Adam Reichardt: Joe Biden to nie Obama-bis. Nie będzie powtarzał jego błędów

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Jakie będą główne priorytety polityki nowej administracji prezydenta Bidena?

A.R.: Po pierwsze, i przede wszystkim, obecnym priorytetem jest przygotowanie i realizowanie narodowej odpowiedzi na pandemię. Liczba zgonów w USA przekracza 3 tys. dziennie – to przekracza liczbę zgonów z ataków z 11 września 2001 roku – i to codziennie! Liczba nowych zakażeń przekracza 200 tys. dziennie. W niektórych stanach sytuacja wygląda dramatycznie.

Na razie polityka i wprowadzane restrykcje nie należą do rządu federalnego, a do każdego stanu osobno. Nie ma więc jednej, spójnej polityki zachowania wobec rozrastającej się pandemii.

Nowa administracja już ogłosiła, że od razu będzie współpracować ze wszystkimi gubernatorami, aby np. noszenie maseczek było wspólnym nakazem we wszystkich stanach. To oczywiście rodzi opór, zwłaszcza w stanach, które są z natury republikańskie i bardzo konserwatywne. Planem nowej administracji jest też podwojenie liczby punktów wykonywania testów. Na razie ich rozmieszczenie jest bardzo nierównomierne, w niektórych miejscach jest ich dostateczna liczba, a w innych cały czas ich brakuje. Chodzi o jak najszybszą pomoc dla osób, które już się zaraziły.

Trwa też dyskusja o wprowadzeniu narodowego programu szczepień. Rozmowy zaczęły się jeszcze w czasie urzędowania ustępującej administracji Trumpa. Biden będzie musiał to kontynuować, tak aby proces ten był realizowany bez zbędnej zwłoki.

Drugim priorytetem, który też jest związany z pandemią jest naprawa gospodarcza.

Plan Bidena polega na ogromnych inwestycjach w gospodarkę. Jest to plan podobny, który miał Obama po kryzysie z 2008 roku. Głównym celem jest rozwój infrastruktury, co doprowadzi do pobudzenia rynku pracy. Już teraz w USA 7 procent populacji znajduję się bez pracy. To jest bardzo wysoki i niebezpieczny wynik. Biden chce też inwestować w sektor produkcyjny, tak aby jak najwięcej towarów było produkowanych w Stanach Zjednoczonych. To duże wyzwanie dla administracji, bo będzie wiązało się ze wzrostem długu i prawdopodobnym wzrostem inflacji. Jednak nie ma lepszego rozwiązania, niż stymulacja gospodarki w czasie, kiedy nie ma podstawowego popytu ze strony konsumentów i przedsiębiorców.

Trzecim priorytetem będzie polityka społeczna, a w szczególności problem związany z nierównością rasową – co miało swój wyraz w protestach Black Lives Matter. To będzie zadanie nie tylko dla Bidena, ale szczególnie na tym polu aktywna może być jego wiceprezydent Kamala Harris.

Czwartym priorytetem będzie tym razem kwestia współpracy międzynarodowej, a mianowicie sprawy klimatyczne. Agenda ta silnie wybrzmiewała podczas kampanii wyborczej i zapewne jednym z pierwszych jej efektów będzie powrót USA do porozumień paryskich, co zresztą Biden już zapowiedział. Były sekretarz stanu za czasów prezydentury Obamy, John Kerry ma być odpowiedzialny za politykę klimatyczną. Można to rozumieć w ten sposób, że kwestie klimatyczne będą istotnym komponentem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych pod wodzą Joe Bidena. Poza klimatem, ważnym elementem będzie również współpraca międzynarodowa USA z partnerami, która mocno kulała pod rządami Trumpa. Hasłem Bidena było „Restore America’s Leadership” co oznacza przywrócenie amerykańskiego przywództwa na świecie. Pod tym pojęciem kryje się wiele elementów w tym, współpraca z NATO, powrót do dobrych relacji transatlantyckich, czy powrót do kwestii kontroli zbrojeń, co szczególnie tyczy się relacji z Rosją.

M.M.: Jak może zmienić się polityka USA wobec państw Europy Środkowej i Wschodniej?

A.R.: Zapewne będzie to wiązać się z większym zaangażowaniem w tym rejonie. Na pewno więcej uwagi poświęcone zostanie Ukrainie toczącej wojnę z Rosją. Biden jako wiceprezydent bardzo mocno zaangażował się w sprawy konfliktu ukraińsko-rosyjskiego po nielegalnej aneksji Krymu i rozpoczęciu działań zbrojnych w Donbasie. Był znany ze swojej sympatii i życzliwości wobec Ukrainy. Biden zna to środowisko, zna problemy Ukrainy. Ma też dostęp do wielu ludzi znających Ukrainę i to jest pozytywny aspekt. Otwartym pozostaje pytanie jak dużo tej uwagi starczy dla Ukrainy. Myślę, że Ukraina będzie stanowić ważny element w polityce odstraszania wobec Rosji, poprzez wspieranie euroatlantyckich aspiracji Kijowa. To też z drugiej strony będzie oznaczać większe przywiązanie do kwestii praworządności i walki z korupcją. Może to nawet oznaczać prowadzenie cichych walk z niektórymi oligarchami. Ważnym elementem będzie również Białoruś. Swietłana Cichanouska otrzymała oficjalne zaproszenie na inaugurację Bidena w styczniu. To jasny sygnał, że nowa administracja otwarcie wspiera opozycyjne ruchy na Białorusi. Może pojawić się większy nacisk na reżim Łukaszenki poprzez sankcje. To również jest powiązane z dążeniem Bidena do przywrócenia i pielęgnowania tradycyjnych, demokratycznych wartości na świecie. Ten element jest bez wątpienia związany od lat z demokratami, i na pewno będzie odgrywał ważną rolę w kontaktach międzynarodowych z innymi państwami.

M.M.: Czy USA nadal będą realizować polityki odstraszania wobec Rosji, jak robiły to w ostatnich latach?

A.R.: Jeżeli chodzi o relacje z Rosją, to uważam, że te relacje nie były jasne pod wodzą Trumpa. Trump personalnie szanował Putina, wielokrotnie wypowiadał się o nim w pozytywnych słowach. Putinowi zapewne też odpowiadał człowiek o tak chaotycznym charakterze, rządzący jego największym zagranicznym rywalem. Jednak mimo wszystko nie było żadnego resetu w relacjach z Rosją. Polityka odstraszania i wspierania wschodniej flanki NATO pozostała niezmieniona, a nawet w niektórych obszarach wzmocniona. Jednak niekonsekwencja USA spowodowała, że Rosja mogła działać jak chciała w innych regionach świata, w Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Przykładem tego jest oficjalne rosyjskie zaangażowanie militarne w Syrii czy nieoficjalne w Libii.

Trump był nastawiony krytycznie do NATO i sojuszu transatlantyckiego jako takiego. Z drugiej strony, niektórzy w jego administracji byli zdecydowanymi zwolennikami kursu proatlantyckiego. To się wiązało z dużym chaosem i dezorganizacją polityki zagranicznej USA. Wyrazem tego jest m.in. częsta rotacja sekretarzy oraz doradców, którzy często po kilku miesiącach współpracy z Trumpem zostawali przez niego w bardzo niewysublimowany sposób zwalniani. Trump był też przeciwnikiem budowy Nord Stream 2 i często chwalił takie kraje jak Polska za wydawanie odpowiednich pieniędzy na zbrojenia. Te słowa i krytyka wobec Niemiec były przyjmowane z reguły dość entuzjastycznie. Jak będzie z Bidenem?

Na pewno polityka zagraniczna będzie ujednolicona i nie będzie takich rozdźwięków jak w przypadku Trumpa i jego otoczenia. Biden będzie stawiał na współpracę, raczej nie będzie wyznawał zasady „dziel i rządź”. Ameryka potrzebuje sojuszników w rywalizacji z Chinami, i Biden to doskonale rozumie. Klimat też jest świetnym polem do współpracy. Nie wydaje mi się jednak, aby Biden wrócił do polityki znanej z czasów Obamy. Świat zmienił się zbyt mocno. Na pewno będzie więcej relacji bilateralnych, co jest przeciwieństwem do multilateralnego podejścia USA z czasów Obamy. Biden powinien utrzymać twarde stanowisko wobec Nord Stream 2 oraz kwestii wzrostu pozycji Chin. Współpraca z Europą Środkową zostanie zachowana, a może nawet ulegnie wzmocnieniu, tak w ramach układów bilateralnych jak i w ramach NATO. Sekretarzem Stanu w administracji Bidena zostanie prawdopodobnie Anthony Blinken. To bardzo zaufany człowiek Bidena, z którym pracował w Senacie, potem był jego osobistym doradcą ds. bezpieczeństwa, kiedy Biden był wiceprezydentem. Jest profesjonalnym dyplomatą, który zna problemy międzynarodowe. Prezentuje bardzo ostre stanowisko wobec Rosji, podkreślając, że prezydent Biden będzie konsekwentny w byciu oponentem Putina. Na pewno będzie wzmacniał działania odstraszające NATO. Polityka USA może więc ulec zaostrzeniu, nie wiemy jak na to zareaguje Putin.

M.M.: Czy zatem USA nadal będą popierać inicjatywę Trójmorza?

A.R.: Poparcie dla Trójmorza zostanie zapewne utrzymane, ale nie jako wsparcie konkretnie dla projektu, a dla zintegrowanej polityki wobec całego regionu. Jak będzie to wyglądało w detalach, tego jeszcze nie wiemy. Nie padło wiele słów ze strony Bidena czy ludzi z nim związanych na ten temat. Projekt Trójmorza jest oczywiście szansą dla USA zarówno z perspektywy gospodarczej, jak i wizerunkowej. Tu nie będzie specjalnie dużych kontrowersji.

M.M.: A jak będzie wyglądać polityka wobec Chin? Czy nie przejmą całej uwagi nowej administracji jak w czasie Obamy?

A.R.: Myślę, że nie przejmą całej uwagi. Ale bez wątpienia wzrost znaczenia Chin jest ogromnym wyzwaniem dla USA i będzie stanowił ważny element polityki zagranicznej. Tu nie chodzi tylko o sprawy gospodarcze, ale o prymat w „rządzeniu” na świecie. Nie powinniśmy traktować kadencji Bidena jako „trzecią kadencję” Obamy. W samych Stanach trwa debata o tym, i wielu ekspertów twierdzi, że takie myślenie jest błędne. Po wstępnych nominacjach na ważne stanowiska państwowe możemy już dziś powiedzieć, że Biden to nie Obama bis. Nie będzie resetu z Rosją, nie będzie też przesadnego zwrotu ku Azji. Obama popełnił błędy, a Biden i jego administracja na pewno nie będą ich powtarzać. Tym błędem był m.in. reset z Rosją, jednak trzeba pamiętać, że lata 2009-2011 to były inne czasy i na świecie panowała inna sytuacja . Nie można tego przekładać na czasy dzisiejsze.

Jeżeli chodzi o same Chiny, myślę, że będzie wobec nich prowadzona ostra polityka, znacznie inna niż z czasów Obamy. Wydaje mi się, że twardy kurs Trumpa może tutaj zostać utrzymany. USA chodzi głównie o sprawiedliwe relacje w handlu, i to będzie w tych relacjach jednym z ważniejszych elementów.

Adam Reichardt
Adam Reichardt, amerykański politolog i specjalista ds. międzynarodowych. Redaktor naczelny „New Eastern Europe”

Adam Reichardt, amerykański politolog i specjalista ds. międzynarodowych. Redaktor naczelny „New Eastern Europe”, współprowadzący podcast „Talk Eastern Europe”, członek rady redakcyjnej pisma „Central European Journal of International and Security Studies. Jako dziennikarz, pisał m.in. dla Dziennika Gazeta Prawna, Index on Censorship, The Atlantic Council oraz Politico.

Dobre święta dla kryptowalut. Porozumienie ws. brexitu

Wydawało się, że spokojne święta na rynku to coś, na co się nie zanosiło, ale patrząc na wykresy, jednak je mieliśmy. Tuż przed świętami nawet umowę brexitową udało się wstępnie ustalić.

Porozumienie brexitowe

Coś, co jeszcze nie tak dawno wydawało się niemożliwe, jednak zostało zawarte. Pozostał jeszcze jeden krok. Do końca roku trzeba przyjąć liczący 1200 stron dokument. Można zatem śmiało założyć, że osoby głosujące nad nim nie będą zapoznane z całą treścią i przyjmą go trochę w ciemno. Kluczowym elementem porozumienia są kolejne okresy przejściowe. Pozwolą one uniknąć chaosu i rozłożą pewne bolesne elementy w czasie. Rynki nie są pewne, czy to dobra wiadomość dla funta, czy nie i zmienność na parach z brytyjską walutą jest na razie niewielka.

Turcja podnosi stopy procentowe

W Wigilię Bożego Narodzenia zgodnie z oczekiwaniami Turcy podnosili stopy procentowe. Główna stopa wzrosła z 15% na 17%, to o pół punktu procentowego więcej niż oczekiwania analityków. W rezultacie, lira turecka zyskuje na wartości względem głównych walut. Nie jest to jednak już tak istotny wzrost, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że straciła ona na wartości w ciągu roku ponad 20% względem dolara i przeszło 27% względem euro.

Dobre święta dla kryptowalut

Dni świąteczne to moment, kiedy na giełdach akcji i walutach przeważnie mamy moment odpoczynku. Nie znaczy to oczywiście, że jest tak na wszystkich rynkach. Dobrym przykładem są kryptowaluty, które notowane są bez przerw. W czasie świąt najwyraźniej wiele osób postanowiło zostać inwestorami, gdyż byliśmy świadkami wyraźnego ruchu w górę. Przez moment cena dolarowa bitcoina wynosiła ponad 28 tysięcy dolarów, przekraczając tym samym o 40% szczyty sprzed 3 lat. Co ciekawe, reszta rynku kryptowalut nie rośnie już tak szybko, a bitcoin ciągle zwiększa swój udział procentowy w całym rynku, przekraczając już wyraźnie ⅔ jego kapitalizacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Anwim S.A. pozyskał 50 mln zł z emisji obligacji

Spółka Anwim S.A., właściciel sieci stacji paliw MOYA pozyskała fundusze na rozwój Grupy Kapitałowej Anwim w ramach emisji obligacji korporacyjnych  o wartości nominalnej 50 mln zł. Rozliczenie emisji miało miejsce 17 grudnia br. Emisję trzyletnich  obligacji z marżą 4 pkt. proc. ponad WIBOR 3M przeprowadzono w ramach pięcioletniego programu emisji do 150 mln zł.

MOYAMOYA jest dziś najszybciej rozwijającą się siecią stacji paliw w Polsce. Obecnie liczy już 300 stacji, które rozlokowane są przy drogach krajowych i lokalnych, w dużych miastach i mniejszych miejscowościach. MOYA, jako jedyna sieć ma tak szerokie portfolio stacji paliw – tradycyjne, obsługowe – z przystacyjnym sklepem i konceptem gastronomicznym Caffe MOYA, automatyczne – wyłącznie dla flot oraz samoobsługowe – dla klientów indywidualnych oraz biznesowych. W 2020 roku Anwim pozyskał także sieć bezobsługowych stacji eMILA od BM Reflex.

Zmianie ulega również akcjonariat spółki – po akceptacji UOKiK większościowym udziałowcem Anwim S.A. zostanie fundusz kapitałowy Enterprise Investors. Spółka zapowiada dalszy intensywny rozwój. Do 2024 r. zakłada otwieranie minimum 50 nowych stacji rocznie. Między innymi na ten cel zostaną przeznaczone fundusze pozyskane w wyniku emisji obligacji. Organizatorem emisji był Bank Polska Kasa Opieki S.A., a funkcję doradcy prawnego emitenta pełniła kancelaria Baker McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy sp.k. Obligacje Anwim S.A. będą notowane na rynku Catalyst.

– Emisja obligacji jest kolejnym krokiem w naszym rozwoju. Do tej pory byliśmy największym niezależnym podmiotem oraz najszybciej rozwijającą się spółką paliwową w Polsce. Tempo, które dziś osiągnęliśmy, już wkrótce pozwoli nam zbliżyć się do największych graczy naszego sektora – mówi Rafał Pietrasina, prezes zarządu Anwim S.A. – Co nas bardzo cieszy, spotkaliśmy się z niezwykle pozytywnym odbiorem naszych obligacji wśród instytucji finansowych. Pomimo intensywnej końcówki roku na rynku obligacji oraz trudnej sytuacji spowodowanej epidemią COVID-19, nasz debiut jako emitenta obligacji okazał się bardzo udany – wyemitowaliśmy tyle obligacji, ile planowaliśmy. Jest to dowód zaufania do naszej firmy i wiary w potencjał jej rozwoju. Z pewnością nadziei tych nie zawiedziemy – dodaje Rafał Pietrasina.

Bieżący rok na rynku transakcji inwestycyjnych należał do nieruchomości magazynowych i biurowych

Polska mimo spadków najbardziej aktywnym rynkiem nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowej w 2020 r.

Według przewidywań ekspertów międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield bieżący rok na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowej zamknie się wynikiem 9,4 mld euro, co jest wynikiem o jedną trzecią niższym niż w ubiegłym roku. Udział Polski w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych, mimo spadku wartości transakcji o jedną czwartą w porównaniu z ubiegłym rokiem, wyniesie ok. 60%.

Pomimo przywrócenia narodowej kwarantanny, rok 2020 kończy się optymistycznie, ponieważ rozpoczęcie szczepień daje nadzieję na normalizację sytuacji na rynku w roku 2021 – mówi Soren Rodian Olsen, Partner, dyrektor działu rynków kapitałowych Markets, Cushman & Wakefield.

Rok 2020 zaczął się dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych drugim najlepszym wynikiem za pierwszy kwartał roku w historii. Wartość inwestycji wyniosła wówczas aż 1,72 mld euro. Potem aktywność inwestorów spowolniła w wyniku niepewności spowodowanej przez pandemię, ale dostosowanie przez kupujących strategii do nowej sytuacji spowodowało jednak, że aktywność inwestycyjna w skali roku nie uległa drastycznym spadkom. Warto zauważyć, że rok 2019 był jednym z trzech najlepszych w ostatniej dekadzie, co może nieco uwydatniać skalę tegorocznego spadku aktywności inwestycyjnej, który w przypadku Polski był i tak najmniejszy w regionie.

Na polskim rynku dominowały transakcje sprzedaży nieruchomości magazynowych, które stanowiły blisko połowę całkowitego wolumenu. Ponad 39% wszystkich transakcji zawarto w sektorze nieruchomości biurowych.

Wolumen transakcji inwestycyjnych w Polsce wyniósł 5,6 mld euro i był niższy o 25% od rekordu odnotowanego w roku 2019. Wartość transakcji w sektorze handlowym spadła do najniższego poziomu od 10 lat, natomiast aktywność inwestycyjna w sektorze nieruchomości biurowych spowolniła z powodu ostrożniejszego podejścia inwestorów do zawierania dużych transakcji. Sektor logistyczny zakończył jednak rok 2020 z rekordowym prawie 50-procentowym udziałem w wolumenie transakcji – komentuje Jeff Alson, Partner na Europę Środkową, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Pozostałe rynki

CZECHY
W tym roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w Czechach wyniesie ok. 1,2 mld euro, co oznacza spadek o 63% w porównaniu z bardzo udanym i ponadprzeciętnym rokiem 2019.

SŁOWACJA
W 2020 roku pandemia COVID-19 spowodowała wstrzymanie transakcji będących w toku oraz tymczasowe osłabienie popytu inwestycyjnego, co w połączeniu z rosnącym nasyceniem powierzchnią handlową i biurową doprowadziło do spadku wolumenu transakcji o 37% w ujęciu rocznym do 429 mln euro.

WĘGRY
Po czterech z pięciu najlepszych lat w historii wartość transakcji inwestycyjnych na Węgrzech spadła o 25% rok do roku, ale i tak jest wyższa o 40% w porównaniu z najwyższym wolumenem odnotowanym w najlepszym roku na przestrzeni lat 2008-2015.

RUMUNIA
Pandemia wpłynęła na rumuński rynek inwestycyjny w niewielkim stopniu, o czym świadczy całkowity wolumen transakcji wynoszący prawie 1 mld euro, w którym największy udział miał sektor nieruchomości biurowych. Jest to wielkość zbliżona do średnich wolumenów rocznych odnotowywanych w minionych trzech latach i wskazuje, że rynek ten osiągnął fazę dojrzałą w ostatnich latach. Przewidujemy, że wysoka aktywność inwestycyjna utrzyma się również w roku 2021, a największym zainteresowaniem będą cieszyły się nieruchomości z sektora magazynowego.

Prognozy

Eksperci firmy Cushman & Wakefield przewidują, że wpływ pandemii na gospodarkę będzie się utrzymywał przez okres od jednego do dwóch lat, ale odbicie na rynku nieruchomości może nastąpić szybciej – w drugim i trzecim kwartale 2021 roku. W przyszłym roku inwestorzy w sektorze biurowym będą koncentrowali się na najlepszych aktywach oraz obiektach z segmentu value-add, natomiast głównym celem większości graczy nadal będą nieruchomości logistyczne i alternatywne (mieszkania na wynajem instytucjonalny i centra danych).

Niektórzy inwestorzy nie będą wykraczać poza główne lokalizacje pomimo wyższych cen, ale jednocześnie rośnie liczba funduszy poszukujących okazji inwestycyjnych na innych rynkach, w tym w Europie Środkowo-Wschodniej. Stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów mogą ulec kompresji w roku 2021, ale tylko na największych rynkach i w przypadku najbardziej atrakcyjnych produktów inwestycyjnych – komentuje Soren Rodian Olsen, Partner, dyrektor działu rynków kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Przekonanie o tym, że biura mają przed sobą przyszłość, jest obecnie silniejsze niż w drugim czy trzecim kwartale 2020 roku, co napawa optymizmem, ale obszarem niepewności pozostają trendy na rynkach najmu w roku 2021.

7 trendów w IT, które przyniesie 2021 rok

Rok 2020 zapisze się w historii jako czas wielkiej transformacji cyfrowej. Pandemia COVID-19 zmieniła ład w gospodarce, a świat musiał się szybko przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Wykorzystanie technologii cyfrowych umożliwiło firmom szybką zmianę modeli biznesowych, a także odegrało ważną rolę w dostosowaniu się do nowego sposobu pracy i komunikacji. Warto więc pamiętać o trendach technologicznych, które zyskają na znaczeniu w nowym 2021 roku.

Trend 1: Wielkie przyspieszenie cloud computingu

Cloud computing odegrał dużą rolę w działaniu firm w okresie wzmożonej pracy zdalnej. Coraz więcej biznesów wdraża się w ten model. Pandemia przekonała o tym, jak ważne jest zapewnienie szybkiego dostępu do danych, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. Wyraźnie zmalało sceptyczne nastawienie do chmury, które wynikało z obawy o bezpieczeństwo danych i ponoszenia dodatkowych opłat. Do końca 2021 r. 80% przedsiębiorstw, bogatszych o doświadczenia z 2020 roku, wprowadzi narzędzia i procesy, które umożliwią przejście na infrastrukturę i aplikacje oparte na chmurze dwukrotnie szybciej niż przed pandemią. Przyspieszając przejście do chmury, zarządzający IT w spółkach zachowają konkurencyjność oraz zwiększą cyfrową odporność organizacji. W efekcie tej zmiany, według szacunków firmy analitycznej Forrester, globalne przychody z chmury wzrosną o 35% do 120 miliardów w 2021 roku.

Trend 2: Jeszcze szybsza implementacja platform nowej generacji

W wyniku pandemii 70% dyrektorów IT będzie starało się walczyć z zadłużeniem wywołanym wydatkami na nowe technologie podczas pandemii. Oprócz finansowej niepewności, wymusi to migracje do chmury. Odpowiedzialni za IT w spółkach będą poszukiwali platform cyfrowych nowej generacji, które unowocześnią infrastrukturę i aplikacje. W ten sposób będą mogli zapewnić elastyczne możliwości tworzenia i dostarczania nowych produktów, usług oraz doświadczeń klientom i pracownikom.

Trend 3: Wzrost wydatków na Edge

Pandemia zmieniła sposób pracy, a to wpłynęło na 80% inwestycji w rozwiązania przetwarzania na krawędzi. Przez to znacznie wzrosły wydatki na ten cel.

Wymóg dostarczania infrastruktury, aplikacji i zasobów danych do lokalizacji brzegowych jeszcze bardziej spopularyzuje zorientowane na chmurę rozwiązania brzegowe i sieciowe. Ułatwią one szybsze reagowanie na bieżące potrzeby biznesowe, a także posłużą jako baza do budowy długoterminowej odporności cyfrowej.

Trend 4: Inteligentna cyfrowa przestrzeń robocza i zróżnicowanie modeli zatrudnienia pracowników

75% spośród 2000 największych firm na świecie zobowiązało się do zapewnienia „parytetu technicznego” dla wszystkich pracowników do 2023 roku. W efekcie wszyscy zatrudnieni, niezależnie od lokalizacji, będą mieli dostęp do tych samych aplikacji i narzędzi, zapewniających bezpieczeństwo oraz identyczne doświadczenia w pracy. Powstaną bardziej produktywne, dobrze poinformowane i współpracujące ze sobą zespoły.

Również do 2023 r. część projektów z zakresu automatyzacji biznesu będzie opóźniona lub zakończy się niepomyślnie. Wszystko w konsekwencji zbyt małych inwestycji w narzędzia i umiejętności podczas budowania DevOps oraz zespołów IT i bezpieczeństwa. Aby rozwiązać problem niedoboru programistów i analityków danych oraz przyspieszyć rozwój i innowacje, przedsiębiorstwa zdecydują się na elastyczne źródła talentów, crowdsourcing, a także zasoby wewnętrzne.

Trend 5: Operacje IT staną się coraz bardziej niezależne.

Przewiduje się, że do 2023 r. ekosystem chmurowy, który zwiększa kontrolę zasobów i analizy w czasie rzeczywistym, stanie się podstawą większości projektów informatycznych i automatyzacji biznesu. Spełnienie tych celów wymusi głęboką integrację systemów oraz proaktywną analizę ekosystemu korzystającego ze Sztucznej Inteligencji.

Trend 6: Jeszcze większy rozwój Sztucznej Inteligencji (AI)

W świetle pandemii COVID-19 stało się jasne, że samouczące się algorytmy i inteligentne maszyny odegrają istotną rolę w ciągłej walce z epidemią, a także innymi wyzwaniami przyszłości. Już teraz obserwujemy szerokie zastosowanie rozpoznawania mowy, czy wzorców, a także prognozowania i diagnostyki. W kolejnym roku AI zyska szczególnie na znaczeniu, pomagając interpretować i rozumieć otaczający nas świat.

Nieprzypadkowo do 2023 r. aż 25% firm spośród 2000 największych firm na świecie kupi co najmniej jeden start-up zajmujący się AI, aby dywersyfikować umiejętności i własność intelektualną.

Trend 7: Cyberbezpieczeństwo

Choć w związku z pandemią COVID-19 firmy dotknęły trudności i cięcia budżetowe, to wiele organizacji zwiększyło w tym roku wydatki na cyberbezpieczeństwo. Stało się tak dlatego, że wraz z popularyzacją pracy zdalnej pojawiło się więcej zagrożeń cybernetycznych. Biznes został zmuszony do zaktualizowania strategii cyberbezpieczeństwa, a w efekcie wzmocnienia sieci. Przedsiębiorstwa skoncentrowane na odporności cyfrowej będą dostosowywać się do zakłóceń i rozszerzać zakres swoich usług, tak aby reagować na zmiany o 50% szybciej od firm, które koncentrują się wyłącznie na przetrwaniu. Dowodem na duże zapotrzebowanie na cyberbezpieczeństwo jest stale rosnąca liczba miejsc pracy dla specjalistów w tej dziedzinie.

Autorem komentarza jest Dmitriy Akulov, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

Ministerstwo Sprawiedliwości wydało zgodę na utworzenie specjalnego wydziału dla frankowiczów

Jest decyzja Ministerstwa. Warszawski sąd będzie miał specjalny wydział dla frankowiczów. Ma być nowocześnie i szybko.

Jest zgoda na utworzenie w Sądzie Okręgowym w Warszawie wydziału do tzw. spraw frankowych. Ma to umożliwić lepszą kontrolę przebiegu postępowań, a także usprawnić prowadzenie pozostałych procesów. Plan zakłada również informatyzację i digitalizację akt. Jednak prawnicy podchodzą do tego pomysłu z ostrożnością. Komentując, podkreślają, że organizacja wydziału przyniesie zamierzony cel, jeśli znajdą się w nim sędziowie faktycznie mający doświadczenie w tego typu sprawach. I dodają, że dobrym pomysłem byłoby od razu wprowadzenie dla nich szkoleń z problematyki umów kredytowych, m.in. z praw konsumentów i orzecznictwa TSUE.

W związku z dużą liczbą tzw. spraw frankowych, Sąd Okręgowy w Warszawie otrzymał od Ministerstwa Sprawiedliwości zgodę na utworzenie odrębnego wydziału. Jak informuje sędzia Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych, ma on powstać w celu poprawy organizacji pracy i usprawnienia postępowań. Jednak nie zapadły jeszcze decyzje dotyczące liczby sędziów, zasad kierowania ich czy też funkcji przewodniczącego.

– Organizacja wydziału stricte dla frankowiczów przyniesie zamierzony cel, jeśli trafią do niego sędziowie, którzy mają doświadczenie w tego typu procesach. To pozwoli sprawniej zarządzać postępowaniami i szybciej rozpoznawać sprawy. Potrzebne jest też odpowiednie wsparcie administracyjne. Jeżeli np. w sekretariacie będą wakaty albo niedoświadczeni pracownicy, to nie pomoże nawet najlepszy sędzia – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal.

Należy podkreślić, że przez 11 miesięcy br. do ww. sądu wpłynęło blisko 14 tys. spraw frankowych. 30 listopada br. w całym Repertorium C było ich łącznie niecałe 30 tysięcy, co stanowiło 56% wszystkich tam prowadzonych postępowań. Dla porównania, w 2017 roku wpływ wyniósł prawie tysiąc, rok później – przeszło 2,6 tysięcy, a w 2019 roku – ponad 4,6 tys. Według aktualnych szacunków, obecnie średnia liczba spraw rozstrzyganych przez jednego sędziego w wydziale cywilnym pierwszoinstancyjnym Sądu Okręgowego w Warszawie wynosi już 590. Na koniec grudnia może to być 750.

– Z tych danych wynika, że w br. sędzia mógł mieć do przeczytania średnio nawet 1,3 tys. tomów, czyli 390 tys. stron. Do tego musiał wydać odpowiednie zarządzenia bądź postanowienia, wyznaczyć terminy rozpraw i przeprowadzić je, a następnie zakończyć wyrokami i napisać uzasadnienia. Zaznaczam, że były to jedynie sprawy cywilne, bez rozwodowych, które akurat w tym sądzie są rozpoznawane przez dwa odrębne wydziały rodzinne – mówi sędzia Urbańska.

Szacuje się, że około 70% spraw, które wpływają do Sądu Okręgowego w Warszawie, jest spoza jego właściwości. Tutaj też rozpatruje się 70% wszystkich spraw frankowych z całego kraju. Konsument ma bowiem prawo wyboru sądu według swojego miejsca zamieszkania bądź siedziby pozwanego, a ta w przypadku banków zazwyczaj mieści się w stolicy. Referaty 51 sędziów w wydziałach pierwszoinstancyjnych mogą być więc obecnie najbardziej obciążone w skali kraju.

– Dalszy tak dynamiczny wzrost wpływu spraw frankowych mógłby skutkować brakiem możliwości przechowywania dokumentów, bo budynek sądu nie jest do tego przystosowany. Ponadto sędziowie faktycznie nie mogliby podejmować swoich czynności. Sprawy w innych kategoriach nie byłyby rozpoznawane w rozsądnych terminach dla stron postepowań – zaznacza Sylwia Urbańska.

Plan utworzenia wydziału do spraw frankowych, zakłada również informatyzację i digitalizację akt. To umożliwi kontrolę przebiegu postępowań. Jednocześnie pozwoli sędziom na podejmowanie czynności usprawniających zakończenie innych spraw.

– Na pewno będzie to korzystnym rozwiązaniem dla pozostałych postępowań. Inni sędziowie nie będą otrzymywać spraw frankowych, które stanowią obecnie ok. połowę wszystkich wpływających do sądu. Dobrym pomysłem byłoby też przeprowadzenie dla sędziów szkoleń z problematyki umów kredytowych, m.in. praw konsumentów i orzecznictwa TSUE. Część tego typu spraw wymaga tylko jednej rozprawy, nie jest w nich konieczne długotrwałe postępowanie dowodowe – dodaje prawnik z MBM Legal.

Warto też podkreślić, że według aktualnych szacunków, dopiero 5% kredytobiorców złożyło pozwy. Można więc przewidywać, że liczba spraw będzie rosła, a tendencja do kierowania ich w zdecydowanej większości do Sądu Okręgowego w Warszawie utrzyma się. Dlatego, jak stwierdza sędzia Urbańska, konieczne są rozwiązania systemowe. Inaczej sprawne orzekanie byłoby niemożliwe, pomimo ogromnego wysiłku sędziów, którzy i tak już pracują po godzinach oraz w dni wolne.

– Trzeba pamiętać o tym, że nie zmieni się sposób pisania pozwów czy obszerność dokumentacji, jaką składają banki w celu wydłużania procesów. Można mieć jednak nadzieję, że utworzenie specjalnego wydziału będzie skutkowało poprawą efektywności, ujednoliceniem orzecznictwa sędziów i przyjęciem jednolitych praktyk – podsumowuje mec. Jakub Bartosiak.

Boom na e-commerce w pandemii? Tak, ale nie wszędzie. W tych krajach rynek się kurczy

Choć trudno w to uwierzyć, są kraje, w których pandemia nie przyczyniła się do wzrostu przychodów z e-commerce. Wręcz przeciwnie, w niektórych zanotowano w tym sektorze spadki – wynika z badania przeprowadzone przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju. Jakie są przyczyny tej odwrotnej tendencji i jak w tym kontekście plasuje się Polska?

Raz po raz największe serwisy informacyjne rozpisują się na temat nowych badań, które potwierdzają to, o czym wiedzą już wszyscy: rynek e-commerce rośnie w niezwykłym tempie. Pierwszy z brzegu raport CBRE donosi na przykład, że prawie jedna trzecia Polaków kupuje przez Internet 2-3 razy w miesiącu, a jedynie 4% stroni od takiej formy robienia zakupów. Z kolei autorzy raportu „E-commerce i fintechy. System naczyń połączonych”, przygotowanego przez 300RESEARCH, prognozują, że udział e-commerce w światowej sprzedaży detalicznej może przekroczyć w tym roku 16,5 proc., osiągając wartość 4,2 bln USD. To wzrost o 700 mld USD w stosunku do poprzedniego roku. Powszechnie ten sukces przypisywany jest pandemii, która zniechęca do opuszczania domów lub wręcz to uniemożliwia, co zmusza konsumentów do robienia zakupów w sieci.

W tym kontekście interesujące są najnowsze wyniki badań, przedstawione przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (United Nations Conference on Trade and Development – UNCTD). UNCTD to organ pomocniczy ONZ, którego zadaniem jest wspieranie rozwoju gospodarczego na świecie, handlu międzynarodowego i światowych inwestycji. Badanie, które przeprowadzono, miało ustalić wpływ COVID-19 na sytuację firm z branży e-commerce w 23 biedniejszych krajach świata – głównie w Azji i Afryce.

Globalnie rośnie, lokalnie spada

Funkcjonując w rzeczywistości krajów rozwiniętych, w których internetowy handel rozrasta się z miesiąca na miesiąc, trudno uwierzyć, że są miejsca na świecie, w których tkwi on w stagnacji lub wręcz maleje. Raport UNCTD nie pozostawia jednak co do tego wątpliwości. Wynika z niego, że 58 proc. firm w krajach objętych badaniem, które sprzedają swoje produkty lub usługi online, odnotowało spadek przychodów. Mimo rosnącego zainteresowania zakupami w sieci, większość firm zgłosiła problem z dostosowaniem się do bieżących realiów i skalowaniem swojej działalności online. Trzy na cztery firmy zauważyły także, że od momentu wybuchu pandemii wzrosły ich koszty operacyjne, a 44 proc. planuje redukcję zatrudnienia.

Dla każdej firmy równie niebezpieczny, jak brak popytu na dostarczane produkty czy usługi, może być nagły wzrost zainteresowania ofertą – komentuje Bartosz Ferenc, założyciel CENTEO, narzędzia do automatyzacji zarządzania ofertą w porównywarce Ceneo.pl i jednocześnie agencji optymalizacji sprzedaży na tej platformie. – Gdy firmy nie są w stanie podołać rosnącej liczbie zamówień, realizacja zleceń ulega opóźnieniu, a to powoduje niezadowolenie klientów. Ci odwołują swoje zamówienia, rozpowszechniając niepochlebne opinie o firmie, która w efekcie traci klientów. Negatywne efekty widać od razu – spadają dochody i utrzymanie się na rynku z dnia na dzień staje się trudniejsze. Przypomina to nieco zapałkę, która szybko zapala się pod wpływem iskry, dając duży płomień, jednak po chwili ledwo się tli, by ostatecznie, gdy skończy się paliwo, zgasnąć bezpowrotnie – tłumaczy wiceprezes Centeo.pl i dodaje: – Inną przyczyną takiego stanu rzeczy może być fakt, że w związku z rosnącymi problemami logistycznymi, sklepy wygaszają popyt przez podnoszenie cen. Monitoring pokazuje wzrosty cen produktów w okresie świątecznym z jednej strony może to być chęć większego zarobku w czasie wzmożonego popytu, ale co nie jest już takie oczywiste znacznie częściej jest to maksymalizacja zysku z ograniczonej możliwości realizacji zamówień, który często byłby niższy niż przy zachowaniu starych cen i większym wolumenie transakcji.

Według Bartosza Ferenca możliwy jest również trzeci scenariusz, w którym sklepy internetowe – chcąc podołać rosnącemu popytowi i lepiej odpowiedzieć na potrzeby rynku – zaczynają inwestować, lecz nie są to inwestycje wynikające z przemyślanej strategii opartej o doświadczenie. Podejmowane są one raczej pod wpływem komunikacji marketingowej dostawców szeregu usług, którzy obiecują nowe kanały dotarcia, analizę profilu klientów czy optymalizację procesów. Wdrażanie takich rozwiązań zazwyczaj prowadzi do wzrostu przychodów, lecz niekoniecznie wiąże się to ze wzrostem zysków. Wielu przedsiębiorców uważa jednak, że samo zwiększenie przychodów – nawet kiedy dochód nie wzrasta – jest lepsze, niż brak ekspansji. Niestety, takie myślenie często okazuje się brzemienne w skutkach. Kiedy krzywa wzrostu popytu zaczyna się spłaszczać lub pojawiają się na niej inne zakłócenia, firma, która w nieodpowiedzialny sposób lokowała kapitał w rozwiązania mające zwiększyć jej przepustowość, wpada w kłopoty związane z finansowaniem podjętych inwestycji i zaciska pasa, co może prowadzić do utraty pozycji rynkowej.

– Z takimi przypadkami mamy najczęściej do czynienia właśnie na rynkach słabo rozwiniętych, czyli takich, gdzie adaptacja nowoczesnych rozwiązań cyfrowych np. do automatyzacji zadań, jest na bardzo wczesnym poziomie, gdzie organizacje branżowe, oferujące know-how i wsparcie w prowadzeniu biznesu działają słabo, gdzie wreszcie brakuje także wyspecjalizowanych agencji marketingowych, które mogą pomóc w optymalizacji działań sprzedażowych w sieci. Instrumenty te, działające na rynkach bardziej zaawansowanych, pozwalają bowiem ominąć mielizny – dodaje założyciel CENTEO, który ma bogate doświadczenie w międzynarodowym handlu online, wynikające z prowadzenia sklepów internetowych w Polsce i Hiszpanii oraz rozwoju Sembot.com, autorskiej aplikacji do zarządzania kampaniami reklamowymi Google Ads.

Bartosz Ferenc zauważa także, że na tym tle Polska jest dość specyficznym przypadkiem: Nie brakuje tu świetnych specjalistów, jednocześnie nasz rynek e-commerce jest bardzo słaby w porównaniu z innymi rozwiniętymi rynkami. Większość firm handlujących w Internecie nie jest gotowa na duże wydatki, co prowadzi do polaryzacji na dwie grupy. Z jednej strony mamy małe e-commerce, z drugiej takie, które rozwiązały większość problemów logistycznych, sprzedażowych i skalują się w oparciu o teoretycznie nieograniczony budżet marketingowy, o ile zachowany jest stosunek kosztu reklamy do generowanego przychodu (ROAS, COS).

W grupie siła

Wymienione przez Ferenca czynniki, jak np. brak wdrożenia rozwiązań cyfrowych i automatyzacji zadań, mają istotny wpływ na sprawne funkcjonowanie biznesu. Z raportu UNCTD jasno wynika, że firmy w pełni cyfrowe, w tym platformy handlowe, są bardziej odporne na obecny kryzys. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wiele podmiotów, których działaniu przyjrzał się UNCTD, mimo że prowadzi działalność w sieci, to jednak w swym funkcjonowaniu wciąż bazuje na tradycyjnych metodach. To zaś powoduje ich niską rentowność i słabą elastyczność w dostosowywaniu się do zmieniających się warunków.

Rodzi się także pytanie o dostęp do światowych rynków, np. właśnie poprzez globalne platformy typu marketplace. Jak zauważono w raporcie UNCTD, 64 proc. z nich odnotowało wzrost sprzedaży. To zresztą globalny trend. Z danych 300RESEARCH wynika, że coraz większa część światowej sprzedaży w sieci (50-85 proc. – w zależności od rynku) odbywa się poprzez platformy cyfrowe, należące do cyfrowych gigantów takich jak Aliexpress, JD.com, Amazon, Rakuten, Mercado Libre. Tymczasem w wielu spośród badanych krajów ciężko o cieszący się popularnością lokalny marketplace, a tym bardziej o obecność globalnej platformy.

Taka cyfrowa platforma, zbierająca w jednym miejscu oferty wielu e-sprzedawców, to dla nich ogromna szansa na rozwój biznesu. Wynika to z faktu, że człowiek jest istotą z natury leniwą. Dlatego, zamiast odwiedzać dziesiątki pojedynczych witryn e-sklepów, woli skorzystać z rozwiązania, które zna je wszystkie i zbiera oferty w jednym miejscu. Stąd np. Ceneo.pl odwiedza 23 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, a porównywarka odpowiada za 12,5 proc. całej sprzedaży online w Polsce – komentuje Bartosz Ferenc.

Otwarte drzwi do sklepu

Nie mniej istotną sprawą jest też kwestia dostępu do Internetu oraz stopień jego wykorzystania przez społeczeństwo. W krajach badanych przez UNCTD średnio tylko 40 proc. mieszkańców ma dostęp do szerokopasmowego Internetu, a zaledwie 19 proc. w ogóle korzysta z sieci. Dla porównania, w Polsce – jak donosi GUS – w 2019 r. dostęp do Internetu posiadało 86,7% gospodarstw domowych i było to o 2,5 p. proc. więcej niż w roku poprzednim. Różnica jest więc kolosalna i nie pozostaje ona bez wpływu na kondycję krajowych rynków e-commerce.

Według Bartosza Ferenca, efekt niemal 100 proc. wzrostu w handlu detalicznym online, zazwyczaj przypisywany wyłącznie pandemii, w rzeczywistości spowodowany jest wpływem szeregu – często ignorowanych – impulsów. – Wszystkie czynniki są istotne i na wszystkie kłaść trzeba jednakowy nacisk. Nie możemy lekceważyć np. wysypu paczkomatów, wdrożenia sieci 5G, czy innych nowoczesnych rozwiązań technologicznych, bo one wszystkie tworzą spójny ekosystem, sprzyjający rozwojowi e-handlu w Polsce. W krajach rozwijających się brak dostępu do internetu, cyfrowych metod płatności czy słabo rozwinięta infrastruktura utrudniająca sprawne doręczanie przesyłek, stanowią sporą barierę dla rozwoju rynku – konkluduje twórca systemu wsparcia sprzedaży na Ceneo.

Marek Zuber: Nic nie wskazuje, aby firmy miały masowo wycofywać produkcję z Azji do Europy

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Czy obecny kryzys gospodarczy jest podobny do tego, z którym świat miał do czynienia w latach 2008-2010?

Marek Zuber: Jeżeli chodzi o obecny kryzys, to najpierw trzeba powiedzieć o różnicy. A różnicą są czynniki, które go wywołały. Recesja z 2008 roku to kryzys wynikający z czynników ekonomicznych, wpisujący się w cykl koniunkturalny. Jego siła wynikała z potężnego rozwoju instrumentów pochodnych. Ich rynek rozrósł się w sposób niespotykany i był poza kontrolą. Przede wszystkim mam tu na myśli instrumenty oparte na hipotekach. Popełniono też szereg błędów związanych z wyceną ryzyka tych instrumentów. Po części wynikało to z braku wystarczających informacji o strukturze poszczególnych produktów inwestycyjnych. Te instrumenty stały się dość popularne i zaczęły odgrywać coraz większą rolę jako składnik aktywów tych instytucji, które powinny inwestować bezpiecznie.

Obecne spowolnienie gospodarcze zaczęło się w 2019 roku, można to było zaobserwować zwłaszcza obserwując gospodarkę niemiecką. I to był proces normalny. Ale na przełomie 2019 i 2020 roku pojawiło się coś nowego. Kryzys wywołany pandemią to kryzys bez związku z cyklem ekonomicznym. To zerwanie łańcuchów dostaw, można powiedzieć techniczne zarwanie, a nie na przykład efekt braku opłacalności dostaw. To zamknięcie aktywności gospodarczej. Ale zamknięcie odgórne. Jak po naciśnięciu guzika.

Jeżeli chodzi o podobieństwa tego kryzysu do poprzedniego, przynajmniej w Europie, to wskazałbym na kwestie zadłużania się państw. Pandemia zaatakowała w czasie, kiedy części gospodarek nie udało się opanować długów w sposób wystarczający. W 2008 roku było podobnie. W efekcie kryzysu państwa zaciągały kolejne długi na walkę z jego skutkami. W przypadku zadłużonych państw europejskich było to przyczyną kolejnego kryzysu, czyli kryzysu strefy euro. Gdyby nie potężne długi Grecji, Portugalii, Hiszpanii, czy w końcu Włoch wygenerowane przed 2008 rokiem, kryzys finansowy 2008-2009 nie doprowadziłby do takich problemów. Obecnie niektóre kraje znacznie ograniczyły swój dług, np. Niemcy czy Czechy, jednak inne państwa, jak Włochy czy Francja nie doprowadziły do zmniejszenia zadłużenia. Czyli w tym sensie sytuacja jest podobna do tej, która miała miejsce jedenaście lat temu.

Kolejnym podobieństwem jest pomysł na ratowanie gospodarek. Wtedy również wydawano olbrzymie pieniądze, choć na początku głównie na ratowanie sytemu bankowego, pieniądze oczywiście pożyczane. Dzisiaj jest tak samo. Problem jest jednak taki, że ten kryzys jest znacznie gwałtowniejszy. Procesy są szybsze i głębsze, wygenerowane środki też są zatem znacznie większe. W skali świata mówimy już o poziomie 15-16 bln dolarów. To jest znacznie więcej niż wtedy. Także pomysł zwiększania podaży pieniądza, który określamy kolokwialnie drukowaniem pieniędzy, nie jest nowy, także stosowano go po 2008 roku, choć na początku robił to w zasadzie tylko FED, czyli Amerykański Bank Centralny. Zaczął skupować obligacje skarbowe. Europejski Bank Centralny rozpoczął te operacje dopiero w 2015 roku. Teraz te działania zaczęły się natychmiast i są znacznie szersze. Realizujemy je także w Polsce. W USA zaczęło się nawet skupowanie obligacji korporacyjnych, co wcześniej nie miało miejsca.

M.M.: Jak długo ten kryzys może trwać i od czego jest to uzależnione?

M.Z.: To jak długo będzie trwać zależy od wielu przesłanek. Jednak najważniejsza nie wynika z kwestii ekonomicznej a tego, czy szczepionka będzie skuteczna. Jeżeli tak, to druga połowa przyszłego roku może być już na plusie. Ale trzeba pamiętać, że ten kryzys nie jest wszędzie taki sam. Na przykład w Azji już dzisiaj widać go znacznie mniej. Tam wybicie mamy już teraz. Europa i USA będą odczuwać poprawę prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, jak będziemy mieli szczęście to może w drugim kwartale. Szczęście, czyli kolejnych fali nie będzie. Ale pamiętajmy, że stanie się to dzięki gigantycznym środkom, które zostały wpompowane w gospodarki. Konsekwencją będzie, już jest, wzrost długu. No i mamy wygenerowane masy pustego pieniądza. To może być impulsem wzrostu inflacji. Na razie nikt o tym nie myśli, wiadomo, teraz trzeba ratować świat. Konsekwencje kryzysu zostaną z nami znacznie dłużej, będzie trzeba pomyśleć nad mechanizmami spłaty zadłużenia i ograniczenia podaży pieniądza. Raczej nie będzie to polegać na ścinaniu wydatków, bo to może zlikwidować ten ewentualny wzrost. Raczej będzie to się odbywać poprzez wzrost podatków, nakładanie parapodatków itd., itp., choć to też wzrostowi PKB nie pomaga. I tak się stanie moim zdaniem również w Polsce. Dla mnie jednym z kluczowych pytań jest to, czy załamanie gospodarek na początku roku, także tąpnięcia na giełdach oznaczają koniec okresu hossy, który zaczął się w 2009 roku? W takich krajach jak USA trwał nieprzerwanie przez ponad 10 lat. Czy kryzys 2020 roku możemy traktować jako koniec tej hossy w sensie ekonomicznym? Wybicie na giełdach, które obserwowaliśmy po kwietniu było prawie tak gwałtowne, jak wcześniejszy spadek. Dzisiaj wiele indeksów, choćby w USA, odnotowuje kolejne historyczne rekordy. Czy to trochę nie za szybko? Czy rzeczywiście od połowy roku budujemy nową hossę? Jeśli tak, to będziemy teraz mieli kilka lat spokoju. Ale jeśli była to tylko korekta, taka korono-wirusowa korekta techniczna, to znaczy, że trzeba uważać. Może być tak, że teraz na skutek procesów typowo ekonomicznych za dwa, trzy lata znowu dojdzie do hamowania gospodarek. Tym razem jeszcze bardziej zadłużonych. To trzeba mieć z tyłu głowy. Nie twierdzę, że czeka nas katastrofa. Moim zdaniem nie należy się obawiać aż tak bardzo narastania długów i wieszczyć załamania światowego systemu. Ale czy można zakładać kolejny wieloletni okres wzrostu?

Oczywiście jest kilka warunków, które muszą zaistnieć, żeby najbliższe lata były w miarę spokojne i nie doprowadziły do bardzo poważnych turbulencji. Moim zdaniem na przykład państwa będą musiały pokazać jak będą chciały opanować swoje długi. Niektóre już dają jasne sygnały. W przypadku Niemiec, kiedy pojawiały się projekty stymulacyjne na początku marca, minister finansów jasno wskazał, że proces powrotu do polityki zrównoważonych budżetów nastąpi do 2022 roku. Inwestorzy wiedzą, że bez wzrostu długów moglibyśmy mieć powtórkę kryzysu z lat 30. XX wieku. I także dlatego popyt na instrumenty finansujące ten rosnący dług jest. Jasno pokazała to emisja 17 mld euro euroobligacji na wsparcie rynku pracy, na które popyt przekroczył 230 mld euro. To rekordowy poziom popytu w stosunku do wartości emisji. Przy odpowiedniej polityce jesteśmy w stanie uspokoić inwestorów.

M.M.: Jak w kontekście tego kryzysu wygląda sytuacja Polski? Niektórzy wspominają, że może być nawet dla nas pewną szansą. 

M.Z.: Na pewno nie wyjdzie wzmocniona z tego kryzysu. Każdy rząd ma PR, także obecny, ale wiele stwierdzeń padających z ust jego przedstawicieli jest, że tak powiem, na wyrost. I to delikatne określenie. Kilka branż będzie odbudowywało się latami. Konsekwencją ratowania gospodarki jest wzrost długu. A będzie to wzrost nienotowany w naszej historii. Może to być nawet 400 mld złotych w okresie 2021-2023. Nawet jeżeli dzisiaj relatywnie tanio pożyczamy pieniądze, np. na projekty Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), to nie zmienia to faktu, że koszty obsługi są i że te środki trzeba będzie oddać. A propos kosztów obsługi. Weźmy wspomniany PFR. Większość środków z tarcz finansowych nie wróci do PFRu. One mają w zamyśle być w znacznej części bezzwrotne. Program jest finansowany np. obligacjami czteroletnimi. Za cztery lata będzie trzeba je wykupić. PFR swoich środków nie będzie miał, bo skąd ma je wygenerować. Trzeba będzie te obligacje np. zrolować. A nie wiemy po jakim koszcie się to odbędzie. Może być on znacznie wyższy. Nie jesteśmy Niemcami czy USA, w których nikt nie przejmuje się długiem na poziomie 90 czy 100 procent do PKB. Będzie trzeba pokazać sposób na zejście z tego długu, a w polskich warunkach to oznaczać będzie podwyżkę podatków i parapodatków i nie mam co do tego wątpliwości. Już dziś to widzimy, np. tworzymy podatek cukrowy, ale nazywamy go opłatą. Oczywiście akurat podatek cukrowy planowany był wcześniej. Ale to z kolei efekt programów socjalnych i obniżenia wieku emerytalnego, których koszt w tym roku to około 65 mld złotych. Wzrost obciążenia w Polsce na pewno nastąpi. To, co może nam ewentualnie pomóc, to np. New Generation EU. Tak na marginesie: mówienie o tym, że moglibyśmy sami pożyczyć takie środki na takich samych warunkach jest nieporozumieniem. Te prawie 300 mld złotych grantów i pożyczek to pieniądze, które będą wpompowane w gospodarkę, a których w innych okolicznościach albo w ogóle by nie było, albo byłoby wyraźnie mniej, albo byłyby znacznie droższe. I najważniejsze, to pieniądze dedykowane. Czyli przeznaczone na konkretne obszary, czyli nowe technologie i ekologię. Może to nam pomóc w zmianach systemowych polskiej gospodarki i to jest niezwykle pozytywne. Ten kryzys nikomu nie pomoże, może w jakimś stopniu wpłynie na propagandowy wyścig pomiędzy USA a Chinami, gdyż Chiny urosną pod względem wartości gospodarki w tym roku, a USA będą miały recesję. Czyli się zmniejszą. Niektórzy szacują, że Chiny prześcigną USA pod względem PKB do 2030 roku, ten kryzys może im to ułatwić. Nikt inny nie zyska. Oczywiście poza paroma branżami.

M.M.: Pojawiły się też pewne nadzieje na przeniesienie produkcji firm z Azji do Europy, w tym do Polski. Czy wydaje się to Panu realne?

M.Z.: Wycofanie niektórych firm z Chin, głównie amerykańskich było widać już przed kryzysem pandemicznym. Było to związane na przykład z obawami przed szpiegostwem technologicznym. Wzrastają również koszty pracy w Chinach, które nie są tak atrakcyjne jak kiedyś. Ale konkurencją dla Chin są tu raczej inne kraje z Azji. Co do masowego przenoszenia w związku z pandemią, to nie wierzę, aby do tego doszło. Za chwilę, znów kluczową kwestią będzie cena produkcji, a nie bezpieczeństwo pandemiczne. Raczej będziemy obserwować działania na rzecz opracowania sposobów na niedopuszczenie do zerwania łańcuchów dostaw w przyszłości. Czyli zostawiamy produkcję, np. w Chinach, ale mamy plany na ewentualność zamknięcia dostaw. Może na przykład większe magazyny. Od tego przecież w ostatnich dziesięcioleciach odchodzono. Nie wierzę, że w Polsce pojawią się miliardy dolarów biznesu przenoszonego z Azji. Zresztą, warto spojrzeć na to z perspektywy czasu. Te dyskusje o przenosinach z Azji miały miejsce w styczniu i lutym, czyli wtedy kiedy zamknięta była część Chin, kiedy pandemia dotyczyła prowincji Wuhan, rejonu bardzo mocnego, np. jeśli chodzi o sektor automoto. Ale kiedy pandemia rozlała się na świat, to zamrożenie stało się powszechne. Stanęli wszyscy. Więc, ten czynnik, pandemia, nie powinien mieć wpływu na przenoszenie biznesów z Chin do Polski.

Marek Zuber: ekonomista i analityk rynków finansowych. Prowadzi działalność w obszarze doradztwa finansowo-kapitałowego. Był szefem doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza, nagrodzonym nagrodą „Polityczny doradca roku”. Był głównym ekonomistą w firmie TMS i TMS Brokers, a później w Internetowym Domu Maklerskim oraz analitykiem i ekonomistą banku BPH. Jego komentarze dotyczące kwestii gospodarczych regularnie ukazują się w mediach

Noworoczne postanowienia Polaków? Zmiana pracy i nauka!

Nowy rok – nowe wyzwania? Blisko 6 na 10 uczestników najnowszego badania Pracuj.pl planuje podjąć postanowienia noworoczne związane z pracą. Najczęściej dotyczyć będą one zmiany pracodawcy, nowych umiejętności, a także balansu między życiem osobistym i zawodowym. Badani zaskakująco dobrze oceniają osobisty bilans roku „nowej normalności” – tylko 1/3 uważa, że kończy go w gorszej sytuacji zawodowej, niż poprzedni.

Najważniejsze informacje:

  • 1/3 badanych kończy rok w gorszej sytuacji zawodowej, niż poprzedni.
  • 59% badanych przygotuje zawodowe postanowienia noworoczne.
  • 7 na 10 z nich chce zmienić pracę, a 5 na 10 – nabyć nowe umiejętności.
  • Co trzeci pracownik planuje zadbać w 2021 r. o work-life balance.
  • 2/3 badanych uważa, że ich sytuacja zawodowa ulegnie w 2021 poprawie.

W oczekiwaniu na nowe otwarcie

Mijające 12 miesięcy przyniosło wiele zmian w życiu zawodowym Polaków – czego dowodzą choćby badania Pracuj.pl. Z jednej strony nowa normalność budziła niepokój wielu pracowników, z drugiej – stanowiła motywację do nabywania nowych umiejętności.

Jak kończymy ten rok i jakie plany zawodowe planujemy na następny? Zespół Pracuj.pl postanowił zapytać o to użytkowników portalu. Ich bilans minionych 12 miesięcy nie jest jednoznaczny, a większość z respondentów z optymizmem patrzy na nadchodzący rok.Noworoczne postanowienia

Bilans? Nie taki negatywny

Jak wynika z najnowszych badań Pracuj.pl, tylko nieco więcej niż co trzeci respondent (36%) uważa, że kończy 2020 rok w gorszej sytuacji zawodowej, niż poprzedni. Wyraźnie więcej, bo blisko połowa badanych (48%) wystawia mu taki sam lub lepszy bilans, co poprzedniemu. Choć pandemia koronawirusa nie ustępuje, jej wpływ na osobistą sytuację pracowników zdaje się więc pod koniec roku nie spełniać najczarniejszych scenariuszy, prognozowanych kilka miesięcy temu.

plany zawodowe 2021

Stosunkowo pozytywne podejście do własnej sytuacji w pracy łączy się u wielu badanych z gotowością na odważne ruchy w życiu zawodowym. Aż 64% respondentów planuje w przyszłym roku podjęcie ważnych kroków w karierze. Niewiele mniej, bo 62% wierzy, że ich sytuacja zawodowa w przyszłym roku ulegnie poprawie. Jak komentuje Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj, wyniki wskazują na dużą nadzieję, jaką budzi w wielu pracownikach nadchodzący rok.

Choć dziś trudno przewidzieć, co będzie się działo w najbliższych 12 miesiącach, wielu z nas z przyjemnością pożegna trudny i wymagający 2020 rok. Niewątpliwie skutki pandemii będą miały wpływ na rynek pracy przez kolejnych kilka lat. Jednocześnie jednak 2021, a zwłaszcza jego druga połowa może przynieść według ekspertów faktyczne odmrożenie wielu dotkniętych kryzysem branż. W obliczu tych nadziei i obaw cieszy optymizm badanych. To w dużym stopniu właśnie od ich postaw będzie zależeć, jak szybko i sprawnie firmy będą reagować na kolejne zmiany na rynku pracy – komentuje Konstancja Zyzik.

Lista postanowień? Zmiana pracy i nauka

Pozytywne i aktywne nastawienie większości badanych przekłada się także na gotowość do podejmowania noworocznych postanowień związanych z pracą. Planuje je w tym roku blisko 6 na 10 respondentów badania Pracuj.pl. Co więcej, 2021 rok ma być czasem aktywnego działania w sprawach zawodowych zdecydowanej większości osób, które zamierzają podjąć jakiekolwiek noworoczne postanowienia. Ze snucia planów związanych z pracą rezygnuje tylko 15% z nich.

Lista postanowień Zmiana pracy i nauka

Czego dotyczyć będą postanowienia noworoczne badanych pracowników? Najczęstszym zobowiązaniem, jakie chcą podjąć jest zmiana pracy – wskazuje na nią 70% respondentów. Kolejne 50% chce w przyszłym roku nabyć nowe umiejętności, przydatne w rozwoju kariery. 38% respondentów planuje ponadto zadbać w większym stopniu o równowagę między życiem zawodowym i osobistym (work-life balance), a nieco mniej – zdobyć podwyżkę (28%) lub awans (15%).
postanowienia noworoczne badanych pracowników

Nowy rok – dla każdego inny

Konstancja Zyzik zauważa, że plany zawodowe i postanowienia badanych pokazują wyraźnie różnorodność i niejednolitość postaw, przyjmowanych w obliczu pandemii w minionych 12 miesiącach.

Wśród respondentów odzwierciedlają się trzy tendencje, które mogły nabierać na sile w obliczu wyzwań związanych z pandemią. Nie pożegnamy się z nimi szybko i warto o nich pamiętać. Pierwszą tendencją jest zmęczenie obecnym miejscem pracy i chęć zmiany środowiska, podkreślona dodatkowo przez nowe, wymagające warunki na rynku. Drugą – gotowość do nabywania nowych umiejętności w obliczu zmian kompetencji, których poszukują pracodawcy. Trzecią – zmęczenie i stres związane z nowymi okolicznościami i chęć znalezienia bardziej zbalansowanej pracy. Te tendencje będą miały znaczący wpływ na zachowania kandydatów i pracowników także w przyszłym roku – podsumowuje Konstancja Zyzik.

Wezwanie na akcje PEKABEX na GPW

Wezwanie na sprzedaż akcji Pekabexu, polskiego producenta konstrukcji prefabrykowanych notowanego na GPW, ogłosił Fundusz Tonsa, pośrednio kontrolujący znaczący pakiet akcji spółki. Cena za akcję w wezwaniu wynosi 13,86 zł. Zapisów można dokonywać do dnia 28 stycznia 2021 roku w placówkach DM PKO BP SA.

Wezwanie jest następstwem pośredniego nabycia pakietu blisko 40% akcji Pekabex przez Tonsa od Opoka II FIZ, którego Tonsa pozostaje większościowym inwestorem. Obowiązek przeprowadzenia wezwania wynika bezpośrednio z przepisów ustawy o ofercie publicznej. Tonsa nabyła od Opoka II FIZ wszystkie udziały w spółce STE, będącej właścicielem pakietu blisko 40% akcji Pekabex. Realizacja tej transakcji wymagała następczego ogłoszenia przez Tonsę wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji Pekabexu, co nastąpiło w dniu 23 grudnia br.

Jak wyjaśniają przedstawiciele Funduszu, transakcja była jednorazowym przeniesieniem aktywów pomiędzy powiązanymi podmiotami w ramach uporządkowania aktywów w grupie. – Zgodnie z regulacjami polskiego rynku kapitałowego, środki na przeprowadzenie wezwania zostały zabezpieczone, m.in. w wyniku zawarcia bankowej umowy pożyczki na ten cel. Jeżeli pojawią się chętni na sprzedaż akcji, Fundusz jest na to przygotowany – mówi dyrektor Tonsy, David Luksenburg.

Grupa Pekabex jest czołowym wytwórcą konstrukcji prefabrykowanych w Polsce. Posiada fabryki w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie oraz Bielsko-Białej. W kraju głównie realizuje kontrakty z zakresu budownictwa wielkokubaturowego (np. hale produkcyjne, magazyny, obiekty handlowe, dworce, parkingi i biurowce) i inżynieryjnego (np. mosty, tunele). Eksport dotyczy głównie modułowego budownictwa mieszkaniowego kierowanego przede wszystkim do krajów skandynawskich. Spółka zadebiutowała na rynku głównym GPW w 2015 r. W 2019 r. miała 772,05 mln zł skonsolidowanych przychodów.

Ustawa o statusie artysty: „To może być ostatni moment na wprowadzenie mądrych, systemowych rozwiązań.”

Ustawa o statusie artysty. Zygmunt Miłoszewski: To może być ostatni moment na wprowadzenie mądrych, prostych, istniejących wszędzie wokół nas rozwiązań systemowych

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 1 grudnia, jeszcze w tym miesiącu do rządowego wykazu prac legislacyjnych ma zostać wpisana ustawa o uprawnieniach artysty zawodowego. Jest to dokument, na który środowiska artystyczne czekają od dawna. Wokół generalnych założeń ustawy jest szerokie porozumienie twórców, niezależnie od tego jaką dziedzinę sztuki uprawiają oraz jakie mają poglądy w innych kwestiach.

Ustawa ma wzmocnić pozycję artystów i polskiej kultury m.in. poprzez powołanie specjalnego Funduszu Ubezpieczeń. Zyskają przede wszystkim najubożsi twórcy, którzy dziś pozbawieni są socjalnego zabezpieczenia.

– To może być ostatni moment na wprowadzenie mądrych, prostych, istniejących wszędzie wokół nas rozwiązań systemowych. Które na szczęście są gotowe. I które nie sięgają do kieszeni podatnika, lecz do skarbca zagranicznych koncernów, które na naszej twórczości się bogacą. Za nami stoją dziesiątki, setki tysięcy artystów i pracowników branży kreatywnej, tworzący dziedzictwo kulturowe pod prąd, pod górkę, w biedzie, w legislacyjnej próżni, niezauważalni w systemie ubezpieczeń społecznych – mówi

Zygmunt Miłoszewski, pisarz i publicysta.

Środki na Fundusz Ubezpieczenia Społecznego pochodziłyby m.in. z uaktualnienia tzw. opłaty reprograficznej. Opłata jest wnoszona przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Jest formą rekompensaty dla twórców za straty, które ponoszą w wyniku dozwolonego przez prawo kopiowania ich utworów.

Wykaz sprzętu objętego opłatą reprograficzną nie był aktualizowany od lat. Są nią objęte m.in. skanery, kopiarki, płyty CD/DVD, opłata nie obejmuje jednak najbardziej popularnych w tej chwili urządzeń elektronicznych takich jak np. smartfony. – Z perspektywy 2020 wykaz jest archaiczny mówi Jan Młotkowski, wiceprezes stowarzyszenia Kreatywna Polska.

Uaktualnienie opłaty nie obciąży budżetu państwa ani klientów – nabywców sprzętu elektronicznego – sprawi jedynie, że producenci takiego sprzętu będą musieli się podzielić z twórcami, bardzo zresztą niewielką częścią swojej marży. Dlatego te koncerny i ich przedstawiciele od lat blokują nowe przepisy. Budują opinię o opłacie jako o kolejnym podatku i straszą wzrostem cen sprzętu elektronicznego. Że jest to manipulacja każdy może przekonać się sam, porównując ceny sprzętu elektronicznego w Polsce i w krajach, w których opłata obowiązuje.

Z opublikowanego niedawno raportu Międzynarodowej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów CISAC pt. „Private Copying Global Study 2020”, wynika, że z opłaty w większym stopniu niż w Polsce korzystają (per capita) twórcy m.in w Paragwaju, Algierii, Maroku, Rosji i Cabo Verde. 100 razy więcej per capita niż Polska pozyskały Francja i Niemcy.

Prawie dwa razy więcej Polaków planuje świętować tegorocznego Sylwestra w domu

Badanie przeprowadzone przez firmę Sonos, pokazuje, że mimo trudności, które spotkały nas w 2020 r., ponad połowa Polaków zamierza świętować w Sylwestra. To więcej niż europejska średnia − podobne plany ma tylko co trzeci Niemiec i co trzeci Brytyjczyk. Ostatni dzień roku w zdecydowanej większości (78%) spędzimy w domu w towarzystwie najbliższych. Zazwyczaj nadejście nowego roku w swoich czterech kątach świętuje tylko 42% Polaków.

Sylwestra spędzimy z bliskimi

Rok 2020 był trudny dla większości z nas. Tym chętniej będziemy celebrować Sylwestra z nadzieją na lepszy czas − 59% badanych Polaków zgadza się, że świętowanie nadejścia 2021 r. jest ważniejsze niż witanie poprzednich lat.

68% świętujących zamierza spędzić Sylwestra z partnerem lub partnerką, a 21% − z przyjaciółmi (w grupie wiekowej 18−24 to aż 41%). Z kolei 57% ankietowanych w wieku 35−44 lat spędzi ten czas z dziećmi, a jedna na pięć osób w wieku 75+ − samotnie.

W tym roku niemal dwa razy więcej Polaków niż zazwyczaj spędzi Sylwestra w domu.

Przygotowania do nocy sylwestrowej

Połowa ankietowanych zamierza przygotować idealne menu oraz zaopatrzyć się w alkohol. Popularnym zwyczajem jest też udekorowanie domu (43%).

Aż 89% z nas uważa, że muzyka jest ważnym elementem sylwestrowych celebracji (przy średniej 68% w Europie). Niemal co druga osoba będzie słuchać ulubionej muzyki i tańczyć, a 34% przygotuje w tym celu specjalną playlistę z wybranymi utworami. Najpopularniejszymi gatunkami wśród Polaków są Pop (69%), Dance (65%) oraz Rock (48%).

W wynikach badania szczególnie zwraca uwagę to, jak ważna jest muzyka dla naszego dobrego samopoczucia. Playlista z selekcją naszych ulubionych, pasujących do nastroju utworów, to niezbędnik sylwestrowej nocy niezależnie od tego, w jaki sposób, z kim i gdzie ją spędzamymówi Brian Beck, Globalny Dyrektor Muzyczny w Sonos.

Jak będziemy się bawić?

Świętowanie w dobrym towarzystwie to ważny aspekt dla 93% badanych. Ciekawe rozmowy to niezbędny element nocy sylwestrowej dla trzech na czterech respondentów. Połowa Polaków o północy chce oglądać pokazy fajerwerków, a dwie trzecie pocałuje swojego partnera lub partnerkę.

Sylwester okazuje się dla Polaków ważnym świętem. Zdecydowanie chcemy spędzić je z bliskimi, dobrze się bawiąc przy dźwiękach ulubionej muzyki. Impreza to dobry czas na spojrzenie w przyszłość z optymizmem.

Badanie zostało przeprowadzone przez Opinium Research, brało w nim udział 10 000 respondentów z następujących krajów: Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria, Zjednoczone Królestwo w tym 500 respondentów z Polski.

Kontrola paliwa GPS. Ile można oszczędzić z monitoringiem zużycia paliwa?

Jak działa monitoring zużycia paliwa? Jak dokonuje się pomiaru GPS? Czy kontrola paliwa w pojazdach może zmniejszyć spalanie? Czy zmienia funkcjonowanie floty?

Co trzeba zrobić, aby założyć firmę transportową? Na początek trzeba mieć dostęp do pojazdów. Można kupić je na własność, wziąć w leasing lub zdecydować się na kredyt. Następnie należy wykupić polisę OC i AC. Prócz tego do początkowych kosztów należy doliczyć opłaty za wyrobienie licencji, jeśli są wymagane. Na koniec zatrudniasz kierowców, którzy posiadają odpowiednie uprawnienia.

Co potem? O ile umiesz zdobywać klientów i zdobędziesz odpowiednią renomę, Twoje dochody będą całkiem pokaźne. Co nie oznacza, że każdego miesiąca nie trzeba będzie mierzyć się z kosztami. A zdolny przedsiębiorca potrafi je efektywnie zmniejszać, nie obniżając przy tym jakości obsługi.

Jak obniżyć koszty floty pojazdów w firmie trans­por­towej?

Dobry mechanik to podstawa. Dzięki niemu Twoja flota będzie mogła być w ciągłym ruchu. Pilnowanie terminów ważnych formalności urzędowych uchroni Cię z kolei przed pokaźnymi karami. Jest jednak pewna pozycja w budżecie, do której co miesiąc przypisujesz ogromną kwotę. Chodzi oczywiście o paliwo. Bez niego Twoje pojazdy w ogóle nie ruszą z miejsca.

Właśnie dlatego monitoring zużycia paliwa jest w firmie transportowej niemal obowiązkowy. Chyba, że nie chcesz obniżyć kosztów paliwa o 5 do 30%?

Czym jest monitoring zużycia paliwa?

Pomiar zużycia paliwa może być przeprowadzany na kilka sposobów. Do najbardziej popularnych należą sonda paliwa i moduł podłączany do magistrali CAN w pojeździe. Zdarza się, że stosuje się także przepływomierze paliwowe. Jednak koszty ich założenia i skomplikowana instalacja nieco zniechęcają potencjalnych nabywców. W praktyce używa się ich głównie w maszynach budowlanych i rolniczych ze względu na dużą dokładność pomiarów.

Warto wiedzieć, że sam odczyt z fabrycznego pływaka jest najmniej precyzyjny. Jeżeli zależy Ci na profesjonalnym monitorowaniu zużycia paliwa, warto pomyśleć o jednej z wymienionych poniżej opcji.

Kto może skorzystać z monitoringu GPS paliwa poprzez szynę CAN?

Magistrali CAN można z powodzeniem używać do monitoringu zużycia paliwa. Jedynym warunkiem jest to, by pojazd był w nią wyposażony. Poprzez szynę CAN przepływają wszystkie ważne informacje na temat pracy pojazdu. Dotyczy to nie tylko poziomu paliwa, ale również wychylenia pedału gazu, obrotów silnika czy biegu, na którym pojazd pracuje w danej chwili.

Szyna CAN jest obecna niemal w każdym pojeździe, który został wyprodukowany od 2002 roku. Instalacja modułu GPS zabiera niewiele czasu, a niesie za sobą szereg korzyści.

Z czym wiąże się kontrola zużycia paliwa za pomocą sondy?

Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Instalacja sondy paliwowej musi być przeprowadzona przez fachowców. Montaż wymaga bowiem mechanicznej ingerencji w konstrukcję baku. Po zamontowaniu urządzenie należy jeszcze skalibrować. Inaczej pomiary nie będą dokładne.

Zamontowana w odpowiednim miejscu i prawidłowo skalibrowana sonda paliwowa daje nieco większą dokładność pomiarów, niż moduły podpinane do szyny CAN. Podobnie jak moduł GPS, sonda świetnie zabezpiecza też przed kradzieżą paliwa. Z uwagi na bardziej wymagającą instalację stosuje się ją jednak głównie w pojazdach, które magistrali CAN nie posiadają.

Jakie korzyści daje kontrola paliwa GPS?

Korzystając z modułu GPS podpinanego do szyny CAN można porównać styl prowadzenia pojazdu z ubytkami paliwa. Dzięki temu uzyskuje się kontrolę nad całkowitym zużyciem. Wystarczy opracować zalecenia dotyczące ekonomicznej jazdy i pilnować za pomocą systemu, by kierowcy się do nich stosowali.

Sonda paliwowa sama w sobie nie daje takich możliwości. Bywa jednak stosowana jako uzupełnienie wskazań z modułu GPS w celu uzyskania jeszcze dokładniejszych odczytów.

Zarządzanie z wykorzystaniem monitoringu zużycia paliwa daje wymierne korzyści. Średni zysk po wdrożeniu tego rozwiązania wynosi 15% dotychczasowych kosztów. Trzeba przyznać, że jest to imponująca kwota. Szczególnie, że dotyczy wydatków, które firma transportowa ponosi regularnie.

40 proc. rocznej sprzedaży ryb przypada na okres przedświąteczny. Na wigilijnym stole coraz częściej pojawiają się inne gatunki niż karp i śledź

Kulinarne preferencje Polaków dotyczące spożycia ryb zmieniają się. W okresie świąt Bożego Narodzenia wciąż dużym powodzeniem cieszą się tradycyjny karp i śledź, ale polscy konsumenci coraz częściej sięgają po łososia i owoce morza, np. krewetki i homary. Światowe spożycie ryb rośnie, ale stan rybołówstwa nie jest dobry. Z roku na rok coraz więcej stad jest przeławianych. Nadmierne połowy dotyczą już ponad 1/3 stad, co oznacza, że w przyszłości może zabraknąć niektórych gatunków. Zagrożony jest m.in. popularny na wigilijnym stole śledź.

Konsumpcja ryb w Polsce jest sezonowa i rośnie szczególnie w okresie przedświątecznym. Przed świętami Bożego Narodzenia sprzedaż jest zdecydowanie wyższa niż w innych miesiącach. Według Nielsena w miesiącach zimowych wynosi ona 40 proc. sprzedaży dla całego roku. Wtedy kupujemy najbardziej popularne gatunki, takie jak śledź, karp, ale również białe ryby jak mintaj czy dorsz, a także makrelę, tuńczyka czy łososia – mówi agencji Newseria Biznes Anna Dębicka, dyrektor programu Marine Stewardship Council (MSC) w Polsce i Europie Centralnej.

Konsumpcja ryb w Polsce od kilku lat utrzymuje się na stałym poziomie i wynosi ok. 13 kg na osobę rocznie. To mniej, niż wynosi średnia światowa. Według raportu „The State of World Fisheries and Aquaculture 2020” (SOFIA) Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) statystyczny mieszkaniec Ziemi zjada 20,5 kg ryb i owoców morza. Co więcej, w skali globalnej spożycie ryb rośnie. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat tempo wzrostu światowej konsumpcji ryb dwukrotnie przewyższyło tempo wzrostu liczby ludzi na świecie. Rosła ona także szybciej niż konsumpcja innych produktów będących źródłem białka zwierzęcego, takich jak mięso, jajka czy mleko. FAO szacuje, że do 2030 roku spożycie ryb wzrośnie do 21,5 kg per capita. To ponad trzy razy więcej niż w połowie lat 60. XX wieku.

– Preferencje Polaków dotyczące gatunków ryb zmieniają się. Z jednej strony jesteśmy tradycjonalistami – w okresie świąt jemy śledzia czy karpia, ale szukamy także innych produktów, jak dzikiego łososia z Alaski czy owoców morza takich jak krewetki, homary, które są już dostępne w sprzedaży w coraz większym zakresie – dodaje Anna Dębicka.

Jak podkreśla, stan rybołówstwa na świecie nie jest dobry. Z najnowszego raportu SOFIA wynika, że 1/3 pozyskiwanych obecnie ryb jest poławianych powyżej limitów naukowych. To stwarza ryzyko, że niektórych gatunków może w przyszłości zabraknąć. Problem przełowienia jest szczególnie alarmujący na obszarach Morza Śródziemnego i Morza Czarnego (62,5 proc.), południowo-wschodniego Pacyfiku (55 proc.) czy południowo-zachodniego Atlantyku (53,3 proc.).

Niestety jest to zjawisko, które już ma miejsce, w dodatku blisko Polski. Obecnie występuje już deficyt dorsza bałtyckiego, od dwóch lat obowiązuje całkowity zakaz połowu tego gatunku. Zatem nie będzie go także w tym roku na świątecznym stole. Mamy nadzieję, że podobny los nie spotka śledzia – zaznacza dyrektor programu MSC. – W tej chwili organizacja MSC bardzo intensywnie informuje o problemie dotyczącym śledzia atlantyckiego, który jest u nas najczęściej spotykany w sklepach. Nie doszło do konsensusu w rozmowach między krajami poławiającymi i jest on od kilku lat przeławiany. Z tego powodu utracił certyfikat zrównoważonego rybołówstwa MSC i obawiamy się, że za kilka lat może go zabraknąć na święta.

Najnowsze dane FAO pokazują, że z roku na rok coraz więcej światowych zasobów dzikich ryb jest przełowionych. Odsetek ten jest ponad trzy razy wyższy niż jeszcze w połowie lat 70. XX wieku. Wzrost przełowienia wynika ze wzrostu konsumpcji. Aby w przyszłości nie zabrakło ryb w morzach i oceanach, konieczne jest odpowiedzialne korzystanie z ich zasobów, co w przypadku konsumentów oznacza wybór ryb z certyfikatem zrównoważonego rybołówstwa MSC. Zrównoważone połowy w mniejszym stopniu wpływają na ekosystem morski i nie zaburzają jego równowagi, pozostawiając więcej ryb, oraz nie zagrażają innym zwierzętom morskim, takim jak ptaki czy ssaki morskie.

Jak wynika z raportu FAO, odpowiednie zarządzanie połowami przynosi efekty w postaci odbudowy stad. Poprawa wystąpiła już w przypadku tuńczyka bonito, mintaja czy dorsza atlantyckiego. W przypadku wszystkich gatunków tuńczyka w 2018 roku połowy osiągnęły poziom 7,9 mln ton. Dwie trzecie stad jest poławianych na biologicznie zrównoważonym poziomie. To o 10 pkt proc. więcej niż w 2016 roku.

Prawie połowa Polaków prowadzi swój biznes lub myśli o jego założeniu. Okres pandemii sprzyja powstawaniu firm w segmencie e-commerce

Pandemia koronawirusa zmieniła nastawienie Polaków do prowadzenia i uruchamiania działalności gospodarczej. Mniej atrakcyjne stały się niepewne, freelancerskie formy pracy bez etatu oraz franczyza, a bardziej pożądany jest tradycyjny model biznesu oraz działalność w segmencie e-commerce – wynika z Amway Global Entrepreneurship Report 2019–2020. Mimo to 46 proc. Polaków prowadzi własną firmę lub myśli o jej założeniu. Badanie pokazało, że nowa rzeczywistość to nie tylko ograniczenia, ale także szansa dla rozwoju firm w e-commerce oraz promocji biznesu w social mediach.

Polacy mają relatywnie dobre nastawienie do przedsiębiorczości. Aż 46 proc. respondentów uczestniczących w badaniu Amway Global Entrepreneurship Report odpowiedziało, że chętnie rozpoczęłoby własną działalność albo już ją prowadzi. To niewiele poniżej średniej europejskiej, która wynosi 51 proc. – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii, Centrum Zrównoważonego Rozwoju Akademii Leona Koźmińskiego. – Widać, że pandemia zmienia trochę nastawienie i obawy dotyczące prowadzenia firmy. Jednak to nie znaczy, że jako społeczeństwo mamy niższy potencjał przedsiębiorczości. Raczej realnie oceniamy sytuację jako trochę trudniejszą do rozpoczynania biznesu.

Jak podkreśla, z poprzedniej edycji AGER, międzynarodowego projektu badawczego na temat postrzegania przedsiębiorczości w społeczeństwie, wynikało, że przy sprzyjających warunkach w Polsce nawet 3/4 respondentów chętnie prowadziłoby własną działalność. Jednak obawy dotyczące warunków gospodarczych obniżyły nieco tę skłonność.

– Zmienia się profil preferowanych działalności. Polacy chętniej myślą o biznesach, które są bardziej trwałe, chętniej zostają na etatach, czyli rezygnują z myślenia o pracy freelancera, na własny rachunek. Praca na zlecenie przestaje być aż tak atrakcyjna, natomiast szukają możliwości otwierania biznesów w nowych segmentach i branżach – zauważa dr Anna Czarczyńska.

W ogólnej grupie respondentów badania AGER wzrasta zainteresowanie tradycyjną działalnością gospodarczą (z 50 proc. przed pandemią do 55 proc. w jej trakcie) oraz działalnością e-commerce (z 54 proc. do 60 proc.). Co ciekawe, wśród osób poniżej 35. roku życia zainteresowanie działalnością freelancerską spadło aż o 20 pkt proc. (z 63 proc. przed COVID-19 do 43 proc. w trakcie pandemii), a wzrosło takimi formami jak: tradycyjna działalność gospodarcza, e-commerce oraz tzw. sharing economy.

Ludzie młodzi mają większe skłonności do ryzykowania w biznesie niż ludzie dojrzali, którzy posiadają także inne perspektywy rozwoju na rynku pracy. Młode pokolenie jest wychowane w epoce internetu, w związku z tym cyfrowa rewolucja, która bardzo mocno przyspieszyła przez pandemię, powoduje, że ich biznesy oparte na internecie i mediach społecznościowych stają się bardziej oczywiste. Druga grupa, która też myśli o rozpoczynaniu własnej działalności i jest bardziej skłonna do ryzykowania i podejmowania wyzwań, to kobiety. Polska ma jeden z najwyższych w Europie wskaźników przedsiębiorczości wśród kobiet – zauważa kierownik Centrum Zrównoważonego Rozwoju.

Obie grupy różni za to motywacja. Dla młodych ludzi własny biznes to najczęściej szukanie wyzwań, realizacja pasji oraz wolność i możliwość pozostania przy swoim stylu życia.

– Natomiast dla kobiet własna firma to sposób na uzupełnianie dochodu albo poszukiwanie nowych sposobów finansowego zabezpieczenia rodziny – dodaje ekspertka.

Wielu początkujących przedsiębiorców, szczególnie wśród młodego pokolenia, opiera swój model biznesowy na mediach społecznościowych i tworzonej za ich pośrednictwem sieci kontaktów. 44 proc. badanych w Polsce wskazuje, że jest to najważniejszy kanał do komunikacji z rynkiem. W Europie odsetek ten jest jeszcze wyższy (57 proc.), co może oznaczać, że cyfrowa rewolucja w naszym kraju jeszcze się rozkręca i wciąż nie wszyscy ufamy nowym kanałom promocji biznesu. Prawie 40 proc. ogółu badanych Polaków uważa jednak, że social media dają szansę na zwiększenie liczby klientów i sprzedaży, ale co trzeci przyznaje, że brakuje mu w tym zakresie albo kompetencji, albo wystarczająco dużej sieci kontaktów.

Respondenci badania Amway Global Entrepreneurship Report jako trzy główne korzyści z prowadzenia własnego biznesu wskazują: uzyskanie dodatkowych przychodów, niezależność w myśl zasady „sam sobie szefem” oraz realizację własnej pasji. Wśród największych barier, które powstrzymują ich przed tym krokiem, wymieniają za to obawę przed niepowodzeniem i pozyskaniem kapitału na prowadzenie biznesu.

Polscy przedsiębiorcy znacznie mocniej niż w Europie opierają się na rodzinie oraz kręgu najbliższych przyjaciół i znajomych. To jest główny motor napędowy, który pozwala im uwierzyć w siebie i swoje możliwości. W Polsce ponad połowa respondentów deklaruje, że ten najbliższy krąg rodziny i przyjaciół jest zabezpieczeniem, które daje szansę powodzenia pierwszym biznesom. W Europie to jest niespełna 40 proc. Polacy ciągle bardziej polegają na zasobach wewnętrznych, a kraje europejskie przechodzą w większości na zasoby i finansowanie zewnętrzne – podsumowuje dr Anna Czarczyńska.

Nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług podpisana przez prezydenta. SLIM VAT uprości rozliczenia i pozwoli uniknąć części sporów z fiskusem

Większość nowych przepisów ustawy o VAT wejdzie w życie 1 stycznia 2021 roku. Dotyczyć one będą m.in. doprecyzowania zasad wystawiania faktur korygujących, uproszczenia przeliczania kwot w walutach obcych czy wydłużenia terminów wysyłania towarów eksportowanych. Ustawa wprowadzi też zmiany przy zwrocie podatku podróżnym, czyli TAX FREE, oraz przedłuży do końca roku 2021 zwolnienie z akcyzy pojazdów hybrydowych. 

– Podstawową zmianą są zasady dotyczące wystawiania faktur korygujących, zarówno tych zmniejszających podstawę opodatkowania, jak i tę podstawę zwiększających. Dotychczas jeżeli podatnicy chcieli wystawić fakturę korygującą zmniejszającą podstawę opodatkowania, czyli fakturę korygującą in minus, to musieli otrzymać potwierdzenie otrzymania tej faktury przez kontrahenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Koc, radca prawny w Dziale Prawa Podatkowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. – Teraz ten wymóg zostanie zniesiony. Podatnik powinien posiadać dokumentację, która wskazuje, że warunki wystawienia tej faktury korygującej zostały uzgodnione pomiędzy obiema stronami. Należy oceniać pozytywnie tę zmianę, dotychczas ten wymóg rodził problemy po stronie podatników i wiele dyskusji z organami podatkowymi.

W przypadku faktur korygujących in plus do tej pory ustawa o VAT nie zawierała regulacji, które wskazywałyby, w jakim okresie faktury te należy rozliczać. Obecnie przepisy wprost będą wskazywały, że należy tego dokonywać na bieżąco.

Kolejna zmiana to wydłużone terminy na wywóz towarów pozwalające na zachowanie stawki 0 proc. przy opodatkowaniu zaliczek z tytułu eksportu towarów – z dwóch do sześciu miesięcy – oraz wydłużenie terminu do odliczenia VAT naliczonego na bieżąco łącznie do czterech okresów rozliczeniowych. Do obliczania podstawy opodatkowania w walucie obcej będzie można zastosować stawkę przelicznika na złote wynikającą z podatku dochodowego danej transakcji.

Wiele zmian jest dedykowanych przede wszystkim eksporterom, podmiotom, które prowadzą działalność handlową z zagranicą. Tutaj też wydłużają się terminy dotyczące wysyłania towarów eksportowanych. Natomiast większość nowych przepisów będzie dotyczyła wszystkich przedsiębiorców – mówi Łukasz Koc. – Tak naprawdę to są zmiany mające charakter ogólny, zarówno wspomniane już zasady dotyczące wystawiania faktur korygujących, jak i te dotyczące przeliczania kwot wyrażonych w walutach obcych czy terminu na odliczenie VAT naliczonego. To są zasady, które dotyczą wszystkich podatników.

Ułatwienia mają także dotyczyć płatności podzielonej, czyli split paymentu – to zmiana w prawie bankowym. Dotychczas przedsiębiorca musiał mieć wydzielony „rachunek techniczny”, na który odprowadzane były kwoty z tytułu podatku od towarów i usług, i nie można było z niego opłacać innych zobowiązań. Obecnie pieniądze z rachunku VAT będzie można przeznaczyć na płatność podatku z tytułu importu towarów oraz należności na rzecz agencji celnych.

SLIM VAT (skrótowiec od Simple Local and Modern) ma uszczelnić także zwrot podatku VAT podróżnym (TAX FREE) poprzez wprowadzenie całkowicie elektronicznego obiegu dokumentów w tym systemie, co jednocześnie pozwoli uniknąć wypełniania papierowych dokumentów.

W ocenie rządu projektowane zmiany mają przede wszystkim na celu uproszczenie systemu podatkowego, systemu rozliczeń podatku od towarów i usług i rzeczywiście należy tak to oceniać. To są zmiany mające charakter pozytywny, one wyjaśniają kilka wątpliwości, jakie do tej pory istniały po stronie podatników –  ocenia radca prawny w Dziale Prawa Podatkowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. – Należy spodziewać się, że będzie mniej dyskusji i sporów z organami podatkowymi co do tego, czy te rozliczenia, prowadzone do tej pory przez podatników, są prawidłowe, czy też nie, ponieważ będzie to wyraźnie wskazane w przepisach.

Coraz mniej czasu na walkę ze zmianami klimatu. Współpraca ekspertów z państw Europy Środkowo-Wschodniej ma przyspieszyć tworzenie innowacji klimatycznych

Naukowcy alarmują, że to ostatni dzwonek na podjęcie zdecydowanych kroków w walce ze zmianami klimatycznymi. – W tym obszarze liczy się czas. Im więcej współpracy między ludźmi, którzy szukają nowych rozwiązań na rzecz klimatu, tym więcej czasu oszczędzamy – podkreśla Aleksandra Gołdys z EIT Climate-KIC. To cel proklimatycznej inicjatywy tej instytucji – Climate Community Lab. Innowatorzy z różnych państw Europy Środkowo-Wschodniej mogą pozyskać wsparcie i granty na realizację swoich autorskich pomysłów przyczyniających się do walki ze zmianami klimatu. W tym roku takie dofinansowanie w wysokości 20 tys. euro dostał m.in. projekt, który zakłada tworzenie międzynarodowych, ekologicznych spółdzielni rolno-spożywczych. Organizacja zapowiada kolejny nabór w przyszłym roku. 

Powodem, dla którego stworzyliśmy Climate Community Lab, było poszukiwanie najbardziej adekwatnych dla tej części Europy narzędzi wspierania innowatorów działających na rzecz klimatu. Poszukujemy modeli finansowania, wsparcia eksperckiego i możliwości współpracy między ludźmi, którzy zastanawiają się nad najlepszymi rozwiązaniami w dobie kryzysu klimatycznego – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Gołdys, CEE design education developer w EIT Climate-KIC.

Climate Community Lab to nowa inicjatywa finansowana przez EIT Climate-KIC, czyli jedną z największych europejskich instytucji działających na rzecz ochrony klimatu i budowania niskoemisyjnej gospodarki. Projekt ma zachęcić innowatorów i aktywistów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej do współpracy, tworzenia międzynarodowych sojuszy i szukania wspólnych rozwiązań służących walce z globalnym ociepleniem. Celem jest połączenie ze sobą ludzi z różnych krajów, którzy zajmują się tymi samymi aspektami związanymi z niskoemisyjnością, jak np. zrównoważony rozwój czy zero waste.

Każdy rodzaj współpracy między krajami tworzy warunki, w których mogą pojawiać się nowe pomysły. Patrzymy, jak wiele innowatorzy w Climate Community Lab uczą się od siebie nawzajem. To sprawia, że jesteśmy szybsi w wynajdywaniu rozwiązań, które są nam bardzo potrzebne – mówi Aleksandra Gołdys. – W odosobnieniu, w silosowych działaniach marnujemy za dużo energii. Im więcej będzie powiązań między ludźmi, którzy szukają nowych rozwiązań na rzecz klimatu, tym więcej czasu oszczędzamy. I to może okazać się kluczowe w kwestiach klimatycznych, deadline jest nieubłagany.

Jak podkreśla, w Europie Środkowo-Wschodniej brakowało dotąd warunków i przestrzeni do tego, żeby innowatorzy działający na rzecz klimatu mogli ze sobą współpracować, razem wymyślać nowe rozwiązania i je implementować. Climate Community Lab ma stworzyć im taką przestrzeń i zapewnić wsparcie, m.in. w postaci finansowania czy opieki mentorskiej.

 Wierzymy w to, że – mimo specyficznych problemów i różnych zaszłości historycznych w regionie Europy Centralnej i Wschodniej – dzięki tego rodzaju sieci współpracujących ze sobą ludzi możemy szukać rozwiązań, które pozwolą nam być w awangardzie walki ze zmianami klimatu – mówi ekspertka z EIT Climate-KIC. – Co ważne, współpraca uczy zaufania, a w tej części Europy mamy jego deficyt. Nie mamy z wielu powodów historycznych i socjologicznych nawyku, żeby ufać sobie nawzajem, dostrzegać wspólny, większy cel. Community Lab buduje taką przestrzeń do równościowej współpracy i zaufania.

Projekt zainicjowany przez EIT Climate-KIC, prowadzony wspólnie z partnerami takimi jak Ashoka, 4CF, Impact Hub, CRS czy Cleantech ForEst, ma na celu nie tylko poszukiwanie nowych technologii, ale również narzędzi społecznych i ekonomicznych, które przysłużą się w walce ze zmianami klimatu. Co istotne, ideą Climate Community Labu jest działanie na rzecz gospodarki niskoemisyjnej, ale z poszanowaniem interesów wszystkich grup społecznych – również tych, które początkowo mogą na niej ucierpieć.

W tym regionie, który jest nieco biedniejszy, mamy historię i doświadczenia bycia solidarnymi. A ważną kwestią w walce ze zmianami klimatycznymi jest to, że w wyniku tej transformacji energetycznej wiele osób może pozostać osamotnionych, wykluczonych z rozwiązań, które mogą być drogie albo dostępne tylko dla elit. Dlatego ważne w tej współpracy jest myślenie o wszystkich członkach społeczeństwa – nie tylko tych, których po prostu stać na proklimatyczne działania, styl życia czy technologie – wskazuje ekspertka EIT Climate-KIC.

W tym roku ze względu na pandemię Climate Community Lab działał głównie wirtualnie, między innymi poprzez serię szkoleń i warsztatów online. W trakcie tych spotkań tworzyły się konsorcja z różnych krajów, które opracowywały własne pomysły na proklimatyczne działania.

 Pracowaliśmy przez trzy miesiące w kilku krajach Europy Centralnej i Wschodniej, m.in. w Rumunii, Czechach i Polsce. Głównym celem na ten rok było zidentyfikowanie innowatorów, którzy szukają proklimatycznych pomysłów, i wymyślenie dla nich jak najlepszego modelu wsparcia. Jego podstawą było współfinansowanie ich działań, czyli rozdawaliśmy granty w wysokości 20 tys. euro, ale nie ograniczaliśmy się tylko do finansowania. Ważne było też znalezienie odpowiednich mentorów i ekspertów, którzy wspierali innowatorów swoją wiedzą. W tym roku odbyło się też ponad 20 wspólnych spotkań i warsztatów. Testowaliśmy różne narzędzia online. Dalej będziemy się zastanawiać, jak możemy ich wesprzeć w kolejnym roku, bo ten projekt będzie się cały czas transformował – mówi Aleksandra Gołdys.

Jak wskazuje, do projektu Climate Community Lab zgłosiło się w tym roku ponad 100 aktywistów i innowatorów z państw Europy Środkowo-Wschodniej.

– Wśród zgłoszeń były projekty bardzo różnorodne. Mieliśmy np. inicjatywę stworzenia portalu, który umożliwiłby ludziom wymianę już używanych sprzętów, w zgodzie z założeniami cyrkularnej ekonomii. Inny projekt propagował kompostowanie w miejscu zamieszkania i wykorzystywanie tego kompostu na co dzień. Kolejny ułatwiał dostęp do niskokosztowej energii w ogrzewaniu domowym, co ma szczególne znaczenie w naszym regionie, gdzie wykluczenie energetyczne i bieda są jednym z podstawowych problemów – mówi  ekspertka EIT Climate-KIC.

Pierwszy grant w wysokości 20 tys. euro od Climate Community Lab został przyznany w końcówce października, po warsztatach online przeprowadzonych przez polską firmę 4CF. Projekt, który uzyskał dofinansowanie, zakłada tworzenie ekologicznych, lokalnych spółdzielni rolno-spożywczych w Bułgarii, Estonii i Rumunii. Jej autorami są aktywiści z tych trzech krajów: właścicielka ekologicznej farmy i firmy spożywczej, współzałożyciel firmy zajmującej się produkcją mikroalg oraz biolog specjalizujący się w wykorzystaniu mikroorganizmów w rolnictwie. Nabór do tegorocznej edycji Climate Community Lab został już zakończony, ale projekt wystartuje ponownie w przyszłym roku.

Działalność gospodarcza a VAT

Jednym z kluczowych elementów definicji podatnika VAT wynikającym z ustawy o VAT jest samodzielne wykonywanie działalności gospodarczej. Jest to na tyle istotny temat, że ustawodawca zdecydował się na sprecyzowanie definicji „działalności gospodarczej” w ustawie o VAT. Definicja ta jest przyjęta na potrzeby rozliczenia podatku VAT i w przypadku innych podatków może się różnić. W praktyce zastosowanie tej definicji budzi wiele kontrowersji oraz sporów, które trafiły do sądów administracyjnych. W wielu przypadkach prawidłowa identyfikacja działalności gospodarczej może ograniczyć ryzyko transakcji oraz późniejszego zakwestionowania rozliczenia przez organy podatkowe.

Przepis ustawy

Zgodnie z art. 15 ust 2 ustawy o VAT: Działalność gospodarcza obejmuje wszelką działalność producentów, handlowców lub usługodawców, w tym podmiotów pozyskujących zasoby naturalne oraz rolników, a także działalność osób wykonujących wolne zawody. Działalność gospodarcza obejmuje w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych.

Ustawa o VAT dotyczy więc podatników prowadzących działalność w zakresie produkcji, handlu oraz świadczenia usług, w tym także rolników oraz podmioty pozyskujące zasoby naturalne, a także wolne zawody. Należy dodać, że definicja rodzajów działalności jest bardzo szeroka z uwagi na dodanie słowa „wszelka”. Oznacza to, że teoretycznie każda czynność związana z powyższym zakresem działalności powinna być analizowana pod kątem opodatkowania VAT.

Niezmiernie istotną cechą działalności gospodarczej wynikającą z ustawy o VAT jest samodzielność. Oznacza to, że działalność powinna być podejmowana we własnym imieniu, na własne ryzyko w sposób samodzielny. Stosunki podobne do umowy o pracę nie powinny być objęte opodatkowaniem VAT.

Kolejna cecha działalności gospodarczej to wykorzystywanie towarów i usług w sposób ciągły. Co do zasady więc czynności wykonywane w sposób jednorazowy, okolicznościowy nie powinny być objęte zakresem VAT. Jednak praktyka orzecznicza w tym zakresie pokazała, że nie zawsze jest to oczywiste.

Kolejny istotny element definicji działalności gospodarczej, to wykonywanie jej do celów zarobkowych. Oznacza to więc, że działalność wykonywana w celach niezarobkowych nie powinna co do zasady podlegać opodatkowaniu VAT.

Sprzedaż nieruchomości prywatnej

Jednym z ciekawych problemów w zakresie ciągłości działalności gospodarczej jest sprzedaż nieruchomości prywatnej przez osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Analizując orzecznictwo sądów administracyjnych można dojść do wniosku, że ryzyko w tym zakresie może powstawać już w przypadku zbycia jednej nieruchomości.

Przykładowo WSA w Łodzi w wyroku z dnia 03.09.2020 r. sygn. I SA/Łd 877/19 wskazał, że każdorazowo w przypadku sprzedaży gruntu, należy zbadać jakie środki angażuje sprzedający w transakcje. Jeżeli są one podobne do handlowców, zajmujących się profesjonalną sprzedażą gruntów, wtedy należy uznać, że podmiot zachowuje się jak handlowiec i transakcja może podlegać ustawie o VAT.

W innym wyroku WSA w Poznaniu (wyrok z 25.08.2020 r. sygn. I SA/Po 364/20) wskazał, że szeroki zakres działań związany ze sprzedażą nieruchomości nie jest typowy dla osoby fizycznej, niezależnie od podpisania umowy z pełnomocnikiem, ponieważ jego działania podejmowane są na rzecz i w interesie sprzedawcy. Sprawa dotyczyła osoby fizycznej, która wydzierżawiła działkę w celu przygotowania jej do późniejszej sprzedawcy dzierżawcy. Czynności podejmowane przez dzierżawcę zostały uznane za podejmowane przez sprzedającą, a w efekcie sprzedaż gruntu została uznana za działalność gospodarczą.

Komornicy sądowi

W tym zakresie Ministerstwo Finansów wydało interpretację ogólną potwierdzając, że w przypadku czynności egzekucyjnych działają oni jako podatnicy VAT. Przyczyną do wydania interpretacji ogólnej był wyrok TSUE z 9 czerwca 2015 r. w sprawie C-499/13, Macikowski, Minister Finansów. Sytuacja komorników zmieniła się znacząco i ich działalność została uznana za opodatkowaną VAT. Co prawda komornik jest organem egzekucyjnym wykonującym wyroki sądu, przez co można uznać, że nie prowadzi samodzielnej działalności, jednak w takim przypadku pobiera prowizje od egzekwowanych kwot.

Następnie sytuacja zmieniła się w związku ze zmianą przepisów ustawy o VAT oraz interpretacją ogólną Ministerstwa Finansów z 15.04.2019 r. (PT9.8101.1.2019). Od tego czasu komornicy sądowi traktowani są podobnie jak pracownicy sądowi i nie są objęci VAT, z uwagi na brak prowadzenia samodzielnej działalności gospodarczej.

Powyższy przykład pokazuje jak bardzo zmienna i dyskusyjna jest kwestia prowadzenia samodzielnej działalności gospodarczej. Podmioty, które wykonują czynności teoretycznie niezwiązane z opodatkowaniem VAT, powinny każdorazowo przeanalizować aktualną sytuację wynikającą z przepisów i orzecznictwa.

Udzielanie pożyczek

Kolejny ciekawy problem dotyczy różnego traktowania jednorazowej czynności wykonywanej w ramach działalności gospodarczej. Dobrym przykładem jest tu jednorazowa umowa pożyczki zawarta przez podatnika VAT. Według organów podatkowych taka transakcja może być traktowana jako opodatkowana VAT. Z kolei sądy administracyjne w większości stoją na stanowisku, że z uwagi na incydentalny charakter takiej transakcji może ona być poza regulacjami ustawy o VAT.

Problematyka ta pokazuje, że jeżeli podmiot jest już podatnikiem VAT, powinien dokładnie analizować podejmowane przez siebie czynności, także jeżeli nie są do końca związane z działalnością gospodarczą, ponieważ mogą być tak zakwalifikowane przez organy podatkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sztuczna inteligencja będzie przewidywać pogodę. Prognozy będą szybsze i dokładniejsze niż dotychczas

Zastosowanie algorytmów sztucznej inteligencji w roli narzędzia predykcyjnego pozwoli sprawniej przewidywać warunki atmosferyczne zarówno w skali globalnej, jak również lokalnej. Nowa metodologia zakłada odejście od przeprowadzania skomplikowanych obliczeń zjawisk fizycznych na rzecz szeroko zakrojonej analizy historycznej. Wykorzystanie technologii uczenia maszynowego zauważalnie skróci czas potrzebny do opracowania prognoz o wysokim wskaźniku sprawdzalności.  

Naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego oraz Microsoft Research sugerują, że odpowiednio wyszkolona sztuczna inteligencja będzie w stanie sprawniej poradzić sobie z przewidywaniem zmian pogodowych niż zespół korzystający z bieżących metod predykcyjnych. Aby udowodnić potencjał tej technologii, opracowano nowy model pogodowy bazujący na danych atmosferycznych zebranych przez stacje pogodowe na przestrzeni ostatnich 40 lat.

– Uczenie maszynowe to w zasadzie rozwinięta wersja rozpoznawania wzorców – wskazuje Jonathan Weyn, doktorant na Uniwersytecie Waszyngtońskim w Seattle. – Technologia dostrzega typowy wzorzec, rozpoznaje jego sposób ewoluowania i decyduje, co zrobić na podstawie danych zebranych z ostatnich 40 lat.

Wstępne testy dowiodły, że nawet najprostsze algorytmy sztucznej inteligencji są w stanie błyskawicznie przewidzieć pogodę w skali globalnej na najbliższy rok. Choć prototypowy algorytm nie był aż tak skuteczny jak drobiazgowa analiza danych fizycznych, opracował prognozę, zużywając 7 tys. razy mniej mocy obliczeniowej niż klasyczne narzędzia predykcyjne.

– To nowe podejście jest o tyle istotne, że jest o wiele efektywniejsze – przekonuje Dale Durran, profesor nauk o atmosferze z Uniwersytetu Waszyngtońskiego. – Liczymy na to, że nowy model bazujący na uczeniu maszynowym ​​pozwoli rozwiązać problemy z przewidywalnością pogody dzięki wystarczającej szybkości przetwarzania dużych zbiorów danych.

Zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoli szybciej tworzyć modele pogodowe i częściej wykorzystywać metodę prognozowania zespołowego, tj. analizę wielu scenariuszy przy użyciu różnych parametrów startowych. Dzięki niej naukowcy będą mogli np. błyskawicznie opracować wiele scenariuszy przejścia huraganu i lepiej przygotować się na jego uderzenie.

Aby prawidłowo przeszkolić sztuczną inteligencję, zespół zmapował powierzchnię globu na sześcianie, a następnie spłaszczył trójwymiarowy model do postaci kwadratu składającego się z 25 pól odpowiadających poszczególnym obszarom Ziemi. Dzięki temu możliwe było przeprowadzenie procesu uczenia maszynowego opartego na historycznych danych pogodowych nałożonych na wstępnie skonfigurowaną siatkę.

Naukowcy liczą na to, że wzbogacenie modelu predykcyjnego o bardziej szczegółowe dane pozwoli zwiększyć precyzję algorytmu, co w przyszłości zauważalnie przyspieszy generowanie wysoce precyzyjnych prognoz.

– Po przeszkoleniu w zakresie danych pogodowych z przeszłości nasz algorytm sztucznej inteligencji jest w stanie znaleźć powiązanie między różnymi zmiennymi, których nie odnajdą równania fizyczne – podkreśla Jonathan Weyn. – Możemy pozwolić sobie na użycie znacznie mniejszej liczby zmiennych i dzięki temu stworzyć model, który jest znacznie szybszy.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2020 roku wyniesie 62,4 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 733,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 42,2 proc.

(Newseria Innowacje)

Szukasz pomysłu na biznes? Poznaj catering dietetyczny od kuchni

Ostatnie miesiące są dla wielu z nas czasem dużych zmian. Zamknięcie punktów gastronomicznych w kraju wpłynęło na ogromne straty w tym sektorze. Pomimo zamkniętych lokali właściciele restauracji i kawiarni gorączkowo szukają sposobu na utrzymanie kontaktu z klientami. Dla wielu z nich jest to być albo nie być, zarówno dla biznesu, jak i zatrudnionych pracowników. Jak więc poradzić sobie w czasach kryzysu i nie zbankrutować?

Jednym z najczęściej wybieranych sposobów na przetrwanie jest system „posiłku na wynos”. Niemal każda restauracja i kawiarnia umożliwiły klientom wejście do lokalu i zabranie ze sobą ciepłej kawy, porcji pierogów czy ulubionego ciasta. Niektórzy zaoferowali również dowóz jedzenia pod wskazany adres. Restauratorzy musieli dostosować się do restrykcji sanitarnych, wierząc, że kryzys w końcu minie, lokale znów zostaną otwarte, a na ulice miast powróci radość. Jednak gdyby tak zastanowić się nad tym głębiej: czy zamiast szukać sposobu na przetrwanie nie lepiej poszukać nowego pomysłu na biznes? Najlepiej takiego, który pozwoli elastycznie przejść od obecnej sytuacji do rzeczywistości, jaką zastaniemy, kiedy nasza codzienność wróci do normy, a pandemia oficjalnie zostanie uznana za zakończoną.

Catering dietetyczny

Teraz zastanówmy się, jak wygląda nasz przeciętny dzień. Jako pierwszy przywraca nas do rzeczywistości budzik. Nie zawsze wstajemy od razu. Zdarza się kilkakrotnie przesunąć opcję drzemki. Kiedy już poczujemy się wystarczająco obudzeni, możemy nie zdążyć z przygotowaniem, a co dopiero zjedzeniem odżywczego śniadania. W ostatniej chwili wybiegamy z domu, często zapominając przygotowanego obiadu. W pracy spędzamy co najmniej osiem godzin przed komputerem. Skupieni na wyznaczonych zadaniach jemy nieregularne posiłki, spowalniając pracę metabolizmu. Poruszamy się głównie samochodem, zmniejszając ruch w ciągu dnia do minimum. Ratuje nas coraz popularniejsza w ostatnich latach aktywność fizyczna uprawiana po pracy. Według Centrum Badań Opinii Publicznej sześciu na dziesięciu badanych (61%) deklaruje, że w ciągu ostatniego roku uprawiało sport. Bez względu na to, jaki tryb życia prowadzimy, siedzący, a może przeplatany aktywnością fizyczną, w obu przypadkach zwrócenie szczególnej uwagi na nasze nawyki żywieniowe jest niezwykle ważne. Jeżeli stawiamy na sport, właściwa dieta będzie doskonałym dopełnieniem.

Z pewnością każdy z nas usłyszał choć raz stwierdzenie: „Jesteś tym, co jesz!”. Świadomość Polaków w tej kwestii jest stosunkowo wysoka. Jak podaje raport Cheers, Polacy coraz większą wagę przykładają do jakości posiłków, co deklaruje 68% ankietowanych. Wiąże się to ze starannym czytaniem etykiet produktów pod kątem wartości odżywczych, stawianiem na zdrowe i pożywne posiłki z produktów niskoprzetworzonych. 66% ankietowanych przyznaje, że okazjonalnie zdarza im się zjeść fast fooda, a 19% podjada słodycze między posiłkami. Niestety na co dzień poza świadomością potrzebny jest również czas na: zakupy, czytanie etykiet produktów oraz przygotowywanie zdrowych posiłków. Nie każdy z nas może sobie na to

pozwolić, a wytrwanie w zdrowych nawykach żywieniowych nie zawsze jest łatwe. Brak czasu nie musi jednak skazywać nas na fast foody. Mamy na to sposób – odpowiedzią na obecne potrzeby społeczeństwa jest catering dietetyczny.

Pomysł na zaopatrywanie klientów każdego dnia w gotowe posiłki, zapewniające zalecaną dzienną dawkę kalorii, pojawił się niedawno. Jednak firmy zajmujące się cateringiem dietetycznym w błyskawicznym tempie znalazły się w czołówce najszybciej rozwijających się branż w Polsce. Nic w tym dziwnego, na początku 2020 roku zamówienia na pudełkowe jedzenie wzrosły średnio o 35% w stosunku do roku 2019. Świadczy to o rosnącym zainteresowaniu usługą. Rekordowe zyski firmy odnotowują w styczniu, kiedy większość z nas decyduje się na zmiany w ramach postanowień noworocznych.

Nowa kwalifikacja

Na czym polega biznes? Klienci do dyspozycji mają stronę internetową, przez którą dokonują zamówienia. W pierwszej kolejności należy określić rodzaj diety oraz kaloryczność. Do dyspozycji pozostaje szeroka gama posiłków: wegetariańskich, vege, wolnych od glutenu oraz laktozy, przeznaczone dla mam i wiele innych. Zanim jednak zdrowe posiłki trafią do naszych domów, nad ich przygotowaniem pracuje grono wykwalifikowanych szefów kuchni, pomocników oraz dietetyków. To oni dbają o to, by jedzenie było bogate w cenne wartości. Naprzeciw nowym trendom wychodzi również Zintegrowany System Kwalifikacji, który od niedawna oferuje dwie nowe kwalifikacje. Pierwsza z nich pozwala na przygotowanie kuchni oraz asystowanie przy procesie produkcyjnym, druga z kolei daje możliwość pakowania i dostarczania posiłków. Kwalifikacje zostały wpisane do systemu, a zatem już niebawem pojawi się możliwość zdobycia dodatkowej wiedzy oraz bezterminowego certyfikatu.

Wziąwszy pod uwagę obecny stan pandemii, catering dietetyczny wydaje się rozsądną alternatywą dla wielu przedsiębiorstw branży gastronomicznej. Obostrzenia nałożone na restauracje i kawiarnie powodują ogromne straty dla właścicieli – zmiana charakteru serwowanych usług może stać się sposobem na przetrwanie trudnego czasu. Od strony konsumenta największym plusem diety pudełkowej jest możliwość zadbania o regularne posiłki, co wpływa na przyspieszenie metabolizmu. Jedzenie jest dostarczane każdego dnia pod wskazany adres, dzięki czemu nie musimy opuszczać domu. Rozwiązania te są korzystne zarówno dla klientów, jak i właściciela firmy. Pamiętajmy, że mądre wykorzystanie kryzysu gospodarczego może stać się szansą dla tych, którzy w odpowiednim momencie dostrzegą nowe trendy w społeczeństwie i umiejętnie je wykorzystają.

*dane pochodzące z raportu CBOS z 2018 r. Aktywność fizyczna Polaków

*dane pochodzące z raportu Cheers z 2018 r. Nawyki żywieniowe Polaków

*dane pochodzące z artykułu WPROST z 2020 r. Rekordowy wzrost zamówień diet pudełkowych.

Bezrobocie w Polsce wciąż niskie

Wczorajsze odczyty z rynków pracy podziałały pozytywnie. Mowa tutaj zarówno o bezrobociu w Polsce, które wsparło złotego, jak również wnioskach o zasiłek w USA, które amortyzowały przecenę dolara.

Lepsze dane z rynku pracy

Oczekiwania analityków w sprawie wzrostu stopy bezrobocia nad Wisłą okazały się błędne. Wciąż jest to 6,1%, co biorąc pod uwagę, jak zachowuje się ten parametr w innych krajach, jest wyjątkowo dobrym rezultatem. Wiadomo, są państwa o niższym bezrobociu w Europie, aczkolwiek w Europie jesteśmy wyraźnie w lepszej połowie. Złoty po tych danych umacniał się, ale pod koniec dnia wrócił do swoich poziomów z rana i wciąż znajduje się powyżej psychologicznej bariery 4,50 zł.

Dane zza oceanu

Ze względu na przesunięcie wielu odczytów z czwartku na środę mieliśmy wczoraj bardzo bogaty kalendarz odczytów za oceanem. Gorzej od oczekiwań wypadły zarówno wydatki, jak i dochody Amerykanów, co nie ucieszyło inwestorów. W ramach równowagi lepiej od oczekiwań wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Zamówienie na dobra nie zaskoczyły analityków. Na koniec pojawił się słabszy od oczekiwań raport Uniwersytetu Michigan. W rezultacie byliśmy świadkami kolejnego osłabienia się dolara.

Spokojny dzień na rynku?

Wigilia na rynku to moment, kiedy większość państw skraca sesje giełdowe, by inwestorzy mogli spędzić czas z rodziną, a nie kolegami z biura. Z tego też powodu można oczekiwać, że dzisiaj w godzinach popołudniowych na rynkach zrobi się spokojniej. Nie musi to być oczywiście prawdą, gdyż jak wielokrotnie widzieliśmy w 2020 roku, nie można być zbyt wielu rzeczy pewnym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych ze względu na skrócone sesje giełdowe właściwie brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

W grudniu Polacy marnują najwięcej żywności. Pandemia i nowe nawyki konsumenckie mogą to zmienić

Podczas izolacji wielu Polaków zmieniło swoje zwyczaje zakupowe. Większość robi zakupy rzadziej, ale za to kupuje więcej podczas każdorazowej wizyty w sklepie. Częściej też planują, co chcą kupić. O 12 pkt proc. wzrósł odsetek osób, które starają się nie marnować żywności. – Apelujemy o to, aby przed świętami używać zakupowej arytmetyki, czyli policzyć, ile osób usiądzie przy świątecznym stole, jakie ilości jedzenia będą optymalne i jakie zakupy zrobić, aby nic się nie zmarnowało – wyjaśnia Dorota Jezierska z Federacji Polskich Banków Żywności. Do wyrzucania gotowych, niespożytych posiłków przyznaje się aż 70 proc. Polaków.

Jeżeli planujemy na wigilię tradycyjnie 12 potraw, to przygotujmy porcje degustacyjne, ponieważ 12 razy 100 gramów to jest ponad kilogram jedzenia i duże obciążenie dla żołądka – radzi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dorota Jezierska, wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności. – Przed zakupami zróbmy remanent w szafkach i sprawdźmy, co już mamy z potrzebnych produktów i co możemy wykorzystać. Kupmy tylko to, czego nam brakuje. To już w dużym stopniu uchroni nas przed nadmiernymi zakupami i marnowaniem żywności.

Z najnowszego raportu „Nie marnuj jedzenia 2020” opublikowanego przez Banki Żywności wynika, że najczęstsze przyczyny marnowania żywności pozostają od lat bez zmian – to przede wszystkim zepsucie produktów, przeoczenie daty ważności, przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia czy zbyt duże zakupy. Dlatego eksperci radzą, by do sklepów chodzić tylko z przygotowaną na spokojnie listą zakupową.

Mamy też takie proste podpowiedzi, żeby np. nie nakładać porcji obiadowych gościom, tylko raczej korzystać z półmisków i wazy. Potrawy, które już są na talerzach i zostaną niezjedzone, będą musiały zostać wyrzucone. To one tworzą tę górę zmarnowanego jedzenia. Jeżeli pozwolimy ludziom zadecydować, ile będą jedli, to wtedy będzie można te potrawy wykorzystać później: zamrozić, zapasteryzować albo też użyć do przygotowania następnych kreatywnych potraw – mówi wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Polacy wyrzucają przede wszystkim gotowe, niespożyte posiłki (70,3 proc. badanych) oraz produkty spożywcze (37,2 proc.). Wśród tych ostatnich najczęściej na śmietnik trafiają pieczywo (62,9 proc.), świeże owoce (57,4 proc.) i warzywa (56,5 proc.).

– Często podczas rozmów z ludźmi o marnowaniu żywności widzimy, że trudno im w ogóle przyjąć do świadomości, że wyrzucają jedzenie. W dużej części ludzie robią to bezwiednie, usprawiedliwiając się, że coś się zepsuło, minął termin przydatności do spożycia albo zapomnieli, że coś należało zużyć. Okazuje się, że każdy z nas w pewien sposób marnuje jedzenie, choć nie jest to zamierzone. Kiedy jednak uzmysławiamy sobie, że nasze działania prowadzą do jego marnowania, uruchamiamy myślenie, które może spowodować, że będziemy marnowali znacznie mniej żywności w swoich domach – wyjaśnia Dorota Jezierska.

Impulsem do ograniczenia marnotrawstwa żywności może być pandemia COVID-19. Z badań „Gospodarowanie żywnością w trakcie pandemii”, przeprowadzonych na zlecenie firmy McCormick oraz Federacji Polskich Banków Żywności we wrześniu tego roku, wynika, że pandemia częściowo wpłynęła na zmianę zachowań konsumenckich Polaków. 27 proc. ankietowanych zmieniło swoje zwyczaje – większość z nich robiła zakupy rzadziej, ale były one też większe. Konsumenci częściej też planują, co chcą kupić (wzrost z 49 proc. do 54 proc.), a dodatkowo o 12 proc. wzrósł odsetek osób, które starały się nie dopuścić do zepsucia się czy zmarnowania produktów spożywczych (50 proc. przed pandemią vs. 62 proc. w trakcie).

– Mamy nadzieję, że przez pandemię nawyki żywieniowe Polaków zmienią się w wielu obszarach. Wiele osób, które wcześniej nie gotowało w domu, podczas tej kwarantanny sięgnęło do przepisów kulinarnych i nauczyło się samodzielnego przyrządzania posiłków. Mamy nadzieję, że kreatywność kulinarna Polaków wzrosła – uściśla wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Paliwa na stacjach benzynowych nieznacznie tanieją. Przyszłoroczne ceny zależeć będą od skuteczności walki z pandemią i polityki OPEC+

W ciągu 11 miesięcy roku sprzedaż paliw była o ponad 16 proc. niższa niż w tym samym okresie rok wcześniej – wynika z danych GUS. Widać więc znaczący wpływ pandemii na ten segment. Ograniczenie podróżowania w tradycyjnie intensywnym pod tym względem okresie świąteczno-noworocznym jeszcze zmniejszy popyt na paliwa na stacjach benzynowych. Nie oznacza to jednak znaczących obniżek cen w okresie okołoświątecznym i noworocznym. W dalszej perspektywie prowzrostowo na ceny oddziaływać może skuteczna szczepionka na COVID-19. Z kolei ewentualne zwiększenie wydobycia przez producentów ropy w ramach OPEC+ obniżyłoby koszty tankowania.

Jak podał Główny Urząd Statystyczny, w listopadzie sprzedaż paliw (stałych, ciekłych i gazowych) była niższa o 14,7 proc. niż przed rokiem, licząc w cenach stałych, i aż o 19,9 proc. w cenach bieżących. Wobec października (a listopad był miesiącem drugiego lockdownu) sprzedaż zmniejszyła się o 9,8 proc. W ciągu 11 miesięcy roku spadek wyniósł 16,4 proc., widać więc wyraźny wpływ pandemii na popyt.

Ze względu na pandemię ruch będzie zapewne nieco ograniczony, a więc i ograniczony będzie nieco popyt na paliwa. Natomiast musimy mieć świadomość, że nie będzie tak, że ceny nagle zaczną gwałtownie spadać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw e-Petrol.pl.

Na początku świątecznego tygodnia w hurtowych cennikach dominowały obniżki, które częściowo zniwelowały obserwowane niedawno wzrosty cen. To przełożyło się na pierwsze od listopada obniżki cen na stacjach benzynowych.

– Jeśli chodzi o perspektywę dla oleju napędowego, cały czas spodziewamy się pewnego ruchu w górę związanego z faktem, że w tej chwili mamy niskie marże na sprzedaży tego paliwa na stacjach. W przypadku benzyny najbardziej prawdopodobne jest utrzymywanie się ceny w rejonie 4,45–4,50 zł, może z niewielką tendencją zwyżkową – mówi Jakub Bogucki.

Według portalu e-Petrol.pl prognoza na przełom roku zakłada średnie ceny benzyny Pb95 na poziomie 4,46–4,57 zł za litr, zaś dla diesla w granicach 4,44– 4,55 zł. Gaz LPG z kolei powinien być dostępny po 2,08–2,15 zł.

Na ceny benzyny przekładają się ceny ropy na światowym rynku oraz relacja dolara do złotego, a także marże sprzedawców. Po wyraźnym załamaniu ceny ropy w kwietniu cena teksańskiej WTI powróciła do poziomu z przełomu lutego i marca i oscyluje koło 47 dol. za baryłkę. W porównaniu z początkiem roku to jednak 22-proc. spadek. Dolar z kolei umacniał się podczas pierwszego lockdownu, potem jednak zaczął słabnąć do złotego, co sprzyjało spadkowi cen paliw. Obecnie wyceniany jest na 3,7 zł, a to 2,5 proc. mniej niż na początku roku.

– W prognozach długoterminowych, a więc na początek przyszłego roku i kolejne miesiące, bardzo dużo zależeć będzie od tego, jak rozwinie się walka z pandemią, czy szczepionki będą szerzej dostępne, czy będą skuteczne i w jakim czasie. Już mówimy o istotnych zmianach na rynku, widać optymizm, ceny na rynku naftowym idą w górę, bo pojawia się czynnik zmieniający sytuację, czyli szczepionki – mówi analityk rynku paliw. – Jeśli one będą wdrażane w Polsce na większą skalę i przyniosą skutek, wtedy zapewne możemy liczyć na ożywienie gospodarcze i, co za tym idzie, dalszy ciąg wzrostu cen paliw. Może on być nawet odczuwalny nieco bardziej niż tylko o kilka groszy. Natomiast mówimy o perspektywie zdecydowanie kilkumiesięcznej, a ocenia się, że powrót do normalnego handlu może zająć nawet do dwóch lat.

Wielką niewiadomą jest także przyszłoroczna polityka krajów zrzeszonych w OPEC oraz kilku innych producentów, w tym Rosji. Na początku grudnia państwa te, jak podała agencja Reutera, postanowiły podnieść poziom wydobycia ropy o 500 tys. baryłek dziennie od 1 stycznia 2021 roku, nie porozumiały się jednak co do dalszych kroków.

– OPEC+ musi się zmierzyć z tą trudną sytuacją słabego popytu i stosunkowo niskich cen. Państwa mają się spotkać w styczniu i podejmować dalsze decyzje co do ewentualnych mniejszych ograniczeń dla swojej własnej produkcji – wskazuje dr Jakub Bogucki. – Co za tym idzie, na rynku może się po prostu znaleźć więcej ropy, przez co może ona być tańsza. Do tego dochodzi jeszcze taki czynnik jak chociażby produkcja w Libii, która nie podlega ograniczeniom w ramach OPEC, a która rośnie w ostatnich tygodniach. To są czynniki, o których warto pamiętać jako przeciwwadze dla prowzrostowego argumentu, jakim są szczepionki.

Answear.com pozyskał w Ofercie ok. 45 mln zł. Redukcja zapisów w transzy indywidualnej wyniosła 96,6 proc.

Answear.com, wiodący e-commerce sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, przydzielił akcje oferowane w publicznej ofercie akcji. Cena emisyjna została ustalona na 25,00 zł, co oznacza, że do spółki trafi około 45 mln zł, a wartość całej oferty wyniosła przeszło 80 mln zł. Oferta Answear.com cieszyła się ogromnym zainteresowaniem wśród inwestorów indywidualnych, w wyniku czego redukcja w tej transzy wyniosła 96,6 proc. Spółka planuje debiut na GPW na 8 stycznia 2021 r.

Oferta Answear.com objęła 1.841.000 nowo emitowanych akcji serii D, a także 1.380.645 akcji serii A należących do funduszu MCI.PrivateVentures FIZ (subfundusz MCI.TechVentures 1.0), stanowiących 8,03 proc. rozwodnionego kapitału Spółki i uprawniających do analogicznej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu. Zgodnie z dokonanym przydziałem, w transzy inwestorów indywidualnych znalazło się 644.330 akcji, stanowiących 20 proc. sprzedawanych akcji, a pozostałe 2.577.315 akcji przydzielono inwestorom instytucjonalnym.

Chciałbym podziękować wszystkim inwestorom za zaufanie, docenienie naszego biznesu oraz możliwość wspólnego rozwoju Answear.com. Jestem zadowolony z zakończonej emisji akcji. Pozyskaliśmy 45 mln zł, które istotnie wzmocnią dalszy rozwój Answear.com. Kwota ta umożliwi nam realizację strategicznych celów w postaci powiększenia oferty produktowej oraz wzmocnienia świadomości marki poprzez kampanie marketingowe. Warto podkreślić, iż te dwa obszary są dla nas kluczowe i bezpośrednio przekładają się na nasze wyniki i budowę wartości Spółki. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Oferta Answear.com cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów indywidualnych – liczba łącznych zapisów w tej transzy wyniosła ponad 11,4 tys., a redukcja wyniosła przeszło. 96,6 proc. Stawia to IPO Answear.com wśród najpopularniejszych tegorocznych ofert akcji wśród inwestorów indywidualnych.

Cieszę się, że inwestorzy indywidualni licznie zapisywali się na nasze akcji. Popyt był tak duży, że redukcja w tej transzy wyniosła 96,6 proc. Stawia to nasze IPO jako jedno z najbardziej popularnych wśród inwestorów indywidualnych w ostatnich latach. To dla nas bardzo ważne, ponieważ prowadzimy biznes typowo konsumencki. Liczymy na migracje i wspólne synergie pomiędzy naszymi inwestorami i klientami. Dodatkowo dla inwestorów indywidualnych mamy przygotowany program lojalnościowy Answear Club Investor. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Każdy inwestor posiadający co najmniej 50 akcji Answear.com będzie mógł przystąpić do Answear Club Investor. Akcjonariusze, którzy dołączą do programu będą mogli liczyć na 20 proc. rabat (na produkty nieprzecenione, z wyłączeniem niektórych marek), wcześniejszy dostęp do akcji rabatowych, a także indywidualną usługę personal shopera (indywidualne porady stylisty). Spółka zapowiada również specjalne akcje rabatowe dedykowane wyłącznie członkom klubu. Więcej szczegółów na temat programu zostanie przedstawionych już w styczniu.

Co przyniósł rok 2020 na rynku finansowym?

Rok 2020 miał obfitować w znaczące wydarzenia na rynkach finansowych. Wybory prezydenckie w USA, zakończenie negocjacji brexitowych i napięta sytuacja gospodarcza w południowych krajach strefy euro sugerowały, że rok 2020 może być naprawdę interesujący po kilku latach względnego spokoju. Jednak nikt nie spodziewał się wybuchu pandemii koronawirusa. Wywołał on panikę na rynkach finansowych, co znalazło odzwierciedlenie m.in. w sprzedaży akcji czy walut na rynkach wschodzących, w tym złotego.

Warto zauważyć, że osłabienie złotówki również pomogło polskiej gospodarce zapobiegając większym spadkom PKB, które były znaczące – zwłaszcza w II kwartale. W I kwartale PKB spadł o 0,4%, a w II aż o 8,9%, z kolei w III kwartale wzrósł o 7,9%. W strefie euro rozwój był znacznie bardziej dynamiczny. W pierwszych dwóch kwartałach nastąpiły spadki o 3,6 i 11,8%, a następnie pojawiła się korekta w postaci wzrostu o 12,5%. Jednym ze stabilizatorów dla Polski był właśnie słabszy złoty, który wspierał konkurencyjność polskich eksporterów. W najbliższych miesiącach nie możemy spodziewać się znaczącego umocnienia polskiej waluty. Niechęć do ryzyka (także z powodu nowej mutacji koronawirusa w Wielkiej Brytanii) prawdopodobnie utrzyma się na wysokim poziomie, dopóki rynki nie będą przekonane, że pandemia koronawirusa rzeczywiście się zbliża się ku końcowi.

Bieżący rok był bardzo zmienny na rynkach walutowych. Polski złoty wobec euro rozpoczął 2020 rok na poziomie 4,23 PLN/EUR, następnie osłabił się do 4,64, a teraz, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, kurs tej pary walutowej wynosi 4,50. Kurs złotego do dolara podlegał większym wahaniom, ale ostatecznie rok zakończył na podobnym poziomie, jak po jego rozpoczęciu, kiedy kurs PLN/USD kształtował się na poziomie 3,80. W ciągu roku ta para walutowa notowała wzrosty nawet do poziomu 4,31, ale obecnie złoty kończy 2020 r. na poziomie 3,70 PLN/USD.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Przemysław Gerschmann dołączył do grona doradców Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych (GPW)

  • Od grudnia br. Przemysław Gerschmann dołączył do grona doradców Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych (GPW) w Warszawie, gdzie będzie odpowiadał za linie biznesowe dotyczące inwestorów indywidualnych
  • Przemysław Gerschmann od ponad 10 lat jest związany zawodowo z rynkiem kapitałowym – pracował m.in. w biurze maklerskim Deutsche Banku i biurze doradztwa inwestycyjnego w Citi Handlowym

Mijający rok stał pod znakiem wzrostu zainteresowania inwestowaniem na giełdzie wśród inwestorów indywidualnych. To trend globalny – szacuje się, że w Stanach Zjednoczonych ich udział wzrósł do ok. 25% z 10% rok wcześniej. Podobne zainteresowanie widać w Polsce. Zmienność, jaką najpierw przyniosła wyprzedaż akcji związana z wybuchem pandemii, a następnie wzrost inwestycji na fali optymizmu, przyciągnęła na warszawski parkiet wielu nowych inwestorów. W pierwszym półroczu 2020 r. krajowi inwestorzy indywidualni wygenerowali 22% obrotów na Głównym Rynku GPW – to wzrost o 9 pp. w ujęciu rok do roku.

– Pomimo wielu obaw gospodarczych, ten rok obfitował w udane debiuty giełdowe, które cieszyły się zainteresowaniem inwestorów indywidualnych. Największy z nich to oczywiście debiut Allegro – spółka zaoferowała inwestorom indywidualnym pakiet akcji wart 400 mln zł, na który zapisy przekroczyły podaż ponad 6,5-krotnie. Z kolei w grudniu ogromną popularnością cieszyło się IPO PCF Group. Wzięło w nim udział około 18 tys. inwestorów, a redukcja zapisów wyniosła aż 98,5% – komentuje Przemysław Gerschmann, doradca Zarządu GPW.

Rosnąca popularność GPW wśród inwestorów indywidualnych przełożyła się także na wzrost liczby nowych rachunków w domach maklerskich oraz na poprawę konkurencyjności ich oferty. Obserwując wzrost dziennych średnich obrotów, które co sesję przekraczają miliard złotych, możemy oczekiwać, że rola inwestorów indywidualnych na warszawskim parkiecie będzie rosła także w kolejnym roku – dodaje.

Przemysław Gerschmann dołączył do grona doradców Zarządu GPW w grudniu 2020 r. i odpowiada za linie biznesowe dotyczące inwestorów indywidualnych. Od ponad 10 lat jest związany zawodowo z rynkiem kapitałowym. Pracował m.in. w biurze maklerskim Deutsche Banku oraz w biurze doradztwa inwestycyjnego i wealth management w Citi Handlowym. Jest aktywnym inwestorem indywidualnym, a także autorem książki „Śladami Warrena Buffetta”.

Bombki „made in Poland” zdobią choinki na wszystkich kontynentach

Boże Narodzenie jest wyjątkowym okresem, w którym kultywujemy tradycje i doceniamy magię świąt. Raczej nie wyobrażamy sobie tego czasu bez świątecznych dekoracji zdobiących ulice, witryny sklepowe i nasze mieszkania. Polska jest uznanym na świecie producentem artykułów bożonarodzeniowych [7], a większość z nich to bombki choinkowe.

Od lat Polska należy także do ścisłej czołówki światowych eksporterów tych wyrobów. W 2019 r. wartość polskiego eksportu artykułów bożonarodzeniowych wyniosła 80,4 mln EUR, tj. dwuipółkrotnie więcej niż w 2015 r. Pozwoliło to Polsce uplasować się na 3. miejscu światowej czołówki. Więcej eksportowały tylko Chiny (światowy lider sprzedaży z udziałem w rynku powyżej 80 proc.) oraz Niemcy [8].

W 2019 r. polskie bombki trafiły do 71 krajów położonych na wszystkich kontynentach, w tym także do Tanzanii, Ekwadoru czy Tadżykistanu [9]. Jednak ich głównym odbiorcą były Niemcy i Stany Zjednoczone. Trafiło tam odpowiednio 44,8 proc. i 18,2 proc. całego polskiego eksportu tych wyrobów. Ważnymi odbiorcami artykułów bożonarodzeniowych były także: Francja, Rumunia, Słowacja, Czechy, Węgry i Rosja (wykres 4).

Niestety, obecny rok z powodu pandemii COVID-19 będzie gorszy dla polskich eksporterów ozdób bożonarodzeniowych. W okresie styczeń-październik 2020 r. wartość sprzedaży tych wyrobów za granicę zmniejszyła się o ponad 18 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Najbardziej ucierpiał eksport do Wielkiej Brytanii, Czech, Rosji, na Węgry i do USA.

Oprócz pandemii COVID-19 jedną z przyczyn spadku sprzedaży bombek choinkowych mogła być specjalizacja Polski w eksporcie produktów premium (np. ręcznie malowane bombki z dmuchanego szkła). Wyroby te wyróżniają się unikalnym wzornictwem i wysoką jakością wykonania. Kryzys gospodarczy mógł przyczynić się do zmniejszenia popytu na produkty premium i wzrostu zapotrzebowania na produkty z niższej półki. Może o tym świadczyć ponad 17 proc. wzrost chińskiego eksportu ozdób bożonarodzeniowych w okresie styczeń-październik 2020 r. (r/r) [10]. Połowa tego wzrostu wynikała ze zwiększonych dostaw do USA. Wzrósł także eksport do Wielkiej Brytanii, Włoch, Rosji, Niemiec i Francji.
Główni odbiorcy polskich artykułów bożonarodzeniowych w 2019

Opracowanie/Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[7] W kategorii „artykuły bożonarodzeniowe” (CN 950510) klasyfikowanych jest wiele świątecznych ozdób i dekoracji z wyłączeniem świec i zestawów oświetlenia elektrycznego, naturalnych choinek i stojaków na choinki.
[8] https://www.intracen.org/itc/market-info-tools/trade-statistics/ [dostęp: 21.12.2020].
[9] http://swaid.stat.gov.pl/SitePages/StronaGlownaDBW.aspx [dostęp: 21.12.2020].
[10] Dane Generalnej Administracji Celnej Chin, http://english.customs.gov.cn/ [dostęp: 21.12.2020].

Zmiany w zakupach świątecznych Polaków

Polska tradycja spędzania Świąt Bożego Na-rodzenia wiąże się ze wzmożonymi zakupami, obdarowywaniem się prezentami (37 proc. wskazań konsumentów) i spotkaniami z rodziną przy wigilijnym stole (31 proc.) [3]. Pandemia COVID-19 sprawiła, że w tym roku świąteczne zwyczaje Polaków zmienią się. Aż 72 proc. deklaruje pozostanie w domu, 67 proc. ograniczenie wizyt w sklepach stacjonarnych, 63 proc. ograniczenie spotkań towarzyskich, a 62 proc. wcześniejsze zrobienie zakupów [4].

Z danych GUS wynika, że wzrost zamożności społeczeństwa w ostatnich latach przekładał się na rosnące wydatki konsumentów, szczególnie w końcówce roku. W listopadzie i w grudniu 2019 r. sprzedaż detaliczna ogółem była o ponad 5 proc. wyższa w każdym z tych miesięcy w porównaniu z analogicznym okresem 2018 r. Z ostatnich dostępnych danych GUS wynika, że w listopadzie , w porównaniu do października br., wystąpił spadek sprzedaży detalicznej o 5,4 proc., ale sprzedaż przez Internet wzrosła aż o 47,9 proc., głównie mebli, RTV i AGD (wzrost o 70,9 proc), tekstyliów, odzieży i obuwia (56,9 proc) oraz żywności i napojów (52,2 proc.) (wykres 2).

Zmiany sprzedaży detalicznej w listopadzie w porównaniu do października 2020 r. według grup produktów ogółem i przez Internet

W wyniku drugiej fali pandemii i zastosowanych restrykcji zaobserwowano skokowy wzrost zakupów świątecznych online, postrzeganych jako bardziej bezpieczne niż w sklepach stacjonarnych. W rezultacie udział sprzedaż online w sprzedaży detalicznej ogółem wzrósł z 7,3 proc. w październiku br. do 11,4 proc. w listopadzie br. Udział sprzedaży online prasy i książek osiągnął w listopadzie 38,1 proc., a tekstyliów, odzieży i obuwia – 35,4 proc. w sprzedaży ogółem danej kategorii. W przypadku mebli, RTV i AGD jest to 22,5 proc., farmaceutyków i kosmetyków – 7,4 proc., a żywności (która ciągle chętniej kupowana jest w sklepach stacjonarnych) – 1,3 proc. [5].

Z badań Deloitte dotyczących świątecznych zakupów wynika, że w 2020 r. Polacy planują zmniejszenie wydatków świątecznych o 29 proc. w porównaniu z 2019 r. (z 1851 PLN do 1318 PLN) [6]. Zmieni się też struktura zakupów planowanych przez konsumentów. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, planowany jest wzrost udziału wy-datków na prezenty, a spadek na podróże, co jest oczywiste z powodu ograniczeń wprowadzonych przez poszczególne kraje. Spośród krajów uczestniczących w badaniu, Polska wyróżnia się najwyższym przewidywanym udziałem wydatków na prezenty (52 proc. wskazań) i spadkiem udziału wydatków na żywność i napoje (z 35 proc. w 2019 r. do 33 proc. w 2020 r.), podczas gdy w innych badanych krajach przewiduje się wzrost wydatków na tę kategorię (wykres 3).

Struktura planowanych wydatków świątecznych w latach 2019-2020 w wybranych krajach

Opracowanie/Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[3] Święta w handlu (2018), https://hurtidetal.pl/article/ art_id,23729-60/swieta-w-handlu/ [dostęp: 22.12.2020].
[4] Raport: Zakupy świąteczne 2020. Wyniki i wnioski (2020), Deloitte, https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/ consumer-business/articles/zakupy-swiateczne-2020.html [dostęp: 22.12.2020].
[5] Dynamika sprzedaży detalicznej w listopadzie 2020 r. (2020), GUS, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ ceny-handel/handel/dynamika-sprzedazy-detalicznej -w-listopadzie-2020-roku,14,71.html [dostęp: 21.12.2020].
[6] Raport: Zakupy świąteczne 2020. Wyniki i wnioski (2020), Deloitte, https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/ consumer-business/articles/zakupy-swiateczne-2020.html;
Zakupy świąteczne 2019. Prezentacja wyników badania świątecznych zwyczajów konsumenckich w Polsce i w Europie (2019) Deloitte, https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/ consumer-business/articles/zakupy-swiateczne-2019.html [dostęp: 22.12.2020].

Złoty krąży wokół 4,50 za euro. Problemy gospodarcze Hiszpanii

Poznaliśmy ostatnimi dniami serię odczytów wzrostu PKB dla kilku najważniejszych gospodarek. Trzeci kwartał był rekordowo dobry na świecie, ale i tak odbicie to nie pokrywa strat związanych z początkiem pandemii.

4,50 za euro

Po ostatnich spadkach wartości złotego, dzisiaj mamy lekką korektę. Biorąc pod uwagę, że euro zdrożało z niemal 4,44 zł do 4,52 zł przez moment, zatrzymanie się na 4,50 zł może być chwilową realizacją zysków, niż realnym ruchem korekcyjnym. Warto pamiętać, że przed świętami na rynku mamy mniej inwestorów, gdyż część osób pozamykała pozycje przed dniami wolnymi. W rezultacie, można się spodziewać, że bodziec, który normalnie nie miałby aż takiego wpływu, teraz silniej ruszy kursem.

Dane zza oceanu

Sposób podawania danych makroekonomicznych w USA wyjątkowo nie przystaje do 2020 roku. Amerykanie podają wskaźnik wzrostu PKB annualizowany. Oznacza to, że symulują, jak zachowałby się on w ciągu roku, gdyby cały rok był taki, jak badany kwartał. W rezultacie, dowiedzieliśmy się, że wzrost PKB wynosił w trzecim kwartale 33,4% w ujęciu rocznym. Powodem jest fakt, że trzeci kwartał to odbicie po spadkach z drugiego. Wynik roczny wynosi -2,8% co oddaje realnie sytuację Stanów i jest to wynik symbolicznie lepszy od oczekiwań. Słabiej wypadł z kolei indeks koniunktury, co nie zmienia faktu, że pod koniec dnia dolar ponownie odrabiał straty względem euro.

Problemy Hiszpanii

Na kondycję euro mają wpływ nie tylko poprawiające się ostatnio dane z głównej gospodarki strefy, jaką są Niemcy, ale również inne kraje. Dzisiejsze dane z Hiszpanii z pewnością studzą optymizm inwestorów. Pomimo tego, że trzeci kwartał był rekordowo dobry i zakończył się wzrostem o ponad 16% to w skali roku mamy do czynienia ze spadkiem PKB na poziomie 9% obecnie. To o 0,3% większy spadek niż oczekiwali analitycy. Problemy gospodarcze południa Europy już raz powstrzymały Unię w wychodzeniu z kryzysu i normalizacji polityki monetarnej. Patrząc na to, co się dzieje obecnie, możemy mieć niestety powtórkę tamtych wydarzeń.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – raport o wydatkach Amerykanów,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Wydatki świąteczne zdeterminują kształt PKB w IV kw. 2020 r.

Sprzedaż detaliczna obniżyła się w listopadzie o 5,3 proc. Wyniki w grudniu najprawdopodobniej wciąż będą gorsze niż w 2019 r. – Polski Instytut Ekonomiczny szacuje spadek o 2 proc. Grudniowe wyniki handlu detalicznego będą znacznie mocniej determinować kształt PKB w IV kwartale niż listopadowe.

W standardowym warunkach obroty w tym miesiącu są o 18-25 proc. wyższe niż w okresie marzec-listopad oraz 30-40 proc. większe niż w styczniu i lutym (wykres 1). W obliczu pandemii i mniejszej liczby odwiedzin bliskich dużą niewiadomą jest, jak zmienią się wydatki świąteczne.

Sprzedaż w kolejnych miesiącach

Badania ankietowe konsumentów dają rozbieżne wyniki: Deloitte wskazuje na spadek wydatków świątecznych o 29 proc. [1], IBRiS o 1,8 proc. [2]. Ankietowani przez Deloitte raportują, że będą redukować głównie koszty związane z transportem, rozrywkami oraz żywnością. Spadki wydatków w tych grupach się-gną 70 proc., 43 proc. i 33 proc. Firma konsultingowa wskazuje, że ograniczenia wydatków na prezenty jest na tym tle małe (o 8 proc.). Wyniki tej ankiety w przeszłości często odbiegały od wzorców zakupowych raportowanych przez GUS, niemniej badanie najprawdopodobniej trafnie pokazuje największych przegranych, tj. stacje benzynowe oraz sklepy z żywnością.

Dane o wysokiej częstotliwości sugerują wyniki bliższe sondażowi IBRiS. Indeks mobilności Google wskazuje, że ruch w placówkach handlowych dynamicznie wzrósł w pierwszej połowie miesiąca. Galerie handlowe odwiedza o 20 proc. mniej osób niż w styczniu – w listopadzie było to 40 proc. mniej. W mniejszych placówkach obserwuje-my wzrost o 10 proc., choć może mieć on po części charakter sezonowy. Najprawdopodobniej dużo wyższe będą też wyniki e-commerce, choć nie zrekompensują one w pełni strat sklepów stacjonarnych.

Dlatego też Polski Instytut Ekonomiczny szacuje, że sprzedaż detaliczna spadnie w grudniu o 2 proc. r/r. W ca-łym IV kw. wartość dodana w handlu będzie niższa o 3 proc. r/r. Łącznie wyniki sektora obniżą PKB w ostatnim kwartale o około 0,5 pkt. proc.

Autor/źródło: Polski Instytut Ekonomiczny

[1] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/consumer-business/articles/zakupy-swiateczne-2020.html [dostęp: 21.12.2020].
[2] https://ibris.pl/wp-content/uploads/2020/12/Raport-%C5%9Bwi%C4%85teczny-2020_IBRiS_F-1.pdf [dostęp: 21.12.2020].

W czasach zarazy czytamy więcej – przed świętami długi księgarń zaczęły maleć

Więcej niż co trzeci Polak zaczął częściej czytać książki lub słuchać audiobooków w okresie pandemii. Ponad 17% twierdzi także, że kupuje ich więcej. W czasach zarazy najchętniej sięgamy po kryminały, thrillery i horrory. Wielu z nas może się także spodziewać książek pod choinką. Niemal trzy czwarte Polaków kupuje je na prezent, wynika z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów. Wzrost czytelnictwa w finansach księgarń zaczął być widoczny właśnie przed świętami. Na koniec listopada ich zadłużenie spadło z 16 mln zł do 13,7 mln zł.

Lockdown, obostrzenia dla kin, teatrów, centrów handlowych, brak masowych imprez, spotkań i inne ograniczenia, z którymi mierzymy się w obecnym czasie, wywarły wpływ na czytelnictwo Polaków. Więcej czasu spędzamy w domu i chętniej sięgamy po literaturę – czy to w postaci tradycyjnego papierowego wydania, ebooków czy audiobooków. Z najnowszego badania Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA wynika, że w okresie pandemii 35% z nas bierze do ręki książkę częściej. Wciągają nas szczególnie kryminały, thrillery i horrory – czyta je 36% zapytanych. Książki historyczne oraz romanse i literatura obyczajowa zajmują ponad jedną piątą z nas. Na kolejnych miejscach są książki kucharskie, naukowe i popularnonaukowe, biografie oraz bestsellery z różnych kategorii.

Wzrost czytelnictwa w Polsce, to jeden z niewielu pozytywnych skutków pandemii. Nadchodzące święta Bożego Narodzenia także sprzyjają zakupom książek, szczególnie że – jak pokazuje nasze badanie – większość z nas obdarowuje nimi bliskich. Najczęściej nabywamy w tym celu literaturę dziecięcą, młodzieżową oraz bestsellery. Część z nas znajdzie je zapewne w tym roku pod choinką – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Książki na prezent wybiera 73% z nas, przy czym często decyduje się na taki podarunek 29%, a bardzo często 8%. Nieco ponad co czwarty Polak (27%) deklaruje, że nigdy nie wybiera książek jako prezentu pod choinkę czy z innej okazji.

 W listopadzie długi zaczęły gwałtownie maleć

Blisko czterech na dziesięciu Polaków przyznaje, że książki (w różnej formie) w pandemii kupowało chętniej niż przed pojawieniem się koronawirusa (39%). 17% wskazuje przy tym, że oznaczało to dla nich wzrost wydatków w tej sferze, w tym dla 3,1% wiązało się z zakupem stałego dostępu do ebooków lub audiobooków. Dla 40% z nas te nakłady nie zmieniły się w czasie pandemii. 8% ograniczyło takie wydatki. Z kolei książek nie kupuje wcale 34% zapytanych.

Mimo większego zainteresowania literaturą, długi księgarni i wydawnictw nadal są wyższe niż przed pandemią. Od lutego do końca listopada, zobowiązania księgarń wzrosły o niemal 873 mln zł – z 12,5 mln zł do 13,7 mln zł. Ale w listopadzie nastąpiła istotna zmiana. Do końca września długi księgarń urosły do 16 mln zł, w październiku utrzymały się w zasadzie na niezmienionym poziomie, by w listopadzie spaść o 2,2 mln zł. Do 20 grudnia dług zmniejszył się o kolejne 300 tys. zł. Jednak mimo spadku łącznego zadłużenia i zmniejszenia się liczby dłużników nadal średnie zadłużenie w tej branży jest aż o 10 tys. zł większe niż przed pandemią. Jeszcze w lutym wynosiło ono 67 tys. zł. Teraz jest to ponad 77 tys. zł. To oznacza, że z Krajowego Rejestru Długów zniknęli ci księgarze, których długi nie były zbyt wysokie, kłopoty pozostałych się pogłębiły.

W nieco lepszej sytuacji są wydawnictwa. Kwota ich zadłużenia sięga co prawda prawie 4,9 mln zł, ale jego wzrost był mniejszy niż w przypadku księgarń i sięgał niespełna 3%. – Dla wydawnictw większy popyt na książki to dobre wieści i szansa na większy zysk. Jednak nie wygenerują go bez księgarni, które sprzedają ich pozycje. Tylko niecałe 3% Polaków kupuje książki bezpośrednio u wydawcy. Sytuacja obu branż pozostaje więc systemem naczyń połączonych – komentuje Adam Łącki.

Gdzie i jak kupujemy książki

W małych księgarniach zakupy robi blisko co dziesiąta osoba (9%). Najczęściej w tym celu udajemy się do sieciowych sklepów oferujących literaturę i prasę (34%). Mniej niż co czwarty czytelnik zamawia pozycje przez księgarnie stricte internetowe (23%), a blisko co piąty (18%) szuka ich na portalach aukcyjnych. Najczęściej o wyborze miejsca zakupu decyduje oferowana cena (30% wskazań) oraz wygoda (28%). Dla 13% liczy się szeroki asortyment, a dla 12% możliwość obejrzenia książki przed zakupem.

Polacy chętnie sięgają też po literaturę „z drugiej ręki”. Niemal 40% czytelników pożycza książki od rodziny i znajomych, podobny odsetek korzysta z oferty bibliotek (38%). Najczęściej sięgamy jednak po pozycje z naszej własnej kolekcji książek, którą mamy w domu.

Przy wyborze samej pozycji pierwszoplanową rolę dla czytelników gra treść (43,6% wskazań), a dopiero później cena (34%). Dla blisko co czwartej osoby ważny jest także autor. 18% z nas kieruje się rekomendacją znajomych, a 16% tytułem, który widzi na okładce.

Badanie na temat czytelnictwa i korzystania Polaków z księgarń zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w dniach 10-17 grudnia 2020 r. na reprezentatywnej grupie 1010 osób.

Online na święta, ale nie tylko od święta. Jak covid-19 wpłynął na zakupy świąteczne Polaków?

Rok 2020 to zdecydowanie rok e-commerce. 72% internautów deklaruje,
że kupuje w Internecie. 1/3 zintensyfikowała zakupy online bezpośrednio ze względu na pandemię, żeby zwiększyć swoje bezpieczeństwo. A jak covid-19 wpłynął na nasze zakupy świąteczne?

Inspiracje online

Jak pokazują wyniki grudniowego badania „E-Xmas” przeprowadzonego na 2500 internautach, 51% Polaków poszukuje inspiracji do zakupu prezentów w Internecie. Internet w tym zakresie szczególnie intensywnie w tym roku wykorzystują „silversi”, czyli osoby w wieku 55+ lat. W tej grupie 72% zainspirowało się informacjami i reklamami online, aby obdarować bliskich. Inspiracji polscy konsumenci poszukują w wielu miejscach, ale najczęściej w tym roku jest to Allegro (36%), a dalej strony sklepów internetowych (31%) oraz gazetki online (27%). Bezpośrednio w wyszukiwarce inspiracji poszukiwało 29% internautów. Co ciekawe, te zakupowe miejsca były częściej wykorzystywane inspiracyjnie niż media społecznościowe czy blogi, które zwykle kojarzą się z treściami inspiracyjnymi. Najwyrażniej konsumenci byli zaineresowani skróceniem ścieżki zakupowej do minimum, czyli bezpośrednim przełożeniem swoich wyborów na zakupy. Konsumenci o najzasobniejszych portfelach również jako źródło inspiracji wybrali miejsca sprzedażowe. 54% – wybrane sklepy internetowe, a 44% Allegro i, co ciekawe, również gazetki promocyjne online. Rodzice zaś swoje pierwsze kroki po prezenty skierowali przede wszystkim na Allegro. Duży wpływ na poszukujących prezentów miały także reklamy online. Aż 53% przyznało, że zakupili prezenty miedzy innymi dzięki reklamie w sieci, a 22% wręcz zadeklarowało, że większość prezentów zakupili w wyniku kontaktu z taką reklamą. Zdecydowanie najchętniej z podpowiedzi w reklamach skorzystali najmłodsi konsumenci – w wieku 18-24 lata. Do ich wpływu przyznało się też 2/3 osób o najzasobniejszych portfelach.

Internet, że ho-ho-ho!

Zainspirowani w sieci, Polacy ruszyli na zakupy… do sieci. 47% potwierdza, że przynajmniej część prezentów zakupi online, a co 5. Internauta deklaruje, że będą to wszystkie prezenty. Najczęściej na e-zakupy zdecydowali się Polacy w wieku 25-34 lata, ale też najstarsza grupa konsumentów. Oni zdecydowanie postawili na bezpieczeństwo, chociaż nie tylko. Generalnie internauci zdecydowali się na zakupy prezentów w sieci też ze względu na wygodę, duży asortyment i oszczędność czasu. Oszczędność pieniędzy w kontekście prezentów znalazła się na ostatnim miejscu. Osoby w wieku 55+ lat najbardziej doceniły szeroki asortyment, a z kolei wygoda zakupów przemówiła najbardziej do mieszkańców największych miast, mieszkańców wsi i konsumentów zarabiających pow. 7000 zł miesięcznie. Z kolei rodzice docenili świąteczne e-zakupy najbardziej za oszczędność czasu. Okazuje się też, że zakupy online mogą sprawiać przyjemność. Być może nie da się tu odtworzyć wprost świątecznego klimatu galerii handlowych, ale internauci w skali 1-5 ocenili przyjemność dokonywania e-zakupów świątecznych na 4,22, czyli bardzo wysoko. I najwyraźniej jest to prawda, ponieważ pomimo, że nie spotkają się w tym roku przy świątecznym stole z dużą częścią bliskich, na prezenty wciąż średnio wydali ponad 550 zł. Większość prezentów zakupionych też została w tym roku znacznie wcześniej. Co 4. internauta zaczął zakupy jeszcze w pierwszej połowie listopada, a jedynie 8% osób (2-krotnie mniej niż rok temu), zostawiło zakupy na ostatnie dni przed Świętami.

Co pod choinkę?

A co ostatecznie zostało zakupione i w charakterze prezentu zagości pod świątecznym drzewkiem? Okazuje się, że tu nie zmieniło się wiele. Podobnie jak rok temu Polacy wybrali dla swoich bliskich kosmetyki, produkty modowe i biżuterię. Nowością są różne prezenty związane z hobby, które wskoczyły na podium i znalazły się na liście zakupowej zaraz za kosmetykami. To akurat może być bezpośredni efekt pandemii, ponieważ w czasie obostrzeń Polacy wrócili do swoich, często odkładanych z braku czasu, pasji albo wręcz na nowo odkryli swoje zainteresowania. 19% internautów zaczęło częściej czytać, 12% wykupiło różne kursy online. 32% internautów potwierdza, że pandemia zmobilizowała ich – przemyśleli różne rzeczy i wdrożyli nowe przedsięwzięcia.

Badanie „E-Xmas” zostało zrealizowane przez Mobile Institute w dniach 15-20 grudnia 2020 roku metodą CAWI – responsywnych ankiet internetowych. Zebrano opinie od 2500 internautów. Dane są reprezentatywne dla internautów w Polce pod względem struktury płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania.

Tak bardzo chcieć pomóc, że aż zaszkodzić

Donald Trump zapragnął przypomnieć, że jeszcze przez miesiąc pozostaje prezydentem Stanów Zjednoczonych i chce mieć swój udział w pakiecie ratunkowym. Jednak jego żądania mogą skomplikować proces uruchomiania pomocy fiskalnej, z którą nie ma co zwlekać.

Prezydent USA Trump zagroził, że nie podpisze pakietu stymulacyjnego, dopóki Kongres nie wprowadzi poprawki podnoszącej wartość czeków dla Amerykanów do 2000 USD z 600 USD. Nastąpiło to po tym, jak w weekend Demokraci i Republikanie wspólnymi siłami wypracowały pakiet wart 900 mld USD. Więcej pieniędzy do kieszeni Amerykanów wpisuje się w politykę Demokratów, stąd nie dziwi poparcie dla pomysłu ze strony spikerki Izby Pelosi, która jest gotowa poddać poprawkę pod głosowanie jeszcze w tym tygodniu. Jednak zmiany w ustawie to tylko odraczanie wypłaty pieniędzy, gdyż trudno uwierzyć, że Republikanie tak łatwo przystaną na podwyżkę wartości czeków, szczególnie że pierwotnie chcieli oni pakietu wartego zaledwie 500 mld USD. Dodatkową komplikacją jest powiązanie pakietu z ustawą budżetową zapewniającą 1,4 bln USD finansowania operacji rządowych do września przyszłego roku. Czas na poprawki kończy się 28 grudnia – jeśli do tego czasu ustawa budżetowa nie zostanie zatwierdzona, USA czeka częściowy government shutdown. Z historii wiemy, że kongresmenów w Waszyngtonie nie zraża shutdown i są gotowi przeciągać negocjacje budżetowe przy wstrzymanej działalności instytucji federalnych. Tylko czy warto aplikować gospodarce dodatkowy chaos, kiedy pandemia COVID-19 wystarczająco ciąży na aktywności gospodarczej? Zamiast otrzymać czeki zaraz po świętach, Amerykanie będą musieli czekać na pomoc kolejne dni, a być może dodatkowo pracownicy sektora publicznego i zewnętrzni zleceniobiorcy na pewien czas stracą dotychczasowe źródło dochodu. Na horyzoncie rodzi się ryzyko, że wprawdzie wizja silnego ożywienia w 2021 r. dalej czeka na horyzoncie, ale dopiero za niespodziewaną przeszkodą.
Rynek akcji ma trudności z obraniem kierunku i obroną wczorajszej próby odreagowania poniedziałkowej korekty, ale po rynku walutowym nie widać skoku awersji do ryzyka. Wręcz przeciwnie USD traci dziś, przerywając wzrostową passę z ostatnich trzech sesji. Nie odczytywałbym z tego, że rynek nie widzi zagrożenia w żądaniach Trumpa. Szczerze, to nic bym nie starał się wyczytywać z zachowania instrumentów. Płynność wyraźnie spadła, za chwilę mamy długi, świąteczny weekend. Na rynku USD dochodzi do porządkowania pozycji po ostatnich wzrostach. Nie ma masowego pędu, by budować świeże pozycje pod dyskonto nowych informacji. Pozostaje tylko śledzić odniesienia z Waszyngtonu, aby mieć lepszy ogląd sytuacji pod powrót normalnego handlu po Nowym Roku.

Ograniczona płynność wpływa też na funta. W temacie brexitu po ostatniej dobie wiemy, że tylko kwestia łowisk pozostała do uzgodnienia (a zatem temat równych szans dla firm został uzgodniony), ale napływające informacje nie sugerują szybkiego kompromisu. GBP/USD zaczyna dzień na 1,34, a w kolejnych godzinach równie dobrze możemy skoczyć do 1,35, co spaść do 1,33. Teoretycznie dyplomaci unijni zasugerowali dzisiejszy deadline na porozumienie, ale tak naprawdę liczy się tylko 31 grudnia, po którym w przypadku braku porozumienia nastąpi handlowy chaos, którego jednak nikt nie chce.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zakup mieszkania – jakie czekają Cię opłaty?

Przy zakupie mieszkania – szczególnie tego pierwszego – nie zawsze wiemy, na jakie wydatki powinniśmy się przygotować. Tymczasem cena samego lokalu oraz wkład własny do kredytu gotówkowego to nie jedyne koszty, z jakimi trzeba się liczyć. To ważne na etapie planowania oraz szacowania budżetu. Opłata, której nie wzięliśmy pod uwagę, może zrujnować nasze plany, wymagać poszukiwania dodatkowych środków, a nawet zaprzepaścić urządzanie nowego wnętrza. Jakie koszty trzeba więc wkalkulować?

1. Podatek VAT

2. Opłaty notarialne

3. Pośrednictwo sprzedaży

4. Opłaty sądowe

Co ważne, koszty zakupu mieszkania różnią się, jeśli chodzi o nowe mieszkanie w Krakowie a mieszkania z rynku wtórnego pod względem podatkowym.

Podatek VAT

Zarówno przy zakupie mieszkania z rynku wtórnego, jak i pierwotnego, uiścić trzeba podatek. Pierwszy przypadek jest pod tym względem mniej korzystny, gdyż kupujący zobowiązany jest uregulować podatek od czynności cywilnoprawnych wynoszący 2% wartości rynkowej mieszkania. Warto podkreślić, że ta wartość rynkowa nie musi być tożsama z kwotą transakcji. Podatek naliczany jest i odprowadzany przez notariusza, u którego zawierana jest umowa. Jeśli chodzi o nowe mieszkania w Krakowie, podobnie jak inne nieruchomości na rynku pierwotnym, ta opłaca nie występuje. Deweloper w cenie uwzględnia natomiast podatek VAT w wysokości 8%, gdy powierzchnia mieszkania nie przekracza 150 metrów kwadratowych lub 23% przy większym metrażu.

Opłaty notarialne

Powyżej zasygnalizowana została już kwestia notariusza. W przypadku każdej umowy kupna-sprzedaży nieruchomości wymagany jest akt notarialny. Wysokość tak zwanej taksy notarialnej, czyli wynagrodzenia notariusza, określa Rozporządzenie Ministra Sprawiedliwości. Ostateczna kwota zależy od wartości nieruchomości. Gdy nie przekracza ona miliona złotych, taksa to maksymalnie 1 010 złotych plus dodatek w wysokości 0,4% nadwyżki w wartości mieszkania powyżej 60 000 złotych. Pozostałe progi także określone są ustawą.

Co prawda, maksymalna stawka może zostać przez notariusza obniżona, jednak najczęściej zdarza się to w przypadku kancelarii współpracujących z biurami pośrednictwa nieruchomości lub deweloperami.

Pośrednictwo sprzedaży

Jeśli kupujemy nowe mieszkanie od dewelopera lub poszukujemy nieruchomości na rynku wtórnym na własną rękę, temat ten nas nie dotyczy. W przypadku gdy w zakupie nieruchomości pomaga nam pośrednik, do kosztów mieszkania doliczyć należy jego prowizję. Takie wynagrodzenie określane jest procentowo na podstawie ostatecznej ceny zakupu, ale podlega dość elastycznej negocjacji. Zazwyczaj to około 2 – 3 procent, ale zdarzają się pośrednicy, którzy określają konkretną sumę niezależnie od kwoty transakcji.

Opłaty sądowe

Kolejne opłaty, których nie da się ominąć, to koszty sądowe. Na szczęście nie są one bardzo wysokie, choć mogą stanowić uciążliwość. Na początku, tuż po dokonaniu transakcji, zakup oraz zmianę prawa własności mieszkania należy potwierdzić wpisem w księdze wieczystej. Zapłacimy za to 200 złotych. Często kwotę tę uiszcza się już u notariusza, który sam wysyła wniosek do sądu. Jeśli nieruchomości nie założono księgi wieczystej, trzeba to zrobić, co pociąga za sobą kolejną opłatę – tym razem w wysokości 60 złotych.

Koszty rosną, jeśli mieszkanie kupowane jest na kredyt. Niezbędne w takiej sytuacji jest wpisanie do księgi wieczystej hipoteki jako zabezpieczenia dla banku. To koszt 200 złotych. Często także do momentu umieszczenia tego wpisu – co może potrwać nawet kilka miesięcy – bank pobiera dodatkowe opłaty w ramach zabezpieczenia kredytu.

Rynek nieruchomości przemysłowych i logistycznych odporny na koronawirusa

Mimo pandemii, od początku stycznia do końca września 2020 r. przybyło w Polsce 1,7 mln metrów kw. powierzchni przemysłowych i logistycznych. To prawie tyle samo, co rok wcześniej. Polska znalazła się na drugim miejscu pod względem popytu na nieruchomości industrialne w Europie. Zdaniem ekspertów BNP Paribas Real Estate z Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych zawdzięczamy to w głównej mierze ekspansji polskich firm.

Największe przyrosty nowych powierzchni magazynowych, logistycznych i przemysłowych pojawiły się w obszarze Warszawa II (obiekty usytuowane ok. 50 km od centrum stolicy) oraz na Górnym i Dolnym Śląsku. W rejonach tych znajduje się również najwięcej inwestycji w budowie: 352 tys. metrów kw. na Górnym Śląsku oraz 249 tys. metrów kw. w Warszawie II.

„To był niewyobrażalnie trudny rok. Dla wielu branż stał pod znakiem >>być albo nie być<<. Sektor magazynowy okazał się wyjątkowo odporny na turbulencje gospodarcze spowodowane pandemią. Przyśpieszający e-commerce, zmiany w strukturze handlu, reorganizacje łańcuchów dostaw, wysoki popyt i aktywność najemców, a także ruch na placach budów wskazują, że w 2021 roku magazyny nadal będą w formie i nie znikną z radarów inwestorów” – mówi Igor Roguski, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate.

Zasoby powierzchni magazynowych i logistycznych wynoszą aktualnie w Polsce 20,3 mln metrów kw., z czego ponad 10 mln znalazło się na rynku w ciągu ostatnich pięciu lat. Skokowo wzrósł również wolumen powierzchni wynajętej – w porównaniu do trzech pierwszych kwartałów 2019 roku ilość wynajmowanych powierzchni magazynowych wzrosła o 1 mln metrów kw. i wynosi obecnie 3,7 mln metrów kw.

Rozwój centrów dystrybucyjnych w pobliżu wielkich miast wynika ze wzrostu zapotrzebowania na usługi „logistyki ostatniej mili”. Parki przemysłowe, dobrze skomunikowane z centrum większych miejscowości, oferujące powierzchnie komercyjne o wysokim standardzie, cieszą się dużym zainteresowaniem firm e-commerce, kurierskich i konfekcjonujących, a także firm poszukujących miejsc na główne siedziby czy showroomy.

Rynek ten podlega jednak dynamicznym zmianom. „Przewidujemy, że w przyszłym roku na tapecie będą małe magazyny miejskie, szalenie istotne z punktu widzenia e-handlu, ale także operacji firm kurierskich. Możemy mieć za to do czynienia z mniejszym niż dotychczas udziałem powierzchni budowanej spekulacyjnie” – mówi dyr. Roguski.

Według niego można również założyć, że bazowe stawki czynszu w obszarze powierzchni industrialnych nie będą już rosły, jak to się działo w ciągu ostatnich dwóch lat. „W 2021 roku stawki uplasują się na stabilnym poziomie, podobnie jak to miało miejsce w drugiej połowie mijającego roku. Będziemy mieli do czynienia z oferowaniem najemcom atrakcyjnych zachęt czynszowych przy jednoczesnym proponowaniu lepszych parametrów technicznych wynajmowanych obiektów” – mówi dyr. Roguski.

Ekspert zauważa również, że wzrasta znaczenie niszowych najemców, wynajmujących powierzchnie biurowo-magazynowe. Podmioty te oczekują np. rozwiązań wymaganych dla potrzeb nowoczesnych serwerowni – jak dostęp do światłowodów, niezależne źródła zasilania, systemy chłodzenia – umożliwiających prowadzenie operacji w centrach danych.

Kondycja sektora zależy od wielu czynników, część z nich stanowią uwarunkowania globalne. „Spodziewamy się, że nadchodzące kwartały to czas decyzji o przenoszeniu części produkcji z rynków azjatyckich do Europy, w tym Polski. Rok 2021 z pewnością będzie stał pod znakiem jeszcze większego wykorzystania potencjału rozwojowego e-handlu” – przewiduje dyr. Roguski.

Podkreśla jednocześnie, że w oczach zagranicznych inwestorów Polska nadal będzie gwiazdą europejskiej logistyki, a to za sprawą stabilnej dotychczas gospodarki, strategicznej lokalizacji, a także wysokiej klasy aktywów. „To, co ważne, i z pewnością będzie procentować nie tylko w 2021 roku, to fakt, iż pandemia nie zatrzymała dużych projektów infrastrukturalnych związanych z rozbudową sieci dróg ekspresowych i autostrad” – podsumowuje dyr. Roguski.

Zamachy samobójcze Polaków. Eksperci: Depresja będzie najbardziej powszechną chorobą cywilizacyjną

Jak wynika z danych Komendy Głównej Policji, nie został ustalony powód prawie co drugiego zamachu samobójczego z pierwszej połowy 2020 roku. Podobnie sytuacja wyglądała rok temu. Natomiast choroba psychiczna lub zaburzenia psychiczne to według policyjnych statystyk najczęstsza przyczyna targnięcia się na własne życie. Dalej są takie powody, jak zawód miłosny oraz nieporozumienia i przemoc w rodzinie. Dane pokazują również, że najwięcej tego typu czynów jest dokonywanych w poniedziałki, we własnych mieszkaniach lub domach.

Problemy psychiczne

Analizując dane Komendy Głównej Policji, można wnioskować, że nie został ustalony powód niemal połowy zamachów samobójczych z pierwszej polowy tego roku (2434 z 5945). W analogicznym okresie ub.r. było podobnie (2582 z 6039). Jak zaznacza Damian Markowski, ekspert z aplikacji Therapify, u ok. 80% osób, które tego dokonują występuje tzw. syndrom presuicydalny, będący zbiorem zachowań poprzedzających akt samobójczy. Oczywiście zdarzają się czyny popełnione pod wpływem chwilowego impulsu, ale one są rzadziej spotykane.

– Jeżeli policja zostaje wezwana do próby samobójczej, to jest zainteresowana głównie tym, czy można wykluczyć udział osób trzecich. Do tego dochodzi kwestia sporządzenia dokładnej informacji o dacie, godzinie i miejscu dokonania zamachu. Jednocześnie zdarza się, że informacje nt. przyczyn są zupełnie przypadkowe, bo np. członkowie rodziny czy sąsiedzi chcą coś ukryć. Bardziej rzetelne dane z tego zakresu są od lekarzy, np. w kartach zgonu – wyjaśnia prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

Natomiast patrząc na ustalone przyczyny zamachów, w tym roku najczęściej wskazywano chorobę psychiczną lub zaburzenia psychiczne – 1458 (wcześniej – 1310), zawód miłosny – 590 (585) oraz nieporozumienia i przemoc w rodzinie – 560 (652). Natomiast na drugim końcu zestawienia znajdują się takie powody, jak mobbing, cybermobbing bądź znęcanie się – 1 (wcześniej – 4), niepożądana ciąża – 3 (2) oraz zakażenie wirusem HIV lub zachorowanie na AIDS – 4 (2).

– Wymieniane w statystykach przyczyny samobójstw nie są nimi faktycznie. Stanowią one jedynie korelaty tych prób. Podstawowym powodem samobójstw, wspólnym dla wszystkich ludzi bez względu na to, czy mają zaburzenia psychiczne, czy też przeżywają problemy życiowe – jest cierpienie. Stanowi ono powód do poszukiwania pomocy i zgłaszania się do psychologów czy psychiatrów – podkreśla Jarosław Stukan, prezes Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Samobójstwom.

Jak stwierdza prof. Czapiński, zaburzenia afektywne, depresja oraz zespół maniakalno-depresyjny to główne przyczyny nawet 50-60% zamachów samobójczych. Natomiast w ok. 40% jest to uzależnienie od substancji psychoaktywnych. W przypadku osób dorosłych i starszych mówimy najczęściej o alkoholu, a u młodzieży i dzieci o dopalaczach i narkotykach, czyli ogólnie o substancjach psychoaktywnych. Według eksperta, tylko kilka procent prób jest spowodowanych innymi przyczynami.

– Ok. 25% samobójców pozostawia listy pożegnalne. Ta tendencja utrzymuje się także w Stanach Zjednoczonych i Niemczech. Treść jest różna, są tzw. listy instrumentalne, które wyrażają ostatnią wolę, np. oddania pieniędzy komuś, pewnych czynności związanych z pogrzebem itd. Ale niektórzy niejako w cudzysłowie usprawiedliwiają swój czyn. Ujawniają proces motywacyjny, który zadecydował o zachowaniach autodestrukcyjnych. Do tych listów należy podchodzić krytycznie, ponieważ samobójcy przedstawiają siebie w korzystnym świetle – zaznacza prof. zw. dr hab. dr h. c. Brunon Hołyst, prezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Niechlubny poniedziałek

Z danych policyjnych wynika, że najczęściej wybieranym miejscem zamachu samobójczego jest dom lub mieszkanie. Tak było zarówno w pierwszej połowie tego roku (3390), jak i w analogicznym okresie ub.r. (3452).

– Człowiek jakby zamyka się w sobie i w pomieszczeniu, do którego nie mają dostępu inne osoby z zewnątrz. Tak jest właściwie na całym świecie, że własne mieszkanie jest równocześnie miejscem, w którym dokonuje się samobójstwa – mówi prof. Hołyst.

Według policyjnych statystyk, poniedziałek jest dniem, w którym w analizowanych okresach najczęściej dochodziło do zamachów samobójczych (2020 r. – 938, 2019 r. – 936). Dalej jest niedziela (895 i 903). W tym roku najrzadziej był wybierany wtorek (812), a w ubiegłym – piątek (791).

– W poniedziałek dokonuje się najczęściej prób samobójczych na całym świecie i tę tendencję można obserwować już od kilku dekad. To jest dzień powrotu do codziennych obowiązków, co wiele osób stresuje, ale też związane są z tym sytuacje patologiczne, jak choćby mobbing w pracy. Wobec niedzieli należy zaznaczyć, iż najczęściej samobójstwa w tym dniu popełniane są zimą – informuje prezes Stukan.

Z kolei ekspert z aplikacji Therapify zaznacza, że osoby planujące samobójstwo często komunikują swój zamiar otoczeniu w pośredni sposób – „nie mam już na nic siły”, „nie mam po co żyć”, „lepiej byłoby beze mnie”. Zdarza się również, że rozdają swoim bliskim przedmioty czy nieoczekiwanie spisują testament. Okazując wsparcie i proponując profesjonalną pomoc, możemy uratować komuś życie. Damian Markowski wskazuje też na dane WHO, z których wynika, że do 2030 roku depresja stanie się najbardziej powszechną chorobą cywilizacyjną na świecie. A ryzyko samobójstwa wśród osób nią dotkniętych jest dwudziestokrotnie wyższe niż w populacji ogólnej.

– Pandemia z pewnością wyzwala stres oraz kryzysy, np. wówczas, gdy traci się pracę. Dodatkowe problemy psychiczne może wyzwalać niepewność jutra, co również ma miejsce. Zatem może przyczyniać się do wzrostu liczby samobójstw, jeśli będzie trwała zbyt długo, a przez to radykalnie zmieni życie wielu ludzi – podsumowuje prezes Polskiego Towarzystwa Zapobiegania Samobójstwom.

Ochrona portfela z kryptowalutami – jak zwiększyć bezpieczeństwo swoich środków?

Mówiąc o pieniądzach, większość z nas wyobraża sobie tradycyjne banknoty lub środki zgromadzone na koncie bankowym. Jednak na przestrzeni lat formy płatności mocno ewoluowały. Mamy dziś do dyspozycji kryptowaluty Bitcoin i Ether, które przechowuje się w specjalnych portfelach. Skuteczna ochrona portfela z kryptowalutami jest równie ważna, jak ochrona dostępu do bankowości internetowej.

Czym są kryptowaluty?

Kryptowaluty stają się dziś coraz bardziej popularne. Zarówno Bitcoin, jak i Ether dają możliwość bardzo szybkiej płatności. Transakcja jest niemalże natychmiastowa, nie trzeba czekać na środki tak długo, jak to jest w przypadku tradycyjnych przelewów bankowych walutą obowiązującą w danym kraju. Ponadto, obie te kryptowaluty są uniwersalne i nie podlegają pod żadne państwo, co również wpływa na wygodę korzystania z nich. Przetrzymuje się je w specjalnych portfelach wirtualnych, nie ma tutaj innej możliwości, aby dysponować taką walutą. Ochrona portfela Ethereum i Bitcoin wymaga zainstalowania odpowiedniego oprogramowania antywirusowego. Niestety hakerzy i złośliwe oprogramowanie wciąż czyhają na pieniądze – niezależnie od tego czy jest to waluta na Twoim rachunku bankowych, czy kryptowaluta w portfelu. Każde pieniądze są celem ataków internetowych, przed którymi należy się odpowiednio chronić. Cyberprzestępcy korzystają z różnorodnych metod, tak więc wybierając odpowiedni program antywirusowy, warto zdecydować się na taki, który zagwarantuje kompleksową ochronę portfela i wszystkich danych na komputerze.

Jaki program antywirusowy?

Aby ochrona portfela Bitcoin była skuteczna, potrzebujemy oprogramowanie ze specjalnym modułem ochrony właśnie takich portfeli. Tutaj świetnym wyborem będzie antywirus G Data, który posiada dedykowany moduł ochrony portfeli dla kryptowalut, ale również ochrony bankowości internetowej dla tradycyjnej waluty. Do wyboru mamy aż trzy programy, które wyposażone są w różne moduły ochrony komputera. Tak więc bez problemu dobrać można program optymalny do swoich potrzeb. G Data Antivirus, G Data Internet Security i G Data Total Security – każdy z tych programów posiada moduł ochrony portfeli kryptowalut Bitcoin i Ethereum. Jest to więc najlepsze rozwiązanie dla każdego, kto na swoim portfelu zgromadził spore środki i chce w maksymalny sposób zadbać o ich bezpieczeństwo. Kryptowaluty to produkt w pełni elektroniczny, dlatego tylko odpowiednie oprogramowanie komputerowe jest w stanie je zabezpieczyć.

Od stycznia 2021 roku przedłużona refundacja leku na rdzeniowy zanik mięśni. Lekarze czekają już tylko na badania przesiewowe noworodków

W Polsce jest około 1 tys. pacjentów z SMA, czyli rdzeniowym zanikiem mięśni – ciężką i rzadką chorobą genetyczną. W ponad 90 proc. przypadków objawy choroby pojawiają się już w okresie niemowlęcym. Dzieci, u których zanik mięśni został wcześnie zdiagnozowany, mogą zostać poddane błyskawicznemu leczeniu i rozwijać się podobnie jak ich zdrowi rówieśnicy. Dlatego też od 2021 roku mają ruszyć badania przesiewowe, które pozwolą szybko diagnozować i włączać do leczenia noworodki. Polska już w tej chwili jest w Europie liderem pod względem leczenia tej choroby. Na około tysiąc pacjentów 660 jest w programie lekowym i odczuwa znaczną poprawę jakości życia. Właśnie przedłużono także refundację leku nusinersen, który nie tylko zatrzymuje postęp choroby, ale też przywraca funkcje ruchowe chorych.

– Rdzeniowy zanik mięśni jest chorobą nieuchronnie postępującą. Bez leczenia zawsze prowadzi do postępującego osłabienia mięśni i ich zaniku. Im wcześniejszy początek choroby, tym pogorszenie jest szybsze i tym gwałtowniej postępuje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”.

SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka i rzadka choroba o podłożu genetycznym. Wywołuje ją mutacja w genie SMN1, która sprawia, że organizm nie wytwarza wystarczających ilości białka warunkującego przeżycie neuronów ruchowych. Kiedy jest go zbyt mało, dochodzi do obumierania tych neuronów i postępującego osłabienia mięśni, szczególnie tych odpowiadających za poruszanie się, oddychanie i przełykanie.

Szacuje się, że na SMA cierpi w Polsce około 1 tys. osób. W ostatnich latach ich życie diametralnie się poprawiło dzięki pojawieniu się w 2016 roku pierwszej na świecie skutecznej terapii farmakologicznej – nusinersenu. Od ubiegłego roku mają do niej dostęp wszyscy chorzy w Polsce. Obecnie leczonych nusinersenem jest ok. 660 pacjentów, a kolejnych kilkudziesięciu zostało zakwalifikowanych do programu lekowego. Tempo wdrażania tej terapii jest tak szybkie, że Polska staje się europejskim liderem w leczeniu SMA – jest jedynym krajem, który włączył do leczenia nusinersenem tak dużą liczbę chorych w tak krótkim czasie.

– Zdecydowaliśmy się na leczenie całej populacji. Dane napływające z realnej praktyki klinicznej wskazują, że mieliśmy rację. Wszyscy pacjenci korzystający z tego leczenia, niezależnie od typu SMA, odnoszą korzyści, a leczenie jest bezpieczne. Dotychczas żaden pacjent nie wypadł z programu lekowego np. ze względu na działania niepożądane, bezpieczeństwo leczenia czy kwestionowaną skuteczność – mówi prof. dr. hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki Instytutu Matki i Dziecka, były wiceminister zdrowia. – Nasza decyzja była dość odważna w Europie, a szczególnie w naszym regionie, ale mamy dowody na to, że był to olbrzymi sukces dla polskiej medycyny, systemu ochrony zdrowia, a przede wszystkim – dla pacjentów.

Przed opracowaniem nusinersenu nie istniała żadna metoda przyczynowego leczenia rdzeniowego zaniku mięśni. Po postawieniu diagnozy lekarze mogli tylko zalecać chorym leczenie objawowe, które sprowadzało się do łagodzenia powikłań i poprawy komfortu życia. Wprowadzenie nowej terapii okazało się przełomem. Właśnie przedłużono program refundacji leku na kolejne dwa lata.

– Przedłużenie decyzji refundacyjnej leku nusinersen w ramach programu lekowego NFZ na kolejne dwa lata jest bardzo dobrą wiadomością dla wszystkich chorych na SMA. Od 2019 roku mamy możliwość w Polsce obserwować dużą skuteczność leku, leczenie jest dobrze tolerowane. Objęto już nim ok. 70 proc. populacji chorych na SMA w naszym kraju, co jest dowodem dużego zaangażowania i źródłem satysfakcji lekarzy z 29 ośrodków realizujących program. Również doświadczenia mojego zespołu, leczącego obecnie ponad 60 osób z SMA, są bardzo dobre – dzięki farmakoterapii jesteśmy w stanie nie tylko zatrzymać postęp tej groźnej choroby, ale także przywracać ludziom już utracone funkcje ruchowe – podkreśla prof. dr hab. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii WUM.

Program leczenia SMA realizuje 29 krajowych ośrodków neurologicznych, a do terapii na bieżąco są kwalifikowani kolejni pacjenci. Co istotne, są to głównie osoby dorosłe, ponieważ włączanie do leczenia noworodków, u których rozpoznano SMA, odbywa się na bieżąco. Najmłodsze niemowlę z Wrocławia zostało objęte leczeniem zaledwie 20 godzin po urodzeniu.

Lekarze podkreślają, że efekty tej terapii wśród polskich pacjentów są bardzo dobre. Nawet chorzy z ciężkim przebiegiem SMA odzyskują część utraconych funkcji ruchowych i większą samodzielność w codziennym życiu. Z kolei niemowlęta z najcięższą postacią choroby otrzymały szansę na znacznie dłuższe życie.

– Leczenie pokazuje, jak bardzo zmienia się życie chorych na rdzeniowy zanik mięśni. Jedna z osób chorych mówiła nam, że teraz może samodzielnie pogryźć marchewkę, orzecha, czego wcześniej nie mogła robić. Są chorzy, którzy mogą teraz zostać sami w domu, sami obrócić się w łóżku. Ich rodzice, którzy przez 20 lat nie przespali ani jednej nocy, mogą teraz spokojnie spać – podkreśla Dorota Raczek.

– Badania są jednoznaczne: im szybciej włączone leczenie, tym jego efekt jest bardziej spektakularny. Najlepsze obserwowane są u dzieci, które są włączone do leczenia jeszcze przedobjawowo – dodaje prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

W ponad 90 proc. przypadków objawy choroby pojawiają się już w okresie niemowlęcym. W Polsce co roku rodzi się ok. 50. dzieci, u których na jakimś etapie rozwinie się SMA. Chorobę tę wywołuje mutacja genetyczna, którą w Polsce ma średnio jedna na 35 osób. Jeżeli oboje z rodziców są nosicielami tej wady genetycznej, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że ich dziecko zachoruje. Bez leczenia dzieci chorujące na SMA stopniowo tracą siłę, mobilność, zwykle też możliwość samodzielnego oddychania i umiejętność przełykania. Nieleczony rdzeniowy zanik mięśni jest najczęstszą genetyczną przyczyną śmierci dzieci do drugiego roku życia.

– W tej chwili naszym głównym celem jest wprowadzenie w Polsce badań przesiewowych noworodków pod kątem rdzeniowego zaniku mięśni. Mamy już informację, że dokumenty trafiły do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która przygotowuje rekomendację dla ministra zdrowia. Liczymy, że wczesną wiosną uda się wprowadzić pilotaż, najpierw w dwóch województwach: mazowieckim i łódzkim, a potem w kolejnych. Mamy nadzieję, że do końca 2022 roku badania przesiewowe obejmą już wszystkie niemowlęta, które rodzą się w Polsce – podkreśla Dorota Raczek.

To istotne o tyle, że czas ma ogromne znaczenie w leczeniu tej choroby. Potwierdzają to też wyniki opublikowanego niedawno badania klinicznego NURTURE. Wykazało ono, że wczesne przedobjawowe rozpoczęcie terapii stwarza szansę, że dziecko będzie rozwijać się prawie tak jak jego zdrowi rówieśnicy. W grupie 25 dzieci z genetycznie potwierdzonym SMA poddanych leczeniu w pierwszych sześciu tygodniach życia, jeszcze przed wystąpieniem objawów, po blisko pięcioletniej terapii 100 proc. z nich pozostaje przy życiu, a 88 proc. samodzielnie chodzi.

– Mam nadzieję, że badania przesiewowe, które będą wprowadzone być może już od przyszłego roku, spowodują, że wyeliminujemy problem rdzeniowego zaniku mięśni jako choroby tak ciężko upośledzającej pacjenta, ale i funkcjonowanie całej jego rodziny – mówi prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

W czasie pandemii Polacy częściej remontują mieszkania i zmieniają wystrój. Sklepy budowlane z dużymi wzrostami sprzedaży

Praca zdalna i lockdown sprawiły, że Polacy częściej decydowali się na remont mieszkań, a wiosną ruszyli do prac ogrodowych. W efekcie sklepy budowlane, mimo pandemii koronawirusa, zanotowały w II i III kwartale 2020 roku kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży. Spowolnienie widać było jednak w sprzedaży takich produktów jak znicze przed 1 listopada. – Zakładamy, że początek 2021 roku może wykazywać tendencję spadkową, ale już od II kwartału powinniśmy powrócić na ścieżkę dynamicznego wzrostu – ocenia Paweł Stefaniak, dyrektor handlowy Bricomarché.

 Na wiosnę i w lecie Polacy nie tylko rozpoczęli remonty swoich mieszkań, ale też masowo ruszyli do prac ogrodowych. Więcej czasu spędzali w domu, co spowodowało, że nie tylko zapragnęli zmienić wystrój wnętrz, ale też musieli przystosować je do zdalnej pracy oraz zdalnej nauki. Przełożyło się to na kilkunastoprocentowy wzrost sprzedaży w II i III kwartale br. – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Stefaniak.

Z badania platformy Homebook.pl („Jak wyglądają remonty w polskich domach?”) wynika, że 47 proc. ankietowanych przeprowadziła remont w ciągu minionych trzech miesięcy, a co piąty – w czasie ostatniego roku. Z deklaracji Polaków badanych przez Santander Consumer Bank we wrześniu wynikało zaś, że blisko 20 proc. osób planowało remont jesienią.

Raport Homebook.pl wskazuje też, że najczęściej Polacy decydowali się na malowanie ścian jako najszybszy i najprostszy sposób na nową aranżację wnętrza (91 proc.). Prawie trzech na czterech postawiło na nowe meble, a 71 proc. – na zmianę dodatków. W dalszej kolejności uczestnicy badania wymieniali montaż nowej podłogi (67 proc.) i zakup nowych sprzętów kuchennych (50 proc.).

Podczas pierwszego lockdownu dużą popularnością cieszyły się też prace ogrodowe. Według analiz Cyrek Digital od 13 marca do 3 kwietnia na platformie Allegro kategoria Dom i ogród stała się czwartą największą pod względem sprzedaży, ze wzrostem wartości sprzedaży o 50 proc. r/r.

 Wprowadzone obostrzenia spowodowały nie tylko wzrost sprzedaży online, ale również zmianę zachowania klienta w sklepach stacjonarnych. Notujemy bardzo duży wzrost koszyka, a jednocześnie brak realnego wzrostu liczby paragonów, co oznacza, że klienci dokonują zakupów rzadziej, ale znacznie większych – analizuje dyrektor handlowy Bricomarché.

Także IV kwartał przyniósł wzrosty sprzedaży. Obostrzenia związane z pandemią wpłynęły jednak na spadek zainteresowania świątecznymi akcesoriami. Dużo mniejsza była np. sprzedaż zniczy przed 1 listopada.

– Wstępnie podsumowując bieżący rok, oceniamy, że był on trudny dla wielu branż, w tym także dla branży budowlanej. Bardzo znaczący wpływ miała niepewność dotycząca ogólnej sytuacji gospodarczej, a także spadek inwestycji. Pozytywna okazała się natomiast dodatnia dynamika w zakresie przeprowadzanych remontów. Zakładamy, że początek 2021 roku może wykazywać jednak tendencję spadkową, ale już od II kwartału powinniśmy powrócić na ścieżkę dynamicznego wzrostu – ocenia Paweł Stefaniak.

Na wzrosty sprzedaży, mimo pandemii, wpłynęła też większa liczba mieszkań, które trafiły na rynek. Z raportu GUS „Budownictwo mieszkaniowe w okresie I–XII 2020 r.” wynika, że w ciągu 11 miesięcy oddano do użytkowania 196,4 tys. mieszkań, czyli o 6 proc. więcej niż przed rokiem. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 127,3 tys. mieszkań – o 8,6 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku, a inwestorzy indywidualni – 65,8 tys., o 6,1 proc. więcej. Z drugiej jednak strony zamknięcie hoteli, restauracji i ogólne spowolnienie w gospodarce wstrzymało część inwestycji, przez co dynamika sprzedaży w branży budowlanej była niższa od spodziewanej.

– Przedsiębiorcy wstrzymują pewne inwestycje ze względu na dużą niepewność – zauważa ekspert.

Choć w ostatnich miesiącach wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytkowania, spadła za to liczba wydanych pozwoleń oraz mieszkań, których budowę rozpoczęto. Jak podaje GUS, po 11 miesiącach 2020 roku liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, jest niższa o 6,6 proc. r/r, w samym sektorze deweloperskim spadek przekroczył 9 proc. Może się to przełożyć na gorsze wyniki sklepów budowlanych na początku 2021 roku.

– Branża remontowa zawsze jednak rządzi się trochę innymi prawami. To nie tylko dekoracja istniejących wnętrz, ale często też naprawa. Także cała część związana z sezonem ma swój cykl i klienci w danych okresach mają potrzebę zrobienia zakupów, aby np. utrzymać ogród. Spadek inwestycji to niewątpliwie zagrożenie, natomiast należy patrzeć optymistycznie przynajmniej na tę część związaną z remontami – prognozuje dyrektor handlowy Bricomarché.

Pierwsze europejskie decyzje w sprawie aukcji 5G i wykluczenia Huaweia. Rozstrzygnięcie sądowe może mieć wpływ na wdrożenie sieci w całej UE

Aukcja na częstotliwości 5G w Szwecji może ruszyć na zasadach, które pozwalają na wykluczenie Huaweia z dostaw sprzętu – wynika z orzeczenia szwedzkiego sądu apelacyjnego. To nie musi jednak oznaczać wykluczenia chińskiego dostawcy, bo przed tamtejszym sądem administracyjnym toczy się jeszcze jedno, kluczowe w tej sprawie postępowanie. Jeżeli sąd przychyli się do wniesionej skargi, może to mieć wpływ na orzecznictwo także w innych krajach Europy i prowadzonych przez nie przygotowaniach do wdrożenia 5G.

– Wykluczenie Huaweia z budowy sieci 5G w Szwecji nie jest jeszcze przesądzone – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, założyciel kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Szwecja jako drugi kraj po Wielkiej Brytanii wykluczyła w październiku chiński koncern technologiczny Huawei z budowy infrastruktury dla sieci 5G. Tamtejszy organ regulacyjny – Urząd ds. Poczty i Telekomunikacji (PTS) – ogłosił dwa miesiące temu aukcję na częstotliwości 3,5 GHz i 2,3 GHz dedykowane nowej technologii. Przyjęte przez PTS kryteria uniemożliwiają operatorom telekomunikacyjnym wykorzystanie sprzętu niektórych producentów. Według orzeczenia także istniejąca już infrastruktura 5G, bazująca na sprzęcie marki Huawei, ma zostać wycofana do 2025 roku.

Chiński koncern odwołał się od tych decyzji do sztokholmskiego sądu administracyjnego, który wstrzymał decyzję PTS wykluczającą Huaweia z dostaw sprzętu telekomunikacyjnego. To zaś spowodowało zawieszenie aukcji na częstotliwości 5G. Regulator nie pozostał jednak bierny i złożył apelację do Kammarrätten – sądu apelacyjnego. Ten 16 grudnia uwzględnił odwołanie PTS i uchylił wcześniejszą decyzję sądu administracyjnego, dzięki czemu aukcja może być kontynuowana na październikowych zasadach. Jak podkreśla ekspert, nie oznacza to jednak, że sprawa została rozstrzygnięta i zamknięta.

 Rozstrzygnięcie szwedzkiego sądu apelacyjnego, czyli Kammarrätten, dotyczyło tylko tzw. kwestii wpadkowej. Chodziło o zabezpieczenie prawne – w postaci wstrzymania aukcji przez PTS – na czas rozstrzygnięcia kwestii zasadniczej, czyli odwołania Huaweia od decyzji PTS dotyczącej wykluczenia tej firmy z dostaw sprzętu telekomunikacyjnego dla operatorów – wskazuje prof. Maciej Rogalski.

PTS ogłosił już, że aukcja na częstotliwości 5G ruszy ponownie 19 stycznia przyszłego roku. Tymczasem przed sztokholmskim sądem administracyjnym wciąż toczy się postępowanie w kluczowej sprawie, zaskarżającej decyzję PTS o wykluczeniu Huaweia z dostaw sprzętu. Co istotne, Kammarrätten zastrzegł też, że jego decyzja nie ma wpływu na przyszłe orzeczenia w tej sprawie. Dlatego – jak wskazuje rektor Uczelni Łazarskiego – jest kilka różnych scenariuszy tego, jak potoczy się sytuacja.

– Sąd apelacyjny może oddalić skargę Huaweia, a PTS przeprowadzi aukcję bez zakłóceń i przyzna koncesje operatorom na korzystanie z częstotliwości. Prawdopodobny jest jednak również scenariusz, w którym PTS przeprowadzi aukcję i rozdysponuje częstotliwości operatorom, a później sąd administracyjny – po zakończeniu prowadzonego postępowania w tej sprawie – wyda wyrok uwzględniający odwołanie Huaweia, czyli uzna, że decyzja o wykluczeniu tego koncernu była bezprawna – mówi.

Jak podkreśla ekspert, to spowodowałoby konieczność unieważnienia już przeprowadzonej aukcji i jej powtórzenie, co wywołałoby chaos na szwedzkim rynku telekomunikacyjnym.

– Trudno sobie wyobrazić, jaki to spowoduje chaos na każdej płaszczyźnie: rynku telekomunikacyjnego, operatorów, dostawców czy wreszcie konsumentów. Dlatego wydaje się, że w tej sytuacji naturalne powinno być powstrzymanie się od kontynuowania aukcji na obecnych warunkach do czasu rozstrzygnięcia sprawy, przynajmniej w pierwszej instancji sądowej. Z informacji prasowych wynika, że sąd apelacyjny też sugerował takie podejście. Niewykluczone więc, że PTS ponownie przesunie termin rozpoczęcia aukcji, jeżeli 19 stycznia okaże się, że nie ma jeszcze orzeczenia sądu w tej sprawie – mówi prof. Maciej Rogalski.

Huawei, zaskarżając decyzję PTS o wykluczeniu go z dostaw sprzętu, powołał się nie tylko na szwedzkie, lecz także międzynarodowe prawo dotyczące wolności prowadzenia działalności gospodarczej, w tym m.in. unijne zapisy Europejskiego kodeksu łączności elektronicznej. To sprawia, że decyzja, którą szwedzki sąd administracyjny podejmie w sprawie chińskiego koncernu, może wpłynąć również na inne kraje Europy i prowadzone przez nie przygotowania do wdrożenia 5G.

– Rozstrzygnięcie w tej sprawie, dotyczące podstawowych kwestii, takich jak prawo do swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej, nastąpi na podstawie przepisów obowiązujących we wszystkich krajach UE. Będzie więc rzutować na inne, analogiczne sprawy w innych krajach europejskich. Nie jest wykluczone, że ta sprawa może mieć kontynuację przed europejskimi sądami, jak np. Trybunał Sprawiedliwości UE, z uwagi na możliwość naruszenia praw podstawowych UE – wskazuje założyciel kancelarii Rogalski i Wspólnicy.

Jak podkreśla, w Polsce rozpoczęcie aukcji, w ramach której będą podejmowane decyzje wykluczające lub ograniczające działalność dostawców sprzętu, według obecnie obowiązujących przepisów rodzi jeszcze większe ryzyko niż w Szwecji. Nie ma bowiem w krajowym prawie zapisów, które umożliwiałyby takie decyzje.

– Polska aukcja będzie się odbywać na podstawie obecnie obowiązującego prawa telekomunikacyjnego. Tymczasem od 21 grudnia br. powinny obowiązywać przepisy, które wprowadzają Europejski kodeks łączności elektronicznej. Z tym dniem przestają także obowiązywać dyrektywy łączności elektronicznej, na których opiera się polska ustawa Prawo telekomunikacyjne. W Szwecji zaimplementowano już kodeks do przepisów krajowych. Kilka miesięcy temu zmieniono przepisy, na podstawie których została wydana decyzja PTS ograniczająca udział Huaweia w dostawach telekomunikacyjnych. W Polsce takich zmian nie wprowadzono. Miała je wprowadzić nowela ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, ale dotychczas nie została przyjęta i nie wiadomo, kiedy to nastąpi – wyjaśnia prof. Maciej Rogalski.