sektorów napędzanych towarami (korzystających na super cyklu towarowym) doprowadziła do wyjątkowej odporności i wysokich wyników. Tym niemniej powoduje to wzrost obaw co do możliwości utrzymania tej sytuacji rynkowej oraz możliwego wpływu polityk fiskalnych i monetarnych na ścieżkę ożywienia w przyszłości (Rysunek 9).
Patrząc w przyszłość rynku, najważniejszymi aspektami będą ortodoksyjne podejście fiskalne, nadchodzący cykl luzowania monetarnego i wpływ globalnego spowolnienia gospodarczego. W roku 2023 prognozy należy wiązać z początkiem cyklu luzowania. Po drugiej turze – niezależnie od zwycięzcy wyborów – stopień ortodoksyjności fiskalnej i transmisji fiskalnej będą kluczowe dla nastrojów rynkowych. Tym niemniej, przy założeniu, że sytuacja fiskalna nie pogorszy się bardziej niż jest to przewidywane, w roku 2023 powinniśmy obserwować głównie stabilizację rynkową, przy większości rozwiązań fiskalnych realizowanych za pośrednictwem jednostek para-fiskalnych. Jednocześnie, przy rozluźnianiu polityki monetarnej, sektory wrażliwe na zmiany polityki muszą przygotować sobie pewnego rodzaju poduszkę bezpieczeństwa wobec ogólnego spowolnienia gospodarczego i przewidywanego spadku cen towarów. Niższa stopa Selic powinna doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie istnieć żaden konkretny trend rynkowy, jednak przy delikatnie dodatniej tendencji przez większą część roku (~0 do 5% zwrotu ogółem za 2023 r.). Prognozy dla aktywów obarczonych ryzykiem po roku 2023 powinny obrać bardziej pesymistyczny kierunek, niezależnie od tego, kto wygra wyboru, jako że strukturalne słabe strony brazylijskiej gospodarki powinny ponownie stać się bardziej widoczne, prowadząc do słabego długoterminowego wzrostu zarobków i wzrostu nierówności fiskalnych. Ta niezbyt pozytywna prognoza dla aktywów obarczonych ryzykiem w ujęciu średnioterminowym stanie się jeszcze wyraźniejsza, jeśli rozpocznie się spowolnienie i pogorszenie sytuacji strukturalnej gospodarki, ponownie obniżając nastroje konsumenckie, co doprowadzi do dalszej erozji bilansów przedsiębiorstw, przy już zaimportowanym globalnym spowolnieniu gospodarczym (Rysunek 10).
Rysunek 10: Brazylia – Marże zysku netto vs ufność konsumencka i szerokość zakresu zarobków* (%)
Uwaga: * liczba aktualizacji zwiększających szacunki poziomu zysków na akcję – liczba aktualizacji obniżających szacunki poziomu zysków na akcję jako % łącznej liczby szacunków
Jeśli chodzi o sektor kredytowy, w ujęciu średnioterminowym należy oczekiwać sytuacji podobnej do sektora kapitałowego, ale w perspektywie krótkoterminowej luzowanie polityki powinno złagodzić ból. Rozpoczęty wcześnie przez brazylijski bank centralny cykl podnoszenia stóp procentowych spowodował powstanie ryzyka dla obligacji korporacyjnych, ponieważ perspektywa wyższych kosztów finansowania i niepewne otoczenie makroekonomiczne doprowadziły do strukturalnego poszerzenia spreadów korporacyjnych w roku 2022. Tym niemniej w roku 2023 – co dotyczyć będzie też sektora kapitałowego – perspektywa luźniejszej polityki monetarnej w połączeniu z nadal stabilnym rokiem powinna zapewnić swego rodzaju poduszkę pozwalającą na obniżenie ryzyka kredytowego, przez co spready korporacyjne powinny ulec w 2023 r. zawężeniu ku 400 bps w porównaniu do obecnego poziomu 425 bps. Po roku 2023 spready kredytowe pozostaną pod presją, a bilanse firm i ich zdolności do spłaty zadłużenia zostaną poddane testowi, co doprowadzi do strukturalnego poszerzenia spreadów i wzrostu liczby „upadłych aniołów” (Rysunek 11).
Dla brazylijskich obligacji odnotowano znacznie lepsze wyniki niż dla większości tradycyjnych aktywów o stałej stopie dochodu. Choć ostry wzrost inflacji i referencyjnych stóp procentowych wziął inwestorów z zaskoczenia i zmienił rok 2022 w jeden z najgorszych dla zwrotów z aktywów o stałych stopach dochodów na całym świecie, obligacje brazylijskie radziły sobie znacznie lepiej (Rysunek 12). Do tak dobrych wyników przyczyniły się czynniki wskazane powyżej dla innych klas aktywów, takie jak siła reala w stosunku do sald płatniczych, czy też względnie niski punkt wyjściowy. Teraz, gdy rynki testują na powrót atrakcyjne aktywa o stałych stopach dochodu, brazylijskie obligacje powinny cieszyć się ponownie dodatnimi zwrotami w drugiej połowie 2023 r. Ale pytanie brzmi raczej, czy ich wyniki względem innych aktywów o stałych stopach dochodów (szczególnie z innych rynków wschodzących (EM)) sprawią, że inwestowanie w nie będzie tego warte. Jest wiele czynników, których nowy brazylijski prezydent nie będzie w stanie naprawić (np. stopy procentowe Fedu, czy ceny ropy naftowej), ale polityka fiskalna będzie w nadchodzących latach odgrywać kluczową rolę. Naszym zdaniem w ujęciu względnym, a także patrząc poza krótkoterminowe działania cykliczne, wyniki Brazylii będą gorsze niż innych rynków wschodzących w związku z niesłabnącą presją fiskalną. Stopy procentowe ustabilizują się na wysokim poziomie, przez co Brazylia będzie nadal oferować interesujące kupony, ale przy wyższej niestabilności i ryzyku.
Rysunek 12: Wyniki wybranych indeksów dla aktywów o stałej stopie dochodu vs brazylijskie obligacje skarbowe w USD (zwrot całkowity).
Źródła: BofA, JP Morgan, Refinitiv Datastream, Allianz Research. Odmienny dobór indeksów z rynków wschodzących i korporacyjnych może doprowadzić do innych wyników. Brazylijskie obligacje skarbowe w USD należą do grupy obligacji skarbowych rynków wschodzących wyrażonych w twardej walucie (HC).
„Nic nie jest tak trwałe jak tymczasowe programy rządowe”[1]
Polityka fiskalna stanowić będzie kluczową kwestię dla kolejnego rządu, niezależnie od wyników wyborów prezydenckich. W zestawieniu z porównywalnymi krajami Ameryki Łacińskiej, tzn. LatAM-5[2], wskaźnik długu publicznego kraju jest znacznie wyższy i osiągnął poziom 93% w 2021 r. (Kolumbia zajmuje drugie najgorsze miejsce i osiągnęła poziom 64%). Zwiększenie programu transferów pieniężnych „Auxilio Brasil” o 200 R$ do końca roku w otoczeniu niskiego wzrostu gospodarczego jeszcze pogorszyło prognozę fiskalną. Wydaje się, że inflacja osiągnęła swój szczyt, dzięki takim środkom rządowym jak cięcie cen paliwa przez Petrobras, czy zwolnienie z podatku od paliw i energii elektrycznej. Oczekiwania inflacyjne również spowalniają w związku z wolniejszym wzrostem gospodarczym i podniesieniem stóp procentowych na dłuższy okres czasu. Przewidujemy, iż w roku 2023 inflacja zasadnicza osiągnie 5,1%, czyli powyżej celu inflacyjnego banku centralnego wynoszącego 3,25%.
Rysunek 13: Inflacja i stopy procentowe w Brazylii (%)
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.
Rysunek 14: Kluczowe wskaźniki makroekonomiczne dla LATAM-5
Brazylia
Kolumbia
Chile
Meksyk
Peru
Kwestie fiskalne
Równowaga fiskalna / PKB
-4,42%
-6,84%
-7,49%
-3,80%
-2,25%
Ryzyko inflacyjne
CPI
9,80%
9,40%
11,50%
7,80%
7,77%
Konkurencyjność
REER (odchylenie od średniej z ostatnich 5 lat)
-4,52%
-12,24%
-6,06%
8,88%
1,04%
Wzrost
PKB (średnia dla lat 2022-2023)
1,80%
4,20%
1,30%
1,40%
2,80%
Zewnętrzne wskaźniki sektorowe
Dług zewnętrzny / PKB
48,70%
62,00%
69,00%
52,00%
48,00%
Dług zewnętrzny / eksport
181,40%
333,20%
218,20%
88,70%
135,30%
Dług publiczny / PKB
93,01%
64,60%
36,29%
57,56%
36,35%
Rezerwy walutowe (mld USD)
327,6
56,3
37,8
196,3
74,3
CA/PKB
-1,90%
-6,10%
-8,50%
-0,80%
-3,60%
Pokrycie importem
12,2
8,2
6,0
4,0
14,3
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.
W warunkach zwiększonego wydatkowania i utraty przychodów, kolejny rząd będzie musiał zdecydować, czy kontynuować nowo wdrożone środki pomocy socjalnej/cięć podatkowych oraz zaktualizować zasadę limitu wydatków. Zarówno Lula, jak i Bolsonaro wskazali już, iż wartość programu „Auxílio Brasil” zostanie utrzymana na obecnym poziomie 600 R$. Należy zauważyć, że budżet na rok 2023 przekazany do Kongresu obejmuje już to przedłużenie. Tym niemniej, nie obejmuje on skorygowanej kwoty (która powodowałaby łączny dodatkowy koszt na poziomie 52 mld R$, czy 0,5% PKB), ale obejmuje przedłużenie obniżenia podatków federalnych na paliwo. W limicie wydatkowania nie ma już marginesu fiskalnego, który pomieściłby te potrzeby, co oznacza konieczność wprowadzenia korekt. Obu kandydatów zasygnalizowało już, iż wprowadzą zmiany obecnego limitu wydatkowania, który stanowi mechanizm stworzony w 2016 r. celem ograniczenia wzrostu wydatków publicznych prowadzących do inflacji notowanej w uprzednich latach, co pozwoliło utrzymać wydatki publiczne w ryzkach i dokonać istotnej korekty fiskalnej na przestrzeni ostatnich lat. To powiedziawszy, od samego początku jego istnienia limit wydatkowania przeszedł pewne zmiany i spowodował wzrost łącznych wydatków powyżej pierwotnie ustalonego progu, co podważyło jego wiarygodność. Jedną z ostatnich zmian było wprowadzenie „awaryjnego PEC”, co umożliwiło wypłacenie środków pomocowych i pokrycie koniecznych wydatków związanych ze zwalczaniem kryzysu wywołanego pandemią Covid-19.
Poniżej przedstawiamy informacje i kwantyfikacje istotnych form wpływu propozycji obu kandydatów na sytuację w oparciu wywiady i/lub przemówienia z ostatnich tygodni. W zaciekłym boju o fotel prezydenta zauważamy silny trend ku zwiększaniu ogólnego „pakietu łaskawości”. Kluczowe propozycje przedstawiono na Rysunku 15. Należy zauważyć, że przestawiamy wyłącznie wydatki wykraczające poza te już ujęte w planie budżetowym na 2023 r.
Rysunek 15: Propozycje, które powinny zmienić politykę fiskalną
Lula
mld R$ / % PKB
Bolsonaro
mld R$ / % PKB
Korekta podatku dochodowego
21,5
32,6
% PKB
0,22%
0,34%
„Auxilio Brasil” – program transferów pieniężnych – przewidywane zmiany
Trwały wzrost wartości do 600 R$
52
52
% PKB
0,54%
0,54%
Dodatkowe 150 R$ na dziecko do 6 roku życia
18
nie dotyczy
% PKB
0,19%
Trzynasta wypłata dla kobiet odpowiedzialnych za rodzinę
nie dotyczy
10,2
% PKB
0,11%
Waloryzacja pensji dla pracowników sektora publicznego
nie dotyczy
10
0,10%
Razem
91,5
104,8
% PKB
0,95%
1,08%
Źródła: Różne brazylijskie media (informacje z pewnością nie są wyczerpujące, pominięcia po naszej stronie), Inop, Allianz Research.
Dane przedstawione na Rysunku 15 pozwalają obalić mit znacznie większego wydatkowania pod rządami prezydenta Luli: Zwycięstwo każdego z kandydatów doprowadziłoby do dodatkowych wydatków wynoszących co najmniej 100 mld R$, przy braku odpowiadających im przychodów, a to wszystko przy deficycie fiskalnym, który według obecnych przewidywań osiągnie poziom 64 mld R$.
Pod względem fiskalnym należy rozważyć następujące czynniki:
W nowym składzie kongresu większość będzie mieć centro-prawica, a partia Bolsonaro – Partido Liberal (PL) – będzie największą partią w obu izbach – deputowanych i Senacie. Oznacza to, że w 2023 r. rząd Bolsonaro ma większą szansę na uchwalanie nowych środków w Kongresie niż rząd Luli. Wbrew intuicji, ryzyka fiskalne byłyby wyższe pod rządami Bolsonaro niż Luli, pomimo szeregu prywatyzacji planowanych przez Bolsonaro.
Obu kandydatów rozważa również reformę podatkową, która przewiduje z jednej strony uproszczenie systemu i obniżenie obciążenia podatkowego, a z drugiej wyższe opodatkowanie zysków i dywidend za pośrednictwem podatku dochodowego, co miałoby stanowić sposób na sfinansowanie dodatkowych wydatków. Zyski osób prawnych są już opodatkowane w Brazylii, ale ich wypłacanie osobom fizycznym nie podlega opodatkowaniu od 1996 r.
Niezależnie od tego, kto wygra, równowaga fiskalna Brazylii ulegnie pogorszeniu, a wskaźnik długu publicznego do PKB osiągnie rekordowy poziom do 2026 r.
Zwiększone wydatkowanie wynoszące średnio 100 mld R$ w kolejnej kadencji doprowadzi do deficytu w wysokości -1,9% w 2023 r. Oznacza to powrót do poziomów z lat 2015-2017 oraz jeden z najgorszych wyników fiskalnych na przestrzeni ostatnich 20 lat – z wyłączeniem wyjątkowej sytuacji spowodowanej pandemią Covid-19 (patrz Rysunek 16).
Rysunek 16: Wskaźnik długu publicznego (% PKB)
Źródła: IMF, Allianz Research.
Odnosząc się do Rysunku 7 zauważamy, że deficyt przyczyni si więc pozytywni do wzrostu wskaźnika długu publicznego do PKB, szczególnie w latach 2023 i 2024, a następnie zacznie przyczyniać się negatywnie do wzrostu wskaźnika długu publicznego do PKB od roku 2025. Pomimo tego trajektoria długu publicznego pozostanie skierowana ku wzrostowi, szczególnie przy znanej luce obserwowanej pomiędzy stopami procentowymi i wzrostem realnym w horyzoncie prognostycznym (patrz Rysunek 18), przy wskaźniku osiągającym 100% w 2026 r.
Rysunek 17: Prognoza wskaźników fiskalnych
Wzrost realnego PKB
CPI
Wzrost nominalnego PKB
Średnia stopa procentowa od długu do refinansowania
Wydatki odsetkowe ogółem
(% PKB)
Saldo podstawowe razem
(% PKB)
Saldo fiskalne razem
(% PKB)
Dług razem
(%PKB)
2022
2,8%
9,6%
12,6%
12,0%
6,2%
0,0%
-5,8%
88,2%
2023
0,8%
5,1%
5,9%
9,9%
6,8%
-1,9%
-8,6%
91,9%
2024
2,1%
4,0%
6,1%
8,5%
7,3%
-0,5%
-7,7%
94,3%
2025
1,9%
3,3%
5,2%
8,1%
7,8%
0,3%
-7,5%
97,2%
2026
1,7%
3,2%
4,9%
8,0%
7,4%
0,1%
-7,3%
99,9%
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.
Rysunek 18: Zmiana brazylijskiego wskaźnika długu do PKB i powodujące ją czynniki
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.
Na tym tle widać jasno, iż następny rząd będzie musiał wznowić reformy, by zaradzić impasowi fiskalnemu. Zasada wzrostu wydatków i potencjalny wzrost gospodarczy posiadają istotny wpływ na te prognozy. Nasz scenariusz bazowy zakłady wzrost gospodarczy zbliżony do jego potencjału (+1,9%) począwszy od 2024 r., a następnie +0,8% w 2023 r. Z pewnością przyjęcie zasady fiskalnej współgrającej z dążeniem do uzyskania dodatnich wyników podstawowych i przyjęcie reform umożliwiających zgodny z potencjałem wzrost gospodarki stanowić będą klucz do obniżenia długu publicznego. W przeciwnym razie brazylijska premia za ryzyko z pewnością wzrośnie w ujęciu średnioterminowym, co doprowadzi do niższego wzrostu, wyższych stóp procentowych i, w konsekwencji, wyższego długu. Jest jasnym, że następny prezydent będzie musiał zmierzył się z zadaniem dla Herkulesa, a inwestorzy będą się bacznie przyglądać jego poczynaniom.
Legimi, pionier modelu subskrypcyjnego na polskim rynku e-książki, spłacił obligacje serii AA, o wartości 2,2 mln PLN. W ten sposób firma pozbyła się w całości długu obligacyjnego. W przeszłości Legimi przeprowadziło w sumie 24 emisje obligacji na łączną kwotę ponad 27 mln PLN. Spółka w najbliższym czasie nie planuje kolejnych emisji.
Legimi w ostatnich dniach wykupiło ostatnią, 24. serię obligacji, przez co całkowicie pozbyło się długu obligacyjnego, kończąc tym samym, ogłoszony w 2019 roku, program emisji obligacji, ustanowiony na lata 2019-2021. Z punktu widzenia obecnych i potencjalnych, przyszłych inwestorów jest to ważna cezura w życiu spółki, ponieważ znika ryzyko obligacyjne, które dla wielu z nich mogło być kluczowe w ocenie standingu spółki.
– Na początku działalności trudno było nam pozyskać kredyt bankowy, ponieważ jeszcze byliśmy młodym start-upem bez potwierdzonego i stabilnego modelu biznesowego i z tego powodu banki nieprzychylnie patrzyły na możliwość udzielenia finansowania. Szukaliśmy innych dróg na pozyskanie kapitału, jak np. emisja akcji czy właśnie obligacji. Spłacając nasze zobowiązania w terminie, budowaliśmy wiarygodność i dobre relacje z obligatariuszami, co pozwalało nam na skuteczne realizacje kolejnych emisji – komentuje Mikołaj Małaczyński, Prezes Zarządu Legimi.
Legimi jest przykładem spółki technologicznej, która mając powtarzalny i stabilny przychód, ale bez znaczących środków trwałych w bilansie, na których możnaby ustanowić zabezpieczenie, była w stanie użyć obligacji jako lewara do swojego rozwoju. Obecnie firma wspiera się przede wszystkim długiem bankowym i zaznacza, że w najbliższym czasie nie planuje kolejnych emisji obligacji, ze względu na wymagające otoczenie rynkowe.
– Wykup ostatniej serii obligacji potwierdza fakt, że Legimi jest spółką wywiązującą się ze składanych deklaracji i realizującą cele zawarte w swojej długofalowej strategii rozwoju. Inwestorzy przez lata doceniali stabilny model biznesowy oraz dyscyplinę kosztową, które sprawiły, że ten instrument rynku kapitałowego tak skutecznie wspierał nas w rozwoju w ostatnich latach. Pozostały w naszym bilansie dług bankowy zamierzamy systematycznie zmniejszać, aby ekspozycja na ryzyko zadłużenia była jak najniższa – dodaje Mikołaj Małaczyński.
Z przeprowadzonego przez Savills badania ankietowego wśród inwestorów zarządzających aktywami w Europie i na Bliskim Wschodzie o łącznej wartości przekraczającej 500 mld euro wynika, że największym zainteresowaniem na rynku nieruchomości komercyjnych w najbliższych 12 miesiącach będą się cieszyły mieszkania na wynajem, wielkopowierzchniowe nieruchomości logistyczne, obiekty wykorzystywane na potrzeby logistyki miejskiej, budynki biurowe w centralnych obszarach biznesowych (COB) oraz domy studenckie.
Na pytanie o strategię na przyszłość ponad 55% respondentów odpowiedziało, że obecnie preferuje bardziej defensywne podejście, koncentrując się na nieruchomościach mieszkaniowych i logistycznych oraz budynkach biurowych w COB na najbardziej płynnych rynkach w Europie. Zmiana ta wynika przede wszystkim z tego, że 76% ankietowanych potwierdziło, iż refinansowanie znacząco wpłynie na całkowity zwrot z inwestycji w najbliższych dwóch latach.
Według ankietowanych, pięć najbardziej atrakcyjnych krajów w Europie pod względem inwestycyjnym na rynku nieruchomości komercyjnych to Niemcy, Francja, Holandia, Wielka Brytania i Hiszpania.
„Wyniki naszego badania potwierdzają, że niektóre sektory nieruchomości nadal będą przykuwały uwagę inwestorów, natomiast inne nie cieszą się już tak dużą popularnością. W kręgu zainteresowań inwestujących znajdują się przede wszystkim nieruchomości charakteryzujące się potencjałem wzrostu czynszów wynikającym między innymi z większej indeksacji stawek na rynku biurowym w Europie kontynentalnej” – mówi Chris Gillum, dyrektor działu nieruchomości biurowych, europejskie rynki kapitałowe, Savills.
„Ponad 90% respondentów wskazuje, że uzyskanie zielonych certyfikatów w takich systemach certyfikacji budynków jak BREEAM czy LEED oraz przeprowadzenie modernizacji w zakresie energooszczędności, w tym inwestycji w odnawialne źródła energii, to element ich strategii inwestycyjnych w nieruchomości. 97% ankietowanych potwierdza opracowanie strategii w zakresie ESG, co świadczy o rosnącym znaczeniu planów w tym obszarze dla inwestorów w sektorze nieruchomości” – mówi Mike Barnes, Associate Director, dział badań rynków europejskich, Savills.
Wraz publikacją wyników przeprowadzonego badania firma Savills podała wstępne dane dotyczące aktywności inwestycyjnej w Europie. Pokazują one, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości w trzecim kwartale br. wyniósł ok. 55 mld euro, dzięki czemu wartość kapitału zainwestowanego w pierwszych trzech kwartałach przekroczy 200 mld euro – to spadek rzędu 10-11% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.
„Przewidujemy, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości w tym roku wyniesie od 275 do 280 mld euro. Jak pokazują wyniki naszego badania, preferowanymi klasami aktywów będą nieruchomości magazynowe i mieszkaniowe. Do wzrostu czynszów w obu sektorach przyczynia się strukturalny brak równowagi pomiędzy podażą a popytem” – komentuje Lydia Brissy, dyrektorka w dziale badań rynków europejskich, Savills.
„Nie ulega wątpliwości, że płynność aktywów się zmniejszyła, ale wskaźniki podaży i popytu w sektorze magazynowym nadal napawają optymizmem, co przemawia za dalszym wzrostem czynszów. Pomimo presji inflacyjnej rynki Europy Środkowo-Wschodniej wciąż oferują niższe koszty w porównaniu z Europą Zachodnią, a ponieważ dla coraz większej liczby firm priorytetowe znaczenie ma odporność na wahania koniunktury, zrównoważony rozwój oraz koszty, zyskiwać mogą zarówno Polska, jak i inne kraju regionu jako preferowane lokalizacje dla nearshoringu i offshoringu. Pomimo niepewności i znacznego zwiększenia się rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami cenowymi kupujących i sprzedających, nieruchomości magazynowe w Polsce oferują perspektywę wzrostu czynszów, co przyciąga inwestorów, którzy raczej nie mogą na to liczyć na rynkach zachodnich” – dodaje John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.
Z danych opublikowanych przez REDNET Consulting wynika, że w reakcji na słabszą sprzedaż mieszkań deweloperzy masowo wstrzymali się z rozpoczynaniem nowych projektów. Na sześciu największych rynkach nieruchomości – Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań i Łódź, deweloperzy w III kwartale tego roku uruchomili sprzedaż jedynie 6743 mieszkań, podczas gdy jeszcze w II kwartale było ich 14 941, co stanowi spadek o blisko 55%.
Co ciekawe, spadek nowej oferty był znacznie bardziej dynamiczny, niż spadek sprzedaży, która zmniejszyła się o blisko 23,5%. W III kwartale sprzedano więcej mieszkań, niż pojawiło się nowych w ofercie. Największy spadek był w Trójmieście, gdzie jeszcze w II kwartale deweloperzy uruchomili sprzedaż 3892 mieszkań, ale już w bieżącym kwartale było ich tylko 1211, co stanowi spadek o blisko 70%. Dla porównania w II kwartale w Trójmieście sprzedano tylko o 193 mieszkania mniej niż w poprzednim, co stanowi spadek jedynie o 14,14%. Z kolei największe spadki w stosunku do III kwartału 2021 roku zanotowano w Łodzi, gdzie w III kwartale tego roku wprowadzono do sprzedaży 299 mieszkań, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku było to 1898 lokali, co stanowi spadek o rekordowe 84,3%.
– Spodziewamy się, że w IV kwartale podaż będzie jeszcze niższa – prognozujeEwa Palus Szef Działu Consultingu w Rednet Property Group.
Tab.1. Mieszkania wprowadzone do sprzedaży w III kw. 2022 roku w stosunku do II kw. 2022 oraz do III kw. 2021.
Lokalizacja
III kw. 2021
III kw. 2022
zmiana r/r
II kw. 2022
III kw. 2022
zmiana kw./kw.
Warszawa
4 215
2 627
-37,7%
5 144
2 627
-48,9%
Kraków
2 011
775
-61,5%
1 658
775
-53,3%
Wrocław
1 054
1 177
11,7%
2 365
1 177
-50,2%
Trójmiasto
2 515
1 211
-51,8%
3 892
1 211
-68,9%
Poznań
1 741
654
-62,4%
1 220
654
-46,4%
Łódź
1 898
299
-84,2%
642
299
-53,4%
Źródło: REDNET Consulting
Tab. 2. Nowo wprowadzone mieszkania na sześciu najwięksych rynkach w ostatnich III kwartałach 2022 r. oraz stosunku do 2021 r.
Analitycy REDNET Consulting zwracają uwagę na skalę spadku podaży. Pomimo rekordowo słabej sprzedaży, która w III kwartale była o ponad połowę niższa niż rok wcześniej, deweloperzy i tak zdołali sprzedać więcej mieszkań niż rozpoczęli oferowanie nowych. Szczególnie widać to w trzech miastach. W Krakowie sprzedano o 44,3% więcej mieszkań niż wprowadzono do obrotu, z kolei w Poznaniu o 26,3% więcej, a w Łodzi o ponad 66%.
– W takim tempie za kilka miesięcy sytuacja może być dramatyczna. Jeśli nie będą rozpoczynane nowe inwestycje, to za jakiś czas nie będzie gotowych mieszkań. Nawet jeśli deweloperzy uruchomią sprzedaż nowych projektów, to niestety potrzeba co najmniej półtora roku zanim zostaną one wybudowane. W tym czasie ceny najmu – i tak dziś horrendalnie wysokie – będą nadal rosły – zauważa Robert Chojnacki, założyciel serwisu mieszkaniowego tabelaofert.pl.
Tab.3. Kwartalna sprzedaż mieszkań w III kw. 2022 roku w stosunku do II kw. 2022 oraz do III kw. 2021.
Lokalizacja
III kw. 2021
III kw. 2022
zmiana
r/r
II kw. 2022
III kw. 2022
zmiana kw./kw.
Warszawa
4 016
2 102
-47,7%
2822
2 102
-25,5%
Kraków
2 448
1 118
-54,3%
1433
1 118
-22,0%
Wrocław
2 304
1 063
-53,9%
1359
1 063
-21,8%
Trójmiasto
2 519
1 172
-53,5%
1365
1 172
-14,1%
Poznań
1 523
826
-45,8%
1112
826
-25,7%
Łódź
1 111
497
-55,3%
765
497
-35,0%
6 rynków
13 921
6 778
-51,3%
8 856
6 778
-23,5%
Źródło: REDNET Consulting
Tab.4. Kwartalna sprzedaż mieszkań na sześciu największych rynkach nieruchomości w III kw. 2022 r. w stosunku do III kw. 2021 r.
Według danych REDNETConsulting ceny mieszkań ofertowych stoją w miejscu, co analitycy sygnalizowali już wcześniej, przy publikacji danych miesięcznych.
Ceny nie spadają i nie będą spadać. Deweloperzy mają wybór – albo wprowadzać nowe inwestycje drożej, bo bardzo mocno wzrosły przede wszystkim koszty ich finansowania albo się wstrzymać – wyjaśniaKatarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich. Rzeczywiste ruchy cenowe najlepiej widać na inwestycjach wieloetapowych, gdzie kolejne etapy wprowadzane są po cenach wyższych niż poprzednie – zauważaKatarzyna Tworska.
Tab.4. Ceny ofertowe mieszkań w III kw. 2022 roku w stosunku do II kw. 2022 oraz do III kw. 2021.
Posiedzenia FED może i są bardzo ważne dla rynków. Przez styl komunikacji Rezerwy Federalnej z rynkiem są jednak relatywnie bardzo nudne. Z drugiej strony świadczy to o różnicy profesjonalizmu względem niektórych konkurentów.
FED nie zaskoczył
Zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa wzrosła wczoraj z przedziału 3,00-3,25% na 3,75-4,00%. Amerykanie mają zwyczaj podawania przedziału, gdyż jest to wartość docelowa, którą bank centralny wyznacza dla banków na rynku. Pomimo tego, że dokładnie wiedzieliśmy, co się wydarzy na rynkach, panowało spore zamieszanie. Widać było spekulantów odwracających pozycję. Po samej decyzji kurs EURUSD najpierw wyskoczył około centa w górę, ale niemal od razu wrócił na poprzednie poziomy. Na korzyść dolara przemawiał również raport ADP pokazujący korzystniejsze od oczekiwań zmiany na rynku pracy.
Konferencja po decyzji
Konferencje prasowe FED nie mają tych emocji, co wystąpienia prezesa NBP. Jest więcej tzw. mięsa, ale forma nie jest tak przystępna jak w Polsce. W wypowiedziach Jerome Powella wyraźnie widać balansowanie pomiędzy walką z inflacją a wpędzeniem gospodarki w recesję. Na razie jego zdaniem jest jeszcze przestrzeń na podwyżki, ale możliwości są coraz węższe. Powtórzył również, że jego zdaniem większym problemem dla gospodarki będzie długotrwała inflacja niż recesja. Wypowiedzi te zostały odebrane jako zapowiedź utrzymania obecnej polityki podwyżek stóp procentowych. Jest to również dodatkowy powód, dla którego umacnia się dolar względem euro.
Silniejszy dolar szkodzi złotemu
Od wczorajszego wieczora mocno podrożał dolar względem złotego, ale nikogo nie powinno to dziwić. Wysoka podwyżka stóp procentowych i konferencja prasowa utrzymująca obecną politykę to silne sygnały umacniające dolara. Złotemu dodatkowo przeszkadzała ucieczka kapitału na drugą stronę oceanu. W rezultacie na parze dolar do złotego widzimy kumulację obydwóch tych ruchów w postaci 7-groszowego wzrostu ceny dolara. Samo euro podrożało względem złotego relatywnie niewiele – trochę powyżej jednego grosza.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na indeksy koniunktury ze strefy euro, oraz:
13:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Żyjemy w czasach stanu wyjątkowego w energetyce, Jest to wyjątkowo trudny moment dla odbiorców energii – głównie dla indywidualnych gospodarstw domowych. Borykają się one z wysokimi cenami ciepła – a także z obawami, czy uda im się zabezpieczyć odpowiednią ilość surowców potrzebnych na utrzymanie temperatury zimą. Istnieje również spore ryzyko, że w związku z panującym kryzysem zaprzepaszczony zostanie ogromny wysiłek włożony przez Polki i Polaków do realizacji programu Czyste Powietrze – związanego ze zmniejszaniem emisyjności pieców domowych. Mogą również pojawić się problemy z dostępem do węgla – jest więc poważne ryzyko, że ludzie będą palili w piecach czymkolwiek, co będzie bardzo niekorzystne dla zdrowia Polaków.
– Smog zabija kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków każdego roku. Tymczasem dostępna jest bardzo atrakcyjna alternatywa – mianowicie piece gazowe LPG. To są bezpieczne i ekologiczne źródła ciepła dla Polaków – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Będą mogły być wykorzystywane przez długi czas – nawet projektowane przepisy na szczeblu unijnym nie powinny tutaj w żaden sposób zagrozić piecom na gaz LPG, jako źródłu ciepła dla gospodarstw domowych. Wręcz przeciwnie – projektowane przepisy zakładają bowiem, że wszystkie budynki mieszkalne powinny być zeroemisyjne. Tutaj doskonałym paliwem przyszłości będzie bioLPG – który jako surowiec będzie wytwarzany głównie z odpadów. W związku z tym piece gazowe LPG to długoterminowa alternatywa wobec pieców na węgiel, na gaz czy na pellet. Alternatywa bezpieczna, tania i warta rozważenia przez odbiorców ciepła – podkreśla Wołejko.
Z jakimi wyzwaniami mierzą się organizacje, które wdrażają hybrydowy model pracy?
Wiele przedsiębiorstw zakłada, że hybrydowy model pracy łączy najkorzystniejsze aspekty pracy z biura i z domu, postrzegając jednocześnie zmianę trybu pracy jako zadanie wymagające niewielkiej dawki zaangażowania i przygotowania. To jednak tylko pozory. Budowanie poczucia przynależności pracowników do zespołów, dostosowanie powierzchni biurowej do nowego stylu pracy czy interpretacja istniejących przepisów prawa w kontekście pracy zdalnej –to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoją „hybrydowe przedsiębiorstwa” i które wskazali ankietowani w raporcie firmy Colliers „Hybrid and Beyond”. Nie oznacza to jednak, że firmy powinny zrezygnować z tego modelu, a raczej solidnie przygotować się na zmianę i jej konsekwencje.
Ocena skali zmian i potencjalnych skutków
Operacyjnie i z punktu widzenia procesów zarządzania obiegiem informacji, wymianą wiedzy czy rozwojem pracowników skala zmian, których wymaga efektywne wdrożenie hybrydowego modelu pracy, niewiele różni się od zmian niezbędnych do przejścia w tryb całkowicie zdalny. Żeby w pełni wykorzystać zalety płynące z reorganizacji, należy zbadać nowe potrzeby pracowników, ocenić narzędzia technologiczne, którymi dysponuje firma, zweryfikować procesy, obieg informacji i sposoby zarządzania wiedzą oraz całą infrastrukturę. Szybkie opracowanie i wdrożenie narzędzi do monitorowania sytuacji w firmie oraz w poszczególnych zespołach to jeden z ważniejszych, pierwszych kroków na drodze do skutecznego wdrożenia hybrydy.
– Wiele firm nie docenia tego wyzwania, skupiając się na powierzchownych kwestiach związanych z kontrolą czasu pracy i rozliczaniem jej wyników. Tymczasem to właśnie te trudniejsze do zmierzenia i mniej oczywiste aspekty zarządzania organizacją w perspektywie długoterminowej mogą zadecydować o tym, czy wpływ nowego modelu pracy na biznes będzie pozytywny, czy wręcz przeciwnie – wyjaśnia Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define.
Warto potraktować wdrożenie nowego modelu pracy jak eksperyment oraz wykazać gotowość do odpowiedniego modyfikowania podjętych decyzji w sytuacjach, kiedy w konkretnych obszarach działania pojawia się ryzyko ich negatywnego wpływu na funkcjonowanie organizacji.
Sprawny onboarding
Chociaż hybrydowy model funkcjonowania to dziś „must have” dla wielu kandydatów, sprawne wdrożenie nowo zatrudnianych jest w tym trybie trudniejsze niż w przypadku pracy stacjonarnej. 40% organizacji zbadanych przez firmę Colliers wskazuje, że praca zdalna wpłynęła umiarkowanie negatywnie na proces onboardingu, a 12% uważa, że miała silnie negatywne skutki w tym aspekcie funkcjonowania firmy. Poznanie struktury organizacji, zasad jej funkcjonowania, nieformalnych ścieżek komunikacyjnych oraz zbudowanie relacji ze współpracownikami to tylko niektóre z elementów procesu wdrożeniowego, który w warunkach modelu rozproszonego bywa znacząco utrudniony.
– Obszarem szczególnego ryzyka jest wdrażanie osób młodych, które są na początku kariery zawodowej. W świecie postępującej automatyzacji i digitalizacji procesów biznesowych na znaczeniu zyskują umiejętności interpersonalne. Brak możliwości ich rozwijania w bezpośrednim kontakcie, poprzez naturalny, codzienny mentoring osób bardziej doświadczonych, dla młodych ludzi może oznaczać wolniejszy rozwój zawodowy. Z perspektywy organizacji stwarza zaś większe wyzwania w zakresie zdobycia i utrzymania kadry o adekwatnych kompetencjach – mówi Dorota Osiecka.
Utrzymanie poczucia przynależności
Z badań przeprowadzonych przez Colliers wynika, że jednym z największych wyzwań, przed którymi stoją organizacje wprowadzające hybrydowy model pracy, jest zarządzanie zespołami w taki sposób, żeby pracownicy czuli się ich częścią. Praca stacjonarna dawała wiele możliwości bezpośrednich spotkań – choćby przy automacie do kawy – oraz przestrzeń do budowania relacji, zaufania czy poczucia przynależności. Wirtualny świat utrudnia odtworzenie tego typu doświadczeń społecznych. Okazuje się, że 53% zbadanych organizacji odczuwa umiarkowanie negatywny wpływ pracy zdalnej na podtrzymywanie wśród pracowników poczucia przynależności do zespołu, a 10% wskazuje na silnie negatywny wpływ pracy zdalnej na ten aspekt funkcjonowania firmy.
Istotną rolę do odegrania mają w tym obszarze liderzy i menedżerowie:
– Nowe modele pracy wiążą się nie tylko z koniecznością innej organizacji delegowania i rozliczania zadań, koordynacji zespołów, lecz także wymagają od menedżerów innego typu przywództwa: bardziej empatycznego, zaangażowanego oraz umiejętności kreowania wizji, która jednoczy osoby w zespołach i nadaje poczucie sensu codziennej pracy – wskazuje Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define.
Jeżeli chcemy na bieżąco monitorować zjawisko poczucia przynależności, pomocnym narzędziem będą ankiety pulsowe – krótkie, kilkuminutowe badania, realizowane w regularnych odstępach czasu, np. raz na kwartał.
– Tego typu narzędzie pozwoli określić, w jakim stopniu pracownicy czują się członkami swoich zespołów i organizacji. Regularnie zbierając takie dane, można zidentyfikować zespoły o niskich wynikach, ocenić skalę problemu i sprawdzić, czy problem się pogłębia, co z kolei umożliwia wdrożenie odpowiednich działań zaradczych – radzi Grzegorz Rajca, Senior Associate, People & Places Advisory, Colliers Define.
Zapobieganie ryzyku nierówności
Chociaż hybrydowy model pracy sprzyja wyrównywaniu możliwości poprzez m.in. znoszenie barier związanych z zatrudnianiem osób z niepełnosprawnościami czy ułatwianie godzenia ról prywatnych z zawodowymi, to stwarza również ryzyko nierówności. Zdarza się, że funkcjonując w tym trybie, pracownicy pojawiają się w biurze z różną częstotliwością i w sposób niezsynchronizowany. To z kolei może wzmagać najgorsze przejawy kultury obecności, prowadząc np. do awansu osób częściej widywanych przez menedżera czy izolacji osób pracujących zdalnie w wymiarze większym niż ich współpracownicy. Również w takich sytuacjach kluczowe znaczenie ma postawa lidera i kultura organizacji.
Dostosowanie przestrzeni biurowej do nowych potrzeb hybrydowych
Przestrzeń biurowa niedostosowana do aktualnych potrzeb może sprawić, że zespoły nie będą w stanie efektywnie pracować. Ten problem dostrzega wiele przedsiębiorstw i planuje rearanżację powierzchni oraz jej dostosowanie do hybrydowego modelu pracy. Obok szkolenia kadry kierowniczej w zarządzaniu zespołami rozproszonymi i wdrażania systemu współdzielenia biurek jest to jedno z najczęściej wspominanych rozwiązań, które organizacje planują wdrożyć w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
– Praca hybrydowa powoduje, że w domu wykonuje się przede wszystkim zadania wymagające większego skupienia oraz pracę indywidualną. Do biura przyjeżdża się zaś na spotkania z innymi pracownikami oraz klientami, ponieważ rozmowa, wymiana wiedzy, praca zespołowa lub grupowa praca kreatywna są bardziej efektywne w kontakcie bezpośrednim. Podstawową zmianą, widoczną w sposobie funkcjonowania biura, jest zatem zmiana proporcji w zakresie jego wykorzystania – głównym zadaniem hybrydowego biura jest oferowanie różnorodnych przestrzeni wspólnych do spotkań i interakcji – mówi Małgorzata Michalczyk, Dyrektor ds. administracji, Colliers.
Interpretacja istniejących przepisów prawa
Mimo że od czasu pandemii większość przedsiębiorstw wprowadziła hybrydowy model pracy, to jak dotąd nie doczekała się ona pełnej regulacji prawnej. Pracodawcy wciąż opierają się na szczątkowych uregulowaniach zawartych w tzw. Specustawie COVID-19. W rezultacie powstaje wiele często rozbieżnych interpretacji, co rodzi problemy natury praktycznej.
– Dziś wskazane wprost przez ustawodawcę obowiązki pracodawcy w praktyce ograniczają się do trzech obszarów: wydania polecenia pracy zdalnej (przy czym nie jest ona dokładnie zdefiniowana i spotykamy się z wątpliwościami pracodawców, jak kwalifikować ten rodzaj pracy), zweryfikowania możliwości technicznych oraz lokalowych pracownika pod kątem wykonywania zleconej pracy oraz zapewnienia pracownikowi narzędzi i materiałów potrzebnych do wykonywania pracy zdalnej. Pozostałe kwestie mogą być interpretowane jedynie na podstawie przepisów prawa pracy oraz przepisów BHP. Przysparza to pracodawcom szeregu trudności. Z drugiej strony prowadzi do wypracowywania przez rynek własnych dobrych praktyk, które mają załatać luki w istniejących regulacjach. Pozostaje mieć nadzieję, że nowelizacja aktualnego kodeksu pracy wprowadzi jasne i czytelne zasady, dając pracodawcom odpowiedni czas na ich wdrożenie – twierdzi Małgorzata Blank, Dyrektor w Dziale Prawnym, Colliers.
Gospodarka bezgotówkowa to nadal utopia – lub dystopia, powiedzieliby inni. Wielu konsumentów ceni sobie wygodę i możliwość wyjścia na zakupy bez portfela. Ale to, co dla jednych jest atrakcyjne, dla innych jest udręką. Szczególnie dla tych, którzy nie mieszkają w wielkich miastach. Eksperci przekonują, że wprowadzanie nowych rozwiązań musi odbywać się w porozumieniu z odbiorcą końcowym, i podają przykłady, jak wprowadzać zmiany akceptowalne dla wszystkich.
Rola tradycyjnego pieniądza w gospodarce maleje. Jeszcze dekadę temu nie wyobrażaliśmy sobie świata bez monet i banknotów. Dziś, szczególnie w dużych miastach, żeby zrobić zakupy, wystarczy wziąć ze sobą telefon. Nie potrzeba nawet kart, bo korzystamy z ich wirtualnych odpowiedników bądź z systemów transakcyjnych mobilnych, takich jak BLIK. Dodatkowo, rosnący rynek e-commerce zachęca nas do płatności online. Tradycyjny pieniądz jednak „walczy” i nawet przykład sklepów oferujących sprzedaż online pokazuje, że ma się całkiem dobrze. Coraz częściej wybierana jest bowiem opcja zapłaty za pobraniem lub odbiór towaru w wybranym sklepie i zapłacenie za niego gotówką.
– Na pierwszym miejscu należy bezwzględnie stawiać wygodę klientów. Technologia, a szczególnie sztuczna inteligencja ma pomagać w wyborze, a nie manipulować naszymi decyzjami. Tworząc konkretne rozwiązanie, musimy zostawiać wybór między opcjami, które konsumenci wskazali w badaniach, np. testach użyteczności i grupach fokusowych. Stąd np. przy wielu kasach samoobsługowych pojawia się możliwość płatności gotówką – komentuje Ariadna Łuszczyńska, Senior Business Development & Marketing Specialist w Symetria UX.
Istotnym czynnikiem, który może mieć wpływ na wybór metody płatności, jest edukowanie osób, które czują się niepewnie z płatnościami bezgotówkowymi.
– Ten rodzaj płatności jest najmniej popularny wśród seniorów, którzy jednak – jak pokazują badania – są otwarci na nowe metody płatności. To grupa społeczna, którą można zaktywizować, pochylając się nad barierami, które uniemożliwiają korzystanie z nowych technologii – dodaje Ariadna Łuszczyńska.
Gotówka trzyma się mocno
Brytyjskie badania opublikowane w Forbes pokazują, że konsumenci nadal postrzegają gotówkę jako ważną część krajobrazu płatności, a 28 proc. klientów nie rozważyłoby zakupów w sklepie, który nie oferuje płatności cyfrowych. Pandemia z pewnością była czynnikiem zmieniającym przyzwyczajenia, ale tylko 10 proc. kupujących stwierdziło, że planuje całkowite przejście na transakcje bezgotówkowe w ciągu najbliższych kilku lat. Co stanowiło tylko wzrost o jeden procent w stosunku do danych sprzed COVID-19. Natomiast 50 proc. konsumentów planuje w przyszłości dokonywać co najmniej 25 proc. transakcji gotówką.
Jak jest w Polsce? Z danych Narodowego Banku Polskiego w pierwszym kwartale 2022 r. przy użyciu kart dokonano transakcji na łączną kwotę 243,5 mld zł. W porównaniu do poprzedniego kwartału ich wartość zmniejszyła się o 11,5 mld zł, co stanowi spadek o 4,5 proc. Nie oznacza to jednak wprost spadku popularności bezgotówkowych form płatności. Zaprzeczają temu choćby statystyki BLIKA, polskiego systemu płatności mobilnych. W ostatnim kwartale 2021 roku użytkownicy BLIKA zrealizowali 240 mln transakcji, a w całym roku ponad 763 mln. Na koniec roku z systemu płatności mobilnych aktywnie korzystało 10 mln osób. Łączna wartość transakcji w czwartym kwartale wyniosła 32,6 mld zł, natomiast rok zamknął się kwotą 103,3 mld zł. BLIK jest dostępny dla wszystkich klientów bankowości mobilnej – to ponad 22 mln aktywnych aplikacji.
– Aby konsumenci jeszcze mocniej zaangażowali się w płatności cyfrowe, muszą być one dostępne i atrakcyjne dla wszystkich. Interfejs zarówno wersji mobilnej, jak i strony internetowej powinien mieć nie tylko nowoczesny wygląd, lecz także być też intuicyjny oraz funkcjonalny. Jak do tego dążyć? Choćby poprzez użycie nowoczesnych technologii. We współpracy z BLIKIEM zrobiliśmy m.in. testy z użyciem eye trackera, czyli śledziliśmy wzrok użytkowników, aby ocenić, który z projektów jest najbardziej użyteczny – opisuje Iga Kryza, UX Researcher w Symetria UX.
Według Grand View Research, amerykańsko-indyjskiej firmy analitycznej, wielkość globalnego rynku rozwiązań do przetwarzania płatności wynosiła w 2019 roku ok. 33 mld dolarów. Pandemia przyspieszyła zmiany i oczekuje się wzrostu aż do 2027 r., który przekraczać będzie 14 proc. rocznie.
Pamiętajmy o wykluczonych
Wśród europejskich liderów transformacji bezgotówkowych są kraje nordyckie, takie jak Szwecja, Finlandia i Norwegia. To akurat nie dziwi, bo te państwa charakteryzują się wysokim poziomem równości finansowej i zaawansowaniem technologicznym. Jednak i tam wprowadzano hamulce przed zbyt szybkim wprowadzeniem gospodarki bez pieniądza tradycyjnego. Tak, aby osoby wykluczone lub z terenów wiejskich nie zostały w tyle za resztą społeczeństwa.
Przykładem są Indie, bo gdy polityka tamtejszego rządu przesunęła się w kierunku zachęcania społeczeństwa do bezgotówkowych transakcji, rolnicy nie mogli kupować nasion do swoich upraw. Co więcej, osoby o niskich zarobkach były zmuszone wybierać między pracą a spędzeniem dnia w kolejkach, aby wymienić gotówkę w banku.
– To tylko pokazuje, jak wrażliwym tematem są pieniądze. Gdy nie mamy ich w formie, która jest dla nas najbardziej sprzyjająca, tracimy poczucie bezpieczeństwa. Takie konkluzje wydają się być oczywiste, ale jeśli nie wsłuchamy się z należytą uwagą w słowa użytkowników, i to jeszcze przed wprowadzeniem konkretnego rozwiązania, to będziemy musieli się wycofywać z niego rakiem albo w najlepszym przypadku zainwestować dodatkowe środki, aby spełnić wymagania sporej grupy odbiorców – zaznacza Iga Kryza z Symetrii UX.
Biometryka zadba o bezpieczeństwo
Część konsumentów obawia się, że metody płatności bezgotówkowych są zależne od technologii, które mogą być awaryjne. Na przykład gdyby doszło do katastrofy powodującej duże przerwy w dostawie prądu lub awarię łączy internetowych, gospodarka zostałaby sparaliżowana i nikt nie byłby w stanie dokonać płatności. Dodatkowo używanie gotówki daje niektórym poczucie większej kontroli nad danymi osobowymi, a wielu ludzi staje się coraz bardziej zaniepokojonych tym, jak ich dane są gromadzone i udostępniane przez korporacje.
– Brak zaufania do obecnych technologii nie jest nieuzasadniony. Ponieważ cyberataki i przypadki oszustw stają się coraz powszechniejsze, bezpieczeństwo transakcji finansowych online wymaga coraz większego poziomu ochrony. Analizując doświadczenia użytkowników, sugerujemy firmom, aby coraz śmielej korzystali z rozwiązań biometrycznych, takich jak odciski palców, skaner siatkówki czy twarzy lub nawet sprawdzanie intonacji głosu. Z naszych badań, które przeprowadzaliśmy m.in. na potrzeby banku Santander, wiemy, że takie rozwiązania cieszą się coraz większym zaufaniem wśród odbiorców i chętniej korzystają oni z aplikacji lub stron internetowych, które zapewniają bezpieczeństwo właśnie w ten sposób – tłumaczy Anna Schneider, UX Team Leader i UX Researcher z Symetria UX, która wspólnie z zespołem badała doświadczenia użytkowników podczas zakładania konta z wideoweryfikacją w banku Santander.
Według ankiety, przeprowadzonej przez Ping Identity, amerykańską firmę programistyczną, wynika, że niemal każdy ekspert od spraw bezpieczeństwa chciałby, aby firmy, dla których pracują, odeszły od haseł. Powód jest prozaiczny. Danych biometrycznych nie da się zgubić, a ich podrobienie jest bardzo trudne.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o pilne zakończenie prac nad wdrożeniem w Polsce systemu kaucyjnego. Jest to ważne dla bezpieczeństwa surowcowego Polski, rozwoju gospodarki o obiegu zamkniętym, redukcji importu i ponownego wykorzystania surowców, które zostały już wprowadzone na rynek. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację międzynarodową oraz ciągle obecne w gospodarce zatory logistyczne będące skutkiem pandemii Covid-19, należy podejmować wszelkie możliwe kroki do zwiększenia bezpieczeństwa i zmniejszenia zależności od importowanych surowców. System kaucyjny realizuje powyższe założenia i jako taki powinien zajmować wysokie miejsce na liście priorytetów legislacyjnych. Kluczowe jest jednak uwzględnienie w systemie puszki metalowej – a nie aluminiowej.
„Mamy nadzieję, że prace nad projektem ustawy wprowadzającej w Polsce system kaucyjny zostaną szybko zakończone – wydaje się, że projekt znajduje się na legislacyjnej ostatniej prostej. Jak wynika z badania opinii publicznej zrealizowanego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) na początku sierpnia br., ponad 90% Polek i Polaków popiera funkcjonowanie systemu kaucyjnego. Dotychczas o potrzebie wprowadzenia ogólnopolskiego systemu kaucyjnego i konieczności zbierania odpadów opakowaniowych w ten sposób wypowiadali się przedsiębiorcy oraz organizacje pozarządowe, krajowe i zagraniczne. Podmioty te zwracały uwagę na to, iż system kaucyjny pozwala w znaczący sposób podnieść efektywność zbiórki odpadów opakowaniowych, przyczyniając się do osiągnięcia unijnych celów w zakresie odzysku konkretnych surowców, jak też ułatwiając wprowadzającym dostęp do tychże surowców. Dziś jednym z problemów chociażby producentów napojów jest brak wystarczającej ilości recyklatu, który trzeba sprowadzać z innych państw. System kaucyjny praktycznie rozwiązuje ten problem, gdyż pozwala podnieść poziom zebranych opakowań do 80, a często nawet ponad 90%. Jednak bardzo ważne jest, aby ustawa o systemie kaucyjnym objęła puszkę metalową, a nie aluminiową. Włączenie tylko puszki aluminiowej znacząco zmniejszy zasięg zbiórki, a także umożliwi wychodzenie z systemu kaucji przez zmianę materiału, z którego jest zrobione opakowanie” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.
System kaucyjny to najefektywniejszy system zbiórki opakowań po napojach. Potwierdzają to doświadczenia z krajów, w których system działa – przynosząc około 90%-owy odzysk materiałów nadających się do recyklingu. Czym on się cechuje? Przede wszystkim wygodą dla konsumenta, którą gwarantują detaliści. Jak wynika z danych rynkowych, ilość odpadów będących opakowaniami po napojach, wyrażona jako odsetek wszystkich śmieci, jest o 66% niższa w regionach posiadających systemy kaucyjne niż w tych, które ich nie posiadają. Detaliści odgrywają znaczącą rolę w ograniczaniu zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi – potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego w Polsce przez ARC Rynek i Opinia, które wprost wskazują, że bliskość sklepu z opcją zwrotu będzie miała znaczny wpływ na efektywne działanie systemu kaucyjnego. Sieć dogodnych punktów zbiórki, w tym przede wszystkim sklepów, gwarantuje konsumentom możliwość uczciwego odzyskania pieniędzy z kaucji. I to właśnie kaucja oraz prosta droga do zwrotu puszki czy butelki dają konsumentom kolejny powód do odwiedzenia sklepu. Co ciekawe, w badaniu przeprowadzonym w czterech krajach Europy, klienci zwracający opakowania wydali nawet o 50% więcej pieniędzy podczas tej samej wizyty w sklepie niż ci, którzy ich nie zwracali.
System kaucyjny będzie efektywny i zapewni wysokie poziomy zbiórki surowców, jeśli będzie opierać się na kluczowych filarach – wygodzie dla konsumentów, powszechności i dostępności oraz szerokim zakresie materiałowym. Tylko w ten sposób osiągniemy cele zbiórki, z których pozyskane zostaną cenne i jakościowe surowce do ponownego użytku. System kaucyjny to jedyna efektywna metoda zebrania z rynku ponad 90% wprowadzonych opakowań po napojach.
Takie założenia wypełniają zawarte w projekcie ustawy obowiązek pobierania kaucji przez placówki handlowe, brak konieczności paragonu, wymogi sprawozdawczości, organizacja systemu przez wprowadzających oraz zwolnienie zużytych opakowań zebranych w systemie z obciążeń finansowych przewidzianych w ustawie o ROP.
Dzięki dostępności wielu supermarketów i sklepów spożywczych, konsumenci mają lokalny dostęp do wielu potencjalnych punktów zwrotu. Odpowiednio zaplanowana logistyka i częsty odbiór pozwala skutecznie zarządzać zebranymi opakowaniami, nie obciążając funkcjonowania sklepu. Im większy udział sklepów w systemie, tym skuteczniejsza staje się organizacja odbioru. A to przekłada się również na wygodę i zadowolenie konsumenta, który może zwrócić dowolne opakowanie w dogodnym dla siebie punkcie.
Co równie istotne, system kaucyjny umożliwia prasowanie lub zgniatanie. W przypadku butelek PET zmniejsza się rozmiar 2,5:1, natomiast puszek aluminiowych 6:1. W ten sposób osiągana jest oszczędność miejsca oraz kosztów transportu związanego z odbiorem surowców. Jednocześnie jest to zabezpieczenie przed nieuprawnionym zwrotem, ponieważ zgniecionych opakowań nie da się zwrócić ponownie. Im bliżej punktu zbiórki następuje ich zgniatanie, tym większa jest oszczędność paliwa, węgla i zasobów.
Aż 8 na 12 działających systemów kaucyjnych w Europie obejmuje najszerszy zakres materiałowy – czyli PET, metal, szkło. Są to kraje: Chorwacja, Dania, Estonia, Finlandia, Niemcy, Islandia, Litwa i Łotwa. Ich śladem planują pójść kolejne państwa jak Malta, Rumunia, Szkocja czy Turcja. Na rynku globalnym 38 z 45 istniejących obecnie systemów kaucji obejmuje także szklane butelki, a 12 z nich włączyło szkło jednorazowe. W Polsce według danych Krynicki Recykling, na składowiska śmieci trafia ponad 50% szkła. Według wyników prowadzonych systemów kaucyjnych we wspomnianych wyżej krajach, system kaucyjny umożliwił nie tylko wzrost poziomu zbiórki szkła do 90%, ale przede wszystkim uzyskał materiał o znacznie lepszej jakości w porównaniu do materiału z gminnej zbiórki pojemnikowej.
Sklepy poniżej określonej wielkości mogą być zwolnione z obowiązku uczestnictwa w systemie, ale jeśli tylko chcą, mogą oferować usługi odbioru opakowań. Jednak ważne jest, ile korzyści mogą odnieść dzięki posiadaniu punktu zwrotu opakowań – możliwość zwrotu puszek i butelek daje konsumentom powód do odwiedzenia sklepów detalicznych. To właśnie tam klienci zazwyczaj wydają pieniądze uzyskane z kaucji. W badaniu przeprowadzonym wśród konsumentów z Michigan, 73% stwierdziło, że wydaje pieniądze z kaucji w sklepie, w którym zwrócili opakowania. Na innych rynkach zakłada się, że odsetek ten wynosi aż 95%. W innym badaniu przeprowadzonym w czterech krajach Europy, klienci zwracający opakowania wydali nawet o 50% więcej pieniędzy podczas tej samej wizyty w sklepie niż ci, którzy nie zwracali opakowań.
W badaniach przeprowadzonych wśród użytkowników systemu w Norwegii, ponad 80% respondentów stwierdziło, że dostęp do punktu zwrotu bez konieczności czekania był dla nich niezwykle ważny przy oddawaniu pustych opakowań. Zazwyczaj detaliści otrzymują zapłatę za świadczoną usługę przyjmowania opakowań w postaci „opłaty manipulacyjnej”. W systemach o wysokiej wydajności, jest ona wypłacana detalistom za każde opakowanie – realizuje to centralny administrator systemu finansowanego przez sektor produkcji napojów. W ośmiu z dziesięciu najlepszych systemów kaucyjnych, sprzedawcy detaliczni otrzymują opłatę manipulacyjną.
Decydujący wpływ na wyniki finansowe Banku Pekao w III kwartale 2022 roku miały odpisy związane z rządowymi wakacjami kredytowymi oraz koszty wpłat na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK). Jednak bank utrzymał szybkie tempo wzrostu w segmencie korporacyjnym i kanałach cyfrowych, a koszt ryzyka, mimo niesprzyjających warunków, pozostał na stabilnym poziomie.
Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
– Trzeci kwartał był dla nas czasem ciężkiej pracy i budowy skali biznesu, mimo pogarszającego się otoczenia gospodarczego. Skutecznie pozyskiwaliśmy nowych klientów i budowaliśmy wolumeny sprzedaży, zwłaszcza w obszarze bankowości dla firm. Tradycyjnie zadbaliśmy również o efektywność i koszty, choć obraz ten został zniekształcony przez znaczące rezerwy na wsparcie kredytobiorców, co może jednak ulżyć kredytobiorcom i zmniejszyć w dłuższej perspektywie nasze koszty ryzyka – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao.
– Przy tym stratę w trzecim kwartale traktujemy jako jednorazowe zdarzenie, a zysk netto
w całym roku pozwoli nam na wypłatę dywidendy z tegorocznego zysku – zaznaczył prezes.
WZROST w bankowości dla firm
Trzeci kwartał był kolejnym z rzędu, w którym wyraźnie wzrosły wolumeny kredytowe w segmentach biznesowych. W przypadku dużych korporacji wzrost wolumenu kredytów wyniósł 30 proc., a w przypadku firm z segmentu MŚP i MID 24 proc. w ujęciu rok do roku.
W III kw. 2022 przybyło aż 149 tys. nowych rachunków bieżących klientów indywidualnych wobec 108 tys. rok wcześniej.
W samym III kw. 2022 Bank Pekao odnotował 544 mln zł straty netto, na co decydujący wpływ miały koszt wakacji kredytowych (w wysokości 2,4 mld zł, przy założeniu 85-proc. partycypacji klientów) oraz koszt FWK (166 mln zł).
Narastająco za trzy kwartały 2022 roku Bank Pekao miał skonsolidowany zysk netto w wysokości 832 mln zł w porównaniu do 1,48 mld zł zysku netto w analogicznym okresie rok wcześniej.
Raportowana EFEKTYWNOŚĆ pod wpływem wakacji kredytowych, koszty operacyjne pod kontrolą
Wskaźnik koszty/dochody wyniósł po III kw. 2022 roku 54,7 proc na skutek obciążenia dochodów i kosztów negatywnymi zdarzeniami jednorazowymi. Strategiczny cel Pekao do 2024 r. to zmniejszenie wskaźnika koszty/dochody do 42 proc.
Wskaźnik ROE w III kw. 2022 r. wyniósł 4,9 proc. wobec zapisanego w strategii Banku Pekao celu 10-proc. ROE w 2024 roku.
Koszty operacyjne narastająco po trzech kwartałach 2022 były o 6,4 proc. wyższe niż rok wcześniej, rosnąc znacznie poniżej poziomu inflacji.
KLIENCI stawiają na bankowość cyfrową, powodzeniem cieszy się oferta obligacji detalicznych
Bankowość cyfrowa pozostawała kluczowym polem aktywności banku i jego klientów. Liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej Pekao urosła na koniec III kw. 2022 roku do 2,7 miliona klientów z 2,3 miliona rok wcześniej. Cel strategiczny na 2024 rok to 3,2 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej.
Od 1 października w ofercie banku za pośrednictwem Biura Maklerskiego Pekao dostępne są obligacje detaliczne Skarbu Państwa. Można je nabywać w kanałach elektronicznych, nawet nie będąc klientem Banku Pekao, a sprzedaż zaledwie po miesiącu przekroczyła ćwierć miliarda złotych.
– Traktujemy obligacje detaliczne jako uzupełnienie naszej oferty inwestycyjnej. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów sprzedażowych oraz z faktu, iż wraz z zakupem tego produktu trafiła do nas liczna grupa nowych klientów. Bardzo prosty, przejrzysty i przyjazny dla klienta proces zakupu na pewno nas wyróżnia – podkreśla Jarosław Fuchs, wiceprezes Banku Pekao, nadzorujący Pion Bankowości Prywatnej i Produktów Inwestycyjnych. – Warto też wspomnieć, że w tym roku obchodzimy 25-lecie bankowości prywatnej Pekao i jako pierwsza uniwersalna instytucja finansowa na świecie stokenizowaliśmy sztukę, oferując unikalną kartę kredytową powiązaną z NFT oraz weszliśmy w metaverse, gdzie można podziwiać sztukę NFT w jej naturalnym cyfrowym środowisku Galerii PeoPay – dodał wiceprezes.
Wskaźnik digitalizacji, czyli miara możliwości cyfrowego dostępu do usług bankowych, urósł o 15 punktów procentowych do 65 proc., licząc od czasu ogłoszenia czteroletniej strategii Banku Pekao wiosną 2021 roku. Pekao zakłada, że w 2024 roku zbliży się on do 100 proc., czyli niemal każdą usługę bankową klient indywidualny będzie miał dostępną poprzez kanały zdalne.
W kanałach cyfrowych sprzedanych zostało w minionym kwartale rekordowe 80 proc. pożyczek gotówkowych, podczas gdy rok wcześniej było to 62 proc.
Już 45 proc. aktywnych klientów cyfrowych korzysta z bankowości elektronicznej tylko na urządzeniach mobilnych.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ w działaniu
Bank Pekao w pogarszającym się otoczeniu gospodarczym przykłada szczególną wagę do odpowiedzialnego zarządzania ryzykiem. Standardowe koszty ryzyka banku (bez rezerw na portfel hipotek CHF) pozostają pod pełną kontrolą. W III kw. 2022 znalazły się one na poziomie 51 pb, a narastająco po trzech kwartałach na poziomie 44 pb. W strategii na 2024 rok założony jest poziom 50-60 pb.
Pekao utrzymuje wysoką bazę kapitałową. Na koniec września łączny współczynnik kapitałowy (TCR) wyniósł 16,8 proc., a Tier1 15,0 proc.
Gdy wszystko wokół drożeje, stacje kontroli pojazdów (SKP) od 18 lat niezmiennie trwają przy jednej opłacie za badanie techniczne pojazdu. Nie jest to jednak ich wybór i decyzja, a wymóg prawny, na który z coraz większym niepokojem patrzą przedsiębiorcy działający w tej branży. Co więcej, dochody uzyskane z przeprowadzania przeglądów technicznych, to zdecydowanie za mało, by pokryć całość kosztów związanych z prowadzeniem działalności, które wciąż rosną. Nie tylko ze względu na wprowadzone 1 listopada br. większe wymagania ustawodawcy co do zakresu badań objętych przeglądem, ale również galopującą inflację i wzrost cen energii czy wynagrodzeń. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że przeterminowane zobowiązania stacji kontroli pojazdów, na koniec września 2022 roku, wynosiły już 67,8 mln zł wobec 25 mln zł jeszcze przed rokiem. To wzrost o niemal 170 proc.
Głównym zmartwieniem firm wykonujących okresowe przeglądy techniczne jest wysokość opłaty za badanie pojazdu do 3,5 tony, a to dlatego, że przeprowadza się ich w Polsce najwięcej. Aktualnie koszt ten wynosi 98 zł i obowiązuje od czasu wprowadzenia cennika opłat związanych z prowadzeniem stacji kontroli pojazdów w 2004 roku czyli 18 lat temu. Za kontrolę pojazdu z instalacją LPG/CNG, trzeba zapłacić nieco więcej, bo 162 zł [1]. – Trzeba przyznać, że od tego czasu znacznie wzrosły koszty prowadzenia działalności, w tym serwisu przyrządów i urządzeń stanowiących obowiązkowe wyposażenie SKP. Zwiększyły się także podatki oraz opłaty związane z zatrudnieniem wykwalifikowanego pracownika. Ostatnie miesiące dodatkowo zachwiały już mocno nadszarpniętą koniunkturą gospodarczą. Rosnąca inflacja, a szczególnie w obrębie cen związanych z zakupem energii, tylko spotęgowała problem. Nic więc dziwnego, że wśród przedsiębiorców z tej branży coraz częściej słychać głosy niezadowolenia, a co bardziej niepokojące, informacje o kolejnych upadłościach – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.
W tym roku pojawiała się szansa na wprowadzenie stosownych zmian związanych z waloryzacją opłat przy okazji konieczności dostosowania obowiązujących w Polsce zasad do Unijnych wymagań. Nowe przepisy w sprawie zakresu i sposobu przeprowadzania badań technicznych nakładają na SKP nowe wymagania i kolejne koszty. Jak wskazuje Konfederacja Lewiatan i Związek Pracodawców SKP te dodatkowe zmiany są kosztowne i mogą jeszcze bardziej pogrążyć przedsiębiorców. Już dziś bowiem stacje dopłacają do każdego badania technicznego. Eksperci obawiają się upadku nawet 6 tys. firm, a to oznacza utratę zatrudniania przez wielu pracowników.
Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK już blisko 3 proc. firm ma problemy w obszarze terminowej obsługi płatności. Natomiast brak stosownych zmian w cenniku opłat może drastycznie tę liczbę zwiększyć. Jak donosi Konfederacja Lewiatan, tylko w pierwszym półroczu tego roku, zbankrutowało aż 150 firm[2].
– Kwota 98 zł od dawna nie jest w stanie pokryć kosztów ponoszonych przez stację kontroli pojazdów. Należy również pamiętać, że 23 proc. z tej opłaty stanowi podatek VAT. Cały czas apelujemy do rządu o waloryzację cennika w taki sposób, aby odpowiadał on obecnym realiom gospodarczym. To największy problem stacji kontroli pojazdów, które same nie mogą modyfikować cen usług, tak jak robią to inne branże. Wystarczy spojrzeć na minimalne wynagrodzenie sprzed 18 lat. Wtedy wynosiło 824 zł brutto, dziś jest to 3010 zł brutto, a stawka za badanie techniczne pojazdu nie drgnęła z miejsca. Jak zatem przedsiębiorcy mają sprostać chociażby wymaganiom w obrębie zatrudnia pracowników? Niestety wraz z upadkiem kolejnych SKP, wiele osób straci pracę, odbije się to także na bezpieczeństwie. Kierowcy będą musieli jeździć dalej na badanie, albo czekać dłużej w kolejce – komentuje Marcin Barankiewicz, Prezes Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów.
Pomimo apeli ekspertów sprawa ciągle pozostaje nierozwiązana, trzymając zainteresowanych w niepewności. Niezależnie od ustalonej stawki, coroczny przegląd samochodu to nie tylko kwestia wymogów prawa, ale przede wszystkim bezpieczeństwa na drodze. – Obawiam się, że przy tak wysokich i ciągle rosnących kosztach prowadzenia działalności, sprostanie nowym przepisom może okazać się niemożliwe, co w konsekwencji doprowadzi do plagi bankructw stacji. Zmniejszy się więc dostępność do badań technicznych, a to niestety może przełożyć się na poziom bezpieczeństwa na drogach – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).
Ceny w sklepach mocno idą w górę. I to nie koniec złych informacji. Eksperci: Polacy powinni się przygotować na duże podwyżki w przyszłym roku.
Eksperci komentujący ostatnie podwyżki cen w sklepach są pewni tego, że szczyt drożyzny jest wciąż przed nami. Niektórzy prognozują, że nastąpi on dopiero na przełomie maja i czerwca przyszłego roku, a zatem prognozowany czas ciągle się wydłuża. Znawcy tematu dodatkowo ostrzegają, że inflacja może wówczas przekroczyć 30%. Wynika to z tego, że nie ustają jej przyczyny, a kumulują się następstwa. Zakończenie wojny w Ukrainie bezpośrednio zahamowałoby wzrost cen. Tymczasem eskalacja konfliktu osłabia naszą walutę i zmniejsza wartość inwestycji w kraju. To mocno uderza w naszą koniunkturę. Jeden ze scenariuszy zakłada, że malejąca siła nabywcza gospodarstw domowych w końcu doprowadzi do spadku konsumpcji, a w następstwie – do schłodzenia dynamiki podwyżek cen. Jednak taki proces może potrwać aż kilka kwartałów.
Szczytowe podwyżki
We wrześniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o ponad 20% rdr. Tak wynika z ostatniej odsłony cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych. Jak stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, wciąż nie jest to niestety szczyt inflacji. Nie ustają jej przyczyny, a kumulują się następstwa, czyli słabsze wyniki firm i problemy z finansowaniem przedsiębiorstw. Zdaniem eksperta, bezrobocie już puka do polskich drzwi, wbrew dotychczasowym wynikom rynku pracy. Do tego import gwałtownie rośnie i jednocześnie drożeje z powodu osłabienia złotego. Z kolei rynki eksportowe słabną, a krajowi producenci uciekają z towarami do krajów płacących w mocniejszych i niesłabnących walutach. To wszystko napędza polską inflację.
– Należy spodziewać się dalszego wzrostu cen w sklepach. Jednak produkty nie będą już drożały tak szybko, jak w pierwszej połowie tego roku. Z uwagi na te same czynniki wzrostu cen we wszystkich kategoriach, największe podwyżki będą dotyczyły mięsa, nabiału oraz produktów sypkich – zapowiada dr Hubert Gąsiński z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.
Z kolei Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank, uważa, że podwyższoną dynamikę cen możemy obserwować przez co najmniej kilka kwartałów i taka sytuacja będzie dotyczyła szerokiej gamy produktów. Jeśli chodzi o żywność, najmocniej mogą drożeć tłuszcze, zboża oraz art. mięsne. Do tego dr Faliński dodaje, że w grudniu br. inflacja osiągnie 20% i nadal będzie rosnąć. Świąteczne zakupy będą naprawdę drogie, bo staną się okazją do odrobienia rosnących strat producentów i handlu. Poza tym pojawią się w większej ilości produkty importowane, a słaby złoty wesprze gwałtowny wzrost cen. Szczyt inflacji powinien nastąpić dopiero na przełomie maja i czerwca 2023 roku. Wówczas może być nawet na poziomie 30%.
– Konsumenci mogą nie odczuwać pełnej skali podwyżek, z którą już mamy do czynienia, bo niektóre produkty w sklepach są sprzedawane w podobnych cenach jak kilka miesięcy temu, ale w mniejszych gramaturach. Dla przykładu, kostka masła o wadze 150 gram, zamiast 200, może dawać złudne wrażenie, że niewiele się zmieniło. Jednak w kolejnych miesiącach producentom i sklepom coraz ciężej będzie ukrywać realne podwyżki. One będą rosły, dopóki nie ustaną przyczyny inflacji. Trudno przewidzieć jej ostateczną granicę, bo wpływa na to zbyt wiele zmiennych – mówi Julita Pryzmont, ekspertka rynku retailowego z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland.
Wpływ wojny
Natomiast dr Edyta Wojtyla z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu podkreśla, że wojna w Ukrainie i niestabilna sytuacja w regionie wpływają na ceny surowców, a także na wzrost kosztów energii oraz żywności. Eskalacja konfliktu przekłada się też na osłabienie krajowej waluty i mniejszą wartość inwestycji w kraju. To z kolei uderza w naszą koniunkturę. Duże znaczenie ma kryzys energetyczny, którego zażegnanie będzie kluczem do ustabilizowania dynamiki wzrostu cen we wszystkich kategoriach.
– Wojna w Ukrainie to jeden z najważniejszych czynników wpływających na koszty codziennych zakupów w sklepach detalicznych, przede wszystkim poprzez windowanie cen surowców energetycznych, ale też nawozów, produktów zbożowych i tłuszczów. Myślę, że jak najszybsze zakończenie konfliktu zbrojnego ograniczyłoby presję na wzrost cen – przyznaje ekonomista z Santander Bank.
Ekspert z WSB w Warszawie również jest zdania, że kontynuacja wojny w Ukrainie ma bardzo silny wpływ na gospodarkę światową, a tym samym – na polską. Zakończenie działań zbrojnych będzie jednym z bezpośrednich czynników zahamowania dalszego wzrostu cen w sklepach.
– Nie tylko tocząca się wojna i ograniczenie dostępności części towarów pochodzących z tzw. spichlerza Europy windują ceny w sklepach. Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że znaczenie ma sama niepewność co do tego, kiedy i jak zakończy się konflikt. To nie tylko podnosi koszty codziennych zakupów w sklepach, ale również wyraźnie obniża nastroje konsumenckie – zwraca uwagę ekspertka z Hiper-Com Poland.
Spadek konsumpcji
Według niektórych ekspertów, w związku z szalejącą inflacją, w najbliższych miesiącach dojedzie do znacznego spadku konsumpcji. Zdaniem dr Edyty Wojtyli z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu, taki scenariusz jest realny dla określonej grupy produktów. Artykuły podstawowe, niezbędne do życia, mają małą elastyczność cenową, a dobra wyższego rzędu – wysoką. I z tych drugich możemy zrezygnować. Mniejszy popyt wymusi na dostawcach obniżenie ceny. Już teraz maleje sprzedaż produktów komplementarnych, a podaż stara się odpowiadać na potrzeby konsumentów, oferując tańsze substytuty, często o niższej jakości.
– Z uwagi na rozpoczęcie okresu jesienno-zimowego nastąpi spadek konsumpcji. Sama inflacja nie będzie bezpośrednio wpływać na spożycie konsumenckie, tylko na przejście w kierunku oszczędności oraz spłaty ewentualnie zaciągniętych kredytów na okres wakacyjny. W długim horyzoncie czasowym zmiana nawyków finansowych Polaków i wzrost rynkowych stóp procentowych, ustalanych przez NBP, przyczynią się do zmniejszenia cen w sklepach – przewiduje dr Hubert Gąsiński.
Jak zauważa Marcin Luziński, wysoka inflacja zjada siłę nabywczą gospodarstw domowych, więc powinna doprowadzić do spadku konsumpcji w ujęciu realnym, co w dalszej perspektywie może schłodzić dynamikę wzrostu cen. Ale taki proces może potrwać aż kilka kwartałów. Ekspansywna polityka fiskalna, nacelowana na wzmacnianie siły nabywczej gospodarstw domowych, odsuwa tę perspektywę.
– W mojej ocenie, wielu konsumentów będzie starało się jak najdłużej ukrywać, nawet przed sobą, że stać ich na coraz mniej. Nie będzie to dotyczyło oczywiście najuboższych Polaków, którzy zwyczajnie już teraz nie mają wyboru i liczą każdą złotówkę, tylko osób średniozamożnych. W dużej mierze przyjdą z pomocą różnego rodzaju promocje na produkty zalegające w magazynach, czyli mniej zbywalne w obecnych czasach – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.
Rośnie liczba kradzieży z włamaniem: w niektórych regionach, w pierwszym półroczu 2022 było ich nawet o 30 proc. więcej.
W tym roku przestępców kuszą nie tylko sprzęty RTV, ale też drogi opał, instalacje fotowoltaiczne, czy pompy ciepła. Wszystko to w związku z ich popularnością oraz wysokimi cenami.
Im więcej kradzieży, tym wyższe ceny ubezpieczeń nieruchomości, zwłaszcza w przypadku domków letniskowych, zwykle niezamieszkałych w okresie jesienno-zimowym i tym samym bardziej narażonych na przestępstwa.
Drogi opał grzeje złodziei. Kiedy nie dostaniesz odszkodowania?
W ostatnim czasie policja coraz częściej informuje o nasilających się kradzieżach środków opałowych. Wpływ na powyższy stan mają niewątpliwe bardzo wysokie ceny zakupu oraz braki podażowe. Materiały opałowe, np. węgiel czy drewno możemy ubezpieczyć od ewentualnych zdarzeń losowych, ale niestety kradzież jest wyłączona od odpowiedzialności ubezpieczycieli w większości towarzystw. Jeżeli już uda nam się znaleźć ochronę, będzie ona obwarowana kilkoma istotnymi warunkami.
– Aby uzyskać odszkodowanie za kradzież opału, wymagane jest przede wszystkim składowanie go wyłącznie w przeznaczonym do tego pomieszczeniu domowym, a nie na terenie posesji, nawet jeżeli jest szczelnie ogrodzona. Koniecznością jest też posiadanie odpowiednich zabezpieczeń przeciw kradzieżowych. W niektórych towarzystwach opał możemy ubezpieczyć również jako zapasy gospodarstwa domowego w ramach jego wyposażenia. Wówczas odpowiedzialność ubezpieczyciela obejmie ryzyko kradzieży i rabunku – mówi Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.
Ochrona fotowoltaiki – samodzielnie lub w ramach polisy domowej
Złodziei kuszą też kosztowne instalacje fotowoltaiczne i pompy ciepła, coraz bardziej popularne elementy przydomowej infrastruktury. Odpowiednio skonstruowana polisa majątkowa pozwoli kompleksowo uchronić się przed negatywnymi konsekwencjami takich zdarzeń, ale również zabezpieczy przed częstymi aktami wandalizmu. Standardowo ubezpieczymy zamontowane lub wbudowane na stałe wewnątrz, lub na zewnątrz budynku instalacje fotowoltaiczne oraz maszyny cieplne trwale związane z gruntem.
– Panele fotowoltaiczne, czy pompy ciepła można chronić zarówno w ramach ogólnej polisy dla nieruchomości, podnosząc sumę ubezpieczenia murów lub elementów stałych, jak i niezależnie. W drugim przypadku za ochronę zapłacimy jednak kilkanaście złotych więcej. Rozszerzenie o ryzyko kradzieży oraz dewastacji również będzie wiązało się ze zwyżką składki. Warto jednak to zrobić, gdyż poniesione koszty będą niewspółmierne do konsekwencji ewentualnego przestępstwa – podkreśla Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.
Rosną koszty ubezpieczeń nieruchomości
Wg policyjnych statystyk w ubiegłym roku na terenie kraju odnotowano blisko 72 tys. kradzieży z włamaniem. Najwięcej miało miejsce w województwach: śląskim, dolnośląskim oraz mazowieckim – po ok. 10 tys. W Wielkopolsce było ich 4,5 tys. Najbezpieczniejsze pod tym względem okazało się Podlasie oraz woj. podkarpackie – popełniono tu łącznie ok. 2,8 tys. takich przestępstw. Jednak od początku tego roku liczba kradzieży z włamaniem wzrasta praktycznie w każdej lokalizacji. Przykładowo w pierwszym półroczu w Warszawie ich liczba była o 8 proc. wyższa w porównaniu do analogicznego okresu 2021. W Lublinie wzrost wyniósł 22 proc., a w Poznaniu aż 30 proc. Wprawdzie stopniowo rośnie też wykrywalność, ale wciąż blisko połowa przestępstw nigdy nie kończy się złapaniem sprawców, nie mówiąc już o odzyskaniu utraconego majątku. Wszystko to ma istotne znaczenie dla aktualnych cen ubezpieczeń nieruchomości.
– Województwo dolnośląskie i aglomeracja Śląska to miejsca, gdzie we wrześniu tego roku średnie stawki ubezpieczeń nieruchomości przekroczyły poziom 400 zł i należały do najwyższych w skali kraju. W przypadku Wielkopolski było to niespełna 390 zł, a Mazowsza 360 zł. Taniej, bo w granicach 335 zł za ochronę płacili właściciele domów i mieszkań na Lubelszczyźnie. Niemniej w tej lokalizacji, jak i w woj. wielkopolskim ceny poszły w górę w porównaniu do stycznia w granicach 18 proc., a więc dwukrotnie więcej niż średnia krajowa. Wpływ na powyższy stan rzeczy miała nie tylko inflacja, ale także statystyki dotyczące liczby kradzieży – analizuje Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.
Ubezpieczenie domu letniskowego tylko od ryzyk nazwanych
Wśród najbardziej narażonych na kradzieże z włamaniem oraz ryzyka wandalizmu i dewastacji są niewątpliwie domki letniskowe, które w sezonie jesienno- zimowym nie są praktycznie użytkowane przez swoich właścicieli. Czynnik ten niestety decyduje o poziomie składki ubezpieczeniowej. Niemniej nieruchomości te powinny posiadać ubezpieczenie, które swoim zakresem obejmie jednakowo zdarzenia losowe, ale też działania o charakterze przestępczym.
– Dom letniskowy oraz jego elementy stałe można ubezpieczyć na tej samej polisie co właściwą nieruchomość. Zawierając ochronę mamy jednak do wyboru wyłącznie wariant oparty o ryzyka nazwane w OWU. I tak dla budynku o konstrukcji murowanej i przykładowej wartości 100 tys. zł należy liczyć się z poziomem składki w granicach 380 zł rocznie. Z kolei oferta ubezpieczenia obejmująca zdarzenia losowe oraz ryzyko kradzieży to wydatek ok. 449 zł rocznie – podsumowuje Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.
Stres jest dziś stałym elementem naszej codzienności. 7 na 10 Polaków często lub bardzo często odczuwa stres, ponad ¼ stresuje się niemal codziennie, a blisko 9% z nas stres nie opuszcza od dłuższego czasu – wynika z badania VanityStyle i Focusly „Stres nas powszedni” przeprowadzonego we współpracy z Well.hr.
Stres sam w sobie nie jest zjawiskiem negatywnym. W umiarkowanych dawkach pozwala nam lepiej radzić sobie z wyzwaniami. Niestety, blisko połowa z nas poziom odczuwanego przez siebie stresu określa jako wysoki lub bardzo wysoki.
Czym się tak stresujemy? Z przeprowadzonego badania wynika, że źródłem stresu są dziś dla Polaków przede wszystkim duże tempo życia, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego oraz sytuacja gospodarcza. Czynniki te stoją na liście stresorów wyżej niż problemy osobiste, ze zdrowiem czy problemy zawodowe. To pokazuje, w jak trudnej rzeczywistości funkcjonujemy oraz jak bardzo obawiamy się o przyszłość.
44% badanych sygnalizuje, że praca ma duży lub bardzo duży wpływ na poziom odczuwanego przez nich stresu. Coraz trudniej radzimy sobie z godzeniem obowiązków zawodowych i prywatnych w skomplikowanej, zmiennej rzeczywistości. Jeśli odpoczywamy, to w biegu, z poczuciem winy, że czegoś nie dopilnowaliśmy, coś ważnego nas omija. Wtedy pojawiają się częste objawy stresu: poirytowanie/ złość, bezsenność/ problemy z zasypianiem, lęk/niepewność, ból głowy i kołatanie serca, pustka w głowie.
Istnieje wiele skutecznych sposobów radzenia sobie ze stresem i łagodzenia jego objawów, jednak aż 66% z nas średnio lub nisko ocenia swoje umiejętności w tej dziedzinie. 60% Polaków za skuteczną metodę radzenia sobie ze stresem uważa podejmowanie aktywności fizycznej. W ten sposób odreagowuje stres 58% badanych. Korzystny wpływ aktywności fizycznej na zdrowie psychiczne podkreśla wielu ekspertów i liczne badania. – „Cieszymy się, że Polacy docenili sport i aktywność jako sposób na dobre samopoczucie. Jednocześnie wierzymy, że ważne je uświadamianie społeczeństwa w zakresie tego, jak bardzo nasza kondycja psychiczna wpływa na nasze zdrowie fizyczne i odwrotnie. Dlatego też stale prowadzimy edukację w tym zakresie oraz rozwijamy nasze portfolio benefitów pracowniczych o produkty pomagające dbać o dobrostan fizyczny oraz psychiczny, a także budować odporność na stres i łagodzić jego negatywne skutki”– mówi Joanna Skoczeń, Prezes VanityStyle i Członek Zarządu Focusly.
Za skuteczną metodę przeciwdziałania stresowi Polacy uważają również konsultacje psychologiczne (28%), jednak korzysta z nich jedynie 14% badanych. Niski poziom upowszechnienia pomocy psychologicznej wynika z problemów z dostępem do tego typu usług oraz ze stygmatyzacji osób, które z takiej pomocy korzystają. Częściej sięgamy po łatwiej dostępne i bezpłatne metody profilaktyki – kontakt z naturą, spacer czy spotkania z bliskimi i znajomymi, nawet jeśli nie uważamy tych form profilaktyki za wyjątkowo skuteczne.
Stres wpływa negatywnie na samopoczucie Polaków – 16% badanych ocenia je jako złe lub bardzo złe, a kolejne 33% jako takie sobie. – „Wyobraźmy sobie firmę zatrudniającą 1000 pracowników – tyle wynosiła grupa respondentów w badaniu VanityStyle i Focusly. 16% oznaczałoby w niej 160 osób zagrożonych kryzysem psychicznym, bo przedłużające się złe samopoczucie może być symptomem takiego kryzysu” – mówi Joanna Kotzian, współzałożycielka Well.hr, strateżka wellbeingu.
Dostrzegając negatywny wpływ długotrwałego stresu na pracowników, pracodawcy coraz częściej inwestują w różne formy wsparcia ich kondycji psychicznej. Odgrywają bardzo ważną rolę w upowszechnieniu aktywności fizycznej, a w ostatnim czasie także różnych rozwiązań wprost dedykowanych zdrowiu mentalnemu. Rozszerzają pakiety medyczne o konsultacje z psychologiem, psychoterapeutą i psychiatrą, oferują pracownikom dostęp do wiedzy psychologicznej i produktów, które pomagają w budowaniu odporności psychicznej.
Takie wsparcie jest bardzo potrzebne i leży w interesie pracodawcy. Z danych Eurostatu wynika, że stres jest przyczyną nawet 50% traconych dni pracy w Europie. Gorsza kondycja psychiczna przekłada się także na naszą efektywność, zaangażowanie i poziom współpracy.
O badaniu:
Raport opracowany na zlecenie VanityStyle i Focusly na podstawie badania ilościowego z wykorzystaniem techniki CAWI przez Well.hr. Badanie zostało przeprowadzone na grupie pracowników w wieku 16+ (N=1000) w okresie czerwiec-sierpień 2022 roku. Raport z badania można pobrać na stronie: https://kontakt.vanitystyle.pl/landing/strespowszedni
Państwa Inicjatywy Trójmorza powinny zerwać z przeświadczeniem o konieczności budowy sieci mobilnych w oparciu o importowane rozwiązania garstki największych dostawców spoza regionu. Mamy wszystkie narzędzia, by rozwijać łączność 5G wykorzystując technologię m.in. z Polski – mówił Sławomir Pietrzyk, prezes IS-Wireless, polskiego dostawcy sieci 4G i 5G w modelu otwartym (Open RAN) podczas debaty poświęconej innowacjom, zorganizowanej w ramach programu Three Seas Initiative Diplomatic Fellowship w Akademii Dyplomatycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Spotkanie, w którym udział wzięli dyplomaci z państw Trójmorza i przedstawiciele innowacyjnych przedsiębiorstw z regionu było poświęcone współpracy w zakresie najnowszych technologii. Przedstawiciel IS-Wireless podkreślał potencjał technologiczny drzemiący w regionie i potrzebę jego wykorzystania. – Trójmorze musi zerwać z mentalnością “podwykonawcy” i przestać budować swoją infrastrukturę sieciową wyłącznie na bazie importowanych spoza regionu rozwiązań. Już czas, aby państwa Inicjatywy zaczęły wykorzystywać możliwości innowacyjnych technologii powstających m.in. w Polsce. Nie tylko będzie to korzystne dla gospodarki, ale także dla bezpieczeństwa naszych sieci 5G – mówił Sławomir Pietrzyk.
Jak przekonywał prezes IS-Wireless, 5G jako pierwsza generacja łączności mobilnej pozwala, by budowa sieci nie była uzależniona od pojedynczego podmiotu z wąskiego grona tradycyjnych dostawców. – Otwarte interfejsy na styku poszczególnych elementów i możliwość budowy sieci z wykorzystaniem komponentów od wielu dostawców, pozwala zerwać z tzw. “vendor lock-in”, czyli uzależnieniem całej infrastruktury od jednej firmy – wyjaśnił Sławomir Pietrzyk w Akademii Dyplomatycznej MSZ. Jak dodał, stanowi to okazję dla gospodarek państw Europy Środkowo-Wschodniej, aby demokratyzować i wzbogacać rynek rozwiązań telekomunikacyjnych w regionie. – Otwarte interfejsy pozwalają wejść na rynek nowym, lokalnym graczom i tym samym przyczyniają się do pobudzenia konkurencji i innowacyjności w gospodarce. Aby wykorzystać tę szansę państwa Trójmorza powinny podejmować odpowiednie inicjatywy regulacyjne i dzielić się swoimi doświadczeniami w tym zakresie. Przyjazne środowisko prawne pozwoli tutejszym innowacyjnym firmom wzrastać – mówił prezes IS-Wireless.
Ekspert zwracał również uwagę na konieczność szerzenia wiedzy o zachodzących zmianach na rynku telekomunikacyjnym i dostępnych rozwiązaniach. – Wciąż brakuje świadomości na temat tego, jak inaczej można budować sieci mobilne. Często preferowane są tradycyjne, rozwiązania importowane spoza regionu. Nawet, gdy na wyciągnięcie ręki są rozwiązania bezpieczniejsze, lepszej jakości, powstające na naszym podwórku – stwierdził prezes IS-Wireless.
Sławomir Pietrzyk wskazywał również na mocną stronę Inicjatywy Trójmorza jako kolebki innowacyjnych rozwiązań. – Nasz region dysponuje wyjątkowym kapitałem ludzkim i nadeszła pora go wykorzystać. Twórcy oprogramowania wywodzący się z państw Trójmorza cieszą się uznaniem na całym świecie. Niestety ten potencjał często nie jest wykorzystany do wzrostu trójmorskich przedsiębiorstw. Należy w pełni czerpać z możliwości ekspertów z regionu, aby rozwijać i któregoś dnia eksportować naszą technologię – podsumował Sławomir Pietrzyk.
Dyskusja poświęcona była powstającym w Trójmorzu innowacyjnym rozwiązaniom technologicznym i regionalnej współpracy w tym obszarze. Spotkanie odbyło się w ramach programu “Three Seas Initiative Diplomatic Fellowship” skierowanym do dyplomatów z państw Inicjatywy Trójmorza oraz Ukrainy. Program realizowany był w Akademii Dyplomatycznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W debacie moderowanej przez Tomasza Jamroza, Dyrektora Departamentu Współpracy Ekonomicznej MSZ udział wzięli również Agata Wancio, Zastępca Dyrektora Departamentu Innowacji i Polityki Przemysłowej MRiT, Katarzyna Berbeć, Strategy & Development Director w ICsec S.A. oraz Jakub Lubiński, Head of Unit, Hydrogen Transition and Renewable Fuel Team z PKN Orlen S.A.
Większość polskich przedsiębiorców oraz samorządy z ulgą przyjmują perspektywę zamrożenia cen energii elektrycznej na poziomie 785 zł/MWh. Ustawa, którą podpisał Prezydent Andrzej Duda, nie jest idealnym rozwiązaniem. Pozwoli jednak firmom przetrwać kryzys energetyczny bez drastycznego ograniczania produkcji. Wśród nich jest branża recyklingu tworzyw sztucznych.
Prezydent Andrzej Duda podpisał 2 listopada ustawę o środkach nadzwyczajnych mających na celu ograniczenie wysokości cen energii elektrycznej oraz wsparciu niektórych odbiorców w 2023 roku. Wprowadza ona limity cenowe dla gospodarstw domowych (693 zł/MWh), samorządów oraz MŚP (785 zł/MWh) i wejdzie w życie od grudnia 2022 roku. Procedowana była jako pilny projekt rządowy, przy aktywnym wsparciu m.in. ze strony przedstawicieli sektora MŚP oraz samorządowców.
Dla MŚP limity to sukces
Jak argumentowali przedsiębiorcy, bez wprowadzenia racjonalnych limitów na ceny energii elektrycznej, w 2023 roku nad przepaścią stanąłby szereg ważnych dla gospodarki branż. O limity walczyły m.in.: przemysł metalurgiczny, cementowy, producenci warzyw i owoców, hodowcy oraz przemysł spożywczy. Firmy recyklingowe są jedną z takich zagrożonych branż, a swoje stanowisko argumentują m.in. strategiczną pozycją w gospodarce komunalnej oraz w procesie pozyskiwania surowców wtórnych. Stowarzyszenie „Polski Recykling” w imieniu recyklerów skierowało we wrześniu apel do Premiera o zamrożenie cen energii. Miało to miejsce po bezprocesowym skoku cen energii latem tego roku, kiedy koszty ponoszone przez przedsiębiorców przekroczyły nawet pułap 2000 zł/MWh.
– Mamy sukces, choć jest on dla nas słodko-gorzki. Większość polskich firm zajmujących się recyklingiem to MŚP, więc samo wprowadzenie limitu to ulga i szansa na przetrwanie najtrudniejszego w historii branży roku, bo właśnie tak rysuje się perspektywa 2023. Martwi nas brak ochrony dla największych przedsiębiorstw, które będą musiały poświęcić dużą część kapitału, co na pewno wpłynie na ich kondycję i pogłębi lukę inwestycyjną. Do ostatniej chwili walczyliśmy o 500 zł/MWh i zmiany na korzyść dużych firm, ponieważ zmuszanie większych podmiotów do płacenia wyższych stawek nie jest korzystne dla rynku. – mówi Szymon Dziak-Czekan, Prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”
Zdaniem Stowarzyszenie „Polski Recykling” zamrożenie cen prądu jest dobrym, ale doraźnym rozwiązaniem. Koszty społeczne i gospodarcze wygaszenia wielu kluczowych sektorów przytłoczonych rosnącymi kosztami energii mogłyby być dużo większe niż szacowana przez rząd rekompensata dla sprzedawców energii – wynosząca 19,7 mld zł.
Samorządy ostrożnie nt. cen prądu
Działania przedsiębiorców w zakresie zamrożenia cen prądu wspierali także samorządowcy, którzy aktywnie włączyli się do negocjacji ze stroną rządową. Interwencja na rynku energii pozwoli złapać drugi oddech m.in. największym miastom, członkom Unii Metropolii Polskich, choć nie jest dla nich rozwiązaniem do końca satysfakcjonującym.
– Ograniczenie wysokości ceny energii elektrycznej jest kierunkiem w dobrą stronę, jednak kwota zaproponowana przez rząd, to podwyżka niemal 80% w stosunku do ceny, jaką samorządy dotychczas płaciły. Skala podwyżek może niestety skutkować wzrostem cen usług dla mieszkańców, a ciężko myśleć o stabilnym planowaniu budżetu miasta, kiedy ze strony rządu otrzymujemy chaotyczne informacje. Podobnie jak przedsiębiorcy, mamy w tej chwili spory problem z pozyskaniem środków na inwestycje w odnawialne źródła energii, więc nie możemy rosnących cen skompensować tańszym prądem z własnych źródeł.
komentuje Piotr Borawski, Zastępca Prezydenta Gdańska, miasta zrzeszonego w Unii Metropolii Polskich
Duże firmy oczekiwały sprawiedliwych limitów
Podpisana przez Prezydenta ustawa pomija dużych przedsiębiorców – również z branży przetwarzania odpadów. Ci nie kryją, że oczekiwali korzystnych dla siebie zmian w projekcie podczas jego ścieżki legislacyjnej. Niestety ich oczekiwania się nie spełniły.
– Dzielenie przedsiębiorców na małych i dużych przy limicie cen energii jest w naszej opinii szkodliwe dla rynku. Obniża konkurencyjność większych firm, także tych działających w biedniejszej części Polski odpowiadających za znaczną część produkcji i zatrudnienia w naszej branży. Stella Pack jest takim właśnie rodzimym przedsiębiorstwem. Zatrudniamy blisko 800 pracowników i pracujemy w systemie czterozmianowym. Nasze worki na śmieci powstają w 100% z odpadów opakowaniowych, dzięki czemu nie tylko chronimy środowisko, ale też redukujemy opłaty recyklingowe, które musi ponosić budżet państwa. Zostaliśmy pominięci i uważamy, że nie jest to sprawiedliwe rozwiązanie biorąc pod uwagę jak duże nakłady każdego roku ponosimy na zakup i modernizację maszyn. – tłumaczy Marek Jaszczak, Prezes Stella Pack S.A. z Lubartowa w województwie lubelskim
Branża recyklingu docelowo poszukuje innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą jej osiągnąć niższą energochłonność w przyszłości. Recyklerzy apelowali we wrześniu do rządu także w sprawie ułatwień w kwestii pozyskiwania energii z OZE do autokonsumpcji, wsparcia w transformacji energetycznej oraz odmrożenia prac nt. ustawą o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), która zabezpieczy Polskę przed płaceniem unijnych kar za nieprzetworzone plastikowe opakowania.
Fundusze Venture Capital (VC) – pomimo stopniowo pogarszającej się sytuacji gospodarczej w Europie – nadal aktywnie inwestują w startupy na naszym kontynencie. Są jednak dużo bardziej selektywne w wyborze inwestycji, spadły także wyceny spółek – wynika z badań firmy inwestycyjnej Anthemis Group. Dla startupów na wczesnym etapie rozwoju kluczem do portfela inwestorów jest obecnie dobry prototyp docelowego rozwiązania, tzw. MVP, które pokaże jego potencjał – uważa Paulius Insoda, CEO w NFQ Technologies, międzynarodowej firmie IT pomagającej globalnym markom we wdrażaniu innowacji, która niedawno otworzyła swój polski oddział w Krakowie.
W badaniu Anthemis Group, które przeprowadził Yann Ranchere, partner w Anthemis Group, wzięło udział 34 działające w Europie fundusze VC. Ponad połowa z nich (52,9%) przyznała, że nadal inwestuje w startupy, ale robi to dużo bardziej selektywnie. Pozostałe fundusze VC kontynuują swoją politykę inwestycyjną na niezmienionym poziomie. Jednocześnie zdecydowana większość funduszy przyznała, że w sposób znaczący spadły wyceny spółek, w szczególności tych na dalszych etapach pozyskiwania funduszy. Ten trend nie dotyczy inwestycji w nowe firmy, bo aż 68% funduszy VC twierdzi, że wycena spółek na wczesnym etapie jest porównywalna z minionym rokiem, a zdaniem 14%, że nawet wzrosła.
„To pokazuje, że nowe pomysły ciągle mają bardzo duże możliwości, aby przyciągnąć inwestorów. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo inwestycje w firmy na początkowym etapie rozwoju z reguły mają długi horyzont czasowy, który nie zakłócają bieżące perturbacje w gospodarce. Przy czym sam pomysł obecnie nie wystarcza. Kluczem do serc i portfeli inwestorów jest działający prototyp naszego rozwiązania” – mówi Paulius Insoda, CEO w NFQ.
Czym jest Minimum Viable Product?
Minimum Viable Product (MVP) to działający prototyp docelowego rozwiązania, który pomimo braku wielu istotnych cech jest już gotowy do tego, aby móc go zaoferować na rynku. Jak przekonuje CEO NFQ, tego typu rozwiązania są obecnie niezbędne do przekonania inwestorów do naszego pomysłu, bo ci wolą startupy, które już mają gotowy produkt, a nie jedynie nawet najlepszy pomysł wymagający dopiero realizacji.
„Również w podejściu startupów widzimy od jakiegoś czasu bardzo duże zrozumienie dla idei tworzenia MVP na samym początku ich przygody na rynku. Takie podejście pozwala w sposób efektywny kosztowo przetestować nasz pomysł na rynku, bez ponoszenia olbrzymich wydatków na rozwój finalnej wersji produktu, która niekoniecznie może się spodobać klientom. Zaoferowanie im produktu od razu, nawet w wersji z wieloma ograniczeniami, pozwala zebrać bardzo cenną informację zwrotną i dopasować nasz produkt do potrzeb i oczekiwań grupy docelowej” – komentuje Paulius Insoda.
MVP to nie tylko programowanie
Aby uzyskać wysokiej jakości MVP, w procesie tworzenia prototypu powinni brać udział nie tylko programiści, ale także projektanci UX i UI. Jest to absolutnie kluczowe, bo jeśli pierwsi użytkownicy będą niezadowoleni, to z pewnością podzielą się swoją opinią z innymi użytkownikami i przekonanie ich do naszego rozwiązania później będzie trudnym zadaniem. Olbrzymie znaczenie ma także szybkość tworzenia i rozwijania MVP. Jeśli firma spędzi zbyt dużo czasu na tym etapie, konkurencja to zauważy i może zacząć imitować jej produkt, ale w lepszej wersji, bez zaobserwowanych wad.
„Dobrze to ilustruje przykład aplikacji Minutiae, który służy do dokumentowania sytuacji z życia codziennego. Aplikacja zdołała przyciągnąć ok. 25 tys. użytkowników w ciągu pierwszych 3 lat istnienia, z których ok. 40% korzystało z niej codziennie. Ale potem pojawił się BeReal, który zaadresował ten sam problem dodając jedną funkcję więcej, która pozwoliła użytkownikom zobaczyć zdjęcia swoich znajomych. Ta funkcja okazała się kluczowa i umożliwiła nowej aplikacji wykonanie przeskoku od ciekawego, ale małego produktu niszowego, do aplikacji, która zaczęła elektryzować inwestorów” – mówi szef NFQ.
Jak zaznacza Paulius Insoda, ważne jest również, aby poświęcić dużo uwagi sprzedaży i marketingowi. Startupy często nie przywiązują należytej uwagi tym zagadnieniom na wczesnych etapach, co prowadzi do poważnych problemów w przyszłości. Wreszcie należy zadbać o doskonałą obsługę klienta od samego początku. Przy tak wielu opcjach na rynku klienci są skłonni dopłacić do produktów firm znanych z wysokiej jakości obsługi, bo dla współczesnych konsumentów liczy się nie tylko produkt, ale także możliwość nawiązania długotrwałej relacji z marką godną zaufania.
„Właśnie taką drogę przeszło kilka z naszych startupów, które obecnie już mają status jednorożca, jak np. platforma najmu HomeToGo, lub pretendują do tego miana, jak np. serwis logistyczny Alaiko” – komentuje Paulius Insoda.
Nadchodzą czasy bardzo wymagające dla startupów
Stworzenie z sukcesem startupu nigdy nie było zadaniem łatwym, bo wedle badań 9 na 10 nowych firm nie potrafi się przebić na rynku. W nadchodzących miesiącach osiągnięcie rynkowego sukcesu będzie jeszcze bardziej wymagające, co dotyczy zarówno przekonania klientów do swojego rozwiązania, jak i pozyskania finansowania na jego rozwój.
„Potwierdzają to wyniki przytaczanego wcześniej badania nastrojów funduszy VC, które w większości negatywnie oceniły sytuację finansowania firm z fazy wstępnej i seed, które chciałaby przejść do kolejnych rund pozyskiwania kapitału. Tylko najlepsze rozwiązania, które udowodnią dzięki MVP swój potencjał, mają na to szanse. Dlatego to właśnie MVP jest obecnie kluczem do sukcesu na rynku startupowym” – przekonuje Paulius Insoda.
Wczoraj FED, zgodnie z oczekiwaniami, podniósł stopy procentowe o 0,75 pp. Inwestorzy czekali jednak na informacje, kiedy FED może zakończyć obecny cykl podwyżek. Komunikat po posiedzeniu wskazywał na możliwą zmianę w polityce FED i szybsze zakończenie cyklu, co wprawiło inwestorów w euforię. Jednak gdy po 30 minutach na mównicę wyszedł Jerome Powell, okazało się że zmiany polityki nie będzie.
Zgodnie z prognozami rynku, FED podniósł wczoraj stopy o 0,75 proc. do 3,75-4 proc. Na ten moment, stopy procentowe w USA są najwyższe od 2008 roku. A obecny cykl podnoszenia stóp jest najbardziej agresywny do początku lat 80-tych XX wieku. W tym roku stopy wzrosły już sześć razy, o 3,75 pp. łącznie.
Sama podwyżka nie była zaskoczeniem, bo rynek finansowy się tego spodziewał. To ogromna zaleta FED, który – w przeciwieństwie do Polskiej RPP – dobrze komunikuje się z rynkiem i rzadko podejmuje decyzje wychodzące poza rynkowy konsensus. Poza samą decyzją, rynek bardzo dokładnie analizuje komunikaty po posiedzeniach oraz wsłuchuje się w słowa szefa FED Jerome’a Powella. Tym razem nie było inaczej, a jednak powstało całkiem poważne zamieszkanie.
Najważniejsze pytanie, jakie dziś zadają sobie inwestorzy i analitycy, to kiedy FED zakończy cykl podwyżek stóp i do jakiego poziomu one wzrosną. Rynek oczekuje, że po zakończeniu cyklu podwyżek, lub gdy będzie znany moment jego końca, sytuacja na giełdach znacznie się poprawi a rynek zacznie się odbudowywać po miesiącach spadków. Odpowiedzi na to pytanie wszyscy szukali właśnie w oficjalnych wypowiedziach FED i jego przedstawicieli. Decyzja o podniesieniu stóp została opublikowana wczoraj o godz. 19:00 czasu polskiego (o 14:00 w Nowym Jorku) wraz z komunikatem. W jego treści, rynek wyczuł zmianę tonu, wskazującą, że zbliżamy się już do końca cyklu podwyżek. Wywołało to natychmiastową euforię na parkiecie, w ciągu kilku minut indeks S&P500 wzrósł o ponad 1 proc. Jednak ten stan nie trwał długo, bowiem już pół godziny później (o 19:30 polskiego czasu) rozpoczęła się konferencja szefa FED Jerome’a Powella. W przeciwieństwie do komunikatu, ton jego wypowiedzi był zdecydowanie jastrzębi, co podziałało na rynek jak zimny prysznic. Ostatecznie S&P500 zakończył spadkiem o 2,5 proc. Podobna sytuacja wystąpiła także na rynku walutowym, gdzie dolar najpierw się osłabił, a następnie jeszcze bardziej umocnił.
Rynek szacuje obecnie, że w USA dojdzie jeszcze do dwóch kolejnych podwyżek stóp: w grudniu – o 0,75 pp. i w styczniu – o 0,25 pp. Finalnie, stopy miałyby osiągnąć poziom od 4,75 do 5 proc. Podwyżka stóp w USA nastąpiła sześć dni po analogicznej decyzji Europejskiego Banku Centralnego, jednak cykl podwyżek stóp w Europie trwa krócej, a EBC jest znacznie ostrożniejszy w podwyżkach. Obecnie, podstawowa stopa procentowa EBC wynosi 1,5 proc.
We wrześniu br. Bioceltix, wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym, weszła na rynek główny GPW. To element konsekwentnie realizowanej strategii mającej na celu opracowanie produktów leczniczych dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni, w oparciu o autorską technologię wykorzystującą mezenchymalne komórki macierzyste. Teraz Bioceltix znajduje się na ostatniej prostej do zakończenia badania klinicznego nad jednym z rozwijanych produktów.
Bioceltix pracuje równolegle nad trzema produktami leczniczymi – dwoma kandydatami na leki dla psów, dotyczącymi zmian zwyrodnieniowych stawów i atopowego zapalenia skóry oraz jednym kandydatem na lek przeznaczony dla koni cierpiących na zapalenie stawów. Najbardziej zaawansowany, bo znajdujący się na etapie badań klinicznych, jest projekt dotyczący zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. Spółka właśnie osiągnęła półmetek na poziomie rekrutacji informując, że w badaniu klinicznym znajduje się aktualnie 63 z docelowych 135 psich pacjentów, a kolejnych 11 zostało zakwalifikowanych do badania.
–Otrzymaliśmy od naszego wykonawcy informacje o aktualnym statusie realizacji badania klinicznego. Na tym etapie z badania płyną dwa główne wnioski. Po pierwsze i najważniejsze, cząstkowe wyniki są zgodne z naszymi założeniami i oczekiwaniami. Widzimy wyraźną, korzystną różnicę pomiędzy pacjentami, którzy otrzymali nasz produkt, a grupą placebo. Po drugie, tempo rekrutacji, a tym samym realizacji badania, jest zgodne z przyjętym harmonogramem. – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.
Czy to oznacza, że badanie kliniczne zakończy się sukcesem? Zgodnie z protokołem badania ostateczne wyniki skuteczności Bioceltix przedstawi dopiero po zakończeniu badania klinicznego. Zarząd spółki komentuje sprawę dość ostrożnie.
– To są na razie wyniki cząstkowe, które nie mogą przesądzić o rezultacie całego badania klinicznego. Wciąż mamy zbyt małą próbę, żeby wykonać analizę poprawną ze statystycznego punktu widzenia. Pewną podpowiedzią może być to, że dotychczasowe wyniki wyglądają obiecująco w porównaniu z parametrami uzyskanymi w badaniach klinicznych dla innych leków biologicznych, które uzyskały następnie dopuszczenie do obrotu. Mam nadzieję, że ten trend utrzyma się dla większej grupy statystycznej – dodaje Wielgus.
Pewna wstrzemięźliwość i brak nadmiernego optymizmu mogą wynikać również z tego, że jak podkreśla Wielgus, analiza wyników badania klinicznego jest dość skomplikowana i nie opiera się na ocenie jednej wartości procentowej oznaczającej skuteczność leku, ale na analizie statystycznej, która bierze pod uwagę wzajemne relacje pomiędzy grupą produktu badanego a grupą placebo, a także wielkość całej próby, która z kolei wynika z założeń epidemiologicznych dla danej jednostki chorobowej.
– Właśnie dlatego na tym etapie nie podajemy konkretnych wartości liczbowych, żeby nie dochodziło do niepoprawnych interpretacji. Możemy jedynie podzielić się refleksją, że z optymizmem patrzymy na najbliższą przyszłość – podsumowuje Wielgus.
Polski przemysł radzi sobie zakasująco dobrze. Najnowsze dane rynkowe pokazują, że sektor przemysłowy notuje wzrosty. Widać to także w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Zaległości firm z tej branży wynoszą 939 mln zł – o 311 mln zł mniej niż w październiku 2021 r. Niepokojące jest jednak to, że ostatnie 2 miesiące przyniosły ponowny, choć na razie niewielki, wzrost kwoty nieuregulowanych zobowiązań i liczby dłużników. Koreluje to z prognozami części analityków, że poprawa sytuacji w branży jest krótkotrwała, a na horyzoncie coraz wyraźniej widać recesję.
Według danych GUS produkcja sprzedana przemysłu we wrześniu b.r. wzrosła o 9,8 proc. wobec tego samego okresu poprzedniego roku. Również w porównaniu z sierpniem 2022 r. progres wyniósł 9,8 proc. Kołem zamachowym przemysłu było przetwórstwo, gdzie produkcja wzrosła o 11 proc. w stosunku do września 2021 r. Z kolei produkcja energii oraz gazu, ciepła i ciepłej wody we wrześniu zmalała o 3,7 proc. rok do roku. Dane GUS pokazują, że najszybciej rośnie sprzedaż w branżach nastawionych na eksport. Produkcja samochodów i naczep podskoczyła o 46,5 proc. rok do roku, maszyn i urządzeń o 26,1 proc., pozostałego sprzętu transportowego o 19,2 proc., a urządzeń elektrycznych o 17,9 proc. Maleje jednak m.in. produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych – o 9,7 proc. i mebli – o 7,5 proc.
Nieszlachetne zaległości branży metali
Polepszyła się też sytuacja finansowa firm przemysłowych. Najnowsze dane KRD wskazują na spadek zadłużenia. Wynosi ono 939 mln zł wobec 1,25 mld zł w październiku ub.r. Skurczyło się też grono przedsiębiorstw, które nie płacą kontrahentom z 25,4 tys. dwanaście miesięcy temu do 23,6 tys. obecnie. Średnie zadłużenie spadło do 39,8 tys. zł, a jeszcze rok temu sięgało 49 tys. zł.
Najmocniej zadłużone są firmy z podbranży metalowej. Mają one 172,8 mln zł zaległości. Następnie zakłady produkujące artykuły spożywcze – 143 mln zł, przedsiębiorstwa zajmujące się naprawą, konserwacją oraz instalowaniem maszyn i urządzeń – 76,3 mln zł, a także podmioty wytwarzające wyroby z drewna, które powinny zapłacić kooperantom 68,6 mln zł.
–Do tej pory największą przeszkodą w płynnej działalności firm przemysłowych były skutki pandemii, głównie zaburzenia w łańcuchach dostaw. Ta bariera już ustępuje, ale pojawiła się inna. Przedsiębiorstwa stoją teraz przed wyzwaniem, jak poradzić sobie z inflacją, rosnącymi cenami surowców i półproduktów, paliw i energii. Nasza baza danych pokazuje, że od około dwóch-trzech miesięcy lekko rośnie ich zadłużenie. Najbliższe miesiące wskażą, czy to trwały trend, świadczący o nadchodzących problemach branży, czy chwilowe wahanie kondycji – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Pozostałe podbranże przemysłu też zmagają się z zaległościami w płaceniu. 6,9 proc. zadłużenia przypada bowiem na firmy produkujące wyroby z gumy i tworzyw sztucznych, 6,8 proc. te zajmujące się wykonywaniem mebli, 5,6 proc. na przedsiębiorstwa wytwarzające produkty z mineralnych surowców niemetalicznych, a 4,6 proc. to zaległości producentów maszyn i urządzeń.
Małe firmy z wielkimi długami
Polski przemysł to nie tylko wielkie zakłady, ale cała rzesza mniejszych firm. To właśnie jednoosobowe działalności gospodarcze są obarczone największym długiem. Przypada na nie 47 proc. zaległości, czyli aż 439,6 mln zł, które obciąża konto 14,6 tys. podmiotów. Z kolei prawie 39 proc. długu, tj. 362,3 mln zł, to niezapłacone rachunki spółek z ograniczoną odpowiedzialnością.
Wśród województw dominują firmy z Mazowsza, które powinny oddać kontrahentom 156,9 mln zł. Drugie miejsce zajmują przedsiębiorstwa ze Śląska z długiem 131,6 mln zł, a trzecie z Wielkopolski, gdzie uzbierało się 94,6 mln zł zaległości.
Rekord zadłużenia należy do firmy zajmującej się produkcją opakowań plastikowych z powiatu kartuskiego w województwie pomorskim. Ma ona 55 niezapłaconych zobowiązań na sumę 6,8 mln zł, głównie wobec firmy leasingowej.
Jest lepiej, ale gorzej
Wskaźnik PMI dla przemysłu w Polsce wyniósł we wrześniu 43 pkt wobec 40,9 pkt w sierpniu. Wynik okazał lepszy od prognoz, które wskazywały na 40,1 pkt. Wcześniej, przez pół roku, wskaźnik systematycznie spadał. Indeks ten jest wskaźnikiem wyprzedzającym dynamikę zmian produkcji przemysłowej w Polsce. Odczyt powyżej 50 pkt oznacza koniunkturę, natomiast poniżej tej wartości regres. Jednak analitycy studzą optymizm związany z wrześniowym wzrostem PMI, traktując go jako jednorazowe zaburzenie cyklu spadkowego, a nie odwrócenie tendencji. Wzrost ten był bowiem spowodowany zmniejszeniem się spadku nowych zamówień, a nie ich wzrostem. Pogarszająca się sytuacja gospodarcza w Europie, głównie w Niemczech, które są głównym zagranicznym rynkiem zbytu dla polskich producentów, nie nastraja do optymizmu w dłuższej perspektywie.
–O tym, że sytuacja się pogarsza, świadczy rosnąca liczba zleceń na windykację należności. Wierzyciele nie chcą już czekać na zapłatę. Coraz mocniej domagają się zwrotu pieniędzy, dbając o odpowiedni zasób gotówki, aby przetrwać trudny okres, który nadchodzi. Trzeba pamiętać, że z końcem roku przedawnią się faktury, wystawione przez przedsiębiorstwa w 2020 roku. Firmy mogą wstrzymać bieg przedawnienia, jeśli do tego czasu przekażą sprawy do windykacji polubownej, która doprowadzi do zawarcia ugody z dłużnikiem, lub skierują pozew do sądu – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
Transition Technologies PSC nawiązało współpracę z włoską firmą EKA, która specjalizuje się w realizacji cyfrowych projektów dla przemysłu
Firmy będą wspólnie startować w przetargach na przeprowadzenie cyfrowej transformacji w przedsiębiorstwach z branż motoryzacyjnej, produkcyjnej, lotniczej i zbrojeniowej działających na rynku włoskim
Pierwszym wyzwaniem w ramach współpracy jest stworzenie synergii i zbudowanie wspólnej strategii wejścia na rynek
Transition Technologies PSC (TT PSC), globalny integrator rozwiązań IT, rozpoczął współpracę z włoską firmą EKA świadczącą usługi konsultingowe i integrującą systemy m.in. z wykorzystaniem rozwiązań Internetu Rzeczy i zarządzania cyklem życia produktu, opartych na oprogramowaniu firmy PTC. EKA opracowuje kompleksowe rozwiązania dla branży produkcyjnej oraz firm usługowych.
“Rynek włoski jest niezwykle perspektywiczny i pasjonujący, a jednocześnie stanowi duże wyzwanie dla lokalnych dostawców oprogramowania i rozwiązań IT. Dynamika zmian w świecie technologii, potrzeba ciągłego rozwoju cyfrowego, który pozwoli przedsiębiorstwom zachować konkurencyjność, a także pozytywny stosunek włoskich firm do transformacji cyfrowej sprawiają, że rynek ten ma ogromny potencjał. Postanowiliśmy rozszerzyć naszą działalność we Włoszech poprzez nawiązanie współpracy z firmą EKA i wspólne uczestnictwo w lokalnych przetargach. Będziemy się koncentrować na włoskich klientach z takich branż jak motoryzacja, produkcja, przemysł lotniczy i zbrojeniowy. Naszym atutem będzie połączenie wysoce profesjonalnej wiedzy rynkowej EKA na temat procesów i rozwiązań z naszymi produktami i ofertą w postaci niezwykle zaawansowanych technologii chmurowych. Naszym pierwszym wyzwaniem jest stworzenie synergii i opracowanie wspólnej strategii wejścia na rynek” – mówi Norbert Suliński, Strategic Alliances Director w TT PSC.
Do tej pory TT PSC współpracowało z EKA przy wielu projektach w charakterze podwykonawcy dla PTC, globalnego producenta oprogramowania przemysłowego (EKA jest oficjalnym partnerem usługowym PTC na rynku włoskim).
Firma EKA, będąca akademickim spin-offem, obecnie funkcjonuje na rynku włoskim jako firma specjalizująca się w PLM, zaliczana do grona kluczowych Integratorów Systemów działających w sieci PTC. Firma zlokalizowana w Turynie na północy Włoch i w Lecce na południu kraju, jest przykładem inteligentnego przedsiębiorstwa charakteryzującego się prawdziwą włoską kulturą. EKA dysponuje doświadczeniem w sektorze badań przemysłowych, ze szczególnym uwzględnieniem zagadnień inżynierii współbieżnej i zarządzania procesami biznesowymi. Firma nawiązuje również współpracę z głównymi ośrodkami badawczymi i uniwersytetami we Włoszech, współpracuje również z krajowymi i międzynarodowymi integratorami systemów.
“Obie firmy, EKA i TT PSC, mają wspólne korzenie i są liderami rynku dzięki najwyższej jakości usługom i solidnej współpracy z PTC. Cieszymy się, że możemy jeszcze bardziej pogłębić naszą współpracę i połączyć nasze kompetencje w ramach nowej strategii wejścia na rynek” – mówi Stefano Picco, Business Development Director w EKA.
Pierwszym wspólnym projektem w ramach partnerstwa TT PSC i EKA będzie realizacja projektu transformacji cyfrowej dla czołowych włoskich marek motoryzacyjnych.
Jerome Powell – prezes Rezerwy Federalnej – umocnił dolara, pomimo, że ogłosił prawdopodobne zmniejszenie tempa podwyżek stóp procentowych. Kluczowe okazało się stwierdzenie, że zakończenie cyklu będzie miało miejsce na wyższym poziomie niż oczekiwano, co oznacza, że cały proces zaostrzania polityki monetarnej wydłuży się w czasie.
Stopy procentowe w USA rosną już szósty raz. Czwarty ruch ma wielkość aż 75 punktów bazowych. Aktualnie stopa Fed Funds znajduje się w przedziale 3,75 – 4,00 proc. Na rynku widać było dwie reakcje. Pierwsza po samej decyzji, która osłabiła USD, bo rynek już wcześniej wycenił taki ruch. Konferencja prasowa zmieniła jednak wiele. Dolar szybko odrobił straty a główna para walutowa dość dynamicznie zaczęła kierować się w stronę poziomu 0,98. Indeksy giełdowe ostatecznie zamknęły dzień ze stratami.
Przede wszystkim Powell dał do zrozumienia, że od teraz nie liczy się tempo podwyżek stóp, ale szczyt, jaki ostatecznie one osiągną. A na podstawie ostatnich rozmów bankierów centralnych ten prawdopodobnie będzie wyższy niż wcześniej zakładano. Dla przypomnienia: według wrześniowych projekcji mediana dla poziomu stóp na koniec 2023 r. wyniosła 4,6 proc. To tylko nieznacznie niższy poziom niż Fed Funds Future wyceniał na koniec 2023 roku. Zatem ta wypowiedź Powella była pierwszym pozytywnym aspektem dla dolara.
Po drugie, przewodniczący Fed wskazał, że Rezerwa Federalna dąży do dodatnich realnych stóp procentowych. Oznacza to, że bank centralny zamierza utrzymać stopę procentową na wysokim poziomie, dopóki inflacja nie spadnie poniżej niej. To był drugi dodatni czynnik dla dolara.
Kolejnym pozytywny akcentem dla USD było to, że w wypowiedziach Powella można było zauważyć duży niepokój o ryzyko inflacyjne. Dobitnie było podkreślone, że Fed będzie kontynuował podnoszenie stóp procentowych „dopóki zadanie nie zostanie wykonane”, czyli do momentu, aż inflacja nie powróci do celu na poziomie 2 proc. Powell dał do zrozumienia, że ten aspekt ma najwyższy priorytet i tym samym zasygnalizował, że znaczące spowolnienie gospodarcze zostanie zaakceptowane.
Ogólny wydźwięk jest zatem jastrzębi, pomimo, że ogłoszono spowolnienie tempa podwyżek. Fed dość inteligentnie przerzucił uwagę rynku na inne aspekty. To, czym ostatnio żył świat (mam na myśli zmniejszenie tempa zmian parametrów polityki monetarnej), zostało zepchnięte na drugi plan, a na pierwszy wysunięto nowy aspekt, który od wczoraj zaczął być wyceniany przez rynek. Niemniej jednak w najbliższym czasie liczyć się będzie to jak rozwija się sytuacja w gospodarce oraz sprawy związane z inflacją. Jeśli coraz częściej będą pojawiać się sygnały, że amerykańska gospodarka – a w szczególności rynek pracy – zaczyna znacząco słabnąć, sentyment może się szybko zmienić. Już jutro NFP, który będzie mocno obserwowany przez rynek.
Początkowo natłok informacji może przytłoczyć osobę debiutującą w roli kolekcjonera i inwestora. Estymacje, katalogi, opłaty aukcyjne, regulaminy, proweniencje, wadium, cena młotkowa… Na wstępie każdy musi zmierzyć się ze sporą ilością nowej terminologii. Dziś jednak dostęp do wiedzy z zakresu historii i rynku sztuki jest powszechny, dzięki czemu każdy człowiek posiadający Internet może na własną rękę zrobić wystarczający research. Wdrażanie się do roli kolekcjonera sztuki to również praca, którą musimy wykonać. Co to oznacza w praktyce? Co musimy wiedzieć zanim wkroczymy na salę aukcyjną?
Kilka słów wstępu o ofertach domów aukcyjnych
Na stronach internetowych domów aukcyjnych znajdziemy zapowiedzi nadchodzących aukcji wraz z listą obiektów, ich numerem i estymacją (przewidywany zakres ceny, którą obiekt może osiągnąć w trakcie licytacji). To od nas zależy wybór tego, na czym chcielibyśmy się skupić w naszej kolekcji – każdy podmiot działający na rynku specjalizuje się albo w określonej formie (np. grafiki) albo konkretnym nurcie czy też okresie (sztuka powojenna, dawna, abstrakcyjna). Dla nas najważniejszy jednak na samym początku powinien być regulamin, który (podobnie jak oferta poszczególnych domów aukcyjnych) jest od siebie różny. Dowiemy się z niego m.in. ile czasu mamy na wykupienie obiektu, ile wynoszą postąpienia (kwoty, o które „podbijamy” stawkę), czy obowiązuje wadium (wpłata upoważniająca do wzięcia udziału w aukcji).
Aukcja prowadzona jest przez aukcjonera, czyli w skrócie osobę upoważnioną przez dom aukcyjny do prowadzenia wydarzenia. Co ciekawe, temat ten jest niezwykle złożony z perspektywy całego europejskiego rynku sztuki, a status aukcjonera różni się w zależności od danego państwa np. we Francji jest to zawód zaufania publicznego uregulowany prawnie. Licytację kończy uderzenie młotka, a kwotę uzyskaną w ten sposób nazywa się ceną młotkową. Nie jest jednak ona równoznaczna z rzeczywistą ceną nabycia, gdyż nie uwzględnia opłaty aukcyjnej. W tym momencie w przypadku polskich domów aukcyjnych zazwyczaj wynosi 20% i nie podlega żadnej negocjacji.
Rekordy aukcyjne
Biorąc pod uwagę zeszłoroczne i jakże imponujące rekordy na polskim rynku sztuki (Magdalena Abakanowicz, Andrzej Wróblewski) warto pokrótce przybliżyć również kwestie wysokich wyników sprzedaży. Możemy wyróżnić kilka głównych czynników mających wpływ na rekordowe wyniki aukcji. Po pierwsze czy dzieło danego artysty jest rozpoznawalne, to znaczy czy widać w nim wyraziste przejawy charakterystycznego stylu autora. Druga istotną kwestią pozostaje ilość wystaw, ich prestiż i częstotliwość, czyli w skrócie historia samego obiektu. Następnie szeroko rozumiane publikacje (m.in. w albumach) dotyczące sztuki stanowią trzeci czynnik. Ostatnim elementem, który jednocześnie nie musi występować zawsze jest status dzieła zaginionego, odkrytego po latach. Oczywiście w takim wypadku obiekt poddawany jest starannej weryfikacji i badaniom (np. chemicznemu na podstawie składu farb), sprawdzana jest jego autentyczność.
Aukcje internetowe
Pandemia uczyniła kolekcjonowanie niejako bardziej przystępnym, niemal egalitarnym zajęciem. Nie tylko ze względu na – jak opisywałem w swoim ostatnim tekście dla CEO – zróżnicowane i przystępne ceny. Dziś nie trzeba ruszać się z domu chcąc zainwestować w sztukę. Zwiększyła się nie tylko liczba aukcji online, ale i aktywność innych instytucji. Galerie musiały otworzyć się na nowe technologie, by dotrzeć do potencjalnych klientów ze swoją ofertą. Na rynku pojawia się coraz więcej podmiotów, a wiele z nich działa wyłącznie w formule wirtualnej. To spora szansa dla osób chcących zacząć swoją przygodę z kolekcjonowaniem, ale i pewne zagrożenie, a może raczej niezauważalna na pierwszy rzut oka trudność – przede wszystkim w kontekście aukcji.
Świadoma rywalizacja
Uczestnictwo w aukcji sztuki pełne jest wielkich emocji i każdy powinien tego doświadczyć. I nie mam na myśli w tym momencie przywiązania do tradycyjnej formy i umniejszania wartości aukcji internetowych. Różnica zasadza się na tym, że na sali aukcyjnej jesteśmy w stanie kontrolować sytuację i rozwój wydarzeń. Możemy obserwować pozostałych licytujących, a decyzje o tym kiedy dołączymy do gry powinniśmy oprzeć na wyciągniętych wnioskach i tempie licytacji. W jednym z wywiadów Juliusz Windorbski powiedział, że aukcjoner „odczytuje emocje ludzi i reaguje na potrzebę chwili” (1). Musimy mieć świadomość, że udział w aukcji to nic innego jak rywalizacja, a my sami jesteśmy obserwowani. Co zrobić w takim wypadku? Unikać wzroku aukcjonera, który wyczuwa naszą niepewność. Aukcja internetowa pod tym względem stanowi jedną wielką niewiadomą.
Klucz do sukcesu
Jak wygrać licytację? Tego jak nabrać dystansu można nauczyć się tylko w praktyce. Musimy na własnej skórze poczuć jak wygląda w rzeczywistości ta specyficzna forma rywalizacji, określić nasze cele i priorytety, tak, by nie zaprzepaścić ich impulsywnym działaniem i spontanicznymi, nieprzemyślanymi decyzjami. Dobry inwestor powinien nauczyć się trzymać nerwy na wodzy, ze spokojem podchodzić do planowanego zakupu, a w aukcjach internetowych nie ulegać pokusie łatwej transakcji odciążonej koniecznością osobistej partycypacji w wydarzeniu. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony to świetna możliwość dla osób, które z różnych przyczyn nie mogą się pojawić na aukcji, z drugiej łatwość z jaką przychodzi nam „kliknięcie” sprawia, że dokonuje zakupu lekką ręką.
Podsumowując – trudno znaleźć jedną, prostą i wystarczającą odpowiedź na to, jak wygrać licytację. W przypadku aukcji prawdziwą sztuką zawsze jest i będzie cierpliwość.
autor: Roman Kaczkowski Ukończył historię sztuki na UJ, studia poświęcił na zgłębianie tajemnic rynku sztuki. Tej tematyce też poświęcił swoją pracę magisterską. Po studiach rozpoczął pracę w instytucjach polskiego rynku sztuki. W pierwszej kolejności w galerii Piotra Nowickiego, następnie wydawnictwo Art&Business, by w końcu rozwinąć swoje umiejętności w domu aukcyjnym DESA Unicum, gdzie przez 6 lat zajmował się doradztwem w zakresie inwestowania w dzieła sztuki, budowania kolekcji dzieł sztuki. Od dwóch lat realizuje swój własny projekt ARX Gallery, która zajmuje się najlepszą klasyką polskiej sztuki powojennej.
Adam Bojanowski – ekspert rynku nieruchomości, właściciel firmy „Działki budowlane w zaciszu” ocenia rynek nieruchomości w czasie kryzysu.
Niebezpieczeństwa
Patrząc na gospodarkę jako całość, podstawowe niebezpieczeństwo to sytuacja, w której najemcy nie płacą na czas właścicielom nieruchomości, a właściciele nie płacą na czas bankom. Tego rodzaju kryzys w pewnych sytuacjach może się sam napędzać, a także przenosić na inne działy gospodarki. Najgorsze co może się stać, to utrata płynności przez system bankowy. Wtedy problemy zaczynają mieć nawet zdrowe przedsiębiorstwa, a także konsumenci, którzy mogą stracić dostęp do zdeponowanych w bankach środków. Interweniować muszą rządy i banki centralne, a taka interwencja nie jest za darmo. Konsumenci płacą za nią w sklepach, gdyż efektem jest wzrost inflacji. Warto zwrócić uwagę, że jest to scenariusz teoretyczny, mówimy tutaj dokładnie o tym, co wydarzyło się w roku 2008. W obecnej sytuacji wydaje się, że nie zagraża upadek systemu bankowego.
Kredyty nie dla wszystkich?
Wyjątkowo kontrowersyjnym jest nieprzyznawanie przez banki kredytów dla nabywców nawet mających własne środki. Wydaje się, że badanie zdolności kredytowej klienta, który ma wysoki wkład własny jest nielogiczne. W takim przypadku bank ma zabezpieczenie przekraczające 100% wartości kredytu. To kredytobiorca jest osobą najbardziej zainteresowaną szybką spłatą. Nawet jeżeli kredytobiorca przestanie spłacać, to on traci najwięcej, a bank i tak zarabia. Tu dobrym przykładem wyjścia naprzeciw oczekiwaniom klientów jest system oferowany przez firmę „ Działki budowlane w zaciszu”. Sprzedaż nieruchomości realizowana jest na raty, a zdolność kredytowa nie jest sprawdzana. Odsetek klientów nie płacących rat w terminie jest znikomy. Klienci bardzo sobie cenią to, że są traktowani poważnie, a bardzo często jest to również czynnik decydujący o nawiązaniu współpracy.
Pułapki dla inwestorów
W czasie kryzysu trzeba zwrócić szczególną uwagę na przychody uzyskiwane z nieruchomości. Jeżeli planujemy nieruchomość wynajmować, to brak dochodów może się bardzo poważnie odbić na planie inwestycyjnym. W Chinach buduje się całe osiedla lub miasta widmo. Podobnie było w Stanach Zjednoczonych na początku XXI wieku. Właśnie bezużyteczne nieruchomości w czasie kryzysu stracą na wartości jako pierwsze. Jeżeli nieruchomość jest finansowana przez kapitał zewnętrzny, istotny jest stosunek przychodów z nieruchomości do wysokości raty kredytu. Jeżeli przychody są zerowe, a wysokość rat wzrasta, inwestor może wpaść w kłopoty. Inwestor musi zwracać szczególną uwagę na dwa czynniki. Po pierwsze, dochody, jakie zamierza osiągać z nieruchomości. Nie należy oczekiwać, że sam wzrost wartości wynikający z inflacji zapewni rentowność inwestycji. Po drugie, należy mieć plan, który uwzględnia możliwość wystąpienia sytuacji kryzysowych, takich jak opóźnienia w płatnościach od najemców czy czasowe kłopoty ze znalezieniem najemcy.
Możliwości w kryzysie?
Czasy kryzysu oferują doskonałe możliwości inwestycyjne, ale tylko dla jednej grupy inwestorów, czyli dla tych, którzy są na to przygotowani. Prawie wszyscy eksperci od rynku nieruchomości się zgadzają co do jednego – kryzys to najlepszy moment na inwestycje. Przekonali się o tym ci, którzy kupowali nieruchomości w czasie kryzysu z roku 2008. Te inwestycje często były w stanie generować ogromne stopy zwrotu.
Nieruchomości w centrach miast są cały czas bardzo atrakcyjne, szczególnie dla celów komercyjnych. Nabywcy są jednak coraz częściej świadomi ekologicznie. Zwracają mocniej uwagę na zanieczyszczenie powietrza, hałas czy kłopoty z parkowaniem. Dlatego coraz bardziej popularne stają się nieruchomości położone w spokojnych okolicach i w większej odległości od dużych miast. Upowszechnienie pracy zdalnej i zakupów online powoduje, że konsumenci mają coraz mniejszą potrzebę aby mieszkać w mieście, szczególnie wtedy, gdy na wsi za taką samą cenę mogą nabyć znacznie bardziej komfortową nieruchomość. W najbliższych latach lepiej sytuowani mieszkańcy miast będą się coraz chętniej przenosić na wieś. Ten trend się dopiero zaczyna a takie nieruchomości mogą znacznie zyskiwać na wartości, być może nawet w tempie szybszym od inflacji.
Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 37,8% rdr do 19,6 mld zł
Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 123,4% rdr do poziomu 865,5 tys. szt.
Wzrost wartości obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 114,1% rdr do 498,0 mln zł
Spadek łącznej wartości obrotu obligacjami na TBSP o 66,2% rdr do 12,3 mld zł
Spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 14,9% rdr do 250,0 mln zł
Wzrost wartości obrotu ETF-ami o 111,6% rdr do 76,2 mln zł
Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 66,7% do 8,0 TWh
Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 31,5% rdr do 10,4 TWh
W październiku 2022 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 22,0 mld zł, czyli o 31,3% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 37,8% rdr do poziomu 19,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 935,5 mln zł, o 37,8% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec października wyniosła 50 432,55 pkt i była o 31,5% niższa niż przed rokiem.
Na rynku NewConnect w październiku odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 74,9% rdr do poziomu 117,6 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 71,4% rdr i wyniosła 106,8 mln zł.
Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w październiku wyniósł 1 287,5 tys. szt., czyli o 56,7% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 123,4% rdr do poziomu 865,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 27,1% rdr do 140,0 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 19,3% rdr do 262,0 tys. szt.
W październiku odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 14,9% rdr do poziomu 250,0 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 111,6% rdr do 76,2 mln zł.
Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec października 93,8 mld zł, wobec 98,0 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 114,1% rdr do poziomu 498,0 mln zł.
Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 12,3 mld zł wobec 36,4 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 66,2% rdr.
Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w październiku br. 8,0 TWh, co oznacza spadek o 66,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 6,8% rdr do poziomu 2,6 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 74,4% rdr do poziomu 5,5 TWh.
Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 31,5% rdr do 10,4 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 6,4% do poziomu 2,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 37,5% rdr do poziomu 8,2 TWh.
Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,3 TWh, co oznacza spadek o 37,6% rdr.
Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 31,8% rdr do poziomu 5,8 ktoe[3].
Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 4,5% rdr, do wolumenu 3,2 TWh.
Kapitalizacja 372 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w październiku 2022 r. wyniosła 508,5 mld zł (108,0 mld EUR).
Łączna kapitalizacja 417 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 027, 7 mld zł (218,3 mld EUR).
Na rynku NewConnect w październiku 2022 r. zadebiutowały akcje spółek: RED CARPET MEDIA GROUP S.A. (wartość oferty: 4,5 mln zł), LONGTERM GAMES S.A. (wartość oferty: 4,5 mln zł) oraz EMPLOCITY S.A (wartość oferty: 1,7 mln zł).
W październiku br. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.
W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.
[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)
Według danych firmy doradczej Savills na warszawskim rynku biurowym widoczny jest zdecydowany spadek aktywności deweloperskiej. Poziom budowanej aktualnie powierzchni biurowej wynosi blisko 230 000 m kw., z czego zaledwie nieco ponad 115 000 m kw. zostanie oddanych w latach 2023 – 2024.
Jak podaje firma doradcza Savills, warszawski rynek biurowy na koniec września 2022 roku dysponował 6,34 mln m kw. powierzchni biurowej, notując w ciągu pierwszych trzech kwartałów wzrost o 3% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednym z najważniejszych wydarzeń na warszawskim rynku biurowym w ciągu ostatnich trzech miesięcy było oddanie do użytku projektu Varso Tower, najwyższego biurowca w Polsce oferującego 63 800 m kw. powierzchni biurowej w samym centrum stolicy.
Obecni na stołecznym rynku biurowym deweloperzy dysponują kilkoma projektami w zaawansowanej fazie planowania. Przy korzystnych warunkach rynkowych ich budowa powinna niedługo zostać uruchomiona. Jak podaje Savills, niektóre z tych projektów mają szansę na ukończenie jeszcze w 2024 r., co powinno nieco zmniejszyć powiększającą się lukę podażową. Według zapowiedzi deweloperów wyraźny wzrost dostępnej powierzchni nastąpi dopiero w 2025 r., kiedy to w Warszawie może powstać ponad 300 000 m kw. nowej powierzchni.
Całkowity popyt na powierzchnię biurową w Warszawie osiągnął 608 100 m kw., z końcem września br., co jest wynikiem o 55% wyższym w analogicznym okresie 2021 roku. Obecny poziom popytu odpowiada tym samym za 95% całkowitego zapotrzebowania na powierzchnię biurową w roku ubiegłym. Aktywność najemców koncentrowała się głównie w strefach centralnych, gdzie wynajęto 413 800 m kw., czyli 68% całkowitego popytu, natomiast w strefach pozacentralnych najemcy wynajęli 194 300 m kw. W strefach centralnych największy popyt występował w strefie Śródmieście, gdzie wynajęto 272 500 m kw. (45% całkowitego popytu w mieście). Poza centrum najbardziej aktywną strefą był Mokotów z popytem na poziomie 89 400 m kw.
„Wysoka inflacja oraz rosnący koszt wykończenia powierzchni w połączeniu z malejącą dostępnością powierzchni w centralnych obszarach miasta powinien wkrótce przełożyć się na wzrost czynszów, zarówno przy zawieraniu nowych umów najmu jak i w wyniku indeksacji tych obecnych. Dodatkowo najemcy muszą się liczyć ze wzrostami opłat eksploatacyjnych. W poszukiwaniu oszczędności, zwłaszcza w nowych budynkach, częściej zawierane są dłuższe, siedmioletnie umowy najmu, które mają równoważyć wynajmującym wzrost kosztów wykończenia powierzchni i pozwalają zaoferować najemcom biuro w dobrym standardzie” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.
Od dłuższego czasu czynsze nominalne za najlepsze nieruchomości biurowe w Warszawie pozostają na stabilnym poziomie. Miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie, jednak w kilku budynkach zauważalny jest trend wzrostowy. Na Służewcu czynsze nadal plasują się w przedziale 13-15 euro za m kw. miesięcznie. Zgodnie z danymi Savills, na koniec września 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w strefie centralnej miasta wyniósł 11,1%, a w strefie pozacentralnej 13%.
Luźniej w kalendarzach ekip budowlanych i remontowych. „Niektórzy specjaliści są dostępni od ręki. Pół roku temu było to nie do pomyślenia”.
Jeszcze w pierwszej połowie roku ekipy budowlane i remontowe miały ręce pełne roboty i szansa na znalezienie wolnego terminu graniczyła z cudem. Obecnie sytuacja wygląda zgoła inaczej. Łatwiej o dostępnych ekspertów – większy problem stanowi finansowanie remontów i dostępność niektórych materiałów budowlanych. – Zima będzie dobrym czasem na remont. Wyraźnie widać spowolnienie przy inwestycjach deweloperskich, co w praktyce może oznaczać, że ekipy budowlane i wykończeniowe do wiosny nie będą mieć wielu zleceń. To szansa dla klientów indywidualnych – mówi Mirosław Król z agencji nieruchomości Król i Partnerzy.
Spowolnienie u deweloperów. Ekipy remontowe i budowlane łaskawsze dla klientów indywidualnych
To duża zmiana, bo dotychczas oczekiwanie na ekipy wykończeniowe czy na specjalistów np. stolarzy czy brukarzy mogło mocno opóźniać prowadzenie prac remontowych. Jeszcze kilka miesięcy temu ekspertów umawiało się na wiele miesięcy do przodu i czasem trzeba było synchronizować kalendarze np. osób zajmujących się remontem kuchni, elektryków czy hydraulików. Obecnie nie ma takich problemów.
– Ekipy budowlane są dostępne i bardziej skłonne do negocjacji warunków współpracy niż w roku 2021 i jeszcze przed wakacjami. Głównym powodem jest oczywiście sytuacja gospodarcza, która delikatnie spowalnia rynek budowlany i deweloperski. Nie ma już tak wielu nowych inwestycji, a te które trwają mają zdecydowanie wolniejsze tempo. Ekipy budowlane, remontowe i wykończeniowe podejmują więc zadań u klientów indywidualnych i próbują w ten sposób przeczekać trudniejszy czas – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.
– Problemem w przypadku wielu inwestycji jest teraz dostępność materiałów. Czasem więc oczekiwanie nie wiąże się już z czynnikami kadrowymi, a właśnie typowo logistycznymi. Obecna sytuacja to istotny sygnał dla całej gospodarki: przypomnę, jeszcze w marcu i w kwietniu, po tym jak wielu mężczyzn wyjechało na Ukrainę baliśmy się, że domów nie będzie miał kto dokończyć – dodaje Mirosław Król.
Remont nadal karkołomnym zadaniem. Ekipy gotowe do pracy, ale ceny i dostępność materiałów wciąż nie zachęcają
Jak mówi Mirosław Król wiele zadań już teraz jest realizowanych na bieżąco np. zadania brukarskie, zlecenia dotyczące montażu okien i drzwi czy nawet prace wykończeniowe, choć tutaj skala dostępności ekspertów zależy od tego, jak duże zadanie trzeba zrealizować.
– Paradoksalnie im mniejsze zlecenie, tym łatwiej o ekipę. Chodzi o to, by specjaliści byli dostępni dla klientów podstawowych np. deweloperów, gdy inwestycje znowu ruszą – mówi Mirosław Król. – W ubiegłym tygodniu moja klientka planowała rozpoczęcie remontu. Szacowała, że jeżeli złoży zlecenie teraz to inwestycja zacznie się po nowym roku. Ekipa budowlana była gotowa w kolejnym tygodniu – mówi Mirosław Król.
Obecna sytuacja jest dobrą wiadomością dla osób posiadających środki na remont domu czy mieszkania lub kupujących mieszkania pod inwestycje, które wymagają remontu. Realizacja takich działań jest teraz sprawniejsza i relatywnie tańsza niż jeszcze kilka miesięcy temu.
– Pamiętajmy jednak, że ceny materiałów budowlanych nadal rosną. Szacunki na rok 2023 nie zapowiadają spadków cen, a nawet wręcz przeciwnie. Wydaje się więc, że obecny czas jest całkiem niezły na prowadzenie działań inwestycyjnych – dodaje ekspert.
To raczej pewne, że dziś Rezerwa Federalna podniesie po raz czwarty stopy procentowe ponownie o 75 punktów bazowych. W kolejnych tygodniach Fed będzie jednak zapewne coraz bardziej przygotowywał uczestników rynku na mniejsze kroki w zakresie stóp. Stopniowo zbliża się przecież szczyt całego cyklu, który to Fed będzie chciał osiągnąć prawdopodobnie w wolniejszym tempie, aby nie mieć zbyt gwałtownego przejścia z fazy podwyżek stóp do fazy ich utrzymywania.
Przypomnijmy, że obecne tempo zacieśniania monetarnego jest zdecydowanie większe od tych w przeszłości. Mam tu na myśli cykle rozpoczęte w 2004 oraz 2015 roku. Rynek w głównej mierze będzie skupiony na tym, co zakomunikuje Powell odnośnie grudniowej decyzji, bo ta listopadowa jest już w cenach. Prawdopodobnie zmiana przedświąteczna będzie dokonana na podstawie opublikowanych do tego czasu danych, głównie dotyczących inflacji. Nie bez znaczenie będą również dane z rynku pracy. Jeśli tam zaczną pojawiać się sygnały schłodzenia, wówczas lekkie naciśnięcie przez Fed hamulca okaże się bardziej prawdopodobne.
Dzisiejsza decyzja będzie już czwartą z kolei. Podniesie ona docelowy przedział Federal Fed Funds do 3,75 – 4 proc. W tym momencie rynek jednak skupia się głównie na średnioterminowej perspektywie kolejnych kroków. O dalszym tempie zacieśniania będą decydować dane makro. Ostatni odczyt inflacji bazowej wzrósł do 6,7 proc. Trwa aktualnie debata , czy dane o inflacji wychwytują wszystkie zmiany w odpowiednim czasie. Być może złagodzenie dynamiki wzrostu cen nastąpi z opóźnieniem. Fed będzie jednak ostrożny w mówieniu o poprawie sytuacji. Rezerwa Federalna jest mimo wszystko lekko spóźniona z decyzjami, bowiem przez długi czas w szeregach FOMC dominowała narracja przejściowego zjawiska inflacji, która okazała się błędna.
Fed nie może sobie pozwolić na pojawienie się wątpliwości rynku dotyczących dalszej walki z inflacją. Od tego bowiem w dużej mierze zależy, czy oczekiwania dotyczące CPI pozostaną zakotwiczone.
Jaka może być zatem dzisiejsza reakcja rynku? Jeśli otoczenie skupi się na tym, że Fed sygnalizuje mniejsze tempo dalszego zacieśniania, wówczas USD straci na wartości a giełdy urosną. Jeśli otrzymamy jastrzębie zaskoczenie, np. że Fed zakłada wzrost stóp do poziomu 6 proc. (czego w tym momencie rynek nie wycenia), wówczas będzie to informacja pozytywna dla dolara i negatywna dla Wall Street.
Dzień wolny spowodował, że od razu wskakujemy w czas oczekiwań na decyzję FED. Rynki są zgodne, że wzrost powinien wynieść 0,75%. Co ciekawe, w dzień wolny od pracy złoty po raz kolejny umocnił się względem głównych walut.
Inflacja nie taka straszna
31 października, tuż przed dniem wolnym poznaliśmy jeden z najstraszniejszych żartów Halloween. Mowa oczywiście o wskaźniku inflacji. Z jednej strony był on lepszy od oczekiwań, ale tylko symbolicznie. Z drugiej strony wzrost cen rozpędził się do 17,9%. Co gorsza, tego samego dnia pojawił się wywiad z wiceprezes NBP. Zapowiedziano w nim, że szczyt inflacji nie przypadnie na te wakacje (co już w sumie wiemy), ale na pierwsze miesiące 2023 roku. To już drugi rok z rzędu, w którym w pierwszych miesiącach przypadnie szczyt inflacji. Oznacza to, że mamy już rok błędu od pierwszych prognoz. Najbliższe posiedzenie NBP już 9 listopada, a dzień później dowiemy się co dalej z naszym płaskowyżem inflacyjnym, który powoli staje się coraz bardziej stromy. Rynki pomimo konfliktów w RPP oczekują wzrostu stóp procentowych. Jest to jeden z powodów umocnień polskiej waluty w ostatnich miesiącach.
Inflacja w Unii straszy
Halloween w strefie euro przyniosło znacznie bardziej makabryczną niespodziankę. Mowa o wskaźniku inflacji na poziomie 10,7%. Wszyscy oczekiwali wejścia w dwucyfrowy parametr, ale nie tak głęboko. Rynek zareagował przeceną euro, nie wierząc trochę, że dane te będą miały wpływ na zmiany stóp procentowych. Rynek obecnie jednak znacznie silniej reaguje na dane z USA w ramach dzisiejszej decyzji FED. Ta z kolei wydaje się przesądzona na +0,75%, co jest powodem ostatniego umocnienia się dolara.
Relatywnie spokojny wtorek
Wtorek był dniem wolnym od pracy, co prawda nie tylko w Polsce, ale udział Słowacji i Węgier niewiele zmieniał w aktywności rynków. W danych na szczęście nie działo się tak dużo jak w poniedziałek. Wzrost stóp procentowych o 0,25% w Australii był chyba najpoważniejszym wydarzeniem. Pod koniec dnia zobaczyliśmy natomiast niespodziewanie duży spadek zapasów paliw w USA. Dane te znów spowodowały odbicie cen ropy. Cały dzień był jednak korzystny dla polskiej waluty. Euro pierwszy raz od pierwszej połowy września staniało do 4,70 zł.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na indeksy koniunktury ze strefy euro, oraz:
13:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,
19:00 – USA – decyzja FOMC w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Groźba światowej recesji, skutki inwazji Rosji na Ukrainę oraz inflacja należą do głównych czynników ograniczających wzrost i zagrażających zyskowności firm ubezpieczeniowych. Kryzys wywołany przez Covid-19 wykazał jednak, że branża jest w stanie szybko i skutecznie reagować na tak poważne zagrożenia – wynika z raportu 2023 Insurance Outlook. Global insurance industry at a crossroads to shaping long-term success, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Na sytuację ubezpieczycieli w 2023 r. będą wpływać także takie czynniki jak rozwój innowacji, kształtowanie nowego podejścia do pracowników czy ESG.
Firmy ubezpieczeniowe muszą obecnie mierzyć się z ogromną gamą czynników wpływających na ich bieżącą działalność i perspektywy biznesowe. Jak wskazuje raport Deloitte 2023 Insurance Outlook. Global insurance industry at crosscroads to shaping long-term success, może to oznaczać konieczność wypracowania nowej, strategicznej wizji własnego miejsca w tak niespokojnym świecie.
Ubezpieczyciele stoją przed wieloma wyzwaniami makroekonomicznymi i geopolitycznymi, które mogą hamować ich wzrost i obniżyć rentowność. Długofalowe cele i priorytety branży powinny uwzględniać niewykorzystany potencjał innowacji technologicznych wdrożonych w trakcie pandemii, np. możliwości chmury. Firmy muszą też aktywnie wyjść naprzeciw gwałtownie zmieniającym się oczekiwaniom ubezpieczających. – mówi Marcin Warszewski, dyrektor, lider sektora ubezpieczeń w Deloitte.
Jak wskazują autorzy raportu, w 2021 r. globalna składka w obszarze ubezpieczeń majątkowych wzrosła o 6,3 proc. Napięta sytuacja ekonomiczna, związane z nią turbulencje i wysokie poziomy inflacji, a także systematycznie wzrastające koszty reasekuracji powodują jednak, że zyskowność ubezpieczycieli jest zagrożona.
Choć część klientów może rezygnować z ubezpieczania pewnych ryzyk, aby zredukować koszty i ulżyć napiętym budżetom, nie we wszystkich obszarach biznesowych przyszłość kształtuje się tak pesymistycznie. Małe i średnie przedsiębiorstwa poszukują na przykład nowych rozwiązań, oferujących większą elastyczność w zakresie warunków ubezpieczenia czy też bardziej całościowego spojrzenia na ryzyko ich działalności. Cały czas rośnie zapotrzebowanie na ubezpieczenia cyber. To wiąże się jednak również z istotnym wyzwaniem wyceny tego ryzyka: częstość ataków ransomware wzrosła o 235 proc. w ciągu 2 lat, a średnia wypłata w tym samym okresie – o 370 proc.
Według ekspertów Deloitte niezwykle dynamicznie rozwija się rynek ubezpieczeń wbudowanych, kupowanych razem z innymi produktami czy usługami. Szacuje się, że do 2030 r. globalny wolumen składek z tego typu ubezpieczeń osiągnie 722 mld dol., z czego 2/3 będzie przypadać na rynki w Chinach i USA. Zainteresowanie ubezpieczycieli budzi także obszar ubezpieczeń środków niematerialnych, takich jak np. kryptowaluty, NFT czy aktywa wirtualne, z których jedynie 17 proc. jest ubezpieczonych.
Innowacje stają się warunkiem rozwoju ubezpieczeń na życie i grupowych
Choć długoterminowy charakter ubezpieczeń na życie utrudnia rewolucyjne zmiany w tym obszarze, eksperci Deloitte wskazują, że zachodzi na nim metamorfoza. Ubezpieczenia na życie będą zmieniać się w nowym otoczeniu ekonomicznym. Doświadczane obecnie na rynkach wysokie stopy procentowe mogą prowadzić do tego, że część ubezpieczycieli będzie zmieniać swój profil z „zapewniających ochronę” na „zarządzających aktywami”.
Nowe rozwiązania technologiczne pozwalają też wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów w zakresie ubezpieczeń na życie i ubezpieczeń grupowych. Autorzy raportu zwracają uwagę na pewien ciekawy globalny trend w tym zakresie.
Osiągnięcie odpowiedniego poziomu penetracji ubezpieczeniowej wymaga przygotowania wystarczająco różnorodnej oferty. Model one size fits all przestaje się sprawdzać. Klientów z różnych grup mogą natomiast lepiej przyciągnąć modułowe oferty, w których przeplatać będą się propozycje: z obszaru zdrowia, ochrony, inwestycji czy wellbeing. Kupujący z jednej strony oczekują prostoty konstrukcji produktów, z drugiej zaś kładą nacisk na możliwość hiperpersonalizacji oferowanych im rozwiązań. Te pozornie sprzeczne oczekiwania pomagają pogodzić innowacyjne rozwiązania technologiczne – mówi Adam Pasternak-Winiarski, dyrektor w dziale usług aktuarialnych i ubezpieczeniowych w Deloitte.
W przypadku ubezpieczeń grupowych, wdrożenie narzędzi oferowanych przez firmy z kategorii Insurtech pozwala łączyć informacje zbierane od pracodawców z bardzo szczegółowymi danymi o oczekiwaniach, przyzwyczajeniach i preferencjach poszczególnych grup pracowników. W ten sposób łatwiej jest zbudować skierowaną do nich ofertę, która zwiększa współczynniki penetracji i poprawia lojalność klientów.
Obszar ubezpieczeń na życie wymaga też od firm podjęcia działań edukacyjnych, pogłębiających wiedzę klientów na temat oferowanych produktów. Choć to długofalowa inwestycja, większe zrozumienie meandrów rynków finansowych przekłada się na wzrost zainteresowania tego typu rozwiązaniami.
Firmy ubezpieczeniowe muszą wyjść naprzeciw oczekiwaniom pracowników
Pandemia oraz związane z nią ograniczenia pokazały, że dotychczasowe modele relacji pracodawca-pracownik oraz akceptowane powszechnie modele wykonywania obowiązków służbowych nie są jedynymi, jakie mogą skutecznie funkcjonować. Elastyczność środowiska pracy, cele instytucji i cele własne pracowników, warunki finansowe, możliwość rozwoju i sprawczość to bardzo często podnoszone przez pracowników aspekty. Raport Deloitte wskazuje, że w 2023 r. globalni ubezpieczyciele mogą stanąć przed wyzwaniami związanymi z zapewnieniem sobie potrzebnych pracowników, o ile nie wprowadzą istotnych zmian w podejściu do swojej kadry.
Zmiana oczekiwań pracowników spowodowała, że ubezpieczyciele zmuszeni są do szybszego przejścia od słów do czynów w zakresie różnorodności czy odpowiedzialności społecznej. Zatrudnieni potrzebują czuć, że ich praca ma sens, a związanie z konkretną firmą jest powodem do dumy, gdyż jej wartości i misja są zbieżne z wartościami pracownika. Dodatkowym czynnikiem wzmacniającym lojalność jest dopasowanie sposobu wykonywania pracy do potrzeb i możliwości danego pracownika – mówi John Guziak, partner, lider zespołu ds. Kapitału Ludzkiego w Deloitte.
Choć warunki finansowe są istotne, szczególnie w obliczu rosnącej gospodarczej niepewności i nadciągającego kryzysu, inne potrzeby pracowników nabierają większego znaczenia niż wcześniej. Dotyczy to przede wszystkim takich aspektów jak work-life balance, możliwości rozwoju kariery i szkoleń, zrozumienia dla indywidualnych celów zatrudnionych czy kwestii społecznej odpowiedzialności biznesu.
Postęp technologiczny jako inwestycja w nowe możliwości
Inwestycje technologiczne poczynione w okresie pandemii miały na celu najczęściej automatyzację procesów, umożliwienie pracy poza biurem i zdalnego kontaktu z klientem. Takie zwiększenie wydajności wewnętrznej oraz uproszczenie i digitalizacja komunikacji to był jednak dopiero pierwszy krok, a dziś firmy powinny skoncentrować się na pełnym wykorzystaniu możliwości, jakie oferuje im już wdrożona technologia.
Najważniejszą zmianą w obszarze technologicznym jest jednak odejście od postrzegania takich wydatków w kategoriach kosztowych. Nie wszyscy decydenci zdają sobie sprawę, że należy na nie spojrzeć przede wszystkim jak na inwestycję, strategiczne aktywo, umożliwiające podejmowanie nowych działań oraz pozwalające lepiej zrozumieć oczekiwania i preferencje potencjalnych klientów – mówi Marcin Warszewski.
W kontekście innowacji należy wspomnieć o rosnącej roli firm z branży Insurtech. Z jednej strony start-upy zajmujące się taką działalnością mobilizują ubezpieczycieli do inwestycji i działania. Z drugiej zaś, oferują rozwiązania, mogące wspierać punktowo pewne obszary działalności ubezpieczycieli i wkraczać w nowe, upatrzone przez nich nisze.
Rosnące znaczenie zrównoważonego rozwoju
Zdaniem ekspertów Deloitte ubezpieczyciele mogą się spodziewać, że interesariusze coraz częściej będą oceniać ich podejście do zagadnień z obszaru zrównoważonego rozwoju, takie jak ryzyko klimatyczne, różnorodność i włączenie społeczne, sprawiedliwość i przejrzyste zarządzanie. Te wszystkie elementy mogą stać się konkurencyjnym wyróżnikiem w walce o talenty, inwestorów i udział w rynku.
Wiele firm ubezpieczeniowych podjęło pierwsze kroki w obszarze ESG, ale najczęściej były to działania okołoregulacyjne i reaktywne, takie jak przygotowanie wymaganych polityk i raportów czy przyjęcie pewnych zobowiązań. Zagadnienia z obszaru zrównoważonego rozwoju mają szansą nabrać większego znaczenia dopiero wówczas, kiedy zostaną włączone do celów zarządczych, na równi z planami czysto finansowymi.
Biorąc pod uwagę priorytety ESG, ubezpieczyciele będą i powinni być oceniani nie w oparciu o podejmowane zobowiązania, ale o to, na ile ich działania faktycznie ograniczają zmiany klimatyczne, promują różnorodność wśród swoich pracowników i kadry zarządzającej, wspierają inkluzywną kulturę oraz zwiększają przejrzystość decyzji i struktur zarządczych.
Na tempo wdrażania tych zmian duży wpływ mogą mieć warunki zewnętrzne, ale zdaniem autorów raportu te długoterminowe cele powinny mieć odzwierciedlenie w strategicznych działaniach i planach ubezpieczycieli, którzy mają do spełnienia bardzo ważną funkcję zachęcania ubezpieczonych do wdrażania bardziej zielonych rozwiązań poprzez odpowiednie kształtowanie produktów i cen ubezpieczeń.
Decydujące starcie z inflacją dopiero przed nami. „Przedsiębiorcy szykują się na najtrudniejszy kwartał w historii”.
– Prognozy ekonomistów są jednoznaczne, że szczyt inflacji dopiero przed nami. Wiadomości Głównego Urzędy Statystycznego o kolejnym wzroście inflacji to koszmar zarówno dla przedsiębiorców jak i konsumentów. Właśnie szykowane są budżety działania i ramy zatrudnienia na rok 2023. Biorąc pod uwagę kolejne wzrosty inflacji, podwyżkę płacy minimalnej i spowolnienie w sektorze produkcji należy spodziewać się, że początek roku w wielu firmach będzie czasem optymalizacji, a czasem nawet rozstań z pracownikami – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Przedsiębiorcy szykują się na bardzo trudny I kwartał roku 2023. „Wszystkie plany kreślone ołówkiem”
Według ostatniego odczytu Głównego Urzędu Statystycznego inflacja w Polsce dobija do 18%. To nie jest zaskoczenie. Eksperci mówią wręcz, że dane oficjalne „ukrywają” inflację realną. Wiele surowców i produktów wzrosło znacznie mocniej. Odczuwalny wzrost cen w produkcji spożywczej czy przemysłowej jest nawet dwukrotnie wyższy. Ceny się nie zatrzymują i nie wiadomo, kiedy mogą się zatrzymać.
– Przedsiębiorcy są bardzo ostrożni w przygotowaniu kosztorysów na rok 2023. To samo dotyczy siatki zatrudnienia, planów inwestycyjnych, priorytetów działalności. Wszystko jest kreślone ołówkiem, bo tak naprawdę nie wiadomo jeszcze, jak poważne tąpnięcie gospodarcze nastąpi zimą. Wciąż niewiele wiadomo o kosztach energetycznych, cenach ogrzewania czy dostępności pewnych produktów. Obawiamy się, że przed nami naprawdę bardzo trudny I kwartał roku 2023 – mówi Hanna Mojsiuk.
– Nie kreślimy jeszcze czarnych scenariuszy. Firmy z którymi rozmawiamy są bardzo ostrożne w prognozach. Mówią jednak wprost: niepewność nie służy biznesowi. Każdy kolejny odczyt inflacyjny generuje poczucie, że prognozy sprzed miesięcy po prostu się nie zgadzają z rzeczywistością – mówi Hanna Mojsiuk.
Jak dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej firmy robią wszystko, by nie zwalniać pracowników i nie przerzucać kosztów na konsumentów. Jest to jednak coraz trudniejsze.
„Zmora inflacyjna” nadal wisi nad polską gospodarką
Ekonomiści współpracujący z Północną Izbą Gospodarczą w Szczecinie nie mają wątpliwości, że rosnąca inflacja odbija się na gospodarce. Efektem może być spowolnienie tempa rozwoju wielu firm.
– Wydaje się, że pierwszy kwartał 2023 to będzie decydujące starcie. Możemy się spodziewać przyspieszenia wzrostu cen, bo w nowym roku swoje skutki proinflacyjne ujawnią nowe taryfy za energię elektryczną. Zamrożenie cen dla gospodarstw domowych, samorządów i tzw. podmiotów wrażliwych sprawy nie załatwia, wszak to mimo zamrożenia istotny wzrost cen energii (nawet o 100 proc.). Do tego nie można zlekceważyć potencjalnego wpływu powrotu stawek VAT do normatywnej skali. Nawet jeśli po szoku z początku roku, w kolejnych miesiącach (być może w połowie roku) rozpoczniemy kurs dezinflacyjny, to tak czy owak musimy przywyknąć do dwucyfrowej inflacji, która będzie męczyć nas i gospodarkę jeszcze przynajmniej przez dwa lata – komentuje prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.
– Bez radyklanego zwrotu w polityce fiskalnej nie mamy szans na opanowanie inflacji. Ofiarami tych błędów pozostają kredytobiorcy obciążeni coraz wyższymi odsetkami od kredytów i my wszyscy – zwykli zjadacze coraz droższego chleba! Ale nawet główny beneficjent inflacji, czyli budżet państwa nie może spać spokojnie. Przed nami bowiem rozstrzygające starcie ze zmorą inflacyjną – dodaje prof. Aneta Zelek.
Ceny usług rosną i dotyczy to również sektora usług medycznych. Osoby, które potrzebują kontaktu ze specjalistą muszą zapłacić około 200 zł za prywatną wizytę lekarską lub uzbroić się w cierpliwość, ponieważ na przyjęcie do specjalisty poczekać mogą nawet do 2029 roku.
Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba lekarzy posiadających prawo do wykonywania zawodu wynosiła niespełna 150 tysięcy. Biorąc pod uwagę, że Polska liczy ponad 38 milionów obywateli, oznacza to, że 1 lekarz przypada na około 233 osoby mieszkające na terenie całego kraju.
Portal Kalkulator Budowlany opublikował zestawienie średnich najniższych i najwyższych cen za prywatną wizytę u specjalisty w konkretnym województwie w 2022 roku. Przedstawione kwoty są obliczone na podstawie ofert zamieszczonych w internecie. Są to jednak ceny uśrednione i mogą się różnić w zależności od wielkości miasta w konkretnym województwie.
Najdrożej w największych miastach Polski
Za wizytę u specjalisty najwięcej zapłacimy w Warszawie. Wizyta u kardiologa dziecięcego w stolicy to koszt około 301 zł, u chirurga naczyniowego – 248 zł, a hematologa – 274 zł. Dla porównania w woj. kujawsko-pomorskim, które notuje jedne z najniższych cen wizyt lekarskich, zapłacić można o ok. 92 zł mniej.
Nawet jeśli pojedyncza wizyta u specjalisty nie okaże się dużym wydatkiem, to już kilka wizyt związanych z koniecznością wykonania badań oraz kontrolą mogą znacząco obciążyć nasz budżet.
Wizyta domowa lekarza rodzinnego może nas kosztować od 186 zł do 268 zł. W tym przypadku najdrożej jest w województwie śląskim. Więcej muszą zapłacić pacjenci korzystający z usług alergologa. Koszt pojedynczej wizyty, to ok. 255 zł (mazowieckie). Kilka wizyt w celu ustalenia źródła alergii oraz wykonanie testów daje już dużo wyższą kwotę.
Cena za wizytę u specjalisty jest zależna od kilku czynników. Należą do nich: specjalizacja, lokalizacja oraz tytuł naukowy wybranego przez nas specjalisty. Najdrożej zapłacimy za wizytę u specjalistów, których jest w Polsce najmniej, ale też i u tych, którzy cieszą się największym zainteresowaniem.
Duży wpływ na cenę wizytę ma lokalizacja, w której szukamy lekarza – najdroższe są wizyty w woj. mazowieckim, łódzkim, śląskim, małopolskim i zachodniopomorskim. Ceny te mogą znacząco się różnić od województwa kujawsko-pomorskiego czy podkarpackiego, które plasują się najniżej w tym zestawieniu. Należy mieć jednak na uwadze, że najwyższe ceny dotyczą dużych miast – Warszawy, Krakowa czy Łodzi. W mniejszych miejscowościach koszt wizyty może być już znacznie niższy.
To, ile kosztuje wizyta, zależy również od tytułu naukowego. Z reguły najdrożej zapłacimy u lekarza z tytułem profesorskim.
Należy dodać, że na wysokość ceny wpływ ma również problem, z jakim zgłaszamy się do lekarza. Istnieje grupa osób, która co roku w sezonie zimowym regularnie odwiedza internistę z powodu infekcji dróg oddechowych. Niektóre problemy zdrowotne mają bardziej złożony charakter i przykładowo źródło przewlekłego kaszlu powinno zostać zbadane nie tylko przez pulmonologa, ale i laryngologa, a nawet gastrologa. Takie badanie może wymagać sporej ilości czasu, ale i pieniędzy, jeśli zdecydujemy się na skorzystanie z usług prywatnych gabinetów lekarskich.
Co w sytuacji, gdy w ciągu roku będziemy musieli udać się do kilku różnych specjalistów? Przy założeniu konieczności odbycia jednej wizyty u lekarzy kilku specjalizacji w ciągu roku, ich koszt z pewnością przekroczy 1 000 zł. Wliczając dodatkowe badania, za diagnostykę i leczenie możemy zapłacić nawet kilka tysięcy złotych.
Leczenie urazów droższe niż leczenie problemów ze wzrokiem
Do najczęściej wybieranych przez Polaków lekarzy specjalistów należą ginekolog, pediatra, ortopeda, dermatolog, endokrynolog oraz okulista, jak donosi portal prawo.pl
Z kolei na podstawie danych, które przedstawił portal Kalkulator Budowlany, wnioskować możemy, że do najdroższych wizyt u specjalistów możemy zaliczyć ginekologów (274 zł), endokrynologów (281 zł) i ortopedów (294 zł), czyli lekarzy, do których kolejki bywają bardzo długie. Do jednych z tańszych wizyt należy wizyta u internisty czy laryngologa – średni koszt nie przekracza 250 zł.
Z danych wynika, że najdroższe wizyty odbywają się w województwie mazowieckim. Dogo jest również na Śląsku, w Małopolsce, w województwie łódzkim oraz zachodniopomorskim.
7 lat czekania na endokrynologa z NFZ
Darmowe wizyty u lekarzy specjalistów są możliwe, jednak w ramach świadczenia z Narodowego Funduszu Zdrowia. Z tym jednak bywa różnie, ponieważ wizyta u specjalisty dostępna od ręki rzadko się zdarza. Bywa natomiast tak, że na wizytę trzeba czekać miesiącami, a nawet latami.
Informacje o dostępnych terminach publikuje portal terminyleczenia.nfz.gov.pl, a przedstawione poniżej dane dotyczą stanu z dnia 21.10.2022 r. Z zestawienia wynika, że w Tarnowskich Górach, w województwie śląskim maksymalny czas oczekiwania na wizytę u ginekologa wynosi 12 miesięcy (17.10.2023 r.), w Piasecznie (województwo mazowieckie) na dermatologa najdłużej możemy czekać niecałe 3 lata (02.04.2025 r.), podobnie sytuacja wygląda we Wrocławiu, jeśli zależałoby nam na wizycie u ortopedy (04.08.2025 r.). Maksymalny czas oczekiwania na spotkanie z pediatrą w Szczecinie wynosi prawie 4 lata (12.08.2026 r.), na okulistę w Olsztynie (warmińsko-mazurskie) możemy poczekać do 5 lat (02.02.2027 r.). Rekord dotyczy endokrynologa, na którego w Lubinie (dolnośląskie) najdłuższy termin przypada na 2029 rok (a dokładnie 08.11.2029 r.). Wizyty w przeciągu kilku dni lub tygodni oczywiście są możliwe, jednak są one zależne od tego, jakimi zasobami dysponują poszczególne przychodnie.
Czwarta z rzędu podwyżka stóp procentowych Fedu o 75 pb. jest w środę 2.11 właściwie pewna. Tę skalę ruchu wyceniają też w pełni kontrakty fed fund futures. Mniejszy ruch byłby zatem ogromnym rozczarowaniem dla rynków finansowych i spowodowałby wyprzedaż dolara. Przyszłe decyzje Fed, od grudniowej począwszy, stoją jednak pod znakiem zapytania i rynek już czeka na sygnały dot. przyszłego gołębiego zwrotu Rezerwy Federalnej.
Uważamy, że listopadowe posiedzenie FOMC (Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku) może być jednym z najważniejszych podczas trwającego cyklu zacieśniania. Naszym zdaniem od czasu ostatniego posiedzenia we wrześniu podwyższona presja cenowa wciąż potwierdza, że agresywne zacieśnianie polityki jest potrzebne, i wydaje się, że przekona decydentów do konieczności jeszcze co najmniej jednej niezwykle dużej podwyżki. Główna miara inflacji CPI w USA we wrześniu ponownie spadła (z 8,3% w sierpniu do 8,2%), wciąż jednak przekracza oczekiwania. Rośnie jednak inflacja bazowa, która osiągnęła najwyższy od czterech dekad poziom 6,6%.
Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 31.10.2022
Rynek głodny sygnałów o przyszłych ruchach
Tempo dalszego zacieśniania polityki po listopadowym posiedzeniu jest jednak trudniejsze do przewidzenia. W tym tygodniu nie będzie publikacji nowego dot plotu, więc uczestnicy rynku skupią się w pełni na wskazówkach dotyczących dalszych działań zawartych w oświadczeniu Fedu i pojawiających się podczas konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella po posiedzeniu.
Rynek będzie analizować ton i treść komunikatów Fedu w poszukiwaniu oznak, które mogłyby zweryfikować poniższe założenia:
Czy na ostatnim posiedzeniu FOMC w tym roku, w grudniu, Fed zmniejszy tempo podnoszenia stóp, dokonując ruchu o 50 pb.?
Czy na następującym po nim zebraniu w lutym cykl zacieśniania może zostać zakończony?
Szanse na pivot rosną
Uważamy, że powrót w grudniu do podwyżki o 50 pb., który byłby zgodny z wrześniowym dot plotem FOMC (mediana 4,4%), jest teraz najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Spodziewamy się więc, że Fed w środę zasygnalizuje, że w grudniu możliwe jest spowolnienie tempa podwyżek stóp, przekonanie to nie jest jednak silne. Artykuł opublikowany w październiku w „Wall Street Journal” (WSJ) sugeruje, że niektórzy decydenci czują się coraz mniej komfortowo z wpływem agresywnych podwyżek stóp na amerykańską gospodarkę.
W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy także oznaki gołębiego zwrotu wśród garstki członków Fedu – swoje zaniepokojenie możliwymi dużymi podwyżkami na kolejnych posiedzeniach po najbliższym wyrazili choćby Lael Brainard, Charles Evans czy Esther George. Ta sprzeciwiająca się frakcja prawdopodobnie zaznaczy swoją obecność w oficjalnej komunikacji banku.
Słabsze dane z USA nakładają presję na Fed
Od czasu publikacji artykułu w WSJ dane makroekonomiczne z USA uległy pogorszeniu, co naszym zdaniem wywoła dodatkową presję na decydentów, by zdecydowali się na gołębi zwrot. Zbiorczy indeks PMI od S&P spadł głębiej w obszar kurczenia się głównych sektorów (47,3), nastroje konsumentów pogorszyły się znacznie poniżej oczekiwań, a rynek nieruchomości wykazuje oznaki spowolnienia – ceny domów w USA spadły w sierpniu po raz drugi z rzędu, co zdarzyło się po raz pierwszy od ponad dekady.
Fed prawdopodobnie podkreśli ponownie, że jego działania zostają zależne od napływających danych, więc kolejny gwałtowny wzrost cen konsumenckich przed kolejnym posiedzeniem może wpłynąć na zmianę podejścia. Nie możemy zapominać o tym, że jego głównym celem jest zapewnienie stabilności cen, a Powell długi czas zaznaczał, że bank zamierza podnosić stopy procentowe tak długo, aż zobaczy przekonujące oznaki opanowania inflacji.
Wykres 2: Indeks cen domów w USA (2000 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 31.10.2022
Kiedy nastąpi koniec cyklu zacieśniania polityki monetarnej w USA?
Uważamy, że w tym tygodniu nie dostaniemy żadnych jasnych wskazówek dotyczących planowanego przez Fed terminu zakończenia cyklu podwyżek. Będzie to zależne od napływających danych, a decydenci prawdopodobnie będą unikać na spotkaniu 2.11 jakichkolwiek zapewnień dotyczących stóp procentowych. Byłoby to naszym zdaniem przedwczesne ze względu na panujące warunki – inflacja bazowa pozostaje niezwykle wysoka, przyrost miejsc pracy jest silny, a stopa bezrobocia jest najniższa od dekad.
Warto również zaznaczyć, że oczekiwania inflacyjne ponownie wzrosły – jedna z popularniejszych rynkowych miar, stopa breakeven (10-year breakeven inflation rate) powróciła do 2,45% (z niskich 2,15% we wrześniu). Sądzimy, że Fed zaczeka do grudniowego posiedzenia, podczas którego opublikowane zostaną nowe projekcje makroekonomiczne i dotyczące wysokości stóp procentowych, zanim przedstawi realny termin potencjalnego zakończenia trwającego procesu zacieśniania.
Wykres 3: Oczekiwania inflacyjne w USA (2021 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 31.10.2022
Kurs dolara mocno zależny od nastawienia Fedu
W ciągu ostatnich tygodni dolar amerykański spadł z najwyższego od 20 lat poziomu względem podobnych głównych walut, częściowo przez złagodzenie oczekiwań dotyczących podwyżek stóp procentowych przez Fed. Kontrakty fed fund futures wyceniają podwyżkę o 75 pb. w grudniu na ok. 30% (wcześniej 75%), więc zwrot w kierunku podwyżki o 50 pb. na posiedzeniu w tym tygodniu nie byłby jednoznacznie katastrofalny dla dolara, niemniej prawdopodobnie spowodowałby jego wyprzedaż. Taki obrót spraw byłby korzystny dla złotego.
Jeśli Fed zostawi w grze kolejną podwyżkę o 75 pb. w grudniu, dolar prawdopodobnie otrzyma silne wsparcie w drugiej połowie tygodnia, z kolei złoty może znaleźć się pod presją. Biorąc pod uwagę ograniczone postępy poczynione przez decydentów w walce z inflacją, nie można całkowicie wykluczyć takiej możliwości.
Decyzja w sprawie stóp procentowych Fedu zostanie ogłoszona w środę o godz. 19:00, a konferencja prasowa rozpocznie się o 19:30.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury